Atom w Polsce? Żadna gmina nie chce u siebie składować odpadów nisko-aktywnych. [A bezpiecznego składowiska wysoko-aktywnych nie ma na świecie].

8 lipca 2024 pch24/atom-w-polsce-zadna-gmina-nie-chce-u-siebie-skladowac-odpadow

Atom w Polsce? Żadna gmina nie chce u siebie składować odpadów

W ostatnich latach atmosfera wokół projektu „atom” w Polsce ulegała zmianie i pomysł na takie pozyskiwanie energii zyskiwał na popularności. Ale tylko jego część. Okazuje się, że żadna gmina w kraju nie jest zainteresowana składowaniem odpadów radioaktywnych.

Nabór dla gmin chętnych do udziału w procesie wyboru miejsca na nowe składowisko powierzchniowe odpadów promieniotwórczych nisko- i średnioaktywnych krótkożyciowych (NSPOP) ruszył 11 sierpnia 2023 roku za sprawą Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Proces wygasł w listopadzie ub. roku, a jako, że nie było chętnych procedurę wydłużono do 30 czerwca 2024 roku.

„W odpowiedzi na nabór nie zgłosiła się żadna chętna gmina” – odpowiedział dyrektor departamentu komunikacji Ministerstwa Przemysłu Tomasz Głogowski w odpowiedzi na pytania PAP. „Sprawa jest analizowana. Wydłużenie procesu naboru nie jest wykluczone” – dodał.

Jak mówił Głogowski, „zwiększenie zachęt finansowych nie jest obecnie planowane, ale nie jest wykluczone w przyszłości” – stwierdził Głogowski.

Resort nie planuje odgórnie wyznaczać gminy, w której będą składowane odpady promieniotwórcze. „Doświadczenia krajowe i zagraniczne z prób takich działań w kontekście innych inwestycji, np. dotyczących sieci przesyłowych, wskazują, że taka decyzja nie gwarantuje osiągnięcia sukcesu”.

W dotychczasowej ofercie ministerstwa „gminie, na terenie której będzie położone nowe powierzchniowe składowisko odpadów promieniotwórczych, przysługiwać będzie coroczna opłata z budżetu państwa (od dnia przyjęcia pierwszego odpadu do składowiska do dnia podjęcia decyzji o zamknięciu składowiska) – w wysokości 400 proc. dochodów z tytułu podatku od nieruchomości znajdujących się na terenie gminy, uzyskanych w roku poprzednim, nie więcej jednak niż 10,5 mln zł”.

Resort podkreślał, że budowa oraz eksploatacja składowiska zapewnią w przyszłości nowe miejsca pracy na terenie gminy. Inwestycja będzie też związana z budową infrastruktury technicznej niezbędnej do jego eksploatacji oraz inwestycjami towarzyszącymi (np. budowa lub remont dróg). „Przy obiekcie planowane jest uruchomienie centrum edukacyjno-szkoleniowego, które będzie otwarte dla społeczeństwa oraz zapewni edukację kadry specjalistycznej” – wskazywało MKiŚ.

Ministerstwo klimatu zapewniało, że nowy obiekt będzie przeznaczony „wyłącznie” do składowania nisko- i średnioaktywnych krótkożyciowych odpadów promieniotwórczych oraz źródeł promieniotwórczych pochodzących z energetyki jądrowej, przemysłu, medycyny i działalności naukowo-badawczej powstających w Polsce.

Obecna wersja Programu Polskiej Energetyki Jądrowej (PPEJ) z 2020 r. przewiduje budowę dwóch elektrowni jądrowych o łącznej mocy 6-9 GW, z należącą w 100 proc. do Skarbu Państwa spółką Polskie Elektrownie Jądrowe jako inwestorem i operatorem. Jako partnera dla pierwszej elektrowni poprzedni rząd wskazał konsorcjum Westinghouse-Bechtel. Ministerstwo klimatu zapowiedziało zaktualizowanie PPEJ w jeszcze w tym roku.

Zaktualizowany w 2020 r. Krajowy plan postępowania z odpadami promieniotwórczymi i wypalonym paliwem jądrowym zakłada budowę składowiska powierzchniowego dla odpadów promieniotwórczych krótkożyciowych nisko- i średnioaktywnych, które ma być oddane do eksploatacji w momencie uruchomienia elektrowni jądrowej. Planowana jest również budowa głębokiego składowiska.

Państwowa Agencja Atomistyki (PAA) informowała w lipcu 2023 r. PAP, że budowę nowego składowiska powierzchniowego odpadów promieniotwórczych (NSPOP) zaplanowano na lata 2028–2032.

Agencja dodała wówczas, że obecnie w Polsce znajduje się jedno składowisko powierzchniowe, które funkcjonuje od 1961 r. w miejscowości Różan nad Narwią w odległości ok. 90 km na północny wschód od Warszawy. Ma ono status Krajowego Składowiska Odpadów Promieniotwórczych (KSOP). Mieści się na terenie dawnego fortu wojskowego i zajmuje powierzchnię 3 ha. „Przeprowadzane kontrole odpadów promieniotwórczych na terenie KSOP nie wykazują zagrożenia dla ludności i środowiska” – podkreśliła wtedy PAA.

Źródło: PAP

Reparation Prayer

Reparation Prayer

O Sacred Heart of Jesus, animated with a desire to repair the outrages unceasingly offered to Thee, we prostrate before Thy throne of mercy, and in the name of all mankind, pledge our love and fidelity to Thee.

The more Thy mysteries are blasphemed, the more firmly we shall believe them, O Sacred Heart of Jesus!

The more impiety endeavors to extinguish our hope of immortality, the more we shall trust in Thy Heart, sole Hope of mankind!

The more hearts resist Thy Divine attractions, the more we shall love Thee, O infinitely amiable Heart of Jesus!

The more unbelief attacks Thy Divinity, the more humbly and profoundly we shall adore It, O Divine Heart of Jesus!

The more Thy holy laws are transgressed and ignored, the more we shall delight to observe them, O most holy Heart of Jesus!

The more Thy Sacraments are despised and abandoned, the more frequently we shall receive them with love and reverence, O most generous Heart of Jesus!

The more the imitation of Thy virtues is neglected and forgotten, the more we shall endeavor to practice them, O Heart, model of every virtue!

The more the devil labors to destroy souls, the more we shall be inflamed with desire to save them, O Heart of Jesus, zealous Lover of souls!

The more sin and impurity destroy the image of God in man, the more we shall try by purity of life to be a living temple of the Holy Spirit, O Heart of Jesus!

The more Thy Holy Church is despised, the more we shall endeavor to be her faithful children, O Sweet Heart of Jesus!

The more Thy Vicar on earth is persecuted, the more will we honor him as the infallible head of Thy Holy Church, show our fidelity and pray for him, O kingly Heart of Jesus!

O Sacred Heart, through Thy powerful grace, may we become Thy apostles in the midst of a corrupted world, and be Thy crown in the kingdom of Heaven. Amen

Sunday Strip: Trust in The Socialist Agenda. MEMy…

Sunday Strip: Trust in The Socialist Agenda

It’s „the Science – TM”

Robert W Malone MD, MS Jul 28, 2024










This weeks video was suggested by Big E in the comments section last Friday –

Given the media’s propaganda push for Kamala this week – the message here is rather fitting.





We all need to arm ourselves for the propaganda war ahead of us.

“Stay awake my friends.”


Here is a video – for old times sake. Same message…

“STAY AWAKE MY FRIEND”

Being even more important now.

https://www.youtube-nocookie.com/embed/AS3Q9eDvOJU?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0





I dedicate the next two memes to my wife, Jill – who never has less than four thoughts all going on, all at the same time.

Sometimes, it is hard to keep up with her brain…



Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Zysk kosztem dobra ludzi i zwierząt. Tak produkowane mleko nie jest zdrowe !!

—————————————–

Zysk kosztem dobra ludzi i zwierząt. Czy tak produkowane mleko jest zdrowe?

pch24.pl/zysk-kosztem-dobra-ludzi-i-zwierzat

(Źródło: pixabay.com)

– Krowa rasy pierwotnej daje rocznie od 1,2 do 2 tysięcy tysiąca litrów mleka. Natomiast z krowy tzw. rasy nowoczesnej potrafi się „wycisnąć” nawet 15 tysięcy litrów rocznie. Nie zwraca się jednak uwagi, co dla nas konsumentów jest rzeczą najważniejszą, na jakość mleka.

Mleko krowy rasy pierwotnej jest bardzo zdrowe i tak tłuste, że można z niego wytworzyć duże ilości zdrowego masła i śmietany, a mleko od krów ras nowoczesnych jest szkodliwe dla zdrowia. Powiem panu więcej – nowoczesna krowa jest chora, wynaturzona i zdegenerowana – mówi Bogdan Garkowski, weterynarz i zootechnik.

Jak doszło do wykształcenia się ras pierwotnych zwierząt hodowlanych?

Początkiem było udomowienie ich dzikich przodków. Na naszych ziemiach  stało się to już kilka tysięcy lat temu. Po zmianie sposobu życia człowieka z koczownictwa do trybu życia osiadłego, on i jego cały inwentarz pozostawał w jednym miejscu. Wraz z upływem czasu udomowione zwierzęta hodowlane powoli ulegały działaniu miejscowego środowiska, czyli dostosowywały się do niego. Doprowadziło to do powstania mnóstwa ras pierwotnych, naturalnych, doskonale dostosowanych do miejscowego rodzaju klimatu, ukształtowania terenu i paszy (roślin), która rosła na danym obszarze.

Doskonałe przystosowanie się do życia w warunkach przyrodniczych, jakie występują na konkretnym terenie, czyni zwierzęta ras pierwotnych najlepszymi do hodowli. Po pierwsze zwierzęta te cechuje długa żywotność, do 20 lat, i rzadkie zapadanie na choroby. Kiedy dawniej rolnicy hodowali rasy pierwotne krów, m.in. krowę czerwoną, to o takiej piętnastoletniej krowie nikt nie mówił, że jest stara. Natomiast tzw. okres użytkowania bydła nowych ras, to maksymalnie 5 –7 lat życia na antybiotykach i innych lekach. Potem taka krowa nadaje się jedynie na ubój, albo sama zdycha. 

Dlaczego więc nowe rasy, które często chorują i krócej żyją wyparły stare rasy pierwotne – zdrowe i długowieczne?

Jak w każdej dziedzinie nowoczesnej gospodarki, cały ten tzw. postęp wynika z ludzkiej zachłanność, czyli chęci pomnażania zysków w chory sposób. Dla przykładu, krowa rasy pierwotnej daje rocznie od 1,2 do 2 tysięcy tysiąca litrów mleka. Natomiast z krowy tzw. rasy nowoczesnej potrafi się „wycisnąć” nawet 15 tysięcy litrów rocznie. Nie zwraca się jednak uwagi, co dla nas konsumentów jest rzeczą najważniejszą, na jakość mleka. Kiedy mleko krowy rasy pierwotnej jest bardzo zdrowe i tak tłuste, że można z niego wytworzyć duże ilości zdrowego masła i śmietany, to mleko od krów ras nowoczesnych jest szkodliwe dla zdrowia. Powiem panu więcej – nowoczesna krowa jest chora, wynaturzona i zdegenerowana.

W jaki sposób z nowoczesnej krowy wyciąga się aż 15 tysięcy litrów mleka rocznie ?

