DYPLOMACJA PAŃSTWA APPLEBAUM

DYPLOMACJA PAŃSTWA APPLEBAUM

Krzysztof Baliński

Trump to debil i obłąkaniec” – tak Anne Applebaum, małżonka ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej nazwała faworyta w wyścigu do Białego Domu. Publicznie, w polskich i amerykańskich mediach ogłosiła, że kandydat połowy Ameryki to „mściwy, uzależniony od władzy stary obłąkaniec”. Początek niezły, a dalej opisuje, jak jej się widzi faworyt prezydenckich wyborów: „[…] ten występ (na konwencji Republikanów) wydawał się obłąkańczy, złowieszczy i przerażający. Teraz, po decyzji Bidena o rezygnacji ze starań o reelekcję, występ Trumpa jest już tylko obłąkańczy. Z jednej strony mamy urzędującego prezydenta, który zrozumiał swoje ograniczenia i w akcie patriotyzmu, bezinteresowności i w imię jedności partii postanowił oddać władzę. Z drugiej mamy byłego prezydenta uzależnionego od władzy, przywołującego te same obrazy katastrofy, które serwował osiem lat temu i kadry (Trumpa) po cichu szykujące się do demontażu praw amerykańskich kobiet i przekazania jeszcze więcej pieniędzy w ręce miliarderów przyjaznych Trumpowi”.

To bełkot. To bez sensu. Istotne jednak, że robi to małżonka konstytucyjnego ministra. Ale to i tak lepiej niż w książce „Matka Polka”, gdy o urzędującym wtedy w Białym Domu prezydencie pisała: „Jeśli ludzie są w stanie oddać głos na kogoś takiego jak Trump, który jest ewidentnie debilem, który nic nie rozumie, mówi sloganami na zmianę z hasłami rasistowskimi, wtedy trzeba zapytać, czy demokracja jest możliwa i czy jest potrzebna”. Inaczej mówiąc, obraża połowę populacji Ameryki. No, bo kim są ci Amerykanie, którzy debila wybrali? Prawdziwą zapamiętliwość przejawiała jednak w oskarżeniach Trumpa, że „tchórzliwy półgłówek nie wygrał, ale Putin narzucił go Ameryce”.

Tak pisała, gdy była prywatną osobą, a jej mąż zwykłym europosłem. Teraz to zupełnie co innego – jest osobą, której przypadła zaszczytna funkcja reprezentowania Polski i przemawiania w jej imieniu. Bo, czym innym są  teksty firmowane prywatnym nazwiskiem, a czym innym chamskie odzywki małżonki szefa polskiej dyplomacji. No i teraz wyobraźmy sobie rozmowy jej męża z Republikanami, którzy będą mieli większość w Kongresie i prezydenta w Białym Domu. Oczami wyobraźni już widzimy scenę – mąż prowadzi dyplomatyczne rozmowy w Waszyngtonie, a ktoś go pyta: Co tam u żonki słychać?

Strategicznym interesem Rzeczypospolitej jest utrzymywanie dobrych relacji z każdą administracją USA – bez względu na to, kto zostanie prezydentem. Polską racją stanu jest wiarygodny i silny sojusz z USA. I dlatego szkodliwe, a nawet zdradą stanu jest jawne zaangażowanie pary Applebaum-Sikorski po jednej strony sporu w USA i publiczne trzymanie kciuków za Kamalę Harris. Jeśli dodamy do tego, że Trumpowi wojnę wypowiedział osobiście Donald Tusk (przypomnijmy zdjęcie Tuska celującego w ułożonych w pistolet palców w plecy Trumpa, które sam wrzucił na swój internetowy profil), to ten typ działania i te „typy” przy władzy niewątpliwie przełożą się na stosunek Waszyngtonu do Polski, i to bez względu na to, kto zostanie prezydentem. Zapowiada to szalenie groźny i politycznie niebezpieczny scenariusz, w którym rząd Tuska wspiera Niemcy w ich politycznej konfrontacji z USA, w którym pachołek Berlina wyprawia dyplomatyczne harce w interesie Berlina zainteresowanego wypchnięciem Ameryki z Europy.

Applebaum napisała dwie książki o gułagach i jedną książkę kucharską, co pozwala jej żyć na wysokiej stopie. Gdy Sikorski w Sejmie wypełniał deklarację majątkową, podał tylko honoraria żony za książki, a w rubryce obok, że ma motocykl. Gdy w 2015 roku PO przegrało wybory, autentycznie cieszyliśmy się, że opuszcza nasz kraj i bierze Radka z sobą. Niespełna rok po tym jak otrzymała polskie obywatelstwo, Nowa Polka dała dyla z Polski. Tak jak wielu Polaków wygnanych wcześniej przez rządy PO za granicę w poszukiwaniu chleba, udała się do Londynu. Ale nie dołączyła do tych „na zmywaku”, lecz zatrudniła się w Instytucie Hercena kierowanym przez syna Michaiła Chodorkowskiego i finansowanym przez CIA, gdzie sowicie opłacana zajmuje się wygłaszaniem wykładów o tym, jak wciągnąć Europę do wojny z Rosją.

Ale to i tak drobnostka w porównaniu z tym, że została dyrektorem politycznym w Legatum Institute z siedzibą w Dubaju, gdzie, też sowicie opłacana, zajęła się głoszeniem demokracji w putinowskiej Rosji i w Iranie – kraju nieprzyjaznemu Emiratom i… Izraelowi. Tylko w pierwszym roku pracy zainkasowała z tego tytułu 800 tysięcy dolarów. Właściciel Instytutu pierwsze wielkie pieniądze zarobił w Rosji, w czasach Jelcyna. Swego czasu miał 4% udziału w akcjach Gazpromu. Później przegrał walkę o kontrolę nad kombinatem metalurgicznym. I chyba z tego powodu jest równie sfrustrowany, co Applebaum, której rodzina – przypomnijmy – pochodzi z Rosji, budowała komunizm i nosiła nazwisko Apfjelbaum.

Misja Legatum jest co najmniej dwuznaczna. Oficjalnie zajmuje się zbieraniem informacji o krajach „przechodzących transformację ustrojową od autorytaryzmu do wolnorynkowej demokracji”. Faktycznie jest instytucją szpiegostwa gospodarczego, zbierającą informacje służące inwestycjom kapitałów żydowskiego pochodzenia i finansowemu drenażowi krajów Bliskiego Wschodu, a jego dyrekcja wywodzi się wyłącznie ze środowisk żydowskich. I tu pytanie: czy żona ministra Rzeczpospolitej powinna być dyrektorem politycznym w tego rodzaju podejrzanej, finansowanej przez obce wywiady instytucji?

A Radek? Radek, gdy został posłem do Parlamentu Europejskiego też dorabiał w Dubaju, a do Londynu tylko dojeżdżał. Okazuje się, że niedaleko jabłko pada od… Applebaum. W lutym 2023 stał się bohaterem dziennikarskiego śledztwa, które wykazało, że od 2017 r. otrzymuje rokrocznie 93 tys. euro ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, i że Iran jest na forum PE regularnie atakowany przez Sikorskiego. Nasze „dociekliwe inaczej” media pisały o pieniądzach od Arabów, a chodzić mogło o pieniądze od Żydów buszujących w Emiratach Arabskich. I jeszcze jedno: australijski dziennikarz w tekście „Who is feeding Sikorski, as he grows fatter and fatter”, pisze: Za „wykonywanie innych zajęć” poza PE zarabia do 800 tys. euro. Nie ma przecież żadnych specjalnych talentów, ma raptem licencjat i mówi tylko po angielsku, tak jak setki milionów innych ludzi i wszyscy recepcjoniści w hotelach.

Mam dobrze zarabiającą żonę – odpowiedział z cwaniackim uśmieszkiem, pytany o sytuację materialną. To nie było tylko głupkowate obrócenie pytania w żart. To było przyznanie się, że polski minister komfort finansowy zawdzięcza dochodom swej cudzoziemskiej żony, że odpowiedzialny za polską politykę zagraniczną powiązany jest z zagranicznymi źródłami finansowania. To był także powód do zadania pytania: W jakim stopniu uzależnienie  od międzynarodowego pieniądza wpływa na decyzje szefa MSZ? I drugiego pytania: Czy ktoś chcący wpłynąć na prowadzoną przez niego politykę, nie daje pieniędzy jego żonie? Pominąwszy kwestie przyzwoitości, bo o honorze mowy tu być nie może, a Bóg-Honor-Ojczyzna nie jest dewizą jego działania, zapytać też należy: Czy takie powiązania finansowe nie wiążą Radka z zupełnie innym ośrodkiem lojalności niż Polska?

Na Ukrainie wykształciła się nowa klasa polityczna – Żydobanderowcy, którym nie przeszkadzają wyznawcy ideologii Bandery i Szuchewycza, byle by tylko nie rzucali haseł „Ukraina dla Ukraińców” i pałali nienawiścią do Rosjan. W Polsce czynny udział w promowaniu takiej narracji bierze Anne Applebaum, która tropiąc wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce, przeszła do porządku dziennego nad skrajnie szowinistyczną ideologią, której nie przeszkadza, że ludzie, których bierze w obronę, mają na sumieniu śmierć setek tysięcy Żydów i która uważa, że nacjonalizm jest zły, gdy jest nacjonalizmem polskim, a jeśli jest antypolski, to wspaniale.

Na łamach gazety Michnika, Żydobanderówka dowodziła: „Nacjonaliści na Ukrainie to jedyna nadzieja tego kraju na ucieczkę od apatii, drapieżnej korupcji. Żaden bojownik o wolność nie wyobraża sobie utworzenia nowoczesnego państwa, a co dopiero demokracji, bez ruchu o nacechowaniu nacjonalistycznym. Tylko ludzie, którzy czują związek ze swoim społeczeństwem, kultywują język, historię, śpiewają narodowe pieśni i powtarzają narodowe legendy – będą działać w imieniu tego społeczeństwa”. To samo powtórzyła na łamach „The New Republic”, w tekście „Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina): „Ukraińcy potrzebują więcej okazji, przy których będą mogli krzyczeć ‘Sława Ukraini – Herojam Sława’. Tak, to był slogan kontrowersyjnej UPA, ale został przystosowany do nowej sytuacji”. Innymi słowy – żona szefa polskiego MSZ jest za odrodzeniem nacjonalizmu na Ukrainie i szczuciem Ukraińców na Polaków.

Applebaum udziela nam takich lekcji poprawności politycznej nie pierwszy raz. Na marginesie konfliktu na Ukrainie małżonka naszego dżina z Chobielina, który za namową małżonki przejął po swoim poprzedniku doktrynę „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”, odpowiednie instrukcje przekazuje nam przez „Wyborczą”. Jej prikaz jest prosty: Koszerne jest tylko to, co ja piszę na temat Ukrainy. Kropka i tyle.  A co do „dżina z Chobielina”, to coraz bardziej naglące staje się, kto go (wraz z ukraińskim nacjonalizmem) z powrotem zamknie w butelce.

Dla Ukrainy naraziliśmy na szwank wielowiekowe tradycje przyjaźni i współpracy z Węgrami. Znaczny w tym udział ma Applebaum-Sikorska. „Tak jak przekleństwem Białorusi jest przywódca, nie dość popularny, by pozostać u władzy bez uciekania się do przemocy, tak przekleństwem Węgier jest przywódca zbyt popularny, albo mający zbyt dużą większość, który może zmieniać prawa i konstytucję swojego kraju, by utrzymać się u władzy bez jakiejkolwiek przemocy” – napisała w „Washington Post”. W „Rzeczpospolitej” dorzuciła: „Gdy autorzy amerykańskiej konstytucji przestrzegali przed »tyranią większości«, mogli mieć na myśli Viktora Orbána”. Innymi słowy – rządzić z woli narodu, po uczciwie przeprowadzonych wyborach, w których dostał 2/3 głosów to przekleństwo i granica, poza którą wychylać się nie wolno, bo w przeciwnym razie Marines albo Grenzschutz na głowę spadnie.

Na tym nie poprzestała. Zabrała głos w sprawie uchwalonej przez węgierski parlament ustawy medialnej: „W ten sposób Orbán uknuł zemstę na dziennikarzach, którzy go nie popierali”. Przytacza przy tym słowa jednego z przyjaciół zawieszonego w obowiązkach służbowych w węgierskim radiu: „Na ostatnim zebraniu redakcyjnym nikogo nie torturowali”. Potomkowie węgierskiej i polskiej żydokomuny wiedzą przecież, że jeżeli nie zrobią zgiełku na cały świat o faszyzmie odradzającym się na Węgrzech, to zostaną poddani najstraszniejszej torturze – nie odzyskają utraconej władzy.

Na Węgrzech zasady demokracji łamane są od dawna. Najpierw większość Węgrów zagłosowała na partię Orbána. Potem premier Węgier pokazał środkowy palec lichwiarzom z MFW. Gdy uchwalili nową konstytucję, w której znalazło się odwołanie do Boga, i nie uzgodnili tego z żoną Sikorskiego, doszło do furii międzynarodowych sił postępu, które swoje porachunki z Orbánem załatwiły przy pomocy połowicy polskiego ministra. I ciekawe byłoby ujawnienie, kto za taką nagonkę płaci i jak do tego wykorzystują Radka.

Nieprzypadkowo opinie Applebaum są zamieszczane w „Washington Post” (i przedrukowywane w „Wyborczej”). Nieprzypadkowo osiągnęła na świecie status opiniotwórczego eksperta ds. Europy Wschodniej. I nie przypadkowo media amerykańskie tytułują jej małżonka „minister Radek Applebaum”. Dla zarządzających tematem jest wyborem idealnym: Żydówka o rosyjskich korzeniach, publikująca w żydowskiej gazecie dla Amerykanów i żydowskiej gazecie dla Polaków.

Nowa Polka dorabia na saksach w Londynie i w Dubaju, ale nie porzuciła zakusów wobec Polski – chciała zburzyć Pałac Kultury w Warszawie. Złośliwi mówili, że po to, aby stworzyć ze szkaradnego wieżowca, autorstwa Daniela Liebeskinda, nowy symbol fajnej i uśmiechniętej Warszawy. Wciąż też poucza nas na Twitterze. Dlaczego akurat nas? Przecież świat, gdzie trzeba szerzyć demokrację jest tak duży.

We wrześniu 2019 dziennikarka „Newsweeka”, w wyścigu o fotel prezydenta lansowała Radka: „Ma znakomite kontakty międzynarodowe”. Wychwalała także potencjalną pierwszą damę: „To autorka światowej sławy. Taka para prezydencka mogłaby bardzo mocno wizerunkowo pomóc Polsce”. Także „Wyborcza” chce, aby Radek został Prezydentem, a ona Pierwszą Damą, ogłaszając ich „Człowiekiem roku”. Czy, jednak Applebaum nie powinna objąć fotela polskiego komisarza w Komisji Europejskiej? Mówi się przecież, że Unia potrzebuje więcej demokracji, a ona jest wybitną ekspertką w tej dziedzinie. A wszystko to w tym samym czasie, gdy w Londynie ukazał się tekst: „There is speculation in the Polish government and media that Sikorski is suffering from drug-related illness”. Oprócz narkotyków, nie podoba nam się fryzura kandydata na prezydenta – wygląda jak skrzyżowanie dwóch stylów fryzjerskich: na głupiego Jasia i na hitlerka.

