





Szczególnie w tygodniu przedwyborczym warto przypomnieć
—————————-


[A usiłowaliśmy to zmienić: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW) . Nasłali Kukiza itp i na razie [??] zadusili. M. Dakowski]








Szczególnie w tygodniu przedwyborczym warto przypomnieć
—————————-


[A usiłowaliśmy to zmienić: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW) . Nasłali Kukiza itp i na razie [??] zadusili. M. Dakowski]


Paweł Chmielewski https://pch24.pl/trzeba-zatrzymac-mordowanie-dzieci-dlatego-trzaskowski-nie-moze-wygrac-tych-wyborow/

Temat mordowania dzieci nienarodzonych jest praktycznie nieobecny w kampanii wyborczej przed II turą.
Tymczasem nie ma dziś bardziej istotnego sporu moralnego i cywilizacyjnego.
Rafał Trzaskowski natychmiast po zwycięstwie w I turze wyborów ogłosił, że jedną z jego pierwszych decyzji będzie ułatwienie zabijania dzieci nienarodzonych. Jak w Polsce wygląda dziś sytuacja, wiemy aż nazbyt dobrze: Gizela Jagielska z Oleśnicy zabiła niedawno chłopca zastrzykiem w serce, a kilka dni temu opowiedziała, jak innym razem pozostawiła niedobite dziecko na śmierć w męczarniach.
Rafał Trzaskowski chce, żeby morderstw dzieci nienarodzonych było w Polsce jeszcze więcej. W całej debacie politycznej w Polsce nie ma dziś bardziej obrzydliwej i zbrodniczej obietnicy niż ta, którą składa Trzaskowski, może za wyjątkiem aborcyjnych żądań ugrupowań lewicowych. Jeżeli Trzaskowski zostanie prezydentem, zgodnie z bestialskim prawem krew dzieci będzie się lała w polskich szpitalach jeszcze szerszym strumieniem.
Karol Nawrocki zapowiada, że nie podpisze ustawy, która ułatwiałaby zabijanie dzieci. Już tylko z tej perspektywy wybór dla każdego katolika jest oczywisty: na Trzaskowskiego nie można głosować i należy go aktywnie powstrzymać. To oznacza, że w tej konkretnej sytuacji konieczne jest oddanie głosu przeciw Trzaskowskiemu, czyli na Karola Nawrockiego, niezależnie od tego, co sądzi się o polityce Prawa i Sprawiedliwości, pod wieloma względami głęboko niemoralnej i złej (Covid-19; in vitro; podatki; Zielony Ład etc.).
Zaskoczyło mnie, że temat aborcji nie znalazł się w „Deklaracji Toruńskiej”, którą Sławomir Mentzen przedkłada obu kandydatom do podpisania. Szef Nowej Nadziei nie pytał o to Karola Nawrockiego; być może wyszedł z założenia, że tu poglądy prezesa IPN są jasne i tematu nie ma sensu drążyć. Temat nie pojawił się też w rozmowie z Rafałem Trzaskowskim. Czy dlatego, że równie oczywistym jest jak do mordowania dzieci nienarodzonych podchodzi Trzaskowski?
Oczekuję również jasnego głosu ze strony środowisk katolickich. Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi opublikowało oświadczenie, w którym zwraca uwagę na jawną zbrodniczość postulatów Rafała Trzaskowskiego. Mam nadzieję, że analogiczne oświadczenia wydadzą także inne środowiska – a nade wszystko, że w sposób niepozostawiający wątpliwości prawdę o niegodziwości polityki Trzaskowskiego pokażą polscy biskupi.
W sytuacji, w której prezydentem Rzeczypospolitej może zostać zadeklarowany aborcjonista, nie można posługiwać się półsłówkami i rzucać ogólnych haseł. Trzaskowskiego jako wroga porządku cywilizacyjnego i moralnego ładu trzeba po prostu ostro napiętnować.
Oby tak się stało – niech zajmą się tym wszyscy katolicy, którzy mają publiczny głos, od polityków aż po biskupów. Nie możemy dopuścić do tego, by w imieniu państwa polskiego zabijano w naszej Ojczyźnie niewinne dzieci. Dość zgody i milczenia w obliczu zbrodni aborcjonistów!
Paweł Chmielewski
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 27 maja 2025 michalkiewicz
Od zresetowania przez prezydenta Obamę poprzedniego resetu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, diametralnie zmieniło się spojrzenie tubylczych, nadwiślańskich ekspertów i niezależnych dziennikarzy na rosyjskiego prezydenta Putina. O ile po poprzednim resecie z 17 września 2009 roku rosyjski prezydent Putin powoli stawał się naszą duszeńką, aż doszło do tego, że w sierpniu 2012 roku do Warszawy przyjechał Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl, który, wraz z ówczesnym przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, abp Józefem Michalikiem, na Zamku Królewskim podpisał deklarację o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim. Nie wiadomo, jak daleko byśmy zaszli na tym świetlistym szlaku, gdyby prezydentowi Obamie nie strzelił do głowy pomysł, by swój poprzedni reset zresetować. Polegało to na wyłożeniu 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „majdanu”, w następstwie którego doszło do podmianki na stanowisku ukraińskiego prezydenta, dzięki czemu USA mogły rozpocząć operację „osłabiania Rosji” do ostatniego Ukraińca.
Toteż w naszym bantustanie dosłownie z dnia na dzień, stosunek zarówno nadwiślańskich ekspertów, jak i niezależnych dziennikarzy z mediów głównego nurtu do rosyjskiego prezydenta Putina, zmienił się diametralnie. Rosyjski prezydent Putin zajął miejsce zbliżone do Żydów, którzy – według nielicznych chyba antysemitników – są winni „wszystkiemu”. Myślę, że tacy antysemitnikowie są nieliczni, bo fałszywość tej opinii jest widoczna już na pierwszy rzut oka. Na świecie zdarzają się trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie, czy pożary, a Żydowie nie mają z tym nic wspólnego, chyba, że któryś z nich padnie ofiarą takiego kataklizmu. W przypadku rosyjskiego prezydenta Putina tak nie jest; przypisuje mu się odpowiedzialność za „wszystko” – również za lekkomyślność ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, który najwyraźniej uwierzył w obiecanki amerykańskiego prezydenta Józia Bidena i wkręcił swój nieszczęśliwy kraj w maszynkę do mięsa. W nagrodę za to musiał zawrzeć z Ameryką umowę o „minerałach”, niezależnie od tego, co tam wcześniej musiał zagwarantować Angielczykom w zamian za podpuchę zwaną „stuletnim partnerstwem”. Teraz prezydent Zełeński, nawet bez szklanego nocnika, chyba już zobaczył, co narobił i próbuje markować zakończenie wojny, zanim ukraińscy rezunowie urżną mu głowę. Polska, jako „sługa narodu ukraińskiego”, w osobach autorytetów pacanowskich i niezależnych dziennikarzy z Propaganda Abteilung, stoi na nieubłaganym stanowisku, że Putin jest dobry na wszystko, nawet „na ładną, niewinną panienkę”, która niedawno szczęśliwie odnalazła się w Żorach, gdzie przebywała na tzw. „gigancie”.
Wynalazek, że Putin jest dobry na wszystko, przyjął się na szerokim świecie do tego stopnia, że został on nawet podejrzany o ustawianie amerykańskiej demokracji. To oczywiście jest metoda bardzo wygodna, ale kryje w sobie plus ujemny w postaci wątpliwości, czy w takim razie ta demokracja ma jeszcze jakąś wartość, skoro Putin rozstawia tych wszystkich amerykańskich twardzieli, niczym pionki? Coś może być na rzeczy, bo nie ulega wątpliwości, że rosyjski prezydent Putin z dnia na dzień zlikwidował pandemię zbrodniczego koronawirusa, która przyprawiła świat, z Ameryką włącznie, o tyle zgryzot. Kto wie, do czego jest on jeszcze zdolny, a skoro tak, to nie można wykluczyć, że jest zdolny do wszystkiego.
Zdawać by się mogło, że z tego wynikają tylko same plusy ujemne – ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc również i z tego może wyniknąć przynajmniej jeden plus dodatni. Oto tuż przed wybuchem ciszy wyborczej pojawiły się na mieście fałszywe pogłoski, jakoby nastąpiła „obca ingerencja” w prezydencką kampanię wyborczą. Te fałszywe pogłoski miały wszelkie znamiona wyważania otwartych drzwi, bo przecież każdy widzi, że takie na przykład Niemcy mało jaja nie zniosą, żeby wygrał obywatel Trzaskowski Rafał, a z kolei amerykański prezydent Donald Trump nie tylko trzasnął sobie fotkę z obywatelem Nawrockim Karolem, ale nawet wyraził przekonanie, że to właśnie on wygra.
Do tego jednak wszyscyśmy się przyzwyczaili i nikt tego nie uważa za żadną „ingerencję”. Tymczasem tym razem chodziło o to, że – jak się okazało – do akcji weszła sympatyzująca z obywatelem Trzaskowskim Rafałem i w ogóle – z Volksdeutsche Partei – organizacja pod nazwą „Akcja Demokracja”, na czele której stoi „aktywista antyfaszystowski” i „demokratyczny” Jakub Kocjan, który dotąd wykonywał zadania zlecone, a to w obronie demokracji, a to w obronie praworządności – co tam akurat niemiecka BND nakazała u nas robić. Tym razem Akcja Demokracja wzięła się za reklamy polityczne, które przy pomocy podstawionych osób, sławiły czyny obywatela Trzaskowskiego Rafała, a krytykowały jego konkurentów w osobach obywatela Nawrockiego Karola i Mentzena Sławomira. Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa od razu spenetrowała prawdę, że te polityczne reklamy „mogły być” finansowane „z zagranicy”. Warto dodać, że NASK jest jednym ze strażników, którzy mają chronić nasz nieszczęśliwy kraj przed „dezinformacją”. A co to jest „dezintormacja”? Ano – to są wszystkie informacje oraz opinie niezatwierdzone przez bezpiekę – przede wszystkim ABW. Chodzi o to, żeby obywatele nie doświadczali dysonansu poznawczego, który byłby nieuchronny w sytuacji, gdy każdy sam by decydował, w którą informację wierzy i ku jakiej opinii się skłania. Żeby uchronić obywateli przed popadaniem w dysonans poznawczy, strażnicy uniemożliwiają im, albo przynajmniej utrudniają zapoznanie się z informacjami i opiniami niezatwierdzonymi przez władzę, której – podobnie jak to było za pierwszej komuny – najtwardszym jądrem pozostaje oczywiście bezpieka. Ale już starożytni Rzymianie stawiali pytanie – kto upilnuje strażników?
Obywatel Trzaskowski Rafał swoim zwyczajem wyparł się wszelkich związków z Akcją Demokracją, podobnie jak wypierał się swego udziału w organizacji tak zwanej „debaty” w Końskich, która w związku z tym musiała zorganizować się sama.
Podejrzewam, że i w jednym i w drugim przypadku przyjęcie takiej linii postępowania doradził mu oficer prowadzący – bo od lat głoszę pogląd, że w naszym bantustanie niepodobna być skutecznym politykiem, nie będąc niczyim agentem – a obywatel Trzaskowski uchodzi za polityka skutecznego. Tymczasem te wiadomości zaniepokoiły pana prezydenta Dudę, który zażądał od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego informacji w sprawie tych reklam – bo właśnie ABW, niczym lis w kurniku, prowadzi w tej sprawie tak zwane „energiczne śledztwo”. W tej sytuacji nie byłbym zdziwiony, gdyby to energiczne śledztwo, po nitce do kłębka, doprowadziło do rosyjskiego prezydenta Putina, który – sympatyzując z panem Maciejem Maciakiem – chciał przy pomocy niczego nieświadomej „Akcji Demokracji”, doprowadzić do wsadzenia na minę obywatela Trzaskowskiego Rafała i w ten sposób wysadzić go w powietrze. Co więcej – jestem przekonany, że i pan prezydent Duda skwapliwie w takie wyjaśnienie uwierzy – bo taka wersja na pewno spodoba się ukraińskiemu wywiadowi, do którego pan prezydent Duda chyba ma stuprocentowe zaufanie.
Stanisław Michalkiewicz


