„Biali uczestnicy gwałtów zbiorowych są niezwykle rzadcy, [ale] zdecydowana większość ofiar to białe dziewczyny. … Są one postrzegane przez napastników jako chętni, bo są biali. „Białe mięso jest dostępne”. … Czarni z Antillean, Surinamu i Wysp Zielonego Przylądka postrzegają gwałt zbiorowy jako coś w rodzaju macho. … [arabski] Marokańczycy nadal są bardzo wyraźnie nadreprezentowani w incydentach na basenach”.
22 grudnia 2001 r., Volkskrant (główna gazeta holenderska), „Nog geen twee turven en nu al verdacht van verkrachting; Bij de rechtbank in Rotterdam kijken ze niet vreemd meer op van vermeende verkrachters van 11” („Nie ma nawet dwóch muraw wysokich, a już jest podejrzany o gwałt; W sądzie w Rotterdamie nie dziwią ich już podejrzani o gwałt 11′).
Celem tego artykułu, podobnie jak tego o Holandii, jest nie tylko dostarczenie dowodów na to, że tak zwany „kryzys gwałtów muzułmańskich” sięga wiele lat wstecz przed sytuacją w Niemczech w Sylwestra 2015-2016, ale także wykazanie, że zwykli ludzie byli świadomi tej napaści na tle seksualnym i skądinąd brutalnego kryzysu imigracyjnego przez cały ten czas; To właśnie politycy establishmentu i media udają, że wszystko wokół imigracji z Trzeciego Świata jest w porządku.
Podczas gdy ta sama historia tuszowania dotyczy w zasadzie wszystkich krajów Europy Zachodniej, ten artykuł dotyczy w szczególności wydarzeń w Norwegii.
Demografia etniczna Norwegii i podstawowe dane dotyczące przestępczości
Norwegia liczyła 5,2 miliona mieszkańców. W 2016 r. liczba imigrantów muzułmańskich wyglądała następująco:
Somalijski:
40,000
Pakistański:
38,000
Iracki/Kurdyjski:
32,000
Irański:
20,000
Turecki:
19,000
Erytrei:
17,000
Marokański:
10,000
Etiopczyk:
9,000
Syryjski:
7,000
Palestyński:
4,000
Sudański:
3,500
Libański:
3,000
Algierski:
2,000
Tunezyjski:
1,500
Egipski:
1,300
Łączny:
207 300 / 4% problematycznych muzułmańskich grup etnicznych
Liczby te są bardzo łagodne w porównaniu z resztą Europy. Francja znajduje się blisko 9%. Holandia i Belgia realistycznie utrzymują się na poziomie prawie 10 %, ponieważ tutaj również należy wziąć pod uwagę czarnoskórą populację niemuzułmanów o bardzo wysokiej liczbie przestępstw. Norwegia nie ma znaczącej liczby czarnoskórych niemuzułmanów, więc 4-4,5% to jest to, co jest w tym momencie. Niedobrze, ale wielu obywateli z innych krajów europejskich byłoby o to zazdrosnych.
Badanie przestępczości etnicznej w Europie jest naprawdę fascynujące, ponieważ: a) rzadko przeprowadza się odpowiednie badania i b) każdy kraj ma swoje własne dominujące grupy etniczne. Na przykład Holendrzy i Belgowie tradycyjnie mieli Turków i Marokańczyków, Niemcy wyłącznie Turków (ale 5,5 miliona z nich), Szwedzi Irakijczyków, a Norwegowie i Brytyjczycy Pakistańczyków. We Francji mieszka mnóstwo Algierczyków i Marokańczyków z Afryki Północnej, a także wielu czarnoskórych z Afryki Subsaharyjskiej z francuskojęzycznej Afryki Zachodniej. Istnieją pewne różnice w zachowaniu i liczbie przestępstw między wszystkimi tymi narodowościami i grupami etnicznymi, chociaż żadnej z nich nie można uznać za szczególnie oświeconą, delikatnie mówiąc.
Somalijczycy z Afryki Północno-Wschodniej, zarówno czarni, jak i muzułmanie, są nowi we wszystkich tych krajach, więc bardzo interesujące jest obserwowanie, co ta grupa wnosi do stołu. Cóż, więcej przestępczości. I to dużo. Omówiliśmy już różne znaczące śmiertelne i prawie śmiertelne gwałty uliczne dokonywane przez Somalijczyków w Szwecji w artykule ISGP na temat globalnej przestępczości czarnych. Choć nieco się zapadły, okazuje się, że Norwegowie początkowo uznali Somalijczyków za najbardziej przestępczą grupę w swoim kraju. Liczby:
„W przypadku populacji [norweskiej] bez pochodzenia imigracyjnego nastąpiła niewielka lub żadna realna zmiana w ciągu tych czterech lat, z około 1,7 procentem [1x] sprawców zarówno w 2001 r., jak i 2004 r., ale nieco niższa w ciągu dwóch lat pomiędzy nimi. …
Kraje o najwyższym odsetku sprawców w 2004 r. to Kosowo (5,6 proc. [3,3x]), Maroko (5,4 proc. [3,2x]), Somalia (5,6 proc. [3,3x]), Irak (5,9 proc. [3,5x]) i Iran (5,4 proc. [3,2x])]). Inne kraje w regionach Afryki, Azji oraz Ameryki Południowej i Środkowej są również wyraźnie nadreprezentowane wśród sprawców… Imigranci z Somalii [właściwie] wykazują spadek z 7 [4,1x] do 5,6 procent.
„Kraje z tych regionów, które są niedostatecznie reprezentowane przez resztę populacji, to Filipiny (0,9 procent [0,5x]), Chiny (1,5 procent [0,9x]) i Tajlandia (1,5 procent [0,9x])”. [1]
Liczby te są oczywiście bardzo podstawowe. Jak omówiono bardziej szczegółowo w artykule ISGP na temat liczby przestępczości muzułmańskiej w Holandii, nie uwzględnia się w nich liczby recydywistów ani wagi przestępstw. Seryjnemu gwałcicielowi i mordercy przypisuje się taką samą wagę, jak osobie złapanej za uchylanie się od płacenia podatków lub sprzedaż nielegalnych sztucznych ogni.
Kryzys dotyczący gwałtów ulicznych w Norwegii – i co mówią ludzie
Oslo, Norway.
Głównym powodem, dla którego omawiamy tutaj Norwegię, jest fakt, że kraj ten przeprowadził dość unikalny zestaw badań dotyczących brutalnych gwałtów ulicznych – rodzaju gwałtu, którego najwyraźniej żaden inny zachodni kraj nie zadał sobie trudu oddzielenia go od ogólnych statystyk dotyczących gwałtów lub, co gorsza, ogólnych przestępstw popełnianych . To bardzo źle, ponieważ przypadki gwałtu na Zachodzie często wiążą się z kazirodztwem, podczas gdy takie przypadki rzadko trafiają do policji w rodzinach muzułmańskich, w których kobiety nie mają żadnych praw. Co więcej, przypadki na Zachodzie często dotyczą prześladowania przez samotnika, podczas gdy w przypadku imigrantów z Trzeciego Świata brutalne gwałty zbiorowe i gwałty uliczne są znacznie częstsze. Zatem Norwegia wyświadczyła światu przysługę, podając te statystyki.
Co zatem wykazały te statystyki? Zobaczmy. Jeszcze w 2001 roku liczba muzułmanów i osób rasy czarnej w kraju stanowiła około połowę obecnego odsetka. W raporcie z września 2001 roku na temat liczby gwałtów w Oslo czytamy:
„Spośród 111 oskarżonych o gwałt w Oslo w ubiegłym roku 72 było pochodzenia etnicznego innego niż zachodnie, 25 sklasyfikowano jako norweskie lub zachodnie, a 14 uznano za nieznane. „Oskarżenia o gwałt w stolicy rosną spiralnie, są o 40 procent wyższe w latach 1999–2000 i o 13 procent w tym roku. „Dziewięć na dziesięć spraw nie trafia do prokuratury, większość z nich dlatego, że policja nie wierzy, że dowody są wystarczające do wydania wyroku skazującego. „Inspektor policji Gunnar Larsen z wydziału ds. występków, rabunków i brutalnej przestępczości w Oslo twierdzi, że statystyki są zaskakujące – zarówno rosnąca liczba przypadków gwałtów, jak i powiązanie z pochodzeniem etnicznym to wyraźne tendencje. … „Chociaż 65 procent osób oskarżonych o gwałt klasyfikuje się jako osoby pochodzące ze środowiska spoza Zachodu, grupa ta stanowi zaledwie 14,3 procent populacji Oslo [uwaga: główni sprawcy, muzułmanie i Afrykanie, stanowili obecnie mniej niż 2%] . Norwegki były ofiarami w 80 procentach przypadków, a 20 procent to kobiety obcego pochodzenia. … „Larsen powiedział, że ponieważ było to wstępne badanie dotyczące składu etnicznego, nie istnieją żadne dane liczbowe, które pozwalałyby umieścić te liczby w kontekście”. [2]
1 stycznia 2012 r. około 5% mieszkańców Oslo pochodziło z Afryki, a 12,5% z Azji. [3] Jednakże Wietnamczycy i szereg innych grup etnicznych powinni zostać wykluczeni z odsetka azjatyckiego. Co więcej, aby dopasować sytuację z powyższego raportu, trzeba by cofnąć się w czasie o dekadę, więc jest mało prawdopodobne, że widziałeś w Oslo więcej niż 8–9% najbardziej problematycznych grup etnicznych. Jednak stanowiły one 65% przypadków gwałtów.
W 2006 roku policja w Oslo zaczęła oddzielnie rejestrować brutalne gwałty uliczne jako podkategorię ogółu gwałtów. W tym roku zarejestrowano 7. 20 w 2007 r. i 14 w 2008 r., co daje łączną liczbę 41. Hanne Kristin Rohde, szefowa wydziału ds. przemocy i wiceprezesów policji w Oslo, wyjaśniła prasie, że każdego z tych 41 brutalnych gwałtów ulicznych dopuścił się Trzeci Imigranci z całego świata lub podejrzani imigranci z Trzeciego Świata:
„W ciągu ostatnich trzech lat policja w Oslo zbadała 41 przypadków napaści. Liczby pokazują, że wszystkich 41 zgłoszonych gwałtów dopuścili się imigranci spoza Zachodu. … „Przegląd 41 przypadków w Oslo pokazuje dalej, że większość sprawców ma [irackie] pochodzenie kurdyjskie lub afrykańskie. … „Mamy przykłady tak rażącej przemocy, że kobiety później, opisując gwałt, mówiły, że najbardziej obawiały się utraty życia.” [4]
Afrykanie to tutaj bardzo niejasne określenie, ale biorąc pod uwagę niewielką liczbę północnoafrykańskich Berberów w Norwegii, najprawdopodobniej jest to odniesienie do Somalijczyków, a następnie mniejszej liczby Erytrejczyków i Etiopczyków (tego oszacowania dokonałem przed zapoznaniem się z danymi omówionymi poniżej). Również w tych przypadkach gwałtu napaści nieco ponad 80% ofiar stanowiły etniczne Norweżki: „17 z 21 ofiar [w 2009 r.] to Norweżki o etnicznym nordyckim wyglądzie. W 2008 r. dziewięć z 11 ofiar miało etniczny norweski wygląd. " [5] Statystyki te jasno pokazują, że kobiety z Zachodu są celowo celem arabskich i afrykańskich gwałcicieli.
Być może najbardziej wymowne statystyki dotyczące gwałtów w Norwegii zostały zawarte na stronach 19 i 20 w mało znanym raporcie policji w Oslo z kwietnia 2008 r. zatytułowanym Voldtekt i Oslo 2007 (Gwałt w Oslo 2007). Statystyki te są wyjątkowe i ważne z wielu powodów. Po pierwsze, pokazują, jak w ciągu zaledwie 6 lat liczba Afrykanów wzrosła z 10% całkowitej liczby gwałcicieli w stolicy do aż 31%, czemu towarzyszył procentowy spadek etyki Norwegów. Po drugie, w raporcie – w sposób dość unikalny – wskazano dokładnie kraje, z których pochodzi największa liczba gwałcicieli. Są to wszyscy zwykli podejrzani, w tym niedawno przybyli czarni Somalijczycy i Gambijczycy.
W 2009 r. w Oslo odnotowano 21 przypadków brutalnego gwałtu ulicznego, co stanowi najbardziej znaną część ogólnej liczby gwałtów. 17 z 21 zaatakowanych kobiet to osoby o pochodzeniu etnicznym spoza Zachodu, a szefowa policji Hanne Kristin Rohde wyjaśnia:
„Aresztowaliśmy cztery osoby [imigrantki]. We wszystkich pozostałych przypadkach kobiety wskazują, że sprawca ma niezachodni wygląd lub mówi w niezachodnim języku. […] Celem jest mówienie prawdy i stworzenie lepszego społeczeństwa. Dlatego mam nadzieję rozpocząć debatę na ten temat.” [6]
Raport policji z Oslo dotyczący liczb za rok 2010 wydaje się być ostatnim, w którym wspomniano o grupach etnicznych najbardziej zaangażowanych w przypadki gwałtów w stolicy:
„Wyjątkowi sprawcy według narodowości [pochodzą z] Norwegii (50), Iraku (8), Pakistanu (9), Litwy (7), Maroka (6), Somalii, Afganistanu i Szwecji (5), Turcji i Gambii (4). ” [7]
Somalijczycy są znacznie niżej, ale z wyjątkiem Egiptu, z którego tylko około 1000 osób mieszka w całej Norwegii (podobnie jak Gambijczycy), na liście znajdują się te same kraje muzułmańskie i afrykańskie. Wydaje się, że Litwini z bloku wschodniego tak szybko dotarli na szczyt dzięki masowej imigracji do Norwegii. W 2001 roku w Norwegii mieszkało niecałe 400 Litwinów (w porównaniu z 10 000 Somalijczyków); do 2014 r. w Norwegii mieszkało 36 000 osób, podobnie jak Somalijczycy. Prawdopodobnie złapano kilku z najbardziej znanych Somalijczyków, a teraz przyszedł czas na złapanie najgorszych litewskich złych jabłek.
Dlaczego Szwedzi nagle znaleźli się w Oslo wśród krajów, w których doszło do największej liczby gwałtów, jest dobrym pytaniem, ponieważ w Norwegii było ich mniej więcej tyle samo, co Somalijczyków i Litwinów w tamtym momencie. Polacy w ogóle się nie pojawili, a było już 50 000 imigrantów. Czy Szwedzi zachowują się dużo gorzej od Polaków? Tak czy inaczej, Szwedzi i Litwini, którzy znaleźli się wśród najczęstszych gwałcicieli, a mniejsza liczba Somalijczyków, zaowocowała znacznie większym udziałem Europy w tortie i obniżyła odsetek muzułmanów i Afrykanów. Nawet etniczni Norwegowie ponownie osiągnęli poziom 35%. Mimo to muzułmanie i Afrykanie nadal stanowią przygnębiająco solidne 50% wszystkich gwałtów w Oslo w porównaniu z 35% w 2001 r.
W czerwcu 2012 r. policja w Oslo, której rzecznikiem był Rohde, opublikowała zaktualizowany raport o niemal satyrycznym tytule „Voldtekt i den globale byen 2011” (Gwałt w globalnym mieście 2011). Wykres kołowy jest mniej więcej podobny do poprzedniego roku, przy czym największe szanse to ponowny niewielki wzrost liczby gwałtów „azjatyckich” (Afgańczycy i Pakistańczycy), na Bliskim Wschodzie (Irakijczycy) i w Afryce o 4,2%. [8] Niestety usunięto poszczególne kraje, z których pochodzi większość gwałcicieli, ale jasne jest, że mówimy o tych samych kluczowych krajach, co poprzednio.
W ciągu kilku lat można również znaleźć przykłady gwałcicieli z Nigerii, Tanzanii i Erytrei (napastnicy) w Oslo. W pierwszym przypadku dwóch nigeryjskich gwałcicieli grupowych otrzymało cztery lata więzienia; Ich biała, żeńska ofiara popełniła samobójstwo. [9] Tanzańczyk obrabował sklep przy ruchliwej ulicy handlowej z afgańskim przyjacielem i znalazł czas, by zgwałcić pracownicę nożem przystawionym do gardła. Wcześniej był zamieszany w inny gwałt na nastoletniej dziewczynie. [10] Erytrejczyk, który został aresztowany w 2016 roku, został oskarżony o cztery różne gwałty w Oslo. [11]
Co więcej, raport policji z Oslo za rok 2011 jasno pokazuje, że trend wzrostowy gwałtów w Oslo nie został jeszcze przełamany. W rzeczywistości był on prawie 2,5 razy wyższy niż zaledwie dziesięć lat wcześniej – kiedy już istniały poważne obawy związane z tym trendem wzrostowym.
W 2014 r. zgłoszono około 200 gwałtów, a w 2015 r. – 240, więc przynajmniej tendencja pozostała wysoka.
