[mail: Na pch24.pl już tego nie podali, a na bankier.pl to i owszem…. Otóż wspólny mianownik to NWO czy Nowy Porządek Świata, to słowo powtarzane do znudzenia w tym artykule…ponadto sporo innych „ciekawostek”.
Przeczytałem. Przypomniały mi się referaty na masówkach z obrad VI Plenum Naszej Partii. Też nudne, puste – ale ten [—] uważa, że ma większe szanse realizacji swej – i Swoich – utopii. Mirosław Dakowski]
Potrzebujemy nowego sprawnego porządku światowego, by nie popaść w erę wojen, biedy i chorób; pokazują to Ukraińcy walczący o swój kraj i jego europejską integrację – powiedział izraelski historyk, autor książek Yuval Noah Harari, który wziął w odbywającym się w środę w Poznaniu kongresie Impact22.
Harari wyraził przekonane, że postępy pandemii COVID-19 mimo dokonań naukowców to skutek erozji globalnego porządku, która ośmieliła też prezydenta Władimira Putina do napaści na Ukrainę.
„Ostatnie lata były niefortunne dla ludzkości” – powiedział Harari, wskazując na dewastację środowiska i katastrofę klimatyczną, pandemię koronawirusa oraz wojnę Rosji przeciw Ukrainie. „Od zakończenia zimnej wojny świat nie był wolny od problemów, ale rozwijał się znacznie lepiej, cieszył się pokojem większym niż kiedykolwiek w historii” – ocenił.
Podkreślił, że pomyślny rozwój ostatnich dekad „nie wynikał z jakiejś zmiany praw natury, lecz stąd, że ludzkość podejmowała mądre decyzje i zbudowała działający porządek światowy, zwykle opisywany jako liberalny – łączący wiarę w uniwersalne wartości, funkcjonowanie instytucji globalnych; ideę, że wszyscy ludzie zasługują na te same podstawowe wolności.
„Ten porządek światowy nie był doskonały, niemniej udało mu się poprawić warunki życia ludzi na całym świecie; nie tylko w dawnych imperialnych centrach jak wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, ale także Brazylii, Polsce Czy Chinach” – zaznaczył.
Lata pokoju – mówił Harari – znalazły odzwierciedlenie w budżetach zachodnich państw, które na siły zbrojne przeznaczały w ostatnich latach średnio po kilka procent budżetów przy znacznie większych nakładach na edukację i ochronę zdrowia, w przeciwieństwie do Rosji wydającej na zbrojenia według szacunków jedną piątą, czyli 20 proc. swojego budżetu.
„Wielu ludzi uważa to za coś absolutnie oczywistego, zagwarantowanego, nie szanuje tego. To wydarzyło się w Rosji, ale także kraje takie jak USA czy Wielka Brytania zdają się zaprzeczać tym ideom” – powiedział, wskazując na brexit i wybór Donalda Trumpa na prezydenta.
„Porządek światowy coraz bardziej przypomina dom, w którym wszyscy mieszkają, ale nikt go nie remontuje. Globalne instytucje i uniwersalne wartości są podważane, ale nie ma żadnej propozycji, czym je zastąpić” – powiedział.
Harari, generalnie zgadzając się z koncepcją państw narodowych, postawił pytanie, „jak narody mają współdziałać jeśli nie będzie wspólnych instytucji ani wartości”. „Narodowe fortece – które z definicji nie są przyjazne – zwykle nie potrafią ich wypracować” – zauważył.
Według niego „pandemia była w dużej mierze skutkiem podważenia porządku światowego”. „Wirusy ewoluują, stale pojawiają się nowe. Nie jesteśmy w stanie temu zapobiec, ale światowe korporacje zdołałyby powstrzymać rozprzestrzenienie się epidemii. Jednak gdy pojawił się COVID-19, ludzkości zabrakło mądrości politycznej. Historia tej pandemii to historia tryumfu nauki i porażki politycznej” – ocenił.
Zwrócił uwagę, że naukowcy wypracowali sposoby spowolnienia postępów wirusa i wynaleźli szczepionkę. „Jednak politycy zawiedli, nie byli w stanie skutecznie wykorzystać tych narzędzi. Zabrakło pomysłu, jak powstrzymać falę zalewająca świat. Były narzędzia, nie było woli. Stany Zjednoczone – tradycyjnie światowy lider – nie zrobiły praktycznie nic. Prezydent Trump nawet nie próbował skoordynować globalnej odpowiedzi na rosnące zagrożenie, długo zaprzeczał ustaleniom naukowym, podważał działania prozdrowotne” – mówił Harari. „Minęły ponad dwa lata, nadal nie mamy skoordynowanego światowego planu dotyczący także radzenia sobie z ekonomicznymi skutkami pandemii” – zauważył.
„Putin dostrzegł, że porządek światowy się rozpadł; że nikt go nie powstrzyma, jeśli spróbuje naruszyć największe tabu światowego porządku – dokonać inwazji i wymazania kraju z mapy. Gdyby Putinowi mu się udało, skutkiem byłby początek końca światowego porządku, okresu względnego dobrobytu i pokoju” – przestrzegł. Dodał, że autokraci na całym świecie przyglądają się wojnie Rosji przeciw Ukrainie i „jeżeli Putin odniesie sukces, podboje wrócą”.
Przestrzegł też przed radykalnym zwiększaniem wydatków na zbrojenia przez kraje liberalne. „To wydarzyło się w Niemczech, które z dnia na dzień ogromnie zwiększyły swój budżet obronny, zamiast wydać pieniądze na nauczycieli czy pielęgniarki. Jeśli pójdziemy w tym kierunku, cały świat będzie wyglądał jak Rosja. A to będzie oznaczało nową erę wojny, biedy i chorób. Ale wciąż jest szansa na odwrócenie tego trendu” – przekonywał.
Według niego Putin „totalnie pomylił się” w ocenie Ukraińców, wierząc, że „chcą zostać wchłonięci przez Rosję”. „Ukraińcy dali ludzkości szansę, aby zatrzymać Putina, ale także aby przedłużyć czas dobrobytu i zdrowia” – dodał.
Podkreślił, że historią nie rządzi determinizm, a przekonanie, że wojna jest nieunikniona lub że pokój będzie wieczny, to błąd. „Wojnę tworzą ludzie, nie natura” – dodał, zaznaczając, że utrzymanie pokoju nie jest kwestią jednorazowej decyzji, „wymaga długotrwałego wysiłku, ochrony uniwersalnych wartości i instytucji współpracy”. „Od 1991 r. Ukraińcy wciąż pracują nad budową instytucji współpracy, udało im się zbudować demokrację, była to kwestia decyzji, stale decydowali bronić demokracji przed dyktaturą” – powiedział. Zwrócił uwagę na znaczenie instytucji promujących współprace europejską.
„Wielka Brytania przeszła brexit, wielu europejskich przywódców atakowało Unię, tymczasem Ukraińcy chcieli wstąpić do UE. Europejczycy muszą się teraz odwdzięczyć Ukraińcom, pomóc im wygrać wojnę i – równie ważne – wygrać pokój” – mówił. „Europa powinna się zobowiązać do udzielenia pomocy Ukrainie. Chodzi nie tylko o powstrzymanie Putina, lecz o odbudowę zamożnej demokracji. Europa jest to winna Ukrainie i jest to najlepszy sposób, w jaki Europa może się bronić przed Rosją” – przekonywał. Dodał, może zainspirować Rosjan, którzy „być może zapragną demokracji w swoim kraju”.
„Musimy myśleć w kategoriach szerszych niż europejskie. Musimy wypracować funkcjonujący porządek światowy, aby zapobiec wojnom i pandemiom, przeciwdziałać zagrożeniom ekologicznym. Żaden kraj w pojedynkę nie jest w stanie powstrzymać katastrofy klimatycznej, zapewnić odpowiedniego rozwoju sztucznej inteligencji. Musimy zbudować nowy, inkluzywny porządek. To być może będzie najlepszy skutek tej strasznej wojny” – wzywał.
Za ważne uznał, aby rolę odegrały w tym także – jeśli zechcą – potęgi inne niż zachodnie, np. Brazylia, Chiny i Indie, a także Rosja.
Zaapelował o zakończenie „wojny kulturowej, która rozdarła Zachód na konserwatystów i liberałów”. „Wojna na Ukrainie może nas także nauczyć, że potrafimy się zjednoczyć wokół kluczowych wartości”. Argumentował, że nie ma sprzeczności między dbałością o interesy swojego kraju i narodu a liberalizmem, tolerancją i globalizmem.
„Ukraińcy walczą o wolność swojego kraju i narodu, a jednocześnie chcą wolnego i tolerancyjnego społeczeństwa” – powiedział. „Uosobieniem tej idei” nazwał prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, „na którego głosowało 70 procent Ukraińców, chociaż jest Żydem i mówi po rosyjsku”. „Jeśli chcesz chronić swoich współplemieńców przed wojną czy pandemią, najlepszym sposobem jest międzynarodowa współpraca. Globalizm nie oznacza rezygnacji z państw narodowych, zaniechania narodowych tradycji; polega na wypracowaniu globalnych wartości i reguł, które nie będą podważały unikalności każdego narodu, ale będą porządkowały relacje między narodami” – mówił Harari.
„Ukraińcy są wielkimi patriotami, a jednocześnie jednym z ich głównych celów jest wstąpienie do UE. Jest dla nich oczywiste, że współpraca z cudzoziemcami to jeden z najlepszych sposobów zadbania o swój naród” – mówił. Zaznaczył, że można skorzystać z tych wniosków. „Nie jesteśmy skazani na wojnę, biedę i choroby; mamy wybór. Mam nadzieję, że wybierzemy właściwie” – powiedział.(PAP)
============================
to jednak monolog tego Harariego, a nie ich rozmowa…
[Ludzie. To wszystko – to nie jest kolejny fragment z koszmarnego snu, ale rzeczywistość. Widocznie planista uznał, że już jesteśmy gotowi do przyjęcia tak potwornych rozwiązań, do przyjęcia tego, że jesteśmy do nich zniewoleni, do cichej zgody na ich plany. Widocznie, według nich, gwałt z przyzwoleniem daje większą satysfakcję niż gwałt brutalny.
A jednak mam pewności, że „oni” przegrają. Z kretesem.
Przeczytajcie i rozważcie to sami. Odnośniki do dokumentów – w oryginale, na Legionie. MD]
===============================
Zapiski z kalendarza (globalistów) czyli bezmiar nadchodzących atrakcji
Kiedy zdasz sobie sprawę, że wszystkie propozycje przyznania większej władzy małej klice biurokratów, którzy nie odpowiadają przed nikim, są wprowadzane w ten sposób, czyli „nigdy nie dopuść, aby poważny kryzys się zmarnował”, jak niesławnie zauważył Rahm Emmanuel – manipulacja staje się oczywista.
−∗−
W menu na dziś danie z harmonogramem. Artykuł z opisem czekających nas kolejnych wydarzeń, wyjętych wprost z kalendarza globalistów. Konferencje, szczyty i sympozja wraz z planami wprowadzenia zmian w umowach, traktatach i konkretnych przepisach. Pozostaje kwestią otwartą czy i w jakim stopniu te zamierzenia zostaną zrealizowane i kiedy społeczeństwa zorientują się, że utraciły jakąkolwiek demokratyczną kontrolę nad losem swoich państw. Opracowanie James Corbett.
Zapraszam do lektury.
____________***____________
Oto, co dalej w kalendarzu globalistów
Jak już pewnie wiesz, zagrożenie stojące przed wolną ludzkością nie jest tajnym spiskiem, ale czymś całkowicie jawnym. Ci, którzy chcą zmonopolizować zasoby planety i ustanowić system doskonałej kontroli technokratycznej, na ogół nie ukrywają swoich planów. Przeciwnie. Dowolna liczba publicznie dostępnych zapisów — od książek i białych ksiąg po posty na blogach, fora i wykłady — daje zainteresowanym społecznościom mnóstwo czasu na przygotowanie się do kolejnych kroków w rozwijającym się globalistycznym programie.
Tak więc, zgodnie z tradycją Listening to the Enemy [słuchając wroga] na stronach Corbett Report, zastosujmy jedną z najprostszych metod zrozumienia tego, co będzie dalej w planie globalistów: mianowicie sprawdźmy kalendarz tych rzekomych światowych kontrolerów.
CZERWIEC 2022: Stockholm+50
Jako studenci studiów podyplomowych niniejszego The University of Corbett wiecie już o Konferencji Narodów Zjednoczonych na temat Środowiska Człowieka, która odbyła się w Szwecji, w Sztokholmie w 1972 roku… ale jeśli potrzebujecie odświeżenia informacji, możecie zapoznać się z artykułem How & Why Big Oil Conquered the World [Jak i dlaczego Big Oil podbił świat], gdzie możecie dowiedzieć się wszystkiego o ówczesnym szczycie w Sztokholmie.
Konferencja była nie tylko wejściem Maurice’a Stronga w ekscytujący (i lukratywny) świat ekologizacji [environmentalism] w Big Oil, ale także położyła podwaliny pod przejęcie światowych zasobów przez korporacje pod przywództwem ONZ, a pod pretekstem „ratowania Matki Ziemi”. Dla globalistów pełnił potrójną funkcję: uruchomił Program Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska (UNEP), dostarczył schemat Szczytu Ziemi w Rio w 1992r. i był gospodarzem pierwszych warsztatów dyskusyjnych na temat tego, co później przeobraziło się w Agendę 21 i ostatecznie w Agendę 2030.
I wiecie co? To wróciło!
Tak, zgadza się. Nasi dobrzy, kochający planetę władcy z Organizacji Narodów Zjednoczonych powracają na miejsce zbrodni, aby uczcić 50. rocznicę konferencji sztokholmskiej nowym Szczytem w szwedzkiej stolicy, tym razem pod charakterystycznie banalną nazwą „Sztokholm+ 50: zdrowa planeta dla dobrobytu wszystkich – nasza odpowiedzialność, nasza szansa”.
W razie gdybyście sądzili, że „Sztokholm+50” będzie po prostu wymówką dla globalnej ‘śmietanki’, która pochwali się kilkoma niezapomnianymi przemówieniami politycznymi lub odsłonięciem nowej tablicy, powinniście wiedzieć, że mnóstwo prac poświęcono temu:
Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło nie jedną, ale dwie rezolucje w sprawie ustanowienia konferencji i jej porządku obrad; .
Uruchomiono „blog prawników dla dyplomatów” zatytułowany Droga do Deklaracji 2022, aby wpłynąć na dyskusję wokół „Deklaracji politycznej” (wielkimi literami i tak dalej), która „zostanie przyjęta” na konferencji (podkreślenie ich); . I uruchomiono kolejną stronę internetową, aby przedstawić „Deklarację dla Sztokholmu+50”, która może, ale nie musi, być „Deklaracją polityczną”, o której mowa powyżej i która została poparta przez grupę globalistycznych organizacji pozarządowych [NGOs].