Anna Applebaum wydała książkę „Żelazna kurtyna. Miażdżenie Wschodniej Europy 1944-1956”, w które opisuje okres stalinowski w Polsce oraz sztampowo wybiela rolę żydokomuny w montowaniu komunizmu w Polsce, i bardzo często mija się z prawdą. Choćby wtedy, gdy zrównuje zbrodnie banderowców z akcją Wisła: „W końcu czerwca 1947 siłom interwencyjnym udało się wreszcie, część z liczącej sobie 140 tys. społeczności ukraińskiej wypędzić z jej siedzib, wepchnąć do brudnych bydlęcych wagonów i przesiedlić na północ i zachód Polski. To był krwawy i bezwzględny proces, tak samo krwawy i bezwzględny jak wymordowanie mieszkańców Wołynia trzy lata wcześniej”. Rozpuszcza też inne kłamliwe oceny: NKWD i funkcjonariusze UB byli sojusznikami w walce z faszystowskim zagrożeniem w Polsce, a pamięć o Katyniu jest wyrazem nacjonalizmu. Wybiela też rolę Żydów w mordowaniu polskich patriotów – takich jak Salomon Morel, który sprawując nadzór nad więzieniem w Jaworznie, w sposób sadystyczny mordował piękną polską młodzież.

Jesteśmy narodem naznaczonym. Jeździ po nas, kto tylko chce. W przypominaniu, że jesteśmy obrzydliwymi antysemitami sekunduje Applebaum. Dla niej hasło „kupuj polskie” przypomina przedwojenne – „nie kupuj u Żyda”. A powiedziała to, gdy w Muzeum Polin, w jej obecności, młody żydowski naukowiec stwierdził, że mówienie o skorumpowanych sitwach u władzy jest „antysemickie”. Pod jej wywiadem dla Onet.pl. pojawiły się komentarze. „Niestety, nie mogę zalinkować mojego wywiadu dla dużego, polskiego portalu, bo komentarze pod nim są wulgarne, seksistowskie i antysemickie” – napisała na Twitterze. Sprawę skomentował też Radek:  „Wstyd mi przed żoną za antysemickie komentarze moich rodaków”.

Ciemnemu polskiemu ludowi pogroziła: „Może się okazać konieczne skończenie z anonimowością w internecie”. Podsunęła też pomysł w postaci „Policji Myśli”, która kontrolowałaby Internet, „na przykład w postaci organizacji społecznych lub dobroczynnych, które będą umiały rozpoznawać rozmyślnie kłamliwe wiadomości i zwracać na nie uwagę”. Inaczej mówiąc, ostrzega Polaków, że muszą myśleć poprawnie, bo inaczej dosięgnie ich ręka Salomona Morela.

Radek Sikorski zrobił bardzo dużo, by zepsuć relacje Polski z Waszyngtonem. Dziś gorliwie pomaga mu w tym żona. To  najgorszy polski minister spraw zagranicznych. Nie dość, że nie ma prezencji, że nie jest wymowny, że nie potrafi zawiązać węzła na krawacie i zamówić garnituru u dobrego krawca, to ma połowicę, która szkodzi Polsce. Ale słowo „połowica” nie oddaje treści. Bo to „większa połowa” i rzeczywisty minister spraw zagranicznych. A Radek? To pacynka udająca, że uprawia dyplomację.

Niespotykane kuriozum – stosunki ze światowym mocarstwem modeluje żona ministra, za pieniądze z podejrzanych źródeł. Tylko z tego powodu Sikorski powinien być zmuszony do dymisji. Sprawę wielce komplikuje to, że naszym państwem kierują elity, wykonujące polecenia z zewnątrz, że polska polityka to wypadkowa interesów różnych stronnictw, w tym stronnictwa państwa Applebaum. I tylko pomarzyć można, aby minister powiedział: Jestem sługą narodu polskiego. Na obronę Polski z pozycji innej, niż „sługa narodu ukraińskiego” nie można liczyć ze strony autora słów „Tu jest Polin”. Trudno też wyobrazić sobie w tej roli kogoś, dla którego „Polska to nienormalność”.

Krzysztof Baliński

=========================

Imperium Sodomy i jak je obalić

Imperium Sodomy i jak je obalić

Autor: CzarnaLimuzyna , 20 sierpnia 2024 ekspedyt/imperium-sodomy-i-jak-je-obalic

Na kanale Agere Contra opublikowano film będący relacją ze spotkania z Pawłem Lisickim, autorem książki

Imperium Sodomy i jego sojusznicy.

Szkice na temat upadku cywilizacji zachodniej

 z nutką optymizmu mimo wszystko

————————————-

O podwalinach “Imperium”, o jego fundamentach, które postawiono na jednym z najgłębszych bagien jakie zna ludzkość czyli o ideologii lgbt, która jest: satanistyczna, zbrodnicza i ściśle związana z freudyzmem i neomarksizmem, napisano wiele książek. Jej dalszą perspektywą rozwojową określa kolejny obłęd: transhumanizm (Harari). Przedstawiam w krótkich cytatach poszczególne wątki.

…gdyby się zapytać co powinno być tym źródłem nadziei, ja bym powiedział, że wciąż w Polsce tym źródłem nadziei jest to, że uważamy na przykład, że prawda nie jest konstruktem, tylko jest czymś, co człowieka wiąże, że rzeczywistość ma swoje znaczenie i że nie można jej dowolnie odrzucać i nad nią przeskakiwać. W tym sensie możemy powiedzieć, że tak długo jak zachowamy społeczne rozumienie tych rzeczy, to jest też znak nadziei, znak pozytywny.

Prowadzący: Panie Pawle, jakby Pan miał, zanim przejdziemy do tej książki, którą Pan napisał, określić, gdzie dzisiaj jest takie centrum Sodomy, które to miejsce dla Pana jest takim wyjątkowym miejscem na mapie naszego świata…

Paweł Lisicki: Jeśli szukałbym miejsca, które, ja zresztą o tym piszę w książce, które można by uznać za centrum i politycznym i ideologicznym, no to wydaje mi się jednak, że trudno znaleźć inne niż pewnie Nowy Jork albo Stany Zjednoczone. To jest w tej chwili w sensie i politycznym, i ideologicznym główny wehikuł nakręcający tę ideologię. No oczywiście nie mniejsze znaczenie albo z polskiego punktu widzenia nie mniej istotne znaczenie stanowi Bruksela czy Unia Europejska…

Więc nie da się ukryć, że to Imperium Sodomy (…) z pewnością niestety zdobyło sobie bardzo silny przyczółek właśnie w Watykanie i w Kościele katolickim.

To jest bardzo tragiczna rzecz, bo właściwie Kościół katolicki był w przypadku tych różnych innych rewolucji, przewrotów i zjawisk zawsze takim, taką skałą, do której można się było odwołać i na której można było odbudować to, co zostało gdzie indziej zniszczone i zdeprawowane.

Istotą tej ideologii jest unormowanie albo uznanie, że stosunki homoseksualne mają taką samą wartość moralną, tak samą wartość normatywną i są tak samo naturalne jak stosunki, nazwijmy, czy relacje męsko-żeńskie z całym następnym, ze wszystkimi towarzyszącymi temu konsekwencjami w sferze ideowej, w sferze politycznej i w sferze społecznej

Żadne pożądanie nie jest lepsze lub gorsze. Tak, jak nie jesteśmy w stanie oceniać pod względem moralnym zachowania zwierząt, tak też w najgłębszym tego słowa znaczeniu nie możemy oceniać ludzi.

W pewien sposób takim możemy powiedzieć społeczeństwem doskonale zwierzęcym, no bo będzie się można wyżywać w każdy dowolny sposób i nic nie może być nazwane, nic nie może być moralnie nazwane czy napiętnowane…

Paweł Lisicki: Z jednej strony jest właśnie ten Freud, czyli przekonanie, że człowiek jest zwierzęciem napędzanym wyłącznie przez nieograniczone, niezdeterminowane pożądanie i drugi element to jest Marks, czyli przekonanie, że struktury społeczne są strukturami niesprawiedliwymi, że człowiek funkcjonuje w sensie społecznym od razu w systemie opresji i w systemie ucisku i połączenie tych dwóch, jakby to powiedzieć, wątków, czyli neomarksistów, czy szkoła frankfurcka, prowadzi do tego całkowitego przewrotu już.

Czyli w tym momencie ma powstać społeczeństwo, które ma być społeczeństwem panseksualnym, czyli takim, gdzie nikt nie będzie w żaden sposób skrępowany.

Związki z wielkim kapitałem. Pas transmisyjny wielkich korporacji

To swoiste połączenie, wcześniej w historii nieznane na taką skalę, czyli tych walczących z systemem radykałów i będących podporem systemu wielkich korporacji jest dodatkowym kołem zamachowym, który sprawia, że ten proces tak szybko przebiega, czyli na przykład wielkie korporacje, weźmy taką korporację jak Black Rock, to jest największa firma w sensie jej kapitału na świecie, kontrolująca albo mająca ogromny wpływ, ponieważ te wielkie korporacje nie muszą mieć większościowego pakietu akcji. (…) I taki Black Rock na przykład przyjmuje system oceny punktowej dla firm, w których ma swoje udziały i domaga się od tych firm, żeby one się stosowały i na przykład sprowadziły klauzulę inkluzywności albo klauzulę różnorodności.

Imperium Sodomy i jak je obalić?

Ideologiczny potwór, twór Szatana, wkracza do polskich szkół. Uważajcie na edukację seksualną !

Ideologiczny potwór wkracza do polskich szkół. Uważajcie na edukację seksualną!

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Katolicyzm, jak i monarchie, nie boją się najostrzejszego nawet sztyletu; ale te obydwie podstawy porządku społecznego mogą się zawalić pod ciosami zepsucia. Nigdy więc nie przestawajmy psuć… Zostawcie na boku starość i wiek dojrzały; zwróćcie się do młodzieży, a jeżeli możebna, nawet do dzieci. Do tego zaś celu mają przede wszystkim służyć szkoły bezreligijne – głosili masoni już w XIX wieku. (Masoneria, ks. prof. dr hab. Józef Sebastian Pelczar).

Pani Minister Barbara Nowacka nie przestaje psuć młodzieży i w roku szkolnym 2024/2025 zastępuje (zgodnie z wytycznymi UE czyli WHO i ONZ) w wychowaniu publicznym religię Wiedzą o zdrowiu i Wiedzą obywatelską, czyli modelem edukacji seksualnej zwanym „permisywnym”, który przedstawia m.in. poczęcie dziecka jako zagrożenie i służy do podważenia dotychczasowego porządku w dziedzinie wychowania czy moralności i systemu prawnego, a nawet do zakwestionowania pojęć takich jak „kobieta”, „mężczyzna”, „małżeństwo”, „rodzina” czy „płeć”.

Tzw. permisywna edukacja seksualna jest niebezpiecznym, pretendującym do miana naukowego, tworem ideologicznym, gdyż prowadzi do zmiany hierarchii wartości, sposobu myślenia, a także postrzegania świata zarówno przez współczesne społeczeństwo, jak i przez kolejne pokolenia – podkreśla mec. Marek Puzio.

Celem są m.in. afirmacja hedonistycznego stylu życia w sferze seksualności przedstawianego w kategoriach praw człowieka; narzucanie dzieciom i ich rodzicom konieczności akceptacji założeń ideologii gender (ukazującej płeć w kategoriach konstruktu społeczno-kulturowego) oraz uznawanie owej ideologii jako jedynie słusznej i obowiązującej wizji ludzkiej płciowości i natury oraz jako koniecznego elementu przeciwdziałania rzekomej dyskryminacji motywowanej „homofobią”, a także istotnego komponentu walki o równouprawnienie kobiet; promowanie „różnych modeli” rodziny i małżeństwa, które mogłyby być oparte na związkach homoseksualnych; przekonywanie dzieci, że ich płeć nie jest zdeterminowana przez biologię, a więc mogą indywidualnie odkrywać swoją własną „tożsamość płciową. Zobacz e-book „Prawda o edukacji seksualnej”.

„Zepsucie umysłów przez odbieranie im religii, a wpajanie zasad ateistycznych i rewolucyjnych, – zepsucie serc, przez podburzanie niskich namiętności, a szczególnie nienawiści do Boga, duchowieństwa, władzy, obowiązku i ładu społecznego – zepsucie obyczajów, przez szerzenie demoralizacji za pomocą rozwiązłych romansów, śliskich przedstawień teatralnych, pornograficznych pism (takie pisma wtykają młodzieży w Paryżu, ale z napisem na obwódce: Pour Bieu albo Pour la Patrie, aby ją tym snadniej oszukać), wciskanych wykładów i obrazów lub posągów, wreszcie coraz liczniejszych a opieką władz otoczonych domów nierządu itp.”- to zalecenia francuskich masonów w XIX wieku – poprzedników WHO i Agendy ONZ 2030, których projekty wdraża w UE Ursula von der Leyen.

Niestety, rodzice i dziadkowie tkwią w niewiedzy i wtykają młodzieży (a nawet niemowlętom) w Polsce nie pisma, ale smartfony i dostęp do nowoczesnych technologii (w nich pornografię i kult ciała a nie intelektu) przygotowanych przez masonów XXI wieku do zniewolenia człowieka.

Pilnujmy młodzieży, pilnujmy szkoły – tak przemawiano na kongresie internacjonalnym masońskim z r. 1902. Ideałem masonerii jest szkoła bezreligijna i całkowicie władzy państwowej podległa, jaką już rewolucja francuska utworzyła, idąc za jednym ze swoich koryfeuszów -Dantonem. „Dzieci – oto jego słowa – należą do republiki, nim należały do rodziców. Nie może posuwać się tak daleko, iżby wychowywali swe dzieci inaczej, aniżeli my chcemy”. Prezydent republiki Fallieres mógł w sierpniu r. 1906 pochwalić profesorów akademii wyższej w Lyonie za to, że potrafili „uwolnić młodzież od jarzma dogmatów i kultu religijnego, a wychowywać ich w duchu rewolucji”. Konsekwentnie odsunięto tam zakonników i zakonnice od szkół, wyrzucono ze sal szkolnych krzyże, czy obrazy święte, wymazano nawet słowo Bóg z książek szkolnych, iżby dzieci nie wiedziały nic o Bogu i dopiero w wieku dojrzałym wybrały sobie jakąś religię, albo pozostały w ateizmie. Jest też tam dążność, aby zamknąć wszystkie szkoły katolickie, a nauczycieli szkół państwowych pociągnąć do lóż, co po części już się udało, skoro w r. 1913 aż 4.400 osób z grona nauczycielskiego należało do sekty. (Masoneria 1914 r, ks. prof. Józef Sebastian Pelczar).

Przejrzyjmy, tocząca się na naszych oczach walka z krzyżem to żaden postęp cywilizacyjny, to te same co przed wiekami siły zła, które chcą nas zniewolić!

Główną jest rzeczą – pisze członek wys. Wenty rzymskiej, kryjący się pod nazwiskiem „Piccolo Tire” (żyd) do kolegi swego „Vindice” – oderwać męża od rodziny i przywieść go do porzucenia obyczajów domowych. Aż nazbyt jest on skłonnym z natury do unikania trosk gospodarczych, a szukania łatwych zabaw i zakazanych rozkoszy.

Ponieważ na straży ogniska rodzinnego stoi kobieta, przeto według teorii masońskich trzeba ją zepsuć aż do szpiku i oderwać od Kościoła; do tego zaś jako środek ma służyć fałszywa emancypacja kobiet, niezdrowy prąd feminizmu i zakładanie lóż adopcyjnych, do których wchodzą kobiety. Trzeba zniszczyć samą religię, zniszczyć wiarę w zabobony i w rzeczy nadprzyrodzone, zniszczyć dogmat. Aby dojść do tego, trzeba przede wszystkiem przejąć kobiety ideami masońskimi. (Masoneria 1914 r, ks. prof. Józef Sebastian Pelczar).

Przejrzyjmy, postawa niektórych współczesnych Polek to nie efekt ich walki o wolność, to efekt działania sił zła, które chcą je zniewolić!