Pierwsza sprawa – nowoczesne krowy są „dziećmi” manipulacji genetycznych, czyli powstają w laboratoriach. Po drugie – normalnie, zgodnie z naturą, krowa powinna wydzielać mleko w sposób fizjologiczny, czyli jako pokarm dla cielęcia, którego wzbudzi byk. Wówczas, podobnie jak u człowieka, ciąża krowy trwa 9 miesięcy. Przez cały ten czas krowa wytwarza mleko. Przez pierwsze dni po porodzie krowa produkuje tzw. siarę, czyli mleko bogate w składniki odżywcze, mineralne i przeciwciała. Siara nie nadaje się jednak do konsumpcji przez ludzi, dlatego podczas jej wytwarzania nie powinno doić się krów. Takie mleko – siara jest niezwykle ważne w początkowych dniach życia cielaka, ponieważ daje mu odporność. Po kilku dniach krowa znów produkuje normalne mleko. I to jest naturalny sposób pozyskiwania mleka. Natomiast w hodowlach przemysłowych stosuje się sposób patologiczny. Mówiąc w dużym skrócie polega on na tym, iż krowa jest zaraz po każdym porodzie zapładniana sztucznie, tak aby wciąż była w ciąży i wytwarzała mleko.

Jaką cenę za taką ogromną wydajność krowy płaci ona sama i konsumenci mleka oraz jego przetworów?

Krowy, przez ten patologiczny sposób produkcji mleka, są wyczerpane, schorowane i zdychają, lub jadą do rzeźni bardzo szybko, czyli w wieku 5 do 7 lat. Gnębią je liczne choroby. Nagminnie występuje zapalenie wymienia, co razem z białaczką stanowi największy problem współczesnej hodowli krów. W czołowych oborach naszego kraju, ze względu na białaczkę trzeba usuwać każdego roku bardzo poważny procent pogłowia. Natomiast zapalenie wymienia leczy się przez podawanie krowie wielu specyficznych środków opartych na antybiotykach. W skali jednego województwa, w ciągu roku, zużywa się wiele ton antybiotyków – część z nich przedostaje się do mleka. Dlatego m.in. inspektorat sanitarny dawno już zakazał picia w szkołach surowego mleka. Konsumenci mleka i jego przetworów dostają „chore” wyroby mleczne. Zasada jest prosta – zdrowe zwierzę obdarza człowieka zdrowymi produktami, zaś chore – chorymi.

Kiedy w Polsce uznano, że rasy pierwotne zwierząt hodowlanych są niepotrzebne i je zdziesiątkowano?

Tej „rzezi” na rasach pierwotnych dokonano za czasów PRL-u. Wówczas to wyniszczono w bardzo poważnym stopniu pierwotne rasy owiec i bydła. Z istniejących niegdyś kilkuset ras pierwotnych, dziś doszukano się istnienia jedynie kilkunastu. Właśnie wówczas powstało to niemądre powiedzenie: „Nie rasa i pochodzenie, lecz pasza i żywienie” – decydują o wydajności zwierząt. W minionym komunistycznym okresie wydano odpowiednie państwowe zarządzenia likwidacji ras pierwotnych, hodowanych na danych terenach Polski od wieków. Jeśli chodzi o owce, w sporej liczbie, ostały się właściwie tylko dwie polskie czyste rasy pierwotne – „cakiel górski” oraz „wrzosówka”. Również kilka naturalnych ras bydła, w tym typowo polskie, doskonale przystosowane do naszego terenu i klimatu, bydło rasy czerwonej.

Dziękuję za rozmowę

Adam Białous

Co wie „Iustitia” i Giertych, a my – jeszcze nie?

We właściwych rękach

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    28 lipca 2024w/lapach

Niczym grom z jasnego nieba spadła na świat wiadomość, iż prezydent Józio Biden rezygnuje z powtórnego ubiegania się o stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zaskoczenie było tym większe, że jeszcze niedawno Józio Biden sprawiał wrażenie zdecydowanego przewodzić Ameryce i światu do upadłego. Mówił nawet, że zrezygnuje tylko wtedy, jeśli sam Pan Bóg tak mu każe, co niektórych skłoniło do podejrzeń, że Biały Dom nie tylko ma „gorącą linię” do Moskwy, ale i do Królestwa Niebieskiego.

Ale – jak mówi poeta – „lecz tymczasem na mieście inne były już treście”. Po nieudanym zamachu na Donalda Trumpa, jakaś Schwein przypomniała sobie, że prezydent Józio Biden, najwyraźniej zirytowany daremnymi próbami zneutralizowania swego rywala przy pomocy niezawisłych sądów, powiedział, ze teraz chyba trzeba by go wziąć na celownik. Słowo wylatuje wróblem, a powraca wołem, toteż zaraz inne Schweine przyczepiły się do tej wypowiedzi i chociaż Józio tłumaczył, że nie miał nic złego na myśli, nie było innej rady, jak przy pomocy zbrodniczego koronawirusa, który – jak wielokrotnie mówiłem – jest wyjątkowo wyrobiony politycznie, schronić się za murami epidemicznej izolacji. Sądziłem, że w ten sposób prezydent Józio Biden doczeka listopada, kiedy to pierwszorzędni fachowcy dostaną rozkaz, by prawidłowo policzyli głosy, a potem, gdy w styczniu przyszłego roku zostanie zaprzysiężony, wyjdzie na jaw, iż utracił zdolność do sprawowania urzędu, a wtedy, bez żadnych wyborów, prezydentem na całą kadencję zostanie pani Kamala Harris. „Taka, panie, kombinacja” – jak mawiał Antoni Lange.

Jednak co ma wisieć, nie utonie, toteż wygląda na to, iż najpewniejszym kandydatem do nominacji z ramienia Partii Demokratycznej, jest właśnie pani Kamala Harris. Nie tylko jest Wielką Nadzieją amerykańskich komunistów, ale – ze względu na małżonka z pierwszorzędnymi korzeniami – również tamtejszych Żydów, którzy – mówiąc nawiasem – zawsze stanowili awangardę komunistycznej rewolucji. Ale – powiadają – że jej szanse w konfrontacji z Donaldem Trumpem są jeszcze mniejsze, niż Józia Bidena. Jeśli zatem nikt nie zmobilizuje pierwszorzędnych fachowców, by w listopadzie podliczyli głosy z wyjątkową starannością, to kolejny prezydentem USA może zostać znienawidzony przez chyba wszystkie Judenraty, a przez ten warszawski, michnikowski w szczególności – Donald Trump.

Czy i w jaki sposób przełożyłoby się to na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju – oto pytanie. Wykluczyć tego nie można przede wszystkim dlatego, że Donald Trump zapowiada zakończenie wojny na Ukrainie, to znaczy – doprowadzenie do zamrożenia konfliktu. Czy w tej sytuacji Polska nadal będzie obciążona haraczem na rzecz Ukrainy? Tego niestety też wykluczyć nie można, mimo, a może właśnie dlatego, iż Corey Lewandowski, były doradca sztabu wyborczego Donalda Trumpa w wywiadzie dla Polskiego Radia dał do zrozumienia, iż Trump, jako prezydent, będzie wspierał polityczne inicjatywy Andrzeja Dudy, w tym również, związanego z nim kandydata na prezydenta w wyborach w roku 2025, „by Polska pozostała we właściwych rękach”. Zwłaszcza to ostatnie może wskazywać na to, iż Polska ponownie powróci pod kuratelę amerykańską, bo Donald Trump może unieważnić pozwolenie, jakiego w marcu ub. roku udzielił Niemcom prezydent Józio Biden, by urządzały sobie Europę po swojemu. Pewne znaki na ziemi i niebie wskazują, iż proces powrotu Polski pod kuratelę amerykańską właśnie się rozpoczął.

Oto w ramach nakazanego przez kanclerza Scholza przyspieszenie dintojry, Sejm uchylił immunitet posłowi Marcinowi Romanowskiemu, w związku z czym ABW w poniedziałkowy poranek złapała go, zakuła w kajdany, kazała rozebrać się do naga i w ogóle. Wyglądało na to, iż niezawisły sąd, powinność swej służby rozumiejąc, wtrąci go na 3 miesiące, albo nawet na 3 lata do aresztu wydobywczego. Wprawdzie pojawiły się głosy, że pan Romanowski ma jeszcze jeden immunitet, jako członek Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, ale ani wzięty przez Donalda Tuska na chłopaka od brudnej roboty pan Adam Bodnar z czarnym podniebieniem, ani jego prokurator krajowy, niejaki pan Korneluk nie zwracał na to specjalnej uwagi, nawet gdy szef owego Zgromadzenia Parlamentarnego RE oficjalnie zażądał od polskich władz natychmiastowego uwolnienia pana Romanowskiego. Na wszelki wypadek tylko zasłonili się „ekspertyzami”, autorstwa dwójki utytułowanych geniuszów: jednego warmińskiego, a drugiego podlaskiego, z których wynikało, że ten drugi immunitet jest ważny tylko wtedy, gdy zgromadzenie parlamentarne obraduje, a jak nie – to nie. I kiedy wydawało się, że wszystko jest gites-tenteges, a abewiaki przywlokły pana Romanowskiego przed oblicze niezawisłego sądu na warszawskim Mokotowie na pięć minut przed północą, sąd w osobie pani Agaty Pomaniowskiej, w trymiga kazał pana Romanowskiego natychmiast uwolnić – i tak się stało.

Zaskoczenie było tym większe, że pani Agata do tej pory orzekała prawidłowo, znaczy – jak się należy – a tu taka siurpryza! Nawet Judenrat „Gazety Wyborczej” zachodził w um, co też mogło się stać – ale bezskutecznie. Na pewien trop naprowadza nas tedy okoliczność, że pani Agata należy do sędziowskiej partii „Iustitia”. Ta „Iustitia”, jak pamiętamy, powstała w 1990 roku, kiedy rozwiązała się PZPR, będąca pasem transmisyjnym bezpieki do sądownictwa. Toteż stare kiejkuty zakręciły się wokół stworzenia nowego pasa transmisyjnego, żeby w nowym ustroju wszystko też było gites-tenteges. Więc jeśli teraz, w tak prestiżowej dla vaginetu Donalda Tuska i w ogóle – należąca do „Iustitii” pani Agata każe pana Romanowskiego natychmiast uwolnić, to co mamy o tym myśleć? Ja na przykład myślę, że może to być nieomylny znak, iż stare kiejkuty już wiedzą coś, czego my jeszcze nie wiemy i zawczasu przygotowują się na powtórne przejście Polski pod kuratelę amerykańską. Tak było i w roku 2015, kiedy to, po zwycięstwie pana Andrzeja Dudy nad prezydentem Komorowskim, 18 czerwca stare kiejkuty urządziły międzynarodową konferencję naukową „Most” – żeby Amerykanie wciągnęli ich na listę „naszych sukinsynów”. Więc jeśli teraz Polska znowu ma przejść pod kuratelę amerykańską, to nic dziwnego, że nawet „Iustitia” zaczyna ćwierkać z nowego klucza.

