Błąd bazy danych WordPressa: [Duplicate entry '8388607' for key 'wp_visitors_stat.id'] INSERT INTO `wp_visitors_stat` (`time`, `ip`) VALUES ('1792386485', '216.73.216.255')
17 stycznia Europejski Trybunał Praw Człowieka dokonał przewrotu w wykładni praw człowieka i orzekł, że państwa Rady Europy, do których należy także Polska, mają obowiązek „prawnego uznania i ochrony związków jednopłciowych”.
Aby utrudnić krytykę jednoznacznie wadliwego orzeczenia, sędziowie Trybunału Strasburskiego te rewolucyjne tezy zawarli w wyroku przeciwko Rosji.
Sędziowie wiedzieli oczywiście, że Rosja, która została wykluczona z Rady Europy za wszczęcie wojny przeciwko Ukrainie, zignoruje orzeczenie. Wyrok będzie natomiast wiążący dla pozostałych 46 państw Rady Europy, które nie mogły nawet zabrać głosu w tym postępowaniu, bo nie były jego stronami.
Wskazywał na to polski sędzia prof. Krzysztof Wojtyczek, który nie poparł wyroku Trybunału i wraz z dwójką innych sędziów złożył zdanie odrębne w tej sprawie.
Jeżeli nie zareagujemy, ten wyrok zmusi Polskę do rejestrowania i uprzywilejowania związków jednopłciowych. Otworzy też szeroko drogę do żądania legalnej homo–adopcji.
Trybunał stawia w niezwykle trudnej sytuacji także naszych prawników. Od kilku lat włączamy się w szereg postępowań, jakie przeciwko Polsce wytoczyli aktywiści LGBT. W każdym z nich żądają uznania, że Polskie prawo i konstytucja naruszają system praw człowieka, odmawiając parom jednopłciowym prawa do małżeńskich przywilejów.Dotychczas żadna ze spraw nie została przez Polskę przegrana. Teraz nasze zadanie przed Trybunałem stało się znacząco trudniejsze.
W uzasadnieniu wyroku sędziowie ETPC powołują się na „opinię publiczną i prawa” różnych krajów. Nie mogli bowiem powołać się wprost na treść Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. A to dlatego, że żaden przepis dokumentu, w tym przywoływany art. 8 Konwencji gwarantujący Europejczykom prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, nie wspomina o obowiązku instytucjonalizacji związków jednopłciowych. Co więcej, art. 12 EKPC mówi wyraźnie o „prawie mężczyzn i kobiet do zawarcia małżeństwa”, wyrażając oczywistą prawdę, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny.
Eksperci Ordo Iuris, działając w budowanej od lat koalicji, będą przekonywać władze państw europejskich do wyrażenia sprzeciwu wobec wyroku Trybunału Strasburskiego.
Już pracujemy nad szczegółową analizą wyroku, w której wykażemy, że orzeczenie Trybunału nie ma dostatecznie mocnych podstaw prawnych. Podkreślimy, iż stosowanie przez ETPC „ewolucyjnej” wykładni Konwencji będzie prowadziło do tworzenia kolejnych niezwiązanych z jej przepisami ideologicznych „praw człowieka”, których kierunku nie sposób dziś przewidzieć.
Jednocześnie przygotowujemy memorandum, w którym wskażemy polskiemu rządowi, jakie kroki prawne należy podjąć, aby wyrazić wiążący sprzeciw wobec ideologicznego orzeczenia Trybunału Strasburskiego. We współpracy z naszymi zagranicznymi partnerami będziemy przekonywać rządy innych państw naszego regionu do przyjmowania deklaracji interpretacyjnych do wyroku ETPC, za pomocą których uniemożliwimy radykałom narzucanie instytucjonalizacji związków jednopłciowych.
Jednak Trybunał w Strasburgu ma także wiele do powiedzenia w innych sprawach, kluczowych dla życia, rodziny i wolności.
Priorytetowo traktujemy skargi polskich aborcjonistów, chcących za pomocą orzeczeń ETPC obalić wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego uznający aborcję eugeniczną za niekonstytucyjną. Rzecznicy aborcji twierdzą bowiem, że… ochrona życia nienarodzonych dzieci to „tortury i nieludzkie traktowanie” kobiet.
Trudno o bardziej karykaturalne wypaczenie pięknej idei macierzyństwa i rodzicielstwa. Z medialnych doniesień wynika, że do Strasburga wpłynęło ponad tysiąc takich spraw.
Choć Trybunał odrzucił już pierwsze pięć skarg, wskazując na liczne zaniedbania formalne aborcjonistów, to musimy zachować czujność, gdyż w pozostałych sprawach skarżący mogą liczyć na wsparcie całych sztabów prawników. W każdej z takich spraw uzyskujemy decyzję Trybunału wyrażającą zgodę na przedłożenie przez Instytut Ordo Iuris opinii „przyjaciela sądu”. Nasz głos jest tam często jedynym, który przypomina o przyrodzonej i niezbywalnej godności i wartości życia ludzkiego. Tylko my podkreślamy, że żaden przepis prawa międzynarodowego nie gwarantuje kobietom prawa do aborcji, natomiast wiele z nich gwarantuje każdemu człowiekowi prawo do życia.
Wytrwałość naszych prawników pozwalała już nie raz przekonać sędziów Trybunału do wydawania racjonalnych i sprawiedliwych wyroków. Tak stało się w przypadku skargi byłej pacjentki prof. Bogdana Chazana, której lekarz odmówił przeprowadzenia aborcji eugenicznej. Przesłaliśmy sędziom Trybunału opinię „przyjaciela sądu”, wskazując, że regulacja aborcji należy do tzw. marginesu swobody państw członkowskich, co oznacza, że to od ich uznania zależy, czy aborcję dopuścić, czy zakazać. Przypomnieliśmy więc, że Polska skorzystała z tej swobody, aby zapewnić prawną ochronę życia na każdym jego etapie, dopuszczając aborcję jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Nasze zaangażowanie przełożyło się na odrzucenie skargi kobiety.
Do opinii Ordo Iuris sędziowie ETPC przychylili się także w kilkudziesięciu sprawach przeciwko norweskiemu Barnevernetowi, który odbierał dzieci rodzicom i pozbawiał je kontaktu z bliskimi. Nasze ekspertyzy zostały także uwzględnione w sprawach dotyczących surogacji, gdzie pary jednopłciowe, które kupiły dzieci od surogatek, chciały, aby Trybunał nakazał suwerennym państwom wpisanie do aktów urodzenia dzieci dwóch ojców albo dwóch matek.
Dzięki konsekwentnemu wsparciu Darczyńców i Przyjaciół eksperci Ordo Iuris mogą z całą stanowczością bronić wartości takich jak życie, małżeństwo, rodzina czy wiara w postępowaniach przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.
Dzisiaj stanęliśmy jednak przed niebywale trudnym zadaniem. Przeciwko polskiemu porządkowi prawnemu – przeciwko „małżeństwu, jako związkowi kobiety i mężczyzny” – stanął wyrok Wielkiej Izby Trybunału w Strasburgu. Powstrzymanie tego ataku na normalność i suwerenność będzie możliwe tylko wtedy, gdy przekonamy do tego wielu sojuszników.
My zaczynamy już pracę. Pana proszę dzisiaj szczególnie o wsparcie naszych wysiłków.
==============================
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Wspólnie zatrzymamy ofensywę radykałów
Rozpoczynając akcję litygacji strategicznej, genderowi aktywiści liczyli, że nie napotkają na poważny opór zorganizowanych europejskich społeczeństw i dzięki temu przy pomocy orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zmuszą wolne narady Europy do akceptacji ich rewolucyjnej agendy. Dzięki pomocy Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris możemy stawiać czoło ich ideologicznej ofensywie i realnie bronić naturalnego ładu społecznego w Polsce i całej Europie.
Każde z naszych działań wiąże się jednak z konkretnymi kosztami. Konieczność monitorowania prac Trybunału Strasburskiego miesięcznie generuje koszt rzędu 6 000 zł. Interwencja w pojedynczym postępowaniu przed ETPC wymaga opracowania anglojęzycznej opinii prawnej. Nasi eksperci za każdym razem kompleksowo analizują daną sprawę i aktualny stan prawny, wskazując sędziom Trybunału, że żądania radykalnych aktywistów są pozbawione podstaw. Przygotowanie każdej takiej opinii to koszt nie mniejszy niż 4 000 zł.
Napisanie, tłumaczenie i wypromowanie pogłębionej analizy dotyczącej wyroku ETPC w sprawie Fedotova i inni v. Rosja wymaga zabezpieczenia 10 000 zł. A to jedynie początek niezbędnej kampanii, która doprowadzi do budowy koalicji przeciwko dowolnej wykładni praw człowieka przez Trybunał w Strasburgu.
Przygotowanie memorandum w sprawie wydawania deklaracji interpretacyjnych do wyroków Europejskiego Trybunału Strasburskiego i szeroka akcja promocyjna, w której wraz z naszymi zagranicznymi partnerami przekonamy rządy państw regionu do zastosowania tej ścieżki sprzeciwu, to koszty, które przekroczą zapewne 30 000 zł.
P.S. Jeśli dziś zdecydowanie nie sprzeciwimy się próbom narzucenia naszej Ojczyźnie i innym państwom Europy genderowych postulatów, do których należą formalizacja związków jednopłciowych i homoadopcja, to już niedługo będzie za późno na organizację skutecznego oporu. Głęboko wierzę, że z Pana pomocą możemy zablokować realizację planów, które są wymierzone w podstawy naszej cywilizacji.
To internacjonał-lewica przejęła głosy Polaków i katolików [powt.]
[Portale, by zyskać czytelników, dają tytuły typu: „Nie wiesz, co tam się stało!!” lub: „Rząd obalony !!!”.
A ciekawski, dopiero po otwarciu, dowiaduje się, że to… w jakimś Belize czy innej wyspie na Pacyfiku. Potrzebują ilości „wejść” – bo za to im płacą reklamodawcy.
Ja odwrotnie: Męczę się, by w tytule podać ESENCJĘ treści. Stąd takie powtórki.
====================
Czemu socjalizujący lewicowcy „robią” za partie prawicowe, katolickie? Jan Olszewski: Bo lewica jest już zagospodarowana.
Mirosław Dakowski. Styczeń 2023.
Przez 30 lat aktywności politycznej czy społecznej [wcześniej – fizyka czysta] nie mogłem dojrzeć oczywistości wyrażonej w tytule.
Od tej hipotezy odrzucało mnie jednak bardzo dużo.
Gdy w 1992 roku zostałem wepchnięty w kulisy rabunku Polski poprzez Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, i zacząłem alarmować rząd, sejm i prasę, wtedy jeszcze nie w całości skorumpowaną czy zastraszoną] – zostałem po cichu poinformowany z Ministerstwa Finansów o tajnej umowie z Bankiem Światowym, ustalającej że parytet dolara do złotówki będzie przez 2 lata stały, jak jeden do 10000. A wtedy w Polsce szalała hiperinflacja wywołana przez Sorosa, jego wysłannika Jeffrey Saxa i ich marionetki Balcerowicza. O polowaniu na przyszłego wykonawcę tego strasznego, narzuconego planu jasno pisał kiedyś profesor Kieżun [ps. „Wypad”].
Takie wiadomości [o tajnej umowie] do mnie, do nas docierały. Uczciwsi u władzy pewnie myśleli: sam nie zaryzykuję, ale może ci wariaci, kamikadze, nagłośnią i zahamują? A ta umowa, znana chyba niewielu osobom, w tym oczywiście Grupie Y w Informacji Wojskowej, umożliwiała uruchomienie gigantycznej „pompy ssąco- tłoczącej”, wypompowującej ze skażonego nią kraju dowolne sumy. [sic, mechanizm działania przeanalizowano np. w pracy: The Bagsik Oscillator without complex numbers, Jerzy Przystawa and Marek Wolf . https://econpapers.repec.org/article/eeephsmap/v_3a312_3ay_3a2002_3ai_3a3_3ap_3a591-596.htm
Mówiłem o tym Janowi Olszewskiemu pytając, czy o tej tajnej umowie wie. Popatrzył na mnie z zadumą, smutno, rozłożył ręce w geście przyznania, czy bezradności.
W tym samym czasie walczyliśmy w sejmie i rządzie z mocną ekipą ekspertów o powstanie Agencji Poszanowania Energii. Było już bardzo blisko jej powstania. Przy jakiejś naradzie w hotelu rządowym zabrał głos nieznany nam młody bubek i oświadczył, że „teraz nie czas na Agencje Poszanowania Energii, konieczny jest Urząd Regulacji Energii”. Ni z gruszki, ni z pietruszki.
Przy deserze – [pamiętam wspaniały kisiel czy galaretka poziomkowa] podszedłem do Jana Olszewskiego i spytałem, co to za typ i czy on, to znaczy Olszewski, to zaakceptował. Znów – rozłożył ręce i smutno czy beznadziejnie spojrzał. Kaziu A. po paru latach okazał się „kryminalistą”. Zeznawałem na jego procesie karnym. Był oskarżony o działalność antypolską, chyba na rzecz Gazpromu. Czy odsiedział, nie wiem. Wątpię, bo to przecież kundelek na służbie „wielkich sił”. Przecież mafię, w tym wypadku gazowe, mają dla swych żołnierzy przewidziane ulgi w razie wpadki. Pawlak był i jest na wolności. Oj, i nie w biedzie.
A biurokratyczny soc-pomysł URE powstało i sprawy energii od dziesięcioleci dławi.
Już po obaleniu rządu Olszewskiego przez klikę sterującą Bolka, w wielkiej sali Politechniki Warszawskiej, przy chyba czterech setkach słuchaczy, omawiałem rabunek Polski na podstawie naszej z Jerzym Przystawą książki: „Via bank i FOZZ, o rabunku finansów Polski”. Przeczytałem tam dedykację z tej książki: „Książkę tę dedykujemy: Lechowi Wałęsie, TadeuszowiMazowieckiemu, JanowiK.Bieleckiemu, JanowiF.Olszewskiemu. Ponadto dedykujemy ją wszystkim, którzy wiedzieli ale milczeli oraz tym, nie wiedzieli, chociaż ich obowiązkiem było wiedzieć.”
Wręczyłem książkę Janowi Olszewskiemu. Oklaski sali widocznie zażenowały obdarowanego. Aż mi się smutno zrobiło.
Sądziłem wtedy, i później w wielu podobnych wypadkach, że jednak to jest Atlas dźwigający na swój barkach los Polski.
——————
Za czasów premierostwa Balcerowicza dostałem materiały mówiące o tym, w którym banku londyńskim zostały na lewo schowane pieniądze zrabowane w Polsce poprzez Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego [FOZZ]. Miałem przyjaciół, którzy, też z podziemia, znali Stefana Kawalca. Był wtedy wiceministrem Finansów. Kolega umówił mnie z nim w Ministerstwie i opowiedziałem mu o tej sprawie. Po dwóch dniach przybiegła do mnie Jadzia Staniszkis i ostrzegła, że Stefek [czyli Kawalec] rozpowiada po warszawce że ten Dakowski ma strasznie długi jęzor i żeby go się wszyscy strzegli. Przyjąłem to, z pewnym zdziwieniem, do wiadomości.
Po 10 latach, kiedy po raz pierwszy u rządów był PiS, a ministrem sprawiedliwości Ziobro, napisałem do niego z podobną informacją, to znaczy o tym gdzie można starać się odzyskać 200 milionów dolarów. Poprosiłem o rozmowę z ministrem lub kimś kompetentnym. Po paru tygodniach dostałem oficjalną wiadomość, którą mam w archiwum, od jakiegoś magistra Sianko informującą że „Minister i Ministerstwo nie utrzymują rozmów z poszczególnymi obywatelami”. O zobowiązaniach, więcej – o zależności obecnie rządzących, konkretnie ministra Ziobro, od grup przestępczych odpowiedzialnych za obrabowanie Polski na początku „przemian” świadczy między innymi to, że nie sprowadzili z Florydy, gdzie jawnie mieszkał latami po ucieczce, po skazaniu go i wypuszczeniu Przywieczerski. Bywali u niego dziennikarze ale sprawiedliwość go tam nie dosięgła. Dopiero, gdy coś tam mu się przedawniło, zafundowali mu nawet darmową podróż do kraju. W poprzednich latach zresztą również, gdy mu groziło aresztowanie, najpierw UOP, potem ABW odwróciły oczki – i poleciał sobie w siną dal.
