Z obfitości serca…

Z obfitości serca…

Stanisław Michalkiewicz    23 sierpnia 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5881

Z obfitości serca usta mówią – czytamy w Ewangelii. Toteż trudno się dziwić, że premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela wyznał to, co wzbudziło pełne hipokryzji zgorszenie w miłującym pokój i sprawiedliwość świecie. A premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela przyznał, iż jest „związany” ideą „Wielkiego Izraela”. Reakcja miłującego pokój i sprawiedliwość świata na to wyznanie była podobna do reakcji gitowców w jakimś poprawczaku, do którego przyjechał pisarz na spotkanie autorskie. Jak pisze w swoim opowiadaniu Marek Nowakowski, pisarz chciał się trochę gitowcom podlizać, więc używał określeń z grypsery – ale gitowcy, zamiast okazać entuzjazm, ostentacyjnie się dziwili: „to takie słowa są?

Tymczasem premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela wyznał coś, co – jak myślę – wyznają wszyscy, albo prawie wszyscy Żydowie, zwłaszcza wyznający judaismus. A jakiż Żyd nie wyznaje judaismusa? Judaismus wyznają nawet Żydowie Polarni – gatunek odkryty w 1968 roku przez Antoniego Słonimskiego w Polsce. Źródłem bowiem idei „Wielkiego Izraela” jest Biblia, a konkretnie scena, jak to Stwórca Wszechświata, który z zagadkowych powodów upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku, zawiera z nim umowę – że jak ów koczownik będzie lojalny wobec Stwórcy Wszechświata, będzie Mu kadził i będzie go słuchał, to On, w rewanżu uczyni koczownika ojcem „wielkiego narodu”, któremu przekaże w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej, do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”.

To jest właśnie teren objęty ideą „Wielkiego Izraela”, której wyznawcą, ku obłudnemu zdumieniu miłującego pokój i sprawiedliwość świata, okazał się premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu. Jego oryginalność polega na tym, że nie tylko się do tego przyznał, ale tą ideową pobudką tłumaczy podejmowane przez siebie działania. Inni przywódcy bezcennego Izraela aż tak daleko swojej szczerości nie posuwali – ale czy to źle, że Beniamin Netanjahu jest szczery?

Jak każdy może się przekonać, realizacja idei „Wielkiego Izraela” jest już w znacznym stopniu zaawansowana. Dzięki kilku wojnom, a także – „operacjom pokojowym” oraz „misjom stabilizacyjnym”, do których bezcenny Izrael sprytnie wykorzystał siłę Stanów Zjednoczonych, które czasami sprawiają wrażenie przygłupiego osiłka, sprytnie manipulowanego przez słabszego mądralę – kraje leżące na obszarze między „wielką rzeką egipską”, czyli Nilem, a „rzeką wielką, rzeką Eufrat”, zostały w okresie ostatnich 70 lat zdewastowane i politycznie zneutralizowane – co z całą pewnością, jest wstępem do politycznego zdominowania tego obszaru przez bezcenny Izrael.

Dzieje się tak za sprawą lobby izraelskiego w USA, które w ostatnim półwieczu do tego stopnia urosło w siłę, że żaden, niechby największy amerykański twardziel, na jakiego pozuje prezydent Donald Trump, nie ośmieli mu się sprzeciwić. Co prawda ostatnio prezydent Donald Trump sprowadził wojsko do Waszyngtonu, aby – jak sam powiedział – go „wyzwolić” – ale okazało się, że nie chodzi tu o wyzwolenie spod izraelskiej okupacji, tylko o oczyszczenie ulic z bezdomnych koczowników. Tymczasem Waszyngton – jak to przed laty powiedział kandydujący na prezydenta USA Patryk Buchanan – „jest terytorium okupowanym przez Izrael”.

Ta sytuacja pokazuje, że zaawansowana w realizacji jest nie tylko idea „Wielkiego Izraela”, ale również inne zalecenie i zarazem obietnica, .jaką od Stwórcy Wszechświata otrzymali Żydowie. Wspomina o tym Księga Powtórzonego Prawa w tak zwanym „Starym Testamencie”, będącym w gruncie rzeczy żydowską historią plemienną, podaną w religijnym, czy też quasi-religijnym sosie. Otóż Stwórca Wszechświata powiada Żydom m. in. tak: „Będziesz pożyczał innym narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad innymi narodami, a one nad tobą nie zapanują”. Wprawdzie nowojorska, żydowska Liga Antydefamacyjna uważa taką opinię za „antysemicką” – ale każdy, kto chociaż trochę zna Amerykę, ten wie, że środowiska żydowskie w USA mają nieproporcjonalnie do swojej liczebności duże wpływy w sektorze finansowym. Nie tylko zresztą w Ameryce – a przyczyną, która się do tego przyczyniła, jest okoliczność, że Europa, a po wielkich odkryciach geograficznych – również inne kontynenty – zostały schrystianizowane.

Otóż przywódcy chrześcijan w pierwszych wiekach, zastanawiali się, czy chrześcijanin, czyli „chrystusowiec” – bo tak właśnie należy tłumaczyć to słowo – podobnie jak hitlerowiec, czy stalinowiec – może zajmować się pożyczaniem pieniędzy na procent, czyli tzw. lichwą – i doszli do wniosku, że nie powinien tego robić. Ale już w świecie starożytnym obrót finansowy był rozwinięty, istniały banki i bankierzy – o czym możemy przeczytać również w Ewangelii z przypowieści o talentach. Dopóki jednak chrześcijaństwo było tylko jedną z licznych religii występujących w Imperium Rzymskim, to ta opinia Ojców Kościoła nie miała katastrofalnych następstw; chrześcijanie lichwą się nie zajmowali – ale „poganie” – jak najbardziej. Kiedy jednak za panowania Teodozjusza Wielkiego chrześcijaństwo stało się religią państwową, to lichwa została uznana nie tylko za „grzech”, ale również – za przestępstwo.

Tymczasem uwarunkowania gospodarcze absolutnie nie pozwalały na wyeliminowania obrotu finansowego i z tego właśnie skorzystali Żydowie, którzy w tym czasie obrót finansowy właściwie zmonopolizowali. Ten quasi-monopol istnieje do dzisiaj i stanowi bardzo ważne narzędzie gospodarczego i politycznego ujarzmiania narodów mniej wartościowych, a więc – wszystkich tak zwanych głupich gojów. Temu ujarzmianiu sprzyja dodatkowo ideologia socjalistyczna, w której wynalezieniu i rozpropagowaniu wśród głupich gojów Żydowie mają ogromny, może nawet decydujący udział. Ideologia ta wmawia ludziom, że to czy tamto im się „należy” bez względu na to, co robią. Demokracja polityczna z kolei sprawia, że każdy ambicjoner, który pragnie zostać Umiłowanym Przywódcą, musi składać gawiedzi, czyli „suwerenom” obietnice, że to czy tamto im „da”. Ponieważ takie obietnice wszyscy składają na wyścigi, podatki bardzo szybko przestają na to wystarczać – a kiedy już rządy się wysprzedają, to muszą pożyczać i pożyczać – właśnie w zdominowanej przez Żydów lichwiarskiej międzynarodówce. Na przykład nasz nieszczęśliwy kraj powiększa dług publiczny w tempie miliarda złotych na dobę. O spłaceniu tego nie ma mowy – ale ten dług trzeba „obsługiwać”, czyli spłacać procenty.

W rezultacie socjalizm doprowadza do wtrącenia wielkich mas ludzi w coraz głębszą niewolę u lichwiarskiej międzynarodówki – bo ktoś, kto musi oddawać coraz większą część bogactwa, jakie wytwarza swoją pracą, lichwiarskiej międzynarodówce – jest jej niewolnikiem. Wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler wprawdzie próbował tę niewolę zlikwidować poprzez wymordowanie wierzycieli w przekonaniu, że wtedy dług zniknie, ale – jak wiadomo – nic z tego nie wyszło.

Toteż teraz również obietnica złożona Żydom w Księdze Powtórzonego Prawa tzw. Starego Testamentu jest już bardzo zaawansowana w realizacji. Można oczywiście zastanawiać się nad przyczynami dla których Stwórca Wszechświata upodobał sobie właśnie we wspomnianym mezopotamskim koczowniku i tyle mu naobiecywał – ale kto przeniknie zamiary Stwórcy Wszechświata, który na dodatek starannie się przed nami konspiruje?

Stanisław Michalkiewicz

===============================

MD:

Muszę jednak trochę sprostować czy wyjaśnić: „Jahwe” talmudystów to Bóg plemienny, wydumany. Nie ma nic wspólnego z Bogiem prawdziwym, w Trójcy Jedynym

PoPis ZGODY. MEM-y I.

Początek zła – to nie AI -to autentyczne zdjęcie

===========================================

Cukierek albo fiskus…

—————————————–

[Ale wtedy , nawet jak był głupiec, miał mądry Senat.md]

———————————–

Friday Funnies: Hands off our criminals!

Friday Funnies: La-La land Crazy

and other true stories

ROBERT W MALONE MD, MS AUG 22


“The most valuable math you can learn is how to calculate the future cost of your current decisions.”

“Teach your children well”…









MS Now – Stands for “My Source News Opinion World”

Well, at least MS Now is admitting the elephant in the room, so to speak. What MSNBC and now, MS News do is spew their biased opinions of the news, not the news itself.


Going, going… gone.

The “new” rebrand of the Cracker Barrel restaurant is topped off with an interior featuring white walls and the removal of what has been labeled as “kitsch.” Which the CEO believes will give them a “fresh look.” 

But don’t worry, folks- they are adamant that they still intend to sell rocking chairs…

The end result of the media blitz: Cracker Barrel’s stock plummeted $94 million on Thursday. 

Cracker Barrel CEO Julie Felss Masino, who by appearance is another liberal white female CEO – recently gave a devastatingly honest assessment of the restaurant:

“We’re just not as relevant as we once were.”

Something tells me this “rebranding” ain’t going to help!


OK- this one is pretty funny (and true).


Over in La-La land…













Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.

Upgrade to paid


Thanks for reading Malone News! This post is public, so feel free to crosspost, share on notes or social media and forward via email.

Share



One more video:

This video raises a serious question… as to why bathroom scales no longer weigh ounces? Why did manufacturers change from ounces to tenths of a pound? What marketing genius decided that tenths was better than ounces (1/16 of a pound)? And why did we not notice or care?

Enquiring minds want to know, why did we all just accept this major change in our measurements without question and yet completely reject the metric system for common usage?


Have a great day folks!

Komunizm unijny nie ma konkurencji, może więc wciskać dowolne idiotyzmy.

Małgorzata Todd

Szanowni Państwo! 

Oto trzydziesty drugi w tym roku SOBOTNIK.

Ilość czy jakość? 32/2025(73)

Niezadowolonym elegantkom w PRL-u obiecywano, że jak tylko planowana centralnie produkcja odzieży osiągnie wystarczającą ilość, żeby ubrać wszystkich, to przyjdzie czas na jakość, taką jak na Zachodzie. No i przyszła z Zachodu upragniony, ale… nie jakość, tylko właśnie ilość! Teraz każda dziewczyna może wybierać czy woli bluzeczkę białą w czarne prążki, czy czarną w białe. 

     Komunizm „tak ma” niezależnie od tego skąd przychodzi. Z tym, że komunizm radziecki miał konkurencję w postaci realnego kapitalizmu. Komunizm unijny nie ma konkurencji, może więc wciskać dowolne idiotyzmy. Taką „niewinną” anomalią jest narzucenie wszystkim okropnych ubiorów. Teraz nowoczesny młodego człowieka stara się wyglądać tak koszmarnie, jak to tylko możliwe.

     W kulturze też jakoś przeszła w ilość. W siermiężnym PRL-u były 2 kanały telewizyjne, ale Teatr Telewizji w poniedziałki i Kobra w czwartki przyciągały widzów. Teraz, w 1000 kanałów nie ma niczego, co dałoby się oglądać. Dwie stacje mówiące prawdę, to za mało. Szpetni aktorzy wygłaszają stale te same wyświechtane frazesy nic nie wnoszące do akcji. Sama akcja, to mordobicie, pościgi i strzelanina, przy czym nieważne kto kogo nawala. Trudno odróżnić jeden film od innego.

     Internet pełen jest treści strasznych. Czyżby takie właśnie przyciągały uwagę odbiorcy? Inny wybór to filmiki np. najgłupsze wypowiedzi „polityczki”, (mojej imienniczki), albo o inteligentnych kotach. Nie ukrywam, że wolę te o kotach.

      Czy jest jakaś szansa na poprawę w kulturze, jak my, konserwatyści ją rozumiemy?

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

Patologia władzy; czyli Cesarz Kaligula czy „Kill” Gates?

Patologia władzy; czyli Cesarz Kaligula czy „Kill” Gates?

Patologia. W potocznym rozumieniu tego słowa jest to odstępstwo od normy. W obecnej rzeczywistości. Ze względu na powszechność, trafniejsze wydaje się określenie „norma globalistyczna”.

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 22

Sztab Generalny Globalistycznego Wojska Polskiego, wydał oficjalny publiczny komunikat ostrzegający obywateli o przemieszczaniu się na drogach krajowych dużych jednostek wojskowych.

Zwykle w takich przypadkach władze wojskowe preferują brak rozgłosu w tym aspekcie. Jednakowoż „Sztab Generalny” zmuszony jest podnosić napięcie i utrzymywać społeczeństwo pod grozą konfliktu nuklearnego. Przynajmniej do momentu przygotowania kolejnej prowokacji antyrosyjskiej.

Poziom intelektualny i wiedza „polskiej generalicji” nie odbiega od przeciętnego poziomu NATO. Jest mieszaniną kretynizmu i całkowitej ignorancji zawodowej (wojskowej).

Jedyne co ją interesuje, to podniesienie się choć o szczebel na globalistycznej drabinie szaleńców. Przy czym wywołanie konfliktu nuklearnego nie stanowi przeszkody w tym dążeniu.

„Śmietanka wojskowa” nie jest w tej regule wyjątkiem. Im wyżej tym bardziej patologiczne, czyli „normalnie” stanowią się egzemplarze „elit”.

Prominentnym tego przykładem jest niejaki „Kill” Gates, którego amerykański przydomek, mówi sam za siebie. Stanowi on żywy dowód na to, że amerykańskie społeczeństwo od dawna prawidłowo go klasyfikuje.

W normalnych czasach i społeczeństwach, ktoś kto publicznie zajmuje się mordowanie ludzi na masową skalę i na pierwszy rzut oka wygląda jak obłąkaniec, znalazłby się natychmiast domu wariatów.

Ale w globalizmie mamy „normalność inaczej”. Szaleniec ten, wraz z watahą mu podobnych, robi co chce i nawet się z tym nie ukrywa. Psychopaci cechują się tym, że swoje zbrodnie muszą nagłaśniać w celu osiągnięcia maksimum rozkoszy.

Dziś, kiedy całe monstrualne globalistyczne szambo rozlewa się szerokim strumieniem, wydawałoby się, że nastąpi w końcu reakcja społeczna. Nic z tego, sprawy toczą się spokojnie ustalonym torem. Daje to wymownie świadectwo, jak bardzo zdeprawowane jest Zachodnie społeczeństwo, a zwłaszcza jego „elity” i „elitki”.

W przeszłości też bywały przypadki szaleńców u władzy, jak choćby Cesarz Kaligula https://pl.wikipedia.org/wiki/Kaligula

Przy czym, wstąpił on na tron jako zupełnie normalny człowiek i dopiero choroba mózgu spowodowała jego szaleństwo.

Był on jednym z pojedynczych przypadków w historii świata. Co nie oznacza, że brakowało w niej tyranów i zbrodniarzy. Ale nawet krwawy dyktator posiad granice zła, wyznaczone jego własnym interesem.

Dziś, praktycznie cała „elita” globalistów, to obłąkańcy, gotowi na wszystko, byle jak najszybciej dostać się do piekła. I to jest przerażające. Natomiast jeszcze bardziej przeraża to, że gros zachodniego społeczeństwa uważa to za zupełnie normalne!

Niemcy. Neutralność w natarciu. „Związek Wolnomyślicieli”.

