Ciemne wieki: Połączenie przedmiotów: geografii, biologii, chemii i fizyki w jeden przedmiot „przyroda”

„Przyroda”, czyli jak wywołać deficyty wiedzy polskich uczniów

Jak-wywolac-deficyty-wiedzy-uczniow

(pixabay.com)

„Planowane połączenie przedmiotów: geografii, biologii, chemii i fizyki w jeden przedmiot pod nazwą „przyroda” uważamy za całkowicie chybione. Niesie ogromne ryzyko niepełnowartościowego wykształcenia młodego pokolenia. Młodzi Polacy nie będą umieli reagować na problemy współczesnego świata” – Polskie Towarzystwo Geograficzne wyraża stanowczy sprzeciw wobec planowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej reformy przedmiotowej dotyczącej likwidacji przedmiotu geografia w szkole podstawowej.

Do negatywnych dla młodego pokolenia następstw należą:

* brak merytorycznych podstaw z zakresu funkcjonowania środowiska geograficznego jako złożonego i integralnego systemu przyrodniczego i społeczno-gospodarczego, stanowiących fundament do rozwijania wielu niezbędnych kompetencji w świecie ogarniętym polikryzysami (m.in. kryzys klimatyczny, migracyjny, zdrowotny, wojny itd.);

* brak umiejętności wynikających ze zrozumienia całościowego obrazu świata, którego aktualne problemy są wypadkową działania procesów i czynników przyrodniczych demograficznych, gospodarczych, ekonomicznych, kulturowych i politycznych. Bez znajomości tych uwarunkowań młode pokolenie nie będzie rozumiało powiązań i konsekwencji działania człowieka w środowisku;

* brak umiejętności rozwiązywania problemów lokalnych środowiska życia człowieka widzianych z perspektywy globalnej.

Wykluczenie geografii jako odrębnego przedmiotu z podstawy programowej pozbawi także uczniów możliwości rozwoju emocjonalnego, w tym odporności na niekorzystne zmiany w środowisku geograficznym i empatii wobec trwających konfliktów społecznych, kulturowych, religijnych i politycznych. Geografia uczy bowiem wrażliwości nie tylko na problemy środowiska przyrodniczego, ale na problemy demograficzne i społeczne, ucząc tolerancji kulturowej.

Ponadto pokazuje jak wykorzystywać wiedzę teoretyczną w działaniach praktycznych na rzecz rozwoju zrównoważonego. Jest przedmiotem stanowiącym podstawę do harmonijnego kształtowania przestrzeni, ochrony zasobów przyrody i walorów krajobrazu, zapewniając tym samym pierwiastek edukacji estetycznej. Pokazuje jak łączyć refleksję nad pięknem i harmonią świata przyrody z racjonalnością gospodarczego działania. Tym samym geografia jest jedynym przedmiotem integrującym wiedzę, który przygotowuje młodych ludzi do rozwiązywania problemów współczesnego świata widzianych z wielu perspektyw”.

Powinna więc być wzmacniana a nie ograniczana.

Naukowcy z PTG zwracają uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię – niepokój o jakość kształcenia. Koncepcja przedmiotu »przyroda« była już wprowadzona w VI-letniej szkole podstawowej i spowodowała ogromne deficyty wiedzy i umiejętności wśród uczniów gimnazjów. Każdy z przedmiotów: biologia, chemia, fizyka i geografia powinien pozostać odrębnym i być realizowanym przez nauczycieli o akademickim wykształceniu specjalistycznym.

Na potrzeby konsultacji społecznych zespół Instytutu Badań Edukacyjnych – w ramach zlecenia otrzymanego od Ministerstwa Edukacji – opracował  profil absolwenta i absolwentki (przedszkola i szkoły podstawowej) dla wszystkich uczniów, w tym uczniów ze szczególnymi potrzebami edukacyjnymi. Dla reformy polskiej edukacji wdrażanej z dniem 1 września 2026 roku od 27 września Fundacja Stocznia (realizator konsultacji na zlecenie MEN) zaprasza do udziału w ogólnopolskich konsultacjach społecznych wstępnego profilu, zarówno w trybie stacjonarnym, jak i on-line – informacje znajdują się na stronie Fundacji Stocznia.

Po zapoznaniu się z profilem absolwenta szkoły powszechnej twierdzę, iż nie jest ofertą dla dalszego kształcenia się absolwenta w naukach ścisłych, dawniej zwanych realnymi. Wydaje się więc sensowne, by we wstępie do publicznie udostępnionego materiału zaznaczyć – dla uświadomienia uczniów, rodziców, nauczycieli i polskich obywateli, biorących udział w konsultacjach – iż proponowany profil absolwenta pozbawia go możliwości zdobycia wiedzy obiektywnej, która jest niezbędna do dalszego kształcenia w szkołach średnich i na uczelniach wyższych.

W graficznym modelu profilu przygotowanym przez IBE, który jest obiektem konsultacji prowadzonej przez zespół Fundacji Stocznia, w obszarze kształcenia wymieniona jest przyroda. Brakuje przedmiotów ścisłych: biologii, chemii, fizyki, których znajomość jest niezbędna do dalszego kształcenia w kierunkach technicznych.

Odbiera się więc absolwentowi szansę rozwoju i zdobycia wiedzy obiektywnej do wykonywania kwalifikowanych zawodów. Z przedstawionego materiału wynika, iż „wyprofilowany” absolwent ma być wrażliwy, myślący krytycznie,  absolwent to osoba dbająca o dobrostan swój i innych ludzi. Dobrostan – termin, który odnosił się do właściwej opieki hodowlanej zwierząt, które powinny być należycie karmione i utrzymywane w czystości, teraz odnosi się do uczniów przedszkola i szkoły. Dobrostan nie ma polegać na zdobyciu przez niech wiedzy, ukształtowaniu charakteru, zdolnego do wysiłku i wytrwałości w dążeniu do zdobycia kwalifikacji np. informatyka Doliny Krzemowej, ale na dobrym samopoczuciu podczas pobytu w szkole, w której nauczyciel spełnia jego oczekiwania. W przyszłości będzie więc dokręcał śruby w fabryce Mercedesa. Pracodawca pokaże i wytłumaczy i niepotrzebna będzie mu wiedza przedmiotowa z biologii, geografii, chemii, fizyki.

Naukowcy PTG przypominają, iż próba wprowadzenia przyrody w przeszłości spowodowała deficyt wiedzy i umiejętności wśród uczniów gimnazjów. Uczniowie, rodzice, nauczyciele muszą mieć tego świadomość, iż jest to celem obecnej reformy. Czy możliwe jest przyjęcie tak wyprofilowanego absolwenta na studia medyczne – bez wiedzy z biologii? Czy możliwe jest przyjęcie tak wyprofilowanego absolwenta na Wydział Technologii Żywności – bez wiedzy z chemii?

A może wystarczy jawny tekst mówiący o planie likwidacji technikum, liceum, szkolnictwa wyższego o kierunkach technicznych i naukach ścisłych. Te zadania będą wykonywać przedstawiciele innych nacji, którzy właściwą wiedzę zdobędą.

Może warto przypomnieć o politycznej ustawie szkolnej w czasie zaborów. Polityczna ustawa szkolna w Austrii obowiązująca prawie do roku 1873, zabraniała rozwijania władz umysłowych dzieci, a zalecała jedynie kształcenie pamięci. Rozwijanie władz umysłowych było niebezpieczne, bo sprowadzało niebezpieczeństwo budzenia się godności człowieka -obywatela, który mógł poczuć się niezadowolonym z istniejącego ustroju politycznego.

Bożena Ratter 

Ruch Ochrony Szkoły

Kurestwo: Rada Europy wzywa do legalizacji prostytucji. – Nachalne są te kurwy i zuchwałe. 

Rada Europy wzywa do legalizacji prostytucji jako „świadczenia usług seksualnych”. Ordo Iuris: to uderzenie w godność kobiet!

====================================

Mail:

Wpis sugeruje, że nasz analityk – Patryk Ignaszczak, jest autorem również tytułu artykułu. Tytuł natomiast, jakkolwiek publicystycznie chwytliwy, nie idzie jednak w parze z analitycznym stylem, jaki chcielibyśmy podtrzymywać. Czy mógłbym Pana prosić o zmianę tytułu tekstu lub usunięcie informacji, że jego autorem jest Patryk Ignaszczak? Z poważaniem Filip Bator – Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

Chyba powyższe wyjaśnienie usuwa wątpliwości. A tytuły – muszę dawać „chwytliwe”.. Ala, i poniższe motto ze Szwejka też ja dodałem MD]

================================

pch24/rada-europy-wzywa-do-legalizacji-prostytucji

=========================

Motto: „Był to niejaki Szymek z Budziejowic, który nie wiedząc nic o wzniosłym posłannictwie tych dam, rzekł do swoich towarzyszy, gdy damy wędrowały dalej: 
– Nachalne są te kurwy i zuchwałe. Żeby jeszcze taka małpa była podobna do ludzi! Ale suche to jak bocian, niczego na niej nie widać prócz tych kulasów, gęba, jakby ją na męki brali, i jeszcze taka stara raszpla bierze się do żołnierzy!”
Jaroslav Hašek – Przygody dobrego wojaka Szwejka

————————————————-

„Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy opublikowało projekt rezolucji dotyczącej różnych aspektów zjawiska prostytucji. W dokumencie prostytucja jest normalizowana oraz przedstawiana jako świadczenie usług seksualnych”, alarmuje Instytut Ordo Iuris.

W ostatnich dniach Komisja równości i niedyskryminacji (Committee on Equality and Non-Discrimination) działająca w ramach Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (Parliamentary Assembly of the Council of Europe) opublikowała projekt rezolucji poświęcony różnym aspektom „pracy seksualnej”. Autorem dokumentu jest Fourat Ben Chikha, belgijski polityk tunezyjskiego pochodzenia, senator z ramienia flamandzkiej Partii Zielonych (Groen), oraz członek Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, określający się jako „dumny queerowy muzułmanin”. W rezolucji zawarto szereg uwag oraz zaleceń związanych z sytuacją i prawami „osób świadczących usługi seksualne”.

Projekt rezolucji rozpoczyna się od stwierdzenia, że „osoby świadczące usługi seksualne” (sex workers) są częścią społeczeństwa i mają prawo do bezpieczeństwa, poszanowania godności i ochrony przed dyskryminacją [!! md]. Zaznacza się tam również, iż spotykają się one ze stygmatyzacją i marginalizacją, są szczególnie narażone na przemoc i wykorzystywanie oraz doświadczają wysokiego poziomu dyskryminacji w dostępie do edukacji, zatrudnienia, zdrowia, mieszkań, wymiaru sprawiedliwości i ochrony przed przemocą. Autorzy wyrażają przekonanie, że źródłem tej dyskryminacji jest wiele różnych czynników, w tym m.in. „orientacja seksualna”, „tożsamość płciowa” (gender identity) oraz „ekspresja płciowa” (gender expression).

W dalszej części dokumentu stwierdzono, że chociaż handel ludźmi w celu wykorzystywania seksualnego, w tym przymusowa prostytucja, jest jednym z głównych rodzajów tego procederu (szczególnie w odniesieniu do kobiet i dziewcząt), to „praca seksualna” nie powinna być utożsamiana z tym handlem ludźmi. W tym kontekście autorzy odwołują m.in. do rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego 1983 (2014) „Prostytucja, handel ludźmi i współczesne niewolnictwo w Europie”, podkreślając, że  „we wszystkich przypadkach władze powinny powstrzymać się od traktowania przepisów dotyczących prostytucji jako substytutu kompleksowych działań mających na celu zwalczanie handlu ludźmi, opartych na solidnych ramach prawnych i politycznych i skutecznie wdrażanych”. Dalej twórcy dokumentu odwołują się do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie M.A. i inni przeciwko Francji (2024), zgodnie z którym na władzach krajowych spoczywa „obowiązek stałego przeglądu swoich przepisów dotyczących usług seksualnych, zwłaszcza gdy opierają się one na zakazie kupowania czynności seksualnych, tak aby móc je zmieniać i dostosowywać do ewolucji standardów międzynarodowych”.

Dekryminalizacja prostytucji?

Następnie autorzy przytaczają opinię „licznych organizacji międzynarodowych i ekspertów”, którzy zalecają „pełną dekryminalizację pracy seksualnej jako najlepszy sposób ochrony zdrowia i praw człowieka osób świadczących usługi seksualne”. W tym kontekście przywołuje się oficjalne dokumenty i oświadczenia wydawane przez Komisarza Praw Człowieka Rady Europy, Światową Organizację Zdrowia, Grupę Roboczą ONZ ds. dyskryminacji kobiet i dziewcząt czy Amnesty International. „Stanowiska i argumenty tak szerokiego grona podmiotów powinny być uważnie brane pod uwagę przez ustawodawców i decydentów politycznych przy regulowaniu pracy seksualnej” – możemy przeczytać w projekcie rezolucji.

Twórcy dokumentu odnotowują reformę prawa w Belgii, gdzie m.in. wykreślono prostytucję z tamtejszego kodeksu karnego oraz wprowadzono zabezpieczenie socjalne dla osób zajmujących się prostytucją (od niedawna mogą one „pracować” w oparciu o umowę o pracę).  „Zgromadzenie uważa, że reforma ta stanowi przykład, który mogłyby naśladować inne państwa członkowskie” (…) – podkreślają autorzy projektu rezolucji, zwracając uwagę, iż takie działania mogą pomóc w wyeliminowaniu prawnych szarych stref, w obrębie których może rozwijać się działalność przestępcza związana z prostytucją.

Propozycje rekomendacji Zgromadzenia odnośnie prostytucji

W dalszej części projektu rezolucji zaleca się podjęcie państwom członkowskim Rady Europy szereg różnych działań w materii dotyczącej prostytucji, w tym m.in. wzmocnienia współpracy z organizacjami społeczeństwa obywatelskiego reprezentującymi „osoby świadczące usługi seksualne” oraz organizacjami zapewniającymi wsparcie osobom „świadczącym usługi seksualne” i ofiarom handlu ludźmi. Ponadto, w ocenie autorów wskazane organizacje powinny brać udział w konsultacjach oraz w „opracowywaniu, wdrażaniu, monitorowaniu i ewaluacji polityk mających wpływ na pracę seksualną, a także polityk przeciwdziałających handlowi ludźmi”. W dodatku, postuluje się tam także konieczność zapewnienia osobom „świadczącym usługi seksualne” dostępu do pełnego zakresu usług opieki zdrowotnej w zakresie „zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”, w tym m.in. „opieki w zakresie bezpiecznej aborcji”. Następnie projekt rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego zaleca państwom członkowskim Rady Europy prowadzenie kampanii, mających na celu  „przeciwdziałanie stygmatyzacji i uprzedzeniom wobec osób świadczących usługi seksualne”. Wśród pozostałych rekomendacji warto odnotować postulat podjęcia odpowiednich działań w celu zwalczania „przymusowej pracy seksualnej” oraz propozycję włączenia przepisów dotyczących „świadczenia usług seksualnych” do ogólnego prawa pracy, a także zapewnienia dostępu do zabezpieczenia społecznego związanego m.in. z emeryturami, bezrobociem, ubezpieczeniem zdrowotnym i świadczeniami rodzinnymi. Wskazuje się również na konieczność zapewnienia osobom zajmującym się prostytucją możliwości zrzeszania się i tworzenia związków zawodowych lub przystępowania do nich.

Prostytucja uderza w godność kobiet

Dokonując analizy projektu rezolucji, warto zwrócić uwagę na kilka zasadniczych kwestii. Po pierwsze, dokument oparto na założeniu, zgodnie z którym należy zdecydowanie rozróżnić „świadczenie usług seksualnych”, rozumianych jako „dobrowolna prostytucja” od prostytucji przymusowej czego przykładem jest chociażby podkreślenie, że „praca seksualna nie powinna być łączona z handlem ludźmi”. Tymczasem w rzeczywistości jest całkowicie na odwrót, jako że liczne badania oraz publikacje naukowe wyraźnie wskazują, iż wykorzystywanie oraz wyzysk seksualny są jedną z podstawowych form współczesnego niewolnictwa, jakim bez wątpienia jest handel ludźmi. Odnosi się to również coraz częściej do osób nieletnich, zmuszanych do brania udziału w tym haniebnym procederze. „Nadal najczęstszą formą handlu ludźmi – jeśli chodzi o Polskę – jest wykorzystywanie seksualne kobiet” – możemy przeczytać w oficjalnym oświadczeniu Policji z 2015 roku. „Wykryte ofiary handlu ludźmi do celów wykorzystywania seksualnego oraz ofiary handlu ludźmi do pracy przymusowej stanowiły około 82 proc. wszystkich ofiar handlu ludźmi” – napisano w publikacji z lipca tego roku.

