Media polskojęzyczne opisują Kiriłła Budanowa jako człowieka Zełenskiego, który głosi swoje poglądy. Z Budanowem stale spotykają się polskojęzyczni politycy. Jak zawsze polskojęzyczni dziennikarze wychodzą na manipulatorów i ignorantów.
Budanow nie jest człowiekiem Zełenskiego, a człowiekiem Jankesów (podobnie jak Karol Nawrocki i jego „konkurent” Donald Tusk, jak i cały kureń nadwiślańskich politykierów – był szkolony przez Jankesów).
Budanow to zdeklarowany neobanderowiec, terrorysta i zbrodniarz. Kiriłł Budanow od 5 sierpnia 2020 roku do 2 stycznia 2026 kierował Głównym Zarządem Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, a od 2 stycznia jest szefem gabinetu Zełenskiego. Nadal de facto kontroluje instytucję, którą do niedawna kierował.
Zamach na negocjatora
Politycy POPiS nieustannie mówią o różnych cywilizacjach, tkwią w urojonej wyższości cywilizacyjnej kolektywnego Zachodu nad Federacją Rosyjską. Tymczasem 6 lutego 2026 roku doszło w Moskwie do próby zamachu na generała Władimira Aleksiejewa (Aleksiejew to pierwszy zastępca szefa Głównej Dyrekcji Wywiadu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej). Parę dni wcześniej bezpośredni przełożony Aleksiejewa, Igor Kostiukow uczestniczył w negocjacjach ze stroną ukraińską, którą reprezentował m. in. Budanow. Rozmowy odbyły się przy udziale Amerykanów jako „mediatorów”. Budanow wyznacza zatem nowe standardy cywilizacyjne.
Terroryzm międzynarodowy Budanowa
Ukraiński oligarcha Wadim Jermołajew wspierał reżim Zełenskiego. Jednak jak przystało na nie jednego oligarchę, zaczął dywersyfikować swoje kontakty polityczne. Jermołajew zaczął wspierać byłego Naczelnego Wodza Sił Zbrojnych Ukrainy Walerija Załużnego (Załużny jest ambasadorem Ukrainy w Wielkiej Brytanii, wspiera go Londyn, jest potencjalnym przeciwnikiem dla Zełenskiego i jego kliki). 29 czerwca 2026 roku w Monako, w mieszkaniu Jermołajewa eksplodował ładunek wybuchowy. Monakijskie służby jako potencjalną sprawczynię zamachu na ukraińskiego oligarchę wskazały Anastasię Bieriezowską – obywatelkę Ukrainy. 7 lipca 2026 roku Bieriezowska została znaleziona martwa na terytorium Ukrainy. Do zabójstwa początkowo przyznał się Władisław Rojt, funkcjonariusz wywiadu ukraińskiego. W sprawę zamieszany jest także Witalij Żykowicz, siepacz z SBU. Jak widzimy, terrorystyczny charakter instytucji kierowanych przez Budanowa wychodzi daleko poza granicę Federacji Rosyjskiej i Ukrainy.
Neobanderowiec z błogosławieństwem zza oceanu
Budanow parę dni temu mówił, że Polska nie będzie rozmawiać z Ukrainą z pozycji siły. Dodał też, że Moskwa próbowała tak rozmawiać z Kijowem, a Moskwa jest jednak silniejsza od Warszawy. Kiriłł Budanow powiedział, że Kijów w żaden sposób nie ustąpi Warszawie w kwestiach historycznych. Neobanderowiec Budanow nie mógłby sobie na to wszystko pozwolić, gdyby nie wsparcie ze strony Waszyngtonu. Pokazuje to w jaki sposób Jankesi traktują marionetki nadwiślańskie. Gdyby Jankesi liczyli się w jakiejkolwiek mierze z nadwiślańskimi politykierami, ukraińscy politycy działaliby zgoła inaczej. Banderowscy zbrodniarze nie mieliby tylu ulic swojego na Ukrainie (nieliczne ulice banderowskich patronów miałby w małych miejscowościach).
Wszelkie inicjatywy upamiętniające zwyrodnialców z UPA miałby charakter lokalny, a nie państwowy. Władze Ukrainy promowałyby bulbowców, petlurowców (kolega Konrad Rękas wykonuje tutaj wspaniałą pracę, pokazując prawdziwe oblicze rzekomych przyjaciół Polaków – bulbowców i petlurowców), niemniej wielu Polaków jest nie uświadomionych i mogliby się na to nabrać.
Wojna amerykańskich oligarchów
Polskojęzyczni politykierzy sami gubią się w swoich kłamstwach. Z jednej strony polskojęzyczne media, polskojęzyczni politykierzy straszą, że Federacją Rosyjska ma zaraz zaatakować Polskę, by za chwilę oddawać całą broń kijowskiemu reżimowi. Ostatnia afera z oddaniem przez Warszawę pocisków do systemu Patriot kijowskiemu reżimowi obnażyła nie tylko tą manipulację. Brak reakcji ze strony otoczenia jankeskiego oligarchy i prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Donalda Trumpa wskazuje na to, przed czym od dawna ostrzegałem: Jankesi będą dozbrajać kijowski reżim i będą wysyłać broń. Wielu naiwnych wielowektorowców wierzyło, że Trump doprowadzi do pokoju. Tymczasem Alex Karp, Elon Musk, Peter Thiel – jankescy oligarchowie związani z Trumpem – dostarczają broń i technologie dla kijowskiego reżimu.
Szkodnik Kaczyński
Politycy PiS po raz kolejny gdy są w opozycji postanowili sprawdzić pamięć moich rodaków. Najwięksi słudzy Ukrainy z PiS zaczęli dostrzegać neobanderyzm na Ukrainie, polakożerstwo przedstawicieli kijowskiego reżimu. Promowany przez PiS jako kandydat na premiera Przemysław Czarnek zaczął nawet mówić o niewspieraniu militarnym kijowskiego reżimu (bez nawet groźby wykonania telefonu do Moskwy są to nic nie warte oświadczenia). Jak widać, nawet to wywołało przerażenie wśród ludzi faktycznie rządzącym naszym krajem. 14 lipca 2026 roku Jarosław Kaczyński zaczął odcinać się od Czarnka i zapewniał o dalszym wsparciu dla kijowskiego reżimu. Kaczyński to obok Zbigniewa Ziobry największy szkodnik w polskiej polityce. Na Majdanie wznosił banderowskie okrzyki. Nietrudno się domyśleć, że kierownictwo PiS zaczęło się wycofywać z pewnych deklaracji po naciskach ze strony ambasady Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Ambasada bez dyplomatów
Parę dni temu media pisały o tym, że pełniąca obowiązki prezydent Wenezueli Delcy Rodríguez konsultuje swoje decyzje (łącznie z tym co publikuje w mediach społecznościowych) z neokonserwatywnym sekretarzem stanu Stanów Zjednoczonych Ameryki Marco Rubio. Rubio jest formalnie trzecią co do ważności osobą w strukturach władzy Stanów Zjednoczonych. Tymczasem instrukcje, rozkazy nadwiślańskim politykierom wydaje jankeski namiestnik Thomas Rose. Poziom upokorzenia naszego kraju ilustruje fakt, że prezydent Trump na stanowisko ambasadora Stanów Zjednoczonych Ameryki w Polsce mianuje wyjątkowo bezczelnych i niepoważnych ludzi, którzy z profesjonalną dyplomacją nie mają nic wspólnego (w sumie nie muszą, skoro w naszym kraju są politykierzy patologicznie kochający Stany Zjednoczone).
Przyzwolenie na terror z Waszyngtonu
Waszyngton w sporze między Polską a Ukrainą stoi po stronie Ukrainy. Możemy spodziewać się w najbliższym czasie kolejnego plucia w twarz Polakom ze strony kijowskiego reżimu. Bardzo prawdopodobne jest, że jeszcze w czasie trwania swojej pierwszej kadencji na stanowisku prezydenta Polski Karol Nawrocki znajdzie się na liście Myrotworca . Jednocześnie Nawrocki będzie stale ubliżał politykom Federacji Rosyjskiej, mimo że Moskwa w żaden sposób nie zagraża Polsce (wypowiedzi polityków Federacji Rosyjskiej stanowią zawsze odpowiedź na wypowiedzi polskojęzycznych polityków).
Póki kijowski reżim dostaje ze strony Polski broń i pieniądze, wszystkie oświadczenia, potępienia są tyle warte co zużyte prezerwatywy. Póki Warszawa będzie wysyłała broń i pieniądze kijowskiemu reżimowi na życzenie Jankesów, nasza ojczyzna będzie dalej upokarzana. Bez normalizacji relacji z Moskwą i prowadzenia polityki suwerennej, asertywnej wobec Stanów Zjednoczonych nic się nie zmieni. Administracja Trumpa będzie prowadziła różne konflikty, w tym ten na Ukrainie. Kijowski reżim przyjmuje już coraz bardziej zdegenerowaną formę, czego przejawem są zamachy przeprowadzane na całym świecie. Na terror ma przyzwolenie ze strony Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Płk Douglas Macgregor jest znanym komentatorem współczesnych konfliktów. Ten amerykański wojskowy po odejściu w stan spoczynku pełnił szereg najwyższych funkcji doradczych, m. in. w Departamencie Obrony za czasów pierwszej kadencji prezydenckiej Donalda Trumpa.
Dziś należy do zagorzałych krytyków polityki administracji obecnego prezydenta, przede wszystkim wskazując na sprzeczność jej interwencjonizmu z deklaracjami Trumpa z przeszłości.
Do ostatniej rakiety i ostatniego Ukraińca
Dzień dobry, Panie pułkowniku. Dziękujemy, że znalazł Pan czas na kolejną rozmowę. Mam nadzieję, że polscy Czytelnicy są coraz bardziej świadomi czasów, w których żyjemy. Zadam jednak ogólne pytanie: czy mamy już do czynienia, jak niektórzy twierdzą, z III wojną światową, czy jeszcze nie?
– To ważne pytanie. Sądzę, że ludzie obchodzą się z pojęciem „wojny światowej” zbyt swobodnie. To chyba ostatnia rzecz, jakiej ktokolwiek mógłby sobie życzyć. Wiem, że mówią o niej Rosjanie. Na pewno terminu tego używał Siergiej Ławrow. Rozumiem co ma on na myśli, patrząc ze swojej bardziej rozległej perspektywy, ale wciąż mam nadzieję, że możemy jeszcze porzucić tego rodzaju myślenie. Jednak powiedzmy sobie szczerze: mamy do czynienia z dziwnym zbiegiem okoliczności. Z jednej strony mamy Ukrainę, na której toczy się totalna wojna zastępcza między potęgą militarną Stanów Zjednoczonych i NATO a Rosją. Nie ma co do tego wątpliwości.
Dla tych, którzy uważnie przyglądali się wydarzeniom, które miały miejsce na Ukrainie i w jej otoczeniu na pewno już od 2014 roku, wybuch wojny był tylko kwestią czasu. I ta wojna mogła się rozpocząć na dwa sposoby. Albo Ukraina zaatakowałaby Rosję, albo Rosja mogła uderzyć prewencyjnie. Okazało się, że Rosjanie uprzedzili przygotowywany na nich atak. Od tamtego czasu, z przyczyn dla mnie w żadnej mierze nie zrozumiałych, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy w Europie zrobili wszystko, by kontynuować tą wojnę do ostatniego Ukraińca. Ukraina, którą określano mianem niewinnej ofiary, nigdy taką ofiarą nie była. Zapłaciła jednak straszliwą cenę. W rzeczywistości wyniszczony został w dużym stopniu cały naród. Ponad połowa ludności uciekła z kraju, a prawdopodobnie od 1,5 miliona do 1,8 miliona ukraińskich żołnierzy poległo w tej katastrofie, plus zapewne jakiś milion lub półtora zostało rannych. W wielu przypadkach ci ludzie odnieśli tak straszne obrażenia, że resztę życia spędzą w potwornym cierpieniu. Wygląda jakby nas to nie obchodziło. Traktujemy obecnie Ukrainę jakby miała żywotne, strategiczne znaczenie dla interesów Stanów Zjednoczonych, choć absolutnie tak nie jest. Zaraz przejdę do przyczyn tego stanu. Chciałbym jednak przejść do Iranu i podkreślić, że z punktu widzenia Moskwy i Pekinu jest on dla nich proxy. Nie jest to jednak coś, co planowali. Rosjanie i Chińczycy nie przygotowywali Iranu do wojny, tak jak myśmy przygotowywali do wojny Ukrainę. Mieli nadzieję, że tej wojny uda się uniknąć. Działali w ramach społeczności międzynarodowej, starając się nie dopuścić do wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem, ale Izrael sprawił, że okazało się to niemożliwe. Tymczasem my nie mamy żadnych żywotnych interesów, które uzasadniałyby stopień naszego obecnego zaangażowania militarnego.
Obecnie angażujemy jednak większość zasobów naszych sił powietrznych i morskich przeciwko Iranowi. Jesteśmy zaangażowani na Ukrainie i w Zatoce Perskiej z powodów, które ściśle wiążą się z międzynarodowymi planami izraelsko-żydowskimi. Ci sami ludzie – superbogaci miliarderzy, syjonistyczni miliarderzy – którzy stoją za wojną z Iranem, stoją również za wojną na Ukrainie przeciwko Rosji. To dość zaskakujące. Sądziłem, że nigdy czegoś takiego nie zobaczę. Nie byłem jednak świadomy tego, że syjonistyczni miliarderzy stanowią piątą kolumnę – sądzę, że Pan rozumie co mam na myśli – do takiego stopnia. Mamy zatem do czynienia z bardzo niebezpiecznym zbiegiem wydarzeń będącym efektem wpływu tych ludzi. Skazani jesteśmy na coś, co przypomina III wojnę światową. Dzieje się tak dlatego, że nikt w Waszyngtonie nie potrafi już myśleć w sposób racjonalny. Nikt nie potrafi myśleć racjonalnie w Izraelu. Wszystko wynika z emocji, impulsów, złości. I, wie Pan, prezydent Trump rozczarował wszystkich nas, bo przecież większość z nas, którzy na niego głosowaliśmy, głosowała na coś odwrotnego od tego, co on teraz robi. Ostatnia rzeczą, której moglibyśmy chcieć było tracenie naszych środków i naszej krwi na wojnę przeciwko Iranowi na rzecz Izraela. Większość z nas w Stanach Zjednoczonych nie jest też zainteresowana poświęcaniem naszych ofiar, naszych środków i pieniędzy, czegokolwiek – na wojnę z Rosją o Ukrainę. Brakuje jednak na ten temat racjonalnej dyskusji. Przepadła gdzieś wola spoglądania na rzeczywistość. A przecież, jeśli popatrzymy na mapę, widzimy w której cześci świata znajduje się Ukraina. W pewnym sensie jest czymś jak Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego – chodzi o naród ukraiński. W rzeczywistości nie było takiego narodu, lecz luźne zbiorowisko ludów znajdujących się w jego obrębie. Z Ukrainą jest bardzo podobnie. Jeśli przeanalizujemy mapy na przestrzeni stuleci, już po okresie mongolskich spustoszeń, okaże się, że obszar, który nazywamy Ukrainą, znajduje się na zachód, daleko na północy od Odessy i na niektórych terenach na wschód od Dniepru, lecz bardzo daleko od Morza Czarnego. Nikt się tym jednak nie przejmuje i nie spogląda wstecz, bo Amerykanie stoją na stanowisku, że historia nie ma znaczenia.
Większość Amerykanów nie zna nawet swojej własnej historii, a co dopiero dziejów innych krajów, ich kultury, języka, narodowości i tak dalej. Z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia. To samo dotyczy wiedzy na temat tego, gdzie znajdowała się i funkcjonowała Polska w postaci tego, co nazywamy Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Patrzą na takie rzeczy ze zdziwieniem i pytają cię z jakiej jesteś planety. Podobnie jest, gdy próbuje się wytłumaczyć, że Stalin nakierował Polskę i Niemcy na przyszły konflikt, oddając prawie jedną trzecią terytorium Niemiec pod polską okupację. Wszystko to robiono z fałszywych pobudek.
Możemy jednak powiedzieć na pewno dwie rzeczy. Po pierwsze, nie ma już Stalina u władzy. Wbrew powszechnemu przekonaniu, Putin to nie Stalin. Rosją nie rządzi Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego. Mamy dziś więcej komunistów w Stanach Zjednoczonych niż w Rosji. Niektórzy z tych ludzi, którzy pchają nas do wojny, mają w zasadzie sposób myślenia, postawę i dążenia bliskie bolszewikom. To część problemu, przed którym stoimy. Świat zachodni jest w stanie zamieszania. Panuje w nim chaos. Wojujemy dziś w miejscach, w których nigdy nas nie było i które nie są nam do niczego potrzebne. Pytanie: jak długo to potrwa? Słyszę to pytanie codziennie. Codziennie ktoś mnie pyta: – Doug, jak długo jeszcze będziemy tam prowadzić wojnę? Jak długo to potrwa? Zawsze odpowiadam tak samo: – dopóki nie zabraknie nam pieniędzy, rakiet, lub jednego i drugiego.
Wojna z masową imigracją
A co w tej sytuacji z Europą? Generał Erich Vad z niemieckiej Bundeswehr twierdzi, że Europa nie jest zdolna do powstrzymania wojny na Ukrainie, a jednocześnie nie jest też gotowa na prowadzenie wojny przeciwko Rosji. Jak ocenia Pan militarny potencjał obecnej Europy?
– Cóż, mamy w Europie jeszcze trzecią wojnę, przed którą Europejczyków póki co powstrzymują ich rządy. Chodzi o wojnę przeciwko tym ludziom wewnątrz ich krajów, których oni u siebie nie chcą. To najważniejsza z wojen. Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, w pewnym stopniu Hiszpanie, choć są nieco bardziej świadomi; trochę mniej Włosi, Austriacy, narody skandynawskie – wszyscy walczą z tą zarazą. Chodzi o masy ludzi, którzy przyjechali do tych krajów nie z powodów powszechnie wymienianych. Nie przyjechali tam w poszukiwaniu lepszego życia, ani z uznania dla atrakcyjnego kraju, czy przyciągającej kultury. Przyjechali tam, by tą kulturę wymazać i zastąpić kulturą ludzi podobnych do siebie. To jest ten krytycznie istotny konflikt, który trzeba zauważyć i stoczyć w Europie. Myślę, że coraz więcej Europejczyków zdaje sobie z tego sprawę, ale obecnie nie mają na tyle sił, by obalić czy wymienić aktualne rządy. Uważam jednak, że to się stanie. Sądzę, że zbliżamy się do tego momentu. Zbliżamy się do czegoś, co określiłbym okresem w dziejach Europy podobnym do czasów rewolucji 1848 roku, gdy ludzie zdali sobie sprawę kto jest ich prawdziwym wrogiem.
Zachód nie ma pojęcia o Wschodzie
Nie Rosja?
– Jeśli chodzi o Rosję… Wojsko Polskie jest najprawdopodobniej obecnie najlepszą, najbardziej zdyscyplinowaną, najlepiej dowodzoną i najlepiej wyposażoną armią w Europie.[?? pijany?? md] Sądzę, że Polacy mogą być z tego bardzo dumni. Powinni jednak cholernie uważać, by nie została ona użyta przeciwko Rosjanom, bo byłaby to strata czasu, pieniędzy i zasobów. Rosja nie jest wrogiem. Dla Polaków może się to wydać trudne do wyobrażenia. Od dawna twierdzą bowiem, że Rosja jest odwiecznym wrogiem. Cóż, nie jest. To nie jest Rosja sprzed 100 lat, sprzed 50 czy 60 lat. Czas już spojrzeć na Rosję inaczej, z innej perspektywy. Sądzę, że jeśli Polacy by się na to zdobyli, mogliby wyciągnąć sporą część Europy z tej wojny. Dobra wiadomość polega na tym, że jeśli spojrzymy na Polskę, Słowację, Węgry, czyli kraje, które w całości lub częściowo (jak Polska) stanowiły część Cesarstwa Austro-Węgierskiego, to zobaczymy, że panuje tam generalnie większy realizm i zrozumienie rzeczy, o których tu mówimy. Rosja nie jest wrogiem. Nie ma powodu, by tak ją traktować.
Sądzę, że podobnie myśli również większość ludzi w Rumunii. Myślę, że podobnie uważa większość Niemców, ale niestety nie mają oni możliwości zmiany swojego rządu. Z Austrią jest nieco trudniej, bo – wie Pan – Austria jest zakładniczką swojej historii. Austriacy kochają Polskę i Polaków, są propolscy. Próbują być też proukraińscy, ale nie rozumieją, że nie mają już obecnie do czynienia z Ukrainą sprzed 80, 100, 150 czy nawet 200 lat [przecież wtedy Ukrainy nie było !!! md] . To dziś całkiem inny obszar.
Muszą też zmienić swój stosunek do Rosjan. Może to jeszcze pewnie zająć jakiś czas, ale Polska może tu odegrać istotną rolę. Największe zagrożenie w Europie Wschodniej czyha na wybrzeżu bałtyckim – sądzę, że zdaje Pan sobie z tego sprawę – pod postacią Litwy, Łotwy i Estonii. One zawsze stanowiły problem. Naprawdę tak było zawsze. Zna Pan historię tych ziem i wie Pan, że były one pod panowaniem zakonów teutońskich, a następnie Niemców i Szwedów. Żyją tam protestanci i rzymscy katolicy, czyli ludzie odlegli od wschodniej, prawosławnej kultury i modelu życia. Zatrzymali się w czasie. Wciąż mówią o swoich rodzicach, dziadkach i pradziadkach, których wywieziono na Syberię podczas okupacji radzieckiej. Rozumiem ich. Są jednak niebezpieczni, z uwagi na swój brak gotowości do spojrzenia na Rosję w inny sposób, nieumiejętność koegzystencji ze swoim sąsiadem, co może doprowadzić do wybuchu prawdziwej wojny. Ludzie w Europie Zachodniej wydają się tego nie rozumieć. Trzeba pamiętać, że w Europie Zachodniej mamy do czynienia z pewnym przykrym zjawiskiem, jeszcze od czasów konferencji wersalskiej z 1919 roku. Wiedza na temat narodów zamieszkujących Europę Środkowo-Wschodnią i Europę Wschodnią jest tam równie niewielka jak wiedza na nasz temat. My zresztą podobnie – wiemy o narodach Europy Środkowo-Wschodniej i Europy Wschodniej równie niewiele, co Europejczycy zachodni.
To coś strasznego. Byłem w 2015 roku w Paryżu. Pojechałem tam, kręcąc film dokumentalny. Dwie kobiety, z którymi współpracowałem, pochodziły z Austrii. Obie opowiadały mi, że były zszokowane tym, że mieszkając przez dwa czy trzy lata we Francji ciągłe słyszały od Francuzów, że uznają oni wszystko, co leży na wschód od Renu, za esencję barbarzyństwa, czarną dziurę, gdzie mieszkają w mrocznych lasach jacyś dziwni ludzie. Stwierdziłem, że chyba żartują. Odpowiedziały mi, że absolutnie nie. Że często zadawano im pytanie skąd pochodzą. Gdy odpowiadały, słyszały zdziwienie, że pochodzą z ziem na wschód od Renu. Jakbyśmy byli w czasach Imperium Rzymskiego.
Czas skończyć z takim absurdalnym myśleniem, jednak nie wiem jak to zrobić. Europejczycy powinni zacząć się postrzegać nawzajem, takimi jakimi w rzeczywistości są, a nie takimi, jakimi myślą o sobie nawzajem, że są. Uważałem, że zrobiliśmy w tej sprawie pewne postępy od czasów II wojny światowej. Jednak im bardziej się temu przyglądam, tym bardziej zaczynam zdawać sobie sprawę, że te postępy były dość niewielkie. Europa nie jest w stanie walczyć z Rosją. Nie mają w Europie Zachodniej żadnych armii. Wojsko Polskie mogłoby obecnie z dowolnego punktu swobodnie dojść do Paryża i nikt by go nie zatrzymał.
Niemcy i Europa na skraju samobójstwa
A jak wygląda to od strony technologicznej? Mam na myśli przemysł zbrojeniowy, kompleks militarno-przemysłowy Europy. Jak go Pan ocenia?
– Cóż, Niemcy znajdują się na drodze do samobójstwa. Gdy rozmawiam z niektórymi, stwierdzają, że to świetnie – nienawidzimy Niemców. Powtarzam im, że to wcale nie jest nic dobrego, to nie jest dobre dla Europy. Niemcy jednak z tej drogi wciąż nie zbaczają. Idą w kierunku dezindustrializacji. Spada ich potencjał technologiczny i naukowy. Sprowadzają się niemal do tego poziomu, który proponował dla nich sekretarz skarbu za czasów prezydentury Franklina Delano Roosevelta, Henry Morgenthau, który chciał, by Niemcy stały się swego rodzaju rezerwatem przyrody, ograniczonym do rolnictwa.
