Jak Wielka Brytania pchnęła Polaków do Powstania Warszawskiego

Jak Wielka Brytania pchnęła Polaków do Powstania Warszawskiego

30.7.2026 wolnemedia/jak-wielka-brytania-pchnela-polakow-do-powstania-warszawskiego

Kiedy przyjrzymy się debacie publicznej w III RP, czy też kiedy przeczytamy książki, wydane po 1989 roku, jeżeli chodzi o Powstanie Warszawskie, przewija się w nich nazwa przede wszystkim jednego kraju: Związku Sowieckiego. Kiedy przejdziemy się ulicami Warszawy w dniu 1 sierpnia dowolnego roku, czy to w Marszu Powstania czy też po prostu w jakichś zatłoczonych miejscach, usłyszeć możemy, że Stalin stał na rogatkach Warszawy i przyglądał się, jak Niemcy mordują kwiat polskiej młodzieży. W kontekście Powstania ’44 rzadko jednak pada nazwa jednego kraju: Wielkiej Brytanii. Nie znalazłem książki w języku polskim, która zawarłaby w sobie całokształt dostępnej wiedzy o roli Londynu w popchnięciu nas Polaków do Powstania Warszawskiego.

Powód tego jest oczywiście znany: geopolityka, układ sił. W okresie PRL-u nie pożądane było mówić o powstaniu bo Stalin faktycznie stał na rogatkach Warszawy i pozwalał Niemcom je tłumić. Poza tym sam fakt, że wywołał je Londyn był już dla komunistycznej nomenklatury dyskredytujący. W „Polityce” w 1957 roku ukazał się artykuł mówiący o tym, że brytyjski agent, zrzucony do Polski w kwietniu 1944 roku, wywierał wpływ na rzecz insurekcji przeciwko Niemcom. Ten agent to oczywiście Józef Retinger. I rzeczywiście prace wydawane po 1989 roku zdają się potwierdzać ten fakt, mimo iż szef wywiadu MSW na uchodźstwie Tadeusz Modelski w swojej pracy zdaje się to negować. Z pomocą przychodzą jednak historycy brytyjscy ale także polscy, którzy powtarzają „komunistyczną propagandę”. Jak to tak można!

Po 1989 roku przyjęto jednak na ogół ideologię odwrotną: ZSRR, Sowieci, Rosjanie byli winni katastrofy powstania, Zachód był ten dobry. To kłamstwo jest utrwalane w świadomości społecznej. Dlatego idąc ulicami Warszawy 1 sierpnia chyba od nikogo nie usłyszymy, że Wielka Brytania zaczęła przygotowywać powstanie przeciwko Niemcom już w maju 1939 roku, na 4 miesiące przed pierwszym wystrzałem z pancernika Szlezwig-Holsztyn. Co więcej, nie znalazłem książki o powstaniu polskiego autora, która zawarłaby w bibliografii pracę brytyjskiego historyka, która opisuje majowe przygotowania polsko-brytyjskie do powstania przeciwko Niemcom. Książka ta nosi tytuł „Pionierzy wojny nieregularnej” autorstwa Malcolma Atkina. Ale nie ona jedyna wskazuje nam kierunek londyński, kierunek brytyjski, jako tego głównego sprawcę rozpoczęcia 1 sierpnia 1944 roku warszawskiej katastrofy.

Jako punkt wyjścia w dyskusji o brytyjskiej prowokacji, jaką było Powstanie Warszawskie, dajmy sobie pracę historyka Piotra Zychowicza „Obłęd ’44”. Jest to dosyć dobra książka. Powiedzmy w skali od 1 do 6 dałbym jej 3, może 3,5. No dobra, niech będzie, że dostateczna, zgodnie ze szkolną skalą. Dlaczego jednak krytykuję zawodowego historyka, sam będąc skromnym publicystą, bez większych zasięgów? Otóż dlatego bo mogę – to po pierwsze. Oraz dlatego bo istnieją ku temu przesłanki. Silne przesłanki.

Dlaczego więc daję Zychowiczowi tylko 3-3,5? Spójrzmy na tytuł książki. Pełny tytuł: „Obłęd ’44, czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie”. Z tego tytułu jednoznacznie wynika, że powstanie było w interesie ZSRR. Skoro zrobiliśmy Stalinowi prezent, więc działaliśmy w jego interesie. A przynajmniej w interesie jego kraju. Jest to oczywiście z gruntu błędna interpretacja. Wynika ona oczywiście z braku dokładnego zapoznania się z pracami brytyjskimi oraz szerzej anglosaskimi odnośnie przygotowywania powstania w Polsce.

Wystarczy zajrzeć do pracy pt „Wyspa Ostatniej Nadziei” Lynne Olson, wydanej po angielsku w 2017 roku, a po polsku rok później, aby przekonać się, że Brytyjczycy chcieli nie dopuścić do zagarnięcia Polski przez komunistów. Był to jeden z głównych powodów wsparcia dla powstania ze strony Winstona Churchilla. Nie jakaś tam miłość do Polaków. Wszyscy wiemy co Churchill powiedział na początku 1945 roku do generała Andersa. Była to zimna kalkulacja. Churchill reprezentował antykomunistyczne skrzydło brytyjskiego establishmentu. To właśnie to skrzydło popchnęło nas do insurekcji. A więc jego celem, co wynika z kierowniczej roli kręgów antysowieckich, było uderzenie w interesy ZSRR a nie robienie im prezentu.

Powstanie Warszawskie nie było więc prezentem dla Stalina. Miało być jego zmorą. Przygotowali je ludzie oskarżani o bycie bardziej antykomunistycznymi niż antynazistowskimi. Ludzie którzy po wojnie wysługiwać się będą nazistami i faszystami w budowania tajnych struktur militarnych w krajach NATO. Byli to także ludzie Churchilla. Cały establishment brytyjski głównego nurtu ich nienawidził i najchętniej rozwiązałby ich struktury.

W 1940 roku, w połowie lipca, Churchill wydał rozkaz podpalenia Europy. Odbiorcą tego polecenia był minister wojny ekonomicznej, podległy mu Hugh Dalton. 6 dni później, 22 lipca 1940 roku powołano do życia Kierownictwo Operacji Specjalnych, tajną służbę brytyjską, która całymi latami wspierała nas w przygotowywaniu powstania powszechnego, ograniczonego jak wiemy ostatecznie do obszaru Warszawy z powodu szybkich postępów sowieckiej operacji „Bagration”. Tego samego dnia także Londyn odrzucił niemiecką propozycję porozumienia, skierowaną oczywiście ostrzem przeciwko ZSRR. Churchill już w 1934 roku zakomunikował, że w przyszłej wojnie w Europie Moskwa będzie sojusznikiem Anglików. W październiku 1939 roku, w komunikacie radiowym, dał Sowietom zielone światło na zagarnięcie polskich Kresów Wschodnich.

Decyzja, pomimo sprzeciwu Lorda Halifaxa, który preferował porozumienie, nie mogła być więc inna: najpierw Berlin, potem Moskwa. Przez Berlin do Moskwy – tak brzmiało motto Churchilla, autora pomysłu operacji „Unthinkable”, która miała wypchnąć ZSRR, z pomocą wojsk niemieckich, z Europy Środkowej.

Churchill więc powołał do życia tajną służbę, która popchnie nas ostatecznie do powstania. Kiedy w trakcie debaty polskiego prawicowego celebryty W. Olszańskiego z badaczem polskiego podziemia Leszkiem Żebrowskim, autorem pracy „Paszkwil Wyborczej. Michnik i Cichy o Powstaniu Warszawskim”, padła z ust tego pierwszego teza, że Churchill powiedział: a Polakom zrobimy powstanie, pan Żebrowski się oburzył. Nie ma na to dokumentów – sugerował. „Alianci zachodni byli przeciwko Powstaniu Warszawskiemu. Robili wszystko żeby do niego nie dopuścić” – dodawał pan Żebrowski. Niestety, albo nie zna faktów, albo celowo dezinformował.

Faktycznie, nie znalazłem „dokumentów” na to że Churchill coś takiego powiedział w Teheranie. Znalazłem jednak „dokumenty” na to, że ten brytyjski premier wspierał powstanie, wbrew całemu brytyjskiemu establishmentowi wojskowo-wywiadowczo-dyplomatycznemu. Wreszcie że tajna służba, którą powołał do życia, całymi latami przygotowywała razem z Polakami powstanie pomimo iż doskonale wiedzieli, że nie będzie brytyjskiej pomocy.

Dlaczego więc to robili? Podobno bo Polski wywiad był tak cenny, że potrzeba było podtrzymywać nas w złudzeniu, że angielska pomoc nadejdzie. To wersja oficjalna, podawana zwłaszcza przez anglosaskich historyków, jak Lynne Olson. Jednak polscy historycy, którzy coraz więcej piszą o brytyjskich interesach w powstaniu, twierdzą, że Anglicy powstaniem chcieli wiązać niemieckie dywizje na Wschodzie, odciążając front zachodni. Takie powody podawała Polska Sekcja Kierownictwa Operacji Specjalnych, która zajmowała się szkoleniem tzw. cichociemnych – żołnierzy zrzucanych do okupowanej Polski na spadochronach w celu prowadzenia działań antyniemieckich. W brytyjskim interesie rzecz jasna. Bo przecież to Brytyjczycy ich przygotowywali do misji.

SOE – owe Kierownictwo Operacji Specjalnych, było powszechnie znienawidzone – od brytyjskich wojskowych, przez polityków i dyplomatów, po regularny wywiad. Tylko Churchill darzył ich sympatią. Bo bezwzględnie rozprawiali się z nazistami.

Churchill miał zapewne swój prywatny w tym interes. Jego związki rodzinne z funduszami rodziny Rothschildów są dobrze znane.

Ale Churchill był nie tylko najbardziej antynazistowski z brytyjskiego establishmentu Partii Konserwatywnej owego okresu, lat 1939-1940. Był także najbardziej antykomunistyczny. Już w 1944 roku sprzeciwiał się zdecydowanie zagarnięciu Europy Środkowej przez ZSRR. I to był główny powód wsparcia jego oraz jego podopiecznych dla powstania. Aby siła polska zajęła terytorium kraju przed Sowietami. W grę jednak wchodzić mogą inne powody, o czym w dalszej części tekstu.

W książce Zychowicza „Obłęd ’44” nie pada ani razu nazwisko szefa operacji SOE – Colina Gubbinsa, którego służba odegrała kluczową rolę w podburzaniu nas do powstania. Jak można w książce o powstaniu ani razu nie zawrzeć nazwiska głównego sprawcy?

Gdyby tego dokonano, ktoś bardziej obyty w historii Wielkiej Brytanii zrozumiałby, że tytuł nie klei się kupy. To przecież służba Gubbinsa była oskarżana o to, że jest bardziej antysowiecka, antykomunistyczna, niż antynazistowska. Nie bez powodu.

SOE, jak wiemy z pracy Gilesa Miltona „Ministerstwo Niedżentelmeńskich Działań Wojennych”, o której to pracy w bibliografii pracy Zychowicza nie ma ani słowa (gdyż została wydana 3 lata po wydaniu „Obłędu”), złożone było z dwóch ważnych elementów. Żadnym z nich nie było regularne wojsko. Dlatego byli nielubiani. Bo byli amatorami, poszukiwaczami przygód, krawaciarzami i do tego bandytami, którzy uczyli się podrzynania gardeł i kastrowania Niemców.

Tymi elementami byli bankierzy z londyńskiego City, brytyjska elita. Drugą częścią składową, dowódczą, byli wojskowi wywodzący się z ziemiaństwa. Nie wojskowi jako tacy. Lecz ci, którzy wywodzili się z najbardziej patriotycznej warstwy brytyjskiego społeczeństwa.

„Tego lata Dalton przyjął do pracy wielu mężczyzn, których znał dzięki osobistym kontaktom: bankierów, księgowych i prawników specjalizujących się w prawie międzynarodowym. Nie minęło dużo czasu – powiedział jeden ze zwerbowanych ludzi – a zatrudniliśmy jednego lub więcej przedstawicieli większości banków handlowych z City” – napisał Milton o SOE.

Czy jednak powodem werbowania ludzi z londyńskiej finansjery było to, że są oni także antykomunistyczni? Podobno robiono tak dlatego, bo SOE miało działać w Europie we współpracy z cywilami a nie wojskowymi więc potrzeba było do kontaktów z cywilami wykorzystywać także cywilów.

Nie zmienia to jednak faktu iż SOE reprezentowało najbardziej konserwatywne warstwy społeczeństwa brytyjskiego, a tym samym najbardziej antykomunistyczne. Churchill w lutym 1944 roku miał powiedzieć: „Wobec wkraczania Rosjan do Polski nasz interes polega na tym, że Polska powinna być silna i dobrze wspierana. Jeżeli będzie słaba i zostanie opanowana przez nacierające sowieckie armie, konsekwencje tego mogą przynieść wielkie zagrożenia dla przyszłości anglojęzycznych narodów”.

Słowa te są wielce wymowne i w zasadzie tłumaczą nam po co było przede wszystkim Powstanie Warszawskie i dlaczego Wielka Brytania je wspierała. Aby Sowieci nie zajęli całej Polski lecz jedynie jej wschodnie obszary.

Powstanie Warszawskie upadłoby po kilku pierwszych dniach prawdopodobnie gdyby nie jeden człowiek: Józef Retinger.

Retinger został w kwietniu 1944 roku zrzucony na spadochronie do Polski, startując samolotem z włoskiego Brindisi. Przy sobie miał kilkaset tysięcy dolarów w złocie i gotówce. Modelski, szef wywiadu MSW, w swojej pracy pt. „Byłem Szefem Wywiadu Naczelnego Wodza” pisze, że misja Retingera nie miała nic wspólnego z wybuchem powstania.

Pod datą 4 kwietnia 1944 napisał: „Misja dra Retingera polegała przede wszystkim na dokonaniu oceny politycznej i wojskowej wewnątrz kraju, ale nie miała żadnego bezpośredniego wpływu na wybuch Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku”.

Można te słowa interpretować na różne sposoby, wszak słowo „bezpośredniego” jest tutaj kluczowe. Evan McGilvray, brytyjski historyk, w swojej pracy z 2019 roku pt. „Polska i druga wojna światowa 1938-1948” napisał: „W krótkim czasie wybuchła wojna słowna dotycząca terminu i odpowiedzialności za powstanie. Ostatecznie polski rząd na uchodźstwie wysłał wysokiego rangą polityka, dr. Józefa Retingera, aby nawiązał kontakt z przywódcami podziemia i dostarczył pieniądze.”

Wiemy że polskie władze na uchodźstwie wydały na Retingera wyrok śmierci, podobnie jak chociażby zbuntowane wobec nich Narodowe Siły Zbrojne. Retingera z misją wysłały brytyjskie służby a pieniądze faktycznie były przeznaczone na ruch oporu. Modelski napisał: „Samolot, który wiózł dra Retingera, wystartował z Brindisi, wykonując misję na rozkaz Special Operations Executive (SOE).

Dlaczego więc McGilvray kłamie i przerzuca odpowiedzialność na Polskę? Cóż, nie wiem. Być może bo jest Anglikiem. Fakt faktem, że Retinger działał pod rozkazami SOE a więc pod rozkazami ministra wojny ekonomicznej, podporządkowanego Churchillowi. Churchill zapalił dla misji Retingera zielone światło.

To co jeszcze warte jest dodania a o czym wspomina Modelski, to to, że wszyscy dowódcy SOE w okresie jej istnienia, byli członkami brytyjskiej misji wojskowej do Polski we wrześniu 1939 roku. Której członkowie najpierw popychali nas do insurekcji przeciwko Niemcom, by po wjeździe do Polski Armii Czerwonej 17 września 1939 roku udać się pospiesznie do Rumuni. Na alkohol i „kobiety do towarzystwa”.

Polacy – gińcie w wojnie z Niemcami. My Anglicy przyjrzymy się wojnie, zobaczymy jak walczą Niemcy, spiszemy raporty a potem na wódkę (podobno pili szampana) i dziewczyny. A wy sobie dalej walczcie frajerzy.

Pieniądze, które dostarczył Retinger miały trafił do skarbnika Mikołajczyka i Stronnictwa Ludowego. Inne źródła podają wprost, że poszły na ruch oporu. Jak wiemy Anglicy wraz z operacją „Overlord” zintensyfikowali zrzuty zaopatrzenia na Polskę, aby wzmocnić opór w naszym kraju. Tj. aby odwrócić uwagę Niemców od Zachodu i skierować ją na Wschód.

Pomimo iż Modelski twierdzi, że misja Retingera nie miała nic wspólnego z powstaniem, Zychowicz przyznaje, że Retinger „namawiał Polaków” do „nasilenia działań dywersyjnych wymierzonych w Niemców i powstania”. Było to zgodne z potrzebą odwrócenia uwagi od operacji „Overlord” i marszu aliantów przez Francję do Berlina.

Wiemy że Churchill oraz niektórzy brytyjscy generałowie chcieli przeciąć drogę Armii Czerwonej, aby ta nie zdobyła zbyt wielu terytoriów w Europie Środkowej. Przyspieszeniu marszu do Berlina oraz zdobyciu go być może przed Sowietami służyć miała m.in. operacja „Market Garden”. Dodatkowo Churchill chciał lądowania na Bałkanach, naciskano także na Amerykanów aby szybciej przeszli przez Włochy, aby przeciąć drogę Stalinowi gdzieś w Europie Środkowej. I odciąć Sowietów od przemysłowego serca Europy. Słowa Churchilla, z lutego 1944 roku, tutaj wspomniane, najlepiej wyjaśniają jego poglądy.

Retinger został więc bez żadnych wątpliwości wysłany do Polski z funduszami na ruch oporu, przez SOE, a podburzanie nas do powstania w zasadzie nie ulega już wątpliwości. To samo czyniło kierownictwo SOE, zwłaszcza dwie postacie: Colin Gubbins, dowódca SOE a wcześniej dowódca operacji SOE, oraz Peter Wilkinson. Ten drugi w książce wprost przyznał, że wiedząc iż brytyjska pomoc nie nadejdzie, przygotowywał Polaków do powstania po 1941 roku kiedy to Polska przestała być aliantem Londynu w Europie numer 1 a stał się nim Związek Sowiecki. Obniżenie rangi Polski automatycznie sprawiło, że Anglicy stracili zainteresowanie wybuchem powstania w Polsce. Jednak SOE kontynuowały działania zmierzające do wybuchu powstania. Podobno aby utrzymać wśród Polaków złudzenie brytyjskiego wsparcia, po to, aby dane polskiego wywiadu napływały do Londynu. Około 44% danych wywiadowczych z Europy dostarczał wywiad polski. Dla utrzymania napływu tych danych wspierano przygotowywanie powstania pomimo oczywistego braku wsparcia w insurekcji ze strony większych sił brytyjskich.

Colin Gubbins podburzał nas do powstania po raz pierwszy jednak nie w 1942 czy 1943 roku. Robił to w 1939.

Już w maju 1939 roku Gubbins wylądował w Polsce. Aby montować nam ruch oporu. Warto jednak wrócić do korzeni brytyjsko-polskiej współpracy. Czy też może najpierw brytyjskiej prowokacji Retingera z 1938 roku, która miała zakończyć się zamachem stanu w RP. Ostatecznie jak wiemy nie zakończyła się. Polski rząd sam, bez brytyjskiej pomocy, zdecydował się wepchnąć nasz kraj pod dwie rozpędzone wywrotki ze żwirem. Sowiecką i niemiecką.

Retinger już w 1938 roku przybywał do Polski aby napuszczać nas na Niemców. Robił to pierwszy raz już w okresie I wojny światowej. Jednak ten okres to temat na inną dyskusję. Skupmy się na II wojnie światowej a raczej jej przededniu.

Retinger był czołową postacią przy tworzeniu w 1929 roku tzw. centrolewu, sojuszu partii opozycyjnych wobec sanacji. Już wówczas miał on podburzać polskie kręgi lewicowe i centrowe przeciwko Piłsudskiemu, propagując chaos i anarchię. Przyjęcie radykalnej postawy przez sojusz sprawiło, że władze RP aresztowały 11 członków ugrupowania. Osadzono ich w twierdzy w Brześciu. Retinger starał się wpływać na kręgi brytyjskie, aby wspierały więźniów.

Retinger więc anarchizował Polskę już w 1929 roku. Jednak 1938 rok będzie tutaj kluczowy. Wówczas to Hitler dokona anszlusu Austrii oraz, za zgodą mocarstw zachodnich, w tym przede wszystkim Wielkiej Brytanii, rządzonej przez wyznawców appeasmentu, Kraju Sudeckiego, w większości zamieszkałego przez Niemców.

Retinger oprócz centrolewu związał się także z Frontem Morges, sojuszem stronnictw centrowych, który powstał w Szwajcarii w 1936 roku. Jego członkowie rozważać mieli przewrót wojskowy. Dla Retingera i jego planów odcięcia Polski od Niemiec i wepchnięcia w wojnę z Berlinem byli znakomitymi wspólnikami.

Retinger brał udział już w jednoczeniu członków ugrupowania. Jednak jego rola we froncie została silnie zaznaczona dopiero w roku 1938.

W lutym Retinger spotkał się z Witosem, aby wytłumaczyć mu, że wizerunek Polski na Zachodzie, w związku z funkcjonowaniem reżimu sanacyjnego, jest niezbyt dobry. Żydowi w brytyjskiej służbie nie podobała się polityka zagraniczna Józefa Becka. Beck przez ludzi centrolewu określany był „płatnym niemieckim agentem”. Po spotkaniu udał się do brytyjskiego kanclerza skarbu, aby wyjaśnić mu jak wygląda obecna sytuacja polityczna w Polsce.

Retinger komunikował więc polskiej opozycji, że Londyn życzy obie zmiany władzy w naszym kraju – obalenia sanacji i zastąpienia jej Frontem. Jak podaje Mieczysław Biskupski, autor pracy „Wojna i dyplomacja na Wschodzie i na Zachodzie”, „brytyjska skłonność do ingerowania w polską politykę sięgała czasów znacznie wcześniejszych niż II wojna światowa”.

Retinger wprost informował stronę polską, że Anglia potrzebuje czasu na dozbrojenie się. Sugestia wielce wymowna. Ktoś musiał wszak dać Brytyjczykom ten czas. W tych słowach nie chodziło jednak jeszcze o zajęcie Sudetenlandu lecz o marcowy anszlus Austrii.

Retinger, pomimo złamania rąk w 1938 roku, wciąż dążył do obalenia sanacyjnej władzy, aby ta nie weszła w sojusz z Niemcami. Wysyłał do naszego kraju polityków Partii Pracy, aby spotykali się z kręgami chłopskimi w celu wywołania rewolty. Retinger obiecywał polskim politykom na wygnaniu w Czechosłowacji, że wywołane zostaną masowe demonstracje.

Kiedy we wrześniu 1938 roku, w tym samym miesiącu w którym doszło do konferencji czterech mocarstw w Monachium, obalenie rządu polskiego stało się niemożliwe, Retinger jeszcze mocniej naciskał na polityków lewicowych, aby kontynuowali działania zmierzające do obalenia sanacji.

W listopadzie było jeszcze gorzej i brytyjski szpieg jeździł od Witosa do Korfantego, aby przekonywać ich do swoich racji.

Wzywał przy tym prezydenta II RP Mościckiego, aby zaakceptował rząd Korfantego-Witosa. Dodatkowo chciał, aby powiązać pożyczkę dla Polski z tym czy w Polsce będzie przychylny Londynowi rząd. A więc pożyczka miała być związana z odsunięciem od władzy sanacji, zwłaszcza Becka, który miał według Retingera popchnąć Polskę do sojuszu z Niemcami, przeciwko ZSRR. Anglicy chcieli aby Polska weszła w wojnę z Niemcami.

W grudniu 1938 roku wnioski Retingera, wobec nieprzeprowadzenia puczu w Polsce, były takie, że Polska może wejść w sojusz z Niemcami kosztem Gdańska a jedyną nadzieją pozostaje wywrócenie rządu. W połowie marca 1939 roku naciskał na zamach stanu w Polsce jeszcze mocniej. Nie było tutaj przypadku. Dokładnie w połowie marca Hitler anektował Czechy i Morawy a Słowację uczynił swoim wasalem. Wobec okrążania Polski przez Niemcy, Beck, znienawidzony przez Anglików, mógł albo wejść z Niemcami w wojnę, albo poddać się ich woli i wejść w sojusz. Anglików interesowała wojna polsko-niemiecka. Mówili o tym wprost.

„Brytyjczycy chcieli zyskać na czasie, gdyż zdaniem lorda Halifaxa, każdy miesiąc przysparzał im 600 samolotów. Ponadto liczyli, że po pobiciu Polski dojdzie do bezpośredniej styczności pomiędzy Trzecią Rzeszą a ZSRR, co prędzej czy później może doprowadzić do starcia między nimi oraz do powstania bardziej pożytecznego i trwałego frontu wschodniego” – napisał Jan Ciechanowski, polski historyk, uczestnik Powstania Warszawskiego.

Biskupski, w konkluzji rozdziału swojej pracy o zamachu stanu Retingera, pisze: „W przededniu wojny Retinger próbował obalić własny rząd z pomocą zagranicy”.

Brzmi to jednak jak usprawiedliwienie rządu brytyjskiego, dla którego Retinger pracował. Retinger nie mógł działać wszak w oderwaniu od interesów brytyjskich. Fakt, że najbardziej agresywny nacisk Retingera na przewrót w Polsce miał miejsce dokładnie w momencie kiedy Hitler złamał w połowie marca 1939 roku ustalenia układu monachijskiego najlepiej świadczy o tym, że działał na rzecz Londynu, o czym Biskupski bardzo nie chce wspomnieć. Wszak to właśnie 15 marca Wielka Brytania, po 20 latach braku zainteresowania Polską, nagle sobie o niej przypomniała.

