Czy „Rzepa” jest platformą nazistów? Promuje zbrodniczy pułk „Azow”!

Zaaresztowany zbrodniczy pułk „Azow” wydał oświadczenie, które publikuje „nasza” „Rzepa”. Dlaczego? I jakim sposobem? Oraz w jakim celu?

Żadenazowiec” nie dysponuje smartfonem ani dostępem do komputera.

Joanna M.Wiórkiewicz https://niemcy.neon24.info/post/168299,czy-rzepa-jest-platforma-nazistow

Dziennik „Rzeczpospolita” opublikował we wtorek,14 czerwca buńczuczne oświadczenie  ukraińskiego nazistowskiego pułku „Azow” który ze swoim dowódcą Denisem Prokopienko poddał się Rosjanom w dniach 23-28 maja  po wyjściu z katakumb stalowni „Azow” w Mariupolu. 
Azowcy w ilości ponad 4 tysięcy z dodatkami (ukraińscy marines i inni) siedzą od tego czasu w aresztach śledczych w różnych punktach Republiki Donieckiej i Rosji.  Żaden z nich nie dysponuje smartfonem ani dostępem do komputera. Tymczasem „Rzepa” publikuje ich rzekome wspólne oświadczenie bez żadnego usprawiedliwienia. 
Co „Rzepa” ma na celu publikując  oświadczenie zbrodniczej organizacji, która ma na sumieniu życie dziesiątków tysięcy cywilów oraz cały szereg innych zbrodni?

Kto dostarczył „Rzepie”to oświadczenie i nakazał redakcji jego publikację? Przecież jego dowódca jest aresztowany. 
Pytania rodzą następne pytania.

——————-
Oświadczenie Pułku Azow: Teraz cały kraj jest Azowem

Pułk Azow na swoim kanale w serwisie Telegram zapowiada, że Mariupol zostanie w przyszłości wyzwolony spod kontroli Rosjan, tak jak stało się to osiem lat temu. (cd dla prenumeratorów) [rzepy, oczywiście. md]

14.06.2022 https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art36506371-oswiadczenie-pulku-azow-teraz-caly-kraj-jest-azowem

Jak należy rozumieć twierdzenie,że teraz cała Ukraina jest Azowem? Czy cała Ukraina jest obecnie nazistowska?
Prośba: Jeżeli ktoś dysponuje całością tego wiekopomnego oświadczenia, uprzejmie proszę o wklejenie go w komentarzach. [U mnie: przysyłanie do mnie. MD]

Białoruski neonazista stanął przed sądem za walkę w szeregach pułku Azow  [+FOTO] » Kresy - wiadomości, wydarzenia, aktualności, newsy
Polska firma ochroniarska ESA miała szkolić ukraińskich najemników
Ukraińska wystawa z neonazistą jako bohaterem jeździ po świecie
Neonazistowski marsz w Mariupolu - Portal informacyjny STRAJK
Ukraińscy Spartanie z pułku Azow. Żadnych prezentów dla Putina - Wiadomości
Ukraińscy Spartanie z pułku Azow. Żadnych prezentów dla Putina - Wiadomości
Białoruskie MSW wypowiada wojnę nazistowskim tatuażom

===============================

I dużo podobnych, można je wyguglać. MD

Szarża takich, co krzyczą: „Wszyscy inni to ZDRAJCY. Samotnie! Za Polskę!! Za Prawdę !!!” …. i giną w beznadziei.

====================

[Znam takich. Trzech, pięciu. Im poświęcam. Dawniej były sztambuchy. MD]

——————–

Józef Mackiewicz, Lewa wolna, str. 397 inn. Działo się 19 sierpnia 1920, koło Sierpca.

=======================

…Kwiatkowski rozparł się, ręce na stole, głowa na rękach i zasnął. Brąkiewicz przymknął powieki, i nie wiadomo czy słuchał, czy drzemał po sutym obiedzie. Karol poprawił ścierpłą nogę pod stołem, ale uważnie i powoli, aby nie zadzwonić ostrogą. Ruczetta grał z kolei…

Co to?! Strzał?!… Bliski! Drugi trzeci. W oknie ukazała się przerażona twarz ochmistrzyni, otwarła usta i wyciągnęła rękę wskazując coś… Ale już zerwali się od stołu. Pierwszy dobiegł drzwi Brąkiewicz, za nim Kwiatkowski. Piesik i Karaś, chwytając karabiny, wyskoczyli oknem. To, na co wskazywała ochmistrzyni, to był biegnący z posterunku Adamowicz. W tej chwili dojrzeli tylko jego bladą twarz wykrzywioną, jakoś ukośnie, strachem:

– Wyskoczyli… nagle… bełkotał Do koniii! — krzyknął Brąkiewicz. — Karaaabin! zawołał Karol, widząc, że Wacek Ruczetta biegnie przez dziedziniec ze skrzypkami w jednym, ze smyczkiem w drugim ręku, zapomniawszy karabinu na oparciu krzesła. Poślizgnął się i ledwo nie upadł na ganku, ale Wacek go nie dosłyszał. Zawrócił więc do pokoju. chwycił karabin Ruczetty, i gnał za innymi, ostatni, z dwoma karabinami.

Brąkiewicz: – Spokój! Chłopcy!

Nerwowo zdejmowano torby, kiełznano konie. I ludzie i konie mieli zęby zaciśnięte: im bardziej, cofające się i unoszące pyski, zaciskały zęby konie, tym bardziej, kiełznając je, zaciskali zęby ludzie. Ruczetta przerzucił przez plecy karabin, nie miał czasu na przytraczanie skrzypiec. Zaczął je wpychać do tylnej kabury siodła. Dźwięknęły głucho struny, to pewnie złamał się podstawek. Dziwacznie stamtąd wystawał gryf, zakończony ślimakiem. Smyczek wpakował za pas.

Spokojnie Spokojnie! nawoływał Brąkiewicz, usiłując przydać głosowi ton koszarowego autorytetu. – Popręgi dobrze podciągać! Popręgi!. .

Skakali jeden za drugim przez niski płotek w przejściu między obora i stajnią. Brąkiewicz ostatni.

Nie karierem! Rysiaą!!

Pod kopytami mieli rżysko. Dopiero obejrzawszy się za siebie dostrzegli, jak rozwiniętym frontem, ławą, jeszcze bez krzyku, szla za nimi kawaleria bolszewicka. Pobłyskiwały klingi. Brąkiewicz ocenił w duchu odległość: .,wiorsta”… Zrównawszy się z nim, Adamowicz mówił: – Tam musiał być niewidoczny stąd jar… Tamtędy podeszli… Brąkiewicz nie odpowiedział.

Ostatnie trzysta metrów nie wytrzymali nerwowo, i przeszli w galop, wskakując na szosę u samego wylotu wsi. „Źle” przemknęło przez głowę Brąkiewicza, gdy nie dostrzegł na skraju ani piechoty, ani umocnień.

Ale w tym samym momencie wyskoczyła ulicą naprzeciw garstka konnych, prowadzonych przez oficera. Młody porucznik w ułance o granatowym otoku, oczy błędne, piana w kącikach ust, szabla wysoko wzniesiona nad głową.

– Za Polskę! Za mną! krzyczał w ekstazie. A dostrzegłszy obcych ułanów przed sobą: – Dołączyć!! Za mną! Naprzód! Szableeee!

Brąkiewicz osadził przed nim konia. – Panie poruczniku, my mamy rozkaz…

– Dołączyć!!! Zzzzarąbię, psubraty! Za mną, do ataku!

Na ułamek sekundy jego nieprzytomny wzrok prześlizgnął się po fantastycznym smyczku Ruczetty, zatkniętym za pas. Miał za sobą nie więcej jak trzydziestu konnych. A naprzeciw szła półkolem czarna ława bolszewickiej konnicy.

Brąkiewicz zorientował się w mig: -Rozkaz panie poruczniku!

I odwróciwszy się do swoich, półgłosem: To jakiś wariat. Dołączamy chłopcy, spokojnie, na samym końcu. A później odskoczymy między domy. Z wariatem nie można.

– Za Polskę! chrypiał histerycznie porucznik, tracąc głos.

Ława konnicy nieprzyjacielskiej szła już teraz pełnym skokiem na wieś. Zmiotą jak lawina. Wyrąbią tę garstkę jednym machem! To było jasne.

Brąkiewicz oglądnął się właśnie, którędy najwygodniej zwiać od tej nieprzytomnej szarży, gdy raptem stał się cud…

O trzysta metrów dalej na przodzie, już za wsią, na szosie do Sierpca, akurat w cieniu dwóch wysokich topoli, stał nie zauważony uprzednio, pomalowany w łaty, mały samochód pancerny. Wyglądał stąd jak drobna wieżyczka na kółkach, czy jak wędrowny mnich przyodziany raptem w szatę arlekina… Był to jakiegoś starego typu gracik, z jednym karabinem maszynowym, którego uchwyty trzymał starszy strzelec Władysław Łepkowski. Samochód ten należał do grupy ośmiu sztuk tego typu, rzuconych przez majora Arciszewskiego na drogi w trójkącie Raciąż – Drobin – Płock z zadaniem niepokojenia z flanki 4-tej armii sowieckiej. Dnia poprzedniego stoczyły one ciężki bój z 157-ym i 158-ym pułkami. Teraz jeden znalazł się przed Górą. Podpuścił on ławę konnicy blisko, za blisko może nawet. I dopiero wszyscy zwrócili na niego uwagę, gdy padł pierwszy urywany strzał: „tak!”. jeszcze dwa: „tak-tak!”…

To wstrzymało na sekundę dech w piersi patrzącym: czyżby się zaciął w takiej chwili?… Ale to było tylko odchrząknięcie; i już z wysuniętego żądła cekaemu poszedł ledwo dostrzegalny dymek: „tak-tak-tak-tak-tatatatata”. . .

Trząsł się cały i chlustał ogniem: – „ta-ta-ta-ta…” — nieprzerwaną świetnie wymierzoną serią po konnicy sowieckiej.

Zwariowany porucznik oprzytomniał i zatrzymał swą garstkę jeźdźców w ostatniej chwili.

A samochodzik pancerny trząsł się jak w febrze, chybotał, zdawało się, że lada chwila się rozleci, że pospadają zeń od konwulsyjnych drgań. łaciate jego blachy. „Ta-ta—ta—ta… ” miotał się, pluł ogniem, ział zniszczeniem. Wywracały się konie, spadali ludzie. Atakująca ława zmieszała się, zakotłowała i zawróciła pędem.

Atak był odbity.

19.06.22 Łomża – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

15/06/2022 przez antyk2013

Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Pokutny Marsz Różańcowy aby Trójcy Przenajświętszej
i Matce Bożej wynagrodzić za grzechy Polski!
Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

19 czerwca, godz.12:00, kościół św. Andrzeja Boboli w Łomży – Msza Święta w intencji Ojczyzny i PODJĘCIA POKUTY przez naród.

Ok. godz.13:00 po Mszy Świętej wyruszamy w Pokutnym Marszu Różańcowym, pójdziemy z modlitwą pod figurę Chrystusa Króla, aby zawierzyć to co kochamy Chrystusowi Królowi Polski.

Przed Mszą Świętą część radosna Różańca świętego.

Tak toczymy duchową bitwę o Polskę Bogobojną i sprawiedliwą, rządną i gospodarną, aby Chrystus królował w sercach Polaków i państwie polskim!

Matka Boża Królowa zwycięży

i Polska polska zwycięży!

…bo u Chrystusa my na ordynansach, słudzy Maryi.