Po drugie, projekt rezolucji stoi w sprzeczności z szeregiem różnych aktów prawa międzynarodowego, mających na celu zapobieganie oraz zwalczanie zjawiska prostytucji. Wśród nich wymienić można chociażby z Protokołem z Palermo z 2000 roku, który potępia prostytucję jako formę handlu ludźmi (art. 3) czy z Konwencją Rady Europy w sprawie działań przeciwko handlowi ludźmi z 2005 roku, gdzie w zakresie pojęcia „handel ludźmi” mieści się m.in. „wykorzystywanie prostytucji” oraz „inne formy wykorzystywania seksualnego” (art. 4).

ONZ i Parlament Europejski potępiają prostytucję

Warto  stanowisko Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. przemocy wobec kobiet, który w oficjalnym raporcie wezwał do globalnego uznania i zwalczania prostytucji jako systemowej przemocy, zalecając jednocześnie ściganie osób korzystających z tego procederu oraz sutenerów. Ważnym jest także oficjalne stanowisko Parlamentu Europejskiego, który w rezolucji przyjętej w 2014 roku stanowczo potępił prostytucję, określając ją jako akt, który ze swej natury stanowi formę przemocy oraz pogwałcenie ludzkiej godności. Co szczególnie istotne, w rezolucji zawarto wezwanie do państw członkowskich, apelując o podjęcie działań zmierzających zarówno do penalizacji gospodarczego wykorzystania prostytucji, jak i do karania osób korzystających z tego typu „usług”.

Finalnie warto odnotować, iż twórcy dokumentu wprost apelują do państw członkowskich o zapewnienie osobom „świadczącym usługi seksualne” prawa do aborcji na żądanie. Uśmiercanie nienarodzonego dziecka zostaje tutaj przedstawione jako zwykły zabieg z zakresu opieki zdrowotnej, wynikający z praw człowieka.

Analizując tekst dokumentu warto zauważyć, iż jego główną tezą jest konieczność legalizacji prostytucji, przedstawianej jako „świadczenie usług seksualnych” a więc takiej samej pracy jak każda inna. Przykładem takiego podejścia może być propozycja zalecenia, zgodnie z którą osoby pracujące w sektorze „usług seksualnych” powinny mieć zapewnioną możliwość tworzenia oraz wstępowania do już istniejących związków zawodowych czy innych organizacji pracowniczych. Tymczasem prostytucja jest zjawiskiem wymagającym systemowego przeciwdziałania, jako że w jej ramach sprowadza się kobietę do roli towaru czy przedmiotu. Warto również pamiętać, że kobiety i dziewczęta uczestniczące w prostytucji są w praktyce nierzadko zmuszane do niej z powodu trudnej sytuacji materialnej oraz narażone na wyzysk, jak i nadużycia ze strony tych, którzy zarządzają całym procederem. Dlatego też organizacje międzynarodowe powinny podejmować wysiłki mające na celu zwalczanie tego zjawiska i zapewnienie niezbędnej pomocy osobom będącym jego ofiarami, a także zagwarantowanie pociągnięcia do odpowiedzialności ludzi wyzyskujących ich trudne położenie.

Projekt rezolucji będzie poddany pod głosowanie w czwartek 3 października.

Patryk Ignaszczak – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris

Polskie dzieci są zabijane zastrzykiem z trucizny prosto w serce. Wybór najbardziej aktualnych artykułów.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Kolejni geje aresztowani z zarzutami o charakterze pedofilskim – to znani aktywiści LGBT: szef homo-stowarzyszenia oraz jego wolontariusz. Bułgaria broni się przed  homopropagandą. Stosowane do tzw. „zmiany płci” blokery dojrzewania powodują rozstrój zdrowia dzieci. Adam Bodnar nakazuje podwładnym nie ścigać przestępstwa aborcji. Polskie dzieci są zabijane zastrzykiem z trucizny prosto w serce.

O tym i o innych ważnych sprawach dowie się Pan z portalu www.RatujZycie.pl. Przesyłamy wybór najbardziej aktualnych artykułów.

Zapraszamy do lektury i podawania dalej, by inni także dowiedzieli się, co się aktualnie dzieje. Wiele osób nie ma pojęcia, jak naprawdę wygląda starcie Dobra ze złem. Trzeba edukować i uświadamiać.

OPIS ZDJĘCIA

Aktywista LGBT aresztowany za pedofilię

Kolejny aktywista LGBT aresztowany za pedofilię! Brytyjskie służby ujęły Stephena Irelanda, założyciela LGBTQ Pride. Razem z nim do aresztu trafił wolontariusz Pride, David Sutton. Obaj usłyszeli łącznie aż 22 zarzuty w sprawie wykorzystywania seksualnego dzieci.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Propaganda LGBT zakazana w bułgarskich szkołach

Bułgarski parlament zdecydowaną większością przyjął nowelizację ustawy o nauczaniu w przedszkolach i szkołach. Nowe prawo zakazuje promowania idei i poglądów związanych z nietradycyjną orientacją seksualną. Propaganda LGBT nie może się plenić w placówkach edukacyjnych.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Kontra w Gliwicach. Stop LGBT!

Tegoroczna kontra w Gliwicach była wydarzeniem szczególnym. Zaledwie kilka dni wcześniej całą Polskę obiegła wiadomość o parze lesbijek, które katowały 4-letniego Ignasia. Czy ruch LGBT w jakikolwiek sposób ujął się za ofiarą bezdusznych kobiet? Absolutnie nie! Wręcz przeciwnie – słychać było typowe wezwania do tolerancji i równości. O patologiach w środowisku lobby LGBT przypomnieli zatem normalni ludzie, którzy licznie przybyli na Rynek w Gliwicach.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Blokery dojrzewania zagrożeniem dla zdrowia

Specjaliści alarmują, że rozpowszechnienie wśród nastolatków blokerów dojrzewania stanowi coraz większy problem. Brak akceptacji swojej płci i zahamowanie naturalnego procesu rozwoju organizmu otwiera furtkę do przyjmowania hormonów i operacji nieodwracalnie okaleczających ciało. To tylko jedno z całego szeregu poważnych zagrożeń, jakie niosą blokery dojrzewania.Czytaj dalej >

WSPIERAM WSPIERAM

OPIS ZDJĘCIA

Chlorek potasu w serce dziecka

Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na to, że w Polsce zabija się nienarodzone dzieci m.in. przez wstrzyknięcie im chlorku potasu do serca. Niektórzy pytają, skąd mamy te informacje i jak to w ogóle możliwe. Pora wyjaśnić te kwestie i przedstawić jak wygląda aborcja.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Adam Bodnar do prokuratorów: nie ścigajcie mordowania dzieci!

Prokurator Generalny Adam Bodnar wydał wytyczne w sprawie zasad postępowania w sprawach dotyczących mordowania dzieci zanim się narodzą. Innymi słowy – wydał wytyczne w sprawie ścigania w Polsce przestępstwa aborcji. A co dokładnie znajdujemy w wytycznych? Jak NIE ścigać aborcji!Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

„Ścierwa!” – wrocławska urzędniczka cenzuruje zdjęcia z aborcji

We Wrocławiu miał miejsce Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji. W trakcie akcji miejska urzędniczka próbowała rozwiązać legalne zgromadzenie modlitewne pod pretekstem, że uczestnicy trzymają zdjęcie abortowanego dziecka! Rugała naszą koordynatorkę. Nie chciała podać, o jaki paragraf kodeksu karnego chodzi, powtarzała tylko jak mantrę: „łamie pani prawo, łamie pani prawo”. Z jednej strony mówiła, że to zwłoki ludzkie (tak! aborcja zabija człowieka!), z drugiej robiła porównania do ścierwa (!). Cenzura i widzimisię urzędnika jako podstawa prawna? Nie będzie naszej zgody, by zdjęcia z aborcji usunąć z ulic.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji

Cała Polska pokrywa się siecią modlitwy. Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji to wołanie do Matki Bożej, aby pomogła zatrzymać w Polsce aborcyjną rzeź. Modlitwa łączy ludzi, którzy nie zgadzają się na zabijanie dzieci w polskich szpitalach. O co chodzi w tej akcji? Dlaczego odbywa się publicznie i jakie jest jej znaczenie? Dowiesz się tutaj.Czytaj dalej >

Synod o Synodalności jak Inferno Dantego.

Synod o Synodalności jak Inferno Dantego. Ks. Raymond de Souza ostro o bezsensie synodalności

#Kościół synodalny #Raymond de Souza #synod o synodalności #synodalność

(Il. A. Bednarski /Polonia Christiana)

Synod o Synodalności jest jak Inferno u Dantego. Znany amerykański konwertyta i publicysta, ks. Richard John Neuhaus, żartował, że po wejściu do piekła pierwsze usłyszane słowa brzmią: „Podzielcie się na małe grupy, urządźcie dyskusję, a następnie złóżcie raport zgromadzeniu plenarnemu”. Tak właśnie wygląda synodalność, uważa amerykański publicysta, ks. Raymond de Souza.

Zgryźliwy komentarz ks. Raymond de Souza zamieścił na łamach „First Things”. Zwrócił uwagę, że idea Synodu o Synodalności, który w praktyce sprowadzał się do bycia serią „spotkań o spotkaniach”, do dziś pozostaje niewyjaśniona. W ubiegłym roku w październiku zebrało się w Rzymie prawie 400 osób, które przez trzy tygodnie debatowały o Kościele synodalnym. W raporcie finalnym tamtego synodu wezwano do pogłębienia tego, co oznacza synodalność. W efekcie papież zlecił opracowanie tego tematu specjalnej komisji, która ma pracować do czerwca 2025 roku. Oznacza to, że tym razem w Rzymie znowu zbierają się biskupi i świeccy by synodalnie rozmawiać o synodalności, choć nikt nie wie, czym synodalność w ogóle jest.

Kapłan zwrócił też uwagę, że podczas bezprecedensowej liturgii pokutnej poprzedzającej otwarcie finalnej sesji tegorocznego synodu przepraszano za grzechy przeciwko synodalności. Można powiedzieć, że najbardziej pokutować powinien kard. Victor Manuel Fernández. Kiedy jesienią 2023 roku na synodzie omawiano kwestię podejścia do osób LGBT, Fernández potajemnie pracował nad deklaracją o błogosławieniu tych par. „Ta zdrada synodalności, wypuszczona w środku zimy z zamarzniętej otchłani na dnie Inferna, zaszokowała świat katolicki” – napisał kapłan. Tamten dzień był „śmiertelnym ciosem dla synodalności”. „W jednym miejscu odbywały się niekończące się spotkania o spotkaniach, którego do niczego nie prowadziły. W innym miejscu, bez żadnych spotkań, zapadły ważne decyzje” – stwierdził.

Ks. Raymond de Souza zauważył, że liturgia pokutna, jak mówił oficjalny komunikat Stolicy Apostolskiej, miałaby na celu „ukierunkowanie prac synodu na początek nowego sposobu bycia Kościołem”. „Wygląda na to, że zapomniano o <starszym> sposobie bycia Kościołem – ot, takim, który istniał zaledwie dwadzieścia pięć lat temu…” – wskazał.

Źródło: firstthings.com Pach

Rymy może częstochowskie, ale Ryży uśmiechnięty…

https://pch24.pl/alarmowal-o-szabrownikach-zostal-aresztowany-prokuratura-umorzyla-sprawe-mieszkanca-ladka-zdroju

klioes vel pislamista 1 October 2024 

Powodzi nie ma
czyli
Polska uśmiechnięta 

Aresztowano właśnie internautę,
Bo „w błąd wprowadzał na temat powodzi”.
Łajdak fałszywe informacje dał te:
„Brak jest pomocy. Wielu nie wychodzi
Z domów z obawy przed szabrownikami.”
Kłamca się znalazł szybko za kratami.

Ach, przecież żadnej powodzi nie było!
Płemieł zapewniał, że „nie ma obawy”.
A jeśli nawet kogoś przemoczyło,
Więc „czy płemieła zamkną?” jest ciekawy,
Niech internauty areszt zapamięta!
Powodzi… NIE MA. Polska… uśmiechnięta!!!

klioes vel pislamista 1 October 2024 

Sygnaliści w demokracji walczącej

Zły sygnalista to Sebastian T.
Chociaż w wiezieniu drań nie znajdzie się,
To sygnał (fake news!), który wysłał w sieć,
Powinien zakaz bodnarowski mieć!

Bo sygnalista dobry dobry wspiera rząd.
(Nie alarmuje, gdy rząd robi błąd.
A alarmuje w czas powodzi złej,
Gdy krytykuje ktoś rząd.) Zgłasza… hejt.

klioes vel pislamista 1 October 2024 

Wał Tuska
czyli
Demokracja walcząca

Przyszli z bronią, sześciu policjantów…
Czy wystarczy? Ilu rebeliantów

Trzeba zamknąć!? – Jeden!… Zrobił źle:
Skrytykował rząd i TVP!!!

Podkomisarz pan Marcin Zagórski
Informuje, jak redaktor Turski,
O przestępstwie: „Te czynności stąd.
Prokurator potem, w końcu sąd.”

Sprawne państwo!… „Wały wytrzymały-
By… No, ale bobry się dobrały
Do tych wałów… i stąd wody plusk.” –
Informuje premier Donald Tusk.

I rozjaśnia na kształt Peru Słońca:
„Demokracja w Polsce jest walcząca!
Będą wały!…” (JEDEN WIELKI WAŁ.
Bo sam naród polski tego chciał.)

klioes vel pislamista 1 October 2024 

GestaPO
czyli
Gdzie jest Konstytucja?

Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości
Ratunkiem wielkim jest już dla ludności!
W czasie powodzi łobuz z Lądka-Zdroju
Nie będzie więcej czynił niepokoju.
Sebastian, łobuz dwudziestodwu-latek
Albo zamilknie, albo świat zza kratek
Będzie oglądać przez długie trzy lata…
Centralne Biuro ma na niego bata!

Sebastian straszył, że „po okolicy
Lądka i Stronia chodzą szabrownicy.
Są uzbrojeni! Ludzie wyjść się boją.
A brak policji, służby z dala stoją.”
Służby nie stały jednak, a… siedziały
Przed komputerem i Facebook czytały!
„Wykryły fake news”. (Już wiesz, Sebastianie,
Że nie popłaca służb krytykowanie.)

Gesta oznacza czyny po łacinie.
PO – Platformę, w której jak w rodzinie…
(No, jak w rodzinie… na przykład Soprano,
Lub Corleone) wszyscy to dostaną,
Co TuSSk nakaże. To obywatele!
Obywatelsko wiecowali wiele…
Wytryskiwało słowo, jak polucja
Z ust: „Kon-sty-tu-cja!” – Gdzie ta Konstytucja?

klioes vel pislamista 1 October 2024 

POwódź

Marek Boroń, nadinspektor,
W sprawie Sebastiana P.
Policyjny chwaląc sektor,
Wypowiedział słowa te:
„Pod zarzutem wprowadzania
Służb państwowych podle w błąd
Doszło dziś do zatrzymania…”
Służby były bierne? – skąd!
Służby czynne w internecie
Były w czas wylewu wód!
Czujnie pomagały przecie…
Organizacyjny cud!
Powódź! Giną w falach ludzie,

Ginie mienie, ginie zwierz…
Lecz nie wątpić nam o cudzie:
Sebastianie w państwo wierz!
Nie wierzyłeś… Twoja wina!
W sieci ujawniłeś strach.
Zawitała więc drużyna
I do pierdla ciebie – trach!
„Ratownictwa utrudnianie” –
Jest w kodeksie na to hak.
I co, panie Sebastianie,
Służby w Lądku są, nie tak?

