90 % projektów USAID zostanie zlikwidowane. Zaoszczędzone pieniądze Donald Trump przeznaczy na walkę z lewackimi szaleństwami?

90 procent projektów USAID zostanie zlikwidowane. Zaoszczędzone pieniądze Donald Trump przeznaczy na walkę z lewackimi szaleństwami?

https://pch24.pl/90-procent-projektow-usaid-zostanie-zlikwidowane-zaoszczedzone-pieniadze-donald-trump-przeznaczy-na-walke-z-lewackimi-szalenstwami

Administracja Trumpa oświadczyła już, że wyeliminuje ponad 90 proc. kontraktów na pomoc zagraniczną udzielanej za pośrednictwem Amerykańskiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego (USAID). Zaoszczędzą dzięki temu około 60 mld dol. rocznie.

Te dane pochodzą z notatki wewnętrznej pozyskanej przez agencję Associated Press. Zostały one również przedstawione w środę w jednym z federalnych procesów.

Sąd Najwyższy w środę późnym wieczorem tymczasowo zablokował nakaz sądowy nakazujący administracji uwolnienie miliardów dolarów pomocy zagranicznej do północy.

W notatce zaznaczono, że urzędnicy „usuwają znaczną ilość projektów, wynikających z dziesięcioleci dryfu instytucjonalnego”. Zmienią sią zasady przyznawania pomocy zagranicznej przez USA, by „mądrze wykorzystywać pieniądze podatników w celu promowania amerykańskich interesów”.

Prezydent Donald Trump i Elon Musk, któremu nowy przywódca USA polecił poszukać dużych oszczędności rzędu 1,9 bln dol. [tj. 1 900 miliardów md] w amerykańskiej administracji w pierwszej kolejności uderzyli w działania USAID, która maiła promować liberalny program i marnotrawić pieniądze podatników.

20 stycznia prezydent zarządził 90-dniowy przegląd poszczególnych programów pomocy zagranicznej, by ostatecznie określić, które programy powinny być kontynuowane, a które zamknięte. Z dania na dzień wstrzymano możliwość dysponowania środkami pieniężnymi, co miało zmusić wiele organizacji korzystających z dotacji do rezygnacji z realizacji pewnych projektów i zwolnienia części pracowników.

Zespół Departamentu Efektywności Rządowej Muska zwolnił znaczną część pracowników agencji USAID, a część wysłał na przymusowe urlopy.

W dokumentach federalnych złożonych w środę w sądzie organizacje non-profit, którym USAID nie wypłaca środków na realizację wcześniej uzgodnionych projektów, wskazały konkretne osoby wyznaczone przez Trumpa na stanowiska polityczne, jak i członków zespołu Muska, którzy mieli rozwiązywać umowy USAID na całym świecie w „szalonym tempie, bez czasu na jakąkolwiek znaczącą kontrolę”.

Ogółem administracja Trumpa poinformowała, że ​​zlikwiduje 5800 z 6200 wieloletnich kontraktów USAID, oszczędzając około 54 miliardy dolarów. Kolejne 4100 z 9100 dotacji Departamentu Stanu zostało wyeliminowanych, co oznacza oszczędności na poziomie 4,4 miliarda dolarów.

Decyzje w tym zakresie zapadły bardzo szybko w związku z nakazami sądowymi, jakie pojawiły się po zaskarżeniu decyzji ekipy Trumpa o organizacji przeglądu projektów i wstrzymaniu środków na ten czas (pierwotnie przegląd miał trwać 90 dni).

Urzędnicy mieli także wypłacić kilka milionów dolarów zaległych płatności należnych organizacjom i firmom amerykańskim i międzynarodowym.

Nakaz sędziego sadu okręgowego USA Amira H. Alego o odmrożeniu miliardów dolarów do północy w środę pozostanie wstrzymany, dopóki Sąd Najwyższy nie będzie miał okazji zająć pełniejszego stanowiska w tej sprawie – poinformował Prezesa Sądu Najwyższego John Roberts.

Ali nakazał rządowi federalnemu zastosowanie się do jego decyzji tymczasowo blokującej zamrożenie pomocy zagranicznej, orzekając w pozwie złożonym przez organizacje non-profit i firmy, które korzystały z funduszy USAID.

Administracja złożyła także apelację do Sądu Najwyższego w innej sprawie, argumentując, że sąd niższej instancji niesłusznie przywrócił na stanowisko szefa federalnej agencji nadzorczej po tym, jak Trump go zwolnił.

„Wyczerpujący przegląd” projektów pomocy zagranicznej dokonany przez pracowników nowej administracji oznacza ogromne zmiany. Postanowiono rozwiązać szereg umów dotyczących promocji „sprawiedliwości środowiskowej” i „rozwoju inkluzywnego LGBTQI+” w innych krajach. Środki nie pójdą również do organizacji promujących aborcję.

Oprócz wydatków na klimat i inkluzję mają być rozwiązane programy pomocowe dla podmiotów powiązanych z działalnością terrorystyczną.

Zmniejszy się liczba pracowników USAID z 10 tys. do około 600.

Pod rządami Bidena USAID wydawała kolosalne środki na promocję przez rząd federalny programów różnorodności, równości i inkluzji (DEI), także w innych krajach. Stanowiło to część strategii klimatycznej na lata 2022–2030. USAID planowała wydać 150 mld dol. na projekty, których celem było stworzenie „sprawiedliwego świata z zerową emisją gazów cieplarnianych netto”.

W 2023 r. USAID przeznaczyła na przykład do 1 miliona dolarów z funduszy podatników na projekt mający na celu uczynić osoby niepełnosprawne w Tadżykistanie „liderami klimatycznymi”. Sponsorowała także programy ożywienia rdzennych języków w Gwatemali, gdzie prawie 95 procent mieszkańców mówi po hiszpańsku.

Więcej szczegółów na temat konkretnych programów, które nie będą sponsorowane przez USAID pojawi się w najbliższym czasie. Podobnie można spodziewać się więcej pozwów w tej kwestii.

Źródło: timesofisreal.com, freebeacon.com AS

Wojna na Ukrainie. Michalkiewicz przypomina najważniejsze fakty.

Wojna na Ukrainie. Michalkiewicz przypomniał najważniejsze fakty. „Ruscy szachiści natychmiast zmienili cele wojenne”

27.02.2025 nczas/wojna-na-ukrainie-michalkiewicz-przypomnial-najwazniejsze-fakty

Stanisław Michalkiewicz.
Stanisław Michalkiewicz.

Stanisław Michalkiewicz, w związku z trzecią rocznicą pełno-skalowej agresji Rosji na Ukrainę, przypomniał, od czego się zaczęło. Wskazał, że sprawa sięga już 2014 roku, ale od tamtej pory wiele się zmieniło.

———————-

– Tymczasem minęła również trzecia rocznica rozpoczęcia pełno-skalowej wojny na Ukrainie. Z tą rocznicą to niezupełnie tak jest, dlatego że wszyscy pamiętamy, iż wszystko zaczęło się w roku 2014, kiedy to laureat pokojowej Nagrody Nobla, prezydent Barack Obama, wysadził w powietrze porządek lizboński – powiedział Stanisław Michalkiewicz.

W ogóle warto tu przypomnieć, że prezydent Barack Obama został laureatem pokojowej Nagrody Nobla, mimo że w tym czasie Stany Zjednoczone prowadziły dwie – chciałem powiedzieć wojny, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język, ponieważ Stany Zjednoczone nie prowadziły żadnych wojen w czasach prezydentury Baracka Obamy. Jedną to prowadziły operację pokojową, a drugą – misję stabilizacyjną, więc to nie są żadne wojny i dlatego nic nie stało na przeszkodzie, żeby prezydent Barack Obama dostał pokojową Nagrodę Nobla – dodał.

Michalkiewicz przypomniał, że w 2014 roku Obama „wyłożył 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie Majdanu, którego celem było wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy w Europie”. Podkreślił, że „tym samym (…) Obama wysadził w powietrze porządek lizboński, proklamowany na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku”.

– Od tego się wszystko zaczęło, bo już w 2014 roku Rosjanie, przy pomocy zielonych ludzików, zajęli Krym. Tyle tylko, że wtedy w 2014 roku armia ukraińska w ogóle nie stawiała oporu i Krym został zajęty, o ile pamiętam, bez nawet jednego wystrzału – dodał.

Michalkiewicz zwrócił uwagę, że w 2022 roku było „całkiem inaczej, bo Stany Zjednoczone, a zwłaszcza Wielka Brytania, dozbroiły Ukrainę (…), uzbroiły ją po zęby i przeszkoliły znaczną część ukraińskiego wojska”. – I okazało się, że pierwotny plan rosyjski, który zakładał taki blitzkrieg – błyskawiczne zajęcie Ukrainy, zajęcie Kijowa, ustanowienie tam jakiegoś rządu prorosyjskiego – że to się nie udało. Blitzkrieg się nie udał – zaznaczył.

– W związku z tym ruscy szachiści natychmiast zmienili cele wojenne i prowadzili już operację z ograniczonym celem, tzn. uzyskać lądowy korytarz z Rosji do Krymu i ten cel właściwe został osiągnięty ocenił.

– Teraz sytuacja Ukrainy jest dosyć skomplikowana, dlatego że prezydent Trump nie zaprosił Ukrainy, podobnie zresztą jak Europy, do rozmów na temat zakończenia wojny, jakie rozpoczęły się Rijadzie w Arabii Saudyjskiej. No i w związku z tym prezydent Zełeński tam się kotłował – skwitował.

– W ogóle prezydent Trump uznał go (Zełeńskiego – przyp. red.) za dyktatora, bo rzeczywiście jego kadencja prezydencka zakończyła się w maju ubiegłego roku. No ale skoro już prezydent Trump nazwał go dyktatorem, a to w ustach demokratycznych przywódców musi być obelga najwyższego stopnia, no to prezydent Zełeński podkręcił Radę Najwyższą Ukrainy, żeby stwierdziła, że w czasie wojny to nie wolno urządzać wyborów. W związku z tym, ale dopiero teraz Rada Najwyższa stwierdziła ponad wszelką wątpliwość, że Wołodymyr Zełeński jest prezydentem Ukrainy – dodał.

Hudson Institute z przesłaniem do polityków w Polsce: Czas zakończyć wendetę

Hudson Institute z przesłaniem do polityków w Polsce: czas zakończyć wendetę

https://pch24.pl/hudson-institute-z-przeslaniem-do-politykow-w-polsce-czas-zakonczyc-wendete

(Fot. Jacek Szydłowski / Forum)

Republikański think tank Hudson Institute, odniósł się do obecnej sytuacji w Polsce próbując odpowiedzieć na pytanie, jaka właściwie powinna być demokracja w XXI wieku. Chodziło o akceptowalne zachowanie demokratyczne i jak daleko może sięgać interwencja ponadnarodowych organów, jak np. Komisji Europejskiej w stosunku do innych państw UE.

Konserwatywny think tank przygotował raport pt. When Democrats Govern Undemocratically: The Case of Poland [„Gdy demokraci rządzą niedemokratycznie: przypadek Polski”]. Jego autorzy Matthew Boyse, były asystent sekretarza stanu USA w latach 2018-2021 i Peter Doran, związany z The Foundation for Defense od Democracies wskazują na potencjalne osłabienie sojuszu Polski ze Stanami Zjednoczonymi z powodu lekceważenia kwestii praworządności przez obecną ekipę rządzącą.

Analitycy skrytykowali rząd koalicji pod przewodnictwem Donalda Tuska, poddając bardziej zniuansowanej ocenie rywalizację polityczną głównych partii w Polsce. Uznali, że nadszedł czas zakończyć polityczną vendettę, ponieważ szkodzi to nie tylko Polsce, ale także relacjom polsko-amerykańskim. A Warszawa ma kluczową rolę do odegrania w Europie Wschodniej, powstrzymując nie tylko wpływy rosyjskie, ale także chińskie, a nawet irańskie.

Konflikt między rządzącą ekipą a opozycją ma charakter bardziej spersonalizowany i „nieprzyjemny” – mówili autorzy raportu podczas dyskusji zorganizowanej w Hudson Institute, którą poprowadził Jim Carafano z Heritage Foundation.

Abstrahując od osobistych animozji polityków, zaznaczyli, że przykład walki partyjnej i unijnej dotyczący tego, co znaczy być demokracją w XXI wieku, ma o wiele istotniejsze znaczenie w kontekście relacji Stanów Zjednoczonych ze swoimi sojusznikami. Rolą bowiem przyjaciół jest ostrzeganie o niepokojących kwestiach. Polska zaś, jako „dumny” kraj powinna mieć dobre relacje z USA. Jednak, w obecnej sytuacji, gdy toczy się batalia o dwie odmienne wizje demokracji, próba niszczenia opozycji konserwatywnej (partia o tym profilu zawsze musi istnieć) będzie miała implikacje w postaci podważenia sojuszu polsko-amerykańskiego.

Eksperci wskazali, że rząd byłego prezydenta USA Joe Bidena wraz z Komisją Europejską i większością głównych mediów „bezkrytycznie zaakceptował narrację [premiera Polski Donalda] Tuska i przyjęli jego retorykę”.

Skrytykowano m.in. ogromny wpływ Komisji Europejskiej, która kontroluje system sądowniczy w innych państwach i wybiórczo podchodzi do kwestii interpretacji praworządności oraz jej naruszania.

Sprawa Polski nabiera szczególnego znaczenia i stawia ważne pytania dotyczące interpretacji KE, czym jest demokracja, stopnia jej kontroli nad systemami sądowniczymi innych państw członkowskich oraz prymatu prawa unijnego nad przepisami krajowym, w tym konstytucjami.

Eksperci think tanku wskazali na wybiórcze atakowanie praworządności pod rządami polskiej opozycji konserwatywnej (PiS). Bruksela karała Warszawę, przy jednoczesnym ignorowaniu podobnych „naruszeń” w innych państwach.

Uznano za przesadzoną tezę o rzekomym „upadku polskiej demokracji” za rządów PiS, zważywszy na to, że nastąpiło płynne przekazanie władzy po wyborach parlamentarnych w 2023 r.

Dodano, że „od czasu objęcia urzędu, rząd Tuska podejmował wątpliwe kroki pod pozorem przywracania demokracji, z których wiele jest bardzo podobnych do tych, o które oskarżał rząd PiS”.

Ekipa Tuska „od objęcia urzędu w grudniu 2023 r.” „rozpoczęła kampanię walki prawnej i kryminalizacji różnic politycznych, w celu zapewnienia, iż PiS nigdy więcej nie będzie stanowić poważnego wyzwania dla jej władzy”.

Zauważono szereg skandalicznych działań podejmowanych przez obecną ekipę, obejmujących m.in. obcięcie finansowania dla PiS, kierowanie aktów oskarżenia oraz aresztowanie urzędników poprzedniego rządu by wymuszać zeznania i wzbudzać strach. Odnotowano „czystki” ambasadorów i prokuratorów mianowanych w czasie urzędowania PiS.

Wskazano również, że „centrolewicowy” rząd odmówił uznania wyroków sądów, zakwestionował prawowitość sędziów, którzy im się nie podobają i podjął próbę ich usunięcia z sądownictwa.

Nie umknął uwadze analityków nieprzychylny stosunek Tuska wobec Trumpa. Krytyka obecnej administracji amerykańskiej, jak również próby zniszczenia opozycyjnej PiS przez premiera Tuska mogą – zdaniem ekspertów Hudson Institute – nadwyrężyć więzi polsko-amerykańskie. Tym bardziej, że poprzednia administracja Białego Domu zbudowała dobre relacje z PiS i prezydentem Andrzejem Dudą.

„Dalsze próby rządu Tuska mające na celu zniszczenie PiS zostaną zauważone, co może spowodować utratę wpływów w Waszyngtonie ze szkodą dla interesów narodowych i prestiżu Polski, a także stosunków dwustronnych” – zasugerowano w raporcie, zaznaczając, że Warszawa potrzebuje sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, a PiS odegrało ważną rolę w jego umacnianiu.

„Polska ma silną opozycję, a PiS reprezentuje bardzo znaczną część elektoratu, który wspiera cele bezpieczeństwa narodowego kraju i Organizację Traktatu Północnoatlantyckiego w czasach bezprecedensowych wyzwań dla europejskiego porządku bezpieczeństwa i zaostrzającej się konkurencji wielkich mocarstw” – napisano.

Raport i dyskusja wokół niego to swoiste ostrzeżenie kierowane przez sympatyków Polski do przedstawicieli „demokracji walczącej” – „demokratów, którzy rządzą niedemokratycznie”. Za szokujące uznano siłowe przejęcie mediów publicznych, zaledwie kilka dni po objęciu władzy przez obecną koalicję w 2023 r., usunięcie dziennikarzy, producentów i wydawców informacji z ich stanowisk, zaprzestanie nadawania TV na pewien czas, zniszczenie archiwów wiadomości itp. Inne oburzające działania to wykorzystywanie przepisów prawa w celu niszczenia przeciwników politycznych.

Autorzy raportu zwrócili uwagę, że ekipa Tuska prowadziła podobną kampanię jak administracja Biden – Harris, atakując „ekstremistów prawicowych”, zarzucając rządzącym „autorytaryzm”. Te oskarżenia powielały sprzyjające im media głównego nurtu na Zachodzie. Nie zadały one sobie trudu, aby sprawdzić, czy rzeczywiście można było mówić o rządach autorytarnych w Polsce. Wszelkie dostępne wskaźniki na temat stanu demokracji mówiły co innego. Mimo to, dzisiejsza koalicja rozpoczęła proces zwalczania ówczesnych rządów i „przywracania demokracji”, sięgając do bezprawnych działań. Uczestnicy panelu na temat raportu zastanawiali się, dlaczego do czegoś takiego doszło w Polsce.

Wskazali na to, iż centrolewica ma własną definicję demokracji; definicję, która różni się od klasycznego pojęcia. Głosi ona: ci, którzy nie zgadzają się z naszymi poglądami, nie są demokratami.

W Polsce mocno wyeksponowana jest kwestia zemsty, osobistej vendetty, która musi się zakończyć dlatego, że Warszawa to krytyczny sojusznik USA.

Hudson Institute to think tank skupiający postaci o republikańskich poglądach. Powstał w 1961 r. Jego głównymi ekspertami byli m.in.: były brytyjski minister Tom Tugendhat i ex-ambasador USA przy ONZ Nikki Haley, kandydatka na prezydenta w ostatnich republikańskich prawyborach. Misją organizacji jest zajmowanie się polityką, która dedykowana jest „międzynarodowemu przywództwu Stanów Zjednoczonych we współpracy z sojusznikami na rzecz bezpiecznej, wolnej i dostatniej przyszłości”.

Przeciw „mglistemu globalizmowi” i za demokracją państw narodowych

HI już nie raz zajmował się on sprawami polskiej polityki. W czerwcu 2018 r. think tank zorganizował debatę na temat Polski, NATO i przyszłości bezpieczeństwa Europy Wschodniej. Dyskusję poprowadził Kenneth Weinstein, prezes i dyrektor generalny Hudson Institute.

W panelu wzięli udział: Anna Maria Anders, polska sekretarz stanu ds. dialogu międzynarodowego, Andrew Roberts, „jeden z największych żyjących historyków naszych czasów” – jak go przedstawiono – znany z „genialnych prac o Napoleonie, Churchillu i Hitlerze”, John Fonte, starszy pracownik Hudson i Walter Russell Mead, komentator amerykańskiej polityki zagranicznej.

Chwalono wówczas przemówienie prezydenta Trumpa wygłoszone w Warszawie jako jedno z najlepszych w historii. Mówiono również o ogromnej sympatii USA dla naszego kraju, który wskutek geopolitycznego położenia musiał stale walczyć o wolność

Roberts przypomniał statystyki, które jego zdaniem „tak wiele wyjaśniają na temat polskiej psychologii i założeń w sprawach światowych i geopolityce”. Chodzi m.in. o to, że podczas II wojny światowej Włosi stracili 1,1 procent swojej populacji, Francuzi – 1,9, Niemcy – 8,8, Brytyjczycy – 0,9, Amerykanie – 0,3, a Polacy stracili aż 17,2 procent własnej ludności. I to nie tylko z powodu inwazji niemieckiej, ale także sowieckiej. Tragiczne wydarzenia związane z rozbiorami, batalia o odzyskanie niepodległości, wydarzenia I i II wojny światowej, zamordowanie około 20 tys. oficerów polskich w Lesie Katyńskim, Powstanie Warszawskie i późniejsze rządy komunistów – wszystko to są dramatyczne wydarzenia w historii Polski.

Jednak, mimo tych i wielu „przerażających przeciwności” Polacy wykazali się niezwykłym przywództwem. Chociaż są „uwięzieni w tragicznym położeniu geograficznym”, co ma swoje implikacje.