Więc o co dokładnie chodzi w tym całym szumie? Och, to tylko zwykłe globalistyczne frazesy. Przez „zwykłe globalistyczne frazesy” rozumiem oczywiście przejęcie planety i jej zasobów przez klasę drapieżników. Ale nie musicie wierzyć mi na słowo. Z wyżej wymienionej Deklaracji dla Sztokholmu+50:
8 października 2021r. Rada Praw Człowieka ONZ (UNHRC) uznała „prawo do czystego, zdrowego i zrównoważonego środowiska”. Realizacja tego prawa wymaga zmian strukturalnych w sferze prawnej, gospodarczej, społecznej, politycznej i technologicznej, aby przywrócić stabilny i dobrze funkcjonujący System Ziemi. Wspólna świadomość naszej globalnej współzależności musi dać początek nowej wspólnej logice, aby zdefiniować i rozpoznać globalne dobra wspólne, które wspierają życie na Ziemi — system planetarny, który łączy nas wszystkich i od którego wszyscy jesteśmy zależni. Jest to fundamentalny krok w kierunku ustanowienia systemu zarządzania w celu skutecznego radzenia sobie z interakcjami między człowiekiem a systemem Ziemi.
Tak, dokładnie tak, jak można było się spodziewać, hasło „ratuj planetę” jest używane jako wołanie o…
(poczekaj chwilkę…)
… wzmocnienie rządu światowego!
Rety! Któż by pomyślał, że to się akurat pojawi?
W szczególności, po niejasnej i niewyraźnej retoryce o „wprowadzaniu w życie prawa do zdrowego środowiska” i „ustanowieniu gospodarki regeneracyjnej”, deklaracja kończy się błaganiem dobrych ludzi z ONZ, aby dali sobie więcej władzy! Hurra!
Długoterminowe zarządzanie globalnymi dobrami wspólnymi, dostarczanie globalnych dóbr publicznych i zarządzanie globalnym ryzykiem publicznym – wszystko to wymaga stałego systemu skutecznego zarządzania, aby niezawodnie zarządzać naszymi interakcjami z systemem Ziemi jako całością. Na przykład szeroko dyskutowana propozycja zmiany przeznaczenia nieaktywnej Rady Powierniczej ONZ [Trusteeship Council], w tym ostatnio raport Sekretarza Generalnego ONZ Our Common Agenda (OCA) [Nasz Wspólny Program].
Coś mi mówi, że w podręczniku historii pisanych przez zwycięzców w przyszłości, 5 czerwca 2022 zostanie okrzyknięty dniem, w którym odważni i życzliwi biurokraci z ONZ uratowali planetę, obdarzając nas swoim łaskawym światowym rządem. („… a ludzie na ziemi upamiętniają to doniosłe wydarzenie w modlitwie dziękczynnej za swoich przywódców ONZ przed spożyciem dziennej racji robaków i wody deszczowej”).
Ale czekajcie! Co jest napisane na stronie “About” deklaracji?
Konferencja ta powinna być wykorzystywana jako „laboratorium pomysłów” do opracowywania innowacyjnych rozwiązań dla dobra wspólnego, gospodarki i zarządzania, które staną się zalążkiem działań na szczycie 2023 Summit of the Future, jak przewidziano w raporcie Sekretarza Generalnego ONZ „Our Common Agenda”.
Szczyt Przyszłości [Summit of the Future] w 2023 roku? O, tak. A to prowadzi nas do następnej daty w naszym kalendarzu globalistów.
Wrzesień 2023: Summit of the Future
We wrześniu ubiegłego roku sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres opublikował 85-stronicowy raport zatytułowany „Our Common Agenda” [Nasz wspólny program]. Według informacji opublikowanych przez Democracy International, raport oferuje „plan działania dla modernizacji ONZ” i „wezwania do ożywienia multilateralizmu, odnowionej solidarności i większej troski o przyszłe pokolenia”.
Dokładnie tak, jak można się było spodziewać, podsumowanie raportu zaczyna się od przypomnienia nam o (wymyślonych przez globalistów) „kryzysach egzystencjalnych”, które (globaliści nieustannie nas ostrzegają) zagrażają istnieniu ludzkości, takie jak COVID-19, konflikt geopolityczny i (oczywiście) zmiany klimatu. Oczywiście natychmiast zamienia się to w żądanie, aby narody świata:
„przyjęły na nowo globalną solidarność”, co ewidentnie wiąże się z „globalnym planem szczepień w celu podania szczepionek przeciwko COVID-19 milionom ludzi, którym wciąż odmawia się tego podstawowego środka ratującego życie”; .
„odnowiły umowę społeczną między rządami i ich obywatelami oraz w obrębie społeczeństw”, co ewidentnie wiąże się z „zaktualizowanymi ustaleniami dotyczącymi zarządzania w celu zapewnienia lepszych dóbr publicznych i zapoczątkowania nowej ery powszechnej ochrony socjalnej, ubezpieczenia zdrowotnego, edukacji, umiejętności, godnej pracy i mieszkania, a także powszechny dostęp do Internetu do 2030r. jako podstawowych praw człowieka”; .
„zakończyły ‘infodemię’ nękającą nasz świat, broniąc wspólnego, empirycznie popartego konsensusu wokół faktów, nauki i wiedzy”, co ewidentnie wiąże się z przyjęciem „globalnego kodeksu postępowania, który promuje uczciwość w informacji publicznej”;
… oraz szereg innych globalistycznych imperatywów, od stworzenia nowej kierowanej przez ONZ „platformy kryzysowej”, która będzie „uruchamiana automatycznie w sytuacjach kryzysowych o wystarczającej skali i rozmiarze, niezależnie od rodzaju i charakteru kryzysu”, po przyjęcie nowego, kierowanego przez ONZ „Global Digital Compact” [Globalne Porozumienie Cyfrowe] mającego na celu „promowanie godnego zaufania Internetu poprzez wprowadzenie kryteriów odpowiedzialności za dyskryminację i treści wprowadzające w błąd”.
Innymi słowy, zwykły globalistyczny frazes.
Ale za tymi peanami o globalnym rządzie kryje się inny pomysł: zwołanie „Szczytu Przyszłości” [“Summit of the Future”] w połączeniu ze spotkaniem Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku we wrześniu 2023 roku. Używając [języka] globalistycznego, typowego dla kręgów Klausa Schwaba, a tak obecnie modnego wśród tej pseudoelity, Guterres pisze, że „ważne będzie zorganizowanie Szczytu Przyszłości na wysokim szczeblu, z udziałem wielu interesariuszy [stakeholders] w celu przedstawienia pomysłów dotyczących ustaleń w zakresie zarządzania w obszarach o znaczeniu międzynarodowym, o których mowa w niniejszym raporcie, i potencjalnie w innych, w których ustalenia dotyczące zarządzania dopiero powstają lub wymagają aktualizacji”.
Jeśli ostatnio śledziliście media głównego nurtu, być może zauważyliście, że pomysł „Szczytu Przyszłości” zyskał popularność wśród globalistycznych super-sługusów, w tym niedawno zmarłej byłej sekretarz stanu Madeline „Cena była tego warta” Albright, która napisała artykuł wstępny w październiku zeszłego roku, nazywając „Our Common Agenda” „nowym przełomowym raportem” i wzywając państwa członkowskie ONZ do „udzielenia poparcia dla ‘rezolucji dotyczącej procedur’ wspierając apel Guterresa o Szczyt Przyszłości we wrześniu 2023r”. Wgryzając się w ten globalistyczny bełkot, Albright przekonywała, że „komitety przygotowawcze (PrepComs) powinny być zwoływane przed szczytem na całym świecie” w celu rozważenia i rozwoju innowacji w globalnym zarządzaniu w zakresie pokoju, bezpieczeństwa i działań humanitarnych, zrównoważonego rozwoju i wychodzeniu z COVID-19, praw człowieka, globalnego zarządzania i rządów prawa oraz zarządzania klimatem”.
Ale nie tylko stara gwardia Pax Americana jest podekscytowana perspektywą przekształcenia porządku światowego. Jak weterani wśród czytelników Corbett Report wiedzą, chińscy władcy również są zaangażowani w ten program i są podekscytowani możliwością skonsolidowania ich kontroli nad własną populacją i przeniesienia się na ważniejsze miejsce przy globalistycznym technokratycznym stole. W związku z tym organ propagandowy ChiCom [KPCh], China Daily, opublikował w styczniu raport posłusznie powtarzający ocenę Guterresa dotyczącą ‘najwyższego stopnia alarmu’ [„five-alarm fire”], przed którym stoi świat z powodu COVID-19 oraz nierówności, kryzysu klimatycznego, nieufności wobec rządu i dezinformacji w Internecie. Następnie w zeszłym miesiącu pojawił się raport Xinhua, który chwali „ustanowienie rady doradczej wysokiego szczebla ds. efektywnego multilateralizmu” i zauważa, że Szczyt Przyszłości „przyniesie pomysły dotyczące ustaleń w zakresie zarządzania w niektórych obszarach, które można uznać za globalne dobra wspólne, w tym klimat i zrównoważony rozwój po 2030 roku, międzynarodowa architektura finansowa, pokój, przestrzeń kosmiczna, przestrzeń cyfrowa, główne zagrożenia i interesy przyszłych pokoleń”.
Wciąż napływają wyrazy uznania dla genialnego raportu Guterresa (napisanego całkowicie samodzielnie, ludzie, szczerze!) i jego genialnego pomysłu na szczyt (który sam organizuje w samotności). Ambasadorowie ONZ z Kataru i Szwecji napisali wspólnie artykuł w Al Jazeera, w którym wychwalali ten pomysł jako szansę „zbliżenia się do ONZ 2.0”, a Światowa Rada Przyszłości (World Future Council, tak, jest coś takiego) hojnie obiecała wsparcie ich „50ciu międzynarodowych twórców zmian” w przygotowaniu szczytu.
Jak zauważa Światowa Rada Przyszłości: „Szczyt na rzecz Przyszłości będzie miał zasadnicze znaczenie dla przyspieszenia realizacji celów zrównoważonego rozwoju i zapewnienia, że rozmowy i dyskusje ostatecznie przekształcą się w działania w terenie, które naprawdę nikogo nie pozostawią w tyle”.
Ale chwileczkę: jest coraz gorzej! To samo posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na którym odbędzie się Szczyt Przyszłości, będzie również gospodarzem „Forum Politycznego Wysokiego Szczebla ONZ ds. Zrównoważonego Rozwoju”, które, jak informuje Centrum Wiedzy SDG [Sustainable Development Goals], odbywa się co cztery lata i zapewnia naszym globalnym władcom kolejną okazję, by obmyślić, jak najlepiej przekształcić świat w neofeudalną plantację niewolników!
Potraktuj nadchodzącą konferencję jako zagrożenie, dodaj „Szczyt Przyszłości” do dowolnego czytnika rss lub systemu powiadamiania o nowościach, z którego korzystasz, i zakreśl datę w swoim kalendarzu. Cokolwiek wyjdzie z tej konferencji, będzie to zła wiadomość dla wolnej ludzkości.
MAJ 2024: Globalny Traktat Pandemiczny WHO
Mówiąc o złych wiadomościach dla wolnej ludzkości, prawdopodobnie słyszeliście już, jak mówiłem o zbliżającym się globalnym traktacie WHO przeciwko pandemii. Ale nie martwcie się, że nie słyszeliście, jak o tym mówię, bo z pewnością usłyszycie w przyszłości jak o tym opowiadam.
Ale na wypadek jeśli jeszcze o tym nie słyszeliście, następnym wielkim impulsem w globalnej biopolityce jest wezwanie do globalnego traktatu pandemicznego, aby dalej likwidować suwerenność narodową i przekazywać WHO więcej uprawnień do dyktowania globalnej polityki zdrowotnej w imię powstrzymania następnych plandemii [scamdemic]. Jak już kilkakrotnie podkreślałem, tak jak 11 września był jedynie publicznym ujawnieniem nowego paradygmatu zarządzania „wojną z terrorem”, tak oszustwo COVID było jedynie publicznym ujawnieniem nowego paradygmatu zarządzania „biobezpieczeństwem”. To właśnie ten proponowany globalny traktat pandemiczny zacznie wprowadzać na stałe nowy paradygmat zarządzania, podobnie jak ustawa PATRIOT Act zaczęła na stałe wpisywać paradygmat terroru w USA.
Kampania forsująca powstanie tego traktatu opiera się na oczywistej narracji Problem – Reakcja – Rozwiązanie, aby skłonić opinię publiczną do zaakceptowania kolejnych kroków w programie bezpieczeństwa biologicznego.
Problem: WHO „nie powiodło się” powstrzymanie „pandemii” COVID przed „zniszczeniem świata”. .
Reakcja:Potrzebujemy globalnej organizacji zdrowia z zębami! .
Rozwiązanie: Globalny traktat pandemiczny musi zostać podpisany, aby przekazać większą władzę WHO.
Kiedy zdasz sobie sprawę, że wszystkie propozycje przyznania większej władzy małej klice biurokratów, którzy nie odpowiadają przed nikim, są wprowadzane w ten sposób, czyli „nigdy nie dopuść, aby poważny kryzys się zmarnował”, jak niesławnie zauważył Rahm Emmanuel – manipulacja staje się oczywista. „Niezależny panel” powołany do „przeglądu” „problemu” „nieudanej” odpowiedzi WHO na plandemię przedstawił w styczniu raport, w którym – bez jakiegokolwiek zaskoczenia – stwierdzono, że „zdolność WHO do egzekwowania swoich zaleceń lub wjazdu do krajów w celu zbadania źródła epidemii choroby, jest poważnie ograniczona”, a zatem należy ustanowić nowe zasady na poziomie globalnym, aby dać WHO większe uprawnienia do nadzorowania świata pod kątem zagrożeń dla zdrowia. Nazwali to nawet „momentem czarnobylskim” WHO, sugerując, że powinna wykorzystać tę „katastrofę” jako szansę na wdrożenie fundamentalnych reform.
Ten rzekomo „niezależny” raport stanowi idealną przykrywkę dla globalistów do zawarcia nowego traktatu pandemicznego, który rozszerzy, zreformuje, zrewiduje lub unieważni istniejący International Health Regulations, traktat z 2005 r., który sam dał WHO bezprecedensową władzę do ogłaszania „stanu zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym” oraz interweniować w sprawach suwerennych narodów w imię zwalczania dostrzeganych zagrożeń dla zdrowia.
Szczegóły dotyczące tego, na czym dokładnie taki traktat miałby polegać – a nawet jaką przyjąć formę – są wciąż irytująco niejasne. Proponowany nowy traktat byłby w żargonie ONZ „instrumentem”, który występuje w trzech rodzajach: zalecenia, konwencji i przepisów. Przepisy (takie jak International Health Regulations z 2005r.) są automatycznie prawnie wiążące dla wszystkich 194 państw członkowskich WHO, chyba że wyraźnie się temu sprzeciwią. Środki, które mogłyby zostać zawarte w takim traktacie, mogą obejmować „udostępnianie danych i sekwencji genomu pojawiających się wirusów oraz zasady sprawiedliwej dystrybucji szczepionek” oraz „podejście Jedno Zdrowie”, które „łączy zdrowie ludzi, zwierząt i planety”.
Innymi słowy, zwykłe globalistyczne frazesy.
Nie trzeba być realistą spiskowym, aby zrozumieć, jak taka bzdurna paplanina i cukierkowe ględzenie WHO mogą zostać wykorzystane do wdrożenia bardzo mrocznego planu bezpieczeństwa biologicznego. Niezależnie od konkretów, możesz się założyć, że wszystkie najgorsze aspekty tyranii biomedycznej – od nowych przepisów po pośpieszne eksperymentalne interwencje medyczne, poprzez badania na ludziach w przypadku ogłoszonej sytuacji zagrożenia po standaryzację paszportów szczepień – będą tematami dyskusji kiedy negocjacje w sprawie traktatu zaczynają się na dobre.