Na tę POwódź w czas powodzi
Adwokata sobie weź.
Państwo stres Ci wynagrodzi:
Sucha cela czeka gdzieś….

Rząd Tuska chciał stworzyć w Polsce ukraiński legion, ale nie znalazł chętnych Ukraińców. Wolą 800+++

Rząd Tuska chciał stworzyć w Polsce ukraiński legion, ale nie znalazł chętnych Ukraińców

2.10.2024 nczas/rzad-tuska-chcial-stworzyc-w-polsce-ukrainski-legion-ale-nie-znalazl-chetnych-ukraincow

08.07.2024 r. Zełenski i Tusk podczas spotkania w Warszawie.
08.07.2024 r. Zełenski i Tusk podczas spotkania w Warszawie. / Foto: PAP

Rząd Donalda Tuska chciał stworzyć ukraiński legion, ale okazało się, że nie ma chętnych. Mieszkający w Polsce Ukraińcy nie chcą jechać na front.

W lipcu premier Donald Tusk i prezydent Wołodymyr Zełenski podpisali dokument o wzajemnej pomocy. Wówczas zapowiedziano stworzenie ukraińskiego legionu w Polsce. Zdaniem polityków Konfederacji takie działanie było złamaniem Konstytucji, a formowanie obcych wojsk na polskim terytorium może być równoznaczne z wejściem w wojnę. Jednak premier Tusk miał to wszystko gdzieś.

– Umówiliśmy się na sformowanie i szkolenie na terenie Polski ukraińskiego legionu; będzie to nowa formacja złożona z ochotników – mówił Zełenski. – Każdy obywatel Ukrainy, który zdecyduje się zaciągnąć do Legionu, będzie mógł podpisać kontrakt z Siłami Zbrojnymi Ukrainy – dodała ukraińska głowa państwa.

Minęło kilka miesięcy i wydaje się, że nic się w tej sprawie nie ruszyło. Na szczęście. Pojawił się już komentarz wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza w tym temacie.

– Nie odpowiadamy za rekrutację. Liczba osób, która się miała zgłosić ze strony ukraińskiej jest jednak za mała. Te deklaracje na początku były bardzo wysokie – że może być sformowana nawet jedna brygada – to jest kilka tysięcy osób. Tak się jednak nie stało – powiedział szef ludowców w rozmowie z portalem „Wirtualna Polska”.

Jednocześnie Kosiniak-Kamysz przypomniał, że Polska do tej pory wyszkoliła 20 tys. ukraińskich żołnierzy.

Hold Beijing Accountable for Forced Organ Harvesting! 100,000 people slaughtered per year for their organs.


Hold Beijing Accountable for Forced Organ Harvesting!

„Anna Derbyshire, CitizenGO” <petitions-en@citizengo.org>

How can we remain silent as they are slaughtered on our behalf? In alarming new reports, it is confirmed, once again, that China’s organ transplant industry is a dark and profitable reality. For decades, Western nations, including the US, have been complicit. Systematic organ harvesting from healthy people is made possible through industry cooperation with the U.S.
China’s transplant specialists are trained in European and U.S. universities. New transplant technologies are freely shared with the Chinese. According to a well-documented report from an international tribunal, organ transplant tourism is an unregulated and fully funded practice among nations in the EU. Current estimates have grown to 100,000 people slaughtered per year for their organs. This is happening right now, with the full knowledge of all participating nations. Sign our petition now, demand sanctions on China’s transplant industry. We must stop silent complicity. If we continue, hundreds of thousands more will be slaughtered.Killing parents and children for their organs is a horrifying human rights violation. Their blood must no longer stain our nation.
Holding ourselves and our government accountable is the first step to stopping the slaughter. The morbid truth is we cannot stop the organ harvesting industry in the CCP.  However, we must stop turning a blind eye to our partnerships with the Chinese. Our participation ensures the industry’s growth.We must cease our cooperation with China’s organ transplant industry. If we do nothing, the slaughter will continue with our help and on our behalf. 
Thank you for life,
Anna Derbyshire and the entire CitizenGO team– 

P.S. This will take us all. Share with your friends and family to save the lives of other families. Here’s the email we sent you earlier on this: Stop the horror of forced organ harvesting in China now!
Hundreds of thousands suffer as their organs are harvested against their will.Demand that the US and all Western nations sanction China’s transplant industry. Ban Western medical technologies and training that support China’s brutal practices.
End cooperation with China’s horrifying organ transplant industry today!

Imagine a child taken from home and parents arrested under false charges… for the sole purpose of systematic organ harvesting. 
This nightmare is not a figment of imagination but a chilling reality in the shadows of the Chinese forced organ harvesting trade.
Right now, families are facing this threat. In an era where the boundless potential of scientific advancement should herald hope and healing, it has instead been perverted in the darkest manner possible. We might shake our heads and shame the Chinese for the atrocity; however, Western nations, including Europe, Australia, the U.K., and the United States, are participants in the CCP organ harvesting industry. 
Sign our petition now, demand Sanctions on the organ transplant industry trade with China. 

The West has quietly allowed and paid for organ transplants for their citizens from those who have been falsely arrested, charged, and slaughtered. All made possible by DNA matching technology, machinery, medical training and patients provided by cooperative nations.
Medical professionals and institutions in the United States, the UK, and Europe,  regarded as beacons of knowledge and healing, have directly contributed to the efficiency of this gruesome trade, providing the foundations of China’s organ harvesting practices.Training programs in our medical schools are conducted with the full knowledge that they enhance and support the growing organ harvesting system in the CCP.
Last month, the U.S. Congress heard more damning testimony about China’s egregious human rights violations, proving the Chinese government systematically harvests organs from healthy people chosen from stored DNA data providing organs to meet both domestic and foreign demand.

  The cooperative nations supplied technology and equipment accomplishes this. On May 15, 2024, in an open letter to the EU High Representative for Foreign Affairs and Security Policy, Amnesty International urged EU citizens and institutions to refrain from participation in China’s practice of forced organ harvesting through its ongoing medical collaborations and lack of regulation to curtail organ transplant tourism.  The morbid truth is we cannot stop the organ harvesting industry in the CCP.  However, we must  stop turning a blind eye to our partnerships with the Chinese, knowing our involvement helps grow their forced human organ harvesting machine. 
In 2020, The Independent Tribunal into Forced Organ Harvesting from Prisoners of Conscience in China presented its findings in London, concluding that forced organ harvesting had taken place for years throughout China. The Uyghurs and Falun Gong practitioners have been primary sources of organs, but no one in China is safe.According to the Tribunal Chairman, Sir Geoffrey Nice QC, the British government has “sought to dismiss the allegations without making a judgement based on consideration of known facts and evidence”, thereby enabling it to avoid finding “an inconvenient truth.”The U.S. House of Representatives passed the Stop Forced Organ Harvesting Act of 2023 in a rare display of unity. The Senate, however, remains a bastion of silence. It is time for this inaction to end!
The time has come for the US and all complicit nations to sanction the Chinese organ transplant industry entirely. With DNA data from over 15 million people, we now know the Chinese government harvests organs on demand from that database. This is happening right now. Over 60,000 people have been slaughtered for their organs since 2014. Current estimates reveal that those numbers have grown to 100,000 lives a year. 
Sign our petition now, demand the Western Nations to sanction all transplant industry trade with China. 
The China Tribunal confirmed the horrifying truth in 2020, but we see no changes in Western policy nearly five years later. This means tens of thousands of innocent people have been killed for their organs and turned into commodities for sale with the FULL knowledge and continued participation of our medical industry, insurance companies, universities, governments, and citizens.
All the while, the Chinese government profits immensely from this growing billion-dollar industry. Remember, most victims are chosen because they believe in truthfulness, compassion, and forbearance. Governments worldwide have previously doubted these accusations, justifying their inaction. Nearly half a decade ago, the China Tribunal confirmed the speculation, comparing this to the worst atrocities of the 20th century. Our silence is complicity. If we continue our participation, hundreds of thousands more will be slaughtered. The organ harvesting industry will flourish, and we bear the responsibility. Removing our resources from China won’t stop the slaughter. However, China will be held solely responsible.Killing parents and children for their organs is a horrifying human rights violation. Holding ourselves and our governments accountable is the first step to stopping the slaughter. We must stop cooperating with China’s organ transplant industry. If we do nothing, the slaughter will continue with our help and on our behalf. Our participation ensures the industry’s growth. However, if we act now, we can expose and reject China’s wickedness.Hope is not lost, but we must make the difficult decision now. We must stand for the human dignity. We must act now before another parent is taken from their child or another child kidnapped and slaughtered. Our silent approval of human organ harvesting must stop.
Sign our petition now, demand the U.S. government, EU and UK Government to sanction all organ transplant industry trade with China 
Thank you for standing for the dignity of life,Anna Derbyshire and the entire CitizenGO team–
P.S. This will take us all. Share with your friends and family to save the lives of other families. 
More information
Experts Outline Ways Congress Can Target Beijing’s Forced Organ Harvesting https://www.ntd.com/ban-flow-of-western-tech-aiding-ccps-organ-harvesting-says-researcher_980682.html
China Tribunal Judgement https://chinatribunal.com/final-judgement/
Experts warn of the practice of using political prisoners in China for body parts https://www.telegraph.co.uk/news/2024/03/09/oxford-university-training-chinese-accused-organ-harvesters/ 
Organ Harvesting Is the Genocide Aspect’: Expert‘I’m Not Done’: Arizona Lawmaker Commits to Combating Forced Organ Harvesting After Bill VetoExperts Outline Ways Congress Can Target Beijing’s Forced Organ HarvestingChina’s Theology and PersecutionForced Organ Harvesting: A Decades-long Injustice in Need of International Accountability and ActionForced organ harvesting in China and EU-funded programmesChina accused of sequencing Tibetan and Uyghur DNA to supply organ transplant marketIdaho, Arizona Legislatures Pass Bills Aimed at Combating CCP’s Forced Organ HarvestingEnd Transplant Abuse in China

CitizenGO is a community of active citizens that works to ensure that human life, the family and our freedoms are respected worldwide. CitizenGO members live in every nation of the world. Our team is spread across 16 countries on 5 continents and operates in 12 languages. Learn about CitizenGO here or follow us on Facebook or Twitter.

Żydzi handlują już działkami w Libanie… „Czy ty też marzysz o dużym domu, widoku na ośnieżone góry i ciepłej społeczności w kraju naszych przodków?”

Żydzi handlują już działkami w Libanie… babylonianempire/zydzi-handluja-juz-dzialkami-w-libanie

Data: 1 ottobre 2024Author: Uczta Baltazara 2 Commenti

Izrael: Grupa osadników reklamuje nowe nieruchomości w południowym Libanie

Ruch na rzecz osadnictwa w południowym Libanie stwierdził, że zasiedlenie owego obszaru przyniesie “prawdziwe i stabilne bezpieczeństwo północnemu Izraelowi”.

Izraelska grupa osadników promuje nowe nieruchomości na sprzedaż w południowym Libanie, podczas gdy izraelska armia prowadzi kampanię bombardowań w kraju, w której od połowy września zginęło ponad 1000 osób.

https://platform.twitter.com/embed/Tweet.html?dnt=true&embedId=twitter-widget-0&features=eyJ0ZndfdGltZWxpbmVfbGlzdCI6eyJidWNrZXQiOltdLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsf

Strona internetowa Uri Tzafon, czyli Ruchu na rzecz Osadnictwa w Południowym Libanie https://jewishcurrents.org/inside-the-movement-to-settle-southern-lebanon-uri-tzafon-israel, oferuje przestronne, wypełnione światłem apartamenty z widokiem na basen, z ofertami zaczynającymi się od 300 000 szekli (80 000 USD).

“Po wyeliminowaniu przywództwa Hezbollahu… czy ty też marzysz o dużym domu, widoku na ośnieżone góry i ciepłej społeczności w kraju naszych przodków?” – czytamy w ogłoszeniu.

Ekstremistyczna grupa osadników pojawiła się w marcu jako marginalny ruch naciskający na zasiedlenie południowego Libanu, co według niej przyniosłoby “prawdziwe i stabilne bezpieczeństwo północnemu Izraelowi” i umożliwiłoby krajowi odzyskanie “granic biblijnych”. Grupa początkowo liczyła kilkuset członków, ale od tego czasu jej liczba wzrosła, a jej fora Whatsapp gromadzą podobno około 3000 członków.

W oświadczeniu na swojej stronie internetowej twierdzi, że osiedlenie się w południowym Libanie jest “konieczne dla bezpieczeństwa Izraela” i że “tylko izraelska obecność cywilna zapewni stabilną kontrolę i zapobiegnie przekształceniu się tego obszaru w bastion terrorystów”.

Witryna ruchu opublikowała niedawno mapę południowego Libanu z wyszczególnieniem co najmniej 300 nowych osiedli, z libańskimi wioskami i miastami na południe od rzeki Litani przemianowanymi na hebrajskie nazwy.

Grupa wysłała również balony na ten obszar z napisami grożącymi mieszkańcom “natychmiastową ewakuacją”, ponieważ “jest to ziemia Izraela, która należy do Żydów”. Założyciel ruchu, profesor Amos Azaria, powiedział Middle East Eye, że: “Posiadanie właściwej granicy opartej na rzece Litani lub Zahrani [rzeka] nie tylko pozwoli na właściwą kontrolę nad granicą, ale w rzeczywistości skróci granicę, ponieważ stanie się ona bardziej linią prostą.” https://www.timesofisrael.com/fringe-far-right-conference-to-advocate-occupation-and-settlement-of-south-lebanon/

“Ponieważ Hezbollah dba tylko o ziemię, a nie o liczbę zabitych żołnierzy, jedynym sposobem na wygraną jest budowanie osiedli” – dodał. W liście opublikowanym w środę starszy rabin Yitzchak Ginsburgh wezwał do podboju i zasiedlenia południowego Libanu, mówiąc, że “wróg musi zostać uderzony z pełną siłą”, a Liban jest częścią “Ziemi Izraela” i został “dany narodowi żydowskiemu przez Boga”.

“Dziś jest jasne, że nadszedł czas, aby podbić również terytoria libańskie, tylko w ten sposób można usunąć zagrożenie i zaprowadzić prawdziwy pokój w całym kraju. Po podboju i wypędzeniu wrogiej ludności należy założyć żydowskie osiedle, dopełniając w ten sposób zwycięstwa” – napisał.

W listopadzie 2023 roku, gdy bombardowanie i inwazja na Gazę były już w toku, kapitan Amichai Friedman, rabin bazy wojskowej brygady Nahal, oświadczył, że Izrael zamierza zająć nie tylko Gazę, ale także Liban. “Ta ziemia jest nasza. Cała. Włącznie z Gazą. Włącznie z Libanem. To wszystko jest Ziemię Obiecaną”– powiedział grupie żołnierzy.

https://youtube.com/watch?v=5SeVo0RtIM0%3Ffeature%3Doembed

INFO: https://www.middleeasteye.net/news/israeli-settler-group-advertises-new-properties-southern-lebanon https://thecradle.co/articles-id/27004

To, co Julian Apostata próbował zrobić w IV wieku, jest dziś gorliwie realizowane przez nowych apostatów.

To, co Julian Apostata próbował zrobić w IV wieku, czyli przywrócić kult pogańskich bogów, jest dziś gorliwie realizowane przez nowych apostatów.