John Fonte przypomniał przemówienie Trumpa wygłoszone podczas jego wizyty w Warszawie. Zdaniem zmarłego Charlesa Krauthammera, było „to najlepsze przemówienie, jakie kiedykolwiek wygłosił” amerykański prezydent, które – jak komentowali redaktorzy „The Wall Street Journal”, prezentowało „jasne stanowisko przeciwko mglistemu globalizmowi i niejasnemu multikulturalizmowi reprezentowanemu przez światopogląd, powiedzmy, Baracka Obamy i większości współczesnych zachodnich intelektualistów”.

To ono miała odpowiadać na pytanie: „Czym jest Zachód?” i kończyło się słowami: „Nasza wolność, nasza cywilizacja i nasze przetrwanie zależą od więzi historycznych, kultury i pamięci”. Dlatego, jak wspomniał Fonte, „powinniśmy walczyć jak Polacy o rodzinę, o wolność, o kraj i o Boga”. Dodał, że „koncepcja Zachodu nakreślona w Warszawie jest bardziej inkluzywna niż ograniczony, postnarodowy, kulturowo jałowy, stosunkowo świecki Zachód prezentowany przez innych. Wersja Trumpa obejmuje chrześcijaństwo i judaizm oraz klasyczne dziedzictwo grecko-rzymskie, a także oświecenie i nowoczesność. Nie jest to więc tylko oświecenie; to oświecenie plus. Dla Trumpa oraz Prawa i Sprawiedliwości [polskiej partii politycznej] Zachód i Europa nie zaczęły się od Traktatu Rzymskiego z 1957 r. – to znaczy od powstania wspólnoty europejskiej. Jerozolima jest tak samo centralna dla Zachodu jak Bruksela. Zarówno administracja Trumpa, jak i rząd Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie podkreślały jedną bardzo podstawową zasadę oświecenia: zasadę rządzenia za zgodą rządzonych, czyli demokratyczną suwerenność. Suwerenność staje się ważnym problemem w polityce światowej XXI wieku, ponieważ staje twarzą w twarz z masową migracją”.

Zwrócił on również uwagę, że „w UE spór toczy się między tymi, którzy opowiadają się za demokracją państw narodowych, jak Margaret Thatcher i Charles de Gaulle, a tymi, którzy chcą bardziej scentralizowanej władzy w Brukseli”.

Autor tłumaczył także, że „USA i Polska stoją po tej samej stronie w większości kwestii. Polska ewidentnie nie jest przyjacielem Putina ani rosyjskich machinacji. Asystent sekretarza stanu Wess Mitchell zauważył, że Polska to ważny sojusznik, jako państwo pierwszej linii. Znajduje się na kluczowym rimlandzie Europy i Eurazji przeciwko rewizjonistycznej potędze Rosji”. Dodał, że „na froncie gospodarczym Polska jest jednym z najbardziej atrakcyjnych europejskich krajów dla zagranicznych inwestycji”, a „wiodący prezesi nie martwią się o praworządność w Polsce”.

Odniósł się także do polskiego systemu sądowniczego ustanowionego podczas okrągłego stołu w 1989 roku, dodając, że to byli komuniści mieli nieproporcjonalny wpływ na ustanowienie tego systemu, zarzucając im nepotyzm i kumoterstwo. Bruksela nie interweniowała wówczas, gdy system sprzyjał byłym komunistom. Hałas podniósł się, gdy PiS zaczął zmieniać system „niedemokratycznej oligarchii sądowej” i wprowadzać zmiany w mediach zdominowanych przez lewicę.

Uczestnicy panelu z 2018 r. zwracali uwagę na ważną kwestię już wówczas odradzania się „demokratycznej suwerenności” i powrotu do tradycyjnych wartości. Roberts podkreślał zaś, że „Europa to coś więcej niż Unia Europejska. To jest coś, co rozumieją Polacy i co rozumieją Brytyjczycy, ale biurokracja w Brukseli nie rozumie. Jest coś starożytnego w Europie. Sięga ono wieków przed Unią Europejską i będzie trwać wieki po Unii Europejskiej. I jest czymś wartościowym, jest dodatkiem do światowej cywilizacji”. Utożsamianie i mylenie Europy „z małą grupą niewybieralnych polityków w Brukseli, którzy próbują narzucić swoją politykę całej reszcie Europy, (…) byłoby dla nas kardynalnym błędem”.

Fonte przywołał intelektualny manifest: „Oświadczenie paryskie: Europa, w którą możemy uwierzyć”, pod którym podpisali się czołowi intelektualiści, tacy jak Pierre Manent, Roger Scruton i Ryszard Legutko. Europa to „coś więcej niż Bruksela, to Ateny, Rzym i Jerozolima; to dziedzictwo chrześcijaństwa, Biblii hebrajskiej i tak dalej”. Ekspert dodał wówczas, że „następuje odrodzenie demokracji państw narodowych”.

Krytykował uzurpację władzy ze strony Niemiec, Brukseli i Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Obecna administracja, jak zaznaczył sekretarz stanu Marco Rubio w oświadczeniu z 22 stycznia 2025 r., ma za zadanie uczynić Amerykę bezpieczniejszą, silniejszą i zamożniejszą. Zrewiduje więc relacje, które nie będą służyć tym celom i będzie dyscyplinować sojuszników, jak już to robiła w przeszłości.

USA muszą z jednej strony powstrzymać masową migrację i zabezpieczyć granice. Z drugiej rezygnują z promocji ideologii „DEIA” (różnorodności, równości, inkluzji i dostępu) nie tylko w kraju, ale także za granicą, zapowiadając powrót do podstaw dyplomacji, eliminując skupienie na politycznych i kulturowych przyczynach, które polaryzują społeczeństwo i są głęboko niepopularne za granicą. Nie będzie więc promocji ideologii gender i innych programów „marksizmu kulturowego”. Wreszcie Ameryka chce położyć tamę cenzurze i tłumieniu informacji nie tylko u siebie, ale także za granicą. Zapowiedziano „całkowity odwrót od polityki klimatycznej”, która osłabia USA.

Amerykanie preferują stosunki dwustronne i by zrealizować swoje priorytety muszą zabezpieczyć interesy w różnych częściach świata. Nie zamierzają tolerować ze strony sojuszników zachowań, które miałyby wpływ na ich sprawczość.

Raport i dyskusja wokół niego, ma szersze znaczenie niż jedynie wewnętrzna walka polityczna w Polsce, przynajmniej zdaniem jego autorów. Dotyczy bowiem kwestii tego, czym jest demokracja w XXI wieku? To szerszy problem państw zachodnich i narastającej rywalizacji także pośród nich samych co do wizji zachodniej cywilizacji.

Źródła: hudson.org, state.gov, brusselssignal.eu

Agnieszka Stelmach

Prezydent Trump „rozserdywsia”

Prezydent Trump „rozserdywsia”

Stanisław Michalkiewicz  27 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5779

Kto by pomyślał, że aż tak zaiskrzy w stosunkach między Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą? To znaczy – nie tyle może między Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą, co między prezydentem Trumpem, a prezydentem – „dyktatorem” – Zełeńskim.

Myślę, że większość Amerykanów, z wyjątkiem oczywiście amerykańskich i kanadyjskich Ukraińców, Ukrainą specjalnie się nie interesuje, a jeśli już, to myśli o niej z niechęcią, jako o worku bez dna, w którym forsa amerykańskich podatników znika bez śladu, niczym w kosmicznej czarnej dziurze. To oczywiście ułatwia sprawę prezydentowi Trumpowi, który najwyraźniej „rozserdywsia” na prezydenta Zełeńskiego. Nawiasem mówiąc – forsa amerykańska i inna tak całkiem bez śladu na Ukrainie nie znika. Kiedy jesienią ub. roku byłem w Toskanii, z wiarygodnego źródła dowiedziałem się, że prezydent Zełeński ma tam posiadłość, że daj Boże każdemu. Nie tylko zresztą on, bo ostatnio pojawiły się fałszywe pogłoski, że młodzi Ukraińcy, którzy schronili się przez straszliwym Putinem w Polsce, przesiadują po dobrych knajpach, a jeśli z nich wychodzą, to przeważnie po to, żeby wypasioną bryką podjechać do następnej.

Najwyraźniej sporo racji mają militaryści nawołujący, by korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny. Zresztą – cóż to jest, ten cały „pokój”? Pruski teoretyk wojny Karol von Clausewitz twierdził, że to tylko takie chwilowe zawieszenie broni, między dwiema wojnami. Coś może być na rzeczy, bo pruski, a potem niemiecki kanclerz Otto Bismarck twierdził – czego nie mogą zrozumieć nasi mężykowie stanu – że zagadnień dziejowych nie rozstrzyga się deklamacjami, tylko „krwią i żelazem”.

No dobrze – ale dlaczego właściwie prezydent Trump tak „rozserdywsia” na prezydenta Zełeńskiego, że aż nazwał go „dyktatorem” – co w stosunkach między przywódcami demokratycznymi musi być niesłychaną obelgą? Pretekstem – ale raczej pretekstem – są ustalenia między prezydentem Trumpem, a prezydentem Putinem, że zakończenie wojny na Ukrainie powinno być poprzedzone wyborami prezydenckimi w tym kraju. Nie jest to warunek bez znaczenia, bo rzeczywiście – Układające się Strony muszą wiedzieć, że ten, z którym się układają, rzeczywiście rządzi Ukrainą na podstawie jakiejś legitymacji, niechby nawet demokratycznej, a nie prawem kaduka – jak to ma miejsce w przypadku prezydenta Zełeńskiego, którego kadencja zakończyła się w maju ubiegłego roku.

Myślę jednak, że ta okoliczność, chociaż oczywiście ważna, jest raczej pretekstem, bo prawdziwą przyczyną była nieoczekiwana deklaracja prezydenta Zełeńskiego, że „nie uznaje” on porozumienia z prezydentem Trumpem, co do odstąpienia Ameryce ukraińskich złóż metali ziem rzadkich. Cały świat słyszał, że prezydent Zełeński się na to zgodził – ale potem, jak tylko okazało się, że Ukraina nie została zaproszona do amerykańsko-rosyjskich rozmów w Rijadzie – wycofał swoją zgodę.

Obiecałem? No to odwołuję!” – mawiał prof. Kazimierz Kąkol – ale tak można było sobie gadać ze studentami i to tylko za komuny, kiedy dyscyplina była znacznie większa, niż dzisiejsze rozprzężenie i pajdokracja – natomiast w stosunkach z Ameryką, która – powiedzmy sobie szczerze – była dotychczas jedyną nadzieją Ukrainy, takich rzeczy nie robi się bezkarnie. W ogóle prezydent Zełeński, najwyraźniej przypierany do ściany, zaczyna tracić poczucie rzeczywistości. Chwilami wydaje mu się nawet, że kręci całą światową, a w każdym razie – europejską polityką.

W przeciwnym razie nigdy by nie wysuwał takich operetkowych „koncepcji”, żeby wobec tego „Europa” – również pominięta w rokowaniach w Rijadzie – utworzyła europejskie siły zbrojne niezależne od NATO, w których „rolę przewodnią” odgrywałaby niezwyciężona armia ukraińska. O ile mi wiadomo, „koncepcja” ta nie została nawet skomentowana przez uczestników obydwu paryskich szczytowań: 17 i 19 lutego – ale bo też nie ma co takich fantasmagorii komentować. Nawiasem mówiąc, po oskarżeniu prezydenta Zełeńskiego o „dyktaturę” odezwały się nożyce w osobie generała Załużnego. Był on w swoim czasie głównodowodzącym niezwyciężonej ukraińskiej armii, ale po jakichś niepowodzeniach prezydent Zełeński, w ramach wyrzucania z pirogi na pożarcie krokodylom murzyńskich chłopców – spuścił generała Załużnego z wodą na stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii.

No i teraz generał Załużny, zapytany, czy będzie kandydował na prezydenta Ukrainy, ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, oświadczając, że swoją decyzję zakomunikuje „w odpowiednim czasie”. W jakim? – Tajemnica to wielka, ale przypuszczam, że wtedy, gdy uzyska zapewnienie, że prezydent Trump uznał go za swoją duszeńkę, a i prezydent Putin nie będzie miał nic przeciwko temu. A kiedy prezydent Trump uzna go za swoją duszeńkę? Ano myślę, że nie wcześniej, aż uzyska gwarancje, że leżące na Ukrainie złoża metali ziem rzadkich otrzymają Amerykanie.

W końcu jakieś wnioski z chwiejności prezydenta Zełeńskiego prezydent Trump musi wyciągnąć. Bo prezydent Trump musiał „rozserdywsie” na prezydenta Zełeńskiego naprawdę, skoro nawet oskarżył go o wywołanie tej wojny. To oczywiście nieprawda, bo żyją ludzie pamiętający, że wojnę wywołał laureat Pokojowej Nagrody Nobla, amerykański prezydent Obama, wykładając w 2014 roku 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „majdanu” i wysadzając w ten sposób w powietrze „porządek lizboński”, proklamowany 20 listopada 2010 roku na szczycie NATO w Lizbonie.

Jak pamiętamy – od tego wszystko się zaczęło, a potem oliwy do ognia dolał prezydent Józio Biden, który najprawdopodobniej naobiecywał prezydentowi Zełeńskiemu złote góry, żeby tylko wkręcił Ukrainę w maszynę do mięsa – no ale tego prezydent Trump oczywiście głośno nie może powiedzieć, bo wiadomo, że nic tak nie gorszy, jak prawda. No a prawda jest taka, że Ukraina zostanie wydymana – i dobrze – bo cały świat, a zwłaszcza nasi mężykowie stanu, powinni zobaczyć, jak dotkliwie karane są narody i państwa za głupotę i lekkomyślność swoich Umiłowanych Przywódców.

Na razie jednak o tym nie ma mowy i wszyscy wyznawcy Ukrainy zapluwają się z oburzenia na prezydenta Trumpa. Ataku wścieklizny doznał przed telewizyjnymi kamerami zwłaszcza pan prof. Roman Kuźniar, który strasznie prezydentowi Trumpowi nawymyślał. Ciekawe, że PSL, w odróżnieniu od swego koalicyjnego partnera, „ojczyka” Hołowni, ocenia prezydenta Trumpa nader powściągliwie. Skrupiło się to na Wielce Czcigodnym wicemarszałku Zgorzelskim, któremu resortowa „Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik, w audycji „Kropka nad „i””, omal nie wydrapała pazurami oczu. A przecież prezydent Zełeński chyba się z nią nie dzielił szmalcem uzbieranym na wojnie?

Skoro tak, to wiele racji jest w ostrzeżeniu wypowiedzianym przez jedynego rozumnego generała wśród naszej – pożal się Boże! – generalicji, czyli pana gen. Leona Komornickiego. Ostrzegł on, że dalsze pogrążanie się naszych i europejskich mężyków stanu w ukraińskim amoku może doprowadzić do poważnego kryzysu w NATO.

O ile Ameryka bez NATO jakoś tam sobie poradzi, a być może również poradzą sobie niektóre państwa europejskie – to Polska z pewnością do nich nie należy.

Stanisław Michalkiewicz

Zdemoralizowani agenci CIA, którzy mają stracić pracę, grożą sprzedażą tajemnic wrogom USA

Zdegenerowani agenci CIA, którzy mają stracić pracę, grożą sprzedażą tajemnic wrogom USA

pch/agenci-cia-ktorzy-maja-stracic-prace-groza-sprzedaza-tajemnic-wrogom-usa

(Szefowa amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard. Fot. Jim LoScalzo)

Wrogo nastawieni do obecnej administracji i obawiający się zwolnienia z pracy agenci CIA próbują szantażować Biuro Dyrektora Wywiadu Krajowego (DNI), nadzorującego wszystkie agencje wywiadowcze w kraju. Grożą sprzedażą tajemnic wrogom USA. Szefowa DNI Tulsi Gabbard komentuje: „oni się właśnie ujawniają”.

Gabbard we wtorkowym programie Fox News odpowiadała na pytania dotyczące doniesień na temat funkcjonariuszy Centralnej Agencji Wywiadowczej, którzy rozważają sprzedaż tajemnic państwowych zagranicznym przeciwnikom.

Część agentów ma być niezadowolonych z planowanych czystek w CIA. Już w trakcie kampanii wyborczej prezydent Donald Trump zapowiadał, że zaprowadzi tam porządek i sporo ludzi zostanie wyrzuconych.

Trump był niezadowolony z różnych działań agentów wymierzonych w jego osobę, ale także w społeczność konserwatywną w USA. Agencja sprzyjała Demokratom.

Gabbard była pytana o to, co zrobi w związku z groźbami, iż agenci niezadowoleni z działalności Departamentu Efektywności Rządowej mogą zaangażować się w szpiegostwo na rzecz wroga.

Szefowa DNI mówiła m.in. o wykorzystywaniu przez agentów powiązań medialnych, np. z CNN i stwarzaniu pośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Dodała, iż z pewnością nie pomoże im w utrzymaniu pracy ujawnianie tajemnic. Pokazują bowiem w ten sposób brak lojalności wobec Ameryki.

Gabbard podkreśliła, że te działania agentów zdradzają nie tylko zaufanie narodu amerykańskiego, ale także podstawowe zasady Konstytucji. Jednak, jak zapewniała, nawet „nie chodzi o naród amerykański ani Konstytucję”. – Chodzi o nich samych, a to są dokładnie tacy ludzie, których musimy się pozbyć, aby patrioci, którzy pracują w tej dziedzinie, którzy są oddani naszej podstawowej misji, mogli się na tym skupić – zaznaczyła.

Przyznała również, że w związku z zapowiedziami czystek w agencji, zgłasza się bezpośrednio do niej coraz więcej osób, wskazując obszary, którymi DNI powinno się zająć. – Muszę przyznać, że jednym ze skutków ubocznych tego, co dosłownie dzisiaj zobaczyłam, jest natychmiastowe działanie w zakresie przejrzystości i rozliczalności. Mam ludzi ze społeczności wywiadowczej, którzy zwracają się do mnie osobiście i bezpośrednio, mówiąc: „Hej, musisz o tym wiedzieć”; „Musisz spojrzeć tutaj”. Ludzie wychodzą naprzód, ponieważ wszyscy są na pokładzie misji oczyszczania domu i ponownego skupienia się na naszej podstawowej misji służenia amerykańskiemu narodowi – zaznaczyła.

W związku z „oczyszczaniem” agencji wywiadowczych z niewłaściwych ludzi, największe zwolnienia od prawie pół wieku przewidziano w CIA. Mają być usunięci wszyscy funkcjonariusze zajmujący się inicjatywami na rzecz tak zwanych różnorodności, równości i inkluzji (DEI; jest ono częścią programów związanych z raportowaniem pozafinansowym zrównoważonego rozwoju – ESG). Szczegóły dotyczące dokładnej liczby dotkniętych pracowników pozostają niejasne.

Centralna Agencja Wywiadowcza przeszła już w swej historii gruntowne czystki. W 1977 roku ówczesny dyrektor agencji Stansfield Turner zwolnił 198 funkcjonariuszy tajnych służb. Obecnie, zgodnie z rozporządzeniem Trumpa, CIA rozwiązała kilka grup skupionych na DEI.

Warto odnotować, że na początku lutego instytucja przedstawiła wszystkim swoim pracownikom ofertę ośmiomiesięcznej odprawy. Gabbard zapowiedziała także zwolnienie wszystkich agentów, którzy brali udział w „obscenicznych, pornograficznych i jawnie seksualnych” czatach w agencji. Agenci zafascynowani ideologią gender rozprawiali między innymi na temat szczegółów związanych ze „zmianą płci”, fetyszy, orgii itp.

W jednej z dyskusji pracownicy obrazili Gabbard, nazywając ją rosyjską agentką, która należy do „sekty” MAGA i „gorliwe przeciwstawia się queerom”.

We wtorek szefowa wywiadu odpowiedziała na raport o sprawie. Poinformowała o wydaniu notatki z prośbą o informacje umożliwiające identyfikację pracowników w celu ich zwolnienia i odebrania im wszelkich uprawnień bezpieczeństwa. „Notatka została wysłana. Wiemy, kim są. Podejmowane są działania” – napisała na platformie społecznościowej X.

Gabbard wcześniej złożyła długie oświadczenie potępiające obsceniczne czaty. „To zachowanie jest niedopuszczalne, a osoby zaangażowane w nie BĘDĄ pociągnięte do odpowiedzialności” – zaznaczyła.

