Nowe rozporządzenie MEN – od 1 września deprawacja w szkołach

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie Mirosławie! 
Minister edukacji Barbara Nowacka podpisała rozporządzenie o wprowadzeniu do polskich szkół „edukacji zdrowotnej” od 1 września tego roku. Z informacji opublikowanych przez MEN wynika, że każdy uczeń domyślnie będzie zapisany na ten przedmiot. Lekcje będą odbywały się w wymiarze 1 godziny tygodniowo.
Trzeba docierać do kolejnych Polaków i uświadamiać ich, że pod nazwą „edukacja zdrowotna” kryje się wulgarna seksualizacja, oswajająca uczniów z rozwiązłością, masturbacją, aborcją, LGBT i homoseksualnym stylem życia. Odparcie zamiarów deprawatorów wobec naszych dzieci jest możliwe, ale konieczna jest do tego mobilizacja społeczna, w szczególności mobilizacja rodziców.Kilka dni temu MEN podjęło formalną decyzję – „edukacja seksualna”, ukrywająca się pod nazwą „edukacja zdrowotna”, wchodzi do szkół od 1 września w wymiarze 1 godziny tygodniowo. 

Każdy uczeń od 4 klasy szkoły podstawowej ma być domyślnie zapisany na ten przedmiot, w związku z czym rodzice muszą napisać pismo do dyrekcji szkoły informujące, że nie wyrażają zgody na udział dziecka w lekcjach deprawacji. Najlepiej takie pismo złożyć już na samym początku roku szkolnego. 

Niech to jednak nie usypia naszej czujności. Wypisanie dziecka z „edukacji zdrowotnej” nie spowoduje, że naszą rodzinę ominie proces deprawacji. Zarówno politycy rządu Tuska jak i powiązani z nimi „edukatorzy seksualni” i aktywiści aborcyjni mówią otwarcie – deprawacja w szkołach będzie obowiązkowa, tyle tylko, że proces ten został rozłożony w czasie ze względu na wybory i opór społeczny.
Poza tym, wulgarna deprawacja oparta na ideologii LGBT w inny sposób wprowadzana jest do szkół. Np. do szkół w Poznaniu wysłano niedawno „pakiety edukacyjne” z zakresu „edukacji seksualnej”, zachęcając do organizacji już teraz takich lekcji. Podobne sytuacje mają miejsce w wielu innych miastach.
Poza tym, jak już informowaliśmy, jedna z największych w Polsce grup „edukatorów seksualnych” stworzyła niedawno konspekty deprawacyjnych lekcji, do organizacji których zachęca nauczycieli w ramach godzin wychowawczych, WDŻ, apeli, zajęć z psychologiem itp. Wiele szkół od lat wpuszcza rozmaitych „edukatorów seksualnych”, którzy organizują dla dzieci lekcje o „tolerancji” lub „dojrzewaniu”, za którymi ukrywa się oswajanie z rozwiązłością seksualną i homoseksualizmem. 

Innymi słowy – deprawacja seksualna wpycha się do polskich szkół na wszystkie możliwe sposoby, aby docelowo objąć WSZYSTKIE dzieci swoimi mackami. O tym również otwarcie mówią „edukatorzy seksualni”, którzy w swoich wypowiedziach sugerowali nawet, że władza polskich rodziców nad dziećmi powinna podlegać ograniczeniom właśnie z tego powodu – aby poprzez przymusową „edukację seksualną” indoktrynować dzieci wulgarnymi treściami, na kontakt z którymi dobrowolnie rodzice nigdy nie wyraziliby zgody. W ten sposób „edukacja seksualna” wygląda m.in. w Niemczech – jest obowiązkowa dla wszystkich uczniów, a rodziców, którzy odmawiają udziału dzieci w lekcjach deprawacji, karze się grzywnami i wtrąca do więzień. 
To właśnie w oparciu o niemieckie standardy ma być teraz prowadzona „edukacja seksualna” w Polsce. To jednak nie wszystko. 

Nasza Fundacja od wielu lat podkreśla, że (anty)moralna rewolucja, która uderza w Polskę, a szczególnie w polskie dzieci i młodzież, przeprowadzana jest przede wszystkim poprzez smartfony i internet. To właśnie nieograniczony, wielogodzinny kontakt dzieci i nastolatków z mediami elektronicznymi prowadzi do destabilizacji psychiki milionów młodych ludzi, oderwania ich od wiary, Kościoła i moralności oraz zaczadzenia umysłów radykalnymi ideologiami takimi jak LGBT i gender. Wedle licznych badań, prowadzonych na dużych grupach w całym kraju, codzienną praktykę oglądania pornografii deklaruje niemal co czwarty (!!) nastolatek w Polsce (23,9%). Co piąty nastolatek wskazuje, że jego kolega lub koleżanka ogląda pornografię w internecie kilka razy dziennie (20,6%) bądź kilka razy w tygodniu (20,9%). Co więcej, zjawisko sekstingu, czyli wysyłania innym swoich rozbieranych zdjęć, jest akceptowalne wśród młodych użytkowników internetu. Co piąty z nich (18,6%) nie widzi nic złego w takim zachowaniu. 

Jeszcze bardziej wstrząsające statystyki dotyczą społeczeństw Zachodu, które od dziesięcioleci są „edukowane seksualnie”. Wedle statystyk policji w Wielkiej Brytanii, w 2022 roku oficjalnie zaraportowano 107 000 przypadków przestępstw przemocy seksualnej wobec dzieci. Nieoficjalnie takich zbrodni ma być pięć razy więcej. 52% wszystkich zaraportowanych na policję przypadków pedofilii zostało zakwalifikowanych jako przemoc seksualna dziecka względem innego dziecka (child-on-child).
Trzy najczęstsze przestępstwa z tej kategorii to napaść seksualna, gwałt i tworzenie pornograficznych zdjęć. Najczęstszy wiek sprawcy przemocy seksualnej w tej grupie to 14 lat (sprawcy, nie ofiary!).
Lawinowo rośnie także zjawisko dziecięcej pornografii w internecie. Zdaniem brytyjskiej policji, dzieje się tak przede wszystkim z powodu pornografii samodzielnie tworzonej przez dzieci oraz coraz większej popularności smartfonów. Wedle danych ekspertów, już ponad 90% zamieszczonych w internecie treści o charakterze pedofilskim to materiały stworzone przez same dzieci (self-generated).
Tak właśnie wygląda „wyedukowana seksualnie” Europa Zachodnia… 

Panie Mirosławie, aby ratować polskie dzieci i młodzież przed deprawacją i ideologiami, konieczna jest odnowa moralna całego naszego narodu. Działania na rzecz tej odnowy podejmuje nasza Fundacja.

W całej Polsce organizujemy publiczne modlitwy różańcowe w intencji odnowy moralnej, powstrzymania aborcji i deprawacji. Różańcom towarzyszom akcje informacyjne, za pomocą których ostrzegamy społeczeństwo przed tymi zagrożeniami. W 2024 roku zorganizowaliśmy ok. 1 000 takich wydarzeń w całym kraju.

Za pomocą niezależnych akcji ulicznych oraz internetu docieramy do kolejnych rodziców również z naszą najnowszą broszurą ostrzegawczą na temat „edukacji zdrowotnej” w szkołach. W krótkim czasie rozdaliśmy już ponad 50 000 egzemplarzy tej publikacji. Podobna akcja miała miejsce w latach 2014 i 2015, kiedy to podjęto pierwszą próbę wprowadzenia deprawacji do polskich szkół. Wtedy w całej Polsce rozdaliśmy ponad 125 000 egzemplarzy poradnika „Jak powstrzymać pedofila?” oraz zainicjowaliśmy obywatelską inicjatywę ustawodawczą, pod którą zebraliśmy ponad 250 000 podpisów. Pomogło to zablokować działania deprawatorów na prawie 10 lat. 

W ciągu ostatnich lat wiele szkół odwołało deprawacyjne zajęcia, ukrywane często przed rodzicami pod płaszczykiem lekcji o „tolerancji” i „dojrzewaniu”. Stało się tak, gdyż świadomi rodzice, dyrektorzy i nauczyciele w porę reagowali na „edukatorów seksualnych” podstępem wchodzących do placówek edukacyjnych. Świadomość ta została zbudowana przez nasze akcje uliczne, poradniki i działania w internecie.

Nieustannie ostrzegamy rodziców przed tym, aby nie dawali swoim dzieciom smartfonów i innych urządzeń z nieograniczonym dostępem do internetu. Dzieci w wieku wczesnoszkolnym i młode nastolatki nie potrafią dokonać moralnej oceny treści, którymi bombardowane są poprzez internet. Nie potrafią również zweryfikować ich prawdziwości. Właśnie na tym żerują medialni celebryci, deprawatorzy i „edukatorzy seksualni” infekując młode umysły niemoralnymi ideologiami. Do używania narzędzi jakimi są smartfon i internet każde dziecko musi dorosnąć i dojrzeć pod nadzorem rodzica. Wielu rodziców podejmuje takie działania w swoich rodzinach po kontakcie z naszymi wolontariuszami i naszymi wskazówkami na ten temat. 

Wielu innym rodzicom pomogliśmy w wyborze odpowiedniej szkoły dla ich dzieci lub w przejściu na edukację domową, co pozwoliło ochronić dzieci przed wieloma zagrożeniami, umocniło relacje rodzinne i pomogło w procesie wychowania. W tych sprawach można się z nami kontaktować poprzez e-mail.
Nasza działalność wywołuje prześladowania. Nasi wolontariusze atakowani są na ulicach przez aktywistów radykalnej lewicy oraz osoby podjudzone do nienawiści przez media. Przeciwko nam wytaczane są także represje sądowo-policyjne. Jak informowaliśmy w środę, tylko w ciągu jednego tygodnia w dniach 27 lutego – 6 marca odbyło się przeciwko nam 12 rozpraw i przesłuchań. Zapadły także kolejne wyroki za organizację akcji publicznych.
Pomimo tych represji staramy się docierać do ludzi, kształtować ich świadomość i budzić ich sumienia. To zadanie trudne, wymagające poświęcenia, wyrzeczeń i znoszenia prześladowań. Ale właśnie to musimy robić. 
Nasza walka musi trwać dalej. 
Powstrzymanie deprawatorów jest możliwe, ale wymaga mobilizacji kolejnych osób, zwłaszcza rodziców, oraz kształtowania świadomości milionów Polaków. Na kolejne działania, takie jak uliczne akcje informacyjne, publiczne modlitwy różańcowe, druk poradników i broszur, oraz obronę przed sądami, potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 18 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić nam organizację tych kampanii i dalszą walkę na rzecz odnowy moralnej Polski.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Elon Musk dobitnie o komunistycznych cechach Unii Europejskiej

Elon Musk dobitnie o komunistycznych cechach Unii Europejskiej

14.03.2025 nczas/elon-musk-dobitnie-o-komunistycznych-cechach-unii-europejskiej

Elon Musk.
Elon Musk. / Fot. PAP/EPA

Szef Departamentu Efektywności Rządu (DOGE) USA w niewybredny sposób skrytykował Unię Europejską zamieszczając grafikę, na której widnieją sierp i młot otoczone unijnymi gwiazdkami.

Podpis głosi: Wyobraź sobie tak kochać bycie rządzonym, że chcesz rządu rządzącego twoim rządem.

Relacje USA i UE znajdują się w fazie narastających napięć handlowych. USA, pod przywództwem Donalda Trumpa wprowadziły lub planują wprowadzić wysokie cła na europejskie towary, takie jak 25% taryfy na stal i aluminium, a potencjalnie także na szerszą gamę produktów, w tym samochody. Działania te są motywowane chęcią wyrównania deficytu handlowego USA z UE, który Trump szacuje na około 300 miliardów dolarów rocznie, oraz zarzutami o ograniczony dostęp amerykańskich produktów (np. samochodów i żywności) na rynek UE.

UE z kolei przygotowuje odpowiedź w postaci ceł odwetowych. Komisja Europejska zapowiedziała przywrócenie ceł na amerykańskie towary o wartości 8 miliardów euro (z 2018 roku, np. na bourbon, motocykle Harley-Davidson czy sok pomarańczowy) oraz nałożenie nowych taryf na kolejne towary warte 18 miliardów euro, aby zrównoważyć straty spowodowane amerykańskimi cłami. UE argumentuje, że jej rynek jest bardziej otwarty (średnie cła na produkty z USA to 0,9% wobec 1,4% w USA), choć w przypadku samochodów cła unijne są wyższe (10% wobec 2,5% w USA).

Te wzajemne działania grożą eskalacją wojny handlowej, która może zaszkodzić obu stronom – podnieść ceny, zakłócić łańcuchy dostaw i zahamować wzrost gospodarczy. UE ma nadwyżkę w handlu towarami z USA (ok. 150-200 miliardów euro rocznie), ale w usługach przewagę mają Stany Zjednoczone (deficyt UE wynosi ok. 100 miliardów euro). Obie strony deklarują gotowość do negocjacji, jednak bez kompromisu konflikt handlowy może się zaostrzyć, zwłaszcza po 1 kwietnia 2025, gdy planowane cła mają wejść w życie.

Nie mogą więc dziwić różne przytyki między przedstawicielami obu stron, choć przyznać należy, że uwaga Muska była, nomen omen, celna.

Czy hermeneutyka [interpretacja] Benedykta XVI była zgodna ze zdrowym rozsądkiem?

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237), czyli: https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3329

Adam Branicki

Czy hermeneutyka Benedykta XVI była zgodna ze zdrowym rozsądkiem?

„Benedykt XVI jest bez wątpienia Doktorem Kościoła, ale formalne nadanie mu tego tytułu będzie długim procesem i nastąpi dopiero po jego kanonizacji.” – Gerhard kard. Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary

„De mortuis aut bene, aut nihil”

O zmarłym albo dobrze, albo wcale – wydaje się, że tylko ta rzymska zasada mogłaby uzasadnić hurraoptymistyczne oceny myśli Josepha Ratzingera (1927–2023) podobne do tej przytoczonej na początku niniejszego tekstu. W przestrzeni publicznej padały bezpośrednio po jego śmierci takie określenia jak: „wielki nauczyciel wiary”, „mistrz teologii” tej rangi co św. Augustyn, kard. Newman, św. Tomasz lub św. Bonawentura1.

Ale czy słusznie?

Myśl śp. Josepha Ratzingera, studenta, księdza, profesora uniwersyteckiego, kardynała, a wreszcie papieża, z pewnością doczeka się bardziej systematycznej refleksji. Do jakiej konkluzji ta refleksja ostatecznie doprowadzi, czas pokaże2. Tymczasem miniona niedawno pierwsza rocznica jego śmierci (31 grudnia 2023 r.) skłania do zadania jednego, prostego pytania: co stało się z „hermeneutyką ciągłości” Benedykta XVI? Odpowiadając na nie, rozważymy, w czym należy upatrywać jej istotę, czy da się ją obronić i czy jest ona wciąż aktualna.

Filozofia wieczysta

Rozważania na temat hermeneutyki Benedykta XVI, rozumianej jako jego własny klucz do interpretacji wydarzeń i tekstów, należałoby poprzedzić pytaniem bardziej podstawowym: jaka jest rola filozofii w wyrażaniu zasad wiary i moralności? Odpowiedź jest prosta: filozofia pełni tu rolę służebną. Pozwala ona na lepsze, tj. bardziej precyzyjne, sformułowanie prawd wiary i nakazów moralnych. Jednakże nie każda filozofia nadaje się do tego celu. Jak podkreśla o. Réginald Garrigou-Lagrange, z jednej strony Kościół co do zasady nie jest związany żadnym konkretnym systemem filozoficznym, z drugiej zaś – w pewnym sensie ma swoją własną filozofię:

By być formą życia [une vie], Chrystianizm musi być doktryną […]. Wyrażona w pierwszym rzędzie przez pojęcia zdrowego rozsądku, doktryna ta jest wyjaśniana i stopniowo doprecyzowywana przez formuły dogmatyczne, które z coraz większą jasnością ukazują wzajemne powiązania dogmatów oraz ich związki z wielkimi prawdami porządku naturalnego. W tym miejscu należy stwierdzić, że istnieje coś, co można nazwać filozofią Kościoła, chrześcijańską filozofią. Będąc rozwinięciem zdrowego rozsądku w świetle wiary, nie jest ona systemem we właściwym znaczeniu. Tym niemniej dostarcza rozwiązań dla fundamentalnych problemów filozoficznych – dotyczących wiedzy zmysłowej i intelektualnej, Boga, ludzkiej duszy, substancji ludzkiego ciała3.

„Zdrowy rozsądek”, którego rozwinięciem w świetle wiary jest właściwa filozofia Kościoła, nie jest natomiast niczym innym jak tylko:

uzdolnieniem rozumu ludzkiego do widzenia w świetle oczywistości głównych prawd, do pożycia ludzkiego niezbędnych. Stąd pewność o tych prawdach jest wkorzeniona w sam rdzeń ludzkiej natury i tak powszechna i niezmienna, jak sama ludzka natura. Filozofia jest tylko wykształceniem, kwiatem natury ludzkiej. Rozum filozoficzny jest tylko dalszym rozwinięciem tej samej władzy poznawczej, którą w stanie rodzimym i odnośnie do prawd najoczywistszych zowiemy zdrowym rozsądkiem4.

Cytowany wyżej o. Garrigou-Lagrange używa na określenie zdrowego rozsądku terminów bardziej technicznych, nazywając go „podstawową ontologią”5, „filozofią bytu na jej poziomie podstawowym”6 lub też, stosując zapożyczenie od będącego na filozoficznych antypodach ewolucjonisty i panteisty Henriego Bergsona, „naturalną metafizyką ludzkiego umysłu”7. Na kartach swojego klasycznego dzieła z 1922 r. francuski dominikanin, podejmując polemikę m.in. z niektórymi modernistami początku XX w., wymienia sześć podstawowych zasad zdrowego rozsądku8. Są one łatwe do zrozumienia nawet dla osób nieobeznanych z naukową wykładnią filozofii:

1. Zasada tożsamości – każdy byt jest sobą, czymś określonym, każdy byt jest jednym i tym samym, „co jest – jest, co nie jest – nie jest”9.

2. Zasada niesprzeczności – „to samo nie może zarazem być i nie być pod tym samym względem”10.

3. Zasada substancji, czyli czegoś samoistnego, istniejącego samo w sobie i samo przez się (in se et per se). Substancję łatwo odróżnić od przypadłości, czyli przymiotów nieistotnych, niemogących istnieć same w sobie i przez się. Przykładowo: substancję stanowi osoba, a przypadłości – jej wzrost i waga.

4. Każdy byt ma rację, czyli uzasadnienie, swojego istnienia (fr. raison d’être).

5. Zasada przyczynowości i celowości – nie ma skutku bez przyczyny, a każdy byt kieruje się do celu czy to samodzielnie (jak człowiek obdarzony rozumem i wolną wolą), czy to na drodze naturalnego popędu lub innych zjawisk (jak byty pozbawione rozumu). Tłumacząc zasadę celowości, często dokonuje się podziału bytu na możność (potentia) i akt (actus), za pomocą którego wyjaśnia się zmiany zachodzące w obrębie bytów złożonych. Dla przykładu: bakteria na drodze mutacji nabiera nowych właściwości, a zmiana ta jest przejściem z możności do aktu.

6. Zasada indukcji – ta sama naturalna przyczyna w tych samych okolicznościach w sposób konieczny wywołuje ten sam skutek, np. ciepło rozszerza naczynia krwionośne.

Do powyższych sześciu zdroworozsądkowych zasad o. Réginald dodaje pierwszą fundamentalną zasadę praktycznego rozumu, podkreślając, że zdrowy rozsądek prowadzi nas prosto do podstawy moralności: „należy czynić dobro, a unikać zła”. Uzasadnia to w ten sposób, że możność nie tylko prowadzi do aktu – ona istnieje dla aktu, tak jak coś względnego jest podporządkowane absolutnemu. Dlatego też cel dla istoty rozumnej musi zawsze być dobrem, gdyż dobro nie jest niczym innym jak pożądanym udoskonaleniem bytu.

Biorąc pod uwagę powyższe rozważania, nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że św. Tomasz z Akwinu, budując swój perfekcyjny gmach teologiczny, musiał posłużyć się nie jakąkolwiek filozofią, lecz tylko filozofią zdrowego rozsądku, która jako jedyna zasługuje na miano wieczystej. Rozpatrując rzecz historycznie, nie miał w tym zakresie wielu opcji, a tak naprawdę posiadał tylko jedną. Jak zauważył ks. Dominique Bourmaud:

ponieważ Tomasz był przede wszystkim teologiem, musiał wybrać odpowiedni instrument filozoficzny. Prócz filozofii Arystotelesa żadna inna filozofia nie mogła spełnić tego zadania. Dlaczego? Ponieważ filozofia ta jako jedyna w pełni zasługuje na miano filozofii wieczystej dzięki jej realizmowi, ścisłej logice i wzlotowi ku pierwszym zasadom rzeczy. Arystotelizm jest pochwałą zdrowego rozsądku, jest jego filozoficznym usystematyzowaniem. Poza granicami tej arystotelesowskiej filozofii intelekt może tylko błądzić11.

Myliłby się jednak ten, kto uległby wrażeniu, że św. Tomasz dbał przede wszystkim o czystość filozofii realistycznej, którą zresztą udoskonalił i wzniósł na o wiele wyższy poziom niż Arystoteles. Przeciwnie – posługiwał się filozofią jako narzędziem służącym do wyjaśniania wiary objawionej, a w tej relacji filozofia musiała pełnić rolę służebną. Jak podkreślił Étienne Gilson w swoim wprowadzeniu do tomizmu, dla św. Tomasza istotą problemu było:

w jaki sposób można do nauki o świętych prawdach wprowadzić filozofię, tak aby ani ta nauka, ani filozofia nie utraciły przy tym nic ze swej istoty? Innymi słowy: w jaki sposób można włączyć do wiedzy o Objawieniu wiedzę rozumową, nie naruszając ani treści Objawienia, ani nie popadając w sprzeczność z rozumem?12

Czy Josephowi Ratzingerowi przyświecała taka sama zasada?

Wiara a „zabarwienie współczesnej epoki”

Wielu komentatorów myśli J. Ratzingera podkreśla, że metoda św. Tomasza nigdy nie była przedmiotem jego intelektualnych fascynacji. Paweł Lisicki cytuje tu samego młodego Ratzingera, studenta seminarium we Fryzyndze, za jego biografem Peterem Seewaldem:

Chciałem poznawać to, co nowe, a nie po prostu poruszać się po drogach odległej i gotowej już filozofii, ale rozumieć filozofię jako pytanie – czym jest rzeczywiście człowiek – i tym samym wkroczyć do nowożytnej filozofii13.

Biskup Bernard Tissier de Mallerais w swoim syntetycznym i przystępnym przewodniku po filozofii J. Ratzingera dwukrotnie cytuje ważne słowa, które ten wypowiedział do członków Kurii Rzymskiej 22 grudnia 2005 r., już jako papież Benedykt XVI:

Kiedy w XIII w., za sprawą filozofów żydowskich i arabskich, myśl arystotelesowska zetknęła się ze średniowiecznym chrześcijaństwem, ukształtowanym przez tradycję platońską, co mogło doprowadzić do nierozerwalnej sprzeczności między wiarą i rozumem, wówczas głównie dzięki Tomaszowi z Akwinu doszło do nowego spotkania wiary z filozofią, a w rezultacie do powstania pozytywnej relacji pomiędzy wiarą i dominującym w tamtej epoce sposobem rozumowania […]. Wraz z II Soborem Watykańskim nadszedł moment, w którym nowa refleksja tego typu stała się konieczna […]. Odczytujmy go i przyjmujmy zawsze w świetle prawidłowej hermeneutyki14.

Według Benedykta XVI zadaniem Soboru, a szerzej jego własną misją jako filozofa, teologa i kapłana, było zawsze pogodzenie wiary Kościoła z „dominującym sposobem rozumowania”, zdefiniowanie na nowo relacji pomiędzy wiarą a „pewnymi istotnymi elementami myśli nowożytnej”15. To dążenie dotyczyło również moralności. Jak podkreślił J. Ratzinger jako ekspert na Soborze:

Sformułowania etyki chrześcijańskiej muszą być w stanie dotrzeć do współczesnego człowieka, żyjącego w swojej epoce, i dlatego muszą też koniecznie przyjąć zabarwienie tej epoki. Podstawowy problem, polegający na tym, że prawdy nie da się sformułować w sposób niehistoryczny, przejawia się w etyce w sposób szczególnie wyraźny. Gdzie kończą się uwarunkowania historyczne, a zaczyna się niezmienny rdzeń, abyśmy mogli odciąć te pierwsze i zapewnić przestrzeń życiową temu drugiemu? Oto pytanie, na które nigdy nie sposób odpowiedzieć jednoznacznie z góry. W istocie, każda epoka może rozpoznać to, co trwałe, jedynie z jej własnego, chwilowego punktu widzenia. Aby ten trwały element był uznany i praktykowany, trzeba będzie prowadzić wciąż od nowa dyskusje16.