Nie martw się jednak, nadal możesz sprawić, aby twój głos był słyszalny! WHO stworzyła nawet specjalną podstronę w swoim serwisie internetowym, aby umożliwić publiczne komentowanie potencjalnego traktatu!
… Oczywiście nie są zainteresowani tym, czy ludzie rzeczywiście chcą takiego traktatu, czy nie, tylko tym, co według pospólstwa [hoi polloi] powinno być zawarte w takim traktacie. W szczególności pytają:
„Jakie istotne elementy, twoim zdaniem, powinny zostać uwzględnione w nowym międzynarodowym instrumencie dotyczącym gotowości i reakcji na pandemię?”
I nawet wtedy nie chcą informacji od wszystkich. W rzeczywistości mają całą stronę, na której znajdują się warunki, na których można w pierwszej kolejności przesłać komentarz, w tym zastrzeżenie, że osoby chcące skomentować „powstrzymają się od jakichkolwiek oświadczeń niezwiązanych z danym tematem”, i które przedstawiają swoje komentarze „z szacunkiem, bez wulgaryzmów, ataków ad hominem, wulgaryzmów lub innego niewłaściwego języka” oraz że „oświadczają, iż podmiot [który] reprezentują oraz wszelkie inne powiązania, zaangażowanie lub role istotne dla przesłuchań publicznych lub do WHO, w świetle swojego mandatu”. Aha, i proszę pamiętać, że „WHO nie jest w stanie zapewnić, że wszystkie zainteresowane strony będą mogły uczestniczyć w przesłuchaniach publicznych, a zatem WHO nie podejmuje żadnych zobowiązań ani gwarancji, aby umożliwić państwu udział w przesłuchaniach publicznych”.
Ale poza tym absolutnie chcą poznać twoje zdanie.
… Zaczekaj. Skreśl to. Termin zgłaszania uwag przez społeczeństwo już minął. Chyba się spóźniliśmy. Hmmm, może powinniśmy wcześniej zajrzeć do kalendarza globalistów.
„Traktat Pandemiczny” czyli kto ma klucze do WHO „Traktat Pandemiczny”, który unieważnia lub uchyla decyzje rządów krajowych lub lokalnych, przekazałby ponadnarodowe uprawnienia niewybieralnemu biurokracie lub „ekspertowi”, który mógłby z nich korzystać całkowicie według własnego uznania i w oparciu […]
_______________
Great Reset czyli prawdziwym wrogiem jest sama ludzkość Globaliści od wielu lat próbują zmienić nazwę i przepakować swój program Nowego Porządku Świata, a Wielki Reset był tym, co wymyślili. Zamiast brzmieć nieszkodliwie, termin ten grozi systemowymi wstrząsami i […]
_______________
Great Reset czyli co szykują ludzkie paniska Nadzór na każdym kroku, powszechny dochód gwarantowany powiązany z oceną kredytu społecznego, likwidacja własności prywatnej, masowa cenzura, zamrożenie i zajęcie rachunków bankowych, technologie wdrożone w celu przeprogramowania ludzi — ten […]
_______________
Trzech tenorów czyli kto kołysał Klausa Kiedy Schwab został po raz pierwszy uznany przez Kissingera jako potencjalny przyszły przywódca globalistów, stosunkowo młody wtedy Niemiec miał wkrótce zostać przedstawiony Galbraithowi i Kahnowi. Zbiegło się to z pracą […]
_______________
Świat według Klausa Ty i ja nie będziemy jeść robaków. Ty i ja nie będziemy wiecznie nosić masek. Ty i ja nie będziemy odgrywać ról cyborgów. I ty i ja nie będziemy w […]
Finlandia przygotowuje się do wejścia do NATO, a Szwecja bez wątpienia wkrótce ogłosi taką samą decyzję. To nie tylko domykanie nowej zachodniej „żelaznej kurtyny” przed Rosją, ale szykowanie konfrontacji na północy, zwłaszcza na Oceanie Arktycznym.
Putin chciał sobie poprawić atakiem na Ukrainę sytuację geostrategiczną, a doprowadził do znacznego pogorszenia sytuacji swojego kraju. Arktyka byłą dotąd trochę jest omijanym i „uśpionym” terenem impasu pomiędzy Rosją a Zachodem.
Skutkiem ubocznym wojny na Ukrainie może być powstanie nowego obszaru konfrontacji. Także na poziomie wojskowym. Po obu stronach od dawna była tam bez rozgłosu wzmacniana obecność militarna.
Rosja utworzyła arktyczną marynarkę wojenną i planuje rozmieścić na tym obszarze pociski naddźwiękowe i broń jądrową. Od pięciu lat zwielokrotnia też ćwiczenia wojskowe w tym regionie. NATO robi podobnie. Sojusz Północnoatlantycki zorganizował m.in. pod koniec marca manewry pod kryptonimem „Cold Response”, czyli „zimna odpowiedź”.
Wejście Finlandii do NATO będzie oznaczać wzmocnienie obecności Sojuszu Atlantyckiego na dalekiej Północy. A zatem artykuł 5 NATO mógłby zostać uruchomiony w przypadku rosyjskiego ataku w arktycznej strefie Morza Barentsa. W przypadku agresji w północnej Finlandii w konflikcie włączyliby się wszyscy członkowie Sojuszu.[Oczywiście metodą energicznego kiwania palcem w lewym bucie. MD]
Jest i stawka ekonomiczna i to kolosalna. Szacuje się, że pod lodami Arktyki znajduje się około 25% światowych zasobów paliw kopalnych. Jest tam dużo gazu, ropy, a także minerałów: złota, uranu, niklu, metali rzadkich. Moskwa prowadzi już sto projektów w regionie.
Obecne napięcie może ograniczyć rosyjskie ambicje. Wiele z tych projektów zależy bowiem od zachodniego finansowania i technologii. Tak jest na przykład w przypadku arktycznej bazy LNG2, przeznaczonej do eksploatacji milionów ton skroplonego gazu.
W celu „bezproblemowego rozwiązywania problemów” w rejonie powołano Radę Arktyczną. Skupia kraje graniczące – Rosję, która jako jedyna posiada połowę wybrzeża Arktyki i siedem krajów zachodnich: Kanadę, Stany Zjednoczone, Finlandię, Danię, Islandię, Norwegię, Szwecję. W ostatnich latach Rada funkcjonowała dość dobrze, w imię założenia, że Arktyka jest strefą „nieokreśloną”.
Teraz jej prace zawieszono, przynajmniej do przyszłego roku. Jest to decyzja państw zachodnich „z powodu rażącego naruszenia suwerenności Ukrainy”. Arktykę czeka wyścig militarno-surowcowy?
Sprawozdanie: analiza dokumentów związanych z wojskową działalnością biologiczną Stanów Zjednoczonych na terytorium Ukrainy 11 maja 2022 r.
https://www.bibula.com/?p=133984
1. Podsumowanie z rosyjskiego kanału Mod na Telegramie
Ideologami wojskowo-biologicznych działań USA na Ukrainie są liderzy Partii Demokratycznej.
W ten sposób, za pośrednictwem amerykańskiej władzy wykonawczej, stworzono ramy prawne dla finansowania wojskowych badań biomedycznych bezpośrednio z budżetu federalnego. Fundusze zostały pozyskane w ramach gwarancji państwowych od organizacji pozarządowych kontrolowanych przez kierownictwo Partii Demokratycznej, w tym funduszy inwestycyjnych Clintonów, Rockefellerów, Sorosa i Bidena.
W projekt zaangażowane są największe firmy farmaceutyczne, w tym Pfizer, Moderna, Merck oraz powiązana z wojskiem amerykańskim firma Gilead. Amerykańscy eksperci pracują nad testowaniem nowych leków, omijając międzynarodowe normy bezpieczeństwa. W rezultacie zachodnie firmy znacznie obniżają koszty programów badawczych i zyskują znaczącą przewagę nad konkurencją.
Zaangażowanie kontrolowanych organizacji pozarządowych i biotechnologicznych oraz zwiększenie ich dochodów pozwala liderom Partii Demokratycznej na generowanie dodatkowych środków na kampanie wyborcze i ukrywanie dystrybucji tych środków.
Oprócz amerykańskich firm farmaceutycznych i kontrahentów Pentagonu w wojskowe działania związane z bronią biologiczną zaangażowane są także ukraińskie agencje państwowe, których głównym zadaniem jest ukrywanie nielegalnych działań, prowadzenie prób terenowych i klinicznych oraz dostarczanie niezbędnego biomateriału.
W ten sposób Departament Obrony USA, wykorzystując praktycznie niekontrolowany międzynarodowy poligon doświadczalny i zaawansowane technologicznie obiekty należące do międzynarodowych koncernów, znacznie zwiększył swoje możliwości badawcze, nie tylko w dziedzinie broni biologicznej, ale także w zdobywaniu wiedzy na temat odporności na antybiotyki i przeciwciała na określone choroby w populacjach zamieszkujących określone regiony.
Nie tylko USA, ale także wielu sojuszników z NATO realizuje swoje wojskowo-biologiczne projekty na Ukrainie.
Rząd Niemiec podjął decyzję o uruchomieniu od 2013 roku krajowego programu bezpieczeństwa biologicznego, niezależnego od Waszyngtonu. W programie bierze udział dwanaście krajów, w tym Ukraina.
Ze strony niemieckiej w programie uczestniczą: Instytut Mikrobiologii Sił Zbrojnych (Monachium), Instytut Roberta Kocha (Berlin), Instytut Loefflera (Greifswald) oraz Instytut Medycyny Tropikalnej im. Nochta.
Nowe dokumenty ujawniają, że tylko w latach 2016-2019 wojskowi epidemiolodzy z Instytutu Mikrobiologii Bundeswehry pobrali trzy i pół tysiąca próbek surowicy krwi obywateli mieszkających w 25 obwodach Ukrainy.
Zaangażowanie instytucji podległych Bundeswehrze potwierdza wojskowy charakter badań biologicznych prowadzonych w ukraińskich laboratoriach i rodzi pytania o cele, jakie przyświecały niemieckim siłom zbrojnym przy gromadzeniu biomateriałów obywateli Ukrainy.
Uzyskane dokumenty wskazują również na zaangażowanie Polski w ukraińskie bio-laboratoria. Potwierdzono udział Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w badaniach mających na celu ocenę zagrożeń epidemiologicznych i rozprzestrzeniania się wirusa wścieklizny na Ukrainie. Co charakterystyczne, badania te były prowadzone wspólnie z amerykańskim Instytutem Battelle, który jest kluczowym kontrahentem Pentagonu.
Ponadto udokumentowano finansowanie przez Polskę Lwowskiego Uniwersytetu Medycznego, w którego skład wchodzi uczestnik amerykańskich wojskowych projektów biologicznych – Instytut Epidemiologii i Higieny. Organizacja ta od 2002 r. prowadzi program przekwalifikowania dla specjalistów mających doświadczenie w pracy z materiałami i technologiami podwójnego zastosowania.
Dotarły do nas nowe informacje ujawniające szczegóły nieludzkich eksperymentów Pentagonu na obywatelach Ukrainy w Szpitalu Psychiatrycznym nr 1 (wieś Strzelce, obwód charkowski).
Główną kategorię badanych stanowiła grupa mężczyzn w wieku 40-60 lat z wysokim stopniem wyczerpania fizycznego.
Aby ukryć swoje amerykańskie powiązania, eksperci ds. badań biologicznych podróżowali przez kraje trzecie. Oto zdjęcie pochodzącej z Florydy Lindy Oporto, która była bezpośrednio zaangażowana w te prace. [zdjęcia dostępne na stronie źródłowej]
W styczniu 2022 roku obcokrajowcy prowadzący eksperymenty zostali ewakuowani w trybie nagłym, a sprzęt i leki, których używali, przewieziono na zachodnią Ukrainę. Uzyskano dowody awaryjnego niszczenia dokumentów potwierdzających współpracę z instytucjami wojskowymi USA.
Wstępna analiza istniejącej dokumentacji wskazuje na wykorzystanie Mariupola jako regionalnego centrum gromadzenia i certyfikacji patogenów cholery. Wyselekcjonowane szczepy zostały przesłane do Centrum Zdrowia Publicznego w Kijowie, które jest odpowiedzialne za dalszą wysyłkę biomateriałów do Stanów Zjednoczonych. Działania te prowadzone są od 2014 roku, o czym świadczy przekazywanie szczepów.
W laboratorium sanitarno-epidemiologicznym znaleziono protokoły zniszczenia kolekcji patogenów z dnia 25 lutego 2022 r., zgodnie z którym przetwarzano w niej patogeny cholery, tularemii i wąglika.
Część kolekcji laboratorium weterynaryjnego z powodu pośpiechu nie została zniszczona. W celu zapewnienia bezpieczeństwa przechowywania, 124 szczepy zostały wywiezione przez rosyjskich specjalistów i przeprowadzono ich badania.
Niepokój budzi obecność w kolekcji patogenów, które nie są charakterystyczne dla medycyny weterynaryjnej, takich jak dur brzuszny, dur rzekomy i zgorzel gazowa. Może to wskazywać na niewłaściwe wykorzystanie laboratorium i jego udział w wojskowym programie biologicznym. Będziemy nadal badać pełną ilość materiału otrzymanego z bio-laboratoriów w Mariupolu i poinformujemy o wynikach.
2. Pełne sprawozdanie
Ministerstwo Obrony Rosji kontynuuje badania materiałów dotyczących realizacji wojskowych programów biologicznych Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników z NATO na terytorium Ukrainy.
Wspomnieliśmy już o Robercie Pope’ie, dyrektorze Programu Redukcji Zagrożeń i autorze pomysłu utworzenia w Kijowie Centralnego Magazynu Wysoce Niebezpiecznych Mikroorganizmów.
W swoim oświadczeniu z 10 kwietnia 2022 r. Pope stwierdził, że „…nie ma podstaw, by twierdzić, że na Ukrainie prowadzone są badania związane z rozwojem broni biologicznej…”. Wcześniej twierdził, że „…Amerykanie nie znaleźli tam broni biologicznej, kiedy zaczęli współpracować z Ukrainą, i nadal nie dokonali takiego odkrycia. Co więcej, na Ukrainie nie ma infrastruktury, która umożliwiałaby rozwój i produkcję broni biologicznej…”.
Pragnę przypomnieć, że termin „broń biologiczna” obejmuje preparaty biologiczne zawierające mikroorganizmy chorobotwórcze i toksyny, a także środki przenoszenia i stosowania tych preparatów.
Podczas gdy dla ukraińskiej służby zdrowia priorytetem są choroby o znaczeniu społecznym, takie jak HIV, polio, odra i zapalenie wątroby, amerykańscy klienci są zainteresowani zupełnie innymi tematami: cholerą, tularemią, dżumą i hanta-wirusami.
W wyniku specjalnej operacji wojskowej na terytorium Ukrainy, ujawniono fakty pracy nad określonymi patogenami, które są potencjalnymi środkami broni biologicznej. Jednocześnie odnotowano, że Ukraina skierowała do firmy produkcyjnej zapytanie o możliwość wyposażenia dronów Bayraktar w urządzenia aerozolowe.
