„Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie”. W 76. rocznicę śmierci prof. Feliksa Konecznego

„Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie”. W 76. rocznicę śmierci prof. Feliksa Konecznego

Kajetan Rajski https://pch24.pl/polska-albo-bedzie-katolicka-albo-jej-nie-bedzie-w-76-rocznice-smierci-prof-feliksa-konecznego/

(Feliks Koneczny)

„Ojciec umarł dzisiaj o 9 rano. Umarł spokojnie, przytomny. Agonii prawie nie było. Usnął nagle” – pisała 10 lutego 1949 r. Bronisława Koneczna, córka prof. Feliksa Konecznego. W wieku niespełna 87 lat odszedł jeden z najwybitniejszych umysłów, jakie miała dwudziestowieczna Polska. Po latach nazwano go mianem „vir catholicissimus” – „mąż najbardziej katolicki”.

To, w jaki sposób dziedzictwo prof. Feliksa Konecznego zostało zaprzepaszczone, a jego nazwisko niemal zapomniane lub zmieszane z błotem, najlepiej scharakteryzował Paweł Jasienica w swym „Pamiętniku”: „Krajowe losy dorobku profesora stanowią wcale niezłą ilustrację umiejętności nie występującej ani w cywilizacji łacińskiej, ani w turańskiej, za to będącej spécialité de la maison Polaków. Mówię o nieprawdopodobnym zamiłowaniu do marnotrawstwa, o nałogowym lekceważeniu własnego dorobku kulturalnego”. Jest to świadectwo wartościowe nie tylko z tego powodu, że Jasienica przez rok uczęszczał w Wilnie na wykłady Konecznego, ale też z racji, że trudno go uznać za publicystę katolickiego czy konserwatywnego, potrafił wszelako docenić po latach dorobek swojego wykładowcy.

Z ojca Czecha, matki Czeszki

Feliks Koneczny urodził się 1 listopada 1862 r. w Krakowie. Jego ojciec, Józef, pochodził z Moraw, do Krakowa przybył w latach czterdziestych XIX w., by podjąć studia na uniwersytecie. Z powodu uczestnictwa w powstaniu krakowskim 1846 r. został usunięty z uczelni i przez kolejne dekady pracował na kolei. Matka Feliksa, Józefa, również była Czeszką. Nie bez powodu Profesor w swoich notatkach pisał po latach: „Urodziłem się (…) z obojga Czechów, nie ma tedy we mnie ani kropli krwi polskiej”. Rodzina szybko się polonizowała i Feliksa można już bez wątpienia uznać za Polaka, choć kontakty z czeską rodziną były podtrzymywane jeszcze w latach czterdziestych XX w., a sam Profesor biegle posługiwał się czeskim językiem (był zresztą tłumaczem przysięgłym).

„Matki nic a nic nie pamiętam, miałem niespełna 15 miesięcy, kiedy mię obumarła – pisał Feliks – Ojciec powtórnie się ożenił. Wkrótce po ślubie przeniesiono go na posadę do Lwowa”. Macocha traktowała swego pasierba w sposób daleki od wzorcowego, celowo sprawiała kilkuletniemu chłopcu przykrości, pozbawiała go zabawek, w zamian faworyzując swojego syna. Nic dziwnego, że kilkunastoletni Feliks sprawiał problemy wychowawcze, opuszczał się w nauce, ostatecznie maturę zdał eksternistycznie w wieku dwudziestu jeden lat. Dopiero dostanie się na studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego otworzyło przed nim szerokie horyzonty. Stopień doktora otrzymał w 1888 r. broniąc pracę zatytułowaną „Najdawniejsze stosunki Inflant z Polską do r. 1393”.

Młodemu historykowi, będącemu synem niskiego szczebla urzędnika kolejowego, bez koneksji rodzinnych i towarzyskich, nie było łatwo przebić się do ekskluzywnego, a niekiedy i arystokratycznego środowiska krakowskich uczonych. W roku 1890 wziął udział w ekspedycji historyków, mającej na celu kwerendę w Archiwach Watykańskich, otwartych dla badań w wyniku decyzji papieża Leona XIII. Pracował w Akademii Umiejętności, następnie jako bibliotekarz w Bibliotece Jagiellońskiej. W sposób szczególny zajmował się dziejami relacji polsko-krzyżackich.

Książki „dla ludu”

Koneczny wychodził z niezwykle cennego założenia, nie zawsze spotykanego u historyków, że praca naukowa i badania to jedno, ale koniecznym jest także spopularyzowanie tych badań wśród różnych warstw społecznych, że badacz dziejów oprócz obowiązków wobec prawdy i nauki ma także obowiązki względem swojej Ojczyzny, niesprzeczne z nauką i tak samo oparte na fundamencie prawdy. Stąd od końca lat dziewięćdziesiątych XIX w. rozpoczął cykl publikacji, w których popularyzował dzieje Polski.

Jako pierwsze ukazały się w Bytomiu w roku 1897 „Dzieje Śląska”, dotyczące losów ukochanej przez Konecznego dzielnicy polskiej („za Wrocław to bym się bił!” – mawiał do wnuka). We wstępie do książki pisał: „Otwieramy księgę dziejów, bośmy ciekawi, dla kogo też najpierw Opatrzność chleb z tej ziemi przeznaczyła? Bo nam mówią często po niemiecku, że my tutaj przybłędy i tylko z łaski cierpieni na komornym. Przepraszamy panów Niemców, że też i my czytać umiemy i zajrzymy sobie sami do historii. Dawno to już trzeba było zrobić, ale lepiej choć późno, niż nigdy”. Książka była wielokrotnie wznawianym bestsellerem na Śląsku, gdzie wydatnie przyczyniła się do rozbudzenia polskości. W kolejnych latach ukazywały się „Dzieje Polski”, „Dzieje Polski za Piastów”, „Dzieje Polski za Jagiellonów” oraz „Dzieje Polski opowiedziane dla młodzieży”. Za to tuż przed wybuchem II wojny światowej wyszła drukiem praca „Święci w dziejach narodu polskiego”.

Jaka Polska?

Scharakteryzowanie myśli społeczno-politycznej Feliksa Konecznego nie należy do najprostszych zadań nie tyle z powodu ogromu materiału, który po sobie pozostawił, ile przede wszystkim ze stopniowej ewolucji, jaką przechodził. W latach 1905-1914 redagował miesięcznik „Świat Słowiański”, na łamach którego starał się promować ideę słowianofilstwa, mającego stać się przeciwwagą zarówno dla niemieckich planów w stosunku do Europy Środkowej, jak i rosyjskiego w swej genezie panslawizmu. Osobiście nigdy nie włączył się w czynną politykę, należał do Klubu Konserwatywnego, z którego zrezygnował przeszedłszy do Stronnictwa Katolicko-Narodowego. Sympatyzował także z ruchem ludowym, ideami chrześcijańsko-demokratycznymi oraz narodowo-demokratycznymi. Pod koniec życia stawał się sceptyczny wobec republikanizmu, stając się monarchistą. W czasach II wojny światowej współpracował z konspiracyjnym środowiskiem „Unii” Jerzego Brauna, publikując w podziemnej prasie.

Na łamach „Trybuny Narodu” w 1927 r. Feliks Koneczny ogłosił drukiem „Czterdzieści tez zasadniczych”, stanowiących rekapitulację jego poglądów. Pierwsze trzy tezy brzmiały następująco: „Ze wszystkich spraw publicznych najbardziej publiczną jest religia. Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie. Cokolwiek zmierza do wyrządzenia szkody Kościołowi katolickiemu, jest zarazem szkodliwe dla Polski”. Są to słowa, za które znienawidzony jest do dnia dzisiejszego przez środowiska liberalno-lewicowe.

Do najcenniejszych pereł w dorobku Konecznego należy jego autorska koncepcja cywilizacji, którą zdefiniował jako „metodę ustroju życia zbiorowego”. Znaczną część swej naukowej i publicystycznej pracy poświęcił cywilizacji łacińskiej, gwarantującej człowiekowi najbardziej wszechstronny rozwój, zarówno materialny, jak i przede wszystkim duchowy. Oprócz cywilizacji łacińskiej wyróżnił także, a częściowo opisał, następujące metody ustroju życia zbiorowego: bizantyńską, turańską, żydowską, arabską, chińską i bramińską.

Rodzinne polskie drogi

Piękny, wzruszający, a jednocześnie tragiczny jest element rodzinny biografii Feliksa Konecznego. Ożenił się z Marcelą z domu Krč, trzy lata starszą od siebie Czeszką. Zachowały się wymieniane pomiędzy nimi listy miłosne. Feliks pisał do Marceli m.in.: „Chciałem Ci przypomnieć ten kwiat polny, którym się bawiłaś, kiedy Cię poznałem (…). A teraz niech Ci jeszcze powiem, że Cię kocham, i że drugi raz na świat chciałbym przyjść tylko pod tym warunkiem, że znów będę Twój na wieki”. Miłość między nimi przetrwała próbę czasu. Na początku jednej ze swych książek Koneczny zamieścił dedykację: „Robót życia wspólniczce, wiary, nadziei, miłości, prządce niestrudzonej, żonie swojej poświęca autor”. Marcela zmarła w roku 1935. Do naszych czasów zachowała się fotografia pogrążonego w smutku i modlitwie Profesora stojącego nad trumną żony.

Doczekali się trojga potomstwa: Bronisławy (ur. 1889), Czesława (1890) oraz Stanisława (1892). Warto zauważyć, że wszystkie dzieci Profesora otrzymały imiona polskich świętych. Bronisława nigdy nie wyszła za mąż. Była uzdolniona artystycznie, malowała obrazy, studiowała na Akademii Sztuk Pięknych, zaprojektowała okładkę napisanej przez ojca książki „Tadeusz Kościuszko. Życie, czyny, duch”. Prowadziła sklep jubilerski w krakowskich Sukiennicach, co pozwoliło rodzinie na zakup domu na Salwatorze (do dziś istniejący budynek przy ul. Św. Bronisławy 18 w Krakowie). Zmarła w 1951 r.

Starszy z synów, Czesław, ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, został sędzią i przez okres dwudziestolecia międzywojennego piął się po szczeblach kariery aż do stycznia 1939 r., gdy mianowano go sędzią Sądu Najwyższego. W połowie sierpnia 1944 r. wraz z żoną Marią zostali zamordowani przez Niemców tłumiących Powstanie Warszawskie. Zmarli bezdzietnie. Młodszy syn, Stanisław, poszedł w ślady starszego brata obierając ścieżkę prawniczą. Prowadził kancelarię adwokacką i notarialną na Górnym Śląsku, działał w Akcji Katolickiej. W okresie II wojny światowej był członkiem siatki wywiadu ofensywnego Armii Krajowej na terenie III Rzeszy o kryptonimie „Stragan”. W wyniku zdrady Ludwika Kalksteina, znanego z wydania gen. Stefana Roweckiego „Grota”, znaczna część struktury konspiracyjnej została zdemaskowana przez gestapo. W sierpniu 1943 r. przy ul. Mikołajskiej w Krakowie aresztowano Stanisława Konecznego. Wyrok śmierci 15 sierpnia 1944 r. „w imieniu ludu niemieckiego” wydał przewodniczący składu sędziowskiego dr Bruno Makart (1893-1959), sędzia Sądu Ludowego w Berlinie, po 1945 r. dyrektor sądu administracyjnego w Kolonii. Stanisław Koneczny został ścięty toporem w więzieniu w Brandenburgu nad Hawelą we wrześniu 1944 r. Jego żona, Wanda, zmarła w roku 1948. Dwaj synowie, Wiesław i Jacek, nie założyli rodzin.