„Ostateczne rozwianie tych nadziei przyniósł marzec 1939 roku, który zweryfikował metodę brytyjskiej polityki zagranicznej, czyniąc ją gotową do użycia siły” – napisał Marek Rudzik, autor pracy pt. „Polska a Wielka Brytania. Od kryzysu sudeckiego do 15 marca 1939 roku”.

Dopiero 15 marca 1939 roku Wielka Brytania ostatecznie porzuciła pokojowe metody dogadywania się z hitlerowskimi Niemcami. Dopiero wówczas ostatecznie zainteresowała się tym co dzieje się w Europie. To zainteresowanie, biorąc pod uwagę działania Retingera w 1938 roku, miało już miejsce wcześniej. Jednak brytyjski szpieg dopiero w marcu 1939 roku zaczął forsować agresywną agendę przewrotu w Polsce, poprzez współdziałanie z Frontem Morges. Dopiero aneksja Czech i Moraw oraz wasalizacja Słowacji sprawiła, że napór Londynu na pozbycie się zwłaszcza znienawidzonego przez nich „niemieckiego agenta” Becka, był najsilniejszy. 31 marca Chamberlain zakomunikował iż „na wypadek jakichkolwiek działań wojennych mogących wyraźnie zagrozić niepodległości Polski i które by Rząd Polski uznał zatem za konieczne odeprzeć przy użyciu swych narodowych sił zbrojnych, Rząd Jego Królewskiej Mości będzie się czuł zobowiązany do udzielenia Rządowi Polskiemu natychmiastowego poparcia, będącego w jego mocy”.

Jak wyglądała moc i potencjał brytyjski w 1939 roku? Cóż, zacytujmy Ciechanowskiego: „Anglicy byli przeświadczeni, że muszą koniecznie siłą powstrzymać dalszą ekspansję Niemiec, chociaż brakowało im do tego odpowiednich sił i środków. Dlatego zaczynali szukać sojuszników, którzy mogliby im w tym pomóc.” Tak, do wojen na kontynencie, do wojen w celu utrzymania brytyjskiej hegemonii oraz równowagi sił, najlepiej nadają się siły zastępcze. Na przykład Polacy.

Na początku kwietnia Beck udał się do Wielkiej Brytanii, aby zastąpić gwarancje brytyjskie trwałym zobowiązaniem o wzajemnej pomocy i współpracy. 6 kwietnia 1939 roku wydano obwieszczenie o takich właśnie ustaleniach. W tym momencie Retinger nie potrzebował już żadnego zamachu stanu. Polska złamała pakt o nieagresji z Niemcami który Hitler wkrótce wypowie i zacznie przygotowywać Niemcy na wojnę z Polską. Dopiero w kwietniu 1939 roku zaczęły powstawać niemieckie plany wojenne przeciwko Polsce. Anglosasi byli uratowani. Ich koncepcja wielkiej wojny w Europie Środkowej i Wschodniej, zderzenia Niemiec i Sowietów, o którym wspominał ambasador Roosevelta Bullitt jesienią 1938 roku w rozmowie z ambasadorem RP w Waszyngtonie Potockim, właśnie się realizowała.

Beck miał jeszcze możliwość pójścia z Niemcami przeciwko bolszewikom. Wszak Zachód i tak chciał zniszczenia ZSRR rękoma Niemiec o czym polskie ministerstwo spraw zagranicznych doskonale wiedziało. Polska wybrała jednak honor i zniszczenie kraju, zamiast dołączyć do czegoś co i tak było nieuniknione. Wojna z ZSRR musiała wybuchnąć. „Wciąż nam to proponowano. Ale czego Polska potrzebuje – to pokoju, a nie awantur wojennych i to w towarzystwie Niemców. Byłoby to sprzeczne z zasadniczymi założeniami naszej polityki” – stwierdzić miał Beck, mając do dyspozycji dokument o tym, że Anglosasi życzą sobie wielkiej wojny w naszej części Europy. Ale Francuzi zapewne również. Wszak podane tam było iż chodzi o „państwa demokratyczne”. „Państwa demokratyczne życzyły by sobie żeby konflikt zbrojny nastąpił tam na wschodzie pomiędzy Niemcami i Rosją” – brzmi treść dokumentu MSZ-u II RP, którego autentyczność potwierdził ambasador RP w Londynie Raczyński.

I tak doszliśmy do maja 1939 roku i do początku brytyjskich przygotowań Polaków do insurekcji przeciwko Niemcom.

W maju 1939 roku do Polski przybywa Colin Gubbins, brytyjski wojskowy, który kooperował z polskim wojskiem w Rosji w 1919 roku. Ambasador Londynu zakomunikował, że Polakom można bezgranicznie ufać (od zawsze byliśmy naiwni i łatwowierni) toteż Gubbins jako członek brytyjskiego wywiadu wojskowego MIR, który przekształcił się w strukturę paramilitarną, organizować miał w Polsce partyzancki ruch oporu. W czerwcu, miesiącu kolejnym, Anglicy zakomunikowali, że są gotowi udzielić wsparcia w organizowaniu partyzantki, polegającej zwłaszcza na sabotażu linii kolejowych, które miały służyć Niemcom do importu ropy naftowej z Rumunii.

Także w maju 1939 roku utworzono w Polsce organizacje partyzanckie na czele których stanął major Charaszkiewicz. Nazwano je „Tajną Organizacją Wojskową” lub też „Lotnymi Oddziałami Bojowymi”. Stały się one podstawą do tworzenia Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego ostatecznie na Armię Krajową.

W lipcu 1939 roku Charaszkiewicz spotyka się w Londynie z brytyjskim wywiadem MIR oraz Sekcją D MI6 zajmującą się sabotażem i wojną nieregularną.

Charaszkiewicz utworzył z pomocą Anglików patrole wzdłuż granic z Niemcami, patrole kilkuosobowe, które miały zajmować się sabotażem na wypadek niemieckiej inwazji. Utworzono także kilkunastoosobowe grupy, które miały przenikać przez granicę i tam siać chaos wśród Niemców. Polacy szkolili się na książeczce Gubbinsa dotyczącej wojny nieregularnej nazwanej „Podręcznikiem dla przywódców partyzantki” dodatkowo biorąc od Anglików materiały wybuchowe na rzecz działań antyniemieckich. Brytyjczycy rozważali także pomoc na miejscu w Polsce, jakiej miała udzielić brytyjska misja wojskowa. Materiały propagandowe oraz sabotażowe napływały do Polski ze Skandynawii.

W sierpniu 1939 roku Gubbins ponownie udał się do Warszawy gdzie spotkał się z szefem biura wywiadu Sztabu Generalnego WP płk Smoleńskim. Jak podaje Atkin, strona polska doskonale zdawała sobie sprawę, że celem brytyjskim nie jest obrona Polski lecz stworzenie ruchu oporu, który będzie prowadzić sabotaż linii kolejowych do rumuńskiego Ploeszti, skąd pozyskiwano ropę naftową.

Sekcja D MI6 miała konkretny powód na obecność w Polsce. Chciała ona utrzymywać kontakty z ruchem oporu poza kontaktami ze sztabem generalnym. Chciała więc mieć tylne drzwi dostępu do polskiej partyzantki, niezależne od kontroli najwyższego dowództwa wojskowego.

Brytyjska misja wojskowa ostatecznie wyruszyła w drogę 25 sierpnia. Jej członkami byli przyszli przywódcy SOE oraz ważne postacie polskiej sekcji Kierownictwa Operacji Specjalnych. Na początku września dotarli do Polski. Kiedy przybyli do Lublina 3 września, Wielka Brytania właśnie wypowiadała wojnę Niemcom. Teoretycznie. W praktyce wykrwawiała Polaków zgodnie z ideą zyskania na czasie.

17 września, po 14 dniach obserwacji Polski, misja opuściła nasz kraj. Polska została celowo porzucona na rzecz Związku Sowieckiego. Anglicy tegoż dnia wydali jeszcze komunikat, obiecując, że Wielka Brytania będzie walczyć dopóki Polska nie zostanie wyzwolona a jej obszar okupowany przez agresorów nie zostanie nam zwrócony. Były to tylko puste słowa, które miały podtrzymać opór w Polsce. To właśnie Gubbins je wygłosił, człowiek, który będzie całymi latami podtrzymywał wsparcie dla ruchu oporu po to, aby dane polskiego wywiadu spływały do Londynu i aby Wielka Brytania mogła uratować swoje wpływy wobec negujących układ międzynarodowy Niemiec. „W związku z trudnościami w udzieleniu bezpośredniego wsparcia wojskowego Polakom przez brytyjskie siły zbrojne, kwestia wzbudzenia zaufania ma ogromne znaczenie i należy wykorzystać każdą okazję do wywarcia osobistego wpływu przez członków misji brytyjskiej” – brzmiały instrukcje Ministerstwa Wojny dla misji. To oszustwo maskowało brytyjską pogardę dla Polaków. W 1940 roku brytyjscy urzędnicy mieli powiedzieć: „bardzo rozsądny jak na Polaka… jedyny Polak, jakiego spotkałem, który jest zarówno uczciwy, jak i inteligentny”.

W nocy z 17 na 18 września misja opuściła Polskę. Polacy wykrwawiali się w wojnie z Niemcami i Sowietami, w wojnie na dwa fronty, a Anglicy, z Gubbinsem na czele, mogli wreszcie udać się do Rumunii na alkohol i dziewczyny.

W październiku, kiedy Churchill w audycji radiowej oddawał Kresy Wschodnie Stalinowi (tak to wyglądało dbanie o zwrot Polsce terytoriów zagrabionych przez totalitarnych sąsiadów), Gubbins odtwarzał Misję do Polski w celu przygotowania działań powstańczych przeciwko Niemcom. Strona polska a konkretnie Sztab Generalny WP na uchodźstwie zgodził się, aby to Gubbins kontrolował cały plan wojny partyzanckiej na okupowanych przez Niemcy terytoriach RP. Francuzi potwierdzili, że działalność wywrotowa w Polsce powinna pozostać w gestii brytyjskiego wywiadu wojskowego. Większość przemytu zaopatrzenia do polskiego ruchu oporu trafiło do zadań Petera Wilkinsona, prawej ręki Gubbinsa. Kiedy w czerwcu 1940 roku Gubbins otrzymał polecenie utworzenia tajnej armii pozostającej w cieniu, która miała sabotować niemieckie postępy na wypadek inwazji na Wyspy Brytyjskie, pierwszym jego krokiem w budowaniu tej armii było pozyskanie jako współpracownika Wilkinsona.

Peter Wilkinson został przez Normana Daviesa, poprawiacza wizerunku Wielkiej Brytanii w Polsce, określony „rzecznikiem polskich interesów”. Gubbinsa brytyjski historyk także gloryfikuje w kontekście stosunku do naszego kraju i Polaków. „Gubbins nie wstydził się swojego polonofilstwa” – pisze w książce „Powstanie ’44”. Jak jednak wyglądała prawda?

Cóż, Gubbins i jego prawa ręka Wilkinson byli funkcjonariuszami brytyjskich służb specjalnych którzy realizowali imperialne interesy brytyjskie. Obaj odznaczyli się podburzaniem Polaków do powstań przeciwko Niemcom, aby polski ruch oporu nie zgasł i aby Wielka Brytania, poprzez odwrócenie uwagi Hitlera od Zachodu i skierowania jej na Wschód, była chociaż trochę bezpieczniejsza. Do samego końca walk w Polsce byli odpowiedzialni za zużywanie polskiej tkanki demograficznej w celu podtrzymania nas w wojnie. Służyło to „podpalaniu Europy”, które Churchill zarządził Daltonowi 16 lipca 1940 roku.

Najbardziej interesujące jest jednak to co o tamtym czasie pisał sam Wilkinson. Oddajmy mu głos: „Latem 1941 roku analizy przeprowadzone przez SOE i Wspólny Sztab Planowania praktycznie wykluczyły możliwość udzielenia wsparcia siłom patriotycznym w Europie Wschodniej na jakąkolwiek znaczącą skalę, uznając, że wymagałoby to zbytniego odwrócenia uwagi od bombardowań Niemiec. Wniosek ten był politycznie nie do przyjęcia dla Polaków, którym groziła zagłada narodowa z rąk zarówno Niemców, jak i Rosjan. Sukces pierwszego lotu do Polski zachęcił Armię Krajową do myślenia w kategoriach wyzwolenia kraju poprzez wielką inwazję desantową, gdy tylko niemiecki opór zacznie się załamywać. Polska armia podziemna była wówczas najważniejszym atutem SOE, a Dalton i Gubbins, a także – co więcej – Perkins, Hazell i ja, byliśmy tak głęboko zaangażowani w sprawę polską, że baliśmy się skonfrontować ich z realiami ich sytuacji.

W każdym razie oficerowie sztabowi VI Biura nie ośmielili się przyjąć niczego poza najbardziej pozytywnym nastawieniem w kontaktach z Armią Krajową. Postanowiliśmy więc podążać za ich linią i, zgodnie z instrukcjami Gubbinsa, przez następne dwanaście miesięcy marnowałem godziny na pozorne wspólne planowanie z polskim sztabem generalnym, opracowując wymagania logistyczne pełnowymiarowej inwazji powietrznodesantowej na okupowaną przez Niemców Polskę, o której zarówno oni, jak i ja wiedzieliśmy, że nie ma szans, by doszła do skutku. Doświadczenia z Krety uświadomiły mi, że bez całkowitej przewagi powietrznej każda tego rodzaju operacja desantowa skazana jest na klęskę. Ten rozstrzygający argument był nie do przyjęcia dla Armii Krajowej, która mimo wszystko musiała podtrzymywać swoje nadzieje. Ze swojej strony było to dla mnie niewdzięczne zadanie i czułem głęboką frustrację oraz przygnębienie z powodu bezsensowności całego przedsięwzięcia.”

Jakby ktoś nie wiedział, powstanie powszechne w Polsce połączone miało być z inwazją z powietrza. Tym miały zająć się m.in. wojska generała Sosabowskiego, które ostatecznie rzucono na Holandię, aby przyspieszały drogę do Berlina – naczelny cel Churchilla – zamiast do Polski. Anglicy wiedząc, że do takiej operacji nie dojdzie, pomimo to ją przygotowywali.

Za tymi pięknymi słowami kryje się jednak to o czym już wcześniej wspomniałem. Od lata 1941 roku najważniejszym sojusznikiem Londynu w kontynentalnej Europie stawał się ZSRR. Polska została zepchnięta na dalszy plan i dlatego zmniejszano wsparcie dla ruchu oporu w Polsce. To wsparcie jednak było podtrzymywane aby polskie służby dostarczały dane wywiadowcze z okupowanego kraju.

„Zachodni sojusznicy nigdy nie wysłaliby żadnych swoich sił, by wyzwolić Polskę, tak jak zamierzali to teraz uczynić w przypadku Francji i krajów Beneluksu. Dręczony poczuciem winy Churchill nie był w stanie tego przyznać. Podobnie jak generał Colin Gubbins i inni wyżsi rangą oficerowie z SOE, którzy od samego początku wspierali Armię Krajową w jej planie przeprowadzenia zakrojonego na szeroką skalę powstania narodowego przeciwko Niemcom, zbieżnego z ofensywą aliantów w Europie Zachodniej. Zgodnie z polskim planem powstanie wymagałoby, by polskie eskadry bombowców i myśliwców, latające wówczas w ramach RAF, przetransportowały do ojczyzny tysiące polskich spadochroniarzy, również stacjonujących w Wielkiej Brytanii. Gubbins wiedział już od 1941 roku, że plan ten był niemożliwy do zrealizowania, ale jego własne głębokie przywiązanie do Polaków oraz, co ważniejsze, zależność aliantów od polskich akcji sabotażowych i wywiadowczych powstrzymały go przed powiedzeniem im prawdy. Biograf Gubbinsa ujął to wprost: „Ani SOE, ani polskie Główny Sztab [w Londynie] nie miały odwagi powiedzieć Armii Krajowej, że ze względu na niemożność zapewnienia odpowiedniego wsparcia lotniczego ich plany były zwykłą bzdurą” – napisała Lynne Olson w swojej „Wyspie Ostatniej Nadziei”.

I to właściwie zamykałoby temat brytyjskiej prowokacji jaką było Powstanie Warszawskie, które jak wiemy pierwotnie miało objąć obszar większy, jednak zostało ograniczone do stolicy z powodu postępów sowieckiej operacji „Bagration”. Nie tak szybko jednak. Wiemy już, że Kierownictwo Operacji Specjalnych Gubbinsa i Wilkinsona całymi latami podtrzymywało wśród Polaków duch oporu, aby wywiad otrzymywał dane z okupowanej Polski. Zacytujmy jeszcze kilka fragmentów książki Olson: „Sytuację pogorszył fakt, że Gubbins nakazał Peterowi Wilkinsonowi, pracownikowi polskiego oddziału SOE, aby zaangażował się – jak później zauważył Wilkinson – w „udawane wspólne planowanie z polskim sztabem generalnym, opracowując wymagania logistyczne pełnowymiarowej inwazji powietrznej na Polskę, o której zarówno oni, jak i ja wiedzieliśmy, że nie może się odbyć”.

Powyższy fragment częściowo pokrywa się ze wspomnieniami Wilkinsona. Zacytujmy dalszą część tego samego rozdziału, który wyjaśnia rzeczywiste przygotowania powstania połączonego z desantem, które Brytyjczycy nie mieli zamiaru wspierać: „Nawet brytyjscy szefowie sztabów, których opór wobec udzielenia pomocy polskiemu powstaniu był niezachwiany, w swoich publicznych wypowiedziach na ten temat byli znacznie mniej stanowczy niż w rozmowach prywatnych. Nie chcąc zrażać Polaków i narażać na szwank przepływ cennych danych wywiadowczych, które ci dostarczali, szefowie mówili niejasno o „celowości przygotowania Armii Podziemnej w Polsce do działań skoordynowanych z operacjami wojskowymi aliantów”. Polacy – dodali szefowie sztabów – „powinni otrzymać jak największą ilość sprzętu”, z zastrzeżeniem jedynie „dostępności odpowiednich samolotów”. Była to oczywiście sytuacja bez wyjścia: nigdy nie było dostępnych odpowiednich samolotów w ilościach, jakich potrzebowano”.

Kiedy jednak brytyjscy wojskowi doszli do wniosku, że pora powiedzieć Polakom prawdę: nie będzie żadnego wsparcia? Dopiero pod koniec 1943 roku Ministerstwo Wojny Londynu zakomunikowało, że zbliża się moment kiedy trzeba będzie nam Polakom powiedzieć, że żadnego większego wsparcia dla Armii Krajowej, na rzecz ogólnonarodowego powstania, nie będzie. Podano, że im szybciej strona polska zostanie poinformowana, tym lepiej. Nie została jednak poinformowano. Przygotowania trwały a zachodni alianci nie ostrzegli polskich sojuszników, że wszystko jest pozorowane aby tylko wywiad polski pracował na rzecz zachodniego wysiłku wojennego.

Jaka była rola w końcowym zwycięstwie aliantów ruchów oporu w całej Europie? Oddajmy głos generałowi Eisenhowerowi: „W żadnej poprzedniej wojnie ani na żadnym innym teatrze działań wojennych podczas tej wojny siły ruchu oporu nie były tak ściśle włączone w główne działania wojskowe” – napisał. „Uważam, że zakłócanie komunikacji kolejowej wroga, nękanie niemieckich przemieszczeń drogowych oraz ciągłe obciążanie niemieckiej gospodarki wojennej i służb bezpieczeństwa wewnętrznego w całej okupowanej Europie przez zorganizowane siły ruchu oporu odegrały bardzo znaczącą rolę w naszym całkowitym i ostatecznym zwycięstwie”.

Nam jednak nie dane było cieszyć się z końca wojny. Nie tylko nie odzyskaliśmy ziem, co cynicznie obiecywał nam Gubbins, kiedy 17 września 1939 roku opuszczał rozszarpywaną Polskę. Nie tylko Polska nie stała się suwerennym krajem. Nie tylko straciliśmy 2,5 do 3 milionów naszych rodaków. To jeszcze stolica Polski Warszawa została zburzona. Bo Wielka Brytania całymi latami mamiła nas wsparciem dla powstania powszechnego i podtrzymywała opór w Polsce, aby polski wysiłek wojenny służył ich interesom.

Kiedy jednak Anglicy zakomunikowali nam, zwłaszcza podżegacz Gubbins, że nie będzie żadnego wsparcia dla powstania powszechnego?

Jeszcze 29 lipca 1944 roku Gubbins w reakcji na polskie żądania co do wsparcia dla powstania powszechnego, poprzez m.in. zwiększenie zrzutów nad Warszawą, ataków bombowych na lotniska w pobliżu Warszawy, przerzut myśliwców do Polski czy też przerzut dywizji Sosabowskiego, odpowiedział pozytywnie. Na dwa dni przed wybuchem powstania SOE i Gubbins wciąż mamili nas że wsparcie nadejdzie., podtrzymując tą fałszywą iluzję.

Wszak 28 lipca Anthony Eden, szef brytyjskiej dyplomacji, zakomunikował hrabiemu Raczyńskiemu, polskiemu ambasadorowi w Londynie, że żadnego wsparcia nie będzie. SOE jednak pomimo to dzień później zakomunikowało stronie polskiej o przyznaniu polskiemu powstaniu „bezwzględnego priorytetu”. Gubbins bardzo szybko opuścił Londyn i udał się 10 sierpnia do Normandii gdzie trwały „właściwe” walki o brytyjskie bezpieczeństwo i interesy. 16 sierpnia jego zastępca Perkins, kolejny z „propolskich” Brytyjczyków – przed wojną właściciel fabryki w południowej Polsce, który mówił w naszym języku – po dwóch tygodniach wykrwawiania się Warszawy, stwierdził, że cała wina za powstanie leży po stronie polskiej.

Perkins dostawy zaopatrzenia dla walczącej Warszawy, wobec których entuzjastycznie wypowiadał się jeszcze 29 lipca jego szef Gubbins, nazwał zbrodniczymi. „Jako moje osobiste zdanie, przekazałem im, że jest z ich strony zbrodnią planować dostawy z pomocą dla Warszawy w ramach operacji tak ryzykownych jak te, które obecnie podejmują”.

Kluczowe dla wyprowadzenia strony polskiej w pole, w celu nie powstrzymania wybuchu powstania, tak przez Anglików jak i Amerykanów, były spotkania polskich elit w Waszyngtonie w czerwcu 1944 roku z Anglo-amerykanami. Polacy zakomunikowali Amerykanom, że polski ruch oporu współdziałać będzie w powstaniu ze stroną sowiecką. Anglosasi dopytywali się o szczegóły współpracy, po czym otrzymywali pozytywne odpowiedzi. Najwyższe władze wojskowe aliantów, w tym tajne służby OSS, zostały więc poinformowane, że Polska przygotowuje powstanie powszechne. Nikt nie zakomunikował, że przygotowania należy przerwać. „Nie podjęto jednak żadnych prób objęcia kontroli nad powstaniem lub zapobieżeniu jego wybuchowi” – napisał William Mackenzie, autor książki pt. „Tajna historia Kierownictwa Operacji Specjalnych”.

Wróćmy jednak do Retingera gdyż jego rola w podtrzymaniu powstania była kluczowa.

Retinger wyleciał z Polski, po kilku próbach zamachu na jego życie, 26 lipca 1944 roku. Po dostarczeniu władzom w kraju 220 tys. dolarów. 3 sierpnia, kiedy powstanie już trwało, przybył do Londynu.

5 sierpnia 1944 roku dowódca brytyjskiego lotnictwa we Włoszech, gen. Slessor, wydał rozkaz zaniechania dalszych zrzutów nad Warszawą. Głównodowodzący aliantów na Morzu Śródziemnym gen. Wilson podzielał opinię Slessora i wysunął wniosek o zaprzestanie lotów. Wniosek został przyjęty. I w tym momencie uaktywnił się Retinger, którego SOE wysłało w kwietniu z misją do Polski, aby wzmocnić po cichu ruch oporu. Brytyjski agent zabiegał u dowództwa wojskowego aliantów o wycofanie decyzji.

Działania Retinger przyniosły wymierne skutki. 8 sierpnia zarządzono kontynuację lotów. 10 sierpnia poinformowano, że brytyjscy lotnicy także będą brali udział w zrzutach zaopatrzenia dla walczącej stolicy. Retinger uratował więc Powstanie Warszawskie. Podtrzymał ogień w stolicy aby odciągać uwagę Niemców od frontu zachodniego i skupiać jej więcej na Wschodzie. „Sekcja Polska [SOE] oceniała, że powstańcy wiązali co najmniej cztery niemieckie dywizje i utrudniali konsolidację obrony na froncie wschodnim” – czytamy w pracy o pozycji Polski w brytyjskiej strategii oporu w Europie II wojny światowej.

Wsparcie dla powstania miało być jednak jedynie takie aby ono trwało. Brytyjczycy nie chcieli, aby odniosło ono zwycięstwo. Oprócz celów wojskowych, były także cele polityczne. Szybka klęska powstania wynieść mogła do władzy w Londynie prawicowe elementy. Retinger jako reprezentant tajnych kręgów brytyjskich elit starał się za wszelką cenę utrzymać Mikołajczyka, spolegliwego wobec ZSRR, na stanowisku premiera.

O roli SOE we wsparciu dla powstania warto także napisać w kontekście żądań z końca lipca 1944 roku. Wówczas to strona wojskowa Wielkiej Brytanii zdecydowanie odrzucała pomoc powstaniu. Gubbins jednak, o czym jeszcze w tym tekście nie wspominałem, popierał je, zanim udał się do Francji. Twierdził, że Polacy zasługują na symboliczny gest wobec wsparcia jakiego polski ruch oporu udzielał stronie brytyjskiej. 2 sierpnia SOE sugerowało odpowiedzieć pozytywnie na postulaty strony polskiej. Uczyniono to zanim jeszcze Anglicy dowiedzieli się o wybuchu insurekcji.