Pro Christo Rege, Rex Poloniae…

Kontakt do organizatora – Jerzy Kondrat 609 734

Share

19.06.22 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

15/06/2022 przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 12.00 jest  w Katedrze Msza Święta. O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

https://youtube.com/watch?v=ufbnv-It0Sc%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26fs%3D1%26autohide%3D2%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26wmode%3Dtransparent%26hl%3Dpl-PL

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Rozjazd czy rozłam w rządzie? Resort Zbigniewa Ziobry wydaje komunikat, że nie zaakceptował KPO z zapisami o podatkach na auta spalinowe

https://nczas.com/2022/06/14/rozjazd-w-rzadzie-resort-zbigniewa-ziobry-wydaje-komunikat-ze-nie-zaakceptowal-kpo-z-zapisami-o-podatkach-na-auta-spalinowe/
„Mam przed sobą dwa dokumenty. Krajowy Plan Odbudowy przyjęty w trakcie posiedzenia rządu i dokument z Komisji Europejskiej.
Te dwa dokumenty już na pierwszy rzut różnią się” mówił na konferencji Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.

Dodał, że w dokumencie zawierającym Krajowy Plan Odbudowy, przyjętym przez rząd w kwietniu 2021 r. nie było mowy o nałożeniu podatków na posiadaczy samochodów z silnikiem diesla i silnikiem benzynowym.

Minister zapewniał, że on i jego środowisko polityczne nie zgodzi się na obciążenie obywateli dodatkowymi ciężarami finansowymi:

„Jako rządzący nie możemy ulegać bezpardonowo forsowanej ideologii rodem z Brukseli i wspieranej przez opozycję. Musimy myśleć w kategoriach interesu zwykłych Polaków i polskich rodzin”.

Przypomniał, że ostrzeżenia przed szantażem ze strony Komisji Europejskiej wobec Polski nie były bezpodstawne. Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta odniósł się z kolei do słów premiera Mateusza Morawieckiego i ministrów, którzy wskazywali, że resort sprawiedliwości nie oponował przeciw dokumentowi zawierającemu Krajowy Plan Odbudowy. „W przekazanym nam dokumencie było wiele ogólnych kwestii, do których nie było zarzutów” – stwierdził wiceminister Kaleta.

Źródło: PAP (Komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości)

Przyśpiewki najnowsze.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5196 14 czerwca 2022

Hej, hej, Kaczubej, rozsierdywsia duże, hej, hej, Kaczubej, ne serdysia druże!

Pozwalam sobie na takie przyśpiewki, bo skoro Polska ma zostać przyłączona do Ukrainy, to nie ma rady; trzeba zawczasu uczyć się urzędowego języka, bo jak już spełni się marzenie Wielce Czcigodnego Pawła Kowala i unia stanie się faktem, to kto wie, czy tym, co nie będą mogli prosić o litość w języku urzędowym, jakakolwiek klemencja będzie okazana. Bo na Ukrainie panuje surowość, a nie safandulstwo, z którego słynie nasz nieszczęśliwy kraj.

Nie chodzi oczywiście o Koczubeja, kolaboranta zbrodniarzy wojennych: Aleksandra I i Mikołaja I, który ma nawet swoją basztę w więzieniu na Butyrkach, pod którą generał Mieczysław Boruta-Spiechowicz przesiedział całe 3 miesiące w ciemnicy – a w każdym razie tak mówił. Według współczesnych informacji baszta w więzieniu Butyrki ma się nazywać Pugaczowa, ale nie od sławnej w swoim czasie rosyjskiej piosenkarki, tylko jaickiego kozaka Jemieliana Pugaczowa, który za panowania Katarzyny wszczął powstanie nad Wołgą, został schwytany i skazany na śmierć, z tym, że kat się pomylił i najpierw go ściął, a poćwiartował dopiero potem – a miało być odwrotnie. Jak tam było, tak tam było, bo o Pugaczowie jest wzmianka nawet w „Towarzyszu Szmaciaku” („wot kak gumanno – myśli głowa na pal wbitego Pugaczowa”), nie mówiąc już o zbrodniczej literaturze rosyjskiej, która teraz będzie zastąpiona twórczością Tarasa Szewczenki, no i wybornymi scenami komediowymi z udziałem obecnego prezydenta Wołodymira Zełeńskiego, np. jak fujarą gra na fortepianie jakiś koncert. Takie rzeczy znaliśmy dotychczas tylko z czastuszek („a moj diadia był matros, rozbił ch… parawoz, a moj toże nie kalieka, ubił ch… czeławieka”), a tu proszę – kultura wysoka.

Więc już nie ma co nawet wspominać o zbrodniczym opowiadaniu carskiego kolaboranta Puszkina pod tytułem „Córka kapitana”, osnutym właśnie na tle buntu Pugaczowa. Jeśli zaś chodzi o Tarasa Szewczenkę, to polecałbym nieśmiertelny dialog mową wiązaną pod tytułem „Rozmowa w kartoflarni”, kiedy to Gnom wypytuje Tarasa o życiu na Ukrainie, między innymi – czy są tam kiszonki. Taras na to: „kiszonek mnogo na Ukrainie. Bywa, że mija za dzionkiem dzionek, a tam nic nie ma, oprócz kiszonek”. Nie ma rady; musimy się podciągnąć i językowo i kulturowo, bo w przeciwnym razie nie będziemy rozumieli nawet poleceń służbowych, a przecież nikt nie postawi przy każdym słudze i służebnicy tłumacza.

Pogrążyłem się w dygresjach, a przecież nie o nie tu idzie, tylko o Kaczubeja, który właśnie „rozserdywsia” na pana Michała Cieślaka, ministra od samorządów w Kancelarii Premiera, który naskarżył na kierowniczkę poczty w Pacanowie, że narzekała na drożyznę. Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem Kaczubeja, dlaczego właściwie tak „rozserdywsia”, kiedy przecież pan minister Cieślak wykazał się rewolucyjną czujnością. Co by to było, gdyby tak wszyscy naczelnicy poczty, a może nawet i listonosze, zaczęli narzekać na drożyznę? Na pocztę przychodzi sporo ludzi, między innymi, żeby zapłacić podatki, więc fałszywe pogłoski o drożyźnie mogą zacząć się szerzyć z szybkością płomienia, niwecząc wysiłki pana prezesa Jacka Kurskiego, a także pań redaktorek: Danuty Holeckiej i Edyty Lewandowskiej. Jeśli komuś doskwiera drożyzna, to – po pierwsze – powinien od razu dodać, że to nic takiego, bo właśnie rząd „dobrej zmiany” podwyższy podatki i wprowadzi różne nowe, a uzyskane w ten sposób środki przeznaczy na putinowską tarczę inflacyjną, która zasłoni nas przed wszelką złą przygodą. Po drugie – jeśli nawet u i ówdzie pojawiła się drożyzna, to przecież nie za sprawą rządu „dobrej zmiany”, tylko za sprawą zbrodniarza wojennego Putina. Jakby tak z panią naczelniczką poczty w Pacanowie została przeprowadzona rozmowa ostrzegawcza, to z pewnością zaczęłaby ćwierkać z innego klucza, co natychmiast udzieliłoby się wszystkim klientom Poczty Polskiej.

Rozmyślając tedy nad przyczyną, dla której Kaczubej tak „rozserdywsia”, że nawet zaczął grozić ministru Cieślaku dymisją, dopuszczam myśl, że chodzi tu o tak zwane „przykrycie”. Jak wiadomo, rząd „dobrej zmiany” a z nim cały nasz bantustan, odniósł ostatnio wielki sukces. Po szczęśliwym wywieszeniu białej flagi przez pana prezydenta Dudę, w kołach rządowych zapanowała euforia, że będzie można zacząć dzielić szmal. Ale pani Urszula von der Layen wylała na gorące głowy kubeł zimnej wody, aż zasyczało oświadczając, że dopóki władze naszego bantustanu nie wykonają wszystkich rozkazów dotyczących niezawisłych sędziów, to żadnych pieniędzy nie będzie. Powtórzyła to kilka dni później z mocą wielką, kiedy Guy Verchofstadt (nigdy nie wiem, czy to imię wymawia się przez „ch” czy przez „h” nieme) zaczął zbierać podpisy pod wnioskiem o jej dymisję.

Z przecieków poza tym wynika, że szmal jest obłożony aż 115 „kamieniami milowymi”, więc kto wie, kiedy te wszystkie rozkazy spełnimy, a tymczasem inflacja pełznie coraz wyżej i tylko patrzeć, jak dopełznie do 20 procent. To właściwie też sukces, bo przecież wiadomo, że pieniądze tylko psują charakter, oczywiście nie wszystkim, co to, to nie, bo na przykład Naszych Umiłowanych Przywódców już nic nie zepsuje – ale tak zwanych „zwykłych ludzi” – jak najbardziej. Jeśli zatem będą mieli mniej pieniędzy, to od razu charakter im się poprawi, na czym nasz nieszczęśliwy kraj tylko może zyskać, bo im więcej będzie tu charakterników, tym lepiej. Ale to może jest zbyt skomplikowane dla wyznawców Naczelnika Państwa, więc nic dziwnego, że poszedł on na skróty, prezentując się jako tak zwane „ludzkie panisko”. Ta metoda przynosi same korzyści i to podwójnie, bo pierwszym sukcesem było wystruganie pana Cieślaka na ministra, by pokazać wszystkim, jak ludzie pięknie rosną wraz z krajem, a drugim – jego zdymisjonowanie w ramach ujęcia się za prostą naczelniczką poczty w Pacanowie, która teraz już na pewno będzie głosowała na PiS.

Zawsze mówiłem, że Naczelnik Państwa jest wirtuozem intrygi, co prawda takim, co z reguły potyka się na koniec o własne nogi, ale dobre i to, bo przecież czasy są ciężkie i nie ma co grymasić.

Dlatego właśnie proponuję, by to wydarzenie uczcić łatwą do zapamiętania piosneczką w naszym przyszłym języku urzędowym, co w dodatku będzie nawiązaniem do klasyki literatury tubylczej, nad czym, wbrew usiłowaniom obozu zdrady i zaprzaństwa oraz Judenratu, pracuje ofiarnie pan minister Czarnek.

Prezydent Duda przyznaje publicznie -Polska jest rozbrojona

Polskie arsenały są puste, a jednostkom operacyjnym brakuje sprzętu wojskowego, co jest spowodowane dostawami broni na Ukrainę.

https://niemcy.neon24.info/post/168277,prezydent-duda-przyznaje-publicznie-polska-jest-rozbrojona

W dniu wczorajszym, 13 czerwca prezydent Andrzej Duda – cytuję z jego oficjalnej  strony: 
„…. wziął udział w odprawie kierowniczej kadry Ministerstwa Obrony Narodowej i Sił Zbrojnych RP. Jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych RP przedstawił m.in. rekomendacje dotyczące wzmocnienia bezpieczeństwa państwa w kontekście wojny w (na-JMW) Ukrainie, współpracy sojuszniczej i Szczytu NATO w Madrycie. „
I dalej cytuję: 
„Odprawa rozliczeniowo–koordynacyjna kierowniczej kadry resortu obrony narodowej to najważniejsze coroczne (!!!)  przedsięwzięcie rozliczeniowo–zadaniowe. Ostatnia odprawa z udziałem Prezydenta RP odbyła się w 2019 r. (!!!) w Pałacu Prezydenckim w Warszawie.”
Wystąpienie Głowy Państwa  (do przeczytania tutaj)  było nie tylko, mimo  całej masy komplementów pod adresem rządu , ważne, ale przede wszystkim informatywne. Pan prezydent przyznał, że Polska jest wskutek gigantycznej pomocy Ukrainie kompletnie rozbrojona. Rząd bowiem przeznaczał na tę pomoc nie tylko ZAPASY sprzętu, broni i amunicji, ale wręcz przekazywał Ukrainie AKTUALNE uzbrojenie polskiej armii, co jest według mnie zdradą stanu.
Proszę samemu ocenić:
A.Duda: 
Udzielamy Ukrainie największej pomocy militarnej, jaką kiedykolwiek udzieliliśmy innemu państwu. Jesteśmy też głównym państwem przekazującym Ukrainie ciężkie uzbrojenie. Mówimy o setkach sztuk czołgów, wozów bojowych, artylerii, a także dronach, ręcznych wyrzutniach przeciwlotniczych, setkach tysięcy sztuk amunicji, części zamiennych i innego wyposażenia. To były bardzo potrzebne decyzje, decyzje, które szybko i bezpośrednio odpowiadały na prośby strony ukraińskiej i realnie wsparły ją na polu walki. 