Profesor dr hab. Marian Zdziechowski, rektor Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie przywołał w swoim wykładzie uczonego Izaaka Lewina, biografa Lenina, który z troską myślał o młodzieży polskiej i o przyszłej Polsce. I w tym miał słuszność – pisał profesor. Młodzież, szukająca ideału, absolutu, a nie umiejąca czy nie chcąca poszukiwań swoich zwrócić w stronę chrześcijaństwa, poszłaby wówczas, w razie urzeczywistnienia przepisywanej Leninowi myśli, na lep bolszewictwa w kradziony idealizm przystrojonego, i wyobrażając, że wielkiej idei służy, stałaby się narzędziem siły, która z duszy człowieka wykorzenienie wszystkich idealnych jej pierwiastków, czyli krócej mówiąc, bestjalizację człowieka za cel sobie obrała. (Prof. Marian Zdziechowski, wykład Renesans a Rewolucja z 1924 roku)

To dzieje się na naszych oczach, komunizm realizuje ten cel – bestializację człowieka.

Bestializacji człowieka, którą proklamują w Moskwie, treść w wyrazie tym zawartą innym i ładniej brzmiącym i przysłaniając, jedno przeciwstawić można –jego deifikację, czyli wrócić do wielkiego średniowiecznego ideału społeczności Bożej (Civitas Dei), który św. Augustyn w przededniu końca starego świata kreślił. Ale wzbogaceni doświadczeniem wieków, ideał ten chronić będziemy od zboczeń, którym ulegał w ręku wyznawców, słuchających podszeptów

Irydjonowego Masynissy, nie dopuścimy do tego, ażeby się znów rozległ tryumfujący jego głos: „W imieniu Twojem będą zabijać i palić, w imieniu Twojem gnić i milczeć. W imieniu Twojem uciskać, w imieniu Twojem powstawać i burzyć”. (Prof. Marian Zdziechowski, wykład Renesans a Rewolucja z 1924 roku)

Bożena Ratter

Niedziela, Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy

25.08.24 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy

19/08/2024przez antyk2013

Zapraszamy 25 sierpnia, niedziela, do Siedlec na 94 Pokutny Marsz Różańcowy w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Tym razem zaczynamy o 16.00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Msza Święta w intencji Ojczyzny zostanie odprawiona w katedrze siedleckiej o godzinie 18.00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Szczegóły na plakacie.

Z Panem Bogiem, Andrzej Woroszyło

Dziś, jak w każdą trzecią środę miesiąca, Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę.

21.08.2024 Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

20/08/2024przez antyk2013

W każdą trzecią środę miesiąca

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18-tejw intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita).

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita)

Share

Kategorie Msze św. za Ojczyznę, Opole, Pokuta, Pokutne Marsze Różańcowe

Tagi Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Opole, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę

25.08.24 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy

Bezczelność, z jaką Zachód nadal kłamie w sprawie największego aktu terroryzmu w historii nowożytnej Europy

Dlaczego Zachód nadal kłamie w sprawie największego aktu terroryzmu w historii nowożytnej Europy

Autor Tarik Cyril Amar , historyka niemiecki, pracującego na Uniwersytecie Koç w Stambule

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 20
READ IN APP
 

Mamy uwierzyć, że grupa pijanych Ukraińców wysadziła Nord Stream bez żadnego wsparcia struktur państwowych!

26 września 2022 r. infrastruktura o kluczowym znaczeniu zarówno dla Niemiec, jak i dla całej UE została zaatakowana jak nigdy wcześniej w historii powojennej, pokojowej (przynajmniej formalnie) Europy. W pobliżu wyspy Bornholm, w połowie drogi między polskim a szwedzkim wybrzeżem, cztery eksplozje zniszczy masywne gazociągi Nord Stream I i II, które biegną wzdłuż dna Morza Bałtyckiego.

Bezpośrednie konsekwencje były ogromne. Jeśli chodzi o szkody dla środowiska, zbyt często obecnie pomijane, rurociągi były wypełnione metanem, gazem cieplarnianym, który w ogromnym stopniu przyczynia się do globalnego ocieplenia. Według ONZ jego efekt cieplarniany jest 80 razy większy niż dwutlenku węgla. Ponadto metan „jest głównym czynnikiem przyczyniającym się do powstawania ozonu przyziemnego, niebezpiecznego zanieczyszczenia powietrza i gazu cieplarnianego, narażenie na który powoduje milion przedwczesnych zgonów każdego roku”.

Dokładna ilość tego toksycznego gazu, który sabotażyści Nord Streamu spowodowali, że wydostał się do naszej wspólnej atmosfery, jest trudna do oszacowania, ale nie ma wątpliwości, że był duży i wszyscy bylibyśmy w znacznie lepszej sytuacji, gdyby pozostał w rurociągach. Wstępne szacunki wskazywały na pięciokrotność objętości uwolnionej podczas katastrofy metanowej w Kalifornii w 2015 r . Było to „największe znane uwolnienie metanu na Ziemi w historii USA”. Jego wpływ porównano do jazdy siedmioma milionami samochodów dziennie i przesiedlenie tysięcy ludzi.

Inaczej mówiąc, atak na Nord Stream wyznaczył kamień milowy nie tylko w europejskiej, ale i globalnej historii katastrof ekologicznych wywołanych przez człowieka. Ale wyciek w Kalifornii był przynajmniej wypadkiem – ten na Bałtyku, o wiele większy, był wynikiem celowego aktu ekoterroryzmu. Nic dziwnego, że Rob Jackson, klimatolog ze Stanford, szybko – i słusznie – doszedł do wniosku, że „ktokolwiek to zlecił, powinien zostać oskarżony o zbrodnie wojenne i trafić do więzienia”.

Jednak oprócz ekoterroryzmu atak na Nord Stream był oczywiście również aktem agresji przeciwko Niemcom jako państwu. A także przeciwko całej UE, jak podkreślił w czasie sabotażu Michaił Podoliak, notorycznie nieuczciwy główny doradca Władimira Zełenskiego na Ukrainie. Miał oczywiście rację. Rzeczywiście, był to tak poważny akt agresji, że powinien skłonić Niemcy i UE do szybkiego zidentyfikowania sprawców i podjęcia wobec nich drastycznych działań. Co więcej, jeśli terroryści mieli wsparcie państwa, co jest prawdopodobne biorąc pod uwagę złożoność ataku, to działania te powinny obejmować sankcje i zerwanie stosunków dyplomatycznych – jako minimum – po odwet wojskowy. A ponieważ Niemcy są członkiem NATO, słynny Artykuł 5 sojuszu – traktowanie ataku na jednego członka jako ataku na wszystkich – mógł być również łatwo zastosowany.

W tym czasie Podoliak bezczelnie kłamał o ważnym szczególe. Wbrew logice i faktom obwinił Rosję za ataki, która nie miała żadnego interesu w niszczeniu rurociągów, w które mocno zainwestowała, aby ułatwić handel energią z UE, co dawało pewien wpływ geopolityczny (chociaż propagandyści na Zachodzie, a zwłaszcza w Polsce, zawsze mocno wyolbrzymiali ten czynnik) i co, choć uśpione w momencie ataku, mogło zostać ponownie aktywowane.

Jak komik w Kijowie, który z pomocą zachodnich pryncypałów, takich jak Tim Snyder i Anne Applebaum ( żona Radosława Sikorskiego), zachwala ukraińską „demokrację”,  „społeczeństwo obywatelskie” i wielką kosmiczną walkę o „wartości zachodnie”.

Ale podobnie jak w przypadku innych kłamstw reżimu Zełenskiego, kłamstwo Podoliaka o wielkich złych Rosjanach strzelających sobie w obie stopy naraz, celowo i po prostu dla zabawy, było wyjątkowe, ponieważ łączyło w sobie bycie całkowicie nieprawdopodobnym z byciem powszechnie RESPEKTOWANYM, przynajmniej na Zachodzie, a szczególnie w Niemczech. Absurdalne, jak to jest, po ataku na Nord Stream nastąpiły dwie rzeczy: minęły wieki, zanim jacyś zachodni urzędnicy oficjalnie wskazali sprawców; a zachodni politycy, główne media i tak zwani eksperci wciąż rozpowszechniali obraźliwie głupią historię o Rosji jako winowajcy.

Ponieważ wielu z nich będzie teraz próbowało zatrzeć ślady, przypomnijmy sobie dwa przykłady. Wiosną 2023 roku amerykańska ikona dziennikarstwa śledczego Seymour Hersh ujawniła, że ​​Waszyngton prawdopodobnie był zamachowcem na Nord Stream, podczas gdy inne raporty zaczęły sugerować, że – w jakiś sposób – Ukraińcy byli w to zamieszani. Jednak nawet wtedy Carlo Masala, naukowiec z uniwersytetu niemieckiej armii, który zrobił karierę medialną, oportunistycznie powtarzając zachodnie punkty rozmów o wojnie informacyjnej, nadal próbował przedstawić wyłaniający się obraz jako operację „ pod fałszywą flagą ” . Innymi słowy, według Masali, podczas gdy możesz myśleć, że widzisz Amerykanów i Ukraińców tuż przed swoimi oczami, w rzeczywistości to – werble! – znowu Rosjanie.

Tyle o czapeczkach z folii aluminiowej i teoriach spiskowych, które są bardzo mile widziane w głównym nurcie Zachodu, o ile trzymają się linii.

Podobnie, Janis Kluge, regionalny „ekspert” z dużego berlińskiego think tanku, właśnie przyznał na X – z zadziwiającą, choć niezamierzoną auto-dyskredytacją – że jego niedorzeczna początkowa ocena obwiniania Rosji była – uwaga! – była błędna. Uważa, że ​​właśnie pojawiły się „nowe informacje” . Ciekawostką jest oczywiście to, że informacje wykluczające Rosję jako możliwego sprawcę były dostępne od pierwszego dnia, a konkretne informacje o USA i Ukrainie jako o wiele bardziej prawdopodobnych podejrzanych pojawiły się niewiele później. Jednak dla Kluge’a, bycie o wiele wolniejszym w pozbywaniu się oczywistego elementu wojny informacyjnej Zachodu i Ukrainy, niż pozwala na to przyzwoita reputacja, wydaje się być nadal powodem do dumy.

Dzieje się tak, ponieważ teraz polega na tym, co jego zdaniem wydaje się być autorytatywnym źródłem, a mianowicie Wall Street Journal i niemieckich prokuratorów. To prowadzi nas do tego, jak i dlaczego atak na Nord Stream znów trafił do wiadomości. W końcu niemieccy prokuratorzy wydali nakaz aresztowania – tak, dobrze przeczytałeś: jeden nakaz – podejrzanego, a mianowicie skromnego ukraińskiego nurka o imieniu Wołodymyr.

W tym samym czasie Wall Street Journal opublikował sensacyjny i nieprzekonujący artykuł wyjaśniający dwie rzeczy: Jak to jednak zrobił Kijów; i – jak wygodnie – nie zrobił tego Waszyngton. Rzeczywiście, zgodnie z tą wzruszającą opowieścią o amerykańskiej prawości, CIA – znana z tego, że nigdy nie wspierała ani nie inscenizowała nieuczciwych, szalonych i brutalnych planów – próbowała powstrzymać Ukraińców przed realizacją jednego z nich. I to jest, jak mówi nam WSJ, „prawdziwa historia”. To jest moment, w którym możesz poczuć się swobodnie płacząc w obliczu tak wielkiej dobroci i uczciwości.

Przyjrzyjmy się bliżej. Pierwszą rzeczą, która sprawia, że ​​artykuł WSJ jest wysoce podejrzany, jest to, że jest pełen politycznie wygodnych szczegółów. Czytelnicy dowiadują się, że Zełenski początkowo zaakceptował plan, ale potem był mu przeciwny, gdy świątobliwi Amerykanie powiedzieli mu, żeby przestał być tak niegrzeczny. Ale ówczesny naczelny dowódca sił zbrojnych Ukrainy, Walerij Załużny – człowiek, którego Zełenski zawsze nienawidził i który został zdegradowany do roli kolejnego nieudolnego ukraińskiego dyplomaty w Londynie – był oczywiście wciągnięty w atak od samego początku. Inny ukraiński oficer wymieniony z nazwiska – jeden z niewielu – w artykule WSJ i tak jest już sądzony. Ups, okazuje się, że to żadna wielka strata.

Czy musimy kontynuować? To parada kozłów ofiarnych, starannie skrojona, aby na razie wykluczyć Zełenskiego, a oczywiście także USA i wszystkich innych na Zachodzie, którzy mogli być w to zamieszani (Cześć, MI6) .

Następnie jest sposób, w jaki zarówno ruchy niemieckich prokuratorów, jak i artykuł WSJ są szybko wzmacniane i wykorzystywane przez inne główne media, próbujące upewnić się, że wszyscy otrzymają nową notatkę informacyjną o wojnie. Niemiecki Spiegel, na przykład, jest bezpośredni w kwestii przekazywania poprawnego – i raczej imbecylnego – przekazu propagandowego. Czytelnicy są w rzeczywistości upominani, że wraz z podaniem nazwiska jednego podejrzanego z Ukrainy „ wszelkie spekulacje na temat udziału Rosji lub USA” w ataku mogą zostać teraz „ograniczone”.

Co można w ogóle powiedzieć? Spróbujmy: Po pierwsze, udział Rosji nigdy nie miał sensu dla żadnego rozsądnego i bezstronnego obserwatora. Wstyd dla auto-cenzurujących i mobilizujących do wojny mediów, takich jak Spiegel, że kiedykolwiek traktowały to jako choćby odległe możliwe wyjaśnienie. Po drugie, udawanie, że podejrzenia wobec Moskwy i Waszyngtonu były równie prawdopodobne lub nieprawdopodobne, jest śmieszne. Po trzecie, ponieważ podejrzenia USA faktycznie zawsze miały idealny sens jako podejrzany numer jeden. 

Oto prawdziwy wynik tego połączonego cyrku wojny informacyjnej mediów i polityki. Ale próba sprzedania nam nowego idiotyzmu, że zatem to nie były Stany Zjednoczone – w rzeczywistości Waszyngton próbował powstrzymać ten atak – jest mniej więcej tak wiarygodna, jak to, że laptop Huntera Bidena nie miał znaczenia dla polityki jego ojca wobec Ukrainy, czy że operacja Epsteina nie polegała na wciąganiu i szantażowaniu elity USA. To kolejna bzdura, którą jesteśmy zaproszeni przełknąć.

Nie, dziękuję. Już dość.

Bardziej interesujące jest jednak to, co to wszystko oznacza i dlaczego dzieje się to teraz. Jeśli chodzi o implikacje, nawet jeśli dla dobra argumentu udajesz, że wierzysz w całą historię WSJ/niemieckiego prokuratora, stanowiska Niemiec, UE i NATO okazują się nie do utrzymania i zdyskredytowane. Jak zauważył anonimowy niemiecki urzędnik, „atak na taką skalę jest wystarczającym powodem, aby uruchomić klauzulę obrony zbiorowej NATO, ale nasza krytyczna infrastruktura została wysadzona w powietrze przez kraj” – to znaczy Ukrainę – „który wspieramy ogromnymi dostawami broni i miliardami w gotówce”.

Oznacza to, że polityka Berlina była tak przewrotna, że ​​można ją uznać za zdradę. Dosłownie walczyła z niewłaściwym krajem. W związku z tym nie obroniła Niemiec przed potężnym atakiem i zamiast tego postanowiła nagrodzić agresora, Ukrainę. W normalnym kraju rząd już by upadł, a nie tylko stanąłby przed pytaniami w rodzaju „A co z niemieckimi służbami wywiadowczymi i wojskiem? Gdzie oni drzemali? Pod kamieniem na bałtyckiej plaży?”

A sprawy nie wyglądają dużo lepiej dla UE i NATO jako całości. Wielu, którzy odmawiają dalszego karmienia się idiotyczną propagandą, dojdzie do wniosku, że te organizacje są w istocie spiskami, systematycznie działającymi przeciwko interesom krajów i populacji, które udają, że chronią. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, co jeszcze można powiedzieć? Oczywiście były zamieszane w atak, jak otwarcie groził prezydent Biden z wyprzedzeniem. Opowiadanie teraz głupiej historyjki, obwiniającej za wszystko Kijów i tylko Kijów, sprawia, że ​​wygląda to po prostu głupio.

