Jak nie budować relacji z Ukrainą. Interesy, różnice i kontrowersje nie znikną, nawet [gdyby była] dobra wola.

Jak nie budować relacji z Ukrainą. Dalsza część opowieści o zbożu. Interesy, różnice i kontrowersje nie znikną, nawet [gdyby była] dobra wola.

[To nie mój pogląd, lecz „Polityki”. O roli Firtaszów nie piszą. Jednak umieszczam. Mirosław Dakowski]

ak-nie-budowac-relacji-z-ukraina

Od co najmniej roku mówię i piszę, że słabnąca w wyniku wojny Ukraina, z jej mnóstwem nierozwiązanych problemów wewnętrznych, wśród których korupcja jest tylko najbardziej głośnym, i nowymi bolączkami, jest zagrożeniem dla Polski. Jej problemy będą się stawać naszymi, destabilizacja sytuacji wpływać będzie na nas, a nastroje opinii publicznej po obu stronach, mogą podlegać szybkiej ewolucji.

W miejsce dotychczasowej, nieco sielskiej sympatii, pojawią się zadrażnienia i w konsekwencji może ujawnić się tłumiona niechęć. Nasi wrogowie, nie tylko na wschodzie to wykorzystają, choćby z tego powodu, że polsko-ukraiński tandem zmienić może układ sił w Europie, lepiej zatem zrobić wszystko, aby on nie powstał. W efekcie możemy ponosić koszty sąsiadowania ze zdestabilizowanym państwem nie wykorzystując możliwości, które pojawiłyby się gdyby destabilizacji uniknąć, albo znacząco zmniejszyć jej skalę. Taka ocena sytuacji skłoniła mnie do mówienia o konieczności pogłębienia współpracy, po to aby Polska przeciwdziałając najgorszym scenariuszom rozwoju sytuacji na Ukrainie, wykorzystała korzystne położenie w jakim się znaleźliśmy w związku ze skalą naszego zaangażowania we wspieranie wysiłku wojennego Kijowa. Kryzys zbożowy potwierdził, że współpraca polsko-ukraińska nie musi być aksamitna, będą zadrażnienia, a nawet poważne spięcia, a to czego potrzebujemy to zarówno podejście strategiczne, jak odpowiednio wczesna reakcja na majaczące na horyzoncie problemy. Zobaczmy jak narastał problem.

Był czas na odpowiednio szybką i spokojną reakcje”

W lutym tego roku Julia Samajewa, kierująca działem ekonomicznym w Dzierkale Tyżnia, ukraińskim tygodniku opublikowała artykuł, w którym szukała odpowiedzi na pytanie – Jak to się stało, że ukraińska pszenica jest najtańsza na świecie? Prześledźmy jej tok rozumowania i wyniki dziennikarskiego śledztwa, bo pisze ona, że pierwsze niepokojące oznaki nowego trendu były już na rynku zauważalne w październiku 2022 roku. Był zatem czas na odpowiednio szybką i spokojną reakcje. Na czym polega analizowane przez nią zjawisko? Paradoks polegał na tym, że w roku 2022 światowe ceny zbóż osiągnęły maksimum, w maju dochodząc do poziomu ok. 440 dolarów za tonę. Wówczas to niektóre kraje (Węgry, Indie, Gruzja, Kazachstan, Azerbejdżan) w trosce o sytuację na własnym rynku żywności wprowadziły embargo na eksport własnej produkcji. I właśnie w tym czasie, bo Samajewa poddała analizie dane służb celnych za okres czerwiec – listopad 2022 r., ukraińska pszenica sprzedawana była z dyskontem cenowym na poziomie 40 proc.

Uprzedzając pytania skąd my mielibyśmy o tym wiedzieć wyjaśniam, że należało właśnie w związku z dobrą współpracą między Warszawą a Ukraina i po to, aby przyspieszyć odprawy, zacząć pracować wówczas nad wprowadzeniem jednego, wspólnego dokumentu na podstawie którego mogłyby być realizowane kontrakty eksportowe. Byłoby to tym łatwiejsze, że wszystkie kontrakty eksportu ziarna zbóż i roślin oleistych są na Ukrainie rejestrowane. Ale idźmy dalej. Samajewa pisze, że w analizowanym okresie (czerwiec – listopad 2022 r.) średnia cena tony pszenicy na światowych rynkach wynosiła 362 dolary za tonę, a Ukraina sprzedawała ją do Polski wówczas za 222 dolary, do Rumunii za 209, do Bułgarii za 200 dolarów. Zapewne już wówczas były faktyczne podstawy, aby zacząć reagować, tym bardziej, że z formalnego punktu widzenia, na co zwraca uwagę choćby europoseł PIS Jacek Saryusz-Wolski, a potwierdza Witold Waszczykowski, też eurodeputowany rządzącej formacji, są prawne narzędzia, które należało wykorzystać. Samajewa zauważyła też inną ciekawą prawidłowość. Otóż trzeba wiedzieć, że kontrakty eksportu towarów masowych, w tym wypadku ziarna pszenicy czy kukurydzy, realizuje się według dwóch systemów – DAP, kiedy wszystkie koszty logistyczne są po stronie dostawcy i FOB, kiedy koszty ponosi kupujący a sprzedawca musi jedynie dostarczyć towar do portu czy na bocznicę kolejową. Z oczywistych względów kontrakty DAP charakteryzują się wyższymi cenami umownymi, a FOB niższymi. Ale nie w przypadku ziarna eksportowanego w ubiegłym roku z Ukrainy. W tym wypadku nie było tego rodzaju korelacji. Zdarzało się, że ceny kontraktowe wywożonego z Ukrainy ziarna w systemie, który nakładał koszty logistyczne na sprzedawcę, były niższe od tych kiedy za dostawę płacił kupujący. Jedno było wspólne, zawsze średnia wartość kontraktów była znacząco niższa od ceny rynkowej. Jak to się zatem stało, że ukraińscy traderzy, firmy zajmujące się eksportem produkcji rolniczej, godzili się na sytuację w której handlowali znacznie poniżej cen światowych, przecież teoretycznie przynajmniej, mogliby zarobić więcej? Ukraińska dziennikarka pisze, że w rzeczywistości nikogo nie interesuje w Kijowie w jakich cenach sprzedawane jest zboże. Ministerstwo rolnictwa ma inne problemy na głowie, zwłaszcza w czasie wojny, służby celne bardziej zajmują się importem, bo ma on związek z opłatami, a służby podatkowe zajmują się przede wszystkim problemem cen transferowych dbając o to, aby nie odstawały one w kontraktach eksportowych in plus, a nie in minus od światowego poziomu. W ten sposób ujawnia się też słabość państwa ukraińskiego i podległych mu służb, które nie były w stanie adekwatnie reagować na powstałą sytuację. Ale nie jest to tylko kwestia zaniedbań czy niedorozwoju administracji. Stworzono też mechanizmy wręcz ułatwiające proceder sprzedaży po obniżonych cenach, ze znaczącym dyskontem, ukraińskiej produkcji rolnej. Pisze ona o tym, że władze Ukrainy chcąc przeciwdziałać ucieczce waluty za granicę, zarówno chcąc utrzymać makroekonomiczna stabilność, jak i walczyć z nielegalnymi transferami, wprowadziły w czasie wojny zasadę obowiązkowych depozytów walutowych od kontraktów eksportowych. Punktem odniesienia są ceny kontraktowe za ostatnie 6 miesięcy, a depozyt jest zwalniany w momencie wpłynięcia waluty na rachunek sprzedawcy. Tylko, że ten właśnie mechanizm stworzył dodatkowe zachęty, aby zejść z ceny sprzedaży, bo nie mrozi się w ten sposób kapitału pracującego.

W normalnych realiach rynkowych tego rodzaju podejście zderzyłoby się z niechęcią producenta rolnego, który nie wyzbyłby się swych zapasów za bezcen. Ale Ukraina nie jest w normalnej sytuacji i producenci rolni stoją przed dylematem sprzedać za bezcen ryzykując, że nowej produkcji nie będzie gdzie przechować, albo czekać na lepsze czasy. Jak pisała w lutym „Oczywiście producenci są przegranymi, jeśli handlowcy są zwycięzcami. A teraz, ze względu na problemy logistyczne, tak trudno sprzedać zboże, że są zmuszeni zgodzić się na wszelkie warunki, byle nie gniło”.

Rolą administracji publicznej jest przewidywanie sytuacji kryzysowych”

Na nasz użytek warto się zastanowić, czy wiedzieliśmy o tym co się na Ukrainie dzieje? Mamy przecież finansowane z pieniędzy podatnika ośrodki analizujące zarówno sytuację w rolnictwie, jak i to co się dzieje na Wschodzie. Nawet jeśli wcześniej nie śledziły one bardzo intensywnie procesów rynkowych u naszego sąsiada, to po wybuchu wojny można było zainicjować programy badawcze, nieco rozszerzyć obszar monitorowanych zjawisk. Dlaczego tego nie zrobiono? A może nikt nie słuchał głosów ekspertów pracujących na rzecz rządu?

Nie wiem, ale ten brak ekspertyzy lub jej lekceważenie i reagowanie dopiero wówczas kiedy problemy urosną, wydaje się jednym z naszych podstawowych problemów. Ale idźmy dalej. Samajewa pisze, że w ciągu 5 miesięcy ubiegłego roku ukraińscy eksporterzy sprzedali poniżej rynkowych cen 5 mln ton zboża, na czym Kijów stracił 550 mln dolarów wpływów (chodzi w tym wypadku o saldo transferów finansowych), co w wymiarze makroekonomicznym utrudniło stabilizowanie hrywny. Czy w Kijowie nie wiedziano o tym co się dzieje?

W innym artykule pisze ona, powołując się zresztą na nasza prasę, że ukraińska pszenica która „wlała się” na nasz rynek była kwalifikowana jako „techniczna”, czyli nie nadająca się do spożycia. O tej kwestii napiszę nieco później, ale jak zauważyła dziennikarka w ukraińskiej klasyfikacji produktów ekspertowych, w tym oczywiście również zboża, nie ma takiej kategorii. Nie ma pszenicy technicznej. A zatem z Ukrainy nie mogła wyjechać tak kwalifikowana, magiczna przemiana nastąpiła na granicy. Samajewa jest zdania, że może to świadczyć, iż eksporterzy, firmy handlowe, posługiwali się dwoma kompletami dokumentów – dla służb ukraińskich jednym i dla polskich drugim. Dlatego właśnie pisałem, że należało odpowiednio wcześniej, a rolą administracji publicznej jest przewidywanie sytuacji kryzysowych, pracować nad wspólnym polsko – ukraińskim dokumentem. Ale jest też inne wyjaśnienie tego fenomenu. Otóż rozmawiałem z prezesem jednej z firm handlującej „po polskiej stronie” ukraińskim zbożem.

Powiedział mi on, że kwalifikacja dostawy jako zboża technicznego była częstą praktyką sugerowaną przez nasze służby. Znacząco przyspieszało to odprawę graniczną, bo badania fitosanitarne nie były konieczne. Nasze służby pracujące na granicy nie dostały w odpowiednim czasie niezbędnych narzędzi (większe budżety, nowe laboratoria, więcej kadr) więc znalazły rozwiązanie, szkoda tylko, że tego rodzaju. Wreszcie Samajewa pisze, że jej zdaniem ukraińskie ministerstwo rolnictwa nie musiało być zainteresowane rozwiązaniem problemu eksportu poniżej cen rynkowych, bo kierujący resortem Nikołaj Solski jest „jednym ze współzałożycieli Ukraińskiego Holdingu Rolnego, który zajmuje się między innymi handlem zbożem. Oznacza to, że minister może równie dobrze lobbować w interesie handlowców, mimo problemów niektórych drobnych producentów”.

Wydaje się, że wiele w Polsce mówiąc o problemach państwa ukraińskiego nadal również w czasie wojny borykającego się z wieloma „przedwojennymi” problemami – korupcją, niewydolnością administracji, interesami wpływowych grup interesów, traktujemy naszego sąsiada w kategoriach normalnie funkcjonującego organizmu. Zakładamy milcząco, że „to oni” winni znaleźć rozwiązanie rysujących się problemów, nie jest naszym obowiązkiem wtrącanie się w ich wewnętrzne sprawy, nawet nie musimy się nimi interesować. Jest akurat, moim zdaniem zupełnie odwrotnie. Jeśli nie będziemy się tymi problemami interesować, nie poprawimy stanu naszej wiedzy na temat tego, co dzieje się na Ukrainie, nie będziemy aktywniejsi – proponując rozwiązania, zarówno legislacyjno-administracyjne, jak również rzeczowe, to będziemy „hodować” problemy, które tak jak to było w przypadku ziarna zbóż w pewnym momencie wybuchną, ale wówczas na reakcję będzie zbyt późno. Należało odpowiednio wcześniej myśleć o programie wsparcia dla ukraińskich producentów rolnych, skupu ich zboża, magazynowania, również w Polsce. Gdybyśmy rozbudowali odpowiednio szybko system logistyczny, zdolności portów, służby celne i fitosanitarne, to moglibyśmy na tranzycie zarobić. Ale trzeba było przygotować się do tematu w sposób strategiczny, z odpowiednim wyprzedzeniem, zasięgając opinii znających rynek rolny na świecie i w Europie. Specjalistów w Polsce w tym obszarze jest aż nadmiar. Tylko, że chyba nikt ich nie słuchał.