Alianckie dowództwo wojskowe było więc przeciwne wsparciu dla powstania, tajne służby Churchilla były za. Pora na dobitny dowód na to, że wiązało się to z celami antykomunistycznymi. A więc że SOE chciało zużywać Polaków, aby realizować plany niedopuszczenia do zagarnięcia Europy Środkowej przez Moskwę. „Wbrew silnym po dzień dzisiejszy w Polsce przekonaniom, Brytyjczycy bynajmniej nie zamierzali akceptować Rzeczpospolitej jako strefy wpływów ZSRR. Starano się unikać bezpośredniej konfrontacji z Kremlem w krajach Europy Środkowej ale równocześnie dążyć do umocnienia na tym obszarze brytyjskiej pozycji. Oznaczało to kontynuowanie wsparcia dla rządu polskiego, czego elementem były działania SOE”.

Słowa klucz w tym fragmencie: starano się unikać bezpośredniej konfrontacji z Kremlem. Konfrontacja miała być więc pośrednia. SOE działało na tym kierunku. Na kierunku niedopuszczenia do zagarnięcia Polski i krajów sąsiednich przez ZSRR.

Warto jeszcze skupić się na tezach historyka George’a Bruce’a który sugeruje, że Armia Czerwona, aby wyruszyć na Berlin, najpierw powinna uchwycić kluczowe punkty infrastruktury stolicy. A więc najpierw powinna opanować Warszawę.

„Z kolei dla nazistów i Sowietów miasto to stanowiło ważny strategiczny i taktyczny punkt kontrolny. Przebiegało przez nie siedem głównych szlaków komunikacyjnych, które przekraczały Wisłę za pomocą trzech mostów drogowych i dwóch kolejowych. Dla Niemców, toczących w tym rejonie bitwy obronne, mosty i drogi przebiegające przez miasto miały kluczowe znaczenie. Musiały one pozostać otwarte, aby zapewnić swobodny przepływ wojsk i zaopatrzenia na Front Wschodni. Z kolei dla Armii Czerwonej warszawska sieć komunikacyjna miała kluczowe znaczenie dla ofensywy na Berlin, choć mosty – o których wiedziała, że Niemcy je zniszczą – miały mniejsze znaczenie” – napisał Bruce.

Dzisiaj już wiemy, że Armia Czerwona na początku sierpnia 1944 roku została pobita metodami militarnymi i nie mogła kontynuować swojej ofensywy. Pod koniec sierpnia z kolei Stalin nie zdecydował się na natarcie, gdyż po pierwsze nie chciał walczyć na dwa fronty – front polski i bałkański – po drugie chciał, aby „londyńscy Polacy” zostali zniszczeni przez Niemców. Niemców, którzy aby to uczynić, ściągali dodatkowe siły na Wschód.

Jak jednak potoczyłaby się wojna gdyby powstanie nie wybuchło, Niemcy nie ściągali w związku z nim sił i środków na Wschód, oraz nie skierowali tam swojej uwagi, a Armia Czerwona zajęłaby Warszawę dużo szybciej, wobec braku powstańczych wystąpień? Czy przypadkiem Berlin nie zostałby zdobyty dużo wcześniej a Armia Czerwona, wyznająca regułę tam gdzie stoi sowiecki żołnierz tam jest ZSRR, w ramach faktów dokonanych, nie przesunęłaby sowieckiej strefy wpływów dalej na zachód w kierunku Zagłębia Ruhry? Cóż, alternatywnej historii pisać nie będę.

W kontekście powstania i Wielkiej Brytanii warto wspomnieć także o brytyjskiej misji wojskowej „Freston”.

Pomysł misji pojawił się wśród Polaków jednak to SOE posunęły tą kwestię do przodu, w lipcu 1944 roku. Trafiła ona jednak do Polski dopiero w grudniu tegoż roku. Jej celem było zbieranie informacji i zapewnianie łączności. Była ona ostatnim kontaktem SOE z Polską. W kraju jej osłoną zajął się najpierw obwód Częstochowa AK a później obwód Radomsko AK. Podczas walk z Niemcami strona polska straciła nawet jednego żołnierza. W istocie celem misji było sprawdzenie przez stronę brytyjską czy Polacy po hekatombie powstania gotowi są już oddać terytoria wschodnie Stalinowi.

„Polacy zbytnio zaufali Gubbinsowi. Jego strategia polegająca na powstaniu tajnych armii przeciwko nazistowskiej machinie wojskowej po przybyciu regularnej armii wyzwoleńczej okazała się błędna w przypadku Polski […]. SOE ponosi część odpowiedzialności za to, że Polacy nie zrozumieli konsekwencji brytyjskich planów wojskowych. […] Gubbins […] przewidywał zdradę Polaków przez Wielką Brytanię po 1945 roku. Podczas wojny powiedział Sue Ryder z SOE: „Oczywiście, że zostaną … po prostu wyrzuceni za burtę… My [Wielka Brytania] zamierzamy wycisnąć z nich wszystko, co się da, a potem ich porzucić” – napisał Edward Harrison, autor książki pt. „Tajne służby przeciwko nazistowskiemu reżimowi”.

I wyciśnięto.

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcia (domena publiczna): Sylwester Braun, autorzy nieznani [1] [2]
Źródło: WolneMedia.net

Bibliografia

1. Atkin M., „Pioneers of Irregular Warfare. Secrets of the Military Intelligence Research Department in the Second World War”, Yorkshire-Philadelphia 2021

2. Biskupski M. B. B., „War and Diplomacy in East and West. A Biography of Józef Retinger”, Londyn-Nowy Jork 2017

3. Bruce G., „The Warsaw Uprising: 1 August – 2 October 1944”, Leeds 1972

4. Ciechanowski J., „Powstanie Warszawskie”, Pułtusk-Warszawa 2014

5. Ciechanowski J., „Wielka Brytania i Polska. Od Wersalu do Jałty”, Pułtusk 2011

6. Davies N., „Powstanie ’44”, Kraków 2022

7. Harrison E., „Secret Service Against the Nazi Regime”, Yorkshire-Philadelphia 2022

8. Olson L., „Wyspa Ostatniej Nadziei”, Warszawa 2018

9. McGilvray E., „Poland and the Second World War 1938-1948”, Barnsley 2019

10. Milton G., „Ministerstwo Niedżentelmeńskich Działań Wojennych”, Warszawa 2018

11. Modelski T., „Byłem szefem wywiadu u naczelnego wodza”, Warszawa 2009

12. Rodzik M., „Polska a Wielka Brytania. Od kryzysu sudeckiego do 15 marca 1939 roku”, Warszawa 2019

13. Tebinka J., Zapalec A., „Polska w brytyjskiej strategii wspierania ruchu oporu”, Warszawa 2021

14. Wilkinson P., „Foreign Fields”, Londyn-Nowy Jork 2002

15. Zychowicz P., „Obłęd ’44, czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie”, Poznań 2025

16. https://pl.wikipedia.org/wiki/Front_Morges

17. https://pl.wikipedia.org/wiki/Centrolew

18. https://aryusslav.livejournal.com/22772.html

19. https://en.wikipedia.org/wiki/Military_Intelligence_(Research)

20. https://en.wikipedia.org/wiki/Edmund_Charaszkiewicz

21. https://abw.gov.pl/ftp/foto/Konferencje/pdf/Wywiad_i_kontrwywiad_II_Rzeczpospolitej_wobec_grozby_wybuchu_wojny_w_1939_r_.pdf

22. https://en.wikipedia.org/wiki/Section_D

23. https://histmag.org/O-czym-Churchill-rozmawial-z-gen-Andersem-24263

24. https://www.youtube.com/watch?v=eH5cuz7Ubig

“Perfidny Albion” dostosował się do nowej sytuacji geopolitycznej

“Perfidny Albion” dostosował się do nowej sytuacji geopolitycznej

Ryszard Kulczyński

Wytłumaczenie nieproporcjonalnie rozległych wpływów brytyjskich służb, agencji i organizacji w porównaniu do zanikającego potencjału Wielkiej Brytanii w wielu dziedzinach.

Brytyjskie wpływy instytucjonalne i nieformalne są nieproporcjonalne do jej surowych zdolności (PKB, armia, terytorium) dzięki trzem filarom: kapitałowi historycznemu, przewadze językowej i regulacyjnej oraz specjalizacji w elastycznym zarządzaniu kryzysem.

Oto mechanizmy tej przewagi:
1. Dziedzictwo imperium: Ukryta infrastruktura władzy. Upadek imperium nie zniszczył sieci wpływów, a jedynie zmienił jej charakter z politycznej na relacyjną i finansową.
· Prawo i finanse: Angielskie prawo jest podstawą 40% światowych kontraktów, a Londyn jest centrum rozstrzygania sporów. Służby wywiadowcze (GCHQ, MI6) mają do dyspozycji sieć dawnych kolonialnych kontaktów oraz stacje nasłuchowe rozsiane po całym świecie (np. na Wyspie Wniebowstąpienia).
· Wspólnota Narodów (Commonwealth): To nie tylko zabytkowa organizacja, ale żywy kanał wymiany kadr wywiadowczych i wojskowych (np. programy wymiany z Australią, Kanadą).

2. Przewaga „twardego soft power” (język i dane)
· Język angielski: Bycie ojczystym językiem USA i Indii daje Brytyjczykom naturalny dostęp do obu biegunów władzy. Brytyjscy analitycy są „tłumaczami” między światem anglosaskim a resztą świata.
· Przechwytywanie danych: Dzięki umowie Five Eyes, Wielka Brytania ma dostęp do amerykańskiego wywiadu sygnałowego (SIGINT), co w zamian pozwala jej oferować unikalne analizy dla krajów spoza USA, które nie chcą dzielić się danymi bezpośrednio z Waszyngtonem.

3. Specjalizacja w “zarządzaniu chaosem”
Zamiast konkurować z USA czy Chinami w wielkich projektach (jak lotniskowce czy AI), brytyjskie agencje wyspecjalizowały się w niszach kryzysowych:
· Zamówienia publiczne i antykorupcja: Agencje jak Crown Agents doradzają rządom Nigerii czy Ukrainy w przejrzystości wydatków, mając większą wiarygodność niż amerykańskie firmy.
· Negocjacje pokojowe: To nie przypadek, że wiele rozmów o zawieszeniu broni (np. w Sudanie) odbywa się w Londynie – brytyjscy dyplomaci są postrzegani jako mniej ideologiczni niż Amerykanie, a bardziej przewidywalni niż Chińczycy.

4. System „myślących sieci” (think tanki + rząd)
Brytyjskie instytucje (jak RUSI czy Chatham House) utrzymują płynną granicę między sektorem prywatnym a państwowym:
· Eksperci z think tanków regularnie przechodzą do ministerstw (tzw. revolving door) i odwrotnie, co sprawia, że rekomendacje są natychmiast wdrażane.
· Finansowanie często pochodzi z arabskich funduszy suwerennych, co daje Londynowi niezrównany wgląd w myślenie elit Zatoki Perskiej, a jednocześnie czyniło go do niedawna neutralnym pośrednikiem.

Dlaczego to trwa mimo zanikania potencjału?
· Efekt „marki premium”: Brytyjska dyplomacja i wywiad czerpią z kredytu zaufania wypracowanego przez dekady. Wielu przywódców w Afryce czy Azji uczyło się w brytyjskich szkołach publicznych – to kapitał społeczny, którego nie da się szybko skopiować.
· Brak odpowiedzialności za hegemonię: W przeciwieństwie do USA, Wielka Brytania nie jest postrzegana jako globalny żandarm. Może więc oferować mediacje i analizy, nie będąc oskarżaną o bezpośrednią agresję. To paradoksalnie czyni ją bardziej użyteczną w momentach, gdy USA się wycofuje (np. w roli wobec Chin).

Paradoks: Wielka Brytania utraciła zdolność do forsowania swojej woli (jak w wojnach kolonialnych), ale zyskuje na znaczeniu jako „kreator zasad gry” – ustala standardy etyczne mimo ludobójczej przeszłości kolonialnej, regulacje finansowe i język opisu sytuacji, co często wystarcza, by zachować pozycję przy znacznie mniejszych zasobach.

Brytyjski neokolonializm przybrał skuteczną postać sublimacji globalnych wpływów jako wyraz nostalgii po utraconym imperium.

Ryszard Kulczyński

„Król Północy” na Downing Street: Kto zostanie nowym brytyjskim premierem?

„Król Północy” na Downing Street:

Kto zostanie nowym brytyjskim premierem?

Aleksiej Gromyko o spuściźnie, jaką pozostawi po sobie Andy Burnham, obejmując stanowisko w gabinecie kryzysowym.

Aleksiej Gromyko , członek korespondent Rosyjskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk

====================

Można śmiało powiedzieć, że kandydat Partii Pracy Andy Burnham zostanie kolejnym premierem Wielkiej Brytanii.

W historii kraju rzadko zdarzało się tak zawrotne wrzucenie do rezydencji przy Downing Street 10. Tego najważniejszego stanowiska politycznego nigdy nie objął nikt, kto miesiąc przed objęciem urzędu nie był członkiem Izby Gmin, a przynajmniej Izby Lordów. 

Ale Burnham nie jest obcy.

Dlaczego Burnham?

Burnham ma na swoim koncie liczne zwycięstwa w wyborach powszechnych, zasiadając w rządzie Gordona Browna (2007–2010), w tym jako minister zdrowia, oraz w gabinecie cieni Eda Milibanda (2010–2015). Wcześniej ubiegał się o przywództwo Partii Pracy (LP), przegrywając znaczną przewagą z lewicowcem Jeremy’m Corbynem (2015–2020). Burnham uważa się za umiarkowanego lewicowca. Do jego osiągnięć należy nieoficjalny tytuł „Króla Północy” dzięki sukcesom i popularności jako burmistrza Wielkiego Manchesteru, jednego z największych obszarów miejskich w kraju.

Pragnienie Partii Pracy, by szybko pozbyć się Keira Starmera, było napędzane przedłużającym się kryzysem jego przywództwa. W ciągu zaledwie dwóch lat u steru Starmer ogromnie stracił wiarygodność: oskarżano go o niezdecydowanie, niedotrzymanie obietnic wyborczych i niezdolność do radzenia sobie ze spowolnieniem gospodarczym. Sytuacja premiera stała się jeszcze bardziej niebezpieczna na początku 2026 roku.

Następnie, w związku z masową publikacją amerykańskich „akt Epsteina”, wybuchł skandal wokół Petera Mandelsona, doświadczonego brytyjskiego polityka, mianowanego przez Starmera ambasadorem w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że Mandelson utrzymywał przyjazne stosunki ze zmarłym finansistą i pedofilem. Starmer był zmuszony pospiesznie zwolnić dyplomatę i publicznie przeprosić ofiary Epsteina. Tymczasem relacje między Londynem a Waszyngtonem uległy pogorszeniu. Donald Trump wielokrotnie krytykował Starmera, między innymi za jego początkową odmowę przyjęcia wniosku USA o wykorzystanie bazy wojskowej Diego Garcia do ataków na Iran (Starmer ostatecznie ustąpił). Ostateczny werdykt polityczny na temat lidera Partii Pracy zapadł wraz z porażką partii w wyborach lokalnych w maju 2026 roku. Później nawet najbliższe otoczenie premiera zaczęło odczuwać chaos i wahania. Dążenie partii do zapewnienia sobie stosunkowo świeżej postaci na stanowisko lidera, a tym samym premiera, stworzyło idealne warunki do triumfu Burnhama – nie pojawił się żaden inny potencjalny kandydat, który mógłby mu zagrozić.

Odziedziczył po swoim poprzedniku wiele nierozwiązanych problemów, ale także swoje największe osiągnięcie: ogromną bezwzględną większość Partii Pracy nad innymi partiami w Westminsterze (parlamencie), którą pod przewodnictwem Starmera zdobyła w wyborach powszechnych w 2024 roku. Pod tym względem partia rządząca zachowała solidne podstawy, które mogłyby pozwolić jej pozostać u steru rządu do 2029 roku.

Urzędnicy rządowi patrzą w stronę USA

Obecnie kształtuje się grono czołowych postaci najbliższego rządu Burnhama.

Yvette Cooper walczy o utrzymanie stanowiska szefowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jest już weteranką ruchu Partii Pracy i, co więcej, należała do politycznych szych, które namawiały Starmera do szybkiego ustalenia harmonogramu jego rezygnacji.

David Miliband, który pełnił również funkcję ministra spraw zagranicznych za kadencji Browna, może zasłynąć w niedawnej historii. Ed Miliband, który niegdyś wyprzedził swojego starszego brata i został liderem opozycyjnej Partii Pracy, również prawdopodobnie dołączy do rządu. Jest nawet typowany na stanowisko kanclerza skarbu. Jest jednak pewien problem: przez wiele lat był zagorzałym zwolennikiem zielonej gospodarki i minimalnego śladu węglowego, dlatego obecna administracja USA patrzy na niego sceptycznie. Co znamienne, ojcem braci był znany brytyjski lewicowy intelektualista Ralph Miliband (marksista z „Nowej Lewicy”, który całe życie krytykował Partię Pracy za odejście od ideałów socjalistycznych).

Fakt, że Jonathan Powell, według doniesień brytyjskiej prasy, zgodził się nadal pełnić funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa Burnhama, może być gwarancją ciągłości brytyjskiej polityki zagranicznej.

Do niedawna ten ostatni był postacią nieznaną Amerykanom i rzadko poruszał kwestie polityki zagranicznej w swoich przemówieniach. Jednak Burnham wygłosił już kilka godnych uwagi oświadczeń: po pierwsze, skrytykował nieskuteczne stanowisko Starmera w sprawie działań Izraela w Strefie Gazy, a po drugie, wezwał do zapobieżenia podziałom społecznym w Wielkiej Brytanii, podobnym do tego, który jego zdaniem ma miejsce w USA. Taka retoryka może nie każdemu przypaść do gustu po drugiej stronie Atlantyku.

Nie jest również jasne, jak nowy premier rozwiąże kwestię archipelagu Czagos. Rząd Starmera podpisał z Mauritiusem umowę o zwrocie wysp pod jego jurysdykcję, pod warunkiem kontynuacji długoterminowej dzierżawy Diego Garcia. Jednak pod presją (ponownie) Trumpa, który nazwał umowę „aktem słabości”, Londyn zamroził projekt i wycofał go z obrad parlamentu.

Teraz Burnham znalazł się w tarapatach: Mauritius domaga się dokończenia procesu przekazywania suwerenności, podczas gdy Waszyngton, który od lat 60. XX wieku posiada tam dużą bazę morską i powietrzną, kategorycznie sprzeciwia się kompromisowi. Co więcej, Stany Zjednoczone już teraz wyrażają pomysły na całkowity zakup archipelagu od Mauritiusa. Ten scenariusz wyraźnie pokazuje granice brytyjskiej suwerenności i stopień uległości Londynu wobec Waszyngtonu, z czym Burnham również będzie musiał się liczyć.

Problemy wewnętrzne i czynnik militaryzacji

Prawdopodobnie nowy premier skupi się bardziej na sprawach wewnętrznych, czego początkowo oczekiwano od jego poprzednika. Sytuacja społeczno-gospodarcza kraju jest fatalna, dług publiczny rośnie (i sięga już prawie 100% PKB), budżet jest dziurawy, a zasady stosunków handlowych z USA i Unią Europejską pozostają niejasne.

Powstaje pytanie, jak w tych okolicznościach Wielka Brytania planuje wdrożyć wspólną decyzję NATO o zwiększeniu bezpośrednich wydatków wojskowych do 3,5% PKB do 2035 roku (i w tym celu 1,5% musi zostać przeznaczone na infrastrukturę podwójnego zastosowania). Z tej perspektywy ekspansja kompleksu wojskowo-przemysłowego (MIC) pod rządami Starmera była zbyt powolna, ponieważ rząd miał trudności z wywiązywaniem się ze swoich zobowiązań społecznych.

Trudno powiedzieć, w którą stronę przechyli się szala. Burnham cieszy się dużym poparciem, przede wszystkim ze strony lewego skrzydła Partii Pracy i związków zawodowych. Dlatego nowy rząd może rozpocząć poszukiwania funduszy na dodatkowe wydatki wojskowe od podniesienia podatków dla przedsiębiorstw, co prawdopodobnie wywołałoby silne oburzenie ze strony wielkiego biznesu. Należy jednak pamiętać, że związki zawodowe koncentrują się na zatrudnieniu i płacach, a to, czy odbywa się to kosztem sektora cywilnego, czy wojskowego, jest kwestią drugorzędną. Dlatego też kolejny gabinet może nawet rozważyć cięcie wydatków socjalnych w celu przyspieszenia budowy sił zbrojnych.

W polityce wewnętrznej Burnham reprezentuje progresywny program. Opowiada się za decentralizacją władzy w kraju na rzecz samorządu lokalnego. Kolejnym ważnym priorytetem jest całkowite zniesienie dziedzicznych i dożywotnich tytułów parowskich w Izbie Lordów. Ponadto nowy premier planuje powrócić do idei zmiany systemu wyborczego w kierunku większej proporcjonalności w wyborach powszechnych (tj. podziału miejsc w parlamencie proporcjonalnie do głosów oddanych w okręgach wyborczych, zastępując obecny system większościowy, w którym zwycięzca potrzebuje jedynie względnej większości, a wszystkie pozostałe głosy są ignorowane).

Jedną z najważniejszych kwestii oczekujących na rozwiązanie jest oczywiście kryzys migracyjny. Zaostrzył się on zarówno za kadencji ostatnich konserwatywnych premierów, jak i Starmera. Problem ten jest ściśle powiązany z koniecznością podjęcia wyzwania, jakie stawia partia Reform UK pod przewodnictwem Nigela Farage’a. Powstaje sytuacja zugzwang: jeśli nowy rząd pójdzie drogą łagodzenia polityki imigracyjnej, faragiści zyskają jeszcze więcej wpływów; jeśli ją zaostrzy, zrazi do siebie lewicowe skrzydło Partii Pracy i Zielonych, najbardziej liberalny elektorat.

Brexit, kryzys ukraiński i spotkanie z Trumpem

Wreszcie, odnosząc się do wymiaru polityki zagranicznej, należy zauważyć, że Burnham zawsze dążył do maksymalizacji odbudowy korzystnych dla obu stron relacji między Wielką Brytanią a Unią Europejską. W rzeczywistości, lansował nawet pomysł powrotu do UE jesienią 2025 roku. Jednak już w maju tego roku, tuż po rozpoczęciu kampanii na rzecz powrotu do parlamentu w wyborach uzupełniających, zmuszony był publicznie odrzucić swoje słowa, aby nie zrazić do siebie konserwatywnego elektoratu.

Nie jest znany z sympatii do trumpizmu ani ruchu MAGA (Make America Great Again), dlatego może nie być nadmiernie skupiony na „specjalnych stosunkach” ze Stanami Zjednoczonymi. We wrześniu doroczna konferencja Partii Pracy będzie dla niego kluczowym wydarzeniem politycznym i raczej nie opuści jej nawet po to, by uczestniczyć w otwarciu nowej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ i swoim pierwszym spotkaniu z Trumpem. Ich pierwszy bliski kontakt nastąpi prawdopodobnie nie wcześniej niż w listopadzie, podczas szczytu G20 w Miami.

W odniesieniu do kryzysu ukraińskiego Burnham dotychczas wyrażał swoje poglądy wyłącznie w kategoriach euroatlantyckich. W swoim niedawnym artykule politycznym dla „The Times” stwierdził wprost: „Wsparcie Wielkiej Brytanii dla Ukrainy nie osłabnie. Zdajemy sobie sprawę, że bezpieczeństwo brytyjskie i szersze bezpieczeństwo euroatlantyckie są nierozerwalnie związane z tym, co dzieje się na Ukrainie”. Polityk podkreślił, że w ostatnich latach, jako burmistrz Wielkiego Manchesteru, osobiście pielęgnował relacje z Kijowem i Lwowem i obiecał utrzymanie pełnej pomocy wojskowej. Burnham od wielu lat konsekwentnie krytykuje Rosję i jest mało prawdopodobne, aby podjął jakiekolwiek inicjatywy mające na celu normalizację stosunków dwustronnych.

=================

Opinie redaktorów mogą nie odzwierciedlać opinii autora. Wykorzystanie tego materiału jest dozwolone zgodnie z zasadami cytowania obowiązującymi na stronie tass.ru.

Hańba dla Wielkiej Brytanii. Pakistańczyk kierował pedofilskim gangiem, wyszedł na wolność

Hańba dla Wielkiej Brytanii. Imigrant kierował pedofilskim gangiem, wyszedł na wolność

3 lipca 2026 pch24/hanba-dla-wielkiej-brytanii-imigrant-kierowal-pedofilskim-gangiem-wyszedl-na-wolnosc,

4235654yu4y546y34tery345.jpg
fot. policja w Manchesterze

Kolejny imigrancki skandal w Wielkiej Brytanii. Przywódca pakistańskiego gangu z Rochdale w Anglii, Shabir Ahmed, został zwolniony z więzienia – i będzie mógł dalej mieszkać na Wyspach.

W 2012 roku Pakistańczyk został skazany na 22 lata odsiadki za gwałty na nieletnich. Stracił też brytyjskie obywatelstwo. Teoretycznie powinien zostać teraz odesłany do Pakistanu, ale… w prawie brytyjskim jest luka. W efekcie ten brutalny przestępca pozostanie w Wielkiej Brytanii. Będzie mieszkał na wolności, przebywając jedynie pod nadzorem policyjnym i pod kontrolą systemu GPS. 

Ahmed przyjechał do Wielkiej Brytanii w 1967 roku. Pakistan był dawniej brytyjską kolonią. Zgodnie z prawem, obywatele państw dawnej brytyjskiej Wspólnoty Narodów nie mogą zostać odesłani z Wysp, jeżeli mieszkali na nich już przed 1973 rokiem. 