Na trudności życiowe, prześladowania, tragedie, Feliks Koneczny miał wyłącznie jedną radę: „Tylko liche charaktery uginają się pod prześladowaniem, zacni ludzie nabierają jeszcze więcej hartu i jeszcze mocniej przywiązują się do swych ideałów”. Ideałom wynikającym z cywilizacji łacińskiej pozostał do końca wierny.

Kajetan Rajski – redaktor serii „Dzieł zebranych” Feliksa Konecznego (www.ksiegarniamiles.pl)

źródło: polona.pl

Pakt samobójczy dla Polski – dobry czy zły?

Pakt samobójczy dla Polski – dobry czy zły?

Autor: CzarnaLimuzyna, 9 lutego 2025 https://ekspedyt.org/2025/02/09/pakt-samobojczy-dla-polski-dobry-czy-zly/

AI

Czasoprzestrzeń podczas kampanii wyborczej ulega zakrzywieniu. Notoryczni kłamcy zaczynają mówić prawdę, inni kłamią jeszcze bardziej. Pojawiają się nagle nagrania, filmy, zdjęcia i nieistniejące dokumenty.

Presji kampanijnej uległ Moskal. Jeżeli ktoś nie pamięta kto zacz, przypomnę. To „stary hunwejbin” Gnoma Sromotnika [tak b. niechętni nazywają JK… md], autor „piątki dla zwierząt” wycofanej po rolniczych protestach. Pan Moskal namawiał też prezesa do rezygnacji z „wojny kulturowej” i zazwyczaj milczał na temat nachodźców. Dziś jednak z powodu wyborów, pod wpływem chwilowej „mądrości etapu”, zajął stanowisko propolskie.

Moskal ujawnił dokument, który zadaje kłam słowom Tuska o „migrantach” w pakiecie samobójczym dla Polski znanym opinii publicznej jako „pakt migracyjny”. Tusk na początku bredził, że Polska będzie beneficjentem unijnego dyktatu –  „Polska będzie beneficjentem paktu migracyjnego”.

Słowa te były tak absurdalne, że nawet koalicjant Kobosko mocno się zdziwił, mówiąc:

Przyznam się, że nie do końca wiem, o co chodzi premierowi, kiedy mówi, że Polska będzie beneficjentem paktu migracyjnego.

Tymczasem z dokumentów, które ujawnił Moskal wynika, że ekipa Tuska przygotowuje się do procesu przyjęcia fałszywych azylantów. “W ten proces zaangażowane ma zostać nawet Wojsko Polskie, które ma odpowiadać za przewóz nielegalnych imigrantów z punktów granicznych do ośrodków azylowych na terenie Polski”.

Co na to Tusk?

Polska nie przyjmie…  żadnych ciężarów związanych z mechanizmem relokacji

Śledzenie komunikatów ze strony PiS albo KO nie ma, moim zdaniem, żadnego sensu. Jedyną weryfikacją byłoby wydalenie z Polski wszystkich nieproszonych gości, a tych jest wedle szacunku ponad milion.

Traktujemy was jak idiotów i to wystarcza

Ekipa Tuska nie kwapi się do takich działań zapowiadając, że procedura deportacji będzie stosowana tylko w przypadku konfliktu z prawem. Kandydat na miejsce w Belwederze, Trzaskowski coś przebąkiwał o tysiącu deportowanych, co jest kpiną w sytuacji wtargnięcia do Polski liczby kilkaset razy większej.

Jeżeli my, Polacy chcemy naprawdę zwiększyć realnie nasze bezpieczeństwo powinniśmy domagać się natychmiastowego rozpoczęcia akcji deportacji wszystkich niechcianych migrantów, w tym przesiedleńców z Ukrainy.

Zamiast gadać tylko o pakcie migracyjnym powinniśmy zażądać natychmiastowej deportacji nieproszonych gości w Polsce – już teraz. To będzie sprawdzianem woli politycznej każdej partii. Można dostosować prawo w jeden miesiąc. Potem będzie za późno!

USAID, czyli studnia bez dna lewicy i złodziei

USAID, czyli studnia bez dna lewicy i złodziei

10.02.2025 Autor:Marek Bober

Marco Rubio oraz logo USAID
Marco Rubio oraz logo USAID. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: domena publiczna (kolaż)

„Zostań w domu i nie zawracaj sobie głowy przychodzeniem do biura” – taką wiadomość przekazano w poniedziałek, 3 lutego, pracownikom Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID), którym nakazano trzymać się z dala od miejsca pracy w Waszyngtonie.

Porada ta pojawiła się w zawiadomieniu rozesłanym do urzędników po tym, jak Elon Musk ogłosił, że prezydent Donald Trump zgodził się z nim, aby zamknąć agencję. Pracownicy nie tylko nie mogli podjąć pracy, zostali także zablokowani w systemach komputerowych.

Musk, Trump i niektórzy republikańscy ustawodawcy wzięli na celownik USAID, która nadzoruje programy – formalnie – humanitarne, rozwojowe i bezpieczeństwa w około 120 krajach, oskarżając ją o „zbaczanie z kursu”.

Wydatki agencji są ustalane przez Kongres. Według raportu Congressional Research Service budżet USAID na rok fiskalny 2023 wyniósł około 40 miliardów dolarów. Ale i tutaj panuje bałagan, gdyż pojawiają się informacje, że było to ponad 70 mld.

W 2016 r. USAID zgłosiła, że ma 10 235 pracowników na liście płac finansowanej przez podatników w USA.

Musk zaatakował agencję, nazywając ją wprost „organizacją przestępczą”. Coś w tym jest. Sam Trump potępił ją jako „prowadzoną przez radykalnych szaleńców” i powiedział, że zastanowi się co do jej przyszłości.

Nadzoruje Marco Rubio

Decyzja ta jest kontynuacją jednego z wielu działań prezydenta Trumpa podjętych pierwszego dnia urzędowania, dyrektywy mającej na celu ponowną ocenę i dostosowanie pomocy zagranicznej USA. „Amerykański przemysł pomocy zagranicznej i biurokracja nie są zgodne z amerykańskimi interesami, a w wielu przypadkach są sprzeczne z amerykańskimi wartościami – głosi rozporządzenie. – Służą destabilizacji pokoju na świecie poprzez promowanie idei w krajach zagranicznych, które są bezpośrednio sprzeczne z harmonijnymi i stabilnymi relacjami wewnętrznymi i między krajami”. I dalej: „Polityką Stanów Zjednoczonych jest, że żadna dalsza pomoc zagraniczna USA nie będzie wypłacana w sposób, który nie jest w pełni zgodny z polityką zagraniczną Prezydenta Stanów Zjednoczonych”.

Trump wprowadził bezprecedensowe 90-dniowe zamrożenie pomocy zagranicznej. Agencję tymczasowo przekazano pod nadzór sekretarza stanu Marco Rubio. Wszystkim zagranicznym misjom USAID nakazano zamknięcie, a wszyscy pracownicy mieli być odwołani do piątku, 7 lutego.

USAID powinna zniknąć

Elon Musk uważa, że USAID jest nie tylko organizacją przestępczą, ale w ogóle powinna zniknąć. Marco Rubio twierdzi z kolei, że urzędnicy nowej administracji znaleźli dowody „rażącej niesubordynacji”. Dodaje: „Zasadniczo przekształcili się w agencję, która uważa, że nie jest nawet agencją rządu USA, że jest globalną organizacją charytatywną, że bierze pieniądze podatników i wydaje je jako globalna organizacja charytatywna, niezależnie od tego, czy jest to w interesie narodowym, czy nie”.

Demokraci natomiast mówią, że Trump nie może tak po prostu zamknąć agencji lub wprowadzić zmiany. Gerry Connolly, kongresman z Wirginii, mówi: „Kongres stworzył na prośbę prezydenta Johna F. Kennedy’ego w 1961 r. Foreign Assistance Program, a my skodyfikowaliśmy go w Foreign Assistance Act z 1961 r. Został on zmieniony niezliczoną ilość razy w ciągu ostatnich 64 lat. Jeśli tworzysz agencję na mocy ustawy, tak jak zrobiliśmy to wtedy, aby ją przekształcić lub połączyć z inną agencją lub ją zlikwidować, moim skromnym zdaniem, wymaga to również ustawy Kongresu”.

Z kolei republikanie, głównie z ruchu MAGA, sądzą, że USAID jest symbolem deep state, narzędziem radykalnej lewicy, często narzędziem politycznym, źródłem oszustw i korupcji. Trudno odmówić im racji. Pieniądze amerykańskich podatników są najzwyczajniej marnowane i rozkradane. Polityczne przepychanki jeszcze potrwają, ale pieniądze odcięto. Jeśli kiedykolwiek wrócą, to będzie to zupełnie inaczej wyglądało.

Absurdalne marnotrawstwo

Wydatki zagraniczne zawsze budziły kontrowersje i podejrzenia. Były bowiem łatwym łupem, także dla ludzi i firm w USA. Pośrednictwo dawało łatwy zarobek. Pytano na przykład, po co Amerykanie mają się składać, aby wydawać 2,5 miliona dolarów na pojazdy elektryczne w Wietnamie?

Sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt mówi, że agencja okazała się kiepskim zarządcą pieniędzy podatników. „Jeśli spojrzymy na marnotrawstwo i nadużycia, które miały miejsce w USAID w ciągu ostatnich kilku lat, to znajdziemy szalone cele, na które ta organizacja wydaje pieniądze” – powiedziała. Wśród wydatków znalazło się 1,5 miliona na „rozwój DEI (Diversity, Equity and Inclusion – różnorodność, równość i integracja) w miejscach pracy w Serbii”. Inny wydatek obejmował „70 tys. dolarów na produkcję musicalu DEI w Irlandii”. Agencja wydała również 47 tys. dol. na „transpłciową operę” w Kolumbii i 32 tys. dol. na „transpłciowy komiks” w Peru. Wszystko w imię ideologii woke, cancel culture i promowania LGBT.

„Nie wiem, jak inni, ale jako amerykański podatnik nie chcę, żeby moje dolary szły na to gówno i wiem, że Amerykanie też nie chcą, i do przypilnowania tego właśnie Elon Musk został zobowiązany przez prezydenta Trumpa” – powiedziała Leavitt.

Kierowany przez Muska Department of Government Efficiency (Departamentu Efektywności Rządowej, DOGE) ujawnił, że administracja Joe Bidena przeznaczyła 50 mln dol. na prezerwatywy dla strefy Gazy oraz 15 mln na dystrybucję „doustnych środków antykoncepcyjnych i prezerwatyw” dla Afganistanu. Ponadto kolejne 37 milionów dolarów dla Światowej Organizacji Zdrowia.

DOGE szczegółowo opisał część wydatków USAID, w tym 45 milionów na stypendia na rzecz DEI w Mjanmie, 520 milionów na „inwestycje konsultantów w zakresie środowiska, spraw społecznych i zarządzania w Afryce” oraz 1,2 miliarda w formie nagród dla nieujawnionych odbiorców.

Leavitt potępiła te wydatki jako „absurdalne marnotrawstwo pieniędzy podatników”. Wyjaśniła: „Co to oznacza? Koniec z finansowaniem nielegalnych programów DEI, oznacza to koniec z finansowaniem nowego »zielonego« oszustwa”. I dobrze.

Krzyki z Polski

Celem USAID było pomaganie Stanom Zjednoczonym w zdobywaniu „serc i umysłów” ludzi w biednych krajach poprzez pomoc ekonomiczną, pomoc humanitarną i działania obywatelskie. To było także narzędzie polityki zimnowojennej, które czasami wykorzystywane było jako przykrywka dla operacji i agentów CIA.