Wszystkie te rządy zwane w skrócie POPiS blokowały rozwój przedsiębiorczości ludzi rzutkich, opętały ją mnożeniem zakazów, wyjątków, konieczności centralnego sterowania i kontroli. Typowa biurokracja socjalistyczna. A przecież wystarczyło umocnić ustawę min. Wilczka z okresu upadającego rządu Rakowskiego, by ludzie przedsiębiorczy szybko wzbogacili siebie – i Polskę.
————————
Czemu za rządów PiS nie było uczciwego śledztwa w sprawie Zbrodni Smoleńskiej? Ani nawet uczciwych ekshumacji wszystkich ofiar?
Czemu Jarosław Kaczyński zgodził się na makabryczny pomysł uczczenia ofiar zbrodni smoleńskiej przez pomnik „Schody donikąd”, autorstwa Papy Chmiela i Tytusa, chyba nigdy się nie dowiemy. Niezrozumiałe jest, czemu Jarosław Kaczyński przez 10-lecia tolerował u swego boku [ hołubił czasem?] przywódcę prawego skrzydła Ptaszyska Kłamstwa Smoleńskiego – Antoniego Macierewicza. Już się chyba na tym świecie tego nie dowiem. Parafrazując powiedzenie „niezbadana jest dusza frajera” można stwierdzić „niezbadana jest dusza żoliborskiego socjalisty”.
Ale może kiedyś kulisy tych zadziwiających kłamstw zostaną odsłonięte? Zbrodniarze chyba nie lubią pozostawać anonimowymi. Brytyjczycy cynicznie ukryli prawdę o zamordowaniu Generała Sikorskiego na lat 100 czy 200.
Polska od 1989 ginie ludnościowo. Spowodowali kolejną falę emigracji najlepszych, rzutkich, nie umożliwili sprowadzenia wynaradawiających się Polaków z Rosji, Sybiru, Uzbekistanu, Kazachstanu. Zniszczenie szans na rozwój przedsiębiorczości, zniszczenie planu Wilczka wstrzymało powrót dostatniej, przedsiębiorczej emigracji z Zachodu. Zablokowano prywatyzację, odebrano oszczędności dolarowe poprzez hiperinflację w latach 1990 – 91. Odebrało to młodym nadzieję na własne mieszkanie, dom, dobrobyt. Promocja rozwiązłości obyczajów, „partnerzy” zamiast małżonków, pozwolenie na reklamę i rozwój zboczeń oraz sztuczne, nachalne zwiększenie liczby zboczeńców dopełnia katastrofy. Rząd pro-polski, przy pro–polskich biskupach powinien promować czystość przedmałżeńską, monogamię, więc przysięgę miłości, wierności, uczciwości małżeńskiej i „nie opuszczę cię aż do śmierci”. Przy własnym domu i przy własnym przedsiębiorstwie rozwój demograficzny zapewniony. Laicy socjalistyczni udający katolików to wszystko zaprzepaścili.
Już po upadku rządu Olszewskiego, za czasów, kiedy on rozwijał Ruch dla Rzeczpospolitej, miałem referat na dużej patriotycznej konferencji w Krakowie, w której udział brała prawdziwa prawica, to jest przedsiębiorcza i katolicka elita Małopolski. W kuluarach w rozmowie z Olszewskim i Antonim Macierewiczem spytałem tego ostatniego, czemu nie doprowadził do de-ubekizacji i de-pedalizacji episkopatu, ściślej – konkretnych biskupów. Z charakterystycznym dla siebie groźnym błyskiem w spojrzeniu odpowiedział, że to było niemożliwe, ponieważ byłby to prawdziwy wybuch bomby atomowej. Ja na to, że może promieniowanie takiej bomby miałoby efekt nie przerażający, ale uzdrawiający. Znów, pan Olszewski tylko się nieznacznie uśmiechnął. Niedługo później my, laicy, zbieraliśmy podpisy pod gorącą prośbą do Ojca Świętego Jana Pawła II, by on doprowadził do usunięcia agentury z episkopatu, a w wyniku tego również spośród kleru. Dramatyczne i zabawne perypetie z próbą przekazania tego tej prośby nuncjuszowi, czy potem ambasadorowi Polski przy Watykanie [chyba p. Suchocka] opisałem w swoim czasie. Apel ten dotarł do rąk Ojca Świętego, przekazany w sposób zupełnie niekonwencjonalny. Żadnych widocznych skutków jednak nie było.
Oni, o zgrozo – naprawdę wyznają zasadę „dajcie mi władzę, a ja was urządzę. Żadne smark-fony rozdawane dzieciom, ani 500⁺ nic tu nie pomogą, tak jak plastikowe „orliki” ich kumpli z PO nie poprawiły zdrowia ani wyników sportowych młodzieży. Mają tyle sensu, co szerokie, nocą oświetlone chodniki wzdłuż setek kilometrów dróg w lasach i wysokie ich krawężniki, niebezpieczne dla samochodów,czy specjalne przejścia… dla dzików. Argument jest taki: „Bo przecież pieniądze z Unii trzeba wydać na to, czego oni chcą”. Gospodarz kraju nigdy by tak nie pomyślał, nie pozwolił, robi to tylko sługus obcego.
Jak dobrać rządzących?
Po tak zwanych „przemianach” 1989 roku najpierw sanhedryn złożony z Michnika, Kuronia i Geremka dobierał kandydatów do „fotografii z Wałęsą„. Niezależni, rzutcy, znani z osiągnięć, byli wycinani i oskarżani o rozbijactwo. Bardzo nas to martwiło – ale jeszcze nie było granicą, po której pozostaje jedynie sprzeciw.
Geremek wbrew proponowanym wtedy projektom ordynacji w jednomandatowych okręgach wyborczych narzucił amatorszczyźnie [to ci po „niedźwiedziu” z Wałęsą] , która była w sejmie, tak zwaną ordynację „proporcjonalną”. Była one wymyślona w XIX wieku przez socjalistów w Belgii czy Holandii. Oni przy ordynacji naturalnej, większościowej, nie mieli szans w wyborach.
Ordynacja „proporcjonalna„ nie jest przecież ani proporcjonalna, ani równa, ani bezpośrednia. Udowodniono to bez wątpliwości, jednoznacznie.
Tak zaczęły się kolejne rządy „bandy czworga”, jak słusznie nazwał to JKM.
Przeżyłem przez 13 czy 14 lat proces, wytoczony profesorowi Przystawie i mi, o powstrzymanie druku i rozpowszechnienia oraz zmielenie nakładu książki, tej o FOZZ. Proces ten przerwało wreszcie niespodziewanie oświadczenie w sądzie likwidatora Universalu, że powód od paru lat nie istnieje [to była centrala handlu zagranicznego, którą sobie sprywatyzowało WSW, a prezesem zrobiono DT Przywieczerskiego]. Zdziwiony był adwokat Universalu i Przywieczerskiego, Andrzej Siciński {ciągle, od lat kilkunastu,występujący w sądach po stronie Dariusza Tytusa Przywieczerskiego [TW Grabiański] i Universalu}.
Ale przy kilku sesjach w tej sprawie na korytarzach sądów rozmawialiśmy, oddzielnie z Lechem Kaczyńskim oraz Jarosławem Kaczyńskim [ różne sesje], bo były zwykle wielogodzinne opóźnienia. Staraliśmy się obaj, prof. Przystawa i ja, niezależnie, z różnymi zapewne argumentami, przekonać ich do jednomandatowych okręgów. Argumenty te czasem odskakiwały jak piłka od ściany, a czasem odpowiedzi rozklapywały się jak mokra śnieżka. Ale opór, nieracjonalna wrogość i wzburzenie obu rozmówców były zadziwiające. Dziwiło mnie takie etatystyczne, jakby sparaliżowane nastawienie wolnych, a może i lotnych, zdawało by się, umysłów.
[Ja od co najmniej ćwierć wieku na żadną „prawicę” nie głosowałem, walczyłem o JOW. Ale tym poczciwcom, co „nie chcieli, by ich głos się zmarnował”, zawsze wskazywałem partię Kaczyńskich.]
Dopiero teraz pozwalam sobie na konstatację: To było nieuniknione. Nie tylko dlatego, że mieli żądzę rządzenia. Głównie dlatego, że to jest, jak powtarza Grzegorz Braun, „żoliborska grupa rekonstrukcji sanacji”. Ci pogrobowcy socjalizmu zmieszanego, raczej zwikłanego z zamordyzmem inaczej władzy sobie nie wyobrażają. Dobór nie naturalny, bo wynikający z anty–naturalnej, wymyślonej, powtarzam, przez nie mogących się dorwać do parlamentu socjalistów belgijskich czy holenderskich z końca XIX wieku. Wynik takich wyborów zawsze gromadzi na wierzchu brudną pianę, żądną władzy, prze–intrygowaną, podatną na korupcję i szantaże.
Przy ordynacjach socjalistycznych, jak udowodniono, oszukańczych i rozbijackich, powstanie partii, tym bardziej rządu pro-polskiego jest niemożliwe. Dążenia takie będą ciągle kanalizowane w kolejne wersje partii zakłamania, używających pseudo patriotycznych i pseudo katolickich sloganów, suflowanych i formułowanych przez psychologów tłumu czy socjologów. Potrzebne i tolerowane mogą być jedynie takie marginalne twory, jak Konfederacja, sklecona z czterech nurtów, stwory skłócone i rozbijane przez uplasowanych wewnątrz agentów [optymista: agenta?] a dodatkowo pozbawione dostępu do mediów. Nie rozważam w tym artykule powiązań i uzależnień masońskich, choć czterech lub pięciu z tu wymienionych osób są oczywiście członkami lóż.
Dopiero teraz jednak ośmieliłem się dopuścić do siebie oczywistą wydawałoby się konstatację, że to nie ” błędy i wypaczenia ” socjalizmu, jak tłumaczono zbrodnie komunizmu i sowietyzmu, a tego socjalizmu istota, zasada. Socjalistyczna umysłowość oraz partyjniackie walki na intrygi i oszustwo promują do władzy właśnie polityków – Mistrzów Intrygi, którzy potem najczęściej potykają się o własne spodnie. Ten system eliminuje, odrzuca altruistycznych mężów stanu, czy kandydatów na nich, którzy by, wybrani w różnych krajach, wybrani przez różne narody, potrafili zjednoczyć w walce teraz przeciw UE, NWO itp.
————————
Przecież we wszystkich tych przykładach, a wynikają one z doświadczeń jedynie jednego człowieka, widać zderzenie myśli socjalistycznej, z Centralnym Zarządem do Spraw Rozwiązywania Problemów i z podejrzliwością wobec poddanego – z podejściem stawiającym na pierwszym miejscu cele, interesy rodziny, człowieka, szczególnie człowieka rzutkiego. Mentalność socjalistyczna usiłuje [dla zdobycia jego głosu] każdemu – że tak powiem – osobnikowi dodać, dodrukować jakieś pieniądze. Tymczasem w systemie normalnym, w zdrowym, każdy rzutki człowiek produkuje dobra i dla siebie i dla innych.
Tak długo, jak będziemy tkwić w obecnej wersji demokracji, musimy walczyć o zmianę ordynacji na naturalną, jednomandatowe okręgi wyborcze. Tylko wtedy mają szansę ludzie rzutcy, twórczy, działający dla dobra wspólnego. Tylko wtedy może powstać partia patriotyczna, narodowa i katolicka [nie w nazwie, a w duchu]. Tylko tak wyłoniony sejm, a za nim też rząd, będą mogły skutecznie tworzyć międzynarodową koalicję z rządami sąsiednich Narodów – i pokonać emanację diabelstwa – NWO i zielony komunizm w UE. Walczyć z planami i dziełami Złego.
Pod takimi ciosami się rozsypią.
Może zresztą rozsypią się wcześniej. Dużo na to wskazuje.
O monarchii dziedzicznej, królów z Bożej łaski, prawdziwych gospodarzy i ojców narodu, tu tylko wspominam. To dalszy ale realny i potrzebny etap.
Kiedy cały świat, odpowiadając na płomienny apel pana prezydenta Andrzeja Dudy, uwija się, by dostarczyć Ukrainie jak najwięcej czołgów marki „Leopard”, Niemcy jak zwykle sypią piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, za co spotka ich słuszna kara. Tak w każdy razie uważa pan doktor Witold Sokała, specjalizujący się w polityce międzynarodowej, przewodniczący Rady i ekspert zrzeszającej byłych razwiedczyków Fundacji Po.Int. Twierdzi on na łamach poświęconego portalu „Fronda”, że „Amerykanie wybiją Niemcom z głowy ich fochy”. „Fochy” zaś polegają na tym, że ani niemiecki kanclerz, ani minister obrony Pistorius nie chce słuchać się pana prezydenta Andrzeja Dudy, który nie może się doczekać, kiedy stanie na czele międzynarodowej koalicji sług narodu ukraińskiego.
Jak już dawno oświecił nas bowiem pan Łukasz Jasina, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, „Polska jest sługą narodu ukraińskiego”, więc nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania, lepiej…” – no mniejsza z tym), że międzynarodowa koalicja pod przewodnictwem pana prezydenta Andrzeja Dudy też służyłaby, a nawet więcej – wysługiwałaby się narodowi ukraińskiemu, będącemu dzisiaj natchnieniem wszystkich narodów. Kiedyś takim natchnieniem wszystkich narodów była Polska, w każdym razie tak zapewniał nas angielski premier Winston Churchill („chciwość sępa, odwaga lwa”), dopóki Niemcy nie zaatakowali miłującego pokój Związku Radzieckiego. Wtedy Polska przestała być natchnieniem narodów, a stała się coraz bardziej kłopotliwym balastem, którego alianci z ulgą się pozbyli, nie tylko cofając uznanie polskiemu rządowi, ale nawet nie dopuszczając polskich żołnierzy do defilady zwycięstwa, żeby nie drażnić Ojca Narodów Józefa Stalina.
Zanim jednak to nastąpi, dzisiaj natchnieniem narodów jest Ukraina a zwłaszcza jej prezydent Włodzimierz Zełeński, któremu z tej okazji Kongres Stanów Zjednoczonych urządził owację na stojąco, jak kiedyś Kukuńkowi, a później – izraelskiemu premierowi Beniaminowi Netanjahu. Jeśli tedy pan dr Witold Sokała ma rację, to by znaczyło, że Stany Zjednoczone też są, jeśli jeszcze nie sługami narodu ukraińskiego, to w każdym razie pragną nimi zostać i na początek będą wybijali Niemcom z głów ich „fochy”. Bo Niemcy posunęli swoją butę do tego stopnia, że nie tylko udzielili odpowiedzi odmownej na suplikacje pana wiceministra spraw zagranicznych Arkadiusza Mularczyka w sprawie reparacji, ale w dodatku na apel o przekazanie Ukrainie „Leopardów” ośmielili się zaproponować, by Amerykanie przekazali Ukrainie swoje czołgi marki „Abrams”. Na takie poświęcenie dla Ukrainy Ameryka nie jest jeszcze gotowa, bo wolałaby, żeby to jednak Niemcy nie tylko przekazali jej swoje „Leopardy”, ale w dodatku pozwolili potencjalnym uczestnikom międzynarodowej koalicji pod przewodnictwem pana prezydenta Andrzeja Dudy na przekazanie swoich „Leopardów”.