Gang, którym kierował Pakistańczyk, działał w latach 2008-2010. Przestępcy podawali nieletnim alkohol i narkotyki. Gwałcili je i pozwalali robić to samo innym w zamian za pieniądze. Imigranci brali na celownik nawet 12-letnie dzieci. Pakistańczyk nie wykazywał skruchy. Podczas swojego procesu nazwał sędzię „rasistowską szmatą”. 

Przestępcza organizacja z Rochdale była tylko jednym z elementów wielkiej siatki analogicznych gangów. Imigranci tworzyli podobne struktury w sumie od 1997 do 2013 roku. Szacuje się, że ich ofiarą padło w sumie 1400 dziewcząt, przy czym najmłodsze miały 11 lat. 

Źródło: Junge Freiheit

Wyciekłe dokumenty ujawniają operację brytyjskiego wywiadu przeciwko Rosji, Iranowi, Strefie Gazy i innym

Wyciekłe dokumenty ujawniają operację brytyjskiego wywiadu przeciwko Rosji, Iranowi, Strefie Gazy i innym celom

Autorstwa Davida Millera

Wyciekłe dokumenty ujawniają, że brytyjska agencja MI6, działająca pod przykrywką cywilnej organizacji „kontrdezinformacyjnej”, przyczyniła się do rozwoju potężnej machiny propagandowej. Początkowo jej celem była wyłącznie Rosja, ale ostatnio rozszerzyła swój zasięg, obejmując Iran, Strefę Gazy i inne kraje, jak ujawnia śledztwo MintPress News.

Ukryta brytyjska maszyna wojny informacyjnej

Śledztwo, oparte na tajnych, wykradzionych dokumentach, w tym na wewnętrznych stronach intranetu, ujawnia nową, tajną jednostkę propagandową w Departamencie Spraw Zagranicznych, Wspólnoty Narodów i Rozwoju.

Jednostka ta, działająca pod kierownictwem MI6 i ukryta pod cywilną przykrywką, zajmuje się profesjonalizacją i rozszerzaniem długoletniej praktyki państwa brytyjskiego polegającej na rozpowszechnianiu dezinformacji pod pretekstem „zwalczania dezinformacji”.

Operacja przeciwko Rosji rozpoczęła się w 2014 roku w ramach „Programu Języka Rosyjskiego” i jego oczywistego następcy, programu „Zwalczania Dezinformacji i Rozwoju Mediów” (CDMD). Po rozpoczęciu rosyjskiej „specjalnej operacji wojskowej” w 2022 roku, została ona rozszerzona o Ukrainę. Iran i Chiny zostały dodane jako oficjalne cele w 2023 roku, a Strefa Gazy została uwzględniona na zasadzie pół-autonomii. Wyciekłe dokumenty pozwalają nam ponownie ocenić to, co jest publicznie znane na temat propagandy i działań rządu brytyjskiego przeciwko Islamskiej Republice Iranu. Schemat jest niepodważalny: za każdym razem, gdy ujawniany jest wariant, służby wywiadowcze po prostu zmieniają nazwę i wznawiają operację, jednocześnie po cichu rozszerzając jej cele.

Skandal wokół „Inicjatywy na rzecz integralności” i rozwój brytyjskich wysiłków na rzecz zwalczania dezinformacji

Działania rządu brytyjskiego mające na celu zwalczanie dezinformacji rozpoczęły się od programu języka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Wspólnoty Narodów, działającego w ramach Departamentu Rosji Rządu Jego Królewskiej Mości. Oficjalnie program ten był skierowany do rosyjskojęzycznych odbiorców za granicą; posłużył on jako podstawa wniosku Instytutu Sztuki Politycznej o dofinansowanie jego flagowego projektu, Inicjatywy na rzecz Integralności.

W praktyce jednak inicjatywa Integrity Initiative była prowadzona głównie w języku angielskim (a nie rosyjskim) i wykraczała daleko poza jej rzekomy zasięg międzynarodowy. Ujawnione dokumenty z 2018 roku ujawniły, że inicjatywa ta utworzyła międzynarodowe skupiska dziennikarzy, naukowców i decydentów politycznych oraz rozpowszechniała treści wymierzone w brytyjską politykę wewnętrzną – w tym ciągłe ataki na Jeremy’ego Corbyna, ówczesnego lidera Partii Pracy.

„Inicjatywa na rzecz integralności”, finansowana przez służby wywiadowcze w celu osłabienia lidera opozycji

Skandal wyszedł na jaw pod koniec 2018 roku po poważnym wycieku danych. Wkrótce okazało się, że think tank zarządzający projektem – Institute for Statecraft – podał jako swoją siedzibę nieczynny młyn w Fife w Szkocji. Badania ujawnionych dokumentów ujawniły również liczne powiązania między projektem a służbami wywiadowczymi, w szczególności z liderem projektu, Chrisem Donnellym, który okazał się honorowym pułkownikiem w dotychczas tajnej organizacji wojskowej o nazwie Specialist Group Military Intelligence. W dokumentach wymieniono również nazwisko urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Andy’ego Pryce’a, który okazał się być odpowiedzialny za program, który sfinansował projekt. Sprawą zainteresowały się nawet media głównego nurtu.

Gateside Mills w Fife. Zniszczony i opuszczony.

W grudniu 2018 roku Szkocki Regulator Organizacji Charytatywnych (OSCR) wszczął dochodzenie w sprawie Instytutu Sztuki Rządowej. Raport, opublikowany w październiku 2019 roku, był bardzo krytyczny. W podsumowaniu stwierdzono, że organizacja „nie spełnia kryteriów wymaganych do utrzymania rejestracji jako organizacja charytatywna w Szkocji” z trzech głównych powodów:

  • Ich cele nie były wyłącznie charytatywne;
  • „Inicjatywa na rzecz uczciwości” „nie służyła dobru publicznemu w rozumieniu celów organizacji charytatywnej”;
  • Prywatne korzyści dla zarządu organizacji charytatywnej „nie były bez znaczenia”.

OSCR stwierdziło również, że powiernicy nie wywiązali się ze swoich obowiązków, m.in. poprzez „brak wspólnego podejmowania decyzji” i „zaniedbanie skutecznego nadzoru” nad kontem Integrity Initiative na Twitterze, co skutkowało „poważnymi szkodami wizerunkowymi”.

Następnie Instytut Sztuki Państwowej zakończył współpracę z Inicjatywą Integralności, przeniósł projekt do organizacji nastawionej na zysk, wstrzymał wypłaty dla powierników i wdrożył reformy ładu korporacyjnego. Ostatecznie OSCR nie podjęło żadnych formalnych działań przeciwko organizacji.

Strona internetowa instytutu została wyłączona na początku 2019 roku i nigdy nie została ponownie uruchomiona. Sama firma została rozwiązana w 2023 roku.

Strona internetowa Instytutu Sztuki Rządowej, 5 lutego 2019 r.

Do tego czasu pierwotny program nauczania języka rosyjskiego został już zrestrukturyzowany. Nigdy jednak nie było do końca jasne, co dokładnie się wydarzyło i kiedy. Według niektórych źródeł, Program Rozwoju Dezinformacji i Mediów (CDMD) został uruchomiony w kwietniu 2016 roku. W 2018 roku minister stanu Alan Duncan stwierdził w pisemnej odpowiedzi:

Program nauczania języka rosyjskiego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i Wspólnocie Narodów został uruchomiony w 2014 roku po nielegalnej aneksji Krymu przez Rosję. W kwietniu 2016 roku uruchomiliśmy nowy, czteroletni program strategicznej komunikacji i rozwoju mediów, zatwierdzony przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego, pod nazwą „Program przeciwdziałania dezinformacji i rozwoju mediów”. Poprzedni program nauczania języka rosyjskiego został zintegrowany z tym programem. Finansowanie Instytutu Sztuki Politycznej pochodziło z Programu przeciwdziałania dezinformacji i rozwoju mediów.

Jednak bliższe przyjrzenie się dokładnej sekwencji wydarzeń ujawnia nieścisłości w tej relacji. RLP został utworzony w 2014 roku i, zgodnie z odpowiedzią rządu na raport Komisji Spraw Zagranicznych w sprawie Rosji, dysponował budżetem w wysokości 70 milionów funtów (93 milionów dolarów) na pierwsze cztery lata. Warto szczegółowo zacytować oficjalne oświadczenie.

„Program języka rosyjskiego, prowadzony przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MFW), łączy wiedzę fachową Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Obrony (MON) i Ministerstwa Rozwoju Międzynarodowego (DFID), a także ekspertów zewnętrznych… Celem tych projektów jest wzmocnienie niezależnych mediów, nawiązanie kontaktu z osobami rosyjskojęzycznymi i demaskowanie dezinformacji rozpowszechnianej przez rosyjski rząd”.

W ramach tego programu rząd współpracuje z szeregiem partnerów w celu poprawy jakości publicznych i niezależnych mediów rosyjskojęzycznych, aby mogły one zapewnić osobom rosyjskojęzycznym rzetelny dostęp do rzetelnych informacji. Udzielane wsparcie obejmuje mentoring ze strony brytyjskich organizacji medialnych, doradztwo w zakresie rozwoju programu, finansowanie koprodukcji oraz promocję regionalnych inicjatyw rosyjskojęzycznych mediów.

Jak widać, program wyraźnie odwoływał się do działań w języku rosyjskim. Natomiast „Inicjatywa Integralności” nie. Jak można wytłumaczyć tę pozorną rozbieżność?

Przytoczone właśnie rządowe streszczenie było jedną z pierwszych wzmianek o Programie Języka Rosyjskiego (RLP) i zostało opublikowane 20 lipca 2017 r. Nie była to jednak pierwsza publiczna wzmianka o programie. W rzeczywistości, dzień wcześniej opublikowano inne, wcześniejsze oświadczenie. Było to streszczenie programu zawierające dalsze szczegóły. Co ciekawe, program języka rosyjskiego działał już ponad trzy lata, zanim Federalny Urząd Administracji (FCO) ujawnił go parlamentowi i opinii publicznej. Już samo to sugeruje, że była to tajna operacja. To wrażenie jest jedynie wzmacniane przez sam dokument programowy. Obok kolumny zatytułowanej „organizacje wdrażające” znajduje się gwiazdka, a pod nią wyjaśnienie pominięcia organizacji uczestniczących brzmi: „Informacja została wstrzymana ze względów bezpieczeństwa”. To wyraźny sygnał, że w sprawę zaangażowane były służby wywiadowcze – a w szczególności MI6.

Doszliśmy do wniosku, że RLP była tajną operacją, którą FCO upubliczniło w 2017 r., a następnie, gdy okazało się, że „Inicjatywa na rzecz uczciwości” nie mieści się w zakresie jej kompetencji, konieczny był nowy, rzekomy program, chociaż jego datowanie na 2016 r. mocno kontrastowało z wcześniejszymi oficjalnymi oświadczeniami.

„Informacje te zostały wstrzymane przed publikacją ze względów bezpieczeństwa”.

Ślad pieniędzy: finansowanie CSSF i kluczowa rola Andy’ego Pryce’a

Program języka rosyjskiego oraz program walki z dezinformacją i rozwoju mediów (CDMD) otrzymały dofinansowanie z Funduszu na rzecz Konfliktów, Stabilności i Bezpieczeństwa (CSSF).

CSSF to fundusz kontrolowany przez służby wywiadowcze, nadzorowany przez Sekretariat Bezpieczeństwa Narodowego w Gabinecie Ministrów, agencji wywiadowczej. Jego finansowanie zapewniało Ministerstwo Spraw Zagranicznych (FCO) (później FCDO), a nadzór strategiczny znajdował się w centrum brytyjskiego aparatu wywiadowczego.

Oficjalne dokumenty pokazują, że sam program CDMD wydał ponad 80 milionów funtów (106 milionów dolarów) w ciągu trzech lat poprzedzających 2021 rok. Raporty wskazują, że w kolejnych latach nadal przekazywano znaczne dodatkowe środki, w tym ponad 33 miliony funtów (44 miliony dolarów) w latach 2022/23. Łącznie z pierwszymi czterema latami programu RLP (70 milionów funtów), w ciągu dziewięciu lat poprzedzających 2023 rok wypłacono w ramach programu ponad 150 milionów funtów – czyli 199 milionów dolarów.

Andy Pryce najwyraźniej kierował zarówno RLP, jak i CDMD. Jego profil na LinkedIn wskazuje, że kierował CDMD od lipca 2015 roku. Jednak nawet oświadczenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MFC) podaje jedynie, że program został uruchomiony w kwietniu 2016 roku. W tej roli bezpośrednio zatwierdził finansowanie Inicjatywy Integralności. Pryce ukształtował również reakcję komunikacyjną rządu brytyjskiego na incydent w Salisbury w 2018 roku – rzekome otrucie Siergieja i Julii Skripalów. Mówi się, że był to punkt zwrotny w brytyjskiej taktyce propagandowej.

Według „Daily Express”:

„W ciągu pięciu tygodni od próby zamachu na byłego szpiega Siergieja Skripala i jego córkę Julię, Moskwa szerzy teorie spiskowe. Źródła w Whitehall podają, że dwa na trzy posty udostępniane w mediach społecznościowych pochodzą ze wspieranych przez Kreml mediów… Fakt, że brytyjscy ministrowie zostali zmuszeni do milczenia, podczas gdy trwają szczegółowe śledztwa prowadzone przez policję, służby wywiadowcze i laboratoria Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej, stworzył próżnię, którą wypełnia Rosja…”

„Do dwóch tygodni temu Departament Spraw Zagranicznych i Wspólnoty Narodów zdawał się zadowalać wydawaniem oświadczeń obalających najbardziej skandaliczne twierdzenia. Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni pojawiła się seria krótkich filmów, które według źródeł stanowią odejście od normy. Podobno są one pomysłem Andy’ego Pryce’a, szefa Działu Rozwoju Dezinformacji i Przeciwdziałania Mediacjom w Departamencie Spraw Zagranicznych i Wspólnoty Narodów”.

W raporcie czytamy dalej: „Film stawia sześć pytań, na które Rosja pod wodzą Władimira Putina do tej pory nie odpowiedziała”. Wśród nich znajduje się pytanie: „Dlaczego Rosja uparcie ukrywa użycie broni chemicznej przez brutalny reżim Asada w Syrii?”. To nie tylko całkowita nieprawda – ani Rosja, ani rząd Baszara al-Assada nie użyły broni chemicznej ani nie ukrywały jej użycia – ale także ironia, zważywszy na bezpośrednią rolę, jaką odegrało MI6 w przeprowadzaniu ataków chemicznych w Syrii.

Alex Aiken, który odegrał kluczową rolę w utworzeniu kolejnej kontrowersyjnej jednostki propagandowej rządu, „Jednostki Szybkiego Reagowania”, zauważył:

Przygotowanie głównej odpowiedzi rządu na zatrucia w Salisbury zajęło 13 dni. Oficerowie łączności i wszystkie inne jednostki aparatu bezpieczeństwa narodowego współpracowały, aby w razie potrzeby ujawnić informacje wywiadowcze i przedstawić sytuację w sposób zrozumiały.

Po incydencie w Salisbury, Zespół Łączności Bezpieczeństwa Narodowego (NSCT) – kolejna tajna jednostka utworzona przez brytyjski wywiad w odpowiedzi na operację otrucia w Salisbury w kwietniu 2018 roku (również finansowana przez CSSF) – usłyszał, że jej główną misją jest wykorzystanie „niesamowitej mocy odtajnionych informacji wywiadowczych” i że zespół jako całość musi „przyjąć silniejszą rolę pomostową”. Stwierdzili również, że wykorzystanie informacji wywiadowczych stanowi „znacznie ważniejszą część dyskursu i dyskusji” i że „informacje wywiadowcze są po to, by je wykorzystywać”.

Ujawnione później e-maile ujawniły bliską współpracę operacyjną Pryce’a z dziennikarzem Paulem Masonem, a w kilku raportach opisano go jako kontakt Masona. Razem byli zaangażowani w atakowanie krytyków brytyjskich operacji wywiadowczych w Syrii, w tym autora tego tekstu.

Chociaż Pryce „zaprzecza, jakoby kiedykolwiek pracował dla MI6 lub był agentem wywiadu lub tajnym śledczym”, sposób, w jaki zarządzał programem finansowanym przez wywiad, jasno wskazuje, że działał pod nadzorem służb wywiadowczych.

Pryce jest ważną postacią, która będzie się wielokrotnie pojawiać w tej historii.

Andy Pryce, ekspert ds. dezinformacji, 2025

„Rządowa Komórka Informacyjna”: Nowy front w 2022 roku

W lutym 2022 roku rząd Wielkiej Brytanii powołał Rządową Komórkę Informacyjną (GIC), aby wesprzeć działania rządu w odpowiedzi na domniemaną rosyjską dezinformację związaną z rosyjską „specjalną operacją wojskową” na Ukrainie. GIC skupiała ekspertów różnych agencji w zakresie analizy, oceny danych wywiadowczych i komunikacji strategicznej.

Catherine Hunt, która później odegrała kluczową rolę w tajnej jednostce propagandowej FCDO, została szefową działu analiz w nowej komórce.

GIC wyłoniło się z wcześniejszej tajnej jednostki propagandowej MI6, tzw. „Komórki Łączności Koalicji Anty-Daesz”, która nadzorowała brytyjskie działania dezinformacyjne w Iraku i Syrii. W sumie Wielka Brytania wydała podobno około 350 milionów funtów (465 milionów dolarów) na zmianę reżimu w Syrii. Jednym z kluczowych elementów wojny propagandowej były wielomilionowe kontrakty przyznane kontrahentom MI6, takim jak Ark, Albany Associates, Incostra i Mayday Rescue, lepiej znanym jako „Białe Hełmy”. Do przestępstw, w których byli współwinni, należało sfingowanie ataków z użyciem broni chemicznej w Syrii. Ataki te zostały zorganizowane przez MI6, a „Białe Hełmy” były zaangażowane w tworzenie narracji o przekroczeniu tzw. „czerwonej linii” przez rząd Baszara al-Assada. Warto zauważyć, że w wielu z tych zainscenizowanych incydentów zabijano cywilów w celu stworzenia efektownego widowiska na oczach światowych mediów, jak to miało miejsce w Dumie w 2018 r.

Należy zauważyć, że w początkowym okresie działalności CCCC kierowała Alicia Kearns, która później pracowała jako kontraktorka dla MI6 w Libanie. Następnie została posłanką i przewodniczyła parlamentarnej Komisji Spraw Zagranicznych w latach 2022-2024. CCCC i jego następca były finansowane z funduszu przeciwdziałania korupcji w służbach wywiadowczych, „Funduszu na rzecz Konfliktów, Stabilności i Bezpieczeństwa”.

Jednostka HMG-Rosja: tajny punkt łącznikowy w ramach FCDO

Program Rozwoju Dezinformacji i Mediów (CDMD) stanowił rdzeń jednostki Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji (HMG Russia Unit), która mieściła się w Dyrekcji ds. Europy Wschodniej i Azji Środkowej (EECAD) Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (FCDO).

Oddział HMG w Rosji: „Punkt kontaktowy w sprawie ukrytych aspektów pracy EECAD”

Wewnętrzne dokumenty intranetu FCDO ujawniają, że jednostka HMG Russia jest „punktem kontaktowym dla tajnych aspektów pracy EECAD”. Andy Pryce pracował w tej jednostce, kierując CDMD i Inicjatywą Integralności. Jego rola w CDMD nie zmienia jednak wrażenia, że ​​jest on ściśle powiązany ze służbami wywiadowczymi. Jednak jego przykrywka była wielokrotnie demaskowana. Najpierw w 2018 roku, po czym został oddelegowany do Brukseli, a następnie w 2022 roku dzięki współpracy z dziennikarzem Paulem Masonem. Przyjrzymy się teraz temu okresowi bardziej szczegółowo.

Profil Pryce’a na LinkedIn wskazuje, że przebywał w Brukseli od listopada 2019 do grudnia 2021 roku. Wygląda na to, że w tym czasie pozostawał związany z jednostką rosyjską brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (HMG Russia Unit). Raport OSCR dotyczący Inicjatywy Integralności został ukończony zaledwie kilka dni przed objęciem przez niego urzędu. Jego powrót do Londynu nastąpił w styczniu 2022 roku. Zaledwie kilka miesięcy później ujawniono e-maile między Pryce’em a Masonem, sugerujące, że Pryce informował Masona (i innych) i mógł być dla niego punktem kontaktowym. Mason nie przyjął dobrze określenia go mianem agenta MI6 i groził autorowi tego artykułu oraz innym osobom podjęciem kroków prawnych, jak pokazano poniżej.

W zabawnym zwrocie akcji, w tym roku opublikowano kolejne e-maile Masona. Wśród nich znalazła się korespondencja z jego prawnikiem, w której prosił o poradę, czy może pozwać autora tego artykułu o zniesławienie; autor odpowiedział, że trudno mu twierdzić, że nie miał kontaktu z brytyjskim wywiadem.

Jednak jeden szczegół w e-mailach podważa twierdzenie, że Pryce pełnił jedynie funkcję cywilną w Brukseli. W e-mailu do swojego prawnika Mason twierdził, że uważa, iż Pryce nie pracuje dla służb wywiadowczych, ponieważ Pryce powiedział mu, że został przydzielony do „Jednostki ds. Zwalczania Dezinformacji”.

Paul Mason nie jest agentem MI6. Wiadomość od Masona do autora z 16 czerwca 2022 r.
David Miller (kto inny?) – Mason prosi o poradę prawną, czy nazwanie go „agentem MI6” stanowi zniesławienie.
Prawnik Masona radzi mu, aby nie mówił, że nie miał żadnego kontaktu z „brytyjskimi tajnymi służbami”.
Mason twierdzi, że nie wierzył, iż Pryce pracuje w służbach wywiadowczych, ponieważ Pryce powiedział mu, że pracuje w dziale przeciwdziałania dezinformacji.

Wydaje się to sugerować, że jego rola tam była tajna. Nie pojawiła się ona na jego profilu na LinkedIn ani w żadnych innych publicznych źródłach. Jednostka ds. Zwalczania Dezinformacji (pierwotnie nazywana Komórką ds. Zwalczania Dezinformacji) została utworzona w odpowiedzi na incydent w Salisbury/Skripal. Biorąc pod uwagę rzekomą wiodącą rolę Pryce’a w operacji przeciwko Skripalowi, nie byłoby wielkim zaskoczeniem, gdyby okazało się, że był zaangażowany w tę jednostkę. Jeśli tak, wzmacnia to podejrzenie, że jego praca w Brukseli była przykrywką.

Zmiana nazwy pod presją: utworzenie Dyrekcji ds. Zagrożeń Informacyjnych i Wpływów

Pryce był z powrotem w Londynie zaledwie kilka miesięcy, gdy CDU znalazła się pod ostrzałem. Pod koniec 2022 roku Komórka Informacyjna Rządu (GIC) i Jednostka ds. Zwalczania Dezinformacji (CDU) spotkały się z ostrą krytyką i ujawnieniem informacji zarówno ze strony lewicy, jak i prawicy. Rząd zmuszony był przyznać przed komisją śledczą ds. COVID-19, że CDU „ściśle” współpracowała z brytyjskimi służbami wywiadowczymi.

Susannah Story, Dyrektor Generalna Departamentu Nauki, Innowacji i Technologii, zauważyła również: „W szczytowym okresie »Komórka Antydezinformacyjna« [dawna nazwa CDU] liczyła zespół liczący do 50 osób, choć liczba ta jest jedynie orientacyjna. CDC było zorganizowane wirtualnie i elastycznie, a DCMS i inne departamenty korzystały w razie potrzeby ze swoich szerszych zasobów (które niekoniecznie koncentrowały się wyłącznie na dezinformacji)”. Zatem pozornie tajne powiązania Pryce’a z CDU ponownie miały charakter wywiadowczy.

Sprzeciw, z jakim spotykały się jednostki tajne, zmusił je również do zmiany nazwy. W październiku 2023 roku CDU przemianowano na „Zespół Informacji o Bezpieczeństwie Narodowym w Internecie”.

W marcu 2023 roku FCDO utworzyło Dyrekcję ds. Zagrożeń Informacyjnych i Wpływów (ITID). Zintegrowała ona program przeciwdziałania dezinformacji i rozwoju mediów (CDMD), GIC i powiązane funkcje. Jednocześnie strategiczna potrzeba rozszerzenia obszarów docelowych poza Rosję/Ukrainę, obejmując Iran, Chiny i Strefę Gazy (na zasadzie półautonomii), przyczyniła się do dalszej restrukturyzacji.

„Odświeżenie Zintegrowanego Przeglądu 2023” potwierdziło rolę nowego dyrekcji w zwalczaniu „wrogiej manipulacji informacjami” przez Rosję, Chiny i Iran. Pryce i jego doświadczone zespoły zostały po cichu zintegrowane z nową cywilną strukturą osłonową.

Struktura wewnętrzna Dyrekcji ds. Zagrożeń Informacyjnych i Wpływów, 2023 r.

Spojrzenie za kulisy ITID: Zmieniona nazwa siedziby propagandy FCDO

„Dyrekcja ds. zagrożeń informacyjnych i wpływów” (ITID), utworzona w marcu 2023 r. pod przewodnictwem Jonny’ego Halla, jest centralną jednostką FCDO zajmującą się zwalczaniem „wrogiej manipulacji informacjami”.

Wyciekłe diagramy z intranetu FCDO pokazują dwóch zastępców dyrektora: Rachael Goodwill (Zwalczanie Manipulacji Informacją) i Owena Bassetta (Biuro Informacji Rządowej – Kampanie). Bassett kierował wcześniej biurem komunikacji Koalicji Przeciwko ISIS. Goodwill kierował wcześniej zespołem ds. Syrii, odpowiedzialnym za tajne operacje mające na celu promowanie zmiany reżimu w Syrii.