Z czasem program stał się przykrywką do wspierania radykalnie lewicowej ideologii środowisk neomarksistowskich i LGBT oraz „progresywnych” organizacji.

Na takie pieniądze robiono skok także w Polsce. Niedawno „załapali się” na nie „obrońcy demokracji” i „edukatorzy” z Tour de Konstytucja i neobolszewicy z „Krytyki Politycznej”. Teraz protestują i wysyłają groźby pod adresem nowej administracji w Waszyngtonie, że nie mogą działać a mają zobowiązania. Twierdzą, że bez tych i innych środków z zagranicy zawali się w Polsce demokracja i społeczeństwo obywatelskie. Jak powszechnie wiadomo, łatwo się działa, jeśli ktoś da pieniądze, niż gdy te pieniądze wyłoży się z własnej kieszeni lub po prostu zarobi.

Z takiej zasady wychodzą też inni i dlatego sięgnęli po pieniądze amerykańskiego podatnika. Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT Tolerado – 49,7 tys. dol. na organizację VI Kongresu Miast Maszerujących. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę – 48,5 tys. dol. na program „LGBT Plus Me”. Federacja Znaki Równości – 30 tys. dol. na wsparcie członków społeczności LGBT+ wchodzących na rynek pracy. Płaczą po stracie łatwych pieniędzy Fundacja Helsińska, Kampania Przeciw Homofobii i podobne ideologiczne twory. To dobrze, bo przy okazji wielu ludziom otworzą się oczy.

Będziemy musieli ścigać ludzi

Richard Grenell, najważniejszy wysłannik prezydenta Trumpa ds. misji specjalnych i były ambasador w Niemczech, mówi, że na pierwszy rzut oka USAID brzmi jak dobry pomysł, ale gdy przyjrzeć się bliżej, diabeł tkwi w szczegółach. „Cały pomysł na USAID – mówi – brzmi na papierze niesamowicie – jest po prostu po to, aby promować nasze wartości i pomóc wzmocnić Amerykę. Ale problem polega na tym, że gdy spojrzymy na szczegóły tego, co działo się przez ostatnie 10–15 lat, to naprawdę jest to skandal”.

Wyjaśnił, że śledztwa nad wydatkowaniem pieniędzy właśnie się rozpoczęły. „I być może będziemy musieli ścigać ludzi – dodaje – którzy nadużyli pieniędzy podatników i pozwolili, aby zostały przeznaczone na programy, które tak naprawdę nie pomagały Ameryce, ale miały charakter polityczny”.

Gdyby pieniądze z USAID były rzeczywiście przeznaczone na pomoc ofiarom wojen, klęsk żywiołowych i epidemii, pewnie większość amerykańskich podatników nie miałaby z tym większego problemu. To zaledwie 0,7 federalnego budżetu. Jednak gdy pieniądze idą na promocję i utrzymanie lewicowych szaleńców, jeśli są łatwym łupem mentalnych dziwolągów i przy okazji kradzieży, trzeba powiedzieć „stop”. I sprawdzić.

Trump to zrobił i być może będzie chciał zwrotu pieniędzy.

Sunday Strip: When you find out who is funding the government. MEMy, ale amerykańskie…

Sunday Strip: DOGEing the Dems

When you find out who is funding the government

Robert W Malone MD, MS Feb 09, 2025





























https://www.youtube-nocookie.com/embed/V_M3Jw3zoPY?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0





Mission: “Save the Cat”

Obstacle: “The Cat”

or to frame it another way ….

DOGE’s Mission: “Save the Government”

Obstacle: “The Government” (particularly the judiciary)

Never forget – Paraphrasing Murray Rothbard, the role of the Judiciary in the modern administrative state is to legitimize and support the State.

Pół-Tusk

8 lutego  2024 5. | Nr 6/2025 (710) Małgorzata Todd
mtodd

           Szanowni Państwo!
           Jaka jest różnica między Sokratesem a Trzaskowskim? „Wiem, że nic nie wiem” – powiedział ten pierwszy. Natomiast Szambolan Warszawy wie wszystko, prócz tego, o co go pyta wraży dziennikarz.
           Czy Trzaskowski jest Pół-Tuskiem, czy półgłówkiem z Pułtuska? Tego nie warto dociekać, bo z dnia na dzień usiłuje on być kimś innym. Ot taki kameleon nieudacznik. A może jest po prostu całym, nie pół-dupkiem, za jakiego sam się uważa? I jako taki, ma do odegrania historyczną rolę pod sztandarem Unii Europejskiej: „Nieudacznicy wszystkich krajów łączcie się”! Przyszłość pokaże, czy to się ziści.
           Dociekanie prawdy bywa zawiłe, o czym wiedzą miłośnicy kryminałów. Dzielą się oni na tych, którym sprawia przyjemność rozwiązanie zagadki „kto zabił” i na psychopatów rajcujących się cudzym cierpieniem.
           Powszechna demolka nie oszczędziła literatury, ani filmu. Zarówno odbiorca fikcji, jak i rzeczywistości zamiast dociekać kto zabił, może się co najwyżej, zastanawiać, kto za zbrodnię odpowie, jeśli w ogóle ktoś odpowie. Od kiedy RP zaczęła kojarzyć się z Rusko-Pruską mafią, można być pewnym, że za kratki trafić mogą jedynie niewinni. Tu Tusk nie gra na pół gwizdka.
           Przestańmy udawać, że mamy rząd polski. Ten nierząd trzeba odwołać, im szybciej, tym mniej będzie to nas kosztowało.

   Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc” – książka FYMa + wywiad z ROLEXem

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc” – zaktualizowana książka FYMa + wywiad z ROLEXem

piko 6.02.2025 salon24/10-04-hipoteza-dwoch-miejsc-zaktualizowana-ksiazka-fyma-wywiad-z-rolexem

Niedługo minie15. rocznica tragicznego wydarzenia z 10.04.2010. Czas oraz działanie mediów i polityków z obu stron spowodowały zobojętnienie społeczeństwa na dźwięk „Smoleńsk” a nawet wywołuje on negatywne odczucia, rozdrażnienie.

Od niewyjaśnionej śmierci generała Sikorskiego w gibraltarskiej katastrofie lotniczej (1943) minęło przeszło 80 lat i brytyjskie  archiwa są dalej utajnione. Smoleńsk jest zdarzeniem większego kalibru więc przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać na wyjaśnienie.

======================

Póki co @Free Your Mind – lider śledztwa blogerskiego – napisał książkę, na razie w formie PDF

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc”

która jest do pobrania tu:
https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-10-04.-hipoteza-dwoch-miejsc.pdf

====================

Po opublikowaniu książki ROLEX (były wspaniały bloger S24) przeprowadził wywiad z FYMem zadając kilka podstawowych pytań:

1.
(Rolex) Co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku?
FYM: To bardzo trudne pytanie. W ramach hipotezy dwóch miejsc przyjmowane jest założenie, że na smoleńskim Siewiernym było już przygotowane uprzednio „miejsce lotniczej katastrofy”, dokonano też owego dnia inscenizacji tej „katastrofy”, zaś tragedia Delegatów rozegrała się w innym miejscu – już po wylądowaniu tam PLF 101.

2.
(Rolex) Mam wrażenie, że od pierwszych dni serwowano nam wszystkim dwie, równoległe narracje: pierwszą, wedle której powinniśmy pogrążyć się w żałobie, a ta wymaga skupienia i ciszy. Cisza wyklucza głośne zadawanie pytań. Drugą, która już od pierwszych godzin po tragedii sugerowała skrajny brak profesjonalizmu, lekkomyślność, ułańską fantazję, pogardę dla procedur pilotów.
FYM: Ta żałoba trwała niezwykle długo jak na „zwykły wypadek lotniczy”, ale faktycznie „nastrój żałobny” zarządzono w mass mediach już od pierwszych godzin po „ogłoszeniu katastrofy” i więcej uwagi poświęcano temu np. co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu (sondy uliczne, palenie zniczy) niż rekonstrukcji zdarzeń z 10-04. Jak pamiętamy, przed laty śp. gen. S. Petelicki ujawnił treść słynnego SMS-a, jaki miał krążyć wśród przedstawicieli strony rządowej, ale ja sądzę, że takiego SMS-a mogli też dostać „wydawcy” z głównych stacji telewizyjnych: jak relacjonować to, co się rzekomo stało 10-04. To przecież media w dniu tragedii – zrazu przez 100 minut nie dysponując absolutnie żadnym obrazem z północnego smoleńskiego lotniska – wykreowały Zdarzenie i ukształtowały jego wyobrażenie w świadomości społecznej. Uczyniły to werbalizując to, co miało się stać, opowiadając ustami reporterów, którzy niczego przecież nie widzieli (ani nawet nie mogli z początku znaleźć „miejsca katastrofy” – żadnych kłębów czarnego dymu widocznych z oddali etc.), co i jak zaszło, aczkolwiek już z góry wiedząc, że nie doszło do żadnego zamachu. I rzeczywiście, tak jak mówisz, uwaga publiczna skoncentrowana została od razu na „błędach pilotów”.

3.
(Rolex) Teza, która w pierwszej chwili wydawała się – na tle obowiązujących w mainstreamie hipotezy wypadkowej oraz wybuchowej – intelektualnie ekstrawagancka, a więc Twoja teza o maskirowce, uprawdopodabnia się w miarę upływu czasu, kiedy to każdy kolejny element dwóch narracji głównego nurtu wydaje się coraz bardziej karkołomny, a przez to nieprawdopodobny. Dla mnie teza o maskirowce uprawdopodabniała się w kontrze do tego nieprawdopodobieństwa. Stała się po prostu jedynym, racjonalnym wyjaśnieniem.
FYM: Ja bym to ujął z innej strony. Wystarczy bowiem uporządkować podstawowe dane. Oczywiście nie te dotyczące „prezydenckiego tupolewa”, co ciał samych Delegatów. Otóż część martwych osób wyglądała jakby spała, u części nie stwierdzono obrażeń wielonarządowych, część ciał była w dobrym stanie, część była zmasakrowana, a jeszcze część (p. mec. M. Wassermann podaje liczbę dwudziestu paru ciał) „zaginęła”. Samo to zestawienie nasuwa wniosek, że osoby te nie zginęły w lotniczej katastrofie.

