Szczepionki „przeciwko COVID-19” są powiązane z 17 milionami zgonów. A izolacja, stres biologiczny i przestrzeganie ograniczeń spowodowały dodatkowo 30 milionów zgonów na świecie. Razem 47 mln.Na razie.

Nadmierna śmiertelność jest spowodowana obowiązkowymi szczepieniami, a nie „covidem”

Badanie ze 125 krajów ujawnia niewygodną prawdę

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 17
genocide/excess-mortality-caused-by-democide-vaccine
 
READ IN APP
 

W sensacyjnym odkryciu [kolejnym… md] , które powinno zmienić narrację wokół „pandemii COVID-19”, przełomowe badanie z udziałem naukowców z Correlation Research in the Public Interest wykazało, że szczepionki przeciwko COVID-19 miały niewielki lub żaden korzystny wpływ na wskaźniki śmiertelności, a zamiast tego przyczyniły się do 17 milionów zgonów na całym świecie! Kompleksowa globalna analiza zbadała nadmierną liczbę zgonów w 125 krajach, kwestionując długo utrzymywane przekonanie, że szczepionki były kluczowe w kontrolowaniu domniemanej pandemii .

Dr Joseph Hickey, Ph.D., prezes Correlation i współautor badania, omówił te zaskakujące wyniki w „The Defender In-Depth”. Według badania — które oceniało dane dotyczące śmiertelności z lat 2015–2023 — wzorce nadmiernej liczby zgonów nie pokrywają się z rozprzestrzenianiem się wirusa ani długim COVID, ale zamiast tego ściśle korelują z ograniczeniami narzuconymi przez rząd i wprowadzeniem szczepionek przeciwko COVID-19!

Bioterroryzm, izolacja, stres biologiczny i przestrzeganie ograniczeń spowodowały 30 milionów zgonów na świecie

Hickey i jego zespół zastosowali metodologię „P-score”, aby dostosować się do zmiennych, takich jak wiek i stan zdrowia. Ich analiza wykazała istotną korelację między nadmierną śmiertelnością a czynnikami społeczno-ekonomicznymi, takimi jak ubóstwo. Twierdzą, że środki ograniczające — szczególnie blokady — zaostrzyły stres biologiczny, negatywnie wpływając na najbardziej narażone populacje. Ten stres biologiczny obejmuje nakaz izolacji osób lekko chorych i podawanie im środków uspokajających i respiratorów. Stres biologiczny obejmuje również celowe szkody spowodowane nakazami szczepień i blokadami, które zniszczyły kariery ludzi i ich zdolność do wyżywienia.

Badanie wykazało, że ograniczenia związane z pandemią są powiązane z około 30 milionami zgonów na świecie, podczas gdy szczepionki przeciwko COVID-19 są powiązane z 17 milionami zgonów. 

Hickey i jego zespół twierdzą, że te ustalenia sugerują, że ogłoszenie pandemii i późniejsze środki izolacji miały znacznie większy wpływ na globalną śmiertelność niż jakaś konstrukcja wirusa. Życie w ciągłym strachu, izolacji i ciągłym stresie z powodu rządowej tyranii i wstrząsów społecznych ma daleko idące skutki dla zdrowia psychicznego i fizycznego, które prowadzą do śmierci i gorszych wyników w obliczu chorób przewlekłych i zakaźnych.

Hickey powtórzył, że dane nie potwierdzają teorii o szczególnie zjadliwym patogenie, który pozostawałby charakterystycznie niebezpieczny przez miesiące i lata. Zamiast tego wyniki wskazują na totalitarną politykę narodową, oszustwa medyczne i histeryczne środki zdrowia publicznego jako główne czynniki nadmiernej liczby zgonów w czasie. Badanie podważa założenie, że wirus był główną przyczyną zwiększonej śmiertelności, sugerując, że wpływ interwencji politycznych i zdrowia publicznego, w tym blokad i nakazów szczepień, jest bardziej szkodliwy.

Democyd i obowiązek szczepień spowodowały nadmierną liczbę zgonów, a nie pandemia

Badania podkreślają, że zaobserwowane wskaźniki nadmiernej śmiertelności podczas pandemii nie były jednolite. Niektóre kraje odnotowały gwałtowne wzrosty nadmiernej śmiertelności zbiegające się z wprowadzeniem ograniczeń lub rozpoczęciem szczepień. W przeciwieństwie do tego inne narody nie odnotowały nadmiernej śmiertelności do czasu wprowadzenia szczepionek. W rzeczywistości kraje o wyższym poziomie przyjmowania szczepionek odnotowały utrzymującą się nadmierną śmiertelność do 2023 r. Hickey wskazał na potencjalne problemy ze szczepionką, takie jak immunosupresja związana ze szczepionką i działania niepożądane. Zamiast zająć się tymi poważnymi problemami zdrowia publicznego, zalecono dodatkowe dawki przypominające, bez korzystnego wpływu na społeczeństwo. Australia, na przykład, odnotowała nienormalny wzrost śmiertelności z wszystkich przyczyn w tym samym czasie, gdy nakazano szczepionkę przypominającą przeciwko COVID-19. Teraz jest pozew zbiorowy, dotyczący tej zbrodni.

Świat cierpiał nie z powodu pandemii, ale z powodu DEMOCIDE, który był napędzany przez oszustwa medyczne , propagandę bioterroryzmu, programowanie psychologiczne germafobii, masową histerię i uległość, kult szczepionek i brak wiedzy na temat tego, jak działają układy odpornościowe i co można zrobić, aby leczyć ludzi z chorób lub traktować ich humanitarnie. 

Skandal COVID-19 ujawnił korupcję w przemyśle medycznym i farmaceutycznym oraz wyjaśnił skłonność współczesnych rządów do złośliwego działania przeciwko jednostkom, bez wyrzutów sumienia.

genocide/excess-mortality-caused-by-democide-vaccine

Rozpaczliwy wizerunek nie tylko naszej niezwyciężonej armii, ale i jej dowództwa.

Biedny Lolo w rozterce

https://www.magnapolonia.org/stanislaw-michalkiewicz-biedny-lolo-w-rozterce/

Stanisław Michalkiewicz: Biedny Lolo w rozterce

“Biedny Lolo jednak chce znaleźć się w problemów sednie. IKC i ABC czyta w nocy, czyta we dnie” – tak w koszmarnych czasach sanacji opisywał poeta rozterki biednego Lola, którzy z gazet chciał się dowiedzieć, co jest grane, czyli – jak jest naprawdę. Jak wiemy nie tylko z tego wiersza, ale również, a może przede wszystkim – z doświadczenia życiowego – nie zdało się to na nic. Przeciwnie – od tej lektury biedny Lolo już całkiem stracił poczucie rzeczywistości.

Trudno się temu dziwić, bo przecież funkcjonariusze Propaganda Abteilung wynajmowani są do niezależnych mediów głównego nurtu nie po to, by kogoś informować, albo mówić – jak jest – tylko po to, by zrobić swoim klientom wodę z mózgu.

Toteż lepiej nie mieć żadnych informacji, niż ekscytować się wiadomościami spreparowanymi przez wspomnianych funkcjonariuszy, na Bóg wie czyje zamówienie.

Ot na przykład przed defiladą z okazji 15 sierpnia, zarówno pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i pan prezes  vaginetu Donald Tusk, nie mówiąc już o panu prezydencie Andrzeju Dudzie, unisono wychwalali naszą niezwyciężoną armię, co prawda na razie przede wszystkim za „siłę ducha”, ale jednocześnie podkreślali, że tylko patrzeć, jak rzeczywiście będzie niezwyciężona.

Tymczasem na łamach niemieckiego portalu „Onet”, pani Edyta Żemła przeprowadza rozmowy z rozmaitymi wojskowymi, co prawda nie ujawniając ich personaliów ze względu na obowiązującą, faszystowską regulację RODO. Z tych rozmów wyłania się rozpaczliwy wizerunek nie tylko naszej niezwyciężonej armii, ale i jej dowództwa.

Składa się ono z osobników, którzy albo nigdy niczym nie dowodzili, nawet ćwiczeniami, albo nawet kiedyś tam i dowodzili, ale z uwagi na niedostatek odwagi cywilnej i pragnienia spokojnego dotrwania na synekurach do emerytury, kiedy to prawdziwe życie dopiero się zaczyna, nie sprzeciwiają się nadzorującym naszą niezwyciężoną armię cywilom z tego czy innego politycznego gangu. Cywile z kolei, ulegając pokusie aktywizmu, produkują co i rusz regulacje, zmieniając struktury dowodzenia.

W rezultacie nawet podczas ćwiczeń panuje nieopisany bałagan, bo nie tylko nie wiadomo, który wojskowy dygnitarz któremu podlega, ale w dodatku podkładają oni sobie nawzajem tak zwane „świnie”, dyskredutując i wyśmiewając konkurencję. Strach pomyśleć, jak by to było w razie wojny. Rozmówcy pani Żemły też wypowiadają się na ten temat bardzo ostrożnie, sygnalizując tylko „wysokie straty”.

Komu w tej sytuacji wierzyć; czy panu ministrowi-ministrowiczowi, premieru Tusku, który w bladze wcale nie ustępuje Mateuszowi Morawieckiemu, panu prezydentowi Dudzie, czy rozmówcom pani Edyty Żemły? Ja prędzej bym wierzył tym rozmówcom, bo stwarzali wrażenie, że stan naszej niezwyciężonej armii znają z autopsji, podczas gdy dygnitarze – raczej z drugiej ręki.

Ale i pani Edycie wierzyć też bezkrytycznie nie można, bo przecież ktoś z redakcji „Onetu” taki materiał u niej obstalował, być może nawet ze wskazówką: wiecie, rozumiecie Żemła; przedstawcie obraz naszej niezwyciężonej armii w czarnych barwach, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.

No dobrze – ale dlaczego pani Edyta mogła dostać takie zlecenie? To proste, jak budowa cepa; kiedy zakończy się defilada to czyż premieru Tusku nie przyda się to do rozciągnięcia tak zwanych „rozliczeń” również na dziedzinę bezpieczeństwa, w której – jak z radością twierdził pan prezydent Duda – panuje całkowita jedność?

Nawiasem mówiąc, z tą jednością nie powinniśmy przesadzać. Oto okazało się, że pan Jakub Banaś, syn pana prezesa NIK, był do niedawna tak zwanym „numerariuszem” czyli wysokim funkcjonariuszem „Opus Dei”, uważanego przez niektórych za katolicką wersję masonerii, która – jak wiadomo – uprawia nepotyzm i korupcję, nazywając to „sztuką królewską”.

To nie byłoby może godne uwagi, gdyby nie chlapnął przy okazji, że do „Opus Dei” należy nie tylko pan mecenas Roman Giertych, oczywiście Wielce Czcigodny, ale również – pan Marcin Romanowski, którego bodnarowcy za wszelką cenę chcieliby wpakować do aresztu wydobywczego.

Już nawet znaleźli jakiegoś dyspozycyjnego sędziego, który „wyłączył” ze sprawy dotyczącej pana Romanowskiego jakiegoś innego sędziego pod pretekstem, że nie jest dostatecznie niezawisły  – ale Sąd Ostateczny włączył go tam na powrót, w związku z czym perspektywa aresztu wydobywczego dla pana Romanowskiego przestała już być taka oczywista.

Nie to jest jednak istotne, tylko to, że skoro nawet uczestnicy „Dzieła Bożego”, gdy chodzi o władzę i pieniądze, tak żrą się między sobą, że utopiliby się nawzajem w łyżce wody. Jakże zatem wierzyć w „jedność” między politykierami, którzy myślą przede wszystkim, jakby tu wypić i zakąsić?

Najgorsze, że można też zwątpić w jedność między sojusznikami.

Oto niedawno Niemcy puścili farbę, że pod długotrwałym śledztwie, wystawili europejski nakaz aresztowania za pewnym Ukraińcem, który zamieszkiwał w Polsce, bo wcześniej, za wiedzą pana prezydenta Dudy, jako członek załogi statku „Andromeda”, który był lustrowany w kołobrzeskim porcie z udziałem agentów amerykańskich, wysadził bałtyckie gazociągi NordStreram 1 i NordStream 2. Jak tylko Niemcy puścili tego bąka, Ukrainiec nie niepokojony przez nasze tak zwane” służby” wyjechał na Ukrainę i tyle go widziano.

Żeby zatrzeć to nieprzyjemne wrażenie, tak zwane „służby” zaczęły bredzić, że to nieprawda, bo przecież wiadomo, że te bałtyckie gazociągi wysadził zimny ruski czekista Putin. Bardzo możliwe, ,że pan prezydent Duda w to uwierzy, ale co z Niemcami? Obawiam się, że nie tylko nie uwierzą, ale również tego Polsce nie zapomną i kiedy będzie okazja, to się na naszym nieszczęśliwym kraju odegrają. W końcu do spółki z Putinem wpakowali w te gazociągi sporo pieniędzy nie po to, żeby im jacyś Ukraińcy na polecenie Amerykanów je wysadzali.

Nawiasem mówiąc, okazuje się, że Książę-Małżonek składając Amerykanom gratulacje z powodu udanego przedsięwzięcia, coś tam chyba musiał wiedzieć – no bo skoro już został Księciem-Małżonkiem, to noblesse oblige. W jakich kategoriach ten niemiecki odwet się objawi – tego jeszcze nie wiemy, ale wiadomo, ze Niemcy, jako państwo poważne, o niczym nie zapominają i niczego nie puszczają płazem.

Na razie się radują, że niemieckie czołgi znowu są pod Kurskiem, ale przecież wajcha może zostać przestawiona i to jeszcze zanim nasza niezwyciężona armia zostanie uzbrojona po zęby. Zresztą nie musimy nawet specjalnie na to czekać, bo w tej sytuacji tylko patrzeć, jak Donald Tusk dostanie od Naszego Złotego Pana jakieś nowe zadania.

Poradnik świadomych rodziców, cz. III, ostatnia

Poradnik świadomych rodziców, cz. III

Autor: AlterCabrio , 16 sierpnia 2024

Prezentujemy nasz autorski krótki poradnik, opisujący współczesną edukację szkolną i wychowanie. Pokazujemy główne trendy, zjawiska i procesy, prostujemy pojęcia, obalamy mity, wskazujemy na zagrożenia. Nie ograniczamy się do mówienia, że jest źle. Wyraźnie pokazujemy, skąd wzięło się zło i komu służy. Największą wartością naszej skromnej pracy jest jednak wyraźne wskazanie, co trzeba zrobić, żeby było dobrze.

−∗−

Poradnik świadomych rodziców, cz. III

Prezentujemy nasz autorski krótki poradnik, opisujący współczesną edukację szkolną i wychowanie. Pokazujemy główne trendy, zjawiska i procesy, prostujemy pojęcia, obalamy mity, wskazujemy na zagrożenia. Nie ograniczamy się do mówienia, że jest źle. Wyraźnie pokazujemy, skąd wzięło się zło i komu służy. Największą wartością naszej skromnej pracy jest jednak wyraźne wskazanie, co trzeba zrobić, żeby było dobrze.

Linki do poprzednich części:

Poradnik świadomych rodziców, cz. I z IV

Poradnik świadomych rodziców, cz. II z IV

Nasz poradnik prezentujemy w postaci trzech artykułów, zawierających treść w odcinkach. Czwarty artykuł cyklu będzie zawierał odnośnik, za pomocą którego będzie można pobrać całość w postaci dokumentu pdf. W imieniu całej Redakcji portalu oraz osób, zaangażowanych w powstanie tego poradnika, prosimy o rozpowszechnianie i udostępnianie. Im więcej ludzi przyjmie tą treść, tym szybciej wyjdziemy z dna otchłani.

OTO CZĘŚĆ TRZECIA, OSTATNIA Z CYKLU:

III. JAK POWINNO BYĆ – DOM

To, co stoi na głowie należy postawić na nogi, należy więc odkłamać rzeczywistość i przypomnieć pojęcia podstawowe.

Człowiek

Nie jest zwierzęciem ani maszyną, lecz bytem złożonym z materialnego ciała i niematerialnej duszy. Ciało wzrasta, zmienia się, starzeje i umiera. Dusza jest ta sama, ale się udoskonala wraz ze wzrostem ciała. Człowiek biologiczny należy do królestwa zwierząt, i jeśli nie zostanie poddany wychowaniu przez autorytet, w tym miejscu pozostanie. Człowiek i każdy organizm żywy kroczy po linii najmniejszego oporu, i jeśli może zaspokoić swoje potrzeby bez wysiłku, robi to. Na przykład człowiek niewychowany jeśli otrzyma wybór – zapracować czy dostać za darmo za cenę niewolnictwa, wybierze to drugie.

Ośrodki wpływu

Rozwój człowieka polega na interakcji między nim samym i otoczeniem. Są następujące ośrodki wpływu na kształt osobowości człowieka: jego wewnętrzne cechy, z którymi się rodzi; rodzina; inni ludzie, z którymi się styka, np. sąsiedzi; grupa rówieśnicza; szkoła; związek religijny, do którego należy; państwowe programy społeczne; kultura masowa; kultura wysoka.

Sposób wpływu

1. Wpływ osobisty bezpośredni, kierunkowy, np. polecenia i rady rodziców, członków rodziny i nauczycieli. Im większe znaczenie dla młodego człowieka ma dana osoba lub ośrodek wpływu, tym silniej wpływa na jego wychowanie. W początkowym okresie rozwoju, zanim młody człowiek dojrzeje, autorytet musi kierować poczynaniami wychowanka, zgodnie ze swoimi przekonaniami, używając przymusu psychicznego wtedy, gdy to jest niezbędne.

2. Wpływ osobisty pośredni, poprzez obserwację i naśladowanie ludzi, z którymi się styka – rodzice, rodzina, nauczyciele, sąsiedzi, grupa rówieśnicza, klasa w szkole, współpracownicy. Bardzo ważne jest, aby młody człowiek w swoim otoczeniu spotykał się z ludźmi, którzy postępują właściwie.

3. Wpływ zdalny bezpośredni, czyli perswazja za pomocą mediów i innych źródeł informacji, np. poradniki o właściwym zachowaniu lub też treści promujące niewłaściwe zachowania, np. pornografia.

4. Wpływ zdalny pośredni, poprzez przekaz ukryty świadomie lub nieświadomie. Działa na podświadomość i jest obecnie powszechny w większości treści, spotykanych w mediach. Obecnie gros przekazu w Internecie, telewizji, kinie i innych mass-mediach zawiera przekaz antykulturowy.

5. Osobiste doświadczenie, czyli bodźce z otoczenia oraz konsekwencje własnych działań i zaniechań.

Cel życia

Cele życia wyznaczają zwykle systemy religijne, co wynika ze złożonej, materialno – duchowej konstrukcji bytowej człowieka. W naszej chrześcijańskiej kulturze celem tym jest zbawienie wieczne, czyli takie życie, aby zasłużyć swym postępowaniem na wieczne przebywanie w bliskości Boga. Życie prowadzone w ten sposób porządkuje wszystkie sprawy – materialne, socjalne, społeczne, rodzinne, poznawcze, psychiczne, emocjonalne. Wówczas nie potrzeba psychopedy i terapii. Jednakże pod wpływem różnych wpływów chrześcijanie odrzucili chrześcijaństwo, a nawet ci, którzy nie odrzucili boją się do niego jawnie przyznać. Ludzie szukają więc celu materialnego, na tym świecie, ale nawet ten jest dziś powszechnie rozumiany błędnie, trzeba więc go wyjaśnić.

Celem życia ziemskiego człowieka powinien być dobrobyt, czyli sytuacja, w której jego naturalne potrzeby zostają zapewnione, i może on realizować swoje cele, czyli utrzymanie rodziny, standardu życia, realizację zainteresowań. Do tego potrzebny jest etos pracy, który nabywa się w procesie wychowania i edukacji, oraz cnoty kardynalne – roztropność, sprawiedliwość, męstwo, umiarkowanie. Żeby człowiek mógł to zrozumieć i stosować w praktyce, musi umieć korzystać z rozumu, aby pojąć sytuację swoją i otoczenia, a także używać woli, aby panować nad emocjami, popędami i instynktami. Żeby korzystać z rozumu, musi być dojrzały, a dojrzałość oznacza odpowiedzialność.

Twierdza Kulturowa

Żaden człowiek nie żyje sam na świecie i potrzebuje innych ludzi, a także struktur, które tych ludzi łączą. Są co prawda tacy, którzy uważają, że mogą być obywatelami świata i wszędzie czują się dobrze, oni jednak ulegają iluzji. Zawsze bliższa koszula ciału, i jak się nie ma swoich ludzi, zostaje się samemu, a to straszny los, być samemu wśród tłumu samotnych. Do tego dążą globalne elity, aby każdy się samorealizował, czyli był samotny – bez rodziny, narodu i państwa. Dlatego usunęli te byty ze świadomości ludzkiej, a w zamian podstawili złudę wspólnej Europy albo jednego, globalnego społeczeństwa. Należy odrzucić te kłamstwa i przypomnieć, w jakim porządku człowiek może być szczęśliwy. Nazywam to Twierdzą Kulturową. Składa się ona z pięciu koncentrycznych pierścieni obrony:

  1. Centrum, cytadela, pierwszy i ostatni punkt obrony – ludzka dusza, a z niej – wyższe władze – rozum i wola.
  2. Rodzina, czyli ojciec, matka i dzieci, a także krewni bliżsi i dalsi oraz bliscy przyjaciele. Jest to w istocie struktura rodowa. Ród dba o swoich, wspiera i broni, a każdy, kto doń należy dba o ród i jego interesy. W rodzinach rodzą się i wychowywani są ludzie. Rodzina powinna być trwała, a najtrwalszą formułą jest sakramentalne małżeństwo. Gdy rodzina trzyma się razem, rodzi się więcej dzieci i są wychowywane na porządnych ludzi. Gdy rodzina się rozpada, rodzi się mało dzieci i są źle wychowane. Każdy rozpad rodziny powoduje poważne rany w psychice dzieci, co prowadzi do zaburzeń i problemów psychicznych. Dzieci takie rosną i wchodzą w życie dorosłe, mając złe wzorce dla swojego życia, złe pojęcie rodziny, niższe kwalifikacje do życia i pracy, słabą odporność psychiczną na stresy i trudności. Ci rodzice, którzy decydują się na rozpad swojego związku nie tylko rujnują swoje życie, ale przede wszystkim demolują życie swoich dzieci.
  3. Naród, czyli rodzina rodzin. Grupa ludzi, połączona wspólną tożsamością, pamięcią i interesem ekonomicznym i politycznym. Grupa ta używa tego samego języka, ma te same tradycje i zbliżoną mentalność. Większość zamieszkuje terytorium, które ma granice, chociaż część narodu może mieszkać w innych krajach jako diaspora. Dla Polaków przynależność do narodu nie zależy od uznania władzy, ale wewnętrznego wyboru. Każdy, kto rodzi się Polakiem może wyrzec się polskiej tożsamości i działać wbrew polskim interesom, i takich mamy dziś wielu, tak, jak i w innych epokach. Ale też obcy z innych narodów mogą nas poznać i zechcieć być jednymi z nas. Tacy wówczas stają się Polakami z wyboru, i w innych epokach też było ich wielu, a ich potomkowie żyją wśród nas jako porządni Polacy. Naród jest potrzebny, aby bronił swoich członków przed zagrożeniami zbiorowymi, zwykle od jakiejś obcej władzy, a gdy trzeba – także od własnej, gdy zagraża interesom narodu i państwa. Członkowie narodu pamiętają o jego historii, interesują się rzeczywistością i przejmują przyszłością. Łącznikiem tych ludzi jest etyka przyjęta z wyboru.
  4. Państwo, czyli organizacja narodu. Jest aparatem wykonawczym do ochrony i realizacji interesów narodowych. Państwo powinno być własnością narodu, a nie odwrotnie, jak jest obecnie. Dziś państwo słucha poleceń potęg zagranicznych, zniewala naród i postępuje wbrew jego interesom. Dzieje się tak, ponieważ państwo ma struktury, które tworzą ludzie, którzy popełniają błędy, ulegają korupcji, dopuszczają się zdrady. Struktury państwa powinny być rozbudowane tylko do tego stopnia, aby realizować interesy narodu i nie obciążać go nadmiernymi wydatkami.
  5. Ostatni, zewnętrzny pierścień Twierdzy Kulturowej to kultura łacińska, czyli zespół norm etycznych i poznawczych, regulujących zachowania ludzi.. Normy kultury łacińskiej są takie, że umożliwiają życie dużych społeczności w pokoju, bezpieczeństwie i dobrobycie, a współdziałanie ludzi nie jest wymuszane przymusem, lecz dobrowolnym wyborem. Kultura łacińska ma dwanaście zasad: dziesięć przykazań mojżeszowych, przykazanie miłości Chrystusa (nakaz miłości Boga i człowieka, dbałość o własne interesy, dbałość o interesy innych ludzi – we właściwych proporcjach), zasada św. Pawła (kto nie chce pracować, niechaj też nie je – nakaz użyteczności, każdy człowiek powinien mieć wykształcony etos pracy, zarabiać na swoje utrzymanie swoją pracą, współpracować dla dobra wspólnego, nie być pasożytem). Ludzie, kierujący się tymi zasadami tworzą rodziny, te tworzą narody. Całość łączy wiara chrześcijańska, która umacnia każdego człowieka do przestrzegania norm etycznych i poznawczych. Dzięki takim połączeniom narody mogą ze sobą współpracować, nie muszą walczyć ani się przemieszczać. Każdy naród może mieszkać na swojej ziemi, pracować na swój dobrobyt, rodzić i wychowywać dzieci, wymieniać się dobrami z innymi narodami.