Ale jest jeszcze jeden w tym wszystkim ciekawy wątek. Otóż przywoływany przeze mnie Nikołaj Solski, ukraiński minister rolnictwa opublikował artykuł poświęcony obecnemu kryzysowi. Jest on napisany w bardzo pojednawczym tonie, ale warto zwrócić uwagę na zawarte w nim tezy. Pisze on m.in., iż wzrost eksportu ukraińskiej kukurydzy na rynek Unii Europejskiej (8 mln ton w 2021 roku i 11,2 mln ton w 2022) jest zarówno wynikiem blokad portów czarnomorskich przez Rosjan (o czym wiemy), jak i efektem większego popytu, bo w ubiegłym roku w wielu państwach Europy Zachodniej miała miejsce susza. Nas ona dotknęła w znacznie mniejszym stopniu niż Hiszpanię i Francję. Jeśli chodzi o eksport oleju słonecznikowy, to zdaniem ukraińskiego ministra rolnictwa był on niewiele tylko wyższy w roku ubiegłym niźli rok wcześniej (odpowiednio 1,96 mln ton i 2,05 mln ton), a w przypadku miodu, orzechów i wyrobów przemysłu spożywczego (makaron, słodycze etc.) spadł. Trudno zatem mówić o tym, że w przypadku niektórych grup towarowych objętych np. polskim embargo mamy do czynienia z narastającym zagrożeniem rynku wewnętrznego. Jeśli tak jest, a sprawa wymaga zbadania, to uprawnionym byłby pogląd, że przy okazji problemu z ukraińskim zbożem i ziarnem kukurydzy nasz rząd broni interesów branżowych.

Ale kwestia ziarna zbóż jest najważniejsza zwróćmy uwagę, co na ten temat pisze ukraiński minister. Przytoczmy słowa Nikołaja Solskiego. Jak zauważa „ukraiński import do Polski przyniósł wiele korzyści nie tylko Ukrainie, ale także samej Polsce. Oto, o czym mówię: 20 proc. polskiego eksportu to wszelkiego rodzaju mięsa. Polski eksport mięsa i produktów mlecznych wzrósł w ubiegłym roku o 37 proc. Taka produkcja wymagają paszy, a zboże z Ukrainy wzmocniło konkurencyjność polskich producentów. Eksport zboża i produktów jego przetwórstwa z Polski również wzrósł o 40 proc. Tak więc rozwijał się biznes sąsiedniego kraju, w tym wykorzystujący ukraińskie surowce. Dla przykładu, zgodnie z oświadczeniem polskiego ministra, w 2022 roku produkcja kurczaka w Polsce wzrosła o 8,2 proc. w stosunku do 2021 roku. Polska stała się jednym z liderów wśród krajów UE w eksporcie kurczaków do krajów trzecich. W I kwartale 2023 roku Polska sprzedała na Ukrainę 10,5 tys. ton kurczaków, a Ukraina do Polski – 4 tys. ton , czyli 2,5 razy mniej”.

Bardzo ciekawy to wątek, pójdźmy więc tropem podsuniętym przez ukraińskiego ministra. Jest to o tyle istotna kwestia, że Polska jest europejskim liderem w produkcji mięsa drobiowego, jest ono tanie i powszechnie dostępne a głównym czynnikiem kosztów producentów jest cena paszy. Jeśli zatem na rynku było dostępne tanie ukraińskie zboże, to rentowność produkcji mięsa drobiowego winna się znacznie poprawić, ceny winny spaść, co byłoby też korzystne jeśli chodzi o presje inflacyjną, w Polsce nadal bardzo wysoką. Na szczęście nasze Ministerstwo Rolnictwa prowadzi drobiazgowy monitoring rynków rolnych, w tym mięsa drobiowego, mamy zatem dobre źródło, którym możemy się posiłkować. Odwołajmy się do danych znajdujących się w ostatnim, kwietniowym, biuletynie analizującym sytuację na rynku drobiu. Okazuje się, że o ile średnie ceny mięsa kurcząt w Unii Europejskiej wzrosły w ciągu roku (od marca 2022 do marca 2023) o 11,2 proc., ale już w przypadku Czech o 26,5 proc., Niemiec o 17 proc., a Słowacji o 18,2 proc., to w Polsce te ceny, liczone w złotych, spadły o 0,9 proc., a jeśli liczyć w euro, to wzrosły o 0,3 proc.. Słowa ukraińskiego ministra znajdują zatem potwierdzenie i w naszej statystyce. Jeśli jednak spojrzymy na ministerialne dane dotyczące cen pasz, to okazuje się, że w przypadku drobiu ich ceny wzrosły w ciągu roku o 5,6 proc. A zatem ktoś przechwytuje marżę, jeśli kupuje taniej surowiec. Ale wróćmy do argumentacji ukraińskiego ministra. Pisze on i ma rację, że spadek cen zbóż na globalnych rynkach wywołany został nie napływem taniej produkcji z Ukrainy, ale dobrymi prognozami zbiorów w Brazylii. Zwraca też uwagę na to, że kraj ten, który według analiz amerykańskiej USDA eksportował jeszcze dwa lata temu 87 mln ton zbóż, to w tym roku będzie to 125 mln ton. Rynek nie zna próżni, jeśli zboże z Ukrainy nie dociera to znajdą się producenci, w tym wypadku Brazylia, którzy zajmą powstałą lukę. Solski zwraca uwagę i warto potraktować jego słowa niezwykle poważnie, na fakt, że eksport produkcji rolnej z Ukrainy może być wspólną szansą, stać się impulsem rozwojowym dla wszystkich krajów regionu. Można na tym sporo zarobić, ale zamiast spierać się i kłócić, a rynek nie będzie czekał, należy współpracować. Jego artykuł utrzymany jest w pojednawczym tonie, na co też warto zwrócić uwagę, bo zdaje się, że w ukraińskim rządzie nie dominuje wcale postawa obrażonej panienki, która odwraca się plecami od dotychczasowego partnera, kiedy pokazał on, iż ma własne zdanie. Oczywiście w ukraińskich mediach niemało jest „prymusów” eurointegracji, ekspertów w rodzaju Nazara Bobickiego, który na gruncie unijnego prawa dowodzi, że nasze embargo jest nielegalne. Wśród największych entuzjastów integracji z Unią Europejską na Ukrainie nie ma też wielu przyjaciół Polski. Musimy o tym wiedzieć, bo oni postrzegają sojusz z konserwatywnym rządem [??? md] w Warszawie, będącym w sporze z Brukselą, w kategoriach bariery na drodze do szybkiego wstąpienia do Wspólnoty. Rząd Szmychala prezentuje w tej materii znacznie bardziej zniuansowane i rozsądne stanowisko. Znajomość spraw, poglądów i tendencji w ukraińskim świecie politycznym również winno być jednym z naszych priorytetów.

Mam wrażenie, że cała naszą politykę wobec Ukrainy chcemy budować wyłącznie w oparciu o „imperatyw wdzięczności” za przyjęcie uchodźców i pomoc wojskową. Jest to złudzenie. Interesy, różnice i kontrowersje nie znikną, nawet jeśli jest dobra wola, aby łagodzić napięcia. Ale wolę trzeba uzupełnić o wiedzę, myślenie strategiczne, budowanie narzędzi, odwagę formułowania planów i koncepcji, zarówno na poziomie konkretnych sektorów gospodarczych, jak i relacji w wymiarze generalnym. Tego nadal nam brakuje.

Policja włamała się do budynku szkoły przy ambasadzie rosyjskiej. To działanie sprzeczne z prawem,

Policja włamała się do budynku szkoły przy ambasadzie rosyjskiej. Jest stanowcza reakcja. To działanie niezgodne z prawem, naruszenie Konwencji Wiedeńskiej w stosunkach dyplomatycznych

policja-wlamala-sie-do-budynku-szkoly-przy-ambasadzie-rosyjskiej

To działanie niezgodne z prawem, naruszenie Konwencji Wiedeńskiej w stosunkach dyplomatycznych tak zajęcie szkoły przy ambasadzie Rosji w Warszawie komentuje Siergiej Andriejew.

Policja siłą weszła na teren, wyłamując zamki. Wcześniej prokuratura zajęła konta ambasady.

Warsaw authorities break the doors of the school at the Russian Embassy

W Warszawie władze lokalne i policja włamały się do szkoły przy ambasadzie rosyjskiej, w której uczą się dzieci dyplomatów i wojskowych, wyważając drzwi i wyłamując zamki — relacjonuje z miejsca zdarzenia korespondent rosyjskiego portalu RIA Novosti.

W serwisie zamieszczono krótkie nagranie ze zdarzenia, które krąży już w mediach społecznościowych.

Sprawa dotyczy postępowania egzekucyjnego, które przeprowadza stołeczny ratusz, co potwierdził rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Łukasz Jasina. Według MSZ budynek jest w „bezprawnym posiadaniu Federacji Rosyjskiej” i powinien zostać przekazany Skarbowi Państwa. Informacje na ten temat pojawiały się już w marcu.

Przedstawiciel urzędu miasta wcześniej zażądali otwarcia bramy, ale odmówiono im. Andriej Ordasz, doradca wysłannika ambasady Rosji w Polsce powiedział, że strona rosyjska uważa wszelkie decyzje o konfiskacie budynku za nielegalne i ostrzegł przed odwetowymi krokami dyplomatycznymi.

Ordasz, cytowany przez RIA Novosti, powiedział, że personel szkoły dostał czas do godz. 18.00 na opuszczenie budynku. Na miejsce przybył także szef misji dyplomatycznej Siergiej Andriejew. Zapowiedział, że Moskwa złoży protest.

— Kwalifikacja jest jednoznaczna. To działanie niezgodne z prawem, naruszenie Konwencji Wiedeńskiej w stosunkach dyplomatycznych. Oczywiście będziemy protestować — zaznaczył.

Zdaniem ambasadora działania polskich władz nie pozostaną bez odpowiedzi. — Jaka to będzie reakcja — nie chcę przewidywać. Decyzja w tej sprawie zapadnie w „centrum” — powiedział.

Prokuratura zajęła pieniądze z kont

W środę polska prokuratura zajęła pieniądze ambasady rosyjskiej. Środki z rachunków ambasady i przedstawicielstwa handlowego w banku Santander zostały przekazane na konta prokuratury.

Rosjanie wskazują też, że Santander Bank ogłosił zaprzestanie współpracy z ambasadą i zamknął rachunki. Andriejew podkreślił, że chodzi o „znaczące środki”, które były zarówno w dolarach amerykańskich, jak i polskiej walucie.

Wcześniej strona polska zamroziła konta ambasady w związku z podejrzeniem, że „mogą one służyć do prania pieniędzy lub terroryzmu”.

====================

mail:

Waszyngton już uruchomił najbardziej lojalnych wasali w Polsce i przy ich pomocy już działa. Naiwnością jest sądzić, że polska prowokacja z zajęciem budynku szkoły przy ambasadzie rosyjskiej jest przypadkiem.

Już teraz można przypuszczać, jak dalej potoczą się agresywne wydarzenia. Bezczelny wybryk, prowokacja władz w Polsce, które przed końcem roku szkolnego wyrzuciły uczniów i nauczycieli, jest dokładnie obliczony na ostrą reakcję Moskwy i taka reakcja zapewne nastąpi.

==============================

mail:

 Każdy pretekst, aby uwikłać Polskę w Wojnę będzie dobry, ale że wybrano taki jest jednak szokujące. Chodziło chyba o to, aby ukazać Polskę wobec Rosji i całego świata w jak najgorszym świetle.

Policja atakuje szkołę ambasady na miesiąc przed wakacjami?

Chodzi o nieodwracalną eskalację konfliktu.

„PIERWSZY MAJA” ŚWIĘTEM (?) PRACY czy DNIEM PRACY? Masońska loża Illuminati Weishaupta pierwowzorem.

„PIERWSZY MAJA” ŚWIĘTEM (?) PRACY czy DNIEM PRACY? Masońska loża Iluminaci Weishaupta.

ks. prof. Michał Poradowski. 1992

Od przeszło stu lat obchodzi się prawie we wszystkich krajach tzw. „Święto (?) Pracy”, która to uroczystość powinna nazywać się Dniem Pracy, jako że ze świętością niewiele ma wspólnego.

Słusznym jest, że uwagę skupia się na tym dniu pracy, który jest dla człowieka charakterystyczny, bowiem tylko człowiek pracuje, w ścisłym tego słowa znaczeniu (zwierzęta i maszyny „pracują” tylko w znaczeniu przenośnym), tylko człowiek używa swoich zdolności twórczych dla powiększenia i polepszenia dóbr kulturalnych, intelektualnych, artystycznych i gospodarczych, aby móc żyć lepiej i dostatniej, aby samego siebie doskonalić przez pracę.

Kościół zawsze chwalił wszelką pracę, do niej zachęcał i wynosi ją do godności cnoty (pracowitość). Obecny Papież, Jan Paweł II, poświęcił pracy specjalną encyklikę, Laborem exercens.

Przez wiele lat obchody Dnia Pracy były często okazją do manifestacji robotników, połączonych nieraz z gwałtem i zajściami, co powodowało interwencje policji, bowiem zajścia te mogły przekształcić się w groźne konflikty i niszczenie mienia prywatnego i publicznego. Niejednokrotnie obchodzenie Dnia Pracy było wykorzystywane przez rewolucjonistów i terrorystów, i dlatego bywały w niektórych okresach zakazywane.

Dopiero po drugiej wojnie światowej obchody te nabrały godności i umiarkowania, i prawie we wszystkich krajach zostały zalegalizowane. Niektórzy występujący przy tej okazji mówcy, wspominają tzw. „męczenników z Chicago” i przypisują ustalenie obchodu Dnia Pracy na dzień pierwszego maja, jako rzekomą datę zajść w tym mieście.

