Wynajmowanie samochodów to bardzo trudne przedsięwzięcie – szczególnie na dużą skalę. Zapanowanie nad wszystkimi strukturami bywa pozorne. Poza tym, jedna decyzja może doprowadzić do bardzo poważnych kłopotów.
Wypożyczalnia Hertz przekonała się o tym na własnej skórze. Sytuacja jest na tyle zła, że do końca roku zamierza sprzedać 30 tysięcy samochodów elektrycznych. W trzecim kwartale tego roku straciła aż 1,3 miliarda dolarów.
Dane finansowe nie napawają optymizmem. Są wręcz katastrofalne, co bezpośrednio wiąże się z zakupem aut na prąd. Jak donoszą zagraniczne media, problemy zaczęły nabierać tempa w momencie kupna floty rzekomo zero-emisyjnej.
Jak każdy przedsiębiorca doskonale wie, bardzo istotna jest amortyzacja pojazdów, które powinny na siebie zarabiać. W tym przypadku nie udało się dotrzeć do tego momentu. Gdyby decyzja zakupowa nie była tak krótkowzroczna, firma wciąż mogłaby się rozwijać.
Wypożyczalnia Hertz – wystarczył tylko rok
Co ciekawe, w trzecim kwartale 2023 roku, wypożyczalnia Hertz zanotowała zysk sięgający 629 milionów dolarów. Inwestycja w auta na prąd została dokonana kilka lat wcześniej, ale specjaliści nie przewidzieli, że wartość samochodów akumulatorowych będzie znacznie niższa od oczekiwanej.
Niektórzy twierdzą, że przyłożył do tego rękę sam Elon Musk, który znacząco obniżył ceny Tesli – po to, by walczyć z chińską konkurencją. Niestety, Hertz „oberwał” rykoszetem, co często zdarza się podczas wojny cenowej.
Jak podają przedstawiciele firmy, samochody spalinowe też nie pozwoliły wygenerować odpowiedniego kapitału, ponieważ zostały zakupione w trudnym momencie – gdy brakowało półprzewodników, co windowało ich ceny.
Dziś firma stara się zapobiec dalszym problemom ekonomicznym, co nie jest łatwe. Podjęto decyzję o sprzedaży 30 tysięcy aut elektrycznych, co dodatkowo wpłynie na ich spadek wartości rynkowej – duża podaż, większa konkurencja, niższa cena.
Zgodnie z informacjami uzyskanymi przez portal Bloomberg, wypożyczalnia Hertz chce zakończyć restrukturyzację swojej floty do końca 2025 roku. Należy więc spodziewać się dalszych strat przez kilkanaście miesięcy.
Firma nie podała, ile modeli na prąd pozostanie w gamie. Ich liczba ma być jednak lepiej dostosowana do potrzeb rynku, co oznacza, że wciąż będą dominowały samochody spalinowe cieszące się większym zainteresowaniem.
Nieco ponad miesiąc temu zmarł jeden z czterech biskupów konsekrowanych w 1988 roku przez Arcybiskupa Lefebvre bez zgody papieża. Przyczyną śmierci było pęknięcie czaszki powstałe w wyniku upadku na kamiennych schodach w seminarium w Econe w Szwajcarii, gdzie mieszkał przez ostatnie kilka lat. Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Tissier de Mallerais miał 79 lat i w ciągu długiego życia przysłużył się wielce Bractwu Kapłańskiemu św. Piusa X. Aby upamiętnić jego odejście z tego „padołu łez”, niechaj niniejsze Komentarze przypomną przynajmniej trzy wydarzenia, wyrażając jednocześnie wdzięczność nas wszystkich wobec niego i modląc się o spokój jego duszy.
Po pierwsze, pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku, kiedy Arcybiskup rozpoczął pierwszy rok działalności seminarium, pod koniec roku opuściło go tak wielu spośród pierwszych seminarzystów, że był bliski porzucenia swojego projektu, jakby nie miał on przyszłości. Dwóch z tych młodych seminarzystów przekonało go, aby nie rezygnował, ale spróbował jeszcze raz w następnym roku akademickim. Jednym z nich był Paul Aulagnier, faktyczny założyciel kluczowego dystryktu Bractwa we Francji. Drugim był Bernard Tissier de Mallerais, przyszły biskup Bractwa. Gdzie byłby dziś Kościół katolicki – i świat – gdyby ci dwaj nie przekonali Arcybiskupa do wytrwania w tym, co stanie się przyczółkiem podtrzymywania katolickiej Tradycji w pogrążającym się w szaleństwie Kościele i świecie?
Po drugie, w latach osiemdziesiątych XX wieku Arcybiskup prowadził śmiertelną walkę z masońskimi wrogami Kościoła, którzy twardo trzymali się sterów władzy w Kościele przekazanych im po Soborze Watykańskim II, co z kolei było sprawiedliwą karą Bożą za ogólnoświatową apostazję ludzkości. Główny problem był doktrynalny – połączone błędy wolności religijnej i fałszywego ekumenizmu, z których oba fundamentalnie podważały wszystkie katolickie dogmaty. To właśnie na ks. Tissier Arcybiskup w dużej mierze polegał, gdy przedstawiał prawdziwą doktrynę Kościoła, aby wyjaśnić, dlaczego katolicka Tradycja, zdradzona przez modernistów, musi być broniona za wszelką cenę. Inspiracja pochodziła od Arcybiskupa, ale ks. Tissier był jego narzędziem wykonawczym.
Po trzecie, w 2006 roku biskup Tissier udzielił poważnego wywiadu Stephenowi Heinerowi, publikującemu wówczas dla The Remnant, amerykańskiego magazynu katolickiego, który z pewnością posiada pełny tekst dostępny w swoich archiwach. Kiedy Heiner myślał, że zakończył wywiad, Biskup sprzeciwił się – nie, Heiner pominął to, co najważniejsze – po raz kolejny doktrynę, przerażające błędy doktrynalne papieża Benedykta XVI. Z ostatniej części wywiadu jasno wynika, że Biskup zadał sobie trud przeczytania tego, co ks. Ratzinger napisał wcześniej w swojej karierze „teologa”. Ilu z nas zadało sobie ten trud? W poczuciu sprawiedliwości Biskup mówi Heinerowi, że nie wie, czy Papież Ratzinger wyrzekł się swojej sentymentalnej naiwności, ale jednocześnie stwierdza, że do 2006 roku Ratzinger nie odwołał jeszcze swoich błędów. Oto cytat ze stron 232-233, przetłumaczony z niemieckiego z książki Ratzingera pt. „Wprowadzenie do chrześcijaństwa”, wydanej w 1968 roku:
”… niektóre z tekstów nabożeństw zdają się sugerować, że chrześcijańska wiara w Krzyż pojmuje Boga jako Boga, którego nieubłagana sprawiedliwość wymagała ludzkiej ofiary, ofiary Jego własnego Syna.Z przerażeniem uciekamy przed sprawiedliwością, której mroczny gniew pozbawia wiarygodności przesłanie miłości”.
Innymi słowy, krzyż był zbyt straszny, aby mógł być prawdziwy, ponieważ Bóg Ojciec nie mógł wymagać tak okrutnej ofiary od swego ukochanego Syna, ponieważ takie okrucieństwo jest sprzeczne z nową soborową religią „miłości”. Oto modernizm, czysty i prosty. Dla porównania, św. Ignacy poświęca cały pierwszy tydzień Ćwiczeń Duchowych na uświadomienie uczestnikom rekolekcji, jak poważne były ich grzechy. Ks. Ratzinger obracał wiarę w papkę. Biskup Tissier stał na straży wiary. Zobaczcie cały wywiad Tissier-Heiner.
Czas na niepolskiego prezydenta nie nastał nagle. Ta możliwość nigdy nie zniknęła, a nawet została utrwalona po „okrągłym stole” wyborem sługi Moskwy – komunistycznego generała Jaruzelskiego. Potem w kolejności byli: „ Bolek” tajny współpracownik komunistycznych służb, dwie kadencje Kwaśniewskiego, komunisty będącego członkiem formacji, której pierwszy człon założyli agenci Kominternu podlegli GRU. Był Lech Kaczyński, podsemita i zdrajca lizboński, a następnie sprawiający wrażenie dybuka – Komorowski, patron marszu od niepodległości z herbem w postaci orła z czekolady.
Aktualnie kończy się kadencja Andrzeja Dudy, który został zdiagnozowany swego czasu jako „idiota w starożytnym sensie tego słowa”. Łukasz Warzecha, który moim zdaniem ujmuje sprawy zbyt delikatnie, powiedział o prezydencie PiS „Duda nie ma jaj”.
Dlaczego zostali wybrani?
„Taka świecka tradycja”, i nie chodzi bynajmniej o żydowskie żony, lecz o brak polskości w sensie braku poczucia polskich obowiązków. W praktyce jest to brak zdolności ich pojmowania i wykonywania zgodnie z sentencją „Polakiem jestem i mam obowiązki polskie”.
Tradycja, a gwoli precyzji ten nikczemny zwyczaj pojawił się w czasie upadku I Rzeczpospolitej, a potem został utrwalony przez okupantów w czasie pierwszej komuny, będąc dziś kontynuowanym przez kolonizatorów III RP.
Kto następny?
Prawie wszyscy kandydaci na prezydenta to kandydaci „koalicji chanukowej” reprezentujący obce, sprzeczne z polskimi, interesy przedstawiane w mediach jako „polska racja stanu” dosypywana codziennie Polakom do porannej kawy w formie propagandowej trucizny. Wszystkie różnice programowe jakie można dostrzec w rzekomo innych narracjach wynikają ze specyfiki, m.in. ze stopnia ogłupienia i demoralizacji, poszczególnych elektoratów. Żadna z tych deklarowanych różnic nie przełożyła się nigdy na polityczną praktykę. I tak na przykład Olakom, elektoratowi KO, można już mówić wprost, powtarzając słowa Tuska „polskość to nienormalność”, a tym co jest lepsze to „unijność” w połączeniu z nową cnotą, którą ogólnie można określić mianem qrwofilii. Dla odmiany „słomianym patriotom” popierającym PiS, którzy nie są aż tak bardzo zdemoralizowani, ale równie skutecznie zmanipulowani, opowiada się inną bajeczkę udekorowaną symboliką patriotyczną.
Radosław zwany zdradliwym
Sikorski powiedział, że w czasie poprzednich pozorów (wyborów) stawką była „praworządność” i dlatego kandydatura Trzaskowskiego była uzasadniona. Dziś stawką jest „bezpieczeństwo” i to z tego powodu On (Sikorski) jest najlepszym kandydatem.
Absolutny fałsz. Fałsz zgodny z sowieckim kanonem stosowanym w demokracji liberalnej „słowa nie oznaczają nic lub oznaczają swoje przeciwieństwo”. W praktyce chodzi o leworządność i niebezpieczeństwo. Niebezpieczeństwo wyboru dwóch antypolskich opcji: „brytyjskiej” (Sikorski) i „niemieckiej” (Trzaskowski) z ponadczasowym zarządem powierniczym potomków Kaina. Podobną opinię o Trzaskowskim i Sikorskim wyraził Adam Wielomski, dodając: opcji polskiej brak. Innym, słusznym przekazem, od czasu wyboru Trumpa, raczy nas Jacek Bartosiak dodając Francję z Macronem. Czy kolejny prezydent III RP, zgodnie z ponad 30 letnim zwyczajem, również okaże się polskawy?
Łapówka i wyłudzenia na fałszywy dokument. Jacek Sutryk usłyszał zarzuty
(PAP/Jarek Praszkiewicz )
Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk usłyszał w śląskim wydziale Prokuratury Krajowej zarzut dotyczący wręczenia korzyści majątkowej b. rektorowi Collegium Humanum Pawłowi C. za uzyskanie dyplomu tej uczelni, a także posługiwania się tym nielegalnie uzyskanym dokumentem i wyłudzenie w ten sposób 230 tys. zł.
„Nie wręczyłem żadnej łapówki” – oświadczył prezydent Wrocławia wychodząc z prokuratury po trwających kilkanaście godzin czynnościach. Prokuratura zastosowała wobec Sutryka wolnościowe środki zapobiegawcze.
„Jacek S. stoi pod zarzutem wręczenia korzyści majątkowej b. rektorowi Collegium Humanum i była to łapówka wręczona w zamian za to, aby Jacek S. otrzymał dyplom ukończenia studiów podyplomowych MBA, mimo że tych studiów nie ukończył” – powiedział w piątek nad ranem dziennikarzom naczelnik śląskiego wydziału PK Tomasz Tadla, po przesłuchaniach i konfrontacjach, w których uczestniczył m.in. Sutryk.
Jak dodał, po uzyskaniu tego dyplomu prezydent Wrocławia posłużył się nim w kilku podmiotach samorządowych. „Na tej podstawie, wiedząc że jest to dokument niezbędny aby zasiadać w radach nadzorczych, wyłudził łącznie ponad 230 tys. zł” – powiedział prok. Tadla.
Według prokuratury podejrzani umówili się, że łapówka dla rektora Collegium Humanum zostanie wpłacona na podstawie fikcyjnej umowy doradztwa dla Wrocławskiego Parku Technologicznego. Na tej podstawie – opisują śledczy – Paweł C. otrzymywał wynagrodzenie – w sumie 75 tys. zł. Poza tym była oficjalna wpłata – 9,5 tys. zł – od Sutryka. Łączną kwotę łapówki prokuratura określa więc na ok. 84 tys. zł „Oprócz tego była tam też korzyść osobista, ponieważ zagwarantowano również Pawłowi C. zasiadanie w radzie ds. aktywności Wrocławskiego Parku Technologicznego” – opisywał prok. Tadla.
Podejrzanym grozi do 10 lat więzienia, ale – jak zaznaczył naczelnik – niektórym z nich, którzy uczynili sobie z przestępstw stałe źródło dochodu, grozi jeszcze surowsza kara.
Nowy kaznodzieja Domu Papieskiego odrzuca nauczanie Pisma Świętego potępiające akty homoseksualne. Przekonuje, że Stary i Nowy Testament w ogóle nic na ten temat nie mówią. Jak odpowiedzieć na coraz silniejszą homoherezję w Kościele?
Od wielu lat w Kościele katolickim podejmowana jest próba zmiany oceny moralnej aktów homoseksualnych. Rzecz jest dyskutowana bardzo intensywnie z kilku zasadniczych względów.
Po pierwsze, Tradycja Kościoła potępia akty seksualne między osobami tej samej płci wyraźnie i dobitnie. Po drugie, kwestia homoseksualizmu jest elementem ostrego sporu politycznego w państwach świata Zachodu. Po trzecie, od moralnej oceny homoseksualizmu zależą również inne sprawy: jeżeli uznać akty homoseksualne za moralnie dopuszczalne, to w jaki sposób podejść do antykoncepcji, rozwodów, powtórnych związków etc.?
Do roku 2013 roku w Stolicy Apostolskiej panowała zgoda co do jednoznacznego odrzucenia progresywnych zapatrywań w tym względzie. Św. Paweł VI kategorycznie odrzucił możliwość utrzymywania relacji seksualnych poza małżeństwem, domagając się, by były one zawsze otwarte na przekazywanie życia. Zdecydowanie podtrzymywali to św. Jan Paweł II oraz Benedykt XVI.
Przeciwko papieżom występowali liczni teologowie, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych i krajów niemieckojęzycznych. Wychodząc od historyczno-krytycznej egzegezy Pisma Świętego, twierdzeń współczesnej nauki oraz od filozoficznej koncepcji autonomii moralnej sugerowali, że należy zmienić moralną ocenę aktów homoseksualnych, o ile tylko mają one wymiar relacyjny. Sprawą zajmują się szczególnie chętnie teologowie rozwijający tzw. etykę relacyjną, głosząc, że każdy akt seksualny pomiędzy ludźmi może być dopuszczalny, o ile tylko ma on na celu umocnienie istniejącej między tymi ludźmi relacji oraz jest dokonywany za obopólną zgodą.
Od 2013 roku postawa Stolicy Apostolskiej zaczęła się zmieniać. Papież Franciszek chętnie otacza się ludźmi, którzy reprezentują w tej kwestii myślenie progresywne. Dotyczy to również kwestii homoseksualizmu. Czytelnikowi dobrze znane są liczne wypowiedzi Ojca Świętego wspierające środowisko LGBT. Postawa papieża kulminowała 18 grudnia 2023 roku, kiedy autoryzował ogłoszenie deklaracji doktrynalnej „Fiducia supplicans” o błogosławieniu par LGBT. W tekście tej deklaracji mówi się, że udzielenie błogosławieństwa parze jednopłciowej nie oznacza akceptacji homoseksualnej relacji seksualnej, ale w praktyce trudno taką tezę utrzymać.
Jesienią 2024 roku duże oburzenie u tradycyjnych katolików wywołał dominikanin o. Timothy Radcliffe, w międzyczasie nominowany przez Franciszka do godności kardynalskiej. Na łamach „L’Osservatore Romano” napisał, że nie wyobraża sobie, w jaki sposób młode osoby homoseksualne miałyby pozostać wierne nauczaniu Kościoła. Sugerował w ten sposób implicite, że należałoby przyjąć moralną dopuszczalność aktów seksualnych między osobami tej samej płci, przynajmniej u osób młodych.