Pozostawiając na chwilę na boku cechę właściwą „zabarwienia” obecnej epoki, warto podkreślić, że dążenie do wyrażania dogmatów wiary i zasad moralności „zgodnie z potrzebami współczesnego człowieka” nie jest czymś szczególnie nowym. Myśl ta, niczym prawdziwa obsesja, towarzyszyła chociażby modernistom z początku XX w., którym o. Garrigou-Lagrange odpowiedział w następujący sposób:

Aby zrozumieć istotę dogmatu, powinniśmy badać sam dogmat, a nie obecne potrzeby dusz. Poprzez to badanie będziemy zdolni odkryć i wzbudzić w duszach o wiele głębsze i bardziej interesujące inspiracje niż owe współczesne potrzeby, które podnosi się dziś jako zarzuty przeciwko nam […]. Poprzez pewien rodzaj immanentyzmu czasem zapomina się o pierwszych zdaniach katechizmu, które mówią o naszych obowiązkach: współczesne dusze, tak jak i te żyjące w innych epokach, zostały stworzone i umieszczone w świecie w celu poznania i kochania, bardziej niż siebie i ponad wszystko inne, Bożej Prawdy, która jest przedmiotem wiary, zanim stanie się przedmiotem widzenia; zostały stworzone w celu podporządkowania się tej Prawdzie, a nie podporządkowania jej swoim rzeczywistym lub wydumanym potrzebom. Musimy służyć Bogu, a nie dążyć do tego, aby On nam służył17.

Filozoficzne fascynacje Josepha Ratzingera a zdrowy rozsądek

Pamiętając o rozprawie wielkiego dominikańskiego teologa z mitem „potrzeb współczesnego człowieka”, warto się przyjrzeć, na czym polega w istocie owo „zabarwienie współczesnej epoki” lub „dominujący sposób rozumowania”, który J. Ratzingerowi służył do lepszego w jego mniemaniu wyrażenia wiary, „wydobycia samego serca wiary spod zaskorupiałych warstw i dania temu sercu siły i dynamizmu”18. Aby to zagadnienie zgłębić, dobrze będzie pójść śladem filozoficznych inspiracji późniejszego papieża Benedykta XVI i choćby tylko wymienić kluczowych dla niego nowożytnych filozofów: agnostyk Immanuel Kant (1724–1804), fenomenolog Edmund Husserl (1859–1938) i jego uczeń, personalista chrześcijański Max Scheler (1874–1928), francuski personalista Gabriel Marcel (1889–1973), egzystencjalista Martin Heidegger (1889–1976), żydowski personalista Martin Buber (1878–1965), kolejny egzystencjalista i personalista Karl Jaspers (1883–1969) i wielu innych. Gwoli ścisłości trzeba przyznać, że J. Ratzingera bardzo fascynowała myśl św. Augustyna, ale jak się wydaje o tyle tylko, o ile biskup Hippony był „wzorem psychologicznym, egzystencjalnym, nie nauczycielem odsłaniającym drogę do wiecznej prawdy”19.

Nie trzeba być szczególnym znawcą nowożytnej filozofii, aby zauważyć, że większość, o ile nie wszystkie, z przywołanych postaci sprzeciwiała się realistycznej filozofii bytu, którą bp Tissier de Mallerais nazwał za o. Garrigou-Lagrange’em „naukowym wektorem zdrowego rozsądku”. Skoro tak, to ich myśl filozoficzna po prostu nie nadaje się do skutecznego wyrażania dogmatów katolickiej wiary i zasad moralności.

Biorąc chociażby pierwszego z wymienionych filozofów, Immanuela Kanta, ojca agnostycyzmu – odrzuca on możliwość poznania bytów takimi, jakimi są, „odmawia rozumowi dostępu do rzeczywistości zewnętrznej i tworzy nową definicję prawdy: zgodność umysłu z samym sobą”20, zamiast klasycznej „zgodności umysłu z rzeczywistością”. Umysł według Kanta poznaje własną myśl (fenomen), a nie obiektywnie istniejącą rzeczywistość zewnętrzną. Z kolei cała plejada ewolucjonistów, egzystencjalistów i immanentystów, czy to niemieckich (Hegel), czy to francuskich (Bergson, Blondel, Le Roy), mimo istniejących pomiędzy nimi różnic głosi filozofię „stawania się” – jak to określa ks. Bourmaud:

Kantowski schemat swój ostateczny kształt uzyskuje dzięki Heglowi i jego panteistycznemu ewolucjonizmowi, w którym wszystko staje się wszystkim. W następujących po sobie opozycjach i syntezach byt–niebyt przekształca się w ludzki umysł, który z kolei przeobraża się w Boga, uświadamiając sobie własną boskość21.

Immanentysta Blondel podaje nową definicję prawdy – zgodność pomiędzy myślą a życiem22.

Ojciec Garrigou-Lagrange, posługując się przykładami konkretnych katolickich dogmatów, obszernie dowodzi, że ani filo­zofie „fenomenów”, ani też „stawania się” nie nadają się do wyrażania prawd wiary. Przykładowo: te pierwsze są sprzeczne z dogmatem o transsubstancjacji, gdyż negują istnienie samej substancji, a dla filozofii bytu postacie Eucharystii istnieją realnie, nawet jeśli są zamknięte w tabernakulum i nie dają się uchwycić zmysłom23. W innym miejscu dominikański teolog cytuje też nieomylne orzeczenie I Soboru Watykańskiego z konstytucji Dei Filius, skierowane przeciwko „stawaniu się” Hegla i jemu podobnych: „[…] Bóg jest jedną i jedyną zupełnie niezłożoną i niezmienną duchową substancją” i jest „rzeczowo i istotowo różny od świata”24. Ostatecznie, jak podkreśla o. Garrigou-Lagrange, św. Pius X potępił w encyklice Pascendi dominici gregis filozofie „fenomenów” pod nazwą agnostycyzmu, a filozofie „stawania się” pod nazwą ewolucjonizmu.

Rewizja katolickich dogmatów

Za całą plejadą inspiratorów myśli przyszłego papieża Benedykta XVI zaprzeczających filozofii zdrowego rozsądku idą teologowie, najpierw jako jego nauczyciele, a później przyjaciele i współpracownicy. Myśliciele ci są lepiej znani Czytelnikom czasopisma „Zawsze Wierni”: Karl Rahner, Henri de Lubac, Hans Urs von Balthasar, Hans Küng, Yves Congar i wielu innych25. Biskup Tissier de Mallerais na konkretnych przykładach pokazuje, jak J. Ratzinger jako teolog zainspirowany myślą tych postaci dokonuje swoistej hermeneutyki głównych dogmatów chrześcijaństwa: Trójcy Świętej, który uzyskuje wymiar personalistyczny; Wcielenia – w wersji Heideggerowskiego egzystencjalizmu; oraz Odkupienia – w ujęciu egzystencjalizmu chrześcijańskiego26. Aby takie efekty osiągnąć, J. Ratzinger stale posługuje się rodzajem heglowskiej dialektyki, wykorzystując schemat teza–antyteza–synteza. Biskup Tissier ukazuje również, jak personalizm w ujęciu J. Ratzingera, inspirującego się Schelerem, Buberem i Wojtyłą, przeniknął do eklezjologii, a także wkroczył w sferę polityczną i społeczną, detronizując Chrystusa Króla i promując wolność religijną jako rzekome prawo wynikające z natury człowieka27. W tym ostatnim punkcie również dokonała się swego rodzaju synteza, dzięki której Kościół mógł rzekomo na nowo odkryć swe najgłębsze dziedzictwo, jak to ujął Benedykt XVI:

II Sobór Watykański definiując na nowo relację między wiarą Kościoła a pewnymi istotnymi elementami myśli nowożytnej, dokonał rewizji czy wręcz korekty pewnych decyzji z przeszłości, ale przy tej pozornej nieciągłości zachował i pogłębił rozumienie swej wewnętrznej natury i prawdziwej tożsamości […] II Sobór Watykański uznając tę fundamentalną zasadę nowoczesnego państwa i opowiadając się za nią w Deklaracji o wolności religijnej, powrócił do najgłębszego dziedzictwa Kościoła28.

Innymi słowy, papieże XIX w. tacy jak Pius IX i Leon XIII w pewnym sensie mieli rację, potępiając wolność religijną, bo jej adepci byli indyferentystami, ale Sobór też miał rację, proklamując wolność religijną, bo „zabarwienie współczesnej epoki” było personalistyczne i taki był wymóg czasów. Wystarczy zastosować właściwą hermeneutykę, a nieciągłość okaże się pozorna. Prawda była jednak zupełnie inna – papieże potępili wolność religijną samą w sobie, niezależnie od okoliczności historycznych, gdyż wolność wyznawania jakiejkolwiek religii nie należy do prawa naturalnego i żadna hermeneutyka nie zdoła tego zmienić.

„Żywa Tradycja”

Wydaje się również, że warto przyjrzeć się bliżej rozumieniu Tradycji i Objawienia przez J. Ratzingera, które, jak się wydaje, było rdzeniem jego nieprzejednanie wrogiej względem tradycyjnych katolików, z abp. Lefebvre’em na czele, postawy. Paweł Lisicki w swoim eseju o upadku rzymskiego katolicyzmu przytacza za P. Seewaldem ciekawy fakt – praca habilitacyjna J. Ratzingera była o krok od odrzucenia za sprawą jednego z jej recenzentów, prof. Schmausa29. Zarzucał on młodemu J. Ratzingerowi, że w jego ujęciu Objawienie nie zakończyło się wraz ze śmiercią ostatniego apostoła, lecz trwa nadal i będzie trwało aż do końca czasów, gdyż w przekazywaniu prawd Objawienia aktywną rolę odgrywa Kościół, który jest czynnikiem dynamizującym – kontynuując cały czas refleksję nad prawdami Objawienia, stale wydobywa z niego nowe znaczenia. Innymi słowy, według hermeneutyki J. Ratzingera istotną częścią Objawienia jest nie tylko jego przedmiot, ale podmiot (Kościół), który je przeżywa i pogłębia; jak to ujął: „pojęcie Objawienia zawsze implikuje podmiot, który je przyjmuje”30. Co ciekawe, w swojej habilitacji J. Ratzinger przypisał ten pogląd św. Bonawenturze, co m.in. miało wywołać energiczny protest prof. Schmausa. Stąd już tylko krok do święcącego triumfy w posoborowym Kościele pojęcia „żywej Tradycji”, która nie jest już i być nie może regułą wiary, bo nie jest niezmienna – nie jest np. regułą interpretacji Pisma Świętego, lecz w ujęciu J. Ratzingera lekturą Biblii dzisiaj, różną od jej lektury z wczoraj, która poddaje Pismo Święte „procesowi odczytania na nowo i wzbogacenia”31. Joseph Ratzinger inspiruje się tu w sposób oczywisty myślą żydowskiego personalisty Martina Bubera, dla którego relacja z Bogiem jest doświadczeniem spotkania wiecznego „Ty” z „ja”. W tym znaczeniu nie może być mowy o luterańskim sola scriptura, bo lektura wymaga kogoś, kto czyta i rozważa. Takie rozumienie Tradycji i Objawienia odbiło się echem w „potępieniu” abp. Lefebvre’a przez Jana Pawła II w motu proprio Ecclesia Dei – Arcybiskup miał zlekceważyć

żywy charakter Tradycji, która – jak z całą jasnością uczy Sobór Watykański II – wywodząc się od Apostołów, czyni w Kościele postępy pod opieką Ducha Świętego. Zrozumienie przekazanych rzeczy i słów wzrasta bowiem dzięki kontemplacji oraz dociekaniu wiernych, którzy je rozważają w swoim sercu, dzięki głębokiemu, doświadczalnemu pojmowaniu spraw duchowych oraz dzięki nauczaniu tych, którzy wraz z sukcesją biskupią otrzymali pewny charyzmat prawdy32.

Rzeczywiście, takie ujęcie Tradycji odrzucał abp Lefebvre, a wraz z nim cały Kościół ustami apostołów, papieży i prawowiernych teologów, ponieważ Tradycja nie jest „żywa”, lecz jest czymś niezmiennym, jest depozytem wiary przekazanym przez Chrystusa apostołom, który jest przechowywany w Kościele i przekazywany kolejnym pokoleniom przez ich następców. Żadne rozważanie czy dodatkowa refleksja nie jest już w stanie niczego nowego Tradycji przydać. Kościół jedynie doprecyzowuje formuły dogmatyczne, zmagając się z herezjami – przechodzi od implicite do explicite, stosując oczyszczone z różnych naleciałości formuły filozoficzne. Te ostatnie, wychodząc poza granice filozofii zdrowego rozsądku, czynią ostatecznie dogmaty precyzyjnie i perfekcyjnie wyrażonymi. Na tym polega rzeczywisty, organiczny rozwój doktryny katolickiej, opisany na wielu przykładach przez o. Garrigou-Lagrange’a33 oraz Louisa kard. Billota34.

Czym jest dzisiaj hermeneutyka Benedykta XVI?

Z przedstawionych powyżej rozważań wynika, że hermeneutyka J. Ratzingera, próbująca stwarzać coraz to nowe syntezy za pomocą aplikowania filozofii sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem do zasad wiary i moralności, była z góry skazana na niepowodzenie. Lekceważąc filozofię bytu, nie nadawała się po prostu do opisywania katolickich dogmatów i zasad moralnych. Próbowała pogodzić sprzeczności, których pogodzić się nie da. Według oceny bp. Tissiera de Mallerais ta hermeneutyka to nie tyle modernizm czy neomodernizm, to swego rodzaju „supermodernizm”:

Dziś, po stu latach, nie podkreśla się już immanentnego pochodzenia wszystkich Bożych tajemnic: bierze się je zwyczajnie w nawias, a szuka się tylko ich życiowego znaczenia – egzystencjalistycznego lub personalistycznego […]. Po prostu, dzięki narzędziu, jakim jest współczesna filozofia, dokonuje się rewizji rzeczywistej Trójcy, odcieleśnienia rzeczywistego Wcielenia, rozmycia rzeczywistego Odkupienia, relatywizacji rzeczywistego królowania Chrystusa. Czy w końcu nie zastąpi się rzeczywistego Boga?35

Biskup Tissier de Mallerais pisał powyższe słowa ponad dekadę temu. Czym jest hermeneutyka ciągłości dzisiaj, za pontyfikatu Franciszka? Pytanie wydaje się retoryczne, gdyż nikt już w Rzymie nie chce o niej pamiętać. Nikt nie sili się już na tworzenie karkołomnych syntez wiary i filozofii oświecenia, a zamiast tego głosi się same antytezy.

Przypisy

  1. tinyurl.com/vaticannews1 [dostęp: 18.01.2025].
  2. Szerokie tło historyczne, doświadczenia rodzinne J. Ratzingera, dominujące w różnych okresach jego życia prądy umysłowe, a wreszcie jego postawę filozoficzną i teologiczną na różnych etapach kariery uniwersyteckiej oraz posługi w Kościele, znajdującej kulminację w „przedefiniowaniu” urzędu papieskiego na skutek abdykacji, przybliżył polskiemu czytelnikowi Paweł Lisicki (Dogmat i tiara, Fronda, Warszawa 2020).
  3. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense. The Philosophy of Being and the Development of Doctrine, tłum. M.K. Minerd, Steubenville 2021, s. 297.
  4. ks. M. Morawski, cyt. za: ks. F. Kwiatkowski, Filozofia wieczysta w zarysie, t. 1, WAM, Kraków 1947, s. 36.
  5. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…, s. 258.
  6. Tamże, s. 259.
  7. Tamże, s. 299.
  8. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…, s. 99–107.
  9. ks. F. Kwiatkowski, Filozofia wieczysta…, t. 2, s. 17.
  10. Tamże.
  11. ks. D. Bourmaud FSSPX, Sto lat modernizmu. Źródła II Soboru Watykańskiego, przeł. M. Beściak, DeReggio, Warszawa 2021, s. 42.
  12. É. Gilson, Tomizm, przeł. J. Rybałt, IW Pax, Warszawa 1998, s. 19.
  13. P. Lisicki, Dogmat i tiara, s. 75.
  14. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny Josepha Ratzingera, Katolicki Instytut Apologetyczny im. św. Tomasza z Akwinu, tłum. M. Beściak, Warszawa 2018, s. 39 oraz 96–97.
  15. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 35.
  16. Tamże, s. 33.
  17. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…, s. 220.
  18. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 34.
  19. P. Lisicki, Dogmat i tiara, s. 83.
  20. ks. D. Bourmaud FSSPX, Sto lat modernizmu…, s. 165.
  21. Tamże.
  22. Tamże, s. 181.
  23. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…, s. 259.
  24. Dokumenty Soborów Powszechnych, t. 4, układ i oprac. ks. A. Baron i o. H. Pietras SI, tłum. ks. A. Baron i in., WAM – Księża Jezuici, Kraków 2004, s. 893.
  25. Istotny wkład tych teologów w neomodernizm został szczegółowo, lecz przystępnie przedstawiony przez ks. Dominique’a Bourmauda w Stu latach modernizmu.
  26. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 113–144.
  27. Tamże, s. 147–165.
  28. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 35–36.
  29. P. Lisicki, Dogmat i tiara, s. 132–138.
  30. bp B. Tissier de Mallerais, Portret filozoficzny…, s. 73.
  31. Tamże, s. 79.
  32. Jan Paweł II, list apostolski Ecclesia Dei, 18 lipca 1988.
  33. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…
  34. L. kard. Billot SI, Tradycja kontra modernizm, przeł. M. Beściak, Katolicki Instytut Apologetyczny im. św. Tomasza z Akwinu, Warszawa 2017.
  35. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 193.

Czwarta Rewolucja Amerykańska

Czwarta Rewolucja Amerykańska

Autor: AlterCabrio , 13 marca 2025

Poczciwi łykacze mainstreamowej papki, wykształceni na wizji dziejów made by Hollywood nie mają pojęcia, że zupełnie inaczej wyglądała prawdziwa historia. A skoro tak, nie zdają sobie też sprawy z tego, jak współczesna narracja medialna różni się od stanu faktycznego. Ta dychotomia pomiędzy faktem a fenomenem, czyli jego projekcją w umysłach dotyczy wszystkich niemal ważnych spraw historycznych i teraźniejszych, mających wpływ na rzeczywistość. To, co ludzie myślą jest bowiem najsilniejszym sposobem kształtowania rzeczywistości i wpływania na przyszłość.

−∗−

Czwarta Rewolucja Amerykańska

Niniejszy artykuł stanowi jeden z rozdziałów Poradnika Świadomego Narodu, przygotowywanego do druku. Jednocześnie jest wstępem do mini-cyklu artykułów, objaśniających obecną sytuację geopolityczną. Jeśli Bóg pozwoli, ukażą się one w najbliższych dniach.

Poczciwi łykacze mainstreamowej papki, wykształceni na wizji dziejów made by Hollywood nie mają pojęcia, że zupełnie inaczej wyglądała prawdziwa historia. A skoro tak, nie zdają sobie też sprawy z tego, jak współczesna narracja medialna różni się od stanu faktycznego. Ta dychotomia pomiędzy faktem a fenomenem, czyli jego projekcją w umysłach dotyczy wszystkich niemal ważnych spraw historycznych i teraźniejszych, mających wpływ na rzeczywistość. To, co ludzie myślą jest bowiem najsilniejszym sposobem kształtowania rzeczywistości i wpływania na przyszłość. Jednym z największych fałszerstw historii są dzieje Stanów Zjednoczonych i ich roli w przeszłości i obecnie. Większość myśli, że USA od swojego początku i zawsze bronią wolności, demokracji i praw człowieka, wraz z innymi demokracjami Zachodu, z Wielką Brytanią na czele. W rzeczywistości trudno o ludzi bardziej wiarołomnych, niż Anglosasi, chyba tylko jedna nacja na świecie może z nimi iść w konkury, ta, która dała początek gnostykom, tyle, że nie można jej wymieniać z nazwy.

Czytaj też:

Zachód, jakiego nie znacie

Wschód, i czego o nim nie wiecie

Państwo amerykańskie założone zostało przez gnostyków, jak i starannie przez nich prowadzone, aż do początków 2025 roku, kiedy doszło do rewolucji. Nie nowość to, owo państwo powstało na skutek rewolucji, zwanej amerykańską, po to, aby służyć Rewolucji – lucyferycznej. Wpierw jednak, zanim ogłosiło secesję, było zlepkiem kolonii Korony Brytyjskiej, również rewolucyjnej z natury. Najpierw rewolucja Henryka VIII, który sam uczynił się papieżem kościoła Anglii, potem Rewolucja Angielska, gdzie Parlament ściął nie tylko osobę króla, ale w ogóle instytucję królestwa, potem Chwalebna Rewolucja, zmieniająca dynastię i wyznanie. Wszystko to konsekwentnie było kolejnymi odsłonami Rewolucji Lucyferycznej, mającej niezmiennie stały cel – ustanowienie państwa światowego – Imperium Lewiatana, jednego rządu – Światowego Mózgu, jednej religii – lucyferycznej, jednego, gnostyckiego porządku świata. Wymaga on podporządkowania wszystkich ludzi, wszystkich ich spraw, wszystkich procesów, które podlegają kontroli człowieka pod zarząd Światowego Mózgu, co wiąże się z tym, że wszystkie Organiczne Struktury Społeczne zostaną zamienione na Mechaniczne Struktury Społeczne. Organiczne nie podlegają zdalnej kontroli i zapewniają ludziom autonomię – rodzina, naród, państwo narodowe, własność, wiara, niezależna od władzy. W Imperium Lewiatana wszystko to ma zostać podporządkowane władzy i działać pod zdalną kontrolą. I to właśnie rewolucyjne państwo amerykańskie zostało wyznaczone do zaprowadzenia tego porządku.

Zostało do tego starannie przygotowane na dwóch poziomach – społecznym i politycznym. Społecznie zorganizowane przez purytanów, przybyłych z Anglii, dziedziców potrójnej rewolucji – protestanckiej Lutra, państwowej Henryka VIII i parlamentarnej, ścinającej króla. Politycznie określone zostało przez ojców – założycieli, czyli braci masonów, wykonujących kabalistyczny testament różokrzyżowców. W Polsce akt secesji kolonii amerykańskich od Korony znany jest jako uzyskanie niepodległości przez Stany Zjednoczone. Na świecie używa się też alternatywnej denominacji – Rewolucji Amerykańskiej, co wyraźnie określa, jaki był początek tego państwa. Propagandowo rewolucyjność USA wyczerpuje się na tym akcie, a dalej już tylko szacowne starania o pokój i demokrację. Tymczasem to nie koniec – Rewolucja jest cechą tego państwa, i to zarówno w znaczeniu wewnętrznym, jak i jego roli dla świata.

W wymiarze wewnętrznym możemy wymienić co najmniej trzy rewolucje polityczno – obyczajowe: nieudana próba secesji Południa i formalne zniesienie niewolnictwa; zmiana kultury z purytańskiej na konsumpcyjną, trwająca od lat 20-tych do końca XX wieku; rewolucja genderowa początku XXI wieku. Te rewolucyjne zmiany zostały już obszernie omówione w niniejszym poradniku. Miały i nadal mają doniosłe znaczenie dla całego świata. Rewolucja Lucyferyczna ma jednak wiele aspektów i frontów. W tej lekcji skupię się na rewolucjach politycznych, wzorem tej pierwszej, założycielskiej, które wyznaczyły Stanom Zjednoczonym nową rolę w świecie, kształtując jego losy. Rewolucje te nie miały jednego punktu, były bowiem etapami w ciągłej Rewolucji Lucyferycznej, zmieniając kierunek procesów. Można jednak wyznaczyć ich momenty brzegowe.