Wiem, że nie tego chce większość Niemców. Uważam, że Merz jest prawdopodobnie najgorszym kanclerzem od czasów Hitlera. Szczerze mówiąc, być może jest nawet gorszy od Hitlera. Trudno sobie to wyobrazić, ale tak właśnie jest. Jeśli spojrzymy na Francję, mamy tam ich odmianę Merza. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że Starmer i jego następca, Macron i jego prawdopodobny następca, właśnie Merz – to wszystko przedstawiciele klasy globalistycznej. Jeśli chcemy zrozumieć kim chcą, musimy poczytać trochę tekstów Izraelczyka Harariego. Zna go Pan?
Tak, oczywiście.
– Jeśli go przeczytamy, zrozumiemy czym jest globalizm. Jest on rodzajem rozmiękczonego bolszewizmu, skrajnie destrukcyjnym. Jest antyzachodni, antychrześcijański. Występuje przeciwko wszystkiemu. Jest nihilistyczny.
Europa czeka na rewolucję
Antyludzki.
– Tak. To nihilizm, to ateizm. To taka zwulgaryzowana wersja marksizmu. To on jest wrogiem, a nie Rosja. Bardzo trudno jest wytłumaczyć to Europejczykom i zwrócić na niego ich uwagę. Na przykład weźmy Finlandię. Spędziłem trochę czasu w Skandynawii. Finowie to wspaniali ludzie. Nagle jednak zdecydowali się dołączyć do schodzącego ze sceny NATO. NATO jest sojuszem umierającym. To żart, coś żałosnego. A Finowie do niego dołączają, sądząc, że ich obroni. Jaki pomysł rzucili niektórzy kretyni w Waszyngtonie? Żeby ulokować w Finlandii bazy z bronią atomową. To jakby postawić tablicę z komunikatem dla Moskwy: jeśli chcecie odpalić jakieś bomby atomowe, to zaatakujcie właśnie to miejsce. Rosjanie nie są zainteresowani wszczynaniem wojen z kimkolwiek. Nie chcą użyć broni jądrowej. Ale w takich warunkach koniec może być bliski. Nie mam na myśli końca nas wszystkich. Mam na myśli kres globalizmu. Widać go już na horyzoncie. Ludzie się budzą. Muszą jednak pozbyć się swoich obecnych rządów. Dlatego uważam, że niezbędne będzie coś na kształt rewolucji 1848 roku w Europie. Powstanie i podjęcie działań koniecznych dla ocalenia krajów Europy. Wróg nie jest gdzieś za morzem. Jest tutaj, wewnątrz.
Rozmawiał Mateusz Piskorski
Całość wywiadu ukaże się na kanale Wbrew Cenzurze.
Debazyfikacja… Wymyślne określenie na wyrzucenie Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu.
Larry C. Johnson
Autorstwa Larry’ego C. Johnsona
Na początku kwietnia Teheran, za pośrednictwem Pakistanu, formalnie zażądał wycofania amerykańskich wojsk bojowych z baz wojskowych w całym regionie. Żądanie to było częścią pakietu, który obejmował również zniesienie wszystkich sankcji i rezolucji ONZ, uwolnienie zamrożonych aktywów irańskich za granicą, wypłatę reparacji oraz prawo Iranu do wzbogacania uranu.
Zamiast czekać na zgodę Stanów Zjednoczonych na to żądanie, Iran w ciągu ostatnich dwóch tygodni przeprowadził ukierunkowane ataki na kluczowe bazy USA w Kuwejcie, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej, Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Doprowadziło to do ewakuacji żołnierzy i sprzętu USA z większości tych baz. Kwatera główna Piątej Floty USA w Bahrajnie leży w gruzach; Centrum Operacji Połączonych Powietrznych (CAOC) w Al Udeid w Katarze zostało zamknięte i przeniesione do bazy sił powietrznych Shaw w Karolinie Południowej. Iran kontynuuje ostrzały baz w Bahrajnie, Kuwejcie i Katarze, aby upewnić się, że żaden amerykański samolot ani wyrzutnia rakiet nie pozostanie tam sprawna.
Oprócz baz w państwach Zatoki Perskiej, Iran przeprowadził również intensywne ataki na bazy lotnicze Muwaffaq Salti i Prince Hassan w Jordanii. Rozmazane zdjęcia satelitarne pokazują, że Stany Zjednoczone usunęły wszystkie samoloty z otwartych parkingów bazy lotniczej Muwaffaq al-Salti, obawiając się, że mogą zostać zniszczone przez irańskie pociski.
Stany Zjednoczone również wysłały drona MQ-4C Triton o wartości 250 milionów dolarów. Na początku maja 2026 roku Stany Zjednoczone wysłały drona MQ-4C Triton do Jordanii.
„Drugi dron Marynarki Wojennej USA MQ-4C Triton (numer rejestracyjny 169804) wystartował wczoraj z bazy lotniczej Sigonella i został przeniesiony do bazy lotniczej Al Hussein w Jordanii. To dodatkowo zmniejsza obecność rozpoznawczą Marynarki Wojennej USA na Sycylii. Samolot, o którym mowa, zastąpił drona utraconego w ostatnich tygodniach podczas operacji związanych z kryzysem regionalnym w Zatoce Perskiej.…”
MQ-4C Triton to jeden z najważniejszych systemów rozpoznania, obserwacji i szpiegostwa Marynarki Wojennej USA, przeznaczony do długoterminowego nadzoru morskiego nad dużymi obszarami operacyjnymi. Z Sigonelli regularnie wspierał misje obserwacyjne na Morzu Śródziemnym, Morzu Czarnym, w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie.
Przeniesienie obu pozostałych dronów Triton do Jordanii wskazuje na wyraźną reorganizację operacyjną. Z uwagi na operowanie z bazy lotniczej Al Hussein, czas lotów do obszarów operacyjnych nad Morzem Czerwonym, Półwyspem Arabskim, Irakiem i Iranem ulegnie skróceniu. Pozwoli to dronom pozostać w obszarze operacyjnym dłużej i umożliwi szybszy rozpoznanie w obliczu utrzymującej się niestabilności w regionie.
Po masowych irańskich atakach rakietowych z 11 i 12 lipca na dwie jordańskie bazy lotnicze, w których stacjonują amerykańskie myśliwce – w tym MQ-4C Triton – Stany Zjednoczone wycofały się z rozmieszczenia Tritonów w Jordanii. W poniedziałek, 14 lipca 2026 r., Defense Security Asia donosiło:
Pentagon przenosi drona Triton o wartości 240 milionów dolarów z Jordanii do Włoch po tym, jak niszczycielskie irańskie ataki rakietowe zagroziły strategicznym bazom lotniczym. … Według regionalnych planistów wojskowych, strategiczne przeniesienie wielomilionowej platformy nadzoru morskiego z baz wysuniętych w Jordanii do stałych obiektów we Włoszech odzwierciedla pilną próbę zminimalizowania ryzyka poważnych strat.
Przeniesienie bazy nastąpiło natychmiast po serii zaawansowanych ataków dalekiego zasięgu, które skutecznie przeniknęły do lokalnych sieci obrony powietrznej i zaatakowały cenną infrastrukturę. Analitycy analizujący publicznie dostępne źródła ustalili, że specjalnie zbudowane hangary, zaprojektowane do ochrony cennych systemów bezzałogowych, zostały bezpośrednio trafione podczas intensywnych ataków.
W odpowiedzi na rosnące zagrożenia militarne Marynarka Wojenna USA podjęła decyzję o przeniesieniu głównych systemów rozpoznania, nadzoru i szpiegostwa z powrotem do bezpieczniejszego regionu Europy Południowej.
W ciągu pierwszych 43 dni wojny iracko-irańskiej 2026 (operacja Epic Fury, rozpoczynająca się 28 lutego), Iran systematycznie atakował warstwę sensoryczną i komunikacyjną zintegrowanej architektury obrony powietrznej USA w Zatoce Perskiej. Zamiast po prostu przytłoczyć systemy obronne masowymi falami dronów i pocisków, Iran skupił się na niszczeniu instalacji radarowych i terminali SATCOM, które zapewniają funkcjonowanie całej sieci – strategię tę analitycy określili jako „oślepianie USA na Bliskim Wschodzie”.
Do końca pierwszych 43 dni wojny Iran zaatakował co najmniej 12–19 systemów radarowych i satelitarnych w siedmiu krajach. Całkowite straty szacuje się na kwotę od 3,15 do ponad 5 miliardów dolarów.
Schemat ataku wskazywał na wyrafinowaną koncepcję operacyjną.
Priorytet pierwszego dnia: w ciągu kilku godzin został trafiony radar AN/FPS-132 w Al Udeid – najcenniejszy system radarowy w regionie, który został rozmieszczony specjalnie w celu obrony przed irańskimi rakietami balistycznymi.
Następnie radary THAAD: wszystkie cztery rozmieszczone systemy AN/TPY-2 (w Jordanii, dwukrotnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej) zostały trafione w ciągu 48–72 godzin, co w dużej mierze wyłączyło górny poziom obrony przeciwrakietowej.
Infrastruktura SATCOM: Zniszczeniu uległy węzły dowodzenia i kontroli w kwaterze głównej Piątej Floty Stanów Zjednoczonych w Bahrajnie oraz w bazie Arifjan w Kuwejcie, co znacznie utrudniło koordynację obrony między rozproszonymi bazami.
Wieloetapowe podejście: Po wyłączeniu systemów wczesnego ostrzegania i wyższej warstwy obrony Iran był w stanie zniszczyć pozostałe baterie Patriot za pomocą potężnych fal dronów – przy stosunku kosztów wyraźnie przemawiającym na korzyść Iranu (Shahed-136 kosztował od ok. 20 000 do 50 000 dolarów w porównaniu do ok. 4 milionów dolarów za pocisk przechwytujący PAC-3-MSE).
Zniszczenie zmusiło pozostałe systemy Patriot do przejęcia wszystkich zadań przechwytywania. To zaostrzyło kryzys, w wyniku którego Stany Zjednoczone i ich sojusznicy z Zatoki Perskiej zużyli 86 procent swojego łącznego arsenału Patriot w ciągu pięciu tygodni.
Teraz, gdy Memorandum of Understanding (MoU) upadło, Iran koncentruje się na uprzykrzaniu życia pozostałym bazom amerykańskim, w których stacjonują amerykańscy żołnierze i samoloty. To nie Stany Zjednoczone decydują już, kiedy opuścić Zatokę Perską – Iran podejmuje tę decyzję za nich.
Administracja Stanów Zjednoczonych wysyła dodatkowe samoloty bojowe na Bliski Wschód – poinformował przedstawiciel administracji Donalda Trumpa, cytowany przez „The New York Times”. Według źródła Waszyngton przygotowuje się do eskalacji wojny z Iranem, a Izrael rozważa możliwość przyłączenia się do działań.
Jak podaje „The New York Times”, do regionu kierowane są myśliwce F-16 stacjonujące w Niemczech oraz myśliwce F-35 z baz w Wielkiej Brytanii. Wysłane zostaną również dodatkowe samoloty do tankowania w powietrzu.
Publikacja ukazała się po tym, jak amerykańscy żołnierze zginęli w wyniku irańskiego ataku rakietowego na bazę wojskową w Jordanii. Urzędnicy podkreślili jednak, że decyzja o przerzuceniu dodatkowych sił zapadła jeszcze przed tym atakiem, gdy prezydent Donald Trump już sygnalizował zamiar eskalacji konfliktu.
„Stany Zjednoczone przygotowują się do wojny na szerszą skalę” – powiedział „The Washington Post” amerykański urzędnik zaznajomiony z wewnętrznymi dyskusjami w administracji.
Rozmówca przyznał, że USA nie znajdują się obecnie w najlepszej sytuacji do eskalowania działań z powodu wyczerpywania się zapasów systemów obrony przeciwlotniczej oraz innego uzbrojenia.
„Nie mamy wystarczających zasobów, aby bezpiecznie prowadzić długotrwałe działania, i nie sądzę, by Biały Dom zdawał sobie z tego sprawę” – stwierdził.
Wśród rozważanych scenariuszy eskalacji znajdują się kolejne uderzenia na infrastrukturę cywilną, taką jak mosty, elektrownie czy zakłady odsalania wody, a także ewentualna operacja lądowa wymierzona w jedną z irańskich wysp w Zatoce Perskiej. Każda próba przeprowadzenia takiej operacji niemal na pewno doprowadziłaby do znacznych strat wśród amerykańskich żołnierzy.
Również izraelskie media poinformowały w niedzielę, że Donald Trump skłania się ku eskalacji działań, a Siły Obronne Izraela (IDF) zostały postawione w stan „wysokiej gotowości” na wypadek podjęcia uderzeń przeciwko Iranowi. Chociaż Departament Stanu USA oświadczył, że Stany Zjednoczone prowadzą konflikt z Iranem „na prośbę” Izraela, sam Izrael do tej pory nie brał bezpośredniego udziału we wznowionych atakach.
Izraelski dziennik „Haaretz” podał, że choć Izrael nie prowadzi bezpośrednich uderzeń na Iran, wspiera amerykańską kampanię wojskową poprzez dostarczanie danych wywiadowczych oraz w inny sposób. Według gazety mniej widoczna rola Izraela jest „błogosławieństwem dla Izraelczyków”, ponieważ „zmniejsza ryzyko ofiar i pozwala, by codzienne życie toczyło się w dużej mierze normalnie – bez nocnych alarmów, schodzenia do schronów i poważniejszych zakłóceń”.
Izraelscy urzędnicy powiedzieli dziennikowi „Israel Hayom”, że istnieją trzy scenariusze, w których Izrael mógłby przyłączyć się do ataków na Iran:
– bezpośredni irański atak na Izrael,
– oznaki przygotowań Iranu do uderzenia na Izrael,
– formalna prośba Stanów Zjednoczonych o włączenie się IDF do operacji wojskowej.
Niedzielny irański atak wymierzony w Akrabę na południu Jordanii, w pobliżu izraelskiego miasta Ejlat, doprowadził do użycia przez IDF pocisków przechwytujących przeciwko odłamkom irańskich rakiet. Był to pierwszy znany przypadek wykorzystania izraelskiej obrony przeciwlotniczej podczas irańskiego ataku od czasu załamania memorandum o porozumieniu (MoU).
Autorstwo: Dave DeCamp Źródło zagraniczne: News.AntiWar.com Źródło polskie: WolneMedia.net
W jaki sposób uprzedzenia i błędne oceny Zachodu wobec Iranu i Rosji naruszają najstarszą zasadę Sun Tzu – na jego własną szkodę.
Feliks Abt
Zachodnie karykatury doprowadziły do poważnych błędów strategicznych.
Przez dziesięciolecia zachodnie rządy i media przedstawiały Iran jako zacofane, zdominowane przez religię społeczeństwo, rządzone przez irracjonalnych duchownych („mullahów”). Ta uproszczona karykatura uniemożliwiała decydentom zrozumienie, jak faktycznie funkcjonuje państwo irańskie pod względem politycznym i militarnym.
Ta błędna kalkulacja przyczyniła się do poważnych błędów strategicznych Stanów Zjednoczonych – w szczególności do powtarzającego się założenia, że ataki militarne lub celowe zabójstwa przywódców doprowadzą do zmiany reżimu. Jednakże masowe publiczne ceremonie żałobne po zabójstwach wysoko postawionych irańskich urzędników, w których uczestniczyły dziesiątki milionów ludzi, jasno pokazały, że rząd cieszył się szerokim poparciem społecznym i bynajmniej nie był na skraju upadku. Jak na ironię, poparcie to jest prawdopodobnie wielokrotnie większe niż poparcie rządów, które przez dziesięciolecia poddawały Iran niesprowokowanym, nielegalnym wojnom agresywnym, sankcjom i innym formom agresji.
Historycznie rzecz biorąc, Iran zawsze opierał się nadmiernemu uzależnieniu od Rosji lub Chin, stawiając na pierwszym miejscu suwerenność narodową. Pomimo dekad surowych sankcji międzynarodowych, kraj ten zbudował jeden z najnowocześniejszych technologicznie systemów przemysłowych na świecie, obejmujący zaawansowaną produkcję pocisków rakietowych, zaawansowaną technologię precyzyjnego naprowadzania, dalekosiężny program nuklearny oraz znaczące możliwości produkcji przemysłowej.
Sankcje nie sparaliżowały rozwoju technologicznego Iranu. Wręcz przeciwnie, zmusiły kraj do zbudowania szerokiej niezależności technologicznej w wielu obszarach – rozwoju, którego skali wielu zachodnich obserwatorów nie doceniło lub w ogóle nie dostrzegło.
Dalsze błędne oceny
Produkcja pocisków Patriot w Europie jest nierealna.
Nawet gdyby Ukraina otrzymała licencje na produkcję systemów obrony powietrznej Patriot, pomysł ten pozostałby w dużej mierze symboliczny. Systemy Patriot wymagają niezwykle złożonego ekosystemu przemysłowego – wysoce wyspecjalizowanych technologii, wykwalifikowanego personelu i ściśle zintegrowanych łańcuchów dostaw, których nie da się szybko stworzyć. Nawet Stany Zjednoczone mają trudności z uzupełnianiem własnych zapasów Patriotów w niezbędnym tempie.
Wiele systemów, które w przyszłości miałyby być określane mianem „Made in Europe”, nadal w dużym stopniu opierałoby się na amerykańskich podzespołach, podczas gdy decydenci polityczni prezentowaliby je swojej opinii publicznej jako produkty europejskie.
Mało prawdopodobne jest, aby sankcje wobec Rosji zostały znacząco zaostrzone.
Przed śmiercią amerykański senator Lindsey Graham wezwał do „niszczycielskich sankcji” wobec Rosji. Jednak takie środki prawdopodobnie nie przyniosłyby większego efektu w praktyce.
Rynki światowe pozostają uzależnione od rosyjskiej ropy.
Stany Zjednoczone nie mogą zatrzymać eksportu energii z Rosji bez wywołania poważnych zakłóceń na światowych rynkach energii.
Poprzednie pakiety sankcji wyraźnie pokazały swoje ograniczenia i często okazywały się w dużej mierze nieskuteczne.
Rzeczywistość ekonomiczna nadal bierze górę nad retoryką polityczną.
Publiczne żądania jeszcze surowszych sankcji pełnią więc przede wszystkim funkcję inscenizacji politycznej, a nie są polityką, którą można faktycznie wdrożyć.
NATO przerzuca swój ciężar finansowy na Europę.
Stany Zjednoczone pozostają zdecydowanie oddane NATO.
Jednocześnie Waszyngton coraz częściej apeluje do swoich europejskich sojuszników, aby wzięli na siebie większą część wydatków wojskowych sojuszu.
Nie chodzi tu o wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy, lecz o redystrybucję obciążeń finansowych. Waszyngton może utrzymać swoje wpływy strategiczne, jednocześnie ograniczając wydatki bezpośrednie.
Sytuacja militarna na Ukrainie pogarsza się.
Pozycja militarna Ukrainy ulega coraz większemu pogorszeniu.
Możliwości obrony powietrznej Ukrainy uległy znacznemu osłabieniu.
Rosyjskie ataki rakietowe i drony coraz częściej uderzają w swoje cele.
Chociaż ukraińskie ataki dronów przyciągają uwagę mediów, ich znaczenie strategiczne jest ograniczone.
Rosyjskie siły zbrojne kontynuują stopniowe zdobywanie terytorium w ramach wojny na wyniszczenie.
Obecnie impet militarny leży po stronie Rosji.
Ukraina stoi w obliczu poważnego kryzysu demograficznego.
Populacja Ukrainy drastycznie się skurczyła. Znaczna część pozostałych mieszkańców to osoby starsze, a wielu młodych ludzi w wieku produkcyjnym opuściło kraj lub zginęło w wojnie. Trwające walki dodatkowo pogarszają długoterminowe perspektywy gospodarcze i demograficzne kraju.
To jedna z największych tragedii humanitarnych tej wojny. Dalsze przedłużanie konfliktu tylko pogorszy sytuację.
Rosja mogłaby rozszerzyć swoje działania militarne.
Rosja nie wyczerpała jeszcze w pełni swojego potencjału militarnego. Od samego początku Moskwa postawiła na wojnę na wyniszczenie, zamiast szybkiego zwycięstwa, wykorzystując pełnię swoich możliwości militarnych. Uczyniła tak między innymi po to, aby zminimalizować własne straty i uniknąć ryzyka utraty gotowości ochotników do zaciągnięcia się do wojska – w przeciwieństwie do Ukrainy, która opiera się na poborowych.
Wraz z postępującym osłabieniem ukraińskich sił zbrojnych, nasilają się również działania rosyjskie. Ataki na miasta takie jak Odessa nasiliły się. Rosja umacnia swoją kontrolę nad Donbasem; co więcej, może ona rozszerzyć się na inne obszary, określane czasem mianem „Noworosji”. W dłuższej perspektywie nawet Kijów mógłby stać się celem militarnym w celu wyeliminowania reżimu banderowców, który Moskwa uważa za antyrosyjski i którego interesy są ściśle powiązane z interesami NATO.
Europa i Stany Zjednoczone wykorzystują Ukrainę jako swojego pełnomocnika.
Rządy europejskie i Stany Zjednoczone w rzeczywistości prowadzą konflikt z Rosją za pośrednictwem Ukrainy. Po zamachu stanu w 2014 roku, który doprowadził do obalenia demokratycznie wybranego rządu, nowy nacjonalistyczny reżim porzucił konstytucyjnie zagwarantowaną neutralność kraju. Następnie NATO wyszkoliło, wyposażyło i wsparło operacyjnie ukraińskie siły zbrojne. Jednocześnie siły te rozpoczęły ostrzał rosyjskojęzycznych obszarów w Donbasie.
Zachodnie agencje wywiadowcze i zachodnie systemy uzbrojenia umożliwiają Ukrainie kontynuowanie ataków, w tym na cele głęboko w Rosji.
Rosja ograniczyła swoje działania militarne głównie do terytorium Ukrainy i unikała bezpośrednich ataków na państwa NATO.
Taka sytuacja pozwala Zachodowi pośrednio walczyć z Rosją, podczas gdy Ukraina ponosi ogromne koszty ludzkie – jest to klasyczny przykład wojny zastępczej.
Wojny przynoszą korzyści potężnym – cenę płaci społeczeństwo.
Wojny służą przede wszystkim określonym elitom politycznym i ekonomicznym.
Przemysł zbrojeniowy, bogaci inwestorzy i wpływowi ludzie często osiągają znaczne zyski.
Jednak dla ludności pracującej standard życia ulega obniżeniu.
Rządy krajów europejskich znacząco przesunęły środki finansowe z priorytetów krajowych na wydatki wojskowe.
W rezultacie tych wydarzeń cierpi długoterminowa konkurencyjność przemysłu i zatrudnienie.
Wiele osób postrzega państwa obce, takie jak Rosja, jako swojego głównego przeciwnika. W rzeczywistości jednak powinni krytycznie przyglądać się elitom politycznym i gospodarczym we własnym kraju, które czerpią zyski z przedłużających się konfliktów.
Rosyjska infrastruktura energetyczna okazała się odporna.
Ukraińskie ataki dronów na rosyjskie rafinerie jak dotąd nie miały większego znaczenia strategicznego.
Rosja importowała olej napędowy ze względów technicznych i handlowych nawet w czasie pokoju.
Uszkodzone rafinerie naprawiono bez znaczącego spadku ogólnej produkcji.
Eksport rosyjskiej energii powrócił do poziomu sprzed wojny.
Poziom zapasów i istniejące moce rezerwowe w dużej mierze zrekompensowały poniesione straty.
Udoskonalone systemy obrony powietrznej prawdopodobnie jeszcze bardziej ograniczą skuteczność przyszłych ataków.
Tak zwana „wojna energetyczna” nie dotknęła jeszcze znacząco rosyjskiego sektora naftowego.
Poznaj swojego wroga
Ostatecznie te uporczywe karykatury i błędne osądy nie są jedynie błędami analitycznymi – stanowią one akty strategicznego samookaleczenia. Odmawiając dostrzeżenia swoich przeciwników takimi, jacy są naprawdę, Zachód łamie jedną z najbardziej ponadczasowych zasad Sun Tzu:
„Poznaj swego wroga i poznaj siebie; wtedy nie musisz obawiać się wyniku setek bitew”.
Dopóki Zachód będzie kurczowo trzymał się swoich złudzeń i przedkładał pobożne życzenia nad trzeźwą analizę, będzie płacił wysoką cenę za własne błędne postrzeganie.
▪ ▪ ▪
Felix Abt jest przedsiębiorcą mieszkającym w Azji, autorem na Substack i vlogerem podróżniczym na YouTube.
W ostatnich podcastach omawiałem wyczerpywanie się zapasów kilku kategorii amerykańskich pocisków rakietowych i postanowiłem przedstawić Państwu najlepsze dostępne dane, aby pomóc w zrozumieniu ogromu problemu.
