Błąd bazy danych WordPressa: [Duplicate entry '8388607' for key 'wp_visitors_stat.id'] INSERT INTO `wp_visitors_stat` (`time`, `ip`) VALUES ('1792389604', '216.73.216.255')
Prof. Bartyzel: Poszli nasi w bój bez broni – komplilacja
https://www.bibula.com/?p=138373
W rocznicę powstania styczniowego przypomina się najczęściej jego najszlachetniejszą postać, czyli ostatniego dyktatora Romualda Traugutta. To zrozumiała taktyka ze strony apologetów tego szaleńczego aktu, jakim było to powstanie, ale jeśli chcemy całej prawdy, to musimy wydobywać także postaci innego kalibru.
Ot, na przykład pierwszy dyktator – Ludwik Mierosławski. „Wzorcowy” przykład międzynarodowego kondotiera rewolucji, propagującego także metody terrorystyczne – taki XIX-wieczny prekursor „Carlosa – Szakala”, wspólnik Garibaldiego, szlajający się po rewolucjach na świecie (na Sycylii, w Badenii- Palatynacie), niemających nic wspólnego ze sprawą polską. Bufon i pyszałek, przy tym nieudolny jako dowódca, więc jest zdumiewające jak mógł cieszyć się sławą wybitnego stratega, któremu powierzano naczelne dowództwo. Na dyktatora powstania właściwie narzucił się rządowi „czerwonych” (tylko Stefan Bobrowski poznał się na nim i głosował przeciwko niemu). Po przybyciu (ze zwłoką) do Królestwa, stanął na czele 500-osobowego oddziału, z którym przegrał dwie potyczki z Rosjanami – pod Krzywosądzem i Nową Wsią – po czym porzucił swoich żołnierzy, wyjeżdżając do Paryża, acz wcale nie składając dyktatury.
Osobliwe jest to, że wywołania powstania styczniowego bronią ludzie uważający się zazwyczaj za prawicowych (choć raczej w sensie „pisowskim”) i katolików, a niezdający sobie sprawy (lub wypierający ten fakt ze świadomości), że wywołała je – a przedtem parła do niego przez dwa lata, eskalując napięcie wszystkimi środkami, od wykorzystywania świątyń do manifestacji politycznych po zamachy terrorystyczne – ówczesna ekstremistyczna lewica („Czerwoni”, albo „Czerwieńcy”), powiązana z ośrodkami rewolucji europejskiej, również rosyjskiej, dążącej do rewolucji politycznej, antyreligijnej i społecznej, która w polskich warunkach oznaczała przede wszystkim likwidację szlachty, a przynajmniej jej pozycji ekonomicznej i roli przywódczej w społeczeństwie (co się niestety, rękami rosyjskimi, powiodło). Dowodzą tego również późniejsze losy autorów powstania, jak Jarosława Dąbrowskiego i Walerego Wróblewskiego jako hersztów Komuny Paryskiej. Nie pierwszy to zresztą i ostatni raz patriotyczna i katolicka większość społeczeństwa daje się wodzić za nos „rewolucjonerom” wykorzystującym te uczucia do własnych celów. Ale pocieszające, że niekiedy instynkt samozachowawczy działa, jak np. w marcu 1982 roku, kiedy społeczeństwo nie dało się sprowokować manifestem Jacka Kuronia wzywającego do powstania, które niewątpliwie zostałoby utopione we krwi przez sowieckie czołgi (bo Jaruzelski by już nie wystarczył).
Najgorszą rzeczą, jaka zdarzyła się w 1863 roku nie był wybuch powstania w styczniu, tylko przystąpienie do niego na wiosnę „Białych” oraz ich odpowiedników w Galicji (konserwatystów krakowskich) i na emigracji (Hotel Lambert). Po pierwsze, nadało to powstaniu legitymizację jako narodowemu, a nie tylko przedsięwzięciu ekstremistycznej partii rewolucyjnej. Po drugie, rozszerzyło zasięg powstania o środowiska ziemiańskie dające „partiom leśnym” oparcie logistyczne. Po trzecie, poprzez kontakty z dworami i gabinetami europejskimi dało złudną nadzieję na wsparcie Zachodu, przynajmniej dyplomatyczne (sławetnie „durez!” Napoleona III). Wszystko to, a zwłaszcza drugie i trzecie, przedłużyło ogromnie agonię powstania, wielokrotnie multiplikując straty, bez czego powstanie „czerwonych” upadłoby po paru miesiącach, pozostając w gruncie rzeczy mało znaczącą „ruchawką”. A co najważniejsze, być może nie doszłoby do dymisji Wielopolskiego i całkowitego zwrotu w polityce rosyjskiej odwracającego proces reform. Dlatego decyzja ta była bardzo wielką winą Białych, za co najrozumniejsi z nich słusznie się kajali. Natomiast prawdziwymi bohaterami, reprezentantami patriotyzmu rozumnego byli wówczas św. abp Zygmunt Szczęsny Feliński i Ojcowie Zmartwychwstańcy, na czele z ks. Hieronimem Kajsiewiczem autorem „Listu do braci księży grzesznie spiskujących i do braci szlachty niemądrze umiarkowanych”.
Na sytuację, która doprowadziła do wybuchu w 1863 roku należy spojrzeć również z bardziej pośredniego, bo demograficznego punktu widzenia. Mniej więcej co 25-30 lat społeczeństwo reprodukuje się w kolejnym pokoleniu. W wypadku narodów zniewolonych oznacza to (jeśli reprodukcja ta jest na odpowiednio wysokim poziomie) przypływ nowej energii społecznej, a ponadto dochodzi do dorosłości pokolenie, które nie dźwiga na sobie traumy klęski pokolenia swoich ojców. Tak było też ok. 1860 roku, kiedy ów wybuch nowej energii zaczynał następować (zarazem tłumaczy to dlaczego nic w Królestwie się nie działo w czasie wojny krymskiej, która była okolicznością sprzyjającą: bo to pokolenie było jeszcze niedojrzałe, a starsi byli wciąż sparaliżowani poczuciem niemocy). Rzecz tylko w tym, że ta energia może eksplodować w sposób niekontrolowany i nierozumny – co się niestety stało, a może zostać spożytkowana rozumnie i planowo, tak jak na przykład kolejne 30 lat później, przez obóz narodowy. Trzeba jednak do tego wybitnego przywódcy umiejącego zarówno sformułować cel, jak i przekonać do niego aktywną część społeczeństwa. I tu zawinili obaj kandydaci, choć każdy z innego powodu: „Pan Andrzej” (Zamoyski), który stawiał cel popularny, ale nierealistyczny (niepodległość natychmiast w granicach z 1772 oku) oraz Margrabia, który cel wytyczył realistyczny, ale nie umiał do niego przekonać i stworzyć wokół siebie większość, spychając do narożnika radykałów, grzesząc też pychą, że można coś zrobić dla Polaków, ale nie z Polakami.
Ci, którzy głoszą, że powstanie w 1863 „musiało wybuchnąć”, bo sytuacja była beznadziejna a terror ekstremalny, nie tylko kompletnie nie znają historii, albowiem miesiące poprzedzające przynosiły krok po kroku nową zdobycz (przywrócenie Rady Stanu Królestwa, utworzenie Rządu Cywilnego, polonizacja administracji, ustawa o samorządzie terytorialnym, utworzenie Szkoły Głównej, powiększenie liczby szkół elementarnych i średnich, oczynszowanie chłopów), ale również nie rozumieją elementarnego prawa socjologii i psychologii społecznej, odkrytego dawno temu przez Tocqueville’a: że rewolucje nie wybuchają wtedy, kiedy jest najgorzej, a ucisk największy, tylko wówczas, kiedy system się rozpręża, odsłaniając swoje słabości, zmniejsza nacisk społeczny i inicjuje reformy, ale z punktu widzenia rewolucjonistów są one zbyt wolne i niedostateczne. I to samo dotyczy powstań czy rebelii o charakterze narodowym.
Nazbyt częstym przejawem infantylizmu politycznego jest u nas ocenianie działaczy politycznych – w interesującym nas teraz wypadku podejmujących decyzje o wszczynaniu powstań – li tylko z punktu widzenia ich intencji, a z zupełnym pominięciem skutków, w tym takich, które dają się przewidzieć (w ich wypadku jest to natomiast dowód na kierowanie się tym, co Max Weber nazwał „etyką idei”, w przeciwieństwie do „etyki odpowiedzialności”). Pomijając już to, że sprawa intencji oraz celów wcale nie jest taka prosta we wszystkich przypadkach, a zwłaszcza tych, którzy w cieniu i z zagranicy mogli sterować lub inspirować te działania, mając na oku cele zupełnie inne niż narodowe polskie, to nawet gdyby wszyscy decydenci powstania byli czyści jak łza, powodowała nimi wyłącznie żarliwa miłość do ojczyzny i pragnienie jej niepodległości, i tak ocenianie ich wyłącznie przez pryzmat intencji jest niedojrzałością. „Dobre chęci” nie zwalniają polityków ani od obowiązku rzetelnego obrachunku sił i środków, ani od rozpatrzenia wszelkich alternatywnych scenariuszy, ani przede wszystkim od rozważenia prawdopodobnych skutków podjętego działania.
To jest zresztą dowód na to, że coś niedobrego było i jest nadal w Polsce w wychowaniu religijno-moralnym, bo przecież katolik powinien wiedzieć, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane” i moralnej wartości czynu nie można oceniać po zamierzeniach.
A co ze stadami dzikich zwierząt takich jak renifery, karibu, antylopy, zebry, słonie oraz ze stadem setek milionów urzędników na całym świecie, którzy nic nie robią, tylko piją kawę, jedzą pączki i pierdzą w stołki?
Śmierdzący biznes Gatesa. Miliardy dolarów na zmniejszenie krowich bąków.
miliarderzy świata z Billem Gatesem na czele chcą rozwiązać palący problem wydalanych przez krowy gazów. W opracowanie specjalnych suplementów diety, mających ulżyć biednym zwierzętom, oskarżanym o przyczynianie się do katastrofy klimatycznej, płyną grube miliony.
Jak czytamy w przeróżnych opracowaniach klimatologów, hodowla bydła przyczynia się nawet do 15 proc. emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. A kiedy mówimy o technokratycznym podejściu do tego problemu, na myśl przychodzi głównie jedno nazwisko.
Bill Gates, mimo zwyczaju raczenia się najlepszymi hamburgerami, wydał tradycyjnemu mięsu prawdziwą wojnę. Wraz z Jeffem Bezosem, właścicielem Amazona zainwestował w przeróżne start-upy zajmujące się produkcją jego laboratoryjnego odpowiednika. Co więcej, nie dalej jak rok temu otwarcie przyznał, że wysiłek klimatyczny zmusi bogate kraje do przerzucenia się w 100 proc. na wołowinę syntetyczną. A kiedy poszczególne rządy i Unia Europejska już na dobre zakaże sprzedaży mięsa (podobne jak samochodów spalinowych), kto będzie miał patent i monopol na jego zamienniki?
Kolejną odsłoną tej walki jest najwyraźniej zmiana nawyków żywieniowych zwierząt hodowlanych. I tu z pomocą również przychodzi technologia laboratoryjna. Australijska firma Rumin8 opracowała suplement diety, wytwarzany za pomocą syntetycznie rozmnażanych morskich krasnorostów. Pierwsze eksperymenty są obiecujące [—]
Ostatnio firma przekazała, że zebrała ponad 12 milionów dolarów na dalsze rozwinięcie i wprowadzenie swojego produktu na rynek. Największym inwestorem była organizacja Billa Gates’a – założona w 2015 roku Breakthrough Energy. Na liście znalazły się też takie sławy jak szef Amazona Jeff Bezos czy współtwórca chińskiego serwisu Alibaba Jack Ma.
I podobnie jak w przypadku mięsa in vitro, kiedy przepisy kolejnego unijnego pakietu Fit for 55 zmuszą hodowców do stosowania odpowiednich suplementów, kto będzie głównie zarabiał na ich dystrybucji? Być może jednak, cała sprawa ze sztucznym mięsem okaże się zbyt kosztowna, dlatego już urabia się opinię publiczną do upowszechnienia jedzenia robali.
Rozbójnicy tego świata, wyczerpawszy swoją powszechną grabieżą ziemię, ryją głęboko. Jeśli wróg jest bogaty, są pazerni; jeśli jest biedny, pożądają nad nim kontroli; ani wschód, ani zachód nie był w stanie ich zadowolić. Samotni wśród ludzi, pożądają z równą gorliwością ubóstwa i bogactwa. Rabunkowi, rzezi i grabieży nadają kłamliwe miano imperium; tworzą pustkowie i nazywają je pokojem. Kalgakus, AD 84
Wprowadzenie. Babilon i Królestwo Złota
W 5 rozdziale Księgi Daniela czytamy o uczcie króla Baltazara i tajemniczej ręce, która na ścianie jego pałacu napisała następujące słowa: MENE, TEKEL, FARES. Słowa te interpretowano jako: „Bóg policzył dni twego królestwa i doprowadził je do końca; zostałeś zważony na wadze i uznany za niedoskonałego; twoje królestwo jest podzielone i oddane Medom i Persom”.
Był to koniec imperium neo-babilońskiego, Królestwa Złota, ponieważ tej nocy Baltazar, król chaldejski, został zabity. Był rok 539 p.Ch. Koniec Imperium.
Rzym i Królestwo Srebra
Pierwszą osobą, która pojawiła się w historii Szkocji z imienia, był Kalgakus („miecznik”). Był on przywódcą Kaledończyków, zwanych później Szkotami, i jest wspominany w bitwie pod Mons Graupius w 84 roku AD. Odnosi się do niego rzymski historyk Tacyt w swojej Agricoli, przypisując mu mowę przed bitwą, którą zacytowaliśmy powyżej. Współczesny historyk Szkocji ujął to w słowach, które brzmiałyby znajomo, gdyby zastosować je do Afganistanu, Iraku, Libii, Syrii i Ukrainy:
„Prawda jest taka, że gdy Rzymianie przybyli na tereny dzisiejszej Szkocji, wycinali drzewa, palili, zabijali, kradli i czasami wojowali, a następnie zostawiali za sobą ogromny bałagan, likwidując tubylcze osady i pokrywając dobre ziemie uprawne pozostałościami szańców, wałów, dróg i innych rodzajów starożytnych pozostałości wojskowych. Jak większość imperialistów, przybyli, aby zarobić pieniądze, uzyskać przewagę polityczną i wykorzystać zasoby swoich kolonii kosztem podbitych” (2).
Pogańscy Rzymianie mieli hasło: 'Imperium sine fine’, czyli 'Imperium bez końca’. 'Bez końca’ oznaczało zarówno w czasie/historii, jak i w przestrzeni/geografii. Jednakże ich Imperium miało geograficzny koniec stosunkowo wcześnie. Było to w formie masywnej struktury, której budowa zajęła tysiącom ludzi około sześciu lat, a rozpoczęto ją w 122 roku p.Ch. Nazywana jest ona Wałem Hadriana. Mur ten oddzielał rzymską prowincję Britannia, ze stolicą w stworzonym przez Rzymian Londinium/Londynie, od Kaledończyków na północy wyspy. Rzymianie zostali ostatecznie pokonani przez Kaledonię, którą od tego czasu zaczęto nazywać Szkocją. Niektórzy powiedzą, że Rzymianie mieli zbyt wiele problemów w innych częściach swojego imperium, by zawracać sobie głowę pokonywaniem Kaledończyków, albo że nienawidzili ich gór i klimatu, a skąpe zasoby naturalne tych okolic, nie były dla nich wystarczająco atrakcyjne. Nie należy jednak zapominać o oporze tubylców. Faktem jest, że górska Kaledonia nigdy nie została podporządkowana rzymskiej Britanii, podobnie jak, jakieś 1820 lat później, górskie Królestwo Czarnogóry nigdy nie poddało się nazistowskim Niemcom.
Oczywiście zachodnie prowincje Imperium Rzymskiego, błędnie nazywane Cesarstwem Rzymskim (3), nie upadły z powodu Kaledończyków. Upadły w V wieku z powodu „barbarzyńców”, choć również z powody wewnętrznej zdrady i wewnętrznej dekadencji. Rzeczywiście, istnieje około 200 sprzecznych teorii na temat tego, dlaczego Stary Rzym upadł. Niemniej jednak szkoccy „barbarzyńcy” (Rzymianie zawsze nazywali każdego, kto się im sprzeciwiał – „barbarzyńcą” – czy to wam coś przypomina ?) byli pierwszymi, którzy skutecznie stawili opór „cywilizacji”. W ten sposób położyli żenujący kres rzymskiemu kłamstwu propagandowemu, „Imperium sine fine”, „Imperium bez końca”.
Britannia i Królestwo Brązu
Imperium Brytyjskie było bezpośrednio wzorowane na Imperium Rzymskim. Sama nazwa „Brytania” praktycznie zniknęła po tym, jak Rzymianie porzucili swoją „Britannię” w 410 r. po. Ch. Jednakże nazwa ta została przywrócona przez imperialistycznych Normanów w 1066 roku, którzy przenieśli również angielską, królewską, duchową i kulturalną stolicę z Winchesteru z powrotem do starej rzymskiej stolicy politycznej i finansowej, miasta Londinium.