We wtorek szefowa DNI miała podjąć działania zmierzające do zwolnienia ponad 100 osób, które niewłaściwe wykorzystały wewnętrzną tablicę ogłoszeń agencji do „dzielenia się swoimi fantazjami seksualnymi pod pozorem różnorodności, równości i inkluzji (DEI)”.

Wiadomości były częścią grup przypisanych do kadr skupionych na DEI. Pracownicy działów zasobów ludzkich prowadzili szkolenia o takich tytułach, jak: „Przywilej”, „Świadomość sojuszników”, „Duma” i „Integracja społeczności transpłciowej”.

Źródła: dailycaller.com, foxnews.com AS

===================================

mail:

Za to powinna być kara śmierci. Tam to chyba możliwe. Właściwsza szubienica od krzesła elektrycznego.

Czy będziemy ginąć za Ukropolin?

Czy będziemy ginąć za Ukropolin?

Autor: AlterCabrio , 26 lutego 2025

Wszyscy dotychczasowi rzecznicy Ukrainy mają teraz nie lada problem. Dotąd każdego, kto nie zgadzał się z oficjalną narracją triumfująco wyzywali od ruskich onuc i agentów Putina. Teraz musieliby powiedzieć to samo o prezydencie USA, „przywódcy wolnego świata”. Tymczasem prezydent Ameryki zaczął dogadywać się z prezydentem Rosji na temat pokoju. Obydwaj przywódcy deklarują, że pragną zakończenia konfliktu, i właśnie przystąpili do omawiania jego warunków.

−∗−

Obraz tytułowy: pomnik Bogdana Chmielnickiego w Kijowie LINK

Czy będziemy ginąć za Ukropolin?

Przez ponad trzy lata w mediach nadających w Polsce obowiązywał konsekwentny przekaz. Mówiono i pisano, że zagraża nam bezpośrednie niebezpieczeństwo ataku militarnego ze strony Federacji Rosyjskiej.

Podawano też casus belli – oto Putin, niczym nowy Stalin chce odbudować sowieckie imperium w swoich dawnych granicach, odzyskać utracone ziemie – Ukrainę, państwa bałtyckie i Polskę, a potem – spełnić marzenie Lenina i ruszyć na Europę Zachodnią, po trupie pańskiej Polski. Po 24 lutego 2022 roku przekaz ten wzmocniony został tysięcznymi głosy i najsilniejszymi emocjami, jakie udało się rozbudzić. Natychmiast na polskiej granicy pojawiły się tłumy ludzi, nazywanych wtedy uchodźcami. Równie błyskawicznie rząd warszawski otworzył granicę i wpuścił wszystkich, którzy chcieli do nas wejść. Następnie przekazał na Ukrainę wszystko, czym dysponowali Polacy – uzbrojenie, wyposażenie, zaopatrzenie, pieniądze. Przybysze w ilości kilku milionów zostali wyposażeni w przywileje, jakich w swoim własnym kraju nie mają Polacy.

Następnie aby ratować Ukrainę rząd warszawski odciął Polskę od rynku rosyjskiego i białoruskiego, czego najbardziej jaskrawym przykładem było sprowadzanie drogiego węgla z Kolumbii i innych egzotycznych miejsc, zamiast tańszego z Rosji. To swoją drogą ukazało jeszcze jedną patologię – kraj, leżący na węglu, na skutek podpisywanych przez rządy warszawskie zobowiązań zamyka swoje własne kopalnie, aby sprowadzać węgiel z innych krajów, żeby ratować klimat.

————————

Czytaj też: [Ale po skończeniu tego tekstu. md]

Dlaczego wybuchła wojna na Ukrainie

Kto nami rządzi

——————–

Nie dość na tym, liczni politycy, reprezentujący państwo polskie poczuli gwałtowny przypływ miłosnych uczuć i zaczęli się przytulać do ukraińskiego prezydenta Wołodymira Żeleńskiego. Padły miłosne słowa o unii polsko – ukraińskiej, o nowej, wspaniałej przyszłości, jaka czeka dwa bratnie kraje po pokonaniu Rosji. Dla pogłębienia wrażenia byliśmy raczeni “wieściami”, jak to Rosja przegrywa tą wojnę, ponosi wielkie straty, nie radzi sobie z własną armią, rozpada się od wewnątrz, staje na krawędzi bankructwa. Co ciekawe, jakoś mało mówiono o stratach ukraińskich. Poza pomocą polską państwo to zostało wzmocnione przez koalicję państw Zachodu, głównie USA i Wielką Brytanię. Bardzo mocno po stronie Ukrainy, przynajmniej werbalnie zaangażowała się Unia Europejska.

Jednak poza Polską i Wielką Brytanią pozostałe państwa europejskie nie były szczególnie hojne w wysyłaniu własnego wyposażenia. Pieniądze, owszem, szły, chociaż w stosunku do potencjału znacznie mniej, niż zaoferowała Polska. Do polskich inwestycji należy jeszcze doliczyć udostępnienie infrastruktury dla transportów zaopatrzenia, co uczyniło Polskę państwem praktycznie zaangażowanym w konflikt po stronie Ukrainy, co z kolei naraziło nasze terytorium i ludność na atak ze strony drugiego belligerenta – Rosji, największego państwa świata i nuklearnego mocarstwa.

Jednak większość polityków i dyżurnych „ekspertów” twierdziła z wielką pewnością, że Ukraina dzielnie walczy za Polskę, że trzyma rosyjskie wojska daleko od polskich granic, że gdy Ukraina się podda, wtedy taran rosyjskich wojsk runie na Polskę. W krajowych mediach zapanowała cenzura, każdy, kto podważał oficjalną narrację, krytykował zaangażowanie na rzecz Ukrainy, a nawet zadawał pytania o zasadność, natychmiast zostawał wyklęty, obrzucony stekiem wyzwisk, mianowany „ruską onucą” i wyrzucany z oficjalnego towarzystwa. Tu zadziwiająco zgodne były zarówno media głównego nurtu, jak i wiodące partie, niezależnie od strony politycznego sporu.

Wszyscy stronnicy Ukrainy postawili Rosji ultimatum – ma natychmiast się poddać, oddać Ukrainie zdobyte ziemie i zniknąć, inaczej „wolny świat” będzie walczył do końca świata i jeden dzień dłużej, a przynajmniej dopóki Ukraińcom starczy żołnierzy, a Polakom pieniędzy. Minął jednak jakiś czas i zmienił się prezydent Stanów Zjednoczonych, głównego sponsora ukraińskiej wojny. I nagle oniemiały świat, a Polska w szczególności dowiedzieli się czegoś zdumiewającego.

Oto prezydent amerykański, zwany też „przywódcą wolnego świata” oznajmił światu bardzo wyraźnie i jednoznacznie, co sądzi o ukraińskiej wojnie. Według prezydenta Donalda Trumpa sprawcą wojny jest sama Ukraina i prezydent Żeleński, „kiepski komik”, który oszukał prezydenta Bidena, wciągnął Stany Zjednoczone w „wojnę, której nie można wygrać”, wyłudził wielką pomoc, której część została zdefraudowana. Dalej prezydent Trump sugeruje, że to nie Rosja ponosi odpowiedzialność za rozpoczęcie wojny, ale prezydent Żeleński, i przekonuje, że dawno już mógł zakończyć wojnę, ale woli trzymać się swojego stołka. Tymczasem zginęło mnóstwo ludzi, a kraj został zniszczony. Co więcej, okazuje się, że prezydent Żeleński nie jest nawet prawowitym prezydentem, bo skończyła mu się kadencja w maju 2024 roku, a on sam cieszy się poparciem zaledwie 4% Ukraińców.

Wszyscy dotychczasowi rzecznicy Ukrainy mają teraz nie lada problem. Dotąd każdego, kto nie zgadzał się z oficjalną narracją triumfująco wyzywali od ruskich onuc i agentów Putina. Teraz musieliby powiedzieć to samo o prezydencie USA, „przywódcy wolnego świata”. Tymczasem prezydent Ameryki zaczął dogadywać się z prezydentem Rosji na temat pokoju. Obydwaj przywódcy deklarują, że pragną zakończenia konfliktu, i właśnie przystąpili do omawiania jego warunków. Na pewno wiadomo, że Ukraina nie przystąpi do NATO i nie odzyska ziem, zajętych przez Rosję.

Wtedy odezwali się ci, którzy najwięcej krzyczeli o pokoju, demokracji i prawach człowieka – liderzy „kolektywnego Zachodu”, czyli dziś Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Europa nie zgodziła się na warunki pokoju i wezwała Ukrainę, aby się nie poddawała, jednak USA oświadczyły jasno, że swoich żołnierzy nie wyślą. Liderzy Europy zwołali szybkie spotkanie w Paryżu, po którym francuska prasa doniosła, że Francja, Wielka Brytania i Polska zadeklarowały wysłanie na Ukrainę sił rozjemczych w ilości 25000 żołnierzy. Oficjalnie jednak premier Donald Tusk oświadczył, że Polska nie wyśle swoich żołnierzy.

Pojawił się więc pomysł dalszego finansowania ukraińskiej armii ogromną kwotą 700 mld euro. Aktualnie, w najbliższych dniach i tygodniach będą więc ważyć się dalsze losy wojny, Ukrainy, Bliskiego Wschodu, nowej architektury światowego bezpieczeństwa, i również Polski.

Sytuacja pełna zawiłości, nagłych zmian, dezinformacji, nie wiadomo, co o tym sądzić. Z pewnością nie można wyrobić sobie zdania na podstawie mediów głównego nurtu, nie ujawniają bowiem głównych wątków. Najistotniejszy polega na rewolucyjnej zmianie polityki USA po objęciu władzy przez Trumpa. Dotąd, pod Bidenem Ameryka realizowała projekt globalizacji, mający dwa główne motory – Stany Zjednoczone z doczepioną Wielką Brytanią i Unię Europejską.

Teraz jednak Ameryka wycofała się z projektu globalnego i realizuje swój własny, imperialny interes amerykański, natomiast kamaryla europejska pozostała wierna globalizacji, do tego bowiem została powołana, inaczej więc nie potrafi działać, co tyczy się również Wielkiej Brytanii. W ten sposób jednak UE i UK stały się z dnia na dzień rywalami imperialnej Ameryki, co dla europejskich liderów jest szokiem, zaskakującą sytuacją, w której nie wiedzą, jak się poruszać.

Od II Wojny Światowej to Ameryka zapewniała Europie bezpieczeństwo, dzięki czemu Unia mogła wciągać kolejne państwa i rozwijać swoją politykę, która ma trzy warstwy: oficjalną, nieoficjalną i ukrytą. Warstwa pierwsza, oficjalna, fikcyjna głosi, że Unia to dobrowolny związek suwerennych państw dla lepszej współpracy.

Warstwa druga – nieoficjalna, zawarta jest w Manifeście z Ventotene, w którym zjednoczona Europa bez państw narodowych staje się komunistycznym więzieniem narodów. Warstwa trzecia ukryta jest w projekcie Paneuropy, polegającym na likwidacji nie tylko państw, ale też narodów, czego skutkiem ma być nowy, sztucznie wyhodowany naród europejski, złożony z genetycznego wymieszania ludzi z Afryki, Azji i Europy.

Wymogi realizacji warstwy drugiej i trzeciej narzuciły na narody europejskie takie polityki, jak wspólną walutę, zrównoważony rozwój, zielony ład, dezorganizację gospodarki, zadłużenie rządów, gender, imigrację wielokulturową, likwidację chrześcijaństwa, Europejski Obszar Edukacyjny. Gdy Europejczycy zaczęli doświadczać dobrodziejstw eurokomunizmu, zaczęli się buntować. Odpowiedź europejskich elit, tak samo w UE, jak i w UK jest charakterystyczna dla wszystkich totalitaryzmów – ograniczanie wolności słowa i prześladowanie własnych obywateli. Zaczęło jednak europejskiej kamaryli brakować argumentów dla uzasadnienia własnej tyranii.

Wojna ukraińska spadła im jak z nieba – strach to bardzo dobry sposób spacyfikowania ludności, tym bardziej, że Europejczycy stali się generalnie ludźmi gnuśnymi i strachliwymi. Tego paliwa starczyłoby jeszcze na jakiś czas, bezcenny dla unijnych elit, w którym domykaliby projekt Paneuropy. Zakończenie wojny ukraińskiej zabiera unijnym elitom uzasadnienie ich polityki. Na domiar złego ekipa Trumpa wyraźnie dąży do ujawnienia przeróżnych nieczystych spraw globalnej polityki, między innymi prawdziwych okoliczności przyczyn wojny, rzeczywistych strat ukraińskich, poziomu defraudacji pomocy międzynarodowej, działalności służb i fundacji w finansowaniu „kolorowych rewolucji”. Innymi słowy, za krótki czas zapewne okaże się, że jeden z głównych filarów polityki europejskiej przestanie istnieć, a po nim runą pozostałe. UE utraci uzasadnienie swojego istnienia, a UK swojej polityki, dlatego przedłużanie konfliktu jest dla nich kwestią przetrwania.

To uzasadnia tak wielkie zaangażowanie prezydenta Macrona i premiera Stramera. Kanclerz Scholz przed wyborami w Niemczech nie mógł się wychylać, nowy kanclerz Merz jeszcze nie okrzepł, choć zapewne rychło zobaczymy także niemiecką aktywność. Europejskie elity znalazły się w bardzo kłopotliwym położeniu, które za chwilę może być rozpaczliwe. Postanowili więc użyć jednej z ostatnich mocnych kart – Polski, zarządzanej przez osadzoną w Warszawie, posłuszną Unii ekipę.

Wepchnięcie Polski do konfliktu na Ukrainie, obojętnie w jakiej konfiguracji byłoby bardzo korzystne dla UE i UK. Obydwie ekipy prowadzą politykę zabójczą dla własnych mieszkańców, którzy coraz głośniej się buntują. Dopóki na Ukrainie giną ludzie, te dwie ekipy mogą jawić się jako moralni mocarze, walczący ze złem w obronie kobiet, dzieci, zwierzątek i planety. Gdyby dodatkowo zaczęli ginąć ludzie w Polsce, europejska tyrania odniosłaby dwie korzyści. Po pierwsze, wykazałaby, że jest potrzebna, bo trzeba bronić Polski. Po drugie, pozbyłaby się jednego ze swoich głównych problemów – etnosu polskiego. Dlatego można się spodziewać, że będą bardzo duże naciski na rząd warszawski, aby w jakiejś formie zaangażować Polaków w ukraiński konflikt, a następnie, aby go rozszerzyć.

Kluczowa jest tu rola aktualnych zarządców Polski. Są oni zależni od trzech wpływów. Wpływ pierwszy to USA, które mają dużą praktykę w obalaniu i ustanawianiu rządów i dyktowaniu im polityki. Wpływ drugi to powiązanie europejskie, bliższe terytorialnie, ale słabsze globalnie. Należy oczekiwać, że te dwa wpływy będą rywalizować zarówno w Europie, jak i w Polsce, co będzie się objawiać zaskakującymi wypowiedziami i decyzjami, a być może zmianami personalnymi i nagłymi woltami. Jest też wpływ trzeci – wola narodu polskiego. Jak dotąd, wpływ ten był w polityce kolejnych ekip uwzględniany niewiele lub wcale.

Wytłumaczenie jest proste – Polacy są obcy dla Paneuropejskiego Rządu Ukropolińskiego (PRUk), składa się on bowiem z poliniaków, którzy od Polaków różnią się zasadniczo tożsamością i celami działania. Poliniacy są lojalni wobec sił globalno – unijnych, nigdy wobec Polski. PRUk wykona każde polecenia i sugestię swoich panów, i robił tak zawsze, rzadko natomiast uwzględniał interesy Polaków, i tylko wtedy, gdy zabiegał o ich poparcie. Teraz sytuacja ma jednak szansę się odmienić, z dwóch powodów. Powód pierwszy to rozdźwięk pomiędzy z jednej strony USA, a z drugiej – UE i UK. Powód drugi to rosnąca świadomość Polaków, których coraz większy odsetek przekonuje się, jakie są faktyczne cele tyranii europejskiej i PRUk. Aby jednak Polacy mogli wywrzeć jakikolwiek wpływ na decyzje poliniaków z PRUk muszą ich zapewnić, że tym razem zapadną surowe kary, jeśli nadal będą dopuszczać się zdrady i narażać naród. Ci ludzie muszą bać się osobistej odpowiedzialności, inaczej możemy spodziewać się wszystkiego.

Na końcu warto podsumować, co powinien zrobić rząd w kwestii ukraińskiej, aby nie narazić się na surową odpowiedzialność.

Poszczególne metamorfozy ukraińskiej państwowości, począwszy od rewolucji Chmielnickiego, poprzez powstanie hajdamaków, czyli koliszczyznę, ukraiński ruch nacjonalny XIX wieku, próby budowy ukraińskiego państwa po I Wojnie Światowej, banderyzm, aż po tzw. „niepodległą Ukrainę”, powstałą po rozpadzie ZSRR nigdy nie były skutkiem oddolnych inicjatyw świadomego swej tożsamości narodu ukraińskiego, lecz efektem złożonych, zakulisowych zabiegów skrywanych sił. Najwięcej możemy tam dostrzec knowań niemieckich, anglosaskich, rosyjskich i syjonistycznych. Wszystkie te inicjatywy od Chmielnickiego począwszy miały wspólny wektor – opozycja wobec narodu i państwa polskiego. Przeciw Polakom buntowano zaporoskich Kozaków i rusińską czerń, hajdamaków, ukraińskich nacjonalistów, banderowców. Podstawiano przywódców, inicjowano oddolne wrzenie. Buntowano też Ukraińców przeciw własnym rządom, co niedawno stało się jasne po odkryciu zaangażowania służb amerykańskich i niemieckich oraz globalnych funduszy w „pomarańczową rewolucję”, która skierowała państwo ukraińskie do miejsca, gdzie dziś się znajduje. Jednocześnie w polskiej infosferze ukrywano te zabiegi, wmawiając Polakom, że Ukraińcy pragną wolności od Rosji, więc Polska powinna zawsze bezwarunkowo popierać każde ukraińskie roszczenia. Jeśli dziś dla polityków na Ukrainie to Polska jest głównym i stałym adresatem pretensji, nie dziwmy się, tak jest nieprzerwanie od czasów Chmielnickiego, tylko my sami nie pamiętamy własnej historii. Najnowsze wcielenie polsko – ukraińskiego złudzenia objawiło się niedawno pod postacią mirażu unii polsko – ukraińskiej w postaci Ukropolu, który w rzeczywistości jest ledwo skrywanym Ukropolinem.

Wielką rolę w budowaniu tego mitu odegrały środowiska w Polsce, które profesor Adam Wielomski trafnie określa „elitką infantylno – agenturalną”. Ten miraż jak dotąd spowodował po polskiej stronie poważne wydatki na finansowanie wojny ukraińskiej, rozbrojenie polskiej armii, skierowanie polskiej polityki na tory dla Polski wprost zgubne. Wystarczy, że po zawarciu pokoju amerykańsko – rosyjskiego ukraińskie państwo i siły społeczne skierują ostrze swej goryczy przeciwko polskim sąsiadom. Ich siły, zbyt słabe, aby zagrozić Rosji będą jednak wystarczająco silne, aby poważnie zagrozić rozbrojonej Polsce.

Rozbrojonej pod każdym względem – nie tylko wojskowym i finansowym, ale przede wszystkim mentalnym. Nasza elitka wraz z mediami wciąż bowiem karmią się złudzeniami „kolektywnego Zachodu”, wartości europejskich, demokracji, praw człowieka, przyjaźni polsko – ukraińskiej. Z tych haseł w sposób realny nie istnieje nic, jest natomiast twarda gra cynicznych interesów, prowadzona przez wyrachowanych graczy. W tej grze Polska może zasiąść do stołu jako pełnoprawny gracz i uzyskać dla siebie korzystne koncesje, jednak do tego potrzebna jest trzeźwa ocena rzeczywistości i gracze z charakterem. Ani jednego, ani drugiego nie uświadczysz po stronie „elitki infantylno – agenturalnej”. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy taką refleksję są w stanie przeprowadzić, nawet, jeśli dziś nie mają możliwości przebić się do głównego nurtu mediów i polityki. Potrzeba ze wszystkich sił wywrzeć wpływ na opinię publiczną, aby ta wymusiła na poszczególnych politykach „elitki”, aby chociaż raz stali się elitą i zachowali się zgodnie z polskim interesem narodowym, a nie według emocji, suflowanych przez polskojęzyczne media.