Nie tylko zresztą „Iustitia”. Oto Wielce Czcigodny Roman Giertych, co to przyprawił o wściekłość Donalda Tuska nie popierając ustawy o depenalizacji aborcji, przedstawił swój projekt autorski, żeby mianowicie karać – ale tylko tych, których oskarży kobieta, co to właśnie się wyskrobała. Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula, która w vaginecie Donalda Tuska zajmuje operetkową posadę feministry do spraw równości (małych naciągamy, dużych obcinamy, grubych uciskamy, a chudych nadymamy), nie może z tego nic pojąć, w co chętnie wierzę. Wielce Czcigodnej pani Katarzynie wiele innych rzeczy też nie mieści się w rozczochranej główce, podczas gdy Wielce Czcigodny pan mecenas Giertych, to kanclerska głowa tym bardziej, że podczas kicania na rzecz praworządności, wiele mu się w tej głowie ułożyło. Skoro tedy dzisiaj twierdzi, że emocje w sprawie aborcji „rozsadzą koalicję”, to może i on wie już coś, czego my jeszcze nie wiemy? Bo jeśli ta koalicja zostanie „rozsadzona”, to co będzie dalej? Dalej będzie inna koalicja – a czy przypadkiem nie ta, która da rękojmię, że „Polska pozostanie we właściwych rękach”?

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

To nie przypadkowe symbole !!! Przemysław Babiarz zawieszony za przypomnienie historii

Przypadkowe symbole? Przemysław Babiarz zawieszony za przypomnienie historii

=============================

Zasady olimpijskie. Artykuł 50 mówi: „Żaden rodzaj politycznej, religijnej lub rasowej demonstracji lub propagandy nie jest dozwolony na żadnym obiekcie olimpijskim”.

=================================

Autor: CzarnaLimuzyna , 27 lipca 2024

Po tych słowach TVP oficjalnie zawiesiło dziennikarza i komentatora za to, co powiedział podczas piątkowej ceremonii otwarcia IO 2024/Wprost/

Wzajemne zrozumienie, tolerancja, pojednanie – to nie tylko podstawowe idee olimpijskie, to także fundament standardów, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska. Nie ma zgody na ich łamanie

– tak brzmi oficjalny komunikat “nowej telewizji”.

Przemysław Babiarz, który należy do pokolenia doskonale pamiętającego “pierwszą komunę”, ma rację. Ma rację również dlatego, że  John Lennon, autor i wykonawca piosenki Imagine powiedział swego czasu, że “jest (ona) praktycznie manifestem komunistycznym”.

Diabeł objął patronatem igrzyska Olimpijskie?

Ceremonia otwarcia Igrzysk olimpijskich aż kipiała od symboliki nawiązującej wprost do rewolucji francuskiej (apogeum antykatolickiej nienawiści, kilkaset tys. ofiar), ideologii gender i satanizmu. Nic dziwnego, bo nie sposób oddzielić tych rzeczy od siebie, powiązanych we wzajemnych inspiracjach i zbrodniczych czynach. Są jednak tacy, którzy uważają to za przypadek, a komentarze na ten temat za przejaw rażącej nietolerancji.

Diabeł objął patronatem igrzyska Olimpijskie? To wielka chwila dla ludzkości, milowy krok we wzajemnym zrozumieniu, tolerancji i pojednaniu…Tak powiedziałby pierwszy z brzegu degenerat. Takiej ględy użyto również do uzasadnienia skandalicznej decyzji zawieszenia jednego z najlepszych polskich komentatorów sportowych.

Przemysław Babiarz i inni komentatorzy mają szczęście w nieszczęściu, bo nie została uchwalona jeszcze ustawa o nienawiści w stosunku do osób mówiących źle o ideologicznych korzeniach zła. Ustawa ma się nazywać “ustawą o mowie nienawiści” i będzie przyzwoleniem na nienawiść w stosunku do ludzi normalnych i na szerszy zakres represji. A tymczasem mamy tylko „zawieszenie”.

Jak było?

Aborcyjna drużyna marzeń z obozu w Auschwitz? Jeszcze nie tym razem, ale jest już blisko. Na otwarciu Igrzysk Olimpijskich pojawili się inni “artyści”

W samym środku Barbara Butch francuska Żydówka, lesbijka, promotorka “ciałopozytywności”

Mówiłem nie raz. Życzą sobie odpowiednich zaimków, ale do księdza tylko per pan. Śmiejąc się z sutann, kłaniają się arabskim szejkom w galabijach. Ale to ostatecznie nic. SZYDZĄ z Chrystusa, naszej wiary, wszędzie wpychają się ze swoją egoistyczną, niepoukładaną ideologią. Dość.

/ks. Daniel Wachowiak/.

Pamiętajcie: oni nie mają szacunku dla naszych wartości, więc my nie musimy mieć szacunku dla nich. Żadnych transowych zaimków, żadnego respektowania ideologii gender, żadnego szacunku dla “zmiany płci” i tęczowych “świętości”. Skoro chcą wojny, to będą ją mieli.

/Myślozbir/

Rewolucyjna pieśń “Powiesimy arystokratów na latarniach” na ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu jest dobra, ale okrzyk “na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” to faszyzm. Czego nie rozumiecie?

– skomentował Paweł Zdziarski

Mamy kolejną wojnę przeciwko ludziom, wojnę degeneratów zwanych różnie w zależności od epoki. “Mordor” wystawia kolejne zastępy: komunistów, ekologów, feministki, nachodźców z Barbarii, zboczeńców, qrwofilów, handlarzy i porywaczy dzieci, sprzedajnych naukowców i polityków, dystrybutorów trutek para-szczepionkowych, jawnych satanistów i najemników…

Komentarzy jest mnóstwo. Zacytuję jeszcze trzy, moim zdaniem, z tych najbardziej trafnych.

Tagi:Diabeł objął patronatem igrzyska, Przemysław Babiarz

O autorze: CzarnaLimuzyna

======================

Władze Igrzysk Olimpijskich Paryż 2024 poinformowały 23-letniego brazylijskiego surfera Joao Chiancę na początku lipca, że musi on usunąć motyw Chrystusa Odkupiciela ze swojej deski surfingowej.

Deska surfingowa rzekomo narusza zasady olimpijskie. Artykuł 50 mówi: „Żaden rodzaj politycznej, religijnej lub rasowej demonstracji lub propagandy nie jest dozwolony na żadnym obiekcie olimpijskim”.

Dugin: Zachód i jego jawny przebudzony satanizm

Rosyjski filozof Aleksander Dugin jest przekonany, że otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 2024 r. jest ostatecznym werdyktem współczesnej cywilizacji zachodniej.

Zachód jest przeklęty i to jest aksjomat:

„Na tym biegunie znajduje się Zachód i jego jawny przebudzony satanizm.

Co jest na naszym biegunie? Coś trochę przyzwoitszego, stacja przedostatnia, ale na tym samym torze, tą samą trasą. Nacisnęliśmy hamulce, gdy przed nami wyłaniał się cel podróży, z gigantyczną postacią Bladego Jeźdźca otoczoną przez orszak liberalnych zboczeńców.

Ale my wciąż dryfujemy w tym samym kierunku dzięki bezwładności i na pewno nie kwestionujemy poprzedniego etapu naszej historii – czy w ogóle wzięliśmy bilet na właściwy pociąg, skoro ostatnią stacją na trasie są Igrzyska Olimpijskie Francji w 2024 roku?”

Propaganda LGBT+, plucie na chrześcijan i degeneracja. Zboczeniec queer autorem ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich

Propaganda LGBT+, plucie na chrześcijan i degeneracja. Zboczeniec queer odpowiada za to, jak wyglądała ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich

27.07.2024 propaganda-lgbt-plucie-na-chrzescijan-i-degeneracja-to-on-odpowiada-za-to-jak-wygladala-ceremonia-otwarcia-igrzysk-queer

Ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich pokazała Paryż jako miasto upadłe i stolicę zboczeń. Zamiast przedstawienia tego, co we Francji piękne, mieliśmy do czynienia z nachalną, ideologiczną propagandą. Odpowiedzialny za kształt tego wydarzenia był francuski reżyser teatralny Thomas Jolly.

Choć sama ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich była pilnie strzeżoną tajemnicą, to wszystko było ustalone już od kilku miesięcy. Będący szefem artystycznym tego wątpliwego spektaklu Jolly podkreślał, że „od połowy marca wszystko jest już konkretnie znane”.

O tym, że to właśnie Jolly będzie odpowiadał za ceremonię otwarcia oraz zamknięcia (która niestety dopiero przed nami), wiadomo było od dwóch lat. Reżyser chciał rzekomo stworzyć widowisko, „w którym każdy może czuć się reprezentowany jako część tego wielkiego związku”. To, że ów związek faktycznie jest wielki dało się odczuć, podczas promocji dość osobliwego „trójkącika”.

W praktyce jednak widzowie otrzymali nachalną, obrzydliwą propagandę ideologii LGBT+. Obrażony został gust każdego normalnego człowieka, a także chrześcijanie, co spotkało się z reakcją [nawet] Konferencji Episkopatu Francji. Kto by się tam jednak przejmował we Francji katolikami, najważniejsze, że zrobiono ukłon wobec sportowców, z których podobno wielu jest zmiennopłciowcami. [??? md]

W czasie wydarzenia wiele miejsca zajęły rozmaite utwory muzyczne. Szef artystyczny wydarzenia nie oszczędził między innymi arystokratów, o wieszaniu których zaśpiewano podczas jednego z wieczornych występów. Francuski dziennik „Le Monde” uważa, iż Jolly chciał „celebrować nowoczesność, różnorodność, poszanowanie dla różnic i inkluzywności”, a także „uwypuklona została społeczność LGBT+”. [Toć to banda zboków, nie „społeczność”. md]

Przesłanie zawarte przez organizatorów w ceremonii otwarcia od początku było przesiąknięte marksizmem kulturowym, co wyrażono chęcią promowania „inkluzywności” oraz „różnorodności”. Pod hasłami równościowymi i tolerancyjnymi ukrywa się jednakże nic innego, jak stary, dobrze znany komunizm.

Najbardziej uwidoczniło się to, kiedy jedna z artystek zaśpiewała utwór „Imagine” Johna Lenona. W Polsce wywołało to zaskakujące reperkusje, gdyż Przemysław Babiarz, który celnie zauważył, że zawarta w piosence wizja świata jest wizją komunizmu, został zawieszony przez TVP.

Taki wygląd ceremonii otwarcia nie może dziwić, gdyż sam Jolly jest aktorem queer, który „w swojej pracy wykorzystuje własne doświadczenia”. Co to dokładnie oznacza, boimy się nawet pytać.

Parada bluźnierstw podczas paryskiej ceremonii. Czczą ZŁOTEGO CIELCA. Komentarze: „Bóg nie pozwoli z siebie szydzić”

Parada bluźnierstw podczas paryskiej ceremonii. Komentarze: „Bóg nie pozwoli z siebie szydzić”

pch/parada-bluznierstw-podczas-paryskiej-ceremonii-komentarze-bog-nie-pozwoli-z-siebie-szydzic

(Fot. David Leah / imago sport / Forum)

Oglądana na całym świecie ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu wypełniona została prowokacyjną, szatańską wręcz symboliką i dosłownością. Spotkała się z wieloma komentarzami obserwujących, którzy zwracali uwagę na znaczenie poszczególnych elementów tego bluźnierczego pokazu.

Biorąc pod uwagę, z jaką precyzją ceremonia otwarcia Olimpiady w Londynie (2012 rok), można wciąż obejrzeć ją na platformach z nagraniami filmowymi) zilustrowała – z kilkuletnim wyprzedzeniem – przebieg i istotę globalnej operacji „Covid-19”, można wnioskować, że „możni tego świata” chcą zafundować nam w niedalekiej przyszłości bardzo obrzydliwe i groźne scenariusze. Taki wniosek można by wysnuć z motywów, które pojawiły się w piątek podczas skandalicznego widowiska zafundowanego światowej widowni przez Francuzów.