Otóż jest to jakieś nieporozumienie, gdyż odnośny pomnik w Chicago oddaje hołd nie robotnikom, lecz policji, a głównie kapitanowi Ward, który w zajściach tych stracił życie.

Przypomnijmy jak to było. W roku 1886, dnia 16 lutego, rozpoczyna się strajk robotników w fabryce maszyn rolniczych Mac Cormik. Strajk ten przedłuża się aż do dnia 3 maja, kiedy to przybyła z Europy grupa zawodowych terrorystów i dołączyła do strajkujących, nadając strajkowi charakter rewolucyjny i powodując gwałtowne zajścia w całym mieście, a głównie na placu Haymarket. Policja była zmuszona interweniować; 130 policjantów, pod komendą kapitana Ward usiłowało opanować te gwałty i niszczycielskie manifestacje. W momencie, kiedy kapitan Ward z podniesioną dłonią (jak to widać na pomniku), przemawiał do manifestantów, terroryści rzucili bomby na policjantów, zabijając siedem osób, w tym i kapitana Ward, a siedemdziesiąt osób ciężko raniąc. Grupa terrorystów wraz ze swym przywódcą Samuelem Fieldem została aresztowana i oddana władzom sądowym. Po kilku miesiącach (drugiego listopada tegoż roku) Sąd Najwyższy skazał czterech terrorystów na karę śmierci i wyrok został wykonany.

Podsumowując te wydarzenia, można stwierdzić:

1. Nie dają one żadnych podstaw do obchodzenia Pierwszego Maja, gdyż dnia pierwszego maja w Chicago nic nie zaszło, bowiem akt terrorystów przybyłych z Europy i nie mających nic wspólnego z robotnikami z Chicago, miał miejsce trzeciego maja.

2. W historii współczesnych ruchów robotniczych, zwłaszcza syndykalnych, w walce o sprawiedliwe ustawodawstwo pracy, było wiele krwawych zajść, w których poległo wielu robotników. Zapewne najgłośniejszym i najważniejszym wydarzeniem był strajk robotników w stoczni w Gdańsku, w okresie świąt Bożego Narodzenia w roku 1970, kiedy to policja ówczesnego rządu komunistycznego tzw. Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej zabiła wielu robotników; autentycznym „męczennikom” dopiero w roku 1980 został postawiony pomnik, kiedy to, dzięki bohaterskiej walce polskich robotników zaczęły szybko rozwijać się głębokie przemiany w całym ustroju „realnego socjalizmu” za „żelazną kurtyną”.

Tak więc, robotnicy mają swoich własnych „męczenników” i nie potrzebują posługiwać się cudzymi, a zwłaszcza „męczennikami” policji, gdyż owi „męczennicy” z Chicago nie byli robotnikami, ale policjantami, a pomnik wystawiony na Haymarket gloryfikuje odwagę kapitana Ward. Czas już, aby skończyć z legendą o „męczennikach z Chicago” i wspominać ich w Dniu Pracy, czyli Pierwszego Maja.

3. Kto miałby jakieś wątpliwości w tej sprawie, może wszystko to sprawdzić czytając gazety z tego okresu, które z łatwością znaleźć można w bibliotece w Chicago (National Library).

4. Byłoby wskazane, aby „Solidarność” zażądała od wszystkich związków zawodowych na całym świecie, aby w przemówieniach w dniu Pierwszego Maja nie wspominano „męczenników z Chicago”, ale autentycznych męczenników warstwy robotniczej poległych w Gdańsku, w roku 1970, jako ofiary terroru komunistycznego.

5. Zdaje się, że historia zanotowała tylko dwa wydarzenia „pierwszego maja”, a mianowicie:

– ogłoszenie dnia 1 maja 1776 roku założenia przez satanistę Adama Weishaupta masońskiej loży Iluminatów, w Niemczech, oraz

– dekret rządu pruskiego z dnia 1 maja 1841 roku, odnoszący się do wyrzucenia z Niemiec rewolucjonisty Heinrich Heine (znanego raczej jako poeta), ale oba te wydarzenia nie mają nic wspólnego ani ze „sprawą robotniczą”, ani też z Dniem Pracy.

Zaszufladkowano do kategorii Kultura | Otagowano

Ostra nagana i żądanie posłuszeństwa – z Kijowa. Tryptyk. Tutejsi dzielnie robią w majtki.

Ostra nagana i żądanie posłuszeństwa – z Kijowa. Tryptyk.

MD

=============================

I. Na podst.: kijowski-rezim–note-protestacyjna [usuwam „brzydkie słowa”, bo zaciemniają sytuację. md]

Kijowski reżim w podziękowaniu za pomoc, jaką otrzymali bezpodstawnie od Polski, złożyły protest w ambasadzie RP oraz przedstawicielstwie UE w związku z wprowadzeniem ograniczenia importu zboża z ich kraju.

Przedstawiciel Kijowa Ołeh Nikołenko [rzecznik ukraińskiego MSZ , a jego wypowiedź cytuje „Ukraińska Prawda”] potwierdził, że noty protestacyjne zostały złożone w piątek w ambasadzie RP i przedstawicielstwie UE w Kijowie. Według Nikołenki, sytuacja jest „kategorycznie niedopuszczalna”. Przedstawiciel Kijowa oświadczył, że takie ograniczenia, bez względu na uzasadnienie, naruszają układ stowarzyszeniowy między Ukrainą a UE oraz normy i zasady jednolitego rynku UE. Słowa prostego i pospolitego chama, jakie są podziękowaniem za „pomoc” otrzymaną od Polski zacytowała portal Europejska Prawda.

“Istnieją pełne podstawy prawne do natychmiastowego wznowienia eksportu ukraińskich towarów rolnych do Polski, Rumunii, Węgier, Słowacji i Bułgarii, a także kontynuacja niezakłóconego eksportu do innych państw członkowskich UE” – dodał.

Nikołenko zaapelował do partnerów o poszukiwanie wyważonego rozwiązania, opartego na prawodawstwie unijnym, układzie stowarzyszeniowym i duchu solidarności. Jego zdaniem, taki krok jest jedynym sposobem na skuteczne przeciwstawienie się „agresywnemu” działaniu Rosji oraz wzmocnienie jednolitego rynku UE.

„Kluczowe elementy umowy, uzgodnione również z Ukrainą, to: cofnięcie jednostronnych środków przez Polskę, Słowację, Bułgarię i Węgry; wyjątkowe środki ochronne dla 4 produktów: pszenicy, kukurydzy, rzepaku i ziaren słonecznika; pakiet wsparcia w wysokości 100 mln euro dla poszkodowanych rolników w 5 państwach członkowskich; zapewnienie badań niektórych innych produktów, w tym oleju słonecznikowego; prace nad zapewnieniem eksportu do innych krajów za pośrednictwem korytarzy solidarnościowych” – poinformował.

Przedstawiciel Kijowa swoim zachowaniem bez wątpienia udowodnił, że to właśnie Ukraina jest agresorem a jej działania na terenie wschodniej Ukrainy, jakie zostały zapoczątkowane w 2015 roku, należy kwalifikować jako akt terroryzmu, za który osoby odpowiedzialne powinny ponieść surowe konsekwencje karne.

W piątek Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. handlu, ogłosił, że KE osiągnęła zasadnicze porozumienie z Bułgarią, Węgrami, Polską, Rumunią i Słowacją w sprawie ukraińskich produktów rolno-spożywczych.

Przypominamy, że w piątek Morawiecki rozmawiał z komisarzem UE Valdisem Dombrovskisem na temat sytuacji na rynku rolnym. Pisowski polityk potwierdził, że osiągnięto porozumienie z UE w sprawie zakazu importu produktów rolnych, które wpłynęły na destabilizację rynku w Polsce, w tym głównie zboża i kukurydzy. Wprowadzenie regulacji celnych zostanie przedłużone od czerwca, a obecne przepisy pozostaną w mocy do tego czasu, co zostało wynegocjowane przez Polskę w intensywnym procesie negocjacji.

================================

II. „Ukraina zachowuje się nielojalnie wobec Polski”. Europoseł PiS obnaża hipokryzję Kijowa ukraina-zachowuje-sie-nielojalnie–hipokryzja

Strona ukraińska zachowuje się nielojalnie wobec Polski – powiedział w niedzielę na antenie Telewizji Republika europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski.

Polityk skomentował ostrą reakcję Kijowa na decyzję Polski o zakazie importu produktów rolnych z Ukrainy. W piątek MSZ Ukrainy przekazał ambasadzie RP i przedstawicielstwu UE w Kijowie noty resortu o „kategorycznej niedopuszczalności sytuacji związanej z ograniczeniami handlowymi dotyczącymi importu produktów rolnych Ukrainy”.

W ocenie europosła PiS Polska musi jak najszybciej zareagować na to, co robi strona ukraińska i przejść do ofensywy prawno-politycznej.

Pierwszy zarzut, że to narusza zasady jednolitego rynku. Otóż Ukraina nie jest członkiem jednolitego rynku. Drugi zarzut, że środki unijne naruszają układ stowarzyszeniowy. Otóż jako ktoś, kto przeprowadzał układ stowarzyszeniowy przez Parlament Europejski – swego czasu byłem jego sprawozdawcą – stwierdzam, że tam są klauzule ochronne w postaci tak zwanych środków taryfowo-kwotowych, które na takie rozwiązania, które stosuje dzisiaj przymuszona i ponaglona przez Polskę i innych Komisja Europejska, pozwalają. Także jest to w pełni zgodne z jednolitym rynkiem i w pełni zgodne z układem stowarzyszeniowym, wbrew krytyce ukraińskiej – wyjaśniał gość Telewizji Republika.

Mam dwie hipotezy. Po pierwsze, po stronie Komisji Europejskiej i Unii nie doceniono cenowej konkurencyjności produktów rolnych, które napłyną z Ukrainy i skali tego napływu. Druga hipoteza: założono, nie chcąc dać Ukrainie pieniędzy, a wiemy, że Unia skąpi pieniędzy Ukrainie, że zamiast tego dostaną dostęp do rynku rolnego, zakładając, wręcz wiedząc, być może cynicznie, że główną cenę zapłacą kraje graniczące z Ukrainą – alarmował Saryusz-Wolski.

Zdaniem eurodeputowanego swoją krytyką „strona ukraińska zachowuje się nielojalnie wobec Polski”. – Sama sobie szkodzi, występując przeciwko tym krajom, graniczącym z nią głównie, które są jej głównymi sojusznikami – podsumował.

  =======================================

III. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych skomentowało doniesienia medialne o nocie Ukrainy ws. przywrócenia eksportu zboża z Ukrainy do UE. Rzecznik MSZ dodał, że Warszawa nie otrzymała jeszcze żadnego oficjalnego pisma, które miało wpłynąć do polskiej ambasady w Kijowie.

Rzecznik MSZ Łukasz Jasina poinformował, że polska strona nie zna jeszcze dokładnej treści ukraińskiej noty dyplomatycznej dotyczącej eksportu produktów rolnych. Dokument miał zostać przekazany polskiej ambasadzie w Kijowie oraz przedstawicielstwu Unii Europejskiej na Ukrainie. Jednak nota nie trafiła jeszcze do polskiego MSZ w Warszawie. Łukasz Jasina podkreślił, że gdy tylko polska strona otrzyma notę, oceni ją.

 „Nasza ambasada jeszcze nie przekazywała nam żadnych informacji. Jak przekaże notę, to ocenimy” – powiedział rzecznik ministerstwa.

========================

mail:

[pewnie Chabad Lubawicz, a może sam Firtasz czy podobni, ukradli eter i druty między Kijowem a Warszawą. Stąd ten pożałowania godny brak informacji, nawet po paru dniach. ]

Braun: Polaków można oswoić z propagandą podżegania do wojny –

Braun: Polaków można oswoić z propagandą podżegania do wojny

Polaków można tym karmić i rzecz pewnie najstraszniejsza, że

braun-polakow-mozna-tym-karmic

Polakom można to oferować, Polaków można tym karmić i rzecz pewnie najstraszniejsza, że Polaków można oswoić z propagandą podżegania do wojny – mówił podczas XII Konferencji Prawicy Wolnościowej poseł Konfederacji Grzegorz Braun.

Przedstawiciel Konfederacji, poseł Grzegorz Braun, był jednym z prelegentów, który wystąpił pierwszego dnia XII Konferencji Prawicy Wolnościowej. Z innymi fragmentami wystąpienia polityka możecie zapoznać się w artykułach na naszej stronie:


Braun: To jest fascynujące

Naród Polski został oswojony z tym, że nie wszystkie zbrodnie się rozlicza i nie wszystkie zbrodnie się nazywa zbrodniami i to jest coś fascynującego, że można w ciągu roku, ba (…) to po prostu był efekt piorunujący, z tygodnia na tydzień okazało się, że kto się upomina o nazywanie ludobójstwa ludobójstwem, niewłaściwy czas sobie znalazł na to i zostaje ekspresowo „ruskim agentem” – mówił Braun.

Pomijając zaszłości historyczne można było Polakom z dnia na dzień wmówić, że państwo, które z wielką biedą, rok po roku, dźwigało się z zapaści ekonomicznej, socjalnej, że to państwo może być fundatorem wszystkiego dla tych, których nam wskazano jako tych, których potrzeby są pierwszoplanowe– kontynuował.