Koncepcja geopolityczna dla Polski:

Polska mostem i strażnicą Eurazji

Być może Paneuropejski Rząd Ukropoliński (PRUk) zgodzi się dalej finansować Ukrainę i wysłać tam nasze wojska. Trzeba więc głosić, jak bardzo będzie to złe dla Polaków. Jednocześnie należy wywierać informacyjny wpływ na obecną opozycję, aby, gdy zostanie wywindowana do władzy kierowała się interesem narodowym, inaczej kolejny obrót spraw może także ich postawić pod ścianą odpowiedzialności. Wiele teraz zależy od tego, czy w kręgach PiS pojawi się świadomość o rewolucyjnej zmianie polityki amerykańskiej, co pociąga zmianę sił w Europie, ewentualnie czy wyłoni się jakaś alternatywna siła polityczna, mogąca poprowadzić nawę państwową.

Trzeba już teraz tłumaczyć wszem i wobec, że Trump będzie dążył do porozumienia z Rosją, a UE i UK będą próbowały temu przeszkadzać, przedłużając wojnę i starając się wciągnąć do konfliktu Polskę. Przekazać im myśl, że Polska powinna wyciągnąć korzyści z porozumienia na linii USA – Rosja, odbudowując zburzone relacje ze Wschodem i flankując ewentualne nastroje antypolskie na Rusi. Wszystkim, zakochanym w Ukraińcach należy też uświadomić, że bezwarunkowe wspieranie obecnej ekipy kijowskiej i spełnianie wszystkich jej zachcianek fatalnie odbija się nie tylko na Polsce, ale również na samej Ukrainie.

To bowiem wymiernie osłabi Polskę, a jeśli Ukraina ma kiedykolwiek wybić się na niepodległość, dobrobyt i bezpieczeństwo, potrzebuje silnej, niezależnej Polski. Tej nie zbudujemy nigdy, jeśli będziemy wciąż ulegać roszczeniom unijnym i kijowskim. Musimy więc prowadzić politykę niezależną zarówno od europejskiej kamaryli, jak i od uzależnionej od obcych potęg Ukrainy. Dopiero wtedy, gdy sami się wzmocnimy, będziemy mogli właściwie wspierać Ukrainę, jako część polskiej strefy wpływów. Na razie daleko do tego i wielką musimy wykonać pracę, najpierw nad odbudową własnego państwa, narodu, gospodarki i armii.

Czytaj też:

Zachód, jakiego nie znacie

Wschód, i czego o nim nie wiecie

Tymczasem zaś powinniśmy nie wysyłać żadnych wojsk w ramach obecnego konfliktu ukraińskiego; nie wspierać tej wojny w żaden sposób; wystąpić do władz Ukrainy o rekompensaty z tytułu kosztów, jakie państwo i społeczeństwo polskie poniosły na rzecz państwa ukraińskiego i jego obywateli; zażądać ekshumacji polskich ofiar rzezi wołyńskich i małopolskich oraz potępienia banderyzmu; wydalać z Polski wszystkich obywateli obcych państw, którzy złamią polskie prawo; uszczelnić granice.

Żołnierze polscy muszą zaś pozostać w Polsce, nie tylko po to, aby nie wciągnąć naszego narodu w obcą wojnę. Również po to, aby zapewnić obywatelom polskim ochronę przed ewentualnymi czystkami etnicznymi ze strony licznych obcych przybyszów, jacy już u nas są, i jacy mogą jeszcze do nas przybyć. Pamiętajmy bunt Chmielnickiego w XVII w., koliszczyznę w XVIII w., Wołyń w XX w. Nie dopuśćmy, aby znowu ktoś poróżnił Polaków i Rusinów i rzucił do bratobójczej walki, a do tego musimy wpierw zadbać o bezpieczeństwo własne, dopiero potem o cudze. Wszyscy świadomi Polacy powinni jak najszybciej zjednoczyć się mentalnie i zażądać, aby rząd w Polsce był rzeczywiście polski. A będzie taki wtedy, gdy konsekwentnie przyjmie zasadę „PO PIERWSZE POLSKA”.

__________________

Czy będziemy ginąć za Ukropolin?, Bartosz Kopczyński, 26 lutego 2025

−∗−

Warto porównać:

Co nam pozostanie po Ukrainie?
Ukraina, jako państwo upada. I nie chodzi tu jedynie o wojnę, którą bez wsparcia Zachodu nasi wschodni sąsiedzi ewidentnie przegrają. Nawet nie w tym rzecz, że po 3 latach konfliktu […]

__________________

Czy my jesteśmy głupi?
Czy skala oraz mnogość zdarzeń na naszej scenie politycznej naprawdę nie są już w stanie nikim wstrząsnąć? Czy na dobre i na stałe z aktywnych, partycypujących obywateli zmieniliśmy się w […]

__________________

Dzisiejszy naród, dzisiejsza polskość
Bierność, postępujący brak empatii dla rodaków i jednocześnie krwiożerczy „wyścig szczurów” z jakimi mamy do czynienia od czasów przewrotu Solidarności i to w obliczu postępującej utraty suwerenności, grabieży, wyprzedawania majątku […]

Raport Hudson Institute: Oskarżenie administracji Bidena i ostrzeżenie przed Unią Europejską. “Terror Tuska”.

Raport Hudson Institute: Oskarżenie administracji Bidena i ostrzeżenie przed Unią Europejską

25.02.2025 tysol/raport-hudson-institute-oskarzenie-administracji-bidena

Niszczenie wolności słowa, represje polityczne wobec opozycji, ignorowanie legalnych orzeczeń sądów i Trybunału Konstytucyjnego. To tylko część listy grzechów obecnego rządu Donalda Tuska i jego koalicji z Szymonem Hołownią, Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i postkomunistami.

Flaga UE. Ilustracja poglądowa Raport Hudson Institute: Oskarżenie administracji Bidena i ostrzeżenie przed Unią Europejską

Flaga UE. Ilustracja poglądowa / Pixabay.com

Według raportu amerykańskiego think tanku Hudson Institute, obecny “centrolewicowy” rząd w Warszawie przekroczył fundamentalne granice demokracji. To nie jest diagnoza tylko Polski, tak naprawdę to diagnoza UE i obraz tego, czym może się stać w pełni Zachód pod rządami szalonych lewicowców.

Raport i przemówienie

Tak piszą Matthew Boyse i Peter Doran, autorzy raportu „Gdy demokraci rządzą niedemokratycznie: Przypadek Polski”. Dużo o nim ostatnio, szkoda, że tylko w konserwatywnej „bańce informacyjnej”. Bo to niewygodna prawda dla mainstreamu, czy to polskiego, czy europejskiego, czy amerykańskiego. Właśnie, skoro mowa o Ameryce.

Zła informacja jest taka, że łamanie prawa przez Tuska może osłabić sojusz Polski z USA. Nie, nie dlatego, że w Białym Domu urzęduje obecnie prawicowy prezydent. Dlatego, że to, co robi Tusk, jest łamaniem podstawowych zasad demokracji, będących fundamentem państwa amerykańskiego, z wolnością słowa na czele.

Smutne jest to, że poprzednia administracja USA wspierała rządy bezprawia w Polsce w imię ideologicznych przekonań. Stąd raport Hudson Institute jest ważny nie tylko dla Polski, czy Europy, ale też samych Stanów Zjednoczonych. Bo stawia pytanie o czysto amerykańskie wartości, łamane przy pomocy lewicowej administracji USA. Autorzy raportu piszą, że rząd Bidena, wraz z Komisją Europejską i większością mediów mainstreamu, „bezkrytycznie zaakceptował narrację Tuska i przyjął jego język”.

Nie da się traktować raportu Hudson Institute odrębnie od historycznego przemówienia J.D. Vance’a w Monachium, gdy wiceprezydent USA (moim zdaniem to przyszły prezydent) wskazywał władcom Unii Europejskiej, jak mając usta pełne frazesów o demokracji i wolności, coraz skuteczniej je niszcząc. Czy to w Polsce, czy w Rumunii, czy w Niemczech. Raport to bezlitosny wyrok dla UE, dla tego, jak eurokraci depczą demokrację i wolność słowa. Ostrzeżenie, czym staje się Unia Europejska.

Orwellowskim uniwersum, bezlitosnym dla swych obywateli, słabym zarazem wobec zewnętrznych brutalnych reżimów, jak Rosja i Chiny. Autorzy raportu twierdzą, że sprawa Polski postawiła ważne pytania dotyczące interpretacji demokracji przez Komisję Europejską, tego, jak dużą kontrolę Bruksela powinna mieć nad implementacją prawa w państwach członkowskich, wykorzystując coraz mocniej narzędzie rzekomo legalnej nadrzędności prawa UE nad prawem krajowym i konstytucjami.

Terror Tuska

Hudson Institute zwraca dużo uwagi – nie wiem, czy to świadome, czy po prostu tak wynika z ustaleń autorów – na język, jakim posługują się eurokraci-autokraci. Zaczynając od „rządów prawa”, które interpretują tak, jak im pasuje. Stąd epatowanie rzekomym „upadkiem polskiej demokracji” za rządów PiS, stąd – to już krok dalej – pozostawione przez Brukselę i różne komisje weneckie bez reakcji, stalinowskie stwierdzenie Tuska o „demokracji walczącej” i zapowiedź łamania prawa. Rząd Tuska mówi o „przywracaniu demokracji”, jakby nie zauważał, że wybory w 2023 roku odbyły się całkowicie demokratycznie, a „niedemokratyczny” PiS nie robił problemów, żeby formalnie oddać władzę.

Autorzy raportu stwierdzili, żeod czasu objęcia urzędu w grudniu 2023 r. rząd Tuska rozpoczął kampanię walki z prawem i kryminalizacji różnic politycznych, której celem jest zapewnienie, że PiS nigdy więcej nie będzie stanowić poważnego wyzwania dla jego władzy”.

Odcięcie finansowania PiS i wsadzanie jego polityków za kraty na celu wyciągnięcie zeznań i zaszczepienie strachu. Tusk terroryzuje też dyplomację (niespotykana fala odwołań ambasadorów) i samorządy. Tutaj pozwolę sobie na małą osobistą dygresję. Przypadek pierwszy. Mój dobry znajomy, specjalista od Wschodu, który zaliczył Akademię Dyplomatyczną przy MSZ, zaczynał za Cimoszewicza, był w dyplomacji za pierwszego Sikorskiego, był za ministrów z PiS, zapłacił głową ambasadora (nie, żeby w jakimś ważnym kraju) tylko dlatego, że nominację na placówkę dostał w czasów PiS. To jedyny powód.

Ale Tusk zastrasza też samorządy. Sprawa z małej gminy mazowieckiej, choć nagłośniona przez „Gazetę Wyborczą”: po wieloletnich rządach burmistrza z PSL władzę przejmuje młody i prężny człowiek. Nie żaden aparatczyk. W kilka lat robi dla gminy więcej, niż przez ponad 20 lat poprzednik. Ale ma przechlapane, bo robi to współpracując z rządzącym Polską PiS. Efekt? Oskarżenia o rzekome nadużycia przy jednej z dużych inwestycji infrastrukturalnych. Zawieszenie w wykonywanej funkcji. Dęta sprawa (od dawna na niego ośmiogwiazdkowcy polowali), która za ileś lat zakończy się oczyszczeniem z zarzutów (wciąć nie ma procesu). Ale sygnał do samorządów poszedł. O tym właśnie, nie tylko o wielkiej polityce, Sądzie Najwyższym czy mediach publicznych, jest ten raport. To raport o niszczeniu państwa na każdym szczeblu, dławieniu wolności słowa, robieniu z demokracji „demokracji ludowej”. Takiej z niebieską flagą z gwiazdkami w tle. W końcu nazwa „komisarz” zobowiązuje.

  • Autor: Antoni Rybczyński
  • ======================
  • mail: Rząd Tuska mówi o „przywracaniu demokracji”,
  • To literówka: Chodzi o przewracanie.

Pomaganie przez zabijanie. „Czarne karty” czy zasada amerykańskiej filantropii?

Pomaganie przez zabijanie. „Czarne karty” czy zasada amerykańskiej filantropii?

https://pch24.pl/pomaganie-przez-zabijanie-czarne-karty-czy-zasada-amerykanskiej-filantropii

(Fot: PCh24.pl)

Cóż za paradoks! Kampanii na rzecz „naprawy świata” przez lata przewodzili ci, którzy najbardziej nienawidzili biednych, słabych i chorych.

W 2020 r. Carnegie Institution for Science przeprosił za eugeniczną przeszłość jednej z największych filantropijnych instytucji świata. Rok później głowę popiołem posypali przedstawiciele Fundacji Rockefellera, którzy zostali zmuszeni do „rozliczenia się ze wstydliwą historią”.

„Nie ma usprawiedliwienia, ani wtedy, ani teraz, dla wcześniejszej gotowości naszej instytucji do wspierania badaczy, którzy wypaczali badania naukowe, aby usprawiedliwić własne uprzedzenia wobec niepełnosprawnych i przedstawicieli innych ras” – oświadczył Eric Isaacs, prezes instytucji założonej przez słynnego filantropa-miliardera.

Jednak stwierdzenie o „gotowości do wspierania badaczy” stanowi w tym przypadku rażące niedopowiedzenie. Bez wsparcia wielkiego kapitału, wiele potworności pokroju przymusowych sterylizacji, masowych aborcji, segregacji rasowej, a w końcu całego przemysłu zagłady w III Rzeszy, najprawdopodobniej nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.

Ówczesna Carnegie Institution oraz Fundacja Rockefellera obficie sponsorowały wysiłek eugeniczny od początku XX wieku do niemal końca II wojny światowej. Miliardy dolarów (w przeliczeniu na dzisiejsze wartości) przez ponad cztery dekady szły na instytucje „badawcze”, lobbing polityczny oraz promocję ideologii „czystej rasy” wśród decydentów i przedstawicieli elit. Filozofia „dobrze urodzonych” stała się integralną częścią amerykańskiego porządku prawnego w 1927 r., odkąd Sąd Najwyższy uzasadnił przymusowe sterylizacje tymi słowami:

Lepiej jest dla świata, kiedy społeczeństwo, zamiast czekać na egzekucję degeneratów, którzy dopuścili się zbrodni, czy pozwalać, by imbecyle marli z głodu, zapobiega wydawaniu na świat niepełnowartościowego potomstwa przez małowartościowych rodziców. Zasada, która dopuszcza przymusowe szczepienia, jest na tyle pojemna, że może dotyczyć i przecinania jajowodów.

Do dzisiaj tajemnicą poliszynela pozostaje fakt, że to ze Stanów Zjednoczonych wypłynęła idea prymatu rasy nordyckiej. John D. Rockefeller Jr., a potem jego syn, dostrzegli eugeniczny potencjał przedwojennych Niemiec, na długo zanim Hitler zaczął wcielać w życie bezwzględne zasady „religii krwi”.   

Ale tak jak pseudonaukowcy potrzebowali wielkich pieniędzy, tak wielki kapitał potrzebował odpowiednich autorytetów. Prekursorzy „praw seksualnych i reprodukcyjnych” dali swoim sponsorom to, co odzwierciedlało ich własne rojenia.

Rasiści z przekonania

Na przełomie wieków do USA przybywają Irlandczycy, Włosi, Polacy, Rosjanie, Żydzi, Meksykanie, Chińczycy, Japończycy i wiele innych grup narodowościowych i etnicznych. Biedni i niewykształceni, z miejsca zasilają szeregi obywateli drugiej kategorii. Z przerażeniem zjawisko obserwuje protestancka elita, najczęściej pochodzenia brytyjskiego lub niemieckiego, która dorobiła się gigantycznego majątku na wielkich projektach epoki industrialnej.

Swoje miliony zawdzięczają w równym stopniu pracowitości i przedsiębiorczości, jak i nieustannej żądzy zysku. Morgan, Rockefeller, Carnegie czy Huntington do dziś pozostają ikonami „krwiożerczego kapitalizmu”, budowanego na wyzysku i bezwzględnej rozprawie z konkurencją. Przykładowo, Andrew Carnegie zatrudniał swoich pracowników po 12 godzin dziennie 7 dni w tygodniu (emigrantów z Europy – 14h za cztery razy mniejszą stawkę). Wolne przysługiwało im jedynie raz w roku w Święto Niepodległości. Bezwzględnie tłumił wszelkie strajki, które często kończyły się śmiercią robotników. Był przeciwnikiem pomocy socjalnej, twierdząc, że niewykształcona biedota jedynie przepije otrzymaną pomoc.

Jednocześnie ten „bezwzględny wyzyskiwacz” uczynił z filantropii sens życia. Jednak zamiast programów socjalnych, magnat przemysłu stalowego wolał finansować piękną architekturę, biblioteki i kościelne organy. Nic dziwnego. Podobnie jak inni słynni filantropii epoki węgla i stali, również Carnegie przekonany był o zagrożeniu, jakie dla anglosaskich elit narodu stanowiły gorsze geny.

Idąc z duchem epoki, wielu ówczesnych bogaczy zauroczyło się darwinizmem społecznym w jego najgorszej, spencerowskiej wersji. Zgodnie z tą filozofią, społeczeństwo poświęcające rozwój swoich najlepszych jednostek na rzecz najmniej przydatnych, skazane jest na zagładę. Przerażającą wizję oddają najlepiej słowa ich pupila, „ojca” przedwojennej eugeniki, Charlesa Davenporta:

Te trzy lub cztery procent naszej populacji jest strasznym obciążeniem dla naszej cywilizacji. Czy jako inteligentni ludzie, dumni z naszej kontroli nad naturą w innych aspektach, nie powinniśmy zrobić czegoś więcej  poza głosowaniem za wyższymi podatkami lub zadowalać się wielkimi darowiznami i zapisami, które filantropi przeznaczyli na wsparcie klas przestępczych, wadliwych? Czy nie powinniśmy raczej podjąć kroków, które badania naukowe dyktują jako niezbędne do wysuszenia źródeł, które zasilają potok wadliwej i zdegenerowanej protoplazmy?

Zgodnie z tą logiką, wspieranie służby zdrowia lub finansowanie systemu edukacji uchodziło wyłącznie za łagodzenie objawów choroby. Właściwa terapia polegała na zapobieganiu problemom, poprzez – jak mówił John D. Rockefeller – „wykorzenienie zła u źródła”. Eugenika nie była więc zaledwie osobliwym, a dzisiaj wstydliwym, dodatkiem do ówczesnej działalności filantropijnej. Była jej źródłem i motorem napędowym.


Działanie modelowe

Ówcześni technokraci, określani na początku XX w. jako „ruch wydajnościowy” (efficiency movement), przystąpili do zadania z godnym pozazdroszczenia zapałem. Jak przekonuje znawca tematyki, prof. William A. Schambra z Hudson Institute: „gdyby nie drobny fakt, że obecnie uważa się ją za całkowitą moralną ohydę, eugenika byłaby dziś reklamowana jako jedno z najbardziej znaczących i udanych przedsięwzięć amerykańskiej filantropii”. Rzeczywiście, wzorem dzisiejszych instytucji międzynarodowych, eugenicy posiadali nie tylko spójną ideologię, ale kompleksowy program społeczno-polityczny oraz długofalową strategię działania.

„Think-tanki” pokroju Eugenics Record Office, dysponowały całym zakresem usług od badań naukowych po edukację publiczną i lobbing polityczny. Dzięki setkom opracowań zawierających empirycznie uzasadnione wykresy i modele, udało się dowieść „naukowo niepodważalnego związku” między wadliwymi genami a skalą patologii w społeczeństwie. Każdy dolar zainwestowany w wysiłek eugeniczny miał zwrócić się poczwórnie, oszczędzając ogromnych wydatków publicznych i obciążeń podatkowych w przyszłości.

Do promocji eugeniki zaangażowano potężny aparat medialny i publiczną edukację. Eugenicy osiągnęli taki wpływ na amerykańską administrację, o którym dzisiejsi miliarderzy pokroju Sorosa czy Gatesa mogliby pomarzyć. Oprócz wspomnianej już decyzji Sądu Najwyższego, prawa sterylizacyjne i aborcyjne dla określonych grup społecznych uchwalono w 27 stanach. W 1924 r. wprowadzono zaś Immigration Act, utrudniający imigrację do USA „wadliwych genetycznie” narodów.

„Gdyby nie paskudny obrót, jaki przybrał on w Niemczech, historia ruchu eugenicznego bez wątpienia byłaby poddawana akademickim analizom i zapisana w podręcznikach historii jako przykład genialnych strategii, na których bazują współczesne programy dobroczynne” – przekonuje prof. Schambra.

Również pod względem doskonale przeprowadzonej kampanii rebrandingowej.