To by rozwiązało wiele problemów; po pierwsze, USA mogłyby oświadczyć – zresztą już to słodszymi od malin ustami rzeczniczki Białego Domu zrobiły – że to jest „suwerenna decyzja”, z którą USA nie mają nic wspólnego. Po drugie – że wskutek tej suwerennej decyzji uczyniony zostałby kolejny krok w kierunku rozbrojenia europejskich członków NATO, którym roi się utworzenie niezależnych od NATO europejskich sił zbrojnych, no i dalszej demolki europejskiej gospodarki i wreszcie – po trzecie – rozwiązałoby to problem znalezienia dla pana prezydenta Andrzeja Dudy prestiżowej posady, kiedy już zakończy mu się okres dobrego fartu na stanowisku polskiego prezydenta. Co z tego mają, czy mieliby emerytowani oficerowie razwiedki – tajemnica to wielka – ale niewątpliwie coś musieliby z tego mieć, skoro pan dr Witold Sokała tak napręża amerykańskie muskuły.
Warto tedy przypomnieć, że za samo stanie na świecy w Starych Kiejkutach, kiedy to amerykańscy pierwszorzędni fachowcy w tamtejszym tajnym więzieniu CIA oprawiali „terrorystów”, dowożonych tam samolotami z bazy w Guantanamo, razwiedczykowie dostali od Amerykanów 15 milionów dolarów i to w gotówce. Na ile mogliby liczyć w razie gdyby trzeba by Niemcom wybijać z głów ich „fochy” – nawet nie śmiem się domyślać – bo jestem prawie pewien, że Amerykanie również w tej operacji posłużyliby się askarisami. W końcu po to przecież ma się takich sojuszników, nieprawdaż? Jeśli Polacy już nie mogą wytrzymać, to niech wojują na dwa fronty; w Rosją i Niemcami jednocześnie. W takim starciu ostateczne zwycięstwo Polski byłoby jeszcze pewniejsze, niż Ukrainy w wojnie z jedną tylko Rosją, które – jak wiadomo – od początku zostało zatwierdzone aż do odwołania.
Jak widzimy, wszystko „gra i koliduje” – jak mawiają gitowcy – chociaż pojawiły się znane nam jeszcze z okresu pierwszej komuny tak zwane „przejściowe trudności”. Zza oceanu dobiegają bowiem skrzydlate wieści, że poziom zadłużenia Stanów Zjednoczonych osiągnął właśnie przewidziany prawem limit 31,381 bilionów dolarów, ustanowiony w roku 2021 kiedy to Kongres kontrolowali Demokraci. Teraz pani Żaneta Yellen (Jeleń), z pierwszorzędnymi korzeniami suwalskimi, która zawiaduje amerykańskimi finansami alarmuje, że musi uruchomić „nadzwyczajne środki”, żeby przynajmniej do czerwca odsunąć od Ameryki widmo bankructwa. Chodzi o wstrzymanie inwestycji funduszu emerytalnego pracowników instytucji federalnych oraz ogłoszenie „zawieszenia wydawania nowego długu” przynajmniej do 5 czerwca. Zwróciła się też do Kongresu, by ten niezwłocznie zwiększył dopuszczalny limit zadłużenia.
Problem polega jednak na tym, że od stycznia większość w Izbie Reprezentantów Kongresu mają Republikanie, którzy – owszem – nie mówią: „nie” – ale w zamian domagają się „cięć budżetowych”. W związku z tym tamtejsze Goldmany-Sachsy uznały, że bankructwo USA jest „prawdopodobne”, a w każdym razie obecna sytuacja jest najpoważniejsza od 2011 roku, kiedy to powstał BRICS, dążący do detronizacji dolara z funkcji waluty światowej. Co by się wtedy działo – trudno przewidzieć – bo nie tylko – jak śpiewał Wojciech Młynarski – skręcałoby się „pół uzdrowiska”, tylko znacznie większy kawał świata, być może nawet z Ukrainą, która w związku z tym musiałaby zadowolić się niemieckimi „Leopardami”, a tymczasem tamtejszy kanclerz i minister obrony Pistorius, prezentują „fochy”, które tak irytują pana doktora Witolda Sokala. „Owóż nieprzewidziany wypadek” – jak głosi słynne proroctwo świętej Brygidy. I co teraz będzie?
64 mln zł nagród i premii dano pracownikom oraz funkcjonariuszom MF. Zaś 15 mln zł osobom z kierownictwa.
I to za wprowadzenie m.in. nieudolnego „Polskiego ładu”.
Oczywiście MF tłumaczy się naiwnie, że to nie było za ten „ład”.
Polska i świat jest w kryzie ekonomicznym spowodowanym m.in. wysoką inflacją czy [wspieraniem. MD] wojną na Ukrainie. A władza jak zawsze przyznaje sobie milionowe nagrody. Miliony Polaków żyje w ubóstwie i ledwie wystarcza im pieniędzy na przeżycie, a władza żyje sobie w luksusach! Hańba!
W MSZ urzędnicy przyznali sobie „skromne” nagrody: W samym 2022 roku tych nagród było 27,5 mln zł.
MF – Pracownikom wypłacono premie i nagrody brutto w wysokości:
Flannery O’Connor (1925-1964), popularna amerykańska pisarka, która codziennie przed snem czytała fragment „Sumy teologii”, zwykła mówić, że wielkim problemem współczesności jest to, że myśl św. Tomasza z Akwinu przychodzi do nas „w złym opakowaniu”.
Zapewne nie jest to winą Akwinaty, który od wieków uchodził za wzór otwartości i odwagi myślenia, ale „łatki”, jaką dawniej i dziś próbuje mu się przyszywać, jako zdezaktualizowanemu filozofowi, którego najlepiej się wstydzić, bo przecież żył w rzekomo ciemnym średniowieczu. Dlatego z pewnością dla wielu może zabrzmieć to zaskakująco, ale jak wylicza prof. Enrique Alarcon, najczęściej cytowanym współcześnie myślicielem w tekstach filozoficznych publikowanych w prestiżowych czasopismach na świecie jest… nie Hegel, ani np. Heidegger, ale św. Tomasz z Akwinu i szeroko rozumiana tradycja arystotelesowsko-tomistyczna (to dane na podstawie bazy The Philosopher).
Dziwi zatem nadal podtrzymywany opór w pewnych kręgach przed św. Tomaszem, który to sprzeciw być może nie wypływa z merytorycznych racji, ale obawy przed tym, do czego może doprowadzić dopuszczenie Doktora Anielskiego do kolejnych aspektów życia. Swego czasu był przecież panaceum w największych kłopotach, takich jak choćby kryzys modernizmu na przełomie XIX i XX wieku, gdy lansowano przekonanie, że wszystko jest subiektywne i względne, zależne od „odczucia”, a z obiektywnymi prawdami należy się na zawsze pożegnać. Papież Leon XIII, można by tak powiedzieć, sięgnął wówczas po najgłębsze zasoby i zachęcił do studiowania św. Tomasza, który był ostatnią deską ratunku, że się uda uporządkować myślenie.
Dlaczego jednak ten dominikanin z XIII wieku był i jest nadal tak zwalczanym?
Być może odpowiedź nie kryje się jedynie w samych odpowiedziach na problemy, jakich udzielił w swoich czasach (skądinąd nadal inspirujących i aktualnych), ale nade wszystko w szkole myślenia, jaką zainicjował. Akwinata, autor „Sumy teologii”, komentarzy do Pisma Świętego, Arystotelesa, kwestii dyskutowanych, to człowiek syntezy. Pokazuje, że chrześcijaństwo to nie jest ‘meteoryt’, który nagle pojawia się na niebie, ale wyczekiwana i zbawienna synteza ludzkich poszukiwań i światła Bożego.
Pokazuje, że chrześcijaństwo to nie kwestia arbitralnych decyzji, ale wynikających z siebie konsekwencji. Tymczasem wielu dziś próbuje pokazywać „na wyrywki” doktrynę chrześcijańską: oddzielać obronę życia, wartości od treści wiary, a przecież jedno z drugiego wynika. Nie mogę wziąć z chrześcijaństwa jednego (np. troskę o środowisko naturalne), a pominę drugie (np. szacunek dla życia od poczęcia). Dlatego tworzenie „Sumy teologii” to przedsięwzięcie, które pokazuje, ze chrześcijaństwo jest spójne, wiarygodne, że obejmuje całość życia społecznego, moralnego i że z tego jak wierzysz wynika to jak żyjesz.
W przyswajaniu sobie myśli Tomasza z Akwinu nie chodzi zatem o archeologię, niczym o dawne wykopaliska intelektualne, realizowane po to, aby się przekonać jak to dawniej ludzie myśleli, że była jakaś epoka potęgi i chwały, a teraz to już gorzej. Tomasz z Akwinu, który niestety jest bardziej ceniony poza Polską niż w naszej ojczyźnie, gdzie ciągle jeszcze – nie wiedzieć czemu – musimy uzasadniać, dlaczego zajmować się jego myślą, podczas, gdy cały świat nie ma takich pytań, po prostu docenia jego wielkość, ten św. Tomasz nie daje gotowych odpowiedzi. Jest dla wielu niebezpieczny – tak mi się wydaje – ponieważ uczy myśleć po katolicku, to znaczy według całości. Zachęca, aby uczyć się argumentacji, szukania racji i uzasadnień. Wydaje mi się, że tego naszemu katolicyzmowi dziś bardzo potrzeba. Mówiąc konkretnie: nie tylko przekonania, że trzeba chodzić do kościoła, żyć Ewangelią, ale także dlaczego warto chodzić do kościoła i żyć tą Ewangelią.
Tym bardziej więc cieszy, że zaczyna się projekt wydawania wszystkich dzieł św. Tomasza (www.akwinata.net), jakiego podjęły się Instytut Tomistyczny w Warszawie, Fundacja Pro Futuro Theologiae oraz Wydawnictwo „W drodze”. Warto mieć pod ręką kolejne polskie tłumaczenia (dostępne także w wersji online, bezpłatnie), aby choćby czytać Biblię z Tomaszem i uczyć się kultury intelektualnej, jaką chrześcijaństwo zawsze zostawia: szukania podstaw i racji utrzymywanych poglądów.
To musi być bardzo niebezpieczne dla efemerycznej kultury, która stawia na „wrażenia”, relatywizując wszystko wokół. To inny świat, z którego nie warto dać się wypchnąć, bo to jedyny realny świat (nawet jeśli reklamy czy komentarze na Facebooku mówią inaczej). Warto tam być i tego uczy św. Tomasz z Akwinu.
W najnowszym filmie nagranym ukrytą kamerą, opublikowanym przez organizację Project Veritas, pracownik naukowy firmy Pfizer przyznał, iż firma pracuje nad mutowaniem wirusa SARS-CoV-2, wywołującego COVID-19, aby badać i rozwijać szczepionki pod przyszłe epidemie.
Jordon Trishton Walker, dyrektor ds. badań i rozwoju operacji strategicznych ds. mRNA w firmie Pfizer powiedział „Jedną z rzeczy, które badamy, jest to, dlaczego po prostu sami nie zmutujemy wirusa, abyśmy mogli tworzyć zapobiegawczo i rozwijać nowe szczepionki, prawda? Więc musimy to zrobić. Jeśli jednak mamy to zrobić, należy sobie wyobrazić zaistnienie ryzyka, że nikt nie będzie chciał [tolerować] firmy farmaceutycznej, która będzie mutowała pieprzone wirusy”.
Dalej Walker opisał, iż firma mutuje wirusa a sam COVID-19 powstał prawdopodobnie w laboratorium: „Nie mów nikomu. Obiecaj, że nikomu nie powiesz. Sposób, w jaki [eksperyment] by działał, polegałby na tym, że umieszczamy wirusa w małpach i sukcesywnie powodujemy, że zarażają się nawzajem, i pobieramy od nich seryjne próbki”. „To musi być bardzo kontrolowane, aby upewnić się, że ten wirus, który zmutujesz, nie stworzy czegoś, co po prostu wydostanie się wszędzie. Podejrzewam, że jest to sposób, w jaki wirus zaczął się w Wuhan, szczerze mówiąc. To nie ma sensu, że ten wirus pojawił się znikąd. To bzdura”.
W innym fragmencie nagrania Walker dodaje: „Z tego, co słyszałem, oni [naukowcy Pfizer] optymalizują [proces mutacji koronawirusa], ale posuwają się powoli, ponieważ wszyscy są bardzo ostrożni – oczywiście nie chcą go zbytnio przyspieszać. Myślę, że po prostu próbują to zrobić jako rzecz badawczą, ponieważ oczywiście nie chcesz głosić, że zastanawiasz się nad przyszłymi mutacjami”.
Walker powiedział również dziennikarzowi Projectu Veritas, że COVID-19 odegrał kluczową rolę w niedawnym sukcesie biznesowym firmy Pfizer: „Częścią tego, co oni [naukowcy Pfizera] chcą zrobić, jest do pewnego stopnia próba zrozumienia, jak powstają te wszystkie nowe szczepy i warianty. To tak, jakby próbować je złapać, zanim się pojawią, i możemy opracować szczepionkę profilaktycznie, na przykład dla nowych wariantów. Dlatego lubią robić to pod kontrolą w laboratorium, gdzie mówią, że to nowa determinanta antygenowa, więc jeśli się później pojawi w wiadomości publicznej, to będziemy już mieli działającą szczepionkę”.
W filmie Walker podkreśla, że taki model biznesowy i eksperymenty z nowymi wariantami dadzą firmie zyski jeszcze przez wiele, wiele lat.
Orbán: kraje, które wysyłają Ukrainie broń, stają się uczestnikami konfliktu
Węgry prowadzą mądrą i ostrożną politykę, próbując w miarę możliwości zdystansować się od konfliktu na Ukrainie i ochronić swój kraj przed nadciągającymi katastrofalnymi skutkami wikłania się w konflikt o obce interesy.
W odpowiedzi na wypowiedź niemieckiej minister spraw zagranicznych, Annaleny Burbock, która mówiła, że kraje europejskie „prowadzą wojnę z Rosją”, a jednocześnie z niemieckiego MSZ wyszło zaprzeczające oświadczenie mówiące, że poparcie Ukrainy nie czyni Niemiec jedną ze stron konfliktu, głos zabrał węgierski przywódca.
„Kraje, które wysyłają broń na Ukrainę, stają się stronami konfliktu, bez względu na to, co mówią ich politycy” – powiedział premier Viktor Orbán.
„Kto z kim jest w stanie wojny, nie jest kwestią oświadczeń. Jeśli wysyłasz broń, jeśli finansujesz roczny budżet jednej z walczących stron, w perspektywie wysyłasz nową, jeszcze nowocześniejszą broń, to możesz mówić, co chcesz, ale bierzesz udział w wojnie” – powiedział Orbán na antenie radia Kossuth.
Prowadząc mądrą, stabilizującą i pokojową politykę, Węgry równocześnie stwierdziły, że zawetują unijne sankcje przeciwko rosyjskiej energetyce atomowej.
„Nie pozwolimy na realizację planu objęcia sankcjami energetyki jądrowej. To nie wchodzi w grę” – powiedział węgierski premier.
Według doniesień, dwa najbardziej podburzające do rozszerzenia się konfliktu zbrojnego państwa – Polska i Litwa, chciałyby nałożenia przez Unię Europejską sankcji na rosyjski sektor nuklearny.
Trzeźwo patrząc na globalne przyczyny konfliktu na Ukrainie, premier Orbán powiedział również w radiu Kossuth, że na konflikcie na Ukrainie zdecydowanie skorzystały Stany Zjednoczone, natomiast Europejczycy są głównymi przegranymi w sensie ekonomicznym.
„Ofiarami złej polityki sankcji i wojny są Europejczycy. Ameryka zdecydowanie wygrywa wojnę, Europa zdecydowanie ją przegrywa. Dla Rosji wciąż jest dyskusyjne, czy teraz wygrywają, czy przegrywają, ale jeśli chodzi o pieniądze, to nie tracą aż tak wiele… W ogóle, w sensie ekonomicznym, można śmiało powiedzieć, że jedynym, a raczej największym przegranym w tym całym konflikcie, który się toczy, jest Europa.” – powiedział Orbán.
Poszerzając wypowiedź premiera Orbána o przegrywającej Europie, należy z wielkim bólem, lecz w pełni obiektywnie dodać, że największym przegranym w przegrywającej Europie jest Polska, której kierownictwo – oraz niemal całe zdezorientowane propagandą społeczeństwo – dąży do samozagłady w imię obcych interesów.