Ponadto 9 marca rosyjskie jednostki zwiadowcze wykryły w obwodzie chersońskim trzy bezzałogowe statki powietrzne wyposażone w 30-litrowe pojemniki i sprzęt do rozpylania preparatów. Pod koniec kwietnia w pobliżu Kachowki znaleziono 10 kolejnych.
Wszystkie te informacje poddają w wątpliwość wypowiedzi amerykańskich ekspertów.
Wcześniej przedstawiliśmy schemat koordynacji przez USA działań laboratoriów biologicznych i instytutów badawczych na Ukrainie. Jego wstępna analiza sugeruje, że Ukraina jest zasadniczo poligonem doświadczalnym, na którym opracowuje się komponenty broni biologicznej i testuje nowe próbki środków farmaceutycznych.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony jest w stanie opisać wspomniany schemat.
Na przykład zbadano materiały wskazujące na celowe użycie w 2020 r. wielo-leko-opornego patogenu gruźlicy w celu zarażenia ludności rejonu sławianoserbskiego LPR.
Ulotki, wykonane w formie fałszywych banknotów, zostały zainfekowane zarazkami gruźlicy i rozdane nieletnim we wsi Stepowe. Organizatorzy tego przestępstwa wzięli pod uwagę zachowanie dzieci, które mają zwyczaj „wkładania wszystkiego do ust” i przyjmowania pokarmu nieumytymi rękami.
Wyniki badań bakteriologicznych potwierdziły oporność wyizolowanych bakterii na leki przeciwgruźlicze pierwszego i drugiego rzutu, co oznacza, że wywołana przez nie choroba jest znacznie trudniejsza do leczenia, a koszty terapii są znacznie wyższe.
Zgodnie z wnioskiem Ługańskiej Republikańskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, „…skażenie banknotów najprawdopodobniej zostało przeprowadzone sztucznie, ponieważ materiał zawiera wyjątkowo niebezpieczne szczepy patogenu w stężeniach mogących zapewnić zakażenie i rozwój procesu gruźliczego…”.
We wnioskach końcowych lekarz naczelny Ługańskiego Republikańskiego Ambulatorium Gruźliczego, zauważa również, że „…istnieją wszelkie oznaki celowego, spowodowanego przez człowieka skażenia ulotek wysoce patogennym biomateriałem…”.
Wcześniej informowaliśmy o próbach stosowania potencjalnie niebezpiecznych leków biologicznych na jednej z najmniej chronionych kategorii osób – pacjentach Charkowskiego Obwodowego Klinicznego Szpitala Psychiatrycznego nr 3.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony dysponuje informacjami, że przygotowywane są prowokacje mające na celu oskarżenie Sił Zbrojnych FR o użycie broni masowego rażenia, a następnie przeprowadzenie śledztwa według „scenariusza syryjskiego” w celu sfabrykowania niezbędnych dowodów i przypisania winy.
Wysokie prawdopodobieństwo takich prowokacji potwierdzają prośby administracji kijowskiej o osobisty sprzęt ochrony skóry i dróg oddechowych, zapewniający ochronę przed toksycznymi substancjami chemicznymi i biologicznymi środkami skażającymi. Niepokój budzą dostawy na Ukrainę antidotum na zatrucia fosforo-organiczne. Tylko w 2022 r. na prośbę ukraińskiego Ministerstwa Zdrowia z USA dostarczono ponad 220 tys. ampułek atropiny oraz preparaty do specjalnego leczenia i dezynfekcji.
Tak więc uzyskane informacje potwierdzają, że Stany Zjednoczone realizują na Ukrainie ofensywny program wojskowo-biologiczny w celu zbadania możliwości tworzenia kontrolowanych epidemii na określonych terytoriach.
Specjalna operacja wojskowa Sił Zbrojnych Rosji przerwała ekspansję wojskowo-biologiczną USA na Ukrainie i powstrzymała zbrodnicze eksperymenty na ludności cywilnej.
Sukces projektu „Ognisko” ukazał nam prace nad dżumą w zupełnie nowym świetle. W ciągu następnych kilku miesięcy dzięki transformacji genetycznej naukowcy w Oboleńsku zdołali wzbogacić Yersinia pestis o gen toksyny mielinowej.
[z książki: Biohazard , Ken Alibek, wyd. Prószyński , str. 132 i nn.
Przypominam wyjątek z książki sprzed dekady. Ten Ken Alibek [-ow] pracował potem dla Amerykanów,w Fort Detrick, a w 2022. był inspektorem- „doradcą” w bio-laboratoriach na Ukrainie. Tu – jeszcze w Sowietach…MD]
[—-]
Aby przystąpić do pracy nad pewnym szczepem dżumy, musiał otrzymać pisemne upoważnienie od samego Jurija Andropowa, ówczesnego szefa KGB. Praca została uwieńczona sukcesem. Wówczas otrzymał rozkaz, żeby jej wyniki zaprezentować na Kremlu. W towarzystwie strażnika pod bronią Domaradzki udał się na Kreml z ampułką zawierającą kultury zmutowanej dżumy, wnosząc ją przez wrota pradawnej fortecy niczym drogocenny skarb. Uroczyście zaprezentował fiolkę wojskowym i partyjnym aparatczykom. Trudno dociec, czego właściwie się spodziewali.
Takie absurdy doprowadzały go do rozpaczy, jednak do największej potyczki doszło w 1982 roku, kiedy Kalinin mianował nowego dowódcę wojskowego Oboleńska.
Nikołaj Nikołajewicz Urakow, autokratyczny generał ż XV Zarządu, w przeszłości sprawował obowiązki zastępcy dyrektora obiektu kirowskiego. Znany był z wydawania rozkazów hermetycznym, wojskowym żargonem i nie miał cierpliwości dla cywili, zwłaszcza tych, których uważał za bumelantów.
Urakow sam był znakomitym naukowcem. Otrzymał nagrodę państwową za opracowanie broni opartej na gorączce Q i odkąd go pamiętam, zawsze nostalgicznie opowiadał „o swojej broni”.„Szkoda, że nie możemy wrócić do gorączki Q – mawiał. – Kiedyś była to prawdziwa broń, teraz nikt nie. traktuje jej już poważnie” .
[—-]
Tymczasem rywalizacja przeniosła się z Oboleńska do kwatery głównej Biopreparatu. Któregoś dnia byłem na Samokatnej podczas kłótni naukowca z generałem w gabinecie Kalinina. Ich krzyki słychać było na całym piętrze. Podsłuchiwałem pod drzwiami Kalinina; wyglądało na to, że za chwilę dojdzie do rękoczynów. Domaradzki oskarżał Urakowa o stosowanie „taktyki sierżanta”; generał odpowiedział w podobnym duchu. Doprowadzony do rozpaczy Kalinin zaczął prosić Domaradzkiego o pohamowanie emocji.
– Czy takie zachowanie godne jest naukowca? Było to pytanie, które równie dobrze można by skierować do nas wszystkich.
W końcu okazało się, że Kalinin przedkładał interes armii nad prerogatywy nauki. Domaradzkiego nie było już w Oboleńsku, kiedy w 1987 roku przeniesiono mnie do kwatery głównej. Został zdegradowany do stanowiska szefa laboratorium w jednym z moskiewskich instytutów. .
Ze wspomnień Domaradzkiego wynika głębokie przekonanie, że armia utrzymuje kontrolę nad badaniami biologicznymi do dzisiaj. Ich autor stwierdza, że zarówno Kalinin, jak i Urakow pozostali na kierowniczych stanowiskach najważniejszych instytutów naukowych, i skarży się jednocześnie, że jego nadzieje na kontynuowanie eksperymentów z plazmidami rozwiały się z powodu braku funduszy.
Podsumowując swoją zawodową karierę, Domaradzki oświadcza, że program genetyczny, nad którym pracował, „nie uzasadniał ani nadziei z nim związanych, ani ogromnych zainwestowanych środków”. „W zasadzie nie wyprodukowaliśmy nic istotnego” – konkluduje.
Niestety, Domaradzki się mylił. To, co on rozpoczął, Urakow dokończył. Zdołał wyhodować szczepy dżumy odporne na znacznie szersze spektrum leków, które w zasadzie mogły się oprzeć wszystkim znanym nam antybiotykom. Niespodziewany obrót spraw nastąpił także w związku z projektem „Ognisko„.
Kiedy młody naukowiec wszedł na mównicę, siedziałem na sali już od kilku godzin. Byłem zbyt zmęczony, aby uważnie słuchać; on tymczasem relacjonował ostatnie próby włączenia genów kodujących toksyczne białka do komórek różnych szczepów bakteryjnych.
Zacząłem słuchać uważniej, kiedy oświadczył, że znaleziono odpowiednią bakterię – gospodarza dla toksyny mielinowej. Chodziło o Yersinia pseudotuberculosis, blisko spokrewnioną z Yersinia pestis. Wyniki badań laboratoryjnych były obiecujące, podobnie jak potajemnie przeprowadzane eksperymenty na zwierzętach.
Wewnątrz laboratorium o szklanych ścianach do specjalnych desek przywiązano pół tuzina królików. Wszystkie musiały oddychać przez urządzenie przypominające maskę tlenową. Był to jeden ze standardowych sposobów sprawdzania skuteczności aerozoli na małych zwierzętach.
Ukryty za szybą technik naciskał guzik, dostarczając każdemu zwierzęciu niewielką dawkę patogenu zmienionego genetycznie. Po zakończeniu eksperymentu zwierzęta wracały do klatek i poddawano je obserwacji. U wszystkich królików wystąpiła wysoka gorączka i objawy zakażenia pseudotuberculosis. W jednej grupie doświadczalnej króliki wykazywały także symptomy innej choroby. Początkowo szarpały się, potem leżały bezwładnie. Ich tylne kończyny zostały sparaliżowane świadczyło to o działaniu toksyny mielinowej.
Próby przebiegły pomyślnie. Patogen poddany transformacji genetycznej wywołał dwie choroby, z których jednej nie można było zdiagnozować.
Na sali zapadła cisza. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z implikacji tego odkrycia.
Powstał nowy rodzaj broni. Po raz pierwszy mogliśmy produkować broń, posługując się związkami chemicznymi wytwarzanymi przez nasz organizm. Mogły one zniszczyć układ nerwowy, wpływać na nastroje, wywoływać zmiany psychiki, a nawet zabijać. Pracą naszego serca sterują peptydy. Jeśli jest ich zbyt dużo, prowadzi to do palpitacji serca, a w rzadkich przypadkach do śmierci.
Możliwość wpływania na nastroje była szczególnie interesująca dla KGB w połączeniu z faktem, że przyczyn nie mogliby wykryć patolodzy. Wyglądałoby na to, że ofiara zmarła śmiercią naturalną. Jakiż wywiad nie zainteresowałby się bronią, która zabija, nie pozostawiając żadnych śladów?
Tylko niewielki krok dzielił od włączenia genu mieliny toksycznej do komórek Yersinii pseudotuberculosis i wprowadzenia tego samego genu do Yersinii pestis, czyli dżumy. Tym sposobem mielibyśmy nową odmianę jednej z naj starszej znanych ludzkości broni biologicznych.
Yersinia pestis, zazwyczaj przenoszona przez pchły i gryzonie, była odpowiedzialna za największe pandemie w historii ludzkości. Nieustępliwe rozprzestrzenianie się dżumy na kolejne miasta i kraje od wieków wzbudzało przerażenie, któremu dorównywała jedynie obawa przed ospą i grypą. Epidemia dżumy, zwana czarną śmiercią, zgładziła jedną czwartą mieszkańców czternastowiecznej Europy. W szczytowej fazie epidemii dżumy w 1665 roku w Londynie tygodniowo umierało siedem tysięcy ludzi. Ostatnia poważna pandemia wybuchła w Chinach w 1894 roku i trwała ponad dziesięć lat, swym zasięgiem ogarniając Hongkong oraz porty na całym świecie. Spustoszyła Bombaj, San Francisco oraz inne amerykańskie miasta położone nad brzegiem Pacyfiku. Ofiarą padło ponad dwadzieścia sześć milionów ludzi. Dwanaście milionów zmarło.
Dżuma, najokrutniejsza i najbardziej zaraźliwa choroba znana człowiekowi, należy do trzech schorzeń, wobec których obowiązuje kwarantanna i szczegółowe międzynarodowe przepisy. Każdy przypadek należy zgłosić Światowej Organizacji Zdrowia. Jedno ukąszenie zarażonej pchły może pozostawić we krwi lub w układzie limfatycznym człowieka nawet dwadzieścia cztery tysiące zarazków dżumy. Po okresie inkubacji, trwającym od jednego do ośmiu dni, ofiary zaczynają odczuwać dreszcze, pojawia się także gorączka, ponieważ organizm usiłuje zwalczyć chorobę. Próby te przeważnie kończą się niepowodzeniem. Jeśli od razu nie podejmie się terapii – postawiwszy trafną diagnozę – bakterie dżumy wyniszczą organizm, chory zacznie majaczyć, dochodzi do uszkodzenia narządów wewnętrznych i śmierci.
W ciągu sześciu do ośmiu godzin po wystąpieniu pierwszych objawów pod powierzchnią skóry zaczynają powstawać bolesne, ciemniejące gruzełki, w miarę jak atakowane są kolejne obszary tkanki.. W pachwinie i pod pachami następuje obrzęk węzłów chłonnych, wywołujący tak silne bóle karku, że nawet pacjenci w śpiączce wiją się w agonii.
Najcięższa jest płucna odmiana dżumy. Do zarażenia wystarczy jedno kaszlnięcie lub kichnięcie chorego. Bakterie przedostają się do układu oddechowego i wywołują zapalenie płuc, a gromadzący się w nich płyn coraz bardziej utrudnia oddychanie. Okres inkubacji jest krótki – trwa nie dłużej niż kilka dni. Objawy pojawiają się niespodziewanie i często trudno je odróżnić od symptomów innych chorób zakaźnych. Niewłaściwa lub spóźniona diagnoza może doprowadzić do śmierci.
Kiedy układ odpornościowy usiłuje zwalczyć bakterie, wydzielają one silną toksynę, która wywołuje zapaść. Agonii zawsze towarzyszy ogromne cierpienie.
Ofiary płucnej odmiany dżumy choroba atakuje w ciągu osiemnastu godzin od pojawienia się toksyny; przed śmiercią przeważnie występują konwulsje, chory majaczy i popada w śpiączkę.
W XX wieku poprawa warunków sanitarnych w miastach oraz postęp medycyny sprawiły, że wybuchy epidemii dżumy stały się rzadkie – co roku notuje sięmniej niż dwa tysiące przypadków. Jednak choroba nadal występuje na terenach wiejskich w Stanach Zjednoczonych – w Teksasie, Kalifornii i w górach Sierra Nevada, gdzie jej nosicielami są psy stepowe i pręgowce amerykańskie. Ostatnio informowano o pojawieniu się dżumy wśród ludności Indii, Afryki, południowej Azji i południowo-wschodniej Europy. Choroba ta dotknęła także amerykańskich żołnierzy w Wietnamie.
Od 1948 roku najskuteczniejszym lekiem przeciwko dżumie jest streptomycyna, antybiotyk podawany doustnie lub dożylnie. Z powodzeniem stosowano także tetracyklinę, gentamycynę i doksycyklinę. Pierwszą szczepionkę przeciwko dżumie opracował rosyjski lekarz Waldemar M.W Haffkine w 1897 roku podczas pandemii wirusa Hongkong. Od tamtej pory powstało wiele szczepionek, są one jednak skuteczne tylko w przypadku dymienicy morowej i wymagają co pół roku zastrzyków podtrzymujących odporność. Ich skuteczność jest różna, a w miarę powtarzania szczepień wzrasta ryzyko skutków ubocznych.