Taki żarcik mający skojarzeniem przypomnieć inne słowa Sikorskiego na temat wyborów – Dwa razy obiecać to jak raz dotrzymać.
===============================================







Autor: Rebeliantka , 27 maja 2025
Cytuję przemyślaną opinię dr. Mariusza Błochowiaka Prezesa Fundacji Ordo Medicus.
maj 26, 2025 | dr Mariusz Błochowiak

Chciałbym poruszyć bardzo istotną kwestię dotyczącą właściwego rozumowania dotyczącego wzięcia udziału w II turze wyborów prezydenckich.
Z moich obserwacji wynika, że spore grono osób nie uznaje istnienia mniejszego (a zatem i większego) zła i uważa, że nie wolno z moralnego punktu widzenia głosować na żadne, a tym samym na mniejsze zło, że taki wybór obciąża ich sumienie. Jest to błędne myślenie oraz postępowanie, które może mieć fatalne skutki dla naszej ojczyzny.
Najpierw przedstawię racjonalne argumenty na rzecz istnienia i moralnego obowiązku wyboru mniejszego zła, a zatem ograniczania zła:
Evangelium vitae (encyklika św. Jana Pawła II):
„Kiedy nie jest możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy dopuszczającej przerywanie ciąży, parlamentarzysta, którego osobista absolutna dezaprobata przerywania ciąży jest wyraźna i wszystkim znana, może zgodnie z sumieniem popierać propozycje zmierzające do ograniczenia szkodliwości takiej ustawy i do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Czyniąc tak, nie ponosi on odpowiedzialności za niedozwolone współdziałanie w złu, ale dokonuje słusznego działania, które w danych okolicznościach jest możliwe, by ograniczyć zło i w ten sposób przyczynić się do większego dobra.”
o. prof. Jacek Salij, tomista:
1. Sama rzeczywistość domaga się tego, żeby rozróżniać zło większe i mniejsze. Mniejszym złem jest ukraść 2 zł niż ukraść 200 zł, mniejszym złem jest kłamstwo niż morderstwo.
2. W odniesieniu do zła doznawanego – a więc tego, które nie jest złem moralnym – zawsze wolno nam wybierać zło mniejsze. Dlatego np. kiedy wybuchnie pożar, wzywamy strażaków, mimo że narobią nam oni całkiem niemało szkód i bałaganu. Jest to bowiem mniejsze zło, niż gdyby miał nam spłonąć cały dom. Podobnie – podam jeszcze klasyczny przykład ze starych podręczników – lepiej się zgodzić na ucięcie nogi, niż gdyby gangrena miała spowodować moją śmierć. A przecież nikt nie ma wątpliwości, że również amputacja nogi jest bardzo wielkim złem, jednak mniejszym niż utrata życia.
3. W odniesieniu do zła moralnego obowiązuje natomiast zasada, że mniejszego zła nie wolno czynić nigdy. Bo wierzymy, że ten świat jest Boży, i wobec tego nie może być takiej sytuacji, w której skazani bylibyśmy na konieczność paktowania ze złem. Zresztą ilekroć ktoś próbuje się bronić przed jakimś nieszczęściem za pomocą czynienia zła, sądząc, że wybiera w ten sposób mniejsze zło, zawsze okazuje się w końcu, że wybrał jednak większe zło. Owszem, zdarza się niekiedy, że ktoś nie widzi innej drogi ratunku jak za pomocą popełnienia takiego lub innego grzechu. Zawsze jednak istnieje w takich sytuacjach wyjście trzecie – może najtrudniejsze, niekiedy wymagające aż męczeństwa – pozwalające jednak ocalić duszę i nie wystawiać jej na pastwę grzechu. Wzorcowym przykładem takiej postawy jest np. biblijna Zuzanna, która wolała przyjąć niesprawiedliwą hańbę i karę śmierci, niż obrazić Boga grzechem, mimo że to ocaliłoby jej życie oraz szacunek u ludzi.
4. W jednym tylko przypadku wolno nam wybierać grzech jako mniejsze zło: kiedy chodzi o grzech czyniony nie przeze mnie, ale przez kogoś zdecydowanego czynić zło, a ode mnie zależy tylko to, że on uczyni zło większe albo mniejsze. Kiedy bandyta stawia mnie przed alternatywą: pieniądze albo życie, to wolno mi, rzecz jasna, tak się zachować, żeby on dokonał raczej rabunku niż morderstwa.
Z powyższego, ale też ze zdroworozsądkowego myślenia wynika, że istnieje mniejsze zło i z moralnego punktu widzenia należy ograniczać zło. Przykładowo, jak wyżej, poseł katolicki może i powinien nawet głosować za ustawą aborcyjną, jeśli ta bardziej chroni życie niż poprzednia.
Podobnie jest z wyborami. Należy kierować się racjonalnym myśleniem, a nie emocjami i nawet wbrew uczuciom niechęci czy żalu (do danej partii czy jego kandydata) podejmować decyzje, które potencjalnie mają większe szanse na ograniczenia zła, czyli wybrać zło mniejsze (lub większe dobro).
Uważam, że mając na względzie dobro naszego narodu i państwa zarówno Sławomir Mentzen, jak i Grzegorz Braun oraz inne, opiniotwórcze osoby powinni zachęcać swoich wyborców do oddania głosów na mniejsze zło, czyli na kandydata, który po chłodnej analizie daje większe szanse na uczynienie mniej zła (bądź więcej dobra). Z racjonalnego punktu widzenia rekomendowanie niepójścia na wybory ma jedynie wtedy sens i jest słuszne, jeśli kandydaci byliby tacy sami, czy mieli identyczne poglądy i tym samym szanse na uczynienie takiego samego zła/dobra. W przeciwnym razie z moralnego i racjonalnego punktu widzenia należy wziąć udział w wyborach.
Brak uczestnictwa w wyborach nie jest bowiem moralnie neutralny (poza wspomnianym wyżej przypadkiem identyczności kandydatów), ale niesie ze sobą konsekwencje. Aby to zobrazować wyobraźmy sobie, że jeśli 5 osób ciągnie linę z jednej strony, a 4 osoby z drugiej, to kolejna osoba może zrównoważyć siły, a następna doprowadzić do zwycięstwa tę stronę, która na początku zawodów liczyła zaledwie 4 zawodników.
Na tym prostym przykładzie widać, że zaniedbanie dwóch osób (nie włączenie się do walki) doprowadzi do całkowicie odmiennego wyniku. Widać jasno, że te dwie bierne osoby wsparły silniejszego (5 osób), a zatem twierdzenie, że nikogo nie poparły jest błędem. Wobec powyższego brak uczestnictwa w wyborach może być jak najbardziej wyborem zła i to nie mniejszego, ale większego. Przez zaniedbanie.
Następny punkt, to ustalenie, który kandydat lepiej rokuje. Żeby nie przedłużać tego wywodu skupmy się na jednej, fundamentalnej różnicy między obu kandydatami, mianowicie kwestii podejścia do zabijania dzieci nienarodzonych, chociaż tych różnic jest więcej. Ten problem wydaje się być marginalizowany w debacie przed II turą, gdy tymczasem powinien być na pierwszym miejscu przynajmniej dla katolików.
Zacytujmy krótko samych kandydatów na urząd prezydenta.
Karol Nawrocki:
„— Nie podpisałbym ustawy o powrocie do kompromisu aborcyjnego. Nie mógłbym pozwolić na to — jako przyszły prezydent — aby aborcji były poddawane dzieci z zespołem Downa „
Karol Nawrocki:
„Jestem katolikiem. Jestem chrześcijaninem. Jestem członkiem Kościoła katolickiego. Jestem za życiem od poczęcia do naturalnej śmierci, to jest dla mnie naturalne”.
Rafał Trzaskowski:
