Spór o Tajwan i hipokryzja Zachodu

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/der-streit-um-taiwan-und-die-verlogene-politik-des-westens

Spór o Tajwan i hipokrytyczna polityka Zachodu

Na Zachodzie przedstawia się to tak, jakby Zachód musiał bronić Tajwanu przed złymi Chinami, które rzekomo są gotowe do aneksji Tajwanu siłą, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jednak żadne państwo zachodnie nie uznało Tajwanu, a cały Zachód oficjalnie popiera politykę Jednych Chin, która definiuje Tajwan jako część Chin.

Anti-Spiegel 16 maj 2026

W obliczu ponownego zdominowania nagłówków gazet po szczycie USA-Chiny, po odmowie prezydenta Trumpa zajęcia się kwestią Tajwanu w Chinach i późniejszym unieważnieniu przez niego wcześniej uzgodnionych umów zbrojeniowych o wartości 14 miliardów dolarów, warto przypomnieć tło sporu.

Zachodnie media i politycy propagują narrację, że Tajwan, rzekomo zachodnia demokracja zasługująca na ochronę, musi być chroniony przed złowrogimi Chinami, które rzekomo dążą do jego aneksji. Z tego powodu Stany Zjednoczone intensywnie zbroiły Tajwan w ciągu ostatnich kilku dekad, NATO pracuje nad rozszerzeniem swoich operacji na Pacyfik, a nawet niemieckie siły zbrojne wysyłają w ten region okręty wojenne, aby zademonstrować swój sprzeciw wobec Chin.

Problem polega na tym, że działania Zachodu wobec Tajwanu w żaden sposób nie są zgodne z międzynarodowymi zobowiązaniami prawnymi, które Zachód oficjalnie uznaje. Oficjalnie Zachód popiera politykę jednych Chin, która głosi, że istnieje tylko jedno państwo chińskie – Chińska Republika Ludowa, do której należą Hongkong i Tajwan. Żadne państwo zachodnie nie uznało Tajwanu na mocy dyplomacji, co po raz kolejny dobitnie pokazuje absurdalność polityki Zachodu.

Dlatego chciałbym skorzystać z okazji i przypomnieć tło konfliktu.

Tło

W XIX wieku Chiny były słabe i częściowo pod rządami zachodnich mocarstw kolonialnych. Nawet Niemcy miały w Chinach niewielką kolonię. Wielka Brytania toczyła w XIX wieku dwie wojny, których celem było otwarcie chińskiego rynku na opium, produkowane przez Brytyjską Kompanię Wschodnio-indyjską w ramach jej monopolu produkcyjnego w Bengalu.

Były to wojny wywoływane i podżegane przez kupców – dziś nazwalibyśmy ich korporacjami – w celu maksymalizacji zysków ze sprzedaży narkotyków. Już wtedy chwytliwym hasłem, którym brytyjska opinia publiczna zyskiwała poparcie dla wojen, było hasło, że należy chronić „wolność handlu”, wolność, której złowrogie Chiny sprzeciwiały się, zakazując importu narkotyków.

W Chinach ten okres i upokorzenia, jakich kraj doznał, są pamiętane do dziś. Niezliczeni Chińczycy padli ofiarą uzależnienia od opium, które stało się powszechną epidemią po tym, jak Londyn wymusił otwarcie chińskiego rynku na ten narkotyk.

W rezultacie w Chinach narastał opór przeciwko słabej dynastii cesarskiej. Siły napędowe tego ruchu pochodziły jednak z zagranicy, a także od wykształconych na Zachodzie intelektualistów z terytoriów kolonialnych, takich jak Hongkong, Kanton i Szanghaj, którzy skierowali ruch w pożądanym kierunku. W następstwie tzw. rewolucji Xinhai i późniejszej wymuszonej abdykacji sześcioletniego następcy tronu, Puyi, Imperium Chińskie upadło w 1911 roku, a 1 stycznia 1912 roku proklamowano Republikę Chińską, której tymczasowa konstytucja ustanowiła Chiny jako republikę wzorowaną na Stanach Zjednoczonych.

Jednak Republika Chińska wkrótce istniała tylko z nazwy, ponieważ po śmierci jej prezydenta, wysokiego rangą oficera wojskowego, w 1916 roku Chiny rozpadły się na terytoria kontrolowane przez regionalnych watażków. Wybuchła chińska wojna domowa, a w latach 30. XX wieku nastąpiła inwazja japońska. Wojna domowa ostatecznie zakończyła się dopiero w 1949 roku, gdy Czang Kaj-szek został zmuszony do wycofania się na wyspę Tajwan. Chociaż jego państwo było surową dyktaturą i obejmowało jedynie niewielką wyspę, Tajwan nadal nazywał się „Republiką Chińską” i był uznawany na arenie międzynarodowej za jedyne państwo chińskie. Chińska Republika Ludowa, proklamowana przez Mao Zedonga na kontynencie, była wówczas w dużej mierze odizolowana.

Chiny, Tajwan i ONZ

Ponieważ Chiny zostały uznane za zwycięskie mocarstwo w II wojnie światowej, gdy powstawała ONZ, Republika Chińska (niewielka wyspa Tajwan) otrzymała chińskie miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, podczas gdy znacznie większa Chińska Republika Ludowa nie była nawet członkiem ONZ.

Zmieniło się to dopiero w 1971 roku, kiedy Stany Zjednoczone, pod wodzą prezydenta Nixona, rozpoczęły zbliżenie z Chinami, licząc na pozyskanie ich jako przeciwnika Związku Radzieckiego w zimnej wojnie. W lipcu 1971 roku doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Nixona, Henry Kissinger, odwiedził Pekin, przygotowując tym samym wizytę państwową Nixona w 1972 roku. Mao Zedong zażądał międzynarodowego uznania Chin, a w październiku 1971 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 2758, której kluczowy fragment brzmi:

„Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych […] postanawia przywrócić wszystkie prawa Chińskiej Republice Ludowej i uznać przedstawicieli jej rządu za jedynych prawowitych przedstawicieli Chin w Organizacji Narodów Zjednoczonych, a tym samym usunąć przedstawicieli Czang Kaj-szeka z miejsca, które niesłusznie zajmują w Organizacji Narodów Zjednoczonych i wszystkich jej organizacjach”.

W ten sposób Chińska Republika Ludowa stała się również członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, a Tajwan został wykluczony z ONZ.

Polityka Jednych Chin

Chińska Republika Ludowa realizuje politykę Jednych Chin, zgodnie z którą istnieją tylko jedne Chiny, a mianowicie Chińska Republika Ludowa, obejmująca również Hongkong i Tajwan. Chiny wymagają zatem, aby wszystkie państwa pragnące nawiązać stosunki dyplomatyczne z Chińską Republiką Ludową uznały tę przesłankę, tak jak uczyniła to ONZ w rezolucji Zgromadzenia Ogólnego nr 2758. Oznacza to, że każde państwo – w tym wszystkie państwa zachodnie – musi oficjalnie uznać tę politykę.

Nawiasem mówiąc, z tego właśnie powodu tajwańscy politycy nie składają wizyt państwowych na wysokim szczeblu w UE. Ponieważ na Tajwanie nie ma ambasad ani konsulatów europejskich, nie mogą oni nawet otrzymać wiz wjazdowych. Muszą się o nie ubiegać w konsulacie w Chinach.

Ale Stany Zjednoczone oczywiście nie chcą rezygnować ze swojego „lotniskowca” Tajwanu, dlatego w 1979 roku uchwaliły ustawę o stosunkach z Tajwanem, wyrażając poparcie dla „dalszego demokratycznego rozwoju Tajwanu”. Zawarta w niej deklaracja USA, która w razie potrzeby wyposażyłaby Tajwan w broń obronną, od tamtej pory trwale nadwyrężyła stosunki między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Stany Zjednoczone stworzyły w ten sposób potencjalny punkt zapalny, który mogą wykorzystać i w razie potrzeby eskalować konflikt przeciwko Chinom.

Widzieliśmy precedens na Ukrainie, gdzie pomimo protestów Rosji Stany Zjednoczone naciskały na członkostwo Ukrainy w NATO, dopóki Rosja nie widziała innego wyjścia, jak tylko uniemożliwić to militarnie. Podobnie Stany Zjednoczone mogłyby w każdej chwili przekroczyć wszystkie chińskie „czerwone linie” w odniesieniu do Tajwanu i tym samym sprowokować chińską interwencję wojskową, która mogłaby doprowadzić do poważnej wojny.

Według zachodnich mediów i polityków, w takim przypadku winne byłyby oczywiście Chiny, które prowadzą „nieuzasadnioną, agresywną wojnę przeciwko Tajwanowi”.

Stany Zjednoczone igrają z ogniem.

Stany Zjednoczone w ostatnich latach igrały tam z ogniem. Podczas gdy kraje europejskie, ze względu na oficjalnie uznaną politykę jednych Chin, nie wysyłają na Tajwan delegacji wysokiego szczebla ani nie przyjmują tajwańskich przedstawicieli w UE, wysocy rangą politycy amerykańscy praktycznie ustawiali się w kolejce, aby odwiedzić Tajwan za rządów Bidena. Na przykład prowokacyjna wizyta Nancy Pelosi na Tajwanie w 2022 roku pozostaje niezapomniana.

Tajwan jest coraz bardziej zbrojony przez Stany Zjednoczone, co Chiny naturalnie postrzegają jako prowokację. Stany Zjednoczone raczej nie zaryzykowałyby wojny z Chinami o Tajwan, a ustawa o stosunkach z Tajwanem nie przewiduje interwencji wojskowej USA. Jednak, podobnie jak w przypadku Ukrainy i Rosji, Stany Zjednoczone mogłyby naciskać na rząd Tajwanu, by ten prowokował Chiny, składając Tajwanowi wszelkiego rodzaju obietnice.

Fakt, że Stany Zjednoczone jednocześnie depczą politykę jednych Chin, do której, jak twierdzą, są zobowiązane we wszystkich oficjalnych deklaracjach, po raz kolejny dowodzi hipokryzji amerykańskiej polityki.

A UE nie jest w tym o wiele lepsza, o czym świadczy antychińska polityka Brukseli, przyjęta pod presją USA i uzasadniana w wielu oświadczeniach przez wysokich rangą urzędników UE powoływaniem się na chińską politykę wobec Tajwanu.

Ten przykład po raz kolejny ilustruje hipokryzję polityki Zachodu pod przewodnictwem USA, który swoją polityką wobec Tajwanu narusza prawo międzynarodowe, ignorując w istocie rezolucję ONZ nr 2758.

Zachód powinien podjąć decyzję: albo oficjalnie zdystansować się od polityki jednych Chin i uznać Tajwan, co również stanowiłoby jawne naruszenie prawa międzynarodowego i na co Chiny prawdopodobnie zareagowałyby bardzo ostro, albo ostatecznie poprzeć politykę jednych Chin i – podobnie jak w przypadku Hongkongu – poprzeć pokojowe zjednoczenie Chin i Tajwanu w ramach zasady „jeden kraj, dwa systemy”.

Wtedy jednak USA straciłyby swój „lotniskowiec”, Tajwan, czego oczywiście nie chcą. USA prowadzą politykę globalną, w której mogą wykorzystywać swoje wpływy do wywoływania kryzysów w dowolnym regionie świata, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba w walce z geopolitycznymi lub gospodarczymi rywalami. Tajwan nie jest tu wyjątkiem.

Niewidzialna okupacja

Niewidzialna okupacja

Autor artykułu Marek Wójcik 15. maja 2026 world-scam/niewidzialna-okupacja

Matt Agorist jest honorowo zwolnionym weteranem Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych (USMC) i byłym agentem wywiadu, któremu bezpośrednio powierzono zadanie przez NSA. To wcześniejsze doświadczenie daje mu unikalną wiedzę na temat korupcji rządowej i amerykańskiego państwa policyjnego.

Agorist jest niezależnym dziennikarzem od ponad dekady i występował w popularnych stacjach telewizyjnych na całym świecie. Agorist jest również redaktorem naczelnym w Free Thought Project. Obserwuj @MattAgorist na Twitterze.

5 maja Matt Agorist opublikował na thefreethoughtproject.com artykuł: Niewidzialna okupacja: Jak Palantir i sztuczna inteligencja zbudowały więzienie finansowe, które wywołało aplauz mas. Źródło.

Żyjemy w okupowanym kraju, ale siły okupacyjne nie przybyły w czołgach ani mundurach. Przybyły w szafach serwerowych i salach konferencyjnych, sprzedając nam z powrotem nasze zniewolenie pod pretekstem wygody i bezpieczeństwa narodowego. Rozrastające się państwo policyjne nie jest narzucane opornemu społeczeństwu; jest witane z otwartymi ramionami przez ludność śpiącą za kierownicą.

Okupacja, która nie wymaga armii strażników i jest przyjmowana z entuzjazmem przez zniewolonych technologicznie ludzi – to najlepsza forma kontroli społeczeństw. Kiedy niewolnik skłonny jest walczyć nie o własną wolność, ale o zachowanie narzędzi służącym niewolnictwu – wtedy mamy do czynienia z doskonale zaplanowanym i zorganizowanym więzieniem.

Niech ktoś spróbuje ograniczyć ci dostęp do kontrolujących cię na każdym kroku aplikacji komórkowych – wtedy dopiero będziesz się buntował przeciwko niemożliwości korzystania z narzędzi służącym okupantowi do pełnej inwigilacji ciebie i twojego otoczenia. Opłaty parkingowe? Jest przecież wygodna w obsłudze apka! Nie masz przy sobie gotówki? Możesz przecież przyłożyć komórkę do czytnika przy kasie! Możesz zrobić znacznie więcej, żeby wspomóc zbieranie szczegółowych informacji o twoim zachowaniu, poglądach i stopniu gotowości do walki z powszechną inwigilacją.

Skoro prawie 4 000 pracowników Google podpisuje petycje, 13 pracowników Palantir odmawia wykonywania obowiązków, a szef działu robotyki w OpenAI rezygnuje z pracy, ponieważ sztuczna inteligencja coraz bardziej wkracza w sferę działań wojennych, inwigilacji i władzy państwowej… powinniśmy zwrócić na to uwagę.
Źródło.

Dawno minęły te czasy, w których grupka facetów koniecznie w ciemnych okularach, pochyla się nad odbiornikiem przekazującym dźwięki wychwytywane przez mikrofon ukryty w sypialni śledzonej ofiary. Bez obawy, jakkolwiek i to jest możliwe, ale dziś praktycznie nikt nie słucha ani nie ogląda tak olbrzymiej ilości materiału z całego świata. Dzisiaj takimi scenami podnieca się jedynie sztuczna inteligencja, czyli program komputerowy.

Pełna kontrola to nie tylko smartfony. Do pisania moich wywrotowych wpisów korzystam z komputera z trzema dużymi monitorami.

Od ponad roku zauważyłem, że kiedy wstaję z krzesła przed komputerem to przynajmniej jeden, czasem dwa z tych monitorów robi się na krótko czarny. Prawie zawsze wtedy, gdy podnoszę się z krzesła. Ten efekt występuje kilka razy dziennie. Nie żartuję – to się naprawdę dzieje. Nie jest to naturalnie żaden dowód na inwigilację „monitorowaną”, jednak skoro jestem z wykształcenia elektronikiem, to natychmiast pojawia się w mojej głowie sposób technicznej realizacji takiej kontroli. Mógłbym dokładniej się zająć sprawdzeniem tego fenomenu, ale jak większość obywateli okupowanych przez SI krajów, po prostu lekceważę to dziwne zachowanie maszyny (komputera).

Musiałbym w pierwszym rzędzie wyłączyć kamerkę internetową, by sprawdzić, czy to ona kamerka wysyła sygnał ruchu. Pewnie zajmę się w tym w najbliższej przyszłości i wtedy napiszę, co odkryłem.

Produkcja tego smartfona została zlecona przez firmę Palantir.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Kowid – jednak świadoma zbrodnia ludobójstwa. Statystyka wykazuje, że są trzy klasy ofiar. KONIECZNE takie badania w Polsce.

Kowid – zbrodnia ludobójstwa. Statystyka wykazuje, że są trzy klasy ofiar.

[To nie „eksperyment” – to świadoma ZBRODNIA MD]

Marek Wójcik – blog 506. Światowy eksperyment medyczny

https://www.world-scam.com/archive/24043/506-swiatowy-eksperyment-medyczny/

Lądek Zdrój 4.7.2023

Cały blog jako bezpłatny eBook w formacie pdf.

W marcu 2023 r. opublikowano wynik naukowych badań na temat skutków ubocznych różnych serii preparatów mRNA (źródło) firmy Pfizer-BioNTech. Naukowcy odkryli trzy grupy partii preparatów, które znacznie różniły się w aspekcie zgłaszanych skutków ubocznych. Badanie dotyczy populacji Danii. [To ten artykuł: Zależne od partii bezpieczeństwo szczepionki BNT162b2 mRNA COVID-19
Maks Schmeling 1 | Vibeke Manniche 2 | Peter Riis Hansen 3
Investigation-Batch-dependent-safety md]

W Unii Europejskiej do 11 listopada 2022 r. podano 701 milionów dawek szczepionki mRNA BNT162b2 (Pfizer-BioNTech), co powiązano z 971 021 doniesieniami o podejrzewanych działaniach niepożądanych (SAE).

Każdy punkt na diagramie oznacza inną serię (partię) preparatów.

Na żółto zaznaczone na powyższym diagramie przypadki objęło około 30% wszystkich podanych w tym czasie „szczepionek”, nie wykazują praktycznie żadnych skutków ubocznych. Przypadki zielone stanowią 60% wszystkich badanych substancji. Niebieskie – te najgroźniejsze, to jedynie 5% preparatów mRNA. Z niebieskimi partiami „szczepionek” powiązane jest blisko 50% przypadków śmierci.

Wczoraj, 3 lipca 2023 r. ukazał się na austriackiej platformie Report24 artykuł: Analiza partii szczepionek: Jedna trzecia wszystkich szczepionek Covid tylko placebo? Źródło. Jeśli hipoteza postawiona w tytule tego artykułu okaże się prawdą, będzie to jednoznaczny dowód na prowadzenie eksperymentu medycznego na skalę światową. Eksperymentu, którego uczestnicy wprowadzeni zostali w błąd i nieświadomi sytuacji, ryzykowali własnym życiem. Jest to określane jako zbrodnia ludobójstwa.

W badaniach naukowych dotyczących skuteczności i bezpieczeństwa badanych leków zawsze tworzy się porównawczą grupę probantów, której podaje się placebo.

Oni nie dostali placebo.
Manchester Wielka Brytania. Źródło: Telegram 2.7.2023 r. 15:33

Takie listy zmarłych „nagle i nieoczekiwanie” można spotkać w wielu miastach w prawie każdym kraju na świecie.

============================================

mail:

Konieczne – i łatwe – jest sprawdzenie , jakie „klasy” ludzi dostały te różne zastrzyki.

===========================================

Czy znajda się uczciwi naukowcy w Polsce, by przeprowadzić podobne badania?

====================

mail od profesora: Można więc poznać, wg. jakich kryteriów dzielono ofiary.

Religia? Rasa? Znajomości? Partie? Tajne loże? Majętność? Wiek?

Iran, podobnie jak Rosja, rezygnując ze zwycięstwa, nie zapewnił sobie pokoju

Iran, podobnie jak Rosja, nie zapewnił sobie pokoju, rezygnując ze zwycięstwa.

Paul Craig Roberts

W swoim najnowszym filmie „Tańczący z niedźwiedziami” John Helmer pisze o powiązaniach Putina z Izraelem – pomimo ludobójstwa:

Prezydent Władimir Putin oświadczył, że Rosja i Izrael tworzą „prawdziwą rodzinę; mogę to powiedzieć bez przesady. W Izraelu mieszka prawie 2 miliony osób rosyjskojęzycznych. Uważamy Izrael za kraj rosyjskojęzyczny… Bez przesady mogę z dumą stwierdzić, że prawdopodobnie nigdy nie było tak wysokiego poziomu relacji między Rosją a Izraelem, jeśli nie cofniemy się, oczywiście, do pierwszych miesięcy, a może nawet kilku lat istnienia Państwa Izrael. Stanowiska Rosji i Izraela, narodów naszych krajów, są zgodne…”.

Jak Helmer jasno daje do zrozumienia w rozmowie z Rasheedem, wrogie stanowisko Izraela wobec Rosji nie ma absolutnie żadnej wzajemności. Niedawno, na prośbę Zełenskiego, Izrael nałożył embargo na dostawy rosyjskiego zboża do Izraela, opierając się na podejrzeniach, że część zboża mogła zostać wyhodowana na okupowanych przez Rosję ukraińskich terytoriach w Donbasie.

Putin nie zrobił absolutnie nic, aby zapobiec izraelsko-amerykańskiemu atakowi na Iran. Zażądał jedynie, aby Izrael nie atakował irańskiego reaktora jądrowego, nad którym Rosjanie pracowali. Najwyraźniej Putin nie chciał ryzykować strat po stronie rosyjskiej, które mogłyby zmusić go do wsparcia Iranu w walce z izraelsko-amerykańskim atakiem.

Putin, podobnie jak Trump, wydaje się być bardziej pod kontrolą syjonistycznego państwa Izrael niż własnych obywateli. Wszystko dla Izraela. Nic dla Amerykanów ani Rosjan.