Według starych kronik po raz pierwszy posłużono się dżumą jako bronią w XIV wieku, kiedy Tatarzy zdobyli Kaffę na Półwyspie Krymskim, katapultując do miasta zwłoki ofiar zarazy. W czasie drugiej wojny światowej Japończycy zainteresowali się wykorzystaniem dżumy jako broni biologicznej, ponieważ skutki ataku mogły być wzięte za naturalny wybuch epidemii. Istniały jednak pewne trudności: kiedy usiłowali zrzucać z samolotów bomby zawierające zarazki, eksplozja zabijała bakterie. Ostatecznie opracowano wydajniejszy sposób: nad celem zrzucano miliardy zarażonych dżumą pcheł.
Amerykanie także pracowali nad bronią opartą na dżumie, ale zniechęcił ich szybki spadek wirulencji. Bakterie przestawały być groźne już po trzydziestu minutach, co sprawiało, że aerozole stawały się bezużyteczne. Ostatecznie Amerykanie, w przeciwieństwie do nas, zarzucili ten projekt. Zarazki dżumy można hodować w szerokim spektrum temperatur i pożywek. W końcu udało nam się wyhodować szczep zdolny do przetrwania w postaci aerozolu i jednocześnie zachowujący zdolność zabijania. Pilnowaliśmy, aby zapasy w Kirowie nigdy nie spadały poniżej dwudziestu ton bakterii dżumy.
Sukces projektu „Ognisko” ukazał nam prace nad dżumą w zupełnie nowym świetle. W ciągu następnych kilku miesięcy dzięki transformacji genetycznej naukowcy w Oboleńsku zdołali wzbogacić Yersinia pestis o gen toksyny mielinowej.
„Toksynowo -dżumowa” broń nie zdążyła powstać przed upadkiem Związku Radzieckiego, jednak udany eksperyment otworzył przed badaczami nowe możliwości łączenia właściwości bakterii i toksyn. Wkrótce naukowcy podjęli próby dokonania transformacji genetycznej bakterii, wykorzystując botulinum (toksynę jadu kiełbasianego), najbardziej śmiercionośną truciznę występującą naturalnie.
W innych okolicznościach odkrycie rosyjskich uczonych, świadczące o tym, że peptydy regulatorowe można powielać w warunkach laboratoryjnych, zostałoby szeroko nagłośnione i postrzegane jako przyczynek do poszerzenia wiedzy z zakresu chorób neurologicznych. Tymczasem zostało ono zaklasyfikowane jako „ściśle tajne” i ukryte przed światem.
Ostatnim mówcą był Urakow. Podchodząc do mikrofonu, żeby wygłosić podsumowanie, z trudem ukrywał dumę.
– Jak zwykle także i tym razem osiągnęliśmy więcej, niż zamierzaliśmy – powiedział.
Nie można było temu zaprzeczyć. Oboleńsk rozrósł się już wówczas tak bardzo, że pracownicy, aby przedostać się z jednego oddziału do drugiego, musieli korzystać z autobusów. W konferencji uczestniczyło około czterech tysięcy naukowców i techników. Roczny budżet obiektu wynosił równowartość niemal dziesięciu milionów dolarów. Fundusze te wykorzystywano na zakup drogiej zagranicznej aparatury – mikroskopów elektronowych, chromatografów, wirówek wysokiej jakości, sprzętu do analizy laserowej.
Raport na temat toksyny mielinowej był tego dnia ostatnim z szeregu doniesień o sukcesach. Innemu zespołowi udało się wyhodować szczep wąglika odporny na działanie pięciu antybiotyków. Jeszcze inni naukowcy uzyskali odmianę nosacizny, niewrażliwą na leki.
Pomimo to Urakow najwyraźniej nie był jeszcze w pełni usatysfakcjonowany.
– Uważnie przyglądamy się, jakie lekarstwa produkowane są w Stanach
Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii i Niemczech – powiedział. – Pamiętajmy, że praca dla ojczyzny nigdy się nie kończy.
Prof. W. J. Korab-Karpowicz: Głos Realizmu. Jak rozwiązać konflikt? Prof. John Mearsheimer o Ukrainie
Maj 11, 2022 https://wprawo.pl/prof-w-j-korab-karpowicz-glos-realizmu-jak-rozwiazac-konflikt-prof-john-mearsheimer-o-ukrainie/
Profesor Mearsheimer: „Obecna wojna dotyczy wysiłków Zachodu, aby uczynić z Ukrainy zachodnią twierdzę na rosyjskich granicach. Stanowi to egzystencjalne zagrożenie dla Rosji i wywołało jej reakcję. Konsekwencje mogą być katastrofalne”.
Po 1989 roku myślenie o stosunkach międzynarodowych zdominowały teorie neoliberalne odwołujące się do roli instytucji, więzi gospodarczych i współpracy w utrzymaniu pokoju na świecie. Zaznaczył się też wpływ teorii krytycznych i postmodernistycznych. Profesor John Joseph Mearsheimer pozostał wierny realizmowi politycznemu. Jest twórcą tzw. realizmu ofensywnego – teorii opisującej interakcje między mocarstwami, kierującymi się przede wszystkim racjonalną chęcią osiągnięcia regionalnej hegemonii w anarchicznym systemie międzynarodowym. Jego książka „Tragizm polityki mocarstw” uważana jest, obok „Końca historii” Francisa Fukuyamy i „Zderzenia cywilizacji” Samuela P. Huntingtona, za jedną z najważniejszych prac o polityce międzynarodowej napisanych po zakończeniu zimnej wojny.
Realizm polityczny podkreśla znaczenie siły w polityce zagranicznej. Jak pisał klasyczny realista Hans Morgenthau, celem polityki zagranicznej państwa jest albo utrzymać swą siłę wobec innych państw, albo ją zwiększyć kosztem istniejącego rozkładu sił, albo ją zademonstrować w celu umocnienia swego wizerunku. Prowadzi to do polityki status quo, imperialistycznej lub prestiżu. Polityka status quo to polityka zachowawcza, która ma na celu własne bezpieczeństwo i utrzymanie aktualnego rozkładu sił, przez ewentualne jego skorygowanie; polityka imperialistyczna to polityka zaborcza, która ma na celu ekspansję i zmianę aktualnego rozkładu sił. Problem leży w tym, że w polityce zagranicznej mamy subiektywne percepcje i możemy zrobić błąd w odróżnieniu polityki status quo od polityki imperialistycznej, a to może być tragiczne w skutkach. Przykładem może być Układ Monachijski z 1938 roku kiedy roszczenia terytorialne Niemiec wobec Czechosłowacji zinterpretowane zostały jako polityka status quo. A jak zinterpretować obecną politykę Rosji?
Profesor Mearsheimer utrzymuje, że obecną wojnę między Rosją a Ukrainą należy odczytać jako skutek niewłaściwego odczytania dążenia Rosji do utrzymania aktualnego rozkładu sił w regionie. Mająca w perspektywie dalsze rozszerzenie się NATO o Ukrainę, co zmieniało by równowagę sił zdecydowanie na jej niekorzyść, Rosja, będąca mocarstwem regionalnym, zdecydowała się na zajęcie Krymu w 2014, a w 2022 na wojnę z Ukrainą. Realiści polityczni koncentrują się na siłach państw i opierają pokój na możliwości ustanowienia równowagi sił. Każde jej naruszenie, o ile nie może być skorygowane np. przez sojusze, potencjalnie grozi wojną. Dużo mniej uwagi poświęcają analizie wewnętrznej polityki państw, która jednak w przypadku Ukrainy ma znaczenie, aby w pełni zrozumieć obecny konflikt. Jego przyczyną jest też uchwalenie ustawy językowej narzucającej prawie trzydziestoprocentowej mniejszości rosyjskojęzycznej na Ukrainie język ukraiński jako urzędowy, odrzucenie wyniku referendum w Doniecku i Ługańsku uznającego autonomię tych republik w ramach Ukrainy, wojna w Donbasie oraz brak wdrożenia porozumień Mińsk I i Mińsk II.
Ponieważ w wizji realistów ofensywnych, takich jak Mearsheimer, w wielkich mocarstwach zaznacza się tendencja do zwiększenia swojej siły i wyścigu zbrojeń, pokój jest kruchy i dla jego zachowania należy dużo powściągliwości w działaniach i profesjonalnej dyplomacji. Tragedia dzisiejszej polityki polega na tym, że w świecie masowych mediów i reklam, emocje tłumu biorą górę nad rozsądkiem dyplomatów, a to wyraża się w wypowiedziach polityków, którzy zamiast ze sobą rozmawiać i wyjaśnić różnice stanowisk obrzucają się epitetami i doprowadzą do eskalacji wrogości. Wrogość rodzi wrogość, przemoc prowadzi do coraz większej przemocy. Sprawy, które powinny być rozstrzygnięte przy stole obrad, rozstrzygają się więc dziś na Ukrainie na polu bitwy i przynoszą ogromne ludzkie cierpienie. Paradoksalnie więc, pomimo tak wielkiego rozwoju technologii, nie posunęliśmy się dalej w sztuce zrozumienia innej strony i rzeczowej rozmowy. Raczej, im dłużej trwa konflikt między Rosją i Ukrainą, tym bardziej zaznaczają się wzajemne oskarżenia o przestępstwa wojenne i wzajemna retoryka wrogości, która pogłębia nienawiść i odczłowiecza drugą stronę oraz czyni zrozumienie między stronami i ich porozumienie wręcz niemożliwe.
Wojna musi się jednak skończyć, a Rosja, z uwagi na postrzegane przez siebie egzystencjalne zagrożenie jakim byłoby dla niej członkostwo Ukrainy w NATO i swój mocarstwowy wizerunek, nie może jej przegrać. Ukraina zaś, bez względu jak bardzo byłaby wspomagana przez sprzęt natowski, ma za małą siłę i nie będzie w stanie jej wygrać. Im więcej broni dostarczanej, tym więcej ofiar po obu stronach. Przedłużający się konflikt może więc jedynie doprowadzić do katastrofalnych zniszczeń i ogromnych strat ludzkich. Dlatego profesor Mearsheimer jest zagorzałym przeciwnikiem kontynuacji obecnej wojny Rosja–Ukraina oraz nawołuje do natychmiastowego zaprzestania tego konfliktu, który uważa za bardzo groźny dla pokoju światowego. Twierdzi, że największą ofiarą w tej wojnie będzie sama Ukraina, która w wyniku walk zostanie całkowicie zniszczona, a jeśli konflikt rozprzestrzeni się dalej, niewyobrażalne wręcz konsekwencje poniesiemy my wszyscy.
W analizie realisty politycznego wojna na Ukrainie nie wypływa z czynników nieracjonalnych, ale ma podłoże strategiczne. Tak jak Stany Zjednoczone nie mogły sobie pozwolić na to by w 1962 roku Kuba przyłączyła się do Układu Warszawskiego, a na jej terytorium umieszczone zostały rakiety mogące uderzyć w Waszyngton, tak dzisiaj na członkostwo Ukrainy w NATO nie może sobie pozwolić Rosja. Postrzega to jako zagrożenie dla swojej egzystencji jako niezależnego państwa. Strach, a w szczególności strach przed wzrostem obcej potęgi, to pierwotne ludzkie uczucie, które może doprowadzić do wojny. Doprowadził w starożytności, że Sparta uderzyła w Ateny i przez prawie trzydzieści lat toczyła się wojna peloponeska; dzisiaj do wojny skłonił Rosję, a strach przed nią spowodował z kolei reakcję Polski i innych państw. Profesor Mearsheimer zauważa jednak, że głównym źródłem strachu nie powinna być dla Zachodu upadająca już potęga, jaką jest Rosja, ale wzrastająca potęga jaką są Chiny. Wepchnięcie Rosji w konflikt przez rozszerzanie NATO i jej osłabienie na skutek wojny, pozbawia Stany Zjednoczone potencjalnego sojusznika, kiedy może dojść do konfliktu z Chinami. A czy taki konflikt jest realny? W opinii realistów politycznych nie wyzwolimy się od wojen. Chociaż przyznają, że są one często brudne i okrutne, toczyć się będą zawsze. Nie można ich zatrzymać literą prawa, a jedynie je ograniczyć za pomocą zastosowania reguł wojennych oraz szybciej je zakończyć dzięki chęci porozumienia i użyciu profesjonalnej dyplomacji. Tego realizmu powinni się nauczyć dzisiejsi liberalnie nastawieni politycy.
Zdaniem profesora Mearsheimera, Rosja nie dopuści do tego aby tak duży kraj jak Ukraina stał się członkiem potencjalnie wrogiego paktu jakim jest NATO. Oczekuje neutralizacji Ukrainy. Wynika to z chęci utrzymania aktualnego rozkładu sił, a więc jest to polityka status quo, a nie imperialistyczna. Nie należy się zatem spodziewać dalszej ekspansji Rosji i groźby dla Polski, czy krajów bałtyckich. Na to zresztą nie pozwala jej potencjał. Rosja nie dopuści też do tego, żeby prześladowana była rosyjska mniejszość językowa na Ukrainie. Na tych więc zasadach możne dojść do zawieszenia broni, negocjacji i do pokoju. W przypadku braku porozumienia, Ukrainie grozi rozdarcie, na część wschodnią, zajętą przez Rosję oraz część zachodnią będącą pod wpływami Zachodu. Istnieje jeszcze jeden scenariusz, że Rosja zostanie przyparta do muru i nie zrealizuje swoich planów, i że do wojny włączą się kraje członkowskie NATO. Ta sytuacja wydaje się jednak najbardziej niebezpieczna. Profesor Mearsheimer przestrzega i wtóruje mu Sir John Sawer, były szef brytyjskiego wywiadu M16: dajmy Rosji pole manewru, nie zapędzajmy jej w kozi róg. W końcu jest to potężne mocarstwo atomowe, a ranny niedźwiedź, który nie ma już wyjścia, decyduje się na wszystko.
Realizm polityczny wystrzega się moralizatorstwa. Zamiast prawić morały, jego teoretycy mówią raczej o wspólnych interesach państw lub o ich konflikcie oraz o ich sile i rozkładzie sił. To nie znaczy, że we współczesnym realizmie nie ma etyki. Tu nie chodzi jednak o to, aby w imię naszych zasad moralnych toczyć z kimś wojnę z uwagi na to, że w naszym mniemaniu je złamał, dopuszczając się, na przykład, naruszenia integracji terytorialnej innego państwa; a raczej, aby rozpoznać interesy obu stron i znaleźć punkt wspólny, tak aby najszybciej doprowadzić do zakończenia konfliktu, gdyż największą wartością jest życie ludzkie i ocalenie ludzi od cierpienia. Patrząc z tej etycznej perspektywy, szkoda tych żyć na Ukrainie, bez względu na to czy to życia ukraińskie czy rosyjskie, i dlatego trzeba jak najszybciej zakończyć wojnę, szczególnie, że w przypadku jej dalszej eskalacji jest ona śmiertelnie niebezpieczna dla nas wszystkich.