Normanowie i ich żydowscy finansiści stworzyli w ten sposób wielonarodowe imperium pomiędzy północną Francją i Anglią, które wkrótce rozszerzyło się na Walię, Szkocję, zachodnią Francję i Irlandię. Po upadku tego francuskojęzycznego imperium w XIV i XV wieku, częściowo w wyniku „wojny stuletniej”, Britannia odrodziła się ponownie w XVIII wieku. Wraz z królem sprowadzonym z Hanoweru i finansistami sprowadzonymi z Holandii, brytyjski establishment przekupił klasę rządzącą w Szkocji, by ta zjednoczyła się z Anglią i Walią w 1707 roku. Wkrótce uczcili to w wierszu z 1740 r., a później hymnie „Rule Britannia”.https://www.youtube.com/watch?v=v2c5QHtgFxY
Po ostatecznej klęsce Napoleona w 1815 roku, agresywny merkantylny nacjonalizm tego hymnu został w pełni uzasadniony przez szowinistyczny wiktoriański imperializm. Ich tłumaczenie „Imperium sine fine”, „Imperium bez końca” brzmiało „Imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce”. Ich godłem na monetach była rzymska 'Britannia'(baba na wózku- dop. tłumacza), potężna postać pogańskiej bogini, trzymająca (ukraiński?) trójząb.
Dlaczego Imperium Brytyjskie upadło? Znowu, istnieje mnóstwo teorii. Jedną z nich jest to, że brytyjscy imperialiści porzucili nawet pozory, że ich rasistowska misja i krwawy wyzysk miały na celu „ucywilizowanie” reszty świata, niesienie „brzemienia Białego Człowieka”. Wszystkie masakry i zbrodnie na całym świecie były w jakiś tajemniczy sposób uzasadnione tą misją.
Jak powiedział kilka lat temu Desmond Tutu, zmarły afrykański arcybiskup(podający się z arcybiskupa – dop. tłumacza) Kapsztadu: „Kiedy misjonarze przybyli do Afryki, oni mieli Biblię, a my ziemię. Powiedzieli: 'Pomódlmy się’. Zamknęliśmy oczy. Kiedy je otworzyliśmy, my mieliśmy Biblię, a oni mieli ziemię”.
Jak wszystkie imperia, również Imperium Brytyjskie znalazło się, jak to się mówi, na śmietniku historii. Każdy ma swoje pięć minut w życiu.
USA i Królestwo Żelaza i Gliny
Prezydenci Imperium Amerykańskiego mieszkają w neoklasycystycznym „Białym Domu”, lub „siedzibie gubernatora”, jak go kiedyś nazywano. Jest to inspirowany Rzymem, klasyczny pałac. Podobnie jak Britannia, również i Imperium Amerykańskie jest kolejną próbą odrodzenia pogańskiego Rzymu. Po drugiej wojnie światowej, którą wygrał Związek Radziecki, od 1945 roku Ameryka, czyli Stany Zjednoczone, rządziła z tej rezydencji dużą częścią świata. Zachodni dziennikarze piszą o „Białym Domu” jako o centrum ich świata – z pewnością mając na myśli swoje dochody.
W 1992 roku, politolog Francis Fukuyama opublikował książkę „Koniec historii i ostatni człowiek”. Ogłosił w niej, że ludzkość osiągnęła „nie tylko (…) koniec określonego okresu historii powojennej, ale koniec historii jako takiej: to znaczy punkt końcowy ideologicznej ewolucji ludzkości i upowszechnienie zachodniej demokracji liberalnej jako ostatecznej formy rządów ludzkich”. Niewiarygodne, że byli tacy, którzy wierzyli w to nonsensowne powtórzenie hitlerowskiej Tysiącletniej Rzeszy (Imperium). Jego tytuł 'Koniec historii’ był w rzeczywistości tylko powtórzeniem przechwałki o 'Imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce’ i 'Imperium bez końca’. To samo stare kłamstwo 'manifestacji przeznaczenia’, ale wyrażone na nowo.
Koniec Historii Fukuyamy, „Tysiącletnia Rzesza”, też już się skończyła, nie w dwanaście lat (1933-1945), ale w trzydzieści lat (1992-2022). Koniec przyszedł wraz z Ukrainą, czyli dawnymi południowo-zachodnimi prowincjami Rosji. Dlaczego?
Cóż, podaje się wiele powodów, ale ja powiedziałbym, że stało się tak dlatego, że ci w Białym Domu zdecydowali się na prześladowanie „kamienia wyciętego z góry nie ręką ludzką”(Dan 2,34), czyli dlatego, że zdecydowali się prześladowanie Kościoła na Ukrainie. Chociaż zbiry i ateistyczni neokoni w Białym Domu o tym nie wiedzą, my wiemy, że: 'Nie błądźcie: nie da się Bóg z siebie naśmiewać. Albowiem co będzie siał człowiek, to też będzie żął. Bo kto sieje na swym ciele, z ciała też żąć będzie skażenie. A kto sieje na duchu, z ducha żąć będzie żywot wieczny.(Gal 6, 7-8). 'Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym’ (Hbr 12, 29).
Dlaczego koniec imperium amerykańskiego został odłożony w czasie?
Dlaczego amerykańska „Tysiącletnia Rzesza” trwała nie dwanaście, a trzydzieści lat? Dlaczego tak długo? Odpowiedź znajduje się tutaj: Dlatego, że prezydent Putin i cała Federacja Rosyjska pozwolili Białemu Domowi na zajęcie Kijowa, a następnie większości Donbasu w latach 2014-2015. W efekcie, od 2022 roku przed siłami rosyjskimi stoi o wiele trudniejsze zadanie wyzwolenia, demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy. Co gorsza, ponieważ Waszyngton zmusił Kijów do odrzucenia jakichkolwiek negocjacji pokojowych z Moskwą i wysyła na Ukrainę wiele z tego, co posiada, z pomocą swoich natowskich pełnomocników , siły rosyjskie stoją przed jeszcze trudniejszym zadaniem wyzwolenia, demilitaryzacji i denazyfikacji, całego zarządzanego przez USA, NATO. Prezydent Putin sam przyznał, że popełnił błąd nie podejmując działań w 2015 roku. Skąd więc ta zwłoka w stawieniu oporu i doprowadzeniu do upadku amerykańskiej Rzeszy? Istnieją trzy wyraźne powody:
1. W latach 2014-15 Federacja Rosyjska była zdecydowanie zbyt słaba militarnie, gospodarczo i politycznie, aby przeciwstawić się tyranii świata zachodniego. Rozpoczęta wówczas wojna wyzwoleńcza mogłaby się skończyć bardzo źle dla Rosji, która bardzo ucierpiała z powodu zachodnich „sankcji” właśnie za wyzwolenie Krymu.
2. Rząd Federacji Rosyjskiej miał zbyt małe poparcie wewnętrzne, aby stawić opór. Aktywa CIA, w tym zdradzieccy zwolennicy Własowców (5), infiltrowały wszystkie jego instytucje, w tym nawet Rosyjską Cerkiew Prawosławną. Było to już jasne w 1993 roku podczas przewrotu październikowego, Czarnego Października, w którym tysiące rosyjskich patriotów zostało prawdopodobnie zmasakrowanych przez prozachodni reżim Jelcyna. Pięć lat temu spotkałem byłego żołnierza amerykańskiej piechoty morskiej, który w 1993 roku został wysłany do bazy pod Moskwą, wraz z 4000 innych marines, którzy zostali poinstruowani, że mogą być potrzebni do stłumienia antyamerykańskiej rewolty w Moskwie. (Ostatecznie do tego nie doszło).
Cztery tys. żołnierzy USA w okolicach Moskwy w 1993 roku na zaproszenie jej pijanego władcy? Tak. Piąta kolumna rosyjskich idolatrów Zachodu, puczystów, liberałów, dziennikarzy, aktorów, muzyków, oligarchów, polityków, pedagogów? Tak. Wszystkie rosyjskie instytucje są infiltrowane przez zdrajców? Tak. Dopiero w 2022 roku Federacja Rosyjska była gotowa do przeciwstawienia się amerykańskiej tyranii. Przygotowania przeciągnęły się aż po rok 2022, a nawet wtedy zdrajców było pod dostatkiem, choć szybko uciekli do Izraela, Finlandii, Gruzji i gdzie indziej (6).
3. Zachodni czytelnicy nie powinni lekceważyć niebywałej naiwności Rosjan wobec Zachodu. Rosjanie nie podejrzewali, że Zachód nakaże Kijowowi odrzucić porozumienie pokojowe w marcu/kwietniu 2022 roku, zmuszając tym samym Kijów i gospodarki zachodnie do popełnienia samobójstwa, niczym rozpieszczone dziecko, które krzywdzi się tylko po to, by zrobić na złość rodzicom. W rezultacie, ograniczona operacja wyzwolenia Donbasu musiała zostać przemyślana na nowo. Prezydent Putin całkiem jeszcze niedawno był w szoku, gdy dowiedział się, że został okłamany przez niemiecką Merkel i francuskiego Hollande’a. Dał się nabrać na to, że Zachód był szczery w swoich deklaracjach i że rzeczywiście zamierzał wdrożyć porozumienia mińskie w celu ochrony Donbasu.
Jak tych dwoje zachodnich przywódców niedawno przyznało, porozumienia mińskie były tylko grą na czas, aby umożliwić armii kijowskiej przygotowanie, okopanie się, uzbrojenie, szkolenie, a następnie inwazję. Zachodni przywódcy to kłamcy. To fakt. Źródłem tej niezwykłej rosyjskiej naiwności wydaje się być to, że w latach 1917-1991 Rosja była odcięta od Zachodu, żyła w bańce, tak że nigdy tak naprawdę nie pojęła, jak podstępny i perfidny potrafi być Zachód. Zbyt długo mieszkam w Europie Zachodniej, by tego nie wiedzieć. Dziesięć lat temu pewien moskwianin ujął to bardzo dobrze: „Wiedzieliśmy, że komuniści okłamywali nas w sprawie komunizmu. Nie wiedzieliśmy jednak, że mówią nam prawdę o kapitalizmie”.
Przykład. Znamy tutaj na Zachodzie pewnego Amerykanina, który zajmuje wysokie stanowisko w pewnej rosyjskiej organizacji, o którym od samego początku wiedzieliśmy, że jest szpiegiem CIA. A jednak nawet dzisiaj, w 2023 roku, po zapoznaniu się z jego wywrotową działalnością, wszystkie drzwi w Moskwie są dla niego otwarte i wszystkie jego antyrosyjskie działania są w Moskwie aprobowane! Tymczasem ci, którzy bronią Rosji, jako patrioci, jako najwięksi przyjaciele, jakich Rosja ma na Zachodzie, są przez niego prześladowani! To jest niewiarygodne, ale to prawda. Ta naiwność jest dla Rosji samobójcza.
Wniosek: Nieszczęście wisi w powietrzu
W 2022 roku nastąpiła tektoniczna zmiana świadomości, początek końca dominacji Zachodu po ponad 500 latach niewolnictwa oraz kolonialnej i imperialistycznej eksploatacji. Świat jednobiegunowy należy do przeszłości. Technologia jest uniwersalna. Nikt nie ma monopolu. „Nie pytaj komu bije dzwon”, bo bije dla świata zachodniego. 'Imperium Sine Fine’, Imperium bez końca – najstarsze kłamstwo. MENE, TEKEL, FARES. 'Bóg policzył dni twojego królestwa i doprowadził je do końca; zostałeś zważony na wadze i uznany za niedoskonałego; twoje królestwo jest podzielone i oddane Medom i Persom’. Te słowa są wypisane na Białym Domu Baltazara.
22 stycznia 2023
Batiuszka
tłum. Sławomir Soja
Przypisy
1. Wzmianki o królestwach złota, srebra, brązu oraz żelaza i gliny znajdują się w Księdze Daniela, rozdział 2.
2. 3. Chrześcijańskie Imperium Rzymskie, z siedzibą w Nowym Rzymie czyli Konstantynopolu, upadło dopiero po tysiącleciu. Jego upadek został spowodowany przez połączenie działań zachodnich barbarzyńców („katolików”)- (niestety to prawda dop. tłumacza), którzy splądrowali je w 1204 roku, oraz Osmanów, którzy przejęli jego pozostałości w 1453 roku.
3. 4. Orthodox Bishop Denounces Ukrainian Crimes At UNSC
Orthodox Bishop Denounces Ukrainian Crimes At UNSC Written by Lucas Leiroz, researcher in Social Sciences at the Rural Federal University of Rio de Janeiro; geopol…
5. Własowcy byli pro-faszystowskimi Rosjanami, którzy walczyli wspólnie z Hitlerem przeciwko ZSRR. Niektóre z ich dzieci i wnuków są nadal aktywne, np. w życiu kościelnym Rosji na emigracji i w innych obszarach. W odróżnieniu od prawosławnych wyznają ideologię neokonów, czyli mogą być liberalni i pro-LGBT, ale zawsze politycznie „antysocjalistyczni”, jak sami by się określili, albo szczerze faszystowscy.
My, rosyjscy prawosławni, podobnie jak wszyscy chrześcijanie prawosławni, mamy odwrotne poglądy. Jesteśmy społecznie konserwatywni, ale i odpowiedzialni. Innymi słowy, choć współczujemy ludziom, którzy cierpią na takie choroby jak homoseksualizm, wierzymy w zdrowe, tradycyjne wartości, rodzinę i tożsamość narodową, a także wierzymy w sprawiedliwość społeczną, darmową edukację i opiekę zdrowotną, w to, że bogaci płacą wyższe podatki, aby pomóc biednym, czyli jesteśmy społecznie odpowiedzialni. Nie wierzymy w mit lewicy i prawicy, który prowadzi prosto do dyktatury jednej partii, czyli w wielki mit tzw. demokracji zachodniej.
„Zgodnie z decyzją, w której powołano się na opinię naukową Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, dodatek jest bezpieczny w stosowaniu w całej gamie produktów, w tym między innymi w batonikach zbożowych, herbatnikach, pizzy, produktach na bazie makaronu i serwatce w proszku”.
−∗−
Tłumaczenie artykułu z serwisu Summit News na temat wprowadzenia przez UE nowych regulacji dotyczących specyficznych dodatków do żywności. /AlterCabrio – ekspedyt.org/
___________***___________
„Domieszka” z miażdżonych robaków jest teraz dodawana do pizzy, makaronów i płatków śniadaniowych w całej UE
Większość ludzi nawet nie będzie wiedziała, że to je.
Od wczoraj dodatek do żywności ze sproszkowanych świerszczy zaczął pojawiać się w produktach spożywczych, od pizzy, przez makarony, po płatki zbożowe w całej Unii Europejskiej.
Tak. Naprawdę.
Odtłuszczone domowe świerszcze są w menu Europejczyków na całym kontynencie, a zdecydowana większość z nich nie wie, że to jest teraz w ich jedzeniu.
„Dzieje się tak dzięki orzeczeniu Komisji Europejskiej przyjętemu na początku tego miesiąca”, donosi RT.
„Zgodnie z decyzją, w której powołano się na opinię naukową Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, dodatek jest bezpieczny w stosowaniu w całej gamie produktów, w tym między innymi w batonikach zbożowych, herbatnikach, pizzy, produktach na bazie makaronu i serwatce w proszku”.
Ale nie martw się, ponieważ świerszcze muszą najpierw zostać sprawdzone, aby upewnić się, że „pozbyły się zawartości jelit”, zanim zostaną zamrożone.
Cudowna sprawa.
Krytycy sugerowali, że gdy robaki staną się powszechnie akceptowane jako dodatek do żywności, ich spożycie zostanie znormalizowane we wszystkich dziedzinach.
„Liberalny Porządek Świata zdecydował, że maluczcy muszą jeść robale, aby zapobiec wahaniom klimatu, zgodnie z ideologią klasy rządzącej” — pisze Dave Blount.
„Jednak zamiast bezmyślnie słuchać “Ekspertów”, jak większość z polityką Covid, ludzie stawili opór. Więc nasi lewaccy panowie i władcy ukradkiem przemycają owady do jedzenia”.
„To pozwoli im ujawnić w niedalekiej przyszłości, że już jemy robale, więc nie ma powodu, aby sprzeciwiać się zamykaniu farm i narzucaniu nowej diety”.
Unia Europejska również niedawno zatwierdziła wykorzystanie Alphitobius diaperinus, znanego również jako larwa mącznika, do spożycia przez ludzi.
Jak wyczerpująco to udokumentowaliśmy, globalistyczni technokraci i działacze na rzecz zmian klimatu konsekwentnie lobbują, aby ludzie zaczęli jeść robale w celu walki z globalnym ociepleniem, mimo że praktyka ta jest powiązana z infekcjami pasożytniczymi.
Wątpię, czy elitarystyczni technokraci, którzy niedawno odwiedzili Davos, przestawią się na dietę z owadów, bez względu na to, jak bardzo zastraszają nas zmianami klimatycznymi spowodowanymi przez człowieka.
W listopadzie „Washington Post” poradził Amerykanom, aby zamiast tradycyjnego obiadu w Święto Dziękczynienia, na który obecnie nie stać jednej czwartej rodzin, rozważyli jedzenie robaków.