„Oczywiście podpiszę, jeśli zostanę prezydentem, ustawę liberalizującą prawo antyaborcyjne. A jeśli trzeba będzie, sam wystąpię z taką inicjatywą, bo to kobieta powinna decydować o swoim życiu i o swoim zdrowiu”
radio zet Rafał Trzaskowski:
„Zobowiązuję się do złożenia ustawy liberalizującej to średniowieczne prawo aborcyjne. Będę naciskał moich kolegów i koleżanki, aby ta zmiana stała się faktem”
Zdaję sobie sprawę, że są to deklaracje, ale tylko takie dane mamy. Komu zatem warto dać szansę i zwiększyć prawdopodobieństwo przeżycia bezbronnym i niewinnym?
Czy niewinnym i bezbronnym dzieciom nienarodzonym przez następne 5 lat będzie obojętne, czy katolicy (i inni ludzie) pójdą na wybory, pomimo tego, że Rafał Trzaskowski chce je zabijać, a Nawrocki deklaruje, że jest przeciwnikiem aborcji i jest nawet bardziej restrykcyjny niż kompromis aborcyjny, który pozwalał na zabijanie chorych dzieci?
Skoro Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun oraz inne osoby opiniotwórcze wypowiadają się krytycznie lub pochwalnie co do konkretnych osób wymieniając je z imienia i nazwiska, to dlaczego temat nazwisk w II turze wyborów (na kogo konkretnie lepiej zagłosować) staje się tematem tabu? Jakie jest tego racjonalne (i katolickie) uzasadnienie? Jest to postępowanie niespójne. Niektóre osoby i środowiska kończą swoją analizę na rekomendowaniu nie głosowania na Rafała Trzaskowskiego, ale nie podejmują (wprost) tematu głosowania na kontrkandydata i uczestnictwa w wyborach, które, jak uzasadniłem, nie jest moralnie neutralne.
Jest oczywiste, że nie można „przerzucić” głosów wyborców Grzegorza Brauna czy Sławomira Mentzena na innego kandydata, ale można i trzeba przeprowadzić chłodną i „naukową” analizę obu kandydatów i wskazać publicznie, co z tej analizy wynika, czyli na kogo były kandydat zagłosuje jako mniejsze zło (większe dobro). Dlaczego polityk nie może ujawnić wyniku takiej analizy podając konkretne nazwisko? Przecież podanie nazwiska nie zobowiązuje żadnego wyborcy do głosowania zgodnie z poglądem byłego kandydata na prezydenta, a może przekonać osoby niezdecydowane czy uważające, że nie wolno głosować ani na mniejsze zło ani nawet na żadne.
Tacy ludzie nie uświadamiają sobie, że żaden kandydat nie jest idealny, a zatem i tak w I turze wybierali (naj)mniejsze zło, bo przecież żaden anioł z nieba nie kandydował na prezydenta gwarantując przez kolejne 5 lat wyłącznie dobre decyzje. Takie błędne zapatrywania i rozumowanie trzeba prostować i wobec niektórych osób może tu zadziałać tylko autorytet byłego kandydata.
Warto i trzeba, żeby kandydaci, którzy odpadli stawiali pytania kandydatom walczącym w II turze wyborów. Nie można jednak oczekiwać, że podpiszą się oni pod wszystkimi postulatami, bo przecież reprezentują odmienne ideowo środowiska. Wskazanie mniejszego zła (bądź większego dobra) polega bowiem na przypisaniu odpowiedniej wagi poglądom kandydatów i w konsekwencji opowiedzenie się za lepszym.
Zdaje sobie sprawę, że wskazanie wprost na kogo odda się głos może nie być politycznie bezpieczne dla byłych kandydatów, ponieważ cześć wyborców Sławomira Mentzena czy Grzegorza Brauna odbierze to negatywnie, ale od strony moralnej i dobra naszego narodu jest to słuszne. Czasami trzeba się poświęcić, jak to zrobiła dobra matka podczas procesu przed królem Salomonem.
Przed jego tron przyszły dwie kobiety. Obie przyniosły swoje dzieci, który urodziły w tym samym czasie. przy czym jedno było martwe, bo zmarło w nocy. Obie kobiety twierdziły, że żyjące dziecko jest ich i oskarżały się nawzajem o kradzież. Wówczas król rzekł:
«Przynieście mi miecz!» Niebawem przyniesiono miecz królowi. A wtedy król rozkazał: «Rozetnijcie to żywe dziecko na dwoje i dajcie połowę jednej i połowę drugiej!» Wówczas kobietę, której syn był żywy, zdjęła litość nad swoim synem i zawołała: «Litości, panie mój! Niech dadzą jej dziecko żywe, abyście tylko go nie zabijali!» Tamta zaś mówiła: «Niech nie będzie ani moje, ani twoje! Rozetnijcie!» Na to król zabrał głos i powiedział: «Dajcie tamtej to żywe dziecko i nie zabijajcie go! Ona jest jego matką». Kiedy o tym wyroku sądowym króla dowiedział się cały Izrael, czcił króla, bo przekonał się, że jest obdarzony mądrością Bożą do sprawowania sądów. (1 Krl 3:24-28)
Dzisiaj mądrość salomonowa polega na tym, żeby byli kandydaci i inne osoby opiniotwórcze były w stanie powierzyć naszą ojczyznę pod opiekę złej, ale mimo wszystko lepszej matki od tej, która chce ją rozciąć, czyli uśmiercić.
Ponadto warto zwrócić uwagę, co jest nagminnie podnoszone, ze hasło „PiS-PO jedno zło” jest uproszczeniem. Jest różnica w kwestiach choćby rewolucji kulturowej czy podejścia do aborcji, a to są bardzo ważne kwestie przynajmniej dla katolika. Powyższy slogan zatem nie jest prawdziwy.
Poza tym pogląd „PiS-PO jedno zło” nie jest tożsame z Nawrocki-Trzaskowski, ponieważ prezydent jednak może (jeśli zechce) być niezależny od partii i jest niezerowa szansa, że tak będzie przynajmniej w niektórych kwestiach. A zatem „PiS-PO jedno zło” w przypadku kandydatów na prezydenta jest kolejnym uproszczeniem, a więc nieprawdą.
Jeśli więc istnieje szansa, że jeden kandydat będzie lepszy od drugiego, to z moralnego i racjonalnego punktu widzenia należy zagłosować właśnie na takiego kandydata, żeby w największym możliwym dla wyborcy stopniu ograniczyć (przyszłe) zło. Twierdzenie, że obaj kandydaci są tacy sami jest oczywistą nieprawdą. A jeśli są różni, to oznacza, że jeden może być lepszy niż drugi, że można ich uszeregować w hierarchii potencjalnego zła lub dobra. Logika.
W II turze zagłosuję na Nawrockiego, ponieważ uważam, że jest większa szansa, że będzie lepszym prezydentem niż Trzaskowski. W pierwszej nie głosowałem na żadnego z nich.
Niestety część rodaków podchodzi emocjonalnie i w sposób upraszczający do wyborów zamiast na zimno, „naukowo” i racjonalnie przeanalizować i „zważyć”, który kandydat jest lepszy i zagłosować nawet wbrew swoim uczuciom niechęci czy żalu do danej partii czy osoby.
Dr Mariusz Błochowiak
Prezes Fundacji Ordo Medicus
Mądrość Salomona podczas II tury wyborów. Czy i na kogo głosować?
Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk uhonorował jednego z głównych ekspertów pandemicznych medalem „Zasłużony dla Wrocławia”. Prof. Krzysztof Simon otrzymał odznaczenie za „niezłomną postawę” i „wkład w rozwój medycyny” w tym mieście.
===========================
Oczekujemy na przyznanie nagrody p. Gizeli „Mengele” Jagielskiej za „niezłomną postawę”, za „zaangażowanie” i „szerzenie postaw humanistycznych”.
======================================