Polityka Trumpa „Izrael przede wszystkim” oznacza rosnące ceny energii i niedobory nawozów dla Amerykanów i całego świata, co razem prowadzi do wyższej globalnej inflacji. Ponieważ inflacja rośnie szybciej niż dochody i zatrudnienie, obywatele amerykańscy płacą cenę za to, że ich prezydent jest marionetką Izraela drugiej kategorii.

Putin również przyjął tę rolę, jeszcze bardziej osłabiając wpływ Rosji na sprawy światowe. Nikt już nie zwraca uwagi na wypowiedzi Putina. Żadna z jego „czerwonych linii” nie miała żadnego znaczenia. Dlatego nic, co mówi Kreml, również nie ma znaczenia. Nikt już nawet nie słucha.

Gilbert Doctorow zwraca uwagę na utratę prestiżu Rosji i zauważa, że ​​Putin, obawiając się ataku ze strony USA, MI6 i Ukrainy na wczorajsze obchody Dnia Zwycięstwa, upamiętniające klęskę III Rzeszy, skrócił paradę do 45 minut i powstrzymał się od prezentacji rosyjskich systemów uzbrojenia, aby uchronić doroczny Dzień Zwycięstwa przed niszczycielskim atakiem. Uwaga: Po raz pierwszy w historii Rosja nie mogła świętować zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami w tradycyjny sposób, ponieważ Putin odmawia wygrania wojny na Ukrainie.

Dlaczego Putin nie chce wygrać wojny?

Helmer i Doctorow przedstawili swoje spostrzeżenia. Na Kremlu rosyjscy nacjonaliści mają mniejsze wpływy niż Kiriłł Dmitriew, wpływowy przedstawiciel rosyjskich oligarchów i szef Rosyjskiego Banku Centralnego, którego chroni Putin. Dmitriew, który dorastał i kształcił się w USA, oraz dyrektor Rosyjskiego Banku Centralnego są proamerykańscy, a nie prorosyjscy. W rzeczywistości działają jako amerykańscy agenci w organach decyzyjnych Kremla, wykorzystując wojnę i negocjacje wojenne do pośredniczenia w umowach biznesowych między USA a Rosją, które mają na celu zapewnienie wystarczających korzyści amerykańskim interesom, tak aby – w ich nadziei – amerykańskie dążenie do wojny ustąpiło miejsca dążeniu do zysku. Innymi słowy, Putin zdradza Rosję w zamian za zniesienie sankcji.

Helmer i Doctorow są o wiele bardziej kompetentni i lepiej poinformowani niż CIA i MI6. Uznali, że brak obrony Rosji i jej sojuszników przez Putina uczynił Rosję krajem bardzo słabym – słabością, która prowokuje ataki. Jak ostrzegałem od kilku lat, strategiczna pomyłka Putina prowadzi do wojny nuklearnej.

Źródło: Iran, podobnie jak Rosja, uchylając się od zwycięstwa, nie zapewnił pokoju

Prof. Glenn Diesen o Rosji, Europie i NATO

Prof. Glenn Diesen o Rosji, Europie i NATO

Napisał: Glenn Diesen

Opracował: Zygmunt Białas zygmuntbialas/prof-glenn-diesen-o-rosji-europie-i-nato

ZB: Drony produkowane w Europie mają zasięg do 1500 km i od pewnego czasu ukraiński reżim atakuje nimi skutecznie rafinerie i zakłady produkcyjne znajdujące się w głębi Rosji, wyrządzając jej ogromne straty gospodarcze i siejąc zwątpienie. Polskojęzyczne łże-media nie kryją swej radości, a uznani eksperci światowi zamilkli. Specjalna Operacja Wojskowa nie przynosi – jak dotąd – oczekiwanych efektów. Jak jest w istocie? Jakie wydarzenia mogą teraz nastąpić? – Prof. Glenn Diesen opisuje to i przedstawia prognozę tego, co może się wydarzyć:

W czasie zimnej wojny miało być NATO tymczasowym sojuszem wojskowym, zjednoczonym wspólnym wrogiem i wspólnym zagrożeniem. Kiedy to zagrożenie zniknęło wraz z końcem zimnej wojny, a następnie wraz z upadkiem Związku Radzieckiego, centralne pytanie lat 90. brzmiało: Jaki będzie nowy cel Paktu Atlantyckiego? – Odpowiedzią na to pytanie było dążenie do jednobiegunowości, czyli kolektywnej hegemonii w erze postzimnowojennej poprzez ekspansjonizm NATO i interwencjonizm wojskowy.

Rosja otrzymała domyślne ultimatum: albo będzie posłusznym uczniem cywilizacji, albo stanie się siłą antycywilizacyjną. Moskwa mogła albo zaakceptować hegemoniczną rolę NATO jako ‚siły dobra’, albo się jej przeciwstawić – w takim przypadku NATO powróciłoby do swojej dawnej roli konfrontacji z Rosją. Wspierana przez NATO zmiana reżimu na Ukrainie – mająca na celu przekształcenie kraju z partnera Rosji w państwo frontowe walczące z Rosją – wywołała wojnę w 2014 roku.

NATO zaczęło powracać do swojej dawnej roli konfrontacji z Federacją Rosyjską, ale nastąpiło to w momencie, gdy era hegemonii już się skończyła.

Teraz, gdy dawna zbiorowa hegemonia została zrównoważona i wyłonił się świat wielobiegunowy, NATO ponownie straciło swój cel i rozpada się. Europejscy przywódcy chcą przywrócić pierwotny cel sojuszu: powstrzymanie Rosji. To się nie powiedzie, ponieważ opiera się na zwodniczej narracji, że Rosja chce odbudować Związek Radziecki, a nie jedynie zrównoważyć ekspansjonizm i interwencjonizm wojskowy NATO.

Stany Zjednoczone nie powrócą jednak do pierwotnego celu NATO, ponieważ globalny układ sił uległ zmianie, i dlatego nie będą podporządkowywać się fałszywym narracjom europejskich przywódców. USA znajdują się w stanie względnego upadku i nie są w stanie utrzymać jednocześnie strategicznej dominacji w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Azji Wschodniej i na półkuli zachodniej. Stany Zjednoczone nie mogą być obecne wszędzie naraz w wielobiegunowym świecie i przeniosą swoją uwagę na półkulę zachodnią i Azję Wschodnią. Amerykańska obecność w Europie pochłania zbyt wiele zasobów i zbliża Rosję do Chin – jej głównego przeciwnika. Jednak Stany Zjednoczone są skłonne powierzyć konflikt z Rosją Europejczykom. Europa pozostaje uległa, a Rosja jest osłabiona.

Europejskie orły

Gdyby Europa miała racjonalnych przywódców, dostosowałaby się do nowego międzynarodowego układu sił, zakończyła tę wojnę, zawarła pokój z Rosją, stworzyła wspólną paneuropejską architekturę bezpieczeństwa – o 35 lat za późno – która uratowałaby również Ukrainę, usuwając ją z linii frontu ponownie podzielonej Europy, i zdywersyfikowała jej relacje gospodarcze, aby uniknąć nadmiernego polegania na jakimkolwiek pojedynczym mocarstwie zagranicznym. Europie brakuje jednak racjonalnych przywódców, a nawet argument, że broń nie jest drogą do pokoju, a dyplomacja jest konieczna, jest zniesławiany i cenzurowany jako ‚prorosyjska’ zdrada. Europejska klasa polityczna nadal hołduje rusofobicznym narracjom i polityce, które zaostrzają konfrontację i przedłużają konflikt.

Przebieg wydarzeń staje się coraz bardziej oczywisty: NATO będzie się nadal rozpadać, a Europejczycy będą to rekompensować dalszą eskalacją wojny z Rosją. Dzieje się to w czasie, gdy Rosja desperacko próbuje przywrócić swoją siłę odstraszania, jest więc prawdopodobny odwet na Europie – najprawdopodobniej na Niemczech – podczas gdy amerykańskie zaangażowanie i ochrona Europy słabną. Przewidywalną konsekwencją jest to, że europejscy przywódcy ostatecznie sprowokują zdecydowaną odpowiedź Rosji, która może szybko przerodzić się w – miejmy nadzieję – ograniczony – atak nuklearny.

uncutnews.ch/prognose-der-zusammenbruch-der-nato-atomkrieg

Napisał: Glenn Diesen

Opracował: Zygmunt Białas

Trump zachowuje się jak Hitler w 1945 roku

Trump zachowuje się jak Hitler w 1945 roku

– Douglas Macgregor ostrzega przed

niekontrolowaną eskalacją wobec Iranu

W szczerym wywiadzie były pułkownik USA i doradca Pentagonu Douglas Macgregor analizuje dramatyczną eskalację konfliktu między USA, Izraelem i Iranem. Wywiad został zainspirowany doniesieniami o możliwym rozmieszczeniu na Bliskim Wschodzie nowej amerykańskiej broni hipersonicznej „Dark Eagle”.

Macgregor maluje ponury obraz: Stany Zjednoczone znajdują się w pułapce strategicznej, prezydent Donald Trump działa z coraz większą desperacją, a Iran jest teraz w stanie sam dyktować eskalację.

Broń hipersoniczna jako ostateczność?

W centrum dyskusji znajduje się tzw. pocisk rakietowy „Dark Eagle” – pierwsza oficjalnie rozmieszczona broń hipersoniczna armii USA. Według doniesień, Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) zwróciło się z prośbą o rozmieszczenie tego systemu na Bliskim Wschodzie w celu potencjalnego użycia przeciwko Iranowi. Broń ma osiągać prędkość przekraczającą Mach 5 i została specjalnie zaprojektowana do niszczenia głęboko ufortyfikowanych celów, takich jak podziemne centra dowodzenia czy obiekty nuklearne.

Macgregor podchodzi jednak do tego sceptycznie. Nikt nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, jak skuteczna jest ta broń w rzeczywistych warunkach bojowych. Wiele wysoko ocenianych systemów pokazało już swoje ograniczenia w wojnie na Ukrainie – zarówno po stronie Zachodu, jak i Rosji. Dopiero w praktyce okaże się, czy broń rzeczywiście spełnia obietnice planistów wojskowych.

Następnie Macgregor przytacza historyczne porównanie, które uderza niczym polityczny grom z jasnego nieba. Trump, jak twierdzi, zachowuje się podobnie do Adolfa Hitlera w ostatnim roku II wojny światowej: przywódcy desperacko szukającego cudownej broni, aby w jakiś sposób uratować pogarszającą się sytuację. Hitler, jak twierdzi, polegał na tak zwanej broni „srebrnej kuli” – rewolucyjnych systemach, które teoretycznie mogłyby mieć ogromny wpływ, ale pojawiły się o wiele za późno, by zmienić bieg wojny. I właśnie to, jak twierdzi, obserwujemy teraz ponownie.

Macgregor stawia kluczowe pytania: Ile takich pocisków hipersonicznych faktycznie istnieje? Jak szybko można je wyprodukować? Jak długo można utrzymać intensywne użytkowanie? Jego wniosek jest jasny: nawet ta broń nie zmusi irańskich przywódców do kapitulacji.

„Dlaczego Irańczycy nadal mieliby wierzyć USA?”

Krytyka wiarygodności Waszyngtonu przez Macgregora jest szczególnie miażdżąca. Otwarcie kwestionuje on, dlaczego jakikolwiek rozsądny rząd miałby nadal negocjować z USA. Argumentuje, że Stany Zjednoczone systematycznie niszczyły porozumienia międzynarodowe i łamały własne zobowiązania w ostatnich latach.

Jako przykład podaje traktat INF dotyczący pocisków rakietowych średniego zasięgu – jedno z najważniejszych porozumień o kontroli zbrojeń zimnej wojny. To porozumienie kiedyś uratowało Europę przed masową eskalacją nuklearną, ponieważ obie strony zgodziły się całkowicie wyeliminować całą kategorię niebezpiecznej broni. Jednak Waszyngton „lekkomyślnie odrzucił” ten traktat.

Według Macgregora praktycznie wszystkie dotychczasowe mechanizmy kontroli i monitorowania zostały zniszczone. Nikt nie wie dokładnie, jaką bronią dysponuje druga strona. Właśnie z tego powodu, argumentuje, Irańczycy nie mają motywacji, by ufać amerykańskim obietnicom. Dla Teheranu najlepszym scenariuszem jest po prostu to, że USA się poddają i opuszczą region.

Iran grozi całkowitą eskalacją

W dalszej części wywiadu omawiane są doniesienia, że ​​armia amerykańska rozważa konkretne opcje ataku na Iran. Według doniesień medialnych obejmują one ukierunkowane ataki na irańską infrastrukturę, operacje lądowe mające na celu kontrolę Cieśniny Ormuz, a nawet operacje specjalne mające na celu przejęcie irańskiego uranu.

Jednocześnie irańscy urzędnicy jednoznacznie dali do zrozumienia, że ​​wznowienie wojny będzie prowadzone bez żadnych ograniczeń. Wspomnieli o możliwych atakach na infrastrukturę energetyczną państw Zatoki Perskiej, zamknięciu cieśniny Bab al-Mandab oraz aktach sabotażu wymierzonych w kable podmorskie i systemy komunikacyjne w regionie.

Macgregor stawia centralne pytanie strategiczne w następujący sposób: Kto ma władzę, by zaostrzyć konflikt? Jego odpowiedź: Nie Waszyngton, ale Teheran. Iran jest teraz w stanie sam decydować o tempie i intensywności eskalacji.

Ostrzeżenie Putina dla Trumpa

Na szczególną uwagę zasługuje ocena rozmowy telefonicznej między Władimirem Putinem a Trumpem dokonana przez Macgregora. Choć nie zna on treści rozmowy, podejrzewa, że ​​Putin jasno dał Trumpowi do zrozumienia, że ​​Iran uznałby nowy atak za zagrożenie egzystencjalne. W takim przypadku Teheran „zareagowałby z całych sił”.

Iran nie ma już motywacji, by reagować w sposób umiarkowany ani ufać amerykańskim zapewnieniom. Dlatego Putin prawdopodobnie odradzał powrót do wojny i zamiast tego sugerował poszukiwanie alternatywnego rozwiązania. Rosja i Chiny mogłyby pełnić rolę gwarantów takich porozumień.

„Irańczycy mają teraz inicjatywę strategiczną”

Macgregor argumentuje, że Stany Zjednoczone znajdują się w niekorzystnej sytuacji strukturalnej. Amerykańskie siły zbrojne operują tysiące kilometrów od kraju. Każda linia zaopatrzeniowa jest długa, droga i podatna na ataki. Jednocześnie sprzęt i personel są coraz bardziej wyczerpywane.

Wskazuje na obciążenie amerykańskich sił morskich w Zatoce Perskiej. Nawet grupy lotniskowców są narażone na ogromne zużycie. Żołnierze i marynarze są wyczerpani fizycznie i psychicznie, a jednocześnie coraz więcej systemów wymaga intensywnej konserwacji.

Macgregor interpretuje zatem dyskusję na temat użycia eksperymentalnej broni hipersonicznej jako przejaw narastającej desperacji w Białym Domu. Trump gorączkowo szuka sposobu, by zmusić Iran do uległości. Uważa jednak, że to po prostu nie zadziała.

„To jest wojna Izraela”

Wypowiedzi Macgregora stają się szczególnie wybuchowe, gdy odnosi się do roli Izraela. Twierdzi on, że wojna z Iranem jest w rzeczywistości prowadzona w celu realizacji interesów Izraela. Izrael, jak twierdzi, od lat dąży do zniszczenia Iranu – a ostatecznie o to właśnie chodzi w tym konflikcie.

Macgregor uważa jednak, że Izrael mógł przesadzić. Sytuacja militarna i geopolityczna rozwija się inaczej niż oczekiwano. Jednocześnie sugeruje, że Trump jest coraz bardziej sfrustrowany informacjami, które otrzymał w okresie poprzedzającym wojnę.

W wywiadzie wspomniano również o wypowiedziach Trumpa, w których polecił Benjaminowi Netanjahu przeprowadzać ataki w Libanie bardziej „chirurgicznie” i powodować mniejsze zniszczenia, ponieważ zaszkodziłoby to Izraelowi na arenie międzynarodowej. Macgregor pozostaje jednak sceptyczny. Sama retoryka nic nie znaczy – kluczowe są konkretne zmiany polityczne.

„Netanjahu kontroluje siły zbrojne USA”

Ton wywiadu pod koniec staje się jeszcze mroczniejszy. Macgregor reaguje niemal z rezygnacją, mając nadzieję, że Trump w końcu uwolni się spod wpływów Izraela. Jeśli Izrael poprze Netanjahu, mówi, to teraz jest idealny moment, ponieważ Netanjahu de facto przejął kontrolę nad amerykańskimi siłami zbrojnymi.

Macgregor przytacza jako dowód przeszłe sytuacje, w których amerykańscy politycy natychmiast konsultowali się z Netanjahu. Dopóki ta sytuacja pozostanie zasadniczo niezmieniona, nie spodziewa się pozytywnego rozwoju relacji między Waszyngtonem a Tel Awiwem.

Żądanie wycofania się z Zatoki Perskiej

Rozwiązanie Macgregora brzmi radykalnie: Stany Zjednoczone powinny zaprzestać wszelkich działań wojskowych przeciwko Iranowi, wycofać swoje wojska z regionu i w pełni otworzyć Zatokę Perską. Jednocześnie Waszyngton powinien zaakceptować międzynarodową mediację w celu znalezienia innego sposobu postępowania z Teheranem.

W przeciwnym razie wojna grozi niekontrolowaną eskalacją – z ogromnymi konsekwencjami dla dostaw energii, handlu międzynarodowego i globalnego porządku bezpieczeństwa. Macgregor jest przekonany: Zachód nie docenia Iranu, przecenia własne możliwości i niebezpiecznie zbliża się do katastrofy strategicznej.

Moja ulubiona teoria spiskowa

Moja ulubiona teoria spiskowa

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    12 maja 2026 michalkiewicz

Co było najtwardszym jądrem systemu komunistycznego? Najtwardszym jądrem była bezpieka – co wyszło na jaw w stanie wojennym, kiedy to na rozkaz bezpieczniaków, internowany został Edward Gierek i jego pierwszy minister Piotr Jaroszewicz. Nie chodziło o to, że Gierek, czy Jaroszewicz stwarzali jakieś zagrożenie dla socjalizmu, czy sojuszów. Ani jednemu, ani drugiemu taki pomysł nie przyszedłby do głowy nawet w gorączce. Chodziło wiec o to, by przy pomocy tej aluzji dać tubylczemu narodowi do zrozumienia, że partia już się nie liczy. Oto wpakowaliśmy za kratki pierwszego sekretarza i co? I nic – ani jeden głos nie podniósł się w jego obronie. Toteż bezpieka wojskowa i cywilna administruje w pełnej zgodzie i harmonii stanem wojennym – aż do roku 1984.

Wtedy dochodzi do fermentacji w ZSRR, którym wcześniej rządzili sklerotyczni starcy: Breżniew, Andropow i Czernienko, co to nie byli już w stanie zareagować na erozję systemu jałtańskiego – czy bronić go do upadłego, czy zrobić coś alternatywnego. Musiały tam trwać przygotowania do zmiany na szczytach władczy, które przełożyły się na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju. Nie było bowiem bez znaczenia, kto będzie wykonywał nowe rozkazy z Moskwy. Toteż jesienią 1984 roku doszło do konfrontacji między wywiadem wojskowym i bezpieką „cywilną”, czyli SB, czego zewnętrznym wyrazem było zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki. Warto przypomnieć, że generał Kiszczak powiedział wtedy, że to morderstwo miało „uderzyć w generała Jaruzelskiego”, czyli w wywiad wojskowy.

Ta wojna zakończyła się już w maju 1985 roku, zaraz po tym, jak w marcu 1985 roku nowy sekretarz KC KPZR Michał Gorbaczow, spotkał się w Genewie z prezydentem Ronaldem Reaganem, któremu zaproponował, by wspólnie ustanowili nowy porządek polityczny w Europie – a ZSRR odstąpi od desperackiej obrony porządku jałtańskiego. Ze wszystkich stanowisk pytajnych i państwowych został zdymisjonowany gen. Mirosław Milewski, co świadczyło, że na placu boju pozostał wywiad wojskowy. Miało to przełożenie na przełomie lat 80-tych i 90-tych, kiedy to SB została poddana „weryfikacji”, podczas gdy wywiad wojskowy przeszedł transformację w szyku zwartym i jako Wojskowe Służby Informacyjne, nadzorował prawidłowy jej przebieg.

Oferta sowiecka została przez Amerykanów przyjęta – o czym świadczyły regularne, coroczne spotkania obydwu przywódców, podczas których szczegóły nowego porządku były stopniowo konkretyzowane. I już na następnym spotkaniu w Rejkjaviku na Islandii w roku 1986 okazało się, że istotnym elementem tego nowego porządku będzie ewakuacja imperium sowieckiego ze Środkowej Europy. Ta ewakuacja nastąpiła co prawda prawie 10 lat później – ale wtedy pojawiła się wiarygodna informacja, że tak będzie – która wywołała ogromny rezonans w państwach Europy Środkowej, w których rozpoczęły się przygotowania do sławnej transformacji ustrojowej. Wiadomo było bowiem, że jak tylko Sowieci się ewakuują, to ten ustrój, jakiego świat nie widział, nie przetrwa długo, więc trzeba zawczasu przygotować się do nowego ustroju.