Oprac. www.bibula.com 2023-01-27 na podstawie 1, 2, 3
Jeden z kierowników Pfizera wyznał dziennikarzowi w wywiadzie, że jego firma generuje nowe mutanty wirusa covid, żeby potem produkować pseudo szczepionki na tego wirusa. Wyznał cynicznie i nonszalancko (śmiejąc się), że strategia wytwarzania nowych odmian wirusów i wywoływania pandemii to dla Pfizera „dojna krowa”, która przynosi rocznie wielomiliardowe zyski. Przyznał, że to oczywiście nie spodoba się ludziom, ale Pfizera i rząd to nie obchodzi, bo jest to ich najbardziej zyskowny model biznesowy, a urzędnicy rządowi wyznaczeni do kontrolowania firm farmaceutycznych i ich produktów są totalnie skorumpowani, gdyż po skończeniu pracy w rządzie mają zapewnione intratne stanowiska w koncernach wielkiej farmacji. https://www.projectveritas.com/news/pfizer-executive-mutate-covid-via-directed-evolution-for-company-to-continue/
Poniższy wykres ilustruje liczby tygodniowych zgonów w Polsce w latach 2018-2022. W końcu 2022 liczby zgonów znów wzrosły (czerwona linia) z poniżej 8000 do blisko 11000. Prawdopodobnie to skutek pobrania przez kilka milionów ludzi kolejnych „przypominających” dawek ludobójczych zastrzyków covid, często w połączeniu ze szczepionkami grypowymi.
Mamy tu też do czynienia z nasilonym umieraniem w wyniku opóźnionych powikłań i chorób poszczepiennych osób wcześniej zastrzykniętych tymi preparatami. Wygląda, że periodyczne wzrosty zgonów będą się powtarzać tak długo, póki nie wymrą naiwni amatorzy zabójczych covidowych preparatów.
Przeciwko dialektyce. Opanowanie inteligenckich zawodów przez wykształciuchów.
Izabela Brodacka 28. I. 2023.
W czasach realnego socjalizmu popularne były w Polsce „odpowiedzi radia Erewań” czyli anegdoty lepiej opisujące komunistyczną rzeczywistość niż najbardziej wnikliwe analizy socjologiczne. Nie mogę się oprzeć pokusie zacytowania jednej z nich i to po rosyjsku bo tylko w tym języku ma właściwy smak.
Na marginesie. Pisałam ostatnio o formowaniu psychozy tłumu. Stosunek do Rosji i do Putina jest tego najlepszym przykładem. Nikt z nas nie ma i nigdy nie miał wątpliwości co do złowrogiej roli jaką odgrywa ten człowiek we współczesnym świecie. Jednak dopiero gdy zadekretowano nienawiść do Rosji i do Putina szerokie masy ogarnęła autentyczna psychoza. Odwołuje się nawet koncerty muzyki rosyjskiej. Zastanówmy się – czy zbrodnie Hitlera unieważniają muzykę Bacha? Dobrze, że program dokumentalny „Nasz człowiek w Warszawie” pokazał jaki stosunek do Putina mieli nasi prominentni politycy choćby po katastrofie smoleńskiej czy nawet po zajęciu Krymu i rosyjskich zbrodniach popełnianych w Czeczeni. A teraz im się odmieniło i śledzą z gorliwością Inkwizycji odstępstwa od zadekretowanej i powszechnie kultywowanej nienawiści do wszystkiego co rosyjskie.
Wracając do radia Erewań. Słuchacz zadaje pytanie: будут ли при коммунизме деньги? I odpowiedź: югославские ревизионисты утверждают, что будут. Китайские догматики утверждают, что нет. Мы же подходим к вопросу диалектически: у кого будут, а у кого и нет. Dla nie znających języka tłumaczę: czy w komunizmie będą pieniądze? – jugosłowiańscy rewizjoniści twierdzą, że będą. Chińscy dogmatycy twierdzą że nie. Natomiast my podchodzimy do tego problemu dialektycznie: jedni będą mieli pieniądze a inni nie.
Kulturowy marksizm, który zwyciężył prawie na całym świecie uprawomocnił i upowszechnił dialektyczne podejście do wszelkich zagadnień. Na przykład w Niemczech pięć elektrowni węglowych ma obecnie zgodę Unii Europejskiej na eksploatację podczas gdy Polska ma realizować agendę pełnej dekarbonizacji. To przecież proste. Hадо смотреть диалектически.
Jak donoszą media, w Stanach Zjednoczonych już kilkadziesiąt osób zmarło z zimna. Nie ma najmniejszego znaczenia, że tak naprawdę osoby te zamarzły w swoich mieszkaniach i w swoich samochodach. I tak wszystkiemu okazuje się winne globalne ocieplenie. Podobnie jak za śmierć na zawał, rozlany wyrostek, czy krwotok nie wini się lekarzy, którzy pod pretekstem pandemii bezdusznie odmówili chorym pomocy lecz obwinia się wyłącznie przeciwników szczepień i niezaszczepionych. Podobnie jak za spadek mleczności krów w średniowieczu odpowiadały wyłącznie czarownice, w hitlerowskich Niemczech wszystkiemu byli winni Żydzi, a głód na Ukrainie wywołali nie stalinowcy enkawudziści zabierający chłopom ziarno siewne lecz kułacy.
W kwestii globalnego ocieplenia udało się wywołać klasyczną psychozę tłumu. Społeczeństwa ustami swoich przedstawicieli godzą się na takie absurdalne pomysły jak choćby likwidację do 2035 roku samochodów spalinowych. Godzą się również na ETS czyli Emission Trading System (system handlu emisjami dwutlenku węgla) który jest poważnym krokiem na drodze do stworzenia systemu „kredytu społecznego”. System ten jest klasyczną piramidą finansową powodującą drastyczny wzrost cen energii, a pośrednio wszelkich innych cen, zubożenie społeczeństw i inflację.
Nie zwraca się uwagi na fakt, że udowodniona korupcja zatacza w instytucjach UE coraz szersze kręgi. Nikt nie komentuje zjawiska wyjątkowej aktywności w agendach UE lobbystów propagujących samochody elektryczne. Skuteczność zainstalowania w społeczeństwie zarówno psychozy globalnego ocieplenia jak i leku przed pandemią wymaga jednak istnienia w tym społeczeństwie pożytecznych idiotów. Termin pożyteczny idiota (полезный идиот) przypisuje się Leninowi, który określał tym mianem zachodnich dziennikarzy i intelektualistów rozpływających się w zachwytach nad ZSRR. Pożytecznych dla nowych totalitaryzmów idiotów w naszym społeczeństwie też nie brakuje. Wystarczy przypomnieć powielaną przez znaną polityk teorię przyczyn wyginięcia dinozaurów, wprowadzone przez innego polityka święto sześciu króli oraz liczne wypowiedzi aktorek na tematy historiozoficzne, religijne a nawet przyrodnicze. Sama słyszałam pewną damę roztkliwiającą się nad losem białych niedźwiedzi, którym rzekomo brakuje do szczęścia mrozu. Nie rozumie ona, że biały niedźwiedź jako gatunek znalazł sobie w surowych warunkach niszę ekologiczną ale przymarzanie tyłka do gruntu nie jest największą rozkoszą, ani podstawową potrzebą tych zwierząt.
Inwazja powielanych w publicznym dyskursie bredni to rezultat opanowania inteligenckich zawodów przez wykształciuchów. Termin wykształciuch (образованщина) wprowadził Aleksander Sołżenicyn a jego polską wersję zaproponował Romna Zimand. Wykształciuch to człowiek z formalnym wykształceniem lecz słaby intelektualnie oportunista skłonny popierać każdą zadekretowaną przez władze bzdurę. W USA nawet wyjątkowo surowa obecnie zima nie otrzeźwiła głosicieli religii walki z globalnym ociepleniem. Naszych pożytecznych idiotów nie przekonuje rosnąca liczba bezdomnych zamarzniętych na działkach i w piwnicach. Ciekawe czy obecne problemy z ogrzaniem domów i mieszkań spowodowane instalowaniem w kraju zielonego ładu otrzeźwią rodzimych idiotów zatroskanych o białe niedźwiedzie, topniejące lodowce i ginące na Grenlandii porosty.
Pozwolę sobie sformułować następującą tezę. Nawroty totalitaryzmu to zjawisko okresowe, to okresowo pojawiająca się choroba ludzkości. Co kilkadziesiąt lat ludzkość miota się w niszczących wszystko paroksyzmach. Niszczących gospodarkę, substancję materialną a przede wszystkim ludzi, ich relacje, ich etykę i kulturę. Zawsze odbywa się to pod pretekstem walki o lepsze jutro, o czyste powietrze, o równość, sprawiedliwość czy inne szlachetne lecz utopijne cele. Zawsze nowy porządek wdraża się przemocą i tylko nieliczni rozpoznają wczesne symptomy tej groźnej choroby. Jednym z najważniejszych jej symptomów jest dialektyczne traktowanie ludzi i ich praw.
Jak zwalczać mamy zmysłowość, co ma czynić wola aby nabyła cnoty.
Ks. Wawrzyniec Scupoli
Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (5)
Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.
ROZDZIAŁ XII. Dwie są wole w człowieku, co wzajem między sobą walczą
Dwie człowiek ma wole, wyższą i niższą. Pierwszą którą inaczej i powszechnie rozumną zowiemy, drugą która nazwę chuci, ciała, zmysłowości, namiętności nosi. Jednakże, jak człowiekiem jest właściwie ten tylko co rozum posiada, tak wola nie jest jeszcze wolą, kiedy tylko same zmysły uczuwają jakieś wzruszenie i popęd, a wyższa rozumu część na to nie zezwala, owszem, najwyraźniej się opiera.
Cała przeto utarczka duchowa na tym się zasadza, że rozumna wola człowieka ma ponad sobą wolę Boską, pod sobą chuci zmysłowe; znajduje się niby w środku i z dwóch stron jednocześnie pociąganą bywa; z jednej strony Bóg, z drugiej ciało przynęca ją bezustannie do siebie, niczego nie pomijając aby ją pozyskać sobie. Ta właśnie walka rodzi nie do opisania trudności w osobach, które w młodzieńczym wieku zaciągnąwszy występne nałogi, pragną później zmienić życie, poskromić ciało, zerwać węzły z światem i poświęcić się całkowicie Panu: wola ich naraz gwałtownie naciskaną bywa, już przez wolę Boską, już przez chuci zmysłowe; gdziekolwiek się zwrócą, z trudnością oprzeć się im przychodzi porywającym ich ponętom.
Taka walka nie przydarza się tym, co już przez długi czas i powtarzanie nabyły, czy to świętego do cnoty nawyknienia, czy też złego do występku nałogu, którzy w swym nazwyczajeniu się pozostać pragną: dusze albowiem święte zgadzają się we wszystkim z wolą Boga; a nałogowcy występni, nurzają się bezustannie w zmysłowości.
Nie wyobrażaj jednak sobie synu, abyś mógł nabyć cnotę i służyć jak się należy Bogu, jeśli nie masz mocnej, jakby żelaznej woli, zadania sobie wszelkiego gwałtu, pokonania wszelkich trudności, jakie byś napotkał w wyrzeczeniu się wszelkich przyjemności świata wielkich lub małych, do których czujesz jakiś popęd występny.
Stąd pochodzi, że mało jest osób co dosięga znakomitego stopnia doskonałości; przezwyciężywszy bowiem największe trudności, tracą odwagę, przestają zwyciężać się dalej, chociażby już tylko lekkie mieli natarczywości do zwalczenia, słabe resztki własnej woli do pokonania i niektóre wielkie żądze do potłumienia, a które nie zwalczone zupełnie, wzmacniają się z dniem każdym i zawładną na powrót całkowicie duszą.
I tak, jest wielu, którzy nie naruszają dobra cudzego, ale chciwie są przywiązani do swego. Nie używają środków niegodnych do zjednania sobie czci i honorów świata; ale nie tylko od nich nie usuwają się jakby należało, owszem, pragną ich i starają się o nie innymi drogami, które się im godziwe wydają. Zachowują posty nakazane, ale lubią żyć wytwornie, dogadzać sobie w pokarmach. Żyją czysto, wstrzemięźliwie, ale nie odmawiają sobie niektórych przyjemności i zabaw, co im są na przeszkodzie do wielu ćwiczeń duchowych, do zjednoczenia się wnętrznego z Bogiem.
Wszystko to są rzeczy niebezpieczne, a niebezpieczniejsze dla tych, którzy żadnych stąd smutnych nie obawiają się następstw, potrzeba zatem użyć wszelkich możliwych starań aby ich unikać, inaczej zawsze do spraw naszych mieszać się będzie oschłość i niedoskonałość, miłość własna, wzgląd ludzki, wewnętrzne zachcenia, zarozumienie, żądza okazania się i pozyskania poklasku świata. Ci, co mało na to zwracają uwagi, nie tylko żadnego na drodze cnoty nie czynią postępu, ale cofają się jeszcze, wystawiają się na dawniejsze upadki, wyraźnie bowiem nie starają się o gruntowną cnotę, mało sobie ważą łaskę, jaką im Bóg udzielił do zwalczenia panowania szatana, nie poznają nawet złego w jakim zostają stanu, i tak żyją w ułudnym spokoju i w urojonym bezpieczeństwie.
Ułuda takowa tym więcej obawy jest godna, że nie tak łatwo poznać ją można. Ileż jest osób przedsiębiorących życie duchowe, które bardzo siebie miłując, jeżeli to tylko miłością nazwać można, wybierają sobie takie ćwiczenia co im się najwięcej podobają, odrzucają inne które im nie przypadają do smaku, które naruszają, drażnią ich skłonność wrodzoną, które właśnie służą do potłumienia ich zmysłowych namiętności, przeciw którym wszelkie siły w walce duchowej zwrócić winni. O jakże silnej zachęty i pobudki potrzeba, aby takowe osoby nie zrażały się, owszem zamiłowały te pierwsze trudności, jakie napotykają do zwalczenia; bo na tym właśnie wygrana zawisła; im więcej uzbroimy się w odwagę do przełamania tych pierwszych przeszkód, jakie na drodze do cnoty natrafiamy, tym prędsze, tym pewniejsze będzie zwycięstwo. A jeśli tak przygotują się na wszelkie trudy w utarczce i do niej szczerze się wezmą, jeśli nie wyglądając zaraz zwycięstwa i owoców jego, jakimi są cnoty, mężnie walczyć będą, prędzej jeszcze i pewniej pozyskają skutek przedsięwzięcia swego.
ROZDZIAŁ XIII. Jak zwalczać mamy zmysłowość, co ma czynić wola aby nabyła świętego cnoty nałogu
Kiedy uczujesz synu, że Bóg i ciało jakby w walce, pragną wzajem zawładnąć twym sercem, następujących chwytać się masz środków, abyś nakłonił zwycięstwo na stronę Boga.
1. Kiedy pierwsze poruszenia chuci zmysłowych powstają przeciw rozumowi, zaraz usiłuj je potłumić, aby broń Boże, wola na nie nie przyzwoliła.
2. Raz potłumiwszy te poruszenia, możesz pozwolić aby odżyły, odnowiły się w duszy, abyś jeszcze silniej niż poprzednio na nie uderzył i one zupełnie zwalczył.
3. Dobrze by było, abyś i po raz trzeci wywołał je do walki, abyś nawykł z męstwem i pogardą one odrzucać. Uważ jednak dobrze, że tych dwóch sposobów odżywiania w umyśle swoim własnych namiętności, nie masz wcale używać pod względem chuci cielesnych, o których oddzielnie mówić będziemy.
4. Na koniec, ważną jest rzeczą, abyś wzbudzał w sobie akty cnót przeciwnych tym nałogom występnym, których pozbyć się zamierzałeś. Następujący przykład lepiej cię o tym objaśni.