Druga Rewolucja Amerykańska rozpoczęła się 23 grudnia 1913 roku, gdy prezydent Woodrow Wilson złożył swój podpis na ustawie Kongresu, ustanawiającej Rezerwę Federalną, czyli prywatne konsorcjum, emitujące walutę. Od tego momentu gnostycy przejęli walutę i skarb USA, dzięki czemu bez przeszkód mogli prowadzić dwa równoległe procesy – wynosić USA na szczyty potęgi światowej, podbijając świat. Ten moment można również uznać za symboliczny początek stałego wektora syjonizmu w polityce USA. Za moment końcowy można uznać dwa wydarzenia, przebiegające w tym samym czasie – konferencję Wielkiej Trójki w Poczdamie, zakończoną 2 sierpnia 1945 roku i dwa ataki atomowe na Japonię – Hiroshima 6 sierpnia i Nagasaki 9 sierpnia.

Przed Drugą Rewolucją Amerykańską USA były zorientowane do wewnątrz, zgodnie z polityką izolacjonizmu, zajmowały się zagospodarowywaniem własnego obszaru. Po zakończeniu Drugiej Rewolucji USA były już światowym hegemonem i dyktowały warunki. Każdy zobaczył, jaką bronią dysponuje światowy hegemon, a wszyscy jego konkurenci zostali pokonani i upokorzeni. USA miały co prawda potężnego rywala – ZSRR, z którym dzieliły hegemonię nad światem, ale państwo to również było projektem gnostyckim, zdalnie nadzorowanym i sterowanym z terytorium USA jako gnostycki „zbiornik losu”, podobnie, jak komunistyczne państwo chińskie. Każde pozostałe państwo świata zostało więc zmuszone przyjąć jedną z dwóch protekcji – amerykańską lub sowiecką. Państwo amerykańskie wyrosło bardzo na szczyty potęgi, nie dla siebie jednak, lecz dla globalnego imperium gnostyków, w którym roztopić się miały wszystkie państwa i narody, także amerykański.

Trzecia Rewolucja Amerykańska zaczęła się 25 grudnia 1991 roku, gdy Rada Najwyższa ZSRR uchwaliła dekret o samorozwiązaniu. Odtąd był już tylko jeden hegemon. Ludność świata została uśpiona kojącą bajką o końcu historii, więc porzuciła wszelkie idee poza neoliberalizmem i skupiła się na konsumpcji. Polityka globalna, polegająca na budowie jednego światowego Imperium Lewiatana mogła bez przeszkód rozprzestrzenić się na cały świat. Wszędzie tradycyjne stosunki społeczne wypierane były przez kulturę korporacyjną, co przez armię zawodowych specjalistów zachwalane było jako największe szczęście i jedyna możliwa droga rozwoju. Kultura korporacyjna ma dla gnostyków tą zaletę, że wprowadza ich wzorce Mechanicznych Struktur Społecznych wszędzie tam, dokąd dociera, niszcząc tradycyjne społeczeństwa i zmieniając sposób myślenia i zachowania ludzi tak, że stają się golemami – biorobotami władzy Globalnego Kapitału Plemiennego, należącego do gnostyków. Za moment końcowy można uznać dzień 11 września 2001 roku, po którym zaczęła się tzw. globalna wojna z terroryzmem i gwałtowny zabór wolności i swobód obywatelskich przez deep state.

Odtąd działania kolejnych administracji USA skierowane były jednoznacznie na budowę państwa światowego, z udziałem ONZ i jej agend, Unii Europejskiej i globalnej finansjery. W okresie następującym po Trzeciej Rewolucji uruchomione zostały procesy kulturowe, polityczne i ekonomiczne, radykalnie zmieniające funkcjonalne społeczeństwa w bezkształtne zasoby ludzkie, gdzie jedynym łącznikiem jest władza. Kryzys finansowy, wzrost zadłużenia rządów, inflacja, demontaż gospodarek narodowych, niszczenie edukacji i wychowania, upadek demografii, imigracja, gender i tęczowość, szalone lewackie ideologie, Lewackie Struktury Organizacyjne, obalanie rządów, kolorowe rewolucje, niszczenie własnego społeczeństwa i wszelkich innych, syjonizm – tym zajmował się rząd rewolucyjnego państwa amerykańskiego. Rosja, Chiny i Europa uznały na pewien czas jego hegemonię. Bezpośrednia droga do ustanowienia jednego globalnego porządku stała otworem, tak się przynajmniej wydawało.

Problemy zaczęły się w Europie, w której po kolejnych falach akcesji unijnych projekt europejski zaczął zgrzytać. Wcześniej wszyscy z entuzjazmem i w amoku rzucali się w Unię na główkę, jednak po dużych akcesjach Europy Środkowo – Wschodniej okazało się, że kęs był zbyt wielki i utkwił w unijnym gardle. Integracja państw w jedną Paneuropę nie była dokończona, gdy zaczęto wdrażać samobójcze dla Europy pomysły klimatyczne, gospodarcze, imigracyjne i genderowe, co zaczęło budzić opór oddolny. Po kryzysie finansowym 2008 r. także władze Chin zaczęły wykazywać coraz większą rezerwę wobec projektu globalnego, tak samo Rosja, która pod rządami ekipy Putina zaczęła porządkować wielką smutę po dekadzie Jelcyna. Pomimo debilizacji i propagandy, odwracającej uwagę od rzeczywistych problemów, pomimo fałszywych autorytetów, zapraszanych do mediów, pomimo lewackich szaleństw nie dało się ukryć przed społeczeństwem, że nie jest dobrze i ma się ku gorszemu, a rządy mają na wszystkie problemy jedną uniwersalną odpowiedź – więcej tego samego. Elity gnostyckie były już jednak tak bardzo pewne swojej kontroli i ogłupienia społeczeństw, że straciły czujność.

Tymczasem na tle powszechnego niezadowolenia niespodziewanie Amerykanie wybrali na prezydenta Donalda Trumpa, człowieka co prawda z układu deep state, ale nie z Ligi Bluszczowej, skupiającej półtajną elitę absolwentów super-uczelni, czyli spoza ścisłego centrum lucyferycznego. Co prawda nie udało mu się wtedy naruszyć gnostyckich układów, były zbyt potężne, ale przynajmniej dokonał rozpoznania bojem. Gnostycy, postawieni wobec rosnącego gniewu ludu, który znalazł sobie liderów, oraz narastających tendencji narodowych i tożsamościowych zdecydowali się na rozwiązanie drastyczne – globalną operację pandemiczną, angażującą rządy, służby i media, paraliżującą całą ludzkość, aż do aresztów domowych i przymusowych szczepień włącznie. I stał się koszmar – ci bezczelni ludzie, zamiast się w pokorze poddać, zaczęli spiskować.

Na tablicy sterowniczej gnostyków znajdują się różne lampki kontrolne, suwaki, pokrętła i przyciski. Niektóre są czerwone, po wciśnięciu jednego z nich wybucha gdzieś wojna. Gdy niesforni profani zaczęli szeptać tak, że szept stał się głośny niczym wodospad, gnostycy, tracąc cierpliwość i coraz bardziej zdolność przewidywania zdecydowali się wcisnąć jeden z czerwonych przycisków z literą U, nie ten największy, ale wystarczająco duży, aby sparaliżować rozumy i wolę profanów. Na jakiś czas starczyło, jednak profani przejawiają taką irytującą cechę, że mają plastyczne umysły, a niektórzy z nich nawet zdolności analityczne. Szmer znów wezbrał na sile, i tym razem zaowocował miażdżącą wygraną stronnictwa Donalda Trumpa nad siłami gnostyków. Nagle wszystkie „zbiorniki losu” – Chiny, Rosja, Europa a nawet Ameryka zaczęły wymykać się z rąk.

Wszystko wskazuje na to, że grupa, zebrana wokół Donalda Trumpa postanowiła wystąpić w obronie swojego własnego państwa, wydaje się bowiem, że zorientowali się, do czego prowadzi projekt globalny. W efekcie mamy kolejną, Czwartą Rewolucję Amerykańską. Jej początek można wskazać na dzień 5 listopada 2024 roku, a moment końcowy jeszcze nie nastąpił, jesteśmy w samym jej środku. Pokazuje to rzeczywistą, ewolucyjną naturę rewolucji. Nie zachodzi ona w ramach jednego aktu, lecz całego szeregu przemian, odmieniających kierunek procesów. Poprzednie trzy Rewolucje, mimo, że da się wyznaczyć momenty początkowe i końcowe nie skonsumowały się w tych wyznaczonych ramach. One tylko określają przedział czasowy, w którym dokonano zmiany wektora procesów. Skutki Rewolucji trwały natomiast długo później, zmieniając życie społeczne, co zawsze ma wpływ na indywidualne losy ludzkie, i tak aż do kolejnej Rewolucji, zmieniającej wektory.

Obecna Rewolucja oznacza gwałtowny zwrot w polityce amerykańskiej, zarówno wewnętrznej, jak i globalnej. W polityce wewnętrznej administracja Trumpa przerwała niszczenie własnego społeczeństwa i państwa. Jeszcze donioślejsze zmiany zaszły w polityce międzynarodowej. Nagle USA przestały być motorem budowy państwa światowego, a stały się jego dekonstruktorem. Niemal z dnia na dzień zmieniły się priorytety polityczne w sposób zasadniczy i przełomowy. USA przestały budować państwo globalne i zaczęły zajmować się swoim własnym imperium amerykańskim, ograniczonym do zachodniej półkuli. Czy Czwarta Rewolucja dokona trwałej zmiany wektorów, zobaczymy. Z pewnością jednak różni się ona zasadniczo od wcześniejszych trzech. Tamte bowiem były starannie planowane długo wcześniej przez gnostyków, przez nich przeprowadzane i nadzorowane, dla ich własnych celów i korzyści. Natomiast Czwarta Rewolucja Amerykańska, nawet, jeśli biorą w niej udział ludzie z ramienia gnostyków, nie jest przez nich pożądana i nie została przez nich zaprojektowana.

Jest to więc pierwsza rewolucja oddolna, anty-gnostycka, będąca wyrazem zbiorowej woli oddolnych ludzi, którzy odnaleźli w sobie wspólne cele i wolę działania i postanowili przywrócić porządek organiczny w swoim państwie. Istotą Czwartej Rewolucji nie jest więc sama Rewolucja, ile raczej odejście od zmian rewolucyjnych i powrót do organicznych, co w tym państwie, zgodnie jego rewolucyjną tradycją też przyjęło postać rewolucji.

Trump i jego ekipa nie są więc wcale jej twórcami, lecz wykonawcami. Czas pokaże, czy wykonają wolę ludu amerykańskiego, czy tylko przejmą ten kapitał i zmarnotrawią do własnych celów. Polacy muszą pamiętać, że jakikolwiek obcy przywódca, również Donald Trump nie jest i nie powinien być przywódcą Polaków. Swoich przywódców powinniśmy wybierać sami, i tak samo powinniśmy świadomie wybierać z polityki każdego przywódcy to, co jest dla nas korzystne, a odrzucać to, co nam nie służy. Należy odrzucić osobiste sympatie i emocje i kierować się trzeźwym pragmatyzmem, zamiast rzucać się pod nogi w wiernopoddańczym hołdzie lennym, jak to ma we zwyczaju elitka infantylno – agenturalna.

Obecna polityka USA wydaje się mieć kilka priorytetów:

  • odtworzenie bazy przemysłowej Stanów Zjednoczonych;
  • zamiana Atlantyku w wewnętrzne morze amerykańskie, co wiąże się z opanowaniem kilku punktów i obszarów: Kanał Panamski, Kanał Sueski i Zatoka Perska, Grenlandia, Afryka Południowa, Europa Zachodnia;
  • zakończenie wojny z Rosją na Ukrainie na warunkach, najlepszych dla USA;
  • rozbicie wewnętrzne Unii Europejskiej jako jedynej centrali gnostyków i państwa światowego;
  • ułożenie relacji z Rosją i Chinami tak, aby te mocarstwa nie mogły oddziaływać na amerykańską strefę wpływów, ale żeby była możliwa współpraca między nimi a USA.

Nie jest jasna gra Trumpa wokół Bliskiego Wschodu. Jego zapowiedzi wysiedlenia Palestyńczyków ze strefy Gazy i zajęcia tego terenu przez US Army dają kilka możliwości interpretacji. Nie wiadomo, czy USA chcą służyć Izraelowi do realizacji planów izraelskich, czy odwrotnie – USA zmuszają Izrael do koncesji w Gazie. Pewna jest natomiast geografia – obszar ten znajduje się bardzo blisko Kanału Sueskiego i pozwala na jego kontrolę, czym USA bardzo są zainteresowane. Jeśli Ameryka zechce tam założyć swoją bazę i trzymać swoje wojska, nie będzie to z pewnością miłe syjonistom. Pomimo, że sojusznicy, to jednak goje, a chcą stać orężnie na ziemi, którą Izrael uważa za swoją.

Czwarta Rewolucja Amerykańska stwarza nowe możliwości strategiczne dla Polski. Jak każda zmiana, przynosi zagrożenia, głównie ze strony Krainy U, Nowej Chazarii, coraz bardziej niechętnej Polsce, która nie ma już czego przekazywać. Dodatkowy czynnik zagrożenia stanowi liczna diaspora, zamieszkująca Polskę, a także zapowiedź napływu nowych grup, agresywnych i wrogich. Polska zaś jest obecnie bezbronna, nie tylko z powodu braku sprzętu, lecz głównie z braku decyzyjności. To, co u nas urzęduje to Paneuropejski Rząd Ukropoliński (w skrócie PRUk). Pod wpływem euro-globalnych gnostyków PRUk nie będzie miał żadnych skrupułów wysłać siłę obronną narodu do maszyny wojennej, zadłużyć się, aby wspomóc sąsiednie państwo, wpuścić jego ludność, dać jej przywileje i pozwolić na wszystko.

Tymczasem rzeczywistość zaskakuje. Dzięki Czwartej Rewolucji Amerykańskiej może w Europie wytworzyć się próżnia strategiczna. Projekt globalny musiał ewakuować się z Ameryki do Europy, a Trump podąży jego tropem, aby zadać mu cios ostateczny, zanim globaliści będą w stanie zaatakować Trumpa i imperium amerykańskie. Ameryka walczy teraz o przetrwanie, jeśli tą walkę przegra, wrócą globaliści do rządów i przyspieszą proces likwidacji suwerennej Ameryki. Nie będzie miejsca na wolności dla ludzi pokroju Trumpa i jego grupy. W wyniku Czwartej Rewolucji został rozpoczęty proces odwrotny do tego, który unosił najpierw Zachód, a potem świat przez ostatnie 400 lat. Siły, które stoją naprzeciw są jednak potężne, i z pewnością użyją swoich wpływów, aby to powstrzymać i odwrócić, nawet, jeśliby mieli użyć środków drastycznych. Trump potrzebuje i poszukuje sojuszników w swojej walce. Logika podpowiada, że będzie zwalczał każdy rząd europejski, posłuszny Unii Europejskiej, aby zdestabilizować i rozbić Unię od środka. Jednym z bardziej skutecznych sposobów może być straszenie Zachodu Rosją, po tym, jak USA zmniejszą swoje zaangażowane w pilnowanie Europy. Unia Europejska nie ma jednak własnych wojsk, więc rozbudowa sił europejskich będzie polegała na rozbudowaniu armii narodowych. Narzucenie wygórowanych wydatków zbrojeniowych da efekt podobny do tego, jaki uzyskał prezydent Reagan w latach 80-tych XX w., a ramach programu tzw. „gwiezdnych wojen”. Związek radziecki nie był w stanie nadążyć ekonomicznie, co było jedną z przyczyn jego rozpadu. Podobnie może być teraz z Unią Europejską.

Polska mogłaby być jednym z ważniejszych sojuszników. Pojawia się możliwość podobna do tej z 1918 roku – wszyscy zaborcy przegrali. Teraz podobnie – okupacyjne globalne państwo amerykańskie zniknęło, a w jego miejscu pojawiło się państwo narodowe, chcące budować swoje imperium, a nie zmieniać cały świat; Unia Europejska się rozpada; UK przeżywa głęboki kryzys i jest ustawiane przez Trumpa; Rosja gotowa do ingerencji w Europie, ale też do współpracy. Dla Polski i Polaków powstały nagle nowe perspektywy, trzeba tylko chcieć tam podążyć. To wymaga odpowiednich przywódców, jednak nikt z Loży Okrągłego Stołu takich cech nie posiada. Trzeba więc czym prędzej o takich się postarać, i temu służy niniejszy poradnik. Właśnie na początku 2025 roku zaczęły się gwałtowne procesy, dzięki którym Polacy przy dużym wkładzie własnej pracy mogą wybić się na niepodległość i zająć pozycję, właściwą dla Polski – Mostu i Strażnicy Eurazji, co wiąże się z nawiązaniem stałej współpracy z Białorusią, Rosją i Chinami, a także z Ukrainą, ale już niegroźną dla Polski. Z drugiej strony strumień chińskich towarów mógłby z serca Polski rozchodzić się dalszymi drogami na półkulę zachodnią. USA rywalizują z Chinami, ale ich potrzebują, i vice versa. Na naszej ziemi mogą spotkać się globalne interesy, aby współdziałać, a nie aby walczyć na śmierć. Zagrożeniami są roszczenia Nowej Chazarii i uzbrojonych grup obcych ludzi, globalna Unia Europejska i imperialne Niemcy. Gnostycy na pewno nie odpuszczą i przeprowadzą jeszcze niejedną akcję, aby utrzymać projekt globalny, choćby w formie szczątkowej. Potencjalnymi sojusznikami są wszystkie państwa Europy, a także Rosja i Chiny, pod warunkiem wypracowania z nimi modus vivendi przez elity narodowe. Póki co, możemy jednak spodziewać się, że ludzie, tworzący PRUk, pochodzący z Loży Okrągłego Stołu nie będą umieli i chcieli walczyć o polskie interesy. Dlatego Elitę Organiczną Narodu należy konsolidować jak najszybciej, abyśmy nie przegapili przełomowych możliwości, i żebyśmy nie dali sobie zrobić depopulacji.

______________

Czwarta Rewolucja Amerykańska, Bartosz Kopczyński, 13 marca 2025

Nałóg – przywrócić słowom ich prawdziwy sens

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237) czyli: https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3332

Godeleine Lafargue

Nałóg – przywrócić słowom ich prawdziwy sens

Uzależnienie, nałóg, habitus… istnieje wiele terminów na określenie popadnięcia w zależność od różnych rzeczy, takich jak lekarstwa, komputery, muzyka, czekolada, tytoń etc.

Habitus jest terminem używanym przez etykę. Wywodzi się on ze scholastycznej łaciny1 i nie powinien być mylony ze słowem „nawyk” (ang. habit – przyp. tłum.), odnoszącym się do zachowania mechanicznego. Habitus jest aktywnością woli, podczas gdy w przypadku nawyku (habit) podmiot pozostaje bierny. Nawyk jest fizycznym automatyzmem, a habitus wymaga aktu ludzkiej woli.

W filozofii habitus definiowany jest jako cecha, który modyfikuje podmiot w sposób stały. Mówiąc prościej, poprzez habitus zachowanie człowieka modyfikowane jest trwale, przykładowo staje się on wielkoduszny lub roztropny. Modyfikacja ta nie może być łatwo zmieniona tak długo, jak długo pozostaje silnie zakorzeniona. Z tego powodu osobie, która nabyła habitus sprawiedliwości, trudno jest popełnić czyn niesprawiedliwy. Należy [przy okazji] zauważyć, że używanego przez filozofię słowa „cecha” nie należy rozumieć w potocznym sensie tego słowa, jak kiedy mówimy, że ktoś ma wiele cech. Jest to modyfikacja, atrybut dodany do osoby, jak gdy mówimy, że np. ktoś jest blady lub chory. Idźmy jednak dalej.

Człowiek posiada wiele zdolności – i każda z nich może być udoskonalana lub osłabiana poprzez akty jego woli. W tym wypadku mówimy zazwyczaj o cnotach oraz wadach. Człowiek używa swych zdolności w sposób uporządkowany lub nieuporządkowany, a powtarzając swe akty, rozwija w sobie cnoty albo wady. Kiedy jego zmysły podporządkowane są rozumowi, osoba staje się cnotliwa. I odwrotnie – człowiek, który często działa wbrew wszelkiemu rozsądkowi, podążając w sposób nieuporządkowany za swymi namiętnościami, rozwija u siebie wady. Nas interesuje tu kwestia, czy nałóg może być rozumiany jako habitus w moralnym sensie tego słowa.

Nałóg: habitus?

Nałóg jest nowym pojęciem i odnosi się do przypadków uzależnień, które są szkodliwe, a więc negatywne dla człowieka. Możemy zatem uznać habitus za synonim nałogu, ale jedynie w negatywnym sensie tego słowa, tj. za wadę. W sensie filozoficznym nałóg jest więc trwałą cechą, która w pewien sposób usposabia podmiot do postępowania w sposób sprzeczny z jego naturą. Dla oceny, czy podmiot jest dobrze czy źle usposobiony do postępowania zgodnie z nią, kluczowe znaczenie ma więc poznanie tej natury. Lekarze i psychologowie używają nowego terminu na określenie stanu, którzy przez dekady znany był jako „wada”. Jeśli jednak wymyślili ów termin, to z pewnością nie bez powodu. Termin ten zdaje się wyrażać zakwestionowanie wolności i wolnej woli, a więc całkowicie ignorować prawdziwą naturę osoby ludzkiej. Dzisiejsza psychologia ma tendencję do materializmu i nie postrzega już człowieka jako istoty posiadającej wolę, ale raczej ulegającej swym impulsom oraz uzależnieniom, starając się równoważyć je środkami takimi jak kozetka psychoanalityka, sporty lub sztuka.

Współcześni psychologowie nie używają już słów „wola” i „natura”, ponieważ przypominają nam one, że choć człowiek składa się z ciała, jest również istotą duchową, posiadającą bardzo specyficzną naturę, różną od natury innych zwierząt. Podobnie jak zwierzęta odczuwa on impulsy (które bardziej poprawnie należałoby nazwać namiętnościami), ale powinny być one podporządkowane jego rozumowi. Człowiek może ulec swym impulsom jedynie z własnej woli. A postępując wielokrotnie w sposób sprzeczny z porządkiem swej natury, ostatecznie człowiek rozwija w sobie – jak określają to psychologowie – uzależnienie. Uzależnienie to nie jest fizycznym automatyzmem – jest zachowaniem uprzednio wybranym i powtarzanym codziennie, aż stanie się nałogiem. Poprzez włączanie swego komputera z samego rana i nieustanne do niego wracanie człowiek popada w nieuporządkowanie, a jego komputer, który sam w sobie jest moralnie neutralny, staje się przedmiotem używanym nierozważnie, w sposób nadmierny i ze szkodą dla rodziny lub obowiązków stanu.

Uzależnienie nie jest więc jedynie automatycznym zachowaniem, jest aktem woli. I im częściej czynności te są powtarzane, tym głębiej zakorzenia się nałóg i tym trudniej będzie go przezwyciężyć, tak iż konieczna może być terapia, jak np. w przypadku narkotyków czy alkoholu. Niebawem będziemy zapewne świadkami pojawienia się instytucji przeprowadzających detoksykację od technologii, która także nie jest zła sama w sobie, ale jedynie wówczas, gdy używa się jej w sposób nieuporządkowany. Obecnie młodzi ludzie, choć nie tylko oni, używają swych telefonów praktycznie bez przerwy, z całkowitym lekceważeniem norm towarzyskich, zasad zwykłej uprzejmości, relacji rodzinnych etc. I niech nikt nie mówi, że nie da się z tym nic zrobić, ponieważ jest to uzależnienie. Wola jest narzędziem danym naszej naturze, aby się doskonalić, a więc poprawiać. Niestety cnota nie jest obecnie zbyt popularnym słowem, rodzi bowiem nieprzyjemne skojarzenia i implikuje definicję natury człowieka, która zaciekle atakowana jest przez nasze współczesne społeczeństwo (wystarczy pomyśleć o ideologii kryjącej się za terminem „teoria gender”).

Niech ciało będzie posłuszne woli oraz rozumowi

Poświęćmy parę chwil na rozważenie kilku podstawowych pojęć, niezbędnych do zrozumienia, czym jest uzależnienie, oraz do walki z nim.

Człowiek posiada naturę, którą posiadają również zwierzęta: jest istotą żywą, odczuwającą namiętności zmierzające do zaspokojenia pożądania zmysłowego i zdolny jest poznawać otaczający go świat na poziomie zmysłów. Różni się jednak od innych zwierząt tym, iż posiada duszę rozumną, która może pożądać nie tylko dóbr zmysłowych, ale też dóbr abstrakcyjnych, takich jak sprawiedliwość czy dobroć. Dziecko przyniesie swemu ojcu gazetę, aby sprawić mu przyjemność i zrobić dobry uczynek, podczas gdy pies nie będzie starał się być dobry, ale zrobi to samo za smakołyk albo pieszczotę swego pana – i w ten właśnie sposób jest tresowany.