Poniższe tabele oparte są na najnowszych publicznie dostępnych analizach CSIS, Instytutu Payne’a i głównych mediów (stan na połowę 2026 roku) i przedstawiają aktualne (moim zdaniem zbyt optymistyczne) szacunki poziomu zapasów tych kluczowych systemów uzbrojenia w USA. Należy pamiętać, że rzeczywiste zapasy są tajne; są to szacunki oparte na wiedzy, pochodzące z dokumentów budżetowych Departamentu Obrony, rejestrów zamówień i wydatków zgłoszonych podczas operacji Epic Fury (wojny USA-Izrael z Iranem).
Rakiety obrony powietrznej:
System
Szacowany stan zapasów przedwojennych
Wydatki (wojna w Iranie)
Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)
Roczna produkcja
Koszt jednostkowy
PAC-3 Patriot (MSE + starsze warianty)
~3000–3500
>1200 zwolnionych
~1500–2000
600/rok (do 2030 r. wzrośnie do 2000)
~\$3,9 mln
THAAD
~500
198 zwolnionych w ciągu pierwszych 16 dni (~40%)
~300 — najbardziej krytycznie wyczerpane
~96/rok (rosnąco do 400)
15,5 mln dolarów
Antyradiacja / SEAD :
System
Szacowany stan zapasów przedwojennych
Wydatki (wojna w Iranie)
Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)
Roczna produkcja
Koszt jednostkowy
AGM-88 HARM
~1500–2000 (szacunkowo)
Nie jest to często poruszane
Nieznany
Ograniczony / malejący
~\$1M
AARGM-ER (następca HARM)
~100–200 (wczesna produkcja)
Nieznany
Nieznany
Rozkręcanie
~\$1,5 mln
Pociski uderzeniowe dalekiego zasięgu (odpalane z lądu i morza)
System
Szacowany stan zapasów przedwojennych
Wydatki (wojna w Iranie)
Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)
Roczna produkcja
Koszt jednostkowy
Tomahawk (TLAM)
~3000–4000
>1000 zwolnionych
~2000–3000
~90/rok (rosnąco do >1000)
~\$3,5 mln
JASSM-ER
~2500–3000
~1100 zwolnionych
~1400–1900
~500–600/rok
~\$1,1 mln
PrSM
~200–300 (nowy system, dostawy rozpoczęte w 2023 r.)
~320 w połączeniu z ATACMS; podobno „cały zapas” został wyczerpany
Krytycznie niski / wyczerpany
~390/rok (rosnąco)
~\2 mln dolarów
ATACMS (starsza wersja)
Pozostało ~800
Znaczna część wykorzystana
~400–500
Nie jest już dostępny
Nie dotyczy
Nie chodzi tu tylko o liczbę pocisków, którymi dysponuje obecnie US CENTCOM (tj. amerykańskie dowództwo wojskowe odpowiedzialne za wojnę z Iranem), ale o całkowitą liczbę pocisków dostępnych dla wszystkich dowództw wojskowych USA.
Jeśli te pociski zostaną równo rozdzielone pomiędzy dwa pozostałe kluczowe dowództwa – tj. EUCOM (Dowództwo Europejskie) i PACOM (Dowództwo Pacyficzne) – zaczynamy rozumieć powagę tego deficytu.
Weźmy przykład pocisku Tomahawk. Załóżmy, że zostało ich 3000 (uważam, że to dość hojne przeszacowanie), a pozostała liczba jest równo podzielona między CENTCOM, EUCOM i PACOM… To oznacza, że każde dowództwo otrzymuje 1000. Czy ktoś chce twierdzić, że w przypadku ostrej wojny z Rosją lub Chinami, EUCOM i PACOM byłyby w stanie prowadzić działania bojowe dłużej niż cztery tygodnie?
Cholera, CENTCOM wystrzelił 850 pocisków w ciągu pierwszych czterech tygodni operacji EPIC FURY.
Oto kolejny poważny problem: wszystkie osiem systemów rakietowych opiera się na pierwiastkach ziem rzadkich – nie ma wyjątków wśród nowoczesnej amerykańskiej broni precyzyjnego naprowadzania. Zależność ta jest niemal powszechna, ponieważ magnesy trwałe z pierwiastków ziem rzadkich są niezastąpione w wysokowydajnych siłownikach, silnikach naprowadzających i układach zawieszenia głowic, które zapewniają celność tej broni. A kto kontroluje łańcuch dostaw tych pierwiastków ziem rzadkich? Chiny!
Przyjrzyj się poniższej tabeli… Szacunkowa zawartość pierwiastków ziem rzadkich w poszczególnych klasach pocisków :
System rakietowy
Całkowita zawartość pierwiastków ziem rzadkich
Pierwotne pierwiastki ziem rzadkich używane
Kluczowe aplikacje
Tomahawk (BGM-109)
~1–3 kg
Nd, Pr, Dy, Tb, Sm, Co
Siłowniki płetw, silniki naprowadzające, radary samonaprowadzające
PAC-3 Patriot (MSE)
~2–5 kg
Nd, Pr, Dy, Tb, Sm, Co
Siłowniki płetw, silniki radarowe, systemy naprowadzania
Przechwytywacz THAAD
~3–6 kg
Nd, Pr, Dy, Tb, Sm, Co
Wyłącz siłowniki pojazdu, gimbale poszukiwawcze, silniki odrzutowe
ATACMS
~1–3 kg
Nd, Pr, Dy, Tb
Siłowniki płetw, silniki naprowadzające
PrSM
~1–3 kg
Nd, Pr, Dy, Tb
Siłowniki płetw, silniki naprowadzające
JASSM-ER
~1–2 kg
Nd, Pr, Dy, Tb, Sm
Siłowniki płetw, stabilizacja głowicy
AGM-88 HARM
~0,5–1,5 kg
Nd, Pr, Dy, Tb
Silniki gimbala Seeker, siłowniki płetw
AARGM-ER
~0,5–1,5 kg
Nd, Pr, Dy, Tb
Silniki gimbala Seeker, siłowniki płetw
Łańcuch dostaw nie dotyczy tylko górnictwa — obejmuje również przetwarzanie, separację i produkcję magnesów , które kontrolują Chiny:
Górnictwo : Chiny ~60% światowej produkcji tlenków metali ziem rzadkich
Rafinacja/Separacja : Chiny ~91%
Produkcja spiekanych magnesów NdFeB : Chiny **~94%**
Analiza Royal United Services Institute (znanego również jako RUSI) wskazuje, że:
Szeroko zakrojona działalność produkcyjna magnesów w Chinach nie tylko zapewnia znaczne oszczędności wynikające ze skali, ale jest również wspierana przez dużą sieć dostawców sprzętu, którzy stanowią podstawę procesu produkcji magnesów.
Tego ekosystemu – pieców przemysłowych, szlifierek, pras i wiedzy technicznej – nie da się szybko odtworzyć. Warto również zauważyć, że kobalt jest tu wyjątkiem – nie jest pierwiastkiem ziem rzadkich, ale jest niezbędny do produkcji magnesów samarowo-kobaltowych (SmCo) stosowanych w radarach rakietowych i siłownikach wysokotemperaturowych. Wydobycie koncentruje się w Demokratycznej Republice Konga, ale Chiny dominują w rafinacji.
Im dłużej Donald Trump kontynuuje wojnę z Iranem, tym większe szkody wyrządza potencjałowi armii USA. Pomyślcie o tym.
Pepe i ja przedstawiamy najnowsze informacje na temat dynamiki dyplomatycznej stojącej za wojną w Iranie:
Nima i ja omawiamy plany Iranu dotyczące wyparcia USA z Zatoki Perskiej:
Mario zapytał mnie o obietnicę Donalda Trumpa, że „sprowadzi piekło” na Iran:
Sulaiman Ahmed również był zafascynowany planami USA dotyczącymi rozszerzenia wojny z Iranem:
Matthew Ehret gościł mnie i legendarnego dziennikarza Martina Sieffa w świetnej dyskusji na temat wojny z Iranem:
Jeszcze kilka tygodni temu mówiło się o „celowych atakach odwetowych” lub „ograniczonych działaniach militarnych”.
Teraz nawet „ Washington Post” pisze w zupełnie innym tonie.
Gazeta otwarcie stwierdza, że USA i Iran „krok po kroku cofają się w kierunku wojny na pełną skalę ”. Inny nagłówek głosi, że USA „są na skraju powrotu do wojny na pełną skalę z Iranem ”. ( The Washington Post )
To niezwykłe. Bo kiedy czołowy amerykański portal medialny zaczyna mówić o „wojnie totalnej ”, zmienia się percepcja opinii publicznej. To, co wcześniej przedstawiano jako konflikt ograniczony, teraz jawi się jako potencjalna wojna obejmująca cały region.
Sama gazeta podaje powód: Każda nowa fala ataków, każdy kontratak i każdy zabity żołnierz przekraczają kolejne „czerwone linie”. Zawieszenie broni praktycznie zawiodło, walki eskalują, a powrót do wojny na pełną skalę wydaje się coraz bardziej prawdopodobny. ( The Washington Post )
Jednocześnie kilka głównych amerykańskich mediów codziennie donosi o nowych nalotach, kolejnych ofiarach wśród żołnierzy amerykańskich i rozszerzeniu działań wojennych na Jordanię, Kuwejt, Bahrajn i Cieśninę Ormuz. Nawet w rządzie USA otwarcie przyznaje się, że operacja ta przeradza się w długotrwały konflikt zbrojny.
Ten rozwój sytuacji pokazuje przede wszystkim jedno: zmienia się dyskurs publiczny. W głównych zachodnich mediach pojawiają się terminy takie jak „powrót do wojny na pełną skalę” czy „wojna totalna” . Nie można na tej podstawie stwierdzić, czy odzwierciedla to rzeczywiste oczekiwania militarne, ocenę dziennikarską, czy też przygotowania polityczne opinii publicznej. Jedno jest jednak pewne: możliwość wybuchu znacznie większej wojny jest teraz otwarcie dyskutowana – i nie jest już marginalizowana.
Jak zwykle, plotki głoszą, że liczba ofiar jest znacznie wyższa, niż przyznają Stany Zjednoczone, zwłaszcza biorąc pod uwagę wstępne doniesienia o „zaginionych żołnierzach”, wciąż uwięzionych pod gruzami. Były pilot sił powietrznych USA opublikował następującą wiadomość:
Dalsze raporty wskazują na zniszczenie dużej liczby amerykańskich samolotów, od śmigłowców Blackhawk po potencjalnie F-15 i bezzałogowe platformy dronów:
Jedną z najgłośniejszych historii dotyczących ataku jest twierdzenie amerykańskich urzędników, że Rosja i Chiny odegrały kluczową rolę w dostarczaniu Iranowi wysokiej jakości celów do ataków na wrażliwe miejsca. Niektórzy twierdzą (patrz poniżej), że Rosja w ostatnich tygodniach kontynuowała dostawy znacznych ilości materiałów do Iranu:
Kongresmen USA Riley Moore był zszokowany „precyzją”, z jaką Iran był w stanie zaatakować amerykańskie obiekty, zwłaszcza w Jordanii, i doszedł do wniosku, że Rosja i Chiny muszą pomagać:Nie można załadować wideo.
Precyzję tę potwierdza fakt, że irańskie rakiety trafiły dokładnie w rejon stacjonowania wojsk w bazie lotniczej Muwaffaq al Salti w Jordanii.
Oto nagranie z ataku – widać irańskie rakiety beztrosko przelatujące obok amerykańskich myśliwców Patriot. Druga część, w 0:15, pokazuje nagranie z wnętrza bazy nagrane przez amerykańskich żołnierzy, którzy zostali trafieni:Nie można załadować wideo.
Druga ważna część historii kręci się wokół faktu, że wojska i zasoby USA są coraz bardziej wypychane z regionu, coraz głębiej w głąb. To nie tylko osłabia możliwości USA w zakresie ataków na Iran, ale także stopniowo koncentruje wojska amerykańskie w newralgicznych obszarach, takich jak baza jordańska, co pozwala Iranowi na ich eliminację.
Jeden z rosyjskich analityków zauważa, że w miarę jak inni sojusznicy Zatoki Perskiej ograniczają działalność USA, Stany Zjednoczone są zmuszone zajmować coraz bardziej niepewne pozycje:
DLACZEGO IRAN SKUPIA SIĘ TERAZ NA JORDANII
Wraz z eskalacją wojny Waszyngton wycofał siły z Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru – krajów bardziej narażonych i politycznie kruchych – i skoncentrował je w Jordanii. Podczas gdy inni sojusznicy z Zatoki Perskiej ograniczali prawa USA do bazowania i przelotów, Jordania po cichu stała się główną platformą amerykańskich operacji powietrznych nad Syrią, Irakiem i całym regionem.
Właśnie dlatego Iran zwrócił się ku niej. Kiedy wróg konsoliduje się w jednym miejscu, to miejsce staje się celem. Atak na bazy w Azraq i King Faisal nie dotyczy pojedynczego lotniska – to próba sprawienia, by goszczenie sił amerykańskich kosztowało więcej, niż jest warte, i zdestabilizowania ostatniej platformy, którą Waszyngton uważał za bezpieczną.
Tempo mówi wszystko: cztery ataki w ciągu pięciu dni, dziesiątki rannych żołnierzy amerykańskich i znaczna liczba uszkodzonych amerykańskich śmigłowców Blackhawk, jak donosi NYT. Iran nie tylko sygnalizuje zamiary – pokazuje również, że nadal posiada znaczne zapasy rakiet i może teraz dotrzeć do miejsca, które Stany Zjednoczone uważały za bezpieczne.
Jordania, w której znajdują się główne amerykańskie bazy lotnicze, zyskała na znaczeniu w okresie poprzedzającym wojnę i na jej początku,gdy Pentagon przerzucił część wojsk z Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru do stosunkowo bezpieczniejszych lokalizacji w Jordanii i Izraelu.Rola tego kraju w operacjach USA tylko wzrosła, ponieważ inni sojusznicy USA w regionie ograniczyli możliwość stacjonowania wojsk i lotów nad ich terytoriami przez Waszyngton,poinformowali przedstawiciele władz USA.
Jak widać, Iran zmusza USA do odwrotu, niszcząc bazy regionalne położone najbliżej samego Iranu. Teraz niektórzy irańscy politycy sugerują nawet, że Iran mógłby przeprowadzić własną ofensywę lądową, aby zająć bazy amerykańskie w sąsiednim Kuwejcie.
Można przypuszczać, że tymi dwiema bazami będą Camp Buehring w północnym Kuwejcie, około 100 km od granicy z Iranem, a być może także Camp Arifjan lub baza lotnicza Ali Al Salem.
Były irański minister spraw zagranicznych Manouchehr Mottaki powiedział również irańskim mediom:
„Moja propozycja jest taka, żebyśmy przeprowadzili atak lądowy na jedną z amerykańskich baz w regionie, pojmali 100 Amerykanów i odwieźli ich do Iranu”.
Nie można załadować wideo.
Najprawdopodobniej to tylko irańska taktyka psychologiczna, mająca na celu zaserwowanie USA własnej „strategicznej niejednoznaczności” i skłonienie ich do zastanowienia się dwa razy przed podjęciem jakiejkolwiek operacji lądowej. Ale biorąc pod uwagę to, co widzimy, wypychając USA z regionalnych baz, kto wie, co może się wydarzyć?
Być może jeśli Trump będzie przeciągał tę wojnę wystarczająco długo, Iran rozproszy amerykańskie aktywa do takiego stopnia, że taki transgraniczny atak na Kuwejt będzie mógł być realny jako ostateczny, upokarzający cios. Trudno odgadnąć intencje kraju, którego całe przywództwo zostało „odnowione” przez wojnę.
Takie nowe kierownictwo mogłoby całkowicie odrzucić dotychczasowe kalkulacje. Na przykład, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu zaproponował niedawno, aby Iran mógł nawet odwrócić swoją doktrynę nuklearną poprzez wycofanie się z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który zabrania Iranowi nabywania broni jądrowej:
Ebrahim Rezaei, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu,powiedział, że Iran może rozważyć wycofanie się z Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), zmianę doktryny nuklearneji zamknięcie cieśniny Bab al-Mandab, a także cieśniny Ormuz, jeśli Stany Zjednoczone przeprowadzą kolejny atak na ten kraj.
Teraz Iran z dumą demonstruje swoją zdolność do odbudowy po amerykańskich atakach. W sieciach pojawiło się mnóstwo filmów pokazujących Iran odbudowujący mosty i tunele, które zostały uszkodzone w wyniku amerykańskich ataków w ciągu ostatniego tygodnia.
Za pośrednictwem tłumaczenia dubbingowego AI: Nie można załadować wideo.
Tunel, o którym mowa w pierwszym powyższym nagraniu wideo, znajduje się podobno na współrzędnych geograficznych 27.5829, 56.2498 , co umiejscowiłoby go tutaj w odniesieniu do Bandar Abbas:
Ostatnio rozmawialiśmy o planie USA, mającym na celu potencjalne odcięcie Bandar Abbas od sąsiednich regionów. Teraz widzimy, że Irańczycy odblokowali już wiele tuneli i naprawiają również mosty.
Należy również zauważyć, że prawdopodobnym wektorem potencjalnego planu „operacji lądowej” dla USA nie byłoby zajęcie samego Bandar Abbas, lecz raczej odcięcie Bandar Abbas w celu odizolowania pobliskiej wyspy Keshm. Keshm jest prawdopodobnie w całości zaopatrywane przez region Bandar Abbas, a zatem odcięcie tego regionu od dostaw z zewnątrz odizolowałoby Keshm, czyniąc go podatnym na ataki.
Wiemy, że Keszm, podobnie jak Charg, jest rozważany przez USA pod kątem jakiejś operacji desantowej. Wyspa Keszm byłaby kluczowa ze względu na swoje strategiczne położenie w samym sercu Cieśniny Ormuz, co teoretycznie pozwoliłoby USA kontrolować cieśninę:
Trump pozostaje niezrażony stratami własnych żołnierzy, określając to wydarzenie po prostu jako „smutne”. Stany Zjednoczone rozpoczynają nową rundę ataków, które eskalowały, uderzając w bardziej krytyczną infrastrukturę Iranu: zeszłej nocy Stany Zjednoczone zaatakowały irańską elektrownię jądrową w Darkhovin , która według MAEA nie zawiera jeszcze żadnych materiałów jądrowych.
Iran ponownie odpowiedział w podobny sposób, niszcząc kluczowy kuwejcki zakład naftowy i „zakład destylacji wody”:
W tym momencie Trump ma mniej planu niż kiedykolwiek wcześniej. Jest teraz uwięziony w klasycznym zugzwangu, który sam stworzył, i musi kontynuować bezcelowe bombardowania, aby zachować swój narcystyczny wizerunek, ponieważ porażka z Iranem zmiażdżyłaby jego ego. Jesteśmy świadkami, jak Irańczycy w krótkim czasie odbudowują wszystko, co zostało zniszczone, jednocześnie nadal uszczuplając amerykańskie aktywa i potencjał w regionie – podobno dziś rano zestrzelono czwarty w ciągu ostatnich kilku dni bezzałogowy samolot bojowy MQ-9 Reaper.
Konflikt przerodził się nie tylko w globalną farsę, ale wręcz w oczywistą osobistą zemstę dla chwiejnego Trumpa, który przelewa resztki świętej krwi i skarbów swojego kraju w szaleńczym pościgu za wiatrakami, który skazał cały jego naród na zagładę. Możemy tylko siedzieć i patrzeć, jak daleko posunie się w tej fanatycznej wyprawie, mając nadzieję, że Sancho sprowadzi go z powrotem na ziemię.
W ciągu ostatnich 24 godzin charakter wojny wyraźnie się zmienił. Nie jest to już przede wszystkim wojna przeciwko pozycjom wojskowym, ale coraz bardziej wojna przeciwko infrastrukturze, od której zależą zwykli ludzie. Każdy, kto chce zrozumieć, dokąd zmierza ten konflikt, powinien zacząć właśnie od tego szczegółu.
Mosty, tunele, zakłady odsalania wody
Potwierdzono uszkodzenie co najmniej czterech mostów, w tym kluczowego połączenia między Bandar Abbas a Szyrazem, którego zniszczenia mówią same za siebie na dostępnych nagraniach. Jednocześnie Amerykanie zaatakowali oba wyjścia z głównego tunelu w pobliżu Bandar Abbas – najwyraźniej w celu odizolowania miasta jako bazy morskiej w południowym Iranie. Według nagrania strona irańska rozpoczęła już naprawę tunelu.
Inne cele obejmowały bazę rakietową Imam Ali na zachodzie kraju, wieżę kontroli żeglugi w porcie Czabahar (Szahid Kalantari Port) nad Zatoką Omańską, której zniszczone pozostałości zostały publicznie wystawione przez amerykańskiego Sekretarza Obrony, zakład odsalania wody morskiej w południowym Iranie oraz eksplozje w Buszehr, Darabie i okolicach Bandar Abbas. (Wyspa Larak, wspomniana w niektórych raportach w tym miejscu, pojawia się w innych dostępnych raportach agencji – jako punkt ostrzegawczy w transmisji radiowej Marynarki Wojennej USA do okrętów, a nie jako lokalizacja tej wieży).
W tym miejscu kryje się rozbieżność, którą należy wyjaśnić, ponieważ wiele mówi ona o naturze tej fazy wojny: Zdecydowana większość wspomnianych celów to infrastruktura cywilna – mosty i tunele użytkowane przez zwykłych ludzi, a nie instalacje wojskowe. Według jednej z relacji, w pojazdach uderzonych w mosty znajdowały się zwykłe rodziny, w tym kierowca ciężarówki i rodzice jadący do szpitala w sąsiednim mieście. Wyraźnie przedstawiam tę relację jako twierdzenie jednej ze stron konfliktu – nie zostało ono niezależnie zweryfikowane. Niezależne potwierdzenie dotyczy jednak samego faktu, że ataki dotyczą mostów i tuneli.
Kto mógłby wywierać wpływ na Waszyngton?
Odpowiedź jest wąsko zdefiniowana: mediatorami nie są państwa trzecie, ale właśnie te reżimy, w których znajdują się amerykańskie bazy. Gdyby wspólnie zadeklarowały swoją ciągłą niechęć do udziału, kontynuacja obecnej kampanii byłaby dla Waszyngtonu praktycznie niemożliwa. Takiej zbiorowej odmowy jeszcze nie zaobserwowano; pakistańskie wysiłki mediacyjne ograniczają się zasadniczo do przekazywania informacji.
W odpowiedzi Iran zaczął atakować zakłady odsalania wody i elektrownie w Kuwejcie. Według Ministerstwa Energii Kuwejtu, uszkodzeniu uległy zarówno zakład odsalania wody, jak i elektrownia. Logika tego jest dwojaka: po pierwsze, Kuwejt, według dostępnych szacunków, zapewnia największe wsparcie dla kampanii amerykańskiej i utrzymuje siły powiązane z potencjalną inwazją lądową. Po drugie, jest to lustrzane odbicie ataków na porównywalne cele cywilne w Iranie – szpitale, w tym szpitale dziecięce, zakłady odsalania wody, mosty i tunele.
Według dostępnych informacji w ciągu najbliższych dwóch, trzech dni spodziewane są poważniejsze ciosy zarówno dla sił amerykańskich, jak i reżimów, które je goszczą.
Dokładność wzrasta – i jest na to techniczne wytłumaczenie.
Iran naprowadzał swoje pociski w poprzedniej dwunastodniowej wojnie za pomocą GPS – systemu kontrolowanego przez Amerykanów, który technicznie jest zdolny do fałszowania współrzędnych. W rezultacie niektóre ataki chybiły celu. Istnieje historyczna analogia: w 1993 roku Stany Zjednoczone zignorowały sygnał GPS chińskiego statku, który podejrzewano – jak się później okazało, niesłusznie – o transport broni chemicznej. Następnie Chiny opracowały własny system nawigacji satelitarnej, który według dostępnych szacunków jest obecnie w trzeciej generacji i przewyższa GPS pod względem możliwości. Iran najwyraźniej przeszedł na ten system 28 lutego – może to tłumaczyć znaczny wzrost dokładności ostatnich ataków.
Geografia jako siła sama w sobie
Stare powiedzenie głosi, że wojna to sposób, w jaki los uczy Amerykanów geografii. Ta lekcja dotyczy nie tylko mapy, ale także inwentaryzacji obozów.
Wzdłuż irańskiego wybrzeża, rozciągającego się na odcinku około 320 kilometrów od Kisz do Sirik, znajduje się około 1000 wyrzutni rakietowych – strona amerykańska po prostu nie jest w stanie ich wszystkich unieszkodliwić.
Iran natomiast zadowala się znacznie mniej inwazyjnym zadaniem metodycznego unieszkodliwienia około dziewięciu celów wojskowych: baz w Kuwejcie, Bahrajnie, Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz obu baz lotniczych w Jordanii, poprzez selektywne niszczenie magazynów, hangarów i składów sprzętu. Wymowny przykład: dron rozpoznawczy stacjonujący w Jordanii, wart około ćwierć miliarda dolarów, musiał zostać pospiesznie przeniesiony na Cypr lub do Włoch, ponieważ pozostanie w pierwotnej lokalizacji stało się zbyt ryzykowne.