Okazuje się, że postawy afirmujące nową ocenę moralną aktów homoseksualnych są w otoczeniu papieża Franciszka coraz wyraźniejsze. Ojciec Święty mianował na początku listopada nowego kaznodzieję Domu Papieskiego. 90-letniego kapucyna kard. Raniero Cantalamessę zastąpił inny kapucyn, 53-letni o. Roberto Pasolini. O. Pasolini uważa nauczanie Kościoła katolickiego na temat aktów homoseksualnych za nieadekwatne wobec rzeczywistości.
Kilka miesięcy temu wygłosił u kapucynów w Varese na północy Włoch wykład pt. „Homoseksualizm i życie chrześcijańskie”. Cały, prawie godzinny wykład w języku włoskim jest dostępny na YouTube. Portal PCh24.pl zapoznał się z treścią szczegółowo z treścią tego wystąpienia. Poniżej omawiamy jego najważniejsze punkty. Wydaje się, że o. Pasolini reprezentuje nurt myślenia odgrywający coraz większą rolę w Stolicy Apostolskiej. To oznacza, że argumenty, jakich używają jego przedstawiciele, trzeba koniecznie poznać, celem wypracowania zdecydowanej i dobrze uargumentowanej krytyki. W innym wypadku wszelka dyskusja teologiczna zostanie przez stronę stającą w obronie prawa naturalnego i Tradycji Kościoła przegrana.
Z polskiej perspektywy rzecz jest szczególnie paląca, bo cały czas toczy się debata nad prawnym zalegalizowaniem związków jednopłciowych. Politycy prawicowi mają wciąż w Kościele katolickim ważnego sojusznika przeciwko takim zamiarom, nawet jeżeli niektórzy hierarchowie ten sojusz wyraźnie naruszają (jak zrobił to niedawno kard. Kazimierz Nycz). Trzeba zadbać o to, by katolicyzm w Polsce był w stanie obronić się przed intelektualną ofensywą środowisk progresywnych, prowadzoną nie tylko przez teologów zachodnich. Już wiele lat temu pojawili się w Polsce duchowni, którzy powtarzają wyczytane w ich pracach argumenty, tacy jak o. Jacek Prusak SJ, o. Maciej Biskup OP czy ks. prof. Alfred Wierzbicki.
Co powiedział o. Roberto Pasolini?
Nowy kaznodzieja Domu Papieskiego wygłosił wykład u kapucynów w Varese na północy Włoch 2 lutego 2024 roku. Przedstawił w nim dekonstrukcję tradycyjnej interpretacji wypowiedzi Pisma Świętego na temat homoseksualizmu. Zasadniczy wniosek o. Pasoliniego brzmi: Stary i Nowy Testament nie mówią nic na temat homoseksualizmu tak, jak my dziś go rozumiemy. Należy zatem wypracować nową ocenę homoseksualizmu, wychodząc od relacyjnej natury człowieka, który został przez Boga stworzony po to, by żyć razem z innym.
O. Pasolini rozpoczął wykład od krótkiego omówienia Księgi Rodzaju. Starał się wykazać, że Pan Bóg stworzył człowieka jako istotę głęboko relacyjną, która nie może osiągnąć szczęścia żyjąc w samotności. Przedstawiwszy swoją optykę na tę kwestię rozpoczął dekonstrukcję zwykłego odczytywania Biblii w sprawie aktów homoseksualnych.
Na początekskupił się na kwestii Sodomy, łącząc ją z historią Lewity z Efraima opowiedzianą w Księdze Sędziów. O. Pasolini odrzucił tradycyjną interpretację losu Sodomy, zgodnie z którą została ukarana za grzech homoseksualny. Nowy kaznodzieja Domu Papieskiego mówił, że chodziło tutaj o rażące naruszenie praw gościnności. Do domu Lota przybyli dwaj goście, którzy w istocie byli aniołami. Mieszkańcy Sodomy podeszli pod dom Lota i domagali się wydania im przybyszów, chcąc z nimi fizycznie obcować. Lot zaoferował im w zamian swoje córki.
W przypadku Lewity z Efraima, mówił o. Pasolini, jest podobnie. Lewita podróżując znalazł schronienie w Gibea. Dom, w którym przebywał, został otoczony przez mieszkańców Gibea, którzy oczekiwali od gospodarza, że wyda im Lewitę w celu obcowania homoseksualnego. Gospodarz się na to nie zgodził, ale wyprowadził do nich żonę Lewity. Kobieta była gwałcona przez całą noc i umarła.
O. Pasolini przekonuje, że w obu wypadkach mamy do czynienia z tłumem, który chce dopuścić się aktu homoseksualnego. W obu przypadkach chce to jednak uczynić wobec człowieka objętego prawem gościnności i stąd wyjątkowo chronionego. Co więcej, twierdzi, w przypadku historii z Gibea ewidentne jest, że tłum nie jest homoseksualny w naszym rozumieniu tego zjawiska – to po prostu tłum rozpustników, którzy mogą gwałcić mężczyznę, ale równie dobrze kobietę i tak też czynią. Również w przypadku Sodomy oferta Lota wydania córek wskazuje, że tłumu nie postrzegano jako wyłącznie homoseksualnego, ale raczej jako po prostu rozpustny i gwałtowny. Według kaznodziei Domu Papieskiego nie da się zatem wyprowadzić z historii Sodomy, odczytanej razem z historią Lewity z Efraima, potępienia homoseksualizmu jako skłonności skutkującej tworzeniem trwałego związku przez dwie osoby tej samej płci. Zdaniem o. Pasoliniego tematem obu historii jest kwestia gościnności i radykalnych prób naruszenia tejże.
Według kapucyna inny jest przypadek prawa Mojżeszowego, które nakazuje karać śmiercią za obcowanie homoseksualne dwóch mężczyzn, podobnie jak kategorycznie odrzuca sytuację, w której kobieta nosiłaby męską szatę, a mężczyzna ubiór kobiecy. O. Pasolini sądzi, że w tym wszystkim nie chodzi o sam akt seksualny, ale o troskę o tożsamość. Należałoby czytać te przepisy w kontekście narodu, który dopiero uczy się żyć i otrzymuje instrukcje, jak przetrwać i nie wyginąć. Stąd tak duży nacisk na prokreację i wykluczenie wszystkiego, co nie służy prokreacji. Prawo według o. Pasoliniego celowo przytacza najbardziej rażące przypadki podejmowania aktywności seksualnej nieskutkującej prokreacją, żeby zwrócić na to uwagę. Jego zdaniem gdyby w tamtych czasach dostępna była antykoncepcja, pewnie prawo mówiłoby o tym. Dlatego znowu nie ma tu potępienia współczesnego fenomenu homoseksualizmu, a jedynie dbałość o biologiczne przetrwanie wspólnoty Izraela.
O. Pasolini zdekonstruował również tradycyjną wykładnię św. Pawła Apostoła, który dobitnie potępia homoseksualizm, wskazując, że mężczyźni współżyjący ze sobą nie odziedziczą Królestwa Niebieskiego. Kapucyn uważa, że św. Paweł potępiając takie akty seksualne potępiał lubieżność, pozostając w tradycji rozumienia homoseksualizmu jako perwersyjnego wypaczenia seksualności motywowanego wyłącznie aktem poszukiwania przyjemności. W tym sensie należy piętnować lubieżne akty nie tylko homoseksualne, ale również heteroseksualne. „W pismach Pawła nie mówimy o ludziach, którzy mają stałą skłonność do pragnienia aktów seksualnych z osobami tej samej płci. Mówimy o mężczyznach, którzy chcieliby mieć kobietę, ale zamiast tego okazjonalnie idą z mężczyznami i dopuszczają się haniebnych czynów” – powiedział zakonnik. Jak dodał, św. Paweł nie znał osób homoseksualnych, które chcą wieść pobożne życie; znał tylko takie sytuacje jak orgie, gdzie współżyły ze sobą również osoby tej samej płci.
Ojciec Pasolini zaczął się następnie zastanawiać, czy Pismo Święte daje jakieś przykłady par homoseksualnych. Wskazał tu na dwie możliwości: Dawida i Jonatana oraz rzymskiego setnika i jego sługę. Stwierdził, że w żadnym z tych wypadków nie można mówić z pewnością o łączącej ich relacji homoseksualnej i tak naprawdę jest to tylko swobodna interpretacja, której tekst wcale nie sugeruje; uznał jednak, że można podjąć po prostu eksperyment myślowy i zastanowić się, czy nie mogłoby tu chodzić o homoseksualizm. To powiedziawszy, stwierdził też, że są „najbardziej skrajne” opinie, które „posuwają się do hipotezy”, że mogłyby istnieć związki homoseksualne „między Jezusem a uczniami” albo „Jezusem i Łazarzem”. O. Pasolini odciął się od tego, ale bynajmniej nie kategorycznie, mówiąc tylko, że takie hipotezy nie mają uzasadnienia, bo Biblia o tym po prostu nie mówi. Nie wydaje się jednak, by całkowicie odrzucał podobne myśli.
Konkludując stwierdził, że w Piśmie Świętym „nie ma osądu na temat homoseksualizmu jako orientacji psychologicznej czy stanu egzystencjalnego”; jest jedynie osąd „epizodów” homoseksualnych. Zdaniem kapucyna Biblia porusza się w świecie, w którym nikt nawet nie myśli, że może istnieć tendencja inna niż heteroseksualna; dlatego czyny homoseksualne katalogowano zawsze jako dokonywane z pożądliwości. Według Pasoliniego nie należy wyciągać z tego pozytywnych wniosków na temat „bezczelnych demonstracji” czy „dumy gejowskiej”, ale po prostu ludzi, którzy mają takie skłonności. Biblia potępia ludzi „zdegradowanych do poziomu barbarzyńskiego, nieco nieludzkiego, o czym Paweł stara się przypominać z całą mocą”. Te potępiane zachowania, jak w Sodomie czy Gibea, należy odróżnić od tego, co my znamy jako stałe tendencje homoseksualne, czyli coś, co – jak powiedział o. Pasolini – wyraża się w związku „mającym na celu ucieleśnienie miłości międzyludzkiej”. W sumie, sądzi Pasolini, Biblia daje podstawy do potępienia homofobii, zarazem nie dając podstaw do pozytywnej oceny związków homoseksualnych. Dlatego należy wypracować podejście do takich związków wypracować własną odpowiedź na kanwie „naszej inteligencji, nauk humanistycznych i dialogu”.
Konkluzja. Błędy logiczne i anachronizm
Jak widać, narracja o. Roberto Pasoliniego jest bardzo dziurawa. W przypadku Sodomy i Gibea doszło niewątpliwie do naruszenia praw gościnności; nie oznacza to jednak w żadnej mierze, by nieznaczący był również sposób tego naruszenia. Lot i gospodarz Lewity z Efraima proponują rozpustnemu tłumowi wydanie kobiet, a nie jakichkolwiek innych mężczyzn, na przykład sług czy niewolników, co sugeruje, że jako ludzie pobożni kategorycznie odrzucali obcowanie homoseksualne. Nie można od tego abstrahować w dzisiejszej lekturze Pisma Świętego. Zastanawia też sposób „rozwiązania” problemu nakazów i zakazów prawa Mojżeszowego. O. Pasolini słusznie zauważa, że prawodawca troszczył się o biologiczne przetrwanie Izraela i potępiał wszystko, co mu szkodzi, w tym akty homoseksualne. Ponownie jednak nie przekreśla to w żaden sposób innych możliwych motywów dla potępienia takich aktów, zwłaszcza w związku z ich rażącą i ewidentną nienaturalnością. Próba sprowadzenia wyraźnego moralnego potępienia aktów homoseksualnych w Starym Testamencie do naruszania praw gościnności oraz troski o wykorzystywanie męskiej energii wyłącznie w celu prokreacyjnym może zostać oceniona jako nieudana, ze względu na niezrozumiałe zawężenie możliwych motywacji stojących za tym potępieniem. Równie nieprzekonujące jest sprowadzanie krytyki aktów homoseksualnych u św. Pawła do podążania za dawniejszą tradycją i potępiania wyłącznie pożądliwości. O. Pasolini najwyraźniej zapomniał, że Grecy i Rzymianie znali fenomen stałych tendencji homoseksualnych. Antyczna poezja liryczna i komedia opisuje takie zachowania od czasów Safony i Arystofanesa; zna je nawet historiografia, przynajmniej od czasów Tukidydesa, opisującego homoseksualnych kochanków Harmodiosa i Arystogejtona, tzw. tyranobójców. Twierdzić, że św. Paweł i świat antyczny w ogóle nie wiedzieli niczego na temat „homoseksualnych skłonności” jest kompletnie anachroniczne.[nie, to jest kłamliwe. md]
Praca teologów koniecznie potrzebna
To jednak tylko kilka ogólnych uwag ze strony skromnego dziennikarza. W obliczu faktu, że nową interpretację homoseksualizmu rozwijają dzisiaj prominentni teologowie, znajdując aprobatę nawet u nowego kaznodziei Domu Papieskiego, konieczne jest udzielenie profesjonalnej teologicznej odpowiedzi. Polscy teologowie powinni zapoznać się szczegółowo z głównymi pracami wspierającymi taką nową interpretację, by następnie gruntownie je skrytykować, tak, by nie pozwolić na zakorzenienie się protęczowej ideologii w łonie Kościoła katolickiego w Polsce.
Imigranci gwałcą i napastują w metrze i autobusach. Rozwiązanie problemu według lewicy: wagony „tylko dla kobiet”
Imigranci w Niemczech gwałcą i napadają na kobiety. Skalę problemu dostrzega już nawet lewica. Zieloni w Berlinie zaproponowali, żeby w metrze był zawsze jeden wagon „tylko dla kobiet”. Inne ugrupowania nie kryją oburzenia, wskazując, że skoro gwałcą imigranci, to zamiast tworzyć „wagony dla kobiet” trzeba po prostu wyrzucić z kraju sprawców.
Z propozycją stworzenia wagonów „tylko dla kobiet” wyszła deputowana do berlińskiego parlamentu, Antje Kapek. Powołała się na rosnący problem z przestępczością seksualną wobec kobiet.
Pomysł jako absurdalny ocenił polityk AfD, Rolf Wiedenhaupt. Bezpieczeństwa nie można stworzyć „poprzez separowanie jakichś kategorii ofiar, a jedynie przez konsekwentne zajęcie się sprawcami, szybkie wyroki i wykorzystanie prawa karnego”, powiedział.
Antje Kapek uważa, że w wagonach „tylko dla kobiet” powinien przebywać jeszcze dodatkowy pracownik, który będzie monitorować sytuację bezpieczeństwa. Wiedenhaupt zauważył, że ten postulat nie uwzględnia rzeczywistości: w Berlinie od wielu miesięcy brakuje kierowców, więc tym trudniej byłoby zatrudnić dodatkowych pracowników jako tego rodzaju strażników.
Ideę separowania pań w wagonach „tylko dla kobiet” krytycznie ocenił również polityk liberalnej berlińskiej FDP, Peter Langer. W jego ocenie Zieloni to „bankruci”, którzy przyznają się do własnej niezborności politycznej. W Berlinie nie może być żadnych „stref no-go”, podkreślił. Liberał nie wezwał jednak do rozprawy z gwałcicielami, ale do zatrudnienia większej liczby pracowników prewencji.
Jak tłumaczyła Antje Kapek w rozmowie z berlińskimi mediami, w komunikacji miejskiej dochodzi do wielu przestępstw. Kiedy wagony czy autobusy są zatłoczone, kobiety są często obmacywane. Dochodzi również do regularnych gwałtów, co jest w ostatnim czasie w ogóle plagą Berlina, nie tylko w komunikacji miejskiej.
Nie ma tymczasem cienia wątpliwości, że kobiety są napastowane i gwałcone głównie przez imigrantów. Od 2013 roku liczba przestępstw seksualnych w komunikacji miejskiej w Berlinie wzrosła o ponad 260 procent. Jest to ściśle powiązane z wpuszczeniem do kraju przez Angelę Merkel milionów tzw. uchodźców.
Na marginesie warto zaznaczyć, że partia Zielonych gorliwie wspiera ideologię gender. Jak pogodzić to z wagonami wyłącznie dla kobiet? Co jeżeli islamski gwałciciel będzie deklarować, że ma płynną płciowość? Na te pytania, póki co, nie ma odpowiedzi.
Źródło: jungefreiheit.de Pach
==================================
12 stycznia 2024
Zbiorowe gwałty w Berlinie. Imigranci atakują nawet 14-latki
W noc sylwestrową trzej mężczyźni zgwałcili kobietę w parku w centrum Berlina. To kolejny taki przypadek w ciągu ostatnich miesięcy. Wcześniej zgwałcono 14-latkę oraz 23-letnią kobietę – i to na oczach jej męża.
Zgwałcona w Sylwestra kobieta ma 29-lat; po gwałcie udało jej się samodzielnie uciec z parku.
Görlitzer Park znajduje się w dzielnicy Kreuzberg. To jeden z najbardziej niebezpiecznych miejsc w stolicy Niemiec: lewicowe władze pozwalają, aby w biały dzień handlowano w nim narkotykami. W parku stanął nawet pomnik czarnoskórego handlarza narkotyków.
To nie pierwszy przypadek zbiorowego gwałtu w Berlinie. Zaledwie kilka tygodni temu portal PCh24.pl informował, że przed sądem stanęła też grupa imigrantów z Afryki, która dopuściła się zbiorowego gwałtu w tym samym Görlitzer Park. Mężczyźni pobili i okradli jej męża – i na jego oczach zgwałcili żonę.