Postawiło to przed ministrem obrony narodowej realne zadanie uzupełnienia stanów uzbrojenia. No cóż, proszę Państwa, takie są fakty.

Przekazaliśmy – krótko mówiąc – ze swojego. Nie przekazaliśmy [sprzętu] z magazynów, nie przekazaliśmy od kogoś innego, przekazaliśmy to, co mieliśmy, uważając, że jest to potrzebne

Dlatego podjęliśmy te – co tu kryć – bardzo trudne decyzje. To przecież są nie tylko kwestie naszego uzbrojenia, to także olbrzymie wydatki ze strony naszego państwa i olbrzymie poświęcenie. To – jak szacujemy – co najmniej miliard siedemset milionów dolarów w postaci samej tylko pomocy militarnej  (1 mld700 milionów dolarów! – przyp. JMW)”
I dalej prezydent Duda opowiada, jak rząd chce uzbroić bezbronną  armię, a jego szczerość chwyta za serce. Ma to jednak trwać latami;

Ale co jasne i co chyba naturalne, oczekujemy uzupełnienia tych braków, które powstały w naszych zasobach, także w ramach sojuszniczych mechanizmów wsparcia. Pan Minister mówił przed momentem o zakupach, które chcemy zrealizować. Tak, chcemy je zrealizować, ale realizacja tych zakupów potrwa. Uzupełnienie stanów uzbrojenia poprzez wyposażenie nas w nowy sprzęt, który dopiero zostanie wyprodukowany to są co najmniej miesiące, ale w dużej części lata. Potrzebujemy uzupełnień szybko. Dlatego ubiegamy się w tej chwili właściwie u wszystkich naszych sojuszników, zwłaszcza tych najpoważniejszych, o to, by przesłali nam sprzęt – przecież niekoniecznie nowy. Wręcz przeciwnie, przecież my przekazaliśmy sprzęt używany i także i używany sprzęt jesteśmy gotowi przyjąć, byle uzupełnić – przynajmniej w części – to, co utraciliśmy w sposób, który uznajemy za uzasadniony, jasny i oczywisty.”

Dowiadujemy się też, że chociaż agresja Rosji spadła na Ukrainę niespodziewanie, to już latami rząd Polski wspierał Ukrainę militarnie:
„Polskie wsparcie dla Ukrainy to też wieloletnia współpraca wojskowa, promująca zachodnie standardy w ukraińskiej armii. Polscy instruktorzy – wraz z instruktorami z USA, Wielki Brytanii i Kanady – pomogli wyszkolić tysiące ukraińskich żołnierzy. Od lat współpracujemy w ramach polsko– litewsko–ukraińskiej brygady z dowództwem w Lublinie. Było to wyrazem naszego wsparcia dla integracji Ukrainy ze strukturami transatlantyckimi, ale dziś widzimy, że pomoc ta budowała też zdolność armii ukraińskiej do skutecznego przeciwstawienia się agresji.  „
Wniosek końcowy? Polska pozbawiła się własnej obronności na rzecz Ukrainy. Stoi obecnie -mówiąc trywialnie – goła i wesoła. W razie agresji rosyjskiej zapewne pan prezydent Duda będzie prosił, by Rosjanie poczekali kilka lat na granicy, aż Polska uzupełni aktualne uzbrojenie o zużyty złom z zachodniej granicy albo nawet z samych USA. 
Dla mnie jest to zdrada stanu na najwyższym szczeblu.  Zdrada wobec polskiego społeczeństwa  i bezmyślne narażanie życia polskiej (obecnie bezbronnej) armii..
Absolutny skandal!
Zródło:prezydent.pl

40 milionów Vateuszka [ludzi Q!] w gotowości

Katarzyna Treter-Sierpińska 13 czerwiec, 2022 https://wprawo.pl/katarzyna-ts-40-milionow-w-gotowosci/

W poniedziałek (13.06.2022) premier Mateusz Morawiecki udał się do Myszkowa, gdzie wziął udział w uroczystości odsłonięcia muralu Jerzego Kurpińskiego ps. „Ponury” oraz otworzył pneumatyczną strzelnicę sportową. Wygłaszając przemówienie z tej okazji premier oświadczył: Jeżeli Rosji kiedykolwiek przyjdzie do głowy, aby zaatakować Polskę, to Kreml musi wiedzieć, że jest u nas 40 milionów Polaków gotowych, aby stanąć z bronią w ręku i bronić swojej Ojczyzny – oświadczył Morawiecki.

Po takim dictum trudno oprzeć się wrażeniu, że na czele polskiego rządu stoi człowiek, który stosuje zasadę „pleć pleciugo, byle długo”, przy czym plecie takie androny, że nie wiadomo już jak to traktować. Czy Morawiecki stracił kontakt z rzeczywistością, czy też robi sobie jaja wierząc, że „ciemny lud” i tak to kupi? Jedno jest pewne: to, co klepie premier zwyczajnie ośmiesza Polskę. Jeżeli Morawiecki odgraża się Rosji, powołując się na 40 milionów Polaków gotowych dać zbrojny opór Rosji, to reakcją Rosji muszą być salwy śmiechu. Dlaczego? Zacznijmy od tego, że w Polsce jest ok. 38,5 milionów Polaków, czyli o półtora miliona mniej niż miałoby stawić ów opór w przypadku ataku. Co prawda polska diaspora liczy ok. 21 milionów, ale raczej nie należy oczekiwać, że dla Ojczyzny ratowania rzucą wszystko i przyjadą walczyć z Rosjanami. Pozostajemy więc przy 38,5 milionach, z których w wieku kwalifikującym do udziału w stawianiu oporu, czyli 20-65 lat, jest 25 milionów. Jeśli doliczymy nastolatki w wieku 15-19 lat to w sumie mamy trochę ponad 27 milionów. Z czego połowa to kobiety. A zatem opowiadając o 40 milionach Polaków „gotowych, aby stanąć z bronią w ręku” premier Morawiecki najwyraźniej ma na myśli również niemowlęta, dzieci w wieku szkolnym oraz seniorów. I to obu płci.

Oczywiście „dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał Hydrze, ten młody zdusi Centaury”, ale nie jest to zjawisko powszechne. Można powiedzieć, że jest to zjawisko tak wyjątkowe, iż podołał mu jedynie Herakles, który w dziesiątym miesiącu życia udusił gołymi rękami dwa ogromne węże. Jeśli premier Morawiecki oczekuje, że polskie niemowlaki będą gołymi rękami dusić rosyjskich sołdatów, to chyba ma coś nie tak z głową. Co do stawiania oporu przez seniorów, Morawiecki najwyraźniej nasłuchał się ukraińskich opowiastek propagandowych i jako siłę bojową widzi staruszki rzucające słoikami ogórków w drony oraz serwujące nieprzyjacielowi zatrute pierożki.

Reasumując: premier Morawiecki będzie miał „40 milionów Polaków gotowych, aby stanąć z bronią w ręku”, jeśli wydrukuje ich sobie na drukarce 3D. Opowiadanie bajek na strzelnicy w Myszkowie nie zmieni sytuacji. A jeśli prezydent Putin przyjąłby tę samą metodę liczenia siły, to ma on 144 miliony Rosjan gotowych, aby zaatakować Polskę. I do tego ma bombę atomową.

Przejdźmy teraz do kolejnej kwestii, czyli umiejętności strzeleckich społeczeństwa polskiego. Według badania Maison and Partners dla Fundacji WEI z lutego 2022 roku, 62% dorosłych Polaków nie potrafi obsługiwać broni palnej. Pod względem liczby sztuk broni na mieszkańca jesteśmy na 166. miejscu na świecie. Na 100 Polaków przypada obecnie zaledwie jedna sztuka broni, podczas gdy w Czechach jest to 16 sztuk, w Niemczech – 30, w Finlandii i Szwajcarii 40, a w USA – 90. W sumie liczba posiadaczy broni w Polsce to ok. 170–180 tys. osób. Tak w praktyce wygląda te mityczne 40 milionów gotowych dawać zbrojny opór Rosji. Pytam się: czym? Nożami kuchennymi? Tłuczkami do mięsa? Czy Morawiecki nie zauważył, że czasy, gdy Dawid zabijał Goliata przy pomocy kamienia wyrzuconego z procy, już dawno minęły?

Kolejna kwestia to gotowość do walki. Według badania opublikowanego przez Fundację WEI, 66% dorosłych Polaków chce w razie wojny bronić Ojczyzny, z czego 49% ma na myśli działania niewymagające aktywnej walki, a 17% – walkę na froncie. To oznacza, że ok. 4 mln dorosłych Polaków w wieku 18–65 jest gotowych chwycić za broń. Przynajmniej deklaratywnie. Weryfikację tej liczby stanowiłyby faktyczne działania zbrojne. Ale nawet jeśli liczba ta nie ulegałby znaczącemu zmniejszeniu, to mówimy o czterech milionach gotowych do walki z bronią w ręku, a nie o 40 milionach. Rozumiem, że premier Morawiecki mógł przeszacować tę siłę, ale – na litość Boską – nie dziesięciokrotnie! Jeśli polska strategia obronna wygląda tak, jak opowieści Morawieckiego, to nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać.

Jest takie polskie powiedzenie, które niedawno cytował prezydent Andrzej Duda, czyli „nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz”. To powiedzenie idealnie pasuje do przemówienia premiera Morawieckiego wygłoszonego w Myszkowie z okazji otwarcia strzelnicy. Opowiadanie o 40 milionach Polaków gotowych do dawania oporu Rosji z bronią w ręku, to właśnie takie straszenie, którego straszony nie musi się bać, ale może je wyśmiać. Tym bardziej, że gdy Morawiecki pręży muskuły, których nie ma, Zachód przebiera nogami, żeby powrócić do biznesów z Rosją. I prędzej, czy później do tego dojdzie. Żadne buńczuczne przemówienia Dudy i Morawieckiego nie zmienią realiów, a te są takie, że Zachód jest gotów oddać Rosji część terytorium Ukrainy, żeby Putin „wyszedł z twarzą” i zakończył „operację wojskową”. Jeśli ktoś jest tym zaskoczony, niech przypomni sobie, jak nasi zachodni alianci wywiązali się z gwarancji sojuszniczych w 1939 roku i co zrobili w Teheranie w 1943 roku oraz w Jałcie w 1945 roku. W świetle tych ustaleń, które już w 1943 roku oddawały Polskę Stalinowi, Powstanie Warszawskie było nie tylko samobójstwem z militarnego punktu widzenia, ale również politycznym absurdem. Tym bardziej bolesnym, że alianci nie poinformowali polskiego rządu o ustaleniach teherańskich. Dlaczego? Dlatego, że ze względu na odbywające się jesienią 1944 roku w USA wybory prezydenckie, na prośbę prezydenta Roosevelta liczącego na głosy Polonii amerykańskiej utajniono postanowienia wielkiej trójki w kwestii polskiej. Polska została sprzedana i żadna ofiara krwi tego nie zmieniła.