Neutralność w natarciu

Artykuł autorstwa Anneliese Fikentscher i Andreasa Neumanna.

https://apolut.net/neutralitat-auf-dem-vormarsch

Idea neutralności jako bodźca pokojowego zyskuje w Niemczech na popularności . Na kongresie założycielskim Stowarzyszenia Młodzieży BSW (JSW) (BSW to skrót od Bundnis Sarah Wagenknecht czyli Sojusz Sary Wagenknecht, JSW to ich młodzieżówka-przyp. tłum) w Bochum, 26 lipca 2025 r., zdecydowaną większością głosów (80 do 90%) podjęto decyzję: „Neutralna Republika Federalna, a co za tym idzie, jej wyjście z NATO, powinno być celem Stowarzyszenia Młodzieży BSW jako kontynuacji idei partii macierzystej”. W uzasadnieniu wniosku czytamy:

Republika Federalna powinna odgrywać rolę mediatora w konfliktach na świecie, promując przyjaźń i zrozumienie między narodami, zamiast promować militaryzację, zbrojenia i podżeganie do wojny. Członkostwo w NATO stoi na przeszkodzie w osiągnięciu tego celu. Przystępując do NATO, Republika Federalna porzuca własne interesy w polityce zagranicznej i podporządkowuje się interesom USA i ich sojuszników”. (1)

Polityk BSW, Sevim Dagdelen, wyjaśnia: „Na kongresie założycielskim w Bochum młodzieżówka BSW przyjęła przełomową rezolucję: na rzecz neutralności Niemiec i wycofania się z NATO. Nie ma innego sposobu na uratowanie kraju – jeśli chce się uratować ludność”. (2) Ta ocena przywodzi na myśl pisarza Rolfa Hochhutha, który stwierdził, że koniec Niemiec (Finis Germaniae) można zapobiec jedynie poprzez wycofanie się z NATO.

Znamienne jest, że podczas gdy media głównego nurtu są pełne relacji z kongresu założycielskiego JSW, przełomowa rezolucja w sprawie neutralności i wycofania się z NATO nie jest nigdzie wspominana. To po raz kolejny dowodzi podporządkowania mediów głównego nurtu NATO, które w związku z tym lepiej określić mianem mediów dominujących.

Światowy Związek Wolnomyślicieli

Konferencja Światowego Związku Wolnomyślicieli odbyła się na Węgrzech 16 sierpnia 2025 roku. Tam również w programie znalazła się „obrona neutralności i suwerenności narodowej” – prelegentem był Peter Berger z Winterthur. (3)

Szwajcarski „Weltwoche”

Temat neutralności został również poruszony w numerze szwajcarskiego „Weltwoche” z 16 sierpnia. W nagłówku, odnoszącym się do Niemiec, czytamy: „W polityce zagranicznej rekomendujemy Republice Federalnej neutralność na wzór szwajcarski”. Redaktor naczelny Roger Köppel kontynuuje:

Niemcy powinny odważyć się na bycie bardziej szwajcarskimi, na większą demokrację bezpośrednią, na mniejszy centralizm, a być może nie byłoby złym pomysłem przemyślenie koncepcji szwajcarskiej neutralności. Istnieją wpływowe niemieckie głosy, takie jak były burmistrz Hamburga Klaus von Dohnanyi. Postrzegają oni niemiecką neutralność opartą na modelu szwajcarskim jako obiecującą drogę na przyszłość”.

Dla redaktora naczelnego „Weltwoche” nie ma alternatywy dla neutralności w polityce pokojowej: „Gdyby wszystkie państwa były neutralne, nie byłoby już wojen. Neutralność spełniłaby również centralne żądanie królewieckiego filozofa-cesarza Immanuela Kanta: »Postępuj tylko zgodnie z taką maksymą, dzięki której możesz jednocześnie chcieć, aby stała się prawem powszechnym«. […] Neutralność jest kajdanami dla państwa, ale tarczą ochronną dla jego obywateli. Neutralność jest również pieczęcią prawa międzynarodowego dla kosmopolityzmu państwa. Neutralna republika federalna nie byłaby już członkiem NATO. Miałaby własną armię do samoobrony i byłaby upoważniona do utrzymywania dobrych stosunków gospodarczych i politycznych ze wszystkimi państwami na świecie. Państwo neutralne nie ma wrogów ani sojuszy, które mogłyby je wciągnąć w wojnę. Po doświadczeniach wojennych Niemiec, co miałoby większy sens niż przyjęcie neutralności Szwajcarii?

Idea neutralności odgrywa również decydującą rolę dla Ukrainy. Roger Köppel: „W latach 2022 i 2024 Putin zademonstrował gotowość zakończenia wojny, nawet za znaczące ustępstwa terytorialne – pod warunkiem, że Ukraina ogłosi się neutralna. Mocarstwa zachodnie sabotowały to przez długi czas, licząc na wykorzystanie wojny na Ukrainie jako młota kowalskiego przeciwko Rosji. Zachodnia kalkulacja się nie sprawdziła. Trump to zauważył. UE jeszcze nie”.

Samostanowiąca Austria”

Poniższe oświadczenie zostało wydane przez inicjatywę „Samostanowiąca Austria” 17 sierpnia: „Naszym głównym zadaniem jest… wspieranie wysiłków na rzecz pokoju [czego dowodem było spotkanie Trumpa z Putinem] oraz położenie kresu projektowi wojennemu UE i jego chętnym pomocnikom… W dłuższej perspektywie strefa neutralna rozciągająca się od Morza Bałtyckiego do Morza Śródziemnego mogłaby w najbardziej zrównoważony sposób zapewnić bezpieczeństwo Europy, wolnej od NATO i UE… Jednym z kroków w tym kierunku jest wielka demonstracja na rzecz pokoju i neutralności, która odbędzie się w Wiedniu 18 października 2025 r. Wspiera ją sojusz, który ma przekształcić się w polityczną i społeczną opozycję wobec autorytarno-liberalnego reżimu.

Pokój z Rosją – Zakończmy projekt wojenny UE! Zatrzymajmy ludobójstwo Palestyńczyków przez Zachód i Izrael! Uświadomcie sobie austriacką neutralność!”

Tilo Gräser

Tilo Gräser, redaktor transition-news.org i członek Niemieckiego Stowarzyszenia Wolnomyślicieli, niedawno również wypowiedział się na temat suwerenności i neutralności. Tylko neutralne, a tym samym suwerenne Niemcy mogą stać się siłą pokoju. W tym kontekście wspomina o „Kampanii na rzecz Neutralnych Niemiec” (deutschlandNEUTRAL.de), zainicjowanej przez AG Frieden dieBasis Kolonia, która jest w trakcie budowania szerokiego, ponadpartyjnego i międzynarodowego sojuszu. (4)

Neutralność jako projekt pokojowy

Patrząc w przyszłość, należy zauważyć, że 3 października 2025 r. przedstawiciele inicjatyw na rzecz neutralności ze Szwajcarii, Austrii i Niemiec spotkają się w Kolonii na wydarzeniu organizowanym przez „Kampanię na rzecz Neutralnych Niemiec” pod hasłem „Neutralność jako projekt pokojowy”. (5) To tak, jakby Stowarzyszenie Młodzieży BSW i Roger Köppel… Zapożyczono z tego idee. Oświadczenie kampanii głosi: Neutralne Niemcy „nie będą już należały do sojuszy, przez które mogłyby zostać wciągnięte w wojny” i „będą postrzegane jako aktywny mediator pokojowy”.

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 19 sierpnia 2025 roku na stronie : https://apolut.net/neutralitat-auf-dem-vormarsch

Źródła i przypisy:

(1) Tytuł wniosku brzmi: „Wniosek w sprawie neutralności polityki zagranicznej i kwestii NATO. „Potrzebujemy pokoju zamiast NATO” – Sevim Dagdelen (BSW) w artykule „NATO – Rozliczenie z sojuszem wartości” (2024)”. Wnioskodawcą był poseł BSW i JSW Viktor Kosan z Berlina.

Pełne uzasadnienie: „Republika Federalna Niemiec powinna odgrywać rolę mediatora w konfliktach na świecie, promując przyjaźń i zrozumienie między narodami, zamiast promować militaryzację, zbrojenia i podżeganie do wojny. Członkostwo w NATO stoi na przeszkodzie osiągnięciu tego celu. Przystępując do NATO, Republika Federalna Niemiec porzuca własne interesy w polityce zagranicznej i podporządkowuje się interesom USA i ich sojuszników. Co więcej, pociąga za sobą bezprecedensowy wysiłek zbrojeniowy, który ogranicza finansowanie między innymi kwestii społecznych. NATO coraz bardziej wciąga Republikę Federalną w wojnę zastępczą na Ukrainie poprzez dostawy broni i stacjonowanie amerykańskich pocisków dalekiego zasięgu w Ramstein. Jest to nie tylko moralnie niedopuszczalne, ale takie igranie z ogniem zagraża również naszemu pokojowi. Aby wnieść poważny wkład w rozwiązywanie konfliktów zbrojnych, Republika Federalna musi zdystansować się od interesów polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych i dlatego dążyć do wystąpienia z NATO. My, jako organizacja młodzieżowa BSW, powinniśmy się o to ubiegać”.

(2) Brückenkopf Europa
Sevim Dagdelen am 30. Juli 2025 im Overton-Magazin
https://overton-magazin.de/kolumnen/dagdelen-direkt/brueckenkopf-europa/

(3) Konferenz der Weltunion der Freidenker am 16. August 2025 in Gyor (Ungarn)
80 Jahre nach der Befreiung – droht die Rückkehr von Faschismus und Krieg?
https://www.freidenker.org/?p=22387

(4) Ein souveränes und neutrales Deutschland als Friedenskraft
Tilo Gräser am 5. Juli 2025 bei transition-news.org
https://transition-news.org/ein-souveranes-und-neutrales-deutschland-als-friedenskraft
in der NRhZ hier: http://www.nrhz.de/flyer/beitrag.php?id=29534

(5) Neutralität als Friedensprojekt
Vortrags- und Diskussionsveranstaltung mit Vertretern von Neutralitätsinitiativen aus Schweiz, Österreich und Deutschland
Freitag, 3. Oktober 2025, 17 bis ca. 20 Uhr
Hinterhof-Salon, Aachener Straße 68, 50674 Köln
Mit Ariet Güttinger (Vorstandsmitglied der Schweizer Initiative „Bewegung für Neutralität”), Daniel Jenny (Bundesobmann des Bündnisses „Neutrales Freies Österreich”, NFÖ), Andreas Neumann (Kampagne für ein neutrales Deutschland), Begrüßung: Wolfgang Pawlik (AG Frieden dieBasis Köln) und Moderation: Anneliese Fikentscher (Neue Rheinische Zeitung) 
Veranstalter: Kampagne für ein neutrales Deutschland – initiiert von der AG Frieden dieBasis Köln in Kooperation mit der Neuen Rheinischen Zeitung und dem Bundesverband Arbeiterfotografie
Weitere Infos hier: https://deutschlandneutral.de/aktuelles.html

Czy również nie będziemy chcieli „umierać za Gdańsk”?

Czy również nie będziemy chcieli „umierać za Gdańsk”?

Nie chcemy umierać na „naszej wojnie”, czyli wojnie obecnych władz w Kijowie z „rosyjską agresją”. Również często deklarujemy, że nie będziemy chcieli walczyć w obronie naszego państwa w przypadku, gdy zostanie w przyszłości zaatakowane.

Propagandyści również wiedzą bardzo dobrze, kto nas nieuchronnie zaatakuje: oczywiście będzie to „putinowska Rosja”; widać wiedzą lepiej, gdy mówią nam, że prędzej czy później „Rosja ruszy na Zachód”; ponoć musi tylko „odbudować swój potencjał” zniszczony w „przegranej wojnie z kolektywnym Zachodem”. W obowiązującej propagandzie prezydent Putin będzie żyć bardzo długo, bo rosyjska agresja na Polskę jest „nieuchronna” i nastąpi w perspektywie od trzech do dziesięciu lat (a nawet później) – ale zawsze pod jego wodzą.

Już dość znęcania się nad oficjalną propagandą; są to oględnie mówiąc, brednie, w które zapewne nie wierzą nawet „słudzy narodu ukraińskiego” znad Wisły. Gorzej, że część Polaków bierze ten wariant przyszłości na serio i deklaruje swoją postawę: nie chce „umierać” za przysłowiowy Gdańsk (Francuzi w latach 1939-1940 – nasi ówcześni sojusznicy – nie chcieli umierać również za Paryż)

Czyżby powstało w „niepodległej Polsce” pokolenie pacyfistów, które nie utożsamia się z naszym państwem? A może to tylko dezaprobata dla „polityki wschodniej” naszych władz, realizowanej od co najmniej dziesięciu lat (lub dłużej?), której finałem ma być wojna z sąsiadem o wiele większym i silniejszym. Czy miała ona jakikolwiek sens biorąc pod uwagę interesy naszego państwa i jego obywateli? Przez długie dziesięciolecia kupowaliśmy z Rosji surowce energetyczne, w tym zwłaszcza ropę naftową i gaz ziemny, eksportowaliśmy na ten rynek towary przetworzone oraz produkty rolne (kiedyś byliśmy jednym z istotnych dostawców owoców, w tym jabłek), świadczyliśmy usługi transportu międzynarodowego. Straciliśmy już na własne życzenie te rynki, a surowce energetyczne kupujemy od dużo droższych dostawców.

Dlaczego tak się stało? Przyłączyliśmy się do narzucanych przez „kolektywny Zachód” sankcji oraz wprowadziliśmy z własnej inicjatywy embarga i zakazy, które przyniosły nam wyłącznie straty. Jaki był koszt tej polityki? To przecież można oszacować: utracone przychody i zyski z eksportu należy zsumować z różnicami cen zakupu, które dziś przepłacamy kupując z droższych źródeł surowce energetyczne. Być może idzie tu o kwoty liczone w setkach miliardów złotych, bo na imporcie taniej ropy rosyjskiej zarabiają inni. W dodatku te wszystkie koszty ponieśliśmy (jakoby) w interesie obecnych władz w Kijowie, które nie tylko przegrywają swoją wojnę z Rosją, lecz również prawdopodobnie zostaną („demokratycznie”) zmienione przez „kolektywny Zachód”.

Czyli już nikt nie może ukryć porażki polityki „dokopywania ruskim”, której koszt przerzucony jest na obywateli. Jeżeli finałem tej porażki ma być „agresja Rosji” na nasze państwo, to po co to wszystko robiliśmy? Kompromitacja tej polityki jest zbyt czytelna i trudno ją dalej zakłamywać. Czy mamy więc ginąć na wojnie, która będzie wynikiem szkodnictwa polityki wschodniej prowadzonej przez ludzi, których jedynym celem jest szkodzenie „ruskim”?

Analogie historyczne są mało pouczające, ale w sumie warte przypomnienia. Polityka zagraniczna Piłsudskiego i jego następców (lata 1926-1939) skończyła się totalną katastrofą militarną i polityczną naszego państwa. Tym ludziom nie mogło aż do 17 września 1939 roku przyjść do głowy, że zjednoczone Niemcy przekonają ówczesne państwo bolszewickie, dzieląc się z nim pokonaną Polską. W ciągu 28 dni września 1939 roku przestało istnieć ponad półmilionowe Wojsko Polskie i cała struktura administracyjno-prawna naszego państwa, straciliśmy prawie wszystkie zasoby wojenne zwłaszcza uzbrojenie, w tym olbrzymie zapasy amunicji. Major Henryk Dobrzański – późniejszy „Hubal”, trwał w oporze aż do 30 kwietnia 1940 roku. Był tylko nielicznym wyjątkiem.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 33-34 (17-24.08.2025)

NIE DALI SIĘ KOMUNISTOM, ZABIŁ ICH ARCHIWISTA. Krzysztof Baliński.

NIE DALI SIĘ KOMUNISTOM, ZABIŁ ICH ARCHIWISTA

Krzysztof Baliński

Cieszyliśmy się, że będziemy mieć prezydenta, który nie będzie „sługą narodu ukraińskiego”. Mieliśmy nadzieję, że zerwie ze ślepym filosemityzmem i że nie zatrudni w swej Kancelarii patałachów tak, jak jego żałosny poprzednik. Ale po tym, gdy ogłosił, kto będzie szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, takiej nadziei już mamy mniej. Uzasadniając wybór Sławomira Cenckiewicza, prezydent-elekt ogłosił: „To wybitny intelektualista, akademik i autor wielu książek dotyczących działalności komunistycznych oraz sowieckich służb specjalnych”.

Tu wyjaśnienie: Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego odpowiada za doradztwo w zakresie bezpieczeństwa i obronności państwa. Opracowuje analizy i rekomendacje dotyczące zagrożeń, polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej. Choć nie dowodzi wojskiem, pełni kluczową rolę – wspiera zwierzchnika Sił Zbrojnych. A jakie kompetencje w tym zakresie ma archiwista. Gdzie je nabył? Będąc pełnomocnikiem Antka Macierewicza ds. reformy archiwów wojskowych? Badając historię opozycji antykomunistycznej w  PRL? Sporządzania raportów dotyczących polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej nauczył się kompilując biografię Lecha Kaczyńskiego i pracując na pół etatu w Archiwum MSZ?

W tym kontekście przypomnijmy, że ministrami obrony, odpowiedzialnymi za tragiczny stan polskiej armii byli historycy: Bronisław Komorowski, Antek Macierewicz i Mariusz Błaszczak (nie mówiąc o lekarzu psychiatrze Klichu, socjologu Parysie, posiadaczu dyplomu bakałarza filozofii Radku oraz lekarzu pediatrze Kosiniaku-Kamyszu). Nie zapomnijmy też, że „historykiem” jest Donald Tusk. Przytoczmy też słowa profesora historii Gerarda Labudy: „Odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak wśród woźniców”.

Gdy w lutym 2021 r. kierowanie wrocławskim oddziałem IPN powierzono Tomaszowi Greniuchowi, protestowali nie tylko Żydzi. Udział w nagonce wziął Sławomir Cenckiewicz. Nominację określił: „Tragedia”. Sekundował mu Piotr Cywiński: „[…] mamy do czynienia z ideologiem ONR-u, człowiekiem, który pisał manifesty, pisał zeszyty szkoleniowe ONR-u, on wychowywał całe roczniki ONR-owców”. W nagonce wzięła także udział „Wyborcza”. Krótko mówiąc, Cenckiewicz triumfował, a zza winkla rechotał Michnik. Nawiasem mówiąc Cenckiewicz nie zabrał głosu, gdy wicepremier w rządzie PiS mianował do Rady Muzeum Polin Ryszarda Sznepfa, którego ojciec, wraz z NKWD, polował na żołnierzy niezłomnych a jako funkcjonariusz Informacji Wojskowej przesłuchiwał, torturował i mordował, którego matka – funkcjonariuszka MBP zwalczała podziemie niepodległościowe, a wujek Oswald był sędzią, który wydawał wyroki śmierci na polskich patriotów, w tym ONR-owców.

A jakąż zbrodnię popełnił Greniuch? Nie był wnukiem funkcjonariusza UB. Nie był synem NKWD-zisty. W tym miejscu kilka porządkujących uwag: Chłopcy z ONR nie bili Żydów, ale żydokomunę. W przedwojennej Polsce faszystami byli syjoniści rewizjoniści (których wodza Ben Gurion nazywał „Włodzimierzem Hitlerem”). Członkowie 50-tysięcznego narodowo-radykalnego Bejtaru pozdrawiali się salutem rzymskim i uważali, że antysemityzm Hitlera jest pożądany, bo skłania Żydów do emigracji do Palestyny. Kierownictwo ONR osadził w Berezie Kartuskiej patron partii, do której doszlusował Cenckiewicz – Józef Piłsudski. Greniuch zajmował się przywracaniem prawdy o polskich patriotach i jego los był ostrzeżeniem dla historyków pokroju Cenckiewicza, czym mogą się zajmować, a czym nie.

Przymilając się naukowemu Sanhedrynowi, Cenckiewicz zatrwożył się „narastającą negatywną kampanią przeciwko Polsce o wydźwięku międzynarodowym”. Nie przyszło mu jednak do łba, że kampanii takiej można było dać odpór przy pomocy archiwów, w których szpera: Poprzez ujawnienie rodowodów tych, którzy nami rządzą; Poprzez pokazanie, że nieprzerwane oskarżanie Polaków o antysemityzm służy zamazaniu zbrodni, których dopuścili się na polskich patriotach; Poprzez przypominanie, że żydokomuna to potomkowie zbrodniarzy, którzy wytępili na uniwersytetach przedwojenną profesurę a na wykłady chodzili z naganami, bo „grozili im zewsząd polscy faszyści”; Poprzez uświadomienie, że to Stalin nakazał, aby agentura Kominternu na całym świecie zwalczała Polaków pod hasłem „walki z faszyzmem”.

No i poprzez przypominanie, że Żydzi mieli haniebny udział w zagładzie własnego narodu, że mieli żydowską policję, która w ręce Niemców wydała oprócz 50 000 Żydów, 6 000 Polaków, którzy ukrywali Żydów i ponad 1500 księży, którzy Żydom pomagali. Dlaczego nie przypomniał przy pomocy archiwów, że w Informacji Wojskowej, która popełniała najcięższe zbrodnie, funkcjonariuszami byli wyłącznie NKWD-ziści pochodzenia żydowskiego?

Narzędzie do szerzenia wiedzy o żydokomunie miał, gdy przejął Centralne Archiwum Wojskowe. Tymczasem szperał w nim w pojedynkę, skutecznie utrudniając innym dostęp do nich, a jego głównym „znaleziskiem” była teczki mające udowodnić antysemityzm Jaruzelskiego i antysemitów „prześladujących” żydowskich generałów w marcu ‘68. Cenckiewicz nie nadrobił też zaniechań z lustracją i dekomunizacją, która nie objęła tych, którzy mieli dziadków w MBP i KPP. Polsce lustracja jest potrzebna, ale nie podpowiadana przez Michnika i nie z pytaniem, gdzie kto był, tylko co robił, czy sądził w kapturowych sądach, czy torturował! Tymczasem pociągnięcia dekomunizacyjne Cenckiewicza i jego promotorów objęły jedynie Polaków z PZPR walczących z żydokomuną.

Archiwa Informacji Wojskowej były najpilniej strzeżoną tajemnicą nie tylko w PRL. Ale także dzisiejsi nadzorcy tych archiwów dbają o to, aby nie zostały rzetelnie zbadane, a jeśli już je wykorzystują, to głównie przeciw ludziom o poglądach narodowo-katolickich i do akcji antypolskich. To samo dotyczy IPN, który powołany po to, aby badać zbrodnie na narodzie polskim, zajął się w pierwszym rzędzie „zbrodniami Polaków na narodzie żydowskim”. Potwierdził to A. Kwaśniewski: „IPN celująco zdał najważniejszy w swojej historii egzamin w sprawie Jedwabnego. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, co byłoby, gdyby takiej instytucji wówczas zabrakło”.

Stalin władzę w Polsce powierzył etnicznym mniejszościom, aby w miejsce wyniszczonych polskich elit stanowili trzon nowej „polskiej” inteligencji. Wiemy, że w 1956 roku 16 tysiącom obywateli ZSRR („obywateli”, a nie Rosjanom!) działającym w wojsku, milicji i bezpiece wydano polskie dowody osobiste wystawione na nazwiska Polaków zaginionych w czasie wojny. Dziś dzieci i wnuki tych ludzi rządzą Polską, zostają ministrami, zdobywają profesorskie tytuły. Często zadajemy sobie pytania, dlaczego Polakom nie udało się wyłonić własnych elit? Odpowiedź jest w archiwach. Gdy znaleziono 20 tysięcy kart ewidencyjnych „żołnierzy Armii Czerwonej, oddelegowanych do służby w Ludowym Wojsku Polskim”, Cenckiewicz szczycił się „unikatowym znaleziskiem” i zapowiedział ujawnienie kartoteki. Ale na zapowiedzi się skończyło. Dlaczego? Może dlatego, że były w niej nazwiska polityków z obu partii? A może i nazwisko dziadka dyrektora archiwum?

Mieczysław Cenckiewicz działał w Komunistycznym Związku Młodzieży Polski. Po wojnie znalazł się, jako oficer śledczy, w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Za „wydajną pracę” był awansowany. MBP było instytucją żydokomunistyczną i pikanterii dodaje, że po zdemaskowaniu dziadka, najgłośniej rechotała żydokomuna. „Setna rocznica urodzin Mieczysława Cenckiewicza. Kim był dziadek prześladowcy Wałęsy?” – pytał Jacek Rostowski. „Cenckiewicz walczy z grzechem. Co robił z Polakami dziadek nadwornego historyka PiS?” – to tytuł „Wyborczej”. „Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Chociaż Cenckiewicza trudno zaliczyć do tego pięknego gatunku. Sądząc po jego obyczajach, bliżej mu do hieny. Przebrany za rycerza z wypraw krzyżowych walił przeciwników na odlew. No i doczekał się tego samego. Do przypomnienia, że  dziadek Sławomira, był ‘zbrodniarzem i kanalią, trudniącą się torturowaniem i zabijaniem ludzi za poglądy’. Nie oceniamy ludzi po życiorysach rodziny. Ale dla Cenckiewicza robimy wyjątek” – kpił postkomunistyczny „Przegląd”. Odezwał się też Radek Sikorski: „Fakt, iż miał dziadka w UB, go napędza. On chce się uwiarygodnić w swoim środowisku, więc nikomu nie da się prześcignąć w radykalizmie”.

A dodać trzeba, że Radek coś na ten temat wie, bo jego wujek był majorem KBW, bo przy wjeździe do swego dworku umieścił napis „Strefa zdekomunizowana”, bo w MSZ otoczył się żydokomuną. No i tak, jak Cenckiewicz ma problemy ze zdrowiem psychicznym. I jeszcze jedno – to nie Cenckiewicz ujawnił teczkę dziadka. Sam przyznał: „Moi koledzy z IPN zapytali, czy miałem w rodzinie kogoś takiego jak Mieczysław Cenckiewicz”.

Dlaczego tak się zachował? Odezwały się w nim geny po dziadku umoczonym po uszy w antypolskim szambie? Chciał doszlusować do nowej elity nazwanej przez S. Michalkiewicza „szlachtą jerozolimską”? Wydawało mu się, że już jest jej członkiem. Doszedł do konkluzji, że aby doszlusować do nowej elity jest tylko jedna droga – dać się obrzezać? Tymczasem wykonał posługę szabesgoja, czyli – jak podaje Wikipedia – ubogiego chrześcijanina służącego za niewielkie wynagrodzenie do wykonywania czynności, które są zakazane Żydom podczas szabatu, jak rozpalenie pieca i… zmiana świec w chanuce. I jeszcze jedno – w 2005 r. Cenckiewicz nie pozwolił, by metropolitą warszawskim został ktoś, kto rozszyfrował rodowód polskich elit – wziął, obok Lecha Kaczyńskiego, B’nai B’rith i „Gazety Polskiej”, udział w akcji utrącenia abpa Stanisława Wielgusa.

7 listopada 2011 r. Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego nadał Sławomirowi Cenckiewiczowi tytuł doktora habilitowanego. Za rozprawę habilitacyjną posłużyła broszura o Annie Walentynowicz. Dopuszczenie do kolokwium habilitacyjnego to nie łatwa sprawa – wymaga zgody kontrolujących polską naukę cadyków. Centralną rolę w procesie habilitacyjnym odgrywa „komisja habilitacyjna”, której członków powołuje Rada Doskonałości Naukowej, której (jak mówi ustawa) „skład i przewodniczący jest starannie dobierany”.  I tu pytanie: Czy prożydowskie wyczyny Cenckiewicza nie są spłatą zobowiązań podjętych wobec żydokomuny za dopuszczenie do kolokwium habilitacyjnego?

Cenckiewicz poparł tzw. Deklarację szesnastu zarzucającą, że G. Braun „szerzy wrogość w relacjach chrześcijańsko-żydowskich”. We jej wstępie czytamy: „Chrystus obchodził święto Chanuki”. Tymczasem w Ewangelii mamy: „Jezus przechadzał się w świątyni (…) Żydzi porwali za kamienie, aby Go ukamienować”. Uczestnictwo w święcie Chanuka jest dla katolików grzechem śmiertelnym. Uczył o tym św. Tomasz i mówił Benedykt XIV (w encyklice Ex quo): „Obrzędy Prawa Mojżeszowego zostały zniesione przez przyjście Chrystusa i nie mogą być dłużej przestrzegane bez grzechu, po ogłoszeniu Ewangelii”.

I jeszcze jedno – ci, którzy zapalali świeczki to członkowie sekty, którzy swojego ostatniego przywódcę uważają za „mesjasza”, a to oznacza, że udział katolików w takich obrządkach to łamanie pierwszego przykazania. Jeden z sygnatariuszy listu, były marszałek Sejmu Marek Jurek egzegezy Pisma Świętego dokonał w oparciu o skrypty uczelniane swej córki, studiującej judaistykę na UW. A skąd wiedzę na ten temat czerpał archiwista Cenckiewicz? Jakie miał w tej materii kompetencje? Może tłumaczy to opinia o nim kolegów archiwistów, że to pyszałek i bufon?

W innej części listu mamy:  „Obchodzenie uroczystości zasługuje na szacunek. Tymczasem, Braun nie sprzeciwił się obrządkom w żydowskiej świątyni, ale imprezie politycznej, której zamysłem jest demonstracja potęgi sekty Chabad Lubawicz i pokazanie, kto tam rządzi i pisze ustawy. Nie przypadkiem też świece zapalili w czasie obrad Sejmu – centrum władzy ustawodawczej, w dniu expose premiera, co badaczowi tajnych służb powinno dawać do myślenia. I jeszcze jedno: Chanuka upamiętnia wyrżnięcie Greków i zhellenizowanych Żydów, i to tak, jakby kazać Rosjanom fetować na Kremlu „Cud nad Wisłą”.

Cenckiewicz zlustrował Witolda Kieżuna. W pełnym łgarstw paszkwilu oskarżył profesora o współpracę z PRL-owską bezpieką. Kim był (zmarł 12 czerwca 2021 w wieku 99 lat) prof. Kieżun? To żołnierz Armii Krajowej, bohater Powstania Warszawskiego, odznaczony osobiście przez gen. Bora Komorowskiego Orderem Virtuti Militari (z okazji 70. rocznicy Powstania Poczta Polska wprowadziła do obiegu znaczki z podobizną profesora). Aresztowany i przesłuchiwany przez NKWD w katowni na Montelupich. Zesłany do sowieckiego łagru  na pustyni Kara-kum. Do kraju powrócił, ale wprost do lochów UB. Po 1970 roku pracował naukowo na polskich uczelniach i w PAN. Po 1980 wykładał w Filadelfii i Montrealu, pracował w Burundi, najpierw z ramienia ONZ, gdzie pomagał w tworzeniu administracji, później, jako przedstawiciel Kanady.

Przytoczmy, dla przykładu, kilka próbek lustracyjnej pisaniny Cenckiewicza: „To członek PRL-owskiego establishmentu, bo nie włączał się w jakikolwiek nurt opozycji w latach 70.”. O współpracy Kieżuna z SB świadczy fakt, że „będąc jeszcze studentem został praktykantem w NBP”. Miarą korzystania profesora z przywilejów ludzi władzy była „nieskrępowana możliwość podróżowania po świecie”, a koronnym dowodem, że zwiedził kilka krajów arabskich, afrykańskich oraz Czechosłowację i Bułgarię.

Kieżun bardzo przeżył paszkwil, przeszedł nerwowe załamanie, miał myśli samobójcze. Sukces w „zdemaskowaniu” agenta miał także swoją cenę dla Cenckiewicza. Odcięli się od niego przyjaciele. Byli współpracownicy zarzucali mu manipulowanie faktami. „Zajmuję się tą sprawą kilkanaście lat zawodowo, ale tak złego i tendencyjnego tekstu jeszcze nie widziałem (…) zawiera mnóstwo błędów rzeczowych, Kieżunowi przypisuje się czyny i myśli, które nie miały z nim nic wspólnego. Moim zdaniem to celowo zaplanowane działanie” – krytykował dr Piotr Gontarczyk, niegdyś bliski przyjaciel Cenckiewicza i współautor książki o Wałęsie.

Ale na tym nie koniec. W paszkwilu pisze: „Sprawa prof. Kieżuna to jedna z odsłon rywalizacji ‘Chamów’ z ‘Żydami’, sprawa pułapki zastawionej na szczerych patriotów przez reżyserów z KGB i GRU”. Tymczasem korzenie konfliktów polsko-żydowskich sięgają końca XVIII wieku i pierwszych lat po rozbiorach polski, zwłaszcza po przesiedleniu „Litwaków” na ziemie Kongresówki, że konflikty te odcisnęły trwałe piętno na polskiej kulturze i polityce zarówno w kraju jak i na emigracji i wokół nich ogniskowała się w znacznym stopniu myśl prominentnych przedstawicieli różnych nurtów politycznych.

W świetle tego, pisanie o rywalizacji „Chamów” i „Żydów” w kontekście dzisiejszych sporów i pułapce zastawionej przez służby sowieckie na tych, którzy kontynuują politykę obozu narodowego, trąci nie tylko prymitywną propagandą, ale debilizmem naukowym. Krótko mówiąc, to nie była „zastawiona pułapka”, to był „Cham” Cenckiewicz wkupiający się w łaski „Żydów” w rozprawie z niewygodnym „Chamem”.

Ale to nie wszystko. Przy okazji zabrał się za prof. Wiesława Chrzanowskiego, też uczestnika Powstania Warszawskiego, który działalność rozpoczął w Młodzież Wielkiej Polski, był współtwórcą konspiracyjnej organizacji Młodzież Wszechpolska, walczył w szeregach Narodowej Organizacji Wojskowej a po wojnie działał w konspiracyjnym Stronnictwie Narodowym i Związku Akademickim Młodzież Wszechpolska. W 1948 r. został aresztowany przez UB i skazany na karę 8 lat pozbawienia wolności (gdy w 1991 r. został ministrem sprawiedliwości, urzędował w gmachu, w którego lochach był przesłuchiwany przez UB). W 1992 magister historii Antek Macierewicz umieścił Chrzanowskiego na swej liście. Sąd lustracyjny prawomocnie orzekł, że Chrzanowski nie był agentem SB. Gdy w roku 2012 odszedł, informacją o nagłej śmierci kolegi, Kieżun opatrzył słowami: „Nie dał się komunistom, zabili go koledzy w Niepodległej Polsce”.

Znany jest z udziału w wielu prożydowskich akcjach i żydowskich machinacjach medialnych. Jako członek Kolegium IPN sprzeciwiał się ekshumacji w Jedwabnem, bo „sprowadzi na Polskę katastrofę” (a „Jedwabne” to kamień węgielny całej antypolskiej propagandy, i wykazanie kłamstw Grossa obaliłoby moralną podstawę roszczeń majątkowych za rzekomy udział Polaków w holokauście). Sprzeciwiał się nowelizacji ustawy o IPN. Jest też autorem proizraelskich wypowiedzi. Komentując zabójstwo irańskiego generała stwierdził:  „Polska powinna spoglądać na doświadczenia braci Żydów”. Gdy doszło do izraelskiego ataku na ambasadę Iranu w Damaszku, skacząc z radości pod sufit wpisał na X: „I dobrze. Bronimy się przed Iranem”. Odnosząc się do nagrania pokazującego izraelską obronę usiłującą przechwycić irańskie rakiety, napisał: „Izraelu, broń się skutecznie i obroń się!”. Sęk w tym, że Iran jedynie odpowiedział na atak Izraela i że to Izrael był agresorem.

Reasumując: przyszły doradca Prezydenta RP ds. bezpieczeństwa kibicuje Izraelowi. A to dla Polski i Polaków może oznaczać dużo, bo Izrael zagraża bezpieczeństwu Polski poprzez swe roszczenia materialne, a obywatele Izraela ustawili się w rekordowych kolejkach po polskie paszporty, które przyznaje… prezydent RP. Jeszcze inny przykład: Skrytykował film „Legiony”. Scenę, w której ortodoksyjni Żydzi odwracają się od legionistów, uznał za skandaliczną, wypaczającą relacje polsko-żydowskie i określił jako „tandetę z domieszką antysemityzmu”.

Wywodzi się z kręgów narodowych. Był powiązany z duszpasterstwem Bractwa św. Piusa X i redagował pismo lefebrystów „Zawsze Wierni”. Był wykładowcą szkoły ojca Rydzyka (która, według „Wyborczej”, jest „uczelnią szkolącą prawicowych, ultrakatolickich fanatyków”). Ale to także wychowanek Antka Macierewicza i tym samym na sprawy lustracji patrzy okiem i z temperamentem trockisty. Nie tylko omija szerokim łukiem teczki Żydów (tak, jak Antek teczkę Geremka), ale skupia się na Polakach i to tych o poglądach narodowych i czynnie uczestniczy w akcjach utrącania takich ludzi. Innymi słowy – dziadzio Cenckiewicz, jako funkcjonariusz UB więził i torturował narodowców a dziś wnusio, jako „resortowe dziecię” kontynuuje rodzinne tradycje i gnoi prześladowanych przez dziadka.

W Polsce nie tylko politycy, ale i profesorowie historii przeszyci są strachem. Są przekonani, że Żydzi rządzą Polską, a pomagają im w tym rozlokowane w bazach amerykańskie wojska, gotowe do pacyfikacji tubylców sprzeciwiających się Żydom. Wierzą, że Ameryką rządzi niepodzielnie lobby żydowskie, a Trump wykonuje rozkazy Netanjahu. Wyznają doktrynę Kaczyńskiego: Zagraża nam Putin. Przed nim może nas obronić tylko Ameryka. W Waszyngtonie rządzi lobby żydowskie i jak nie będziemy Żydom posłuszni to Trump zostawi nas na pastwę Putina.

I tu pytanie: Czy dbanie o bezpieczeństwo państwa w wykonaniu nowego szef BBN nie będzie polegać na podszeptach, że należy czapkować Żydom, że nic przeciw Żydom, nic bez Żydów, a wszystko z Żydami, że w Belwederze trzeba obchodzić Chanukę?

Nie załamujmy rąk. Mogło być gorzej. Szefem BBN mógł zostać Antek M. Liczmy na to, że Karol Nawrocki powstrzyma rozpad Państwa Polskiego. Chociaż i tu pamiętamy, że katastrofa zaczęła się o wiele wcześniej, że ci z PO nazywają nas „faszystami”, a ci z PiS nazywali nas „ruskimi onucami”, że Tusk zaordynował nam wystawę „Nasi chłopcy w Wehrmachcie”, a Duda ekspozycję przyrównującą zburzenie kilku chałup w Mariupolu do zniszczenia Warszawy, że Instytut Pileckiego promuje ojca Sznepfa, a za PiS promował martyrologię Żydów, czyli tych, którzy Pileckiego zamordowali. Idzie nowe i od 6 sierpnia będzie lepiej. Z tym, że zanim będzie lepiej, będzie dużo, dużo gorzej.

Krzysztof Baliński

Już w Wielki Piątek 1872 r. Matka Najświętsza mówi Wandzie Malczewskiej o „Cudzie nad Wisłą”.

„Bitwa Warszawska, która miała zatrzymać nieprzerwany marsz przeważających sił bolszewickiego agresora u wrót Warszawy, stała się momentem zwrotnym w dziejach Europy. Nie ulega bowiem wątpliwości, że z upadkiem Warszawy nie tylko Polska, ale i cala środkowa Europa stanęłaby otworem dla sowieckiej inwazji – pisze ks. dr Józef Maria Bartnik SJ.

Przez wieki Polska była tarczą Europy przeciw inwazji azjatyckiej. W żadnym jednak momencie historii niebezpieczeństwo totalnego zniewolenia nie było tak groźne jak tym razem. Modlitwy zaś składane przez ręce Maryi, Patronki Stolicy i Królowej Polski, nigdy nie były tak gorące.

W obliczu nadciągającego nieszczęścia modlono się dosłownie wszędzie, nie tylko w kościołach, które nie mogły pomieścić wszystkich wiernych, choć otwarte były cała dobę. Od Starówki, siedziby Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy, aż do kościoła Świętego Krzyża tłum trwał na modlitwie, dzień i noc wzywając pomocy swojej Patronki i Królowej. Przed figura Najświętszej Panny znajdującej sie na otwartej przestrzeni Krakowskiego Przedmieścia czuwano i modlono się bez przerwy. Przypominano Łaskawej Patronce Stolicy, ze już raz złamała strzały Bożego gniewu i uratowała Warszawę przed czarną zarazą (epidemia cholery). Błagano, by zechciała uratować swój lud i swoje królestwo. Błagano, by zechciała zdusić czerwoną zarazę i zapobiegła rozniesieniu się krwawego bolszewickiego terroru, nie tylko w naszej Ojczyźnie, ale i w Europie.

Zdawano sobie sprawę z grozy sytuacji. Docierały do Warszawy przerażające wiadomości o tym, jak bolszewicy rozprawiali się z inteligencją i osobami duchownymi na zajmowanych ziemiach (piszę o tym szerzej w mojej przygotowanej do druku książce „Matka Boża Łaskawa w Bitwie Warszawskiej”) i tym żarliwiej błagano o cud. Tylko cud, tylko interwencja Niebios mogła powstrzymać ten nieubłagany, trwający od miesięcy zwycięski pochód Armii Czerwonej przez nasz kraj – w drodze na Zachód.

W sierpniu 1920 roku stojąca u wrót stolicy Armia Czerwona miała wielokrotną liczebną przewagę nad naszymi siłami. Bolszewicy byli absolutnie pewni zwycięstwa – ustalili nawet datę zajęcia stolicy i przejęcia władzy w Polsce na 15 sierpnia. W Wyszkowie czekał już tymczasowy rząd z Kohnem, Dzierżyńskim i Marchlewskim na czele. W Warszawie bolszewickich „wyzwolicieli” oczekiwała komunistyczna V kolumna, 40-tysieczna rzesza robotników, mająca godnie przywitać swoich „oswobodzicieli” i wraz z nimi roznieść w pył (czytaj: wymordować) warszawskich „burżujów i krwiopijców”.

Warszawa była praktycznie bezbronna. Wszyscy zdolni do walki mężczyźni na mocy dekretu o powszechnej mobilizacji już od miesięcy przebywali na froncie. Stolicy mieli bronić ochotnicy, gimnazjaliści, podrostki, dla których karabin często był przekraczającym ich siły ciężarem, i starzy weterani z powodu wieku pozostający poza czynną służbą.

Dopomogę wam

Wszystko to, co od momentu odzyskania niepodległości w 1917 roku przeżywała Polska, przewidziała Opatrzność Boża. Na 48 lat przed opisywanymi wydarzeniami sama Najświętsza Dziewica przygotowywała lud swojego kraju nie tylko na odzyskanie upragnionej niepodległości, ale także na to, co dzisiaj nazywamy wojną bolszewicko-polską (nb. nigdy oficjalnie niewypowiedziana).

W Wielki Piątek 1872 r. Matka Najświętsza przekazuje mistyczce Wandzie Nepomucenie Malczewskiej (obecnie kandydatce na ołtarze) następujące słowa:

„Skoro Polska otrzyma niepodległość, to niezadługo powstaną dawni gnębiciele, aby ją zdusić. Ale moja młoda armia, w imię moje walcząca, pokona ich, odpędzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomogę”.

Rok później, w Święto Wniebowzięcia, Matka Boża mówi:

„Uroczystość dzisiejsza niezadługo stanie sie ŚWIĘTEM NARODOWYM was, Polaków, bo w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem dążącym do waszej zagłady.

To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością” (ksiądz prałat G. Augustynik, Miłość Boga i Ojczyzny w życiu i czynach świątobliwej Wandy Malczewskiej, wyd. VII, Arka, Wrocław 1998).

====================================

Wielki znak na niebie

Nie tylko Warszawa, ale cala Polska modli sie o ratunek. Na Jasnej Górze Episkopat Polski wraz z tysiącami wiernych śle błagania do Królowej Polski. Nie ma świątyni, w której by nie odprawiano wielogodzinnych nabożeństw błagalnych, a wszystko w atmosferze ZAWIERZENIA losów bolszewicko-polskiej wojny naszej Pani i Królowej.

Modlitwa tysięcy zjednoczonych serc wyprasza cud – PRAWDZIWY CUD – ukazanie się Najświętszej Dziewicy.

Matka Boża ukazuje sie w postaci Matki Łaskawej – Patronki Warszawy. Jest przecież z woli magistratu i ludu miasta tego Patronką – Tarczą i Obroną, od 1652 roku. Matka Łaskawa pojawia sie na niebie przed świtem, monumentalna postać, wypełniająca swoją Osobą całe ciemne jeszcze niebo. Ukazuje się odziana w szeroki, rozwiany płaszcz, którym osłania stolicę. Zjawia sie w otoczeniu husarii, polskiego zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z hasłem „W imię Maryi” rozegnało pogańskie watahy. Matka Boża trzyma w swych dłoniach jakby tarcze, którymi osłania miasto Jej pieczy powierzone.

Panika bolszewików

Postać Matki Bożej była widziana przez setki, lepiej powiedzieć: tysiące bolszewików atakujących polskie oddziały w bitwie o dostęp do stolicy. To pojawienie sie na niebie wywołało wśród sołdatów strach, przerażenie i panikę, której nie sposób opisać.

Naoczni świadkowie wydarzenia, zahartowani w boju, niebojący się ani Boga, ani ludzi, programowi ateiści, na widok postaci Maryi, groźnej „jak zbrojne zastępy”, rzucali broń, porzucali działa, tabor, aby w nieopisanym popłochu, na oślep, pieszo i konno, salwować się ucieczką. Przerażenie, jakie wywołało ujrzane zjawisko, i paniczny strach były tak silne, ze nikt nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki – karze śmierci dla dezerterów. Uciekinierzy poczuli sie bezpieczni dopiero w okolicach Wyszkowa i stąd – od ich słuchaczy – pochodzą pierwsze relacje o tym wstrząsającym wydarzeniu.

Można ubolewać, że fakt cudownej interwencji, łaskawej pomocy Matki Niebieskiej, fakt oczywisty, znany i przyjmowany przez ludzi, a relacjonowany przez dorosłych, żołnierzy, konsekwentnie przemilczano zarówno w przedwojennej Polsce, jak i później, w czasach rządów komunistycznych.

Niestety, również i teraz fakt ten jest pomijany milczeniem, choć z zupełnie innych przyczyn. W sanacyjnej Polsce oficjalnie podawana przyczyna Cudu nad Wisłą, czyli nagłego odwrotu zwycięskiej (do tej pory) Armii Czerwonej spod bram Warszawy, był tylko „geniusz Marszałka Piłsudskiego”.

Z kolei za rządów ateistycznych w komunistycznej Polsce nie do pomyślenia było nawet wspominanie o prawdziwym scenariuszu wydarzeń. Ukazanie sie Matki Bożej widziane i relacjonowane przez naocznych świadków, sowieckich żołnierzy, było przez historyków reżimu zaszufladkowane jako przypadkowa gra świateł na niebie, pobożna maryjna legenda, wymysł grupki pobożnych pań, a najczęściej w oficjalnych przemówieniach komunistycznych władz – pomijane całkowitym milczeniem.

W ukryciu patronuje stolicy

Po wielkim modlitewnym zrywie sierpnia 1920 r., na skutek wspomnianych uwarunkowań politycznych (odsyłam do mojej ksiazki „Matka Łaskawa w Bitwie Warszawskiej”) Patronka Stolicy została zapomniana.

Ufundowane przez polskie kobiety wotum dziękczynne przeznaczone dla Matki Bożej za uratowanie stolicy i Polski od okupacji bolszewickiej – złote berło i jabłko, zostało przekazane na Jasną Górę. Patronka Warszawy – Matka Łaskawa nie doczekała się od magistratu miasta i swojego ludu oficjalnego dowodu wdzięczności, dowodu pamięci.