Komentarze Eleison

biskup williamson

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona


Komentarz Eleison nr DCCCXCVIII (898)

28 września 2024 fsspxr/komentarze-eleison

ABP VIGANO I CARLSON – II

W zeszłym tygodniu na łamach niniejszych „Komentarzy” zaprezentowano w skróconej formie pierwszą część bardzo interesującego artykułu arcybiskupa Vigano z zeszłego roku, do którego inspiracją była audycja amerykańskiego dziennikarza Tuckera Carlsona. Carlson argumentował, że świecki humanizm może twierdzić, że odrzuca wszelką religię, ale robi to tylko wtedy, gdy sam działa jako pełnoprawna religia zastępcza. Arcybiskup poparł ten pogląd Carlsona, tak jak może to zrobić tylko wybitny katolicki duchowny, ponieważ tylko taki duchowny może mieć wystarczającą głębię, wysokość i szerokość spojrzenia, aby w pełni zrozumieć, o co toczy się gra. Z tym lub innym rozwiązaniem zaproponowanym przez Arcybiskupa ktoś może się nie zgadzać, na przykład sedewakantyzmem czy usunięciem zdradzieckich władz kościelnych i państwowych (jak można to zrobić, skoro dzierżą one wszystkie dźwignie władzy, jak nigdy dotąd?). Ale Arcybiskup niewątpliwie zmaga się z całą głębią problemu. Gdyby tylko Matka Kościół miała dziś tuzin biskupów z jego jasnością i odwagą, nie miałaby tych kłopotów. Aby zapoznać się z resztą artykułu Arcybiskupa, czytaj dalej.

Niepokojące jest to, że do grona nawróconych na religię uniwersalną możemy zaliczyć także Jorge Mario Bergoglio, wraz z całym tchórzostwem duchownych, którzy pozostają mu wierni. Apostazja katolickiej hierarchii osiągnęła punkt, w którym oddaje się cześć bożkowi Pachamamie, który jest demonicznym uosobieniem ekumenicznego, inkluzywnego i zrównoważonego „amazońskiego” globalizmu. To, czego jesteśmy świadkami, to nic innego jak odwrotne zastosowanie procesu, który doprowadził do rozprzestrzenienia się chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim i na całym świecie. Jest to swoista zemsta barbarzyństwa i pogaństwa na Wierze Chrystusa. To, co Julian Apostata próbował zrobić w IV wieku, czyli przywrócić kult pogańskich bogów, jest dziś gorliwie realizowane przez nowych apostatów. Wszystkich ich łączy „święta furia”, która czyni ich zarówno niebezpiecznymi, jak i przekonanymi o możliwości powodzenia ich zamiarów ze względu na nieskończone środki, jakimi dysponują.

Religia ta jest niczym innym jak współczesną odmianą kultu Lucyfera. Nie jest tajemnicą, że wszyscy ideolodzy myśli globalistycznej są antychrześcijańscy i antyklerykalni, znacząco wrogo nastawieni do moralności chrześcijańskiej, przeciwni cywilizacji i kulturze, którą Ewangelia kształtowała przez dwa tysiące lat historii. Wszystkie nakazy religii globalistycznej są podrobioną wersją Dziesięciu Przykazań, ich groteskowym i obscenicznym odwróceniem. W praktyce stosują te same środki, które Kościół wykorzystywał do ewangelizacji, ale nie robią tego w celu zbawienia dusz i poddania ich Prawu Bożemu, ale w celu poddania ich tyranii diabła, pod inkwizycyjną kontrolą anty-kościoła szatana. U podstaw tego wszystkiego leży nienawiść do Boga i zazdrość o nadprzyrodzoną szczęśliwość, którą On zachował dla ludzi, odkupując ich od grzechu poprzez Ofiarą Krzyżową swego Syna.

Nieprzyjaźń między potomstwem Niewiasty a potomstwem węża (Rdz 3, 15) jest teologiczną rzeczywistością, w którą wierzą nade wszystko wrogowie Boga. Jednym ze znaków czasów ostatecznych jest zniesienie Najświętszej Ofiary i wprowadzenie do świątyni obrzydliwości spustoszenia (Dn 9, 27). Próby stłumienia lub ograniczenia tradycyjnej Mszy jednoczą Głęboki Kościół [Deep Church] i Głębokie Państwo [Deep State], ujawniając zasadniczo lucyferiański charakter obu. Oni bardzo dobrze wiedzą, jakie są nieskończone łaski, które wylewają się na Kościół i świat poprzez tę Mszę, i chcą zapobiec udzielaniu tych łask, aby nie przeszkadzały ich planom.

Zbyt długo obywatele i wierni biernie znosili decyzje swoich przywódców politycznych i religijnych w obliczu dowodów ich zdrady. Jeśli ci, którzy sprawują władzę w państwie i Kościele, działają przeciwko obywatelom i wiernym, ich władza jest uzurpowana, a ich autorytet nieważny. Jeśli nie chcą być dla nas jak ojcowie; jeśli nie chcą naszego dobra i jeśli rzeczywiście robią wszystko, aby zdeprawować nas na ciele i duchu, nadszedł czas, aby wypędzić ich ze stanowisk i pociągnąć do odpowiedzialności za ich zdradę, zbrodnie i skandaliczne kłamstwa.

Kyrie eleison.

„Izrael dokonuje ludobójstwa Palestyńczyków”. Dwaj chirurdzy amerykańscy przedstawiają DOWODY.

„Izrael dokonuje ludobójstwa Palestyńczyków”. Mocne oskarżenia dwóch Amerykanów dorzeczy/izrael-dokonuje-ludobojstwa-palestynczykow-mocne-oskarzenia

Zniszczone przez wojska Izraela Chan Junis
Zniszczone przez wojska Izraela Chan Junis Źródło: PAP / MOHAMMED SABER

Dwaj chirurdzy, którzy pracowali w szpitalu w Strefie Gazy w czasie izraelskiej ofensywy, oskarżają władze Izraela o ludobójstwo Palestyńczyków.

Dr Feroze Sidhwa i dr Mark Perlmutter to amerykańscy chirurdzy, którzy w marcu tego roku na ochotnika udali się do Strefy Gazy, aby zajmować się rannymi w wyniku izraelskiego ostrzału. Obaj specjaliści w ostrych słowach określili działania izraelskiej armii, stwierdzając, że dokonuje ona ludobójstwa narodu palestyńskiego.

– To, co znaleźliśmy w Gazie, to społeczeństwo, które zostało całkowicie zniszczone – powiedział Sidhwa dodając, że „każdy, kogo spotkaliśmy, od noworodków po osoby starsze, jest niedożywiony”.

Wstrząsające zeznania

Dr Perlmutter jest prezesem World Surgical Foundation i byłym prezesem sekcji Stanów Zjednoczonych International College of Surgeons. W niezwykle szczerym wywiadzie dla CBS News z 21 lipca Perlmutter stwierdził, że podczas 40 podróży misyjnych w ciągu 30 lat nigdzie nie widział takiej rzezi, jakiej był świadkiem w ciągu zaledwie pierwszego tygodnia w Strefie Gazy.

– Widziałem więcej spalonych dzieci niż kiedykolwiek w życiu. Więcej poszarpanych ciał dzieci w ciągu zaledwie pierwszego tygodnia. Brakujące części ciała, zmiażdżone przez budynki lub wybuchy bomb – mówił.

Według Perlmuttera „90 procent pacjentów przybywających na noszach to były dzieci – maluchy, nastolatkowie i niemowlęta. Rzadko dorośli”. Na „czterech noszach mieliśmy od 12 do 15 dzieci”, przy czym na każdym z nich znajdowało się do czterech ciał.

– Jedna trzecia nie żyła, jedna trzecia umierała przed nami, a jedna trzecia docierała na salę operacyjną – wskazał chirurg. Perlmutter powiedział wówczas, że 80 procent osób, które zabrał na salę operacyjną, stanowiły dzieci, w większości małe dzieci lub niemowlęta. Perlmutter wielokrotnie podkreślał, że dzieci były również rutynowo zabijane przez snajperów.

Po powrocie z Gazy Perlmutter i Sidhwa opublikowali list otwarty skierowany do przywódców USA, w którym wezwali do zaprzestania dostaw broni do Izraela, „dopóki będzie trwało to ludobójstwo, dopóki nie zostanie zakończone izraelskie oblężenie Gazy i dopóki nie zostaną wynegocjowane warunki zakończenia okupacji”.

W specjalnym apelu do ONZ obaj lekarze przedstawili świadectwo naocznych egzekucji dzieci i personelu medycznego przez wojska Izraela. Jak się jednak okazało, funkcjonariusze służb bezpieczeństwa odebrali delegatom ONZ ulotki zawierające zeznania Perlmuttera i Sidhwy. W materiałach znajdował się również link do film, na którym obaj lekarze opowiadają o przerażających praktykach izraelskich żołnierzy wobec dzieci i osób starszych.

Aktywista Jose Vega pyta, dlaczego władze chciałyby zakazać dostępu do tych informacji decydentom ONZ. Jego zdaniem, dowody przedstawione przez dwóch chirurgów są tak wstrząsające, że ktoś podjął decyzję o ich ukryciu.

Zatrzymajmy Bezprawne Wytyczne Aborcyjne! Możemy !

Zatrzymajmy Bezprawne Wytyczne Aborcyjne! Możemy !

Zatrzymajmy Bezprawne Wytyczne Aborcyjne!

CitizenGO – rozpoczął tę petycję do Prezydent RP Andrzej Duda – 2024/09/01

Skandal! Rząd premiera Donalda Tuska po raz kolejny łamie prawo i depcze Konstytucję! Tym razem celem ich brutalnych działań stały się nienarodzone dzieci – bezbronne, niewinne istoty, które nie mają głosu w tej okrutnej walce.

Po tym, jak w lipcu Sejm odrzucił projekt nowelizacji kodeksu karnego autorstwa Lewicy, dotyczący depenalizacji przerywania ciąży do 12. tygodnia oraz pomocy przy jej dokonaniu, premier Donald Tusk – zdając sobie sprawę z braku większości w Sejmie, która pozwoliłaby na zmianę ustawy aborcyjnej – wraz z Minister Zdrowia Izabelą Leszczyną i Ministrem Sprawiedliwości Adamem Bodnarem, ogłosili skandaliczne wytyczne, które mają na celu obejście prawa i stworzenie możliwości do przeprowadzania aborcji pod pretekstem przesłanki zdrowia psychicznego.

Mają one być furtką do “legalnej” aborcji.

Swoimi wytycznymi zmuszają lekarzy i szpitale do zabijania niewinnych nienarodzonych dzieci, wszystko wbrew obowiązującej ustawie! Wystarczyć ma jedna opinia lekarza specjalisty – nawet psychiatry, by w jednej chwili wydać wyrok śmierci na nienarodzone dziecko. To otwiera drzwi do bezkarnego zabijania nienarodzonych dzieci pod pozorem dbałości o zdrowie psychiczne matki!

To jest nie tylko niemoralne, to jest nielegalne!

Jednak obecny rząd nie przejmuje się tym – próbując wymusić posłuszeństwo groźbami ścigania i karania lekarzy oraz szpitali.

Ponieważ przesłanka zdrowotna nie ma ustalonego górnego limitu w ustawie, to jest to nic innego, jak próba legalizacji aborcji na życzenie – nawet w późnych etapach ciąży, kiedy dziecko jest już w pełni rozwinięte i zdolne do życia poza łonem matki. W zeszłym roku ponad 400 dzieci zostało zabitych w Polsce na podstawie rzekomego zagrożenia zdrowia psychicznego matki.

Teraz Tusk i jego ministrowie chcą, aby to stało się normą, umożliwiając aborcję aż do dziewiątego miesiąca ciąży!

Najbardziej skandalizujące jest jednak to, że Ministerstwo Sprawiedliwości posunęło się jeszcze dalej, dając prokuratorom narzędzia do ścigania lekarzy, którzy odmówią wykonania aborcji na podstawie tych nowych wytycznych.

To jawna próba zastraszenia lekarzy, zmuszając ich do działania wbrew własnemu sumieniu. Lekarze, którzy nie będą chcieli brać udziału w aborcjach, będą ryzykować nie tylko konsekwencje prawne, ale także utratę kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) oraz kary finansowe!

To atak na wolność sumienia i etyczną niezależność lekarzy, którzy będą zmuszani do splamienia swoich rąk krwią niewinnych dzieci!

Ale wytyczne ministerialne nie są prawem!

Nie mają one żadnej mocy prawnej – jedynym źródłem prawa w Polsce są Konstytucja i ustawy, które zapewniają ochronę życia dla każdego. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie orzekał, że wszelkie wyjątki od tej ochrony muszą być ściśle interpretowane.

Nie możemy pozwolić na to, by rząd premiera Donalda Tuska zepchnął nasz kraj w moralną przepaść, gdzie życie ludzkie i wolność sumienia nie mają żadnej wartości.

Jedyną nadzieją na powstrzymanie tego skandalicznego bezprawia, jest wspólna mobilizacja i zaangażowanie.

Jeśli teraz się nie zjednoczymy i nie podejmiemy zdecydowanych działań, oni po prostu przejadą po nas, łamiąc prawo i depcząc wartości, które są dla nas Polaków najcenniejsze.

=================

Podpisz petycję, w której wzywamy Prezydenta do natychmiastowego zaskarżenia tych wytycznych do Rzecznika Praw Obywatelskich i podjęcia wszelkich kroków, aby zatrzymać ten zamach na życie niewinnych dzieci oraz na wolność sumienia lekarzy.

Zakaz modlitwy o życie?W Wielkiej Brytanii ponad 200 tys. dzieci co roku traci życie na skutek aborcji.

Zakaz modlitwy o życie?

Wtorek, 24 września 2024 Nasz Dziennik

Jest już pewne, że brytyjski rząd podpisze ustawę, która wprowadza karę grzywny za jakikolwiek gest sprzeciwu wobec działalności ośrodka aborcyjnego. Karane ma być nie tylko rozdawanie ulotek czy próba rozmowy, ale nawet modlitwa w ciszy nieopodal budynku.

W Wielkiej Brytanii ponad 200 tys. nienarodzonych dzieci co roku traci życie na skutek aborcji. Tymczasem nowa ustawa zabrania nawet cichej modlitwy w odległości 150 metrów od ośrodka świadczącego usługi aborcyjne. Partia Pracy odrzuciła projekt poprzedniego rządu, który sugerował, by cicha modlitwa była dozwolona w nowych „bezpiecznych strefach dostępu”. Obecny rząd zlikwidował wyjątki, umożliwiające „dobrowolną” komunikację w obrębie strefy buforowej, ponieważ zinterpretowano tę propozycję jako zezwolenie na angażowanie ludzi w rozmowy czy rozdawanie ulotek przez przeciwników aborcji. 

Jak stanowi nowe prawo, nielegalne jest każde działanie, które może wpływać na czyjąś decyzję o skorzystaniu z usług aborcyjnych. Każda osoba skazana podlega karze grzywny w nieograniczonej wysokości. Równocześnie w ostatnich tygodniach znana brytyjska działaczka pro-life, Isabel Vaughan Spruce z March for Life UK, otrzymała odszkodowanie w wysokości 13 tysięcy funtów i przeprosiny od policji po tym, jak udowodniła przed sądem, że jej aresztowanie za cichą modlitwę przed ośrodkiem aborcyjnym było niesprawiedliwe i naruszyło jej prawa człowieka. Jak powiedziała podczas tegorocznego Marszu dla Życia w Londynie: „W naszym kraju nigdy nie będzie pokoju, jeśli najpierw nie wprowadzimy go w łonie matki, pokoju strzeżonego prawem. Wszyscy stajemy się współwinni aborcji przez naszą apatię lub milczenie. Nasza obojętność wobec aborcji rodzi konsekwencje, które mogą nas i naszych bliskich drogo kosztować”. 

W przededniu 85 rocznicy Generalnego Gubernatorstwa.

W przededniu 85 rocznicy

Stanisława Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    1 października 2024 michalkiewicz

„Nie ma przypadków, są tylko znaki” – powtarzał niezapomnianej pamięci ksiądz Bronisław Bozowski, kaznodzieja kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Najwyraźniej proroctwa go wspierały, bo właśnie wkrótce taki znak się ukaże w postaci 85 rocznicy wydania 12 października 1939 roku przez niemieckiego kanclerza Adolfa Hitlera dekretu o utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa, obejmującego obszar części okupowanych ziem polskich, które ani nie zostały wcielone do Rzeszy, ani też nie stały się częścią obszaru okupacji sowieckiej.