Człowiek zdolny jest również do poznawania rzeczy abstrakcyjnych oraz tworzenia pojęć. Angażuje przy tym swój rozum oraz swoją wolę. Poza człowiekiem władz tych nie posiada żadna z istot żywych – i to właśnie czyni go najdoskonalszą istotą pośród całego [materialnego] stworzenia. Ze względu na ich doskonałość wszystkie inne jego władze muszą być ukierunkowane na rozum oraz wolę. Doskonalsze jest kochanie dobroci człowieka niż docenianie smakowitości ciastka czekoladowego. Jak wyjaśnia św. Tomasz, czymś naturalnym jest, aby mniej doskonałe podporządkowane było doskonalszemu.

Robotnik nie jest inżynierem; wiedza inżyniera jest doskonalsza od wiedzy robotnika – i pod tym względem robotnik jest od niego gorszy. W żaden sposób nie oznacza to, że praca robotnika jest bezwartościowa, ale jedynie, że porządek oraz nierówność są czymś naturalnym.

Nasze ciało jest więc podrzędne względem naszych władz duchowych i jest rzeczą właściwą, aby posłuszne było rozumowi oraz woli w celu zapewnienia całej osobie ludzkiej właściwej równowagi.

Człowiek posiada naturę, i z powodu tej natury ma do osiągnięcia cel, który zapewni mu szczęście. Nieunikniona jest więc jedna z dwóch rzeczy: albo człowiek jest dobrze dysponowany do osiągnięcia tego celu, a stan ten znany jest jako cnota; albo dysponowany jest źle – co znamy pod pojęciem wady. Należy przy tym pamiętać, że ani cnoty, ani wady nie nabywa się natychmiast. Czas i powtarzające się zachowania zmieniają naszą osobowość, czyniąc nas dobrymi albo złymi.

Uzależnienie jest zatem wadą, czyli negatywnym stanem w odniesieniu do dobra człowieka. Pochodzi z regularnie powtarzającego się zachowania, które dogłębnie zmienia naszą osobę, aż po przeobrażenie jej w… zwierzę. Słowa te nie są bynajmniej przesadą – wystarczy przyjrzeć się wszystkim tym ludziom z telefonami, reagującymi jedynie na bodźce w postaci dzwonków lub powiadomień.

Leczenie z uzależnienia?

Dalsze tłumaczenie pojęcia nałogu nie miałoby tu sensu. Ważny aspekt omawianej przez nas kwestii stanowi jednak leczenie z uzależnienia. Abstrahując od faktu, że pewne bardzo poważne uzależnienia mogą wymagać pomocy medycznej lub psychologicznej, ważne jest, aby wiedzieć, że człowiek posiada bardzo cenne narzędzie: wolną wolę. Jeśli, w przypadku wady, powtarzanie złych czynów może zmienić osobę, prawdą jest również, że powtarzanie czynów dobrych może rozwinąć się w cnotę. Wystarczy tego chcieć. I najbardziej kompetentna nauka medyczna na świecie nie jest w stanie nic zrobić na tym poziomie. Choć w przypadku alkoholizmu można zastosować kurację medyczną, przychodzi jednak moment, w którym kluczowe znaczenie ma dobra wola danej osoby – wszyscy lekarze są co do tego zgodni. A błąd2 współczesnego świata polega na tym, że rozmiękcza on naszą wolę. W miarę upływu czasu tak od dzieci, jak i od dorosłych wymaga się coraz mniejszego wysiłku. Czyni się wszystko, aby uczynić rzeczy łatwiejszymi, a starsze pokolenie nie uczy już młodszego ich sensu3. Kto będzie dziś mówił o cnocie? Teksty starożytnych autorów greckich o cnocie, szlachetności i honorze nie są już publikowane ani nawet znane.

Podsumowując: uzależnienie nie jest więc zwykłym nawykiem czy też automatyzmem – stanowi ono wyparcie się woli i natury człowieka. Jak pisze Arystoteles: „Człowiek stworzony jest po to, aby żył jak człowiek”, innymi słowy, aby żył w zgodzie z tym, co jest dobre i prawdziwe. Współcześni mówią o uzależnieniu jako o nabytym automatyzmie, jakbyśmy byli jedynie maszynami. Jeśli przyjrzymy się temu nieco bliżej, dostrzeżemy, że u podstaw tego leży cała filozofia: między innymi materialistyczny egzystencjalizm i psychoanaliza.

Egzystencjalizm odrzuca pojęcie natury. Człowiek nie posiada natury w chwili swych narodzin, ale ją wybiera – tworzy ją dzięki swej wolności. Psychoanaliza postrzega człowieka jako maszynę złożoną z impulsów, które muszą być równoważone np. przez sztukę. Dla Freuda sztuka jest jedynie sublimacją naszego libido. Filozofie te zapomniały jednak, że człowiek jest istotą duchową, posiadającą władze duchowe. Dowodem na to jest zdolność człowieka do kochania oraz myślenia, ale również niezdolność nauk medycznych do wyleczenia z uzależnień oraz niektórych chorób psychicznych. Gdybyśmy byli jedynie materią – dlaczego zwykłe lekarstwo nie mogłoby nas uleczyć, podobnie jak mechanik naprawia samochód? A gdybyśmy byli jedynie wolnością – co dobrego przyniosłaby nam bezgraniczna wolność? Rozpaczliwie potrzebujemy powrotu do pewnych prawd, prawd rzeczywistości i zdrowego rozsądku. Aby stać się człowiekiem, trzeba postępować jak człowiek. Powtarzanie czynności wynikających z uzależnienia jest po prostu zwierzęcym zachowaniem człowieka, który zapomniał o swej naturze. A technologia w żaden sposób nie promuje naszego człowieczeństwa. Życie w wirtualnym świecie sprawia, iż ludzie zapominają o rzeczywistości i zdrowym rozsądku. Psychologowie mogą wskazywać na rzeczywiste problemy, do których należy również uzależnienie, nie oferują jednak prawdziwych rozwiązań, zapominają bowiem o najważniejszym: o naszym człowieczeństwie. A kiedy wiemy, że człowieczeństwo to zostało odkupione, zmienia to dogłębnie sytuację – człowiek nie jest już sam. Łaska pomaga nam żyć nie tylko „jak ludzie”, ale także jako dzieci Boże. Tak więc ideą wartą rozważania jest leczenie z uzależnień nie na kozetce psychoanalityka, ale w konfesjonale.

Za „The Angelus”, listopad 2019, tłumaczył Tomasz Maszczyk4.

Przypisy

  1. Jest to łacina o charakterze specjalistycznym, wytworzona przez uczonych w średniowieczu – przyp. red.
  2. Uściślijmy, że to nie jest nieświadomy błąd, ale konkretnie ukierunkowany plan rozmiękczania – przyp. red.
  3. Innymi słowy: współczesne wychowanie i edukacja idzie w kierunku udoskonalenia środków przy zapomnieniu o celach – przyp. red.
  4. tinyurl.com/G-Lafargue [dostęp: 10.01.2025].

Jak katolicy wynaleźli naukę

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237), https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3326

ks. Paul Robinson FSSPX

Jak katolicy wynaleźli naukę

„Twierdzę nie tylko, że nie istnieje inherentny konflikt pomiędzy religią a nauką, ale również, że teologia chrześcijańska miała fundamentalne znaczenie dla narodzin nauki. Aby wykazać słuszność tego twierdzenia, powołam się w pierwszej kolejności na liczne współczesne prace historyczne – dowodzące, że religia nie była bynajmniej przyczyną tzw. wieków ciemnych, (…) a przekonanie, że po «upadku» Rzymu cała Europa pogrążyła się w długiej nocy ignorancji i przesądu, jest równie błędne, jak fikcyjna jest historia o jajku Kolumba. W rzeczywistości była to epoka gruntownego i gwałtownego rozwoju techniki, pod koniec której Europa prześcignęła całą resztę świata. Co więcej, tzw. rewolucja naukowa XVI wieku była naturalnym skutkiem rozwoju zapoczątkowanego przez uczonych scholastyków w wieku XI. Tak więc moja uwaga skupia się na tym, dlaczego scholastycy w ogóle interesowali się nauką. Dlaczego prawdziwa nauka rozwinęła się w Europie właśnie wówczas? Dlaczego nie rozwinęła się nigdzie indziej? A odpowiedzi na te pytania znajduję w unikatowych cechach teologii chrześcijańskiej”.

Nie są to słowa katolika, a nawet słowa apologety religii w ogólności. Wyszły one z ust socjologa oraz historyka Rodneya Starka i pojawiają się w książce napisanej przez niego dla Princeton University Press1. Co więcej, pisze on, iż „to chrześcijaństwo, a nie protestantyzm, podtrzymywało rozwój nauki” oraz że „niektóre z moich kluczowych tez stały się już wśród historyków nauki poglądami powszechnie akceptowanymi”.

W niniejszym artykule bronić będziemy twierdzeń Starka, wyjaśniając: po pierwsze – co było konieczne dla narodzin nauki, po drugie – dlaczego nie narodziła się ona przed średniowieczem, po trzecie zaś – dlaczego teologia katolicka ostatecznie dała początek nauce.

Warunki niezbędne do narodzin i rozwoju nauki

Nauka, jaką znamy obecnie, charakteryzuje się konkretną metodą badania rzeczywistości, która obejmuje: przeprowadzanie eksperymentów, dokonywanie pomiarów, analizowanie ich oraz formułowanie opartych na tych pomiarach teorii dotyczących praw natury. Powodem, dla którego możemy mówić o „narodzinach” nauki, jest fakt, iż metoda ta nie istniała przez większą część historii świata. Przez długi czas nikt nie widział potrzeby dokładnego badania materii i nie dostrzegał, jak pomocne mogą być pomiary i matematyka w zrozumieniu struktury Wszechświata. Odkąd metoda naukowa wynaleziona została przez katolickich uczonych epoki średniowiecza, z których większość stanowili duchowni, wykorzystywano ją z powodzeniem dla dalszego postępu ludzkiej wiedzy.

Wpływ światopoglądu

Zanim jednak przejdziemy do sukcesu, zastanowić się musimy nad przyczynami wcześniejszych niepowodzeń. Dlaczego potrzeba było tak wielu wieków, aby ludzie zaczęli w uporządkowany sposób kwantyfikować właściwości oraz ruchy ciał fizycznych? Krótka odpowiedź brzmi: nie posiadali oni właściwej idei dotyczącej rzeczywistości, właściwego „światopoglądu”.

Jeśli intelekt ludzki określa się często jako „oko umysłu”, światopogląd danej osoby uznać by można za okular jego umysłu. Jest on filtrem, poprzez który postrzega się rzeczywistość. I podobnie jak okular może wypaczyć wizję, sprawiając, iż przedmioty wydają się zbyt duże lub zbyt małe, zbyt ciemne lub posiadające wszystkie ten sam kolor, tak też światopogląd człowieka może zniekształcić to, co widzi on w rzeczywistości, a nawet uniemożliwić mu w ogóle dostrzeżenie pewnych rzeczy.

W swej książce Science and Creation o. Stanley L. Jaki drobiazgowo analizuje światopoglądy wielu cywilizacji, które okazały się niezdolne do stworzenia nauki empirycznej: Hindusów, Chińczyków, Majów, Inków, Greków, Egipcjan, Babilończyków oraz muzułmanów. I dochodzi do wniosku, że pewne elementy wspólne ich światopoglądów uniemożliwiały im po prostu wiarę w istnienie praw natury lub też przekonanie, iż powinni badać ilościowe właściwości ciał, aby prawa te odkryć. Dwie najbardziej destrukcyjne pod tym względem idee dotyczyły wiary w wieczność świata oraz w to, że odradza się on cyklicznie.

Wszystkie wielkie kultury, w których nauka utknęła w martwym punkcie, nie potrafiły sformułować idei prawa fizycznego czy też prawa natury. (…) Ich kosmologia odzwierciedlała panteistyczny i animistyczny pogląd na naturę skazaną na proces wiecznych, nieubłaganych powrotów2.

Nie mamy tu miejsca, aby wyjaśnić szczegółowo, dlaczego owe dwie idee dławią naukę – wystarczy powiedzieć, że sprawiają, iż rzeczywistość wydaje się cechować irracjonalną nieuchronnością zamiast rozumną celowością.

Ratunek ze strony teologii

Dlaczego katolickie średniowiecze odniosło sukces tam, gdzie wiele innych cywilizacji poniosło porażkę? Również z powodu światopoglądu, tym razem światopoglądu przenikającego do społeczeństwa dzięki posłudze świętej Matki, Kościoła. Dwie zwłaszcza idee wywarły wielki wpływ na narodziny nauki: stworzenie oraz Wcielenie.

Stworzenie

Przede wszystkim dla rozwoju nauki ważne było, aby kultura wierzyła, iż za tym, co dzieje się na świecie, stoi Intelekt, znajdujący się poza światem i mający moc wiązania go spójnymi, rozumnymi prawami. To właśnie tego uczeni są o Bogu katolicy. Są też pouczani, że Bóg stworzył ich na swój własny obraz, a konkretnie poprzez obdarzenie naszych nieśmiertelnych dusz władzami rozumu.

Tak więc kiedy katolik patrzy na rzeczywistość, wierzy, że istnieje w niej rozumny porządek, pochodzący z umysłu Boga; wierzy także, że ten sam Bóg jest stwórcą jego własnego umysłu. Ten pogląd na świat rodzi wielką ufność, że jesteśmy w stanie odkryć rządzące nim prawa.

Co więcej, scholastycy dojrzałego średniowiecza utrzymywali, w przeciwieństwie do scholastyków z okresu schyłkowego, który rozpoczął się w XIV wieku, że obraz Boży w człowieku widoczny jest nawet w hierarchii ludzkich władz. U ludzi pierwsze miejsce zajmuje intelekt, następnie zaś wola, tak więc musi to być prawdą również w wypadku Boga: Jego wola podążać musi za Jego intelektem. A ponieważ intelekt Boga jest najmądrzejszy, wola Jego nie może wybierać niczego w sposób arbitralny. We wszystkim, co czyni, kieruje się On rozumną mądrością.

To dalsze udoskonalenie koncepcji Boga nie jest bynajmniej bez znaczenia. Także muzułmanie wierzą w stworzenie i transcendentnego Boga, nie wierzą jednak w Boga uporządkowanego. Wola Allaha jest dla nich nadrzędna wobec Jego intelektu. W konsekwencji Allah postępuje arbitralnie, a to, co arbitralne, niemożliwe jest do zgłębienia rozumem. Dlatego właśnie światopogląd muzułmański nie doprowadził do narodzin nauki.

Wcielenie

Muzułmanie nie wierzyli także we Wcielenie, które również okazało się doktryną kluczową dla narodzin nauki. Jak już wspomnieliśmy, aby uprawiać naukę, konieczne jest eksperymentowanie z rzeczami materialnymi. Jednak w przeszłości rzeczy materialne nie wzbudzały zbytniego zaufania badaczy. Było tak, ponieważ podlegają one nieustannym zmianom. Jako takie zdawały się stanowić przeciwieństwo spójności i trwałości – przeciwieństwo prawa. Dlatego właśnie wiele ludów niekatolickich z okresu poprzedzającego Christianitas nie zastanawiało się zbytnio nad możliwością wykorzystania eksperymentów do zrozumienia rzeczywistości.

Katolicy natomiast musieli traktować materię poważnie. Nie tylko stworzył ją rozumny Bóg, ale też ten sam Bóg przybrał materialne ciało, poniósł śmierć, a następnie powstał z martwych w tym materialnym ciele, obecnie zaś w tym samym ciele króluje w niebie.

Wiara katolika w doktrynę o Wcieleniu sprawia, że postrzega on zarówno materię, jak i władze zmysłowe, dzięki którym ją poznajemy, w odmiennym świetle. Skłania nas to do większego szacunku dla faktów empirycznych, niż to miało miejsce kiedykolwiek w świecie starożytnym.

Jednym z faktów empirycznych, który pobudzać nas powinien do tego szacunku, jest to, że światopogląd katolicki doprowadził do sformułowania metody naukowej. Weźmy jako przykład pewnego średniowiecznego uczonego.

Prawdziwy naukowiec

Jedną z postaci, która uosabiała nowe, średniowieczne podejście do rozumienia natury, był biskup Lincoln w Anglii, Robert Grosseteste (1168–1253). Traktował on eksperymenty jako integralną część swych badań, podkreślając, że bez matematyki zdobycie dokładnej wiedzy na temat natury jest niemożliwe oraz że zadaniem naukowca jest formułowanie hipotezy dotyczącej przyczyny badanego zjawiska. Dopiero po wyeliminowaniu, na podstawie swych obserwacji, wszystkich innych możliwych wyjaśnień – wnioskować można, czy postawiona hipoteza była słuszna.

Owa metoda bp. Grosseteste’a jest praktycznie identyczna ze znaną nam współcześnie metodą naukową.

Podsumowanie

Metoda naukowa nie istniała przez większość historii świata, jako że nikt nie eksperymentował z obiektami materialnymi i nie kwantyfikował ich, aby odkryć prawa natury. Potrzeba było konkretnego światopoglądu teologicznego – światopoglądu katolickiego uosabianego przez średniowieczną Christianitas – aby natchnąć ludzi ufnością, że dokładne badanie ciał materialnych pozwoli prawa te odkryć. Ożywiani tą ufnością, naukowcy średniowiecza wprowadzili rodzaj ludzki na nowe terytorium badań, które od tego czasu ujawniły zdumiewające tajemnice dotyczące naszego cudownego Wszechświata, stworzonego przez najdoskonalszego Boga.

Ilekroć wobec Kościoła wysuwa się trywialne oskarżenia o rzekome hamowanie postępu nauki, przypominać należy zwłaszcza jeden fakt historyczny – to sama Matka Kościół dała początek współczesnej nauce.

Za „The Angelus”, wrzesień 2019, tłumaczył Tomasz Maszczyk3.

Przypisy

  1. For the Glory of God, Princeton 2003, s. 123. Te same wnioski napotkać można w wielu innych współczesnych pracach, zob. E. Grant, The Foundations of Modern Science in the Middle Ages; J. Hannam, The Genesis of Science.
  2. o. S.L. Jaki OSB, Science and Creation, Edinburgh 1974, s. 8. Piszę o tym w rozdz. IV mojej książki The Realist Guide to Religion and Science.
  3. tinyurl.com/P-Robinson [dostęp 15.03.2024].

Pułapki intelektu

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237) https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3321

ks. Piotr Dzierżak FSSPX

Od Redakcji

Drodzy Czytelnicy, życie duchowe, polegające na świadomym zjednoczeniu z Bogiem w Jego łasce, w oczywisty sposób odznacza się bezwzględnym pierwszeństwem nad wszelką inną formą czy innym przejawem życia ludzkiego – zatem również góruje i nad życiem umysłowym. Wynika to z nadprzyrodzonego co do swej istoty celu człowieka, którym jest udział w wizji uszczęśliwiającej w niebie, oraz korespondujących z owym celem nadprzyrodzonych środków. Jednak z drugiej strony istnieje elementarna katolicka zasada, obecna explicite w dziełach św. Tomasza z Akwinu, która głosi, iż gratia non tollit naturam, sed perficit1, zatem że „łaska nie niszczy natury, lecz ją doskonali”.

Pod pojęciem natury kryje się tu przede wszystkim to, co człowieka zasadniczo stanowi – a więc dusza i ciało (forma i materia) wraz z władzami duszy: intelektem i wolą. I o ile wola, zdaniem Doktora Anielskiego, w większym stopniu zraniona została skazą grzechu pierworodnego, to jednak intelekt znajduje się wyżej w strukturze ontologicznej człowieka – jego przedmiot jest bowiem bardziej ogólny. Co więcej, szczęście, będące przecież celem naszych działań, ma charakter aktu intelektualnego, innymi słowy: jego istotą jest działanie umysłu polegające na kontemplacji prawdy.

Już samo to pokazuje, jak ważne jest zatem właściwe ukształtowanie intelektu w kontekście życia duchowego.

Na tym jednak nie kończy się rola intelektu w ludzkim życiu – poza teoretycznym oglądem prawdy jego zadaniem jest również kierowanie sferą praxis, tzn. wpływ na wolę w obszarze działalności praktycznej. I choć sam św. Tomasz (który notabene jak nikt inny spośród myślicieli katolickich bardzo podkreśla ogólną wyższość intelektu nad wolą) akurat w dziedzinie działań ludzkich pierwszeństwo przyznaje woli, to jednak podkreśla, że bez odpowiedniego uformowania umysłu wola nie będzie mogła właściwie spełnić swojego zadania, czyli zapewnić skutecznego dążenia człowieka ku dobru. Intelekt praktyczny jest zresztą bardzo podatny na błędy, skoro lekarstwem na ranę grzechu pierworodnego dotykającego umysł jest, zdaniem Akwinaty, cnota roztropności – dosłownie niejako „roz-trapiająca”, czyli szukająca tropów, a więc dróg do celu.

Wszystko to domaga się uwzględnienia w życiu duchowym, i stąd też wynika konieczność poruszenia na łamach czasopisma „Zawsze Wierni” kwestii konkretnych intelektualnych pułapek, zwłaszcza tych aktualnie nam zagrażających. Warto również zwrócić uwagę na to, że temat przewodni niniejszego numeru nie dotyczy jakiegoś konkretnego błędu, ponieważ te najgroźniejsze mają (zazwyczaj) rozległą podbudowę teoretyczną, więc wymagałyby poświęcenia im całej objętości naszego dwumiesięcznika.

Natomiast w codziennym życiu przeciętny katolik Tradycji styka się (bezpośrednio albo tylko pośrednio) z wieloma błędami drobniejszego kalibru, które jednak wcale nie są przez to mniej groźne. Owszem – same w sobie w mniejszym stopniu zdają się negować nadprzyrodzoną mądrość katolickiej religii, lecz przez to są jednocześnie trudniejsze do zauważenia czy zdefiniowania. Ponadto z racji mniejszego ciężaru gatunkowego nie przykuwają tak naszej uwagi. Występują przy tym w dużej liczbie, wzajemnie się uzupełniając i uwiarygadniając. Z tych wszystkich powodów nie wolno ich na dłuższą metę lekceważyć. Dlatego temu właśnie zagadnieniu zdecydowaliśmy się poświęcić kolejny numer periodyku „Zawsze Wierni”, a tematem przewodnim uczyniliśmy „pułapki intelektu”.

Przypisy

  1. ST I, q. 1, a. 8, ad 2.

Abp Hector Aguer surowo o pontyfikacie Franciszka: Humanistyczny globalizm zamiast Chrystusa

Abp Hector Aguer surowo o pontyfikacie Franciszka: Humanistyczny globalizm zamiast Chrystusa

pch24/o-pontyfikacie-franciszka-humanistyczny-globalizm-zamiast-chrystusa

(Abp Hector Aguer / fot. Archidiecezja La Plata)

Papież Franciszek jest wrogiem Tradycji i prześladowcą tych, którzy za nią idą. To pontyfikat pełen sprzeczności, nacechowany głoszeniem horyzontalnego humanizmu, właściwego dla agendy globalistycznej. Taką surową ocenę przedstawił argentyński arcybiskup Hector Aguer.

Z krytyką dotychczasowego przebiegu pontyfikatu papieża Franciszka wystąpił argentyński hierarcha, abp Hector Aguer, były metropolita La Platy. Jego artykuł został napisany jeszcze przed hospitalizacją Ojca Świętego; portal „Rorate Coeli” opublikował go 11 marca, kiedy Stolica Apostolska poinformowała o polepszeniu kondycji papieża.

Obecny pontyfikat wyróżnia się prawdziwą sprzecznością: papież jest wrogiem Tradycji, prześladowcą tych, którzy za nią podążają i się z nią identyfikują. Prześladowanie to odbywa się na wiele sposobów: marginalizuje dobrych biskupów, dokooptowując im koadiutorów; wynosi do episkopatu postępowców; nagradza kardynalatem tych, którzy popierają jego projekty reformy Kościoła; promuje postępowe instytuty zakonne; podkopuje lub eliminuje te przywiązane do Tradycji. Znamienne jest, że wybrał niezwykłe imię Franciszka – obce w historii papiestwa – prawdopodobnie myśląc o świętym z Asyżu, uważając go za kościelnego reformatora” – napisał hierarcha.