I to wszystko podczas gdy hodowcy bydła w Holandii są eliminowani ze względu na zmiany klimatyczne, dzieci w wieku szkolnym są indoktrynowane do jedzenia robaków, a kolejna niemiecka szkoła całkowicie zakazała mięsa.
Złe jest dobre, dobre jest złe – dieta insektowa W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami pojawienia się i usilnego propagowania w mediach np. amerykańskich programu zjadania robaków przez ludzkość, innymi słowy – globalnego przesterowania codziennej diety człowieka z przetworów roślinnych, […]
_________________
Sztuczne mięso i nuklearne drożdże czyli co fermentuje na COP27 Szczyty ONZ – zwłaszcza szczyty klimatyczne – zawsze stanowią mały przedsmak nadchodzących narracji. I chociaż „reforma żywnościowa” może nie być jedynym, ani nawet najważniejszym punktem programu… to zdecydowanie jest przeważającą […]
_________________
Warzywne jajka czyli czym zalać robaka Za mediami promującymi spożywanie robaków kryje się nowa energia. Ale ten reklamowany wielki ruch jest niewątpliwie punktem zwrotnym w kierunku hodowanego w laboratoriach mięsa i nabiału. Propaganda płynie szerokim strumieniem. […]
_________________
Dyptyk żywnościowy czyli apokalipsa, robaki i GMO Byliśmy świadkami jak lockdowny roznoszą gospodarkę na kawałki, podczas gdy klasa miliarderów osiąga rekordowe zyski, a korporacyjne molochy rozszerzają swoje monopole, tak też każda proponowana polityka bezpieczeństwa żywnościowego przyniesie korzyści […]
Cienka nić. Czy wydaje wam się, że plan Wielkiego Resetu opracowany przez Światowe Forum Ekonomiczne Schwaba ma inne cele niż ten wyznaczony przez sektę Bergoglian?
Arcybiskup Carlo Maria Viganó
„Non prævalebunt” nie obiecuje nam braku konfliktów, prześladowań, apostazji;zapewnia nas tylko, że we wściekłej walce bram piekielnych przeciwko Oblubienicy Baranka, nie zdołają one zniszczyć Kościoła Chrystusowego.
—————————–
Czy wydaje wam się, że plan Wielkiego Resetu opracowany przez Światowe Forum Ekonomiczne Klausa Schwaba ma inne cele niż ten wyznaczony przez sektę Bergoglian? Ten szantaż nie będzie dotyczył zdrowia, ale doktryny.
======================= [Odpowiedź Reidowi, Cavadiniemu, Healyemu i Weinandiemu]
„I ramiona od niego stać będą, i zgwałcą świątynię mocy, i odejmą ustawiczną ofiarę, a dadzą obrzydłość na spustoszenie”. Dan 11:31(Biblia w tłum. Ks. J. Wujka)
Z zainteresowaniem śledziłem toczącą się debatę na temat Traditionis Custodes i komentarz Ojca Reida, w którym obala on tezy Cavadiniego, Healy’ego i Weinandy’ego. Nie znajduje on jednak rozwiązania dla wskazanych problemów. Tym sposobem, chciałbym wskazać możliwą drogę wyjścia z obecnego kryzysu. Sobór Watykański II, nie będąc soborem dogmatycznym, nie zamierzał definiować żadnej prawdy doktrynalnej, ograniczając się jedynie do pośredniego potwierdzenia – i to w często niejednoznacznej formie – doktryn zdefiniowanych wcześniej jasno i jednoznacznie przez nieomylny autorytet Magisterium. Został on niesłusznie i na siłę uznany za „Ten Sobór”, za „Superdogmat” nowego „Kościoła soborowego”. Doszło nawet do tego, że Kościół został na nowo zdefiniowany w odniesieniu do tego Soboru . W tekstach soborowych nie ma wyraźnej wzmianki na temat tego, co później poczyniono w sferze liturgicznej, traktując to jako wypełnienie Konstytucji Sacrosanctum Concilium.
Z drugiej strony, istnieje wiele istotnych kwestii dotyczących tak zwanej „reformy”, które stanowią zdradę woli Ojców Soboru i przedsoborowego dziedzictwa liturgicznego. Powinniśmy raczej zadać sobie pytanie, jaką wartość nadaje się aktowi, który nie jest tym, za jaki chce uchodzić: to znaczy, czy możemy moralnie uznać za „Sobór” akt, który poza jego oficjalnymi przesłankami – czyli schematami przygotowanymi długo i szczegółowo przez Święte Oficjum – okazał się dywersyjny w swoich niewypowiedzianych intencjach i podły w środkach, które miały być zastosowane przez tych, którzy, jak się okazało, zamierzali wykorzystać go w celu całkowicie przeciwnym do tego, do czego Kościół powołał sobory ekumeniczne. Ta zastrzeżenie jest niezbędne, aby móc obiektywnie ocenić także inne wydarzenia i akty zarządzania Kościołem, które się z niej wywodzą lub do niej nawiązują.
Pozwolę sobie na wyjaśnienie. Wiemy, że prawo ogłaszane jest na podstawie mens, czyli bardzo precyzyjnego celu, którego nie można oddzielić od całego systemu prawnego w którym powstaje. Takie przynajmniej są podstawy tego Prawa, które mądrość Kościoła nabyła od Cesarstwa Rzymskiego. Prawodawca ogłasza prawo w określonym celu i formułuje je w taki sposób, aby miało zastosowanie tylko do tego konkretnego celu w jakim jest ogłaszane; unika zatem wszelkich elementów, które mogłyby uczynić prawo niejednoznacznym w odniesieniu do jego adresata, celu lub rezultatu. Zwołanie Soboru Ekumenicznej ma za cel uroczyste zwołanie Biskupów Kościoła, pod zwierzchnictwem Papieża Rzymskiego, w celu określenia poszczególnych aspektów doktryny, moralności, liturgii lub dyscypliny kościelnej.
To, co ogłasza Sobór, musi w każdym przypadku mieścić się w zakresie Tradycji i nie może w żaden sposób zaprzeczać niezmiennemu Magisterium, bo gdyby tak było, byłoby sprzeczne z celem, który legitymizuje władzę w Kościele. To samo dotyczy papieża, który ma pełną, doraźną i bezpośrednią władzę nad całym Kościołem tylko w granicach swojego mandatu: którym jest umacnianie swoich braci i sióstr w wierze, aby karmić baranki i owce, które Pan mu powierzył.
W historii Kościoła, aż do SW II, nigdy nie zdarzyło się, by jakiś sobór mógł de facto anulować sobory, które go poprzedzały, ani by sobór „duszpasterski” – ἅπαξ(jednym aktem, tak jak SWII)- mógł mieć większy autorytet niż dwadzieścia poprzedzających go soborów dogmatycznych. A jednak tak się stało, wśród milczenia większości Episkopatu i przy aprobacie pięciu papieży rzymskich, od Jana XXIII do Benedykta XVI. W ciągu tych pięćdziesięciu lat permanentnej rewolucji, żaden papież nie zakwestionował „magisterium” SW II, nie odważył się potępić jego heretyckich tez ani wyjaśnić niejednoznaczności. Wręcz przeciwnie, wszyscy papieże, poczynając od Pawła VI, uczynili SW II i jego realizację, programowym fulcrum(punktem podparcia) swojego pontyfikatu, podporządkowując i wiążąc swój autorytet apostolski z dyktatem soborowym.
Wyróżniali się oni pod tym względem na tle historii Kościoła, poprzez wyraźne dystansowanie się od swoich poprzedników oraz przez wyraźne i wyłączne koncentrowanie się na przekazie otrzymanym od Roncallego, aż po Bergoglio. Ich „magisterium” zaczyna się od Soboru Watykańskiego II i na nim się kończy, a Następcy ogłaszają swoich poprzedników świętymi tylko dlatego, że zwołali, zakończyli lub zastosowali Sobór w praktyce. Język teologiczny również dostosował się do dwuznaczności tekstów soborowych, posuwając się do przyjęcia jako zdefiniowanych doktryn, rzeczy, które przed Soborem były uważane za heretyckie. Możemy za przykład podać; świeckość państwa, dziś uważaną za oczywistą i godną pochwały, ireniczny ekumenizm Asyżu i Astany; lub parlamentaryzm rozmaitych Komisji, Synodu Biskupów i „drogi synodalnej” Kościoła niemieckiego.
Wszystko to wynika z założenia, które prawie wszyscy przyjmują za pewnik: że „SW II może rościć sobie prawo do autorytetu soboru ekumenicznego”, wobec którego, wierni mają obowiązek zawiesić wszelki osąd i pokornie skłonić głowy przed wolą Chrystusa, nieomylnie wyrażoną przez Świętych Pasterzy, nawet jeśli jeśli jest to wyrażone w formie „pastoralnej”, a nie dogmatycznej. Tak jednak nie jest, ponieważ Święci Pasterze mogą być oszukiwani przez kolosalny spisek, którego celem jest wykorzystanie Soboru w celach dywersyjnych.
To, co stało się na poziomie globalnym w przypadku SW II, miało miejsce lokalnie w przypadku Synodu w Pistoi, w 1786 roku, władza biskupa Scipione de’ Ricci – którą mógł legalnie sprawować zwołując Synod diecezjalny – została uznana za nieważną przez Piusa VI, za fraudem legis(oszustwo prawne), czyli wbrew ratio(systemowi), który przewodniczy i kieruje każdym prawem Kościoła. [1] Wynika to z tego, że władza w Kościele należy do naszego Pana, który jest jego Głową i który udziela jej w formie zastępczej Piotrowi i jego prawowitym Następcom tylko w ramach Świętej Tradycji.
Nie jest więc zuchwałą hipotezą przypuszczenie, że zgromadzenie heretyków mogło zorganizować prawdziwy zamach stanu w Kościele, aby narzucić rewolucję, która przy użyciu podobnych metod została zorganizowana przez masonerię w 1789 roku przeciwko monarchii francuskiej, a którą modernistyczny kardynał Suenens pochwalił jako powtórzoną na Soborze. Nie stoi to również w sprzeczności z pewnością Boskiej pomocy Chrystusa dla Jego Kościoła. Non prævalebunt nie obiecuje nam braku konfliktów, prześladowań, apostazji; zapewnia nas tylko, że we wściekłej walce bram piekielnych przeciwko Oblubienicy Baranka, nie zdołają one zniszczyć Kościoła Chrystusowego.
Kościół nie zostanie pokonany, dopóki pozostaje taki, jakim nakazał mu być Jego Wieczny Papież. Co więcej, szczególna pomoc Ducha Świętego dla papieskiej nieomylności nie ma zastosowania, gdy Papież nie ma zamiaru jej użyć, tak jak się dzieje w przypadku zatwierdzenia aktów Soboru duszpasterskiego. Z teoretycznego punktu widzenia możliwe jest więc, dywersyjne i podłe wykorzystanie Soboru; także dlatego, że „fałszywi Chrystusowie” i „fałszywi prorocy”, o których mówi Pismo Święte (Mk 13,22), mogliby zwieść nawet samych wybranych, w tym większość Ojców Soboru, a wraz z nimi rzesze duchownych i wiernych.
Jeśli zatem SW II był, co to jest oczywiste, narzędziem, którego autorytet i autorytatywność zostały oszukańczo wykorzystane do narzucenia heterodoksyjnych doktryn i sprotestantyzowanych obrzędów, możemy mieć nadzieję, że powrót na tron świętego i ortodoksyjnego Papieża uzdrowi tę sytuację, ogłaszając ją bezprawną, nieważną i niebyłą jak się stało z Synodem w Pistoi. Ponadto, jeśli zreformowana liturgia wyraża te błędy doktrynalne i to podejście eklezjologiczne, które zwięźle zawarł SW II, błędy, które autorzy zamierzali ujawnić w ich niszczycielskim zakresie dopiero po ich promulgacji, to żaden powód „duszpasterski” – jak chciałby utrzymywać Ojciec Alcuin Reid – nie może nigdy usprawiedliwić utrzymywania tego fałszywego, wieloznacznego, favens hæresim(sprzyjającego herezji) rytu, całkowicie katastrofalnego w swoich skutkach dla świętego ludu Bożego.
Novus Ordo nie zasługuje zatem na żadną poprawkę, żadną „reformę reformy”, lecz jedynie na zakaz i uchylenie, jako konsekwencję jego nieusuwalnej niezgodności z Liturgią katolicką, z Rytem Rzymskim, którego zamierza być zaledwie wyrazem, oraz z niezmienną nauką Kościoła. „Kłamstwo musi zostać odparte, ale ci, którzy są uwikłani w jego sidła, muszą być zbawieni, a nie zgubieni” – pisze Ojciec Alcuin. Nie może to się jednak stać ze szkodą dla Prawdy Objawionej i czci należnej Trójcy Przenajświętszej w najwyższym akcie kultu; ponieważ przywiązując nadmierną wagę do duszpasterstwa, stawiamy człowieka w centrum Świętej Czynności, podczas gdy powinniśmy tam umieścić Boga i złożyć przed Nim pokłon w milczącej adoracji.
Jeśli nawet może to wywołać zdziwienie u zwolenników hermeneutyki ciągłości, której pomysłodawcą był Benedykt XVI, to uważam, że Bergoglio ma po raz pierwszy całkowitą rację, uważając Mszę trydencką za niedopuszczalne zagrożenie dla SW II, ponieważ Msza ta jest tak katolicka, że odrzuca wszelkie próby pokojowego współistnienia dwóch form tego samego Rytu Rzymskiego. W istocie, absurdem jest wyobrażenie sobie formy zwykłej rytu montiliańskiego i nadzwyczajnej formy trydenckiej, jako reprezentacji jednego głosu Kościoła Rzymskiego – una voce dicentes – z bardzo ograniczonym wyjątkiem czcigodnych obrządków starożytnych, takich jak ryt ambrozjański, ryt lyoński, rytu mozarabski oraz odmiany rytu dominikańskiego i podobnych obrządków.
Powtarzam: autor Traditionis Custodes wie bardzo dobrze, że Novus Ordo jest kultycznym wyrazem innej religii – religii „Kościoła soborowego” – w odróżnieniu od religii Kościoła katolickiego, którego doskonałym modlitewnym przekładem jest Msza Św. Piusa V. Bergoglio nie ma pragnienia rozstrzygnięcia sporu między spuścizną Tradycji a spuścizną SW II. Przeciwnie, jego zamiarem jest sprowokowanie rozłamu prowadzącego do wykluczenia tradycyjnych katolików, czy to duchownych czy świeckich, z „kościoła soborowego”, który zastąpił Kościół katolicki, która to nazwa, jeszcze (i niechętnie) jest zachowywana.
Schizma pożądana przez Dwór Świętej Marty nie polega na odłączeniu od Kościoła heretyckiej drogi synodalnej diecezji niemieckich, ale na wykluczeniu tradycyjnych katolików, zdesperowanych prowokacjami Bergoglia, zgorszeniem uprawianym przez jego dwór, jego nieumiarkowanymi i dzielącymi deklaracjami. Aby do tego doprowadzić, Bergoglio nie zawaha się doprowadzić do skrajnych konsekwencji, zasad ustanowionych przez SW II, których bezwarunkowo przestrzega. Mianowicie: uznać Novus Ordo za jedyną formę posoborowego Rytu Rzymskiego i konsekwentnie uchylić wszelkie celebracje w starożytnym rycie rzymskim jako całkowicie obce strukturze dogmatycznej Soboru.
Pozostaje poza wszelką wątpliwością, że nie ma możliwości pojednania tych dwóch niejednorodnych, wręcz przeciwstawnych, wizji eklezjologicznych. Albo jedna przetrwa, a druga upadnie, albo jedna upadnie, a druga przetrwa. Iluzja współistnienia Vetus i Novus Ordo jest niemożliwa do zrealizowania, jest sztuczna i zwodnicza: ponieważ to, co celebrans czyni doskonale we Mszy Apostolskiej, prowadzi go naturalnie i nieomylnie do tego, czego chce Kościół; podczas gdy to, co przewodniczący zgromadzenia czyni we Mszy reformowanej, jest prawie zawsze dotknięte odchyleniami dozwolonymi przez sam obrządek, nawet jeśli Święta Ofiara jest ważnie wykonywana.
I właśnie na tym polega soborowy matrix nowej Mszy: na jej płynności, na zdolności dostosowania się do potrzeb rozmaitych „zgromadzeń”, na możliwości odprawiania jej zarówno przez kapłana, który wierzy w transsubstancjację i manifestuje ją za pomocą przepisowych przyklęknięć, jak i przez tego, który wierzy tylko w transsignifikację(https://pl.wikipedia.org/wiki/Transsignifikacja ) i podaje wiernym Komunię na ręce.
Nie zdziwiłbym się zatem, gdyby w bardzo bliskiej przyszłości ci, którzy nadużywają władzy apostolskiej w celu zburzenia Kościoła Świętego i sprowokowania masowego exodusu „przedsoborowych” katolików, nie zawahali się nie tylko ograniczyć odprawianie starożytnej Mszy, ale także całkowicie jej zakazać, ponieważ w tym zakazie streszcza się sekciarska nienawiść przeciwko Prawdzie, Dobru i Pięknie, która ożywiała spisek modernistów od pierwszej Sesji ich bożka, SW II.