Podczas pokazu wykonana została między innymi piosenka autorstwa Johna Lennona Imagine. Jej tekst jest wyrazem naiwnej wiary w utopijne założenie, że ludzkość bez granic, wiary w Boga i własności będzie pławić się w niezmąconym szczęściu. Padają tam m.in. słowa: „Wyobraź sobie, że nie ma państw / To nie tak trudno zrobić / Nie ma za co zabijać ani poświęcać życia / I nie ma też religii / Wyobraź sobie, że wszyscy ludzie żyją w pokoju”.

Komentując telewizyjną transmisję dla Telewizji Polskiej Przemysław Babiarz zauważył: – Świat bez nieba, narodów, religii i to jest wizja tego pokoju, który wszystkich ma ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety…

Francuska eurodeputowana Marion Maréchal poczuła się w obowiązku aby zwrócić się do wyznawców Chrystusa, z którego kpiny były jednym z elementów piątkowego „widowiska”.

„Wszystkim chrześcijanom na świecie, którzy oglądają ceremonię #Paris2024 i poczuli się urażeni tą parodią drag queen przedstawiającą Ostatnią Wieczerzę, wiedzcie, że to nie Francja mówi, ale lewicowa mniejszość gotowa na każdą prowokację. #notinmyname”/nie w moim imieniu” – napisała polityk.

Stew Peters, właściciel twitterowego profilu obserwowanego przez ponad 600 tysięcy osób, zwrócił uwagę na wyeksponowany przez „artystów” biblijny motyw bożka (pozłacanego młodego byka), któremu cześć oddawał zmierzający do Ziemi Obiecanej naród wybrany ale chwiejny.

Dosłownie czczą ZŁOTEGO CIELCA podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich” – napisał Peters.

Użytkowniczka Twittera Pelham (ponad 250 tysiąca obserwujących) zidentyfikowała jednego z aktorów biorących udział w prostackiej parodii Ostatniej Wieczerzy:

„Thomas Jolly to człowiek, który naśmiewał się z Jezusa (…)… 42-letni gej-Żyd wykorzystał największą platformę na świecie, aby kpić z chrześcijaństwa, to najgorsza ceremonia otwarcia w HISTORII” – podsumował.

„Shadow of Ezra” (ponad 400 tysięcy stałych czytelników na X) odnotował kilka wątków wskazujących jednoznacznie na inspiracje scenarzystów i reżyserów olimpijskiej inauguracji, między innymi czaszki i motywy śmierci.  

„Czy ktoś zauważył, że samotny jeździec na bladym koniu jest rodem z Księgi Apokalipsy?” – spytał, dołączając cytat: „I ujrzałem: oto koń trupio blady, a imię siedzącego na nim Śmierć, i Otchłań mu towarzyszyła. I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta” – Ap 6, 8).

„Kiedy Francuzi postanowili przeprowadzić kolejną rewolucję?” – spytał z kolei na X Rishi Bagree. To puenta opisywanego przez nas już występu metalowego zespołu Gojira. Scenografią dla wykonanej przez tę grupę krwawej w treści piosenki rewolucjonistów z 1789 roku były m.in. szydercze obrazy ściętej monarchini Marii Antoniny w pałacu królewskim.

Nie wszyscy komentujący wyraźnie odnieśli się do ceremonii, jednak kontekst ich uwag jest oczywisty.

Na przykład prezydent Emmanuel Macron lakonicznie podsumował: This is France! – „Oto Francja!”.

Chwilę później dodał zaś: „Wolność. Równość. Braterstwo…. Duma”.

Natomiast polski dziennikarz Grzegorz Kasjaniuk zamieścił – również bez bezpośrednich odniesień do bluźnierczego spektaklu, cytat z Listu do Galatów:

„Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne. W czynieniu dobrze nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy” (Ga 6,7-9).

Źródła: Twitter (X), Facebook, PCh24.pl RoM

====================

mail:

Imagine Johna Lennona

Wyobraź sobie, że nie ma nieba
Imagine there’s no heaven

To łatwe jeśli spróbujesz
It’s easy if you try

Nie ma piekła pod nami
No hell below us

Nad nami tylko niebo
Above us, only sky
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
Imagine all the people

Żyjących dniem dzisiejszym
Livin’ for today

Ach
Ah

Bluźnierstwo! To nie była ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich, to była sodomska pycha! Protestuj !!

Czy możesz sobie wyobrazić, że Igrzyska Olimpijskie staną się okazją do bluźnierstwa przed miliardami telewidzów? Podczas ceremonii otwarcia parodiowano Ostatnią Wieczerzę w niesamowicie obsceniczny sposób. Nasz Pan został przedstawiony jako otyła kobieta, wytatuowana i półnaga, a Jego apostołowie jako Drag Queens w wyzywających pozach. 
W tej ohydnej prezentacji, która wyglądała jak z homoseksualnego kabaretu, brała udział mała dziewczynka. „LEGENDARNA Ostatnia Wieczerza”, napisała na Twitterze francuska publiczna telewizja, wyrażając zażenowanie. Reagujemy na tę zgrozę, protestując natychmiast u Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl).
 Kliknij ten link, aby zaprotestować: 
Protestuj przeciwko bluźnierstwu na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu 
Dlaczego konieczne było obrażanie Boga i poniżanie 2,5 miliarda chrześcijan podczas otwarcia wydarzenia sportowego? 
Jak doskonale wiesz, nigdy nie pozwoliliby na coś takiego wobec innej religii. To, co cały świat widział w piątkowy wieczór, to wielki wstyd! A co powiedzieć o celebracji homoseksualizmu, która była jak czerwona nić przewijająca się przez całą ceremonię? To nie była ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich, to była sodomska pycha!
PODPISUJĘ!
Paryż, stolica najstarszej córki Kościoła, stał się w oczach świata dziedzicem Sodomy i Gomory. Ty i ja, nie będziemy milczeć! Ceremonia była również okazją do uczczenia śmierci Marii Antoniny, królowej męczennicy. Z okien Conciergerie, gdzie była więziona w nieludzkich warunkach i oddzielona od swoich dzieci, pojawiła się piosenkarka w postaci królowej Francji z odciętą głową w rękach. Śpiewała rewolucyjną pieśń, zanim ten groteskowy i krwawy obraz został wyświetlony na wszystkich oknach Conciergerie w powodzi krwistoczerwonych kolorów. Jak możemy milczeć wobec takich okropności? Podpisz i wyślij swoją czerwoną kartkę natychmiast do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl). 
Kliknij poniższy link:
Protestuj przeciwko bluźnierstwu na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu 
Wyobraź sobie, jak nasz Pan Jezus Chrystus cierpi z powodu tej zniewagi…
 Proszę, nie bądź obojętny! Podpisz protest teraz.
 Link do protestu https://polskakatolicka.org/pl/petycje/skandaliczna-parodia-ostatniej-wieczerzy-na-igrzyskach-olimpijskich
 Liczymy na Ciebie.
PS. Pilne! Ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich była okazją do obrzydliwego bluźnierstwa. Nasz Pan i Jego apostołowie zostali przedstawieni jako transwestyci w obscenicznych pozach. Proszę, podpisz już teraz tę petycję skierowaną do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl).
PODPISUJĘ!
www.polskakatolicka.org

© 2024
Fundacja Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej 
im. Ks. Piotra Skargi

02-951 Warszawa, ul. Rotmistrzowska 18

 kontakt@polskakatolicka.org

Dialog głupców jest nudny, a mądrego z głupcem nie ma sensu.

27 lipca 2024 r. | Nr 30/2024 (682)
Dialog
       Szanowni Państwo!
      Co rozumiemy przez dialog? Dramat, czyli sztukę teatralną, czy pyskówkę polityków? Bywają tu podobieństwa. Dialog głupców jest nudny, a mądrego z głupcem nie ma sensu. Ciekawy jest jedynie dyskurs prowadzony przez ludzi mądrych. Do tego tanga trzeba jednak aż trojga, bo tym trzecim jest widz, czy obserwator. Tylko czy znajdą się jeszcze widzowie, których to zainteresuje? Teatr mamy chyba z głowy, bo różne Jandopodobne pożal się Boże komediantki wyhodowały pokolenie „myślących inaczej”, z którym nie da się porozumieć sensownie o czymkolwiek. To opłakany rezultat tolerancji.
      Co robić? – pytał Lenin, który doceniał film jako świetne  narzędzie indoktrynacji. Może jednak próbować docierać do widza? A nuż się uda. Einstein twierdził podobno, że tylko głupiec robi stale to samo z nadzieją, że otrzyma inny wynik. Mylił się, bo nie miał do czynienia z komputerem, który niekiedy działa poprawnie dopiero za entym razem. Biorąc zatem pod uwagę „nieomylność” Lenina i omylność  Einsteina należałoby może jednak wrócić do sztuk opartych na dialogu?
      Młode pokolenie wydaje się na razie zabetonowane, lub może tylko zafascynowane możliwie krótkim i możliwie głupim przekazem, płynącym z trzymanego w ręku urządzenia elektronicznego. Co z ludźmi dorosłymi? Ci zdają się pochłonięci bez reszty zaciąganiem i spłacaniem kredytów, na kontakt ze sztuką czasu nie mają.
      Emeryt, który bywał w teatrach i kinach mógłby być zainteresowany dialogiem. Ma co prawda mniej sił, ale więcej czasu i doświadczeń życiowych. To są walory do wykorzystania na każdym polu działalności, a pożytki stąd płynące nie do przecenienia. Czy mogliby zastąpić aktorów? Tych zmanierowanych na pewno tak. Ostatnio bowiem wielu aktorom zamarzyło się być autorami i nie tylko scenariuszy przeznaczonych do odgrywania przed publicznością.
      Jeśli dialog między pokoleniami nie jest możliwy, to twórzmy taki wewnątrzpokoleniowy. 
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd ---

Gdzie bije krynica mądrości? Na bazarze w Białymstoku

Na bazarze w Białymstoku

Stanisław Michalkiewicz    27 lipca 2024 michalkiewicz

Gdzie bije krynica mądrości, skąd czerpać wiedzę o świecie, do czyich opinii się dostrajać? Dotychczas wszystko wydawało się jasne. Krynica mądrości bije w siedzibie Judenratu „Gazety Wyborczej” przy ul. Czerskiej w Warszawie, gdzie patentowane autorytety moralne przygotowują dla mikrocefali intelektualną zupę na michnikowszczynie. Swego rodzaju krakowską filią warszawskiego Judenratu jest redakcja „Tygodnika Powszechnego” na świętej ulicy Wiślnej, przygotowująca rozmaite wyciągi i esencje z michnikowszczyny dla tak zwanych katolików postępowych.

Jak wspominał Konstanty Ildefons Gałczyński, zdarzały się tam rozmaite potknięcia, których wtedy w warszawskim Judenracie nie bywało, bo tu porządku pilnował Różański z Romkowskim. W Krakowie bywało inaczej; pewnego razu pewien autor przyniósł księdzu redaktoru powieść. „Ksiądz założył monokiel, czyta, chwali – głębokie. Dekalogi, akty wiary, to po prostu nie do wiary; romans teologiczny! Lecz tymczasem na mieście inne były już treście. Niby ten sam tytuł w przedzie, ale w środku – strach powiedzieć: przygody pederastów!