Sytuacja w Oslo była dość napięta przez wiele lat – na długo przed współczesnym tak zwanym „kryzysem gwałtów” – ale rok 2011 był nowym dołkiem. Gwałty stały się pełnowymiarową epidemią. Na początku kwietnia 2011 roku pięć kobiet zostało zgwałconych w Oslo, wszystkie przez mężczyzn, którzy „mówili łamaną angielszczyzną lub norweskim”. Nie powiedziano ani słowa o kolorze ich skóry, tylko o ich ubraniach i kolorze włosów. I tak, byli „prawdopodobnie Azjatami”, co oznacza Afgańczyków, Pakistańczyków, a może nawet Irakijczyków i Irańczyków. [12] Raport prasowy z maja 2011 r. jasno pokazał, że sytuacja tylko się zaostrza:
„W tym roku w Oslo popełniono dwa razy więcej gwałtów niż w całym 2010 roku, prawie wszystkie z nich przez imigrantów – wynika ze statystyk policji w Oslo. Spośród 48 gwałtów popełnionych w mieście w 2011 r. [w tym momencie], 45 podejrzanych pochodzi od osób o „niezachodnim pochodzeniu” (kod oznaczający nie-białych), z których większość jest uważana za osoby ubiegające się o azyl. …
„W ubiegłą sobotę 300 osób przemaszerowało ulicami Oslo w oświetlonej pochodniami demonstracji przeciwko gwałtom o nazwie „Od strachu do działania – odzyskaj noc”, protestując przeciwko brakowi bezpieczeństwa.
Jednak pomimo tego, że policja wysłała 20 dodatkowych funkcjonariuszy w weekend, do poniedziałku zgłoszono sześć kolejnych gwałtów i napaści na tle seksualnym.
„W sobotę wieczorem dwie 16-letnie dziewczyny zostały zgwałcone na dworcu kolejowym w Oslo. Aresztowano pięciu mężczyzn w wieku od 16 do 20 lat z Afganistanu i Pakistanu.
Inna kobieta została zgwałcona w Slottsparken, zaledwie kilka metrów od norweskiego pałacu królewskiego. 20-latka opisała jednego z dwóch napastników jako „ciemnoskórego i okrągłego na twarzy”. W niedzielę rano 17-letnia dziewczyna została znaleziona naga na ulicy po tym, jak uciekła przed napastnikiem w swoim mieszkaniu.
Tego samego ranka 18-letnia kobieta została zgwałcona przez dwóch mężczyzn w Vaterlandsparken, a 20-letnia kobieta zgłosiła taksówkarza, który próbował zmusić ją do seksu oralnego w swoim samochodzie.
„Kolejna próba gwałtu i napad na kobietę miały miejsce w dzielnicy Bislett. Gazeta donosi, że mężczyźni ze Sri Lanki i Iranu zostali aresztowani. …
„Niestety dla norweskich kobiet, oczywisty środek mający na celu powstrzymanie prawie wszystkich takich gwałtów, zaprzestanie imigracji i deportację wszystkich tak zwanych azylantów, nie znajduje się w programie liberalnego rządu”. [13]
Historie o gwałtach w publicznych toaletach, zaciąganiu kobiet w krzaki i porwaniach na pełną skalę, a następnie gwałtach zbiorowych – wszystkie dokonywane przez złowieszczo wyglądających Afrykanów i Arabów – są dość szokujące. I trwają do dziś.
W 2016 r. norweska telewizja TV2 zmapowała wszystkich skazanych za gwałt w Norwegii w 2015 r. i uszeregowała ich według hrabstwa i pochodzenia etnicznego. [14] W dystrykcie Oslo skazano 55 mężczyzn. 23 z nich, czyli 42%, było etnicznymi Norwegami. 1 przypadek dotyczył Greka, który powinien liczyć się jako mieszkaniec Europy Zachodniej, więc reprezentuje 2%. Pozostałe 56% to imigranci spoza Zachodu. Oznacza to, że 56% gwałtów w Oslo, z których wiele jest traumatyzujących, można było zapobiec, nie wpuszczając do Norwegii przeciętnego obywatela Trzeciego Świata i upewniając się, że nasz wskaźnik urodzeń jest w porządku. Aby poznać częstotliwość pojawiania się tych narodowości wśród gwałcicieli z Oslo:
Somalijski:
5
Irański:
1
Iracki:
3
Jordański:
1
Turecki:
3
Syryjski:
1
Pakistański:
2
Etiopczyk:
1
Wietnamski:
2
Erytrei:
1
Rwandyjski:
2
Nigeryjski:
1
Rumuński:
2
Indianin
1
Macedoński:
1
Sri Lanka:
1
Algierski:
1
Meksykański:
1
Libijski
1
Osoba taka jak ja, która pochodzi z Rotterdamu i jest przyzwyczajona do tego, że ponad połowa miasta składa się z narodowości Trzeciego Świata w pierwszym, drugim i trzecim pokoleniu, łatwo jest odrzucić te liczby jako nic szokującego. 23 tubylców kontra 31 nie-ludzi z Zachodu? Wielkiego! Ale kiedy spojrzysz na demografię Oslo i zdasz sobie sprawę, że to miasto nie jest tak bardzo zamieszkane przez imigrantów z Trzeciego Świata jak Rotterdam, sytuacja wygląda na poważniejszą. W 2017 roku Oslo liczyło 669 000 mieszkańców, mniej więcej tyle samo, co Rotterdam. Oto procenty imigracji i ich nadreprezentacja w porównaniu z norweskimi skazanymi za gwałt w 2015 roku:
Ethnicity
%
Absolute
Overrepresentation in Oslo
Norwegian:
67%
450,000
23 convicts / 1.0x.
Pakistani:
3.5%
23,000
39 convicts / 1.7x more.
Polish:
2.5%
16,500
No problems.
Somali:
2.3%
15,000
150 convicts / 6.5x more.
Swedish:
2.0%
13,000
No problems.
Iraqi:
1.2%
8,000
169 convicts / 7.3x more.
Moroccan:
1.0%
6,500
Unknown.
Afghan:
0.6%
3,800
Unknown.
Romanians:
0.4%
2,900
310 convicts / 13.5x more.
The only surprise here is that the Pakistanis have such a low number, certainly in light of the rape crisis they have been causing in Great Britain. Obviously this data involves too small a sample to be fully reliable, but it does provide yet another decent picture of Third World immigrants being vastly overrepresented in rape crime – which fits all kinds of other research. This data makes one wonder where all of a sudden the Moroccans, Afghans, Lithuanians, Gambians and Egyptians have gone to. Maybe they feature in 90% of rapes that go unsolved and/or unconvicted in Norway. About 3,000 Lithuanians live in Oslo, with Gambian and Egyptian numbers so low – about 1,000 – 1,500 – they aren’t even listed.
What should be clear from these numbers alone is that western society can only sustain small numbers of Third World migrants. Bring in more and you will basically have to set up a brutal dictatorship to keep the population in line. A traditional open society would stop being economically feasible.
Stavanger, Norway.
When we look over at Stavanger, a major city in the west of the country, the numbers look a little better, at least when not paying attention to demographics (they have about 60% of the Third World immigrants): of 22 rape convicts in 2015, 59% were ethnic Norwegians vs 41% non-western immigrants.
However, the situation in Stavanger has been less idyllic than these handful of rape convicts suggest. In November 2009 the Stavanger edition of Aftenbladet Norway published an article entitled 1 in 18 has Ethnic Norwegian Background, a reference to the number of ethnic Norwegians suspected and sentenced in cases of violent assault rape in and around Stavanger. All other perpetrators and suspects were foreigners, mainly Muslims. As the newspaper wrote:
„W latach 2008 i 2009 policja w Stavanger otrzymała co najmniej 17 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa w związku z gwałtem lub próbą gwałtu. … W 1 z 17 zgłoszonych przypadków, których jest 18, sprawcą był etniczny Norweg. We wszystkich pozostałych przypadkach ofiary gwałtów opisywały mężczyzn spoza Zachodu jako sprawców. W dużej mierze pochodzą z krajów, w których dominującą religią jest islam. …
„Do tej pory w tym roku policja otrzymała pięć zgłoszeń o gwałtach lub próbach gwałtu przez taksówkarzy. Opłata pobierana jest od czterech taksówkarzy, wszyscy z krajów spoza Zachodu. W najnowszym przykładzie policja wniosła sprawę z nieznanym sprawcą, ale i tutaj opisany jest mężczyzna o obcej kulturze. „W maju 28-letni mężczyzna z Gwinei próbował zgwałcić kobietę w Pedersgata.
Jest byłym skazanym za brutalną napaść, gwałt… w 2005 r. Niedawno, w maju, został skazany za usiłowanie…
„We wrześniu 22-letnia kobieta została zaatakowana i zgwałcona w krzakach w Lervigtunet na Storhaug. Sprawca nie został złapany, ale kobieta opisała go jako osobę o ciemnej karnacji i kręconych włosach.
„W miniony weekend […] Trzy młode kobiety zostały zaatakowane i prawie zgwałcone, gdy wracały same do domu z ośrodka. We wszystkich przypadkach kobiety opisywały mężczyzn z krajów niezachodnich.
„Kobieta, która prawie została zgwałcona w parku Rudla… opisywał mężczyznę pochodzenia afrykańskiego. W niedzielę wieczorem, czyli tydzień później, 26-letni mężczyzna z Somalii został aresztowany i oskarżony o próbę gwałtu. Został aresztowany wkrótce po tym, jak zaatakował i próbował zgwałcić nową kobietę, tym razem w Nedre Blåsenborg na Storhaug. …
„Jedynym przypadkiem z 17 gwałtów lub prób napaści, w przypadku których jest pewne, że sprawca był pochodzenia norweskiego, był napad na parkingu przy Jernbanelokket w lutym. 27-latek z Aust-Agder został skazany na cztery lata więzienia za gwałt, do którego doszło we wrześniu. W sądzie udokumentowano, że jest upośledzony umysłowo, a jego IQ wynosi 68.
„W naszym Aftenposten wspomnieliśmy o analizie przeprowadzonej przez policję w Oslo. Okazało się, że sprawcy spoza Zachodu stali za wszystkimi napaściami w Oslo w ciągu trzech lat. W latach 2006–2008 41 zgłosiło dochody z napaści.
„W 2007 roku 72,8 procent sprawców we wszystkich przypadkach gwałtów miało inne pochodzenie niż Norwegowie”. [15]
Na szczęście dla nas, gazeta zamieściła sekcję komentarzy z artykułem. Zgłoszono 84 uwagi. Z wyjątkiem długiego komentarza wstępnego i kilku innych tu i ówdzie, zdecydowana większość dotyczyła Norwegów, którzy byli zarówno zadowoleni, jak i zdumieni, że gazeta – jakakolwiek gazeta – udostępnia te informacje opinii publicznej. I po raz kolejny, w porównaniu z politykami i wielkimi mediami, ludzie naprawdę reprezentują głos rozsądku:
Eirik F.: „Ta nadreprezentacja jest przerażająca. To zdumiewające, że ludzie nie zdają sobie sprawy z faktów. Tylko 1 na 17 nie ma obcego pochodzenia. Jeśli dowiemy się, że obcokrajowcy stanowią mniej niż 10% populacji Stavanger, włosy na głowie stają się jeszcze bardziej przerażające. Politycy, zastanówcie się, jak bardzo [ci obcokrajowcy] są nadreprezentowani i jakie liczby mielibyśmy, gdyby populacja składała się w 50/50 z Norwegów/obcokrajowców. Żadnych polityków, którzy wyczuwają niebezpieczeństwo w przyszłości?
Trond H.: „SA [Stavanger Aftonbladet] [w swoim sondażu]: „Czy prasa powinna wiedzieć, skąd pochodzi gwałciciel?” Teraz, [z] mediami takimi jak radio itp. … „uderza mnie” jedna rzecz: kiedy Norweg coś skrzywdzi lub coś zrobi, mówi się, że stoi za tym „etniczny człowiek z Północy”, a gdy nie jest to Norweg, to nic się o tym nie wspomina… Dzięki temu zdajemy sobie sprawę, że za każdym razem, gdy nie ma wzmianki o Norwegu, to nie jest to [Norweg]… W związku z tym media nie są w stanie powiedzieć, kiedy jest to obcokrajowiec, a zatem mogą nadal być „anty FRP” [norweska partia antyimigracyjna, antyunijna, zorientowana na libertarianizm] i politycznie poprawna”.
Lars N.: „Mały przedsmak wielokulturowego raju. To dopiero początek, będzie znacznie gorzej w miarę jak ta niesamowita różnorodność będzie rosła. Po prostu głosujcie dalej na czerwono-zielono, wszyscy jesteście zadowoleni z rozwoju sytuacji w tym kraju?”
Tom M.:„Z taką polityką, jaką prowadzą, może być tylko tak. Norwegowie nie będą już chronieni. Dzisiejszy rząd gwałci naród norweski. Możecie za to podziękować wszystkim, którzy głosują na te partie. Chcę podziękować SA [Stavanger Aftonbladet] za ujawnienie prawdy”.
Eilif C.:„Podziękowania dla Jone Østebø z SA [Stavanger Aftonbladet]. Tak jak tutaj jest artykuł, który jest nietypowy dla gazety. Miejmy nadzieję, że gazeta w przyszłości będzie częściej nazywać rzeczy po imieniu, także w kontrowersyjnych sprawach dotyczących nowych rodaków [slangowe określenie „obcokrajowców”]. …
To nie jest problem taksówkarza, ale problem z rozwojem równoległych społeczeństw w Norwegii. … Obce kultury wzbogaciły Norwegię na wiele sposobów i powinny to robić nadal, [ale] nie ma usprawiedliwienia dla nowych Norwegów, którzy nie mogą tego zrobić!”
Odd F.: „Stavanger staje się niebezpiecznym miastem z rosnącą przestępczością, a to z powodu dużej imigracji różnego rodzaju”.
Lars S.: „Dlaczego Aftenbladet nie napisał o tym PRZED wyborami, skoro znane były fakty? Czy ma to związek z tym, że redaktor naczelny opowiadał się za czerwono-zielonym rządem i nie chciał, aby na jaw wychodziły nieprzyjemne fakty, które mogłyby wpłynąć na krajobraz polityczny?”
Jonas A.:„Szwedzka gazeta nigdy nie opublikowałaby tego artykułu. 2 dziewczyny w Göteborgu zostały zaatakowane i zgwałcone przez 4 [somalijskich] Afrykanów. W „Aftonbladet” mówiono, że gwałcicielami byli Szwedzi. Z pewnością mieli szwedzkie obywatelstwo…”
Tor H.:„Również w Szwecji istnieje wielka nadreprezentacja niezachodnich imigrantów w przypadku gwałtów.”
Tore K.:„Nareszcie jeden odważny dziennikarz z Aftenbladet….. Liczby gwałtów podawane przez policję w Oslo są następujące, więc wygląda na to, że ten dziennikarz absolutnie wie, o czym pisze. W nawiasach podano liczbę gwałtów. O ile mi wiadomo, większość z tych krajów to muzułmanie: „Somalia (18), Irak (13), Pakistan (9), Maroko (7), Afganistan i Turcja (6), Gambia i Egipt (4)”. [Uwaga: ten komentarz jest sposobem, w jaki ISGP dowiedziało się o dość niejasnym raporcie policyjnym z 2008 roku Voldtekt i Oslo 2007]” Bjørn N.: „
Kiedy 17 na 18 gwałtów w tym mieście i 47 na 47 w Oslo jest popełnianych przez osoby spoza Zachodu, jak to jest w POZOSTAŁEJ części Norwegii? …
Dlaczego tylko jedna konkretna religia dominuje w tych straszliwych nadużyciach? NIGDY nie słyszy się o buddystach, żydach, hinduistach itp., którzy rozważaliby wykorzystanie norweskich kobiet jako przedmiotów jednorazowego użytku. To, że religia daje [mężczyznom] „prawo do gwałtu”, wykracza poza norweskie wartości i jest trudne do zrozumienia. …
Ci, którzy są u władzy, muszą zająć się tym poważnym problemem i zapewnić surowe kary dla winnych oraz zapewnić bezpieczeństwo naszym córkom, matkom, współobywatelom itp.
Ragnar S.:„Ci, którzy obezwładniali i gwałcili kobiety na ulicy, czuli, że mają do tego pełne prawo. Zauważyli pijaną kobietę bez towarzysza. W tym momencie jest uważana za wolną w niektórych środowiskach muzułmańskich. Ich zdaniem, ci mężczyźni mają pojęcie, że kobiety nie mają żadnych praw jako świadkowie w sprawie karnej” – powiedział Thorsen.
Thorsen, cytowany w Dagbladet, jest policjantem Tor Erik Riska Thorsen w okręgu policyjnym Rogaland. Jest specjalistą w zakresie przestępstw związanych z napaścią na tle seksualnym. Uważa on, że wyjaśnienie, dlaczego mężczyźni spoza Zachodu są nadreprezentowani w statystykach, jest proste: „Problematyczne poglądy na temat kobiet i mała otwartość na temat seksualności”.
Jarle N.: „Nikt czytający ten artykuł nie był zaskoczony tymi statystykami? … Tego typu przestępstwa (gwałt) popełniają głównie „niezachodni imigranci”. Dzieje się tak zarówno w Norwegii, jak i w innych krajach europejskich, które nazywamy zachodnimi. Większość ludzi była tego świadoma przez wszystkie lata, z wyjątkiem niektórych polityków, którzy nie mają odwagi się do tego przyznać, a także rzeczników tych (tak długo, jak) mniejszościowych grup.