W nowym ustroju, o pozycji społecznej i politycznej będzie decydował stan posiadania, toteż środowisko władzy, czyli tzw. „nomenklatura” rozpoczęło gromadzenie majątków poprzez rozkradanie majątku państwowego. Służyły temu celowi spółki nomenklaturowe i „afery” – na przykład afera Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, w ramach której bezpieka ukradła 1640 mln dolarów, teoretycznie wyasygnowanych na skupienie polskich weksli na międzynarodowym rynku finansowym.

To był jeden z systemowych nurtów przygotowań do transformacji ustrojowej, Drugim systemowym nurtem była selekcja kadrowa w strukturach opozycyjnych, by w jej następstwie wyłonić taką reprezentację społeczeństwa, do której wywiad wojskowy miałby zaufanie i z którą podzieliłby się władzą w taki sposób, by jego pozycji nic nigdy zagrozić nie mogło. I tak się stało. Na czele reprezentacji społecznej, jako papierek lakmusowy, został postawiony Kukuniek, otoczony przez przedstawicieli „lewicy laickiej”, czyli dawnych stalinowców, którzy mimo różnych dąsów – zachowali serca po lewej stronie – jak przykazał Stalin. Ukształtowany wtedy system polityczny przetrwał do dnia dzisiejszego z tym, że nazwy tworzących go formacji wprawdzie się zmieniają, ale nie zmienia się sprawa zasadnicza. Chodzi o to, by ani z jednej, ani z drugiej strony nie pojawiła się żadna polityczna alternatywa. Toteż – uprzedzając nieco chronologię – kiedy wskutek niedopatrzenia się pojawiła w postaci Konfederacji, zarówno Volksdeutsche Partei, jak i PiS, ponad podziałami dążą się jej neutralizacji i wyeliminowania.

Ale oprócz tych systemowych przygotowań do transformacji ustrojowej pojawił się nurt trzeci – przygotowań prywatnych. Bezpieczniacy są wprawdzie zdemoralizowani, co się objawia w gotowości służenia każdemu, kto im obieca możliwość pasożytowania na historycznym narodzie tubylczym – ale inteligentni i spostrzegawczy. Dążąc do zagwarantowania sobie osobistej polisy ubezpieczeniowej na wypadek, gdy Sowietów już tu nie będzie, postawili na odwrócenie sojuszy, to znaczy – zawczasu przewerbowali się na służbę do naszych nowych sojuszników w słusznym – jak się okazało – przekonaniu, że oni nie dadzą im – jako swoim agentom – zrobić krzywdy. Tedy jedni przewerbowali się do służb amerykańskich, inni – do niemieckiej BND, jeszcze inni – do izraelskiego Mosadu, a reszta została przy rosyjskim GRU.

W ten sposób ukształtowały się trzy stronnictwa, które rotacyjnie administrują naszym nieszczęśliwym krajem: Stronnictwo Ruskie – obecnie w konspiracji, Stronnictwo Pruskie – obecnie u steru oraz Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, pragnące do steru powrócić. Zależności, jakie się w trakcie transformacji ustrojowej ukształtowały, przetrwały do dnia dzisiejszego na skutek dwóch czynników. Pierwszym z nich jest dziedziczenie pozycji społecznej, w ramach którego dzieci agentów zostają agentami. Mamy więc całe bezpieczniackie dynastie, które mogliśmy obserwować choćby podczas konferencji „Most” w czerwcu 2015 roku. Drugim czynnikiem jest agentura. Werbowana i za komuny i za „wolnej Polski” obsadziła wszystkie kluczowe dla życia państwowego i publicznego miejsca i za jej pośrednictwem poszczególne stronnictwa ręcznie sterują nie tylko życiem państwowym, ale całym życiem publicznym, religijnego odcinka nie wyłączając.

A przypominam to wszystko w związku z zamieszaniem, wywołanym przez pana prezydenta Karola Nawrockiego, który zamierza opublikować „Aneks” do „Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”, których oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ukryte rządy

Ukryte rządy

Autor artykułu Marek Wójcik 11. maja 2026 world-scam.com/ukryte-rzady

Historia współczesnych amerykańskich think tanków zaczyna się nie w Waszyngtonie, lecz w Paryżu. W styczniu 1919 roku zwycięzcy I wojny światowej spotkali się na konferencji pokojowej w Wersalu. W skład delegacji amerykańskiej wchodziła grupa naukowców, bankierów i dyplomatów, którzy nazywali siebie „The Inquiry” – panel ekspertów osobiście powołany przez prezydenta Wilsona w celu przygotowania negocjacji pokojowych.

Tak zaczyna się fascynująca historia tworzenia postaw dzisiejszego głębokiego państwa. Historia jest oczywiście dużo starsza i trzeba by było zacząć od masonerii i jej zgubnego wpływu na losy świata. Jednak ten opis jest dobrym podsumowaniem tego, co jest przyczyną zmian w dzisiejszym świecie.

Wczorajszy artykuł na tkp.at nosi tytuł: Od klubu kolacyjnego do narzędzia kształtowania światowej polityki: historia amerykańskich think tanków i ich wpływ na Niemcy. Źródło.

Analiza geopolityczna, która nie uwzględnia wpływu Deep State na wszystkie większe i mniejsze państwa naszego świata, świadczy o nieznajomości autentycznej światowej sytuacji politycznej. Wszystkie ważniejsze wydarzenia polityczna takie jak plandemia kowida, wojna na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie, inwazja migrantów, histeria klimatyczna, geoinżynieria – wszystkie te katastrofy zostały zaplanowane i zrealizowane przez ten ponadpaństwowy nowotwór naszego świata.

Narzędzia, jakie wykorzystują to ONZ, UE Światowe Forum Ekonomiczne oraz praktycznie wszystkie rządy zarówno we wschodnim, jak i zachodnim świecie. Wpływ na polityków uzyskali poprzez uzależnienie ich kariery od wsparcia polityczno-medialnego w karierze również tych, którzy dotarli na szczyty władzy państwowej.

Była sobie kiedyś historia o Trumpie, złotym rycerzu na złotym koniu, który chciał pokonać złowrogą branżę farmaceutyczną i „głębokie państwo”.
Święty Trump wraz z Billem Gatesem pragnie zwalczać polio, HIV i inne choroby przy użyciu tych samych środków, dzięki którym udało mu się zrealizować swój wspaniały projekt „Operation Warp Speed”.

Źródło: Telegram 05.09.2025 r. 17:03.

Nie było złotego konia, zamiast rumaka pojawiła się złota statua.

Przywódcy ewangeliccy popierający ruch MAGA zebrali się w Mar-a-Lago i Trump National Doral Miami, aby poświęcić złotą statuę zadedykowaną Trumpowi, podczas gdy sam Trump dołączył do uroczystości zdalnie przez telefon.

Naturalnie, że wielkie mocarstwa dążą do uzyskania przewagi nad przeciwnikiem. Wiele jednak działań służy jedynie odwróceniu uwagi od autentycznych wydarzeń. W tym tygodniu ma dojść do spotkania szefów Chin i USA. Zobaczymy, jak tanio Trump sprzeda Chińczykom Tajwan? On lubi dobre deale.

Pan rycerz okazał się zbyt słaby na tak skrytego i podstępnego przeciwnika. Chęci pewnie miał, by dobrać się do skóry szarym eminencjom. Kiedy walczy się ze spiskiem budowanym przez setki lat, to kilka spontanicznych akcji może nawet ich zaskoczyć, jednak w końcu znajdą, jakiegoś epsteinowskiego haka, by ustawić go razem z jego ego tam, gdzie sobie tego życzą. Owszem zakończył kretyński genderyzm, drastycznymi metodami zwalcza migrację, zmusił wielkiego Billa szczepionkologa do zwrotu z histerii płonącego świata, w kierunku bardziej mroźnym. Kierunek nie ważny, ważna skrajność, bo tylko skrajne groźby wywołują strach.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

W Azji Zachodniej rodzi się nowy porządek

Pepe Escobar: W Azji Zachodniej rodzi się nowy porządek

Autorstwa Pepe Escobara

Prawie cała planeta zapłaci niezwykle wysoką cenę za najnowszą amerykańską demencję .

Zacznijmy od operacji pod fałszywą flagą.

Iran zaatakował port Fudżajra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – „święty Graal” eksportu ropy naftowej – ponad tuzinem pocisków balistycznych i manewrujących.

Nie, nie zrobił tego. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej stanowczo temu zaprzeczył. Media w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – skrajnie cenzurowanej organizacji – zaczęły rozpowszechniać twierdzenie, że atak miał swoje źródło w Arabii Saudyjskiej.

Mgła wojny. Nikt nie może odkryć prawdziwego źródła operacji pod fałszywą flagą. Dość łatwo obliczyć, kto na niej skorzysta.

Następnie Arabia Saudyjska i Kuwejt zablokowały Stanom Zjednoczonym dostęp do swoich baz lotniczych (teraz już przywróconych) – byli bardzo poirytowani, ponieważ Pentagon całkowicie zbagatelizował atak na Fudżajrę (po raz kolejny sugerując, że była to operacja pod fałszywą flagą).

Dla absurdalnego Sekretarza Obrony USA rakiety wystrzelone nad Fudżajrą nie były naruszeniem i tak już kruchego zawieszenia broni.

Barbaria była wściekła na kontratak Rijadu. W rezultacie okrzyknięta „humanitarna” operacja Wolność, Swoboda, czy jakkolwiek się nazywała – mająca na celu „odblokowanie” Cieśniny Ormuz – zniknęła w niecałe 48 godzin.

Oficjalnym powodem był „ogromny postęp w negocjacjach”. Postęp jest praktycznie zerowy. Prawdziwym powodem nie był impas operacyjny spowodowany zamknięciem przestrzeni powietrznej przez Rijad. To był oszałamiający pokaz siły ognia Iranu, który dosłownie zaparł dech w piersiach Pentagonowi w piersiach. Oczywiście nic nie zostało oficjalnie potwierdzone. Mgła wojny.

Zaraz potem Amerykanie zaatakowali irański tankowiec Hasna w pobliżu Cieśniny Ormuz i uszkodzili jego ster za pomocą działa Super Horneta.

Irańska odpowiedź była ostra: połączenie pocisków balistycznych i manewrujących skierowanych przeciwko okrętom, dronów kamikaze z głowicami odłamkowo-burzącymi oraz łodzi motorowych. Ofiarami były trzy amerykańskie niszczyciele – Truxtun, Mason i Rafael Peralta – próbujące przepłynąć Cieśninę Ormuz od strony Zatoki Omańskiej.

Niszczyciele dosłownie uciekały, ratując życie. Operacja morska Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) była tak zacięta, że ​​musieli użyć systemów obrony ostatniej szansy, takich jak działa CIWS.

——————-

[CIWS (ang. Close-In Weapon System), czyli system artyleryjski obrony bezpośredniej, to w pełni zautomatyzowany, okrętowy system obrony przed pociskami rakietowymi, samolotami i dronami. Działa jako „ostatnia linia obrony”, gdy inne systemy zawiodą, niszcząc zagrożenia w bliskiej odległości (zwykle do 1,5 km) za pomocą szybkostrzelnych działek (20–30 mm) sterowanych radarem. ]

———————————————

Ebrahim Zolfaghari, niezrównany rzecznik siedziby Khatam al-Anbiya, ujawnił szczegóły:

Amerykański okręt wojenny próbujący przepłynąć przez Cieśninę Ormuz został zniszczony przez flotę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Dwa inne okręty, które przybyły mu z pomocą, zostały poddane silnemu ostrzałowi i zmuszone do ucieczki.

Dane satelitarne z satelity FIRMS NASA wykazały następnie, że duży pożar, wcześniej odkryty w prowincji Musandam w Cieśninie Ormuz, przesunął się z pierwotnego miejsca, co sugeruje, że płonący statek dryfował z prądem. Drugi duży pożar odkryto również 30 km na zachód od małej wyspy Larak.

Pożary miały miejsce dokładnie w tym samym rejonie, w którym niszczyciele zmuszone były użyć systemów obrony bliskiego zasięgu CIWS, 5-calowych dział okrętowych oraz karabinów maszynowych kalibru .50 w obliczu salwy rakiet IRGC wystrzelonych z wybrzeża Bandar Abbas.

Amerykańska odpowiedź, w bezsilnej wściekłości, polegała na atakach na kilka punktów na wyspie Keszm. To niczego nie zmieni.

Krótko mówiąc: w ciągu niecałych 48 godzin Iran i Barbaria przeszli od „ogromnego postępu” w opracowaniu wątpliwego, jednostronnego Memorandum of Understanding (MoU) – w rzeczywistości zredagowanego przez syjonistyczne psy – do wojny bez tabu.

Witamy zatem w „zawieszeniu broni”, które obowiązywało przez cały miesiąc, począwszy od 8 kwietnia, a teraz przerodziło się w sporadyczne strzelaniny (będzie ich więcej), podczas gdy zarówno Barbarzyńcy, jak i Iran mówią: „Odejdźcie, nie ma tu nic ciekawego”.

Nie wolno ci niczego eskortować.

Niezaprzeczalnym wnioskiem, jaki można wyciągnąć z tych wszystkich desperackich działań, jest to, że Marynarka Wojenna USA nie jest w stanie eskortować nawet mewy, a co dopiero tankowca przez Cieśninę Ormuz.

I tak będzie się działo nieustannie od tej chwili.

Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej udowodniła, że ​​potrafi stosować zarówno zagłuszanie o niskiej intensywności, jak i agresywne taktyki eskalacji, których nie przewidzieli niekompetentni funkcjonariusze Pentagonu.

To okaże się skuteczne, nawet jeśli użyją tylko prostej broni przeciwokrętowej. Nie muszą nawet zatopić amerykańskiego okrętu wojennego. Wystarczy, żeby wywołać panikę.

Oczywiste jest, że żaden właściciel tankowca czy statku towarowego, ani żadna firma ubezpieczeniowa nie zgodzi się na „eskortę” pod ostrzałem najpotężniejszej marynarki wojennej w historii galaktyki.

W związku z tym Cieśnina Ormuz pozostaje całkowicie pod kontrolą Iranu – a jej przejście musi zostać wynegocjowane z zupełnie nowym organem, Władzami Cieśniny Zatoki Perskiej.

Z militarnego punktu widzenia nie ma sposobu na jej „otworzenie” – poza samobójczą inwazją lądową i późniejszą stałą okupacją.

Tymczasem Zjednoczone Emiraty Arabskie – ze swoimi misternymi planami ucieczki z OPEC i OPEC+, aby eksportować ropę z Fudżajry, jakby jutra miało nie być – lepiej zrobiłyby, łącząc swoje zasoby.

Ali Khedryan, członek Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego w irańskim parlamencie, oświadczył: „Republika Islamska nie uważa już ZEA za sąsiada, lecz za wrogą bazę”.

Teheran poświęcił sporo czasu na zbadanie dowodów na to, że myśliwce ZEA zrzuciły pozory i przeprowadziły bezpośrednie ataki na terytorium Iranu. Oznacza to, że Teheran może w każdej chwili przeprowadzić niszczycielskie ataki na ZEA. Nie ma mowy o operacji pod fałszywą flagą: to jest prawdziwy przypadek.

Cała planeta płaci cenę za amerykańską demencję

Wszystko to może wskazywać na pewną drogę do piekła. A biorąc pod uwagę, że Pawian Barbarii, gdyby tylko miał wolę, mógłby szczerze spróbować wypracować wyjście, którego tak rozpaczliwie potrzebuje.

Pierwszym krokiem byłoby usunięcie Twedledee i Twedleduma, Głupiego i Głupszego Witkoffa -Kushnera, z funkcji negocjatorów: Irańczycy już odmówili rozmów z tymi błaznami.

Jeśli chodzi o kwestię nuklearną, Amerykanie mogliby zadowolić się całkowicie realnym 5-letnim moratorium na wzbogacanie uranu, a następnie wzbogacaniem do 3,6%, rozdrobnieniem istniejących zapasów, które pozostałyby w Iranie, powrotem inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (Irańczycy zgodzili się na to jeszcze przed wojną) oraz brakiem jakichkolwiek wątpliwych klauzul wyjścia.

Każde ziarenko piasku na starożytnym Jedwabnym Szlaku przez Persję wie, że amerykańska „społeczność wywiadowcza” – no dobrze, może to być sprzeczność – wiedziała, że ​​Iran nie pracuje nad bronią jądrową.

Oni – a zwłaszcza analitycy i handlowcy z Zatoki Perskiej – wiedzieli również, że w razie wojny Iran nieuchronnie zaatakuje amerykańskie imperium baz i zamknie Cieśninę Ormuz.

Sankcje pozostaną głównym punktem spornym. Ani „Pawian Barbarzyństwa”, ani Kapitol nigdy nie zgodzą się na całkowite zniesienie sankcji, zwłaszcza jako warunek wstępny ostatecznego porozumienia, a co więcej, z gwarancjami Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Amerykanie obstają przy „stopniowym” znoszeniu sankcji. Teheran w to nie wierzy; widział, co się stało po JCPOA.

To samo dotyczy wypłaty reparacji: Stany Zjednoczone nigdy się na to nie zgodzą. Właśnie tutaj pojawia się punkt poboru opłat w Cieśninie Ormuz, który mógłby zastąpić reparacje.

Pentagon musi stawić czoła rzeczywistości i przyznać, że jego imperium baz w Zatoce Perskiej jest bezużyteczne, a co gorsza: stanowi strategiczne obciążenie. Większość baz została już zniszczona.

Następnie mamy Cieśninę Ormuz i pytanie, jak przywrócić ją do stanu sprzed wojny.

Z perspektywy Teheranu ta nostalgiczna podróż nigdy się nie wydarzy. Stratosferycznym cudem byłoby globalne porozumienie przy wsparciu Rosji i Chin – ze starannie wynegocjowanymi gwarancjami bezpieczeństwa zarówno dla Iranu, jak i monarchii naftowych Zatoki Perskiej.

Nie polegaj na tym.

Powtórzmy: Iran – nawet pod nowym przywództwem Chameneiego – nie chce posiadać broni jądrowej i pozostaje pełnoprawnym członkiem Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej. Nie potrzebuje broni jądrowej. Dysponuje licznymi, wysoce zaawansowanymi strategicznymi mechanizmami odstraszania.

Imperium chaosu, kłamstw, grabieży i piractwa nie jest w stanie negocjować w dobrej wierze. Z definicji, wyjątkowość nieuchronnie oznacza ultimatum i kapitulację. Realistycznie rzecz biorąc, droga przed nami będzie długa, kręta, mozolna i niezwykle niebezpieczna, ale niemal na pewno doprowadzi do strategicznej porażki Stanów Zjednoczonych – z nieprzewidywalnymi globalnymi konsekwencjami.

Fakty: Wojna jest daleka od zakończenia. Kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz jest przesądzona. Iran – wspierany przez Rosję i Chiny – nie pozwoli na odbudowę imperium baz w Zatoce Perskiej. Iran uzyskał już status regionalnego supermocarstwa – i głównej potęgi euroazjatyckiej. W Azji Zachodniej wyłania się nowy porządek.

Tragedią jest to, że praktycznie cała planeta zapłaci niezwykle wysoką cenę za ten najnowszy przypadek amerykańskiej demencji. W obliczu niszczenia infrastruktury globalnej gospodarki w czasie rzeczywistym, trzy nieuniknione fakty nie przynoszą pocieszenia: petrodolar jest skazany na zagładę; ta sztuczna, lśniąca konstrukcja, ZEA, jest skazana na zagładę; i hegemonia USA jest skazana na zagładę.

Źródło: Na horyzoncie widać nowy porządek w Azji Zachodniej

Rosja i Chiny w roli mediatorów w Zatoce Perskiej?

Rosja i Chiny są zdecydowane zastąpić USA

w roli mediatorów w Zatoce Perskiej.

Larry C. Johnson

Przypomnij sobie zwrot: „architektura bezpieczeństwa”. Termin „architektura bezpieczeństwa Zatoki Perskiej” został użyty przez prezydenta Putina i chińskiego ministra spraw zagranicznych Wang Yi podczas rozmów z irańskim ministrem spraw zagranicznych podczas jego wizyty w Rosji 27 kwietnia oraz w Pekinie w dniach 5–6 maja 2026 r. Termin ten odnosi się do wielostronnych, regionalnych ram długoterminowej stabilności w Zatoce Perskiej i szerzej na Bliskim Wschodzie.

Termin „architektura bezpieczeństwa” w Zatoce Perskiej nie jest nowym terminem dyplomatycznym wymyślonym na potrzeby tych wizyt. Rosja proponuje „architekturę bezpieczeństwa zbiorowego w Zatoce” co najmniej od 2019 roku, a minister spraw zagranicznych Ławrow po raz ostatni powtórzył tę propozycję 28 lutego 2026 roku, w dniu rozpoczęcia wojny. Chiny poparły proponowaną przez Rosję koncepcję bezpieczeństwa zbiorowego, która zastąpiłaby amerykański parasol obronny w Zatoce Perskiej i zapewniłaby Rosji pozycję silnego gracza obok – lub zamiast – Stanów Zjednoczonych.