Jak wiemy, od marca ubiegłego roku, amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za dobre sprawowanie, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. No to jak Niemcy będą urządzali tę Europę? Jako państwo poważne z pewnością spróbują nawiązać do dwóch niemieckich projektów; pierwszego projektu Mitteleuropa z roku 1915 i drugiego – nakreślonego w ogólnych zarysach przez wspomnianego kanclerza Adolfa Hitlera, który na spotkaniu z gauleiterami w roku 1943 te ogólne zarysy przedstawił. Projekt Mitteleuropa, jak pamiętamy, polegał na tym, by na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej zainstalować państewka pozornie niepodległe, ale de facto – niemieckie protektoraty o gospodarkach trwale niezdolnych do konkurowania z gospodarką niemiecką, tylko uzupełniających ją i peryferyjnych. Kanclerz Hitler był bardziej konsekwentny, bo uważał – i właśnie to powiedział gauleiterom – że „małe państwa nie mają w Europie racji bytu, bo tylko Niemcy potrafią Europę prawidłowo zorganizować.” Wprawdzie projekt Mitteleuropa się zawalił w roku 1918, ale to nic nie szkodzi, bo – niczym Feniks z popiołów – odrodził się 1 maja 2004 roku, kiedy to Niemcy pomyślnie przeprowadziły Anschluss do Unii Europejskiej Czech, Węgier, Słowacji, Słowenii, Estonii, Litwy i Łotwy oraz Cypru i Malty. Warto przypomnieć, że ten Anschluss w 2003 roku stręczyli Polakom nie tylko przedstawiciele obozu zdrady i zaprzaństwa z Donaldem Tuskiem na czele, ale również płomienny dzierżawca monopolu na patriotyzm Jarosław Kaczyński, nie mówiąc już o stręczycielach drobniejszego płazu, wśród których wielu okazało się dawnymi konfidentami SB. Warto dodać, że to stręczenie odbywało się w dziesięć lat po wejściu w życie traktatu z Maastricht, który zmienił formułę funkcjonowania wspólnot europejskich; odszedł od formuły konfederacji, to znaczy – związku państw – ku formule federacji, czyli państwa związkowego. To właśnie stręczyli nam w roku 2003 stręczyciele, co przypominam na wieczną rzeczy pamiątkę.

W tak zwanym „międzyczasie” to znaczy – 1 grudnia 2009 roku, wszedł w życie traktat lizboński, którego najważniejszym postanowieniem było proklamowanie nowego podmiotu prawa międzynarodowego pod nazwą „Unia Europejska”, jako europejskiego państwa federalnego. W ramach tej nowej struktury, członkowskie bantustany miały stanowić części składowe tej federacji – ale na tamtym etapie lepiej było tego głośno nie mówić, więc tylko traktat lizboński był nakierowany na systematyczne wypłukiwanie suwerenności politycznej z członkowskich bantustanów, między innymi przy pomocy „zasady lojalnej współpracy”, która zobowiązuje członkowskie bantustany do powstrzymania się od wszelkich działań, które „mogłyby zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej.” Wystarczy tedy np. wpisać, że celem Unii Europejskiej jest zaprowadzenie w Europie praworządności – cokolwiek by to miało znaczyć – by niemieckie owczarki, co to obsiadły unijne instytucje, mogły swobodnie sztorcować i dyscyplinować poszczególne bantustany. Po ubiegłorocznym, marcowym pozwoleniu Niemcom na urządzanie Europy po swojemu, Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen wystąpiła z projektem nowelizacji traktatu lizbońskiego. Obejmuje ona 270 punktów, ale najważniejsze wydają się trzy: po pierwsze – likwidacja prawa weta – która oznacza, że członkowski bantustan będzie zmuszony do robienia czegoś, co sam wcześniej uznał za sprzeczne ze swoim interesem.

Po drugie – zmniejszenie prawie o połowę, to znaczy – z 27 do 15 członków Rady Europejskiej, będącej unijnym organem władzy prawodawczej. Oznacza to, że bantustany wykluczone z Rady będą się odtąd dowiadywały z gazet, co tam starsi i mądrzejsi w ich sprawach postanowili – i wreszcie – po trzecie – zarezerwowanie 65 obszarów decyzyjnych do wyłącznej kompetencji Unii Europejskiej. Jak widzimy, przygotowania do ustanowienia IV Rzeszy pod nazwą „Unia Europejska”, są już właściwie na ukończeniu i tylko pozostaje to wszystko przeforsować.

No dobrze – ale co to oznacza dla naszego nieszczęśliwego kraju? 9 miesięcy rządów vaginetu Donalda Tuska pokazuje, że otrzymał on od Naszego Złotego Pana z Berlina zadanie zniwelowania terenu pod zainstalowanie tutaj Generalnego Gubernatorstwa, jako rodzaju niemieckiej kolonii. Przy pomocy pana Adama Bodnara, któremu z pewnością nie zadrży ręka, kiedy będzie „Lachom” demolował państwo, a który właśnie z powodu tej zalety otrzymał od Donalda Tuska fuchę ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, już od roku prowadzi tę demolkę, przeciwko której skołowany naród nawet specjalnie nie protestuje, z uwagi na ogarniający nasz nieszczęśliwy kraj kryzys przywództwa, obejmujący nie tylko środowiska polityczne, ale również – naszą niezwyciężoną armię – no i środowiska pretendujące do sprawowania przywództwa moralnego i duchowego.

W tym właśnie kierunku zmierza reforma sądownictwa, która dla zmylenia opinii publicznej nazywa się „przywracaniem praworządności”. Tak naprawdę chodzi o skompletowanie aparatu sądowniczego, który wykona każde polecenie władz Generalnego Gubernatorstwa. Proklamowanie metody „czynnego żalu”, czyli znanej z czasów stalinowskich samokrytyki, jako środka doboru odpowiednich kadr nie pozostawia co do tego najmniejszych wątpliwości. Ale na tym nie koniec, bo vaginet Donalda Tuska wkłada w ręce tego korpusu sędziów Sądu Ostatecznego narzędzie represji w postaci penalizacji „mowy nienawiści” – zaaprobowane przez pana prezydenta Dudę. Penalizacja „mowy nienawiści” może okazać się w skutkach bardzo podobna do następstw umieszczenia w kodeksie karnym Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Sowieckiej słynnego art. 58, dotyczącego rozmaitych postaci „antysowieckiej agitacji”. Jak wiemy, miliony ludzi przypłaciły ten eksperyment jak nie śmiercią, to latami łagrów, utratą zdrowia i zmarnowaniem życia.

Ale na tym nie koniec podobieństw do Generalnego Gubernatorstwa. Jak wiadomo, jednym z narzędzi utrzymywania ludności GG w ryzach, było donosicielstwo. Uważa się, że co najmniej jedna trzecia aresztowań przez Gestapo, była skutkiem donosu. No a co my dziś mamy? Ustawę z dnia 14 czerwca br. o ochronie sygnalistów, czyli po staremu – donosicieli. Jak widzimy, system represji w GG jest właśnie domykany nie tylko od strony kadrowej, ale od wszystkich innych stron jednocześnie.

Wisienką na torcie jest powrót cenzury, która ma sprawować szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wyposażony w prawo eliminacji „treści terrorystycznych”. A co to są „treści terrorystyczne”? Aaaa, to będzie każdorazowo zależało od społecznego zapotrzebowania i mądrości etapu. Nie potrzebuję dodawać, że od tej decyzji nie będzie odwołania, to znaczy – może nawet i będzie, ale przygotowany kadrowo i wytresowany w „czynnym żalu” sędzia już tam powinność swej służby będzie rozumiał.

W tej sytuacji pozostaje nam tylko zastanowić się nad granicami obszaru Generalnego Gubernatorstwa. Pod tym względem najważniejsze decyzje chyba jeszcze nie zapadły, więc nie wiemy, czy dokończenie procesu zjednoczenia Niemiec – jeśli przyzwolenie prezydenta Józia Bidena obejmuję również tę kwestię – będzie oznaczało powrót do granicy z 1914, czy z 1937 roku. Zresztą może być jeszcze inaczej, a to w następstwie spodziewanego przyjazdu do Warszawy Sekretarza Stanu USA, Antoniego Bliknena, który ma naszym Umiłowanym Przywódcom podać do wiadomości uzgodnienia poczynione wcześniej z prezydentem Zełeńskim w Kijowie. Podobno pan Blinken ma jakiś zbawienny plan, który przedstawić ma prezydentowi Zełeńskiemu, co to ze swej strony pewnie zaprezentuje mu kolejną wersję planu, mającego doprowadzić do ostatecznego zwycięstwa.

Biorąc pod uwagę prawo Murphy’ego, zgodnie z którym, jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie – to może oznaczać, że oprócz amerykańskiej zgody na dokończenie procesu zjednoczenia Niemiec, możemy spodziewać się również obmyślenia dla wkręconych w maszynkę do mięsa Ukraińców jakiejś terytorialnej rekompensaty za terytoria prawdopodobnie bezpowrotnie utracone wskutek „zamrożenia konfliktu” – o którym, ku irytacji prezydenta Zełeńskiego, wspominała amerykańska ambasadoressa przy NATO już w pierwszym roku wojny z Rosją. Czyż nie o tym właśnie mówił na Campusie „Polska Przyszłości” były minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba? Jak pamiętamy, wspomniał on o „terytoriach ukraińskich”, mając na myśli województwo podkarpackie, część województwa małopolskiego do Nowego Sącza, no i część województwa lubelskiego. Oczywiście taką rekompensatę trzeba będzie jakoś nazwać – ale od czego jest pan prezydent Duda, który już przed laty w przemówieniu z okazji 3 maja roztoczył przed nami wizję „unii polsko-ukraińskiej” w ramach „projektu jagiellońskiego”? Jednak czy taki „jagielloński” projekt mógłby być przeprowadzony bez udziału Litwy? Takie pominięcie byłoby nietaktowne, więc kulturalny pan sekretarz stanu Antoni Blinken z pewnością takiej gafy nie strzeli.

Cóż w związku z tym? Ano, zakładając, że granica zjednoczonych Niemiec będzie przebiegała wzdłuż linii z roku 1914, do „unii polsko-ukraińsko-litewskiej” mogą być włączone tereny należące do Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli Suwalszczyzna i Podlasie, z Białą Podlaską włącznie. To nie będzie żaden rozbiór, tylko jagiellońska „unia”, więc kto będzie przeciwko temu wierzgał, to zostanie uznany za ruskiego agenta i zamknięty w którymś z chwilowo nieczynnych obozów – o ile w ogóle ten eksperyment przeżyje.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Czy to już koniec chrześcijańskiej Europy?

Czy to już koniec chrześcijańskiej Europy? – Jerzy Szczepkowski

Autor: AlterCabrio , 30 września 2024 ekspedyt/czy-to-juz-koniec-chrzescijanskiej-europy

Gdy spojrzymy na tę rewolucję, która w tej chwili się rozgrywa, jest to czwarta rewolucja antykulturowa, która rozgrywa się w naszej cywilizacji. W ogóle takich rewolucji w naszej kulturze, cywilizacji chrześcijańskiej było sześć. Z tym, że dwie pierwsze, czyli rewolucja protestancka i druga rewolucja angielska, cromwellowska, która doprowadziła do powstania nowego ustroju, monarchii parlamentarnej, po ścięciu króla Karola I, to nie były rewolucje aksjologiczne, ponieważ one nie przewracały systemu wartości. Ten system wartości cały czas opierał się jednak na Ewangelii i na Dekalogu. Natomiast cztery kolejne rewolucje, czyli rewolucja francuska, rewolucja bolszewicka, rewolucja kontrkulturowa z ’68 roku i ta, którą w tej chwili obserwujemy, są już rewolucjami aksjologicznymi, dlatego, że przewracają cały system wartości, są antyewangeliczne i ateistyczne.

(…)

I jeśli na te trzy poprzednie rewolucje aksjologiczne popatrzymy, to w nich występowały pewne wspólne składowe, wspólne elementy główne. Tu może okazać się, że ta rewolucja, którą w tej chwili mamy, ona wykazuje jakąś zupełną osobliwość, inaczej się zachowuje. W ogóle ta rewolucja jest pod każdym względem inna. Po pierwsze dlatego, że jest realizowana przez władzę, a nie wbrew władzy i po drugie, dlatego że jest rewolucją bezodporową, jest rewolucją pełzającą. W przypadku tej rewolucji tak została skonstruowana i tak została pomyślana, że nie działa w ogóle dialektyczna, marksistowska zasada, zgodnie z którą każda akcja budzi reakcję. Tu nie ma reakcji. Tu jest akcja, akcja, akcja za sobą postępująca, przyjmowana bez odporu.

(…)

Co ta rewolucja robi z kodem zastanej kultury? Co to jest kod zastanej kultury? To są wszystkie obowiązujące w tej kulturze, która ma, sięgając do Homera, 2700 lat. To są wszystkie aksjomaty, wszystkie normy ocenne. I te aksjomaty i te normy ocenne, układają się w osiem porządków. Porządek naturalny, wspólnotowy, obyczajowy, aksjologiczny, prawny, twórczy, etyczny i duchowy. I teraz antykultura, ta rewolucja działa w ten sposób, że przebiegunowuje aksjomaty, przewektorowuje normy ocenne w taki sposób, powiedzmy sobie z gruntu perfidny, żeby to, co było wcześniej normą i wzorem stało się potępione, a to, co było potępione i naganne, stało się wzorem, normą wyższą, albo czasami wręcz przedmiotem czczenia. I w efekcie przebiegunowaniu ulega tych osiem porządków podstawowych kultury.

(…)

W porządku etyki nastąpiło wyeliminowanie etyki chrześcijańskiej, jak ś.p. pan Karoń powiedział takie bardzo istotne zdefiniowanie etyki chrześcijańskiej, które tutaj przytoczę, mianowicie etyki chrześcijańskiej ustanawiającej jedyne skuteczne, bo niezależne od człowieka źródło moralności. Ta etyka, o tym zewnętrznym, niezależnym od człowieka źródle moralności jest zakwestionowana na rzecz etyki umowy społecznej, a więc etyki kontekstowo zmiennej, a właściwie etyki opartej na poprawności politycznej. Tu następuje zniszczenie, zniesienie kulturowych barier immunologicznych. Cóż to są te kulturowe bariery immunologiczne? Otóż w społeczeństwie istnieją takie mechanizmy, które działają, a my nie zdajemy sobie sprawy, że one są, że działają, gdyż są oczywiste. Jednym z takich mechanizmów jest to, że kłamstwo oczywiste i zło oczywiste zostaje odrzucone. Zostaje odrzucone bez-uzasadnieniowo, bo odrzucenie tego kłamstwa oczywistego i zbrodni oczywistej nie wymaga żadnego uzasadnienia. Działa prawo oczywistości.


W antykulturze zdano sobie sprawę, że jeśli wpoi się społeczeństwu zbiorową akceptację jakiegoś kłamstwa najbardziej niedorzecznego jakie sobie w ogóle można wyobrazić, jeżeli wpoi się zbiorową akceptację jakiejś najbardziej odrażającej zbrodni jaką da się pomyśleć, to wówczas w tych barierach immunologicznych pojawia się wyrwa. Wyrwa, przez którą każde kłamstwo i każda zbrodnia może być potem temu społeczeństwu zainfekowana wręcz jako działanie godne. Co jest tym kłamstwem fundamentalnym?

−∗−

Czy to już koniec chrześcijańskiej Europy? – Jerzy Szczepkowski







„To jest absolutnie niestandardowym i pro-klienckim działaniem”: Tylko 85 tys zł po powodzi z polisy na milion.

Tylko 85 tys zł po powodzi z polisy na milion? „To był szok”. PZU wyjaśnia

30 września 2024, businessinsider/woda-siegala-do-pietra-dostana-od-pzu-tylko-85-tys-zl-z-polisy-na-milion

„Warto było się ubezpieczyć” — pomyślała pani Maria, kiedy jej dom niedaleko Lądka-Zdroju został kompletnie zalany przez powódź. Jej polisa opiewa na 1 mln zł. Potem przyszedł mail z PZU. „Szok i niedowierzanie” — mówi właścicielka. Kwota odszkodowania opiewała na 85 tys. zł. W obszernym wyjaśnieniu PZU tłumaczy, że to nie jest ostateczna wycena, a jedynie zaliczki i wstępne kwoty odszkodowania.