Twierdza Kulturowa ma strukturę bastionową. Każdy pierścień obrony składa się z bastionów. Bastionem jest człowiek, rodzina, naród, państwo, a kultura łączy je wszystkie. Dzięki swojej strukturze obronnej Twierdza Kulturowa chroni ludzi przed zagrożeniami ze świata. Konieczne jest, aby bastiony połączone były wałami kurtynowymi, które zabezpieczają je przed atakiem z tyłu. Ludzie muszą być zjednoczeni, rodziny spójne, narody zwarte, państwa współpracujące ze sobą bez struktur ponadpaństwowych. Gdy te wały zostaną przerwane, wróg zachodzi bastiony od tyłu i zdobywa jeden po drugim. Pada kultura, padają państwa i narody. Dzieci są deprawowane, a rodzice tracą możliwość walki z tą deprawacją. To się dzieje obecnie. Stało się tak dlatego, że pośród narodów rodziny przestały wychowywać swoje dzieci. Rodzice zajęli się romansami, rozwodami, swoimi sprawami, pracą, a wychowanie powierzyli specjalistom z psychopedy i smartfonom. Skutek widzimy – technokraci chcą nam zawłaszczyć szkoły, aby przerabiać nasze dzieci na swoich niewolników, i nie ma komu z tym walczyć.

Cel wychowania

Celem tym powinna być właśnie dojrzałość, czyli odpowiedzialność, obejmująca zdolność używania rozumu i woli. Używanie rozumu to dążenie do mądrości, a mądrość to zrozumienie przyczyn pierwszych, czyli pojmowanie istoty rzeczy. Dzięki temu człowiek rozumie, co jest dobrem, co złem, co prawdą, co fałszem, kto przyjacielem, kto wrogiem. Umie wyznaczać swoje cele i opracować środki ich osiągnięcia. Potrafi zrozumieć też cudze cele, odczytać psycho – i socjomanipulację. Dojrzałość to także zdolność do zrozumienia własnych błędów i słabości, wyciągnięcia wniosków i zmiany błędnego postępowania. Używanie woli to zdolność narzucenia sobie dyscypliny, pokonania własnych lęków i słabości, uzupełnienie braków, wydoskonalenie tego, co mocne, zapanowanie nad emocjami, popędami i pożądaniami. Nie są one złe, przeciwnie, są dla nas korzystne, ale jeśli nie są poddane władzy rozumu i woli, zwykle prowadzą do życiowych błędów i kłopotów. Odpowiedzialność oznacza zdolność do ponoszenia konsekwencji swoich działań i zaniechań. Dziecko nie jest w pełni odpowiedzialne ani moralnie, ani prawnie. Jednak dziecko staje się dorosłym, który odpowiedzialny być powinien. Pełna dojrzałość osobista i społeczna polega na tym, że człowiek jest świadom swoich interesów osobistych i wspólnych i potrafi je prowadzić, jako obrońca Twierdzy Kulturowej.

Odpowiedzialność

Odpowiedzialność jest niezbędna, aby budować życie rodziny, narodu i państwa, a nade wszystko, aby być wolnym. Ten bowiem, kto nie ponosi odpowiedzialności nie może również korzystać z wolności. Dziś wielu ludzi nie chce dojrzeć, głównie z tego powodu, że nie chcą przyjąć żadnej odpowiedzialności. Dlatego rodziny albo się rozpadają, albo nie powstają wcale, naród jest w rozsypce, a państwem rządzą obce siły przez podstawione sługi. Kto jest dorosły, a nie przyjmuje odpowiedzialności, ten jest dobrowolnym niewolnikiem.

Wolność

Wolność nie oznacza tego, co komu się podoba robić, ale to, co kto robić powinien. Każdy człowiek ma potrzeby, częściowo inne, częściowo te same, co inni. Najlepszymi warunkami do zaspokajania ludzkich potrzeb jest Twierdza Kulturowa, więc każdy człowiek powinien korzystać ze swej wolności w takim zakresie, aby jej nie niszczyć.

Osiąganie dojrzałości

Dziecko nie jest dojrzałe, bo być nie może. Ciało nie osiągnęło pełni rozwoju, układ rozrodczy, gospodarka hormonalna – to wszystko musi dopiero się wykształcić. Tak samo mózg. Niemowlę i małe dziecko ma duże zdolności poznawcze, bo musi wykształcić sobie wiedzę o świecie, co umożliwia dziecku bujny rozwój jego struktury neuronalnej. Dziecko interesuje się wszystkim, bo ma naturalny instynkt poznawczy. Praca mózgu pochłania nawet 40 – 66% energii całego organizmu. Z czasem ta bujna ciekawość poznawcza zmniejsza się, co jest związane ze wzrostem ciała. Organizm musi wybrać, co ma zasilać, bo na wszystko nie starczy energii, wybiera więc ciało, które od 7 – go roku życia przez 10 lat osiąga dojrzałą postać. W tym czasie następuje redukcja połączeń neuronalnych nawet o połowę. Nie oznacza to jednak, że dorastający człowiek przestaje rozwijać się intelektualnie. Ten rozwój zachodzi nadal i jest bardzo intensywny, ale ma inny charakter, niż wcześniej. Małe dziecko chłonie wszystko, duże dziecko przyjmuje bodźce wybrane, nastolatek wybiera kierunki rozwoju.

Mózg człowieka kształtuje się stopniowo, ostatecznie do 25 r.ż. Jako ostatni kształtuje się płat czołowy, odpowiedzialny za dojrzałe zachowania. Jednak ze względu na płynność i stopniowość rozwoju należy młodego człowieka wprowadzać do dojrzałości ustawicznie i krok po kroku. Ponieważ na początku tej drogi nie jest on w stanie sam decydować o swoim rozwoju poznawczym i moralnym, rolę tą musi wziąć na siebie autorytet. Na początku są to rodzice, później pojawiają się też inne autorytety – pozostali członkowie rodziny, nauczyciele, przewodnicy duchowi, liderzy społeczni. Dla dobra rozwoju człowieka, poddawanego wychowaniu autorytety wychowawcze powinny stosować oddziaływanie zgodne z jego interesami. Głównym autorytetem wychowawczym są rodzice, i oni ponoszą odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci.

Istnieją dwa główne mechanizmy poznawcze – układ nagrody i układ neuronów lustrzanych. Układ nagrody nakazuje powtarzać to, co sprawiło organizmowi przyjemność, a unikać tego, co przyniosło przykrość. Układ neuronów lustrzanych nakazuje człowiekowi powtarzać to, co dostrzega w otoczeniu ze strony innych ludzi, szczególnie tych, którzy są dla niego ważni i z którymi ma związek emocjonalny. Jest to więc mechanizm odpowiedzialny za transmisję kulturową.

Wychowanie w domu

Dla prawidłowego wychowania potrzebni są: ojciec i matka. Rodzice powinni dostosować swoje oddziaływanie do wieku dziecka. Częstym błędem jest infantylizowanie dzieci, do czego szczególną skłonność mają kobiety. Mężczyźni nie powinni infantylizować, ale wprowadzać element męskiej twardości w wychowanie, co dzisiaj też zostało zaburzone. Rodzice powinni traktować swoje dzieci poważnie, a także mieć świadomość, jakie są ośrodki wpływu wychowawczego na ich dziecko: rodzina; inni ludzie, z którymi się styka, np. sąsiedzi; grupa rówieśnicza; szkoła; związek religijny, do którego należy; państwowe programy społeczne; kultura masowa; kultura wysoka. Powinni filtrować to, co trafia do ich domu i ich dziecka. Każdy wpływ, który może wpłynąć na dziecko powinni ocenić z pozycji zasad Twierdzy Kulturowej (Dekalog, Chrystusowe przykazanie miłości, pawłowa zasada użyteczności). Jeśli jest niezgodny, należy go nie dopuścić do dziecka.

Współcześnie tzw. psychologia głosi stary antypedagogiczny pogląd, że rodzice nie powinni swoim dzieciom narzucać swoich norm kulturowych, bo mają tak szanować autonomię swojego dziecka, aby pozwolić mu na swobodny rozwój i ekspresję. Poza tym, jak twierdzą antypedagodzy, każdy nastoletni człowiek odrzuca wszystko, co otrzymał od rodziców i wychowawców i od podstaw buduje swoją nową tożsamość. Wychowanie ma polegać na tym, że „mądrze kochający” rodzice powinni dziecku zapewnić dostęp do różnorodnych wzorców postępowania, żeby dziecko samo wybrało, które mu najbardziej odpowiadają, i afirmować każdy jego wybór. Dodają przy tym, że udowodniła to współczesna nauka. Są to poglądy częściowo błędne, częściowo fałszywe, a ich uzasadnieniem nie jest nauka, tylko filozofia nihilizmu i postmodernizmu oraz ideologia neomarksizmu. Te twierdzenia są przez współczesnych antypedagogów traktowane jak religijny dogmat. W ten sposób hoduje się człowieka bez tożsamości, płynnego, zmiennego, rozkapryszonego, który nie wie, kim jest, więc może być każdym, a naprawdę jest nikim. Jest to doskonały sposób na wywołanie zaburzeń psychicznych, i taki zwykle jest skutek.

Rodzice mają obowiązek przekazać swoim dzieciom kulturę i tradycje swoich przodków i swojego narodu. Powinni dokładnie określać, co jest dobre, co złe, co jest prawdą, co fałszem, kto przyjacielem, kto wrogiem. Sami rodzice muszą znać normy etyczne i poznawcze swojej kultury i stosować je w swoim życiu, aby być prawdziwym autorytetem i wzorem do naśladowania. Jeśli chcą wychować porządnego człowieka, sami muszą być porządni, tak działają neurony lustrzane. Jeśli pozwolą, aby ich dziecko wybierało samo, to wybierze ono to, co jest łatwe i co przynosi natychmiastową przyjemność, bo tak działa układ nagrody. W praktyce dziecko wpatrzone w smartfon uznaje to, co tam widzi za swoje własne pragnienia, bowiem technika i podawane treści są bardzo sugestywne, skonstruowane przez najlepszych specjalistów od ludzkiej psychiki. Zmanipulowane dziecko nie wie, że padło ofiarą psychomanipulacji lub socjotechniki i swoje odczucia traktuje jako prawdę absolutną, która powinna być prawem dla całego świata. Rodzice powinni znać te mechanizmy, niestety, oni też często nie wiedzą, co wciągnęło w świat kłamstwa ich dziecko, między innymi dlatego, że wierzą psychopedzie. Często prowadzi to do rozmaitych terapii, które w teorii mają pomóc, a w praktyce przynoszą więcej szkody, niż pożytku. Należy więc traktować z dużą rezerwą psychoterapie, w szczególności te, które mogą doprowadzić do nieodwracalnych zmian. Takich pułapek na dzieci ze strony algorytmów Internetu oraz „fachowców” jest multum, można jednak ich uniknąć poprzez głębokie osadzenie dziecka w kulturze jego przodków. W odniesieniu do konkretnych sytuacji rodzice powinni zachęcać, a czasami nieco przymuszać dziecko do zachowań korzystnych dla jego rozwoju, oraz nie zachęcać, a czasami zabronić działań niekorzystnych.

Innym dogmatem antypedagogiki jest „dziecko w centrum”, czyli pajdocentryzm. Dziecko staje się dla rodziców bożkiem, do którego usiłują dostosować cały świat, i od maleńkości uczą je, że zawsze tak będzie. Wiąże się to z budową sztucznego świata wokół dziecka przez nadmiernie troskliwych rodziców, którzy wierzą, że uda się dla ich oczka w głowie zbudować świat idealny. Uczą więc swoje dziecko życia nie w świecie rzeczywistym, ale sztucznie stworzonym. Starają się odciąć je od stresów i zagrożeń, konstruując i planując wszelkie sytuacje. Jest to wiodący dziś trend wychowawczy, szczególnie promowany przez programy unijne. W ten sposób tworzy się człowieka nieporadnego życiowo, który będzie bał się każdej sytuacji, której nie zna. Człowiek taki raczej ucieknie przed światem, niż się z nim zmierzy. Nadmiar wcześniejszych ułatwień sprawi, że zamiast aktywnie starać się, aby zdobyć potrzebne mu dobra i usługi, będzie biernie oczekiwał na ich dostawę. Dobrostan jest bowiem stanem psychofizycznego zadowolenia w danym momencie. Człowiek przyzwyczajony do dobrostanu będzie biernie czekał, aż mu zostanie dostarczone wszystko gotowe, i nie podejmie niczego, co mogłoby go narazić na jakikolwiek dyskomfort. Jest to częsty obecnie problem w szkołach. Tacy młodzi ludzie nie chcą pracować, uczyć się, a nawet szukać sobie pary. Biernie czekają jak konsument w restauracji, aż kelner ich obsłuży, i tak dzisiaj szkołę traktuje coraz więcej uczniów i ich rodziców.

Świadomi rodzice odrzucą ideologię dobrostanu i wychowają swoje dzieci, aby starały się o swój dobrobyt, czyli zaspokojenie potrzeb swoim wysiłkiem, samemu lub we współpracy z innymi, zależy, czy dobro jest ściśle osobiste, czy wspólne. Muszą więc nauczyć swoje dziecko etosu pracy, która ma być wykonana rzetelnie, tak, aby nie trzeba było go pilnować. Muszą dbać, aby dziecko było słowne, czyli dotrzymywało danego słowa, i aby dbało o zachowanie swojego honoru. Młody człowiek sam powinien wiedzieć, że nie może opuszczać zajęć, a obowiązek uczenia się przyjąć jako własny nakaz moralny. Rodzice muszą zadbać, aby dziecko sumiennie wykonywało obowiązki szkolne, jest to bowiem dobrą nauką praktyczną etosu pracy i realnym przygotowaniem do dorosłego życia. Rodzice muszą też zadbać, aby dziecko wiedziało jak najwięcej, i to zarówno rzeczy praktycznych, jak i ogólnych. Szczególnie, aby dziecko miało świadomość procesów, zachodzących w świecie, odkąd tylko jest w stanie to pojąć. Nade wszystko jednak rodzice muszą dać dziecku fundament moralny i szkielet zasad, które będą niezmienne przez całe jego życie.

Ponieważ dziecko im starsze, tym głębiej wchodzi w świat i tym dalej odchodzi od domu i rodziców, należy orientować się, z kim wchodzi w relacje i co to za ludzie. Szczególnie należy wystrzegać się pułapek seksualizacji, o czym będzie mowa dalej. Nie da się jednak dziecka powstrzymać od życia i trzymać pod kloszem. Mniej więcej od 10-go r. ż dobrze wychowywane dziecko staje się na tyle świadome, że jest w stanie rozpoznać zagrożenia. Należy więc pokazywać mu przykłady antykultury i delikatnie wprowadzać w świat, pokazując z jednej strony zagrożenia, a z drugiej – piękno świata i bogactwo naszej kultury. W ten sposób można dziecko uodpornić na zagrożenia poprzez podanie szczepionki kulturowej.

Zagrożeniem samym w sobie jest świat wirtualny. Poza tym, że upośledza rozwój mózgu, dostarcza antywzorców, zabiera cenny czas, który mógłby być przeznaczony na rozwój, robi coś jeszcze. Wciąga dziecko w świat wirtualny i oddziela od realnego. Młody człowiek jest coraz bardziej przekonany, że to, co widzi na ekranie jest prawdziwe, a to, co poza nim – sztuczne. Gdy więc będzie musiał zmierzyć się z realnymi problemami, nie będzie umiał, będzie się bał, ucieknie w ułudę, nie nauczy się żyć i pracować, nie założy rodziny, a na końcu wyląduje jako klient opieki społecznej. Technologie cyfrowe są bardzo wciągające, pracują nad nimi najlepsi specjaliści, którzy wykorzystali wiedzę przemysłu hazardowego o technikach uzależnień. Świadomi rodzice powinni izolować swoje dziecko od technologii cyfrowych, jak długo się da. Smartfon nie powinien znaleźć się w ręku dziecka wcześniej, niż po 12 r.ż. Należy też unikać kanałów z kreskówkami, zanim nie nauczy się poprawnie mówić, a jeśli dopuścić, to do spokojnych bajek starego typu. Ponadto rodzice powinni organizować swoim dzieciom zadania typowo analogowe – robić razem z dziećmi coś konkretnego, a potem wymagać, aby same robiły coś, co daje realny efekt w świecie materialnym. Mogą ty być zarówno procesy nauczania, jak i działania manipulacyjne. Korzystne jest też, jeśli dziecko wychodzi na dwór, oczywiście po wykonaniu swoich obowiązków szkolnych i domowych. Szczególnie dla chłopców, latanie z kolegami po dworze jest nieocenioną szkołą życia.

Samorealizacja

Jest to kolejny dogmat antypedagogiki, tak często powtarzany, że ludzie używają go machinalnie, nie rozumiejąc znaczenia. Samorealizacja to robienie czegoś samemu, a żaden człowiek nie żyje sam. Jeśli dziecko zostanie wychowane do samorealizacji, będzie egoistą niezdolnym do współpracy z innymi i do wytworzenia swojego dobrobytu. Taki człowiek będzie przyzwyczajony, że robi to, co chce, kiedy chce, w taki sposób, jaki wybierze. Każda natomiast czynność wymaga zgodnego współdziałania, np. produkcja i sprzedaż towarów, małżeństwo, wychowanie. Nawet, jeśli człowiek robi coś sam, to zwykle chce się później tym pochwalić. Samorealizacja prowadzi do samozniszczenia, bo nawet popęd seksualny ten człowiek będzie chciał zaspokoić sam – poprzez masturbację. Prawidłową formułą wychowania wobec świata to współrealizacja, czyli zgodne współdziałanie z innymi dla realizacji celów. Jedynie w ten sposób można odbudować i utrzymać Twierdzę Kulturową. Należy przy tym pamiętać, że należy zawsze mieć na względzie innych, ale nie zapomnieć o sobie. Relację tą dobitnie wyjaśnia krótkie zdanie: cudzego nie chcę, swojego nie dam ruszyć.

Realizacja rodziców

Bywa czasem tak, że bożkiem stają się sami rodzice. Kierowani motywacją, aby zapewnić dziecku najlepszy start narzucają mu drakoński program dodatkowych szkoleń, starając się, aby umiało wszystko. O ile w rozsądnym umiarze jest to dobre, to w nadmiarze szkodliwe. Rodzice nie mogą na dziecko przelać swoich własnych ambicji. Owszem, powinni starać się, aby ich dzieci były lepsze od nich, muszą jednak pamiętać, że nie są właścicielem dziecka. Jest tu stosunek powiernictwa – Bóg powierza rodzicom ich dziecko na wychowanie, ale ono jest osobnym człowiekiem, ma własne DNA i własną duszę. Ma też jakieś typowo swoje skłonności. Rodzice powinni w pierwszej kolejności zadbać o jego rozwój moralny i emocjonalny, potem poznawczy. Należy patrzeć, czym dziecko się interesuje i pomóc rozwijać w nim te pasje, które są dla niego dobre. Czasami też rodzice muszą odpuścić ze swoich ambicji, jeśli są zbyt wygórowane.

Kultura masowa

Wiele już pisałem o tym. Współczesna kultura masowa została tak zmontowana, aby wciągać ludzi, szczególnie młodych, kraść ich czas, ogłupiać, deprawować, dezorientować, osłabiać, zaburzać, niszczyć. Antykultura masowa jest jednym z narzędzi walki w wojnie informacyjnej, prowadzonej przeciwko narodom. Należy jak najmniej z niej korzystać, i starać się, aby dziecko w nią nie wpadło. Antykultura masowa to współcześnie ściek najgorszego plugastwa, potężne narzędzie niszczenia psychiki. Są dwa sposoby jego uniknięcia. Pierwszy, to pokazać piękno własnej kultury, tradycji, literatury i sztuk pięknych. W tym celu należy samemu je znać. Drugi sposób, to zająć czas czymś innym. Zadania domowe i szkolny program nauczania (dopóki istnieją) są bardzo dobrym rozwiązaniem. Należy pilnować, aby dziecko je robiło, a jeśli szkoła nie zadaje, zadawać samemu i robić wspólnie. Jest to świetny sposób, aby się lepiej poznać i nawiązać więź. Warto też zainteresować dziecko jakąś pasją, która da mu satysfakcje i będzie silniejsza od świata wirtualnego.

Kultura wysoka

Rodzice mają wielką pomoc ze strony naszej kultury – literatura, poezja, teatr, muzyka, filozofia, architektura, malarstwo, rzeźba i inne przejawy – wyrażają prawdę, dobro i piękno. Należy od najmłodszych lat wprowadzać dzieci w ten świat, najpierw pomału, stopniowo, z czasem, około 14 r.ż. może pojawić się u nich własna fascynacja tym, co im pokazujemy. W zakresie kultury wysokiej mieszczą się nie tylko wartości estetyczne (piękno), ale też etyczne (dobro) i poznawcze (prawda). Obcowanie ze sztuką bardzo wspomaga dobre wychowanie. Należy jednak jak ognia wystrzegać się tego, co dziś nazywa się kulturą wysoką. Generalnie to, co stworzono po II Wojnie Światowej jest niebezpieczne i lepiej tego dzieciom nie pokazywać, chyba jako przejaw zepsucia i dekadencji.

IV. JAK POWINNO BYĆ – SZKOŁA

Mówimy o przeważającym modelu, czyli szkole państwowej takiej, jaka jest dziś, zanim zostanie pochłonięta przez EOE. Przy okazji obalimy kilka powszechnych mitów.

Czym szkoła jest, czym nie jest

Prawdziwa szkoła powinna być instytucją wiedzy. Wychowaniem ma się zajmować pomocniczo i głównie w sferze wartości patriotycznych. Opiekę ma pełnić tylko w tym zakresie, jaki jest niezbędny, aby zapewnić małym dzieciom dostęp do przekazywania wiedzy. Współczesne opinie, jakoby szkoła miała nauczyć życia, zajmować się całym wychowaniem, dbać o dobrostan, samopoczucie, rozwiązywać problemy psychiczne i życiowe uczniów, rozwijać potencjał, uczyć tylko praktycznych rzeczy – są zakodowanym oszustwem, które po zdemaskowaniu brzmi: „jestem totalitarną machiną inwigilacji i kontroli, która pochłonie wasze dzieci i was. Wasze dzieci przerobimy na nasze bioroboty, a wy macie nie przeszkadzać, tylko finansować”.