„Wszystko to wywołuje u wielu ludzi potrzebę udawania: chcą uniknąć stania się obiektem zainteresowania papieża. Wzbudzają w sobie przywiązanie do Franciszka, stając się formalistami. W dużej mierze obecną sytuację wyjaśnia jezuicka tożsamość papieża, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę wzloty i upadki Towarzystwa Jezusowego na przestrzeni dziejów” – dodał.

„Wszystkie te postawy wywołują w wielu ludziach potrzebę udawania, aby uniknąć bycia obiektem zainteresowania papieża, albo też wzbudzają przywiązanie do niego, stając się oficjalistami. Jezuicka kondycja Franciszka w dużej mierze wyjaśnia tę sytuację, jeśli weźmiemy pod uwagę historyczne wzloty i upadki Towarzystwa” – zaznaczył argentyński arcybiskup.

„Nowość obecnego pontyfikatu jest szczególnie zauważalna w sferze teologicznej i doktrynalnej. Jeśli jest coś, co charakteryzowało [zawsze] Stolicę Rzymską, to była to dbałość o zachowanie granic Tradycji. Wielcy papieże zawsze wyróżniali się tą cechą. Bliski jest nam zbiór encyklik Leona XIII i dzieło św. Piusa X przeciwko modernizmowi (encyklika „Pascendi Dominici gregis”). Jego następca Benedykt XV kontynuował dzieło swojego poprzednika („Ad beattisimi apostolorum”). Pius XI promował kult Najświętszego Serca Pana Jezusa i ustanowił jego święto liturgiczne oraz święto Chrystusa Króla. Jego nauka o komunizmie (encyklika „Divini Redemptoris”) naznaczyła postawę Kościoła w XX wieku. Następnie musimy wskazać na pracę Piusa XII, ostrzegającego przed niebezpieczeństwami nouvelle théologie (encyklika „Humani generis”, 1950). Paweł VI boleśnie doświadczył reakcji w odpowiedzi na zdefiniowanie niemoralności sztucznej antykoncepcji (encyklika „Humanae vitae”, 1968). Jan Paweł II i Benedykt XVI byli prawdziwymi nauczycielami wiary” – stwierdził.

Inaczej z papieżem Franciszkiem, zauważył.

„Z drugiej strony u Franciszka mnożą się błędy i niejasności. Wiele do myślenia dały wywiadu papieża dla Eugenia Scalfariego, założyciela „La Repubblica”. [Papież miał powiedzieć], że pokutujące dusze otrzymują przebaczenie, a te, które uparcie trwają w grzechu, znikają. Nie ma zatem piekła, tylko zniknięcie potępionych… Nauczał też, że piekło jest powiedzeniem Bogu: „nie potrzebuję Cię, poradzę sobie sam”. Podobnie jest w przypadku diabła, jedynego, co do którego mamy mieć pewność, iż jest w piekle. Mariologia [Franciszka] ma deficyty: papież odrzuca tytuł Współodkupicielki, ponieważ, jak twierdzi, [Maryja] „nie jest boska”. Nie przepowiada wiedzy i miłości Jezusa Chrystusa, ale promuje humanizm horyzontalny, zgodny z agendą globalistyczną. Chętnie nawołuje do pokoju, krytykując proliferację broni atomowej. To roztropna postawa, jednak trzeba pamiętać, iż wojna nie jest złem absolutnym: istnieją także wojny sprawiedliwe. Także w tej kwestii Franciszek odbiega od Tradycji Kościoła” – czytamy w artykule.

Jak podsumował, przedstawiona synteza wydaje się „dość wymowna”.

Źródło: rorate-caeli.blogspot.com Pach

Gen. Komornicki: pokój trzeba zawrzeć! Nie możemy wchodzić w konflikt z USA

13 marca 2025 pch24/gen-komornicki-pokoj-trzeba-zawrzec-nie-mozemy-wchodzic-w-konflikt-z-usa

Gen. Leon Komornicki: pokój trzeba zawrzeć! Nie możemy wchodzić w konflikt z USA

Ukraina nie ma szans wygrać. Trzeba kończyć wojnę, podpisywać pokój i dać sobie pauzę strategiczną – przekonuje gen. Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w rozmowie z Interią.

Generał przestrzega przed powielaniem narracji zachodnich polityków, których kraje znajdują się zupełnie innym położeniu niż Polska. Jak podkreślił, Warszawa nie ma żadnego interesu w pogarszaniu relacji ze Stanami Zjednoczonymi, których wsparcie w tej części świata jest kluczowe z perspektywy naszego bezpieczeństwa.

 – Nie możemy przyjmować narracji europejskiej i prowadzić polityki sprzecznej ze Stanami Zjednoczonymi. Powinniśmy popierać to, co robi Europa, ale nie oglądając się na nią (…) Trzeba konsolidować, pracować z Bałtami, Rumunią, Skandynawią i Turcją. W ślad za wypracowaniem strategii, zdefiniować nasze oczekiwania – przekonuje gen. Komornicki.

W ocenie wojskowego, dalsze osłabianie relacji europejsko-amerykańskich grozi sytuacją, gdy w przypadku ataku Rosji na kraje NATO, Stany Zjednoczone nie zadziałają zgodnie z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. To znaczy nie przybędą z interwencją w obronie atakowanego.

Amerykanie, w obecnej sytuacji, nie są zainteresowani wojnami, które ich tylko osłabiają – podkreśla generał.

W ocenie Komornickiego, w najlepszym interesie Polski jak i całej Europy leży jak najszybsze zakończenie działań zbrojnych na Ukrainie.

Ukraina nie ma szans wygrać. Trzeba kończyć wojnę, podpisywać pokój i dać sobie pauzę strategiczną. Europa i USA dostaną czas, ale Kreml ma go nieustannie. Na zapleczu buduje masową armię. Jeśli nie dojdzie do zawarcia pokoju, a rozłam w NATO będzie postępował, Rosja zaatakuje kraje bałtyckie. To może stać się pod koniec tego roku albo na początku przyszłego. Inwazja jest w ich planie – konkluduje generał. [A skąd to wiesz, pikuś?? md]

Źródło: interia.pl PR

„Chodziły tu Niemce”… Słowa wiersza znów aktualne w Gietrzwałdzie

„Chodziły tu Niemce”… Słowa wiersza znów aktualne w Gietrzwałdzie

Adam Białous pch24/chodzily-tu-niemce-slowa-wiersza-znow-aktualne-w-gietrzwaldzie

(Oprac. PCh24.pl)

Konflikt w sprawie budowy centrum logistycznego Lidla w Gietrzwałdzie trwa już kilka lat. Niemiecka firma zdecydowała się wybudować ten obiekt w sąsiedztwie Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, jedynego w Polsce, uznanego przez Rzym, miejsca objawień Maryi. Upór z jakim Lidl prze do realizacji swojej inwestycji przypomina upór Bismarcka, który podczas zaborów realizował antypolski i antykatolicki – kulturkampf. Co ciekawe, wkrótce po ostatnim objawieniu się Matki Bożej w Gietrzwałdzie, zakończył się on sromotną klęską, którą to zresztą podczas objawień Maryja zapowiedziała.  

Walka o ducha sanktuarium

Teren, na którym mają stanąć obiekty Lidla rozciąga się na obszarze ponad 40 hektarów. Są to ziemie byłego PGR-u Łajsy, obecnie należące do prywatnego właściciela. – Budowa się jeszcze nie zaczęła, więc można tę inwestycję zatrzymać. Magazyny Lidla maja stanąć bardzo blisko miejsca objawień. Widziałam specyfikację tej inwestycji, to prawdziwy moloch  – powiedziała PCh24.pl Agnieszka Żurek, autorka publikacji na temat konfliktu społecznego dotyczącego budowy hal magazynowych Lidla w Gietrzwałdzie.

Inwestycja spotkała się z ogromnym sprzeciwem społecznym, szczególnie katolików. Przeciw jej realizacji, w całej Polsce, odbyły się protesty. W sumie było ich aż 180.  Po raz pierwszy plany budowy magazynów Lidla zatrzymała decyzja wydana w lipcu 2023 roku przez Artura Chojeckiego, wojewodę warmińsko – mazurskiego, którą wstrzymał on pozwolenie udzielone na budowę przez wójta Gietrzwałdu. Obecnie rządzący zdjęli blokadę z pozwolenia wójta. Znów rozgorzał ostry spór, który intensyfikował się aż do 16 stycznia tego roku, kiedy to Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie cofnął pozwolenie wydane przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze na budowę magazynów Lidla w Gietrzwałdzie. Sąd stwierdził, że w pozwoleniu nie ma opinii na temat oddziaływania ogromnej inwestycji na środowisko. 

A zdaniem przeciwników budowy centrum logistycznego Lidla, wiele „towarów”, które ta niemiecka firma zamierza składować w Gietrzwałdzie, może bardzo zaszkodzić środowisku. „Istotną funkcją tego centrum logistyczno – dystrybucyjnego ma być funkcja magazynowania odpadów, które będą wytwarzane na miejscu oraz przywożone z innych placówek. Z dokumentacji dot. tej inwestycji wynika, że na terenie centrum (w hali, jak i na placach zewnętrznych) będą magazynowane odpady w ilości ok. 150 tys. ton rocznie, w tym odpady niebezpieczne ponad 3 tys. ton rocznie, w tym organiczne, baterie, odpady elektroniczne i lampy zawierające rtęć – czytamy na stronie internetowej społecznego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Gietrzwałdu.

Decyzji o budowie mega magazynu Lidla w Gietrzwałdzie sprzeciwia się także Parlamentarny Zespół ds. Obrony Gietrzwałdu, który 3 lutego wystosował wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie postępowania sprawdzającego, czy działania wójta gminy Gietrzwałd były zgodne z prawem administracyjnym. Przeciwko tej budowie protestują też lokalne organizacje ekologiczne oraz osoby, które zanim powstał pomysł budowy magazynów Lidla, kupiły działki budowlane, jak się dziś okazuje w sąsiedztwie tej wielkoskalowej, przemysłowej inwestycji.

Niemal wszyscy, którzy mieszkają w Gietrzwałdzie są przerażeni wizją 800 tirów, które w ciągu doby, mają docierać wąską, kręconą, jednopasmową jezdnią (droga krajowa nr 53 Olsztyn – Szczytno) do centrum logistyczno – dystrybucyjnego Lidla. Łatwo sobie wyobrazić jak wielkim obciążeniem byłoby to dla mieszkańców. Już teraz ta droga jest bardzo niebezpieczna i dochodzi na niej do wielu, często śmiertelnych, wypadków. Policja poinformowała, że w minionym roku na tej drodze doszło do 8 wypadków, w których 3 osoby zginęły i 6 zostało rannych. Doszło też do 93 kolizji. Na tej właśnie drodze swego czasu, o mały włos, nie stracił życia Wiktor Węgrzyn, komandor Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Jak się okazuje ta „krajówka” na pewno szybko nie zostanie przebudowana do standardu drogi ekspresowej. W styczniu br. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie poinformowała, że jeśli nie pojawią się dodatkowe przeszkody, to rozbudowa DK53 ruszy dopiero w drugiej połowie 2026 roku i potrwa 4 lata. 

„Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej” – C.K. Norwid

Gietrzwałd w swojej historii nie raz doznał gwałtu ze strony Niemców. Podczas zaborów  prowadzony był tu przez władze pruskie haniebny kulturkampf. Jego zadaniem było krzewienie niemieckości, niemczyzny, kultury i gospodarki niemieckiej, tępienie polskości i katolickości. Szczególnie brutalne restrykcje dotknęły mieszkańców Gietrzwałdu po objawieniach Maryjnych, które trwały tu od czerwca do września 1877 roku. Wówczas ze wszystkich stron Polski do Gietrzwałdu zaczęły ciągnąć tłumy wiernych. Tak się dziwne złożyło, że był to szczytowy okres kulturkampfu. Prusacy jak tylko mogli utrudniali pielgrzymom dotarcie na miejsce objawień, nakładali kary na kapłanów, którzy tam odprawiali Msze św. Zamknęli do aresztu w Olsztynie księdza Augustyna Weichsela, proboszcza parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny (dziś sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej), który był gorącym propagatorem objawień Maryi w Gietrzwałdzie.

Katolicy narodowości niemieckiej, licznie wówczas zamieszkujący Warmię, bardzo opornie przekonywali się do autentyczności objawień Maryi w Gietrzwałdzie. Byli pod silnym wpływem niemieckiej prasy, która jawnie podważała prawdę o objawieniach. Nawet niemieccy duchowni nie dawali wiary w nieziemskie wydarzenie, które miało miejsce w Gietrzwałdzie. Pruska, państwowa prasa polityczna urabiała wrogą opinię wobec gietrzwałdzkich objawień i od razu wystąpiła z fałszywymi zarzutami pod adresem wizjonerek, proboszcza gietrzwałdzkiego i w ogóle duchowieństwa katolickiego. Wydarzenia w Gietrzwałdzie określały jako „zabobon, oszustwo, skandal, obłudę, obłęd religijny”.

Podczas II wojny światowej niemiecki okupant czynił podobnie. Kiedy przychodził czas kolejnych rocznic objawień Maryi, celebrowanych przed gietrzwałdzkim kościołem, niemieccy żołnierze otaczali miejscowość i nie wpuszczali nikogo, do tego jeszcze bezczelnie kłamiąc, że tam jest epidemia. Co ciekawe, również Sowieci, kiedy zimą roku 1945 zajęli Gietrzwałd, wojskowym kordonem odcięli wiernym dostęp do sanktuarium. Sprofanowali kościół urządzając w prezbiterium szalety. W świątyni trzymali konie. Bardzo dotkliwie pobili księdza proboszcza. Zamordowali też ks. Bruno Weichsela, kuzyna dawnego proboszcza gietrzwałdzkiego kościoła.

W miejscu, w którym oddycha się duchową, narodową, religijną i historyczną polskością nie może być niemieckiej, symbolicznej i rzeczywistej ekspansji… nie pozwólmy zadeptać polskiego ducha i polskich serc w tym świętym miejscu, choćby wójt otrzymał rocznie za m/kw hal 30 PLN – mówi historyk dr Jarosław Kowalski, mocno zaangażowany w działania dążące do zablokowania giga inwestycji Lidla w Gietrzwałdzie.

Słysząc tę wypowiedź polskiego patrioty, przychodzą mi myśl słowa wiersza Marii Konopnickiej, które niestety znów są bardzo aktualne

Chodziły tu Niemce,
Chodziły odmieńce:
Sprzedaj, chłopie, rolę,
Będziesz miał czerwieńce!
Zapłacimy chatę,
Zapłacimy pole…
Będziesz miał talarów
Na caluśkim stole!

Nie traćmy jednak nadziei, tak nie stracił jej chłop z wiersza Konopnickiej, który jednak nie uległ pokusie mamony i ziemi nie sprzedał. A na dodatek pouczył Niemca co dla Polaka znaczy dewiza narodowa „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Nie sprzedam ci roli…
Weź, Niemcze, talary…
Kto ziemię przedaje,
Nie naszej ten wiary! 

Również dr Jarosław Kowalski w swojej odezwie do braci i sióstr w katolickiej wierze wskazał Tą, pod której sztandarem Polacy zawsze zwyciężali: „Tak jednak – Jedyną nadzieją na zwycięstwo w tej batalii jest Matka Boża Gietrzwałdzka, która objawiła się Polakom w najcięższym czasie kulturkampfu i pomogła go zwyciężyć”.

Adam Białous

Plan depopulacji Polski – faza kolejna

Plan depopulacji Polski – faza kolejna

Autor: CzarnaLimuzyna , 5 października 2014

Ale gdy się myśli o tej dalekiej przyszłości tego narodu, proszę pana, a myślę, że pan też tak myśli, że my tu bez 50 milionów sobie rady nie damy.

Jedną z najbardziej okrutnych i skutecznych metod wojennych, stosowanych w historii wobec zaatakowanego kraju lub oblężonej twierdzy, było palenie plonów oraz zniszczenie zasiewów, czyli ziaren. Tak zaatakowany przeciwnik był często zmuszony poddać się lub umrzeć z głodu.

Współczesnym, najbardziej wartościowym zasiewem (ziarnem) jest najmłodsze pokolenie – dzieci i młodzież, których liczba decyduje o możliwościach biologicznego przetrwania narodu.

Mrzonki i tzw. myślenie życzeniowe nie zmienią sytuacji demograficznej Polski. Wyrwa pokoleniowa związana z zapaścią demograficzną i emigracją jest przerażająca. Od wielu lat głosy specjalistów są ignorowane.  Dwa lata temu, w ramach  prezentacji w senacie prof. Krzysztof Rybiński podał szokującą prognozę, że wedle najbardziej pesymistycznego wariantu ONZ, pod koniec wieku Polska będzie liczyć zaledwie 16 mln mieszkańców.

Jeżeli przewidywania demografów się spełnią, a na razie spełniają się zgodnie z realizowanym planem, to Polska już wkrótce okaże się ewenementem w skali światowej. Po utracie 10 mln obywateli w wyniku eksterminacji i zaboru wschodnich obszarów Rzeczpospolitej po II wojnie światowej, pozwolimy (bez walki) na redukcję naszych biologicznych zasobów o ponad 20 mln.

Aby uzmysłowić skalę omawianego zjawiska, zaprezentuję kilka wykresów obrazujących demograficzną przeszłość, teraźniejszość oraz prognozowaną przyszłość Polski.

Pierwszy wykres przedstawia liczbę urodzeń w II Rzeczpospolitej (w zakresie od 850 tys. do 1 mln rocznie), następnie urodzenia w okresie PRL (powojenny wyż, spadek i tzw. odbicie) oraz gwałtowny spadek aż do stanu zapaści w czasie tzw. III RP.

Drugi wykres obrazuje nam ubytek liczby ludności Polski w prognozie do 2050 roku.

Trzeci pokazuje ilość urodzeń od 1946 roku do roku 2050 (prognoza).

Wykres ur. 1921-2013
Prognoza ludności 1990-2050
Urodzenia 1946-2013 progn_2050

Przyczyną aktualnego, katastrofalnego stanu rzeczy jest kumulacja dwóch efektów: ubytków emigracyjnych młodych roczników oraz zmniejszającej się dzietności w wyniku wcielania w życie konkretnych, obliczonych na dziesięciolecia planów depopulacji Polski.

Niemiłe złego początki

Po echu wyżu z lat powojennych, sporządzane na podstawie ówczesnej dynamiki demograficznej, optymistyczne prognozy w latach 80. zakładały osiągnięcie przez Polskę 45 mln przed rokiem 2020. Równocześnie pojawiły się pierwsze propagandowe zwiastuny polityki antyrodzinnej w formie wyśmiewania rodzin posiadających więcej niż dwójkę dzieci oraz szydzenie z „dziecioróbstwa” Polaków.

Ten nienawistny trend znalazł swoje ujście nie tylko w „publicystyce”, ale przede wszystkim w realizacji planu depopulacji, wprowadzonego bezkarnie z powodu paraliżu umysłowego ogromnej części polskiego społeczeństwa.

Aktualna inercja ducha i umysłu utrudnia w dużym stopniu przeprowadzenie prostych analiz logicznych, powiązania przyczyny ze skutkiem oraz co najważniejsze, rozpoczęcie działań obronnych zakończonych likwidacją utworzonych struktur destrukcji, niszczących zasoby biologiczne Polski.

Struktury destrukcji – instytucje i prawo

W skład struktur destrukcji wchodzą instytucje, a także określające obszar ich działania prawo, które umożliwia stosowanie w różnych dziedzinach życia śmiertelnego algorytmu dla Polski.

Istotne są także główne źródła inspiracji oraz ośrodki zarządzające polityką depopulacyjną Polski.

Pierwszym źródłem jest program globalistów związanych z ideologią NWO, zapoczątkowany w latach 70. w ramach polityki zerowego wzrostu gospodarczego w określonych obszarach oraz planu depopulacji kontynentu afrykańskiego oraz poszczególnych krajów.

Drugim jest odnowiony przez Niemcy projekt „Mitteleuropa”, realizowany w stosunku do krajów Europy Środkowo-Wschodniej, za pomocą instrumentów i narzędzi, jakie daje kierowana przez Niemcy UE oraz za pomocą ośrodków dywersji i propagandy (media, organizacje typu fundacje i think tanki).

Trzecim jest ideologia marksizmu kulturowego w formie feminizmu i gender, promująca społeczeństwo „otwarte i tolerancyjne”, wyzwolone od norm i wzorców kultury – kobieta bez męża, rodziny, dzieci – w ramach nowego modelu człowieka z prawem do dowolnej „orientacji” moralnej, płciowej i seksualnej.

Wymienione środowiska, mimo że działają niezależnie, osiągnęły efekt synergii, widoczny w formie zapaści cywilizacyjnej, ekonomicznej i demograficznej Polski.

Czwartym elementem układanki są wykonawcy – polskojęzyczna administracja znana pod wprowadzającą w błąd nazwą potoczną: „polski rząd”, wykonująca dyrektywy i zalecenia unijne oraz sugestie ośrodków typu ONZ i WHO. Odbywa się to w formie zmiany przepisów prawnych dotyczących rodziny, zdrowia oraz wolności gospodarczej i prywatnej.

W nikczemny proceder niszczenia Polski jest zaangażowany prawie cały establishment polityczny III RP, realizujący hasło przewodnie: Aby nie żyło się lepiej.

Na szczęście Polska nie jest jeszcze intelektualną pustynią i dzięki temu w niezależnym obiegu informacji pojawiły się wykłady, prelekcje, prezentacje mające na celu uświadomienie Polakom grozy sytuacji oraz ujawnienie źródeł poglądów, intencji i planów sprawców.

Publikacja materiałów ma na celu ukazanie założeń programowych wymienionych źródeł ideologicznych, wykazania tzw. sprawstwa kierowniczego Niemiec poprzez ścisłą analogię pomiędzy planami niemieckimi z okresu II wojny światowej a dzisiejszą polityką „stronnictwa pruskiego”. Zmieniły się metody, lecz intencje i cele geopolityczne naszych sąsiadów pozostały takie same. Działalność agentury rosyjskiej nie jest uwzględniona z racji działań uzupełniających w zupełnie innych obszarach niż omawiany.

Część czytelników zapewne zastosuje mechanizm obronny powtarzając mantrę o spiskowej teorii dziejów, i będą mieć rację. Tego typu działania zawsze mają charakter spisku. Nikt przecież nie powie, że celem jest likwidacja Polski i Polaków. Chodzi przecież o integrację, zrównoważony rozwój i transgraniczność.

Źródło pierwsze: NWO

Wymownym przykładem jest rozmowa z członkiem Klubu Rzymskiego prof. Meadowsem, autorem raportu „Granice wzrostu”. Wywiad z ideologiem NWO został wydrukowany w socjalistycznej „Kulturze” w 1975 r. Prof. Dennis L. Meadows podał w nim konkretną liczbę ludności dla Polski – 15 milionów obywateli, która według niego jest wielkością optymalną.

ANDRZEJ BONARSKI: Wydaje mi się, że „Granice wzrostu” nie uwzględniają różnic między typem gospodarki socjalistycznej i kapitalistycznej, że nie uwzględniają tempa (…)

PROF. DENNIS L. MEADOWS: Wolałbym odpowiedzieć nie bezpośrednio. Na przykład, jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludności gwarantowałoby równowagę. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej (…)

A. B.: Jak wyobraża sobie Pan drastyczne zahamowanie rozrodczości?

D. L. M.: Państwo o ustroju socjalistycznym ma w tej mierze szczególne możliwości. Aparat administracyjny i społeczny może stworzyć warunki przeciwdziałające nadmiernemu przyrostowi ludności.

A. B.: Czy nie wydaje się Panu, że każda rodzina może chcieć kiedyś mieć dzieci i ma do tego prawo?

D. L. M.: Absurd.

A. B.: Nie sądzę, by dało się tak całkowicie lekceważyć tradycję i biologię.

D. L. M.: Łatwo ją zmienić.

 (…) ANDRZEJ BONARSKI “Kultura” z 12 stycznia 1975, s. 7

Źródło drugie: Uaktualniony niemiecki plan dla Polski – teoria spiskowa czy realpolitik?

Depopulacja –„pokojowy” wariant wyludnienia Polski w oparciu o wytyczne niemieckiej polityki demograficznej z 1939 roku.Źródło dokumentów: Zeszyty Oświęcimskie 2/58

Z referatu dr. Erharda Wetzla i dr. Gerharda Hechta, ekspertów Urzędu do Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP : Wszystkie środki, które służą ograniczeniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. (…) Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia.