Prof. Krzysztof Simon i prezydent Wrocławia Jacek Sutryk.
Prof. Krzysztof Simon jest ordynatorem oddziału zakaźnego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. Jest także wojewódzkim konsultantem w dziedzinie chorób zakaźnych.
Szerzej dał się poznać jako pandemiczny ekspert w dobie ogłoszonej pandemii koronawirusa. W listopadzie 2020 r. został członkiem Rady Medycznej przy ówczesnym premierze Mateuszu Morawieckim.
W dobie jedynej słusznej choroby wypowiadał się w mediach w tonie pouczającym i nieznoszącym sprzeciwu.
– Należy liczyć się z tym, że raczej się nigdy nie skończy i zostanie z nami tak jak grypa – mówił w listopadzie 2020 r. prof. Simon, odnosząc się do epidemii koronawirusa.
– Szczepionki, gdy będą już dostępne, trzeba będzie co rok lub dwa zmieniać. Tak jak dzieje się to w przypadku grypy sezonowej – wskazał.
Simon przypomniał również, że na początku XX wieku świat walczył z pandemią grypy, a na obywateli także nakładano restrykcje. – I nikt wtedy nie krzyczał, że naruszane są prawa obywatelskie. Wszyscy się do tych zaleceń dostosowywali – grzmiał wówczas.
Później Simon agitował na rzecz wyszczepiania Polaków. Portal Medonet.pl zapytał prof. Simona o konieczność przeprowadzenia przez rząd kampanii społecznej, nakłaniającej Polaków do szczepień.
– Oczywiście, że trzeba się z takim komunikatem do społeczeństwa przebijać. Bo przecież mamy do czynienia z epidemicznym holokaustem, idziemy na zwarcie ze śmiercią. Niestety, na razie takich dobitnych działań nie widzę – ubolewał w grudniu 2020r., czyli tuż po pojawieniu się szczepionek, Simon.
W tamtym czasie padło także pytanie, dlaczego Polacy „mają problem ze szczepieniami”, skoro aż 80 proc. Niemców szczepi się na grypę, a u nas tylko 4 proc. obywateli. – Nie wiem, dlaczego my jako naród jesteśmy tacy dziwaczni – stwierdził Simon.
– Kwestionujemy wartość szczepień wymyślając najbardziej absurdalne argumenty, między innymi ten o autyzmie jako konsekwencji podawania szczepionek. Przecież to bełkot i – podkreślam – przerażający przykład piramidalnej głupoty. Nie można powtarzać idiotyzmów – dodał.
Przyznał również, że należałoby karać za takie poglądy. – Przede wszystkich zabierać dyplomy lekarzom, bo niestety są tacy, którzy wygłaszają takie głupstwa. W innych krajach tego rodzaju restrykcje przecież są podejmowane – mówił.
W ocenie lekarza, działalność „antyszczepionkowców” jest „szkodliwa, antyspołeczna i antypaństwowa, niezależnie od tego, kto akurat sprawuje rządy”.
Medyk odniósł się także do „dobrowolności” szczepień, postulując obowiązkowe odszkodowania od niezaszczepionych. – Oczywiście, każdy ma prawo do decydowania – szczepić się, czy się nie szczepić. Jeśli jednak taki osobnik nie zdecyduje się zaszczepić, to musi ponieść konsekwencje. I gdy zachoruje, za świadczenie usług medycznych w publicznej służbie zdrowia to chyba powinien płacić z własnej kieszeni. No i płacić odszkodowanie jeśli zakazi innych, a to już powinno być obligatoryjne. Przy obecnych technikach biologii molekularnej to można dość łatwo udowodnić – grzmiał prof. Krzysztof Simon.
To tylko niektóre wypowiedzi, jakie padły z ust prof. Simona. Teraz Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia, postanowił odznaczyć pandemicznego eksperta.
„Kilka dni temu miałem zaszczyt wręczyć medale „Zasłużony dla Wrocławia” wybitnym osobom, które swoją pracą, pasją i zaangażowaniem od lat budują siłę naszego miasta” – napisał. Wśród odznaczonych znalazł się prof. Krzysztof Simon, który dostał medal „za niezłomną postawę i wkład w rozwój medycyny we Wrocławiu”.
Źródło:Facebook/medonet.pl/NCzas
MMP
https://nczas.info
Oczekujemy na przyznanie nagrody p. Gizeli „Mengele” Jagielskiej za „niezłomną postawę”, za „zaangażowanie” i „szerzenie postaw humanistycznych”.
Admin – Gajowy












Źródło: zmianynaziemi https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/wiecej-niz-polowa-niemcow-chcialaby-emigrowac-z-kraju-z-powodu-migrantow
Szokujące wyniki najnowszego badania YouGov przeprowadzonego na zlecenie dziennika Die Welt pokazują, że ponad połowa Niemców rozważałaby przeprowadzkę za granicę, gdyby mieli całkowitą swobodę wyboru.
Respondenci jako główne powody chęci opuszczenia kraju wskazali problemy migracyjne i wyzwania gospodarcze związane z klimatyzmem.
Według sondażu 31 % ankietowanych stwierdziło, że definitywnie wyprowadziliby się za granicę, gdyby mieli całkowitą swobodę wyboru bez ograniczeń związanych z pracą, życiem osobistym czy finansami. Kolejne 27 procent odpowiedziało, że prawdopodobnie by wyjechało. W przeciwieństwie do tego jedynie 22 procent badanych odpowiedziało raczej nie, a 15 procent zdecydowanie nie rozważałoby przeprowadzki.
Wśród osób, które generalnie lub potencjalnie mogłyby sobie wyobrazić życie za granicą, 36 procent stwierdziło, że myśl o opuszczeniu Niemiec nawiedzała ich częściej w ostatnich miesiącach. W tej grupie aż 61 procent wskazało sytuację imigracyjną kraju jako główny czynnik. Dodatkowo 41 procent wymieniło trwającą recesję gospodarczą Niemiec jako powód do rozważenia emigracji.
Obawy polityczne również znalazły odzwierciedlenie w odpowiedziach. 29 procent respondentów wskazało na wzrost popularności prawicowej partii AfD, a 22 procent wymieniło postrzegane zagrożenie militarne ze strony Rosji. Dwanaście procent ankietowanych wyraziło obawy dotyczące możliwego spadku amerykańskiej ochrony Europy z powodu prezydentury Donalda Trumpa, podczas gdy 36 procent wymieniło inne powody chęci wyjazdu.
Zgodnie z badaniem respondenci, którzy rozważaliby emigrację, najczęściej wybierali inne kraje niemieckojęzyczne jako preferowane miejsca docelowe. Szwajcaria znalazła się na czele listy z 30 procentami wskazań, a za nią Austria z 23 procentami. Hiszpania z 22 procentami i Kanada z 17 procentami również znalazły się wśród najpopularniejszych wyborów.
Wyniki badania nie mogą być postrzegane w oderwaniu od aktualnej sytuacji gospodarczej Niemiec. Kraj pozostaje jedynym państwem grupy G7, które nie odnotowało wzrostu gospodarczego przez ostatnie dwa lata, co czyni ożywienie ekonomiczne kluczowym wyzwaniem dla nowego rządu pod przewodnictwem kanclerza Friedricha Merza. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że Niemcy będą nadal pozostawać w tyle za swoimi partnerami z G7 w 2025 roku, z oczekiwanym wzrostem na poziomie zaledwie 0,1 procent.
Pomimo spowolnienia gospodarczego Niemcy pozostają głównym celem dla osób ubiegających się o azyl w Unii Europejskiej. W 2024 roku kraj otrzymał ponad 237 tysięcy wniosków azylowych, co stanowi więcej niż jedną czwartą wszystkich wniosków złożonych w 27 państwach członkowskich bloku. Taka sytuacja wywołuje frustrację wśród części społeczeństwa niemieckiego, która dostrzega rozbieżność między trudnościami gospodarczymi a dalszym napływem migrantów.
Na początku tego miesiąca Berlin wprowadził surowsze kontrole graniczne w celu ograniczenia liczby osób ubiegających się o azyl wjeżdżających do kraju, odwracając politykę otwartych granic przyjętą przez kanclerz Angelę Merkel w 2015 roku. To symboliczne odejście od wcześniejszej polityki migracyjnej odzwierciedla rosnące napięcia społeczne związane z tą kwestią.
Kryzys migracyjny stał się jednym z głównych czynników napędzających wzrost popularności prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec. AfD, założona w 2013 roku jako ugrupowanie eurosceptyczne, przeszła radykalizację i obecnie w sondażach osiąga około 20 procent poparcia, plasując się na drugim miejscu za chadecką CDU/CSU. Partia ta szczególnie silnie zakorzeniona jest w wschodnich landach, gdzie może liczyć na poparcie przekraczające 30 procent.
Wzrost popularności AfD nie jest przypadkowy. Partia umiejętnie wykorzystuje frustrację społeczną związaną z polityką migracyjną, problemami gospodarczymi oraz poczuciem utraty kontroli nad kierunkiem zmian w kraju. Jej postulaty dotyczące masowych deportacji imigrantów i wyjścia ze strefy euro trafiają do elektoratu rozczarowanego dotychczasowymi elitami politycznymi.
Niemiecka gospodarka od kilku lat boryka się z poważnymi problemami strukturalnymi. Utrata konkurencyjności przemysłu, droga energia po odcięciu się od rosyjskich dostaw, zapaść demograficzna i niedobory siły roboczej to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi stoi największa gospodarka Europy. W 2023 roku PKB Niemiec spadł o 0,3 procent, a prognozy na kolejne lata pozostają pesymistyczne.
Szczególnie dotkliwe dla przeciętnych obywateli są rosnące koszty życia, problemy na rynku mieszkaniowym oraz obawy o przyszłość systemu emerytalnego. Wiele rodzin odczuwa pogorszenie standardu życia, co przekłada się na rosnące niezadowolenie społeczne i chęć poszukiwania lepszych warunków życia w innych krajach.
Zjawisko emigracji z Niemiec nie jest całkowicie nowe. Już wcześniejsze badania wskazywały na wysoką rotację migrantów do i z Niemiec. Od 2015 roku do kraju przyjechało 12,5 miliona osób, ale jednocześnie wyjechało ponad siedem milionów. Różnica polega na tym, że obecnie o wyjeździe myślą też rdzenni Niemcy, którzy dotychczas stanowili trzon stabilności społecznej.
Chęć emigracji wyrażana przez ponad połowę Niemców to sygnał alarmowy dla niemieckich elit politycznych. Wskazuje na głębokie problemy systemowe, które wymagają pilnego rozwiązania. Bez zdecydowanych reform gospodarczych, skutecznej polityki migracyjnej i odbudowy zaufania społecznego Niemcy mogą stanąć przed jeszcze poważniejszymi wyzwaniami w najbliższych latach.
https://polskakatolicka.org/pl/petycje/relokacja-imigrantow-to-dechrystianizacja-polski