Jeśli Iran ukończy te prace, amerykańska obecność wojskowa w Zatoce Perskiej przestanie istnieć w obecnej formie – a Waszyngton nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko uciec się do baz w samym Izraelu, co z kolei uczyniłoby terytorium Izraela kolejnym prawdopodobnym celem. Jeśli Stany Zjednoczone będą kontynuować ataki, cały świat odczuje konsekwencje gospodarcze – nie tylko region, ponieważ dotyczy to globalnego, a nie lokalnego rynku energii – zgodnie z ostrzeżeniem wydanym jeszcze przed obecną eskalacją.
Ekspansja do irackiego Kurdystanu, Jordanii, Kuwejtu i Omanu
W nocy Iran przypuścił zmasowany atak na cele w irackim Kurdystanie; góry dosłownie stanęły w płomieniach, a wtórne detonacje wskazują na trafienie w składy amunicji. Doradca wojskowy Najwyższego Przywódcy oświadczył w wywiadzie dla telewizji państwowej, że kraj wkracza w nową fazę i rozpocznie znacznie intensywniejsze ataki; spodziewano się eskalacji na Morzu Czerwonym, a także wzmożonej aktywności irackich sił oporu, które – według tej oceny – miały lepszy dostęp do zasobów niż Hezbollah, którego linie zaopatrzeniowe były blokowane przez proamerykańskie struktury w Syrii.
Nad Jordanią wykryto co najmniej osiem lub dziewięć pocisków, a także zgłoszono pożary; pojawiły się również doniesienia o płonących obiektach w bazach wojskowych w Kuwejcie. Oman, który wcześniej starał się zachować neutralność, również znalazł się na liście celów, ponieważ pod presją zgodził się na żądania Amerykanów – Iran nie chce robić wyjątków, nawet jeśli decyzja została podjęta pod przymusem. Według lokalnych źródeł, baza w Bahrajnie jest uważana za wyjątkowo dużą; znaczna część ataków wydaje się być wymierzona w technologie i sprzęt, które byłyby potrzebne do potencjalnej operacji lądowej.
Oświadczenie, najwyraźniej pochodzące od sił irańskich, oskarża Waszyngton o ucieczkę z pola bitwy zamiast przyznania się do porażki i ukrywanie tego poprzez ataki na szpitale, mosty, linie kolejowe, lotniska, porty i węzły komunikacyjne. Ponieważ żadna instytucja międzynarodowa nie jest w stanie powstrzymać takich działań, oświadczenie powołuje się na koraniczną normę proporcjonalnego odwetu. Nawiązuje to do poprzedniej 40-dniowej wojny: wówczas katarskie złoże gazu Północ/Południe Pars było jednym z pierwszych celów infrastrukturalnych, a irański kontratak na Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt był tak druzgocący, że Trump publicznie oświadczył, że nie będzie się powtarzał. Iran wydaje się teraz powielać właśnie tę strategię odstraszania.
Dlaczego nie bezpośrednio Izrael?
Krążą dwa wyjaśnienia. Po pierwsze, obecny konflikt to przede wszystkim walka o kontrolę nad Cieśniną Ormuz, a cała koalicja przeciwko Iranowi jest zbudowana wokół Izraela – zwycięstwo Iranu w cieśninie byłoby już strategiczną porażką samego Izraela. Po drugie, lepiej byłoby, gdyby sam Netanjahu wykonał pierwszy krok, ponieważ byłoby to dla niego kosztowne przed nadchodzącymi wyborami, podczas gdy atak ze strony Iranu mógłby, przeciwnie, zapewnić mu poparcie polityczne w kraju.
Jednocześnie pojawiły się doniesienia, że Izrael tworzy nową bazę wojskową w południowym Libanie, w wiosce zniszczonej specjalnie w tym celu – kalkulacja ta sztucznie rozkłada ciężar na dwa fronty, podczas gdy USA prowadzą wojnę bezpośrednio z Iranem. Jednak takie manewry taktyczne nie negują kluczowego faktu strategicznego: kontrola nad cieśniną i postępy programu nuklearnego pozostają w rękach Iranu, niezależnie od tego, co dzieje się na peryferiach.
Stan amerykańskich arsenałów
Na szczególną uwagę zasługuje jeden szczegół. Platforma HIMARS może wykorzystywać trzy rodzaje amunicji: kierowane rakiety wieloprowadnicowe o zasięgu około 20 mil – bezużyteczne przeciwko celom w Iranie; pociski ATACMS o zasięgu około 180 mil – również niewystarczające; oraz niezwykle celny pocisk rakietowy PrSM o zasięgu około 300 mil, który w rzeczywistości byłby wystarczający. Według dostępnych informacji wyprodukowano zaledwie 56 sztuk. Przy zużyciu ośmiu jednostek dziennie, ten zapas teoretycznie wystarczyłby na tydzień.
Rozmieszczone są również pociski Tomahawk, pociski manewrujące JASSM i pociski przeciwradarowe HARM, ale ich zapasy również maleją – globalny arsenał pocisków Tomahawk szacuje się na około 2500 jednostek, przy czym dowództwa regionu Indo-Pacyfiku i Europy korzystają z tej samej puli. Ponieważ magnesy w systemach naprowadzania tych pocisków wykonane są z metali ziem rzadkich kontrolowanych przez Chiny, strat nie da się szybko uzupełnić. Co istotne, słowo „miny” nie pada w żadnym z publicznych oświadczeń – mimo to Iran może w każdej chwili znacznie zmniejszyć rozmiar cieśniny i wstrzymać żeglugę do czasu spełnienia swoich żądań.
Dane o ruchu mówią same za siebie: wczoraj przepłynęło osiem statków, a dzień wcześniej piętnaście – wyłącznie szlakiem północno-irańskim, podczas gdy w południowej części cieśniny nic się nie dzieje. Armatorzy i ubezpieczyciele dawno już zdecydowali, czyja kontrola jest bardziej niezawodna. Pouczające jest tutaj doświadczenie bombardowania Jugosławii: wówczas również dla każdej kampanii infrastrukturalnej znajdowano objazdy – samo zniszczenie mostów raczej nie przezwycięży realiów geograficznych.
Projekt Wolność
Oficjalne stanowisko USA nosi nazwę „Projekt Wolność” – ten sam plan, który próbowano wprowadzić 4 maja, początkowo planowany na dwa tygodnie, ale wstrzymany po 36 godzinach, gdy Arabia Saudyjska odmówiła udostępnienia przestrzeni powietrznej i baz. Cel: unieszkodliwienie wszystkiego, co pozwala Iranowi blokować żeglugę – pocisków rakietowych, dronów, motorówek, systemów dowodzenia, czujników, radarów, logistyki – a jednocześnie osłabienie zdolności Iranu do odwetu na państwach Zatoki Perskiej, bazach USA i Izraelu. Logika: ponieważ Iran nie posiada broni jądrowej, cieśnina jest jego najważniejszym strategicznym atutem i musi zostać mu trwale odebrana.
Zastrzeżenie jest oczywiste: jedyną prawdziwie zwycięską wojną prowadzoną przez Stany Zjednoczone od 1945 roku była pierwsza wojna w Zatoce Perskiej. Rzeczywistość geograficzną można było zasadniczo zmienić tylko na dwa sposoby – wysyłając dwa do trzech milionów żołnierzy, co spowodowałoby straty od 200 000 do 300 000 istnień ludzkich i kosztowałoby od dwóch do trzech bilionów dolarów w ciągu dekady, albo mianując gubernatora takiego jak szach. Obie opcje są dziś równie nieosiągalne. Właśnie o to chodzi w stwierdzeniu, że geografia ma swoją własną moc – a w tym przypadku ta moc jest po stronie Iranu.
Wewnętrzne rozłamy polityczne w USA
Kilka dużych stacji telewizyjnych podobno odmówiło emisji jednego z ostatnich przemówień Trumpa, podczas gdy inne potraktowały je z jawnym sceptycyzmem. Około 100 głosów w Kongresie – większość nie została osiągnięta, ale sam fakt jest wymowny – padło przeciwko kolejnemu pakietowi pomocy wojskowej dla Izraela. Na horyzoncie pojawia się również bardzo realny problem: niedobór oleju napędowego, który według szacunków stanie się krytyczny w ciągu 30 do 45 dni – właśnie wśród kierowców ciężarówek dalekobieżnych i innych konsumentów oleju napędowego, z których znaczna część głosowała na obecną administrację.
Nawet gdyby cieśnina została otwarta dzisiaj, przywrócenie normalnego przepływu ropy i paliwa zajęłoby od dwóch do trzech miesięcy, co uniemożliwia realny powrót do normalnych dostaw przed listopadem.
Arabia Saudyjska, Turcja, Azerbejdżan
Arabia Saudyjska jest jedynym państwem Zatoki Perskiej, którego Iran jeszcze nie zaatakował. Decyzja o ataku na Hutich wydaje się być błędem strategicznym: Rijad sprowokował w ten sposób kontratak na co najmniej jedno, a może dwa lotniska, a także zagroził portowi w Janbu. Szef pakistańskiego Sztabu Generalnego podobno skontaktował się bezpośrednio z saudyjskimi władzami i wezwał do wycofania wojsk, które następnie nastąpiło. W tym kontekście Rada Współpracy Zatoki Perskiej wydaje się dość ironiczna – niewiele wskazuje na jedność między Arabią Saudyjską, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Katarem. Pakistan najwyraźniej próbuje zbudować szerszy panislamski sojusz z Egiptem, Turcją, Arabią Saudyjską, a nawet samym Iranem przeciwko polityce Izraela w regionie – jak dotąd to raczej plan niż rzeczywistość.
Zaleca się ostrożne podejście do Azerbejdżanu i Turcji, ponieważ są to oceny z jednej strony konfliktu: nastroje społeczne w Azerbejdżanie są uważane za proirańskie, podczas gdy Baku kontynuuje relacje biznesowe z Izraelem i dostawy ropy naftowej. Przypisuje się tureckim władzom, że wyświadczyły Izraelowi prawdopodobnie największą przysługę, destabilizując Syrię. Żadne z państw nie jest obecnie oskarżane o bezpośrednie wsparcie militarne ataków na terytorium Iranu.
Wniosek
Ataki na mosty, tunele i zakłady odsalania wody po obu stronach oznaczają przejście do fazy, w której coraz częściej atakowana jest infrastruktura cywilna, a nie wojskowa – jakościowo inny etap niż zaledwie tydzień temu.
Obraz strukturalny pozostaje ten sam: po stronie amerykańskiej zapasy amunicji precyzyjnej, których nie da się uzupełnić w krótkim czasie, maleją, a w regionie tracone są kolejne przyczółki. Po stronie irańskiej stawką jest kontrola nad geografią cieśniny – kontrola, której nie da się podważyć samymi bombardowaniami bez pełnej obecności lądowej, na którą strona amerykańska nie ma ani sił, ani gotowości. To, czy któraś ze stron jest gotowa zaoferować coś więcej niż kolejny cykl ataków i deklaracji, okaże się w nadchodzących tygodniach.
Jak dotąd nie ma na to żadnych oznak z żadnej strony.
W obszernej rozmowie z komentatorem politycznym Dannym Haiphongiem, brazylijski dziennikarz i ekspert geopolityki Pepe Escobar analizuje niedawną eskalację wojny z Iranem. Koncentruje się na atakach na most króla Fahda między Bahrajnem a Arabią Saudyjską, irańskich atakach na infrastrukturę energetyczną i portową w Zatoce Perskiej, tajemniczym zdarzeniu awaryjnym z udziałem myśliwca F-35 oraz rosnącym zagrożeniu, że Jemen i cieśnina Bab al-Mandab zostaną w pełni wciągnięte w konflikt.
Escobar postrzega wojnę jako coś więcej niż konflikt regionalny: dla niego atak jest również skierowany przeciwko integracji gospodarczej Eurazji, Chinom, Rosji i krajom BRICS, a także przeciwko stopniowemu upadkowi systemu petrodolara.
„Most po moście”: Iran odpowiada na ataki na swoją infrastrukturę
Na początku wywiadu Haiphong opisuje nowy poziom irańskich działań odwetowych. Według niego, po tym, jak Stany Zjednoczone zbombardowały kilka mostów w Iranie, Teheran odpowiedział atakiem na strategicznie wrażliwy węzeł komunikacyjny: most im. Króla Fahda, łączący Bahrajn z Arabią Saudyjską.
W tym samym czasie zaatakowano amerykańskie bazy wojskowe w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Mniej więcej w tym samym czasie doszło do awarii myśliwca F-35. Chociaż bezpośredni związek z atakiem irańskim nie został potwierdzony, należy zauważyć, że Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) konsekwentnie bardzo powściągliwie informuje o własnych stratach lub problemach technicznych.
Bahrajn również został mocno dotknięty w nocy. Według doniesień wspomnianych w wywiadzie, rafineria BAPCO i inne kluczowe obiekty infrastruktury energetycznej regionu Zatoki Perskiej zostały zaatakowane przez irańskie rakiety. Jednocześnie CENTCOM poinformował o zaatakowaniu dziesiątek celów wzdłuż południowego wybrzeża Iranu.
Escobar jasno daje do zrozumienia, że jego zdaniem irańskie ataki nie są bezładne. Stanowią część kontrolowanej i stopniowo eskalującej reakcji. Teheran próbuje wyrządzić szkody, nie wyczerpując natychmiast wszystkich możliwości eskalacji.
Przesłanie jest takie, że Iran jest w stanie dotrzeć do strategicznych szlaków transportowych, portów, rafinerii, baz lotniczych i centrów energetycznych sojuszników USA w Zatoce Perskiej. Jak dotąd jednak ograniczył się do wyważonych ostrzeżeń.
Most Króla Fahda jako strategiczny sygnał ostrzegawczy
Most Króla Fahda, o długości około 25 kilometrów, to coś więcej niż zwykłe połączenie drogowe. Łączy on bezpośrednio wyspę Bahrajn z kontynentalną Arabią Saudyjską, a zatem ma ogromne znaczenie gospodarcze, militarne i polityczne.
Escobar wyjaśnił, że sam przejechał przez ten most. Pod względem regionalnego znaczenia można go porównać – z pewnymi ograniczeniami – do Mostu Krymskiego. Nie dlatego, że obie konstrukcje są identyczne, ale dlatego, że pełnią funkcję technicznie zaawansowanych i wysoce symbolicznych łączników politycznych między dwoma strategicznie ważnymi regionami.
W momencie wywiadu prawdziwy rozmiar zniszczeń wciąż nie był jasny. Możliwe, że irański atak początkowo miał być jedynie ostrzeżeniem. Escobar ostrzegał jednak:
„Od tej chwili nie będzie już żadnych strzałów ostrzegawczych”.
Dla niego atak ma zatem mniejsze znaczenie ze względu na natychmiastowe szkody, a większe ze względu na przesłanie, jakie ze sobą niesie. Iran pokazał, że potrafi dotrzeć do kluczowego punktu dla Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej. Jeśli eskalacja będzie się utrzymywać, przyszły atak może być o wiele bardziej destrukcyjny.
Iran mógłby podjąć próbę całkowitego zablokowania mostu, odcinając tym samym Bahrajn, przynajmniej tymczasowo, od bezpośredniego szlaku lądowego do Arabii Saudyjskiej. Byłoby to szczególnie drażliwe, ponieważ Bahrajn jest nie tylko bliskim sojusznikiem Waszyngtonu, ale także siedzibą dowództwa Piątej Floty USA.
Atak na Czabar: Waszyngton nie bombarduje tylko Iranu
Escobar zareagował ze szczególną wściekłością na bombardowanie infrastruktury portowej w Czabaharze w południowo-wschodnim Iranie. Podkreślił, że wieża kontroli lotów, w którą uderzono, nie była pierwotnie instalacją wojskową. Kontrolowała ona cywilny ruch towarowy i funkcjonowanie portu.
Escobar zna ten port z pierwszej ręki. Odwiedził Czabahar na potrzeby filmu dokumentalnego „Złoty Korytarz” i zbadał znaczenie tego miejsca dla przyszłego powiązania gospodarczego Eurazji.
Czabahar znajduje się w prowincji Sistan i Beludżystan nad Zatoką Omańską, niedaleko granicy z Pakistanem. Port jest kluczowym elementem Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe, który ma połączyć Indie, przez Iran, z Rosją, Azją Środkową i innymi krajami.
Korytarz ten umożliwia przekierowanie części handlu z pominięciem tradycyjnych, zdominowanych przez Zachód szlaków handlowych, w szczególności szlaku przez Kanał Sueski. Jednocześnie tworzy nowe możliwości transportu, które nie są całkowicie uzależnione od systemu handlowego opartego na dolarze.
Główna teza Escobara brzmi zatem następująco: Atakując Czabahar, Stany Zjednoczone nie tylko bombardują irański port. Atakują jeden z najważniejszych przyszłych korytarzy transportowych między Rosją, Iranem i Indiami.
Czabahar jest cywilnym centrum nowej euroazjatyckiej architektury handlowej. Atak jest zatem pośrednio skierowany przeciwko kilku państwom jednocześnie.
Escobar ujmuje to drastycznie: ktokolwiek bombarduje Czabar, bombarduje część nowego Jedwabnego Szlaku, a tym samym także Iran, Rosję, Indie i Chiny.
Czabar i Gwadar: dwa porty, jedna strategiczna sieć
Port Gwadar leży zaledwie około 80 kilometrów od Czabaharu po stronie pakistańskiej. Stanowi centralny element chińsko-pakistańskiego korytarza gospodarczego, jednego z najważniejszych projektów w ramach chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Według Escobara, Czabahar i Gwadar stają się coraz bardziej siostrzanymi portami. Gdyby Czabahar był tymczasowo niedostępny z powodu amerykańskich ataków, irańskie towary mogłyby być transportowane drogą lądową do Pakistanu i wysyłane z Gwadaru.
To pokazuje, jak trudno jest faktycznie odciąć Iran od gospodarki. Stany Zjednoczone mogłyby zbombardować poszczególne porty, drogi, mosty czy linie kolejowe. Jednak powstającej sieci alternatywnych szlaków handlowych nie da się łatwo zniszczyć.
Pakistan otworzył kilka korytarzy lądowych dla handlu z Iranem. Dzięki temu Iran może kontynuować eksport, nawet jeśli jego porty w Zatoce Perskiej zostaną zablokowane lub uszkodzone.
Chiny popierają ten rozwój, ponieważ Pekin utrzymuje strategiczne partnerstwa zarówno z Pakistanem, jak i Iranem. Oba kraje są ważnymi elementami Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Escobar uważa, że to jest głębszy powód ataków: Waszyngton próbuje nie tylko uderzyć w dochody Iranu i szlaki transportowe, ale także zakłócić całą sieć euroazjatycką.
Bandar Abbas ma zostać odcięty od reszty Iranu
Oprócz Czabaharu, zaatakowano również mosty i połączenia transportowe w pobliżu Bandar-Abbas. Bandar-Abbas jest najważniejszym portem Iranu w Zatoce Perskiej i ma kluczowe znaczenie dla eksportu energii z tego kraju.
Escobar twierdzi, że osobiście odwiedził również ten port. Opisuje go jako ogromny kompleks i kluczowe centrum irańskiej gospodarki.
Według niego, wśród celów bombardowań znalazł się kluczowy most łączący południe kraju z portem. Ataki te mogą być częścią strategii odcięcia Bandar-Abbas i całego wybrzeża Zatoki Perskiej od wnętrza kraju.
W Iranie pojawiły się nawet głosy, że zniszczenie mostów i szlaków transportowych może być przygotowaniem do późniejszej operacji lądowej. Chociaż Escobar nie wyklucza takiej inwazji, wątpi, by wojska zagraniczne mogły na stałe utrzymać obszar wokół Bandar Abbas.
Region jest silnie zabezpieczony systemami rakietowymi i dronami. Każda próba lądowania lub okupacji na dużą skalę wiązałaby się zatem z niezwykle wysokim ryzykiem.
Według Escobara bardziej bezpośrednim celem amerykańskich ataków jest sparaliżowanie irańskiego handlu, wywołanie niepokojów wśród ludności oraz spowodowanie jak największych zniszczeń w infrastrukturze cywilnej.
Strategia przeciwko populacji
Waszyngton twierdzi, że ataki mają na celu osłabienie irańskich sił zbrojnych. Z wywiadu wynika jednak, że USA coraz częściej celują w cele cywilne i gospodarcze, ponieważ nie są w stanie zdecydowanie zneutralizować irańskiej armii.
Zamiast tego celem jest odizolowanie południa kraju, zakłócenie łańcuchów dostaw i zdławienie irańskiej gospodarki od zewnątrz. Ta strategia nie jest bynajmniej nowa. Od ponad czterech dekad Stany Zjednoczone próbują odciąć Iran od reszty świata poprzez sankcje, embarga, blokady finansowe i izolację polityczną.
Nowością jest to, że ta wojna ekonomiczna przekształca się teraz w otwarte ataki na porty, drogi, mosty i obiekty energetyczne.
Escobar uważa to za celową strategię mającą na celu wyrządzenie jak największych szkód w codziennym życiu cywilów. Celem jest zakłócenie szlaków transportowych, osłabienie łańcuchów dostaw, zniszczenie miejsc pracy i coraz większe utrudnienie życia ludności.
Iran „kontroluje zegar”
Pomimo amerykańskich nalotów, Escobar dostrzega strategiczną przewagę Teheranu. Iran kontroluje tempo konfliktu.
Jego odpowiedź jest codziennie dostosowywana, rozszerzana i udoskonalana. Teheran próbuje wyrządzić znaczne szkody Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom, nie angażując przedwcześnie wszystkich dostępnych środków.
Według Escobara irańskie władze wiedzą, że czas działa na ich korzyść. Stany Zjednoczone ponoszą ogromne koszty logistyczne, finansowe i polityczne związane z obecnością wojskową. Im dłużej trwa wojna, tym większe będą te obciążenia.
Iran z kolei mógłby reagować stopniowo, wybierać cele i w kontrolowany sposób wspinać się po szczeblach eskalacji.
Escobar uważa, że ta właśnie cierpliwość coraz bardziej doprowadza Donalda Trumpa do rozpaczy. Bombardowanie infrastruktury cywilnej jest wyrazem tej frustracji.
Ale takie ataki nie zastraszyłyby Iranu ani nie skłoniłyby go automatycznie do powrotu do negocjacji. Wręcz przeciwnie, mogłyby przynieść odwrotny skutek: znacznie ostrzejszą reakcję Iranu.
Escobar podkreśla, że Teheran jasno określił „czerwone linie”. Jedną z nich jest systematyczne niszczenie infrastruktury cywilnej. Skoro ten próg został już osiągnięty, należy spodziewać się znacznej eskalacji odwetu.
Ataki na amerykańskie siły specjalne i centra energetyczne
W wywiadzie poruszono również kwestię domniemanego irańskiego ataku na amerykańskie siły specjalne w Syrii, w wyniku którego mieli zginąć wysoko postawieni amerykańscy oficerowie i zniszczony został system radarowy.
CENTCOM szybko zdementował te doniesienia. Jednak Haiphong określił je jako nieprzekonujące.
Niezależnie od tego, jasne jest, że Iran coraz bardziej koncentruje swoje ataki na infrastrukturze wojskowej i gospodarczej sojuszników Ameryki w Zatoce Perskiej.
Atak na BAPCO w Bahrajnie jest szczególnie dotkliwy. Firma zarządza kluczową rafinerią i ważnymi obiektami dla regionalnego zaopatrzenia w energię.
Iran pokazuje, że może atakować nie tylko bazy wojskowe. Może również atakować centra gospodarcze, od których zależą monarchie Zatoki Perskiej i cały zachodni rynek energetyczny.
Awaryjny projekt F-35 jako symbol kruchego imperium
Awaria F-35, o której mowa w tytule wywiadu, pozostaje nierozwiązana. Podczas gdy donoszono o irańskich atakach na amerykańskie obiekty w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w tym samym czasie myśliwiec F-35 najwyraźniej napotkał awarię.
Zaangażowanie Iranu nie zostało potwierdzone. Escobar zwraca również uwagę, że flota F-35 od lat boryka się z problemami technicznymi, brakami w konserwacji i wysokimi kosztami operacyjnymi.
Zatem równie prawdopodobne jest, że przyczyną awarii była wada techniczna. Kryje się w tym jednak pewna symbolika: podczas gdy Waszyngton przedstawia swoją najnowocześniejszą broń jako dowód absolutnej przewagi militarnej, systemy te wielokrotnie wykazują istotne słabości w praktycznym użyciu.
F-35 jest zatem przykładem zachodniego przemysłu zbrojeniowego, produkującego niezwykle drogie systemy uzbrojenia, których rzeczywista wydajność często nie spełnia obietnic politycznych.
Zagadkowe zachowanie Arabii Saudyjskiej
Centralną częścią rozmowy jest pytanie o rolę, jaką Arabia Saudyjska odgrywa w tej nowej fazie eskalacji.
Escobar i jego rozmówca tłumaczą, że nawet pakistańscy mediatorzy najwyraźniej nie mają jasnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Rijad podejmuje kroki, które mogą jeszcze bardziej zaostrzyć konflikt.