Z kolei innym razem pewien profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego przyniósł artykuł, w którym domagał się, by likwidować starców. Ksiądz Piwowarczyk czyta i powiada: no nie, panie profesorze, coś takiego w katolickim piśmie? Profesor zabrał tedy artykuł i sobie poszedł. Kilka dni później Stefan Kisielewski spotkał go na Plantach i pyta, jak pan profesor się czuje. – Nie chcecie likwidować starców, to co mam robić? Dobrze się czuję – odpowiedział. Dzisiaj „Tygodnik Powszechny” tak się już wyrobił, że ex aequo z warszawskim Judenratem jest w awangardzie postępu, więc na pewno przygotuje nam jeszcze niejedną siurpryzę.

Tymczasem przez nasz nieszczęśliwy kraj przetacza się fala rewolucyjnego wrzenia po nieudanej próbie depenalizacji aborcji. Chodziło o to, by nie tylko nie karać tych, którzy damy wyskrobują, ale również tych, którzy podczas skrobanki trzymają je za ręce lub nogi, słowem – by nie karać już nikogo. Wydawałoby się, że wszystko zostało dogadane i tuskowa maszynka do głosowania zadziała i tym razem, aliści zdarzyła się niespodzianka, a to za sprawą Wielce Czcigodnego mecenasa Romana Giertycha. Okazało się, że zgadzając się na kandydowanie do Sejmu z ramienia Volksdeutsche Partei zmienił poglądy – ale nie wszystkie – jednak Donaldu Tusku tego nie powiedział. Wszystko to być może, ja jednak zwróciłbym uwagę na publikację, jaka kilka dni wcześniej ukazała się na łamach niemieckiego portalu „Onet” – że mimo zmiany rządu i Prokuratora Generalnego, prokuratura w Lublinie, jak gdyby nigdy nic, prowadzi śledztwo w sprawie Pol nordu, z którego Wielce Czcigodny pan mecenas, według fałszywych pogłosek, miał sprywatyzować sobie prawie 100 milinów. Czyżby Donald Tusk nie odcinając go od stryczka zamierzał w przyszłości wykorzystywać go jeszcze inaczej? – Jak wy mi tak, to ja wam tak – mógł pomyśleć sobie Wielce Czcigodny pan mecenas i w rezultacie nasz nieszczęśliwy kraj ogarnęła fala rewolucyjnego wrzenia.

W awangardzie rewolucji są oczywiście kobiety, podobnie jak to było w roku 1980, kiedy to cały Gdańsk, a potem cała Polska stanęła dęba, bo pani Henryka Krzywonos zatrzymała na ulicy tramwaj – że już dalej nie pojedzie. Potem do spółdzielni ojców transformacji ustrojowej próbował podłączyć się Kukuniek, że to niby „przeskoczył przez płot”, ale inni świadkowie Historii twierdzili, że w tym miejscu żadnego płotu nie było, tylko motorówka Marynarki Wojennej podwiozła go na miejsce, no a potem upadł komunizm.

Jak tam było, tak tam było; dość, że komunizm nie tyle może upadł, co – jak zauważył prof. Bogusław Wolniewicz – „mutuje”- nie tylko zresztą u nas, ale i w Ameryce, gdzie tylko patrzeć, jak prezydentem bez żadnych wyborów może zostać pani Kamala Harris. W odróżnieniu od prezydenta Józia Bidena, ona też jest kobietą, podobnie jak lesbijki, co to w strefie buforowej przy białoruskiej granicy urządziły sobie wesele, pokazując przybyłym żołnierzom z patrolu rozmaite niedyskrecje, na widok których nasza niezwyciężona armia podała tyły.

Najwyraźniej w związku z wzbierającą falą rewolucyjnego wrzenia, jaka przewala się przez nasz nieszczęśliwy kraj, elity postanowiły ponownie zbliżyć się do ludu pracującego miast i wsi, żeby posłuchać, co tam w trawie piszczy. Tak właśnie nakazywał towarzysz Lenin, żeby partia nie traciła więzi z masami. Toteż dlatego właśnie ABW i inne bezpieczniackie watahy, z zapałem nie tylko rekrutują konfidentów, gdzie się tylko da, ale w dodatku nakazują naszemu parlamentu uchwalać ustawy o ochronie „sygnalistów”. Ale konfidenci i „sygnaliści” to – można powiedzieć – systemowe elementy penetracji ludu pracującego, które w dodatku pracują zgodnie z procedurami.

A w którym miejscu zapuścić sondę w masy, żeby bez tego systemowego pośrednictwa poznać zbawienne prawdy, którymi żyje lud? Kiedyś wydawało się, że wystarczy w tym celu pójść do magla, żeby za jednym zamachem wszystkiego się dowiedzieć. Wstyd się przyznać, ale i mnie tak się wydawało, dopóty, dopóki nie poszedłem do magla i zobaczyłem, że tam na okrągło wszyscy słuchają radia. Okazało się, że i ten segment opinii publicznej, który do niedawna uchodził za spontaniczny i autentyczny, też jest odgórnie sterowany. Nie da się ukryć; dobrze to nie wygląda, więc co mieli robić redaktorzy „Onetu”, żeby położyć rękę na pulsie opinii publicznej i dowiedzieć się, co właściwie piszczy w trawie?

Myślę, że wybór był trudny, ale za to owocny, bo żmudne poszukiwania zaprowadziły ich do Białegostoku, ale nie do komitetu, czy do redakcji tamtejszego oddziału „Gazety Wyborczej”, tylko na bazar. Tak samo postępują w Turcji i w ogóle na Środkowym Wschodzie. Jak chcemy się czegoś dowiedzieć, to tylko na bazarze. I co się okazuje? Okazuje się, że fala rewolucyjnego wrzenia ogarnęła też i białostockie bazary, o czym świadczyłyby opinie wygłaszane przez tamtejsze, bazarowe księżniczki. Wprawdzie opinie te przypominają do złudzenia treści suflowane ludowi pracującemu przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, ale wcale nie musi to przecież oznaczać jakiejś zakulisowej inspiracji, tylko przeciwnie – dawać świadectwo, iż Judenrat nie na żarty podtrzymuje więź z masami, zgodnie z leninowskim przykazaniem. Mamy zatem do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym miedzy Judenratem a bazarami, co jest uzasadnione również historycznie, bo przecież antenatami współczesnych mełamedów tworzących wspomniany Judenrat, były handełesy, operujące właśnie na bazarach, miedzy innymi w Białymstoku, skąd dzisiaj wypływa krynica mądrości.

Stanisław Michalkiewicz

Bambizm w oknie Overtona. Jak zmienić postrzeganie.

[md. nie wiedziałem. Otóż:Okno Overtonasposób, zasada, opisująca, jak zmienić postrzeganie przez społeczeństwo kwestii, które są społecznie nieakceptowane]