Przypuszczam, że jesteś wzruszony niecierpliwością. Wnijdź zaraz w siebie samego i przypatrz co się wewnątrz ciebie dzieje, ujrzysz, że trapiące cię niezadowolenie, co powstało w niższej części duszy, usiłuje dosięgnąć woli i zawładnąć tą wyższą rozumną częścią duszy. Podług przeto pierwszego wyżej wskazanego prawidła, przyłóż wszelkiego możebnego starania, abyś powstrzymał taki zapęd, aby wola nakłonić się nie dała. I później jeszcze miej się na baczności, nie przestawaj ścierać się z wrogiem dopóki tenże pokonany, niby zamordowany, całkowicie nie podda się, nie ulegnie rozumowi. Zastanów się jednak dobrze nad zdradliwą zasadzką złego ducha. Kiedy postrzeże, że mężnie odpierasz gwałtowne namiętne napady, on sam nie tylko przestanie je rozniecać w sercu, ale nawet rozniecone będzie usiłował na pewien czas przytłumić. Albowiem jego jest zamiarem przeszkodzić, abyśmy przez silny odpór nie nabyli cnoty przeciwnej owemu nałogowi; jego następnie jest zamiarem, natchnąć w nas uczucie próżnej pychy, wprowadzić nas w uprzedzenie, że na kształt dzielnych szermierzy, w krótkim czasie zwalczyliśmy wroga. Potrzeba zatem abyś raz jeszcze wyszedł do walki, abyś przywiódł sobie na pamięć przyczyny które spowodowały niecierpliwość i zamieszanie; a kiedy one zaczną znowu wzruszać niższą część duszy, wtenczas użyj wszelkiej potęgi woli dla ich zupełnego stłumienia.
Ponieważ jednak mimo wielkiego wysilenia na odparcie wroga, z tej nawet pobudki, że to się podoba Bogu, uczynionego, jeszcze nie możesz być zupełnie pewnym zwycięstwa stanowczego, od ułudy wolnego, jeszcze więc raz wystąp do walki przeciw występkowi którego się pragniesz pozbyć, i obudź w sobie przeciw niemu nie tylko niechęć, ale jeszcze cały wstręt i pogardę.
Na koniec, nie dosyć jest zwalczyć wroga, potrzeba jeszcze duszę przezeń napastowaną, przyozdobić cnotą, nabyć świętego cnoty nałogu, a to przez wzbudzenie w sobie aktów przeciwnych swej nieporządnej zwalczonej namiętności. Na przykład: jeśli chcesz nabyć prawdziwej łagodności, słodyczy, w zdarzeniach powodujących naszą niecierpliwość, która stąd pochodzi, że nami gardzą, wówczas nie wystarcza użycie wskazanego dopiero oręża, nie wystarcza wielokrotne potłumienie natarczywej pokusy, ale potrzeba jeszcze umiłować pogardę, którą nam wyrządzają, potrzeba, abyśmy pragnęli często w tenże sam sposób, i przez też same osoby być wzgardzonymi, potrzeba, abyś silnie postanowił daleko większe pogardy znieść w cierpliwości.
Przyczyna zaś dla której bez wzbudzania w sobie takich aktów, przeciwnych występkowi jaki zleczyć pragniemy, nie możemy udoskonalić się w cnocie, jest jasna; wszystkie bowiem inne akty choćby bardzo skuteczne, i w wielkiej czynione liczbie, nie będąc zastosowane, nie wyniszczą zła aż do korzenia; nie zmieniając przeto przykładu, powtarzamy dalej, że chociażbyś nie zezwalał na poruszenia niechęci i gniewu który się obudza gdy ci ubliżają i tobą gardzą, a nawet potłumiał one w sposobie przez nas przywiedzionym, wiedz zawsze, że, jeżeli nie zamiłujesz wzgardy, jeśli ona nie stanie się dla ciebie przedmiotem radości, nigdy nie dojdziesz do wykorzenienia z serca nałogu niecierpliwości, która widocznie stąd powstaje, że się lękasz być wzgardzonym od świata, że masz chętkę niezłomną pozyskiwania jego względów i szacunku.
Tak jest, nie spodziewaj się nigdy posiadać trwałej cnoty, jeśli przez często powtarzane tychże samych cnót akty, nie wyniszczysz w sobie zdrożności im przeciwnych. Powiadam, przez często powtarzane akty, albowiem jako przez częste grzechy nabywamy ich nałogu, tak znowu przez częste tylko powtarzane ćwiczenia cnoty, przychodzimy do nabycia świętego nałogu, któryby był i doskonałym i żadnego nawet cienia nie zostawił występku. A nawet więcej potrzeba dobrych ćwiczeń do nabycia świętego w cnocie nałogu, aniżeli grzechów do złego w występku nawyknienia; bo zepsuta natura nasza więcej jest skłonna do złego, niż do cnoty.
Uważ dalej, ponieważ cnota jakiej pragniesz, nabywa się przez zewnętrzne ćwiczenia odpowiednie wewnętrznemu usposobieniu serca; a tak co się tyczy cierpliwości winieneś nie tylko z całą słodyczą i miłością rozmawiać z osobami, które tobie w jaki bądź sposób zawiniły, ubliżyły, lecz jeszcze czynić im wszystkie możliwe przysługi; a chociaż te zewnętrzne okazy miłości zdadzą się tobie maluczkie i słabe, i chociażby z największym przychodziły ci opieraniem się wewnątrz natury, nie zaniedbuj ich wcale, one bowiem, jakkolwiek wątłe a może i trudne, utrzymają cię w walce, i posłużą do odniesienia zwycięstwa.
Czuwaj pilnie nad wewnętrznym poruszeniem serca, nie przestawaj na potłumieniu najgwałtowniejszych namiętności, wyniszczaj je aż do najdrobniejszego zarodu, bo te na pozór drobne skłonności, są zwykle usposobieniem do innych, z których na koniec sam nałóg powstaje. Ileż osób co zaniedbały poskromić swe namiętności w lekkich i drobnych rzeczach, chociaż mężnie zwalczyły wszelkie wybuchy chuci nieporządnych, w chwili kiedy się najmniej spodziewały, z gwałtownością największą naciśnione zostały przez wrogów co byli na pół tylko pokonanymi.
Jeszcze tu jedną nader ważną dajemy ci synu przestrogę: poskramiaj się nie tylko w rzeczach dozwolonych, lecz nawet i w niezbędnych. Tym bowiem sposobem zyskasz wiele: łatwiej bowiem potrafisz się zwyciężyć w innych niepotrzebnych rzeczach, staniesz się wprawniejszym i silniejszym w pokonaniu pokus, i zarazem milszym w obliczu Pana. Mówimy tu w szczerocie duszy to co myślimy, niech cię nie zrażają synu od pracy święte ćwiczenia które tu podajemy, a które tak są potrzebnymi do dobrego urobienia głębi serca. Spełniając ochotnie i pilnie te ćwiczenia, wkrótce odniesiesz zwycięstwo nad samym sobą, uczynisz olbrzymie kroki na drodze cnoty, staniesz się duchowym nie tylko nazwą, ale skutkiem samym i prawdą.
Jeśli się zaś udasz inną drogą, chociażby ona wydawała się tobie najdoskonalszą, chociażbyś na niej doznawał największych ducha rozkoszy, choćbyś sądził się być w zjednoczeniu z Bogiem, bądź pewny, że ona nie doprowadzi cię do trwałej cnoty, ani poznania co to jest prawdziwa duchowość; bo ta, jakeśmy w pierwszym powiedzieli rozdziale, nie na przyjemnych, schlebiających naturze zasadza się ćwiczeniach, lecz na takich, które i naturę i jej namiętności, jej chuci nieporządne krzyżują.
Tą tylko krzyżową drogą, odnowiony wewnętrznie przez cnoty nabyte, człowiek przychodzi do zespolenia się wewnętrznego z swym Stwórcą i swym Zbawcą do krzyża przybitym. To jest niezawodna, że jak nałogi występne tworzą się w nas przez powtarzane czyny woli, poddającej się chuciom zmysłowym, tak znowu cnoty chrześcijańskie nabywa dusza przez wiele powtarzanych czynów woli, zgodnych zupełnie z wolą Boga, która wiedzie z cnoty do cnoty.
Jako wola człowieka nie jest nigdy występna, mimo całego nacisku jaki nań niższa część duszy czyni, byle tylko przyzwolenia nie udzieliła, podobnież, nie może być świętą i zjednoczoną z Bogiem, mimo całej mocy pociągającej ją łaski, jeżeli współdziałać z łaską nie będzie, nie tylko przez wewnętrzne czyny, ale nawet kiedy potrzeba, przez zewnętrzne.
ROZDZIAŁ XIV. Co czynić należy gdy rozumna wola jest niby zwyciężona i nie może się oprzeć chuci zmysłowej
Zdawać się tobie może niekiedy synu, iż wola twoja jest bardzo słabą, niezdolną oprzeć się chuciom zmysłowym i innym wrogom usiłującym nią zawładnąć, być może, iż nie czujesz dosyć odwagi i postanowienia do wytrzymania ich nacisku; nie przestawaj jednak opierać się stale, nie opuszczaj pola walki; wiedz bowiem, że o tyle jesteś zawsze zwycięzcą o ile okażesz, żeś nie uległ, nie upadł zupełnie. W rzeczy samej, jak rozumna wola nie potrzebuje zezwoleń chuci zmysłowej na wykonanie tego co jej się podoba, tak również, chociażby najgwałtowniejsze znosić musiała napady ze strony tego domowego wroga zmysłów i ciała, zawsze jednak nie przestaje być zupełnie wolą. Stwórca bowiem dał woli taką potęgę i panowanie bezwzględne, że chociażby wszystkie chuci zmysłowe, całe piekło, wszystkie stworzenia razem podnosiły przeciw niej rokosz, nic jej znaglić nie może do czynienia lub nieczynienia tego, co chce lub nie chce, i to tyle razy, tak długo z takiej pobudki i takim sposobem, jaki sama za najlepszy uzna.
Jeśli zaś natarczywość pokusy tak cię naciska, iż twa wola słaba i prawie zwyciężona, zdaje się że nie ma siły do odparcia potrzebnej i już broń składa, wołaj przynajmniej, broń się głosem, mów do kusiciela: Ustąp szatanie, jam po tysiąckroć umrzeć gotów, niż zezwolić na twe ohydne poduszczenia. Postępuj tak jak ów człowiek, który w starciu z swoim zaciekłym, na śmierć jego czyhającym wrogiem, gdy nie zdoła przeszyć go ostrzem szabli, uderza go tam gdzie może, chociaż rękojeścią. Patrz, jak się cofa o kilka kroków i wraca, rzuca się z całą gwałtownością na wroga, aby mu zadał cios śmiertelny. Niech cię to poucza jak masz cofać się, wchodzić w siebie, rozważać, że nic z siebie nie możesz, jak następnie masz rozbudzać w sobie męstwo, wspaniałą ufność w Wszechmoc Boga, i jak wreszcie przy Jego łasce masz natrzeć i zwyciężyć panującą w tobie namiętność. Wtenczas to mówić możesz: Wspieraj mnie Panie: Boże mój ratuj mnie! Jezus, Maryja nie opuszczajcie sługę swego: nie dozwólcie aby natarczywość pokusy wzięła górę nade mną!
A kiedy nieprzyjaciel zostawi tobie nieco odetchnienia, przyzwij rozum na pomoc woli, wzmacniaj ją poddawaniem różnych uwag zdolnych podnieść, dodać jej odwagi, zachęcić do utarczki. Kiedy jesteś niesprawiedliwie prześladowanym, albo jakim bądź innym zmartwiony, uciśniony sposobem, i kiedy w najgłębszym smutku niecierpliwość gwałtownie tobą wstrząsa, tak, że nie możesz już, albo raczej nie chcesz cierpieć, zbieraj jeszcze swe siły, nabieraj serca przez przywiedzenie sobie na pamięć tych, lub podobnych uwag:
1. Przypatrz się dobrze, czyś nie zasłużył na zło, które znosisz, czyś sam onego na siebie nie ściągnął; jeśliś bowiem sam zło spowodował, rozsądek wymaga abyś w cierpliwości znosił i tę ranę, którąś sobie własną zadał ręką.
2. W razie gdyby sumienie nie miało ci nic do wyrzucenia ze względu dopiero wymienionego, zwróćmy uwagę na ubiegłe zdrożności które jeszcze sprawiedliwość Boska w tobie nie ukarała, albo któreś jeszcze dokładnie odpowiednią pokutą nie opłakał, a widząc, że Bóg w nieskończonym miłosierdziu, kaźń zasłużoną, którą byś obowiązany był bardzo długą ponosić w czyśćcu, lub wiecznie w piekle, zmienia w inną daleko lżejszą i krótszą; przyjmuj ją nie tylko cierpliwie, ale jeszcze z podzięką.
3. Gdybyś nawet bez żadnej zasady mniemał, żeś bardzo mało popełnił zdrożności, a wiele już odpokutowałeś, to i w takim razie, wspomnij sobie, że do królestwa Bożego wchodzi się ciasną bramą, drogą utrapień.
4. Uważ dalej, że chociaż mógłbyś wnijść do nieba inną drogą, sama czysta miłość, którą tchnąć w duszy winieneś, taką myśl i pragnienie usunąć z serca powinna; bo Jezus Syn Boga, a za Nim wszyscy Święci tam weszli niosąc krzyż, ścieżką cierniem zasłaną, – miałżeby dla ciebie tylko być jakiś wyjątek?
5. Najgłówniej jednak tu i we wszystkich innych rzeczach, miej na względzie wolę Boga, który nas tyle ukochał, który najwięcej sobie w nas podoba, kiedy wykonywamy czyny heroiczne cnoty, kiedy na uczucie jakie On ma ku nam, odpowiadamy okazami wierności i męstwa. Wiedz wreszcie, że im bardziej prześladowania i uciski ponoszone, będą niesprawiedliwe ze strony osób cię ścigających, im bardziej trudne do zniesienia, tym więcej Pan oceniać będzie twą stałość, że w pośród utrapienia nie przestajesz szanować wyroków Jego, zdawać się na Jego Opatrzność, która z najprzykrzejszych zdarzeń wyprowadzić umie dobre i samą zajadłość wrogów nagiąć ku naszemu zbawieniu.
O sprawie poinformował nas Czytelnik. – Czy to prawda, że na Wildzie został uszkodzony samochód? Wybita szyba przez Ukraińca. Poszkodowaną była kobieta, której w czasie szarpaniny odgryzł ucho- napisał.
Marta Mróz z poznańskiej policji potwierdza, że około drugiej w nocy z czwartku na piątek doszło do takiego zdarzenia na poznańskim Dębcu. – Policjanci zatrzymali agresywnego mężczyznę, który uszkodził kilka samochodów i napadł na kobietę – mówi. Potwierdza, że napastnik to 35-letni Ukrainiec.
– Uszkodził pięć samochodów. Kobietę zaatakował natomiast na skrzyżowaniu. Zatrzymała się przed pasami, by go przepuścić. Wtedy mężczyzna otworzył drzwi wtargnął do środka i odgryzł jej kawałek ucha – opisuje. Następnie wyrzucił kobietę z samochodu i odjechał.
– Daleko nie uciekł, bo wjechał w znak drogowy. Tam porzucił uszkodzony samochód i zaczął uciekać pieszo. Policjantom szybko udało się go namierzyć i zatrzymać.
Mężczyzna przebywa w szpitalu na obserwacji ze względu na swoje irracjonalne zachowanie. – Jeśli mieszkańcy ulic Łozowej, Kasztanowej, Żurawinowej zauważyli uszkodzenia w swoich samochodach, powinni to zgłosić policjantom – kończy Mróz.
W dzisiejszych czasach teoria spiskowa różni się od prawdy tym, że staje się nią po około sześciu miesiącach. Nie inaczej stało się z zapowiadanym od lat przez tak zwanych „szurów” planem pozbawienia ludzi jako pożywienia mięsa – uważanego za ‘nieekologiczne” – i zastąpienia go robakami. Pomysł ten nadal większości ludzi wydaje się fantazją, która nigdy się nie ziści, jednak po ostatnim spotkaniu sabatu globalistów w Davos niemal wszystkie media zaczęły na rozkaz promować jedzenie robali jako nowy wspaniały trend w wykuwającym się właśnie Nowym Porządku Świata (NWO).