Egil T.: „Dziękuję AP i innym lewicowym politykom za wielokulturowe „wzbogacenie”. „Wzbogacenie”, które z czasem może zniszczyć norweskie standardy moralne i etyczne”.
Christian F.: „Ślepy idiotyzm polityków. Trzeba odważyć się nazwać rzeczy po imieniu. [Nie mogę przetłumaczyć, ale mówi o powszechnych oszustwach związanych z ubezpieczeniami społecznymi wśród imigrantów z Trzeciego Świata]…”
Håvard F.: „Boję się wypuścić moje córki z miasta, nawet jeśli zachowają środki ostrożności. Tak to już będzie… Ale to, czego naprawdę się boję, to to, że to się utrzyma i stworzy podwaliny pod ekstremalne środowisko, które nie wytrzyma światła dziennego. … Wydaje się, że politycy i policja nie dostrzegają, co tworzy ta „wielka” polityka integracyjna i to „wielkie” wzbogacenie kulturowe.
Frank B.: „Jest tylko gorzej. … Przestań przyjmować tak wielu! Musi być bardziej rygorystyczny w stosunku do brudu, który się wślizguje!”
Espen F.-N.: „Osoby skazane za gwałt powinny mieć opublikowane swoje nazwisko i zdjęcie oraz zostać skazane na surową karę. W Wielkiej Brytanii nazwiska i zdjęcia skazanych przestępców są często publikowane, więc nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy tego zrobić również w Norwegii. Niech to będzie częścią kary”.
Per E.: „Dość tego. … Rabia Yildiz mówi w gazecie, że to okropne. Po pierwsze, wątpi w liczby, więc może zaprzeczyć, że kultura i religia nie mają nic wspólnego z nadużyciami. 17 na 18 to muzułmanie, to chyba tylko zbieg okoliczności? Jeśli będziemy siedzieć spokojnie i nadal będziemy się temu przyglądać, to będziemy współsprawcami”.
Jens K.: „Często słyszę „nowych rodaków”, którzy [również] nie lubią innych „nowych rodaków” jak ognia. A „rasizm” wydaje się dziś dotyczyć narodowości i religii, a nie koloru skóry i rasy. Patrząc na statystyki, łatwo zauważyć, że mieszkańcy niektórych krajów wyróżniają się… My, etniczni Norwegowie, musimy „szanować” wszystkie religie i narody, nawet jeśli kobieta umiera…
Kenneth H.: „Obudź się!! Teraz!! Na ile powinniśmy pozwolić, aby którykolwiek z naszych polityków przyznał, że polityka azylowa i integracyjna w tym kraju jest całkowicie błędna!!”
Torgrim V.: „Dzień dobry! Ktoś wciąż zastanawia się, skąd bierze się strach przed obcymi, rasizm i opór wobec imigracji? … Jeśli weźmiemy 100 osób ubiegających się o azyl, a 99 z nich będzie się dobrze zachowywać, to i tak będzie to zbyt kosztowne, aby pozwolić na to, by ostatni z nich tak postępował… Lubię widzieć, kiedy pomagamy 99 „dobrym”, czy naprawdę tego potrzebują, czy mają udokumentowane pochodzenie i czy wykazują inspirację do integracji zarówno w życiu rekreacyjnym, jak i zawodowym. Język i kultura”.
Johnny H.: „Policja może zrobić tylko jedną rzecz z tymi przestępcami. Ukarać ich i wypędzić z Norwegii na zawsze. Nie ma znaczenia, czy są to osoby ubiegające się o azyl, czy mieszkają w kraju od jakiegoś czasu. Jeśli stali się obywatelami Norwegii, pozbawiają obywatelstwa na zawsze i są umieszczani w pierwszym locie powrotnym do kraju pochodzenia. Wielu muzułmańskich mężczyzn ma dziwny i protekcjonalny pogląd na kobiety z Zachodu. Nie potrzebujemy ich w tym kraju. Dlatego teraz oczekuję, że rząd zrobi to, co obiecał, i mocno zaostrzy politykę azylową, zwłaszcza z krajów niezachodnich”.
Tore K.:„Przyjechali tutaj, im lub ich rodzicom pomogli rozpocząć nowe życie, dostali dom, otrzymali bezpieczne schronienie. W odpowiedzi gwałcą młode Norweżki.
Narodowość i pochodzenie powinny być również upubliczniane, aby zapobiec podejrzliwości młodych mężczyzn z narodowości, które zachowują się właściwie. Pomyślmy na przykład o imigrantach z Australii, Azji [uwaga: prawdziwi Azjaci, a nie Afgańczycy i Pakistańczycy], którzy nie pojawiają się w tych statystykach.
Jeszcze bardziej szokująca jest rola naszych polityków w tym procesie. Przemoc i nękanie ze strony tych grup imigrantów są znane w kraju od wielu latW Europie, które weszły dalej niż my w świat wielokulturowy. Przeczytaj na przykład książki Hege Storhaug. … [Przywódcy] tych [lewicowych] partii należą do naszych najbardziej oświeconych ludzi. Ale wiedzą też, że około 80% imigrantów spoza Zachodu głosuje na socjalistów i lewicowców. Wszystko staje się kwestią władzy politycznej, aby utrzymać się przy władzy dla osobistych korzyści. A w tej grze to obecnie nasze kobiety stały się największymi przegranymi.
Jan Erik H.: „W Norwegii gwałcone są kobiety, które nie są muzułmankami, ale norweskimi dziewczętami. W kontekście islamu należy pamiętać, że sprawa o gwałt może być osądzona tylko wtedy, gdy co najmniej czterech dorosłych mężczyzn jest świadkami gwałtu. Wypowiedź kobiety usprawiedliwia połowę wypowiedzi jednego mężczyzny zgodnie z prawem islamskim. A jeśli kobieta nie jest w stanie zmobilizować niezbędnych świadków, to czy kobieta (ofiara) jest karana przez prawo islamskie – bezpośrednio objawione Mahometowi? …
Przemoc jest również problematyczna w krajach muzułmańskich, które często karzą ofiarę gwałtu. Europejski raport na temat Iranu pokazuje, że zgwałcona kobieta jest skazana na śmierć! [Przez chwilę kontynuuje wyjaśnienia]…”
Kjetil Ø.: „Problem polega na tym, że w ciągu ostatnich 30 lat region nordycki został „brutalnie zdeptany” przez przestępczy aspekt nadwyżki młodzieży spoza Zachodu, który ostatnio nasilił się wraz z publiczną polityką „wabić i spać” z hojnymi ofertami opieki społecznej na łączenie rodzin i mieszkania „bez Q”.
Bjørn H.: „To niewiarygodne, że mężczyzna skazany za „bardzo” brutalny gwałt w 2005 roku może ponownie stanąć przed sądem w maju 2009 roku.
Christine U.:„Myślę, że w konsekwencji gwałtów, które miały miejsce, kobiety powinny założyć własną taksówkę. … [Albo] powinien to być rodzaj taksówki, w której zagwarantowane jest, że ma norweskiego kierowcę (oczywiście niekoniecznie białego, ale urodzonego w Norwegii lub adoptowanego), kobietę. Powinna to być opcja dla wszystkich kobiet w Stavanger, które teraz boją się jeździć taksówką. Ktoś może powiedzieć, że to rasistowskie, ale to tylko konsekwencja wydarzeń, którymi należy się zająć”. [16]
Cover up by the media and politicians
Needless to say, these reports of the Stavanger and Oslo police in particular started to make elites really nervous. Amnesty International, Norway’s „Anti-Racism Center”, politicians and various big media outlets were all starting to do their own „analyses” of the data. [17] Debates were stirred up with non-arguments as:
not all immigrants are rapists;
only about 15% of all rapes are assault rapes;
the vast majority of assault rapists are never caught;
a few Norwegians have been mentioned among the assault rapists;
the national average of non-Western immigrant rape is lower than Oslo’s;
over 60% of all rapists are Norwegians!
All of it simply comes down to trying to seed doubt in people’s minds. Point 1 is pointless, because it has nothing to do with statistics. Point 2 is pointless, because non-Western rapists are vastly overrepresented in all forms rape – already obvious by just looking at the total numbers. Point 3 is pointless, unless one chooses to ignore statements of the victim-witness about skin color and language issues. Point 4 is pointless, because, once again, it has nothing to do with statistical analysis. Point 5 is pointless, because regions without immigrants have virtually no immigrant crime; And point 6 is pointless, because in this case publications are focusing on official nationality, not on ethnicity. Do that and 65 to 80% of all rapists turn out to be non-Western.
Another argument I’ve run into is that children have begun to drink a lot more alcohol and that up to 95% of girls raped, also drank alcohol. [18] That’s all nice and well, but without any inclusion of ethnic data, such a discussion is still pointless.
The „debunkings” actually start to become hilarious after a while. One apologist made a big fuss about generally alt-right claims that „all” assault rapes in Oslo were committed by immigrants [19], before explaining in a very serious manner that „the claim that all assault violence in Oslo was committed by immigrants was only correct if more than 80 percent of the reported cases were picked.” [20] What are we talking about here? Of course, the same article also tried to argue that these rape and crime numbers are primarily due to socio-economic factors. All lies. Put 10,000 native white families on welfare and then 10,000 Muslims and African blacks, and the difference will be more than striking. Give the latter more money and it’s unlikely to change much. Then, of course, there’s the very real issue of racial IQ.
Predictably, these days the Oslo police has stopped publishing not just the nationalities of rape perpetrators in its annual reports, but now also stopped reporting numbers on assault rapes altogether. It has even stopped informing the media of the latest rape assault incidents in the capital. In other words, if your daughter gets dragged into the bushes and raped, the police will keep quiet about the incident. And if word gets out, it undoubtedly will not provide ethnicities anymore. The reason for this change in policy? „Because … this is not entertainment [and because it] creates so much fear and diverts attention from other rapes that make up the biggest volume.” [21] Yes, the alt-right does have a tendency to exaggerate, but numbers are numbers and the fact remains that random violent street rape is the most terrorizing of all rape crime because it can happen to anybody anywhere. Corrupt government officials and the liberal superclass benefit from this policy; not the people. It represents a cover up.
A lot of Norwegians seem to make jokes about Sweden’s immigration policy and the censorship of its media and even the police services, but their country is moving in the exact same direction. The same, by the way, goes for another Nordic country, Finland, where the police in October 2015 received a directive from the government to stop all reporting on crime by asylum seekers. Why? To prevent „the radicalization of the mainstream population or asylum seekers, the spread of racism … the erosion of public order and security … and [to prevent from spreading] possible negative opinions on asylum seekers [by] police personnel to their increasing workload…” [22] In other words, governments internationally are telling their people to shut up, so they can continue their criminal immigration policies.
Without a doubt Norway is spending more and more money to keep the increasing crime waves under control. Imagine how bad the situation would be if no additional measures would have been taken since the 1990s? Or if we wouldn’t have access to cheap high definition security cameras and DNA sampling? It would be total anarchy.
Conclusions
Clearly problems in Norway with Third World immigrants started at least two decades before the modern „Muslim Rape Crisis” that began with reports about New Year’s Eve 2015-2016 in Cologne, as well as Oslo. Everybody saw these problems coming, but the establishment media and politicians closed their eyes to it. With that, maybe they should all be held accountable for the countless traumatized female victims living in Norway today as a result of this irresponsible immigration policy.
Appendix A: Swimming pool issues
Little can be found on past problems at Norway’s swimming pools, although this doesn’t mean these problems did not exist. Certainly in more recent years, with the modern wave of Muslims and Africans arriving in Norway, problems have been reported at swimming pools. A number of examples:
July 2015: Little girls attacked by asylum seekers in a water park. The father is accused of being a racist when he opens his mouth about it. [23]
Might be updated in future.
Resources
Anti-immigration news outlets in Norway that have proved very useful:
June 2011 (updated version of September 12, 2011), Statistisk Sentralbyrå, 'Kriminalitet og straff blant innvandrere og øvrig befolkning’, pp. 24-26.
[2]
September 5, 2001, Aftenposted, 'Oslo rape statistics shock’. aftenposten.no/english/local/article190268.ece (accessed: April 5, 2005).
[3]
March 17, 2016, Frieord.no, 'Oslo-politiet innrømmer mørklegging av voldtekter utført av innvandrere’.
[4]
April 15, 2009, NRK.no, 'Overfallsvoldtekter begås av ikke-vestlige innvandrere’. nrk.no/norge/voldtektsmenn-er-ikke-vestlige-1.6567955 (accessed: August 31, 2017).
[5]
January 13, 2010, tv2.no, 'Rekordmange overfallsvoldtekter i Oslo’.
[6]
*) January 13, 2010, NRK.no, 'Rekordmange overfallsvoldtekter’. *) January 13, 2010, Aftenposten, 'Rekordmange overfallsvoldtekter i Oslo’.
[7]
May 2011, Oslo police, 'Voldtekt i den globale byen (Rape in the Global City’), p. 53. (PDF)
[8]
June 2012, Oslo police, 'Voldtekt i den globale byen 2011′ (Rape in the Global City 2011′) p. 66. (PDF)
[9]
August 15, 2014, Frieord.no, 'Chikezie Okafor og Okechukwu Okolie dømt for gruppevoldtekt i Oslo’.
[10]
December 4, 2015, Frieord.no, 'Afghaner (17) og tanzanianer (16) voldtok ung jente under kioskran i Oslo’.
[11]
6 grudnia 2016 r., TheLocal.no, „Mężczyzna oskarżony o gwałt na trzech kobietach z Oslo”.
[12]
4 kwietnia 2011 r., newsinenglish.no, „Policja ostrzega przed gwałcicielami w Oslo”.
[13]
15 maja 2016 r., Norway News, „Epidemia gwałtów na osobnikach ubiegających się o azyl w Norwegii nadal się rozprzestrzenia”.
[14]
February 2016, tv2.no, 'TV 2 Har Kartlagt alle dømte seksualforbryterne i 2015: 398 dømt i 2015 – se hvem de er’.
[15]
November 12, 2009, Stavanger Aftenbladet, '1 av 18 har etnisk norsk bakgrunn: Menn med ikke-vestlig bakgrunn er overrepresentert i antallet overfallsvoldtekter og -forsøk i Stavanger’.
[16]
aftenbladet.no/lokalt/stavanger/1110921/ 1_av_18_har_etnisk_norsk_bakgrunn_.html (dostęp: 16 listopada 2009).
[17]
2 maja 2012 r., Utrop, „Myten om ikke-vestlige voldtektsmenn sprekker” („Mit niezachodnich gwałcicieli pęka”).
[18]
21 listopada 2005 r., NRK.no, „Flere unge jenter blir voldtatt”.
[19]
1 czerwca 2011 r., Herald Sun (Australia), „Wszystkie zgłoszone gwałty w Oslo przez obcokrajowców: policja”.
[20]
November 20, 2013, tjomlid.com, 'Overfallsvoldtekter og innvandring – en faktasjekk’.
[21]
March 17, 2016, Frieord.no, 'Oslo-politiet innrømmer mørklegging av voldtekter utført av innvandrere’.
[22]
21 października 2015 r., Iltalehti.fi, „Uusi ohjeistus hämmentää: Poliisi salaa rikoksista epäiltyjen turvapaikanhakijoiden taustan”.
[23]
20 lipca 2015 r., Frieord.no, „Småjenter antastet av asylsøkere på badeland – faren ble kalt rasist da han sa fra”.