To prowadzi nas do pytania, dlaczego to wszystko dzieje się teraz. Kluczowym terminem jest tutaj bezduszność. Najlepszym wyjaśnieniem czasu tych nowych rewelacji jest to, że są one częścią porzucenia ukraińskiego pełnomocnika. Jaki lepszy sposób na wprowadzenie polityki porzucenia Kijowa niż uczynienie go jedynym kozłem ofiarnym ataku na Zachód? Ta operacja może potrwać trochę czasu, ale wyraźnie się rozpoczęła. Nie, to nie przypadek, że Berlin właśnie ogłosił, że znacznie zmniejszy swoje wsparcie wojskowe dla Ukrainy. Podobnie jak inni wcześniej, Kijów ma się nauczyć o amerykańskiej i zachodniej wdzięczności, w bardzo dotkliwy sposób.  

No, nie… to „nie łapówki”. Polscy lekarze biorą wielkie pieniądze od wielkich firm FARMA.

Tak polscy lekarze biorą kasę od wielkich firm. Dziesiątki milionów złotych [TYLKO U NAS]

Jacek Frączyk 20 sierpnia 2024, businessinsider/dziesiatki-milionow-dla-polskich-lekarzy-koncerny-farmaceutyczne

Ponad pół miliarda złotych transferów na rzecz polskich lekarzy i instytucji związanych z leczeniem w Polsce dokonały wielkie koncerny farmaceutyczne w ubiegłym roku. Wszystkie, które były do tego zobowiązane, już utworzyły tzw. raporty przejrzystości, umieszczając w nich nazwiska lekarzy, którzy sobie tego nie zastrzegli.

  • W raportach przejrzystości wielkich firm farmaceutycznych znalazły się nazwiska polskich lekarzy i instytucji służby zdrowia
  • Z ponad pół miliarda złotych wydanych przez koncerny jedna trzecia trafiła do lekarzy
  • Lekarze otrzymywali transfery głównie w formie wynagrodzenia za usługi oraz refundacji kosztów podróży i hoteli na organizowane dla nich szkolenia

532 mln zł transferów na „działalność badawczo-rozwojową” wyasygnowały w 2023 r. firmy farmaceutyczne z zagranicy i polski z przeznaczeniem dla polskich lekarzy, firm konsultingowych, zrzeszeń lekarskich i pielęgniarskich oraz fundacji — wynika z naszego podsumowania danych ujawnionych przez 20 firm z sektora. Z tego około jednej trzeciej trafiło do lekarzy, a to za usługi, a to na opłacenie zwykle zagranicznych i nietanich szkoleń i sympozjów.

Krajowe firmy farmaceutyczne też prowadzą politykę transferowania środków do lekarzy i instytucji służby zdrowia, jest to jednak margines. Według danych zebranych przez Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego krajowe podmioty wydały na takie cele 23 mln zł spośród 532 mln zł, czyli nieco ponad 4 proc.

Przejrzeliśmy raporty przejrzystości 20 wielkich firm — w większości są to światowe giganty — i możemy powiedzieć, że to potężne źródło finansowania życia wielu polskich lekarzy

Mniejsze lub większe środki dostają od nich tysiące lekarzy, część z nich zastrzegła, żeby nie podawać ich nazwisk. Dla przykładu Pfizer informuje, że w jego przypadku zastrzegło to sobie łącznie aż 968 doktorów i profesorów, w AstraZenece 2,4 tys. i podobna liczba w Boehringer Ingelheim, w Angelini Pharmie ponad tysiąc, a w Novartisie prawie 900. Mimo to na listach są jeszcze tysiące nazwisk z konkretnymi kwotami przekazanymi na ich rzecz przez big pharmę. Przyjrzyjmy się rekordzistom.

Lider dostał 179 tys. zł

I tak największą kwotę od jednego koncernu dostał wrocławski właściciel prywatnej praktyki lekarskiej, któremu GlaxoSmithKline przetransferowało w ubiegłym roku 116 tys. zł za świadczone dla koncernu usługi, z tego 109 tys. w formie wynagrodzenia.

Na drugim miejscu jest lekarka, pediatra oddziału obserwacyjno-zakaźnego firmy Medycyna Prywatna w Poznaniu, która otrzymała 102 tys. zł, z czego 100 tys. zł w formie wynagrodzenia. Też od GlaxoSmithKline.

Na trzecim jest lekarz oddziału nefrologii, chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Od AstraZeneki otrzymał transfery w wysokości 96 tys. zł, w tym 63 tys. jako wynagrodzenie za usługi, a 27 tys. jako refundacja kosztów podróży i hoteli plus 5 tys. zł opłat rejestracyjnych podczas organizowanego przez farmaceutyczną firmę wyjazdu szkoleniowego.

Ex aequo z nim jest poznański lekarz onkolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. W tym przypadku nie sama AstraZeneca była jednak dostarczycielem dodatkowych przychodów. Ten sam lekarz z innego miejsca pracy, a konkretnie z prywatnej praktyki, pobierał środki od innego koncernu. Od GlaxoSmithKline dostał 83 tys. zł, głównie w formie wynagrodzenia. Łącznie mógł się cieszyć w ciągu ubiegłego roku ze 179 tys. zł dodatkowych dochodów, tj. poza tymi z pracy w szpitalu i prywatnej praktyce. To daje mu pozycję oficjalnego lidera w stawce lekarskiej w Polsce pod względem zarobków pobieranych od koncernów farmaceutycznych.

Z osób publicznych z transferów od Pfizera korzystał np. obecny szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego, dr Paweł Grzesiowski, który dostał w 2021 r. od GSK 35 tys. zł w formie wynagrodzenia, a w kolejnym roku prawie 7 tys. zł.

Od trzech naraz

Znaleźliśmy też dwóch rekordzistów, ale nie jeśli chodzi o wartość, ale o liczbę koncernów, które im płacą. W trzech różnych miejscach pracy uznany pulmonolog i alergolog z Łodzi pobierał transfery od trzech firm: Glaxo, AstraZeneca oraz Angelini Pharma. Łącznie dostał 107 tys. zł w ciągu roku.

W kilku różnych miejscach pracuje też onkolog z Warszawy, pracownik m.in. Polskiego Towarzystwa Chirurgiczno-Onkologicznego i wypłaty pobrał w ubiegłym roku od trzech różnych koncernów: Pierre Fabre, Novartis i Bristol Myers Squibb. Łącznie było tego 79 tys. zł. Z tego można nawet wysnuć wniosek, w jaki sposób dochodzi do zawierania podobnych umów.

Nierzadko oczekując w kolejce na wizytę do lekarza np. internisty, zdarzyło się wszystkim zapewne przepuścić osoby przyjmowane przez lekarzy poza kolejnością, tak „na chwilkę”. Wchodzą z jakąś teczką z dokumentami i zaraz wychodzą. Jest duże prawdopodobieństwo, że są to właśnie przedstawiciele firm farmaceutycznych.

Nie jest przy tym tak, że wszyscy lekarze otrzymują „kokosy”. Zazwyczaj są to kwoty rzędu tysiąca złotych rocznie na lekarza, a tylko część dostaje naprawdę spore pieniądze, miły dodatek do standardowej pensji w przychodni czy szpitalu.

Podróże kształcą

Ciekawe są też praktyki poszczególnych koncernów. Niektóre ewidentnie preferują doszkalanie lekarzy w atrakcyjnych miejscach, zamiast płacić wynagrodzenie. I tak japońska Takeda Pharma czterem polskim lekarzom zafundowała wyjazdy — prawdopodobnie do Japonii — warte ponad 40 tys. zł.

Najwięcej skorzystała lekarka gastrolog ze szpitala przy ul. Wołoskiej w Warszawie, której Takada sfinansowała podróże i hotele za łącznie 71 tys. zł. Za 50 tys. zł podróżowała na koszt Japończyków również lekarka gastrolog, tyle że pracująca w Międzychodzie.

Ewidentnie koncernowi zależy na tym, żeby polscy pacjenci gastrologiczni leczyli się ich lekami.

Nie tylko lekarze

Jak wspomnieliśmy wyżej, lekarze dostają tylko część transferów od firm farmaceutycznych do lecznictwa w Polsce. Badanie PZPPF wykazało, że do lekarzy trafia 35 proc. z polskich firm, a do podmiotów instytucjonalnych 63 proc. Wśród tych ostatnich są organizacje zrzeszające lekarzy, pielęgniarki, ale też firmy prywatne, które świadczą różnego rodzaju usługi.

I tak najczęściej w sprawozdaniach wśród firm, które dostają duże pieniądze, przewija się nazwa spółki Termedia. Powyżej 500 tys. zł w ciągu roku płacili jej: Pfizer, GSK, AstraZeneca, Lilly i Boehringer Ingelheim. Łącznie spółka dostała z tego tytułu 3,1 mln zł w formie umów sponsoringu lub wynagrodzeń.

Termedia to wydawca czasopism i książek medycznych, m.in. „Postępy Dermatologii i Alergologii”, „Postępy w Kardiologii Interwencyjnej”, „Postępy Psychiatrii i Neurologii” i „Alergologia Polska — Polish Journal of Allergology”, „Menedżer Zdrowia”, „Pediatria Polska — Polish Journal of Paediatrics”, „Pielęgniarstwo w Opiece Długoterminowej” i wiele innych.

Największym wartościowo odbiorcą zleceń od „wielkiej farmaceutyki” był Narodowy Instytut Onkologii w Warszawie. Państwowa placówka otrzymała łącznie 4,2 mln zł od Pfizera, AstraZeneki i Mercka jako darowizny (1,4 mln zł) i wynagrodzenie za usługi (2,5 mln zł). Laboratorium Oncogene Diagnostics w Krakowie otrzymało niewiele mniejszą kwotę, bo 4,1 mln zł od AstraZeneki.

Wspominaliśmy wyżej, że nie tylko zagraniczne potęgi farmaceutyki transferowały do polskich lekarzy, instytutów, szpitali i fundacji pieniądze, realizując własne cele, ale robili to też polscy producenci leków. Polpharma dla przedstawicieli zawodów medycznych przeznaczyła 4 mln zł, a Adamed 0,8 mln zł.

Wysłaliśmy do Ministerstwa Zdrowia prośbę o komentarz do powyższych danych. Skoro koncerny z taką, a nie inną formą promocji swoich produktów próbują trafić do lekarzy, a nie pacjentów, to znaczy, że o zakupie nie decyduje zazwyczaj pacjent, ale właśnie lekarz. Dodatkowo to nawet często nie pacjent musi płacić, ale większość pokrywana jest z refundacji, a tę państwo finansuje z podatków i ze składek zdrowotnych. Stąd pytanie do ministerstwa o komentarz. Odpowiedź opublikujemy po jej otrzymaniu.

Autor: Jacek Frączyk, redaktor Business Insider Polska

The Flying Friar – Joseph of Cupertino

The Flying Friar

by Plinio Corrêa de Oliveira August 19, 2024

The Flying Friar
The Flying Friar

Joseph of Cupertino

St. Joseph of Cupertino (1603-1668) was an Italian mystic whose life is a wonderful combination of a complete lack of natural capacity and an extraordinary supernatural efficiency. He lacked every natural gift. He was incapable of passing a test, maintaining a conversation, taking care of a house, or even touching a dish without breaking it. He was called Brother Ass by his companions in the monastery.

Early Life

He was born on June 17, 1603 into a family of poor artisans. Because of his father’s debts, he was born in a shed behind the house, which was in the hands of bailiffs. He was sickly and often at death’s door during his childhood, and at age seven he developed a gangrenous ulcer which was later cured by a religious man. He was always despised by his companions who called him a fool. Even his mother wearied of him and repudiated him for his lack of any human value.

Religious Life

Later, when he entered the religious life, he faced worse difficulties. The Capuchins received him as a lay brother but his ineptitude and abstraction made him unbearable for the other religious. Often he was taken in ecstasy and, oblivious of what he was doing, he would drop the food or break the dishes and trays. As a penance, bits of broken plates were fastened to his habit as a humiliation and reminder not to do the same again. But he could not change. He could not even be trusted with serving the bread because he would forget the difference between the white and brown breads.

St Joseph of Cupertino

He was called “the Flying Friar” because of his frequent levitations.

Considering that he was good for nothing, the religious took his habit and expelled him from the monastery. Later, he declared that having the habit taken from him was the greatest suffering of his life and that it was as if his skin had been torn from his body.

When he left the monastery he had lost part of his lay clothes. He was without a hat, boots, or stockings, and his coat was moth-eaten and worn. He presented such a sorry sight that when he passed a stable down the lane, dogs rushed out on him and tore his apparel to worse tatters. He escaped and continued along the road, but soon came upon some shepherds, who thought he was a miscreant and were about to give him a beating, when one of their number had pity on him and persuaded them to let him go free.

He went to the house of his uncle, who, ashamed of him, scolded him and sent him back into the streets with nothing. Reaching his native town, he came to the house of his parents, where his own mother berated him.

Finally, the superior of the Monastery of Grottela discerned his sanctity and decided to take him in as a servant. He was appointed to the stable, and made the keeper of the monastery’s donkey.

His Sanctity

It was there that the sanctity of St. Joseph of Cupertino began to be recognized. He was always humble, willing to serve, and of good cheer. The Superior decided to admit him to the monastery with hopes that he might learn enough to be ordained, but the effort seemed hopeless. Joseph could not comment on any passage of Scriptures except one: “Beatus venter qui Te portavit” [Blessed be the womb that bore Thee].

When the time came for his examination for the diaconate, the Bishop opened the Gospels at random and his eyes fell on that one text Joseph knew well. Joseph was able to expound on it with success. A year later came the tests for the priesthood. All the postulants except Joseph were very well prepared. The Bishop called on a number of the candidates, who responded superbly. Supposing that all were at the same intellectual level, the Bishop approved all of them without questioning the rest. Joseph was among the candidates who were asked nothing. Therefore, on March 4, 1628, Joseph became a priest at 25 years of age despite his limitations and the opinion of men.

During this period of his life, the spiritual consolations he had enjoyed since his childhood abandoned him. Later he wrote to a friend about that difficult time: “I complained a lot to God about God. I had left everything for Him, and He, instead of consoling me, delivered me to mortal anguish.”

He continued: “One day, when I was weeping and wailing in my cell, a religious knocked on my door. I did not answer, but he entered my room and said: ‘Friar Joseph, how are you?’

“’I am here to serve you,’ I answered.

“’I thought you did not have a habit,’ he continued.

“’Yes, I have one, but it is falling apart,’ I responded.

“Then, the unknown religious gave me a habit, and when I put it on, all my despair disappeared immediately. No one ever knew who that religious was.”

From this time on, the life of St. Joseph of Cupertino changed. He became famous for his ecstasies, miracles, and for the gift of levitation, reported by numerous eyewitnesses. He experienced this so often he became known as “the flying Friar.” He began to attract so many pilgrims to the monastery that his superiors had to transfer him from one monastery to another to avoid the commotion. Finally, he arrived in Osimo in 1657, where he continued to experience supernatural manifestations of God’s favors daily until he died on September 18, 1663 at age 60.

Comments of Prof. Plinio Correa de Oliveira:

It is difficult to comment on the extraordinary life of St. Joseph of Cupertino. I will try to do so by dividing the topic into parts.

First:

You see that Our Lady put everything negative in this man. But, since “for love nothing is impossible,” according to the maxim of St. Therese of Lisieux, he accomplished everything that his vocation called him to do.

There is a misconception about efficiency that defines it purely in terms of production. This is wrong because to do something is not an end in itself. What explains the action is the end one has in mind.

The right notion of efficiency is to do what one is supposed to do according to his vocation. Therefore, in order to be efficient, each one should ask if he is accomplishing the plans of God for him. If he works in collaboration with the plans of God, the grace will multiply his efforts and he will do much more than he is capable of otherwise. This rule, which applies to St. Joseph of Cupertino, also applies to St. Thomas Aquinas, who is situated at the other pole of human capacity.