Nie zapominajmy, że zgodnie z tym fanatycznym i despotycznym podejściem, Msza trydencka została, jak gdyby nigdy nic, zniesiona wraz z promulgacją Missale Romanum Pawła VI, a ci, którzy nadal ją odprawiali, byli dosłownie prześladowani, poddawani ostracyzmowi, zmuszani do umierania ze złamanym sercem i grzebani na pogrzebach w nowym rycie, jak gdyby w celu przypieczętowania żałosnego zwycięstwa nad przeszłością, o której należy definitywnie zapomnieć. Jakoś w tamtych czasach nikt nie interesował się motywacjami duszpasterskimi, aby odstąpić od surowości prawa kanonicznego, tak jak dzisiaj nikt nie interesuje się motywacjami duszpasterskimi, które mogłyby skłonić wielu biskupów do przyznania celebracji w starożytnym rycie, do którego duchowni i wierni wykazują szczególne przywiązanie.
Pojednawcza próba Benedykta XVI, godna pochwały ze względu na chwilowe efekty w postaci liberalizacji Usus Antiquior (starożytnego zwyczaju), była skazana na niepowodzenie właśnie dlatego, że wynikała z iluzji możliwości zastosowania syntezy Summorum Pontificum do tezy trydenckiej i antytezy Bugniniego. Ta filozoficzna wizja pod wpływem myśli heglowskiej nie mogła się powieść ze względu na samą naturę Kościoła (i Mszy), który jest albo katolicki, albo nie, i który nie może być jednocześnie mocno zakotwiczony w Tradycji i jednocześnie wstrząsany falami zsekularyzowanej mentalności.
Z tego powodu jestem bardzo zaniepokojony, gdy czytam, że Msza Apostolska jest uważana przez Ojca Reida za „wyraz uprawnionego pluralizmu, który jest częścią Kościoła Chrystusowego”. Wielogłosowość jest uprawniona w sytuacji wyrażania ogólnej symfonicznej jedności, a nie w jednoczesnej obecności harmonii i piskliwego hałasu. Mamy tutaj do czynienia z nieporozumieniem, które należy jak najszybciej wyjaśnić i które najprawdopodobniej zostanie uzdrowione nie tyle przez nieśmiałą i wyważoną różnicę zdań tych, którzy proszą o tolerancję dla siebie, przyznając jednocześnie taką samą tolerancję tym, którzy wyznają diametralnie różne zasady. ale raczej zostanie zdecydowane przez nietolerancyjne i dokuczliwe działania tych, którzy uważają, że mogą narzucić swoją wolę w opozycji do woli Chrystusa, Głowy Kościoła. Wyjaśnienia nieporozumienia dokonają ludzie, którzy zakładają, że mogą zarządzać Mistycznym Ciałem jak międzynarodową korporacją, jak słusznie zauważył kardynał Müller, w swoim niedawnym przemówieniu.
Gdy przyjrzymy się temu, co się dzisiaj dzieje i co wydarzy się w najbliższej przyszłości, stwierdzimy, że nie jest to niczym innym niż logiczną konsekwencją przesłanek ustalonych w przeszłości, kolejnym krokiem w długiej serii mniej lub bardziej powolnych kroków, z których każdy był przez wielu wyciszany lub akceptowany drogą szantażu. Na przykład ci, którzy zwykle odprawiają Mszę trydencką, ale od czasu do czasu również Novus Ordo – i nie mówię tu o księżach poddanych szantażowi, ale o tych, którzy mogli sami decydować lub mieli wolność wyboru – już ugięli się w swoich zasadach, godząc się na to, by móc w równym stopniu odprawiać którąś z nich, tak jakby obie były równoważne, tak jakby – właśnie – jedna była formą nadzwyczajną, a druga zwyczajną tego samego Rytu.
A czyż nie stało się podobnie w sferze świeckiej, przy narzucaniu ograniczeń i naruszaniu podstawowych praw, które były akceptowane w milczeniu przez większość społeczeństwa, sterroryzowanego groźbą pandemii? Również w tamtych okolicznościach, z innymi motywacjami, ale w podobnych celach, szantażowano obywateli: „Albo się zaszczepcie, albo nie możecie pracować, podróżować, chodzić do restauracji”. Ilu, choć wiedziało, że jest to nadużycie władzy, jednak posłuchało? Myślicie, że systemy manipulacji przyzwoleniem społecznym bardzo się różnią? Przecież ci, którzy je wprowadzają, wywodzą się z tych samych szeregów wroga i są prowadzeni przez tego samego Węża?
Czy wydaje wam się, że plan Wielkiego Resetu opracowany przez Światowe Forum Ekonomiczne Klausa Schwaba ma inne cele niż ten wyznaczony przez sektę Bergoglian? Ten szantaż nie będzie dotyczył zdrowia, ale doktryny. Pod warunkiem posiadania jakichkolwiek praw w kościele posoborowym, zażąda się od was akceptacji wyłącznie SW II i Novus Ordo Missae. Tradycjonaliści zostaną naznaczeni jako fanatycy, tak jak ci, których dziś określa się mianem „anty-szczepionkowców”.
Gdyby Rzym zakazał odprawianie starożytnej Mszy we wszystkich kościołach świata, ci, którzy wierzyli, że mogą służyć dwóm panom – Kościołowi Chrystusa i Kościołowi soborowemu – odkryją, że zostali oszukani, tak jak to się stało z Ojcami Soborowymi przed nimi. W tym momencie będą musieli dokonać wyboru, co do którego łudzili się, że mogą go uniknąć. Będzie to wybór, który zmusi ich albo do nieposłuszeństwa wobec bezprawnego rozkazu, po to aby pozostać posłusznymi Panu, albo do pochylenia głowy przed wolą tyrana, nie wywiązując się ze swoich obowiązków sług Bożych. Niech w swoim rachunku sumienia zastanowią się nad tym, jak wielu z nich unikało wspierania tych nielicznych, bardzo nielicznych swoich braci kapłanów, którzy byli wierni własnemu kapłaństwu, mimo że byli wytykani jako nieposłuszni lub nieugięci, po prostu dlatego, że zawczasu dostrzegali oszustwo i szantaż.
Tutaj nie chodzi o to, by „ubrać” Mszę montinistów na wzór Mszy starożytnej, zakładając szaty liturgiczne i śpiewając chorał gregoriański, tylko po to, by ukryć faryzejską hipokryzję, która ją zrodziła. Nie chodzi też o to, by usunąć II Modlitwę Eucharystyczną czy celebrować ad orientem: walka musi toczyć się o ontologiczną różnicę między teocentryczną wizją Mszy trydenckiej, a antropocentryczną wizją jej soborowej podróbki.
Jest to nic innego jak walka między Chrystusem a szatanem. Jest to walka o Mszę Świętą, która jest sercem naszej Wiary, tronem, na który zstępuje Boski Król Eucharystii, Kalwarią, na której ponawia się w bezkrwawej postaci, Ofiarowanie Niepokalanego Baranka. Nie jest to uczta, nie jest to koncert, nie jest to show, aby pokazać dziwactwa lub ambona dla herezjarchów, nie jest to podium dla wiecowników.
Jest to walka, która wzmocni się duchowo poprzez samotny opór kapłanów wiernych Chrystusowi, uznanych za ekskomunikowanych i schizmatyków. Jednocześnie, wewnątrz kościołów, wraz z obrządkiem reformowanym, zatriumfuje niewierność, błąd i obłuda. A także brak: brak Boga, brak świętych kapłanów, brak dobrych wiernych dusz.
Jak powiedziałem w kazaniu na Święto Katedry Św. Piotra w Rzymie – jest to brak jedności między Katedrą (Cathedra) a Ołtarzem, między świętą władzą pasterzy a ich racją bytu, by na wzór Chrystusa, byli gotowi jako pierwsi wstąpić na Golgotę, by złożyć siebie w ofierze za powierzoną sobie trzodę. Kto odrzuca tę mistyczną wizję własnego Kapłaństwa, kończy sprawując swoją władzę bez pełnomocnictwa, które pochodzi jedynie od Ołtarza, Ofiary i Krzyża: od samego Chrystusa, który z tego Krzyża króluje nad władcami duchowymi i doczesnymi jako Najwyższy Kapłan i Król.
Jeśli tego właśnie chce Bergoglio, aby wśród wymownego milczenia Świętego Kolegium i Episkopatu utwierdzić swoją przemożną władzę, niech wie, że spotka się ze stanowczym i zdecydowanym sprzeciwem wielu dobrych dusz, które są gotowe walczyć z miłości do Pana i dla zbawienia własnej duszy. W tym tak strasznym momencie dla losów Kościoła i świata, są zdecydowane stawić opór tym, którzy pragną unieważnić odwieczną Ofiarę, być może po to, by ułatwić Antychrystowi dojście do przywództwa nad Nowym Porządkiem Świata.
Wkrótce zrozumiemy znaczenie strasznych słów Ewangelii (Mt 24, 15), w których Pan mówi o ohydzie spustoszenia w świątyni. Możliwa jest do zrealizowania obrzydliwa groza pojawienia się zakazu ujrzenia skarbu Mszy Świętej, odartych ołtarzy, zamkniętych kościołów, ceremonii liturgicznych skazanych na utajnienie. To jest właśnie ohyda spustoszenia: koniec Mszy Apostolskiej.
Kiedy 13-letnia Agnieszka była prowadzona na swoją męczeńską śmierć, 13 stycznia 304 roku, wielu spośród wiernych i kapłanów dokonało apostazji pod wpływem prześladowań Dioklecjana. Czy my powinniśmy się obawiać ostracyzmu sekty soborowej, skoro mała dziewczynka dała nam taki przykład wierności i męstwa w obliczu kata? Jej heroiczną wierność chwalili Święty Ambroży i Święty Damazy. Zadbajmy o to, abyśmy my, choć niegodni, mogli w przyszłości zasłużyć na pochwałę Kościoła, przygotowując się do tych prób, w których damy świadectwo przynależności do Chrystusa.
+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup 21 stycznia 2023
Świętej Agnieszki, Dziewicy i Męczenniczki tłum. Sławomir Soja
[1] Trzy lata przed Rewolucją Francuską, Synod w Pistoi sformułował pewne heretyckie doktryny zapowiadające błędy modernizmu, które znajdujemy na II Soborze Watykańskim. Wśród nich były: niechęć do pobożnych nabożeństw, insynuacja, że doktryna o łasce i predestynacji powinna powrócić do swojej starożytnej czystości po wiekach przeinaczania, przyjęcie języka narodowego w Liturgii, modlitwy liturgiczne wypowiadane na głos, likwidacja ołtarzy bocznych, relikwiarzy i kwiatów na ołtarzach, usunięcie obrazów świętych nie występujących w Piśmie Świętym, insynuacje o legalności Mszy Świętej, podczas której wierni nie przyjmują Komunii Świętej, użycie niewłaściwych terminów w formule Konsekracji. Pius VI tak odpowiedział na te błędy: „Oby nigdy nie było tak, że głos Piotra milknie w jego Katedrze, w której żyje i przewodniczy na zawsze, ofiarując prawdy wiary tym, którzy ich szukają” (Św. Piotr Chryzolog, List do Eutychiusza).
Mahomet głosił, że Jezus Chrystus był tylko człowiekiem, którego Bóg stworzył tak, jak Adama. Wzywał chrześcijan, by porzucili wiarę w Zbawiciela. Przeczył Jego zmartwychwstaniu. Ogłosił się odnowicielem „prawdziwej wiary” w Boga Abrahama. Jego następcy podbili znaczną część świata, odwodząc ludzkość od krzyża. Dlaczego zatem właśnie w Polsce obchodzimy Dzień Islamu – czego nie robi w Kościele nikt poza nami?
========================
Kościół katolicki w Polsce obchodzi 26 stycznia „Dzień Islamu” – już od 2001 roku. „Środowiska dialogiczne” chlubią się awangardowością tego „święta”, wskazując, jak wspaniale obrazuje ono zgodną współpracę polskich katolików i Tatarów na rzecz dobra wspólnego. Jest to przecież ewenement na skalę światową: nigdzie indziej, dosłownie: nigdzie w świecie, w Kościele nie ma czegoś takiego jak „Dzień Islamu”. Mógłby to być może być powód do dumy, ale w pierwszej chwili powinniśmy się raczej zastanowić: dlaczego nikt nie powiela polskich wzorców?
Odpowiedź jest tymczasem banalnie prosta i można ją zawrzeć w dosłownie jednym zdaniu: Bo islam to wiara, którą Mahometowi objawił duch mówiący, że Jezus Chrystus nie jest Synem Bożym, ale zwykłym człowiekiem. Dlatego właśnie Kościół powszechny nie świętuje żadnego „Dnia Islamu”.
Chrześcijanin nauczycielem Mahometa
Mahomet, którego muzułmanie uważają za proroka, czerpał garściami z chrześcijaństwami i judaizmu. Założyciel religii islamskiej rozpoczął swoją działalność na początku VII wieku. Na Półwyspie Arabskim od dawna mieszkało już wówczas wielu wyznawców Boga. Byli to zarówno żydzi, jak i chrześcijanie. Ci drudzy przynależeli zasadniczo do trzech dużych grup heretyckich: byli to nestorianie, melkici i jakobici. Mahomet żywo interesował się wiarą monoteistyczną. Wchodził tym samym w tradycję tak zwanych hanifów – Arabów, którzy rezygnowali z politeizmu, przyjmując wiarę w jednego Boga, niekoniecznie stając się przy tym żydami lub chrześcijanami.
Zgodnie z islamską tradycją „prorok” nie tylko utrzymywał z heretyckimi chrześcijanami relacje, ale został wręcz przez nich namaszczony do swojej misji religijnej. Według historyków jako dziecko i nastolatek Mahomet pracował przy karawanach. Podczas jednej z podróży miał spotkać chrześcijańskiego mnicha Bahirę; był to prawdopodobnie mnich nestoriański. Bahira miał przekazać Mahometowi nauki dotyczące Objawienia Bożego oraz zapowiedzieć mu jego przyszłą rolę religijną. Niektórzy badacze kwestionują historyczność tego spotkania; nie ma jednak po temu powodów. Podczas podróży Mahomet rzeczywiście mógł łatwo natknąć się na jakiegoś mnicha; inna sprawa to już oczywiście wiarygodność samego proroctwa Bahiry.
To jednak, co dla nas jest istotne, to islamska samoświadomość: muzułmanie jeden z pierwszych znaków zapowiadających doniosłość misji swojego proroka widzą właśnie w zapowiedzi złożonej chrześcijańskiego mnicha. Bahira nie uważa Mahometa za przyszłego założyciela „nowej religii”, ale za tego, który ma niejako odnowić wiarę w Boga Abrahama.
Chrześcijanin uznaje zjawienie Mahometa
Gdy Mahomet na początku VII wieku otrzymał w Mekce pierwsze zjawienia, zwrócił się z prośbą o ich ocenę do innego chrześcijanina, kuzyna swojej żony, Waraqaha ibn Nawfala. Ibn Nawfal według islamskiej tradycji zajmował się między innymi przepisywaniem Ewangelii. Waraqah uznał, że to, co zostało rzekomo objawione Mahometowi przez Dżibrila (anioła Gabriela) jest prawdą; przekonał Mahometa, że Dżibril to ten sam wysłannik, którego Bóg skierował do Mojżesza. Waraqah przyrzekł wierność wobec posłannictwa Mahometa; tym samym stał się pierwszym po Mahomecie muzułmaninem – będąc przekonany, że misja Mahometa jest pełną kontynuacją objawiania się Boga Abrahama. Waraqah nie musiał odcinać się od Jezusa; wprost przeciwnie – mógł uznać, że Mahomet „wyjaśnia” posłannictwo Jezusa zniekształcone przez chrześcijan.
Bilal – męczennik islamski czy chrześcijański?
Ciekawa jest w tej perspektywie również postać pierwszego islamskiego „męczennika”, Bilala. Bilal był zamieszkałym w Mekce niewolnikiem. Pochodził z Etiopii, a to oznacza, że prawie na pewno był – jak wszyscy Etiopowie – chrześcijaninem. Według islamskiej tradycji Waraqah ibn Nawfal zobaczył pewnego razu, jak Bilal jest maltretowany przez swojego pana. Jego właściciel miał kazać mu położyć się na ziemi, a następnie przycisnął go ciężkim kamieniem i kazać wyrzec się wiary w Boga. Nie musiało chodzić o mahometanizm. Badacze wskazują, że w całej w zasadzie muzułmańskiej tradycji Bilal jest wyjątkowym męczennikiem. W islamie męczeństwo ma bowiem charakter „agresywny”: męczennikami są ci, którzy giną za islam w boju. Tymczasem Bilal biernie znosi cierpienia, nie chcąc wyrzec się swojej wiary. To typowo chrześcijański rodzaj męczeństwa, co wskazuje na zakorzenienie tego „islamskiego” męczennika w tradycji chrześcijańskiej.
Jezus zapowiada Mahometa ??