Przepisuję „ na żywca” wyniki sondażu przeprowadzonego podobno przez United Surveys dla Wirtualnej Polski. Dlatego całość umieszczam w podwójnym cudzysłowie. Dystansuję się w ten sposób od informacji, na której powstanie nie mam żadnego wpływu. Mogę tylko w nią wierzyć albo nie. „„Zapytano ankietowanych, jak oceniają początek rządów Donalda Tuska. Większość respondentów (54,5 proc.) wystawiło mu ocenę pozytywną. 24,2 proc. badanych oceniło nowy rząd „zdecydowanie pozytywnie”, 30,3 proc. „raczej pozytywnie”. Innego zdania jest 40,3 proc. badanych. 31,4 proc. oceniło rząd Tuska „zdecydowanie negatywnie”, 8,9 proc. natomiast „raczej negatywnie”. 5,2 proc. ankietowanych nie ma zdania na ten temat. Najwięcej osób zadowolonych (81 proc.) z działań nowego rządu, co nie dziwi, jest wśród wyborców koalicji rządzącej. W tej grupie jedynie 15 proc. respondentów wydało negatywną ocenę. 4 proc. nie ma zdania na ten temat. Wyborcy obecnej opozycji (PiS i Konfederacja ) natomiast w zdecydowanej większości (94 proc.) negatywnie ocenili początek rządów Donalda Tuska. W tej grupie jedynie 4 proc. ankietowanych oceniło jego rząd pozytywnie. Tylko 1 proc. badanych nie ma zdania. Wśród pozostałych wyborców oceny są bardziej podzielone. 41 proc. badanych w tej grupie oceniło rząd Tuska
pozytywnie, natomiast 49 proc. negatywnie. 10 proc. nie ma zdania””. Pamiętamy, że jak powiedział Mark Twain: „ Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki”. Kłamstwo statystyki wynika przede wszystkim z błędów metodycznych. Z niewłaściwego wyboru próby, niewłaściwej liczebności próby, źle sformułowanych pytań, niewłaściwego uśredniania. Dowcipną ilustracją niewłaściwego uśredniania jest następujące stwierdzenie- jeżeli wsadzimy jedną nogę do wiaderka zawierającego wodę z lodem a drugą do wrzątku średnia temperatura nóg wyniesie 50 C. ( w wersji hard – temperatura przyrodzenia wynosi 50 C). Życiowym przykładem kłamstwa statystyki jest autentyczny przypadek zamordowania w rodzinie zastępczej zawodowej w Pucku dwojga z czwórki dzieci odebranych niezamożnej matce. Pani socjolog, specjalistka od tak zwanej „pieczy zastępczej” w rozmowie z dziennikarką powiedziała, że takie przypadki to statystycznie poniżej jednej setnej promila czyli jeden przypadek na sto tysięcy. Przytomna dziennikarka zdobyła się na ripostę. Dwoje z czworga to chyba 50%, a nie jedna setna promila. Faktycznie matka straciła połowę swoich dzieci natomiast w skali kraju być może pani socjolog miała rację. Nie jestem w stanie tego sprawdzić. Bardzo często popełnianym błędem jest tak zwany „ błąd ochotnika”. Badania na temat przemocy w rodzinie przeprowadza się najczęściej wśród osób dotkniętych tą przemocą, a na temat uzależnień wśród anonimowych alkoholików czy narkomanów. Wyobraźmy sobie, że dla zbadania preferencji politycznych społeczeństwa polskiego przeprowadzamy ankietę wśród znajomych z pracy. Na
przykład w środowisku uniwersyteckim. W środowisku tym obowiązuje zapewne niepisany paradygmat polityczny, między innymi nie lubi się PiS. Nikt się nie będzie „wychylał” ze swoimi prawdziwymi poglądami. Pytanie pracowników naukowych o politykę ma dokładnie taki sam sens jak pytanie przestępców seksualnych o normy obyczajowe. Badania te będą obciążone błędem ochotnika. Świetnym przykładem błędów wynikających z doboru ochotników do badań są badania na temat LSD, które przeprowadzili dwaj psychologowie amerykańscy Timothy Leary i Richard Alpert. Wstępnie wyniki badań potwierdziły ich przewidywania. Stwierdzili między innymi zmniejszenie przypadków recydywy po opuszczeniu więzienia przez osoby poddane działaniu LSD. Okazało się jednak, że czynnikiem powodującym zmniejszenie recydywy nie było LSD, lecz cechy osobowościowe więźniów wybranych do badań. Byli to najczęściej ludzie, którzy za wszelką cenę chcieli uniknąć więzienia, którym zgłoszenie się do badań dawało szansę na uzyskanie pewnych przywilejów. Jak wiadomo Błąd ochotnika popełniał również Kinsey, który przeprowadzał swe badania nad preferencjami seksualnymi przepytując przestępców osadzonych w więzieniach za przestępstwa seksualne. Za paczkę papierosów z prawdziwą przyjemnością opowiadali mu wszystko to to co chciał usłyszeć. Szersze badania ankietowe przeprowadzone przez jego grupę (Kinsey, Pomeroy i Martin, 1948; Kinsey, Pomeroy, Martin i Gebhard, 1953) na ochotnikach dotyczyły zachowań seksualnych mężczyzn i kobiet i objęły, odpowiednio, 8 tys. i 12 tys. przedstawicieli obu płci. Z wcześniej przeprowadzonych przez Abrahama H. Maslowa (1942) badań nad związkiem zachowań seksualnych kobiet z poczuciem ich własnej
wartości wynikało, że osoby o wysokim poziomie tej zmiennej cechowała jednocześnie tendencja do podejmowania ryzykownych ( jak na owe czasy) zachowań seksualnych Późniejsze badania (Maslow i Sakoda, 1952), które objęły część próby Kinseya wykazały, że oparcie badań nad wzorcami zachowań seksualnych na ochotnikach dało w efekcie wyniki obciążone – nastąpiło przeszacowanie wartości badanej zmiennej. Nie piszę tutaj o częstym przypadku ordynarnego fałszowania wyników badań to znaczy podawania wyssanych z palca rzekomych wyników ankiet w celu sterowania na przykład preferencjami wyborczymi. Wiadomo, że ludzie mają skłonność do dołączania w swych wyborach do zwycięzców. Dlatego zawyżanie poparcia dla jakiegoś ugrupowania ma realny wpływ na wynik wyborów. Podobnie postępują ośrodki badania opinii publicznej badające wpływ reklam na wyniki sprzedaży. Firmy tworzące czy emitujące reklamy zamawiają sobie tendencyjne wyniki w nieuczciwych firmach badających opinię publiczną. Przyjmijmy, że cytowane na wstępie badania nie są ordynarnie sfałszowane, zostały przeprowadzone prawidłowo i podawane do wiadomości publicznej w dobrych intencjach. Jedynym komentarzem, który mi się nasuwa jest parafraza ostatniej zwrotki wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pod tytułem „ Skumbrie w tomacie”. Chcieliście (takiej) Polski, no to ją macie! Skumbrie w tomacie, pstrąg.
Tytułowe przedrzeźniacze, to rodzina ptaków z rzędu wróblowatych, których cechą charakterystyczną jest zdolność do naśladowania odgłosów innych ptaków oraz różnych dźwięków. Nazwą tego gatunku CIA określiła rozpoczęte w latach 50. tajne przedsięwzięcie, które miało na celu pozyskiwanie dziennikarzy w celu wywierania wpływu na media oraz opinię publiczną, zarówno w USA, jak i na całym świecie. Poświęcając zasady etyki i demokracji, którymi epatowali politycy, rządowa agencja, w ramach operacji „Mockingbird” kontrolowała narrację w większości mediów, zarówno w prasie, jak i rodzącej się wówczas telewizji. Oficjalnie, chodzić miało o walkę z ówczesnym wrogiem Ameryki, jakim w czasach zimnej wojny, był ZSRR i płynąca zza żelaznej kurtyny propaganda.
W rzeczywistości, nie chodziło o zimnowojenny epizod i ścieranie się wpływów wywiadowczych w dążeniu do równowagi sił, a o możliwość oddziaływania na świadomość odbiorców amerykańskiego przekazu. Rzecz całą ujawnił słynny reporter Carl Bernstein, w r. 1977, na łamach Rolling Stone, w artykule „CIA i media”. Pisał w nim, że operacja miała na celu finansowanie licznych zagranicznych serwisów prasowych, czasopism i gazet, nie tylko angielskojęzycznych, ponieważ zapewniały one doskonałą przykrywkę dla agentów wywiadu. Amerykanie dowiedzieli się wtedy, że na liście płac CIA znajdowało się wielu dziennikarzy, w tym laureaci nagrody Pulitzera, a w ich pozyskiwaniu nie powstrzymywano się od zastraszania i szantażu. W większości przypadków jednak, wykorzystywano naturalne ludzkie słabości i wystarczało, że agencja podczas rekrutacji proponowała dziennikarzom dostęp do ekskluzywnych treści, czy wyłączność na dany temat, co gwarantowało szybką karierę, a co za tym szło, popularność i dostatnie życie. Nie ograniczano się do współpracy z ludźmi pióra, czy kamery, ale zacieśniano relacje z kierownictwem mediów, wpływając przez to na odgórną politykę redakcji. W ten sposób agencja miała też sposobność blokowania wiadomości, które mogłyby być szkodliwe dla interesów amerykańskich.
W r. 2007 odtajniono 700 stron dokumentów dotyczących zaangażowania CIA w skandale i operacje z lat 70., które opatrzono nazwą „The Family Jewels” (rodzinne klejnoty). Do operacji „Mockingbird” odniesiono się w nich tylko jeden raz, ujawniając stosowanie przez kilka miesięcy podsłuchów u dwóch dziennikarzy. Przyznano, że miało to miejsce w okresie od 12 marca do 15 czerwca 1963 r., a w wyniku tej działalności zdobyto dowody na pozyskiwanie przez nich informacji od kilkunastu senatorów, członków Kongresu, pracowników rządowych, w tym tych usytuowanych w Białym Domu, biurze wiceprezydenta i zastępcy prokuratora generalnego. Nie podano daty zakończenia tego procederu. Potwierdza to oczywiście podejrzenie, że agencja nie zaprzestała aktywności na tym polu i nadal chroni swe aktywa.
Należy pamiętać o tym, że w połowie ubiegłego wieku media stały się rzeczywistą czwartą siłą w państwie, a popularyzacja telewizji, wprowadziła tę siłę do salonów milionów odbiorców. Świetnie to podsumował w niedawnym felietonie prof. Adam Wielomski, który pisząc o wpływie środków masowego przekazu na odbiorców, stwierdził, że „nikt już dziś chyba nie wierzy – a była to złudna wiara bardzo popularna w XIX wieku – że zadaniem mediów jest rzetelne informowanie opinii publicznej o tym, co dzieje się w kraju i na świecie. Już w XIX stuleciu zdawano sobie sprawę, że media nie informują, lecz kreują informacje, manipulują nimi i urabiają opinię publiczną zgodnie z wolą swoich właścicieli lub podążając za nastrojami mas w celu podwyższenia sprzedawalności. Wraz z pojawieniem się radia i telewizji proces ten przekroczył pozór informowania. (…) Kontrola nad telewizją to nie tylko kwestia programów informacyjnych, których upolitycznienie jest aż nazbyt skrajnie widoczne. To przede wszystkim możliwość ustawicznego przemycania własnych treści światopoglądowych i ideologicznych”.
Pomysłodawcą operacji „Mockingbird” był Dyrektor Centrali Wywiadu i pierwszy cywilny szef CIA – Allen Dulles, którego życiorys mógłby stać się scenariuszem dla kilkudziesięciu filmów sensacyjnych, czy politycznych thrillerów. Jednak osobą odpowiedzialną za jej wdrożenie i nadanie właściwego dla agencji biegu, był główny taktyk Firmy (jak ją między sobą nazywali jej pracownicy) – Frank Wisner, który, podobnie, jak jego szef, rozpoczynał karierę jeszcze w Biurze Służb Strategicznych (OSS), a następnie współtworzył CIA. To on, budując z mediów potężny instrument wpływu, pozyskał czołowe nazwiska z amerykańskiego świecznika informacyjnego, w którym główne pozycje zajmowały The New York Times, Time Magazine, czy The Washington Post. W odróżnieniu od swego zwierzchnika, który zmarł w sposób naturalny, Wisner w wieku 56 lat, popełnił samobójstwo.
O tym, że „przedrzeźniacze” funkcjonują nadal, nikogo nie trzeba przekonywać. Po śmierci swych mocodawców, przez wszystkie kolejne lata tuszowali rządowe afery, fałszowali tło przewrotów, kolorowych rewolucji i zabójstw politycznych. Doświadczenie w manipulowaniu odbiorcą globalnym zdobywali podczas kampanii wyborczych, konfliktów zbrojnych, relacjonowania aktów terroru. Często byli ich współtwórcami. Do źródeł mogących mieć szczególne znaczenie dawano dostęp najbardziej zaufanym, choć czasem nawet oni nie mieli prawa relacjonowania zdarzeń. Tak było choćby w przypadku zamachów z 11 września 2001 roku, kiedy na miejsce zbrodni dopuszczono tylko reporterów wojskowych, a i to z szeregów Marynarki Wojennej, której rola w historii USA jest uprzywilejowana. Wspominałem o tym opisując rzekome uderzenie samolotu pasażerskiego w budynek Pentagonu, w książce „Projekt Phoenix”.
„Na trawie, która nie została nawet pognieciona, leżał jeden element, przypominający wyglądem część samolotu B 757, linii American Airlines. Był to kawał blachy. Spełniał dwojaką rolę. Pochodził z poszycia B 757, a jednocześnie część ocalałego malowania wskazywała na przynależność do American Airlines. Czy jednak taki dowód można przyjąć bez zastrzeżeń? Jest coś, co sugeruje, że tę część po prostu tam podrzucono. Tego dnia, wiał niewielki wiatr z północnego zachodu. Blacha leżała natomiast ponad 30 metrów na północ (!) od miejsca eksplozji. Można oczywiście założyć, że rzuciła ją tam siła wybuchu. Ale dlaczego tylko ją? Cała reszta leżała przy samym budynku. Masa szczątków drobnych i znacznie lżejszych. Ten największy znalazł się najdalej od Pentagonu. W miejscu doskonale widocznym dla przypadkowych widzów. Jako jedyny, znalazł się na okładkach wszystkich gazet. Pierwszy sfotografował go Mark D. Faram, fotograf wojskowy, który opowiadał później, że dostrzegł ten kawał blachy wkrótce po swoim przybyciu na miejsce zdarzenia, jakieś 10 minut po eksplozji. Fotografię powielili inni. Szybko znalazła się na okładce Newsweek’a i innych pism. Kawałek blachy spełnił swoje zadanie”.
Rola dziennikarzy w kreowaniu otaczającej nas rzeczywistości, jest nie do przecenienia. Dostrzegamy to wyraźnie także na naszym podwórku, gdzie dominuje przekaz tabloidowy, koncentrujący uwagę widzów i czytelników na kwestiach trzeciorzędnych, zasypując informacyjnymi śmieciami zagadnienia dla nas żywotne. Wolne, nieskrępowane media, stanowią o rzeczywistej sile państwa, stanowią fundament demokracji, oczywiście pojmowanej zgodnie z jej definicją. Ograniczanie przepływu informacji, kreowanie ich na doraźne potrzeby aktualnie rządzących, wcześniej czy później prowadzi do utraty zaufania dla takiej formy przekazu, co unaoczniły i nam efekty działalności przedrzeźniaczy w Polsce.
Zamek Królewski po pożarze 17 września 1939 r. Zamek został trafiony niemieckimi bombami, podobnie jak sąsiadująca katedra św. Jana. FOT. MATERIAŁY PRASOWE
Niemiecka okupacja zrujnowała polską gospodarkę i nasz system bankowy – mówi prof. Mirosław Kłusek w rozmowie z „Naszą Historią”.
„Nasza Historia”: Panie profesorze, jak Niemcy w czasie okupacji wykorzystali polski system bankowy do finansowania swoich celów?Prof. Mirosław Kłusek: Na ziemiach wcielonych do III Rzeszy polski system bankowy został całkowicie zlikwidowany, cały jego majątek przeszedł na własność Rzeszy. Likwidacją bankowości polskiej zajmował się Główny Urząd Powierniczy Wschód (Haupttreuhandstelle Ost). On przejmował skradzione przez Niemców środki bankowe i majątek. Następnie pieniądze trafiały na konto Banku Rzeszy i do Ministerstwa Finansów Rzeszy. Ten resort bezpośrednio finansował prowadzenie wojny.Jak to wyglądało na terenach tzw. Generalnego Gubernatorstwa?Gospodarka nie może funkcjonować bez systemu bankowego, ponieważ jest on jej krwiobiegiem. Na ziemiach polskich, które nie zostały wcielone do III Rzeszy, Niemcy pozwolili działać jedynie instytucjom kredytowym i bankom, które finansowały ich cele gospodarcze i wojskowe. Zezwolili na kontynuowanie działalności przez Państwowy Bank Rolny, Bank Gospodarstwa Krajowego i Bank Handlowy. Większość pozostałych banków i instytucji kredytowych pozbawiano możliwości funkcjonowania. W bankach Niemcy wprowadzili zaufanych powierników – Treuhänderów – nadzorujących ich działalność. Państwowy Bank Rolny finansował skup kontyngentów żywnościowych dla Wehrmachtu, policji i SS oraz ludności niemieckiej na okupowanych terenach. Bank Gospodarstwa Krajowego finansował niemiecki przemysł zbrojeniowy.
Ile wynoszą straty poniesione przez polski system bankowy w wyniku okupacji niemieckiej?
Szacuję je na około 5 mld przedwojennych złotych. Po zwaloryzowaniu na współczesną kwotę będzie to 80-100 mld zł. Ale w tej kwocie nie są uwzględnione straty wynikające z działalności Banku Emisyjnego w Generalnym Gubernatorstwie. Szacuję je na około 160 współczesnych miliardów złotych.
Mało znany jest fakt, że Niemcy zmusili Polaków do finansowania ich machiny wojennej. Może pan szerzej o tym opowiedzieć?
Władze Generalnego Gubernatorstwa emitowały obligacje i bilety skarbowe. Do ich zakupu Niemcy zmuszali polskie instytucje bankowe i przedsiębiorstwa.
Podane przez pana kwoty straty polskiej bankowości z czasów okupacji niemieckiej nie uwzględniają depozytów bankowych należących do indywidualnych osób.