Lądek Zdrój, 15 września 2024 r.
Lądek Zdrój, 15 września 2024 r. | Foto: Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

Historię Marii Łukaszewskiej i jej rodziny opisuje „Gazeta Wyborcza”. Kiedy wylała Biała Lądecka, dom pani Marii, położony we wsi Stójków, niedaleko Lądka-Zdroju, został zalany do wysokości pierwszego piętra, co spowodowało znaczne uszkodzenia konstrukcji oraz wnętrza budynku.

Odszkodowanie po powodzi. „Szok i niedowierzanie”

Zdjęcia pokazujące katastrofalne skutki powodzi w okolicy robił m.in. fotoreporter „Wyborczej” Tomasz Pietrzyk. Widać na nich zalany do pierwszego piętra dom pani Marii. Woda zabrała wiatę, bramę z murowanymi słupkami, kostkę brukową. Oderwana od podłoża szopa została całkowicie zniszczona i zniknęła w nurcie.

Polisa opiewa na 1 mln zł. Ubezpieczyciel wysłał najpierw informację o kwocie 40 tys. zł. Następnie przyjechał rzeczoznawca. Na początku pani Maria myślała: „Warto było się ubezpieczyć”. Ale później przyszedł mail z decyzją PZU, że odszkodowanie wyniesie niespełna 85 tys. zł.

„To był szok i niedowierzanie, próba doczytania, czy gdzieś drobnym druczkiem nie jest dopisane, że to tylko jakaś druga transza” — wspomina właścicielka domu, cytowana przez „Wyborczą”.

Poszkodowani w powodzi chcą dochodzić swoich praw od ubezpieczycieli

Pani Maria jest zdeterminowana, by dochodzić sprawiedliwości, planuje zaangażować niezależnego eksperta do przeprowadzenia kosztorysu oraz współpracuje z kancelarią prawną, która zaoferowała pomoc pro bono.

Jej komunikacja z ubezpieczycielem odbywają się obecnie za pośrednictwem pełnomocnika prawego. Rodzina nie traci nadziei, że ich sytuacja zostanie potraktowana z należytą powagą i otrzymają adekwatne do strat odszkodowanie.

Odszkodowanie po powodzi. PZU odpowiada na zarzuty

Jak pisze PZU: „Nie wchodząc w szczegóły opisanej sprawy (objętej tajemnicą ubezpieczeniową), chcielibyśmy wyjaśnić, że:

— kwoty, które są wymienione w artykule to zaliczki i wstępne kwoty odszkodowania;

— nasza decyzja w sprawie wypłaty zaliczki nastąpiła już dwa dni po zgłoszeniu szkody – 14 września szkoda powstała, 17 września została zgłoszona, a już 19 września wypłacono zaliczkę. Tego samego dnia rzeczoznawca przeprowadził oględziny na miejscu zdarzenia w celu oszacowania wstępnej kwoty odszkodowania, co jest absolutnie niestandardowym i proklienckim działaniem;

— PZU skontaktował się z poszkodowaną, która nie uczestniczyła osobiście w oględzinach, by jeszcze raz wytłumaczyć status postępowania;

— w poniedziałek 30 września będzie na miejscu kolejna wizyta rzeczoznawcy, aby ostatecznie ocenić wartość odszkodowania”.

Spowiedź bez rozgrzeszenia

Spowiedź bez rozgrzeszenia

Izabele Brodacka

Niedawno wydawnictwo Te Deum opublikowało tłumaczoną przeze mnie książkę pod tytułem „Radość w cierpieniu, z Chrystusem w chińskich więzieniach”. Jej autorka, Chinka Rose Hu prześladowana przez komunistyczny reżim za wiarę katolicką opisuje swoje perypetie i swoją drogę duchową. Niezwykle ciekawy jest fakt, że reżimy tak odległe od siebie czasowo, kulturowo i topograficznie stosują dokładnie te same metody prześladowania niewinnych ludzi. Rose Hu pochodząca z zamożnej chińskiej rodziny uczęszczała do katolickiej szkoły. Gdy w Chinach władzę przejęli komuniści nie tylko zabraniali praktykowania katolickiej wiary lecz stworzyli alternatywne stowarzyszenia katolickie przypominające PAX i działalność księży patriotów w PRL. Podczas specjalnych seansów nienawiści zmuszali prześladowaną młodzież do składania publicznie samokrytyki. Co gorsza nakłaniali kolegów i przyjaciół oskarżonych o działalność antypaństwową do publicznego potępiania swoich kolegów, do formy samosądu. Rose Hu bardzo bolało, że na specjalnie zwołanym zebraniu jej przyjaciele wykrzykiwali: „Rose Hu jesteś podła, jesteś oszustką, nie chcemy mieć z tobą nic wspólnego”. Ta metoda prześladowania przeciwników politycznych czy klasowych nazywała się potocznie w czasach stalinowskich w Polsce „rozrabianiem kogoś”.

Moja ciotka po wojnie pracowała w „Czytelniku”. Przyjęto ją tylko dlatego, że przed wojną ukończyła dziennikarstwo, znała biegle kilka języków a przede wszystkim wspaniale operowała językiem polskim. Ktoś musiał przecież poprawiać potworne błędy językowe popełniane przez socrealistycznych pisarzy wynagradzanych wysokimi nakładami, nagrodami leninowskimi oraz przydziałem zrabowanych prawowitym właścicielom mieszkań i domów. Ciotka posługiwała się przy czytaniu rękopisów srebrnym lornion uratowanym cudem podczas ucieczki z Kresów. Nie robiła tego żeby się wywyższać lecz z biedy – nie było jej po prostu stać na okulary. Lornion ujawniało pochodzenie klasowe cioteczki, więc pewnego dnia mili koledzy, literaci i redaktorzy, zabrali się do jej „rozrabiania”. Zwołano zebranie, usiłowano- bezskutecznie zresztą – wymusić na niej samokrytykę, zamierzano wyrzucić ją z pracy. W jej obronie stanął, ku jej najwyższemu zdumieniu, Putrament. Nie z dobrego serca, bez złudzeń. Ktoś musiał przecież poprawiać jego koszmarne powieścidła – gnioty, pełne wulgaryzmów i rusycyzmów.

Samokrytyka czyli publiczna spowiedź przywędrowała do Polski wraz z instalatorami sowieckiej władzy. Spowiadał się Gomułka z prawicowego odchylenia i zaniedbań w kolektywizacji rolnictwa, spowiadali się literaci z zaniedbań w komunistycznej indoktrynacji społeczeństwa. Natomiast po 1956 roku spowiadali się ze swej fascynacji komunizmem. Ich niedościgłe wzory, sowieccy komuniści, potrafili składać samokrytykę nawet idąc na śmierć, a w trakcie procesów domagali się dla siebie surowego wyroku.

Publiczna spowiedź jako metoda terroryzowania społeczeństwa przetrwała jak widać do dziś bez zmian. Donald Tusk żąda aby samokrytykę składali sędziowie.

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez polityków Zjednoczonej Prawicy przed siedzibą Ministerstwa Sprawiedliwości Patryk Jaki przypomniał rolę jaką odgrywała samokrytyka w czasach stalinizmu. Do składania samokrytyki zmuszano na przykład torturowanych żołnierzy Armii Krajowej.

Paradoksem jest – jak stwierdził Patryk Jaki – że sędziowie powołani przez Jaruzelskiego, czyli przez system sowiecki, odmawiają obecnie praw sędziowskich sędziom powołanym przez prezydenta wybranego w demokratycznych wyborach, czyli Andrzeja Dudę.

Relikty komunistycznych metod przetrwały w mentalności wielu ludzi nie mających pozornie nic wspólnego z komunistyczną ideologią. W wielu szkołach na przykład stosuje się metodę samooceny uczniów, a co gorsza nakłania klasę do oceniania swoich kolegów. Zwolennicy tych metod nie są zapewne świadomi, że nad ich szkołami unosi się duch Makarenki. Ten system oceniania prowokuje donosicielstwo i podlizywanie się nauczycielom oraz powoduje u uczniów konflikt lojalności.

Do samokrytyki zmuszają obywateli również urzędnicy urzędów skarbowych wymagający aby w przypadku pomyłek w zeznaniach albo nie dotrzymania terminu złożenia zeznań podatkowych wyrazić „ czynny żal”. Należy jednak rozumieć, że zupełnie czym innym jest zdawkowe wyrażenie „ czynnego żalu” przez oszusta podatkowego, a czym innym przez sędziego powołanego do decydowania o losach innych ludzi i do oceny ich postępowania.

W przypadku socrealistycznych artystów, którzy dobrze wiedzieli skąd wieje wiatr historii, a raczej na której półce stoją konfitury, ich usprawiedliwianie współpracy z komunistycznym zbrodniczym reżimem jakimiś metaforycznymi pigułkami Murti Binga nie jest przekonujące.

Albo byli durniami nie rozumiejącymi w czym uczestniczą więc nie nadają się na duchowych przywódców narodu, albo byli zwykłymi świniami. Tertium non datur. [Ależ – zwykle byli tym i tamtym… md]

Pragnienie aby czytelnicy śledzili ich dylematy i ich bolesne rozstawanie się z marksizmem można porównać do żądania syfilityka abyśmy śledzili z nabożeństwem kolejne stadia jego brzydkiej choroby – szankier miękki [to osobna choroba. md] , szankier twardy, paraliż postępowy. Otóż mogę współczuć syfilitykowi i wskazać mu lekarza ale nie chcę śledzić objawów jego choroby.

Twierdzenie, że wszyscy byli umoczeni, że wszyscy współpracowali z komunistycznym reżimem jest kłamstwem i bzdurą. Chirurg, który ratował życie ofiar wypadku współpracował z reżimem tylko o tyle, że był zatrudniony w państwowym szpitalu. Czy sabotując komunistyczne władze powinien uśmiercać pacjentów? Nauczyciel matematyki podobno kolaborował bo pensję płacił mu socjalistyczny pracodawca. Czy powinien w ramach sabotażu podawać uczniom fałszywe twierdzenia? Poza tym to nie prawda, że wszyscy donosili. Ci którzy tak twierdzą mają zapewne w pamięci własne doświadczenia rodzinne i środowiskowe.

I jeszcze jedno. Nie przeceniajmy czynnego żalu wyrażonego przez seryjnego mordercę na sali sądowej. Nie każda spowiedź kończy się rozgrzeszeniem.

Poszukując winowajcy

Poszukując winowajcy

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)    29 września 2024 michalkiewicz

Wygląda na to, że Donald Tusk jest zadowolony z powodzi, to znaczy – nie tyle może z powodzi jako takiej, bo ujawniła ona rozmaite wstydliwe zakątki jego vaginetu, które teraz trzeba będzie zręcznie, a może nawet i ręcznie odkręcać – co z powodzi, jako tła, na którym Donald Tusk zaprezentował się jako energiczny przywódca narodu, który samym swoim pojawieniem się na miejscu katastrofy przywraca naruszony porządek i właściwą hierarchię. Z tego właśnie powodu naraził się nawet na krytykę i to ze strony pana red. Jacka Żakowskiego, który przez Judenrat „Gazety Wyborczej” uważany jest za tzw. „proroka mniejszego”. Pan red. Żakowski mianowicie porównał pana premiera Tuska do… Putina – bo Putin podobno tak samo, publicznie, przed kamerami, beszta ministrów, generałów i innych dygnitarzy, a ci – zwłaszcza generały – cicho siedzą i liczą, ile dni zostało im jeszcze do emerytury. W demokracji tak nie ma – dowodził pan red. Żakowski. W demokracji nikt nikogo publicznie nie ruga, tylko wszyscy, rada w radę, radzą, jakby tu wybrnąć z sytuacji i nikogo nie urazić.

Warto dodać, że te słowa padły w rządowej telewizji, budząc zrozumiały popłoch wśród tamtejszych funkcjonariuszy Propaganda Abteilung. Zrozumiały – bo po panu red. Żakowskim nikt się czegoś takiego nie spodziewał. W tej sytuacji pani redaktor wyraziła przypuszczenie, że może naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu, taki właśnie energiczny przywódca się spodoba? Narodowi – jak narodowi – ale że takie emploi spodobało się Donaldu Tusku, to rzecz pewna. Neron też nie widział niczego złego w tym, że zorganizował sobie swój występ wokalny na tle płonącego Rzymu. Ale w obronie Donalda Tuska odezwał się czujny pan mecenas Roman Giertych, któremu nie mogło pomieścić się w głowie, jak można porównywać Donalda Tuska do „zbrodniarza wojennego”. Wprawdzie pan mecenas ma dużą głowę, ale gdyby miał jeszcze trochę większą, na przykład – taką jak prawdziwy koń – to może by mu się zmieściło, że porównywać można, a nawet trzeba wszystko ze wszystkim. W przeciwnym razie skąd byśmy wiedzieli, że pan premier Donald Tusk jest lepszy od zimnego ruskiego czekisty, zbrodniarza wojennnego, Putina? A jak porównamy, to od razu możemy spenertować prawdę.

Ale mniejsza z tym, bo muszę ze smutkiem donieść, że żadna z moich ulubionych teorii spiskowych, przedstawionych w poprzednim felietonie, się nie potwierdziła. Chodziło oczywiście o to, komu zostanie przypisana odpowiedzialność za powódź. Wydawało mi się, że najpoważniejszym kandydatem na winowajcę jest właśnie Putin, bo jest on przecież winien wszystkiemu, a skoro tak, to dlaczego nie powodzi? Widocznie jednak premier Tusk i jego doradcy uznali to za pójście na łatwiznę tym bardziej, że nawet gdyby Putin został uznany za winnego powodzi, to cóż by z tego wynikało? Nie wynikałoby z tego nic, a przecież chodzi o to, żeby z winowajcy wycisnąć korzyści polityczne. Z tego samego powodu upadła również kolejna teoria spiskowa, że powódź stanowiła pierwsze poważne ostrzeżenie ze strony Nieba, z powodu rozporządzenia wydanego przez panią Barbarę Nowacką w sprawie ograniczenia nauki religii w rządowych szkołach. Ale chyba powódź byłaby dla niej zastawką zbyt poważną, a poza tym – to nie ona zostałaby uderzona w czułe miejsce, tylko mnóstwo niewinnych obywateli – więc sam zacząłem nabierać wątpliwości do tej teorii. W dodatku tak zwane „życie” przyniosło potwierdzenie, że chyba moje przypuszczenia są trafne. Oto Krajowa Rada Sądownictwa, której pani Nowacka wprawdzie „nie uznaje” – niemniej jednak – zauważyła, że pani Nowacka, podobnie, jak pani Kotula wcale nie są ministrami rządu premiera Tuska. Chodzi o to, że składając ślubowanie, zniekształciły jego rotę mówiącą o „obejmowaniu urzędu ministra”, a nie jakiejś „ministry”, czy jeszcze gorzej – „feministry”. Zdaniem KRS powoduje to, iż ślubowanie jest nieważne, a zatem – obydwie panie nie są żadnymi „ministrami”. Jeśli zatem miało miejsce jakieś pierwsze poważne ostrzeżenie ze strony Nieba, to możliwe, że właśnie takie. Jeśli chodzi o trzecią teorię, to ona jakby się potwierdziła, ale oczywiście częściowo. Wskazywałem tam, że współczesne powodzie, a zwłaszcza ich rozmiary i niszczycielski charakter, są następstwem przeprowadzonych w latach 50-tych i 60-tych melioracji, która doprowadziła do zniszczenia naturalnej i sztucznej retencji. Potwierdziła się ona, ale tylko jakby i tylko częściowo, bo premier Tusk właśnie zapowiedział bezlitosną walkę z… bobrami. Okazało się bowiem, że podstępne bobry – jak to bobry – bobrują również, a może nawet zwłaszcza – w wałach przeciwpowodziowych. Co rząd usypie jakiś wał przeciwpowodziowy, to bobry zaraz go rozkopują, no a potem powódź taki wał bez trudu przerywa, zupełnie nie zwracając uwagi na zaklęcia, którymi sztaby kryzysowe próbują ją powstrzymać. Więc już wiemy, kto się przyczynił do powodzi i w którą stronę ma się kierować gniew zagniewanego ludu.