4.
(Rolex) Kiedy stałeś się faktycznym liderem nurtu racjonalnego w debacie nad tym, co się wydarzyło, równocześnie stałeś się celem ataków. Czy próbowałeś rozpocząć dyskusję z reprezentantami powstałej parlamentarnej komisji? Czy zgłaszałeś swój
akces do tzw. konferencji smoleńskich? Jaki był odzew drugiej już wtedy strony?
FYM: W styczniu 2012 r. min. A. Macierewicz, wtedy szef Zespołu Parlamentarnego, publikuje swój tekst, który wprost kwestionuje obraną przez blogerów od maskirowki drogę dyskusji, analiz dostępnych materiałów, poszukiwań, sporów – słowem: całe to autentycznie niezależne od politycznych nacisków śledztwo (https://wpolityce.pl/polityka/125220-antoni-macierewicz-w-sprawie-koncepcji-fym-a-pelny-tekst-listu). Powiada w tym tekście tak: „w sposób oczywisty kieruje to cały nasz wysiłek na bezdroża, gdzie można spotkać tylko duchy i swobodne wytwory wyobraźni lub… świadomej dezinformacji” oraz „Sądzę jednak, że jej [hipotezy dwóch miejsc – przyp. F.Y.M.] celem było (i jest) uniemożliwienie zbadania tego dramatu w oparciu o twarde dowody, które leżą nieomal na wierzchu, a maskirowka ma nie dopuścić do ich wyodrębnienia i zbadania. Taką rolę odgrywa też niestety teza FYM-a jako całość.” Tyle szef ZP (i późniejszej Podkomisji). Tymczasem to właśnie w moich pracach (ich zbiór zamieściłem tu: https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/) poddawałem drobiazgowym analizom całą niemalże „dokumentację smoleńską” (od medialnej poczynając, poprzez wszelakiego rodzaju „raporty” i publikacje książkowe, na eksperckiej kończąc). To blogerzy od maskirowki domagali się od ZP przesłuchań dalszych świadków itp. Co do pierwszej Konferencji Smoleńskiej, to przez pewien czas moja „Czerwona strona Księżyca” była zlinkowana na internetowej stronie I KS, a ja osobiście szykowałem się do wystąpienia wraz z prof. M. Dakowskim z referatami. Ale ktoś życzliwy wyperswadował chyba organizatorom nasz udział (zaś link do „CzsK” zniknął ze strony I KS).

image

5.
(Rolex) Konferencje smoleńskie przyniosły swoje dobre owoce, dlatego, moim zdaniem, zostały zaniechane. Konstruowanie nożyc Golicyna wymagało wyciszenia, spacyfikowania głosów niezależnych. Niektóre zostały przemilczane, przeciw innym wytoczono sierjozne działa. Tak stało się z prof. Chrisem Cieszewskim, którego obydwa centra narracyjne potraktowały wyjątkowo, zgodnie dyskredytując osobę (i nie podejmując pytań) zarzutem agenturalności. Podobnie zdecydowano się zareagować na Ciebie. Czy mógłbyś przybliżyć ten przykry epizod?
FYM: Konferencje generalnie poruszały się w obrębie jednego wyłącznie paradygmatu: wybuchowego. Jak już cytowałem wyżej (fragment tekstu min. Macierewicza), hipotezie dwóch miejsc przypisano sianie dezinformacji. Tę sugestię podjęli zarówno eksperci skupieni wokół ZP, a potem KS oraz związani z hipotezą wybuchową żurnaliści i blogerzy. Nie sądzę, by warto było szerzej zatrzymywać się nad tą sprawą. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, że z otoczenia min. Macierewicza odchodzili rozmaici eksperci niegodzący się na, by tak rzec, narzuconą im metodologię prac badawczych. Obszernie opowiadają o tym M. Dąbrowski, W. Chrzanowski i K. Grono w książce „W innym świecie. Za kulisami Podkomisji Smoleńskiej” (Warszawa 2024).

6.
(Rolex) Dziś jesteśmy w sytuacji, w której wydarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 roku nie funkcjonują w zbiorowej pamięci. Zostały wyparte. Na posiedzeniu komisji regulaminowej sejmu RP, przy okazji dyskusji nad immunitetem J. Kaczyńskiego, zawezwano dwie funkcjonariuszki policji, których jedynym zadaniem było kilkukrotne, publiczne odczytanie całości „manifestu psychofana” zmarłego prezydenta. Podobnie było z kłamstwem katyńskim. Czym tłumaczysz zbiorową obojętność wobec sprawy kluczowej dla narodowej tożsamości?
FYM: Zadbały o ten stan rzeczy dwie główne „strony sporu smoleńskiego”, tj. wypadkowa i wybuchowa. Scholastyczne iście spory dotyczące tego, co i jak działo się w „końcóweczce” (barwne określenie min. J. Millera dotyczące ostatnich chwil zapisanych przez CVR) musiały wywołać po prostu społeczne „zmęczenie historią” (zaś hipoteza maskirowki znalazła się „na indeksie” – obie strony „sporu” skutecznie przemilczały blogerskie śledztwo). Ale też warto pamiętać o szydzeniu 1) z osób domagających się autentycznego śledztwa, najlepiej międzynarodowego i 2) z osób oddających hołd ofiarom tragedii. Dość wspomnieć prześmiewcze akcje z 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu czy „satyryczną noc” (m.in. z udziałem Z. Laskowika) na festiwalu w Opolu (także z 2010 r.) – z szyderą „z krzyża”. Paradoksalnie zaś „międzynarodowa komisja” zajmująca się „Smoleńskiem” po latach powstała – dzięki inicjatywom Podkomisji min. Macierewicza – złożona z amerykańskich, brytyjskich i szwedzkich badaczy. Co jednak ustaliła? Dokładnie to samo co radziecki MAK. Wspominam o tym w mojej książce.

7.
(Rolex) Twoja książka nosi tytuł „10-04. Hipoteza dwóch miejsc”. Pierwsze to inscenizacja na lotnisku smoleńskim, przygotowywana na kilka dni przed tą datą. Gdzie sytuujesz drugie? Jaki był według Ciebie hipotetyczny przebieg akcji „Smoleńsk”?
FYM: Żądasz ode mnie zbyt wiele. Ostrożnie mogę powiedzieć, że przypuszczam, iż po kontrolnym zajściu nad XUBS (prawdopodobnie od zachodu) doszło do lądowania PLF 101 na zapasowym lotnisku (najbliższym i przewidzianym w planie lotu był Witebsk), a dopiero tam zaczęła się prawdziwa tragedia. Jej zrekonstruowaniem powinni się jednak zająć dociekliwi śledczy, a nie blogerzy. Przyjęcie bowiem w punkcie wyjścia założenia, że katastrofa smoleńska była mistyfikacją nasuwa natychmiast pytanie: co w takim razie z prezydencką Delegacją się stało? [wyróżnienie piko]

8.
(Rolex) Zgodnie z wyraźnie rysującym się już w roku 2010 nowym scenariuszem geopolitycznym dla Europy, jego aktem założycielskim miał być sojusz Berlin-Moskwa. Rola Polski sprowadzała się do tego, co powtórzył W. Putin w grudniu 2021 r. w swoim ultimatum dla Zachodu, a więc do roli stacji przeładunkowo-przesiadkowej. Stacji nie posiadającej suwerenności scedowanej na obydwie, wrogie stolice. Ten scenariusz musiał zakładać dekapitację elit niepodległościowych, zastraszenie całej klasy politycznej i aktywację wszystkich rosyjskich śpiochów. Osobiście sądzę, że w tej grze wzięła aktywny udział również i polska, zbrojna V kolumna. Jakie jest Twoje zdanie? Czy wywiad niemiecki, a więc państwo niemieckie osłaniały działania Rosjan i ich ludzi w Polsce?
FYM: Wydaje się, że przygotowanie takiego zamachu nie byłoby możliwe bez udziału „czynnika polskiego”. Co do innych „czynników” nie jestem w stanie miarodajnie odpowiedzieć, choć nie można ich wykluczyć. Faktem jednak jest, że „Rosja Putina” to państwo od samego początku neosowieckie (pisze o tym choćby śp. A. Politkowska). Zachód przez długie lata zajmował wobec tego państwa postawę „futrowania” na zasadzie, że im więcej się będzie karmić niedźwiedzia, tym mniej będzie groźny, a może się nawet oswoi (co tam Czeczenia, Dubrowka, Biesłan, Gruzja itd.) – tymczasem niedźwiedź z rosnącym apetytem może przyjść, by się urządzić u nas i rządzić po swojemu. Na tym wszelako nie koniec. Obecnie część państw zaczyna orbitować w kierunku tej neosowieckiej Rosji, jakby imponowała im pozycja siły, z której przemawia Moskwa – jakby porządek europejski znów ulegał zmianie (a więc, jakby miał stopniowo powrócić sowiecki blok). Putin w głośnym orędziu o stanie państwa z kwietnia 2005 r. uznał rozpad ZSSR za największą katastrofę geopolityczną XX w. i prawdziwy dramat dla Rosjan. Czy przypadkiem nie dokonuje on więc stopniowej odbudowy sowietów?

9.
(Rolex) Czy, jeśli w ogóle, i kiedy polska opinia publiczna pozna prawdę o 10 kwietnia 2010 roku?
FYM: 15 lat, które minie niebawem, od tragedii, to wcale nie tak dużo w dziejach państw i dziejach zbrodni. Wydaje się, że po tym jak „międzynarodowa komisja”, o której wspomniałem wyżej, zaklepała „niepodważalność” „badań MAK”, nie ma na razie klimatu, by spodziewać się jakiegoś wielkiego przełomu w sprawie 10-04. Ale też wiele zależy od samych Polaków, czy tę tragedię będą dalej wypierać ze świadomości, czy jednak się nią zainteresują. Do ponownego zainteresowania się historią 10-04 zachęcam w mojej nowej książce.

To jest viceministerka zdrowia! Takie właśnie i inne leszczyny odpowiadają za zdrowie Polaków i polskich dzieci!

[to Urszula Demkow ]

Neomarksiści i małpy piszą „Boską Komedię”

5 lutego 2025 https://pch24.pl/prosze-znalezc-malpe-ktora-napisze-boska-komedie-prof-roszkowski-wyjasnia-neo-marksistow/

„Proszę znaleźć małpę, która napisze Boską Komedię”. Prof. Roszkowski wyjaśnia neo-marksistów

(fot. Biały Kruk / Wikimedia Commons)

Marksizm klasyczny opierał się na teorii czysto materialistycznej. Chodziło tu o przejęcie państwa, upaństwowienie gospodarki po to, żeby wprowadzić więcej „sprawiedliwości społecznej”. Była teza, że upaństwowienie będzie oznaczało uspołecznienie, co okazało się oczywiście bzdurąmówi w wywiadzie opublikowanym przez Studio KIK prof. Wojciech Roszkowski.

Naukowiec zwraca uwagę, że marksistowskie „upaństwowienie” przesunęło gestię gospodarczą wyłącznie do organów rządzących i zamiast kryteriów ekonomicznych powstały kryteria polityczne. – Gospodarka była rządzona według kryteriów politycznych nieracjonalnej gospodarki. I to upadło. Ta gospodarka przegrała wyścig konkurencyjny z gospodarką rynkową – wyjaśnia.

Autor „Świata Chrystusa” przypomina, że niemalże równolegle do wdrażania marksizmu gospodarczo-państwowego w życie we Włoszech powstała koncepcja marksizmu kulturowego, czyli komunistycznej przebudowy społeczeństwa. W tym celu właśnie zaatakowano kulturę.

Co to jest w ogóle kultura? To jest ta sfera naszego istnienia jako ludzi, która nie dotyczy natury, fizyczności, tylko cała reszta. To, jak myślimy, jak się wyrażamy, jakimi wartościami się kierujemy, jak rozumiemy sens naszego życia, w ogóle rozumienie świata, po co żyjemy. To, co papież Jan Paweł II kiedyś powiedział, że właściwie każdy rozumny człowiek powinien sobie zadawać pytanie, kim jestem i co należy robić. I teraz, jeżeli na te pytania mówi się, to jest nieważne, albo nie ma na to odpowiedzi, albo brzmi ona „bawcie się dobrze”, i tak dalej, i tak dalej, to rujnuje się kultura. Akurat to, o czym mówię, dotyczy również rewolucji antychrześcijańskiej – tłumaczy gość Studia KIK.

Mówi się, że człowiek nie ma w ogóle natury. Zaczyna się bajdurzyć, że między człowiekiem a zwierzęciem jest niewielka różnica. No i wchodzi się w biologię, wchodzi się nie wiadomo w co, pokazując, że naprawdę kod genetyczny człowieka od kodu małpy niewiele się różni. No, to proszę znaleźć małpę, która napisze „Boską komedię”. Czy małpę, która zastanawia się nad sensem swojego życia i potrafi o tym mówić. I jeżeli się dzisiaj mówi, że zwierzętom należy dać prawa jakieś, no to ostatecznie, to wydaje mi się, że ludzie przegrają. Much jest więcej. Przegramy, przegramy w sensie ilościowym, na pewno przegramy – podsumowuje prof. Wojciech Roszkowski.