Gdy dziś słyszę, jak premier Morawiecki potrząsa szabelką opowiadając o 40 milionach Polaków gotowych stanąć z bronią w ręku, to nóż mi się kieszeni otwiera. Psim obowiązkiem premiera Polski jest zadbać o to, żeby nie narażać życia Polaków. Tymczasem Morawiecki i cała ekipa rządząca zachowują się jakby chcieli wepchnąć Polskę w wojnę, w której nie mamy szans na wygraną. I do tego wmawiają Polakom, że jak nie rzucimy się na Rosję dziś, to Rosja rzuci się na nas jutro. Zapominają tylko dodać, że ich plan zakłada de facto wywołanie III wojny światowej. W takim wypadku Polska jest w strefie zgniotu, a Zachód nie będzie umierał za Warszawę. Pora przyjąć to w końcu do wiadomości.

========================

mail:

Pani KTS nie oglądała wypowiedzi PMM na żywo, bo gdyby oglądała, jej wpis byłby jeszcze ostrzejszy i jeszcze bardziej obnażający premiera RP. Otóż parę zdań przed owymi „40 milionami gotowymi do obrony” PMM był łaskaw powiedzieć, że rząd właśnie pracuje nad ustawą o warunkach dostępu do broni palnej! Czyli rząd pracuje nie nad powszechnym dostępem Polaków do broni palnej tylko o jakichś innych niż do tej pory ograniczeniach! Kiedy po chwili usłyszałam o tych 40 milionach .. pomyślałam: wariat, sklerotyk, czy kukła?

Kilkanaście zdjęć ukazujących ukraińską rzeczywistość

Na podstawie artykułu Jacka Boki pt: Rezydentowi Dudzie do sztambucha.

http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/06/rezydentowi-dudzie-do-sztambucha.html?m=0

na portalu 'KRESY WE KRWI” md.

Місто Львів не для польських nанів

=====

Місто Львів не для польських nанів

Jacek Boki – 11 Czerwiec 2022 r.

Gwałtowny wzrost sympatii dla OUN-UPA i Bandery wśród Ukraińców

Marek Trojan https://kresy.pl/wydarzenia/sondaz-gwaltowny-wzrost-sympatii-dla-oun-upa-i-bandery-wsrod-ukraincow/?swcfpc=1

Od 2010 skala poparcia dla OUN-UPA wśród Ukraińców wzrosła czterokrotnie, a od 2015 roku – dwukrotnie. Obecnie przekracza już 80 proc. w skali kraju. Lidera OUN, Stepana Banderę, pozytywnie

https://kresy.pl/wp-content/uploads/2020/01/Uroczysto%C5%9Bci-pod-pomnikiem-S.-Bandery-1-I-2019-r.-fot.-Zaxid.net_-970x542.jpg

ocenia 3/4 Ukraińców, dwa razy więcej, niż jeszcze kilka lat temu.

W tym tygodniu ukraińska agencja badań socjologicznych Rating Group opublikowała wyniki najnowszej, 10. edycji badania „Ideologiczne markery Ukrainy”. Dotyczy ono przede wszystkim stosunku Ukraińców do kwestii historycznych i pamięci, głównie XX wieku i czasów II wojny światowej.

Grupa Rating zaznacza, że tegoroczne badanie wykazało wyraźny wzrost pozytywnego stosunku do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Znacząco wzrósł odsetek Ukraińców, którzy uważają członków OUN-UPA za uczestników walki o państwową niepodległość Ukrainy. Obecnie, tego zdania jest 81 proc. badanych, a tylko 10 proc. nie zgadza się z tym. To oznacza, że od 2010 skala poparcia dla OUN-UPA wzrosła czterokrotnie, a od 2015 roku – dwukrotnie. Najwięcej zwolenników uznania upowców za uczestników walki o niepodległość Ukrainy odnotowano na zachodzie (89 proc.) i w centrum kraju (82 proc.).

Do „żołnierzy UPA” pozytywny stosunek ma 71 proc. ankietowanych Ukraińców, z czego 40 proc. – jednoznacznie pozytywny. Negatywnie odnosi się do nich 12 proc., w tym 7 proc. zdecydowanie. Najbardziej jest to widoczne na zachodniej Ukrainie (86 proc. pozytywnie, w tym 60 proc. zdecydowanie) i w centralnej części kraju (75 proc., w tym 41 proc. zdecydowanie), a także wśród ludności tylko ukraińskojęzycznej (80 proc.). Najmniejsze poparcie odnotowano na wschodzie i na południu Ukrainy, jednak nawet tam oceny pozytywne stanowią już wyraźnie powyżej 40 proc. Najwięcej osób krytycznie oceniających OUN-UPA odnotowano na wschodzie (28 proc., 17 zdecydowanie). Również wśród ludności rosyjsko języcznej oceny pozytywne przeważają nad negatywnymi (57 proc. do 28 proc.).

„W ostatnich latach daje się zauważyć pozytywna dynamika stosunku do ukraińskich postaci historycznych, wokół których jeszcze dekadę temu toczyły się w społeczeństwie gorące debaty” – zauważa Rating Group. Dotyczy to m.in. lidera OUN, Stepana Bandery. Obecnie, pozytywny stosunek do niego deklaruje 74 proc. Ukraińców, z czego 40 proc. ocenia go jednoznacznie pozytywnie. Negatywny stosunek ma do Bandery tylko 14 proc. badanych, w tym 8 proc. zdecydowanie. 4 proc. odpowiedziało, że nie wie o kogo chodzi, a 9 proc. miało problem z jednoznaczną odpowiedzią.

Dla porównania, w 2012 roku Stepana Banderę pozytywnie oceniało 22 proc. Ukraińców (58 proc. negatywnie), a w kwietniu 2014 roku – 31 proc. (48 proc. negatywnie). W latach 2016-2018 pozytywny stosunek Ukraińców do lidera OUN pozostawał zasadniczo na poziomie 35-36 proc., ale oceny negatywne spadały, do 34 proc. Później nastąpił gwałtowny wzrost poparcia.

Największą popularność Bandery odnotowano na zachodniej (89 proc.) i w środkowej Ukrainie (78 proc.), wśród młodych respondentów w wieku 18-35 lat (81 proc.) i wśród ludności tylko ukraińskojęzycznej (82 proc.). Nawet na południu i na wschodzie Ukrainy poparcie dla tej postaci przekracza odpowiednio 50 i 60 proc. Wśród ankietowanych rosyjskojęzycznych to 51 proc.

„Co ważne, pozytywny stosunek do ideologa ukraińskiego nacjonalizmu przeważa obecniew regionach południowo-wschodnich i wśród tych, którzy na co dzień mówią tylko po rosyjsku” – zaznacza Rating Group.

Przypomnijmy, że jeszcze w 2018 roku 45 proc. Ukraińców uważało OUN-UPA za bojowników o niepodległość Ukrainy, 51 proc. twierdziło, że w czasie II WŚ bronili ojczyzny, a 62 proc. popierało ustanowienie święta państwowego w dzień rocznicy powstania UPA. Wówczas badania te pokazywały jednak, że Ukraińcy z różnych części kraju byli wyraźnie podzieleni ws. oceny OUN-UPA.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, której przywódcą był Stepan Bandera (OUN-B), wraz z jej zbrojnym ramieniem – Ukraińską Powstańczą Armią odpowiada za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w czasie II wojny światowej. W czasie rzezi wołyńskiej Bandera był przetrzymywany przez Niemców w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, w związku z czym kwestionowana jest jego odpowiedzialność za tę zbrodnię. Obrońcy Bandery nie biorą pod uwagę, że był on przetrzymywany w dobrych warunkach i utrzymywał stały kontakt ze swoją organizacją. Oprócz tego Bandera odpowiada za liczne zbrodnie swojego ugrupowania popełnione w czasie przebywania na wolności.

Rating Group / Kresy.pl

Stwórzmy własne relacje z Białorusią

Agnieszka Piwar https://www.bibula.com/?p=134572

Ormianie obok Azerów, Rosjanie obok Polaków i Ukraińców, Żydzi obok Palestyńczyków – bez demonstrowania animozji. To niecodzienne zjawisko było mi dane zobaczyć podczas XIII Republikańskiego Festiwalu Kultur Narodowych w Grodnie. O wydarzeniu pierwszy raz usłyszałam kilka lat temu i od razu zapragnęłam poczuć jego klimat. Okazja trafiła się w tym roku.

Dzięki otwartości strony białoruskiej (akredytację prasową i wizę otrzymałam błyskawicznie), jako dziennikarka „Myśli Polskiej” mogłam pojechać do naszych wschodnich sąsiadów, by w dniach 3-5 czerwca A.D. 2022 uczestniczyć w imprezie, która – śmiem przypuszczać – nie ma sobie równych na całym świecie.

Wyprawie towarzyszyły mi początkowo pewne obawy, wszak ubiegłej jesieni napięcie między naszymi państwami sięgnęło zenitu. W pamięci miałam niepokojące obrazki z polsko-białoruskiej granicy, gdzie do Unii Europejskiej próbowali nielegalnie wedrzeć się migranci z Bliskiego Wschodu i Afryki, którzy wcześniej zostali wpuszczeni na Białoruś. Strona polska twardo wówczas broniła granicy Strefy Schengen. Stanęło na tym, że rząd RP wydał krocie z kieszeni polskich podatników, by postawić mur na granicy z Białorusią. Okazuje się, że to zupełnie niepotrzebna inwestycja. Migranci jakby wyparowali. Najprawdopodobniej większość z nich skorzystała z okazji i wślizgnęła się do UE, gdy Polska bez opamiętania zaczęła wpuszczać przybyszy z Ukrainy.

Do Grodna wyruszyłam bezpośrednim autobusem z Warszawy. Takie autobusy kursują codziennie w obie strony trzy razy na dobę. Koszt jednego biletu to ok. 140 zł. Przekroczenie granicy w obie strony odbyło się bez najmniejszych problemów. Nadstawiając ucha i przyglądając się współpasażerom odniosłam wrażenie, iż wśród licznych obywateli Białorusi byłam jedyną obywatelką Polski. Współtowarzysze podróży wyglądali na zwykłych pracowników czy studentów, którzy układają sobie życie między dwoma państwami. Podczas kontroli paszportowej podpatrzyłam, że niektórzy mieli kartę Polaka. Z okna autobusu dostrzegłam, że granicę przekraczało sporo samochodów osobowych, ale tylko nieliczne miały polskie rejestracje. Widziałam też wiele TIR-ów ustawionych w długiej kolejce, głównie z białoruskimi rejestracjami, ale też mołdawskimi czy kazachskimi.

Dotrzeć do źródeł

W Grodnie przywitał mnie Kazimierz Znajdziński, prezes miejscowego Domu Polskiego, należącego do Związku Polaków na Białorusi uznawanego przez stronę białoruską, co niestety oznacza, że nieuznawanego przez stronę polską. Ten straszny podział ma swoje smutne konsekwencje, ale o tym w dalszej części.

Pan Kazimierz dołożył wszelkich starań, aby mi pomóc. Jako że serwisy internetowe służące do rezerwacji zakwaterowania online blokują obecnie Białoruś, to szef Domu Polskiego osobiście się pofatygował, aby znaleźć dla mnie dogodny nocleg w centrum Grodna. Ponadto załatwił mi przepustkę „Gościa Festiwalu”, dzięki czemu miałam wejście do strefy dla VIP-ów oraz do woli korzystałam z degustacji lokalnych potraw i rozmaitych nalewek.