Ale to dopiero początek, bo właśnie odezwał się niezawodny pan Marian Banaś, prezes Najwyższej Izby Kontroli. Okazało się, że bobry oczywiście swoją drogą, ale że w dodatku inwestycje przeciwpowodziowe, które miały zostać ukończone jeszcze w roku 2023, a więc za rządów „dobrej zmiany”, z zagadkowych przyczyn ukończone nie zostały, a w tej sytuacji powódź miała ułatwione zadanie. Warto dodać, że ustalenia NIK mają charakter rozwojowy i dzięki kolejnym kontrolom, po nitce do kłębka dojdziemy do prawdziwego winowajcy, a nieubłagany palec zagniewanego ludu wskaże wtedy wprost na samego Jarosława Kaczyńskiego. „On źle poradził, powódź sprowadził, on czas rozziębił, on zasiew zgnębił” – pisał proroczo jeszcze w XVIII wieku pozbawiony wszelkich złudzeń ksiądz biskup Ignacy Krasicki. Co prawda chodziło mu o koguta, który został wytypowany na winowajcę klęski żywiołowej, ponieważ piał w niewłaściwych momentach – ale nie trzymajmy się niewolniczo literatury, tylko próbujmy na zadany temat kreatywnie improwizować. Skoro po nitce do kłębka pan prezes Banaś doprowadzi do Jarosława Kaczyńskiego, to czegóż chcieć więcej? Z taką oceną będzie musiała zgodzić się również Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, która złożyła gospodarską wizytę na terenach objętych powodzią, samą obecnością swoją zatwierdzając działania premiera Donalda Tuska, a nawet obiecując rozmaite rekompensaty. To znaczy – nie tyle może będzie „musiała”, bo nie ma w Polsce nikogo takiego, kto by ją do czegokolwiek zmusił – co ulegając nieodpartemu impulsowi, po prostu zgodzi się z ustaleniami dokonanymi przez pana prezesa Mariana Banasia.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

„Kościół Konstytutywnie Synodalny” usiłuje zrabować nazwę – „Kościół Katolicki”.

Kościół Konstytutywnie Synodalny, czyli Rewolucja – albo śmierć

Pch24kosciol-konstytutywnie-synodalny-czyli-rewolucja-albo-smierc

Wolność, równość, braterstwo – albo śmierć. Znany slogan francuskich rewolucjonistów może wkrótce zostać na trwałe zaimplementowany w Kościele katolickim – nie w sensie czysto deklaratywnego przyjęcia rewolucyjnych ideałów, ale w postaci konkretnych zmian strukturalnych.

2 października rozpocznie się w Rzymie finalna sesja Synodu o Synodalności. 26 października uczestnicy przyjmą końcowy dokument, a dzień później papież Franciszek zamknie całe przedsięwzięcie uroczystą Mszą świętą. W ten sposób dobiegnie końca pierwszy wielki etap „synodalnej odnowy” Kościoła, który rozpoczął się trzy lata temu. Pomimo upływu wielu miesięcy absolutna większość katolików nie ma pojęcia, co się w ogóle dzieje; więcej nawet, z przebiegu spraw i celowości synodu nie zdają sobie sprawy nawet księża i biskupi. Przyczyna jest prosta: Stolica Apostolska używa tak niejasnego języka, że człowiek, który nie śledzi na bieżąco zapisów kolejnych synodalnych dokumentów, a jeszcze bardziej, wypowiedzi różnych jawnych i zakulisowych protagonistów synodu, po prostu nie ma możliwości zorientować się w całej sprawie.

Postawię na początku agresywną tezę, którą postaram się w dalszej części udowodnić. Na podstawie mojej znajomości tematyki synodalnej sądzę, że w całej tej operacji chodzi o zakopanie przepaści dzielącej Kościół katolicki od współczesnego świata uformowanego przez Rewolucję i Oświecenie; w tym sensie celem organizatorów synodu jest przyjęcie przez Kościół za własny sloganu rewolucji francuskiej „Liberté, égalité, fraternité, ou la mort” i stosowna do niego, bardzo gruntowna re-konstrukcja katolicyzmu, to znaczy stworzenie go na nowo.

Czytelnik, być może, będzie w tym miejscu oburzony i zarzuci mi absurdalną, prawicową teorię spiskową. Proszę jednak, by nie był tak pochopny; spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego tę, przyznaję, brutalną tezę uważam za trafną. Zacznę od dwóch interesujących cytatów z samego Ojca Świętego, głównego inicjatora Synodu o Synodalności.

Otwierając ten Synod w październiku 2021 roku papież Franciszek odwołał się do znanych słów kardynała Yvesa Congara, jednego z najważniejszych ekspertów teologicznych II Soboru Watykańskiego, zdecydowanego reformisty, zwolennika interpretacji wydarzenia Vaticanum II jako cezury w historii katolicyzmu. „Nie ma potrzeby tworzyć nowego Kościoła. Wystarczy stworzyć odmienny Kościół” – brzmiał dosłownie cytat przytoczony przez Ojca Świętego.

Jaki miałby być ten „odmienny Kościół”, Franciszek powiedział już kilka lat wcześniej, cytując głośną wypowiedź innego wielkiego europejskiego kardynała, Carlo Marii Martiniego, również reformisty, nieformalnego przywódcy grupy z Sankt Gallen, która zrzeszała wielu progresywnie nastawionych purpuratów ze Starego Kontynentu. „Kościół jest opóźniony o 200 lat. Dlaczego się nie otrząśniemy. Czy się boimy?” – powiedział na krótko przed śmiercią w 2012 Martini, cytowany przez Franciszka w roku 2019.

„Odmienny” Kościół ma być zatem Kościołem, który nadrobi dwuwiekową „zaległość”; mowa zatem o zmianach, jakie zaszły w świecie na przełomie XVIII i XIX wieku. Niewątpliwie chodzi tu właśnie o ideały społeczne, filozoficzne i eklezjalne, jakie przyniosły francuska rewolucja i Oświecenie. [No i – praktyki MD]

Sądzę, że drogą do osiągnięcia celu „odmiany” Kościoła prowadzącej do gruntownego „aggiornamento” ma być właśnie proces synodalny. W przemówieniu z 2015 roku papież Franciszek ogłosił, że „synodalność jest konstytutywnym wymiarem Kościoła”, co powtórzył w konstytucji apostolskiej „Episcopalis communio” z 2019 roku. Przy żadnej z tych okazji nie została zaprezentowana jakakolwiek definicja pojęcia „synodalność”. Co ciekawe, nie zmieniło się to aż do teraz; nawet opublikowany latem 2024 roku dokument „Instrumentum laboris”, czyli tekst mający być przedmiotem dyskusji na finalnej sesji synodalnej, nie prezentuje takiej definicji. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, w której rzekomy „konstytutywny wymiar” Kościoła pozostaje nie tyle „zadaniem”, co raczej swobodną kreacją – pojęciem wciąż pustym, które dopiero trzeba wypełnić treścią. Biorąc pod uwagę papieskie deklaracje, zgodnie z którymi Kościół ma być „odmienny” i „zaktualizowany o 200 lat”, można sądzić, że „synodalność” – wielokrotnie określana jako droga, która nie będzie mieć końca – jest właśnie sposobem na uzyskanie tej „odmienności” i „aktualizacji”.

Wracam do sloganu rewolucji francuskiej. W czym w ramach procesu synodalnego przejawia się zamiar implementacji „wolności”, „równości” i „braterstwa” oraz wykluczenia tych, którzy nie chcą się z tym zgadzać („albo śmierć”)?

1. Wolność

Zgodnie z duchem naszej epoki, człowiek współczesny potrzebuje „wyzwolenia”. Papież Franciszek wielokrotnie sygnalizował, że w jego ocenie katolicy bywają „zniewoleni” doktryną Kościoła, a raczej – w jego ujęciu – „rygorystycznym” implementowaniem tej doktryny. Tuż przed otwarciem finalnej sesji Synodu o Synodalności odbędzie się w Bazylice św. Piotra specjalna ceremonia pokutna pod przewodnictwem papieża. W jej ramach uczestnicy sesji synodalnej będą przepraszać w imieniu całego Kościoła za różnego rodzaju grzechy osobiste i strukturalne. Jednym z nich – jak poucza oficjalna strona Synodu Biskupów – jest grzech „stosowania doktryny jak kamieni, którymi można obrzucać innych”. Nawiązuje to do wielu wypowiedzi papieskich o praktycznie tej samej treści, wygłaszanych przez niego zwłaszcza w kontekście tradycyjnej katolickiej etyki małżeńskiej i seksualnej. O „rygorystycznej” doktrynie papież mówił między innymi podczas dyskusji wokół kwestii dopuszczenia do Komunii św. rozwodników w powtórnych związkach.

Dlatego w adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” z 2016 roku wyraźnie zasugerował nowatorskie podejście, w myśl którego doktrynę należałoby stosować bardzo elastycznie, aż do uznania, że w pewnych sytuacjach obiektywnie grzeszny sposób życia może podobać się Bogu. „Sumienie może jednak uznać nie tylko to, że dana sytuacja nie odpowiada obiektywnie ogólnym postanowieniom Ewangelii. Może także szczerze i uczciwie uznać to, co w danej chwili jest odpowiedzią wielkoduszną, jaką można dać Bogu i odkryć z jakąś pewnością moralną, że jest to dar, jakiego wymaga sam Bóg pośród konkretnej złożoności ograniczeń, chociaż nie jest to jeszcze w pełni obiektywny ideał” – pisał w punkcie 303 tej adhortacji. Słowa te odnoszono zwykle do sytuacji rozwodników, którzy pomimo życia w powtórnym związku i utrzymywania relacji seksualnych mogliby w pewnej sytuacji (na gruncie własnej decyzji sumienia) przystępować do Komunii świętej. Można je jednak odnieść również do innych sytuacji, na przykład osób homoseksualnych.

W tym kierunku zmierza deklaracja „Fiducia supplicans” z grudnia 2023 roku, która pozwala na błogosławienie par jednopłciowych. Idea błogosławienia takich par zasadza się na przekonaniu, że osoby w związku homoseksualnym nie realizują wprawdzie ideału, ale „pośród konkretnej złożoności ograniczeń”, żyjąc w swoim związku, udzielają jedynej dla nich możliwej „wielkodusznej odpowiedzi”, która jest „darem, jakiego wymaga sam Bóg”. W ten sposób właśnie realizuje się rewolucyjna zasada „wolności” – w tym wypadku „wolności od” doktryny, którą w przeszłości miano by stosować rygorystycznie, a która teraz zostałaby sprowadzona do roli narratywnej sygnalizacji obiektywnego ideału, do którego trzeba dążyć, ale we własnym tempie, nie odrzucając od razu nawet obiektywnie grzesznego sposobu życia. Nie trudno zauważyć, że pozwala to na bliskie pojednanie z jednym z najważniejszym współcześnie prezentowanych celów „wyzwolenia”, jakim jest wyzwolenie seksualne od ograniczeń monogamii, heteroseksualności i tak dalej. Innymi słowy, poprzez „Amoris laetitia” i nowe rozumienie doktryny i sumienia, powstałby „odmienny” Kościół, który zasypał w kwestii etyki seksualnej dwuwiekową przepaść dzielącą go od świata. Proces synodalny jest pełen odniesień do tej problematyki; w wielu dokumentach synodalnych pojawiają się wzmianki o konieczności wypracowania „nowych dróg podejścia” do takich grup osób jak rozwodnicy, homoseksualiści czy nawet – w przypadku Afryki – osoby żyjące w związkach poligamicznych.

2. Równość

Problematyka egalitarna jest na Synodzie o Synodalności obecna w jeszcze większej mierze, niż libertyńska. Głównym obszarem synodalnego zmagania o równość jest kwestia kobiet, popychana naprzód zwłaszcza przez środowiska niemieckie (niem. Frauenfrage), ale obecna w dyskusjach niemal na całym świecie. Dokumenty synodalne z „kwestii kobiet” uczyniły jeden z najważniejszych tematów, a sam papież Franciszek podjął nawet decyzję, by poświęcić jej szereg spotkań elitarnej Rady Kardynałów. Dyskusja na ten temat ma trzy zasadnicze linie: dostęp kobiet do stanowisk kierowniczych w Kościele; dostęp do diakonatu; dostęp do sakramentu kapłaństwa. Nie ma wątpliwości, że rewolucyjnego celu pełnej równości płciowej nie osiągnie się inaczej, jak tylko obsadzając kobietę na urzędzie papieża; jakkolwiek wydaje się to skrajne, jest przecież naturalną konsekwencją postulatów dopuszczenia kobiet do sakramentu kapłaństwa. Z racji na zdecydowany sprzeciw konserwatywnej części Kościoła problem dostępu do kapłaństwa, choć wzmiankowany jako dalekosiężny cel, nie jest bezpośrednio dyskutowany. Inaczej diakonat oraz pozycje władzy. W drugim przypadku – piszę to na podstawie lektury niezliczonych wypowiedzi uczestników procesu synodalnego – istnieje już pełen konsensus; nie spotkałem żadnej wypowiedzi ważnego hierarchy Kościoła, który byłby przeciwny dopuszczaniu kobiet do pełnienia najwyższych nawet urzędów kościelnych niewymagających sakramentu święceń. Wszystko wskazuje na to, że Synod o Synodalności będzie silnym bodźcem do nakłaniania Kościołów lokalnych do zwiększania partycypacji kobiet w strukturach władzy. Problem diakonatu jest nierozstrzygnięty ze względu na bliskość sakramentowi kapłaństwa.

Drugim obszarem synodalnej walki o egalitarne oblicze Kościoła jest kapłaństwo. Dokumenty synodalne czynią z „klerykalizmu” jedną z największych przywar współczesnego katolicyzmu. Walka z klerykalizmem miałaby przebiegać poprzez dopuszczanie ludzi świeckich do kościelnych struktur władzy. Realizuje się to już dzisiaj, na przykład poprzez dopuszczanie świeckich do kierowania urzędami Kurii Rzymskiej. Dokumenty synodalne mówią również o przyszłej „synodalnej formacji” do kapłaństwa, która miałaby zasadzać się na rozwinięciu idei „powszechnego kapłaństwa ochrzczonych”. W praktyce mogłoby to oznaczać przekazywanie świeckim szerszych kompetencji w tria munera kapłana – docendi, sanctificandi, regendi, nauczania, uświęcania, rządzenia, na przykład poprzez dopuszczanie do głoszenia kazań (koncept z poparciem niemieckim), udzielania sakramentów (koncept z poparciem niemieckim i latynoamerykańskim) i zarządzania strukturą parafialną, diecezjalną czy nawet kontynentalną Kościoła (koncept z poparciem globalnym).

Trzecim obszarem osiągania „równości” jest rola i władza biskupa, w tym – biskupa Rzymu. Dokumenty synodalne wskazują, że biskupi w Kościele synodalnym powinni sprawować władzę bardziej synodalnie, to znaczy – biorąc pod uwagę opinię całej społeczności katolickiej, którą zarządzają. W „Instrumentum laboris” z lata tego roku wskazuje się, że biskup powinien mieć władzę samodzielnego decydowania, gdyby jednak podjął decyzję autorytarną, nie uwzględniając konsensusu, postąpiłby „niesynodalnie” i odciąłby się od wspólnoty. Jak łatwo się domyślić, biada temu biskupowi, który w Kościele konstytutywnie synodalnym byłby niesynodalny; do niego, sądzę, można zastosować rewolucyjne „albo śmierć”. Dotyczy to również biskupa Rzymu. W czerwcu Papieska Rada Jedności opublikowała dokument na temat posługi papieskiej, którą omawia w kluczu synodalnym, sugerując, że papież mógłby w wielu obszarach ograniczyć swoje sprawowanie władzy, celem docenienia kompetencji biskupów – zwłaszcza prawosławnych.