Even though he was poorly gifted humanly speaking, St. Joseph of Cupertino did the will of God, sanctified his soul, and allowed God to shine through his incapacity in a way that attracted the admiration of multitudes. Even today, when one of us hears about his extreme incapacity and the marvelous things God did through him, we do not forget his name. It is the application of that passage of the Magnificat: “For He has found humility in His handmaid, and all generations shall call me blessed.” Once we hear about the incapacity of St. Joseph of Cupertino and his humility in accepting the will of God, his name remains in our memories forever.

Second:

The depth of spirit of St. Joseph of Cupertino is expressed in his comment about when his habit was taken from him and he was expelled from the monastery. He affirmed that this caused him huge suffering, as if they were tearing off the very skin from his body.

In this episode, you can see the wisdom of the man. There is a great difference between his attitude and that of many of today’s theologians, who, even though they may know Aramaic and Sanskrit and make extensive comments on Holy Scriptures, have no love for their habits and readily abandon them. I leave aside the fact that many of these theologians reach conclusions that either God does not exist or that all religions worship the one true God. How greatly superior St. Joseph of Cupertino was to these men!

His comments regarding the loss of the spiritual consolations he had enjoyed since childhood also reflect his superiority. He had a profound detachment from material goods, and valued the spiritual gifts he had above all else. This is positively a manifestation of superiority. Then, even those consolations were taken from him.

What did he do? Did he revolt? No. He “complained to God about God,” according to his own extraordinary words. He turned to God to respectfully ask Him why He was treating him that way. Our Lady did something analogous when she asked the Divine Child why He had gone to the Temple to discuss with the doctors without warning her and St. Joseph. It was a lovely complaint. So also was the attitude of St. Joseph of Cupertino. It expresses well the superiority of his soul.

Third:

For a person accustomed to “happy endings,” the life of St. Joseph comes as a shock. In it, this person finds a complete inversion of patterns. Take, for example, the episode where he was expelled from the monastery and lacked decent lay clothing to wear. He set out on the road and was attacked by dogs. Not well mannered, clean dogs but bad-natured, dirty stable dogs. Those dogs bit him and tore his clothes to tatters. He looked so bad that some shepherds of the area took him for a thief.

He went to ask help from his uncle and was rejected. Afterward, his own mother turned him away from her house. His misfortunes multiplied, and everyone persecuted the poor, ugly, dirty and tattered man.

You can imagine the great confidence in Our Lady St. Joseph of Cupertino had to have in order to avoid falling into despair. He was perfectly capable of feeling the scorn that people had for him, and he also probably considered that such a reaction had a basis in reality, that is, that he was unintelligent, ugly, dirty, etc.

So what did he do? He continued on without concern about himself, without discouragement, but thinking only of the glory of God and Our Lady. Isn’t this a beautiful thing? I think that it is incomparably more beautiful than being very intelligent. Doing this, he was imitating Our Lord in His Passion, being despised by the populace and receiving all kinds of outrages for the glory of God.

Fourth:

St. Joseph of Cupertino represents in the Catholic Church a way to be detached from the gifts that many receive. A man gifted with great intelligence should meditate on how well St. Joseph of Cupertino accepted his lack of intelligence so that he might better use the gifts God gave him.

Another who is noble by birth should admire the way St. Joseph accepted his humble social condition in order to keep from being proud and remain accessible to simple people. Yet another who is rich should ponder the ready acceptance St. Joseph of Cupertino had of his extreme poverty so that he might use it to glorify God and Our Lady.

That is, St. Joseph of Cupertino represents one side of the scale that gives a perfect equilibrium to the Catholic Church. Both he and St. Thomas Aquinas are necessary for that perfect balance. I think that in Heaven the two could be closely joined glorifying Our Lady and Our Lord.

What is the application for us?

If we receive gifts from nature or from God, let us admire St. Joseph of Cupertino in order to be detached from them and use them well. If we lack qualities or have to endure sufferings, let us admire him and follow his example of confidence in order to accomplish what God has planned for us.

Saint Joseph of Cupertino, Pray for us!

Lekarze i naukowcy domagają się dymisji dr. Grzesiowskiego. „Brak racjonalizmu i konflikt interesów”.

„Brak racjonalizmu i konflikt interesów”. Lekarze i naukowcy chcą dymisji dr. Grzesiowskiego

brak-trzezwosci-racjonalizmu-i-konflikt-interesow

#dr Grzesiowski #gis #Główny Inspektor Sanitarny

(Ilustracja Pixabay)

Czy dr Paweł Grzesiowski, jeden z „dyżurnych” medialnych ekspertów w okresie covidowego reżimu sanitarnego straci swoje stanowisko? Domaga się tego Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców. Organizacja zainicjowała społeczną petycję, domagając się dymisji Głównego Inspektora Sanitarnego.

Doktor Grzesiowski pełni swoją funkcję od czerwca. Jak przypomina portal DoRzeczy.pl cytując publicystę Rafała Otokę Frąckiewicza, obecny szef GIS „wsławił się tym, że na kilka dni przed atakiem Rosji na Ukrainę zapowiedział iż kolejna fala Covid19 pośle do grobów miliony Polaków. Kilka dni później do Polski wkroczyły miliony niezaszczepionych Ukraińców. Tydzień później odwołano pandemię”.

„Dr Grzesiowski był znany z kontrowersyjnych i całkowicie błędnych, apokaliptycznych prognoz dotyczących pandemii COVID19, których celem było sianie psychozy strachu ukierunkowanego na stręczenie Polakom szczepionek przeciw Covid-19” – podkreśla PSNLiN.

Organizacja skupiająca lekarzy i naukowców sprzeciwiających się forsowaniu modnych i zgodnych z „oficjalną linią”, lecz nierzetelnych i szkodliwych poglądów medycznych, wskazuje na konieczność zapewnienia sytuacji, w której główny inspektor sanitarny pozostaje wolny od wpływów komercyjnego lobbingu.

„(…) musi być osobą bez konfliktu interesów, tymczasem dr Grzesiowski otrzymywał honoraria od Big Pharmy i producentów szczepionek, takich jak: Baxter, GSK, Novartis, MSD, Aventis Pasteur, Pfizer, Wyeth i Solvay” – podkreśla stowarzyszenie.

„Brak trzeźwości i racjonalizmu opartego na dorobku naukowym i rzetelnych statystykach w stawianiu prognoz podczas pandemii Covid-19 jak i wielki konflikt interesów całkowicie dyskwalifikują Pawła Grzesiowskiego z roli wiarygodnego i nie skorumpowanego eksperta podczas następnej zapowiadanej już pandemii” – wskazuje organizacja.

Źródło: DoRzeczy.pl RoM

Sunday Strip: Oto, czym żyją Stany…

Sunday Strip: The DNC and IUDs

(and don’t forget vasectomies)

Robert W Malone MD, MS Aug 18, 2024








It’s almost DNC day! (That is, the Democratic National Convention silly, not Dilation and Curettage.)

This means the convention has set up abortion and vasectomy mobile units and even has… a giant IUD on display!

(Not a meme folks – this is for real, as reported by the NY Post).

Image supplied by the Post for context

PSA -Please remember to have your Democrat spayed or neutered.

(Because Women’s sterility rights are most important in this election cycle)?

Truth be told, Owellian wordplay is all around us. This is how they keep us confused and out of control of our lives.

Reproduction rights -should mean the right to have a child instead of the opposite.

The clown car continues – rather than focus on the genuine issues facing America, the Democrats are going with abortion, vasectomies, and IUDs? Is this because they truly do believe in a de-population agenda or because they would rather focus on sterilization rights – than talk about inflation, the two major wars we are engaged in, or the ongoing Hunter Biden/Joe Biden corruption trials?















Płocczanie uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

Było pięknie i patriotycznie! Pamiętali o obrońcach Płocka [ZDJĘCIA]

Opublikowano: ndz, 18 sie 2024 22:54
Autor: mars

Było pięknie i patriotycznie! Pamiętali o obrońcach Płocka [ZDJĘCIA] - Zdjęcie główne

Zobacz
galerię
76

Wiadomości Najpierw było zwycięstwo piłkarzy Wisły Płock, a po nim przemarsz kibiców ze stadionu na most im. Legionów Piłsudskiego.

Wisła Płock piłka nożna kibice płock

W niedzielne popołudnie po dość trudnym meczu pierwszoligowi Nafciarze pokonali Pogoń Siedlce 1:0. Skromnie, ale najważniejszy jest komplet punktów, bo celem jest powrót do ekstraklasy.

Tuż po meczu na Orlen Stadionie była radość, a tuż po niej Stowarzyszenie Sympatyków Wisły Płock zaprosiło do specjalnego pochodu.

– Szanowni, w niedzielę mija 104. rocznica Obrony Płocka przed bolszewikami. Środowisko kibicowskie nie zapomniało o tym wydarzeniu. W związku z rocznicą nasze stowarzyszenie organizuje obchody w kibicowskim stylu. Zapraszamy na plac przed stadionem po meczu z Pogonią Siedlce – zachęcali organizatorzy. 

Pochód ruszył spod stadionu, przeszedł przez centrum miasta i dotarł do mostu im. Legionów Piłsudskiego. Tam kibice uczcili płockich bohaterów.

Było pięknie, patriotycznie i kolorowo.

Obejrzyjcie zdjęcia Bartosza Miecznika i Tomasza Miecznika z niedzielnej uroczystości.

1 z 76

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

2 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

3 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

4 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

5 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

6 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

7 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

8 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

9 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

10 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

11 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

12 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

13 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

14 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

15 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

16 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

17 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

18 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

19 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

20 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

21 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

22 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

23 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

24 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

25 z 76

Fot. Tomasz Miecznik 0

0

Udostępnij

Kibice Wisły uczcili 104. rocznicę Obrony Płocka przed bolszewikami

26 z 76

0

0

Udostępnij

27 z 76

Fot. Bartosz Miecznik 0

0

Udostępnij

28 z 76

Fot. Bartosz Miecznik 0

0

Udostępnij

29 z 76

0

0

Udostępnij

30 z 76

0

0

Udostępnij

31 z 76

0

0

Udostępnij

32 z 76

0

0

Udostępnij

33 z 76

0

0

Udostępnij

34 z 76

0

0

Udostępnij

35 z 76

0

0

Udostępnij

36 z 76

0

0

Udostępnij

37 z 76

0

0

Udostępnij

38 z 76

0

0

Udostępnij

39 z 76

0

0

Udostępnij

40 z 76

0

0

Udostępnij

41 z 76

0

0

Udostępnij

42 z 76

0

0

Udostępnij

43 z 76

0

0

Udostępnij

44 z 76

0

0

Udostępnij

45 z 76

0

0

Udostępnij

46 z 76

0

0

Udostępnij

47 z 76

0

0

Udostępnij

48 z 76

0

0

Udostępnij

49 z 76

0

0

Udostępnij

50 z 76

0

0

Udostępnij

51 z 76

0

0

Udostępnij

52 z 76

0

0

Udostępnij

53 z 76

0

0

Udostępnij

54 z 76

0

0

Udostępnij

55 z 76

0

0

Udostępnij

56 z 76

0

0

Udostępnij

57 z 76

0

0

Udostępnij

58 z 76

0

0

Udostępnij

59 z 76

0

0

Udostępnij

60 z 76

0

0

Udostępnij

61 z 76

0

0

Udostępnij

62 z 76

0

0

Udostępnij

63 z 76

0

0

Udostępnij

64 z 76

0

0

Udostępnij

65 z 76

0

0

Udostępnij

66 z 76

0

0

Udostępnij

67 z 76

0

0

Udostępnij

68 z 76

0

0

Udostępnij

69 z 76

0

0

Udostępnij

70 z 76

0

0

Udostępnij

71 z 76

0

0

0

Udostępnij

74 z 76

0

0

Udostępnij

75 z 76

0

0

Udostępnij

76 z 76

Fot. Bartosz Miecznik

Prof. Leszek Marks o zmianach klimatu: Jeżeli ktoś jest czynny zawodowo, to nie może prawdy ujawniać

Prof. Marks o zmianach klimatu: Jeżeli ktoś jest czynny zawodowo, to nie może tego ujawniać

18.08.2024 Jakub Zgierski o-zmianach-klimatu-czynny-zawodowo-to-nie-moze-ujawniac

Prof. Leszek Marks
Prof. Leszek Marks. / foto: screen YouTube: Radio WNET

Czy tzw. konsensus naukowy w sprawie globalnego ocieplenia to fikcja, a badacze boją się podważać mainstreamową narrację o zbliżającej się katastrofie klimatycznej? O tym z prof. Leszkiem Marksem, byłym szefem Państwowego Instytutu Geologicznego i emerytowanym wykładowcą geologii na Uniwersytecie Warszawskim, rozmawia redaktor „Najwyższego Czasu!” Jakub Zgierski.

Jakub Zgierski: – Nawiążę do głośnej sprawy z kwietnia tego roku. Państwowy Instytut Geologiczny (PIG-PIB) podał wówczas informację odnośnie wpływu człowieka na klimat. Chodzi oczywiście o globalne ocieplenie. To była narracja podważająca tzw. konsensus naukowy w tej kwestii. Później PIG się z tego wycofał, a m.in. Pan padł ofiarą zmasowanej krytyki. Jak to wyglądało od środka? Jakby mógł Pan zdradzić kulisy tej sprawy.

Prof. Leszek Marks: – Wyglądało to w ten sposób, że odbywały się wówczas Dni Ziemi. Jestem emerytowanym profesorem Państwowego Instytutu Geologicznego, ale zwrócono się do mnie z prośbą o przygotowanie odpowiedniej informacji, ponieważ wiadomo było, że od lat zajmuję się zagadnieniami klimatu. Zresztą geologia – praktycznie rzecz biorąc – bazuje na zmianach klimatu, nie tylko w ostatnim czasie, ale w ogóle od początku istnienia Ziemi. Można powiedzieć, że historia Ziemi jest w pewnym sensie historią klimatu. Wobec tego zwrócono się do mnie, abym przygotował materiały do depeszy, którą miałaby przedstawić Polska Agencja Prasowa (PAP). Mogłyby z tego później skorzystać różne redakcje. Przygotowałem te materiały i zostały one zaakceptowane, a później wysłane do PAP. O ile ja zrobiłem to w formie bardziej zwartego tekstu, to PAP przeredagował całość i opublikował w formie bardziej przejrzystej. To korzystnie wpłynęło na odbiór, bo pewne myśli zawarte w tekście zostały wyraźnie od siebie oddzielone. Na końcu została jeszcze dołożona część dotycząca geochemii gleb, która nie była przygotowana przeze mnie.

Wydźwięk mojego tekstu był nie tyle przeciw ogólnej narracji dotyczącej ocieplenia, ile redukował rolę człowieka, który miałby wyłącznie wpływać na zmiany klimatu teraz i w przyszłości. Na początku zareagowały różne gremia propagujące wyłączność wpływu działalności człowieka na współczesne ocieplenie oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Następnego dnia na stronie Instytutu pojawił się komunikat w zasadzie potwierdzający to, co zostało zawarte w depeszy PAP. Może troszkę wyłagodzono temat, ale generalnie główny wydźwięk był mniej więcej podobny. Po paru godzinach ten komunikat został zastąpiony kolejnym, którego treść już była diametralnie inna, co wskazuje na to, że nie został on opracowany przez pracowników Instytutu. Generalnie rzecz ujmując, muszę powiedzieć, że dostałem po tym wszystkim dużo wyrazów wsparcia, przede wszystkim ze strony geologów. Mogę oszacować, że mniej więcej 3/4 tego środowiska podziela moje poglądy. Ponadto dotarło do mnie wiele słów wsparcia od innych osób zarówno z kraju, jak i zagranicy, także od moich dawnych studentów sprzed wielu lat, co sprawiło mi dużą przyjemność. Potem miałem okazję podzielić się swoimi poglądami na temat zmian klimatu w licznych wywiadach dla telewizji, radia i prasy.