Część sprawców była już wcześniej wielokrotnie karana, ale nigdy nie trafili do więzienia. Nie mieli prawa do azylu i powinni zostać wyrzuceni z Niemiec; jednak władze tolerowały ich obecność.
Co więcej, w czerwcu 2023 roku dwaj muzułmanie zgwałcili 14-latką w Berlinie, tym razem w innej części miasta (Berlin Steglitz-Zehlendorf). Dopiero teraz stanęli przed sądem.
Gwałciciele to imigrant z Turcji, 19-letni Mehmet E. oraz 18-letni Islam El-M. Ciekawy szczegół: Islam El-M. urodził się w Berlinie, ale przed sądem musiał wystąpić z tłumaczem. „Rodowity Niemiec” nigdy nie nauczył się mówić po niemiecku.
Muzułmanie zaatakowali 14-latkę wieczorem podczas imprezy urodzinowej. Wciągnęli ją w krzaki; dziewczynka broniła się i krzyczała, ale sprawcy nie ustąpili.
19-letni Mehmet E. trafił do aresztu w sierpniu ubiegłego roku. Islam El-M. przebywał cały czas na wolności.
Jak podaje Polska Izba Gospodarcza Sprzedawców Węgla (PIGSW), ceny energii w Polsce są jednymi z najwyższymi w Europie. Koszty odbijają się na firmach, które muszą być konkurencyjne z firmami z Chin, które za prąd płacą aż cztery razy mniej!
Ceny energii w Polsce, a ceny energii w Chinach. Polskie firmy mogą mieć problem z konkurencyjnością
W raporcie PIGSW czytamy, że wzrost cen energii w Polsce wynika głównie z wysokich i wciąż rosnących kosztów uprawnień do emisji CO2. Uprawnienia w ramach unijnego systemu ETS opierają się na zasadzie „zanieczyszczający płaci”, czyli w zależności od poziomu emisji CO2, firmy energetyczne ponoszą dodatkowe koszty. To przekłada się na wyższe ceny energii u producentów, więc i dla przedsiębiorców i odbiorców prywatnych.
Zdaniem PIGSW gdyby nie system ETS, Polska energetyka oparta na węglu mogłaby mieć jedną z najniższych cen energii w Polsce. W raporcie porównano polską gospodarkę do Chińskiej, która ma podobny udział węgla w miksie energetycznym. W Polsce w 2023 roku węgiel stanowił o 63 proc. wyprodukowanej energii, a w Chinach 65 proc.
Chiny mają czterokrotnie tańszy prąd. Tam ceny spadają, u nas rosną
Cena energii w Polsce od stycznia 2024 wynosiła 1,15 zł/kWh, a w Chinach w przeliczeniu na polską walutę 0,30 zł/kWh.
Jeszcze w 2019 roku cena za kWh energii w Polsce wynosiła 0,61 zł, a w Chinach 0,38 zł/kWh. To oznacza, że w Chinach cena za kWh energii spadła, a w Polsce wzrosła niemal dwukrotnie!
Jak podaje PIGSW elektrowni węglowych w Polsce wynosi 36 GW, w Chinach 1160 GW. Jednocześnie udział Polski w światowej emisji CO2 wynosi 0,84 proc., a udział Chin to 32,88 proc.
PIGSW wskazuje również, że Chiny budują nowe jednostki węglowe. Polska powoli wycofuje się z mocy węglowych, jednak perspektywa budowy elektrowni jądrowej jest dosyć odległa, niedawno minister przemysłu Marzena Czarnecka powiedziała, że realny termin uruchomienia pierwszego reaktora to 2040 rok! Przez ten czas Polska będzie skazana na korzystanie z drogich przez unijne opodatkowanie mocy węglowych i uzupełniania miksu energetycznego Odnawialnymi Źródłami Energii. [MD: Jeśli nie rozwali tej idiotycznej, komunistycznej Unii „Europejskiej”]
Minister edukacji Barbara Nowacka powiedziała, że „edukacja seksualna” uczniów będzie w polskich szkołach obowiązkowa „bez względu na opinie jednej czy drugiej organizacji”. Przypomnijmy – wedle opublikowanej niedawno podstawy programowej dzieci będą się uczyć m.in. o masturbacji, LGBT, różnych „orientacjach seksualnych”, aborcji i „transpłciowości”. Rząd Tuska daje więc jasno do zrozumienia wszystkim rodzicom i organizacjom społecznym – nie interesuje nas wasze zdanie, zamierzamy przymusowo deprawować wasze dzieci. Ogłoszone przez MEN „konsultacje społeczne” w sprawie nowego, obowiązkowego przedmiotu są od początku czystą fikcją. Dlatego do powstrzymania systemowej, narzuconej odgórnie deprawacji kluczowe jest zaangażowanie rodziców w swoim środowisku i miejscu zamieszkania oraz podjęcie przez rodziców osobistych decyzji dotyczących przyszłości swoich rodzin.Kilka dni temu w rozmowie z mediami Barbara Nowacka powiedziała, że:
„edukacja zdrowotna będzie obowiązkowym przedmiotem szkolnym bez względu na opinie jednej czy drugiej organizacji”.
Nowacka powiedziała te słowa w momencie, w którym trwają ogłoszone przez MENformalne „konsultacje społeczne” na temat wprowadzenia do szkół nowego przedmiotu i tego, jak miałby on wyglądać. Nowacka dodała również, że jej zdaniem szkoła jest po to, żeby:
„każde dziecko dostawało ten sam zakres informacji opartych na wiedzy, a nie na przesądach, zabobonach i uprzedzeniach jednej czy drugiej organizacji lub sekty.”
Panie Mirosławie, działania organizacji takich jak nasza Fundacja, która ostrzega rodziców przed zagrożeniem, szefowa MEN określa mianem „zabobonów” i „uprzedzeń”, nazywa nas również „sektą”. W trakcie „konsultacji społecznych” mówi, że deprawacja i tak będzie obowiązkowa, bez względu na zgłaszane do MEN opinie. O czym to wszystko świadczy?
Prowadzone przez rząd „konsultacje” od początku są fikcją. W przestrzeni publicznej pojawiają się apele o ich przedłużenie oraz uwzględnienie w ich trakcie „szacunku dla chrześcijańskich wartości”. Jednak kierownictwo MEN nie zamierza nas szanować. Musimy pamiętać, że przymusowa deprawacja seksualna dzieci nie jest wymysłem rządu Tuska. To realizacja międzynarodowych, globalnych wytycznych, przed którymi nasza Fundacja ostrzega już od ponad 10 lat.
Tusk i Nowacka to podwykonawcy narzuconych z zagranicy wytycznych. Tydzień temu alarmowaliśmy, że zgodnie z opublikowaną przez MEN podstawą programową do nowego, obowiązkowego przedmiotu dzieci będą uczyć się m.in. o masturbacji, LGBT, różnych „orientacjach seksualnych” i „tożsamościach” płciowych, rodzajach związków nieformalnych i homoseksualnych, rozwodach, aborcji, antykoncepcji, bezdzietności, popędzie seksualnym, wyrażaniu zgody na seks oraz różnych formach aktywności seksualnej. To wszystko elementy Standardów Edukacji Seksualnej w Europie – dokumentu stworzonego przez rząd Niemiec i Światową Organizację Zdrowia (WHO), który reguluje to, jak mają wyglądać lekcje w szkołach i przedszkolach.
Nasza Fundacja mówi o tym głośno od 2013 roku, kiedy w reakcji na opublikowanie w języku polskim Standardów Edukacji Seksualnej w Europie (co stało się na konferencji współorganizowanej przez MEN) uruchomiliśmy naszą ogólnopolską kampanię „Stop pedofilii”, w ramach której ostrzegamy rodziców przed zagrożeniem. W ciągu ostatnich 10 lat wielokrotnie alarmowaliśmy rodziców na temat działalności „edukatorów seksualnych” i aktywistów LGBT, którzy wchodzą do szkół i organizują deprawacyjne lekcje w oparciu o Standardy WHO. Środowiska te od lat są wspierane przez polityków powiązanych z Koalicją Obywatelską i Lewicą, przede wszystkim przez prezydentów dużych miast takich jak Rafał Trzaskowski (Warszawa), Jacek Jaśkowiak (Poznań), Aleksandra Dulkiewicz (Gdańsk) czy Jacek Sutryk (Wrocław). Polscy „edukatorzy seksualni” i aktywiści LGBT otrzymują również na swoje działania potężne wsparcie z zagranicy, przede wszystkim od Unii Europejskiej, ambasady USA oraz rządów wielu innych krajów.
To, co od 1 września 2025 ma obowiązkowo wejść do wszystkich szkół podstawowych w całym kraju, jest więc po prostu systemowym przeniesieniem na grunt ogólnopolski działań deprawacyjnych, które w ciągu ostatnich 10 lat były forsowane na poziomie lokalnym i samorządowym.
Panie Mirosławie, narracja Barbary Nowackiej o tym, że każde dziecko ma otrzymywać „zakres informacji opartych na wiedzy a nie zabobonach” to taka sama propaganda, jaką od lat stosują „edukatorzy seksualni” i aktywiści LGBT wchodzący do polskich szkół. Mówią oni, że chcą tylko prowadzić dla dzieci lekcje „o dojrzewaniu” lub „o tolerancji”, aby uśpić czujność rodziców i uzyskać zgodę dyrekcji na przeprowadzenie zajęć z uczniami. Teraz, jak przyznała Nowacka, MEN o zgodę nikogo nie będzie pytać – deprawacja ma być przymusowa.
„Informacje oparte na wiedzy”, które mają być obowiązkowo przekazywane dzieciom na „edukacji zdrowotnej” będą polegać na tym, że uczniowie dowiedzą się, iż zdrowa jest masturbacja, zdrowe jest oglądanie pornografii, zdrowa jest aborcja, zdrowa jest chemiczna antykoncepcja, zdrowy jest homoseksualny styl życia, zdrowa jest rozwiązłość. Jak już informowaliśmy, opublikowana przez MEN podstawa programowa słowem nie wspomina np. o tym, że współżycie seksualne musi się wiązać z miłością i odpowiedzialnością. Zamiast tego uczniowie dowiedzą się o „faktach” tzn. o masturbacji, LGBT, rozwodach i bezdzietności. Czystość, miłość i odpowiedzialność to według szefowej MEN „zabobony jednej czy drugiej organizacji lub sekty”.
Dlatego konieczny jest opór społeczny, gdyż przeciwstawienie się deprawacji jest fundamentalną sprawą dla przyszłości istnienia naszego narodu. Stąd istotne jest kształtowanie świadomości i budzenie sumień Polaków, czym zajmuje się nasza Fundacja poprzez niezależne kampanie społeczne, akcje uliczne, publiczne modlitwy różańcowe, akcje billboardowe, przejazdy furgonetek oraz dystrybucję tysięcy kolejnych broszur ostrzegawczych przed „edukacją seksualną” w szkołach.W ostatnim czasie zorganizowaliśmy m.in. spotkanie dla rodziców w Elblągu na temat obowiązkowej deprawacji w szkołach oraz metod obrony przed tym zagrożeniem. Uczestnikom rozdaliśmy broszury, które kolejne osoby zamawiają, aby przekazywać swoim znajomym, szczególnie w szkołach. Właśnie dzięki tego typu działaniom i spotkaniom w ciągu ostatnich 10 lat zablokowanych zostało wiele deprawacyjnych inicjatyw oraz aktywności „edukatorów seksualnych”, którzy usiłowali wchodzić do szkół korzystając z braku świadomości rodziców. Z kolei w Złotowie z inicjatywy pani Katarzyny, która zgłosiła się do nas, aby zostać Kapitanem Różańcowym, przeprowadzona została publiczna modlitwa różańcowa. Podobna akcja odbyła się także w Tarnowie, gdzie do uczestników naszego publicznego różańca podszedł młody chłopak. Na początku naśmiewał się z naszych działań, ale po chwili nawiązał dyskusję z koordynatorem naszej akcji. W pewnym momencie powiedział, że próbował popełnić samobójstwo, gdyż był molestowany i wolałby, aby jego matka zamordowała go poprzez aborcję. Słuchaliśmy opowieści, jak ktoś brutalnie odebrał mu poczucie własnej wartości i sensu życia oraz jak młody chłopak został oszukany przez lobby deprawacyjne i aborcyjne. Mamy nadzieję, że otrzymał od nas zrozumienie i współczucie, jakiego potrzebował. Jak powiedział po zakończeniu akcji nasz koordynator: ta pikieta była właśnie dla tego chłopaka, byliśmy tam dla niego. Podobne działania regularnie organizowane są w wielu innych miastach na terenie całej Polski. Wciąż zgłaszają się do nas nowe, chcące działać osoby, które otrzymują wsparcie od koordynatorów naszej Fundacji. Do powstrzymania deprawacji i jej wpływu na dzieci kluczowe są także osobiste decyzje podejmowane przez rodziców. W szczególności decyzje dotyczące organizacji własnego życia rodzinnego, decyzje o wyborze właściwej szkoły dla swoich dzieci lub decyzje o przejściu na edukację domową, która z roku na rok zyskuje w Polsce na popularności m.in. z uwagi na postępującą demoralizację i coraz większą liczbę zagrożeń dla dzieci i młodzieży. We wszystkich tych kwestiach doradzają nasi wolontariusze, prosimy o kontakt. Aby dalej działać, docierać do tysięcy kolejnych osób, alarmować przed przymusową deprawacją wchodzącą do szkół, wyjaśniać Polakom na czym polega zagrożenie, pomagać kolejnym ludziom oraz mobilizować nasze społeczeństwo do oporu, potrzebne jest stałe i regularne wsparcie Darczyńców. W najbliższym czasie potrzebujemy na organizację kolejnych niezależnych akcji ok. 17 000 zł. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić naszej Fundacji dalszą walkę o świadomość Polaków i wesprzeć kolejne osoby, które chcą angażować się w działanie w swoim miejscu zamieszkania. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Poproszona przez dziennikarkę Polskiego Radia o komentarz do opinii Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły dotyczącej edukacji zdrowotnej i innych zmian wprowadzanych przez MEN, Pani „ministra” Barbara Nowacka zarzuciła ekspertom z Koalicji „kłamstwo i manipulację oraz brak znajomości podstawy programowej”, określając ich jako „grupą ortodoksów.
Trudno powiedzieć co Pani nazywana „ministrą” miała na myśli używając słowo „ortodoks”. Ortodoks to może być osoba, która ściśle przestrzega tradycyjnych zasad, doktryn lub praktyk danej religii, filozofii czy ideologii. Termin „ortodoks” pochodzi z greckich słów „orthos” (prawidłowy) i „doxa” (opinia, wiara) i dosłownie oznacza „prawidłowa wiara” lub „prawidłowa opinia”. W tym przypadku wydaje się, że użycie tego terminu miało wyłącznie na celu ośmieszenie poglądów krytycznych wobec projektu rozporządzenia mającego wprowadzić do szkół obowiązkową edukację seksualną.
Poniżej cała odpowiedź Pani Minister na pytanie dziennikarki radia (podkreślenia moje): „Pojawia się kontrowersja przez grupę ortodoksów, która chce zwrócić na siebie uwagę, która ewidentnie nie przeczytała dokumentu. To co usłyszałam od tej grupy jest dalekie od prawdy, to są po prostu kłamstwa i głupoty. Bardzo chcą zwrócić na siebie uwagę, a w dodatku tego typu półprawdami, nieprawdami, kłamstwami, manipulacjami powodują, że niektórzy rodzice zaczną mieć obawy co do przedmiotu, który jest po prostu niezbędny. Dzieciaki są w kryzysie zdrowia psychicznego, dzieciaki nie mają bardzo często skąd czerpać rzetelnych wiadomości, szkoła jest w tym miejscem które mają dostać rzetelną wiadomość na temat swojego zdrowia fizycznego, psychicznego, seksualnego, na temat ruchu, na temat diety. Ze zdumieniem patrzę jak czasami ludzie którzy chcą być uważani za poważnych, zachowują się tak, jakby działali na rzecz krzywdy dzieci, a nie wsparcia dzieci i młodzieży. Edukacja zdrowotna jest potrzebna, jest niezbędna, jest bardzo oczekiwana przez bardzo wiele środowisk, w tym również przez środowisko rodziców.”
O jakim kryzysie zdrowia psychicznego mówi Nowacka? Czy chodzi o traumę postkowidową? Skąd przekonanie, że w dobie Internetu, dzieciaki nie maja skąd czerpać rzetelnych informacji? I dlaczego rodzice są złym ich źródłem? Czy szkoła jest odpowiednim miejscem, gdzie dzieci mają dostać wiadomość na temat swojego zdrowia fizycznego i psychicznego? Jakie kompetencje mają nauczyciele, żeby informować dzieci o stanie ich zdrowia psychicznego? I dlaczego seksualność traktowana jest jako kwestia „zdrowotna”?
Czytając propozycję rozporządzenia ministra edukacji dowiadujemy się, że „przedmiot edukacja zdrowotna pozwala uczniom na zdobywanie wiedzy i rozwijanie umiejętności, które mają realne zastosowanie w ich codziennym życiu, wpływając na ich świadome decyzje dotyczące zdrowia.” Historycznie definicja zdrowia ewoluowała od wąskiego, fizjologicznego podejścia, stanu braku choroby, braku patologii lub odchyleń od normy fizjologicznej, do bardziej złożonego, holistycznego widzenia zdrowia jako integralnej części dobrostanu jednostki.