Poseł Konfederacji zauważył, że „potrzeby potrzebujących w Polsce, czy gdzie indziej w świecie muszą ustąpić, ponieważ inni są załatwiani bez kolejki, często dosłownie”.

To jest fascynujące, że można wydać, wedle załganych statystyk, załganych niewątpliwie danych podawanych przez ministrów aktualnego rządu, można wydać 50 miliardów na pomoc dla przybyszów i jednocześnie nie móc sprowadzić paru setek, paru tysięcy Polaków na przykład z Kazachstanu– dodawał.

Braun: Nie ma na to odpowiedzi

Polakom można to oferować, Polaków można tym karmić i rzecz pewnie najstraszniejsza, że Polaków można oswoić z propagandą podżegania do wojny i z Polaków można zrobić kibiców wojny, dopominających się eskalacji, bo to tak jest przedstawiane – mówił Braun.

Według posła „niestety nawet ze strony środowisk, od których oczekiwalibyśmy większego rozsądku, jest na to przyzwolenie. Na ten dogmat walki aż do cudzego zwycięstwa”.

Problem jest taki, ja szereg razy pytałem o to publicznie, gdzie jest ta granica. Pomijając już dyskusje na temat samych celów, które ja uważam za problematyczne, to zadajmy sobie pytanie o to, kiedy i jak te cele mają być osiągnięte – kontynuował Braun.

Następnie polityk wymienił szereg pytań: „jaka linia demarkacyjna na froncie?”, „jakie terytorium?”, „jakie warunki rozejmu?”.Chciałbym wiedzieć o co walczymy, jeśli już walczymy. I nie ma odpowiedzi na to. Odpowiedź jest zawsze jedna: „aż do zwycięstwa” – podkreślał poseł Konfederacji.

Oligarchia – finansjera wysysa ludzkość do kości. Bogactwo światowych miliarderów wzrosło o 50% w ciągu 9,5 miesiąca.

Oligarchia – finansjera wysysa ludzkość do kości.

Mówią ludziom, aby przyzwyczaili się do swojej “nowej normalności”.

Bogactwo światowych miliarderów wzrosło o 3,9 biliona dolarów między 18 marca a 31 grudnia 2020 roku. Ich łączny majątek wynosił wtedy 11,95 mld dolarów, co oznacza 50-procentowy wzrost w ciągu zaledwie 9,5 miesiąca.

Date: 1 Maggio 2023Author: Uczta Baltazara finansjera-wysysa-ludzkosc-do-kosci

Bank Światowy twierdzi, że prawie 80% (560 mln) z 700 mln ludzi, którzy zostali zepchnięci do skrajnego ubóstwa w roku 2020 z powodu polityki COVID, pochodziło z Indii. W skali globalnej poziom skrajnego ubóstwa wzrósł w roku 2020 o 9,3 procent. worldbank-content

Oszacowano, że jedynie w roku 2022 ćwierć miliarda ludzi na całym świecie zostało zepchniętych w strefę absolutnego ubóstwa. covid-economic-devastation-quarter-billion

W Wielkiej Brytanii ubóstwo wzrasta w dwóch trzecich społeczności, ponieważ miliony osób pozostają bez ogrzewania i nie są w stanie regularnie jeść posiłków christians-against-poverty. Z powodu “kryzysu kosztów życia” 10,5 miliona osób przeżywa trudności finansowe. Dodatkowe 13,7 mln osób jest zagrożonych trudnościami finansowymi w przypadku dalszego wzrostu kosztów. 

Poziom życia w Wielkiej Brytanii gwałtownie się obniża living-standards. Na przykład, 28 procent (wzrost z 9 procent przed COVID) dorosłych Brytyjczyków powiedziało, że nie może sobie pozwolić na jedzenie pełnowartościowych posiłków. Absolutne ubóstwo wzrośnie z 17,2 % w 2021-22 do 18,3 % w 2023-24, spychając dodatkowe 800.000 osób w ubóstwo.

W Anglii 100 000 dzieci zostało pozbawionych darmowych posiłków w szkołach. children-not-eligible-for-free-meals-going-hungry

W USA około 30 milionów osób o niskich dochodach znajduje się na krawędzi “urwiska głodowego”, ponieważ część przysługującej im federalnej pomocy żywnościowej jest odbierana 30_million_snap_slashed. W roku 2021 szacowano, że w USA jedno na osiem dzieci chodzi głodne. hunger-in-america/child-hunger.

Małe firmy składają wnioski o upadłość w USA w rekordowym tempie. Prywatne wnioski o upadłość w roku 2023 znacznie przekroczyły najwyższy pułap odnotowany podczas wczesnych etapów COVID. Czterotygodniowa średnia krocząca dotycząca wniosków prywatnych – pod koniec lutego 2023 roku była o 73 % wyższa niż w czerwcu 2020 roku. edge-markets

Tymczasem prawie 100 największych amerykańskich spółek giełdowych odnotowało w roku 2021 marże zysku wyższe o co najmniej 50 proc. od ich poziomów z roku 2019. corporations-are-reaping-record-profits

Główny ekonomista Banku AngliiHuw Pill .wikipedia twierdzi, że ludzie powinni “zaakceptować” stanie się biedniejszym urges-people-to-accept-they-are-poorer. Podobnie wypowiada się Rob Kapito, współzałożyciel największej na świecie firmy zarządzającej aktywami BlackRock.

Rob Kapito urodził się w robotniczej rodzinie żydowskiej[5]. (…) Stał się przedmiotem antysemickiej teorii spiskowej twierdzącej, że on i inni Żydzi są częścią kabały odpowiedzialnej za COVID i “agendę COVID”.[16]. Kapito

W roku 2022 Kapito stwierdził, że “bardzo uprzywilejowane” pokolenie ludzi, którzy nigdy nie musieli się poświęcać, wkrótce po raz pierwszy w życiu będzie musiało zmierzyć się z niedostatkiem /blackrock-president-warns.

Kryzys – jaki kryzys? 

Oczywiście Kapito bez wątpienia ma na myśli zwykłych obywateli USA, a nie siebie. W roku 2021 Kapito, jako prezes BlackRock, zarobił łącznie 26 750 780 dolarów. salary-Robert-S-Kapito

Nie odnosi się on również do osób o wysokich dochodach, które korzystają z głodu, inwestując w BlackRock, firmę, która nadal czerpie zyski ze zglobalizowanego systemu żywnościowego, który – z założenia – zostawia na pastwę losu około miliarda ludzi doświadczających niedożywienia. rock-waging-economic-warfare-humanity goodreads.com_Starved

BlackRock jest jednym z bogatych tzw. “barbarzyńców w stodole”, którzy nadal czerpią ogromne zyski finansowe z wyzysku systemu żywnościowego.

Barbarzyńcy w stodole: private equity wkracza do rolnictwa: barbarians-at-the-barn

Kapito i Pill mówią zwykłym ludziom, aby przyzwyczaili się do swojej “nowej normalności”, podczas gdy gdzie indziej jak zwykle dominują interesy – nie tylko w jednym z najbardziej lukratywnych finansowo sektorów świata, tj. produkcji broni. Wojna na Ukrainie stała się “gorączką złota” dla zachodnich producentów broni, którzy, podobnie jak bogaci amerykańscy neokoni, tacy jak Victoria Nuland, wciąż dążą do doprowadzenia do “zmiany reżimu” w Rosji, walcząc z Moskwą do ostatniego Ukraińca. ukraine-war-weapons-arms-russia

Kiedy Huw Pill mówi zwykłym ludziom, aby przyzwyczaili się do bycia biedniejszymi, nie ma na myśli osób i firm, które zarobiły setki milionów funtów (korzystając ze środków podatnika) na skorumpowanych kontraktach na sprzęt COVID, dzięki temu, że rząd brytyjski priorytetowo traktował dostawców powiązanych politycznie od początku wdrożenia COVID. guardian. cant-forget

I nie można tego zlekceważyć jako “jednorazowego przypadku”. Te doniesienia to zaledwie wierzchołek ogromnej korupcyjnej góry lodowej.

Na przykład Byline Times donosi, że ponadpartyjny parlamentarny nadzór zgłosił obawy, że decyzje dotyczące sposobu przyznawania pieniędzy z funduszu miejskiego o wartości 3,6 miliarda funtów, mającego na celu pobudzenie wzrostu gospodarczego w miastach borykających się z problemami, były motywowane politycznie. -corruption-league-of-shame committees.parliament.uk

Zauważa również, że w ciągu ostatnich pięciu lat 40 potencjalnych naruszeń kodeksu ministerialnego nie zostało zbadanych. transparency.org.uk

Nic dziwnego, że w styczniu 2023 roku Wielka Brytania spadła na najniższą w historii pozycję w rankingu Transparency International Corruption Perceptions Index. orruption-perceptions-index

Weźmy pod uwagę, że ONZ szacuje, iż zaledwie 51,5 miliarda dolarów wystarczyłoby na zapewnienie żywności, schronienia i wsparcia ratującego życie 230 milionom najbardziej potrzebujących ludzi na świecie. Dodajmy do tego fakt, że 20 korporacji z sektora zbożowego, nawozowego, mięsnego i mleczarskiego dostarczyło akcjonariuszom 53,5 miliarda dolarów w latach finansowych 2020 i 2021. international-state-less

Według Global Witness “nadmierne zyski” to nagłe i znaczne zwiększenie zysków finansowych przedsiębiorstwa, które nie wynikają z jego własnych działań, ale z wydarzeń zewnętrznych. UE twierdzi, że zyski uznaje się za “nadmierne”, gdy są o ponad 20% wyższe od średniego zwrotu z poprzednich czterech lat. fossil-gas/crisis

Global Witness stwierdza, że roczne zyski osiągnięte w roku 2022 przez pięć największych zintegrowanych firm naftowych i gazowych sektora prywatnego – Chevron, ExxonMobil, Shell, BP i TotalEnergies – wyniosły 195 miliardów dolarów. Wzrost o prawie 120% w stosunku do roku 2021 i najwyższy poziom w historii branży. 

Oznacza to, że firmy te zarobiły 134 mld dolarów nadmiernych zysków, co mogłoby pokryć prawie 20% pieniędzy, które wszystkie europejskie rządy łącznie przeznaczyły na osłonę wrażliwych gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw przed obecnym kryzysem energetycznym.

Centrica, spółka będąca właścicielem British Gas, informuje o rekordowych zyskach za rok 2022. Odnotowano zyski operacyjne w wysokości 3,3 mld funtów, wobec 948 mln funtów w roku 2021. Przewyższyło to jej poprzedni najwyższy w historii roczny zysk w wysokości 2,7 mld funtów z roku 2012. profits-triple-at-british-gas

W maju 2021 roku poinformowano, że szczepionki COVID stworzyły co najmniej dziewięciu nowych miliarderów. Według badań przeprowadzonych przez People’s Vaccine Alliance, wśród nowych miliarderów znaleźli się m.in. dyrektor generalny Moderny Stéphane Bancel oraz Ugur Sahin, dyrektor generalny firmy BioNTech, która wyprodukowała szczepionkę wspólnie z Pfizerem. Obaj CEO byli wówczas warci około 4 miliardów dolarów. Miliarderami zostali również starsi dyrektorzy z chińskiej firmy CanSino Biologics oraz początkowi inwestorzy w Modernie. app.box

Chociaż dziewięciu nowych miliarderów było w tamtym czasie wartych łącznie 19,3 mld dolarów, szczepionki były w dużej mierze finansowane z pieniędzy publicznych. Na przykład, według raportu CNN z maja 2021 roku, firma BioNTech otrzymała od rządu niemieckiego 325 milionów euro na opracowanie szczepionki. Firma osiągnęła zysk netto w wysokości 1,1 mld euro w pierwszych trzech miesiącach roku, dzięki udziałowi w sprzedaży ze szczepionki COVID, w porównaniu ze stratą w wysokości 53,4 mln euro w tym samym okresie poprzedniego roku.

Oczekiwano, że Moderna osiągnie 13,2 mld dolarów przychodów ze szczepionki COVID w roku 2021. Firma otrzymała miliardy dolarów dofinansowania od rządu USA na rozwój swojej szczepionki. 

W tym artykule omówiono pobieżnie tematykę czterech koni ekonomicznej apokalipsy – agrobiznesu, ropy, broni i big pharmy.

Ale na koniec wspomnijmy o piątym i najpotężniejszym – finansach. Sektorze, który wywołał spustoszenie, które obecnie obserwujemy

Pod koniec 2019 roku zapowiadał się kryzys finansowy. Miał być wielokrotnie gorszy od tego z roku 2008.

Dziennikarz śledczy Michael Byrant twierdzi, że do poradzenia sobie z kryzysem w samej Europie potrzebne było 1,5 biliona euro. Zapaść finansowa spoglądająca europejskim bankierom centralnym w twarz nabrała rumieńców w roku 2019: 

“Wszystkie debaty na temat wielkiej finansjery doprowadzającej naród do bankructwa poprzez grabież funduszy publicznych, polityków niszczących usługi publiczne na polecenie wielkich inwestorów i grabieży dokonywanych przez ekonomię w stylu kasyna zostały usunięte za sprawą COVIDa. Drapieżcy, którzy dostrzegli, że ich imperia finansowe rozpadają się, postanowili zamknąć społeczeństwo. Aby rozwiązać problemy, które stworzyli, potrzebowali motywu osłonowego. Pojawiła się ona w magiczny sposób w postaci “nowego wirusa”. inside-covids-ground-zero

Europejski Bank Centralny zgodził się na dofinansowanie banków kwotą 1,31 bln euro, po czym UE zgodziła się na fundusz naprawczy dla europejskich państw i przedsiębiorstw o wartości 750 mld euro. Ów pakiet długoterminowych, bardzo tanich kredytów dla setek banków był sprzedawany opinii publicznej jako „program niezbędny do złagodzenia wpływu pandemii” na przedsiębiorstwa i pracowników.