Festiwal Kultur Narodowych w Grodnie to wielkie święto nie tylko dla miejscowych. Pierwszego dnia imprezy z samego rana na grodzieńskiej starówce rozstawiono liczne stragany z wyrobami białoruskich artystów, rzemieślników i gospodyń. Kupcy zjechali z całego kraju. Rękodzieła i lokalne przysmaki zrobiły na mnie ogromne wrażenie – piękne obrazy i rzeźby, wyszywanki, lalki ubrane w ludowe stroje, oryginalna biżuteria i ceramika oraz pyszne, naturalne jedzenie i alkohol, po którym nie ma kaca. Wszystkiego było pod dostatkiem i w bardzo przystępnych cenach.

Oficjalne otwarcie Festiwalu nastąpiło w piątkowy wieczór. Najpierw przeszedł fantastyczny pochód z udziałem około 800 przedstawicieli 30 narodowości. Barwne stroje ludowe, tańce, okrzyki radości i śpiew – a wokół parady licznie zgromadzeni mieszkańcy akompaniujący temu niezwykłemu zjawisku. Potem przyszedł czas dla oficjeli z Mińska i Obwodu Grodzieńskiego, którzy z wielkiej sceny ustawionej na głównym placu miasta dokonali uroczystego otwarcia imprezy. I wreszcie rozpoczął się cudowny koncert, podczas którego utwierdziłam się w przekonaniu, że Białoruś szczęśliwie uchroniła się przed deprawacją płynącą z Zachodu.

Przyglądając się temu wszystkiemu w pamięci miałam Festiwal Eurowizji, którego tegoroczny finał odbył się dwa tygodnie wcześniej. Europejska impreza od lat kojarzy się z festiwalem żenady, gdzie prawdziwy talent artysty zdaje się mieć najmniejsze znaczenie. O wygranej decydują bowiem najczęściej czynniki ideologiczne. Dla przykładu, w ostatnich latach wygrywali: tzw. „kobieta z brodą”, transwestyta, czy wulgarny zespół którego męska część odziana była w wyuzdane damskie ciuchy a żeńska w garnitur.

Oczywiście decydują też czynniki polityczne. Oto bowiem w ostatnich latach Eurowizję wygrali aż trzy razy przedstawiciele Ukrainy. Być może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pewna zbieżność wydarzeń. Otóż reprezentujący Ukrainę artyści pierwszą wygraną zaliczyli w roku wybuchu pomarańczowej rewolucji. Kolejne zwycięstwa przypadły wkrótce po tym, jak Ukraina zmieniła swoje oblicze w wyniku przewrotu na kijowskim Majdanie oraz kilka miesięcy po rozpoczęciu przez Rosję tzw. „specjalnej operacji wojskowej” na Ukrainie. Przypadek? Nie sądzę.

Należy przy tym odnotować, że w 2021 roku z Eurowizji została wykluczona Białoruś. Białorusini zgłosili wtedy piosenkę „Nauczę cię” zespołu Gałasy Zmiesta. Słowa utworu z nutką ironii nawiązywały do odpalonych przez zewnętrznych podżegaczy zamieszek, do jakich doszło na Białorusi w 2020 roku przy okazji wyborów prezydenckich. Nasuwa się z tego następujący wniosek. To państwo, gdzie Euromajdan skutecznie udało się odpalić zostało nagrodzone na Eurowizji zwycięstwem, zaś to państwo, które próbę przewrotu skutecznie odparło, zostało ukarane wyrzuceniem z konkursu.

Moim zdaniem Białorusini nie mają czego żałować. Eurowizja już lata temu sięgnęła dna, prezentując rozmaite zboczenia i deprawacje, co jedynie upokarza utalentowanych i szlachetnych artystów, którzy jakimś cudem zostaną dopuszczeni do tamtej sceny. Ponadto, narzucając określone trendy czołowy europejski konkurs muzyczny scala występujące w nim narody w jedną globalistyczną masę.

Tymczasem Festiwal w Grodnie promuje zgoła inne wartości. Zgodnie z założeniami organizatorów wielobarwne święto folkloru ma łączyć wszystkich szlachetną ideą dobra i pokoju, gorącym pragnieniem dzielenia się skarbami sztuki narodowej. Chodzi o to, by na nowo dotknąć najbardziej tajemniczych źródeł danej kultury. Kultura jest duszą narodu. I ja tę duchowość autentycznie tam poczułam.

Pod grodzieńską sceną podziwiałam piękno, wyjątkowość i odrębność każdego z występujących artystów. A wśród nich: Polacy, Rusini, Cyganie, Bałtowie, Żydzi, przybysze z Kaukazu, Azji Środkowej, Bliskiego Wschodu, Korei, Chin czy Indii. Wielu z nich od pokoleń mieszka na tamtych ziemiach, a niektórzy przyjechali na Białoruś studiować czy pracować. Festiwal w Grodnie to doskonała okazja, by wszyscy się poznali.

Wysłuchać Rodaków

Drugiego dnia festiwalu impreza przeniosła się na podwórka rozmieszczone w różnych zakątkach Grodna. Każdemu narodowi przydzielono poszczególny skrawek miasta. Polskie podwórko mieściło się w tym roku na placu przed Pałacem Kultury Włókienników. Na miejscu zastałam stoisko z literaturą, rękodzieła ludowej sztuki oraz suto zastawione stoły tradycyjnymi polskimi potrawami. W centralnej części ustawiono scenę, na której rozbrzmiewały ludowe pieśni i największe hity Maryli Rodowicz, zaś młodzież w wieku szkolnym recytowała polską poezję. Imprezę uświetniły polskie zespoły z Grodna, Lidy, Mińska, Iwieńca, Wołkowyska, Słonima i Ostrowca, gdzie działają polskie ośrodki.

Na polskim podwórku poznałam Aleksandra Songina, obecnego prezesa Związku Polaków na Białorusi, posła do Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego Białorusi. Jako że Songin nie współpracuje z zadymiarzami chcącymi obalić władze białoruskiego państwa, to władze w Polsce nie uznają legalności organizacji, której szefuje.

Prezes ZPB udzielając wypowiedzi do „Myśli Polskiej” opowiedział mi o kulisach grodzieńskiej imprezy. Jak przyznał, długo przygotowywali się do tego festiwalu. Współpracowali przy tym z ośrodkami i organizacjami specjalizującymi się w rozpowszechnianiu i tłumaczeniu polskiej kultury i języka. Podczas festiwalu zaprezentowano też bajki i kreskówki dla dzieci, gdyż – jak podkreślił mój rozmówca – bardzo ważnym jest, aby dzieci wspólnie z dorosłymi przebywały na tym festiwalu i przekazywały kulturę polską dalej.

Songin wspomniał ponadto o innych imprezach związanych z promowaniem polskiej kultury na Białorusi. Wymienił między innymi Kaziuki oraz konkursy ortografii polskiej i recytowania polskiej poezji.

Prezes ZPB zapewnił, że Polacy nie są uciskani na Białorusi i nikt nie zabrania pielęgnowania polskiej mowy, kultury oraz tradycji. Podkreślił, że wielu naszych rodaków zajmuje ważne stanowiska w administracji. Dla przykładu podał, że mer Grodna oraz obecny minister kultury są Polakami. Aleksander Songin zaznaczył, że sam nigdy nie odczuwał żadnych problemów z powodu bycia Polakiem.

Tymczasem miałam również okazję poznać innych Polaków, z którymi porozmawiałam już mniej oficjalnie. Podzielili się ze mną swoimi niepokojami. Otóż według nowo przyjętego prawa oświatowego w szkołach państwowych na Białorusi od roku szkolnego 2022/2023 nauczanie ma się odbywać tylko w językach urzędowych, tj. rosyjskim i białoruskim. Oznacza to de facto likwidację polskich szkół. Kiedy piszę ten tekst, ostateczna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. Jednak moi polscy rozmówcy z Białorusi są tym pomysłem przerażeni i w pełni podzielam ich obawy.

Nie ulega wątpliwości, że tego typu przymiarki białoruskich władz to konsekwencja agresywnej polityki Polski względem Białorusi. Tymczasem odbieranie możliwości nauczania przedmiotów szkolnych w języku polskim to woda na młyn dla wszelkiej maści podżegaczy znad Wisły, którzy z satysfakcją wykrzyczą: «A nie mówiliśmy!? Wyszło na nasze, białoruski reżim prześladuje Polaków!».

Tymczasem antybiałoruska polityka strony polskiej – i ewentualny odwet sprowokowanej strony białoruskiej – uderza przede wszystkim w zwykłych Polaków mieszkających na Białorusi, czyli w tych, którzy niczemu nie zawinili. To pokazuje, że władze w Polsce mają w głębokim poważaniu swoich Rodaków zza Bugu. Ich jedynym celem jest bowiem robienie na złość prezydentowi Łukaszence.

Łączność z Polakami

Wskutek destrukcyjnej polityki III RP przed laty doprowadzono do rozbicia Związku Polaków na Białorusi. Odszczepieńcy firmowani przez Andżelikę Borys kompletnie niczego dobrego nie osiągnęli, a jedynie pogłębili sztucznie wywołany podział. To wszystko sprawiło, że Polacy zrzeszeni w uznawanym przez białoruskie władze ZPB zostali niejako oderwani od Polski. Dla przykładu, wielu z nich nie może przyjechać do naszego państwa, gdyż uznaje się ich tutaj jako „Polaków od Łukaszenki”.

Nasze środowisko podjęło więc decyzję, że w najbliższym czasie założymy na Grodzieńszczyźnie oddział Klubu Myśli Polskiej. Pomysł ten spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem przedstawicieli Domu Polskiego w Grodnie.

Kolejnym dobrym krokiem byłoby ożywienie ruchu turystycznego między naszymi państwami. Przerażonych wizją dodatkowej fatygi z wyrabianiem sobie wizy, pragnę uspokoić, że tę barierę można ominąć wybierając się do Obwodu Grodzieńskiego. Wystarczy zgłosić się do firmy transportu turystycznego „Merapi” z siedzibą w Grodnie, która wystawi specjalne zaproszenie [kontakt: merapi.by]. Dokument upoważnia do bezwizowego przekroczenia granicy i pozwala przebywać w obwodzie do 15 dni. Niewielką opłatę za wystawienie zaproszenia (kilkanaście dolarów) uiszcza się po dotarciu do Grodna.

Niech jak najwięcej Polaków przyjeżdża na Grodzieńszczyznę, gdzie najliczniej mieszkają nasi Rodacy. Takie wizyty wzmocnią ich duchowo, a także gospodarczo. Przecież każda złotówka (rubel/euro/dolar) wydana w lokalnej restauracji czy hotelu, to prztyczek w wyrachowanych globalistów nakładających na Białoruś bezduszne sankcję. I wreszcie, tego typu wyprawy oddolnie poprawią relacje polsko-białoruskie, które podli politycy okrutnie usiłują zniszczyć. Zbudujmy więc własną dyplomację publiczną na przekór politykierom.

Mając już pewne doświadczenie w podróżach, mogę stanowczo stwierdzić, że Białoruś jest bardzo atrakcyjnym kierunkiem na wakacje. Na miejscu zastaną Państwo pięknie odrestaurowane zabytki, super atrakcyjne ceny, niesamowitą czystość, życzliwych ludzi, pyszne jedzenie, najtańsze paliwo w Europie oraz nieskażoną naturę. Ostatni dzień Festiwalu Kultur Narodowych spędziłam właśnie na łonie natury, a konkretnie nad Kanałem Augustowskim przy Śluzie Dąbrówka. W otoczeniu pięknej przyrody zastałam rodzinną atmosferę, ludową muzykę i tańce, smaczną kuchnię gospodyń wiejskich i wiele innych atrakcji. Odwiedzający to miejsce mogli wziąć w udział w spływach kajakowych czy rozmaitych konkursach połączonych z zabawą. Osobiście wybrałam rejs statkiem z zabierającymi dech widokami.