W Koranie wielokrotnie pojawia się Jezus. Jest potrzebny między innymi do tego, by „uzasadnić” posłannictwo Mahometa. To ważne, bo islam zmaga się z problemem braku zakorzenienia w jakiejkolwiek wyraźnej tradycji. Podczas gdy Stary Testament jest świadectwem Objawiania się Boga przez wieki, a Jezus Chrystus zostaje zapowiedziany w wielu jego miejscach, to Mahomet pojawia się w historii nagle. Dlatego Koran w surze 61, wersie 6, wkłada Jezusowi w usta następującą wypowiedź, która ma uzasadniać przyjście Mahometa: „I oto powiedział Jezus syn Marii: O synowie Izraela! Ja jestem posłańcem Boga wysłanym do was, aby potwierdzić to, co zesłano przede mną w Torze, i oznajmić dobrą nowinę o Wysłanniku, który przyjdzie po mnie, a którego imię będzie Ahmad”. Słowa o „wysłanniku” odwołują się najpewniej do nowo-testamentalnej zapowiedzi dania chrześcijanom „Pocieszyciela” (Parakleta).
Mahomet, jak mówi islamska tradycja, był zresztą uczniem czy raczej rozmówcą samego Jezusa. Muzułmanie mówią o cudownej „nocnej podróży” swojego „proroka”, w czasie której spotkał się on zarówno z Abrahamem, Mojżeszem jak i właśnie Jezusem.
Koran – księga, która ma „poprawić” chrześcijan
Koran zawiera o wiele więcej odwołań do chrześcijaństwa. Niemal na samym początku tej księgi, w wersach 2-5 sury drugiej, religia islamska zostaje zdefiniowana wprost i dosłownie jako kontynuatorka judaizmu i chrześcijaństwa. Koran głosi:
„Księga ta z całą pewnością jest wskazaniem drogi prostej dla bogobojnych. Dla tych, którzy wierzą w to, co niewidzialne, odprawiają modlitwy i rozdają z tego, co im daliśmy na utrzymanie. Dla tych, którzy wierzą w to, co ci zesłaliśmy, i w to, co zesłaliśmy przed tobą, i są pewni życia ostatecznego. Oni są na drodze prostej, wskazanej im przez ich Pana. Oni osiągną powodzenie”.
„To, co zesłaliśmy przed tobą” to oczywiście określenie Tory (zesłanej żydom) i Ewangelii (zesłanej chrześcijanom).
Również sura 3 w wersie 67 również przedstawia islam jako „oczyszczenie” Objawienia. Koran głosi: „Abraham nie był ani żydem, ani chrześcijaninem. Był prawdziwie wierzącym, poddanym woli Boga, i nie należał do bałwochwalców”. Abraham zostaje tu określony arabskimi słowami „hanif” oraz „muslim”; bałwochwalcy z kolei to „muszrik”. Hanif oznacza po prostu monoteistę; muslim – poddanego Bogu. „Muszrik” to ci, którzy „dodają Bogu współtowarzyszy” – a więc to między innymi ci, którzy uważają Pana Jezusa za Syna Bożego. Mamy tu zatem proklamację islamu jako „oczyszczenie Objawienia” poprzez negację Synostwa Bożego Jezusa.
Sura druga w wersie 87 mówi też o prostym następstwie: Mojżesz – Jezus – Mahomet. Czytamy w niej: „Zaprawdę, daliśmy Mojżeszowi Księgę, a po nim wysłaliśmy proroków. Daliśmy Jezusowi, synowi Marii, jasne dowody i wsparliśmy go Duchem Świętym”. To właśnie te działania Boga miałyby poprzedzać zjawienia Mahometa.
W tej samej surze, w wersach 135-136, Koran prezentuje islam dokładnie jako „naprawę” religii Abrahama, którą żydzi i chrześcijanie zniekształcili. Islam nie jest zatem w ocenie samego Koranu żadną nową religią, ale oczyszczeniem Objawienia, które zostało dane – jak wymieniają wersy: Abrahamowi, Izmaelowi, Izaakowi, Jakubowi, Mojżeszowi, Jezusowi oraz innym prorokom.
Nieco wcześniej ta sama sura (wers 65) zapowiada, że Bóg mahometan jest również Bogiem żydów i chrześcijan – i że także dla żydów i chrześcijan Bóg przygotował życie wieczne („Zaprawdę, dla tych, którzy uwierzyli, i dla żydów, chrześcijan i sabejczyków, którzy wierzą w Boga oraz Dzień Ostatni i czynią dobro, przygotowana jest nagroda u ich Pana. Oni nie będą się lękać i nie będą się smucić”). Niemal w tych samych słowach obietnicę życia wiecznego zapowiada żydom i chrześcijanom również sura 5 (wers 69). Sura 2 w wersie 120 wyjaśnia przy tym, że Bóg obdarzy życiem wiecznym chrześcijan i żydów, ale zarazem człowiek, który został chrześcijaninem albo żydem już po tym, jak usłyszał posłannictwo Mahometa, nie może liczyć na zbawienie. Z tego muzułmanie wyprowadzają zakaz przechodzenia z islamu na chrześcijaństwo.
Przesłanie Mahometa: „Chrystus nie jest Synem Bożym”
Przeciwko boskości Chrystusa Koran zwraca się wielokrotnie i w ostrych słowach. W surze 9 w wersie 30 islamska księga powiada: „Chrześcijanie zaś mówią: Mesjasz jest synem Boga. To są słowa wypowiedziane ich ustami: oni naśladują tych, którzy nie wierzyli już wcześniej. Niech Bóg ich przeklnie! W jakież kłamstwo popadli!”.
Koran opisuje też szereg cudów Jezusa, także takich, o których nie mówią Ewangelie, ale które znamy z heretyckich fałszerstw (tzw. apokryfy), często proweniencji gnostyckiej; to co dla nas istotne to fakt, że Jezus jest tu zawsze pokazywany jako ten, który czyni cuda mocą Boga, to znaczy – sam Bogiem bynajmniej nie jest. Koran dba o to, by pokazać Jezusa jako człowieka. Czyni to silnie na przykład w surze 3, wersie 59, gdzie czytamy: „Jezus przed Bogiem podobny jest Adamowi, którego Bóg stworzył z prochu, a potem rzekł mu: Bądź! – i on się stał”. Sura 5, 17 głosi, że Bóg mógłby zabić Jezusa: „W niewierze są ci, którzy mówią, że Bogiem jest Mesjasz, syn Marii. Powiedz: Kto zdoła przeszkodzić Bogu, jeśli zechce zgubić Mesjasza, syna Marii, jego matkę i wszystkich tych, którzy są na ziemi? Do Boga należy panowanie nad niebiosami i ziemią, i tym, co jest między nimi. On stwarza to, co zechce. Bóg ma władzę nad każdą rzeczą!”.
Wersy 157-159 Sury 4 negują też zmartwychwstanie Jezusa. Czytamy w nich: „i za to, że powiedzieli: Zabiliśmy Mesjasza Jezusa, syna Marii, posłańca Boga. Jednak oni go nie zabili ani nie ukrzyżowali, a tylko tak się im wydawało. Ci, którzy w tym się różnią, są pełni wątpliwości. Nie mają o tym żadnej wiedzy i kierują się jedynie przypuszczeniami. Z pewnością oni go nie zabili. Nie! Bóg wzniósł go do Siebie. Bóg jest Potężny, Mądry. Nie ma wśród ludu Księgi nikogo, kto by nie uwierzył w niego przed swoją śmiercią. W Dniu Zmartwychwstania on będzie świadkiem przeciwko nim”.
Wreszcie w surze 5, wersy 116-117, czytamy o rozmowie między Jezusem a Bogiem, w której to rozmowie Jezus stanowczo odcina się od Synostwa Bożego. Co ciekawe, w tym miejscu Koran imputuje też chrześcijanom, jakoby uznawali Maryję za boginię, co jest oczywistym absurdem. Czytamy tam:
„I oto Bóg powiedział: „O Jezusie, synu Marii! Czy mówiłeś ludziom: «Weźcie mnie i moją matkę za bóstwa zamiast Boga»? Jezus powiedział: Chwała Ci! Jakże mógłbym mówić to, do czego nie mam prawa? Gdybym tak powiedział, wówczas Ty wiedziałbyś o tym. Ty wiesz, co jest w mojej duszy, a ja nie wiem, co jest w Twojej. Ty dobrze znasz to, co jest ukryte. Nie mówiłem im niczego poza tym, co Ty nakazałeś mi mówić: «Czcijcie Boga, Pana mojego i waszego Pana!» Byłem dla nich świadkiem, dopóki przebywałem między nimi. A kiedy powołałeś mnie do Siebie, tylko Ty jesteś czuwającym nad nimi. Tyś bowiem każdej rzeczy jest świadkiem. Jeśli Ty ich ukarzesz, oni przecież są Twoimi sługami. Jeśli im przebaczysz – Tyś jest przecież Potężny, Mądry”.
Czy islam jest zatem braterską religią chrześcijaństwa? Wprost przeciwnie; jest raczej anty-chrześcijaństwem.
Można przedstawić to w punktach:
– Mahomet dorasta religijnie w świecie, gdzie wielu jest żydów i chrześcijan, od nich pobiera nauki dotyczące historii Objawienia;
– duch objawia się Mahometowi; to ten duch ma być źródłem słów zapisanych w Koranie, iż Jezus nie jest Synem Bożym;
– islam uznaje, że to chrześcijański mnich zapowiada misję Mahometa;
– chrześcijański uczony jest tym, który uznaje wiarygodność zjawień Mahometa i staje się pierwszym muzułmaninem;
– pierwszym islamski męczennik był w istocie pierwotnie chrześcijaninem;
– islam pozycjonuje się od samego początku jako „oczyszczenie” judaizmu i chrześcijaństwa;
– muzułmanie wykorzystują Jezusa, by uzasadnić swoje własne istnienie – Jezus ma zapowiadać Mahometa;
– jednym z głównych przesłań Koranu jest wezwanie skierowane do chrześcijan, aby porzucili wiarę w Synostwo Boże Jezusa.
Misja islamu: przykryć wiarę w Chrystusa
Islam pojawia się na ziemiach, gdzie szerzy się chrześcijaństwo, a jedna z jego centralnych myśli jest następująca: chrześcijanie muszą porzucić wiarę w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego. Mahomet kieruje następnie zbrojnymi wypadami; po jego śmierci kontynuatorzy dzieła Mahometa podbijają znaczne obszary świata chrześcijańskiego i wiarę w Zbawiciela zamieniają na wiarę mahometańską. Dlatego wątpliwości co do istoty mahometanizmu nie miał św. Jan Damasceński. Jan urodził się w 650 roku w Damaszku; zaledwie kilkanaście lat wcześniej miasto zostało zajęte przez muzułmanów. Pracował nawet przez pewien czas w administracji islamskiego Damaszku. Dobrze znał mahometanizm. Sądził, że nie jest to żadna „inna religia”, ale jaskrawa herezja, czyli system wierzeń religijnych nakierowany na zafałszowanie prawdy o Jezusie Chrystusie. Opisał to dobrze w dziele De haeresibus, do którego można sięgać jako niemal współczesnego narodzinom islamizmu świadectwa chrześcijańskiego.
Misja Mahometa została po ponad tysiącu lat od jego wystąpienia wypełniona w zadziwiającym stopniu: na świecie żyje dziś prawie 2 mld muzułmanów. Gdyby nie islam, olbrzymie połacie świata – Afryka, Bliski Wschód, duża część Azji – byłyby dziś pewnie chrześcijańskie. Jednak zbrojny mahometanizm zrealizował cel nauczenia ludzkości wiary w Boga Abrahama tak, by odrzucać przy tym boskość Jezusa Chrystusa. Jak słusznie wskazywał cesarz Manuel II w dialogu z Persem, o którym przypomniał Benedykt XVI w Ratyzbonie w 2006 roku, Mahomet nie przyniósł w sumie nic nowego – czym różnić miałby się islamski monoteizm od żydowskiego? Różnica jest widoczna dopiero w kontekście chrystianizmu, który islam stara się niejako wymazać. Mahometanizm jest tym samym próbą dokonania „resetu” po Chrystusie: zaprowadzenia wiary takiej, jakby nie było Wcielenia, Ukrzyżowania i Zmartwychwstania.
Sobór Watykański II wezwał w Nostra aetate do dialogu z muzułmanami i współpracy na rzecz sprawiedliwości, moralności i pokoju. Jednak sobór nie wezwał do świętowania w Kościele „Dnia Islamu” – dnia religii, która neguje boskość Zbawiciela. Fakt, że taki dzień jest w Polsce świętowany, można nazywać ewenementem czy wyjątkiem. Właściwiej byłoby chyba jednak nazwać to raczej – skandalem.
[sporo teraz o tym piszą, ja tylko sygnalizuję, by nie przyzwyczajać ludzi do tej ohydy. MD]
Bp Joseph Strickland z Teksasu poparł głos Ligi Katolickiej, która skrytykowała homoseksualnego sekretarza amerykańskiego Departamentu Transportu, opłacającego z pieniędzy publicznych udział swojego „męża” w oficjalnej delegacji. W obronę polityka zaangażował się jezuita James Martin, znany z propagowania sprzecznej z nauczaniem Kościoła agendy LGBT.
Nie milkną kontrowersje wokół postaci Pete’a Buttigiega, który sfinansował podróż swojego homoseksualnego partnera z pieniędzy podatników. Prezes Ligi Katolickiej na rzecz Praw Religijnych i Obywatelskich wskazał, że jego „małżeństwo” jest fikcją prawną. Tego samego zdania jest ordynariusz diecezji Tyler w Teksasie.
Małżeństwo jest między 1 mężczyzną i 1 kobietą, oddane na całe życie i otwarte na dzieci. Próby redefinicji małżeństwa nie są w stanie zmienić tej rzeczywistości. Jeśli jakiś element powyższej definicji zostanie zmieniony, to żadne małżeństwo nie istnieje bez względu na użyte słowa. Życie fikcją jest niezdrowe – podkreślił bp Strickland.
Na falę krytyki pod adresem homoseksualnego polityka odpowiedział o. James Martin SI. Czy się to komuś podoba czy nie i czy ktoś popiera małżeństwa osób tej samej płci, Pete Buttigieg jest prawnie zamężny z Chastenem Buttigiegiem – przekonuje Martin. Jednocześnie dysydencki jezuita poleca swój artykuł określając go „medytacją o wściekłości, miłości, mediach społecznościowych, homofobii, szacunku, tolerancji i Jezusie”.
W owym artykule duchowny opisuje swoją internetową polemikę w sprawie Buttigiega i jego „męża”. Napisałem więc na Twitterze oczywistą odpowiedź: „Pete Buttigieg jest zamężny”. Jak każdy w tym kraju, którego małżeństwo zostało zarejestrowane w ratuszu, on i jego mąż Chasten są prawnie małżeństwem – relacjonuje Martin na stronie założonego przez siebie dysydenckiego ruchu Outreach.
Zdumiewająca jest głębia apostazji Jamesa Martina, który nie tylko zachwala związki homoseksualne, nie tylko zrównuje je z małżeństwem, ale również sugeruje, że władza świecka (ratusz) posiada moc sankcjonowania małżeństw, co sprzeciwia się nauczaniu Kościoła o religijnej sankcji małżeństwa i odwiecznej praktyce wszystkich kultur, a w pełni odpowiada postulatom masonerii, która lobbowała za wprowadzeniem „ślubów” cywilnych i rozwodów. Choć Kościół przyjmuje fakt istnienia kontraktu cywilnego i nieraz łączy go z ceremonią ślubną (dla uporządkowania kwestii prawnych), to nigdy nie uznał, że ów kontrakt może zastępować akt zawarcia małżeństwa.
Zakonnik lobbujący za LGBT idzie jeszcze dalej, zachwalając nawet fakt, iż dwóch sodomitów pozostających „małżeństwie” cywilnym wzięło udział w obrzydliwym procederze handlu ludźmi i „adoptowało” dwoje dzieci. Tak więc, pomimo całej złości, Pete Buttigieg nadal jest prawnie w małżeństwie ze swoim mężem Chastenem i mają dwójkę małych dzieci, które kochają – pisze.
Jezuita nie wstydzi się również używać przewrotnej retoryki typowej dla lobby LGBT, które pod pozorem robienia z siebie ofiary próbuje forsować swoje przeciwne naturze i moralności postulaty. Reakcja była bliska histerii. Nazywano mnie heretykiem, odstępcą, fałszywym księdzem, wężem, psem, suką, wilkiem, szatanem i tak dalej – żali się Martin.
Słów krytyki autorowi tych kuriozalnych twierdzeń nie szczędzi serwis LifeSiteNews. O. Martin jest znany ze swojej otwartej i heretyckiej promocji homoseksualnego stylu życia i celebrowania homoseksualizmu jako wielkiego „daru” dla Kościoła – czytamy. Wśród swoich najbardziej znanych działań Martin promował obraz zaczerpnięty z serii bluźnierczych, homoerotycznych dzieł, ukazujących Chrystusa jako homoseksualistę, promował cywilne związki osób tej samej płci i opisał postrzeganie Boga jako mężczyzny jako „szkodliwe” – przypomina Michael Haynes.