Propaganda władzy sanacyjnej udowadniała, że żadnego cudu, objawienia się Matki Bożej w Ossowie nie było, bo być nie mogło. Zwyciężył bolszewików swoim geniuszem militarnym Józef Piłsudski! Sam zaś Marszałek w słowach skierowanych do ks. kard. A. Kakowskiego powiedział: „Eminencjo, ja sam nie wiem, jak myśmy te wojnę wygrali” (sic!).

Mijają lata – zapomniana Matka Łaskawa na Świętojańskiej w ukryciu patronuje stolicy. O tym patronacie wiedzą tylko czciciele staromiejskiej Madonny. Władysław z Gielniowa, drugi patron stolicy, staje sie powoli w świadomości warszawiaków głównym patronem miasta, co zresztą trwa po dziś dzień.

Wybucha druga wojna światowa. Mimo że miasto ma swoją Patronkę i wierną Opiekunkę, jednak w ferworze walk, konspiracji, koszmarze okupacji lud Warszawy nie pamięta o tym, nie szuka u swej Patronki pomocy. Nikt oficjalnie nie powierza Matce Bożej Łaskawej wojennych losów stolicy. Okupowana Warszawa wierzy w swój spryt, waleczność, ufność pokłada w filipinkach, butelkach z benzyną, niezawodnym orężu. TARCZA i OBRONA ludu warszawskiego, sprawdzona w ciężkich chwilach stolicy, Matka Najłaskawsza, wierna Przyjaciółka warszawian nie jest wzywana. Indywidualna modlitwa grupki wiernych na Świętojańskiej to wszystko.

O ile w 1920 roku całe miasto chroniło się pod płaszcz łaskawej opieki swej Patronki, o tyle w 1939 i 1944 roku o Matce Bożej nie pamiętano czy też nie chciano pamiętać, nie wzywano jej skutecznej opieki nad miastem. Nie zawierzono Tarczy i Obronie ludu warszawskiego losów stolicy i jej mieszkańców, co gorsza – nie pamiętano o zawierzeniu Powstania Warszawskiego.

Maria Okońska w swoich wspomnieniach pisze o powszechnej w czasie trwania powstania modlitwie maryjnej. Matce Bożej powierzano sie indywidualnie, ufano, ale zabrakło najważniejszego OFICJALNEGO zawierzenia przez dowództwo Armii Krajowej losów powstania Matce Bożej Łaskawej, od 292 lat patronującej stolicy.

Uważam, że nadszedł czas, aby zwrócić uwagę opinii publicznej na ten fakt i jego tragiczne skutki. Zaniedbanie to jest tym dziwniejsze, ze Polska od wieków jest Maryjna, a dowody opieki Matki Bożej nad naszym Narodem i Ojczyzną, poczynając od obrony Częstochowy, a na Cudzie 1920 roku kończąc, są tak oczywiste i niosące ufność w Jej niezawodną nieustającą pomoc.

Konsekwencja braku zawierzenia losów stolicy tej od wieków niezawodnej Tarczy i Obronie – Matce Łaskawej, była totalna klęska Powstania Warszawskiego, wykrwawienie Narodu, śmierć najwartościowszych synów tego miasta i w konsekwencji całkowite zburzenie i spalenie stolicy Polski.

Cóż, również i teraz historia sie powtarza. Władze Warszawy usiłują sobie radzić bez pomocy i wsparcia jej Patronki. W każdym urzędzie miejskim króluje komputer wraz z wizerunkiem syrenki – herbem stolicy.

Patronka miasta nie została zaproszona do współrządów. Na marginesie warto wspomnieć, ze Warszawa, dzieląca się dawniej na dwa miasta – Stare i Nowe, ma też dwa herby – Nowe Miasto (wokół kościoła Sióstr Sakramentek) ma w herbie Najświętszą Dziewicę, Stare Miasto zaś (od Barbakanu do placu Zamkowego) – mitologiczną syrenę.

Jest mi bardzo przykro, że Patronka Stolicy – Matka Łaskawa, znana praktycznie od 1920 roku, nie jest kochana i publicznie czczona. Ubolewam, że prezydenci miasta z magistratem nie zawierzają swej pracy Jej opiece. Że rektorzy wyższych uczelni, przedstawiciele policji, służb miejskich nie ślubują Jej służyć – nawet w kontekście tylko indywidualnego zawierzenia.

Od blisko dwóch lat w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starówce (ul. Swietojanska 10) w kazdą pierwszą sobotę miesiąca podczas sprawowanej przeze mnie o godz. 8.30 Mszy Świętej dokonywany jest publicznie akt zawierzenia Matce Bożej. Przybywają na tę Mszę Świętą właściciele małych firm i dużych zakładów pracy. To tutaj Warszawskie Zakłady Kaletnicze „Noma” zawierzyły swoją działalność i wszystkich pracowników, fundując wotum – klęcznik do Komunii Świętej dla wiernych sanktuarium. Ciągle przybywa nowych czcicieli Matki Łaskawej, bo jedni od drugich dowiadują się o błogosławionych skutkach tego pierwszosobotniego zawierzenia. Kończąc, wyrażam nadzieję, że może pewnego dnia władze miasta – nawet incognito – przybędą na Świętojańską, nie tylko, aby się Matce Łaskawej pokłonić, ale też aby zaprosić Ją do współpracy.

ks. dr Józef Maria Bartnik SJ

———————————

Jestem Słowem – Ave Maria Dedykowana kompozycja fortepianowa na chwałę Najświętszej Maryi Panny.

https://www.facebook.com/jestem.slowem/videos/2058565264676942

Analiza Władimira Bukowskiego: “Podobnie jak Sowiety, UE nosi w sobie zalążki własnego unicestwienia”

Bezlitosna analiza Władimira Bukowskiego: “Podobnie jak ZSRR, UE nosi w sobie zalążki własnego unicestwienia”

Data: 20 agosto 2025 babylonianempire/analiza-wladimira-bukowskiego-podobnie-jak-zsrr-ue-nosi-w-sobie-zalazki-wlasnego-unicestwienia

7 marca 2025 – Witryna internetowa Ticinolive (z której pochodzi tekst poniżej zamieszczony)  to dziennik prowadzony we włoskojęzycznej części Szwajcarii.

——————————–

ZSRR miał gułag. Ale UE też ma swój własny, nazywany „poprawnością polityczną”. Podczas obecnej kampanii wyborczej i w związku z dyskusją na temat „skradającego się przystąpienia”  Szwajcarii do UE, warto ponownie przedstawić ostrą analizę UE autorstwa Władimira Bukowskiego, opublikowaną już na tym portalu ponad 6 lat temu.

FOTO: Bukowski (drugi od lewej) na kongresie Sacharowa w Amsterdamie (1987), Zdjęcie Wiki Commons (Rob. C. Croes, ANEFO) https://en.wikipedia.org/wiki/Vladimir_Bukovsky

Kiedy Bukowski przedstawił swoją analizę paraleli między ZSRR a Unią Europejską, Oczywiście, prounijne media nie były zainteresowane publikacją owej niewygodnej analizy, a dziś – są jeszcze mniej. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę poważne problemy pojawiające się w różnych krajach członkowskich UE, niektórzy byli pod wrażeniem analizy Bukowskiego zatytułowanej „Unia Europejska – nowy Związek Radziecki?”, którą poniżej przytaczamy.

„To naprawdę zaskakujące, że po pogrzebaniu jednego potwora, tj. ZSRR, konstruuje się nowego – bardzo podobnego, czyli UE. Czym tak naprawdę jest UE?

Być może uzyskamy pewne tego wyobrażenie, analizując jej sowiecką wersję. ZSRR był rządzony przez 15 niewybieralnych osób, które mianowały się wzajemnie i przed nikim nie odpowiadały. UE jest rządzona przez dwa tuziny powołujących się nawzajem osób, które spotykają się za zamkniętymi drzwiami, przed nikim nie odpowiadają i których nie można odwołać.

Ktoś może stwierdzić, że UE posiada wybrany parlament, ale i ZSRR również miał coś w rodzaju parlamentu, tj. Najwyższy Sowiet, który bez jakichkolwiek dyskusji zatwierdzał decyzje Politbiura, podobnie jak robi to Parlament Europejski, gdzie czas wystąpień dla każdej grupy jest ograniczony – często do jednej minuty na wypowiedź.

W UE są dziesiątki tysięcy eurokratów (europejskich biurokratów) z ich ogromnymi honorariami, personelem, służbą, premiami, przywilejami, dożywotnim immunitetem prawnym, który – całkiem zwyczajnie – transferowany jest z jednego stanowiska na drugie, niezależnie od tego, czy wykonują swoją pracę dobrze, czy źle. Czy to nie jest bardzo podobne do ZSRR?

ZSRR został stworzony poprzez przymus, często za pomocą zbrojnej okupacji. UE jest tworzona nie za pomocą siły militarnej, ale poprzez przymus i terror ekonomiczny. Aby przetrwać, ZSRR nieustannie się rozszerzał. Gdy przestał się rozszerzać, zaczął się jego upadek. Przypuszczam, że to samo stanie się z UE.

Mówiono nam, że celem ZSRR było stworzenie nowego bytu historycznego – Narodu Sowieckiego. Mieliśmy zapomnieć o naszych narodowościach, tradycjach i zwyczajach. To samo wydaje się dziać w UE. Nie chcą, aby ktoś był Anglikiem czy Francuzem. Chcą uczynić z was wszystkich nowy byt historyczny – Europejczyków. Chcą stłumić wasze uczucia narodowe i zmusić was do życia jako wspólnota wielonarodowa.

Jednym z wielkich celów ZSRR było zniszczenie państw narodowych. I dokładnie to samo widzimy dzisiaj w UE. Bruksela zamierza połknąć państwa narodowe, tak aby przestały istnieć. System sowiecki był skorumpowany od góry do dołu. To samo dotyczy UE. Te same antydemokratyczne działania, które widzieliśmy w ZSRR, kwitną w UE. Ci, którzy się im sprzeciwiają i je potępiają, są uciszani lub karani. Nic się nie zmieniło.

W ZSRR mieliśmy gułag. Sądzę, że mamy go również w UE –  intelektualny gułag zwany ‚poprawnością polityczną’. Jeśli ktoś próbuje powiedzieć, co myśli na temat kwestii rasy czy płci, lub jeśli jego opinie nie są uznawane za właściwe, zostaje wykluczony. To początek gułagu. To początek utraty waszej wolności. W ZSRR wierzono, że jedynie forma państwa federalnego zapobiegnie wojnie. W UE mówi się wam dokładnie to samo.

Krótko mówiąc, w obydwu systemach znajdujemy dokładnie tę samą ideologię i te same reguły. UE odpowiada staremu modelowi sowieckiemu, tyle że w wydaniu zachodnim. Ale podobnie jak ZSRR, UE nosi w sobie zalążki własnego unicestwienia. Niestety, kiedy się zawali – a przyjdzie taki dzień, że się zawali – pozostawi po sobie ogromne zniszczenia oraz gigantyczne problemy ekonomiczne oraz etniczne.

Stary system sowiecki nie był reformowalny. To samo dotyczy UE. Ale istnieje alternatywa dla rządów dwóch tuzinów samozwańczych urzędników brukselskich. Nazywa się Niepodległość. Nie musicie akceptować tego, co dla was przygotowali. Nigdy nie zapytano was, czy chcecie do nich dołączyć.”

Bukowski kończy swoją wypowiedź, mówiąc Europejczykom: „Żyłem w waszej przyszłości i to nie sprawdziło się…”

Przychodzi na myśl słynne zdanie George’a Santayany https://en.wikipedia.org/wiki/George_Santayana: „Ci, którzy nie uczą się z błędów historii, są skazani na ich powtórzenie.”

INFO: https://www.ticinolive.ch/2025/03/07/come-lurss-lue-porta-dentro-di-se-i-semi-della-propria-distruzione-la-spietata-analisi-di-vladimir-bukovsky/

Włochy: Aresztowano Ukraińca podejrzanego o uszkodzenie gazociągów Nord Stream

Zatrzymano Ukraińca podejrzanego ws. uszkodzenia gazociągów Nord Stream

21.08.2025 https://www.tysol.pl/a145445-media-zatrzymano-ukrainca-podejrzanego-ws-uszkodzenia-gazociagow-nord-stream

Włoska policja zatrzymała obywatela Ukrainy podejrzanego o koordynację ataków na gazociągi Nord Stream 1 i 2 – poinformowała w czwartek niemiecka prokuratura generalna. Zarzuca mu się m.in. doprowadzenie do eksplozji i sabotaż.

Wyciek gazu w Nord Stream 2 Media: Zatrzymano Ukraińca podejrzanego ws. uszkodzenia gazociągów Nord Stream

Wyciek gazu w Nord Stream 2 / fot. Danish Defence / forsvaret.dk

Zatrzymanie Ukraińca we Włoszech

Włoska policja zatrzymała obywatela Ukrainy Serhija K. podejrzanego o koordynację ataków na gazociągi Nord Stream 1 i 2 – poinformowała niemiecka prokuratura generalna. Mężczyznę ujęto nocą ze środy na czwartek w prowincji Rimini, na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania.

Agencja ANSA podała, że 49-letniego Serhija K. zatrzymano w San Clemente.

Ustalenia prokuratury Niemiec

Zdaniem prokuratury Serhij K. należał do grupy, która umieściła na rurach ładunki wybuchowe i prawdopodobnie był jednym z koordynatorów całej akcji.

Zatrzymany i jego towarzysze mieli korzystać z jachtu, który wypłynął z Rostocku. Łódź wynajęto od niemieckiej firmy na fałszywe dokumenty i z pomocą pośredników. Nie podano informacji o innych osobach ani o możliwym motywie.

Deportacja i dalsze czynności

Jak przekazała agencja dpa, Serhij K. zostanie deportowany i stanie przed niemieckim sędzią. Na razie nie wiadomo, kiedy będzie mógł zostać przekazany stronie niemieckiej.

Eksplozje gazociągów Nord Stream

Do zniszczenia trzech z czterech nitek gazociągów Nord Stream 1 i 2 doszło 26 września 2022 r., na głębokości ok. 80 m na dnie Morza Bałtyckiego. Nikt nie przyznał się do zniszczeń. Rosja oskarżyła USA, czemu Waszyngton zaprzeczył. Ukraina również zaprzeczyła udziałowi.

W lutym 2024 r. Dania i Szwecja zamknęły swoje postępowania. Duńskie władze stwierdziły umyślny sabotaż, lecz uznały, że brak jest podstaw do wszczęcia postępowania karnego. Szwecja zakończyła śledztwo powołując się na brak jurysdykcji.

Sabotaż w powietrzu: Czy pakistański prezydent, generał Zia-Ul-Haq [i sztab] zostali zamordowani przez Mossad?

Sabotaż w powietrzu: Czy pakistański generał Zia-Ul-Haq [i sztab] został zamordowany przez Mossad?

Śmierć wojskowego przywódcy Pakistanu pozostaje jedną z największych nierozwiązanych zagadek XX wieku.

Jose Alberto Nino • 17 sierpnia 2025 https://www.unz.com/article/sabotage-in-the-skies-was-pakistani-general-zia-ul-haq-murdered-by-mossad

37 lat temu, 17 sierpnia 1988 roku, generał Muhammad Zia-ul-Haq zginął w tajemniczej katastrofie lotniczej, która jednym, niszczycielskim ciosem zabiła niemal wszystkich członków pakistańskiego dowództwa wojskowego.

W katastrofie Pak-1, specjalnie skonfigurowanego samolotu C-130 Hercules, w pobliżu Bahawalpur zginął nie tylko prezydent Pakistanu i dowódca armii, ale także przewodniczący Komitetu Połączonych Szefów Sztabów, generał Akhtar Abdur Rahman, kilku wysokich rangą pakistańskich oficerów wojskowych, ambasador USA Arnold Lewis Raphel oraz generał brygady Herbert M. Wassom, szef amerykańskiej misji pomocy wojskowej dla Pakistanu.

—————————————————————–

Strategiczne dziedzictwo Zii: Architekt ambicji i dokonań nuklearnych Pakistanu

Zanim przyjrzymy się tajemniczym okolicznościom jego śmierci, należy docenić osiągnięcia Zii w polityce zagranicznej. Podczas swoich rządów ( 1978–1988 ) Zia przekształcił Pakistan ze średniego gracza regionalnego w regionalną potęgę, zdolną do zmiany strategicznego krajobrazu. Jego najważniejszym osiągnięciem było doprowadzenie pakistańskiego programu zbrojeń jądrowych do niemal całkowitego ukończenia, przy jednoczesnym skutecznym zrównoważeniu presji zimnej wojny.