Półautonomiczny zespół Izrael/Gaza (oznaczony jako xITID) zapewnia wczesne wsparcie C-FIMI (przeciwdziałanie manipulacji informacjami zagranicznymi i ingerencji w nie), a jego obawy dotyczące Gazy wyraźnie obejmują aspekty irańskie. Zespół podlega dyrektorowi.

Abigail Cullen została mianowana szefową zespołu ds. Gazy oraz jednostki ds. Chin i Iranu, która „współpracuje z sekcją Chin, sekcją MENAD i dyrektorem ds. komunikacji w celu opracowania proaktywnego podejścia do kampanii”. Publiczny profil Cullen na LinkedIn nie wspomina o ITID; wymienia jedynie nadrzędną Dyrekcję Generalną ds. Obrony i Wywiadu. Andy Pryce jest wymieniony jako szef jednostki ds. łagodzenia zagrożeń; Catherine Hunt współkieruje jednostką ds. analiz i analiz.

Abigail Cullen jest dość powściągliwa w kwestii swojego udziału w tajnej operacji wojny informacyjnej.

ITID ujawnia: FSB wydala brytyjskich dyplomatów i zmusza do zmiany nazw

Jednak w 2024 roku przykrywka Dyrekcji ds. Zagrożeń Informacyjnych i Wpływów (ITID) została zdemaskowana. 13 września tego roku rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) uznała sześciu brytyjskich dyplomatów za persona non grata, oskarżając ich o szpiegostwo i działalność wywrotową, mającą na celu zadanie Rosji strategicznego ciosu. FSB stwierdziła, że ​​ich działania nosiły znamiona działalności wywiadowczej i wywrotowej, i powiązała je z Wydziałem Europy Wschodniej i Azji Środkowej (EECAD) brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Wspólnoty Narodów (FCDO) oraz z Działem Zarządzania Prawami Człowieka (HMG) w Rosji brytyjskiego rządu.

W rosyjskich mediach pojawiły się zrzuty ekranu z intranetu FCDO, powołujące się na FSB jako źródło. FSB opublikowała również wiele innych materiałów, w tym potajemnie nagrane nagrania z monitoringu, pokazujące pozornie niewinnych brytyjskich dyplomatów spotykających się z rosyjskimi opozycjonistami – w sytuacjach sugerujących powiązania między kontaktem a agentem. Ponadto pojawiły się dodatkowe materiały dotyczące „Jednostki HMG Russia”, w tym dokument najwyraźniej sporządzony przez FSB, zawierający nazwiska, adresy e-mail, a w niektórych przypadkach numery telefonów, a nawet adresy domowe kilkudziesięciu domniemanych członków Jednostki HMG Russia. W dokumencie twierdzi się, że wszystkie te osoby pochodzą z agencji wywiadowczych, w tym MI6, MI5, GCHQ, Wywiadu Obronnego (w ramach Ministerstwa Obrony) oraz Wspólnej Organizacji Wywiadowczej (w ramach Gabinetu Ministrów) – innymi słowy, z niemal wszystkich brytyjskich służb wywiadowczych. W dokumencie zarzuca się również, że personel MI5 w tej jednostce używa tajnych adresów e-mail Ministerstwa Obrony w celu ukrycia swojej tożsamości.

Czy w tym może być ziarno prawdy? Czy możliwe jest, jak twierdzi FSB, że w jednostce zaangażowanych jest pięć różnych brytyjskich agencji wywiadowczych? Technicznie rzecz biorąc, odpowiedź brzmi: nie. W rzeczywistości jest ich jeszcze więcej; według oficjalnych źródeł brytyjskich zaangażowanych jest co najmniej siedem brytyjskich agencji wywiadowczych. W raporcie Komisji Wywiadu i Bezpieczeństwa z lipca 2020 roku, w ukryciu, wzmiankowana jest jednostka HMG Russia. Stwierdza się w niej, że odpowiedzialność za strategię rządu wobec Rosji spoczywa na następującej agencji:

Grupa ds. wdrażania strategii bezpieczeństwa narodowego Rosji, koordynowana przez jednostkę rządową brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Rosji, składa się z przedstawicieli wszystkich siedmiu nadzorowanych przez nas organizacji.

Siedem wymienionych grup to MI5, MI6, GCHQ, Połączona Organizacja Wywiadowcza (JIO) oraz Sekretariat Bezpieczeństwa Narodowego (NSS) – obie w ramach Gabinetu Ministrów – Wywiad Obronny (DI) w Ministerstwie Obrony oraz Biuro Bezpieczeństwa i Zwalczania Terroryzmu (OSCT) w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Jak widać, FSB nieco niedoszacowała skali zaangażowania brytyjskiego wywiadu w jednostkę HMG Russia.

W odpowiedzi na ujawnienie ITID, FCDO przeprowadziło kolejną restrukturyzację. Pod koniec 2024/na początku 2025 roku ITID zostało przekształcone w Dyrekcję ds. Zagrożeń Cybernetycznych, Informacyjnych i Technologicznych (CITTD). Na początku 2026 roku ponownie przemianowano ją na Dyrekcję ds. Zagrożeń Hybrydowych. Pod koniec marca tego roku Komisja Spraw Zagranicznych udowodniła, że ​​FCDO wprowadziła ją w błąd, zalecając rządowi „zwiększenie zasobów i personelu w Dyrekcji ds. Zagrożeń Hybrydowych”. Departament Stanu, oczywiście, nie wspomniał w swoim oficjalnym oświadczeniu dla komisji, że była to tajna operacja wywiadowcza. Pewną ironię stanowi również fakt, że obecną przewodniczącą komisji jest posłanka Emily Thornberry – ta sama osoba, która w styczniu 2017 roku wezwała do wszczęcia śledztwa w sprawie lobby izraelskiego, a rok później zrobiła to samo w przypadku Inicjatywy Integralności.

Eskalacja wojny z Republiką Islamską: Następcy ITID na froncie propagandowym

Wraz z nasileniem ofensywy informacyjnej Wielkiej Brytanii przeciwko Islamskiej Republice Iranu, rola przemianowanej jednostki propagandowej FCDO ponownie znalazła się pod lupą. W marcu 2026 roku lord Walney opublikował raport „Nieuzasadniony wpływ”, w którym oskarżył irański reżim o zbudowanie sieci ponad trzydziestu brytyjskich organizacji charytatywnych i szyickich grup muzułmańskich jako narzędzi „miękkiej siły” powiązanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Dokument ten został wykorzystany do nagłośnienia apeli o wprowadzenie zakazu działalności Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).

Dyrektor generalny MI5, Sir Ken McCallum, wielokrotnie twierdził, że brytyjskie służby bezpieczeństwa udaremniły ponad dwadzieścia potencjalnie śmiercionośnych planów ataków na terytorium Wielkiej Brytanii, wspieranych przez Iran. Mossad wielokrotnie twierdził, że informował zachodnie agencje wywiadowcze o takich rzekomych „planach ataków”.

Nawet podpalenie czterech karetek Hatzolah w Golders Green 23 marca 2026 roku – powszechnie przedstawiane jako incydent antysemicki – natychmiast wywołało doniesienia o syjonistycznej operacji pod fałszywą flagą. Chociaż później oskarżono trzy osoby, szybkość i koordynacja późniejszej kampanii informacyjnej nie wykluczają zaangażowania specjalistów ds. dezinformacji z FCDO. Bardziej współczesny przypadek dotyczy niedawno wypuszczonego pacjenta szpitala psychiatrycznego z prawie 20-letnią historią przemocy, który rzekomo dźgnął nożem dwóch Żydów w Golders Green i został wykorzystany przez łatwowierne i ideologicznie motywowane syjonistyczne i państwowe reakcje na globalną panikę antysemicką. Prawie wszyscy komentatorzy zignorowali muzułmanina, którego rzekomo dźgnął nożem wcześniej tego samego dnia. Fakty nie mają znaczenia: żądania żydowskich suprematystów muszą zostać zrealizowane.

Dzięki półautonomicznemu zespołowi Izrael/Gaza (xITID) i Abigail Cullen na czele departamentów Gazy i Iranu (przynajmniej w 2023 r.), jednostka jest tak zorganizowana, że ​​może kształtować narracje na wielu teatrach działań jednocześnie.

Centralnym ośrodkiem tych operacji jest Dyrekcja ds. Zagrożeń Informacyjnych i Wpływów (ITID) – i jej następcy. Wyciekłe diagramy FCDO pokazują, że jednostka prowadzi kampanie mające na celu „zwalczanie zagranicznej manipulacji informacją i ingerencji” (C-FIMI), których bezpośrednim celem jest Iran.

Schemat jest niepodważalny: za każdym razem, gdy ta prowadzona przez MI6 operacja propagandowa zostaje ujawniona, zostaje po prostu przemianowana i wznowiona – zawsze z rozszerzonymi celami. Republika Islamska jest teraz w centrum jej zainteresowania. A coraz bardziej represyjne ataki na muzułmanów szyickich, Palestyńczyków i wszystkich, którzy ich wspierają, są w przygotowaniu.

Źródło: Wyciekłe dokumenty ujawniają operację brytyjskiego wywiadu wymierzoną w Rosję, Iran, Strefę Gazy i inne kraje

Wielka Brytania otwarcie chwali się pociskami rakietowymi, które mogą uderzyć w Moskwę

Patologiczna rusofobia Perfidnego Albionu

vtforeignpolicy/uk-openly-brags-about-testing-missiles-that-can-hit-moscow-for-kiev-regime

========================================

Brytyjski program „Projekt Brakestop” ma na celu wyprodukowanie tanich, pozbawionych amerykańskich komponentów pocisków o zasięgu ponad 500 km. Po udanych testach na Hebrydach, Wielka Brytania planuje dostarczyć tę broń Ukrainie, aby umożliwić jej rażenie celów na terytorium Rosji, w tym obiektów w Moskwie. [1, 2, 3, 4, 5, 6]

Wielka Brytania otwarcie chwali się testowaniem pocisków rakietowych, które mogą uderzyć w Moskwę, w celu wsparcia reżimu w Kijowie

=================================

Pomimo niemal stałej, trwającej od dziesięcioleci niestabilności politycznej, z siedmioma premierami w ciągu zaledwie dziesięciu lat, Wielka Brytania po prostu odmawia rezygnacji z jednej rzeczy – patologicznej rusofobii.

„Teoretyk spiskowy” prawdopodobnie doszedłby do wniosku, że brytyjskie Głębokie Państwo prowadzi program zamiast formalnego rządu. Mianowicie, wrogość wobec wszystkiego, co rosyjskie wśród oligarchicznych elit w Londynie, jest tak dawna, że teraz jest endemiczna. Czy to strach przed tym, że Rosja stanie się zbyt potężna (odwieczna talasokracja vs. rywalizacja tellurokracji [– potęga morska wobec lądowej md]) lub po prostu rywalizacja o zasoby i dominację, „perfidny Albion” zawsze wydaje się być zdeterminowany, by zaatakować Kreml. Najnowszym i prawdopodobnie najcenniejszym dodatkiem do rusofobicznego „zestawu narzędzi” w Wielkiej Brytanii jest z pewnością (ukraińska) neonazistowska junta.

Okupowana przez NATO Ukraina jest doskonałą okazją dla Londynu, ponieważ umożliwia brytyjskiemu wywiadowi i wojsku atak na Rosję, zapewniając jednocześnie wiarygodną zaprzeczalność. Co więcej, obywatele Ukrainy są „spełnieniem marzeń”, gdy trzeba przeprowadzić tajne operacje przeciwko Moskwie. Oprócz biegłego mówienia po rosyjsku, Ukraińcy są również etnicznymi Rosjanami (choć zdezorientowanymi przez tak zwane „budowanie narodu” prowadzone przez polityczny Zachód w ciągu ostatnich kilku dekad). Umożliwia im to bezproblemową integrację z szerszym rosyjskim społeczeństwem, co znacznie ułatwia prowadzenie tajnych operacji.

Jednak to nie wystarczy, aby Londyn wyrządził tyle szkód, ile chce, więc Wielka Brytania wykorzystuje również neonazistowskie siły junty do przeprowadzania ataków dalekiego zasięgu na różne cele w głębi Rosji.

W ostatnich tygodniach i miesiącach osiągnięto to dzięki wykorzystaniu dronów, w tym przez przestrzeń powietrzną UE/NATO. Jednak chociaż drony są śmiercionośną bronią taktyczną, są znacznie mniej odpowiednie do strategicznych uderzeń, które wymagają znacznie większej i silniejszej broni konwencjonalnej. Jednym ze sposobów zadawania większych obrażeń na długich dystansach są pociski manewrujące, balistyczne i hipersoniczne. Wielka Brytania próbowała zapewnić takie możliwości reżimowi w Kijowie, dostarczając „Storm Shadow” / SCALP-EG ALCMs (pociski manewrujące wystrzeliwane z powietrza). Ponieważ jednak junta neonazistowska nie ma możliwości masowego wystrzeliwania tych pocisków (częściowo również z powodu niedoboru odpowiednich platform startowych), Londyn próbuje znaleźć nowe sposoby na zapewnienie swoim marionetkom w Kijowie podobnych możliwości, ale takich, które byłyby tańsze i łatwiejsze do rozmieszczenia.

Światowej klasy systemy SAM (pocisk ziemia-powietrze) i EW (wojna elektroniczna) rosyjskiego wojska były w stanie zneutralizować zdecydowaną większość „Storm Shadow”/SCALP-EG Alcm, poważnie podważając ich skuteczność. W połączeniu z ich ceną sprawiło to, że pocisk był skutecznie bezużyteczny na poziomie strategicznym. Londyn rozumie, że jedynym sposobem na zastąpienie broni anglo -francuskiej jest stworzenie nowej, która byłaby znacznie tańsza i umożliwiłaby ataki nasycenia.

Oprócz zapewnienia stałego ISR w czasie rzeczywistym (Wywiad, Nadzór, rozpoznanie), Wielka Brytania będzie teraz również masowo produkować (i prawie na pewno kontrolować) te tańsze pociski manewrujące dalekiego zasięgu dla neonazistowskiej junty. W ten sposób Londyn stopniowo odchodzi od prowadzenia tajnej wojny z Moskwą.

Wielka Brytania otwarcie testuje pociski o zasięgu co najmniej 500 km, a brytyjskie media donoszą, że celem jest zapewnienie reżimowi kijowskiemu możliwości dostarczenia głowicy 200-250 kg do stolicy Rosji. The Telegraph donosi, że „Ministerstwo Obrony (MoD) wezwało firmy do zbudowania broni uderzeniowej dalekiego zasięgu, która może latać z prędkością ponad 370 mil na godzinę [około 600 km/h], kosztuje około 400 000 funtów każda [nieco ponad pół miliona dolarów] i może być budowana w tempie 20 miesięcznie”. Jak wspomniano wcześniej, takie specyfikacje wskazują, że Londyn poszukuje tańszej i łatwiej dostępnej alternatywy dla „Storm Shadow”/SCALP-np. Podobną broń dostarczyły już firmy takie jak Fire Point.(…)

vtforeignpolicy/uk-openly-brags-about-testing-missiles-that-can-hit-moscow-for-kiev-regime

Gangi gwałcicieli-muzułmanów w Wielkiej Brytanii: Co najmniej 250 000 ofiar. Raport szokuje cały kraj.

Gangi gwałcicieli w Wielkiej Brytanii: Raport został właśnie opublikowany i szokuje cały kraj.

Gangi gwałcicieli w Wielkiej Brytanii: Raport został właśnie opublikowany i szokuje cały kraj.

Niezależny raport śledczy donosi, że ponad 250 000 dziewcząt padło ofiarą zorganizowanej przemocy seksualnej – a państwo przez dziesięciolecia przymykało na to oko. Krytycy oskarżają raport o manipulację polityczną.

Londyn – To wstrząsające historie: 11-letnia dziewczynka jest podawana przez taksówkarzy w celu wlania alkoholu i narkotyków, a następnie gwałcona przez grupę dorosłych mężczyzn. U 13-latki zdiagnozowano kilka chorób przenoszonych drogą płciową – klinika milczy, policja nic nie robi. Dziewczynkę wciągnięto do samochodu na oczach matki i torturowano przez wiele dni.

Te i dziesiątki innych szokujących zeznań zebrano w ramach tzw. „Śledztwa w sprawie gangów gwałcicieli” – niezależnego śledztwa prowadzonego przez posła Ruperta Lowe’a (Reform UK). Jego konkluzja: Wielka Brytania doświadczyła jednego z największych skandali związanych z ochroną dzieci w swojej historii od dziesięcioleci – a władze całkowicie zawiodły.

Zarzut: Systematyczne niepowodzenia na przestrzeni pokoleń

Raport końcowy, opublikowany w środę, przedstawia ponury obraz: od lat 50. XX wieku, jak wykazało śledztwo, zorganizowane gangi, głównie pakistańskiego pochodzenia muzułmańskiego, systematycznie wykorzystywały młode białe dziewczęta z ubogich środowisk. Co najmniej 250 000 ofiar – liczba ta w raporcie jest określana jako „ostrożne szacunki”.

Metodologia działań sprawców była przerażająco jednolita:

  • Rekrutacja za pomocą prezentów, alkoholu i narkotyków
  • Manipulacja emocjonalna i izolacja od rodziny i przyjaciół
  • Powtarzające się gwałty zbiorowe w domach, hotelach i taksówkach
  • Nagrania wykorzystywane do szantażu i przekazywania ofiar innym sprawcom

Szczególnie podstępne: Sprawcy wykorzystywali ciąże jako narzędzie kontroli. Dziewczęta były zmuszane do donoszenia ciąży lub poddawane nielegalnym aborcjom – często w warunkach zagrażających życiu.

„Wszystkie instytucje zawiodły”

Raport wyraźnie wskazuje na jedną rzecz: sprawcy mogli działać bez przeszkód przez dziesięciolecia, ponieważ policja, służby socjalne, system opieki zdrowotnej, szkoły i władze miejskie przymykały oczy lub aktywnie to tuszowały.

Policja ignorowała powtarzające się zgłoszenia, kryminalizowała ofiary zamiast sprawców i niszczyła dowody. Dziewczęta leczone w szpitalach po kilku dniach przemocy były odsyłane do swoich oprawców tego samego wieczoru.

Pracownicy socjalni podważali autorytet rodziców opiekuńczych i umieszczali dzieci w domach, które stały się siedliskiem handlu ludźmi. Sygnaliści, którzy wskazywali na nadużycia, byli zawieszani w obowiązkach, zniesławiani i doprowadzani do ruiny.

Służba zdrowia NHS zdiagnozowała wiele chorób przenoszonych drogą płciową u 13-latków, zarejestrowała ciąże po gwałcie i udokumentowała próby samobójcze – mimo to nie wdrożono żadnych środków ochronnych.

W szkołach zdarzało się, że dorośli mężczyźni zabierali dziewczęta spod bram szkoły i wyrzucali ofiary z klasy, zamiast je chronić.

Wymiar polityczny: kto co wiedział?

Szczególnie kontrowersyjne jest oskarżenie, że politycy celowo tuszowali skandal. Partia Pracy, która przez dziesięciolecia sprawowała władzę w dotkniętych skandalem miastach, takich jak Rotherham, Rochdale i Oldham, została ostro skrytykowana w raporcie.

Posłowie i radni Partii Pracy wiedzieli o tym od początku XXI wieku” – czytamy w dokumencie. „Nie zrobili nic – z obawy przed oskarżeniem o rasizm i utratą głosów w społecznościach muzułmańskich”.

Nawet po tym, jak Raport Jaya udokumentował 1400 przypadków nadużyć w Rotherham w 2014 roku, rząd pod przewodnictwem Keira Starmera zablokował krajowe dochodzenie. Dopiero po ogromnej presji społecznej, w czerwcu 2025 roku, wszczęto dochodzenie, którego uprawnienia raport krytykuje jako „całkowicie niewystarczające”.

Partia Konserwatywna, która sprawowała władzę w latach 2010–2024, również jest krytykowana za bezczynność. Były minister Rory Stewart publicznie bagatelizował problem, twierdząc, że „ogranicza się on do północnej Anglii”.

Islam: religia czy uzasadnienie?

Najbardziej kontrowersyjna część raportu dotyczy roli islamu. Autorzy argumentują, że pewne nauki teologiczne uzasadniały te czyny:

  • Pojęcie „wyższości muzułmanów” (Sura 3:110)
  • Zasada „lojalności wobec muzułmanów i odrzucenia niemuzułmanów”
  • Podporządkowanie kobiet mężczyznom (Sura 4:34)
  • Brak ustalonego wieku zawarcia małżeństwa w prawie islamskim

Krytycy zarzucają raportowi nadużywanie powiązań między religią a przestępczością, bez uwzględnienia różnorodności społeczności muzułmańskich. W rzeczywistości w Wielkiej Brytanii udokumentowano setki przypadków nadużyć ze strony osób niebędących muzułmanami – w tym nauczycieli, duchownych i drużyn harcerskich.

Imam Taj Hargey, cytowany w raporcie, szacuje, że 95% sprawców to muzułmanie. Jednak liczba ta opiera się na analizie 264 wyroków skazujących wydanych w latach 2005–2017 – próby, którą naukowcy krytykują jako niereprezentatywną.

Co teraz? Żądania raportu

Badanie wzywa do daleko idących reform:

  • Dożywocie dla przywódców gangu, minimalne wyroki 25 lat dla uczestników
  • Natychmiastowa deportacja wszystkich zagranicznych sprawców przestępstw, pozbawienie obywatelstwa osób posiadających podwójne obywatelstwo
  • Zakaz wizowy dla krajów, w których sprawcy są nieproporcjonalnie zaangażowani (zwłaszcza Pakistan)
  • Zakaz małżeństw szariackich i obowiązkowa rejestracja religii sprawców i ofiar
  • „Prawo Sammy’ego” : usuwanie rejestrów karnych w przypadku nieletnich ofiar, które popełniły przestępstwa pod przymusem.
  • Pozbawienie praw rodzicielskich skazanym gwałcicielom

Żądanie to idzie szczególnie daleko: należy przeprowadzić referendum w sprawie przywrócenia kary śmierci w szczególnie poważnych przypadkach.

Reakcje: Oburzenie i sceptycyzm

Publikacja raportu wywołała burzliwe debaty w Wielkiej Brytanii.

Sammy Woodhouse , współautor raportu jako osoba, która przeżyła, powiedział: „Przez całe życie milczałem. Teraz mówię w imieniu tych, którzy stracili głos. Prawda musi wyjść na jaw”.

Krytycy ze świata polityki i nauki ostrzegają jednak przed wyciąganiem pochopnych wniosków. Socjolog dr Michael Kimmel z Uniwersytetu Londyńskiego powiedział: „Nie da się zaprzeczyć, że doszło do skandalu. Raport jednak miesza uzasadnioną krytykę państwa z bezkrytycznym potępieniem islamu. To nie tylko niesprawiedliwe, ale także szkodliwe dla ochrony dzieci”.

Partia Pracy również odrzuciła oskarżenia. Rzeczniczka oświadczyła: „W 2025 roku wszczęliśmy kompleksowe śledztwo. Twierdzenie, że zatuszowaliśmy skandal, jest bezpodstawne”.

Skandal, na który nie ma odpowiedzi

Raport „Rape Gang Inquiry” jest niewątpliwie ważnym dokumentem. Ujawnia lata cierpienia i dokumentuje bezprecedensową porażkę instytucjonalną.

Jednak pytania pozostają bez odpowiedzi:

  • Na ile wiarygodna jest liczba 250 000 ofiar?
  • Dlaczego sprawcy nadużyć niebędący muzułmanami są systematycznie ignorowani?
  • Czy raport ma na celu ochronę dzieci, czy też jest programem politycznym wymierzonym w imigrację i islam?

Jedno jest pewne: skandal gangów gwałcicieli będzie dręczył Wielką Brytanię przez długi czas. Prawdziwym wyzwaniem będzie wyciągnięcie wniosków z błędów przeszłości – bez popadania w nowe uprzedzenia.

Kontekst: „Śledztwo w sprawie gangów gwałcicieli” nie jest śledztwem rządowym, lecz niezależnym, finansowanym z darowizn ponad 20 000 obywateli. Nie ma ono mocy prawnej, ale postrzega siebie jako „platformę prawdy”. Raport ma zostać teraz przedłożony parlamentowi i może doprowadzić do wszczęcia postępowania cywilnego i karnego.

Pełny raport przetłumaczony przez DeepL:

Zapytanie+Gang+gwałtu+Raport de-DEPobierać

Skandal w Wielkiej Brytanii pogłębia się – Skucie umierającego białego chłopaka było w porządku

Skandal w Wielkiej Brytanii pogłębia się – Kontrola działań policjantów wskazuje, że skucie umierającego białego chłopaka było w porządku

5/06/2026 zmianynaziemi/skandal-w-wielkiej-brytanii-poglebia-sie-kontrola-dzialan-policjantow

Źródło: AI Generated

W czerwcu 2026 roku Wielka Brytania otrzymała kolejny dowód na to, jak głęboko ideologia tożsamościowa przeżarła instytucje państwa. Independent Office for Police Conduct (IOPC) – rzekomo niezależny watchdog nadzorujący policję – po kilku miesiącach śledztwa stwierdził, że funkcjonariusze Hampshire, którzy skuli kajdankami umierającego 18-latka Henry’ego Nowaka, nie zrobili nic złego. Na obecnym etapie nie znaleziono dowodów na misconduct. Oficerowie są traktowani wyłącznie jako świadkowie, a nie podejrzani. To nie jest zwykły biurokratyczny unik. To jawny skandal, który obnaża totalitaryzm tożsamościowy rządzący dzisiejszą Wielką Brytanią.