Podczas spotkania z prezydentem Putinem minister spraw zagranicznych Aragczi oświadczył, że Iran „popiera stworzenie nowej, powojennej architektury regionalnej, która umożliwi koordynację rozwoju i bezpieczeństwa”. Na kolejnym spotkaniu chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi oświadczył, że Pekin „popiera stworzenie regionalnej architektury pokoju i bezpieczeństwa, w której kraje regionu będą wspólnie uczestniczyć, chronić wspólne interesy i osiągać wspólny rozwój”. (S&P Global)

Wang Yi nazwał także wojnę USA i Izraela przeciwko Iranowi „nielegalną” i sformułował trzy zasadnicze stanowiska Chin: poparcie dla wszystkich uzasadnionych żądań Iranu, poparcie dla wycofania amerykańskich baz wojskowych z całego regionu Zatoki Perskiej oraz aktywne uczestnictwo w kształtowaniu porządku powojennego.

Termin „architektura bezpieczeństwa” to dyplomatyczny kod oznaczający fundamentalną restrukturyzację kwestii tego, kto gwarantuje bezpieczeństwo w Zatoce Perskiej i na jakich warunkach – a kto jest wykluczony.

Koncepcja ta składa się z kilku konkretnych elementów:

Po pierwsze, wycofanie sił zbrojnych USA. Głównym żądaniem – podzielanym w równym stopniu przez Iran, Rosję i Chiny – jest wycofanie przez Stany Zjednoczone swoich baz wojskowych, grup uderzeniowych lotniskowców i gwarancji bezpieczeństwa z regionu Zatoki Perskiej. Dotyczyłoby to baz w Bahrajnie (siedzibie Piątej Floty USA), Katarze, Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

Po drugie, zastąpienie jej ramami regionalnymi. Proponowana koalicja zrzeszałaby państwa Zatoki Perskiej, Rosję, Chiny i inne zainteresowane strony w ramach wielostronnego porozumienia, przy czym Rosja dostrzegałaby swoją przewagę w tym, że w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych utrzymuje dobre relacje ze wszystkimi stronami – w tym z Iranem.

Po trzecie, Iran jako prawowita potęga regionalna. Araghchi powiedział irańskim mediom, że „nasi chińscy przyjaciele uważają, że Iran po wojnie różni się od Iranu sprzed wojny. Jego pozycja międzynarodowa poprawiła się, a Iran zademonstrował swoje możliwości i siłę. Dlatego na horyzoncie rysuje się nowa era współpracy między Iranem a innymi krajami”. W ten sposób architektura formalnie legitymizuje dominującą rolę Iranu w bezpieczeństwie Zatoki Perskiej, zamiast traktować go jako zagrożenie, które należy powstrzymać. (ING THINK)

Po czwarte, administracja Cieśniną Ormuz. PGSA i system zezwoleń tranzytowych opisany przez Iran stanowią de facto pierwszy konkretny instytucjonalny przejaw tej architektury – Iran tym samym ustanawiając suwerenną władzę administracyjną nad najpoważniejszym wąskim gardłem świata.

Po piąte, powiązanie z szerszym porządkiem wielobiegunowym. Trójkąt Rosja-Iran-Chiny stał się siłą napędową tego, co jego zwolennicy nazywają „integracją euroazjatycką i wielobiegunowością”, a architektura bezpieczeństwa Zatoki Perskiej stanowi mikrokosmos nowego porządku globalnego, który Chiny promują na poziomie makro.

Ta koncepcja doprowadziłaby do faktycznego rozpadu architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej, budowanej przez dekady poprzez dwustronne umowy obronne, bazy wojskowe i obecność lotniskowców. Państwa Zatoki Perskiej stoją przed trudnym dylematem strategicznym: nie mogą sobie pozwolić na zerwanie więzi ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie mogą też utrzymywać struktury sojuszniczej, która narażałaby ich bezpieczeństwo na decyzje podejmowane poza ich granicami. (IFPRI)

Wiele państw Zatoki Perskiej jest zaniepokojonych konfliktem i wątpi w wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako gwaranta, choć równie mocno niepokoją się rosnącymi wpływami Izraela w regionie po atakach na Katar we wrześniu 2025 r. (Wisfarmer)

Krótko mówiąc, „architektura bezpieczeństwa” to uprzejme określenie wyparcia amerykańskiej potęgi z Zatoki Perskiej i zastąpienia jej wielostronnymi strukturami, w których Iran, Rosja i Chiny są równoprawnymi – lub dominującymi – aktorami. Można argumentować, że jest to prawdopodobnie najważniejsza ambicja geopolityczna, jaka wyłoniła się z tego konfliktu.

Dziś otrzymałem kolejne dowody na to, że rosyjsko-chińska wizja nowej architektury bezpieczeństwa jest realna i może nabierać rozpędu. W rozmowie z nowym znajomym, mającym dobre kontakty z pakistańską agencją wywiadowczą (ISI), poinformował mnie on, że bardzo wysoki rangą funkcjonariusz ISI – jego osobisty przyjaciel – powiedział mu na początku tego tygodnia, że ​​Arabia Saudyjska i Katar zamierzają zerwać więzi bezpieczeństwa ze Stanami Zjednoczonymi. Podobno chcą znaleźć się pod parasolem bezpieczeństwa oferowanym przez Rosję i Chiny. Jeśli to prawda, oznaczałoby to dalszą erozję hegemonii USA.

Źródło: Rosja i Chiny poważnie myślą o zastąpieniu USA w roli wpływowych graczy w Zatoce Perskiej

Jesteśmy prowadzeni ku zagładzie przez bezmyślne maszyny, które sami stworzyliśmy

Jesteśmy prowadzeni ku zagładzie przez bezmyślne maszyny, które sami stworzyliśmy

Jesteśmy prowadzeni do zagłady przez bezgłowych jeźdźców apokalipsy. A tych bezgłowych jeźdźców zbudowaliśmy, śruba po śrubie, własnymi rękami.

Caitlin Johnstone 11 maja 2026 r. caitlinjohnstone-au./we-are-being-driven-to-our-doom-by-mindless-machines-of-our-own-making

Rozwiązanie problemów naszego świata nie jest niemożliwe, wygląda tak tylko dlatego, że stworzyliśmy systemy, które powodują, że ludzkie zachowania są napędzane przez bezmyślne mechanizmy, które sami stworzyliśmy, a nie przez ludzkie interesy.

Pozwalamy, by ślepa pogoń za zyskiem rządziła zachowaniem gatunku ludzkiego na naszej planecie. Korporacje, które są prawnie zobowiązane do działania w sposób maksymalizujący wartość dla akcjonariuszy, sprawują coraz większą kontrolę nad państwem i jego obywatelami. A teraz mamy sztuczną inteligencję, która jest przygotowywana do robienia wszystkiego, co jej się należy.

To bezmyślne bestie, które sami stworzyliśmy. I pozwalamy im rządzić naszym światem.

Naszym życiem rządzą bogowie bez mózgów. A my stworzyliśmy tych bogów.

Jesteśmy prowadzeni do zagłady przez bezgłowych jeźdźców apokalipsy. A tych bezgłowych jeźdźców zbudowaliśmy, śruba po śrubie, własnymi rękami.

Wojna. Militaryzm. Ekobójstwo. Wyzysk. Eksploatacja imperialistyczna. Te rzeczy dzieją się, ponieważ są opłacalne, a nami kierują systemy i instytucje, które konsekwentnie powodują, że dzieje się to, co najbardziej opłacalne. Nieustannie ukierunkowują każdy ruch w stronę najbardziej opłacalnego rezultatu, niezależnie od negatywnego wpływu, jaki może to mieć na ludzi i inne organizmy, z którymi dzielimy tę planetę.

Dlatego istnieje kompleks militarno-przemysłowy. Dlatego znikają lasy deszczowe i czapy lodowe, a wszędzie wyrastają rozległe centra danych. Dlatego zwykli ludzie stają się coraz biedniejsi i bardziej nieszczęśliwi, podczas gdy ci, którzy są właścicielami i zarządcami gigantycznych korporacji, stają się bogatsi i potężniejsi.

Te rzeczy nie dzieją się dlatego, że tak być musi. Nie dzieją się z powodu natury ludzkiej ani z powodu jakiejś niezmiennej cechy, która decyduje o tym, jak musi rozwijać się ludzka cywilizacja. Dzieją się, ponieważ bezmyślne siły, którym powierzyliśmy kontrolę nad naszym społeczeństwem, sprawiły, że tak się stało.

Możemy zdemontować kapitalizm i stworzyć systemy, które koncentrują się na interesach człowieka, a nie na zysku. Mamy siłę, by obalić plutokratyczne instytucje rządzące naszymi narodami i umieścić ludzi na tronie władzy. Potrzebujemy jedynie woli, by to uczynić – dlatego tak wiele propagandy zostało włożone w podważenie naszej woli.

Można poznać, jak bardzo ktoś jest bezmyślny i zindoktrynowany, po tym, jak chętnie podporządkowuje się rządom bezgłowych bogów. Ludzi, którzy odruchowo bronią status quo, bronią brutalności policji i rządowego podżegania do wojny, usprawiedliwiają kapitalistyczne nadużycia i nierówności. Są jedynie drobnymi odbiciami bezmyślnych bogów, którym służą. Są tak bezmyślni i nieświadomi, jak korporacje pożerające nasz świat. Bezmyślni NPC-e maszerujący w rytm bezmyślnej władzy korporacji.

Ludzie robią to, ponieważ łatwiej jest oddać swoją władzę niż wziąć odpowiedzialność za wynik. Boimy się, że ktoś nas obwini, więc oddajemy władzę w górę. Oddajemy ją i oddajemy, aż nie ma komu jej przekazać, więc tworzymy puste automaty, które trzymają naszą władzę za nas.

To poważny grzech, że w ten sposób abdykujemy z naszej władzy. Ludzkość musi wziąć odpowiedzialność za autodestrukcyjną ścieżkę, na którą sama się wpakowała, i zmienić kurs.

Absolutnie leży w naszych możliwościach przekroczenie naszej propagandowej indoktrynacji i wymuszenie radykalnej zmiany w sposobie funkcjonowania ludzkiej cywilizacji. Absolutnie leży w naszych możliwościach zaprowadzenie pokoju, wykarmienie i odzienie wszystkich oraz nawiązanie relacji współpracy między sobą i z naszą biosferą. 

Myślimy, że to niemożliwe, bo nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. Ale zrobiliśmy wiele rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiliśmy, dopóki ich nie zrobiliśmy.

Musimy po prostu przestać dawać się wodzić za nos bezmyślnym, bezdusznym, amoralnym mechanizmom, które sami stworzyliśmy. Stworzyliśmy je, więc możemy je obalić.

Zmagania narodów z wyzwaniem techno-globalizmu

Zmagania narodów z wyzwaniem techno-globalizmu

prof. Gracjan Cimek myslpolska/zmagania-narodow-z-wyzwaniem-techno-globalizmu

W procesie odbudowy podmiotowości Polski w XXI wieku brak identyfikacji rzeczywistych podziałów polityczno-ideologicznych staje się  źródłem słabości.

Istotnym zaniechaniem jest wciąż niedoceniane znaczenie „międzynarodowości” w życiu narodów i państw. Z kolei jej redukcja do wpływu mocarstw i układu sił zamazuje zasadniczą rolę aktorów ekonomicznych i ideologicznych. Tymczasem znalezienie właściwej drogi do emancypacji wymaga punktu odniesienia kumulującego się właśnie w ich aktywności.

Nasz wiek rozpoczął się od wprowadzenia nowej formy władzy globalizacji, która stała się immanentną właściwością całego systemu instytucji, idei, warunków, który potrafi kontrolować sam siebie poprzez „przyczynowość strukturalną”, formowanie kontekstu, ustalanie reguł gry, czy sterowanie rozmyte. Globalizacja doprowadziła do powstania nowej frakcji klasowej opartej na osi istniejącej pomiędzy narodowymi i ponadnarodowymi elitami.

Transnarodowe siły społeczne i instytucje stały się zakorzenione w systemie globalnym, a nie w systemie międzypaństwowym. Konsekwencją było stopniowe przejmowanie państw. W XXI wieku poziomy władzy przebiegają od najmniej ważnej demokracji, biurokracji, mediokracji, plutokracji, aż do teokracji rozumianej jako zdolność narzucania władzy duchowej, konceptualnej. Cele globalnej elity scharakteryzował już sam Adam Smith:wszystko dla nas, nic dla innych – taka, jak się zdaje, była we wszystkich czasach nikczemna dewiza panów rodzaju ludzkiego”.

Od czasu ustalenia nadrzędnej jednostki kontroli sieciowej w 2007 roku, diagnozy antyglobalistyczne nabrały potwierdzenia empirycznego. Ustalono, że stanowiły ją 737 korporacje sprawujące 80% kontroli nad całą siecią. Z kolei 40% kontroli było w rękach już tylko 147 korporacji, z czego ? to korporacje finansowe na czele z amerykańskimi. Sieć ostatecznie obsługuje interesy 62 miliarderów, którzy skoncentrowali majątek równy połowie ludzkości. Przechwytywanie władzy globalnej obejmuje: zorganizowaną kontrolę informacji; kampanie wielkich mediów; kontrolę nad myślą akademicką; radykalną erozję prywatności; zadłużenie ograniczające suwerenność władzy politycznej oraz narzucony wymóg rentowności finansowej.

Wreszcie dowiedzieliśmy się o zasadniczej roli funduszów inwestycyjnych: BlackRock, Fidelity, State Street, Vanguard, które poprzez kontrolę akcji kumulują w sobie decyzyjność wobec całej sieci korporacyjnej. Udziały, które posiadają u siebie nawzajem, pozwalają zachować sterowność systemu, niczym małżeństwa polityczne wśród królewskich rodów panujących w średniowiecznej Europie.

Gdy kryzys z 2008 roku zachwiał ich władzą, prominentny przedstawiciel globalizmu, Jacques Attali ostrzegał, że Zachód może w ciągu 10 lat zbankrutować. Od tego czasu przyspieszyły prace nad transformacją cywilizacji, w której ponadnarodowa elita chce uzyskać większy zakres władzy. Siły globalistyczne otwarcie manifestują roszczenia do władzy globalnej. To Larry Fink, prezes i dyrektor BlackRock (zarządzającego aktywami o wartości ok. 14 bln dol.), w czerwcu 2024 roku podczas szczytu G7 we Włoszech dyktował przywódcom państw warunki potrzebne do zwiększenia akumulacji kapitału wymagające prywatyzacji infrastruktury. Ten sam fundusz miał również zarządzać prywatyzacją Ukrainy po jej zderzeniu z Rosją, z czego wycofał się rozczarowany wynikami walki na froncie. Wreszcie Fink przejął w 2026 roku po Klausie Schwabie przewodzenie szczytom w Davos. Tak jak liberalizm został zastąpiony na pewnym etapie przez neoliberalizm, tak ten ostatni wypierają nowe ideologie odpowiadające nowym siłom globalnego kapitalizmu – Big Tech i Big Data. Pozostały za to stare metody ich implementacji: doktryna szoku (Naomi Klein) i tworzenie przyzwolenia bez zgody (Noam Chomsky).

Podstawy techno-globalizmu

Cyfrowy kapitalizm ujawnia niespotykane dotąd parametry kontroli. Wielkie bazy danych, automatyzacja i sztuczna inteligencja tworzą panaoptyzm, synoptyzm, asamblaże nadzoru i sobowtóry cyfrowe [?? co to za dziwy? md] . Zwalczanie zagrożeń staje się możliwe nawet przed podjęciem realnego działania dzięki wykorzystywaniu osiągnięć neuronauki. Indywidualizm zamienia się w dywidualizm. Ludzi można dzielić na dowolną liczbę części, z osobna monitorowanych i analizowanych, co umożliwiają tzw. „inteligentne technologie”, które potrafią  wychwytywać pojedyncze atrybuty – działania, cechy, kategorii – i przedstawiania ich jako reprezentatywnego dla całej osoby. Blokada biometryczna rozpoznaje wyłącznie odcisk palca; GPS śledzi współrzędne geoprzestrzenne. Opaska zdrowotna rejestruje parametry życiowe. Mamy dziś tysiąc tożsamości – każda reprezentowana przez tysiąc punktów danych, zebranych przez tysiąc różnych urządzeń.

Synteza tych danych tworzy cyfrowego sobowtóra, czyli zbiór danych czystej wirtualności. Umożliwia on niespotykaną dotąd totalną możliwość kontroli jednostek i narodów. Transnarodowa klasa korporacyjna zaczęła sprzyjać założeniom prawicowego akceleracjonizmu. Przyspieszenie procesów technologicznych, ekonomicznych i społecznych ma doprowadzić do radykalnych zmian, na czele z upadkiem systemów liberalno-demokratycznych, celem zastąpienia ich nowym porządkiem techno-feudalnym, a więc opartym o rządy elit eksploatujących narody i jednostki. Powstaje nowa forma kapitału: kapitał chmurowy – połączone w sieć algorytmiczne maszyny, które dają swoim właścicielom niezwykłą moc modyfikowania naszego zachowania. W tych ramach konceptualnych promuje się nowe ideologie.

Ideologie techno-globalizmu

Koncepcja „Wielkiego Resetu” Klausa Schwaba została ogłoszona w czasie korona-kryzysu, czyli globalnego stanu wyjątkowego. Doktryna szokowa miała wymusić uznanie dla generalnej przebudowy zasad funkcjonowania świata. Rzeczywiste cele „Wielkiego resetu cywilizacji” obejmowały: 1) pojawienie się nieprzyjaznego człowiekowi otoczenia; 2) podejmowanie decyzji przez algorytmy; 3) poddanie ludzi wszechstronnej inwigilacji; 4) pozbawienie szerokich rzesz pracy; 5) uzależnienie ludzi od maszyn; 6) maszynowa kontrola ludzkich zachowań; 7) pozbawienie człowieka kontroli nad własnymi sprawami; 8) zniesienie prywatnej własności; 9) zamykanie ludzi w domach; 10) doprowadzenie do nieprzejrzystości władzy; 12) skazanie ludzi na sztuczną żywność; 13) wygenerowanie ryzyka na najwyższym poziomie; 14) wytworzenie możliwości zakulisowych ingerencji; 15) planowe organizowanie życia społecznego. Reset cywilizacyjny ma stać się możliwy dzięki implementacji systemu pieniądza cyfrowego banków centralnych (Central Bank Digital Currency – CBDC), systemu identyfikacji cyfrowej (decentralized identifier – DID) oraz systemu kredytu społecznego (Social Credit System – SCS) opartego o profile obywateli opartych na permanentnie gromadzonych danych.

W tym samym kierunku podążą ideologia Doliny Krzemowej, którą jest dataizm. Jej przedstawicielem jest Yuval Noah Harari, uzasadniający, że:  1) technicyzacja i sztuczna inteligencja pozbawi masy pracy i spauperyzuje je; 2) akcjonariusze i właściciele GAMA staną się właścicielami praktycznie całej własności; 3) uzyskają nieśmiertelność dzięki cybernetyzacji i genetyce; 4) pozbawieni pracy i własności ludzie zostaną przeniesieni do metawersum lub innego e-świata, zażywając przy tym narkotyki lub antydepresanty; 5) ludzie zachowają formalnie prawa polityczne, lecz decyzje wyborcze podejmą za nich algorytmy należące do korporacji cyfrowych i wedle sobie tylko znanego klucza.

Palantir jako awangarda władzy globalnej

W 1998 roku Łukasz Nosek, Max Levchin oraz Peter Thiel założyli przedsiębiorstwo Confinity, które stworzyło PayPal Commerce Platform umożliwiającą obecnie płatności wirtualne z ponad 346 milionami użytkowników w ponad 200 krajach na całym świecie. Przez dwie dekady stała się więc ona posiadaczem ogromnego zasobu danych o firmach i ludziach z całego świata.

Założona w 2003 Palantir jest również dzieckiem Petera Thiela i członków PayPal, a jednocześnie symptomem transformacji amerykańskiego systemu politycznego po wydarzeniach 11 września 2001. Nawet Zbigniew Brzeziński zauważył wtedy, że przyjęta Ustawa o patriotyzmie sprawiła, że Stany Zjednoczone powoli stały się „ksenofobiczną hybrydą demokracji i autokracji, być może nawet z domieszką syndromu oblężonej twierdzy”. Co ciekawe, firma wzięła swoją nazwę od kamieni widzących z serii Władca pierścieni [z księgi Tolkiena, głupku medialny.. md] . Jej polski oddział mógłby więc przyjąć swojską nazwę „Kula Szpiegula”, przed której opresyjnym działaniem ostrzegał miliony dzieci Pan Kleks w Kosmosie, gdy młodych Polaków jeszcze wychowywano.

Stopniowo budowano awangardę prawicowego techno-globalizmu. Pierwszym inwestorem Palantira była In-Q-Tel, oddział CIA zajmujący się inwestycjami i kapitałem wysokiego ryzyka. Palantir zdobył rządowe kontrakty warte miliardy dolarów na tworzenie oprogramowania dla Pentagonu, amerykańskiej służby imigracyjnej i celnej (ICE) oraz brytyjskiej służby zdrowia (NHS). W czasie amerykańskiej „wojny z terroryzmem” świadczył usługi amerykańskim żołnierzom w Iraku i Afganistanie w ramach operacji wykrywania min. Na rynku finansowym pomógł jej zaistnieć JP Morgan, któremu początkowo umożliwiono monitorowanie każdego ruchu pracowników banku.