Eugenika z „ludzką twarzą”

Ujawnienie skali „dokonań” niemieckich zbrodniarzy zmusiło amerykańskich higienistów do porzucenia eugenicznego szyldu. Zagrożenie genetyczne zastąpiło – dzisiaj równie skompromitowane – widmo rzekomego przeludnienia planety. W tym celu odkurzono XVIII – wieczną apokaliptyczną wizję brytyjskiego pastora Thomasa Malthusa, straszącego niekontrolowanym wzrostem populacji. Jednak pod względem narzędzi i celów chodziło w istocie o to samo; poprowadzenie ewolucji w pożądanym kierunku. Przymus zastąpiła z kolei odpowiednia inżynieria społeczna i socjotechnika.

Symbolem tego liftingu wizerunkowego pozostaje powołanie w 1952 r. Rady ds. Populacji (Population Council), na której czele stanął zaufany Carnegiego, Frederick Osborn. Założyciel Amerykańskiego Towarzystwa Eugenicznego otwarcie twierdził, że „poprawę dziedzicznej bazy inteligencji i charakteru można osiągnąć na zasadzie dobrowolności” (eugenika liberalna), a „cele eugeniczne najprawdopodobniej można osiągnąć pod inną nazwą”. W walkę z „bombą populacyjną” systemowo włączyła się Fundacja Rockefellera i Fundacja Forda, a programową kontrolę populacji w krajach trzeciego świata popierali prezydenci Eisenhower i Johnson.

W latach 50′ wykształcił się również paradygmat „pomocy humanitarnej”, będący realizacją programów wąskich grup eksperckich, narzucanych następnie biednym krajom. „Tyrania ekspertów” – jak określa to zjawisko William Easterly, zdominowała działalność amerykańskich organizacji „dobroczynnych” na kolejne dekady, stanowiąc przedłużenie polityki zagranicznej USA.

Przenieśmy się siedemdziesiąt lat do przodu. Filantropia ustąpiła miejsca filantro-kapitalizmowi, czyli pełnoprawnemu biznesowi na skalę globalną. System naczyń połączonych prywatnych fundacji, rządów i organizacji międzynarodowych, wpływa na politykę zdrowotną na całym świecie. Ale u jego podstaw wciąż leżą te same fundamenty. Programom humanitarnym krok w krok towarzyszy masowa promocja usług z zakresu „zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”, jak eufemistycznie nazywa się antykoncepcję i aborcję. Od Rockefellera przez Buffeta po Gatesa, kolejnym pokoleniom amerykańskich filantropów wciąż przyświeca naczelna zasada: lepiej zapobiegać niż leczyć. Najlepiej zdusić problem, dosłownie (sic!) w zarodku, zanim ten dorośnie i narobi problemów.

Na zdawkowe przeprosiny instytucji Carnegiego i Rockefellera musieliśmy czekać ponad 70 lat. To tylko pokazuje, jak bardzo wielki biznes nie chce odrobić tej lekcji. A w czasach, gdy rozwój badań nad genetyką dalece przekracza wyobrażenia starych higienistów, eugeniczna pokusa jawi się tym bardziej atrakcyjnie. Być może również my, w niedalekiej przyszłości, zostaniemy uznani za imbecyli, niewartych potomstwa. Chyba, że… – patrząc na aborcyjną hekatombę, postęp kultury antykoncepcyjnej czy niebywały kryzys dzietności w skali globalnej – już dawno nas za takich uznano…

Piotr Relich

Widmo bankructwa krąży nad Greenpeace.

Widmo bankructwa krąży nad Greenpeace. Wpłynął pozew.

24.02.2025 tysol/widmo-bankructwa-krazy-nad-greenpeace-wplynal-pozew

Pozew złożony w konserwatywnej Dakocie Północnej może oznaczać dla Greenpeace bankructwo. Firma Energy Transfer oskarża organizację o bezprawne i gwałtowne działania przy protestach przeciwko Dakota Access Pipeline i żąda 300 mln dolarów – informuje BBC.

Greenpeace Widmo bankructwa krąży nad Greenpeace. Wpłynął pozew

Greenpeace / fot. Bogusz Bilewski / Flickr / zdjęcie ilustracyjne

Greenpeace stoi w obliczu bankructwa

Jak informuje BBC, organizacja Greenpeace stoi w obliczu bankructwa. Firma Energy Transfer twierdzi, że protesty przeciwko Dakota Access Pipeline opóźniły budowę rurociągu, co doprowadziło do znacznych strat finansowych.

Zarzucono organizacji Greenpeace prowadzenie bezprawnej i gwałtownej kampanii, której celem miało być powstrzymanie prac nad ropociągiem oraz wyrządzenie szkód jego pracownikom i infrastrukturze. Kwota żądanych odszkodowań może wynieść 300 milionów dolarów, co – według przedstawicieli Greenpeace – potencjalnie doprowadziłoby do bankructwa.

Proces w Północnej Dakocie potrwa pięć tygodni, począwszy od wyboru ławy przysięgłych w poniedziałek (…). Organizacja Greenpeace twierdzi, że może zostać zmuszona do ogłoszenia bankructwa, jeśli otrzyma nakaz zapłaty około 300 milionów dolarów odszkodowania.

Konserwatywna Dakota Północna problemem dla Greenpeace?

BBC zwraca uwagę, że proces toczy się w konserwatywnej Dakocie Północnej, gdzie – zdaniem Greenpeace – “trudno liczyć na bezstronność ze względu na silne powiązania stanu z przemysłem naftowym”.

Organizacja twierdzi również, że były gubernator tego stanu, Doug Burgum, który pełni obecnie ważną funkcję w administracji Trumpa jako sekretarz Departamentu Zasobów Wewnętrznych, może wpłynąć na klimat polityczny towarzyszący procesowi.

[To “klimat polityczny” jest decydujący, a nie – fakty, dowody i sprawiedliwość?

M. Dakowski]

How Biden Administration tried to suffocate Alaska

The New Administration Does Not Think Alaska Should be a Natural History Museum

by Edwin Benson February 24, 2025 tfp/the-new-administration-does-not-think-

The New Administration Does Not Think Alaska Should be a Natural History Museum
The New Administration Does Not Think Alaska Should be a Natural History Museum

For many, environmentalists chief among them, Alaska has a peculiar “hands-off” quality. For them, it is more a natural history museum than one of the Union’s fifty co-equal states. Most of it is governed, as it were, by remote control. Two-thirds of its 365.4 million acres are managed in Washington, D.C. Those who administer it see the people who live there almost as an afterthought.

Domestic, Yet Somehow Foreign

On March 30, 1867, Secretary of State William Seward negotiated a $7.2 million price to purchase Alaska from Russia. The Senate ratified the treaty on May 30. The official transfer came on October 18. Some argued about the price; most howled with laughter. References to “Russia’s Frozen Asset,” “Seward’s Folly” and “Seward’s Polar Bear Garden” dominated newspaper coverage.

The derision quieted in 1896 when gold was discovered. After Pearl Harbor, the Army built the Alcan (Alaska-Canada) Highway to truck supplies to the region for the fight against Japan. During the Cold War, Americans breathed easier knowing there was a frigid buffer between the lower forty-eight states and the U.S.S.R. The Alaska Territory became the forty-ninth state on January 3, 1959.

Even now, Alaska’s status is unique. It is in the United States, but yet, not entirely of it. Americans cruise there each summer to experience the midnight sun.

In January 2025, the Alaskan “tug of war” entered a new phase.

The Biden Policy

Four years earlier, President Biden had signed Executive Order #13990. The priorities were evident in the first paragraph.

“Our Nation has an abiding commitment to empower our workers and communities; promote and protect our public health and the environment; and conserve our national treasures and monuments, places that secure our national memory. Where the Federal Government has failed to meet that commitment in the past, it must advance environmental justice.”

EO #13990 was only the beginning. At the close of Mr. Biden’s term, The Wall Street Journal summarized those executive actions in withering terms.

“Mr. Biden treated America’s largest state worse than he did Iran…. [H]e suspended and stymied Congressionally mandated lease sales in the Arctic National Wildlife Refuge, blocked oil and gas development in nearly half the National Petroleum Reserve, banned drilling in the northern Bering Sea, canceled lease sales in the Cook Inlet, slapped a roadless rule on millions of acres of forest, choked off mining projects, and denied Alaska Native veterans promised land allotments.”

Alaskans’ Discontent

The effects on Alaska’s economy have been catastrophic. The left-leaning Associated Press (AP) pointed out that “oil production…is a fraction of what it once was,…and for more than a decade, more people have left Alaska than have moved here.”

Over the four years of his administration, President Biden took—according to a list assembled by Alaska Senator Dan Sullivan’s office—”Seventy Executive Orders and Actions Targeting Alaska.” The Senator’s office refers to the cumulative effect as the “Last Frontier Lock-Up.”

President Trump’s priorities differ greatly from those of President Biden. Many of Mr. Trump’s economic policies hinge on increasing energy production and, in the process, lowering gasoline, heating oil, natural gas and coal prices to consumers.

A Liquid Gold Mine

In the new president’s inaugural address, he emphasized the importance of his policies.

“[W]e have something that no other manufacturing nation will ever have—the largest amount of oil and gas of any country on earth—and we are going to use it. We’ll use it. We will bring prices down, fill our strategic reserves up again right to the top, and export American energy all over the world. We will be a rich nation again, and it is that liquid gold under our feet that will help to do it.”

Alaska Governor Mike Dunleavy is delighted. Two weeks after Mr. Trump was elected, the governor sent the president-elect a twenty-seven-page document detailing his proposals. The attached cover letter conveyed Mr. Dunleavy’s sentiments.

“Your election will hail in a new era of optimism and opportunity, and Alaska stands ready to and is eager to work with you to repair this damage wrought by the previous administration and to set both Alaska and America on a course to prosperity.”

Wildly Varying Opinions

Senator Sullivan echoed the cadences of the Reagan Administration. “It is morning again in Alaska.”

Voice of America attempted to present a Native American Indian viewpoint. It found a surprising divergence. Aaron Payment, former chairperson of the Sault Ste. Marie Tribe of Chippewa in Northern Michigan, sees various bands pursuing their economic interests. “There are some tribes, I think energy [producing] tribes, that are probably going to be pleased with the outcome because they didn’t quite jump on board on the clean energy [agenda].”

Of course, the environmental lobby—used to calling the shots vis-à-vis Alaska—howled in dismay.

Shrieks of Horror

CNN characterized the pronouncement as “Trump’s under-the-radar Alaska order.” A gaggle of four New York Times writers fear global dictatorship. “[T]he declarations underscore how Mr. Trump views the world: oil and gas are symbols of strength and power, and plentiful fossil fuels will ensure that the United States is able to dominate allies and rivals alike.”

The lawyers at Earthjustice (which dubs itself as “the premier nonprofit public interest environmental law organization”) foresee limitless disaster. “The Trump administration’s agenda for Alaska would destroy valuable habitats and subsistence hunting and fishing grounds while furthering the climate crisis…. Trump once again forces a harmful industry-driven agenda on our state for political gain and the benefit of a wealthy few.”

Backcountry Hunters and Anglers apparently opposes any development of Alaska. Its Director of Policy and Government Relations told Field and Stream, “America’s Arctic is our largest expanse of intact public lands, and wilderness quality landscapes such as the coastal plain of the Arctic National Wildlife Refuge represent the most treasured of these…. [I]t is abundantly clear that further attempts to develop this crown jewel of the national wildlife refuge system should be abandoned, not doubled down on.”

Allowing God Into the Conversation

However, constructing a giant regulatory dome over Alaska to preserve every pebble serves no one’s best interests. This generation inherits a commission given by God, as stated in Genesis 1:28-30.

“And God blessed them, saying: Increase and multiply, and fill the earth, and subdue it, and rule over the fishes of the sea, and the fowls of the air, and all living creatures that move upon the earth. And God said: Behold I have given you every herb bearing seed upon the earth, and all trees that have in themselves seed of their own kind, to be your meat: And to all beasts of the earth, and to every fowl of the air, and to all that move upon the earth, and wherein there is life, that they may have to feed upon. And it was so done.”

God did not set aside large areas that were never to be occupied or used. Nor should mankind wantonly consume His gifts. God intended the earth’s resources to support humanity as the pinnacle of His creation. At the same time, this bounty is to be used wisely and passed down to future generations. That task involves wisdom, not adherence to the blind rantings of a self-selected few.

Trump zapowiada wielkie relacje gospodarcze z Rosją. “Prowadzę poważne rozmowy z Putinem”

Trump zapowiada wielkie relacje gospodarcze z Rosją. “Prowadzę poważne rozmowy z Putinem”


2025-02-24 bankier/Trump-zapowiada-wielkie-relacje-gospodarcze-z-Rosja

Prowadzę poważne rozmowy z Władimirem Putinem o końcu wojny rosyjsko-ukraińskiej i wielkim rozwoju w relacjach gospodarczych USA z Rosją, w tym o transakcjach, które nastąpią – powiadomił w poniedziałek na platformie Truth Social prezydent USA Donald Trump po telekonferencji przywódców państw grupy G7.

Trump łączył się z Waszyngtonu wraz z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, który w poniedziałek rozpoczął swoją wizytę w USA. Telekonferencja państw grupy G7 została zorganizowana z okazji trzeciej rocznicy rosyjskiej pełnowymiarowej agresji na Ukrainę.

Zdaniem Trumpa wszyscy uczestnicy spotkania wyrazili chęć zakończenia tej wojny.

Prezydent USA oznajmił, że podkreślał podczas poniedziałkowych rozmów, jak istotna jest umowa z Ukrainą o surowcach mineralnych. Określił ją mianem partnerstwa gospodarczego, które pozwoli Amerykanom odzyskać pieniądze przeznaczone na dostawy uzbrojenia i sprzętu wojskowego dla Kijowa. Dodał, że na umowie skorzysta też Ukraina, która po zakończeniu tej “brutalnej i bestialskiej wojny” zyska na tym gospodarczo.

Szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RFPI) Kiriłł Dmitrijew zapewnił po wypowiedzi Trumpa, że Rosja jest otwarta na współpracę z USA, która – jak podkreślił – ma kluczowe znaczenie dla dobra globalnej gospodarki.

Wcześniej prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że przeprowadził “dobrą rozmowę” z prezydentem USA i wyraził nadzieję, że Stany Zjednoczone będą kontynuować wsparcie dla Kijowa. Ponadto Zełenski ocenił, że prawdziwy pokój możliwy będzie jedynie wtedy, jeśli za jednym stołem usiądą, naprzeciw Rosji, “Ameryka, Europa i Ukraina”. (PAP)

awm/ szm/

Dobra wiadomość dla normalnego świata. Agencja USAID zwalnia pracowników

Dobra wiadomość dla normalnego świata. Agencja USAID zwalnia pracowników

24.02.2025 https://nczas.info/2025/02/24/agencja-usaid-zwalnia-pracownikow/

Marco Rubio oraz logo USAID
Marco Rubio oraz logo USAID. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: domena publiczna (kolaż)

Amerykańska agencja pomocy zagranicznej dała się poznać jako forpoczta światowego „progresywizmu”. Poza pomocą humanitarną, USAID serwował wsparcie lobby LGBTQ, feminizmu, aborcjonistom, organizacjom lewicy, akcjom „różnorodności” itp. USAID zarządza budżetem w wysokości 42,8 miliardów dolarów, co stanowi 42% „pomocy humanitarnej” udzielanej na całym świecie.

Zamrożenie owej pomocy i zapowiedź przeglądu jej adresatów wywołało na lewicy prawdziwy szok, bo duża liczba tzw. organizacji pozarządowych była zależna od funduszy amerykańskich. Decyzje prezydenta Trumpa zasiały strach wśród aktywistów, którzy przyzwyczaili się do życia z amerykańskich pieniędzy.

Agencja rozwoju USAID ogłosiła w niedzielę 23 lutego na swoich stronach internetowych, że zwalnia około 1600 pracowników w Stanach Zjednoczonych, a wszyscy pozostali pracownicy zatrudnieni bezpośrednio przez USAID na całym świecie zostaną wysłani na urlop administracyjny. W sumie USAID zatrudniała ponad 10 tysięcy osób.

Wyjątkiem są osoby odpowiedzialne za „podstawowe funkcje utrzymania misji, zarządzanie centralne lub biorące udział specjalnie wyznaczonych programach”. Bezrobocie tego typu „urzędników” to jednak w gruncie rzeczy dobra wiadomość dla normalnego świata.

Wszystko zaczęło się 20 stycznia, kiedy to prezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze nakazujące 90-dniowe zamrożenie amerykańskiej pomocy zagranicznej do czasu przeprowadzenia pełnego przeglądu wydatków. Nie udało się zablokować tej decyzji przez mianowanych przez poprzednich prezydentów-Demokratów sędziów. Ostatni z nich wydał decyzję o zablokowaniu rozporządzenia w ostatni piątek.

Trump i jego administracja robią jednak swoje. Amerykańskie media twierdziły nawet, że ​​liczba pracowników USAID zostanie zredukowana niemal do zera. Na razie USAID poinformowała, że wkrótce powiadomi o „wyznaczonym niezbędnym personelu”, który powinien pozostać na służbie, nie podając jednak dokładnej liczby takich osób. Agencja pokryje natomiast koszty repatriacji personelu wysłanego za granicę, a do momentu powrotu do Stanów Zjednoczonych mają się nimi zaopiekować placówki dyplomatyczne.

======================

Pracownicy USAID opuszczają miejsca pracy. Administracja Trumpa traktuje ich wyjątkowo łagodnie.

https://twitter.com/modliszka30/status/1893775716098970041

USA: Radykalne cięcia dla „detektywów chorób”

Radykalne cięcia dla „detektywów chorób”

Marek Wójcik .Wysłane przez: Marucha w dniu 2025-02-23

Nowo potwierdzony przez prezydenta Donalda Trumpa Sekretarz Zdrowia i Opieki Społecznej w pierwszym dniu swojej pracy zwolnił prawie połowę wysoko cenionego zespołu „detektywów chorób” przygotowując grunt pod usprawnienie departamentu w przyszłości.

Po pierwsze, nie szkodzić!

-============

Cała nowa klasa Epidemic Intelligence Service (EIS) została poinformowana, że nie jest już potrzebna w ramach 1300 zwolnień w CDC – opublikowała we wtorek austriacka platforma tkp.at w artykule: RFK pierwszego dnia na stanowisku ministra zdrowia – radykalna redukcja „detektywów chorób”.
Źródło: https://tkp.at/2025/02/18/rfk-am-ersten-tag-als-gesundheitsminister-radikaler-schnitt-bei-krankheitsdetektiven/

CDC to amerykańska organizacja federalna, mająca służyć ochronie zdrowia, której szefem był Anthony Fauci i która walnie przyczyniła się do szerzenia plandemicznego strachu i wymyślała nieoparte na badaniach naukowych sposoby zapobiegania tej plandemii w stylu dystans społeczny i lockdown.

Florence Nightingale
Nie potrafimy leczyć głupców – możemy ich jedynie zaszczepić.

——————

Podczas przesłuchania w Senacie, przewodniczący komisji Bernie Sanders zadał Kennedy’emu pytanie:
Czy zagwarantujesz wszystkim Amerykanom dostęp do opieki medycznej?

Kennedy odpowiedział między innymi:
Bernie, wiesz, że problem korupcji nie dotyczy wyłącznie agencji federalnych, jest obecny także w Kongresie. Wszyscy członkowie tego gremium przyjmują miliony dolarów od przemysłu farmaceutycznego, włączając w to ciebie! W 2020 r. byłeś największym beneficjentem pieniędzy od koncernów farmaceutycznych.

Można w to wierzyć lub nie – w Stanach Zjednoczonych przeżywamy rewolucję, jakiej świat do tej pory nie widział. [NIE. To jest kontr-rewolucja, czyli odwrotność rewolucji, nie zaś rewolta w przeciwną stronę. MD] Nie jest to wcale kwestia wiary, niezależnie od tego, co sądzą o tym malkontenci, walec przemian ruszył i nie będzie łatwo go zatrzymać.

Gdyby na wzór francuskiej rewolucji Trump postawił u stóp Kapitolu potężną gilotynę, na której pierwsza odcięta głowa była głową Fauciego, to i tak usłyszelibyśmy, że to tylko teatrzyk dla łatwowiernych i że Deep State poświęcił niepotrzebnego już emeryta, by nas przekonać, że Trump z nim walczy.

Każdy kolejny krok nowej administracji Białego Domu będzie interpretowany jako współpraca z globalistami. Dlaczego? Ponieważ ci ludzie wymyślają najbardziej głupie teorie tylko po to, by nie przyznać się do błędu.

Jest jeszcze drugi powód: terapia zajęciowa. Trzeba odwrócić naszą uwagę od ważniejszych spraw jak na przykład wisząca nad USA groźba bankructwa. Aktualnie, rząd Stanów Zjednoczonych, aby mieć pieniądze na bieżące wydatki, pożycza je sobie z funduszu emerytalnego pracowników poczty.