Uwagi Jamesa Martina na temat „małżeństwa” i „wychowywania” dzieci przez Pete’a Buttigiega i jego partnera zostały wygłoszone w momencie, gdy dwóch amerykańskich homoseksualistów trafiło do więzienia za wykorzystywanie seksualne swoich „synów” i przekazywanie ich lokalnej siatce homoseksualnych pedofilów.
Rekolekcje dla Synodu o Synodalności poprowadzi o. Timothy Radcliffe OP. Kilkanaście lat temu dominikanin wzywał: „Powinniśmy oglądać film Brokeback Mountain, czytać gejowskie powieści, mieszkać z naszymi przyjaciółmi gejami, wsłuchać się w to, co mają do powiedzenia”.
O. Timothy Radcliffe był w latach 1992 – 2001 generałem Zakonu Kaznodziejskiego. W 2006 roku wygłosił wykład w Los Angeles dedykowany problemowi duszpasterstwa homoseksualnego. To właśnie tam wzywał do zamieszkania z gejami, aby im ten sposób „towarzyszyć”. O. Radcliffe odprawiał też Mszę świtą w Londynie dla pro-gejowskiej grupy Catholics Westminster Pastoral Council.
Te tak zwane Soho Masses zostały w 2013 roku zakazane przez prymasa Anglii, kard. Vincenta Nicholsa. W czasie synodów o rodzinie o. Radcliffe popierał ideę udzielania Komunii świętej rozwodnikom.
W przeszłości zastanawiał się też nad zniesieniem celibatu, przekonując, że życie w celibacie jest bardzo trudne, choć ostatecznie możliwe; w praktyce jednak, jak mówił, zasada celibatu jest dość powszechnie ignorowana.
Według Radflicce’a w celibacie nie chodzi jednak tylko o „brak seksu”, ale również „podziwiania piękna drugiego człowieka”.
Według dominikanina możliwe byłoby też wyświęcanie kobiet na księży’; potrzebna byłaby tu zgoda całego Kościoła.
O. Radcliffe gorąco zabiegał też o to, by homoseksualiści mogli zostawać księżmi. W 2005 roku napisał długi artykuł, w którym – wbrew oficjalnemu stanowisku Watykanu – bronił homoseksualistów, którzy chcą zostawać księżmi. Według o. Radcliffa to właśnie homoseksualiści są „jednymi najbardziej oddanych i wspaniałych księży, jakich spotkał”. Według o. Radcliffe’a „Bóg potrzebuje darów”, jakie mają homoseksualiści i jakie mogą przekazać Kościołowi jako kapłani.
Rekolekcje, które będzie prowadzić dla wszystkich uczestników Synodu o Synodalności o. Radcliffe, odbędą się w dniach 1-3 w Rzymie. Poinformował o tym relator generalny Synodu o Synodalności, luksemburski kardynał Jean-Claude Hollerich. Wcześniej Synod o Synodalności zostanie poprzedzony… ekumenicznym czuwaniem na Placu św. Piotra w dniu 30 września. Równolegle w dniach 29 września – 1 października odbędzie się synodalne spotkanie młodzieży organizowane przez Wspólnotę z Taizé. Jest tajemnicą poliszynela, że w Taizé od lat udziela się nierzadko Komunii świętej zarówno katolikom jak i protestantom, nie różnicując.
Umysł nasz chronić się winien niepotrzebnej ciekawości. Ks. Wawrzyniec Scupoli (4)
Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (4)
Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.
ROZDZIAŁ IX. Umysł nasz chronić się winien niepotrzebnej ciekawości
Druga wada, z której koniecznie umysł nasz otrząsnąć winniśmy, jest zbytnie zaciekanie się w rzeczach; jeśli bowiem zaprzątniesz synu umysł myślami próżnymi, błahymi, a nawet zdrożnymi, staniesz się niezdolnym do zamiłowania tego, co służy do poskromienia twych chuci nieporządnych, co do prawdziwej doskonałości poprowadzić cię może. Bądź przeto jakby umarłym, całkowicie umarłym dla rzeczy ziemskich, ani tykaj się ich, jeśli nie są koniecznie ci potrzebne, chociażby nawet zabronione nie były. Trzymaj na wodzy władzę rozumu, nie dozwalaj jej daremnie rozpraszać się po wielu przedmiotach, uczyń tę władzę zupełnie obojętną na wszelką wiedzę świata. Nie nadstawiaj ciekawego ucha na nowostki i rozgłos wieści które krążą, unikaj tych osób których całym zajęciem, rozmową, są interesy świata; wszystkie zmiany wśród ziemi zdarzające się, poczytaj za widma, za marzenia senne. Trzymaj się nawet w szrankach oględności, w rzeczach odnoszących się do nieba: nie zapuszczaj się za wysoko w myślach twoich; poprzestań na tym, aby Jezus ukrzyżowany był ciągle obecnym oczom wyobraźni twojej, wystarczy tobie, kiedy poznasz Jego życie i śmierć i czego On po tobie domaga się. Pomiń resztę, a staniesz się miłym Panu, bo ci prawdziwymi są uczniami Jego, którzy tego tylko pragną, o to jedynie proszą, aby przy pomocy Pana wiernie Mu służyli, spełniali Jego świętą wolę. Wszystko, co jest więcej nad to, wszelkie pragnienia, badania, są miłością własną, pychą ducha, sidłem szatana.
Jeśli synu pójdziesz za wskazanym prawidłem, udaremnisz wszelkie sztuki, zasadzki starego węża. On bowiem widząc, jak z zapałem chwytasz ćwiczenia życia duchowego, jak z silną wolą i wytrwaniem pragniesz je wykonywać, nie przestanie nacierać na ciebie od strony rozumu, aby przez rozum zawładnął wolę i stał się panem władz obudwóch. Zawiść szatana i chęć nas ułudzenia, sprawi, iż w samych modlitwach będzie nam poddawał myśli wielkie, uczucia wzniosłe, zwłaszcza jeśli dostrzeże, że umysł nasz jest badawczy, zaciekawiający się, skłonny do pychy, do marzeń, do uwidzeń. Jego jest dążnością, abyśmy się zabawiali próżnymi rozumowaniami i w nich upodobali sobie; abyśmy w błędnym uciszeniu ducha, mniemając, że już posiadamy Boga, zaniechali zupełnie oczyszczać swe serce, nie wchodzili w poznawanie samych siebie, i prawdziwie się nie umartwiali; jego jest zamiarem, abyśmy owionieni pychą, poczytali swój rozum za bożyszcze, abyśmy nawykli we wszystkich rzeczach iść za własnym zdaniem i nie radzili się nikogo, abyśmy wreszcie wyobrażali sobie, że możemy się obejść bez rady, bez kierunku żadnego.
Zło o którym tu mówimy, jest nader niebezpieczne i prawie nie do uleczenia, łatwiej jest bowiem zleczyć pychę woli, niż rozumu. Rozum dostrzegłszy pychę woli, może ją łatwo potłumić przez dobrowolne poddanie się rozkazom tych, którym ulegać winniśmy; jeśli zaś człowiek uprzedzi się w rozumie, jeśli z uporem obstawać będzie, że jego uczucia i zdania są lepsze niż przełożonych, któż go natenczas wyprowadzi z błędu? jakże pozna swą ułudę? jakże się podda w karby posłuszeństwa i pokierowania przez drugich, kiedy się uważa więcej niż wszyscy oświeconym, rozumnym? Jeżeli rozum co jest okiem duszy, co sam tylko zleczyć może wszelką nadętość serca; jeżeli rozum powtarzam, jest słaby, zamroczony, zarażony pychą, któż na jego chorobę wynajdzie zaradcze lekarstwo? Jeżeli samo światło zamieni w ciemność, a prawidło w nieład, czegoż się po reszcie spodziewać można?
Usiłuj przeto synu pozbyć się zła tak niebezpiecznego, nie dopuść, aby ono w samym rdzeniu twoją zarazić miało duszę. Nawyknij poddawać sądy swoje pod sądy drugich, nie zapuszczaj się bardzo w subtelnostki rzeczy duchowych, zamiłuj prostotę i głupstwo w oczach świata, tak zalecone przez wielkiego Apostoła, a przewyższysz nawet Salomona w mądrości.
ROZDZIAŁ X. O urządzeniu woli, o celu do jakiego wszystkie nasze wewnętrzne i zewnętrzne sprawy kierować mamy
Sprostowawszy wady rozumu, należy usunąć koniecznie i te, co oblegają wolę, abyśmy wyrzekłszy się własnych skłonności i zachceń, stosowali się całkowicie do woli Boga.
Uważ dobrze synu, że nie dosyć jest, abyś chciał i wykonywał to, co jest Bogu przyjemnym, lecz potrzeba jeszcze abyś chciał i działał poruszony łaską Boga i w zamiarze jedynie podobania się Bogu. Tu właśnie rozwija się walka przeciw naturze, która tak chciwie pragnie przyjemności, która we wszystkich rzeczach, a niekiedy bardziej jeszcze w duchowych, niż innych, szuka własnego zadowolenia i więcej jeszcze w nich sobie podoba, bo tu żadnego zła nie dostrzega. To jest powodem, że gdy idzie o przedsięwzięcie jakiego dobrego dzieła, rzucamy się doń bez namysłu, nie w tym celu abyśmy byli posłusznymi Bogu, ale, że to nam sprawia przyjemnostkę, głaszcze serce, schlebia, że i my też niekiedy wykonywamy rzeczy, które Bóg nam zaleca.
Ułuda takowa tym jest subtelniejszą, im przedmiot naszych pragnień i działań jest lepszym w samym sobie. Któżby mógł sądzić, że miłość własna tak w sobie ohydna, tu się wcisnęła, że ona nas pobudza do chęci zjednoczenia się z Bogiem, że gdy pragniemy posiadać Boga, więcej nam idzie o nasz własny interes, aniżeli o chwałę Boga i spełnienie Jego woli, co przecież powinno być jedyną działań pobudką, tym co kochają Boga, szukają Go i usiłują zachowywać przykazy Jego. Abyś uniknął tak niebezpiecznej rozbicia skały, a nawykł chcieć i działać jedynie za wodzą ducha Bożego, w najczystszej intencji uwielbienia Tego, który pragnie nie tylko być początkiem, ale i kresem wszelkich spraw twoich, wypada ci zachować następujące ostrożności:
Kiedy przedstawi się tobie jakie dzieło dobre do wykonania, nie dozwól sercu rozpływać się w upodobaniu i pragnieniu onego; dopóki wprzód nie wzniesiesz swej myśli i ducha ku Bogu, abyś poznał, czy On chce przez ciebie dokonać owo dzieło; abyś dobrze zbadał, czy dlatego jedynie i wyłącznie chcesz się wziąć do dzieła że ono jest przyjemnym Bogu? Tym sposobem wola twoja uprzedzona i oparta zupełnie na woli Boga, w tym tylko podobać sobie będzie, co się Bogu podoba, i z tej pobudki działać będzie, aby woli Boskiej zadość się stało, aby chwała Boga pomnożoną była. Tak samo postępować wypada w rzeczach, które, jak się zdaje, nie są z wolą Boską zgodne; nim je odrzucisz, winieneś wprzód wznieść ducha do Boga, dla poznania Jego woli i nabycia niejakiej pewności, że odrzuciwszy tę sprawę, będzie to upodobaniem Boga.
Uważ jednak dobrze, że nie tak łatwo jest rozpoznać wybiegi naszej zepsutej natury, która pod rozmaitymi pozorami siebie głównie szuka, a w nas wmawia, że my we wszystkich sprawach mamy jedynie na celu działać to, co się podoba Bogu. Stąd pochodzi, że kiedy co przedsiębierzemy lub zaniechywamy wyłącznie w zamiarze zadowolenia nas samych, zdaje nam się, że my działamy z pragnienia podobania się Bogu, lub przeciwnie, powstrzymujemy się od dzieła z obawy, aby takowe Panu nieprzyjemnym nie było. Na takie zło, najistotniejszym, zaradczym środkiem jest czystość serca, jaką wchodzący w szranki walki duchowej, koniecznie sobie za cel zakładać winni, zewłócząc z siebie starego człowieka, a przyoblekając nowego.
W zastosowaniu zaś tego Boskiego środka do czynu, przed rozpoczynaniem spraw twoich, usuwaj synu wszelkie przyrodzone i ludzkie pobudki, wszystko jedynie przez wzgląd na wolę Boga miej w upodobaniu, lub nienawiści. Jeśli zaś we wszystkim co czynisz, a zwłaszcza w nagłych i prędkich wzruszeniach serca, i innych szybko mijających czynach zewnętrznych, nie wzbudzasz, nie uczuwasz w sobie jednocześnie tej prawdziwej i czystej intencji, niechże przynajmniej ona uprzednio wzbudzona trwa wszędzie, niechże w głębi duszy twej zawsze tkwi to rzetelne pragnienie podobania się jedynie zawsze Bogu. Jednakże w sprawach co tak prędko się nie kończą, nie wystarcza abyś ogółową wzbudził w sobie intencję dopiero wskazaną, owszem, odnawiaj ją często, utrzymuj czystą i zawsze płomienną: inaczej, wkrótce staniesz znowu w niebezpieczeństwie poddania się miłości własnej, która zawsze przenosząc stworzenie nad Stwórcę, mamić nas zwykła, tak, iż prawie niespostrzeżenie zmieniamy i pobudkę i przedmiot działania.
Człowiek np. cnotliwy, lecz mało na siebie baczny, rozpoczyna zwykle swą sprawę w zamiarze podobania się Bogu, w następstwie jednak, zapomina się zwolna i nie myśląc nawet przechodzi do próżnej chwały, tak dalece, że już nie zwraca uwagi na wolę Boga, co było wprzód jego działań pobudką, ale całkowicie zajmuje się upodobaniem w własnej pracy, i marzy tylko o korzyści, o sławie jaką z niej odnieść może.
Jeżeli zaś sprawa najlepiej powieść się mogła, a Bóg dopuści jakiej zawady w dalszym jej prowadzeniu, bądź przez zesłanie słabości, bądź przeszkodę stawioną przez innych ludzi, lub wypadek, i my oburzamy się, szemrzemy już na tę, już na ową osobę, już wreszcie przeciw Bogu samemu; jest to widocznym dowodem, iż nasza intencja prawą nie była, że pochodziła z złej pobudki i zasady: ktokolwiek bowiem zawsze działa przy łasce i w zamiarze podobania się Bogu, wszystko mu równo to lub owo zajęcie, i jeśli pragnie spełnienia jakiej rzeczy, zamierza ją osiągnąć tylko tym sposobem i w tym czasie, jaki się Bogu podoba; jakikolwiek obrót wezmą zamiary jego, zawsze jest spokojny, zawsze zadowolony, bo jego jedynym zamiarem jest spełnienie woli Boga.
Skupiajmy się przeto w duchu i sprawy nasze odnośmy do celu tak wzniosłego i zacnego; jeśli zaś niekiedy w wewnętrznym naszym usposobieniu będziemy wykonywać nasze sprawy w celu uchronienia się mąk piekła, lub zyskania nieba, możemy jeszcze za cel ostatni postanowić sobie posłuszeństwo woli Boga, który chce, abyśmy osiągnęli niebo, ustrzegli się piekła. Jakże wielka jest moc pobudki i intencji dopiero wymienionej! Najdrobniejsza sprawa i z siebie najlichsza i wzgardliwa, uczyniona wyłącznie dla Boga, więcej ma wartości, aniżeli wiele innych, chociażby daleko lepszych, wznioślejszych, w innej wykonywanych intencji. Szczupła jałmużna podana ubogiemu, przez wzgląd na uwielbienie Majestatu Boskiego, bez porównania jest przyjemniejszą, aniżeli opuszczenie wielkiej majętności, w innym przedsiębrane celu, choćby nawet i w celu pozyskania nieba, chociaż i ta ostatnia pobudka jest chwalebną i godną spraw naszych. Z początku ta święta praktyka czynienia wszystkich spraw w zamiarze jedynie podobania się Bogu, wyda się tobie synu ćwiczeniem nieco trudnym, za czasem jednak stanie się bardzo łatwą, a nawet przyjemną jeśli nawykniesz szukać Boga z całego serca, jeśli kierować nieustannie będziesz wszystkie pragnienia swoje ku Niemu, jako istotnemu i najwyższemu dobru, który w samym sobie jest godzien aby wszelkie ku Niemu biegło stworzenie, szukało Go, szanowało, miłowało nad wszystkie rzeczy. Im więcej zastanawiać się będziesz jak potężnym, jak kochania godnym jest Bóg, tym wzniesienia serca twego ku Panu będą częstsze i rzewniejsze; i tak z największą łatwością nabędziesz wkrótce świętego nawyknienia odnoszenia wszelkich spraw naszych na chwałę Boga.
Abyś wreszcie mógł zawsze działać z tak wzniosłej, tak pięknej pobudki, módl się często do Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby ci udzielił łaski posiadania takowej intencji, rozważaj wreszcie nieskończone dobra, które dla nas Bóg uczynił, które czyni w każdej chwili z najczystszej i bez interesowanej ku nam miłości, z najczystszej bezinteresownej pobudki.