To, co wydarzyło się w Europie, było częścią strategii mającej na celu zapobieżenie szerszemu systemowemu załamaniu hegemonicznego systemu finansowego. A to, co widzimy teraz, to współzależny globalny kryzys zadłużenia, inflacji i “oszczędności” oraz największy w historii transfer bogactwa do bogatych pod przykrywką “kryzysu kosztów życia”. philosophical-salon https://www.globalresearch.ca/covid-capitalism-friedrich-boris/5785964

Podczas gdy miliony pracowników podejmują akcję strajkową w Wielkiej Brytanii, Huw Pill sugeruje, że powinni oni zaakceptować swoje trudne położenie jako nieuniknione.

Ale nie mają ku temu powodów. 

Bogactwo światowych miliarderów wzrosło o 3,9 biliona dolarów między 18 marca a 31 grudnia 2020 roku. Ich łączny majątek wynosił wtedy 11,95 mld dolarów, co oznacza 50-procentowy wzrost w ciągu zaledwie 9,5 miesiąca. Między kwietniem a lipcem 2020 roku, podczas początkowych blokad, majątek posiadany przez tych miliarderów wzrósł z 8 bilionów dolarów do ponad 10 bilionów dolarów. inequality-virus

Jedyną nieuniknioną rzeczą w obecnym kryzysie był upadek napędzanego długiem, niezrównoważonego neoliberalizmu, stworzonego w celu ułatwienia jawnej grabieży przez super-bogatych, którzy na ukrytych kontach ulokowali ponad 50 bilionów dolarów. offshore-initiative

INFO: poverty-crisis-sucking-humanity-dry

Firtasz musi się wypróżnić [swoje silosy ze zbożem] w Polin.

Firtasz musi się wypróżnić [swoje silosy ze zbożem] w Polin.

Ukrainiec Dmytro Firtasz „polskim ministrem handlu”?

Firtasz-polskim-ministrem-handlu

Firtasz właśnie wije sobie biznesowe gniazdko w Warszawie, na alei Szucha 9, w willi po Aleksandrze Gudzowatym, a główne polskie media i politycy konsekwentnie na jego temat milczą

W polskim bantustanie króluje przekonanie, że Polską rządzi PiS, Kaczyński lub Morawiecki.

Tymczasem okazuje się, że kluczowe decyzje dotyczące gospodarki, energetyki i finansów publicznych nie podejmują tylko demoniczny Klaus Schwab i obwiniana „Niunia” nazywana całkiem niesłusznie europejską, ale również typki spod różnych gwiazd – ciemnych, czerwonych, „tęczowych” lub granatowych.

Jednym z nich jest Ukrainiec Dmytro Firtasz [ten „Legion” to antysemitnik!! przecież Firtasz, to NASZ, rodzony – Żydek.. uś, jaki zdolny… md] który swego czasu zwierzył się publicznie, że musi opróżnić swoje silosy ze zbożem.

“Ukraiński oligarcha kupił dawną kamienicę Aleksandra Gudzowatego, założył w Polsce spółkę i przekonuje do wspólnego sprowadzania LNG z USA przez Polskę prosto do Ukrainy. Czy polski rząd da się przekonać?” /link/

O sprawie mówi m.in. jeden z założycieli Porozumienia Centrum, Witold Gadowski, nie mogąc być może przeboleć, że środowisko polityczne, któremu kiedyś zaufał, niszczy polskie rolnictwo.

Jeżeli dopuścimy do tego, że fala bezprawnych towarów z Ukrainy po dumpingowych cenach doprowadzi do bankructwa polskich przedsiębiorców rolnych, to przegramy najważniejszą bitwę – stracimy naszą niezależność żywnościową i polskie ziemie będą, tak jak dzieje się to właśnie na Ukrainie, przejmować obcy. (…) Na Ukrainie bowiem w czasie wojny dokonano największej w historii tego kraju prywatyzacji. Za naszą wschodnią granicą czekają już wielkie koncerny i oligarchowie, którzy dzięki przestępstwom i morderstwom zgromadzili swój niebotyczny majątek, a teraz usiłują go gwałtownie legalizować w EuropiePCh24.pl/

GWIEZDNE WROTA II. Kosmiczny odlot. Filozofia wieczysta –> kosmologia kabalistyczna. ABSOLUT. Mediumizm – grzyby halucynogenne. キャッチャー

Filozofia wieczysta – kosmologia kabalistyczna. ABSOLUT. Mediumizm – grzyby halucynogenne. キャッチャー

GWIEZDNE WROTA II. Kosmiczny odlot.

34 minuty

=========================

Cz. I jest tu: GWIEZDNE WROTA 1 : Powrót Starożytnych Kosmitów

==============================

Drugi odcinek serii o istotach pozaziemskich, kontaktach z nimi oraz osobach, które stworzyły ich współczesne postrzeganie czyli wpłynęły na obecną kulturę oraz obraz w zbiorowej wyobraźni.

W oryginale odnośniki do książek i artykułów.

Te ręce poważnie pracują. A obcy gangsterzy rabują zyski. Chcą większych.

Witold Gadowski [Artykuł WG z „Niedzieli”, całość]

Jedyną warstwą społeczną, której kolejne zdarzenia naszej historii nie wyniszczyły tak jak intelektualnych elit, arystokracji i mieszczaństwa, są polscy chłopi – uparci, pracowici, twardzi, solidni i kierujący się zdrowym instynktem, aby nigdy nie popuścić niczego ze swojej ojcowizny. Dziś chłopi, którzy przetrwali przy produkcji rolnej, to przedsiębiorcy, którzy planują, działają i osiągają swoje ekonomiczne cele. Ich los jest niestabilny, uzależniony od pogody, a także od tego, co się dzieje na naszych granicach. Rolnictwo jest jedyną gałęzią naszej gospodarki, która nie została zdewastowana przez ideologiczne i kryminalne (łapówkarstwo polityków) wybryki. Nie rozwaliła rolnictwa reforma Balcerowicza. Rolnicy przetrwali Hilarego Minca i jego zbrodnicze metody, przetrwali komunistyczne kontyngenty i limity, ba – przetrwali kolejne „zarazy” i pomysły Unii Europejskiej.

Polskie rolnictwo pozostało chyba jedyną gałęzią naszej gospodarki, która się broni i w większości ciągle pozostaje w polskich rękach. Rolników nie pokonało złodziejskie sprzedanie przez polityków polskiego handlu zagranicznym korporacjom, gdy okazało się, że kupujemy np. niemieckie ziemniaki zamiast tych lepszych, pochodzących od polskich rolników. Wsi nie zniszczyły nawet pandemia, inflacja, drożejące kredyty ani lawinowo rosnące

ceny nawozów. Ale gdy nasza granica stanęła otworem dla wątpliwej jakości płodów rolnych i zbóż z Ukrainy, sytuacja stała się naprawdę groźna. Niech nikt mi przy tym nie wmawia, że się tak stało przypadkiem. Proszę także propagandowo nie kłamać, że w tej całej aferze przynajmniej ukraińscy rolnicy odnoszą jakieś korzyści. Tak nie jest. Większość zalewającego nasz rynek ukraińskiego zboża należy do ukraińsko-rosyjskich oligarchów, którzy od dawna okradają swój [?? md] naród, a cała ta sytuacja służy jedynie do pomnożenia ich miliardowych zysków.

Pojawiają się też dowody na to, że wielkie korzyści z tego zamieszania odnosi pieszczoszek kremlowskiego Gazpromu – oligarcha z Kijowa Dmytro Firtasz. Jest on intensywnie poszukiwany przez amerykańskie FBI za aferę korupcyjną związaną z koncernem Boeing. Firtasz właśnie wije sobie biznesowe gniazdko w Warszawie, na alei Szucha 9, w willi po Aleksandrze Gudzowatym, a główne polskie media i politycy konsekwentnie na jego temat milczą.

Ktoś może liczy nawet na to, że uda się jakoś przemilczeć sprawę współpracownika ober-gangstera Siemiona Mogilewicza. Wielu chciałoby przemilczeć również sprawę firmy Mogilewicza Eural Trans Gas, w której po raz pierwszy pojawił się były strażak z Czernichowców – Firtasz.

Firma ta, która w czasach rządów Leszka Millera, sprowadziła do Polski ogromne ilości gazu. Potem był gazpromowski RosUkrEnergo, w którym Firtasz zarabiał już krocie, a teraz ten człowiek stoi za nielegalnie sprowadzanym do Polski ukraińskim zbożem.

Rządzący, pod wpływem rolniczych protestów przeciwko finansowaniu ich kosztem rosyjskich oligarchów, zapowiedzieli wprowadzenie blokady na ukraińskie płody rolne. Od razu do Polski pofatygował się więc minister rolnictwa Ukrainy, który zażądał natychmiastowego zaprzestania tej blokady i… po kilku godzinach rząd ją zniósł.

Przyznam, że przestaję cokolwiek z tego rozumieć. Okazuje się, że siła oddziaływania ukraińskich, często rosyjsko-ukraińskich oligarchów jest

większa niż interes polskich producentów rolnych. Dzieje się zatem coś, przeciwko czemu należy protestować. Jeżeli dopuścimy do tego, że fala bezprawnych towarów z Ukrainy po dumpingowych cenach doprowadzi do bankructwa polskich przedsiębiorców rolnych, to przegramy najważniejszą bitwę – stracimy naszą niezależność żywnościową i polskie ziemie będą, tak jak dzieje się to właśnie na Ukrainie, przejmować obcy.

A od tego już tylko krok do dyktowania nam takich cen żywności, że będzie można na nas wymusić zjadanie tego, co życzą sobie globaliści. Dopóki większość ziemi jest w polskich rękach, dopóty skutecznie możemy się opierać obcym wpływom.

Rozbicie polskiego rolnictwa to droga do całkowitego uzależnienia Polaków od obcego kapitału i obcych wpływów. Na Ukrainie w czasie wojny dokonano największej w historii tego kraju (jeśli nie liczyć postkomunistycznego złodziejstwa) prywatyzacji. Za naszą wschodnią granicą czekają już wielkie koncerny i oligarchowie, którzy dzięki przestępstwom i morderstwom zgromadzili swój niebotyczny majątek, a teraz usiłują go gwałtownie legalizować w Europie. Kiedy więc napotykasz na drodze rolniczą blokadę, nie okazuj zniecierpliwienia, bo ci ludzie właśnie walczą w naszym wspólnym interesie. Jeśli upadnie rolnictwo, nic w naszej gospodarce nie będzie już niepodległe. Szanujmy spracowane ręce, które od wieków nas żywią. 

Te ręce poważnie pracują. A obcy gangsterzy czerpią zyski. Chcą większych.

Witold Gadowski [Artykuł WG z „Niedzieli”, całość]

Jedyną warstwą społeczną, której kolejne zdarzenia naszej historii nie wyniszczyły tak jak intelektualnych elit, arystokracji i mieszczaństwa, są polscy chłopi – uparci, pracowici, twardzi, solidni i kierujący się zdrowym instynktem, aby nigdy nie popuścić niczego ze swojej ojcowizny. Dziś chłopi, którzy przetrwali przy produkcji rolnej, to przedsiębiorcy, którzy planują, działają i osiągają swoje ekonomiczne cele. Ich los jest niestabilny, uzależniony od pogody, a także od tego, co się dzieje na naszych granicach. Rolnictwo jest jedyną gałęzią naszej gospodarki, która nie została zdewastowana przez ideologiczne i kryminalne (łapówkarstwo polityków) wybryki. Nie rozwaliła rolnictwa reforma Balcerowicza. Rolnicy przetrwali Hilarego Minca i jego zbrodnicze metody, przetrwali komunistyczne kontyngenty i limity, ba – przetrwali kolejne „zarazy” i pomysły Unii Europejskiej.

Polskie rolnictwo pozostało chyba jedyną gałęzią naszej gospodarki, która się broni i w większości ciągle pozostaje w polskich rękach. Rolników nie pokonało złodziejskie sprzedanie przez polityków polskiego handlu zagranicznym korporacjom, gdy okazało się, że kupujemy np. niemieckie ziemniaki zamiast tych lepszych, pochodzących od polskich rolników. Wsi nie zniszczyły nawet pandemia, inflacja, drożejące kredyty ani lawinowo rosnące

ceny nawozów. Ale gdy nasza granica stanęła otworem dla wątpliwej jakości płodów rolnych i zbóż z Ukrainy, sytuacja stała się naprawdę groźna. Niech nikt mi przy tym nie wmawia, że się tak stało przypadkiem. Proszę także propagandowo nie kłamać, że w tej całej aferze przynajmniej ukraińscy rolnicy odnoszą jakieś korzyści. Tak nie jest. Większość zalewającego nasz rynek ukraińskiego zboża należy do ukraińsko-rosyjskich oligarchów, którzy od dawna okradają swój [?? md] naród, a cała ta sytuacja służy jedynie do pomnożenia ich miliardowych zysków.

Pojawiają się też dowody na to, że wielkie korzyści z tego zamieszania odnosi pieszczoszek kremlowskiego Gazpromu – oligarcha z Kijowa Dmytro Firtasz. Jest on intensywnie poszukiwany przez amerykańskie FBI za aferę korupcyjną związaną z koncernem Boeing. Firtasz właśnie wije sobie biznesowe gniazdko w Warszawie, na alei Szucha 9, w willi po Aleksandrze Gudzowatym, a główne polskie media i politycy konsekwentnie na jego temat milczą.