Źródło: Studio KIK

Pierw bezkarnie zamordowali teraz jeszcze zarobią na ekshumacjach

Pierw bezkarnie zamordowali teraz jeszcze zarobią na ekshumacjach

9.02.2025, https://www.salon24.pl/u/carcajou/1426980,pierw-zamordowali-teraz-jeszcze-zarobia-na-ekshumacjach

Dziękujemy ukraińskim Panom Dobrodziejom.

Ambasador Ukrainy przyznał, że miesiąc, w którym ruszą prace nie jest jeszcze znany, ponieważ jest to uzależnione od warunków pogodowych. – Nie wiemy dokładnie, w którym miesiącu, ale szykujemy się na to, że jeżeli pogoda pozwoli, to wszystkie zezwolenia są wydane i ekipa od strony polskiej jest także przygotowana do rozpoczęcia tych działań – poinformował w programie TVN24.

Wiadomo, że strona ukraińska nastawia się na rozpoczęcie prac wiosną. – Wiosną planujemy w pierwszym miejscu, gdzie zostało wydane już zezwolenie, czyli w Puźnikach – zaznaczył dyplomata.

Wasyl Bodnar powiedział, że trwają prace nad ustaleniem wszystkich innych miejsc, w którym miałaby zostać przeprowadzona ekshumacja polskich ofiar – odbywa się to zarówno na terytorium Polski, jak i Ukrainy. – Według ukraińskiego ustawodawstwa, ma być firma ukraińska, która posiada licencję na przeprowadzenie takich prac. Strona polska już ma takiego partnera i ta współpraca się rozwija z ukraińską instytucją – wyjaśnił i dodał, że „ta instytucja dostała wszystkie pozwolenia i kiedy ekipy wspólnie wyjadą, zaczną kopać, wtedy społeczność się dowie i oczywiście będziemy o tym komunikowali przez ministrów ds. kultury”.
Strona ukraińska częściowo bierze udział w sfinansowaniu prac ekshumacyjnych na terytorium Ukrainy. – Miejscowe władze i nasz IPN zgłosił, że będzie dofinansowywał te prace, ale głównie finansowanie jest ze strony polskiej – zaznaczył ambasador Ukrainy.

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-ekshumacje-polakow-na-wolyniu-strona-ukrainska-podala-wstepn,nId,7908546#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Trailer.

Kto nie oglądał to zapraszam do obejrzenia dokumentu o ludobójstwie wołyńskim, do którego powstania także się przyczyniłem.

„Po wielu latach zabiegów, by puścić ZKB w TVP, kanałach regionalnych, Telewizji Republika oraz po bezskutecznych zabiegach, by film poszedł jako dodatek do gazet u braci Karnowskich czy u Piotra Bachurskiego… wreszcie „już można”.

blogerka Carcinka

https://www.salon24.pl/u/carcajou/1312235,zatruta-krew-bratnia-film-o-ludobojstwie-wolynskim



Link do filmu:
https://vod.tvp.pl/filmy-dokumentalne,163/zatruta-krew-bratnia,274356

„20.11 2014 r., w rocznicę wydania rozkazu o rozpoczęciu akcji „Wisła” na Kresach, odbyła się w podziemiach Katedry Praskiej pierwsza odsłona KINA PODZIEMNEGO. Po projekcji filmu „Zatruta Krew Bratnia” odbył się ponad 2 godzinny panel z udziałem m.in. Jerzego R. Nowaka, Zbigniewa Lipińskiego (Myśl Polska), Andrzeja Siedleckiego (Stowarzyszenie Łagierników Żołnierzy AK),  żołnierza „Łupaszki” Lecha Rudzińskiego. Obecna była Ewa Siemaszko, ale nie mogła zostać na panelu.
Nie będzie więcej pokazów w ramach KINA PODZIEMNEGO w podziemiach Katedry Praskiej. Wystarczyło parę telefonów, by proboszcz Katedry ks. Kowalski, któremu dziękuję za to, że miał dobre intencje, „zrozumiał” swój błąd. Całą relację dam później, a tymczasem zapraszam do obejrzenia fragmentu panelu po projekcji filmu „Zatruta Krew Bratnia”. Czy będą następne odsłony KINA PODZIEMNEGO? Nie wiem, to zależy czy będę miała nastrój na kopanie się z koniem… Coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że tylko inicjatywy kontrolowane mogą w Polsce się rozwijać, trzeba mieć koncesję, tak jak diler dostaje swój róg od swojego bossa”.

Carcinka

 Poniżej całość.

Ja też tam byłem i potwierdzam obecność służb, byli namolni, a telefon jaki dostałem następnego dnia od wspomnianego księdza, zapamiętam do końca życia. W sumie to mało kto mnie tak w życiu znieważył.

A tu wypowiedź „tuza” polskiego dziennikarstwa w przededniu wybuchu pierwszej wojny na Ukrainie. Oceńcie sami stan umysłu tego człowieka. Poniżej całość.

31.01.2014 r. Panel Dyskusyjny w Cafe Niespodzianka sprowokowany obecną sytuacją na Ukrainie. Bardzo ciekawe wypowiedzi prelegentów dobrze obeznanych z tematyką ukraińską. Wczoraj byli obecni m.in: Krzysztof Bosak, Michał Krupa, Piotr Skwieciński, Witold Jurasz, Tomasz Rola, Robert Winnicki.

Donald Celnik a sprawa polska

Donald Celnik a sprawa polska

Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/8-02-donald-celnik-a-sprawa-polska/

Trump siłacz

8 lutego, wpis nr 1336

Trump przystąpił do działania, czym zadziwił świat. Wiadomo – świat w okresie post-polityki tak się przyzwyczaił do jej form, że wszelkie natychmiastowe spełnianie obietnic wyborczych staje się sensacją. Do tej pory to było tak, że albo taki wybrany polityk walił głupa, że coś tam mówił „w sensie merytorycznym”, albo, że przecież dowiózł, choć w ogóle nie dowiózł, albo coś wspominał, że by dowiózł, ale inni sypią piach w szprychy. Kumulacją tych trzech podejść jest obecnie postawa rządu Tuska. Opowiada się na wymienione trzy sposoby, że wszystko jest ok, choć wszyscy – łącznie z uśmiechniętymi akolitami – uważają, że Tusk jest nagi.

Trump a post-polityka

Ale Trump dowozi. I najbardziej dziwi świat, że dowozi swe obietnice użycia narzędzi wojny celnej z wybranymi państwami. To u niego narzędzie uniwersalne – raz się postraszy taryfami Meksyk za niepilnowanie granicy czy pobłażania kartelom narkotykowym, raz Kolumbii za nieprzyjęcie nachodźców, znowu postraszy się Kanadę, ale tu trudno chyba o inny pretekst niż kwestia geopolityczna – z Kanady ani nie przechodzą do Stanów miliony uchodźców, ani tony narkotyków. Trump, jak kiedyś Al Pacino w „Ojcu Chrzestnym” robi porządki u siebie – na zachodniej półkuli. Na razie strony dały sobie po razie i się rozeszły, jednak – oprócz Chin – właściwie to wszyscy przyklękli na jedno kolano i dali sobie ze 30 dni czasu, by się ogarnąć.

Trump ma w cłach jeszcze jeden argument, kosztowny, choć tym razem zrozumiały dla swych wyborców. Bo zabawa w cła to broń obosieczna – można się nadziać na retorsje. A chodzi o to, że Trump w zakresie ekonomicznym skupił się na krajach, z którymi ma ujemny bilans handlowy. To znaczy, że Stany więcej sprowadzają niż same sprzedają w tych kierunkach. A z tego wynika, że na rynku, w różnych jego segmentach, mamy w USA dużo towaru zza granicy. A to znaczy, że ego towaru, w konkurencyjnej cenie nie produkują Amerykanie. I teraz mamy taką sytuację, że ceny tych importowanych dóbr wzrosną o wartość ceł, co podroży koszty Amerykanom i zacznie się presja inflacyjna.

Ten ruch ma wytworzyć mechanizm, w którym te celne nisze powinna wypełnić wytwórczość amerykańska, ale to trochę potrwa kiedy czy to amerykańscy producenci się ruszą, byli robotnicy nauczą, czy zagraniczni producenci przeniosą produkcję do Stanów by uniknąć ceł. Będzie więc okres przejściowy, w którym będą problemy z inflacją i… brakiem towarów. Ale zobaczymy ile Amerykanie będą mieli cierpliwości, by to przeczekać.

Europa na celowniku

Ale już słyszymy zapowiedzi, że ta celna fala ma przyjść do USA. Bilans taka Unia ma z USA dodatni, a więc będzie ci ona na celowniku Trumpa. W przypadku relacji Europa-USA trudno mówić o pretekstach takich, jak nielegalna imigracja do Stanów, czy przemyta narkotyków – tu już jedziemy z pakietem wprost: macie stać murem przy dolarze, nie romansować z Chinami, kupować od USA energię a może i broń za ileś tam procent swojego PKB. Wtedy popatrzymy jakie i komu cła się przywali.

Najbardziej istotna jest tu kwestia „komu” i „jakie”. Trump bowiem w tym celnym ruchu nie będzie gadała z żadną tam Unią. On będzie gadał z każdy europejskim krajem osobno. Powód będzie prosty – każdy kraj ma tutaj w różnym stopniu za uszami, a więc pakiety mogą być szyte indywidualnie. Moim zdaniem Unia nie przetrzyma tego eksperymentu. Będzie to jak walnięcie pioruna w rabarbar. Bum! i wszystkie włókna do tej pory, zdawałoby się, jednolitego organizmu rozejdą się w najróżniejsze strony. I skończy się pitolenie o jedności Unii, ba – nawet jej zacieśnianiu, bo trzeba przypomnieć, że jesteśmy wciąż w fazie zacieśniania mechanizmów integracyjnych, co się wykłada – w powolnym, acz przyspieszającym trybie centralizacji Unii. A tu taki „sprawdzający” cios.

To będzie jak crash test. Unijny samochodzik roztrzaska się o celną ścianę Trumpa i zobaczymy i co był cały wart i co są warte jego części składowe, o systemach bezpieczeństwa nie mówiąc. Moim zdaniem z tego testu wynikać będzie kilka wniosków:

Koniec Unii?

Po pierwsze – Unia może tego nie wytrzymać, kiedy pod jednym ciosem ujawnią się wszelkie skrywane dotąd coraz mniej udolnie – egoizmy państwowe. Szczególnie ujawni się egoizm niemiecki – Unia ma być przecież pokojowym (na razie) narzędziem instytucjonalnej dominacji Niemiec nad Europą. A jak jej to pokaże – ratując się sama, straci polityczną dźwignię do egzekwowania swej dominacji na kontynencie. Być może Trump zada jej ostateczny cios, który przyspieszy jej upadek, co byłoby wiekowym wkładem amerykańskiego prezydenta, kontynuującego tradycję poprzedników, że czasem trzeba w Europie waszyngtońskiego wektora, by ta się ogarnęła ze swych szaleństw. Trump może tak zrobić, bo Europa nie zauważa, że zaczyna już grać w drugiej lidze ważności geopolitycznych zmagań. Stary Kontynent wciąż żyje ułudą swej wielkości, która była tylko 300 letnią przerwą w dominacji Wchodu. Europa niosła zachodnią cywilizację po morzach i oceanach, ta się przyjęła w innych stronach rzecz można – wybiórczo. A tu gra mocno real – proszę pokręcić globusem i naocznie widać, że Europa to taki półwysep kontynentu Azjatyckiego, ważny już tylko coraz bardziej z racji zasług, które już odchodzą w przeszłość.