Atak Arabii Saudyjskiej na pas startowy międzynarodowego lotniska w Sanie w Jemenie jest szczególnie poważny.
Wcześniej irański samolot przebił się przez blokadę lotniska, aby przetransportować jemeńską delegację. W trakcie lotu powrotnego pas startowy w Sanie został zbombardowany. Pilot musiał w ostatniej chwili zmienić kurs na Al-Hudajdę i wylądował tam w trudnych warunkach.
Escobar nazwał pilota bohaterem. Awaryjne lądowanie było możliwe tylko dlatego, że pas startowy w Hodeidzie został naprawiony kilka dni wcześniej.
Zastanawia się, dlaczego Arabia Saudyjska podejmuje działania przeciwko Jemenowi właśnie teraz, skoro między obiema stronami trwa proces porozumienia, a Rijad powinien być zainteresowany uniknięciem kolejnego frontu.
Jemen może wstrząsnąć światowym handlem.
Escobar uważa, że saudyjski atak na Sanę może skłonić Ansarallah i jemeńskie siły zbrojne do aktywnego wzięcia udziału w wojnie.
Jeśli Jemen zablokuje cieśninę Bab al-Mandab, konsekwencje tego będą trudne do przecenienia.
Bab al-Mandab to jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską, a tym samym Kanał Sueski z Oceanem Indyjskim.
Blokada miałaby wpływ nie tylko na transport ropy naftowej i gazu, ale i na znaczną część światowego handlu kontenerowego.
Escobar opisuje trójkąt strategiczny:
Cieśnina Ormuz na wschodzie,
Bab al-Mandab na południu,
Sana, a raczej Jemen, znajduje się w centrum regionalnej eskalacji.
Gdyby cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab zostały zamknięte lub stały się niemal nieprzejezdne jednocześnie, najważniejsze szlaki eksportowe energii w Azji Zachodniej mogłyby się załamać.
Arabia Saudyjska miałaby wówczas niewiele alternatyw. Eksport przez Zatokę Perską zostałby zablokowany. Jednocześnie port Janbu nad Morzem Czerwonym mógłby być zagrożony. Rurociąg Wschód-Zachód, którym transportowana jest saudyjska ropa naftowa na wybrzeże Morza Czerwonego, również mógłby stać się celem ataku.
Taki scenariusz byłby dla królestwa katastrofalny pod względem gospodarczym.
Escobar ostrzega, że Arabia Saudyjska działa wbrew własnym interesom, ponownie angażując się w konflikt z Jemenem.
Cena ropy naftowej na poziomie 200 dolarów – a nawet znacznie powyżej
Wywiad nawiązuje do wcześniejszych obliczeń Goldman Sachs. Według tych obliczeń, przedłużająca się blokada Cieśniny Ormuz mogłaby początkowo podnieść cenę ropy do 150 dolarów, później do 200 dolarów, a w skrajnym przypadku nawet znacznie wyżej.
Escobar zakłada, że jednoczesna blokada cieśnin Ormuz i Bab al-Mandab jeszcze bardziej przyspieszyłaby wzrost cen.
W takim przypadku cena ropy mogłaby potencjalnie wzrosnąć do 200 dolarów w ciągu tygodnia.
Decydującym czynnikiem nie jest sama cena ropy naftowej. Gdyby obie cieśniny zostały zablokowane, znaczna część eksportu energii z Azji Zachodniej uległaby zahamowaniu. Jednocześnie koszty transportu, składki ubezpieczeniowe i czas dostaw drastycznie wzrosłyby.
Gospodarka światowa nie jest przygotowana na taki szok.
Dżabal Ali i Fudżajra w centrum uwagi
Iran już dał jasno do zrozumienia, że inne porty w państwach Zatoki Perskiej mogą stać się potencjalnymi celami.
Dotyczy to w szczególności Dżabal Ali w Dubaju, jednego z największych portów kontenerowych na świecie.
Fudżajra również odgrywa kluczową rolę. Port leży poza Cieśniną Ormuz w Zatoce Omańskiej i jest uważany za najważniejszą alternatywną trasę dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdyby Ormuz został zablokowany.
Po atakach wspomnianych w wywiadzie, operacje w Fudżajrze najwyraźniej częściowo lub całkowicie ustały. Nawet ograniczony atak wystarczył, aby tymczasowo sparaliżować port.
Dla Escobara jest to kolejne ostrzeżenie: jeśli niewielki atak może dotknąć tak ważne miejsce, trudno przewidzieć konsekwencje masowego ataku na Dżabal Ali i inne duże porty.
Atak na most króla Fahda, uderzenie na Fudżajrę i ataki na BAPCO należy zatem rozumieć jako elementy tej samej strategii. Iran pokazuje, że może uderzyć w ekonomiczne filary swoich przeciwników, nie angażując przy tym pełnego potencjału militarnego.
Zaplanowane zniszczenie światowej gospodarki?
W prawdopodobnie najbardziej wybuchowej części wywiadu Escobar przedstawia dalekosiężną teorię. Zapytany, dlaczego Waszyngton jednocześnie eskaluje działania przeciwko Iranowi, atakuje Chiny, rozważa nowe operacje przeciwko Kubie i otwiera kolejne fronty globalne, odpowiada, że istnieje prawdopodobnie tylko jedno logiczne wytłumaczenie:
„Zaplanowana implozja światowej gospodarki”.
Escobar wyraźnie przedstawia to założenie jako własną ocenę, a nie jako udowodniony fakt. Twierdzi jednak, że słyszał podobne rozważania od dobrze poinformowanych osób.
Jego teza jest taka, że część amerykańskich elit władzy mogła dojść do wniosku, iż nie da się już powstrzymać gospodarczego i geopolitycznego upadku USA.
Z tej perspektywy kontrolowany lub celowo wywołany kryzys globalny mógłby zostać wykorzystany do dewaluacji niezrównoważonych długów, reorganizacji struktur finansowych, a następnie zbudowania nowego systemu.
W tym kontekście Escobar mówi o nowym znaczeniu „Wielkiego Resetu”: nie chodzi o uporządkowaną restrukturyzację systemu, lecz przede wszystkim o jego celowe zniszczenie.
Formułuje on możliwą logikę w następujący sposób: jeśli istniejącego porządku nie da się w żaden sposób uratować, można go całkowicie zburzyć, ograniczyć część zysków, wyeliminować długi, a następnie spróbować zacząć wszystko od nowa.
Ta teoria pozostaje spekulatywna. Pokazuje jednak, jak Escobar interpretuje pozornie sprzeczną amerykańską politykę zagraniczną.
Trump jako posłaniec, a nie decydent
Escobar nie uważa Donalda Trumpa za faktycznego twórcę tej strategii.
Twierdził, że Trump był jedynie posłańcem i narzędziem publicznym w rękach potężniejszych interesów. Jego zdaniem, faktyczne decyzje zapadały w sieci agencji wywiadowczych, elit finansowych, kompleksu wojskowo-przemysłowego i zakorzenionych struktur władzy państwowej.
Nadrzędnym celem jest neutralizacja trzech stanów, które w Waszyngtonie uważane są za zagrożenie egzystencjalne:
Rosja,
Chiny,
Iran.
Te trzy państwa łączą coraz silniejsze więzi poprzez strategiczne partnerstwa.
Rosja reprezentuje potęgę militarną i nuklearną. Chiny stanowią największe wyzwanie geoekonomiczne. Iran kontroluje kluczowe położenie geostrategiczne w Azji Zachodniej oraz wzdłuż kluczowych szlaków energetycznych i handlowych.
Bezpośrednia wojna z wszystkimi trzema państwami byłaby niekontrolowana. Dlatego Waszyngton stara się je osłabić poprzez wojny zastępcze, sankcje, destabilizację polityczną, kampanie informacyjne i ukierunkowane ataki militarne.
Wojna z Iranem jako wojna z BRICS
Escobar ostro krytykuje kraje BRICS. Chociaż Iran jest pełnoprawnym członkiem grupy, nie było zdecydowanej wspólnej odpowiedzi na ataki.
Bombardowanie Czabaharu uderza nie tylko w irańską infrastrukturę. Ponieważ port jest częścią Korytarza Północ-Południe, atak jest również skierowany przeciwko Rosji i Indiom. Ze względu na powiązania z Inicjatywą Pasa i Szlaku, dotknięte są również Chiny.
Oznaczałoby to w praktyce, że kilka państw BRICS zostałoby zaatakowanych jednocześnie.
Escobar określił dotychczasową reakcję grupy jako słabą i rozczarowującą. BRICS powinien stworzyć system, który chroniłby swoich członków ekonomicznie i politycznie przed presją Zachodu.
Obejmowało to alternatywne systemy płatności, handel w walutach krajowych i szlaki transportowe pozostające poza kontrolą Zachodu.
Prace nad tym trwają, ale zdecydowanie za wolno.
Koniec petrodolara
Escobar uważa, że wojna jest konfliktem o fundamentalnym znaczeniu dla globalnego porządku finansowego.
Coraz więcej krajów próbuje prowadzić handel poza dolarem. Chiny internacjonalizują juana. Rosja, Iran i inne kraje coraz częściej używają walut narodowych. W krajach BRICS trwają dyskusje na temat wielostronnych systemów płatności, cyfrowych jednostek rozliczeniowych i nowych mechanizmów handlowych.
Petrodolar był przez dekady centralnym filarem amerykańskiej potęgi. Dopóki ropa naftowa będzie handlowana głównie w dolarach na całym świecie, popyt na amerykańską walutę będzie ogromny.
Jeśli główni eksporterzy energii i kraje importujące zaczną rozliczać transakcje dotyczące ropy naftowej i gazu w innych walutach, Waszyngton straci istotną przewagę ekonomiczną.
Escobar uważa więc, że ataki na Iran stanowią próbę obrony systemu petrodolara.
Iran jest nie tylko znaczącym producentem energii. Kraj ten leży również na kluczowych szlakach handlowych między Azją, Europą, Rosją, Oceanem Indyjskim i Zatoką Perską.
Z tej perspektywy suwerenny Iran, który ściśle współpracuje z Rosją i Chinami, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdominowanego przez Zachód porządku finansowego i handlowego.
Integracji euroazjatyckiej nie da się już zatrzymać.
Escobar opisuje integrację gospodarczą Eurazji jako pociąg, który już odjechał ze stacji.
Chiny, Rosja, Iran, Pakistan i wiele państw Azji Środkowej są ze sobą coraz bardziej połączone poprzez linie kolejowe, porty, rurociągi, drogi i systemy płatnicze.
Stany Zjednoczone mogły opóźniać realizację poszczególnych projektów, wywierać presję na stany i niszczyć infrastrukturę. Nie mogły jednak całkowicie zatrzymać całego procesu.
Obecność amerykańska w Eurazji maleje w dłuższej perspektywie. Podczas gdy Stany Zjednoczone utrzymują silną obecność wojskową w Japonii, Korei Południowej i kilku innych krajach, wpływy Rosji i Chin rosną w Azji Środkowej, Azji Zachodniej i dużej części Azji Południowej.
Wiele państw Globalnego Południa nie postrzega zatem wojny z Iranem jako konfliktu odosobnionego. Postrzegają ją jako wojnę przeciwko gospodarczej emancypacji Globalnego Południa i przeciwko BRICS.
Chiny jako niewidzialny mediator
Kolejnym tematem wywiadu jest rola Chin za kulisami.
Pekin jest żywotnie zainteresowany stabilnymi relacjami między Iranem, Arabią Saudyjską i Pakistanem. Chiny importują duże ilości ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej oraz gazu i innych produktów energetycznych z Iranu.
Jednocześnie Pakistan jest ściśle zintegrowany z Inicjatywą Pasa i Szlaku poprzez Chińsko-Pakistański Korytarz Gospodarczy.
Według Escobara, zbliżenie między Arabią Saudyjską a Iranem początkowo rozpoczęło się od mediacji rosyjskiej. Moskwa prowadziła oddzielne rozmowy z obiema stronami, a następnie przekazała piłkę dyplomatyczną Chinom.
Pekin ostatecznie zakończył proces publicznie i pośredniczył we wznowieniu stosunków dyplomatycznych między Rijadem i Teheranem.
Chiny przede wszystkim chcą stabilności, wolnego handlu i bezpiecznych szlaków transportowych w Azji Zachodniej.
Wojna z Iranem i niejasne stanowisko Arabii Saudyjskiej zagrażają wieloletniej pracy dyplomatycznej.
Pakistan między Iranem a Arabią Saudyjską
Pakistan znajduje się w szczególnie trudnej sytuacji.
Kraj utrzymuje bliskie stosunki z Iranem i korzysta z handlu transgranicznego. Jednocześnie ma sojusz wojskowy z Arabią Saudyjską.
Dowódca pakistańskiej armii Asim Munir odwiedził Rijad na krótko przed nową eskalacją konfliktu i rozmawiał z następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem, o zacieśnieniu współpracy wojskowej.
Z wywiadu wynika, że sojusz ten zawiera gwarancje bezpieczeństwa, które mogą uznać atak na Arabię Saudyjską za atak na Pakistan.
Iran z kolei, według oceny Escobara, nie zamierza obecnie atakować Arabii Saudyjskiej. Teheran domaga się jednak wyjaśnienia, czy Rijad działa jedynie przeciwko Jemenowi, czy też może prowadzi podwójną grę i ponownie uczestniczy w amerykańskich atakach na Iran.
Pakistan musi zatem zapewnić obie strony, że konflikt nie wymknie się spod kontroli.
Escobar podaje niepotwierdzone informacje, według których Islamabad już zaapelował do Saudyjczyków o ustąpienie, gdyż dalsza eskalacja może „wszystko wysadzić w powietrze”.
Walka o władzę w Arabii Saudyjskiej?
Escobar uważa, że działania Arabii Saudyjskiej nie były w pełni kontrolowane przez następcę tronu Mohammeda bin Salmana.
Według pakistańskich mediatorów, MbS wspierał wysiłki na rzecz osiągnięcia porozumienia z Iranem. Atak na Sanę mógł zatem być również wyrazem wewnętrznych walk o władzę w saudyjskim reżimie.
Zarówno w kręgu władzy królewskiej, jak i poza nim istnieją osoby wrogo nastawione do następcy tronu.
Działania militarne sabotujące zbliżenie dyplomatyczne z Iranem mogły zatem być również atakiem na politykę MbS.
Escobar podkreśla jednak, że ta możliwość nie została potwierdzona. Zachowanie Arabii Saudyjskiej pozostaje w momencie wywiadu w dużej mierze niewytłumaczalne.
Ansarallah decyduje sam
Escobar krytykuje zachodnie media za częste przedstawianie Ansarallah w Jemenie jedynie jako irańskiego sojusznika.
Doniesienia, że siły jemeńskie czekały jedynie na rozkaz z Teheranu nakazujący zamknięcie Bab al-Mandab, są fałszywe.
Dodał, że osobiście rozmawiał z członkami rady politycznej Ansarallah. Decyzje zapadły w jemeńskim kierownictwie, a nie były jedynie dyktowane przez Iran.
Iran i Ansarallah są sojusznikami, ale Jemeńczycy działają niezależnie.
Zamknięcie Bab al-Mandab jest w Sanie postrzegane jako ostateczny środek wywierania nacisku – porównywalny ze strategiczną „opcją nuklearną”.
Dlatego natychmiastowa i całkowita blokada nie jest absolutnie konieczna. Niemniej jednak należy spodziewać się reakcji po ataku na lotnisko w Sanie.
Wszystko wisi na włosku
Pod koniec wywiadu Escobar ostrzega przed niezwykle niebezpiecznym momentem.
Cała regionalna sieć mediacji między Iranem, Arabią Saudyjską, Pakistanem, Chinami, Omanem, Katarem i Turcją wisi na włosku.
Jedna zła decyzja może całkowicie zniweczyć wysiłki dyplomatyczne.
Atak na Sanę miał właśnie taki potencjał. Gdyby Arabia Saudyjska zaostrzyła sytuację, Ansarallah mogłaby zamknąć Bab al-Mandab. Iran mógłby znacząco rozszerzyć ataki na porty, centra energetyczne i strategiczne szlaki transportowe państw Zatoki Perskiej.
Stany Zjednoczone mogłyby w odpowiedzi odpowiedzieć wznowieniem bombardowań.
Wojna z Iranem stałaby się regionalnym konfliktem, który bezpośrednio zagroziłby globalnym dostawom energii i handlowi światowemu.
Wniosek: Waszyngton bombarduje stary porządek i przyspiesza nowy
Analiza Pepe Escobara przedstawia obraz wojny, której znaczenie wykracza daleko poza Iran, Izrael i Stany Zjednoczone.
Atak na Czabahar jest zatem skierowany przeciwko nowym euroazjatyckim szlakom handlowym. Bombardowanie irańskich mostów i portów ma na celu izolację gospodarczą kraju.
Jednak irańskie ataki na Bahrajn, Fudżajrę i most króla Fahda pokazują, że przeciwnicy Teheranu również posiadają wysoce wrażliwą infrastrukturę.
Reakcja Iranu była jak dotąd kontrolowana, ale coraz bardziej ostra. Iran dowodzi swojej zdolności dotarcia do kluczowych centrów energetycznych i handlowych Zatoki Perskiej.
Gdyby cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab zostały zablokowane jednocześnie, konflikt mógłby wywołać globalny szok gospodarczy.
Główne przesłanie Escobara brzmi następująco: Stany Zjednoczone próbują militarnie powstrzymać rozwój nowego porządku euroazjatyckiego. Jednak z każdym atakiem na porty, linie kolejowe, mosty i szlaki handlowe mogą przyspieszać właśnie ten proces, któremu chcą zapobiec.
Chiny, Rosja, Iran i Pakistan zacieśniają swoje powiązania pod wpływem presji zewnętrznej. Alternatywne szlaki transportowe zyskują na znaczeniu. Handel walutami narodowymi rośnie. Petrodolar stopniowo traci na znaczeniu.
Waszyngton może zniszczyć infrastrukturę. Ale nie może trwale zbombardować geograficznej, gospodarczej i politycznej reorganizacji Eurazji.
Każdy, kto polega wyłącznie na oświadczeniach zachodnich rządów i ich medialnym nagłośnieniu, może uwierzyć, że wojna z Iranem praktycznie się skończyła. Przesłanie z Waszyngtonu brzmi niezmiennie od tygodni: amerykańska siła ognia rośnie, irańska maleje, a kapitulacja Teheranu to tylko kwestia czasu. Admirał Cooper niedawno z dumą ogłosił ponad 5500 trafień i zatopienie ponad 60 statków. Wiceprezydent Vance, rozmawiając z Joe Roganem, przedstawił obraz podzielonego reżimu między „fanatykami” a „pragmatykami”, czekającymi tylko na odpowiedni sygnał, by się poddać. Zastępca szefa sztabu Stephen Miller wyraził to wprost: czy to poprzez bombardowania, blokady, czy też dławienie gospodarcze, ostatecznie „ten reżim” zmieni swoje postępowanie.
Zestawienie tej retoryki z faktami materialnymi wyłania inny obraz. I właśnie w tej rozbieżności – między narracją polityczną a możliwościami fizycznymi – tkwi fundamentalny błąd kategorialny zachodniej polityki wobec Iranu.
Rachunek, którego nikt nie upublicznia
Ograniczenia techniczne amerykańskiej wojny w Zatoce Perskiej można obiektywnie zweryfikować. Pociski ATACMS, podobnie jak te wystrzeliwane przez HIMARS, mają zasięg od 160 do 240 kilometrów – sama Cieśnina Ormuz ma około 300 kilometrów szerokości. Po prostu nie są w stanie przekroczyć cieśniny. Spośród precyzyjnie kierowanych pocisków PRSM, które faktycznie docierają do irańskich wód przybrzeżnych, wyprodukowano zaledwie 56. Przy zużyciu około siedmiu jednostek dziennie, zapas ten ledwo starczy na tydzień.
Arsenał Tomahawków, szacowany na około 2400 jednostek i malejący do 1800, musi być również podzielony między dowództwa europejskie i indo-pacyficzne – a produkcja jednego Tomahawka wymaga 18 metali ziem rzadkich, których Chiny nie dostarczają. Straty nie mogą być zatem szybko uzupełniane. W tym kontekście jakiekolwiek rozmowy o operacji lądowej – takie jak często powtarzane twierdzenia o zdobyciu wyspy Kisz – wydają się całkowicie nierealne. Sam transport lotniczy 2000 żołnierzy wymagałby około dwudziestu lotów samolotami C-17, nie wspominając o braku infrastruktury odbiorczej: baza logistyczna, która umożliwiła rozmieszczenie wojsk w regionie w latach 1991 i 2003, jest obecnie uważana za w dużej mierze zniszczoną. Porównywalna struktura umożliwiająca rozmieszczenie większych sił lądowych po prostu już nie istnieje w regionie.
Państwa Zatoki Perskiej jako prawdziwi przegrani
Podczas gdy Waszyngton mówi o zwycięstwie, mapa maluje inny obraz. Jordańska baza lotnicza w Al-Azraq została trafiona, a port Fudżajra w Emiratach Arabskich został sparaliżowany atakiem rakietowym po tym, jak dwa supertankowce zostały już uszkodzone. Dron Shahed-136 bez przeszkód zaatakował największy magazyn zaopatrzeniowy amerykańskiej obecności wojskowej w Kuwejcie. Cały pas wybrzeża na południe od Basry do Maskatu został w ten sposób skutecznie zneutralizowany jako baza operacyjna – a Kuwejt, który przekształcił się z partnera w wysunięty przyczółek, stał się głównym celem.
To nie jest dygresja, ale sedno sprawy: monarchie Zatoki Perskiej ponoszą koszty konfliktu, którego strategiczną logikę dyktują Waszyngton i Tel Awiw. Niedawny atak Arabii Saudyjskiej na pozycje Huti w Jemenie – posunięcie, które zagroziło jedynej alternatywnej trasie eksportu saudyjskiej ropy przez porty Morza Czerwonego, takie jak Janbu – pokazuje, jak bardzo zdezorientowane są mocarstwa regionalne. Huti natychmiast odpowiedzieli atakami na saudyjskie lotniska, po czym Rijad gwałtownie się wycofał.
Metafora współzależności trafnie opisuje sytuację: Katar jest najbliżej wycofania się z jednostronnego sojuszu z Waszyngtonem, Arabia Saudyjska wydaje się gotowa pójść w jego ślady, a Bahrajn i Kuwejt ryzykują wciągnięcie w orbitę wpływów odpowiednio Iranu i Iraku.
Jedno memorandum, dwie narracje
Kluczowym elementem dla zrozumienia eskalacji jest spór dotyczący podpisanego w czerwcu Porozumienia o Porozumieniu – a konkretnie Artykułu 5, który regulował bezpieczne przejście przez cieśninę. Oficjalna wersja, przedstawiona przez Vance’a w podcaście, głosi, że irańscy radykałowie wpadli w panikę, gdy cena ropy spadła po otwarciu cieśniny i otworzyli ogień do statków – Stany Zjednoczone jedynie zareagowały.
Fakty przedstawiają inną historię. Memorandum wyraźnie przekazało kontrolę nad protokołem tranzytowym Iranowi za pośrednictwem Gwardii Rewolucyjnej. Zobowiązywało Teheran jedynie do podpisania klauzuli o wzajemnej nieagresji. Jednak zaledwie kilka dni po jego podpisaniu Stany Zjednoczone utworzyły własny „korytarz południowy” – co stanowiło jawne naruszenie uzgodnionej struktury, bez żadnego uzasadnienia w samym dokumencie. Ostrzelano jedynie statki, które sprzeciwiły się irańskiemu protokołowi; dopiero wtedy Stany Zjednoczone odpowiedziały odwetem. To właśnie tam, a nie wcześniej, rozpoczął się obecny cykl wzajemnych ataków.
Znamienna jest również niespójność w ich własnej komunikacji: w ciągu kilku godzin Centralne Dowództwo USA poinformowało z jednej strony o ataku na statek handlowy pod banderą obcą na wodach międzynarodowych – poza jakąkolwiek strefą blokady – a z drugiej o ataku na cele irańskie, powołując się na Teheran jako zagrożenie dla żeglugi cywilnej. Oskarżają wroga o dokładnie to, co sami właśnie zrobili.
Wewnętrzna walka o władzę w Białym Domu
Fakt, że Vance przyznał się w tak głośnym gronie – że stoi w obliczu tajnej, dobrze finansowanej kampanii przeciwko jego wysiłkom negocjacyjnym, wspieranej częściowo przez struktury powiązane z byłym sztabem wyborczym Trumpa i izraelskimi kręgami finansowymi – sugeruje poważną walkę o władzę.
Po jednej stronie jest Vance, który dąży do rozwiązania w drodze negocjacji; po drugiej Stephen Miller, uważany za przedstawiciela bezkompromisowej linii pro-izraelskiej i, według dostępnych szacunków, mający znaczący wpływ na rzeczywisty program. Fakt, że kontrolowany przez Demokratów Senat w tym tygodniu zablokował ustawę o pomocy w obronie narodowej (NDAA) – pod przewodnictwem Berniego Sandersa i Chrisa Van Hollena – pokazuje, że jednomyślny konsensus w sprawie kontynuowania wojny już nie istnieje, nawet w Waszyngtonie.