Ktoś może liczy nawet na to, że uda się jakoś przemilczeć sprawę współpracownika ober-gangstera Siemiona Mogilewicza. Wielu chciałoby przemilczeć również sprawę firmy Mogilewicza Eural Trans Gas, w której po raz pierwszy pojawił się były strażak z Czernichowców – Firtasz.

Firma ta, która w czasach rządów Leszka Millera, sprowadziła do Polski ogromne ilości gazu. Potem był gazpromowski RosUkrEnergo, w którym Firtasz zarabiał już krocie, a teraz ten człowiek stoi za nielegalnie sprowadzanym do Polski ukraińskim zbożem.

Rządzący, pod wpływem rolniczych protestów przeciwko finansowaniu ich kosztem rosyjskich oligarchów, zapowiedzieli wprowadzenie blokady na ukraińskie płody rolne. Od razu do Polski pofatygował się więc minister rolnictwa Ukrainy, który zażądał natychmiastowego zaprzestania tej blokady i… po kilku godzinach rząd ją zniósł.

Przyznam, że przestaję cokolwiek z tego rozumieć. Okazuje się, że siła oddziaływania ukraińskich, często rosyjsko-ukraińskich oligarchów jest

większa niż interes polskich producentów rolnych. Dzieje się zatem coś, przeciwko czemu należy protestować. Jeżeli dopuścimy do tego, że fala bezprawnych towarów z Ukrainy po dumpingowych cenach doprowadzi do bankructwa polskich przedsiębiorców rolnych, to przegramy najważniejszą bitwę – stracimy naszą niezależność żywnościową i polskie ziemie będą, tak jak dzieje się to właśnie na Ukrainie, przejmować obcy.

A od tego już tylko krok do dyktowania nam takich cen żywności, że będzie można na nas wymusić zjadanie tego, co życzą sobie globaliści. Dopóki większość ziemi jest w polskich rękach, dopóty skutecznie możemy się opierać obcym wpływom.

Rozbicie polskiego rolnictwa to droga do całkowitego uzależnienia Polaków od obcego kapitału i obcych wpływów. Na Ukrainie w czasie wojny dokonano największej w historii tego kraju (jeśli nie liczyć postkomunistycznego złodziejstwa) prywatyzacji. Za naszą wschodnią granicą czekają już wielkie koncerny i oligarchowie, którzy dzięki przestępstwom i morderstwom zgromadzili swój niebotyczny majątek, a teraz usiłują go gwałtownie legalizować w Europie. Kiedy więc napotykasz na drodze rolniczą blokadę, nie okazuj zniecierpliwienia, bo ci ludzie właśnie walczą w naszym wspólnym interesie. Jeśli upadnie rolnictwo, nic w naszej gospodarce nie będzie już niepodległe. Szanujmy spracowane ręce, które od wieków nas żywią. 

Nadmiarowe szczepionki przeciw COVID zostaną zutylizowane? Resort zdrowia dumnie otworzył specjalny ośrodek

Nadmiarowe szczepionki przeciw COVID zostaną zutylizowane? Resort zdrowia dumnie otworzył specjalny ośrodek

zutylizowane-resort-zdrowia-dumnie-otworzyl-osrodek

„Nasz minister nakupił szczepionek za 9 mld zł, które to teraz się przeterminowały w magazynach, i nie wiadomo, co z nimi zrobić. Ba – minister sam zamówił po sześć sztuk dwudawkowej szczepionki na głowę i się mu – surprice! – bilans nie zgadza”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Jerzy Karwelis.

Publicysta przypomina huczne zapowiedzi ministra Niedzielskiego, który zapowiedział, że z-re-negocjuje zamówione i opłacone szczepionki.

Na co się powołuje minister, chcąc anulować zamówione dawki? Na siłę wyższą, polegającą na… napływie milionów Ukraińców do Polski. Tak, nie żartuję.

Powinno być odwrotnie – powinniśmy z tego powodu domówić jeszcze szczepionek, bo odwiedził nas naród kompletnie niezaszczepiony. Ale cóż, logika covidowa, nic nie poradzisz”, kpi autor tygodnika „Do Rzeczy”.

To jednak nie wszystko. Okazuje się bowiem, że szef resortu zdrowia „dumnie otworzył specjalistyczny ośrodek do utylizacji niepotrzebnych szczepionek”.

„Nie dość, że decyzje ministra kosztowały nas już 9 mld w błoto, to teraz funduje (mu?) się fabrykę do utylizacji tych niepotrzebnie zamówionych szczepionek. Za 500 mln zł. To już są szczyty.(…) Kosztów przechowywania przeterminowanych dawek nie dodaję. No, teraz to można zamawiać w opór następnych dawek, skoro jest jak to spuścić”, podkreśla Jerzy Karwelis.

=============================

mail:

– Na dzień 23 marca 2023 roku w magazynach RARS znajduje się 28 624 090 sztuk szczepionek przeciw COVID-19. Miesięczne koszty przechowywania szczepionek wynoszą 774 tys. zł. Dotychczas Polska odsprzedała innym państwom 14 783 100 sztuk szczepionek – odpowiedział wiceminister zdrowia Waldemar Kraska.

Dopóki większość ziemi jest w polskich rękach, dopóty skutecznie możemy się opierać obcym wpływom.

Te ręce poważnie pracują

Dopóki większość ziemi jest w polskich rękach, dopóty skutecznie możemy się opierać obcym wpływom.

Witold Gadowski 2023-04-25 Te-rece-powaznie-pracuja

Jedyną warstwą społeczną, której kolejne zdarzenia naszej historii nie wyniszczyły tak jak intelektualnych elit, arystokracji i mieszczaństwa, są polscy chłopi – uparci, pracowici, twardzi, solidni i kierujący się zdrowym instynktem, aby nigdy nie popuścić niczego ze swojej ojcowizny. Dziś chłopi, którzy przetrwali przy produkcji rolnej, to przedsiębiorcy, którzy planują, działają i osiągają swoje ekonomiczne cele. Ich los jest niestabilny, uzależniony od pogody, a także od tego, co się dzieje na naszych granicach. Rolnictwo jest jedyną gałęzią naszej gospodarki, która nie została zdewastowana przez ideologiczne i kryminalne (łapówkarstwo polityków) wybryki. Nie rozwaliła rolnictwa reforma Balcerowicza. Rolnicy przetrwali Hilarego Minca i jego zbrodnicze metody, przetrwali komunistyczne kontyngenty i limity, ba – przetrwali kolejne „zarazy” i pomysły Unii Europejskiej.

Polskie rolnictwo pozostało chyba jedyną gałęzią naszej gospodarki, która się broni i w większości ciągle pozostaje w polskich rękach. Rolników nie pokonało złodziejskie sprzedanie przez polityków polskiego handlu zagranicznym korporacjom, gdy okazało się, że kupujemy np. niemieckie ziemniaki zamiast tych lepszych, pochodzących od polskich rolników. Wsi nie zniszczyły nawet pandemia, inflacja, drożejące kredyty ani lawinowo rosnące ceny nawozów. Ale gdy nasza granica stanęła otworem dla wątpliwej jakości płodów rolnych i zbóż z Ukrainy, sytuacja stała się naprawdę groźna. Niech nikt mi przy tym nie wmawia, że się tak stało przypadkiem.

Proszę także propagandowo nie kłamać, że w tej całej aferze przynajmniej ukraińscy rolnicy odnoszą jakieś korzyści. Tak nie jest. Większość zalewającego nasz rynek ukraińskiego zboża należy do ukraińsko -rosyjskich [sami Żydzi: Kołomojski, Dmytro Firtasz, sekta Chabad Lubawicz.. . MD] oligarchów, którzy od dawna okradają swój naród [??md] , a cała ta sytuacja służy jedynie do pomnożenia ich miliardowych zysków.

———–

[dalej za srebrniki, nie czytam.md]

Fit for 55. Unijny hazard pod sztandarem ratowania klimatu. Koszt każdego roku do 600 mld euro.

Fit for 55. Unijny hazard pod sztandarem ratowania klimatu.

[Sądzę, że raczej należy to nazwać największą ZBRODNIĄ M. Dakowski]

Andrzej Krajewski dziennik-fit-for-55-transformacja

Zapowiada się, że weźmiemy udział w największej centralnie sterowanej transformacji ekonomicznej w dziejach Europy Zachodniej, której skutki mogą zadziwić wszystkich, na czele z autorami tego pomysłu.

Właściwie to klamka już zapadła. Dokładnie we wtorek, gdy Rada Unii Europejskiej przyjęła akty prawne, będące rdzeniem pakietu Fit for 55. Nasze życie zacznie się więc znowu radykalnie zmieniać, tak jakby ostatnia częstotliwość jego stawania na głowie okazywała się zbyt rzadka.

Wielkie kosztowne transformacje

Jaki kierunek zmian w codzienności się zapowiada, zwłaszcza dla Polaków, pisałem dwa lata temu CZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ>>>. Wielkie transformacje mają bowiem to do siebie, że są bardzo kosztowne. Ktoś zaś musi wziąć na swe barki tego cenę. Nawet jeśli rządy robią je na kredyt lub finansują z „dodruku” pieniądza, koszt w postaci odsetek długu oraz inflacji nieuchronnie wraca. To tylko kwestia czasu. Wówczas płaci go społeczeństwo. Acz zwykle najmniej ci posiadający władzę lub wielkie fortuny.

Uprzytomnienie sobie, iż grozi nam ubożenie i to bardzo odczuwalne, powoli przebija się do powszechnej świadomości. Nawet polskie elity zaczynają rozumieć, iż nie są to irracjonalne lęki. Jak ładnie ujął to ekonomista z Instytutu Badań Strukturalnych Jakub Sokołowski w rozmowie z Marcelim Sommerem (opublikowanej na łamach „Dziennika. Gazety Prawnej” – CZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ>>>) należy: „zobaczyć w obawach społecznych racjonalne jądro, które związane jest z bardzo podstawowymi potrzebami. Nasz badania nie pozostawiają wątpliwości, że opór przed zmianą nie wynika z braku świadomości czy jakiejś złej woli, tylko z braku dostępnych środków”. Wnioski ze wspominanych badań mówiły, iż Polacy generalnie nie maja nic przeciwko polityce klimatycznej i dążeniu do redukcji emisji CO2 pod warunkiem, że wyrzeczenia z tym związane nie okażą się zbyt wielkie. Jeśli gwałtownie wzrosną, wyrażana przez nich akceptacja dla transformacji szybko się skończy. Trudno przypuszczać, aby w pozostałych państwach Unii Europejskiej mogło to wyglądać inaczej.

Jak Fit for 55 ułoży nową codzienność?

Stąd też w nabierającej rozpędu debacie publicznej (ciekawa sprawa z punktu widzenia demokratycznej legitymizacji, że polski rząd najpierw zaakceptował coś, co radykalnie wypłynie na życie każdego obywatela, po czym dopiero zaczyna się o tym debatować) cała uwaga koncentruje się na pewnych wycinkach. Odnoszą się one do tego – jak Fit for 55 ułoży nową codzienność zwykłym ludziom oraz na ile przyczyni się do zahamowania globalnego ocieplenia.

Ta koncentracja na kwestii ideowej (walka z globalnym ociepleniem), a także społecznej (jak zapobiec, by obywatelom nie zaczęła chodzić po głowie rewolucja) sprawia, że w cieniu pozostaje całokształt wchodzącego w życie projektu Fit for 55.

Fit for 55 – przepisy, nakazy, zakazy

W swym sednie zakłada on bowiem radykalną przebudowę gospodarek krajów Unii Europejskiej. Przy czym jej motorem nie jest kolejna rewolucja technologiczna, czy korzyści finansowe oferowane przez otwieranie się rynki na nowe produkty lub usługi. Takie zmiany napędzały rozwój Starego Kontynentu w ciągu dwóch ostatnich stuleci. Tym razem transformacja nie będzie oddolna, lecz odgórna. Jej głównym motorem staną się: przepisy, zakazy, nakazy, strumienie dotacji, preferencje podatkowe oraz ideowy bat, mówiące, że kto wyraża sprzeciw, ten staje się współodpowiedzialny za katastrofę klimatyczną.

Ogólne wyobrażenie nadchodzących zmian dają ratyfikowane przez Parlament Europejski i zaakceptowane na forum Rada Unii Europejskiej, prawne akty. Choć bardzo szczegółowe, to wyłaniający się z nich obraz nie jest taki znów skomplikowany. Otóż sektory kluczowe dla gospodarek krajów Unii zostaną obłożone takimi kosztami związanymi z emisją dwutlenku węgla, że wymusi to olbrzymi program inwestycyjny. W jego efekcie unijne gospodarki mają w dekadę zostać przebudowane wręcz nie do poznania. Ten proces będzie dotyczył na początek: energetyki, budownictwa, transportu i przemysłu.

Fit for 55 jak kolejny rozbiór Polski? Suski o „powrocie do zbierania szparagów”

Fit for 55 – cztery kategorie

Pod tymi czterema kategoriami kryje się np. 221 elektrowni węglowych do zastąpienia innymi źródłami prądu. Albo ponad 253 miliony samochodów osobowych z silnikiem spalinowym do stopniowego wycofania z eksploatacji. Czy też ok. 500 hut stali do gruntownej przebudowy technologicznej lub zamknięcia i wyprowadzenia produkcji wraz z emisją CO2 poza granice UE. W międzyczasie trzeba będzie jeszcze uczynić energooszczędnymi jakieś 180 mln budynków mieszkalnych, wybudować wytwórnie wodoru i rurociągi dość szczelne, by go transportować, itd., itp. Tę wyliczankę da się prowadzić i prowadzić, bo branż których dotkną zmiany generowane przez Fit For 55, jest po prostu mnóstwo. W zasadzie krócej byłoby wypisać te, gdzie nic się nie zmieni. Ponieważ z tej listy w końcu znikną wszystkie pozycje i pozostaną jedynie wspomnienia dawnego świata.