Thiel klarownie ujawnił ideologiczne podstawy funkcjonowania Palantira: „nie wierzy już, iż wolność i demokracja są ze sobą zgodne”. Ograniczając wolność do elit i jednostek wybitnych, za uzasadnione uznał stosowanie nowych technologii, manipulacji mediami społecznościowymi, algorytmami, prawem. Mamy więc „przyzwolenie bez zgody” z turbodoładowaniem. Korporacyjne media zaczęły przyzwyczajać opinię publiczną do nadchodzącego ustroju. W 2007 roku „Fortune” opisał PayPal jako mafię, a w 2018 roku  Bloomberg ogłosił, jak gdyby nigdy nic, że „Palantir wie o tobie wszystko”. Wszak Peter Thiel i Alex Karp to stali uczestnicy Klubu Bilderberg i Światowego Forum Ekonomicznego, pojawiający się również na listach Epsteina. W wyglądzie Thiela można się nawet doszukać zaskakującego podobieństwa z głównym antybohaterem filmu 6 dzień, amoralnym Michaelem Druckerem, który stał na czele korporacji nielegalnie klonującej ludzi w imię władzy i kapitału. W tym świetle nawet liberalne radio Tok FM nazwało go „mrocznym lordem Palantira”.

Wizje techno-globalistów odzwierciedla ideologia Mrocznego Oświecenia Nicka Landa, rozwijana przez Curtisa Yarvina. Jej istotą jest projekt narzucenia światu ustroju arystokratyczno-oligarchicznego, a faktycznie despotycznego przez maksymalne wzmocnienie klasy właścicieli, inwestorów i kapitalistów. Tzw. propertarianizm jedyną legitymacją władzy czyni własność. Nowością tego ustroju jest wszechobecność technologii kontroli, stąd pojawiające się określenia neofeudalizmu (Joel Kotkin), kapitalizmu inwigilacji (Shoshana Zuboff), technofeudalizmu i techlordyzmu (Yanis Varoufakis). Zadanie techlordyzmu jest radykalne: zapewnienie ideologicznej przykrywki dla kolonizacji wszystkiego – ludzkich przedsięwzięć, instytucji państwowych i samego Wall Street. „Kultury” które wykazały się „naukowo” wysoką inteligencją, powinny oddzielić się od innych; zamiast teatru demokracji należy ustanowić rząd technokratyczny, w którym polityka nie ma już znaczenia.

Proces transformacji liberalnej nadbudowy globalizacji w techno-oligarchię opartą na nowej wersji myśli „naukowo-rasistowskiej” legitymizującej „etno-gospodarki” wymaga nowych kadr. Każda ideologia dla swojej materializacji wymaga sił społecznych. Thiel stopniowo umacniał swój wpływ gospodarczy i polityczny. Jako pierwszy inwestor zewnętrzny osobiście wsparł Facebooka, a także SpaceX, OpenAI i inne firmy poprzez swoją firmę inwestycyjną Founders Fund. Afiliował więc dwóch herosów big data: Marka Zuckeberga z Mety oraz Elona Muska. Finansował i wspierał karierę wiceprezydenta J. D. Vance’a przy pomocy symulakry „człowieka z ludu”; oraz – od pierwszej kadencji – prezydenta Donalda Trumpa przy pomocy symulakry wybawcy od globalizmu i „deep state”. Dzięki potędze technologii rebranding przywódców wielkiego amerykańskiego imperium okazał się banalnie łatwy, zgodnie z zasadą, że oparciem dla symulakrów jest ich upowszechnienie. Paradoksalnie w tym dziele pomógł także Aleksandr Dugin. Wskazuje się nawet na istnienie rzekomej zbieżności interesów w osłabieniu państw oraz organizacji międzynarodowych między Thielem a prezydentem Putinem. Z drugiej strony wzbudza zdziwienie częsta obecność w Rosji i entuzjazm ojca Elona Muska, podczas gdy system Starlink wspiera Ukrainę na polu walki.

Zamiast coraz bardziej zbędnej soros-jugend, czyli międzynarodówki opartej na filozofii społeczeństwa otwartego, Thiel tworzy własną sieć potrzebną w nowym ustroju, czemu służy program stypendialny Thiel Fellowship. Stypendyści rezygnują ze studiów lub przerywają naukę, aby otrzymać grant w wysokości 250 000 dolarów oraz wsparcie ze strony sieci założycieli, inwestorów i naukowców zrzeszonych w fundacji Thiela. Podczas corocznych szczytów przekonuje się m.in. do lektury książki Ostatni obrońca pierścienia odwracającej przekaz dzieła Władca pierścieni. „Innowatorzy jutra” mają uznać, że to Mordor jest źródłem rozwoju i cywilizacji technologicznej reprezentującym rozum, a elfy i ludzie to niższe rasy. Ten ideologiczny zabieg nie zaskakuje; wszak wszechwidzące oko Saurona przedstawione jako esencja zła przez J. R. R. Tolkiena wpisuje się w osiągnięcie przez Palantir pano-optycznej zdolności kontroli milionów ludzi – indywiduów w czasie rzeczywistym. W praktyce neoliberalny homo economicus zostaje zastąpiony amorficznym „HumAIn” – kontinuum człowiek-AI; boski wolny rynek zastępuje nową boskością: boskim algorytmem.

Podobną przewrotność zaprezentował Thiel podczas serii wykładów o Antychryście na przełomie 2025 i 2026 roku, nieprzypadkowo także w Rzymie u wrót Watykanu. Według niego społeczeństwa obawiają się technologii i rzekomo wyrażają zapotrzebowanie na podmiot, który zaoferuje bezpieczeństwo za poddanie się. To właśnie Antychryst, który jest synonimem jednego światowego państwa. Nadejście Armagedonu przyspiesza aktywność ekologiczna i Greta Thunberg, dążenia do ograniczenia technologii oraz prymat instytucji międzynarodowych, na czele z ONZ i Międzynarodowym Trybunałem Karnym (ICC), który chce aresztować premiera Benjamina Netanjahu. W figurę Antychrysta wpisują się także instytucje, które utrudniają ludziom ukrywanie majątku w rajach podatkowych. O hipokryzji elit pisał już dawno Noam Chomsky, podkreślając, że zasada mówienia do ludzi jak do dzieci jest skutecznym narzędziem tej manipulacji. Ideologia mrocznego oświecenia operuje już w czasie społeczeństwa symulacjonizmu, gdzie pojęcie hipokryzji zanikło w chmurze nowomowy.

Melanż ideologii Thiela zwodzi więc łatwowierne masy, że fajnie będzie powrócić do epoki sprzed istnienia państw i narodów, w której globalczycy ograniczeni zostaną do radości z internetowych gadżetów, płacąc za e-dom czy e-byty w metawersum, przepełnieni emocjonalnymi impulsami zgodnie z programem fajne-niefajne. Z analizy wywodów Thiela wynika jednocześnie, że Antychrystem zostanie ten przywódca, który po pierwsze: przywróci państwom 483 miliardy dolarów, które tracą rocznie na globalnych nadużyciach podatkowych (312 miliardów nadużyć korporacji oraz 171 miliardów osób fizycznych). Po drugie, zdolny do tworzenia sojuszu państw odwołujących się do pokojowego współistnienia, wzajemnego gwarantowanego rozwoju i obrony interesów narodowych! Warto się zastanowić, czy podobnie jak odmowa Putina przyjęcia celów Wielkiego Resetu podczas wirtualnego forum w Davos w 2021 roku nie wpłynęła na decyzję o wywołaniu kryzysu ukraińskiego, tak brak akceptacji Watykanu wobec tez wykładów o Antychryście, nie spowodował ataku Trumpa na papieża Leona XIV?

Geopolityka mrocznego oświecenia

Umacniający się blok historyczny oparty na hegemonicznej klasie właścicieli korporacji technologicznych projektuje swoją potęgę w geopolityce. Główną misją Palantira stała się „obrona Zachodu” i „wzbudzenie strachu u naszych wrogów”. Symbolem tego procesu jest Alex Karp, który spotkał się z prezydentem Ukrainy, Wołodymyrem Zełenskim. jako pierwszy szef zachodniej korporacji od rosyjskiego ataku. Technologie Palantir stały się instrumentem podtrzymywania wojny na Ukrainie. Co więcej programy udostępniono Ukrainie za darmo, traktując ją jako pole doświadczalne. Na tle tragedii Ukrainy pierwszy raz tak jasno zaświecił tandem Black Rock i Palantir, jako symbole nadejścia władzy techno – globalizmu.

Palantir zawarł także umowę o strategicznym partnerstwie z izraelskim ministerstwem obrony, a jego technologie są stosowane w Strefie Gazy. Współpracuje również z brytyjskim ministerstwem obrony. Pomimo, że polski MON podpisał już list intencyjny o współpracy w obszarze sztucznej inteligencji, technologii informacyjnych oraz cyberbezpieczeństwa, rozsądnie zaczęto rozważać alternatywne rozwiązania.

Zgodnie z ideologią mrocznego oświecenia suwerenem jest ten, kto ma moc decydowania o stanie wyjątkowym i podejmowania decyzji poza prawem (Carl Schmitt). W tym świetle łatwiej zrozumieć proces przekształcania Stanów Zjednoczonych w techno-globalistyczne imperium oparte na arbitralnej woli prezydenta. Kto patrzy, niech widzi: hajlujący Elon Musk, potem hajlujący sekretarz wojny Pete Hegseth, wreszcie ogłoszenie przez Donalda Trumpa, że tylko jego moralność, wyobraźnia i umysł mogą ograniczać jego działania. Wreszcie zapowiedź zniszczenia całej cywilizacji perskiej przez Trumpa 7 kwietnia. Wszystko to klarowne przejawy implementacji mrocznego oświecenia. Ujawnienie licznych słabości amerykańskiej machiny wojennej podczas agresji na Iran oraz czystki wśród amerykańskich generałów są dowodem, że opór w jego realizacji ma być złamany za wszelką cenę. W tym momencie pojawia się nowe uzasadnienie ideologiczne: manifest Palantira.

Manifest Palantira

Opublikowany 18 kwietnia manifest Palantira wzywa do mobilizacji niezbędnej dla zachowania amerykańskiej dominacji, wszak „żadne inne państwo w historii świata nie promowało postępowych wartości bardziej niż USA”, a „potęga Ameryki umożliwiła niezwykle długi okres pokoju”. Idea wyjątkowego narodu ponownie w działaniu. Autorzy przekonują, że USA może uratować zmiana ustroju na republikę technologiczną. Zamiast urzędników państwowych, system polityczny muszą opanować korporacje Big Tech i Big Data. Twarda siła w XXI wieku będzie się bowiem opierać na oprogramowaniu, stąd odpowiedzialność, czyli realną władzę, ma objąć Dolina Krzemowa. Pierwszorzędnym zadaniem stanie się stworzenie broni opartej na sztucznej inteligencji, która będzie ważniejsza od broni atomowej. Z drugiej strony wojna wciąż wymaga realnych żołnierzy dlatego manifest postuluje, aby służba wojskowa stała się powszechnym obowiązkiem.

Esencję mrocznego oświecenia można dostrzec w tezie, według której „ci, którzy nie mówią nic złego, często nie mówią w ogóle nic ciekawego”. Język wojny, strachu, nienawiści, wrogości, akceptacji zabijania, choćby dzieci wrogów, są więc tu doskonale uzasadnione. Tym bardziej, że manifest przywraca rasistowski podział na lepsze i gorsze kultury. W tym kontekście nie zaskakuje anulowanie „dorobku” Japonii i Niemiec podczas II wojny światowej poprzez przyznanie im prawa do rewizji jej wyników i remilitaryzacji, teraz pod cyfrową kontrolą Palantira.

Z kolei przywódca techno-imperium ma być zwolniony z ocen w ramach „tolerancji dla złożoności i sprzeczności ludzkiej psychiki”, co daje idealny asumpt dla wprowadzenia tyranii. Sprzyjać jej będzie cenzura prewencyjna, gdyż „bezwzględne ujawnianie życia prywatnego osób publicznych odstrasza zbyt wiele utalentowanych osób od pracy w służbie rządowej”. Archaizm wpisany w treść manifestu ma na celu powrót do ery w której panuje prawo silniejszego. A że najsilniejszym komponentem sieci korporacyjnej stały się Big Techy i Big Data, to właśnie one roszczą sobie prawo do zarządzania światem w oparciu o nadzór, inwigilację i odłączanie wrogów od systemu. Wszystkie czujniki, satelity, telefony i wszelkie urządzenia zdolne do transmisji sygnału są przecież podłączone do jednej sieci. Granica między online i offline zaciera się, stając się płynna. Ogromne sieci sztucznej inteligencji dekodują, katalogują i gromadzą to wszystko w jednym miejscu w czasie rzeczywistym. Manifest uzasadnia totalną kontrolę, odpowiadającą wizji Roku 1984 George’a Orwella: „oczy” wszędzie, urządzenia wszędzie, a Wielki Brat – Sauron nieustannie wszystkich obserwuje, programując dywidua – Nazgule, aby bronili nowego ustroju przed nadejściem Antychrysta.

Konkluzje

Ewolucja władzy globalnej w XXI wieku pozwala zidentyfikować nowe podziały polityczno-ideologiczne. Przede wszystkim zdezaktualizował się oświeceniowy podział na lewicę i prawicę. Implementacja idei mrocznego oświecenia oznacza, że podstawowy punkt odniesienia powinien teraz stanowić manifest Palantira. Trzeba się zgodzić z byłym ministrem finansów Grecji, Yanisem Varoufakisem, wskazującym, że „jedynym pytaniem jest, czy wystarczająca liczba z nas zdąży to dostrzec, zanim boski algorytm uniemożliwi rozpoznanie czegokolwiek – lub kogokolwiek – poza chmurą”. Dlatego należy ostrożnie nakreślić aktualny stan walki klas.

Jak się wydaje, funkcję konserwatyzmu w XIX wieku, a liberalizmu w XX – pełnią obecnie partie i organizacje Palantir / BlackRock; rolę lewicy reformistycznej przyjmują partie i organizacje suwerenistyczne, które wzmacniając autonomię lokalną próbują osłabić napór tych pierwszych; z kolei rolę partii rewolucyjnych, narodowo-wyzwoleńczych i komunistycznych, reprezentują partie i organizacje „emancypacji” całkowicie negujące cywilizację resetu i ideologie Palantira. W ich miejsce proponują nowy ustrój realnego dobra wspólnego, którego niezbędnym warunkiem jest przyporządkowanie technologii do celów społecznych.

Na podstawie wskazanego podziału łatwo zidentyfikować konkretnych aktorów uwikłanych w sieci Palantir / BlackRock. Jest to zarazem sensowny punkt odniesienia potrzebny w kształtowaniu sojuszy strategicznych i taktycznych służących odbudowie podmiotowości, nie tylko zresztą Polski. Ruchy suwerenistyczne i emancypacyjne sprzyjają także budowie bardziej sprawiedliwego porządku międzynarodowego. Wymaga on uzupełnienia praw człowieka prawem narodów oraz odrzucenia praw dżungli na rzecz nowego paradygmatu relacji międzynarodowych: oparcia świata wielobiegunowego na zasadach pokojowego współistnienia i wzajemnego gwarantowanego rozwoju.

prof. Gracjan Cimek

Iran atakuje trzy amerykańskie statki – USA bombardują Qeshm – Płomienie wojny rosną.

Larry Johnson: Iran atakuje trzy amerykańskie statki – USA bombardują Qeshm – Płomienie wojny…

W wywiadzie „Larry Johnson:

Iran strzela do 3 amerykańskich statków – USA bombardują Qeshm – PŁOMIENIE WOJNY ROZPALAJĄ SIĘ” były analityk CIA Larry Johnson przedstawia dramatyczny obraz sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie. Wraz z moderatorem analizuje eskalację konfliktu między USA a Iranem, rolę państw Zatoki Perskiej, wpływ na gospodarkę światową oraz głębokie zmiany w globalnym porządku sił. Johnson argumentuje, że świat nie zmierza ku pokojowi, lecz ku przedłużającej się i potencjalnie zmieniającej system wojnie.

https://youtu.be/gFqQmy5DAuM [to ta rozmowa md]

Rozmowa rozpoczęła się od nowych doniesień CENTCOM-u, że dwa kolejne tankowce w Zatoce Omańskiej zostały „dezaktywowane” za rzekome naruszenie blokady Cieśniny Ormuz. Według moderatora, dwa supertankowce VLCC zostały już zaatakowane poprzedniego wieczoru przez amerykańskie niszczyciele – jeden w pobliżu Fudżajry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a drugi w pobliżu Jask w Iranie. Johnson postrzega te incydenty nie jako odosobnione, lecz jako początek nowej fazy eskalacji.

W jego ocenie region nieuchronnie zmierza ku otwartej wojnie. Odrzuca doniesienia o rzekomych tajnych rozmowach pokojowych lub rychłych porozumieniach jako „bzdury”. Wojna, która według niego trwa od 28 lutego, trwa już 70. dzień – i nie zakończy się nawet 120. dnia.

Johnson argumentuje, że prawdziwy punkt zwrotny dopiero nadejdzie: Pełne konsekwencje ekonomiczne zakłóceń w przepływach surowców i energii z Zatoki Perskiej do tej pory tylko częściowo dotknęły gospodarkę światową. Ale skutki te wkrótce ujawnią się z pełną siłą. Mówi o „brzydkim” globalnym scenariuszu.

Szczególnie krytycznie odnosi się do strategii Waszyngtonu. Twierdzi, że Trumpowi brakuje prawdziwej strategii wojskowej. Stany Zjednoczone niszczą tankowce, co wywołuje reakcję Iranu, która z kolei prowadzi do dalszej eskalacji konfliktu w Waszyngtonie. Johnson posuwa się nawet do przewidywania, że ​​Iran może prędzej czy później zatopić amerykański niszczyciel – co może mieć potencjalnie wybuchowe konsekwencje dla całego regionu.

Były analityk CIA oskarża również Trumpa o życie w świecie fantazji. Krytykuje wypowiedzi prezydenta USA dotyczące II wojny światowej oraz jego kontakty z Rosją, Chinami i Iranem. Według Johnsona, równolegle z eskalacją napięć wobec Iranu, Stany Zjednoczone nasilają również presję na Chiny: zakazy eksportu technologii chipów, ostrzeżenia dotyczące chińskiej sztucznej inteligencji i prowokacje gospodarcze poważnie nadwyrężają relacje z Pekinem. Potencjalne spotkanie Trumpa z Xi Jinpingiem prawdopodobnie nie będzie zatem przebiegać w przyjaznej atmosferze.

Centralną częścią rozmowy jest rola państw Zatoki Perskiej. Johnson opisuje Zjednoczone Emiraty Arabskie jako państwo, które podjęło „bardzo złą decyzję”, sprzymierzając się z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Dubaj, a zwłaszcza port Fudżajra, byłby jednym z pierwszych celów irańskich ataków w przypadku kolejnej eskalacji. Johnson spodziewa się również ataków na bazę lotniczą Al-Dhafra.

Arabia Saudyjska i Kuwejt z kolei działały znacznie ostrożniej. Johnson potwierdził doniesienia, że ​​Arabia Saudyjska tymczasowo odmówiła USA dostępu do bazy lotniczej Prince Sultan w celu przeprowadzenia operacji przeciwko Iranowi. Kuwejt również ograniczył prawa przelotu. Dla Johnsona pokazuje to ograniczenia amerykańskiej projekcji siły. Państwa Zatoki Perskiej zdały sobie sprawę, że w poważnej sytuacji same staną się celem irańskich działań odwetowych.

Uważa rolę Kataru za szczególnie interesującą. Opisuje Katar jako kluczowy kraj w całym kryzysie. Kraj ten jest nie tylko głównym eksporterem LNG, ale także produkuje około 20 procent światowego zapotrzebowania na skroplony gaz ziemny. Ponadto posiada ogromne zasoby mocznika, siarki i helu – surowców niezbędnych dla rolnictwa, produkcji półprzewodników, rafinerii i przemysłu farmaceutycznego.

Johnson zwraca uwagę, że 32 procent światowych dostaw ropy naftowej pochodzi z Zatoki Perskiej – znacznie więcej, niż wielu wcześniej zakładało. Do tego dochodzą ogromne ilości globalnej produkcji siarki, a także znaczne ilości nawozów i helu. Hel jest szczególnie kluczowy dla przemysłu chipów. Johnson uważa za absurdalne, że te łańcuchy dostaw mogłyby zostać zakłócone, podczas gdy rynki finansowe nadal handlowały, jak gdyby nic się nie stało.

Otwarcie mówi o manipulacji rynkiem. Wielokrotnie polityczne zapowiedzi o rzekomo rychłych porozumieniach pokojowych prowadziły do ​​nagłych wahań cen ropy, na których osoby z wewnątrz czerpały ogromne zyski. Johnson szczegółowo wyjaśnia mechanizmy krótkich pozycji i sugeruje, że osoby dysponujące wcześniejszą wiedzą celowo obstawiały spadek cen ropy przed opublikowaniem oświadczeń politycznych.

Johnson opisuje następnie fundamentalną zmianę w globalnej dynamice sił. Iran jest wspierany przez Rosję, Chiny, a coraz częściej także przez Pakistan. Bez tego wsparcia Teheran miałby trudności z utrzymaniem konfliktu. Jednak z tym wsparciem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Johnson przewiduje nawet, że gospodarka Iranu może osiągnąć lepsze wyniki w 2026 roku niż w 2025 roku.

Cieśnina Ormuz jest w dyskusji opisywana jako przyszłe centrum nowego regionalnego porządku bezpieczeństwa. Johnson zwraca uwagę, że zarówno Władimir Putin, jak i chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi niedawno wprost użyli terminu „architektura bezpieczeństwa”. Zgodnie z tym poglądem Rosja, Chiny i Iran pracują nad nowym porządkiem bezpieczeństwa dla Zatoki Perskiej – być może wspólnie z Katarem, Arabią Saudyjską i Omanem.