Co słychać z Teheranu
Każdy, kto zada sobie trud spojrzenia poza medialną fasadę, napotka niezwykle jasne stanowisko. Na konferencji w Meszhedzie, której przewodniczył przewodniczący irańskiej Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej, stwierdzono jednoznacznie: Iran nie oczekuje od Stanów Zjednoczonych przestrzegania jakiegokolwiek porozumienia pod żadnym pozorem. Stanowisko to wynika nie z uporu, lecz z trzeźwej obserwacji 47 lat sankcji, zabójstw na zlecenie i aktów sabotażu – oraz z religijnego i politycznego przekonania, że poddanie się nie wchodzi w grę, nawet kosztem znacznych strat.
To kluczowy punkt, którego systematycznie brakuje w retoryce zwycięstwa Waszyngtonu: społeczeństwa, które postrzega siebie jako ofiarę niesprawiedliwego ataku, trudno zmusić do kapitulacji siłą. Presja z większym prawdopodobieństwem wzmocni determinację do oporu niż gotowość do ustępstw – schemat, który wielokrotnie potwierdzał się od czasów Pearl Harbor i często przywoływanego „śpiącego tygrysa”.
Kto skorzysta na sequelu?
Ostatecznie, kluczowe pytanie materialistyczne pozostaje: Kto tak naprawdę korzysta na tej wojnie? Nie gospodarka amerykańska, która jest już znacząco obciążona przez strategiczne rezerwy ropy naftowej na najniższym poziomie od 1983 roku i rosnącą różnicę między cenami oleju napędowego a benzyny. Nie państwa Zatoki Perskiej, których infrastruktura staje się polem bitwy konfliktu, którego nie sprecyzowały. I nie widać nawet spójnej doktryny wojskowej – uzasadnienia są zbyt arbitralne, oscylując między „dobrobytem dla naszych wnuków”, swobodnym przepływem ropy naftowej a zagrożeniem nuklearnym, a żadne z tych uzasadnień nie jest spójne z rzeczywistymi działaniami rządu USA.
Pozostaje znana sytuacja: gospodarka wojenna, która pozostaje opłacalna dla poszczególnych podmiotów – czy to poprzez opcje put i call na kontrakty terminowe na ropę naftową, czy poprzez przemysł zbrojeniowy – podczas gdy koszty są uspołeczniane.
Wojna karmi jedną klasę, podczas gdy rzeczywiste zmiany strategiczne dawno już obróciły się przeciwko ogłoszonemu zwycięzcy. Stany Zjednoczone nie działają już jako hegemon w Zatoce Perskiej, lecz jako chwiejne supermocarstwo, którego retoryka staje się coraz bardziej oderwana od jego fizycznych możliwości. Każda nowa obietnica eskalacji ze strony Waszyngtonu zasługuje zatem przede wszystkim na analizę: czy jest poparta realnymi możliwościami, czy też stanowi jedynie kolejną próbę retorycznego zamaskowania strategicznego impasu.
Trump kontynuuje swoją neokonserwatywną „wieczną wojnę” z Iranem, nie mając żadnego planu ani widocznego końca. Najnowsze doniesienia wskazują na jego zamiar eskalacji ataków na irańską infrastrukturę cywilną, taką jak elektrownie i inne obiekty, w nadchodzących tygodniach.
Bardziej niepokojące doniesienia twierdzą, że Trump nadal planuje jakiś rodzaj ataku lądowego. Zastrzeżenie jest takie, że prawdopodobnie będzie on dotyczył wysp, a nie wojsk amerykańskich – a przynajmniej nie z amerykańskimi żołnierzami na czele ataku.
Sam Trump to zasugerował, sugerując, że inne kraje Zatoki Perskiej powinny dostarczyć wojska lądowe.
„Mamy innych ludzi, którzy przeprowadziliby dla nas kampanię naziemną”.
W rzeczywistości w zamieszczonym powyżej fragmencie wywiadu Trump ujawnia kilka bardzo wymownych rzeczy.
Po pierwsze, zwróćcie uwagę na to, co mówi o nieuderzaniu w terminale naftowe na wyspie Kharg. Twierdzi, że stanowią one znaczną część światowej gospodarki, co potwierdza to, o czym mówimy od miesięcy – że Trump jest w pewnym sensie w pułapce, ponieważ pomimo całego swojego rozgłosu, strzeliłby sobie w stopę, niszcząc irańską infrastrukturę naftową, ponieważ zrujnowałoby to jego własną gospodarkę, a także światową.
Ale bardziej znacząca strategicznie była jego wypowiedź: „Jeśli cofniemy ich wystarczająco daleko i głęboko, to [zajmę wyspę Kharg]”.
Tutaj wyraźnie przyznaje się do dwóch rzeczy:
Stany Zjednoczone nie mają obecnie możliwości zajęcia wyspy Kharg, ponieważ jest ona zbyt niebezpieczna . Irańskie siły zbrojne są nadal obecne, co spowodowałoby spustoszenie i ofiary wśród żołnierzy amerykańskich.
Wygląda na to, że plan Trumpa zakłada długotrwałe bombardowanie regionu przybrzeżnego w celu osłabienia irańskiej zdolności uderzeniowej i odrzucenia jej „na tyle głęboko”, by zapewnić wystarczająco bezpieczny korytarz, którym wojska mogłyby wylądować na wyspie Kharg.
„Idealnym” świętym Graalem Trumpa jest oczywiście przejęcie irańskich instalacji naftowych na wyspie Kharg i tym samym kradzież ropy – co byłoby dla niego prawdziwym ciosem łaski. Jednak prawdopodobieństwo, że się to powiedzie, jest bardzo małe.
WSJ potwierdza, że podobne plany wciąż pojawiają się w umysłach oszukanych przywódców USA:
Próba zajęcia wyspy Kharg, głównego irańskiego centrum eksportu ropy naftowej, zaszkodziłaby krajowemu przemysłowi naftowemu, ale jednocześnie naraziłaby siły amerykańskie na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Amerykańscy urzędnicy i analitycy twierdzą, że wojska byłyby łatwym celem dla irańskich pocisków rakietowych i dronów.
Emerytowany generał piechoty morskiej Frank McKenzie powiedział, że Stany Zjednoczone nadal powinny rozważyć operację na wyspie Kharg. „Powinniśmy o tym pomyśleć, ponieważ posiadanie irańskich ziem będzie istotnym czynnikiem w przyszłych negocjacjach z Iranem” – powiedział w niedzielę w programie „Face the Nation” w CBS News.
W skrajnym przypadku Trump ma możliwość przeprowadzenia dużej i kosztownej operacji lądowej, mającej na celu przejęcie terytorium wokół szlaku wodnego, którego skaliste brzegi stwarzają wyjątkowe wyzwania. Wymagałoby to zaangażowania tysięcy żołnierzy w operację, która prawdopodobnie trwałaby miesiące.
Iran przygotowywał się na ewentualną inwazję już przed wojną. Paramilitarny Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej liczy 190 000 żołnierzy, wraz z regularną armią kraju, i specjalizuje się w walkach z lepiej uzbrojonymi przeciwnikami.
Operacja lądowa na irańskim wybrzeżu naraziłaby wojska amerykańskie na ogromne ryzyko ataków z tyłu kraju, powiedział David Des Roches, były urzędnik ds. obronności USA zajmujący się Zatoką Perską.
Niektórzy zaś uważają, że Stany Zjednoczone przygotowują teraz grunt i „kształtują pole bitwy” na taką właśnie możliwość:
Jak wspomniano powyżej, wczoraj Stany Zjednoczone faktycznie uderzyły w kilka kluczowych mostów łączących nadmorski region Bandar-Abbas z sąsiednimi zachodnimi regionami Larestan i Szyraz:
Przypomnijmy, że izraelski plan zakładał wysłanie wojsk kurdyjskich przez granicę iracką do Iranu, a niedawno Stany Zjednoczone wszczęły w Iraku swoisty antyirański zamach stanu. Spekuluje się, że miały one na celu przygotowanie gruntu pod atak lądowy na Iran, poprzez osłabienie irańskich sojuszników w Iraku.
Trump może naiwnie liczyć, że inne kraje Zatoki Perskiej staną na wysokości zadania i zaoferują podobne wsparcie, co jest raczej mało prawdopodobne.
Trump jest karmiony dezinformacją na temat Iranu przez swoje skorumpowane przez Mossad rury. Na przykład, spójrzcie na poniższą wymianę zdań, w której Trump demonstruje całkowity brak wiedzy – a nawet troski – o to, ile siły bojowej pozostało Irańczykom:
Zatem: „Nikt nie wie”, ile rakiet ma Iran, nawet Trump czy Stany Zjednoczone. Ale bez obaw, Iran „wkrótce zostanie pokonany”, zauważa nonszalancko chełpliwy prezydent USA:
Could not load video.
Jeśli chodzi o Hormuz, CENTCOM nadal udaje, że jest w pełni „otwarty”, podczas gdy nawet neutralni przewoźnicy morscy śmieją się USA w twarz:
Przeczytaj poniższą wymianę zdań, o której donosi WSJ, a będziesz się śmiać do rozpuku:
Z drugiej strony Trump wydaje się uważać, że „ropa płynie jak nigdy dotąd”, co potwierdza kolejny szalony wywód:
Niektórzy eksperci sugerują obecnie, że Iran może „przesadzać” ze swoją pozycją w Hormuzie, ponieważ kraje Zatoki Perskiej powoli przekierowują ropę naftową rurociągami śródlądowymi, do tego stopnia, że teoretycznie Hormuz nie miałby już dla Iranu żadnych wpływów.
Problem z tą tezą polega na tym, że nie rozumie ona istoty całej wojny. Hormuz stał się dogodnym punktem odniesienia dla administracji USA, po części dlatego, że po przegranej wojnie z Iranem, Trump uważa, że wyzwolenie Hormuz może posłużyć jako szybki sposób na ucieczkę i kontrolę szkód, aby uratować twarz.
W rzeczywistości Ormuz nie ma nic wspólnego z niezdolnością USA do pokonania Iranu, obalenia jego przywódców i przekształcenia kraju w podzielone państwo klienckie i republikę bananową w jednym.
Ormuz nie miał nic wspólnego z niezdolnością USA do obrony swoich baz przed atakami irańskimi, które uszkodziły lub zniszczyły znaczną część najważniejszych amerykańskich aktywów regionalnych. Usunięcie Ormuz z równania nie zmieniłoby faktu, że bezcelowa kampania bombardowań USA nie jest w stanie sparaliżować państwa irańskiego do punktu, z którego nie ma już odwrotu.
Krótko mówiąc: Iran skutecznie obronił się przed zmasowanym atakiem ze strony Izraela i USA, wykorzystując własne środki militarne, które mają niewiele wspólnego z Ormuz i niewiele się od niego zależą.
Oczywiście, cieśnina nakłada na USA pewien rodzaj presji, ponieważ ożywienie gospodarcze powoli się wyczerpuje, a ceny ropy rosną. Ale nawet gdyby to odjąć, wciąż pozostają inne ważne „czynniki”, takie jak kurczące się zapasy broni w USA, słabnący krajowy kapitał polityczny itp.
Nie wspominając już o tym, że Iran mógłby zaatakować nowo proponowane rurociągi i infrastrukturę, co w zasadzie całkowicie przekreśliłoby cały projekt.
Najnowsze zdjęcia satelitarne pokazują, że najnowsze ataki Iranu ponownie zniszczyły większą część baz USA i ich sojuszników.
Nadal nie odnotowano żadnych ofiar, a po irańskich atakach ponownie zauważono dużą liczbę samolotów C-17 przystosowanych do ewakuacji medycznej opuszczających region.
Iran przeprowadza zmasowane ataki na kluczowe obiekty USA i sojuszników
▪️Zdjęcia satelitarne pokazują rezultaty ataków Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej na amerykańską stację radarową nadzoru morskiego na skałach Salam, a także na radar obrony powietrznej w rejonie Ghanam w Omanie. ▪️Iran ogłosił również ataki na trzy budynki w kompleksie wojskowym Zaid w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz na bazę króla Faisala w Jordanii.
Flota samolotów MQ-9 Reaper również była dalej masakrowana, kolejny samolot został zestrzelony przez siły irańskie:
Could not load video.
Kolejny amerykański bezzałogowy samolot rozpoznawczo-szturmowy MQ-9A Reaper zestrzelony przez irańską obronę przeciwlotniczą został odnaleziony w górach okręgu Dehloran, w południowej części prowincji Ilam, graniczącej z Irakiem.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) informował wcześniej, że jeden z jego systemów obrony przeciwlotniczej zestrzelił MQ-9A gdzieś w pobliżu Andimeshk, na północy prowincji Chuzestan. Musi to być ten sam dron, ponieważ okręgi Andimeshk i Dehloran graniczą bezpośrednio ze sobą.
Stany Zjednoczone ponownie rozpoczęły masowy transport lotniczy z Europy na Bliski Wschód, w tym wysyłanie większej liczby myśliwców, co może oznaczać kolejne rundy ataków:
Biorąc pod uwagę ostatnią aktywność amerykańskiej floty transportowej w regionie, wydaje się, że Amerykanie ponownie gromadzą zasoby na potrzeby ataków na Iran. Most powietrzny działa z niemal taką samą intensywnością, jak przed rozpoczęciem operacji „Epic Fury”.
Wybitny irański naukowiec Seyed Marandi twierdzi, że Trump z całą pewnością planuje pewnego rodzaju inwazję lądową, we współpracy z sojusznikami z Zatoki Perskiej:
Wszystko zależy od tego, czy Trump uważa, że irański odstraszacz został „dostatecznie cofnięty” w głąb lądu, jak zasugerował na samym początku. Gdyby jego doradcy poinformowali go, że obszar jest bezpieczny, mógłby podjąć jakąś próbę, ale wszystko wskazuje na to, że potrzeba by było dużo czasu na dalsze bombardowanie i degradację irańskich aktywów, aby w ogóle zbliżyć się do takiego punktu.
Iran z drugiej strony nadal grozi zamknięciem Bab Al-Mandab, traktując to jako ostateczną dźwignię eskalacji, gdyby USA przystąpiły do bombardowania irańskich elektrowni i innych kluczowych obiektów infrastruktury cywilnej.
Na pożegnanie, w materiale filmowym, ukazującym bezsilność USA w walce z Iranem w Ormuz, można usłyszeć łamiący się głos Rubia, który histerycznie zachowuje się jak „Karen”, grożąc jednocześnie kontaktem z departamentem „HR” ONZ w sprawie Iranu:
Could not load video.
Jaki jest cel ONZ? – pyta – skoro organizacja ta odmawia podjęcia działań w sprawie dominacji Iranu nad Ormuzem.
No cóż, zobaczmy, Marco: Hormuz był całkowicie otwarty, zanim rozpocząłeś niesprowokowaną wojnę agresywną z Iranem. Teraz twój urzędujący prezydent nie tylko wysadza statki w cieśninie – tak jak robi to Iran – ale, niczym w lustrzanym odbiciu, planuje nawet zacząć pobierać opłaty od krajów tranzytowych.
Szkoła Ameryk (Escuela de las Américas) jest niezwykłym przejawem zinstytucjonalizowanej manipulacji politycznej oraz terroru. Szkoła ta powstała z inicjatywy Waszyngtonu i miała (i ma nadal) za zadanie utrzymanie amerykańskiej kontroli nad latynoamerykańskimi państwami poprzez zapewnienie sobie wpływu na armie i policje tych krajów.
Szkoła ta, pomimo że jej motto brzmi: „Wolność, Pokój, Braterstwo”, jest w Ameryce Łacińskiej powszechnie znienawidzona z powodu aktywności, jaką prowadzi w krajach rozciągających się na południe od Rio Grande. Od 2001 roku występuje ona pod nazwą hiszpańską Instituto del Hemisferio Occidental para la Cooperación en Seguridad (Instytut Współpracy w dziedzinie Bezpieczeństwa Półkuli Zachodniej) lub angielską The Western Hemisphere Institute for Security Cooperation. Nazwa hiszpańska jest częściej stosowana, gdyż językiem wykładowym szkoły jest język hiszpański. Starsze określenie szkoły, Escuela de las Américas, jednak się utrwaliło i potocznie do dziś jest stosowane. Szkoła mieści się w Fort Benning (obecnie przemianowanym na Fort Moore) w stanie Georgia, USA. Obecnym szefem szkoły jest pułkownik Michael P. Rogowski.
Szkoła została założona w 1946 roku w zachodniej części strefy Kanału Panamskiego, znajdującej się pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Szkoła wówczas nazywała się Centro de Entrenamiento Latinoamericano. División de Tierra (Centrum Szkolenia Latynoamerykańskich Sił Lądowych), a jej siedzibą był Fort Amador. Już w 1949 roku szkołę przeniesiono do Fort Gulick w innej części strefy kanałowej, zmieniając jednocześnie jej nazwę na Escuela del Caribe de Ejército de EE. UU. (Szkoła Amerykańskiego Wojska w Rejonie Karaibów). W 1963 roku otrzymała nową nazwę – Escuela de las Américas (lub School of the Americas – SOA), ale wśród nacji latynoskich jest określana najczęściej mianem Academia de Asesinos (Akademia Morderców).
Przed jej gmachami w Panamie odbywały się nieustanne demonstracje domagające się zamknięcia szkoły. Jako że wszystkie te protesty odbywały się w atmosferze niechęci do Stanów Zjednoczonych, Ronald Reagan przeniósł szkołę do Fort Benning, gdzie funkcjonuje do dziś. W szkole kształcą się żołnierze i oficerowie latynoscy, często osiągający dzięki temu awanse na wysokie szarże. Zadaniem oficjalnym szkoły było poprawianie kwalifikacji żołnierzy z krajów latynoskich w dziedzinie ćwiczeń artyleryjskich, reperacji pojazdów wojskowych, zajęć z działań piechoty, poprawiania ogólnej sprawności fizycznej, a nawet kuchni wojskowej. W istocie rzeczy uczniowie szkoły od początku przechodzą intensywny kurs ideologiczny Bezpieczeństwa Narodowego, oparty na amerykańskiej doktrynie wojennej. Utrzymanie stabilizacji danego państwa jest podstawą tej narracji. Nie bierze się pod uwagę, że system wyzysku i ograbiania miejscowych gospodarek przez amerykańskie koncerny siłą rzeczy zaburza tę właśnie stabilność.
Wychowankowie
Szkoła Ameryk w czasie swego długiego istnienia wyedukowała ponad 60 000 żołnierzy latynoskich, w tej liczbie 10 prezydentów, 38 ministrów obrony i 70 różnego rodzaju komendantów wojskowych. Jej absolwenci stanowili dość homogeniczny zestaw ludzi, który tworzyli głównie żołnierze i policjanci. Dzięki poparciu szkoły, a tym samym rządu Stanów Zjednoczonych, wielu z nich awansowało na wysokie rangi oficerskie. Wśród nich wymienić można takich wojskowych jak: gen. Jorge Rafael Videla, gen. Roberto Eduardo Viola, gen. Leopoldo Galtieri określający się jako „pupilek Waszyngtonu” (przywódcy faszystowskiej junty rządzącej Argentyną w latach 1976–1983), gen. Hugo Banzer (dyktator Boliwii w latach 1971–1978 oraz 1997–2001, odpowiedzialny za 4000 zaginionych i zabitych), gen. Manuel Contreras (szef osławionej tajnej policji DINA, zwanej powszechnie „gestapo Pinocheta”), gen. Hernán José Guzmán Rodríguez (Kolumbia, współpracujący z faszyzującymi bojówkami narkotykowymi Muerte a Secuestradores), Raoul Cédras (dyktator Haiti w latach 1991–1994), Guillermo Rodríguez (dyktator Ekwadoru w latach 1972–1976), kapitan Juan Oreldo Urbine (Urugwaj), Vladimiro Montesinos (Peru, szef wywiadu wojskowego w rządzie dyktatora Alberto Fujimoriego), gen. Efraín Ríos Montt (dyktator Gwatemali w latach 1982–1983), gen. Gustavo Adolfo Álvarez Martínez (dowódca szwadronów śmierci w Hondurasie w latach 1981–1984) etc.
Przez Akademię Morderców przewinęło się mnóstwo ludzi różnego autoramentu. Jednym z ciekawszych przypadków był Luis Arce Gómez, boliwijski gangster narkotykowy. Poprzez matkę był blisko spokrewniony z „królem kokainy” Roberto Suárezem Gómezem. W 1980 roku „król kokainy” sfinansował prawicowy, wojskowy zamach stanu w Boliwii, który przeprowadził generał Luis García Meza. W zamian za wsparcie narkomafia została wynagrodzona teką ministra spraw wewnętrznych, którą otrzymał Luis Arce Gómez. Zamach stanu wspomógł także żyjący jeszcze wtedy „kat Lyonu”, Klaus Barbie, który zwerbował dla generała Mezy kilkuset faszystów z Europy Zachodniej. Generał Meza i Arce Gómez rządzili około półtora roku. Przez ten czas wysłali na tamten świat ponad 500 osób, a 4000 umieścili w więzieniach.
Nie wszystkim swoim wychowankom Szkoła Ameryk zdołała jednak zepsuć psychikę. Peruwiański generał Juan Velasco Alvarado, wychowanek Akademii Morderców, w 1968 roku przeprowadził w Peru zamach stanu w interesie Indian i rolników. Przeprowadził reformę rolną, wywłaszczył za odszkodowaniem niektóre amerykańskie koncerny. Uczynił język keczua (quechua) językiem równoprawnym obok hiszpańskiego. Jego pogrzeb w 1975 roku był wielką manifestacją poparcia społecznego i żalu z powodu śmierci generała. W pogrzebie wzięło udział około milion osób. Trochę podobnym przykładem był prezydent Panamy, Manuel Noriega, zwany „Ananasem”. Początkowo współpracował z CIA, ale później odrzucił żądania Reagana, by renegocjować warunki użytkowania Kanału Panamskiego. W odpowiedzi w 1989 roku doczekał się amerykańskiej inwazji. Został pojmany i w Miami skazany na 40 lat więzienia za handel narkotykami (media amerykańskie zarzucały mu także oglądanie pornografii, skłonności homoseksualne, noszenie czerwonych kalesonów etc.).
Zupełnie odmiennym przypadkiem jest sprawa sławetnego Augusto Pinocheta. Był on wychowankiem Akademii Morderców, o czym wzmiankuje wiele publikacji, ale ostatnio pojawił się trend negowania jego związków z tą szkołą. Sztuczna Inteligencja twierdzi, że Pinochet nie studiował w Escuela de las Américas, mimo że wszystkie jego posunięcia bezdyskusyjnie wskazują, że w tej szkole odebrał odpowiednie nauki. Wydaje się, że obecnie Szkoła Ameryk pragnie się odciąć od tego „gwiazdora”, którego wyczyny są doskonale znane międzynarodowej opinii publicznej.
Metody działania
Szkoła przeżyła wstrząs ideologiczny i mentalny po zwycięstwie rewolucji na Kubie. Waszyngton uznał, że jego strefa wpływów, doskonale wyrażona przez doktrynę Monroe, może zostać zagrożona. W efekcie kursy ideologiczne stały się prawdziwym praniem mózgów. Uczono tam nienawiści do lewicowości we wszystkich przejawach, do związków zawodowych i do autochtonów, którzy zostali uznani za element niepewny. Czynniki decyzyjne w Waszyngtonie uznały, że muszą zastosować bardziej bezwzględne i okrutne metody, by utrzymać wpływy i dominację w Ameryce Łacińskiej.
W 1963 roku pod patronatem Jamesa J. Angletona, członka mrocznej organizacji Skull & Bones i pracownika Uniwersytetu Yale, CIA stworzyła podręcznik tortur zwany „Kubark Counterintelligence Interrogation”. W 1983 roku CIA wydała następne tego typu dzieło pt. „Human Resource Exploitation Training Manual”. Nazwa Kubark była zaszyfrowanym skrótem odnoszącym się do samej CIA. Kubark był dokumentem ściśle tajnym i przez około 30 lat nikt nie wiedział o jego istnieniu. Był jednym z podstawowych podręczników, na bazie którego szkolono tysiące adeptów Szkoły Ameryk. Agenci CIA określali Kubark mianem „inteligentnego przesłuchania”.
Wstępne metody postępowania związanego z przesłuchaniem obejmowały psychiczne zastraszanie, wyznaczanie nagrody pieniężnej za głowę poszukiwanego, zmuszanie do przyjmowania narkotyków i różnych innych substancji psychoaktywnych, takich jak temazepam, etanol, hioscyna, tiopental etc. By szantażować przesłuchiwanego, zalecane było porywanie członków jego rodziny i ewentualne pastwienie się nad nimi. Fizyczne znęcanie się nad pochwyconym obejmowało m.in.: bicie, kopanie, wieszanie ze związanymi na plecach rękami, trzymanie głowy przesłuchiwanego przez pewien czas w mocno nasolonej wodzie, kłucie, przypalanie prądem elektrycznym szczególnie unerwionych miejsc, głodzenie, nieustanne wybudzanie ze snu.