Po tym, jak Indie przeprowadziły swoją pierwszą próbę nuklearną – o kryptonimie „Uśmiechnięty Budda” – 18 maja 1974 roku, Pakistan szybko przystąpił do realizacji własnego programu zbrojeniowego. W odpowiedzi na ten krok, ówczesny premier Pakistanu Zulfikar Ali Bhutto obiecał, że jego kraj nie zostanie w tyle.

„Będziemy jeść trawę lub liście, nawet głodować, ale zdobędziemy coś dla siebie” – oświadczył. Wskazując na istniejące arsenały innych sił państw rządzonych przez religie, zauważył: „Jest bomba chrześcijańska, bomba żydowska, a teraz bomba hinduska. Dlaczego nie bomba islamska?”

Kiedy Zia objął władzę w 1978 roku, kontynuował plan pakistańskiej klasy rządzącej, mający na celu przekształcenie tego południowoazjatyckiego kraju w mocarstwo nuklearne. W 1987 roku Zia powiedział w Carnegie Endowment, że Pakistan dąży do posiadania  wystarczającego potencjału nuklearnego, „aby stworzyć wrażenie odstraszania”. Jego śmiałe oświadczenie, że Pakistan jest „o krok od bomby”, wywołało szok w środowiskach wywiadowczych na całym świecie.

Sukces programu nuklearnego potwierdził słuszność wizji Zii. Pakistan przeprowadził pierwsze udane testy nuklearne 28 maja 1998 roku, stając się siódmą potęgą jądrową na świecie.

Nieprzewidywalna polityka zagraniczna Pakistanu pod rządami Zii

Polityka zagraniczna Zii wykazała się niezwykłą przenikliwością strategiczną. Jako główny architekt afgańskiego oporu przeciwko inwazji Związku Radzieckiego na Afganistan w 1979 roku, z powodzeniem przekonał początkowo niechętnych Amerykanów do udzielenia im ogromnej pomocy wojskowej. Weteran CIA, Bruce Riedel, podkreślił, że „wojnę z Sowietami w Afganistanie prowadził Zia, a nie my”. Zia odrzucił początkową ofertę pomocy prezydenta Cartera w wysokości 400 milionów dolarów, uznając ją za „nieznaczną ” i ostatecznie uzyskał 3,2 miliarda dolarów pomocy wojskowej i gospodarczej od administracji Reagana.

Jednocześnie Zia dążył do zacieśnienia więzi z Chinami i utrzymywał złożone relacje z Iranem, pomimo nacisków ze strony wyznawców. Podczas wojny iracko-irańskiej Pakistan oficjalnie zachował neutralność, jednocześnie potajemnie wspierając Iran. W 1979 roku Zia nazwał ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego „symbolem islamskiej rebelii” i był jednym z pierwszych krajów, które dyplomatycznie uznały Islamską Republikę Iranu. Pakistan podobno prowadził tajne transakcje zbrojeniowe, w ramach których chińska i amerykańska broń była wysyłana do Iranu, w tym pociski Silkworm i Stinger, pierwotnie przeznaczone dla afgańskich mudżahedinów, które odegrały decydującą rolę dla Iranu w „wojnie tankowców” przeciwko Irakowi.

Fatalny lot: 17 sierpnia 1988 roku.

Wydarzenia tego pamiętnego dnia rozpoczęły się rutynowo. Zia udał się do Bahawalpur, aby obejrzeć pokaz czołgu M1 Abrams armii amerykańskiej na poligonie Thamewali. Po udanej demonstracji, zorganizowanej przez generała dywizji Mahmuda Alego Durraniego, Zia wraz z delegacją odleciał wojskowym helikopterem, a następnie przesiadł się na specjalnie skonfigurowany samolot C-130, którym odbył lot powrotny do Islamabadu.

O godzinie 15:40 czasu pakistańskiego samolot Pak-1 wystartował z lotniska Bahawalpur z trzydziestoma osobami na pokładzie, w tym 17 pasażerami i 13 członkami załogi. Samolot został wyposażony w klimatyzowaną kapsułę VIP, w której siedzieli Zia i jego amerykańscy goście, oddzieleni ścianą od części pasażerskiej i załogi. Przez dwie minuty i trzydzieści sekund samolot wzbijał się w czyste niebo. Start przebiegł płynnie i bez problemów.

O 15:51 wieża kontroli lotów w Bahawalpur straciła kontakt. Świadkowie, na których powołuje się oficjalne pakistańskie śledztwo, poinformowali, że C-130 zaczął kołysać się „w górę i w dół” podczas niskiego lotu, po czym wszedł w „niemal pionowe nurkowanie” i eksplodował w momencie uderzenia. Samolot rozbił się z tak dużą siłą, że został rozerwany na kawałki, a jego szczątki rozrzucone zostały na dużym obszarze. Wszystkie 30 osób na pokładzie zginęło na miejscu.

Generał brygady Naseem Khan, pilotujący w pobliżu francuski śmigłowiec Puma, był jednym z pierwszych, którzy przybyli na miejsce katastrofy. „Okrążyłem go dookoła” – wspominał później – „Samolot rozbił się niemal pod kątem prostym. Najpierw zauważyłem czapkę generała Wassoma, a potem czapkę z daszkiem generała Akhtara Rahmana. Potem mój wzrok padł na odciętą nogę, ubraną w czarną skarpetkę i czarny but. Podejrzewałem, że należała do generała Zii”.

Zaczyna się tuszowanie

Pakistańska komisja śledcza stwierdziła, że ​​najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy był akt sabotażu w samolocie. Śledczy zasugerowali, że toksyczne gazy pozbawiły pasażerów i załogę przytomności, uniemożliwiając nadanie sygnału SOS. Co ciekawe, pomimo wyposażenia wcześniejszych modeli C-130 w rejestratory lotu, po katastrofie ich nie znaleziono.

Reakcja Amerykanów okazała się równie podejrzana. Według Barbary Crossette, byłej szefowej Biura Azji Południowej w „New York Times” i członkini Rady Stosunków Zagranicznych, ambasador Robert Oakley i generał George B. Crist z CENTCOM odrzucili propozycję, aby FBI zbadało katastrofę, w której zginęli ambasador USA i generał. Zamiast tego zorganizowali międzyresortowe dochodzenie w Pentagonie i Departamencie Stanu. Obaj urzędnicy przeprosili później Kongres za tę decyzję.

W ciągu dwóch miesięcy od katastrofy, rząd amerykański jako jedyny propagował teorię, że przyczyną katastrofy była awaria mechaniczna. Z drugiej strony, większość Pakistańczyków od początku zakładała, że ​​doszło do zamachu.

Wstrząsające rewelacje ambasadora Johna Gunthera Deana

Najbardziej kontrowersyjne oskarżenia dotyczące śmierci Zii pochodziły z nieoczekiwanego źródła. John Gunther Dean [z pochodzenia Żyd z Wrocławia md] , który w 1988 roku pełnił funkcję ambasadora USA w Indiach, był wybitnym dyplomatą z czterdziestoletnim stażem, który piastował więcej stanowisk ambasadorskich niż większość wysłanników. Dean miał wyjątkową możliwość obserwowania skutków śmierci Zii i tego, co, jak podejrzewał, zakończy jego karierę dyplomatyczną.

Dean uważał, że spisek mający na celu eliminację generała Zii nosił znamiona Izraela, a konkretnie izraelskiej agencji wywiadowczej Mossad . Jego podejrzenia nie były absurdalne. Dean miał osobiste doświadczenie z operacjami izraelskimi. Osiem lat wcześniej, gdy pełnił funkcję ambasadora w Libanie, Izraelczycy zabiegali o jego wsparcie dla swoich lokalnych projektów, zakładając, że inny Żyd będzie skłonny z nimi współpracować. Kiedy Dean odrzucił te propozycje i oświadczył, że jego główna lojalność należy się Ameryce, podjęto próbę zamachu na jego życie.

28 sierpnia 1980 roku Dean, jego żona, córka i zięć cudem uniknęli poważnych obrażeń w ataku konwoju samochodowego na przedmieściach Bejrutu. Amunicja ostatecznie zostały zidentyfikowane jako pochodzące z Izraela. Dean później odkrył, że libańska grupa, która przyznała się do ataku, była utworzoną przez Izrael organizacją przykrywkową, wykorzystywaną do przeprowadzania ataków terrorystycznych Mossadu.

Śledztwo Barbary Crossette

W 2005 roku, po 17 latach milczenia, Dean w końcu ujawnił swoje podejrzenia Barbarze Crossette, w ramach przełomowego śledztwa. Artykuł Crossette, liczący 5000 słów, „Kto zabił Zię?”, ukazał się w prestiżowym czasopiśmie „World Policy Journal”, wydawanym przez nowojorską The New School pod kierunkiem Stephena Schlesingera.

Teoria Deana koncentrowała się na obawach Izraela dotyczących pakistańskiego programu nuklearnego.

Kilka lat przed śmiercią Zia podjął śmiałe kroki w celu rozwinięcia programu zbrojeń nuklearnych. Chociaż jego głównym celem było zrównoważenie indyjskiego arsenału nuklearnego, Zia obiecał udostępnić tę broń innym krajom muzułmańskim, w tym na Bliskim Wschodzie. Ta możliwość wzbudziła poważne obawy w izraelskiej „społeczności bezpieczeństwa narodowego”.

Według dziennikarza Erica Margolisa, Izrael wielokrotnie próbował wciągnąć Indie do wspólnego ataku na pakistańskie obiekty jądrowe. Po starannym namyśle Indie odmówiły. To postawiło Izrael w trudnej sytuacji. Zia był dumnym dyktatorem wojskowym, mającym bardzo bliskie powiązania z USA, co wzmacniało jego wpływy dyplomatyczne. Pakistan znajdował się 3200 km od Izraela i dysponował silną armią, co praktycznie uniemożliwiało przeprowadzenie jakiegokolwiek dalekosiężnego nalotu bombowego, podobnego do ataku na iracki reaktor Osirak w 1981 roku. W rezultacie jedyną opcją pozostawało zabójstwo.

Odwet wobec dyplomaty

Dean wybrał odpowiednie kanały dyplomatyczne zamiast ujawnienia się w mediach. Natychmiast udał się do Waszyngtonu, aby podzielić się swoimi poglądami z przełożonymi Departamentu Stanu i innymi czołowymi urzędnikami administracji.

Po dotarciu do Waszyngtonu Dean został szybko uznany za niepoczytalnego, odmówiono mu powrotu na placówkę w Indiach i wkrótce zmuszono go do rezygnacji. Jego czterdziestoletnia kariera w służbie rządowej gwałtownie się zakończyła.

Deana wysłano do Szwajcarii na „odpoczynek” na sześć tygodni, po czym pozwolono mu wrócić do New Delhi, aby spakował swoje rzeczy i złożył rezygnację. Stracił świadczenia lekarskie i poświadczenie bezpieczeństwa z powodu swoich poglądów na temat katastrofy. Oskarżenie o „zaburzenia psychiczne” skutecznie zakończyło wszelkie dochodzenie w sprawie jego zarzutów.

Można by się spodziewać, że tak głośne doniesienia z tak wiarygodnego źródła wzbudzą spore zainteresowanie prasy, ale zamiast tego historia została całkowicie zignorowana i zbojkotowana przez wszystkie północnoamerykańskie media. Stephen Schlesinger, który spędził dekadę na czele World Policy Journal, wkrótce po publikacji zniknął z nagłówka, a jego zatrudnienie w The New School dobiegło końca.

Ron Unz z pewnym zaskoczeniem zauważył, że artykuł nie jest już dostępny na stronie internetowej World Policy Journal, choć tekst nadal jest dostępny za pośrednictwem Archive.org. Nawet szczegółowy nekrolog Deana w „New York Timesie” przedstawiał jego znakomitą karierę w pochlebnych słowach, nie poświęcając ani jednego zdania dziwacznym okolicznościom, w jakich się zakończyła.

Dziedzictwo Zii trwa

Wzorce wypracowane za czasów Zii nadal wpływają na politykę zagraniczną Pakistanu, często powodując napięcia z tradycyjnymi sojusznikami. Integracja Pakistanu z chińską Inicjatywą Pasa i Szlaku poprzez chińsko-pakistański Korytarz Gospodarczy stanowi przykład niezależnego sojuszu, który charakteryzował podejście Zii do stosunków międzynarodowych.

Jednak niedawne ataki na obywateli Chin pracujących w Pakistanie mają niepokojące podobieństwa do tajnych planów potencjalnego ataku na pakistański program nuklearny z lat 80. XX wieku. To, co miało być bezpiecznym korytarzem handlowym i energetycznym łączącym Xinjiang z Gwadarem, stało się punktem zapalnym rebelii. Separatyści beludżystańscy, a zwłaszcza Armia Wyzwolenia Beludżystanu (BLA), wielokrotnie atakowali chiński personel i infrastrukturę, dążąc do zniweczenia partnerstwa Pakistanu z Chinami.

Działania te obejmowały zabójstwo dziewięciu chińskich inżynierów w projekcie elektrowni wodnej Dasu w 2021 roku, operację Dara-e-Bolan w styczniu 2024 roku i porwanie Jaffar Express w marcu 2025 roku, w którym zginęło 59 osób.

Każde nowe porozumienie CPEC, w tym sześć podpisanych w 2023 roku, wywoływało kolejne fale przemocy, podkreślając podatność projektu na zagrożenia. Daleko od odosobnionych incydentów, ta ciągła seria ataków uwypukla, jak grupy bojowników i ich mocarstwa-patroni postrzegają osłabianie CPEC jako kluczowy czynnik osłabiający sojusz chińsko-pakistański.

Spekulacje na temat wsparcia zachodnich wywiadów dla separatystów beludżyjskich zyskały na popularności w ostatnich latach. Instytut Badań Mediów Bliskiego Wschodu (MEMRI), z udokumentowanymi powiązaniami z izraelskim wywiadem, uruchomił w 2025 roku Projekt Studiów Beludżystanu. Inicjatywa ta podkreśliła strategiczne znaczenie Beludżystanu dla monitorowania programu nuklearnego Iranu i Pakistanu, sugerując, że Izrael nadal jest zainteresowany wykorzystaniem regionalnych napięć etnicznych do realizacji szerszych celów geopolitycznych.

Porównanie do Imrana Khana

Odsunięcie premiera Imrana Khana w 2022 roku jest uderzająco podobne do presji, z jaką Zia zmagał się, aby utrzymać niezależność w polityce zagranicznej. Naleganie Khana na neutralność w konflikcie rosyjsko-ukraińskim rozgniewało Waszyngton, podobnie jak poparcie Zii dla Iranu podczas wojny iracko-irańskiej wywołało tarcia z przedstawicielami administracji Reagana.

Wyciekły dokument dyplomatyczny opublikowany przez The Intercept ujawnił, że urzędnik Departamentu Stanu USA Donald Lu wyraźnie powiązał odwołanie Khana z jego polityką wobec Rosji. „Myślę, że jeśli głosowanie w sprawie wotum nieufności wobec premiera zakończy się sukcesem, wszystko zostanie wybaczone w Waszyngtonie, ponieważ wizyta w Rosji jest traktowana jako decyzja premiera” – stwierdził Lu. „W przeciwnym razie myślę, że będzie ciężko”.

Khan został odwołany w wyniku wotum nieufności 10 kwietnia 2022 roku, dokładnie miesiąc po groźnym spotkaniu z przedstawicielami USA.

Podobieństwo do losu Zii sprzed trzydziestu czterech lat jest niewątpliwe: pakistańscy przywódcy, którzy prowadzą niezależną politykę zagraniczną, będą musieli zmierzyć się z ogromną presją ze strony Waszyngtonu i mogą zostać bezceremonialnie odsunięci od władzy.