Hitlerowski plan polityki depopulacyjnej w stosunku do ludności polskiej przewidywał również: redukcje świadczeń chorobowych z tytułu ubezpieczenia społecznego; ograniczenie lecznictwa szpitalnego; zawieszenie zasiłków rodzinnych i świadczeń z tytułu macierzyństwa; obowiązujący na terenach włączonych do Rzeszy Niemieckiej zakaz zawierania małżeństw przez mężczyzn w wieku poniżej 28 lat i przez kobiety w wieku poniżej 24 lat.

(J. Kossecki Totalna wojna informacyjna XX wieku a II RP, Kielce 1997 s. 133.)

W roku 1942 doktor Wetzel w sprawie Rosjan pisał:  (…) Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. (…) Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony.

Warto w tym momencie przypomnieć, że Niemcy są właścicielami ponad 80% mediów w Polsce, w tym 90% portali i prasy lokalnej.

Hitlerowcy zalecali również, by na roboty przymusowe do Niemiec wywozić przede wszystkim mężczyzn żonatych i kobiety zamężne, gdyż w ten sposób rozbija się rodziny, co wpłynie na zmniejszenie przyrostu naturalnego. (patrz dzisiejsza emigracja zarobkowa).

Źródło trzecie – lewicowy obłęd

W roku 2011 w Urbanowym „NIE” (nr 12) pojawił się artykuł pod wymownym tytułem „Dzieci do śmieci”. Autorka /Agnieszka Wołk-Łaniewska/ pod przewodnim hasłem „Róbcie studia zamiast bachorów” przytacza poglądy Davida Attenborough: „Attenborough jest patronem i twarzą organizacji Optimum Population Trust, która stawia sobie za cel przełamanie tabu związanego z kontrolą populacji ludzkiej. Na stronie organizacji można złożyć ślubowanie „Postaram się mieć nie więcej niż dwoje dzieci!” (…) Zjawisko prowokowanego i wspieranego przez katolicyzm nieopanowanego „rozmnażactwa”, które prowadzi do dewastacji Ziemi, Attenborough nazywa słoniem w salonie – czyli problemem, który mimo jego oczywistości wszyscy starają się ignorować”.

Dalej autorka ujawnia swoje poglądy: „W Polsce, gdzie przyrost naturalny jest minimalny – co jest jedną z niewielu dobrych rzeczy, które o naszym kraju można powiedzieć – każdego dnia jesteśmy przekonywani, że to prawdziwe nieszczęście, które doprowadzi ojczyznę do ruiny”. Oraz : „Wedle raportu Living Planet Report opracowywanego przez naukowców różnych dziedzin na polecenie światowego potentata ekologii, organizacji WWF, „pojemność” Polski wynosi między 13 a 20 mln ludzi”.

Diagnoza i przeciwdziałanie

Po czasach wojennych, saskich, okresie komunistycznej okupacji, minione 25 lat należy do najgorszych okresów w polskiej historii. Do strat poniesionych w obszarach polskiej własności prywatnej i publicznej należy dołączyć porażający bilans w wymiarze biologicznym i duchowym. Aktualne działania noszą znamiona „wojny bez wojny” i są obliczone na wyludnienie Polski.

Należy bezwzględnie podjąć błyskawiczną akcję uświadamiającą, a w „chwilę” potem rozpocząć działania obronne. Przeciwnik liczy na naszą słabość – konformizm, upadek ducha, zmęczenie i rezygnację z walki.

Przykład realnych działań obronnych:

„Węgierskie władze kontynuują wojnę przeciwko organizacjom pozarządowym.(…)

Mamy do czynienia nie z członkami społeczeństwa obywatelskiego, ale płatnymi działaczami politycznymi, którzy służą interesom obcych – mówił w lipcu o niektórych organizacjach pozarządowych premier Viktor Orban.

Zgodnie z wyznaczoną przez Orbana oficjalną linią rządu służby specjalne i policja prowadzą naloty na siedziby organizacji pozarządowych, rekwirując sprzęt i dokumentację księgową.

Od początku roku węgierskie władze prześwietliły w sumie kilkadziesiąt podmiotów (…)

W pierwszej kolejności uderzono w organizacje lewicowe, ekologiczne i promujące dewiacyjne zachowania, jak np. Kobiety dla Kobiet przeciw Przemocy czy Labrisz Lesbian Association. Norwegowie zawiesili więc wypłatę dotacji”.

Źródło: Polonia Christiana /budapesttime.hu, economist.com, AS/. Link.

Dane końcowe ; uzupełnienia

Podawany oficjalny stan ludności Polski jest zawyżony. Prof. Krystyna Iglicka-Okólska, rektor Uczelni Łazarskiego, uważa, że w ciągu 5 lat z Polski wyjedzie kolejne 500-800 tys. osób. Dołączą one do 2,1 mln obecnych emigrantów. Gus-owskie dane mówią, że od ponad roku za granicą przebywa ok.1,6 mln naszych rodaków. Zgodnie z przepisami UE, od przyszłego roku nie będą oni zaliczani do ludności Polski. Realna liczba Polaków wyniesie 37,1 mln, tak jak w 1984 r. /Gość Niedzielny/.

Z prognoz wynika, że w 2060 r. ogólna liczba ludności w Polsce spadnie do ok. 30 mln. Wtedy na 1000 pracujących przypadać ma prawie 700 emerytów. Obecnie wskaźnik ten wynosi 270. Pod względem dzietności na 223 kraje uplasowaliśmy się na 214. miejscu. Aby odbudować populację, trzeba, aby wskaźnik z aktualnego 1,3 podniósł się do 2,1. Według niektórych szacunków stopa urodzeń w  1942 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa wynosiła 18,6 promil, a więc była prawie dwukrotnie wyższa od aktualnej – 9,6 (2013)

Wykresy

przyrost naturalny 1950-2050

Spadek współczynnika dzietności poniżej 1.4 powoduje, że społeczeństwo  skazane jest na wymarcie.

________________________________________________________________________________

Wskaźnik płodności Izraela, Francji, Wielkiej Brytanii, USA, Rosji, Niemiec, Polski w latach 1960 -2012

Wskaźnik płodności wybranych krajów 1960- 2012
Dzietność 1990-2013

Aktualna piramida wiekowa Polski

Choinka 2013

_______________________________________

Źródła danych: Materiały GUS/ Mały Rocznik Statystyczny 2014/

Autorem motta jest prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński.

Zginiemy. Co stoi za depopulacją Europy?

Zginiemy. Co stoi za depopulacją Europy?

Autor: AlterCabrio , 13 marca 2025 ekspedyt/zginiemy-co-stoi-za-depopulacja-europy

– Główną przyczyną załamania demograficznego jest fakt, że jesteśmy pierwszym społeczeństwem w historii ludzkości, w którym żyją «wyzwolone kobiety» – powiedział w rozmowie z „National Catholic Register”.

Chodzi tutaj o unikalny system indywidualnego wyboru partnera, całkowicie odmienny od małżeństw aranżowanych dominujących we wszystkich poprzednich społeczeństwach w historii ludzkości. Doszło do społecznego «wyzwolenia kobiet», ale zabrakło integracji tego zjawiska z reprodukcją. W efekcie społeczeństwa mogą upaść, a zmiany kulturowe związane z feminizmem – nie przetrwają.

−∗−

(fot. Pixabay)

Norweski badacz: Zginiemy. Kryzys demograficzny jest gorszy od II wojny światowej i czarnej śmierci

Kryzys demograficzny jest o wiele poważniejszy niż największe tragedie w całych dziejach ludzkości. Jeżeli nic nie zmienimy, po prostu znikniemy. Mówi o tym norweski badacz, Mads Larsen.

Mads Larsen jest badaczem na Uniwersytecie w Oslo; uzyskał doktorat na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. W swoich pracach wykorzystuje perspektywę ewolucyjną celem badania zmian kulturowych. Jego zdaniem rewolucja feministyczna doprowadziła do większego kryzysu demograficznego, niż II wojna światowa czy epidemie tzw. czarnej śmierci.

Larsen opublikował niedawno książkę pt. „Historie miłości od wikingów do Tindera. Ewolucja współczesnych ideologii łączenia się w pary, dysfunkcji randkowania i upadku demograficznego”. Norweski badacz wskazuje, że główną przyczyną współczesnej zapaści demograficznej jest rewolucja seksualna związana z feminizmem.

– Główną przyczyną załamania demograficznego jest fakt, że jesteśmy pierwszym społeczeństwem w historii ludzkości, w którym żyją «wyzwolone kobiety» – powiedział w rozmowie z „National Catholic Register”.

Chodzi tutaj o unikalny system indywidualnego wyboru partnera, całkowicie odmienny od małżeństw aranżowanych dominujących we wszystkich poprzednich społeczeństwach w historii ludzkości. Doszło do społecznego «wyzwolenia kobiet», ale zabrakło integracji tego zjawiska z reprodukcją. W efekcie społeczeństwa mogą upaść, a zmiany kulturowe związane z feminizmem – nie przetrwają.

Larsen zauważył, że jeżeli nie dojdzie do takiej integracji, która polegałaby na zrównoważeniu wolności kobiet z dzietnością, społeczeństwa zachodnie po prostu zanikną. Zostaną zastąpione przez te, które mają inne podejście do roli kobiet – jak społeczeństwa afrykańskie czy bliskowschodnie.

Według Larsena rewolucja feministyczna stała się możliwa w latach 60. XX wieku ze względu na dwa czynniki. Pierwszym był dobrobyt ekonomiczny po II wojnie światowej, który pozwolił kobiecie na samodzielność finansową. Drugim – wynalezienie pigułki antykoncepcyjnej, która pozwoliła na proste oddzielenie aktów seksualnych od prokreacji. Dzięki tym podstawom materialnym możliwe było rozpowszechnienie ideologii miłości, która zakłada, że związki mogą opierać się na „osobistym spełnieniu”, a nie na obowiązku.

Badacz uważa, że obecna zapaść demograficzna jest problemem o gigantycznych rozmiarach.

– To najpoważniejsze wyzwanie, z jakim Zachód kiedykolwiek się mierzył. Jest gorsze niż wybuchy wulkanów, II wojna światowa i czarna śmierć. Gorsze niż jakikolwiek kryzys klimatyczny – powiedział.

– Przebrnęliśmy przez wszystkie te wielkie wyzwania przeszłości. Mogę zagwarantować – z matematyczną pewnością – że nie przetrwamy zapaści związanej z płodnością. Jeżeli nic nie zrobimy, wskaźniki urodzeń będą spadać, zagrażając ekonomii i stabilności społecznej – powiedział.

Społeczeństwo po prostu się kurczy: rodzi się mniej dzieci, jest mniej uczniów, jest mniej studentów, mniej pracowników. Zaczyna w efekcie brakować pracowników potrzebnych do utrzymania struktury społecznej i ekonomicznej. Z pokolenia na pokolenie jest coraz gorzej. – Tak dzieje się już przy wskaźniku dzietności na poziomie 1,4 [taki jest w Norwegii – red.]. Jeżeli dojdzie do poziomu Korei Południowej, gdzie wskaźnik jest na poziomie 0,7 – każde pokolenie będzie mniejsze o 2/3 od poprzedniego. To oznacza, że tylko w ciągu trzech pokoleń stracimy 96 proc. dzieci. Obecnie do szkoły idzie setka dzieci, za trzy pokolenia będzie szło czworo – wskazał.

Polska ma jeden z najniższych wskaźników dzietności na świecie. W 2024 roku wyniósł 1,12 – jesteśmy zatem bliżsi Korei Południowej niż Norwegii.

Efektem będzie zapaść systemu edukacji, opieki zdrowotnej oraz innych kluczowych sfer życia. Część miast stanie się miastami widmowymi, jak dzieje się to już dziś w Japonii albo we Włoszech.

Zdaniem Larsena jednym z głównych problemów jest to, w jaki sposób mężczyźni i kobiety szukają partnerów. Kobiety są nastawione na wyszukanie jak najlepszego partnera, który zapewni im stabilność. Kiedyś małżeństwa były oparte na obowiązku i były często aranżowane. To sprawiało, że nawet relatywnie kiepski jakościowo partner zapewniał stabilność. Obecnie dobór partnera jest pozostawiony preferencjom indywidualnym.

To sprawia, że kobiety skupiają się wyłącznie na wąskiej grupie najlepszych. Ci jednak często je porzucają, w efekcie trudna do osiągnięcia jest stabilność związku. Ten problem znacząco pogłębiły jeszcze aplikacje randkowe, jak Tinder. Kobiety mają dużą trudność ze znalezieniem partnera, którego uważają za „wystarczająco dobrego”, a który zarazem będzie chciał budować stabilny związek. Związki są krótsze – i spada dzietność. Na to składa się jeszcze wiele innych czynników, jak struktura społeczna, która jest przez kobiety odbierana jako niekorzystna dla macierzyństwa.

W odpowiedzi na problem związany z optyką współczesnych kobiet wśród mężczyzn pojawia się ideologia tzw. red pillu, która, jak mówi Madsen, nie pozwala jednak na rozwiązanie żadnych zasadniczych trudności.

– Musimy zbudować społeczeństwo, w którym kobieta w wieku 20-kilku lat dojdzie do wniosku, iż posiadanie trojga dzieci zapewni jej lepsze życie, niż pozostanie samotną i bezdzietną – stwierdził.

Według badacza duża rola przypada Kościołowi katolickiemu, który na przestrzeni wieków wspierał podmiotowość kobiet. Teraz musi wspierać również wysoką płodność.

Źródło: ncregister.com

Pach

_______________

Norweski badacz: Zginiemy. Kryzys demograficzny jest gorszy od II wojny światowej i czarnej śmierci, pch24, 12 marca 2025

−∗−

BONUS:

Polacy wymierają w trybie przyspieszonym! Kto stoi za depopulacją Europy? R. Nowakowski

Kraków nam wymarł! Sytuacja demograficzna Polski – tak źle jeszcze nie było! Radomir Nowakowski

Takiej sytuacji jak obecnie nie mamy od czasów Mieszka I, czyli nie mieliśmy nigdy! Nawet w czasie okupacji niemieckiej… dzietność była wyższa niż w 2024 roku!

Czy jest z tej tragicznej sytuacji wyjście? Posłuchajcie autora “Depopulacji”, Radomira Nowakowskiego, bo okazuje się, że TAK!

−∗−

Warto porównać:

Polski naród jest prowadzony do unicestwienia
Naród nasz, chociaż katolicki, staje się coraz bardziej otępiały, obezwładniony. Coraz łatwiej godzi się na zło. Coraz bardziej godzi się na aborcję, na homoseksualizm, na różne zboczenia, które wprawdzie zawsze […]

_______________

„Inwestycja”, która stworzyła kryzys dzietności
Liberalizm seksualny, oparty na pseudo-naukowych „zdobyczach” Kinseya, to klucz do sukcesu tego programu. Żaden inny program nie miał bowiem takiej anty-demograficznej skuteczności. W rzeczywistości, jak konkludował Jones, choć obyczajowa emancypacja […]

_______________

„Aspiracje życiowe młodych Polek i Polaków” – raport
Ponad połowa młodych ludzi, którzy właśnie wchodzą w dorosłość nie widzi sensu swojego życia – przyznaje w rozmowie z DOBITNIE Michał Kot, członek zarządu Fundacji Instytutu Pokolenia, autor raportu „Aspiracje […]

_______________

Zamach stanu na państwo i naród
Stan nadzwyczajności w naszym pięknym kraju osiągnął już taki poziom, że nawet oficjalna informacja o trwającym zamachu stanu, dokonywanym przez władzę polityczną Polski nie wywołuje większego poruszenia w narodzie. Być […]

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

2 komentarze

  1. CzarnaLimuzyna 13 marca 2025 godz. 16:06Kobiety “wyzwolone” to eufemizm. W rzeczywistości kobiety zniewolone, zdemoralizowane i ogłupione (mówiąc delikatnie). Podobnie jest z mężczyznami.W Polsce jest tragicznie. Aby unaocznić:
  2. CzarnaLimuzyna 13 marca 2025
  3. 11 lat temu napisałem:
  4. Jedną z najbardziej okrutnych i skutecznych metod wojennych, stosowanych w historii wobec zaatakowanego kraju lub oblężonej twierdzy, było palenie plonów oraz zniszczenie zasiewów, czyli ziaren. Tak zaatakowany przeciwnik był często zmuszony poddać się lub umrzeć z głodu.Współczesnym, najbardziej wartościowym zasiewem (ziarnem) jest najmłodsze pokolenie – dzieci i młodzież, których liczba decyduje o możliwościach biologicznego przetrwania narodu.
    …Trzecim (narzędziem destrukcji) jest ideologia marksizmu kulturowego w formie feminizmu i gender, promująca społeczeństwo „otwarte i tolerancyjne”, wyzwolone od norm i wzorców kultury – kobieta bez męża, rodziny, dzieci – w ramach nowego modelu człowieka z prawem do dowolnej „orientacji” moralnej, płciowej i seksualnej.Wymienione środowiska, mimo że działają niezależnie, osiągnęły efekt synergii, widoczny w formie zapaści cywilizacyjnej, ekonomicznej i demograficznej Polski.Czwartym elementem układanki są wykonawcy – polskojęzyczna administracja znana pod wprowadzającą w błąd nazwą potoczną: „polski rząd”, wykonująca dyrektywy i zalecenia unijne oraz sugestie ośrodków typu ONZ i WHO. Odbywa się to w formie zmiany przepisów prawnych dotyczących rodziny, zdrowia oraz wolności gospodarczej i prywatnej.W nikczemny proceder niszczenia Polski jest zaangażowany prawie cały establishment polityczny III RP, realizujący hasło przewodnie: Aby nie żyło się lepiej.

Dodaj komentarz

Opowiem prawdę o Mariupolu, mieście które przeżyło własną śmierć – DODANE ZDJĘCIA 

Autor posta Tomasz Cieslar,  fb.

źródło: https://www.facebook.com/tomasz.cieslar.1297

Ostatni mój post a właściwie reakcja Wasza na ten post budzi we mnie nadzieję, że jeszcze nie do końca wszyscy popadli w ukraiński szał. Media ściekowe takie jak TVN czy Onet zalały Polską rzeczywistość niewyobrażalnym potokiem kłamstwa i dziennikarskiej brei w której nie znajdziecie prawdy. Wszystkie te media reprezentują tylko jeden pogląd liberalno-lewicowy o tęczowym zabarwieniu i wszystkie są w rękach korporacji, które przejęły kontrolę nad światem. Co te korporacje potrafią zrobić z nami i jaki mają wpływ na świat widzieli Państwo podczas niedawno wymyślonej ogólnoświatowej zarazy. To te media promowały produkty takich gigantów jak Pf…. czy Mo.. a dzisiaj milczą o ofiarach ich eksperymentu. 

To te media promują wojnę i pokazują tylko i wyłącznie jedną stronę.

Dzisiaj opowiem prawdę o Mariupolu mieście, które przeżyło własną śmierć. 

Do Mariupola trafiłem po jego wyzwoleniu lub jak kto woli po jego zajęciu przez Rosjan. Przyjechaliśmy z pełnym tirem pomocy humanitarnej dla jego mieszkańców. Myślałem że sytuacja będzie analogiczna do tej którą widziałem od 10 lat w Ługańsku czy Doniecku, ale było dużo gorzej.

Mariupol to piękne miasto zbudowane wokół ogromnego kombinatu metalurgicznego Azovstal. Mariupol leży nad morzem Azowskim. Mieszkało tam wiele mniejszości etnicznych, Rosjanie, Ormianie, Grecy, Ukraińcy. 

Niestety od 2014 Mariupol stał się miejscem stacjonowania nazistowskiego batalionu Azov. Jego początki były bardzo prymitywne kilkudziesięciu uzbrojonych nazistów sponsorowanych przez oligarchów ukraińskich,  robiło rajdy w głąb Donbasu zabijając wszystkich których napotkali. Niestety pieniądze i nazistowska indoktrynacja zrobiły swoje i oddział urósł na początek do rozmiaru batalionu a później pułku i w tym momencie był już oficjalnie zaopatrywany i zbrojony przez armię ukraińską a nawet stał się jej częścią. 

Rosja stawiając sobie za pierwszy cel denazyfikację Ukrainy siłą rzeczy musiała rozprawić się z tym nazistowskim oddziałem. Przypominam że pułk w zależność od rodzaju broni i armii to 3-5 tyś ludzi. 

24 lutego 2022r. Wojska Rosyjskie przekroczyły granicę i weszły na terytorium Ukrainy obierając początków 3 kierunki Kijów, Charków i Mariupol. 

Jak wiemy w momencie rozpoczęcia rozmów pokojowych Rosjanie zatrzymali ofensywę na Kijów i stanęli ogromnymi kolumnami wojska 26 km od Kijowa. Podobna sytuacja miała miejsce pod Charkowem. Natomiast Mariupol został okrążony a los nazistów z Azova przesądzony. W początkowej fazie bitwy otworzono korytarze dla ludności cywilnej która mogła opuścić miasto, część mieszkańców zdołał uciec niestety Azovcy wpadli na szatański plan i zablokowali miasto. Każdy kto próbował opuścić miasto był rozstrzeliwany na miejscu. Rozstrzeliwano wszystkich bez wyjątku w pewnym momencie rozstrzelano cały autobus pełen ludzi który próbował przebić się przez barykady blokujące ucieczkę z miasta. 

Azovcy postanowili się nie poddawać, ale walczyć w samym mieście. Walki toczyły się o każdą ulicę i były bardzo krwawe. 

W czasie walk, ci którzy nie zdążyli się ewakuować schronili się w piwnicach i starali się przeżyć. Walczono o każdy budynek, snajperzy strzelali do każdego który wyszedł z domu. Z ludźmi z którymi rozmawiałem a było ich bardzo wielu mówili,  że brakowało im przede wszystkim wody i jedzenia. Każdy na własną rękę próbował wyjść i znaleść gdzieś w ruinach coś co dawało im szansę na przeżycie. Wielu którzy odważyli się wyjść zostało zabitych podczas ostrzału lub przez snajperów. Azov walczył zaciekle mając świadomość że dla nich litości nie będzie. Rosjanie spychali Azovców w kierunku morza i z biegiem czasu ostatnim miejscem obrony jaki im został stał się kombinat Azovstalu znajdujący się pośrodku miasta. To był teren praktycznie nie do zdobycia. Gdyby Azovcy od razu zdecydowali się na ten krok ocaliło by to życie wielu cywilnym mieszkańców Mariupola.

Zaczął się ostrzał gigantycznego kombinatu Azovstalu kilka baterii haubic i dział umieszczonych wokół miasta systematycznie dzień po dniu ostrzeliwało tego stalowego giganta, zamieniając kombinat w stertę gruzu i stali, co widać na zamieszczonym przeze mnie filmie. 

Wielu nazistów zginęło w ruinach niestety część zeszła do podziemi, które miały kilka kilometrów i tam ukryli się jak szczury.  Rosjanie schodzili do podziemi i jednego po drugim wybijali przy tym tracąc swoich ludzi. 

Wielu próbowało uciec przebrani za cywilów na filmie widzicie jak chwytają takich ludzi. Przed wojną naziści będąc pewni swojej bezkarności tatuowali swoje ciało w satanistyczne i nazistowskie symbole, w ten sposób byli od razu rozpoznawalni. Im bardziej znaczący nazista tym bardziej był napiętnowany wcielonym złem.

Rozmawiałem z kobietą mówiła że jej chłopak wyszedł z podziemi i ukrył się u niej żył w jej mieszkaniu przez miesiąc ale jak zaczęły wychodzić na jaw okrucieństwa jakich Azovcy dopuścili się na zwykłych ludziach poszła i go wydała. Rozmawiałem z Wagnerowcami którzy niedaleko od nas mieli ośrodek gdzie wracali do zdrowia po ranach jakie odnieśli w Mariupolu i mówili że ostatni z katakumb Azovstali wychodzili po 3 miesiącach zjadając siebie na wzajem. 

Oblężenie Mariupola trwało ponad 3 miesiące i wielu cywili można było uratować niestety nie pozwolono im wyjść z miasta posłużyli jako żywe tarcze nazistom z Azova. Schwytani naziści zostali osądzeni jak zbrodniarze wojenni i niestety nie otrzymali wyroków śmierci za mordowanie ludności cywilnej i przynależność do nazistowskiego oddziału militarnego, otrzymali od 15 do 25 lat koloni karnej. 

Wielu rosyjskich żołnierzy z którymi rozmawiałem było oburzonych tym faktem i żałowali że nie zabito wszystkich na miejscu.