ROZDZIAŁ XI. Uwagi zachęcające nas do pełnienia woli Boga
Abyś łatwiej synu zdał się na wolę Boga, i czynił wszystko dla chwały Jego, uważ dobrze, że Bóg nas pierwszy umiłował i uzacnił, i to w rozliczny sposób. On nas wywiódł z nicości i na obraz swój utworzył, a wszystkie inne stworzenia poddał naszej usłudze. On zamierzywszy dać nam Zbawcę, zesłał nie Anioła, ale Syna swego jednorodzonego, który odkupił świat nie ceną srebra i złota, które są rzeczami zepsuciu uległymi, ale ceną krwi swojej (I Piotr. I, 18.), ale śmiercią swoją, tak ohydną, tak bolesną. On wreszcie w każdej chwili broni nas przed zaciętością wrogów, walczy za nas, daje łaskę, i aby nas ocenił, umocnił, zawsze jest gotów dać nam Ciało Syna swojego u Stołu Pańskiego.
To są okazy niemylne względności, łaskawości, jakie Bóg ma ku nam. Któż pojmie jak daleko posuwa się Jego miłość ku stworzeniom tak nędznym, tak nikczemnym jak my jesteśmy; znowu, jak wielką powinna być nasza wdzięczność ku Dobroczyńcy najszczodrobliwszemu? Jeśli panowie ziemi, odebrawszy hołdy od osób których urodzenie lub majętność niżej od nich stawia, sądzą się obowiązanymi do oddania im okazu swego szacunku i wdzięczności, jaką cześć, jakie hołdy nieść winniśmy robaczki ziemi wszechwładnemu, potężnemu władcy wszechświata, co nam tyle dał okazów swej względności, łaskawości, miłosierdzia?
Nade wszystko, pamiętaj synu, że Majestat Boga jako nieskończony, jest godzien, abyś Mu służył z pobudek najczystszej miłości i w zamiarze jedynie Mu podobania się.
Trwożliwości nie mamy uważać za cnotę. Ks. Wawrzyniec Scupoli (3)
Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (3)
Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.
ROZDZIAŁ V. Trwożliwości nie mamy uważać za cnotę
Bardzo upowszechnioną jest ułudą, że trwożliwość, pomieszanie, niepokój jaki uczuwamy po grzechu, przypisujemy cnocie. Ten wewnętrzny, następstwem grzechu będący niepokój, chociaż może połączony jest nieco z żalem, pochodzi on głównie z pychy, z zarozumiałości ukrytej, zbytnim zaufaniem siłom własnym spowodowanej. Kiedy zatem człowiek co się sądził być ugruntowanym w cnocie, co pogardzał dumnie pokusami, własnym doświadczeniem pozna, że jest słabym, że jest grzesznikiem jak drudzy, zdumiewa się nad swym upadkiem, jakby nad rzeczą nadzwyczajną, i widząc, jak cała jego mniemana cnoty budowa skruszoną została, wpada w niespokój, w rozpacz.
Nie przydarza się to wcale duszom prawdziwie pokornym, wolnym od zarozumiałości, które całkowicie wspierają się na Panu: jeśli upadną, nie zdumiewa ich to wcale, ani wiedzie do rozpaczy; bo światło prawdy im wskazuje, że upadek jest skutkiem wrodzonym ich niestałości, ich nędzy.
ROZDZIAŁ VI. Niektóre uwagi służące do pozbycia się ufności w sobie, a zaufania całkowitego Bogu
Cała moc nasza służąca do zwalczenia nieprzyjaciela duszy, zasadza się na poznaniu nędzy własnej, na ufności w Panu; udzielamy tu przeto niektóre jeszcze uwagi: jak nabyć tych cnót możemy.
Przede wszystkim synu, winieneś wrazić sobie w umysł głęboko, że ani przymioty i talenty wrodzone i nabyte, choćbyś miał największe, ani łaski otrzymane, ani najobszerniejsza wiedza i rozumienie Pism, ani wszelkie poświęcenia się czynione dla Boga przez lat wiele, wszystko to nie może nas jeszcze uczynić zdolnymi do spełnienia woli Boskiej, do zadosyć uczynienia naszym powinnościom, jeżeli prawica Najwyższego nie raczy nas wzmacniać w każdej okazji, która się przedstawia w każdym dziele co mamy do wykonania, w każdej pokusie do zwalczenia, w każdym wyjściu z niebezpieczeństwa, w każdym zniesieniu cierpliwym krzyża, jaki Opatrzność na nas zsyła. Co dzień przeto, co chwila przypominać sobie powinieneś synu tę prawdę i nią zabezpieczać się przeciw zarozumiałości i poleganiu na siłach własnych. Abyś zaś zupełną miał ufność w Bogu, winieneś być mocno przekonanym, że z Bogiem łatwo możesz zwyciężyć wszelkiego rodzaju wrogów, bądź w małej, bądź w wielkiej liczbie na ciebie nacierających, bądź potężnych i wprawnych do walki, bądź słabych i niezręcznych. Takich trzymając się zasad, chociażby dusza obciążoną była grzechami, choćby daremne czyniła wysiły do powstania z występków i ćwiczenia się w cnotach, choćby nawet z każdym dniem coraz więcej czuła popędu do złego, zamiast postępowania w doskonałości; zrażać się tym nie powinieneś, ani tracić odwagi i ufności w Panu, ani opuszczać swych ćwiczeń duchownych, przeciwnie, jeszcze bardziej nabierać męstwa, i coraz nowe przedsiębierz usiłowania do zwalczenia wroga. Albowiem w utarczce tego rodzaju zawsze zwycięsko wyjdziesz, jeżeli będziesz tyle odważnym, iż nie złożysz oręża, jeżeli nie przestaniesz ufać w Bogu. Bóg nigdy nie opuszcza bez pomocy tych, co w Jego walczą sprawie, chociaż niekiedy w starciu z wrogiem odbierają lekkie blizny. Walcz przeto aż do końca, bo na tym zawisła wygrana. Wreszcie, kto walczy aby pozostał wiernym Bogu, kto na Nim całkowicie polega, wnet na same blizny, prędkie i skuteczne otrzymuje lekarstwo, i wtenczas kiedy najmniej się spodziewa, widzi wroga powalonego u stóp swoich.
ROZDZIAŁ VII. O dobrym użyciu władz duszy i ciała, a przede wszystkim władz rozumu i woli
Gdybyśmy w duchowej walce nie mieli innej broni, prócz nieufności sobie i ufności w Bogu, nie moglibyśmy jeszcze pokonać naszych namiętności i w wielkie często wpadalibyśmy usterki. Dlatego powinieneś synu jeszcze trzeciego chwycić się oręża, dobrego użycia władz duszy i ciała; i to właśnie, jakeśmy wspomnieli, stanowi trzeci środek dojścia do doskonałości.
Zacznijmy od dobrego pokierowania użycia naszego rozumu i woli. Rozum nasz winien być wolnym od dwóch wielkich wad, z których tak mu trudno się otrząsnąć: pierwsza jest niewiadomość przeszkadzająca nam poznać prawdę, i co jest jej przedmiotem. Potrzeba przeto, abyśmy starali się rozproszyć zamraczające nas ciemności i pouczyli się koniecznie jasno poznawać, co mamy czynić dla oczyszczenia duszy z chuci nieporządnych, dla przyozdobienia jej cnotami. To zaś dokonać możemy dwojakim sposobem.
Najpierwszy i najgłówniejszy z nich, jest modlitwa błagalna do Ducha Przenajświętszego, aby ci udzielił światła swojego, którego On nigdy nie odmawia tym, którzy Boga z całego szukają serca, którzy miłują przykazania Boskie i usiłują takowe zachować, i którzy w każdym zdarzeniu, sąd swój poddają pod wolę przełożonych.
Drugi środek zależy na tym, abyś się starał pilnie i w szczerocie serca zbadać przedstawiające się tobie przedmioty, czy są dobre lub złe, i abyś o nich sądził nie powierzchownie i podług zmysłów, lub opinii świata, ale wedle światła, jakie do serca Duch Przenajświętszy tobie podaje. Tym sposobem poznasz łatwo i jasno, że, co świat tak chciwie miłuje, za czym z takim zapałem się ugania, jest zwodnictwem i mamidłem, że dostojeństwa i rozkosze na kształt sennych marzeń mijają, i smutkiem, żałością napełniają duszę; że bezwinna hańba i sromota są przedmiotem chwały, a cierpienia źródłem radości, że nie masz nic wznioślejszego, bardziej wspaniałego, zbliżającego nas do Boga, jak darowanie uraz, przebaczanie wrogom, czynienie im dobrze; że lepiej jest gardzić światem niż panować światu; że jest bezpieczniej przez miłość na Boga ulegać ostatniemu z ludzi, jak rozkazywać książętom i władcom; że pokorne poznanie samego siebie, jest większą nad wszystkie nauki; że na koniec, na większą ten zasługuje pochwałę, kto umartwił i pokonał swe żądze w drobnych rzeczach, aniżeli ten, co zdobył miasta, co zwyciężył wielkie armie, co działa cuda, co nawet umarłych wskrzesza.
ROZDZIAŁ VIII. Co nam przeszkadza a co pomaga do zdrowego sądu o rzeczach
Największą zawadą w zdrowym sądzeniu o rzeczach, jest to, że zaledwie się przedstawiają naszemu umysłowi, już uczuwamy ku nim upodobanie lub wstręt, co tak zamracza nasz rozum, że przedmioty zupełnie nam się wydają inne, niż są w istocie. Jeśli zatem synu chcesz się zabezpieczyć przeciw tej ułudzie, czuwaj nad sercem własnym, aby żadnym nieporządnym ku przedmiotom nie powodowało się uczuciem.
Jeśli się przedstawi tobie jaki przedmiot, rozważ go w umyśle, zbadaj bez skwapliwości, wprzód nim się twa wola nachyli do przyjęcia go, gdy jest przyjemnym, lub odrzucenia, gdy jest przeciwnym; umysł bowiem twój nie będąc jeszcze zawładnionym żadnym uczuciem, bez trudności rozróżni prawdę od kłamu, rozróżni złe okryte osłoną dobra zwodniczego, od dobra wydającego się na pozór złem prawdziwym; lecz skoro wola uprzedzi się ku przedmiotowi, upodoba go sobie, lub znienawidzi, umysł wtenczas staje się niezdolnym do osądzenia go takim, jakim jest w istocie, albowiem ukryte wewnątrz uczucie sprawi, że fałszywe o przedmiocie uczynisz sobie wyobrażenie i kiedy umysł po raz drugi, wcale innym, niż jest rzeczywiście, przedstawi go woli, wówczas wola już uprzedzona i wzruszona namiętnością, podwoi swe zapragnienie, lub nienawiść ku przedmiotowi, nie zachowa już ani miary, ani się zatrzyma w granicach słuszności.
W takim nieładzie i omamieniu umysł zamracza się coraz bardziej, przedstawia woli przedmiot coraz bardziej upodobania lub nienawiści godnym, tak dalece, że im mniej zachowamy prawidło dopiero wskazane, a tak potrzebne, tym więcej dwie te szlachetne władze duszy, rozum i wola, wzajem zwodzić się będą i wpadać z błędu w błąd, z ciemności do ciemności, z przepaści do nowej przepaści. Szczęśliwi ci, co nie przywiązują się do żadnego stworzenia, którzy nie miłując nic na ziemi, starają się wprzód dobrze ocenić przedmioty, które im się być wydają upodobania godne, i o nich sądzą wedle rozumu i szczególniej wedle światła nadprzyrodzonego, którego im Duch Święty bądź wprost, bądź za pośrednictwem osób, których kierunkowi się powierzyli, udziela.
Uważ dobrze synu, że prawidło o którym mówimy, bardziej jest potrzebne w rzeczach zewnętrznych które same w sobie są dobre, aniżeli w tych, które są mniej chwalebne, albowiem w pierwszych prędzej możemy być oszukanymi, bo co do nich, najczęściej z całą skwapliwością bez dostatecznego bierzemy się zastanowienia, same przeto sprawy dobre, nie chciej synu na ślepo przedsiębrać, bo jedna pominięta okoliczność czasu lub miejsca, może zepsuć wszystko, i samo wykonanie rzeczy niewłaściwym sposobem, albo z zaniedbaniem porządku posłuszeństwa, może się przyczynić do wielu błędów i zgorszeń; jak to widzimy w przykładach wielu osób, które zgubiły się przy wykonaniu najchwalebniejszych dzieł i ćwiczeń najświętszych.
Znajdujemy więc barbarzyńców u bram Cesarstwa, wojska barbarzyńskie trzymające przy nich straż, mizerne postacie na tronie, triumfującą biurokrację oraz ludność upadającą liczebnie i na duchu. I ludzie pytają się, dlaczego upadło Imperium Rzymskie ! Raczej dlaczego jeszcze nie upadło?
[Zakładam, że to opracowanie, w piśmie lewicowo – lewackim, jednak oddaje w miarę wiernie słowa Franciszka. Będą poważniejsze analizy. M. Dakowski]
==========================
„Homoseksualizm nie jest przestępstwem” – powiedział papież Franciszek w wywiadzie dla agencji Associated Press. Za „grzech” uznał to, że są biskupi, którzy popierają przepisy penalizujące homoseksualizm i dyskryminujące osoby o takiej orientacji.
Ci biskupi muszą przejść proces nawrócenia – ocenił papież. Dodał, że potrzebna jest czułość, jaką Bóg ma dla każdego z nas. Określił jako „niesprawiedliwe” przepisy, które penalizują homoseksualizm i zaapelował do biskupów, by przyjmowali osoby LGBTQ w Kościele.
Apel do krytyków
W opublikowanej pierwszej części wywiadu Franciszek powiedział też, że prosi swoich krytyków o to, by powiedzieli mu prosto w twarz [hi, hi.. żeby zginęli jak kard. Pell?? MD] , jeśli czegoś nie akceptują.
Podkreślił odnosząc się do śmierci emerytowanego papieża Benedykta XVI: „Straciłem ojca”; „był dla mnie bezpieczeństwem”, „straciłem dobrego towarzysza”. Franciszek zapewnił, że jest w dobrym stanie zdrowia. [?? Czyżby?? Ten wywiad temu przeczy! MD]
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!
Bardzo dziękuję za dotychczasową pomoc Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę.
Zapraszam 29 stycznia, niedziela, na 75 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Modlimy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
Zaczynamy o 14,00 , pod pomnikiem św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej.
Kazanie na Święto Matki Boskiej Różańcowej, wygłoszone 7 października 2019 r.
Różaniec Święty jako jedynymoże dać nam zwycięstwo.
(Kraków) – wersja tekstowa ksiądz Rafał Janusz Trytek
W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego!
Umiłowani w Panu Jezusie!
Święto dzisiejsze było pierwotnie nazwane Świętem Matki Boskiej Zwycięskiej, na pamiątkę między innymi sławnego zwycięstwa wojsk chrześcijańskich pod Lepanto, ale również wojsk chrześcijańskich pod wodzą Cesarza Karola VI.
Później dopiero zostało przemianowane na Święto Różańca Najświętszej Maryi Panny.
To połączenie tych dwóch nazw jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ właśnie Różaniec Święty może dać nam, jako jedyny, zwycięstwo. Dzieje się tak dlatego, że zawiera on tą modlitwę, którą sam Pan Jezus dał swoim uczniom, by modlili się nią do Ojca; chodzi o modlitwę Ojcze Nasz, ale również Zdrowaś Mario – modlitwę która zawiera słowa Pozdrowienia Anielskiego, które właśnie przeczytaliśmy w Ewangelii św. Łukasza.
Te słowa oznaczają początek zbawienia na ziemi; Bóg staje się człowiekiem, przybiera w łonie Najświętszej Maryi Panny ciało ludzkie, duszę ludzką, by móc w tej sposób stać się Kapłanem i stać się jednocześnie Żertwą, która na Krzyżu złoży samą siebie, jako Kapłan złoży sam siebie na Krzyżu na zbawienie całej ludzkości, a od początku aż do końca uczestniczy w tym Najświętsza Maryja Panna jako towarzyszka Pana Jezusa, od samego początku jako Jego najwierniejsza współpracownica w dziele zbawienia.
Dlatego jest ona Pełną Łaski. Ma łaskę w sposób dla nas niewyobrażalny, w takiej ilości, pełności, która nie jest dla nas do wyobrażenia. I z tej pełności my otrzymujemy. Maryja bezustannie udziela nam wszelkich możliwych łask, byśmy odnieśli, odnosili zwycięstwo.
Różaniec Święty został objawiony przez Matkę Bożą świętemu Dominikowi, po to, by mógł tenże Różaniec Święty być naszą najlepszą modlitwą i bronią. Modlitwa ta, by być pełną i skuteczną, musi być świadomie modloną, tzn. trzeba rozważać tajemnice przyporządkowane do poszczególnych dziesiątków Różańca Świętego.
Ostateczne przyporządkowanie nastąpiło dopiero w wieku XV, Błogosławiony Alan de Rupe ostatecznie ustalił kształt Różańca Świętego, składającego się z piętnastu dziesiątków, i od tej pory, w takim oto ostatecznym kształcie, Różaniec rozprzestrzenił się, m.in. dzięki Dominikanom, którzy tworzyli wszędzie Bractwa Różańcowe, by dobrze uczyć wiernych, jak modlić się na Różańcu Świętym.