Po drugie – Trump może sobie pogra różnie krajami w zależności od tego które z ich eksportowych towarów są (na razie) w USA niezastępowalne, a które jak najbardziej i sektorowo się tu układać. Ciekaw jestem jakie w tym względzie ma na siebie pomysły Polska. Bo jestem przekonany, że już od dawna w polskich ministerstwach trwają szczegółowe narady nad analizą sektorowych obszarów naszego eksportu do Stanów, odbywają się symulacje stanu poszczególnych branż w wariantach wprowadzenia ceł 10, 20, 30%. Nasze służby dyplomatyczne nie wychodzą z samolotów, szukając nowych rynków zbytu. Przepraszam – uniosłem się, ale co, pomarzyć nie wolno? Wiem, że tak się nie dzieje, bo cała ta nasza dyplomacja to nadaje się tylko do „opcji zero”, czyli wszyscy won. I nie to, że nikt tego nie zauważy, ale zauważymy to sami – od razu będzie lepiej, jak w samochodzie, który przestanie jechać na zaciągniętym ręcznym.

Niestety – będzie gorzej, zobaczycie

A może być gorzej? Pewnie, zawsze coś tam się wymyśli. A będzie tak (zobaczycie!), że jak Trump zacznie rozmowy z każdym z krajów unijnych osobno to w Brukseli rozlegną się głosy, żeby się wszyscy złapali pod ręce, gdyż tylko w jedności nie damy się podzielić i rozgrywać osobno. Będą surmy grzmiały, że po to jest ten unijny projekt, że to czas próby. Będzie nawoływanie tym razem do solidarności członków UE, choć jeszcze brzmią w salach brukselskich poprzednie głosy – żeby mali siedzieli cicho, że weto małych zabija rozwój, że inne kraje to mają inny niższy poziom rozwoju demokracji, więc adaptowanie przez nich tych samych rozwiązań co w krajach rozwiniętych ma całkiem inne efekty – najczęściej złe. Że – tym razem – liczy się każdym, choćby najmniejszy, bo jesteśmy jak łańcuch, tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo.

I kto stanie w pierwszy szeregu solidarystycznej Europy? Tak, zgadliście – Tusk z jego uśmiechnięta Polską. Zobaczycie. To my będziemy ustami, przez które spietrany Berlin będzie wypowiadał te akty strzeliste. Pal licho obciach i udawane prymusostwo Tuska, to podlizywanie się, harcowanie, wybijanie brukselskich obgadywanych tylko haseł od razu na biało-czerwone transparenty – bo to tylko wstyd, do którego stajemy się coraz bardziej przyzwyczajeni. Numer będzie jeszcze lepszy. Będzie jak z Mercosurem.

Merkoszczur

Przypomnę, że chodzi o traktat Unii z Ameryką Południową. Unia tak już zmiażdżyła europejskie rolnictwo, że trzeba będzie jednak coś zjeść. Z drugiej strony zielonoładowy numer, którym zgniotła kontynentalnych ratajów jest w mocy, ale tylko w Europie. W Ameryce Południowej to już można śmierdzieć, a więc nieobarczone zielonym szaleństwem towary z Ameryki Południowej będą atrakcyjne cenowo, zaś ułuda hasła „nie mamy planety B” ostatecznie już obnażona.

Jak się Unia tu zachowała, a jak Polska? Ano Unia pogrzmiała, że to super układ, Polscy rolnicy gnieceni od Zachodu przez Mercosur, od wschodu zaś przez wolną (od ceł chyba) Ukrainę trochę poszumieli w Warszawie na otwarciu polskiej prezydencji (Ursula, dla której był ten spektakl nie przybyła, bo akurat dostała dyplomatycznego zapalenia płuc, by uniknąć przesłuchań w sprawie rewelacji związanych z wielomiliardowymi zakupami via sms znanej na świecie szczepionki, u producenta której pracuje jej mąż), a więc rolnicy poszumieli po czym stało się co? Polska podpisała umowę Mercosur bez zmian (pewnie i bez zwyczajowego czytanie, gdyż Tusk zeznał kiedyś, że i Traktatu Lizbońskiego nie czytał). Mieliśmy to pokazane jako święto naszego znaczenia w Europie. I tak zostaliśmy z różowym na wierzchu.

Bo od razu – równolegle rozpoczął się proces, w którym wiele państw europejskich zaczęło wnosić o wyłączenia w tym traktacie. Chodziło o te obszary rolnictwa, w których poszczególne państwa chroniły swoje kluczowe obszary własnej produkcji. I takie wyłączenia zostały dopisane. I tak zostaliśmy, my prymusi, bez ochrony, jak Himilsbach z angielskim. A inne kraje naszej Unii, z gębami pełnymi frazesów o solidarności, na które nabierają się już chyba tylko Polacy, zadbały o swoje interesy.

Powtórka z rozrywki

Tak samo będzie i teraz. Obawiam się bowiem, że staniemy znowu w pierwszym szeregu, sami będziemy zabiegać o „trzymanie się za ręce” i nie wychodzenie na siku bo nas tam w pojedynkę napadnie klozetowy Trump i skorumpuje. Ustalimy, że ani procenta w tył, jak nie to nie, a poszczególni inni członkowie będą się jednak wymykać do zastępczej sławojki, że niby jednak za potrzebą, jedną ręką będą trzymać megafon nawołujący, że – jak wałkowa Solidarność „nie damy się zniszczyć, ani podzielić”, a drugą ręką będą podpisywali Trumpowi różne wyłączenia, procenciki i sektory chronione. Tak będzie, zobaczycie.

Unia, jak o powiedziałem, tego może nie przetrzymać,

zaś Polska – tego przetrzymać nie może.

Bo chodzi też i o nasz crash test, to on pokazuje jak jesteśmy mocni. A jesteśmy tu – jak widać – słabsi nawet niż Unia, której istnienie jest już coraz bardziej iluzoryczne. Ale tak to jest gdy się latami maluje i klepie karoserię, nie dolewa benzyny, dokłada na pakę, nie oliwi silnika gospodarki , a kołami społecznych aspiracji kręci się w dwie plemiennie przeciwne strony. Taki samochód nie ma szans w crash teście, zwłaszcza, gdy okazuje się, że jego strategiczny, unijny zderzak okazał się zrobiony w podobnego kartonu jak nasz polski, a właściwie, sienkiewiczowski. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Trzeba głośno mówić

Trzeba głośno mówić

Izabela BRODACKA

Trzy razy pomyśl potem zrób a wyda czyn owoce”. Straciłam zaufanie do tego starego aforyzmu”. Wiele przykładów wskazuje, że jeżeli trzeba coś ważnego zrobić należy robić to natychmiast ,bez zwłoki a przede wszystkim bez zbędnego gadania. Ci którzy opowiadają o swoich zamiarach giną niespodziewanie w niejasnych wypadkach lub padają ofiarą skrytobójców. Gdyby profesor Walerian Pańko nie zapowiedział w mediach, że następnego dnia ujawni w Sejmie wszystkie ustalenia NIK na temat afery FOZZ i jej beneficjentów być może żyłby do dziś dnia. Sama słyszałam tę wypowiedź i pamiętam, że mnie zmroziła. „Po co on to mówi” – pomyślałam – „ powinien nic nie mówić i natychmiast zrobić to co zaplanował”. Następnego dnia zginął w nigdy nie wyjaśnionym wypadku samochodowym, a akta FOZZ-u zaginęły. Tak przynajmniej powiedział mi Lech Kaczyński pokazując pusty sejf.

Ten sam błąd popełnił komunistyczny premier Piotr Jaroszewicz. Błąd tym dziwniejszy, że znał dobrze obyczaje swoich towarzyszy. Jaroszewicz od dłuższego czasu zapowiadał wydanie swoich pamiętników, w których obiecywał napisać prawdę i tylko prawdę. Prawdę nie tylko niewygodną lecz bardzo groźną dla działającej nadal w Polsce sowieckiej agentury ukrytej po transformacjach w różnych organizacjach i instytucjach. Jego pamiętniki, których istnienie potwierdzał syn oraz liczni znajomi zginęły i nigdy się nie odnalazły. Kolejne ustalenia skandalicznie prowadzonego śledztwa mogły świadczyć tylko o lekceważącym stosunku władz do sprawy. Skandalem było przede wszystkim wpuszczanie na miejsce zbrodni licznych ciekawskich zadeptujących wszelkie ślady, poza tym poszukiwanie sprawców mordu wśród lokalnych rzezimieszków. Jaroszewicz zmarnował okazję powiedzenia prawdy, zginął torturowany i upokarzany i jak twierdzą ludzie z jego środowiska był sam sobie winien. „Prawdy mu się zachciało, też coś”- mawiano w kuluarach. Prawda dla lewicy jest wrogiem a nie wartością.

Trudno uwierzyć w taką dezynwolturę lecz bardziej jeszcze zdumiewający jest przypadek zabójstwa generała Marka Papały. Policje wszystkich krajów w przypadku zabójstwa jakiegokolwiek funkcjonariusza, nie mówiąc już o komendancie, zwierają szeregi i solidarnie dążą do ujęcia sprawcy. Tymczasem policja wykazywała skrajne lekceważenie tej sprawy. Publikowano absurdalne, nawet dla laika, komunikaty i jak w przypadku Jaroszewicza typowano przypadkowych sprawców spośród lokalnego marginesu społecznego. Podobno Papała żonglował jakimiś papierami, które traktował jako zabezpieczenie i atut. Pomylił się. Jeżeli chciał prawdy powinien wysypać natychmiast wszystko co wie. Może i tak by zginął lecz zyskałaby prawda. Na „hakologię stosowaną”, która jest moim zdaniem przyczyną zabetonowania naszego życia politycznego Papała był jak się okazało za słaby. Przecenił swoje możliwości.

Podobny błąd popełnił również Andrzej Lepper. Jego zabójstwo nie zostało i nie zostanie zapewne nigdy wyjaśnione. Nie ma sensu przytaczać tu argumentów, że nie było to samobójstwo bo są powszechnie znane i jak na razie dostępne w sieci. Jak na razie, bo dyktatura 13 grudnia szykuje nam cenzurę prewencyjną. Już jest projekt.

Rozumie to dobrze prezydent Donald Trump. Pierwszego dnia swego urzędowania zabrał się do rozmontowywania domu wariatów w którym zamknęło nas wszystkich światowe lewactwo. Zapowiedział przede wszystkim odejście od ideologii dowolnego wyboru płci stwierdzając bez ogródek, że są tylko dwie płcie. Zapowiedział odstąpienie od religii zielonego ładu nie tylko bzdurnej, lecz bardzo niebezpiecznej dla wszystkich krajów i społeczeństw. Wyciągnął właściwe wnioski z zamachu w którym cudem uniknął śmierci i zdecydował się odtajnić akta dotyczące innych zamachów w USA, przede wszystkim zabójstwa Johna Kennedy’ego.

To wielki krok w historii Ameryki gdzie ludzie od dawna uważają, że demokracja jest fikcją, że to tylko listek figowy dla rządów deep state, a to co najważniejsze z konieczności jest tajne i ukryte przed społeczeństwem. Miejmy nadzieję, że Trump zdąży zrealizować swoje obietnice, a przede wszystkim odtajnić akta. John Kennedy nie zdążył przecież – jak pamiętamy – zrealizować swoich politycznych planów.

Za najważniejsze posunięcie Trumpa uważam jednak przeciwdziałanie tak zwanej tranzycji. Tranzycja czyli nieodwracalne okaleczanie ogłupionej młodzieży i dzieci będzie niewątpliwie symbolem hańby naszej epoki tak jak obozy zagłady są hańbą XX wieku a przede wszystkim hańbą wszystkich współczesnych Hitlerowi Niemców.