Czego szkoła ma uczyć

Często spotyka się pogląd, że szkoła ma nauczyć realnego życia. Brzmi atrakcyjnie, ale jest groźne. Każdy uczeń szkoły będzie miał swoje realne życie, i każdy inne. Jeśli szkoła miałaby nauczyć każdego jego życia, to każdy musiałby mieć takie samo życie, a to jest możliwe tylko w więzieniu, i do tego właśnie zmierza EOE. Często też powtarza się postulat, że szkoła ma nauczyć tylko tego, co praktycznie się przyda i pozwoli zarabiać. Teraz natomiast szkoła naucza wielu rzeczy zbędnych, które nigdy nikomu się nie przydadzą. Odpowiadając na to, trzeba przypomnieć poprzedni postulat o szkole więziennej. Ponadto trzeba mieć świadomość, że są różne przedmioty nauczania. W szkole podstawowej jest wiedza powszechna taka sama dla wszystkich. Służy ona temu, by wszyscy członkowie narodu mieli te same kody kulturowe i poznawcze, co umożliwia i usprawnia porozumienie i współpracę – cechy niezbędne do przetrwania narodu. Natomiast w szkołach ponadpodstawowych są przedmioty ogólnokształcące i zawodowe. Ogólnokształcące spełniają funkcję jak powyżej, a zawodowe są właśnie praktyczną nauką zawodu. Każdy wybiera swoją specjalność, i każdy uczy się częściowo tego samego na przedmiotach ogólnokształcących, częściowo czego innego na zawodowych.

Wiedza szkolna

Analizując inny aspekt, wiedzę szkolną można podzielić na trzy rodzaje. Rodzaj pierwszy to taka, która przydaje się każdemu – czytanie, pisanie, rachowanie, ogólne wiadomości o świecie. Wiedza ta jest używana codziennie i tak ludziom spowszedniała, że raczą jej nie dostrzegać. Ludzie nie zdają sobie sprawy, ile zawdzięczają wiedzy szkolnej, do której zostali kiedyś zmuszeni. Bez niej nie potrafiliby działać w świecie wysokich technologii i żyliby w nędzy. Różnicę poczuliby dopiero wtedy, gdyby tą wiedzę utracili, a to właśnie ma nastąpić w EOE. Rodzaj drugi to wiedza o niepewnej przydatności, o której z góry nie wiadomo, czy się przyda, czy nie, to bowiem zależy od nieprzewidzianych okoliczności w danym momencie. Może on jednak nadejść nawet po długim czasie, i posiadacz wiedzy niepewnej zawsze na tym korzysta. Trzeci rodzaj to taka wiedza, która na pewno się nie przyda. I ta jednak jest pożyteczna, ponieważ służy za przykład dydaktyczny. Ma on trzy funkcje. Po pierwsze, trenuje sprawność umysłu i pamięć. Po drugie, uczy obowiązkowości, systematyczności i etosu pracy. Po trzecie, uczy struktury bytu i logicznych związków przyczynowo – skutkowych. Cała rzeczywistość jest bowiem logiczna i zbudowana wedle podobnych prawideł, i czy analizujemy układ pokarmowy dżdżownicy, czy algorytm sterujący sztuczną inteligencją odnajdujemy te same prawidła.

Rola przymusu

Wiedza szkolna jest wymuszana, i to jest kolejny zarzut wobec normalnej edukacji. Tak, to prawda, i jest to dobrodziejstwo wobec tych, którzy zostali zmuszeni. Bez przymusu pokaźna część ludności pozostałaby w analfabetyzmie. Szczególnie dzisiaj, gdy jest powszechny dobrobyt i bezpieczeństwo ludzie nie mają motywacji do nauki, bo z natury są leniwi, poza tym mają za dużo czasu, za mało wyzwań i destrukcyjny, ogłupiający, odciągający od rozwoju wpływ antykultury. Skoro mama i tata utrzymują, a państwo daje socjal, współczesny młody człowiek nie będzie się uczył, jeśli nie będzie musiał. Inaczej było sto pięćdziesiąt lat temu, gdy przodkowie dzisiejszych użytkowników smartfonów pasali świnie u pana lub harowali dwanaście godzin w fabryce wczesnego kapitalizmu. Tamci ludzie, gdyby im zaoferować takie możliwości kształcenia, jakie mają dzisiaj młodzi ludzie ozłociliby darczyńcę jako wielkiego dobrodzieja. Dzisiejsi młodzi ludzie nie wyobrażają sobie, że mogliby znaleźć się w sytuacji bezrolnych chłopów lub proletariatu wielkofabrycznego, ale wszystko przed nami, bo dzięki EOE i innym politykom unijnym ma powrócić tamten porządek.

Podstawy programowe

Inny zarzut wobec szkoły dotyczy podstaw programowych, że są wybiórcze, a przedmioty sztucznie podzielone, zamiast być nauczane interdyscyplinarnie. Szkoła ma podstawy programowe, czyli obiektywny standard wiedzy, określone wymogi, czyli ile trzeba umieć, aby zaliczyć, określony system ocen. Podstawy programowe ujmują wiedzę ludzkości w skrót, vademecum, spis treści. W szkole podstawowej to będzie ten sam spis dla wszystkich, w szkołach ponadpodstawowych coraz bardziej wyspecjalizowany. Nie da się w żadnej szkole nauczyć wszystkiego, co wie ludzkość. Szkoła więc daje narzędzia teoretyczne i praktyczne, aby człowiek po opuszczeniu jej murów potrafił sam orientować się w ogromie wiedzy i samemu ją uzupełniać. Bez podstaw programowych ludzie, którzy chcieliby uczyć się sami mieliby problem, od czego zacząć i jak rozwinąć proces uczenia się. Podstawy są więc wielkim ułatwieniem. Materia, ujęta w podstawie musi być podzielona wedle logicznej systematyki, bo inaczej w głowach uczniów zapanowałby chaos. Do szkoły przychodzą bowiem ludzie, którzy nie umieją prawie nic z tego, co tam jest nauczane. Dla erudyty z głęboką wiedzą taki podział jest sztuczny i niepotrzebny, dla ignoranta jest niezbędny. I wreszcie, po co jest teoria, wytłumaczył już dawno temu Arystoteles. Nie wszystko da się doświadczyć praktycznie, teoria daje wgląd w całość zjawiska, które można pojąć intelektualnie. W ten sposób można poznawać znacznie więcej i dojść do zrozumienia przyczyn pierwszych zjawisk, a to pozwala zrozumieć nie tylko, jak coś działa, ale też – w jakim celu. Uświadomienie sobie celów działań i umiejętność ich wyznaczania – to największe osiągnięcia teorii.

Uczyć wiedzy czy uczenia się

Antypedagodzy każą porzucić tradycyjną wiedzę szkolna, bo ta jest już przestarzała. Według nich uczeń nie powinien obciążać sobie umysłu wiedzą, powinien znać tylko wzorce uczenia się i wiedzieć, jak szukać wiedzy, aby w ten sposób zawsze móc szybko nauczyć się tego, co będzie potrzebne. Według postępowców szkoła nie ma uczyć wiedzy, tylko uczyć, jak się uczyć. Często spotyka się krytykę, że szkoła kogoś-tam mało nauczyła, a większości on się nauczył poza szkołą. I dobrze, znaczy to, że szkoła wykonała swoje zadanie. Nauczyła go na tyle, że potem potrafił sam się nauczyć. Szkoła najlepiej uczy uczenia się wtedy, kiedy uczniowie nabywają wiedzę i umiejętności, a nie wtedy, gdy trenują metodykę. Nauka metodyki to nauka schematów, nauka wiedzy połączona z zapamiętywaniem i dokonywaniem operacji myślowych jest praktycznym zastosowaniem metodyki. I znów tradycyjna edukacja górą.

Lektury

Co jakiś czas powraca temat lektur szkolnych, szczególnie ostatnio, kiedy ograniczono je pod pozorem unowocześnienia. Tworzy się narrację, że w szkole powinna być uczona literatura najnowsza, bo uczniowie muszą być na bieżąco. Otóż nie,. Lektury są po coś innego. Mają dwa cele. Po pierwsze, wprowadzić w kulturę polską i europejską, a do tego potrzeba tekstów klasyczno – kanonicznych. Po drugie, poza walorami literackimi młody czytelnik poznaje zawarte tam wartości, co pozytywnie kształtuje jego postawy życiowe i zachowania i pomaga w wychowaniu. Współczesne teksty w większości zostały napisane pod wpływem antykultury i mogą jedynie spowodować chaos w głowach młodych ludzi.

Oceny

Wielki hałas podnosi się przeciw ocenom, twierdząc, że stresują i są niesprawiedliwe. Lepiej jest dawać oceny opisowe albo wcale nie oceniać. Jest to oczywisty fałsz, w szkole masowej najlepiej sprawdzają się klasyczne oceny. Motywują i dają konkretna informację zrozumiałą dla wszystkich. Największą wadą ocen ostatnich lat jest to, że pod wpływem antypedagogów i instytucji unijnych zaczęto oceniać niesprawiedliwie, czyli ocenę pozytywna dla wszystkich za nic, aby się nie stresowali. Stres przy ocenianiu owszem, jest, i powinien być, bo dzięki temu uczeń ma motywację do uczenia się i poprawiania ocen. Oceny opisowe są zwykle niezrozumiałe i przyznawane metodą kopiuj – wklej. Brak oceniania bierze się z ideologii neomarksistowskiej i prowadzi do ruiny systemu oświaty.

Wypowiedzi własne

Od pewnego czasu szkoła ograniczyła odpytywanie przy tablicy, pisanie wypracowań, deklamację wierszy, śpiewanie piosenek, kaligrafię i pismo techniczne. Powód stale ten sam – dzieci się stresują i są przeciążone. Czego ich pozbawiono: wypowiedź własna przy tablicy uczy śmiałości, odwagi i wyrażania myśli; deklamacja wierszy trenuje pamięć i wyobraźnię; pisanie wypracowań to budowa złożonych wypowiedzi własnych, rozwijając planowanie, systematyczność i logikę. Kaligrafia i pismo techniczne – ćwiczy motorykę małą, precyzję, wytrwałość, rozwija myślenie matematyczne. Ograniczono też zajęcia praktyczno – techniczne, bo niemodne, a pracownie ZPT zamieniono na komputerowe. Cyfrowi ludzie, niepotrafiący gwoździa wbić.

Prace domowe

Głośna ostatnio stała się sprawa formalnego zakazu prac domowych. Pretekst jak zwykle ten sam – dzieci są przeciążone i nie mają czasu wolnego. W rzeczywistości celem jest pozbawienie młodych Polaków obowiązków szkolnych, bo w ten sposób obniży się ich poziom intelektualny i inteligencja całej populacji. Mówiąc wprost, jest to narzędzie ogłupienia. Żadnej materii nie da się nauczyć podczas lekcji, za mało czasu, a coraz więcej uczniów ma orzeczenia. Zadania domowe pomagają ćwiczyć intelekt, pamięć i etos pracy. Dają też możliwość wglądu rodziców w pracę szkoły i nawiązania bliskiej relacji dziecka i rodziców. Likwidacja prac domowych uwolni dużą ilość czasu, który milusińscy przeznaczą na smartfony i konsole.

V. PRAKTYCZNE RADY

Wiele praktycznych porad zostało już zawartych, wprost lub pośrednio powyżej. Tu pragnę udzielić kilku wskazówek, które jeszcze nie padły, lub podkreślić szczególnie istotne. Część wskazań jest reakcją na obecną sytuację, i zapewne będą wymagały aktualizacji, gdy sytuacja się zmieni. A zmieni się na pewno, bowiem jesteśmy w trakcie dynamicznych zmian, a przed nami zmiany jeszcze donioślejsze.

Ogół procesów, które dziś kształtują świadomość społeczeństw Zachodu, które zbudowały antykulturę masową, przeniknęły do wychowania i edukacji, zdominowały politykę ma swój określony cel. Jest nim debilizacja, czyli zamiana suwerennych narodów, złożonych z homo sapiens w zniewolone, cyfrowo zarządzane masy, zasoby homo debilis – ludzi debilnych. Debilizm jest tradycyjnym pojęciem medycznym i oznacza człowieka dorosłego, który funkcjonuje na poziomie intelektualnym dwunastolatka. We współczesnej terminologii medycznej odpowiednikiem jest niepełnosprawność intelektualna w stopniu lekkim. Homo debilis jest niedojrzały, dziecinny i uzależniony od państwowej opieki, nie podejmuje więc suwerennej aktywności. Ma natomiast dorosłe ciało, nadaje się więc do wszelkich prac fizycznych. Rozumie niekomplikowane polecenia, ale sam nie wytyczy sobie celu, nie będzie więc skłonny do buntu. Będzie posłusznie pracował pod zarządem, żył pod opieką i cierpliwie czekał na swój dochód gwarantowany. Oto poniżej podajemy garść rad, co należy robić, aby uniknąć debilizacji.

  • Jesteśmy w okresie przejściowym pomiędzy szkołą polską a unijną. Nadal większość działań jest dobra, ale pojawiają się już działania niebezpieczne. Należy zachować czujność, kontrolować, co dzieje się w szkole i klasie, czego nauczane są dzieci, czego nie nauczane.
  • Nawiązać kontakt z innymi rodzicami w klasie. Uświadomić, przekazując wiedzę, zawartą w niniejszym poradniku. Zawrzeć sojusz w obronie dzieci, aby działać na poziomie klasy. Nawiązać też kontakt z rodzicami z innych klas, aby działać na poziomie szkoły. Presja rodziców, wywierana na nauczycielki i dyrekcje zwykle jest skuteczna.
  • Szukać kontaktów z organizacjami społecznymi o profilu niepodległościowym, narodowym i katolickim.
  • W szkołach panuje niepewność i dezorientacja. Po wprowadzeniu zakazu obowiązkowych prac domowych część nauczycieli wyznacza je nadal jako nieobowiązkowe, część nie zadaje wcale. Należy to kontrolować. Jeśli nauczyciel zadaje, zobowiązać swoje dziecko, aby je wykonywało. Jeśli nie zadaje, zażądać ich zadawania. Jeśli nauczyciel nie zechce, zadawać samemu, korzystając z podręcznika, ćwiczeń i materiałów dostępnych w Internecie.
  • Musicie mieć świadomość, że nie wszyscy rodzice chcą dobra dla swoich dzieci. Część już uległa debilizacji, i ci będą się cieszyć, że jest mniej nauki. Deprawacja i ogłupianie ich własnych dzieci nie będą im przeszkadzały, a raczej będą zwalczać wszelkie inicjatywy, które rozwijają i wymagają. Będziecie ich mieć przeciwko sobie.
  • Zwrócić uwagę, co zostało wykreślone z podstaw programowych. Zazwyczaj podręczniki, dostępne od września 2024 r. zawierają jeszcze treści starej podstawy, z zaznaczeniem, że zostały wykreślone. Należy te partie materiału przerobić z dzieckiem samemu.
  • Zobowiązać dziecko do czytania lektur, które zostały wykreślone. Z pewnością te są najbardziej wartościowe.
  • Nie zapisywać dziecka na program tzw. wiedzy o zdrowiu. Jeśli będzie on obowiązkowy, użyć koalicji rodziców i wywrzeć presję na dyrekcji i nauczycielach, aby szkoła nie narzucała seksualizacji. Pouczyć dziecko, że mogą pojawić się szkodliwe treści. Poznać te treści zawczasu, aby uodpornić dziecko.
  • Uważać na tzw. specjalistów, szczególnie tych, którzy chcą „wspierać” psychicznie i dbać o dobrostan. Nie wypełniać nieobowiązkowych ankiet, mogą zostać niewłaściwie użyte. Nie godzić się na ingerencje specjalistów w życie rodzinne. Nie posyłać do poradni bez wyraźnej potrzeby. Nie poddawać się łatwo sugestiom, że Wasze dziecko ma specjalne potrzeby edukacyjne i wymaga opinii lub orzeczenia.
  • Uczulić dziecko, aby nie opowiadało w szkole, co dzieje się w domu. W szczególności uczulić na kontakty z tzw. specjalistami. Może się zdarzyć, że będą chcieli zbuntować dziecko przeciw rodzicom, szczególnie dotyczy to nastolatków, a tym bardziej dziewcząt.
  • Nie dawać dzieciom smartfona przed ukończeniem 12- go r.ż. Jeśli już używa, nie dopuścić do uzależnienia dziecka. Najlepiej podsunąć mu inne aktywności.
  • Mieć wiedzę o tym, jakie treści zwykle ogląda dziecko w Internecie. Jest to pewne, że każde dziecko trafi na antykulturę i algorytmy, które mają za cel szkodzić mu. Wyjaśniać dziecku kłamstwa antykultury i podsuwać prawdziwą kulturę. Skorzystać z wiedzy z niniejszego poradnika.
  • Poznajcie znajomych Waszego dziecka. To, co wpływa na nich, wpływa też na Wasze dziecko. To, co oni oglądają, zobaczy też Wasze dziecko.
  • Zadbajcie, aby Wasze dziecko miało właściwe towarzystwo rówieśników. Wiedzcie, że mniej więcej od 12 roku życia dziecko, które wcześniej było bierną ofiarą antykultury, samo zaczyna ją propagować, staje się więc jej nieświadomym wspólnikiem. Jest pożądane, aby Wasze dzieci należały do jakiejś większej inicjatywy, zajmującej się dziećmi, ich czasem, aktywnością i pomagającej w wychowaniu. Na skalę krajową takich obecnie nie ma wcale lub są przejęte przez antykulturę. Nawet organizacje typu harcerskiego nie są już pewne. Uważajcie też na ośrodki kultury, coraz częściej można tam spotkać treści tęczowe, klimatyczne i inną antykulturę. W miarę możliwości szukajcie kontaktu z innymi rodzicami, podobnymi do Was i twórzcie własne inicjatywy dla dzieci i młodzieży.
  • Wyjaśnijcie Waszemu dziecku kwestie, związane z płcią, seksualnością, rodziną i ich rolą w kulturze. Jeśli Wy tego nie zrobicie, zrobi to za Was antykultura i oszuka Wasze dziecko, co będzie później trudno wyprostować.
  • Jeśli Wasze dziecko wykazuje znaczącą zmianę zachowania, oznacza to, że właśnie ktoś lub coś wywiera na nie wpływ. Powinniście poznać ten wpływ, żeby ocenić, czy jest korzystny czy szkodliwy. Jeśli wpływ jest szkodliwy, reagujcie natychmiast i stanowczo, zanim dziecko zostanie wciągnięte w otchłań.
  • Jeśli Wasze dziecko zaczyna mieć problemy z tożsamością, oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, jest pod jakimś wpływem z zewnątrz, który może być groźny. Po drugie, Wasze relacje wymagają poprawy. Zanim więc zostaną zaangażowani specjaliści, starajcie się naprawić Wasze relacje wewnątrz rodziny.
  • Uważajcie na tzw. specjalistów. Często ich wpływ jest groźniejszy, niż problemy z którymi do nich poszliście. Na rynku można znaleźć również prawdziwych specjalistów, którzy mogą rzeczywiście pomóc. Zanim powierzycie im Swoje dziecko, poddajcie ich prostemu testowi na psychologa. Składa się on z sześciu pytań: 1.Czy sądzisz, że istnieje prawda obiektywna? 2.Czy sądzisz, że istnieje dobro obiektywne? 3.Czy uznajesz, że człowiek może poznać rzeczywistość obiektywną? 4.Czy uznajesz, że człowiek może rozpoznać dobro obiektywne? 5.Czy uważasz, że człowiek powinien swoim rozumem i swoją wolą panować nad swoimi instynktami, popędami i emocjami? 6.Czy uważasz, że powinno się wymagać od każdego człowieka następujących cech psychicznych: roztropności, sprawiedliwości, męstwa, umiarkowania? Jeśli wszystkie odpowiedzi będą twierdzące, jest to psycholog i wówczas możecie liczyć na rzetelną pomoc. Jeśli nawet jedna będzie negatywna, jest to psychomag i powinniście zakończyć współpracę z takim specjalistą/ką. Zawsze jednak, powierzając dziecko specjalistom powinniście wiedzieć, co się dzieje w tej relacji. Obecnie psychomagowie, udający psychologów kolonizują rynek usług, a częścią ich szkolenia jest buntowanie dzieci przeciw rodzicom i wciąganie ich w otchłań antykultury.
  • Wasze dzieci są atakowane non stop, 24h, najmocniej przez smartfon, ale i przez inne wpływy ze strony mediów i antykultury masowej. Szczególnie groźne są popularne aplikacje i portale społecznościowe. Tam, gdzie ekran emituje krótkie filmiki i dużo kolorowych, hałaśliwych treści, tam jest niebezpiecznie dla umysłów Waszych dzieci. Większość treści z tych ekranów ma charakter wojny informacyjnej. Nie zostawiajcie Waszych dzieci samych wobec tych ataków. Lepiej odebrać im smartfon i komputer, niż pozwolić, aby wróg przejął umysły Waszych dzieci i zmienił ich świadomość. Tą drogą wróg jest w stanie zaburzyć ich seksualność i tożsamość płciową. Zadbajcie o Waszą bliskość, przekażcie im piękno i siłę naszej kultury, wskażcie im cele życia wyższe, niż dobrostan i samorealizacja. Wiedza z niniejszego poradnika będzie Wam przydatna.
  • Należy się przygotować na ewentualne przejęcie polskiego systemu oświaty przez Europejski Obszar Edukacyjny. Wówczas nasze podstawy programowe zostaną całkowicie zmienione i zastąpione przez wzorce unijne. Już teraz nie pozbywajcie się podręczników i przygotujcie się, że przydatnej wiedzy będziecie musieli nauczyć Wasze dzieci poza oficjalnym systemem edukacji. Inaczej zostaną one pozbawione większości szans życiowych.
  • Uważajcie na wszelkiego typu wymiany dzieci i młodzieży, szczególnie międzynarodowe. Coraz częściej jest tam obecna wroga indoktrynacja, docelowo wszystkie wymiany młodzieżowe mają służyć do zmiany sposobu myślenia i zachowania młodych ludzi. Na razie delikatnie jest wprowadzana wielokulturowość i Zrównoważony Rozwój, czyli klimatyzm. W najbliższym czasie dołączy gender i tęczowość pod pozorem rozwoju własnej osobowości i samopoznania. W nadchodzącej przyszłości wymiany tego rodzaju będą służyły praniu mózgów dzieci i młodzieży, aby uformować z nich armię unijnych janczarów.
  • Zanim Wasze dziecko pójdzie do szkoły, musicie mu narzucić poczucie obowiązku – na początku w drobnych sprawach – sprzątanie, pomoc rodzicom, obowiązki domowe. W trakcie szkoły podstawowej dziecko powinno przyjąć obowiązek, narzucany z zewnątrz jako swój własny imperatyw moralny. Dotyczy to oczywiście obowiązków słusznych. Gdy dziecko wejdzie w szkołę ponadpodstawową, zmieni się Wasza relacja. Nie będziecie już mieli wpływu stanowiącego, a doradczy. Wasze dziecko wejdzie w świat, i on będzie je kształtował. Jeśli wcześniej nie wychowaliście dziecka, to potem macie już niewielkie szanse.
  • Unikajcie rozwodów, bo wtedy dzieci przeżywają dramat, są bardziej podatne na niszczący wpływ antykultury i zostają wystawione na działania „specjalistów”. Większość problemów psychicznych dzieci zaczyna się od niezgody rodziców.
  • Unikajcie konfliktów małżeńskich, rozwiązujcie je sami ze sobą, nie angażujcie systemów. Nie bądźcie egoistami, Waszym najważniejszym zadaniem jest zadbać o dobre wychowanie Waszych dzieci. Nawet, jeśli będziecie dawali im wszystko, zapewniali dodatkowe zajęcia, wyjazdy, atrakcje, gadżety, ale nie będzie między Wami – mężem i żoną miłości – zniszczycie własne dzieci.
  • Wrogowie narodów chcą wkroczyć między Was – męża i żonę, skłócić i nastawić przeciwko sobie. Tak samo chcą wejść między Wasze dzieci i Was. Chcą przejąć wpływ na umysły dzieci, zbuntować je i nastawić przeciwko Wam. Wrogowie chcą sprawić, aby żona bardziej ufała „specjalistom”, niż mężowi, aby dzieci bardziej ufały mediom, niż rodzicom. Każda niezgoda między wami zostanie wykorzystana, aby Wasz dom – twierdza Waszego progu upadła, aby wdarł się tam duch niezgody i skłócił obrońców.
  • Budujcie swoje własne lokalne struktury społeczne, niezależne od władzy i oficjalnych systemów. Współpracujcie z lokalnymi przedsiębiorcami, handlowcami, rzemieślnikami, rolnikami, lekarzami itp. Budujcie równoległe społeczeństwo, aby w razie kolejnej pandemii lub czegoś gorszego mieć lepsze możliwości przetrwania.
  • Kwestia wiary jest bardzo ważna. Dziś większość ludzi na Zachodzie w nic nie wierzy. W Polsce proces apostazji także przyspiesza. Ma to dwie główne przyczyny – ze strony ludzi i ze strony Kościoła. Przyczyna po stronie ludzi na tym polega, że oni świadomie odrzucają wiarę przodków i tradycje narodu. Myślą, że będą lepsi, nowocześniejsi, fajniejsi, a nade wszystko – że będą mogli grzeszyć bezkarnie i nie nazywać tego grzechem, lecz zaspokajaniem potrzeb. Przekonania te wzmacniane są potężnym atakiem ze strony mediów, antykultury masowej, celebrytów i polityków, wymierzonym bezpośrednio w Kościół i wiarę, a pośrednio w narody. Ze strony Kościoła przyczyna apostazji na tym polega, że od Soboru Watykańskiego II w jego struktury na wszystkich szczeblach przeniknęli agenci wroga. Większość z Was zostało wychowana na posoborowej nauce Kościoła, która została zmieniona i sfałszowana. Kościół dziś nie walczy z prawdziwym złem, tylko przymila się do globalistów. Wy jednak nie powinniście tracić wiary ani pozbawiać jej Wasze dzieci. Nie popełniajcie częstego dziś błędu i nie pozbawiajcie ich sakramentów, niezależnie od tego, co na ten temat mówią wszystkie media. Waszym jako rodziców obowiązkiem jest Wasze dzieci wychować w jedynej prawdziwej wierze, a jest nią wiara katolicka. Nic nie zwolni Was z tego obowiązku, nawet, jeśli ksiądz czy biskup Wam się nie podoba. To, co robi dziś hierarchia nie może się podobać żadnemu uczciwemu człowiekowi. Jednak Kościołem jesteście Wy i Wasze ochrzczone dzieci, a waszym obowiązkiem jest samemu w nim wytrwać, rozwijać swoją wiarę i wzmacniać wiarę Waszych dzieci. Wiara ta wymaga używania rozumu i rozwijania cnót moralnych, a to są najlepsze kompetencje do życia, jakie istnieją. Szukajcie dobrych katolickich poradników i podręczników wychowania, najlepiej tych przedwojennych. Szukajcie kapłanów, wiernych katolickiej tradycji, nie takich, którzy są fajni, ale głoszących prawdę o Chrystusie i człowieku. Jeśli zadbacie o wiarę Waszych dzieci i dobrą naukę katolicką dla nich, wrogowie narodów nie dadzą rady ich zdebilizować.
  • Pilnujcie dzieci, żeby ich nie ukradziono. Współczesna kradzież dzieci wygląda inaczej, jest innowacyjna i wykorzystuje najnowsze technologie informatyczne, które dajecie dzieciom do rąk. Rodzice zwykle nie zauważają, gdy ich dzieci są pomału wykradane. Ciałem wciąż są tam, gdzie były, ale umysłem wciągane są w inny wrogi świat, barwny i atrakcyjny jako uśmiechnięty truciciel. Złodziejom umysłów chodzi o zniszczenie narodów, a rodziny są celem pośrednim. Głównym celem kradzieży jest zatrzymanie reprodukcji narodów. Dlatego złodzieje umysłów poprzez antykulturę masową i rady psychomagów działają tak, aby Wasi synowie stali się mentalnymi eunuchami, a Wasze córki – mentalnymi prostytutkami. Widzialnym skutkiem tych działań są zaburzenia tożsamości – w obszarze płci i seksualności. Spójrzcie na nastoletnie dzieci Waszych znajomych i krewnych. Chrońcie dzieci przed atakiem wroga.
  • Instytucje, na które możecie liczyć: Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, Ruch Ochrony Szkoły, Nauczyciele dla Wolności, Instytut Ordo Iuris.

Powyższe rady i wskazówki są jedynie doraźnym sposobem na uniknięcie zagrożeń i przetrwanie. To nie rozwiązuje głównego problemu, jakim są przyczyny tego stanu. Przyczyną jest niesuwerenność państwa polskiego i jego zależność od instytucji ponadnarodowych: Unii Europejskiej, ONZ i globalnej finansjery. Jest to również główną przyczyną zepsucia umysłów Polaków, ogłupienia, degeneracji moralnej, odejścia od wiary i skłócenia narodu. Niszczenie polskiej szkoły i umysłów Polaków jest dziełem ponadnarodowych sił, wrogich wszystkim narodom. Polska nie musi temu ulegać, polskie władze mogłyby być suwerenne, gdyby zechciały. Jednak od 1989 r. wolą oddawać decyzyjność, dotyczącą polskich spraw w ręce obcych potęg. Ta gotowość wzmacniana jest wielkimi funduszami, jakimi dysponują te organizacje. Potomkowie Lecha nie mogą dziś liczyć na to, że skorumpowane władze, złożone z nikczemników zrobią coś dobrego dla narodu i państwa. Przeciwnie – ludzie ze świeczników zrobią wszystko, czego oczekują ich sponsorzy – nasi wrogowie, nawet, jeśli będzie to depopulacja.

Wyjście z tej sytuacji będzie zależało od tego, jak wychowacie i nauczycie Wasze dzieci, drodzy polscy rodzice. Postępujcie z nimi tak, aby wasze córki i synowie nie byli sługami obcych potęg, lecz by odbudowali i utrzymali naszą Twierdzę Kulturową, aby byli dojrzali, założyli silne i trwałe rodziny, odtworzyli dumny naród, odbudowali silne państwo, przekazali naszą kulturę swoim dzieciom. Nawet, jeśli będzie to oznaczało walkę i bój śmiertelny. To bowiem życie, które nam proponują nasi wrogowie, dziś jest przyjemne i beztroskie, zasilane socjalem i debilizacją w mediach. Już niebawem jednak będzie ono się zmieniać, tak, że stanie się gorsze od śmierci. Euroglobalna władza chce się dobrać do Waszych rodzin, rozbić Wasze małżeństwa, odebrać Wam dzieci, i obciążyć Was kosztami tego systemu. Przynajmniej do czasu, bo następnie przyjdzie kolej na odebranie majątku, własności, dochodów, nieruchomości. Na Wasze miejsce już zostali przeznaczeni różnokulturowi przybysze, ponieważ docelowo białej Europy nie ma być wcale. Chyba, że postawicie się Wy, polscy rodzice, i Wasze dzieci, których wychowacie na świadomych, twardych, dzielnych, pracowitych Polaków.

Pisaliśmy o walce:

Czas nowego antysystemu

Jak odzyskać niepodległość

Gdy zbudzi się naród cz.IV. Podbój Europy przez narody

Przed Wami i Waszymi dziećmi stoi zadanie wielkie i rozciągają się możliwości dotąd nieznane. Na Waszych oczach upada nie tylko Europa Zachodnia, ale w ogóle świat atlantycki, od stu lat zarządzany niepodzielnie przez Anglosasów. Nasza Ojczyzna będzie miała szansę odzyskać suwerenność, a nasz naród wreszcie po 400 latach może odbudować swoje znaczenie. Możemy sięgnąć jeszcze wyżej – po potęgę, władzę i bogactwo. A to zależy głównie od tego, czy będzie się chciało Wam i Waszym dzieciom.

Koniec cyklu.

Bartosz Kopczyński

Towarzystwo Wiedzy Społecznej

Lipiec 2024 r.

W następnym artykule – cały Poradnik będzie dostępny do pobrania w formacie pdf.

[na Legionie. md]

________________

Poradnik świadomych rodziców, cz. III, Bartosz Kopczyński, 16 sierpnia 2024

Etyka Kalego. „Drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje”.

Izabela BRODACKA

Od 2011 roku lotnisko we Frankfurcie przestrzega zakazu nocnych operacji lotniczych.Wyjątkiem są misje ratunkowe oraz loty w „interesie publicznym”, na przykład loty rządowe. Zezwolenia na takie loty wydaje nadzór lotniczy podlegający Ministerstwu Transportu i Gospodarki Hesji.

Jak donosi dziennik „Die Welt” pomimo tego zakazu 23 czerwca 2024 roku, po meczu Niemiec ze Szwajcarią, Olaf Scholz i Annalena Baerbock opuścili Frankfurt lotami startującymi o 23:39 i 23:54 Ministerstwo uzasadniło zgodę na te loty koniecznością udziału Baerbock w porannym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE w Luksemburgu.

Jak wiadomo to właśnie Zieloni są w Hesji gorącymi orędownikami zakazu nocnych lotów.Stefan Naas z FDP (Freie Demokratische Partei ) skrytykował działania Zielonych i Baerbock określając je jako hipokryzję.

Wprawdzie jak pisze John le Carré w książce „ Subtelna prawda”- „Hipokryzja to hołd składany cnocie przez występek, drogi chłopcze. Obawiam się, że to najlepsze, na co nas stać w tym niedoskonałym świecie”, jednak hipokryzja ma w społeczeństwie nadal nie najlepsze notowania. Hipokryzja jest na ogół utożsamiana z podwójnymi standardami , z tym co potocznie nazywamy „etyką Kalego”. Ofiarom kolejnych reform edukacji pozwolę sobie przypomnieć o co chodzi. Bohater powieści Henryka Sienkiewicza „ W pustyni i puszczy” Murzynek Kali twierdził: „Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy to jest zły uczynek. Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy”. ( wbrew idiotycznej politycznej poprawności – Murzynek a nie Afroamerykanin bo żył w Afryce i nie miał nic wspólnego z Ameryką)

Z etyką Kalego mieliśmy do czynienia przez długie lata komunistycznej niewoli. Komuniści zabierający w imię sprawiedliwości społecznej dwory i pałace ziemiaństwu i arystokracji nie widzieli nic złego w balowaniu w tych zrabowanych dworach i pałacach nazywanych dla niepoznaki „ domami pracy twórczej”. Przyznając obywatelowi prawo do 5 metrów kwadratowych powierzchni mieszkania ( w uzasadnionych przypadkach do 10 metrów ) nie widzieli nic zdrożnego w zajmowaniu mieszkań o powierzchni nawet kilkuset metrów kwadratowych, zrabowanych prawowitym właścicielom.

Podwójne standardy czyli etyka Kalego zostały gładko przeniesione w czasy niepodległości, czy rzekomej niepodległości, po solidarnościowej rewolcie i transformacji ustrojowej. Ukuto wówczas zręczne hasło: „ drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje”. Równie nośne jak ironiczne hasło powstałe jeszcze w czasach komuny: „ naród pije koniak ustami swoich przedstawicieli”. Albo jeszcze starsze przysłowie: „ co wolno wojewodzie to nie tobie narodzie”. Albo: „ wszystkie zwierzęta są sobie równe ale niektóre są równiejsze od innych”.

Wszystkie te ludowe mądrości oraz słynne zdanie z „ Folwarku Zwierzęcego” Orwella oznaczają jedno. Demokracja jest tylko listkiem figowym dla dyktatury równiejszych, a głoszone hasła w oczywisty sposób tych równiejszych nie obowiązują. Kiedyś przywileje były po stronie arystokracji rodowej, arystokracji krwi. Oni nie musieli być hipokrytami, nie musieli udawać równych. Z definicji byli lepsi.

Demokracja, przyjęcie równości wszystkich stanów i, wszystkich ludzi, wprowadziła hipokryzję. Władza opiera się na różnych hasłach, w które nie wierzą przede wszystkim sami ich twórcy. Twórców Zielonego Ładu ten postulowany Zielony Ład obchodzi dokładnie tyle co równość społeczna obchodziła komunistów. Dlatego latają samolotami jak szaleni na różne spotkania i konferencje, podczas których omawiają konieczność ograniczania albo wręcz zakazania lotów samolotami.

Jest to etyka Kalego w stanie czystym. Jest jednak w tej hipokryzji jakieś racjonalne jądro. Wszyscy nie mogą jeść kawioru chochlami, bo jest go po prostu zbyt mało. Dlatego sowieccy komisarze ludowi jedli go śmiało w imieniu reszty obywateli. Wszyscy nie mogą mieszkać w pałacach. Dlatego pałace zajmował lud pracujący miast i wsi poprzez swoich przedstawicieli. A że ten sztandarowy lud pracujący miast i wsi czekał w kolejce po kilkadziesiąt czasem lat na swoje kilkanaście metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej to trudno. „Z pustego i Salamon nie naleje” – jak mawiał mędrzec ludowy Gomółka. ( Tak właśnie mówił, Salamon, nie Salomon proszę nie poprawiać. )

Szczególnym aspektem hipokryzji czyli etyki Kalego jest fałszywa świętoszkowatość.

Perfekcyjnie ukazuje i wyśmiewa to zjawisko Molière w znanej komedii „Świętoszek” ( Le Tartuffe ou l’Imposteur). Jego bohater udaje pobożnego  aby przekonać do swojej osoby Orgona i pozbawić go majątku. Tak naprawdę jest bezwzględnym, zakłamanym, dwulicowym oszustem. Polecam tę lekturę osobom młodym, które w swojej świętej ( sic!) naiwności dają się oszukiwać współczesnym świętoszkom politycznym i które dałyby się zapewne również nabrać złodziejowi krzyczącemu w autobusie„ łapaj złodzieja” dla odwrócenia uwagi od swojej przestępczej działalności.

Dokładnie tak postępują współcześni fałszywi moraliści. Mając na koncie liczne afery finansowe, choćby aferę Amber Gold, w której ogromne straty poniosło wielu naiwnych obywateli, ośmielają się grać świętoszków i pod wymyślonymi zarzutami prześladować osoby, których jedyną w oczach koalicji 13 grudnia prawdziwą skazą było działanie w strukturach PiS.

Liczą przy tym na kiepską pamięć społeczeństwa. Na skłonność ludzi do uproszczonego rozumowania. – „On ukradł rower albo jemu ukradli rower- wszystko jedno, był zamieszany w kradzież”. Klasycznym przykładem hipokryzji oraz stosowania strategii zwanej „łapaj złodzieja” jest sprawa utworzenia komisji badającej wpływy rosyjskie w Polsce przez osoby działające swego czasu na rzecz resetu stosunków z Rosją „ taką jaka ona jest”. Tak przecież mówił Tusk i nie jest w stanie temu zaprzeczyć.

Dobrym papierkiem lakmusowym dla wykrywania hipokryzji jest też stosunek polityków do religii katolickiej. Gdy było potrzebne poparcie Kościoła Michnik ochrzcił swego syna, a Tusk wziął nawet ślub kościelny. Teraz traktują Kościół katolicki jako podstawowe zagrożenie demokracji w Polsce.

Wszczepianie implantów piersi 19-letniemu chłopakowi z inteligencją pięciolatka – Ci „lekarze” to bestie.

Horror nastolatka z Wuhan. „Lekarze” wszczepili mu implanty piersi.

„wszczepianie implantów piersi 19-letniemu chłopakowi z inteligencją pięciolatka – ci ludzie to bestie”.

17.08.2024 nczas/horror-nastolatka-z-wuhan-lekarze-wszczepili-mu-implanty-piersi

Doktor. Lekarz. Szpital.

Pracownicy jednej z klinik „medycyny estetycznej” nakłonili niepełnosprawnego umysłowo 19-latka do poddania się operacji wszczepienia implantów piersi, co miało przyciągnąć mu fanów w Internecie i stanowić źródło utrzymania.

To nie jedyna ofiara oszustów, którzy żerują na zdesperowanej młodzieży szukającej pracy.

Matka chłopca z Wuhan w środkowych Chinach mówiła w mediach, że jej 19-letni syn, który jest niepełnosprawny intelektualnie i ma zdolności umysłowe pięciolatka, przeszedł operację 28 lipca.

Personel kliniki, w której, jak mówiła kobieta, chłopak szukał zatrudnienia, namówił go do poddania się wszczepieniu implantów, co miało przyciągnąć mu widzów w transmisjach na żywo w internecie, które rzekomo miały być bardzo dochodowe.

Choć początkowo sceptycznie podchodził do propozycji, ostatecznie zdecydował się na zabieg, na który zaciągnął pożyczkę w wysokości łącznie 37 tys. juanów (20 tys. PLN).

Z pomocą prawników i telewizji matce udało się anulować pożyczkę, a implanty zostały usunięte, ale – jak podkreśla matka – trauma pozostała.

Sprawa wywołała oburzenie w mediach społecznościowych, gdzie jeden z internautów stwierdził: „wszczepianie implantów piersi 19-letniemu chłopakowi z inteligencją pięciolatka – ci ludzie to bestie”.

„Niektóre kliniki kosmetyczne niczym nie różnią się od gangów oszustów” – napisał inny, cytowany przez „South China Morning Post”.

Oszustwa, takie jak rekrutacja na nieistniejące stanowiska czy lewe oferty pożyczkowe, nasilają się w Chinach wraz ze słabnięciem gospodarki – podkreśla Reuters.

Służby ścigające tego typu przestępstwa informowały w zeszłym roku, że oszuści na celownik coraz częściej biorą studentów i świeżo upieczonych absolwentów, którzy desperacko poszukują pracy.

W lipcu media społecznościowe obiegła historia studenta, który chciał pracować dorywczo jako kurier dowożący jedzenie. Pracownik sklepu ze skuterami elektrycznymi, który podawał się jednocześnie za pracodawcę, nakłonił chłopaka na podpisanie umowy na wynajem jednośladu. Krótko potem okazało się, że obiecywane zarobki są wielokrotnie niższe i ledwo pozwalały na pokrycie kosztów skutera.

W czerwcu ub.r. bezrobocie wśród młodzieży osiągnęło rekordowy poziom 21,3 proc., czyli ok. 30 mln osób. Chińskie władze wówczas wstrzymały publikację danych, twierdząc, że konieczna jest zmiana obliczania wskaźnika poprzez wykluczenie z niego osób uczących się. Ostanie dane pokazują, że stopa bezrobocia wśród osób w wieku od 16 do 24 lat wyniosła w lipcu 17,1 proc., co oznacza wzrost z 13,2 proc. w czerwcu br.

Osoby w tej grupie wiekowej mają problemy ze znalezieniem pracy, ponieważ są „za młode” i nie mają doświadczenia. Z kolei ich o 10 lat starsi koledzy, jeśli mają pracę, trzymają się jej kurczowo, bo w ofertach nagminnie wyklucza się osoby już przed 40. jako „za stare”, co nazywa się „klątwą 35-latków”.

„Znalezienie pracy jest wystarczająco trudne, a teraz musimy jeszcze uważać na oszustwa” – podsumował jeden internautów.

MEMy wakacyjne

[one jednak ssą ]

Brytyjska służba zdrowia NHS będzie teraz pytać mężczyzn, czy są w ciąży, przed wykonaniem zdjęć rentgenowskich. Sataniści wierzą, że to, co nienaturalne, jest naturalne.

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Jak powstrzymać współczesnych bolszewików?

Fundacja Pro-Prawo do życia
 W minionych dniach obchodziliśmy dwie ważne rocznice – Bitwy Warszawskiej (15 sierpnia) i męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana Kolbe (14 sierpnia). Warto się przy nich zatrzymać i dokonać krótkiej refleksji. 
Aktualna sytuacja w Polsce i na świecie może wprawiać w zakłopotanie. Upowszechnianie aborcji, niszczenie rodzin, deprawacja seksualna dzieci, ofensywa LGBT, masowa laicyzacja, podziały polityczne i polaryzacja społeczeństwa – obserwowanie wielu zjawisk może być przyczyną smutku i utraty nadziei. Jednak ważne wydarzenia z historii przypominają nam o tym, że pomimo ogromnych przeciwności zwycięstwo Prawdy i Dobra jest pewne. 
My musimy tylko znaleźć się w zwycięskiej drużynie. Jak to zrobić? Spójrzmy na to przez pryzmat Bitwy Warszawskiej i osoby św. Maksymiliana.Jak pokonać współczesnych bolszewików? [foto]104 lata temu na przedpolach Warszawy doszło do decydującej bitwy wojny polsko-bolszewickiej, która rozstrzygnęła nie tylko o losach Polski, ale również całego świata. Polacy stawił czoła najeźdźcom, którzy po „trupie Polski” chcieli rozpalić rewolucję bolszewicką w Zachodniej Europie. W celu odparcia bolszewików zmobilizował się cały naród. Oczywiście nie wszyscy stanęli do walki z bronią w ręku, ale poruszenie i zaangażowanie było powszechne. Nasz kraj, który dopiero co odzyskał niepodległość po 123 latach zaborów, wyniszczony przez I wojnę światową, zdezorganizowany administracyjnie i politycznie, odparł atak armii bolszewickiej w sytuacji, gdy wydawało się, że wszystko jest już stracone i cała wojna jest przegrana. Jak doszło do tego zwycięstwa? Wpływ miało wiele czynników, ale jeden z nich jest szczególnie przemilczany. Chodzi o wcześniejszą odnowę moralną Polaków, która dokonała się wśród poprzednich pokoleń. 
 W 1877 roku w Gietrzwałdzie objawiła się Matka Boża ze szczególnym przesłaniem do Narodu Polskiego. Po tych objawieniach setki tysięcy ludzi zaczęły pielgrzymować do Gietrzwałdu pomimo obostrzeń i represji stosowanych przez okupantów. Jak możemy przeczytać w relacjach: „Ks. F. Hipler, naoczny świadek objawień gietrzwałdzkich, zaznacza, że liczba pątników od połowy lipca do połowy września 1877 r. szacowano od ćwierć do pół miliona: „Byli to Warmianie niemieccy i polscy, Litwini, Mazurzy, Kaszubi, Górale bardzo liczni Polacy nie tylko spod zaboru pruskiego i z Galicji także z Rosji pomimo kordonu i obieszczyków granicznych”. Jedna z uczestniczek owych pielgrzymek, w roku objawień, Anna z Działyńskich Potocka, w swoim pamiętniku pisze: „Pociągi w stronę Gietrzwałdu były przepełnione, pruscy urzędnicy kolejowi natrząsali się z tego pobożnego tłumu, który zajmował 70 wagonów pełnych po brzegi… Na każdej stacji tłumy ludzi się cisną, wszyscy jadą do Gietrzwałdu. Niezliczone rzesze przybywały do Gietrzwałdu z całej Polski”„ 
Masowa odpowiedź Polaków na gietrzwałdzkie objawienia spowodowała umocnienie wiary i nadziei w narodzie oraz przyniosła odnowienie moralne Polaków.
W szczególny sposób przełożyło się ono na szacunek do ludzkiego życia oraz otwartość Polaków na życie. Według najnowszych badań (prowadzonych m.in. przez ks. prof. Krzysztofa Bielawnego) w ciągu czterech dekad liczba mieszkańców nieistniejącej Polski podwoiła się!
Liczba Polaków z ponad 15 mln w latach siedemdziesiątych XIX stulecia wzrosła do ponad 30 mln w przededniu wybuchu I wojny światowej. Przykładowo: w 1895 roku urodziło się 1 076 800 dzieci, a średnia liczba dzieci przypadających na rodzinę wynosiła 5,9! (Dla porównania: w 2023 roku w Polsce dzietność wyniosła 1,1 – najgorszy wynik w historii pomiarów).
Niektóre regiony pozostającej pod zaborami Polski (np. Podlasie) odznaczały się  najwyższym przyrostem naturalnym w Europie. W ciągu dwóch pokoleń, pomimo zaborów, represji, rusyfikacji i germanizacji, populacja naszego narodu podwoiła się. Dzięki temu było komu budować kraj po odzyskaniu niepodległości i stanąć do walki z bolszewikami w 1920 roku. Walki, która 15 sierpnia 1920 roku wydawała się przegrana.

Nacierający do ataku na Warszawę bolszewicy opowiadali o tym, że ujrzeli na ciemnym niebie ogromną i pełną mocy kobiecą postać w niebieskiej sukni, od której biło światło. Wokół głowy jaśniała świetlista aureola, a w dłoni trzymała przedmiot podobny do tarczy, od której odbijały się wystrzeliwane w kierunku Polaków pociski. Ofensywa bolszewicka załamała się, a Polacy przeszli do kontrataku wypędzając Armię Czerwoną. 
Naród odpowiedział na apel Matki Bożej, a Ona pomogła narodowi obronić Polskę.
  Po wygraniu wojny polsko-bolszewickiej Polakom po raz kolejny dano własne, niepodległe państwo. Co z nim zrobiono? Aby odpowiedzieć na to pytanie przenieśmy się do roku 1941. 14 sierpnia 1941 w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz zamordowano św. Maksymiliana Kolbe. Ojciec Maksymilian był niestrudzonym ewangelizatorem i twórcą katolickich mediów o ogromnych zasięgach (pod koniec lat 30-stych nakład pisma „Rycerz Niepokalanej” wynosił 800 000 egzemplarzy!) 
Św. Maksymilian nie bał się przy tym otwarcie głosić wiary oraz jasno wskazywać Polakom, co doprowadzi naród do zguby. 
Przytoczmy w tym momencie wspomnienia Adama Jóźwika, więźnia Auschwitz, w którym przebywał razem ze św. Maksymilianem Kolbe: „czułem się bardzo szczęśliwy, że los złączył mnie z ojcem Kolbe. Przebywaliśmy w jednym bloku 14A, gdzie w międzyczasie zamieszkałem (…) Ojciec Maksymilian w wolnych chwilach prowadził rozmowy z więźniami na różne ciekawe, naukowe tematy. Pamiętam, jak pocieszaliśmy się kiedyś, że wojna niedługo się skończy, że Niemcy zostaną pokonani. On nie podzielał naszego optymizmu. Mówił, że wojna nie tak szybko się skończy, jak ludzie myślą. Wojny łatwo się zaczynają, ale niełatwo kończą, a w tej wojnie zginie nas Polaków około 6 milionów. Po wojnie dowiedziałem się, że zginęło 6 milionów i 30 tysięcy. Pytaliśmy ojca Kolbe, na czym opiera takie przypuszczenia, wróżby? Odpowiedział krótko: aż strach powtarzać, w okresie międzywojennym zginęło w Polsce około 6 milionów nienarodzonych dzieci.” 
 Wstrząsająca liczba 6 milionów Polaków zamordowanych poprzez aborcję w II RP pokrywa się z dostępnymi obecnie danymi i statystykami. Po odzyskaniu niepodległości w II Rzeczpospolitej, zbudowanej dzięki dzietności polskich rodzin, upowszechniła się aborcja. II RP miała drugie najbardziej „liberalne” prawo aborcyjne na świecie, zaraz po Związku Radzieckim. Skala dzieciobójstwa była ogromna. Dla przykładu, w samym tylko 1937 roku zamordowano poprzez aborcję 513 237 dzieci. 
W 1917 roku Matka Boża w Fatimie powiedziała, że już niedługo I wojna światowa skończy się, ale jeśli ludzie nie przestaną grzeszyć i obrażać Pana Boga, to wkrótce wybuchnie kolejna wojna, jeszcze straszniejsza. Było to uniwersalne przesłanie skierowane do wszystkich narodów całego świata, w tym również do Polaków. Po odrodzeniu moralnym w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX wieku, przyszedł kryzys. W niepodległej II Rzeczpospolitej przyrost naturalny, choć wciąż był jeszcze duży, to zaczął gwałtownie maleć. Aborcyjne dzieciobójstwo stało się prawdziwą plagą. W okresie międzywojennym zamordowano poprzez aborcję 6 milionów ludzi, czyli tylu Polaków, ilu zginęło później w trakcie II wojny światowej. Warszawa była nie tylko stolicą Polski, ale również „stolicą” aborcji i prostytucji. 
Nastąpił upadek moralny, przed którym przestrzegał m.in. św. Maksymilian Kolbe na łamach swoich mediów. 
 Niezwykle wymowny artykuł możemy na ten temat przeczytać w archiwalnym „Rycerzu Niepokalanej” z września 1938 roku. Zatytułowano go: „”Postępowi” rodzice zabijają dzieci.” Oto jego fragment: „(…) „postępowi” rodzice [dbają] tylko o to jedno, najwyżej dwoje dzieci, o to jedno, dwoje, które się zdążyły urodzić, bo pozostałe (swe) dzieci, z woli tych samych rodziców są pozbawione życia… mordują bez litości, nim jeszcze na świat przyjść mają. Jedno, dwoje – pieszczą, bawią, stroją, kształcą, pasą, tuczą, majątki im szykują, a pozostałe – pięcioro, dziesięcioro, piętnaścioro – skazują na straszną śmierć bez chrztu, bez krzyża, bez pogrzebu, bez trumny, bez najmniejszej odrobiny serca. Co robi dziś „postępowa” matka? Gdy pozna, że stała się matką, zaczyna przede wszystkim myśleć, jak nie dopuścić, by dziecię to świata Bożego nigdy nie oglądało. Oczywiście, wszystkie sąsiadki na około radzą, jak która może: jedne stary sposób, drugie nowy, radzą – truć, wskazują przy tym, co, kiedy, i jak, a jeszcze inne, te najmłodsze, „najmodniejsze” i „najpostępowsze” radzą po prostu czym prędzej – iść do lekarza i kazać żywcem zarżnąć (…)” Powyższe słowa opublikowano na łamach „Rycerza Niepokalanej” w 1938 roku. Obrazowały stan duchowy, moralny i mentalny dużej części polskiego społeczeństwa w przeddzień drugiej wojny światowej. 
Równie dobrze te same słowa można by napisać dzisiaj. 
 Aborcja w dzisiejszej Polsce zbiera śmiertelne żniwo. Każdego roku dokonuje się kilkudziesięciu tysięcy nielegalnych aborcji. Rośnie liczba aborcji w szpitalach. Media masowe promują aborcję i zachęcają Polki do dzieciobójstwa. Feministki namawiają kobiety do aktywizmu aborcyjnego. Aborcyjna koalicja Tuska na wszelkie możliwe sposoby usiłuje jeszcze bardziej zwiększyć liczbę ofiar aborcji. Papież Jan Paweł II nauczał, że naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Jeżeli będziemy przyzwalać na aborcję, czeka nas kolejna zagłada. Należy przy tym pamiętać, że zwycięstwo jest w rękach Pana Boga. Jest ono pewne i przesądzone. 
Pan Bóg nie wymaga tego zwycięstwa od nas i nie oczekuje, że osiągniemy je naszymi ludzkimi siłami. On oczekuje od nas wyłącznie udziału w walce po Jego stronie. 
 Z ludzkiego punktu widzenia sytuacja naszych przodków była beznadziejna – kraj pod zaborami, okupacja, prześladowania, rusyfikacja, germanizacja, a następnie tuż po odzyskaniu niepodległości inwazja bolszewicka. Dla Polaków żyjących jeszcze w połowie XIX wieku wizja wolnej, niepodległej ojczyzny, która w dodatku pokona w otwartej wojnie armię obcego mocarstwa, była czymś abstrakcyjnym. Ta wizja jednak zrealizowała się z Bożą pomocą. Podobnie może być również dzisiaj. Wiele osób jest przytłoczonych zagrożeniami, które bez przerwy się nasilają: promocja aborcji, deprawacja seksualna dzieci, LGBT, ateizacja, laicyzacja, prześladowania rodzin itp. Pan Bóg nie wymaga od nas samodzielnego pokonania tych trudności. On chce tylko naszego udziału w walce. Najgorsze jest bycie biernym. „Obyś był zimny albo gorący!” – brzmi jedno z najbardziej przejmujących upomnień zawartych w Piśmie Świętym. To upomnienie skierowane jest także do nas, dzisiaj. 

Zło odnosi sukcesy nie dlatego, że jest silne, tylko dlatego, że ludzie dobrzy są bierni i nie chcą stanąć do walki, w której Pan Bóg obiecał im pomoc i zwycięstwo.
 Dlatego nasza Fundacja w całej Polsce organizuje niezależne akcje informacyjne, których celem jest głoszenie prawdy i mobilizacja Polaków do działania. Jeżeli po raz kolejny odpowiemy na liczne apele Matki Bożej kierowane do nas w przeszłości, odpowiemy na słowa papieża Jana Pawła II i przypomnimy sobie ostrzeżenia św. Maksymiliana, to zwyciężymy.

Kolejne osoby z całej Polski dołączają do naszych akcji i zostają „Kapitanami różańcowymi”. Polska wielokrotnie była ocalona przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny. Kiedy lud modlił się, nasza Królowa wypraszała ocalenie. Każdego miesiąca organizujemy kilkadziesiąt różańców publicznych w całej Polsce, ale to wciąż za mało. Potrzeba więcej osób, które podejmą się organizowania różańców publicznych w swoim środowisku. Może Pan zostać Kapitanem różańcowym i przeprowadzić taką akcję w swoim miejscu zamieszkania. Udzielimy niezbędnego wsparcia i pomocy. Prosimy tylko o wypełnienie formularza na naszej stronie

Nasza działalność jest możliwa tylko dzięki stałej i regularnej pomocy Darczyńców.
 Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam organizację kolejnych kampanii i budzenie Polaków do walki o życie. 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Chyba to jednak największy z ataków satanizmu na olimpiadzie. Zakaz Mszy Świętej.

Chyba to jednak największy atak satanizmu na olimpiadzie. Zakaz Mszy Świętej.

Mirosław Dakowski.

Dopiero dziś, 16 sierpnia, to jest prawie 3 tygodnie po otwarciu olimpiady w Paryżu, dowiedziałem się, że w dość marginalnym piśmie, jakim jest Tygodnik Solidarność, kapelan polskich olimpijczyków raczej bezbarwnie zawiadomił, że ktoś, nie podał jednak kto, zakazał im odprawiania Mszy Świętej.

Normalny, a nie postępowy kapłan katolicki zareagował by inaczej. Mianowicie należało zawiadomić katolików w ekipie polskiej, tak wśród sportowców jak i działaczy, że codziennie będzie się odprawiała Msza Święta.

Przed tym pomieszczeniem konieczne było ustawienie choćby kilku obrońców, na przykład jakiegoś tyczkarza, by trzymał agresorów na odległość tyczki, oszczepnika by trzymał na odległość metra czy dwóch, a gdyby agresorzy pojawili się bliżej, to powinni odczuć argumenty młociarzy, bokserów, nawet bokserki i podobnie wyćwiczonych zawodników.

Wszystko to powinno być nagrywane przez umówionego wcześniej realizatora telewizji. I z tego zdarzenia oraz nagrania można było zrobić interesujący skandal na skalę globalną.

Przerażające, że żadna z ekip z krajów katolickich [chyba??] nie zaprotestowała przeciwko takiemu łamaniu praw boskich i ludzkich przez satanistów rządzących olimpiadą.

Przy okazji:

Znajoma dama zapytała, ile to kobiet przerobionych na chłopów startuje w konkurencjach męskich.

Zaproponowała również, by dziewczyna, bokserka, po wcześniejszym umówieniu się z realizatorem telewizji, przed meczem z jakimś partnerem podejrzewanym o to że jest mężczyzną, zerwała mu majtki by zobaczyć, czy naprawdę obciął sobie pisiaka i jajca. Bo jak widzimy, zboczony zarząd olimpiady nie bada pod tym względem, jak również pod względem obecności chromosomów XY czy też testosteronu w ciele tak zwanej kobiety, co powinno być podstawowym kryterium przy bezczelnym wpychaniu się zboczonych mężczyzn do konkurencji kobiecych.

Kapelan polskich sportowców: Msza zakazana na olimpiadzie w Paryżu. Ksiądz się zgodził??? Ekipy innych państw też ?

Kapelan polskich sportowców: Msza zakazana na olimpiadzie w Paryżu

satanizm/w/natarciu

W tym roku, zrywając z dotychczasową tradycją, zabroniono odprawiania mszy świętej w wiosce olimpijskiej, powiedział portalowi Tysol.pl kapelan polskich olimpijczyków, ksiądz Edward Pleń (14 sierpnia).

Jest on kapelanem polskich sportowców od 22 lat. Do tego lata zawsze można było odprawiać msze, ale z ograniczeniami podczas histerii Covid w Tokio i Pekinie.

W Paryżu ksiądz Pleń chciał z wyprzedzeniem ustalić godziny Mszy Świętych, ale „możliwość odprawienia Eucharystii została zablokowana”.

Powiedziano mu, że „dozwolona jest tylko modlitwa”: „Nie wiem, kto wymyślił ten absurd”.

[No to dlaczego, tchórzu i łobuzie, na to się zgodziłeś??

KTO ci tak nakazał, czy sugerował?

Nie pytam „jakim prawem”, bo NIKT na Ziemi takiego prawa nie ma. md]

Oraz: „Msza jest najpiękniejszą modlitwą, ale nalegali. Nie mogłem tego zrozumieć i nadal nie mogę”.

[Nie jest tylko „modlitwą„, poganinie. Jest realnym przyjściem Jezusa Chrystusa. Nikt jej zabronić nie może md]

====================================

mail:

I ten kapłan Chrystusa się na to zgodził??

Czemu nie odprawiał Mszy mimo wszystko?

Czemu nie protestował u władz Olimpiady?

Czemu nie narobił wtedy wrzasku w mediach??

To samo dotyczy wszystkich innych ekip !!

Pożegnanie z III RP – Katarzyna Tarnawa Gwóźdź, Marek T. Chodorowski

Autor: AlterCabrio , 15 sierpnia 2024 ekspedyt/pozegnanie-z-iii-rp

«Ludzie im zaufali, wybrali ich. Uwierzyli, przede wszystkim. A potem nagle się okazuje, że kwestia tej nadziei wyborców, że poseł czy senator coś spowoduje, zmieni, okazuje się kompletnie płonna, ponieważ rano pan poseł, pani senator (rozmawiałam z wieloma) oni mówią: my przychodzimy rano, dostajemy kartkę, jak mamy głosować w stosunku do tej czy innej ustawy i koniec kropka.

Gratuluję! Pobiera pani pensję, pobiera pani uposażenie, diety, zwrot wszystkich kosztów, biura poselskie, po to by przyjść rano, nie zapoznając się kompletnie z projektem ustawy, która jest na przykład kompletnie demolująca dla Polski, bardzo niebezpieczna bezpośrednio dla życia i zdrowia Polaków, po to żeby jej nie przeczytać, wziąć pensję i zagłosować tak, jak jest na kartce. To jest kuriosum.»

−∗−

Żegnamy się z III RP bez żalu i bez lęku. To właśnie ta forma polskiej państwowości gwarantuje Polakom – i to już w najbliższej przyszłości – wywłaszczenie, czyli masowe pozbawianie własności, ubóstwo, głód, choroby, znaczny wzrost umieralności i poniewierkę. Gwarantuje w związku z bezmyślną realizacją kolejnych projektów globalistów (czyli satanistów) oraz dyrektyw oszołomionych, neomarksistowskich urzędników Unii Europejskiej.
Ponieważ tego wszystkiego, co oferuje nam dzisiaj III RP, nie chcemy, zajęliśmy się projektowaniem lepszej przyszłości. Do pracy tej nie zapraszamy wyłącznie tzw. „zwolenników III RP”. Czyli – ludzi głupich. Poza nimi – wszystkich!

Pożegnanie z III RP – rozmowa Katarzyny Tarnawy Gwóźdź z Markiem Tomaszem Chodorowskim S01 E01

Zapis filmowy pierwszego spotkania na żywo twórców Salonu Ludzi Wolnych z Panią Mecenas Katarzyną Tarnawą Gwóźdź.

Rozmowa otwiera nowy cykl rozmów pod tym samym tytułem.

https://youtube.com/watch?v=9af6lwuSYcs%3Fsi%3DesYYvqNMYbNMFCKL

−∗−

Tagi:Ireneusz Osiński, Marek Tomasz Chodorowski, mec Katarzyna Tarnawa Gwóźdź, pożegnanie z iii rp, Salon Ludzi Wolnych, slw

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is…

Polska pospiesznie doszlusowała do „krajów ochotników” wprowadzenia „szczepionkowych paszportów”

Polska pospiesznie doszlusowała do „krajów ochotników” wprowadzenia „szczepionkowych paszportów”

Obecnie jest ich już dziewięć a nie pięć jak oryginalnie planowano!

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 15

Mówią, że jest to całkowicie dobrowolne. Dobrowolne, podczas gdy projekty pilotażowe są wdrażane, jasne. A potem co?

Kto płaci za nową kartę szczepień? Na stronie internetowej napisano tylko, że UE jest częściowym fundatorem i nie wspomniano nic o tym, kim są pozostali fundatorzy.

https://euvabeco.eu/about

„14 partnerów EUVABECO połączy siły, aby przeprowadzić przegląd zakresu, którego celem jest zidentyfikowanie innowacyjnych praktyk szczepień w całej Europie. Stosując metodę panelu Delphi, osiągniemy konsensus co do praktyk, które mają być stosowane w naszych projektach pilotażowych. Ten wspólny wysiłek będzie informował o opracowaniu planów wdrażania, torując drogę dwunastu projektom pilotażowym w Belgii, Niemczech, Grecji, Łotwie, Luksemburgu, Polsce i Portugalii od września 2024 r. do sierpnia 2025 r. Projekty te będą służyć jako kluczowe platformy do testowania i ulepszania strategii wdrażania . Po fazie pilotażowej praktyki zostaną poddane walidacji w celu oceny ich przydatności, możliwości przenoszenia i zrównoważoności w państwach członkowskich. Ostatecznie zatwierdzone plany zostaną udostępnione państwom członkowskim w celu zachęcenia do powszechnego przyjęcia”.

Dlaczego UE przekazała swoją starą kartę szczepień (z portfelem cyfrowym) WHO, a teraz tworzy kolejną cyfrową kartę szczepień? Nasze podatki najwyraźniej zapłaciły za tę obrzydliwość dwa razy. 

Ta jest dobrowolna (podczas gdy ją testujemy), a potem będzie terror.

Meryl’s CHAOS Newsletter

The European Vaccine pass involves 9 countries, not 5. Looks like it will involve all the EU soon.

Who is paying for the new vaccine card? The website only says that the EU is a partial funder and says nothing about who are the other funders…

Read more

KONNA ARMIA BUDIONNEGO – nauki dla nas po stu latach.

[piszę o tym po stu latach, ale to nie „wspominki historyczne”, gdyż nasza sytuacja jest w 2017 (jak i w 2024)dramatyczna, na tamtych zmaganiach należy się wzorować. MD]

Z książki płk. Franciszka Arciszewskiego „CUD NAD WISŁĄ, rozważania żołnierza”, Wyd. ANTYK, 2017, wg Veritas, Londyn, 1957]

[Zauważmy, że tak odważna analiza została opublikowana dopiero prawie cztery dziesięciolecia po BITWIE, gdy już tak marsz. Piłsudski, jak i gen. Sikorski byli na sądzie Bożym. O sądzie nad STALINEM ledwo wspominam. . MD]

Narzekanie pobitych wodzów na spóźnienie się jakiegoś oddziału wojskowego do bitwy jest zjawiskiem w historii wojennej dość częstym, i nie ma w tym nic dziwnego, że i Tuchaczewski chwyta się tej obrony, wskazując na opóźnienie się armii konnej Budiennego i 12-ej armii bolszewickiej do bitwy warszawskiej. Zadziwiająca jest raczej bezradność wyższych władz bolszewickich, zazwyczaj bardzo radykalnych, wobec ośmiodniowej niesubordynacji podwładnego dowódcy armii.

A może to nie tylko Budiennego była wina? Budienny i jego konna armia kozacka zasłużyli się bolszewikom głównie w walkach domowych, a zwłaszcza w likwidowaniu armii Denikina. Ich zupełnie swoiste metody pacyfikacji opozycyjnych okręgów w Kazachstanie, Gruzji etc., wyrzynanie całej ludności – dziesiątek i setek tysięcy, łącznie z kobietami i dziećmi – a także bestialskie postępowanie z jeńcami wojsk Denikina, stały się postrachem dla całej Rosji i rozbestwiały kozaków coraz. bardziej.

A gdy oddziały tej armii morderców pojawiły się w 1920 r. na Podolu i Wołyniu, zasłynęły szybko i u nas ze swego okrucieństwa. Ich konie stepowe były przeważnie nędzne, ale niezmiernie wytrzymałe na wszelki niedostatek, Większość miała częściowe umundurowanie kozaków carskich uzupełnione dowo1nie. Niektórzy mieli płaszcze, kurtki lub spodnie zdarte z jeńców polskich, albo części garderoby cywilnej, zrabowane w ostatniej miejscowości. Na głowie nosili bądź czapy futrzane z kolorowym dnem zwieszającym na bok, albo hełmy francuskie. Mieli szablę rosyjską, karabinek przewieszony przez plecy i ładownice najróżnorodniejsze. Każdy szwadron posiadał po kilka ciężkich karabinów maszynowych na tzw. ta- czankach, tj. lekkich, zwrotnych wózkach lub bryczkach, zaprzęgniętych w parę mocnych koni. Obsługa karabinu maszynowego siedziała na taczance, a często też strzelała z niej. Artyleria konna, której każda dywizja jazdy miała po dywizjonie, miała 3-calowe polówki rosyjskie. Obsługa tych armat musiała składać się z wytrawnych konnych artylerzystów byłej armii carskiej, bo manewrowała i strzelała z wielką precyzją. W czasie ofensywy przeciw Polsce armia konna, Budiennego i III korpus konny Gaja odgrywały przodującą rolę operacyjną. Przebiwszy się raz przez frontowe oddziały polskie parły potem – w tej wojnie małych sił na wielkich przestrzeniach – niepowstrzymanie naprzód i na tyły naszych wojsk i powodowały załamywanie się jednej polskiej pozycji po drugiej. Na oddziały piechoty lub artylerii w szyku bojowym nacierały tylko w razie konieczności, trzymając się raczej taktyki wilków atakujących jednostki odosobnione lub wyczerpane pościgiem. Najchętniej wyżywały się w niszczeniu taborów i urządzeń etapowych, gorzej uzbrojonych i zaskoczonych, siejąc tam panikę i rozprzężenie. Ale i nasze wojska liniowe ulegały w czasie odwrotu, a zwłaszcza tabory bojowe w kolumnie marszowej, łatwemu zdenerwowaniu na widok ławy kozaków, zbliżającej się z boku.

Pod względem okrucieństwa oddziały korpusu konnego Gaja nie różniły się od kozaków armii Budiennego. Dnia 22 sierpnia na przykład wymordowały one pod Szydłowem przeszło 200 rozbrojonych jeńców z 49 pułku. piechoty tylko dlatego, że w gwałtownym. swoim odwrocie nie mogły uprowadzić ich z sobą. Komunikat wojenny polskiego naczelnego dowództwa z 23 sierpnia 1920 r. wspomina o tej masowej zbrodni wojennej i o represjach przez nas zastosowanych. Następnego dnia, pod Chorzelami, wymordowali znów jeńców z brygady syberyjskiej. O tej zbrodni wspomina generał Żeligowski słowami: „Widok pola walki robił przykre wrażenie. Leżała na nim wielka ilość trupów. Byli to, w ogromnej większości nasi żołnierze, ale nie tyle ranni i zabici w czasie walk, ile pozabijani po walce. Całe długie szeregi trupów, w bieliźnie tylko i bez butów, leżały wzdłuż płotów i w pobliskich krzakach. Byli pokłuci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze i powykłuwane oczy.”

Toteż wpływu demoralizującego, a także siły bojowej, armii Budiennego i korpusu Gaja chana nie można było lekceważyć, jak to początkowo czynili niektórzy dowódcy polscy. Gdyby armia konna Budiennego, zaraz po boju pod Równem, 8 lipca 1920 r. poszła z Łucka wprost na Brześć nad Bugiem, na tyły naszych wojsk, cofających się znad Auty i Berezyny (a w drodze do Brześcia nie spotkałaby żadnych większych oddziałów polskich), byłaby może cała wojna polsko-bolszewicka wzięła inny obrót.

Ale Budienny otrzymał rozkazy kierujące go na Lwów, Rawę Ruska, Sieniawę nad Sanem i Przemyśl. Były też pewne zamiary polityczne bolszewików w kierunku Dniestru i Rumunii. Nawet jeszcze w początku sierpnia 1920 r., .po boju pod Brodami, gdy polski wódz naczelny wyciągał siły z Małopolski Wschodniej i Wołynia do obrony Warszawy i dla utworzenia grupy przeciw-uderzeniowej nad Wieprzem, była dla armii Budiennego – co prawda już lekko nadbitej – okazja do uderzenia w kierunku Lublina i pokrzyżowania planu przeciwnatarcia polskiego. Tym razem jednak już nie jakieś wielkie plany polityki sowieckiej, ale najzwyklejsza, żadnymi zwyczajami wojskowymi nie usprawiedliwiona niesubordynacja Jegorowa (i Stalina) w stosunku do swego naczelnego wodza uratowała nas od poważnego zakłócenia planu bitwy warszawskiej. Tuchaczewski tłumaczy się w sposób następujący: „Lewe skrzydło, to jest ugrupowanie frontu południowo-wschodniego, cały czas niepokoiło front zachodni. Oczekując co chwila oddania armii konnej do rozporządzenia frontu zachodniego i nawiązania z nią łączności, projektowano stworzenie silnego ośrodka, w kierunku Lublina, przez skoncentrowanie tam sił głównych armij l2-ej i l-ej konnej… Było oczywiste, że na podstawie zwycięstwa częściowego, na podstawie rozgromienia naprzód jednego z odcinków frontu polskiego, można było wygrać bitwę rozstrzygająca.”

I dalej: „Naczelne dowództwo biorąc pod uwagę konieczność utrwalenia lewego skrzydła frontu zachodniego, daje 11 sierpnia o godz. 3 frontowi południowo-zachodniemu dyrektywę o niezbędności zmiany ugrupowania i wysłania bez najmniejszej zwłoki armii konnej w kierunku Zamość – Hrubieszów. Obliczenie czasu i przestrzeni wykazuje, że to wskazanie naczelnego dowództwa mogło być bezwarunkowo wykonane przed przejściem polskiego ugrupowania południowego do natarcia. Gdyby nawet wykonanie opóźniło się nieco, to oddziały polskie, które przeszły do natarcia, byłyby postawione wobec nieuniknionego zupełnie pogromu, bo tyły ich otrzymałyby uderzenie naszej zwycięskiej armii konnej. Jednakże wobec położenia, wynikłego w Galicji, gdzie kolejne ugrupowania, przeprowadzone do tej pory, kierowane były ku Lwowu, wykonanie tego wskazania zostało zatrzymane. 12 sierpnia głównodowodzący w rozmowie hughesowej [proto- dalekopis md] zaznacza, że ta zwłoka w wykonaniu jego dyrektyw jest dla niego niezrozumiała i potwierdza swoją dyrektywę.

Kiedy wreszcie przystąpiono do wykonania, było już prawie poniewczasie. Ale, najgorsze, nasza zwycięska armia konna wplątała się w owych dniach w zacięte walki_ 0 Lwów, tracąc bezpłod- nie czas i siły na jego Umocnionych pozycjach W walce z piechota. jazdą i potężnymi eskadrami lotniczymi. Walki całkowicie pochłonęły armię konna, która do wykonania przegrupowania wzięła się tak późno, że nic pożytecznego W kierunku Lublina zdziałać już ‘nie mogła.” (T. 212-213) „J eżelibyśmy W swoim czasie byli skoncentrowali w_ kierunku Lublina oddziały armii_ konnej, to i tutaj ugrupowanie nasze byłoby groźne dla »białych pol-skich oddziałów. Polacy wówczas nie tylko nie mogliby myśleć o natarciu z rejonu Dęblin – Lublin, ale sami znaleźliby się w bardzo ciężkim położeniu i bezwzględnie musieliby być odrzuceni na zachodni brzeg Wisły.”

Czy rzeczywiście skutki uderzenia armii Budiennego na Lublin byłyby aż tak duże, to nie jest prawdopodobne, bo przecież nad Wieprzem było kilka doborowych polskich dywizji piechoty, które by się tak zaraz za Wisłę odrzucić nie dały; ale dywersja byłaby pewnie poważna.

Marszałek Piłsudski omawia sprawę następująco: „Wyciągnąwszy z południa 1 i 3 legionowe dywizje, otworzyłem niejako bramę wpadową pomiędzy innymi i dla konnej armii Budiennego. Pomimo zaś, że istnieje tam nasza jazda z nakazem zatrzymywania konnej armii Budiennego w pochodzie ku nam, doświadczenie jednak dotychczasowe nie pozwala mi być pewnym.. Oczekiwać mogę, że w krótkim przebiegu czasu mogę mieć na swoich bezpośrednich tyłach od Sokala i Hrubieszowa, maszerującą konną armię Budiennego lub jej część, co może w wielkim stopniu udaremnić moje usiłowania. Zaznaczam przy tym, że na Bugu przeciwko 12-ej armii sowieckiej zostawiam bardzo słabe siły – 7 dywizję w okolicach Chełma i bardzo słabą ukraińską dywizję na południe od niej.”

A oto, co o tym sądzi generał Sikorski: „Trudno dzisiaj powiedzieć, jakie skutki pociągnęłoby za sobą wmieszanie się w warszawską bitwę konnej armii i 12-ej armii sowieckiej. Osobiście nie podzielam optymizmu tych wojskowych, którzy_ twierdzą, że epizod ten nie odegrałby poważniejszej roli, i dlatego sądzę, że niewykonanie w czas otrzymanego „przez Budiennego i dowódcę 12-ej armii rozkazu jest ‘jednym z poważniejszych powodów rosyjskiej prze» granej nad Wisłą W 1920 r.” Mimo wspomnianego rozkazu Kamieniewa z 11 sierpnia wydał Jegorow (i Stalin) 12 sierpnia Budiennemu rozkaz opanowania Lwowa. 14 sierpnia Kamieniew podporządkował konną armię Budionnego Tuchaczewskiemu. 16 sierpnia, po walkach pod Buskiem i Kamionka Strumiłową, wydał Budienny rozkaz zdobycia Lwowa. 17 sierpnia wydał Tuchaczewski rozkaz (406/010): „Pierwsza konna armia. powinna wytężyć wszystkie swe siły, by zgrupować się za wszelką cenę w oznaczonym terminie w rejonie Włodzimierz Wołyński – Uściług, majac na celu W przyszłości natarcie na tyły uderzeniowej grupy przeciwnika” . 19 sierpnia armia konna walczyła pod Żółkwią i pod Winnikami. Dopiero wieczorem tego dnia otrzymała ona rozkaz wycofania się do obszaru Włodzimierza wołyńskiego celem uderzenia na Lublin, a rada rewolucyjna armii wydała rozkaz zmiany kierunku działań dopiero 20 sierpnia.

Kamieniew, sowiecki „naczelny wódz”, w rozmowie z Jegorowem, dowódca frontu południowo-zachoda [—] jego fantastyczny plan zdobycia Lwowa, oraz plan zajęcia Przemyśla i Sambora, a następnie sforsowania Dniestru i zagrożenia Rumunii, czego dokonać chciano już po oddaniu konnej armii Budiennego do dyspozycji Tuchaczewskiego, poprzestaje jedynie na żałosnym wspomnieniu faktu, że zwłoka w wykonaniu jego instrukcji, zarządzającej przegrupowanie 12-ej i i-ej konnej armii w kierunku Lublina, wydaje już dzisiaj ujemne rezultaty. Przeciwstawić się jednak zdecydowanie tym następstwom jak gdyby nie był w stanie.”

Mamy więc obraz nieposłuszeństwa na polu bitwy... Nieposłuszeństwa tak długotrwałego, że stało się jednym z powodów przegrania bitwy pod Warszawą.

Jakie były powody tego nieposłuszeństwa, względnie kto wpłynął najbardziej na to, że zostało ono popełnione, byłoby bardzo ważne ustalić. Niestety historiografia sowiecka, licząc się z nadal bardzo wysoka pozycja Budionnego w partii bolszewickiej, a także z tym, że jednym z komisarzy rady rewolucyjnej przy dowództwie frontu Jegorowa był sam Stalin, nie ma jeszcze możności przedstawienia tego drażliwego tematu w sposób bezstronny. Za życia Stalina historycy sowieccy wykazywali, że zwrócenie się konnej armii w stronę Lublina już 11 sierpnia nie dałoby wyników pożądanych, i że po 17 sierpnia było ono niemożliwe i że należało dokończyć wpierw ofensywę na froncie południowym.

Opinia potępionego już w tym czasie Tuchaczewskiego nie miała już dla historyków znaczenia. Ale ponieważ w systemie komunistycznym historia jest ustalona zależnie od potrzeb politycznych tych, którzy są chwilowo u władzy, więc może doczekamy się jeszcze kilku różnych opisów omawianych wypadków. Być może, że częściowe wyjaśnienie sprawy daje nam rozmowa hughesowa [prototyp dalekopisu md] Tuchaczewskiego z Kamieniewem, odbyta 18 sierpnia, w której ten ostatni; stwierdza:

Jeszcze 11 sierpnia wydałem zarządzenie o przegrupowaniu Budiennego. Ze względu na szereg nieprzyjemnych wydarzeń przegrupowanie to jeszcze nie zaczęło się i dziś nie ma pewności, czy zacznie się jutro, gdyż rewolucyjna rada wojenna. konnej armii, otrzymawszy instrukcje z jednym tylko waszym podpisem, nie jest pewna jego autentyczności i żąda potwierdzenia jej przez członka Wojennej rady rewolucyjnej frontu, co też zróbcie natychmiast, ażeby zarzadzenie to otrzymało ton kategoryczny.

Wina ośmio dniowego opóźnienia się konnej armii Budiennego do akcji na Lublin może więc leżeć po części i w systemie bolszewickiego rozkazodawstwa. Ale ta sprawa datuje się dopiero od 17 sierpnia. Poprzednio Jegorow (i Stalin) popychali armię konną, bez zgody swego naczelnego dowództwa, w kierunku ma Lwów i Sambor, Więc na to, że konna armia Budiennego nie weszła do bitwy pod Warszawą, złożyły się co najmniej dwa czynniki: rozkazy Jegorowa (i Stalina) i brak podpisów komisarzy rady rewolucyjnej u Tuchaczewskiego.

Skutki zaś były większe, aniżeli brak czterech konnych dywizji Budionnego, bo w konsekwencji i 12 armia sowiecka nie weszła do bitwy głównej. Toteż popularne mniemanie, że to Tuchaczewski przegrał wojnę z Polska 1920 r., jest niesłuszne. Kamieniew zatwierdził plan Tuchaczewskiego przejścia Wisły na północ od Warszawy i uderzenia na stolicę od strony zachodniej, a zatem przejął odpowiedzialność za tę operację na siebie. To on obiecał Tuchaczewskiemu pomoc wojsk Jegorowa po przekroczeniu Bugu i nie dotrzymał przyrzeczenia. To on powinien był bardziej energicznie interweniować, by Budienny rozkaz jego wykonał. To on wreszcie, wiedzac o ciągłym powiększaniu się luki między wojskami Jegorowa i Tuchaczewskiego, pozostawił Tuchaczewskiego przed rozstrzygającą bitwa bez odwodów strategicznych dowództwa głównego.

Z innej strony sprawę oświetlając, można by się domyślać, że to Stalin, komisarz rady rewolucyjnej przy dowództwie frontu w Kijowie, ze względów czysto politycznych, bez zrozumienia wymogów operacyjnych, żądał od Jegorowa posuwania armii Budionnego na Lwów, a innych wojsk frontu południowo -zachodniego w kierunku granicy węgierskiej. Jeżeli tak, to on byłby głównym sprawca opóźnienia odmarszu armii Budiennego do bitwy warszawskiej. A że Tuchaczewski wyraźnie wskazał na to opóźnienie, jako na jeden z powodów klęski 1920 r., stad nienawiść Stalina do Tuchaczewskiego i późniejsze jego rozstrzelanie, pod innym pretekstem.

Dla nas, Polaków, skutki przewlekłej niesubordynacji Jegorowa, Stalina i Budionnego, a także nieumiejętności dowodzenia ze strony Kamieniewa były błogosławione. Dały nam możność wykończenia czterech armii Tuchaczewskiego zgodnie z planem z 6 sierpnia, a armia konna Budiennego i 12-ta armia sowiecka nie odegrały w wielkiej bitwie pod Warszawa żadnej roli.

Matka Boża Łaskawa – patronka Warszawy

Matka Boża Łaskawa – patronka Warszawy

Matka Boża Łaskawa – patronka Warszawy

Redakcja | 15/08/2024 matka-boza-laskawa–patronka-warszawy

Spacerując po malowniczych uliczkach warszawskiej Starówki, nie sposób nie zatrzymać się przy ulicy Świętojańskiej, gdzie w cieniu majestatycznej Archikatedry Św. Jana stoi jedno z najstarszych i najpiękniejszych miejsc sakralnych Warszawy — kościół księży Jezuitów. Jego historia jest pełna fascynujących wydarzeń, które czynią go prawdziwym skarbem kulturowym i duchowym stolicy Polski.

Kościół ten został wzniesiony w pierwszej połowie XVII wieku z inicjatywy księdza Piotra Skargi, znanego kaznodziei królewskiemu, który miał na celu otwarcie nowej placówki Zakonu Księży Jezuitów w Warszawie. Wybór lokalizacji nie był przypadkowy – najdogodniejszym miejscem dla nowego kościoła były okolice Zamku Królewskiego. Mimo początkowych trudności związanych z zabudową, Rada Miasta wyszła naprzeciw potrzebom księdza Skargi, udostępniając mu niewielki plac przy najbardziej reprezentacyjnej ulicy Warszawy. Wkrótce udało się również wykupić sąsiadujące kamienice kupieckie, co pozwoliło na realizację projektu.

Rozkwit i Zmiany

Pod rządami Wazów kościół, początkowo pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Ignacego Biskupa, stał się jednym z najważniejszych miejsc sakralnych w kraju. W XVII wieku jego wnętrze wzbogaciło się o znakomite dzieła sztuki, w tym krucyfiks z Lubeki. Kościół odwiedzała rodzina królewska i szlachta, a kazania głosili tu między innymi Adam Naruszewicz i św. Andrzej Bobola.

Jednak po kasacie Jezuitów w 1773 roku kościół stracił na znaczeniu i został przekształcony w magazyn Kolegiaty. Dopiero w 1836 roku ojcowie pijarzy przywrócili mu charakter sakralny. II wojna światowa przyniosła ogromne zniszczenia – świątynia została wysadzona przez wojska niemieckie. Szczęśliwie odbudowa rozpoczęła się wkrótce po wojnie, a dzisiejsze mury stoją na zachowanych XVII-wiecznych fundamentach.

Matka Boża Łaskawa: Cudowny Wizerunek

Przez ponad 170 lat kościół przy Świętojańskiej stał się domem dla cudownego wizerunku Matki Bożej Łaskawej, który wzbudza szczególne zainteresowanie i czci. Obraz, będący kopią oryginału z włoskiej Faenzy, został przywieziony do Polski przez nuncjusza apostolskiego abp. Giovanniego de Torresa jako dar papieża Innocentego X dla króla Jana Kazimierza. Obraz początkowo opiekowany przez pijarzy, po powstaniu listopadowym trafił do kościoła pojezuickiego, a po odzyskaniu świątyni przez jezuitów w początku XX wieku, został przeniesiony do nawy głównej.

Obraz Matki Bożej Łaskawej jest szczególnie ceniony, ponieważ był pierwszym wizerunkiem maryjnym w Polsce, który otrzymał koronę. Nuncjusz de Torres nałożył na głowę Najświętszej Maryi Panny koronę symbolizującą władzę królewską w marcu 1651 roku, 66 lat przed koronacją obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Wydarzenie to miało także oddźwięk we Włoszech, gdzie władze polskie przesłały do Faenzy chorągiew z hołdem i prośbą o ochronę.

Opieka Matki Bożej w trudnych czasach

W latach 60. XVII wieku, kiedy Warszawę nawiedzała epidemia, obraz Matki Bożej Łaskawej został umieszczony w Bramie Nowomiejskiej. Modlono się o cud, a jego obecność w procesjach miała przyczynić się do zatrzymania zarazy. Wdzięczni warszawiacy wydali oficjalny dokument – Votum Varsaviæ, w którym oddali miasto pod opiekę Maryi jako „Tarczy” i „Obrony”.

Matka Boża Łaskawa zyskała także uznanie w Krakowie, gdzie w XVIII wieku mieszkańcy również prosili o jej pomoc w czasie epidemii. Namalowany wizerunek na kościele Mariackim przyniósł upragnioną ulgę i ochronę.

Cud nad Wisłą

Największym cudem przypisywanym Matce Bożej Łaskawej jest pomoc w zwycięstwie nad bolszewikami w 1920 roku. Jednakże jak twierdzi ks. Józef Bartnik, współautor książki „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”, wsparcie to jest celowo zagłuszane: „Zapomniano, że w dniu święta Wniebowzięcia, 15 sierpnia 1920 r. przed świtem, na tle jeszcze mrocznego nieba, pojawiła się nad idącymi do ataku polskimi żołnierzami jaśniejąca postać Matki Bożej w Swym wizerunku Matki Łaskawej Patronki Warszawy. Pojawienie się zjawiska wywołało taką panikę i popłoch wśród bolszewików, że krzycząc z przerażenia «uchadi, Matier Bożija zasłaniajet Poljakow», uciekali z miejsca walki porzucając broń”.

Wśród wielu ustnych przekazów i świadectw wsparcia dla wojsk polskich ze strony Matki Bożej, możemy również dotrzeć do słów samego Józefa Piłsudskiego, który miał rzec do kardynała Aleksandra Kakowskiego: „Eminencjo, ja sam nie wiem, jak myśmy tę wojnę wygrali”. [Sam był, po złożeniu dymisji u Premiera, w dniach 13-16 sierpnia, czyli decydujących, u kochanki w Grybowie pod Nowym Sączem. md]

Pomimo wielu starań, by bagatelizować udział Matki Zbawiciela w zwycięstwie nad bolszewikami, miejmy nadzieję, że zgromadzone do tej pory dokumenty i świadectwa pozwolą na wpisanie tej historii i zasług Mater Gratiarum do podręczników, tak jak to miało miejsce w przypadku objawień w Fatimie czy Licheniu.

Dziedzictwo i Współczesność

Matka Boża Łaskawa jest z nami już przeszło 360 lat, przetrwała wiele trudnych chwil, w tym II wojnę światową i nie zawiodła. Nadal jest symbolem nadziei i opieki dla Warszawy i całej Rzeczypospolitej. Jej historia jest świadectwem niezwykłej mocy i miłości, jaką przynosi, oraz potwierdzeniem duchowej więzi, która łączy nas z naszą Patronką. W czasach współczesnych, pełnych wyzwań i kryzysów, pamiętajmy o Matce Bożej Łaskawej, która przez wieki broniła naszej stolicy i nadal pozostaje źródłem nadziei i opieki dla każdego, kto się do niej zwraca.

============================

mail:

Azoty zamiast produkować amoniak, będą go importować

Transformacja energetyczna w pigułce. Azoty zamiast produkować amoniak, będą go importować

14 sierpień 2024 enyrolnicze/transformacja-energetyczna-w-pigulce

grupa azoty, amoniak, import

Amoniak to jeden z kluczowych surowców wykorzystywanych do produkcji w Grupie Azoty, przede wszystkim w segmencie nawozowym. Surowiec stanowi również jeden z najistotniejszych obszarów kosztowych – zarówno w kontekście wytwarzania, jak również w związku z jego emisyjnością. Co kluczowe, dla wyprodukowania 1 tony amoniaku potrzeba co najmniej 950 m3 gazu ziemnego. Mając na względzie ogromny udział kosztów gazu w produkcji firm nawozowych, coraz więcej producentów podejmuje decyzje o rezygnacji z wytwarzania amoniaku w ramach kosztownych procesów technologicznych z udziałem gazu i wybiera import gotowego półproduktu, tj. amoniaku. Tym samym optymalizacja kosztowa, rozwój nowego obszaru biznesowego z wykorzystaniem własnej infrastruktury portowej oraz dążenie do zmniejszenia emisyjności to główne powody, dla których Grupa Azoty jest zainteresowana importem amoniaku. Zakupy amoniaku Grupa planuje po zakończeniu rutynowego remontu systemu rozładunkowego, tj. od października br.

Warto przypomnieć, że to z amoniaku powstaje mocznik, czy kwas azotowy służący do produkcji roztworu azotanu amonu, a następnie nawozów saletrzanych. W samym 2023 roku import amoniaku do Europy kształtował się na poziomie 3,5 mln ton. Należy spodziewać się, że z uwagi na coraz większe wymagania związane z polityką klimatyczną i celami w ramach transformacji energetycznej oraz w związku z wysokimi cenami gazu w Europie, ten trend będzie się nasilać. W konsekwencji może to spowodować, że producenci nawozów będą stopniowo odchodzić od procesów technologicznych z wykorzystaniem gazu.

– W Polsce konsumuje się ponad 3 mln t amoniaku, to blisko 3 mld m3 gazu. W 2024 roku import amoniaku do Unii Europejskiej wciąż rośnie – od początku roku do pierwszych dni sierpnia wyniósł 1,9 mln ton, a ponad 140 statków z 9 krajów eksportowych przypłynęło do 14 państw w Europie. Dla przykładu, tylko w pierwszych sześciu miesiącach tego roku producent nawozów z Norwegii zaimportował spoza UE aż 277 tys. ton amoniaku. Z kolei Holandia, będąc hubem dla rynku gazu, zaimportowała blisko 100 tys. t amoniaku do sierpnia br. Jako Grupa Azoty nie mamy wątpliwości, że transformacja energetyczna będzie wpływać na dalszy wzrost importu i chcemy wykorzystać swój potencjał, aby odgrywać ważną rolę w tym procesie, szczególnie mając na względzie, jak duży wpływ na finalne ceny naszych produktów mają koszty gazu. Warto też zauważyć, że pomimo tego, iż nie to było założeniem systemu ETS oraz dyrektywy RED III, to obecnie największe projekty niebieskiego oraz zielonego amoniaku powstają poza Unią Europejską i to kierunki, które analizujemy w kontekście importu – mówi wiceprezes Zarządu Grupy Azoty S.A. odpowiedzialny m.in. za Segment Agro i Chemia, ochronę rynku oraz zakupy strategiczne Hubert Kamola.

– W Grupie Azoty planujemy obecnie rozwój terminalu amoniakalnego. Już dziś w całej Grupie dysponujemy pojemnością ponad 50 tys. ton zdolności magazynowych dla amoniaku. W planach mamy skalowanie terminalu poprzez zabudowę nowych zdolności przeładunkowych – idziemy w kierunku nowych zbiorników oraz rozbudowy trakcji kolejowej. Potrzeby Grupy Azoty to jedno, ale mamy również listę firm, które chciałyby z nami współpracować, również w zakresie zakupu amoniaku. Nie mamy wątpliwości, że aspekt logistyki morskiej w biznesie nabiera coraz większego znaczenia i chcemy wykorzystać potencjał infrastruktury portowej Grupy Azoty, aby w pełni rozwinąć ten nowy kierunek naszego biznesu, optymalizując jednocześnie koszty produkcji i zmniejszając emisyjność Grupy – komentuje wiceprezes Zarządu Grupy Azoty S.A. odpowiedzialny m.in. za Segment Tworzyw oraz Logistykę Andrzej Dawidowski.

Źródło: Grupa Azoty

Arcybiskup Vigano wyjaśnia poważny problem istnienia „Głębokiego Kościoła” Bergoglio.

Część 2

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=22280  https://maria-consola.wistia.com/medias/t0zz9zs1d4

https://bcp-video.org/pl/komentarz-vigano-2/  https://youtu.be/HJ0G6lcOI0I

rumble.com/v5aszthkomentarzvigano-2.html  cos.tv/videos/play/54795469831049216

Arcybiskup Carlo Maria Vigano w dalszym ciągu wyjaśnia poważny problem istnienia Głębokiego Kościoła Bergoglio.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Jednak Głęboki kościół oficjalnie nie objawia się jako taki, ponieważ natychmiast utraciłby swoją władzę nad wiernymi. Jego celem jest to, aby ludzie zaakceptowali nie tyle i nie tylko tę czy inną zmianę doktryny, moralności, liturgii, ale samą zmianę, czyli ideę permanentnej rewolucji, zgodnie z którą musi zmienić się nauczanie Kościoła, a nawet zaprzeczać sobie w zależności od różnych epok i kontekstów kulturowych. Gdy Głębokiemu kościołowi uda się utwierdzić tę zasadę, będzie mógł działać na wszystkich frontach i zaprzeczać temu, czego Kościół nauczał aż do Soboru Watykańskiego II”.

Komentarz BKP: Arcybiskup Vigano wskazuje, że katolicy muszą zmienić swoje myślenie, aby zaakceptować fakt, że Kościół musi podlegać ciągłym zmianom. Nie należy zadawać pytania: „Skąd taka zmiana?” ani zarzutu, że dogmaty są niezmienne, że bez nich Kościół nie jest Kościołem i że zbawienia nie można pomylić z zagładą. Taki dialog nie jest dozwolony. Podstawowe filary istnienia zmieniają się autorytatywnie. Przyjęcie zasady zmiany, czyli idei permanentnej rewolucji, jest podstawą, aby samolikwidacja Kościoła katolickiego przez masonów zakończyła się sukcesem. Przez zmianę paradygmatów ma zostać osiągnięta całkowita jedność z duchem świata, czyli z diabelskim architektem, który czyni z Kościoła katolickiego swoje narzędzie buntu przeciwko Bogu. Oszukani katolicy, którzy nadal będą trzymać się Bergoglio, otrzymają wieczną nagrodę w piekle i sprowadzą przekleństwo na narody.

Kardynał Besungu jest tego przykładem. Kiedy poprzez zdradę Kościoła próbował pośredniczyć w przyjęciu ideologii LGBTQ w Afryce, zaczął od strategicznej manipulacji na Synodzie Październikowym. Rzekomo Pan jeszcze pokaże nam, jak powinniśmy się teraz odnosić do LGBTQ. Besungu w jedności z Bergoglio służy innemu panu, ale nadal maskuje się przed mieszkańcami Afryki, jakby sam Bóg żądał zmiany postawy wobec rażącego grzechu. Widząc, że atmosfera w Afryce może doprowadzić do oddzielenia się od arcyheretyka Bergoglio i do zbawienia Kościoła, strategicznie jako głowa wszystkich afrykańskich biskupów na tym etapie nie wydaje się akceptować błogosławieństwa sodomii. W rzeczywistości stopniowo przygotowuje grunt do wprowadzenia czegoś zupełnie odwrotnego.

W istocie jedyną stałą zmianą, jaka musi odbywać się w Kościele, jest trwała pokuta. Człowiek ze względu na swoją grzeszność jest skłonny do kłamstwa i musi stale zmieniać swoje myślenie zgodnie z normami Ewangelii (Mk 1, 15), a tym samym stale powracać do Boga. Ale tej koniecznej i trwałej zmiany zwolennicy pseudokościoła nie chcą. Wręcz przeciwnie, zmieniają dogmaty i prawa Boże. Za taką zmianą nie stoi Duch Święty, ale duch antychrysta. Jest to samobójcza zmiana, która prowadzi zarówno do doczesnej, jak i wiecznej śmierci. Pseudokościół okupuje Kościół katolicki i maszeruje pod jego sztandarem, aby wprowadzać w błąd i niszczyć całe narody i cały świat. Tę tragiczną rzeczywistość odważnie ujawnił właśnie arcybiskup Vigano.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Wierni i duchowni, którzy nie są świadomi tego oszustwa, oczywiście nadal należą do Kościoła katolickiego, tak samo jak należeliby do Kościoła sto lat temu”.

Komentarz BKP: Arcybiskup Vigano opiera się na rzeczywistości, że istnieją wierzący i duchowni, którzy nie są świadomi oszustwa w Kościele i zachowali wiarę odziedziczoną po rodzicach i przodkach, w której żyją i umierają. Następnie arcybiskup wyjaśnia sytuację tych, którzy świadomie uważają się za członków tzw. kościoła soborowego.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Ci, którzy uważają się za członków «kościoła soborowego», zostaliby sto lat temu potępieni jako heretycy i dlatego nawet dzisiaj nie mogą być uważani za pozostających w komunii z Kościołem katolickim”.

Komentarz BKP: Arcybiskup stwierdza dalej, jaki paradoks powstaje, gdy nakładają się na siebie dwa przeciwstawne byty – Kościół i antykościół.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Paradoks polega na tym, że głowa «kościoła soborowego», chociaż jest heretykiem i apostatą, może jednocześnie być uważany za papieża Świętego Kościoła rzymskokatolickiego i uzurpować sobie od naszego Pana głos Jego Oblubienicy, aby zniesławić ją i samego Jezusa Chrystusa.

Tutaj także mamy do czynienia z nałożeniem się dwóch bytów – Kościoła i antykościoła – w ramach jednej hierarchii i to właśnie stanowi «mistrzowski plan szatana», które abp Lefebvre od początku potępiał”.

Komentarz BKP: Ta sytuacja nałożenia się dwóch bytów Kościoła i antykościoła jest rzeczywiście bardzo poważna. Dzieje się tak dlatego, że ci, którzy dzisiaj nie wiedzą o oszustwie, jutro zostaną po mistrzowsku zwabieni do przyjęcia nowych paradygmatów. Potem dowiadują się, że mamy z poganami tzw. jednego boga, albo zaczną naiwnie myśleć, że już można błogosławić sodomitów. Stopniowo ten duch kłamstw i śmierci, który panuje za pośrednictwem Bergoglio, zmienia sposób myślenia katolików. Dlatego tak konieczne jest znalezienie księży i świeckich, którzy w zgodzie ze znaną prawdą będą mieli odwagę oddzielić się. Czyniąc to, ustanowią zbawienny precedens, nawet jeśli zostaną napiętnowani przez sektę Bergoglio jako schizmatycy i apostaci.

Jeśli jednak tacy bohaterowie nie zostaną odnalezieni, wówczas nawet szczerzy ludzie stopniowo stracą swą zbawczą wiarę pod wpływem świętego posłuszeństwa fałszywej władzy. Dzisiaj biskupi i księża są bardziej winni niż zwykli ludzie, ponieważ mają już możliwość przyłączenia się do prawowiernego arcybiskupa, którym jest Carlo Maria Vigano. Jeśli do tego czasu nie zostali odpowiednio zorientowani, to dzięki niemu otrzymali teraz dokładną analizę stanu Kościoła, którą może zrozumieć nawet osoba niewierząca.

Pytanie dziennikarza: „W swoim nowym oświadczeniu Wasza Ekscelencja mówi, że «hierarchia soborowa… należy do innego bytu i dlatego nie reprezentuje prawdziwego Kościoła Chrystusowego», podczas gdy w przeszłości Pan mówił o «współistnieniu dwóch bytów w Rzymie: Kościół Chrystusowy został zajęty i przyćmiony przez modernistyczną strukturę soborową, która ustanowiła się w tej samej hierarchii i wykorzystuje władzę swoich sług, aby zwyciężyć nad Oblubienicą Chrystusa i naszą Matką». Czy teraz Ekscelencja sądzi, że «hierarchia soborowa» jest całkowicie oddzielona od Kościoła katolickiego? Kogo Ekscelencja uważa za część «hierarchii soborowej»? ”

Odpowiedź arcybiskupa C. M. Vigano: „Kościół soborowy jest doktrynalnie, moralnie i liturgicznie oddzielony od Kościoła katolickiego, ale jednocześnie jego hierarchia nazywa się katolicką i jako taka wymaga od wiernych prawdziwego Kościoła posłuszeństwa. Hierarchia ta nie reprezentuje prawdziwego Kościoła Chrystusowego, ale twierdzi, że go reprezentuje, ponieważ gdyby się od niego oficjalnie oddzieliła, nie mogłaby już posługiwać się władzami i autorytatywnością prawdziwego Kościoła i musiałaby postępować jak każda inna heretycka sekta. Modernizm, kierując się typową strategią sekt masońskich, nauczył swoich wysłanników ukrywać się, aby mogli bez przeszkód dotrzeć na stanowiska przywódcze”.

Komentarz BKP: Arcybiskup wyjaśnia, że doszło do nadużyć władz kościelnych przez hierarchię, która nie należy do Kościoła Chrystusowego, ponieważ wyznaje modernistyczne nauczanie, z którego korzystają masoni. Święty papież Pius X nazwał modernizm szambem wszystkich herezji.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Św. Piusowi X, przy pomocy żelaznej organizacji i wiernych współpracowników, udało się wykorzenić to «szambo wszelkich herezji», lecz odzyskało ono swą siłę, gdy system obronny wymagany przez Świętego Papieża został najpierw naiwnie osłabiony, a następnie celowo anulowany przez tych, których wówczas potępiano jako «proroków zagłady», tak jak dzisiaj piętnuje się «teoretyków spiskowych». Cel jest ten sam, co tych, którzy inspirowali i finansowali pacyfizm: rozbrojenie wroga, aby go było można pokonać bez oporu. Wróg zdołał zająć wszystkie fortece, które hierarchia z własnej winy pozostawiła bez ochrony”.

Komentarz BKP: Arcybiskup Vigano pokazuje, że struktura Kościoła, która w przeszłości służyła Bogu i zbawieniu dusz, została po Soborze Watykańskim II włączona w system działający na rzecz samozagłady Kościoła. Wielu biskupów, na przykład w Afryce, wciąż nie jest tego świadoma. Trzeba zatem zacząć widzieć trudną rzeczywistość. Na Soborze Watykańskim II nastąpił punkt zwrotny! A dzisiaj poprzez „Fiducia supplicans” Kościół katolicki został już bezpośrednio przekształcony w antykościół New Age. Hierarchia, która dziś podlega publicznemu heretykowi i jego programowi, czyli sodomskiej antyewangelii, prowadzi wierzących nie do zbawienia, lecz poprzez nadużycie posłuszeństwa do zagłady.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Ostatni bastion, jaki pozostał po okresie posoborowym – bastion świętości życia – jest dziś poważnie zagrożony przez obecność znanych neomaltuzjańskich aborcjonistów wśród członków Papieskiej Akademii Życia (którzy posiadali lub nadal posiadają ważne stanowiska w organizacjach otwarcie wrogich Kościołowi katolickiemu) i poprzez dopuszczanie proaborcyjnych przywódców politycznych do Komunii Świętej – jak na przykład Joe Biden i Nancy Pelosi.Przeraża nas haniebne milczenie amerykańskich biskupów i samej Stolicy Apostolskiej w sprawie wpisania ruchu pro-life przez administrację Bidena na listę organizacji terrorystycznych”.

Komentarz BKP: Arcybiskup wskazuje na destrukcyjne skutki w Stanach Zjednoczonych na przykładzie otwartych prześladowań ruchu pro-life, który paradoksalnie został nazwany organizacją terrorystyczną. Przypomniał haniebne milczenie amerykańskich biskupów i obecnej tzw. Stolicy Apostolskiej w sprawie tej zbrodni.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Problemem nie jest więc to, czy jesteśmy w Kościele, ale raczej to, czy są jego częścią ci, którzy uzurpują sobie jego władzę, aby zniszczyć Kościół. To oni powinni zostać wykluczeni – nie my! Nie są częścią Kościoła, którego władzę uzurpowali, dlatego nie mają prawa robić tego, co robią i nie mogą w żaden sposób żądać posłuszeństwa od wiernych”.

Komentarz BKP: Na zakończenie arcybiskup podkreśla, że ci, którzy dzisiaj pełnią rolę władzy kościelnej, to wręcz przeciwnie ci, którzy nie należą do Kościoła i należy ich wyrzucić. Nie są częścią Kościoła Chrystusowego. W obliczu tragicznej rzeczywistości, w której uzurpowana władza wręcz przeciwnie, wyklucza tych, którzy reprezentują prawdziwą władzę Boga i Kościół Chrystusowy, arcybiskup podkreśla, że ci apostaci nie mają prawa żądać posłuszeństwa od wiernych.

W ciągu ostatniego miesiąca arcybiskup Carlo Maria Vigano w swoim oświadczeniu i późniejszym wywiadzie jasno wyraził prawdę o Głębokim Kościele i Głębokim Państwie. Moralnie skorumpowani prałaci świadomie zdradzają Chrystusa niczym Judasz. Wraz z uzurpowaną władzą, w jedności z arcyheretykiem, okupującym tron Piotra, wciągają dusze na drogę wiecznej zagłady. Nadszedł czas! Po przemówieniu arcybiskupa Vigano żaden biskup ani ksiądz nie ma wymówki, że nie wiedział o zorganizowanej zdradzie wewnątrz Kościoła. Wszystko zaczęło się od Soboru Watykańskiego II. Nadszedł czas oddzielić się od Bergoglio, który dzierży tęczowy sztandar antychrysta. Stańcie pod sztandarem Chrystusa, mocno trzymanym przez wiernego arcypasterza Carla Marię Vigano!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr                  + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

26.07.2024

Uzurpacja Stolicy Apostolskiej przez wrogów Kościoła

vkpatriarhat.org/en/?p=24638  /english/

vkpatriarhat.org/fr/?p=17908 /français/

Więź współudziału, która nierozerwalnie łączy «Głębokie państwo» i «Głęboki kościół»

BKP: Komentarz do wywiadu z arcybiskupem C. M. Vigano na temat kościoła antychrysta

Część 1

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=22273  https://marija-pades.wistia.com/medias/g4s98daxb6

https://bcp-video.org/pl/komentarz-z-vigano/  https://youtu.be/YBubPMdPPSs

https://rumble.com/v5arpit-komentarz-vigano.html  cos.tv/videos/play/54788477460976640

Święty Karol Boromeusz jest ucieleśnieniem prawdziwej reformy. Można powiedzieć, że Carlo bezpośrednio zrekonstruował kościół w Mediolanie i okolicach, który był bliski upadku. Carlo był także duszą Soboru Trydenckiego. Święty doprowadził nie tylko do odnowy struktury kościelnej, ale także do odnowy życia duchowego. Dlatego też Sobór Trydencki wytworzył warunki świętości. Dokładnym przeciwieństwem Soboru Trydenckiego jest Sobór Watykański II. Tę prawdę objawia dziś publicznie drugi Carlo – arcybiskup Carlo Maria Vigano. Sobór Trydencki doprowadził do reformy kościoła, ale Sobór Watykański II do tego, aby zdeformować i przekształcić Kościół w antykościół New Age.

Arcybiskup Carlo Maria Vigano demaskuje manipulacje i oszustwa masonów, a także cały system zamachu stanu w Kościele katolickim. Kluczowe stanowiska okupowali zdrajcy Chrystusa, którzy występują we władzy Bożej i żądają posłuszeństwa. Przez 60 lat po Soborze nie można było wskazać tej prawdy. Teraz nadszedł czas. Prowokacyjna zmiana paradygmatów dokonana przez Bergoglio i głoszenie sodomskiej antyewangelii otwiera oczy wielu szczerym katolikom. Zaczynają widzieć, że ktokolwiek poddaje się w posłuszeństwie temu publicznemu arcyheretykowi, znajduje się w pseudokościele antychrysta, który nie ma nic wspólnego z Chrystusem. Antykościół Bergoglio to opium dla ludzkości – to określenie Lenina fałszywych religii w pełni opisuje jego charakter.

Arcybiskup Vigano w odpowiedziach na pytania katolickich mediów wyjaśnia istotę problemu: 

Pytanie dziennikarza: Arcybiskupie Vigano, w swoim nowym oświadczeniu Wasza Ekscelencja odróżnia «Kościół soborowy» od Kościoła katolickiego, twierdząc, że istnieją «zdecydowanie dwa Kościoły», podczas gdy w przeszłości twierdził Ekscelencja: «Jest jasne, że nie ma dwóch Kościołów, coś takiego byłoby niemożliwe, bluźniercze i heretyckie». Wygląda więc na to, że stanowisko Pana uległo zmianie. Czy obecnie uważa Pan, że «kościół soborowy» jest całkowicie odrębny od Kościoła katolickiego, a nie jest wywrotową sektą, która istnieje w prawdziwym Kościele?”.

Odpowiedź arcybiskupa C. M. Vigano: „Moje stanowisko się nie zmieniło: istnieje tylko jeden prawdziwy Kościół, Kościół Apostolski rzymskokatolicki. Ale w rzeczywistości istnieją, tak by rzec, dwie nakładające się rzeczywistości, z których jedną jest właśnie prawdziwy Kościół; a drugi to fałszywy kościół, Głęboki kościół”.

Pytanie dziennikarza: „Co jest nowego w tej sekcie w porównaniu z innymi, które na przestrzeni dziejów kwestionowały dogmaty Kościoła?”

Odpowiedź arcybiskupa C. M. Vigano: „Kościół na przestrzeni wieków stanął w obliczu tysięcy herezji. Heretycy zawsze twierdzili, że «odkryli» prawdziwą doktrynę i oskarżali Kościół o błąd i wycofanie się ze swojej władzy. Kościół ze swojej strony potępiał herezję, a heretycy byli wydaleni z ciała Kościoła. Nadal szkodzili, ale przynajmniej ich oddzielenie od Kościoła katolickiego było jasne i wierni trzymali się od nich z daleka. Tym razem jednak mamy heretyków (i apostatów), którzy wiedzieli, że jeśli oddzielą się od Kościoła rzymskiego, spotka ich żałosny koniec wszystkich arcyheretyków. Dlatego zorganizowali się, aby stać na czele Kościoła, aby móc głosić herezję ze Stolicy Piotrowej, narzucając ją jako prawdę, w którą należy wierzyć na mocy autorytetu Papieża Rzymskiego, i aby móc uciszyć każdy głos sprzeciwu poprzez sankcje kanoniczne i ekskomuniki, wykorzystując jednocześnie ambony, katedry biskupie, seminaria i uniwersytety do systematycznego szerzenia błędów. Wcześniej można było zwrócić się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o rozwiązanie kwestii doktrynalnych i dyscyplinarnych, podczas gdy dziś to sama Stolica Apostolska jest instytucjonalnym narzędziem heretyków, którzy ją okupowali”.

Komentarz BKP: Dowodem są tzw. dokumenty doktrynalne podpisane przez Bergoglio, jak np. „Fiducia supplicans” o błogosławieństwie związków sodomitów.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Podobnie jak to bywa w sferze cywilnej, nawet w przypadku oczywistego naruszenia prawa ze strony władzy, nie można uzyskać sprawiedliwości od tej skorumpowanej władzy, ponieważ wykorzystuje współudział wszystkich organów administracyjnych i sądowych umożliwiających jej działalność. Teoretycznie władza ta została uzurpowana i jest zerowa, ale de facto działa w niezakłócony sposób w swojej mocy. Należy zwrócić uwagę na uzurpację Stolicy Apostolskiej – która jest nie tylko pusta, ale i okupowana – aby położyć kres bardzo poważnej sytuacji, nie zapominając, że nielegalność Bergoglio oznacza także nieważność wszystkich jego aktów rządzenia i nauczania, wymazując w ten sposób jedenaście lat błędów i horroru”. 

Komentarz BKP: Arcybiskup stwierdza dalej, dlaczego wielu uznaje nieważnego papieża. Powodem jest albo ich współudział w zdradzie, albo niechęć do zaakceptowania niezbędnych konsekwencji, innymi słowy, odmawiają prawdziwej pokuty, która doprowadziłaby do zbawienia Kościoła. W szczególności nie chcą podjąć kroku oddzielenia siebie i swoich diecezji od antykościoła Bergoglia, który od końca 2023 roku oficjalnie ma inne paradygmaty i inną antyewangelię. Ale ten kościelny zamach stanu i przekształcenie się w antykościół ma swoje korzenie już w Soborze Watykańskim II.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Ci, którzy uznają tę władzę (Bergoglio) za ważną i uzasadnioną, robią to albo dlatego, że są jego wspólnikami i nie chcą zostać zdemaskowani we własnej zdradzie, albo dlatego, że nie chcą zaakceptować niezbędnych konsekwencji, jakie z tego wynikają : przede wszystkim uznać, że ten przewrót rozpoczął się wraz z Soborem Watykańskim II. Przyznanie się, że ktoś wpadł w straszne oszustwo, wymaga przede wszystkim pokory, a jak dotąd żaden z kardynałów i biskupów nie miał odwagi przyznać, że Kościół katolicki od dziesięcioleci jest zakładnikiem heretyków, a heretycy upokorzyli go i zdyskredytowali przed światem właśnie po to, aby pozbawić go autorytetu”.

Pytanie dziennikarza: „Czy wszystko przebiega według dokładnego wzoru lub planu?”

Odpowiedź arcybiskupa C.M. Vigano: „Zdecydowanie! Modus operandi jest taki sam, jakiego używa masoneria do delegitymizacji rządów i uzurpowania sobie suwerenności narodowej. Najpierw loże podważają profesjonalne i moralne szkolenie przyszłej klasy rządzącej; następnie korumpują tych w dużej mierze niekompetentnych polityków, powodując, że swoimi skandalicznymi działaniami dyskredytują siebie i instytucje, którym przewodzą; następnie wskazują na korupcję polityki i instytucji, aby móc prywatyzować usługi publiczne z ogromnymi zyskami; i ostatecznie werbują skorumpowanych polityków do swoich firm lub fundacji, aby dalej nimi manipulować”.

Komentarz BKP: Przez analogię arcybiskup wskazuje na dwa środki, które po Soborze Watykańskim II przyczyniły się do przyjęcia destrukcyjnych zmian w wierze i moralności. Środki te to zepsucie moralne i heretycka formacja duchowieństwa.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Również w Kościele katolickim zepsucie moralne i heretycka formacja duchowieństwa przyczyniły się do przyjęcia zmian w kwestiach doktrynalnych, moralnych i liturgicznych. Kiedy jednak wkrótce ujawni się więź współudziału, która nierozerwalnie łączy «Głębokie państwo» i «Głęboki kościół», horror otaczający tych przestępców będzie tak wielki, że będzie przedstawiał prawdziwą Apokalipsę w etymologicznym znaczeniu tego terminu, tj.: «odsłonięcie»«objawienie»”.

Komentarz BKP: Arcybiskup Vigano poprzez analogię do Głębokiego Państwa wyjaśnia istnienie Głębokiego Kościoła, a jednocześnie pokazuje, że Głęboki Kościół i Głębokie Państwo tworzą nierozerwalną jedność. Ludzie mają już doświadczenie, że wybrany przez nich rząd po wyborach występuje przeciwko narodowi i od razu to rozróżniają, natomiast faktu, że podobna zdrada ma miejsce w Kościele, katolicy nie są w stanie zaakceptować. Jest to jednak brutalna rzeczywistość.

Pytanie dziennikarza: „Często Wasza Ekscelencja stwierdzała, że istnieje podobieństwo między tym, co dzieje się w świecie cywilnym i w Kościele”.

Odpowiedź abpa C. M. Vigano: „W sferze cywilnej jesteśmy świadkami zamachu stanu zorganizowanego przez wywrotowe lobby, podczas którego szefowie rządów, ministrowie i urzędnicy państwowi, którzy mają być przedstawicielami obywateli, działają wbrew interesom ludzi na rzecz lobby, które ich mianowało. Czy są urzędnikami państwowymi? Tak. Czy są zdrajcami? Tak. W normalnym świecie nie powinno tak być, ale w rzeczywistości rządzący w państwie niemal wszędzie podlegają wrogiej sile, która przeniknęła strukturę władzy, aby wykorzystać ją na swoją korzyść i zniszczyć. Czy to dwa stany? Nie: jedno to państwo, drugie to Głęboki stan, jego podróbka, która jako taka może działać i domagać się posłuszeństwa.

Z tą samą sytuacją spotykamy się w sferze kościelnej. To samo lobby masońskie, które przez ponad dwa stulecia systematycznie niszczyło rządy cywilne, zdołało przeniknąć do Kościoła katolickiego, mianować własnych emisariuszy, stopniowo eliminować wszelką wewnętrzną opozycję i narzucić szereg radykalnych zmian, które podważają nauczanie magisterialne dwóch tysięcy lat. Celem tych piątych kolumn było przywłaszczenie sobie władzy Kościoła, aby zniszczyć go od wewnątrz, wykorzystując siłę prawa w celu przeciwnym do tego, który go legitymizuje. Czy to dwa Kościoły? Oczywiście, że nie: jeden jest prawdziwym Kościołem, drugi jest Głębokim kościołem, to znaczy jego podróbką, kontrkościołem, antykościołem antychrysta”.

Komentarz BKP: Następnie arcybiskup Vigano cytuje znanego amerykańskiego arcybiskupa, który podaje proroctwa o fałszywym proroku na długo przed tym, zanim przejął rządy w Kościele fałszywy prorok Jorge Bergoglio. Arcybiskup mówi o mistycznym ciele antychrysta. Jest to obecny antykościół Bergoglio od czasu transformacji Kościoła katolickiego, która nastąpiła wraz z wydaniem tzw. deklaracji doktrynalnej „Fiducia supplicans” 18 grudnia 2023 r.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Arcybiskup Fulton Sheen napisał: Fałszywy prorok będzie miał religię bez krzyża, religię bez przyszłego świata, religię, która ma zniszczyć religię. Będzie fałszywy kościół. Kościół Chrystusowy (Kościół katolicki) będzie jeden. A fałszywy prorok stworzy inny. Fałszywy kościół będzie światowy, ekumeniczny i globalny. Będzie to federacja kościołów. Różne religie utworzą rodzaj globalnego stowarzyszenia. Światowy Parlament Kościołów. Zostanie opróżnione z wszelkiej boskiej treści i stanie się mistycznym ciałem antychrysta. Mistyczne ciało na ziemi będzie dzisiaj miało swojego Judasza Iskariotę, którym będzie fałszywy prorok. Szatan wprowadzi go pomiędzy naszych biskupów”.

Komentarz BKP:

Św. Karol Boromeusz gorliwie pracował nad wewnętrzną odnową powierzonej archidiecezji. Często wspinał się po górach pieszo, aby ratować dusze w opuszczonych osadach. W czasie zarazy ryzykował życie i przygotowywał umierających na śmierć. Za jego wysiłki na rzecz wewnętrznego odrodzenia Kościoła dokonano na niego nieudanego zamachu. Kiedy działalność Soboru Trydenckiego osiągnęła moment kryzysowy, to Carlo dołożył wszelkich starań, aby Sobór zakończył swoje dzieło odnowy. Dziś śladami tego wielkiego świętego podąża nosiciel jego imienia, arcybiskup Carlo Maria Vigano. Odważnie stanął w obronie Chrystusa i Jego Kościoła. Już sześć lat temu nawoływał do abdykacji nielegalnego papieża, który niszczy podstawowe filary wiary. Za to ze strony tego arcyheretyka, przed którym wszyscy drżą, jak przed zbrodniczym Herodem, zasłużył sobie na prześladowania, oczerniania i tragikomiczną ekskomunikę. Św. Karol Boromeusz zarówno w czasach zarazy, jak i w trudnych sytuacjach dał biskupom przykład, aby odrzucili strach i naśladowali go. Niech i dzisiaj prawowierni biskupi odrzucą strach przed arcyheretykiem Bergoglio i naśladują w wierności Chrystusowi odważnego arcypasterza Carla Marię Vigano.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr                  + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

25.07.2024

Tajna struktura wywrotowa w Kościele katolickim

bcp-video.org/regarding-the-church-of-the-antichrist/  /english/

bcp-video.org/fr/commentaire-c-m-vigano/  /français/

Jak było naprawdę z rozkazem: „Zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!”

Jak było naprawdę z rozkazem: „Zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!”

W dniu 2024-08-13 Andrzej Wadas napisał [do red. Michalkiewicza]:


> Panie Redaktorze,

> „Podobnie musiał czuć się papieski legat Arnold Amaury, który
> podczas krucjaty w latach 1209-1213, zakończonej wyrżnięciem około
> 20 tysięcy mieszkańców Beziers we Francji, rzucił słynny rozkaz:
> „zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!”
(z tekstu: Himalaje
> hipokryzji,
13.08.2024).

>  W jednym zdaniu są trzy błędy.

Nawet antykatolicka Wikipedia
> podaje, że słowa papieskiego legata nie są potwierdzone
> źródłowo. Pan nie tylko przyjmuje je za prawdziwe, ale błędnie
> cytuje. W oryginale łacińskim nie ma w bierniku zaimka „wszystkich”
> (omnes), jest tylko „ich” (eos). Po łacinie całość brzmi
> następująco: „Caedite eos. Novit enim Dominus, qui sunt eius” –
> „Zabijcie ich. Zna bowiem Pan, którzy są jego”.

Nie lepiej radzi Pan sobie ze statystyką: 20 tysięcy ofiar tak się ma do prawdy
> historycznej jak „badania” Jana Tomasza Grossa w sprawie ofiar w
> Jedwabnem. Natomiast stwierdzenie „podobnie musiał czuć się
> papieski legat” przydaje całemu wywodowi aspekt komiczny, gdyż
> wpisuje się w tzw. postmodernistyczne „narracje odczuwane”, które
> Pan Redaktor u innych nieustępliwie zwalcza, a we własnych tekstach
> dopuszcza.
> Andrzej Wadas, Kraków

=================================


Szanowny Panie!
Nieubłaganym palcem wytknął mi Pan tyle myślozbrodni, że już sam nie wiem, co robić.

A tak naprawdę, to kto powiedział te skrzydlate słowa, jeśli nie legat? Czyżby już wtedy były fakty prasowe? Ładny interes! 
Pozdrawiam.
                                              Stanisław Michalkiewicz
=============================================

Andrzej Wadas

Szanowny Panie Redaktorze,

Chłoszczę nie za myślozbrodnię (niech się Pan Redaktor nie zasłania Orwellem), lecz za powtarzanie antykatolickiej propagandy. Hartman, Michnik i Obirek (et consortes) w zupełności wystarczą, nie musi Pan dołączać do tego łotrowskiego orszaku. Skoro już rzuca Pan potwarz na Arnolda Amaury’ego, to warto pamiętać o jego poprzedniku, Piotrze z Castelnau, który rok przed przywoływanymi zdarzeniami został zamordowany przez albigensów.

Zupełnie odrębnym zagadnieniem jest „program społeczny” katarów, który opierał się na kontroli płodności oraz eutanazji. Młode kobiety były potrzebne do warsztatów tkackich, które prężnie rozwijały się wówczas w Langwedocji, a nie do rodzenia dzieci. Starzy byli zbędni (jak współcześni emeryci), więc wymyślono dla nich specjalny „sakrament”. Było to tzw. consolamentum, sprowadzające się w swej istocie do samobójstwa przez zagłodzenie (tzw. „endura” w języku oksytańskim, łac. „ieiunium mortis” albo „ieiunium extremum”).

U albigensów, jak i dzisiaj u nas, rządziła zasada: dzieci na świat nie wpuszczać, starych ze świata przepędzać, młodych ogłupić i wykorzystać.

Dzisiaj mamy korporacje i „zrównoważony rozwój” oraz gender, wtedy była gnoza, równość płci i warsztaty tkackie. W społeczeństwie katarskim kobiety miały większe prawa niż mężczyźni i odgrywały większą od nich rolę w „szafowaniu” consolamentum. Te „kapłanki” katarskie –  siostrzyczki śmierci – określane były jako „doskonałe” (łac. perfectae) i chętnie asystowały przy wspomnianym poście śmierci, pomagając nieszczęśnikowi osiągnąć stan czystości (łac. puritas).

Święty Dominik patrzył na to wszystko z przerażeniem, stąd zakon dominikanów i modlitwa różańcowa.

Odnośnie „skrzydlatych słów”, to niech sobie fruwają u Homera. Tymczasem przywołana rzekoma odpowiedź legata  poświadczona jest tylko w jednym źródle (unus testis, nullus testis), które jest zresztą  bardzo niewiarygodne. Jest to kronika cysterskiego  mnicha Cezarego z Heisterbach w Nadrenii, spisana przynajmniej dwadzieścia lat post factum i z dala od miejsca zdarzeń, przez kogoś, kto nie był naocznym świadkiem.  Stosowny fragment tego łacińskiego tekstu, który nosi w oryginale tytuł Caesarii Heisterbacensis monachi ordinis Cisterciensis Dialogus miraculorum (ed. Josephus Strange, Coloniae–Bonne–Bruxe 1850, s. 302) w moim roboczym przekładzie brzmi następująco:

„Przybywszy do wielkiego miasta, które nazywa się Béziers, gdzie, jak się mówiło, przebywało ponad sto tysięcy ludzi, oblegli je. W obecności oblegających heretycy, oddając mocz na księgę świętej Ewangelii, rzucili ją z murów przeciwko chrześcijanom, a następnie, strzelając do niej strzałami, krzyczeli: „Oto wasze prawo, nędznicy.” Chrystus, Siewca Ewangelii, nie pozostawił jednak tej zniewagi bez odpowiedzi. Niektórzy żołnierze, zapłonąwszy gorliwością wiary, jak lwy na wzór tych, o których czytamy w księdze Machabeuszy, przyłożyli drabiny i odważnie wspięli się na mury. Heretycy, przerażeni boską mocą, uciekając, otworzyli bramy, dzięki czemu miasto zostało zdobyte.

Dowiedziawszy się z ich zeznań, że katolicy byli pomieszani z heretykami, zapytali opata: „Co mamy robić, panie? Nie możemy odróżnić dobrych od złych.” Zarówno opat, jak i pozostali, obawiając się, że ze strachu przed śmiercią mogliby oni tylko udawać katolików, a po ich odejściu ponownie wrócić do herezji, podobno powiedział (łac. fertur dixisse): „Zabijcie ich. Pan rozpozna swoich.” W ten sposób niezliczone osoby zostały zabite w tym mieście.

Inne równie wielkie miasto, zwane Beauvallon, położone w pobliżu Tuluzy, zdobyli dzięki boskiej mocy. Tam, po przesłuchaniu mieszkańców, gdy wszyscy obiecali, że chcą wrócić do wiary, czterystu pięćdziesięciu, którzy trwali w swojej zatwardziałości pod wpływem diabła, zostało poddanych karze – czterystu spalono na stosie, a pozostali zostali powieszeni na szubienicach. To samo uczyniono w innych miastach i zamkach, gdzie nieszczęśnicy dobrowolnie oddawali się śmierci.

Tuluzanie, osaczeni, obiecali się poddać, lecz jak się później okazało, było to oszustwo. Perfidny hrabia Saint-Gilles, książę i głowa wszystkich heretyków, któremu na Soborze Laterańskim odebrano wszelkie prawa – czyli lenna i alodia, miasta i zamki – które w dużej mierze zostały zajęte prawem wojennym przez hrabiego Szymona z Montfortu, człowieka katolickiego, przeniósł się do Tuluzy, skąd aż do dziś nie przestaje dręczyć i atakować wiernych.

PS1 Komentarz filologiczny.

Wyrażenie „fertur dixisse” (połączenie strony biernej z mową zależną) tłumaczy się jako „mówi się, że powiedział”. W średniowiecznej konwencji literackiej służy ono do przekazywania zasłyszanych, a niezweryfikowanych informacji bez podania źródła. Sformułowanie to  pojawia się w także w tekstach historycznych, szczególnie w kontekście anegdotycznym. Takie podejście cechuje się mniejszym obiektywizmem niż rozwiązanie stosowane  często w rzymskiej narracji historycznej, oparte zasadę „relata refero”. Tacyt, największy  historyk doby cesarstwa, starał się podawać źródło informacji z wyraźnym podkreśleniem, że informacje pochodzą z drugiej ręki.

PS 2 Komentarz historyczny.

Nie ma potwierdzenia tej wypowiedzi w żadnych innych źródłach, natomiast szczegółowe naukowe skomentowanie tylko tej strony tekstu wymagałoby kilku dni żmudnej pracy. Wiarygodna jest na przykład potwierdzona w innych źródłach informacja o „odddawaniu moczu na Ewangelię przez albigensów” (heretici super volumen sacri Evangelii mingentes). Przypomina to zwyczaje bolszewików „cacantes” po kościołach. 

PS 3. Świadectwo historyczne oparte o zasadę „relata refero”.

Karolina Lanckorońska, wielka dobrodziejka wielu polskich historyków, których przez lata gościła i karmiła w swym rzymskim domu przy Via Condotti, miała w zwyczaju spotykać się przy kolacji ze stypendystami. Rozmowy dotyczyły spraw różnych i niekiedy przyjmowały niespodziewany obrót. Pewnego razu Pani Profesor puściły nerwy i doszło do klasycznej burzy włoskiej (È scoppiata una classica scenata all’italiana”). Poszło o niewłaściwe pytanie. Otóż jeden z rozmówców po głębokim namyśle wypalił: „Ciekawe, co czuł Michał Anioł, kiedy malował Kaplicę Sykstyńską?”. Pan jest idiotą – miała według relacji naocznego świadka odpowiedzieć niekoronowana Królowa Polski – jutro się Pan pakuje i wraca do kraju”.

Andrzej Wadas

Święty Maksymilian Kolbe: Rycerz Niepokalanej

Święty Maksymilian Kolbe: Rycerz Niepokalanej

Święty Maksymilian Kolbe: Rycerz Niepokalanej




swiety-maksymilian-kolbe-rycerz-niepokalanej  14/08/2024

Św. Maksymilian Maria Kolbe jest jednym z najbardziej inspirujących świętych katolickich. Jego życie, przepełnione oddaniem, heroizmem i ofiarą, pozostawiło niezatarte ślady w historii Kościoła katolickiego. Jako założyciel Rycerstwa Niepokalanej, Maksymilian Kolbe zrealizował swoje powołanie w sposób, który wpłynął na niezliczone życie ludzkie zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.

Wczesne życie i powołanie

Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli, w rodzinie robotniczej. W młodym wieku odkrył swoje powołanie do życia zakonnego. W 1910 roku, w wieku 16 lat, wstąpił do zakonu franciszkanów konwentualnych i przyjął imię Maksymilian Maria. Od samego początku Maksymilian był głęboko zainspirowany kultem Niepokalanej Matki Bożej, co stało się centralnym punktem jego duchowej wizji.

Figura Niepokalanej, postawiona przez o. Maksymiliana w Niepokalanowie, jest umieszczona w pancernym szkle, ponieważ w latach 90-tych ktoś ją zrzucił i się potłukła. Przetrwała II wojnę światową i komunizm, a w „wolnej Polsce” znaleźli się bluźniercy.

Założenie Rycerstwa Niepokalanej

W 1922 roku Maksymilian Maria Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej (Militia Imaculatae), ruch, który miał na celu szerzenie czci Maryi oraz walkę z zagrożeniami dla wiary katolickiej. Często powtarzał „Kochajcie Niepokalaną, a Ona uczyni was szczęśliwymi” i „Nie bójcie się kochać Niepokalaną, bo nigdy nie będziecie Jej kochali tak jak kochał Ją Pan Jezus”. Wyrażał całkowite oddanie Maryi i dążenie do naśladowania Jej w każdym aspekcie życia.

Kolbe widział w Maryi wzór doskonałej służby Bogu i wierzył, że przez Jej pośrednictwo można osiągnąć prawdziwą świętość. Rycerstwo Niepokalanej szybko się rozwinęło, stając się globalnym ruchem apostolskim. W swoich działaniach zakonnik wykorzystywał nowoczesne media, w tym prasę i radio, aby z przesłaniem o Maryi dotrzeć do jak najszerszej liczby ludzi.

Klasztor w Niepokalanowie

Masoneria jako zagrożenie dla Kościoła

Masoneria, która w XIX i XX wieku zdobyła znaczną władzę i wpływy, według Maksymiliana stanowiła poważne zagrożenie dla katolickiego porządku i wiary. Masoni, często związani z ideologiami antyklerykalnymi i liberalnymi, propagowali idee sprzeczne z nauczaniem Kościoła. W swoich pismach i działaniach Kolbe niejednokrotnie wskazywał na niebezpieczeństwa płynące z masonerii i ostrzegał przed jej wpływem na społeczeństwo oraz Kościół.

Jednym z jego głównych celów było ukazanie, że masoneria, mimo pozorów neutralności czy racjonalności, w rzeczywistości była ideologicznie sprzeczna z chrześcijaństwem. Ojciec Kolbe dostrzegał w niej formę herezji, która pod maską racjonalizmu i humanizmu dążyła do osłabienia wpływu Kościoła i rozprzestrzenienia fałszywych doktryn.

Obrona Kościoła przed herezją i zagrożeniami zewnętrznymi

Ojciec Kolbe wierzył, że największym zagrożeniem dla Kościoła nie jest tylko zewnętrzna wrogość, ale także wewnętrzne kompromisy i brak czystości doktrynalnej. W tym kontekście jego obrona przed masonerią była częścią szerszej misji ochrony Kościoła przed wszelkimi formami błędów i herezji, które mogłyby wpłynąć na wiarę katolicką.

Jego działalność w tej dziedzinie była nie tylko wyrazem teologicznej wiedzy, ale także głębokiej troski o jedność i czystość Kościoła. Kolbe wiedział, że jedność w wierze jest kluczowa dla misji Kościoła i dla zachowania jego autorytetu w świecie.

Działalność w Japonii i Polsce

W 1927 roku Maksymilian wyjechał do Japonii, gdzie założył klasztor w Nagasaki. Jego działalność w Japonii była nie tylko misją ewangelizacyjną, ale także próbą budowania mostów międzykulturowych. Kolbe nauczył się języka japońskiego i zyskał uznanie wśród lokalnych katolików. Jego praca w Japonii była przykładem tego, jak wierna służba Bogu może przekraczać granice kulturowe i językowe.

Po powrocie do Polski w 1936 roku, Maksymilian skoncentrował się na rozbudowie klasztoru w Niepokalanowie, który stał się jednym z największych ośrodków religijnych w Polsce. W czasie II wojny światowej Niepokalanów, pomimo ciężkich warunków, kontynuował działalność apostolską i stał się centrum oporu wobec okupanta.

Kara za grzech aborcji?

O. Maksymilian przepowiedział, że w czasie II wojny światowej zginie tyle ludzi, ile przed nią zostało zabitych poczętych dzieci. Proroctwo wypełniło się.

Relacja Adama Jóźwika, więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, w którym przebywał razem ze św. Maksymilianem Kolbe:

„…czułem się bardzo szczęśliwy, że los złączył mnie z ojcem Kolbe. Przebywaliśmy w jednym bloku 14A, gdzie w międzyczasie zamieszkałem (…) Ojciec Maksymilian w wolnych chwilach prowadził rozmowy z więźniami na różne ciekawe, naukowe tematy. Pamiętam, jak pocieszaliśmy się kiedyś, że wojna niedługo się skończy, że Niemcy zostaną pokonani. On nie podzielał naszego optymizmu. Mówił, że wojna nie tak szybko się skończy, jak ludzie myślą. Wojny łatwo się zaczynają, ale niełatwo kończą, a w tej wojnie zginie nas Polaków około 6 milionów. Po wojnie dowiedziałem się, że zginęło ponad 6 milionów. Pytaliśmy ojca Kolbe, na czym opiera takie przypuszczenia, wróżby? Odpowiedział krótko: aż strach powtarzać, w okresie międzywojennym zginęło w Polsce około 6 milionów nienarodzonych dzieci”.

Aresztowanie i męczeńska śmierć

W 1941 roku Maksymilian Maria Kolbe został aresztowany przez Gestapo i osadzony w obozie Auschwitz. Tam, pomimo brutalnych warunków, starał się nieść duchową pociechę dla innych więźniów. Jego heroizm został uwieczniony w dramatycznym momencie, gdy dobrowolnie zgodził się zająć miejsce sierżanta Franciszka Gajowniczka, który miał być skazany na śmierć głodową.

W obozie Kolbe żył zgodnie z zasadami Rycerstwa Niepokalanej, według których miłość i poświęcenie są najwyższymi wartościami. Jego słowa w obliczu śmierci były zgodne z jego przekonaniami:

„Nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś oddaje swoje życie za przyjaciół swoich” (J 15,13).

14 sierpnia 1941 roku Maksymilian Maria Kolbe został zamordowany zastrzykiem fenolu jako ostatni z więźniów zamkniętych w bunkrze głodowym, w podziemiach bloku 11, tzw. bloku śmierci.

Aresztowanie o. Maksymiliana i franciszkanów. Muzeum w Niepokalanowie

Kanonizacja i dziedzictwo

Po wojnie Maksymilian Maria Kolbe został beatyfikowany przez papieża Pawła VI w 1971 roku, a kanonizowany przez papieża Jana Pawła II w 1982 roku. Jan Paweł II nazwał go „męczennikiem miłości” i patronem naszych czasów. Papież podkreślił, że Kolbe jest przykładem dla współczesnych katolików, pokazując, jak można żyć w pełni oddania i miłości, nawet w obliczu największych trudności.

Kolbe pozostawił po sobie trwałe dziedzictwo w Rycerstwie Niepokalanej, które kontynuuje jego misję szerzenia kultu Matki Bożej. Jego życie i śmierć są źródłem inspiracji dla wielu ludzi na całym świecie. Rycerstwo Niepokalanej nie tylko przypomina o wartościach, które jego założyciel wyznawał, ale również angażuje współczesnych katolików w działania na rzecz szerzenia miłości, pokoju i oddania Bogu.

Jego słowa „Niepokalaną wprowadzamy do wszystkich aspektów życia, aby była obecna w każdym sercu” są świadectwem jego głębokiego przekonania o roli Maryi w życiu chrześcijanina.

Św. Maksymilian Maria Kolbe pozostaje wzorem męstwa i poświęcenia, a jego dziedzictwo trwa jako przypomnienie o sile wiary i miłości, która jest w stanie przetrwać wszelkie przeciwności.