Alternatywne podejście do zmian klimatu od tej niby powszechnie akceptowanej koncepcji globalnego ocieplenia antropogenicznego jest potrzebne. Nauka rozwija się tylko wówczas, gdy rozmawiamy i dyskutujemy swobodnie, spierając się na argumenty, a nie wtedy, kiedy dopuszczalna jest tylko jedna, arbitralnie przyjęta koncepcja. Takie czasy już mieliśmy, doskonale je pamiętam i wiem, jak to wyglądało, gdy o pewnych rzeczach mówiło się tylko prywatnie, a nie publicznie. To był chory system, niedopuszczalny w państwie demokratycznym.

Można powiedzieć, że doszło do pewnej samokrytyki ze strony Instytutu. Ponadto w przestrzeni medialnej pojawiły się stwierdzenia, że to były informacje sprzeczne z ustaleniami nauki, jakieś spekulacje naukowe autora tekstu. Co więcej, fizyk i popularyzator nauki Tomasz Rożek uznał, że przez ten tekst pogłębi się podważanie wyników badań o zmianach klimatu. Czyli wszystko przez Pana.

Na pewno nie wszystko przeze mnie. W różnych krajach europejskich mam wielu znajomych i przyjaciół, którzy – generalnie rzecz biorąc – mają te same poglądy na przyczyny współczesnych zmian klimatu. Ale, jeżeli ktoś jest nadal czynny zawodowo, to nie może tego otwarcie ujawniać, bo wtedy najczęściej wiążą się z tym jakieś reperkusje.

Na antenie Radia Wnet stwierdził Pan wprost, że „naukowcy nie podejmują nieskrępowanej dyskusji o klimacie, bo boją się utracić granty”. Czyli nawet jeżeli ktoś się nie zgadza w środowisku naukowców, to lepiej się nie wychylać, bo nie będzie grantów, wyrzucą z uczelni albo pojawią się inne negatywne konsekwencje, tak?

Jeśli ktoś pełni funkcję dyrektora instytutu, kierownika zakładu albo dziekana wydziału, a wystąpi z takimi poglądami, to może się to odbić na jednostce, za którą jest odpowiedzialny. Konformizm takich ludzi można zrozumieć, bo oni czują się odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale i za cały zespół.

A jak jest z tym konsensusem, że niby 99 proc. naukowców zgadza się co do globalnego ocieplenia? Większość z tych 99 proc. to są konformiści, którzy się boją i po prostu się pod tym podpisują?

Warto zobaczyć, jakiej profesji są to osoby – jaki dorobek w zakresie zmian klimatu mają ludzie, którzy wypowiadają się w tej kwestii w sposób rygorystyczny i jednoznaczny. Jak widzę w telewizji wypowiedzi tzw. ekspertów klimatycznych, to sprawdzam, jakie oni mają wykształcenie. Okazuje się, że wielu z nich nigdy nie zajmowało się klimatem. To często między innymi filozofowie, socjologowie, historycy, a więc osoby, które co prawda mogą się wypowiadać – mamy wolność słowa – ale nie są to profesjonaliści. Ten tzw. konsensus klimatyczny jest po prostu dosyć atrakcyjny, w wielu przypadkach także finansowo.

Na czym się właściwie zasadza ten cały konsensus? Cały czas pojawia się przekaz, że przeważająca większość tak twierdzi, więc ten 1proc. to jest – tak potocznie mówiąc – jakaś szuria.

Nie wiadomo, w jaki sposób ten 1 proc. został wyliczony. Sięgając do raportów Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), opracowywanych i publikowanych co kilka lat, trzeba przyznać, że jest w nich dużo dobrej, pełnej wiedzy naukowej, ale to dotyczy raportów grup roboczych, z których każdy może mieć nawet ponad tysiąc stron. Tam jest dużo wartościowego materiału napisanego przez naukowców, jednak większość ludzi propagujących tzw. konsensus klimatyczny zaznajamia się jedynie ze streszczeniem technicznym dla polityków, o objętości zwykle stu kilkudziesięciu stron, które jest przygotowywane przede wszystkim przez polityków. W nauce, a zwłaszcza w naukach doświadczalnych i przyrodniczych, wiarygodność koncepcji czy hipotez określamy w procentach prawdopodobieństwa oraz zawsze podajemy zakres niepewności. Do tego służą metody statystyczne, którymi się to określa, np. coś jest wiarygodne na 60 proc. Natomiast w tych streszczeniach technicznych IPCC wiarygodność i prawdopodobieństwo nie są określane z użyciem jakiejkolwiek metodologii, tylko jest to przegłosowywane w ograniczonym zespole, w którym na ogół nie ma specjalistów w temacie głosowania. Nie ma to nic wspólnego z metodami stosowanymi w nauce.

Jeżeli większość osób z tej organizacji coś twierdzi, to oni to po prostu przegłosowują, tak?

Tak, jeśli chodzi o te streszczenia techniczne. Wnioski w nich przedstawione często są niezgodne z materiałami zawartymi w raportach grup roboczych, które zwykle (nie zawsze) opierają się na wiarygodnych źródłach i zostały opracowane w większości przez fachowców. Znam niektórych naukowców, którzy przygotowywali fragmenty raportów grup roboczych, i często są to specjaliści o wysokim prestiżu naukowym.

Czyli naukowcy swoje, a politycy swoje?

Wyciągane wnioski są ukierunkowane politycznie. Jeśli sięgnie się do raportów grup roboczych, to w wielu przypadkach nie ma tam zwykle prawdopodobieństwa występowania określonych, prognozowanych zjawisk klimatycznych na poziomie 95 proc. czy 90 proc., tylko znacznie mniejsze.

Dziękuję za rozmowę.

Osobom zainteresowanym tą tematyką polecamy książkę prof. Piotra Kowalczaka „Zmiany klimatu. Polityka, ideologia, nauka, fakty”, która jest dostępna do zamówienia w naszej księgarni sklep-niezalezna.pl.

Piotr Stołypin tworzył z Rosji arcydzieło, dlatego zginął w żydowskim zamachu

Piotr Stołypin tworzył z Rosji arcydzieło, dlatego zginął w żydowskim zamachu

Agnieszka Piwar 2024-08-17 piwar/stolypin-tworzyl-z-rosji-arcydzielo-dlatego-zginal-w-zydowskim-zamachu

Sądziłam, że niewiele może mnie już zaskoczyć w temacie żydowskich spisków. Tymczasem znowu przeżyłam wstrząs. Jakiś czas temu otrzymałam od Wydawnictwa 3DOM książkę pt. „Tajemna wojna. Judeo-masoński plan podboju świata”. Dzięki lekturze zrozumiałam jaki jest nadrzędny cel spiskowców. Wbrew obiegowej opinii nie chodzi o pieniądze ani władzę, bo te są jedynie narzędziem.

Autor książki Emanuel Małyński herbu Poraj (1875-1938) uważnie prześledził mechanizmy przejmowania cywilizacji opartej na chrześcijaństwie. Polski hrabia spisał swoje dzieło w dwudziestoleciu międzywojennym XX wieku. Publikacja nie pozostawia wątpliwości: rewolucja francuska i bolszewicka głosiły te same hasła, co dzisiejsi tzw. postępowcy, którzy przygotowali obrazoburcze przedstawienie z okazji tegorocznych Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.

Małyński przez trzydzieści lat uważnie obserwował ewolucję ruchu rewolucyjnego na świecie. Przyglądał się także ich działaczom. Jak to możliwe? Odziedziczył pokaźny majątek, dzięki czemu był niezależny i mógł swobodnie podróżować po różnych kontynentach. Przebywał w wielu państwach i poznał mnóstwo wpływowych osób. Do tego wszystkiego posiadał wybitnie analityczny umysł.

Emanuel Małyński

Dobrze urodzony Polak właściwie wykorzystał dane mu talenty. Doskonale rozeznał światowe spiski uknute przez żydowskich wywrotowców. Odkrył trzecie dno historyczne i je zdemaskował. Po śmierci Małyńskiego „Tajemną wojnę” jako współautor uzupełnił i dokończył Léon de Poncins, francuski arystokrata, dziennikarz, eseista i zagorzały antyrewolucjonista.

Francuz napisał o polskim przyjacielu, że „wnioski, do których doszedł w związku kryzysem współczesnego świata, są najbardziej wnikliwe jakie kiedykolwiek sformułowano”. Mimo to, Małyński nie zyskał rozgłosu ani uznania w swoich czasach. Współcześnie również jest przemilczany. W świecie rządzonym przez wyznawców szatańskiego Talmudu, nie ma miejsca na pamięć o człowieku, który nazwał tych kłamców po imieniu.

Mój przekorny charakter nakazuje mi zatem, abym przekazywała dalej fragmenty zapisków dociekliwego hrabiego. To właśnie on „zagłębił metafizyczną istotę ruchu rewolucyjnego” oraz jako pierwszy uchwycił „głęboko żydowską istotę nowoczesnego kapitalizmu i wykazał jego pokrewieństwo z bolszewizmem”.

Omawiana publikacja zawiera analizę wydarzeń, które diametralnie zmieniły Stary Kontynent. Począwszy od rewolucji francuskiej, która dała fałszywą jedność, polegającą na źle pojętej tolerancji oraz niszczeniu korzeni. W XIX wieku kształtował się już „nowy porządek” na żydowską modłę. W efekcie doprowadzono do utraty tożsamości przez Europejczyków.

Wreszcie, nastąpiło najtragiczniejsze w skutkach dla ludzkości wydarzenie. Mowa w rewolucji bolszewickiej w Rosji, która odegrała kluczową rolę w historii wywrotności i do dziś jest pokrętnie przedstawiana.

«Geniusz, który przewodniczy temu globalnemu rozbiorowi, to ten, którego Chrystus nazywa „ojcem kłamstwa”. Kończąc wojnę o stworzenie nowej Wieży Babel, znanej jako Liga Narodów, i różnych organów, które z niej się wywodzą, dzieło Konferencji paryskiej służy jako prolog do światowego spisku XX wieku i jako epilog do spisku XIX wieku» – zauważył hrabia Małyński.

ROZWALIĆ CHRZEŚCIJAŃSKIE IMPERIUM

Dzięki autorowiksiążki „Tajemna wojna. Judeo-masoński plan podboju świata” utwierdziłam się w przekonaniu, że carska Rosja – oparta na Prawosławiu – stanowiła największą przeszkodę dla rozprzestrzeniania się żydowskiego dzieła zniszczenia.

Jakże wielu żydowskich podżegaczy wytresowanych przez „ojca kłamstwa”, tłumaczy konieczność odpalenia socjalistycznej rewolucji uciskiem ludu przez bezdusznych kapitalistów. Tymczasem Małyński nie cackał się z piewcami tych bredni. Punkt po punkcie wykazał, że kapitalizm i bolszewizm to naczynia połączone. Sterowane przez żydów narodziny i rozwój kapitalizmu przemysłowego celowo utorowały drogę sterowanemu przez żydów bolszewizmowi.

Polski hrabia zauważył, że klasa robotnicza staje się najliczniejszą wszędzie tam, gdzie kapitalizm – sprzymierzeniec żydów – dąży do tego, by wszystkie majątki zmienić w kawałki papieru i zdeponować w zjudaizowanych bankach. Generalnie Małyński wykazał w swojej książce, że kapitaliści na obu półkulach sprzymierzyli się z bolszewizmem, ponieważ bez kapitalistycznego wsparcia bolszewizm nigdy by nie powstał i szybko by upadł.

Niektórzy carowie z dynastii Romanowów nie byli jednak tutaj bez winy, bo dali się podejść i rozegrać. Zdaniem autora „Tajemnej wojny” o losie rosyjskiej dynastii i imperium zadecydowały dwa krytyczne momenty.

«Pierwszym z nich był moment, kiedy Aleksander II zdecydował na emancypację chłopów pańszczyźnianych w takich warunkach, że tylko emigracja na Wschód umożliwiłaby przeprowadzenie tejże emancypacji. Drugi moment nastąpił, gdy Aleksander III rozpoczął industrializację swojego imperium i w ten sposób stworzył dwie nowe klasy społeczne, proletariat i kapitalistów, które nagle znalazły się w warunkach gospodarki kolektywnej.»

Za intrygą z instalowaniem kapitalizmu stali oczywiście żydzi, czyhający na swoją ofiarę. Napływ pieniędzy wpompowanych do Rosji – głównie przez inwestorów z Francji – spowodował, że nagle mamona stała się czymś niezbędnym. Niektórzy przedstawiciele wyższych sfer rosyjskich zachłysnęli się luksusem, co oczywiście zaczęło ich gubić. Jak zauważył Małyński, stosunki międzyludzkie przekształciły się w stosunki między wierzycielami i dłużnikami.

«Rosja przestała być więc szachownicą autonomicznych jednostek i indywidualnych wolności. Państwo przybrało postać jednego organizmu ekonomiczno-społecznego. Kraj raz zadłużony musiał zdobyć skuteczną kontrolę nad państwem nie po to, by zwiększyć produkcję zasobów bezpośrednio i rzeczywiście niezbędnych do życia, lecz by wyprodukować elementy składowe kapitału i kredytu, bez których produkcja czegokolwiek wydawała się teraz niemożliwa.»

Głównym powodem nieładu w Rosji był ferment i rozdrażnienie ludu – wynikające z nędzy, bo wielu nie miało już ziemi, która mogłaby ich wykarmić. Mikołaj II Romanow, który zastał ten bajzel po poprzednikach, zwrócił się więc o pomoc do Piotra Stołypina, by uzdrowił sytuację ekonomiczną Rosji i powstrzymał budzącą się rewolucję.

Reformy Stołypina – mianowanego przez cara na premiera i ministra spraw wewnętrznych Rosji – skutecznie powstrzymywały rozprzestrzenianie się największej zarazy w historii ludzkości. Ponadto, zadają kłam wszelkiej maści żydowskim specom od dezinformacji, którzy bezczelnie „usprawiedliwiają” zniszczenie carskiego imperium, jakby biedny lud był tam okrutnie gnębiony.

Od sprzedawców kłamliwej wersji historii roi się w Polsce, Rosji i na świecie aż po dziś dzień. Najwyższy czas definitywnie ich demaskować i wytykać palcami, bo wpełźli dosłownie wszędzie. Nie należy ufać nikomu, kto demonizuje ostatniego cara Rosji i/lub choćby najmniejszym stopniu dopuszcza wokół siebie jakąkolwiek dyskusję „uzasadniającą” carobójstwo czyli rytualny mord na pomazańcu bożym.

WYBITNY NAMIESTNIK CARA

Działania Stołypina, któremu car dał wolną rękę,wytrącają argumenty jakoby Mikołaj II – którego propaganda przedstawia w beznadziejnym świetle – nie zrobił nic konkretnego, aby ocalić Rosję. Było wprost przeciwnie, bo przecież wysłał do ludu najgenialniejszego stratega.

«Stołypin wywodził się ze starego rodu szlacheckiego należącego do wielkiej arystokracji ziemskiej. Od dziecka był przesiąknięty tradycją feudalną. Jego atawistyczne skłonności doprowadziły do tego, że postanowił sięgnąć do przeszłości, która była mu tak droga. Z drugiej strony umysł Stołypina był otwarty na przyszłość: był więc przeciwieństwem tym tych reakcjonistów – w dosłownym tego słowa znaczeniu – którzy swoimi ograniczonymi umysłami wzbraniają się przed wszystkim, co nowe i bezkrytycznie przywiązują się do tego, co przestarzałe, nie wiedząc jak oddzielić ziarno od plew.»