W latach 50-tych, zgodnie z definicją Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która została przyjęta w 1948 roku i była nadal obowiązująca, zdrowie definiowano jako: „Zdrowie to stan pełnego fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu, a nie tylko brak choroby czy kalectwa.” W 1974 roku w dokumencie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) zatytułowanym „Education and Treatment in Human Sexuality: The Training of Health Professionals” pojawiła się nowa definicja: „„Zdrowie seksualne stanowi połączenie somatycznych, emocjonalnych, intelektualnych i społecznych aspektów życia seksualnego w sposób, który znacznie wzbogaca i podkreśla osobowość, metody komunikowania się oraz miłość”. Ale już w 2002 roku uznano, że ta definicja jest przestarzała i uzgodniono nową o brzmieniu: „Zdrowie seksualne jest dobrostanem fizycznym, emocjonalnym i społecznym w odniesieniu do seksualności; nie jest jedynie brakiem choroby, zaburzeń funkcji bądź ułomności. Zdrowie seksualne wymaga pozytywnego i pełnego szacunku podejścia do seksualności oraz związków seksualnych, jak również do możliwości posiadania dających przyjemność i bezpiecznych doświadczeń seksualnych, powinno być wolne od przymusu, dyskryminacji i przemocy. Aby osiągnąć i utrzymać zdrowie seksualne, prawa seksualne powinny być respektowane, chronione i spełniane”.
W 2010 roku okazało się, że ta definicja jest zbyt wąska i Światowa Organizacja Zdrowia wraz z Agencją do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) i Agencją do spraw zdrowia zwierząt rozpoczęły wspólne działania pod hasłem „One Health”, co zaowocowało opublikowaniem nowej definicji: „One Health to zintegrowane, jednoczące podejście, które dąży do zrównoważonego balansowania i optymalizacji zdrowia ludzi, zwierząt i ekosystemów. Uznaje, że zdrowie ludzi, zwierząt domowych i dzikich, roślin oraz szerszego środowiska (w tym ekosystemów) jest ściśle powiązane i współzależne”. Zdrowie ludzi nie jest rozpatrywane w izolacji; jest ściśle powiązane z zdrowiem zwierząt i ekosystemów. Definicja ta jest integralna z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ, zwłaszcza z celem 3 dotyczącym zdrowia i dobrobytu, a także z celami związanymi z ochroną środowiska i życiem na lądzie i pod wodą. „One Health” w zasadzie oznacza wszystko i nic – zdrowie zwierząt, ekosystem, obawy o poziom CO2 i oczywiście zdrowie ludzkie, czynniki, które mogą stanowić podstawę do podjęcia drastycznych środków, w tym nawet do ogłoszenia stanu zagrożenia zdrowia publicznego czy pandemii”.
Projekt rozporządzenia MZ to bezrefleksyjna realizacja lewicowych, globalistycznych zaleceń, realizowanych już w całej Europie. Mimo, że koncepcja One Health ma się dopiero pojawić z negocjowanym Traktacie Pandemicznym WHO, Komisja Europejska i Rada Europy już ją w życie. Rada UE podkreśla, że zdrowie to jeden z warunków wstępnych zrównoważonego rozwoju, i że ma ono duże znaczenie dla bezpieczeństwa, stabilności i dobrobytu wszystkich społeczeństw, w tym społeczeństw w UE. Co jest kluczowe dla zdrowia? Według Rady najważniejsze jest „osiągnięcie równości płci, zwalczanie szkodliwych stereotypów płci, zaradzenie problemowi stygmatyzacji i dyskryminacji są kluczowe dla posiadania dobrego zdrowia przez wszystkich. Zdrowie na świecie wymaga skutecznych działań wielostronnych i inkluzywnych partnerstw z udziałem wielu zainteresowanych stron oraz jest jednym z podstawowych filarów polityki zewnętrznej UE, koniecznym do wzmocnienia międzynarodowego porządku opartego na zasadach”. Rada podkreśla, że „UE i jej państwa członkowskie, w ramach swoich odpowiednich mandatów i kompetencji, muszą korzystać ze sposobności wzmacniania swojego oddziaływania jako globalne i regionalne podmioty, by przyczyniać się w konkretny i wymierny sposób do tworzenia zdrowszego i bezpieczniejszego świata, w tym w środowiskach o niestabilnej sytuacji, dotkniętych przez kryzysy i konflikty. W tym kontekście Rada wzywa do zwiększenia ambicji poprzez stosowanie wszechstronnego podejścia, od skupiania się na ratowaniu życia i ograniczaniu występowania i rozprzestrzeniania się chorób po również propagowanie zdrowia i dobrostanu, w tym zdrowia psychicznego i zwalczania dyskryminacji i stygmatyzacji, w szczególności w odniesieniu do kobiet i dziewcząt, dzieci i młodzieży, osób starszych, osób z niepełnosprawnościami, osób LGBTI, ludności rdzennej oraz osób i społeczności podatnych na zagrożenia lub marginalizowanych oraz migrantów i osób wysiedlonych”. Punktami odniesienia dla tych wysiłków powinny być trzy uzupełniające się priorytety strategii, w tym „zapobieganie zagrożeniom dla zdrowia, w tym pandemiom, i zwalczanie ich dzięki stosowaniu podejścia ‘Jedno zdrowie’– aby unikać przyszłych kryzysów zdrowotnych i łagodzić ich skutki zdrowotne, społeczne i gospodarcze – między innymi poprzez wzmocnienie odporności i skuteczne zapobieganie, gotowość i mechanizmy reagowania, w tym zintegrowany i skoordynowany nadzór i monitorowanie, zwiększoną liczbę pracowników publicznego sektora zdrowia oraz lepszy dostęp do medycznych środków przeciwdziałania i dobrowolny transfer technologii, likwidowanie luk w globalnym zarządzaniu, prawnie wiążące porozumienia na wypadek pandemii i wzmocnione Międzynarodowe przepisy zdrowotne.”
We Francji edukacja seksualna jest prowadzona w dwóch uzupełniających się etapach: jako „edukacja w zakresie życia emocjonalnego i relacyjnego” – dla przedszkoli (cykl 1, dzieci w wieku 3-5 lat) i szkół podstawowych (cykl 2, 6-8 lat) oraz „seksualności” dla szkół podstawowych (cykl 3, 9-11 lat), gimnazjów (cykle 3, 4, 12-14 lat) i liceów. Jest ona obowiązkowa i realizowana w całym kraju, zarówno w placówkach publicznych, jak i prywatnych.
Co można wyczytać z rozporządzenia przygotowanego przez Nowacką? Edukacja zdrowotna skupia się na 10 kwestiach: wartościach i postawach, zdrowiu fizycznym, aktywności fizycznej, odżywianiu, zdrowiu psychicznym, zdrowiu społecznym, dojrzewaniu, zdrowiu seksualnym, zdrowiu środowiskowym oraz Internecie, profilaktyce uzależnień i systemie ochrony zdrowia.
Wiele z wymienianych wymagań szczegółowych dotyczących wiedzy i umiejętności ucznia ma źródła pandemiczne. Na przykład w dziale I – Wartości i Postawy uczeń powinien przyjąć„postawę prospołeczną w odniesieniu do zdrowia innych osób; rozumieć ideę zachowań prozdrowotnych w kontekście zdrowia publicznego, w tym donacji krwi, szczepień ochronnych”. Zdrowie fizyczne to uczenie dzieci „stosowania zasady epidemiologicznej profilaktyki; wyjaśniania, czym są epidemie i pandemie oraz jak do nich dochodzi”. Dziecko musi umieć wyjaśnić „znaczenie szczepień w przeszłości i obecnie; rozróżnia szczepienia obowiązkowe i zalecane; omawia, czym są ruchy antyszczepionkowe, czym jest dezinformacja o szczepieniach i jak ją rozpoznać”. Dział zajmujący się zdrowiem seksualnym wymaga od ucznia umiejętności „wymieniania stereotypów płciowych oraz wyjaśniani ich negatywnego wpływu na funkcjonowanie człowieka”.Uczeń „wyjaśnia pozytywne znaczenie ludzkiej seksualności; omawia pojęcie popęd seksualny i jego zmiany w okresie dojrzewania; wymienia powody, dla których ludzie decydują się na aktywność seksualną oraz konsekwencje z nią związane” oraz „omawia pojęcie orientacji psychoseksualnej i kierunki jej rozwoju (heteroseksualna, homoseksualna, biseksualna, aseksualna)”. Musi tez umieć „wyjaśnić pojęcia: poronienie, aborcja; wymienia etyczne, prawne, zdrowotne i psychospołeczne uwarunkowania dotyczące przerywania ciąży.”
Rodzic pojawia się w dokumencie 12 razy, seksualność 58 razy.
Rektorowi Collegium Humanum postawiono zarzut przyjęcia ponad miliona złotych za wystawianie dyplomów. Paweł C. liczy na zostanie świadkiem koronnym i otworzył się przed prokuraturą – ustaliła „Rzeczpospolita”.
Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach 23 lutego postawił zarzuty sześciu osobom z warszawskiej uczelni niepublicznej Collegium Humanum, w tym rektorowi Pawłowi C. Wśród absolwentów osławionej uczelni są m.in.: doradcy prezydenta Dudy Marcin Drewa i Piotr Karczewski, Bartłomiej Obajtek (brat byłego szefa Orlenu i były dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku). Collegium Humanum ukończyli także politycy PO Jacek Sutryk (prezydent Wrocławia), wiceministerka rodziny Aleksandra Gajewska, Krzysztof Gadowski (skarbnik klubu PO) czy sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii Waldemar Sługocki.
Zobacz wideo Marcin Bosacki ujawnia, kogo chciałby przesłuchać przed komisją ds. Pegasusa
„System rodem z PRL”. Rektor Collegium Humanum zeznaje przed prokuraturą
Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita„, Paweł C. zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i ujawnia nazwiska osób, które kupowały lub otrzymywały za darmo dyplomy na jego uczelni. Wśród tych osób są wpływowi politycy, biznesmeni, samorządowcy, artyści, naukowcy, policjanci, strażacy czy sportowcy. Ponadto w Collegium Humanum handlowała także doktoratami i habilitacjami.
Z informacji dziennika wynika także, że uczelnia za łapówkę otrzymała akredytację. W związku, z czym postawiono zarzuty Arturowi G., dyrektorowi Biura Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Zdaniem śledczych G. w zamian zażądał i przyjął od Pawła C. 450 tys. złotych. Jego żona została z kolei zatrudniona na uczelni. – Kiedy pojawiało się zapotrzebowanie na dany kierunek, to uczelnia go otwierała, w myśl zasady „mówisz i masz – mówi informator dziennika.
– Czegoś takiego jeszcze nie widziałem w swej karierze – twierdzi osoba związana ze śledztwem. – Zeznania Pawła C. nie tylko wskazują, kto kupował dyplomy dla dodatku do pensji, prestiżu lub tego, by zasiadać w spółce, ale również obnażają system korupcyjny w Polsce rodem z PRL – dodaje. Rektor liczy, że będzie mógł skorzystać z instytucji „małego świadka koronnego”. Wyszedłby wówczas z aresztu, a sąd złagodziłby jego przyszły wyrok – pisze „Rz”.
Osoby, które kupowały dyplomy w Collegium Humanum, same zgłaszają się do CBA
Do Centralnego Biura Antykorupcyjnego zgłosiło się kilka osób, które nielegalnie uzyskały dyplomy w Collegium Humanum – informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada. To odpowiedź na propozycję CBA, która zakładała możliwość uniknięcia kary po zgłoszeniu się do śledczych. Służby nie ujawniają ich tożsamości, pełnionych zawodów czy funkcji.
– Do tej pory dobrowolnie zgłosiło się pierwszych kilka osób. Pozostałe serdecznie zapraszamy. Jeżeli zgłoszą się same, zanim my po nie przyjdziemy, to będą mogły skorzystać z klauzuli niekaralności, jaką daje art. 229 par. 6 kodeksu karnego – podkreśla rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Wydarzenia w Amsterdamie towarzyszące meczowi pomiędzy Ajaxem a Maccabi Tel-Aviv, mają istotne znaczenie dla pokazania, jak antysemityzm zmienił się w narzędzie ideologiczne i propagandowe.
Gdy tylko 7 listopada przybyli do Amsterdamu, wyszli na ulice. Krzyczeli „Nie mogę się doczekać, aż izraelscy żołnierze zabiją tych wszystkich pieprzonych Arabów“ i „Dlaczego w Gazie nie ma szkoły, dzieje się tak dlatego, że nie ma dzieci“ i innych równie „pokojowych“ haseł. Zburzyli i spalili dwie flagi palestyńskie, a także flagi holenderskie. Pobili marokańskiego taksówkarza i zniszczyli jego pojazd. Na stadionie wygwizdali minutę ciszy na cześć ofiar powodzi w Walencji i krzyczeli, że „Hiszpania jest antysemicka“, ponieważ uznaje Państwo Palestyna.
Kibice izraelskiego klubu piłkarskiego Tel Awiw to chuligani. Są znani jako bandyci i rasiści, którzy organizują antyarabskie i antypalestyńskie demonstracje w samym Izraelu…
Sprawa ostatecznie zakończyła się potyczkami pod koniec meczu. Na nagraniu wideo widać, jak izraelscy zwolennicy są ścigani ulicami. Nie wiadomo, kto ich prześladował. Tylko dochodzenie to ustali. Główny film, który będzie szeroko wykorzystywany przez media, pokazuje, jak izraelski zwolennik zostaje powalony na ziemię. Krzyczy na napastnika (którego dziwnie nie widzimy), że nie jest Żydem i oferuje mu pieniądze, podczas gdy napastnik krzyczy „chcesz zabijać dzieci!” Nic nie wskazuje skąd się wziął ten film.
Jest to więc bójka jak wiele innych, z tym że w tym przypadku nabrała ona wymiaru politycznego, ponieważ mecz był od początku upolityczniony przez izraelskich zwolenników, którzy nie mieli pojęcia, jaką reakcję wywoła. Dzięki proizraelskiemu cudowi medialnemu odpowiedź ta nabrała dodatkowo znaczenia „antysemickiego pogromu“. W rzeczywistości od 7 października 2023 r. Izrael i jego obrońcy mają tendencję do nazywania wszystkiego „pogromem“. Niedawno dodano nawet termin „ratonnades“, używany w kolonialnej Algierii, który opisuje polowania na „Arabów“ na ulicach i masowe lincze Algierczyków przeprowadzane przez „pieds noirs“, jak nazywa się ludność złożona z Europejczyków i Żydów w Algierii.
Rzeczy, które poszły niewypowiedziane
Szczególnie interesujące są rzeczy, które izraelskie media i ci, którzy powtarzają swoje słowa na Zachodzie, pozostawiają niewypowiedziane. Kłamstwo przez zaniechanie jest jedną z głównych technik propagandy.
Na przykład nie mówią, przynajmniej na początku relacji z wydarzeń, że to izraelscy zwolennicy dopuścili się przemocy, zarówno fizycznej, jak i werbalnej, treścią swoich haseł. Będziemy się tego stopniowo uczyć dopiero wtedy, gdy media te pogodzą się w tym momencie z prawdą ze względu na obrazy krążące w sieciach społecznościowych i wstępne informacje holenderskiej policji.
W nadawanych wypowiedziach nie ma śladu antysemityzmu. Jeśli było coś antysemickiego, to byli to izraelscy zwolennicy ze swoimi antyarabskimi hasłami i wezwaniami do arabskich zabójstw i, co jeszcze bardziej potworne, do masakry dzieci w Gazie. Nawet scena, w której izraelski zwolennik krzyczy, że nie jest Żydem, co ma być antysemickim aktem oskarżenia, w rzeczywistości przynosi odwrotny skutek propagandystom, ponieważ ujawnia, że krzyczał o morderstwo palestyńskich dzieci.
Nic nie wskazuje na to, że „na ulicach jest polowanie na Jewish“. Czy Żydzi w Amsterdamie byli celem ataku? Nie, to izraelscy kibice izraelskiej drużyny zostali zaatakowani jako tacy.
Niesamowite milczenie zachodnich mediów na temat faktu, że Izrael, państwo położone na Bliskim Wschodzie, uczestniczy w europejskich konkursach, można również określić jako niezrozumiałe. Więc to jest anomalia geograficzna. To sama definicja kolonii. Jest to de facto uznanie, że Izrael jest obcym krajem na Bliskim Wschodzie, że jest częścią Zachodu. Co za spowiedź! Na Zachodzie anomalia ta nie jest ani wskazywana, ani o niej nie myśli się. Szum propagandowy i syjonistyczna wizja problemu ostatecznie spowodowały, że ludzie stracili wszelkie poczucie przyczyny, a dokładniej zdrowy rozsądek.
Teraz jednak, po ludobójstwie w Gazie, wydaje się, że Izrael i jego zwolennicy wpadli we własną pułapkę, ponieważ izraelskie zespoły najwyraźniej nie są mile widziane w stolicach europejskich. Tak było już we wrześniu w Belgii, gdzie mecz Belgia-Izrael został odwołany przez miasto Bruksela ze względów bezpieczeństwa „“.
Tagi, Tifo, „atmosferyczne antysemityzmy“
10 listopada na Uniwersytecie w Lyonie odbył się protest studencki przeciwko wizycie przewodniczącego francuskiego Zgromadzenia Narodowego Yaëla Braun-Piveta, podczas którego rozległy się okrzyki „izraelskiego mordercy“ „Yaël complice“. Przypomnijmy, że to on wyraził „bezwarunkowe poparcie we francuskim Zgromadzeniu“ dla Izraela, który odwiedził 20 października, aby wyrazić to poparcie pośród masakr w Gazie.