Nie, ponieważ jeżeli banki sporządzały sprawozdania za okres okupacji, umieszczały tam wysokość strat w swoich aktywach i majątku. A przecież w bankach znajdowały się również skrytki czy sejfy, w których osoby prywatne przechowywały cenne rzeczy, np. kosztowności, złoto, biżuterię, waluty zagraniczne, papiery wartościowe. Ale to nie było własnością banku, który tylko wynajmował skrytkę. Niemcy po zajęciu Polski w 1939 r. interesowali się tym, co jest w tych skrytkach. Klucze mieli właściciele i banki, które nie były zainteresowane przekazaniem ich Niemcom. Ale to nie było dla okupantów przeszkodą, bo włamywali się do skrytek i je okradali. Interesowało ich zwłaszcza złoto i biżuteria oraz waluty zagraniczne. Złoto trafiało najczęściej do Berlina. Tam przetapiano je w sztabki, a potem w Szwajcarii i w Turcji wymieniano na waluty zagraniczne, które wykorzystywano do zakupu surowców. Biżuterię sprzedawano, podobnie jak zagraniczne papiery wartościowe. Traciły na tym osoby prywatne, natomiast dla banku to nie była strata. Oszacowałem, że straty z tego tytułu wyniosły około miliarda przedwojennych złotych. To równowartość minimum 20 miliardów współczesnych złotych.
Niemiecki rabunek nie ograniczył się do okradania prywatnych skrytek i sejfów.Oczywiście, że nie. Pod koniec wojny, w 1944 i 1945 r. Niemcy wywozili skradzioną z polskich banków walutę zagraniczną, złoto i kosztowności. Rabowali również meble, maszyny liczące i maszyny do pisania z banków. Nie byli zainteresowani sztuczną, stworzoną przez nich walutą okupacyjną, tzw. młynarkami Banku Emisyjnego. Stało się tak, ponieważ nie przedstawiały one większej wartości.Co ze środkami, które odkrył pan na tzw. brytyjskim koncie?W moim odczuciu, graniczącym z pewnością, one są i nadal czekają na odbiór. Są podstawy, by Polska domagała się zwrotu tych pieniędzy. Ich odzyskanie zależy od sprawności polityków.Jak pan trafił na ślad tych pieniędzy?Odkryłem podczas badań, że w 1949 r. w brytyjskiej strefie okupacyjnej na koncie Głównego Urzędu Powierniczego Wschód znaleziono pieniądze pochodzące z likwidacji oddziałów trzech polskich instytucji bankowych: Banku Polskiego, Banku Gospodarstwa Krajowego i Państwowego Banku Rolnego. Suma znajdujących się tam środków wyniosła ok. 180 mln Reichsmarek, to równowartość 360 milionów przedwojennych polskich złotych. Obecnie wartość znajdujących się tam pieniędzy wynosi około 6 mld złotych. Brytyjczycy stwierdzili, że te pieniądze pochodzą z polskich banków. Mieli nawet zamiar zwrócić je Polsce. Ale nic nie wskazuje na to, że tak się stało.
W moim swobodnym przekładzie przedstawiam tekst autorstwa Fiodora Tertnickiego współpracownika naukowego na południowokoreańskim Uniwersytecie Kookmin.
Tekst został opublikowany na stronie Carnegie Politika z datą 23.01.2024 r.
Korea Północna przeszła rewolucję ideologiczną na skalę, jakiej nie widziano w tym kraju od 50 lat. Przemawiając na plenum Komitetu Centralnego Partii, a następnie na Najwyższym Zgromadzeniu Ludowym, sekretarz generalny, marszałek Kim Dzong Un definitywnie pogrzebał ideę zjednoczenia Korei. Ni mniej, ni więcej wezwał do „wykreślenia z narodowej historii samych pojęć „zjednoczenie”, „pojednanie” oraz „zjednoczony naród'” i jednocześnie do „zburzenia Łuku Trzech Zasad Zjednoczenia Ojczyzny”, 30-metrowego pomnika w południowym rejonie stolicy kraju, mieście Pjongjang. https://wyborcza.pl/7,75399,30626372,zniknal-luk-zjednoczenia-symbol-przyszlego-polaczenia-obydwu.html
Deklaracja Kima jest ideologiczną zmianą o prawdziwie tektonicznym wymiarze. Podstawowa zasadą istnienia odrębności KRLD była idea, że podzielona Korea zostanie pewnego dnia zjednoczona. Triada zasad dla zjednoczonej ojczyzny – „pokój, suwerenność i wielka konsolidacja narodowa” – zostały przedstawione jeszcze przez jego ojca Kim Il-sunga (Kim Ir Sen).
Kim Dzong Un postanowił zburzyć łuk postawiony na cześć jego własnego dziadka, odrzucając symbolicznie jeden dotychczasowych głównych wektorów ideologicznych. Coś jakby w latach 70-tych gensek Leonid Breżniew ogłosił, że w ZSRR już dłużej nie będzie się budowało komunizmu.
Niemniej jednak decyzja została podjęta. Niesie ona ze sobą spore ryzyko dla Kima, ale wydaje się niezbędna do osiągnięcia jego długoterminowych celów.
Podział Korei w 1945 r. rozpoczął się jako decyzja czysto taktyczna. ZSRR i Stany Zjednoczone, które walczyły przeciwko Japonii, zgodziły się podzielić półwysep wzdłuż 38 równoleżnika na dwie, mniej więcej, równe strefy okupacyjne, chociaż główne miasto Seul przypadło Amerykanom. Jednak prowizorka, pomyślana wszak rozwiązanie tymczasowe, wykazała nadzwyczajną trwałość: dwie strefy okupacyjne najpierw stworzyły oddzielne administracje, a już w 1948 r., proklamowane zostały odrębne państwa. Mimo to ojcowie założyciele Korei Północnej i Południowej, Kim Il Sung i Rhee Syng-man (Syngman Rhee), wciąż uznawali podział kraju za niefortunny zbieg okoliczności, pokładając nadzieję na zjednoczenie w całość siłą pod swoim przywództwem. Jednak trzyletnia krwawa wojna koreańska (1950-1953) niewiele zmieniła w tej kwestii: nowa linia demarkacyjna, wytyczona wzdłuż linii frontu w lipcu 1953 r., niewiele różniła się w swoim przebiegu od starej linii wyznaczonej według 38 równoleżnika.
Po zawieszeniu działań wojennych Seul i Pjongjang odmawiały przez kolejne dziesięciolecia zaakceptowania podziału kraju, nieufnie oceniając wszelkie posunięcia zmierzające do wzmacniania status quo. Dopiero w 1972 r. skonfliktowane strony koreańskie zgodziły się na podpisanie Wspólnej Deklaracji Północ-Południe, stanowiącej praktycznie pakt o nieagresji. Deklaracja wprowadziła do stosunków między obiema Koreami dwuznaczną koncepcję „pokojowego zjednoczenia”. Zakładano, że w pewnym momencie oba kraje „zgodzą się”, aby stać się jednym krajem. Jednak nie skonkretyzowano, jaką drogą należałoby podążać do osiągnięcia tego ambitnego celu w sytuacji szczelnie chronionej granicy jak też braku stosunków dyplomatycznych.
Po śmierci Kim Il Sunga w 1994 r., jego następcy Kim Dzong Il i Kim Dzong Un byli znacznie mniej przychylnie nastawieni do koncepcji zjednoczonej Korei, niemniej taka wytyczna wciąż obowiązywała w północnokoreańskim katalogu ideologicznym. Dopiero nawiązanie współpracy międzykoreańskiej w 2002 r., oraz jej zakończenie w 2016 r. w dużym stopniu utrwaliło podział Korei w oczach jej mieszkańców. Pojawienie się wspólnych projektów pokazało Koreańczykom z Południa, że możliwe jest współdziałanie z KRLD, podobnie jak ze zwyczajnym innym państwem. Natomiast ich zamknięcie było wskazówką, że taka współpraca jest mało atrakcyjna, zas posiada znaczenie głównie dla image’u politycznego przywódców w obu Koreach. Innymi słowy, idea zjednoczenia Korei powoli obumierała w okresie 70 lat od zakończenia wojny w 1953 r. Choć już sam czas trwania tej atrofii ukazuje, jak bardzo dramatyczny zwrot wykonał Kim Dzon Un.
Idea zjednoczenia zawsze była trudna do dopasowania do czarno-białej północnokoreańskiej ideologii. W niej wszystko było jasne – oto my, na Pólnocy, jesteśmy szczęśliwymi ludźmi, którzy mają szczęście żyć pod przywództwem genialnego wodza narodu. I są wrogowie – amerykańscy imperialiści, japońscy rewanżyści i różni zdrajcy socjalizmu, tacy jak Chruszczow i Gorbaczow. Są również przyjaciele – oczywiście nie są tak sprytni jak my (skoro nie mają tak mądrego przywódcy), którzy na ogół nie są złymi ludźmi. Ale co począć z Koreańczykami z Południa? Z jednej strony są naszymi braćmi, którzy płaczą pod obcasem okupanta, ale jednoczesnie są też naszymi wrogami i marionetkami Amerykanów.
Z powyższego względu idea zjednoczenia musiała łączyć w sobie zarówno militaryzm, jak i pacyfizm. Północnokoreańska telewizja grała zarówno piosenkę „Wodzu, daj tylko rozkaz„, której słowa mówiły o gotowości do natychmiastowego zmiażdżenia wroga, jak i „Tęczę zjednoczenia„, piosenkę o tym, jak ta tęcza rozciąga się od najwyższej góry na północy kraju do najwyższej góry na jego południu.
Koreańczycy z Północy czuli się znacznie bardziej komfortowo z drugą, pokojową wersją idei zjednoczenia. Zazwyczaj mówili o tym własnymi, szczerymi słowami, nie zaś propagandowymi frazesami. Wielu opowiadało o tym, że marzyli o wyjeździe na Południe po dokonanym zjednoczeniu i spotkaniu z tamtejszymi mieszkańcami.
To przyjazne nastawienie do Koreańczyków z Południa stanowiło wielkie zagrożenie dla reżimu północnokoreańskiego, ponieważ rodziło całą serię pytań. Dlaczego ludzie tam, pod obcasem amerykańskiego imperializmu, żyją bogato, podczas gdy my, w objęciach wielkiego przywódcy, żyjemy biednie? Dlaczego południowcy pod uciskiem kapitału i neokolonializmu mogą swobodnie podrózowac po świecie albo wiecować przeciwko swoim liderom politycznym, podczas gdy my nie, lecz za to musimy mieć w każdym domu, portret przywódcy narodu wiszący na honorowym miejscu? I tak dalej. Takie pytania mogły wywoływać jeszcze bardziej niebezpieczne porównania. Choćby np. takie, że jeśli na Południu są Koreańczycy tacy jak my, ale żyją znacznie lepiej, to czy dzieje się tak dlatego, że nie przewodzi im Wielki Marszałek Kim? Czy może jest też tak, że przywództwo Wielkiego Marszałka Kima wcale nie jest tym, czego potrzebujemy?
Innymi słowy, od samego początku ideowa bomba zegarowa była wbudowana w ideologiczne fundamenty państwa północnokoreańskiego. Sposobem jej rozbrojenia stała się transformacja ideologii państwowej, która ogłosiła, że Południe nie jest zamieszkane przez Koreańczyków „takich jak my”, lecz przez ludzi, którzy są naszymi wrogami.
Wyprowadzenie idei zjednoczenia z mentalności mieszkańców Korei Północnej (KRLD) nie będzie zadaniem łatwym. To przecież dla obywateli mających poniżej 50 lat, pierwszy o tej skali zwrot ideologiczny od czasu odrzucenia zasad Marksa, Lenina i Stalina oraz konstytucyjnego wprowadzenia na początku lat 70-tych wieczystych rządów dynastii Kimów.
Jak każda zmiana ideolo, powoduje ona sama przez się ryzyko w postaci wzmacniania sił opozycyjnych stawiających na zachowanie dotychczasowego status quo jako argumentu do przejęcia władzy. Gdy wyobrazimy sobie wojskowy zamach stanu, wówczas zamachowcy nie mieliby problemu z jego uzasadnieniem. Oto obalili Kim Dzong Una, gdyż okazał się zdrajcą idei zjednoczenia ojczyzny określonej przez jego dziadka i ojca. (Kim Il-Sunga i Kim Dzong Ila).
Zapewne Kim Dzong Un zdawał sobie z tego sprawę. Mógł przecież wydać poufną dyspozycję dla mediów, aby wyciszyły tematykę zjednoczenia, a zamiast tego kładły nacisk na pokazywanie nieusuwalnych różnic pomiędzy obiema częściami podzielonego półwyspu. Skoro więc odrzucenie idei zjednoczenia nastąpiło publicznie, definitywnie i przy jej stosownym nagłośnieniu, także miedzynarodowym, oznacza to, że według Kima idea ta stała się na tyle atrakcyjna i niebezpieczna, że należy zadysponować radykalne środki, aby ją wyeliminować.
Teraz Koreańczycy z Północy będą musieli za swój przyjąć nowy dogmat głoszący, że „koncepcja dwóch Korei” nie jest antynarodową ideą rozpowszechnianą przez imperialistów, a przeciwnie, stanowi ona ucieleśnienie mądrości przywódcy państwa. Jak też, że „Republika Korei” nie jest nazwą dla marionetkowej kliki, która tymczasowo i nielegalnie przejęła władzę w południowej części kraju, ale dla kolejnego wrogiego państwa, podobnego do takich jak Japonia czy Stany Zjednoczone. I że „zjednoczenie” nie jest już pozytywną ideą o dniu, w którym przygarnięci zostaną zagubieni bracia (i siostry) z Południa, ale reliktem przeszłości, dla którego właściwym miejscem jest śmietnik historii, zaś mapy z pokazaną podzieloną na dwoje Koreą, nie stanowią wytworu antynarodowej propagandy Południa, ale są jedynie właściwe, gdyż prezentują je oficjalne państwowe instytucje i agendy, w tym programy szkolne i i TV.
Zapewne nie wszystkim będzie łatwo zaakceptować tę zmianę. Odrzucenie koncepcji zjednoczenia może wyprowadzić z ideologicznej strefy komfortu szczególnie przedstawicieli inteligencji, i sprawić, że będą soni ię zastanawiać, dokąd ich kraj jest prowadzony przez obecnego przywódcę. Pomimo tego, kasta sprawująca władzę w Korei Północnej jest zdania, że gra jest warta świeczki, a ryzyko buntu nie jest zbyt wysokie. Oprócz propagandowego zaniechania porównań z Południem, reżim Kima oczekuje również taktycznych korzyści z dokonania ideologicznego zwrotu. I to już w dającej się przewidzieć przyszłości.
W ostatnich miesiącach Pjongjang zaangażował się w swoją ulubioną grę dyplomatyczną – eskalację napięcia na Półwyspie Koreańskim w celu uzyskania korzyści od społeczności międzynarodowej. KRLD jest zainteresowana zniesieniem sankcji oraz otrzymywaniem pomocy gospodarczej. Kim Dzong Un miał nadzieję na porozumienie w tej sprawie za czasów prezydentury Trumpa, ale ten ostatni na szczycie w Hanoi w 2019 r. zdezawuował wszystkie jego umizgi, oświadczając „nie jesteś gotowy na porozumienie” , czyli pozostawił Kima z niczym.
Obecnie wyglądają realnie szanse na powrót Trumpa do Białego Domu, więc Pjongjang zdecydował się naciskać na odbycie kolejnej rundy rozmów. Aby Trump, jeśli zostanie wybrany, mógł zająć się negocjacjami z Koreą Północną, kwestia północnokoreańska powinna stać się stałym punktem programu podczas kampanii wyborczej. Ale standardowe groźby Kima o tym, że „zamienieni Seul w morze ognia” mogą już nie zadziałać. Potrzebne jest coś zupełnie innego – na przykład odrzucenie koncepcji zjednoczenia Korei. Takie zerwanie może wskazywać na większe prawdopodobieństwa wybuchu wojny na półwyspie , gdyż psychologicznie łatwiej jest wojować z z”obcymi”, niż wszczynać kolejną wojnę domową. A w ciągu ostatnich kilku lat świat stał się znacznie mniej stabilny i przewidywalny w odniesieniu do mapy konfliktów militarnych.
Zwrot w wykonniu Pjongjangu zmienia wiele priorytetów także dla Korei Południowej. Po pierwsze, temat odnowionej współpracy międzykoreańskiej, tak ukochany przez południowokoreańską lewicę, przeszedł do przeszłości. W latach 2017-2022 Kim Dzong Un rozpoznał oblicze lewicowej administracji na Południu i nie spodobało mu się, że w tym okresie tematyka odprężenia i współpracy została zredukowana w praktyce wyłącznie do retoryki. Obecnie nie zanosi się, aby Kim miał chęć na powtórkę podobnego eksperymentu .
Seul nie powinien oczekiwać, że porzucenie idei zjednoczenia pomoże zmniejszyć napięcia na Półwyspie Koreańskim. Kim Dzong Un konsekwentnie podtrzymuje stanowisko, że w przypadku jakiejkolwiek „agresji na KRLD”, Korea Południowa zostanie zmieciona z powierzchni ziemi. Oznacza to, że armie obu Korei będą pozostawały w pełnej gotowości. W Pjongjangu już nie wspomina się o otwarciu ambasady w Seulu czy wznowieniu handlu i turystyki między Koreami.
Zatem i Korea Południowa będzie mogła ostatecznie pogrzebać ideę zjednoczenia, która w przypadku realizacji pociągnęłaby ogromne nakłady. Sondaże wskazują, że umiarkowane poparcie dla zjednoczenia nadal dominuje na Południu, jednakże ponad połowa ankietowanych wybiera opcję „zjednoczenie jest dobrą rzeczą, jeśli nie kosztuje zbyt wiele”.