Namiestnik cara Mikołaja II zabrał się do roboty i całkowicie poświęcił dla ratowania kraju. Przyświecał mu konkretny cel: «Rosja nie może stać się gałęzią międzynarodowego biznesu i konsorcjum płynnych transakcji finansowych; ale wręcz przeciwnie, powinna reprezentować czyjeś dziedzictwo i ziemię, wielką ziemię, którą należy dobrze wykorzystać dla dobra jej mieszkańców.»

Jak zaplanował, tak zrobił. Wkrótce po dojściu Piotra Stołypina do władzy, w 1906 roku dekretem carskim uchwalono nowe prawo rolne ustanawiające własność prywatną dla rolników. To na dobry początek.

«Bank agrarny rolników (…) kupował ziemię po niskich kosztach. Dodając te nieruchomości do puli już należących do państwa, bank oddawał je do użytku publicznego i tworzył rezerwę, z której każdy chłop mógł kupić działkę na kredyt, po zadeklarowaniu, że dobrowolnie opuszcza gminę. Chłop musiał tylko zapłacić bankowi sumę, którą dysponował, a skarb carski pokrywał różnicę.»

W ten sposób, w ciągu zaledwie kilku lat europejska Rosja zapełniała się coraz większą liczbą małych, bogatych i szczęśliwych gospodarstw. Działania Stołypina sięgały dalej, gdyż miały też wyraźnie nastawienie na solidarność społeczną. Jednak główną jego ideą, było wykorzystanie dziewiczych ziem wschodniej i azjatyckiej części imperium, aby cała rosyjska gospodarka przybrała formę obiegu zamkniętego.

«Stołypin troszczył się przede wszystkim o rolnictwo, które zapewnia środki do życia i zapobiega zagrożeniu głodu – preludium wszelkich rewolucji. Potem przyszedł czas na usprawnienie szlaków transportowych i komunikacyjnych, które umożliwiały regionom rolniczym zaopatrywanie tych części państwa, które rzadko oświetla słońce; a tym drugim, być może zasobnym w coś innego, zaopatrzenie tych pierwszych w surowce potrzebne do zwiększenia plonów rolnych. Wreszcie pojawiło się górnictwo, z minimalnym przemysłem niezbędnym do zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka i ziemi, bez konieczności wzywania pomocy z zewnątrz.»

Zbliżony do ideału model ekonomiczny miał chronić Rosję przed zmiennymi czynnikami zewnętrznymi i [żydowskimi] spiskami finansowymi. W ten sposób Piotr Sołypin był twórcą niezliczonych dóbr i swobód indywidualnych. Wybraniec cara Mikołaja II stworzył w Rosji miliony wolnych i niezależnych ludzi.

Rosyjski premier marzył o tym, aby feudalizm stał się błogosławieństwem dla całego narodu, a nie – jak w średniowieczu – wyłącznym przywilejem jednej klasy. Bezkresne ziemie Imperium Rosyjskiego stwarzały takie możliwości, aby cel Stołypina został zrealizowany.

Żydzi nie mogli mu tego darować. Zorganizowali na carskiego namiestnika liczne – początkowo nieskuteczne – zamachy, aż w końcu udało się im go dopaść. Piotr Stołypin został zastrzelony 18 września 1911 roku w Kijowie. Za spust pociągnął Mordechaj Gierszkowicz Bogrow, żydowski podwójny agent, zrzeszony w organizacjach rewolucyjnych.

Hrabia Małyński podsumował działalność Stołypina następująco. «Był tak niebezpiecznym przeciwnikiem, że musiał zostać zamordowany. Gdyby żył i rządził przez mniej więcej trzydzieści lat i gdyby pokój w Europie nie został zakłócony, najprawdopodobniej zmieniłby chaotyczną i anarchiczną Rosję swoich czasów w arcydzieło bezprecedensowego rodzaju.»

Polski pisarz uważał ponadto, że gdyby Stołypin nie zginął w zamachu od żydowskiej kuli, to dalsze losy świata nie były by tak tragiczne.

ISTOTA ŚWIATOWEJ DYWERSJI

Do czasu zapoznania się z lekturą Emanuela Małyńskiego, byłam przekonana, że najważniejszym celem judeo-masońskich spiskowców jest przejęcie władzy. Sądziłam przy tym, że pieniądze – które tak łapczywie gromadzą, kradną, wyłudzają i przejmują – są jedynie środkiem potrzebnym do zdobycia tej władzy.

Polski hrabia zdołał zaburzyć mi ten tok myślenia. Odkrył bowiem coś przerażającego, zupełnie niepojętego dla zwykłego śmiertelnika. Faktyczne motywacje wywrotowców Małyński wyprowadził za pomocą dedukcji. Mianowicie, poszukał odpowiedzi na pytanie, dlaczego w pierwszej kolejności postanowili zniszczyć cywilizację chrześcijańską, zarówno na wschodzie jak i na zachodzie Europy.

I tutaj zmierzamy do przerażającego wniosku. Autor „Tajemnej wojny” zauważył bowiem, że «aby nienawidzić danej wiary nie wystarczy po prostu jej nie wyznawać; trzeba mieć raczej inną wiarę pozostającą w sprzeczności z tą pierwszą.»

Skoro chrześcijaństwo opiera się na bezinteresownej miłości – czego przykład dał Chrystus umierając za nas na Krzyżu – to wiara Jego przeciwników opiera się na bezinteresownej nienawiści. Sam Chrystus bowiem powiedział: «Nienawidzili Mnie bez powodu» (J 15, 26).

Polityka i ekonomia są tutaj zatem jedynie dodatkiem. Podobnie jak pochodzenie etniczne, zważywszy na fakt, iż naród żydowski to wymysł XIX wieku, co współcześnie zostało już zdemaskowane. Mówiąc bowiem o żydach, należy ich dziś pojmować nie tyle jako przedstawicieli danego narodu, lecz w znacznym stopniu – ale nie wszystkich – jako wyznawców Talmudu (fałszywej interpretacji Tory spisanej z podszeptu szatana), traktującego z najwyższą pogardą chrześcijan i pozostałych gojów.

Wracając do analizy Małyńskiego, pisarz zauważył pewną prawidłowość. «To apokaliptyczne zło per exellance nadal podsyca bunt anioła, który nie chciał już służyć wśród ludzi. Przedłuża to grzech Edenu, ponieważ ludzie uwierzyli, że przez nieposłuszeństwo staną się podobni do Boga i będą mogli rządzić sobą bez liczenia się z prawowitą władzą.»

Tym tajemnym ogniwem jest więc wiara w religię Lucyfera, głęboko zakorzeniona w duszach jej wyznawców. Są oni żarliwi i gotowi na poświęcenia, niczym pierwsi chrześcijanie, którzy ginęli za wiarę w Chrystusa.

«Mamy tu bowiem do czynienia z metapsychiczną tajemnicą, która pozostaje zupełnie niezglebiona nawet dla rozwiniętego umysłu zwykłego człowieka. Bo jak można wytłumaczyć to, że mogą zdecydować się na oddanie życia z bezinteresownej miłości do zła, bez nadziei dla swoich nieśmiertelnych dusz i bez materialnej troski o swoje dzieci lub bliskich, których w wielu przypadkach z zimną krwią poświęcają, czując, że czyniąc tak spełniają jakąś straszną misję?»

Reasumując, autor książki „Tajemna wojna. Judeo-masoński plan podboju świata” wskazał na istnienie dwóch rodzajów nadludzkiej i absolutnej bezinteresowności: «bytu, który, będąc wszechmocnym, nie może zwiększyć własnej doskonałości, a mianowicie Boga; i istoty, która nie może dalej pogłębiać swojego znikczemnienia, a mianowicie szatana.»

Co z tego wynika? «Najwyższe dobro i najwyższe zło reprezentują zatem dwa doskonałe typy bezinteresowności.»

Emanuel Małyński zmarł z 1938 roku, a więc nie dożył założenia tzw. państwa Izrael na ukradzionej ziemi. Jednak właśnie dzięki niemu nareszcie zrozumiałam prawdziwe motywacje syjonistów. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że bezwzględnie poniżają, gnębią i mordują Palestyńczyków – prawdziwych potomków biblijnych Hebrajczyków i potomków pierwszych chrześcijan – jeśli nie bezinteresowną nienawiścią?

Syjoniści likwidują swoje ofiary nie tyle dla władzy czy zysku, bo przecież wkrótce spotka ich za to kara i nic z tego o co pozornie walczą im nie pozostanie. Oni niszczą i zabijają przede wszystkim z powodu bezinteresownej nienawiści.

Co mogłoby powstrzymać szalejące na świecie zło? Polski hrabia nie pozostawia wątpliwości. Zarażenie świata można wyeliminować jedynie poprzez usunięcie skutków rewolucji bolszewickiej w Rosji.

Agnieszka Piwar

Link do książki

Niedziela. Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę.

18.08.2024 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

15/08/2024 przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15-tej Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia
Share

Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białystok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

13.08.24 Wałbrzych – Msza święta i Różaniec święty za Ojczyznę

Rasizm jest w porządku

Myśli nie do pomyślenia

Rasizm jest w porządku

Zorard 5 lipca, 2024 zorard/rasizm-jest-w-porzadku

W związku z tym, że pojawia się w Polsce coraz więcej murzynów i innych kolorowych zaczyna się już u nas tresura podobna do tej, jakiej byli poddawani 30-40 lat temu Niemcy, Francuzi czy Anglicy: wszelka wzmianka o możliwych problemach, wszelkie pokazywanie zachowań murzynów itp. spotyka się natychmiast z oskarżeniami o rasizm. I, niestety, w efekcie publicyści i politycy np. Konfederacji natychmiast zaczynają się bronić, że wcale nie są rasistami. A ja myślę, że należy zacząć bronić rasizmu jako idei, rasizmu jako czegoś zdrowego i wręcz niezbędnego jeżeli Polacy w szczególności a biała rasa w ogólności mają w ogóle przetrwać XXI wiek.

Dlaczego zatem rasizm jest pozytywny i niezbędny?

Po pierwsze dlatego, że odpowiada rzeczywistości. Ludzkie rasy mają różne cechy i bynajmniej nie ograniczają się one wyłącznie do koloru skóry. Dotyczą również wielu innych parametrów – praktycznie wszystkich – od średniego IQ i skłonności do przemocy po zdolność do metabolizmu niektórych substancji. Nieprzypadkowo w USA azjaci są nad-reprezentowani na kierunkach ścisłych na wiodących uczelniach a murzyni w więzieniach. Tak dzieje się zresztą nie tylko w USA – wszędzie tam, gdzie wpuszczono murzynów przodują oni nieproporcjonalnie wśród przestępców. Takie mają geny.

Po drugie dlatego, że rasizm rozumiany w ten sposób, że miejsce każdej rasy na globie wyznaczył już Pan Bóg i nie należy tego zmieniać, jest wspaniała ideą. Murzyni powinni mieszkać w Afryce, a nie w Europie. Pasztuni w Pakistanie lub Afganistanie a nie w Warszawie. Europa jest dla ludzi białych, a nie dla Pasztunów, murzynów, Hindusów i innych. A Polska jest dla Polaków.

Po trzecie dlatego, że różnorodność ras zapewnia różnorodność ludzkości. Wymieszanie ras i utworzenie jakiegoś amalgamatu, jakiegoś „ludzkiego kundla” będącego mieszanką wszyskich ras jest szkodliwe dla ludzkości jako całości.

Dla nas białych jest zaś nie do przyjęcia dlatego, że oznacza de facto likwidację nas, białych ludzi. I, co ciekawe, nie promuje się nam wymieszania się z rasą żółtą (przeciętnie nawet bardziej inteligentną niż biała, rasą, która podobnie jak biała wytworzyła wielkie cywilizacje) ale właśnie z murzynami, przeciętnie od nas głupszymi, którzy w historii cywilizacji, nauki czy wynalazczości w ogóle się nie zapisali!

Dodajmy, że rasa żółta skutecznie się wszelkim próbom takiego mieszania i samolikwidacji opiera. Nie ma masowego najazdu murzynów na Japonię czy Chiny, bo kraje te zdecydowanie na to nie pozwalają. Dlaczego więc rasa biała miałby się nie bronić? A żeby się bronić trzeba (ponownie) obudzić świadomość rasową białych oraz świadomość narodową, rasową Polaków.

Zatem, należy:

  • zdecydowanie sprzeciwiać się osiedlaniu obcych, szczególnie murzynów, Arabów i Pasztunów w Polsce,
  • deportować tych, którzy już tu się znaleźli,
  • zdecydowanie bronić granic,
  • piętnować i poddawać ostracyzmowi Polki i Polaków, zdrajców rasy zawierających mieszane związki, zwłaszcza jeśli mieszkają w Polsce.

Jeżeli tego nie zrobimy, jeżeli damy się sterroryzować i skoloniować przez obce rasy jak to ma miejsce we Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Szwecji i tak dalej – to biada nam, po paru dekadach już nie będzie istniała Polska bo nie będą istnieć Polacy (nachodźcy jak i mieszańcy nie są Polakami i nigdy nimi nie będą).

Pochwała nienawiści

Zorard zorard/pochwala-nienawisci

Myśli nie do pomyślenia

Pochwała nienawiści; 17 sierpnia, 2024

Jak wiemy w „postępowej Europie” można już trafić do więzienia za „mowę nienawiści” – i to nie tylko za wpisy w Internecie (w Wielkiej Brytanii zajmują się tym specjalne oddziały policji – można powiedzieć „policja myśli”) ale także za wypowiedzenie zakazanych sformułowań w prywatnej rozmowie w pociągu podsłuchanej przez donosiciela. Powoli ale skutecznie i u nas wprowadzane będą podobne „regulacje”, co zapowiada zupełnie otwarcie nasza „uśmiechnięta koalicja”.

Oczywiście wiemy, że tak naprawdę nie chodzi o żadne „rugowanie nienawiści” ani o żadne „prawa człowieka” tylko o brutalną cenzurę mającą na celu zatkanie szpar i dziur, którymi mogłaby do świadomości społecznej przesączać się prawda. Chodzi innymi słowy, by jedynym i głównym komunikatem docierającym do ludności była obowiązująca kłamliwa narracja dostarczana poprzez „media głównego nurtu”.

Mimo to proponuję przyjrzeć się stojącej oficjalnie za tymi działaniami tezie, że nienawiść jako taka jest z gruntu zła.

Cóż to takie jest nienawiść? W/g. Słownika Języka Polskiego PWN nienawiść to „uczucie silnej niechęci, wrogości do kogoś lub do czegoś„. Zatem, „mowa nienawiści” to – logicznie – komunikowanie innym naszego „uczucia silnej niechęci, wrogości do kogoś lub do czegoś”. Jeśli wierzyć w oficjalną narrację mamy się wszyscy kochać i lubić – a gdyby pojawiło się nam w głowie „uczucie silnej niechęci, wrogości do kogoś lub do czegoś” to należy je czym prędzej zdusić w sobie i przejść do pożądanego stanu „sympatii do wszystkiego”.

Oczywiście jak wiemy nie chodzi tu bynajmniej o „silną niechęć” np. do smażonej wątróbki albo ciepłej wódki tylko o „silną niechęć” wobec innych ludzi, ich poglądów i działań.

Problem w tym, że nie da się myśleć i mówić o postępowaniu innych ludzi w oderwaniu od kategorii dobra i zła. Nawet jeśli by przyjąć pogląd ateistyczny, że nie ma Boga – a więc obiektywnego, ponadświatowego źródła definicji co jest dobrem a co złem – to można wskazać pewne intra-subiektywne pojęcia dobra i zła, które są wspólne większości ludzi w perspektywie historycznej. Do takich rzeczy definiowanych jako złe w większości kultur należy np. zabójstwo1, kradzież2, gwałt, cudzołóstwo itp.