Na Uniwersytecie w Lyonie III na ścianach namalowano metki potępiające to „bezwarunkowe wsparcie“. Upamiętniają 40 000 zabitych i tysiące dzieci zabitych w Gazie. Jest to więc ściśle rzecz biorąc prawda. Ale to wystarczy, aby media odczytały z niego „antysemityzm“. Sugeruje się nawet, że jest on atakowany w ten sposób, ponieważ przewodniczący Zgromadzenia Francuskiego jest pochodzenia żydowskiego. Tak sam mówi. Na korytarzach kanału informacyjnego LCI jeden z komentatorów zapytał wiceprzewodniczącego CRIF, jak to możliwe, że naklejki te są uważane za antysemickie. Odpowiedział, że „antysemickie jest intencją, ponieważ jest to zniszczenie Izraela“.
W tym samym duchu używany jest obecnie inny argument propagandowy, a mianowicie argument „atmosferyczny antysemityzm“. Co tylko pokazuje, jak mętna jest cała sprawa.
W tym samym kontekście Tifo, ogromny baner „Free Palestina“, został rozwinięty 8 listopada na stadionie Parc des Princes w Paryżu podczas meczu PSG. Tifo wezwał do pokoju. Ten sam wiceprzewodniczący CRIF, którego zapytano o to na tym samym kanale, zaprzeczył, jakoby było to wezwanie do pokoju, mimo że zostało napisane gigantycznymi literami. Ponownie dostrzegł w nim chęć zniszczenia Izraela poprzez wyrażenie „Free Palestina“ i szkic, który został narysowany na Tifo w Palestynie w kolorach słynnego palestyńskiego szalika „kefi“.
„Chcą zniszczyć Israel“
Porozmawiajmy o często powtarzanym temacie, że chcą „zniszczć Izrael“. Oprócz potępienia antysemityzmu jest to centralny element propagandy syjonistycznej. Używa się go do wszystkiego: do usprawiedliwienia odrzucenia państwa palestyńskiego, odmowy negocjacji („nie negocjujesz z kimś, kto chce cię zniszczyć), wojen do „zapewniających bezpieczeństwo Izraela”, czystek etnicznych itp.
Prawda jest taka, że jedynym zniszczeniem, którego jesteśmy świadkami, jest zniszczenie Palestyńczyków i Palestyny. Izrael nie jest w stanie zostać zniszczony. A jaka jest racjonalność takiego argumentu, który ma być definitywny, bez odwołania, w propagandzie, która jest zdecydowana zaciemnić wszelki zdrowy rozsądek i kontrolować ludzkie umysły. Ile krajów ma przeciwników, którzy marzyliby o ich zniszczeniu? A jednocześnie należą do największych. A jednak współistnieją. W izraelskiej propagandzie intencja jest tak samo dobra jak działanie. Jedną rzeczą jest zarzucanie drugiemu wrogich zamiarów, a drugą odmawianie rozprawienia się z nim. Bo wtedy byłaby tylko wojna i nie byłoby dyplomatycznego rozwiązania. Czy nie tego chcą izraelscy urzędnicy? A potem jest jeszcze jedna dziwna rzecz, że ten stan żyje w ciągłym strachu przed zniszczeniem. Może czuje, że się niszczy. Być może Hamas lub Hezbollah chcą zniszczyć państwo izraelskie. Jednak odmowa negocjacji z nimi pozostawia im tylko jedno rozwiązanie, jeśli Palestyna ma istnieć, a mianowicie zniszczenie Izraela. I właśnie o to oskarża ich Izrael, odmawiając negocjacji. Jakie niespójności.
Izrael i Żydzi
Widać, że proizraelską propagandę w mediach głównego nurtu coraz częściej prowadzą pracownicy pochodzenia żydowskiego. Jest to pośredni dowód izolacji tego dyskursu. Jest jednak również niebezpieczny, ponieważ prowadzi do fuzji tożsamości żydowskiej i proizraelskiego dyskursu w mediach. Wielu Żydów wyczuło to niebezpieczeństwo i zdystansowało się od tego skrótu.
Choć wydarzenia w Amsterdamie nie były zderzeniem tożsamości, ponieważ dotyczyły zwolenników Izraela, to jednak przewidywały to niebezpieczeństwo. Wszyscy są tego świadomi, zwłaszcza Żydzi, których przerażają te niebezpieczne ekscesy, wywołane ludobójstwem w Gazie. Należy się obawiać, że rozprzestrzeni się ona na cały Zachód, ze szkodą dla społeczności żydowskich na całym świecie. Innymi słowy, zgodnie z czystą ideologią syjonistyczną, Netanjahu chce, aby Żydzi, wszyscy Żydzi, „namoczyli się“, a jego działania są w rezultacie tym bardziej szkodliwe.
Jacques Attali, genialny intelektualista, gdy ma odwagę oderwać się od pewnej dyktatury komunitarnej i powiedzieć jej kilka prawd, już w 2007 roku w tekście zatytułowanym „Uncertain future“ zwrócił uwagę na „upadek społeczności żydowskiej w świecie“. Napisał: „Musimy zatem zaakceptować to, “ podkreślił, „, że ludność żydowska jest coraz bardziej mniejszością, słabą i na skraju wyginięcia“. W Europie – kontynuował – „będzie pewnego dnia 3 miliony Żydów i 50 milionów Muslims“. I podsumował: „Musimy zrobić wszystko, aby ten związek był pozytywny, a nie antagonistyczny“. Powiązał nawet ten upadek z „intelektualnym upadkiem“.
W Stanach Zjednoczonych i na Zachodzie rośnie ruch antysyjonistycznych Żydów.
Kolejny mecz, ale w Paryżu
Po incydentach w Amsterdamie prezydent Macron ogłosił 10 listopada, że weźmie udział w meczu Francja-Izrael, który ma się odbyć 14 listopada w Paryżu, „aby wysłać przesłanie braterstwa i solidarności po niedopuszczalnych przejawach antysemityzmu“, które miały miejsce w Amsterdamie.
Prezydent Macron spotkał się z ostrą krytyką ze strony francuskiego systemu medialno-politycznego za to, że nie wziął udziału w nieoficjalnej demonstracji „antysemityzmu“, która została zorganizowana 12 listopada 2023 r. w odpowiedzi na poważne demonstracje solidarności z Palestyną.
Na posiedzeniu CRIF (potężnej i wpływowej Rady Przedstawicieli Instytucji Żydowskich we Francji) 8 października nazwisko prezydenta Macrona zostało wygwizdane, gdy został wymówiony przez nowego premiera Francji, który przybył, aby przedstawić się organizacji. Niedawno francuski prezydent stał się wówczas celem ostrych ataków politycznych francuskich urzędników, nawet tych bliskich jego obozowi, za wspomnienie o sprzeczności między opowiadaniem się „za zawieszeniem broni a dalszym dostarczaniem broni Izraelowi“ oraz za krytykę Netanjahu za prowadzenie „barbarzyńskiej wojny“.
Dlatego wielu interpretuje jego niedawne oświadczenie, że weźmie udział w meczu w wyniku wszystkich tych nacisków politycznych i jako sposób na zrekompensowanie jego braku udziału w demonstracji przeciwko antysemityzmowi. Izrael ma tak wielki wpływ na francuską politykę.
Jednak Netanjahu najwyraźniej nie był poruszony gestem prezydenta Macrona, aby wziąć udział w meczu. Premier Izraela prosi izraelskich kibiców, aby ze względu na własne bezpieczeństwo nie brali udziału w meczu.
Już 8 listopada ogłosił, że poinstruował Mossad, aby chronił izraelskich zwolenników w Europie bez obawy, że zostanie to zinterpretowane jako atak na suwerenność państw europejskich. Ponadto ogłoszono, że w dniu meczu obecni będą izraelscy policjanci. Jest to prawdziwa eksterytorialność praktykowana przez Izrael, który tak się składa, że odmawia Francji zarządzania miejscem kultu chrześcijańskiego, posiadłością Eleona, francuską własnością narodową w Jerozolimie. 7 listopada dwóch francuskich żandarmów strzegących tego miejsca zostało zaatakowanych i aresztowanych, a następnie zwolnionych.
Netanjahu i francuskie media mówiły o meczu francusko-izraelskim, czasem o bezpieczeństwie Izraelczyków, innym razem o bezpieczeństwie „French Jewish“. Nie wiemy już, dla kogo są instrukcje bezpieczeństwa.
CRIF czuje się zaangażowany w ten mecz piłki nożnej, ponieważ zostanie rozegrany z Izraelem, drużyną, która mimo wszystko, przynajmniej w teorii, jest mu obca. A jednak oficjalnie interweniuje, aby mecz nie został przełożony lub odwołany we Francji. I to on oraz francuskie media i politycy go wspierają, oskarżają solidarnych z Palestyną o import konfliktu izraelsko-palestyńskiego do Francji. Ale kto to robi, jeśli cały czas się tak zachowuje? I kończąc te argumenty, oświadczają, że wszelka wrogość wobec Izraela ma treść antysemicką.
Zarzuty o antysemityzm, ostateczną bronią
Na koniec możemy zadać sobie pytanie, dlaczego Izrael, media, syjonizm i podążający jego śladami politycy nieustannie posługują się argumentem antysemityzmu, skoro Izrael, jak każde inne państwo czy kraj, mógłby potępić wrogość swoich wrogów. Odpowiedź jest dość prosta: dzieje się tak dlatego, że Izrael i jego bezwarunkowi zwolennicy nie mają innego argumentu. Jaki argument mógłby usprawiedliwić ludobójstwo w Gazie, kolonizację Palestyny, palestyńskie męczeństwo przez ponad siedem dekad?
Proizraelska propaganda, ideologia syjonistyczna, musi zatem uczynić ofiary winnymi. Propaganda twierdzi wówczas, że jeśli izraelscy zwolennicy zostali zaatakowani w Amsterdamie, to nie dlatego, że skandowali potworne hasła i zaatakowali pierwsi, ale dlatego, że są Żydami.
Dla Izraela Hamas i Hezbollah nie są organizacjami narodowymi, jedną palestyńską i drugą libańską, ale antysemickimi organizacjami terrorystycznymi, „które chcą zniszczyć Israel“. Piętnaście tysięcy dzieci zamordowanych w Gazie to także przyszli antysemici. Również antysyjonistyczni Żydzi w Stanach Zjednoczonych i gdzie indziej! Miliony ludzi na całym świecie, którzy potępiają ludobójstwo w Gazie, są również antysemitami! Świat jest antysemicki!
Antysemityzm umożliwia wyjaśnienie wszystkiego i niczego jednocześnie. Racjonalność argumentów tych, którzy potępiają zbrodnie Izraela, zostaje zastąpiona oskarżeniem, że zawierają one uczucie tak stare jak świat, który ich zamieszkuje, które kieruje ich działaniami i którego mogą nie być świadomi: nienawiść do Żydów, antysemityzm. Argument antysemityzmu umożliwia postawienie kwestii izraelskiej poza czasem, poza wszelką logiką. Zaprzeczanie ludobójstwu, oskarżanie Izraela o popełnienie zbrodni przeciw ludzkości stało się zbrodnią antysemityzmu. Każda krytyka Izraela stała się zbrodnią.
Potwór został sakralizowany. Zachód opuścił Boga i zastąpił go Izraelem. Izrael stał się bogiem syjonistycznym, pogańskim bogiem, który domaga się coraz więcej ofiar, coraz więcej krwi i coraz więcej ofiar ludzkich.
Zarzuty o antysemityzm odgrywają tę samą rolę, co zarzuty o apostazję. Ich celem jest terroryzowanie ludzi, aby nie mogli powiedzieć całej prawdy o zbrodniach Izraela. Każde słowo na ten temat staje się bluźnierstwem. Istnieją nawet plany stworzenia we Francji i Stanach Zjednoczonych specjalnego prawa w kwestii relacji między antysemityzmem, a wrogością wobec Izraela. Słowa nie mają już żadnego znaczenia. Ani wolność wypowiedzi. W swoim morderczym delirium Izrael chce rporwać za sobą cały Zachód.
Les évènements d’Amsterdam et le retour à l’Inquisition z 14.11.2024 na reseauinternational.net.
15 listopada 2024 roku, w odpowiedzi na powołanie Roberta F. Kennedy’ego Jr. na szefa Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej USA, doszło do spadku akcji największych firm farmaceutycznych, szczególnie tych, które specjalizują się w produkcji szczepionek. Reakcja rynku była natychmiastowa, a notowania spółek farmaceutycznych na giełdach w Europie oraz Stanach Zjednoczonych odnotowały znaczące straty.
Skąd wynikają spadki? Potencjalne zmiany w Departamencie Zdrowia USA
Robert F. Kennedy Jr., który od lat jest znany ze swojego sceptycyzmu wobec przymusu stosowania szczepionek, stał się kluczową postacią w kontrowersjach dotyczących polityki zdrowotnej USA. Kennedy, syn senatora Roberta F. Kennedy’ego oraz bratanka prezydenta Johna F. Kennedy’ego, ma reputację prawnika zajmującego się ochroną środowiska i działacza antyszczepionkowego, co budzi obawy wśród gigantów farmaceutycznych. Już w 2020 roku, podczas pandemii COVID-19, był krytykowany za głoszenie teorii spiskowych na temat szczepionek, a także za kontrowersyjne opinie dotyczące ich rzekomego związku z autyzmem.
Po ogłoszeniu nominacji Kennedy’ego na szefa Departamentu Zdrowia, akcje dużych firm farmaceutycznych, w tym francuskiej Sanofi, austriacko-francuskiej Valnevy, amerykańskiego Pfizera oraz Moderny, a także brytyjskich AstraZeneca i GSK, odnotowały spadki. Przykładowo, Sanofi straciło 2,82% na giełdzie paryskiej, Valneva 5,64%, AstraZeneca 2,47%, a GSK 3,07%. Na Wall Street, Pfizer zanotował spadek o 2,62%, a Moderna aż 5,62%. Spadki te były szczególnie wyraźne, biorąc pod uwagę stabilność rynku w tym samym czasie.
Co oznacza ta nominacja dla rynku farmaceutycznego?
Pod przewodnictwem Roberta F. Kennedy’ego Jr. Departament Zdrowia USA miałby odgrywać znaczącą rolę w ochronie zdrowia obywateli, jednak z większym naciskiem na ochronę przed „niebezpiecznymi chemikaliami, substancjami zanieczyszczającymi, pestycydami, farmaceutykami i dodatkami do żywności”. Kennedy, który niejednokrotnie krytykował politykę masowych szczepień, stawia na podejście bardziej ostrożne i krytyczne wobec przemysłu farmaceutycznego, co może wpłynąć na zmiany w polityce zdrowotnej w USA, a także na regulacje dotyczące szczepionek i innych produktów farmaceutycznych.
Reakcje rynku i spekulacje
Reakcja rynku na nominację Kennedy’ego jest zgodna z obawami, że nowe podejście do zdrowia publicznego może zagrażać zyskownym interesom firm produkujących szczepionki. Spadki wartości akcji związane z produkcją szczepionek wskazują na obawy inwestorów przed potencjalnymi zmianami w polityce rządu, które mogłyby wpłynąć na popyt na te produkty. Firmy takie jak Pfizer, Moderna, AstraZeneca czy GSK mogłyby stracić część swoich dochodów, szczególnie w obliczu dalszych regulacji rynkowych.
RFK Jr. a jego kontrowersje zdrowotne
Robert F. Kennedy Jr. stał się postacią, która wywołuje skrajne emocje. Z jednej strony, jest szanowanym prawnikiem i obrońcą środowiska, który od lat walczy o ochronę zdrowia ludzi przed toksynami, ale z drugiej strony jest również oskarżany o szerzenie teorii spiskowych, zwłaszcza tych dotyczących szczepionek. Jego kontrowersyjne poglądy na temat autyzmu oraz wpływu szczepionek na zdrowie dzieci są szeroko dyskutowane w mediach, a niektórzy eksperci twierdzą, że są one niepoparte dowodami naukowymi. [kłamią. md]
Czy nominacja Kennedy’ego zmieni podejście do szczepionek w USA?
Powołanie Roberta F. Kennedy’ego Jr. na stanowisko szefa Departamentu Zdrowia może wpłynąć na zmiany w polityce zdrowotnej USA, szczególnie w zakresie regulacji szczepionek. Już teraz widać, że spadki na giełdzie wskazują na lęk inwestorów przed tym, co mogą przynieść te zmiany. RFK Jr. ma zapowiedzieć bardziej zrównoważone podejście do zdrowia publicznego, które będzie uwzględniało zarówno korzyści, jak i ryzyko związane z farmaceutykami i szczepionkami.
Podsumowanie
Wydaje się, że nominacja Roberta F. Kennedy’ego Jr. na szefa Departamentu Zdrowia USA może prowadzić do poważnych zmian w polityce zdrowotnej kraju, które wpłyną na rynek farmaceutyczny, szczególnie w kontekście szczepionek. Inwestorzy reagują na te zmiany ostrożnie, a spadki akcji firm farmaceutycznych są tego wyraźnym sygnałem. Przyszłość polityki zdrowotnej pod przewodnictwem RFK Jr. wydaje się niepewna, ale z pewnością zapowiada istotne przetasowania w branży.