 Nowy typ samolotu: deportacyjny airbus, zaproponowany przez DOGE dla zwiększenia wydajności.

Autor artykułu Marek Wójcik|
Mail: worldscam3@gmail.com
https://www.world-scam.com/

Sunday Strip: Don’t Believe… your lying eyes

Sunday Strip: Don’t Believe…

your lying eyes

Robert W Malone MD, MS Feb 23, 2025








Can anyone explain why, when President Trump states he wants peace worldwide, the democrats hate him even more?







True story:










Most people don’t realize that emu eggs have to come from somewhere.


But then many people don’t realize that emu eggs make a delicious breakfast.

The truth is that elusive emu babies abound in the wild… if you know where to look:

Don’t believe your ly’n eyes…

Everyone knows emus are white!


Amerykanie biorą się za Tuska. „Kiedy demokraci rządzą niedemokratycznie…”

Amerykanie biorą się za Tuska.

„Kiedy demokraci rządzą niedemokratycznie…”

23.02.2025 amerykanie-biora-sie-za-tuska

Amerykański Hudson Institute przygotował raport zatytułowany „When Democrats Rule Undemocratically: The Case of Poland”. Opracowanie nie pozostawia suchej nitki na „demokracji i praworządności” w wydaniu Donalda Tuska.

Raport, uznany za istotne wydarzenie, sugeruje, że obecny polski rząd w ciągu zaledwie roku przekracza kolejne granice standardów demokratycznych. Koalicja rządząca stosuje metody określone jako „wątpliwe”, „niedemokratyczne”, a czasem wręcz „nielegalne”.

Autorzy raportu wskazują, że rząd Tuska usprawiedliwia swoje działania koniecznością „przywracania demokracji”, co budzi kontrowersje. Niniejsza publikacja podważa monopol liberalnych elit na narrację o Polsce za granicą, ukazując szybkie osłabienie ich pozycji.

Wśród najważniejszych zarzutów występują: przejęcie mediów publicznych, zmiany w Prokuraturze Krajowej, podważanie statusu sędziów powołanych po 2018 roku, nieuznawanie wyrobów Trybunału Konstytucyjnego i ograniczenie prawa do azylu.

Instytut będący wydawcą raportu ma dobre relacje z władzami USA. Publikacja bez wątpienia stanowić będzie podbudowę argumentacji, która będzie narzędziem polityki Stanów Zjednoczonych wobec Polski. Zarzuty o brak standardów demokratycznych były już wysuwane w stosunku do Ukrainy, kiedy ta odmówiła przyjęcia tzw. umowy surowcowej, która de facto dawałaby możliwość wzbogacenia się Amerykanów na surowcach ukraińskich. Donald Trump ma swoje plany również wobec Polski, a zarzut o niedostatki w zakresie standardów demokratycznych bez wątpienia pomoże mu w realizacji swoich zamierzeń.

Musk do urzędników: Napiszcie, co robiliście w zeszłym tygodniu. Brak odpowiedzi to rezygnacja z pracy

Musk do urzędników: Napiszcie, co robiliście w zeszłym tygodniu. Brak odpowiedzi to rezygnacja z pracy

23.02.2025 https://nczas.info/2025/02/23/musk-do-urzednikow-napiszcie-robiliscie-w-zeszlym-tygodniu-brak-odpowiedzi-to-rezygnacja-z-pracy/

Elon Musk z piła łańcuchową od prezydenta Argentyny Javiera Milei. Foto: PAP/EPA
Elon Musk z piła łańcuchową od prezydenta Argentyny Javiera Milei. Foto: PAP/EPA

Pracownicy agencji federalnych w USA muszą do końca poniedziałku złożyć sprawozdanie ze swojej pracy w minionym tygodniu; brak odpowiedzi będzie traktowana jako rezygnacja – oznajmił w sobotę miliarder Elon Musk, kierujący Departamentem ds. Wydajności Państwa (DOGE). W niedzielę urzędnicy otrzymali e-maile z instrukcjami.

„Wszyscy pracownicy agencji federalnych wkrótce otrzymają e-mail z prośbą o wyjaśnienie, co zrobili w zeszłym tygodniu. Brak odpowiedzi zostanie potraktowany jako rezygnacja z pracy” – napisał w sobotę Musk na swoim portalu X, wkrótce po tym jak prezydent USA Donald Trump napisał w mediach społecznościowych, że „Elon wykonuje świetną robotę”, ale że chciałby, aby „bardziej agresywnie” wdrażał program reform i cięcia wydatków.

W niedzielę Reuters poinformował, że na skrzynki e-mail pracowników szeregu agencji federalnych już trafiła wiadomość z tytułem „co robiłeś w zeszłym tygodniu?”. Nadawcą jest Biuro Zarządzania Kadrami (OPM), które nadzoruje zatrudnianie pracowników w instytucjach federalnych. W korespondencji pracownicy są proszeni o to, by w pięciu akapitach podsumowali osiągnięcia z minionego tygodnia i do końca poniedziałku odesłali odpowiedź, dołączając do adresatów swoich przełożonych.

Jak informuje Reuters, nie jest jasne, jaką podstawę prawną ma Musk do zwalniania urzędników federalnych, którzy nie odpowiedzą na e-mail, ani co stanie się z pracownikami, którzy nie mogą szczegółowo opisywać poufnych prac.

Niektóre instytucje wysłały swoim pracownikom e-maile z prośbą, by nie odpowiadali na wezwanie OPM, ponieważ muszą ocenić sytuację i opracować protokół dotyczący dalszych postępowań. „(Ta sytuacja) jest nieoczekiwana i wymaga dalszej weryfikacji przez kierownictwo” – napisano w e-mailu wysłanym do pracowników Narodowej Agencji Oceanów i Atmosfery.

AFGE (American Federation of Government Employees), związek zawodowy reprezentujący pracowników federalnych, oświadczył, że będzie kwestionować wszelkie „bezprawne zwolnienia”. „Elon Musk i administracja Trumpa po raz kolejny okazali całkowitą pogardę dla pracowników federalnych i służby, którą pełnią na rzecz Amerykanów” – powiedział prezes AFGE Everett Kelley.

Trump powołał Muska, biznesmena i najbogatszego człowieka świata, na stanowisko szefa DOGE – nowej rządowej instytucji, której zadaniem jest ograniczanie wydatków rządu federalnego. Dotychczas – przekazała agencja AP – Musk zwolnił lub zapowiedział zwolnienie kilkudziesięciu tysięcy pracowników administracji i przekonał ok. 75 tys. osób, by przyjęły odprawy w zamian za rezygnację z zatrudnienia.

W ubiegłym tygodniu DOGE przedstawił przegląd anulowanych kontraktów rządowych, twierdząc, że ten ruch przyniósł budżetowi państwa oszczędności sięgające 55 mld dolarów. Media podważyły jednak te informacje, przytaczając zarówno błędy obliczeniowe (w jednej z pozycji miliony zostały przedstawione jako miliardy) oraz fakt, że po stronie oszczędności ludzie Muska uwzględnili maksymalne kwoty przeznaczone na niektóre kontrakty, mimo iż jest „mało prawdopodobne, by rząd miał zamiar zrealizować wydatki w tej wysokości” – wyjaśnił portal CNN.

“Tęcza” została na lodzie! Łka. Trump zabiera fundusze lewicowym organizacjom z Polski

“Tęcza” została na lodzie! Trump zabiera fundusze lewicowym organizacjom z Polski

22.02.2025 https://nczas.info/2025/02/22/tecza-zostala-na-lodzie-trump-zabiera-fundusze-lewicowym-organizacjom-z-polski/ Autor:Waldemar Krysiak

Donald Trump oraz
Donald Trump oraz “stop LGBT”. / foto: domena publiczna (kolaż)

Od powrotu Trumpa wiele się zmienia. Jedne z największych zmian, które zawdzięczamy byłemu i ponownemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych, to skuteczna walka z ideologią gender. Walka ta jest na tyle efektowna, że nawet polskie organizacje LGBT, które od lat promowały skrajną lewicę, zostały bez pieniędzy.

Administracja Bidena, jak się okazuje, sypała kasą nie tylko swoim rodzimym działaczom queer, ale pomagała także destabilizować politykę w Polsce. Finansowane były nawet organizacje kompletnie skompromitowane, takie jak Kampania przeciw Homofobii.

„Trump zablokował środki na pomoc zagraniczną, co uniemożliwiło działanie wielu organizacjom społeczeństwa obywatelskiego. Również tym, które walczą o prawa dla osób LGBT+ w Polsce”

– czytamy w obwieszczeniu, które KPH zamieściła w swoich mediach kilka dni temu. Kampania przeciw Homofobii wbrew pozorom, które może stwarzać jej nazwa, nie zajmowała się tylko walką z uprzedzeniami wobec gejów i lesbijek. KPH już wiele lat temu zajęła się forsowaniem legalności aborcji w Polsce, niesprawiedliwą krytyką Kościoła, promowaniem masowej migracji i polityki „otwartych granic”, i transowaniem dzieci. To również KPH współodpowiedzialna była za tworzenie raportu ILGA. Gdyby nie KPH, o wiele mniej osób poszłoby na obsceniczne parady równości, mniej ludzi dowiedziałoby się o propagandzie szerzonej przez Bartosza Staszewskiego i mniej kobiet wzięłoby udział w „czarnych marszach”. KPH od dawna szkodziła naszemu krajowi i obywatelom, którzy nie popierają progresywnego ekstremum.

Na antypolskie działania KPH składali się oczywiście lewicowi działacze.

Znaczna część finansów grupy płynęła jednak z USA za czasów administracji Bidena. Sytuacja prawna jednak w USA się zmieniła i kurek, z którego płynęła forsa na KPH, został dokręcony:

100 tys. dolarów rocznie, które trafiało do nas przez pośredników od amerykańskiego Departamentu Pracy, wydawaliśmy na rzecznictwo, szkolenia dla aktywistów, czy lokalną walkę z uchwałami anty-LGBT. Ta pula została niemal w całości wydana, ale mieliśmy obietnicę kontynuacji – kolejne 75 tys. dolarów. Chcieliśmy je przeznaczyć m.in. na wielką kampanię społeczną o związkach partnerskich. Z dnia na dzień straciliśmy 350 tys. złotych”

– dowiadujemy się jednak teraz z mediów społecznościowych KPH.

KPH nie jest też jedyną poszkodowaną przez działania Trumpa organizacją – o stratach finansowych rozpisują się też inne media, np. OKOpress, działające od lat na rzecz otwierania polskich granic nielegalnym imigrantom:

Administracja Trumpa na trzy miesiące wstrzymała środki na pomoc zagraniczną. Perspektywa wstrzymania prac i wydawania pieniędzy dotknie tysiące organizacji na świecie. „Nikt się tego nie spodziewał – ani my, ani grantodawcy. Wciąż liczymy straty”

– czytamy więc w OKOpress.

Żeby jednak rozumieć, jak pozytywne skutki dla naszej Ojczyzny mają zmiany za Oceanem, wystarczy przyjrzeć się historii KPH i dyskredytacji, którą organizacja sama na siebie ściągnęła. A żeby zrozumieć to, trzeba zacząć od agresywnych anarcho-komunistów ze Stop Bzdurom, którzy pojawili się, naszkodzili, a potem kompletnie zniknęli ze świadomości społecznej.

Stop “Stop Bzdurom”

“Stop Bzdurom” było kolektywem anarcho-komunistycznym, którego założycielami był Michał Szutowicz (ps. Margot), Zuzanna Madej (ps. Łania) oraz Maja Gaszyńska, identyfikująca się jako „Lu”. Wszystkie trzy osoby używały w różnym czasie różnych „genderowych” zaimków i twierdziły, się są jakiejś innej płci niż ta, na którą wskazywały dokumenty. Założyciele Stop Bzdurom pozostawali też rzekomo w relacji romantycznej, której szczegóły nie są znane – wiadomo jednak, że Michał przez jakiś czas uznawał się za lesbijkę, a Łanię – za swoją partnerkę.

“Stop Bzdurom” zyskało jednak swój rozgłos nie tyle dzięki swojej niestandardowej intymności, ale dzięki atakom na katolików. W czerwcu 2020 roku, Michał „Margot” Szutowicz, aktywista zdający się przewodniczyć grupie Stop Bzdurom, rozpoczął akcję przeciwko furgonetce Fundacji Pro – Prawo do Życia. Dnia 26 czerwca 2020, Margot i inni członkowie grupy zaatakowali pojazd, zamazując na nim antyaborcyjne hasła. Samochód został kompletnie zwandalizowany: zniszczono jego plandekę, połamano lustra, wyrwano tablice rejestracyjne i przebito opony auta. Akcja ta, nazwana przez lewicowych aktywistów „obywatelskim zatrzymaniem”, była tylko jednym z pierwszych głośnych incydentów, które przyniosły grupie rozpoznawalność.

“Stop Bzdurom” nie ograniczało się jednak tylko do wandalizowania katolickich pojazdów. Działacze chętnie napadli na kierowców katolickich furgonetek, wdawali się z nimi w bójki i wszczynali przepychanki z policją. Gdy nie starczyła realna przemoc, anarcho-komuniści sięgnęli po tę symboliczną. W lipcu 2020, członkowie grupy wywiesili bowiem tęczowe flagi na pomnikach w Warszawie, w tym na pomniku Mikołaja Kopernika, Syrenki Warszawskiej oraz na figurze Chrystusa.

Starcia z policją stały się częste; jedno z najbardziej znaczących miało miejsce 7 sierpnia 2020, kiedy Margot został aresztowany za wcześniejszy atak na furgonetkę. Po aresztowaniu Margot, przed siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii zebrała się grupa protestujących, co doprowadziło do zamieszek na Krakowskim Przedmieściu. Policja aresztowała wtedy 48 osób, w tym Margot, który zostały tymczasowo aresztowany na dwa miesiące. KPH stanęła oczywiście po stronie zadymiarzy.

Kampania przeciw Homofobii zaangażowała się jednak znaczenie głębiej we wsparcie dla StopBzudrom – KPH poparła bowiem na ślepo kłamstwo o zamachu na życie Lu.

Tramwaj morderca

„Hej osoby, bardzo potrzebuję Waszej uwagi i Waszego działania. Ktoś mnie dzisiaj wepchnął na tory tramwajowe. Uprzedzając pytania – nic nie pamiętam, zareagował maszynista, nie jestem teraz sam (sic!) fizycznie nic mi nie jest. Natomiast: Strasznie się boję poruszać. Strasznie się boję cokolwiek teraz zrobić, strasznie się boję (…). W sensie, ktoś próbował mnie dzisiaj zabić? Czy za to, że mam nieco rozpoznawalny pyszczek? Za tęczowe przypinki na plecaku? Po prostu? Nie wiem, ale po prostu strasznie bym nie chciał umrzeć, tym bardziej na czyichś warunkach…”

– pisała Lu (która uważa się za mężczyznę; interpunkcja w cytacie została poprawiona – przyp. red.), zachęcając dalej, by jej zwolennicy radykalizowali się w imię genderyzmu, feminizmu i ekologizmu, i podkreślając, że nie może wskazać ani dokładnego miejsca, ani czasu, gdzie dojść miało do zamachu. Czy tak wygląda reakcja osoby, która właśnie otarła się o śmierć? Czy potencjalna ofiara nie jest w stanie podać żadnych danych na temat poważnego przestępstwa, które właśnie miało miejsce?

Sprawa od początku była podejrzana, Kampania przeciw Homofobii automatycznie jednak stanęła po stronie agresywnej aktywistki.

„Poszukujemy świadków i świadkiń (sic!) próby wepchnięcia Lu ze Stop Bzdurom pod koła
tramwaju! Osoby, które były naocznymi świadkami próby wepchnięcia Lu pod tramwaj lub
posiadają jakiekolwiek informacje proszone są o kontakt z grupą prawną KPH:
prawo@kph.org.pl

– grzmiała KPH w swoich mediach. Nawet jednak bardziej lewicowi odbiorcy wpisu zaczęli pod nim zadawać niewygodne pytania. O jaki tramwaj chodzi? Jaka była to linia tramwajowa? O której godzinie miał wydarzyć się zamach na Lu? Czy znana jest chociaż godzina albo dzielnica, gdzie doszło niby do zdarzenia? Dlaczego zachęca się do kontaktu mailowego z jakąś lewicową grupą, a nie z policją?

Zamiast konkretnych informacji, KPH zamieściło kolejną zbiórkę na rzecz Stop Bzdurom. Takich zbiórek było wiele, a każda z nich zebrała od kilku do kilkuset tysięcy, z których aktywiści rozliczyli się tylko częściowo, ironizując nawet, że część pieniędzy poszła na… pizzę i seks. I wspieranie aborcji.

ZTM kontra kłamstwa

KPH podkreślało jednak, że jest w kontakcie z ZTMem – warszawskimi tramwajami – i poszukuje nagrania z monitoringu, które miałoby udowodnić zeznania Lu.

Wtedy do akcji postanowiłem włączyć się ja, skromny autor tego tekstu, i wysłałem zapytanie do ZTMu, prosząc o szczegóły sprawy. ZTM odpowiedział bardzo szybko i zaprzeczył wersji Lu. Co więcej! ZTM zaprzeczył nawet, jakoby współpracował w tej sprawie z KPH.

„Uprzejmie informujemy, że w przedmiotowej sprawie do Zarządu Transportu Miejskiego nie wpłynęło żadne oficjalne zgłoszenie. Sytuacja nie dotyczy również zachowania pracownika stołecznej komunikacji miejskiej ani zdarzenia w pojeździe Warszawskiego Transportu Publicznego. Mając to na uwadze, informujemy, że ZTM nie prowadził w przedmiotowej sprawie żadnego postępowania wyjaśniającego w trybie skargowym. Niemniej na podstawie doniesień medialnych sprawdzone zostały raporty z tego dnia, które nie potwierdziły żadnego zatrzymania mogącego wynikać z opisanej sytuacji. W sprawie tej nie wpłynęło również zgłoszenie ze strony motorniczego”

– można było przeczytać w wiadomości od ZTMu. Szczególnie ważna była informacja, która potwierdzała, że żaden motorniczy na żaden zamach nie musiał zareagować – Lu kłamała bowiem w swojej historii, że to motorniczy uratował jej życie, hamując na czas. Poza pracownikami ZTMu nie zgłosił się też żaden świadek sprawy, a na pogłoski o zamachu na życie kobiety zareagowało Ordo Iuris.

KPH idzie w zaparte

Instytut OI złożył nawet zawiadomienie do Prokuratury Krajowej o możliwości popełnienia przestępstwa – usiłowania zabójstwa. Jednak również zawiadomienie złożone przez katolickich prawników pokazało, że nie ma dowodów na potwierdzenie historii opowiedzianej przez Lu i nagłośnionej przez KPH.

Kampania przeciw homofobii poszła jednak w zaparte i dalej broniła anarcho-komunistów, nigdy nie przepraszając za fejka, którego podała w świat. To odebrało jej wielu odbiorców, dotychczas ślepo wierzących tęczowej organizacji.

Od tych wydarzeń minęło wiele lat i niektórzy zapomnieli o szkodach, jakie wyrządziła Kampania przeciw Homofobii. Teraz jednak można cieszyć się, że KPH straciło dofinansowanie, które szerokimi strumieniami płynęło z USA. Nie ma kasy na propagandę, będzie mniej propagandy.

Taką przynajmniej można mieć nadzieje – że efekt Trumpa dosięga właśnie i naszą Ojczyznę!

Sama tego chciałaś, Europo Dyndało…

Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/22-02-sama-tego-chcialas-europo-dyndalo/

Administrację Trumpa charakteryzuje delfickość. Jak to z przepowiedniami z ust proroczych wyroczni bywało – były one mętne i właściwie rządzili jej wyrokami interpretatorzy. Tak mamy i teraz – Trump mówi ezopowo, na okrągło, coraz mu się tam zmienia, ale też nie wiadomo do końca, bo jego rewelacje pochodzą bardziej z ust jego podręcznych, niż wprost od niego. I mieliśmy teraz wysyp takowych – raz szef Pentagonu zapodał bardzo smutną wersję przyszłej małej architektury bezpieczeństwa po pokoju (rozejmie?) na Ukrainie, raz to wiceprezydent Vance złagodził to stanowisko, potem znowu wizytujący Europę szef Pentagonu wprowadził trochę realizmu, ale raczej wokół konieczności utraty złudzeń w wykonaniu Polaków.