Można mieć do tych wartości stosunek zimny, analityczny jednak dla człowieka jest to bardzo trudne. O ile „na spokojnie” możemy napisać suchy, logiczny wywód uzasadniający dlaczego kradzież jest zła, o tyle by kradzież była czymś złym w praktyce musi ona wywoływać negatywne emocje. Co więcej, te emocje są praktycznie konieczne aby człowiek zareagował na dziejące się zło – podjął działanie mające na celu powstrzymanie go lub przynajmniej ukaranie sprawcy. Zatem, odruch „silnej niechęci” wobec czyniących zło – morderców, złodzieji, gwałcicieli i tak dalej – jest psychologiczną koniecznością3, jego przeciwieństwem nie jest „powszechna miłość” ale powszechna znieczulica, obojętność wobec zła.

Ale zło i dobro to nie są tylko kategorie czysto indywidualne, dotyczą też wspólnoty. Ludzie bowiem są tak skonstruowani, że nie są w stanie żyć w pełni samotnie – muszą funkcjonować we wspólnotach. Wspólnoty te zaś wyznaczają takie kolejno zawierające się w sobie zbiory jak rodzina, ród (klan), naród i wreszcie rasa oraz ostatecznie cała ludzkość.

I, ponownie, jeżeli ktoś zagraża wspólnocie jest nie tylko zrozumiałe i naturalne, że jej członkowie owego wroga nienawidzą („odczuwają silną niechęć”) ale jest owa nienawiść wręcz niezbędnym motorem do działania w obronie wspólnoty. Zarazem jest ona proporcjonalna do miłości („poczucie silnej więzi z czymś, co jest dla kogoś wielką wartością”, również SJP PWN) jaką odczuwają oni wobec wspólnoty.

Innymi słowy jeśli kocham moją rodzinę to będę nienawidzieć jej wrogów, jeśli kocham mój naród to będę nienawidzieć jego wrogów! Jeśli wrogowie mojej rodziny czy mojego narodu nie budzą we mnie „silnej niechęci”, nie mam motywacji do działania przeciwko nim to zapewne moja miłość („poczucie silnej więzi”) do mej rodziny czy narodu jest słaba lub w ogóle jej nie odczuwam. Co więcej, odczuwanie owych powiązanych uczuć – przywiązania do wspólnoty i niechęci wobec jej wrogów – jest niezbędne do tego, by wspólnota mogła trwać i by mogła sie obronić przed próbamy jej zniszczenia.

Właśnie dlatego bardzo ważne jest we wspólnocie komunikowanie miłości do niej między jej cżłonkami, a w razie jej zagrożenia komunikowanie nienawiści wobec wrogów, które członków wspólnoty mobilizuje i napędza do jej obrony. Przy tym dla wspólnoty jaką jest rodzina to – przynajmniej u ludzi normalnych – poczucie przywiązania do niej oraz odruch obrony swojej rodziny jest przyrodzony, naturalny. Jednak w przypadku wspólnot szerszych, takich jak naród wymaga dodatkowej „pielęgnacji” poprzez właśnie komunikowanie przywiązania do wspólnoty. Temu właśnie służą różne ceremonie np. celebrowanie ważnych dla narodu rocznic czy postaci, temu służą poświęcone im pomniki oraz symbolizujące wspólnotę narodową sztandary i znaki. Im jednak większe przywiązanie do narodu, a więc i do jego symboli, tym większa „silna niechęć” czyli nienawiść wobec wrogów narodu. I, jako się rzekło, nienawiść wobec wrogów jest niezbędną „drugą stroną” miłości wobec swojego narodu. Uczucia te są zarazem warunkiem przetrwania narodu, szczególnie w sytuacji zagrożenia.

I tu dochodzimy do sedna kampanii represji przeciwko „mowie nienawiści”. Jej celem jest pozbawienie możliwości mobilizacji narodu wobec ataku jaki jest przeciwko niemu prowadzony poprzez eliminacje możliwości zagrzewania się do walki przez rozbudzanie wspólnej nienawiści wobec atakujących naród wrogów.

Ten cel obnaża zresztą bardzo jasno niesymetryczność owej „walki z nienawiścią”. Wolno zatem nienawidzieć chrześcijan ale nie wolno nienawidzieć chcących deprawować dzieci zboczeńców, wolno nienawidzieć obrońców życia ale nie wolno nienawidzieć zdegenerowanych morderczyń własnych dzieci, wolno nienawidzieć białych ale nie wolno nienawidzieć czarnych – i tak dalej, i temu podobne. No i oczywiście wolno nienawidzieć prawdziwych (nie przemalowanych) Niemców, Polaków, Francuzów czy Szwedów – ale nie wolno nienawidzieć Żydów. „Silna niechęć” wobec nich to zbrodnia wyższego rzędu niż występek „mowy nienawiści” – to zbrodnia antysemityzmu.

Zatem jest to jednoczesne mobilizowanie wrogów narodu (i to wrogów praktycznie wszystkich narodów białej rasy, a więc wrogów białej rasy jako takiej) poprzez umożliwianie im komunikowania ich nienawiści a jednocześnie blokowanie mobilizacji obrońców narodu poprzez uniemożliwienie im nazwania wroga i wyrażenia mobilizującej dla innych członków wspólnoty „silnej niechęci” wobec owego wroga. Chodzi o to, żebyśmy byli zobojętniałą masą, przyjmującą z rezygnacją wszelkie kolejne pomysły naszych zakulisowych panów.

Chodzi mówiąc krótko o to, żebyśmy nie powiedzieli sobie nawzajem kto nas atakuje i dlaczego ich jako naszych wrogów nienawidzimy. A bez tego, bez nienawiści wobec wrogów nie ma mowy o skutecznej przed nimi obronie.

Ten tekst wyszedł dość długi więc na koniec karykatura, która zgodnie z zasadą „obraz wart tysiąca słów” wyjaśnia od razu o co chodzi w tej całej walce z „mową nienawiści”, rasizmem, antysemityzmem i tak dalej.

– To moja córka!
– Bądź tolerancyjny ty rasisto!
  1. Ale oczywiście nie każde. Np. w dawnych pogańskich kulturach zabijanie ludzi rytualnie składanych w ofierze demonom (bogom) było jak najbardziej dobre. Podobnie w obecnej pogańskiej kulturze pochwalane jest zabijanie bardzo małych dzieci, które w co bardziej zdegenerowanych krajach jak np. Francja podniesiono do rangi „prawa”. ↩︎
  2. Zwróćmy uwagę, że kradzież nie była w pełni dobra nawet w „moralności Kalego” bo jednak „jak ktoś Kalemu zabrać krowę” to było „źle”. ↩︎
  3. Człowiek jest zresztą tak skonstruowany: już maleńkie dzieci reagują emocjonalnie („silna niechęć”) na zabieranie im zabawki czy smoczka, które postrzegają jako swoje. Ba! Poczucie własności i negatywna emocja w odpowiedzi na jej zabieranie jest właściwie większości ssaków – wystarczy zobaczyć jak pies broni swojego patyka czy legowiska kiedy próbuje mu się je odebrać. Z całą pewnością doświadcza „negatywnych emocji”. I to one właśnie napędzają go do działania! ↩︎

Co gorsze: Globalizm jedno czy wielobiegunowy?

Co gorsze dżuma czy cholera?

Czyli globalizm jedno czy wielobiegunowy?

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 15
 
READ IN APP
 

Idee globalizmu” są powszechnie postrzegane w swej „idealnej” formie, czyli jak w neobolszewickiej bajce:

·     Jeden komitet centralny globalnych oligarchów finansowych.

·     Jeden rząd administracyjny w formie przypominającej ONZ, z „ministerstwami” podobnymi do WEF, WHO, itd.

·     Z kierunkiem zarządzania od góry do dołu i wykonywania od dołu do góry.

Jest to oczywiście „model-marzenie” śniący się po nocach unijnym „komisarom z jewrosojuza”, ale tak nieosiągalny jak przysłowiowy komunistyczny „raj na ziemi”.

Bardzie realną formą jest „globalizm wielobiegunowy”, który powstaje na naszych oczach.

Jest to swoiste déjà vu z socjalistycznego post-stalinowskiego okresu, w którym każda nacja miała sobie znaleźć swoją drogę do komunizmu, zgodną z lokalną tradycją i cywilizacją. 

Na obecnym etapie globalizmu (czyli arcy-bolszewizmu) mamy zasadniczo dwa odłamy globalizmu:

·      Zachodni, pod przywództwem ameryki, składający się z unii europejskiej i zdegenerowanych odprysków tego anglosaskiego imperium: Australii, nowej Zelandii, Japonii, Korei Południowej, Kanady i W. Brytanii.

·      Wschodni, zwany skrótowo BRICS pod wspólnym przywództwem Rosji i Chin ludowych.

Każdy z tych bloków realizuje swoją specyficzną wersję globalizmu: 

·      Zachód to imperium kłamstwa, degeneracji, deprawacji i totalnego uwolnienia od nawet najelementarniejszych Boskich Reguł społecznego funkcjonowania.

·      Rosja i Chiny to systemy oparte na „narodowych tradycjach”.

Te dwa bloki, a konkretniej Rosja i nato prowadzą ze sobą wojnę zastępczą na terytorium rusi kijowskiej, w wyniku której kijowszczyzna została de facto unicestwiona.

Pomimo to, Rosja dysponująca obecnie najnowocześniejszą armią lądową i powietrzno- kosmiczną, (oceny te pochodzą od zachodnich niezależnych i „zależnych” ekspertów), posiadającą pod bronią ponad milion żołnierzy, nie jest w stanie zakończyć tego konfliktu totalną wiktorią! Mało tego, potrafi „przegrywać” lokalne konflikty z banderowcami np. w regionie kurskim!

Trudno jest wyrokować, czy sam Putin jest globalistą (jego wysoki poziom inteligencji sugerowałby coś odwrotnego), ale niewątpliwie kremlowski judeo-noebolszewicki reżim jest do szpiku kości „globalistyczny”.

Pomimo rosnącej oddolnej presji społeczeństwa rosyjskiego, ani wojna na rusi kijowskiej, ani inne problemy nie znajdują zwycięskiego finału. 

Armia FR kontynuuje swą „ofensywę” w tempie jednego metra na zachód na dobę.

Pomimo ogromnego społecznego niezadowolenia, Kreml utrzymuje szeroko otwarte wrota dla masowej emigracji z obszaru byłego imperium sowieckiego. 

Poziom „cyfryzacji” społeczeństwa daleko prześciga zachodnie „osiągnięcia” w tej dziedzinie i może być tylko porównywalnym z chińskim standardem.

FR znajduje się również w czołówce szprycowania ludności wszelkiego rodzaju „szczepionkami”. 

Podsumowując ten panoramiczny przegląd współczesnego globalizmu, jedno pytanie pozostaje otwarte:

Który z tych „bloków”, zachodni, czy wschodni, pierwszy stoczy się w przepaść piekielną?

No, ale na to pytanie odpowiedź może dać jedynie   Bóg Wszechmocny!

USA: Sąd Najwyższy unieważnił genderową ustawę. To koniec startów mężczyzn w kobiecych dyscyplinach sportowych. [w USA?]

pch/usa-sad-najwyzszy-uniewaznil-genderowa-ustawe-to-koniec-startow-mezczyzn-w-kobiecych-dyscyplinach

Sąd Najwyższy stosunkiem głosów 5 do 4 unieważnił ustawę Title IX, forsowaną przez prezydenta Joe Bidena oraz wiceprezydent Kamalę Harris.

Genderowe przepisy pozwalały na starty biologicznych mężczyzn w kobiecych dyscyplinach sportowych, ale również korzystanie z zaplecza sportowego tj. damskich toalet, akademików czy szatni.

Amerykańska ustawa nazywana Title IX była promowana i zatwierdzona przez prezydenta Joe Bidena. Popierała ją również wiceprezydent Kamala Harris. Oficjalnie miała ona wspierać osoby transseksualne i przeciwdziałać dyskryminacji. Jednak de facto była ideologicznym zagrożeniem, które zdecydowanie promowało gender w sporcie. Ostatecznie Sąd Najwyższy USA odrzucił i unieważnił niebezpieczną ustawę. Co jednak ciekawe, za jej utrzymaniem głosował konserwatywny sędzia Neil Gorsuch.

Gdyby ustawa nie została odrzucona, przepisy wprowadzałyby możliwość konkurowania w sporcie biologicznych mężczyzn z kobietami. Rywalizacja mężczyzn uważających się za kobiety stałaby się wypaczeniem ducha sportu i zaprzeczeniem obowiązujących w sporcie zasad. To jednak nie jedyne konsekwencje genderowej ustawy, promowanej przez duet Biden – Harris.

Przepisy Title IX pozwalałyby również na korzystanie z damskich toalet przez mężczyzn uważających się za kobiety. Transseksualiści mogliby również przebywać w damskich szatniach, a także akademikach i innych miejscach przeznaczonych tylko dla kobiet.

Genderowe przepisy miały wejść w życie pod płaszczykiem przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na tożsamość płciową, orientację seksualną oraz „ciążę lub inne powiązane warunki”. W zakwestionowanej ustawie po raz pierwszy w historii USA stwierdzono, że dyskryminacja ze względu na płeć obejmuje również „tożsamość płciową” konkretnej osoby.

Warto odnotować, że tuż przed decyzją Sądu Najwyższego USA, do organu wpłynęła petycja podpisana przez 102 kobiety uprawiające zawodowo sport. Reprezentowały one 26 amerykańskich stanów i apelowały o zablokowanie groźnej, genderowej ustawy.

Autorki petycji argumentowały, że testy sprawności fizycznej pokazują, że istnieje różnica między mężczyznami i kobietami w każdym wieku.

„Coraz większa liczba kobiet i dziewcząt doświadcza upokarzającego i szkodliwego doświadczenia bycia zmuszaną do rywalizacji z mężczyznami identyfikującymi się jako osoby transpłciowe w kategorii sportów kobiecych” — napisano w dokumencie sportowców.

„Trudno wyrazić ból, upokorzenie, frustrację i wstyd, których doświadczają kobiety, gdy są zmuszane do rywalizacji z mężczyznami w sporcie. To publiczne zawstydzenie i cierpienie, wykluczenie z własnej kategorii kobiet” – wskazano w piśmie do Sądu Najwyższego.

Źródło: FOX News WMa

Na maczugi

17  sierpnia 2024 r. | Nr 33/2024 (685)
mtodd

Na maczugi


       Szanowni Państwo!
       Czy lubicie oglądać pyskówki polityków z udziałem dziennikarzy? Jedni drugich przekrzykują dając świadectwo lekceważenia nie tylko rozmówcy, ale i własnych słów. Muszą przecież zdawać sobie sprawę, że żadne zdanie nie ma szans przebić się do słuchacza. Taka moda zapanowała powszechnie, niezależnie od deklarowanych wartości. Gdyby ktoś jeszcze przejmował się odbiorcami programów, to wystarczałoby zapraszać polityków, którzy mają coś do powiedzenia i nie zatrudniać dziennikarzy niedających dojść im do słowa.
       Żeby było śmieszniej, to ci najnowocześniejsi dyskutanci nie mają pojęcia do czego służy mikrofon. Jak się da go takiemu do ręki, to będzie nim wywijał jak maczugą. Wierzy bowiem, że to dodaje ekspresji wypowiedzi. Takie współczesne okładanie się maczugami słownymi. Ważne są przecież wyłącznie emocje, sensem wypowiadanych słów nikt się zajmował nie będzie, bo po co?
       A może to taki ukłon w stronę młodych, których należy wysłuchać, chociaż zrozumieć się nie da? „Ścieżki myślenia młodych są tak bardzo odległe od naszych, że komunikacja ex cathedra jest z góry skazana na niepowodzenie” – twierdzi znany publicysta. Problem w tym, że alternatywny relatywizm, który młodzież chętnie „kupuje”, wyklucza poznanie jakichkolwiek wartości z samej zasady. Autor nie zdradza na czym miała by polegać trzecia droga. Gadanie dla gadania, to strata czasu. Takie „postępowe” wywijanie maczugą przypomina walkę z dinozaurami wymyśloną przez niejaką Kopacz.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd