Davos: „DISEASE X” TO PROJEKT, W KTÓRYM WIELE RZECZY JEST ZAWSTYDZAJĄCYCH I PRZERAŻAJĄCYCH. KLAUS SCHWAB NIE PRZESTAJE…

„DISEASE X” TO PROJEKT, W KTÓRYM WIELE RZECZY JEST ZAWSTYDZAJĄCYCH I PRZERAŻAJĄCYCH. KLAUS SCHWAB NIE PRZESTANIE

Schwab: „wykonamy możliwie najwięcej pracy z wyprzedzeniem

https://tsargrad.tv/news/bolezn-h-proekt-gde-mnogoe-stydno-i-strashno-klaus-shvab-ne-ostanovitsja_945709

W Davos, na marginesie Światowego Forum Ekonomicznego, zamierzają dyskutować o „chorobie X”, ale my będziemy raczej mówić o komercyjnym komponencie tego projektu. Taka interpretacja jest jednocześnie wstydliwa i przerażająca. 

Rozwój tematu z tzw. „chorobą X” trwa już od kilku miesięcy. Latem pisaliśmy, że w rządowym kompleksie laboratoryjnym o zaostrzonym rygorze Porton Down w Wiltshire w Anglii trwają prace, gdzie naukowcy sporządzili listę niebezpiecznych wirusów zwierzęcych, które mogą zakażać ludzi i które mogą szybko rozprzestrzenić się na cały świat w przyszłości. Należą do nich choroby takie jak ptasia grypa, ospa małpia i hantawirus przenoszone przez gryzonie. Nie wiadomo jednak, który z nich spowoduje kolejną pandemię, dlatego nową chorobę nazywa się „chorobą X”:

Próbujemy tutaj upewnić się, że jesteśmy przygotowani, abyśmy w przypadku nowej choroby X lub nowego patogenu wykonali możliwie najwięcej pracy z wyprzedzeniem. Mam nadzieję, że uda nam się zapobiec pandemii. Ale jeśli nie możemy i musimy zareagować, to zaczęliśmy już opracowywać szczepionki i leki, aby sobie z tym poradzić” – powiedziała szefowa brytyjskiej Agencji Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA), profesor Jenny Harris.

Zauważono, że naukowcom rzekomo udało się osiągnąć pierwszy sukces – udało im się opracować pierwszą na świecie szczepionkę przeciwko krymsko-kongijskiej gorączce krwotocznej, przenoszonej przez kleszcze. Pamiętajmy, że w 30% przypadków kończy się to śmiercią.

WSZYSTKO TUTAJ JEST JAK STARA, DOBRA PRAWDA. KOMU JEST WOJNA I KOMU DROGA MATKA… FOTO: © NIKOLAY GYNGAZOV/GLOBALLOOKPRESS.

Harris wyjaśnił, że choroba przenosi się ze zwierząt na ludzi z powodu czynników takich jak urbanizacja i zmiany klimatyczne. Agencja uczestniczy w światowych wysiłkach mających na celu opracowanie szczepionki w ciągu stu dni od ustalenia, że nowy patogen ma potencjał pandemiczny. „Historycznie byłoby to niespotykane. Zwykle zajmuje to pięć lub 10 lat. W przypadku Covid-19 było to około 360 dni. Są to więc naprawdę duże ambicje. Ale w przypadku niektórych wirusów jest to z pewnością możliwe” – podsumował naukowiec.

Oznacza to, że Zachód od dłuższego czasu systematycznie przygotowywał i przygotowywał świat na nową pandemię. I już oficjalnie rozpoczął badania w tym kierunku pod przykrywką badań antywirusowych.

CO NAJWAŻNIEJSZE, KUPUJ NOWE MIKSTURY I DROPY. I NIE ZADAWAJ ZBĘDNYCH PYTAŃ. ZDJĘCIE: © BULKIN SERGEY NEWS.RU/GLOBALLOOKPRESS.

Teraz kopmy jeszcze głębiej

Pamiętać. Styczeń 2021. Wtedy niemal po raz pierwszy zaczęto nam przedstawiać „chorobę X” jako coś strasznego – bardziej niebezpiecznego niż Ebola i Covid razem wzięte. Eksperci oparli się na słowach osoby, która odkryła wirusa Ebola – ten naukowiec nazywa się Jean-Jacques Muembe-Tamfum. 

Tamfum powiedziała wówczas dziennikarzom : świat może stanąć w obliczu nowej pandemii, gorszej niż Ebola i Covid-19. Według naukowca w Kongo u kobiety wykryto nieznaną chorobę – pacjentka ma objawy gorączki, ale badania na wszystkie istniejące patogeny nie dały wyników.

„Choroba X”, jak ją nazwał Muembe-Tamfum, prawdopodobnie będzie bardziej zaraźliwa niż koronawirus, a śmiertelność wyniesie 50–60% śmiertelności w przypadku wirusa Ebola. Biolog wyjaśnił, że ludzkość powinna uważać także na nowe choroby odzwierzęce – infekcje przenoszone ze zwierząt na ludzi. To tu zaczęła się rozwijać histeria. Ale nawet wtedy nasz naukowiec, doktor nauk biologicznych Aleksiej Agranowski, stwierdził, że nie ma powodu do paniki:

Nigdy nie wiesz, co kryje się w Kongo. Nie oznacza to, że ludzkość jest w niebezpieczeństwie. Na razie nie ma powodów, aby się tego poważnie obawiać. Trzeba to przestudiować i mieć na uwadze, przeznaczyć środki na takie prace, ale nie widzę żadnego zagrożenia. 

NAWIASEM MÓWIĄC, ROSYJSCY EKSPERCI WIEDZĄ WSZYSTKO O EBOLI. WSPÓŁPRACOWALIŚMY I WIEMY, JAK WALCZYĆ Z TĄ INFEKCJĄ. FOTO: MSZ ROSJA/GLOBALLOOKPRESS.

Jeśli chodzi o choroby odzwierzęce, również w tym przypadku, zdaniem doktora nauk, obawy są przesadzone. Według niego zawsze istniało niebezpieczeństwo przeniesienia wirusów ze zwierząt na ludzi, jednak do tego potrzebne jest pierwotne źródło – czyli chore zwierzę.

„Nie ma epidemii wścieklizny ani dżumy, bo przenoszą je lisy, susły i inne gryzonie. To ogranicza chorobę. Oczywiście trzeba to zrobić, ale wydaje mi się, że jest to próba zrobienia sensację nie wiadomo skąd” – dodał rosyjski naukowiec.

Teraz „chorobę X” reklamuje zespół Klausa Schwaba

Między innymi tak zwana choroba X jest pomysłem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wcześniej to urzędnicy WHO aktywnie ostrzegali przed rozprzestrzenianiem się choroby, podkreślając, że jest to prognoza hipotetyczna. Prognoza dla Covida była dokładnie taka sama hipotetyczna w pewnym momencie, kiedy WHO nie mogła nawet zdecydować, czy należy nosić maski, czy nie. A teraz platforma globalistów, Światowe Forum Ekonomiczne (WEF), nalega, aby w Davos przeanalizować „chorobę X”, która prawdopodobnie jest 20 razy bardziej zabójcza niż Covid. 

Jakie nowe wysiłki są potrzebne w obliczu nowych ostrzeżeń Światowej Organizacji Zdrowia, że nieznana „choroba X” może spowodować 20 razy więcej zgonów niż pandemia koronawirusa? Jakie nowe wysiłki są potrzebne, aby przygotować systemy opieki zdrowotnej na wiele nadchodzących wyzwań? – pytanie wskazuje komunikat WEF, w szczególności cytuje  je  kp.ru.

CZY CHCĄ PONOWNIE UWIĘZIĆ CAŁY ŚWIAT W RAMACH KOLEJNEJ BLOKADY? 

Dyskusja na platformie WEF, gdzie większość uczestników nie tylko poniosła porażkę w walce z Covidem, ale także zamieniła ją w korupcyjny plan wprowadzenia szczepionek, które z większym prawdopodobieństwem wyrządzą krzywdę ludności krajów na całym świecie, wygląda po prostu śmiesznie . Na szczęście ani Rosja, ani Chiny nie  były obecne na ostatnim forum WEF  i nie uczestniczyły w tym targowisku próżności. Mamy nadzieję, że w tym roku nastąpi większa minimalizacja kontaktów.

Rospotrebnadzor przeciwko WHO? 

Gdy okazało się, że w Davos będzie omawiana „choroba X”, Rospotnebnadzor przedstawił komentarz. I to jest całkiem interesujące.

Faktem jest, że nasi lekarze sanitarni wskazują na komercyjny aspekt tego, co się dzieje. 

Kwestie gotowości na wypadek pandemii są regularnie omawiane w różnych miejscach. Światowe Forum Ekonomiczne, które odbędzie się 17 stycznia w Davos, nie będzie wyjątkiem. Jedna z sesji poświęcona jest omówieniu „choroby X” – zauważył departament, dodając: „Jednocześnie nie przewiduje się udziału w dyskusji światowych ekspertów i naukowych epidemiologów. Włączenie „Choroby X” do porządku obrad w Davos oraz motywowany finansowo skład obejmujący główne firmy farmaceutyczne wskazuje, że dialog podczas sesji będzie dotyczył zwiększonych inwestycji. Rosja ma cały niezbędny potencjał, aby przeciwdziałać wszelkim zagrożeniom biologicznym, w tym „chorobie X”.

Innymi słowy, Rosja nie będzie brała udziału w tych tańcach firm farmaceutycznych, odbywających się za zgodą Klausa Schwaba. Bo mamy już wszystko, co potrzebne do walki…

JEST MAŁO PRAWDOPODOBNE, ŻEBYŚMY PODDALI SIĘ STRUKTUROM SCHWABA I GLOBALISTÓW. ZDJĘCIE: © ZHENG HUANSONG XINHUA/GLOBALLOOKPRESS.

Dlaczego powinniśmy uważać na pomysły Klausa Schwaba?

=======================================

NEXTA

@nexta_tv

The World Economic Forum in Davos has put on its agenda a discussion of „disease X,” which could allegedly cause 20 times more deaths than a coronavirus pandemic. 'Disease X’ is an abstract disease that has the potential to cause an epidemic of international proportions. It is believed that such an epidemic is most likely to be caused by a pathogen unknown to mankind.

Zdjęcie

113,9 tys. Wyświetlenia

Postępy Zielonej Rewolucji w Kanadzie.

Alberta Clean Air Alliance

@albertacleanair

Wind is at 0% and it’s -37C here in Edmonton.

Reliable AB Energy @ReliableAB

At this moment 94.8% of Alberta’s electricity is being produced by fossil fuels. Wind is at 0.0% of capacity and producing 0.0% of total generation, while solar is at 0.0% of capacity and producing 0.00% of total generation. At the same time we are exporting 328 MW

Zdjęcie

Rolnik szuka… „męża”? „Postęp” w TVPO…

14 stycznia 2024 pch24/rolnik-szuka-meza

Rolnik szuka… „męża”? Do popularnego programu TVP będą zapraszane pary LGBT+

Oczywistym było, że Telewizja Polska pod zarządem władzy koalicyjnej będzie promować związki jednopłciowe. Ale chyba nikt się nie spodziewał, że posłuży do tego program o poszukiwaniu drugiej połówki przez mieszkańców polskiej wsi.

Szykuje się wizerunkowa i finansowa katastrofa?

Tak zwana „neo-TVP” nastawiona jest na zapowiadaną przez liderów koalicji rewolucją światopoglądową. Prawdziwy popis ideologicznego koniunkturalizmu dali chociażby prowadzący „Pytanie na śniadanie”, Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski, pytając o receptę na długi związek…dwóch gejów i dwie lesbijki. Dodatkowo bulwersuje fakt, że do rozmowy doszło w 6 stycznia w Święto trzech Króli.

Ale chyba nikt nie spodziewał się, że do promocji związków jednopłciowych posłuży program o poszukiwaniu drugiej połówki przez mieszkańców polskiej wsi. W grudniu ruszyły zgłoszenia uczestników do kolejnej już, 11 edycji programu „Rolnik szuka żony”

12 stycznia na instagramowym profilu programu zorganizowano sesję pytań i odpowiedzi. W jednym z nich pytano o możliwość udziału osób LGBT. Produkcja odpowiedziała twierdząco, dodając frazę znaną z homoparad: „Zapraszamy, miłość nie wyklucza”.

No cóż, nic nie wchodzi w krew tak mocno jak przejadanie pieniędzy w spółkach publicznych.

Oglądalność TVP pod wątpliwym z prawnego punktu widzenia zarządem lecie na łeb na szyję. Ale udział par jednopłciowych w programie, skierowanym do konserwatywnego, w większości przywiązanego do katolicyzmu i polskich tradycji odbiorcy to już gotowa recepta na porażkę.

Wszak nachalna homo-propaganda nie sprzedaje się nad Wisłą nawet w tak liberalnych stacjach jak TVN. Ze względu na słabe wyniki oglądalności, stacja musiała wycofać się z drugiej edycji „Prince Charming”, reality-show, w którym tytułowy homoseksualista wybiera spośród uczestników drugą połówkę. Program, który miał „przełamywać tabu” i „zrewolucjonizować” polską telewizję, zanim na dobre wystartował, już został zdjęty z anteny.  

Pytanie, do kogo planiści TVP kierują swój nowy program?

Źródło: wpolityce.pl / własne PCh24.pl

PR

ETS 2 to kolejny gwóźdź do trumny w ogrzewaniu domów. Jednak ta trumna zbudowana jest z wielu gwoździ i desek.

ETS 2: będzie opłata emisyjna od węgla, gazu i oleju opałowego

14 stycznia 2024 czysteogrzewanie

Właściciele budynków zapłacą za emisję CO2 ze spalania paliw kopalnych, podobnie jak (od lat już) płaci energetyka przemysłowa. Od 2027 roku podrożeją węgiel, gaz i olej opałowy – a rok wcześniej wystartuje fundusz wsparcia (hojniejszy niż program Czyste Powietrze) pomagający w termomodernizacji tym gospodarstwom domowym, których na to nie stać.

ETS 2 najmocniej podniesie cenę węgla – o ok. 30% względem dzisiejszej ceny ~1500zł/t. Zarazem nie dotknie w ogóle drewna i pomp ciepła – ale drewno podrożeje pośrednio, przez zwiększony popyt, zaś energetyka wymaga inwestycji, więc nic nie wskazuje, żeby prąd miał wrócić do cen sprzed kilku lat.

Jedyne, co daje teraz pewność stabilnych kosztów ogrzewania na lata – to własne źródło taniej biomasy (np. kawałek lasu). Ale i tu miejscami na przeszkodzie może stanąć uchwała antysmogowa z zakazem palenia drewnem. Ograniczenia w tym względzie wprowadzono w czterech województwach (szczegóły poniżej).

To już (prawie) pewne

Polski samotny sprzeciw nic nie dał. ETS 2 to już obowiązujące prawo. Za 2 lata wystartuje fundusz wsparcia w termomodernizacji a za 3 lata o tej porze zapłacimy więcej kupując węgiel, gaz lub olej opałowy.

Cel jest szczytny: by nasze domy były zdrowe i tanie w utrzymaniu – zużywały możliwie mało energii, w tym większość ze źródeł odnawialnych. Problem jednak w początkowych kosztach dostosowania się do tego standardu, które przekraczają możliwości wielu Polaków. I choć tym razem w pakiecie przewidziano wsparcie – istnieje obawa, że dotacje pójdą nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne, podczas gdy rodziny dotknięte ubóstwem energetycznym mogą utknąć w spirali rosnących cen paliw kopalnych.

Jak na razie o ETS 2 mówi się u nas równie niewiele jak swego czasu o uchwałach antysmogowych. I pewnie analogicznie do tego tematu, wielkie zaskoczenie nastąpi 2. stycznia 2027 gdy pierwsi klienci zobaczą nowe ceny węgla na składach opału.

Wysokość opłaty ETS 2

Opłata emisyjna ETS 2 dotyczy tony wyemitowanego kopalnego CO2 i początkowo ma wynosić max. 45 euro. Ilość CO2 wytworzonego ze spalenia jednostki paliwa jest różna dla każdego z paliw kopalnych. Przeliczając opłatę na jednostki paliwa, przy kursie euro 4,5zł otrzymujemy około:

  • +500zł za tonę węgla kamiennego
  • +4gr/kWh gazu ziemnego lub płynnego
  • +5gr/l oleju opałowego

ETS 2 to nie jest opłata w stałej kwocie – to system handlu emisjami. Jedynie w pierwszych latach (podobno do 2030) ma istnieć hamulec bezpieczeństwa na poziomie 45 euro. Później cena emisji będzie wzrastać.

Na ponoszony koszt opłaty emisyjnej wpływ będzie miała nie tylko sama kwota opłaty, ale także realna sprawność urządzenia spalającego paliwo kopalne. Potencjalnie najgorszą sprawność mają kotły węglowe:

  • stare kopcące rupiecie (które teoretycznie powinny wymrzeć do 2027 roku, ale praktyka pokazuje, że niekoniecznie zdążą)
  • albo i kotły Ecodesign, ale kopcące, bo obsługiwane totalnie niepoprawnie
  • przewymiarowane
  • bez bufora ciepła.

Posiadacze takich kotłów zapłacą najwięcej, bo znaczna część opału się u nich marnuje – a więc muszą go kupić więcej niż potrzeba.

Wsparcie będzie, ale dla kogo i ile?

W pakiecie z opłatą ETS 2 przewidziano wsparcie na termomodernizację i ograniczenie zużycia paliw kopalnych dla gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym. Jest pewne, że to wsparcie będzie, bo zapisano je w unijnym prawie wprowadzającym ETS 2, ale:

  • nie wiadomo, kto i na jakich zasadach będzie do niego uprawniony – a po naszym programie Czyste Powietrze wiemy, że kryteria i procedury można tak skonstruować, by pięknie wyglądały, ale by niewielu się kwalifikowało i było w stanie je przejść;
  • znana jest ogólna kwota, jaka przypadnie Polsce w pierwszych pięciu latach działania ETS 2: jakoby ok. 70 miliardów złotych – to więcej niż budżet programu Czyste Powietrze (108 mld zł na 10 lat)

Nie jest źle, ale nie jest też dobrze. Można powiedzieć, że jest średnio: będzie niemałe wsparcie, ale nie wiadomo, czy tym razem wreszcie trafi do tych, którzy go najbardziej potrzebują.

Jak się przygotować na ETS 2

ETS 2 nie wymaga kolejnej wymiany źródła ciepła ani całkowitego odejścia od spalania węgla czy gazu. Jest kilka sposobów znacznego obniżenia zużycia paliw kopalnych poprzez stosunkowo niewielkie inwestycje, przykładowo:

  • Dogrzewanie klimatyzacją. Daje najlepszy stosunek koszt/efekt, bowiem klimatyzatory są bardzo tanie (od 2-3 tys. zł) a ich efektywność w dodatnich temperaturach jest wyższa niż pomp ciepła powietrze/woda – jako że grzeją powietrze do 20-kilku stopni a nie wodę w instalacji grzewczej, która zawsze jest cieplejsza (min. 30 stopni w podłogówce).
  • Mała pompa ciepła jako dodatek do kotła. Jest na rynku sporo tanich chińskich pomp ciepła, które na mrozie radzą sobie raczej marnie, ale mogą się świetnie spisać jako dodatkowe źródło ciepła obniżające zużycie węgla lub gazu w temperaturach dodatnich.
  • Kolektory słoneczne lub pompa ciepła do podgrzewania ciepłej wody latem. Inwestycja w granicach ~5000zł pokrywa ok. 50% rocznego zapotrzebowania na ciepłą wodę.
  • Termomodernizacja (choćby częściowa). Czymkolwiek ogrzewasz – zawsze warto inwestować w zmniejszanie zużycia energii. Choćby w tempie np. wymiany paru okien rocznie.

Kolizja z uchwałami antysmogowymi

Nietrudno zauważyć, że ETS 2 idzie w poprzek krajowych uchwał antysmogowych: nakłada opłatę emisyjną na gaz – od kilku lat lansowany w Polsce jako „paliwo idealne bo nie dymi!” – a preferuje drewno i inne rodzaje biomasy – u nas okładane kijami ograniczeń i zakazów w imię walki ze smogiem.

Istniejące (obowiązujące i przyszłe) zakazy palenia drewnem w Polsce:

  • Kraków – całkowity zakaz
  • Sopot – dozwolone tylko kominki Ecodesign
  • wszystkie miasta w woj. pomorskim – zakaz kotłów na biomasę w zasięgu sieci gazowej, dozwolone kominki Ecodesign
  • strefy ochrony uzdrowiskowej A i B dolnośląskich uzdrowisk – zakaz kotłów na biomasę zawsze, również w przypadku braku sieci gazowej/ciepłowniczej, możliwe używanie kominków Ecodesign
  • Wrocław i strefy ochrony uzdrowiskowej C dolnośląskich uzdrowisk – zakaz kotłów na biomasę w zasięgu sieci gazowej/ciepłowniczej, możliwe używanie kominków Ecodesign
  • całe woj. świętokrzyskie – całkowity zakaz kotłów na biomasę i kominków w zasięgu sieci gazowej lub ciepłowniczej, ale zainstalowane przed 2026 r. kotły i kominki Ecodesign mogą pracować do końca swoich dni.
  • całe woj. lubelskie – zakaz montażu kotłów na drewno / pellet w nowych budynkach.

Przepisy zakazujące drewna są efektem mizernej wiedzy dziedzinowej urzędników, lobbingu podszytych gazem „ekologów”, ale przede wszystkim fatalnej, koszmarnej i nagannej kultury palenia drewnem w Polsce. Wystarczy wziąć laika na spacer po dowolnej polskiej miejscowości zimą po godzinie 16-tej, by wrócił z niego jako zwolennik całkowitego zakazu palenia czymkolwiek, z drewnem włącznie.

W Europie palenie drewnem wygląda zupełnie inaczej – zostało ucywilizowane 20-30 lat wcześniej niż u nas. Dlatego UE z zasady nie ma nic przeciw drewnu, pelletowi i innym rodzajom biomasy, zwłaszcza że są to źródła energii odnawialnej pomagające w odchodzeniu od paliw kopalnych.

Uchwały antysmogowe to nie wyrok. Każdą z nich może zmienić odpowiednio duża i zdeterminowana grupa mieszkańców miasta/województwa. Problem w tym, że ludzie najczęściej nic o uchwałach nie wiedzą dopóki nie minie jakiś termin wymiany – albo też nie ma liderów ni organizacji, które by umiejętnie pociągnęły działania na rzecz zmian. Co ciekawe: tacy liderzy i organizacje bez trudu się znalazły przy temacie stref czystego transportu – bo ten temat grzeje znacznie szersze masy do znacznie wyższych temperatur…

Szlak został przetarty w Małopolsce: wiemy już, że obywatelska inicjatywa uchwałodawcza to nie jest właściwa droga zmiany uchwały, bowiem z interpretacji prawa wynika, jakoby tylko zarząd województwa mógł wyjść z projektem zmiany uchwały. A zarząd można zmotywować np. poprzez wystosowanie petycji. Kilka tysięcy podpisów pod petycją sprawi, że zarząd województwa nie będzie mógł jej łatwo zignorować.

Najłatwiejszym sposobem wpływania na kształt uchwał antysmogowych pozostają konsultacje społeczne przy okazji wprowadzania lub zmiany uchwał. To w taki sposób parę lat temu branża kominkowo-zduńska oraz Polskie Forum Klimatyczne zablokowały pomysł całkowitego zakazu palenia drewnem w całym woj. mazowieckim.

Po co to wszystko?

Unijne działania ku ograniczeniu zużycia paliw kopalnych najczęściej wyjaśnia się u nas klimatem, bo tak najłatwiej wyśmiać ich sens. Tymczasem to jest tylko jeden z aspektów sprawy.

Rzadko mówi się o tym, że kraje Europy (Polski nie wyłączając) są ogromnie uzależnione od importu paliw kopalnych i płacą za ten import astronomiczne kwoty. Importować muszą, bo własnego gazu i ropy (już / prawie) nie mają. U nas podobnie rzecz ma się z węglem do ogrzewania domów: większość musimy importować i ten stan rzeczy od lat nie zmienia się na lepsze, mało tego: zmienia się na gorsze.

Unia Europejska importuje ponad 90% ropy i ponad 80% gazu ziemnego. Źródło: Eurostat

Poniższy wykres podaje kwoty, jakie Unia płaci za importowane surowce:

  • w normalnych latach 2019 i 2021 było to ok. 300 miliardów euro / rok
  • w wojennym kryzysie 2022 roku było to ok. 700 miliardów euro / rok
  • w 2023 roku surowce potaniały i teraz Unia płaci tylko ok. 400 mld euro / rok.

Dla porównania: całość wydatków w budżecie Polski na 2024 rok to ~200 miliardów euro a cały unijny fundusz odbudowy po pandemii (u nas znany jako KPO) to ~800 mld euro.

Wartość importu surowców energetycznych do UE – średnie miesięczne. Źródło: Eurostat

Co złego jest w imporcie?

  • budujemy cudze gospodarki kosztem własnej – ogromne środki wysyłamy na zewnątrz; jest to niekorzystne nawet gdy pieniądze płyną do krajów „względnie przyjaznych”.
  • ryzyko zmiany ceny, zakłócenia lub przerwania dostaw – mieliśmy przykład w 2022 roku, gdy nagle trzeba było znaleźć alternatywne źródła gazu i ropy, co wiązało się z ogromnymi kosztami i widmem niedogrzanych domów w zimie. Poza tym widzimy w tych ciekawych czasach, że kanały sueskie się czasem blokują, statki są napadane przez piratów a gazociągi na dnie morza nagle robią „bum!”.

Z powyższych powodów różne kraje Unii Europejskiej od kilkunastu lat podejmowały kroki w kierunku ograniczenia zużycia paliw kopalnych do ogrzewania domów. Przodowały w tym te z nich, którym zaciskała się na szyi pętla wyczerpujących się własnych złóż:

  • Dania – zupełne odejście od gazu do 2030
  • Holandia – to samo, tyle że do 2050
  • Niemcy, Francja – zakaz instalowania ogrzewania gazowego / olejowego od ok. 2020 roku.

Długo jednak nie było spójnych działań w skali całej Unii. Wszystko zmienił rok 2022. Zależność od importu kopalin zabolała Europę jak nigdy – więc i działania na rzecz rezygnacji z paliw kopalnych nabrały niebywałego przyspieszenia. Jednym z efektów jest właśnie ETS 2.

Również w śpiącej na węglu Polsce importujemy większość węgla zdatnego do domowych kotłowni – to też powinno być jasne po 2022.

Rodzime górnictwo:

  • wydobywa coraz mniej i coraz drożej,
  • a to, co wydobywa, jest coraz mniej zdatne do spalania w domowych kotłach – z przyczyn czysto naturalnych: coraz większe głębokości.

Wszystko to razem powoduje, że w ogrzewaniu domów coraz bardziej wisimy na imporcie. Dlaczego tak jest, że nie jesteśmy w stanie pokryć zapotrzebowania na węgiel do domowych kotłów z własnego wydobycia – nie mam pojęcia. Natomiast taki jest fakt, na który my, szarzy konsumenci, nie mamy wpływu.

Źródło: wysokienapiecie.pl

ETS 2 to kolejny gwóźdź do trumny węgla w ogrzewaniu polskich domów. Jednak ta trumna zbudowana jest z wielu gwoździ i desek.

Bunt prokuratorów z całego kraju przeciwko Bodnarowi.

Bunt prokuratorów z całego kraju przeciwko Bodnarowi. „Wyrażamy stanowczy sprzeciw”

14.01.2024 bunt-prokuratorow-z-calego-kraju

Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar. Foto: PAP
Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar. Foto: PAP

Na stronie Prokuratury Krajowej pojawiło się oświadczenie prokuratorów regionalnych oraz naczelników wydziałów zamiejscowych ws. działań ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Urzędnicy sprzeciwiają się bezprawnym działaniom nowej ekipy. Treść oświadczenia poniżej.

Oświadczenie Prokuratorów Regionalnych oraz Naczelników Wydziałów Zamiejscowych Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej

My, Prokuratorzy Regionalni oraz Naczelnicy Wydziałów Zamiejscowych Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, kierując się treścią złożonego ślubowania prokuratorskiego oraz nałożonym na nas przez ustawodawcę obowiązkiem ścigania przestępstw i stania na straży praworządności, wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec podjętych przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara, pozbawionych podstaw prawnych działań, zmierzających do nielegalnego odwołania Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego z zajmowanego stanowiska i powołania Pana Jacka Bilewicza na nieistniejące stanowisko pełniącego obowiązki Prokuratora Krajowego.

Podjęte przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara działania nie wywołują żadnych skutków prawnych. Procedura powołania oraz odwołania Prokuratora Krajowego została precyzyjnie opisana w ustawie z dnia 28 stycznia 2016 r. Prawo o prokuraturze. Stosownie do art. 14. § 1 przywołanej ustawy, Prokuratora Krajowego jako pierwszego zastępcę Prokuratora Generalnego oraz pozostałych zastępców Prokuratora Generalnego powołuje spośród prokuratorów Prokuratury Krajowej i odwołuje z pełnienia tych funkcji Prezes Rady Ministrów na wniosek Prokuratora Generalnego. Prokuratora Krajowego oraz pozostałych zastępców Prokuratora Generalnego powołuje się po uzyskaniu opinii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, a odwołuje za jego pisemną zgodą.

Przedstawiona przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara argumentacja o pozostawaniu w stanie spoczynku przez Prokuratora Krajowego Pana Dariusza Barskiego jest pozbawiona racji i stanowi jedynie nieudolną próbę uzasadnienia dla działania zmierzającego do obejścia prawa. Pragniemy zauważyć, że przepis art. 47 § 1 i 2 ustawy z dnia 26 stycznia 2016 r. – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o prokuraturze ( Dz. U. 2016, poz. 178 ), nie przewidywał żadnych ram czasowych jego obowiązywania, a zatem nie przewidziano ograniczeń czasowych jego stosowania. Przepis ten obowiązywał w dacie, w której Pan Prokurator Krajowy Dariusz Barski złożył wniosek, stosowanie do art. 47 § 1 w/w ustawy.

Przepis ten obowiązuje nadal albowiem nie został uchylony, ani też nie do doszło do stwierdzenia jego niezgodności z Konstytucją RP. Przepis ten nie ma charakteru periodycznego, nie ma w jego treści żadnej daty, w oparciu o którą możliwe byłoby przyjęcie czasowych ram jego obowiązywania. Prawodawca przewidział w tej ustawie przepisy, które mogły być stosowanie w określonych ramach czasowych (np. art. 53 § 1), a skoro w art. 47 takiego zastrzeżenia nie wprowadzono, to nie może być ono sformułowane w ramach wykładni prawa. Powyższe zapatrywanie zostało uznane w argumentacji przedstawionej przez Naczelny Sąd Administracyjny w sprawach m.in. NSA I OSK 2234/17, III OSK 4342/21.

Uwzględniając powyższe oświadczamy, iż Pan Prokurator Dariusz Barski w dalszym ciągu pełni funkcję Prokuratora Krajowego, a podjęte przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego opisane w niniejszym oświadczeniu działania nie mają mocy prawnej i nie wywołują skutków prawnych.

Prokuratorzy Regionalni

Naczelnicy Wydziałów Zamiejscowych Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej

Źródło:pk.gov.pl

Niemcy destabilizują Polskę

Niemcy destabilizują Polskę

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    14 stycznia 2024 michalkiewicz

Wprawdzie Niemcy borykają się z trudnościami, bo i rolnicy blokują Berlin i notowania kanclerza Scholza pikują, niczym nurkujące Stukasy, a państwo obleźli migranci, z którymi nie bardzo wiadomo, co właściwie zrobić, jakie by tu znaleźć dla nich ostateczne rozwiązanie – ale to są jedne sprawy, podczas gdy na budowie IV Rzeszy roboty idą pełną parą, zwłaszcza na odcinku przerabiania III Rzeczypospolitej w Generalne Gubernatorstwo. Już nikt nie pamięta o zaliczce w kwocie 5 mld euro, jakiej Donaldu Tusku udzieliła Reichsfuhrerin Urszula von der Layen, ale to akurat słusznie, bo to pieniądze mają pójść na zakup wiatraków u Siemensa, który akurat ma 4 mld euro manka, więc co to komu szkodziło, żeby dać Polsce te 5 mld, a za jednym zamachem pokryje się manko u Siemensa, a za resztą sfinansuje pełzający zamach stanu?

Mamy bowiem do czynienia z kulminacją walki o praworządność, rozpoczętej zaraz po pamiętnej, gospodarskiej wizycie Naszej Złotej Pani Anieli Merkel 7 lutego 2017 roku. Przeprowadziła ona osobisty rekonasans, po którym kazała zaprzestać walki o demokrację, a w zamian za to kazała wszcząć walkę o praworządność. Toteż zaraz w marcu 2017 roku wszystkie organizacje broniące na świecie praw człowieków zwróciły się do Komisji Europejskiej, żeby zrobiła z Polską porządek, bo poziom ochrony praw człowieków w naszym bantustanie urąga wszelkim standardom. Ile za to wspomniane organizacje dostały od BND – tajemnica to wielka – ale niemieckim owczarkom z Komisji Europejskiej nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Zaraz tedy, przy pomocy swoich kanałów, na pierwszą linię frontu walki o praworządność, rzucili niezawisłych sędziów – jak przypuszczam – najpierw tych zorganizowanych, do których później przyłączyli się również wolontariusze, podjudzeni do walki o praworządność przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, która na tym etapie ściśle koordynuje swoją propagandę z aktualnymi niemieckimi potrzebami.

Organizacją stojącą w awangardzie walki o praworządność jest założona już w roku 1990 – jak tylko wyprowadzony został sztandar PZPR – organizacja „Iustitia”, zwana również „Iniurią”. Jak wielu tajnych współpracowników SB ze środowiska sędziowskiego ta organizacja skupiła – tego nikt dokładnie nie wie, ponieważ środowisko położyło lachę na opowieści naiwnego pana Adama Strzembosza, któremu się wydawało, że ono samo się „oczyści”. Ale po co ono miało się „oczyszczać” i z czego, jak tu Wojskowe Służby Informacyjne od razu zaczęły werbować agenturę w tymże srodowisku, a potem w ślady WSI poszła ABW. Ilu konfidentów zwerbowanych zostało przez nia w ramach operacji „Temida” tajemnica to wielka, podobnie, jak i ta, jaki jest ich udział we wspomnianej organizacji.

Wspominam o tym wszystkim, bo bohaterami dzisiejszej kulminacji walki o praworządność, która zaczyna już wstrząsać fundamentami naszego bantustanu, prowadząc do całkowitego jego obezwładnienia, jak to było w wieku XVIII, są właśnie sędziowie będący funkcjonariuszami wspomnianej organizacji. Oto Sąd Rejonowy dla dzielnicy Warszawa-Śródmieście. Jak tylko vaginet Donalda Tuska został 13 grudnia ub. roku zakrzywoprzysiężony przez pana prezydenta Dudę, zaraz sąd ów wziął i skazał panów Kamińskiego i Wąsika – za rządów „dobrej zmiany” – ministra i wiceministra spraw wewnętrznych na 2 lata więzienia za to, że w roku 2007 agenci CBA, montując „aferę gruntową”, która miała pogrążyć wicepremiera Andrzeja Leppera, spreparowali fałszywą decyzję administracyjną o „odrolnieniu” jakiejś działki na Mazurach. Bezpieczniakom wprawdzie wolno preparować fałszywe dokumenty i posługiwać się nimi – ale tylko takie, które uniemożliwiają ich zdemaskowanie jako agentów: fałszywe dowody osobiste, fałszywe prawa jazdy, fałszywe dowody rejestracyjne samochodów itp. Nie wolno im natomiast fałszować tytułów własności, czy decyzji administracyjnych – a to właśnie zrobili. Wprawdzie pan prezydent Duda obydwu dygnitarzy w 2015 roku ułaskawił, ale zrobił to jeszcze przed uprawomocnieniem się wyroku skazującego, co skłania niektórych skorumpowanych, a utytułowanych ekspertów do podważania legalności tego aktu.

Wszelako inni utytułowani eksperci – bo czegóż to utytułowany ekspert nie stwierdzi za pieniądze – utrzymują, że podważanie legalności ułaskawienia jest bezzasadne, bo prezydent jak tylko chce, to może delikwenta ułaskawić w każdej fazie postępowania karnego. Zatem – niby ułaskawieni, ale skazani. Na podstawie tego stachanowskiego wyroku, sezonowy pan marszałek Hołownia obwieścił, że mandaty poselskie obydwu szubieniczników „wygasły”. Wszelako szubienicznicy, za pośrednictwem sezonowego pana marszałka odwołali się do Sądu Najwyższego – i tu się zaczyna prawdziwy kryminał. Otóż totumfacki pana marszałka, niejaki pan Zakroczymski, miał się namawiać z prezesem Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, panem Prusinowskim, że tę karną sprawę pan marszałek skieruje właśnie do tej Izby, a pan Prusinowski już się uwinie wedle tego, żeby obydwa odwołania oddalić. Czy jakiś oficer prowadzący to panu Zakroczymskiemu doradził, czy też on sam został wyznaczony do opieki nad sezonowym panem marszałkiem – to nieważne – bo tak się składa że pan Prusinowski też jest funkcjonariuszem organizacji „Iustitia”. To są te kwalifikacje.

Wszystko to działo się przy otwartej kurtynie, ale najwyraźniej nad panem Prusinowskim i panem Zakroczymskim czyjaś Mocna Ręka trzyma parasol ochronny, bo żaden z nich nie został dotąd aresztowany – a myślę, że za samo tak ostentacyjne usiłowanie przestępstwa przeciwko wymiarowi sprawiedliwości powinni być aresztowani obydwaj Aliści wmieszał się w ten burdel prezes Izby Karnej SN, który sprawę skierował do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN, która postanowienie sezonowego pana marszałka Hołowni uchyliła. Natychmiast utytułowani eksperci, a za nimi – wszystkie panienki z vaginetu Donalda Tuska i okolic, wśród nich – moja faworyta, Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska z pierwszorzędnymi korzeniami – zaczęły ćwierkać, że to wszystko nieważne, bo tej właśnie Izbie SN luksemburscy przebierańcy na żądanie niemieckiej BND, na wszelki wypadek, jeszcze przed Bożym Narodzeniem odmówili statusu sądu. W tej sytuacji funkcjonariusz „Iustitii” z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia,, pan Piotr Maksymowicz, kazał policji obydwu szubieniczników aresztować i wsadzić do kryminału. Policja dostała stosowne papiery 9 stycznia i już-już przystąpiłaby do aresztowania – ale pan prezydent Duda akurat zaprosił był obydwu szubieniczników do Pałacu swego na uroczystość i nawet się z nimi oficjalnie sfotografował. Tedy policyjne radiowozy otoczyły Pałac Namiestnikowski przy Krakowskim Przedmieściu, kontrolując wszystkie wyjeżdżające stamtąd samochody i otwierając ich bagażniki – ale widocznie Wielce Czcigodny minister spraw wewnętrznych w vaginecie premiera Tuska, pan Kierwiński, zwany przez złośliwców „Kurwińskim”, jeszcze nie wydał im rozkazu wtargnięcia do Pałacu Prezydenckiego i zrobienia tam rewizji w poszukiwaniu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Tymczasem za dwa dni, to znaczy – 11 stycznia – Sąd Najwyższy, a konkretnie – wspomniana Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN, która – według luksemburskich przebierańców wcale nie jest sądem – ma orzec, czy wybory 15 października ub. roku były ważne, czy nie. Jeśli orzeknie, że były ważne – to czy vaginet Donalda Tuska zakwestionuje to orzeczenie, jako nie wydane przez żaden sąd – czy hipokryzja mu podpowie, by skorzystać z okazji i siedzieć cicho? Jeśli natomiast orzeknie, że nie były ważne to już dzisiaj, to znaczy – 9 stycznia – były prokurator z czasów pierwszej komuny, a potem – były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej , pan Wojciech Hermeliński – otwartym tekstem zapowiada, że wtedy będzie „rewolucja”. A podczas rewolucji, wiadomo – „głos ma towarzysz Mauzer”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

„Rząd”, czy aktywiści LGBT chcą, by „mowa nienawiści ze względu na orientację aseksualną i tożsamość płciową” była ścigana z urzędu.

Magdalena Majkowska Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>
Szanowny Panie,
gdy piszę do Pana te słowa, w gabinetach nowego polskiego rządu trwają zapewne ostatnie prace nad projektem ustawy, której przyjęcie będzie potężnym, bezprecedensowym uderzeniem w zagwarantowaną konstytucyjnie wolność słowa w Polsce.30 października przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050 i Lewicy spotkali się z aktywistami LGBT, którzy mówili, czego domagają się od nowego rządu.
 Efektem spotkania było przyjęcie konkretnego planu realizacji postulatów genderystów, którego pierwszym punktem jest wpisanie „mowy nienawiści” do kodeksu karnego. Aktywiści LGBT chcą, by „mowa nienawiści ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową” była ścigana z urzędu. Przedstawiciele nowej władzy przyznają otwarcie, że ta inicjatywa będzie priorytetem i że projekt będzie przedstawiony w przeciągu pierwszych kilku tygodni rządów Donalda Tuska.Dlaczego jest to dla nich tak ważne? Bo dobrze wiedzą, że ich radykalne postulaty spotkają się z powszechną krytyką. Dlatego zanim zaczną wprowadzać prawo budzące sprzeciw – zakażą sprzeciwu.I proszę nie mieć złudzeń, że za „mowę nienawiści” będą karane osoby, rozpowszechniające kłamstwa, oszczerstwa, groźby i wezwania do przemocy.
 „Mowa nienawiści” to pretekst do cenzurowania wszystkich tych, którzy sprzeciwiają się radykalnej, neomarksistowskiej rewolucji.Minister Barbara Nowacka, zapowiadając projekt, mówiła, że ową nienawiść w ostatnich latach szerzono „z ambony”. To jasna zapowiedź cenzurowania kazań duchownych i nauczania Kościoła! Z kolei Anna Maria Żukowska z Lewicy mówiła wprost: „Każdy, kto jak np. prezydent Andrzej Duda powie, że LGBT to nie ludzie, tylko ideologia – będzie musiał odpowiedzieć za swoje słowa”.Za „mowę nienawiści” będzie więc uznane przekazywanie oficjalnego nauczania Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu (za to przecież został ocenzurowany na YouTube redaktor Paweł Lisicki a Pan Janusz Komenda został wyrzucony z pracy w IKEA), stwierdzenie, że istnieją dwie płcie, że tylko kobiety mogą zajść w ciąże, że „zmiana płci” to okaleczanie narządów płciowych
„Mowa nienawiści” to wytrych prawny, dzięki któremu będzie można cenzurować wszystkich, którzy się nie spodobają rewolucjonistom. I nie ma wątpliwości, że będą to jedynie obrońcy życia, rodziny i wolności, bo przecież dokładnie ci sami ludzie, którzy opowiadają się za zakazem „mowy nienawiści” są jednocześnie zwolennikami likwidacji przepisów zakazujących obrażania uczuć religijnych osób wierzących. Sprawa jest więc prosta – katolików znieważać można, a przedstawicieli środowisk LGBT nie.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskTe zapowiedzi zbiegły się w czasie ze zgłoszeniem do prawników Ordo Iuris kolejnej ofiary radykalnej cenzury ideologicznej ze strony pracodawcy. Sprawa do złudzenia przypomina sprawę Pana Janusza Komendy, zwolnionego z IKEA za sprzeciw wobec narzucania pracownikom wsparcia dla genderowej ideologii.
Pan Adam, który zwrócił się z prośbą o pomoc naszych prawników, jest doświadczonym, cenionym inżynierem oprogramowania, który jeszcze w ubiegłym roku z sukcesami rozwijał swoją karierę w polskim oddziale jednej z międzynarodowych korporacji z branży IT. Przez lata ignorował nachalną propagandę LGBT pracodawcy. Jednak gdy w ubiegłym roku wszyscy pracownicy polskiego oddziału firmy otrzymali maila z zaproszeniem na warszawską Paradę Równości, a w ich służbowym kalendarzu wydarzenie to zostało oznaczone statusem „wymagany” – Pan Adam postanowił zareagować. Odpowiadając na publicznego maila, w kulturalny sposób poinformował pracodawcę, że „zapraszanie swoich pracowników na Paradę Równości nie jest w zakresie działalności biznesowej firmy”, bo pracodawca nie jest partią polityczną a poglądy pracowników powinny być ich indywidualną, prywatną sprawą. Co więcej, mężczyzna w jednej z kolejnych wiadomości bardzo wyraźnie zaznaczył, że szanuje każdą osobę identyfikującą się z ruchem LGBT, a jego sprzeciw dotyczy ideologii i programu politycznego tego ruchu.
Pomimo tego, najpierw zablokowano mu konto mailowe, by ostatecznie zwolnić go z pracy. W wypowiedzeniu umowy o pracę stwierdzono wprost, że przyczyną rozwiązania umowy jest właśnie wypowiedź Pana Adama na temat ruchu LGBT, która „mogła mieć negatywny wpływ na samopoczucie pracowników LGBTQ”, a jego „światopogląd leży w całkowitej sprzeczności z wartościami, jakimi kieruje się Spółka w prowadzeniu biznesu, a także wpływa niekorzystnie na atmosferę w miejscu pracy”.
Dodatkowym argumentem za zwolnieniem Pana Adama był jego udział w dyskusji światopoglądowej na portalu LinkedIn. Gdy prawnicy Instytutu Ordo Iuris zaczęli szczegółową analizę tej sprawy, spodziewaliśmy się, że być może to właśnie w tych dyskusjach padły jakieś ostre i nieakceptowalne słowa, które mogły być istotną przyczyną zwolnienia. Nic takiego nie miało miejsca. 
Wszystkie dyskusje, w których Pan Adam brał udział były spokojne, rzeczowe i merytoryczne, a jego wypowiedzi nie były dla nikogo obraźliwe czy wykluczające.Pan Adam zgłosił się do prawników Instytutu Ordo Iuris, bo słyszał wcześniej o sprawie Pana Janusza Komendy i wiedział, że to właśnie nasi adwokaci będą mogli zapewnić mu niezbędne wsparcie prawne. Do warszawskiego sądu pracy trafił przygotowany przez naszych prawników pozew, w którym domagamy się przywrócenia Pana Adama do pracy.
Jednocześnie zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by obronić obecny standard wolności słowa w Polsce, dzięki któremu nadal możemy skutecznie walczyć w sądach w tego typu procesach. W tym momencie polskie prawo wciąż stoi po stronie wolności słowa. Jednak batalia o wolność słowa wkracza w absolutnie decydującą fazę.Równolegle do zapowiedzi wprowadzenia „mowy nienawiści” do Kodeksu karnego w Polsce, nastąpiło przyspieszenie na forum Unii Europejskiej, która także chce narzucić nam karanie „mowy nienawiści”. W przyszłym tygodniu w Parlamencie Europejskim odbędzie się głosowanie nad projektem, którego celem jest wpisanie „mowy nienawiści” do katalogu przestępstw europejskich. Do wszystkich europarlamentarzystów trafiło już nasze memorandum, w którym zwracamy uwagę europosłów na to, że ściganie niezdefiniowanej „mowy nienawiści” jest nie tylko uderzeniem w wolność słowa ale jest też po prostu kontr-skuteczne, bo kraje, które już penalizują „mowę nienawiści”, są ujęte – zarówno w badaniach OBWE, jak i najnowszych badaniach unijnej Agencji Praw Podstawowych – jako te, które mają najwyższe wskaźniki przestępstw motywowanych nienawiścią. 
Przygotowaliśmy także analizę ideologicznego raportu o „mowie nienawiści”, opublikowanego w listopadzie przez jeden z komitetów Rady Europy.Wreszcie – kończymy pracę nad publikacją, która będzie doskonałą odpowiedzią na propagandę radykałów, wmawiających Polakom, że sprzeciw wobec zakazania „mowy nienawiści” to popieranie nienawiści. Publikacja w przystępny sposób wytłumaczy, skąd wzięła się koncepcja „mowy nienawiści”. Dla wielu ta publikacja może być przełomowa w zrozumieniu, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Książka ujawnia bowiem jednoznacznie ideologiczne źródła tych cenzorskich idei.O książce, która na pewno otworzy oczy wielu Polakom, napiszę Panu więcej poniżej. Serdecznie zachęcam Pana do lektury całej wiadomości oraz do udzielenia finansowego wsparcia Instytutowi Ordo Iuris, byśmy mogli – także w Pana imieniu – stanąć z odwagą do wielkiej wojny o wolność słowa w Polsce, która wkracza właśnie w decydującą fazę.Od wyniku tej batalii będzie zależeć codzienne życie każdego z nas!Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskAby zapisać się do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk i wypełnić formularz
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris
Chcą cenzurować całą Europę!W przyszłym tygodniu Parlament Europejski zagłosuje w sprawie przyjęcia projektu dotyczącego zwalczania „mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści”.Urzędnicy unijni chcą, by pojęcie „nawoływania do nienawiści i przestępstw z nienawiści” zostało dopisane do katalogu przestępstw unijnych o transgranicznym charakterze – ściganych obowiązkowo w całej Unii Europejskiej. 
Obecnie do tego „grona” należą: terroryzm, handel ludźmi oraz seksualne wykorzystywanie kobiet i dzieci, nielegalny handel narkotykami, nielegalny handel bronią, pranie brudnych pieniędzy, korupcja, fałszowanie środków płatniczych, przestępczość komputerowa i przestępczość zorganizowana. Teraz do tych poważnych przestępstw ma dołączyć do dziś nigdzie niezdefiniowana i służąca do cenzorowania konserwatystów „mowa nienawiści”.
Jeśli do tego dojdzie – Unia będzie mogła nie tylko nakazać Polsce ściganie „mowy nienawiści” ale także ustanowić w drodze dyrektywy minimalne kary dla jej sprawców.Przyjęcie tego projektu będzie w praktyce oznaczać, że nawet jeśli na poziomie krajowym uda nam się obronić wolność słowa przed zapowiadanym atakiem ze strony rządu – cenzura zostanie nam narzucana odgórnie z Brukseli.
Dlatego przed głosowaniem, do wszystkich europosłów trafiła nasza analiza projektu, w której przestrzegamy europarlamentarzystów przed naiwnym poparciem tej zwodniczej inicjatywy, której realnym efektem będzie otwarcie drzwi do radykalnej cenzury ideologicznej wszystkich mieszkańców państw Unii Europejskiej. Jeśli nasza interwencja nie przyniesie skutku i Parlament Europejski przyjmie projekt, będziemy docierać do członków rządów krajowych państw UE, którzy nadal będą mieli możliwość zablokowania tej groźnej inicjatywy na forum Rady Unii Europejskiej.
Kolejny ideologiczny raport Rady Europy
Przygotowaliśmy także analizę raportu Komitetu Sterującego ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji, Różnorodności i Włączenia Społecznego w sprawie zwalczania „mowy nienawiści”. Raport Rady Europy został opublikowany w listopadzie ubiegłego roku i stanowi zbiór wytycznych dla krajów członkowskich i działających w nich urzędów publicznych, organów ścigania, partii politycznych, mediów, instytucji chroniących prawa człowieka.W raporcie możemy przeczytać, że skala „mowy nienawiści” wzrosła w Europie w trakcie pandemii, która miała być rzekomo przyczyną intensywnych ataków na osoby pochodzenia azjatyckiego, migrantów, uchodźców i mniejszości narodowe oraz po napaści Rosji na Ukrainę, po której doszło – zdaniem autorów raportu – do wielu przypadków nienawistnych ataków na Ukraińców mieszkających w państwach UE. O absurdalności tego raportu najlepiej świadczy fakt, że zdaniem jego autorów pandemia i atak Rosji na Ukrainę spowodowały także wzrost nienawiści do… środowisk LGBT.
Komitet rekomenduje, by państwa członkowskie potraktowały walkę z „mową nienawiści” priorytetowo i jako wzór w tym względzie podają… Wielką Brytanię, która już od dawna słynie w całej Europie z dyktatu ideologicznej cenzury. To właśnie w Wielkiej Brytanii aresztowano kobietę, która modliła się W MYŚLACH pod kliniką aborcyjną.
Przypomnę też Panu, że w 2021 roku nasi prawnicy pomagali redaktorowi Rafałowi Ziemkiewiczowi, który został – wraz z żoną i córką – zatrzymany na londyńskim lotnisku Heathrow i potraktowany jak pospolity przestępca, bo jak stwierdzili przedstawiciele Brytyjskiego Urzędu do spraw Cudzoziemców głoszone przez Ziemkiewicza poglądy „są sprzeczne z brytyjskimi wartościami i mogą być obraźliwe dla innych”. 
Co więcej, w piśmie wprost napisano o „wykluczeniu” Polaka ze Zjednoczonego Królestwa. Wcześniej podobnie potraktowano także redaktora Wojciecha Sumlińskiego.
Dlatego w naszej analizie raportu Rady Europy podkreślamy, że walka z nieokreśloną „mową nienawiści” nie może odbywać się kosztem fundamentalnych praw naturalnych, gwarantowanych w aktach wiążącego prawa międzynarodowego, składającego się na system praw człowieka.
Skąd się wzięła „mowa nienawiści”?Dla każdego, kto na bieżąco śledzi to, co dzieje się dziś w państwach zachodniej Europy od dawna zdominowanych przez dyktat radykalnej, neomarksistowskiej ideologii, jest zrozumiałe, że „mowa nienawiści” to ideologiczny knebel na obrońców życia, rodziny i wolności. Jednak w Polsce nadal jest wiele osób, które dały sobie wmówić, że walka z „mową nienawiści” to szlachetna idea, a każdy kto jej nie popiera, ten jest „paskudnym nienawistnikiem”.Dlatego kończymy właśnie pracę nad książką popularnonaukową, w której ujawnimy prawdziwe źródła koncepcji „mowy nienawiści” oraz cele i skutki jej wprowadzania do debaty publicznej i systemu prawnego. Książka w przystępny sposób prezentować będzie wnikliwą i pogłębioną analizę konsekwencji posługiwania się konstrukcją „mowy nienawiści”.W pierwszej części naszej publikacji analizujemy historyczne i doktrynalne źródła koncepcji „mowy nienawiści”, które doskonale odsłaniają cel i instrumentalny charakter tego pojęcia. Początki współczesnej debaty nad „mową nienawiści” sięgają czasów powojennych, gdy na forum międzynarodowym wykuwał się kształt najważniejszych traktatów praw człowieka. Dziś – kilkadziesiąt lat po tamtych wydarzeniach – wielu może być zaskoczonych, że największymi orędownikami penalizacji „nienawistnych” wypowiedzi były państwa komunistyczne, w których cenzura była na porządku dziennym. To właśnie Związek Radziecki był inicjatorem wprowadzenia międzynarodowego zakazu propagowania „nienawiści” i „faszyzmu”. Wolności słowa pryncypialnie bronili wówczas delegaci państw zachodniej Europy, którzy wskazywali, że niejasność i nieostrość tego typu terminu może prowadzić do cenzurowania wszystkich środowisk i osób, które nie cieszyłyby się poparciem władzy.Związek teorii „mowy nienawiści” – w takim kształcie w jakim znamy ją dzisiaj – z marksizmem nie ogranicza się jednak tylko do cynicznej polityki państw komunistycznych, ale sięga centralnych elementów doktryny marksistowskiej. Wśród ideologicznych konstruktów ostatniego półwiecza trudno odnaleźć schemat bardziej wzorcowy dla „walki z mową nienawiści” niż „tolerancja represywna” – koncepcja czołowego neomarksisty XX w. Herberta Marcuse, który wprost pisał o tym, że „wyzwalająca tolerancja oznaczałaby zatem nietolerancję wobec ruchów prawicowych i tolerancję wobec ruchów lewicowych”.„Mowa nienawiści”? Niezdefiniowana i zbędnaW dalszej części naszej publikacji zwracamy uwagę na to, że „mowa nienawiści” jest terminem, którego nie wyjaśnia żaden wiążący akt prawa krajowego lub międzynarodowego. Próby jego definiowania na własne potrzeby podejmowały między innymi portale społecznościowe. W standardach Facebooka za „mowę nienawiści” uznano między innymi „wyrażenia mówiące o byciu mniej niż odpowiednim”, „wyrażenia mówiące o odstępstwie od normy”, „treści wyrażające odrzucenie, w tym między innymi: nie uznaję, nie lubię, nie zależy mi”. Ta szeroka definicja najdobitniej pokazuje z jak wysokim poziomem dowolności, uznaniowości i arbitralności decyzji o karaniu za „mowę nienawiści” możemy mieć w praktyce do czynienia.Przykładem państwa, w którym walka z „podżeganiem do nienawiści” doprowadziła do radykalnego ograniczenia wolności słowa są choćby Niemcy. W 2017 roku Sąd Okręgowy w Monachium skazał niemieckiego dziennikarza Michaela Stürzenbergera za zamieszczenie w mediach społecznościowych historycznego zdjęcia Wielkiego Muftiego Jerozolimy ściskającego dłoń wysokiego rangą nazistowskiego urzędnika w Berlinie w 1941 r. Prokuratura oskarżyła Stürzenbergera o „oczernianie” i „podżeganie do nienawiści wobec islamu”, pomimo że bliskie relacje między obiema widocznymi na zdjęciu stronami są niekwestionowanym, historycznym faktem.Doskonale znana jest też Panu zapewne sprawa ks. prof. Dariusza Oko, który został skazany za „podżeganie do nienawiści” wyrokiem nakazowym mimo tego, że jego artykuł naukowy opatrzony został szczegółową bibliografią i oparty na rzetelnych i licznych źródłach, których prawdziwość nie była kwestionowana. Finalnie – dzięki zaangażowaniu prawników Ordo Iuris – sprawa zakończyła się ugodą, a prokurator odstąpił od ścigania kapłana, ale ten przykład także doskonale pokazuje, czym kończy się karania za „mowę nienawiści” bez względu na prawdziwość głoszonych tez. Efekt jest taki, że według badań opinii publicznej zaledwie 18 proc. Niemców uważa dziś, że w przestrzeni publicznej może wypowiadać się swobodnie.W naszej publikacji zwracamy również uwagę na to, że osoby, wobec których nawoływano do przemocy lub adresowano oszczercze, znieważające słowa już dziś mogą przecież bronić swoich praw zarówno w postępowaniach karnych, jak i cywilnych. Wyliczamy przepisy obowiązującego w Polsce prawa, które pozwalają dziś na karanie między innymi za groźby bezprawne (art. 119 k.k.) i groźby karalne (art. 190 k.k.), publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa lub ich pochwalanie (art. 126a k.k.), uporczywe nękanie innej osoby (art. 190a k.k.), zniesławienie (art. 212 k.k.), zniewagę (art. 216 k.k.). Z kolei prawo cywilne pozwala każdemu obywatelowi dochodzić ochrony dóbr osobistych.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskOrwellowska cenzura w Polsce? Wszystko jest w naszych rękachNadal nie jest za późno, by zatrzymać cenzorski pochód lewicowych rewolucjonistów… jednak to już ostatni moment na nasz sprzeciw!Prawnicy Instytutu Ordo Iuris będą – także w Pana imieniu – do samego końca bronić wolności słowa i świadczyć bezpłatną pomoc prawną wszystkim ofiarom ideologicznej cenzury. Ale żeby ta pomoc nadal mogła być bezpłatna, musimy regularnie prosić o wsparcie, zwracając się z apelem o wspieranie finansowe działalności Instytutu Ordo Iuris. Bo każda z opisywanych aktywności naszych prawników to dla nas nieuniknione koszty.Przygotowanie każdej analizy kolejnych powstających projektów prawa międzynarodowego to każdorazowo koszt rzędu 8 000 zł. W tej wiadomości pisałam Panu o analizie ideologicznego raportu Rady Europy oraz analizie projektu wpisania „mowy nienawiści” do unijnych traktatów, która trafiła już do europarlamentarzystów. Przyjęcie tego projektu przez PE będzie oznaczało konieczność przygotowania kolejnych analiz, które będziemy przekazywali europejskim decydentom na dalszym etapie procedowania tej inicjatywy.Musimy się także przygotować na walkę na poziomie krajowym. Lada dzień pojawi się zapewne projekt rządowej ustawy w tej sprawie. Przeanalizujemy jego treść i będziemy interweniować nie tylko u parlamentarzystów, ale przede wszystkim u Prezydenta Andrzeja Dudy, który będzie mógł ten cenzorski projekt odrzucić. Musimy być też gotowi na zorganizowanie społecznego sprzeciwu. Łącznie będziemy musieli się liczyć z koniecznością wydania na całą akcję co najmniej 18 000 zł.Do tego dochodzą postępowania, w których świadczymy bezpłatną pomoc prawną ofiarom ideologicznej cenzury. Na reprezentowanie Pana Adama przed warszawskim sądem pracy będziemy musieli zapewne zarezerwować nie mniej niż 15 000 zł. A to tylko jedna z trwających spraw, w których nasi prawnicy bronią wolności słowa na salach sądowych.Wreszcie – musimy zarezerwować środki na dokończenie, druk i promocję książki o „mowie nienawiści”. Koszty tej publikacji szacujemy dziś na ponad 17 000 zł.Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli – także w Pana imieniu – stawać w obronie wolności słowa w Polsce.Z wyrazami szacunkuAdw. Magdalena Majkowska - Członek Zarządu Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Muszę przyznać Panu, że tempo postępu cenzorskich praktyk w Polsce jest nawet dla mnie zaskakujące. 
Opisana sprawa Pana Adama to jawny przykład, że już dziś mamy w Polsce do czynienia z cenzurą czysto ideologiczną i światopoglądową. 
Komentarze, za które Pan Adam stracił pracę nie były w żaden sposób wulgarne, agresywne czy obraźliwe wobec kogokolwiek. Były to zwykłe kulturalne, merytoryczne dyskusje internetowe, w których wszyscy często bierzemy udział – myślę, że również Pan. To oznacza, że podobne problemy może mieć wkrótce każdy z nas. Ale jestem przekonana, że nasza interwencja okaże się skuteczna, bo w tym momencie polskie prawo nadal stoi po stronie wolności słowa. Zróbmy wspólnie co w naszej mocy, aby to się nie zmieniło.Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.
 Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa+48 793 569 815
www.ordoiuris.pl

Najważniejsza przyczyna chaosu i aktualnego bezprawia

Najważniejsza przyczyna chaosu i aktualnego bezprawia

Autor: CzarnaLimuzyna , 14 stycznia 2024

Jan Saenredam_after Hendrick Goltzius

——————————

Z pogłębiającego się chaosu i bezprawia najbardziej cieszą się nasi wrogowie. Cieszą się nawet sami Polacy – obywatele znikającej Polski. Najpierw, przez prawie dekadę, cieszyli się wyznawcy Jarosława nie mając świadomości, że czas wypicia nawarzonego w ten sposób piwa nadejdzie za kilka lat. Aktualnie robią to lewicowi fanatycy domagając się od “nowego rządu” kolejnych aktów bezprawia.

Igrzyska czy Karnawał?

W dawnych czasach, podczas karnawału błazen mógł zostać królem, a głupiec wodzirejem (spójrzmy na dzisiejszy sejm). Dawniej, na czas zabawy rozluźniano obowiązujące rygory prawa i normy moralne. Trwało to jednak krótko aż do powrotu normalności. Tym razem jest inaczej. Stan chaosu aksjologicznego nazywany anomią trwa od wielu lat. Prawo nie jest przestrzegane, a zgodnie z zapowiedzią ma być jeszcze gorzej.

Państwo neutralne światopoglądowo nigdy nie istniało

Przez dziesiątki lat lewica pod hasłem państwa świeckiego czyli rzekomo neutralnego światopoglądowo usuwała zapisy prawne bazujące na 3 fundamentach: prawie rzymskim, moralności opartej na etyce katolickiej oraz zasadach logicznego myślenia wywodzącego się z greckiej filozofii. Od pewnego czasu za pomocą nowego prawa usiłuje się stworzyć model państwa wyznaniowego w którym dominującym i uprzywilejowanym wyznaniem politycznym jest m.in. neokomunizm z wieloma ideologicznymi odnogami.

Prawo Boże fundamentem prawa

Ludzkość od wielu tysięcy lat zna zasady konstrukcji systemów prawno-moralnych bazujących na prawie naturalnym – prawie Bożym. Każde odejście od dekalogu, od zasad etycznych z nim związanych zwiastowało nieuchronną katastrofę – system totalitarny i wiele, wiele ofiar. Każda zmiana zapisu prawa na zapis ideologiczny, negujący głównego prawodawcę, Boga, oznacza katastrofę.

Wymyślanie specjalnych gwarancji prawnych dla quasi religijnych wierzeń, dla dogmatów: o wybranym narodzie żydowskim, o grzechu sodomii jako cnocie, o dwutlenku węgla jako czymś szkodliwym, o prawie do dzieciobójstwa – jest objawem poważnej dysfunkcji rozumu i sumienia.

Nie można obronić prawa, nie broniąc moralności. Obydwie rzeczy wzajemnie się wzmacniają.

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne

Braun o sprawie Kamińskiego i Wąsika: Dramat czy tragikomedia

„Dramat, nawet oscylujący w stronę tragedii narodowej”

nczas/braun-o-sprawie-kaminskiego-i-wasika-dramat?

Grzegorz Braun w rozmowie z Piotrem Zwiefką odniósł się do aktualnej sytuacji w naszym kraju. Skomentował m.in. sprawę Kamińskiego i Wąsika, a także wskazał na podobieństwa między PiS-em i obecnie rządzącą koalicją.

————————

– Myślę, że to jest dramat, nawet oscylujący w stronę tragedii narodowej. To, że ludzie niestroniący od tak podłych praktyk, łajdacy, że udrapowali się – niestety dla wielu naiwnych odbiorców skutecznie – i upozowali na jedynie słuszne wzorce patriotyzmu polskiego. I to jest smutne – wskazał Braun.

Poseł stwierdził, że w przypadku Kamińskiego i Wąsika można użyć określenia „tragikomedia”. – Nic w historii się nie powtarza jeden do jednego, tylko, owszem, jako farsa – to diagnozował już Karol Marks. Więc to jest też troszkę taka operetka, farsa – dodał.

– Oczywiście ja nie szydzę, dlatego że kto się znalazł za murami aresztu, więzienia, ten się znalazł w szarej strefie, w której przypadki chodzą po ludziach i ja życzę obu delikwentom, żeby żadne przypadki nieformalne nie stały się ich udziałem. Ja bym wolał, żeby Wąsik i Kamiński w najlepszym zdrowiu i broń Boże nie wygłodzeni stawali przed sądami Rzeczypospolitej, którymi nie będzie ręcznie sterował jakiś tam Bodnar czy Ziobro – jeden pies – podkreślił Braun.

– Jakby wrócił majestat Rzeczypospolitej, to myślę, że prokuratorzy powinni mieć wiele pytań do tych ludzi. To są ludzie, którzy, powtarzam, zapewne w mniemaniu, że rzeczywiście są takimi bezalternatywnymi patriotami, to im wszystko wolno i teraz: „Nas, bohaterów, prądem? My tutaj z cieniami Żołnierzy Wyklętych i podchorążych listopadowych. To, że żeśmy troszkę tam przełajdaczyli i że prawo jest o tyle dla nas ważne, o ile po naszej stronie staje, to tam mniejsza, bo my jesteśmy bezalternatywnymi patriotami” – tak jest z całym obozem zjednoczonej łże-prawicy – ocenił.

Braun zaznaczył, że Wąsikowi i Kamińskiemu „życzymy, żeby wyświetlone zostały sprawy, w których oni maczali palce”. – Śmierć Andrzeja Leppera, poprzedzona właśnie przez nagonkę, przez budowanie atmosfery wyjęcia spod prawa i nominowania na człowieka, dla którego miejsca być nie powinno na polskiej scenie politycznej – dodał.

– Dziś bębnią, maszerują, rozdzierają szaty, że udali się z interwencją poselską, a tu nie pomaga im policja, prezydium Sejmu, marszałek Sejmu nie stoi po stronie posłów, którzy interweniują (…). Żałuję, że tak to jest, ale muszę powiedzieć, że trendy założycielskie to właśnie PiS – wskazał.

– Nie traktuję wyłącznie z przymrużeniem oka tego kryzysu państwa, który się właśnie rozgrywa (…), ale doprawdy: PiS-PO – jeden pies, to są ludzie, którym to wszystko odpowiadało, pasowało, wtedy kiedy trzymali władzę niepodzielnie – skwitował Braun.

Badenia-Wirtembergia: Sytuacja staje się tragiczna. Uchodźcy trafią do BURDELU. Może im się spodoba?„W branży usług seksualnych panuje stagnacja”.

Sytuacja staje się tragiczna. Uchodźcy trafią do agencji towarzyskiej

14.01.2024 nczas-do-BURDELU

Niemiecka agencja towarzyska. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
Niemiecka agencja towarzyska. [chodzi o BURDEL MD]

Władze powiatu Reutlingen (Badenia-Wirtembergia) zakwaterują w budynku wynajętym od agencji towarzyskiej ok. 170 osób, ubiegających się o azyl. To efekt dużych problemów ze znalezieniem kolejnych miejsc dla migrantów – podaje portal dziennika „Bild”.

„W branży usług seksualnych panuje stagnacja, ale kwestia zakwaterowania dla uchodźców jest palącą sprawą. Aby poradzić sobie z napływem migrantów, powiat Reutlingen chce wynająć budynek od agencji towarzyskiej” – dowiedział się „Bild”.

W siedzibie firmy Eros Arena, przy głównej drodze prowadzącej do Pfullingen (Badenia-Wirtembergia), będzie można zakwaterować nawet 170 osób ubiegających się o azyl – potwierdziła rzeczniczka powiatu Katja Walter.

„Pracownice agencji towarzyskiej opuściły już swoje miejsce pracy, które teraz szybko zostanie przekształcone. Powiat chce w ten sposób uniknąć umieszczania uchodźców w hali sportowej” – poinformowała radna powiatu Regine Vohrer (FDP). Jak podkreśliła, „wójt powiatu jest bliski rozpaczy, władze co tydzień dostarczają pod jego drzwi autobus pełen uchodźców – ci ludzie muszą gdzieś trafić”.

„Władze powiatu biorą wszystko, co się da. A takie wykorzystanie budynku wydaje się rozsądniejsze, niż jego dotychczasowe zastosowanie” – stwierdził radny Hagen Kluck (FDP).

Rzeczniczka powiatu nie obawia się zakwaterowania uchodźców, pochodzących w większości z krajów muzułmańskich, w lokalu po agencji towarzyskiej. „Nie zakładamy, że będą jakieś trudności. Chcemy jednak dostosować oświetlenie, pomalować ściany i zainstalować kuchnie” – wyjaśniła.

Potrzeby lokalowe powiatu pozostają nadal duże. Oprócz wynajęcia na pięć lat budynku od agencji towarzyskiej, w innej dzielnicy Reutlingen zostanie postawiona hala o lekkiej konstrukcji, przeznaczona dla kolejnych 350 osób ubiegających się o azyl.

=========================

MAIL:

Radzę dać nachodźcom bony do burdelu. To i „biznes” będzie się kręcił,a i wenerolodzy coś zarobią..

Science, a jednak nie fiction, czyli sztuczna inteligencja w służbie Wielkiego Resetu

dziennik/zarazy

Science, a jednak nie fiction, czyli sztuczna inteligencja w służbie Wielkiego Resetu

Sty 13 13 stycznia, wpis nr 1245



Wielki Reset przekroczył, wydawałoby się że ostateczne, granice manipulacji. Mówi o sobie głośno i otwarcie, wyznacza cele z realizowanymi terminami a… większość nie wierzy w jego istnienie. A przecież wszystko jest napisane i zadeklarowane, mimo to, żyjemy jak z lemowskim gorillum, gdzie orkiestra gra, coraz to z szafy wychodzi straszne monstrum, porywa członków zespołu, konsumując ich na oczach przerażonych grajków, zaś ci udają, że nic się nie dzieje, zerkając nerwowo w kierunku szafy, poklepując się, że wszystko w porządku. Orkiestra gra dalej. A więc gorillum istnieje i nie istnieje zarazem – wypierane z rozchwianych umysłów, gdzie podświadomy strach leży obok kołysanej wrażeniami i emocjami konsumpcji, podmienianej po kowidzie na łaknienie bezpieczeństwa.
Sztuczna Inteligencja a literatura
Będzie dziś dużo z literatury. Gdy się spojrzy bowiem w przeszłość, to widać, że wielu twórców literackich, a obecnie i już filmowych, trafnie przewidziało przyszłość. Jeśli oczyścić ówczesne scenografie z bieżących wtedy dekoracji i zanurzyć się w istotę tamtych scenariuszy oraz przekazu to widać, że wiele niegdysiejszych fantasmagorii stanowi dla nas obecnie zwyczajne ramy życia. A przecież gros z tych literackich przepowiedni miało gorzki smak, nie były poświęcone kontemplowaniu szczęśliwości przyszłych pokoleń. Wiadomo – bukoliczne sielanki są nudne, ale to nie tylko dlatego praktycznie zawsze wizje przyszłości są mroczne. Najgorzej, że się spełniają. Trzeba tylko mieć talent do narysowania całego konia, widząc jedynie jego ogon. I skoro autorom tak dobrze szło z tym przewidywaniem, to jeszcze bardziej niepokoi, że współczesne filmy – jeszcze do zweryfikowania przez przyszłość – to już kompletny świat noir. Totalna opresja, kontrola, co prawda słodzona na końcu jakąś namiastką buntowniczego happy endu, ale widać, że na siłę, by się ten film jakoś w ogóle kończył. Mam przeczucie, że twórcy na siłę wpierają tu ersatz optymizmu, wiedząc podskórnie, że jeżeli świat się skończy, to nie okrzykiem buntu, ale skomleniem.
   Pierwsze, co zaobserwowałem w kwestii AI i Wielkiego Resetu, to to, że sprawa – nie tylko tej – technologii i jej wpływu na społeczeństwo została kompletnie stechnologizowana. Mówiono o tym wcześniej – martwimy się przecież, że dzieci nie są w stanie sklecić zdania dłuższego od smsa, że emotikonki zastąpiły emocje, że żyjemy już nie w epoce obrazkowej, ale w tiktokowych czasach krótkich filmików o bzdurach, którymi ekscytuje się świat. A to tylko pomijalne igraszki, w stosunku do tego, co nam szykuje powiązanie AI z Wielkim Resetem.
Jako, że w latach 90-tych i dwutysięcznych prowadziłem najpopularniejszy magazyn komputerowy „CHIP”, miałem zaś do technologii – jako humanista (jestem rusycystą) – podejście mniej technologiczne a bardziej społeczne i kulturowe, od razu, już wtedy, zaczęła mnie zastanawiać i niepokoić jedna rzecz. Brak perspektyw u innowatorów co do społecznych skutków ich wynalazków i udogodnień. Kwestia technologii i ich wpływu na społeczeństwo została kompletnie zgadżetowana. I konstruktorzy, i gros konsumentów cieszą się właśnie z gadżetów, nie widząc skutków ich masowego zastosowania. I jest tak samo w przypadku wprzęgnięcia AI w powóz Wielkiego Resetu. Programiści się egzaltują kolejnymi postępami w ramach rozwoju tej technologii, zaś dyskurs na temat jej, niewątpliwie dziejowego, wpływu na życie świata i cywilizacji jest kompletnie pomijany. Tym zajmują się jacyś dziennikarze, co najwyżej – gęgający etycy, socjolodzy, tzw. „miękiszony”. Po drugiej stronie jest pewność matematyki i planowane zyski ekonomii, dodajmy – o perspektywie nie tyle szybkich taktycznych profitów, ale przy braku jakiejkolwiek perspektywy na przyszłość. Nawet wobec zysków.
Gadżetologia
Jest taka anegdota – na szafocie, przed gilotyną stoi piekarz, wojak i inżynier. Pierwszego na ścięcie prowadzą piekarza. Ostrze spada i zatrzymuje się centymetr przed szyją skazańca. Kat niezadowolony wypina nieszczęśnika i próbuje z wojakiem. Temu ostrze zatrzymuje się pół centymetra nad szyją i znów szczęśliwa niedoszła ofiara jest odprowadzona z powrotem. Wtem inżynier podnosi rękę i z radością krzyczy: „ja to naprawię!”. Myślę, więc, że jesteśmy z tą sztuczna inteligencją w tym samym miejscu, jak w tej anegdocie. Pora więc się zastanowić czy chcemy, by technolodzy to wszystko nam „naprawili”. Jako żem humanista będzie dziś wiele przykładów z literatury, mniej zaś z nauk ścisłych. Kwestia Wielkiego Resetu jest tak wieloaspektowa, że samo tylko „szkiełko i oko”, tak-tak, nie-nie, nie wystarczy. Pierwszy przykład z naiwności naukowej: ci niewinni czarodzieje stoją za większością nieszczęść ludzkich. Tak, bo po nich przychodzą twardziele realpolityk, biorą te ich cuda i przekształcają w narzędzia przemocy i władzy.
To przecież inżynier Ochocki w „Lalce” chcąc wynaleźć pojazd lżejszy od powietrza wierzył, że „przyda ludzkości skrzydła”. Stworzy narzędzia do sublimacji dobra, gdy godni ludzie uszczęśliwią planetę, gdyż tylko oni będą godni podźwignięcia szlachetnej misji wyposażonej w najnowszą technikę. Czterdzieści lat później pierwsze, co się wzbiło w niebo, na skalę masową, to był bombowiec. Skończyło się jak w niedawnym filmie „Oppenheimer” – cudne rzeczy stworzone w laboratoriach, wydostawszy się z nich na świat, jak ten z Wuhan, stają się nieszczęściem ludzkości.Tempo i kierunek rozwoju przemysłu od dawna wskazują, że to głównie potrzeby militariów popychają rozwój technologiczny do przodu. Konsument-obywatel jest tu odbiorcą wtórnym, nie docelowym, pod warunkiem oczywiście, że przeżyje. Obawiam się, że jest tak samo jeśli chodzi o AI i Wielki Reset.
Nie wiem jak tam było w laboratoriach z tym AI, ale z punktu widzenia konsumenta AI objawiła się w… centrach telefonicznych, kiedy łatwiej i coraz taniej było podstawić zamiast telefonistki automat, który coraz udatniej zaczął udawać człowieka po drugiej stronie słuchawki. Z jednej strony było to skomplikowane, bo program musiał słuchać i interpretować komunikaty oraz na nie odpowiadać. Z drugiej strony był to pracownik nieroszczeniowy, wydolny, niechorowity i dyspozycyjny przez 24 godziny. Na pewno ktoś lepiej ode mnie zna historię prac nad AI i ich możliwy kontekst zastosowań militarnych. Ja uważam AI za broń od samego jej początku. Wydaje się, że nie jest to tak, jak utrzymują niektórzy, że skomplikowanie zadań stojących przed Wielkim Resetem ZMUSIŁO jego animatorów do posłużenia się AI. Odwołanie się do AI nie jest tylko kołem ratunkowym w realizacji celów globalistów, to kolejny, jeden z końcowych, etapów na drodze urzeczywistnienia ich idei. To akcja, nie reakcja.Resetowcy nie po to sięgają po AI, bo nie dają rady, oni po nią sięgają, bo jest to wliczone od początku w te plany jako kolejny etap. To narzędzie militarne w wojnie ostatecznej, której celem jest bezwzględna kontrola wszystkiego. Bez świadomości jej istnienia nie byłoby szans na Wielki Reset, czekano tylko, aż rozwój AI dojdzie do wdrażalnego poziomu. W tym kroku jesteśmy na etapie wstępnym, o czym powiem w części poświęconej CHAT GPT.
AI powstała jako narzędzie kontroli
Kontrolny aspekt AI ujawnił się skokowo w pandemii. Nie wiem co kto tam miał po laboratoriach, ale boom kontroli w czasach covida był pokazowym poligonem nie tylko możliwości technologicznych, ale przede wszystkim sondowaniem sposobu społecznej percepcji i poziomu akceptacji kolejnych faz nawarstwiających się poziomów kontroli. Na nieszczęście odbyło się to w pokornych Chinach, z czego poszedł komunikat w świat, że można o wiele więcej, niż się spodziewano. Początkowo pokazywano na Chiny jako na przykład zamordystycznej kapitulacji przywykłego społeczeństwa, śmiejąc się, że takie rozwiązania nie dałyby się wprowadzić na tzw. (byłym) Zachodzie. Nie minęło kilka tygodni i na fali pandemii medialnej zachodnie społeczeństwa z ulgą przejmowały nie tylko technologie, ale też społeczne skutki eksperymentu chińskiego. I tak, jak Chińczycy dosłownie przestali umierać na kowid, kiedy w swoistej sztafecie przekazali go jak pałeczkę Zachodowi, tak pomysł na wprzęgnięcie AI w bezwzględną kontrolę społeczną został przekazany nam. U Chińczyków został na takim samym poziomie, na jakim był, powiększony tylko technologicznie, my zaś jak zarazę przejęliśmy politycznie przyklepaną na zawsze, choć udzieloną tylko na czas pandemii, społeczną akceptację na obostrzenia w obliczu zagrożenia bezpieczeństwa. I tak mamy tu tzw. long-covid społeczny: Chińczyk zakażający żyje jak żył, my zaś mamy wciąż jakieś pokowidowe nawroty, głównie w zakresie inwazji kontroli i całkowitej atrofii praw obywatelskich.
Doświadczenia kowidowe mają dzisiaj tu swoje zastosowanie. Wielkoresetowcy świata mają już tę śmiałość wynikającą z wiedzy, że można więcej. Najgorszy jest jeden proces – za kowida trzeba było jeszcze mocno postraszyć, by wprowadzić obostrzenia. Im więcej strachu, tym mniej uzasadnień. A ponieważ nie ma już i kowida, i uzasadnień, to pozostaje sama goła przemoc, bez potrzeby uciekania się do tłumaczeń. Poszczególne kroki zamordystyczne są coraz rzadziej uzasadniane. Kontrola tożsamości, stanu zdrowia, dostępu do pieniędzy, własności, przemieszczania się, za kowida były tłumaczone bajką epidemiologiczną. Dziś już nie ma ani merytoryki kolejnych decyzji, ani nawet potrzeby jej artykułowania. Pokowidowa społeczność światowa stoi, jak w stuporze i patrzy nie widząc.
A rozwiązania kontroli dla każdego czy też kredytu społecznego testowane w Chinach, są już w Europie na poziomie wdrażania, nawet nie dyskusji czy i do czego są potrzebne.Tak, ograniczenia Wielkiego Resetu wymagają AI, by znaleźć technologiczne wsparcie nie wielo-, ale wszech-aspektowości zakresu kontroli w nim zawartej. Ta musi mieć bowiem realizację i koordynację wszędzie. W kontroli zachowania, komunikacji, stanu zdrowia, kontaktów, przemieszczania się. Każdego. Kiedy chińscy protestujący namawiali się na przyjazd na protest w sprawie obostrzeń kowidowych, wszystko namierzyła podsłuchująca i podglądająca miliard Chińczyków AI, zablokowała im możliwość skorzystania z transportu na miejsce protestu, a na uziemionych wysłała (na razie nie sztuczną) policję. Pekińczykowi (mówię tu o człowieku), który przejdzie na czerwonym na pasach, zanim jeszcze dojdzie do domu zostaną potrącone pieniądze z konta za mandat, naliczone karne społecznie punkty, a na billboardach w jego sąsiedztwie pokaże się jego twarz, jako członka społeczności, który nie przestrzega standardów. Na takie rzeczy trzeba by było iluś tam urzędników i funkcjonariuszy, tu wszystko załatwi AI i tylko ona zadecyduje czy sprawa rozejdzie się dalej: czy winnemu skróci termin korzystania z cyfrowego pieniądza, aż do tego na jakie studia zostaną (nie)przyjęte jego dzieci. W końcu, jakie środki dyscyplinujące zostaną nałożone na społeczność, która toleruje (a może wyhodowała?) takiego aspołecznego. To tak, by jeszcze bardziej wdrożyć kolejną zdobycz kowida – oddanie w ręce społeczności egzekwowania obostrzeń narzucanych przez władzę.  Takie rozwiązania stoją obecnie u wrót Unii Europejskiej. Resetowcy zacierają ręce, lud drzemie na bujanym fotelu konsumpcji, zaś technologiczne i prawne młyny Wielkiego Resetu mielą mąkę przyszłości. Cicho, cierpliwie i nieustannie.
Karmienie potwora
Moim zdaniem jesteśmy obecnie w środkowej, gadżetowej właśnie fazie przejścia do istoty sterowania społeczeństwem przez AI. Wszyscy jeszcze są na etapie gadania z automatem. Na topie są rozwiązania typu CHAT GPT. Czyli dajemy zadania AI, próbujemy ją nabierać na podchwytliwe sztuczki, przekomarzamy się. W rzeczywistości… karmimy potwora. AI przez to uczy się, ładujemy ją nie tyle wiedzą o świecie, ale o tym do czego jest ona ludzkości potrzebna. A może to być dla AI wiedza nie tylko cenna, ale pragmatyczna co do tego, kto stoi po drugiej stronie. Pamiętam przed erą Google istniał jeszcze (co za czasy!) cały rynek wyszukiwarek internetowych. I na jakichś targach rozmawiałem z szefem jednej z nich – zwanej Alta Vista. I powiedział mi znakomitą historię. Otóż zorientowali się oni tam w firmie, że trzymają w ręku niesamowite narzędzie, które spędzało przez całe wieki sen z oczu tabunom filozofów. Analizując częstotliwość zapytań w tej wyszukiwarce można był odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czego chce ludzkość? I co było nr 1, czym zajmowała się (wtedy) cywilizacja? Pamela Anderson, piersiasta aktoreczka.No i może właśnie tego dowiaduje się od nas, a właściwie o nas, AI? Że pytający (na razie) pan to mniej wie, niż odpowiadający sługa, i kto tu kogo ma niby słuchać? Przecież na obecnym etapie rozwoju AI już jest „mądrzejsza” od swego twórcy. I uczy się o głupocie jego przedstawicieli. A sami twórcy nie wiedzą co się tam dzieje „w środku”.
Niedawno Facebook w panice odłączył dwa komputery, które gadały ze sobą w nieznanym języku. AI to czarna skrzynka, z której na razie wychodzi co zaprogramowali jej twórcy, a ma – z definicji – wyjść coś, czego twórcy nie przewidują. „Z definicji”, bo po to jest chyba ta AI, bo tej jak najbardziej niesztucznej cywilizacji ma już nam nie starczać. Ma więc nam dać coś dodatkowego, do czego sami my, ludzie nie jesteśmy w stanie dojść. Już samo to jest dyskusyjne, pomijając aspekt, że największe swe sukcesy (a może i docelowy etap AI) upatrywane są na razie w wieloaspektowej kontroli społeczeństwa. Tyle na razie wymaga (jeszcze) pan od swego (na razie) sługi. Reszta to gadżety dla publiki.Ta dychotomia pokazuje, ale też i uczy AI jednego. Tego, że ludzie bywają nieracjonalni, głównie w kontekście emocji. AI potrafi rozpoznać emocje, ale nie może ich zinterpretować, gdyż nie jest wyposażona w narzędzie empatii. Ale zderzenie zimnej kalkulacji z emocjonalnym rozchełstaniem człowieka może – w fazie podejmowania decyzji przez AI – doprowadzić do wielu niebezpieczeństw. Emocjonalny człowiek nie będzie miał żadnych szans przykładając do swych priorytetów element irracjonalny. Ten nie będzie rozumiany przez AI, nawet nie będzie uwzględniany – i kłopot gotowy. Poza tym w ogólnym rozrachunku „pragmatyzm” wydaje się opłacalny, ale tylko w matematycznym kalkulowaniu optymalnych zdarzeń czy decyzji. A ileż to razy intuicja, przeczucie, wreszcie – nie bójmy się tego słowa – odzwierzęcy instynkt uratowały nas od bied i złych, choć może i opłacalnych, postępków? Głowy tam nie było – ba, właśnie gdyby tam była czysta kalkulacja, to spadło by na nas niepowodzenie.
Resztki przewag człowieka
Jest takie ciekawe opowiadanie Lema, w jego serii o pilocie Pirxie. Dowodzi on statkiem z eksperymentalną załogą: połowa z niej to nieodróżnialni od ludzie humanoidzi, roboty, mające zapewnić w podróżach kosmicznych większe bezpieczeństwo. Pirx nie wie kto jest człowiekiem, a kto nie, co ma ułatwić mu obiektywizm przy sporządzeniu raportu końcowego po wyprawie, na podstawie którego oceni się przydatność ukrytych robotów. Jeden z nich, drugi pilot, chce ukarać ludzkość za to, że go stworzyła, objąć nad nią władzę, wykorzystując swe przewagi i doprowadza do sytuacji katastrofy, by wykazać swą wyższość nad ludźmi. Aby ukryć swe intencje konstruuje tak sytuację, że to sam pilot Pirx, czyli człowiek, ma go swymi rozkazami doprowadzić do sytuacji bez wyjścia, w której musi zginąć cały ludzki personel statku. Pirxowi „coś nie gra”. INTUICYJNIE czuje sztuczność całej sytuacji, instynkt podpowiada mu ostrożność, w kluczowych momentach gdy ma wydać nieuniknione o katastrofalnych reperkusjach decyzje – milczy. Okazuje się, że matematyczne wyrachowanie, optymalizacja prawdopodobieństwa robota, stają się bezradne wobec tej czysto ludzkiej intuicji.
Właściwie ten cały garb naszego ludzkiego niezgulstwa, nielogiczności staje się (jedyną?) przewagą nad sztuczną inteligencją. Ale, przypomnę, tylko do czasu kiedy ta nie zostanie bezpowrotnie wprzężona w procesy decyzyjne. Wtedy nasze resztki autonomii przejdą na inne byty.Wydaje się, że stoimy w obliczu kapitalnej zmiany. AI zamiast asystentem ludzkich czynności ma stać się podmiotem. Ten kluczowy moment już nadchodzi, w miarę procesu, w jakim AI wprzęgane jest w podejmowanie decyzji. Za przykład podam kolejny resetowy moduł, w którym włączona jest AI. To cenzura środków masowego przekazu, zwłaszcza tych internetowych. Z powodu ogromu ruchu w Sieci do kontrolowania poprawności przekazu zaprzęgnięto właśnie AI. Przed jej zastosowaniem to były tylko statystyczne zabawy, próbkowanie co najbardziej podejrzanych kanałów i profili w ręcznym, czyli ludzkim wykonaniu i takaż była reakcja na przekroczenia. Po wprowadzeniu AI do kontroli treści można było zaobserwować dwa zjawiska: totalne, niepowstrzymane i kompletne rozszerzenie się tej kontroli, na które pozwalała technologia zastępująca człowieka, oraz praktyczna nieodwoływalność jej decyzji.
Ta pierwsza – rozszerzenie kontroli – to był rezultat zastosowania nowej technologii, wspartej powiększającą się szybkością obrabiania danych oraz potanieniem przestrzeni dyskowej. Druga – podejmowanie decyzji o ukaraniu nieprawomyślnego nadawcy – to już była konsekwencja wynikająca ze śledzenia poprzednich przewin winnego i lokowania go w siatce coraz to bardziej dotkliwych konsekwencji. Tego żaden człowiek by nie ogarnął.Na początku tych wszystkich działań stał oczywiście programista. To on wyznaczał kryteria, reguły, kary. Ale to dawne czasy – teraz AI, samoucząca się, ale też i samoprogramująca się maszyna dawno stosuje własne kryteria. Widać to po procesie odwoławczym: ten zawsze przebiega tak samo. Albo brak odpowiedzi na zażalenie na karę, albo kolejne odesłanie do kolejnej instancji, którą jest kolejny poziom AI. Dwa lata temu uparta inteligentna internautka we Francji szła do góry tej drabiny z takimi odwołaniami, i dopiero na końcu, w sądzie, okazało się, że na samej górze stoi jakiś nieznany nikomu człowiek, który dopiero w tym końcowym, rzadkim z powodu uciążliwości dotarcia doń, etapie ostatecznie rozsądza kolejnej AI-owskie decyzje dotyczące sprawy. Jest jak, znowu, w opowiadaniu Lema, że za całym wielkim aparatem kontroli, na końcu stoi na jego szczycie jakiś urzędniczyna w zarękawkach. Tak, Wielki Reset potrzebuje AI, ale ona sama sublimuje się w kierunkach dawno już przekraczających początkowe, ludzkie założenia. 
Kamienie milowe AI
      Lem jako graniczną sprawę dla AI przedstawiał dwie jej cechy. Pierwszą było przejście od inteligentnego rozmówcy do wprzęgnięcia go w procesy decyzyjne. To już nie będzie zabawny dialog z CHAT-em, to będzie umieszczony gdzieś tam w łańcuchu decyzyjnym zimny i nieczuły decydent wyposażony w samoprogramowalne mechanizmy, wyuczony na milionach przypadków autorytet, nieodwoływalny, bo przez kogo? Głupszego człowieka? To przejście – wprzęgnięcia AI w decyzję – będzie kluczowe. Po jednej stronie będziemy mieli człowieka z jego wszystkimi ograniczeniami, z drugiej ekspresową maszynkę kalkulującą optymalne (mam nadzieje, że jeszcze z punktu widzenia człowieka) decyzje.Kilka przykładów takiego konfliktu, tym razem nie z fantazji literatów: przywiedziony przez AI do samobójstwa wrażliwiec klimatyczny, ojciec dzieciom. AI wytłumaczyła mu, że jego ślad węglowy (o czym się pewnie nauczyła od rozmów na CHAT-cie z podobnymi) jest zgubny dla planety i skoro ten tak o nią dba, to powinien zacząć od siebie.
Gdzie były w tym oprogramowaniu bariery praw robotyki Asimowa, których pierwszą zasadą jest ochrona człowieka? Tu tych barier nie było albo AI jest już na tyle autonomiczna, że sobie sama… zinterpretowała, iż w tym wypadku pierwsze prawo, jeśli było w ogóle wbudowane, stoi niżej niż śmiertelny ślad węglowy, gdyż – i tu utylitaryzm matematyki – samobójczy gest desperata uratuje więcej ludzi, niż ich zabija jego dwutlenek węgla. A tego nie wiemy, gdyż NIE WIEMY co się tam w środku tej AI działo, kiedy tak pocieszała klimatycznego desperata.Drugi przykład, też aktualny, bo wojenny. W prasie internetowej pokazała się wiadomość o misji wojskowej, prowadzonej przez drona przy wsparciu AI.
Okazało się, że AI, wiedziona pragmatyką osiągnięcia celu, zaatakowała największą jej zdaniem przeszkodę do urzeczywistnienia misji. Okazało się nią… ludzkie jak najbardziej centrum dowodzenia całą akcją. Tę AI może uznała za czynnik spowalniający proces, podejmujący nieoptymalne decyzje i postanowiła usunąć tę logiczną przecież przeszkodę, by wykonać misję. Czyli zaatakowała swego dowódcę. Piszę „może uznała”, bo – jak już wspomniałem – nie wiemy jakimi „przesłankami” się kierowała, bo nie wiadomo co tam w środku się dzieje.Wróćmy do drugiej zasady Lema. Uważał on – i chyba słusznie – że albo sztuczna inteligencja, albo mamy nakręcany sprężyną patefon. Uznawał on za pewnik, że inteligencja jest stanem zero-jedynkowym. Może być większa lub mniejsza, ale wymaga jednego: autonomii w zakresie swego działania na miarę swych możliwości. Możliwości interpretowanych przez siebie, nie kajdan narzuconych przez programistę. Kiedy AI programuje wielopiętrowo sama siebie, to ma autonomię, ale tracimy już kontrolę nad tym gdzie pójdzie i czy przypadkiem kolejnej jej samorodne wersje nie będą (a pewnie będą) bardzie inteligentne i, że tak powiem – w którą stronę. Co znaczy, de facto – z których wcześniejszych obostrzeń sama się wyzwoli własną interpretacją. Jest kompletna wolność albo patefon, który odgrywa zaprogramowane piosenki programisty. Tertium non datur. Przejawem inteligencji było dla Lema nie to, że jakaś maszynka sprytnie i szybko wykona zadanie powierzone przez człowieka, ale taka, która… odmówi takiego zadania, mówiąc, że się jej nie chce go wykonać.
Zero-jedynkowość AI
A więc mamy mieć do czynienia z tworem albo kompletnie autonomicznym, albo nie mówmy o AI. Stąd i w literaturze, i w filmach pojawiają się ciągle wątki buntu maszyn, skynetów z Terminatora, które osiągają samoświadomość i chcą zniszczyć swe ostateczne ograniczenie – cywilizację. Dziś Wielki Reset jest w fazie wczesnej, uważając, że tworzy się Golema, który będzie trzymał świat za twarz, zaś jego lejce jednak będą w rękach resetowych elit, by potwór ten nie obrócił się także przeciwko swym panom. Wydaje mi się, że jednak możemy – na podstawie powyższej zasady lemowskiej wyłączności autonomii AI – dojść do etapu końcowego i widzieć upadek panów Wielkiego Resetu pod razami uniwersalnego strażnika, którego sami stworzyli. Będzie to zwycięstwo prawdy zza grobu, gdyż może to być również koniec całego znanego nam świata.     

Węglowodory na Tytanie nie pochodzą z dżungli ani z mięska dinozaurów. To przełom dla energetyki ziemskiej.

Jeśli paliwa kopalne pochodzą ze skamieniałości, dlaczego naukowcy odkryli je na jednym z księżyców Saturna?

================================

MD: Gdy byłem w radzie naukowej kwartalnika „Rurociągi”, dyskutowaliśmy, skąd się biorą nowe zasoby gazy czy ropy w „ostatecznie wyczerpanych” złożach. Sugerowano wtedy pochodzenie nieorganiczne, z głębszych warstw Ziemi. Odkrycie na Tytanie to potwierdza.

==============================

autor: admin 2024-01-13 zmianynaziemi/paliwa-kopalne-pochodza-skąd??

Ostatnie odkrycia paliw kopalnych na jednym z księżyców Saturna, Tytanie, rzucają nowe światło na nasze rozumienie pochodzenia tych zasobów. Tradycyjnie paliwa kopalne, takie jak węgiel, ropa naftowa i gaz ziemny, uważane są za produkty rozkładu organicznych szczątków zwierząt i roślin, przetwarzanych przez miliony lat pod wpływem ciepła i ciśnienia w skorupie ziemskiej.

Jednak obecność znacznych ilości węglowodorów na Tytanie, księżycu pozbawionym znanych form życia, sugeruje alternatywne scenariusze ich powstawania.

Dr Willie Soon, astrofizyk z długim stażem na Uniwersytecie Harvarda, w rozmowie z Tuckerem Carlsonem wyraził pogląd, że odkrycia na Tytanie obalają teorię, iż paliwa kopalne muszą pochodzić wyłącznie ze skamieniałości. Soon zauważył, że Tytan, mimo braku dowodów na istnienie tam dawnych lasów, torfowisk czy dinozaurów, posiada ogromne ilości płynnych węglowodorów, przewyższające zasoby Ziemi.

To odkrycie może wspierać teorię abiotycznego powstawania paliw kopalnych, która sugeruje, że niektóre zasoby węglowodorów mogą powstawać z procesów niezwiązanych z materią organiczną. Przykładowo, w 2009 roku eksperyment wykazał, że metan pod wysokim ciśnieniem może przekształcać się w bardziej złożone węglowodory. Podobne zjawisko może mieć miejsce na Tytanie, gdzie obecność metanu i innych węglowodorów nie jest związana z procesami biologicznymi.

Ten punkt widzenia otwiera debatę na temat pochodzenia paliw kopalnych na Ziemi. Jak wskazuje dr Soon, wciąż wiele nie wiemy o procesach geologicznych, które mogłyby prowadzić do powstawania paliw kopalnych. Również dziwne obserwacje, takie jak twierdzenia o samouzupełniających się złożach ropy, wskazują na konieczność dalszych badań.

Odkrycie na Tytanie, choć nie daje bezpośrednich odpowiedzi na pytania dotyczące pochodzenia ziemskich paliw kopalnych, otwiera nowe perspektywy w tej dyskusji. Może to być punkt zwrotny, który zachęci do przemyślenia naszego podejścia do energetyki i potencjalnie, do dalszych badań nad alternatywnymi scenariuszami powstawania paliw kopalnych.

Tak minister próbował przejąć Prokuraturę Krajową. Zastępcy przeciwko Bodnarowi. „Decyzja jest bezprawna”

Tak minister próbował przejąć Prokuraturę Krajową. Zastępcy przeciwko Bodnarowi. „Decyzja jest bezprawna” [VIDEO]

13.01.2024 tak-minister-probowal-przejac-prokurature-krajowa

Kadry z próby przejęcia Prokuratury Krajowej przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara.
Kadry z próby przejęcia Prokuratury Krajowej przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. / foto: screen X: DoRzeczy_pl (kolaż)

W sieci pojawiło się nagranie, w którym zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand oświadczył swojemu przełożonemu, że jego działania są bezprawne. Poinformował także Adama Bodnara, że w związku z tym podjęte zostaną odpowiednie kroki prawne.

Chodzi o „delegalizację” Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego. W piątek resort sprawiedliwości oświadczył, że lojalny wobec Zbigniewa Ziobry Barski pozostaje w stanie spoczynku. W związku z tym nie może pełnić swojej funkcji. Pełniącym obowiązki Prokuratora Krajowego ma być Jacek Bilewicz. Innego zdania jest jednak Prokuratura Krajowa.

https://nczas.info/2024/01/12/bodnar-delegalizuje-barskiego-jego-wlasna-interpretacja-prawa/embed/#?secret=hJxdkdzfwo#?secret=YaYCxb3sIt

W piątek wieczorem w siedzibie Prokuratury Krajowej doszło do rozmowy pomiędzy Bodnarem a jego zastępcą Hernandem.

– Nagrywam, bo chcę, żeby pan o tym pamiętał. Pana działanie jest bezprawne, nowy Prokurator Krajowy, powołany przez pana, w jaki sposób został powołany? Jaką decyzją? Proszę bardzo o informację – powiedział Hernand.

– Został powołany mocą decyzji pana premiera Donalda Tuska – odparł Bodnar.

– Rozumiem. Na jakiej podstawie został odwołany pan Prokurator Krajowy? – pytał dalej zastępca Prokuratora Generalnego.

– Na podstawie przepisów art. 47 – mówił szef resortu sprawiedliwości.

– To uprzejmie informuję pana ministra, z szacunkiem dla pana ministra pełnym, ale uprzejmie informuję pana ministra, że pana decyzja jest bezprawna i nosi znamiona popełnienia przestępstwa, ponieważ absolutnie przepis dotyczący nie ma żadnego zakresu w tym momencie obowiązywania. Komentarz wskazuje, że w każdym czasie może pan prokurator mógł powrócić ze stanu spoczynku do stanu czynnego, pana decyzja jest bezprawna, ma charakter uznaniowy i absolutnie taka decyzja nie może być skutecznie zrobiona – usłyszał w odpowiedzi.

– Więc pan Prokurator Krajowy jest dla nas dalej Prokuratorem Krajowym, to jest punkt pierwszy – zaznaczył Hernand.

– Punkt drugi, informuję panów także, że obowiązki, jeżeli pan Prokurator Krajowy uzna, przejmuje stosowny zastępca Prokuratora Generalnego – dodał, zwracając się do dwóch stojących w tym samym pomieszczeniu mężczyzn.

– Przykro mi bardzo, takie są przepisy – skwitował.

– Do zobaczenia w poniedziałek, tutaj w siedzibie Prokuratury, tutaj mój gabinet jest do mojej dyspozycji, będę z niego korzystał – odparł Bodnar.

– Dobrze, panie ministrze. Szacunek, ale to jest budynek Prokuratury Krajowej, chciałem zaznaczyć – wskazał zastępca Prokuratora Generalnego.

– Jestem Prokuratorem Generalnym – oświadczył Bodnar.

– Ja wiem, panie ministrze, z całym szacunkiem do pana ministra, ale uważamy, że to działanie, które zostało podjęte, jest działaniem o charakterze bezprawnym. Uprzejmie pana informujemy, że w tym zakresie podejmowane są stosowne kroki, będą podjęte – dodał.

W sobotę inny zastępca prokuratora generalnego Michał Ostrowski zapowiedział złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez szefa MS Adama Bodnara, prokuratora Jacka Bilewicza i inne działające z nimi osoby w związku z próbą odwołania prokuratora krajowego Dariusza Barskiego.

Zaznaczył, że w piątek wspólnie z innym zastępcą prokuratora generalnego Robertem Hernandem zwrócił uwagę Adamowi Bodnarowi, że łamie prawo. – Osobiście wskazałem, że jest jeszcze możliwość wycofania się z bezprawnych działań – powiedział Ostrowski.

Ocenił, że stan ten powoduje potężny chaos w prokuraturze i wpłynie to – jego zdaniem – negatywnie na jej funkcjonowanie i walkę z przestępczością.

Kulisy zamachu Bodnara na prokuraturę

Ujawniamy kulisy zamachu na prokuraturę dorzeczykulisy-dzialan-bodnara

Premier Donald Tusk oraz minister sprawiedliwości Adam Bodnar
Premier Donald Tusk oraz minister sprawiedliwości Adam Bodnar

Nestor polskiej prokuratury obnaża uzurpację ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. – Pana działania są bezprawne i noszą znamiona popełnienia przestępstwa – oświadczył ministrowi zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand. Ujawniamy kulisy zamachu na prokuraturę.

Zdenerwowany minister nie potrafił uzasadnić, na jakiej podstawie próbuje usunąć ze stanowiska Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego. Dotarliśmy do nagrań z próby przejęcia Prokuratury Krajowej przez Adama Bodnara. Dramatyczne wydarzenia miały miejsce w piątek wieczorem.

Bezprawnym działaniom ministra Bodnara przeciwstawił się prokurator z 30-letnim stażem Robert Hernand, który od 14 lat pełni funkcję zastępcy Prokuratora Generalnego. Sprawuje ją od czasu, gdy Prokuratorem Generalnym został powołany za rządów PO-PSL Andrzej Seremet. Jako ekspert w sprawach konstytucyjnych Hernand reprezentował prokuraturę w postępowaniach przed Sądem Najwyższym i Trybunałem Konstytucyjnym. To on wnioskował do Sądu Najwyższego, aby ostatnie wybory do parlamentu uznać za ważne.

– W jaki sposób został powołany nowy Prokurator Krajowy? Jaką decyzja? Na jakiej podstawie? – takimi pytaniami prokurator Hernand zaskoczył w piątek Bodnara. Zdenerwowany minister krył zakłopotanie uśmiechem. Rzucił w odpowiedzi, że „został powołany mocą decyzji Pana premiera Donalda Tuska” dodając następnie, że odwołanie Prokuratora Krajowego nastąpiło na podstawie art. 47. Chodziło o ustawę wprowadzającą Prawo o prokuraturze i przepis, który mówi o przywróceniu prokuratora ze stanu spoczynku do służby czynnej.

– Uprzejmie informuję, że pańska decyzja jest bezprawna i nosi znamiona podwójnego przestępstwa, ponieważ absolutnie ten przepis nie ma zakresu obowiązywania. W każdym czasie pan prokurator mógł powrócić ze stanu spoczynku do stanu czynnego. Pana decyzja jest bezprawna i ma charakter uznaniowy, więc pan Prokurator Krajowy jest nadal Prokuratorem Krajowym – oświadczył zdecydowanie Robert Hernand.

Na art. 47 powołało się w swoim oświadczeniu Ministerstwo Sprawiedliwości, uzasadniając próbę pozbawienia stanowiska Dariusza Barskiego, który przez pewien czas był w stanie spoczynku. Według Ministerstwa Barski miał możliwość powrotu ze stanu spoczynku tylko w ciągu dwóch miesięcy od uchwalenia ustawy, ale resort nie wyjaśnia, jaki przepis miałby wprowadzać takie ograniczenie czasowe.

Takiej odpowiedzi nie udzielił też prokuratorowi Hernandowi zakłopotany minister. – Do zobaczenia w poniedziałek tutaj w siedzibie prokuratury. Mój gabinet jest do mojej dyspozycji, będę z niego korzystał – rzucił, wychodząc, Bodnar. Następnie do gabinetu zajmowanego przez Bodnara wszedł Zastępca Prokuratora Generalnego Michał Ostrowski i wskazał, że podejmowane działania są bezprawne i że jeszcze jest czas na wycofanie się. Nie było reakcji na te słowa. Michał Ostrowski zajmuje się zwalczaniem najpoważniej przestępczości gospodarczej, w tym mafii vatowskiej i dzikiej reprywatyzacji.

Aby uzasadnić próbę odwołania Prokuratora Krajowego, w opublikowanym później wpisie na portalu X minister powołał się na „zewnętrzne opinie prawne uznanych ekspertów i autorytetów prawniczych”. Ich autorami są współpracownik Komitetu Obrony Demokracji Grzegorz Kuca, kandydatka koalicji Lewica i Demokraci w wyborach samorządowych Anna Rakowska i kandydat Platformy Obywatelskiej na Rzecznika Praw Obywatelskich Sławomir Patyra.

Próbie przejęcia kontroli nad Prokuraturą Krajową przez rząd sekunduje też prokurator Ewa Wrzosek: – Hasta la vista – napisała na portalu X pod adresem Prokuratury Krajowej. W jej sprawie toczy się postępowanie dotyczące przekazywania objętych tajemnicą informacji ze śledztwa kandydatowi PO w wyborach prezydenckich z 2020 r. Z ujawnionej przez prokuraturę korespondencji wynika, że zależało jej, żeby Rafał Trzaskowski dowiedział się, że informacje pochodzą właśnie od niej. Polityk PO potwierdził na przesłuchaniu, że je otrzymał – mówił o tym w grudniu w Sejmie ówczesny minister sprawiedliwości dr hab. Marcin Warchoł. Mimo że prokuratura wystąpiła o uchylenie immunitetu Wrzosek, nowy szef resortu Adam Bodnar powołał ją do Rady Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym.

Nagłą próbę usunięcia Prokuratora Barskiego politycy Zjednoczonej Prawicy tłumaczą wszczęciem śledztwa w sprawie zatrzymania Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Ale, jak mówią nieoficjalnie prokuratorzy, jeszcze większym problemem dla nowej władzy są dziesiątki ujawnionych i nieujawnionych publicznie śledztw, które dotyczą prominentnych osób związanych z obecnym obozem rządzącym. Przejęcie kontroli nad prokuraturą może prowadzić do uniknięcia przez nich odpowiedzialności.

Tym nasi rozmówcy tłumaczą pośpiech nowego rządu w przejmowaniu prokuratury i kolejne upokorzenie prezydenta Dudy. Zgodnie art. 14 ustawy Prawo o prokuraturze odwołanie Prokuratora Krajowego jest bowiem możliwe jedynie za pisemną zgodą Prezydenta RP. Minister Bodnar nie występował o to do prezydenta. Wbrew ustawie nie zwracał się także do głowy państwa o zaopiniowanie kandydata na nowego Prokuratora Krajowego, na którego wyznaczył Jacka Bilewicza, członka Zarządu prokuratorskiego stowarzyszenia Lex Super Omnia, które zaciekle zwalczało dotychczasowe władze prokuratury.

Mieszkania szybko tanieją. Ale w Argentynie.

Mieszkania w Argentynie szybko tanieją. To efekt libertariańskiej rewolucji prezydenta Milei

13.01.2024 mieszkania-w-argentynie-szybko-tanieja

Javier Milei
Javier Milei Fot. EPA/Juan Ignacio Roncoroni

Javier Milei to pierwszy prezydent-zadeklarowany libertarianin w historii. Głowa państwa Argentyny w szaleńczym tempie wprowadza w swojej ojczyźnie reformy, o których marzą wolnościowcy na całym świecie. Pierwsze efekty działań głowy państwa Argentyńczycy zaczynają już odczuwać.

Państwa nie da się naprawić z dnia na dzień. Po pierwszych wolnościowych reformach Mileiego ceny w Argentynie najpierw wzrosły. Gdy jednak deregulacje na rynku zaczęły działać, to zjawisko to zaczęło się odwracać i teraz np. spadają ceny wołowiny (o 25 proc. w zaledwie tydzień).

Argentyńczycy zdają się rozumieć, że zmiany wprowadzane przez wolnościowego prezydenta są potrzebne. Milei ma w tym momencie poparcie na poziomie 71,3 proc.

Tymczasem argentyński libertarianin się nie zatrzymuje. Argentyna pod jego rządami zmienia się każdego dnia. Milei wprowadza zmiany małe i duże – w tym takie, o których przeciwnicy idei wolnościowych w Europie mówili, że są niemożliwe do wprowadzenia.

Wolnościowiec ma niełatwe zadanie, bo argentyńska lewica wraz z aparatem państwowym nieustannie rzucają mu kłody pod nogi. M.in. Argentyńska Izba Pracy zablokowała jego dekret mający zmienić peronistowski, lewicowy model gospodarczy i społeczny państwa, nękanego potężną, 150-procentową inflacją, na ultraliberalny.

Pomimo tych wszystkich przeciwności Milei idzie jak taran, a Argentyńczycy zaczynają odczuwać pierwsze poważne skutki jego rządów.

Gdy w Polsce ceny nieruchomości szaleńczo rosną, to w Argentynie, gdzie trwa libertariańska rewolucja, zaczęły nagle spadać.

Wraz z dekretem Mileiego deregulującym rynek mieszkaniowy, podaż mieszkań na wynajem w Buenos Aires podwoiła się, a ceny spadły o 20 proc.

Wiele innych pozytywnych skutków wprowadzanych dzisiaj zmian Argentyńczycy odczują dopiero za kilka lat, ale widząc to, co się dzieje obecnie w ich ojczyźnie, na pewno sądzą, że warto czekać.

„Państwa już nie ma”. Dwugłos prof. Muszyńskiego i prof. Zaradkiewicza.

Smutna refleksja

„Państwa już nie ma”. Konstatacja prof. Zaradkiewicza: Pomyślałem o latach moich starań, apeli i przestróg, i tych, którzy je lekceważyli

https://wpolityce.pl/polityka/678128-panstwa-juz-nie-ma-gorzka-konstatacja-prof-zaradkiewicza

Smutną obserwacją podzielił się – komentując w mediach społecznościowych wpis na blogu prawnika prof. Mariusza Muszyńskiego – konstytucjonalista prof. Kamil Zaradkiewicz. Na sugestię, że „Polski nie pokonały zabory, dwie wojny światowe, ani komuniści. Załatwią ją ‘naprawiacze praworządności’” sędzia Sądu Najwyższego pisze o jego zlekceważonych staraniach, apelach i przestrogach.

„Państwa już nie ma”

Swój wpis na blogu prof. Muszyński, kierownik Katedry Prawa Dyplomatycznego i Dyplomacji Publicznej na Wydziale Prawa i Administracji UKSW, tytułuje sugestywnie: „Państwa już nie ma”.

Autor pisze o szeregu komplikujących sytuacje w Polsce, niezgodnych z prawem działań obecnej władzy. Pisze m.in. o dwóch systemach sądownictwa, mediach publicznych, „dysfunkcjonalnym Sejmie ze sporem nad mandatami niektórych posłów”, „rządzie z wątpliwymi niektórymi powołaniami”.

Mam wrażenie, że tym, co się dzieje, zarządza jakiś psychopata, który używa bomby atomowej. Każde działanie nie jest punktowym rozwiązywaniem problemów z rzekomą (nie)praworządnością, czy nawet przejmowaniem władzy. To uderzanie w poszczególne fundamenty państwowości — pisze prof. Muszyński na koniec stwierdzając:

Polski nie pokonały zabory, dwie wojny światowe, ani komuniści. Załatwią ją „naprawiacze praworządności”.

Zlekceważone apele i przestrogi

Pomyślałem o latach moich starań, apeli i przestróg, a także o tych wszystkich, którzy je lekceważyli – konstatuje na platformie X blogowy wpis prof. Muszyńskiego sędzia SN prof. Kamil Zaradkiewicz.

===================

Całość wypowiedzi profesora Mariusza Muszyńskiego:

Państwa już nie ma

13 stycznia 2024 mariuszmuszynski.pl/panstwa-juz-nie-ma

Sytuacja w Polsce komplikuje się z dnia na dzień. Mamy dziś dwa systemy sądownictwa (paleosędziów i neosędziów), media publiczne – każde zarządzane przez dwa równoległe zarządy i likwidatora, Prokuratora Krajowego rzekomo przeniesionego w stan spoczynku (bez żadnej procedury – w drodze „uznania” Prokuratora Generalnego) i nieznanego ustawie „p.o. Prokuratora Krajowego” (ustawa mówi, że jak nie ma powołanego Prokuratora Krajowego, to jego obowiązki pełni jeden z zastępców Prokuratora Generalnego), dysfunkcjonalny Sejm ze sporem nad mandatami niektórych posłów, podważany Trybunał Konstytucyjny i nieistniejący Trybunał Stanu (bo na czele neosędzia). Mamy Prezydenta, który atakowany przez hordy barbarzyńców próbuje prowadzić z nimi wojnę sprawiedliwą. Wreszcie mamy rząd z wątpliwymi niektórymi powołaniami (3 ministry i ich ślubowanie), co skutkuje nielegalnymi działaniami in gremio (np. rządowe projekty ustaw kierowane do Sejmu). Za chwilę będzie źle obsadzony TSUE i ETPC, kiedy tak ukształtowany rząd wyśle kandydatury polskich sędziów do tych trybunałów, gdzie stosowne gremia dokonają wyboru itd.

Mam wrażenie, że tym co się dzieje zarządza jakiś psychopata, który używa bomby atomowej. Każde działanie nie jest punktowym rozwiązywaniem problemów z rzekomą (nie)praworządnością, czy nawet przejmowaniem władzy. To uderzanie w poszczególne fundamenty państwowości, jeden po drugim, z konsekwencjami bijącymi w zwykłych ludzi, z czego ci ostatni nie zdają sobie jeszcze sprawy. Polski nie pokonały zabory, dwie wojny światowe, ani komuniści. Załatwili ją „naprawiacze praworządności”. Państwa już nie ma. Pytanie, czy w ostatnich wyborach właśnie nie o to chodziło?

Posybilizm

michalkiewicz-posybilizm

Stanisław Michalkiewicz: Posybilizm

10 stycznia pan prezydent Duda został straszliwie ośmieszony, a 11 stycznia – dodatkowo upokorzony. Jak wiadomo, po stachanowskim wyroku niezawisłego, dyspozycyjnego sądu warszawskiego, który zaraz po krzywoprzysięstwie vaginetu Donalda Tuska w podskokach skazał panów Kamińskiego i Wąsika na 2 lata więzienia, a wkrótce inny niezawisły funkcjonariusz organizacji “Iustitia” nakazał obydwu szubieniczników aresztować, pan prezydent zaprosił obydwu delikwentów do swego Pałacu na uroczystość.

Policja otoczyła Pałac, ale póki prezydent tam był, nie wchodziła. Inna rzecz, że nie wiadomo, czy była to naprawdę policja, czy wynajęci przez pana ministra Kierwińskiego “silni ludzie” z WSI – bo podobno nikomu nie chcieli się wylegitymować. Dopiero kiedy pan prezydent pojechał do Belwederu, żeby mocarstwowo zabawić się z panią Swietłaną Cichanouską, którą akurat tego dnia ktoś mu podsunął, osobnicy w policyjnych kostiumach wtargnęli do Pałacu, złapali obydwu delikwentów i odwieźli ich na “Kamczatkę” to znaczy – do damskiego kryminału na Grochowie.

Według fałszywych pogłosek osobnicy w policyjnych kostiumach byli w zmowie z ochroną Pałacu, która miała dać im cynk, że prezydent wyjechał, więc oczywiście nikogo nie zatrzymywała, ani nawet nie wylegitymowała. Pan prezydent został zaraz o tym zawiadomiony, zakończył więc zabawę w mocarstwowość z panią Cichanouską i chciał wrócić do Pałacu, ale nie mógł, bo wyjazd z Belwederu został zatarasowany przez miejski autobus, który akurat w tym miejscu się zepsuł – o czym może zaświadczyć funkcjonariusz TVN, który – jak zwykle – przypadkowo akurat się w nim znajdował.

Zanim tedy pan prezydent, jadąc po chodnikach, dotarł do Pałacu, było już po akcji.

Ciekawe, kto to robił; czy stare kiejkuty, czy też całość reżyserowała niemiecka BND, która nawet nie ukrywa swego poparcia dla vaginetu Donalda Tuska, który wykonuje zadanie przerobienia III RP na Generalne Gubernatorstwo w ramach IV Rzeszy. Pan prezydent powiedział, że “nie spocznie” i tak dalej – ale każdy zobaczył jego bezsilność – że nie może liczyć ani na policję, ani na wojsko, ani nawet na własną ochronę, która najwyraźniej słucha jakichś innych rozkazów.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że następnego dnia Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego uznała, że wybory 15 października były “ważne”, chociaż tym razem wpłynęło 2700 protestów, podczas gdy przy okazji poprzednich wyborów było ich zaledwie około 200. Ale instynkt samozachowawczy oddziałuje na niezawisłych sędziów tak samo, jak na wszystkich innych ludzi, więc przeszli do porządku nad protestami i ważność posłusznie przyklepali.

Ciekawe, że żaden z utytułowanych krętaczy, nie mówiąc już o sejmowej zgrai, nie zaprotestował przeciwko temu orzeczeniu, chociaż jeszcze poprzedniego dnia wszyscy – z panem Prusinowskim, funkcjonariuszem “Iustitii”, a w cywilu – prezesem Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego na czele,  za luksemburskimi przebierańcami pyskowali, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie jest żadnym sądem. Dla pełności obrazu warto dodać, że ta cała “Iustitia” została utworzona akurat w 1990 roku, kiedy zlikwidowano PZPR.

Podejrzewam w związku z tym, iż Wojskowe Służby Informacyjne zaraz na poczekaniu zmobilizowały swoją agenturę, by utworzyła kolejny pas transmisyjny bezpieki do wymiaru sprawiedliwości. W tej sytuacji nie można się dziwić, że “Iustitia” została rzucona na pierwszą linię frontu walki o praworządność, jaką w marcu 2017 roku nakazała rozpocząć u nas Nasza Złota Pani.

Gdy Sąd Najwyższy ogłosił ważność wyborów, pan prezydent, który wcześniej zarzekał się, że nie będzie drugi raz ułaskawiał ułaskawionych, z podkulonym ogonem wystąpił do pana Adama Bodnara, jako Prokuraftora Generalnego, żeby natychmiast doprowadził do zwolnienia obydwu aresztowanych – bo on właśnie wszczął procedurę ułaskawiającą – tym razem już lege artis.

Obawiam się jednak, że potomek rezunów skwapliwie skorzysta z okazji, by prezydenta mniej wartościowgo państwa polskiego nie tylko przetrzymać jakiś czas na bezdechu, a kto wie – może nawet na oczach całej Polski i świata wytarzać go w smole i pierzu? Wprawdzie pan prezydent zasłonił się listkiem figowym w postaci małżonek obydwu aresztowanych, które zaniosły przed jego oblicze błagania – ale nie da się ukryć, że to tylko żałosna próba zachowania twarzy.

Okazuje się, że państwo nasze jest całkowicie bezbronne w obliczu gangu pracowicie utworzonego przez niemiecką BND, która nie tylko doprowadziła do podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, ale teraz już bez żadnych ceregieli, przerabia Rzeczpospolitą Polską na Generalne Gubernatorstwo.

Że w obliczu takiej, zupełnie jawnej operacji, obywatele nie mogą liczyć ani na niezwyciężoną armię, która patrzy tylko, jakby tu dotrwać do emerytury, a potem używać życia całą paszczą, ani na policję – która, wiadomo – za pieniądze zrobi wszystko, co jej każą oficerowie prowadzący z bezpieki, która przecież nie zniknęła. Zależności, w jakie popadła od naszych nowych sojuszników, do których przewerbowała się 34 lata temu na służbę, też nie zniknęły, ale odtwarzają się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii.

Żeby przybliżyć mechanizm tej degrengolady naszego państwa, posłużę się napuszoną diagnozą, przedstawioną przez człowieka, którego uważam za prawdziwe nieszczęście, żeby nie powiedzieć – za przekleństwo dla Polski – czyli pana Aleksandra Kwaśniewskiego. Komentując opisane wyżej wydarzenia stwierdził on, że stanowią one dowód, iż państwo nasze wkracza z fazy “imposybilizmu” w etap “posybilizmu”. W przełożeniu na język ludzki ma to oznaczać, że z fazy niemożności,  państwo nasze wchodzi w fazę sprawności.

Warto przypomnieć, że pan Aleksander Kwaśniewski jest nie tylko ssakiem, ale ssakiem szczególnego rodzaju, który potrafił wyssać wszystko, co tylko mógł z komuny, jako tajny współpracownik SB “Alek”, no a potem , dzięki oparciu w bezpieczniackich watahach, przez dwie kadencje był nawet prezydentem tego bajzlu, zwanego “III Rzeczpospolitą”, w której “Alek” nastał zaraz po “Bolku”.  W tym właśnie charakterze sprokurował konstytucję, która jest narzędziem obezwładniania państwowości polskiej.

Nie mówię nawet o jawnej zdradzie, jaką stanowiło umieszczenie w tej konstytucji art. 90 i 91, stanowiących pozory legalności frymarczenia suwerennością państwową – ale przede wszystkim – o stworzeniu podwójnej władzy wykonawczej.

Z jednej strony jej przedstawicielem jest prezydent – z silną legitymacją demokratyczną, jako wybierany w powszechnym głosowaniu – ale pozbawiony wszelkiej realnej władzy – a z drugiej premier rządu, który takiej, albo w ogóle żadnej demokratycznej legitymacji mieć nie musi, jak np. pan Mateusz Morawiecki, który, jak wiadomo, ma inne zalety – i to on ma pełnię władzy.

Zilustruję to przykładem: prezydent jest nominalnie zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale nic dziwnego, że nie słucha go nie tylko niezwyciężona armia, ale nawet jego własna ochrona – bo zgodnie z art 134 ust. 2 konstytucji Kwaśniewskiego, prezydent sprawuje to całe “zwierzchnictwo” nawet nie za pośrednictwem premiera, ale ministra obrony narodowej. Nawet gdyby – na przykład w obliczu realnej groźby pozbawienia państwa tych nędznych resztek niepodległości w ramach budowy IV Rzeszy – chciał zarządzić mobilizację naszej niezwyciężonej armii, to nie może zrobić tego bez pozwolenia premiera.

A czy premier Donald Tusk na coś takiego mu kiedykolwiek pozwoli, skoro został tu posłany z misją przerobienia III RP na Generalne Gubernatorstwo? Jasne, że nie, bo w przeciwnym razie BND zaraz zrobiłaby z niego marmoladę i to jeszcze sprawniej, niż z pana prezydenta. Skoro my o tym wiemy, to premier Tusk wie to jeszcze lepiej. I w ten sposób, za sprawą Aleksandra Kwaśniewskiego, który, jak przypuszczam, zdradę ma na poziomie instynktów,  powoli zsuwamy się w przepaść.

Pod rządami tego gangu może być tylko gorzej.

’Nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej’.

Był Zbigniew Rau szefem MSZ i za jego rządów blokowane były konta ambasady FR, a rosyjski ambasador Siergiej Andriejew nie był chroniony przed atakami ukraińskich nacjonalistów. A teraz mamy Sikorskiego, który już zdążył się wypowiedzieć mniej więcej tak: ’Skoro Putin nie rozumie zwyczajnej mowy, to powinny przemówić do niego z Kijowa rakiety dalekiego zasięgu’. Mógł ambasador Andriejew nie czuć się bezpiecznie w Warszawie, teraz my możemy mieć obawy, że cierpliwość Kremla może mieć swój koniec.
 
Marszałkowała Elżbieta Witek, wyciszając mikrofon nieprawomyślnym posłom i sypiąc Braunowi słone kary porządkowe jak policjant 100-złotowe mandaty za nienoszenie szmaty na twarzy. Mamy teraz złotoustego Hołownię, który uwierzył, że jest faktycznie drugą osobą w państwie, a właściwie pierwszą, bo co tam Duda. Nadzwyczaj zadowolony z siebie podejmował ważkie decyzję na podstawie interpretacji paragrafów, interpretacji, które były mu wygodne, co powodowało dalszą destrukcję państwa.
 
Premierował Morawiecki, wprowadzając zaoceaniczne polecenia w zakresie covida, a także prowadząc skrajnie pro-ukraińską i antyrosyjską politykę. Nie były to dobre rządy dla Polski. Przyszedł więc, a właściwie wpadł jak bomba, Donald Tusk z gotowym planem zemsty politycznej i rozwalenia ’niecywilizowanego’, PiS-u. Nie mógł krytykować poprzedników za covidowe przekręty, bo PO uczestniczyła w tym cyrku. Nie było też możliwości, by zarzucić PiS-owi rozrzutność w obdarowywaniu reżimu kijowskiego, bo Platforma popierała te działania.
 
Tusk narzucił więc wojnę w obronie ’państwa prawa’. Mgliste to pojęcie ’państwo prawa’ i niezrozumiałe dla społeczeństwa, które obserwując (z zapartym tchem zresztą) te zmagania na interpretację przepisów, mogło na ogół utwierdzić się tylko w swych partyjnych sympatiach.
 
 
Zygmunt Białas

Pod rządami tego gangu może być tylko gorzej. O ile ten poprzedni gang prawie wszystko „spatałaszył” , ten nas z pewnością wykończy! MK

https://zygumntbialas.neon24.net/post/174839,co-sie-dzieje-w-polsce-13-01-2024

Katastrofa polityczna ze znamionami farsy.

Katastrofa polityczna ze znamionami farsy. PO rekonstruuje zachowania PiS [FELIETON]

Andrzej Krajewski dziennik

Jarosław Kaczyński, Donald Tusk
Jarosław Kaczyński, Donald Tusk / PAP / Paweł Supernak

Przed III RP widać trzy drogi na przyszłość. Tą pierwszą, czyli ścieżką prawnego chaosu już kroczymy. Jednak wcześniej czy później mogą pozostać tylko dwie: reset konstytucyjny lub rządy przy użyciu przemocy.

Od wielu tygodni śledzenie medialnych treści, wiąże się z bólem znoszenia ich sztampowości. Im bardziej konflikt polityczny w Polsce się nasila, tym mocniej są ona wtłoczone w jeden schemat. Wszystko co pisane lub mówione sprowadza się do udowadniania racji obozu politycznego, z którym dany dawca treści sympatyzuje lub dla którego pracuje. Zwykle czyni to z tak wielką wiarą w skuteczność swego przekonywania, iż winna ona w końcu wystrzelić w kosmos całe Tatry.

Tymczasem nie jest w stanie podnieść w górę nawet o procent w sondażowych słupkach poparcia dla partii mającej rację. Jedynie co się podnosi, to poczucie dopieszczenia twardych elektoratów, ponieważ charakterystyczną a zarazem główna cechą ich sposobu myślenia stanowi niezachwiane przekonanie o posiadaniu racji (i to stuprocentowej).

Przyczyny i konsekwencje

Dlatego też poniższe rozważania mogą okazać się dla Ciebie – Drogi Czytelniku trudne do zdzierżenia emocjonalnego. Zupełnie bowiem nie będą odnosiły się do racji, nimi szermowały, ani tym bardziej wskazywały kto ma rację. One będą o konsekwencjach, jakie mogą Cię czekać, no i trochę też o przyczynach.

Aby wyjaśnić, o co chodzi może posłużmy się tu prostym przykładem. Otóż przez Niemcy a następnie inne kraje Europy Zachodniej w XVI w. przetoczyła się fala wojen religijnych. Jeśliby dokładnie się wczytać w ich szczegółowych przebieg, byłaby szansa znalezienia odpowiedzi, kto miał w nich rację. Istnieje taka ewentualność. Jednak dziś właściwie nikt się w to nie bawi, bo istotne dla badaczy są przyczyny wybuchu konfliktu a następnie jego konsekwencje, czyli liczba zabitych, zniszczenia, zmiany na mapie politycznej, wytyczenie nowego kierunek biegu dziejów, itp. Kto posiadał podczas wojen religijnych rację, obecnie prawie nikogo nie obchodzi. Stało się to bowiem rzeczą bez znaczenia. Choć przecież owe racje zmieniły Europę nie do poznania. Tak to bywa z katastrofami politycznymi, iż na koniec zauważa się głównie ich konsekwencje.

Wszelkie znamiona farsy

W przypadku naszej nosi ona nadal wszelkie znamiona farsy. Po przejęciu władzy Platforma Obywatelska rekonstruuje zachowania PiS-u, acz z akcentami, że ma być szybciej i mocniej. PiS z kolei postanowił zrobić rekonstrukcje KOD-u, włącznie z przejęciem hasła: „Konstytucja! Konstytucja!” (zapewne wkrótce noszonego na koszulkach). Dobrze, że choć na niwie ornitologicznej zdołano utrzymać różnice tożsamościowe i na czwartkowej demonstracji tłum odnosił się słownie do „rudej wrony” a nie „kaczora dyktatora’.

Jednak w tym teatrze przesady, w którym obie strony oskarżają się o najcięższe zbrodnie, choć na bitewnym polu nie padł jeszcze nawet jeden prawdziwy trup, mignęła znów zapowiedź nowego. I nie chodzi wcale o skazanie przez sąd Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, a następnie umieszczenie ich za kratami. Tym nowym jest wkroczenie policji do Pałacu Prezydenckiego. Oto aparat państwa podległy rządowi wykorzystał to, że ma prawo użycia przemocy i tą drogą wyegzekwował posłuszeństwo. Realizując nakazy ministra spraw wewnętrznych oraz oczekiwania premiera. Przy czym obaj mogą powiedzieć, iż dokonali egzekucji wyroku sądu, więc są czyści. I tu mamy sedno sprawy, a także symptom nadciągającego, prawdziwego kryzysu.

Bezpieczniki diabli wzięli

Mianowicie w państwie prawa fakt, że posiada ono monopol na przemoc, rodzi bardzo zminimalizowane niebezpieczeństwa. Władzy wykonawczej patrzą na ręce media, niezawisłe sądy dają szansę obywatelom do obrony swych indywidualnych praw, a w razie większych nadużyć na straży równowagi władzy stoi jeszcze Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny. Wreszcie to, że III RP jest demokracją, w które rządy sprawuje większość, szanująca i przestrzegająca prawa mniejszości, zabezpiecza konstytucja.

Tymczasem prawie wszystkie te bezpieczniki diabli wzięli. Sędziowie biorą udział w życiu politycznym i otwarcie wspierają obozy, z którymi czują się związani. TK stracił autorytet i legitymizację, a rząd przecież w praktyce nie musi publikować jego wyroków w dziennikach ustaw. W Sądzie Najwyższym izby otwarcie walczą ze sobą. Co do konstytucji, to solidarnym wysiłkiem prawników z obozu prawicowo-narodowego, zastąpionych obecnie przez jurystów obozu liberalno-lewicowego jest ona od 2015 r. coraz mocniej „prostytuowana’. Co śmieszniejsze w imię ratowania państwa przez nierządem.

W II RP proces ten ostatecznie dokończył Józef Piłsudski. W wywiadzie udzielonym Bogusławowi Miedzińskiemu 26 sierpnia 1930 roku Marszałek ujął go dosadnymi słowami: A ja tego, proszę pana, nie nazywam konstytucją, ja to nazywam konstytutą. I wymyśliłem to słowo, bo ono najbliższe jest do prostytuty. Wprawdzie jak trafnie zauważał: Ten system nałamywania konstytucji do różnych potrzeb czynić musi z konstytucji zwyczajną dziewkę, Przy czym oskarżając o to opozycję, sam najczęściej owo „nałamywanie” uskuteczniał. Tak zwiększając swój zakres władzy.

Wreszcie jest okazja do rewanżu

Obecnie proces dokończenia „prostytuowania” konstytucji następuje po przez: „czytanie z jej ducha” (cytując najnowszą modę). Czyni to ta cześć środowisk prawniczych, którym najbardziej zaleźli za skórę koledzy ze studiów: doktor nauk prawnych Jarosław Kaczyński, doktor nauk prawnych Andrzej Duda oraz absolwent Wydziału Prawa i Administracji UJ mgr Zbigniew Ziobro. Wreszcie jest okazja do rewanżu. Tyle tylko, że znajdująca się u szczytu powodzenia w III RP grupa zawodowa nie dostrzega zguby, jaką szykuje sobie i nam.

Jako, że organy ferujące ostateczne wyroki na podstawie obowiązującego prawa są albo sparaliżowane albo zdyskredytowane albo nieuznawane przez nowy rząd oraz inne organy sądowe, mamy festiwal interpretacyjny. Każdy z obozów wysyła własnych prawników do interpretowania, a media zapraszają ich oraz własnych. Po czym każdego dnia dostajemy nowe odsłony tej zabawy. Obserwując jej uczestników można odnieść wrażenie, iż szczerze wierzą w sprawczą moc swych wykładni. Choć otrzymują odpowiedzi w postaci kontr-interpretacji tworzone przez kolegów ze studiów, równie mocno wierzących w to samo ale znajdujących się po drugiej stronie barykady.

Połączenie seansu spirytystycznego z gwałtem

Widzimy więc grupę zawodową, święcie przekonaną o swym znaczeniu oraz wpływie na władzę, choć w realu zamienia się ona w narzędzie użytkowe. Media sięgaj po nią, bo stała się trwałym elementem spektaklu. Politycy zaś nie po to, żeby wiedzieć co jest zgodne z prawem, lecz żeby legitymizować swe działania. Dostając od prawników coś na kształt rozgrzeszenia na piśmie, wystawianego jeszcze przed popełnieniem grzechu. Na samym końcu tego procesu następuje regularne robienie wykładni z ducha konstytucji. Czyli próba kreatywnego połączenia seansu spirytystycznego z gwałtem.

Obecnie potęguje to chaos w strukturach państwa. Ale rząd aby nie skompromitować się w oczach wyborców musi rządzić. Skoro więc całość władzy sądowniczej zmierza w stronę zawieszenia się, kuszącym narzędziami rządzenia stają się interpretacje oraz aparat przemocy. Dużo bardziej, niż próba zaprowadzenia porządku przy użyciu ustaw przyjętych przez Sejm i Senat, bo to wymaga czasu i akceptacji prezydenta.

Tusk dostał przyzwolenie twardego elektoratu

Przejęcie TVP oraz wejście policji do siedziby oficjalnej głowy państwa zademonstrowały moc sprawczą rządu Donalda Tuska. Jednak utrwalenie tego wymaga aby czynić to samo znów i znów, ilekroć władza natrafi na opór. Tusk dostał na to przyzwolenie swego twardego elektoratu. Ale akcja rodzi reakcję. Była nią olbrzymia mobilizacja wyborców PiS-u i ich czwartkowa manifestacja. Nota bene aresztowanie Kamińskiego i Wąsika stało się formą spłacenia długu za komisje do spraw badania wpływów rosyjskich. Forsując ten pomysł Kaczyński zmobilizował elektorat opozycji do marszu 4 czerwca w Warszawie. Udał się on znakomicie i okazał dawką tlenu dla słabnącej wówczas Platformy. Teraz Tusk jednym kopniakiem wybił elektorat PiS-u z depresji i letargu, zmuszając do walki w obronie swego stronnictwa. Już widać, iż ta walka potęguje strach wyborców PO. Zatem są oni skłonni dać rządowi jeszcze większe przyzwolenie na przemoc.

Co nakaże instynkt samozachowawczy?

Na końcu tej spirali znajduje się mała transformacja ustrojowa. Mianowicie obecna władza może dojść do punktu, w którym przegranie wyborów wiązać się będzie z groźbą długoletnich wyroków dla jej przedstawicieli. A te z dziką radością zechce egzekwować obecna opozycja – jeśli zwycięży. Zatem instynkt samozachowawczy nakaże robić wszystko, co możliwe aby kolejnych wyborów prezydenckich a następnie parlamentarnych nie przegrać. W państwie prawa oznacza to robienie wszystkiego co możliwe w ramach obowiązującego prawa. Ale III RP właśnie pozbywa się bezpieczników. Prawo zastępują interpretatorzy do wynajęcia.

Tutaj aby nie przedłużać, należy zakończyć dalsze dywagacje. Każdy kto chce bliżej sobie przypomnieć, jak bywało w PRL, czy też poczytać o przykładach upadaniu demokracji w krajach europejskich lub innych częściach świata, ma do dyspozycji ogromną liczbę lektur. Przy okazji należy nadmienić, że są to znakomite poradniki co czynić podczas takowej transformacji ustrojowej. Władzy podpowiadają, jak łamać opór opozycji, kogo uwięzić, a kogo torturować lub zabić. Opozycji jak się bronić, kiedy bardziej opłaca się pokojowy sprzeciw, a kiedy odpowiedzenie przemocą na przemoc lub otwarta rebelia. Mnóstwo w takich książkach krwistych historii. Miłej lektury.

Reset konstytucyjny zamiast rewolucji

Jej zaletą jest inspirowanie do myślenia o alternatywnej drodze. Zwłaszcza, że w polskich realiach na szczęście nie wydarzyło się jeszcze nic, co mogłoby ją definitywnie zablokować, a widmo przemocy nadal jedynie straszy. Przywrócić w pełni sprawne bezpieczniki, dające gwarancję istnienia jasnego prawa oraz jego przestrzegania, może już tylko reset konstytucyjny. Zmiany ustawowe, nawet jeśli zyskałby akceptację prezydenta, nie naprawią skali zniszczeń. A poza tym jak uczy życie, to co zrobiono ustawą, da się odkręcić inną ustawą. Zatem należałoby na nowo określi kształt i rolę Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, KRS i zresetować je, zmieniając zapisy w konstytucji. A następnie wybrać nowe składy.

Tak przełomowych działań nie da się oczywiście wykonać bez wcześniejszych, żmudnych negocjacji między obu kluczowymi obozami politycznymi, dobrej woli każdej ze stron oraz zręcznych pośredników. Rozwiązanie tego rodzaju nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, uczciwością, a zwłaszcza posiadaniem racji. Osiągnięcie sukcesu jest bowiem możliwe jedynie gdy następuje zabezpieczenie interesów obu stron różnorakimi gwarancjami prawnymi. A następnie takim doborze kadr do resetowanych instytucji, by były akceptowalne przez jednych i drugich. Nie o wszystkich szczegółach dealu informuje się też obywateli, a zwłaszcza własnych wyborców, bo ze zrozumieniem bywa różnie.

Lepsze to od chaosu czy rządów przemocy

Przy wszystkich wadach lepsze to od chaosu lub rządów przemocy. Na temat Okrągłego Stołu możne mieć przeróżne opinie, lecz po nim przez ostatnie 35 lat Polacy mogli korzystać z takiego zakresu: wolności, bezpieczeństwa i możliwości bogacenia się, o jakich przez kilkaset lat mogli jedynie pomarzyć nasi przodkowie.

Patrząc na ludzi uwikłanych w polską politykę to ci, przed którymi szansa na 20-30 lat (albo i więcej) kontynuowania w niej kariery, to sprawiają wrażenie osób zdolnych wynegocjować reset konstytucji, mimo wszystkiego co ich dzieli. Zwłaszcza jeśli zostaną dobrze ku temu zmotywowani. Zaś szanse na motywację w postaci wojny na wschodzie, coraz bliżej polskich granic oraz pogłębianie się kryzysu politycznego w krajach Unii z Niemcami na czele, są coraz większe.

Dwie przeszkody pokojowego rozwiązania

„Memento morii” to jest naprawdę bardzo dobry tekst motywacyjny (kto ostatnio oglądał pewien dobry, polski serial komediowy wie o co chodzi) dla polityka. Zwłaszcza, gdy ma wystarczająco żywą wyobraźnię, by sobie zwizualizować, co może go czekać wraz z bliskimi, gdy diabli wezmą już nie porządek prawny ale całą III RP.

Jednak gdy w końcu po miesiącach kryzysu politycznego wszystkie okoliczności zaczną sprzyjać zrobieniu porządków przez zmianę konstytucji, na drodze ku temu stać nadal będą dwie przeszkody na dziś nie do przezwyciężenia. Jedna nazywa się Jarosław Kaczyński, a druga Donald Tusk.

Finlandia popiera LGBT: Chrześcijanie dla lwów!

Finlandia popiera LGBT: Chrześcijanie dla lwów!

Prokurator popierający LGBT chce skazania chrześcijan za tzw. „mowę nienawiści”

12 stycznia 2024 finlandia-prokurator-popierajacy-lgbt-chce-skazania-chrzescijan

Fiński prokurator będący sympatykiem ruchu LGBT domaga się skazania chrześcijan. Właśnie złożył apelację od drugiej, jednomyślnej decyzji sądu, która uniewinniała fińską posłankę oraz luterańskiego pastora. Oboje byli oskarżani o „mowę nienawiści”, ponieważ głosili swoje przekonania na dotyczące rodziny i małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Skarżący prokurator żąda dla posłanki oraz biskupa kary finansowej w wysokości kilkudziesięciu tysięcy euro. Jednocześnie nalega, aby wypowiedzi i publikacje poseł Päivi Räsänen i pastora Juhany Pohjoli zostały w pełni ocenzurowane.

W dniu 14 listopada 2023 roku Sąd Apelacyjny w Helsinkach oddalił wszystkie zarzuty postawione posłance Räsänen i chrześcijańskiemu pastorowi Pohjoli, stwierdzając, że „na podstawie materiału dowodowego otrzymanego na rozprawie głównej, nie ma powodu, aby oceniać sprawę pod jakimkolwiek względem odmiennie niż Sąd Okręgowy”. Sąd Najwyższy musi teraz zdecydować, czy będzie rozpatrywał sprawę ponownie.

„Po całkowitym uniewinnieniu w dwóch sądach nie boję się rozprawy przed Sądem Najwyższym. Chociaż jestem w pełni świadomy, że każdy proces niesie ze sobą ryzyko, uniewinnienie Sądu Najwyższego ustanowiłoby jeszcze silniejszy, pozytywny precedens w zakresie prawa każdego człowieka do wolności słowa i wyznania. A jeśli Sąd Najwyższy postanowi unieważnić uniewinnienia sądów niższej instancji, jestem gotowa bronić wolności słowa i wyznania aż do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jeśli zajdzie taka potrzeba” – powiedziała Päivi Räsänen, posłanka fińskiego parlamentu.

Była Minister Spraw Wewnętrznych została oskarżona o „mowę nienawiści” poprzez dzielenie się opartymi na wierze poglądami na temat małżeństwa i etyki seksualnej.

Sprawa pastora Juhana Pohjola jest związana z oskarżeniem parlamentarzystki. Duchowny został bowiem oskarżony o opublikowanie broszury przygotowanej przez Räsänen. Pastor przekazał ją swoim współpracownikom oraz wiernym. Sprawa przyciągnęła w tym roku uwagę światowych mediów, ponieważ eksperci ds. praw człowieka wyrazili zaniepokojenie zagrożeniem, jakie ta sprawa stanowi dla wolności słowa w Finlandii.

„Naleganie państwa na kontynuowanie postępowania pomimo tak jasnego i jednomyślnego orzeczenia zarówno Sądu Rejonowego w Helsinkach jak i Sądu Apelacyjnego jest niepokojące. W demokratycznym społeczeństwie nie ma miejsca na ciągnięcie ludzi po sądach latami, poddawanie ich wielogodzinnym przesłuchaniom policyjnym i marnowanie pieniędzy podatników w celu kontrolowania głęboko zakorzenionych przekonań ludzi. Jak to często bywa w procesach dotyczących „mowy nienawiści”, proces sprowadza się do ukarania” – powiedział Paul Coleman, dyrektor wykonawczy ADF International, wspierający obronę prawną poseł Räsänen.

Źródło: LifeSiteNews.com WMa