Pakt Migracyjny Unii Europejskiej, który zakłada przymusową relokację uchodźców między państwami członkowskimi, stwarza realne zagrożenie dla Polski. Choć nasz kraj przyjął w ostatnich latach tysiące uchodźców z Ukrainy, to polityka migracyjna UE nie gwarantuje bezpieczeństwa ani stabilności, a wręcz sprzyja rozprzestrzenianiu się chaosu w państwach, które nie są przygotowane na tak ogromny napływ osób z kultur obcych naszej cywilizacji chrześcijańskiej.
Zamiast skutecznej ochrony granic, Pakt Migracyjny opiera się na ideologii otwartych drzwi, która nie bierze pod uwagę realnych zagrożeń, takich jak dezintegracja społeczna, wzrost przestępczości oraz islamizacja, która w krajach Europy Zachodniej doprowadziła do upadku tradycyjnych zasad chrześcijańskich i erozji ładu społecznego.
Nie możemy pozwolić, by Polska stała się ofiarą nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej, która zagraża naszej suwerenności, bezpieczeństwu oraz katolickiej tożsamości narodowej. Wiele państw zachodnioeuropejskich, które już przyjęły masową migrację, boryka się teraz z poważnymi problemami, które odbijają się na ich społecznej i gospodarczej stabilności.
Polska, chcąc uniknąć powtórzenia tych błędów, musi stanowczo sprzeciwić się Paktowi Migracyjnemu i dążyć do polityki ochrony swoich granic oraz interesów narodowych. Naszym obowiązkiem jest obrona polskiej kultury, naszej chrześcijańskiej tożsamości oraz zapewnienie bezpieczeństwa przyszłym pokoleniom.
Szanowny Panie Premierze,
Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, z pełną odpowiedzialnością i troską o przyszłość naszej Ojczyzny, wyrażam zdecydowany sprzeciw wobec przyjęcia Paktu Migracyjnego. Zgadzam się, że Polska nie powinna być zmuszana do przyjmowania przymusowej relokacji uchodźców, szczególnie w obliczu kryzysu migracyjnego, który zagraża nie tylko naszemu bezpieczeństwu, ale również naszej kulturze, cywilizacji chrześcijańskiej i katolickiej tożsamości narodowej. Polska, choć otwarta na pomoc dla tych, którzy naprawdę jej potrzebują, nie może pozwolić na masowy napływ imigrantów, którzy nie integrują się z naszym społeczeństwem, a w dłuższej perspektywie mogą stać się zagrożeniem dla naszego ładu społecznego.
Proszę wziąć pod uwagę moje zdanie i wszystkie argumenty, które przemawiają za tym, by Polska zachowała pełną kontrolę nad swoimi granicami i polityką migracyjną. Jako obywatele tego kraju, mamy prawo do decydowania o przyszłości naszej Ojczyzny, a przymusowe przyjęcie uchodźców stoi w sprzeczności z naszymi zasadami i interesami narodowymi. Proszę o głębokie zastanowienie się nad skutkami tej decyzji i o podjęcie działań na rzecz ochrony naszej suwerenności.
Z poważaniem,
[Imię i nazwisko]
26.05.2025 https://www.tysol.pl/a141044-byle-nie-trzaskowski
Czy popularne w ostatnich dniach hasło „Byle nie Trzaskowski” ma sens? Przeciwnicy tej kandydatury mają wiele argumentów. Ja widzę dwa – zasadnicze i bardzo konkretne:

Rafał Trzaskowski / (amb) PAP/Tytus Żmijewski
Partia, której Trzaskowski jest wiceprzewodniczącym, dopuściła się czegoś, co jest niewybaczalne. Przed ostatnimi wyborami do Sejmu i Senatu albo złożyła świadomie kłamliwe obietnice wyborcze w postaci słynnych „Stu konkretów na sto pierwszych dni”, albo nie dotrzymała większości tych obietnic przez nieudolność, lekceważenie wyborców, brak woli działania. Najpewniej zadecydował fakt, że obietnice te były od początku niewykonalne, nierealistyczne. Wymyślone wyłącznie po to, by uzyskać głosy. Chyba najważniejszą złamaną obietnicą była zapowiedź podwyższenia kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy. To był wręcz podręcznikowy przykład populistycznego oszustwa i kłamstwa. Obiecali wszystkim kilka tysięcy złotych rocznie ekstra w portfelach i nie dowieźli. Nawet nie próbowali. Choć minęło już nie 100, ale ponad 500 dni.
Uważam, że nie wolno nagradzać partii, która oszukała, zawiodła wyborców i to w dodatku nagradzać stanowiskiem głowy państwa dla wiceprzewodniczącego tej partii. Nie wolno premiować polityków za oszukiwanie wyborców. Takie jest moje zdanie.
Jeżeli 1 czerwca okaże się, że większość Polaków uważa inaczej – to będzie decyzja, która w przyszłości zapewni „oszustnym” politykom spokojny sen i skłoni ich do składania kolejnych pustych obietnic.
Wszystko inne przestanie się liczyć, gdyby na polskie miasta zaczęły spadać rakiety i bomby. Najważniejszą sprawą jest więc kwestia bezpieczeństwa Polski. Jedynym gwarantem tego bezpieczeństwa jest przynależność do NATO. Tylko NATO może nas obronić. A NATO to Stany Zjednoczone – jedynie armia tego państwa liczy się w NATO i tylko z tą armią liczy się Rosja. To są fakty, a nie opinie. Kolejnym faktem jest, że przez następne lata prezydentem USA będzie nadal Donald Trump.
I w tej sytuacji musimy pamiętać, co spowodowali niedojrzali, niepoważni politycy polscy z partii, której wiceprzewodniczącym jest Rafał Trzaskowski. Donald Tusk i Radosław Sikorski nieodpowiedzialnym postępowaniem już dawno temu pogrzebali szanse na dobre relacje z republikańskim Białym Domem, z Trumpem. A takie relacje – na czysto ludzkim, całkiem podstawowym poziomie – okazują się kluczowe w sytuacjach kryzysu i wydarzeń dramatycznych. Partia Donalda Tuska zdaje sobie z tego sprawę – pamiętamy przecież, jak politycy PO krytykowali Andrzeja Dudę za „zbyt powolne” wysyłanie gratulacji do Joe Bidena, gdy ten wygrał wybory w 2020 roku. Jeśli Polska byłaby atakowana i uruchomiony zostałby art. 5 NATO, jego realizacja może być natychmiastowa i z pełnym zaangażowaniem, albo może być realizowana bez pośpiechu i w wymiarze ograniczonym. O tym ostatecznie decyduje właśnie prezydent USA. Wiadomo, że traktaty i zobowiązania międzynarodowe są najważniejsze, ale zawsze wprowadzają je w życie konkretni ludzie z krwi i kości.
Niestety, Donald Tusk publicznie głosił tezy o tym, że Trump jest agentem rosyjskim, a na „słynnym” zdjęciu celował w jego plecy dłonią ułożoną w kształt rewolweru. Co za szczeniacki gest i niewybaczalny błąd! I robił to wtedy, gdy Trump był w „dołku”. Dlaczego Trump miałby o tym nie pamiętać? Z kolei minister Sikorski (którego żona porównała Trumpa do Hitlera) nazwał Trumpa proto-faszystą. „Prorokował”, że Trump – po przegranej w wyborach – dostanie azyl w Rosji.
Jakie to ma znaczenie? Czyżby prezydent USA był tak małostkowy? Cóż.. Trump jest jaki jest, ale to nie przypadek, że gdy Trump bezpośrednio relacjonował przed kilkoma dniami rozmowę z Putinem europejskim liderom, ostentacyjnie pominął Donalda Tuska.
Świetne układy z Trumpem miał prezydent Duda. Karol Nawrocki ma szansę zbudowania podobnej relacji z prezydentem USA.
Natomiast Rafał Trzaskowski jest obciążony już na starcie swoimi ścisłymi partyjnymi i ideowymi związkami z politykami, których antagonizujące zachowanie wobec Trumpa jest powszechnie znane i pamiętane. Reprezentuje partię (PO), której najważniejsze postacie są dla Trumpa skompromitowane. Jest przecież „człowiekiem” Tuska.
Dlatego, ze względu na bezpieczeństwo Polski, Trzaskowski nie powinien zostać głową państwa. Brak dobrych relacji z Trumpem może stać się czynnikiem zbyt ważnym w momencie, w którym okażą się one niezbędne.
by John Horvat II May 22, 2025