Koszty i skutki

W tym miejscu dochodzimy do niepokojącej konstatacji – tak gigantyczne przedsięwzięcie musi nieść koszty i skutki analogiczne do jego rozmiarów. Jeśli idzie o to pierwsze, to wedle szacunków Komisji Europejskiej jedynie inwestycje w rozbudowę sieci przesyłowej prądu i infrastruktury energetycznej w krajach UE pochłonie do końca dekady ok 584 mld euro. Natomiast co do określenia całości wydatków wymuszanych przez pakiet Fit For 55, to szacowne kwoty są tak rozstrzelone, że w zasadzie nie ma sensu zaśmiecać sobie nimi głowy. Ot w zależności od źródła mówi się, iż konieczne inwestycje pochłaniać będą każdego roku od 350 do nawet 600 mld euro.

Przebudowa starej Europy zapowiada się więc imponująco.

Co ciekawe, w swych dziejach kraje Europy Zachodniej raczej takowej przemiany nie doświadczały. Jak już, to transformowanie wszystkiego dotknęło jedynie narody Europy Środkowej, podporządkowane Związkowi Radzieckiemu zaraz po 1945 r.

Trzy ambitne programy inwestycyjne

Acz równie ambitne programy inwestycyjne z jednoczesną przebudową całego społeczeństwa w XX stuleciu wydarzyły się jedynie trzy. Była to: wielki kampania uprzemysławiania Związku Radzieckiego w latach 30., New Deal w USA w tym samym okresie czasu oraz „wielki skok” w Chińskiej Republice Ludowej na przełomie lat 50 i 60.

W przypadku mocarstw komunistycznych, rządzonych przez Józef Stalina oraz Mao Zedonga, chodziło o dogonienie uprzemysłowionego Zachodu. Tak, aby móc mu następnie rzucić wyzwanie na niwie ekonomicznej oraz militarnej. Natomiast Stany Zjednoczone pod rządami Franklina D. Roosevelta w czasie Wielkiego Kryzysu ogarnęła panika, że wypracowany wcześniej dobrobyt został utracony bezpowrotnie, a zapaść ekonomiczna nigdy się nie skończy. Nowy prezydent odwołując się do teorii Johna M. Keynesa, zaoferował wówczas obywatelom całościową receptę na ich kryzysowe bolączki i lęki.

Cecha wspólna trzech wielkich transformacji

Cechą wspólna trzech wielkich transformacji była kluczowa rola państwa jako: planisty, inwestora, nadzorcy wymuszającego kierunek zmian oraz policjanta pilnującego, by nie następowało odchodzenie od raz obranego kursu. Jednakże w przypadku ZSRR i ChRL przy okazji owej zmiany trup słał się gęsto, bo w państwach totalitarnych pojedynczy ludzie nie mieli żadnego znaczenia. To pozwalało obciążyć ich kosztami bez ograniczeń, czyli zmusić do niewolniczej pracy oraz nie przejmować się zanadto, kiedy masowo umierali z głodu.

New Deal

Z naszego punktu widzenia dużo bliższy obecnej transformacji jest przypadek New Deal, ponieważ w bardzo demokratycznym kraju prezydent Roosevelt musiał liczyć się ze zdaniem wyborców. Zadbał więc, żeby ceną transformacji jak najmocniej obciążyć najbogatszych. Na początku swych rządów najwyższą stawkę podatku dochodowego wywindował do 79 proc. dla zarobków powyżej 100 tys. dolarów rocznie. Po czym podbił ją do niewyobrażalnych dziś 90 proc.

Co ciekawe największym zagrożeniem przy realizacja New Deal okazały się wcale nie koszty, lecz popadanie zarządzającej całym procesem machiny biurokratycznej w szaleństwo coraz większych absurdów. Generowały je koleje akty prawne, regulujące różne działy gospodarki. Tylko jeden „National Industrial Recovery Act” („Ustawa o uzdrowieniu krajowego przemysłu”) z czerwca 1933 r. przyniósł powstanie rządowej agencji National Recovery Administration (NRA), która pod zarządem gen. Hugh Johnsona ostro zabrała się za reformowanie przemysłu. W zaledwie pół roku generał przygotował 500 kodeksów regulacyjnych. „Istniały kodeksy regulujące produkcję środków wzmacniających włosy, smyczy dla psów, a nawet komedii muzycznych. Krawiec z New Jersey, Jack Magid, został aresztowany i osadzony w więzieniu za «zbrodnię» polegającą na uprasowania garnituru za 35, nie zaś za 40 centów, jak przewidywał «kodeks krawiectwa» NRA” – opisuje Lawrence W. Reed w monografii „Wielkie mity Wielkiego Kryzysu”.

Dzięki New Deal USA zmodernizowały całą swoją infrastrukturę, zyskały mnóstwo nowych: dróg, mostów, elektrowni, jednocześnie ograniczając bezrobocie. Mimo to zastygły w marazmie aż do wybuchu II wojny światowej. W jej trakcie stopniowo anulowano reformy, gdy zaś Roosevelt zmarł, zupełnie porzucono drogę, jaką wytyczył dla Ameryki.

Żadna z trzech wspomnianych transformacji pomimo olbrzymich środków, które w nie włożono (nie wspominając o ofierze z ludzi w ZSRR i ChRL) nie przyniosły osiągnięcia oczekiwanych celów. Nawet w na wskroś totalitarnym Związku Radzieckim aparat państwa nie posiadał dość władzy, by nagiąć codzienne realia do gospodarczych planów. Choć sowiecki obywatel mógł za byle co stracić życie i tak: kradł, oszukiwał, lekceważył powierzane mu zadania. Czyli zamiast poświęcać się dla idei, kombinował jak przetrwać i coś jeszcze przy okazji zyskać. Wspominanie o ludzkich ponadczasowych przywarach wcale nie jest tu przypadkowe. Gdy obywatel popada w ubóstwo, robi się mniej ideowy i trudniej sterowalny.

Połączmy to sobie z biurokratycznymi narzędziami, które będą głównym gwarantem egzekwowania Fit for 55. Dorzućmy też skalę inwestycji i wprowadzanych zmian. W tym momencie robi się już nieciekawie, bo ryzyko, iż pójdzie coś nie tak, rośnie.

Bilion euro? Transformacja może kosztować o wiele więcej

No to dodajmy jeszcze, że jak na razie na transformację zaplanowano wygospodarowanie ok. 30 proc. wieloletniego budżetu UE na lata 2021-2027 (ok. 300 mld euro), większość środków z Europejskiego Funduszu Odbudowy (jakieś 600 mld euro), wpływy z emisji zielonych obligacji UE (ok 225 mld euro) oraz dochody, jakie po 2026 r ma przynosić zreformowany system handlu uprawnieniami do emisji CO2 (ETS). Będzie tego ponad bilion euro. [tj. tysiąc miliardów. md]

Piękna kwota. Ale mały drobiazg. Cała transformacja może kosztować pięć razy więcej albo i dziesięć razy. Tego dokładnie nie wyliczy nikt. Czyli główne jej koszty mogą być zmuszone wziąć na siebie budżety państw członkowskich. Robiąc to w momencie, gdy większość krajów Unii jest i tak zadłużonych jak nigdy w historii.

Niestety rozwiązania wymuszane prze Fit for 55 funkcjonują jedynie wówczas, gdy zasila się je stałym strumieniem pieniądza, bo same obostrzenia prawne nie wystarczają. Inaczej zaczynają natychmiast obumierać, zupełnie jak programy rozwoju fotowoltaiki bez rządowych dotacji.

Stary Kontynent w tragicznym rozkroku

Jeśli więc ów strumień funduszy w środku transformacji zacznie wysychać, wówczas Stary Kontynent znajdzie się w tragicznym rozkroku, bo cofać się już nie będzie dokąd, a pójście naprzód również stanie się niemożliwe.

Ale, ale… nie zapominajmy o jeszcze innym czynniku ryzyka, czyli „czarnych łabędziach”, takich jak np: epidemie, krachy bankowe, załamania ekonomiczne oraz wojny (kto w 2018 r. przewidział pandemię, a zaraz po niej najazd Rosji na Ukrainę, niech teraz podniesie rękę).

Jeśli człowiek sobie to wszystko uświadamia, wówczas traci pewność, czy ma do czynienia z racjonalnym planem wielkiej modernizacji Unii, czy też raczej z największą grą hazardową w dziejach.

[Sądzę, że raczej należy to nazwać największą ZBRODNIĄ M. Dakowski]

Judicial Watch: Dokumentacja pokazuje finansowanie badań EcoHealth/Wuhan Institute w celu stworzenia „mutantów” koronawirusów. [Od 5 czerwca 2013 r.]

Judicial Watch: Dokumentacja pokazuje finansowanie badań EcoHealth/Wuhan Institute w celu stworzenia „mutantów” koronawirusów. [Od 5 czerwca 2013 r.]

Judicial Watch – jest konserwatywną, neutralną fundacją o charakterze edukacyjnym, promującą przejrzystość, odpowiedzialność oraz uczciwość w rządzie, wśród polityków oraz w sądownictwie. Motto organizacji brzmi: „ponieważ nikt nie znajduje się ponad prawem”.

judicialwatch.org/coronavirus-mutants

(Waszyngton, DC) – Judicial Watch ogłosił dzisiaj, że otrzymał 552 strony dokumentów z Departamentu Zdrowia i Usług Społecznych USA (HHS), które zawierają wstępny wniosek o dotację i roczne sprawozdania dla Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH) od EcoHealth Alliance, opisujące cel jej pracy z Instytutem Wirusologii w Wuhan w Chinach, aby stworzyć zmutowane wirusy „w celu lepszego przewidywania zdolności naszych CoV [koronawirusów] do infekowania ludzi”.

Eco Health planowało sekwencjonować białko spike z koronawirusów uzyskanych od nietoperzy w celu „stworzenia mutantów, aby zidentyfikować, jak znacząco każdy z nich musiałby ewoluować, aby wykorzystać ACE2”, co wyjaśniono jako „receptor do uzyskania wejścia do ludzkich komórek.”

Judicial Watch uzyskał zapisy poprzez wniosek Freedom of Information Act (FOIA), który złożył w grudniu 2021 roku o:

Wszystkie raporty złożone przez EcoHealth Alliance do NIH lub jego pod- agencji, związane z grantem NIH nr 1R01A|110964 zatytułowanym „Understanding the Risk of Bat Coronavirus Emergence” w okresie obowiązywania grantu.

W początkowym „Wniosku o pomoc federalną” złożonym 5 czerwca 2013 r. przez EcoHealth Alliance, sekcja jest zatytułowana „Specific Aims”, w której odnotowano zamiar stworzenia zmutowanych wirusów nietoperzy i „przewidzenia zdolności naszych CoVs [koronawirusów] do infekowania ludzi:”

Aby zrozumieć ryzyko pojawienia się zoonotycznych CoV [koronawirusów], proponujemy zbadać

1) dynamikę transmisji nietoperzy-CoV na styku człowiek-dzikie zwierzęta; oraz

2) jak na ten proces wpływa potencjał ewolucyjny CoV i jak może on wymusić ewolucję CoV.

Ocenimy charakter i częstotliwość kontaktów między zwierzętami i ludźmi w dwóch krytycznych punktach styku człowiek-zwierzę: na rynkach żywych zwierząt w Chinach i wśród ludzi, którzy są wysoce narażeni na kontakt z nietoperzami na obszarach wiejskich Chin.

================

[Tu – tylko sygnał. Resztę mogą zainteresowani przeczytać w oryginale. Ewentualnie podać sprawę „do prokuratury”. M. Dakowski]

Ukraina pokazała Polsce kły. UE: …Wycofane zostaną wprowadzone przez te państwa rozporządzenia o zakazie importu ukraińskich produktów…

Ukraina pokazała Polsce kły

UE: Wycofane zostaną wprowadzone przez te państwa rozporządzenia o zakazie importu ukraińskich produktów…

Katarzyna Treter-Sierpińska 29 kw., 2023 , ukraina-pokazala-polsce-

W piątek (28.04.2023) wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis poinformował, że KE podpisała z Bułgarią, Polską, Rumunią, Słowacją i Węgrami porozumienie dotyczące tranzytu i importu ukraińskich produktów rolno-spożywczych. W myśl tego porozumienia wycofane zostaną wprowadzone przez te państwa rozporządzenia o zakazie importu ukraińskich produktów, przy czym zastosowane zostaną „wyjątkowe środki ochronne dla czterech produktów: pszenicy, kukurydzy, rzepaku i ziaren słonecznika”. Jak wyjaśnił komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski, tych produktów nie będzie można docelowo wwozić do państw objętych porozumieniem, ale będzie możliwy tranzyt na cały rynek unijny. Co ciekawe, Wojciechowski mówił o pięciu produktach, wymieniając też olej słonecznikowy. Ale okazuje się, że olej został w ostatniej chwili skreślony z listy po telefonicznej rozmowie ukraińskiego premiera, Denysa Szmyhala, z przedstawicielami KE.