Relacje irańsko-pakistańskie: od konfliktu do współpracy

Wymiana pocisków między Iranem a Pakistanem w styczniu 2024 roku, oparta na zasadzie odwetu, początkowo wydawała się stanowić niebezpieczną eskalację. Iran zaatakował cele separatystów beludżyjskich w pakistańskim Beludżystanie 16 stycznia, zabijając dwoje dzieci. Pakistan odpowiedział atakiem dwa dni później, atakując bojowników beludżyjskich w irańskiej prowincji Sistan-Beludżystan, zabijając dziewięć osób, w tym czworo dzieci.

Jednak szybkie rozwiązanie dyplomatyczne odzwierciedlało podejście Zii do zarządzania relacjami regionalnymi. W ciągu kilku dni oba kraje zgodziły się na deeskalację konfliktu kanałami dyplomatycznymi. 29 stycznia 2024 roku nieżyjący już minister spraw zagranicznych Iranu Hossein Amir-Abdollahian odwiedził Pakistan, co doprowadziło do zawarcia porozumień o zacieśnieniu współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i wymianie informacji wywiadowczych. Ten szybki powrót do współpracy odzwierciedlał pragmatyczną dyplomację, jaką Zia stosował podczas wojny iracko-irańskiej.

Ten krok odzwierciedla również nowe wyzwanie, jakim jest kwestionowanie judeoamerykańskiej perfidii w odniesieniu do aktywizacji bojowników beludżyjskich przeciwko interesom bezpieczeństwa zarówno Iranu, jak i Pakistanu.

Iran i Pakistan są coraz bardziej zaniepokojone rosnącymi powiązaniami między separatystami beludżyjskimi a Izraelem, które oba państwa postrzegają jako bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa. Jak powiedział Mansur Khan Mahsud z pakistańskiego Centrum Badawczego FATA w wywiadzie dla The Cradle: „Podczas niedawnego 12-dniowego starcia między Iranem a Izraelem, Teheran zauważył ścisłe powiązania między separatystami beludżyjskimi a Izraelem. Wymiana informacji wywiadowczych z Tel Awiwem doprowadziła do znacznych strat ludzkich i infrastrukturalnych po stronie Iranu”.

Teheran posunął się dalej w swoich oskarżeniach, bezpośrednio obciążając Tel Awiw i oskarżając Izrael o rekrutację i rozmieszczanie najemników za pośrednictwem Zjednoczonego Frontu Wyzwolenia Beludżystanu (BLUF). Abdullah Khan z Pakistańskiego Instytutu Studiów nad Konfliktami i Bezpieczeństwem ostrzegł: „Iran zacieśnia więzi z Pakistanem w obliczu rosnącego poparcia bojowników dla Izraela. Ich relacje z Tel Awiwem jeszcze bardziej się zacieśnią, gdy Iran zmieni swoją politykę i podejmie działania przeciwko kryjówkom BLA i BLF na swoim terytorium. Indie nawiązały silne więzi z obiema grupami, co pozwala im pełnić rolę pomostu łączącego je z Izraelem”.

Rzeczywistość wielobiegunowa

Dzisiejsze środowisko geopolityczne coraz bardziej przypomina skomplikowaną równowagę, którą Zia utrzymywał w latach 80. XX wieku. Współpraca Pakistanu z Chinami i Iranem w różnych kontekstach – od CPEC po regionalną współpracę w zakresie bezpieczeństwa przeciwko izraelskiej polityce zagranicznej o charakterze żydowsko-akceleracjonistycznym – stanowi przykład strategii zabezpieczającej, której Zia był pionierem.

[Por.: https://josbcf.substack.com/p/the-judeo-accelerationist-presidency md]

Pojawienie się wielobiegunowego porządku świata, w którym Chiny i Rosja kwestionują amerykańską hegemonię, stwarza Pakistanowi alternatywę dla całkowitego uzależnienia od Waszyngtonu. Odzwierciedla to strategiczną przestrzeń, którą Zia stworzył, równoważąc presję zimnej wojny z realizacją niezależnych interesów Pakistanu.

Pojawienie się Indii jako strategicznego partnera zarówno dla Izraela, jak i Stanów Zjednoczonych stwarza nowe punkty nacisku dla Pakistanu. Ta zbieżność interesów Izraela i Ameryki w odniesieniu do Pakistanu odzwierciedla strategiczne kalkulacje, które mogły być motywacją do podjęcia działań przeciwko Zii w 1988 roku. Ciągły sprzeciw Pakistanu wobec Indii, w połączeniu z rosnącym sojuszem z Chinami i Iranem, stawia go w opozycji do rodzącej się osi USA-Indie-Izrael.

Tak jak śmierć Zia-ul-Haqa zakończyła pewną epokę, tak nierozwiązane kwestie związane z jego śmiercią wciąż wpływają na decyzje dotyczące pakistańskiej polityki zagranicznej w świecie, w którym stare sojusze zanikają, a nowe linie podziału pojawiają się.

Dzieci „własnością” państwa. O czym nie chce wiedzieć Tusk?

Dzieci „własnością” państwa. O czym nie chce wiedzieć Tusk?

Filip Obara https://pch24.pl/dzieci-wlasnoscia-panstwa-o-czym-nie-chce-wiedziec-tusk/

Najnowsza odsłona sprawy rodziny Klamanów, której dzieci zostały – bez powodu – odebrane przy użyciu przemocy i przekazane szwedzkim służbom, pokazuje, jak zatrważająca i wołająca o pomstę do nieba jest skala zbrodni przeciwko władzy rodzicielskiej, jakie popełnia rząd w Warszawie. Uznaniowość i absurdalność tych bezprawnych działań wymaga poważnej refleksji na temat zmian prawnych, które – na poziomie konstytucji – zapowiedział prezydent Karol Nawrocki.

Gdy rok temu po raz pierwszy usłyszałem o rodzinie Klamanów, zastanawiałem się, czy tak nieprawdopodobna sytuacja naprawdę mogła się wydarzyć. Dziś wiem ponad wszelką wątpliwość: to naprawdę się stało. Polska rodzina dysponująca wyłącznie polskim obywatelstwem mieszkała od kilku lat w Szwecji. Po tym jak jedna z córek, nastolatka przeżywająca okres buntu, nierozważnie poskarżyła się w szkole, że rodzice „zmuszają” ją do wykonywania obowiązków domowych, uruchomiła się nieludzka machina. Dziecko zostało odebrane rodzicom i nic nie pomogło, że samo przyznało się, iż skłamało, by odgryźć się rodzicom. Jednorazowe pogwałcenie władzy rodzicielskiej nie wystarczyło jednak szwedzkim służbom, które wystąpiły o „przekazanie” do „pieczy zastępczej” pozostałych trzech córek.

Rodzice wyjechali do Polski, by uratować pozostałe dzieci. Sądzili, że w Polsce będą bezpieczni…

I tu wydarza się najbardziej niewiarygodna część historii. Rząd Donalda Tuska nie zdecydował się bronić polskiej rodziny przed działaniami zagranicznej organizacji przestępczej (bo jak nazwać instytucję, która trudni się odbieraniem dzieci z byle wydumanego powodu?), mało tego – nie zdecydował się nawet zostawić tej rodziny w spokoju.

Nastąpił dramatyczny finał. „Polska” policja nasłana przez „polskie” władze wkroczyła do domu państwa Klamanów i siłą odebrała pozostałe trzy córki po to, by następnie przekazać je w ręce zagranicznej organizacji trudniącej się de facto porywaniem dzieci. Z pogwałceniem wszelkich praw, w tym międzynarodowych, dzieci zostały nie tylko odebrane rodzicom, ale również rozdzielone, chociaż powinny przynajmniej znaleźć się razem w „pieczy zastępczej”.

Czy to już dla Państwa za wiele? Jeżeli tak, to mam złe wieści. Nie jest to najbardziej tragiczny przypadek wrogich działań „polskiej” władzy przeciwko polskim obywatelom. Jestem świeżo po rozmowie z mec. Magdaleną Majkowską, zawodowo zajmującą się podobnymi nadużyciami, do której Czytelników z naciskiem odsyłam (pod tym linkiem). A tymczasem przytoczę tylko jeden z wielu omawianych w naszej rozmowie przypadków.

Chodzi o kobietę, którą media określają jako Magdalenę W. Została skazana za „drobne oszustwo internetowe”, którego rzekomo miała się dopuścić. Nie była jednak w stanie stawić się na prace społeczne, ponieważ była w ciąży. Tu do akcji wkroczyła „polska” władza. Kobieta trafiła do więzienia, a dzieci – choć mają ojca i babcię, którzy deklarowali opiekę – zostały gwałtem odebrane rodzinie i przekazane do tzw. pieczy zastępczej. Gdy matka była w więzieniu 4-miesięczny Oskarek, pozbawiony właściwej opieki i pokarmu… zmarł. Tak, dobrze Państwo czytają. Zmarł.

Czy na tym kończy się bestialska nikczemność „polskiej” władzy? Nie. Zrozpaczona pani Magdalena została doprowadzona na pogrzeb własnego dziecka… w kajdankach i stroju więziennym, po czym nie pozwolono jej nawet otrzeć twarzy, gdy patrzyła jak jej ukochane dziecko – zamordowane przez bezduszny system gwałcący wszelkie prawo ludzkie i Boskie – jest spuszczane w trumnie do ziemi.

U źródeł bezprawia

Co jest nie tak z prawem obowiązującym w Polsce i co należy rekomendować prezydentowi Nawrockiemu przy pisaniu nowej ustawy zasadniczej – o tym w rozmowie z mec. Majkowską (pod tym linkiem). Tu podkreślę i rozwinę zagadnienie samej władzy rodzicielskiej, której niewłaściwe rozumienie, albo po prostu gwałcenie leżą u podstaw tak przerażających i skandalicznych działań rządu w Warszawie.

Zacznijmy od tego, że coraz częściej mówi się nam o tzw. „prawach rodzicielskich”, a nie o władzy rodzicielskiej. Już na etapie języka mamy do czynienia z próbą zafałszowania prawdy na temat władzy, którą dysponujemy. Mówienie o prawach rodzicielskich – w logice dzisiejszego państwa, które uzurpuje sobie możliwość ingerowania we wszystkie dziedziny naszego życia – może sugerować, że te prawa są nam „przyznane” przez Konstytucję, czyli de facto przez władzę ustawodawczą.

Nic bardziej mylnego. Władza rodzicielska jest władzą odrębną od władzy politycznej, wyprzedza ją i ma przed nią pierwszeństwo w sprawach dotyczących dobra i wychowania dzieci. Źródłem takiego stanu rzeczy jest prawo naturalne, które dla wszystkich ludzi wszystkich epok było w tej kwestii jasne i niekwestionowalne. Gdy władza próbuje czynić się „właścicielem” naszych dzieci, jest to niesprawiedliwość tak oczywista, tak rażąca i tak bezdyskusyjna, że – nawet bez głębszego poparcia filozoficznego czy religijnego – w praktyce uznajemy fakty płynące z prawa naturalnego.

Władza rodzicielska posiada swoją autonomię względem władzy politycznej. Pełniąc władzę rodzicielską, nie mamy praw, które ktoś nam nadał, ale prerogatywy, które wypływają z natury sprawowanej przez nas władzy (oczywiście mającej służyć dobru dzieci przy określonych moralnych ograniczeniach wynikających z tego celu).

Tylko w dwóch przypadkach władza polityczna ma prawo wkroczyć w kompetencje władzy rodzicielskiej:

Po pierwsze, gdy w sposób drastyczny rodzice używają tej władzy przeciwko dziecku (znęcając się nad nim, co grozi poważnym uszczerbkiem na zdrowiu bądź nawet utratą życia albo też demoralizując podopiecznych poprzez skrajnie patologiczne zachowania, choćby seksualne). Tym jednak zajmuje się kodeks karny i nie potrzeba uzbrajania żadnych specjalnych instytucji przeciwko rodzinom.

Po drugie, gdy wymaga tego sprawiedliwie rozumiane dobro wspólne. Gdy na przykład władza jest zmuszona do prowadzenia działań wojennych w celu zachowania samego bytu państwowego i narodowego, to wtedy mogą być usprawiedliwione działania zawieszające obowiązywanie praw wynikających z prawa naturalnego.

Poza tymi dwoma przypadkami władza polityczna nie ma prawa ingerować w prerogatywy władzy rodzicielskiej. Oznacza to, że władza nie ma prawa oceniać „zdolności” do pełnienia opieki nad dziećmi na podstawie czynników ekonomicznych, nie ma prawa ograniczać władzy rodzicielskiej z powodu niespełniania rzekomego „obowiązku” szkolnego, nie ma prawa ingerować w metody wychowawcze i szczególnie nie ma prawa występować przeciwko rodzicom z powodu wychowywania dzieci w wierze katolickiej i w obiektywnej moralności opartej o prawo naturalne i poszanowanie przyrodzonej sprawiedliwości.

Wszelkie odchylenie od zdrowego rozumienia władzy rodzicielskiej, wszelka nieścisłość w zapisach prawnych oraz udzielanie urzędnikom jakichkolwiek kompetencji ingerowania w autonomię rodziny, stanowią przyczyny patologii i aberracji władzy, jakie z najgłębszym przerażeniem obserwujemy obecnie w Polsce.

Uznanie władzy rodzicielskiej oznaką cywilizacji

Na koniec, jeżeli ktokolwiek identyfikujący się z katolicyzmem, bądź ogólnie z normalną, tradycyjną wizja świata, miałby wątpliwości, warto przypomnieć, że taki porządek rzeczy jest nie tylko wpisany w naturę i wystarczy odrobina zdrowego rozsądku, by go rozpoznać, ale został on także skodyfikowany przez najwybitniejsze umysły naszej cywilizacji, od Arystotelesa po św. Tomasza z Akwinu.

Już Arystoteles opisał na kartach Polityki proces organicznego rozwoju ludzkiej wspólnoty, w której władza rodzicielska jest władzą podstawową i niezbędną do funkcjonowania społeczeństwa. Zaś św. Tomasz w Sumie Teologicznej szczegółowo rozwinął naukę na temat rodzajów władzy i naszego moralnego zobowiązania do posłuszeństwa.

Akwinata podkreśla kluczową w tym kontekście prawdę. Mianowicie, że „podwładny nie ma obowiązku być posłusznym przełożonemu, jeśli ten nakazuje mu coś, w czym nie podlega mu ów podwładny”. Czyli nawet, gdy uznamy, iż władza polityczna jest władzą zwierzchnią nad narodem, której sprawiedliwym nakazom naród winien jest posłuszeństwo – to i tak wyłącznie w granicach przewidzianych dla tej władzy, a nie w każdej dowolnej kwestii, w której władza ubzdura sobie, że wolno jej podejmować decyzje.

Władza państwowa zgodnie ze swoją naturą odpowiada wyłącznie za bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne oraz ład moralny zgodny z prawem naturalnym i dobrymi obyczajami narodu. Tylko w tych kwestiach i w takich ramach władza ma prawo regulować funkcjonowanie podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina i w ogóle wkraczać w sferę niezależności obywateli.

Władza, która wykracza poza swoje kompetencje i świętokradczo przestępuje granice autonomii rodziny, staje się w takim wypadku władzą niesprawiedliwą, której nie jesteśmy winni posłuszeństwa i przed którą mamy prawo się bronić. Ze względu na obowiązki rodziców względem dzieci (zawarte w naturze władzy rodzicielskiej) mamy wręcz moralną powinność zbuntować się przeciwko władzy, która stacza się w mroki opresyjnego barbarzyństwa i uzurpuje sobie prawo do decydowania o naszym życiu rodzinnym i o zasadach, zgodnie z którymi wychowujemy nasze dzieci, o ile zasady te zgodne są z wyższą – ponadpaństwową – normą prawa, jaką jest prawo naturalne.

Filip Obara

Myślozbrodnia – orwellowski koszmar rzeczywistością na Wyspach Brytyjskich

Myślozbrodnia – orwellowski koszmar staje się rzeczywistością na Wyspach Brytyjskich

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/myslozbrodnia-orwellowski-koszmar-staje-sie-rzeczywistoscia-na-wyspach-brytyjskich


W powieści “Rok 1984” George Orwell przestrzegał przed społeczeństwem, w którym samo myślenie w sposób niezgodny z linią partii staje się przestępstwem. Dziś, w Wielkiej Brytanii i Irlandii, ta ponura wizja przybiera realny kształt. Pod płaszczykiem troski o “bezpieczeństwo online” i walki z “mową nienawiści” instalowany jest system nadzoru i represji, który Orwell rozpoznałby natychmiast.