Bambizm w oknie Overtona

By  Jerzy Karwelis on 27 lipca, 2024, wpis nr 1283

Był ulubieńcem salonów, dopóki im nie podpadł. Jak to z salonami – stało się to nagle, za to reakcja była przemożna. Jak zwykle ze smyczy została spuszczona cała sfora, jak widać gotowa, w blokach startowych. Do tego dołączyło pospolite ruszenie pożytecznych idiotów i były autorytet zarył w piachu postępactwa.
Mowa o profesorze Bralczyku i reakcji na jego rozmowę dotyczącą języka. Do tej pory profesorowi udawało się wyslalomować od konfliktu z poprawnością, również w języku, ale tylko dlatego, że sprytnie omijał zastawione pułapki i pola minowe nowego zestawu rewolucyjnych norm językowo-politycznych. Coś pan z mikołajową brodą tam kokietował o tym jak trzeba mówić, by nas słuchano. Przez salon, nie dość jak widać zweryfikowany, uważany był za naszego, a tu taka niespodzianka.
Co powiedział oskarżony? Sporo. Wystarczająco, by zrzucić go w czeluści przyszłego ostracyzmu. Nie podobają mu się feminatywy, ale głównie podpadł za podejście do zwierząt. Te okazało się niepoprawne politycznie, gdyż zakwestionował jasny dla wielu fakt,  że zwierzęta umierają zamiast zdychać, mają włosy zamiast sierści, czy twarz zamiast pyska. Reakcja wygląda na tzw. gównoburzę, obyczajową wrzutkę, mającą przykryć kolejne blamaże rządzących, ale kryją się za nią pewne ważne wnioski.
Przesilenie
Zazwyczaj jest to tak, że pewne zjawiska, głównie stymulowane, żyją sobie podskórnie, nanizywane na percepcję neurolingwistyki, aż dochodzi do przesilenia, gdzie o do tej pory o ukrywanych sprawach mówi się wprost. Ujawniają się tuszowane różnice, wyskakują jak diabeł z pudełka apologeci nowego, padają tezy do tej pory rewolucyjne, ale już w otoczce: „to co, nie wiedzieliście, że jest inaczej”? Słynne okno Overtona przesuwa się na kolejny etap i do tej pory nieakceptowalne społecznie tezy stają się otwarcie głoszone, zaś zdezorientowany widz boi się, że jak nie kupi nowości, to znajdzie się w rejonach bojkotowanego obskurantyzmu. Na zakompleksionych, wykształconych ponad swoją inteligencję, to działa jak nic. I z tymi zwierzątkami mamy to samo.
Nagle się to-to pokazało w pełnej krasie, że tak obelżywie jak Bralczyk, to o petach nie można i mamy świadectwa tego wszędzie. To po prostu kolejne przesilenie, nie zaraz tam rewolucja, która zmieni wszystko. Lewactwo jak miłość: cierpliwe jest. To kolejny kroczek niedostrzegalnego procesu przesuwania granic. Dwa kroki wprzód, jeden krok wstecz. Złudzenie wycofania się i powrotu do rozsądku, ale w sumie w bilansie – jeden krok do przodu.Zagadnienie ma kilka warstw. Załatwmy się z najprostszymi. Lewstream zabrnął w pompowanie profesora Bralczyka zbyt daleko, żeby odrzucić go w całości, zwłaszcza jego naukowość. Oni mówią, że to, co on twierdzi (a do tej pory było to bezdyskusyjne), to nie nauka (w tym wypadku językoznawstwo), ale jego prywatna opinia. Ma więc do niej prawo (ludzkie paniska!), tak jak – jako człowiek, bo nie naukowiec – ma prawo się mylić. I myli się. A więc mamy tu do czynienia z zabiegiem oddzielenia wiedzy od osoby, co wydaje się dość ekwilibrystycznym chwytem, jak zobaczymy – nie jedynym. W ogóle ta szerokość akcji antybralczykowej, wielogłos (od celebrytów, poprzez psiarzy aż do postępackich naukowców), ale także „wielokanałowość” przekazu świadczy o akcji zorganizowanej. Nie to, że się tam oni na profesora czaili, ale jak podpadł, to ktoś dał sygnał do przećwiczonej nagonki.
I ogary ruszyły w las.Bralczyk zbłądzixAle wróćmy do indywidualistycznej perspektywy, do której sprowadzono Bralczyka. Żadnej nauki, ale w kwestii feminatywów, które go rażą (osobiście oczywiście) to też mu się dostało. No, bo jak to, że nie pasi? Ma pasować. Ale w tym wszystkim, w tych żądaniach zawiera się natychmiastowa sprzeczność. Nie mówię tu o materii języka, którą gwałci takie postępactwo. No, bo jak podejść do pani reżyserki, czy pani kierującej autobusem, by nie popaść w śmieszność? Przecież te słowa w feminatywnych formach są już w języku „zajęte” i mają całkowicie inne, obsadzone znaczenie. Stąd te wygibasy o „osobach kierujących”, „pilotujących”, czy „reżyserujących”. To „osobowanie” ma jeszcze inny, rozpaczliwy cel. Jest to wyjście z pułapki zastawionej przez język na tzw. osoby niebinarne. No, bo, taki polski, szczególnie z osobową odmianą, to już by tych siedemdziesięciu kilku pci (liczba wciąż rośnie) nie podźwignął. Tykamy więc od „osób”, by uniknąć permutacji odmian, których śmieszną próbą jest „iksowanie”. Czytałem ostatnio (oczywiście w gazecie dla trzecioklasistów!) o kimś kto poszdłx do szkoły, by walczyć o swoje prawa. Na języku to gwałt, a więc zastrzeżenia Bralczyka nie mają charakteru osobistego, choć on w tej perspektywie o tym mówi, ale mają walor ściśle naukowy. Zaraz wyłuszczę dlaczego.Sam jestem po studiach filologicznych i kwestie językowe interesują mnie od dawna, zwłaszcza w zakresie w jakim wymuszane zmiany w języku powodują szerokie oddziaływanie na społeczeństwo. I obecnie jesteśmy świadkami osmatycznej rewolucji w tym w względzie, od czasu do czasu – jak pisałem – wzmacniane tylko kamieniami milowymi, które są kolejnymi etapami przesuwania okna Overtona, co ma prowadzić społeczeństwo od początkowego odrzucenia do akceptacji dotąd niewyobrażalnych rzeczy. Wszystko to odbywa się za pomocą języka, owe programowanie neurolingwistyczne oddziałuje na społeczność przemożnie i jest może najbardziej wyrafinowanym, bo niewidocznym, narzędziem wykuwania nowej przyszłości.Odbywa się to za pomocą słabo społecznie detektowalnej przemocy językowej. Po prostu wprowadza się nowe pojęcia, ale częściej – zmienia znaczenie pojęć już istniejących. Pisałem już kiedyś o „karierze” słowa Murzyn, co do którego Bralczyk też podpadł. Problem w tym, że użycie danego słowa może zmieniać kontekst i nabierać innej konotacji (np. negatywnej), ale jest to proces obiektywny, raczej długotrwały. Idee postępackie dawno już upatrzyły sobie w języku narzędzie niewidzialnej przemocy i chcą tym procesem zawiadywać, zarówno co do tempa, jak i kierunku. Rewolucja Francuska zmieniła nazwy miesięcy, bo przecież po niej świat zaczął się od początku, rewolucja Październikowa wprowadziła w życie nie tylko nowomowę, przeczutą geniuszem Orwella, ale także weszła w życie prywatne. Pojawiły się rewolucyjne imiona, jak Traktor, zaś bliźniaki nazywano Rewa (to chłopak) i Lucja (to dziewczynka). To były sztuczne twory, wmuszane ówczesnym rozumieniem poprawności politycznej. Nie przez przypadek właśnie pojęcie „poprawności politycznej” nie jest wcale związane z polityką, tylko z językiem.
Uzus na wojnie
Dziś też jesteśmy świadkami takiego procesu, choć trzeba mieć wytrwane ucho, by to zauważyć. A właściwie ucho nierozemocjonowane. Weźmy taki przykład, jak używanie przyimka „w” Ukrainie czy „na” Ukrainie. U fachowców, wyraźnie rozgrzanych politycznie sprawa jest jasna. „w Ukrainie”, jak mówimy o państwie, „na Ukrainie”, jak mówimy o regionie. Hmmm… . Ale eksperci uważają tak od kiedy… Ukraina została zaatakowana. Chce się tym sposobem, mówiąc „w Ukrainie”, przydać temu krajowi powagi państwowości. Za to, że walczą i że ich popieramy. Językowo. A to lingwistycznie taktyczna bzdura.Jeszcze raz – język się zmienia, ale obiektywnie, użytkownicy poprzez stosowanie innych kontekstów danych słów sami decydują, ale w swej masie, o tym, że staje się ta nowa forma normą i przechodzi do słowników. Nie decyduje o tym polityk, czy dziennikarz, choćby się jak najbardziej starali. A starają się. Taka „nadgorliwość” mści się sztucznością i w rezultacie odrzuceniem. Nie ma politycznej taktyki w języku. No dobra – powiedzmy, że jak utrzymują znawcy, że „w Ukrainie” się mówi jako o państwie, zaś „na Ukrainie” jako o regionie. To znaczy, że istnieje Ukraina jako region i jako państwo, a więc tak samo istnieje i… Polska. Też może być uznana przez kogoś jako region. Ok, niech będzie, że „na”, jak znowu utrzymują eksperci, mówi się o przestrzeni, która kiedyś należała do Polski, dziś jest zaś osobnym państwem. Stąd „na Słowacji”, czy „na Węgrzech”? Te kraje też się ostają „na” drugiej lidze, jak mniemam, zaś Ukraina „awansowała”. Ok, ale co Węgrzy nam zawinili, że się nie załapali? Słowacy? A czemu Ukraina „awansowała”? No, nie ma innego wytłumaczenia, niż to, że dlatego że walczy. A co to za argument językowy? Nic podobnego: „w” czy „na” ma służyć do przyimkowego rozpoznania gościa. Jesteś za Ukrainą czy możeś putinowską onucą, która (mimo, że język tak każe) odrzuca zawarte
w konstrukcjach językowych ambicje państwowe walecznych Ukraińców.No dobra, powiedzmy, że nagradzamy wojenny trud Ukraińców w sferze językowej. A co będzie, jak Ukraina podpisze pokój? Dalej będzie „na”, czy „w” Ukrainie? A co będzie, jak Ukraina się dogada z Putinem, na tyle, że zmontuje wrogą nam koalicję? Niemożliwe? A czemóż? I co wtedy? Będziemy dalej językowo podkreślać jej zaprzańską wtedy państwowość? A co jeśli Ukraina utraci swoją państwowość? Będzie więc jakimś regionem,
a więc „na Ukrainie”, a może będziemy na złość Ruskim pisać i mówić „w Ukrainie”, a takim jak najbardziej państwowym Węgrom będziemy wciąż wymyślać od „na Węgrzech”? Za co? No chyba nie za Orbana. Tak to w – niegwałconym języku – nie działa.
Przemoc językowa
Ale wyniki przemocy językowej są przemożne, zwłaszcza wśród „wykształconych ponad własną inteligencję”. Bo ci prości, to tak łatwo nie łapią tych nowinek, choć jak już złapią – to nie masz ratunku. Nowe znaczenia pojęć i same nowe pojęcia są wszechobecne. Oddychamy nimi bez maski refleksji i prędzej czy później dotrą do mózgów większości. I je zmienią. Gdyż językowy sposób opisu świata rzutuje na sposób jego postrzegania. Rzeczy nienazwane dla mózgu nie istnieją – są jakimiś przeczuciami. I nowe znaczenia produkują na początku nowe okulary, przez które stopniowo patrzy się na świat. Potem mózg już to łapie jako świat rzeczywisty i na przykład zabranie takiemu operowanemu okularów mediów wcale nie powoduje, że „przejrzy na oczy” i zobaczy prawdę. Nie, on już bez okularów propagandy będzie uważał świat przedstawiony za realny. Co do refleksji, to dylemat – przyznać się przed samym sobą, że żyłem w ułudzie albo uznać tę wizję świata za właściwą, ba – moją własną, do której sam doszedłem, powoduje, że wybiera się to drugie. Nawet, gdyby efekty takiego błędnego trwania miały szkodzić zoperowanemu. Widać to było klinicznie w czasie wyborów, kiedy mieszkańcy Worka Turoszowskiego zagłosowali za partiami, które obiecały zamknąć ich jedyne źródło dochodów.Chaos w języku powoduje naturalne zmniejszenie się pola do wymiany, dialogu, dyskusji.
Przeinaczone pojęcia powodują, że strony nie mogą się dogadać, nawet jeśli mają na to ochotę. A mają coraz rzadziej, zamknięte we własnych bańkach uzgodnionych słowników pojęć jak cepy. W dodatku braki w komunikacji powoli powodują przeniesienie się racjonalnej komunikacji w wymianę emocji, deklaracji pozbawionych treści, potwierdzenia hasłami przynależności do bańkowego plemienia. W związku z tym rozsądek jest wymieniany na emocje, co prowadzi nas do kolejnego wątku Bralczykowego – zwierzęcego.
Językowy bambizm
Profesor bowiem zakwestionował w sumie zrównanie językowe człowieka i zwierzęcia. Język polski, bogaty fleksyjnie, przeprowadza bardzo ścisłe rozgraniczenie pomiędzy sferą ludzką a zwierzęcą. I to nie tylko w rzeczonym rozróżnieniu pomiędzy „zdychać”, czy „umierać”. Mamy to np. w odmianie rzeczowników, gdzie w liczbie mnogiej zwierzęta przyjmują formę niemęskoosobową. Gdyby stado wilków składało się z samych samców, to i tak będziemy o nich mówili, że „wilki zaatakowały”, nie zaś „zaatakowali”. Tak mówi język,
ale to w rewolucyjnych czasach nie wystarcza. Mamy bowiem ruszyć z posad bryłę świata, co dopiero język.Co to jest? To jest bambizm językowy. Przypomnę, z tekstu, który pisałem o bambizmie, że chodzi tu o upodobnianie zwierząt do ludzi. Jelonek Bambi, z dzisiejszego niespodzianie progresywistycznego Disneya, miał już wizualne cechy ludzkie. Duże, śliskie oczy, malutki nosek dziecka, jasna rzecz, że gadał jak dzieciak itd. Wtedy miało to za cel zhumanizować bajki, przybliżyć dzieciom zwierzęta jako przyjaźnie podobne.
Ale dziś to już co innego. Chodzi o rodziców, o to, żeby człowieka zbliżyć do zwierzęcia. Jest to tzw. dyskryminacja pozytywna, jedyna dozwolona przez postępactwo dyskryminacja. Aby doprowadzić ludzkość (i jak widać nie tylko) do bożka równości, kiedy nie można wywyższyć poniżanych (tu zwierzęta) należy zastosować proces odwrotny – zamiast wywyższenia poniżonych trzeba poniżyć tych uznanych za wywyższonych.
Efekt będzie taki sam, tylko o poziom niżej. Zamiast wyrównać do góry – obniży się w dół i wszyscy (?) będą szczęśliwi, bo równi. Cóż, że o poziomy niżej, ale dla bożka równości zrobimy wszystko.
Stąd to dzisiejsze boje o to, że psy umierają, mają buzię, jeśli już nie twarz. Stąd te małżeństwa ze zwierzętami, walka o ich prawa, uznawanie za uchodźców (tak, tak!) i wszystkie te wygibasy. Na razie brzmią radykalnie i głupio, ale okno Overtona nie z takimi sprawami sobie radziło. Dość przypomnieć posła, który zastąpił Brauna z list Konfederacji, który po medialnej operacji na mózgu stwierdził, że jest za związkami partnerskimi, bo po co komuś utrudniać życie?
Mamy za sobą miliony takich przemian, właśnie pod presją wciskanych pojęć, branych najpierw za podstawę do dyskusji, później za całkiem rozsądne i akceptowalne. Za przykład może posłużyć dzisiejszy język Kościoła. Pełno tam nowomowy, w której Kościół się kompletnie zagubił, bo jak tu optować za prawami człowieka, skoro jest się (a właściwie ma być) depozytariuszem jedynych praw – boskich, tylko przeniesionych w sferę ludzką?
Choinka
Po co to jest, bo te wszystkie wolty muszą mieć jakiś szerszy podkład niż samo wariactwo promilowych problemów psychicznych? To wielowarstwowa sprawa. Zacznijmy jak od ubierania choinki – od góry, przejdźmy później do kolejnych poziomów, coraz dłuższych gałęzi. Mamy więc czubek. Z gwiazdą. To gwiazda dobrej, bo nowej nowiny. Świat jest źle zorganizowany, opresyjny, przeludniony i samobójczy. Na to złożyły się wieki niekontrolowanego, anty-rozwojowego procesu posuwania się dziejów. Niekoniecznie do przodu. Jesteśmy przeludnieni, konfliktowi, destrukcyjni. Pora to zmienić. Aby zaś to zamienić, oprócz tego, że należy wszystkie rządy oddać oświeconej i samo-mianowanej elicie, to trzeba zlikwidować przyczyny tego stanu. A więc podstawy znanej nam cywilizacji zachodniej. Wymienię: religia, rodzina, narody, własność, państwowość, pożeranie zasobów w gonitwie za konsumpcją, ba – prawo do życia, wreszcie – źle używaną, bo źle rozumianą wolność.W tym zestawie, w kontekście Bralczyka mówimy nie o zwierzętach, ale o… rodzinie.
Rodzina jest do rozwalenia, zaś te wszystkie psiecka to tylko erzace resztek tęsknoty za macierzyństwem. Resztek, gdyż medialnie macierzyństwo, a już wielodzietność to w ogóle, są passe. Rodzina jest więc na wszelkie sposoby rozmontowywana. Od tego, że coraz częściej zajmuje się nimi, wedle regulacji, dodajmy, państwo. W takim USA, jeśli wygra Kamala, to się dokończy proces, że z pomocą szkoły nieletnie dziecko będzie mogło przeprowadzić zmianę własnej płci, o czym rodzić dowie się po fakcie.
A jak zaszumi, to pójdzie do kicia, albo mu zabiorą dziecko.
Małżeństwa zostały zastąpione kontraktami, które (jak we Francji) można jednostronnie odwołać listem poleconym. Kobietom mąci się w głowach ułudą samorealizacji w formacie wino-kot-koleżanki-kariera. Faceci to szowinistyczne męskie świnie, do cyckania
na kasę, bez żadnych praw, nawet do własnego dziecka, kiedy się mama przełączy na nowy, męski model.I kto by się chciał w takiej sytuacji wybrać w ryzykowną rodzinną podróż?To czyni kolejny, szerszy poziom gałęzi naszej choinki. Produktem tej socjotechniki jest człowiek samotny. Czyli często bez właściwości, częściej – z osobowością płynną, łatwą do formowania. Nie ma bowiem taki kontaktów z rodziną, szerzej – społecznością, która może jakoś zareagować kiedy nasz Janusz czy Janka odjedzie. Taki ktoś jest bezradny wobec oddania własnej tożsamości na łaskę, częściej niełaskę, propagandy postępactwa:
że po prostu „róbta co chceta”, a tak naprawdę reprodukujcie powtarzalne do znudzenia postawy akceptacji własnego nieuświadomionego niewolnictwa. I jest to niewolnik doskonały, gdyż nałożone mu na nadgarstki kajdany uważa za unikatowe klejnoty własnej, wywalczonej wolności.
Demografia psiamatek
Trzeci aspekt jest najprostszy. To depopulacyjna demografia. Takich ludzi będzie coraz mniej. Ludzi w ogóle też. Nie wiadomo czy psidzieci czy kotoci też? Może to one przejmą świat? A taki ma być nowy obraz świata. Mniej liczny. Ta depopulacyjna moda rozkręca się na wiele sposobów: atrofia rodziny, macierzyństwa, buntowanie dzieci wobec rodziców, rozzuchwalanie dzieci, kult singielstwa, seks jako ulżenie sobie, nie zaś forma budowania więzi, hedonizm, będący w konflikcie z rodziną i budowaniem wspólnoty, asertywność wobec innych, brak wartości innych niż materialne, wreszcie ejdżyzm, państwowe usługi eutanazji, procedury leczenia, coraz gorsza służba zdrowia i elitaryzujące się ubezpieczenia. Wszystko to „robi” na zmniejszenie się populacji, nie mówiąc już o bezpośrednich próbach wprost, takich jak pandemia. Dla depopulacji działa również zastąpienie dzieci przez psy-kotki. Temu mają służyć kontestowane przez Bralczyka (i mam nadzieję, że nie tylko)
językowe zabiegi zmierzające do zrównania człowieka i zwierzęcia.Mamy być podobną do zwierzęcej paczką instynktów, najwyżej emocji. A więc równi zwierzętom będziemy się przechadzać wśród katedr wybudowanych przecież nie przez „braci naszych mniejszych”. A propos – to słowa świętego Franciszka, od którego imię wziął nas obecny papież. Co on (święty Franciszek, nie papież) powiedziałby na to dzisiaj? Przecież jego uwznioślenie zwierząt do braci naszych to nie była żadna dyskryminacja pozytywna, tylko wskazanie na Dzieło Boże, które stworzyło świat bogaty w wiele form, należących do Boga. Królem stworzenia, nawet u św. Franciszka, był i jest człowiek, któremu Bóg nakazał (nie – pozwolił!) czynić sobie ziemię poddaną. U Franciszka nie było tu sprzeczności, tak jak i nie ma jej w świecie – żyjemy obok siebie, ze swoimi rolami, jako suma istnień powołanych przez Boga w dziele stworzenia.
I tego się trzymajmy.I nic tu nie pomogą płaczki z przychodni weterynaryjnych, które w zamykających się na zawsze oczach pudelka widzą człowieczy poziom cierpienia, które widzą twarz w mordzie swego psa jako jedynego życiowego partnera, ani doświadczone psiamatki, które tłumaczą profesorowi, że w życiu nie dosięgnie takiego poziomu relacji jak psiamatki i czworonożnego pupila. Tak, ma pewnie rację – w życiu ani profesor, ani większość ludzi nie dojdzie do takiego poziomu relacyjnego i społecznego wyalienowania, by mylić erzace relacji międzyludzkich z posiadaniem psa.
A teraz idę wyprowadzić z Krystyną jej suczkę na spacer. Bez histerii, że idziemy pochodzić z członkiem rodziny. Na smyczy. Bez przesady. Tak daleko (chyba) nie zaszliśmy.
Napisał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