COLLEGIUM HUMANUM ( Tumanum ). Powiązania rektora Pawła Czarneckiego. „Jego macki sięgały wszędzie”
[to z wrogiej episkopatowi grupy, więc o mafii lawendowej nie wstydzi się puścić trochę pary. A karierę draba warto przypomnieć, choć w części. M. Dakowski]
Jeszcze kilka tygodni temu na kanale Manager Business Hub na YouTubiemożna było obejrzeć wywiad z byłym rektorem Collegium Humanum.
Kiedy prowadzący wyliczył jego osiągnięcia, Paweł C. powiedział, że toniepełny życiorys, ale rzeczywiście imponujący. [To Paweł Czarnecki, nie da się ukryć.. md]
O tym, jak prokurator zarzucił mu m.in. kierowanie grupą przestępczą, która na masową skalę produkowała dyplomy MBA – Ujawniamy powiązania rektora Collegium Humanum. „Jego macki sięgały wszędzie” Filmik zniknął z sieci. – Bo teraz wstyd coś takiego pokazywać – mówią dawni znajomi. Kiedy były rektor został aresztowany, wymieniali SMS-y i ktoś napisał: „Świat bywa sprawiedliwy”.
Wilczy bilet Pawła C.
Paweł C., rocznik 1980, pochodzi z wioski Łany w gminie Markuszów, na trasie z Puław do Lublina. W domu oprócz niego było jeszcze dwóch braci, nie przelewało się. – Rodzice to mili, dobrzy ludzie – mówi znajoma rodziny. Z ojcem Paweł miał trudne relacje. Być może dlatego już w liceum często bywał u proboszcza Ryszarda Gołdy, założyciela parafii Miłosierdzia Bożego w Puławach, wpływowego kapłana lubelskiej archidiecezji. W klasie Paweł nie był lubiany. – Traktował wszystkich z góry, z nikim nie nawiązał bliższych relacji, za to często rozmawiał z jednym ze szkolnych katechetów. Unikał ćwiczenia na lekcjach WF – opowiada dawna koleżanka.
Inni zapamiętali, że był uzdolniony humanistycznie, czytał „Historię filozofii” Tatarkiewicza i książki o historii współczesnej, ale nauki ścisłe mu nie leżały. Ubierał się inaczej niż koledzy: kiedy oni nosili dzwony, on w eleganckich spodniach i sweterkach polo wyglądał raczej jak student. Nie miał dziewczyny, na studniówkę poszedł z koleżanką z rodzinnych stron. Maturę pisał z historii, ustnie zdawał język rosyjski, co w 1999 r. było dość nietypowe.
Po maturze poszedł do seminarium duchownego w Lublinie, ale na drugim roku wyleciał z niego z hukiem. Decyzję przekazał mu abp Józef Życiński: w trybie natychmiastowym ma się spakować i opuścić seminarium. Nie wiadomo, dlaczego – Paweł C. wymazał ten epizod z biografii. Starał się potem dostać do innego seminarium, ale miał wilczy bilet. Ostatecznie wylądował na wydziale teologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Uczeń i mistrz
W 2003 r. na UKSW obronił pracę magisterską „Geneza, rozwój i działalność Kościoła starokatolickiego w Polsce w okresie międzywojennym”. Jej promotorem był ks. prof. Michał Czajkowski, przez wiele lat twarz tzw. katolicyzmu otwartego. – To był jeden z najbardziej niebezpiecznych tajnych współpracowników komunistycznej SB w kręgach kościelnych. Posługiwał się pseudonimem „Jankowski”. Motywem obyczajowym jego werbunku w 1960 r. było molestowanie seksualne dwóch nieletnich chłopców. W latach 1984-2006 ks. Czajkowski był asystentem kościelnym miesięcznika „Więź”. W 2006 r. redakcja pisma opublikowała bardzo rzetelny raport o wieloletniej działalności agenturalnej ks. Czajkowskiego – mówi ks. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW, filozof i etyk. Dodaje, że w tej historii – jak z książek Dostojewskiego – są elementy wręcz diaboliczne: cynizm, inteligencja, czar osobowości, umiejętność uwodzenia innych. – Nie wiem, co łączyło prywatnie ks. Czajkowskiego z jego magistrantem, ale podejrzewam, że mogła się pojawić między nimi wzajemna fascynacja – mówi.
Rok później ks. Czajkowski zostaje recenzentem pracy doktorskiej Pawła C. na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. – To już pachnie przekrętem. Jak można zrobić uczciwy doktorat w ciągu roku? – dziwi się ks. Kobyliński. Zwraca uwagę na promotora tej pracy: to zmarły w ubiegłym roku prof. Wiktor Wysoczański, rektor CHAT, biskup Kościoła Polskokatolickiego w RP. Z Pawłem C. łączą go wspólne doświadczenia: on też był w seminarium rzymskokatolickim, tyle że w Paradyżu. Odszedł po pierwszym roku studiów. Dziesięć lat później, w 2014 r., egzemplarz pracy doktorskiej Pawła C. trafił w ręce dr. hab. Marka Wrońskiego, tropiciela plagiatów. Znalazł w niej ponad 140 stron przepisanych z tekstów źródłowych. Sprawą zajęła się Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, a później komisja ds. nauczycieli akademickich w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie, w której Paweł C. był wówczas rektorem. Ta zdecydowała, że o plagiacie nie ma mowy. Także Rada Wydziału Teologicznego CHAT utrzymała doktorat w mocy.
Dawna znajoma rektora: – Kto pozamiatał ten bałagan? Kluczem są kościelne kontakty Pawła C. On ma takie plecy w lawendowej mafii, że był nie do ruszenia.
Plagiat i koneksje
Pewne jest jedno: kariera naukowa Pawła C. rozwijała się błyskawicznie. Kiedy ludzie z jego rocznika pisali jeszcze magisterki, on już zdążył zrobić habilitację (poświęcił ją mariawitom) na Uniwersytecie w Rużomberku oraz uzyskać profesurę w Preszowie na Słowacji.
Tym razem też sprawa budziła wątpliwości. W książce „Turystyka habilitacyjna Polaków na Słowację w latach 2005-2016” prof. Bogusław Śliwerski udowodnił, że przedstawiciele aż 18 dyscyplin naukowych jeździli m.in. do Bratysławy, Rużomberka, Preszowa i Nitry, aby tam – wykorzystując porozumienie między rządami – robić habilitacje nie ze swojej dyscypliny.
– Paweł C. został profesorem, zanim ówczesny minister nauki Jarosław Gowin ukrócił ten proceder – mówi osoba znająca kulisy sprawy. Habilitacje na Uniwersytecie Katolickim w Rużomberku zrobiły też dwie osoby blisko związane z byłym rektorem: jego wieloletni przyjaciel prof. Wojciech Słomski, wykładowca na ChAT, a także zmarły rok temu ks. Tadeusz Bąk, członek Polskiej Komisji Akredytacyjnej i kapłan archidiecezji lubelskiej. W ostatnich latach częsty gość Collegium Humanum.
Jak odkryło OKO.Press, na Słowacji Paweł C. obracał się w kręgu byłych komunistów, którzy po zmianie systemu zakładali prywatne uczelnie. Prawdopodobnie tam poznał Sebastiana Fullera, właściciela londyńskiej Apsley Business School, która wydaje dyplomy MBA i doktoraty, choć nie ma do tego prawa. Nie przeszkodziło to Pawłowi C. uczynić z Apsley uczelni partnerskiej Collegium Humanum. Został też ojcem chrzestnym dziecka Fullera.
Od wielu osób słyszę: były rektor wykorzystał know-how z ośrodków na Słowacji do stworzenia własnej uczelni. – Słowacy lubują się w tytułach i Paweł postanowił zrobić to samo: przygotował usługę edukacyjną, która zaspokaja ludzką potrzebę, by pochwalić się wysokimi kompetencjami, nakarmić kompleksy. Tanio i szybko – mówi były pracownik uczelni.
Tajemnica Collegium Humanum. Pomogła polityka
Sam też wszystko robił szybko. Jeszcze za pierwszych rządów PiS pracował jako specjalista w Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej, a już w 2011 r. założył Instytut Studiów Międzynarodowych i Edukacji Humanum, który stał się później właścicielem Collegium Humanum. Dwa lata później był rektorem Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie.
W karierze biznesowej pomogła mu polityka: w 2017 r. zmieniły się przepisy dotyczące nominacji do rad nadzorczych państwowych spółek. Od tej pory jednym z wymogów było „posiadanie stopnia naukowego, tytułu zawodowego, certyfikatu, złożenie odpowiedniego egzaminu lub ukończenie studiów Master of Business Administration (MBA)”.
W lutym 2018 r. Instytut Studiów Międzynarodowych i Edukacji Humanum wystąpił do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z prośbą o utworzenie niepublicznej uczelni o nazwie Warszawska Wyższa Szkoła Menedżerska i nadanie jej uprawnień do prowadzenia studiów pierwszego i drugiego stopnia z zarządzania. Minister Gowin poprosił o opinię Polską Komisję Akredytacyjną, a ta nie widziała przeciwwskazań: w kwietniu 2018 r. uczelnia dostała uprawnienia, a siedem miesięcy później otworzyła studia Executive MBA.
Do dziś nie wiadomo, skąd 38-letni wówczas teolog miał pieniądze na otwarcie własnej uczelni i to od razu z oddziałami w Rzeszowie, Poznaniu i we Wrocławiu, a także na Słowacji, w Czechach, a nawet Uzbekistanie, gdzie wydawano dyplomy respektowane w UE. I jak to było możliwe, skoro Collegium Humanum nie mogło dostać zgody MSWiA na kształcenie cudzoziemców, bo nie istniało pięć lat. Uczelnia dostała tę zgodę dopiero w listopadzie 2023 r. Kto przez lata przymykał na to oczy?
Butelka i koperta. Collegium Humanum rośnie w siłę
Wiadomo, kto uczelnię wspierał: europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Bywał na uroczystościach organizowanych przez uczelnię, podobnie jak inny europoseł Karol Karski. Wokół byłego rektora kręcili się też politycy PiS: Piotr Mueller, Jacek Żalek, Daniel Milewski i Grzegorz Woźniak.
Paweł C. często spotykał się z byłym już ministrem nauki Przemysławem Czarnkiem, wspominał też pracownikom o znajomości z wicepremierem Jackiem Sasinem. Regularnie spotykał się z prezydentami Wrocławia i Rzeszowa, obaj mają zresztą dyplomy MBA z Collegium Humanum. – Kiedy jechał z wizytą do tamtejszych filii uczelni, zawsze mówił, że trzeba mu zarezerwować czas dla prezydenta – opowiada były pracownik.
Na liście gości, których zapraszano na uczelniane uroczystości, są przedstawiciele wszystkich opcji: Andrzej Duda, Jadwiga Emilewicz, Ryszard Terlecki, ale także Krzysztof Bosak, Janusz Kowalski i Władysław Kosiniak-Kamysz. Do tego samorządowcy, komendanci policji, straży pożarnej i miejskiej oraz wojskowi. I oczywiście przedstawiciele Kościoła: kardynałowie, arcybiskupi i biskupi.
– Pan Paweł bywał co tydzień na śniadaniach u kardynała Nycza, a on przychodził do nas na wszystkie wydarzenia. Niemiecki kardynał Gerhard Ludwig Müller, były prefekt papieskiej Kongregacji Nauki i Wiary, zjawiał się jeszcze częściej. Bywał też jego asystent, ks. Sławek Śledziewski. Do rzeszowskiego biskupa Jana Wątroby wysyłałem listy – opowiada były pracownik. Dla biskupów pakował paczki: była w nich butelka alkoholu za kilkaset złotych i koperta.
– To była pajęczyna powiązań między biznesem, polityką i Kościołem. Pajęczyna, w której ogromnie ważnym czynnikiem była nieheteronormatywna seksualność w kręgach kościelnych i części centroprawicy – mówi znawca Kościoła.
Inni nazywają to dosadniej: sitwa, w której każdy jest z kimś powiązany.
Pierwszy przykład: kiedy w lipcu 2023 r. córka ministra Czarnka wychodziła za mąż, mszę w kościele w Lublinie odprawił kardynał Müller. Drugi: Tomasz Misiak, były senator PO i przedsiębiorca, zasiadał w konwencie uczelni, podobnie jak Rafał Baniak z Pracodawców RP. Trzeci: przez jakiś czas w Collegium Humanum wykładał Mateusz Piskorski, były przewodniczący prorosyjskiej partii Zmiana, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji. Jak twierdzi OKO.Press, Paweł C. od wielu lat utrzymywał kontakty z Rosją i Białorusią.
Ludzie się bali rektora Pawła C.
Nawet teraz, kiedy siedzi w areszcie, nikt nie chce o nim mówić pod swym nazwiskiem. Także anonimowe wypowiedzi muszą być pozbawione szczegółów, żeby nie rozpoznał, kto mówi. – Jego Magnificencja rektor Collegium Humanum, prof. dr habilitowany, MBA, DBA, LLM. MPH, doktor honoris causa. Tak trzeba go było przedstawiać, kiedy występował publicznie – wymienia jednym tchem były pracownik.
– Wysoki, postawny facet w pięknym gabinecie obwieszonym jego własnymi zdjęciami w złotych ramach. Bardzo ładnie mówił, potrafił porwać słuchaczy. Kiedy się zaczynało u niego pracę, przez jakiś czas miało się poczucie, że się chwyciło pana Boga za nogi. Roztaczał wizję dużych zarobków, możliwości współpracy z różnymi instytucjami, otwierania nowych instytutów. A jednocześnie miał tę swoją drugą stronę: obrzydliwą, zepsutą, przestępczą – mówi były pracownik.
„Mieliśmy schowany flakonik jego ulubionych perfum Precious Amber i kiedy rektor miał przyjść, spryskiwaliśmy biuro – opowiada były pracownik”
W nowym dziewięcio-piętrowym budynku Collegium Humanum przy Alejach Jerozolimskich wciąż rozpylane są jego ulubione perfumy Precious Amber, o zapachu piżma. – Mieliśmy flakonik schowany w szufladzie i kiedy rektor miał przyjść, spryskiwaliśmy biuro – opowiada były pracownik.
Rektor zawsze musiał też mieć pod ręką colę zero w puszkach, schłodzoną, ale nie prosto z lodówki. Jak woda, to tylko ze szklanych butelek. No i była słynna „półka JM Rektora”, na której mogły stać tylko jego naczynia. Miał obsesję na punkcie czystości. – Potrafił pracownikom powiedzieć, że śmierdzą albo że mają spocone ręce. Albo że śmierdzi im z buzi – wspomina były pracownik. Wszyscy się go bali. Ale odejść też nie było łatwo. Kiedy ktoś złożył wypowiedzenie, rektor potrafił powiedzieć: „Ja tu jestem, ku…, królem i ja decyduję, kiedy ktoś się zwalnia, a kiedy nie”.
To diabeł jest
– Kiedy przeczytałam, że Paweł kazał pracownikom klękać i go przepraszać, nie byłam zaskoczona. To samo działo się przecież w kurii białostockiej, klerycy musieli klękać przed biskupem. Paweł wykorzystywał wzorce wprost z lawendowej mafii. A oni człowieka i jego godność mają za nic – mówi dawna znajoma.
– Potrafił przy kardynale Müllerze, który zna polski, powiedzieć do kanclerza uczelni: „Do nogi, psie”. Bardzo go to bawiło – opowiada były pracownik.
– Zdarzały się dni, gdy był miły. Lubił, gdy ludzie byli od niego zależni, bo miał nad nimi władzę, a na tym mu bardzo zależało. Ale najbardziej mu zależało na sławie i wizerunku, żeby ludzie o nim dobrze mówili – opowiada inny.
– Paweł cierpi na jakiś rodzaj manii prześladowczej, ciągle mu się wydaje, że ktoś coś knuje, spiskuje przeciwko niemu. Ma też manię wielkości, podkreśla, że może załatwić wszystko. I rzeczywiście jego macki sięgały wszędzie: od firmy produkującej kremy po Ministerstwo Edukacji i policję. To powodowało, że człowiek bał się zgłosić skargę do ZUS czy PIP. Wiedział, że to nic nie da – dodaje kolejna osoba.
Latami nie mówiło się głośno o molestowaniu pracowników. I dopiero kiedy taki zarzut postawił byłemu rektorowi prokurator, ludziom rozwiązały się języki. Opowiadali, że kiedy Paweł C. szukał kogoś do pracy, przeglądał zdjęcia kandydatów i mówił: najlepiej, żeby był gejem albo chociaż nieostentacyjnym hetero. Zatrudnionych mężczyzn nagabywał i obmacywał, składał niechciane propozycje. A w mediach społecznościowych pozował w objęciach z Aleksandrą Fajęcką, dyrektorką Instytutu Mediów i Dziennikarstwa na uczelni.
Nikogo nie lubił, nie miał nikogo bliskiego. – Był czas, gdy się zastanawiał, co by było, gdyby zginął w wypadku. Kto by poprowadził uczelnię? Komu przypadłby cały majątek? Rodzice są starzy, nie będą przecież wiecznie żyć. Któregoś razu zaklął i oświadczył, że zapisze wszystko na Kościół – wspomina były pracownik.
I on, i inni ze strachem myślą, że teraz mógłby się wywinąć z zarzutów. Byli przerażeni, kiedy pojawiła się informacja, że chce zostać tzw. małym świadkiem koronnym, bo liczy, że dzięki temu wyjdzie z aresztu, a sąd złagodzi mu przyszły wyrok.