Nothing heartens a counter-revolutionary more than the confessions of leftists who lament the errors of their Revolution. A leftist’s frank admission of failure serves to encourage those who oppose the left’s agenda. It shows that success is possible.
The late Uruguayan president and Marxist guerrilla José “Pepe” Mujica is one such case. His recriminations about the left’s failure to implement self-managing are particularly insightful. He shows how socialism stalled in the eighties and failed to take the next step forward. Before his death on May 13, the former Tupamaro terrorist, who was convicted of killing a police officer, had to admit that the left stagnated.
His statements vindicate the efforts of the Societies for the Defense of Tradition, Family, Property (TFP), which opposed self-managing socialism when it was introduced in France in 1981. Back then, few realized the importance of this movement to the leftist cause.
The Importance of Culture
However, it was very important since this brand of socialism radically attacked Western culture in its minute details.
In an upcoming book1 written with American leftist author Noam Chomsky, Pepe Mujica complains that his generation made a “naïve error.” It mistook the control of institutions and the nationalization of modes of production and distribution as substitutes for culture. Leftists failed to see that culture dealt with those “unspoken values” that determine the way “millions of anonymous people” relate to each other in their daily lives.
He claimed these values are stronger than any army or even an atomic bomb. Indeed, he believes these “unspoken values” keep today’s capitalist and consumer society in power. All the efforts of the left have not defeated capitalism’s “culture of selfishness.”
Failure to Form a Culture
The admission of failure is curious, given the ex-Uruguayan president’s impact on the nation’s culture. During his tenure as president, from 2010–2015, he legalized marijuana, approved abortion and same-sex marriage and imposed other radical changes upon the country.
However, he made the “naïve error” of not conquering the hearts and minds of the nation’s citizens. He claims that his generation failed to understand the need to construct a contrary “culture of solidarity” to control these “unspoken values.” The left presented cold, pragmatic programs and legislation instead of considering that the heart often motivates these most powerful human values.
Yet worse, the left immersed itself in today’s consumerist culture and failed to be coherent with its socialist cause. Leftists became sick and adopted capitalist ways, unfaithful to their socialist diktats. He claims the left ended up doing “the same as capitalism but with more equality.”
Stuck in the Past
Thus, today’s left lacks creativity and has “run out of ideas.” It failed to implement the kind of socialism that would enter into the minutiae of daily life and culture. This proposal of integrating socialist thought into the smallest details of society was the essence of French self-managing socialism proposed by then-President Francois Mitterrand in 1981.
The Uruguayan ex-president claims this brand of socialism is lacking in the uncreative left.
“It means to live as you think. Otherwise, we end up thinking as we live. The struggle is for a self-managing society, to learn to be our own bosses and to lead our common projects.”
He claims that a “new left” will need to discuss these ideas. After all these years, it must start anew to adapt to changing times. He finds the old left “lives too much on nostalgia,” “finds it hard to realize why it failed,” and “has great difficulty in imagining new ways forward.”
Indeed, the decadent left has failed worldwide because it could not advance its program beyond tired Marxist versions that are unlinked to reality. It needed to follow the process by implementing self-management and beyond.
The TFP Campaign Against Self-Management
In 1981, the TFPs in thirteen countries published a message against self-managing socialism as a six-page advertisement in dozens of major newspapers worldwide. The message was written by Prof. Plinio Corrêa de Oliveira and was titled “What Does Self-Managing Socialism Mean for Communism? A Barrier? Or a Bridgehead?”
The TFP message denounced this “cultural” aspect of self-managing socialism that would eventually control people’s lives, extending even to the decoration of homes. It would invade the family, schools and industry. The proposal was truly a cultural revolution of colossal proportions that Pepe describes.
What Worked Was Not Socialist
The massive TFP effort contributed greatly to self-managing socialism’s spectacular failure. After a short time in office, President Mitterrand abandoned the path to self-management.
According to John Vinocur, writing for The New York Times, the fall of self-managing socialism represented what he called the “failure of a method, the abandonment of an economic theory and a crisis of the myth and ideology that dominated French intellectual life for nearly 100 years.”2
President Mitterrand backtracked to such an extent that French socialist economist Laurent Joffrin admitted: “What was socialist did not work and what worked was not socialist.”3
A Failed Left
Pepe Mujica died without seeing his Revolution win. The cause that he fought so hard for in his youth as a terrorist languishes. Indeed, he was forced to admit that changing “a system without facing the problem of a change in culture is useless.” He died, leaving behind a failed left with no plan for the future.
| Monday, May 26, 2025 |
| Freedom News Digest |
| Email preferences | View articles on one page | Submit News Tip |
| Featured |
| FDA says Pfizer, Moderna must expand warnings for COVID shots to young men By LifeSiteNews staff | |
| DOJ opens investigation into Andrew Cuomo for lying about nursing home deaths cover-up By Calvin Freiburger |
| Videos |
| Dejection to HOPE | What caused my delayed embrace of Pope Leo By LifeSiteNews.com | |
| Babies or bio-waste? The dark cost of IVF By LifeSite | |
| A new dawn for the unborn or same old lies? | Trump’s America By LifeSite | |
| ENCORE | Faith before politics: Catholics can SAVE the WEST By John-Henry Westen | |
| Is Trump turning against Israel? By LifeSite | |
| U.K. BACKS DOWN on surrogacy … for now By LifeSiteNews.com |
| Editor’s Picks |
| Mark Carney’s Liberals sign WHO’s globalist ‘pandemic agreement’ By Anthony Murdoch | Planned Parenthood closing 8 locations in Iowa and Minnesota citing funding cuts, pro-life laws By Doug Mainwaring |
| Top News |
| Blogs | |
| Female prisoner describes horror of being incarcerated with gender-confused men By Jonathon Van Maren | |
| Canadian media trod out hysterics over Trump’s affirmation of biological sex By Jonathon Van Maren | |
| France poised to legalize ‘right’ to assisted suicide in coming days By Jeanne Smits, Paris correspondent | |
| Advance requests for lethal injection are illegal in Canada. Hundreds have made them anyway By Jonathon Van Maren | |
| Don’t have a will? Create one for free in 15 minutes By John-Henry Westen | |
| Hollywood freaks out over Planned Parenthood defunding threat By Jonathon Van Maren | |
| Surrogacy operation in China exploits the disabled, further exposes horrors of human trafficking By Jonathon Van Maren | |
| Planned Parenthood’s annual report shows it commits crimes against humanity By Susan Ciancio, American Life League | |