W najbliższych miesiącach na przyjezdnych czekają kolejne niezapomniane wrażenia. Już w lipcu impreza z okazji Dni Grodna. W drugiej połowie sierpnia Międzynarodowy Festiwal Folkloru pt. „Kanał Augustowski w Kulturze Trzech Narodów” łączący Białoruś, Litwę i Polskę. A we wrześniu kolejna edycja Republikańskiej Wielobranżowej Wystawy – Jarmark „Euroregion Niemen” oraz dożynki. A zatem, z czystym sumieniem polecam Grodzieńszczyznę na turystyczne wojaże.

Agnieszka Piwar

Reportaż ukazał się pierwotnie w „Myśli Polskiej”

Za: (nadesłany materiał Autorski) Dziękujemy!

Wesprzyj naszą działalność [Bibuła. md]

Rok 2027. Pamiętnik matki Polki.

[z internetu…]

Budzik zadzwonił o godz.3.00, wstałam, wzięłam łyk kawy z termosu którą zrobiłam wieczorem bo prąd dopiero włączają około 12-tej jak są pierwsze Wiadomości w TVP.

Ubrałam się, wzięłam Millę na smycz i szybko do lasu po chrust by zdążyć przed godzinami dla matek z dziećmi do lat 3 i kobietami w ciąży, które zaczynają się o 5.00, władza mówi, że o ciężarne i małe dzieci trzeba dbać  więc mogą chrust zebrać rano.

Miałyśmy szczęście, w nocy był wiatr leżało sporo gałązek, uzbierałyśmy zapas na 3 dni więc jutro trochę odeśpię.

Wróciłyśmy rozpaliłam w piecu, wczoraj padało, tak więc miałam nawet sporo wody, zrobiłam świeżą kawę i będzie na zupę.

Wracając nazbierałam liści szczawiu ktoś musiał nie zauważyć, więc będzie wyżerka zupa szczawiowa a jak starczy wody to jeszcze kompot z mirabelek zrobię które wczoraj mąż nazrywał jak jechał  z pracy tym najnowszym autem na chrust co dostaliśmy od Morawieckiego. 

Jak już ogarnę dom idę na autobus, niestety nie zawsze przyjedzie, jako gmina opozycyjna nie dostaliśmy najnowszych modeli na chrust tylko mamy starocie na węgiel no a z węglem wiecie jak jest.

Po drodze spotkałam sąsiadkę, mówi, że proboszcz nowa listę wywiesił na plebanii z grafikiem dla poszczególnych rodzin kiedy mają chrust przynosić i to tylko ten pierwszego gatunku bo jego gospodyni potem narzeka, że piec się zapycha.

Nie powiem co sobie pomyślałam bo słowa są niecenzuralne. Przyjechał autobus, w ostatniej chwili wpadłam do hali odlotów CPK Baranów by samolotem udać się do Radomia skąd mam prom do Poznania. Wracam z reguły z mężem bo prom łapie spore opóźnienie a przecież jeszcze muszę iść po drugą porcję chrustu by mieć trochę ciepłej wody do prania. 

Wieczorem przez godzinę mamy prąd, znów za sprawą TVP i wieczornych wiadomości w których dowiaduję się jak bardzo inni zazdroszczą mi takiego życia, co mam dzięki PiS bo za Tuska to nikt by mi nie zazdrościł. Zadzwoniłam jeszcze do sąsiadki rozmowa był kontrolowana więc zaczęłam oficjalnym powitaniem: Niech będzie pozdrowiony Jarosław zawsze dziewica… wymieniłyśmy grzeczności jak nam jest dobrze i że wszyscy nam zazdroszczą. 

Po 20 wyszłam jeszcze z Millą a potem już tylko umyć się w resztce deszczówki i spać bo jutro mam zbieranie chrustu dla proboszcza a chcę zdążyć przed godzinami dla matek z dziećmi do lat 3.

Solidarna Polska przeciw Kamieniom Milowym rzucanym w Polskę.

Ziobro: Ostateczna treść nie była przedmiotem ustaleń z SP

———————–

[proszę czytelników o przesłanie mi oryginały wypowiedzi min. Ziobro. W cenzurowanej prasie nie znalazłem. Mirosław Dakowski]

11 czerwca. https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8452408,ziobro-kpo-kamienie-milowe-solidarna-polska.html

Ostateczna treść „kamieni milowych” nie była przedmiotem ustaleń ani rządowych, ani politycznych z Solidarną Polską – oświadczył w sobotę lider partii, szef MS Zbigniew Ziobro. Solidarna Polska nie wszystkie kamienie milowe jest w stanie poprzeć, np. opodatkowania używania aut spalinowych – dodał.

W sobotę odbył się zarząd Solidarnej Polski w sprawie kamieni milowych i Krajowego Planu Odbudowy, po zakończeniu którego odbyła się konferencja prasowa przedstawicieli ugrupowania.

Lider Solidarnej Polski, szef MS Zbigniew Ziobro powiedział dziennikarzom, że zarząd podjął uchwałę w omawianej sprawie. Ostateczna treść tzw. kamieni milowych nie była przedmiotem ustaleń ani rządowych, ani politycznych z Solidarną Polską. W tym sensie nie czujemy się zobowiązani do realizacji tych wszystkich postanowień, które są tam zawarte bez wcześniejszej jej oceny, a ocenę będziemy dokonywać wyłącznie pod kątem interesu Polski i Polaków – mówił Ziobro.

Zaznaczy, że w kamieniach milowych znalazły się punkty mające charakter neutralny, ale są też i takie, które budzą zasadnicze wątpliwości. W tym kontekście wymienił opodatkowanie używania aut spalinowych.

Jest to droga do realizacji ostatniego szalonego żądania PE, aby te samochody zlikwidować z przestrzeni publicznej UE, w tym Polski – ocenił. Dodał, że Solidarna Polska nie jest w stanie poprzeć tego punktu, gdyż – zdaniem ugrupowania – uderzyłoby to w podstawowe interesy ekonomiczne milionów polskich rodzin.

Nie będziemy zgadzać się na tego typu ideologiczne szaleństwa, które będą uderzać w kieszenie Polaków – oświadczył.

Intronizacja. Szanse.

Intronizacja.

Ks. Wojciech Jędrzejowski 11 czerwca 2022

Intronizacja staje się tematem coraz bardziej aktualnym.

Co to jest? Skąd to się wzięło?

Chciałem to wyjaśnić w sposób zrozumiały dla normalnego człowieka, który zajęty swoją pracą, nie ma czasu na to, by zajmować się tymi sprawami.

Wiele rzeczy można wyjaśnić tylko przez podobieństwa, do wypadków, które już miały miejsce.

Zacznijmy od spraw dawnych powszechnie znanych.

Pan Bóg stworzył świat i puścił go w bieg według dwóch praw. Pierwsze to prawa przyrody dla wszystkich stworzeń i drugie to prawo moralne, czyli prawo Boże dla człowieka. Ponad to dał człowiekowi wolną wolę, czyli możliwość czynienia dobra lub zła, by mógł – czyniąc dobrze, zasłużyć na wieczną nagrodę. Pan Bóg nie przestał światem opiekować się, tylko podtrzymuje go w istnieniu. Nie przestał też opiekować się człowiekiem.
W wyjątkowych sytuacjach, gdy prawo Boże przestaje być przestrzegane, upomina za pośrednictwem wybranych przez siebie ludzi i wskazuje co należy czynić, by uniknąć nieszczęść (kary). Zwykle Pan Bóg daje dwie możliwości rozwiązania, czyli załatwienia problemów. Na pierwszym miejscu Pan Bóg stawia załatwienia w sposób religijny, Boży, bezbolesny i bardzo skuteczny. A drugi sposób jest równie skuteczny, ale bardzo bolesny. Ponieważ dał człowiekowi wolną wolę i uwzględnia ją, podjęcie decyzji w dużej mierze uzależnił od postępowania ludzi, wodza religijnego, lub całego narodu. Wyznaczył też czas, w którym religijne rozwiązanie ma być dokonane. Jest cierpliwy, czeka długo. Gdy w tym czasie religijne załatwienie sprawy nie zostaje wykonane, wówczas Pan Bóg dopuszcza to drugie, czyli bardzo bolesne. Aby to zrozumieć należy popatrzyć jak to się działo na przestrzeni dziejów.

Zacznijmy od wspomnienia czasu potopu. Mieszkańcy ziemi wiedzieli, że ich postępowanie nie jest najlepsze i mieli czas na poprawę swego życia. Noe budował arkę sto lat, czyli bardzo długo. Ludzie o tym wiedzieli. Poprawy nie było – przyszło to drugie, bolesne rozwiązanie: potop. Uratował się tylko Noe w swej arce.

Czasy Niniwy. Zapowiedź zniszczenia. Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa będzie zniszczona. Mieszkańcy natychmiast podjęli religijne rozwiązanie, pokutę. – I nie było walki, wzajemnego zabijania, niszczenia, burzenia. Niniwa została ocalona.

Czasy Sodomy i Gomory. Mieszkańcy przebrali miarę w czynieniu zła. Warunkiem ocalenia była nie wielka grupa ludzi uczciwych. Wystarczyłoby 10 osób, ale i tych zbrakło. – Nie było ratunku. Miasta zostały zniszczone. Lot z żoną mógł się ratować jedynie ucieczką.

A w nowszych czasach, gdy we Francji kwitł katolicyzm, władza była w rękach ludzi wierzących, ale już powstawały grupy niewierzących, nawołujące do odłączenia Kościoła od państwa, legalizacji rozwodów, zbliżały się czasy rewolucji. Król Francuski Ludwik XVI otrzymał polecenie, by oddać Francję w opiekę Najświętszego Serca Pana Jezusa. Wówczas nastąpi rozwój Francji i Francja stanie się potęgą. To było religijne rozwiązanie. Jeśli tego nie zrobi, nastąpi rewolucja i prześladowanie katolików. Król francuski zbyt długo zwlekał! Nastała rewolucja, został pozbawiony władzy królewskiej. Dopiero jako zwykły obywatel oddał Francję w opiekę Sercu Pana Jezusa, ale już było za późno. Taki akt nie miał już żadnego znaczenia, więc przyszły krwawe prześladowania i inne nieszczęścia.

Czasy nam bliskie! Siostra Faustyna otrzymała polecenie, by szerzyć kult Miłosierdzia Bożego. Świat zbyt daleko odszedł od Boga, groził wybuch trzeciej wojny światowej już przy pomocy broni nuklearnej. Marszałkowie rosyjscy byli doskonałymi mistrzami wojennymi i mieli tak przygotowany atak, że Zachód nie miał szans obrony. Od wielkiej kary uchronić go mogło tylko Miłosierdzie Boże. Trzeba o nie prosić. Na szczęście nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego rozszerzyło się po całym świecie i sprawa została rozwiązana w sposób religijny. Pan Bóg okazał swe Miłosierdzie. Wojna nie wybuchła, a Związek Radziecki rozpadł się bez walki.

Jak to było możliwe? – Aby to osiągnąć, Pan Bóg, posłużył się tylko jednym człowiekiem, (Ryszardem Kuklińskim) który o stanie przygotowania radzieckiej armii poinformował kogo trzeba. Ci w odpowiedzi zrobili to co powinni. Gdy się o tym dowiedzieli marszałkowie radzieccy doszli do wniosku, że w takiej sytuacji wojna nie ma sensu. I atomowej wojny światowej nie było!

Należy też wspomnieć polecenie z Fatimy, „by papież w łączności z biskupami całego świata poświęcił Rosję w opieką Najświętsze Marii Panny, wówczas Rosja nawróci się i nastanie pokój” (na dłuższy czas). To jest rozwiązanie religijne. Jeśli papież tego nie zrobi, czyli czas rozwiązania bezskutecznie przeminie, wówczas nastąpi drugie rozwiązanie: Rosja rozszerzy swe błędy na cały świat, wywoła nowe wojny i prześladowanie Kościoła”.

Niestety żaden z papieży tego nie zrobił. Próbowali, oddać w opiekę Matce Bożej cały świat, ale zrobili to bez wymienienia Rosji, a to nie wystarczyło. – Rosyjskie czyli komunistyczne błędy rozszerzyły się na cały świat. Powstało ogólnoświatowe, coraz większe prześladowanie Kościoła.

Polecenie z Fatimy, Siostra Łucja, uzupełniła słowami: „Oni to zrobią, ale będzie za późno”.

Tego spóźnionego wydarzenia byliśmy wszyscy świadkami 25 marca 2022 roku. Biskupi całego świata [czyżby??? MD] , razem ze swymi wiernymi oddali Rosję i Ukrainę w opiekę Matce Najświętszej. Niestety! miesiąc wcześniej 24 II 2022 r. powstał konflikt na Ukrainie. Akt oddania Rosji w opieką Matce Najświętszej został dokonany za późno.

Jaki będzie dalszy bieg historii tego nikt nie wie! – Można się tylko domyślać na podstawie wizji jaką otrzymała Rozalia Celakówna.

W między czasie mamy kolejny polski wątek, gdy zbliżał się czas drugiej wojny światowej. Rozalia Celakówna otrzymała wizję tych nieszczęść. Tego kataklizmu można było uniknąć, ale trzeba było dokonać aktu religijnego. Konieczne było, aby przedstawiciel Biskupów polskich dokonał Intronizacji Chrystusa Króla, wówczas wojny nie będzie, czyli Niemcy nie napadaną na Polskę.

Z tą prośbą zwrócił się do kardynała Hlonda spowiednik Rozalii Celakówny, a także Ojcowie Paulini z Jasnej Góry. Gdy te prośby nie przyniosły skutku, Rozalia Celakówna dotarła do kardynała i prosiła o dokonanie Intronizacji bo: „Jeszcze dziś jest czas”! Kardynał prośby nie uwzględnił, Intronizacji nie dokonał. Religijne rozwiązanie zostało zlekceważone. Nastąpiło drugie, bolesne rozwiązanie. Niemcy napadli na Polskę i rozpoczęła się wojna światowa z rzezią milionów ludzi.

– Tu ukryta jest tajemnica. Na jakiej podstawie Rozalia mogła twierdzić, że jeszcze dziś jest czas? Dlaczego od tak drobnej rzeczy zależą tak ważne sprawy. Rozalia tych szczegółów nie znała, miała tylko wizję, ale wystarczyło spełnić warunki jakie we wizji polecono i wojny by nie było.

– Tę tajemnicę dużo później rozszyfrowali historycy i stwierdzili, że zwolennikiem wojny był tylko Adolf Hitler, który był przy władzy. Wszyscy generałowie niemieccy byli przeciwnikami rozpoczynania wojny, bo zdawali sobie sprawę z tego, że z całym światem Niemcy wojny nie wygrają, tylko poniosą sromotną klęskę.

– W tym czasie był przygotowywany zamach na Hitlera, by zlikwidować zwolennika wojny. – Gdyby była modlitwa (Intronizacja), a więc rozwiązanie religijne, zamach by się udał i do władzy doszliby zwolennicy pokoju. Ponieważ ten warunek z wizji nie został spełniony, brakło pomocy Bożej, zamach się nie udał i przy władzy utrzymali się zwolennicy wojny (1939 r.) Wkrótce na rozkaz Hitlera Niemcy napadli na Polskę i rozpoczęła się wojna światowa, czyli nastąpiła druga możliwość rozwiązania.

Historia się nie skończyła. Według wizji Rozalii Celakównej, przed nami jest kolejny kataklizm, Ponieważ religijnego aktu poświecenia Rosi i Ukrainy w opieką Matki Najświętszej dokonano, jak twierdzi Siostra Łucja za późno, należy przypuszczać że bieg historii nastąpi według drugiej wersji, czyli wielkich kataklizmów, zginie wiele narodów, a „ostoją się tylko te narody, które dokonają Intronizacji Chrystusa Króla w całym tego słowa znaczeniu”.

Polska jest w tym szczęśliwym położeniu, że starania o Intronizację rozpoczęte przez Rozalię Celakównę w 1937 roku, udało się przeprowadzić 19-stego listopada 2016 roku w Krakowie – Łagiewnikach w sposób przekraczający wszelkie potrzebne warunki konieczne do uznania ważności aktu Intronizacji Chrystusa jako Króla i Pana. W Łagiewnikach udział wzięło 50 biskupów, tysiąc księży, przedstawiciele władz państwowych na czele z Andrzejem Dudą, około 140 tysięcy wiernych. [Sądzę, że to jest interpretacja optymistyczna. MD]

Co to jest Intronizacja. To nie jest wprowadzanie Chrystusa na tron, nadawanie Chrystusowi władzy, bo Chrystus miał ją od samego początku: Sam powiedział: „Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi”. Intronizacja to jest przyjęcie władzy Chrystusa. i podporządkowanie się jej w każdej sytuacji, czyli w peł-ni tego słowa znaczeniu, albo inaczej: Intronizacja to przyjęcie Bożych przykazań
i podporządkowanie się im. To jest bardzo ważne dzisiaj, gdy wprowadza się prze-pisy prawne niezgodne ze zdrowym rozsądkiem, propagujące różne zboczenia, więc nie zgodne z przykazaniami Bożymi. A nawet chce się wprowadzić jako obowiązu-jące „prawo do zabijania dzieci jeszcze nie narodzonych”.

Ponieważ mało krajów dokonało Intronizacji, a zło zapowiadane rozpoczęło się 24 lutego 2022 r. , należy nawoływać wszystkie katolickie narody, by na wzór Polski, jak najszybciej dokonały Intronizacji Chrystusa jako swojego Króla, bo czas jest krótki podobnie jak w Sodomie i Gomorze, gdy aniołowie w ostatniej chwili przed katastrofą chwycili Lota za ręce i wyprowadzili z miasta.

Ostatecznie splotły się ze sobą dwie wizje: Fatimska tycząca ofiarowania Rosji w opiekę Matki Bożej, o której Łucja powiedziała: „Oni to zrobią, ale będzie za późno”, splata się z wizją Rozalii Celakówny tyczącą Intronizacji: „Ostoją się tylko te narody, które dokonają Intronizacji”.

Wydaje się że Pan Bóg w swym Miłosierdziu bardzo wielu narodom daje szansę załatwienia zbliżających się kataklizmów w sposób religijny, łagodny, a może nawet bezbolesny.

W krajach, w których jeszcze nie padają bomby, należy na wzór Polski dokonać jak najszybciej Intronizacji. – Z Rozalią Celakówną można mówić: „Jeszcze dziś jest czas”.

– „Ostoją się tylko te narody, które dokonają Intronizacji”.

Ks. Wojciech Jędrzejowski

Ceny wzrosły rdr o kilkadziesiąt procent, takich jak olej, masło, mąka, cukier, mięsa, pieczywo czy makaron.

Jacek Wilk UJAWNIA prawdę o inflacji: „To nie jest kilkanaście procent”

https://nczas.com/2022/06/11/jacek-wilk-ujawnia-prawde-o-inflacji-to-nie-jest-kilkanascie-procent-video/
W piątek w Sejmie odbyła się konferencja prasowa Konfederacji poświęcona drożyźnie w Polsce. Podczas niej głos zabrał m.in. były poseł Jacek Wilk.

Oczywiście to jest temat numer jeden teraz dla Polaków i żadna inna sprawa, nawet próby różnych tematów zastępczych, wtłaczanych na siłę, nie przysłonią tego, że Polacy szybko biednieją, ponieważ bardzo szybko traci wartość polski złoty – powiedział Wilk.

Były poseł podkreślił, iż „problem jest o wiele, wiele większy niż to podają oficjalne statystyki, oficjalna propaganda rządowa”. – Z całą pewnością to nie jest kilkanaście procent, co wszyscy widzą w swoich portfelach, wszyscy widzą w swoich koszykach zakupowych – wskazał.

Wszyscy widzą to idąc po prostu do sklepu i kupując towary pierwszej potrzeby – powiedział Wilk i dodał, że „ta wiedza intuicyjna, ale też (…) wiedza powszechna dla wszystkich (…) znajduje swoje potwierdzenie w badaniach”.

Następnie polityk podał kilka przykładów produktów, których ceny wzrosły rdr o kilkadziesiąt procent, takich jak olej, masło, mąka, cukier, mięsa, pieczywo czy makaron.

„To pokazuje skalę inflacji”

To są właśnie artykuły pierwszej potrzeby, to jest żywność. To jest to, co każdy z nas musi kupować bez względu na wszystko inne.

To pokazuje skalę inflacji, a więc to nie jest kilkanaście procent. Dla przeciętnego Polaka to jest kilkadziesiąt procent wzrostu cen tych towarów, które musi kupować.

To jest skala drożyzny PiS wywołanej przez tę partię – podsumował Wilk.

MIAŻDŻĄCY raport NIK ws. „Czajki”

Trzaskowskiemu się to nie spodoba! MIAŻDŻĄCY raport NIK ws. „Czajki”

https://nczas.com/2022/06/11/trzaskowskiemu-sie-to-nie-spodoba-miazdzacy-raport-nik-ws-czajki/
Postępowanie MPWiK związane z projektowaniem, budową i eksploatacją kolektora podziemnego transportującego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni „Czajka”, nie zapewniło ciągłego i bezpiecznego dla środowiska przesyłu ścieków – oceniła NIK. Działania nadzorcze prezydenta stolicy uznała za niewystarczające.

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała raport dotyczący projektowania, budowy i eksploatacji kolektora podziemnego transportującego ścieki z lewobrzeżnej Warszawy do Oczyszczalni Ścieków Komunalnych „Czajka”. Ocenia on m.in. przyczyny awarii, do których doszło w 2019 i 2020 r.

Kontrolerzy NIK ocenili, że „postępowanie MPWiK związane z projektowaniem, budową i eksploatacją kolektora podziemnego transportującego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do OŚK «Czajka», nie zapewniło ciągłego i bezpiecznego dla środowiska przesyłu ścieków, w tym wyeliminowania czynników zwiększających ryzyko wystąpienia awarii”.

W ocenie Izby „również działania nadzorcze Prezydenta m.st. Warszawy nad ww. zadaniami były niewystarczające”.

„Prezydent m.st. Warszawy nie wykorzystał wszystkich możliwych środków nadzoru właścicielskiego, a także uprawnień kontrolnych wynikających z zawartej umowy oraz z wydanej decyzji. Nie sprawował również skutecznego nadzoru nad prawidłowością postępowania administracyjnego zakończonego wydaniem DUŚ (Decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia – PAP) dla tej inwestycji” – czytamy w raporcie.

NIK wskazała, że „w MPWiK nierzetelnie monitorowano budowę przedmiotowego układu przesyłowego pod kątem zgodności z przepisami ustawy – Prawo budowalne, a ustanawiając inspektorów nadzoru inwestorskiego i Inżyniera Kontraktu nierzetelnie nadzorowano realizację przez nich zadań”.

„W efekcie, podczas realizacji układu przesyłowego ścieków do OŚK «Czajka», wprowadzono zmiany wykonawcze względem projektu budowlanego, które w ocenie powołanych przez NIK biegłych stworzyły warunki, które najprawdopodobniej doprowadziły do I awarii o znacznym zasięgu” – czytamy w raporcie.