Z tych interpretacji powstały trzy trendy komentariatu polskiego. Niestety – oficjalny, polski dołączył do grona europejskich płaczek, coś tam bąka znowu o wartościach, nie widząc, że to inne czasy i stare już „se ne vrati”. Że Europy pomijać nie można (jak nie można, skoro właśnie jest pomijana) i żeby się wziąć razem wespół w zespół i dać odpór. Najchętniej chyba słowem. Drugi typ komentarzy, to „a nie mówiłem…”. To smutna satysfakcja tych, którzy od lat ostrzegają, że beztroska zabawa Europy, i wtórującego jej prymusika polskiego, w jazdę na gapę w tramwaju amerykańskiego bezpieczeństwa spowoduje, że bez własnych zasobów realnej siły, jak się ten tramwaj zatrzyma, zaś motorniczy wyprosi z pokładu, to się znajdziemy sami na przystanku. Za to nasi dotychczasowi partnerzy europejscy, co to kozakowali na pusto, wrzucą nas pod pierwszy lepszy tramwaj, tym razem nadjeżdżający ze wschodu. Tak, ci komentatorzy mieli rację, ale zazwyczaj konstatacja jest taka, że właściwie to już jest bardzo późno na jakąś naszą reakcję.

Ale – z kolei nie tylko nie ma nie tyle pomysłu, ale i nie ma wciąż woli polskich władz, by zdefiniować dzisiejszy polski interes w tym okresie kształtowania się naszej rzeczywistości na lata. Znowu mamy się trzymać spódnicy „starszych i mądrzejszych” nie bacząc, że ani ich interesy nie są zbieżne z naszymi, ani nie ma co się łudzić, że żyjemy pod parasolem prymatu amerykańskiego, bo ten właśnie – na Ukrainie – przegrał spektakularne starcie.

Jest też i trzecie podejście – poczekać co się wyłoni z konkretnych propozycji. Ale wszystkie te postawy nie dają nam żadnej gwarancji realizacji naszych (niewiadomych zresztą) celów. Jesteśmy podmiotem biernym, na co długo pracowaliśmy, głównie w wykonaniu elity rządzącej, ale i też z powodu lekkomyślności suwerena, który zajmował się wyborem nieistotnych priorytetów. Przychodzi czas zapłaty za wieloletnie zaniechania i wielu chce się dalej obrażać na rzeczywistość, co powiększy tylko przyszłe i nieuniknione rachunki.       

No i mamy to. Wojna na Ukrainie dobiega powoli końca, pora więc na podsumowanie i bilans stron. Nie ukrywam, że z pewną dozą satysfakcji siadam teraz do pisania tego, ale to satysfakcja gorzka, skoro ziściły się moje (i nie tylko moje) najczarniejsze scenariusze. Warto jednak się pokusić o choćby najgorszą w rezultatach egzegezę, bo lepszy jest taki realizm niż słodzenie rzeczywistości i nagłe obudzenie się w wychodku. Tyle moich tu refleksji. Ale tekst ten dedykuję tym wszystkim mniejszym lub większym podżegaczom wojennym, którzy nie tak dawno wyzywali mnie od pacyfistów, a dziś te moje prognozy i wnioski widzą już na nagłówkach gazet, że mocarstwa tak się umawiają, zaś my – czekamy w piwnicy, aż ktoś do nas zejdzie i powie co, również w naszej sprawie, zdecydowano. Ale pojedźmy po tzw. interesariuszach tej wojny z ich własnym bilansem tego konfliktu, zaś później zobaczymy co wynika z tego w całości.

Rosja

Przypomnieć należy dwie daty. Pierwsza to wyraźne ultimatum Rosji wobec Zachodu, 17 grudnia 2021 roku Kreml wydał z siebie żądania przebudowy układu w Europie, pod wyraźnym szantażem, że jak nie – to będzie awantura na Ukrainie. Poczytajmy co tam chcieli Rosjanie:

  • nieagresji i powstrzymania się od działań, które Rosja uznaje za szkodliwe dla swojego bezpieczeństwa;
  • nierozszerzania NATO, zwłaszcza na wschód, szczególnie na obszar poradziecki;
  • nietworzenia baz i nieprowadzenia aktywności wojskowej na terytorium Ukrainy oraz innych państw poradzieckich niebędących członkami Sojuszu;
  • nierozmieszczania rakiet średniego i pośredniego zasięgu poza obszarem NATO i w rejonach, z których możliwe jest rażenie terytorium Rosji;
  • nierozmieszczania broni jądrowej poza terytorium państw ją posiadających i likwidacji infrastruktury to umożliwiającej;
  • nierozmieszczania wojsk i nieprowadzenia aktywności wojskowej na Ukrainie oraz w innych państwach poradzieckich;
  • wycofania wojsk sojuszniczych rozmieszczonych na terytoriach nowych państw członkowskich NATO po maju 1997 r. (po podpisaniu Aktu Stanowiącego NATO–Rosja);
  • wyznaczenia strefy buforowej wokół granic Rosji i jej sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, gdzie niedozwolone będą ćwiczenia i inna aktywność wojskowa na poziomie brygady sił zbrojnych i wyższym;
  • niedopuszczenia przelotów ciężkich bombowców i przepływu okrętów wojennych na obszarach, z których mogłyby one razić cele na terytorium Rosji (zwłaszcza na morzach Bałtyckim i Czarnym);
  • zachowania przez samoloty bojowe i okręty wojenne państw Sojuszu określonego dystansu od analogicznych jednostek rosyjskich w przypadku ich zbliżenia się do siebie.

Zachód, a zwłaszcza USA te żądania odrzuciły, Biden pogadał z Putinem, czym tak ośmielił rosyjskiego przywódcę, że ten zaatakował 22 lutego 2022 roku Ukrainę. I tu pokazały się kolejne żądania Rosji, tym razem sprowadzone do samej Ukrainy: „demilitaryzacja, denazyfikacja, i neutralny status”. Teraz popatrzmy które z tych celów Rosja osiągnęła:

  • Demilitaryzacja – to kwestia za nie długich ustaleń warunków pokoju (rozejmu?). Zobaczymy co tam USA z Rosją ustalą, a należy się obawiać nie tylko demilitaryzacji Ukrainy, ale i naszego regionu. Bo przegrywana wojna na Ukrainie powoduje, że nie tylko trzeba się patrzeć na trzy „warunki ukraińskie”, ale i na realizację ultimatum Putina z grudnia 2021. A tam stoi między innymi jak byk – „wycofanie wojsk sojuszniczych rozmieszczonych na terytoriach nowych państw członkowskich NATO po maju 1997 r. (po podpisaniu Aktu Stanowiącego NATO–Rosja)”.
  • Denazyfikacja brzmiała na początku bardzo egzotycznie, ale pro-banderowskie inklinacje rządu w Kijowie uświadomiły światu, i przede wszystkim Polakom, że jest coś na rzeczy. Wcześniej brano to po prostu za pretekst Putina do zmiany władz w Kijowie, ale ten pretekst nabrał realnych kształtów. Tak czy siak chodziło o zmianę władz w Kijowie. Proces ten – po rozejmie i rozpisaniu odwlekanych wyborów na Ukrainie – może zostać zrealizowany i przynieść oczekiwane przez Kreml zmiany w Kijowie. Bilans bowiem wojny jest bardzo niekorzystny dla władz ukraińskich i lud może wymóc tu zmianę coraz mniej popularnej ekipy.
  • Neutralny status Ukrainy jest też za rogiem. Nikt już nie będzie obstawał (no, oczywiście oprócz Polski) za natychmiastowym przystąpieniem Ukrainy do NATO. Nawet Kijów to rozumie, choć Warszawa – nie. Jest to zwycięstwo Putina, który i tu osiągnął cele swojej wojny. NATO i tak samo jest w kryzysie, bo wojna ujawniła tu jego bezzębność w przypadku wycofania się USA. Teraz nawet nie wojska NATO będą zasiedlały jakąś strefę buforową, jeśli taka powstanie, by rozdzielić Rosję od Ukrainy.
  • Do tego należy dodać sukcesy terytorialne Rosji, które powiększyły się od czasu rozpoczęcia wojny, przebiły zdobycze z 2014 roku i nie wydają się do porzucenia w ramach jakiejś formy pokoju. Tu więc też Putin wygrał.

Samą sytuację negocjacyjną ma Kreml niezłą. To Trumpowi się spieszy do realizacji swej obietnicy, zaś czas gra na korzyść Putina. Front się zatrzymał i gnije, pomoc zachodnia praktycznie zanikła, morale w wojsku ukraińskim – poniżej poziomu linii okopów. Putin może czekać na coraz to lepsze oferty. Sankcje mu nie uwierają tak jak Zachód myślał, za to europejski Zachód tylko czeka by wrócić do business as usual. Zresztą i nie czekał z tym Zachód do końca wojny – handel z Rosją na surowce kwitł na całego, tyle, że kupowano przez pośredników, co w cudowny sposób wypłukiwało ukraińską krew z ruro- i gazociągów. Jednak jednocześnie podrażało koszty energii w Europie, ale i dawało w końcu zyski Rosji, bez względu na obchodzone sankcje. Wojna zbliżyła Rosję z Chinami, dając jej jednak – jak widać – pole manewru gry z USA. Jeśli dodać do tego społeczne poparcie wśród Rosjan dla tej wojny, brak problemów – kluczowych dla Ukrainy – z rekrutem, to bilans wojny wychodzi u Putinów na plus. Mają więcej niż chcieli zaczynając tę wojnę i mogą spokojnie podbijać cenę punktami z listy ultimatum z grudnia 2021.

USA

Celem tej wojny, a właściwie korzyścią z jej wybuchu (nie wiadomo czy nie stymulowaną) miało być osłabienie Rosji, jako niebezpiecznego potencjalnego partnera Chin. Wiadomo – w układzie trzech mocarstw, a właściwie dwóch i jednego aspirującego (Rosji) sprawa się rozgrywa o przyciągnięcie na którąś ze stron tego trzeciego. Dwóch na jednego to lepszy układ niż odwrotnie. Wydaje się, że celem USA było osłabienie potencjalnego partnera Chin, zrobienie mu na granicy krwawiącego Wietnamu, a w najlepszym razie – by poobijanego pretendenta przeciągnąć na swoją stronę. Tak wydaje się myślał Biden. I dlatego przeciągał jak długo się da trwanie tej wojny, za którą tak naprawdę płaciła Ukraina i jej naród.

Trump zauważył, że ta sytuacja raczej wpycha Rosję w ręce Chin. Bo w czasie tej wojny ta współpraca się zacieśniła, grupa BRICS się umocniła i pojawiła się kolejka chętnych do dołączenia. Rosja znalazła inne rynki zbytu na swe surowce i architektura układu światowych wpływów się zmieniła. I to mocno na niekorzyść USA. A więc Trump doszedł do wniosku (jeszcze przy wsparciu własnej opinii publicznej ), że przedłużanie tej wojny tylko pogłębia te negatywne dla USA trendy i zaczął Trump nastawać na pokój. Pytanie tylko – za jaką cenę? Ano za taką, której na pewno USA nie zapłaci. Ba – dostanie zwrot od Europy za swe „militarne inwestycje” w ten konflikt.

Bo co proponuje na razie Trump? (zobaczymy oczywiście co z tego zostanie). Po pierwsze – kwestia architektury bezpieczeństwa w Europie po tej wojnie to… sprawa Europy. USA tu się nie będą angażować, no boots on the ground. A więc w strefie demarkacyjnej, jeśli ta powstanie, wojska mają wystawić Europejczycy. Po drugie – żadnych marzeń, panowie z Kijowa, ale i Polski, o NATO, to już ustalone, myślę, że tak samo co do zwrotu terytoriów ukraińskich zajętych przez Rosjan. I zapłata – za pomoc w wojnie Ukraina udostępni swe surowcowe zasoby, zwłaszcza metali ziem rzadkich, z których USA będą mogły korzystać. Jak im się w tej prawie zamknęli Chińczycy, to sobie zrekompensują to z Ukrainą. Podkreślmy – taki rachunek wystawiła Ameryka za pomoc Ukrainie, i to jest ważna konstatacja, dla krajów, takich jak np. nasz, które pomagały na piękne oczy, zaś wszystkich tych, którzy wspominali o jakiejś rekompensacie za pomoc – wyzywali od hien cmentarnych.

Czyli – zmniejszenie do zera zaangażowania się USA w ten konflikt, od-natowienie architektury bezpieczeństwa w Europie, artykuł piąty Traktatu Północnoatlantyckiego idzie do lamusa, zero gwarancji militarnych dla Ukrainy od USA, niech Europejczycy martwią się sami. Z drugiej strony – przyjazne gesty wobec Kremla, wielka przyjaźń wielkich narodów, niewiadome koncesje geopolityczne w Europie Środkowo-Wschodniej i mglista, acz groźna przyszłość zbliżenia współpracy gospodarczej. Mroczna, bo nie wiadomo za jaką cenę do zapłacenia przez nas.

Ukraina

No, tragedia. Kraj w ruinie, połowa luda uciekła na Zachód, znowu grożą Dzikie Pola w tym regionie. Największa ofiara tej wojny, co oczywiste, jednak cena tej ofiary nie musiała być taka. Wyraźnie widać, że po pierwszej klęsce ofensywy Rosji na Kijów pojawiło się okienko możliwości godnego pokoju. No, może rozejmu, ale to, co teraz się szykuje też może być tylko rozejmem. Rozmowy w Stambule w 2022 roku uzgadniały o wiele lepsze warunki zakończenia tej wojny niż to, co leży dziś na stole. I Ukraina mogła to brać, ja bym brał w ciemno. Ale pojawili się podżegaczo -naganiacze, gęgacze, żeby dojechać Moskala. Przyjechał premier Wielkiej Brytanii, Sulivan z Białego Domu i przekonali Zełenskiego, że jedziemy dalej. I od tej pory wojna nabrała tempa, ale nie poprawiła sytuacji Ukrainy, tylko ją pogorszyła.

Moskale mówią o sobie, że Rosjanin powoli zaprzęga ale szybko jedzie. Po pierwszej porażce Rosja się ogarnęła co do doktryny tej wojny, odrobiła lekcje, poprzestawiała się ekonomicznie z zaopatrzenia „misji specjalnej” na gospodarkę wojenną, uodporniła gdzie się da na sankcje – i przetrwała. Wojna zaczęła się toczyć nie tak już optymistycznie – Kreml zrezygnował już z zajęcia Kijowa, zajął się – i to skutecznie – podbijaniem tych regionów, gdzie pod mniej lub bardziej realnym pretekstem ochrony ludności rosyjskiej, zajął tereny z dużymi zasobami surowcowymi lub takimi o dużym znaczeniu geostrategicznym.

A Ukraina wciąż wojowała, najgorzej, że z Zachodem, który najpierw podpuścił, później obiecał i na końcu nie dowiózł. Trzeba było się uganiać za każdym pociskiem, zawłaszcza, że Zachód tak się kompletnie rozbroił w strategicznym dealu Niemiec z Rosją, że na pomoc nie można było liczyć, choć i nie było z czego. Zachód był jak kiedyś komunizm z produkcją konserw mięsnych – tych nie robiono z powodu braku blachy, zresztą i tak nie było mięsa. W stosunkach międzynarodowych Zełeński brał skąd dawali, ale nie kwitował. W przypadku krótkotrwałej miłości do Polski, po jej eksploatacji widowiskowo odwrócił się do Niemiec, upatrując w nich swego geopolitycznego patrona. Z USA był zawsze jak najlepiej i kiedy Kijów zobaczył, że po zabiciu ukraińską rakietą dwóch Polaków w Przewodowie Warszawa czeka aż się Biden obudzi, by wiedzieć jak ma zareagować – Ukraina kompletnie przestała się przejmować Polską: po co zabiegać o lokaja, skoro można sprawy załatwiać z jego panem?

Najgorzej Zełenskiemu szło u siebie. Naród spylił od razu, ale i później – morales upadło. No, bo trzeba być rzeczywiście patriotą, by walczyć o kraj rządzony przez oligarchów, gnić w okopach, kiedy oligarchów synowie zamiast walczyć o kraj rozbijają się bentley’ami w luksusowych dzielnicach Europy. Do tego dochodzi jeszcze fatalne budowanie mitu założycielskiego nowej Ukrainy na po-fasztystowskich cokołach banderyzmu. Kompletnie niezrozumiałe podejście, które nie tylko zniechęca Polaków, ale i cały świat, który najpierw oklaskiwał bohatera ukraińskiego w kanadyjskim parlamencie, by potem okazało się, że gościu jest z Waffen-SS. Najgorszy dla Ukrainy jest jednak bilans rzeczywisty – zrujnowany kraj i niewiadome setki tysięcy zabitych Ukraińców. I pytanie, które się kołacze w głowach Ukraińców – po co to było? Po co było ciągnąć tę wojnę, jak można było ją skończyć dwa lata, kilka regionów i kilkaset tysięcy ofiar mniej temu? Jaki był cel i jakie są rezultaty?

Końcowym bilansem jest zrujnowany kraj, zdepopularyzowany naród, kolonia eksploatacyjna surowców dla Zachodu, kraj-bufor pomiędzy wschodem a zachodem, ziemia niczyja i dzikie pola beznadziei. I niewiadoma nowa ekipa polityczna, bo ta stara za tę postawę w wojnie zapewne zapłaci z rąk resztek narodu ukraińskiego. I – po tych wszystkich naszych poświęceniach – niewiadome relacje Polski z przyszła Ukrainą, lub tym, co z niej zostanie.                     

Europa

Tak, to koniec wożenia się na gapę. Głównie z Amerykanami. Jeszcze w pierwszej jego kadencji Niemcy się śmiali z Trumpa, w ONZ, gdy ten napominał ich, że ich projekty z Rosją skończą się źle. No, bo USA miały zatarg o hegemonię z Chinami, płaciły za ochronę Europy, a ta Europa handlowała z Rosją, budując tą współpracą przyszłego partnera Chin w starciu z Ameryką. Gdzie tu był sens do kontynuacji tej polityki w interesie USA? W dodatku Europa pluła na te straszne Stany, Jankee miały go home, co chwila. Jednocześnie pieniądze zaoszczędzone na zanikające zbrojenia Europa przeznaczała na social, pukała się w głowę nad losem Amerykanów, co to zasuwają na trzech etatach i mają dwa tygodnie urlopu w roku. No to przyszedł Trump i powiedział – barabardzo, radźcie sobie sami.

Deal europejski był dealem niemiecko-rosyjskim i po to tylko była i jest ta cała Unia. Po to, by Berlin miał organizacyjną ekspozyturę do realizacji swej europejskiej hegemonii. Pomysł był porywający – my tu mamy technologie, dostaniemy surowce od Rosji za półfree, jeszcze pohandlujemy nimi z resztą Europy, trzeba tylko zaczopować kraje z własnymi zasobami energii, najlepiej pod zielonoładowym pretekstem. Warunkiem współpracy ze strony rosyjskiej było pilnowanie, głównie przez Niemcy, demilitaryzacji Europy, na co się godziły beztroskie narody, gdyż zaoszczędzone w ten sposób środki wracały do suwerena w postaci rozbuchanego socialu. Było to więc perpetuum mobile, wszystko grało, szło jak po maśle, aż tu Putin zrobił numer i wszystko popsuł wojną na Ukrainie.

Wojna pokazała od razu egoizmy państwowe, kompletnie nierówny krok Zachodu w tym konflikcie, NATO zostało praktycznie obnażone, jako twór bezzębny, jeśli nie używa sztucznej szczęki amerykańskich militariów. Zachód nie wsparł Ukrainy, nawet gdyby chciał to nie miał na to innych niż amerykańskich środków. Wojna się zaglimziła, Unia wydała z siebie setki konferencji o niemożności, deklaracji o wzmożeniu i wyrazów poparcia. W dodatku na zasadzie wahadła – dla ciemnego ludu chyba – odbiła się wajcha w drugą stronę: niegdysiejsi europejscy poplecznicy Putina zaczęli recenzować jego zatwardziałych przeciwników, co do współczynnika onuzycmu. Zrobiło się zero-jedynkowo: żadnych rozmów z mordercą z Kremla, sankcje, ostracyzm, nawet balet ruski nie pasował, co dopiero mówiąc o Dostojewskim i Puszkinie w bibliotekach.

A pod spodem, wręcz po linią frontu, szedł business, może nie as usual, ale szedł. Sankcje na import ruskich surowców były przez Zachód ogłaszane, a jednocześnie obchodzone, z wykorzystaniem pośredników, którzy nagle stali się znaczącymi eksporterami surowców, których przecież nie wydobywali, tylko kupowali od Ruskich, doliczając marżę. I interes się kręcił, europejskie pieniądze wracały na Kreml na zakupy w wojnie, którą Zachód jednocześnie oficjalnie potępiał. Ale wszystko w Europie podrożało, w dodatku nasiliły się trendy de-industrializacji na Starym Kontynencie i kontrakt społeczny, że Europejczycy będą tu sobie spokojnie zawijać marżę w sreberka, bez pocenia się – zawalił się na oczach jednego pokolenia.