Mało kto wie, że są stacje Różańca Świętego, jest ich piętnaście, i ludzie tak jak obchodzili Drogę Krzyżową, tak samo modlili się na Różańcu chodząc od stacji do stacji.
Stacje pomagały wyobrazić sobie ten temat, który miał być kontemplowany. Zatem takie zorganizowane bractwa, mają tę zaletę, że pod opieką dyrektorów można było kształtować lud w odpowiedni sposób. I to dało wielką siłę chrześcijaństwu, bo jak wiemy przed Lepanto św. Pius V zarządził modlitwy i procesje różańcowe w całym chrześcijaństwie.
I była już ta armia, która wiedziała jak się modlić, wiedziała jak używać Różańca Świętego, jak go wykorzystywać do uproszenia w Niebie nadzwyczajnej, nadprzyrodzonej pomocy, bez której tego zwycięstwa by nie było.
Stąd też Papieże wszystkich wieków obdarzali Różaniec Święty licznymi przywilejami. Nie ma takiej modlitwy, która byłaby obdarzona tyloma odpustami, co właśnie Różaniec Święty.
Stąd też ta modlitwa różańcowa jest bardzo potrzebna, szczególnie w dzisiejszych czasach.
Jeżeli w przeszłości Różańcem Świętym posługiwali się katolicy, by walczyć, by samych siebie uświęcać, ale również by walczyć przeciwko wrogom zewnętrznym, to tym bardziej jest to dzisiaj potrzebne, kiedy tych wrogów jest o wiele, wiele więcej niż kiedykolwiek, gdy są oni tym groźniejsi, że mniej ich widać.
Muzułmanie, cokolwiek by o nich złego nie powiedzieć, szli na Europę w sposób otwarty, otwarcie mówili o dżihadzie, o tym że chcą podbić ziemię “niewiernych” – czyli katolików, dla siebie, dla swego bożka allaha, dla swojej fałszywej religii i moralności.
Dzisiaj mamy do czynienia z ludźmi którzy są o wiele skuteczniejsi w swych złowrogich zamiarach zniszczenia Kościoła Świętego, dlatego że przebierają się w szatki “dobrych ludzi”, “dobrych chrześcijan” którzy chcą powrócić do czasów pierwszych chrześcijan, którzy chcą większej prostoty, ubóstwa w Kościele.
Ci ludzie – moderniści, nie negują tak bardzo, wprost, Dogmatów chrześcijańskich, nie odrzucają Trójcy Przenajświętszej, a przecież nikt tak wiele nie zrobił dla zniszczenia chrześcijaństwa, nawet muzułmanie, nawet arianie, jak właśnie moderniści.
Jeżeli modlimy się na Różańcu Świętym, i prosimy na Różańcu Świętym o pokonanie wrogów Kościoła, to największymi wrogami Kościoła są obecnie oczywiście moderniści, wraz z tymi, z którymi oni współpracują.
Bo zauważmy, że elity światowe, anty-Boże i anty-ludzkie, doskonale z modernistami się dogadują, czego w przeszłości też nie było.
Bezbożny świat zwalczał Kościół katolicki, zwalczał prawdziwą Wiarę, chcąc ją zastąpić fałszywymi ideami.
To dzisiejsze Święto Matki Boskiej Różańcowej, jest w stulecie ogłoszenia niepodległości Polski.
Rada Regencyjna równo sto lat temu ogłosiła niepodległość Polski, i oczywiście stało się bardzo dobrze, że to właśnie święto zostało wybrane.
Myślę że powinniśmy sobie tym bardziej Różaniec Święty cenić, że jest powiązany tak ściśle również z naszą historią.
Ale też trzeba sobie powiedzieć że z tego faktu, z faktu ogłoszenia niepodległości Polski w 1918 roku, 7 października, aż tak wiele nie wyniknęło, ponieważ nasza wskrzeszona Rzeczypospolita Polska nie była krajem katolickim.
Była krajem z większością katolicką, gdzie dzięki konkordatowi Kościół katolicki miał liczne przywileje, ale Religia katolicka nie była w pełni uznawana, była uprzywilejowana w jakimś sensie, w jakimś zakresie, ale Polska nie była katolicką tak jak przed rozbiorami.
I warto sobie uprzytomnić, że właściwie wszystkie nieszczęścia, jakie nas spotykają, spotykają nas z tego powodu, że Polska nie jest tak katolicka, jak być powinna.
Wtedy była w większości katolicka, bo Naród wierzył, ale kraj jako kraj, jego władze nie były katolickie.
Nasze państwo nie było tak katolickie, nie wyznawało Wiary w Trójcę Przenajświętszą i Święty Kościół Rzymskokatolicki.
Musimy zatem powrócić, by zwyciężyć wszelkie zło które nam zagraża ze wszystkich stron i z zewnątrz i od wewnątrz, przede wszystkim od wewnątrz, musimy pamiętać o tym, że wszystko co dobre, co wielkie w naszym Narodzie, w naszej historii, powstało dzięki Kościołowi, dzięki świętej Wierze którą przyjęliśmy tysiąc lat temu z okładem, i którą to Wiarę katolicką wyznawaliśmy, wyznawała większość naszego Narodu, aż do czasów sprzed kilkudziesięciu ledwie lat.
Dzisiaj mamy za zadanie upraszać Pana Boga o to, by zlitował się nad nami, by gdy przyjdzie czas kary i sądu, byśmy byli oszczędzeni w jak największym stopniu.
Oczywiście kary muszą być, i nigdy nie jest tak, że za grzechy nie ma kary, jednak możemy wyprosić u Tronu Łaski to, żeby Polska była oszczędzona w jak największym stopniu, a przede wszystkim, by się nasz kraj i nasz Naród nawrócił.
Bez nawrócenia Polska na pewno zginie.
Bez bycia katolicką Polska na pewno zginie, bo Katolicyzm jest duszą naszego Narodu.
Prośmy Najświętszą Marię Pannę, prośmy Ją na Różańcu Świętym, przez Litanię Loretańską, o to by nas inspirowała oraz dawała nam swoje natchnienia, byśmy znienawidzili herezje, tak jak Ona jej nienawidzi, i byśmy znienawidzili grzechu, tak jak Ona grzechu nienawidzi.
W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego!
Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus!
Królowo Różańca Świętego – módl się za nami!
ksiądz kapelan Rafał Janusz Trytek, Duszpasterz Tradycji Łacińskiej Katolickiej Kościół Matki Bożej Królowej Polski w Krakowie kaplica – ulica Józefa Sarego 18/2
===
Ks. Rafał Trytek, kazanie na Uroczystość Różańca Świętego wygłoszone w dn. 6.X AD 2019
Począwszy od września tego roku, wszyscy uczniowie IV klasy otrzymają nieodpłatnie laptopy, które będą służyły im przez kolejne lata edukacji. W tym roku sprzęt trafi do 370 tys. uczniów – poinformował premier Mateusz Morawiecki.
„Naszym zdaniem nierówności nie są napędem rozwoju, ale przyczyną straconych szans, utraconych talentów, także przyczyną wielu tragedii. Staramy się na wszystkie możliwe sposoby te nierówności wyrównywać” – powiedział premier na wtorkowej konferencji prasowej.
Przypomniał, że w ubiegłym roku w komputery wyposażono ok. 218 tys. uczniów z terenów popegeerowskich.
„Czas ostatecznie wprowadzić polską szkołę w XXI wiek i przenieść system nauczania naszych dzieci na jak najwyższy poziom” – stwierdził.
Teraz, jak poinformował, laptopy trafią do 370 tys. uczniów rozpoczynających naukę w IV klasie w 2023 roku. „To jest jeden z elementów wspierania transformacji cyfrowej” – podkreślił szef rządu.
Minister Cieszyński: Komputery, które trafią do uczniów, przejdą na własność rodziny
Komputery, które trafią do uczniów, przejdą na własność rodziny. Chcemy, by mogli korzystać z nich w szkole i w domu, by zostały na przyszłe lata ich nauki. Chcemy uczyć odpowiedzialności – zapowiedział pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa Janusz Cieszyński.
„Nauka i edukacja się zmienia. Transformacja polega m.in. na tym, że dzisiaj komputera nie używa się tylko na lekcji informatyki, ale można go używać z dobrym efektem na wszystkich lekcjach (…). I stąd pomysł, aby z tych środków, które otrzymamy w ramach Krajowego Planu Odbudowy, finansować komputer dla każdego dziecka, które idzie do IV klasy” – powiedział Janusz Cieszyński.
Wyjaśnił, że sprzęt trafi do uczniów IV klas szkół podstawowych, gdyż tak rekomendują eksperci. „Wtedy łatwiej jest dzieci wdrożyć, one zdobyły już podstawowe umiejętności”. Podkreślił, że „dzięki temu, że każdy będzie miał taki sprzęt, będzie możliwe wyrównanie szans”.
Cieszyński poinformował także, że „komputery przejdą na własność rodziny, na własność ucznia”. Wyjaśnił, że tak samo z przekazanym sprzętem komputerowym w ramach programu dla dzieci z obszarów popegeerowskich, co zdało egzamin.
Zapowiedział, że w tym roku uruchomimy zostanie też przetarg na sprzęt komputerowy dla nauczycieli, a w roku kolejnym roku przetarg na sprzęt dla kolejnego rocznika uczniów. „Chcemy, by ten program został w polskiej szkole na zawsze” – dodał Cieszyński. (PAP)
Emerytowany minister III Rzeszy, Joseph Goebbels wyraził ostatnio stanowczy sprzeciw wobec polityki kłamstw i manipulacji. Manipulacji i kłamstw obserwowanych ostatnimi czasy w relacjach międzynarodowych. Jeszcze nie umilkły gorące komentarze a już następnego dnia odezwała się minister Moskwa. Moskwa z Warszawy.
Wyrażam stanowczy sprzeciw wobec przyjętej dziś propozycji Parlamentu Europejskiego, który chce przenieść leśnictwo do kompetencji dzielonych pomiędzy UE a Państwa Członkowskie. Polskie lasy to wyłączna kompetencja Warszawy. Nie pozwolimy na zmianę traktatów w tym zakresie.
Nie chcę w ten sposób porównywać jednego z najskuteczniejszych ministrów propagandy w historii Europy do nieskutecznej minister Moskwy, ale chodzi mi o domniemanie nieszczerości. Sprzeciw Moskwy jest tak samo żarliwy jak sprzeciw Dudy, Morawieckiego, Szydło i Kaczyńskiego w sprawie “kompetencji Warszawy” w sądownictwie, oraz w sprawie likwidacji polskiego górnictwa. Po wielu podobnych “stanowczych sprzeciwach”, PiS zazwyczaj oddawało jeszcze więcej niż początkowo chcieli ukraść nam Niemcy. Ostatnio, po melanżu u satanistów, podkręcony Morawiecki zapowiedział kolejny etap wdrażania nowego porządku (cyfrowego niewolnictwa). Idioci nie zarejestrowali?
A może… tuż przed nadchodzącymi wyborami słudzy Ukrainy i Niemiec, USA i Izraela czymś nas zaskoczą? Powiedzą na przykład: „Tak, zgadzamy się”, a potem… po raz pierwszy… się nie zgodzą. Dotychczas po pierwszym „Nie” zawsze na końcu było „Tak”. Może w ramach rehabilitacji cofną też wszystkie zarządzenia zabierające nam Wolność? Cofną czy nie cofną? Cofną. Nie cofną? Cooofną… A jak nie, to co? Świnie czy agentura wpływu?
Od lat przykładem stanowczości jest sam prezes Kaczyński…
Główny Inspektorat Ochrony Środowiska ostrzega przed smogiem. Najgorzej będzie na południu Polski. Jak pisze Onet, jakość powietrza będzie dramatyczna, a eksperci mówią o „toksycznej zasłonie”.
Prognozy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska pokazują, że sytuacja ze złą jakością powietrza utrzyma się co najmniej przez 3 dni.
Niezadowoleni będą zarówno turyści, jak i mieszkańcy południowej Polski, gdzie smog będzie największy. Na Górnym Śląsku, w Małopolsce i na Podkarpaciu stężenie pyłu zawieszonego PM10, może wynieść ponad 100-150 μg/m3.
Im dalej na północ tym lepiej, ale w centrum i Warszawie sytuacja również nie będzie dobra. Powietrze w stolicy będzie co najwyżej „dostateczne”, a w wielu miejscach „złe”.
W domu zostać powinni głównie seniorzy. Wszystkim innym zaleca się jak największe ograniczenie aktywności na zewnątrz.
Mail:
K…wy jak nie śmiertelnym kowidkiem, to smogiem straszą. Zostań w domu, baranie. A skąd ten smog, skoro kopalnie węgla celowo zniszczyli, węglem nie wolno palić, drewnem też już chyba nie, w Krakowie strefę wolną od samochodów wprowadzili itp itd. Może samoloty z Davos wracają i rozsiewają?
To Putin złośliwie rozsiewa !!
D.K.
===========================
Oficjalna prognoza dla Warszawy: 25.I.
Dobra
Dobre powietrze. Możesz bez obaw wyjść na zewnątrz i cieszyć się dniem.
========================
Korzystny
Możesz liczyć na sprzyjające warunki atmosferyczne. Pogoda nie powinna mieć wpływu na Twoje samopoczucie ani powodować lub wzmagać żadnych dolegliwości. Nawet meteopaci odczują dziś sprzyjającą aurę.
=============================
Prognozy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska : SAME ZIELONE.
Oburzenie z powodu umorzenia śledztwa ws. wystawiania fałszywych szpryc-certyfikatów wyraził dr n. med. i n. o zdrowiu Szymon Suwała. Endokrynolog przyznał, że sam donosił w ramach zapoczątkowanej przez siebie akcji „#StopAgentomPandemii”.
„Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie oferowania za pośrednictwem mediów społecznościowych (np. przez portal Facebook) odpłatnych fałszywych certyfikatów poświadczających zaszczepienie przeciwko COVID-19, tj. o czyn z art. 271 par. 3 KK (poświadczenie nieprawdy)” – napisał Suwała.
„Był to element akcji #StopAgentomPandemii zapoczątkowanej przeze mnie w zeszłym roku – jak widać, wysiłek mój oraz wielu z Was którzy informowali i dostarczali dowodów na ten nielegalny proceder poszedł jak krew w piach…” – grzmiał lekarz, przedstawiający się jako „edukator medyczny”.
Kanada światowym liderem w pozyskiwaniu organów od osób poddawanych eutanazji. Cenniki.
Serce jest warte koło 1 miliona dolarów, wątroba – ok. 557 000 dol., nerka – 262 000 dol., skóra – 10 dol. za cal [kwadr.], żołądek – 500 dol., a gałka oczna – 1500 dol.
We wrześniu 2022 roku w American Journal of Transplantation opublikowano artykuł, który pokazuje, że Kanada jest światowym liderem pod względem pozyskiwania organów do przeszczepów od osób, które poddały się eutanazji. W 2021 roku odnotowano 49 takich przypadków, a od 2016 roku, czyli od zalegalizowania wspomaganego samobójstwa – 136. Łącznie w Kanadzie, Holandii, Hiszpanii i Belgii było ich 286.
Canadian Institute for Health Information podaje, że 6 proc. organów przeznaczonych do transplantacji w Kanadzie pochodzi od osób, które zmarły na skutek eutanazji.
Od 2020 roku, na skutek luzowania przepisów dotyczących eutanazji, liczba wykonanych procedur wzrosła o 32 proc. W 2021 roku było ich 10 000. Adwokaci pro-life biją na alarm zauważając, że od 2021 roku ponad połowa przeszczepianych na świecie organów pozyskiwanych po eutanazji pochodzi od osób uśmiercanych przez lekarzy w Kanadzie.
Jeden z autorów artykułu, dr Johannes Mulder, który dokonuje eutanazji w Holandii, mówi, że taka sytuacja budzi niepokój, bo niektóre osoby mogą być nakłaniane do poddania się eutanazji, by zwiększyć pulę dostępnych organów.
Angelina Ireland, przewodnicząca Delta Hospice Society (DHS), zauważa, że kanadyjskie społeczeństwo najpewniej jest w ogóle nieświadome, jak lukratywny może być handel ludzkimi organami.
Według niektórych szacunków, w Stanach Zjednoczonych serce jest warte koło 1 miliona dolarów, wątroba – około 557 000 dol., nerka – 262 000 dol., skóra – 10 dol. za cal, żołądek – 500 dol., a gałka oczna – 1500 dol. Sprzedaż organów w większości krajów jest nielegalna, Ireland zauważa jednak, że Kanadyjczycy często są naiwni. Ceny rynkowe ludzkich organów są zaskakująco wysokie. Nasuwa się też pytanie, kto jest zamieszany w takie pozyskiwanie organów: lekarze, szpitale, rządowe departamenty?, pyta Ireland. „Powinniśmy teraz obawiać się, że najsłabsi spośród nas będą złożeni na ołtarzu ‘progresywizmu’. Biedni, bezdomni, niepełnosprawni, chory umysłowo, weterani, nieletni, niezaszczepieni – wszyscy są w grupie ryzyka”.