Rafał Topolski | 26/05/2025 polskakatolicka/dzien-matki-swieto-zycia-ktore-zaczyna-sie-w-chwili-poczecia
W Dniu Matki nasze myśli biegną ku tym kobietom, które z odwagą i miłością odpowiedziały „tak” na dar macierzyństwa. Ich decyzja nierzadko wymagała heroizmu – stawienia czoła lękowi, presji społecznej, niezrozumieniu, a czasem nawet samotności. A jednak to one – matki – są pierwszymi strażniczkami życia. Ich „tak” daje światu istnienie, ich miłość staje się pierwszym domem dla dziecka.
Macierzyństwo nie jest jedynie biologiczną funkcją – to misja wpisana w Boży plan zbawienia. Każde życie ludzkie, od chwili poczęcia, jest cenne, chciane przez Boga i powołane do istnienia. Kościół nie przestaje przypominać, że człowieczeństwo zaczyna się nie w chwili narodzin, lecz znacznie wcześniej – w momencie poczęcia. To wtedy rozpoczyna się historia konkretnego człowieka – ze swoim unikalnym DNA, płcią, osobowością i przeznaczeniem.
Niestety, w ostatnich dziesięcioleciach przemysł aborcyjny uczynił wszystko, by zaciemnić tę prawdę. Próbuje przekonać, że dziecko w łonie matki to jedynie „zlepek komórek”, a decyzja o jego życiu zależy wyłącznie od woli dorosłych. Tymczasem nauka i doświadczenie macierzyństwa pokazują coś zupełnie innego. Już w 6. tygodniu ciąży możliwe jest zarejestrowanie fal mózgowych dziecka, a jego serce zaczyna bić około 22. dnia po zapłodnieniu. Wkrótce potem reaguje na dotyk, odbiera dźwięki, rozpoznaje głosy rodziców i… zapamiętuje. W łonie matki rozwija się nie coś, lecz ktoś – istota ludzka, która potrzebuje jedynie czasu, miłości i ochrony.
W Dniu Matki szczególnie mocno brzmi w nas prawda: nie byłoby macierzyństwa bez życia i nie byłoby życia bez odwagi matek. To właśnie bicie serca dziecka jest pierwszym sygnałem, który zmienia wszystko – jest muzyką nadziei, której nie sposób zapomnieć. A jednak są tacy, którzy próbują zakłamać ten dźwięk, redukując go do „technicznego impulsu”, by usprawiedliwić aborcję. Ale serce dziecka naprawdę bije – fizycznie, rytmicznie, realnie. Każde takie bicie to świadectwo obecności osoby, której życie powinno być bezwarunkowo chronione.
Dramatyczne obrazy dzieci zabitych w wyniku aborcji – ich maleńkie stopy, ręce, twarze – milcząco krzyczą do naszego sumienia. Dziecko w łonie matki odczuwa ból, ucieka przed zagrożeniem, reaguje przyspieszonym tętnem. Czy naprawdę można wierzyć, że istota zdolna do cierpienia nie ma prawa do życia?
Współczesny świat bardzo potrzebuje odwagi matek. Tych, które – mimo trudnych warunków, nacisków czy samotności – postanawiają chronić życie. To one są bohaterkami naszych czasów. Ich „tak” dla dziecka, nawet jeśli niesie ze sobą trud i rezygnację z wygody, staje się świadectwem miłości, która pokonuje lęk.
Każde dziecko, nawet to, które odeszło przedwcześnie – przez poronienie czy aborcję – nie było anonimową „tkanką”. Było kimś. Istotą kochaną przez Boga, z duszą, sensem i powołaniem. Dlatego Kościół katolicki z taką stanowczością broni życia – nie z przekory, lecz z miłości. Święty Maksymilian Kolbe nazwał aborcję „samobójstwem ludzkości”. Głos tych świętych nie milknie, bo wciąż są dzieci, które potrzebują obrony.
Macierzyństwo nie jest ciężarem. Jest darem, jest zaszczytem, jest odpowiedzią na Boże zaproszenie do współtworzenia życia. W czasach, gdy kultura śmierci próbuje zagłuszyć głos sumienia, naszym obowiązkiem jest mówić prawdę – odważnie, wyraźnie, z miłością.
Dzień Matki to czas wdzięczności wobec tych, które przyjęły życie. Ale to także moment, w którym musimy stanąć w obronie tych, którym tego życia się odmawia. Niech nasze „tak” dla życia rozbrzmiewa głośno i czytelnie – nie tylko dziś, ale każdego dnia.

20/05/2025przez antyk2013

Zapraszamy 25 maja, niedziela, na 103 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godzinie 14:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Msza Święta w intencji Ojczyzny zostanie odprawiona w katedrze siedleckiej o godzinie 16:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Szczegóły na plakacie.
Z Panem Bogiem,
Andrzej Woroszyło
pch/trzy-dni-modlitwy-o-urodzaje-i-oddalenie-nieszczesc-obchodzimy-dni-krzyzowe

(źródło: Youtube / SSPX Seminary – USA)
Poniedziałek, wtorek i środa przed Wniebowstąpieniem to tradycyjne dni modlitwy i pokuty. Kościół celebruje wtedy uroczyste procesje, błagając miłosierdzie Boże o urodzaje i oddalenie nieszczęść.
W V wieku diecezję Vienne we Francji nawiedziło wiele klęsk: najazdy Hunów i Gotów, trzęsienia ziemi, głód i epidemie. Na domiar złego, w noc wielkanocną wybuchł pożar, który rozprzestrzeniał się tak szybko, że zagrażał całemu miastu. Biskup Mamert – późniejszy święty – padł na twarz przed ołtarzem katedry błagając Boga o zmiłowanie, a wtedy ogień niespodziewanie ustał.
Św. Mamert odczytał to jako cud i postanowił wprowadzić specjalne dni pokuty i błagania o miłosierdzie Boże, które nazwał Dniami Rogacyjnymi, od łacińskiego słowa rogare oznaczającego „błagać”. Na ich obchód wybrano trzy dni przed Wniebowstąpieniem. Dni Rogacyjne zostały zatwierdzone dla całej Galii przez Sobór w Orleanie w 511 r., a w 567 r. Sobór w Tours nakazał zachowanie postu podczas nich. W ciągu kolejnych stuleci zwyczaj ten rozprzestrzenił się do Anglii, Niemiec, a następnie do Rzymu.
Głównym elementem Dni Rogacyjnych była uroczysta procesja, podczas której błagano o urodzaje oraz o ochronę przed klęskami i wojnami. Liturgia rozpoczynała się od posypania głów popiołem i poświęcenia wody. Następnie zarówno duchowni jak i świeccy szli boso w procesji śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych oraz przepisane antyfony i psalmy. W niektórych miejscach pochód trwał aż sześć godzin, by wreszcie zakończyć się Mszą św. w bazylice.
Na wsiach obchód Dni Rogacyjnych wyglądał nieco inaczej, bowiem trasa procesji wyznaczona była przydrożnymi krzyżami i stąd wzięła się używana w Polsce nazwa Dni Krzyżowe. W pierwszym dniu błogosławiono łąki, w drugim – pola uprawne, a w trzecim – winnice.
Zanim jeszcze do Rzymu dotarła praktyka Dni Rogacyjnych, istniała tam tradycja uroczystej procesji, którą wprowadzono w miejsce pogańskiego obchodu Robigaliów i później ustalono na święto św. Marka 25 kwietnia. Dla rozróżnienia obydwu obchodów procesję w dniu św. Marka nazwano Litanią Większą, a te na trzy dni przed Wniebowstąpieniem – Litaniami Mniejszymi. Obie procesje są teraz obchodzone w całym Kościele.
Źródło: fsspx.asia
|
https://www.tysol.pl/a141003-emmanuel-macron-uderzony-przez-zone-jest-nagranie
Prezydent Francji Emmanuel Macron miał zostać [ależ, kurwa, dyplomacja.. md] uderzony przez żonę Brigitte przed wyjściem z samolotu podczas podróży do Wietnamu. Do sieci trafiło nagranie z tego incydentu.