UE: Do diabła z wolą ludu

Do diabła z wolą ludu

rmx/to-hell-with-the-will-of-the-people

„Ursule są tylko marionetkami, które robią to chcą od nich manipulatorzy z Waszyngtonu” – pisze Tamás Pihál dla Magyar Nemzet na temat obecnego stanu demokracji w unii

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 27
 
READ IN APP
 

Globalistyczna lewica jest coraz bardziej pozbawiona skrupułów w lekceważeniu wyboru obywateli.

Trzecia najsilniejsza frakcja, Patrioci dla Europy , nie będzie miała ani jednego urzędnika w Parlamencie Europejskim. Nie stanie się tak, ponieważ globalistyczno-jakobińska większość — którą dla uproszczenia nazywa się głównie „lewicą” — łamie wszelkie pisane zasady i zwyczajowe prawo, ignoruje wolę ludu. 

Ursulas ogłosiły, że ich zdaniem frakcja suwerenistów — w dużej mierze stworzona przez Viktora Orbána — jest skrajnie prawicowa i jako taka antyeuropejska, antypostępowa i antyludzka, a zatem powinna zostać poddana kwarantannie, odizolowana i uduszona. 

Na razie nie ma mowy o ich deportacji, ale patrząc na dynamikę wydarzeń, może to nastąpić nawet za kilka lat.

Więc Patrioci nie dostają nic, nie mówiąc już o stanowiskach — może nawet w końcu kilka kul, jak Fico i Trump. Tak właśnie „działa” reprezentacja ludu i obrońców demokracji w Brukseli.

W rzeczywistości jednym z filarów nadchodzącej pięcioletniej prezydentury Ursuli von der Leyen w Komisji Europejskiej będzie przełamanie oporu wobec imperializmu unii, usunięcie weta małych państw, zwłaszcza wtrącających się Węgier. Jeśli nie będzie weta, wszyscy zrobią to, czego chcą wielcy.

Innymi słowy: „Zamknij się!”

Wyobraźmy sobie teraz na chwilę, że w węgierskim parlamencie partie opozycyjne nie mogłyby nominować wiceprzewodniczących na stanowisko w Izbie, nie mogłyby mieć przewodniczących komisji i wiceprzewodniczących. Oczywiście problem leży w węgierskiej koncepcji demokracji, ale w tym kraju taka rzecz nawet nie została pomyślana — ani w okresie rządów lewicowych, ani prawicowych nikt nie pomyślał o tak nikczemnym akcie, takim lekceważeniu woli elektoratu.

Ale Bruksela zrobiła to bez skrupułów. Biorą udział w tym obrzydliwym akcie, a w międzyczasie zachowują się tak, jakby nic się nie stało, podczas gdy nadal pouczają nas o demokracji, rządach prawa, kontroli i równowadze.

Gdzie jest szacunek dla woli wyborców? Rządy ludu? Zasada suwerenności ludu? Oczywiście, my, Węgrzy, mamy dyktaturę na szali, gdzie nawet przy większości dwóch trzecich głosów Fideszu, zawsze jest lider opozycji (tym razem Zoltán Sas, członek Jobbiku w Komitecie Bezpieczeństwa Narodowego), nie wspominając o opozycyjnych wiceprzewodniczących Zgromadzenia Narodowego i wielu innych urzędnikach.

Inaczej wygląda tratowanie wyborców przez Europejską Partię Ludową (EPP). Aby dać globalistom większość, Manfred Weber, z kręgosłupem ślimaka, sprzymierzył się z bolszewikami — jakby właśnie dostał rozkaz zrobienia tego za pomocą wiadomości tekstowej. Zwabił na swoją stronę bardziej naiwnych prawicowców bezczelnymi kłamstwami i nacjonalistycznymi obietnicami, tylko po to, by dać się porwać lewicowej agendzie.

Mimo że jego wyborcy mają dość nielegalnych imigrantów, Weber i jego ekipa nie przejmują się tym — za ich zgodą będą nadal latać i wysyłać miliony Afrykanów i Azjatów na kontynent, ponieważ wymiana populacji musi trwać. Weber jest jak porywacz: uprowadził głosy prawicy. Jeśli powiem, że ta liczba to oszustwo, łobuz-zdrajca, moralny szaleniec, to z pewnością powiem to zbyt łagodnie.

Ale globaliści ignorują nie tylko wolę wyborców. Kilka lat temu, podczas jednego z przesłuchań w pokazowych procesach przeciwko Węgrom, Parlament Europejski nie uzyskał wymaganej liczby głosów na kolejne „tak”, więc głosowanie powtórzono następnego dnia, powołując się na „przyczyny techniczne”. I tak się stało. Urszula może rzucać kośćmi, ile chce, w domu, dopóki nie uzyska stanowiska, jakiego chce, to prywatna sprawa.