Przypomnijmy fakty. 3 grudnia 2025 roku w Southampton Henry Nowak został dźgnięty pięć razy nożem przez Vickruma Digwę. Leżał na chodniku, krwawił, powtarzał co najmniej dziewięć razy: Zostałem dźgnięty, Nie mogę oddychać. Morderca skłamał policji, że to Nowak go zaatakował rasistowsko i szarpał za turban. Funkcjonariusze uwierzyli kłamcy. Zamiast udzielić pierwszej pomocy – skuili umierającego chłopaka, ciągnęli go po ziemi, ignorowali jego błagania. Jeden z nich powiedział: Nie sądzę, żebyś był ranny, kolego. Henry stracił przytomność skuty kajdankami. Nagrania z kamer nasobnych są tak wstrząsające, że nawet Keir Starmer przyznał, iż wywołały u niego mdłości.

A IOPC? Po miesiącach analizowania materiału dowodowego, w tym pełnych nagrań, dochodzi do wniosku: wszystko w porządku. Żadnego misconduct. Żadnej odpowiedzialności. Tylko kontynuujemy śledztwo i prosimy o zaprzestanie spekulacji. To nie jest błąd oceny. To systematyczna ochrona mechanizmu, w którym obawa przed oskarżeniem o rasizm paraliżuje podstawowe ludzkie reakcje. Policja wolała chronić potencjalną narrację o ofierze rasizmu niż ratować białego Brytyjczyka leżącego we własnej krwi.

Ten werdykt jest kulminacją wieloletniego indoktrynowania. Szkolenia DEI, Race Action Plans, wytyczne National Police Chiefs’ Council – wszystko to wpaja funkcjonariuszom, że białe przywileje i systemowy rasizm to największe zagrożenia. W efekcie zwykły zdrowy rozsądek ustępuje miejsca ideologicznej checklistcie. Ofiara staje się podejrzanym, bo pasuje do narracji o agresywnym białym mężczyźnie. Kłamca-morderca zyskuje automatyczną ochronę, bo reprezentuje chronioną mniejszość. To nie jest antyrasizm. To rasizm antybiały w czystej, instytucjonalnej formie – system, w którym życie białego obywatela jest de facto mniej warte.

IOPC nie działa w próżni. To element szerszego totalitaryzmu tożsamościowego, który opanował Wielką Brytanię. Państwo, które karze za niepoprawne tweety, monitoruje mowę nienawiści i cenzuruje debatę o masowej imigracji oraz przestępczości nożowej, jednocześnie broni swoich funkcjonariuszy, gdy ci ignorują umierającego nastolatka. Two-tier policing przestało być teorią – stało się oficjalną praktyką. Kiedy białego chłopaka dźga nożem osoba z mniejszości etnicznej, a policja skupia się na fałszywym oskarżeniu o rasizm, państwo jasno pokazuje hierarchię: pewne narracje są święte, pewne życia drugorzędne.

Skandal IOPC uderza w fundamenty zaufania do państwa. Rodzina Nowaka, która z godnością prosi o unikanie nienawiści, zasługuje na prawdę, a nie na biurokratyczne mydlenie oczu. Tymczasem watchdog, zamiast bezkompromisowo zbadać, jak szkolenia antyrasistowskie wpłynęły na decyzję o kajdankach, de facto rozgrzesza system. Brak dowodów na misconduct po nagraniach, na których umierający powtarza I can’t breathe, brzmi jak kpina. To ten sam mechanizm, który przez lata chronił grooming gangs w Rotherham – obawa przed rasizmem ważniejsza niż bezpieczeństwo zwykłych Brytyjczyków.

Ten przypadek pokazuje kryzys legitymacji brytyjskiego państwa. Totalitaryzm nie musi mieć obozów ani tajnej policji. Wystarczy armia biurokratów, trenerów DEI i niezależnych watchdogów, którzy pilnują, by ideologia nigdy nie poniosła porażki. Kiedy policjant widzi krew, ale widzi przede wszystkim incydent rasistowski, który może zniszczyć mu karierę – to znak, że państwo stało się narzędziem inżynierii społecznej, a nie służby obywatelskiej.

Werdykt IOPC nie zamyka sprawy – on ją pogłębia. Pokazuje, że system jest gotów poświęcić prawdę i sprawiedliwość, byle chronić narrację o uprzywilejowanych białych i ofiarach systemowego rasizmu. Henry Nowak nie zmarł tylko od noża Digwy. Zmarł w państwie, które uznało jego życie i jego cierpienie za mniej istotne niż ideologiczny dogmat.

Czas na rozliczenie nie tylko pojedynczych oficerów, ale całego mechanizmu: szkoleń, wytycznych, kultury strachu przed rasizmem. Inaczej takie tragedie będą się powtarzać – nie z powodu braku kompetencji, lecz z powodu celowej, totalitarnej ślepoty na rzeczywistość. Brytyjczycy zasługują na państwo, w którym każdy obywatel, niezależnie od koloru skóry, jest traktowany równo. Na razie mają system, który udowadnia coś przeciwnego i broni go za wszelką cenę.

Źródła:

https://zero.pl/news/protesty-i-zamieszki-w-anglii-po-zab…

https://deon.pl/swiat/wiadomosci-ze-swiata/policja-zakula…

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-obrzucili-policjant…

https://wnet.fm/2026/06/01/polak-zamordowany-nozem-przez-…

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-wielkiej-brytanii-si…

Postęp: Brytyjskie sklepy z narkotykami na głównych ulicach

Brytyjskie sklepy z narkotykami na głównych ulicach

Tymoteusz Bojczuk


salon24/tymoteuszbojczuk/brytyjskie-sklepy-z-narkotykami-na-glownych-ulicach

Nie ma miłości na tym świecie. Ale są łatwo dostępne substancje twarde i miękkie. Ekstazyjne i tajemnicujące. Jest nawet gaz rozweselający, który może uszkadzać mózg. W pełni rozwinięty kapitalizm, prowadzony przez wybitnie uzdolnioną ludność kolorową. Reportaż autorstwa lewicowego BBC — BBC, które już porzuciło złudzenia.

„”

Z pozoru to zwykłe osiedlowe mini-markety oferujące gazowane napoje, słodycze i artykuły pierwszej potrzeby. W rzeczywistości – prężnie działające punkty dystrybucji narkotyków kontrolowane przez zorganizowane grupy przestępcze. Najnowsze dziennikarskie śledztwo brytyjskiego nadawcy z użyciem ukrytej kamery obnaża brutalną prawdę o upadku tamtejszych ulic handlowych (High Streets), gdzie kokaina, marihuana i leki na receptę są sprzedawane równie łatwo jak puszka coli.

Dziennikarze BBC przeprowadzili prowokację w czterech sąsiadujących ze sobą miasteczkach w regionie West Midlands. To, co odkryli, przypomina sceny z gangsterskich filmów, a jedno z anonimowych źródeł w organach ścigania opisało sytuację na tamtejszych ulicach krótko: „bezprawie”. Legitymujący się uczciwi przedsiębiorcy skarżą się na zastraszanie przez gangi i bycie świadkami przemocy z użyciem noży i broni palnej.

Problem nie jest jednak lokalny.

Według National Crime Agency (NCA) oraz brytyjskiej inspekcji handlowej (CTSI), zorganizowane grupy przestępcze w całym kraju przejmują witryny sklepowe, by zyskać przyczółek do handlu nielegalnymi substancjami. Od Bideford w hrabstwie Devon, przez Great Yarmouth w Norfolk, aż po Belfast w Irlandii Północnej – powiązano już ponad 70 sklepów z handlem m.in. heroiną i metamfetaminą.

„Mam zioło, koks, wszystko. Cokolwiek zechcesz”

W Cradley Heath, po doniesieniach sygnalisty o tym, że gangi narkotykowe wymknęły się spod kontroli na 300-metrowym odcinku głównej ulicy, dziennikarze pod przykrywką odwiedzili sklep o nazwie Cradley Market. Wystarczyło zaledwie kilka sekund, by mężczyzna za ladą sprzedał badaczowi 3,5 grama marihuany za 30 funtów. Transakcja odbyła się na zapleczu, tuż za półkami z pieluchami i napojami.

Gdy dziennikarz zapytał o kokainę, sprzedawca (przedstawiający się jako Akwa) wykonał jeden telefon. Kilka godzin później gram kokainy został dostarczony do sklepu i sprzedany za 95 funtów. Na tym jednak nie koniec – sprzedawca pokazał na telefonie zdjęcia dostępnych leków na receptę, w tym pregabaliny (leku stosowanego w leczeniu stanów lękowych i padaczki, którego nadużywanie prowadzi w UK do gwałtownego wzrostu zgonów), zachęcając do robienia zdjęć i polecania towaru znajomym.

Sklepy pod okiem „czujek” i gaz rozweselający dla dzieci

Sytuacja wygląda równie dramatycznie w sąsiednim Dudley. Kuldeep Maan, szef lokalnej inspekcji handlowej, przyznaje, że skala problemu jest najgorsza od 20 lat. W ciągu zaledwie 12 miesięcy zamknięto tam 39 sklepów za sprzedaż nielegalnych papierosów, ale podczas nalotów rutynowo znajdowano w nich marihuanę, kokainę, podrobione leki i podtlenek azotu (gaz rozweselający).

Zorganizowane grupy nie działają w próżni. Przed sklepami stoją tzw. „czujki” (spotters), wypatrujące ewentualnych nalotów policji. Ekipa BBC była nawet śledzona i fotografowana przez pracowników sklepów na Dudley High Street.

Dziennikarze obnażyli również przerażający proceder sprzedaży gazu rozweselającego, który jest niezwykle popularny wśród brytyjskiej młodzieży, a jego rekreacyjne wdychanie jest nielegalne i może powodować uszkodzenia mózgu. W centrum Dudley, w sklepie Dawood Grocery, dziennikarz poprosił o butle z gazem. Otrzymał reklamówkę z balonami (służącymi do wdychania) i polecenie, by poczekać na rogu ulicy. Kilka minut później zakapturzony mężczyzna bez słowa wymienił kanister z gazem na 25 funtów w gotówce. Okoliczni przedsiębiorcy potwierdzają, że regularnie widzą osoby wdychające gaz kupiony w tym właśnie miejscu.

W innym mieście, Brierley Hill, obsługa sklepu skierowała kupujących bezpośrednio do mieszkania na piętrze, gdzie z powodzeniem zakupiono marihuanę. Ekipa BBC musiała jednak w pewnym momencie wycofać się ze względów bezpieczeństwa, gdy w mieszkaniu pojawiły się dwa duże psy w typie pitbulla bez obroży i smyczy.

Co na to władze?

Kiedy sprawa wyszła na jaw (część nagranych sprzedawców po fakcie wszystkiemu zaprzeczyła), politycy zaczęli bić na alarm. Liam Byrne, poseł Partii Pracy i przewodniczący Komisji Biznesu i Handlu, wezwał rząd do pilnego działania. „Nie odbudujemy naszych High Streets, dopóki nie wytniemy tego raka, jakim jest zorganizowana przestępczość” – stwierdził stanowczo.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (Home Office) oraz lokalna policja w West Midlands zapowiedziały podjęcie „najsurowszych możliwych działań”. Pytanie jednak, czy walka z przestępczością, która zdążyła już wrosnąć w tkankę miejską i ukryć się za witrynami sklepów spożywczych, nie została podjęta o kilka lat za późno. Brytyjskie ulice handlowe, niegdyś wizytówka tętniących życiem miast, dziś w wielu miejscach stają się strefami zdominowanymi przez gangi, w których kupno twardych narkotyków jest równie proste, co poranne wyjście po bułki i mleko.

bbc.com/news/articles

Wielka Gra w XXI wieku

Wielka Gra w XXI wieku

Bogdan Petrycki myslpolska/petrycki-wielka-gra-w-xxi-wieku

W Rosji naukowcy pracują nad ucharakteryzowaniem i zdefiniowaniem masowego przekazu, jaki sączy się z Wysp Brytyjskich na temat Federacji Rosyjskiej. Warto zajrzeć do środka i poczytać co próbują powiedzieć Rosjanie o londyńskiej strategii, bo dotyczy to także nas w Polsce

Андрей Аверьянов и Павел Шамаров: Британская властная элита как субъект культурного и международного терроризма (8 апреля 2026)

===================================================

Dwóch rosyjskich naukowców ze sfery wojskowej opublikowało swoisty akademicki „akt oskarżenia” wobec brytyjskiego establishmentu, wprowadzając doń koncepcję „terroryzmu kulturowego”, „historycznej antyrosyjskości” i „dekolonizacji kulturowej”, jednocześnie zarzucając Brytyjczykom bezpośredni udział w ukraińskich atakach terrorystycznych i operacjach sabotażowych na terytorium Rosji.

Dziedzictwo kolonialne i „terroryzm kulturowy”

Autorzy wprowadzają koncepcję „terroryzmu kulturowego” jako zjawiska dwupoziomowego. „Pierwotny terroryzm kulturowy” odnosi się do tego, co opisują jako „bezprecedensową, całkowitą, kompleksową i długotrwałą grabież przez Anglosasów skarbów narodowych, aktywów i artefaktów innych narodów, grup etnicznych i ludów w okresie brytyjskiej dominacji kolonialnej”. Według tekstu, nawet ostrożne szacunki wskazują, że Imperium Brytyjskie przejęło co najmniej 45 bilionów dolarów (w cenach współczesnych) z samych Indii w latach 1765–1938. Naukowcy szczegółowo opisują brytyjskie okrucieństwa kolonialne, w tym to, co określają mianem „testowania broni chemicznej na żywych żołnierzach” w Rawalpindi (obecnie Pakistan) przez ponad dekadę, oraz utworzenie pierwszych na świecie obozów koncentracyjnych podczas wojny burskiej (1899–1902), w których zginęło około 26 000 burskich kobiet i dzieci.

„Wtórny terroryzm kulturowy” opisuje współczesną tradycyjną już odmowę władz Wielkiej Brytanii dotyczącą spełnienia żądań rządów zagranicznych odnośnie repatriacji unikatowych artefaktów i pamiątek narodowych wywiezionych w okresie kolonialnym. Autorzy argumentują, że Londyn konsekwentnie powołuje się na wymyślony pretekst w postaci ochrony muzeów, aby uzasadnić zatrzymanie tych przedmiotów.

Samo British Museum przechowuje ponad osiem milionów zabytków kultury, z których zdecydowana większość pochodzi z czasów kolonialnych. Wśród spornych eksponatów wymienionych w artykule znajdują się: 105,6-karatowy diament Koh-i-Noor osadzony w koronie brytyjskiej; Budda Sultangandż, 2,2-metrowy miedziany posąg z lat 600-650 n.e. i jedyny w pełni zachowany posąg Buddy z tego okresu, przechowywany w Birmingham; marmury z ateńskiego Partenonu; sarkofag faraona Taharki; oraz biały jadeitowy puchar do wina wykonany dla cesarza Mogołów Szahdżahana, obecnie znajdujący się w londyńskim Muzeum Wiktorii i Alberta.

W artykule zauważono, że rosyjskie dziedzictwo narodowe – klejnoty rodzinne dynastii Romanowów – również znajdują się w Wielkiej Brytanii, pozyskane w efekcie, jak określają to autorzy, „opresyjnych transakcji” z ubogimi białymi emigrantami po 1917 roku. Choć przyznają, że sprzedaż ta była formalnie dobrowolna, badacze sugerują, że zgodnie z artykułem 179 rosyjskiego Kodeksu cywilnego, transakcje takie zawierane w „zbiegu poważnych okoliczności” mogą zostać uznane przez sąd za nieważne. Zalecają oni zaangażowanie renomowanych zagranicznych kancelarii prawnych na zasadzie prowizji, w celu dochodzenia zwrotu przynajmniej części rosyjskich dóbr narodowych.

Autorzy proponują termin „dekolonizacja kulturowa”, aby opisać „zwrot podmiotom światowym zagrabionych narodowych artefaktów kulturowych i historycznych”. Zwracają uwagę na cyniczny żart krążący w brytyjskich kręgach historycznych: „Wielka Piramida w Gizie pozostaje w Egipcie tylko dlatego, że była zbyt duża, aby przetransportować ją do British Museum w Londynie”.

Historyczna antyrosyjskość jako państwowa polityka

W artykule użyto terminu „historyczna antyrosyjskość”, aby opisać „tradycyjne w brytyjskim establishmencie zespolenie, wrogiej ideologii, nieprzyjaznej polityki zagranicznej i wywrotowych praktyk, mających na celu wyrządzenie Rosji jak najdłuższych i największych strat strategicznych i szkód narodowych”. Według autorów, wrogość ta ewidentnie nasiliła się od czasu rozpoczęcia Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie. Argumentują, że za kolejnych premierów – od Borisa Johnsona do obecnego premiera Keira Starmera – brytyjskie rządy przejawiały „nie tylko zjawisko stagnacji narodowej, ale także skrajny stopień wrogości, połączony z wrodzoną i dziedziczną nienawiścią do Rosji, jej narodu i przywództwa państwowego”.

Naukowcy twierdzą, że rząd Starmera aktywnie działa na rzecz „zakłócenia procesu rodzącego się dialogu międzypaństwowego między Stanami Zjednoczonymi a Rosją”, postrzegając wszelkie rozwiązanie konfliktu na Ukrainie jako zagrożenie dla brytyjskich interesów narodowych i porażkę zachodniej strategii, której celem jest „zniszczenie Rosji”.

W artykule zwrócono uwagę na kilka wydarzeń świadczących o tej wrogości. 31 lipca 2025 roku brytyjski parlament powołał Parlamentarną Grupę ds. Rosji i Demokracji pod przewodnictwem Stephena Gethinsa. Autorzy opisują ją jako nieformalną, międzypartyjną grupę, której zadaniem jest koordynacja działań „tak zwanych rosyjskich sił prodemokratycznej opozycji”, opracowywanie nowych sankcji antyrosyjskich oraz organizowanie ataków informacyjnych i kampanii propagandowych wymierzonych w Rosję. Ponadto, we wrześniu 2025 roku Wielka Brytania i Francja wspólnie utworzyły w Kijowie Dowództwo Połączonych Sił Wielonarodowych Ukrainy. Autorzy określają to jako „faktyczne przekazanie przez USA kontroli nad Siłami Zbrojnymi Ukrainy w ręce Londynu i Paryża”. Zauważają, że obecnie dowództwo anglojęzyczne sprawuje brytyjski generał dywizji, a Wielka Brytania „koordynuje działania SZU na terytorium Ukrainy i Rosji”

Brytyjsko-ukraińska „terrorystyczna symbioza” 

Główny zarzut znajdujący się w artykule dotyczy tego, co autorzy określają mianem „brytyjsko-ukraińskiego sojuszu terrorystycznego” lub „symbiozy” działającej na terytorium Rosji. Twierdzą, że brytyjskie służby specjalne są „ideologicznie, finansowo i organizacyjno-praktycznie” zaangażowane w działalność terrorystyczną przeciwko Rosji. Wspólne ukraińsko-brytyjskie ataki terrorystyczne i akty sabotażu miałyby przebiegać według ustalonego schematu. Planowanie i wsparcie operacyjne takich operacji leży w gestii brytyjskich służb specjalnych, a ich bezpośrednia realizacja należy do Służby Bezpieczeństwa Ukrainy lub Głównego Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony Ukrainy.

Autorzy przytaczają konkretne operacje rzekomo wykorzystujące ten mechanizm, w tym ataki terrorystyczne na linie kolejowe w obwodach briańskim i kurskim w okresie od 31 maja do 1 czerwca 2025 roku; ataki na lotniska rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych 1 czerwca 2025 roku (co określają mianem operacji sabotażowej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy o kryptonimie „Pajęczyna”) oraz masowe ataki terrorystyczne z powietrza na krajową infrastrukturę cywilną, w tym obiekty socjalne i miejsca wysokiego ryzyka, takie jak elektrownie jądrowe w Zaporożu, Kursku i Kalininie.

W artykule przedstawiono skumulowane statystyki: tylko między lutym 2022 roku a kwietniem 2024 roku na terytorium Rosji dokonano około 130 aktów sabotażu i terroryzmu, a ponad 200 udało się zapobiec. Ogółem, w latach 2022–2024 „brytyjsko-ukraiński sojusz terrorystyczny” rzekomo przeprowadził ponad 1600 ataków terrorystycznych na infrastrukturę cywilną, energetyczną i transportową w 25 regionach, trzech republikach i Kraju Krasnodarskim. W wyniku tych ataków zginąć miało ponad 3000 rosyjskich cywilów – w tym prawie 150 dzieci – a rannych zostało nawet 11 000 osób. Ponad 31 000 obiektów infrastruktury cywilnej zostało zniszczonych lub częściowo uszkodzonych, w tym około 240 placówek edukacyjnych, 40 placówek medycznych i prawie 20 kościołów.

Autorzy odnoszą się w szczególności do ataku terrorystycznego z 22 marca 2024 roku na Crocus City Hall w Krasnogorsku, w którym zginęły 144 osoby, a 551 zostało rannych. Przyznając, że ambasada brytyjska w Moskwie potępiła atak, wskazują na to, co uważają za poszlaki wskazujące na brytyjskie zaangażowanie: pilną kampanię PR zorganizowaną wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi i UE w mediach zachodnich jeszcze przed uzyskaniem wstępnych wyników śledztwa, kategorycznie negujących rolę Ukrainy. Zauważają podobieństwa między tą reakcją mediów a algorytmem wykorzystanym później do propagandowego wsparcia operacji sabotażowej „Spiderweb”. W artykule wspomniano również o zamachach na wysokich rangą rosyjskich wojskowych: generała porucznika Igora Kiryłowa (dowódcę Wojsk Obrony Radiacyjnej, Chemicznej i Biologicznej) i jego adiutanta majora Polikarpowa w grudniu 2024 roku oraz generałów poruczników Sarwarowa i Moskalika (dowódcy Zarządu Operacyjnego i zastępcy szefa Głównego Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego) w kwietniu 2025 roku. Autorzy stwierdzają, że „nie wykluczają możliwości, że najprawdopodobniej za wiedzą brytyjskich przełożonych” ukraińskie służby specjalne zaplanowały i przeprowadziły te zabójstwa. Dodatkowo, wśród odnotowanych incydentów, należy wymienić próbę ataku powietrznego w nocy 29 grudnia 2025 roku z udziałem 91 bezzałogowych statków powietrznych na rezydencję prezydenta Federacji Rosyjskiej w obwodzie nowogrodzkim; oraz noworoczny atak na hotel i kawiarnię w kurorcie Chorły w obwodzie chersońskim, w którym zginęło około 80 osób.

Zamachy udaremnione

W artykule szczegółowo opisano liczne domniemane brytyjsko-ukraińskie operacje, które rosyjskie organy miały wykryć i im zapobiec. Należą do nich:

– plany przeprowadzenia serii ataków terrorystycznych na rosyjskie placówki dyplomatyczne w Europie, w szczególności w Niemczech, na Słowacji, Węgrzech oraz w krajach bałtyckich i skandynawskich, mające na celu zniweczenie perspektyw negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi;

– prowokacje na wodach Morza Bałtyckiego z wykorzystaniem torped i min morskich produkcji radzieckiej, będących w posiadaniu Ukrainy. Przedstawiono trzy scenariusze: przeprowadzenie ataku torpedowego na okręt marynarki wojennej USA w celu oskarżenia Rosji; „przypadkowe odkrycie” rosyjskich min na międzynarodowych szlakach morskich; oraz zatopienie obcego okrętu przy użyciu rosyjskich min morskich, aby skłonić NATO do zamknięcia dostępu do Morza Bałtyckiego;

– pościg, przejęcie i eskortowanie rosyjskiej floty cieni do portów NATO, w tym plany zorganizowania aktów sabotażu morskiego poprzez podpalenie płynących tankowców lub spowodowanie katastrof w porcie, przy czym szkody środowiskowe miały uzasadniać surowe sankcje wtórne;

– inscenizacja wtargnięć do polskiej i rumuńskiej przestrzeni powietrznej przez drony podszywające się pod rosyjskie bezzałogowe statki powietrzne Gerań, w tym naprawa i modernizacja zestrzelonych rosyjskich dronów w celu ich ponownego użycia przeciwko węzłom transportowym NATO;

– inscenizacja infiltracji terytorium Polski przez fikcyjną rosyjsko-białoruską grupę sabotażową, wykorzystującą bojowników z Legionu Wolność Rosji i białoruskiego pułku im. Kastusa Kalinowskiego, przebranych za rosyjskich i białoruskich żołnierzy;

– sabotaż gazociągu TurkStream, ataki na obiekty Konsorcjum Gazociągów Kaspijskich oraz planowany akt sabotażu w Elektrowni Jądrowej w Zaporożu, wymierzony w strefę aktywną jejreaktorów jądrowych;

– zamach w listopadzie 2025 roku, mający na celu zamordowanie „jednego z najwyższych rangą urzędników federalnych” podczas wizyty na Cmentarzu Trojekurowskim w Moskwie.

Autorzy zauważają, że tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 roku Londyn bezpłatnie dostarczył Kijowowi ponad 85 000 dronów i zainwestował ponad 600 milionów funtów w ich produkcję na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy.

Co na to prawo międzynarodowe?

W artykule argumentuje się, że brytyjsko-ukraińska „symbioza terrorystyczna” narusza liczne międzynarodowe instrumenty prawne, w tym Konwencję Genewską o ochronie osób cywilnych (artykuł 33), Protokół Dodatkowy do Konwencji Genewskich (Protokół I, artykuł 51), Międzynarodową Konwencję o zwalczaniu terrorystycznych ataków bombowych (artykuł 7) oraz Międzynarodową Konwencję o zwalczaniu finansowania terroryzmu (artykuł 2).

Autorzy twierdzą, że udział Wielkiej Brytanii w działalności wywrotowej i terrorystycznej na terytorium Rosji może być zasadnie zakwalifikowany jako międzynarodowy terroryzm popełniony przez Londyn poprzez sponsorowanie i organizację zabójstw obywateli rosyjskich w celu zakłócenia realizacji celów Specjalnej Operacji Wojskowej i osłabienia suwerenności państwowej Rosji.

Artykuł kończy się obszernymi rekomendacjami politycznymi.