– Każdy podejrzany, który współdziałał z innymi osobami w popełnieniu przestępstw, może liczyć na taki status, jeśli nie tylko opisze okoliczności stawianych mu zarzutów, ale także ujawni informacje dotyczące osób współdziałających bądź nowe, nieznane prokuraturze poważne przestępstwa – tłumaczy prowadzący śledztwo prokurator Piotr Żak z Prokuratury Krajowej w Katowicach. Dodaje, że były rektor składa wyjaśnienia, w których odnosi się do długiej listy nazwisk osób, co do których istnieje podejrzenie, że kupowały lub dostawały za darmo dyplomy w jego uczelni. – Dane takich osób pozyskaliśmy w czasie śledztwa, teraz je weryfikujemy.
Sprawa nie dotyczy jednak wyłącznie wydawania poświadczających nieprawdę dyplomów, ma znacznie szerszy zakres. Obejmuje też przestępstwa korupcyjne, które mogły ułatwiać funkcjonowanie przestępczego procederu – mówi prokurator.
– Oby go nie wypuścili – martwi się były pracownik.
Inny żartuje, że Paweł C. sypie, bo mu się pali pod tyłkiem. Potem poważnieje: –
A co, jeśli jednak wyjdzie? Przecież to diabeł jest.
„Fauci lied, people died (Fauci skłamał, ludzie poumierali)” – to popularne w amerykańskim społeczeństwie hasło być może już wkrótce stanie się wiodącym mottem w działalności nowego szefa departamentu zdrowia USA. Mowa o Robercie F. Kennedym Jr, który w czasie pandemii stanowił jedną z twarzy oporu wobec reżimu sanitarnego, oraz posiada bogatą historię nagłaśniania patologii BigPharmy.
Decyzją 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, Kennedy Jr. stanie na czele departamentu zdrowia. Nominację będzie jeszcze musiał zaakceptować Senat.
„Przez zbyt długi czas Amerykanie byli miażdżeni przez przemysłowy kompleks spożywczy i firmy farmaceutyczne, które dopuszczały się oszustw i dezinformacji, jeśli chodzi o zdrowie publiczne” – napisał Donald Trump na platformie X, ogłaszając nominację dla Roberta F. Kennedy’ego Jr.
Oświadczył, że pod jego wodzą, resort zdrowia „zapewni, że wszyscy będą chronieni przed szkodliwymi chemikaliami, zanieczyszczeniami, pestycydami, produktami farmaceutycznymi i dodatkami do żywności, które przyczyniły się do przytłaczającego kryzysu zdrowotnego w tym kraju”.
Kennedy Jr. to syn Roberta Kennedy’ego, prokuratora generalnego i brata prezydenta Johna F. Kennedy’ego, który także zginął w zamachu. Początkowo członek Partii Demokratycznej, wystartował w wyborach jako jeden z potencjalnych kandydatów. W trakcie kampanii zrezygnował jednak z kandydowania, opowiadając się za Republikaninem.
On sam zapowiadał, że choć nie zamierza zakazywać szczepionek, to „chce dać ludziom wybór”. W jednym z wpisów na portalu X deklarował, że dokona głębokich zmian w Agencji Żywności i Leków (FDA), którą oskarżał o prowadzenie „wojny przeciwko zdrowiu”.
„Jeśli pracujesz dla FDA i jesteś częścią tego skorumpowanego systemu, mam dla ciebie dwie wiadomości: 1. Zachowaj swoją dokumentację i 2. Pakuj manatki” – przekazał.
Szkodliwość pigułek antykoncepcyjnych jest dobrze znana od wielu lat. Najnowsze badania z USA i Niemiec wskazują, że środek jest jeszcze bardziej toksyczny, niż do tej pory uważano. Przyjmowanie tabletek prowadzi do zmniejszenia niektórych obszarów w mózgu.
Największy niemiecki portal „T-Online” opisał badania przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim w USA. Naukowcy doszli do wniosku, że kobiety przyjmujące tabletki antykoncepcyjne mają niektóre obszary mózgu wyraźnie mniejsze, niż kobiety, które nie stosują antykoncepcji hormonalnej.
Badacze wskazali, że dotyczy to przede wszystkim części mózgu odpowiedzialnej za kontrolę nad emocjami i panowanie nad impulsami. Ich zdaniem może to wyjaśniać, dlaczego niektóre kobiety stosujące pigułki antykoncepcyjne odczuwają lęki i wpadają w stan depresyjny.
Naukowcy z Albert Einstein College of Medicine w Nowym Jorku skupili się z kolei na badaniu podwzgórza (hypothalamus). Naukowcy wykazali, że u kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną ta część mózgu, odpowiadająca między innymi za gospodarkę hormonalną, była mniejsza średnio aż o 6 procent. Zmniejszenie podwzgórza może prowadzić do różnych problemów, w tym do częstszego popadania w stany depresyjne.
Amerykańscy badacze nie mają wątpliwości, że związek pomiędzy zmniejszonymi obszarami mózgu a stosowaniem pigułek jest oczywisty.
Nie wiedzą, jak długotrwałe są efekty stosowania tabletek, to znaczy, czy po ich odstawieniu mózg po jakimś czasie wraca do normy.
Analogiczne badanie przeprowadzono w Niemczech. Jak opisał portal Kath.net, eksperyment na samej sobie wykonała psycholog i neurolog Carina Haller.
Przez dwa lata przyjmowała okresowo środki antykoncepcyjne i poddawała się regularnie badaniu określanemu w Niemczech jako MRT (tomografia magnetyczno-rezonansowa).
Podobnie jak w badaniach amerykańskich, eksperyment wykazał zmniejszenie niektórych części mózgu w trakcie stosowania antykoncepcji.
Co ciekawe, badania przeprowadzone na Uniwersytecie Barcelońskim wykazały, że mózg kobiet kurczy się również w czasie ciąży. Jak podał niemiecki portal naukowy Geo.de, w tym wypadku nie dochodzi jednak do upośledzenia jego funkcjonowania. Mózg w czasie ciąży specjalizuje się; niektóre obszary ulegają zmniejszeniu, za to inne zaczynają pracować lepiej, tak, że kobieta jest w stanie między innymi skuteczniej rozpoznawać stany emocjonalne u dziecka. Po urodzeniu dziecka stan mózgu stopniowo wraca do normy.
W przypadku pigułek antykoncepcyjnych nie wiadomo, czy mózg odzyskuje dawne funkcje. Naukowcy nie wskazali też na to, by podatność na stany lękowe i depresyjne była kompensowana przez zwiększenie jakichś innych sprawności. O ile w przypadku ciąży chodzi o naturalną adaptację do potrzeb związanych z macierzyństwem, w przypadku stosowania antykoncepcji hormonalnej mowa raczej o długotrwałym zaburzeniu normalnego funkcjonowania mózgu.
Three governments tried to suppress evidence revealing that Pfizer and federal officials knew the company’s vaccine would not stop COVID and was deadly.
This was paid for personally by Matt Walsh, owner of the Observer Media Group.
Our duty: To shine the light
You may be sick of COVID and vaccine stories. But this one is too important. Everyone deserves to know the truth.
This is probably true: One of the last things you want to read is one more word about COVID and the vaccines.
You’re sick of the subject.
And for good reason. The pandemic was one of the worst times of our lives; one of the worst times in the U.S.; one of the worst times in the world. That period tore families apart; destroyed lives and businesses; and became a raging national wildfire of social tension and economic distress.
Please, wipe it from our minds.
Yes, but …
And here’s the but: We should know the truth.
Matt Walsh
That’s what this special report and supplement is all about. It’s documented truth that exposes how our federal public health officials and Big Pharma — in particular the Pfizer Inc. — lied, deceived and covered up that its vaccine was NOT “safe and effective” as they said; that it was, in fact, horribly harmful and deadly and continues to kill and maim people to this day.
Scouring through 450,000 pages of Pfizer documentation, 3,250 volunteers from all over the world, led by distinguished doctors and scientists, examined what really occurred to bring the Pfizer and Moderna vaccines to market.
For two years, under the leadership of the best-selling author Naomi Wolf and Six-Sigma project manager Amy Kelly, the researchers uncovered shocking information.
Their results are detailed in the 386-page book, “The Pfizer Papers: Pfizer’s Crimes Against Humanity.”
This special supplement is Dr. Naomi Wolf’s introduction to the book. She presents a synopsis of the documentation, but the fact her synopsis is 5,000 words gives you a sense of just how much the researchers uncovered. Just reading Wolf’s introduction alone is likely to leave you aghast, outraged and in disbelief that something so diabolical was allowed to occur and was foisted on the world.
To date, according to a year-long study by Canadian scientists, about 17 million people worldwide have died from the mRNA COVID-19 vaccines. From the vaccines! Worldwide, seven million died from COVID-19; 1.2 million of those in the U.S.
Wolf and the “Pfizer Papers” document how the negative effects of the vaccines are continuing to be felt today. Altogether, 270 million Americans received the vaccines, but the adverse reactions are far, far beyond normally accepted levels. The Pfizer vaccine has injured and maimed tens of millions of Americans. Cancer in women in their 40s and male athletes in their 20s and 30s are at alarmingly high and puzzling levels. Scores of women are suffering reproductive maladies and miscarriages. Children not yet teens are experiencing inexplicable and debilitating illnesses.
When you read Wolf’s introduction and the book, you’ll understand why it was entitled: “Pfizer’s Crimes Against Humanity.”
Bringing this supplement to you is a personal journalistic mission. Senior staff members in our company initially objected to our publishing this, arguing it’s not in our mission of local news. And yes, you might argue, what does this have to do with our residents and readers?
The information here and in Wolf’s book have everything to do with them and this region — and everywhere else. All of those 270 million Americans who received COVID-19 vaccines — indeed, all Americans — deserve to know the truth.
Everyone deserves to know the verified documentation that shows what Pfizer and our health officials hid during the pandemic. Everyone deserves to see what many in America suspected during the pandemic: That our government and Big Pharma lied to us — horrifically.
But you likely won’t read or hear of this in most corporate media outlets.
One of my colleagues asked: “What is the benefit of publishing this? It’s too late for those who have been vaccinated. Pfizer and Big Pharma can’t be sued. What good does this do?”
The benefit is to know what happened so it doesn’t happen again. The benefit is to be better equipped now and in the future. Wolf’s introduction says the book is already leading to physicians and scientists understanding “the signposts” that will lead to treatments for those who are suffering vaccine injuries now.
For me, this is our job. This is a story that goes to the core of what I believe to be a newspaper’s role and duty. This may sound self-righteous and sanctimonious, but I fervently believe newspapers still are guardians of our republic, and it is our duty and responsibility to report and shine the light of truth on the good, the bad, the ugly — and to shine it on all sides.
To the latter, I’ve reached out to Pfizer seven times for its response. As of press time, I continue to wait.
Its lack of response is no reason to withhold this special supplement. I agree with Naomi Wolf: “[T]he truth must be told. … We must share the truth, as the truth saves and sustains; and eventually, the truth will heal.”
By Dr. Naomi Wolf
Our book, “The Pfizer Papers: Pfizer’s Crimes Against Humanity,” was published Oct. 17.
It is already a bestseller.
The book is available online. Go to: Amazon.com or BarnesandNoble.com and search: The Pfizer Papers.
This is a book that three governments — the U.S., the U.K. and Australia — all sought to suppress. The story of how it came to be is extraordinary — 3,250 highly credentialed doctors and scientists under the leadership of one extraordinary woman, Amy Kelly, worked for two years on the internal Pfizer documents released under court order by a successful lawsuit by attorney Aaron Siri.
In the process, these volunteers confirmed the greatest crime against humanity of all time.
What follows is the introduction to the book.
■ ■ ■
You are about to embark as a reader on a journey through an extraordinary story — one whose elements almost defy belief.
The Pfizer Papers is the result of a group of strangers — ordinary people with extraordinary skills, located in different places around the world, with different backgrounds and interests — who all came together, for no money or professional recompense at all; out of the goodness of their hearts, and motivated by love for true medicine and true science — to undertake a rigorous, painfully detailed and complex research project, which spanned the years 2022 to the present, and which continues to this day.
The material they read through and analyzed involved 450,000 pages of documents, all written in extremely dense, technical language.
This far-flung, relentlessly pursued research project — under the leadership of DailyClout’s COO, the remarkably gifted project director Amy Kelly — brought one of the largest and most corrupt institutions in the world, Pfizer Inc., to its knees.
This project, pursued by 3,250 strangers who worked virtually and became friends and colleagues, drove a global pharmaceutical behemoth to lose billions of dollars in revenue. It balked the plans of the most powerful politicians on earth. It bypassed the censorship of the most powerful tech companies on earth.
This is the ultimate David and Goliath story.
Manipulated data
The story began when lawyer Aaron Siri successfully sued the Food and Drug Administration to compel it to release “The Pfizer Documents.” These are Pfizer’s internal documents — as noted above, 450,000 pages — that detail the clinical trials Pfizer conducted in relation to its COVID mRNA injection.
These trials were undertaken to secure the ultimate prize for a pharmaceutical company, the “EUA,” or Emergency Use Authorization from the FDA.
The FDA awarded EUA for ages 16+ to Pfizer in December 2020. The “pandemic,” of course (a crisis in public health that a book of mine, “The Bodies of Others,” confirmed, involved hyped and manipulated “infections” data and skewed mortality documentation) became the pretext for the “urgency” that led the FDA to bestow EUA on Pfizer’s (and Moderna’s) novel drug. The EUA is the hall pass, essentially, allowing Pfizer to race right to market with a not-fully-tested product
The Pfizer Papers also contains documentation of what happened in “post-marketing,” meaning in the three months, December 2020 to February 2021, as the vaccine was rolled out upon the public. All leading spokespeople and bought-off media called the injection “safe and effective,” reading from what was a centralized script.
Many people who took this injection, as it was launched in 2020–2021–2022 and to the present, did not realize that normal testing for safety of a new vaccine — testing that typically takes 10 to 12 years — had simply been bypassed via the mechanisms of a “state of emergency” and the FDA’s “Emergency Use Authorization.”
They did not understand that the real “testing” was in fact Pfizer and the FDA observing whatever was happening to them and their loved ones, after these citizens rolled up their sleeves and submitted to the shot.
As we can never forget, many millions of these people who submitted to the injection were “mandated” to take it, facing the threat of job loss, suspension of their education or loss of their military positions if they refused; in some US states and overseas countries, people also faced the suspension of their rights to take transportation, cross borders, go to school or college, receive certain medical procedures or enter buildings such as churches and synagogues, restaurants and gyms — if they refused.
The FDA asked the judge in the Aaron Siri lawsuit to withhold the release of the Pfizer documents for 75 years. Why would a government agency wish to conceal certain material until the present generation, those affected by what is in these documents, is dead and gone? There can be no good answer to that question.
Fortunately for history, and fortunately for millions of people whose lives were saved by this decision, the judge refused the FDA’s request and compelled the release of the documents; a tranche of 55,000 pages per month.
When I heard about this, though, I was concerned as a journalist. I knew that no reporter had the bandwidth to go through material of this volume. I also understood that virtually no reporter had the training or skill sets required to understand the multidimensional, technically highly specialized language of the reports.
To understand the reports, one would need a background in immunology; statistics; biostatistics; pathology; oncology; sports medicine; obstetrics; neurology; cardiology; pharmacology; cellular biology; chemistry; and many other specialties. In addition to doctors and scientists, to understand what was really happening in the Pfizer documents, you would also need people deeply knowledgeable about government and pharmaceutical industry regulatory processes; you would need people who understood the FDA approval process; you would need medical fraud specialists; and eventually, to understand what crimes were committed in the Papers, you would need lawyers.
I was worried that without people with all of those skill sets reading through the documents, their volume and complexity would lead them to vanish down “the memory hole.”
Attacked as anti-vaxxer
Enter Steve Bannon, the former naval officer, former Goldman Sachs investment banker, former adviser to President Trump and current host of the most popular political podcast in America and one of the most listened-to worldwide, WarRoom.
Bannon and I come from opposite ends of the political spectrum. I had been a lifelong Democrat, an adviser to President Bill Clinton’s re-election campaign, and to Al Gore’s presidential campaign. Bannon, of course, is a staunch Republican-turned-MAGA.
I had been depla tformed in June 2021, before the Pfizer documents came out, for the crime of warning that women were reporting menstrual dysregulation upon having received the mRNA injections. As a career-long writer on women’s sexual and reproductive health issues, I knew that this was a serious danger signal and that this side effect would affect fertility. (Any eighth grader should be able to foresee that as well.)
Upon my having posted this warning, I was banned from Twitter, Facebook, YouTube and other platforms. I was attacked globally, all at once, as an “anti-vaxxer” and “conspiracy theorist”; and my life as a well-known, best-selling feminist author within the legacy media ended. No one in that world would talk to me anymore, publish my work or return my calls.
I was un-personed.
(It turned out, upon two successful lawsuits in 2023 by Missouri and Louisiana attorneys general, that it was actually the White House, the CDC and senior leaders of other government agencies, including the Department of Homeland Security, that unlawfully pressured Twitter and Facebook to remove that cautionary tweet of mine, to shut me down and to “BOLO” or Be On the Lookout for similar posts. This suppression is now the subject of a pending Supreme Court decision on whether it violated the First Amendment.)
In this dark time in my life, to my surprise, I received a text from Steve Bannon’s producer, who invited me onto WarRoom.
I brought forward my concerns about women’s reproductive health in the wake of mRNA injection, and to my surprise he was respectful, thoughtful about the implications and took the issue very seriously.