Z kolei udział przeciwników zjednoczenia obecnie ponad 30 procent) powoli, ale systematycznie rośnie. To efekt zmian pokoleniowych i wzrastającej świadomości co do skali kosztów, jakich wymagałoby zjednoczenie z wychudzonym biedakiem, jakim jest KRLD. Teraz tendencja wzrostowa dla przeciwników zjednoczenia może przyspieszyć, gdyż inna jest sytuacja , gdy to sama Północ niejako wyciąga rękę i zachęca do dialogu, zaś zupełnie inna, gdy sam Pjongjang ostentacyjnie odcina się od Południa.
Ale konieczność zjednoczenia jest wyraźnie zapisana również w konstytucji Korei Południowej, więc póki co, problem nie jest rozwiązany obustronnie. Wydaje się możliwe, że uda się taki zapis zmienić w kontekście ostatnich oświadczeń Pjongjangu. I wówczas prawdopodobnie przesądzi to o utrwaleniu podziału Korei na okres kolejnego stulecia.
W swoim przemówieniu z okazji wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla w 2007 roku Al Gore stwierdził , że „istnieje 75% szans, że cała polarna czapa lodowa stopi się latem w ciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat”.
Cóż, minęło jedenaście lat, a lód Arktyki ma się dobrze.
Dlaczego politycy tacy jak Gore formułują rażąco fałszywe twierdzenia?
Pokrywa lodowa Arktyki stała się przedmiotem debaty na temat zmian klimatycznych. Do tego stopnia, że zarówno alarmiści, jak i sceptycy zmian klimatycznych często mylili się, opierając się wyłącznie na Arktyce w swojej ocenie zmian klimatycznych.
Tak, Arktyka jest ważnym wskaźnikiem zachowania globalnego klimatu. Ale to tylko część większej i znacznie bardziej złożonej układanki klimatycznej. Klimat jest zależny od wielu czynników, z których każdy ma różny wpływ i reakcję ze strony systemu klimatycznego Ziemi.
Żaden czołowy klimatolog (z wyjątkiem samotnego głosu Wiesława Masłowskiego ) nie odważył się wysunąć w swoich czasopismach akademickich tych samych dziwacznych twierdzeń, co Gore w swoim przemówieniu noblowskim, przynajmniej nie w oparciu o dostępne wówczas dane dotyczące objętości lodu Arktyki. I dobrze, że tak się nie stało.
Dziesięć lat później jego twierdzenia są nadal błędne. Rzeczywiście, coroczne dane dotyczące masy lodu w Arktyce pokazują, że pokrywa lodowa w Arktyce nie zmniejsza się w tempie, o jakim twierdził Gore lub inni alarmiści klimatyczni.
W zeszłym tygodniu objętość lodu w Arktyce osiągnęła trzeci najwyższy poziom od 16 lat, poprzednio w latach 2004 i 2014. Dokładniejsza analiza danych dotyczących objętości lodu w Arktyce w ciągu tych 16 lat nie wskazuje na gwałtowny spadek. Raczej wykazuje cykliczny wzór zmian.
Oscylacyjna cykliczna zmiana objętości lodu Arktyki pomimo stałego wzrostu poziomu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze sugeruje, że poziom stężenia dwutlenku węgla w naszej atmosferze nie wpływa bezpośrednio na objętość lodu Arktyki.
Jeśli uważasz, że 16 lat to za mało, aby ocenić topnienie Arktyki, zdziwisz się, widząc długoterminowy trend.
Objętość lodu Arktyki jest obecnie najwyższa od 11 700 lat , z wyjątkiem małej epoki lodowcowej (w XVI i XVII w.), w której ilość lodu była znacznie większa.
We wszystkich pozostałych stuleciach objętość lodu Arktyki była mniejsza. Dzieje się tak pomimo faktu, że od XVIII wieku znajdujemy się w fazie ocieplenia, a od zakończenia małej epoki lodowcowej lody Arktyki nadal topnieją.
Ale dlaczego Gore wysuwał tak nierealistyczne twierdzenia na swoim najlepszym etapie?
Po pierwsze, jest politykiem, a nie naukowcem. Nie oznacza to, że nie może formułować słusznych twierdzeń na temat stanu Arktyki, ale oznacza, że jest podatny na błędy. Po drugie, w swoim przypadku wysunął manipulacyjne twierdzenia na temat Arktyki w oparciu o jedną probabilistyczną teorię prognozy zamaskowaną jako prawda naukowa .
Było oczywiste, że Gore wyolbrzymił istniejące zjawisko naturalne (nieznaczny wzrost globalnych temperatur), aby postawić hipotezę, która pasowałaby i wspierała jego narrację o alarmizmie klimatycznym.
Dodaj do tego mieszankę fałszywych liczb na temat śmierci niedźwiedzi polarnych i wody morskiej zalewającej nadmorskie miasta, a otrzymasz doskonały przepis na alarm klimatyczny.
Jak widać w ostatnim czasie, wyolbrzymianie topniejącej Arktyki może wywołać strach w umysłach opinii publicznej. Ta panika związana z upadającym światem daje panikarsom takim jak Gore doskonałą platformę do narzucenia restrykcyjnej polityki energetycznej, która ogranicza działanie tradycyjnych źródeł energii emitujących dwutlenek węgla, takich jak węgiel i ropa naftowa – i faworyzuje niskoemisyjne technologie „odnawialne”, w które Gore poczynił duże inwestycje jak słońce i wiatr.
Wygląda więc na to, że program Gore’a w rzeczywistości dotyczy wojny z przemysłem węglowym i naftowym, który konkuruje z jego przemysłem, a nie ratowania Arktyki przed jej wyimaginowanym topnieniem.
W swoim filmie z 2007 roku Gore przewidział także upadek populacji niedźwiedzi polarnych w Arktyce. Obalenie tego twierdzenia nie zajęło ekspertom zbyt wiele czasu . Jak wynika z licznych badań przeprowadzonych w tym regionie, populacja niedźwiedzia polarnego w regionach arktycznych utrzymuje się na stabilnym poziomie .
W ostatnich czasach Gore trzymał się z daleka od swoich przepowiedni dotyczących topnienia lodu i wyludnienia niedźwiedzi polarnych, ponieważ były to stare sztuczki, a próba czasu udowodniła, że były błędne.
Wyróżnione zdjęcie dzięki uprzejmości (CC) JD Lasica, socialmedia.biz.
Komentarz: Gore to bezczelny mizantrop, marzący o depopulacji i o zamianie ludzi w niewolników pod pretekstem ratowania planety. Jego brednie wspaniale wpisują się w tezy raportu z Żelaznej Góry o zarządzaniu strachem.
Ministra zdrowia Izabela Leszczyna zapowiedziała w środę zmiany w ogólnych warunkach umów z Narodowym Funduszem Zdrowia z oddziałami ginekologiczno-położniczymi. Szpital, który nie wykonuje świadczeń z koszyka, a jednym z nich jest zgodna z prawem terminacja ciąży, nie będzie miał kontraktu z NFZ – zapowiedziała szefowa resortu.
Co to w ogóle za nowomowa – ministra? Rozmawiałem w pracy koleżanką, która za wszelką cenę próbowała mi udowodnić że aborcja jest potrzebna. Argumentowała że może być dziecko, które cierpi z powodu wady genetycznej i dla jego dobra należy je dobić. Tak właśnie rozmiękcza się u ludzi poczucie prawa. Wybiera się jakiś przykład i pod niego zmienia się całe prawo oraz przesuwa na lewo odczucia ludzi. Dlaczego nie zakazać jazdy autem skoro może się trafić pijany kierowca? Zakazać , jak to ma miejsce w UK noży, bo ktoś kiedyś kogoś zaatakował nożem? Zauważyłem niestety, że zwłaszcza kobiety są wrażliwe na takie argumenty. Młody bandyta bez zasad – biedny chłopak, nie zrozumiany, miał trudne dzieciństwo. Nie rozumieją że, dzisiaj aborcja do 10 tygodnia, jutro do 12 miesiąca, po jutrze eutanazja starych a potem jak leci. Skoro algorytmy i automatyzacja sprawi że połowa ludzi (optymistycznie patrząc) będzie bez pracy, to dlaczego mają ich utrzymywać właściciele koncernów -przyszłościowe hasło przymusowa eutanazja darmozjadów. Niestety Polaków (większość) interesuje tylko (co zapamiętałem z pogadanki Dr Jana Przybyła), jak wyraził, zapytany o sens życia,robotnik do Dr Przybyła „Wypić , poruchać i radia posłuchać”. Krzysztof
Dziennikarz, publicysta, dla którego prawda, dziś towar deficytowy jest tym, co może nas wyzwolić.
Gaza kontra HagaBliżej prawdyDziennikarz, publicysta, dla którego prawda, dziś towar deficytowy jest tym, co może nas wyzwolić.Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości znów zawiódł – sprawa „poprawności politycznej”? – Peter Koenig.Siedemnastoosobowa izba Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTK) uznała dziś 26 stycznia 2024 r. za „wiarygodne” twierdzenie Republiki Południowej Afryki, że Izrael popełnia ludobójstwo. To oznaczałoby, że Republika Południowej Afryki wygrała sprawę.Niestety, bliższe spojrzenie jest znacznie mniej optymistyczne. Po raz kolejny pokazuje chwiejny wyrok MTK, pomimo wszystkich przesłanek masowego i brutalnego ludobójstwa. Wyrok jest słaby i prawie bez znaczenia, jeśli chodzi o bezpieczne przyszłe życie Palestyńczyków.Po pierwsze, MTS uznał, że Republika Południowej Afryki ma jurysdykcję w tej sprawie, ponieważ „niektóre rzeczy, które Republika Południowej Afryki twierdzi, z pewnością mają miejsce i mieszczą się w definicji Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Ludobójstwa z 1948 roku”. Al-Dżazira podsumowała decyzję MTK w następujący sposób:Sąd uznał, że ma kompetencje do orzekania w tej sprawie.Sąd nakazał Izraelowi podjęcie działań mających na celu zapobieżenie aktom ludobójstwa w Strefie Gazy i musi złożyć sprawozdanie w ciągu miesiąca.Sąd orzekł, że Izrael musi zapobiegać podżeganiu do ludobójstwa i karać je.Sąd orzekł, że Izrael musi zezwolić na dostarczenie pomocy humanitarnej do Strefy Gazy.Trybunał zobowiązał Izrael do podjęcia dalszych działań w celu ochrony Palestyńczyków, ale nie nakazał mu zaprzestania operacji wojskowych w Strefie Gazy.Sąd nie posunął się wystarczająco daleko. Jaki jest pożytek z „zezwolenia na pomoc humanitarną i zapobieżenia śmierci niewinnych obywateli”, jeśli Izraelowi wolno nadal mordować setki, jeśli nie tysiące niewinnych i bezbronnych Palestyńczyków?Trybunał Sprawiedliwości nie orzekł o natychmiastowym zawieszeniu broni ani w ogóle o zawieszeniu broni, ani nie wydał wniosku o rokowania pokojowe.Izrael oczywiście nie podporządkowałby się takiej decyzji, a nawet zagorzali zwolennicy Izraela nie zaprzestaliby wspierania izraelskiego zabijania w „samoobronie”, ale wysłaliby światu wiadomość, że MTK nie boi się wydawać „politycznie niepopularnych” wyroków i że Izrael i ludobójstwo zostaną zapisane w krótkiej 75-letniej historii Izraela.Argument premiera Netanjahu o „samoobronie”, uzasadniony słowami „jesteśmy ofiarami ludobójstwa”, jest argumentem psychopatów. Skala okrutnego i bezlitosnego zabijania Palestyńczyków przez Izrael pokazuje światu prawdę.*Minister spraw zagranicznych RPA Naledi Pandor powiedziała: „Trzy litery 'ICJ’ do czasu złożenia pozwu, wielu ludzi w Republice Południowej Afryki nie znało”. I dalej: „Naszym celem było i jest zwrócenie uwagi na ciężki los niewinnych w Palestynie” i „zwrócenie uwagi na brak sprawiedliwości i wolności”.Dodała, że bez względu na sukces czy porażkę, „prawdziwa analiza i osąd będą należeć do samego sądu”. Rząd Izraela nie akceptuje decyzji Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości i nakazuje zapobieganie ludobójstwu ludności palestyńskiej. Premier Benjamin Netanjahu oświadczył, że twierdzenie o ludobójstwie Izraela jest „nie tylko nieprawdziwe, ale i oburzające”.Gdzie ten wyrok prowadzi wojnę?Jeśli poparcie Zachodu nie ulegnie gwałtownemu osłabieniu, zarówno pod względem moralnym, jak finansowym i dostaw broni – być może z powodu etyki, którą może obudził wyrok sądu – brutalne ludobójstwo Izraela będzie prawdopodobnie kontynuowane.Premier Netanjahu praktycznie od pierwszego dnia przewidywał, że będzie to długa wojna i zastraszał, że nie będzie to tylko wojna odwetowa za [planowany przez Izrael / Zachód] atak Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku, ale wojna, której celem będzie podbicie znacznej części Bliskiego Wschodu i jego bogactw w nadchodzących latach, poprzez stopniowe tworzenie „Wielkiego Izraela” obejmującego 100% Palestyny. 100% Jordanii, 100% Libanu, 70% Syrii, 50% Iraku, 33% Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Nilu. Netanjahu oczywiście by tego nie powiedział, ale to było dorozumiane[. . . ]Od 1984 roku Izrael posiada monetę 10 Agrot, na której rewersie znajduje się mapa Wielkiego Izraela. Znak na monecie może również przypominać starożytne królestwo babilońskie z 539 r. p. n. e.10 Agorot jest monetą z serii Nowy izraelski szekel (NIS), znaną również jako po prostu izraelski szekel (znak: ₪, kod: ILS). Agrot i szekel są oficjalną walutą Izraela[. . . ]Obraz na monecie jest pełen kontrowersji. Niektórzy Izraelczycy twierdzą, że wizerunek na tej nowej monecie pochodzi z oryginalnego szekla – i że w rzeczywistości przedstawia on izraelskie dążenie do ekspansji w kierunku Wielkiego Izraela. Izraelczycy są dumni z tego, że noszą „Wielkiego Izraela” w kieszeniach.Nie mówiąc o tym zbyt wiele, większość Izraelczyków popiera wojnę przeciwko Strefie Gazy/Palestyny, ponieważ ma ona utorować drogę do Wielkiego Izraela. Nie ma określonego horyzontu czasowego dla osiągnięcia tego celu.Jednak Wielki Izrael byłby jednym z najbogatszych krajów na świecie, zwłaszcza jeśli chodzi o węglowodory. Obejmuje on również ponad bilion stóp sześciennych gazu odkrytego w latach 90. u wybrzeży Strefy Gazy, która obecnie należy do Palestyny.Wracając do 26 stycznia 2024 roku słaby wyrok ICJ. Pozostawia Izraelowi pole do dalszego podążania w kierunku Wielkiego Izraela, co niewątpliwie leży w interesie Zachodu. Posiadanie prawie nieograniczonych rezerw ropy i gazu z bezpiecznego źródła – Izraela, pozwoliłoby Zachodowi zerwać wszelkie powiązania energetyczne z Rosją i światem arabskim.To również wyraźnie pokazuje symbiotyczny związek między Izraelem – sztucznym krajem wymyślonym przez zachodnich (brytyjskich) syjonistów, współzależność, która służy przede wszystkim tym, którzy stworzyli Izrael, a z drugiej strony, daje syjonistycznemu Izraelowi wzniosłość narodu wybranego, wyraźnie zapisaną w ich Biblii, Torze.By do niego dotrzeć, musiałby dojść do rozlewu krwi. Rozsądni ludzie MUSZĄ tego unikać i właśnie w tym przypadku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości może mieć i ma znaczący wpływ – neutralny, nie reagujący na żadne rozkazy przywódców globalistycznych, odwołujący się do sumienia tych, którzy popierają ludobójstwo.Gaza Versus The Hague: The ICJ Failed Again – A Case of “Political Correctness”? wyszedł 29.1.2024 na Global Reseach.
We współczesnym świecie, w którym pieniądze odgrywają wiodącą rolę, a globalna gospodarka nieustannie się zmienia, rola firm inwestycyjnych jest nie do przecenienia. Wielkie korporacje specjalizujące się w funduszach inwestycyjnych otrzymały mozliwość kontrolowania gospodarki w skali globalnej.
W dziedzinie finansów i inwestycji działa kilku największych graczy, których władza i wpływy owiane są plotkami i tajemnicami. Wśród nich wyróżnia się w pierwszej kolejności trzy fundusze, albo korporacje. Są to: BlackRock, Vanguard oraz State Street.
Co o nich nam wiadomo (nam, czyli ludziom spoza kręgu wtajemniczeń)?