Kolejną niezwykle ważną dla świata sprawą jest przeciwstawienie się zapędom różnych krajów, w tym Polski i krajów UE, do reaktywowania cenzury. Jasne stało się, że roli czwartej władzy nie odgrywają i nie mogą odgrywać żadne tak zwane media głównego nurtu zależne od sponsorów i -tak jak obecnie w Polsce- od brutalnych działań władzy. Rolę kontrolera władzy mogą pełnić wyłącznie wolne media społecznościowe.

Wracając do wydarzeń krajowych. Tę stajnię Augiasza mógłby oczyścić tylko krystalicznie czysty strumień prawdy. Nie bójmy się prawdy. Nie liczmy się z układami towarzyskimi i partyjnymi. Trzeba sporządzić rejestr spraw koniecznych do wyjaśnienia i ujawniać co w tych sprawach wiemy. „Nie trzeba głośno mówić” dał tytuł swojej wspaniałej powieści Józef Mackiewicz. Wynika z niej, że wręcz przeciwnie, trzeba głośno mówić. Losy książek Mackiewicza w wolnej Polsce, czyli fakt, że środowisku Michnika udało się zablokować na długie lata ich rozpowszechnianie, oraz ostatecznie sprowadzić grono wielbicieli jego twórczości do koneserów starszego pokolenia ma fatalne skutki.

Naiwność wszelkich Julek i innych lemingów bierze się stąd, że sami nie doświadczyli na własnej skórze działania imperium zła i łykają jak gęś kluski te wszystkie propagandowe brednie którymi są karmieni. Ostatnie pokolenie, płonąca planeta i temu podobne. Jeżeli nie otrzeźwieją naprawdę będą ostatnim pokoleniem. Miejmy jednak nadzieję, że działania Trumpa będą jak wody rzek Alfios i Penejos które oczyściły mityczne stajnie.

Sekretarz ds. Energii Trumpa zdemolował oszustwo klimatyczne: Oni nie ratują planety. To ty jesteś okradany.

Oni nie ratują planety. To ty jesteś okradany

Trump’s Energy Secretary Torches the Climate Hoax in Just Two Minutes, RAIR Foundation, February 7, 2025

Autor: AlterCabrio , 7 lutego 2025

„Ludzie, którzy kierują polityką — media, politycy — nigdy nie zadali sobie trudu, aby dowiedzieć się czegokolwiek o zmianach klimatu i najwyraźniej w ogóle nie doceniają tego, że koszt i przystępność cenowa energii są fundamentalne dla ludzkiego dobrostanu. Zawsze tak było, wszędzie i zawsze”

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Sekretarz ds. Energii Trumpa zdemolował oszustwo klimatyczne w zaledwie dwie minuty

Senat USA właśnie zatwierdził Chrisa Wrighta na stanowisko Sekretarza ds. Energii, a alarmiści klimatyczni już panikują. Wright, mówiący bez ogródek ekspert ds. energii, jest gotowy rozmontować katastrofalną agendę klimatyczną ery Bidena, która dusiła amerykański przemysł, a jednocześnie wzbogacała globalne elity.

Wright, wieloletni krytyk histerii klimatycznej, jasno dał do zrozumienia: nie ma kryzysu klimatycznego. W filmie z 2023r. opublikowanym na jego stronie LinkedIn nie krył się, nazywając aktywistów klimatycznych „panikarzami” i porównując politykę energetyczną Bidena do nieudanego komunizmu Związku Radzieckiego.

„Ludzie, którzy kierują polityką — media, politycy — nigdy nie zadali sobie trudu, aby dowiedzieć się czegokolwiek o zmianach klimatu i najwyraźniej w ogóle nie doceniają tego, że koszt i przystępność cenowa energii są fundamentalne dla ludzkiego dobrostanu. Zawsze tak było, wszędzie i zawsze” — oświadczył Wright.

„Ta ignorancja obejmująca znaczenie energii i prawdziwe fakty dotyczące zmian klimatycznych — napędzają masowo destrukcyjny ruch. Nie tylko destrukcyjny dla dobrobytu ekonomicznego, ale także dla samej nauki. Przemawiam w szkołach, a ta histeria odciąga młodych ludzi od prawdziwej nauki. Nauka polega na kwestionowaniu i podważaniu, a nie na ślepym przyjmowaniu odgórnych nakazów, które uzasadniają z góry ustalone cele polityczne”.

Wright zniweczył tak zwaną „transformację energetyczną”, ujawniając, że pomimo 2 bilionów dolarów dotacji i dwóch dekad nieustającej propagandy, zależność świata od paliw kopalnych prawie się nie zmieniła. W 2000r. globalne zużycie energii ze źródeł kopalnych wynosiło 86%. W 2020r., po całej histerii na temat zielonej energii, nadal wynosiło 84%.

„To wcale nie jest transformacja energetyczna” – powiedział Wright wprost.https://rumble.com/embed/v6fq17v/?pub=4

.

Po raz pierwszy ujawnił to oszustwo na National Conservatism Conference w 2021r., gdzie skrytykował polityków i media za ich rażącą ignorancję w kwestii prawdziwej nauki o klimacie. Stanowisko Wrighta jest jasne: zielona agenda nie dotyczy ratowania planety — chodzi o kontrolę i redystrybucję bogactwa.https://www.youtube.com/embed/rK0Rl7rC13I?si=N3_3U9qvyEkIvaJH

.

Pod przywództwem Wrighta Ameryka stoi na skraju rewolucji energetycznej — takiej, która stawia przystępność cenową, niezawodność i siłę ekonomiczną ponad globalistyczne fantazje i oszustwa finansowane przez podatników. Kartelowi klimatycznemu kończy się czas. Amerykanie się budzą.

Oni nie ratują planety. To ty jesteś okradany.

____________

Trump’s Energy Secretary Torches the Climate Hoax in Just Two Minutes, RAIR Foundation, February 7, 2025

Totalna wojna informacyjna czyli kto fabrykuje umysły i rzeczywistość

Totalna wojna informacyjna czyli kto fabrykuje umysły i rzeczywistość

Total Information Warfare: How the State Manufactures Your Mind and Reality (Video), Amy Mek, February 5, 2025

Autor: AlterCabrio , 7 lutego 2025

Wypowiedzi generała ujawniają psychologiczną operację na wielką skalę, w której rządy i media współpracują ręka w rękę, aby narzucić narrację, która służy ich interesom, a nie odzwierciedla obiektywnej rzeczywistości. „To manipulacja faktami i wydarzeniami, aby narzucić preferencyjną rzeczywistość swojej własnej populacji, swojemu przeciwnikowi i międzynarodowej opinii publicznej”

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Totalna wojna informacyjna: jak państwo fabrykuje twój umysł i rzeczywistość (wideo)

Emerytowany holenderski generał dywizji Frank van Kappen otwarcie przyznaje, że rządy i media prowadzą totalną wojnę informacyjną, manipulując faktami w celu narzucenia fałszywej rzeczywistości, która kontroluje percepcję społeczną i dyktuje zachowania.

W niezwykłym wyznaniu w telewizji ogólnokrajowej emerytowany holenderski generał dywizji Frank van Kappen ujawnił niepokojącą prawdę: rządy i media fabrykują „preferencyjną rzeczywistość”, aby manipulować postrzeganiem opinii publicznej. Te rewelacje, transmitowane w WNL Op Zondag, nie są teorią spiskową — to zimny, twardy fakt prosto od szanowanego eksperta wojskowego i strategicznego.

Wypowiedzi generała ujawniają psychologiczną operację na wielką skalę, w której rządy i media współpracują ręka w rękę, aby narzucić narrację, która służy ich interesom, a nie odzwierciedla obiektywnej rzeczywistości. „To manipulacja faktami i wydarzeniami, aby narzucić preferencyjną rzeczywistość swojej własnej populacji, swojemu przeciwnikowi i międzynarodowej opinii publicznej” – stwierdził van Kappen.

Systemowa operacja informacyjna

Słowa Van Kappena potwierdzają to, co wielu od dawna podejrzewało: jesteśmy w środku wojny informacyjnej. Rządy, za pośrednictwem kontrolowanych mediów, dyktują, co ma być postrzegane jako prawda, skutecznie kształtując przekonania, emocje i zachowania całych populacji. „To jest właśnie to, w czym tkwimy” – wyjaśnił, potwierdzając, że nie jest to spekulacja, ale aktywna praktyka. „Więc manipulujesz faktami i wydarzeniami w taki sposób, że projektujesz preferowaną rzeczywistość, rzeczywistość telewizyjną. I wszystkie strony to robią”.

Dziennikarz David Boerstra, rozmawiając w podcaście z byłą prezenterką Blckbx Sanae Orchi, podkreślił znaczenie oświadczenia van Kappena. „To było wyemitowane w samej telewizji krajowej. To nie jest teoria spiskowa ani nic takiego. Tutaj jest to po prostu otwarcie przyznane: fakty i wydarzenia są manipulowane, aby uzyskać preferowaną rzeczywistość”, stwierdził Boerstra. Innymi słowy, rząd konstruuje wymyślony świat dla mas, podczas gdy media sumiennie to egzekwują.https://rumble.com/embed/v6etxdv/?pub=4

Wybitny autorytet przemawia

Van Kappen nie jest tylko kolejnym głosem w tłumie. Jego kwalifikacje są nienaganne: były doradca ds. operacji pokojowych ONZ, wieloletni członek holenderskiego Senatu z ramienia VVD i uznany autorytet w dziedzinie obrony i bezpieczeństwa. Przewodniczył Stałemu Komitetowi Spraw Zagranicznych, Obrony i Współpracy Rozwojowej oraz uczestniczył w zgromadzeniach parlamentarnych NATO i OBWE. Jego słowa mają znaczenie, ponieważ pochodzą od człowieka, który działał na najwyższych szczeblach międzynarodowej strategii wojskowej.

Była prawniczka Carine Knapen podkreśliła powagę jego oświadczenia, dodając: „To jest dokładnie to, co rządy i media robią od wielu lat. To wojna psychologiczna przeciwko ludziom”.

Aktywne środki w działaniu

Stephen Coughlin, czołowy ekspert w dziedzinie analizy wywiadowczej i wojny, od dawna ostrzegał przed tym zjawiskiem. Jego praca — szczególnie w wywiadach przeprowadzonych z RAIR Foundation — konsekwentnie i szczegółowo opisuje, w jaki sposób współczesne rządy i media współdziałają, tworząc fałszywą rzeczywistość, która warunkuje populacje do podporządkowania się z góry ustalonym programom politycznym. To, co van Kappen nazywa „operacją informacyjną”, rozpoznał jako Aktywny Środek [Active Measure] — ukierunkowany atak propagandowy mający na celu oszukanie i wpłynięcie na daną populację.

Coughlin udokumentował, w jaki sposób aktywne środki są wykorzystywane do podważania niezależnego myślenia, rozmontowywania sprzeciwu i narzucania narracji kontrolowanych przez państwo. Na przykład reakcja na covid-19 była doskonałym przykładem tego, w jaki sposób rządy wykorzystywały techniki manipulacji psychologicznej, aby osiągnąć całkowite podporządkowanie. To, co zostało określone jako „polityka zdrowia publicznego”, było w rzeczywistości skrupulatnie przeprowadzonym ćwiczeniem kontroli społecznej. Strach był bronią. Narzucane przez media narracje miażdżyły alternatywne punkty widzenia. Dysydenci byli oczerniani i uciszani. Nie chodziło o bezpieczeństwo. Chodziło o podporządkowanie się.