3. Braterstwo

Kościół synodalny ma być Kościołem inkluzywnym – dla wszystkich. Dokumenty synodalne od samego początku nie pozostawiają wątpliwości, że jednym z zasadniczych celów procesu synodalnego jest redefinicja tradycyjnej eklezjologii na rzecz nowej, która będzie wychodzić od koncepcji „Ludu Bożego” rozwijanej na II Soborze Watykańskim, ale w interpretacji rozszerzającej. Do synodalnego „Ludu Bożego” przyporządkowani zostają nie tylko praktykujący katolicy, ale także ci, którzy nie praktykują, a nawet nie wierzą (pionierem był Carlo Maria Martini organizujący w Mediolanie stałe forum dyskusji z ateistami); w czasie trwania procesu synodalnego we Włoszech ruszył też programowy dialog Kościoła katolickiego z wolnomularstwem, odbyło się już wiele spotkań z udziałem wpływowych biskupów, zwłaszcza szefa Papieskiej Akademii Teologicznego bp. Antonio Stagliano, a także byłego prefekta Rady ds. Tekstów Prawnych kard. Francesco Coccopalmerio.

Braterstwo oznacza również dialog z członkami innych wspólnot religijnych, przy czym dialog nie jest prowadzony w paradygmacie rozmowy o realizacji ewentualnych wspólnych celów przy zachowaniu własnej tożsamości i roszczenia do prawdy przez własną wspólnotę; chodzi o przyjęcie czysto modernistycznej tezy o religijności jako efekcie pierwotnej ludzkiej emocji, co prowadzi w konsekwencji do uznania wszystkich religii za równe sobie odrębne ścieżki prowadzące do immanentnie ograniczonego kontaktu z boskością. Franciszek dawał wielokrotnie wyraz tym tendencjom, od deklaracji z Abu Zabi, przez encyklikę „Fratelli tutti”, aż po deklarację indyferentyzmu religijnego z Singapuru, by ograniczyć się tylko do trzech najważniejszych przypadków.

Dodatkowym i ważnym elementem implementacji hasła o braterstwie jest „opcja preferencyjna na rzecz imigrantów”, która została na Synodzie o Synodalności wyrażona na przykład poprzez włączenie do katalogu nowych grzechów „grzechu przeciwko imigrantom”, za który przepraszać będą pokutnicy uczestniczący we wspomnianej wyżej ceremonii w Bazylice św. Piotra w przededniu otwarcia finalnej sesji synodalnej.

4. Albo śmierć

Jest oczywiste, że Kościół „odmieniony”, który dokona „aktualizacji” do Rewolucji i Oświecenia i który będzie „konstytutywnie synodalny” nie może tolerować w swoich szeregach ludzi, którzy nie są synodalni. Byłoby to wewnętrzną sprzecznością i groziłoby rozpadem tej nowej-starej wspólnoty eklezjalnej. Stąd zrozumiałe wymaganie, by wszyscy przyjmowali pryncypia synodalności. Na obecnym etapie szybkie tego wymuszenie jest niemożliwe, co pokazał na przykład opór względem „Fiducia supplicans” ze strony biskupów afrykańskich. Papież Franciszek i kard. Victor Manuel Fernández odpowiadając afrykańskim biskupom wyjaśnili jednak, że zostają oni zwolnieni z konieczności implementowania w swoich diecezjach błogosławienia par LGBT, ale wyłącznie ze względów kulturowych; innymi słowy, kiedy kultura afrykańska zostanie przekształcona i osiągnie ten sam stan moralny, który osiągnęła kultura zachodnia, zwolnienie zostanie cofnięte. Dotyczy to, jak można domniemywać na zasadzie analogii, także wszystkich innych synodalnych przemian. Jako że proces globalizacji w ostatnich dziesięcioleciach skutecznie przemienia kolejne społeczeństwa, narzucając wszystkim ten sam paradygmat rewolucyjno-oświeceniowy, można się spodziewać, że Kościół konstytutywnie synodalny przyjmie zasadę wspólnoty „wielu prędkości” – głosząc powszechną inkluzję jako obiektywny cel, który wszyscy muszą osiągnąć, jakkolwiek we własnym tempie.

Tak wygląda w mojej ocenie – w największym możliwym skrócie – rzeczywistość Synodu o Synodalności; można byłoby pisać jeszcze bardzo wiele na temat rozmaitych rozwiązań szczegółowych, takich na przykład, jak plan zacieśniania europejskiej integracji kościelnej poprzez powołania Europejskiego Zgromadzenia Kościelnego; albo jak promowanie nowatorskiej metody dyskusji w postaci „rozmowy w Duchu”, która zasadza się na wysłuchiwaniu bez żadnych komentarzy wielu sprzecznych opinii, by później, pod kierunkiem synodalnego eksperta, wypracować „konsensus” w duchu „jedności w różnorodności”; albo jak powołanie przez Franciszka 10 specjalnych Komisji Synodalnych, które już po zakończeniu synodu w Rzymie będą pracować nad implementacją różnych konkretnych kwestii w życie Kościoła; spodziewam się jednak, że wdając się w te rozważania nadwyrężyłbym cierpliwość Czytelnika. Zainteresowani znajdą zresztą wszystkie te kwestie w poprzednich tekstach publikowanych na łamach PCh24.pl.

Jedno jest pewne: 2 października rozpocznie się finalna faza budowy „odmiennego” Kościoła, a jego kształt w kwestiach zasadniczych opisali już zaczarowani filozofią oświeceniową myśliciele modernistyczni z przełomu XIX i XX wieku, ci sami, których refleksja teologiczna kształtuje dziś teorię i praktykę najważniejszych aktorów procesu nowego kościelnego „udzisiejszania”.

Paweł Chmielewski

=====================

mail;

Nihil novi sub sole:

L’homélie prononcée par Jean-Paul II au Bourget (le 3 juin 1980)

Après avoir retracé l’histoire chrétienne de la France, Jean-Paul Il affirme : ” Que n’ont pas fait les fils et les filles de votre nation pour la connaissance de l’homme, pour exprimer l’homme par la formulation de ses droits inaliénables ! On sait la place que l’idée de liberté, d’égalité et de fraternité tient dans votre culture, dans votre histoire. Au fond, ce sont là des idées chrétiennes. „

Ministerstwo Edukacji Narodowej pod obecnym kierownictwem niszczy polski system oświaty

Płaczek alarmuje: Bruksela rozjeżdża walcem polski system edukacji

30.09.2024 Jakub Zgierski

https://nczas.info/2024/09/30/placzek-alarmuje-bruksela-rozjezdza-walcem-polski-system-edukacji/

Grzegorz Płaczek. / foto: Biuro Prasowe Konfederacji
Grzegorz Płaczek. / foto: Biuro Prasowe Konfederacji

Czy to możliwe, że Ministerstwo Edukacji Narodowej pod obecnym kierownictwem niszczy polski system oświaty? O tym redaktor Jakub Zgierski rozmawia z Grzegorzem Płaczkiem, posłem Konfederacji ze Śląska.

Jakub Zgierski: – Ostatnio pojawia się coraz więcej informacji, iż polski system oświaty skręca w niebezpieczną stronę. Czy rzeczywiście pod rządami lewicowo-liberalnej koalicji doszło do aż tak ogromnej zapaści?

Grzegorz Płaczek: – Sprawa jest niezwykle ważna, dotyka bowiem dzieci i młodzieży. Ostatnie decyzje, takie jak: zmiana podstawy programowej, wprowadzenie „zakazu” prac domowych czy rozpoczęcie przygotowań do uruchomienia nowego przedmiotu „Edukacja zdrowotna”, który ma pojawić się w polskich szkołach od września 2025 r., budzą wiele wątpliwości. Wymienione zmiany niewątpliwie są kolejnym etapem kolejnych głębokich „reform edukacyjnych”, których początek sięga 1995 r. Celem obecnego rządu, a przede wszystkim Brukseli, jest wdrożenie Europejskiego Obszaru Edukacyjnego (EOE) na terenie naszego kraju.

Wdrożenie Europejskiego Obszaru Edukacyjnego? A czym to dokładnie jest?

To bardzo dobre pytanie, a niewielu dziennikarzy o to pyta. Zagadnienie jest skutecznie chowane w ministerialnych szufladach. EOE to nic innego jak unijna inicjatywa określona w 2020 r., a realizowana obecnie przez Komisję Europejską. Ważne jest, aby zrozumieć, że Bruksela obiecuje powstanie EOE już w 2025 r., a polski rząd zdążył ogłosić, że Polska do niego przystąpi.

Media powinny o tym krzyczeć i wskazywać na liczne zagrożenia, ponieważ wejście polskiego systemu oświaty do Europejskiego Obszaru Edukacyjnego będzie oznaczać niemal całkowitą utratę kontroli narodu nad tym, czego i w jaki sposób uczą się młodzi Polacy w przedszkolach i szkołach. Co gorsza – rodzice utracą kontrolę nad tym, jak i na jakich zasadach ich dzieci będą wychowywane. EOE ma być niemal komunistycznym „systemem dobrobytu”, gdzie Komisja Europejska będzie „opiekować się” wszystkimi ludźmi od momentu ich urodzenia aż do śmierci. To orwellowska rzeczywistość. Unia Europejska chce kontrolować całe nasze życie, ale żeby to się udało, młode pokolenie musi być odpowiednio wychowane i ukształtowane. Ogłupiałym i odpowiednio „kształtowanym” od najmłodszych lat społeczeństwem łatwiej się zarządza.

Wymienił Pan ogólne zagrożenia wynikające z wdrożenia Europejskiego Obszaru Edukacyjnego. Mogę poprosić o więcej szczegółowych przykładów?

– Oczywiście! Widzę je na co dzień, pracując w sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Na wstępie zaznaczę, że Bruksela będzie pokazywać Europejski Obszar Edukacyjny jako system oferujący niemal same korzyści, takie jak: większa mobilność, poprawa jakości kształcenia czy zwiększenie współpracy międzynarodowej. Jednak Polska, podobnie jak inne kraje, musi zrozumieć, że wdrożenie EOE wiąże się z ogromnymi (niemal nieodwracalnymi) zmianami kulturowymi oraz potencjalnym zagrożeniem dla lokalnych tradycji edukacyjnych i suwerenności Polski. Ujednolicenie systemów edukacyjnych to przykładowo zagrożenie dla lokalnych tradycji. Unifikacja standardów edukacyjnych w całej Unii Europejskiej może prowadzić do zaniku specyficznych, narodowych elementów systemów edukacyjnych, które są związane z lokalną kulturą i historią. Wprowadzanie nowych programów nauczania to nic innego jak próba narzucenia systemu opartego na „bardziej zachodnich” modelach edukacyjnych, co powinno spotkać się z oporem w Polsce, szczególnie jeśli chodzi o kwestie tożsamości narodowej i kulturowej.

Wyzwania finansowe i koszty dostosowania to także przemilczany wątek, a wprowadzenie nowych standardów, programów i narzędzi edukacyjnych będzie wymagać znacznych nakładów finansowych, co może być wyzwaniem dla systemu edukacyjnego w Polsce. Modernizacja infrastruktury edukacyjnej i szkolenia nauczycieli mogą generować dodatkowe koszty. Ale to nie koniec przykładów. Kolejne zagrożenie dotyczy mobilność uczniów i nauczycieli. Bo czym innym jest tzw. brain drain (drenaż mózgów), czyli swobodna mobilność uczniów i nauczycieli, która może prowadzić do emigracji wykształconych pracowników z Polski do innych państw UE. Mając na uwadze różnice dot. wynagrodzeń za pracę, wdrożenie EOE może tylko pogłębić problem braku wysoko wykwalifikowanych pracowników w naszym kraju. Mogą pojawić się trudności w adaptacji, gdy uczniowie i nauczyciele napotkają problemy w dostosowaniu się do odmiennych systemów edukacyjnych w innych krajach UE, a to może wpływać na jakość nauki i pracy. Chociaż EOE dąży do wyrównania jakości edukacji w całej Europie, to różnice ekonomiczne i społeczne między krajami mogą utrudnić pełną realizację tego celu. Polska może napotkać trudności w nadążaniu za bardziej rozwiniętymi państwami pod względem jakości edukacji i infrastruktury.

I jeszcze dwie kwestie, o których w Polsce nie możemy zapomnieć.

Pierwsza z nich dotyczy potencjalnego wpływu ideologicznego i wprowadzenia liberalnych wartości przez Brukselę. Istnieje realna obawa, że promowanie przez UE mniej konserwatywnych wartości, takich jak otwartość na różnorodność kulturową i seksualną, może być postrzegane w Polsce jako sprzeczne z tradycjami czy wartościami naszego kraju. Może to prowadzić do napięć społecznych i politycznych. [Do ostrych protestów, mam nadzieję M.Dakowski]

Drugą i ostatnią już kwestią jest zależność od unijnych regulacji. W momencie wejścia Polski do Europejskiego Systemu Edukacyjnego możemy być pewni, że utracimy suwerenność w edukacji. To jasne, że Polska może obawiać się utraty kontroli nad własnym systemem edukacyjnym, jeśli decyzje dotyczące oświaty będą w coraz większym stopniu zależne od regulacji unijnych. To może być postrzegane (i powinno być) jako ograniczenie suwerenności kraju. Do tego dochodzą standardy edukacyjne, związane także z delikatnym obszarem seksualności młodych Polaków, opracowane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO)…

A, właśnie. Porozmawiajmy co nieco o Światowej Organizacji Zdrowia, która wbrew pozorom wcale nie jest jakimś bezstronnym gremium specjalistów od medycyny…

– Ci, którzy tylko pobieżnie znają historię WHO, żyją w przeświadczeniu, że jest to jakaś super międzynarodowa organizacja skupiająca samych ekspertów. Prawda jednak jest inna. To jedna z najbardziej skorumpowanych międzynarodowych organizacji zdrowotnych na świecie – zarządzana przez osobę, która jeszcze parę lat temu była częścią afrykańskiego reżimu. Aż nie chce mi się wierzyć, że Polacy pozwalają na to, aby to właśnie WHO (będąca całkowicie zależna od pieniędzy płynących od firm farmaceutycznych) tworzyła standardy edukacji seksualnej. Uważam, że rodzice nie powinni godzić się na takie rozwiązanie – jest groźne.

Co dokładnie znajdziemy w tych standardach? Które elementy są szczególnie groźne dla polskich przedszkoli i szkół?

– Standardy edukacji seksualnej opracowane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) i Europejskie Biuro WHO są zebrane w dokumencie „Standardy edukacji seksualnej w Europie” („Standards for Sexuality Education in Europe”). Wystarczy przeczytać. Formalnie celem tych wytycznych jest wspieranie zdrowia seksualnego, świadomego podejmowania decyzji oraz kształtowanie zdrowych postaw i wartości. Dokument skierowany jest głównie do państw członkowskich i edukatorów, którzy mogą dostosować te zalecenia do lokalnych warunków. WHO lobbuje za holistycznym podejściem, a edukacja seksualna według WHO nie powinna ograniczać się do biologii, tylko obejmować szeroki zakres tematów związanych z emocjonalnym, społecznym, fizycznym i psychologicznym aspektem seksualności. Ale przyjrzyjmy się szczegółom.

W standardach WHO zaleca się, aby wprowadzać temat masturbacji jako naturalnej części rozwoju seksualnego. WHO proponuje, aby w kontekście edukacji seksualnej dla dzieci w wieku 0-4 lat omawiać kwestie związane z odkrywaniem ciała, w tym masturbację, w sposób odpowiedni do wieku, akcentując przy tym znaczenie prywatności. WHO postuluje, aby edukacja seksualna obejmowała temat aborcji w kontekście zdrowia reprodukcyjnego i praw człowieka. Zagadnienie to jest omawiane jako jeden z aspektów zdrowia seksualnego, a celem jest dostarczenie informacji na temat praw i dostępnych usług. Oczywiście oficjalnie WHO zaprzecza, jakoby było to „promowanie aborcji” jako rozwiązania dla młodych dziewczyn. WHO w swoich wytycznych „promuje” równość i tolerancję wobec różnorodności seksualnej i tożsamości płciowej, w tym afirmację osób LGBT+. Ale to nie koniec – WHO uznaje, że tożsamość płciowa i seksualna mogą być płynne, a przez to zachęca do otwartości oraz akceptacji w tym zakresie. Wszystko brzmi baśniowo, ale jako poseł odczuwam, że z Brukseli do Polski właśnie nadchodzi pewna „nowa jakość nauczania”. Pytanie, jakiej Polski chcemy dla naszych dzieci i wnuków…

Dziękuję za rozmowę.

– Ja również dziękuję.