Konstruktorzy NWO już nawet nie ukrywają tego jak będzie wyglądał świat jaki dla nas tworzą. Wiadomo, że nie będziemy nic posiadać, nie będziemy jeść mięsa, nie będziemy kupować zbędnych ubrań czy butów. Nie będziemy mieć samochodów, będziemy mieć za to kartki na CO2 z limitem rocznym w wysokości 2000 lub 3000 kg. Będziemy tez mieli pod dostatkiem karaczanów, świerszczy, karaluchów i larw, które globaliści zalecają nam – tłuszczy – jako jej podstawowe jedzenie.
Niektórzy argumentują, że jedzenie owadów może być bardziej ekologiczne i zdrowe niż jedzenie mięsa, ponieważ owady zajmują mniej miejsca, zużywają mniej paszy i emitują mniej gazów cieplarnianych niż tradycyjne zwierzęta hodowlane. Inni mogą twierdzić, że jedzenie owadów jest niehigieniczne lub nieestetyczne i nie chcą tego robić. Ostatecznie, decyzja o tym, czy jeść owady, czy nie, należy jeszcze do indywidualnej osoby, ale wkrótce wszyscy będą jedli insekty w takiej czy innej formie czy tego chcą czy nie.
Świat w którym ludzie będą jeść karaluchy proponuje nam ONZ ze swoją faszystowską Agendą 2030. Jest ona związana z nowożytnym eko-rakiem toczącym zachodnie społeczeństwa zwanym zrównoważonym rozwojem. Wspomniany dokument co prawda nie zawiera bezpośredniego zalecenia dotyczącego jedzenia robaków przez ludzi, jednak zawiera ona cele związane z zrównoważonym rozwojem żywnościowym i walką z głodem, które mogą promować innowacyjne rozwiązania, takie jak rozwój alternatywnych źródeł białka, w tym robaków.
Według globalistów, robaki są jednym z wielu potencjalnych źródeł białka, które mogą być rozważane jako alternatywa dla tradycyjnych źródeł białka pochodzenia zwierzęcego, takich jak mięso. Najczęściej jedzone robaki to larwy mącznika, robaki ziemne, robaki mączne, robaki kompostowe.
Unia Europejska (UE) właśnie uregulowała jedzenie robaków w swoich przepisach dotyczących bezpieczeństwa żywności. W chwili obecnej jedzenie robaków jest dozwolone, jednak produkty te muszą spełniać określone wymagania dotyczące bezpieczeństwa i jakości. Już w 2022 roku Komisja Europejska orzekła, że świerszcz domowy jest pokarmem i jako taki może być wprowadzony do obrotu. Dołączył tym samym do dopuszczonych wcześniej: larwy mącznika młynarka i szarańczy wędrownej.
Od 24 stycznia 2023 r. w obrocie znajduje się także mąka ze świerszcza. Będzie można ją wykorzystywać przy wypieku chleba, ciastek czy pizzy, co wynika z rozporządzenia wykonawczego UE 2023/5 z 3 stycznia tego roku. Według unijnego rozporządzenia, zezwalającego na wprowadzenie do obrotu mąki ze świerszcza domowego (Acheta domesticus) nie będzie trzeba ostrzegać konsumentów, że spożywają produkt z robakami, ale mają być wymieniane w składzie. Mąkę otrzymuje się z suszonych lub pieczonych świerszczy hodowanych na fermach.
W UE, robaki i inne insekty jadalne mogą być sprzedawane jako żywe lub ugotowane, jednakże muszą być przetwarzane w odpowiednich warunkach i zgodnie z przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa i jakości żywności. Produkty te muszą również spełniać wymagania dotyczące oznakowania i informacji dla konsumentów.
Klaus Schwab, założyciel i dyrektor generalny World Economic Forum (WEF), niedawno wypowiadał się publicznie wprost na temat jedzenia robaków. WEF jest platformą, która zachęca do debaty na temat aktualnych problemów globalnych i innowacji. WEF zwraca uwagę na konieczność zwiększenia efektywności produkcji żywności i rozwoju alternatywnych źródeł białka, w tym insektów, aby „pomóc rozwiązać problem głodu i niedożywienia na świecie”. W swoich publikacjach WEF zwraca uwagę na potencjał insektów jako źródła białka, które jest bardziej efektywne niż produkcja mięsa zwierząt, i jest bardziej przyjazne dla środowiska.
Zachwalanie spożycia robactwa zaczęło też być promowane na rozkaz w mediach. Spożycie larw zaleca już TVN i TVP co tylko dowodzi, że to jedna banda. Klaus Schwab tylko wspomniał o robalach jako żywności dla plebsu i od razu zaczęła się nachalna promocja tego makabrycznego pomysłu.
Okazuje się, że nie będzie nawet miski ryżą zapowiadanej przez premiera Mateusza Morawieckiego gdy był jeszcze doradcą Tuska, będzie miska larw i robaków.
Bułki, które kupujesz od zawsze, smakują jakoś inaczej? Chleb — pomimo tej samej objętości — waży mniej? A może w sklepie z pieczywem masz same nowe produkty z nowymi nazwami? Poznaj triki, jakie stosuje branża, by zarobić więcej.
Shrinkflacja bywa też nazywana downsizingiem, czyli zmniejszaniem produktów, przy zachowaniu tej samej ceny. Myślisz, że masło po 6 złotych to niezła oferta? Popatrz na wagę — kilkanaście lat temu kostka masła ważyła ćwierć kilo, obecnie standardem jest 200 gramów. Ale coraz częściej możesz natknąć się na takie, które ważą na przykład 175 gramów. Albo i mniej.
– Już teraz możemy dostrzec pieczywo w sklepach, które ma dużo mniejszą gramaturę niż tradycyjny bochenek lub bułka, a jak zaczniemy przeliczać na kilogramy, to cena nie jest niska. Pojawiają się informacje o cenie za 100g….
Wymienia też inne triki piekarzy. Jednym z nich jest zmiana asortymentu. Dotychczasowy zostaje zastąpiony nowym — ale bułki czy bochenki są mniejsze, droższe albo mają inny skład niż poprzednie wypieki.
Część pieczywa zawiera więcej polepszaczy i spulchniaczy. W efekcie — przy zachowaniu tej samej objętości — jest po prostu lżejsza. Za tę samą cenę dostajemy więc mniej jedzenia.
Andrzej Piętka w rozmowie z dlahandlu.pl mówi też o innych sposobach piekarzy na zarobek — całkowicie uczciwych i zrozumiałych. Wiele firm zaczyna sprzedawać coraz więcej pieczywa paczkowanego, które dłużej zachowuje świeżość i nie musi następnego dnia po wypieku trafić na śmietnik lub do produkcji tartej bułki.
Trzeba tu dodać, że piekarnie są obecnie w bardzo trudnej sytuacji — wzrost cen prądu i gazu wywołał już bankructwa w branży, mnóstwo podmiotów walczy o rentowność i przetrwanie.
Inni też kombinują
Opisane zjawiska można też spotkać w innych branżach spożywczych. Coraz częściej na półkach stoją opakowania o pojemności 0,9 litra. To 10 proc. mniej od „standardowego litra” – a cena rzadko spada o jedną dziesiątą w porównaniu do większej butelki. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak bardziej atrakcyjna.
Wiele czekolad waży dziś nie 100 gramów, ale 90. Popularne małpki nie dość, że nie są już wódkami (często mają poniżej 38 proc. alkoholu), również zmniejszyły objętość ze 100 do 90 ml. Półkilowa kiedyś kawa dziś waży najwyżej 450 gramów. Wiele osób lubiących gotować do szału doprowadzają 900-gramowe opakowania mąki. Bo jak w przepisie jest kilogram, to muszą kupić dwa opakowania.
Downsizing produktów wchodzi na nowy poziom. Właśnie okazało się, że znane od dziesięcioleci Ptasie Mleczko znowu się odchudziło. W 1994 roku opakowanie tych frykasów ważyło 500 gramów. Tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy jego waga spadła dwukrotnie.
Ile dziś waży Ptasie Mleczko?
Zmniejszanie produktów zwane jest shrinkflacją lub downsizingiem
Po raz kolejny dotknęło ono Ptasiego Mleczka – dziś opakowanie waży 340 gramów
Jeszcze w 1994 roku paczka Ptasiego Mleczka ważyła równe pół kilo
Klienci narzekają, że i smak nie ten, co dawniej
Kolejną zmianę w wadze opakowania Ptasiego Mleczka zauważyła dziennikarka zajmująca się kwestiami zdrowego żywienia, Katarzyna Bosacka. Na swoim profilu na Facebooku napisała, że paczka tych słodyczy waży dziś już tylko 340 gramów.
Sprawdziliśmy to. Faktycznie, w ofercie sklepów internetowych trudno dziś znaleźć Ptasie Mleczko o wadze 360 gramów. Paczka waży 340 gramów. Różnica nie jest niby wielka, ale jeszcze w 2019 roku pisaliśmy w INNPoland.pl, że Ptasie Mleczko standardowo waży 380 gramów. W ciągu tych kilku lat jego waga spadła najpierw do 360, a potem do 340 gramów.
Warto też pamiętać o tym, że w roku 1994 Ptasie Mleczko ważyło równe pół kilo. Przez niecałe 20 lat jego waga spadła aż o 160 gramów. Dzisiejsze opakowanie waży zaledwie 68 procent tego, co w latach 90.
Produkujący Ptasie Mleczko Wedel zapewnia, że wielkość kostek się nie zmieniła i są tak samo smaczne. Przeczą temu opinie zamieszczone pod postem Bosackiej – wiele osób uważa, że obecny smak tego przysmaku Wedla zdecydowanie ustępuje wcześniejszemu.
Zmiany właścicieli nie wyszły Wedlowi na dobre?
Wedel był jedną pierwszych spółek, jakie w 1991 roku trafiły na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Wówczas firma była o wiele większa, produkowała także słynne Delicje Szampańskie, ciastka, słone przekąski. Została jednak przejęta przez koncern PepsiCo. Nowy właściciel rozczłonkował działalność Wedla. Delicje sprzedał Danonowi, a zakłady E.Wedel trafiły do Cadbury. Sam zostawił sobie słone przekąski.
W 2010 roku Cadbury łączyło się z innym koncernem – Kraft Foods. Obawiając się monopolu (Kraft Foods produkowało czekolady Milka), Komisja Europejska nakazała sprzedaż Wedla w inne ręce. I tak trafił do obecnego właściciela, japońskiego koncernu Lotte. Wtedy też zaczęło się zmniejszanie gramatury Ptasiego Mleczka i kombinacje przy jego składzie.
Mniejsze znaczy lepsze?
Ptasie Mleczko nie jest jedynym produktem, który został tak brutalnie zmniejszony. Zjawisko to nazywane jest downsizingiem lub shrinkflacją i dotyka wiele towarów. Wiele czekolad waży dziś nie 100 gramów, ale 90. Popularne małpki nie dość, że nie są już wódkami (często mają poniżej 38 proc. alkoholu), również zmniejszyły objętość ze 100 do 90 ml. Półkilowa kiedyś kawa dziś waży najwyżej 450 gramów. Wiele osób lubiących gotować do szału doprowadzają 900-gramowe opakowania mąki. Bo jak w przepisie jest kilogram, to muszą kupić dwa opakowania…
Jeszcze kilkanaście lat temu kostka masła ważyła ćwierć kilo, obecnie standardem jest 200 gramów. Ale nikt nigdzie nie napisać ile kostka ważyć powinna. Więc coraz częściej możesz natknąć się na takie, które ważą na przykład 175 gramów. Albo i mniej.
Dziś coraz częściej na półkach stoją opakowania czy butelki napojów o pojemności 0,9 litra. To 10 proc. mniej od „standardowego litra” – a cena rzadko spada o jedną dziesiątą w porównaniu do większej butelki. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak bardziej atrakcyjna…
Jedna z prywatnych stacji telewizyjnych operujących w Polsce, umieściła niedawno na swej stronie internetowej informację, że korporacja z USA „zajmująca się analizą danych dla wojska i wywiadu dostarcza oprogramowanie polskiej administracji. Na razie robi to za darmo. Do tej pory wiadomo było o jej współpracy z kancelarią premiera”.
Z artykułu dowiadujemy się, że Palantir, bo taką ma nazwę, współpracująca dotąd z wojskiem i agencjami wywiadu amerykańskiego, szuka dla siebie miejsca w Polsce. Nazwa firmy pochodzi z języka elfów opisanych w książkach J. R. Tolkiena i oznacza „widzący daleko”.
To bardzo pożyteczna wiedza, która niewątpliwie może się nam przydać, ale zakładam, że polski czytelnik wolałby przeczytać o tej korporacji i stojących za nią ludziach więcej, tym bardziej, iż funkcjonuje już ona w bezpośrednim otoczeniu premiera i umacnia się w naszej administracji. Z tego powodu postanowiłem odrobić tę lekcję tak, jak na to zasługuje i przedstawić obraz pełniejszy.
Można przy tej okazji nadmienić, że przytłaczającą większość start-up’ów powoływał w ostatnich dekadach do życia wywiad izraelski, opierając swe działania na wiedzy i umiejętnościach członków elitarnej Jednostki 8200. Konsekwentnie też przejmowano wiele tego typu przedsięwzięć amerykańskich. Cały ten szeroko zakrojony program funkcjonuje od lat pod nazwą Talpiot. Działalność ta wskazuje zresztą na szczególne podejście do wzajemnych relacji między USA i Izraelem, ale ich ocenę pozostawmy samym sojusznikom.
Palantir była jedną z pierwszych inwestycji In-Q-Tel w zakresie analizowania mediów społecznościowych, a informacje o niej upubliczniła w roku 2011 grupa hakerów LulzSec, wskazując ją, jako firmę, która złożyła ofertę w przetargu dotyczącym propozycji śledzenia działaczy związków zawodowych i innych krytyków amerykańskiej Izby Handlowej, największej biznesowej grupy lobbingowej w Waszyngtonie. Firma, którą określano mianem „technologicznego jednorożca” (termin odnosi się do start-up’ów, szacowanych na ponad 1 miliard dolarów) zdystansowała się od tego planu po tym, jak został on ujawniony w mailach nieistniejącej już firmy HBGary Federal.
Oficjalnie, korporacja ta znana jest dzisiaj ze swych trzech projektów – Gotham, Foundry i Apollo. Pierwszy dotyczy szeroko rozumianego wspierania działalności antyterrorystycznej dla ośrodków rządowych, drugi polega na analizowaniu działania ogólnokrajowych programów szczepień, a od 2022 roku stanowi też bazę dla brytyjskiej strategii wspierania Ukrainy. Natomiast trzeci jest po prostu systemem mającym na celu ich łączenie, dostarczanie, wdrażanie i zarządzanie, funkcjonującym w oparciu o tzw. platformy chmurowe. Dla starszego pokolenia termin ten może brzmieć egzotycznie, jednak także Polska ma swoją „Chmurę Krajową”, o czym wspominałem w książce „Covidowe Jeże”, pisząc na temat „Scenariuszy dla przyszłości technologii i rozwoju” opublikowanych już w maju 2010 roku (!) przez Fundację Rockefellera.
Jednym z akcjonariuszy Palantir jest baron Charles Guthrie, były, czołowy oficer brytyjskiej armii, członek Zakonu Maltańskiego, dyrektor NM Rotschild & Sons, a przede wszystkim członek Rady Instytutu Dialogu Strategicznego, który powstał w r. 2006, by prowadzić badania nad ekstremizmem i między-społecznościowymi konfliktami. Instytut współpracuje z takimi firmami, jak Google, Twitter, Microsoft, korporacja Carnegie, Fundacje Społeczeństwa Otwartego George’a Sorosa, z Instytutem Brookingsa, ONZ i licznymi rządami.