Wroga propaganda, nie tylko „fake newsy”

Przez lata krytycy głównego nurtu mediów nazywali to „fake newsami”. Jednak termin ten nie oddaje w pełni istoty oszustwa. To, czego jesteśmy świadkami, to nie tylko stronniczość czy dezinformacja — to wroga propaganda. Rządy nie służą już ludziom. Służą globalistycznym agendom. Suwerenność narodowa, wolności jednostki i sama obiektywna rzeczywistość są atakowane przez wojnę informacyjną mającą na celu wytworzenie zgody na politykę, która w przeciwnym razie zostałaby odrzucona przez każdą myślącą populację.

Współczesny Zachód jest teraz w uścisku operacji psychologicznej o pełnym spektrum. Media nie zawodzą w swojej roli — odnoszą sukcesy dokładnie w tym, do czego zostały zaprojektowane: w uprawianiu propagandy dla mas, aby te wierzyły i działały w sposób, który przynosi korzyści rządzącej elicie.

Uwolnienie się od narzuconej rzeczywistości

Telewizyjne oświadczenie Van Kappena powinno być sygnałem ostrzegawczym. To nie jest teoria — to otwarte wyznanie człowieka, który działał na najwyższych szczeblach globalnej strategii obronnej. Jego ostrzeżenie należy traktować poważnie.

Aby przeciwstawić się tej wojnie informacyjnej, ludzie muszą aktywnie szukać niezależnych źródeł informacji, kwestionować narzucane im narracje i odmawiać bycia biernymi konsumentami sankcjonowanej przez państwo propagandy. Ta bitwa nie jest toczona za pomocą pocisków, ale kontrolą nad samą prawdą. I nie miejcie złudzeń: wojna o rzeczywistość jest w pełnym toku.

Czas się obudzić! Teraz!

____________

Total Information Warfare: How the State Manufactures Your Mind and Reality (Video), Amy Mek, February 5, 2025

Ponad setka lekarzy „sądzona” przez Naczelną Izbę Lekarską. Ośmielili się bronić prawdy, pacjentów i nauki przed pandemicznym terrorem kłamstw.

Ponad setka lekarzy przed Naczelną Izbą Lekarską. „Ośmielili się bronić prawdy, pacjentów i nauki przed pandemicznym terrorem kłamstw”

7.02.2025

114 lekarzy może zostać ukaranych przez Naczelną Izbę Lekarską. Powodem jest mówienie prawdy na temat Wielkiej Histerii w trakcie jej trwania. Proces ma odbyć się dzisiaj.

Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców poinformowało o planach ukarania 114 lekarzy, którzy mówili prawdę na temat Covid-19.

„Naczelna Izba Lekarska chce ukarać 114 lekarzy, w tym doktorów i profesorów, urządzając im zbiorowe, pokazowe procesy w Poznaniu, Gdańsku i we Wrocławiu. Lekarze mają zostać ukarani za to, że ośmielili się głosić prawdę i bronić standardów naukowych podczas pandemii Covid-19” – czytamy na stronie PSNLiN.

„Pierwsza sprawa przeciwko 19 lekarzom odbyła się 17.03.2023 roku w Poznaniu w sądzie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej. Adwokatowi Arkadiuszowi Teteli reprezentującemu większość lekarzy udało się doprowadzić do cofnięcia wniosku o ukaranie do Naczelnego Sądu Lekarskiego, który jednak po uzyskaniu opinii prof. Iwony Paradowskiej – Stankiewicz, kontynuuje sprawę, powierzając kolejny proces sądowi lekarskiemu przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Gdańsku, który odbędzie 7.02.2025 r. od godz. 13.30” – poinformowano.

Lekarze będą sądzeni m.in. „za poparcie listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów dostępnego na stronie listlekarzy.pl oraz za poparcie drugiego apelu naukowców i lekarzy w sprawie szczepień na koronawirusa SARS-CoV-2”.

„W grupie pierwszych 19 lekarzy, którzy stanęli przed sądem lekarskim w Poznaniu są m.in. dr Katarzyna Bross Walderdorff, lek. med. Aneta Borczyk Kotwas, dr hab. n. med. Dorota Sienkiewicz, dr Tomasz Dmochowski, prof. dr hab. n. med. Krystyna Opałko, lek. Paweł Basiukiewicz, dr. n. med. Zbigniew Martyka, prof. dr hab n.med. Ryszard Rutkowski, prof. zw. dr hab n. med. Maria Sobaniec Łotowska, lek. Anna Martynowska. W kolejnej grupie lekarzy z Gdańska jest m.in. prof. Andrzej Frydrychowski” – wyliczono.

Postępowanie wszczął poprzedni Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Grzegorz Wrona. Wydał też postanowienia o przedstawieniu zarzutów i skierowaniu wniosku o ukaranie.

„Zarzucił lekarzom publiczne rozpowszechnianie informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną i propagowanie postaw antyzdrowotnych i działanie na szkodę pacjentów i całego społeczeństwa, poprzez podpisanie ww. listów i apeli” – poinformowało PSNLiN.

Stowarzyszenie podkreśla, że „od początku organy samorządu lekarskiego rażąco naruszały prawo, nie dawały gwarancji bezstronności i obiektywnego prowadzenia postępowania”. Oceniono też, że „prowadzone postępowanie ma charakter nękania lekarzy”.

– W różnych informatorach, mediach pojawia się coraz więcej sceptyków co do szczepień, mówiących o zagrożeniach. Na tej liście są także lekarze – żebyście państwo mieli świadomość. My wszystkich tych lekarzy w tej chwili będziemy – brzydkiego słowa użyję – przesłuchiwać czy wzywać do wyjaśnień ich postawy przed organami odpowiedzialności zawodowej – powiedział 8 grudnia 2020 roku podczas posiedzenia Senackiej Komisji były prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzej Matyja, cytowany przez PSNLiN.

Adwokaci Arkadiusz Tetela, Piotr Schramm, Stanisław Zapotoczny i inni prawnicy, którzy bronią lekarzy, wskazują na szereg naruszeń prawa w prowadzonym postępowaniu. Wśród nich są: postępowanie nie jest oparte na dowodach, a na szykanach; wnioski dowodowe obwinionych są nagminnie oddalane lub pomijane; odmawia się obwinionym prawa do obrony; utrudnia się zapoznanie z aktami postępowania; rażąco narusza się prawo do wolności słowa; wyznacza się jako właściwe do rozpoznania sprawy sądy lekarskie daleko poza miejscem zamieszkania obwinionych.

„We wszystkich dotychczasowych sprawach w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy w zakresie szczepień przeciwko COVID-19 sądy lekarskie nielegalnie wyłączały jawność, mimo, że jest to zasadą rzetelnego procesu. Również i w tej sprawie istnieje duże prawdopodobieństwo, że jawność zostanie wyłączona. Lekarze i obywatele demokratycznego Państwa Prawa żądają poszanowania ich praw i umożliwienia zajęcia przez nich stanowiska w sprawie na jawnej rozprawie i zwrócili się w tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich” – podkreśliło PSNLiN.

Grzegorz Braun solidarny z nękanymi lekarzami. „Szopka i groteska”.

Grzegorz Braun w Gdańsku solidarny z nękanymi lekarzami. „Szopka i groteska” [VIDEO]

7.02.2025 https://nczas.info/2025/02/07/grzegorz-braun-w-gdansku-solidarny-z-nekanymi-lekarzami-szopka-i-groteska-video/

Czas epidemii „to były straszne rzeczy, których nie wolno nam zapomnieć”, łącznie z „ćwierć miliona zgonów tzw. nadmiarowych”.

Grzegorz Braun
Grzegorz Braun. / foto: PAP

Przed siedzibą Sądu Lekarskiego w Gdańsku pojawił się europoseł Grzegorz Braun, który udzielił wsparcia grupie medyków, która krytykowała szczepienia na koronawirusa SARS-CoV-2, a teraz doświadcza formy zemsty zawodowej. 114 lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia podpisało list otwarty w tej sprawie.

Od tego czasu trwa nękanie sygnatariuszy. Przy tej okazji przypomniano słowa byłego już prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzeja Matyji, który w 2020 roku podczas posiedzenia Senackiej Komisji stwierdził, że: „w różnych informatorach, mediach pojawia się coraz więcej sceptyków co do szczepień, mówiących o zagrożeniach. Na tej liście są także lekarze – żebyście państwo mieli świadomość. My wszystkich tych lekarzy w tej chwili będziemy – brzydkiego słowa użyję – PRZESŁUCHIWAĆ czy WZYWAĆ DO WYJAŚNIEŃ ich postawy przed organami odpowiedzialności zawodowej”.

Wezwanie 52 z nich przed Sąd Lekarski w Gdańsku to część tego nękania w ramach wniosku o ukaranie lekarzy. Ich prawnik przypomniał, że nie popełnili oni żadnego błędu lekarskiego. Wcześniej 19 medyków sądzono już we Wrocławiu, kolejne pół setki czeka rozprawa przed podobnym gremium w Poznaniu.

Dla zebranych w Gdańsku był to kolejny pokazowy proces, który ma zastraszać środowisko. W przemówieniach przypomniano, że lekarze krytykujący niesprawdzone szczepienia byli po prostu wierni zasadzie lekarskiej „po pierwsze nie szkodzić”.

Ponad setka lekarzy “sądzona” przez Naczelną Izbę Lekarską. Ośmielili się bronić prawdy, pacjentów i nauki przed pandemicznym terrorem kłamstw.

Grzegorz Braun przypomniał, że czas epidemii „to były straszne rzeczy, których nie wolno nam zapomnieć”, łącznie z „ćwierć miliona zgonów tzw. nadmiarowych”. Braun podkreślił, że tych ludzi „zabił reżim eurokołchozowy”. Sam proces nazwał „szopką” i „groteską”.

„Jako Polak, pacjent, nawet przyszły, bardzo serdecznie dziękuję wszystkim lekarzom, prawnikom, którzy bronią tych pierwszych, a jako polityk domagam się odpolitycznienia medycyny” – dodał poseł Braun.

„Ekologiczna” podróż ludzi Tuska do Gdańska. Za pociągiem z rządem… miał lecieć samolot !

https://wpolityce.pl/polityka/720728-co-za-odlot-rzadowy-samolot-lecial-za-pociagiem-z-tuskiem

Kogo chcieli oszukać? Tak wygląda „ekologiczna” podróż ludzi Tuska do Gdańska. Za pociągiem z rządem… miał lecieć samolot !

======================

Jak wynika z ustaleń Rafała Bochenka, wyjazd rządu do Gdańska mógł wyglądać zupełnie inaczej, niż próbują to przedstawiać ludzie obozu Donalda Tuska. Okazuje się, że „ekologiczna” podróż pociągiem miała drugie dno.

Politycy obozu rządzącego udali się do Gdańska na spotkanie z unijnymi komisarzami. W ramach „ekologicznej” opowieści, politycy obozu Tuska udali się tam pociągiem.

Lot rządowego samolotu

Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości ustalił, że podróż rządu do Trójmiasta trudno uznać za ekologiczną. Okazało się, że za rządem zebranym w pociągu… leciał samolot.

Coś nieprawdopodobnego! Pojechali do Gdańska na imprezę z Kolegium Komisarzy pociągiem, bo: miało być taniej; miało być ekologicznie; miał być dobry PR, że niby z ludźmi (choć wokół pełno poprzebieranych służb ochrony, mało osób przypadkowych) – pisze Bochenek.

A co się okazało?! Za szajką Tuska i tak leciał rządowy samolot z Warszawy do Gdańska! Czyli nie było ANI taniej, ANI ekologicznie. Jako Polacy zapłaciliśmy za ten wypad tuskowców PODWÓJNIE … Jedynie propagandowy PR – w pierwszym momencie – się udał – czytamy w jego wpisie.