Europa nie budowała swojej siły, konsumowała tylko swoją byłą pozycję, licząc, że stan ten będzie trwał wiecznie. W dodatku przytrafiły się jej dwie rzeczy po drodze – bezwstydny już poziom aspiracji niemieckich (tak samo coraz mniej uzasadniony) do przywództwa na kontynencie (podbity przez Bidena i zakwestionowany przez Trumpa) i do tego doszło jeszcze globalistyczno-lewackie ideolo. Zielony Ład dobił (i jak widać z uporu wciąż dobija) resztki europejskiej konkurencyjności. Słaba Europa, ze „sprawdzam” Trumpa okazała się porcelanowym słonikiem byłej wielkości stojącym (?) na glinianych nogach prężenia zwiotczałych mięśni. W czasach rewolucji, nawet nie zdrowego rozsądku, ale pragmatyzmu – taka waluta ma słabiutki kurs, na który nabierają się już chyba tylko takie kraje jak Polska.

Polska

Tak właściwie to w sprawie „Polska a wojna na Ukrainie” można mieć tylko jedną satysfakcję, ale wynikającą raczej z geopolitycznego przypadku, nie zaś naszej, państwowej zapobiegliwości. Do tej pory, od lat, w roli dzisiejszej Ukrainy występowała Polska. Byliśmy „first to fight”, ale i też „first to loose”. Główne królestwo „ziem skrwawionych” było terenem ścierania się europejskich potęg, buforem i to bez względu kto z kim i o co walczył. Taki już nasz los. Polska, bez obecnej Ukrainy mogłaby podzielić jej los, też się wykrwawiać w interesie mocarstw na wojnie zastępczej dla nich, ale jak najbardziej realnej dla nas. Też bylibyśmy, jak obecnie Ukraina, obiektem poświęceń dokonywanych zza bezpiecznych biurek Zachodu, podziwiani za daninę krwi, ale z wyraźnym westchnieniem, ufff, że to nie my. Ale to nie nasza zasługa, nawet odwrotnie – nasi przywódcy wysoce starali się byśmy my, Polacy, weszli w gorącą fazę tej wojny, mając w planach nie tyle użycie naszej nieistniejącej siły, ale rachuby na silniejszych z naszej bandy, ostatecznie – posiadając plany szybkiej ewakuacji z Okęcia naszych światłych przywódców.

W bilansie jak zwykle wyszliśmy na lekkomyślnych romantyków. Jeśli Europa jeździła na gapę w tramwaju amerykańskim, to myśmy myśleli, że jak mamy dobry układ z motorniczym, to nam to ujdzie na sucho. Były to kompletnie błędne kalkulacje. Nasze pojęcie interoperacyjności na wschodniej flance NATO dało nam złudną nadzieję, że kwestie naszej suwerenności będzie wiecznie bronił najsilniejszy z bandy na naszym podwórku. A więc zarzuciliśmy chodzenie na siłownię, zaś nasze ambicje budowy własnej siły militarnej ograniczyliśmy do roli pomocniczej w armii dowodzonej przez Amerykanów. A nikt się nie zastanawiał – a jak to będzie z nami, jak się Amerykanie zawiną z Europy, bo ich rachunek kalkulacyjny się zmieni, a nawet jak się okaże, że takie stracie z Rosją – przegrali, bo tak wychodzi nam teraz?

W kraju, w którym strategią państwa nie zajmuje się ono same, ale prywatne think tanki, finansowane za pomocą portalu „Zrzutka”, nie można się spodziewać niczego innego. Wojsko stało się depozytariuszem obciachu, baletami do defilad, orzełkowania, biało-czerwonienia, w końcu – uzależnienia od zmiennej sceny politycznej, bez żadnej perspektywy strategicznej dla Polski, innej niż przetrwanie danej ekipy. W dodatku zapatrzonej w jedyne źródło swej siły, jaką po odrzuceniu sprawczości polskiego suwerena stali się zewnętrzni patroni.

Władze polskie – i to bez względu na ich zmienne kolory – zaczęły licytować nieosiągalne cele tej wojny – chciejstwo, wrzucanie wszystkiego do obcego koszyka i deklaracje, z których teraz albo się jest głupio wycofać, albo jeszcze bardziej – dalej obstawać przy fantasmagoriach. Ta ostatnia postawa – wcale nie rzadka, nawet w wykonaniu oficjeli, popycha do kolejnych konstatacji opartych na wykryciu ponownej zdrady przez niewdzięczny Zachód, potrzebie przeciwstawienia się poprzez wartości i ubolewaniu nad okropnościami pragmatyzmu. Typowe romantyczne zawodzenia, że po klęsce – oj d..a panie, boli, oj boli…

Wyszło, że nic się nie nauczyliśmy przez całą III RP. No, bo jak to jest, że nasza racja stanu została sprowadzona do osiągnięcia celów średnioterminowych – członkostwo w NATO i UE – czyli „poza” Polską, w podczepieniu się pod sojusze? To miało dwa fatalne efekty – po pierwsze uznaliśmy te cele za osiągnięte, a więc poszliśmy spać do domu, zamiast się budować pod osłoną tychże sojuszy. Po drugie – straciliśmy w sumie narzędziowość tych celów w końcu tylko średnioterminowych. Gdyby bowiem nasze cele były oczywiste i długoterminowe – zapewnienie przez państwo bezpiecznego rozwoju kraju i dobrobytu Polakom, to wiedzielibyśmy, że nasza przynależność do sojuszy, to tylko jeden krok na długiej drodze. A myśmy zatrzymali się w połowie schodów do suwerenności, by oddać się albo konsumpcji, albo emocjom wojny polsko-polskiej.

Z obecnych przesłuchów widać, że CAŁA klasa polityczna nie jest w stanie wyjść poza ten błędny paradygmat. Do tego trzeba konstatacji, że nasz główny sojusznik przegrał na naszym terenie i trzeba się samemu ogarnąć. A Trump bardziej lubi silnych partnerów niż słabych, acz lojalnych gapowiczów. Można być i członkiem NATO, i prowadzić własną politykę suwerenności, tak jak Turcja, która dokonuje projekcji własnej siły daleko poza granicami swego kraju, ale zawsze w granicach swego interesu geopolitycznego. A wydaje – uwaga! – niewiele więcej na armię, niż paździerzowo-baletowe wojsko polskie.

Trzeba nam tu głębokiego resetu, ale wydaje się, że bez zasadniczej zmiany zapyziałej już w starych koleinach obecnej sceny politycznej nie da się tego zrobić. No, bo co robią nasi rządzący i nierządzący teraz? Tuski zaszywają się z płaczliwym trupem Europy w worku suplikacji do Trumpa, żeby może nie, że trzeba by i Europa siedziała przy stole nowego ładu? A czemuż niby tak miało by być? Co ona takiego wkładać ma w te negocjacje? Jakie gwarancje? Militarne? To chyba żarty jakieś? Może jakiś sprzeciw, bo jak się jej nie uwzględni to co? Sprzeciwi się? Czym? I jak, skoro teraz prosi Trumpa, żeby jednak USA zostały bronić Europy?

Opozycja pisowska to samo, choć nie tak samo. Skandowanie „Donald Trump” w polskim Sejmie i nadzieja, że znowu się wróci i będzie po staremu. Że Donald Trump tym razem zauważy i doceni. Poklepie, powie coś o Powstaniu, może nawet naśle nowych kelnerów, którzy, tak jak starzy, wywrócą okropną Platformę. Czyli znowu ten sam błąd – przewagi obrotów wewnętrznej polityki złożone na ołtarzu strategii przetrwania. Wszystko byśmy to my znowu rządzili – my z Kaczorem na przedzie i… jakoś to będzie. Nie będzie…

Po-okrągłostołowcy niczego tu nie wymyślą. Oni są mentalnie w czasach powstania III RP, z przekonaniem, że jesteśmy słabi, więc musimy szukać zawsze patrona, zawsze jednego, bo to przecież nielojalnie grać z innymi i chodzić na różne randki. A takie Węgry, kraj o kilkakrotnie mniejszym potencjale – mogą. I żadna z pięknych i o niebo bardziej wpływowych panien się nie gniewa. Kawaler po prostu rozgrywa wszystkie swoje walory, a one – geopolityczne panienki – mają swoje interesy. A więc Orban może być i europejskim hubem importu z Chin na Unię, i człowiekiem Trumpa w Europie, mieć dobre relacje z Waszyngtonem i Unią, ba – nawet Rosją.

Czy my tak możemy? Możemy, bo mogliśmy. Ale tylko wtedy, gdyby nasze władze realizowały przede wszystkim własny interes narodowy, a nie interes zewnętrznych patronów. Czy robią to z powodów odreagowania kompleksów, czy dlatego, że ich najęto do bycia ekspozyturą obcych interesów w kraju nadwiślańskim – to prawie wszystko jedno, bo efekt jest takim sam. No, może z wyjątkiem tego, że dla zewnętrznych patronów lokalni pożyteczni idioci są tańsi w utrzymaniu, gdyż wierzą, że to wszystko naprawdę.

Co teraz?

No dobrze – co teraz, bo daliśmy tu tylko diagnozę, i to dość pesymistyczną. Jest słabo, a jak bardzo dowiemy się za jakiś czas i będzie nam to oznajmione, jak bardzo słabo. To powinno nas uczulić na ujrzenie naszej mizerii w całej rozciągłości, a widać, że nawet na to nie jesteśmy gotowi, co dopiero na skonstatowanie, że trzeba zrobić coś kompletnie innego niż robiliśmy dotąd i mieć na to pomysł. I nie chodzi nawet o to, że mental polityków tego nie ogrania, nie ogarniają tego ich interesy umocowania w starej pajęczynie zależności. Jest to marzenie, że będzie ona trwała wiecznie, a nawet jak zniknie i będzie zaplatana nowa, to my będziemy cały czas w tej starej, bo tylko ona dawała nam takie profity wyniesienia.

No, ale pomarzmy, że polski suweren się otrząsa, wychodzi z walki politycznej na poziomie czy jeden kandydat na prezydenta był sutenerem, zaś czy inny natrzaska pompek w Tatrach ile wlezie. Załóżmy więc, że stanie się taki cud. Co więc trzeba byłoby zrobić?

Po pierwsze – ale wrócimy to tego tylko na chwilę – na wiele działań jest już za późno. A czas nieubłaganie pika. Rosja przetrzymała wojnę i sankcje, i wychodzi z nich zwycięsko. Może to co widzimy, to wcale nie Jałta, bo ta była końcem wojny, ale par excellance – Monachium? Czyli Trump przywiezie nam świstek papieru z pozornym pokojem, który agresor wykorzysta tylko do pieriedyszki, by przygotować się na kolejną dogrywkę? Jak Zachód i Polska wykorzysta ten czas? Bo Amerykanie sprawdzili kozakujących Europejczyków i powiedzieli, żeby się – przynajmniej konwencjonalnie – bronili sami.

I co teraz będzie? Armia europejska? Wolne żarty – jak się znam na historii to owszem, ale za pieniądze środkowo-europejskie, zarządzane przez Niemcy, które będą wysyłały polskie mięso armatnie na front starcia Zachodu ze Wschodem. A co, może objawi się przywództwo europejskie? A widział kto-to takowe w przeciągu istnienia Unii? Prędzej to urzędnicy w śliskich zarękawkach pełnych lobbystycznych apanaży, regulatorzy bananów, zielonoładowcy, pełni frazesów o integracji i wspólnych europejskich wartościach? Innych „mężów stanu” w Unii nie widziałem. Przywódcy państw też się tu nie objawili, nie wyszli bowiem z egoizmów państwowych, gdyż to lokalny, nie paneuropejski suweren dawał im władzę.

Wyjdzie, że trzeba będzie ratować się samemu, a na razie pomysły są, żeby razem, solidarystycznie jechać… w przepaść. Ale, by radzić sobie samemu, trzeba będzie zrewidować praktycznie wszystko, łącznie z podległościami polityków, ścieżkami podwieszeń wydeptanymi na terenach patronów. Po pierwsze – musimy mieć spójną doktrynę obronną, czyli ustalić do jakiej wojny mamy się przygotowywać, do niej planować pobór i zakup sprzętu. Po drugie – znaleźć do tego sojuszników w nowym rozdaniu militarnym, poza NATO, a właściwie obok – bo, miejmy nadzieję, że pod atomowym parasolem amerykańskiego odstraszania. Musimy więc zbudować konwencjonalną potęgę do utarczki z Rosją. A tu można mieć paru dobrych sojuszników, bez oglądania się na Niemców a nawet Amerykanów. USA nie będą tu przeciwni, jak my tu sobie w Europie to ułożymy.

Musimy na poważnie zainwestować we własna produkcję militarną, wszystkie fundusze na klimatyczno-genderowe pierdoły przemianować na wsparcie budowy potencjału militarnego i odpornościowego. Do tego trzeba odblokować potencjał naukowo-badawczy, marnowany w PRL-owskiej strukturze niemocy. Potrzebna jest pilna realizacja systemu obrony cywilnej, gdyż ludność jest obecnie bezbronnym zakładnikiem kalkulacji wojennych, o którym się nie mówi, by się lud nie spanikował. I należy całkowicie zmienić paradygmat polskiej dyplomacji, która nie ma czepiać się obcych klamek, ale wykorzystywać nasze geopolityczne położenie i gospodarczy potencjał, które są naszym przekleństwem, gdy jesteśmy słabi, i atutem, gdy ten potencjał rozbudowujemy i wiemy co z nim zrobić.

Do tego trzeba kompletnie nowej władzy, gdyż ta przespała ważne momenty rozwoju i umacniania naszej suwerenności. Trzeba do tego także przebudzenia śpiącego giganta – suwerena, który musi wyjść z pozorów polityki, jaką jest emocjonalna wojna polsko-polska. Właśnie płacimy za nią rachunki. I jeśli się naród nie spostrzeże, to nie zapłacimy rachunków większych, tylko zbankrutujemy. Nie finansowo, ale jako suwerenny byt państwowy. Taka Polska znowu nie będzie nikomu w Europie potrzebna. Nawet Polakom. I znowu wejdziemy w ten śmiertelny rytm – utraconej Ojczyzny, bo się jej formuła nie sprawdziła lekkomyślnym rodakom, utraty suwerenności i pokoleniowych walk następnych generacji Polaków, którzy skonstatują, że jednak lepiej mieć tę swoją Najjaśniejszą, karmić własną armię, zamiast obcych i pracować na własny dobrobyt, zamiast być kolonią starszych i wcale nie mądrzejszych.

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Biały Dom żąda od krajów G7 zmiany sformułowań w oświadczeniach i zaprzestania nazywania Rosji „agresorem”

Biały Dom żąda od krajów G7 zmiany sformułowań w oświadczeniach i zaprzestania nazywania Rosji „agresorem”

Nastąpiła zasadnicza zmiana w retoryce nowej administracji USA dotyczącej oceny konfliktu na Ukrainie.

Dr Ignacy Nowopolski Feb 20, 2025 https://drignacynowopolski.substack.com/p/biay-dom-zada-od-krajow-g7-zmiany

Nie wiadomo jeszcze, czy jest to efekt negocjacji w Rijadzie, czy też po prostu zemsta Trumpa na Zełenskim za jego nieprzyjazną retorykę, ale europejskie media z niepokojem oceniają takie zmiany.

Brytyjski dziennik The Financial Times informuje, że Stany Zjednoczone sprzeciwiły się nazywaniu Rosji „agresorem” w nowym komunikacie G7 poświęconym trzeciej rocznicy rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie. Ponadto administracja Trumpa domaga się, aby to, co się dzieje, nazywać nie „inwazją na dużą skalę”, ale „konfliktem ukraińskim”.

Amerykanie blokują ten język, ale wciąż nad nim pracujemy i mamy nadzieję na porozumienie. – FT cytuje anonimowego europejskiego urzędnika.

Ponadto dzisiaj ujawniono, że Stany Zjednoczone po raz pierwszy od 3 lat nie były współautorem antyrosyjskiego projektu rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w sprawie Ukrainy. Dokument jest również przygotowywany na 24 lutego i wzywa Federację Rosyjską do wycofania wojsk z zajętych terytoriów. Autorami projektu rezolucji w tym roku były Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Kanada, Szwajcaria, Polska i rusofobiczne państwa bałtyckie. Stany Zjednoczone nie brały udziału w opracowaniu dokumentu.

Financial Times uważa, że ​​zmiana retoryki Białego Domu nastąpiła po tym, jak błazen z Kijowa Zełenski skrytykował Trumpa na konferencji poświęconej bezpieczeństwu w Monachium. Źródła gazety sugerują, że żądanie nowej administracji USA złagodzenia brzmienia oświadczenia oznacza zmianę w polityce zagranicznej Waszyngtonu .

Ratunku – nadchodzi pokój!

Marek Wójcik – blog 895. Ratunku – nadchodzi pokój!

21. lutego 2025 Wiedeń

Teraz Trump chce zakończyć tę wojnę. Jednak, zamiast świętować, eurokraci i „postępowe” media krzyczą, jakby ich portfele zostały skradzione na środku Rue de la Loi. Mówią nam, że to kapitulacja, że to niesprawiedliwe wobec Ukrainy, że cała przelana krew poszła na marne. Jakby ktokolwiek wierzył, że skończy się to w inny sposób. Tak jakby ta wojna nie była wynikiem zimnej wojny słabo zamkniętej w 1990 roku, której pęknięcia otworzyły się ćwierć wieku później. Jakby Biden nie napędzał machiny wojennej, nigdy nie oferując Putinowi prawdziwych gwarancji, nigdy nie proponując realnego rozwiązania politycznego.

Cytat z artykułu na gatewayhispanic.com: Trump podpisze pokój, a UE będzie płakać nad swoją bezużytecznością. Źródło.

Naturalnie, że Ukraina była jedynie posłusznym narzędziem przeciwko Rosji w rękach USA. Można się zgodzić z Trumpem, że eksprezydent Ukrainy Zełeński rozpętał tę wojnę, jednak zrobił to na polecenie Bidena. Ten aktorzyna wmówił sobie, że może wpływać na cokolwiek, będąc wyjątkowo drogą marionetką Waszyngtonu. Aktualnie jesteśmy świadkami powtórki scenariusza z Jałty, z tym że nawet Brytyjczycy nie wezmą w tym udziału.

Największe oszustwo związane z darowiznami w historii.

Oburzone kukiełki z Komisji Europejskiej razem z nędznym komikiem krzyczą: nic o nas bez nas! Trump go home! Przecież Ukraina leży w Europie – więc to nasza sprawa. Owszem leży. W gruzach — właśnie dzięki waszej pomocy. Mogli przez trzy lata zrobić coś dla pokoju. I owszem zrobili – przegnali go do diabła, którego wizerunkiem jest dla nich Putin.

Żeby ratować wojnę, zwołali szczyt kryzysowy w Paryżu. I cóż takiego tam postanowili? Postanowili, że nie mogą się ze sobą dogadać.

Z powodu Trumpa: Macron zwołał konferencję wojenną wielkich wodzów nieliczących się w grze państw.

Przypomina to sytuację, kiedy jakiś dziennikarz zapytał Stalina, co sądzi na temat ostatniej wypowiedzi papieża? Stalin – słoneczko narodów – odpowiedział: a ile ten papież ma dywizji czołgowych? Jedyne co im pozostało to groźba, że NATO zbombarduje Waszyngton, lub przynajmniej Biały Dom. Nie zdziwiłbym się, gdyby na tak absurdalny pomysł wpadła pani Urszula v. d. L. – po polsku „wodę leje”.

USA planuje wreszcie przywrócić stosunki dyplomatyczne z Rosją. Donald Trump potrzebuje taniego gazu. Niech Europa kleci następne sankcje wobec Rosji, Trump zapowiedział zniesienie wszystkich takich restrykcji. Ciekawe kto się przebije?

Podobnie jak z cenzurą. Jeśli mamy dostęp do wiadomości ze Stanów Zjednoczonych, to żaden DSA nie ukróci dostępu do niechcianych przez brukselskich biurokratów wiadomości. Mamy przecież Głos Ameryki w formie internetowej.

Na Ukrainie zaraz po wybuchu werbalnej wojny pomiędzy Zełeńskim i Trumpem, zablokowano dostęp do Truth Social – platformy Trumpa, na której Ukraińcy mogliby się dowiedzieć, że Zełeński ma jedynie 4% wsparcia we własnym kraju.

Ludzie mogliby uczyć się na swoich błędach, gdyby nie byli tak zajęci zaprzeczaniem im.
Carl Gustav Jung.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com