Nauczycielami byli często członkowie amerykańskich, elitarnych jednostek specjalnych, np. Zielonych Beretów. Pewien żołnierz salwadorski wspominał, jak pewnego dnia Zielone Berety przyprowadziły do jego garnizonu 16-letniego chłopca, oskarżonego o przynależność do partyzantki, i kazały miejscowym żołnierzom wbijać mu bagnety w palce i wyrywać paznokcie. Chłopca poddano także innym torturom, w skutek których zmarł.
Wszyscy pochwyceni musieli zostać rozebrani do naga i byli często przetrzymywani z kapturem na głowie, z założonymi kajdanami na rękach i nogach. Schwytanych umieszczano w ukrytych, zaimprowizowanych obozach koncentracyjnych. Obozy te lokowano najczęściej w niepozornych miejscach, na peryferiach miast albo w buszu, z daleka od siedzib ludzkich. W Chile, w okresie dyktatury Pinocheta, jednym z większych i bardziej znanych obozów koncentracyjnych była Villa Grimaldi w Santiago, przy Avenida José Arrieta 8200. „Gościła” w swoich murach ponad 4500 osób. Zwano ją także Cuartel Terranova i wsławiła się wyjątkowo okrutnymi torturami. Szefem Villa Grimaldi był brygadier Miguel Krasnoff, Chilijczyk pochodzący z rodziny Kozaków dońskich, urodzony w Austrii. Był dowódcą Brygady Caupolicán, znanej z licznych potajemnych porwań ludzi, zabójstw i stosowania tortur. Miguel Krasnoff był wychowankiem Szkoły Ameryk i był odpowiedzialny za śmierć około 70 osób, w tym za zabójstwo generała Carlosa Pratsa, przeciwnika spisku Pinocheta w 1973 roku.
W Argentynie, w okresie rządów prawicowej junty (1976–1983) szefem policji w prowincji Buenos Aires był generał Ramón Camps, wychowanek Escuela de las Américas. Zarządzał on siecią 29 obozów koncentracyjnych rozsianych na terenie tej prowincji. Ramón Camps miał na sumieniu 32 zabójstwa, 120 przypadków torturowania schwytanych, 2 gwałty, 2 porody sprowokowane torturami, 18 przypadków okradania więźniów, 214 porwań etc. Proces, jaki prowadzono przeciwko niemu, nie przyniósł jednak sprawiedliwości, gdyż w 1990 roku neoliberalny prezydent Carlos Menem udzielił mu ułaskawienia.
W praktyce wobec osób uznawanych za zakłócające stabilizację oprawcy stosowali zarówno tortury zalecone w podręcznikach Kubark, jak i wykazywali się inwencją własną. Doskonałą ilustracją takiej inwencji jest sprawa amerykańskiej siostry zakonnej, urszulanki, Dianny Ortiz. W 1989 roku przebywała ona w Gwatemali z misją edukacyjną i dobroczynną wśród Majów z grupy Ixil. Pewnego dnia została porwana przez żołnierzy gwatemalskich i zaciągnięta do obozu ukrytego w posterunku policji. Tam poddano ją brutalnym przesłuchaniom trwającym 24 godziny. Przesłuchania były przerywane biciem, kopaniem i zbiorowymi gwałtami. Po powrocie na wolność lekarze naliczyli na jej ciele ponad 111 ran spowodowanych tym, że oprawcy gasili na jej plecach płonące papierosy. Gdy Dianna była już półżywa, przesłuchujący wrzucili ją do dołu, w którym leżały trupy razem z żywymi ludźmi, dogorywającymi po torturach. Przypuszczalnie zakończyłaby wtedy życie, ale wśród przesłuchujących był rodowity Amerykanin, którego rozpoznała po angielskim akcencie, z jakim mówił po hiszpańsku. Kumple zwracali się do niego Alejandro. Otóż tenże Alejandro zaproponował, by jej jeszcze nie dobijać. Dzięki temu przeżyła. W stolicy Gwatemali domagała się zadośćuczynienia u ministra obrony Gwatemali, generała Héctora Gramajo – człowieka bezpośrednio odpowiedzialnego za represje, jakich doznała. Gramajo był wychowankiem Escuela de las Américas i ściśle współpracował ze służbami amerykańskimi. Oczywiście nie podjął on tematu i dalej działał zgodnie z dotychczasowym kursem. Wobec tego siostra Dianna przedstawiła swój przypadek w USA, domagając się sprawiedliwości. Rząd Ronalda Reagana odpowiedział jej ustami Thomasa Stroocka, amerykańskiego ambasadora w Gwatemali. Oświadczył on, że Stany Zjednoczone nie mają nic wspólnego z podobnymi okrucieństwami i nie partycypują w nich…
Walka o prawdę i uchylenie rąbka tajemnicy
Prezydent Jimmy Carter, który poważnie traktował pojęcie praw człowieka, zawiesił działalność szkoły. Ronald Reagan po objęciu prezydentury ponownie ją jednak otworzył i udzielił jej szerokiego poparcia. Praktyki wychowanków Akademii Morderców przez długie dziesięciolecia pozostawały w ukryciu. Nikt też nie wiedział o istnieniu podręczników tortur. W 1990 roku amerykański ksiądz Roy Bourgeois stworzył organizację SOA-Watch, która miała uważnie śledzić działalność Escuela de las Américas. Inicjował też protesty przed siedzibą szkoły w Fort Benning. Za taką działalność ksiądz Bourgeois i inni aktywiści zostali aresztowani i skazani wyrokiem sądu na cztery lub więcej lat więzienia.
Działalność Escuela de las Américas była nawet dla niektórych kongresmenów podejrzana. W 1993 roku deputowani Partii Demokratycznej – Marty Meehan, Joseph Kennedy i Joseph Moakley – wystąpili z wnioskiem o zamknięcie szkoły albo przynajmniej o zmniejszenie jej finansowania. W 1996 roku, za prezydentury Billa Clintona, zdecydowano się odtajnić podręczniki stosowane przez nauczycieli z Akademii Morderców. Były to m.in.: „Terrorismo y guerrilla urbana”, „Estudio de Interrogación”, „Inteligencia de Combate”, „Manual de Estudios Contra-Inteligencia” etc. Mimo odsłonięcia rąbka tajemnicy, różni politycy amerykańscy nadal podważali wyczyny wychowanków szkoły. Dick Cheney utrzymywał, że były to tylko nieautoryzowane błędy.
Niektóre wyczyny
Pierwszy szef junty argentyńskiej, generał Jorge Rafael Videla (1976–1981), stanął w 2010 roku przed sądem za popełnione zbrodnie w 1256 przypadkach. Zarzucano mu m.in. bezpośrednią odpowiedzialność za zabicie 29 osób, poddanie torturom 32 osób, zagrabienie mienia 35 osobom etc. Został skazany na dożywocie. Zmarł w 2013 roku.
Do historii przeszły wyczyny faszystowskiego batalionu Atlacatl. Dowódcą był pułkownik Domingo Monterrosa, wychowanek Akademii Morderców. Duża część żołnierzy batalionu również przeszła szkolenie w tej akademii. W grudniu 1981 roku batalion Atlacatl napadł na miejscowość El Mozote. Jego ludzie zabili tam 978 osób – kobiet, mężczyzn i dzieci. Mężczyźni przed śmiercią zostali poddani torturom w miejscowym kościele. Najmłodsze dzieci miały po kilka miesięcy lub lat. Monterrosa zarzucał mieszkańcom El Mozote, że byli sympatykami lewicowej partyzantki. W 1982 roku żołnierze z Atlacatl zamordowali w miejscowości El Calabazo ponad 200 osób płci obojga. Jednym z głośniejszych mordów było zabójstwo arcybiskupa Óscara Arnulfo Romero, wielkiego obrońcy pokoju i praw człowieka. 23 marca 1980 roku wygłosił on pamiętną homilię, w której w imię chrześcijańskich wartości apelował do żołnierzy salwadorskich, by nie wykonywali rozkazów strzelania do ludzi. Dzień później został zabity przez członków szwadronów śmierci. Zleceniodawcą wymienionych zbrodni był czołowy polityk salwadorskiej prawicy, major Roberto d’Aubuisson – wychowanek Akademii Morderców.
W Kolumbii 18 000 żołnierzy przeszło trening w Escuela de las Américas. Jednym z bardziej „zasłużonych” wychowanków szkoły był generał Agustín Ardila Uribe, komendant 4. Dywizji armii kolumbijskiej. W 1984 roku przeszedł on trening w Escuela de las Américas. W 1992 roku napadł na miejscowość Mapiripán w departamencie Meta. Jego oddziały ściśle współpracowały z faszystowskimi i narkotykowymi bojówkami Autodefensas Unidas de Colombia. W Mapiripán żołnierze i bojówkarze zamordowali ponad 77 wieśniaków płci obojga, ścinając im głowy, podrzynając gardła i wypruwając wnętrzności. Armia i bojówkarze zarzucali mieszkańcom Mapiripán, że sympatyzowali z lewicową partyzantką.
Escuela de las Américas do dziś wykazuje się wielką aktywnością w obronie amerykańskiego i zachodnioeuropejskiego kapitału. W 2018 roku boliwijscy oligarchowie z prowincji Santa Cruz i amerykańskie służby postanowiły pozbyć się demokratycznie wybranego prezydenta Evo Moralesa, któremu prawica zarzucała, że chce być dożywotnim dyktatorem. Bunt w Santa Cruz mógł być łatwo stłumiony, gdyż nie miał szerokiego poparcia w społeczeństwie, ale naczelny dowódca armii boliwijskiej, generał Williams Kaliman, i szef policji, Vladimir Yuri Calderón, opowiedzieli się za oligarchami i zażądali dymisji prezydenta. Evo Morales musiał się ukrywać, a prawicowa bojówka przeszukiwała jego mieszkanie. Przypuszczalnie Morales zostałby wówczas zabity, ale prezydent Meksyku, Andrés Manuel López Obrador, wysłał do Boliwii meksykański samolot wojskowy, który zdołał odnaleźć Moralesa i zabrać go bezpiecznie do Meksyku. Zarówno Kaliman, jak i Calderón byli wychowankami Escuela de las Américas. Oprócz nich w armii boliwijskiej działali wówczas tacy wychowankowie szkoły jak: burmistrz miasta Cochabamba, kapitan Manfred Reyes Villa (mózg tego zamachu), pułkownik Remberto Siles Vázquez, pułkownik Teobaldo Cardozo Guevara, pułkownik Julio César Maldonado Leoni, pułkownik Oscar Aguirre etc.
W obecnej, po-chavezowskiej Wenezueli tymczasowa prezydent Delcy Rodríguez, w ramach wymiany kadr wojskowych, postawiła na czele armii generała Gustavo Gonzáleza Lópeza – znanego z brutalności adepta Akademii Morderców. Rząd Delcy Rodríguez ściśle współpracuje z Waszyngtonem, zajmując się powolną likwidacją reform Cháveza oraz Maduro i przygotowaniem gruntu pod powrót neoliberalizmu. W takich warunkach możliwe będą wybuchy społecznego niezadowolenia. Wychowanek Akademii Morderców jako wódz armii wenezuelskiej może być w tych warunkach bardzo przydatny.
Warto na koniec zastanowić się, ilu ludzi straciło życie na skutek długotrwałej aktywności Szkoły Ameryk. Autor tego tekstu wyznaje, że nie natrafił na żadną wiarygodną i wyczerpującą statystykę. Biorąc pod uwagę duży zasięg czasoprzestrzenny działania szkoły, wydaje się, że ofiar było bardzo dużo – może nawet setki tysięcy. Czas pokaże, czy liczba ludzi, którzy zostali zamordowani lub ponieśli ciężki uszczerbek na zdrowiu skutkiem działalności Szkoły Ameryk, kiedykolwiek zostanie w pełni ujawniona.
Zawieszenie broni w Zatoce Perskiej powróci, o ile Prezydent Izraela dogada się z prezydentem USA w tej właśnie sprawie. Jeśli się nie dogadają, to też będziemy mieli do czynienia z wielką mową Trumpa, w której ogłosi, że Iran błaga go o koniec działań wojennych, a on się zlituje ze względów humanitarnych.
Dlaczego? Ponieważ za trzy i pół miesiąca odbędą się w USA wybory do obu izb parlamentu zwane połówkowymi. Wcześniej, bo 27 października, odbędą się w Izraelu wybory prezydenckie.
Wiem, wielu z was uważa, że gdyby wybory cokolwiek zmieniały, byłyby zakazane. Zgodzę się z twierdzeniem, że wybory są teatrzykiem wykorzystującym niskie pobudki wyborców łasych na „kiełbasę”, ale nikt chyba nie zaprzeczy, że wybór Trumpa bardzo dużo zmienił na świecie.
Powiecie jasne – zaatakował Iran, dozbraja ciągle Ukrainę, rozpętał cyrk z cłami i kłamie, jakby sam w te brednie wierzył. Kłamie, bo jest politykiem – to chyba wyjaśnia jego zachowanie, chociaż mógłbym wymienić sporo polityków, którzy kłamią bardziej inteligentnie.
Ruch na drodze Bandar Abbas–Rudan w południowym Iranie został wznowiony po tym, jak wczesnym rankiem stała się ona celem amerykańskiego ataku wojskowego. Źródło: Telegram 18.07.2026 r. 11:02.
Irańska armia poinformowała, że w piętnastej fazie operacji jej celem były schrony dla samolotów, miejsca postojowe dla samolotów, składy paliwa w bazie lotniczej Sheikh Isa w Bahrajnie, a także kilka strategicznych mostów, a wszystko to przy użyciu dronów szturmowych. Bazę lotniczą Sheikh Isa opisano w dokumencie jako jeden z najważniejszych ośrodków operacyjnych i logistycznych wspierających amerykańskie siły powietrzne i morskie w regionie, zaznaczając, że pełni ona funkcję kluczowej bazy dla operacji wojskowych USA przeciwko celom regionalnym, szczególnie Iranowi.
Zdjęcia satelitarne przedstawiające zniszczenia amerykańskiego systemu Patriot w pobliżu Erbilu w Iraku. Źródło: Telegram 17.07.2026 r. 11:42.
Trump w wywiadzie wypowiedział szczere i całkowicie bezinteresowne słowa uznania pod adresem JFK: „John Kennedy był wspaniałym facetem, przystojnym. Mówią, że był drugim najprzystojniejszym prezydentem Stanów Zjednoczonych”. Tylko nie pytajcie go, kto jest pierwszy. Nie pytajcie, kto zajmuje pierwsze miejsce w tym rankingu. Nie róbcie tego! Fragment wywiadu na YouTube.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Za pierwszej komuny popularna była anegdotka o bacy, którego agitator namawiał do wstąpienia do kołchozu. – Oddalibyście baco do kołchozu konia? – Oddołbym. – A krowę też byście oddali? – Oddołbym. – A owiecki? Owiecki też byście oddali? – Ni, owiecek nie oddom. – Jakże to baco? Konia byście oddali, krowę byście oddali, a owiecek nie chcecie oddać? Dlaczego? – Bo mom.
Dlaczego o tym wspominam? Właśnie media doniosły o „historycznym” głosowaniu kongresmenów Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów Kongresu w sprawie pomocy dla Izraela. Jak wiadomo, rząd Stanów Zjednoczonych regularnie wspiera Izrael kwotą około 4 mld dolarów rocznie. Autorzy książki „Lobby izraelskie w USA” piszą, że Izrael jest jedynym państwem, które z tej pomocy nie musi się rozliczać, więc pożycza tę forsę Ameryce na wysoki procent. Chętnie w to wierzę, bo od dziesiątków lat każdy prezydent USA przy zaprzysiężeniu składa Izraelowi coś w rodzaju hołdu lennego.
Prezydent przyrzeka mianowicie, że Ameryka będzie „wspierała” Izrael, bez względu na to, co on będzie robił. Znakomitą ilustracją tej lennej zależności Stanów Zjednoczonych od Izraela była wizyta Benjamina Netanjahu jeszcze za pierwszych jego rządów. Akurat izraelski Kneset podjął uchwałę o włączeniu Jerozolimy do terytorium państwowego Izraela. Było to sprzeczne z linią polityki amerykańskiej, która wtedy stała na stanowisku, że Jerozolima powinna zachować status międzynarodowy.
Jednak Beniamin Netanjahu przemawiając w Kongresie powiedział, że „Jerozolima nie będzie podzielona już nigdy. NIGDY!” – powtórzył z naciskiem. Na tę sprzeczną z linią polityki amerykańskiej deklarację część kongresmanów wstała i zaczęła izraelskiego premiera oklaskiwać na stojąco. Widząc to, inni kongresmani, wprawdzie z ociąganiem, niemniej jednak, też zaczęli wstawać i klaskać. Niechby no tak który nie wstał, to zaraz amerykańscy Żydowie zrobiliby z niego marmoladę.
Dlatego teraz, kiedy premier Netanjahu przemawia w Kongresie, to żaden tamtejszy twardziel się nie ociąga, tylko wstaje i klaszcze, zanim jeszcze mówca rozpocznie swoje przemówienie.
Cóż zatem takiego się stało, że aż ponad stu twardzieli z Partii Demokratycznej poparło poprawkę o skasowaniu pomocy dla Izraela? Nie jest tajemnicą, że Partia Demokratyczna robi bokami, więc każdy sposób uwodzenia tamtejszych suwerenów wydaje się dobry, a zwłaszcza – sposób bezpieczny. Ten sposób zaś był całkowicie bezpieczny, bo ponad 300 członków Izby Reprezentantów głosowało za odrzuceniem tej poprawki, czyli – za utrzymaniem dotychczasowej pomocy dla Izraela.
Trudno by kongresmani z Partii Demokratycznej nie wiedzieli, jaki będzie wynik głosowania, więc mogli podjąć próbę uwodzenia amerykańskich suwerenów – że oto są przeciwko wspieraniu Izraela – całkowicie bezpiecznie.
Tak samo zachował się Wielce Czcigodny prof. Przemysław Czarnek, kierując do Sejmu projekt przewidujący wstrzymanie dalszego futrowania Ukrainy. Z pewnością potrafi on liczyć do 460, więc nie mógł nie zdawać sobie sprawy, że jego projekt nie ma żadnych szans w głosowaniu. Zatem nie chodziło mu o to, by w jakikolwiek sposób ugodzić w Ukrainę i jej interesy, tylko – by stworzyć wrażenie, że gdyby PiS miał władzę, to natychmiast futrowanie Ukrainy by wstrzymał. A dlaczego zależało mu na wywołaniu takiego wrażenia?
Bo PiS coraz wyraźniej zaczyna czuć na plecach gorący oddech Konfederacji, która – zwłaszcza Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna – od samego początku opowiadała się przeciwko bezmyślnemu, nieodpłatnemu futrowaniu Ukrainy przez Polskę.
Teraz, kiedy na naszych oczach legła w gruzy cała polityka wschodnia zarówno w wydaniu PiS, jak i Platformy Obywatelskiej, w społeczeństwie narasta nie tylko świadomość tej katastrofy, ale i niechęć do dalszych poświęceń dla Ukrainy. Stało się to jasne zwłaszcza po proklamowaniu w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego.
Ta proklamacja oznacza, że Niemcy na razie porzuciły linię Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, na rzecz linii, jaką przyjęło Cesarstwo Niemieckie w roku 1917, pozwalając na utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, żeby szachować Rosję i utrzymywać w ryzach Polaków. W rezultacie Polska nie jest już ani Niemcom, ani Ukrainie do niczego potrzebna, więc obserwujemy cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z polityki europejskiej,
Tak było w Londynie, gdzie Polska w ogóle nie została zaproszona i tak było we Francji, gdzie „koalicja antybalistyczna” powstała też bez Polski – której uczestnictwu sprzeciwiła się Ukraina – podobnie jak bez mocarstw bałtyckich. Tak oto na naszych oczach kształtuje się na wschodniej flance NATO rodzaj „szarej strefy”, która w perspektywie może z jednej strony być niemieckim posagiem, wniesionym z okazji reaktywowania strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego i sprowadzeniu Ukrainy do pierwotnej roli, dając jej tylko terytorialną rekompensatę kosztem Polski za tereny utracone już teraz na rzecz Rosji.
Bo przecież to cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z europejskiej polityki nie jest celem samym w sobie, tylko narzędziem, przy pomocy którego będzie można osiągnąć cel w postaci przesunięcia Ukrainy na zachód, Niemiec – na wschód, a pozostałą resztę przeznaczyć dla Żydów, którzy będą wreszcie mogli zrealizować swoje majątkowe roszczenia w ramach obcinania kuponów od holokaustu.
Cóż mamy o tym myśleć, zwłaszcza po niedawnym potwierdzeniu przez specjalistkę Departamentu Stanu od holokaustu, panią Helenę Germain. Nawiasem mówiąc, któż może być lepszym specjalistą od holokaustu, jak nie Germanowie płci obojga? Nie o to jednak chodzi, tylko o deklarację pani Germany, że „nie wyobrażamy sobie” polskiego rządu z udziałem Grzegorza Brauna i Konfederacji Korony Polskiej.
Krótko mówiąc, w Polsce może być tylko rząd na miarę wyobraźni specjalistów Departamentu Stanu od holokaustu.
Gdyby coś takiego powiedział w 1981 roku Leonid Breżniew, to w USA i „Wolnej Europie” podniósłby się klangor pod Niebiosa – że to „gewałt” na zasadzie samostanowienia narodów i demokracji. Tymczasem nasi Umiłowani Przywódcy, jak jeden mąż, a właściwie – jak jeden mężyk stanu w rodzaju Księcia-Małżonka – podkulili pod siebie ogony.
W dodatku Naczelnik Państwa natychmiast postawił do pionu Wielce Czcigodnego Przemysława Czarnka, potwierdzając w ten sposób podejrzenia, że jest on tylko wydmuszką Jarosława Kaczyńskiego, jak wielu innych absolwentów Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA, gdzie przyszli dygnitarze szkolą się, jak realizować amerykańskie interesy, kiedy już stare kiejkuty dopuszczą ich do żerowiska.
W obliczu szybko eskalującej wojny z Iranem, Trump najwyraźniej nie miał w czwartek wieczorem nic lepszego do roboty niż werbalny atak na Chiny za rzekomą ingerencję w wybory w 2020 roku. Chcę od razu jasno powiedzieć, że moim zdaniem Donald Trump został pozbawiony udziału w wyborach w 2020 roku, ale nie z powodu ingerencji zagranicznej. To było tradycyjne oszustwo wyborcze. W rzeczywistości Departament Sprawiedliwości Trumpa i FBI gromadzą w Georgii dowody, które prawdopodobnie potwierdzą, że Georgia oszukała Trumpa. Ale to historia na inny dzień.
================================================
W czwartek wieczorem Trump wygłosił w godzinach największej oglądalności 30-minutowe przemówienie w Sali Wschodniej, w którym przedstawił następujące twierdzenia:
Kradzież danych rejestracyjnych wyborców. Trump powiedział, że pliki rejestracyjne wyborców w 18 stanach, zawierające łącznie 220 milionów rekordów wyborców, zostały „kupione, skradzione lub zhakowane przez Chiny” i że Chiny dokonały „prawdopodobnie największej kradzieży danych wyborczych w historii”. Dodał, że pliki zawierały nazwiska, adresy i przynależność polityczną. Nazwał to „bezprecedensowym koszmarem dla bezpieczeństwa wyborów”. Przypisał te informacje grupie zadaniowej Białego Domu i Prezydenckiej Radzie Doradczej ds. Wywiadu Zagranicznego.
Produkcja kart do głosowania. Twierdził, że chińska ingerencja obejmowała „próbę wyprodukowania nielegalnych kart do głosowania” dla Bidena.
Zatuszowanie. Stwierdził, że „głębokie państwo” starało się ukryć „skalę złowrogiej ingerencji Chin w wybory” i że agencje wywiadowcze nie poinformowały wcześniej ani Białego Domu, ani Kongresu o włamaniu.
Jego motywem było to, że Chiny nie chciały, aby został ponownie wybrany – „walczyli jak diabli, żeby uniemożliwić wygraną Donalda Trumpa” – i zasugerował, że chińska ingerencja doprowadziła Bidena do władzy.
Maszyny. Powiedział, że dokumenty, które wkrótce zostaną opublikowane, pokażą, że państwa i grupy zagraniczne miały możliwość wpływania na działanie elektronicznych maszyn do głosowania i gromadzone przez nie informacje. Powtórzył również niepotwierdzone twierdzenia, że Wenezuela próbowała manipulować amerykańskimi wyborami.
Ale zwróćcie uwagę, czego nie twierdził i czego nie może udowodnić – mianowicie, że Chiny wydrukowały karty do głosowania wstępnie wybrane dla Bidena i przemyciły je do kilku stanów, dając w ten sposób Bidenowi zwycięstwo.