Najwyższa Izba Kontroli oceniła negatywnie podejmowane w MPWiK działania związane z odbiorem kolektora transportującego ścieki do oczyszczalni „Czajka”. Zdaniem kontrolerów „w Spółce w sposób niedostateczny analizowano dokumentację stworzoną w ramach budowy oraz nierzetelnie zweryfikowano raport końcowy Inżyniera Kontraktu”.

„Działania podejmowane w MPWiK w celu zapewnienia prawidłowej i bezpiecznej eksploatacji kolektora transportującego ścieki do OŚK «Czajka» były niewystarczające, gdyż nie pozwalały na ocenę stanu faktycznego rurociągów w tunelu pod Wisłą” – napisała NIK.

Zgodnie z raportem „na negatywną ocenę zasługują działania MPWiK w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa osób znajdujących się w układzie przesyłowym pod Wisłą – w czasie zarówno I awarii, jak i II awarii – a także w okresie poprzedzającym I awarię”.

„W ten sam sposób należy ocenić niestosowanie się do obowiązujących przepisów w zakresie bezpieczeństwa w tunelu pod Wisłą – skutkujące narażeniem zdrowia lub życia ludzi tam przebywających” – dodano.

„Przykładem tego było podjęcie decyzji w czasie I awarii nitki A o wpuszczeniu do komory wejściowej i tunelu pracowników MPWiK i ekspertów z Politechniki Warszawskiej, nie mając wiedzy na temat przyczyn awarii i przy braku pewności, czy za chwilę nie nastąpi awaria pracującej w tym czasie nitki B, która – jak ustalono dopiero w trakcie kontroli NIK – już wtedy była nieszczelna” – wyjaśniła NIK.

Prezes NIK Marian Banaś zaakceptował informację o wynikach kontroli dotyczącej projektowania, budowy i eksploatacji kolektora podziemnego transportującego ścieki z lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni ścieków „Czajka” 31 marca tego roku. Raport został opublikowany na stronach izby 8 czerwca.

Źródło: PAP

Prawie 500 tysięcy ukraińskich mężczyzn objętych mobilizacją – wbrew zakazowi wjechało do Polski

10 czerwca 2022 https://legaartis.pl/blog/2022/06/10/prawie-500-tysiecy-ukrainskich-mezczyzn-objetych-mobilizacja-wbrew-zakazowi-wjechalo-do-polski/

Wbrew zakazowi z Ukrainy do Polski wjechało 432 tys. mężczyzn objętych mobilizacją – w tle wielka korupcja na ukraińskiej granicy – poinformowała „Rzeczpospolita”. Tomasz Siemoniak, były szef MON, jest zszokowany rozmiarami zjawiska. Według niego skala korupcji i nieszczelności systemu jest wielokrotnie większa niż można było przypuszczać.

Ukraińska SBU miała zatrzymać pod koniec maja grupę pograniczników, którzy za łapówki od 3 do 5 tys. dolarów, przyjmowane na przejściach granicznych, pozwalali wyjechać obywatelom objętym zakazem opuszczania kraju. Chodzi o mężczyzn w wieku od 18 do 60 lat, którzy według ukraińskiego prawa powinni bronić swojego kraju” – podaje gazeta.

Przypomina, że zakaz wyjazdu dla nich został wprowadzony 24 lutego, tuż po wydaniu dekretu prezydenta o stanie wojennym (wyjechać może legalnie tylko wąska kategoria mężczyzn, m.in. samotni ojcowie lub ojcowie wielodzietnej rodziny). „Rz” podaje, że komunikat o rozbiciu zorganizowanej grupy przestępczej SBU umieściła na komunikatorze Telegram, ale szybko go zdjęła. Dziś nie ma po nim śladu.

Ilu mężczyzn objętych zakazem opuściło Ukrainę, przekraczając polską granicę? „’Od 24.02 do 07.06.2022 r. do Polski z Ukrainy wjechało łącznie 3,645 mln obywateli Ukrainy, w tym 432 tys. obywateli UA – mężczyzn w wieku 18-60 lat. Straż Graniczna nie przekazywała danych tych osób służbom Ukrainy’ – odpisuje nam por. Anna Michalska, rzeczniczka Komendanta Głównego Straży Granicznej. Ilu wyjechało poprzez Mołdawię czy Rumunię? Frontex nie posiada takich danych” – możemy przeczytać w „Rzeczpospolitej”.

„Co istotne, rządowe dane pokazują, że mężczyźni, którzy wyjechali z Ukrainy, bardzo rzadko rejestrują się w Polsce. Spośród 18-65 latków wnioski o PESEL złożyło zaledwie 5,1 tys. obywateli Ukrainy, którzy przekroczyli granicę po 24 lutego. To głównie osoby po 60-tce” – dodaje dziennik.

Plany agentur: Zachować majątek, honor oraz władzę, zostały w całości zrealizowane.

Mirosław Dakowski. 10 czerwca 2022.

Ostatnio Janusz KorwinMikke przypomniał w sejmie zdarzenia sprzed trzech dziesięcioleci, mianowicie tak zwane ‘ujawnienie agentury’ 4 czerwca 1992. JKM teraz mówi nam, że Antoni Macierewicz nie spełnił nakazów ówczesnej uchwały Sejmu o ujawnieniu agentów. Mianowicie, według JKM, do czego potem przyznał się tak Macierewicz jak i Naimskinie ujawniono agentów, którzy zostali już przefarbowani, to jest – przewerbowani do UOP i podobnych.

Oczywiście my nie wiemy, ani nie wiedzieliśmy przed 30 laty czy to prawda, to znaczy kto został zwerbowany do nowych „Władz”. Wiemy natomiast z pewnością, z doświadczenia, że większość agentury pozostała aktywna.Jest bowiem grupą opływającą w bogactwa i władzę.

W pierwszym sejmie, który został wybrany po tych bezczelnie przeprowadzonych wyborach „na 35%”, więc w tym pierwszym sejmie znalazły się [może powiem sarkastycznie przypadkowo], osoby uczciwe, Polacy, odważni patrioci. Z jednym z nich, który był w Komisji do Spraw Służb Specjalnych, rozmawialiśmy prywatnie, przy dobrym jedzeniu i smacznych nalewkach. Oczywiście, jak to Polacy, rozmawialiśmy o Polsce i jej losach. W pewnym momencie pan poseł się zaczerwienił, a było to już po sporej ilości kieliszków i argumentów, i powiedział:To ja jednak wam powiem, co znalazłem w super tajnej części dokumentów. Mianowicie są tam podani najważniejsi, najtajniejsi agenci Kiszczaka. Jest ich pięciu”.My: To przecież oczywiste, no Geremek, Michnik!!. On potwierdził, zbladł i podał nam trzy następne nazwiska. Wtedy i myśmy zbledli i na dłuższą chwilę przestaliśmy pić. Jednego z tych nazwisk już nie pamiętam, a dwóch nie podam, nie chcąc wywołać kłótni, furii czy oburzenia różnych moich czytelników. Bo wśród nich, poza rozsądnymi, trzeźwymi, pozostali jeszcze przecież ludzie o zróżnicowanych „sympatiach politycznych”… oraz naiwni.

Jak już wspomniałem, dla najróżniejszych odłamów szpiegów, agentów, przy tych przemianach w Polsce, w KDL-ach, w Związku Sowieckim, który właśnie przepoczwarzał w Rosję, najważniejsze to było: zachować albo majątek albo honor albo władzę.

Na nasze nieszczęście udało im się zrealizować wszystkie te trzy cele równocześnie.

Wiemy, że istniało i istnieje wiele różnych tajnych organizacji, grup czy gangów które rządziły i chcą tu rządzić dalej- KGB, GRU czy IW, z masonów szkoci, francuzy, B’nai B’rith, frankiści, już wtedy oficerowie New World Order czyli NWO, a wyżej tych grup – Iluminaci, Rodzina Rothschildów.Ci ostatni prowadzą od miesięcy aktywny nabór w Polsce, pochlebiają więc, kusząc sławą, stokrotnym zwiększeniem nakładów, zdjęciem cenzury z głoszonych [obecnie cichutko] poglądów. Co poniektórym dżin ma postawić pałac w starym parku, [i pewnie to zrobi, nie oszuka, aby uwieść tych innych, wahających się].

Nie wchodzimy tu, z powodu niewiedzy, w te rozróżnienia, w obecnej sytuacji Polski.

No, teraz widzimy, to każdy przecież może zobaczyć, że rządzą nami jacyś obcy, jakby okupanci z Marsa czy jakiegoś dalszego złowrogiego kosmosu.

Jak się wyżej powiedziało, nie wchodzimy tu w ich rozróżnienia. Nie nasze to siły. Zresztą, tam w modzie i zwyczaju jest należenie do wielu ‘społeczności’ i gangów jednocześnie. Na razie nie wspomnę tu o jakżeż przecież modnych grupach nacisku pederastów i pedofilów.

Czy wobec tak Przemożnego Zwycięstwa wrogów Polski, wrogów polskości, a szerzej wrogów ludzkości mamy jakieś nadzieje?

Nasz opór powinien, ma polegać na zachowaniu uczciwości, odwagi, nadziei i logiki, wiary w Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Bo wiemy przecież, że tamto to – przepraszam za dosłowność – agresja piekła zbudowane jest na piasku pychy, kłamstwa, a budowle takie się zapadają, rozsypują szybciej, niż przypuszczamy. I szybciej niż oni planują.

——————-

PS: Mówisz: napisane niechlujnie, pośpiesznie. Ależ oczywiście. Jesteśmy w trakcie okrutnej wojny, nie mam sił i czasu na cyzelowanie piękny zdań.

Stoimy u progu całkiem nowego zagrożenia. Stagflacja. Zaboli bardziej niż inflacja

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/stagflacja-w-polsce-ryzyko-jest-coraz-wieksze/4qtze3v

Polska gospodarka może wpaść w pułapkę, w jakiej jeszcze w swojej najnowszej historii nie była. Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego właśnie stanęliśmy u progu stagflacji. To zjawisko, które jest bardzo dokuczliwe i trudne do przezwyciężenia. — Nigdy ryzyko nie było aż tak duże — mówi w Business Insider Polska ekonomista. Są też jednak eksperci, którzy wierzą, że stagflacji w Polsce uda się uniknąć.

  • O stagflacji mówi już coraz więcej ekonomistów. To zjawisko, w którym gospodarka jednocześnie ma problem ze stosunkowo wolnym rozwojem oraz wysoką inflacją
  • Ryzyko to pojawia się jednak nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach, w tym również tych wysoko rozwiniętych
  • Pierwszy przed takim scenariuszem alarmował prof. Witold Orłowski. Było to tuż przed wybuchem pandemii koronawirusa
  • Dziś ekonomista twierdzi, że stoimy już u progu stagflacji i trudno będzie się nam przed nią uchronić

Stagflacja to połączenie wysokiej inflacji ze stosunkowo niskim wzrostem gospodarczym lub nawet recesją.

Jeszcze jesienią ubiegłego roku, gdy RPP nawet nie rozpoczęła cyklu podnoszenia stóp procentowych, Rafał Hirsch w Business Insider Polska bardzo obrazowo tłumaczył mechanizm działania tego zjawiska.

„W normalnych warunkach gospodarka albo jest w fazie rozwoju, kiedy rośnie PKB, a jednocześnie jako efekt uboczny rośnie też inflacja, albo jest w fazie recesji, kiedy mamy kryzys, PKB spada, rośnie bezrobocie, ale jednocześnie znika problem z inflacją, ponieważ nikt nie podnosi cen w kryzysie i przy braku popytu na rynku” — pisał Hirsch.

Stagflacja bierze z tych dwóch „normalnych” scenariuszy wszystko, co najgorsze i łączy to ze sobą – mamy i wysoką inflację, i spowolnienie gospodarcze, które, nawet jeśli prowadzi do recesji, to mimo to nie kasuje inflacji.