– Jest deklaracja KE, że te wszystkie pozostałe produkty, poza tymi pięcioma najbardziej wrażliwymi, będą analizowane i możliwe jest zastosowanie klauzuli bezpieczeństwa, która jest zawarta w tym rozporządzeniu liberalizującym handel z Ukrainą – powiedział Wojciechowski. Zastosowanie klauzuli bezpieczeństwa to po prostu zakaz importu lub przywrócenie taryf. – Popieram to, żeby w stosunku do drobiu taką procedurę przeprowadzić – oświadczył Wojciechowski i przypomniał, że ukraińskie mięso drobiowe miało kwotę taryfową 90 tys. ton na całą UE. – Jeśli okaże się, że na tym rynku rzeczywiście są poważne zakłócenia, jest możliwość przywrócenia takiej taryfy, ale to nie jest jeszcze w tej chwili decydowane – wyjaśnił.

W ramach zawartego porozumienia Bułgaria, Polska, Rumunia, Słowacja i Węgry otrzymają pakiet pomocowy w wysokości 100 milionów euro, przy czym muszą się tą kwotą podzielić. Jest to kwota śmieszna, zważywszy na fakt, że minister rolnictwa Robert Telus zapowiedział, iż pomoc dla polskich rolników, którzy ponieśli straty w wyniku napływu do Polski ukraińskich produktów, ma wynieść 10 miliardów złotych.

Jak na porozumienie w sprawie importu zareagował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski? Oto jego wpis na Twitterze: Odbyłem telefoniczną rozmowę z szefem Rady Europejskiej Charlesem Michelem. (…) Omówiliśmy zakazu importu ukraińskich produktów rolnych, wprowadzony przez niektóre sąsiednie państwa. Wyraziłem głębokie zaniepokojenie takimi decyzjami i podkreśliłem, że te kroki są rażącym naruszeniem umowy stowarzyszeniowej i traktatów założycielskich UE. Zaapelowałem o znalezienie rozwiązania tej sytuacji, uwzględniającego prawodawstwo UE, umowę stowarzyszeniową i interesy wszystkich stron.

A teraz wpis Zełenskiego na Telegramie informujący o tej samej rozmowie z szefem RE: Szczegółowo omówiliśmy sytuację wokół zakazu wwożenia ukraińskiej produkcji rolnej, wprowadzonego przez niektóre sąsiednie państwa. Sztuczne i bezprawne ograniczenie handlu z Unią Europejską uderza w Ukrainę, która sprzeciwia się rosyjskiej agresji, zarówno gospodarczo jak i politycznie. Jestem przekonany, że w warunkach wojny z Rosją Ukraina, jako kandydat do członkostwa w UE oraz Unia Europejska powinny przestrzegać zapisów umowy stowarzyszeniowej i zasad wspólnego rynku UE.

Natomiast podczas swojego codziennego wystąpienia do narodu Zełenski powiedział: Przedyskutowaliśmy z przewodniczącym Rady Europejskiej sytuację wokół destrukcyjnego, moim zdaniem, wprowadzonego przez niektóre państwa zakazu wwożenia naszych produktów rolnych. Podkreślam, że to nie tylko narusza obowiązującą umowę stowarzyszeniową między Ukrainą a UE, ale też daje Kremlowi niebezpieczną nadzieję na to, że w naszym wspólnym europejskim domu czyjeś błędne decyzje mogą przeważyć nad wspólnymi interesami. Teraz, gdy Rosja narusza wolność handlu, próbując zablokować dostawy produktów rolnych na światowe rynki, to nie czas, by ktokolwiek szedł śladem państwa-zła, robił coś podobnego. Trzeba znaleźć normalne, konstruktywne wyjście w duchu europejskim z tej niełatwej sytuacji; takie decyzje, które uwzględniałyby interesy wszystkich naszych krajów i Europy ogółem.

Na oświadczeniach się nie skończyło i w sobotę (29.04.2023) rzecznik ukraińskiego MSZ Oleg Nikołenko poinformował, że Ukraina złożyła w ambasadzie RP i przedstawicielstwie UE w Kijowie oficjalne noty protestacyjne w sprawie ograniczeń w eksporcie ukraińskich produktów rolnych.

Takie ograniczenia, bez względu na to, jak bardzo są uzasadnione, są niezgodne z umową stowarzyszeniową między Ukrainą a UE oraz zasadami i normami jednolitego rynku UE. Istnieją wszelkie podstawy prawne do natychmiastowego wznowienia eksportu ukraińskich towarów rolnych do Polski, Rumunii, Węgier, Słowacji i Bułgarii, jak również do kontynuacji niezakłóconego eksportu do innych krajów członkowskich UE i ogólnie niezakłóconego tranzytu wszystkich ukraińskich produktów do innych krajów, zarówno w granicach UE, jak i poza nią – powiedział Nikołenko.

Reasumując: jeśli nie zgodzimy się na otwarcie granicy dla wwozu wszystkich ukraińskich produktów rolnych, to jesteśmy „ruskimi onucami”. Gdy Polska, Rumunia, Węgry, Słowacja i Bułgaria zaczęły bronić swojego rolnictwa, Ukraina natychmiast pokazała kły. Dajcie palec, dajcie całą rękę, dajcie wszystko!

Bardzo chciałabym zobaczyć teraz miny wszystkich tych, którzy opętani ukrainofilskim amokiem krzyczeli, że w polskim interesie leży bezwarunkowe wspieranie Ukrainy, a benzyna może być i po 10 złotych, byle nasi ukraińscy „bracia” pokonali Moskala. Każdy, kto miał odwagę powiedzieć, że interesy Polski i Ukrainy nie są tożsame, był stygmatyzowany jako „ruska onuca”. Każdy, kto ostrzegał, że pokonania Rosji nie będzie, a Polska zostanie z gołym tyłkiem, był wyzywany najgorszymi obelgami. Każdy, kto przestrzegał, że – prędzej czy później – Ukraina pokaże Polsce kły, był oskarżany o szerzenie mowy nienawiści. I co teraz?

Aby zrozumieć, co się dzieje, trzeba wiedzieć, że otwarcie granicy UE dla bezcłowego i bezkontyngentowego importu produktów rolnych z Ukrainy, było otwarciem drogi dla ekonomicznej ekspansji ukraińskich oligarchów i zagranicznych koncernów, które wykupiły ziemię na Ukrainie, a przy produkcji rolnej stosują środki zakazane w UE. Mamy zatem dwa zagrożenia: zagrożenie dla polskiego rolnictwa ze strony nieuczciwej konkurencji i zagrożenie dla polskiego konsumenta, który otrzymuje żywność szkodliwą dla zdrowia. Natomiast Zełenski jest tak bezczelny, że oskarża Polskę o pójście „śladem państwa-zła” i żąda wznowienia wwozu wszystkich ukraińskich produktów rolnych powołując się na unijne traktaty. Ukraina nie jest jeszcze członkiem UE, ale już zachowuje się tak, jakby nie tylko nim była, ale miała też prawo rozstawiać wszystkich po kątach. Nie trzeba było długo czekać, żeby ostrzeżenia „ruskich onuc” zaczęły się spełniać.

Dwa tygodnie temu minister finansów M. Rzeczkowska poinformowała, że całkowita kwota wydatków Polski na wsparcie Ukrainy wyniosła do 2% PKB, czyli ok. 50 miliardów złotych. Rzeczkowska przyznała też, że Polska nie otrzymała części pieniędzy, które Unia Europejska miała nam przekazać na ten cel.

Teraz mamy pozwolić na upadek polskiego rolnictwa, żeby ukraińscy oligarchowie i zagraniczne koncerny produkujące żywność na Ukrainie miały zbyt dla swoich towarów. Bo przecież w całej tej aferze nie chodzi o ratowanie świata od głodu, tylko o to, co zawsze, czyli o pieniądze.  Cwaniaki jak zwykle zarobią, a frajerzy jak zwykle stracą. A „ciemnemu ludowi” opowie się bajki o walce za “wolność naszą i waszą”.

Pora otrzeźwieć i zacząć posługiwać się rozumem, a nie emocjami. Wojna na Ukrainie trwa już ponad rok i nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa. Jedno jest pewne: Ukraina to nie tylko studnia bez dna, do której wrzucamy dziesiątki miliardów, ale też bezczelny gracz w walce o swoje interesy. A polskie władze zostały złapane w pułapkę własnych deklaracji o bezwarunkowej konieczności wspierania Ukrainy aż do ostatecznego zwycięstwa, którym ma być odbicie Donbasu i Krymu. Prezydent Andrzej Duda wielokrotnie deklarował, iż „głęboko wierzy” w takie zwycięstwo. W takie zwycięstwo ewidentnie nie wierzy już prezes PiS Jarosław Kaczyński, który cztery dni temu stwierdził: Nie wiemy, jak może się zakończyć wojna na Ukrainie. Są przesłanki, żeby sądzić, że ona może się zakończyć kompromisem, a nie rozstrzygnięciem ostatecznym.

Dobrze, że prezes PiS w końcu zauważył tę oczywistą oczywistość, za powiedzenie której było się oskarżanym o działalność na rzecz Kremla. Szkoda tylko, że zauważył to dopiero teraz, gdy polscy rolnicy dostali po głowie, a Ukraina żąda, żeby dostali jeszcze bardziej.

To jest analogiczna sytuacja do tej, gdy Kaczyński zachwycał się Izraelem i razem z bratem pozwalał Żydom wchodzić Polsce na głowę, a potem był zaskoczony, gdy Żydzi rozpętali aferę na cały świat po nowelizacji ustawy o IPN. Teraz przerabiamy ten sam scenariusz z Ukrainą, z którą niektórzy chcieli już budować unię, żeby reaktywować Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Mam nadzieję, że afera zbożowa i obecna postawa ukraińskich władz będzie kubłem zimnej wody wylanej na te ukrainofilskie głowy. Oby z tej afery był choć taki pożytek!

==========================

Jeśli podobają się Państwu moje felietony i chcielibyście wesprzeć moją działalność publicystyczną, możecie to zrobić dokonując przelewu na poniższe konto PayPal. Będzie to dla mnie nie tylko wsparcie w wymiarze finansowym, ale również sygnał, że to, co robię, jest dla Państwa ważne i godne uwagi. Z góry dziękuję. Katarzyna Treter-Sierpińska https://www.paypal.me/katarzynats

Nawet Balcerowicz, pandemia i inflacja nie zniszczyły polskich rolników. Czy „uda się” to PiS-owi? Firtasz w akcji.

Nawet Balcerowicz, pandemia i inflacja nie zniszczyły polskich rolników. Czy „uda się” to PiS-owi? Firtasz w akcji.

Odpowiada Witold Gadowski 29 kwietnia 2023 balcerowicz-pandemia-i-inflacja-nie-zniszczyly-rolnikow…

„Rozbicie polskiego rolnictwa to droga do całkowitego uzależnienia Polaków od obcego kapitału i obcych wpływów”, pisze na łamach tygodnika „Niedziela” Witold Gadowski.

Zdaniem publicysty polscy chłopi są jedyną warstwą społeczną, której kolejne zdarzenia naszej historii nie zniszczyły. „Rolnictwo jest jedyną gałęzią gospodarki, która nie została zdewastowana przez ideologiczne i kryminalne (łapówkarstwo polityków) wybryki. Nie rozwaliła rolnictwa reforma Balcerowicza. Rolnicy przetrwali Hilarego Minca i jego zbrodnicze metody, przetrwali komunistyczne kontyngenty i limity, ba – przetrwali kolejne zarazy i pomysły Unii Europejskiej”, wylicza.

Ekspert programu „Prawy Prosty PLUS” zwraca uwagę, że polskie rolnictwo to chyba jedyna gałąź naszej gospodarki, która się broni i w większości pozostaje w polskich rękach.

„Rolników nie pokonało złodziejskie sprzedanie przez polityków polskiego handlu zagranicznego korporacjom, gdy okazało się, że kupujemy np. niemieckie ziemniaki zamiast lepszych, pochodzących od polskich rolników. Wsi nie zniszczyły nawet pandemia, inflacja, drożejące kredyty ani lawinowo rosnące ceny nawozów. Ale gdy nasza granica stanęła otworem dla wątpliwej jakości płodów rolnych i zbóż z Ukrainy, sytuacja stała się naprawdę groźna”, zauważa.

Jest sporo dowodów na to, że głównym beneficjentem zamieszania z ukraińskim zbożem jest „pieszczoszek kremlowskiego Gazpromu” – oligarcha z Kijowa Dmytro Firtasz. „Firtasz właśnie wije sobie biznesowe gniazdko w Warszawie, na alei Szucha 9, w willi po Aleksandrze Gudzowatym, a główne polskie media i politycy konsekwentnie na jego temat milczą”, podkreśla.

„Jeżeli dopuścimy do tego, że fala bezprawnych towarów z Ukrainy po dumpingowych cenach doprowadzi do bankructwa polskich przedsiębiorców rolnych, to przegramy najważniejszą bitwę – stracimy naszą niezależność żywnościową i polskie ziemie będą, tak jak dzieje się to właśnie na Ukrainie, przejmować obcy. (…) Na Ukrainie bowiem w czasie wojny dokonano największej w historii tego kraju „prywatyzacji”. Za naszą wschodnią granicą czekają już wielkie koncerny i oligarchowie, którzy dzięki przestępstwom i morderstwom zgromadzili swój niebotyczny majątek, a teraz usiłują go gwałtownie legalizować w Europie”, podsumowuje Gadowski.

Źródło: tygodnik „Niedziela”