Autorzy argumentują, że „odwoływanie się do rozsądku, pragmatyzmu i rozwagi” w stosunkach z Londynem jest „irracjonalne, krótkowzroczne i bezcelowe”, ponieważ „elity wyspiarskie uznają jedynie prawo twardej siły”. Wzywają do wywierania „silnej, zdecydowanej i bezkompromisowej” presji na Wielką Brytanię „we wszystkich kierunkach i punktach nacisku w skali kraju”.

Kluczowe rekomendacje obejmują:

– porzucenie przewidywalności na polu bitwy i przyjęcie „proaktywnej i ofensywnej strategii militarno-politycznej”, która zmusi przeciwnika do przestrzegania rosyjskich zasad;

– uznanie, że wielokrotne porzucanie deklarowanych „czerwonych linii” stworzyło w NATO „złudzenie, że Rosji brakuje zarówno woli, jak i zdolności do walki o swoją suwerenność”;

– wyprowadzenie „Anglosasów ze strefy tradycyjnego międzynarodowego i narodowego komfortu” poprzez podkreślanie wewnętrznych problemów Wielkiej Brytanii – migracji, napięć społecznych i wewnętrznych sprzeczności politycznych – w celu ograniczenia możliwości Londynu do działań antyrosyjskich;

– stworzenie „skutecznej bariery ideologicznej” w Rosji, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się „zachodniego egocentrycznego, duchowo jałowego i europocentrycznego światopoglądu” oraz oczyszczenie instytucji państwowych z osób o prozachodnich sympatiach;

– prowadzenie sporów sądowych za pośrednictwem zagranicznych kancelarii prawnych w celu odzyskania klejnotów rodziny Romanowów i zainicjowanie „zakrojonej na szeroką skalę międzynarodowej kampanii mającej na celu wywarcie skonsolidowanej presji na Londyn w zakresie polityki zagranicznej” w celu repatriacji wszystkich skradzionych artefaktów kulturowych.

– rozważenie odejścia od moratorium na wykonywanie kary śmierci dla zagranicznych terrorystów i ich wspólników na terytorium Rosji, co wymagałoby odpowiednich zmian w Konstytucji Federacji Rosyjskiej, zgodnie ze stanowiskiem tamtejszego Sądu Konstytucyjnego z 2022 roku. 

Bogdan Petrycki

Sir Jim Ratcliffe wywołał burzę: „Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów”

Sir Jim Ratcliffe wywołał burzę: „Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów”

zmianynaziemi/sir-ratcliffe-wywolal-burze-wielka-brytania-skolonizowana-przez-imigrantow

Kontrowersyjne wypowiedzi miliardera i współwłaściciela Manchesteru United, Sira Jima Ratcliffe’a, wywołały prawdziwą burzę w brytyjskim społeczeństwie. Podczas wywiadu dla Sky News, przeprowadzonego 11 lutego 2026 roku przez redaktora ekonomicznego Eda Conwaya, biznesmen stwierdził wprost, że „Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów”, czym wywołał falę krytyki ze strony polityków i komentatorów.

Ratcliffe, który oprócz bycia współwłaścicielem słynnego klubu piłkarskiego jest również założycielem i prezesem giganta chemicznego INEOS Group, przedstawił w rozmowie swoje kontrowersyjne poglądy na temat obecnej sytuacji społeczno-ekonomicznej Zjednoczonego Królestwa. Jego zdaniem kraj zmaga się z poważnymi problemami gospodarczymi i społecznymi, które w dużej mierze wynikają z wysokiego poziomu imigracji oraz uzależnienia wielu obywateli od pomocy socjalnej.

„Wielka Brytania została skolonizowana. To kosztuje zbyt wiele pieniędzy. Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów, nieprawdaż?” – powiedział miliarder w wywiadzie. Jego wypowiedź natychmiast odbiła się szerokim echem w mediach i wywołała ostrą reakcję ze strony wielu środowisk.

Ratcliffe powiązał również poziom imigracji z liczbą osób pobierających zasiłki państwowe. „Nie można mieć gospodarki z 9 milionami ludzi na zasiłkach i ogromnymi falami imigrantów napływających do kraju” – stwierdził. Biznesmen przytoczył również dane demograficzne, twierdząc, że populacja Wielkiej Brytanii wzrosła o 12 milionów osób od 2020 roku – z 58 do 70 milionów mieszkańców.

W trakcie wywiadu Ratcliffe nie oszczędził również obecnego premiera Wielkiej Brytanii, Sira Keira Starmera, którego określił jako „być może zbyt miłego”, by podejmować „trudne” i „niepopularne” działania niezbędne do naprawy sytuacji w kraju. Co więcej, miliarder ujawnił, że niedawno spotkał się z liderem partii Reform UK, Nigelem Faragem, którego opisał jako „inteligentnego człowieka” o „dobrych intencjach”.

Wypowiedzi Ratcliffe’a spotkały się z natychmiastową krytyką ze strony rządu. Premier Starmer określił komentarze biznesmena jako „obraźliwe i błędne”, podkreślając, że imigranci od zawsze wnosili istotny wkład w rozwój brytyjskiego społeczeństwa i gospodarki. Wielu polityków różnych opcji politycznych również potępiło słowa współwłaściciela Manchesteru United, uznając je za szkodliwe i podsycające napięcia społeczne.

Eksperci ds. migracji zwracają uwagę, że dane przytoczone przez Ratcliffe’a są co najmniej dyskusyjne. Oficjalne statystyki nie potwierdzają tak dramatycznego wzrostu populacji w ciągu zaledwie sześciu lat, a powiązanie problemów gospodarczych wyłącznie z imigracją jest znacznym uproszczeniem złożonych procesów ekonomicznych i społecznych.

Nie jest to pierwszy raz, gdy wypowiedzi prominentnych osób ze świata biznesu na temat imigracji wywołują kontrowersje w Wielkiej Brytanii. Temat ten pozostaje jednym z najbardziej polaryzujących w brytyjskiej debacie publicznej, szczególnie po Brexicie, który w dużej mierze był motywowany obawami części społeczeństwa przed niekontrolowaną imigracją.

Ratcliffe, którego majątek szacowany jest na ponad 15 miliardów funtów, jest znany ze swoich konserwatywnych poglądów. W przeszłości był gorącym zwolennikiem Brexitu i wielokrotnie krytykował politykę imigracyjną kolejnych rządów. W 2022 roku stał się współwłaścicielem Manchesteru United, jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów piłkarskich na świecie, co znacznie zwiększyło jego rozpoznawalność i wpływy w brytyjskim społeczeństwie.

Organizacje broniące praw imigrantów określiły wypowiedzi Ratcliffe’a jako niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Wskazują, że takie retoryka może prowadzić do wzrostu nastrojów ksenofobicznych i aktów dyskryminacji wobec mniejszości etnicznych w Wielkiej Brytanii.

Na razie ani Manchester United, ani INEOS Group nie wydały oficjalnych oświadczeń odnoszących się do kontrowersyjnych wypowiedzi swojego właściciela. Nie wiadomo również, czy Ratcliffe zamierza przeprosić za swoje słowa lub je sprostować w obliczu narastającej krytyki.

Niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji, wypowiedzi Sira Jima Ratcliffe’a z pewnością na długo pozostaną w pamięci brytyjskiej opinii publicznej i mogą mieć wpływ na przyszłe debaty dotyczące imigracji oraz polityki społecznej w Zjednoczonym Królestwie.

Źródła:

ndependent.co.uk/sport/football/manchester-u…

express.co.uk/sport/football/1987557/man-utd-…

https://www.standard.co.uk/news/politics/sir-jim-ratcliff…

itv.com/news/granada/2026-02-12/pm-says-sir-j…

https://www.manchestereveningnews.co.uk/sport/football/fo…

goal.com/en-gb/lists/sir-jim-ratcliffe-critic…

Piekielni Laburzyści chcą, żeby angielska wieś była „mniej biała”. Chodzi o dobre samopoczucie muzułmanów

Laburzyści chcą, żeby angielska wieś była „mniej biała”. Chodzi o dobre samopoczucie muzułmanów

Joanna Grabarczyk


niezalezna.pl/swiat/laburzysci-chca-zeby-angielska-wies-byla-mniej-biala-chodzi-o-dobre-samopoczucie-muzulmanow

Chyba na podstawie: express.co.uk/ountryside-be-made-less-white

Wewnętrzne raporty brytyjskiego Ministerstwa Środowiska, Żywności i Spraw Wsi donoszą, że brytyjska wieś zagrożona jest staniem się obszarem „nieistotnym” w coraz bardziej multikulturowym społeczeństwie. Tradycyjne brytyjskie puby, serwujące alkohol i wieprzowinę, a także powszechnie hodowane na wsi psy to m. in. te elementy, które sprawiły, że muzułmanie czują się na wsi „niemile widziani”.

Dlatego też departament zarządzany obecnie przez Partię Pracy zabrał się za opracowanie planów, mających rozwiązać ten problem. Recepta jest prosta: uczynić wieś „mniej białą” i odzwierciedlającą „wielokulturową rzeczywistość”.

Zakusy, by zabrać się za brytyjskie obszary wiejskie, nie są niczym nowym. Już w 2019 roku  Ministerstwo Środowiska, Żywności i Spraw Wsi zamówiło obszerny przegląd, dotyczący wykorzystania obszarów krajobrazowych i wiejskich w Wielkiej Brytanii. 

Wiele społeczności we współczesnej Wielkiej Brytanii czuje, że obszary krajobrazowe nie mają dla nich żadnego znaczenia. Zarówno czarnoskórzy, Azjaci, mniejszości etniczne, jak i biali postrzegają tereny wiejskie jako środowisko w dużej mierze „białe”. Jeśli dzisiaj jest to prawdą, to podział ten będzie się tylko pogłębiał wraz ze zmianami społecznymi. Nasza wieś skończy jako nierelewantny odnośnie kraju, który obecnie istnieje

– głosił dokument autorstwa Juliana Glovera pt. „Landscape Review”.

To niejedyna zamówiona przez departament spraw wsi ekspertyza. Raportów było więcej. W 2022 roku przeprowadzono także badanie „Poprawa etnicznego zróżnicowania odwiedzających angielskie obszary chronione”, kosztujące ok. 125 tys. euro, którego wyniki kazały urzędnikom ponownie pochylić się nad wiejską Anglią, zdominowaną przez „białą klasę średnią” i pozbawioną wystarczającej liczby przedstawicieli mniejszości etnicznych, którzy unikali wsi jako „przestrzeni wykluczających, rasistowskich i niebezpiecznych”. O jakie przejawy rasizmu i wykluczenia chodzi?

Jedna osoba opowiedziała, jak spotykała się z dociekliwymi spojrzeniami i komentarzami, gdy była na wsi: „Patrzcie, Azjata w lesie”. Zespół doświadczył tego osobiście, odwiedzając rodziny czarnoskóre i należące do mniejszości etnicznych, i musiał przerywać filmowanie, aby zminimalizować spojrzenia przechodniów

Raport z 2022 roku doprecyzował, że „nierówności w zakresie świadczeń dawały poczucie, że potrzeby mniejszości etnicznych nie były brane pod uwagę, co utrudniało uczestnictwo” w spędzaniu czasu na wsi przez przedstawicieli mniejszości etnicznych i wyznaniowych.

Przykładami był brak (…) odpowiednich kulturowo świadczeń, takich jak opcje dietetyczne i miejsca do modlitwy

– stwierdzał raport.

Teraz urzędnicy zarządzający obszarami wiejskimi – czyli rady lokalne oraz administratorzy Obszarów Krajobrazu Narodowego – mają za zadanie opracować strategie mające na celu realizację celów ogólnokrajowej kampanii na rzecz różnorodności.

Wszyscy płacimy za krajobrazy narodowe z naszych podatków, a mimo to czasami podczas naszych wizyt mieliśmy wrażenie, że parki narodowe to ekskluzywny klub, w którym większość stanowią biali i klasa średnia

– stwierdzili badacze, wykonujący pracę dla Ministerstwa Środowiska, Żywności i Spraw Wsi w jednym z wewnętrznych dokumentów.

Psy na łańcuch, pub bez alkoholu, kiełbasy i bekonu?

Do działań zobowiązali się włodarze m.in. Chilterns, Cotswold czy  Malvern Hills. Zespół z Chilterns zaproponował działania, mające przyciągnąć na wieś więcej muzułmanów, szczególnie z pobliskiego Luton. Zabiegi te mają obejmować zatrudnienie bardziej zróżnicowanego personelu, wydawanie materiałów marketingowych, uwzględniających w swojej warstwie wizualnej ludzi widocznie reprezentujących mniejszości etniczne i napisane w „językach społeczności”.

W ramach zamówionych badań odnotowano również, że psy mieszkające na wsi powinny podlegać ściślejszej kontroli, gdyż niektóre z mniejszości boją się ich. Chodzi tu głównie o muzułmanów, dla których są to zwierzęta uznawane za nieczyste – podobnie jak świnie. Wspominany wcześniej raport z 2022 roku wprost mówił o konflikcie wartości wyznawanych przez rdzenną ludność i przybyszów.

Obszary objęte ochroną krajobrazową były ściśle związane z „tradycyjnymi” pubami, które mają ograniczony wybór jedzenia i są skierowane do osób utożsamiających się z kulturą picia alkoholu. W związku z tym muzułmanie z grupy pakistańsko-bangladeskiej stwierdzili, że przyczyniało się to do poczucia bycia niemile widzianym

Zespół z Malvern Hills posunął się do jeszcze dalej idących i osobliwie brzmiących stwierdzeń.

Wiele mniejszości nie ma żadnego kontaktu z naturą w Wielkiej Brytanii, ponieważ ich rodzice i dziadkowie nie czuli się na tyle bezpiecznie, by ich zabrać, lub mieli inne zmartwienia związane z przetrwaniem(…). Podczas gdy większość białych użytkowników języka angielskiego ceni sobie samotność i kontemplacyjne aktywności, jakie zapewnia wieś, osoby należące do mniejszości etnicznych preferują raczej towarzystwo (rodzinę, przyjaciół, szkołę)

– zdiagnozowali sytuację urzędnicy z Malvern Hills.

Ich receptą na uczynienie swojego obszaru „mniej białym” jest dotarcie do osób lub społeczności o chronionych cechach, takich jak osoby, dla których angielski nie jest pierwszym językiem”.

Tradycja przeszkodą dla różnorodności

Ministerstwo koordynujące ten ogólnonarodowy plan „odbielenia” brytyjskiej wsi zapewnia, że nie ma on nic wspólnego z ideologią, zaś główną motywacją dla jego wprowadzenia jest upowszechnienie dostępu do zasobów krajobrazowych dla wszystkich mieszkańców Anglii. Krytycy upierają się jednak, że podjęte przez ministerstwo działania noszą znamiona inżynierii społecznej, która stopniowo zmieni postrzeganie wiejskiej Anglii i wpisanych w nią tradycyjnych elementów: wiejskich pubów i odwiecznych krajobrazów, w coś, co będzie trzeba poświęcić w imię różnorodności.

Brytyjczycy siedzą w kieszeni u Żydów

Brytyjczycy siedzą w kieszeni u Żydów

Opublikowano: 28.10.2025 https://wolnemedia.net/brytyjczycy-siedza-w-kieszeni-u-zydow

Niedziela, weekend. Dzień wolny od pracy. Wielu Polaków więc włącza sobie internet i buszuje, czytając, co tam nowego się na świecie wydarzyło. Jedni skręcają na prawo, jakieś Niezalezne.pl czy inne Republiki (wiem, że PiS nie ma wiele wspólnego z prawicą), inni skręcają w lewo. Jakieś „Wyborcze”, „Newsweeki” i inne OKO.pressy. A jeszcze inni celują w środek, jakieś typowe portale z newsami o wszystkim: „Onet”, „Interia” czy też „Wirtualna Polska”. I tak trafiają na „Interię”.

A na „Interii”, w to niedzielne południe, taka oto strona główna:

Niby nic nadzwyczajnego. Ale jednak coś nadzwyczajnego. Artykuł pod tytułem „Brytyjczycy siedzą w kieszeni u Chińczyków. Ujawniono porażające dane”.

Jak to, Brytyjczycy zostali kupieni przez Chińczyków? Brytyjscy politycy i arystokraci zadłużają się w chińskim bankach, a nie u Rothschildów? Brytyjscy politycy z czołówki władzy mają chińskie Esterki u boku? No nie może być. Chińczycy opanowali Wielką Brytanię! Zupełnie jak Niemcy w 1940 (no prawie, Polacy przeszkodzili)! Trza iść im na ratunek! Szable w dłoń, lance w dłoń, chińskich komunistów goń goń goń!

Jeżeli myślicie państwo, że żartuję, oświadczam, że sprawa jest naprawdę poważna. Wedle polskich polityków Wielka Brytania, kraj, który notorycznie robił nam samobójcze powstania i pakował nas w wojny na dwa fronty, jest naszym przyjacielem tudzież sojusznikiem. A jeżeli ktoś okupuje sojusznika, to przecież trzeba mu przyjść z odsieczą. A jeżeli nie, to co najmniej trzeba nienawidzić Chińczyków. Bo przecież kupili naszego sojusznika. A jak kupili to i go niszczą. Bo przecież spójrzcie państwo, moi drodzy rodacy, na Wielką Brytanię. Zobaczcie ile Keir Starmer, brytyjski premier z chińską żoną Cing Ciong Jew, nasprowadzał imigrantów, aby Pekin mógł opanować i zniszczyć Brytanię. Zobaczcie, jak dużo tego multikulturalizmu kontrolujący Londyn Chińczycy tam narobili.

Po tym ironicznym wstępie przejdźmy do konkretów.

Według tegoż artykułu „Interii” Chińczycy w drugim z najważniejszych centrów finansowych świata (stolica Wielkiej Brytanii nim jest) posiadają aktywa o wartości, uwaga, 190 mld funtów. Zrozumcie proszę tę kwotę – 190 mld funtów. Arabia Saudyjska, która nijak nie kontroluje ani nie rządzi Stanami Zjednoczonymi, posiada tam aktywa o wartości około 800 mld dolarów. Tak, Stany Zjednoczone mają większą gospodarkę. Nikt jednak nie mówi, że USA siedzą w kieszeni u Saudyjczyków. Administracja Bidena pokazała zresztą, że Saudyjczycy nie będą panoszyć się, jak im się to żywnie podoba. Republikanie, fakt, są dużo bardziej satrapii ze stolicą w Rijadzie przychylni.

Nie znajdziecie więc państwo artykułu o tym, że Amerykanie siedzą w kieszeni u Saudów. Bo nie siedzą. Tak jak Brytyjczycy nie siedzą w kieszeni u Chińczyków. Oba te kraje anglosaskie siedzą wszak w kieszeni kogoś innego. Żydów.

Nie będę pisał tutaj historii przejmowania kontroli nad USA przez żydostwo. Działo się to szczególnie intensywnie w latach 1950. i 1960. W 1956 roku amerykańska marynarka wojenna chciała strzelać do Izraelczyków, aby powstrzymać ich agresję na Egipt. W 1967 roku to Izraelczycy strzelali do Amerykanów, do USS Liberty, a Amerykanie ten akt terroru zatuszowali. I pozwolili Syjonistom na broń atomową.

Zajmę się wszak Wielką Brytanią. To, że obecny prezydent USA, „obrońca chrześcijaństwa”, jest dumny z tego, że jego córka przeszła na judaizm i ożeniła się z mężczyzną, którego ojciec kręcił ze swoim szwagrem i podstawioną prostytutką filmy pornograficzne, aby mieć na niego element nacisku, za co poszedł do więzienia, wszyscy zapewne wiemy. Skupmy się na Wielkiej Brytanii, istocie tego artykułu.

„Declassified UK” to brytyjska witryna, którą można mniej więcej porównać do mojej działalności. Pisze o tym, o czym inni nie piszą. Nie, żebym się jakoś tam do nich porównywał w sensie zasięgów oraz intensywności pracy, ale podobieństwo z pewnością jakieś jest i to niemałe.

W roku ubiegłym, przy okazji zmiany władzy w Wielkiej Brytanii, strona ta bardzo mocno zainteresowała się tym, w czyjej kieszeni siedzą brytyjscy politycy. Nie doszli rzecz jasna do wniosków, że siedzą w kieszeni Chińczyków. Bądźmy poważni. „Declassified UK” to poważna witryna, a nie jakieś dzieci z piaskownicy.

Po prześledzeniu funduszy jakie otrzymali brytyjscy politycy, którzy do 2024 roku zasiadali w tamtejszym parlamencie, wyszło, że 180 z 650 z nich przyjęło wsparcie finansowe od chińs…. yyy… przepraszam, już się pogubiłem. Przyjęło fundusze od żydostwa oczywiście. I ich lobby. Nie będziemy wymieniać nazwisk wszystkich, szkoda na to czasu. Wspomnijmy jedynie, że chodzi o kwotę łączną ponad 1 miliona funtów. 130 z tych polityków to członkowie Partii Konserwatywnej, 41 pochodzi z Partii Pracy, trzej to Liberalni Demokraci. Pozostałe 6 to reprezentanci mniej istotnych sił.

W czyjej więc kieszeni siedzą brytyjscy politycy? Cóż, przecież my w Polsce, my świadomi Polacy, dobrze wiemy kto rządzi krajami anglosaskimi. I że nie są to ani Chińczycy, ani Rosjanie ani też Marsjanie.

Teraz zajmijmy się żoną obecnego brytyjskiego premiera Keira Starmera oraz jego rządami. Skoro Chińczycy kontrolują poprzez swoje aktywa Wielką Brytanię, to i powinni także najważniejszym politykom dostawiać chińskie Esterki. Czy więc żona brytyjskiego premiera rzeczywiście ma chińskie imię i nazwisko i pochodzi z pradawnego chińskiego rodu znad Rzeki Żółtej? No, niezupełnie.

Skoro wiemy, że jedna trzecia posłów Partii Konserwatywnej Wielkiej Brytanii siedzi w kieszeni u Żydów, 80% posłów z tej partii należy do grupy parlamentarnej Konserwatywni Przyjaciele Izraela, a żydowskie lobby opłaciło 187 podróży posłów tzw. brytyjskiej prawicy do Izraela, w tym w trakcie ludobójstwa w Strefie Gazy, przyjrzyjmy się jak to wygląda na lewicy. Bo przecież może wyglądać inaczej, nieprawdaż?

Istotnie wygląda nieco inaczej. „Tylko” 41 z 205 posłów z Partii Pracy siedziało w 2024 roku w kieszeni u Żydów. Za to gabinet premiera Keira Starmera to już prawdziwy Izrael.

Keir Starmer, mąż żydówki Wiktorii Aleksander (a nie żadnej Chinki, Rosjanki czy Marsjanki), obstawił swój gabinet ludźmi, którzy bardzo lubią żydowskie fundusze. Jak podaje Declassified UK ponad połowa jego gabinetu, przyjmowała pieniądze od lobby. Proizraelskie lobby sfinansowało 13 z 25 członków gabinetu lewicowego premiera Starmera. I tak, fundusze od lobby przyjęła jego zastępczyni, jego kanclerz, jego minister spraw zagranicznych oraz szef MSW. Sekretarz ds. handlu w gabinecie Starmera, nadzorujący eksport broni do Izraela, także otrzymał fundusze od żydowskiego lobby.

Łącznie członkowie rządu Starmera otrzymali od lobby proizraelskiego ponad 300 000 funtów.

Podsumujmy więc: lobby proizraelskie sfinansowało 1/3 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej, niemal 1/4 posłów Partii Pracy, ponad połowę gabinetu premiera Starmera a jego żona jest żydówką. On zresztą sam ma pochodzenie żydowskie, a jego dzieci wychowywane są w żydowskiej tradycji.

Którzy Brytyjczycy, „Interio”, siedzą więc w kieszeni u tych Chińczyków?

Tak wygląda byłe brytyjskie terytorium kontrolowane przez Chińczyków. To Hongkong oczywiście. Zdjęcie pochodzi z roku 2014.

A tak wygląda brytyjskie terytorium niekontrolowane przez Chiny. To Londyn. Zdjęcie z 2017 roku.

Widzimy różnicę?

A jak ktoś jej nie rozumie, to wyjaśniam. Około 60% wieżowców w Hongkongu powstało po 1997 roku, po tym, jak terytorium to zostało przekazane przez Brytyjczyków Chinom. Po 2000 roku tempo rozwoju miasta jeszcze bardziej przyspieszyło. Po 2010 roku jeszcze bardziej. Zarówno Hong Kong jak i Londyn to ważne międzynarodowe centra finansowe. W Hongkongu w 2024 roku PKB na osobę według parytetu siły nabywczej (najbardziej wiarygodny wskaźnik porównania rzeczywistego standardu życia w różnych państwach), wyniosło 82 tys. dolarów. W Londynie ten sam wskaźnik w 2024 roku wyniósł 61 tys. dolarów. W Wielkiej Brytanii 60 tys. dolarów.

Autorstwo i zrzuty ekranów: Terminator 2019
Zdjęcia: Dronepicr (CC BY 3.0), Estial (CC BY-SA 4.0)
Źródło: WolneMedia.net

Źródłografia

1. https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-brytyjczycy-siedza-w-kieszeni-u-chinczykow-ujawniono-porazaj,nId,22435498

2. https://www.declassifieduk.org/israel-lobby-funded-half-of-keir-starmers-cabinet

3. https://www.declassifieduk.org/israel-lobby-funded-a-third-of-conservative-mps

4. https://www.declassifieduk.org/israel-lobby-funded-a-quarter-of-british-mps

5. https://www.declassifieduk.org/wp-content/uploads/2024/06/All-Party-Israel-Lobby-Full-List-Edited.pdf

6. https://en.wikipedia.org/wiki/History_of_London

7. https://en.wikipedia.org/wiki/History_of_Hong_Kong

8. https://en.wikipedia.org/wiki/Keir_Starmer

9. https://en.wikipedia.org/wiki/Victoria_Starmer

Dziesiątki tysięcy „azylantów” w brytyjskich hotelach. Murzyn właśnie zgwałcił 14-latkę

4 września 2025

Dziesiątki tysięcy „azylantów” w brytyjskich hotelach. Jeden właśnie zgwałcił 14-latkę

pch/dziesiatki-tysiecy-azylantow-w-brytyjskich-hotelach-jeden-wlasnie-zgwalcil-14-latke

(fot. PAP/EPA/ORESTIS PANAGIOTOU)

Sąd Rejonowy w  Chelmsford, we wschodniej Anglii, uznał Murzyna przebywającego w hotelu w Epping za winnego wszystkich pięciu zarzucanych mu czynów, w tym napaści seksualnej na 14-letnią dziewczynkę. Zdarzenie to wywołało falę protestów w całej Wielkiej Brytanii.