Jednak głównym akcjonariuszem i założycielem Palantir jest Peter Thiel, urodzony (1967) w niemieckim Frankfurcie bliski przyjaciel Donalda Trumpa, a przede wszystkim, od roku 2019 związany małżeńskim (!) węzłem z niejakim Mattem Danzeisen’em, wiceprezesem powszechnie już dziś znanego funduszu BlackRock. Węzeł to zresztą nie tylko uczuciowy, ale skutkujący pełną kooperacją przedsiębiorstw pozostających w rękach obu tych osób. To mariaż Big Data i Big Tech!
Thiel pracował w swym, jakże bogatym życiu, jako prawnik specjalizujący się w papierach wartościowych dla amerykańskiej kancelarii Sullivan & Cromwell, giganta w zakresie prawa biznesowego. Ma ona na swym koncie tak wiele „dokonań”, że należałoby jej poświęcić odrębny materiał. Dość powiedzieć, że jest to najpoważniejsza korporacja prawna Wall Street, będąca od początków swego istnienia szczególnym łącznikiem pomiędzy amerykańskimi korporacjami i gabinetami rządowymi.
Nawiasem mówiąc, Thiel, będący hojnym darczyńcą i głównym sternikiem kampanii wyborczej Trumpa, nazywany był przez znawców amerykańskich powiązań „prywatno-publicznych”, po wygranej w roku 2016, prezydentem-cieniem (shadow president).
Już w roku 2010 Thiel uruchomił inicjatywę Thiel Fellowship – przyznania 100 000 dolarów 20 osobom nie mającym jeszcze 20 lat, by zachęcić je do porzucenia szkoły i zajęcia się przedsiębiorczością. Ofertę skierowano do młodzieży z 44 państw i wszystkich stanów USA. Podejrzenie o filantropijnym charakterze tego, międzynarodowego przedsięwzięcia, uważałbym za daleko idącą naiwność.
Tak więc, już wtedy postawiono na młodych, choć w naszym kraju po raz pierwszy zaczęto stosować tę nową metodę obstawiania stołków patyczakami około roku 2018. Dzięki temu pomysłowi Thiel skaptował całe mnóstwo geniuszy, a pośród nich najbardziej znanym jest Vitalij Buterin, który już jako 17-latek opublikował swój pierwszy artykuł w Bitcoin Magazine. W roku 2014, 20-letni Buterin przemawiał przed 400-osobowym audytorium, podczas Światowego Szczytu Bitcoin w… Pekinie. Wkrótce potem tworzył projekt Dark Wallet, KryptoKit i najsłynniejsze swoje dzieło, kryptowalutę Ethereum. Nie mamy niestety miejsca, by opisywać dokonania pozostałych 19 osób, które zerwały związki ze szkolną ławką za namową Petera Thiela.
Wracając na chwilę do tematu międzynarodowych start-up’ów, warto dodać, że Thiel był jednym z udziałowców projektu o nazwie Carbyne911. Nawiązywała ona do amerykańskiego numeru alarmowego (911), a pomysł opierał się na zintegrowaniu specjalnej wtyczki dla centrów obsługi zgłoszeń i aplikacji telefonicznych osób wzywających pomocy. Całość umożliwiała operatorowi natychmiastowy dostęp do kamery i systemu lokalizacji w smartfonie, przy jednoczesnym porównaniu tożsamości użytkownika z wszelkimi danymi na jego temat, zgromadzonymi w bazie danych, z kartoteką kryminalną na pierwszym miejscu. Spółkę tę powołał do życia Ehud Barak, były szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela i premier tego państwa w latach 1999-2001 (!). Wspólnikami w tym interesie byli tacy ludzie, jak Pinchas Berkus, były brygadier Jednostki 8200, Amir Elichai z izraelskiego wywiadu wojskowego, Lital Leshem z Sił Obronnych, czy Alex Dizengof zajmujący się ochroną cybernetyczną kancelarii premiera Izraela.
Natomiast w tzw. Radzie Doradczej zasiadał m.in. Michael Chertoff, zarządzający w administracji George’a Busha Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego. To on był autorem słynnego Patriot Act, czyli ustawy wprowadzonej w życie po wypadkach 11 września 2001 roku w Ameryce. Przypominam, że to ten dokument był pierwszym z całej serii kolejnych, które zredukowały do stanu obecnego wolność osobistą ludzi całego, nie tylko amerykańskiego, świata! Obok niego zasiadał w tej radzie członek spółki Palantir, Trae Stephens, który był też szefem tzw. zespołu przejściowego Departamentu Obrony w gabinecie Trumpa oraz Eliot Tawil, biznesman i jeden z głównych sponsorów jego kampanii prezydenckiej. Ale, człowiekiem rzucającym najgorszy cień na tę firmę, był medialnie najgłośniejszy jej członek (!), Jeffrey Epstein, któremu poświęciłem wiele stron w książce „TerraMar Utopia elit”.
Partnerem Thiela w firmie Palantir jest Alex Karp, którego poznał on jeszcze w czasie studiów na Uniwersytecie Stanford w roku 1992, choć Karp w rodzinnym mieście Thiela, czyli Frankfurcie, robił doktorat z neoklasycznej teorii społecznej, 10 lat później. Warto przypomnieć, że Frankfurt, to zarówno kolebka tzw. szkoły frankfurckiej, zakorzenionej w marksizmie i neoheglizmie, jak i siedziba Deutsche Bank, głównego w Europie zaplecza finansowego ciemnej strony Mocy. Tam też przed II Wojną Światową urządziła sobie oddział europejski kancelaria Sullivan & Cromwell, pomagając w budowie niemieckiego zaplecza zbrojeniowego, włączając koncern IG Farben do międzynarodowego kartelu niklowego, obejmującego producentów amerykańskich, kanadyjskich i francuskich.
Jednak związki Karpa z Europą są znacznie bliższe, bo zasiada on w Radach Dyrektorów dwóch niemieckich przedsiębiorstw – koncernu wydawniczego Axel Springer i giganta chemicznego BASF. Oba oddelegowały swych przedstawicieli na tegoroczny sabat w Davos, którego lista uczestników obrazuje najlepiej współtowarzyszy broni dzisiejszej wojny z ludzkością. Karp nie zapomina jednak o Palantir, bo to ponoć dzięki jego staraniom firma pozyskała kontrakt na obsługę Urzędu Imigracyjnego i Celnego USA, podległego Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego. Nawiasem mówiąc, zanim uruchomiono system zbierania danych Palantir w sieci, został on przetestowany na krewnych dzieci imigrantów, które do USA docierały bez opieki. Taki był początek kolekcjonowania przez tę firmę danych na temat potencjalnych przestępstw i przestępców przy wykorzystaniu, tzw. analizy predykcyjnej. Ale, nie tylko z USA i Niemcami właściciele Palantir mają bliskie relacje, bo już 1 kwietnia 2020 roku Bloomberg podawał, że firma po zawarciu umowy z Wielką Brytanią, prowadzi rozmowy z Francją, Austrią i Szwajcarią, by „walczyć z rozprzestrzenianiem się Covid-19 i uczynić obciążone systemy opieki zdrowotnej bardziej wydajnymi”. W USA wdrożyła oprogramowanie Tiberius wspierające system dysponowania szczepionkami na terenie całego kraju. Przypomnę, że pierwszy przypadek Covid-19 pojawił się oficjalnie w Polsce 4 marca, natomiast WHO ogłosiła stan pandemii 11 marca, uznając Europę za jej centrum dwa dni później, 13 marca 2020 roku!
Palantir dostarczała oprogramowanie m.in. dla wywiadu wojskowego USA w Afganistanie i Iraku, ale też, jak podał w maju 2018 roku magazyn Breitbart News, „stanowiła kluczowy element w porozumieniu nuklearnym z Iranem”. Cytując agencję prasową Bloomberg, wyjaśniał związki firmy z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (IAEA):
„Palantir poświęciła lata modyfikując swoje oprogramowanie do predykcyjnej kontroli dla inspektorów wiedeńskiej IAEA, która została założona w 1957 roku w celu promowania pokojowego wykorzystania energii jądrowej. Narzędzie to stanowi analityczny rdzeń nowej, wartej 50 milionów dolarów platformy Mosaic, która przekształca bazy danych informacji niejawnych w mapy pomagające inspektorom w wizualizacji powiązań między ludźmi, miejscami i materiałami związanymi z działalnością jądrową – wynika z dokumentów IAEA.
Ustawia to Palantir, którą Thiel i jego partnerzy zbudowali z funduszy CIA, w charakterze platformy wybranej do oceny dokumentów, na podstawie których, będący w ich posiadaniu Izrael dowodzi kontynuowania wysiłków Iranu w tajnym budowaniu bomby. Premier Izraela Benjamin Netanjahu, główny wróg Iranu, ogłosił to na kilka dni przed upływem terminu (…), w którym Trump musi podjąć decyzję o zerwaniu umowy lub kontynuowaniu łagodzenia sankcji”.
Doradcami Palantir są m. in. takie osoby, jak Condoleezza Rice, czy były dyrektor CIA George Tenet. Niewątpliwie, wszystko to daje jej pozycję „widzącej daleko”, szczególnie w Polsce, która przed swoim najokazalszym sojusznikiem obnaża się na zawołanie, nie pozorując nawet wstydu. („Na razie robi to za darmo”). Podobnie zresztą, nie odczuwają żadnego zakłopotania media głównego nurtu prezentując nam swoiście pojmowaną całą prawdę, przez całą dobę.
Muszę się pochwalić: krytykowałem Jerzego Owsiaka i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy zanim to było modne. Pierwszy tekst, wskazujący na wątpliwe aspekty tej imprezy, umieściłem w Salonie24 w 2007 r. Ponad 15 lat temu. Od tego czasu powiedziano już chyba wszystko, a i sytuacja samego Owsiaka się zmieniła.
Istnieją dwa naczelne nurty krytyki WOŚP i samego jej założyciela. Pierwszy, w który się nie wpisywałem, to zajmowanie się sprawami finansowymi Orkiestry, pana Owsiaka i Przystanku Woodstock, czyli „świeckiej” odnogi WOŚP. Nie żeby nie było tu nic do wyjaśnienia, ale zawsze uznawałem, że ważniejszy jest społeczny i polityczny aspekt sprawy – choć te dwa są ze sobą oczywiście powiązane. Wydaje się jednak, że wątek finansowy bywa nadmiernie eksponowany – pewnie dlatego, że bardziej uderza po oczach. Jednak wówczas umykają imponderabilia, a to one są istotą problemu.
Swoją krytykę mieściłem zawsze przede wszystkim w drugim wątku, zajmując się politycznym usytuowaniem i wykorzystywaniem Jerzego Owsiaka. To może mniej efektowne, ale jednak ważniejsze, bo stąd właściwie pan Owsiak się wziął i jego polityczna użyteczność zdecydowała o jego pozycji w elicie III RP.
W jednym z tekstów wiele już lat temu nazwałem lidera WOŚP „autorytetem ostatniej szansy” (authority of last resort – sformułowanie of last resort nie ma w polskim zgrabnego odpowiednika i oznacza środek, po który sięga się w ostateczności, gdy wszystko inne zawiedzie). Na czym to polegało?
Działał tu jeden z wielu sprawdzonych mechanizmów socjotechnicznych. Mówiąc w uproszczeniu: tworzy się przedsięwzięcie, które będzie skutecznym narzędziem moralnego szantażu, a na jego czele stawia się człowieka z jedynie słusznymi poglądami; następnie sięga się po tego człowieka w momentach potrzeby ostatecznej, aby wówczas zstąpił ze swojego piedestału świeckiego świętego i wygłosił kilka słów potępienia albo poparcia w sprawach doczesnych. Ściśle politycznych. Potem wraca na piedestał, bo taka osoba nie może być wykorzystywana zbyt często.
WOŚP przez wiele lat była bardzo skutecznym narzędziem moralnego szantażowania. Moralny szantaż jest szczególnie łatwy w Polsce, gdzie maksymalizm moralny w wielu sprawach jest wrodzoną postawą, a łączy się z nim tendencja do szybkiego potępiania każdego, kto nie wpisuje się w daną opowieść – w tym wypadku o „chorych dzieciach”. Wystarczy spojrzeć, jak wygląda debata wokół polskiej polityki wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej: aby zostać oskarżonym o prorosyjskość czy „onucyzm” wystarczy choćby w niewielkim stopniu krytykować poziom polskiego zaangażowania. Identycznie wygląda sprawa z WOŚP: każda krytyka Jerzego Owsiaka była automatycznie uznawana za atak na samą ideę pomagania słabszym i potrzebującym. Krytyka Orkiestry zakrawała na zbrodnię. Jerzy Owsiak przez lewicowy salon został wykreowany na skrzyżowanie Mahatmy Gandhiego ze św. Franciszkiem, tylko lepszym, bo niewierzącym.
Z takim zasobem amunicji był wzywany do boju przez lata jedynie w ostateczności. Znakomitym przykładem było jego wystąpienie po opublikowaniu w 2007 r. głośnej książki Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, która stała się początkiem publicznej dyskusji o przeszłości byłego prezydenta. Jakiś czas później Jerzy Owsiak w następujący sposób skomentował podczas publicznego wystąpienia badania historyków (chodziło wtedy także o Pawła Zyzaka i jego książkę o Lechu Wałęsie): „Dość tego szmaciarstwa. Jak trzeba, mogę przyłożyć z baśki”. Mówiąc o „szmaciarstwie”, lider WOŚP miał na myśli nie tylko konkretne osoby, ale też Instytut Pamięci Narodowej w ogóle, co jakoś zgrabnie konweniuje z jego rodzinnym pochodzeniem. Nawiasem mówiąc, ta wypowiedź, utrzymana w charakterystycznym dla pana Owsiaka knajackim tonie drobnego cwaniaczka, doskonale charakteryzuje jego obejście i maniery.
Był zatem przez lata Jerzy Owsiak wykorzystywany w takim właśnie charakterze, ale z czasem jego użyteczność znacznie się zmniejszyła. Dziś jest już tylko jedną z wielu postaci lewicowego zbioru. Jak to się stało?
Ten proces miał kilka przyczyn. Pierwsza leży w samym charakterze „dyrygenta” WOŚP. Pan Owsiak jest nieuleczalnym egocentrykiem, nawet egotykiem – i nad tym trzeba się przez moment zatrzymać, bo ta jego cecha ma również związek z oceną WOŚP jako całości.
Wielka Orkiestra bywa nazywana imprezą charytatywną – i jest to zasadniczy błąd. Działalność charytatywna bowiem zakłada zdecydowany prymat dzieła nad realizującą je osobą. Ważne jest dzieło, a nie jego realizator. Ten ostatni pozostaje z zasady w cieniu i obowiązuje go skromność. W przypadku WOŚP wygląda to całkiem inaczej: w centrum jest wielki szołmen Jerzy Owsiak. To na nim wszystko się opiera, on bryluje, on jest najważniejszy i przyćmiewa wszystkich innych. Nie ma w tym za grosz skromności. Już samo to może niektórych od WOŚP odrzucać – i to tym bardziej, im wyraźniej „dyrygent” angażuje się politycznie.
A przed tym właśnie pan Owsiak nie umiał się powstrzymać. Hamulce puściły mu całkowicie po 2015 r.: coraz częściej zabierał głos w sprawach ściśle politycznych i światopoglądowych z własnej, jak się wydaje, inicjatywy i z powodu swojego temperamentu. Rozmieniał się na drobne, a wobec generalnego wzmożenia walki politycznej i społecznego pęknięcia jego znaczenie również zaczęło maleć. Postawy antypisowskie były bowiem silne i twarde z innych powodów, pan Owsiak nie był już konieczny jako narzędzie ich pobudzania. Dzisiaj wykorzystywanie go w charakterze autorytetu ostatecznego nie ma większego sensu, bo dla większości jest już całkowicie jasne, że jest po prostu przedstawicielem jednego obozu politycznego. Stało się tak również z powodu wycofania transmisji WOŚP z TVP – dziś Orkiestrę wspiera jedynie TVN, którego stosunek do władzy jest jasny. I to jest druga przyczyna, dla której pan Owsiak nie jest już tak użyteczny jak był.