Prezydent Francji Emmanuel Macron / PAP/EPA/NHAC NGUYEN / POOL
Kamery telewizyjne uchwyciły także moment jak Macron podaje żonie ramię podczas wspólnego zejścia po schodach do wietnamskich oficjeli, lecz Brigitte miała zignorować ten gest.
Jak podaje portal Globalnation.inquirer.net, biuro prezydenta Emmanuela Macrona miało początkowo zaprzeczyć autentyczności zdjęć. Jednakże później jeden z bliskich współpracowników francuskiego przywódcy w rozmowie z mediami miał określić incydent jako „niegroźną kłótnię pary”. Inny z przedstawicieli otoczenia Macrona miał zbagatelizować znaczenie incydentu.
To był moment, w którym prezydent i jego żona po raz ostatni odprężali się przed rozpoczęciem podróży – miał powiedzieć reporterom jeden z informatorów, cytowanych przez portal Globalnation.inquirer.net.
Wietnam jest pierwszym przystankiem w prawie tygodniowej podróży po Azji Południowo-Wschodniej, Emmanuela Macrona, gdzie będzie promował Francję jako „alternatywę” dla Stanów Zjednoczonych i Chin.
https://twitter.com/i/status/1926906906133639208
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 25 maja 2025 michalkiewicz
Właśnie zakończyła się w naszym nieszczęśliwym kraju pierwsza tura wyborów prezydenckich, akurat tego samego dnia, kiedy w Rumunii zakończyła się druga tura wyborów prezydenckich. Wyniki wyborów rumuńskich pokazują, aż mimo pewnych zawirowań, demokracja kierowana w tym nieszczęśliwym kraju zwyciężyła. Tak się złożyło bowiem, że w pierwszej turze najlepszy wynik, bo aż ponad 40 procent głosów uzyskał niezatwierdzony kandydat George Simion, który wystawił swoją kandydaturę po rozpędzeniu poprzednich wyborów, w których najlepszy wynik w pierwszej turze uzyskał niezatwierdzony Calin Georgescu. Jednak tamtejszy niezawisły Sąd Najwyższy powinność swej służby zrozumiał i te bezsensowne wybory rozgonił, a kropkę nad „i” postawiła tamtejsza niezależna Komisja Wyborcza”, która kandydata Georgescu na wieki wykluczyła z prawa kandydowania.
W tej sytuacji pojawił się kolejny niezatwierdzony kandydat Simion, który znowu prowokacyjnie uzyskał ponad 40 procent głosów w pierwszej turze. „Na szczęście były w partii siły, co kres tej orgii położyły” i w drugiej turze zwycięzcą okazał się jegomość nazwiskiem Nicusor Dan, przedstawiany, jako „kandydat proeuropejski”. W pierwszej turze uzyskał on o połowę gorszy wynik od kandydata Simiona, ale w drugiej nie tylko go dogonił, ale i przegonił, niczym Chruszczow Stany Zjednoczone, uzyskując 54,9 procenta głosów.
Takie cuda nad urną zdarzały się już wcześniej, o czym świadczy anonimowy wierszyk z końca lat 40-tych w naszym nieszczęśliwym kraju:
„urna, to taka cudowna szkatułka;
wrzucasz „Mikołajczyk” – wychodzi „ Gomułka””.
Pewne światło na te cudowności rzuciła pani prof. Maria Turlejska, opowiadając na seminarium doktoranckim w latach 80-tych w Warszawie, jak to wespół z innymi ówczesnymi aktywistami, fałszowała ówczesne wyniki.
Ciekaw jestem, jak to mogło być w Rumunii – czy na przykład tamtejszy Sąd Najwyższy oraz Państwowa Komisja Wyborcza nie dostała aby z niemieckiej BND iskrówki: wiecie, rozumiecie, zróbcie tak, żeby wygrał nasz ukochany, „proeuropejski” kandydat Nicusor Dan – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa. Być może iskrówka nie pochodziła bezpośrednio od BND, tylko została przekazana za pośrednictwem rumuńskiej Securitate, co to udowodniła, że z wyzwaniami demokracji kierowanej potrafi sobie świetnie poradzić, rozstrzeliwując Mikołaja Ceaucescu razem z żoną. Wiadomości z takiego źródła trudno nie potraktować poważnie, więc nic dziwnego, że wybory prezydenckie wygrał „proeuropejski” jegomość, nazwiskiem Nicusor Dan.
Gdyby iskrówka pochodziła od Putina, to byłaby to karygodna ingerencja w demokratyczne wybory, a tak, to o „ingerencji” nie tylko „karygodnej”, ale w ogóle żadnej, mówić nie można i wszystko jest gites tenteges. Wygląda w związku z tym na to, że amerykańska CIA Rumunię odpuściła, co z kolei oznacza, że pozwolenie, jakiego przed dwoma lata udzielił niemieckiemu kanclerzowi Olafowi Scholzowi amerykański prezydent Józio Biden na urządzanie Europy po swojemu, nadal obowiązuje, mimo objęcia rządów w Ameryce przez Donalda Trumpa.
Wybory prezydenckie w naszym nieszczęśliwym kraju, wobec pewnego safandulstwa ze strony ABW, która na razie nie tylko jeszcze nikogo nie rozstrzelała, ale nawet żadnego kandydata nie umieściła w sławnym „areszcie wydobywczym”, odbywają się zatem w formule mieszanej. Dotyczy to oczywiście tylko tury pierwszej, bo tura druga odbywać się już będzie zgodnie ze spiżową wskazówką klasyka demokracji Józefa Stalina, według którego w demokracji najważniejsze jest przedstawienie suwerenom prawidłowej alternatywy. A jak poznać, czy alternatywa była prawidłowa? Otóż była prawidłowa wtedy, kiedy bez względu na to, kto wybory wygrał – są one wygrane.
Jak wiadomo, do drugiej tury przeszli dwaj kandydaci: obywatel Trzaskowski Rafał i obywatel Nawrocki Karol. Obywatel Trzaskowski Rafał, jako kandydat z podwójnymi, pierwszorzędnymi korzeniami; jezrozolimskimi i bezpieczniackimi, został przed kilkoma laty namaszczony w Ameryce na tubylczego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju przez dwóch wpływowych tamtejszych Żydów: Ronalda Laudera, przewodniczącego Światowemu Kongresowi Żydów oraz młodego Sorosa, któremu stary grandziarz oddał klucze do kasy.
Z kolei obywatel Nawrocki Karol został mianowany niezależnym kandydatem obywatelskim przez Naczelnika Państwa, Jarosława Kaczyńskiego. Pytanie, jakie należy sobie zatem postawić przed drugą turą wyborów, brzmi następująco: czy silniejsza będzie rekomendacja, jaką obywatelu Trzaskowskiemu Rafału udzielili wspomniani Żydowie, czy też ta, której obywatelowi Nawrockiemu Karolowi udzielił Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński. Wprawdzie obywatel Nawrocki Karol załatwił sobie w Ameryce fotkę z samym prezydentem Trumpem – ale czy to zrównoważy ciężar gatunkowy rekomendacji żydowskiej?
Jak dotąd z deklaracją poparcia kandydata rekomendowanego przez Żydów pośpieszyło Polskie Stronnictwo Ludowe. Lud bowiem – jak to lud -wprawdzie po pijanemu na Żydów pomstuje, ale jak przychodzi co do czego, to robi, co tam akurat trzeba. Na tym właśnie polega sławna stuprocentowa, a w patriotycznych porywach nawet większa, „zdolność koalicyjna” PSL, które – jak to mówią – „może z każdym” – jako polityczna Madchen fur Alles. Czy przyniesie to upragnione zwycięstwo obywatelowi Trzaskowskiemu Rafałowi – trudno powiedzieć. Rzecz bowiem w tym, że pierwsza tura rozgrywana była według formuły demokracji spontanicznej, kiedy to każdy suweren głosował , jak chciał, chociaż oczywiście guwernancice z niezależnych mediów głównego nurtu i autorytety pacanowskie w rodzaju byłego prezydenta Kwaśniewskiego Aleksandra, udzielały życzliwych rad, jak głosować, żeby było dobrze. Mimo to kandydat Konfederacji, Sławomir Mentzen i kandydat Konfederacji Korony Polskie Grzegorz Braun uzyskali obiecujące wyniki: trzeci i czwarty. Obiecujące – w perspektywie wyborów parlamentarnych, które muszą się odbyć najpóźniej za dwa lata. W tej sytuacji trzeba coś począć już teraz, żeby nie pozwolić obywatelu Tusku Donaldu przerobić Polski na Generalną Gubernię. W tym celu proponuję strategię kołka w płocie – żeby nie dawać obywatelu Tusku, a za jego pośrednictwem – Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – na srebrnej tacy monopolu władzy w Polsce, trzeba zacisnąć zęby i poprzeć kontrkandydata obywatela Trzaskowskiego Rafała, nawet gdyby był nim nie obywatel Nawrocki Karol, ale kołek w płocie.
Nie dlatego, byśmy się po kołku czegoś spodziewali, czy stawiali mu jakieś warunki, które on by oczywiście podpisał – a tylko dlatego, by zyskać na czasie, by w ciągu najbliższych dwóch lat nie pozwolić, a przynajmniej utrudnić, na ile to możliwe, przerobienie Polski na Generalną Gubernię. Kołek, który potrafiłby wykorzystać sytuację w której vaginet obywatela Tuska nie ma w Sejmie 276 posłów – a tylu potrzeba, by obalić veto prezydenta – do tego, by zablokować wszelkie legalne środki przerabiania Polski na Generalną Gubernię, mógłby wyrosnąć na wielkiego męża stanu. Do takiej sytuacji, do takiej desperacji doprowadził Polaków duopol Tusk-Kaczyński. Jedyną pociechą w tej smutnej sytuacji jest to, że od strony Judenratu też słychać trwożne gdakania o potrzebie „mobilizacji”, a pani Aleksandra Kwaśniewska przerwała nawet milczenie, żeby poinformować, że się przelękła Mentzena i Brauna.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).