Do artykułu wykorzystałem materiał z książki profesora Mearsheimera „Tragizm polityki mocarstw” oraz jego liczne wypowiedzi publiczne utrwalone na filmach dostępnych na YouTube, min. „Why is Ukraine the West’s Fault?”, „Ukraine-Russia 2022 Analysis” i „On Who Gains The Most From The Ukraine-Russia War”.
Grupa Progres przeprowadziła kompleksowe badania nastrojów wśród ukraińskich uchodźców, przybyłych do naszego kraju po wybuchu wojny na Ukrainie. Z przeprowadzonego sondażu wynika, że dokładnie połowa z nich zamierza nie tylko osiedlić się w Polsce, ale dodatkowo uczynić to wraz ze swoją rodziną.
Do 9 maja bieżącego roku do Polski przybyć miało już blisko 3,26 mln osób. Jednocześnie od 24 lutego, według danych Straży Granicznej, na Ukrainę miało powrócić około 1,123 mln osób.
W systemie PESEL zarejestrowano z kolei ponad 1,1 mln ukraińskich obywateli, mających dzięki temu dostęp do rynku pracy i szeregu programów socjalnych.
W związku z masowym napływem Ukraińców badania ich nastrojów przeprowadziła Grupa Progres, znana powszechnie jako agencja zatrudnienia zajmująca się ich ściąganiem do naszego kraju.
Z jej sondażu wynika, że 77 proc. Ukraińców poszukujących pracy przybyło do Polski ze swoimi rodzinami (2-3 osobami lub nawet większą liczbą), natomiast pozostałe 23 proc. przyjechało samemu.
Dokładnie 50 proc. ukraińskich uchodźców uczestniczących w badaniu zadeklarowało chęć pozostania w naszym kraju na dłużej, albo nawet na stałe. Po uspokojeniu się sytuacji powrócić na Ukrainę zamierza 42 proc. respondentów.
Jednocześnie przybysze zza wschodniej granicy nie są skłonni do zmiany miejsca zamieszkania, gdy mieliby dzięki temu otrzymać pracę. Taką możliwość w badaniu Grupy Progres dopuściło zaledwie 5 proc. Ukraińców, nawet jeśli w zamian otrzymaliby dodatkowo mieszkanie.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 10 maja 2022
Nareszcie wiemy, o co tak naprawdę chodzi na Ukrainie. Wyjaśnił to podczas spotkania z prezydentem Zełeńskim w Kijowie sekretarz obrony USA Lloyd Austin, który towarzyszył tam sekretarzowi stanu Antoniemu Blinkenowi. Sekretarz stanu stwierdził, że Rosja już „przegrała”, z czego oczywiście bardzo się cieszymy, bo taki jest rozkaz, chociaż w takim razie ciekawe, kto tam na Ukrainie jeszcze wojuje? Najwyraźniej Rosja jeszcze nie wie, że już przegrała i wojuje, jakby nigdy nic – jak ten partyzant, co to wysadzał tory i wysadzał, nie wiedząc, że wojna już się skończyła.
Ale deklaracja sekretarza obrony była nieco inna – że mianowicie celem wojny jest obezwładnienie Rosji. Jeśli tak, to znaczy, że Rosja jeszcze nie przegrała, bo czy zostanie obezwładniona, czy nie, to się dopiero okaże. Na przykład pan Piotr Panasiuk, którego „Gazeta Wyborcza” z pewnością zdemaskuje jako ruskiego agenta – bo właśnie pan red. Wroński podał tam aż pięć sposobów na wykrywanie ruskich agentów. Aż pięć? Myślę, ze wystarczyłby jeden – bo ruskiego agenta, podobnie zresztą, jak człowieka przyzwoitego, można rozpoznać po zapachu. Różnica sprowadza się do tego, że człowiek przyzwoity pachnie inaczej, podczas gdy ruscy agenci – inaczej – ale żeby tę różnicę wyczuć, trzeba mieć specjalnego nosa, a tych w „GW” przecież nie brakuje.
Wracając tedy do pana Panasiuka, to twierdzi on, że straty sił rosyjskich na dzień 16 kwietnia br. to około 2-3 procent zasobów Federacji Rosyjskiej. Na przykład na 2100 samolotów bojowych Rosja straciła 163. Na 2050 śmigłowców Rosja straciła 144. Na 5 tys. zestawów przeciwlotniczych Rosja straciła 66. Na 24 tys. czołgów (z rezerwami), Rosja straciła 756. Na 40500 bojowych wozów piechoty (z rezerwami) Rosja straciła 1976. Na 3391 wyrzutni rakiet (bez strategicznych), Rosja straciła 122. Na 20 tys. luf artylerii polowej i moździerzy Rosja straciła 366. Na 605 okrętów Rosja straciła 2. I wreszcie, na 900 tys żołnierzy Rosja straciła 20 tysięcy. To są dane ze Sztabu Generalnego Ukrainy.
Natomiast straty ukraińskie według Ministerstwa Obrony Rosji na dzień 17 kwietnia kształtują się następująco: Na 159 samolotów bojowych Ukraina straciła 134. Na 147 helikopterów, Ukraina straciła 105. Na 300 zestawów przeciwlotniczych Ukraina straciła 246. Na 2596 czołgów plus 4000 bojowych wozów piechoty, Ukraina straciła 2269. Na 490 wyrzutni rakiet Ukraina straciła 252. Na 3107 luf artylerii polowej i moździerzy Ukraina straciła 987. Na 38 okrętów Ukraina straciła 38. I wreszcie na 209 tys. żołnierzy Ukraina straciła w zabitych 23 367, a w rannych – około 30 tysięcy.
Z tego zestawienia wynika, że bez stałych i obfitych dostaw uzbrojenia i amunicji z zagranicy, Ukraina nie byłaby w stanie kontynuować wojny. Na tym tle widać, że na Ukrainie Stany Zjednoczone i NATO prowadzą wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. W świetle tego lepiej rozumiemy pragnienie prezydenta Zełeńskiego, by wojna ta rozlała się również na inne kraje, przynajmniej na kraje Europy Środkowej, jak również, dlaczego jest on coraz bardziej natarczywy w żądaniach zagranicznej pomocy dla Ukrainy.
Dotychczas NATO od samego początku zaangażowało się w wojnę z Rosją na Ukrainie, powstrzymując się jedynie od bezpośrednich działań militarnych, natomiast uczestnicząc w konflikcie pod każdym innych względem: finansowym, wywiadowczym, zbrojeniowym i propagandowym.
Jest to zgodne z doktryną elastycznego reagowania z lat 60-tych, według której mocarstwa nuklearne wojują ze sobą na przedpolach, taktownie oszczędzając wzajemnie własne terytoria. Z punktu widzenia USA Ukraina idealnie się na takie przedpole nadaje, podobnie jak Polska i inne państwa Europy Środkowej. USA zatem nie szczędzą tym krajom komplementów, ale – w odróżnieniu od Ukrainy, na wspieranie której wszystkie państwa NATO zostały opodatkowane – każą sobie za „wzmacnianie wschodniej flanki NATO” płacić. Czy byłyby skłonne np. partycypować w kosztach uzbrojenia dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, ma być powiększona polska armia – tego nie wiemy, bo żaden z naszych Umiłowanych Przywódców nie ośmielił się takiej propozycji prezydentowi Bidenowi przedstawić, a trudno od niego oczekiwać, by występował z nimi sam.
W tym celu Amerykanie 26 kwietnia wezwali ministrów obrony 40 państw w jakimś stopniu od USA uzależnionych do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, by wyznaczyć im zadania w zakresie wspierania Ukrainy tak, aby mogła kontynuować wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. Ukraińcy chyba coraz bardziej zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że zostali wepchnięci między ostrza potężnych szermierzy, bo nie czekając na ostateczne zwycięstwo, próbują ratować się ucieczką na własną rękę. Tylko do Polski uciekło z Ukrainy co najmniej 3 mln osób, a ONZ przewiduje, że w najbliższych miesiącach ucieknie stamtąd dalszych 8 milionów. Tymczasem, o ile w wysyłaniu na Ukrainę broni i amunicji państwa NATO, aczkolwiek nie wszystkie i niechętnie – uczestniczą, to w kosztach utrzymania tych milionów Ukraińców partycypować nie chcą. Nawet gorzej, niż „nie chcą”, bo w ramach szantażu finansowego, jaki Niemcy wcześniej zastosowały wobec Polski, właśnie rozszerzyły ten szantaż również na Węgry w ramach sławnego „mechanizmu warunkującego”. O ile zatem Stany Zjednoczone chciałyby „’obezwładnić” Rosję, by się już nie denerwować, czy dotrzymałaby ona obietnicy neutralności w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, to Niemcy wzięły na celownik kontrolowanych przez siebie instytucji Unii Europejskiej Polskę i Węgry, by raz na zawsze wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które w 2017 roku wprawiły Berlin w takie zdenerwowanie, że aż Niemcy zgłosiły do tego projektu akces, co z zagadkowych powodów tak ucieszyło pana prezydenta Dudę. Słowem – jak mówił w „Panu Tadeuszu” Klucznik Gerwazy – „gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”.
Oczywiście Rosja zjazd w Ramstein zauważyła i tego samego dnia zakręciła Polsce kurek z gazem pod pretekstem, że w przewidzianym terminie Polska nie uiściła należności w rublach, co specjalnym ukazem zadekretował od 1 kwietnia Putin. Nasi Umiłowani Przywódcy, jak zwykle niczego się nie boją tym bardziej, że brytyjski minister sprawiedliwości natychmiast zapewnił, że Wielka Brytania stanie z nami „ramię w ramię”. Nie wiadomo, co to konkretnie oznacza – czy że premier Johnson udostępni nam nieco własnego gazu, czy coś innego – ale Anglicy zawsze mieli skłonność do udzielania niejasnych obietnic, o czym Polska przekonała się we wrześniu 1939 roku. Również pani Urszula von der Layen ofuknęła Putina, że zastosował wobec Polski szantaż gazowy, bo jużci – gazowy szantaż wobec Polski to zbrodnia, podczas gdy finansowy, to czyn szlachetny.
Jak u Orwella: „cztery nogi dobre, dwie nogi złe”. Na zamknięcie gazowego kurka złoty od razu stracił na wartości, a cena gazu w Europie skoczyła o 20 procent. Wygląda na to, że inflacja będzie coraz większa, ale na szczęście mamy wojnę na Ukrainie i Putina, na którego można wszystko zwalić, więc nic dziwnego, że w kołach rządowych panuje nastrój pogodny. Na razie walka z inflacją w Polsce sprowadza się do wprowadzenia nazwy „Putinflacja”, którą niezależne media głównego nurtu, zarówno te rządowe, jak i te nierządne, skwapliwie propagują. Tymczasem słychać, że już następnego dnia po zakręceniu Polsce kurka z gazem, kolejne 10 państw poważniejszych otworzyło sobie rachunki bankowe w ruskim Gazprombanku. Będą wpłacały należność za gaz w dolarach lub euro, a Gazprombank będzie regulował te należności Gazpromowi już w rublach. Decyzja w tej sprawie została w UE podjęta jeszcze przed świętami, ale na najwyraźniej nasi Umiłowani Przywódcy albo nie zostali o niej poinformowani, albo nawet mogli zostać, tylko, jako wzorowi ormowcy, nie przyjęli tego do wiadomości wskutek czego Polacy już wkrótce będą musieli przejść na własny gaz, bo na razie, żeby dokuczyć Putinowi, właśnie odmrażamy sobie uszy.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Bodaj kilka dni temu, na paru portalach pojawiła się informacja, że w okolicach „Wyspy węży” ukraińskie oddziały zatopiły nie jeden okręt „Moskwa”, ale aż trzy ruskie okręty. Jeszcze miesiąc temu cały Internet komentowałby tę sensację na wszystkich możliwych kontach społecznościowych. Dziś nikomu się nie chce klawiatury męczyć, nawet na tym podstawowym poziomie, czy informacja jest prawdziwa, czy to może kolejny mit ze znanej wyspy.
Prawa natury, w tym natury ludzkiej, są nieuniknione i spisane od lat. Pierwszy zawsze jest szok, potem strach, że będzie jeszcze gorzej, dalej idzie przyzwyczajenie i na końcu znudzenie. Na jakim etapie jesteśmy teraz? W mojej ocenie jest to przyzwyczajenie, ale przypominam, że konflikt na Ukrainie trwa zaledwie 75 dni, czyli dwa i pół miesiąca, a już trzy etapy są za nami. Tempo naprawdę imponujące, biorąc pod uwagę rangę i skalę, wszak powszechnie nazywa się to wojną.
Skąd tak szybka reakcja? Czynników jest wiele, na pewno intensywność z jakim temat był eksponowany zrobiła swoje. Zmęczenie po dwóch latach straszenia inną zagładą, również ma niebagatelne znaczenie. Po wyciszeniu emocji Polacy zaczęli też z przerażeniem patrzeć na to, co się dzieje z ich finansami i wiadomo, że tak źle nie działo się od dawna. Człowiek przestaje się przejmować i zajmować losem drugiego człowieka, gdy sam żyje w poczuciu zagrożenia. Co więcej taki stan rodzi frustrację, która szuka ujścia w wielu miejscach i prawie zawsze kończy się przerzucaniem winy na polityków albo całe grupy społeczne. W Polsce te procesy zostały już zapoczątkowane, pierwsza fala współczucia dla Ukraińców i zrozumienia dla działań rządu, minęła bezpowrotnie.
Tak jak nie dało się wrócić do zamykania lasów, tak nie da się dzień w dzień skutecznie epatować obrazami wojny, zwłaszcza, że zazwyczaj są to obrazy archiwalne i doskonale znane. Siłą rzeczy konflikt na Ukrainie konkuruje z bieżącymi wydarzeniami i na pewno nie jest monopolistą, jak przez pierwsze tygodnie. Musiałoby się stać coś bardzo spektakularnego, żeby zainteresowanie wróciło do stanu pierwotnego. Nie chcę kusić losu, ale z niewielkim ryzykiem można powiedzieć, że taka perspektywa na szczęście się nie rysuje.
Putin zebrał spore baty, nie takie jak to pokazywano w ukraińskich przekazach propagandowych, ale z całą pewnością o wielkim zwycięstwie mówić nie może – i w rzeczywistości nie mówi. Z dużym prawdopodobieństwem nic wielkiego się w tej materii nie zmieni i w zasadzie będziemy mieli kontynuację z roku 2014. „Zielone ludziki” będą atakować kolejne miasta w okolicach Donbasu, Ukraińcy będą się bronić i z czasem świat zapomni o tym konflikcie, jak zapomniał wcześniej.
Wiele wskazuje, że nastąpił wstępny podział strefy wpływów, mniej więcej na tej linii, która była negocjowana w czasie rozmów Bidena z Putinem. Rosja Ciągle Radziecka wycofała się z zachodniej Ukrainy, operacja obalenia władzy w Kijowie kompletnie się nie udała i przez to wzmocniła Zełenskiego.
Na wschodzie ruskie wojska już tak nie drażnią NATO, dlatego wieści z tamtego regionu są znacznie mniej elektryzujące niż sławetna kolumna czołgów i wozów bojowych zbliżająca się do Kijowa. Jedna rakieta, która spadała na tory we Lwowie ma dużo większą siłę przebicia niż 100 rakiet spadających na Mariupol.
Ostateczne wygaszanie konfliktu, niekoniecznie zbrojnego, ale medialnego, nastąpi wówczas, gdy obie strony uznają, że osiągnęły swoje cele. Naturalnie prawdziwa wojna toczy się pomiędzy USA i szerzej Zachodem, a Rosją, Ukraina jest tylko polem bitwy, podobnym do wcześniejszych pól w Korei i Wietnamie.