BlackRock gigantyczna firma inwestycyjna, która zarządza aktywami o wartości 9 bilionów dolarów. Jej obszar działania to rynki finansowe, korporacje i rządy na całym świecie. BlackRock, ze względu na swój potencjał, posiada możliwości do wywierania presji na podmioty gospodarcze , aby stosowały w swoim działaniu określone strategie lub polityki. The Global Executive Committee Vanguard to firma o podobnym profilu działania do poprzedniej, zarządzająca portfelem z ponad 10 bilionami dolarów. Specjalizuje się w pasywnych strategiach inwestycyjnych, takich jak fundusze indeksowe (inwestowanie w akcje spółek, które wchodzą w skład określonego indeksu ale bez aktywnej selekcji akcji). Vanguard jest również jednym z największych posiadaczy akcji wielu korporacji.
State Street to jeden z wiodących dostawców usług finansowych i usług depozytarialnych dla aktywów. Specjalizuje się w głosowaniu na zgromadzeniach akcjonariuszy spółek, w których posiada udziały. Firma posiada możliwości wpływania na decyzje, takie jak wybór zarządu spólek i decyzje odnoszące się do strategii gospodarczej. https://www.inclusivecapitalism.com/member/ronald-p-ohanley/
Wymieniona trójka skoncentrowała w swoich rękach zarządzanie operacyjne aktywami największych firm na świecie. Nie są ujawniani konkretni właściciele tych funduszy, a jedynie zarządzający nimi managerowie o szerokich uprawnieniach. Zawiły schemat własnościowy skonstruowany został na zasadzie wzajemnej asekuracji pomiędzy funduszami, czyli wzajemnym posiadaniu określonych pakietów akcji. Niejako schowani są we własnym cieniu.
Rola „cienia” w sektorze inwestycyjnym.
BlackRock, Vanguard i State Street wspólnie zarządzają aktywami liczonymi w dziesiątkach bilionów dolarów. Korporacje te sukcesywnie inwestowały znaczne środki w akcje, obligacje i inne instrumenty finansowe różnych spółek na całym świecie. To sprawiło, że stały się największymi udziałowcami znaczących światowych korporacji. Fakt ten umożliwia wywieranie przez nie wpływu na strategiczne decyzje zależnych podmiotów. Jednym ze sposobów, w jaki fundusze inwestycyjne mogą wpływać na decyzje korporacyjne, jest głosowanie na zgromadzeniach akcjonariuszy. Np. State Street jest aktywnie zaangażowany w głosowania nad kwestiami związanymi z wyborem członków zarządu, wynagrodzeniem kadry managerskiej, decyzjami o kierunkach rozwoju i innymi ważnymi aspektami zarządzania spółką.
Fundusze inwestycyjne operują na globalnych rynkach finansowych, co ułatwia im dokonywanie natychmiastowej realokacji kapitału akcyjnego znacznych wielkości. To z kolei oznacza, że mają możliwość wpływania na wahania kursu akcji i obligacji oraz kształtowanie się ogólnych tendencji na danym rynku.
Jedną z ważnych form strategii stosowanych przez fundusze inwestycyjne jest neokolonializm finansowy. Gdy państwo pożycza pieniądze za pośrednictwem głównych graczy na globalnych rynkach finansowych w celu zabezpieczenia realizacji własnych projektów i programów rozwojowych, wówczas wpada z reguły w pułapkę, gdy staje przed koniecznością dobrania kolejnych transz kredytów na spłatę poprzednich zobowiązań. Oczywiście udzielanych na coraz bardziej drastycznych warunkach. I, oczywiście, tylko do czasu. Niedługo potem trzeba już wykopać z ogródka „rodowe srebra”.
Globalne instytucje finansowe i fundusze spekulacyjne mogą przez swoją politykę wytypować „ofiarę”, która w danym czasie wpadnie w pułapkę zadłużenia, np. kreując niestabilność finansową poprzez kurs wymiany waluty oraz zmiany stopy procentowej, aby w rezultacie doprowadzić do obniżenia wyceny aktywów kraju-dłużnika.To bardziej dyplomatryczne określenie ataku na kurs waluty w celu jego deprecjacji i wywołania hiperinflacji. Niekiedy proces taki charakteryzuje gwałtowny przebieg, przy okazji generując niepokoje społeczne w kraju-ofierze.
Międzynarodowe instytucje finansowe również wpływają na decyzje polityczne i strategie krajów rozwijających się. Zależność od zagranicznych inwestorów i wierzycieli często skutkuje ograniczoną suwerennością, czyli brakiem swobody wyboru w podejmowaniu sposobu realizacji kluczowych kwestii.
Działania podejmowane przez firmy inwestycyjne przy okazji konfliktów zbrojnych wypełniają definicję zbrodni wojennych. Np. ostatnio na Ukrainie wielka trójka funduszy inwestycyjnych została wykorzystana do utworzenia siatki międzynarodowych firm-słupów przy wykupie ziemi. Ponadto firmy kontrolowane przez fundusze inwestycyjne zostały tam zaangażowane dla finansowania specjalnych formacji zbrojnych, w tym werbunku najemników.
Fundusze inwestycyjne korzystają również z mechanizmu „równoległych banków” (parabanków), tj. instytucji finansowych działających poza formalnymi normami i przepisami bankowymi. Oczywiście, kontrola instytucjonalna takich form działania jest jedynie iluzoryczna (tzn. nie istnieje), co grozi stwarzaniem permanentnego stanu nadmiernego ryzyka dla całego systemu finansowego (ryzyka jego niewypłacalności).
Firmy inwestycyjne, zwłaszcza duże i potężne, poprzez kontrolę alokacji istotnej części aktywów światowych, mogą powodować pogłębianie nierówności oraz zmniejszanie bądź zwiększanie mobilności społecznej w wytypowanych regionach. Inaczej mówiąc, mogą one wytwarzać zarzewia konfliktów społecznych, rozmaitych „kolorowych” rewolucji, majdanów i wojen lokalnych. Jednakże posługiwanie się stanem „pełzającej nierównowagi” niesie ryzyko, że taka zabawa może łatwo wymknąć się spod kontroli.
Fundusze inwestycyjne, stawiając na pierwszym miejscu zyski, niechętnie angażują się w finansowanie projektów, które nie gwarantują szybkiego zwrotu kapitału, mimo iż mogą mieć znaczącą wartość społeczną lub środowiskową. Są często kojarzone z globalnym zarządzaniem finansami i dobrobytem, ale ich oddziaływanie poprzez sankcje gospodarcze, generowanie konfliktów zbrojnych oraz rabunkową eksploatację krajów rozwijających się, wywołuje i szereg negatywnych konsekwencji, które nie są nagłaśniane. Przedmiotowe fundusze mają bowiem wpływ na strukturę gospodarczą krajów. Inwestycje takich korporacji w kluczowych sektorach, jak np. wydobycie zasobów naturalnych lub sektor bankowo-finansowy, tworzą w konsekwencji uzależnienie kierunków rozwoju gospodarczego danego kraju od ich własnych preferencji w interesach.
Ogranicza to zdolność rządów do podejmowania decyzji w interesie własnych krajów, a wówczas iluzją okazuje się ich niezależność. Ponadto inwestycje w wybranych przez fundusze sektorach gospodarki wpływają na strukturę zatrudnienia oraz warunki pracy. Np. inwestowanie w projekty niestabilne środowiskowo przy braku właściwych norm ochrony środowiska doprowadza do szkód o długotrwałym horyzoncie czasowym, a w konsekwencji wpływa na stan zdrowia lokalnej ludności. A brak właściwych norm w tej keestii to wszak skutek działalności lobby’s.
Rządy państw nie dysponują stosownym aparatem kontroli (kadrowym i technicznym), aby skutecznie monitorować system transakcji w sieci firm zbudowanej przez międzynarodowe fundusze, choćby po to, aby naliczyć stosowny wymiar podatku i i wyegzekwować go. Tak wygląda rzeczywistość współczesnego porządku dziobania w światowym kurniku. A niejawność jest kluczową cechą podobnych ponadnarodowych struktur, ajej powiązanie z siłą pieniądza kredytowego skutecznie chroni anonimowość głównych graczy pakietowych inwestycji.
Ponadnarodowa monopolizacja nie tylko środowiska gospodarczego, ale także politycznego za pomocą narzędzia, jakim stały się fundusze inwestycyjne, to scenariusz zaplanowany do realizacji także w największym kraju świata – Federacji Rosyjskiej. Rdzeń tego systemu stanowią anglosaskie elity, które wraz z innymi ponadnarodowymi grupami liczą zaledwie kilka tysięcy osób. Ale na najwyższym piętrze tej piramidy decyzje podejmowane są w relacjach więzów poziomych (kooptacja z tego samego pietra – np. poprzez mariaże w klanach multimilionerów) ). Zamknięta dla obcych kasta opiera się na stabilnym konsensusie, który określony jest przez parytet: pierwszy wśród równych, ale nie wyższy. Przypomina to, znany skądinąd, model wzajemnej asekuracji według schematu: my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych.
Efektem stało się jest wytworzenie układu zamkniętego, który charakteryzuje chów wsobny. Członków elit z najwyższego piętra piramidy nie dotyczą normy zwalczania dyskryminacji społecznej i etnicznej, zakaz neokolonializmu czy naruszania suwerenności, etc., etc.
Dlatego właśnie, byśmy się bali, choroba X jest 20 razy bardziej groźna, niż był covid. Covid był zmyśloną chorobą ze śmiertelnością zero.
Wiedeń 30.1.2024 r.Aby „lepiej się przygotować” i „zrozumieć chorobę X”, należy przyjąć na całym świecie „Porozumienie w sprawie pandemii” WHO.
Tak reklamował nieistniejącą chorobę etiopskiterrorysta, szef WHO Tedros,na forum WEF w Davos. Czym jest ta tajemnicza choroba X? Tworem wyobraźni psychopatów z gatunku filantropów i fanatyków eugeniki. Po co się to wymyśla? Z tego samego powodu, dla którego stworzono nieistniejącą chorobę COVID-19. Ta ostatnia została sztucznie sklecona z grupy dziesięciu znanych chorób górnych dróg oddechowych. Następnie wystarczyła powszechna reklama w mediach. Celem jest nasz strach. To właśnie strach pozwolił cztery lata temu na bezmyślne popieranie bezpodstawnych ograniczeń wolności przez większość ponoć zdrowo myślących ludzi. Taki sam strach, wsparty czasem przez 30 srebrników, każe młodym aktywistom przyklejać dłonie do asfaltu i krzyczeć na cały świat: Nie oddamy nikomu naszego globalnego ocieplenia! Ten sam strach spowodował bezmyślne powtarzanie kłamstw medialnych o „potwornościach wojennych” Rosjan na terenie Ukrainy, a jednocześnie milczeć, gdy cały naród palestyński jest planowo unicestwiany przez tych „dobrych”. Gdzie panuje strach – tam nie ma rozsądku. Grzecznie przekazujemy myślenie agencjom prasowym. Niech one uzasadniają swoją jedynie słuszną narrację. Po co mamy się wysilać i ryzykować wykluczenie ze wspólnoty bezmyślnych owiec medialnie karmionych w jednym kierunku?Dlatego właśnie, byśmy się bali, choroba X jest 20 razy bardziej groźna, niż był covid. Covid był zmyśloną chorobą ze śmiertelnością zero, ponieważ prawdziwą przyczyną śmierci tych ludzi była grypa, zapalenie płuc, eliksir szczęścia mylnie nazywany szczepionką oraz respiratory stosowane wbrew zasadom medycznym. Tak więc choroba X ma także śmiertelność równą zero. Wynika to z prostego rachunku: dwadzieścia razy zero = zero . Wiem, że ta logika niewiele pomoże opanowanym przez strach. Ze strachem można jednak skutecznie walczyć. Wystarczy chcieć i działać w tym kierunku.Możecie przeczytać dobry artykuł na temat:Hipotetyczna „choroba X”: Traktat pandemiczny WHO jest oszustwem.
Autor artykułu Marek Wójcik
Artykuł został opublikowany 30.1.2024 r. naworld-scam.com
Węgierscy celnicy złapali w pobliżu Awakowa żonę ukraińskiego posła z 30 milionami dolarów w walizkach
Anastasia Kotvitskaya jest żoną Igora Kotvitsky’ego, prawą ręką ojca chrzestnego batalionów narodowych na Ukrainie
Ukraińscy strażnicy graniczni na Zakarpaciu „nie zauważyli” wywiezionych w walizkach z Ukrainy 28 mln dolarów i 1,3 mln euro. Poinformował o tym na swoim profilu na Facebooku biznesmen Seyar Kurshutov, który zapowiedział nagrodę w wysokości 100 000 dolarów dla szefa byłej prokurator Krymu Natalii Pokłońskiej.
Pieniądze z kolei zauważyli węgierscy celnicy i po wielogodzinnej kontroli kwotę trzeba było zadeklarować.
„Ci, którzy wierzą w zbiegi okoliczności, chcę wiedzieć, że ostatnio podobna usługa w urzędzie celnym Zakarpacia kosztuje od 3 do 7,5% w zależności od kwoty i poziomu klienta. W innych zachodnich regionach sytuacja jest gorsza” on napisał.
Publikuje także nazwiska funkcjonariuszy straży granicznej i celników zajmujących się tym handlem.
Notka to mój swobodny przekład najważniejszych fragmentów artykułu Aleksieja Muratowa zamieszczonego z datą 24 styczeń 2024 r.) na portalu PolitNawigator. Autor – jeden z głównych liderów ruchu „Republika Doniecka” oraz działacz partii „Tylko Rosja” w Ludowej (Narodowej) Republice Donieckiej) – jest twórcą ww. portalu. Czyli wiadomości z „oka cyklonu”.
Kto stał się bezpośrednim beneficjentem ukraińskiego zamachu stanu z 2014 roku? Kto i dlaczego ciągle podsyca eskalację konfliktu i kto czerpie korzyści z ludobójstwa rosyjskojęzycznych mieszkańców Donbasu? Czy w ogóle można rozpatrywać śmierć tysięcy ludzi w kategoriach ekonomicznych? Okazuje się, że można jak, najbardziej, a kalkulowanie opłacalności ludobójstwa czy to Rosjan czy innych narodów, czyli zbrodni przeciwko ludzkości, od dawna jest stosowana przez ekonomistów na Zachodzie i uznawana za skuteczne narzędzie do osiągania zakładanych zysków. Po prostu popełnianie zbrodni przez mocarstwa zachodnie w różnych częściach świata, należy do repertuaru banalnych sposobów dla utrzymania władzy i obrony swojej dominacji w świecie. Jak to się w tych kręgach powiada, że to nic osobistego,bo to tylko business.
W dzisiejszym świecie największa wagę zyskało oddziaływanie globalnych gigantów finansowych w rodzaju BlackRock, Vanguard, Fidelity Investments czy State Street (dalej: Kwartet). Według analityków światowego rynku finansowego, pakiety kontrolne akcji największych korporacji stały się własnością tych kilku „inwestorów instytucjonalnych”. Członkowie tych czerech karteli (Kwartet) wzajemnie posiadają swoje akcje.
Większość branż jest kontrolowana przez korporacje Kwartetu, zaś ich aktywa są własnością wymienionej czwórki kartelowej. Posiada ona kontrolę nad przepływem najważniejszych strumieni środków pieniężnych. Co oczywiście oznacza, iż decyduje o tym, ile bilionów dolarów ma zostać dodrukowanych. Jeśli wyobrazimy sobie, że globalny proces polityczny i gospodarczy jest teatrem, to oni piszą doń scenariusz i obsadzają główne role.
Wspomniane korporacje ponadnarodowe stworzyły rozległe sieci firm fasadowych, tak że w praktyce nikt nie jest w stanie określić całości wytworzonych pomiędzy nimi powiązań . Ale nie należy ulegać złudzeniu, że za tym pozornym chaosem nie kryje się z centralizowany i spójny system zarządzania. Przypomina on piramidę schodkowa zbudowaną wg poziomów hierarchii, które z kolei są podzielone wg branż. Umożliwia to posiadanie decydującego wpływu na gospodarkę i politykę państw, które przyjęły lub został im narzucony status wasalny.
Wolumen łącznej puli finansów znajdujących się pod kontrolą kartelu przekracza budżety większości państw UE. Np. Black Rock zarządzał w 2021 r. aktywami o wartości ponad 10 bilionów dolarów. Dla porównania: całkowity dług publiczny Stanów Zjednoczonych wynosi 31 bilionów dolarów, a PKB Stanów Zjednoczonych za 2023 r. to ok. 23 biliony USD. Czyli ta firma mogłaby z łatwością kupować mniejsze kraje i na dodatek robić to hurtowo.
BlackRock współpracuje również bardzo blisko z bankami centralnymi. Korporacja pożycza pieniądze bankowi centralnemu danego kraju, jak również świadczy mu usługi doradcze. Nie za darmo, rzecz jasna. Może w ten sposób wpływać na działania MFW i MBOiR (Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju). Nie trzeba dodawać, iż aby otrzymać kredyt, należy spełnić zalecenia takich „doradców”.