Według Johnsona, Oman już odgrywa aktywną rolę. Iran i Oman uzgodniły system opłat za przepływ przez Cieśninę Ormuz. Johnson podkreśla, że ​​znaczna część cieśniny jest terytorialnie częścią Omanu i Iranu, a zatem państwa te mają prawo kontrolować dostęp.

Johnson spodziewa się również nowego poziomu eskalacji militarnej. Wskazuje na doniesienia o walkach powietrznych między irańskimi myśliwcami F-4 Phantom a amerykańskimi i/lub izraelskimi samolotami. Jednocześnie Iran gruntownie zmodernizował swoje systemy obrony powietrznej i przeprowadził kilka ćwiczeń z użyciem ostrej amunicji od czasu zawieszenia broni w kwietniu. Stany Zjednoczone mogą zatem przeceniać swoją zdolność do tłumienia irańskich systemów obrony powietrznej.

Johnson również postrzega Izrael w niepewnej sytuacji. Choć Izrael dysponuje znaczną siłą militarną, ani Hamas, ani Hezbollah nie zostały ostatecznie pokonane. Według Johnsona, Izraelowi brakuje naprawdę skutecznego systemu obrony przed irańskimi pociskami balistycznymi i hipersonicznymi. W przypadku kolejnej rundy wojny Izraelczycy znów „siedzieliby w piwnicach” – tym razem z jeszcze większymi zniszczeniami.

Co więcej, Johnson uważa ekspansjonistyczne fantazje izraelskich polityków, takich jak Bezalel Smotrich, za nierealne. Izrael nie ma ani wystarczającej liczby ludności, ani potencjału ekonomicznego, aby utrzymać długoterminową kontrolę militarną nad dużymi obszarami Bliskiego Wschodu. Według Johnsona, przywódcy polityczni działają coraz bardziej irracjonalnie.

Kolejnym kluczowym punktem jest globalny zwrot gospodarczy dotyczący Zachodu. Johnson porównuje obecną sytuację do powolnego upadku Imperium Brytyjskiego. Dominacja gospodarcza i finansowa Londynu w dużej mierze zanikła. Największe banki świata są teraz chińskie. Chiny dominują nie tylko w przemyśle, ale coraz bardziej również w systemie finansowym.

W tym kontekście Johnson mówi również o roli BRICS. Chiny, Rosja, Iran i Brazylia współpracują coraz ściślej. Nawet Indie, które okresowo utrzymywały bliższe relacje z Izraelem, w obliczu wojny coraz bardziej skłaniają się ku Iranowi i BRICS. Opinia publiczna w Indiach wyraźnie zwróciła się przeciwko Izraelowi.

Johnson przewiduje również poważne globalne perturbacje gospodarcze. Prawdopodobna jest globalna recesja, a nawet depresja. Spadek produkcji o dziesięć procent lub więcej może wywołać głód, niestabilność polityczną i poważne kryzysy społeczne. Jednocześnie Stany Zjednoczone będą coraz bardziej pozbawione możliwości uzupełniania własnych arsenałów rakietowych, ponieważ wymaga to dostaw pierwiastków ziem rzadkich z Chin – których Pekin nie jest już skłonny dostarczać.

Na zakończenie rozmowy Johnson kreśli obraz świata w stanie ciągłej transformacji. Stany Zjednoczone są nadmiernie rozciągnięte militarnie, osłabione gospodarczo i coraz bardziej odizolowane geopolitycznie.

Z drugiej strony, kraje takie jak Rosja, Chiny i Iran pracują nad alternatywnymi strukturami władzy i bezpieczeństwa. Dla Johnsona obecny konflikt oznacza zatem nie tylko wojnę regionalną, ale potencjalny początek nowego porządku globalnego.

Podział między USA i Iranem jest zbyt głęboki, aby go zniwelować

Podział między USA i Iranem jest zbyt głęboki, aby go zniwelować.

Larry C. Johnson

Jak wspomniałem w poprzednim artykule, ktoś w administracji Trumpa, poinformowany o zbliżających się deklaracjach Trumpa dotyczących wojny z Iranem, odniósł wczoraj znaczny zysk finansowy. Jest to element trwającego schematu celowego oszukiwania Trumpa – czyli udawania znaczących postępów w rozmowach z Iranem, co z kolei powoduje wzrost na amerykańskiej giełdzie i spadek cen kontraktów terminowych na ropę.

Oto prawda: w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie uda się wynegocjować żadnego rozwiązania wojny z Iranem, ponieważ narracja amerykańska i irańska są niekompatybilne.

Zacznijmy od amerykańskiego stanowiska, a raczej narracji… Iran to niepoprawne islamskie państwo terrorystyczne, chylące się ku upadkowi. Przywódcy polityczni i wojskowi Iranu są głęboko podzieleni. Gospodarka Iranu nie ma szans na odbudowę, dopóki trwa wojna. Potencjał militarny Iranu został zdziesiątkowany. Iran musi wstrzymać wzbogacanie uranu i zezwolić na pełne, nieskrępowane inspekcje swoich obiektów jądrowych. Takie przekonanie podziela zdecydowana większość doradców Trumpa i amerykańskich komentatorów politycznych.

Irańskie władze są równie nieprzejednane… Iran zgodzi się na negocjowane rozwiązanie mające na celu zakończenie blokady Cieśniny Ormuz tylko wtedy, gdy Izrael zgodzi się na całkowite zawieszenie broni w Libanie i Strefie Gazy. Cieśnina Ormuz pozostanie pod kontrolą Iranu, a kontrola nad nią nigdy nie zostanie oddana. 5 maja 2026 roku Iran ustanowił nową instytucję, Urząd Cieśniny Zatoki Perskiej (PGSA), która wymaga od wszystkich statków chcących przepłynąć przez Cieśninę Ormuz rejestracji, wypełnienia formularzy i uiszczenia opłaty za przejazd przed otrzymaniem zezwolenia na tranzyt. Iran nigdy nie zrezygnuje ze swoich zapasów wzbogaconego uranu i jako suwerenne państwo i sygnatariusz Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NON), będzie korzystał ze swojego prawa do wzbogacania uranu w celach pokojowych. Iran będzie nadal wspierał naród palestyński i jego walkę o wolność i samostanowienie, a także będzie nadal udzielał wsparcia Hezbollahowi. Ostatecznie Iran nie zrezygnuje z prawa do budowy rakiet balistycznych.

To, moi drodzy, to jest to, co nazywacie ślepą uliczką. Amerykańskie stanowisko opiera się na szeregu fałszywych założeń.

Po pierwsze, Iran nie jest głównym sponsorem terroryzmu i nie planuje destabilizacji swoich arabskich sąsiadów w Zatoce Perskiej. Po drugie, nie ma rozdźwięku między irańskim kierownictwem politycznym a Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) – prezydent, minister spraw zagranicznych, przewodniczący parlamentu i ajatollah wszyscy walczyli i służyli dla IRGC podczas wojny w Iraku. Po trzecie, irańska gospodarka zaczyna się odradzać dzięki wsparciu Rosji, Chin i Pakistanu, a także wysokim cenom ropy. Po czwarte, wbrew twierdzeniom Trumpa, irańska marynarka wojenna, siły powietrzne oraz arsenały pocisków balistycznych, pocisków manewrujących i dronów są nienaruszone i zdolne do kontynuowania wymiany ognia z USA i Izraelem.

Donald Trump stoi przed kilkoma dylematami… Gospodarka USA zaczyna słabnąć, czemu towarzyszy rosnące niezadowolenie społeczne z powodu rosnących cen benzyny. Nie ma realnych opcji militarnych, aby doprowadzić do zmiany reżimu w Iranie lub zmusić Iran do zaakceptowania amerykańskich żądań. Amerykańskie zapasy kluczowych systemów uzbrojenia uległyby dalszemu uszczupleniu, gdyby USA wznowiły ataki powietrzne i rakietowe na Iran, a irański odwet na cele amerykańskie i izraelskie spowodowałby znaczne szkody. Dopóki USA będą kontynuować ataki na Iran, ich relacje z Rosją i Chinami będą się pogarszać.

Prawdziwe zagrożenie dla USA nie ma charakteru militarnego, lecz ekonomiczny.

Trwająca blokada Cieśniny Ormuz przez Iran stwarza światu bezprecedensowe zagrożenie gospodarcze. Amerykańskie próby przeciwdziałania temu zagrożeniu jedynie pogłębią to, co grozi globalną katastrofą gospodarczą.

surowiecPrzybliżony udział Zatoki Perskiej w światowej produkcji (2025)Notatki
Ropa naftowa (ropa naftowa i kondensat)~32% (Bliski Wschód/region Zatoki Perskiej)Dominują najważniejsze kraje produkujące (Arabia Saudyjska, Irak, Iran, ZEA, Kuwejt), które odpowiadają za około jedną trzecią światowej podaży.
LNG~20% (głównie Katar; Zatoka Perska jako całość ~20–22%)Katar jest wiodącym producentem LNG w Zatoce Perskiej i jednym z największych eksporterów LNG na świecie.
mocznikZnaczne (Golf ~36% światowego eksportu; udział produkcji mniejszy, ale nadal znaczący)Państwa Zatoki Perskiej (Iran, Katar, Arabia Saudyjska) są największymi eksporterami mocznika na świecie.
siarka44% światowej produkcji siarkiZastosowania siarki obejmują: produkcję nawozów fosforanowych (pokrywających 60–70% światowego zapotrzebowania na kwas siarkowy), przerób rud (ługowanie miedzi, niklu, kobaltu), rafinację ropy naftowej, czyszczenie płytek półprzewodnikowych (wykorzystywanych przez TSMC, Intel i Samsung), produkcję baterii oraz przemysł farmaceutyczny.
hel~33% (głównie Katar)Katar jest drugim co do wielkości producentem na świecie po USA.
Aluminium (pierwotne)~8–9% (schroniska w krajach Rady Współpracy Zatoki Perskiej/Bliskiego Wschodu)ZEA, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Katar są ważnymi producentami poza Chinami.

Iran nawiązuje kontakty dyplomatyczne z Arabią Saudyjską, Katarem i Kuwejtem, aby przywrócić eksport tych surowców na cały świat w ramach irańskiego PGSA. Jeśli Katar i Arabia Saudyjska zawrą porozumienie z Iranem, wpływy Ameryki w regionie zostaną ograniczone. Jeśli nastąpi globalny kryzys finansowy, połączony z poważną recesją, jeśli nie depresją, Stany Zjednoczone znajdą się pod ogromną presją, aby osiągnąć porozumienie z Iranem, które przywróci handel międzynarodowy i dostawy z Zatoki Perskiej. Iran ma ostatecznego asa w rękawie – Trump nie ma żadnego.

Źródło: Zatoka Perska oddzielająca USA od Iranu jest zbyt szeroka, aby ją połączyć

Zakończenie podżegania wojennego Zachodu powinno być naszym priorytetem

Zakończenie podżegania wojennego Zachodu powinno być naszym priorytetem numer jeden

Zakończenie podżegania do wojny przez Zachód powinno być priorytetem ważniejszym od wszystkich innych kwestii społecznych, tak samo jak fakt, że Twój mąż jest seryjnym mordercą, jest ważniejszy od jego odmowy zmywania naczyń.

Caitlin Johnstone 8 maja 2026 r. caitlinjohnstone-au/ending-western-warmongering-should-be-our-number-one-priority

Przede wszystkim Zachód musi przestać mordować ludzi. Zakończenie zachodniego podżegania do wojny powinno być priorytetem ponad wszelkimi innymi problemami społecznymi, tak samo jak fakt, że twój mąż jest seryjnym mordercą, byłby pilniejszy niż jego niechęć do zmywania naczyń.

To, że o wiele więcej uwagi politycznej poświęca się polityce wewnętrznej w naszym społeczeństwie niż temu, że nasze rządy mordują ludzi na innych kontynentach, jest oznaką głębokiej choroby. Nie oznacza to, że te kwestie polityki wewnętrznej nie są ważne; chodzi jedynie o to, że nie są tak przerażająco pilne, jak aktywny udział państw imperialnych w masowych mordach.

Opieka zdrowotna? Bardzo ważna. Prawa imigrantów? Bardzo ważne. Sprawiedliwość społeczna i równość? Bardzo ważne.

Ale wyobraź sobie, że mieszkasz w miejscu, gdzie bomby z Zachodu rozrywają na strzępy twoją rodzinę i sąsiadów, a potem widzisz zachodni wpis w mediach społecznościowych o nadrzędnej wadze kwestii LGBTQ lub o zakończeniu dyskryminacji osób neuro-atypowych. Zatrzymaj się na chwilę i postaw się w tej sytuacji.

Powtarzam to po trzykroć, nie twierdzę, że te kwestie nie mają znaczenia. Mówię tylko, że położenie kresu masowym mordom powinno wydawać się pilniejszą sprawą. Nie sądzę, żeby to budziło kontrowersje.

W żadnej innej dziedzinie naszego społeczeństwa nie mamy problemu z dokonaniem tego rozróżnienia. Jeśli w waszym kraju w wyniku masowej strzelaniny zginie dwadzieścia osób, spotka się to z większym zainteresowaniem niż wszystkie inne niesprawiedliwości i nadużycia, które miały miejsce w waszym kraju tego dnia. Morderstwo siedemdziesięcioletniej kobiety będzie o wiele bardziej traumatyczne i znaczące dla jej społeczności niż śmierć tej samej siedemdziesięciolatki na raka płuc. Nie kontynuowałbyś dyskusji o feminizmie inter-seksualistycznym w restauracji, gdybyś zobaczył kogoś uduszonego przy stoliku po drugiej stronie sali.

Kiedy dzieje się to blisko nas, z ludźmi, którzy wyglądają jak my, żyją jak my i mówią tym samym językiem, co my, nie mamy problemu ze zrozumieniem, że morderstwo jest pilnym problemem, a zapobieganie mu jest priorytetem dla naszego społeczeństwa. Ale kiedy nasze własne rządy są zamieszane w morderstwa osób o ciemniejszej karnacji, mówiących innymi językami, wyznających inne religie i żyjących w innych kulturach, potrafimy oddzielić to od powagi sytuacji.

To mówi straszne rzeczy o nas jako cywilizacji. Nie różnimy się niczym od żony seryjnego mordercy, która ignoruje ciała grzebane na podwórku, bo bardziej martwi się o to, ile jego uzależnienie od hazardu online kosztuje rodzinę. Odłączamy się od czegoś cennego i ważnego w nas, aby psychologicznie odciąć się od zbrodni imperium w sposób, w jaki to robimy.

To rani naszych bliźnich, ale rani też nas. Robimy coś okropnego naszemu wnętrzu, zaciskając się w supeł, by uniknąć konfrontacji z zimną, twardą rzeczywistością zachodnich rzezi wojskowych. To wypacza nas jako ludzi. Głęboko wpływa na sposób, w jaki doświadczamy życia. Drapie soczewki naszych filtrów percepcyjnych. Jak mogłoby być inaczej?

Wszystkie te wojny i ludobójcze okrucieństwa są zaproszeniem do odzyskania świętej części nas samych poprzez traktowanie ich z należną im pilnością. Bez tego nie da się żyć autentycznie i nawiązać opartej na prawdzie relacji z rzeczywistością.

Ci, którzy pociągają za sznury

Ci, którzy pociągają za sznurki

Autor robert waterski

====================================================

Cytowałem niedawno Alastaira Crooke‘a, który mówił o ponadnarodowych strukturach sterujących światem, o których nic nie wiemy. Crooke jest byłym brytyjskim dyplomatą, który z pewnością pośrednio lub bezpośrednio z takimi strukturami miał do czynienia, więc sądzę, że wie więcej mówi. Na początku mego kompendium systemu monetarnego pisałem też, że jestem przekonany o istnieniu jakiejś struktury stojącej za naszym systemem monetarnym, ale także nie potrafię jej określić. Czy obaj mówimy o tej samej strukturze? Myślę, że nie, ale jestem więcej niż pewny, że obydwie te struktury są ze sobą powiązane. Może jedynie przez wspólnotę interesów, ale może także personalnie. Myślę, że zbyt wiele faktów przemawia za istnieniem takich struktur, by można było machnąć ręką i zbyć wszystko stwierdzeniem, że jest to kolejna teoria spiskowa. Ale wtedy nasuwa się kolejne pytanie: jak głęboko sięgają te struktury? Czy są one obecne we wszystkich krajach? Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a obserwacja faktów i wydarzeń prowadzi do całkowicie sprzecznych wniosków.

Ale na przeszkodzie w zrozumieniu tego, co się obecnie dzieje na świecie stoją też nasze utarte schematy myślowe. Podobnie jak nasi pożal się Boże analitycy, rozumiemy wojnę jako zagony pancerne idące na Moskwę Bramą Smoleńską.

Nie widzimy i nie rozumiemy tego, że trzecia wojna światowa już trwa, ale to nie jest wojna, w której czołgi, samoloty i żołnierze odgrywają główną rolę. To wojna, w której walczy się przy pomocy finansów, kontroli łańcuchów dostaw, kontroli korytarzy transportowych, kontroli informacji, ale przede wszystkim kontroli dostępności i dostaw źródeł energii.

Nikt formalnie nie wypowiada nikomu wojny, nie atakuje i nie zajmuje obcego terytorium! Wystarczy uzależnienie!! To wojna, której nie rozumie i dlatego nie dostrzega przeciętny oglądacz telewizyjnych bredni.

Nie ja jeden uważam, że USA chylą się ku upadkowi. Nie ja jeden uważam, że dedolaryzacja, że powstanie struktur typu BRICS i SCO jest dla USA śmiertelnym zagrożeniem i nie ja jeden uważam, że USA muszą na to zareagować. Większość komentatorów i analityków spodziewa się reakcji militarnej. Muszę szczerze przyznać, że ja także się tego spodziewałem. Wojna na Ukrainie, a potem atak na Iran, zdawały się to potwierdzać. Trochę ostatnio chorowałem, więc miałem okazję oderwać się od zajęć domowych i w spokoju trochę pomyśleć. Dało mi to okazję do spokojnego zastanowienia się nad wydarzeniami ostatnich lat.

Ale w dużej mierze postawiło na głowie moje patrzenie na te wydarzenia i spowodowało, że jestem teraz pełen podziwu dla perfidii planu, który te ponadnarodowe struktury przygotowały dla ratowania potrzebnego im imperium. Nie mam tu na myśli polityków, bo to durnie i marionetki, ale struktury, o których nic nie wiemy, struktury, które naprawdę pociągają za sznurki i struktury, dla których pracują sztaby naprawdę myślące ludzi! Wszystko jest dość skomplikowane, ale nie będę wdawać się w szczegóły i postaram się przedstawić względnie krótko i w ogólnie zrozumiały sposób, na czym ten plan polega.

Wyjaśnianie zacznijmy od czegoś, o czym wszyscy już dawno zapomnieli – od gazu (g)łupkowego. W wielu krajach – także u nas – był wielki jazgot wokół tego tematu, potem wszystko ucichło, bo okazało się, że metody wydobycia grożą zanieczyszczeniem wód gruntowych. USA są dużym krajem, z dużą ilością rzadko zaludnionych terenów, ale przede wszystkim są krajem, w którym dla pieniędzy wszystko się zniszczy. Przypomnijmy sobie filmiki z płomieniami wydobywającymi się z kranów z wodą. Wody gruntowe na tych terenach zniszczone są na setki, a może na tysiące lat. Ale ci, którzy na tym zarabiają żyją dzisiaj i mieszkają gdzie indziej. Mimo nieopłacalności, przez lata nie tylko zwiększano możliwości wydobywcze, ale rozbudowywano także sieć zakładów do upłynniania gazu, które niczego nie upłynniały i stały bezczynnie. Dodatkowo zwiększano możliwości wydobycia ropy. Ale jakoś nie nagłaśniano tego…

Potem przyszła wojna na Ukrainie. Nie rozpoczęła się z niczego. Posunięcia USA zmusiły Rosję do interwencji. Przyszły sankcje na Rosję i rozpoczęło się odejście od rosyjskich źródeł energii – głównie gazu. Naszego ogłupionego i nastawionego antyrosyjsko społeczeństwa nie trzeba było przekonywać, że dobrodziejstwem dla nas i dla naszej gospodarki jest odejście od taniego i pewnego rosyjskiego gazu, i zamiana na wielokrotnie droższy gaz z USA i innych źródeł.

Dzisiaj narzekamy na ceny energii, ale przecież winny jest Putin! Inne kraje trzeba było „przekonywać” wysadzając rurociągi i zwalając wszystko, jeśli nie na Rosję, to na Ukrainę. I w tym momencie musimy spojrzeć innymi oczami na wieloletnią, z pozoru bezsensowną i nieopłacalną budowę amerykańskich instalacji do wydobycia i upłynniania gazu. Mam nadzieję, że teraz rozumiemy, że wszystko było już dawno zaplanowane. A to dopiero początek.

Przenieśmy się teraz nad Morze Śródziemne. USA już od dawna dążyły do upadku Assada w Syrii. Próbowano różnych metod. Ale albo okazywały się one bezskuteczne, albo na przeszkodzie stawała Rosja. W końcu wielonarodowościowe i wielowyznaniowe społeczeństwo Syrii zostało do tego stopnia „zmiękczone” sankcjami, że było mu wszystko jedno co nastąpi. Dodatkowo sam Assad także nie widział sensu dalszego oporu i ewakuował się do Rosji. Syrię przejęli stworzeni przez USA i wspierani przez Turcję islamscy terroryści, którzy nagle przeistoczyli się w polityków w garniturach.