Każde ograniczenie podaży rosyjskiego gazu i ropy, będzie zwycięstwem USA i jednocześnie stanowi problem dla Europy, stąd też Niemcy i Francja nie są tak radykalnymi krytykami zbrodniczej polityki Putina. Na wyciszeniu konfliktu zależy w tej chwili wszystkim stronom, bo wszystkie mają swoje interesy i pewnie w takim kierunku będzie to zmierzać. Pewnego dnia zniknęły z telewizji twarze „ekspertów”: Grzesiowskiego, Simona, Karaudy i tak znikną twarze emerytowanych generałów analizujących przemarsz wojsk. Media zaczynają i kończą wojny.
Posłowie Konfederacji o ataku na ambasadora Rosji w Polsce. „Dziwne”
10 maja 2022 Na podst.: https://nczas.com/2022/05/10/poslowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne/
Warszawa, 09.05.2022. Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andiejew (C) oblany czerwoną farbą przez „uczestników protestu” podczas próby złożenia kwiatów przy Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Foto: PAP
W poniedziałek 9 maja ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew został zaatakowany przez ukraińskich demonstrantów. Sprawę szeroko komentują media w Polsce i na świecie. Głos zabrali także politycy jedynej prawicy w Sejmie.
Rosyjski ambasador Siergiej Andriejew wraz z delegacją przybył w południe pod Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Chciał tam złożyć kwiaty, ponieważ 9 maja Rosja obchodzi dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.
Demonstranci z ukraińskimi i polskimi flagami uniemożliwili Andriejewowi przejście pod miejsce upamiętnienia radzieckich żołnierzy, wznosili antyrosyjskie hasła i oblali Andriejewa czerwoną substancją. Po tym rosyjski dyplomata wrócił do służbowego auta.
Do ataku przyznała się ukraińska dziennikarka Irena Zemljana, która miała jakieś konszachty z fundacją „Otwarty dialog” czyli jedna z lewackich jaczejek ze stajni Sorosa.
Poseł Janusz Korwin-Mikke:
„P. Irena Zemljana dostanie pewno pół roku więzienia (minimalna kara to 3 miesiące) i zostanie „Bohaterką Ukrainy”. Nie rozumiem tylko dlaczego niektórzy chcą Ją „wydalić z Polski”??? Przede wszystkim trzeba sprawdzić, czy nie jest rosyjską agentką – a potem przykładnie ukarać!” – napisał JKM
Poseł Robert Winnicki także nie do końca wierzy w przypadki.
„Rosyjski ambasador miał świadomość co robi a jego ochroniarze i on sam „dziwnie” spokojnie reagowali na atak. Ukraińska, lewicowa aktywistka doskonale wiedziała, że wywoła skandal. Służby Mariusz Kamińskiego powinny zrobić wszystko, by do tej rosyjsko ukraińskiej ustawki na polskiej ziemi nie dopuścić” – napisał Winnicki. https://platform.twitter.com/embed/Tweet.html?dnt=true&embedId=twitter-widget-2&features=eyJ0ZndfZXhwZXJpbWVudHNfY29va2llX2V4cGlyYXRpb24iOnsiYnVja2V0IjoxMjA5NjAwLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsfX0%3D&frame=false&hideCard=false&hideThread=false&id=1523742930388750337&lang=pl&origin=https%3A%2F%2Fnczas.com%2F2022%2F05%2F10%2Fposlowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne%2F&sessionId=09dc6fbfa3c957f92f57d84514701eea1a980d34&theme=light&widgetsVersion=c8fe9736dd6fb%3A1649830956492&width=550px
Rozliczenia ministra Kamińskiego domaga się także poseł Grzegorz Braun.
„Atakowanie dyplomatów jest zawsze aktem barbarzyństwa, a w aktualnych okolicznościach jednocześnie aktem prowokacji wojennej. Bez względu na bezpośrednie sprawstwo, za sytuację odpowiadają władze RP – min. Mariusz Kamiński do dymisji!” – napisał Braun na Twitterze.
„Dzisiejszy atak na JE Amb. Andriejewa to prostackie barbarzyństwo i antypolska prowokacja; sprawcy – pod sąd i do więzienia; Mariusz Kamiński do dymisji – jego urzędowanie przynosi hańbę i sprowadza powszechne niebezpieczeństwo” – dodał Braun w kolejnym wpisie.
Pół wieku temu, w maju 1972 roku Stefan Kisielewski zanotował w swoim dzienniku:
„W Wietnamie piekło, ofensywa, bombardowanie. Toczy się w istocie wojna rosyjsko-amerykańska, tylko że rękami maleńkich Wietnamczyków (…) I nikt im nie wyperswaduje, może nawet, głupie barany, wierzą, że biją się o swoje sprawy.”
https://www.bibula.com/?p=133937
Tu i teraz nikt o zdrowych zmysłach nie może sądzić, że obecna wojna rosyjsko-amerykańska toczy się o jakąś wolność lub denazyfikację Ukrainy.
Powód prosty jak klasyczna konstrukcja cepa: trzeba ustalić czy niezmierzone bogactwa Ukrainy będą eksploatować oligarchowie wyznania finansowego od Putina, czy od Bidena. To jest widocznie tak oczywiste, że rządowo-medialna żenująco nachalna propaganda nawet o tym nie wspomina uznając za pewnik, że Amerykanom ten wyjątkowo tłusty kąsek się należy jak psu buda.
Alternatywne propozycje genezy tej wojny mogą być prawdziwe, ale mają ograniczone znaczenie. Na przykład Tomasz Sommer twierdzi, że to społeczeństwo rosyjskie oczekiwało i tym sposobem wymogło na Putinie zrobienie porządku na Ukrainie. Często słyszymy i czytamy, że USA chce za wszelką cenę osłabić Rosję w nadziei, że taka Rosja opowie się za Ameryką w czekającym ją nieuchronnie starciu z Chinami. Stałym elementem amerykańskich wojen jest konieczność utylizacji arsenału, który trzeba zastąpić bardziej nowoczesnym uzbrojeniem. W końcu USA wydają na zbrojenia więcej, niż cała reszta świata i ten biznes musi się żwawo kręcić.
Okoliczności towarzyszące temu starciu gigantów nie są już tak klarowne. Dla mnie są niepojęte i co najgorsze, znikąd nie widać światełka w czarnym tunelu. Nie znajduję żadnego sensownego, nie mówiąc o racjonalnym, wyjaśnieniu przesiedlenia 3 milionów Ukraińców na wyłączne utrzymanie Polaków. Zrobili to ci sami ludzie, którzy latami tłumaczyli komisarzom Unii Europejskiej i kanclerz Merkel, że po pierwsze to Polski nie stać na przyjęcie tysięcy (nie milionów!) uchodźców, po drugie wielu z nich to są migranci ekonomiczni, i po trzecie, że Polska rozumie konieczność pomocy ludziom na obszarach objętych wojną, ale tam, na miejscu konfliktu.
Rok przed wojną na Ukrainie, ci sami ludzie konsekwentnie organizowali skuteczny opór przed tysiącami migrantów próbujących przekroczyć nielegalnie granicę z Białorusią. Trwa absurdalna budowa muru na tej granicy, której dalszy ciąg został praktycznie całkowicie otwarty. Podobno do końca wojny można spodziewać się przesiedlenia nawet 8 milionów Ukraińców. Przyznam się, że jestem bardziej niż przerażony. Nie tylko tym, że to może być prawdziwa katastrofa, ale może nawet bardziej tym, ze nikt tym się nie przejmuje.
Nie ma właściwie żadnych głosów, które by jakkolwiek tłumaczyły jaka jest przyczyna i cel tej operacji. Oficjalne stanowisko systemu rządowo-medialnego to czysto ludzki obowiązek pomocy ludziom, którzy stracili dach nad głową w wyniku zbrodniczego ataku. Dr Lucyna Kulińska twierdzi, że ta akcja przesiedleńcza była dawno przygotowana, a z rozpoznania socjotechnicznego ewentualnej reakcji Polaków wynikało, że taka narracja zostanie przyjęta w społeczeństwie bez większych oporów i można ją łatwo przeprowadzić.
Nikt nie odważy się wskazać, że właściwie przesiedleńcy nie widzieli żadnej wojny, że jedyne naprawdę zniszczone miasto na Ukrainie to 400-tysięczny Mariupol
Nikt nie chce być nieludzki dlatego taki szantaż jest bardzo skuteczny. Nikt nie odważy się wskazać, że właściwie przesiedleńcy nie widzieli żadnej wojny, że jedyne naprawdę zniszczone miasto na Ukrainie to 400-tysięczny Mariupol. Nikt nie zapyta: dlaczego mamy przyjąć 8 milionów przesiedleńców na utrzymanie. Jest tylko głos niezawodnego redaktora Stanisława Michalkiewicza: Amerykanie kazali!
To bardzo być może. W końcu wybraliśmy sobie nowego pana i trudno wierzgać przeciw ościeniowi. Ale to, że kazali, nie wyjaśnia czemu to ma służyć. Polska jest w sprawie wojny na Ukrainie bardziej papieska od samego jankeskiego papieża. Będzie musiała za to zapłacić, tylko nie wiadomo kiedy i ile. Niedźwiedź jak wiadomo to nie lampart, ale jak już dopadnie upatrzoną ofiarę, to marne szanse na przeżycie.
Ale czy wobec tej bojowej postawy Polski strategiczny sojusznik mógł nakazać dokonanie samozagłady najbardziej oddanemu harcownikowi? Wiadomo z historii, że nie jest niemożliwe działanie wbrew własnym interesom z głupoty, strachu lub niewiedzy, ale jednak to jest mało prawdopodobne. Redaktor Leszek Sykulski podobno sugeruje, że służby ukraińskie dostały nagrania, na których wyczyny naszej elity władzy są o parę klas bardziej pikantne niż pokazywały pamiętne nagrania z lokalu Sowa i Przyjaciele i nimi szantażują decydentów, którzy muszą realizować wszelkie żądania naszych sąsiadów i przyjaciół w myśl owej kontestacji: „pan to musi kochać swoją żonę! Oj, muszę, muszę!” .
Trudno jednak uwierzyć, że nagrano wstydliwe ekscesy wszystkich, łącznie z opozycją i władzami samorządowymi, które z równym entuzjazmem i zaangażowaniem jak władze centralne, wspierają i realizują gigantyczny program przesiedlania Ukraińców. Polska i bez tego ogromnego obciążenia jest w dramatycznej sytuacji finansowej. Składają się na to skutki polityki pandemicznej, setki milionów różnych nałożonych przez Unię kar, niewypłacanie należnych pieniędzy unijnych, tragiczna wpadka Polskiego Ładu, potężna i rosnąca inflacja.
Perspektywy ekonomiczne są jeszcze gorsze w związku z zupełnie nieodpowiedzialną polityką energetyczną w ramach dalszego ciągu harców antyrosyjskich. W tej sytuacji przyjęcie na utrzymanie nawet tych dodatkowych 10% jest po prostu niewyobrażalne, gdyby nie to, że jest już faktem z perspektywą wzrostu nawet do 25% obecnej liczby mieszkańców. I co? Ano nic. Dosłownie nikt na ten temat nie dyskutuje, nie protestuje – nie myśli? Ja nie mogę przestać o tym myśleć, ale z bardzo mizernym skutkiem. Mogę tylko z braku danych nieudolnie spekulować.
Na mój chłopski rozum przyczyny mogą być trzy: wewnętrzna, zewnętrzna i oczywiście obie razem. Być może sytuacja Polski jest tak tragiczna, że rządzący dla utrzymania się przy władzy musieli sięgnąć po środki specjalne. Będzie bardzo źle, ale władza ma alibi: przez zbrodniczy atak Putina, musieliśmy przecież przyjąć jego ofiary, a to kosztuje. Niewdzięczna Europa nam nie pomaga i dlatego jest tak tragicznie, a będzie jeszcze gorzej.
Takie są skutki naszej niezłomnej polityki, zresztą jedynie słusznej. Możliwe też, że zagraniczni starsi i mądrzejsi doszli do wniosku, że nie może być tak, że w całej starej Europie prawie wszystkie państwa muszą borykać się z gettami imigrantów, gdzie policja nie ma wstępu, płoną samochody, rabowane są sklepy, gwałcone kobiety, a jednie Polska się wyłamuje z tej przecież nieuchronnej, humanitarnej krucjaty o społeczeństwo multi-kulti. No i ten denerwujący wzrost gospodarczy, mimo zarządzonej pandemii i licznych unijnych szykan. Nie są to na pewno opcje wzajemnie się wykluczające. Pewne zaś jest tylko jedno: dobrze to już było.
Незадолго до начала военной спецоперации России на Украине на комбинат приезжал его владелец Ринат Ахметов и президент Владимир Зеленский.
То, что под знаменитым металлургическим комбинатом «Азовсталь» в Мариуполе есть большой подземный город, знают все. Однако мало кому известно, что глубина этого города 20 метров, и имеет он три яруса. Подробности о том, что из себя представляют катакомбы завода, который был построен в 1930 году, рассказал один из строителей Виктор Басюк.
«Цеха, которые были построены, прокатные станы, все коммуникации находились под цехами. Маршзалы, насосные, все, чтобы их с боку не строили, все находилось там. И глубина там – 20 метров», – рассказал Рен ТВ строитель.
Басюк отметил, что подземная часть завода состоит из трех уровней: маршзал, насосная и еще один маршзал. Басюк называет «маршзалами» машинные отделения, где стоят двигатели, вырабатывающие самостоятельно электроэнергию. Как уточнил строитель, насосные откачивают масло и подают давление в цеха завода.
Одна из схем катакомб, опубликованных западными СМИ.
Также Виктор Басюк отметил, что перед тем, как началась военная спецоперация России на Украине, на «Азовсталь» приезжал его владелец – украинский олигарх Ринат Ахметов. Сюда он прибыл вместе с президентом Украины Владимиром Зеленским. Было это 19-20 февраля, уточнил строитель.
«И танки зашли на территорию завода, и продукты туда завези, и воду, и все-все», – отметил он. https://ren.tv/player/video/embed/972364#autoplay=1;
После того, как президент Украины дал 24 часа чиновникам и предпринимателям на то, чтобы те вернулись, Ахметов прилетел домой. И даже поехал в Мариуполь 16 февраля. Как раз в те самые дни, когда туда приехал и Зеленский. Владелец комбината даже выступил перед президентом и работниками „Азовстали” и пообещал инвестировать миллиард долларов в новое производство и строительство университета в Мариуполе. А потом за день до начала российской спецоперации снова улетел из Украины и пока не возвращался.
[Musimy poznać ideologię napędzającą Imperium, Trzeci Rzym. Ich ideologie ukazuje np. hasło: Слава тебе, Господи! Аллах акбар! .…Polacy – czytajcie. Książkę Prochanowa „Operacja Heksogen” już sygnalizowałem. MD]
Ежедневное интерактивное издание «Завтра.ру» возникло на основе электронной версии газеты «Завтра» (её предшественница газета «День» основана Александром Прохановым в декабре 1990 года и разгромлена Ельциным в октябре 1993 года).
Идеология «ЗАВТРА»
За эти годы мы в «Завтра» создали несколько идеологий, несколько мощных тенденций, которые вошли и продолжают входить в общественное сознание.