Brytyjski rząd kontynuuje niebezpieczną w swoich skutkach hucpę, umieszczając za pieniądze podatników potencjalnych bandytów przybywających nielegalnie do tego kraju w hotelach o dobrym standardzie.

Jeden z nich został skazany za gwałt na 14-latce. Podczas ogłaszania wyroku sędzia stwierdził, że nastolatka była konsekwentna w swoich zeznaniach, a kobieta, która zgłosiła napaść i wezwała na miejsce policję była wiarygodnym świadkiem.

Do molestowania dziewczynki doszło 7 i 8 lipca w Epping, gdzie mężczyzna, obywatel Etiopii, mieszkał w hotelu dla azylantów. 41-latek w swoim kraju był nauczycielem sportu. Podczas procesu zaprzeczył wszystkim postawionym mu zarzutom.

Sędzia odroczył ogłoszenie wyroku do 23 września. Stwierdził, że najbardziej prawdopodobnym wyrokiem będzie „natychmiastowe pozbawienie wolności”, dodając: „pytanie tylko na jak długo”.

Zdarzenie w Epping wywołało w połowie lipca falę demonstracji pod hotelami dla azylantów w całej Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy upomnieli się o poszanowania prawa i wykonywanie przez władze ich podstawowej powinności, jaką jest zapewnienie bezpieczeństwa w kraju.

Zwolennikom wyniszczania państwa i tkanki społecznej przez imigrantów nie wystarczyła kolejna zbrodnia seksualna popełniona przez Murzyna z Afryki. Lewicowe organizacje wyszły na ulice z „kontrmanifestacjami”. Podczas niektórych demonstracji dochodziło do starć z policją oraz zatrzymań uczestników.

Według danych brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) w drugim kwartale 2025 r. działało 210 hoteli dla osób uznanych za „azylantów” na terenie całego kraju, w których przebywało ponad 32 tysiące osób. Rządowym celem jest podobno zamknięcie hoteli dla migrantów do 2029 roku.

Źródło: PAP / Marta Zabłocka, Londyn

Można? Można…weźmy z tego przykład..

Jan Rybski, Inicjatywa na Rzecz Nowej Polski „BASTA!” <johannes@weiser.info.pl>

Obecnie warto przyglądać się Wielkiej Brytanii, którą wstrząsa 
największy skandal związany z molestowaniem małoletnich w jej historii: 
Przez dziesięciolecia rozległa sieć głównie pakistańskich muzułmanów 
odurzała, gwałciła, wykorzystywała seksualnie lub sprzedawała setki, 
jeśli nie tysiące, nieletnich dziewcząt w co najmniej 50 angielskich 
gminach.

W większości przypadków jednak nigdy nie doszło do żadnych dochodzeń 
policyjnych ani wyroków skazujących, ponieważ część systemu politycznego 
i sądowego ukrywała okrutne machinacje gangów porywaczy. Obecny premier, 
Keir Starmer (Partia Pracy) również musi być świadomy tych przypadków, 
ponieważ Starmer był szefem brytyjskiej prokuratury w latach 2008-2013. 
Nota bene, jego poprzednik, Hindus Rishi Sunak, szybciutko zniknął z 
pola widzenia, czując najwidoczniej pismo nosem.

Zarzuca się również, że wielu policjantów, pracowników socjalnych i 
pracowników władz publicznych nie traktowało ofiar poważnie, celowo 
ukrywało pochodzenie sprawców, między innymi w celu uniknięcia 
oskarżenia o rasizm, a nawet brało łapówki.

W ubiegłym tygodniu rada miejska jednego z dotkniętych przestępczością 
miasteczek po raz kolejny wezwała do przeprowadzenia ogólnokrajowego 
śledztwa w celu powiązania ze sobą różnych miejsc zbrodni. Jednak Jess 
Phillips, sekretarz stanu odpowiedzialna za ochronę i przemoc wobec 
kobiet i dziewcząt oraz partyjna koleżanka Starmera, odrzuciła to, 
wywołując ogromny skandal.

Elon Musk nagle zainterweniował na swojej platformie X: potępił trwające 
tuszowanie skandalu związanego z molestowaniem i wezwał do dymisji 
premiera Starmera i nowych wyborów! W tym celu Musk rozpowszechnił film 
dokumentalny aktywisty Tommy’ego Robinsona, który od lat donosi o 
sieciach nadużyć i był już kilkakrotnie więziony w tym kontekście, w tym 
za naruszenie nakazów kneblujących usta, i wezwał do jego uwolnienia.

Po tym, jak media zwróciły uwagę na tę kwestię dzięki Elonowi Muskowi, 
Partia Konserwatywna również zmieniła taktykę i przyłączyła się do 
wezwania do przeprowadzenia dochodzenia państwowego, chociaż odrzuciła 
takie dochodzenie, gdy sama była w rządzie. Jednak większość parlamentu 
odrzuciła dochodzenie we wczorajszym głosowaniu.

Teraz jednak piłka toczy się dalej: Rząd chce teraz zorganizować okrągły 
stół z ofiarami nadużyć, a jeśli ofiary zażądają śledztwa państwowego, 
rząd jest również na to otwarty. Ogromna presja opinii publicznej 
wyraźnie przynosi efekty, nie tylko dlatego, że notowania Starmera w 
sondażach od miesięcy gwałtownie spadają.

W Wielkiej Brytanii wysiłki dziennikarzy śledczych i informatorów, 
którzy przez lata próbowali obudzić opinię publiczną na temat 
ogólnokrajowego zasięgu gangów porywaczy, mogą się teraz opłacić. Miejmy 
nadzieję, że ofiary w końcu doczekają się odrobiny sprawiedliwości, a 
okrutne działania zostaną zakończone!

Jan Rybski

W zaszczepionej populacji Anglii w ciągu dwóch lat zginęło prawie milion osób; w populacji nieszczepionej zmarło mniej niż 61 tys. osób

W zaszczepionej populacji Anglii w ciągu 23 miesięcy zginęło prawie milion osób; w populacji nieszczepionej w tym samym okresie zmarło mniej niż 61 tys. osób

https://www.naturalnews.com/2024-03-01-england-million-vaccinated-deaths-61000-unvaccinated-deaths.html

Szokujące dane opublikowane przez rząd Wielkiej Brytanii pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat zaszczepiona populacja w Anglii doświadczyła szokującej liczby zgonów w porównaniu z populacją nieszczepionych, mimo że około 30 procent populacji nie otrzymało nawet ani jednej dawki szczepionki na koronawirus z Wuhan (COVID).

Według brytyjskiej Agencji Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA) do lipca 2022 r. 18,9 mln osób odmówiło przyjęcia pierwszej dawki zastrzyku na Covid-19, 21,5 mln osób odmówiło przyjęcia drugiej dawki zastrzyku na Covid, a 2,6 mln osób, które otrzymało pierwszą dawkę, ale odmówiło przyjęcia drugiej, a 30,4 mln osób odmówiło przyjęcia trzeciej dawki zastrzyku na Covid, podobnie jak 8,9 mln osób, które otrzymały drugą dawkę, ale odmówiły podania trzeciej. 

(Powiązane: Brytyjskie szpitale uznawały zgony z powodu zapalenia płuc za zgony z powodu Covid-19, aby stworzyć iluzję pandemii .)

Według danych UKHSA do szczepień kwalifikowało się wówczas 63,4 mln osób. Od lipca 2022 r. 30 % populacji Anglii pozostało całkowicie nieszczepionych; 34 % nie było dwukrotnie zaszczepionych; a 50 % nie było potrójnie zaszczepionych.

 Jednak zaszczepiona populacja jako całość była odpowiedzialna za 95 procent wszystkich zgonów z powodu Covid w okresie od stycznia do maja 2023 r., podczas gdy populacja niezaszczepiona stanowiła zaledwie pięć procent.

Jednak naprawdę przerażający jest fakt, że te zgony nie dotyczą populacji zaszczepionej jedną lub dwiema dawkami. Zdecydowana większość to osoby zaszczepione czterokrotnie, przy czym populacja ta odpowiada za 80 procent wszystkich zgonów z powodu Covid i 83 procent wszystkich zgonów z powodu Covid-19 wśród zaszczepionych .

Twarde fakty

Poniższe dane opublikowane przez Urząd Statystyczny Krajowych (ONS) w zbiorze danych „Zgony na podstawie statusu szczepień” można znaleźć na stronie internetowej ONS:

W okresie od lipca do września 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w sierpniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 676 zgonów. Natomiast we wrześniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 294 zgonów.

W okresie od października do grudnia 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 776 zgonów. Dla kontrastu, w grudniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 16 171 zgonów.

W okresie od stycznia do marca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w styczniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 776 zgonów. Dla porównania, w styczniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 15 948 zgonów.

W okresie od kwietnia do czerwca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 500 zgonów. Jednocześnie w kwietniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 902 zgonów.

W okresie od lipca do września 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w lipcu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 493 zgony. Dla porównania, w lipcu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 286 zgonów.

W okresie od października do grudnia 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 604 zgony. Dla kontrastu, w grudniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 19 914 zgonów.

W okresie od stycznia do marca 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób w styczniu 2023 r. miała miejsce wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 551 zgonów. Największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła w styczniu 2023 r. wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokującą liczbę 18 297 zgonów.

W okresie od kwietnia do maja 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w maju wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 405 zgonów. Jednocześnie największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 713 zgonów.

================================

Niezwykle niepokojące w tych oficjalnych danych jest to, że od lipca 2021 r. liczba zaszczepionych znacznie przewyższa liczbę niezaszczepionych pod względem zgonów w każdej grupie wiekowej, mimo że 30 procent populacji nie otrzymało zastrzyku na Covid-19.

Do tego stopnia, że w okresie od lipca 2021 r. do maja 2023 r . wśród zaszczepionych zginęło 965 609 osób, w porównaniu do zaledwie 60 903 zgonów wśród niezaszczepionych.Oznacza to, że w tym okresie w Anglii zginęło ogółem 1 026 512 osób, a osoby zaszczepione stanowiły 94% z nich podczas gdy osoby niezaszczepione stanowiły zaledwie sześć procent.

Sugeruje to, że zastrzyki z Covid-19 są śmiertelne i dowodzi, że zabijają ludzi.

Demografia samobójców: Wielka Brytania przewiduje znaczny wzrost populacji

Wielka Brytania przewiduje znaczny wzrost populacji

16.02.2024 :KM nczas/wielka-brytania-przewiduje-znaczny-wzrost-populacji

Imigranci zapewnią wzrost populacji w Wielkiej Brytanii.
Imigranci w brytyjskim hrabstwie Kent po przepłynięciu przez Kanał La Manche. / Fot. PAP/EPA

W roku 2036 populacja Wielkiej Brytanii osiągnie 73,7 mln, co oznaczać będzie wzrost o 6,6 mln – czyli o 9,9 proc. – w stosunku do stanu z 2021 r., przy czym aż 6,1 mln z tego przyrostu będzie efektem imigracji – tak prognozie urząd statystyczny ONS.

ONS przewiduje, że populacja Wielkiej Brytanii, która w połowie 2021 r. szacowana była na 67 milionów, przekroczy poziom 70 mln w połowie 2026 r., czyli szybciej niż prognozowano rok temu, a jak zaznaczono, przyspieszenie tej daty jest głównie efektem imigracji.

Zgodnie z obecną prognozą, w ciągu 15 lat między połową 2021 r. a połową 2036 r. urodzi się 10,8 mln osób, a umrze 10,3 mln, a ponadto 13,7 mln osób przeprowadzi się do Wielkiej Brytanii w celu długoterminowego pobytu, zaś 7,6 mln z niej wyjedzie.

To oznacza, że z przewidywanego wzrostu populacji o 6,6 mln, tylko 8,2 proc. będzie efektem naturalnego wzrostu liczby ludności, a 91,8 proc. – efektem imigracji.

ONS prognozuje również, że w omawianym okresie liczba mieszkańców kraju powyżej 85. roku życia zwiększy się o milion – z 1,6 mln do 2,6 mln – a ich odsetek w całej populacji – z 2,5 proc. do 3,5 proc.

Przewidywany wzrost populacji w okresie między połową 2021 a połową 2036 r. jest wyższy w liczbach bezwzględnych niż miał miejsce w ciągu poprzednich 15 lat (od połowy 2006 do połowy 2021 r.), gdy ludność zwiększyła się o 6,1 mln.

W roku 2022 do Wielkiej Brytanii przyjechało z zamiarem długoterminowego pobytu o 745 tys. osób więcej niż z niej wyjechało, co było najwyższym dodatnim saldem migracji od zakończenia II wojny światowej.

PORÓWNANIE: W Sejmie a w Izbie Gmin. Kto ma przywilej układania list wyborczych.

PORÓWNANIE: W Sejmie a w Izbie Gmin. Kto ma przywilej układania list wyborczych.

Wiadomości Westminsterskie (Nr 1), 06.09.2013 r.

Poprzedni raz premier brytyjski (Lord North) przegrał głosowanie co do użycia wojska… w 1782 r.

 ================================

Paweł Kawarski 6-09-2013 [z mego Archiwum – dla nas ciągle aktualne. MD]

Trudne o lepsze przykłady różnic funkcjonowania parlamentu systemu proporcjonalnego i większościowego niż reakcje władz partii koalicyjnych na wyniki dwóch głosowań, które ostatnio przeprowadzono, odpowiednio, w Sejmie i w Izbie Gmin.

Podczas lipcowych i sierpniowych głosowań nad forsowaną przez rząd nowelizacją ustawy o finansach publicznych, która ostatecznie zawiesiła na rok działanie 50-procentowego progu ostrożnościowego, trzej posłowie partii koalicyjnej (PO) Jarosław Gowin, John Godson i Jacek Żalek dwukrotnie złamali dyscyplinę klubową wstrzymując się od głosu (podczas głosowania nad wnioskiem SP i SLD o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, a następnie podczas głosowania nad uchwaleniem nowelizacji).

Postawa posłów dysydentów spotkała się z gwałtowną reakcją władz i członków PO, którzy wzywali do ich ukarania. Zacytuję jedną wypowiedź rzecznika dyscypliny klubowej PO Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej Moja propozycja to zawieszenie (trzech posłów) na trzy miesiące. Nie był to ich pierwszy wybryk, tylko dość konsekwentne postępowanie według własnego widzimisię.

Sprawa znalazła finał w ostatnich dniach sierpnia. 27 sierpnia John Godson sam wystąpił z klubu parlamentarnego PO i z partii, natomiast 30 sierpnia klub PO ukarał Jarosława Gowina karą finansową w wysokości tysiąca złotych, a Jacek Żalek został zawieszony na trzy miesiące w prawach członka klubu. Kary te podsumował premier Donald Tusk: Decyzje klubu są absolutnie uzasadnione. W geście solidarności z posłem Żalkiem, J. Gowin zawiesił swoje członkostwo w klubie na trzy miesiące. [ten serial ma następstwa, ale nuuudne…MD]

==========================

Zestawmy te reakcje z postępowaniem władz partii konserwatywnej po przegranym głosowaniu nad wnioskiem o zatwierdzenie użycia wojska w Syrii, w sprawie mającej o wiele istotniejsze znaczenie. Premier zarządził powrót z urlopów, a proponowanej uchwale władze obu partii nadały najwyższy priorytet, tzw. three line whip.

29 sierpnia wieczorem wniosek koalicji został odrzucony większością głosów 285/272, dzięki głosowaniu przeciw wnioskowi, m.in., członków partii koalicji: 30 konserwatystów i 9 liberalnych demokratów (rebelianci). Z kolei dalszych 31 torysów i 14 demokratów z różnych powodów w ogóle nie wzięło udziału w głosowaniu, co oczywiście pomogło przeciwnikom interwencji zbrojnej. Wszyscy obecni posłowie Partii Pracy w liczbie 220 głosowali przeciw.

Prasa brytyjska podaje imienne wykazy rebeliantów wraz z nazwami ich okręgów wyborczych, dzięki czemu wyborcy łatwo mogą sprawdzić jak głosowali reprezentanci poszczególnych okręgów bez potrzeby przeszukiwania stron parlamentu w poszukiwaniu list głosowań.

Pomijając aktualny aspekt geopolityczny, wydarzenie to odnotowano w Wielkiej Brytanii jako historyczne – poprzedni raz premier brytyjski (Lord North) przegrał głosowanie co do użycia wojska w 1782 r., gdy parlament nie zgodził się na dalsze finansowanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi, które ogłosiły niepodległość.

Porażce Davida Camerona nadaje się podobne znaczenie jak upadkowi rządku Chamberlaina w 1940 r. Posłowie opozycyjnej Partii Pracy tuż po głosowaniu wzywali Camerona do ustąpienia. Komentatorzy określili porażkę premiera jako poniżenie, wydarzenie bez precedensu w obecnych czasach i nadzwyczajny atak na autorytet premiera. Zresztą w ostatnim czasie to nie pierwszy raz gdy premier musi respektować partyjnych rebeliantów – pamiętać należy silną antyunijną torysowską frakcję, która zmusza premiera do dystansowania się od silnej integracji z UE, aż do złożenia obietnicy referendum w sprawie dalszego członkostwa.

Ale jak zachował się Cameron? Czy wzywał do ukarania rebeliantów?

W warunkach ordynacji większościowej, oczywiście jest to pytanie retoryczne. Wzywano do ukarania głównego whip’a, którym jest Sir George Young, poprzez pozbawienie go tej funkcji, za bałagan, w efekcie którego nawet dziesięciu ministrów rządu nie wzięło udziału w głosowaniu. Niektórzy posłowie koalicji nazywali rebeliantów zdrajcami, lecz ci nie wyrażali skruchy z powodu nieokazania lojalności partii.

Zachowanie posłów partii systemu proporcjonalnego jest spowodowane szczególnym instrumentem jaki jest do dyspozycji władz takiej partii – przywilejem układania list wyborczych. Z jednej strony utrzymanie dyscypliny partyjnej jest łatwe, a z drugiej – usłużni władzom posłowie nie zawahają się ukarać kolegów za działanie wbrew linii partyjnej.

Premier brytyjski nie dysponuje podobnym niemalże magicznym narzędziem, dzięki temu zasadniczo posłowie do Izby Gmin muszą się liczyć ze zdaniem swoich wyborców, a w tej sprawie – wyborcy brytyjscy są przeciwni kolejnej wojnie.

Postawa posłów może być powodowana do pewnego stopnia faktem czy poseł został wybrany dużą czy małą większością głosów. Trzech posłów, którzy przyczynili się do odrzucenia propozycji koalicji, pochodzi z okręgów o minimalnej różnicy głosów w stosunku do drugiego w kolejności – posłowie Labour z okręgów Oldham East & Saddleworth (różnica 103) oraz Hampstead & Kilburn (różnica 42) głosowali przeciw, poseł LD z okręgu Solihull (różnica 175) nie głosował. Posłowie Tory, którzy głosowali przeciw pochodzą z relatywnie bezpiecznych okręgów (różnice wynoszą kilka tysięcy głosów). Z kolei posłowie Tory głosujący za widocznie nie obawiali się utraty mandatów w kolejnych wyborach, nawet gdy wyborcy generalnie są przeciw agresji na Syrię.

Zestawienie powyższych dwóch wydarzeń doskonale ilustruje, że parlamentaryzm Polski i Wielkiej Brytanii dzieli przepaść, jeśli chodzi o wpływ władz partii czy wyborców na zachowanie posłów, niestety na korzyść tego drugiego, mając świadomość, że nawet w UK nie zawsze przedmiotowe zależności funkcjonują bez zarzutu.

Szef komisji obrony „Wielkiej” Brytanii: „W razie wojny nasze siły zbrojne wytrzymają pięć dni”.

Szef komisji obrony „Wielkiej” Brytanii: „W razie wojny nasze siły zbrojne wytrzymają pięć dni”.

https://nczas.com/2023/02/11/szef-komisji-obrony-w-razie-wojny-nasze-sily-zbrojne-wytrzymaja-piec-dni/

Wielka Brytania przekazała do tej pory Ukrainie sprzęt wojskowy o wartości ponad 2,3 mld funtów, zaś brytyjskie ministerstwo obrony na uzupełnienie uszczuplonych zapasów otrzymało 560 mln funtów.

W przypadku wojny brytyjskie siły zbrojne „wytrzymałyby około pięciu dni” – ostrzegł Tobias Ellwood, przewodniczący komisji obrony w Izbie Gmin.

————————-

Ellwood, poseł rządzącej Partii Konserwatywnej, powiedział dziennikowi „Financial Times”, że wysoka inflacja i koszty wymiany sprzętu wysłanego na Ukrainę malują „naprawdę ponury obraz” i pozostawiły zapasy wojskowe istotnie uszczuplone. Wskazał, że wojskom lądowym brakuje pocisków ziemia-powietrze i pocisków przeciwczołgowych, które znajdują się wśród broni przekazywanej Ukrainie.

Jak zwraca uwagę „FT”, kondycja brytyjskich sił zbrojnych stała się ostatnio istotną kwestią polityczną, szczególnie w kontekście tego, że w marcu minister finansów Jeremy Hunt ma przedstawić budżet. W związku z tym z jednej strony nasila się lobbing, by zwiększyć wydatki na obronność, a z drugiej ministerstwo finansów szuka we wszystkich resortach oszczędności.

Hunt pod koniec zeszłego roku mówił, że zarówno on, jak i premier Rishi Sunak uznają potrzebę zwiększenia wydatków na obronność, ale wyjaśnił, że przed podjęciem jakichkolwiek decyzji musi poczekać na zakończenie rewizji przeglądu obronnego, który powstał przed rosyjską napaścią na Ukrainę. Sunak nie zadeklarował, że podtrzyma zobowiązanie swojej poprzedniczki Liz Truss, która obiecała wzrost wydatków na obronę do 2030 r. do poziomu 3 proc. PKB.

„Jestem bardzo zaniepokojony tym, że wiadomości wychodzące z ministerstwa finansów wskazują, iż musimy przygotować się na dalsze cięcia w ujęciu realnym, ponieważ inflacja rośnie” – powiedział Ellwood.

Wielka Brytania przekazała do tej pory Ukrainie sprzęt wojskowy o wartości ponad 2,3 mld funtów, zaś brytyjskie ministerstwo obrony na uzupełnienie uszczuplonych zapasów otrzymało 560 mln funtów.

Covid-19: Coroners call for changes after highlighting avoidable deaths during pandemic

Coroners in England are demanding changes in a series of reports highlighting how the struggling healthcare system’s responses to the pressures of the covid-19 pandemic contributed to patients’ deaths.

Coroners are obliged to write a report recommending action in any cases where they believe that this is necessary to prevent future deaths. Reports now emerging suggest that factors in deaths during the pandemic include the move by GPs to telephone consultations, the requirement for vulnerable patients to attend hospital appointments alone, and the lack of safeguards for patients in care homes.

The replacement of in-person appointments by telephone consultations reduced GPs’ ability to pinpoint patients’ needs, the coroners said, and the absence of family members from consultations with vulnerable patients meant that clinicians were often unable to get a full picture of their needs.

The Yorkshire and Humber region saw an increased incidence of children with severe nutritional anaemia in 2020, resulting in two deaths. Maya Zab, who died aged 11 months, was one of the two. Language barriers had caused missed opportunities for primary carers to see Maya, but this was compounded by the pandemic, said Ian Pears, coroner. The “stay at home” message resulted in fewer one-to-one consultations and meant that healthcare professionals were unable to spot signs of her condition, while the limitation of social contact meant that other professionals and friends were unable to report concerns.

Maurice Leech, who was frail and elderly, had an accidental fall at his nursing home, but there was a delay in recognising that he had a fractured femur. He was reviewed by telephone by his GP but not examined because of covid restrictions. Alison Mutch, senior coroner for Greater Manchester South, said the evidence indicated that a physical examination would probably have resulted in his being referred back to hospital sooner.

“Very vulnerable and a poor historian,” she said, Leech was sent alone to hospital when, if support had been available, a more accurate picture of his needs would have helped staff to treat him and potentially identify that he should not be discharged back to the care home.

Care homes

A policy of reserving vaccines for hospital staff rather than for patients may have contributed to the death of Clive Rivers, who was being treated for a skin condition with immunomodulatory therapy. The consultant dermatologist treating him wanted him to be vaccinated, but it was not policy at that time to vaccinate patients, and Rivers contracted covid-19 in hospital while awaiting discharge. He deteriorated and died at home.

The patients who caught covid-19 in care homes included Anthony Slack, who had asbestos related pulmonary fibrosis and other health issues. The care home managers were unsure whether the virus was brought in by staff or by residents admitted from the community without testing. There was no risk assessment when admitting new residents, and staff were not clear about requirements for personal protective equipment (PPE) as a result of regular changes to guidance, said Mutch, who was also the coroner in Slack’s case and several others.

Another issue highlighted was the shortage of staff to monitor frail and vulnerable patients who had to be isolated in their rooms at care homes when suspected of having covid-19. Ruth Jones, who was prone to falls, fell while unobserved in self-isolation and had to be admitted to hospital. Her covid-19 test was negative, but she deteriorated and died of bronchopneumonia exacerbated by a fracture.

https://www.bmj.com/content/375/bmj.n3042