Jednego z dowódców Azova po schwytaniu Rosjanie oddali w ręce cywili i ludzie rozerwali go na strzępy, mówili że nie było co chować.

Dzisiaj Mariupol wraca do życia i ogromnymi nakładami środków jest odbudowywany. Wracają też ludzie którzy uciekli. Żeby się tam dostać z Ukrainy jadą do Polski a potem przez Kaliningrad do Rosji a z tamtąd do Mariupola. 

Jeżeli chcecie zobaczyć jak dzisiaj wygląda Mariupol wystarczy wpisać na YouTube Mariupol i zobaczycie filmy, które wstawiają ludzie.  

Część mnie samego została w Mariupolu 

a wcześniej w Doniecku i Ługańsku widząc krzywdę tych ludzi pozabijane dzieci i kobiety zrównane całe kwartały miast i wioski z ziemią, ludzi którzy na słowo Azov, Ajdar, banderowiec wpadają w przerażenie i panikę. 

Na czym polega zasadnicze kłamstwo tej wojny, które nie pozwała wielu z was zrozumieć że wojna toczy się na wschodzie Ukrainy tam gdzie mieszkają Rosjanie od setek lat. Oni mogą liczyć tylko na pomoc Rosji bo o nich liberalny świat zapomniał a wspiera tych którzy bezpiecznie żyją na zachodnich terenach gdzie życie toczy się w miarę normalnie. Tam nikt nie bombarduje miast i zabija cywili tak jak ma to miejsce np. w Palestynie czy Syrii.

Dla Rosjan wojna zaczęła się w 2014r. To wtedy Ukraińcy po tym jak stracili Krym wpadli na szatański plan i ogłosili słynne “ATO”uderzając na Donbas i zabijając tysiące swoich obywateli. Powstańcy Donbasu czekali na pomoc 8 lat i dla nich jest to wyzwolenie.

Dzisiaj nasi politycy prą do wojny i bez ogródek mówią o tym wprost, ubrani w tęczowe garniturki ruszają na Rosję, nie zdają sobie sprawy że wojna to straszliwe zło i trzeba robić wszystko co w naszej mocy by do niej nie dopuścić. Wasze życie i waszych dzieci macie w swoich rękach i jeżeli wybieracie się na wybory bez względu jaką macie opcję polityczną czy jaki jest wasz światopogląd, głosujcie na tych którzy mówią o pokoju a nie o zbrojeniach i wojnie, to ludzie szaleni i uwikłani w różne szwindle które chcą ukryć podczas wojennej zawieruchy. Wtedy też będą mogli ukraść o wiele więcej niż w czasie pokoju.

Ratujcie siebie i swoje dzieci stańcie po stronie prawdy i pokoju tylko to ma sens.

Wszystkie zdjęcia zrobiłem sam z wyjątkiem zdjęcia z sądu i z pojmania nazisty, możecie je powielać i kopiować ale tylko w kontekście mówienia prawdy o Mariupolu i Ukrainie.

Załączam materiał zdjęciowy – KZ.

17 000 chrześcijan zamordowanych w Syrii – a w Europie medialna blokada

17 000 chrześcijan zamordowanych w Syrii – medialna blokada

W Syrii brutalnie zamordowano około 17 000 chrześcijan, a główne media ukrywają tę historię.

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 13

Szacunki liczby ofiar – wahające się od 7000 do 17 000 – pojawiają się na tle trwającego ludobójstwa wymierzonego w chrześcijan i alawitów. Według Greek City Times grecki europoseł Nikolas Farantouris, członek Komisji Bezpieczeństwa i Obrony Parlamentu Europejskiego, poinformował o ponurych liczbach po wizycie w Damaszku w dniach 8–9 marca, podczas gdy media nadal milczą.

Thegatewaypundit.com donosi: „Zasadniczo, to co się stało, to (prezydent Mohammed Al-Jolani) wysłał swoje gangi Al-Kaidy do Latakii, aby zdławić tamtejszych alawickich cywilów pod pretekstem, że są pozostałościami reżimu (Assada), powiedział ormiański chrześcijański YouTuber Kevork Almassian . „Dzieci, noworodki, kobiety i mężczyźni byli zabijani w świetle dziennym na ulicach, wszystko udokumentowane na wideo, ponieważ celem nie jest tylko zabijanie, ale oni czerpią przyjemność z zabijania wszystkich tych zwykłych ludzi”.

https://twitter.com/i/status/1899600157802426590

Departament Stanu reżimu Bidena wycofał nagrodę w wysokości 10 milionów dolarów za syryjskiego „prezydenta” Abu Mohammada al-Dżolaniego, Specjalnie Wyznaczonego Globalnego Terrorystę, który przewodzi Haytat Tahrir al-Sham (HTS), którą państwo opisuje jako odnogę Al-Kaidy.

Nagroda za Jolaniego została cofnięta po tym, jak 20 grudnia w Damaszku spotkała się z nim i innymi przywódcami Hayat Tahrir al-Sham Barbara Leaf, zastępczyni sekretarza stanu USA ds. Bliskiego Wschodu.

Image

Amerykańska reporterka Pamela Geller przytoczyła doniesienia o „prawie 17 000 zabitych i 15 000 zaginionych” i powiedziała, że ​​otrzymuje „setki e-maili od ludzi w Syrii błagających o pomoc”.

My, Alawici z Syrii, stoimy w obliczu eksterminacji. Etniczne i religijne czystki rozgrywają się na oczach milczącego świata. Palą nasze domy, mordują nasze rodziny i torturują nasze dzieci. Wyrywają oczy naszym młodym, wyrywają im serca i pozostawiają ich martwe ciała jako przestrogi.

Zagraniczni bojownicy, przybywający ze wszystkich regionów, polują na nas. Wdzierają się do naszych domów, niszczą nasze istnienie, a wkrótce dotrą do nas wszystkich. Świat patrzy w milczeniu, ponieważ jesteśmy mniejszością — ponieważ uważa się nas za zbędnych.

To nie jest wojna. To jest zagłada.

Błagam cię — daj nam azyl, daj nam ochronę, zanim będzie za późno. Czas nam się kończy. Zrobimy wszystko, o co nas poproszą, po prostu pozwól nam żyć.

Na nagraniu wideo rzekomo widać dowódcę milicji terrorystycznej wydającego swoim ludziom rozkaz, aby nie robili zdjęć ani nie nagrywali filmów masakr.

„Zamierzamy wejść (do ataku), nie chcemy niczego fotografować, każdy, kto zrobi zdjęcia, będzie pociągnięty do odpowiedzialności, musicie oddać swoje telefony”

Na nagraniu wideo rzekomo widać, jak cywil spacerujący ulicami Damaszku zostaje zaatakowany i zabity, ponieważ jest Alawitą.

https://twitter.com/i/status/1899349623879180303

Według syryjskiego dziennikarza i aktywisty praw człowieka Nizara Nayoufa , 15 000 Alawitów zostało straconych. Nayouf twierdzi, że masakra była planowana od 24 lutego:

Nayouf twierdzi, że syryjskie „Ministerstwo Obrony” i terrorystyczna milicja „rozpowszechniły szczegółowe mapy cyfrowe wśród przywódców swoich frakcji, zaznaczając na nich dzielnice i wioski alawickie, chrześcijańskie i ismailickie w regionie przybrzeżnym Syrii, a także główne i drugorzędne drogi do nich prowadzące”

Duchowni religijni związani z prezydentem Al-Jolanim „wygłosili wykłady niektórym liderom frakcji, instruując ich, jak odróżnić Alawitów od innych w regionie przybrzeżnym. Ostrzegali, że mężczyźni Alawici są obrzezani, tak jak sunnici, co utrudnia ich identyfikację — nawet po dialekcie w niektórych obszarach”.

https://twitter.com/i/status/1899709267734598044

„W ostatnich dniach Syria stała się świadkiem niebezpiecznej eskalacji przemocy, brutalności i zabójstw, skutkującej atakami na niewinnych cywilów, w tym kobiety i dzieci” – stwierdzili trzej patriarchowie największych kościołów chrześcijańskich w Syrii we wspólnym oświadczeniu.

„Domy zostały naruszone, ich świętość zlekceważona, a mienie splądrowane – sceny te w jaskrawy sposób odzwierciedlają ogromne cierpienie narodu syryjskiego”.

„Kościoły chrześcijańskie, stanowczo potępiając wszelkie działania zagrażające pokojowi społecznemu, potępiają i odrzucają masakry niewinnych cywilów i wzywają do natychmiastowego zakończenia tych okropnych aktów, które stoją w jaskrawej sprzeczności ze wszystkimi wartościami ludzkimi i moralnymi”.

Rubio likwiduje 83% programów USAID, ujawnia fundusz korupcyjny Deep State i Globalistów

Rubio likwiduje 83% programów USAID, ujawnia fundusz korupcyjny Deep State i Globalistów

Lance D Johnson; naturalnews/-rubio-axes-83percent-usaid-programs-exposes-deep-state

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 13

Sekretarz stanu Marco Rubio, przy wsparciu Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE) Elona Muska, likwiduje rozrośniętą biurokrację USAID,kładąc kres dziesięcioleciom finansowanej z pieniędzy podatników korupcji i lewicowych globalistów.

• Anulowano 83% programów USAID, co oznacza 5200 kontraktów wartych dziesiątki miliardów dolarów.

• Pozostałe 18% programów będzie nadzorowane przez Departament Stanu, co zapewni rozliczalność i zgodność z interesami USA. [18+83=101 md]

• USAID ujawniło się jako organizacja przestępcza działająca pod przykrywką państwa, przekazująca pieniądze podatników radykalnym organizacjom pozarządowym, destabilizująca sojuszników i podważająca amerykańskie wartości.

• DOGE Elona Muska uznany za narzędzie, które pomogło wykryć marnotrawstwo wydatków i nadużycia partyjne USAID.

Rubio i Musk podejmują walkę z gigantyczną korupcją

W historycznym posunięciu, które wywołało szok w Waszyngtonie, Sekretarz Stanu Marco Rubio ogłosił anulowanie 83% programów Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) , skutecznie likwidując jedno z najbardziej rażących narzędzi Deep State do promowania skrajnie lewicowej agendy globalistycznej.

Po sześciotygodniowym przeglądzie przeprowadzonym we współpracy z Departamentem Efektywności Rządowej (DOGE) Elona Muska, Rubio ujawnił, że 5200 kontraktów — wartych dziesiątki miliardów dolarów podatników — zostało rozwiązanych za niesłużenie, a w niektórych przypadkach aktywne szkodzenie interesom narodowym USA.

„5200 kontraktów, które zostały teraz anulowane, wydało dziesiątki miliardów dolarów w sposób, który nie służył, a w niektórych przypadkach nawet zaszkodził, podstawowym interesom narodowym Stanów Zjednoczonych” – stwierdził Rubio w poście na X. Dodał, że pozostałe 18% programów, około 1000, będzie teraz administrowanych „bardziej efektywnie przez Departament Stanu”.

Ta radykalna reforma oznacza koniec ery, w której USAID działał jako tajemniczy fundusz korupcyjny dla postępowych organizacji pozarządowych , lewicowych mediów, a nawet grup ekstremistycznych. Przez dziesięciolecia agencja przelewała miliardy dolarów podatników na projekty, które podważały amerykańskie wartości, destabilizowały sojuszników i promowały radykalne ideologie na całym świecie.

Korupcja USAID nie jest nowym odkryciem, ale skala nadużyć wyszła na jaw dopiero niedawno. Pod przykrywką „pomocy humanitarnej” agencja stała się finansowanym przez podatników ramieniem Deep State, promującym skrajnie lewicową agendę, która często była sprzeczna z interesami USA. Od finansowania radykalnych grup ekologicznych po wspieranie lewicowych mediów, macki USAID sięgały do ​​każdego zakątka globu, siejąc chaos i podziały.

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów nadużyć USAID była ingerencja w wybory zagraniczne, często destabilizująca sojuszników, którzy nie byli wystarczająco zgodni z postępowymi ideologiami. Agencja przekazywała również pieniądze organizacjom pozarządowym, które sprzeciwiały się wolności słowa, kapitalizmowi i tradycyjnym wartościom, skutecznie wykorzystując pieniądze amerykańskich podatników do prowadzenia wojny z samymi zasadami, które definiują Stany Zjednoczone.

DOGE Elona Muska: Strażnik, którego Ameryka potrzebowała

Demontaż USAID nie byłby możliwy bez niestrudzonych wysiłków Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE) Elona Muska. Utworzony w celu wykorzenienia marnotrawstwa, oszustw i nadużyć w agencjach federalnych , DOGE stał się kluczowym sojusznikiem w walce z Deep State.

„Trudne, ale konieczne. Dobrze się z tobą współpracowało” – napisał Musk na Twitterze w odpowiedzi na ogłoszenie Rubia. Przedsiębiorca-miliarder od dawna jest głośnym krytykiem marnotrawstwa i nieefektywności rządu, a rola jego departamentu w ujawnianiu korupcji USAID ugruntowała jego reputację jako siły odpowiedzialnej.

Śledztwo DOGE ujawniło, że rozdęta biurokracja USAID nie była po prostu nieefektywna — była aktywnie szkodliwa. Dziesiątki miliardów dolarów zmarnowano na projekty, które nie przyczyniły się do realizacji interesów USA, podczas gdy kluczowe programy zostały zaniedbane. Ujawniając te nadużycia, DOGE utorowało drogę bardzo potrzebnym reformom.

Przez dziesięciolecia amerykańscy podatnicy byli zmuszani do płacenia rachunku za globalistyczną agendę USAID, bezradnie patrząc, jak ich ciężko zarobione dolary były przeznaczane na projekty, które podważały ich wartości i interesy . Anulowanie przez agencję 83% jej programów stanowi długo oczekiwane rozliczenie, które pozwoli podatnikom zaoszczędzić dziesiątki miliardów dolarów, a jednocześnie zapewni, że pozostałe programy pomocowe będą zgodne z priorytetami USA.

Ukraina: „Nasze F-16 nie mogą równać się z Su-35 w walce jeden na jeden”

Ukraina: „Nasze F-16 nie mogą równać się z Su-35 w walce jeden na jeden”

Autor: Boyko Nikolov; https://bulgarianmilitary.com/2025/03/11/ukraine-our-f-16s-cant-match-su-35s-in-one-on-one-combat/

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 13

Yuriy Ignat, były rzecznik ukraińskiego dowództwa sił powietrznychzłożył uderzające oświadczenie na temat niedawno nabytych przez ten kraj myśliwców F-16. Mówiąc do ukraińskich mediów, Ignat powiedział, że samoloty dostarczone przez zachodnich partnerów nie są wystarczająco nowoczesne, aby skutecznie konkurować z rosyjskimi samolotami Su-35 w walce powietrznej jeden na jeden.

Jego komentarze, które pojawiły się wczesnym rankiem na Ukrainie, szybko odbiły się szerokim echem w mediach informacyjnych i społecznościowych, wywołując pytania o możliwości samolotów, którymi obecnie dysponuje Kijów.

Wypowiedzi Ignata pojawiają się w krytycznym momencie trwającej wojny między Ukrainą a Rosją, w której przewaga powietrzna pozostaje kluczowym czynnikiem. Zwracają one uwagę na wyzwania, przed którymi stoi Ukraina, integrując te długo oczekiwane samoloty ze swoją strategią wojskową.

Oświadczenie wywołało dyskusję na temat wieku i stanu przekazanych myśliwców F-16, oczekiwań wobec nich, a także tego, jak wypadają w porównaniu z zaawansowanymi myśliwcami rosyjskimi.

Perspektywa Ignata ma swoje korzenie w jego bogatym doświadczeniu w ukraińskich siłach powietrznych, gdzie do niedawna był głosem opinii publicznej w kwestiach wojskowych. Podkreślił, że F-16 dostarczone Ukrainie to starsze modele, którym brakuje najnowocześniejszej technologii potrzebnej do dorównania Su-35, rosyjskiemu odrzutowcowi znanemu ze swojej zwinności i zaawansowanego uzbrojenia.

Według Ignata ta luka stawia ukraińskich pilotów w niekorzystnej sytuacji w bezpośrednich starciach powietrznych. W swoim oświadczeniu nie sprecyzował dokładnych modeli ani ich pochodzenia, ale jego przesłanie było jasne: te samoloty, choć stanowią znaczący dodatek do arsenału Ukrainy, nie spełniają wymagań, aby rzucić wyzwanie dominacji powietrznej Rosji.

Jego komentarze odzwierciedlają szersze obawy na Ukrainie dotyczące tempa i jakości pomocy wojskowej ze strony sojuszników, zwłaszcza że konflikt trwa już trzeci rok i nie widać jego końca.

Nabycie F-16 przez Ukrainę było procesem stopniowym, naznaczonym miesiącami negocjacji i przeszkodami logistycznymi. Na początku 2025 r. kraj otrzymał skromną liczbę tych samolotów od zachodnich partnerów, w tym Holandii, Danii i prawdopodobnie Stanów Zjednoczonych.

Raporty sugerują, że do tej pory dostarczono około 20 samolotów F-16, choć dokładne liczby pozostają niejasne ze względu na obawy dotyczące bezpieczeństwa i różne oświadczenia urzędników. Holandia zobowiązała się do dostarczenia 24 samolotów w 2023 r., a dostawy rozpoczęły się w połowie 2024 r., podczas gdy Dania zobowiązała się do dostarczenia 19 samolotów, z których część już dotarła.

Stany Zjednoczone odegrały rolę w szkoleniu ukraińskich pilotów i zapewnianiu wsparcia, choć nie jest jasne, czy jakiekolwiek amerykańskie F-16 zostały bezpośrednio przekazane. Patrząc w przyszłość, Ukraina ma nadzieję zabezpieczyć więcej — potencjalnie do 80 samolotów — w perspektywie długoterminowej, zgodnie z wcześniejszymi szacunkami jej sił powietrznych.

Liczby te zależą jednak od gotowości państw NATO do rezygnacji z dodatkowych samolotów i czasu potrzebnego na przygotowanie ich do walki.

Przybycie tych samolotów zostało początkowo okrzyknięte przełomem, symbolem zachodniego zaangażowania w obronę Ukrainy. Jednak krytyka Ignata podkreśla rzeczywistość, z którą Kijów wielokrotnie się mierzył: otrzymywany sprzęt często wiąże się z ograniczeniami.

Wiele z F-16 to starsze wersje, wycofane ze służby w krajach-darczyńcach i odnowione do użytku na Ukrainie. Choć są funkcjonalne, brakuje im ulepszeń, które można znaleźć w nowszych modelach używanych obecnie przez siły powietrzne NATO.

Ukraina głośno mówiła o potrzebie co najmniej 128 myśliwców, aby w pełni zmodernizować swoją flotę powietrzną, cel, który pozostaje odległy, biorąc pod uwagę obecny skąpy dopływ dostaw. Na razie skupiamy się na maksymalnym wykorzystaniu tego, co jest dostępne, nawet gdy urzędnicy tacy jak Ignat podkreślają wyzwania, które na nas czekają.

Ze strony Rosji pewność co do zdolności Su-35 do przeciwstawienia się ukraińskim F-16 sięga czasów poprzedzających ich przybycie na pole bitwy. Już w 2023 r., gdy rozmowy o dostarczaniu Kijowowi zachodnich samolotów zyskały na popularności, rosyjscy analitycy wojskowi i państwowe media wyraziły optymizm co do wyższości ich samolotów.

Su-35, filar rosyjskich sił powietrznych, to myśliwiec czwartej generacji z ulepszeniami, które dają mu przewagę w manewrowości i sile ognia. Rosyjscy komentatorzy zwrócili uwagę na jego zaawansowane systemy radarowe, pociski dalekiego zasięgu i silniki z wektorowaniem ciągu — cechy, które pozwalają mu przechytrzyć przeciwników w walkach powietrznych.

[Ciąg wektorowany (ang. thrust vectoring lub thrust vector control, TVC) – rozwiązanie pozwalające na zmianę kierunku wektora siły ciągu silnika odrzutowego.md]

Twierdzili również, że F-16, które prawdopodobnie dotrą na Ukrainę, będą starszymi modelami, prognozę, którą oświadczenie Ignata wydaje się teraz potwierdzać. To przekonanie podsyciło narrację Moskwy, że pomoc Zachodu, choć znacząca, nie przechyli szali zdecydowanie na korzyść Ukrainy.

Rosyjscy oficerowie podkreślali również doświadczenie bojowe swoich sił powietrznych, zdobyte przez lata operacji w Syrii, a teraz na Ukrainie. Su-35 był kluczowym graczem w kampanii Rosji, używanym do atakowania celów naziemnych i przejęcia kontroli nad sporną przestrzenią powietrzną.

Eksperci wojskowi w Rosji twierdzą, że nawet z F-16 Ukraina będzie miała trudności z zakwestionowaniem tej dominacji, biorąc pod uwagę dysproporcje w szkoleniu pilotów i ogromną liczbę samolotów, które Moskwa może rozmieścić. Choć te twierdzenia niosą ze sobą dawkę propagandy, odzwierciedlają one wyrachowaną pewność co do możliwości Su-35 — pewność, z którą obecna flota Ukrainy musi się teraz zmierzyć na polu bitwy.

Jak więc Ukraina faktycznie wykorzystuje swoje F-16? Od czasu przybycia pierwszych samolotów w 2024 r., były one rozmieszczane głównie w misjach obronnych, takich jak przechwytywanie rosyjskich dronów i pocisków manewrujących.

Znaczący sukces miał miejsce w styczniu 2025 r., kiedy ukraiński pilot podobno zestrzelił sześć pocisków manewrujących w jednym locie, pokazując potencjał samolotu w walce z pewnymi zagrożeniami. Jednak ich rola w bezpośredniej walce powietrze-powietrze wydaje się ograniczona. Komentarze Ignata sugerują, że Ukraina unika wystawiania ich do walki jeden na jeden z Su-35, prawdopodobnie ze względu na związane z tym ryzyko.

Zamiast tego odrzutowce są używane ostrożnie, często pozostając za liniami frontu, aby chronić miasta i infrastrukturę przed atakami rakietowymi. Takie podejście odzwierciedla zarówno ich wartość jako rzadkiego zasobu, jak i ograniczenia narzucane przez ich możliwości.

Jednym z głównych ograniczeń jest brak zaawansowanego uzbrojenia. F-16 dostarczone Ukrainie są podobno wyposażone w starsze systemy rakietowe, takie jak AIM-9 Sidewinder i AIM-120 AMRAAM, ale nie w najnowsze wersje, które mogłyby zwiększyć ich zasięg lub celność.

Bez amunicji dalekiego zasięgu ukraińscy piloci muszą zbliżyć się do swoich celów — w tym rosyjskich odrzutowców — bardziej niż ich odpowiedniki Su-35, które mogą atakować z bezpieczniejszej odległości. Ponadto systemy radarowe i walki elektronicznej samolotów mogą nie dorównywać rosyjskim, co jeszcze bardziej przechyla szalę zwycięstwa na korzyść Moskwy.

Kolejną przeszkodą jest szkolenie. Choć ukraińscy piloci przeszli intensywne programy w USA i Europie, wciąż muszą się przystosować do platformy, która znacząco różni się od samolotów MiG i Suchoj z czasów Związku Radzieckiego, na których latali przez dziesięciolecia.

Analitycy z BulgarianMilitary.com wyrazili swoją opinię na temat tej dynamiki, zauważając, że ukraińskie myśliwce F-16 są nadmiernie wykorzystywane w wielu rolach — obronie powietrznej, wsparciu naziemnym i okazjonalnych atakach — a ich liczebność i wyposażenie nie pozwalają na osiągnięcie doskonałości w żadnej konkretnej dziedzinie.

=========================

W bułgarskim oryginale [po angielsku] dwa ciekawe dla amatorów – filmiki o obu tych maszynach. md

„A my wszyscy” – zniesmaczeni

„A my wszyscy” – zniesmaczeni

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    13 marca 2025 michalkiewicz

Nie jest chyba żadną tajemnicą, że warszawski Judenrat zieje nienawiścią do obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych – Donalda Trumpa. Z pozoru wydawałoby się to dziwne, bo nie ma takiej rzeczy, której prezydent Trump nie zrobiłby dla bezcennego Izraela, więc skąd ta nienawiść?