Statystyki są przerażające: Brytyjska policja dokonuje ponad 30 aresztowań dziennie za posty w mediach społecznościowych. W ciągu ostatnich lat liczba zatrzymań za wypowiedzi online wzrosła o blisko 58% – z 7.734 w 2019 roku do ponad 11.000 obecnie. Ludzie są aresztowani za wyrażanie opinii, które jeszcze niedawno mieściły się w granicach normalnej debaty publicznej.

Mechanizm totalitarnego nadzoru działa z bezwzględną efektywnością. Po zamieszkach w Southport w lipcu 2024 roku, Komisarz policji metropolitalnej Sir Mark Rowley, niczym funkcjonariusz Ministerstwa Prawdy, ogłosił: “Bez względu na to, czy jesteś w tym kraju popełniając przestępstwa na ulicach, czy popełniasz przestępstwa z daleka online, dopadniemy cię”.

W Oceanii Orwella nikt nie mógł uciec przed Wielkim Bratem – w dzisiejszej Wielkiej Brytanii władze otwarcie grożą ekstradycją obywatelom innych krajów za posty w mediach społecznościowych.

Każda dyktatura potrzebuje niejasnych przepisów, które można dowolnie interpretować przeciwko niewygodnym osobom. Communications Act z 2003 roku spełnia tę rolę idealnie, zakazując komunikacji, która jest “groźna lub obraźliwa i ma na celu nękanie, alarmowanie lub niepokojenie kogoś”. W praktyce każda krytyczna wypowiedź może zostać uznana za “niepokojącą” dla kogoś. To niemal doskonałe ucieleśnienie orwellowskiej “myślozbrodni”.

Przykłady prześladowań za wypowiedzi są tak absurdalne, że mogłyby pochodzić z kart wspomnianej powieści, gdyby nie były tak przerażająco realne. 19-letnia Chelsea Russell została skazana za zacytowanie linijki z piosenki rapowej. Mark Meechan otrzymał grzywnę 800 funtów za żart z psem. 55-letnia kobieta została aresztowana za sugestię, że sprawca ataku mógł być imigrantem. W każdym z tych przypadków państwo brutalnie wkracza w sferę prywatnej wypowiedzi, pokazując, że nikt nie jest bezpieczny przed jego inwigilacją.

Irlandia podąża tą samą drogą ku totalitaryzmowi, choć ukrywa go pod ładnie brzmiącą nazwą “Komisarza ds. Bezpieczeństwa Online”. W państwie Orwella Ministerstwo Miłości zajmowało się torturami, Ministerstwo Pokoju prowadziło wojny, a Ministerstwo Prawdy fabrykowało kłamstwa.

W dzisiejszej Irlandii “Komisarz ds. Bezpieczeństwa” będzie kontrolował, cenzurował i karał za nieprawomyślność.

To, co obserwujemy, to klasyczny przykład totalitaryzmu, którego nikt nawet nie śmie nazwać totalitaryzmem. Charakterystycznymi jego cechami są zawsze: kult państwa, ograniczanie wolności jednostki, eliminowanie opozycji i inwigilacja społeczeństwa. Wszystkie te elementy są obecne w nowych systemach kontroli internetu na Wyspach Brytyjskich, choć sprzedawane są pod hasłami “ochrony przed szkodliwymi treściami”.

Irlandzka ustawa Online Safety and Media Regulation Act upoważnia państwo do kontrolowania nie tylko treści nielegalnych, ale także tych, które arbitralnie uznaje za “szkodliwe”. W orwellowskim stylu, definicja “szkodliwości” może być dowolnie rozszerzana przez władzę wykonawczą, bez konieczności zmiany samej ustawy. Minister komunikacji Richard Bruton, ogłaszając koniec “ery samoregulacji”, brzmiał jak urzędnik Partii ogłaszający nowy etap kontroli nad społeczeństwem.

Orwell przewidział także “nowomowę” – język zaprojektowany, by ograniczać możliwość wyrażania niewygodnych myśli. Dzisiejsze eufemizmy jak “bezpieczeństwo online”, “ochrona przed szkodliwymi treściami” czy “walka z dezinformacją” pełnią dokładnie tę samą funkcję – maskują cenzurę i represje pod pozorem troski o dobro publiczne.

Najbardziej niepokojące jest to, jak szybko społeczeństwa zachodnie, dumne ze swojej tradycji wolności słowa, kapitulują przed faszyzmem w nowym opakowaniu. Cywilizacja zachodnia wydaje się stać na krawędzi nowej Ciemnej Epoki – każdy rząd, który aresztuje i więzi własnych obywateli za wyrażanie ‘niewłaściwych’ opinii, nie może już twierdzić, że stoi po stronie wolności.

Wizja Orwella miała być ostrzeżeniem, nie instrukcją obsługi. Tymczasem rządy Wielkiej Brytanii i Irlandii zdają się traktować “Rok 1984” jak podręcznik. W świecie, gdzie policja puka do drzwi za posty w mediach społecznościowych, gdzie obywatele mogą być więzieni za “obraźliwe” tweety, a państwo rozszerza swoją władzę nad każdym aspektem komunikacji online, trudno nie dostrzec niepokojących podobieństw do najczarniejszych wizji totalitaryzmu.

Pytanie, które pozostaje, nie brzmi już “czy” będziemy wkrótce żyć w orwellowskiej dystopii, ale jak daleko pozwolimy, by ta faszystowska transformacja zaszła, zanim się obudzimy i jej przeciwstawimy. Bo jak pisał Orwell: “Jeśli chcesz wizji przyszłości, wyobraź sobie but depczący ludzką twarz – wiecznie”.

Źródła:

https://theweek.com/law/when-is-an-offensive-social-media-post-a-crime

https://en.wikipedia.org/wiki/Hate_speech_laws_in_the_United_Kingdom

https://freespeechunion.org/police-make-30-arrests-a-day-for-offensive-online-messages

https://www.aa.com.tr/en/europe/uk-police-arrest-3-for-inciting-hate-violence-on-social-media-amid-far-right-riots/3297799

https://www.london.gov.uk/who-we-are/what-london-assembly-does/questions-mayor/find-an-answer/crimes-social-media

https://www.tabletmag.com/sections/news/articles/free-speech-wobbles-uk

https://cbsaustin.com/news/nation-world/uk-authorities-threaten-extradition-jail-to-us-citizens-for-online-posts-stoking-riots-social-media-elon-musk-x-stabbing-taylor-swift-themed-event-children-dead-prime-minister-police-laws-free-speech

https://winslowlawyers.com/uk-man-arrested-for-malicious-communications

https://en.wikipedia.org/wiki/Censorship_in_the_United_Kingdom

https://www.oireachtas.ie/en/debates/debate/dail/2022-09-21/15

https://www.oireachtas.ie/en/bills/bill/2022/6

https://www.gov.ie/en/press-release/1e05a-minister-martin-presents-additions-to-new-law-proposed-for-online-safety-and-media-regulation

https://www.irishstatutebook.ie/eli/2022/act/41/enacted/en/html

https://www.citizensinformation.ie/en/government-in-ireland/irish-constitution-1/censorship

https://www.gov.ie/en/department-of-culture-communications-and-sport/press-releases/minister-martin-brings-forward-amendments-to-the-online-safety-and-media-regulation-bill

https://www.gov.ie/en/press-release/dfd8b-minister-mcentee-proposes-new-bill-to-repeal-almost-century-old-censorship-of-publications-act

https://www.irishexaminer.com/news/arid-30974746.html

Julia Brystiger – krwawa „Luna” miażdżyła przyrodzenie chłopców z AK w szufladach

Julia Brystiger – krwawa „Luna” miażdżyła przyrodzenie chłopców z AK w szufladach

Autor: AlterCabrio, 21 sierpnia 2025

W powojennej Polsce nie było okrutniejszej komunistki. Prócz tego, że jako jedyna kobieta była dyrektorem departamentu bezpieki, osobiście znęcała się nad młodymi polskimi żołnierzami z Armii Krajowej, miażdżąc im przyrodzenie w szufladach. Tak zachowywała się m.in. w więzieniu karno-śledczym nr III, tzw. Toledo (nieistniejący już budynek przy ul. Ratuszowej 11 w Warszawie). Stąd przebiła nawet ikonę stalinowskich zbrodni – Helenę Wolińską, którą nie bez przyczyny nazywano potworem w mundurze.

Brystiger zyskała miano „krwawej Luny”. Urodziła się w 1902 r. w Stryju jako córka żydowskiego aptekarza. Przed wojną uzyskała doktorat z filozofii na lwowskim Uniwersytecie im. Jana Kazimierza. Od 1927 r. działała w Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom, a od 1931 r. w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. II RP karała ją za to więzieniem.

Po upadku Polski Julia Brystiger przyjęła obywatelstwo sowieckie. Razem z grupą innych kolaborantów współpracowała z sowieckim wydawnictwem w języku polskim „Nowe Widnokręgi” we Lwowie. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej zbiegła do Charkowa, a następnie do Samarkandy. W latach 1943–1944 pracowała w Zarządzie Głównym Związku Patriotów Polskich. W bezpiece, będąc jednocześnie członkiem PPR, „Luna” zaczęła działać już w grudniu 1944 r.

Kilka lat temu powstał na jej temat film „Zaćma” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego. Dotyczy jednak nie znęcania się Brystigerowej nad naszymi Żołnierzami Wyklętymi, ale przede wszystkim jej nawrócenia. Nawrócenia, rzekomego, bo wystarczających dowodów na przemianę czerwonej bestii nie ma. Co innego, gdyby publicznie rozliczyła się ze swoją przeszłością, przeprosiła za wyrządzone krzywdy. Żadnego takiego aktu ekspiacji w przypadku krwawej „Luny” nie było.

I tak powstała kolejna produkcja wybielająca komunistów – morderców Polaków. Kolejna po „Pokłosiu”, „Idzie”, czy „W ciemności”.

[Moje znajome, „postępowe katoliczki”, opowiadały mi z zachwytem o jej końcu życia u franciszkanek w Laskach. MD]

−∗−

Julia Brystiger – krwawa „Luna” miażdżyła przyrodzenie chłopców z AK w szufladach

Rozmawiają: Tadeusz Płużański, Stanisław Płużański

https://iframe.dacast.com/vod/f9823fc6-faba-b98f-0d00-4a7b50a58c5b/99fce6b2-7652-4ce1-87ca-99da19efdb45

−∗−

Hindusi masowo przechodzą na chrześcijaństwo. Chińczycy też.

Hindusi masowo przechodzą na chrześcijaństwo. Indie zakażą kościołów domowych?

https://www.fronda.pl/a/Hindusi-masowo-przechodza-na-chrzescijanstwo-Indie-zakaza-kosciolow-domowych,246467.html

[To piszą „ekumeniści”, bo nie odróżniają katolików od protestantów. md]


Wspierający supremację hinduistów rząd Indii jest gotowy do narzucenia drakońskiego ustawodawstwa zakazującego kościołów domowych, w szczególności w stanach północnych, które od wieków opierały się Ewangelii. W ostatnich kilku latach jednak nastąpił bezprecedensowy gwałtowny wzrost liczby Hindusów przyjmujących wiarę w Chrystusa” – pisze Jason Scott Jones na portalu „Life Site News”.

Publicysta zwraca uwagę na fakt, że to właśnie kościoły domowe były pierwszymi kościołami w starożytnym Rzymie, które przyczyniły się do rozwoju chrześcijaństwa. Jako przykład podaje informacje, które można znaleźć zarówno w listach św. Pawła, jak i u św. Justyniana Męczennika. To właśnie takie „kościoły domowe stały się motorami ewangelizacji i potężnymi centrami kształtowania uczniostwa” – stwierdza Jones.

Podobnie dzieje się w czasach bardziej nam współczesnych. Autor na poparcie tej opinii cytuje fragment książki Persecuted: The Global Assult on Christians (Prześladowani. Globalny atak na chrześcijan), której współautorami są Paul Marshall, Lela Giblert i Ina Shea: „W ciągu ostatnich trzydziestu lat te sieci kościołów [domowych lub podziemnych] doświadczyły największego wzrostu liczby kościołów w historii świata. W żadnym innym kraju i w żadnym innym czasie w takim tempie dziesiątki milionów ludzi nie nawracało się na wiarę chrześcijańską”.

Choć władze komunistyczne starają się zmusić przepisami do rejestracji kościołów domowych, to ich duszpasterze stawiają opór, by nie poddawać się cenzurze.

Ocenia się, że w Chinach takich podziemnych kościołów jest ok. 10 milionów i należy do nich ok. 160-200 milionów członków.

W przypadku Indii w kościołach domowych ma się spotykać według tych danych ok. 80 milionów ludzi. Także tutaj władze podejmują działania, by mieć te kościoły pod kontrolą.

W Raipur, stolicy stanu Chhattisgarh, komisarz policji zaprosił 14 sierpnia pastorów na publiczne spotkanie i oznajmił im, że od tej pory modlitwy w kościołach domowych są zakazane, a wierni będą jedynie mogli się spotykać w oficjalnie zarejestrowanych budynkach. Zdecydował też, że „w celu utrzymania porządku publicznego” policja ma powstrzymać organizację takich spotkań, poza tymi w oficjalnych budynkach. Policja miała otrzymywać skargi na kościoły domowe.

Zareagował na to dr Arun Pannalal, przewodniczących Chhattisgarh Christian Forum: „Jeśli otrzymujecie skargi, zbadajcie je – odrzućcie fałszywe skargi i zajmijcie się autentycznymi”. Jego zdaniem władze nie rozumieją, że chrześcijanie „wywodzą koncepcję kościołów domowych w oparciu o wskazówki biblijne” i chcą decydować o tym, kto jest, a kto nie jest chrześcijaninem.

Jeden z pastorów po spotkaniu wyraził gotowość zainstalowania kamer oraz rejestracji głosu, by mieć dowody na to, że jego wspólnota nie angażuje się w przymusowe nawracanie. Dodał jednak, że zakazywanie kościołów domowych jest zarówno niekonstytucyjne, jak i nielegalne.

Jones przytacza opinię chrześcijańskiego influencera, Pnakaja Kumara, który przewiduje, że z powodu sukcesu, jakim okazały się kościoły domowe, może dojść do pogorszenia sytuacji chrześcijan w Indiach, gdyż rząd będzie dążył do zdławienia całego ruchu. Jego zdaniem precedens w Chhattisgarh może stać się wzorem postępowania dla władz w całych Indiach.

Sytuacja zaogniła się, gdy w lutym 2024 r. nacjonaliści hinduscy zaczęli protestować przeciwko kościołom domowym i nawracaniu na chrześcijaństwo. Powodem było przejście na chrześcijaństwo 25 osób w stanie Chhattisgarh, a także umieszczenie krzyży przez konwertytów na ich domach. W październiku 2024 organizacja misyjna Dynamic Church Planting International w swoim raporcie podkreśliła „niewiarygodny sukces kościołów domowych”, a także uzdrowienia, jakich doznało wielu nowych chrześcijan. Według informacji tej organizacji, przeciętnie kościoły domowe liczą sobie od 30-50 osób, ale bywają i takie, których liczba sięga 100 wiernych. Ich liderami są rodzimi mieszkańcy, którzy „wykazują się głębokim zrozumieniem lokalnej kultury i są szanowani w ich wspólnotach”. Takie kościoły przełamują też system kastowy w Indiach, gromadząc ludzi z różnych klas i warstw społecznych.

Jones zwraca uwagę na wzrost prześladowań, jakich chrześcijanie doświadczają w ostatnich miesiącach ze strony hinduistów w stanie Chhattisgarh. Pośród przykładów, jakie przytacza, jednym najbardziej szokujących jest wykopanie ciała zmarłego chrześcijanina w miejscowości Jamagaon przez liczący 1000 osób motłoch. Zmarły Somlal Rathore został pochowany na prywatnym gruncie i po chrześcijańskich obrzędach. Wzburzony tłum domagał się spalenia zwłok poza wioską, a także zdewastował lokalny kościół.