Kolejna kwestia to fakt, że sekta Jerzego Owsiaka przestała być widoczna jako oddzielna kategoria, niknąc w szerszej sekcie twardych przeciwników PiS. Przez wiele lat jednak była zasobem samego lidera Orkiestry. Sektę charakteryzował bezprzykładny fanatyzm, którego sam wielokrotnie doświadczyłem najpierw w postaci najazdów na mój blog na Salonie24, a później na Twitterze. Abstrahując od chamstwa, agresji, nawet gróźb, jakie się wylewały z kierowanych do mnie – i do każdego krytyka WOŚP – postów, było to na swój sposób zabawne: zwolennicy tolerancji i miłości – a były to przecież oficjalne Owsiakowe hasła – byli gotowi wpić się zębami w gardło każdego, kto ośmielił się nie wielbić świeckiego świętego i jego imprezy.
Sekta Owsiaka w swojej fanatycznej nienawiści wobec jego krytyków kieruje się doskonale znanym mechanizmem socjologicznym, który pan Owsiak wykorzystał po mistrzowsku (on lub ci, mądrzejsi od niego, którzy mają o socjologii jakieś pojęcie, a stali raczej w drugim rzędzie, bo czy ma je sam frontman WOŚP – wątpię). To mechanizm łatwego podbudowywania przekonania o swojej moralnej wyższości. Nie jest to zjawisko unikatowe, pojawia się w bardzo wielu sytuacjach. Działało podczas pandemii covid („jestem za obowiązkiem szczepień, a więc jestem moralnie lepszy od tych »zabójców«, którzy przeciwko niemu protestują”), działa podczas wojny na Ukrainie („najgłośniej krzyczę, że nienawidzę kacapów i Putina, oraz że musimy pomagać Ukrainie do końca, więc jestem moralnie lepszy od tych, którzy w tej sprawie dzielą włos na czworo”).
Człowiek zwykle ma choćby mimowolną świadomość swoich etycznych ułomności, jeśli więc ktoś oferuje mu łatwe odkupienie grzechów – w wypadku WOŚP poprzez niewielki datek składany raz w roku – jest to atrakcyjna dla ludzkiej psychologii propozycja. Na tym samym opierał się jeden z największych problemów w historii Kościoła – handel odpustami. W pewnym sensie Jerzy Owsiak i WOŚP uprawiają właśnie handel świeckimi odpustami. Kupujący je czują się więc nie tylko rozgrzeszeni, lecz również mają poczucie moralnej wyższości nad tymi, którzy udziału w imprezie nie biorą lub odnoszą się do niej krytycznie. Nie ma przy tym kompletnie znaczenia, jakie mają argumenty albo w jakich innych dziedzinach działają na rzecz pomocy potrzebującym. Mogą nawet pracować jako wolontariusze w hospicjum – jeśli tylko skrytykują Orkiestrę, okazują się nic niewartymi moralnymi śmieciami.
Trzeba jeszcze zająć się legendą niezbędności WOŚP, według której bez Orkiestry dziesiątki albo setki tysięcy dzieci i nie tylko zostałyby bez pomocy. To oczywista bzdura. W czasie ostatniego, XXX finału zebrano 224 mln zł (na okulistykę dziecięcą). Tymczasem wydatki na ochronę zdrowia w 2021 r. wyniosły ponad 125 mld zł. Oczywiście tylko część z tej sumy jest przeznaczona na nowy sprzęt, a organem prowadzącym większości szpitali nie jest ministerstwo, tylko samorządy. Ogromna część szpitali jest także potężnie zadłużona. Mimo to skala pomocy WOŚP jest mikroskopijna w relacji do ogólnej sumy. Trzeba też pamiętać, że nawet jeśli zadłużony szpital dostanie do dyspozycji – bo sprzęt nie jest przekazywany na własność – taki czy inny aparat od Orkiestry, musi już sam znaleźć pieniądze na jego utrzymanie, eksploatację, obsługę. A z tym bywa problem, stąd pojawiające się co jakiś czas historie o aparaturze z serduszkiem, która nie jest wykorzystywana. Paradoks polega na tym, że Fundacja WOŚP, która według własnych deklaracji stara się tak dobierać adresatów pomocy, aby sprzęt mógł być używany, tym samym nie dostarcza go do szpitali w najgorszej sytuacji, czyli tam, gdzie opieki brakuje najbardziej.
Inny wątek tej legendy to rzekomo rosnące nieustannie wsparcie finansowe dla Orkiestry Owsiaka. Faktycznie, niemal w każdym kolejnym roku ostateczny rezultat zbiórki jest wyższy niż rok wcześniej (wyjątkiem był 2007 r., gdy zbiórka przyniosła 30 377 335 zł, o ok. 300 tys. mniej niż w 2006 r.). Nie były to jednak zawsze skokowe różnice, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę inflację. Np. różnica między 2012 a 2013 r. wynosiła raptem ok. 19 tys. zł. Kwota zebrana podczas ostatniego finału była natomiast o niespełna 14 mln zł wyższa niż w roku 2021.
Tyle że od wielu już lat do kwoty zbiórki wrzuca się łącznie pieniądze zebrane od ludzi na ulicach oraz wpłaty od firm. A to całkiem inna sprawa. To pieniądze zbierane na ulicach wyznaczają prawdziwą popularność i stosunek do WOŚP, tyle że nie sposób odszukać informacji, ile konkretnie z tego źródła pochodzi. Nie znajdziemy jej ani na stronie Fundacji WOŚP, ani w sprawozdaniach finansowych, gdzie łącznie wyliczane są przychody z danego finału, bez podziału na wpłaty gotówkowe, przelewy oraz wpłaty od osób prywatnych i osób prawnych.
Zakładam, że te informacje – które przecież bez problemy można by zebrać i przedstawić – są ukrywane nie bez powodu, mogłoby się bowiem okazać, że od jakiegoś już czasu większość zbieranych pieniędzy nie pochodzi od zwykłych ludzi, ale od firm. Być może nawet tych największych. Wspieranie Wielkiej Orkiestry jest bowiem dzisiaj elementem korporacyjnej poprawności politycznej, podobnie jak inne zaklęcia: inkluzywność, równe traktowanie, równe szanse, ekologia, społeczna odpowiedzialność biznesu. Za tym bełkotem kryje się zwykle stworzenie jakiejś fasady – odpowiedniego regulaminu postępowania w firmie, jakichś dętych programów, mających na celu np. zwalczanie „dyskryminacji ze względu na orientację seksualną” (do prowadzenia tego ostatniego najlepiej wynająć którąś z dobrze umocowanych fundacji). Przelewanie dużych pieniędzy na Orkiestrę przez firmy jest częścią tego rytuału, ale nijak nie pokazuje to faktycznego społecznego odbioru imprezy.
Muszę jednak przyznać, że ostatnie lata to w przypadku Jerzego Owsiaka zmiana na lepsze – z mojego punktu widzenia. Więcej ostentacyjnie politycznych wypowiedzi, zerwanie z mitem ponadpartyjności, wreszcie degradacja pana Owsiaka w roli ostatecznego autorytetu – wszystko to sprzyja przesunięciu jego samego i stworzonej przez niego imprezy na właściwe miejsce.
Szczególnie zaś ucieszyłoby mnie, gdyby pan Owsiak w końcu poszedł drogą Janiny Ochojskiej i trafił na listy wyborcze Koalicji Obywatelskiej albo Lewicy, a potem do Sejmu albo jeszcze lepiej – do Parlamentu Europejskiego. To postawiłoby kropkę nad „i”. A przy okazji zapewne wiele osób wreszcie mogłoby się przekonać o jego prawdziwej twarzy, której niektórzy nadal upierają się nie dostrzegać. Tak jak to się stało w przypadku pani Ochojskiej, która cieszyła się szacunkiem za pracę w Polskiej Akcji Humanitarnej (faktycznie robiącej wiele dobrego – kto na przykład pamięta szlachetną akcję „Pajacyk”?), a gdy trafiła do polityki, okazała się osobą, mówiąc najdelikatniej, o umiarkowanych lotności i rozeznaniu.
Obawiam się jednak, że z punktu widzenia pana Owsiaka jakakolwiek oferta polityczna – wiążąca się przecież mimo wszystko z wzięciem na siebie jakiejś odpowiedzialności – nie będzie atrakcyjna. Jej akceptacja oznaczałaby bowiem rezygnację z bardzo komfortowego życia, jakie zorganizował sobie przez lata na fundamencie WOŚP. Wielka szkoda.
Doczekaliśmy czasów gdy chrabąszcze, szarańcza, koniki polne i dotąd pogardzane insekty zagoszczą na naszych talerzach jako pełnowartościowa żywność i alternatywa dla mięsa. Na razie oficjalnie w postaci mączki, która od 24 stycznia może za zgodą Unii Europejskiej pojawiać się już na sklepowych półkach. A mąkę ze świerszczy będzie można wykorzystać przy produkcji chleba, ciastek, herbatników, chipsów, krakersów czy pizzy.
I bez oficjalnego namaszczenia Brukseli smażone owady były już od jakiegoś czasu serwowane np. we francuskich restauracjach, Zajadali się nimi ciekawi odkrycia nowego smaku zwłaszcza ludzie młodzi, gardzący zwierzęcym mięsem. I nawet chwalili, że usmażony świerszcz przypominał im smak pestek dyni. W ojczyźnie zjadaczy ślimaków, żabich udek i łykania żywych małż takie żywieniowe eksperymenty pewnie się przyjmą. Jednak czy w polskiej kulturze kulinarnej, gdzie nadal królują potrawy z wieprzowiny, pieczone szarańcze i larwy mącznika zastąpią schabowego czy grillowanego burgera? Śmiem wątpić. Chociaż na takie ekstremalne doznania na pewno znajdą się amatorzy.
UE od stycznia dopuściła do sprzedaży na swoim obszarze produkty spożywcze, w których wykorzystuje się proszek ze świerszcza domowego. Z takiej mąki można wypiekać chleb, dodawać ją do wyrobu ciastek, pizzy czy pierogów.
Konsumpcję owadów i insektów promują też ekolodzy ze względu na fakt, że produkują one mniej dwutlenku węgla niż krowy. Poza tym do hodowli bydła potrzebne są duże obszary ziemi, podczas gdy insekty czy owady można hodować w niewielkich, zamkniętych pomieszczeniach. Warto nadmienić, że miliarder Bill Gates, który chce nam urządzać lepszy świat, testuje już w Australii aparaturę do niwelowania krowich bąków, czyli metanu. Tak daleko już odlecieli lewicowi zbawcy świata, przy tej okazji robiąc „mimochodem” gigantyczny biznes.
Aby zachęcić konsumentów do zmiany diety, producenci owadów i robaków wyłożyli sporą kasę na reklamę i popularyzację owadożerności, zatrudniając znaną australijską i hollywoodzką aktorkę filmową Nicole Kidman. Na reklamowym filmie Nicole namawia oglądających, aby jedli owady. W ten sposób świat ma sobie poradzić z niedoborem żywności i śladem węglowym. Gwiazda Hollywood dołączyła do elity, która przekonuje ludzkość, by przestała jeść steki a zaczęła konsumować robaki. Nagrywając film promocyjny dla „Vanity Fair”, Nicole błogim wyrazem twarzy pokazała tłumom, że żywność taka jak larwy, świerszcze i koniki polne jest pyszna. Mówi, że rogatki (gatunek chrząszcza), są smakowo „niesamowite” , a świerszcze „tak wspaniałe, że dotąd nic lepszego nie jadłeś” .Nie mówiąc już o smażonych konikach polnych na deser, które są według gwiazdy po prostu wyśmienite.
Pod koniec maja zeszłego roku firma Aspire Food Group ogłosiła , że w Londynie w prowincji Ontario w Kanadzie otworzyła największą na świecie fabrykę żywności „białka alternatywnego” , w której głównym składnikiem są świerszcze. „Nowa fabryka Aspire produkowałaby 9000 ton świerszczy rocznie do spożycia przez ludzi i zwierzęta. Stanowi to około dwóch miliardów owadów, które będą dystrybuowane każdego roku w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych ”- informuje raport firmy. Aspire chwali się, że ma już zamówienia, które zapewnią jej zbyt przez najbliższe kilka lat. Takich firm jak Aspire przybywa jak grzybów po deszczu.
Firma twierdzi, że świerszcze są bogate w białko i powinny być uważane za następną „super-żywność” . To bogate w błonnik źródło żywności można już znaleźć w sklepach spożywczych i restauracjach, i jak podkreśla Aspire, „zostawia mniejszy ślad środowiskowy niż tradycyjne źródła białka ” .
Lewicowy miliarder Bill Gates również namawiał do jedzenia robaków i owadów. Gates próbował również nakierować ludzi na żywność syntetyczną. Dwa lata temu jego apel trafił na nagłówki gazet, kiedy nalegał, aby świat przestał jeść wołowinę i zastąpił ją syntetycznymi produktami mięsnymi.
W Wielkiej Brytanii naukowcy[dlaczego takie brednie żurnaliści przypisują NAUCE? MD] usiłują skłonić brytyjski rząd do rozpoczęcia podawania pochodzącej z owadów żywności uczniom w szkołach publicznych. „Naukowcy planują karmić owadami, takimi jak świerszcze domowe i larwy mącznika, dzieci w wieku od pięciu do jedenastu lat w czterech szkołach podstawowych w Walii ” – donosił kilka miesięcy temu dziennik „The Daily Mail”.
Syntetyczna żywność i owady jako produkty do spożycia przez ludzi to propozycja lewicowych zbawców świata, której celem jest uratowanie planety. Mało kto się zastanawia, że równolegle w tym przedsięwzięciu jednak chodzi o wielki biznes. I wielkie pieniądze, tak wielkie, że w argumentach lewicowi aktywiści powołują się nawet na Ewangelię i zapisaną tam wiadomość, że Jan Chrzciciel też żywił się szarańczą.
Co jeszcze zrobią by zmusić nas do jedzenia robaków dla uratowania planety?
Szanowni Klienci, nasze drukarki was szpiegują. Miłej pracy!! [Unikajcie HP ??]
27 styczeń 2023
Dostaliśmy w biurze taki email od dostawcy tonerów
Oznacza to że nie tylko sprawdza czy tusze są oryg. ale też zapewne może wysłać do „służb” co się drukuje, być może też ma np mikrofon „dla naszej wygody ” do obsługi głosowej….
Szanowni Klienci,
Niedawno do powszechnej sprzedaży trafiły nowe drukarki HP w wersji HP+. Zakup takiej wersji urządzenia wiąże się m.in. ze zobowiązaniem używania wyłącznie oryginalnych materiałów eksploatacyjnych firmy HP do końca życia produktu. Drukarka bowiem po włączeniu prosi o podłączenie do internetu (jest to jeden z wymogów aby ona mogła działać, czyli stałe podłączenie do sieci), później zostaje zarejestrowana na serwerze HP, który każdorazowo sprawdza zainstalowane tonery.
Ostrzegamy więc, że ZAMIENNIKI W TAKICH WERSJACH NIE BĘDĄ DZIAŁAĆ, a ceny oryginalnychtonerów w tych drukarkach są bardzo wysokie. Nie ma również możliwości „obejścia” tych zabezpieczeń. Po prostu żaden dostępny zamiennik nie będzie niestety działał. Na szczęście rozwiązanie to na ten moment nie jest jeszcze stosowane we wszystkich nowych drukarkach HP, jednak pojawia się ono bardzo często.
Jak rozpoznać drukarki, które wyposażone są w wersje HP+?
– na końcu modelu drukarki literka „e” oznacza właśnie wersję HP+. Np.: * HP LaserJet MFP M234sdne – jest to drukarka w wersji HP+ – tutaj zamienniki nie działają * HP LaserJet MFP M234sdn – taka sama drukarka jak wyżej, jednak nie jest ona wyposażona w wersje HP+ i zamienniki będą działać (najczęściej jest ona dostępna w sprzedaży tylko, że w wyżej cenie niż drukarka HP+ – różnica jednak zwraca się przy zakupie 2 tonerów) – na etykiecie produktu powinien widnieć napis wersja HP+