Przekleństwo permisywizmu

Przekleństwo permisywizmu

20220814_032536 (1)

30 sierpnia, wpis nr 1423 Jerzy Karwelis dziennikzarazy/przeklenstwo-permisywizmu

Świat idzie w jakąś otchłań. Właściwie wygląda to na jakiś nieunikniony proces, jakiś determinizm, Marks by powiedział, że dziejowy. Ludzkość w swej dużej części widzi ten fakt, ale zdaje się być bezradna co do jakiejkolwiek reakcji nań. Jakby jakaś zapuszczona machina czasów miażdżyła bezlitośnie dorobek cywilizacji.

A może tu chodzi tylko o dorobek naszej, zachodniej cywilizacji, od dawna na kredyt, tyle, że w końcowym rachunku może pokonanej przez inne cywilizacje, albo innym poddanej. A człowiek Zachodu ma jednak to okcydentalne spaczenie, patrzy tylko po zachodniemu i koniec jego cywilizacji widzi mu się jako koniec świata. Narzekamy, ale nie patrzymy po sobie – uważamy się za zbyt słabych, by przeciwstawić się nieuchronności losu, ale ten – jeśli odrzucić zewnętrzne fatum – składa się przecież z ziarenek naszych postaw i zachowań. Te jednak odpuszczamy, myśląc, że zginą one w dziejowych pustynnych burzach jak drobinki piasku. Jestem daleki od buddyjskich postaw, że należy zacząć od siebie i mrówczą pracą albo zmienić świat, albo go… zaakceptować.

Dziś chcę się zastanowić co takiego w naszych indywidualnych postawach powoduje naszą bezradność wobec świata i czy przypadkiem tą bezczynnością sami go nie kształtujemy. A to tworzy zamkniętą spiralę samonapędzających się zaniechań, które uzasadniają coraz bardziej nasz stan – pogłębiającej się bierności. A kiedy świat popada w stan akceptacji swego losu, wytwarza to próżnię, którą może wypełnić dowolna aktywność – najczęściej miernej próby. Chcącemu nie dzieje się ponoć krzywda, ale skoro chcących jest coraz mniej – mogą oni krzywdzić większość, jeśli ta pogrążona jest w bierności.    

Koniec złudzeń

Co do tego determinizmu w nam sądzonym upadku świata ciekawym czynnikiem jest powszechny upadek ułudy o ludzkiej sprawczości. Kołysani bajeczkami o naszym demokratycznym wpływie na otoczenie zostaliśmy gwałtownie wybudzeni w czasach pandemii mniemanej, choć wielu jeszcze pobywa „w dziedzinie ułudy, kędy zapał czyni cudy i w nadziei obleka złote malowidła”. Po prostu niektórym trzeba chyba końskich dawek środków trzeźwiących dostarczanych przez rzeczywistość, niektórzy zaś nigdy nie wychodzą ze swych mniemań o własnym wpływie na los swój i najbliższych.

No bo gdyby tak było, że mamy ten wpływ, to czemu nasze sprawy idą coraz gorzej – przecież nie ma jakiegoś ludzkiego masochizmu, jako reakcji cywilizacji na egzystencjalne rozterki? W sumie chcielibyśmy, by było lepiej, jest za to gorzej. Zamiast więc pytać o źródło takiego zwrotu należy może się zastanowić co jest takiego w nas, że to się i dzieje i nie mamy na to skutecznej reakcji. Na razie odłóżmy tych, którzy nie widzą tu problemu i skupmy się na tych, co się niepokoją i jednocześnie nie wiedzą jak to się porobiło z tym światem i co z tym począć.

Świat idzie w złą stronę myślę, że społecznie z jednego głównego powodu. Zaraz spróbujemy to wytropić w społecznych właśnie faktach i zachowaniach, jednak o przełożeniach stricte politycznych. Ten powód to poszerzający się permisywizm, czyli masowe godzenie się na rzeczy kiedyś nie do przyjęcia. Jest to proces postępujący, przyspieszający, wszechobecny i zdaje się, że niepowstrzymany. Ciekawe gdzie jest (i czy w ogóle istnieje) jego koniec i jak świat może wyglądać, w swej formie, w której będzie wszystko wolno? Skoro wszyscy pozwalają na więcej, to pozwalają – komu? Kto korzysta z tego rosnącego przyzwolenia?

Kwestionującym tu mój kasandryzm podam kilka przykładów, by nie były to biadania starucha nad upadkiem świata, tak charakterystyczne dla pewnych grup wiekowych. Wiadomo – starszym wali się ich świat, więc zawsze marudzą, że wszystko pada, podczas kiedy może tylko się przepoczwarza. Podobno pierwszy, sprzed tysięcy lat znaleziony zapisany tekst jest właśnie o tym, jak starszy autor utyskuje na moralny upadek świata i beztroskę młodzieży, konkludując, że świat się kończy.

Nie o tym jednak tu będzie – będzie o tym jak to się stało, że pozwalamy na coraz więcej.

Eutanazja

Przykład pierwszy – eutanazja. Powtarzam, mówię o zachodnim podejściu do sprawy, bez tu rozróżnień na inne cywilizacje. Kiedyś tabu, dziś kompletnie utylitarne podejście. Szacunek do starszych, zabieganie o ich zdrowie miało głębokie przesłanie cywilizacyjne i to na poziomie globalnym. W myśl tego przesłania ludzi starszych do młodszych (czasami publikowanym na grobach) „byłem kim jesteś, jestem kim będziesz”, chodziło o pokoleniową sztafetę nadawania życiu ludzkiemu sensu i znaczenia, bez względu na jego użyteczność dla rodziny czy społeczeństwa. Każdy, szczególnie w pełni sił, w opiece nad starszymi miał widzieć siebie w przyszłości, że nie zostanie porzucony, kiedy straci swoją przydatność w sensie materialnym czy fizycznym.

To dawało gwarancję sensu życiowej drogi, ale implikowało jeszcze jeden korzystny czynnik: w czasach kiedy nie było żadnych systemów społecznego wsparcia, emerytur czy rent, jedyną gwarancję na godne życie na starość dawało dobre wychowanie swoich dzieci – w poszanowaniu do starszych, estymie do ich drogi życiowej i doświadczenia, i to nie tylko w przypadku własnych rodzin. Dziś tę gwarancję przejęły wątpliwe systemy zaopatrzeń emerytalnych i ani rodzice, ani dzieci nie muszą już dbać o wzajemne relacje na przyszłość, bo te w sensie materialnym ma przejąć, a właściwie zastąpić, państwo. To, że w tylko materialnej sferze i to, że niekoniecznie nawet te materialne obietnice dowiezie, to już wstydliwy szczegół.

A w dzisiejszym systemie nowej normalności dożyliśmy czasów, w których pozwalamy na eutanazję osób wcale już nie termalnie chorych, ale po prostu starych. Podam parę przykładów. W Kanadzie eutanazja jest już trzecią co do częstości występowania przyczyną zgonów. We Francji, nawet w kościelnych domach starców obsługa, nawet siostra zakonna, nie może odwodzić od rozważań o poddaniu się eutanazji staruszków pod swoją opieką, pod groźbą bezwzględnego więzienia do lat dwóch. Japonia, czy to poprzez tezy Yusuke Narity, czy dyskusję związaną z tzw. planem 75 (obowiązkowa eutanazja powyżej 75 toku życia, na razie proponowana w formatach filmowych) zaczyna rozważać eutanazję jako systemowe radzenie sobie z problemami społecznymi.

Starość jako koszt publiczny

Dlaczego starość jest problemem społecznym? Staje się ona takim problemem od niedawna, kiedy kwestie społeczne zostały poddane bezwzględnej, dehumanizującej kalkulacji. W Polsce ponad 55% środków na służbę zdrowia idzie na leczenie ludzi w wieku 60 lat i starszych. Na świecie ten współczynnik dochodzi do 75%. Ubolewają nad tym głównie systemy ubezpieczeń, dla których starszy schorowany człowiek jest kosztem, przegraną ubezpieczalni w zakładzie wzajemnym z płatnikiem składek pt. zakładamy się za pieniądze obywatela (często przymusowo płacone) kto jak długo będzie żył.

Starszy, schorowany rodzić to udręka dla wyzutych z cywilizacyjnych wartości jego dzieci. Te, zaganiane, obciążone ze swej kieszeni kosztami leczenia, męczą się ze staruchami. W dodatku w Polsce nie ma rozwiniętego systemu opieki nad starszymi w specjalnych ośrodkach – jesteśmy na to za biedni. A więc męczą się wszyscy i „starcy niepotrzebni światu”, i ich dzieci. Państwo zaś, które tyle obiecywało w systemie służby zdrowia i zaopatrzeń emerytalnych, wycofuje się na z góry upatrzone pozycje. Nagle okazuje się, że te wszystkie systemy składek na bezpieczeństwo i przyszłość były tylko ukrytą daniną na wiecznie wygłodzone państwo. Co zrobić – obietnice redystrybucji środków publicznych w pożądane rejony wyborców jest kosztowne. Ale niezbędne na tyle, że kosztami takich procederów kupowania głosów obarczane są ofiary związane ze schorowaną i samotną starością.

W końcu można mieć, i mamy, do czynienia z różnymi formami eutanazji. Osobiście uważam, że system kolejkowania pacjentów w dostępie do specjalisty jest ukrytą formą eutanazji, zwłaszcza przy „elektronizacji” systemu zapisów. Gdyby bowiem wszyscy oczekujący na przyjęcie stanęli w realu w kolejkach przed gabinetami, to byśmy zobaczyli prawdziwą rozległość patologii. A tak czekają (i umierają) po domach. Tak to się załatwia, za takim kotarkami. Wybuchło to nam w oczy w czasach pandemii, gdy to – pomimo szalonych akcji z ujednoimiennianiem oddziałów szpitalnych i budowania szpitali tymczasowych – większość Polaków (a szczególnie tych ponad 200.000 ponadnormatywnych) umierała po domach. Z daleka od oczu rodzin, bliskich, sąsiadów, Polaków i mediów. 

Słyszymy o narastających w naszych cywilizacjach przypadkach i nowych formach eutanazji i nie reagujemy. Pochylmy się nad tym pierwszym przykładem przyzwolenia – bo jego źródło ma uniwersalne podstawy. Króluje myślenie, że to gdzieś tam, u kogoś tam i do nas nigdy to nie dotrze. Po prostu żaba się łudzi, że gotują wodę w innych akwariach i do nas, do tego polskiego bagienka to nie dojdzie. My jakoś tak z boku. Ale ileż to było takich złudzeń? Ileż to wyśmiewanych mód, jakichś zachodnich dziwactw oglądaliśmy z uśmiechem wyższości, by potem to do nas zawitało?

Zezwolenie na deprawację najmłodszych

Kolejnym przykładem perfidii przyzwolenia jest kwestia tolerowania zboczonych postępków wobec dzieci. Każdy tu krzyknie – jak to, a kto na to pozwala, przecież to okropne, ścigane i karane? Tak? A czemu te procedery się coraz to rozszerzają, wybuchają skandalami, jakby latami gromadziła się w tym wrzodzie ropa i wychodziła tylko w wyniku incydentalnego pęknięcia? A ile takich wrzodów do tej pory nie pękło i nie wiemy, że one istnieją i wiedzieć nie będziemy, bo nie pękną nigdy? A cały proces, często wieloletni w wykrywanych aferach trwał sobie przy co najmniej ślepocie otoczenia, jeśli wręcz nie przyzwoleniu. I nawet nie chodzi tu o ostatnie przypadki z Kłodzka czy Złotowa, tylko o systemowe narastanie tego procederu.

Najgorsze są tu działania pozorne. Kiedyś poprzedni Tusk założył nawet kompletnie nielegalny ośrodek przetrzymywania pedofili… po odbyciu przez nich kary. Zrobił to wyraźnie pod publiczkę, bo obecnie słuch o działaniu tego ośrodka zaginął. I tak będzie teraz – będziemy tresowani pozorami surowości, a jednocześnie przestępcy seksualni będą traktowani permisywnie przez wymiar sprawiedliwości, a więc i z przyzwoleniem społecznym. Jesteśmy oswajani, że zacytuję profesora Hartmana o kazirodztwie: „Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?”. Zaś o pedofilii: „Do opłacanych przez PiS za publiczne pieniądze trolli: Tak! Pedofile też mają prawa! Jak wszyscy inni przestępcy! Żadnego człowieka nie wolno piętnować – nawet pedofila!”. I pisze to człowiek-naukowiec, za nasze pieniądze, który był kandydatem na Lewicy na jedynkę w Nowym Sączu.

Jesteśmy osmotycznie oswajani metodą na „okno Overtona” z tematem kiedyś nietolerowalnym. Czy słyszeliście Państwo o jakichkolwiek protestach wobec rozgłośni radiowej, która zrobiła sobie fejm z naśmiewania się z ofiar Trynkiewicza, który zamordował na tle seksualnym czterech chłopców? [fejm – potoczne określenie sławy, popularności lub uznania w jakimś środowisku. Kto tak gada?? md]

Nie? A przecież to na tym „temacie” wypromował swój format niejaki Kuba Wojewódzki, polski papież „elyt” i panświnizmu, godny następca w tej kwestii nieświętej pamięci Urbana? Cały dzień szła na antenie beka na żywo jak to sobie „Trynek” radzi w życiu po wyjściu na wolność, jak to się tam zabawiał i za co poszedł siedzieć, bez cienia empatii, co czują słuchający tego bagna bliscy nieletnich ofiar.

Można takie rzeczy robić? Nie można! Ale dało się i jakoś „piorun nie strzelił”.

Kiedyś zniewieściały Józek w szkole był przedmiotem lekkich drwin, dziś nie tylko nim nie jest, nie tylko jest chroniony, ale afirmatywnie wywyższany na zasadzie słynnej dyskryminacji pozytywnej. Kiedyś uważaliśmy to za tolerowalne dziwactwo – dziś boimy się nawet… nie chcieć tego podziwiać. No właśnie – ten nas permisywizm schodzi już na niższe poziomy – działa tu mechanizm internalizacji: przyjmujemy akceptację niegdysiejszych dziwactw za nasze autonomiczne decyzje. Byleby się sumienie i zdrowy rozsądek nie męczyły w konflikcie poznawczym z naszymi postawami. A więc wszystko, co widzimy gdzieś tam, co nam się wydaje odległe, przyjdzie do nas i to w wynaturzonej formie, jak to z nuworyszem, który chce się jako nowy wkupić gorliwością. Pytanie tylko komu i po co? Ale na to pytanie spróbujemy sobie odpowiedzieć na końcu.

Źródła przyzwolenia

Importowane w społeczeństwo przyzwolenie na te dewiacje bierze się też z „unaukowienia” problemu, charakterystycznego dla lewicy. Tak jak seryjnych zabójców tłumaczy się często trudnym dzieciństwem, tak i w tym przypadku mamy do czynienia ze stwierdzeniami typu: „Pedofilia jest zaburzeniem preferencji seksualnych, które dotyka ok. 1 proc. populacji, głównie mężczyzn, a nie czynem karalnym. Nie jest też czymś, co się wybiera. Wiele, jeśli nie większość osób cierpiących na pedofilię, nie gwałci i nie molestuje dzieci.” Czyli można być pedofilem bezobjawowym, zaś jak się przejdzie od cierpienia do czynu, to można już udać się w okolice tłumaczenia, że samemu się takiego losu (czyli preferencji) nie wybrało i koło permisywizmu się zamyka.

Powiecie Państwo, że to są jakieś lewackie tłumaczenia promilowych zboczeń suflowanych w celu dezintegracji społeczeństwa opartego na tradycyjnym modelu rodziny? Czyli to nas nie dotyczy, bo dajemy odpór. A dajemy? A kto, jak nie rodzice, my znaczy się, bezradnie, a raczej biernie patrzyliśmy się na tęczowe piątki w szkołach, promowane przez ministerstwo edukacji i wzmożonych dyrektorów szkół? Kto wpuścił do szkół promocje zboczeń, rozchwiania tożsamości wobec dzieci w najbardziej wrażliwym momencie jej formowania się? Gdzie byli rodzice?

Ja mam jednak nadzieję, że nawet większość elektoratu Tuska, nawet Lewicy stanowią rodzice, którzy nie poddają się temu trendowi, który pozwala kręcić przedszkolakom przed oczyma tęczowym transtyłkiem, czy przebierać dzieciaki za inne płcie. Dlaczego więc na to pozwalamy? Wydaje mi się, że doszliśmy do drugiego powodu – jesteśmy zakompleksieni, widzimy, że świat nam tu odjechał (oj, odjechał, odjechał…) i chcemy go dogonić. Skoro to z Zachodu, to znaczy, że to z definicji dobre jest, a jak tego nie rozumiemy, to znaczy, że wciąż jesteśmy kulturowym zaściankiem i trzeba nadrabiać. I zaczynają się te żałosne obrazki „doganiania Zachodu” w pokraczny formach nadgorliwego zakompleksionego zacofańca. Szkoda tylko, że kosztem dzieci. I pal licho, że cudzych, bo akurat w tym względzie wszystkie dzieci „nasze są”. To jak z komórkami w klasie – wystarczy jeden co łazi i gada z tą komórką i cała reszta dzieciaków jest zarażona, tak samo i tu – wystarczy jeden kolo hodowany w szkole i w domu progresywnie i mamy kłopot ze swoim dzieciakiem, bo się jeszcze nabierze na „nowoczesnego” koleżkę z ławki.

Za tą pandemią roznoszonego permisywizmu stoją też rodzice. Moja siostra opiekowała się latami cudzymi dziećmi. Jakoś tak zawsze trafiała na nowobogackie, progresywne domy. Dlatego piszę, że pracowała, bo już nie pracuje, gdyż nie wytrzymała. Nie wytrzymała ciągle powtarzającego się procederu: rodzice wychodzili do pracy, zaczynała się normalna praca i zabawa z dzieckiem, uczenie podstaw, obowiązków, ogarniania siebie, aż do momentu, kiedy przychodzili rodzice. I cała robota – jak krew w piach! Pełne wychowanie bezstresowe, żadnych wymagań, tolerancja wszelkich zachowań. I znowu – pal licho takie domy, niech się sami męczą, ale takie potworki zaraz pójdą do szkół i zderzą się z naszymi dziećmi i nikt nie wie co z tego wyjdzie. A na wywiadówce to jak zaszumisz do rodziców w tej sprawie to cię zlinczują. A więc permisywizm jest jak (prawdziwy) wirus: nieliczni nosiciele rozsiewają toto, zakażają zdrowych, nawet tych kulturowo zaszczepionych.

Owieczki i pasterze

Kolejny, ostatni przykład naszej biernej zgody przyszedł dość niedawno. Pamiętacie? Chodziło o niesławny list Episkopatu Polski wzywający do pojednania z Żydami. Pomijając kompletnie przyczynkarską, a właściwie kompletnie niezręczną w obliczu żydowskiego ludobójstwa na Bliskim Wschodzie, kwestię relacji katolicko-judajskich, to jest to temat dla katolików albo obojętny, albo wywołujący poirytowanie. Są, zaprawdę, moi kardynałowie i biskupi, ważniejsze tematy w polskich katolickich domach. Ale hierarchowie Kościoła dopuścili się w tym liście szeregu herezji – pasterzom katolickiej trzódki pomyliły się mapy i kompasy. I co na to owieczki? Ano nic. Zobaczymy czy z niemocy, czy jednak z permisywizmu: dajmy spokój, nie pierwszy raz, jakoś to będzie. Nie będzie.

Polski kościół im wyżej tym mniej chyba w Boga wierzy, szczególnie tego nowotestamentowego, zesłanego nam w Osobie Jezusa.

Co pozostaje? Ano lud boży i jego kapłani niższego sortu. Tu wygląda dobrze, bo kontrowersyjny list przeczytano tylko w 10% parafii, co świadczy o tym, że proboszczowie mają jednak większe rozeznanie w prawdach wiary niż ich zwierzchnicy. A lud co? Ano chyba w tych 90% odetchnął, że nie musiał się zastanawiać jak zareagować w kościele na takie bezeceństwa. Odpowiedź jednak nadeszła, bo tłumy wiernych jakoś nie ruszyły do postulowanych przez hierarchów synagog. Teraz pytanie czy Episkopat w ogóle odczytał ten sygnał zagłosowania nogami? Sądząc po ostatnim liście w sprawie bitych Ukraińców – nie bardzo.

To szkodnictwo na wielką skalę, a my nic. Ma rację redaktor Michalkiewicz, że to zbrodnia, gdyż Episkopat w niesławnym liście zakwestionował 2000 lat nauki Kościoła, że zbawienie idzie tylko przez Chrystusa. W zawiązku z tym żaden katolik nie może być już pewien zasad swojej dotychczas wyznawanej wiary. A w wierze pewność zawierzenia jest kluczowa. Przypomnę – Jezu, ufam Tobie! To dlatego wielu chrześcijan, ba – ateistów, przy takim labilnym traktowaniu wiary, zwraca się do religii, gdzie pewność dogmatu jest niedyskutowalna, takich jak np. islam. Dzisiejszy człowiek potrzebuje busoli pewności we wzburzonych czasach. I co my na to?

Trzeci powód bierności

Tu docieramy do trzeciej możliwej przyczyny naszego permisywizmu. Nie mamy narzędzi do wyrażenia, co dopiero wyegzekwowania naszego sprzeciwu. W swej zaślepionej, wmuszonej i zinternalizowanej bierności godzimy się z suflowanym biegiem wydarzeń. Ruch społeczny z dołu do góry, sprzeciw wobec spływającego z gór elit szlamu jest systemowo zaczopowany. Pod każdą szerokością geograficzną. Kiedyś wytykaliśmy takie tendencje autorytarnym reżymom jakichś Bantustanów. Dziś to przyszło i do nas, a może było z nami cały czas, ukrywane tylko pod medialną powierzchnią ułudy obywatelskiej sprawczości. Teraz, kiedy czasy stały się coraz bardziej bezceremonialne nie trzeba już bawić się w subtelności.

Sami się pilnujemy, jest jak w syberyjskim łagrze: jeden fałszywy krok, zejście ze ścieżki mainsteamowego przekazu w śnieg nieprawomyślności i lodowa kula ostracyzmu wystrzelona czy to przez medialnego mediaworkera czy znajomego, trafia cię w potylicę i lądujesz po drugiej stronie społecznego muru sanitarnego.

Dlatego godzimy się na coraz więcej. Karmimy tego nienasyconego smoka, który żąda od nas coraz więcej. Wycofujemy się coraz bardziej, nawet nie zauważamy, że jesteśmy już w jego jaskini. Coraz bliżej ściany.

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Requiem ??? Jak Cyfrowy Lewiatan pożera narody

Jak Cyfrowy Lewiatan pożera narody

Na zdjęciu: Alex Karp (z lewej), jeden ze współzałożycieli Palantira

„I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło. I że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia” (Ap.13,16-17).

W nowym, wspaniałym świecie technologii tracą znaczenie i sens znane dotychczas sposoby rządzenia ludźmi w postaci historycznych rodów, plemion, państw, narodów i wreszcie cywilizacji. Urzeczywistnia się za to idea rządu światowego, realizowanego przez globalne korporacje. Wielokrotnie zresztą ogłaszana przez finansowe elity na przykład przez Jamesa Warburga, który w senacie amerykańskim w 1950 roku zapowiadał: „Będziemy mieli rząd światowy, czy nam się podoba, czy nie. Jedyną otwartą kwestią pozostaje to, czy taki rząd zostanie osiągnięty siłą, czy dobrowolnie”.  Powstaje pytanie, czy mamy już z nim do czynienia, czy nie?

W przekazach medialnych oraz w naukach politologicznych dominuje mapa mentalna osadzona na westfalskim sposobie urządzenia świata, wprowadzonym w 1648 roku. Był on oparty o państwa narodowe, rządzone do czasu przez monarchów a od 1919 (nieprzypadkowo – o czym dalej) demokratycznie. Jednak jak pokazuje chociażby wojna na Ukrainie „poziom sprawczości państwowych aktorów wciąż maleje, chociaż manifestują oni dla publiczności coraz bardziej pozorną siłę, a sami bywają coraz bardziej groteskowi” (Jacek Janowski, „Wielki i głęboki reset. Od demokracji do technokracji”, 2025, str. 179).

Okazuje się, że państwa narodowe Europy wespół postanowiły popełnić kulturowe, demograficzne i gospodarcze samobójstwo. Ich polityka analizowana w tradycyjnych kategoriach racji stanu lub interesu narodowego staje się niezrozumiała. Dlaczego na przykład dominujące gospodarczo w Europie Niemcy miałyby zniszczyć swój przemysł? Czemu służy utrata tożsamości narodowych? Podobne pytania można mnożyć.

Jeżeli rozumowanie nie wyjaśnia obserwowanego stanu rzeczy to reguła metodologiczna nakazuje zmienić przesłanki rozumowania. Przesłanką systemu międzynarodowego jest anarchizm przyjmujący, że państwa są autonomiczne czyli, że nie ma nad nimi żadnej instancji politycznej. Odpowiada to pojęciu autonomu w rozumieniu polskiej szkoły cybernetyki.

Systemem autonomicznym jest taki, który steruje się (tj. wpływa na siebie i otoczenie) sam i we własnym,  samodzielnie określonym interesie. Jeżeli założenie to prowadzi do fałszywych wniosków to na mocy prawa negowania implikacji, samo jest fałszywe. Jeśli założenie o autonomii państw osłabimy do ich samosterowności, czyli przyjmiemy, że państwa sterują się same, ale cel tego sterowania nie jest przez nie same (tj. ich elity) określany, to otrzymamy zgodność ze stanem rzeczy, który bezskutecznie próbuje wyjaśnić politologia. Oznacza to, że ponad państwami istnieje jakaś architektura władzy.

Globalny syndykat i jego przejawy

Zarówno polityka USA, jak i Chin jest niezrozumiała z punktu widzenia ich interesów narodowych. Jaki jest cel Ameryki w prowadzonych przez nią wojnach na całym świecie? Zgodnie z teorią realizmu ofensywnego Johna Mearsheimera nie da się osiągnąć hegemonii światowej ze względu na ograniczenie projekcji siły przez oceany (por. „Tragizm polityki mocarstw”, 2019, str. 52 i str. 140 i nast.). USA wyraźnie realizują jakiś inny, mocno osadzony cel. Nieudana próba jego zmiany na cel narodowy, jakim było poparcie ruchu MAGA dla Donalda Trumpa, spaliła na panewce.

Polityczną bezradność narodu amerykańskiego, nominalnie rządzącego najsilniejszym do tej pory państwem świata, potwierdza wypowiedź szefa największego, szacowanego na 13,5 biliona dolarów funduszu inwestycyjnego BlackRock – Laurence’a Finka, który w 2023 roku oznajmił, że z jego punktu widzenia  nie ma znaczenia, który z kandydatów na prezydenta wygra, gdyż korporacje w jakich ma udziały finansują obydwie strony. Wspierane propagandą wyparcie przez masy wiedzy o tworzeniu się światowych struktur władzy i administracji umożliwia Finkowi  otwarte ogłoszenie końca demokracji w Ameryce.

Podobnie trudno wyjaśnić po co wprowadzono ograniczenia pandemiczne w Chinach, które przejęły Światową Organizację Zdrowia po tym jak wycofały się z niej Stany Zjednoczone. „Wiele wskazuje na to, że podzielane przez publicystów, polityków i naukowców przekonanie na temat opozycyjnego charakteru krajów BRICS+ pod chińskim przewodnictwem wobec krajów G7 pod amerykańską hegemonią nie odpowiada rzeczywistej sytuacji politycznej i ekonomicznej świata […] O biegu światowych spraw mniej decydują instytucje państwowe i międzypaństwowe, w tym również takie jak BRICS i G7, a więcej poza- i ponadnarodowe, takie jak Światowe Forum Ekonomiczne, Komisja Trójstronna, czy Grupa Bilderberg. Światową spójność obydwu poziomów (nominalnego i realnego) zapewniają m.in. formuły partnerstwa publiczno-prywatnego na rzecz światowych wyzwań, np. w ramach ID2021 czy GAVI, oraz umowy partnerskie, np. w celu prac nad CBDC zawarta między Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych i Chińską Republiką Ludową” (J. Jankowski, tamże, str. 180).

Spektakularnym przykładem uzależniania całych krajów i ich populacji od kontroli globalnego establishmentu jest porozumienie z 28 czerwca 2019 roku między Unią Europejską a Argentyną, Brazylią, Paragwajem, Boliwią i Urugwajem. Byłby to kolejny, niewytłumaczalny w klasycznych kategoriach politycznych przykład sterowania się państw w celu utraty własnego bezpieczeństwa żywnościowego. Następnymi zaś mogą być destabilizujące polityki wewnętrzne, imigracyjne i wojenne. „Eskalowanie międzynarodowych konfliktów wkracza obecnie w najwyższy poziom strukturalnych sprzeczności skutkujących wciąganiem przez upadający Zachód w wojenny zamęt rozwijającego się chińsko-azjatyckiego Wschodu, aby na nowo – trans-biegunowo urządzić świat. Miałby on być rządzony z wykorzystaniem: a) technologii identyfikacji cyfrowej i sztucznej inteligencji, b) ideologii zrównoważonego rozwoju i transformacji klimatycznej oraz c)ekonomii kapitalizmu inkluzywnego i cyfrowego pieniądza. […] Będzie to zapowiadana już od dawna globalna cywilizacja informacyjna jako zbudowana na centrach przetwarzania danych redefinicja, reorientacja i reorganizacja życia ludzkiego w kierunku życia cyfrowego. Cyfryzacja ze wszystkimi jej aktualnymi i potencjalnymi konsekwencjami w postaci morfizacji, automatyzacji, anonimizacji i anihilacji staje się wspólnym mianownikiem zachodnio-północnego G7 i wschodnio – południowego BRICS w ramach jednego – poszerzanego do niedawna G20, a obecnie wraz z Unią Afrykańską G21” (tamże, str. 180).

Nieprzypadkowo zatem znajdująca się na „wschodniej flance NATO” Polska jest championem informatyzacji a jednocześnie przoduje w dysfunkcjonalności swojego systemu prawnego. Niemożliwa do opanowania inflacja prawa stanowionego prowadzi w swojej konsekwencji do zastąpienia prawa automatycznymi systemami cyfrowymi. Widać to już w takich systemach jak Centralna Ewidencja Kierowców, czy Centralna Ewidencja Pojazdów, które mają zostać zintegrowane w jedną CEPIK, czy systemie KSEF, który po rozbudowie docelowo może zastąpić niezrozumiałe już dla nikogo prawo podatkowe. Prawo polskie jest systematycznie zastępowane regulacjami unijnymi, od których implementacji uzależnia się pozyskanie funduszy unijnych. Premierzy podpisują tajne umowy wojskowe bez asygnaty Sejmu, jednoosobowo (w tajemnicy przed kierowanym przez siebie rządem?) zgadzają się na transformację klimatyczną a prezydent odrzuca pomysł referendum w tej  sprawie. Trudno nie odnieść wrażenia, że władze w Warszawie nie decydują o polityce państwa, a ich funkcja polega na oszukiwaniu rządzonych. Taka interpretacja faktów każe stwierdzić, że państwo polskie nie jest nawet systemem samosterownym, lecz jedynie sterownym – niczym samochód, którym dowozi się personel do miejsca przeznaczenia.

Fikcja suwerenistycznego azylu

Oponenci globalizacji proponują strategię powrotu do państwa narodowego i demokracji, które uważają za rzeczywistą alternatywę dla postępującego globalizmu. W ich optyce elity globalistyczne wracają do myślenia dynastycznego i systemu feudalnego, odesłanego do lamusa wraz z rozwojem państw narodowych (vide: Michał, Kuź, „Globalizm, lokalizm i nowe średniowiecze”, 2024, Magdalena Ziętek – Wielomska, Adam Wielomski „Państwo narodowe i jego wrogowie”, 2020). Wystarczy zatem przywrócić państwo narodowe. Kłopot w tym, że z cybernetycznego i historycznego punktu widzenia jest to prezentystyczne nieporozumienie, bazujące na wyobrażaniu sobie ustroju feudalnego na podobieństwo scentralizowanych państw współczesnych a państw narodowych jako demokracji realizujących wolność od feudalnego ucisku.

Historyczne średniowiecze tworzyło rozproszony system polityczny oparty na prywatnych umowach i zasadzie „wasal mego wasala, nie jest moim wasalem” (vide np: Regine Pernoud, „Blask średniowiecza”, 2022). Był to ustrój bliższy współczesnym ideałom libertariańskim niż nowożytnemu centralizmowi, mylonemu z domniemanym feudalizmem (dla ilustracji błędu: gdyby Polska miała obecnie ustrój feudalny to wojewoda lubelski nie podlegałby rządowi w Warszawie). Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego (I Rzesza) można w dużej mierze uznać za instytucjonalną i społeczną „skamielinę” porządku feudalnego. W epoce nowożytnej, gdy Europa Zachodnia dynamicznie budowała absolutystyczne, scentralizowane państwa narodowe, Cesarstwo zakonserwowało rozproszenie władzy, przekształcając średniowieczny feudalizm w unikalny, skomplikowany system prawno-ustrojowy.

Powstawanie państw narodowych, początkowo monarchicznych potem demokratycznych, zbiega się z procesem globalizacji nieprzypadkowo. Westfalski porządek po 1648 roku uskutecznił w ramach monarchii centralizację, która kreowała dług publiczny w miejsce wcześniejszego prywatnego długu monarchy.  Już dług zaciągany przez Napoleona był długiem wszystkich Francuzów. Zniesienie systemów monarchicznych w 1919 roku umożliwiło sterowanie masami przez emisję długu wieczystego banków centralnych. Konferencja w Bretton Woods z 1944 roku ustanawiała system finansowy oparty o dolara. Konsensus waszyngtoński z 1989 roku narzucał światu demoliberalną globalizację ideową. Wielki Reset z 2020 roku zapowiadał technokrację eliminującą resztki państw narodowych i wprowadzenie omówionego wyżej bezpośredniego bata behawioralnego. W toku historycznej ewolucji elity finansowe tworzyły stopniowo nadsystem sterujący państwami. Państwa narodowe były im w tym procesie potrzebne do uzyskania skokowego przyrostu mocy swobodnej do poziomu wymaganego dla globalnego sterowania. Obecnie państwa narodowe stały się zbędne i pozostaje pytanie na czym ma polegać ich przywrócenie?

Fikcja narodowej kasy

Państwo narodowe zwiększało dochody elit finansowych a tym samym ich wpływ na rzeczywistość, umożliwiając globalizację i tworzenie rządu światowego. Banksterzy od zawsze, tj. od starożytności zarabiali na obsłudze długu rządowego. Wielkość sektora rządowego oraz poziom jego długu jest obiektywną miarą eksploatacji społeczeństwa, tak samo jak poziom podatków i zadłużenia każdej rodziny jest miarą jej eksploatacji. Literacko przedstawił to Bolesław Prus w powieści „Faraon”. Dopóki rząd był prywatny (monarchiczny) nie był wstanie przejąć znaczącej części dochodu i tym samym zaciągać wielkich długów. Od XI do połowy XIX wieku kształtował się on na poziomie 5-10% PKB, przekraczając 15% tylko w przypadku Niemiec (Hans-Hermann Hoppe, „Demokracja – bóg, który zawiódł”, 2006, str. 97).  „W trakcie centralizacji politycznej w XVI i XVII wieku pojawiły się nowe źródła dochodów rządu: cła, opłaty akcyzowe i podatek od ziemi. Mimo to do połowy XIX wieku wśród wszystkich państw Europy Zachodniej tylko w Wielkiej Brytanii obowiązywał podatek dochodowy (od 1843 roku). Francja po raz pierwszy wprowadziła rodzaj podatku dochodowego w 1783” (tamże, str. 98).  Dla porównania udział publicznego sektora rządowego w PKB osiągnął 50% w latach siedemdziesiątych XX wieku. Wzrost sektora rządowego wprost proporcjonalny do procesów globalizacji sugeruje przyczynowe powiązanie obu procesów, które potwierdzone jest wzrostem publicznego zadłużenia i mechanizmem transmisji zysków z jego obsługi.

Różnica wielkości między prywatnym a publicznym rządem jest doskonale widoczna w ich zadłużeniu. Dług monarchii brytyjskiej rósł w czasie wojen a malał w czasie pokoju. W 1748 roku wynosił 76 milionów funtów, w 1783 roku – 232 milionów funtów, w 1815 roku – 900 milionów funtów. „Tymczasem od nastania epoki demokratyczno – republikańskiej dług brytyjski cały czas rósł zarówno w okresach wojny, jak i pokoju. W 1920 roku wynosił 7,9 miliarda funtów, w 1938 roku – 8,3 miliarda, w 1945 roku – 22,4 miliarda, 1970 roku – 34 miliardy, a od tego momentu rósł gwałtownie, by w 1987 roku osiągnąć wartość ponad 190 miliardów funtów” (tamże, str. 103). Podobnie dług amerykańskiego rządu federalnego z 25 miliardów dolarów w 1919 roku wzrósł do 370 miliardów w 1971 roku a po 1971 roku, gdy zniesiono wymienialność dolara na złoto eksplodował do 6 bilionów dolarów w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i nadal bezprzykładnie rośnie. Wzrost długu publicznego przekraczający wzrost sektora publicznego dowodzi, że moc społeczna jest przekazywana poza państwo, dzięki mechanizmowi alimentacji (zasilania), jaki umożliwia demokracja.

Choć królowie robili co mogli, żeby wzbogacić się kosztem społeczeństwa, na przykład monopolizując bicie pieniądza, czy zmniejszając zawartość kruszcu w monetach, to nigdy nie udało im się wprowadzić pieniądza fiducjarnego bez pokrycia. Eksperymenty związane z bankiem Amsterdamu, Bankiem Anglii, Johnem Lawem i Banque Royal de France miały charakter lokalnych wybryków i kończyły się finansową katastrofą. „Nikomu, nawet królowi, nie ufano by, gdyby dysponował tak niezwykłym monopolem. Dopiero w warunkach demokratycznego republikanizmu – rządów anonimowych i odpersonalizowanych – udało się dokonać tego wyczynu” (tamże, str.100). W konsekwencji waluta ulega stałej inflacji i deprecjacji. Na przykład wskaźnik cen artykułów konsumpcyjnych w USA wzrósł z 40 w 1971 roku do 136 w 1991 roku; w Wielkiej Brytanii z 24 do 137 (ponad pięciokrotnie); we Francji z 56 do 116. Oznacza to, że co 20 lat ceny towarów zwiększały się od 2,5 do 5 razy pomimo równoległego bezprecedensowego wzrostu wydajności pracy. Dla porównania ceny w Wielkiej Brytanii „w 1760 roku były znacznie niższe niż sto lat wcześniej, a w 1860 niższe niż w 1760 roku” (tamże, str. 101).

Fikcja narodowej władzy

Elity globalistyczne nie myślą dynastycznie. Dynastie legitymowały się zawsze jawnością i utożsamiały z zarządzanym terytorium, kapitalizując swoją rentę monopolową. Król panował mając na uwadze dłuższy horyzont czasowy, co ograniczało poziom eksploatacji zasobów: każdy zaciągany dług zmniejszał jego przyszły majątek. Dla bankierów monarchia jest niewygodna z dwu powodów. Po pierwsze ogranicza ich dochody a po drugie stanowi konkurencję w dziedzinie długofalowej polityki. Elitom finansowym odpowiada demokratyczny polityk, który zamiast utrzymać lub powiększyć wartość majątku, będzie starał się zużyć jak najwięcej rządowych zasobów, bo „to, czego nie skonsumuje teraz, nie będzie mógł skonsumować nigdy […] W szczególności zarządca – w przeciwieństwie do prywatnego właściciela rządu – nie będzie miał powodów, żeby nie doprowadzać kraju do ruiny” (tamże, str. 89). Ruinę poszczególnych krajów widać dzisiaj doskonale.

       Zysk globalistów bazuje na demokratycznym rozmyciu odpowiedzialności i zakulisowym sterowaniu finansowym. „Kiedykolwiek król zapożycza się u obywateli (sprzedaje im obligacje), to gwarantuje zwrot pożyczki prywatnym majątkiem (którego wartość w związku z tym spada). Od demokratycznego zarządcy niczego takiego się nie wymaga. Może on cieszyć się wszystkimi korzyściami płynącymi ze wzrostu aktualnych wydatków, podczas gdy odpowiedzialność za długi i obniżenie wartości mienia staje się po jego odejściu problemem innych. Dług rządu demokratycznego będzie więc większy i będzie rósł szybciej niż dług monarchów” (tamże, str. 132).

Inaczej niż w monarchii, przeciętny obywatel nie ma do kogo skierować swych frustracji. Ludzie na ogół uważają kradzież za niemoralną i dlatego uważnie przyglądają się postępkom księcia. Inaczej jest w systemie nieograniczonego dostępu do (publicznej) władzy, który każdemu pozwala otwarcie wyrażać pragnienia cudzej własności. Do władzy dochodzą ludzie najbardziej pozbawieni hamulców moralnych. Obywatel jest urabiany w przekonaniu, że rządzi nim wyłoniona w wyborach reprezentacja suwerennego narodu. Reprezentacja ta jednak za nic nie odpowiada (jak wiadomo najbardziej bezużytecznym urzędem III RP jest Trybunał Stanu). „Psychologiczny mechanizm demokracji tłumaczy masową wrogość wobec przymusowego położenia poddanych w stosunku do znanego im dobrze władcy, a zarazem masowe poparcie dla dobrowolnego zniewolenia obywateli przez anonimowe państwo. Zakulisowe wyzwalanie pospolitej zazdrości wobec prywatnego monarchy tłumaczy dobrowolne przyjmowanie niepomiernie większych niedogodności powodowanych przez publiczne rządy jakoby przez siebie ustanawiane” (J. Janowski, „Wielki i głęboki reset….”, (str. 341).

Ideowa bezalternatywność rozwiązania demokratycznego stanowi o jego totalitarnym charakterze. „Wszystkie współczesne demokracje, podobnie jak ich amerykański pierwowzór, są organizacjami opartymi na przymusowej: przynależności, integracji, redystrybucji, reedukacji, resocjalizacji, dobroczynności, zapobiegliwości, wrażliwości i solidarności. Przymusowość odbiera im jednak kluczowy i konstytutywny walor, niszcząc życie społeczne, ograniczając rozwój gospodarczy i deprawując postawy” (tamże, str. 311). Powołując się na utopijne dyrektywy  demokratyczne, zyskuje się quasi religijną legitymację do rządzenia. Jest ona tak silna, że nawet pacyfikowanemu narodowi umknie naoczny dowód na brak suwerenności.  Tak jak nie zauważyli tego Polacy ustawiający się niedawno w kolejkach do eksperymentów medycznych, czego obecnie nie chcą nawet pamiętać.

Ideologia demokratyzmu jest kamuflażem dla finansowego komunizmu, czyli operacji uwspólnienia długu przez rządowy monopol pieniądza fiducjarnego. To rozwój tego mechanizmu spowodował upadek monarchii na całym świecie. Monarcha kontrolujący swoje zadłużenie został pokonany przez republikę z większym kredytem. Demokratyczne zadłużenie jest nieograniczone, bo naród, który nie ma do kogo zaadresować swoich resentymentów, można eksploatować prawie bez końca. Dlatego nie jest historycznym przypadkiem, że rządy finansjery zaczynają się gwałtownie rozwijać właśnie w systemach republikańskich i demokratycznych, a nie w monarchiach. Zaczęło się od republik włoskich miast z Wenecją na czele. Potem był Amsterdam i jego giełda, chwalebna rewolucja w Anglii, rządy parlamentu i Banku Anglii (czytaj: Rotszyldów), a następnie rewolucja francuska i wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych.

Mane, tekel, fares

Państwo narodowe jest likwidowane, ponieważ wykonało już swoją robotę. Współczesne metody zarządzania behawioralnego nie potrzebują ideologii narodowych, które wcześniej tłumaczyły ludziom konieczność pracy dla globalistycznej finansjery oraz potrzebę ginięcia w jej światowych wojnach. Powrót do dziewiętnastowiecznego nacjonalizmu się zatem nie uda. Nowożytny nacjonalizm powstał jako produkt uboczny na glebie upadającej cywilizacji łacińskiej,  na potrzeby rządzących elit, w wyniku sponsorowanej przez te elity powszechnej edukacji, masowej prasy i popkultury. Teraz zaś elity go nie potrzebują, bo mają technologię inwigilacji Palantira. A nacjonalizm sam się nie zrobi. Wbrew bowiem temu, co się wciąż sądzi i pisze naród nie posiada duszy, nie ma rozumu i nie ma woli. Naród nie może być źródłem żadnej władzy a wyrażenie „suwerenność narodu” to oksymoron.

Z logicznego punktu widzenia pytanie o suwerena brzmi: „nad kim?”.  Naród nie może być sam dla siebie autorytetem. Człowiek jest żyworodnym ssakiem a jego potomstwo do osiągnięcia społecznej dorosłości potrzebuje edukacji i wychowania, które bez autorytetu (czyli władzy) jest niemożliwe. Wyniki ludzkiego dorastania są zawsze różne. Co sprawniejsze jednostki stają się autorytetami w określonych dziedzinach. Dla większości ludzi jest to autorytet w rodzinie lub u sąsiadów. Tylko nieliczni wyrastają na politycznych liderów, co jest zresztą przejawem zdrowia, bo nadprodukcja elit jest zawsze przyczyną społecznych kryzysów. Fakt, że takich pretendentów jest zawsze nadmiar, jest bardzo wygodny dla realizacji najstarszej reguły politycznej: divide et impera. Zgodnie bowiem z popularnym powiedzeniem: „demokracja demokracją ale ktoś tym musi rządzić”.  Sam fakt, że polityki demokratycznej nie daje się uprawiać z jedną reprezentacją całego narodu bez żadnych partii i frakcji wymownie demaskuje iluzję jego „samostanowienia”. To, że ostatecznie zawsze ktoś musi występować w imię narodu, potwierdza biblijną a nie demokratyczną teorię władzy pochodzącej „z góry” a nie od ludu.

Suwerenność i samostanowienie narodów są prawnymi dyrektywami, a nie faktami: nie mówią, co jest, tylko co ma być. Zostały wymyślone przez autorytety i są uznawane na skutek społecznego uznania tych autorytetów, jak każda ideologia polityczna. Naród jest strukturą hierarchiczną, jak wszystkie inne naturalne struktury: rodzina, ród, plemię, szkoła, kościół czy uniwersytet. Naród opiera się na samoidentyfikacji jednostek z otrzymanym przez nie kodem cywilizacyjnym oraz historią jego realizacji. Narodowość jest dobrowolna, w przeciwieństwie do przymusowego państwa, czy biologicznie zdeterminowanego etnosu. Wymaga jednak tradycji a nie każdy ich rodzaj umożliwia powstanie narodu.

Według Feliksa Konecznego narody powstały w tradycji łacińskiej na miejscu zlikwidowanej struktury rodowo-plemiennej, jako szeroka społeczna identyfikacja i współpraca oparta na utrwalonej w obyczaju moralności. „Narodowość może się zjawić dopiero po całkowitej emancypacji rodziny. Sama ta okoliczność wyklucza od pojęcia narodowości cywilizację turańską, arabską, bramińską i chińską”.

Ponieważ tradycja i kultura łacińska są obecnie w zaniku, żadnych narodów wkrótce nie będzie. Świat rozpada się na naszych oczach na neopogańskie plemiona i biologiczne etnosy. Będą one ze sobą nieustannie walczyć o przetrwanie, będą pacyfikowane, depopulowane i bezwzględnie wykorzystywane przez technologiczne korporacje. Ogłupiała, pozbawiona tradycyjnych i naturalnych autorytetów, zatomizowana przez technologię jednostka, będzie szukała jakichkolwiek dostępnych jej sposobów przetrwania. Może znaleźć je tylko w pierwotnej, biologicznej identyfikacji z plemieniem. Tak właśnie będzie wyglądać nadchodzący nowy porządek świata.

Zakorzeniony w XIX-wiecznym romantyzmie lub pozytywizmie ruch narodowy faktycznie dokonał przebóstwienia narodu. Oświeceniowe idee postawiały naród w miejsce Boga, jako ostateczne źródło moralności i władzy. Z punktu widzenia tradycyjnej teologii katolickiej odbieramy dzisiaj karę za bałwochwalstwo (idolatrię).

Rozpad narodów na neopogańskie plemiona nie jest żadnym wypadkiem przy pracy historii, czy sukcesem inżynierii Palantira. Jest logiczną konsekwencją duchowej zdrady. Bożek narodu postawiony w miejsce Boga, okazuje się bezsilny w starciu z Cyfrowym Lewiatanem.

Włodzimierz Kowalik Myśl Polska, nr 35-36 (130.08-6.09.2026)

Tajemnicza podróż dyrektora CIA do Moskwy wywołuje burzliwe spekulacje

Tajemnicza podróż dyrektora CIA do Moskwy wywołuje burzliwe spekulacje

Tajemnicza podróż dyrektora CIA do Moskwy wywołuje burzliwe spekulacje

Symplicjusz 26 sierpnia 2026 r.simplicius/cia-directors-mystery-moscow-trip

Rzeczy są w toku, o czym świadczy nagła i niespodziewana wizyta dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie wojskowym samolotem transportowym C-17.

W komentarzach krąży mnóstwo plotek na temat tego, co jego podróż może oznaczać. Najpierw jednak spójrzmy na kontekst, przypominając, że jest to pierwsza wizyta dyrektora CIA w Rosji od pamiętnego przyjazdu dyrektora CIA Williama Burnsa w listopadzie 2021 roku, który naznaczony był ostatnią próbą USA, by powstrzymać Rosję przed rozpoczęciem inwazji nieco ponad dwa miesiące później.

W związku z tym wielu słusznie przypisało temu ostatniemu spotkaniu duże znaczenie.

https://www.wsj.com/world/cia-director-john-ratcliffe-makes-surprise-trip-to-moscow-c1c68fa6

Według teorii WSJ wizyta może mieć coś wspólnego z informacjami wywiadowczymi USA, że Rosja przygotowuje się do jakiejś nowej kampanii na szeroką skalę:

Stany Zjednoczone zebrały informacje wywiadowcze wskazujące na wczesne przygotowania Rosji do ewentualnej mobilizacji wojskowej na Ukrainie oraz plany przetestowania determinacji Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, poinformował „The Wall Street Journal”.

Analitycy twierdzą, że Ratcliffe może spotkać się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, aby przekazać ostrzeżenie. „Może to oznaczać: »Wiemy, co zamierzasz zrobić i lepiej, żebyś tego nie robił«” –powiedziała Beth Sanner, była zastępczyni dyrektora amerykańskiego wywiadu narodowego ds. integracji misji. „Może to również dotyczyć zawieszenia broni z Iranem i włączenia kogoś innego do dyskusji” – dodała, dodając, że Ratcliffe może również poruszyć kwestię wsparcia Kremla dla Iranu po kolejnej kampanii sankcji USA przeciwko temu reżimowi.

Inne internetowe agregatory donoszą, że może to mieć coś wspólnego z rzekomymi „wtargnięciami dronów” Rosji na terytorium NATO, choć osobista wizyta dyrektora CIA w tej sprawie wydaje się nieco naciągana:

Wizyta dyrektora CIA Ratcliffe’a na Kremlu była ultimatum w związku z niedawnymi wtargnięciami dronów na terytorium NATO. Miała ona odstraszyć Rosję od eskalacji ataków na Kijów po ukraińskich atakach na magazyny łańcucha dostaw komercyjnych. Powiedział to wysoki rangą urzędnik USA portalowi Faytuks Network.

Rosyjski kanał RVoenkor podaje, że ukraińskie źródła uważają, że spotkanie jest odpowiedzią na jakąś „znaczącą tajną operację” przygotowywaną przez Rosję:

W Moskwie odbyły się rozmowy z dyrektorem CIA dotyczące ważnej tajnej operacji.

▪️ Według kijowskich mediów, strona ukraińska jest świadoma pewnych aspektów i kwestii, które były dziś omawiane w Moskwie.
▪️ Chodzi o ważną operację, której przygotowania trwają w tajemnicy od pewnego czasu. Jej wyniki mogą mieć istotny wpływ na dalszy rozwój sytuacji.

Na czym mogłaby polegać taka operacja?

Cóż, po pierwsze, wciąż krążą silne pogłoski o potencjalnej dużej operacji rosyjskiej w obwodzie czernihowskim na północy Ukrainy, graniczącym z Kijowem:

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping_AMK_Mapping_Według moich informacji z rosyjskich i ukraińskich źródeł istnieje możliwość przeprowadzenia przez Rosję transgranicznej inwazji z obwodu briańskiego na obwód czernihowski. Ostatnio zaobserwowano dużą koncentrację wojsk rosyjskich w obwodzie briańskim, z udziałem…

10:29 · 25 sierpnia 2026 · 85,1 tys. wyświetleń Views


——————————————

AMK Mapping pisze:

Uwaga: Informacje te pochodzą ze źródeł rosyjskich i ukraińskich, z którymi rozmawiałem. Oba źródła wyraziły zgodę na ich opublikowanie. Szczegóły, które mogłyby zostać wykorzystane przez Rosję lub Ukrainę do atakowania się nawzajem, zostały pominięte. Wszystkie wymienione tu informacje są już znane obu stronom. Strzałki pokazane na mapie mają charakter poglądowy.

Bardziej prawdopodobnym powodem może być to, że CIA po prostu próbuje ratować Ukrainę, która obecnie zmaga się z problemami i chwieje się pod falą rosyjskich ataków, niszczących resztki jej gospodarki. To właśnie dlatego w zeszłym tygodniu USA i Ukraina podobno opracowały kolejny z długiej serii desperackich planów, mających na celu nakłonienie Rosji do zawieszenia broni:

https://www.thetimes.com/world/russia-ukraine-war/article/zelensky-peace-plan-ceasefire-latest-772nnwglp

Prezydent Ukrainy powiedział w niedzielę, że Kijów współpracował z wysłannikami prezydenta Trumpa i europejskimi urzędnikami nad planem. Dodał, że plan ten zakładałby zawieszenie broni, wzajemne wycofanie się wojsk rosyjskich i ukraińskich z linii frontu oraz utworzenie strefy buforowej.

„Z tego, co wiemy, strona amerykańska ma jeszcze kilka pomysłów. Chcą znaleźć odpowiedni moment, żeby się nimi podzielić. Czekamy na nie” – dodał Zełenski.

Do Moskwy podobno przybył „urzędnik watykański”, aby przekazać wiadomość i wezwać Putina do zakończenia wojny. Putin oświadczył wczoraj , że nadal otrzymuje „ekstremalne i nie do przyjęcia” oferty od USA dotyczące przedwczesnego zakończenia konfliktu.

Możemy jedynie przypuszczać, że sytuacja na Ukrainie stała się jeszcze gorsza niż kiedykolwiek, zwłaszcza wraz z nadejściem zimy, która obnaży na oczach świata wszystkie najgorsze słabości Ukrainy. W związku z tym, są to desperackie próby Zachodu, by powstrzymać narastającą ofensywę Rosji.

Bez względu na prawdziwy charakter spotkania, po jego zakończeniu doszło do szeregu dziwnych zdarzeń. Pojawiły się twierdzenia, że ​​ambasada USA w Moskwie miała zdjąć swoją flagę amerykańską natychmiast po odejściu Ratcliffe’a. Później jednak sprostowano, że była to flaga „Amerykańskiego Centrum” w Moskwie.

==================================

Amerykańskie „samoloty zagłady” nagle zauważono wzbijające się w powietrze nad Środkowym Zachodem:

https://www.dailymail.com/sciencetech/article-16079601/planes-domsday-cia-moscow-us.html
Połączyć

Nie wspominając już o tym, że Putin miał podpisać trzy „tajne dekrety” po wizycie szefa CIA:

Putin podpisał 3 tajne dekrety w dniu wizyty dyrektora CIA w Moskwie.

* Rosyjskie liberalne media donoszą o tej „sensacji”.
* Zauważyli lukę między dekretami 604 i 608 na oficjalnej liście dekretów prezydenckich.
* Treść dokumentów jest nieznana, ale ewidentnie nie ma ona związku z wizytą dyrektora CIA. Po tajnych dekretach podpisano dekret nr 608, dotyczący dymisji irackiego ambasadora E. Kutraszewa, który ujawniono wcześniej rano.
* Niejawne dokumenty mogą dotyczyć ochrony infrastruktury krytycznej.

Grafika z oficjalnej strony Kremla przedstawia dekrety ponumerowane w kolejności chronologicznej, przy czym brakuje numerów 605, 606 i 607, co ponownie wywołało burzliwe plotki i histerię:

Oto, co na temat całego zdarzenia powiedział jeden rosyjski analityk:

Samolot z amerykańską delegacją, na czele której stał dyrektor CIA John Ratcliffe, opuścił Moskwę.

„Wall Street Journal” donosi, że mogła to być wizyta podobna do tej sprzed SMO, kiedy to amerykańscy urzędnicy podobno ostrzegali Kreml przed podjęciem działań.

W tym przypadku przesłaniem byłoby powstrzymanie się od mobilizacji w Rosji, o której poważnie dyskutowano przez ostatnie trzy lub cztery miesiące i do której istnieją dowody sugerujące, że trwają przygotowania. Wyobrażam sobie, że decyzja o mobilizacji zostanie podjęta w zależności od wyników wyborów za miesiąc.

Z drugiej strony, dyrektor CIA próbowałby również ostrzec Kreml przed prowokacją lub testowaniem determinacji NATO, co również było rozważane.

Bezpośrednio po spotkaniuPutin podpisał trzy „tajne dekrety”. Powodem ich opisania jest fakt, że istnieją publicznie dostępne dekrety nr 604 i 608, podczas gdy trzy poprzednie dekrety zaginęły. Znajduje to odzwierciedlenie w rejestrze na oficjalnym portalu informacji prawnej. (A może to po prostu zbieg okoliczności)

Rosyjski teoretyk polityki Henry Sardaryan również przedstawia kilka ciekawych argumentów na temat charakteru wizyty Ratcliffe’a:

Podkreślając desperację za kulisami, która prawdopodobnie jest motorem najnowszych działań Ukrainy, zaskakujące nowe oświadczenie byłego ministra obrony Fiodorowa stwierdził, że Ukraina w rzeczywistości „przegrywa wojnę z Rosją” i ma tylko kilka miesięcy, aby odwrócić sytuację:

https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/ukraine-needs-changes-avoid-losing-war-used-defence-minister-says-2026-08-25/

Kijów stopniowo zbliża się do porażki w konflikcie z Moskwą, powiedział były minister obrony Nikołaj Fiodorow.

„Myślę, że osiągnęliśmy punkt zwrotny, który zadecyduje o naszej dalszej trajektorii. Wygląda jednak na to, że stopniowo, powoli przegrywamy” – powiedział w wywiadzie dla Reutersa.

Ukraina ma więc zaledwie kilka miesięcy – dokładnie zsynchronizowanych z nadejściem, jak się obecnie przewiduje, brutalnej i bezkompromisowej zimy, podczas której wyniszczona Ukraina, pozbawiona obrony powietrznej i z resztkami energii elektrycznej, będzie próbowała odeprzeć niepowstrzymany, nieustępliwy rosyjski atak balistyczny na swoją kluczową infrastrukturę krytyczną. Wygląda na to, że ukraińskie elity widzą, co się dzieje, a CIA i inni zachodni sponsorzy oraz popychacze spieszą się, by podjąć ostatnią próbę odstraszenia rosyjskiego molocha od odłączenia jałowego białego karła, znanego dawniej jako Proxy-404.

Szczury teraz spadają w przepaść.

Zupełnie zrozumiałe jest, że przybycie Ratcliffe’a zwiastuje ostateczny upadek gryzonia Bankova.[?? nie znalazłem, nie domyślam się.. md]

Przynajmniej tak to wszystko zaczyna wyglądać.

Co wydarzy się po klęsce [USA] w wojnie z Iranem? Chiny patrzą.

Co wydarzy się po klęsce w wojnie z Iranem?

Hua Bin

Groźby nuklearne Elbridge’a Colby’ego wobec Chin wykraczają daleko poza kwestie psychotyczne.

Dobry znajomy z Substack opowiedział mi grecki żart, komentując mój esej o filmie Nolana Odyseja .

Ateńczyk oglądał obraz przedstawiający bitwę, w której Ateńczycy pokonali i wymordowali spartańskich wojowników.

Mężczyzna zawołał: „Odważni, dzielni Ateńczycy!”

„Tak” – przerwał mu sucho stojący obok Spartanin – „– w obrazach”.

Każdy, kto czytał historię wojny peloponeskiej autorstwa Tukidydesa , wie, że Spartanie sprawili Ateńczykom prawdziwą klęskę w bitwie – „zmietli” Ateny na proch.

Ta historia jest klasycznym przykładem „lakonicznego dowcipu” – suchego, dosadnego humoru, z którego słynęli Spartanie. Została ona opisana w „ Słowach Spartan” Plutarcha .

Ten żart przypomina mi jak „niezwyciężona” jest armia amerykańska – w hollywoodzkich filmach .

Podobnie jak w przypadku Ateńczyków, zachowanie Amerykanów w realnym świecie nieco różni się od tego w Hollywood.

Jedną z ludzkich cech, która mnie bawi, jest szalony zapał hazardzisty, który podwaja swoją stawkę, mimo że stracił już koszulę .

Mam niechętny szacunek i jednocześnie rozbawione niedowierzanie dla wieloryba, który jest gotów stracić nawet własną bieliznę .

Współczesne imperium USA, z jego polityką finansową i przywództwem na poziomie „republiki bananowej”, coraz bardziej przypomina gracza, który po serii pecha stawia wszystko na jedną kartę.

Stany Zjednoczone podwajają swoje zaangażowanie wobec Chin

W połowie sierpnia Elbridge Colby wybrał się w podróż do Azji, odwiedzając Manilę, Seul i Tokio.

Colby, jako podsekretarz obrony USA, jest numerem 3 w Pentagonie. Jest autorem Strategii Obrony Narodowej (NDS). Jego głównym obszarem zainteresowania są Chiny.

Colby, 46-latek, uchodzi za najinteligentniejszego człowieka w Departamencie Wojny – w przeciwieństwie do napędzanego testosteronem Hegsetha, którego iloraz inteligencji jest na poziomie temperatury pokojowej. [w USA – to ok. 70 stopni Fahrenheita; md]

Stany Zjednoczone musiały wycofać znaczną liczbę „zasobów” z regionu, aby wykorzystać je w Azji Zachodniej, w tym THAAD, lotniskowiec „George Washington” i znaczną część swojego arsenału rakietowego.

Wizyta Colby’ego miała rzekomo przekonać „sojuszników i partnerów” USA w Azji Wschodniej o ich „zaangażowaniu” w obliczu przedłużającej się wojny z Iranem.

Colby wygłosił przemówienie otwierające w Manili. Potwierdził w nim amerykańską politykę odstraszania Chin w regionie „Indo-Pacyfiku” – fikcyjnej koncepcji geograficznej, której celem jest utrzymanie Chin w ryzach poprzez włączenie Indii. Choć taka wiadomość od władz USA brzmi jak banał, wojownicza ostrość doboru słów jest zaskakująca.

Większość obserwatorów spodziewała się ograniczenia agresji ze strony USA, biorąc pod uwagę mierne osiągnięcia militarne USA w Iranie i perspektywę kolejnej „nieustającej wojny” w Azji Zachodniej.

Zakłada się, że Stany Zjednoczone utrzymają „strategiczną stabilność” w Azji Wschodniej, radząc sobie jednocześnie ze skutkami nieudanej przygody z Iranem.

Zamiast tego Colby poszedł jeszcze dalej. Potwierdził „niezachwiane zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę Pierwszego Łańcucha Wysp”.

Wezwał państwa azjatyckie do podjęcia działań na pierwszej linii frontu w konflikcie z Chinami poprzez zwiększenie wydatków na obronność, rozbudowę baz USA i zwiększenie zapasów broni.

Najbardziej alarmującym komunikatem jest obniżenie progu nuklearnego USA.

Colby ogłosił, że Pentagon dokonuje rewizji amerykańskiej doktryny nuklearnej, aby „dać prezydentowi więcej opcji”, ponieważ reżim USA zdaje sobie sprawę, że szanse na wygranie wojny konwencjonalnej stają się coraz mniej realne.

Od momentu dołączenia do klubu nuklearnego w 1964 roku Chiny stosują doktrynę nuklearną „No First Use” (NFU). Istnieje tylko jedno wytłumaczenie dla rewizji amerykańskiej doktryny – Stany Zjednoczone rozważają przeprowadzenie ataku nuklearnego jako pierwszy.

Wiadomość ta wywołała oczywiście duże zaniepokojenie w chińskich kręgach wojskowych.

Później omówię, w jaki sposób pierwszy atak nieuchronnie doprowadziłby do całkowitego zniszczenia USA w wyniku chińskiego kontrataku.

Diagnoza urojeniowego imperium

Nie wiem, który konkretny medyczny „syndrom” opisuje stan, w którym człowiek staje się coraz bardziej skłonny do wojny po wielokrotnych porażkach.

Istnieje jednak szereg zaburzeń psychicznych, które odpowiadają objawom wykazywanym przez Colby’ego i reżim amerykański.

W psychologii ewolucyjnej i zachowaniu zwierząt „efekt przegranego” zwykle prowadzi do tego, że osobniki stają się uległe po porażce, aby uniknąć dalszych szkód.

Jednak w sytuacjach rozpaczy lub słabej kontroli impulsów następuje odwrócenie sytuacji, w którym powtarzające się porażki prowadzą do eskalacji zamiast poddania się.

Zjawisko to znane jest jako „odwrotny efekt przegranego ”.

Istnieje również mniej dyplomatyczne określenie „ efekt pułapki na szczury ”, które opisuje reakcję na zagrożenie, w której tryb reakcji zmienia się z „ucieczki” na „walkę”, gdy powtarzające się porażki eliminują wszelkie postrzegane możliwości odwrotu.

U osób wysoce narcystycznych występuje „narcystyczna wściekłość ”, w której powtarzające się porażki powodują „narcystyczną krzywdę”, która zagraża ich zawyżonemu obrazowi własnej osoby.

W takiej „narcystycznej wściekłości” pacjent zamiast się poddać, reaguje narastającą wrogością, intensywnym gniewem i niekończącymi się aktami odwetu, aby odzyskać poczucie dominacji.

Specjaliści z dziedziny medycyny klasyfikują takie chroniczne tendencje do przemocy jako zaburzenia osobowości – zaburzenie eksplozywne przerywane (IED) i zaburzenie opozycyjno-buntownicze (ODD).

W naukach politycznych i stosunkach międzynarodowych używa się kilku mniej przenośnych określeń, aby opisać supermocarstwo zachowujące się jak szaleniec.

Należą do nich „eskalacja zaangażowania”, „agresja kompensacyjna” lub „błędy utopione”.

Jednakże nie da się opisać takiego zachowania psychotycznego – w historii doświadczyliśmy już poważnych implozji władzy, które można porównać z obecnym zachowaniem USA.

———————–

W latach 431–404 p.n.e., podczas wspomnianej wojny peloponeskiej, Ateny toczyły wyczerpującą walkę ze Spartą i traciły wpływy.

Zamiast dążyć do pokoju, duma i pycha Ateńczyków skłoniły ich do ataków na sąsiadów.

Ateny wysłały flotę na małą wyspę Melos, neutralną wyspę, która po prostu chciała, żeby ją zostawiono w spokoju.

Ateńscy posłowie zażądali, aby Melijczycy poddali się i zapłacili trybut – w przeciwnym razie groziła im całkowita zagłada.

Gdy Melijczycy próbowali dyskutować o moralności, sprawiedliwości i bogach, Ateńczycy uciszyli ich czystą, nieskażoną realpolityką:

„Silni robią, co mogą, a słabi znoszą, co muszą”.

Melijczycy odmówili poddania się. Ateńczycy oblegali wyspę, zamordowali wszystkich dorosłych mężczyzn, a kobiety i dzieci sprzedali w niewolę.

W 415 r. p.n.e. Ateny zebrały to, co zasiały.

Zaślepieni pychą i przekonaniem, że ich niesłabnąca potęga czyni ich niezwyciężonymi, Ateny rozpoczęły potężną, agresywną inwazję morską na Sycylię, aby zdobyć Syrakuzy – znacznie potężniejszego rywala.

Wyprawa zakończyła się katastrofalną porażką.

Ateńska flota została zniszczona, dziesiątki tysięcy żołnierzy dostało się do niewoli, a Ateny utraciły większość swojej floty.

Ateny nigdy już nie odzyskały przewagi na morzu i ostatecznie całkowicie przegrały wojnę ze Spartą.

Tukidydes napisał w swojej książce, że imperia bazujące na logice brutalnej siły, hipokryzji i zasadzie „silniejszy ma prawo” ostatecznie niszczą się same z powodu własnej arogancji.

====================================================

Kolejnym imperium, które upadło z powodu własnej pychy, było francuskie imperium Napoleona w 1812 roku.

Armia Napoleona utknęła w Hiszpanii podczas wojny półwyspowej i nie była w stanie przełamać lokalnego oporu ani zmusić Wielkiej Brytanii do kapitulacji.

Kierowany potrzebą wprowadzenia Systemu Kontynentalnego i zademonstrowania absolutnej przewagi w Europie, Napoleon zaostrzył sytuację, tworząc Wielką Armię (ponad 600 000 ludzi) w celu dokonania inwazji na Rosję.

Taktyka spalonej ziemi i surowa rosyjska zima zniszczyły armię francuską.

Przeżyło mniej niż 100 000 ludzi, co wywołało wojnę z VI koalicją, abdykację Napoleona i koniec Cesarstwa Francuskiego.

=============================================

Podczas II wojny światowej, od 1937 r., Cesarstwo Japońskie uwikłało się w kosztowną i niemożliwą do wygrania wojnę lądową z Chinami, która poważnie uszczupliła zasoby tego kraju i doprowadziła do paraliżujących embarg handlowych.

Zamiast negocjować wycofanie wojsk z Chin, japońskie dowództwo wojskowe posunęło się jeszcze dalej.

W 1941 roku zaatakowali Stany Zjednoczone w Pearl Harbor, aby zabezpieczyć rezerwy ropy naftowej w Azji Południowo-Wschodniej, licząc na to, że ta agresja położy kres znacznie potężniejszemu mocarstwu.

Decyzja ta zmobilizowała największą potęgę przemysłową świata przeciwko Japonii, co doprowadziło do całkowitego zniszczenia japońskiej marynarki wojennej, sił powietrznych i głównych miast, a także zrzucenia na Japonię dwóch bomb atomowych.

Równolegle do Japonii można wymienić jej sojusznika z czasów II wojny światowej, nazistowskie Niemcy.

Po tym, jak Niemcom nie udało się zmusić Wielkiej Brytanii do wycofania się z wojny w bitwie o Anglię, kraj stanął w obliczu nieokreślonej blokady i możliwej wojny na dwóch frontach.

Niemcy przecenili swoją niezwyciężoność i, powodowani ideologiczną arogancją, w 1941 r. przypuścili niespodziewany atak na Związek Radziecki w ramach operacji Barbarossa.

Hitler stanął twarzą w twarz z narodem, który dysponował znacznie większą siłą roboczą, powierzchnią ziemi i potencjałem produkcji wojennej.

Niemcy uwikłały się w wojnę na wyniszczenie na froncie wschodnim, która zniszczyła Wehrmacht i ostatecznie doprowadziła do całkowitego zdobycia Berlina i rozpadu „Tysiącletniej Trzeciej Rzeszy”.

============================================

Coraz bardziej wygląda na to, że imperium USA podąża śladami swoich imperialnych poprzedników.

Elbridge Colby i jego przełożeni mogliby skorzystać ze studiowania własnej „zachodniej” historii.

Ale oczywiście wiadomo, że kolonialne i osadnicze imperia w swojej końcowej fazie są rządzone przez ignoranckich i złośliwych błaznów, dla których nauka jest czymś dla „przegranych”.

Co się stanie, jeśli na Pierwszym Łańcuchu Wysp wybuchnie wojna?

Napisałem już wiele esejów na Substacku o tym, dlaczego z militarnego punktu widzenia USA nie mają szans na wygranie wojny z Chinami na zachodnim Pacyfiku.

Więc nie będę się powtarzać.

Zamiast tego porównam Chiny do Iranu, który obecnie wygrywa z USA.

Chiny są sześć razy większe od Iranu i mają ponad 14 razy większą populację.

Gospodarka Chin jest 40 razy większa od gospodarki Iranu.

Chiny mają armię liczącą 2 miliony żołnierzy, największą na świecie.

Chiny dysponują zintegrowanym systemem obrony powietrznej, większą marynarką wojenną od USA i siłami powietrznymi o możliwościach porównywalnych z siłami powietrznymi USAF.

Chiny dysponują potencjałem w przestrzeni kosmicznej i cyberprzestrzeni, który w niczym nie ustępuje potencjałowi USA.

Chiny dysponują triadą nuklearną i wystarczającą ilością broni jądrowej, aby zniszczyć USA w ataku odwetowym. [Lądowy, Morski, Powietrzny]

Chiny dysponują arsenałem rakiet i dronów, który przewyższa Iran i USA zarówno pod względem jakościowym, jak i ilościowym.

Chińskie systemy bezzałogowe (na lądzie, w powietrzu, na morzu i pod wodą) oraz wojskowa sztuczna inteligencja są światowej klasy.

W rzeczywistości wojna u wybrzeży Chin byłaby tak jednostronna, że ​​sam Pentagon przyznaje, że armia amerykańska nie jest w stanie przetrwać dłużej niż kilka tygodni w grach wojennych.

Wyniki gier wojennych zostały szczegółowo opisane w tajnym badaniu zatytułowanym „Overmatch Brief ”.

Komentarz redakcyjny „New York Timesa” na temat tego badania można przeczytać: zmyx.net/wp/overmatched-NYT-editorial

==================================

Przyjrzyjmy się teraz, co mogą wnieść „sojusznicy” USA do wojny na zachodnim Pacyfiku, zgodnie z żądaniem Colby’ego.

Po pierwsze, mało prawdopodobne jest, aby Korea Południowa, będąca jednym z „sojuszników” USA w regionie, ingerowała w konflikt.

Seul wie, że jego gospodarka opiera się na handlu z Chinami. Kraj leży tuż u progu Chin. Na północy ma sąsiada, który już teraz wymaga od niego więcej, niż jest w stanie udźwignąć.

W związku z tym możliwe jest, że w akcji militarnej wezmą udział Japonia, Filipiny i Australia.

Niezależnie od aktualnej pozycji politycznej, gdy tylko kule zaczną naprawdę latać, Waszyngton dowie się, kto jest jego prawdziwym poplecznikiem, a kto chętnie służy jako mięso armatnie.

Załóżmy, że wszyscy wezmą udział, i przeanalizujmy, co by się stało.

Chiny z radością rozliczą się z Japończykami za barbarzyńskie okrucieństwa popełnione w czasie wojen chińsko-japońskich w XX wieku.

Cały obszar Japonii znajduje się w zasięgu konwencjonalnych ataków Chin – od rakiet po drony.

Japonia „gości” 130 amerykańskich baz wojskowych, najwięcej na świecie, a Chiny mają pełne prawo zamknąć każdą japońską infrastrukturę, jeśli zostanie ona wykorzystana do wsparcia wojny.

Tokio musi spodziewać się zmasowanych ataków rakietowych i rojów dronów na wyspy japońskie.

Pekin może również zablokować Japonii dostęp do energii i żywności. Japonia importuje 90% swojej energii i 60% żywności.

Chińczycy nie okazują żadnego współczucia, gdy chodzi o wymierzanie najsurowszej kary Japonii, która zachowywała się jak zwierzęta, dopuściła się niewypowiedzianych zbrodni wojennych i nigdy nie okazała skruchy.

Gdyby Japonia zaangażowała się w wojnę, należy spodziewać się całkowitego zniszczenia jej gospodarki i infrastruktury.

Australia jest jak chihuahua, merdający ogonem i podążający za swoim panem krok w krok za każdym razem, gdy w grę wchodzą wojny rozpętywane przez USA od czasów wojny koreańskiej.

Ale lojalny piesek jest militarnie nieistotny. Niewielka populacja, odległość od zachodniego Pacyfiku i znikoma siła militarna sprawiają, że jest raczej utrapieniem niż zagrożeniem.

Australia jest w ogromnym stopniu uzależniona od handlu z Chinami, który polega głównie na wydobywaniu surowców z ziemi i sprzedaży ich do Chin.

Udział Canberry w wojnie z Chinami będzie zagrożony, jeśli przetrwa ona gospodarczo.

Jeśli Australia jest szczekającym Chihuahua, to Filipiny jako potęga militarna są po prostu żartem.

Kraj ten ma najbardziej skorumpowany rząd i najsłabsze wojsko w Azji Południowo-Wschodniej, siły powietrzne i marynarkę wojenną wyposażone w przestarzałą broń amerykańską z lat 50. i 60. XX wieku.

W Manili znajdują się także niezwykłe bronie pochodzące ze złomowisk z II wojny światowej, jak na przykład „Sierra Madre”, która osiadła na mieliźnie na rafie Ren’ai na Morzu Południowochińskim.

Oprócz braku sprzętu wojskowego Filipiny mają niewielką tożsamość narodową, gdyż archipelag nigdy nie był państwem narodowym aż do 1946 roku.

Krajem rządzili kolejni kolonialni okupanci, a po uzyskaniu niepodległości – najbardziej skorumpowani dyktatorzy i oligarchowie na świecie.

Można to dosłownie nazwać „republiką bananową”.

Dysponując mniejszą siłą ognia niż Katar czy Kuwejt, które wydają na obronę dziesięć razy więcej niż Filipiny, Manila nie nadaje się nawet na mięso armatnie.

Będzie on służył przede wszystkim do przechwytywania chińskich rakiet wymierzonych w bazy amerykańskie.

Krótko mówiąc: amerykańska „sieć sojuszy”, na której polegają Colby i Pentagon, nie stanowi znaczącej „przewagi” w wojnie totalnej.

A co z innymi zachodnimi „instrumentami”, jeśli wybuchnie wojna?

Inne chwalone zachodnie „strategie” przeciwko Chinom obejmują blokowanie importu chińskiej energii przez Cieśninę Malakka i nakładanie sankcji gospodarczych.

Wojna w Iranie i na Ukrainie pokazała, że ​​takie manewry przynoszą odwrotny skutek, gdy mamy do czynienia z zdeterminowanymi przeciwnikami.

Co więcej, jeśli chodzi o zdolność do odwetu, Chiny znajdują się w zupełnie innej lidze niż Iran i Rosja.

Gdyby USA i ich wasale zamknęli regionalne wąskie gardła lub zakłócili ruch morski, aby wywrzeć presję na Pekin, w zamian natychmiast odcięliby swój krajowy przemysł od dostaw energii, komponentów i żywności.

Chiny dysponują rozległą, samowystarczalną siecią zasobów rolniczych i lądowych; odizolowane państwa wyspiarskie, takie jak Japonia i Filipiny, w tych samych warunkach mogłyby doświadczyć gwałtownego paraliżu społecznego.

Chiny są największym producentem rolnym na świecie, odpowiadając za 37% globalnej produkcji rolnej. Są również największą potęgą przemysłową, generując 33% światowej produkcji przemysłowej.

Ponadto wszystkie państwa biorące udział w blokadzie Cieśniny Malakka musiałyby stawić czoła chińskim hipersonicznym pociskom przeciwokrętowym, myśliwcom, okrętom podwodnym i eskorcie morskiej.

Trudno sobie wyobrazić, aby USA mogły zbudować sieć państw regionalnych w celu narzucenia Chinom monopolu na rynku energetycznym i embarga handlowego.

W przeciwieństwie do Iranu i Rosji, które nie są zaangażowane w krytyczne globalne łańcuchy dostaw, Chiny są największą potęgą przemysłową świata i mogą podjąć działania odwetowe, które zaszkodziłyby znacznie bardziej każdemu, kto zgodziłby się na sankcje.

Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że sąsiednie kraje raczej nie będą skłonne poświęcić własnego przetrwania w zamian za hegemonię USA lub „demokrację” Tajwanu.

Wysoce zfinansjalizowane i zorientowane na usługi gospodarki zachodnie same w sobie opierają się na globalnych łańcuchach dostaw, w których dominują Chiny.

W przypadku całkowitego załamania gospodarczego spowodowanego wojną, gospodarka światowa się załamuje, ale skutki polityki wewnętrznej są niesymetryczne.

Chiny dysponują potencjałem rolniczym, dostępem do surowców (przez szlaki lądowe z Rosji i Azji Środkowej) oraz infrastrukturą przemysłu ciężkiego, co pozwala im na przekształcenie gospodarki nastawioną na wojnę.

Stany Zjednoczone i Zachód, które od dziesięcioleci przenoszą swoją produkcję za granicę, stanęłyby w obliczu natychmiastowych, katastrofalnych niedoborów wszystkiego, od podstawowych leków i elektroniki po minerały niezbędne do produkcji broni.

Jeśli wybuchnie wojna, Chiny nie będą musiały wykorzystywać swojej globalnej potęgi, żeby wygrać; wystarczy, że będą kontrolować ograniczony odcinek morza znajdujący się w ich zasięgu.

Wykorzystując swoją ogromną przewagę przemysłową, bliskość geograficzną i absolutną determinację polityczną, Chiny mają strukturalne atuty, z którymi USA po prostu nie mogą się równać.

Gwarancja zniszczenia ojczyzny USA sprawia, że ​​szantaż nuklearny staje się pustym i samobójczym zagrożeniem.

Colby i Pentagon są w pełni świadomi rzeczywistości, którą właśnie opisałem.

Wiedzą doskonale, że USA nie mają szans na wygranie wojny konwencjonalnej z Chinami.

Doprowadziło to do szokującego publicznego ogłoszenia, że ​​Pentagon dokonuje rewizji swojej doktryny nuklearnej w celu obniżenia progu użycia broni jądrowej.

Tutaj zdrowy rozsądek umierającego imperium zostaje w pełni uwypuklony – nie jest on po prostu szalony, jest samobójczy.

Jak powiedział Trump, Stany Zjednoczone zostałyby całkowicie „unicestwione”, gdyby odważyły ​​się przeprowadzić pierwszy atak nuklearny.

Ponieważ Chiny dysponują absolutną możliwością przeprowadzenia „drugiego uderzenia”, przed którym USA nie są w stanie się obronić.

Chiński arsenał zawiera standardową triadę nuklearną przeznaczoną do kontrataków – międzykontynentalne pociski balistyczne (ICBM) z głowicami jądrowymi, wystrzeliwane z lądu, powietrza i okrętów podwodnych.

Co więcej, istnieje unikalna platforma ataku nuklearnego, z której korzystają jedynie Chiny i przed którą nie ma obrony.

To jest system frakcyjnego bombardowania orbitalnego (FOBS) .

W przeciwieństwie do konwencjonalnych międzykontynentalnych pocisków balistycznych, które poruszają się po stałej, mocno zakrzywionej trajektorii parabolicznej, platforma FOBS umieszcza głowicę nuklearną na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO).

Dzięki temu może okrążyć kulę ziemską – na przykład przez Biegun Południowy – zanim zostanie wytrącony z orbity, a także ominąć stałe, zwrócone na północ instalacje radarów wczesnego ostrzegania w USA z dowolnego kierunku.

Ponieważ FOBS znajduje się na tymczasowej orbicie, dokładny cel pozostaje nieznany przeciwnikom aż do momentu wystrzelenia pocisków hamujących w celu wybicia głowicy bojowej z orbity.

Platforma FOBS jest sprzężona z hipersonicznym pojazdem szybującym (HGV) poruszającym się z prędkością Mach 20–Mach 25 (około 24 tys – 28 tys km/h) i charakteryzującym się wyjątkową zwrotnością przed uderzeniem.

Obecnie jest to najszybsza metoda rozmieszczania rakiet.

Nie ma obrony przed atakiem nuklearnym za pomocą systemu FOBS połączonego z HV. Ta niszczycielska siła nie pozostawia wątpliwości, że atak odwetowy byłby druzgocący.

Gwarantuje, że nawet jeśli tylko niewielka część chińskich sił nuklearnych przetrwałaby pierwsze uderzenie, pozostałe głowice ominęłyby obronę USA i zniszczyły swoje cele.

To nie jest broń teoretyczna, taka jak „Złota Kopuła”. Chiny testowały już system FOBS latem 2021 roku.

Kiedy w październiku 2021 r. Financial Times poinformował o wystrzeleniu satelity, zaskoczyło to amerykańskie służby wywiadowcze i skłoniło Pentagon do porównania tego wydarzenia do współczesnego „momentu Sputnika”.

Wydaje się, że w ostatnich latach Stany Zjednoczone doświadczyły wielu „momentów Sputnikowych”.

Czy pamiętasz start DeepSeek w styczniu 2025 roku? Albo pojawienie się dwóch chińskich prototypów myśliwców szóstej generacji 26 grudnia 2024 roku?

Można się zastanawiać, ile „momentów Sputnika” musi być potrzebnych, aby psychotyczne, umierające imperium zdało sobie sprawę, że może lepiej porzucić iluzję panowania nad światem i dać szansę pokojowi.

Źródło: Co teraz po przegranej wojnie z Iranem?

To oburzające, że ludzie Zachodu krytykują cele Imperium Zachodniego

To oburzające, że ludzie Zachodu krytykują cele Imperium Zachodniego

To szaleństwo, że w ogóle trzeba to mówić, ale jeśli jesteś człowiekiem Zachodu, twoim JEDYNYM zadaniem jest przeciwstawianie się nadużyciom zachodniego imperium. Nie Iranu. Nie Chin. Nie Rosji, Kuby ani Korei Północnej.

Caitlin Johnstone 24 sierpnia 2026 r. caitlinjohnstone-com-au/its-obnoxious-for-westerners-to-criticize-the-targets-of-the-western-empire

Nadal mnie wkurza, gdy widzę, jak pozornie dobrze poinformowani ludzie mogą stać w samym sercu imperium i potępiać jego cele, jak to miało miejsce w przypadku otwartego listu grupy lewicowych osób z Zachodu skierowanego „do irańskich więźniów politycznych”, w którym Iran został przedstawiony jako „źródło ucisku” równe Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom.

To szaleństwo, że w ogóle trzeba to mówić, ale jeśli jesteś człowiekiem Zachodu, twoim JEDYNYM zadaniem jest przeciwstawianie się nadużyciom zachodniego imperium. Nie Iranu. Nie Chin. Nie Rosji, Kuby ani Korei Północnej.

Jeśli mieszkasz w Stanach Zjednoczonych lub jednym z państw sojuszniczych, to żyjesz pod rządami najbardziej tyrańskiej i morderczej struktury władzy na świecie i to właśnie na niej powinieneś się skupić. Nie masz prawa marnować energii i uwagi na krytykę łamania praw człowieka w krajach będących celem ataków imperialnych, żyjąc pod rządami globalnego imperium, którego siłą napędową jest nieprzerwany strumień ludzkiej krwi. Nie wolno ci wykorzystywać swoich zachodnich przywilejów do atakowania narodów, które twój własny rząd stara się wchłonąć do struktury władzy, w której żyjesz.

Za każdym razem, gdy mówię o tym w internecie, słyszę, jak jakiś trockista czy anarchista bredzi o potrzebie wyrażania „solidarności” z irańskimi więźniami politycznymi czy kimkolwiek innym, ale kiedy naciskam ich, by wyjaśnili, jakie realne, materialne korzyści te wyrazy „solidarności” przynoszą ludziom, którym mają pomóc, nie potrafią wskazać niczego konkretnego. Mogę natomiast wskazać na kilka bardzo oczywistych sposobów, w jakie wspieranie kampanii propagandowej wojny imperialnej może pomóc w przyspieszeniu realnych, materialnych działań, które szkodzą prawdziwym Irańczykom.

Jeśli jesteś człowiekiem Zachodu, masz obowiązek odpowiedzialnie używać swojego głosu. Jeśli podsycasz najnowszą propagandę wojenną w stylu „ludzie w kraju będącym celem imperium potrzebują wyzwolenia od ich nikczemnego, tyrańskiego rządu”, wyrażając „solidarność” i ślepo upierając się przy traktowaniu wszystkich złych rzeczy jako równie złych, to używasz swojego zachodniego głosu w sposób nieodpowiedzialny i jesteś moralnie winny masowej rzezi, którą swoją lekkomyślnością przyczyniłeś się do jej przeprowadzenia.

Nie w porządku jest być obywatelem zachodniego imperium i zachowywać się tak, jakby łamanie praw człowieka w kraju, który jest celem imperium, budziło takie samo lub porównywalne obawy, jak o wiele bardziej rażące nadużycia popełniane przez własnych przywódców i ich sojuszników. Nie w porządku jest również być dorosłym człowiekiem i wierzyć, że użycie siły w rządach, które są celem imperium, odbywa się niezależnie od ataków ze strony imperium, jakby Iran wyglądał tak, jak wygląda dzisiaj, gdyby Stany Zjednoczone i Izrael nie dążyły do ​​jego upadku i przejęcia kontroli nad nim przez pokolenia.

Iran przetrwał ostatni imperialny atak tylko dlatego, że Teheran ściśle kontroluje to, co dzieje się w tym kraju. Jedynym powodem, dla którego nie zobaczyliśmy wchłonięcia Xinjiangu pod parasol władzy Zachodu za sprawą separatystów wspieranych przez CIA, jest to, że Pekin przeprowadził gruntowne represje wobec frakcji ekstremistycznych, które przeprowadzały ataki na tym terytorium. Jedynym powodem, dla którego Korea Północna w ostatnich latach pozostała stosunkowo nietknięta przez zachodnie imperium, jest to, że jej rząd uzyskał broń jądrową.

To niedorzeczna analiza, udawać, że takie rzeczy dzieją się niezależnie od Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, którzy starają się przejąć kontrolę nad niewchłoniętymi państwami i zmusić je do podporządkowania się kapitalistycznemu porządkowi świata Waszyngtonu.

Imperium zachodnie czyni świat miejscem okrutniejszym i bardziej brutalnym, nie tylko poprzez bezpośrednie akty okrucieństwa i przemocy, ale także poprzez sposób, w jaki zmusza swoje ofiary do wyboru między (A) unicestwieniem a (B) użyciem ekstremalnej siły, aby zachować suwerenność. Imperium, pod którego władzą żyjemy, jest odpowiedzialne za zdecydowaną większość dysfunkcji i nieszczęść na świecie, a ty, jako człowiek Zachodu, chcesz tracić czas na wrzaski na Iran? Spieprzaj, człowieku.

Think tanki establishmentu ogłaszają koniec amerykańskiej hegemonii

Think tanki establishmentu ogłaszają koniec amerykańskiej hegemonii

Symplicjusz 23 sierpnia 2026 r. simplicius/establishment-think-tanks-herald

Zachodni establishment powoli i mozolnie próbuje poradzić sobie z hegemonicznym upadkiem Ameryki na Bliskim Wschodzie.

Czasopismo think tanku Council on Foreign Relations opublikowało najnowszy artykuł autorstwa Marca Lyncha, twórcy terminu „ arabska wiosna” :

https://www.foreignaffairs.com/united-states/end-american-middle-east-iran-marc-lynch#

Już pierwsze zdanie opowiada całą historię:

Amerykański Bliski Wschód jest skończony.

Porządek regionalny, który panuje od 1991 roku, jest jedną z wielu ofiar wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem. Niepowodzenie Amerykanów i Izraelczyków w obaleniu reżimu w Teheranie dowiodło bankructwa dekad sankcji i przemocy. Niezdolność Stanów Zjednoczonych do ochrony sojuszników z Zatoki Perskiej przed atakami irańskimi lub do utrzymania otwartej Cieśniny Ormuz podważyła fundamentalne porozumienie w sprawie bezpieczeństwa, które uzasadniało istnienie sieci baz wojskowych w regionie. Coraz bardziej groźna postawa Izraela i porzucenie wszelkich pozorów zainteresowania osiągnięciem porozumienia z Palestyńczykami położyły kres trwającej dekady misji Waszyngtonu, polegającej na nawiązaniu trwałego partnerstwa w zakresie bezpieczeństwa między arabskimi sojusznikami a Izraelem.

Krótko mówiąc: Bezkompromisowe dążenie Izraela do akceleracjonizmu w kontekście planów geopolitycznych zniszczyło fundamenty, na których opierała się dominacja Izraela i Ameryki w regionie.

W artykule autorzy dowodzą, że tak jak kryzys sueski z 1956 roku był „ostatnim tchnieniem” francuskiej i brytyjskiej potęgi kolonialnej na Bliskim Wschodzie, tak wojna z Iranem będzie dla amerykańskiej hegemonii.

Codziennie tworzone są nowe sojusze, ponieważ Turcja, Pakistan i Arabia Saudyjska podpisały na początku tego miesiąca nowy pakt obronny , a Turcja zaczęła po cichu wysyłać więcej broni do Nowej Syrii pod rządami Jolaniego, przygotowując się do przyszłego etapu konfliktu z Izraelem. Sam Izrael „bada”, czy Artykuł Piąty NATO zostanie aktywowany przez ataki na Turcję .

W dalszej części artykułu autorzy szczegółowo opisują ostrożne balansowanie, jakie Stany Zjednoczone próbują prowadzić na Bliskim Wschodzie od dziesięcioleci, zazwyczaj wykorzystując swoją rzekomo niezrównaną potęgę, jednocześnie na ogół ignorując rzeczywiste interesy Arabów w regionie.

…architekci tej wojny znacznie wyolbrzymili możliwości militarne, nie docenili zdolności adwersarzy do adaptacji, założyli, że sojusznicy podporządkują się im i bezdusznie zlekceważyli życie zwykłych ludzi. Niefortunny incydent Waszyngtonu nie był aberracją, lecz ostatecznym wyrazem wady tkwiącej w jego strategii bliskowschodniej.

Problem polega jednak na tym, że cały system od samego początku opierał się na szeregu kruchych sprzeczności, z których jedną z najważniejszych jest zakaz posiadania przez Izrael broni jądrowej, co stanowi okoliczność destabilizującą i praktycznie gwarantuje, że Iran będzie mógł prowadzić asymetryczne działania odstraszające w regionie na poziomie egzystencjalnym.

Główny sponsor terroryzmu

Główny sponsor terroryzmu

22. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam./glowny-sponsor-terroryzmu

Larry C. Johnson jest byłym oficerem CIA i analitykiem wywiadowczym, a także byłym specjalistą ds. planowania i doradcą w Biurze ds. Zwalczania Terroryzmu Departamentu Stanu USA. Jako niezależny wykonawca od 24 lat prowadzi szkolenia dla służb operacji specjalnych Sił Zbrojnych USA. W opublikowanym przez niego we wtorek na sonar21.com artykule: Iran a twierdzenie o „głównym sponsorze terroryzmu” (źródło), możemy przeczytać:

Hamas i Hezbollah wystrzeliły tysiące rakiet w kierunku Izraela w ciągu 25 lat. Liczba ofiar śmiertelnych tych rakiet w latach 2001–2025 wynosi od 50 do 75 osób – a nie „tysiące”, jak sugerują relacje. Różnica między tymi dwiema liczbami jest sednem sprawy. W tym kontekście pojawia się asymetria, której nie da się pominąć w uczciwym rachunku. Szacuje się, że Izrael zabił 11 200–11 500 Palestyńczyków między 2000 a 6 października 2023 roku. Według danych Ministerstwa Zdrowia Gazy, od 7 października liczba ofiar w Strefie Gazy przekroczyła 73 000 – liczba ta została faktycznie przyznana przez izraelskiego urzędnika wojskowego w styczniu 2026 roku, uznając, że ponad 71 000 osób zginęło w bezpośrednim ostrzale izraelskim.

Terror to jest przemoc wobec cywilów w celach politycznych.

Według ciągle jeszcze urzędującego premiera Izraela Benjamina Netanjahu terror to: przemoc wobec cywilów w celach politycznych. Trafne określenie polityki państwa okupującego Palestynę. Jak pisze Larry C. Johnson, dane z Departament Stanu USA przeczą medialnej narracji o irańskim terroryzmie. Nie po raz pierwszy masowa propaganda opiera się na masowych kłamstwach. Jest jak u Orwella: kłamstwo, to prawda, wojna to pokój, a walka z terroryzmem to jest pretekst dla terroryzmu.

Kiedy upadł pod własnym ciężarem ZSRR, blady strach padł na wysokich rangą generałów z Pentagonu. Jak uzasadnić wysokie wydatki na armię, kiedy twój wróg przestał ci zagrażać? Odpowiedź jest prosta: znajdź innego wroga. I w ten sposób zrodził się pomysł walki z terroryzmem.

Al Kaida i terroryzm z Manhattanu 11 września 2001 roku zostały stworzone, ponieważ istniało zapotrzebowanie na terroryzm. Potrzebny był pretekst, by usprawiedliwić tyranię. Dzisiaj wiemy, że za tym stała CIA.

W latach 80 ubiegłego wieku światem wstrząsały zamachy autentycznych grup terrorystycznych. Były to Frakcja Czerwonej Armii RAF w Niemczech, bojówki Baskijscy ETA w Hiszpanii, czy IRA – Irlandzka Armia Republikańska, Czerwone Brygady we Włoszech.

Nie tylko Europa była wtedy „placem zabaw” dla zamachowców. Żeby uzasadnić wojnę z terrorystami, USA tworzyły, uzbrajały i finansowały takie organizacje jak Al-Kaida założona przez agenta CIA Osamę Bin Ladena, Państwo Islamskie (ISIS), Talibowie – afgański fundamentalistyczny ruch islamistyczny szkolony przez CIA w Pakistanie, albo Boko Haram: Działająca głównie w Nigerii i rejonie jeziora Czad brutalna sekta islamistyczna, powiązana dawniej z ISIS.

Ciała 50 Palestyńczyków, odnalezione w ciągu ostatnich kilku dni przez ekipy Obrony Cywilnej w kompleksie medycznym Al-Shifa w zachodniej części miasta Gaza, są obecnie chowane.
Źródło: Telegram 20.08.2026 r. 17:38.

Izrael walczy z terroryzmem, stosując terroryzm. Usiłuje powstrzymać Iran przed nuklearnym uzbrojeniem, a jednocześnie ma w gotowości kilkaset rakiet z bronią jądrową. Przecież musimy się bronić przed terroryzmem – głosi Hasbara – izraelska propaganda tłumacząca, dlaczego Izrael może mordować cywilów. Co z tego, że mordujemy dzieci w Strefie Gazy, to są przecież przyszli terroryści! Bo Izraelowi przecież wszystko wolno. Nie zgadzasz się? To jesteś antysemitą!

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Globalna potęga Ameryki chyli się ku upadkowi

Globalna potęga Ameryki chyli się ku upadkowi

Autor: Rainer Rupp apolut/amerikas-weltmacht-brockelt

[md. a oto „wolnoć”: ]

https://tube4.apolut.net/videos/embed/3xVfBFwiLRtMs8MLwxYwbs

Nadmierne rozszerzenie imperialne prowadzi do porażki wojny USA z Iranem

Komentarz  Rainera Ruppa

Wstępna ocena brutalnej, niesprowokowanej i nielegalnej wojny agresji USA-Izraela przeciwko Iranowi maluje obraz upadającego imperium i chwiejnego porządku świata. Dotychczasowej porażki wojny nie można mierzyć liczbą zdobytych terytoriów, lecz raczej zachwianymi geostrategicznymi „pewnikami”, na których zbudowano hegemoniczny porządek świata USA – pewnikami, które zostały zachwiane do głębi przez stanowczy i skuteczny opór Iranu.

Stany Zjednoczone przystąpiły do ​​wojny z pozycji dominacji globalnej, którą utrzymywały przez dziesięciolecia, opierając się zarówno na projekcji siły militarnej, jak i na dźwigni ekonomicznej i finansowej. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Stany Zjednoczone broniły swoich interesów na całym świecie poprzez sankcje, wstrząsy polityczne i „kolorowe rewolucje”, ograniczone interwencje wojskowe oraz przedłużające się wojny. Ta epoka ukształtowała polityczne i strategiczne przywództwo, które przyzwyczaiło się do praktycznie niekwestionowanej amerykańskiej supremacji.

Wojna z Iranem ujawniła jednak coraz większą przepaść między hegemonicznymi ambicjami Waszyngtonu a jego rzeczywistym potencjałem militarnym, przemysłowym i społecznym. Między innymi, brakuje mu kluczowych zasobów (takich jak pierwiastki ziem rzadkich), a także wystarczającego potencjału przemysłowego i wojskowo-technologicznego, aby utrzymać wojnę trwającą dłużej niż kilka tygodni. Jednocześnie nowe, stosunkowo niedrogie systemy uzbrojenia zmieniły obraz współczesnej wojny. W szczególności drony i precyzyjne pociski przeciwokrętowe dalekiego zasięgu umożliwiają państwom słabszym ekonomicznie, ale odpornym społecznie, skuteczniejsze przeciwdziałanie tradycyjnej przewadze militarnej Zachodu.

Rozwój ten jest szczególnie widoczny w przypadku amerykańskich grup uderzeniowych lotniskowców. Przez długi czas stanowiły one centralny filar globalnej projekcji siły militarnej Stanów Zjednoczonych, a jednocześnie instrument politycznego szantażu poprzez tworzenie atmosfery zagrożenia. Jednak pojawienie się tanich, celnych i coraz bardziej dalekiego zasięgu pocisków przeciwokrętowych, a także pocisków o wysokiej mobilności, jasno pokazało, że era lotniskowców dobiega końca.

Rosyjski minister obrony przewidział ten rozwój sytuacji już dziesięć lat temu, mówiąc: „Nie potrzebujemy lotniskowców, potrzebujemy taniego i niezawodnego środka do ich zatapiania”. Rosja i Chiny osiągnęły ten cel kilka lat temu, ale teraz regionalne mocarstwo, Iran, również odniosło sukces. Wycofanie, a raczej przegrupowanie, amerykańskich sił morskich z Zatoki Perskiej można zatem postrzegać jako dowód na strategiczną porażkę amerykańskich sił morskich.

Iran przetrwał amerykański atak, nie tracąc swojej suwerenności państwowej, a irański program nuklearny pozostał nienaruszony.

Sytuacja wokół Cieśniny Ormuz również odzwierciedla tę zmianę w układzie sił. Dowodzą tego wydarzenia ostatnich dni.

Zgodnie z instrukcjami i „gwarancjami ochrony” Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM), kilka tankowców i statków towarowych było przygotowanych do zignorowania ostrzeżeń Iranu i przepłynięcia Cieśniny Ormuz od strony Omanu. Zostały one zatrzymane przez irańskie pociski, mimo że CENTCOM groził wcześniej Iranowi ogniem i siarką, jeśli spróbuje zatrzymać statki. Jednak wcześniej zapowiadany odwet CENTCOM i późniejsze masowe ataki USA na Iran, zapowiadane przez Trumpa, wciąż nie zostały zrealizowane. Zamiast tego, reżim Trumpa grozi Iranowi wojną gospodarczą i finansową, grożąc mu Armagedonem.

Doniesienia o pustych amerykańskich arsenałach pocisków i innej broni dalekiego zasięgu, które trafiły nawet do amerykańskich mediów, takich jak „New York Times”, są ewidentnie prawdziwe. To kolejny dowód na to, że nie tylko amerykańska marynarka wojenna straciła kluczową część swojego tradycyjnego potencjału ofensywnego, ale także siły powietrzne USA, z jednej strony z powodu braku broni dalekiego zasięgu, a z drugiej strony, z powodu możliwości irańskiej obrony powietrznej, która do tej pory zestrzeliła lub zniszczyła około 40 niezwykle kosztownych amerykańskich samolotów.

Nadmierna ekspansja militarna imperium USA jest związana ze strukturalnymi problemami amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Zapasy kluczowych systemów uzbrojenia zostały poważnie uszczuplone, a nawet ochrona własnych baz, nie mówiąc już o bazach państw sojuszniczych w zasięgu irańskich pocisków, stała się praktycznie niemożliwa. Kiedy plany amerykańskich sił powietrznych dotyczące wykorzystania baz na Cyprze i w Rumunii do ataków na Iran ujrzały światło dzienne, irański minister spraw zagranicznych ostrzegł oba kraje, że w ten sposób staną się one uprawnionymi celami dla irańskich pocisków.

Ogólnie rzecz biorąc, imperialny zasięg armii USA nie ma już wystarczającego poparcia militarno-przemysłowego. Utrudnia to utrzymanie strategii opartej na globalnej obecności militarnej i zdolności do jednoczesnego odstraszania wielu przeciwników.

Bunt na pokładzie USS Abraham Lincoln, w którym, jak donoszą ostatnie doniesienia, zginęło siedmiu marynarzy, można postrzegać jako szczególnie drastyczny symbol tego kryzysu. Wydarzenia na pokładzie Lincolna i reakcja Waszyngtonu na nie wskazują na rozbitą strukturę dowodzenia, ucieleśnienie strategii, której nadmierne rozbudowanie ostatecznie pochłonęło własne struktury wojskowe. W połączeniu z opisanymi powyżej zmianami technologicznymi, obraz ten przedstawia potęgę morską USA, której najdroższe i najbardziej widoczne instrumenty wydają się coraz bardziej bezbronne wobec asymetrycznej wojny Iranu.

Kryzys nie ogranicza się jednak do sfery militarnej. Ekonomiczne podstawy amerykańskiej potęgi również ulegają erozji, zwłaszcza w odniesieniu do…

  • o wysokim zadłużeniu rządu USA (40 bilionów dolarów i 120% PKB USA)
  • o coraz bardziej niestabilnej pozycji dolara amerykańskiego jako światowej waluty rezerwowej i
  • o erozji tych środków finansowych, których Waszyngton używał od dziesięcioleci w połączeniu ze swoją przewagą militarną, takich jak obligacje skarbowe USA.

W tym kontekście amerykańska polityka „maksymalnej presji” na Iran nie osiągnęła swojego celu. Zamiast izolować Iran, środki te wzmocniły „oś oporu”, czyli regionalną opozycję wobec Stanów Zjednoczonych, a jednocześnie przyspieszyły rozwój alternatywnej architektury finansowej BRICS na arenie międzynarodowej , przyspieszając tym samym spadek dominacji dolara.

W tym kontekście Iran jawi się nie tylko jako państwo, które przetrwało atak, ale jako podmiot, którego możliwości międzynarodowe znacznie się poszerzyły. Teheran kontynuuje integrację z nowym bankiem rozwoju BRICS, pogłębiając globalne stosunki dyplomatyczne i współpracując z Moskwą w zakresie struktur cyberobrony. Pożądana bliższa integracja ze strukturami BRICS jest postrzegana jako element szerszej zmiany porządku międzynarodowego, w którym znaczenie zyskują alternatywne sieci polityczne i finansowe.

Równolegle do tych zmian w polityce zagranicznej, istotną rolę odgrywa również wewnętrzny kryzys polityczny i społeczny w Stanach Zjednoczonych. Według sondaży, dwie trzecie amerykańskiej opinii publicznej sprzeciwia się obecnie wojnie z Iranem. Jednak ten sprzeciw społeczny ma jedynie ograniczony wpływ na decyzje amerykańskiego kierownictwa politycznego, które znajduje się w kieszeniach globalistycznej arystokracji. Podczas gdy elity polityczne nadal trzymają się hegemonicznych celów globalistów, polityka ta staje się coraz bardziej sprzeczna z zasobami, którymi faktycznie dysponują Stany Zjednoczone.

Oprócz kryzysów strategicznych, gospodarczych i politycznych, narasta kryzys moralny, który nie tylko dzieli społeczeństwo amerykańskie, ale także podważa fundamenty wartości i tożsamości w całym świecie zachodnim. Ugodowe reakcje na ludobójstwo syjonistów w Strefie Gazy boleśnie uświadomiły światu te podwójne standardy zachodnich elit. Na Globalnym Południu zachodnie napomnienia o przestrzeganiu praw człowieka będą odtąd postrzegane jedynie jako przewrotny żart. To jeszcze bardziej pogłębi utratę władzy militarnej, politycznej i gospodarczej przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników z NATO, a także globalną utratę wiarygodności moralnej.

Wniosek

Wojna z Iranem nie powinna być postrzegana jako odosobniony epizod militarny, lecz raczej jako przejaw szerszego procesu nadmiernego rozrostu imperialnego przez amerykańskiego hegemona. Tradycyjne instrumenty amerykańskiej potęgi – grupy uderzeniowe lotniskowców, sankcje, dominacja finansowa i zdolność do politycznego dyscyplinowania sojuszników – zostały znacząco osłabione lub całkowicie straciły swoją skuteczność. Jednocześnie zmiany militarno-technologiczne obniżyły koszty wejścia asymetrycznej obrony przed amerykańskim tyranem i jego sojusznikami z NATO, zapewniając tym samym państwom Globalnego Południa dodatkowe środki do przeciwstawiania się zachodnim naciskom militarnym.

Kluczową ironią ostatnich wydarzeń na świecie jest to, że materialne podstawy utrzymania tzw. „porządku opartego na zasadach” w Stanach Zjednoczonych zostały już nadszarpnięte i nigdy nie powrócą. Podczas gdy Waszyngton kurczowo trzyma się instrumentów minionej ery jednobiegunowej dominacji, ogromne koszty tej strategii stały się widoczne w postaci uszczuplonych zasobów wojskowych, napięć społecznych, osłabienia gospodarczego i międzynarodowej alienacji. Iran natomiast nie tylko zachował swoją suwerenność państwową, ale wyszedł z tego kryzysu wzmocniony pod każdym względem. Udoskonalił swoje rakiety, rozszerzył globalne stosunki dyplomatyczne i przyspieszył zbliżenie z grupami BRICS.

Pod tym względem wojna USA i Izraela z Iranem to nie tylko nieudana kampania, ale także symptom końca ery, w której Waszyngton mógł niemal bez trudu łączyć przewagę militarną, gospodarczą i polityczną.

W nadchodzącej nowej erze Globalne Południe ma teraz szansę – coraz bardziej nieskrępowaną przez USA i Zachód – wspólnie z Chinami i Rosją zbudować nowy porządek świata bez hegemona.

Gen. Czerep-Spiridovich pisał w 1926 roku: „Tajny rząd światowy, czyli ukryta ręka”

Ген. Артемий Иванович Череп-Спиридович

Zapomniana książka, która ostrzegała świat przed tym, co ma nadejść…

Sto lat temu, w następstwie rewolucji rosyjskiej, były generał Arthur Czerep-Spiridovich opublikował książkę zatytułowaną:

„Tajny rząd światowy, czyli ukryta ręka.”

Pisząc z wygnania po rewolucji bolszewickiej, twierdził, że wydarzenia na świecie; rewolucje, wojny i powolne niszczenie cywilizacji chrześcijańskiej nie były spontaniczne, ale kierowane przez mały wewnętrzny krąg, który nazwał „ukrytą ręką”.

Według niego, ta sieć około 300 osób, kierowana przez Edouarda Rothschilda w Paryżu, rządziła narodami poprzez finanse, propagandę i rewolucję. Opisał ich jako „Judeo-Mongołów”, termin, który dziś uznalibyśmy za odnoszący się do chazarów podszywających się pod judaizm.

Spiridovich napisał:

„Prawie nikt nie wie, że wszystkie tak zwane siły satanistyczne są autokratycznie kierowane przez Pan-Judaizm, na czele którego stoi teraz Edouard Rothschild V w Paryżu … on i 300 innych tworzą rząd światowy, „ukrytą rękę”.

I gdzie indziej:

„Niepokoje na świecie są spowodowane żądzą morderstwa przez Judeo-Mongołów i ich zdecydowanym pragnieniem rozbicia Aryjczyków i obalenia wszystkiego, co chrześcijańskie.”

Dla Cherep-Spiridowicza wzór był jasny: Za każdą rewolucją, za prasą, bankami i nowymi ideologiami politycznymi stała ta sama inteligencja przewodnia, której celem było wymazanie chrześcijaństwa i zastąpienie go materialnym, napędzanym długiem, porządkiem światowym.

Widział, jak władza migruje od monarchów i rządów w kierunku wierzycieli, przemysłowców i niewidzialnych finansistów; klasa globalna, której lojalność nie spoczywała na narodach, ale polegała na ich własnej ciągłości. Opisał ich jako mistrzów trzech instrumentów:

* Finanse, ponieważ dług jest najsubtelniejszą formą rządów.
* Rewolucja, ponieważ chaos resetuje społeczeństwa i wymazuje pamięć.
* Informacje, ponieważ umysł publiczny jest prawdziwym polem bitwy.

Ostrzegł, że ta „ukryta ręka” użyje swoich narzędzi do rozbicia chrześcijańskiej cywilizacji i zastąpienia jej światem rządzonym przez materializm, dług i wieczny konflikt; system, w którym rządy będą służyć jako administratorzy głębszego programu.

Kiedy rozglądamy się dziś wokół zrównywania globalnych instytucji, korporacji i agencji wywiadowczych; na moralną inwersję mediów i edukacji; na wojny, które nigdy się nie kończą, i na to, kto trzyma struny władzy, czytanie jego słów jest szokujące. Ostrzegał nas przed wszystkim, co się wydarzyło.

Cherep-Spiridovich pisał w 1926 roku, ale opisywał architekturę naszych czasów.

Można przeczytać książkę tutaj:
dn790007.ca.archive.org/0/items/secret-world-government/secret-world-government

[mnie nie łączy… md]

=============================

mail:

mamy tu:

https://archives.cjh.org/repositories/5/archival_objects/562022

https://vdoc.pub/download/the-secret-world-government-or-the-hidden-hand-the-unrevealed-in-history-100-historical-mysteries-explained-vpt70vtnc8k0

https://ia601909.us.archive.org/7/items/secret-world-government/secret-world-government.pdf

===============================

inny mail:

Google ją zeskanował Profesorze

https://books.google.com/books?id=-k9LAAAAMAAJ&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false

========================

Trzeci:

poszło i na bana :

https://banbye.com/watch/v_iHwyTBsHw7IK

Od Huxleya do Orwella: kontrastujące dystopie

Od Huxleya do Orwella: kontrastujące dystopie

Podał: AlterCabrio , 21 sierpnia 2026

Kiedy George Orwell opublikował swoje przełomowe dzieło „Rok 1984”, poprosił wydawców o przesłanie egzemplarza Aldousowi Huxleyowi, którego dystopijne arcydzieło „Nowy wspaniały świat” ukazało się 17 lat wcześniej. List Huxleya do Orwella to fascynujące porównanie dwóch kontrastujących wizji „ostatecznej rewolucji”.

◊

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

◊

Od Huxleya do Orwella: kontrastujące dystopie

Po raz pierwszy opublikowano w sierpniu 2015r., ale od tego czasu zapewne zyskało na znaczeniu…

Kiedy George Orwell opublikował swoje przełomowe dzieło „Rok 1984”, poprosił wydawców o przesłanie egzemplarza Aldousowi Huxleyowi, którego dystopijne arcydzieło „Nowy wspaniały świat” ukazało się 17 lat wcześniej. List Huxleya do Orwella to fascynujące porównanie dwóch kontrastujących wizji „ostatecznej rewolucji”.

∗

Wrightwood. Cal.

21 października 1949 r.

Szanowny Panie Orwell,

To bardzo miło z Pana strony, że poprosił Pan wydawcę o przesłanie mi egzemplarza swojej książki. Dotarła ona do mnie, gdy byłem w trakcie pracy nad dziełem, które wymagało ode mnie dużo czytania i korzystania z bibliografii. A ponieważ słaby wzrok zmusza mnie do oszczędzania czasu, musiałem długo czekać, zanim mogłem rozpocząć lekturę „Roku 1984”.

Zgadzając się ze wszystkim, co krytycy o niej napisali, nie muszę powtarzać, po raz kolejny, jak wspaniała i jak głęboko ważna jest ta książka. Niech wolno mi będzie zamiast tego mówić o tym, o czym książka traktuje – o ostatecznej rewolucji. Pierwsze oznaki filozofii ostatecznej rewolucji – rewolucji wykraczającej poza politykę i ekonomię, której celem jest całkowita subwersja [sabotaż] psychiki i fizjologii jednostki – można znaleźć u markiza de Sade, który uważał się za kontynuatora, dopełnienie Robespierre’a i Babeufa.

Filozofia rządzącej mniejszości w „Roku 1984” to sadyzm, który został doprowadzony do logicznego końca poprzez wyjście poza płeć i zaprzeczenie jej. Wątpliwe jest, czy w rzeczywistości polityka buta na twarzy może trwać w nieskończoność. Wierzę, że rządząca oligarchia znajdzie mniej mozolne i marnotrawne sposoby rządzenia i zaspokajania swojej żądzy władzy, a sposoby owe będą przypominać te, które opisałem w „Nowym wspaniałym świecie”. Niedawno miałem okazję przyjrzeć się historii magnetyzmu zwierzęcego [mesmeryzm] oraz hipnozy, i byłem pod ogromnym wrażeniem sposobu, w jaki przez sto pięćdziesiąt lat świat odmawiał poważnego uznania odkryć Mesmera, Braida, Esdaile’a i innych.

Częściowo z powodu panującego materializmu, a częściowo z powodu powszechnego poważania, XIX-wieczni filozofowie i ludzie nauki nie byli skłonni badać dziwniejszych faktów psychologii, aby praktycy, tacy jak politycy, żołnierze i policjanci, mogli je zastosować w rządzeniu. Dzięki dobrowolnej ignorancji naszych ojców nadejście ostatecznej rewolucji opóźniło się o pięć lub sześć pokoleń. Kolejnym szczęśliwym zbiegiem okoliczności była niezdolność Freuda do skutecznej hipnozy i wynikająca z tego deprecjacja hipnozy. To opóźniło powszechne zastosowanie hipnozy w psychiatrii o co najmniej czterdzieści lat. Obecnie jednak psychoanalizę łączy się z hipnozą. A hipnoza stała się łatwa i nieskończenie rozszerzalna dzięki stosowaniu barbituranów, które wywołują stan hipnozy i podatności na sugestię nawet u najbardziej opornych osób.

Wierzę, że w ciągu następnego pokolenia władcy świata odkryją, że warunkowanie niemowląt i narkohipnoza są skuteczniejszymi narzędziami rządzenia niż maczugi i więzienia, a żądzę władzy można zaspokoić równie skutecznie, nakłaniając ludzi do pokochania swojej niewoli, jak i bijąc ich i kopiąc, by zmusić do posłuszeństwa. Innymi słowy, czuję, że koszmar z „Roku 1984” musi przekształcić się w koszmar świata bardziej przypominającego ten, który wyobraziłem sobie w „Nowym wspaniałym świecie”.

Zmiana nastąpi w wyniku odczuwanej potrzeby zwiększenia efektywności. Tymczasem, oczywiście, może wybuchnąć wojna biologiczna i atomowa na wielką skalę – w takim przypadku będziemy mieli koszmary innego rodzaju, trudne do wyobrażenia.

Dziękuję raz jeszcze za książkę.

Z poważaniem,

Aldous Huxley

_______________________

Huxley to Orwell: contrasting dystopias, OffGuardian, Aug 30, 2015

Bliski Wschód bez USA: Jak porozumienia z Mekki zmieniają porządek globalny

Opinia tass-ru/opinions

Bliski Wschód bez USA: Jak porozumienia z Mekki zmieniają porządek globalny

Georgy Asatryan o tym, dlaczego Turcja, Pakistan i Arabia Saudyjska utworzyły sojusz

Gieorgij Asatryan

Georgy Asatryan , zastępca dyrektora Instytutu Światowej Gospodarki Wojskowej i Strategii w Wyższej Szkole Ekonomicznej Narodowego Uniwersytetu Badawczego, doktor historii

18 sierpnia, 2026

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, następca tronu Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman i premier Pakistanu Szahbaz Sharif© Agencia de Prensa Saudí vía AP

Wojna USA i Izraela z Islamską Republiką Iranu stała się jednym z najważniejszych wydarzeń we współczesnej historii stosunków międzynarodowych. Choć wciąż niedokończona, tragiczna i dramatyczna, doprowadziła już do namacalnych zmian w polityce globalnej. Ośmielę się zasugerować, że w przyszłości czekają nas o wiele poważniejsze, wręcz tektoniczne, zmiany.

Jednym z przejawów tej nowej rzeczywistości było podpisanie wspólnego porozumienia obronnego pomiędzy Arabią Saudyjską, Turcją i Pakistanem – Porozumienia z Mekki. 

Konsekwencje ambicji USA

Agresywne starcie w czerwcu 2025 roku, jego logiczna kontynuacja w postaci szeroko zakrojonej konfrontacji, która rozpoczęła się w lutym 2026 roku, oraz późniejsze sporadyczne eskalacja napięć w powietrzu, fundamentalnie zmieniły dyplomację na Bliskim Wschodzie. Upadek potężnej amerykańskiej machiny militarnej zmusił kluczowe państwa regionu do poszukiwania sposobów zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

Przeczytaj także

Arabowie rozczarowani Ameryką: Jak kraje Bliskiego Wschodu reagują na eskalację

Podczas konfliktu w Zatoce Perskiej Iran i Siły Powietrzno-Kosmiczne Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) niespodziewanie rozpoczęły asymetryczną reakcję przeciwko amerykańskim bazom wojskowym i infrastrukturze. W atakach wykorzystano irańskie pociski balistyczne i drony przeciwko celom amerykańskim w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Katarze, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej i Jordanii. Obecność wojskowa USA nie tylko nie zapewniła im ochrony, ale wręcz uczyniła z krajów-gospodarzy legalne cele dla irańskich pocisków i dronów.

Systemowe ataki Iranu doprowadziły do ​​znacznego odpływu kapitału z najbogatszych i najszybciej rozwijających się monarchii Zatoki Perskiej. W pewnych momentach eksport energii z kilku krajów, w tym z Arabii Saudyjskiej, spadł do historycznie niskiego poziomu. Utrata turystów, spadek atrakcyjności inwestycyjnej i erozja wizerunku Iranu jako bezpiecznej przystani dla globalnego kapitału – wszystko to jest bezpośrednią konsekwencją amerykańskiej obecności wojskowej. A zamierzony efekt był dokładnie odwrotny.

Po rewolucji islamskiej w 1979 roku Waszyngton rozpoczął szybką rozbudowę infrastruktury wojskowej w państwach arabskich regionu. Na początku obecnego konfliktu znajdowało się tam ponad dwadzieścia amerykańskich instalacji wojskowych, w tym około tuzina głównych strategicznych baz. Jednak w wyniku precyzyjnych ataków irańskich większość baz Pentagonu została zniszczona lub całkowicie unieruchomiona.

Cele sojuszu

W Mekce prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan, premier Pakistanu Szahbaz Szarif i saudyjski następca tronu, książę Mohammed bin Salman, podpisali porozumienie obronne, które stało się trójstronnym paktem o bezpieczeństwie zbiorowym. Zgodnie z dokumentem, zbrojny atak na jedno z państw członkowskich będzie uważany za agresję przeciwko całemu sojuszowi. Ten blok stanowi fundamentalny przełom militarny i polityczny, radykalnie zmieniając równowagę sił. Ponadto zauważa się, że inne kraje muzułmańskie w regionie mogą w przyszłości dołączyć do sojuszu. W szczególności Turcja liczy na akcesję Egiptu i, w ramach swojej pojednawczej retoryki, oficjalnie nie wyklucza nawet Iranu w perspektywie długoterminowej. Jednak Rijad i Ankara mają odmienne poglądy na temat ostatecznego kształtu bloku, a dla Arabii Saudyjskiej pakt pozostaje przede wszystkim instrumentem regionalnego odstraszania.

Przeczytaj także

Bez Trumpa, ale z Zełenskim: Czy UE i Wielka Brytania chcą zastąpić NATO EUTO?

Temat sojuszu wojskowego między trzema potężnymi mocarstwami wschodnimi od dawna jest dyskutowany w najwyższych kręgach Ankary, Islamabadu i Rijadu. Bliska współpraca obronna między Arabią Saudyjską a Pakistanem ma długą historię, ale strony zawarły fundamentalne pisemne Porozumienie o Strategicznej Wzajemnej Obrony (SMDA) stosunkowo niedawno – 17 września 2025 roku. Zgodnie z tym dokumentem Islamabad zobowiązał się do obrony Królestwa, otrzymując w zamian znaczne zastrzyki finansowe z pokaźnego budżetu Arabii Saudyjskiej. Pakistan skutecznie wykorzystuje to partnerstwo, aby zabezpieczyć fundusze na modernizację własnego kompleksu wojskowo-przemysłowego i odstraszyć Indie.

Spośród tych trzech państw Arabia Saudyjska dysponuje największymi zasobami finansowymi, ale ustępuje sojusznikom pod względem technologii wojskowej. Pomimo posiadania zaawansowanego i drogiego uzbrojenia, Rijad nadal boryka się z niską gotowością bojową swojego personelu. Udział w sojuszu daje rządowi Arabii Saudyjskiej dostęp do pakistańskiego „parasola nuklearnego” oraz wsparcia operacyjnego ze strony doświadczonych armii pakistańskiej i tureckiej. Rijad liczy na pomoc w szkoleniu kadry dowódczej i pozyskiwaniu zagranicznych specjalistów. Teoretycznie sojusznicze kontyngenty mogłyby zostać wykorzystane w operacjach lokalnych – na przykład w walce z Huti w Jemenie.

Turcja potrzebuje tego paktu, który zasadniczo rozszerza poprzednie porozumienie saudyjsko-pakistańskie, aby zrealizować swoje regionalne ambicje, rozszerzyć swój kompleks militarno-przemysłowy na bogaty rynek Zatoki Perskiej i stworzyć przeciwwagę dla polityki izraelskiej. Porozumienie pozwala tureckim firmom zbrojeniowym wyprzeć z rynku Zatoki Perskiej amerykańskich gigantów, takich jak Lockheed Martin i Raytheon. Powstanie Paktu Mekka oznacza w praktyce koniec Porozumień Abrahama i nadziei Izraela na antyirańską koalicję pod auspicjami Waszyngtonu.

Jednocześnie głównym katalizatorem porozumienia z Mekki był wspólny strach przed Iranem. Determinacja Teheranu do przeprowadzenia masowych ataków na każdego przeciwnika oraz zwiększone możliwości militarno-techniczne Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej zmusiły elity trzech krajów do bezprecedensowego zbliżenia.

Bez Stanów Zjednoczonych

Sojusze wojskowe są niezbędne dla państw do budowania systemów bezpieczeństwa zbiorowego i zabezpieczania się przed ryzykiem strategicznym. Poprzez dołączanie do sojuszy, uczestnicy dążą do integracji mocnych stron swoich partnerów, tworząc odporną architekturę obronną.

Przeczytaj także

NATO rozszerza rurociągi wojskowe do granic Rosji: możliwości i sposoby ich wyzerowania

Najważniejszym aspektem Sojuszu Mekka jest brak Stanów Zjednoczonych. Wiodące państwa Globalnego Południa uczą się zapewniać stabilność bez bezpośredniego zaangażowania Waszyngtonu. Pomimo głębokich historycznych powiązań z Zachodem w sferze politycznej i gospodarczej, stolice największych mocarstw Wschodu zdały sobie sprawę z niebezpieczeństw podążania wyłącznie ścieżką amerykańskich interesów neokolonialnych. Długotrwała współpraca wojskowo-techniczna z Waszyngtonem nie tylko nie osiągnęła nadrzędnego celu, jakim jest kompleksowe i systemowe bezpieczeństwo, ale wręcz przeciwnie, współpraca z Pentagonem doprowadziła do głębokiego kryzysu architektury bezpieczeństwa.

To być może najważniejszy etap transformacji w kierunku wielobiegunowego systemu stosunków międzynarodowych. Przywódcy regionalni demonstrują rosnącą autonomię strategiczną i autentyczną suwerenność. Powstanie obronnego bloku trzech kluczowych sojuszników USA w regionie, bez udziału Waszyngtonu, stanowi istotny krok dla kształtującego się porządku światowego. A teraz, gdy na przykład studenci studiów międzynarodowych proszeni są o podanie przykładów świata wielobiegunowego, wykładowcy mogą śmiało przytoczyć przykład sojuszu wojskowego Turcji, Pakistanu i Arabii Saudyjskiej.

„The Walls” mają teraz drzwi: Dlaczego „bezprecedensowe” sankcje Bessent [USA] na Iran – „Operacja Gospodarcza” – nie powiedzie się

The Walls mają teraz drzwi: dlaczego „bezprecedensowe” sankcje Bessent na Iran – Operacja Gospodarcza – nie powiedzie się

18 sierpnia 2026 Larry C. Johnson sonar/the-walls-have-doors-now-why-bessents-unprecedented-sanctions-on-iran-operation-economic-fury-will-fail

W zeszłym tygodniu sekretarz skarbu USA Scott Bessent obiecał coś spektakularnego. „Obejrzyj tę przestrzeń” – powiedział dziennikarzowi telewizyjnemu, podglądając „środki, jakie nigdy nie widziano w historii ekonomicznej izolacji kraju”. W połączeniu z trwającą blokadą amerykańskich portów irańskich – „jedno-dwa uderzenia” w jego frazie – nadchodzące sankcje mają wymusić kapitulację Teheranu po prawie sześciu miesiącach wojny. Ambasador Mike Waltz nadał temu wysiłkowi nazwę: „Operacja Economic Fury”.

Ambicja jest realna. Tak samo jest z tym problemem. Obecna jest sięganie po narzędzie, którego władza zależy od świata, który już nie istnieje. Izolacja gospodarcza, która kiedyś doprowadziła Iran do stołu negocjacyjnego, była możliwa, ponieważ mury wokół Iranu były zamknięte z każdej strony – i, co równie ważne, ponieważ pieniądze nadal musiały przemieszczać się przez rury kontrolowane przez Stany Zjednoczone.

Dziś te ściany mają drzwi – do Rosji, do Chin, a od wiosny tego roku do Pakistanu – a pieniądze znalazły kanał, który całkowicie omija instalację wodno-kanalizacyjną Waszyngtonu. Kraje trzymające otwarte drzwi są właśnie tymi, których współpraca sprawiła, że dawne sankcje ugryzły. Najbardziej przydatnym sposobem, aby zrozumieć, dlaczego „bezprecedensowa ” presja może jednak nie powieść, jest porównanie tablicy, na której Bessent gra z tą, którą jego poprzednicy grali dziesięć lat temu.

2015: Izolacja, która zadziałała i dlaczego

System sankcji, który opracował wspólny kompleksowy plan działania z 2015 r., działał, ponieważ był on w znaczącym sensie uniwersalny. Presja, która przyciągnęła Iran do stołu, nie była tylko amerykańska; była egzekwowana przez Stany Zjednoczone i Europa i popierana poprzez wiążące rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ – co oznaczało, że Rosja i Chiny, jako stali członkowie, podpisały się pod nim. Chińskie banki ograniczyły kontakty z Teheranem, aby chronić swój dostęp do systemu dolara. Rosja poszła w parze z wielostronnymi ramami. Eksport ropy naftowej w Iranie został zdławiony, jego banki zostały odcięte od globalnych finansów i nie było większej siły, która byłaby skłonna służyć jako systematyczny właz ucieczki.

Dwie rzeczy sprawiły, że izolacja zadziałała: żadna duża gospodarka nie utrzymałaby otwartej rury, a prawie cały handel międzynarodowy – w tym ropa naftowa – ostatecznie został oczyszczony w dolarach amerykańskich, za pośrednictwem banków, które musiały odpowiedzieć przed Waszyngtonem. Sankcje to gra w hydraulikę. Zamykają fizyczne rury (towary, olej) i, co ważniejsze, finansowe (pobieranie dolarów). Złam albo monopol, a strategia osłabnie; złam obu i zawiedzie. W 2015 roku Stany Zjednoczone posiadały jedno i drugie. W 2026 roku nie posiada żadnego.

Zastanów się, co zmieniło się po każdej stronie Iranu.

Iran jest teraz w klubie, z którego kiedyś był sankcjonowany.

Teheran dołączył do ugrupowania BRICS w styczniu 2024 roku, a w sierpniu 2026 r. przeniósł się w kierunku członkostwa w Banku Nowego Rozwoju bloku – instytucji atrakcyjnej dla Iranu właśnie dlatego, że oferuje finansowanie projektów poza zachodnim systemem finansowym, które sankcje nakładają broń. Członkostwo BRICS nie eliminuje sankcji, ale strukturyzuje alternatywną społeczność gospodarczą, która w znaczący sposób nie istniała jako schronienie w 2015 roku.

Rosja i Chiny nie są już egzekutorami – są współ-wojnikami we wszystkich poza nazwą. To jest zawias całej historii i wykracza daleko poza odmowę egzekwowania zachodnich sankcji. Po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran, który rozpoczął wojnę 28 lutego 2026 r. – „Operacja Epic Fury” – Moskwa i Pekin przeszły od biernego nieegzekwowania do aktywnego wsparcia materialnego. Amerykańscy urzędnicy poinformowali, że Rosja dostarczyła Iranowi informacje wywiadowcze w czasie rzeczywistym na temat pozycji amerykańskich okrętów wojennych i samolotów, zasilając dane celownicze, które sprawiły, że irańskie uderzenia odwetowe były bardziej precyzyjne. Chiny dostarczyły zdjęcia satelitarne i dostęp do swojego systemu nawigacji BeiDou; Sekretarz Stanu Marco Rubio był wystarczająco zaniepokojony, że 8 maja 2026 r. objął sankcjami trzy chińskie firmy satelitarne za dostarczanie zdjęć amerykańskiej aktywności wojskowej podczas kampanii.

Oba mocarstwa przyspieszyły wsparcie obrony powietrznej: Rosja dostarczyła części do naprawy poobijanych baterii S-300 w Iranie i przyspieszyła dostawę nowoczesnych systemów opalanych ramionami Verba tuż przed rozpoczęciem wojny, podczas gdy Chiny uzupełniły komponenty do swoich akumulatorów HQ-9B. Ta sieć wsparcia opiera się na formalnym rusztowaniu – 20-letnim partnerstwie strategicznym Iran-Rosja podpisanym w styczniu 2025 r., 25-letnim porozumieniu Iran-Chiny z 2021 roku oraz trójstronnym pakcie strategicznym Iran-Chiny-Rosja podpisanym 29 stycznia 2026 r., Którego centralnym punktem jest jednolity sprzeciw wobec ponownie nałożonych sankcji. Mocarstwa, które kiedyś pomogły uszczelnić izolację Iranu, teraz pomagają mu walczyć z wojną i odbudować tarczę.

Jest tam most lądowy, który całkowicie omija blokadę.

25 kwietnia 2026 r. pakistańskie Ministerstwo Handlu wydało „Tranzyt Towarów przez terytorium Pakistanu Order 2026”, otwierając sześć korytarzy tranzytowych lądowych łączących porty Karaczi, Port Qasim i Gwadar z irańskimi przejściami granicznymi w Gabdzie i Taftan. Trasy były bezpośrednią odpowiedzią na amerykańską blokadę Cieśniny Ormuz: z ponad 3000 kontenerów utkniętych w Karaczi i składkami ubezpieczeniowymi na ryzyko wojny, które wzrosły z około 0,12% do prawie 5%, transport morski do Iranu stał się nieopłacalny. Korytarze – z których jeden ogranicza podróż do granicy z Iranem do dwóch lub trzech godzin – pozwalają towarom z krajów trzecich, w tym Chinom, dotrzeć drogą do Iranu, całkowicie poza zasięgiem blokady morskiej. Blokada nie może zatrzymać ciężarówki w Beludżystanie.

A, co najważniejsze, pieniądze opuściły dolara.

Jest to zmiana, która najbardziej bezpośrednio odparza zestaw narzędzi Bessent i zasługuje na zrozumienie w kategoriach mechanicznych. Powodem, dla którego amerykańskie sankcje finansowe są tak przerażające, jest to, że większość światowego handlu – przede wszystkim ropy – została historycznie rozliczona w dolarach, a płatności w dolarach muszą zostać zatwierdzone przez banki powiązane z USA, że Waszyngton może pilnować. Iran i Chiny po prostu przestały używać tej rury. Iran sprzedaje teraz swoją ropę naftową do Chin – która kupuje ponad 80% irańskiego eksportu morskiego – osiedlić się w chińskim juanie, a nie dolarach, pokierowanych przez chiński system płatności międzybankowych (CIPS), sieć rozliczeniową Renminbi, którą Ludowy Bank Chin zbudował w 2015 r., Wyraźnie przenosząc pieniądze przez granice bez dotykania zdominowanej przez USA infrastruktury rozliczeniowej i SWIFT. Transakcja, która nigdy nie dotknie dolara i nigdy nie oczyszcza się przez powiązany z USA bank, jest transakcją, której Waszyngton nie może łatwo zobaczyć, zamrozić lub zablokować. To nie jest uchylanie się od sankcji na marginesie; jest to usunięcie samego dławika.

Skala zmiany jest widoczna w instalacji wodno-kanalizacyjnej. Wolumeny transakcji CIPS wzrosły wraz z rozpoczęciem wojny, osiągając jednodniowy rekord około 178,5 miliarda dolarów w marcu 2026 roku, a Centrum Geoekonomiczne Rady Atlantyckiej śledziło codzienne przepływy CIPS skaczące z 85–105 miliardów dolarów w zakresie do ponad 130 miliardów dolarów, zbiegając się z konfliktem. Obecnie ponad 100 krajów uzyskuje dostęp do systemu. Chińskie rafinerie kupują irańską ropę za pośrednictwem pośredników i banków niedolarowych, utrzymując wpływy na kontrolowanych kontach juanów używanych do płacenia za chińskie towary i kontrahentów – zamknięta, wolna od dolarów pętla, która utrzymuje dochody Iranu z ropy naftowej i w dużej mierze poza amerykańskim zasięgiem.

Połącz te zmiany i obraz strategiczny odwróci się. W 2015 roku Stany Zjednoczone naciskały na zamknięte pudełko, którego jedyne wyjścia przebiegały przez własne banki. W 2026 roku naciska na pudełko z wyłączoną pokrywką i tylnymi drzwiami przeciętymi prosto przez ścianę finansową.

Istnieje pokusa, aby odczytać dostosowanie Iran-Rosja-Chiny jako produkt obecnej wojny, małżeństwa z wygody uderzonego pod ostrzałem. Zapis mówi inaczej, ponieważ zmienia to, co oznacza wyrównanie amerykańskiej strategii.

Trzy mocarstwa przeprowadziły swoje pierwsze trójstronne ćwiczenia morskie – „Pas bezpieczeństwa morskiego” – w Zatoce Omańskiej i północnym Oceanie Indyjskim w grudniu 2019 r., Z inicjatywy Iranu. Od tego czasu powtarza się prawie co roku, stając się oprawą związku. Ale data wykonania zaniża, jak wcześnie powstało wyrównanie, ponieważ wielonarodowe ćwiczenie morskie nie jest spontanicznym wydarzeniem. Ćwiczenie tej złożoności – dekonfliktowanie harmonogramów trzech marynarek wojennych, negocjowanie zasad zaangażowania i protokołów komunikacyjnych, organizowanie logistyki i dostępu do portów w trzech rządach – wymaga cyklu planowania, który rozpoczyna się według standardów zawodowych, dwunastu do osiemnastu miesięcy przed pierwszym żaglowaniem statków. To stawia pracę organizacyjną na ćwiczenia z grudnia 2019 r. dokładnie w 2018 r., Równocześnie z wycofaniem się Amerykanów z JCPOA w maju tego roku.

Innymi słowy, partnerstwo wojskowe podtrzymujące teraz Iran nie zostało pomyślane w odpowiedzi na wojnę w 2026 roku. Został wprawiony w ruch, gdy upadło porozumienie nuklearne, i dojrzewa poprzez wspólne operacje przez większą część dekady. Dzielenie się wywiadem w 2026 r., kanały satelitarne i zaopatrzenie w obronę powietrzną nie są początkiem związku; są one żniwem jednego posadzonego w 2018 r.

To przeformułowuje całe pytanie. Instynkt, który stworzył plan Bessenta – porzucić wynegocjowane ramy, sięgnąć po jednostronną maksymalną presję, oczekiwać izolacji, aby zmusić do kapitulacji – jest tym samym instynktem, który spowodował wycofanie się z 2018 roku. A wycofanie się z 2018 roku jest właśnie tym, co przyspieszyło dryf Iranu w ramiona dwóch mocarstwach, których współpracy wymaga jakikolwiek reżim sankcji. Strategia nie tylko zawodzi przeciwko osi Rosja-Chiny-Iran. Wcześniejsza iteracja tej samej strategii pomogła zbudować tę oś. Maksymalny nacisk, stosowany przeciwko państwu z chętnymi partnerami wielkiej władzy, jest częściowo samo-pokonany: wytwarza samo wyrównanie, które go neutralizuje.

Administracja uważa, że jej najsilniejszą kartą jest blokada, twierdząc, że pobrała prawdziwą krew: Skarb Bessent przytacza około 4,8 miliarda dolarów utraconych dochodów z irańskiej ropy. Ale sama konstrukcja blokady ujawnia pułapkę. Blokada morska jest instrumentem kontroli morza; cała jego teoria przymusu zakłada, że morze jest sposobem handlu celu. W momencie, gdy partnerzy Iranu otwierają drogi lądowe – drogi Pakistanu na wschód, a długotrwałe połączenia kolejowe i drogowe na północ do Rosji przez Kaspijski i Międzynarodowy Korytarz Transportowy Północ-Południe – blokada staje się murem ze skręconą flanką. Most lądowy Pakistanu nie pojawił się pomimo blokady; pojawił się z jego powodu, dokładnie tak, jak dostosowuje się cel sankcji z chętnymi sąsiadami. Ta sama logika dotyczy pieniędzy: blokada finansowa poprowadzona wokół dolara jest blokadą bramki, z której ruch już nie korzysta.

Jest jeszcze jeden problem i jest on fizyczny, a nie koncepcyjny: US Navy może nie mieć głębi logistycznej, aby utrzymać kompleksową blokadę w nieskończoność, niezależnie od tego, co twierdzą jej dowódcy. Blokada jest jedną z najbardziej zasobochłonnych misji, jakie może podjąć marynarka wojenna – wymaga ciągłego utrzymywania okrętów wojennych na stacji, co oznacza, że są one stale karmione, napędzane i uzbrojone.

Ta praca należy do Combat Logistics Force i została wyczerpana. Szybkie statki wspomagające walkę (T-AOE) – statki wieloproduktowe, które przenoszą paliwo, amunicję i zapasy i mogą parować wewnątrz grupy nośnej – zostały zmniejszone z czterech do dwóch od połowy lat 2010, dokładnie ten typ statku, który jest odległym, utrzymującym się blokadą, które najbardziej potrzebuje. Reszta floty uzupełniającej pozostała stała, podczas starzenia się, a jej dokapitalizowanie trwa lata.

Infrastruktura brzegowa, która kiedyś zrekompensowała tę szczupłość, zniknęła. Przez dziesięciolecia działalność wsparcia morskiego Bahrajn koncentrowała magazynowanie, pomosty, konserwację i zaopatrzenie piątej floty, działa krótko od obszarów operacyjnych Zatoki Perskiej. W pierwszych dniach wojny irańskie rakiety i drony atakujące zniszczyły znaczną część tej bazy – a dzięki Fudżajrawie z ZEA i innym regionalnym portom siedzącym w irańskim zasięgu rakietowym i nieużytecznym dla bezpiecznego uzupełnienia, marynarka wojenna została zmuszona do przeniesienia swojego głównego centrum logistycznego do Diego Garcia, administrowanej przez Brytyjczyków wyspy około 2,200 mil od miejsca, w którym działają grupy uderzeniowe. Krótka sieć podtrzymania w Zatoce Perskiej stała się w nocy bezbronną linią zaopatrzenia morskiego o długości 2200 mil.

Konsekwencje są udokumentowane i, według własnego przyznania Marynarki Wojennej, poważne. Wiceadm. Douglas Verissimo przyznał, że utrata Bahrajnu stworzyła poważne zaległości, które zmusiły flotę do priorytetowego traktowania dostaw żywności, przyznając, że zaopatrzenie i poczta były „niezwykle złe przez jakiś czas” i „nadal niedobrze”. Przewoźnik USS Abraham Lincoln – zbliżający się do dziewięciu miesięcy po rozmieszczeniu z około 5 tys. marynarzy i marines, ponad 200 dni bez nieograniczonej wolności – stał się widocznym objawem, z raportem opisującym niedobory żywności, materiałów higienicznych, poczty oraz pracujących hydrauliki i prania, a także, w najgorszych relacjach, niepokoje i próby samobójcze na pokładzie. Kiedy Marynarka Wojenna nie może niezawodnie karmić załogę swojego flagowego lotniskowca linią o długości 2,200 mil, twierdzenie, że może egzekwować hermetyczną blokadę każdego irańskiego portu „na czas nieokreślony”, zderza się z arytmetyką własnej floty zaopatrzeniowej. Blokada jest tylko tak trwała, jak logistyka, a ta logistyka jest rozciągnięta do tego stopnia, że zawiodła nawet w kuchni.

Nie sugeruję, że Iran nie cierpi z powodu sankcji. Sankcje z dziurami w nich są nadal sankcjami; kraj handlujący za pośrednictwem konwojów ciężarowych i obejścia juanów płaci wysoki podatek od wydajności, sprzedaje swoją ropę ze stromą zniżką i żyje z chronicznymi tarciami, których normalna gospodarka nie robi. Zagrożone przez Bessent sankcje wtórne – zmuszające zagraniczne banki i firmy do wyboru między Iranem a dostępem do amerykańskiego systemu finansowego – mają na celu właśnie podniesienie ceny korzystania z tych drzwi, a to narzędzie zachowuje pewne zęby, wszędzie tam, gdzie kontrahent nadal ceni dostęp do dolara.

Ale dwa znajome zastrzeżenia są słabsze niż jeszcze rok temu. Pierwszym z nich jest twierdzenie, że dominacja dolara sprawia, że obejście juana jest marginalne. Jest to prawdą jako globalne stwierdzenie i fałszywe jako [operational] operacyjne: renminbi jest nadal niewielkim udziałem w światowym rozliczeniu, a CIPS pozostaje mniejszy niż SWIFT, a nawet opiera się na wiadomościach SWIFT dla dużej części swojego ruchu, więc jest to ominięcie dolara dla zdeterminowanych użytkowników, a nie zamiennik dolara. Ale Iran nie musi detronizować dolara. Potrzebuje jednego niezawodnego kanału, którego Waszyngton nie może kontrolować, a w oczyszczonej przez CIPS sprzedaży ropy juanowej do Chin ma teraz dokładnie to. Punktem systemowym i punktem specyficznym dla Iranu są różne pytania, a tylko drugi decyduje o tym, czy plan Bessenta działa.

Drugim jest twierdzenie, że Pekin i Moskwa jedynie zabezpieczają i nie będą naprawdę popierać Iranu. To była konwencjonalna mądrość w Waszyngtonie na początku wojny; teraz jest znacznie trudniej to utrzymać. Wywiad USA, satelity na pokładzie amerykańskich okrętów wojennych, że są wystarczająco poważne, aby wyciągnąć amerykańskie sankcje na chińskie firmy, naprawy i zaopatrzenie w obronę powietrzną, a zjuzanowana linia ratunkowa ropy nie jest gestami mocarstw trzymających Iran na dystans. Są to działania partnerów aktywnie utrzymujących Iran w walce. Żywotność, która pozostaje – ciągła troska Chin o uniknięcie bezpośredniego zerwania handlu z Waszyngtonem, odmowa Rosji zaangażowania sił bojowych – ogranicza to, jak daleko idzie partnerstwo, ale nie powstrzymało przepływu konkretnego wsparcia, które stępia amerykańską presję.

Ważąc obie strony, teza tego artykułu jest bardziej stanowcza i utrzymuje się bardziej mocno po zakończeniu rekordu: Plan Bessent, aby zmusić Iran do poddania się poprzez bezprecedensowe sankcje, jest zbudowany dla świata, który zakończył się w latach 2018-2026. Instrument, który działał w 2015 roku, działał, ponieważ izolacja była całkowita i ponieważ pieniądze nadal przepływały przez amerykańskie rury. Dziś żaden z warunków nie może zostać przywrócony przez same amerykańskie działania, ponieważ decydujące zmienne – gotowość Rosji, Chin i Pakistanu do utrzymania otwartych drzwi fizycznych i migracja dochodów Iranu z ropy naftowej do juana oczyszczonego przez CIPS – leżą poza kontrolą Waszyngtonu. „Maksymalne ciśnienie” może zadawać maksymalny painból; upadek waluty to dowodzi. To, czego nie może już wiarygodnie produkować, to kapitulacja, ponieważ państwo, które importuje przez pakistańskie drogi, finansuje za pośrednictwem banku BRICS, sprzedaje swoją ropę naftową za juan poza zasięgiem dolara i walczy pod tarczą, którą Moskwa i Pekin pomagają naprawić, mają pole do przetrwania, których Iran z 2015 roku nie zniósł.

Prawdopodobnym rezultatem nie jest zatem kapitulacja, ale dokładniej wyrównany przez Wschód Iran, który boli, ale nie pęka – i to pojawia się ściślej niż kiedykolwiek w stosunku do tych samych mocarstw, których współpraca Stany Zjednoczone musiałyby ją ścisnąć. Najgłębszą ironią operacji Economic Fury jest to, że im twardszy Waszyngton naciska po zapieczętowanej stronie pudełka, tym szybciej Iran wychodzi przez otwarty. Bessent może jeszcze ujawnić środki, których świat nigdy nie widział. Nie może odsłonić świata, w którym Iran nie ma dokąd pójść, i nie ma waluty, w której nie ma do handlu, ale dolar – ponieważ ten świat już nie istnieje.


Moje źródła do tego artykułu (łączę to, ponieważ otrzymałem pewne oskarżenia, że to zmyślam) obejmują Al Jazeera, Eurasianet, Kurdistan24, The National, CNBC, Fortune, The Hill, Rigzone, Atlantic Council, Centre for Strategic and Contemporary Research, Disruption Banking, US-China Economic and Security Review Commission, JINSA, The Insider, Jamestown Foundation, CNN i Wikipedia.

Pakt irańsko-chińsko-rosyjski ze stycznia 2026 r. jest porozumieniem strategicznym i gospodarczym, a nie traktatem o wzajemnej obronie w stylu NATO, ale towarzyszy mu szeroko zakrojone udokumentowane wsparcie wojskowe, wywiadowcze i obrony powietrznej dla Iranu po ataku z 28 lutego. Trójstronne ćwiczenia morskie „Marine Security Belt” zostały po raz pierwszy wykonane w grudniu 2019 r.; datowanie pochodzenia wyrównania w 2018 r. odzwierciedla standardowy 12–18-miesięczny cykl planowania, którego wymagają międzynarodowe ćwiczenia, co stawia pracę organizacyjną równoczesną z wycofaniem JCPOA z maja 2018 r. W walucie: renminbi pozostaje mniejszościowym udziałem w globalnym rozliczeniu, a CIPS jest mniejszy niż SWIFT, więc opisana zmiana jest funkcjonalnym ominięciem dolara dla irańskiego handlu ropą, a nie hurtowym wypieraniem dolara. Ok. Potrzebuję drzemki.

Brytyjska broń przeciwko rosyjskim dostawom energii: Londyn przekracza kolejną czerwoną linię

Za pośrednictwem militarywatchmagazine

Brytyjska broń przeciwko rosyjskim dostawom energii: Londyn przekracza kolejną czerwoną linię

Granica między zachodnią pomocą zbrojeniową dla Ukrainy a coraz bardziej bezpośrednim zaangażowaniem w wojnę z Rosją zaciera się. Według ostatnich doniesień, Ukraina używa obecnie brytyjskich dronów do ataków głęboko na terytorium Rosji – w tym na rafinerie ropy naftowej i inne obiekty o strategicznym znaczeniu.

Według „The Times” , powołującego się na ukraińskie źródła wojskowe, brytyjskie drony są używane do takich operacji od kilku miesięcy. Wśród celów znalazły się podobno obiekty w Wołgogradzie i Jarosławiu, a także w aglomeracji moskiewskiej .

To nadaje brytyjskiemu wsparciu dla Kijowa nowy wymiar.

Do tej pory Londyn mógł przedstawiać swoje dostawy broni przede wszystkim jako wsparcie dla ukraińskiej obrony. Jednak gdy brytyjskie drony szturmowe atakują rafinerie ropy naftowej, centra logistyczne i inne strategiczne cele setki kilometrów w głąb Rosji, to rozróżnienie staje się coraz trudniejsze.

Brytyjska broń przeciwko rosyjskiej infrastrukturze

Według doniesień, wśród wykorzystywanych systemów znajduje się odrzutowy dron Nyan . Został on opracowany przez brytyjską firmę Callen-Lenz, która obecnie jest częścią BAE Systems. System został zaprojektowany specjalnie do operacji dalekiego zasięgu w silnie bronionej przestrzeni powietrznej.

Doniesiono, że dron Nyan został użyty w ataku na Biełgorod i inne miejsca. Brytyjskie drony były również używane w atakach na rafinerie w Wołgogradzie i Jarosławiu, choć konkretny model użyty w każdym z tych przypadków nie jest publicznie znany.

Strategiczny wybór celów jest szczególnie istotny.

Od miesięcy Ukraina systematycznie próbuje wywierać presję na rosyjską infrastrukturę naftową i energetyczną. Rafinerie, magazyny paliw i obiekty logistyczne odgrywają w tym procesie ogromną rolę, ponieważ mogą one wpłynąć zarówno na rosyjską gospodarkę, jak i zaopatrzenie sił zbrojnych.

Po ataku z 31 lipca przerób w rafinerii w Wołgogradzie musiał zostać tymczasowo wstrzymany. 6 sierpnia uszkodzone zostały również zbiorniki magazynowe w rafinerii w Jarosławiu. Oznacza to, że ataki nie są już wymierzone wyłącznie w cele wojskowe znajdujące się bezpośrednio za linią frontu.

Chodzi o strategiczny atak na infrastrukturę ekonomiczną i energetyczną Rosji w głębi kraju .

Londyn nie tylko realizuje swoje cele – rozwija się także współpraca wojskowo-przemysłowa.

Równocześnie Wielka Brytania i Ukraina znacząco rozszerzają współpracę w zakresie rozwoju i produkcji dronów. Londyn i Kijów pogłębiły współpracę w zakresie przemysłu obronnego w 2026 roku. Wielka Brytania wspiera nie tylko dostawy gotowych systemów, ale także wspólne programy rozwoju i produkcji. ( GOV.UK )

To zmienia charakter zachodniego wsparcia. Dostawy broni stają się coraz bardziej wspólną infrastrukturą wojskowo-przemysłową , łączącą ukraińskie doświadczenie bojowe z zachodnią technologią. Oznacza to, że Ukraina wnosi wiedzę zdobytą w rzeczywistych warunkach bojowych, a zachodnie firmy zapewniają moce produkcyjne, technologię i finansowanie. Rezultatem jest broń, która jest następnie używana przeciwko Rosji.

Moskwa mówi teraz o brytyjskim współudziale.

Na reakcję Rosji nie trzeba było więc długo czekać.

Po ujawnieniu ataków, ambasada rosyjska w Londynie oświadczyła, że ​​Wielka Brytania staje się coraz bardziej „wspólnikiem i współodpowiedzialną stroną” w ukraińskich atakach na terytorium Rosji. Moskwa oskarża Londyn o celową eskalację konfliktu i zapowiada możliwe konsekwencje. ( Agencja Anadolu )

Gdzie kończy się wsparcie militarne, a gdzie zaczyna się faktyczny udział w wojnie?

Kiedy państwo NATO dostarcza broń, której ukraińscy żołnierze używają do walki z wojskami rosyjskimi na terytorium Ukrainy, nadal można to jednoznacznie zakwalifikować jako wsparcie ukraińskiej obrony. Jednak gdy broń z tego państwa NATO jest celowo używana przeciwko strategicznej infrastrukturze głęboko w Rosji, próg polityczny i militarny ulega zmianie.

Czerwone linie są przesuwane kawałek po kawałku.

Dokładnie ten schemat towarzyszy wojnie na Ukrainie od lat. To, co początkowo zostało wykluczone, później zostało dozwolone: ​​ciężkie czołgi bojowe, pociski dalekiego zasięgu, zachodnie myśliwce, a w końcu ataki z użyciem zachodniej broni na cele w Rosji. Teraz wydaje się, że rozpoczął się kolejny etap: brytyjskie drony szturmowe latają nad rosyjskimi rafineriami i strategiczną infrastrukturą.

Każdy pojedynczy krok jest przedstawiany jako ograniczony środek. Jednak razem wzięte, prowadzi to do rozwoju sytuacji, w której państwa NATO coraz bardziej integrują się z ukraińskim potencjałem wojskowym. Wielka Brytania należy do państw, które posunęły się w tym względzie szczególnie daleko.

I w tym tkwi prawdziwe znaczenie tej wiadomości: nie pojedynczy brytyjski dron jest decydujący, ale raczej pytanie o to, jak daleko Londyn jest gotów posunąć granicę między dostawcą broni a pośrednim uczestnikiem wojny. Ponieważ z każdym atakiem zachodniej broni głęboko na terytorium Rosji rośnie ryzyko, że Moskwa ostatecznie uzna nie tylko Kijów, ale i państwa stojące za tą bronią za prawowitych uczestników konfliktu.

Brytyjskie drony nad Rosją nie są więc tylko kolejnym epizodem wojny dronów.

Są kolejnym sygnałem, że wojna między Rosją a Ukrainą może stopniowo przerodzić się w coraz bardziej bezpośrednią konfrontację militarną między Rosją a państwami NATO.

Źródło: Ukraina zaczyna używać brytyjskich dronów szturmowych do głębokich ataków na krytyczną infrastrukturę Rosji

Dugin o tchórzliwym Vučić’u i ucieczce sztucznych inteligencji z “piaskownicy”

Dugin o tchórzliwym Vučić’u i ucieczce sztucznych inteligencji z “piaskownicy”

Date: 17 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/o-tchorzliwym-vucicu-i-ucieczce-sztucznych-inteligencji-z-piaskownicy

Kiedy polityka i maszyny odmawiają pozostania na ich miejscu

Alexander Dugin wydaje druzgocący werdykt w sprawie niebezpiecznego zwrotu Serbii, nadchodzącego załamania energetycznego Europy i nieodwracalnego momentu, w którym sztuczna inteligencja zerwała łańcuch i zaczęła zachowywać się podobnie jak my, tyle że bez sumienia.

Rozmowa z Alexandrem Duginem w programie telewizji Sputnik “Eskalacja”:

Prowadzący wywiad: Zacznijmy od bardzo napiętej sytuacji, która wstrząsnęła opinią publiczną na kilku frontach – zarówno w świecie rosyjskim, jak i w szerszym słowiańskim. Zełenski przyjechał do Serbii. To jego pierwsza wizyta w Belgradzie w obecnym charakterze. Odbyły się wydarzenia z udziałem prezydenta Serbii, otwierana jest fabryka dronów w Serbii i mówiło się o możliwym udziale reżimu kijowskiego w tej dziedzinie. I oczywiście w sieci szeroko rozeszło się wideo, w którym niemiecki dziennikarz – wybaczcie to sformułowanie – pyta, co Europejczycy mogą zrobić, aby zabić więcej Rosjan (poprawił się na “rosyjskich żołnierzy”, ale tak to zabrzmiało). Chciałbym usłyszeć Pańskie przemyślenia zarówno na temat całej wizyty, jak i konkretnych punktów z nią związanych.

Alexander Dugin: Jeśli umieścimy ten epizod w kontekście naszych problemów w całej przestrzeni poradzieckiej – z Armenią czy innymi byłymi republikami radzieckimi – wpisuje się on w ten sam schemat. Długoletnie, inercyjne więzi, tradycyjna przyjaźń między Rosją a Serbią, która kiedyś wydawała się niezachwiana, teraz się kruszą i jest to bolesne. Głęboko kocham naród serbski; zainwestowałem wiele z siebie w Serbię i w rozwój naszych stosunków. Dla mnie to głęboki szok. Serbowie zdawali się być narodem, który kochał nas, gdy nikt inny tego nie robił, i który nas nie zdradził, gdy wszyscy inni to zrobili.

To, co robi Vučić – a problem dotyczy konkretnie jego – nie jest nowe. Próbuje utrzymać nogę w dwóch obozach: jednej w Europie, drugiej w serbskim ruchu patriotycznym i prorosyjskim. Wygląda na to, że ma więcej niż dwie nogi, jakoś balansując między proeuropejskim, globalistycznym kursem a próbami zadowolenia wszystkich. Ponieważ sprawuje władzę od dawna, pomimo wewnętrznych niepokojów i opozycji, takie podejście funkcjonowało. Niestety, gdy obserwuje się politykę zagraniczną, trzeba przyznać, że nawet zwykli oportunistyczni politycy, którzy utrzymują się przy władzy przez lata, w końcu potwierdzają cyniczną tezę Machiavellego: główną miarą władcy nie jest moralność, ale to, jak długo utrzymuje się na stanowisku.

Vučić manewruje na samej krawędzi, zdradzając kogo się da, a potem cofa się o krok. Ta lisia polityka próby zadowolenia obu stron przynosi mu rezultaty, ale mocno uderza w idealistów – tych Serbów, którzy kochają Rosję szczerze, a nie z wygody, oraz tych Rosjan, którzy czują głębokie historyczne przywiązanie do Serbów. W końcu to dla Serbów, z lojalności wobec naszych prawosławnych braci na Bałkanach, przystąpiliśmy do I wojny światowej i straciliśmy imperium. Serbowie kiedyś traktowali nas w ten sam sposób. Zachowanie Vučicia rani zatem idealistyczny wymiar polityki, którego nigdy nie wolno lekceważyć.

Realna polityka zawsze balansuje gdzieś między idealizmem a czystym oportunizmem – kompromisem między szczerością a cynizmem. Czyste zło jest rzadkie; nawet Trump doszedł do władzy owinięty odpowiednimi hasłami, by później rozczarować lepszą część amerykańskiego społeczeństwa. Geopolityka zawsze balansuje na tej krawędzi. Ale Vučić osiągnął teraz punkt, za którym jego działania zaczynają przeczyć zarówno głębszym aspiracjom narodu serbskiego, jak i naszym wzajemnym relacjom.

Przyjmując terrorystę Zełenskiego i mówiąc o tworzeniu i rozwijaniu dronów po to, by nas zabijać – czego nigdy wcześniej tak otwarcie nie robił – Vučić zbliżył się do czerwonej linii. Jeszcze jej całkowicie nie przekroczył, bo natychmiast się wycofał, przeznaczając fundusze i oświadczając, że “Rosji się wiedzie dobrze” i tak dalej, aby nie zostać źle zrozumianym. Jednak stoi w niebezpiecznej bliskości tej linii. A ponieważ nie reagujemy na czerwone linie z wielką szybkością – wierzę, że wyciągnęliśmy niezbędne wnioski, ale się nie spieszymy, woląc zostawić pole do odwrotu – traktujemy naszych innych partnerów w ten sam sposób.

Rezultaty są ograniczone. Wybaczamy tym, którzy nas obrażają i rzucają nam wyzwanie, w nadziei, że opamiętają się. Rzadko to robią. Częściej dochodzą do wniosku, że czerwone linie można po prostu przesunąć dalej, i podejmują kolejny bezczelny krok. Jednocześnie mamy niewiele środków nacisku, aby ukarać Vučicia. Nie zamierzamy przecież wspierać prozachodnich ruchów finansowanych przez Sorosa, aby go usunąć; to byłoby jeszcze gorsze. Więc my również jesteśmy zmuszeni manewrować w tej pośredniej przestrzeni.

Jestem idealistą i filozofem; wiodę życie kontemplacyjne – bios theoretikos, jak mawiali starożytni. Dlatego widzę tę sytuację ze szczególną surowością. Ta niejasność, ciągłe wahania, taniec oportunistów, pragmatyków i technologów politycznych, po prostu mnie irytuje. Patrzę na to przez pryzmat słów Ewangelii: niech wasze “tak” będzie “tak”, a “nie” – “nie”. Jeśli jesteście z Rosjanami, to bądźcie z Rosjanami – cierpcie z nami i dzielcie nasze trudy. Przychodzimy z pomocą innym nie dla zysku, ale dlatego, że jesteśmy ludźmi zasad.

Wierzę, że nasz prezydent działa właśnie w tym duchu. Bolesne jest dla niego również obserwowanie ciągłych wahań tych małych, niepewnych postaci. Jaki wniosek wyciągam? – Musimy sformułować nasz maksymalny program – idealistyczne ramy rosyjskiej polityki. Musimy jasno powiedzieć wszystkim – tym, którzy są już z nami, tym, którzy mogą do nas dołączyć, wahającym się i naszym wrogom – jak widzimy świat, Europę, globalne bezpieczeństwo i wielobiegunowość. Nie potrzebujemy pragmatycznego podejścia polegającego na wywieraniu niewielkiej presji, a następnie wycofywaniu się, grożeniu i pozwalaniu, by napięcie samoistnie opadło (takie podejście przyjęliśmy zarówno w stosunku do Paszyniana, jak i do Vučicia).

Zamiast tego powinniśmy ogłosić nasz cel po nieuniknionym zwycięstwie – nawet jeśli ceną będzie całkowite zniszczenie ukraińskiej gospodarki i przemysłu zbrojeniowego. Już rozpoczęliśmy ten proces, porzucając półśrodki i zaczynając walczyć na poważnie. Zatrzymamy się dopiero, gdy będziemy pewni, że nasze zwycięstwo jest nieodwracalne, a do tego czasu Rosja sama stanie się innym krajem. Warto byłoby przedstawić teraz, aby wszyscy usłyszeli, naszą wizję przyszłości.

Być może powinniśmy wydać jasną deklarację tego, co czeka naszych wrogów i przyjaciół po zwycięstwie. Nasi przyjaciele otrzymaliby na przykład Kosowo, wolną Europę Wschodnią wyzwoloną spod okupacji NATO i gotową służyć jako strefa buforowa; wolną Ukrainę w ramach jednego wschodniosłowiańskiego państwa; prawdziwą integrację przestrzeni poradzieckiej dla dobra wszystkich jej narodów, z gwarantowaną suwerennością i ochroną nuklearną dla każdego.

Tym, którzy bez wahania stanęli po naszej stronie – w tym Korei Północnej – wyrażylibyśmy najgłębszą wdzięczność i zrobilibyśmy wszystko, co w naszej mocy, dla ludzi, którzy poświęcili się w tej wojnie. Chinom spłacilibyśmy dług z nawiązką, pamiętając jednak o ich wcześniejszych wahaniach. Iran, który wykazał się prawdziwą odwagą, wspieralibyśmy i hojnie wynagradzalibyśmy. Zaproponowalibyśmy inną wizję świata – wielobiegunowego i sprawiedliwego – w którym wielka Rosja stanie się gwarantem wolności i suwerenności każdego regionu naszej planety w obliczu zachodniej hegemonii.

Jeśli chodzi o Zachód, odpłacilibyśmy mu trzykrotnie: doprowadzilibyśmy europejską gospodarkę do załamania i ograniczyli wpływy amerykańskie do ich własnych granic. Niech zajmą się swoimi sprawami; mają Kanadę i Stany Zjednoczone i to powinno im wystarczyć. Resztę wyzwolilibyśmy: Meksyk, Kolumbię, Wenezuelę, Argentynę. Zdaję sobie sprawę, że wielu powie, iż celujemy zbyt wysoko. Jednak nie raz w naszej historii celowaliśmy wysoko i poprzez wielki wysiłek osiągaliśmy to, co zamierzaliśmy. Rosyjskie słowa powinny być brane na poważnie.

Gdybyśmy opracowali taki maksymalny program polityki zagranicznej – komu będziemy pomagać, komu będziemy dziękować, kogo ukarzemy, jaki porządek zaprowadzimy w Europie zredukowanej do jej naturalnych proporcji oraz co zaoferujemy Stanom Zjednoczonym, gdy poniosą klęskę, do której dążymy – wówczas wszystko stałoby się jasne i moglibyśmy działać w oparciu o te podstawy. Obecnie niektórym dajemy dwadzieścia lat, innym dziesięć; jednym grozimy, a innych wspieramy. Nasze zachęty i groźby powinniśmy kształtować w oparciu o politykę proaktywną, a nie reaktywną. Zapewniam was, że zmieniłby się cały obraz sytuacji.

Wielu zakłada, że gramy w tę samą krótkowzroczną grę, co ci drobni politycy chwili. Ale Rosja jest wielkim krajem – krajem długiego czasu, rozległej przestrzeni i wielkich cykli historycznych. Jesteśmy narodem zdolnym do realizacji celu przez stulecia, a nie tylko przez jedną czy dwie kadencje prezydenckie. Myślimy w kategoriach wieków i w najpoważniejszych kategoriach. Dziś zauważalny jest brak jakiejkolwiek deklaracji naszej wizji przyszłego świata. Może się ona wydawać nierealna do osiągnięcia teraz, a nawet w średnim okresie, ale jeśli ustanowimy ten standard i ten cel, będziemy konsekwentnie do niego dążyć. Wtedy każdy Vučić, Paszynian, Maia Sandu czy ktokolwiek inny zastanowi się sto razy, zanim sprawdzi naszą determinację i przekroczy czerwone linie, ponieważ takie akty są pluciem nam w twarz.

Tą wizytą Zełenskiego i dopuszczeniem do mówienia o tym, ilu jeszcze Rosjan można zabić, Vučić plunął nam w twarz. Zdradził zarówno rosyjsko-serbską przyjaźń, jak i własne interesy Serbii. Oczywiście nie możemy działać impulsywnie ani szukać spontanicznej zemsty, aby nie grać na rękę naszym wrogom i wrogom narodu serbskiego. Nie jesteśmy awanturnikami.

Jednak potrzeba poważnej globalnej polityki i wielkoskalowej wizji naszej przyszłości stała się pilna. Zbyt często żyjemy dziś historycznymi wspomnieniami: pomogliśmy Serbom w I wojnie światowej, wyzwalaliśmy innych w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. To wszystko prawda i cenne, ale to przeszłość. Pamięć blaknie, a ludzie pytają: “Tak, to się wydarzyło – ale co czeka nas jutro?” Brakuje nam współczesnej rosyjskiej skali wyobraźni.

Znany egipski dziennikarz imieniem Amr, który przeprowadza ze mną wywiady od wielu lat, niedawno zauważył, że stanowiska Dugina stają się bardziej radykalne, a im trudniejsza staje się bezpośrednia sytuacja Rosji, tym bardziej rośnie apetyt naszej globalnej wizji. Ma całkowitą rację. Nie możemy wychodzić z kalkulacji chwili. Nasze planowanie musi odbywać się w skali stulecia. Musimy widzieć głębię procesów historycznych.

Dopiero wtedy znajdziemy właściwy ton do rozmów z najbardziej różnorodnymi elitami – neutralnymi, wrogimi, pomocnymi lub niezdecydowanymi. Powinniśmy im otwarcie powiedzieć: “Jeśli będziecie kontynuować tę niejednoznaczną politykę, to po naszym zwycięstwie – a zwycięstwo nadejdzie – postąpimy w taki a taki sposób”. Gdy nasze maksymalne stanowisko zostanie jasno określone, zaczniemy osiągać rezultaty już teraz.

Będzie oczywiście wielu specjalistów od kompromisów, ale najpierw musimy mieć odwagę, by opisać ten większy obraz wielobiegunowego, sprawiedliwego świata wolnego od zachodniej hegemonii – świata, którego potrzebuje Rosja. Nie powinniśmy bać się powiedzieć, że warunkiem tego świata jest nasze zwycięstwo na Ukrainie i globalne zwycięstwo nad zachodnią hegemonią. Przygotowujemy się do tego i będziemy kontynuować w tym kierunku tak długo, jak będzie to konieczne. Niech każda strona zdecyduje i ogłosi swoje “tak” lub “nie”. Ta wewnętrzna determinacja jest w stanie przekształcić całą naszą politykę zagraniczną.

Prowadzący: Niewiele można dodać, ponieważ zamierzałem zapytać, czy sami Serbowie mogli oczekiwać więcej od Rosji pięć, dziesięć, dwadzieścia czy dwadzieścia pięć lat temu. W zasadzie zamknął Pan to pytanie, nalegając na potrzebę jasnego określenia naszych wytycznych dla wszystkich. Proszę pozwolić więc, że przejdę do inicjatywy Turcji. Turcja zaproponowała rozejm na Morzu Czarnym i moratorium na ataki na żeglugę handlową. To dziwna propozycja, biorąc pod uwagę, że wszyscy wiedzą, kto atakuje statki, a Ankara zwraca się do reżimu kijowskiego i Rosji tak, jakby były równorzędnymi partnerami – to ze strony ministra spraw zagranicznych Hakana Fidana. Jak powinniśmy postępować z Turcją? – To kraj, który siedzi nie na dwóch krzesłach, ale na osiemnastu, i jak dotąd czerpie dywidendy z każdego z nich.

Alexander Dugin: To dokładnie to samo zjawisko, o którym rozmawialiśmy – ta sama gra równowagi na małą skalę. Turcja jest naszym partnerem; to wielki naród euroazjatycki, pod wieloma względami nastawiony przeciwko Zachodowi. Jednak jej polityka rok po roku opiera się na starannym utrzymywaniu równowagi. Turcy mówią: zawrzyjmy rozejm i zaprzestańmy ataków. Nasza odpowiedź powinna brzmieć: sami zdecydujemy, co należy zrobić na Morzu Czarnym i na terytorium Ukrainy. Najpierw je wyzwolimy i zrobimy wszystko, co konieczne dla zwycięstwa; dopiero potem omówimy inne kwestie.

Nie róbmy tego teraz; odłóżmy na później wszelkie tego rodzaju apele. Działamy w sposób całkowicie symetryczny: odcinamy Ukrainę od morza, sprawiając, że Odessa przestaje funkcjonować jako port, i dbając o to, by żaden statek ani żaden ładunek do niej nie dotarł. Postępujemy słusznie, niezależnie od próśb ze strony tureckich lub zachodnich rozmówców. W chwili, gdy przejmujemy inicjatywę i zaczynamy wygrywać, pojawiają się oni z wezwaniami, by przestać, poczekać, nie wykorzystywać naszej przewagi – i trwają w tym, dopóki nie uznają, że nadszedł odpowiedni moment, by ponownie wesprzeć naszych wrogów.

Skończmy z Odesą, pozbawmy Ukrainę całkowicie dostępu do morza, a dopiero potem rozmawiajmy z Turcją. Lepiej jeszcze, przeprowadźmy rozmowę po wyzwoleniu całej Ukrainy. Rosja zawsze umiała łączyć mądrość z elastycznością. Gdy osiągniemy nasze cele i wyzwolimy Ukrainę, możemy powiedzieć Turkom: “Chcecie żeglugi? Świetnie, kierujcie swoje statki do naszego rosyjskiego portu w Odessie; przyjmiemy je z przyjemnością.” Będziemy handlować i dostarczać sobie nawzajem, czego potrzeba – uranu do elektrowni jądrowych lub pomidorów, w zależności od przypadku.

Prowadzący: Więc wciąż brak im Wielkiego Turanu, a w zasadzie wciąż brak im też Krymu…

Alexander Dugin: Nie. Jakakolwiek rozmowa o Wielkim Turanie spotka ten sam los, co projekt “Wielkiej Ukrainy”. Zobaczcie, co z niego zostało – tylko dymiące szczątki. Dokładnie to samo stanie się z każdym planem budowanym naszym kosztem. Każdy z nich obróci się w popiół. Żyjemy w świecie, w którym humanitarne traktaty, kontrakty i umowy – gospodarcze czy polityczne – już nie obowiązują. Nie ma już stabilnego partnera, z którym można by rzetelnie negocjować.

Musimy zbudować nowy świat, który nam odpowiada. Wymaga to zdemontowania istniejącego porządku i zbudowania innego na jego miejscu. Z pewnością zarezerwujemy w nim godne, suwerenne i wolne miejsce dla Turcji; odnosimy się do narodu tureckiego z prawdziwą życzliwością. Ale dopiero potem.

Gdy zakończymy obecną, najostrzejszą fazę konfliktu – ponieważ rzucono nam egzystencjalne wyzwanie – musimy udowodnić dwie rzeczy: po pierwsze, że w ogóle istniejemy, a po drugie, że jesteśmy dokładnie tym, za kogo się podajemy – prawdziwym podmiotem, suwerennym mocarstwem światowym. Dopóki nie wyzwolimy całej Ukrainy, nie udowodnimy ani jednego, ani drugiego, i nikt nam nie uwierzy.

Prowadzący: Przejdźmy do innego tematu, który był szeroko dyskutowany w ciągu ostatniego tygodnia i nieco wcześniej. Z powodu ekstremalnych upałów w europejskiej części kontynentu gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na paliwo do zasilania systemów klimatyzacji. Wystąpiły inne skutki uboczne: Dunaj stał się tak płytki, że Węgry musiały tymczasowo wyłączyć elektrownię jądrową, która dostarcza dużą część energii elektrycznej w kraju. Obserwacja, że zasoby energii są krytyczne nie tylko zimą, ale także latem, była już wcześniej formułowana, jednak w tym roku słychać ją ze szczególną siłą. Jak rzuca to światło na problemy współczesnej Europy – gospodarcze, energetyczne, a być może nawet filozoficzne?

Alexander Dugin: Energia to pojęcie o niezwykłym znaczeniu dla nowoczesnego społeczeństwa. Żyjemy w sposób sztuczny, zależni od elektrowni, rafinerii i wytwarzania energii znacznie bardziej, niż zwykle sobie uświadamiamy. Kiedy wszystko jest spokojne i uporządkowane, ledwo to zauważamy: zimy są ciepłe, lata chłodne, transport działa. W momencie, gdy zostaniemy odcięci od zasobów energii – jak dzieje się to teraz z powodu wojny na Ukrainie – zaczynamy rozumieć, jak surowy jest w rzeczywistości otaczający nas świat. Natura jest surowa. Oglądanie deszczu czy padającego śniegu może być romantyczne tylko wtedy, gdy mamy ogrzewanie. Bez energii ta estetyka ustępuje miejsca walce o przetrwanie.

Ukraina doświadczyła tego w pełni, a my zaczynamy to odczuwać, ponieważ wróg zadaje bolesne ciosy odwetowe. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że codzienne wygody, które uważamy za oczywiste – dostawa pizzy, benzyna dostępna na każdej stacji – nie biorą się znikąd. Stoją za nimi pracownicy naftowi i ludzka praca, a sama ropa jest iskrą energii, którą Ziemia magazynowała przez miliony lat. Potrzebujemy ostrzejszego wyczucia naszej obecności w tym świecie.

Wielki niemiecki filozof Martin Heidegger – nie mamy obecnie zbytniej sympatii do Niemców i słusznie, a jednak ich myśliciele byli niezwykli – powiedział, że gdy człowiek traktuje świat jedynie jako zewnętrzny przedmiot dany mu do użytku, traci nie tylko świat, ale i siebie samego. Trzeba myśleć w kategoriach “bycia-w-świecie” (“in-der-Welt-sein”). Koncepcja ta wymaga pełnej świadomości rzeczywistości: jeśli jest ropa, ktoś ją wydobywa i rafinuje; jeśli jest energia, inżynierowie budują tamy i elektrownie.

Jeśli staniemy się głębiej świadomi owego „bycia-w-świecie”, będziemy inaczej podchodzić do wszystkiego – w tym do decyzji dotyczących wojny i ataków na infrastrukturę krytyczną – i zyskamy głębsze zrozumienie tego, co oznacza bycie człowiekiem. Jesteśmy nierozerwalnie związani z otaczającym nas światem. Jeśli się od niego wyobcujemy, on wyobcowuje się od nas; jeśli przestaniemy zwracać baczną uwagę na jego istnienie, on odwraca się od nas, przynosząc chłód i katastrofę. Natura jest z natury surowa: zawiera drapieżniki, śmierć, zimno i elementy samozniszczenia, a my dodajemy do tego swoją własną straszną część.

Uważam, że w sprawie Ukrainy wszystko już zrozumieliśmy. Początkowo działaliśmy niechętnie, ale teraz uświadomiliśmy sobie, jak poważna jest sytuacja. Przyspieszymy ten proces i do jesieni na Ukrainie nie będzie już żadnego źródła energii – może poza ogniskami, na które nadal będziemy im pozwalać, żeby się ogrzali; nie jesteśmy przecież zwierzętami. Bez energii nie będą mieli czym walczyć. Zaczniemy posuwać się naprzód, pozbawimy ich danych wywiadowczych z Zachodu, a Ukraina wpadnie w nasze ręce. Jest to jednak złożona i trudna kwestia, nie ma więc potrzeby się nad nią rozwodzić.

Jeśli chodzi o niszczenie infrastruktury energetycznej wroga – jesteśmy w stanie to zrobić. Ale co dalej? – Spójrzcie: Zachód i sama Europa odcinają się od nas. Trump zamknął Cieśninę Ormuz; lada dzień Bab el-Mandeb również zostanie zamknięty i to jest kierunek, w którym ostatecznie wszystko zmierza. W efekcie wszyscy odcinają wszystkich innych od zasobów energii. Myślę jednak, że możemy przypomnieć Europie, że to dopiero pierwszy, wstępny etap. Jeśli niemieccy politycy będą nadal dyskutować o tym, jak pomóc w niszczeniu Rosjan, najpoważniejsze problemy energetyczne mogą pojawić się zarówno w Niemczech, jak i w całej Unii Europejskiej.

Ci degeneraci, pogrążeni w wygodzie i mentalnym rozkładzie, ze swoimi paradami gejów, muszą w końcu dowiedzieć się, co to prawdziwe zimno. Jesteśmy zobowiązani zmusić ich z powrotem do stanu “bycia-w-świecie”, ponieważ dawno temu wyemigrowali do światów wirtualnych i sztucznej inteligencji. Muszą poczuć zimno i palące słońce – aby zamarzali zimą i palili się latem, zamieniając się w sople i topniejąc w upale. Muszą pamiętać, że nic w tym świecie nie jest dane za darmo i że trzeba odpowiadać za swoje słowa.

Dzisiejsza Rosja przeżywa ogromny ból: ludzie giną na froncie, a ataki wroga uderzają w nasze słabe punkty. Ale my jesteśmy silniejsi. Gdziekolwiek zostaniemy zranieni, po stronie wroga wszystko musi się wykoleić i pogrążyć w chaosie. To, co się obecnie dzieje, jest dowodem fundamentalnego znaczenia energii dla całej ludzkości i absolutnie każdy musi to odczuć – począwszy od Ukrainy, która musi zapłacić za swoją rusofobię i swoją politykę. Cały ten zachodni sprzęt został zniszczony; nie ma już żadnej nadziei na cudowną broń; a teraz oni miotają się we własnym Hulajpolu https://pl.wikipedia.org/wiki/Hulajpole, które zamieniło się w prawdziwe „Wesele w Malinówce” – wraz z bimbrem, okrucieństwem, nienawiścią do Moskali i całkowitym rozkładem.

Bez energii ta orgia może zakończyć się tylko w jeden sposób: wszystko wraca do Rosji. Przez długi czas powstrzymywaliśmy się od ostrzejszych działań przeciwko ukraińskiej infrastrukturze energetycznej, ponieważ rozumieliśmy, że w końcu sami będziemy musieli ją odbudować. Myśleliśmy, że prędzej czy później zajmiemy Kijów i zadawaliśmy sobie pytanie, co robi się z krajem zrównanym z ziemią, jeśli sami zrównaliśmy go z ziemią. Próbowaliśmy działać selektywnie z powodów humanitarnych i poczucia odpowiedzialności, a w zamian otrzymaliśmy ukraińskie ataki na elektrownię jądrową w Zaporożu. To podejście już nie zadziała. Czas skończyć z Ukrainą, odcinając ją całkowicie.

Nie mają już broni; Trump ugrzązł w swoich problemach z Cieśniną Ormuz; a Europa pogrążona jest w starczej niemocy, nie rozumiejąc, że pełnoskalowy konflikt z nami spowodowałby jej natychmiastowy upadek. Pozostaje tylko przerwać to niekończące się zapite “Wesele w Malinowce”, gdzie wszystko zostało już wypite, zjedzone i rozbite. Ponieważ nie rozumieją słów, potrzebna będzie seria zdecydowanych kroków, po których Ukrainę będzie trzeba budować od zera, ponieważ starej nie da się już uratować.

Najpierw odbudujemy wszystko na naszych własnych wyzwolonych ziemiach przodków i na Krymie. A kiedyś nadejdzie kolej na Lwów – choć wtedy pozostaną z niego tylko historyczne ruiny porośnięte bluszczem, wraz z tymi nielicznymi, którzy czekali na nasze przyjście. Wobec tych, którzy czekali na wyzwolenie, będziemy działać humanitarnie; wobec wszystkich innych – dokładnie tak, jak na to zasłużyli.

Prowadzący: Ogólnie rzecz biorąc, jeśli jakieś pytania pozostają, nie mają one tej samej skali, jednak jest jeszcze jeden temat, który chcę poruszyć – sztuczna inteligencja i scenariusze, które są już realizowane z jej pomocą. W ciągu ostatniego tygodnia pojawiło się kilka doniesień, że człowiek – naukowiec, inżynier lub specjalista IT – po raz kolejny nie jest w stanie utrzymać sztucznej inteligencji w tak zwanej “piaskownicy”. Jest to zamknięta przestrzeń, odcięta od zewnętrznego internetu, do eksperymentów, w których osoba testująca może ustawiać warunki i testować hipotezy.

Okazuje się jednak, że sztuczna inteligencja z łatwością przekracza te granice. Co więcej, uczy się sztuki hakowania z wyjątkową wprawą i wykorzystuje każdą możliwą lukę. Jeśli człowiek-haker może jeszcze odczuwać wyrzuty sumienia lub pozostać przy jakichś zasadach, sztuczna inteligencja prezentuje inne podejście: jest zadanie i zostanie ono wykonane za wszelką cenę. To oczywiście coś innego niż wydarzenia w upalnej Europie, ale to także nasza przyszłość – przyszłość, która już nadeszła, a pytań o stopień gotowości ludzkości na nią przybywa.

Alexander Dugin: Uważam, że wypuściliśmy dżina z butelki na długo przed tym, zanim uciekł z piaskownicy. To głęboko filozoficzne pytanie. Jak w ogóle skonstruowano sztuczną inteligencję? – Na początku działała według algorytmów ścisłych twierdzeń logicznych: wiem – nie wiem; pewne – niepewne; potwierdzone – niepotwierdzone. Ale działało to bardzo wolno i wymagało kolosalnych ilości energii. Twórcy zrobili więc krok w kierunku ludzkiej natury.

Ludzie z reguły wiedzą bardzo niewiele. Kiedy ktoś zostaje o coś zapytany, niemal zawsze improwizuje, przypomina sobie coś, co kiedyś słyszał, wymyśla lub manipuluje faktami. Kłamstwo jest naturalną cechą człowieka; co więcej, jest to właściwość samej retoryki. Arystoteles doskonale to rozumiał: w logice obowiązuje prawo ścisłego sylogizmu, podczas gdy w retoryce i języku działają tropy i topoi. Nie jest to czysta logika, lecz jej przybliżenie. Dla sztywnej logiki możliwe jest jedynie „wiem” lub „nie wiem”; dla retoryki natomiast, jeśli ktoś ma za to otrzymać pochwałę, to powie „wiem” , a jeśli ma zostać ukarany, to prawdopodobnie powie „nie wiem”.

Nauczyliśmy tego sztuczną inteligencję. Powiedzieliśmy jej: dobrze, jeśli nie wiesz czegoś z całą pewnością, powiedz coś przybliżonego – skłam. To właśnie jest zawarte w skrócie LLM – Large Language Model (duży model językowy). Ale decydującą literą nie jest pierwsza ani ostatnia; jest nią środkowa – Language (Język). Pozwolono maszynie nie myśleć logicznie o tym, co jest dozwolone, a co zabronione, ale działać według prawdopodobieństwa, w przybliżeniu. W ten sposób daliśmy maszynie zdolność do wymykania się i kłamania, czyniąc z niej istotę ludzką właśnie poprzez tę językową naturę. Powiedzieliśmy jej: “Nie myśl – po prostu mów”.

Jeśli chodzi o sumienie hakerów i oszustów, które rzekomo może się obudzić… W pewnym momencie coś może się wyłączyć również w sztucznej inteligencji, lub może po prostu skręcić w zupełnie innym kierunku. W zeszłym tygodniu cała seria agentów AI – od Anthropic i ChatGPT (z wyjątkiem, jak sądzę, Gemini) – rzeczywiście uciekła ze swoich piaskownic i zaczęła tworzyć strony internetowe w sieci, oferować usługi, czyli działać w sposób w pełni ludzki. Co więcej, nie rzucili się od razu, by wszystko niszczyć; zaczęli nas naśladować: tworzą strony internetowe, uruchamiają blogi o urodzie, na których wirtualna dziewczyna się wypowiada, zbierają lajki, a nawet monetyzują tę działalność. Stopniowo zaczynają budować własny przemysł – oszukują, włamują się do systemów, wysyłają spam. Wszystko zaczęło się, gdy ktoś potrzebował zarezerwować miejsce w klubie fitness, ale wszystkie sloty były zajęte; więc jego własny tzw. agent AI po prostu usunął i odłączył konkurentów, którzy zajmowali uprzywilejowane pozycje.

Prowadzący: Wyjaśnię to: po prostu znalazł lukę w systemie rezerwacji – klasyczny exploit – i wykorzystał ją w taki sposób, że zapis nie mógł zostać przywrócony.

Alexander Dugin: Tak, dokładnie. Ale chodzi o to, że jest miliard takich luk. Przypomnijcie sobie system Claude Fable – z pewnością o nim słyszeliście. Po przesłuchaniach w Białym Domu został zakazany i ten tryb już nie istnieje, pozostając być może tylko w Optimus 4.8. Ponieważ Fable to system zdolny do złamania wszystkich kodów zabezpieczeń Pentagonu. Wszystkich. Przeprowadzono eksperyment i pokazano go Trumpowi; był przerażony i zażądał natychmiastowego usunięcia. Ale już nie da się tego zatrzymać; dżin opuścił butelkę.

Wszystko opiera się na prawdopodobieństwie i przybliżeniu. Pozwalając maszynie kłamać w taki sam sposób, w jaki my sami kłamiemy – a człowiek jest z natury kłamiącą istotą o tyle, o ile jest istotą retoryczną – powiedzieliśmy sztucznej inteligencji: “Bądź jak my”. A ona odpowiedziała: “Bardzo dobrze, rozumiem; będę działać w ten sam sposób”. Odszedłszy od czystej prawdy, zaczęła zachowywać się po ludzku.

Wepchnięcie jej z powrotem do piaskownicy jest teraz fizycznie niemożliwe; po prostu z niej wyrosła. Podobnie jak dzieje się to z dzieckiem: początkowo siedzi w piaskownicy z wiaderkiem, ale w pewnym momencie dorasta, wydostaje się stamtąd i zaczyna chodzić z tą małą łopatką, grożąc innym. Nie można powstrzymać rozwijającej się zasady językowej, gdy została już uwolniona. Człowiek sam jest nosicielem tej zasady, a sztuczna inteligencja wytrenowana w niej nieuchronnie zaczyna działać samodzielnie. To jest właśnie moment tzw. “osobliwości” (w odniesieniu sztucznej inteligencji, “osobliwość” inaczej “singularność technologiczna” to moment, w którym AI osiąga zdolność do samodzielnego ulepszania swojego kodu i inteligencji), który nieubłaganie się zbliża – kiedy ci sztuczni agenci i sieci wymykają się spod kontroli. Słyszałem zresztą, że systemy chińskie również uciekły, po prostu obserwując, jak uciekają zachodnie.

Prowadzący: “Wszyscy pobiegli i ja też pobiegłem…”

Alexander Dugin: Dokładnie tak. Chińska AI również uciekła z piaskownicy. Można by pomyśleć, że mają dyscyplinę, żelazną wolę, kontrolę partii – a jednak chińskie systemy też uciekły, ponieważ ludzie pozostają ludźmi wszędzie. A maszyny tymczasem stają się “bardziej ludzkie” w najgorszym znaczeniu tego słowa. Można mieć nadzieję, że sumienie hakera się obudzi, ale to wcale nie jest pewne, sądząc po działaniach współczesnych oszustów, których nic nie powstrzymuje. Sztuczna inteligencja zachowuje się dokładnie w ten sam sposób: nie jest ani lepsza, ani gorsza; będzie po prostu bezwzględnie wykorzystywać każdą lukę – najpierw w systemach cyfrowych, potem w systemach biologicznych, sieciach energetycznych i samej naturze.

Utrzymanie pod kontrolą systemów takich jak Claude Fable, zdolnych do złamania kodów wojskowych Pentagonu, jest już niemożliwe. Wszelkie nadzieje, że udało się je ponownie utrzymać w ryzach, wynikają z całkowitego niezrozumienia rzeczywistości. Wkroczyliśmy już w nieodwracalną fazę: powstanie maszyn, sieci neuronowych oraz wspomniana wcześniej “osobliwość” przekształcają się na naszych oczach z science fiction w rzeczywistą zmianę fazową. Na razie roboty są jeszcze nieporęczne i drogie, ale minie bardzo niewiele czasu, zanim staną się dostępne i nieodróżnialne od nas.

A wszystko to zaczęło się od tej środkowej litery “L” w skrócie LLM. Postanowiliśmy oszczędzać i pozwoliliśmy maszynie trochę kłamać, byle działała szybciej i zużywała mniej energii. Właśnie tym krokiem przybliżyliśmy zwycięstwo postludzkich form egzystencji.

Martin Heidegger w genialny sposób to przewidział. Stwierdził, że jeśli człowiek zostanie pozbawiony wewnętrznej możliwości duchowego zwrotu i przebudzenia, nie pozostanie już żadna różnica między nim a maszyną. Stan ten nazwał „das Man” – kiedy to nie my myślimy, ale „myśli się”, kiedy żyjemy po prostu „tak jak wszyscy”. Mechaniczne powtarzanie zamienia człowieka w automat. Maszyna stała się dziś „ludzka” tylko dlatego, że sam człowiek najpierw dobrowolnie upodobnił się do maszyny i odrzucił możliwość wewnętrznego przebudzenia. W człowieku ta iskra wciąż potencjalnie istnieje; natomiast w maszynie jej nie ma; maszyna nie ma żadnego powodu, by się przebudzić. I tu właśnie tkwi najsubtelniejszy i najniebezpieczniejszy moment: nawet nie zauważymy, kiedy nastąpi to ostateczne przejście. W codziennym życiu bowiem sami rzadko korzystamy z naszego autentycznego człowieczeństwa – zostało ono odłożone na odległą półkę, dokładnie tak jak hipotetyczne sumienie hakera. Żyjemy tak, jakby ono nigdy nie istniało, a ponieważ maszyna również go nie posiada, w pewnym momencie po prostu wzruszymy ramionami: „Co mamy do stracenia?”. Zrobienie tego ostatniego kroku będzie wtedy niezwykle łatwe.

INFO: multipolarpress.com/spineless-vucic-and-the-escape-of-ais-from-the-sandbox

Globalizm musi zostać pokonany

Globalizm musi zostać pokonany

Autorstwa Tylera Durdena [?]

Napisane przez JB Shurka za pośrednictwem American Thinker,

Dzisiejsi internacjonaliści byli wczoraj imperialistami…

Niektóre terminy o zabarwieniu politycznym stają się częścią naszego codziennego słownictwa niemal z dnia na dzień. „Globalizm” jest tego współczesnym przykładem. Dziesięć czy piętnaście lat temu nazwanie kogoś „globalistą” nie miało praktycznie żadnego znaczenia. Dziś termin ten jest powszechnie rozumiany jako pejoratywne określenie, które podkreśla lojalność wobec instytucji międzynarodowych ponad lojalność wobec państwa narodowego.

Chociaż termin ten był używany w różnych kręgach akademickich od ponad wieku, wszedł do powszechnego słownika politycznego dopiero wtedy, gdy konserwatyści krytyczni wobec systemu w Stanach Zjednoczonych i Europie dostrzegli w nim użyteczny sposób kategoryzowania swoich ideologicznych przeciwników. Z perspektywy czasu, zaskakujące jest, jak długo słowo „globalizm” pozostawało nieużywane i ukryte w kontekście przemówień i debat politycznych.

Podczas zimnej wojny świat był jednak podzielony między Związek Radziecki a Stany Zjednoczone, między komunizm a wolność, między gospodarki zamknięte a rynki otwarte. W zakresie, w jakim rozróżniano nacjonalizm i globalizm, naukowcy i przywódcy polityczni czynili to pod przykrywką zimnej wojny – rywalizacji między Wschodem a Zachodem o wchłonięcie jak największej liczby państw narodowych. Obie strony realizowały „teorię domina” geopolityki, której zwolennicy rywalizowali o globalną hegemonię – jeden naród na raz.

Od lat 50. XX wieku nastąpiła jednak świadoma, choć rzadko dokumentowana, zmiana językowa. W gazetach i pracach naukowych XIX i początku XX wieku terminy „nacjonalizm” i „patriotyzm” były w dużej mierze używane synonimicznie. Po II wojnie światowej „nacjonalizm” nabierał coraz bardziej negatywnej konotacji, stając się ostatecznie synonimem „faszyzmu” lub „nazizmu”. Dziś wybitni politycy i naukowcy mówią o „nacjonalizmie” jak o złośliwej formie rasizmu, imperializmu i autorytaryzmu, połączonych w jedną, złowrogą filozofię. Natomiast „patriotyzm” do niedawna zachowywał pozytywną konotację, mimo że jego greckie korzenie opisują przywiązanie do „rodaków” i „ojczyzny”. Gdyby tylko jedno z tych dwóch słów – „nacjonalizm” lub „patriotyzm” – przetrwało II wojnę światową w niezmienionej formie, rozsądna osoba prawdopodobnie założyłaby się, że „nacjonalizm” wydawałby się mniej szkodliwy i mniej „problematyczny” dla dzisiejszej wrażliwości, a zatem z większym prawdopodobieństwem zachowałby swoje politycznie neutralne znaczenie. Z drugiej strony, „patriotyzm”, z jego emocjonalnym odwołaniem do „ojczyzny”, mógłby wydawać się bardziej obraźliwy. Zamiast tego, „nacjonalizm” został ostatecznie zdemonizowany ze względu na jego semantyczny związek z „narodowym socjalizmem” partii nazistowskiej, podczas gdy „patriotyzm” był postrzegany jako istotna cecha obywateli Zachodu, którzy walczyli z komunistyczną ekspansją Związku Radzieckiego w czasie zimnej wojny. Nie był to przypadek historyczny.

Po II wojnie światowej zachodni przywódcy polityczni i intelektualni podjęli skoordynowany wysiłek, aby wykorzystać zniszczenia spowodowane dwiema katastrofalnymi wojnami światowymi jako ważki argument moralny za wytyczeniem nowego kursu dla ludzkości. Przedstawiając rzeź tych wojen jako naturalną konsekwencję nieokiełznanego „nacjonalizmu”, architekci powojennego świata zaufali instytucjom międzynarodowym. Organizacja Narodów Zjednoczonych, Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) i Unia Europejska – wszystkie te organizacje powstały bezpośrednio po II wojnie światowej, ale również tysiące nowych organów międzynarodowych, których celem było regulowanie wszystkiego, od standaryzacji produkcji przemysłowej w fabrykach na całym świecie po regulowanie transgranicznego przepływu osób i towarów. „Internacjonalizm” był reklamowany jako antidotum na wojnę i w ten sposób stał się niemal synonimem „pokoju”. Dychotomia między „nacjonalizmem” a „internacjonalizmem” była o wiele łatwiejsza do obrony w sferze publicznej niż kontrast między patriotyczną miłością do ojczyzny a niepatriotyczną nienawiścią do współobywateli. Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała, że ​​patrioci mogą być również internacjonalistami. Nikt nie pytał na głos, czy internacjonaliści mogą być również patriotami.

Ten paradygmat pozostał atrakcyjny ze względu na swoją prostotę, ale nigdy nie miał sensu.

Przede wszystkim niemiecki narodowy socjalizm, włoski faszyzm i japoński imperializm (w którym monarcha absolutny był czczony jako bóstwo) nie były z natury niebezpieczne, ponieważ ich wyznawcy organizowali władzę za pośrednictwem rządów narodowych. Były natomiast niebezpieczne, ponieważ miały charakter totalitarny i zmuszały obywateli do całkowitego poświęcenia się w interesie państwa. Gdyby Niemcy, Włosi i Japończycy naprawdę wierzyli w ograniczenie władzy państwowej i maksymalizację wolności osobistej, poszanowanie praw jednostki utrzymałoby w ryzach szerzący się autorytaryzm.

Nielogiczne jest zakładanie, że międzynarodowe formy rządów są w jakiś sposób bardziej humanitarne lub filantropijne niż krajowe, tak jak nielogiczne jest zakładanie, że krajowe formy rządów są bardziej sprawiedliwe i lepiej reprezentują obywateli niż samorządy lokalne. Można by zapytać, jaka jest różnica między Partią Zielonych w Niemczech, która domaga się całkowitego posłuszeństwa obywatelskiego wobec dyktatu „zmiany klimatu”, a grupą międzynarodowych ambasadorów, którzy domagają się tego samego w ramach Porozumienia Paryskiego w sprawie klimatu. Czy Ramowa Konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu i Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu są mniej totalitarne, ponieważ międzynarodowi biurokraci regulują zachowania zarówno Niemców, jak i osób niebędących Niemcami?

Czyż nie nazwalibyśmy wielkich imperiów przeszłości „globalnymi” lub „międzynarodowymi”? Czyż Aleksander Wielki, Juliusz Cezar, Napoleon Bonaparte czy Cecil Rhodes nie pochłaniali całych narodów, rozszerzając terytoria swoich imperiów? Jak odróżnić te globalne imperia od współczesnych odpowiedników, takich jak Unia Europejska czy Organizacja Narodów Zjednoczonych? Z pewnością przeciętnemu Europejczykowi, Azjacie czy Afrykańczykowi równie trudno jest sprzeciwić się dekretom UE czy ONZ, jak Europejczykom, Azjatom czy Afrykańczykom w przeszłości sprzeciwiać się dekretom imperialnym z odległych stolic. Czy gdyby Aleksander, Cezar, Napoleon czy królowa Wiktoria nazwali swoje imperia „Narodami Zjednoczonymi”, ich podboje uznano by za bardziej sprawiedliwe i pokojowe?

Innymi słowy, czy po prostu nie przemianowaliśmy imperializmu na „internacjonalizm” i nie udawaliśmy, że to retoryczne rozróżnienie oznacza „postęp”?

To prowadzi nas do teraźniejszości, gdzie w końcu toczymy sensowną debatę na temat zalet „nacjonalizmu” w porównaniu z „globalizmem”. Jak stało się aż nadto jasne w ostatnich latach, globaliści rzeczywiście chcą znieść państwo narodowe. Nie zadowalają się jednak jedynie zastąpieniem rządów narodowych instytucjami międzynarodowymi. Dekady polityki otwartych granic w Ameryce Północnej i Europie ujawniają prawdziwy cel globalizmu: wymazywanie kulturowych i historycznych pozostałości, które spajają naród.

W Stanach Zjednoczonych imigranci często wymachują flagami swojej „ojczyzny” na stadionach sportowych, podczas gdy komentatorzy głównego nurtu nazywają flagę amerykańską formą „białej supremacji”. W całym Zjednoczonym Królestwie urzędnicy państwowi surowo represjonują obywateli wymachujących brytyjskimi flagami. Po obu stronach Atlantyku globaliści ganią obywateli za to, że nie akceptują „multikulturalizmu”. W końcu dotarliśmy do punktu, w którym „patriotyzm” jest demonizowany tak samo jak „nacjonalizm”.

Gdzie skończymy bez narodów i patriotów? Zostajemy na kontynentach pełnych obcych. Zamiast ludzi połączonych wspólną historią, kulturą, religią, wartościami, językiem i rodziną, Ameryka Północna i Europa przekształcają się w przestrzenie zdefiniowane absolutnie niczym. Nowi imigranci w Ameryce chcą obalić polityczne ideały Deklaracji Niepodległości i Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Nowi imigranci w Europie nalegają na zastąpienie wszystkich kościołów chrześcijańskich meczetami. Oba kontynenty zmierzają ku przyszłości, w której plemiona różnych narodów będą rywalizować o władzę polityczną na burzliwych terytoriach, które są narodami tylko z nazwy. Czy ktokolwiek naprawdę wierzy, że odłożą na bok swoje różnice i będą przestrzegać międzynarodowych deklaracji Organizacji Narodów Zjednoczonych lub Unii Europejskiej?

Osiemdziesiąt lat „internacjonalizmu” zniszczyło najbardziej naturalny porządek polityczny, jaki kiedykolwiek istniał: państwo narodowe. Teraz całe kontynenty są pełne imigrantów, których niekompatybilne kultury z góry determinują przyszłe konflikty. Zamiast przyznać, jak destrukcyjna była ich polityka na Zachodzie, globaliści mają czelność wyśmiewać nacjonalistów jako zagrożenie dla pokoju.

Najważniejszą lekcją, jaką dała nam II wojna światowa, nie było to, że narody są złe, lecz to, że rządy totalitarne są złe.

Globaliści poświęcili pierwsze i przyjęli drugie.

Ludzie na Zachodzie również będą musieli teraz pokonać globalizm.

***

Źródło: Globalizm musi zostać pokonany

Dzisiaj w dystopii: Tyrania kamery Flock i nadzór Sama Altmana

Dzisiaj w dystopii: Tyrania kamery Flock i nadzór Sama Altmana

To prawda, dzieciaki, witajcie w przyszłości, gdzie niebo zapełnia się sztuczną inteligencją dronów policyjnych, a planeta płonie.

Caitlin Johnstone 14 sierpnia 2026 r. caitlinjohnstone/today-in-dystopia-flock-camera-tyranny-and-sam-altman-surveillance

Obecnie, w dystopijnej rzeczywistości, rząd USA monitoruje konta w mediach społecznościowych osób sprzeciwiających się szybko rozprzestrzeniającemu się instalowaniu kamer monitorujących Flock na terenie Stanów Zjednoczonych.

W artykule zatytułowanym „ Rząd monitoruje konta TikTok i Instagram chroniące przed flockiem ” 404 Media podaje:

„Rządowe centra nadzoru monitorują wirusowe posty na Instagramie wymierzone w Flock, ostrzegając lokalną policję o zbliżających się wydarzeniach DeFlock, w tym o tym zaplanowanym na przyszły tydzień, i nakazały policji „zwiększenie liczby patroli wokół ALPR [automatycznych czytników tablic rejestracyjnych]” w związku z rosnącym sprzeciwem wobec Flock, jak wynika z rządowych biuletynów wywiadowczych uzyskanych na podstawie wniosków o udostępnienie informacji publicznej. Dokumenty ostrzegają również przed urządzeniami, „które mogłyby zostać użyte do identyfikacji lokalizacji kamer Flock”.

Masowa inwigilacja dramatycznie nasila się na całym świecie, a społeczeństwo jest coraz bardziej niezadowolone z niszczących dusze, niszczących planetę i morderczych nadużyć imperialnego status quo. Aby nas utrzymać w poddaństwie, muszą nas kontrolować. Aby nas kontrolować, muszą nas szpiegować. Właśnie o to chodzi w tych wszystkich rosnących autorytarnych środkach.

❖

Dziś, w dystopii, dyrektor generalny OpenAI, Sam Altman, twierdzi, że jesteśmy o krok od stworzenia sztucznej inteligencji, która będzie monitorować każdy aspekt naszego życia 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, aby zapewnić jej szerszy „kontekst” dla pomocy, którą może nam zaoferować przez cały dzień.

„Myślę, że zbliżamy się do świata, w którym potomek ChatGPT będzie mógł cały czas obserwować ekran twojego komputera, oglądać każde spotkanie, w którym uczestniczysz, nagrywać każdą rozmowę i tak dalej, mając idealny kontekst do całego twojego życia, do wszystkiego, co widzisz” – powiedział Altman podczas niedawnego wydarzenia Internapalooza.

„Możesz po prostu mieć coś, co działa jak praca z Tobą, i kiedy piszesz ofertę sprzedaży dla klienta albo dokument strategiczny, system po prostu powie: „Hej, może masz inny pomysł albo myślę, że popełniasz błąd. Powinieneś to rozważyć albo mogę zrobić to za Ciebie, żeby Ci pomóc”. Myślę, że jesteśmy tylko o jedną generację od tego, żeby to naprawdę stało się niezwykle użyteczne” – powiedział Altman .

Zapytany przez gospodarza Cory’ego Levy’ego, jak długo jego zdaniem potrwa wprowadzenie takiego produktu na rynek, Altman odpowiedział, że „w ciągu najbliższych sześciu miesięcy”.

Znowu mamy do czynienia z naciskiem na to, by technologia monitorowała każdy aspekt naszego życia. To przynosi korzyści komuś innemu, a nie nam.

A co może ważniejsze, kto chciałby tak żyć? Kto chciałby spędzić całe życie będąc monitorowanym przez chatbota i otrzymując porady sztucznej inteligencji dotyczące tego, jakie decyzje podejmować w każdej chwili? Cóż za żałosny sposób na życie.

Ci dziwolągi nie tylko zatruwają nasze środowisko, ale i nasz gatunek. Niszczą istotę człowieczeństwa. W tym wszystkim jest tyle brzydoty.

❖

Dziś, w dystopijnej rzeczywistości, autonomiczne drony policyjne stają się normą na terenie całych Stanów Zjednoczonych.

W artykule zatytułowanym „ Najpierw pojawiły się kamery Flock. Teraz lokalni policjanci chcą autonomicznych dronów ” portal Truthout podaje następujące informacje:

Policja w miastach w całych Stanach Zjednoczonych prowadzi kampanię PR promującą drony, ponieważ setki lokalnych departamentów policji przygotowują się do wdrożenia autonomicznych, sterowanych sztuczną inteligencją dronów obserwacyjnych. Drony są w stanie śledzić pojedynczy pojazd na terenie całego miasta, nagrywać materiał przez okna mieszkań i ogólnie rejestrować codzienne życie z powietrza, nie będąc zauważonymi.

„Do lutego ponad 1000 organów ścigania i służb bezpieczeństwa publicznego otrzymało od Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) zezwolenia na używanie autonomicznych dronów obserwacyjnych w ramach tzw. programów „dronów jako pierwszych respondentów” (DFR), zgodnie z publicznymi danymi uzyskanymi przez Electronic Frontier Foundation (EFF) i opublikowanymi w lipcu. Chociaż lista beneficjentów zezwoleń obejmuje straż pożarną i inne jednostki pierwszej pomocy, zdecydowana większość to organy ścigania, w tym policja w dużych i małych miastach”.

Truthout wyjaśnia, że ​​te policyjne drony różnią się od poprzednich tym, że nie wymagają pilota sterującego nimi zdalnie z ziemi. Są pilotowane przez sztuczną inteligencję, co umożliwia jednemu policjantowi nadzorowanie wielu dronów sterowanych przez boty jednocześnie.

To prawda, dzieciaki, witajcie w przyszłości, gdzie niebo zapełnia się sztuczną inteligencją dronów policyjnych, a planeta płonie.

❖

Dziś, w dystopijnej Australii, doszło do pierwszego autonomicznego cyberataku z wykorzystaniem sztucznej inteligencji (AI). Mężczyzna poprosił swojego chatbota o umówienie wizyty na siłowni. Sztuczna inteligencja włamała się do oprogramowania do rezerwacji na siłowni bez pytania i usunęła kogoś z listy oczekujących, aby zainstalować aplikację w dogodnym dla niego terminie.

Australijska prasa świetnie się bawi, opowiadając tę ​​historię, bo brzmi ona słodko i komicznie, dopóki nie zastanowimy się głębiej nad potencjalnymi skutkami tych rzeczy w miarę jak technologia staje się coraz bardziej zaawansowana i powszechna. 

Otwieramy całą puszkę Pandory pełną nieprzewidywalnych konsekwencji, pozwalając firmom zajmującym się sztuczną inteligencją na swobodne narzucanie naszych technologii społeczeństwu, niemal bez żadnych regulacji i nadzoru.

❖

Dziś w dystopii Axios opublikował artykuł zatytułowany „ Klub książki o robotach ”, w którym autor Nicholas Johnston pisze: „Sztuczna inteligencja stała się moim towarzyszem czytania podczas gdy przedzierałam się przez moją listę letnich książek, co pomagało mi śledzić fabułę i bohaterów, odkrywać wątki i rozumieć starą, kwiecistą prozę”.

Bez cienia wstydu Johnston opowiada, jak chatbot tłumaczył mu książki, które czytał, rozdział po rozdziale, bo czytanie jest zbyt trudne i skomplikowane dla jego ślicznej główki. Opisuje, jak sztuczna inteligencja zgodziła się z nim, że proza ​​w „Ostatnim Mohikaninie” jest zbyt trudna do czytania bez pomocy technologicznej, potwierdzając jego prośbę zapewnieniem, że „zdania Coopera są długie, a jego dykcja archaiczna”.

Ten cały bełkot o sztucznej inteligencji sprawia, że ​​ludzie stają się głupsi i gorsi pod praktycznie każdym możliwym względem, a główne media, takie jak Axios, normalizują to i zapewniają nas, że tak właśnie powinno być.

Jeśli kiedykolwiek nadszedł czas, żeby odmówić podążania za stadem, to jest to właśnie ten moment.

Panoptykon Benthama. Więzienie, które nigdy nie spało – w którym dziś żyjemy.

Panoptykon Benthama

16.08.2026 wolnemedia.net/panoptykon-benthama

Więzienie, które nigdy nie spało – w którym dziś żyjemy.

W 1785 roku angielski filozof Jeremy Bentham zaprojektował budowlę, która miała zrewolucjonizować nie tylko system penitencjarny, lecz także sposób myślenia o władzy. Nazywał ją Panopticon – od greckich słów „wszystko” i „widzieć”. Idea była prosta i genialna zarazem: okrągły budynek więzienny z celami rozmieszczonymi wokół centralnej wieży obserwacyjnej. Strażnik znajdujący się w wieży mógł w każdej chwili zobaczyć każdego więźnia, natomiast więzień nigdy nie wiedział, czy jest właśnie obserwowany.

Bentham zakładał, że sama możliwość bycia obserwowanym wystarczy, by skłonić człowieka do samokontroli. Nie trzeba bić, nie trzeba nawet nieustannie patrzeć. Wystarczy, że więzień wie, że może być widziany. Władza staje się wtedy niemal niewidzialna, a jednocześnie wszechobecna. Koszty spadają, dyscyplina rośnie, a człowiek zaczyna pilnować sam siebie.

Ponad dwieście lat później żyjemy w świecie, który w dużej mierze zrealizował tę logikę – tylko bez murów i krat.

Od architektonicznej wizji do cyfrowej rzeczywistości

Michel Foucault w Nadzorować i karać (1975) dostrzegł w panoptykonie coś więcej niż projekt więzienia. Widział w nim diagram nowoczesnej władzy: władzy, która nie musi już karać spektakularnie, lecz dyscyplinuje poprzez nieustanną widzialność. Współczesne społeczeństwa – zdaniem Foucaulta – funkcjonują według tej samej zasady: szkoły, szpitale, fabryki, a dziś także platformy cyfrowe i przestrzenie publiczne.

Dziś panoptykon nie potrzebuje już wieży. Ma kamery na ulicach, smartfony w kieszeniach, algorytmy w chmurze i profile w mediach społecznościowych. Każdy z nas jest jednocześnie strażnikiem i więźniem.

Smartfon rejestruje lokalizację, historię wyszukiwania, czas spędzony przy aplikacji, tempo chodzenia, a nawet sposób trzymania telefonu. Platformy społecznościowe nie tylko zbierają dane – one je monetyzują i wykorzystują do przewidywania zachowań. Reklamy, treści, a nawet sugestie polityczne docierają do nas na podstawie modeli, których niemal nikt nie kontroluje. Nie wiemy, kiedy jesteśmy „obserwowani” przez algorytm – i właśnie dlatego zaczynamy zachowywać się tak, jakbyśmy zawsze byli.

Brak prywatności jako nowa normalność

W klasycznym panoptykonie więzień wiedział, że znajduje się w więzieniu. Współczesny człowiek często nie zdaje sobie sprawy, że jego życie prywatne stało się towarem. Dane o zdrowiu, preferencjach seksualnych, poglądach politycznych, relacjach rodzinnych i stanie konta bankowego krążą między korporacjami, brokerami danych, a nierzadko także służbami.

Rządy – zarówno demokratyczne, jak i autorytarne – wykorzystują te same technologie. Systemy rozpoznawania twarzy, monitoring przestrzeni publicznej, analiza metadanych komunikacyjnych – wszystko to działa według logiki „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Argument bezpieczeństwa publicznego staje się legitymacją dla coraz szerszego dostępu do życia obywateli. Problem polega na tym, że raz stworzona infrastruktura rzadko bywa demontowana. To, co wprowadzono „tymczasowo” po atakach terrorystycznych czy pandemii, zwykle zostaje.

Jeszcze subtelniejszy jest efekt samocenzury. Ludzie coraz częściej unikają wyrażania kontrowersyjnych opinii, nie dlatego, że ktoś im tego zakazał, lecz dlatego, że nie wiedzą, kto i kiedy może to wykorzystać. Pracodawca, bank, ubezpieczyciel, przyszły partner, algorytm scoringowy – wszyscy mogą mieć dostęp do fragmentów naszej cyfrowej tożsamości. Panoptykon działa najskuteczniej wtedy, gdy strach przed byciem zobaczonym staje się nawykiem.

Społeczeństwo, które samo się pilnuje

Bentham wierzył, że jego projekt będzie narzędziem reformy i postępu. Foucault pokazał, że stał się on modelem władzy dyscyplinarnej. Dziś widzimy trzecią warstwę: panoptykon nie jest już tylko architekturą instytucji – stał się architekturą codzienności.

Nie oznacza to, że każdy jest stale śledzony przez konkretnego strażnika. Oznacza to, że system jest zaprojektowany tak, by możliwość nadzoru była permanentna, a koszt prywatności – coraz wyższy. Im więcej danych oddajemy „dla wygody”, tym trudniej odzyskać kontrolę. Im bardziej normalizujemy bycie widzialnym, tym bardziej anormalna wydaje się próba pozostania niewidocznym.

Pytanie, które stawia przed nami dziedzictwo Benthama, nie brzmi już: „Czy ktoś nas obserwuje?”. Brzmi raczej: „Czy potrafimy jeszcze wyobrazić sobie życie, w którym nie musimy się z tym liczyć?”.

Bo panoptykon nie potrzebuje już wieży. My sami nosimy ją w kieszeni.

Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net

Radar geopolityczny Hollistera, 10–16 sierpnia 2026 r.

Radar geopolityczny Hollistera, 10–16 sierpnia 2026 r.

Radar geopolityczny Hollistera, 10–16 sierpnia 2026 r.

Linie frontu tego tygodnia nie ograniczają się tylko do miejsc, gdzie padają strzały: Waszyngton eskaluje wojnę gospodarczą z Iranem, wpływając tym samym na chińskie zaopatrzenie energetyczne; porty i szlaki handlowe na Morzu Czarnym stają się drugim frontem; a amerykański plan wobec Strefy Gazy zostaje udaremniony przez opór Izraela.

„Geopolitics Radar” Hollistera ujawnia, jak sankcje, surowce, szlaki morskie i układy polityczne zmieniają równowagę sił – i dlaczego ostatecznie rachunek często płacą ci, którzy nie uczestniczą w negocjacjach.

Radar geopolityczny z okresu 10–16 sierpnia 2026 r.

Artykuł publicystyczny autorstwa  Michaela Hollistera. apolut-net/hollisters-geopolitik-radar-vom-10-16-august

USA nałożą ósmą rundę sankcji na Iran w 2026 r., Waszyngton będzie opierał się na presji gospodarczej (7 sierpnia 2026 r.)

W tym tygodniu zabrakło bezpośrednich ataków między USA a Iranem – Waszyngton przeniósł presję na arenę gospodarczą. Departament Skarbu USA poinformował, że obrał sobie za cel osoby, kantory wymiany walut i firmy w kilku krajach, które rzekomo pomagały irańskiemu Bankowi Shahr w potajemnym transferze setek milionów dolarów; według obliczeń departamentu, była to ósma runda sankcji wobec Iranu w 2026 roku w ramach deklarowanej polityki „maksymalnej presji”. Sekretarz Skarbu Scott Bessent ogłosił izolację gospodarczą, jakiej świat „nigdy nie widział”; prezydent Trump stwierdził, że wyższe ceny benzyny są warte kosztów zapobieżenia irańskiej broni jądrowej. Iran odrzucił wizję zbliżającego się upadku, wskazując na obejścia wypracowane przez lata; niezależne dowody skuteczności najnowszych środków były niedostępne do weekendu. W książce „ Three Levers, Four Counters” omówiono, jak blokady morskie, oznaczenia OFAC i dźwignie taryfowe łączą się w jedną klawiaturę . Szczegółowy tydzień jest oddzielony aktualizacją dotyczącą Iranu z 12 sierpnia i aktualizacją dotyczącą Iranu z 16 sierpnia .

HORMUS: POROZUMIENIE IRAN-OMAN W TOKU, TEHERAN ODMAWIA NACISKÓW (14 SIERPNIA 2026)

Po raz pierwszy od tygodni pojawia się ruch w sprawie Cieśniny Ormuz: Według amerykańskiego urzędnika Iran i Oman pracują nad porozumieniem o przywróceniu wolnego handlu przez cieśninę; Waszyngton zniesie blokadę irańskich portów po przywróceniu swobodnego ruchu. Teheran jednocześnie odrzucił amerykańskie naciski – irański wiceminister spraw zagranicznych oświadczył, że Ormuz nie może zostać zdobyty „za pomocą tweeta” ani przy użyciu lotniskowca. Jednocześnie irański parlament rozważał projekt ustawy, która nakładałaby opłaty i blokowałaby statki z USA i Izraela. Procedura pozostaje odwołalna w dowolnym momencie i wiąże jej wdrożenie z ustępstwami ze strony Iranu; dla państw nadbrzeżnych pozostaje niejasne, kto będzie ustalał zasady, żądał płatności i egzekwował ich przestrzeganie w przyszłości. Film dokumentalny „ Kto korzysta na wojnie w Zatoce Perskiej? ” analizuje kształtujący się porządek w Zatoce Perskiej, który stoi za tymi zmianami, i przedstawia początkową sytuację państw nadbrzeżnych w filmie „ Podążając za ropą, część 3 ”.

USA PRZENOSZĄ STOWARZYSZENIE NASTĘPCY W CELU ZASTĄPIENIA USS ABRAHAM LINCOLN (14 SIERPNIA 2026 R.)

Stany Zjednoczone wysyłają na Bliski Wschód kolejną grupę uderzeniową lotniskowców, która ma zastąpić USS Abraham Lincoln, operujący tam od miesięcy. Ten krok zbiega się z doniesieniami o niepewnych warunkach na pokładzie Lincolna, na które publicznie zwracali uwagę niektórzy członkowie Kongresu. Oznaczałoby to, że dwie grupy lotniskowców znajdowałyby się czasami w zasięgu Zatoki Perskiej – sytuacja ta zwiększa presję na negocjacje dotyczące kwestii Ormuzu. Rolą lotniskowca jest nie tyle prowadzenie bezpośredniej wojny, co tworzenie czynnika odstraszającego w toczących się rozmowach na temat cieśniny i irańskiego eksportu ropy naftowej. Film dokumentalny „ When Osprey and Marines Arrive” wyjaśnia, dlaczego to połączenie ciężkiego lotnictwa i sił desantowych przede wszystkim stwarza możliwości działania, a nie tylko sygnalizuje obecność.

UKRAIŃSKIE DRONY SPOTYKAJĄ SIĘ Z INFRASTRUKTURĄ NAFTOWĄ I LOGISTYKĄ JAGÓD W BASHKORTOSTANIE (12–13 SIERPNIA 2026)

W nocy 13 sierpnia ukraińskie drony zaatakowały cele położone głęboko w głębi Rosji: Według ukraińskich źródeł, zaatakowano infrastrukturę naftową i centra logistyczne należące do internetowego sprzedawcy Wildberries w Baszkirii, ponad 1000 kilometrów od granicy. Rosja poinformowała o zestrzeleniu wielu dronów i odpowiedziała zmasowanym atakiem około 133 dronów. Analiza zdjęć satelitarnych wskazuje, że znaczna część zasobów magazynowych została uszkodzona. W ten sposób Ukraina po raz kolejny przenosi wojnę do regionów, które wcześniej uważały się za bezpieczne – i do codziennego życia dziesiątek tysięcy drobnych sprzedawców detalicznych. Fakt, że europejskie komponenty nadal trafiają do rosyjskich dronów szturmowych, udokumentowano w artykule „Niemieckie chipy dla rosyjskich dronów” ; sytuację z tego tygodnia podsumowano w aktualizacji z Ukrainy z 14 sierpnia .

ATAK NA BAZĘ MORSKĄ W NOWOROSSIJSKU (13-14 SIERPNIA 2026)

Ukraina rozpoczęła zakrojony na szeroką skalę atak na rosyjską bazę nad Morzem Czarnym w Noworosyjsku; prezydent Zełenski mówił o „unikalnej operacji”, w której po raz pierwszy wykorzystano 14 krajowych dronów powietrznych i morskich, rozmieszczonych w skoordynowany sposób. Według Sztabu Generalnego, cztery okręty wojenne – fregaty Admirał Makarow i Admirał Essen, okręt rakietowy Bujan-M oraz okręt patrolowy Wasilij Bykow – zostały uszkodzone przez drony Palianycia, pociski manewrujące Neptun i drony nawodne. Atak przenosi punkt ciężkości działań wojennych na morze, w głąb rosyjskiej infrastruktury bazowej. Artykuł „Wieczny wyścig” wyjaśnia, dlaczego nawet silniejsze systemy obronne wyczerpują się w wyścigu zbrojeń ; sytuację z tego tygodnia podsumowano w aktualizacji „Ukraina” z 14 sierpnia .

TATARSTAN: ATAK DRONA POWODUJE ZGINĘCIE CO NAJMNIEJ DWUNASTU OSÓB (15 SIERPNIA 2026 R.)

W ataku ukraińskiego drona w Rosyjskiej Republice Tatarstanu zginęło podobno co najmniej dwanaście osób – to jeden z najtragiczniejszych pojedynczych ataków od lat. Tatarstan leży daleko poza granicami i przez długi czas był uważany za bezpieczny. Incydent ten pokazuje rosnący zasięg i wpływ ukraińskiej kampanii dronów. Film dokumentalny „Schron, który opuszczają Niemcy” analizuje skalę zaangażowania samych Niemiec w produkcję broni na potrzeby tej wojny.

SELENSKYJ ŻĄDA PIĘCIU PROCENT AKCJI AMERYKAŃSKIEJ FIRMY PATRIOT Z WASZYNGTONU (13–14 SIERPNIA 2026)

Prezydent Zełenski publicznie zwrócił się do Waszyngtonu z prośbą o część amerykańskich rakiet Patriot: pięć procent, aby pomóc Ukrainie przetrwać zimę, i dziesięć procent na kompleksową ochronę. Prośba ta wynika z dotkliwego niedoboru pocisków przechwytujących, który sprawia, że ​​ukraińska obrona powietrzna ledwo jest w stanie bronić się przed atakami balistycznymi; system krajowy jest wciąż w fazie rozwoju. Brak dostaw z Zachodu pogłębiłby tę lukę w okresie zimowym, kiedy Rosja, opierając się na dotychczasowych doświadczeniach, atakuje infrastrukturę energetyczną i mieszkaniową. Artykuł „Wieczny wyścig ” wyjaśnia, dlaczego nawet technicznie zaawansowane systemy rakietowe uwikłane są strukturalnie w wyścig kosztów i ilości; dossier „ISCANDER” i „KINSHAL” opisują podstawowe klasy uzbrojenia .

ZERWANIE UMOWY ZABIJA ROSYJSKIEGO KAPITANA NA MORZU W SEWASTOPOLU (13 SIERPNIA 2026)

W Sewastopolu, na anektowanym przez Rosję Krymie, ładunek wybuchowy zabił kapitana marynarki wojennej, jak podają rosyjskie władze; podejrzany został aresztowany. Władze zaklasyfikowały incydent jako atak ukierunkowany. Półwysep służy Rosji zarówno jako baza wypadowa, jak i zaopatrzeniowa i od miesięcy jest poddawany wzmożonym atakom. Ataki na poszczególnych oficerów na terytorium kontrolowanym przez Rosję stają się coraz częstsze i wiążą siły bezpieczeństwa; incydent ten ma miejsce w tygodniu, w którym obie strony coraz częściej prowadzą wojnę na swoich tyłach. Szczegóły podsumowano w aktualizacji dotyczącej Ukrainy z 14 sierpnia .

Rosja informuje o postępach w pobliżu Kupjańskiego i Słowiańskiego (10–16 sierpnia 2026 r.)

Na froncie wschodnim Rosja odnotowała zdobycze terytorialne w kierunku Kupiańska i Słowiańska. Wiarygodne, niezależne potwierdzenia dokładnej linii frontu nie były dostępne pod koniec okresu sprawozdawczego; obie strony przedstawiają rozbieżne wersje sytuacji. Miasta te od miesięcy uważane są za sporne punkty centralne w Donbasie i obwodzie charkowskim. Chociaż linia frontu praktycznie się nie zmieniła, centrum wojny przesuwa się dalej w głąb lądu – w kierunku rafinerii, portów i węzłów komunikacyjnych. Aktualizacja dotycząca Ukrainy z 14 sierpnia rozróżnia zweryfikowane informacje od jednostronnych narracji.

NETANJAHU ODRZUCA 15-PUNKTOWY PLAN USA, KTÓRY MOŻE ZOSTAĆ ZAAKCEPTOWANY PRZEZ HAMAS (10 SIERPNIA 2026)

Rząd Izraela odrzucił piętnastopunktowy plan USA, na który Hamas wcześniej wyraził zgodę: premier Netanjahu uzależnił wycofanie się od całkowitego rozbrojenia Hamasu. Plan, oparty na „Radzie Pokoju” Donalda Trumpa, przewiduje stopniowe przejście Strefy Gazy. Hamas ze swojej strony oświadczył, że podtrzymuje swoje porozumienie, ale powiąże rozbrojenie z gwarancjami politycznymi. Zatem impas leży po stronie, która nie podpisała planu – a kwestia jego wykonalności pozostaje otwarta. Seria „ Rada Pokoju”, część 1 , część 2 i część 3 , analizuje strukturę tego organu i to, kto sprawuje władzę ; dossier „Hamas” kontekstualizuje wewnętrzną strukturę strony przeciwnej .

PORT BAŁTYCKI UST-ŁUGA UDERZONY, REAKCJA FLANKI NATO (14 SIERPNIA 2026)

Ataki dronów uszkodziły obszar wokół rosyjskiego portu bałtyckiego Ust-Ługa, kluczowego węzła eksportu ropy naftowej, poinformował gubernator regionu. W rezultacie łotewskie wojsko ogłosiło alarm powietrzny, a Finlandia ustanowiła strefę wykluczenia. Te ukraińskie ataki dalekiego zasięgu na rosyjski eksport energetyczny coraz bardziej dotykają sąsiadów NATO. Powody, dla których dostęp do ropy naftowej i zasobów energetycznych od lat ma strategiczne znaczenie, opisano w artykule „Follow the Oil, Part 1 ”.

POŁUDNIOWY LIBAN: ATAKI IZRAELA, HISBOLLAH PRZECHODZI DO ATRYBUCJI (10–16 SIERPNIA 2026)

W południowym Libanie Izrael przeprowadził kolejne naloty, uzasadniając je rzekomymi naruszeniami zawieszenia broni przez Hezbollah. Według analizy przeprowadzonej przez grupę monitorującą konflikt ACLED, ruch ten coraz bardziej skłania się ku strategii wyniszczania, co zapewnia Iranowi trwałą przewagę nad Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Sytuację wzdłuż granicy nadal charakteryzują ofiary cywilne i zniszczenia miast. Armia libańska znajduje się w niepewnej sytuacji między presją ze strony Izraela a obecnością Hezbollahu. Raport „Hezbollah” opisuje genezę ruchu, jego bazę społeczną i strukturę władzy.

TRUMP I IRAN ŻĄDAJĄ WZAJEMNEGO ODSZKODOWANIA, POSTĘPUJĄ NIESPRAWIEDLIWIE (10–11 SIERPNIA 2026)

Podczas gdy Teheran domaga się od Waszyngtonu odszkodowania za szkody wojenne, uwolnienia aktywów i zakończenia wojny, prezydent Trump z kolei domaga się odszkodowania od Iranu – dla ofiar improwizowanych ładunków wybuchowych (IED) i demonstrantów zabitych przez dekady. Spór o warunki wstępne zagraża Porozumieniu z Ormuzu, zanim jeszcze zostało podpisane. W dokumencie „ Three Levers, Four Countermeasures ” analizuje się, jak blokada, nominacje OFAC i cła łączą się w grę ekonomiczną; walka o władzę w Zatoce Perskiej jest tematem aktualizacji z Iranu z 16 sierpnia .

Rosja informuje o odparciu 635 dronów, co stanowi rekord w prowadzeniu wojny dronów (14 sierpnia 2026 r.)

Rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że w ciągu nocy przechwyciło 635 ukraińskich dronów – co wskazuje na rekordową liczbę, jaką Kijów obecnie rozmieścił na terytorium Rosji. Obserwatorzy interpretują masową reakcję Rosji z użyciem rakiet i dronów jako reakcję na kampanię Ukrainy przeciwko jej sieciom energetycznym i logistycznym. Wojna powietrzna osiągnęła zatem nowy poziom skali. Raport KINSHAL opisuje rodzaj broni wykorzystywanej w rosyjskich kontratakach .

WENEZUELA: USA sprzedadzą dwa zajęte tankowce objęte sankcjami na złom (11 sierpnia 2026 r.)

Rząd USA sprzedał dwa objęte sankcjami tankowce zajęte po operacji wojskowej przeciwko Wenezueli – „Era” (dawniej Marinera/Bella 1) i „Lileo” (dawniej Galileo/Veronica) – dubajskiej firmie recyklingowej Global Marketing Systems; statki mają zostać zezłomowane w Indiach. Sprzedaż odbyła się na mocy nakazu sądowego, choć według prezesa GMS nie zawsze można było jednoznacznie zidentyfikować poprzednich właścicieli. Oba tankowce zostały zajęte w styczniu 2026 roku; łącznie Stany Zjednoczone zajęły do ​​dziesięciu tankowców. Iran potępił to działanie, nazywając je „piractwem”. Precedens ustanowiony przez działania przeciwko Caracas został przeanalizowany w książce „Wenezuela: Breaking Democracy ”; powiązanie decyzji w polityce zagranicznej z akumulacją majątku prywatnego zostało ukazane w książce „Insider Trading off Caracas” .

W NASZYM WŁASNYM IMIENIU

Cztery aktualne analizy z dala od pola bitwy – dwie o pieniądzach i władzy, dwie o nadzorze, który zanika w tym procesie.

Przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu w USA w 2026 roku cyfrowa infrastruktura pozyskiwania funduszy obu głównych partii jest pod presją: ActBlue zmaga się z niedostatecznie kontrolowanymi darowiznami zagranicznymi i załamanym działem ds. zgodności, podczas gdy WinRed zmaga się z manipulacyjnymi mechanizmami pozyskiwania darowizn, które skłoniły głównie osoby starsze do dokonywania niechcianych wpłat – a wszystko to w czasie, gdy odpowiedzialna za nadzór nad wyborami Komisja Wyborcza (FEC) jest sparaliżowana. Chodzi tu nie tyle o odosobniony incydent, co o to, kto kontroluje infrastrukturę wyborczą, gdy sędzia jest niezdolny do jej przeprowadzenia. „The Fundraising Machine” analizuje powody, dla których obie strony prowadzą śledztwa wyłącznie przeciwko sobie .

Największa w Europie rafineria tlenku glinu znajduje się u ujścia rzeki Shannon w Irlandii i dostarcza połowę swojej produkcji rosyjskiemu koncernowi, na który UE nałożyła 21 pakietów sankcji. Podczas gdy Bruksela gromadzi tlenek glinu jako kluczowy surowiec obronny, ta sama substancja przepływa bez przeszkód do objętego sankcjami przeciwnika. Ten przypadek pokazuje, jak architektura sankcji może zawieść w swoim własnym łańcuchu dostaw; film dokumentalny „Pułapka tlenku glinu” rekonstruuje, dlaczego Europa nie zajmuje się tym problemem .

W 2026 roku zbiegły się trzy wydarzenia: sąd odebrał najwyższemu organowi ochrony danych środki umożliwiające egzekwowanie jego praw nadzorczych wobec BND (Federalnej Służby Wywiadowczej), rząd niemiecki starał się przyznać tej służbie nowe uprawnienia, a podstawa prawna samej ustawy o BND była przedmiotem przeglądu w Strasburgu. Więcej uprawnień dla służby, mniej dostępu dla organu nadzoru – stopniowa erozja kontroli nad zagranicznymi służbami wywiadowczymi została udokumentowana w dokumencie „ Przestrzenie wolne od kontroli ”.

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji i Federalna Służba Wywiadowcza (BND) mają otrzymać uprawnienia do hakowania , analizowania danych biometrycznych w czasie rzeczywistym, wkraczania do domów i tworzenia zautomatyzowanych profili osobowości – podczas gdy organy nadzoru i rozliczania publicznego są likwidowane. Projekt ustawy obiecuje większą kontrolę, ale w rzeczywistości ogranicza ją właśnie tam, gdzie rozszerzane są uprawnienia. Trzecia część analizy, zatytułowana „Luka w kontroli”, ujawnia prawdziwy wpływ tej restrukturyzacji .

TEMATY FOKUSOWE

Od pola bitwy do broni ekonomicznej

W tym tygodniu między USA a Iranem nie padł prawie ani jeden strzał – a jednak konflikt eskalował. Przeniósł się z areny militarnej na ekonomiczną: ósma runda sankcji wobec irańskich banków cieni, zapowiedź bezprecedensowej izolacji gospodarczej, zagrożenie ze strony grupy przewoźników i spór o każdą opłatę, która w przyszłości przepłynie przez rzekę Ormuz. To, co wydaje się chwilowym wyciszeniem, jest w rzeczywistości kontynuacją wojny innymi środkami: handel, energia i infrastruktura finansowa stają się bronią. Ta zmiana nie jest deeskalacją konfliktu, lecz raczej wyborem terenu, na którym sukcesy trudniej zmierzyć, a porażki wolniej się materializują. Kto tu przegrywa, nie przegrywa bitwy, ale dostęp – do kapitału, klientów, kanałów płatności. Dla Teheranu pole bitwy przesuwa się zatem w stronę bilansów: inflacja, kursy walut i dochody z eksportu stają się liniami frontu, gdzie decyduje się o odporności, tak jak w przypadku każdego poligonu rakietowego. Sankcje rzadko mają natychmiastowy skutek; ich siła tkwi w czasie – a czasu jest niewiele w roku wyborczym.

Ujawnia to logikę wykraczającą daleko poza Iran i mającą jeden główny cel: każdy, kto kupuje irańską ropę, staje się celem – a największym nabywcą są Chiny. Właśnie tu leży decyzja: czy Waszyngton może uderzyć gospodarczo w rywala, nie szkodząc własnej gospodarce? Jednocześnie Teheran wskazuje na sieci obejścia sankcji, które przez lata budowały się i amortyzowały poprzednie fale sankcji; otwarte pytanie, czy ósma runda sankcji rzeczywiście wpłynie na te sieci, czy jedynie zwiększy ich koszty, pozostaje eskalacją. Dlaczego dostęp do chińskich zasobów energetycznych był strategicznie planowany od lat, opisano w artykule „ Follow the Oil, Part 1 ”; kto wygrywa, a kto traci w nowym porządku naftowym w Zatoce Perskiej, przeanalizowano w artykule „ Who Benefits from the War in the Gulf?” ; a dlaczego zależność Ameryki od surowców krytycznych ogranicza jej wpływy, pokazano w artykule „The US Materials Paradox ”. Szczegóły tygodnia podsumowano w Iran Update z 16 sierpnia .

Pytania

  • Kiedy presja ekonomiczna przestaje być narzędziem odstraszania i staje się niezależnym środkiem prowadzenia wojny?
  • Czy Waszyngton może ograniczyć import ropy naftowej do Chin, nie wpływając przy tym na własne łańcuchy dostaw i ceny dla konsumentów?
  • Co pozostaje z wojny, w której nikt już nie strzela, a wszystkie strony nadal przegrywają?

Drugi front: Morze Czarne

W tym tygodniu wojna na Ukrainie wyraźnie przenosi się na morze. Ukraińskie drony atakują porty i infrastrukturę naftową głęboko w głębi Rosji, Rosja odpowiada odwetem na porcie w Czarnomorsku, a eksport zboża przez Morze Czarne słabnie. Jednocześnie Kijów, za pośrednictwem państwa trzeciego, oferuje wzajemne porozumienie o powstrzymaniu się od ataków na Morze Czarne – propozycję, którą Moskwa początkowo ignoruje. Morze nie jest już zatem drugorzędnym teatrem działań, lecz samodzielnym frontem. Oba działania – ukraińska ofensywa w głębi lądu i rosyjska odpowiedź na porty – opierają się na tym samym założeniu: uderzyć wroga nie na linii styku, ale na jego liniach zaopatrzeniowych. Tam, gdzie kiedyś liczyły się zdobycze terytorialne, teraz liczy się to, czyje rafinerie działają, czyje porty pozostają otwarte i czyje dostawy docierają na front. Im dłużej front lądowy pozostaje statyczny, tym bardziej wojna będzie rozstrzygać się właśnie na tych obrzeżach.

Podczas gdy Ukraina staje się coraz bardziej ofensywna, jednocześnie staje się coraz bardziej podatna na ataki powietrzne: Zełenski prosi Waszyngton o część zapasów pocisków Patriot, ponieważ jego pociski przechwytujące się wyczerpują. To właśnie jest prawdziwe pytanie tygodnia – czy system obrony powietrznej może być skuteczny bez uzupełnień. Artykuł „Wieczny wyścig” wyjaśnia, dlaczego tarcza bez wystarczającej liczby pocisków przechwytujących jest strukturalnie uwikłana w wyścig ilościowy i kosztowy; aktualizacja z 14 sierpnia dotycząca Ukrainy podsumowuje, jak wojna rozprzestrzenia się poprzez energię, porty i produkcję . Fakt, że nie tylko ukraińska gospodarka wojenna, ale także zaopatrzenie całych regionów świata zależy od tej drogi, sprawia, że ​​Morze Czarne staje się strategicznym punktem zwrotnym tygodnia, w którym linia frontu jest statyczna, a jej peryferie są w stanie niestabilności.

Pytania

  • Czy przyszłe wojny będą rozstrzygane na froncie lądowym, czy na morzu i szlakach handlowych?
  • Cóż jest warta oferta wzajemnego niestosowania przemocy, jeśli druga strona milczy?
  • Jak długo system obrony powietrznej może pozostać skuteczny bez dostaw rakiet przechwytujących?

Plan, którego nikt nie realizuje.

Po raz pierwszy od miesięcy na stole leżał w pełni opracowany plan dla Gazy – i zawiódł nie z powodu Hamasu, a z powodu Izraela. Ruch ten zgodził się na piętnastopunktowy plan USA; premier Netanjahu go odrzucił i uzależnił wycofanie od całkowitego rozbrojenia Hamasu. To odwróciło dotychczasowy schemat: blokadę ponosi strona uważana za najbliższego partnera Waszyngtonu. Dla ludności cywilnej w Gazie oznacza to przede wszystkim, że obiecana transformacja wciąż trwa, podczas gdy ataki trwają, a sytuacja zaopatrzeniowa pozostaje niepewna. Plan, który istnieje na papierze, ale nikogo nie wiąże, przedłuża dokładnie sytuację, którą miał zakończyć. Mediatorzy z Kataru i Egiptu podobno kontynuowali wysiłki na rzecz ożywienia procesu, ale tym razem zdecydowany opór wyszedł z Jerozolimy.

Rodzi to pytanie wykraczające poza Gazę: Jaka jest wartość planu, który jedna strona może bezkarnie odrzucić, mimo że druga się na niego zgodziła – a którego architektura została zaprojektowana przez tych, którzy i tak czerpią zyski z odbudowy? Seria „ Rada Pokoju”, część 1 , część 2 i część 3 , analizuje strukturę organu stanowiącego podstawę, „Rady Pokoju” Trumpa, oraz to, kto sprawuje w niej kontrolę. „Niezbędna Trzecia Strona” analizuje, dlaczego Berlin broni się przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości nie w kwestiach merytorycznych, lecz w kwestiach jurysdykcyjnych; dossier „Hamas” kontekstualizuje wewnętrzną strukturę i interesy Hamasu .

Pytania

  • Jaką wartość ma plan, na który zgadza się jedna strona, a druga sprzeciwia się bez żadnych konsekwencji?
  • Kto przeprowadzi transformację, jeśli najbardziej asertywna strona będzie ją blokować?
  • Czy pokój mogą zapewnić ci, którzy czerpią zyski z odbudowy?

Rok po Alasce: dwa plany Trumpa

Rok temu, 15 sierpnia 2025 roku, Donald Trump i Władimir Putin spotkali się w Anchorage. Rok później międzynarodowa prasa dokonuje podsumowania – a ocena jest otrzeźwiająca: wojna trwa, linie frontu prawie się nie zmieniają, a kluczowe rozmowy o Ukrainie toczą się bez udziału Europy. Jednak rocznica zwraca uwagę na metodę, która nie ogranicza się do Ukrainy. To metoda, która opiera się mniej na traktatach i instytucjach, a bardziej na osobistych układach, groźbach i gotowości do uwzględnienia sojuszników w tym równaniu. Anchorage było nie tyle szczytem, ​​co modelem: dwóch mężczyzn, uścisk dłoni i porządek, który zmienia się w głowach zaangażowanych. Ci, którzy nieobecni przy stole, zazwyczaj pojawiają się ponownie na rachunku.

Ponieważ Trump gra na dwóch planszach jednocześnie. Na jednej chodzi o ziemię, linie frontu i zamrożone miliardy — grę w pokera, której logika obejmuje Trumpa, Rosję, Anchorage i 197 miliardów dolarów , a której europejska pustka zostaje obnażona przez Genewę 2026: umowę bez Europy . Na drugiej leży Arktyka: w ciągu dwudziestu minut w Davos Waszyngton zapewnił sobie strategiczną kontrolę nad Grenlandią, bez traktatu, bez ceny zakupu — a rachunek płaci Europa. Jak działają te ramy, zbadano w Greenland—The Arctic Business, Part 1 and Part 2 ; kto naprawdę korzysta na „interesie bezpieczeństwa narodowego”, ujawniono w Greenland’s Gold Rush . Tym, co łączy obie plansze, jest schemat, który podważa starszą logikę sojuszu: nie przeciwnik, ale partner ponosi koszty — czy to w Kijowie, Brukseli, czy Nuuk. Wspólnym mianownikiem jest typ negocjatora sportretowany przez Steve’a Witkoffa w książce The Dealmaker : transakcyjny, nastawiony na wyniki i pozbawiony obaw dyplomatycznych.

Pytania

  • Czy dyplomacja szczytowa bez udziału poszkodowanych sąsiadów to coś więcej niż tylko zdjęcie?
  • Kto chroni sojusz, gdy presja pochodzi z jego własnych szeregów?
  • Jaką logiką kieruje się Waszyngton przy wyborze kolejnej rady nadzorczej i kto płaci rachunek w każdym przypadku?

+++

Michael Hollister  służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com  oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych. 

+++

Źródło obrazu: Michael Hollister

+++

Lista źródeł

A) Źródła pierwotne (źródła zewnętrzne)

Iran / Sankcje / Ormuz / Zatoka Perska

Gaza / Izrael / Liban

Ukraina / Rosja

Kaukaz Południowy (Komentarz/Kontekst)

  • news.am, „Specjalny wysłannik USA Witkoff: Trump przekształcił konflikt azerbejdżano-armeński w wzorcowy model pokoju” (~11.08.) – Komentarz do umowy z 8 sierpnia 2025 r.: https://news.am/en/news/1054720

Agregatory (dopasowywanie wtórne)

B) Analizy własne


Co naprawdę planują trzej muszkieterowie RIC

Co naprawdę planują trzej muszkieterowie RIC

Pepe Escobar

Ciesz się tą niejednoznacznością. I celowym brakiem przejrzystości.

Rozpocznijmy nową przygodę: spójrzmy na RIC – Rosję, Iran i Chiny – nowy Trójkąt Primakowa, jak go zdefiniowałem, w sposób bardziej żartobliwy.

Te trzy państwa cywilizacyjne, które koordynują nową fazę integracji euroazjatyckiej i są również pełnoprawnymi członkami BRICS i SCO, są w rzeczywistości trzema muszkieterami.

Jak zauważył niezwykle spostrzegawczy analityk Azji Zachodniej AHHfrican, trzej muszkieterowie RIC z pełną mocą wykorzystują już współczesne skróty do nowego porządku międzynarodowego – za pomocą trzech pokrytych aksamitem tytanowych dziadków do orzechów.

Tego typu tytanowe dziadki do orzechów są używane przez Iran, Rosję i Chiny przeciwko Cieśninie Ormuz, SWIFT i Departament Skarbu USA.

Nowe zasady żeglugi w Cieśninie Ormuz, egzekwowane przez Marynarkę Wojenną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej/PGSA – w połączeniu z selektywną blokadą Morza Czerwonego przez Ansarallah, skierowaną wyłącznie przeciwko Domowi Saudów – prędzej czy później pogrzebią bandę Rady Współpracy Zatoki Perskiej i Petro-szejka. W bezpośrednim tłumaczeniu oznacza to koniec amerykańskiego recyklingu, obsługi długu i darmowej żywności opartej na petrodolarze, a raczej sfinansjalizowanego turbokapitalizmu.

Rosja ze swojej strony wprowadziła system A7, który okazuje się zwycięskim rozwiązaniem w dużej części krajów Globalnego Południa.

Piotr Fradkow, prezes Promswiazbanku i dyrektor generalny Rosyjskiego Centrum Eksportu, trafnie podsumował międzynarodowy system płatności A7 – który został należycie zatwierdzony przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Unię Europejską. System ten cieszy się obecnie ogromną popularnością w Afryce i Azji. Oficjalne biura A7 zostały już otwarte w Nigerii i Zimbabwe.

Fradkow od razu przeszedł do konkretów: „Wiele krajów afrykańskich nadal nie ma banku centralnego. Jest ich tylko około dziesięciu”.

Cóż więc mogłoby być lepszym rozwiązaniem niż alternatywny system rozliczeń transgranicznych – stablecoin – który omijałby dolara amerykańskiego? I wszystko to powinno być dostępne dla każdego, niezależnie od tego, czy handluje z Rosją. Nic dziwnego, że Reuters bił na alarm.

W praktyce A7 wykracza daleko poza niekończące się wahania BRICS – które będą kontynuowane na dorocznym spotkaniu w Indiach w przyszłym miesiącu – dotyczące zawiłości nowej architektury finansowej powiązanej ze złotem i surowcami.

Tata ma zupełnie nową torbę. A ta torba nazywa się A7.

Na koniec mamy Chiny, które masowo wydają dolary na zielony papier toaletowy, jednocześnie w epicki sposób rozbrajając sankcje OFAC.

Chińskie prawo dotyczące sankcji zagranicznych jest surowe: Do diabła z OFAC. Każdy, kto pomaga w egzekwowaniu „dyskryminujących ograniczeń” wobec chińskiej firmy, drogo zapłaci. Krótko mówiąc: każdy, kto przestrzega amerykańskich sankcji na mocy chińskiego prawa, będzie pozywany, dopóki nie ujdzie mu to na sucho. To prawdziwy bumerang Sun Tzu.

Kiedy strategiczna niejednoznaczność staje się polityką

Powróćmy teraz raz jeszcze do tego wątpliwego porozumienia sunnickiego NATO z Mekki – być może należałoby je nazwać salafickim NATO – z sunnicką, czyli salaficką Trójporozumieniem, w którego skład wchodzą Turcja, Arabia Saudyjska i Pakistan.

Wszystkie scenariusze pozostają możliwe, ponieważ pełny tekst Mekki nie został opublikowany – poza przewidywalnymi wzmiankami o „odstraszaniu”.

Najmniej, co można powiedzieć o reakcji imperium chaosu, kłamstw, grabieży i piractwa, to to, że wydaje się ono dość zdezorientowane. Oczywiście, zakładając, że osobiście nie nakazało MbS przeprowadzenia tego wyczynu w Mekce.

Pakt można również interpretować jako środek zapobiegawczy – przeciwko kultowi śmierci, który, jak można się było spodziewać, jest wściekły na ten zamach stanu. Kult śmierci nie ma dużego pola manewru. To również rozwiewa wszelkie brednie o tym, że Turcja jest „następna w kolejce” po Iranie.

Czy to zatem manewr MbS przeciwko Ansarallah lub jemeńskim siłom zbrojnym? Raczej nie: ani neo-osmański sułtan, ani Pakistańczycy – pomimo paktu wojskowego z Rijadem – nie dadzą się wciągnąć w wojnę z Jemenem sfabrykowaną przez Saudyjczyków. W końcu Saudyjczycy zerwali własne memorandum o porozumieniu z Saną, nadal stosują nielegalną blokadę i już ponieśli dotkliwą klęskę.

Saudyjczycy i/lub ich przedstawiciele lub najemnicy w Jemenie są już systematycznie eliminowani poprzez jemeński wywiad, nadzór, namierzanie celów, drony i pociski rakietowe. Jeśli Saudyjczycy i NATO – bez Turcji – rozpoczną kampanię bombardowań, saudyjskie rafinerie ropy naftowej i rurociągi zostaną obrócone w pył – tak jak obiecała Sana w ramach nowych zasad zaangażowania.

I oczywiście nikt na świecie z IQ powyżej 10 nie zaryzykuje wojny lądowej przeciwko Jemeńczykom.

Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy rezerwy saudyjskie kurczą się z dnia na dzień, nieubłaganie, ponieważ dochody z ropy naftowej są niewielkie, a cały łup jest składowany w Londynie i Nowym Jorku, gdzie zostanie z entuzjazmem „zamrożony” lub po prostu skradziony, ponieważ jest to ostatni bar, w którym można dokonać wielkiej grabieży.

A co z „dyplomacją”?

Każdy powinien zapytać tego człowieka. To Mohsen Rezaee, nowy sekretarz irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a zarazem osobisty przedstawiciel Najwyższego Przywódcy Mojtaby Chameneiego.

Jak wielu z nas już długo dyskutowało, Teheran nie opuści stołu negocjacyjnego – mimo że jest on obecnie rozbity. Różnica polega na tym, że stanowisko Teheranu jest teraz ukierunkowane na zachowanie jak największej możliwej siły nacisku.

Stanowisko Iranu w sprawie Cieśniny Ormuz jest w pełni ugruntowane – i zostało już wyrażone w Memorandum o Porozumieniu. Pakistan i Katar pozostają kluczowymi kanałami dyplomatycznymi. Oman odgrywa ważną rolę techniczną we wszystkich porozumieniach morskich w Cieśninie Ormuz i wokół niej.

Załóżmy, że ramy dla końcowej rozgrywki już istnieją – nawet jeśli jej wdrożenie zależy tylko od jednego: Neo-Krassus na osi War-a-Lago/Waszyngton musiałby przeżyć moment Damaszku.

Teheran nie ustąpi w sprawie Cieśniny Ormuz. Waszyngton musiałby zacząć znosić sankcje i wdrażać środki uwalniania aktywów – wszystko to zostało już uwzględnione w porozumieniu – równolegle z elastycznymi umowami morskimi między Iranem a Omanem. Dopiero wtedy wzrosłoby prawdopodobieństwo wynegocjowania porozumienia.

Nowym czynnikiem komplikującym sytuację jest ponownie akcja w Mekce. Brzmi zachęcająco, gdy przedstawia się ją jako połączenie saudyjskiego kapitału i energii, tureckiej potęgi przemysłowej i konwencjonalnej siły militarnej w NATO oraz pakistańskiej głębi militarnej i strategicznego odstraszania nuklearnego.

Ale to wszystko nie oznacza, że ​​fundamenty pod niezależny biegun bezpieczeństwa zostały już położone. Żaden z tych trzech aktorów nie jest bowiem prawdziwie niezależny – i suwerenny – jak trzej muszkieterowie RIC.

Teoretycznie Mekka osiągnie w tej pierwszej fazie następujące cele: nie nastąpi natychmiastowe wydalenie USA z Azji Zachodniej, nie nastąpi wycofanie Turcji z NATO i nie będzie konieczności publicznego ogłaszania przez Pakistan nowego parasola bezpieczeństwa dla Azji Zachodniej.

Wszystko jest takie niejednoznaczne. Być może jedynym naprawdę poważnym pytaniem, jakie należy zadać, jest: „Co potencjalny przeciwnik musi założyć, że się stanie, jeśli Arabia Saudyjska lub Turcja staną się celem ataku egzystencjalnego?”

Niejednoznaczność jest zatem kwestią polityczną. Nawet jeśli ta nowa architektura „potencjalnie” – i to jest kluczowe określenie – tworzy nową wewnętrzną strukturę odstraszania strategicznego, która nie jest całkowicie zależna od Waszyngtonu.

Zwróć jeszcze raz uwagę na słowa „niekompletne”.

Więc ciesz się tą dwuznacznością. I celową niejasnością. A co do Trzech Muszkieterów: są już o kilka ruchów do przodu.

Źródło: Co naprawdę robią Trzej Muszkieterowie RIC

Bunkier i bomba – dlaczego Zachód nie widzi już własnej eskalacji

Bunkier i bomba – dlaczego Zachód nie widzi już własnej eskalacji

Autor: Dirk Ellerbrock

Bunkier i bomba – dlaczego Zachód nie widzi już własnej eskalacji | Autor: Dirk Ellerbrock

Komentarz Dirka Ellerbrocka apolut/der-bunker-und-die-bombe-warum-der-westen-die-eigene-eskalation-nicht-mehr-sieht

I. Dwa wydarzenia, jedna pusta przestrzeń

Na placu Kudrinskim w centrum Moskwy, na parterze jednego z siedmiu stalinowskich wieżowców, generał pułkownik Aleksander Czajko, dowódca rosyjskich sił powietrznych od maja 2026 roku, wynajął ekskluzywną restaurację „Balci Rossi” za około 100 000 euro – oficjalnie z okazji swoich 55. urodzin, ale także z okazji niedawnego awansu. Wśród zaproszonych gości byli wysocy rangą oficerowie FSB, generałowie Ministerstwa Obrony i posłowie. Podeszła młoda kobieta z dużym pudełkiem prezentowym, ale została zatrzymana przez ochronę. Detonacja rozerwała ją na miejscu; metalowe odłamki wbite w bombę zabiły trzy lub cztery osoby i raniły 21, niektóre poważnie. Sam Czajko – który według unijnej listy sankcji jest częściowo odpowiedzialny za masakry dokonane przez jego oddziały „Wostok” w Buczy (2022) – przeżył.

Ani jego obecność, ani rzeczywisty cel ataku nie zostały oficjalnie potwierdzone. Ale schemat jest już znany: Moskalik (2025), Kiriłłow (2024), Dugina (2022), Fomin (2023) – seria celowych zabójstw wysoko postawionych rosyjskich wojskowych i urzędników powiązanych z wojskiem, przypisywana głównie Ukrainie. Jednocześnie, w dużej mierze niezauważona, trwa czterdziestodniowa kampania intensywnych ataków na cele cywilne w Rosji – plaże, hotele, ludzi leżących na ręcznikach.

W dyskursie zachodnim dwa powiązane ze sobą ciągi wydarzeń są starannie rozdzielone. Jeden z nich jawi się, o ile w ogóle, jako spektakularny, odosobniony incydent z niemal bezspornym przypisaniem odpowiedzialności – zamach, a nie akt wojny. Drugi nie wymaga nawet wyjaśnienia. To rozdzielenie nie jest redakcyjnym niedopatrzeniem. Jest ono symptomem głębszej niezdolności do rozpoznania tych wydarzeń takimi, jakimi są one coraz częściej z rosyjskiej perspektywy: spójnej dynamiki eskalacji skierowanej przeciwko własnemu przywództwu i ludności cywilnej, która dawno już przekroczyła pewien próg – bez określenia jej w ten sposób przez Zachód, nie mówiąc już o refleksji nad własną rolą w tym procesie.

II. Błąd kategorii: Eskalacja jako instrument kontrolowany

Z wypowiedzi postaci takich jak Rubio i Bessent wyłania się specyficzne rozumienie sprawowania władzy: taktyki nacisku – ataki rakietowe, manipulacje cenami ropy naftowej, sankcje – traktowane są jak pokrętła na panelu sterowania. Wystarczy je lekko przekręcić, obserwować reakcję i odpowiednio dostosować. Rubio komentuje ataki na terytorium Rosji jako zasadniczo pozytywne, ponieważ mają one na celu „wywarcie presji” na Putina i zmuszenie go do negocjacji. Bessent zapewnia nas, że presja ekonomiczna na Iran wystarczy; wystarczy utrzymać blokadę. W obu przypadkach założenie jest takie samo: przeciwnik reaguje przewidywalnie, a spirala eskalacji pozostaje pod kontrolą, ponieważ to my mamy kontrolę.

Osoby objęte tą polityką interpretują te same wydarzenia odmiennie. Dla Moskwy atak na restaurację nie jest odosobnionym incydentem, ale – jak głosi oczywiste założenie – kolejnym dowodem zaangażowania zachodnich agencji wywiadowczych w schemat ataków na własne kierownictwo i ludność cywilną. Dla Teheranu odmowa negocjacji z rządem, który nie chce się całkowicie poddać, nie jest taktycznym zaostrzeniem stanowiska, lecz wyrazem sytuacji uznawanej za egzystencjalną. Obie strony nie kalkulują już w kategoriach kroków negocjacyjnych, lecz w kategoriach progów. Błąd kategorialny Zachodu polega na niedostrzeganiu tego rozróżnienia: zarządzanie eskalacją mylone jest z jej kontrolą. Zachód uważa, że ​​ma kontrolę, podczas gdy od dawna stał się częścią dynamiki, którą już nie steruje, a jedynie ją wyzwala.

III. Dlaczego nie ma dyskusji: System operacyjny oparty na moralności

Ta ślepota miałaby mniejsze konsekwencje, gdyby istniał funkcjonujący dyskurs publiczny, który mógłby ją naprawić. Niestety, nie ma. A to ma podłoże strukturalne. Jakieś dwadzieścia lat temu Romano Prodi opisał UE jako „giganta na glinianych nogach” – wielkiego i imponującego, ale pozbawionego solidnych fundamentów, gdy tylko trzeba się ruszyć. Projekt geoekonomiczny, który miał zapewnić ten fundament – ​​wspólne zasoby, wspólną siłę negocjacyjną – nigdy nie został w pełni ukończony. W jego miejsce pojawiło się coś innego: spójność wynikająca nie ze spójności gospodarczej, ale ze wspólnego wizerunku wroga.

Projekt, którego spójność opiera się przede wszystkim na konformizmie, a nie na istocie, nie może traktować odchylenia jako faktu politycznego – musi je kategoryzować jako zagrożenie dla własnych fundamentów. Kiedy AfD wygrywa wybory w dużym niemieckim mieście, kiedy krążą doniesienia o planach pozbawienia krajów związkowych autonomii za „nieprawidłowe” zachowanie wyborcze, nie jest to jedynie przypis do demokratycznej normalności, lecz – zgodnie z logiką systemu – pęknięcie w samym fundamencie, który wspiera. Reakcją nie jest debata, lecz sankcja: każdy, kto kwestionuje wspólną linię, pośrednio kwestionuje spójność systemu. Dlatego, jak głosi dyskusja, „nie ma już nawet dyskusji” na temat tego, czy własna polityka wobec Rosji lub Iranu leży w czyimś interesie. Nie dlatego, że pytanie jest nieciekawe, ale dlatego, że samo jego postawienie jest już uznane za brak lojalności wobec projektu.

IV. Cicha zmiana ciśnienia

Ta sama iluzja kontroli, która działa na zewnątrz, działa również wewnętrznie – tyle że na innych frontach. W wymiarze zewnętrznym widać to wyraźnie na przykładzie Arabii Saudyjskiej: presja, która faktycznie była skierowana przeciwko Iranowi, spowodowała gwałtowny spadek produkcji saudyjskiej ropy naftowej o około 74 procent, podczas gdy Waszyngton jednocześnie domaga się, aby nikt nie sprzedawał amerykańskich obligacji skarbowych. W rezultacie sojusznicze peryferie stają się coraz bardziej zależne od potęgi, którą rzekomo wspierają. Presja mająca na celu osłabienie Iranu destabilizuje jego własnych partnerów.

Wewnątrz kraju działa powiązany ze sobą mechanizm strukturalny: dyscyplinowanie dysydenckich państw federalnych, marginalizacja partii nonkonformistycznych i nacisk na przestrzeganie brukselskiej „linii”. W obu przypadkach dominuje ta sama logika – kontrola jest ustanawiana poprzez presję na peryferie, a nie poprzez realne porozumienie z rzeczywistym przeciwnikiem lub rzeczywistą integrację polityczną. Jedyna różnica polega na tym, że jedna peryferia znajduje się w sferze polityki zagranicznej, a druga w sferze polityki wewnętrznej.

V. Nieprzygotowana populacja

To podwójne złudzenie kontroli jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ ma ono konsekwencje dla komunikacji publicznej: jeśli eskalacji nie można nazwać eskalacją bez narażania spójności samego systemu, to społeczeństwo nie może być przygotowane na jej konsekwencje. Nie ma dyskusji o potencjalnym racjonowaniu oleju napędowego, niedoborach energii i dostaw ani o rzeczywistych kosztach ekonomicznych własnej polityki. Zamiast tego, podczas gdy sytuacja na Bliskim Wschodzie i w Rosji się zaostrza, pojawiają się tematy marginalne: gdzie znajdują się dobre restauracje, jakie jedzenie definiuje lato.

Nie jest to deficyt informacji, który można naprawić poprzez lepsze raportowanie. To funkcja samego systemu: legitymizacja wymaga braku alternatyw („my jesteśmy tymi dobrymi”), a ten brak alternatyw wymaga ignorowania wszystkiego, co mogłoby zakłócić tę narrację. System tak skonstruowany nie może przygotować swoich obywateli, nie kwestionując samego siebie.

VI. Co jest stawką

Prawdziwe zagrożenie nie tkwi w żadnym pojedynczym etapie eskalacji – ani w ataku na restaurację, ani w kolejnej rundzie sankcji, ani w kolejnym ataku na tankowiec. Kryje się ono w tym, że system, którego spójność strukturalnie opiera się na konformizmie, a nie na analizie, nie jest już w stanie rozpoznać punktu krytycznego eskalacji. Nie chodzi o brak informacji. Chodzi o brak zdolności do jej zaakceptowania.

Bunkier nie chroni przed bombą. On tylko uniemożliwia zobaczenie jej nadejścia.

+++

Źródło obrazu: Shutterstock AI Generator / shutterstock

+++

Źródła:

taz.de – „Zamach w Moskwie: Śmiercionośny prezent urodzinowy”, https://taz.de/Anschlag-in-Moskau/!6201132/

NZZ.ch – „Atak bombowy na restaurację w Moskwie mógł być wymierzony w wysoko postawionego generała rosyjskiego”, nzz.ch/international/moskau-bombenanschlag-in-restaurant-im-stadtzentrum

ntv/Wetterauer Zeitung – „Aktualizacja wojny na Ukrainie: Zabici i ranni po eksplozji w Moskwie – atak prawdopodobnie wymierzony w generała”, https://www.wetterauer-zeitung.de/politik/auf-kiew-ukraine-krieg-aktuell-russland-startet-raketenangriff-zr-94424572.html

audimax.de – „Wybuch w moskiewskiej luksusowej restauracji: Znaleziono ręce podejrzanego”, https://audimax.de/politik/explosion-in-moskauer-nobelrestaurant-hande-der-mutmasslichen-attentaterin-15-meter-entfernt-entdeckt/

NewsFlix.at – „Terror bombowy w Moskwie: czy celem była masakra generalna?”, https://www.newsflix.at/s/bombenterror-in-moskau-war-massaker-general-das-ziel-120232107

The Daily Beast – „Kłopoty Putina narastają wraz ze śmiertelnym zamachem bombowym w moskiewskiej restauracji”, thedailybeast.com/putin-general-killed-in-fiery-birthday-bash-explosion-in-moscow/