Wyjaśnienie jest proste. Otóż w Stanach Zjednoczonych tamtejsi Żydowie dzielą się na dwie grupy: syjonistów i żydokomunę. Syjoniści w ostatniej kampanii wyborczej raczej popierali Donalda Trumpa, podczas gdy żydokomuna, uprzejmie określana również mianem „trockistów” – zwalczała go, jak tylko mogła. O ile bowiem syjonistom zależy na ekspansji bezcennego Izraela, zgodnie z obietnicą, jaką Stwórca Wszechświata złożył był przed wiekami pewnemu mezopotamskiemu koczownikowi – że jak ów koczownik będzie Go wychwalał, to on w rewanżu uczyni go „ojcem wielkiego narodu”, któremu przekaże w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej, do rzeki wielkiej – rzeki Eufrat”.

Bezcenny Izrael, korzystając z siły Stanów Zjednoczonych, konsekwentnie dąży do opanowania tego obszaru, na tym etapie go obezwładniając – a na ujarzmienie i „ostateczne rozwiązanie” kwestii tubylczej, czas przyjdzie potem. Żydokomuna z kolei liczy na to, że Żydom uda się uchwycić władzę nad głupimi gojami, poprzez rewolucję komunistyczną, a której awangardzie żydokomuna pozostaje od samego początku. Ponieważ prezydent Trump zdecydowanie wyhamowuje komunistyczną rewolucję w USA, a tym samym – eksport tej rewolucji do wasali Stanów Zjednoczonych na świecie, żydokomuna zieje do niego nienawiścią. Ponieważ warszawski Judenrat pozostaje pod wpływem żydokomuny, a nawet korzysta z jej szmalcu, to nic dziwnego, że i on zieje do prezydenta Trumpa nienawiścią.

I właśnie w związku z awanturą w Gabinecie Owalnym Białego Domu z udziałem ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, prezydenta Donalda Trumpa i wiceprezydenta Vance’a, list do amerykańskiego prezydenta wystosował Kukuniek, a podpisało się pod nim bodajże aż 30 sygnatariuszy. Ja oczywiście nie wierzę, by Kukuniek był w stanie napisać taki list. Po pierwsze – nie jestem pewien, czy w ogóle umie on pisać, czy tylko n a r y s o w a ć – swoje imię i nazwisko – a po drugie – gdyby list był rzeczywiście z jego inicjatywy i jego autorstwa, to nie podpisałoby się pod nim 30 sygnatariuszy, wśród nich – głowa warszawskiego Judenratu, czyli pan red. Adam Michnik. Podejrzewam tedy, że inicjatywa i autorstwo listu należy do pana red. Michnika, a Kukuniek i pozostali sygnatariusze się pod nim tylko podpisali.

No dobrze – ale dlaczego posłusznie się podpisali? Odpowiedzi na to pytanie szukałbym u progu transformacji ustrojowej, kiedy to pan red. Michnik z jednym tajnym współpracownikiem SB i jednym „cywilem”, tworząc tzw. „komisję Michnika” przez bodajże 3 miesiące buszował w archiwach MSW. Czego tam szukał, czy to znalazł i jaki z tego, co znalazł, zrobił użytek – tego poza nim nikt nie wie – bo o ile mi wiadomo – ani nigdy nie złożył żadnego sprawozdania, ani nawet nie pozostawił we wspomnianych archiwach żadnych śladów. Toteż nie tylko wspomniani sygnatariusze, wśród których jest co najmniej trójka konfidentów, są panu red. Michnikowi posłuszni i wobec niego dyspozycyjni, podobnie jak część przewielebnego duchowieństwa, co to kiedyś „bez swojej wiedzy i zgody” – no a teraz też nie wie, co pan red. Michnik w archiwach MSW znalazł, więc na wszelki wypadek mu się nie sprzeciwia.

Niezależnie od tego, trzeba nam wiedzieć, że w trakcie „karnawału Solidarności”, a zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego, Stany Zjednoczone i spora część „wolnego świata” dbały o podtrzymanie ducha oporu w Polsce poprzez transfery pieniężne, przekazywane za pośrednictwem centrali związkowej AFL CIO – bo na pieniądzach nie było napisane, że pochodzą od CIA. Płynęły one do Polski dwoma kanałami: jednym „watykańskim” uchodzącym wtedy za „bezpieczny”, przez który przeszło ok. 200 mln dolarów i drugim – za pośrednictwem Międzynarodowego Biura „S” w Brukseli, którego kierownikiem Kukuniek zrobił tajnego współpracownika SB Jerzego Milewskiego, pseudonim „Franciszek” który w „wolnej Polsce” był nawet szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego u Kukuńka, a potem – nawet ministrem obrony, a przez który przeszło dwa razy tyle. Te rewelacje potwierdziła mi w Australii pani Krystyna Misiak, która to Biuro założyła, a potem została z niego usunięta, by zrobić miejsce panu Jerzemu Milewskiemu. Ale watykański kanał – jak się potem okazało – też wcale nie był bezpieczny, bo też był obstawiony przez konfidentów SB. W rezultacie bezpieka, a zwłaszcza – wywiad wojskowy i jego szef – generał Czesław Kiszczak – doskonale wiedział, kto z płomiennych szermierzy wolności i demokracji ile wziął i gdzie schował. Dzięki temu skompletowanie w 1989 roku „strony społecznej” do okrągłego stołu, do której komunistyczny wywiad wojskowy miał zaufanie i z którą mógł bezpiecznie przeprowadzać transformację ustrojową, było bardzo łatwe. Jak pamiętamy, wstęp do grona autorytetów moralnych otwierało zdjęcie z Kukuńkiem, a rolę zespołu filtracyjnego pełnił Michnikuremek.

I tu mamy ciekawy związek tamtych spraw ze sprawami aktualnymi, to znaczy – a ukraińskim prezydentem Zełeńskim. Elon Musk ani kumaty, ani wyrozumiały, jak pan prezydent Duda, już nie jest i odgraża się, że sprawdzi, co się stało z amerykańskimi miliardami dolarów, które dostał na wojnę prezydent Zełeński. Znaczy – ile sam wziął i gdzie schował, a ile odpalił tym, którzy mu tę forsę dawali. Podobnie było i wtedy; pamiętam, jak red. Jerzy Giedroyć wyrażał nadzieję, że forsa zostanie rozliczona, a wtórowało mu liczne grono działaczy – że owszem, jakże by inaczej – ale dopiero w „wolnej Polsce”, no bo jakże tu się rozliczać na oczach bezpieki? I wreszcie nastała „wolna Polska” i rozpoczął się pierwszy w „wolnej Polsce” zjazd Solidarności. Jakiś prawdziej przypomniał sobie o rozliczeniach i postawił stosowny wniosek.

Ajajajajajajaj! „Co to się działo, co się działo! Iluż delegatów z niesmaku się skręcało!” Z niesmaku – bo jakże inaczej? Tu „wolna Polska”, społeczeństwo odzyskuje podmiotowość, a tu – jakaś Schwein proponuje „rozliczenia”? Toteż mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, rada w radę uradzili, żeby żadnego rozliczenia nie robić. No dobrze – ale co z prawdziejami? Na szczęście na Zjeździe był przewielebny ksiądz prałat Henryk Jankowski, którego obecność objawiła się, jako prawdziwy dar Niebios. Dał on „kapłańskie słowo honoru” , że z tymi co najmniej 600 mln dolarów, wszystko było w jak najlepszym porządku. I to wystarczyło.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

SIKORSKI z RĘKĄ w NOCNIKU

SIKORSKI z RĘKĄ w NOCNIKU

Krzysztof Baliński

„Irański dron zestrzelony na Ukrainie trafił do Stanów Zjednoczonych dzięki sekretnej operacji z udziałem szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego” – tak zatytułował swój tekst „Wall Street Journal”. Amerykańska gazeta donosi dalej: „Śmiercionośna maszyna została przetransportowana samolotem C-130 należącym do polskich sił zbrojnych. Wykorzystywany na co dzień przez wojska rosyjskie na terenie Ukrainy Shahed 136 to jeden z najbardziej znanych dronów wojskowych na świecie, produkowany pod nadzorem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Iranu, organizacji uznanej przez Stany Zjednoczone za terrorystyczną”. Wg dziennika, w operację, oprócz Sikorskiego,  zaangażowana była amerykańska organizacja United Against Nuclear Iran, która o drona poprosiła Sikorskiego. Do podjęcia decyzji o zorganizowaniu tajnej misji dojść miało pod koniec stycznia, kiedy to Sikorski spotkał się w swoim warszawskim mieszkaniu z szefem organizacji Markiem Wallacem i z dawnym znajomy Markiem Kaplanem, którzy podczas wspólnej kolacji namówili Sikorskiego do zakupu drona. Wkrótce potem Polak skontaktował się telefonicznie ze swoimi ukraińskimi odpowiednikami i w ciągu kilku dni znaleziono rzadkiego, nienaruszonego Shaheda. Mark Wallace ujawnił, że śmiercionośna broń będzie pod osłoną nocy przewieziona ciężarówką do Waszyngtonu, gdzie trafi następnie na specjalną ekspozycję i zobaczy go wiceprezydent J.D. Vance i że celem operacji jest „skłonienie decydentów do uznania irańskiego sprzętu za najpowszechniej stosowaną broń terrorystyczną”.

Sam Sikorski powiedział gazecie: „Ponieważ Iran wszędzie sieje śmierć i zniszczenie, należy wspólnie stawić czoło temu zagrożeniu i je usunąć”. Przestrzegał: „Iran kłamie. Iran jest winny i Iran nie może oczekiwać naszego współczucia, gdy podejmiemy środki, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się jego terroru w przyszłości”. Cały świat powinien być świadom, jakie niebezpieczeństwo sprowadza na nas współpraca Rosji i Iranu”. W niewydarzonych analizach wtórował mu w tej samej gazecie inny dyplomatyczny matoł, Anne Applebaum: „Sceny, które widzimy w Damaszku, zobaczymy w Moskwie i Teheranie. Upadek Asada to rosyjski Afganistan”.

A polskie media? „Wojenne trofeum”; „Brawurowa akcja szefa MSZ”; „Efekty akcji zobaczy sam wiceprezydent USA”; „Dron będzie pokazany amerykańskim konserwatywnym politykom”. Cytowały tez wpis Sikorskiego na portalu X:  Sojusz polsko-amerykański jest nierozerwalny. Konferencja w Waszyngtonie to jedno z najbardziej wpływowych wydarzeń politycznych na świecie. W tym roku uczestnicy mogą oglądać zestrzelony przez Ukraińców, a dostarczony przez Polskę symbol śmierci tysięcy niewinnych:  irański dron Shahed. Razem skutecznie sprzeciwiamy się osi zła”.

Wiceprezydent J.D. Vance drona nie oglądał (no i nawet nie spojrzał na Sikorskiego). Nie jest to bowiem jakiś egzemplarz (i dron i Sikorski) godny zbadania przez specjalistów z Pentagonu i z CIA (zwłaszcza, że jest w nim sporo amerykańskich części i że USA mają na terenie Ukrainy 12 stacji wywiadowczych), lecz pospolity złom wykorzystany do budowania napięcia wokół Iranu. I jeszcze jedno: Jak dowiadujemy się z polskich i amerykańskich gazet, Sikorski niewypał „kupił”od armii ukraińskiej, co dość dziwnie wygląda w świetle właśnie ujawnionych informacji, że Polska na samą pomoc wojskową dla Ukrainy wydała 14 miliardów złotych). I jeszcze jedno – nic nie powiedział, czy polskie służby i wojsko miały okazję rzucenia okiem na drona.

United Against Nuclear Iran (Zjednoczeni Przeciw Nuklearnemu Iranowi) to żydowska organizacja lobbystyczna. „Wall Street Journal” to żydowska gazeta dla Amerykanów i organ prasowy żydowskich globalistów. Agencji Bloomberg jest własnością amerykańskiego Żyda, znanego z poparcia dla Netanjahu. Mark Wallace tobyły ambasador przy ONZ w czasach „kolorowych rewolucji”. Mark Kaplan to znajomy Sikorskiego z czasów „studiów” na Oksfordzie (z tym że Kaplan zdobył dyplom magistra, a Radek dyplom kupił za 10 funtów), który jeszcze w trakcie pisania doktoratu pracował, jako analityk dla izraelskich firm, a później zajął się inwestycjami w kopalnie złota. I to on wraz z fundacją Sheldon i Miriam Adelson pokrywa ¾ kosztów działalności organizacji.

Statutowym celem organizacji jest „niedopuszczenie, aby Iran stał się regionalnym mocarstwem posiadającym broń nuklearną”. W tym celu wywiera naciski na biznesy, aby zaprzestały współpracować z Iranem, a nawet udzielać mu pomocy humanitarnej. Jej założycielem i szefem, aż do śmierci w 2024, był senator Joe Lieberman. W jej radzie nadzorczej zasiadają neokonserwatywne tuzy. W konferencjach organizacji bierze udział Mike Pompeo, ten sam, który kazał ministrowi w rządzie PiS zorganizować w Warszawie konferencję anty-irańską. W jej radzie zasiadał też Radosław Sikorski. No i w 2022 roku Iran uznał ją za organizację terrorystyczną, za „wspieranie działań wywiadowczych i przestępczych” przeciwko temu państwu.

„Rosja zgodziła się pomóc administracji Donalda Trumpa w rozmowach z Iranem na temat irańskiego programu nuklearnego. Donald Trump poprosił Władimira Putin, aby mediował między USA a Iranem” – doniosła agencja Bloomberg, powołując się na swoje źródła. Informację potwierdził rzecznika Kremla. Skomentowała ją też „Times of Israel”, w tekście zatytułowanym „Gdy Trump przymila się do Putina, Rosja składa ofertę pośredniczenia w rozmowach USA-Iran”: „Informacja ta jest bardzo niepokojąca dla Izraela, który zabiega o przyłączenie się Trumpa do ataku na instalacje nuklearne w Iranie, i coraz bardziej ciepłe relacje Trumpa z Putinem to dla Izraela twardy orzech do zgryzienia”. Krótko mówiąc – Trump szykuje niespodziankę dla Netanjahu, dla neokonserwatystów i dla Sikorskiego (oraz jego żony). No chyba, że skończy jak John Kennedy. Licho bowiem nie śpi – tak, jak Ben Gurion kazał zabić Kennedy’ego, tak Netanjahu może to zrobić z Trumpem. A Sikorski? Potwierdza, że ma bardzo słabe rozeznanie w polityce amerykańskiej i w ogóle w tym, co w trawie piszczy.

Ocieplenie relacji na linii Waszyngton-Teheran stawia Sikorskiego (a także Tuska, Dudę i cały PiS, zwolenników twardego kursu wobec Teheranu) w kłopotliwej sytuacji, i Radek może przebudzić się z ręką w nocniku. Szalone pomysły Radka prowadzą w prostej linii do marginalizacji, do dalszego ograniczenia pola manewru polskiej dyplomacji. Kabotyńska zagrywka z dronem oznacza, że:Podżega do wojny. Bierze udział w nagonce na Iran. Pomaga Netanjahu. Przyczynia się do destabilizacji regionu. Uczestniczy w żydowsko-izraelskiej machinacji. Oznacza też, że Sikorski to dyplomatyczny matoł. I jeszcze jedno – Iran, wbrew przemyśleniom geniusza z Chobielina, stanowi tamę dla islamistów w regionie, blokuje marsz Turków, wspiera i wspomaga egzystencję materialną chrześcijańskiej Armenii. Łagodzi antagonizmy religijne w regionie. Jest promotorem dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego. No i, co umknęło uwadze dyplomatołka z Chobielina, Liga Antydefamacyjna ocenia: Iran found to be the least antisemitic country in the region.

Największym wrogiem Izraela jest Iran, który geograficznie jest daleko, ale z jakiegoś dziwnego powodu cały czas myśli o zniszczeniu nas. Nie wiem, czy to wynika z tego, że utożsamia nas jako sojuszników Stanów Zjednoczonych, czy po prostu jego marzeniem to być jedynym królem na całym Bliskim Wschodzie” – mówi rabin Szalom Dow Ber Stambler, szef polskiego oddziału Chabad Lubawicz, rabin synagogi chasydów tego ruchu w Warszawie, pierwszy gość w nowym podcaście „Rzeczpospolitej” pod nazwą „Globalny Chrząszcz”. „Chabad Lubawicz działa na całym świecie, otwierając centra edukacyjne i religijne nawet w najdalszych zakątkach globu. Gdziekolwiek jest Coca-Cola, tam znajdziesz Chabad” – dodał z uśmiechem. Na pytanie o życie Żydów w Polsce, odpowiedział: „Polska to wielka pozytywna niespodzianka. Dla wielu Żydów przez wieki była drugim najważniejszym miejscem po Izraelu, a pierwszym ‘na czas wygnania’. Znana jest historia, że kiedy pierwsi Żydzi dotarli do Polski, usłyszeli, że to miejsce nazywa się „Polin”, co po hebrajsku oznacza: Żydzi powinni tu mieszkać”. Na koniec wygłosił złowieszcze słowa: „Lubię tu mieszkać i mówić po polsku”. Innymi słowy – zgodził się z żoną Sikorskiego, a nawet został jego „rabinem prowadzącym”.

Netanjahu manipulował wszystkimi prezydentami USA. Miał w tym poparcie żydowskiego lobby, które otorbiło wszystkie administracje. Donald Trump, po swoim pierwszym wyborczym zwycięstwie, skierował do nich słowa: „Wojna w Iraku była bardzo wielką pomyłką. Nigdy nie powinniśmy się tam znaleźć”. Słowa te mówiły wszystko, oznaczały zsyłkę na polityczną Syberię. Gdy potem poszedł na całego: „Głównym i najważniejszym hasłem mojej prezydencji będzie Ameryka na pierwszym miejscu. W pierwszym rzędzie zajmijmy się własnym narodem i własnym krajem”, stało się jasne, że jego prezydentura będzie dla Netanjahu (i tych od „sekretnej operacji” z dronem) koszmarem. Trump nie zostawił też suchej nitki na waszyngtońskiej elicie dyplomatycznej: „Pozbądźmy się ich i Ameryka znowu będzie wielka”. A mówił o elicie zaludnionej synami lub wnukami żydowskich uchodźców z przedwojennej Polski (czyli o znajomych żony Sikorskiego). Waszyngtońskiego bagna nie zdołał (albo nie zdążył) wyczyścić, i po powrocie do władzy, już na podium wyborczym Bidena krzyczeli: Zbombardować Teheran! Do swojej drugiej kadencji przystąpił o wiele lepiej przygotowany i bardziej zdeterminowany. Ma opracowaną spójną agendę, ma lojalne kadry. Słowem – wie czego chce. I jego przeciwnicy doskonale o tym wiedzą. Nie wie tylko Sikorski.

Wiemy, jak Trump „negocjował” z Zełenskim. Nie wiemy, jak przebiegła rozmowa z Netanjahu. Widzieliśmy tylko, że gdy wyszedł do dziennikarzy to miał minę, jakby go po raz drugi obrzezano. Nie wiemy, jak wyglądała rozmowa Sikorskiego z Marco Rubio, który wezwał go „na gwizdek”. Być może posłużył się słowami Radka z kijowskiego Majdanu: „Jak nie przyjedziesz, wszyscy będziecie martwi” lub „Jak się nie stawisz, to będzie dorzynanie watahy”. Ale i tak niech się cieszy, że nie musiał (wzorem Leszka Millera) jechać do Langley, bo tam by się dopiero nasłuchał i naoglądał kwitów. O czym jeszcze rozmawiali? Może przypomniał Radkowi, że gdy miał fuchę w neokonserwatywnym think-tanku, postulował reformę polskiej armii tak, „aby mogła wysłać na bliskowschodnie misje nawet kilkanaście tysięcy żołnierzy”, i tłumaczył, że żołnierze z Polski są tańsi w eksploatacji, a ich strata nie wywoła w USA niechęci do wojny? A może Rubio powiedział: „You have no cards”? To był kolejny, setny już z rzędu dyplomatyczny wygłup. Ale czy tylko wygłup? Może brał udział w żydowsko-izraelskiej machinacji? Może chciał wkraść się w łaski lobby żydowskiego i przypodobać nowojorskiej żydokomunie? A może miał pomóc neokonserwatystom w powrocie do Białego Domu?

Mówią o zagrożeniach ze strony Trumpa i jego nowego ambasadora w Warszawie, że wrócą do Ustawy 447, że sprzedadzą Polskę Żydom.Tymczasem Polsce zagraża nie Trump i jego ambasador, ale Tusk i jego minister od zagranicy oraz… Kaczyński i jego ferajna. Otóż, jedni i drudzy rozpoczęli wyścig o względy Trumpa. Dla przypodobania się Trumpowi, dla wkradzenia się w jego łaski, licytują się na wyprzódki, kto będzie bardziej przydatny i kto da więcej. W przypadku Tuska chodzi o to, aby Trump pozwolił mu zachować władzę. A w przypadku Kaczyńskiego, aby pomógł mu władzę odzyskać. I tu, na tej drodze obaj są gotowi na wszelkie ustępstwa: na wysłanie wojsko na Ukrainę, na oddanie złóż metali ziem rzadkich, na zakupy bezużytecznej broni, na danie wyłączności na całe sektory gospodarki, na przyjęcie uchodźców z Palestyny, na sprzedaż lasów i Wawelu. I wreszcie – na zwrot pożydowskich majątków. Przy czym zrobią to nie z inicjatywy ambasadora USA, lecz z inicjatywy własnej.. Oni sami, starając się ubiec w tym konkurenta, polecą do ambasady USA z ofertami „współpracy”. W przymilaniu się do Trumpa sięgną też po kartę antysemityzmu Polaków (i oby to była ich ostatnia karta!).

Czy poświęcą interesy Polski? Z doświadczenia wiemy, że dla utrzymania się przy władzy są gotowi do największych świństw, i w przymilaniu się do Trumpa w ogóle nie będą uwzględniać interesu Polski. Tak, jak w podejściu do Ukrainy czy do „przyczółku naszej cywilizacji na Bliskim Wschodzie”. A co do Ukrainy, a właściwie co do Zełenskiego, Tusk i Kaczyński w niczym się nie różnią, licytują się tylko, kto jest bardziej proukraiński i kto da Ukraińcom więcej. Niech przykładem będą „przemyślenia” tego ostatniego na temat polskiej racji stanu. Zapytany kiedyś, co zrobimy z odkrytymi złożami gazu łupkowego, odpowiedział: Sprzedamy tanio Amerykanom. Dlaczego? Bo jak Amerykanie zainwestują, to obronią nas przed Ruskimi. A Tusk? Zgodzi się na wszystko, bo do tego „zachęcą” go Niemcy, no i wyznaje doktrynę: „Alles für Deutschland” oraz „Polska to nienormalność”.

Trump w Białym Domu oznacza dla Sikorskiego poważny problem. I, co tu dużo mówić, przeżywa nocne lęki i moczenia. Drzwi do jego międzynarodowej kariery przymknęły się na dobre, bo dla Trumpa, ze swoimi oficerami prowadzącymi i żoną jest nie do przyjęcia. W dodatku wataha, którą miał dorżnąć, ma się całkiem dobrze. „Jeszcze jedno takie zwycięstwo i będę zgubiony” – tak Pyrrus skomentował wynik jednej ze swych bitew. Równie efektowny sukces odniósł Sikorski z irańskim dronem. Nieprzerwanie zapewnia, że „Polska ma wyjątkowo korzystną pozycję”, że z kraju Europy Wschodniej stała się „odpowiedzialnym krajem Europy Północnej”. Realia jednak temu przeczą – po kilkunastu miesiącach rządów podziwianego na całym świecie geniusza dyplomacji, nasz kraj jest bliżej katastrofy niż kiedykolwiek wcześniej.

Tusk, do­bie­ra­jąc sobie tak sła­bego osobnika, po­zba­wił Polskę moż­li­wo­ści sku­tecz­ne­go prowadzenia polityki zagranicznej. A może zrobił to świadomie? A może nakazali mu to Niemcy? Klęska jest żałosna i groteskowa. Polska jest państwem zwijającym się. Jej politykę zagraniczną kreuje kanclerz Niemiec i komik z Kijowa. Skłóciła się ze wszystkimi sąsiadami. Jej relacje z Ukrainą to nieprzerwane ustępstwa i podlizywanie się Zełenskiemu. Ale to nie Tusk i jego szemrana ferajna są temu winni. To my, Polacy, przez swoją głupotę, ciulowatość i zerową zdolność postrzegania świata tkwimy w tym chocholim tańcu i szybkim krokiem zbliżamy się do katastrofy. Każdy dzień urzędowania Radka, i każdy dzień jego dyplomatycznych wygłupów przynosi Polsce nieodwracalne szkody. I właśnie dlatego, ten rząd trzeba jak najszybciej obalić, nie czekając na kolejne wybory, bo wtedy będzie już za późno.

Krzysztof Baliński