Potem zaczęła się rzeź Palestyńczyków w strefie Gazy. Świat patrzył na to ewidentne ludobójstwo i nie zrobił nic. Dopiero USA częściowo położyły temu kres, powołując tzw. Board of Peace – Radę Pokoju (oczywiście „Pokoju”). Dało to USA swego rodzaju mandat do sprawowania „opieki” nad tym terenem. Oczywiście nie chodzi o dobro Palestyńczyków! Musimy wiedzieć, że od wybrzeży strefy Gazy, poprzez wybrzeże Libanu, aż do Syrii ciągną się jedne z największych na świecie złóż gazu, których jeszcze nie zaczęto eksploatować. A właśnie! Zapomniałem o Libanie! Teraz wszyscy rozumieją, jaki jest cel aktualnych izraelskich ataków na ten kraj!

I wreszcie dochodzimy do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. To pierwsze niepowodzenie w tym tak starannie zaplanowanym scenariuszu. Czy naprawdę wierzono, że można obalić irański rząd i postawić w jego miejsce posłuszne marionetki? Wszystko wskazuje na to, że tak. Sądzę, że te międzynarodowe struktury wierzyły w potęgę armii amerykańskiej. Ale Martianow, który jest fachowcem w dziedzinie wojskowości i od dawna twierdzi, że amerykańska armia to jedynie hollywoodzki mit, jak zwykle miał rację. Dodatkowo dochodzi do tego przepaść cywilizacyjna. Dwustuletnia cywilizacja, która dała światu Coca Colę i Big Macka, zamierza obalić, ale nie jest w stanie wznieść się na poziom istniejącej od kilku tysięcy lat cywilizacji, która dała światu m. i. algebrę, podstawy dzisiejszej medycyny i astronomii!

Ale czy to niepowodzenie oznacza klęskę całego planu? Uważam, że nie. Paradoksalnie Iran nieświadomie wykonał dla tego planu kawał pożytecznej roboty. Nie wiem, czy Iran to rozumie, najwyraźniej nie rozumieją tego wszyscy komentatorzy, ale mam wrażenie, że twórcy tego planu powoli zaczynają to rozumieć i zaczynają odpowiednio korygować swoje posunięcia. Tak, wiem, wszyscy stukają się teraz w czoło, ale spróbuję wytłumaczyć, dlaczego tak sądzę.

Ale aby to wytłumaczyć, musimy wreszcie wyjaśnić sobie cel tego planu. Struktury stojące za nim wiedziały, że jakiekolwiek bezpośrednie starcie militarne z Rosją lub Chinami, doprowadzi do wojny nuklearnej i końca ludzkości. Rosja jest wprawdzie łakomym kąskiem, ale nie jest zagrożeniem dla tych struktur i zagrożeniem dla amerykańskiego imperium. Prawdziwym zagrożeniem są Chiny. Chiny są już taką potęgą, że nie da się wygrać z nimi klasycznej wojny gospodarczej. Ale Chiny mają też słabe punkty. Jednym z nich jest zależność od dostaw energii.

Prawdziwym celem tego planu jest więc odcięcie Chin od głównych dostawców energii – czyli od dostaw ropy i gazu. Zamierza się to osiągnąć albo poprzez przejęcie złóż tych surowców, albo poprzez kontrolę nad nimi, albo przez przerwanie lub kontrolę kanałów dostaw. Do tej pory nie wspomniałem o Wenezueli, która była pierwszym bezpośrednim krokiem prowadzącym do tego celu. Wprawdzie był to krok spektakularny, ale bez większego znaczenia. Ropa wenezuelska to jedynie ok. 4% chińskiego importu. Poza tym musimy zrozumieć, że ropa ropie nie równa. Wenezuela ma wprawdzie rzekomo największe na świecie złoża ropy, ale jest to ropa szczególna – praktycznie asfalt. Wymaga skomplikowanych i kosztownych technik wydobycia i specjalnych rafinerii do jej przeróbki. Poza medialną wrzawą nie był to dla USA wielki zysk a dla Chin wielka strata.

Tym, co miało być dla Chin naprawdę bolesne, to odcięcie od irańskiej ropy. Ale Iran nie tylko nie upadł, ale na dodatek zaczął zadawać bolesne ciosy. Zaatakował amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie, ale dodatkowo zaatakował także instalacje naftowe i gazowe krajów arabskich. Sądzę, że tego się nikt nie spodziewał! Na domiar złego Iran ogłosił kontrolę nad Cieśniną Ormuz.

Wbrew temu, co kłamią media, nie jest ona całkowicie zamknięta. Przepływają przez nią statki zaprzyjaźnionych z Iranem państw oraz państw, które za przewożoną ropę zapłaciły w Yuanach i nie wiozą jej do USA, Izraela, Europy i innych państw wrogich wobec Iranu. Nagle cały świat stał się zakładnikiem Iranu i ofiarą amerykańsko-izraelskiej agresji.

Ale popatrzmy na to, co zaczęło dziać się potem, a zrozumiemy, jak struktury, które stoją za tym planem, zaczęły obracać wszystko na swoją korzyść, a Iran nieświadomie im to ułatwił. Nagle USA ogłosiły: możecie ropę i gaz kupować u nas! W mgnieniu oka stały się monopolistą w dostawach tych nośników energii! Zaraz potem ogłoszono „blokadę blokady” Cieśniny Ormuz. Wszystkie statki, którym Iran pozwolił przez nią przepłynąć, mają być przechwytywane. Oczywiście wszyscy wyśmiali ten pomysł jako nierealny, bo faktycznie USA nie są w stanie przechwycić wszystkich statków. Ale nikt nie rozumie tego, że tu wcale nie chodzi o szczelność tej blokady, ale o niepewność!

Każdy transport ropy to ogromne pieniądze, więc każdy woli kupić ją bezpiecznie od USA lub powiązanych z nimi dostawców, niż ryzykować niepewny transport z Zatoki Perskiej. A każdy przechwycony przez USA transport ropy jest konfiskowany (czytaj: rabowany) i sprzedawany posłusznym państwom.

Ale musimy wspomnieć też o innym celu całej tej awantury. Odcięcie Chin od irańskiej ropy to nie wszystko. Dodatkowo chodzi o zmuszenie Chin do płacenia za nią w dolarach. Kraje Zatoki Perskiej były do tej pory głównym filarem petrodolara. Ale w tym filarze zaczynały pokazywać się rysy. Coraz więcej państw, z Arabią Saudyjską na czele, zaczynało powoli odchodzić od rozliczeń dolarowych. Całkowite ich odejście byłoby praktycznie wyrokiem śmierci dla petrodolara, wyrokiem śmierci dla USA i co za tym idzie także wyrokiem śmierci dla ponadnarodowych struktur, które stworzyły to imperium. Ale jak wyjaśniam w moim kompendium systemu monetarnego, petrodolar stał się z czasem także obciążeniem dla USA.

I tu zaczynam się przenosić w sferę przypuszczeń… Atak Iranu na kraje Zatoki Perskiej stworzył dla USA i stojących za nimi struktur świetną okazję do pozbycia się niepewnego wasala. Zwłaszcza, że wasal ten przekonał się, że amerykańskie bazy nie są dla niego żadną ochroną, ale zagrożeniem! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że kraje Zatoki Perskiej to taka pustynna fatamorgana. To sztuczne twory niezdolne do samodzielnej egzystencji. Gdy piszę ten tekst, trwa zawieszenie broni, USA nie atakują Iranu, ale sądzę, że niedługo ataki zostaną wznowione.

Podejrzewam, że głównym celem tych ataków nie będzie zadanie strat, ale rozzłoszczenie Iranu i zadanie irańskimi rękami jak największych strat krajom Zatoki Perskiej! Akurat wczoraj, 5 maja 2026, media obiegła wiadomość, że Iran zaatakował terminal naftowy Fujairah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ale parę godzin później Iran ogłosił, że nie zrobił tego. Kto wie, czy moje podejrzenia nie zaczynają się sprawdzać! Struktury kierujące USA mogły zmodyfikować swój plan. Rękoma Iranu doprowadzić do upadku państw Zatoki Perskiej i do przejęcia ich złóż ropy i gazu przez amerykańskie koncerny. To, że spora część Arabii Saudyjskiej i innych państw tego regionu przewidziana jest do włączenia w planowane granice Wielkiego Izraela, czyni ten scenariusz jeszcze bardziej prawdopodobnym! Tak, wiem, ponoszą mnie w tym momencie wodze fantazji, ale nie jest to całkiem niemożliwy scenariusz. Czas pokaże…

Ale przeanalizujmy teraz inny element planu, czyli dostawy energii z Rosji. Nagle wszystkie oczy zwróciły się w jej kierunku. Nawet najbardziej zajadli europejscy rusofobi (ale nie u nas) zaczynają przebąkiwać o normalizacji stosunków z Rosją. Ale równocześnie zaczęły się ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje naftowe. To nie jest zbieg okoliczności! To element planu!! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Ukraina sama nie jest do tego zdolna. Za wszystkim stoi obca pomoc.

Równocześnie nastąpiła intensyfikacja polowania na tankowce przewożące rosyjską ropę. Rosyjska ropa eksportowana jest prawie wyłącznie z bałtyckich portów. Ich odcięcie od świata jest sprawą bardzo prostą, ale jak wtedy zareaguje Rosja? Dotychczasowa rosyjska bierność, brak reakcji na użycie obcej przestrzeni powietrznej do ataków na terminale naftowe i całą masę innych prowokacji, może rozzuchwalić europejskie jastrzębie. Czy taka blokada nastąpi? Sądzę, że wcześniej, czy później (raczej wcześniej) tak. Widać wyraźnie, że struktury stojące za tym planem, pchają Europę do konfliktu z Rosją. Oczywiście ciśnie się na usta pytanie, czy Rosja jest w stanie zaspokoić potrzeby energetyczne Chin? Odpowiedź brzmi: dopiero za wiele lat, gdy wybudowana zostanie odpowiednia ilość rurociągów. Paradoksalnie Rosja jest w lepszej sytuacji niż Chiny, gdyż może funkcjonować w całkowitej izolacji od świata. Ma wszystko co potrzeba i sama wszystko produkuje.

Dla wielu osób ogłupionych medialną propagandą i zaślepionych nienawiścią jest to szok, ale takie są fakty. Rosja sama jest w stanie wyprodukować wszystko, co potrzebuje. Produkuje nawet własne mikroprocesory. Wprawdzie nie nadają się one do gier komputerowych, ale ich wydajność jest wystarczająca do pracy w satelitach, samolotach, okrętach, w komputerach w centrach dowodzenia i wielu innych miejscach. Silniki odrzutowe do samolotów pasażerskich budują jedynie USA, Wielka Brytania i Rosja. Ale jedynie Rosja buduje je całkowicie samodzielnie. Przykłady można długo wyliczać. Pokazują one jedynie naszą ignorancję, uprzedzenia i niewiedzę na temat tego kraju.

Mam nadzieję, że rozumiecie już Państwo, że zbyt dużo tu zbiegów okoliczności, zbyt dużo splatających się i zazębiających czasowo wydarzeń, by można je było zbyć stwierdzeniem: przypadek. Ale to wszystko jest na razie taktyka. Wyjaśnijmy sobie jaka kryje się za tym strategia. Jej pierwszym i najważniejszym elementem jest dominacja nad głównymi światowymi źródłami energii. To jest prawdziwa kontrola nad światem! To kontrola kto i za ile otrzyma potrzebną ilość ropy i gazu. Rosji i Iranu nie trzeba bezpośrednio atakować. Wystarczy je odizolować i w maksymalny sposób utrudnić im dostawy ich surowców. Ale to nie wszystko! To zakończy proces de-dolaryzacji, bo za wszystko trzeba będzie zapłacić jedynie w dolarach. Chiny zostaną zmuszone do stania się głównym nabywcą amerykańskich obligacji. Dodatkowo będzie można dyktować im ceny i w każdej chwili, jeśli nie zamknąć, to przynajmniej trochę „przymknąć kurek”. To umożliwi kontrolę dalszego rozwoju chińskiej gospodarki. Ale przede wszystkim spowoduje ogromną różnicę cen energii pomiędzy USA i innymi krajami. Tania amerykańska energia już sprowadza wielu zagranicznych inwestorów, na razie głównie z Europy, ale z czasem mogą oni zacząć przenosić swoje firmy nawet i z Chin!

Mam nadzieję, że wyjaśniłem moje przemyślenia. Oczywiście pominąłem masę rzeczy i skupiłem się na trzech głównych elementach tej układanki: Chinach, Rosji i Iranie. Pominąłem inne kraje i inne rejony świata, ale to nie oznacza, że nic tam się nie dzieje! Wręcz przeciwnie!! Ale opis tego jedynie skomplikowałby obraz. Chodziło mi o pokazanie w jak najprostszy sposób, że to, co się obecnie dzieje na świecie nijak się ma do naszych archaicznych i naiwnych wyobrażeń o polityce i wojnie oraz do tego co serwują nam media – także te alternatywne.

Czy ten plan się powiedzie? Trudno w tej chwili powiedzieć. To zależy czy Chiny i Rosja znajdą sposób na jego udaremnienie. Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem bierności Rosji i spokoju Chin. Nie potrafię tego wyjaśnić. Ale nie sądzę, że jest to dobry znak dla tego planu. Musimy poczekać na dalszy rozwój wydarzeń.

Blokada Cieśniny Ormuz realizuje cele Światowego Forum Ekonomicznego i Agendy 2030

Ormuz: Kto pociąga za sznurki? Iskra, impas i cieśnina: Rozszyfrowanie.

Blokada Cieśniny Ormuz realizuje cele Światowego Forum Ekonomicznego i Agendy 2030 – przypadek?

Ormuz: Kto pociąga za sznurki?

Iskra, impas i cieśnina:

Rozszyfrowanie wojny z Iranem

Autorstwa Charliego Howdena

Próbuję zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w wojnie z Iranem. Stany Zjednoczone twierdzą, że blokują Cieśninę Ormuz, aby zniszczyć irańską gospodarkę, ale robiąc to, ryzykują zniszczeniem gospodarki światowej – w tym swojej własnej. Przyjrzyjmy się temu i zobaczmy, czy uda nam się to jakoś zrozumieć. Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Wyobraź sobie: jest koniec kwietnia 2026 roku, a świat wstrzymuje oddech, gdy beczka prochu w Zatoce Perskiej kipi. Po serii nalotów, starć morskich i tajemniczych bitew zastępczych, sytuacja przekształciła się w kruche zawieszenie broni, ale w powietrzu wisi groźba eksplozji. To, co zaczęło się 28 lutego jako potężny atak USA i Izraela, przerodziło się w grę o władzę o wysoką stawkę, na którą nikt nawet nie mrugnie okiem. Zachodnie nagłówki krzyczą o poskromieniu „reżimu zbójeckiego”, irańskie głosy buntu, a mocarstwa takie jak Rosja, Indie i Chiny kręcą głowami na widok chaosu szerzącego się na całym świecie. W centrum? Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa obecnie zaledwie około dziesięciu statków dziennie – mniej niż jedna dziesiąta normalnego ruchu.

A jaka właściwie jest strategia Donalda Trumpa? Czy chce zniszczyć Iran? A może Chiny? Czy tworzy nowy porządek świata pod hegemonią USA? A może daje elitom globalistycznym na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) i w ramach Agendy ONZ 2030 niepowtarzalną okazję do przekształcenia świata w globalną tyranię rządową, której pragną?

Wróćmy do początku. Wojna wybuchła, gdy Trump – po 60-dniowym ultimatum postawionym Iranowi, by porzucił ambicje nuklearne i porzucił sojuszników, takich jak Hezbollah i Huti – rozpoczął wspólne ataki z Izraelem. Teheran został zbombardowany, a Najwyższy Przywódca Ali Chamenei zginął. Strategia Trumpa, jak powiedział, była jasna jak słońce: zmiana reżimu, zniszczenie irańskich rakiet, zatopienie marynarki wojennej, zniszczenie sił powietrznych, likwidacja siatki terrorystycznej i ostatecznie porzucenie wszelkich ambicji nuklearnych. Iran jednak nie zastosował się do scenariusza, skutecznie odpowiadając i – co przewidywalne – zamykając Cieśninę Ormuz.

Na początku kwietnia weszło w życie kruche, dwutygodniowe zawieszenie broni, a 7 kwietnia Iran ułatwił ruch tankowców przez Cieśninę. Stany Zjednoczone wstrzymały ataki, a Trump przedłużył je na czas nieokreślony 21 kwietnia, chwaląc się, że zniszczono 75% celów. A potem, po tym jak nazwał irański reżim „gangsterami” za zamknięcie cieśniny, same Stany Zjednoczone nałożyły blokadę, drastycznie ograniczyły ruch, nakazały zawrócenie około 40 statkom i ostrzelały co najmniej jeden z nich. Niemniej jednak, nie widać żadnego poważnego porozumienia. Iran odrzuca amerykańskie żądania dotyczące surowych ograniczeń nuklearnych, a rozmowy, takie jak te w Islamabadzie, załamały się po tym, jak Teheran odmówił kapitulacji, a Trump nagle wycofał swojego wysłannika.

Zachodnie źródła malują obraz przedłużającego się impasu. „Niewygodna ziemia niczyja, gdzie nie ma wojny, nie ma pokoju”, jak to ujmuje „New York Times”, z nieudaną dyplomacją i obiema stronami okopanymi jak we współczesnej Sommie. „Guardian” opisuje „narastający impas”, pomimo gorączkowej dyplomacji wahadłowej w regionie. Trump utrzymuje otwartą linię telefoniczną z Teheranem – „Zadzwoń, jeśli chcesz rozmawiać” – ale nalega na całkowity zakaz broni jądrowej. Liczba ofiar? Jak zawsze niejasna, chociaż amerykańscy wojskowi przyznają, że Iran nadal dysponuje znacznym potencjałem w zakresie rakiet i dronów.

W Teheranie historia opowiadana jest jako opowieść o duchu walki i niesprawiedliwości. PressTV i IRNA przedstawiają wojnę jako brutalny amerykańsko-izraelski buldożer niszczący suwerenne ziemie – 25 kwietnia był już 57. dniem inwazji. Iran przedstawia „realne ramy” dla pokoju, ale z warunkami: żądaniami reparacji wojennych od państw Zatoki Perskiej za zniszczoną infrastrukturę, taką jak mosty i sieci energetyczne, w tym połączenie Karadż-Teheran.

Ich 10-punktowy plan? Otwarcie Cieśniny Ormuz, zniesienie blokady morskiej USA – ale tylko z rzeczywistymi gwarancjami bezpieczeństwa ze strony Zachodu. Żadnych dalszych ustępstw w sprawie programu nuklearnego bez czegoś w zamian. A ostrzeżenia są druzgocące: Teheran grozi chaosem Izraelowi i Stanom Zjednoczonym w przypadku zerwania zawieszenia broni i zapowiada „nowe niespodzianki” w swoim arsenale. Nawet amerykańscy senatorowie nazywają sytuację „katastrofalną”, a próby ograniczenia uprawnień militarnych Trumpa kończą się fiaskiem.

Perspektywa Rosji, jak donoszą RT i Sputnik, to schadenfreude. Ta wojna, jak twierdzą, obnaża piętę achillesową Ameryki, pokazuje ograniczenia amerykańskiej potęgi i przyspiesza rozwój wielobiegunowego porządku świata.

Niezależnie od tego, czy konflikt zakończy się szybko, czy wciągnie wszystkich w otchłań, handlarze bronią i tak na tym skorzystają, a Europa mocno ucierpi z powodu rosnących cen energii. Dmitrij Miedwiediew określa zawieszenie broni jako „zdrowy rozsądek”, ale zauważa, że ​​Stany Zjednoczone przesadziły. Państwa Zatoki Perskiej? Wstrzymują się, zbyt wstrząśnięte skutkami gospodarczymi.

W Indiach „The Hindu” i „Times of India” donoszą w sposób zrównoważony. Trump krytykuje Iran za omijanie kwestii nuklearnej, koncentrując się na Ormuz. Teheran grozi ostrą retoryką, podczas gdy amerykańskie okręty ścigają podejrzane jednostki. Według Trumpa nie ma broni jądrowej, ale mnóstwo bomb, jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem. Zjednoczone Emiraty Arabskie przyznają: „Iran uderzył nas mocno, ale nic nie zrobiliśmy”.

Chiny, reprezentowane przez Global Times i Xinhua, krytykują tę sytuację jako przejaw amerykańskiej arogancji. Miesiąc wojny, której końca nie widać. Iran odrzuca słabe zawieszenia broni i proponuje własne rozwiązania. Protesty skierowane są przeciwko „imperialistycznym” atakom, a opór trwa.

Ale uwaga skupia się na Cieśninie Ormuz. Normalnie przepływa przez nią około 20 milionów baryłek ropy naftowej, LNG i innych towarów dziennie – około 120 do 140 statków dziennie. Jednak od czasu irańskiej blokady, którą obecnie wzmacniają Stany Zjednoczone, ruch spadł do 3-6 statków dziennie – co stanowi spadek o 95%. ONZ ostrzega przed poważnymi konsekwencjami dla światowego handlu, od energii po nawozy. Ceny ropy rosną, a bezpieczeństwo żywnościowe jest zagrożone.