O Boże! Co za bzdura. Ani jednego dowodu na to, że Chiny przemycały głosy lub manipulowały nimi, a mimo to wielu, którzy obserwowali Trumpa, było przekonanych, że to Chiny są wrogiem i należy się z nimi surowo rozprawić. To, co Trump zrobił dziś wieczorem, to jeden z najbardziej rażących przykładów propagandy mającej na celu wzniecenie wrogości.
W czasach, gdy Stany Zjednoczone są całkowicie uzależnione od Chin w kwestii pierwiastków ziem rzadkich, Trump uznał, że to dobry moment, by obrazić Chiny i zagrozić im. Myślałem, że Trump już sięgnął dna w dyplomacji… Myliłem się, bo sięgnął nowego dna. Nie zdziwiłbym się, gdyby Chiny ponownie podwoiły swoje wsparcie dla Iranu, by doprowadzić do upokarzającej porażki USA.
[Uważam argumenty autora za anty-ludzkie, anty-moralne. ukazują jednak satanizm strony Izrael – USA, md]
„Scenariusz Putina”: Czy Iran powtarza strategiczne błędy Rosji?
Feliks Abt
Analiza strategicznych paraleli między działaniami Władimira Putina na Ukrainie a zachowaniem Iranu w konflikcie z Izraelem i USA ujawnia uderzające podobieństwo:
Oba państwa wielokrotnie wymieniały inicjatywę militarną na ostrożność dyplomatyczną. Obserwatorzy geopolityczni i zagraniczni krytycy – zwłaszcza amerykański ekonomista polityczny Paul Craig Roberts – twierdzą, że Teheran systematycznie powiela kluczowe błędy geopolityczne Moskwy.
Według Robertsa, zarówno Moskwa, jak i Teheran wplątały się w cykl reaktywny, pozwalając wrogim koalicjom z czasem się umacniać. Dopóki Iran nie porzuci tego niepewnego, defensywnego nastawienia, ryzykuje, że podąży dokładnie tą samą trajektorią strategiczną, którą przypisuje się Rosji: permanentnie przedłużający się konflikt, rosnące wrogie koalicje i stale kurczący się obszar bezpieczeństwa.
Paul Craig Roberts jest amerykańskim ekonomistą politycznym, autorem i byłym urzędnikiem państwowym. Uzyskał doktorat z ekonomii na Uniwersytecie Wirginii i pełnił funkcję zastępcy sekretarza skarbu ds. polityki gospodarczej za prezydentury Reagana, gdzie był jednym z głównych architektów ekonomii podaży („Reaganomiki”). Później pracował jako zastępca redaktora naczelnego i felietonista w „The Wall Street Journal” oraz publikował liczne felietony w „Business Week” , „Scripps Howard News Service” i „Creators Syndicate”. Obecnie jest wybitnym niezależnym analitykiem geopolitycznym i krytykiem zachodniej polityki zagranicznej.
Sednem krytyki Robertsa – którą często podzielają krajowi obserwatorzy w Moskwie i Teheranie, często niesłusznie określani przez zachodnie media mianem „twardogłowych” – jest wskazanie siedmiu strukturalnych słabości wspólnych dla obu krajów:
1. „Negocjacje zamiast zwycięstwa” Roberts twierdzi, że zarówno Moskwa, jak i Teheran regularnie wybierają negocjacje, zawieszenia broni i sygnały dyplomatyczne zamiast zdecydowanych działań militarnych.
Rosyjski schemat : Putin wielokrotnie zabiegał o rozwiązania dyplomatyczne (np. porozumienia mińskie i rozmowy o bezpieczeństwie z NATO). Te przerwy pozwoliły Ukrainie i Zachodowi na zbrojenia, podczas gdy Rosja nie egzekwowała własnych „czerwonych linii”.
Paralela irańska : Teheran rutynowo akceptuje zawieszenia broni, prowadzi długie rozmowy i wydaje ostrzeżenia zamiast podejmować zdecydowane i dynamiczne działania.
Cena strategiczna : Negocjacje dają przeciwnikom czas na wzmocnienie swojej pozycji i nakładają ograniczenia polityczne na stronę skłonną do negocjacji.
2. Mentalność defensywna. Kluczowym błędem obu rządów jest fundamentalnie defensywna postawa, która pozbawia je strategicznej inicjatywy.
Postawy reaktywne : Rosja konsekwentnie reaguje na eskalację działań Zachodu, zamiast przejąć kontrolę nad narracją. Podobnie Iran przygotowuje się do przyjęcia ciosów, zamiast proaktywnie ponosić koszty.
Metafora nożyczek : Roberts zauważa, że Iran dysponuje tylko „jednym ostrzem nożyczek” – zdolnością obronną – nie posiadając jednocześnie ostrza ofensywnego, które mogłoby wymusić korzystny wynik konfliktu.
3. Moralna powściągliwość, która szkodzi samym sobie: Oba narody kładą zbyt duży nacisk na międzynarodową legitymację moralną – postawę, którą ich przeciwnicy postrzegają jako strategiczną słabość.
Wyrachowana powściągliwość Rosji : Moskwa opowiada się za przedłużającą się wojną na wyniszczenie i strukturalnie ogranicza swoje działania, aby chronić własnych żołnierzy i uniknąć masowych ofiar wśród ludności cywilnej po stronie przeciwnika. Co więcej, Rosja konsekwentnie sięga po środki dyplomatyczne i prawne; na przykład Moskwa wezwała do międzynarodowego śledztwa w sprawie masakry w Buczy – za którą została uznana za odpowiedzialną – ale spotkała się z odmową ze strony mocarstw zachodnich.
Kontrastujące stanowisko wroga na Ukrainie : Z kolei siły ukraińskie – w pełni uzbrojone, wyszkolone i wspierane logistycznie przez NATO – nie przywiązują wagi do infrastruktury cywilnej. Po zamachu stanu w 2014 roku, który doprowadził do obalenia demokratycznie wybranego rządu Ukrainy, nowy reżim w Kijowie regularnie ostrzeliwał głównie rosyjskojęzyczny region Donbasu, atakując rynki i osiedla mieszkaniowe.
Ideologiczne ograniczenia Iranu : Teheran przestrzega surowych ograniczeń religijnych i etycznych, które ograniczają jego skuteczność militarną. Iran z wyprzedzeniem ostrzegł Katar przed atakiem na wspólne złoże gazu, aby umożliwić ewakuację cywilnych pracowników, a także wydał podobne ostrzeżenia przed atakami na północny Izrael, aby umożliwić ucieczkę ludności. Teheran celowo unika ataków na infrastrukturę krytyczną, taką jak zakłady odsalania wody – które natychmiast sparaliżowałyby Izrael i państwa Zatoki Perskiej – ponieważ uważa taką wojnę totalną za grzech. Jest to zgodne z oficjalną fatwą religijną Iranu, która surowo zabrania produkcji i używania broni jądrowej.
Historyczny precedens powściągliwości : Ta religijna powściągliwość sięga czasów wojny iracko-irańskiej. Kiedy wspierany przez Zachód reżim Saddama Husajna użył niemieckiej broni chemicznej, zabijając lub okaleczając ponad 100 000 irańskich żołnierzy i cywilów, irańscy przywódcy religijni kategorycznie odrzucili wezwania do odwetu chemicznego, kierując się względami moralnymi.
Kontrastujące podejście przeciwnika na Bliskim Wschodzie : W jaskrawym kontraście, przeciwnicy Iranu działają bez takich operacyjnych skrupułów. Maksymalizują zniszczenia kinetyczne zarówno w celach wojskowych, jak i cywilnych, niszcząc całe bloki mieszkalne, szkoły, placówki medyczne i miejsca kultu.
Retoryka powściągliwości : Roberts odrzuca defensywne banały, takie jak irańskie stwierdzenie: „Nie atakujemy ludzi, jedynie się bronimy”, jako zasadniczo nieproduktywne w kontekście nowoczesnej wojny.
Negatywny efekt : mocarstwa zachodnie i ich przedstawiciele w żadnym wypadku nie są pod wrażeniem asymetrycznej powściągliwości moralnej. Rezygnując z dominacji eskalacji, aby uchodzić za odpowiedzialnych, Putin i irańscy przywódcy osiągają dokładnie odwrotny skutek – zachęcają swoich przeciwników do dalszych działań.
4. Brak konieczności narzucania niemożliwych do udźwignięcia kosztów: Podstawową zasadą strategii wojskowej jest to, że konflikty kończą się dopiero wtedy, gdy przeciwnikowi narzucono niemożliwy do udźwignięcia koszt. Oba reżimy nie spełniają tego standardu.
Błędy Iranu : Teheran zapowiada ataki rakietowe z wyprzedzeniem, minimalizuje liczbę ofiar wśród ludności cywilnej, atakuje odizolowane bazy amerykańskie zamiast bezpośrednio atakować Izrael i pozostawia infrastrukturę Arabii Saudyjskiej nienaruszoną. Pozwala to Izraelowi działać przy minimalnych kosztach bezpośrednich.
Błędy Rosji : Putin konsekwentnie unika agresywnych, asymetrycznych działań, które mogłyby znacznie zwiększyć koszty dla NATO lub Ukrainy.
5. Opóźnienie wzmacnia wroga. Czas jest ograniczonym zasobem strategicznym. Oba rządy marnują go na swoją niekorzyść.
Koalicja antyrosyjska : Dłuższe opóźnienia pozwalają NATO na większe zaangażowanie, dostarczenie Kijowowi najnowocześniejszej broni i wzmocnienie determinacji politycznej Zachodu.
Koalicja antyirańska : Opóźnienia zbliżają państwa arabskie do Waszyngtonu i pozwalają na rozwój regionalnych systemów obrony powietrznej. Tę podatność na ataki podkreślają potencjalne manewry dyplomatyczne, takie jak przekazanie przez Turcję rosyjskich systemów S-400 Zjednoczonym Emiratom Arabskim – de facto sojusznikowi Izraela. Co więcej, przedłużający się konflikt daje adwersarzom czas na mobilizację Arabii Saudyjskiej i Pakistanu przeciwko Iranowi.
6. Ograniczenia ze strony oligarchii. W swoich pracach i wywiadach Roberts wprowadza wewnętrzny wymiar ekonomiczny, aby wyjaśnić strategiczny paraliż Rosji. Twierdzi, że Kreml jest silnie ograniczony przez interesy oligarchiczne. Elity te wciąż mają nadzieję, że Zachód zniesie sankcje i pozwoli im powrócić do biznesu międzynarodowego. Chociaż Roberts sugeruje, że ta dynamika może mieć analogie w innych krajach objętych silnymi sankcjami, krytycy twierdzą, że przecenia on ich obecne wpływy; ogromna, jawna władza polityczna rosyjskich oligarchów w latach 90. znacznie zmalała pod rządami Putina. Niemniej jednak jego analiza wskazuje na potencjalnie silne ograniczenie wewnętrzne:
Wpływ elit : Roberts twierdzi, że Putin często stawia interesy finansowe i handlowe rosyjskiej elity gospodarczej ponad osiągnięcie bezwarunkowego zwycięstwa militarnego.
Motywy ekonomiczne : Plotki o sprzedaży broni – takie jak ewentualny transfer systemów obrony powietrznej S-400 do państw Zatoki Perskiej – sugerują, że kluczowe elity gospodarcze wciąż mają nadzieję, że strategiczne ustępstwa utorują drogę do złagodzenia sankcji i odzyskania dostępu do rynków zachodnich. Zdaniem Robertsa, opcje militarne Putina pozostają powiązane z tymi krajowymi interesami finansowymi.
7. Zwycięstwo wymaga inicjatywy. Ostatecznie strategię militarną można sprowadzić do prostej rzeczywistości: strona gotowa do użycia zdecydowanej, prewencyjnej i przytłaczającej siły decyduje o wyniku geopolitycznym.
Podział geopolityczny : Stany Zjednoczone i Izrael całkowicie dominują w tej proaktywnej dynamice. Rosja i Iran z kolei kurczowo trzymają się błędnego przekonania, że dyplomacja, apelacje prawne i strategiczna powściągliwość mogą zastąpić absolutną inicjatywę militarną.
Droga do porażki : Roberts przewiduje, że dopóki Teheran nie porzuci „scenariusza Putina”, będzie cierpieć dokładnie z powodu tej samej strategicznej erozji, która obecnie dotyka Rosję: trwale przedłużającego się konfliktu, rosnących wrogich koalicji i stale kurczącego się obwodu bezpieczeństwa.
Koszt rosyjskiego opóźnienia : Wahanie Moskwy już doprowadziło do poważnych niepowodzeń geopolitycznych. Wyrazistym przykładem są Finlandia i Szwecja, które przystąpiły do NATO i zgodziły się na rozmieszczenie broni jądrowej na swoim terytorium – tym samym sprowadzając egzystencjalne zagrożenie bezpośrednio na granice Rosji.
Koszt irańskiej zwłoki : Podobnie niechęć Teheranu do natychmiastowej eskalacji pozwala jego przeciwnikom zneutralizować jego podstawową architekturę obronną. Gdyby Turcja ostatecznie dostarczyła zaawansowane systemy obrony powietrznej S-400 państwom Zatoki Perskiej, takim jak ZEA, najważniejszy strategiczny środek odstraszania Iranu – arsenał rakiet balistycznych – mógłby okazać się w dużej mierze nieskuteczny.
Ostatecznie ta strategiczna krytyka zasługuje na poważną uwagę: podczas gdy USA i Izrael prowadzą wojny, by demonstrować swoją siłę, Rosja i Iran stoją na geopolitycznym rusztowaniu. Muszą nauczyć się walczyć o przetrwanie – ponieważ ich przeciwnicy mają na myśli wyłącznie ich całkowite zniszczenie lub rozczłonkowanie.
W poniedziałek 13 lipca naloty uderzyły w pas startowy międzynarodowego lotniska w Sanie , wkrótce po powrocie delegacji Huti z pogrzebu zmarłego ajatollaha Alego Chameneiego w Iranie. Minister obrony Jemenu, generał Taher al-Aqili, powiedział w programie X, że atak na pas startowy miał na celu zatrzymanie samolotu z delegacją Huti powracającą z pogrzebu Chameneiego. Ministerstwo obrony IRG oświadczyło, że wyczerpało środki dyplomatyczne, aby przekonać Iran i Huti do trzymania się z dala od jemeńskiej przestrzeni powietrznej, i że zareaguje na wrogie samoloty „wszelkimi dostępnymi środkami” oraz pociągnęło Iran do odpowiedzialności.
Jednak izraelski rzecznik na portalu Axios , Barak Ravid, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, poinformował, że Trump udzielił saudyjskiemu przywódcy MBS poparcia dla ataku w rozmowie telefonicznej – MBS poprosił o wsparcie dla działań militarnych przeciwko Huti i je otrzymał. Biały Dom odmówił bezpośredniego komentarza, a ambasada Arabii Saudyjskiej nie odpowiedziała.
Bezpośrednią przyczyną jest lotnictwo, a nie wojna lądowa. Około dziesięciu dni temu samolot Mahan Air wylądował w Sanie – pierwszy lot Iran-Sana od ponad dekady – i zabrał delegację Hutich udającą się na pogrzeb byłego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego. Arabia Saudyjska zablokowała kolejne loty, obawiając się, że zostaną one wykorzystane do transportu broni lub irańskich doradców wojskowych dla Hutich. (Należy zauważyć, że samo lotnisko jest w dużej mierze zniszczone i wyłączone z użytku od czasu izraelskich ataków w maju).
Po ataku Arabii Saudyjskiej na Sanę, Huti odpowiedzieli, ostrzeliwując rakietami balistycznymi i dronami międzynarodowe lotnisko Abha w południowo-zachodnim regionie Asir w Arabii Saudyjskiej – górzystym obszarze w pobliżu granicy z Jemenem i letniskowym kurorcie w kraju. Sari przyznało się do ataku. Rzecznik koalicji pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej poinformował, że obrona powietrzna „zapobiegła zagrożeniu ze strony rakiet balistycznych” wystrzelonych w kierunku południowego regionu. Nie zgłoszono żadnych ofiar.
Ta wymiana zdań była pierwszym atakiem Arabii Saudyjskiej na Hutich od czasu wejścia w życie nieformalnego rozejmu w marcu 2022 roku . Myślałem, że Saudyjczycy odpowiedzą we wtorek lub środę za poniedziałkowy atak Hutich… Na szczęście się myliłem. Saudyjczycy nie kontynuowali ataków na pozycje Hutich.
Atak Arabii Saudyjskiej był głupi i lekkomyślny. Obecnie Saudyjczycy mogą eksportować trochę ropy z Janbu, saudyjskiego miasta położonego nad Morzem Czerwonym. Ten atak na Jemen – choć był to jedynie port lotniczy – niósł ze sobą ryzyko, że Huti zaatakują saudyjski terminal naftowy w Janbu i zamkną cieśninę Bab al-Mandab. Biorąc pod uwagę podatność Arabii Saudyjskiej na zagrożenia, gdyby ich operacje na Morzu Czerwonym zostały zawieszone lub zamknięte, można by pomyśleć, że rząd MBS będzie angażował się w dalsze ćwiczenia mające na celu budowanie zaufania z Jemenem. Nic z tego! Saudyjczycy niemal doprowadzili do wznowienia wojny z Huti.
Nie wiem, kto przekonał MBS do całkowitego zaprzestania ataków na kontrolowaną przez Huti część Jemenu, ale Saudyjczycy nie zaatakowali ponownie. Saudyjczycy nie są w stanie finansowo poradzić sobie z jednoczesnym zamknięciem Cieśniny Ormuz i cieśniny Bab al-Mandab. Wygląda na to, że w Królestwie Arabii Saudyjskiej zwyciężył rozsądek… przynajmniej na razie.
Uwaga dotycząca zdjęcia na górze artykułu. Zamieściłem je, ponieważ stanowi ono doskonały obraz infrastruktury naftowej i LNG w Zatoce Perskiej i pomaga docenić geografię energetyczną Zatoki Perskiej.
Pepe, ja i dr Z. przedstawiliśmy kolejny świetny materiał podsumowujący obecną sytuację w Zatoce Perskiej za pośrednictwem naszego kanału Transition Protocol :
Pułkownik Wilkerson powrócił z zasłużonego urlopu, a my z Dannym Haiphongiem omówiliśmy najnowsze wydarzenia w wojnie USA z Iranem:
Nima i ja rozmawialiśmy o groźbach Trumpa dotyczących ataku na Iran:
W „Rewizorze” Mikołaja Gogola skorumpowani urzędnicy w małym rosyjskim miasteczku wpadają w panikę po przybyciu młodego mężczyzny z Petersburga. Ivan Chlestiakov jest młodym urzędnikiem, ale strach miejscowych przed ujawnieniem ich własnej defraudacji podnosi go do rangi carskiego audytora. Jego autorytet nie wywodzi się od cara, ale z paranoi jego gospodarzy. Kiedy maska opada, pozostaje tylko ośmieszenie oszukanych.
Dziś biurokracja bezpieczeństwa narodowego USA działa zgodnie z tą właśnie psychologią. Waszyngton domaga się, aby Iran zaakceptował gwarancje bezpieczeństwa dotyczące tymczasowych sankcji, wiedząc, że ich własny Kongres może je odwołać przy najmniejszym wstrząsie. Kiedy Teheran odmawia potwierdzenia fikcji, administracja Trumpa odpowiada teatralnością osaczonego biurokraty, grożąc pogrążeniem w otchłań, na które nie odważy się zdecydować.
Niedawna proklamacja Trumpa, że protokół ustaleń z Iranem jest „martwy”, wraz z groźbami ponownej blokady, nie jest pokazem siły. Z perspektywy Teheranu brzmi to jak frustracja hegemona, który wyczerpuje swoje możliwości konwencjonalnego przymusu. Ostatnie wymiany militarne działały jako brutalne rozliczenie dla Waszyngtonu, uwidaczniając fizyczne granice jego władzy. Ogłoszona śmierć memorandum jest bezpośrednim wynikiem systematycznego sabotażu Waszyngtonu. Tekst zawiera logiczną sekwencję deeskalacji: Iran uregulowałby ruch Ormuz, USA zniosłyby blokadę, Teheran uzyskałby dostęp do swoich funduszy, a groźby ustałyby. Ale Waszyngton traktował to nie jako wiążące ramy, lecz jako taktyczną pauzę, aby zachować swoją przewagę.
Z irańskiego punktu widzenia naruszenie było natychmiastowe. Pierwsza klauzula, domagająca się zakończenia wojny w Libanie, została zignorowana. Zwolnienia aktywów były ograniczone; groźby były kontynuowane, a Trump sugerował nawet porwanie irańskich negocjatorów. Ostateczny cios nastąpił w lipcu, kiedy Biały Dom cofnął zwolnienia sprzedaży ropy naftowej, gdy Teheran skonsolidował swój szlak morski. To ujawnia wrodzoną przemoc amerykańskiej dyplomacji. Prawdziwa pułapka tkwi w prawnej architekturze Imperium. Znaczna część reżimu sankcji jest chroniona przez ustawodawstwo Kongresu, takie jak CAATSA. Prezydenci mogą oferować tylko odnawialne zwolnienia. Po porozumieniu nuklearnym z 2015 roku irańscy planiści wyciągnęli ostateczną lekcję: tymczasowa ulga gospodarcza nie odbudowuje kraju ani nie gwarantuje bezpieczeństwa. Waszyngton domaga się, aby Iran przetłumaczył swoją suwerenność na język liberalnego internacjonalizmu, ignorując sekwencyjną logikę własnych porozumień. Teheran wie, że czeki Białego Domu są fałszywe.
To właśnie w tym ślepym zaułku Cieśnina Ormuz przestała być zwykłym wojskowym dławikiem, stając się osią suwerenności Iranu. Wymiana programu nuklearnego lub regionalnych sojuszy na rzecz efemerycznego zwolnienia z sankcji była niedopuszczalną asymetrią. Zmuszając ruch komercyjny do wyznaczonego korytarza i ustanawiając wspólną administrację z Omanem w celu pobierania taryf tranzytowych, Iran dąży do głębokiej zmiany w zarządzaniu Zatoką Perską. Daleki od dążenia do całkowitego zamknięcia – co wywołałoby casus belli – Teheran przekształca morską autostradę, historycznie patrolowaną przez piątą flotę USA, w suwerenną Izbę celną. Manewr ten podważa interpretację prawa morza przez Pentagon. Waszyngton powołuje się na „przejście tranzytowe”, aby uzasadnić przepływ swoich lotniskowców, ignorując fakt, że geografia cieśniny sprawia, że roszczenia do suwerenności wybrzeża są absolutne. Teheran nie „zamyka” cieśniny; biurokratyzuje swoją suwerenność, zmuszając globalnych spedytorów do wyboru między fizycznym bezpieczeństwem irańskiego wybrzeża a fikcją prawną piątej floty.
Przez dziesięciolecia „wolność żeglugi” w Zatoce Perskiej funkcjonowała jako ukryta dotacja dla zachodnich gospodarek, gwarantująca przepływ węglowodorów przy zerowych kosztach dla mocarstw hegemonicznych. Żądając, aby ruch poddał się wyznaczonemu korytarzowi, Iran pobiera historyczny rachunek za te zaszłości. Jeśli Kongres USA chce zaostrzyć efemeryczne sankcje, musi pokryć rachunek. Przymus nie jest już swobodny. Wykorzystanie geografii do egzekwowania czynszu naprawdę niepokoi planistów Pentagonu. Strategiczne rezerwy ropy naftowej w USA są praktycznie wyczerpane, a globalne zapasy pozostają napięte. Planiści wojskowi wiedzą, że eskortowanie każdego tankowca przez Ormuz wymaga nadmiernego rozmieszczenia logistycznego przeciwko łodziom roju Gwardii Rewolucyjnej. Bombardowania z powietrza mogą zniszczyć infrastrukturę, ale nie mogą wymazać topografii wybrzeża ani zneutralizować państwa, które włączyło przyjęcie szkód do swojej doktryny przetrwania.
Republika Islamska posiada kosmologię polityczną, w której opór wobec imperialnej hegemonii jest imperatywem ontologicznym. Pamięć o zamachu stanu z 1953 roku i jednostronnym wyjściu USA z JCPOA pozostaje żywa jako przypomnienie złamanych obietnic Waszyngtonu. Ujarzmienie państwa, które akceptuje porażki taktyczne jako cenę jego ciągłości, wymaga inwazji naziemnej, której żaden prezydent USA nie zarządzi. Domniemana śmierć memorandum jest upadkiem iluzji.
Dopóki Waszyngton hołduje fikcji własnej hegemonii, odmawiając zaakceptowania, że nie może już narzucać jednostronnego dyktatu, żadne porozumienie nie będzie możliwe. Osaczony biurokrata nadal żongluje swoimi papierami i zagraża pogrążeniem w otchłani, ale w Zatoce Perskiej fikcja prawna uderzyła w materię. Dopóki imperium nie zaakceptuje swojej klęski, Cieśnina pozostanie tam, gdzie rzeczywistość domaga się spłaty długów.