I returned again and again, to bring that and other concerns that were emerging in relation to the mRNA injections to his audience. I was relieved to have a platform on which I could share these urgent warnings.
At the same time, I was sad that the Left, which was supposed to champion feminism, seemed not to care at all about serious risks to women and unborn babies.
I recognized the irony that a person whom I had been taught to believe was the Devil Incarnate, actually cared more about women and babies than did all of my right-on former colleagues, including the feminist health establishment, which had always spoken so loudly about women’s well-being and women’s rights.
Deluged with volunteers
Given my appearances on WarRoom leading up to 2022, it was natural that the subject of the Pfizer documents came up on that show when the documents were released.
I shared my concern that they would be lost to history because of their volume and technical language. Bannon said something like, “Well, you will crowdsource a project to read through them.”
I was taken aback, as I had zero skills related to, or knowledge about how possibly to do such a thing. I answered something like, “Of course.”
So, my news and opinion platform DailyClout was deluged with offers from around the world, from WarRoom listeners with the skill sets needed, to decipher the Pfizer documents. I was terrified. It was chaos.
I had excellent people on my team. But none of us knew how to manage or even organize the deluge of emails; we did not know how to evaluate the thousands of CVs; and even once we had “onboarded” these thousands of people, in different time zones to “the project,” our inboxes became even more terrifying. It was literally impossible to organize 3,250 experts into an organization chart that could systematically work through these documents.
Emails were getting tangled or went unanswered. People asked questions we could not answer. We had no idea what structure could allow such a huge number of disparate experts to work through the vast trove of material.
A few weeks in, as I was in despair, Bannon had me on again. He asked about the progress of the project, and I replied, more upbeat than I felt, that many people had joined us, and they were starting to read.
“Of course, you will begin delivering reports,” he prompted. “Of course,” I answered, horrified at being in so far over my head.
I have never had a corporate job, so it had not even occurred to me that a series of reports was the format that the analyses of the documents should take.
Then something happened that I can only describe as providential. We put out a call to the volunteers for a project manager, and Amy Kelly reached out.
Ms. Kelly is a Six Sigma-certified project manager, with extensive experience in telecommunications and tech project management. She is also a simply inexplicably effective leader.
The day that she put her hand to the chaos in the inboxes, the waters were stilled. Peace and productivity prevailed. Ms. Kelly somehow effortlessly organized the volunteers into six working groups, with a supra-committee at the head of each, and the proper work began.
I can only explain the scope and smoothness and effectiveness of the work that followed, as occurring in a state of grace.
Pfizer knew vax didn’t work
In the two years since Ms. Kelly and the volunteers have been working together, they have gone through 2,369 documents and data files totaling 450,000 pages and have issued almost 100 reports.
I taught the volunteers to write these in a language that everyone could understand, which I thought was important to maximize their impact. And Amy Kelly meticulously revised almost all, and edited all, of them.
The first 46 reports appeared in a self-published format that we put out. It was very important that they appear in a published form that was physical, and not just digital. We wanted something that people could hand to their doctors, their loved ones, their congressional representatives.
These 46 reports broke huge stories.
We learned that Pfizer knew within three months after rollout in December 2020 that the vaccines did not work to stop COVID. Pfizer’s language was “vaccine failure” and “failure of efficacy.” One of the most common “adverse events” in the Pfizer documents is “COVID.”
Pfizer knew that the vaccine materials — lipid nanoparticles, an industrial fat, coated in polyethylene glycol, a petroleum byproduct; mRNA; and spike protein — did not remain in the deltoid muscle, as claimed by all spokespeople. Rather, it dispersed throughout the body in 48 hours “like a shotgun blast,” as one of the authors, Dr. Robert Chandler, put it; it crossed every membrane in the human body — including the blood-brain barrier — and accumulated in the liver, adrenals, spleen, brain and, if one is a woman, in the ovaries.
Dr. Chandler saw no mechanism whereby those materials leave the body, so every injection appears to pack more such materials into organs.
Pfizer hired 2,400 full-time staffers to help process “the large increase of adverse event reports” being submitted to the company’s Worldwide Safety database.
Pfizer knew by April 2021 that the injections damaged the hearts of young people.
Pfizer knew by Feb. 28, 2021 — just 90 days after the public rollout of their COVID vaccine — that its injection was linked to a myriad of adverse events.
Far from being “chills,” “fever,” “fatigue,” as the CDC and other authorities claimed were the most worrying side effects, the actual side effects were catastrophically serious.
The side effects
These side effects included:
Death (which Pfizer does list as a “serious adverse event”). Indeed, more than 1,233 deaths in first three months of the drug being publicly available.
Severe COVID-19;
Liver injury;
Neurological adverse events;
Facial paralysis;
Kidney injury;
Autoimmune diseases;
Chilblains (a localized form of vasculitis that affects the fingers and toes);
Multiple organ dysfunction syndrome (when more than one organ system is failing at once);
The activation of dormant herpes zoster infections;
Skin and mucus membrane lesions;
Respiratory issues;
Damaged lung structure;
Respiratory failure;
Acute respiratory distress syndrome (a lung injury in which fluid leaks from the blood vessels into the lung tissue, causing stiffness which makes it harder to breathe and causes a reduction of oxygen and carbon dioxide exchange);
SARS (or SARS-CoV-1, which had not been seen in the world since 2004, but appears in the Pfizer documents as a side effect of the injections).
Thousands of people with arthritis-type joint pain, one of the most common side effects, were recorded.
Other thousands with muscle pain, the second most common.
Then, industrial-scale blood diseases: blood clots, lung clots, leg clots; thrombotic thrombocytopenia, a clotting disease of the blood vessels; vasculitis (the destruction of blood vessels via inflammation);
A florid plethora of cardiac issues — myocarditis, pericarditis, tachycardia, arrhythmia, and so on.
Half of the serious adverse events related to the liver, including death, took place within 72 hours of the shot. Half of the strokes took place within 48 hours of injection
But what really emerged from the first 46 reports was the fact that though COVID is ostensibly a respiratory disease, the papers did not focus on lungs or mucus membranes, but rather they centered, creepily and consistently, on disrupting human reproduction.
By the time Pfizer’s vaccine rolled out to the public, the pharmaceutical giant knew that it would be killing babies and significantly harming women and men’s reproduction. The material in the documents makes it clear that damaging human’s ability to reproduce and causing spontaneous abortions of babies is “not a bug, it is a feature.”
Pfizer told vaccinated men to use two reliable forms of contraception or else to abstain from sex with childbearing-age women. In its protocol, the company defined “exposure” to the vaccine as including skin-to-skin contact, inhalation and sexual contact.
Pfizer mated vaccinated female rats and “untreated” male rats, and then examined those males, females and their offspring for vaccine-related “toxicity.” Based on just 44 rats (and no humans), Pfizer declared no negative outcomes for “. . . mating performance, fertility or any ovarian or uterine parameters . . . nor on embryo-fetal or postnatal survival, growth or development,” the implication being that its COVID vaccine was safe in pregnancy and did not harm babies.
Damaged boys; babies died
Pfizer knew that lipid nanoparticles have been known for years to degrade sexual systems, and Amy Kelly in fact found nanoparticles, of which lipid nanoparticles are a subtype, pass through the blood-testis barrier and damage males’ Sertoli cells, Leydig cells and germ cells. Those are the factories of masculinity, affecting the hormones that turn boys at adolescence into men, with deep voices, broad shoulders and the ability to father children.
So, we have no idea if baby boys born to vaccinated moms will turn into adults who are recognizably male and fertile. Pfizer enumerated the menstrual damages it knew it was causing to thousands of women, and the damage ranges from women bleeding every day, to having two periods a month, to no periods at all; to women hemorrhaging and passing tissue; to menopausal and post-menopausal women beginning to bleed again. Pfizer’s scientists calmly observed and noted it all but did not tell women.
Babies suffered and died. In one section of the documents, over 80% of the pregnancies followed resulted in miscarriage or spontaneous abortion. In another section of the documents, two newborn babies died, and Pfizer described the cause of death as “maternal exposure” to the vaccine.
Pfizer knew that vaccine materials entered vaccinated moms’ breast milk and poisoned babies. Four women’s breast milk turned “blue-green.”
Pfizer produced a chart of sick babies, made ill from breastfeeding from vaccinated moms, with symptoms ranging from fever to edema (swollen flesh) to hives to vomiting. One poor baby had convulsions and was taken to the ER, where it died of multi-organ system failure.
Revelations in 34 reports
I will now take you to the 34 reports you will find in this book. Some of the headlines from the reports that follow are:
On Feb 28, 2021, Pfizer produced “Pregnancy and Lactation Cumulative Review” showing that after mothers’ vaccination with its vaccine:
Adverse events occurred in more than 54% of cases of “maternal exposure” to vaccine and included 53 reports of spontaneous abortion (51) / abortion (1) / abortion missed (1) following vaccination.
Premature labor and delivery cases occurred, as well as two newborn deaths.
Some newborns suffered severe respiratory distress or “illness” after exposure via breast milk.
“Substantial” birth rate drops happened across 13 countries: in Europe, as well as in Britain, Australia and Taiwan, within nine months of public vaccine rollout.
Approximately 70% of Pfizer vaccine-related adverse events occur in women.
Spike protein and inflammation were still present in heart tissue one year after receipt of the mRNA COVID vaccine.
In Pfizer’s clinical trial, there were more deaths among the vaccinated than the placebo participants. However, Pfizer submitted inaccurate data, showing more deaths in the placebo group, to the FDA when seeking emergency use authorization.
Infants and children under 12 received Pfizer’s vaccine seven months before a pediatric vaccine approval resulting in:
Stroke.
Facial paralysis.
Kidney injury or failure.
There was an over 3.7-fold increase in the number of deaths attributed to cardiovascular events in vaccinated clinical trial subjects compared to placebo subjects.
The vaccine Pfizer rolled out to the public was different than the formulation used on the majority of clinical trial participants, and the public was not informed of this.
Histopathologic analyses (the staining of tissues to show disease states) show clear evidence of vaccine-induced autoimmune-like pathology in multiple organs; spike protein-caused erosion of the blood vessels, heart and lymphatic vessels; amyloids in multiple tissues; unusual, aggressive cancers; and atypical “clot” formations.
Following vaccination, younger patients began presenting with cancers; tumors were bigger and grew more aggressively and faster than cancers had prior to mass inoculation of populations; co-temporal onset (the onset of more than one cancer at the same time) of cancers became more common—a situation that was typically unusual before the mRNA vaccines’ rollout. Benign tumors’ growth accelerated.
By March 12, 2021, Pfizer researchers vaccinated almost the entire placebo (non-vaccinated) cohort from the trial, though Pfizer had previously committed to following both the vaccinated and placebo cohorts for two years.
Immediately after receiving the Emergency Use Authorization, Pfizer lobbied the FDA to allow IT to vaccinate the unvaccinated cohort for “humanitarian” reasons. Vaccinating the placebo group ended the ability to pursue safety studies over time.
Autoimmunity cases reported to the Vaccine Adverse Events Reporting System (VAERS) increased 24-fold from 2020 to 2021, and annual autoimmunity-related fatalities increased 37x in the same period.
In Pfizer’s October 2021 emergency use authorization data and documents submission for children ages five to 11, Pfizer investigators speculated in writing that subclinical damages would manifest in patients in the long term, implying that continued doses with subclinical damages would eventually manifest as clinical damages.
In trial studies, Moderna mRNA COVID-19 vaccine damaged mammals’ reproduction—resulting in 22% fewer pregnancies; skeletal malformations; and nursing problems.
There were hundreds of possible vaccine-associated enhanced disease (VAED) cases in the first three months of Pfizer’s mRNA COVID vaccine rollout. Public health spokespeople minimized their severity by calling them “breakthrough COVID cases.”
Pfizer concealed eight vaccinated deaths that occurred during the clinical trial to make its results look favorable for receiving its ages 16+ EUA.
Forces of censorship
The most powerful forces in the world — including the White House, the staffers of the United States president himself; Dr. Rochelle Walensky of the CDC; the head of the FDA, Dr. Robert M Califf; Dr. Anthony Fauci; Twitter and Facebook; legacy media, including the New York Times, the BBC, the Guardian and NPR; OfCom, the British media regulatory agency; professional organizations such as the American College of Obstetricians and Gynecology; and the European Medicines Agency, the European equivalent of the FDA, and the Therapeutics Goods Administration, Australia’s equivalent of the FDA — all sought to suppress the information that Amy Kelly, the research volunteers and I brought to the world starting in 2022, and that you are about to absorb in the book.
Nonetheless, in spite of the most powerful censorship and retribution campaign launched in human history — made more powerful than past such campaigns by the amplifying effects of social media and AI — these volunteers’ findings were not suppressed at last and survived on alternative media, and on our site DailyClout.io; to be shared from mouth to mouth, saving millions of lives.
Fast forward to more recent events. What has the role of this information been in stopping this greatest crime ever committed against humanity?
Horror brings backlash
The worst has happened. Disabilities are up by a million a month in the United States, according to former BlackRock hedge fund manager Edward Dowd.
Excess deaths are way up in the US and Western Europe.
Birth rates have plummeted, according to the mathematician Igor Chudov (and WarRoom/DailyClout Volunteer Researcher Dr. Robert Chandler) by 13% to 20% since 2021, based on government databases.
Athletes are dropping dead.
Turbo-cancers are on the rise.
Conventional doctors may be “baffled” by all of this, but sadly, thanks to Amy Kelly and the volunteers, we understand exactly what is happening.
Our relentless effort to get this information to the world, in an unimpeachable form, has finally paid off with results.
The uptake for boosters has now dropped to 4%. Very few people “boosted” their children. Most colleges in the United States withdrew their vaccine “mandates.”
Pfizer’s net revenue dropped in Q1 of 2024 to pre-2016 levels.
Commentator Mark Steyn, whom OfCom targeted for “platforming” description of the reproductive and other harms in the Pfizer documents, is suing OfCom.
Meantime, the BBC had to report that vaccine injuries are real, as did the New York Times.
AstraZeneca, a somewhat differently configured COVID vaccine in Europe, was withdrawn from the market in May 2024, following lawsuits involving thrombotic thrombocytopenia (a side effect about which our research volunteer Dr. Carol Taccetta had informed the FDA by letter in 2022), and the European Medicines Agency notably withdrew its EUA for AstraZeneca.
Three days after we published our report showing that the FDA and CDC had received the eight-page “Pregnancy and Lactation Cumulative Review” confirming that Dr. Walensky knew about the lethality of the vaccine when she held her press conference telling pregnant women to get the injection, Dr. Walensky resigned.
The truth will heal
It is difficult indeed to face this material in the roles that Amy Kelly and I play. No doubt for the volunteers, unearthing this criminal evidence is painful indeed. It may be hard to read some of what follows. As I have said elsewhere, seeing this material is like being among the Allied soldiers who first opened the gates of Auschwitz.
But the truth must be told.
Among other important reasons to tell these truths, people were injured and killed with a novel technology not deployed before in medicine; and these pages hold important clues as to the mechanisms of these injuries, and thus, they provide many signposts for physicians and scientists in the future, for treating the many injuries that these new mRNA technologies, injected into people’s bodies, have brought about.
We must share the truth, as the truth saves and sustains; and eventually, the truth will heal.
■ ■ ■
We thank Steve Bannon, and his wonderful team at WarRoom for being the instigator of this entire project and for consistently bringing us onto his show so that we can tell the world what the volunteers find.
We thank Skyhorse Publishing, Publisher Tony Lyons and our editor Hector Carosso for taking the critical step of publishing this material in a book that will be available everywhere.
Books matter, and this publication will make a difference in bringing about accountability and an accurate history of this catastrophic set of events.
We thank the volunteers, 3,250 strangers around the world who banded together in the love of truth and of their fellow human beings.
We thank our 200 lawyers who helped us to FOIA emails from the CDC and helped us to understand the crimes that we were seeing in the following pages.
Many of our volunteers themselves have suffered ostracism, job loss, marginalization and other penalties, as a consequence of their commitment to real science, real medicine and to bringing forth the truth to save their fellow human beings and generations yet unborn.
The battle is ongoing. No one who committed this massive crime against humanity is in jail or even facing civil or criminal charges.
There are at least three lawsuits against Pfizer — two of ours and one of Brook Jackson’s — but, to date, none of the lawsuits has completely prevailed. The litigation drags on.
Nonetheless — nonetheless. The word is out.
Amy Kelly and I get hundreds of emails from grateful families, telling us about their healthy babies or grandchildren and thanking us for saving those babies or sons and daughters and daughters-in-law, and we know this project has saved many lives; perhaps hundreds of thousands of lives and maybe saved millions from disabling injuries.
Steve Bannon, who started it all, saved hundreds of thousands of lives and saved his listeners and ours from sustaining millions of injuries.
God knows how many babies will be born in the future, safe and well, because of our collective, arduous, much-targeted work.
The story of this project is not over.
Your own actions, upon your having read these reports, are part of the ongoing ripples of this work.
Whom will you tell?
How will you process the information?
What will you do to avenge the crimes of the past?
What will you do to save the future?
Pfizer’s response
As of press time, Pfizer Inc. has not responded to three voicemails and four emails requesting an interview or written response to the “Pfizer Papers” and Dr. Naomi Wolf’s introduction.
You can find Dr. Naomi Wolf’s introduction and other related commentaries on her Substack publication, Outspoken with Dr. Naomi Wolf, at naomiwolf.substack.com.