Ale unia nie jest pchlim cyrkiem i nie dołączyliśmy do niej, aby być zabawkami w rękach złoczyńców, którzy codziennie wycierają o nas swoje brudne buty.

To samo zrobiono, gdy przyjęto raport Sargentiniego: Wstrzymania się od głosu nie zostały uwzględnione, co stanowi naruszenie traktatów UE i Regulaminu Parlamentu Europejskiego, ponieważ był to jedyny sposób na wymuszenie wszczęcia postępowania na podstawie artykułu 7 przeciwko naszemu krajowi. Oczywiście, Europejski Trybunał Sprawiedliwości później zalegalizował to naruszenie prawa, ale nie ma w tym nic zaskakującego. Prawo jest dla nich tylko przykrywką; są w rzeczywistości komisarzami ludowymi „otwartego społeczeństwa”. Zobacz ich ostatnią gigantyczną karę nałożoną na Węgry w sprawie kwot.

Ursulas to tylko marionetki, robiące wszystko, czego chcą od nich manipulatorzy w Waszyngtonie. Dlatego teoretycznie niemożliwe jest, aby zrealizowały to, czego chce większość europejskich wyborców i co rzekomo zostało im powierzone. Nie interesują się, a nawet irytują się faktem, że większość Europejczyków nie chce zastępowalności populacji, multikulturalizmu, wojny, sankcji i inflacji wojennej.

Jesienią 2022 roku niemiecka minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock idealnie podsumowała pogląd zachodnich elit na demokrację: „Ale jeśli obiecuję ludziom Ukrainy, że będziemy po ich stronie tak długo, jak będą nas potrzebować, zamierzam dotrzymać słowa. Bez względu na to, co myślą moi niemieccy wyborcy”. Naprawdę, jakie ma znaczenie opinia wyborców, prawda? Wola ludu. Ludzie są głupi, ale sprytni Baerbockowie zrobią to za nich. A jeśli wszyscy ci „sprytni” Baerbockowie przypadkiem wywołają światowy pożar (najwyraźniej taki jest ich cel), niech tak będzie. 

W Stanach Biden został odsunięty od nominacji prezydenckiej. Ale operatorzy pilota Bidena obstawiają, że miliony Amerykanów pokłada wiarę w tym staruszku w prawyborach Demokratów tej wiosny. A kiedy został obsadzony na stanowisku Demokratów, wiedzieli dokładnie, w jakim rozpaczliwym stanie się znajduje: nie był mniej jąkający się i bełkotliwy niż teraz. Więc musieli to mieć, a wola ludu powinna być uszanowana. A propos, jeśli Biden jest tak samo niezdolny do kandydowania na prezydenta, jak się o nim teraz mówi — i jak był w 2020 roku, ale jego opiekunowie zaprzeczali temu wtedy, to KŁAMALI!

Staje się coraz bardziej zakłamane, coraz bardziej obskurne, zarówno tam, jak i tutaj w Brukseli. Sposób, w jaki paplają o demokracji, rządach prawa, różnorodności i solidarności.

Sposób, w jaki próbują wmówić ci, że są demokratami, podczas gdy jeśli ośmielisz się powiedzieć coś innego niż oni, grożą ci, szantażują cię, zabierają pieniądze i wysyłają do Kijowa. Ostatnio mówią o wydaleniu nas z unii.

Elina Valtonen, fińska minister spraw zagranicznych, niedawno przewidziała, że ​​„Węgry powinny zastanowić się, czy słuszne jest dla nich bycie członkiem unii, biorąc pod uwagę ich różne wartości”. OK, pomyślimy o tym.

Tylko jedna rzecz może być wartościowa: to, co oni mają. Tylko jedna opinia: ich. I tylko jedna partia: koalicja socjalistyczno-zielono-komunistyczno-demokratyczno-tęczowa.

Partia przyszłości. Wszyscy inni są nazistami. Ci bezczelni wyborcy również, ponieważ pomimo prania mózgu nie klaszczą już wystarczająco entuzjastycznie.

https://rmx.news/article/to-hell-with-the-will-of-the-people/

Paryż : Koszmar sugestii – sugestia Koszmaru.

Paryż : Koszmar sugestii -sugestia Koszmaru.

Na okrągło agresja, agresja, agresja, deprawacja, deprawacja i jeszcze raz deprawacja.

Z sieci:

Tak jak w 2012 w Londynie jednoznacznie pokazano nam co nas czeka, czyli „plandemię”, tak i tutaj niepokojących znaków było wiele. Np. w oknach słynnego paryskiego więzienia (już od końca XIV w., ale szczególnie „zasłużonego” w dobie rewolucji) Conciergerie ukazały się Marie Antoniny po dekapitacji – zmultiplikowane, bo to tę historyczną postać przywołano, z głową trzymaną oburącz przez samą ściętą na wysokości własnego łona.

Horror, szok – ale cóż: chyba po prostu przygotowuje się społeczeństwo na to co je czeka, wg woli „zarządców”. Tam było jeszcze więcej znaków przemocy, np. sugerujące cieknącą w dużych ilościach strugami krew czerwone wstążki (umownie to nazywając) wyrzucone w dużej ilości w górę – zamierzony efekt osiągnięto: koszmar!

Płynąca „tratwa” z grupą, nazwijmy ich, tancerzy na wysokości kładki Debilly zaczęła najpierw wirtualnie tonąć, potem pokazano na pokładzie ekstremalną suszę, następnie pożogę, by wreszcie tancerze padali jeden po drugim jak muchy (czyżby od kolejnego przygotowywanego przez specjalistów z sektora, jak to się dawniej mówiło, „służby zdrowia” specjału?).
A poza tym na okrągło agresja, agresja, agresja, deprawacja, deprawacja i jeszcze raz deprawacja.
Jest jeszcze jeden ciekawy wątek: Wyspy Cité: tajemnicza postać z pochodnią zręcznie przeskakująca kolejne połacie dachów trafia do, już teraz, luksusowego Samaritaine’a (co w niemal rosyjskiej dłużyźnie pokazane zostało kadrami i najazdami na charakterystyczny motyw zdobniczy). Któż wie, jaki promil francuskiego społeczeństwa, o dalekosiężnych planach w odniesieniu do Wyspy Cité – o przekształceniu jej w strefę super luksusową? Jeden jedyny element nie przystawał do tej koncepcji: jakaś tam staromodna budowla. Nie będę przypominał co się stało. Z motywem ze słynnego cyklu płócien Moneta z Rouen, nomen omen, w tym samym miejscu i jakby tak samo…
Pomijając już te szokujące elementy (przywołane wybiórczo) – całość „rozeszła się” po Sekwanie: w stosunku do filmu można byłoby powiedzieć, że nie było odpowiedniego rytmu montażowego.

Sceneria – no cóż: Paryż, ale za jaką cenę? Kto wie jak utrudniono już niemal od miesiąca życie paryżanom, a ma to trwać… do połowy września. Nie ma jak dojechać do wielu miejsc, a tam przecież mieszkają ludzie: mówię o takich problemach jak wywóz śmieci, dowóz zaopatrzenia, nie wspominając o indywidualnym poruszaniu się. Ile stacji metra zostało zamkniętych, ba jeszcze lepiej: jedziesz sobie metrem i nagle każą ci wysiąść, bo dla bezpieczeństwa odcinek pomiędzy 5 czy 6 stacjami metra pociąg jedzie bez pasażerów. I wychodzisz na powierzchnię, i jeśli masz siły to drałujesz ten dystans pieszo; o sorry – zapomniałbym, bo to byłoby zbyt proste: na kolejnych bramkach, wszak poodgradzali niemal „wszystko i wszystkich” jak nie masz odpowiedniego glejtu to koniec drogi. 

I to wszystko tylko dlatego, że niektórzy dygnitarze wpadli na „genialny pomysł”, żeby zamiast na stadionach i innych obiektach sportowych zorganizować Igrzyska Ol. po prostu w samym mieście, w centrum aglomeracji. W tym samym mieście, gdzie wcześniej utrudnili ludziom życie wyłączając z normalnego ruchu newralgiczne arterie. Ktoś kto zna Paryż sprzed 5-10 lat i obecnie wie o czym mówię – w imię fałszywych idei, niezatruwania powietrza mieszkańcom spalinami itd. Tylko, że cudów nie ma: inne odcinki dróg są tak przeciążone, że to niemal jeden permanentny korek, a przy tym tam to się dopiero zatruwa powietrze, skoro przejechać można tylko tamtędy, a wiadomo, że w przeciwieństwie do słynnej radioaktywnej chmury znad Czarnobyla, która była w stanie zatrzymać się na granicy niemiecko-francuskiej, jak donosiły wówczas francuskie media, spaliny swobodnie mogą się przemieszczać – ale co ja mówię: jeśli w telewizji powiedzą, że…

Rewolucyjna pieśń na otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Ah! ça ira, ça ira, ça ira! Les aristocrates, on les pendra!

Rewolucyjna pieśń na otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Śpiewano o „wieszaniu arystokratów na latarniach”

Ah! ça ira, ça ira, ça ira
Les aristocrates a la lanterne
Ah! ça ira, ça ira, ça ira
Les aristocrates, on les pendra!

(Rozpoczęcie Igrzysk Olimpijskich w Paryżu,

Na otwarciu letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu wystąpił heavymetalowy zespół Gojira. Grupa zagrała swoją interpretację słynnej pieśni rewolucjonistów francuskich. Jej słowa mówią o „wieszaniu arystokratów na latarniach”. Występowi towarzyszyły „kobiety bez głów” ubrane w czerwone suknie.

Podczas otwarcia letnich Igrzysk Olimpijskich – zgodnie z zapowiedziami – wystąpiła francuska grupa heavymetalowa Gojira. Podczas swojego występu zagrała piosenkę napisaną w 1790 roku przez jednego z francuskich żołnierzy. Utwór był najpopularniejszym utworem francuskich rewolucjonistów. Swego czasu uznawano go również za nieoficjalny hymn rewolucjonistów – aż do momentu powstania Marsylianki.

Utwór zaprezentowany przez Gojirę zawiera w sobie słowa nawołujące do skrajnej przemocy fizycznej. Jego treść mówi o uciemiężeniu przez arystokratów, których należy „wieszać na latarniach”.

„Przez trzysta lat pluli na nas. Dość kłamstw i frazesów! Nie chcemy więcej głodować!” – brzmi jedna ze zwrotek utworu. „Ach! to pójdzie! to pójdzie! to pójdzie! Arystokraci na latarnie! Ach! to pójdzie! to pójdzie! to pójdzie! Arystokraci, powiesimy ich!” – brzmią słowa śpiewane przez grupę heavymetalową z Francji.

„Kara dla was nadchodzi. Bo ludzie odzyskują swoje prawa. Dobrze nam zapłaciliście. To koniec, królowie! – to kolejny fragment rewolucyjnej pieśni.

Sam skandaliczny tekst pieśni jest oburzający. Podobnie sympatii słuchacza nie przysparza sposób jego przedstawienia pod względem muzycznym. Jednak szokujące było również przedstawienie wizualne, a zatem ten „spektakl”, który towarzyszył wykonaniu. Utwór zaczęła bowiem śpiewać „kobieta bez głowy”. Podobne postaci były rozmieszczone w kilku oknach służących za scenę zespołu, który wykonywał rewolucyjną pieśń.

Źródło: X.com WMa