Dlaczego więc USA nałożyły blokadę? Oficjalnie po to, by zniszczyć irańską gospodarkę. Ale to wpływa na całą gospodarkę światową. Krytycy mówią o samo-sabotażu: zamiast ukierunkowanych sankcji, rozpętuje się globalny chaos. Czy to rzeczywiście strategia – czy też stawka jest wyższa?

Cel Trumpa jest jasno określony: militarne zniszczenie Iranu. Rezultat jest jednak zmienny. Irańskie władze utrzymują swoją pozycję, armia jest osłabiona, ale nie pokonana. Dyplomacja pozostaje trudna. Rezultat: zerwane sojusze i przyspieszona transformacja w kierunku świata wielobiegunowego.

A teraz pytanie spekulacyjne: Czy ta wojna nieświadomie wspiera cele Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) i Agendy ONZ 2030? Rosnące ceny energii, niedobory dostaw i presja ekonomiczna mogą wymusić właśnie zmiany, które te programy przewidują – mniej własności, więcej kontroli, większą centralizację.

Ostatecznie świat stoi na rozdrożu. Zawieszenie broni jest kruche; jeden błąd może doprowadzić do eskalacji konfliktu. Strategia USA okazuje się skuteczna, ale jej długoterminowe konsekwencje mogą doprowadzić do nowego porządku globalnego – z dalekosiężnymi reperkusjami dla wszystkich.

Źródło: Hormuz: Kto podejmuje decyzje?

Wojna z ludzkością

Wojna z ludzkością

3. maja 2026 Marek Wojcik world-scam/wojna-z-ludzkoscia

Za każdą wojną stoją wielkie pieniądze. Gutle Rothschild (żona Mayera Amschela Rothschilda 1753-1849): „Gdyby moi synowie nie chcieli wojen, nie byłoby ich”. Jej małżonek Mayer Amschel Rothschild: „Dajcie mi kontrolę nad pieniędzmi danego kraju, a nie będzie mnie obchodziło, kto ustala jego prawa”. Źródło.

Źródło.

Miliony ludzi, którzy padli w wojnach, w większości nie uświadamiali sobie, że umierali jedynie po to, by garstka banksterów mogła wzmocnić swoją władzę nad naszym globem. Dzisiaj są na świecie jedynie trzy kraje, w których nie ma instytucji prywatnego banku centralnego. Są to: Iran, Północna Korea i Kuba. Zapewne istnieją ponadto obszary na świecie, na które klan Rohschildów nie ma wpływu, ale mało kto o nich słyszał i dlatego nie odgrywają żadnej roli we współczesnym świecie.

Obaj noszą krawaty marki Turnbull & Asser.
Jeśli możesz pukać w pierś króla Karola, jakby był twoją szmatą, to zapewne jesteś Rothschildem…

Wspieranie i podżeganie obu stron do wojny, to najlepszy model finansowy, jaki dotychczas wymyślono. Strona, która wojnę wygra, zdobędzie łupy, którymi spłaci zaciągnięte długi. Przegrana strona zostanie obciążona kontrybucjami, w celu spłacenia długów. Do tego dochodzą zyski pochodzące z produkcji uzbrojenia i odbudowy wojennych zniszczeń. Jest jeszcze jedna „korzyść”: depopulacja.

Analogicznie działała wojny kowidowa ze światem. Producenci broni biologicznej zdobyli miliardy, które zasiliły wielki majątek Rothschildów & Co.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gniew ludzi skierowany jest na rządy, czy jak w przypadku kowida również na firmy w rodzaju Pfizer, a nie na szare eminencje, które naprawdę stały za tym biznesem. Nie ważne jak ich nazwiemy. Elity – to najmniej adekwatne określenie dla zwyrodniałych bandziorów. Jest jeszcze bagno, Deep State, globaliści i masoneria. Jakaś nazwa jest potrzebna, byśmy wiedzieli o kim mowa.

Kosztami wojny nie będą obciążeni jej sprawcy.
Oni zarobią na odbudowie zniszczeń
.

Wiele osób zadawało pytanie: Dlaczego Watykan nazwał „szczepienia” przeciwko plandemii objawem miłości bliźniego i wydał srebrną monetę dla upamiętnienia tego globalistycznego ludobójstwa? Był to kolejny przejaw wojny kasty Rothschildów przeciw populacji światowej.

W 1823 roku rodzina Rothschildów przejęła całość operacji finansowych Kościoła katolickiego.
Rothschildowie są więc właścicielami Kościoła katolickiego.
Źródło:
Telegram 27.04.2026 r. 10:11.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Iran rzuca wyzwanie Trumpowi: Aktywowano obronę powietrzną nad Teheranem – Groźba eskalacji

Iran rzuca wyzwanie Trumpowi: Aktywowano obronę powietrzną nad Teheranem – groźba eskalacji

W rozmowie z niezależnym dziennikarzem i analitykiem geopolitycznym Pepe Escobarem, Escobar ostrzega przed niebezpieczną eskalacją konfliktu między USA a Iranem.

Pomimo potężnych gróźb militarnych i blokady morskiej, Teheran obstaje przy swoich podstawowych żądaniach – wspierany przez zaskakująco ścisły sojusz z Rosją.

Iran przeciwstawia się Trumpowi: Eskalacja w Zatoce Perskiej – i imperium bez wyjścia

[tu gadają godzinę: md]

Sytuacja na Bliskim Wschodzie dramatycznie eskaluje. Wczoraj wieczorem [2. V. md] nad Teheranem przecinały się strzały z dział przeciwlotniczych, a według doniesień medialnych prezydent USA Donald Trump rozważał opcje ataków militarnych na Iran. Teheran jednak nie daje się zastraszyć. Wręcz przeciwnie: Iran prowadzi trzyetapową dyplomację, która stawia Waszyngton przed wyborem – tym, który Trump jak dotąd stanowczo odrzuca.

Irańska trzyetapowa strategia

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi zakończył w tym tygodniu skrupulatnie zaplanowaną podróż dyplomatyczną, odwiedzając Islamabad, Maskat i Sankt Petersburg. Jego celem było wypracowanie planu pokojowego, opartego na mediacji, z trzema głównymi postulatami.

Po pierwsze, zakończenie wszelkich wojen – nie tylko bezpośredniego konfliktu między USA a Iranem, ale także ataków na całą oś oporu, w tym Hezbollah, Jemen i milicje w Iraku. Po drugie, gruntowna restrukturyzacja ram prawnych dla Cieśniny Ormuz. Dopiero jako trzeci krok, negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego.

„To dobitny dowód strategicznej porażki Ameryki” – skomentował Escobar. Trump nie ma „żadnych kart do rozegrania” poza utrzymaniem blokady morskiej. Jego jedynym celem jest nowe porozumienie nuklearne – w istocie złagodzona wersja JCPOA, z którego sam wycofał się w 2018 roku.

Putin składa oświadczenie

Na szczególną uwagę zasługuje wizyta Aragcziego w Petersburgu. Został tam przyjęty nie tylko przez ministra spraw zagranicznych Ławrowa, ale również osobiście przez prezydenta Władimira Putina na półtorej godziny. „Putin zazwyczaj daje głowom państw nie więcej niż 30–45 minut” – podkreśla Escobar. Wyjątkowa długość rozmowy sugeruje „bardzo, bardzo poważną dyskusję”.

Co jeszcze ważniejsze: sam Putin natychmiast zadzwonił do Trumpa – również rozmawiali ponad półtorej godziny. Według Escobara, szef Kremla jednoznacznie dał prezydentowi USA do zrozumienia, że ​​powrót do wojny jest „niedopuszczalny” i wciągnąłby w konflikt nie tylko Iran, ale cały region, w tym arabskie monarchie Zatoki Perskiej.

Trump najwyraźniej nie zrozumiał notatki: zamiast tego poprosił Kolegium Połączonych Szefów Sztabów i dowódcę Centralnego Dowództwa USA (Centcom) o przedstawienie mu opcji „ostatecznego uderzenia”.

Blokada jako „fantazja Netflixa”

Escobar uważa, że ​​blokada morska irańskiego eksportu ropy naftowej narzucona przez Waszyngton okazuje się w dużej mierze nieskuteczna. Amerykańskie niszczyciele stacjonują daleko na południu Oceanu Indyjskiego, niektóre w pobliżu Sri Lanki, a nawet w pobliżu Cieśniny Malakka. „Amerykanie nie mają odwagi, by zablokować chiński tankowiec na Morzu Arabskim” – stwierdził Escobar. Irańskie okręty krążą w pobliżu wód terytorialnych Iranu i Pakistanu – taktyki, której Waszyngton nie jest w stanie udaremnić.

Co więcej, Pakistan uruchomił w tym tygodniu sześć korytarzy lądowych. „Jaka jest najkrótsza droga między Iranem a Chinami? Co leży pośrodku? Pakistan, z doskonałymi relacjami z oboma krajami” – wyjaśnia Escobar. Ropa naftowa i towary mogłyby być również transportowane linią kolejową przez Azję Środkową do Sinciangu. „Ci ludzie w Waszyngtonie nie znają zbyt dobrze map Eurazji”.

Ryzyko eskalacji

Pomimo oczywistej strategicznej słabości pozycji USA, sytuacja pozostaje niezwykle niebezpieczna. Trump jest pod ogromną presją, a jednocześnie psychicznie niezdolny do przyznania się do porażki. „Głęboko w podświadomości wie, że popełnił błąd i nie ma już odwrotu” – analizuje Escobar. Opcje przedstawione przez wojsko w ramach „ostatecznego uderzenia” są „absolutnie przerażające” i obejmują ataki na infrastrukturę cywilną, a także ponowne próby zdziesiątkowania irańskich przywódców.

Irańska odpowiedź na dalsze ataki byłaby druzgocąca. „Wystarczy jeden pocisk, żeby zatopić amerykański lotniskowiec” – ostrzega Escobar. Wszystkie irańskie instytucje – od parlamentu, przez Gwardię Rewolucyjną, po niezależnych analityków – jednogłośnie zasygnalizowały: „Nie ustąpimy. Pójdziemy na całość”.

Upadek Rady Współpracy Zatoki Perskiej i kryzys petrodolara

Konsekwencje wojny już teraz wstrząsają strukturami politycznymi regionu. Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) jest „nieodwracalnie podzielona”. Podczas gdy Oman i Katar działają pragmatycznie, a Arabia Saudyjska dąży do rozwiązania dyplomatycznego, Zjednoczone Emiraty Arabskie, pod wodzą następcy tronu, księcia Mohammeda bin Zayeda (MBZ), podjęły ryzykowne ryzyko, stając po stronie USA i Izraela. Niedawne wycofanie się ZEA z OPEC służy wyłącznie celowi zwiększenia własnej produkcji ropy naftowej z obecnych 3,4 miliona baryłek dziennie do 5 milionów baryłek dziennie – ze szkodą dla pozostałych członków i z korzyścią dla azjatyckich odbiorców: Chin, Japonii i Indii.

Według Escobara MBZ w rzeczywistości dąży do stworzenia „arabskiej wersji Izraela”. Iran jednak się na to nie zgodzi: „Fujairah, terminal naftowy ZEA, nie będzie już bezpieczny”. Pojedynczy atak mógłby całkowicie pokrzyżować plany MBZ.

Jednocześnie przyspiesza globalne odchodzenie od zdominowanego przez USA systemu finansowego. Powiązania między Chinami a Indonezją systemów płatności opartych na kodach QR, ekspansja UnionPay i Alipay w Azji oraz koordynacja alternatywnych systemów płatności między Chinami, Rosją i Iranem malują obraz nowego, wielobiegunowego porządku gospodarczego. „Visa i Mastercard są stopniowo wypierane z rynku” – podsumowuje Escobar. „To jest przyszłość i Amerykanie nie mogą z tym absolutnie nic zrobić”.

Wniosek

Według Escobara konflikt o Iran stanowi punkt zwrotny w historii świata. „To wojna, która definiuje geopolitycznie XXI wiek” – mówi. Kraj, który przez 47 lat cierpiał z powodu sankcji i został celowo zubożony przez Stany Zjednoczone, zdołał „zorganizować się wbrew wszelkim przeciwnościom i zaabsorbować swoją niepodległość, suwerenność i militarnie wszystko, co było przeciwko niemu skierowane”. Wszystko to dzięki krajowej technologii – „made in Iran”.

Paralela do wietnamskiego ruchu oporu z 1975 roku jest oczywista: „Ten sam duch – opór, suwerenność, wbrew wszelkim przeciwnościom aż do końca”.

Strategiczna klęska USA została przesądzona już w pierwszych dziesięciu dniach wojny. Pytanie brzmi, jak długo psychicznie przytłoczony prezydent będzie nadal trzymał świat na uwięzi swojej zmienności.

Wojna się nie skończyła – została jedynie przepakowana

Czy wojna z Iranem naprawdę się skończyła?

Widok z Teheranu z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim

W wywiadzie na żywo „Now Live: Czy wojna z Iranem naprawdę się skończyła?” z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim, wykładowcą Uniwersytetu w Teheranie i wieloletnim analitykiem politycznym, przez całą rozmowę przewija się jeden temat: wojna jest daleka od zakończenia – ani militarnego, ani ideologicznego.

Toczy się ona obecnie na kilku poziomach jednocześnie: na ulicach i w portach Iranu, na rynkach i w rządach świata zachodniego, a także w umysłach ludzi codziennie bombardowanych propagandą, obrazami wojny i fałszywymi ogłoszeniami „pokoju”.

Życie na wojnie: Normalność pomimo blokady

Marandi opisuje Teheran jako miasto, które na pierwszy rzut oka wydaje się w dużej mierze normalne. Ludzie robią zakupy, dzieci chodzą do szkoły, a nocą na ulicach nie panuje panika, lecz demonstracje solidarności z irańskimi siłami zbrojnymi i „Osią Oporu”. „Teheran to bardzo bezpieczne miasto” – mówi Marandi. „Można spacerować samotnie po ulicach nocą o 23-ciej lub o północy i czuć się bezpiecznie”.

Jednocześnie społeczeństwo odczuwa skutki wojny i sankcji: rośnie inflacja, bombardowane są fabryki, a dostawy leków i energii są utrudnione. Jednak w porównaniu z doświadczeniami w zachodnich metropoliach, profesor postrzega codzienne bezpieczeństwo w Iranie jako jeszcze wyższe. Ludzie są „nieustraszeni”, jak to ujął – nadal chodzą do pracy, jedzą, świętują i modlą się, podczas gdy w tle krążą pogłoski o zbliżającej się zakrojonej na szeroką skalę ofensywie „koalicji Epsteina”, składającej się najwyraźniej z USA, Izraela i zachodnich sojuszników.

„Kwestia winy”: Kto jest zdolny do prowadzenia wojny – a kto przymyka na to oczy?

Dla Marandiego jedno jest jasne: wojna z Iranem nie wybuchła znikąd, lecz była bezpośrednią odpowiedzią na politykę wojenną reżimu syjonistycznego w Izraelu i jego nieproporcjonalne wsparcie ze strony Zachodu. Niedawne zbrodnie – długotrwałe ludobójstwo w Strefie Gazy, które praktycznie zniszczyło część Strefy Gazy, oraz ludobójcze ataki na południowy Liban – są prawdziwymi powodami ataków i blokad Iranu.

Marandi podkreśla, że ​​wojny te są celowo bagatelizowane w mediach: zachodnie media mówią o „precyzyjnych atakach” na „cele Hezbollahu”, podczas gdy w rzeczywistości chodzi o bombardowane bloki mieszkalne, szkoły i rodziny. Strategia: „Odwrócić wzrok, opowiedzieć inną historię, a jeśli publiczne oburzenie nadal będzie narastać, zbagatelizować je terminem »zawieszenie broni«, który dawno stracił na znaczeniu”.

Dlaczego negocjacje są skazane na niepowodzenie, a impas trwa

Z irańskiej perspektywy, szeroko dyskutowane negocjacje między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zakończyły się fiaskiem, ponieważ opierają się na fundamentalnej nierównowadze sił. Strona amerykańska nalega na jednostronne warunki, podczas gdy strona irańska – wspierana doświadczeniem ostatnich lat – od dawna rozumie, że każdy jednostronny kompromis w przeszłości prowadził jedynie do ponownych ataków i nacisków.

W rezultacie nie mamy do czynienia z klasycznym zawieszeniem broni, lecz z wojną w przebraniu, „wojną oblężenia”: Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana, irańskie statki są przetrzymywane, a międzynarodowy ruch żeglugowy odbywa się wyłącznie pod ścisłym nadzorem, a czasami po uiszczeniu tajnych lub pośrednich opłat za przejazd alternatywnymi szlakami. Dla Teheranu jest to permanentny stan wojny, nawet jeśli Waszyngton czy Tel Awiw mówią o „negocjacjach”.

Jak Zachód próbuje oszukać świat

Marandi analizuje wojnę nie tylko jako konflikt zbrojny, ale także jako wojnę o percepcję. Jego zdaniem, zachodnia opinia publiczna została ukształtowana przez dekady kapitalistycznej koncentracji mediów, kooptacji akademickiej i państwowej propagandy. Te same oligarchiczne sieci, które kontrolują media i think tanki, dominują również w edukacji akademickiej – dbając o to, by zachodnie narracje były przez dekady uznawane za „uniwersalne”.

Przebudzenie nastąpiło w ostatnich latach za sprawą trzech wydarzeń:

  1. ogromna ilość zdjęć i filmów z Gazy i Libanu, których nie udało się całkowicie ukryć nawet cenzurowanym platformom, takim jak Instagram czy X,
  2. rosnące nierówności i upadek zachodniej klasy średniej, co sprawiło, że wiele osób stało się bardziej sceptycznych wobec własnych instytucji,
  3. wzrost znaczenia państw niezachodnich – zwłaszcza Rosji, Chin, Persji i innych – oferujących alternatywne źródła informacji.

Jednakże, według Marandiego, ugruntowane mocarstwa nie skupiają się na odwróceniu sytuacji, lecz na jej intensyfikacji: więcej wojny, więcej sankcji, więcej kontroli nad narracją – „podwojenie stawki”, które jeszcze bardziej pogłębia podziały społeczne i gniew wobec elit rządzących.

Sztuka i satyra jako narzędzia oporu

W wywiadzie Marandi szczególnie podkreśla rolę sztuki i satyry. Prowadząca program posługuje się „soczewką satyryczną”, wyraźnie celując w tych, którzy nie chcą widzieć ani rozumieć – „zombie”, jak sami siebie nazywają. Satyra, komedia, sztuka i muzyka, jak twierdzi, „otwierają” umysły, które zamknęły się na rzeczywistość.

Marandi podkreśla: „Sztuka pomaga nam zrozumieć świat – ale także pomaga nam zachować zdrowy rozsądek”. W rzeczywistości, w której każdego ranka konfrontowani jesteśmy z nowymi obrazami rozdzieranych dzieci, zabitych ojców i matek, humorystyczna lub satyryczna krytyka jest małym wentylem bezpieczeństwa – a jednocześnie potężnym narzędziem politycznym, służącym zmianie postrzegania społecznego.

Dlaczego młodsze pokolenie reaguje inaczej

Według Marandiego, młodzi ludzie w wielu krajach zachodnich reagują na rzeczywistość wojny zupełnie inaczej niż poprzednie pokolenia. Połączenie obrazów w mediach społecznościowych, bezpośredniej solidarności z ofiarami w Strefie Gazy i wyraźnej sprzeczności między oficjalnymi oświadczeniami Zachodu a widocznymi faktami sprawiło, że wielu młodych ludzi poparło ruch oporu – i przestało uważać oficjalną perspektywę NATO za jedyną „wiarygodną”.

Ta zmiana stopniowo zmienia również sposób myślenia starszych grup demograficznych. „Każdy dzień sprawia, że ​​ludzie są bardziej czujni niż poprzedniego dnia” – mówi Marandi. Stara logika polegająca na państwowych kanałach informacyjnych stopniowo się rozpada – a siły, które się jej trzymają, tracą wiarygodność.

Wnioski: Wojna się nie skończyła – została jedynie przepakowana

Według Marandiego wojna z Iranem wcale się nie skończyła. Wręcz przeciwnie, podzieliła się na różne formy:

  • konflikt militarno-morski o kontrolę nad Cieśniną Ormuz,
  • wojna gospodarcza poprzez sankcje, blokady i presję rynkową,
  • i ideologiczna wojna, która kształtuje umysły ludzi w Europie i Ameryce Północnej. uncutnews youtube
  • ———————————————————————————-

Pomimo napięcia, irańskie społeczeństwo wykazuje niezwykłą odporność. Społeczeństwo zachodnie natomiast jest w stanie wewnętrznego rozłamu: pogłębia się przepaść między tymi, którzy dostrzegają realia wojny, a tymi, którzy nadal trzymają się oficjalnych narracji.

Dla widzów i sympatyków na Zachodzie Marandi stawia jasną granicę: „Najważniejszym wkładem jest przeciwstawienie się syjonizmowi i etnicznemu suprematyzmowi”.

Wzywa do wyjścia na ulice protestów przeciwko ludobójstwu, wspierania alternatywnych mediów i nielekceważenia roli sztuki i satyry – ponieważ są one kluczowymi narzędziami zmiany postrzegania świata i osłabienia koalicji wojennej pod przewodnictwem USA i Izraela.