Wielu pracowników BlackRock oficjalnie pracowało w Białym Dom w charakterze doradców. Toteż nie ma większego znaczenia, jak nazywa się każdorazowy nominalny prezydent USA, bo i tak będzie on wykonawcą ich instrukcji. Żeby nie było wątpliwości, kto faktycznie trzyma lejce władzy, jeszcze przed inauguracją swojej prezydentury, Joe Biden mianował w grudniu 2020 r., Briana Deese’a, szefa BlackRock Global, swoim asystentem ds. zrównoważonego inwestowania i dyrektorem Krajowej Rady Gospodarczej. Onże B. Deese, który kiedyś odegrał kluczową rolę dla Baracka Obamy w tworzeniu paryskiego porozumienia klimatycznego w 2015 r., opracował plan wojny Bidena z branżą kopalnych surowców energetycznych. Poskutkowało to nałożeniem dużych podatków na obrót węglem kamiennym oraz różnymi ograniczeniami na ropę, gaz i węgiel w UE, na długo przed rozpoczęciem operacji wojskowej na Ukrainie w lutym 2022 r. Jest to prosta droga do wywołania najgłębszego kryzysu energetycznego oraz inflacyjnego w historii świata.
Za pięknymi słowami o promowaniu zielonej agendy , czyli”społecznie odpowiedzialnego” biznesu, kryją się faktyczne cele globalnej elity: zmniejszenie światowej populacji, oraz zbudowanie cyfrowego obozu koncentracyjnego i umieszczenie w nim 99% populacji, która ocaleje; zniszczenie małych i średnich przedsiębiorstw; przekazanie zarządzania gospodarczego globalnym korporacjom; likwidacja resztek państw narodowych i zbudowanie na ich gruzach państwa ogólnoświatowego z takim rządem. Czyli plan ten dotyczy ścieżki dojścia do nowego rodzaju światowego systemu niewolniczego.
A jak to się ma do wydarzeń w Donbasie? Otóż niemożliwe jest zrozumienie tych wydarzeń bez uwzględnienia wpływu najpotężniejszych korporacji finansowych – członków wymienionego wcześniej „Kwartetu” – które kontrolują krwiobieg amerykańskiego systemu bankowego.
Np. nie wiadomo, kto personalnie zalicza się do grona głównych właścicieli Vanguard, bo jak dotąd nie udało się tego wiarygodnie ustalić. Według niektórych oznak, znaczna część firmy należy do słynnego amerykańskiego miliardera Warrena Buffetta. Z kolei Larry Fink jest właścicielem BlackRock.
Wśród firm, które wytypowały Ukrainę jako duży potencjalny rynek zbytu dla swoich produktów, znajduje się amerykańska korporacja Monsanto. Wg niektórych oszacowań Monsanto kontroluje nawet 90% światowego rynku nasion transgenicznych. Taka monopolizacja ww. rynku zapewnia korporacji stosowne zyski, toteż może ona przeznaczać znaczne środki na aktywną promocję swoich interesów, poprzez lobbing wśród decyzyjnych urzędników Departamencie Stanu USA, MFW i WTO. Nic zatem dziwnego, że Monsanto wyciągnęło swoje macki po Ukrainę, jako kraj posiadający największy odsetek ziemi uprawnej wysokiej klasy (czarnoziem) oraz który jest głównym areałem zbożowym w Europie. Monsanto uzależniło tutejsze uprawy zbożowe od nasion modyfikowanych genetycznie. Ale oprócz widocznej strony działalności Monsanto na Ukrainie, istnieje także strona ukryta. Od 2014 r. prywatna firma wojskowa Academi (wcześniej znana jako Blackwater oraz Xe Services) odgrywa na Ukrainie rolę prywatnej armii chroniącej plantacje i magazyny korporacji Monsanto.
„Prawy Sektor” i tak zwane bataliony ochotnicze Ihora Kołomojskiego zostały utworzone przy wsparciu instruktorów z Academi. I. Kołomojski to „przykrywka” (tzw. słup), a finansowanie wspomnianych struktur militarnych ma źródło w USA.
Ingerencja globalnych korporacji w wydarzenia na Ukrainie jest najzupełniej jawna. Prezydent W. Zełenski podpisał umowę z funduszem BlackRock w grudniu 2022 r. Oficjalny cel funduszu został w niej określony jako przyciągnięcie prywatnych inwestycji w duże projekty energetyczne, infrastrukturalne i rolnicze na Ukrainie. 29 grudnia 2022 r. , po wideokonferencji Zełenskiego i Larry’ego Finna, amerykański publicysta Kurt Nimmo napisał: „BlackRock planuje wykupić całą Ukrainę”. Umowa przewiduje świadczenie usług prawnych i finansowych, udzielanie konsultacji i wsparcia dla Funduszu Rozwoju Ukrainy, przyciąganie zagranicznego kapitału prywatnego. W praktyce to przekazanie zewnętrznemu podmiotowi zarządzania państwem w zakresie suwerenności gospodarczej.
Ważnym segmentem konfliktu zbrojnego stały się dostawy broni i sprzętu dla sił zbrojnych Ukrainy, rzecz jasna, nie o charakterze prezentów, ale w ramach sprzedaży kredytowej, stosownie oprocentowanej. Na przykład samoloty F-16 i słynne pociski rakietowe Javelin produkowane są przez Lockheed Martin Corporation. Nie będzie niespodzianką, gdy poznamy nazwy głównych udziałowców Lockheed Martin Co. Otóż są to sami starzy znajomi, czyli korporacje State Street, Vanguard oraz BlackRock.
Za pośrednictwem swoich partnerów finansowych, korporacje „Kwartetu” kontrolują również przepływ informacji na świecie. Walec monopolizacja wkrótce pochłonie wszystko co istotne – energię, komunikację, zasoby wody pitnej , nie wspominając o podaży pracy. Konsekwencje tego są łatwe (albo trudne) do wyobrażenia.
The following is a reposting of Caitlin Johnstone’ comments regarding the ICJ’s ruling with an accompanying Order in the matter of South Africa v. Israel as was announced yesterday.
The International Court of Justice rejected Israel’s request to dismiss the genocide case brought against it by South Africa on Friday, ruling by a massive majority that the case shall proceed and instructing Israel to refrain from killing and harming Palestinians in the interim.
Imperial media are aggressively emphasising the absence of a ceasefire order in their headlines and many Israel apologists are framing that absence as a victory for their favorite ethnostate, but such performative chest-thumping is severely undercut by the way high-level Israeli officials are currently accusing the ICJ of antisemitism and saying Israel should ignore its rulings.
Israeli officials accuse international court of justice of antisemitic bias https://t.co/QoUltAdHgG
“The international court of justice went above and beyond when it granted South Africa’s antisemitic request to discuss the claim of genocide in Gaza, and now refuses to reject the petition outright,” complained Israeli defense minister Yoav Gallant in response to the ruling.
“The decision of the antisemitic court in The Hague proves what was already known: This court does not seek justice, but rather the persecution of Jewish people,” said Israeli national security minister Itamar Ben Gvir.
Ben Gvir also tweeted “Hague Schmague” immediately after the ruling was issued, which will probably go down in history as the most Israeli tweet of all time.
Everyone’s arguing about whether or not the ICJ’s ruling is helpful, and I don’t know enough one way or the other to be sure either way, but from where things stand right now it does seem unlikely to me that managers of the Israeli war machine would be getting this freaked out and whipping out their tired old “antisemitism” song and dance if there wasn’t something of substance to it.
International lawyer Francis Boyle, who won provisional measures against Yugoslavia at the ICJ in 1993, said the following of the ruling:
“This is a massive, overwhelming legal victory for the Republic of South Africa against Israel on behalf of the Palestinians. The U.N. General Assembly now can suspend Israel from participation in its activities as it did for South Africa and Yugoslavia. It can admit Palestine as a full member. And — especially since the International Criminal Court has been a farce — it can establish a tribunal to prosecute the highest level officials of the Israeli government, both civilian and military.”
So take that for whatever that’s worth to you. In any case the butchery in Gaza still urgently needs to be ended, and only time will tell whether Friday’s development had any major effect on the outcome of this horror.
But man what I wouldn’t have given to be a fly on the wall at the meetings they were having at the US State Department on Friday. It’s days like this that remind you why empire managers switched from talking about “international law” to using the meaningless phrase “rules-based international order”.
Światem akademickim wstrząsnął niemały skandal, ponieważ naukowcy z Dana-Farber Cancer Institute, filii Uniwersytetu Harvarda, zostali oskarżeni o fałszowanie wyników badań nad rakiem. Według instytutu, sześć badań zostało wycofanych, a dziesiątki innych skorygowanych, po tym jak brytyjski naukowiec odkrył, że autorzy manipulowali danymi poprzez “photoshopowanie” zdjęć próbek komórek i wyników testów.
Dana-Farber Cancer Institute poinformował w notatce przesłanej do CNN w poniedziałek, że obecnie przegląda 50 artykułów badawczych, w tym artykuły czterech czołowych naukowców, w tym dyrektora generalnego instytutu, dr Laurie Glimcher i dyrektora operacyjnego, dr Williama Hahna. Według rzecznika Dana-Farber, sześć tekstów zostało już wycofanych, 31 wymaga poprawek, a jeden jest nadal sprawdzany pod kątem domniemanego błędu.
The Dana-Farber Cancer Institute, a Harvard Medical School affiliate, is seeking retraction of six studies co-authored by top researchers in a review of more than 50 papers—including work by the hospital’s CEO https://t.co/t09ImSJPQlhttps://t.co/t09ImSJPQl
Brytyjski biolog molekularny Sholto David jako pierwszy odkrył fałszerstwa, opisując je szczegółowo w poście na swoim blogu w tym miesiącu. David ujawnił, że zdjęcia użyte w dokumentach zostały rozciągnięte, zmienione, a nawet skopiowane i wklejone w celu manipulowania wynikami testów. W jednym z rażących przypadków, zdjęcie czterech szczurów laboratoryjnych, rzekomo zrobione pierwszego dnia trwania projektu badawczego, zostało przedstawione tak, jakby zostało zrobione szesnastego dnia, co stanowiło fałszywe potwierdzenie skuteczności leczenia raka.
Dr Hahn, jeden z zaangażowanych naukowców, jest oskarżony o fałszowanie wyników testów “Western blot”, wykorzystywanych do wykrywania określonych białek związanych z rakiem, chorobami autoimmunologicznymi i zaburzeniami prionowymi.
Dana-Farber odpowiedział na zarzuty, twierdząc, że niektóre z informacji cytowanych przez Davida zostały wygenerowane w zewnętrznych laboratoriach, a “rozbieżności dotyczące grafiki” mogą być czasami błędnie interpretowane jako celowe fałszerstwa. Rzecznik nie sprecyzował jednak, czy dotyczyło to “rozbieżności” wskazanych przez Davida.
“Miliardy dolarów zostały zmarnowane na tę śmieciową naukę o raku, ale dzięki niej wielu naukowców zrobiło kariery, niektórzy stali się bardzo bogaci, a całe dynastie osiedliły się w Dana-Farber” – napisał David we wpisie na blogu.
Ta krytyczna sytuacja pojawia się w trudnym momencie dla Harvardu, po skandalu plagiatowym z udziałem prezydent uczelni, Claudine Gay, która została oskarżona o ponad 50 przypadków kradzieży akademickiej, w tym w swojej pracy doktorskiej. Pomimo wewnętrznego dochodzenia, które w grudniu oczyściło Gay z zarzutu “fałszowania badań”, kontrowersje doprowadziły do rezygnacji ze stanowiska prezydenta, co było najkrótszym okresem w 388-letniej historii Harvardu.
Skandal związany z badaniami nad rakiem podważa uczciwość badań naukowych i rodzi pytania dotyczące weryfikacji dokumentacji akademickiej. Stanowi również trudne wyzwanie dla prestiżowego Dana-Farber Cancer Institute i Uniwersytetu Harvarda, które będą musiały poradzić sobie z konsekwencjami tego kryzysu, który dotyczy nie tylko reputacji akademickiej, ale także zaufania publicznego do społeczności naukowej.
Lewica ustami pani minister oświaty zapowiedziała oprócz podwyższenia płac nauczycieli likwidację prac domowych. Propozycja ta wpisuje się w program kokietowania nieletnich. W niższych klasach zamiast ocen rysuje się uśmiechnięte lub smutne buźki, wiele szkól wprowadziło samocenę uczniów nie rozumiejąc że realizują w ten sposób koncepcje wychowawcze niejakiego Makarenki, a obecnie chce się zwolnić uczniów od pracy własnej. Oczywiście projektodawcy planują obciążenie nauczycieli dodatkową pracą z uczniem w szkole. Pomijam problem przekupywania nauczycieli obiecywanymi i chyba tylko obiecywanymi podwyżkami. Jako wieloletni doświadczony belfer z całą odpowiedzialnością stwierdzam – zadawanie prac domowych jest koniecznością, bo niezbędna jest praca własna uczniów. Moim uczniom zawsze tłumaczyłam. Przeczytaj sobie podręcznik konnej jazdy, wszystko jest zrozumiałe więc siądź na konia i wygraj Wielką Pardubicką albo nawet zwykłą gonitwę płaską na Służewcu. Bez treningu nawet podczas przejażdżki rekreacyjnej w lesie spadniesz ze spokojnego konia na pierwszym zakręcie. Albo przeczytaj podręcznik narciarstwa, wszystko wydaje ci się jasne więc zjedź z Kasprowego. Albo przeczytaj podręcznik żeglarski i weź rumpel do ręki przy silnym wietrze. Prawie pewne, że wywrócisz łódkę. Teoria teorią ale operowanie łódką, samochodem czy skuteczne jeżdżenie konno lub na nartach wymaga wielu godzin własnej pracy, wielu godzin treningu. Specyficzna pamięć mięśniowa umożliwia unikanie przy uprawianiu tych dyscyplin podstawowych i groźnych w skutkach błędów. Podobny efekt
istnieje przy praktykowaniu na przykład matematyki. Zrozumienie tematu nie daje sprawności rachunkowej. Obecnie uczniowie, a nawet studenci, mają problemy z przekształcaniem wzorów, robią błędy przy sprowadzaniu wyrażeń wymiernych do wspólnego mianownika, mają kłopoty z jednostkami. W czasie lekcji nauczyciel najczęściej sam rozwiązuje zadania na tablicy, więc bez rozwiązywania zadań w domu uczeń nie ma szans na nabranie niezbędnej sprawności rachunkowej. Oczywiście organizacja współczesnej szkoły pozostawia wiele do życzenia. Wśród uczniów popularne jest bliskie prawdy stwierdzenie: „kiepskie liceum nie uczy i nie wymaga, dobre liceum nie uczy ale wymaga”. Stąd rozwinięty rynek korepetycyjny. Powszechny jest pogląd, że za większe pieniądze nauczyciele prywatnie uczą skutecznie dzieci i młodzież tego czego nie są w stanie czy nie chcą nauczyć ich w szkole. Stąd mylne przeświadczenie, że wystarczy nauczycielom dobrze zapłacić aby poziom szkoły poszybował w górę. Mylne, gdyż za czasów realnego socjalizmu nauczyciele byli jedną z najgorzej uposażonych grup społecznych, a poziom oświaty był relatywnie wyższy. Mówię tu o przedmiotach przyrodniczych i matematyce. Historia była oczywiście zakłamywana a literatura kastrowana. Pisałam o tym wielokrotnie i wiem, że się powtarzam, ale to ważne. Jak pisałam w poprzednim tekście większość zadań ze zbioru zadań do matematyki dla klasy V-VI szkoły podstawowej Tadeusz Korczyca i Jerzy Nowakowskiego zdecydowanie przerasta możliwości maturzysty wybierającego obecnie maturę na poziomie podstawowym. Należy zadać sobie
pytanie jak to się stało, że w ciągu ostatnich lat przeciętny maturzysta osiągnął poziom niższy od ucznia V klasy szkoły podstawowej w PRL? Za PRL istniał wśród uczniów kult olimpiad fizycznych i matematycznych. Większość nazwisk wybitnych obecnie naukowców można odnaleźć na listach nagrodzonych w tych olimpiadach. Często byli to ludzie z małych ośrodków, którzy swój sukces zawdzięczali prawdziwemu talentowi i uczciwej pracy. Nauczyciele z oddaniem przygotowywali swoich uczniów do olimpiad. W liceum Żmichowskiej znanym, świetnym nauczycielem fizyki był pan Piotr Halfter organizator olimpiad fizycznych. Halfter- jak głosiła wieść gminna- nie był wcale fizykiem lecz matrosem. Nie wiem czy to prawda. Jego żona uczyła rosyjskiego. Nie bardzo się lubiliśmy bo były to zaciekłe komuchy, ale uczyli świetnie. Przeciętni nasi uczniowie, którzy wyjeżdżali za granicę, byli tam uważni niemal za geniuszy. Poziom nauczania w Polsce był o wiele wyższy niż w szkołach publicznych we Francji czy w Stanach pomimo niskich zarobków nauczycieli. Nie oznacza to bynajmniej, że nie należy nauczycielom dobrze płacić. Oznacza tylko, że nie ma korelacji dodatniej pomiędzy wysokością pensji nauczyciela a poziomem oświaty. To jeden z tych mitów, podobnie fałszywych jak słynny bon oświatowy, który miał wprowadzić polską szkołę na wyżyny. Płacić trzeba dobrze, bon oświatowy można stosować, lecz wysoki poziom nauczania może zapewnić wyłącznie wysoki etos zawodowy nauczyciela i wytężona praca własna ucznia. Rezygnując z pracy własnej ucznia będziemy kształcić zbieraczy szparagów dla Niemiec.