Мы оповестили о великом братании и примирении «красных» и «белых», государственников красной и белой империй, которые должны прекратить вековую вражду перед лицом жестоких напастей.
Мы написали историософию имперской России, объясняя русское время, как череду сменяющих друг друга империй, всплывающих каждый раз после очередного потопа. Толковали русскую историю как торжество пасхальнойлитургии, мистерию воскрешения, когда Россия мистически повторяет судьбу Христа.
Мы изложили идеологию русского оружия — будь то меч Александра Невского или танк Т-90. Того оружия, которое защищает не просто наше пространство, наши очаги и чертоги, но вековечную русскую мечту о праведном мире, о райских садах, о божественных смыслах, о чертежах, по которым русские строят ковчег своей государственности.
Мы провозгласили концепцию «мистического сталинизма», где Сталин является в двадцатый век как могучий творческий миф, созидающий Государство Российское.
Мы проповедуем русское чудо — таинственное начало, неизвестное историкам, которое управляет русским временем, извлекает Россию из бездонной погибели. Вопреки всем законам истории оно случается каждый раз, когда уже нет надежды на избавление. И в кромешной тьме вдруг начинает светиться лампада спасения, и за этой лампадой, что горит в руках русского ангела, народ выходит из пропасти и вновь одерживает великие победы, строит чудные храмы, пишет дивные книги.
Мы возвестили о Русской Победе: неизбежной, неистребимой, которая уже одержана в будущем и, словно бриллиантовая звезда, — сияет, сверкает среди сегодняшних сумерек, управляя поступками вождей, государственников, патриотов, повергая в смятение наших врагов.
Не напрасно мы призывали своих братьев к терпению, спасали от уныния, врачевали их духовные раны, не боялись входить в чумные бараки, отпевали у алтаря каждого из погибших героев, отправляли на духовную брань каждого русского воина. Тьма отступает. Ещё летает филин, ещё чертит ночное небо крылом летучая мышь. Но уже на востоке — золотые и алые полосы. Русский восход неизбежен.
И верьте, оно неодолимо взойдёт — наше солнечное лучезарное Завтра.
Советник главы правительства ДНР Ян Гагин заявил, что среди заблокированных на территории завода «Азовсталь» украинских боевиков могут находиться старшие офицеры из США, Франции и Великобритании. По словам Гагина, у руководства республики есть все основания считать, что в окруженной группировке есть военнослужащие старшего офицерского состава прежде всего европейских государств.
Об этом заявляют и сами «азовцы» (боевики полка «Азов», против которых в РФ возбуждено уголовное дело), и те, кто попал в плен, те, кто сдался в плен, сложил оружие, и гражданские лица, которые оттуда вышли — привел в качестве доказательства свою аргументацию Гагин в интервью РИА Новости. Косвенно эта информация подтверждается повышенным вниманием со стороны глав некоторых европейских государств к организации эвакуации заблокированных военнослужащих с территории «Азовстали».
В качестве примера представитель правительства ДНР приводит инициативу по этому вопросу президента Франции Эммануэля Макрона. Да и личное участие генсека ООН как-то не вяжется с объяснением необходимости спасения мирных граждан, все еще удерживаемых националистами в подвалах комбината. Дополнительными доказательствами могут служить лихорадочные и неудачные попытки Киева организовать срочную эвакуацию ограниченного количества военных из Мариуполя на вертолетах.
Возможно и нежелание нацбатов сдаваться, препятствование выходу мирных жителей по гуманитарным коридорам, которые ВС России организует регулярно, объясняется тем же.
Судя по всему, кому-то на Западе очень не хочется, чтобы в плен российской армии попали их военачальники. Ведь офицеры такого уровня «слишком много знают» и могут рассказать миру совсем не ту информацию, которую официально распространяет Запад по своим пропагандистским каналам.
В этой связи приказ Верховного главнокомандующего ВС РФ Владимира Путина об отмене штурма подвалов «Азовстали» приобретает дополнительный смысл. Помимо сохранения жизней наших солдат, заложников, у нас появляется возможность захватить в плен иностранных офицеров высшего звена и показать миру реальную позицию Запада по отношению к украинскому конфликту.
W dalekiej Ojczyźnie niektóre miasta właśnie zdołały się wyzwolić spod zaborczej władzy; we Lwowie padły pierwsze strzały wojny polsko-ukraińskiej. Zaś u stóp Uralu żołnierze polscy prowadzili swoją walkę z bolszewizmem, która już niedługo stanie się sprawą wszystkich naszych patriotów. Poświęcenie i bohaterstwo żołnierzy polskich w Baszkirii zasługują na wieczną pamięć, choć w istocie pamięta o nich mało kto.
Misja w Ufie
Na wiosnę 1918 roku w Rosji i na Ukrainie niemieckie i austriackie wojska okupacyjne rozbroiły trzy Korpusy Polskie, będące wówczas największą naszą siłą zbrojną. Jednakże emisariusze generała Józefa Hallera nie ustawali w pracach nad powołaniem nowych formacji wojskowych.
Zrazu nowym ośrodkiem koncentracji ochotników był kontrolowany przez Ententę Murmańsk. Wkrótce jednak, na żądanie ambasady niemieckiej w Moskwie, bolszewicy zablokowali drogi wiodące na północ, wyłapując i mordując ochotników. Dlatego polski wydział mobilizacyjny, działający konspiracyjnie w Moskwie, postanowił skierować wysiłek swych prac do wschodniej Rosji, w szczególności na Syberię. Liczbę Polaków przebywających na niezmierzonych obszarach Sybiru i rosyjskiego Dalekiego Wschodu szacowano na blisko pół miliona. Stanowiło to sporą grupę rekrutacyjną dla formującego się wojska.
Na wschód skierowano misję, w skład której wchodzili: major Walerian Czuma (weteran II Brygady Legionów i II Korpusu Polskiego), kapitan Romuald Wolikowski (były dowborczyk), porucznik Edward Dojan-Surówka (dawniej oficer I Brygady Legionów), wszyscy zaopatrzeni w pełnomocnictwa i listy. Wkrótce misja znalazła się w Baszkirii, krainie położonej na Przeduralu i na zachodnich zboczach Uralu Południowego. Działania były ułatwione, bo okolice kontrolowały rosyjskie „białe”, to jest antybolszewickie wojska, nad którymi sprawował komendę generał Siergiej Wojciechowski, wywodzący się z polskiej rodziny szlacheckiej z Witebska. To tutaj, w Ufie, najważniejszym ośrodku miejskim regionu, miały powstać zalążki wielkiej jednostki, słynnej w przyszłości Dywizji Syberyjskiej.
Polskie boje w Baszkirii
W lipcu 1918 roku w Ufie Polacy sformowali cztery kompanie piechoty. Już 20 lipca żołnierzy wysłano przeciw bandom bolszewickim pałętającym się po okolicy.
W sierpniu w potyczce pod wsią Askanysz poległ strzelec Michał Hafko – pierwsza ofiara z długiej listy. Polak został pochowany uroczyście, a w pogrzebie tłumnie uczestniczyła ludność rosyjska i baszkirska. Nad świeżą mogiłą towarzysze broni odśpiewali strofę:
Śpij, Kolego, w zimnym grobie,
Niech się Polska przyśni Tobie. Polski ośrodek w Ufie rozwijał się prężnie. Wkrótce przystąpiono do formowania pułku piechoty, także pododdziałów ułanów i artylerii. Oprócz służby we własnych oddziałach, na mocy porozumienia z „białymi” Rosjanami, Polacy często wstępowali w szeregi miejscowych formacjach antybolszewickich jako instruktorzy bądź nawet obejmowali nad nimi komendę, jak kapitan Franciszek Dindorf-Ankowicz dowodzący rosyjsko-baszkirskim oddziałem w sile 700 żołnierzy.
Tymczasem na jesieni ofensywa regularnych jednostek Armii Czerwonej zagroziła regionowi. Położenie „białych” stało się krytyczne. W tej sytuacji generał Wojciechowski sięgnął po ostatnie rezerwy – oddziały polskie. Na front wydelegowano 1. pułk strzelców im. Tadeusza Kościuszki, dowodzony przez podpułkownika Kazimierza Rumszę. Pułk tworzyły trzy bataliony piechoty, batalion ckm, kompania zwiadowcza, kompania łączności, pluton techniczny, oddział sztabowy. Ponadto przydzielono doń szwadron ułanów i baterię artylerii. Ogółem Rumsza dowodził blisko 1300 ludźmi. Jeśli uwzględnić przysłane później uzupełnienia, przez jego oddział przewinęło się ogółem 104 oficerów i 1728 żołnierzy.
Czarne gwoździe
Polacy mieli to szczęście, że trafili do Grupy Symbirskiej „białych”, pod rozkazy Władimira Oskarowicza Kappela.
Kappel, wtedy jeszcze pułkownik, w niedalekiej przyszłości jeden z najwybitniejszych generałów Białej Armii, był błyskotliwym dowódcą, profesjonalnym i zarazem nieugiętym. Podejmował się najbardziej ryzykownych zadań, odnosząc zwycięstwa nawet tam, gdzie inni już opuścili ręce. Był przy tym zwyczajnie ludzki, po ojcowsku troszczący się o powierzonych żołnierzy, humanitarny także wobec pojmanych jeńców (co w kraju ogarniętym amokiem wojny domowej nie było częste). Szanowali go nawet dowódcy wojskowi wroga, starannie ukrywający owo uczucie przed politrukami dyszącymi odgórnie zleconą nienawiścią.
Władimir pojmował wojnę z bolszewizmem jako krucjatę, walkę w obronie cywilizacji chrześcijańskiej. To o takich jak on Marina Cwietajewa pisała:
Białogwardziści! Czarne gwoździe
W żebra Antychrysta.
W rzeczy samej odezwy tego dowódcy przepojone były treściami religijnymi. Swoich żołnierzy pouczał: „Do służby Ojczyźnie jesteś naznaczony palcem Bożym. Idź więc z podniesioną głową i otwartą duszą, z krzyżem w sercu i karabinem w dłoniach, po ciernistej ścieżce Krzyża, która dla Ciebie może zakończyć się tylko na dwa sposoby: albo chwalebną śmiercią na polu bitwy, albo życiem w niewysłowionej radości, w świętym szczęściu […]”.
Sowiecka propaganda przez dziesięciolecia zohydzała postać Kappela. Dopiero w roku 2008 reżyser Andriej Krawczuk oddał mu sprawiedliwość w filmie „Admirał”. O ile sam film bywa oceniany rozmaicie, jest w nim przepotężna sekwencja, bodaj jedna z najlepszych w dziejach kina batalistycznego. Oto w śniegach Syberii bolszewicy osaczają oddziały „białych”, całkowicie już pozbawione amunicji. Dowódcy są bezradni, czują nadchodzącą klęskę. I wtedy przed szeregiem żołnierzy staje Kappel. Jego przemówienie odtworzono z dokumentów źródłowych:
– Panowie oficerowie, żołnierze… Bracia! Nabojów nie mamy i czort z nimi! Z nami Bóg! A z Bogiem i modlitwą biliśmy wroga i bić będziemy! Nad wszystkim jest wola Boża. Jeśli jest nam sądzone zginąć – to zginiemy z honorem. […] Za Wiarę, za Ojczyznę – bagnet na broń! Naprzód!
Potem następuje przerażająca, choć zarazem wzniosła i porywająca scena ataku na bagnety, gdy karnym szeregom maszerującym w czeluść śmierci podążająca wraz z nimi orkiestra gra „Pożegnanie Słowianki” (co również ma głęboki religijny podtekst – współcześnie jedną z najpopularniejszych wersji tekstu tego utworu rozpoczyna wers: „Powstań za Wiarę, rosyjska ziemio!”).
Taki właśnie był Kappel. Przy tym wszystkim darzył on żarliwym afektem nację polską, którą uważał za wzór cnót rycerskich. „To wspaniały naród!” – zwierzał się małżonce jeszcze w czasach Wielkiej Wojny.
Kampania ufijska
Oddział Rumszy trafił na front w dniu Wszystkich Świętych, 1 listopada 1918 roku.
W dalekiej Ojczyźnie niektóre miasta właśnie zdołały się wyzwolić spod zaborczej władzy; we Lwowie padły pierwsze strzały wojny polsko-ukraińskiej. Zaś u stóp Uralu żołnierze polscy prowadzili swoją walkę z bolszewizmem, która już niedługo stanie się sprawą wszystkich naszych patriotów.
Na froncie ufijskim taktykę obu stron cechowała wielka manewrowość, z wykorzystaniem wierzchowców, konnych wozów i sań. Przeciwnikiem była również sroga zima – walki i przemarsze odbywały się wśród 40-stopniowych mrozów! Nie był to łatwy bój także z innych powodów. W szeregach bolszewików rychło odkryto obecność Polaków, marzących o rewolucji światowej. 7 listopada we wsi Tumady-Baszewa oddział Rumszy stoczył zwycięski bój z Mazowieckim Pułkiem Ułanów, sformowanym z polskich sympatyków leninizmu-trockizmu. W bratobójczej walce rozproszono „czerwonych” rodaków, zdobyto pułkową kancelarię, tabor i trzy kulomioty.
Potem przyszły kolejne wiktorie – pod Sardykami, Aleksandrowką, Nikołajewką, Ikberetiewą, Bajrakami, Znamienką… Przy zdobywaniu Belebeja Polacy zadali wrogowi (by zacytować Kappela) „junacki i śmiały cios”. Szczególną chwałę przyniosła im bitwa pod Konstantynówką, gdzie 3000 polskich i rosyjskich antykomunistów stanęło naprzeciw dwunastotysięcznej dywizji bolszewickiej, zmuszając ją do odwrotu.
Oddział Rumszy pozostawał w akcji przez 54 dni, do Wigilii Bożego Narodzenia. Potem wycofano go z frontu, do miejsc dyslokacji innych polskich jednostek. Dzięki doskonałemu dowodzeniu straty były umiarkowane – 155 zabitych i rannych w walce oraz 272 z odmrożeniami. Talenty dowódcze Rumszy i postawa jego żołnierzy zostały w pełni docenione przez Kappela. Przewagi polskiego oddziału uhonorowano w oficjalnym rozkazie, będącym entuzjastyczną pochwałą bojową:
„Bracia Polacy, dzielni towarzysze broni! […] Owiani wspólną ideą walki za sponiewierane ideały honoru i wolności, za niepodległość i wielkość Waszej pięknej Ojczyzny, Wy, bohaterscy Bracia Polacy, weszliście w nasze szeregi, by obopólnym wysiłkiem prowadzić walkę z wrogiem Niemcem i jego sprzymierzeńcem bolszewikiem. […] Boje Wasze […] – wszystko to złote zgłoski w historii Waszego młodego pułku, tworzącego jedno z ogniw odradzającej się silnej armii polskiej, sławy i dumy pięknej Polski. […]
Z głębokim współczuciem przychodzi wspomnieć o stratach, poniesionych przez Was w tych bojach. Najlepsi synowie Waszej Ojczyzny położyli życie swoje, przelali krew swoją za chwałę i świetlane jutro pięknej Polski. Pokój im i sława, skromni bohaterzy Wielkiej Polski!
Uważam za swój święty obowiązek wyrazić Wam, żołnierze polscy, mój zachwyt i podziękę za Waszą mężną działalność bojową, w której tak dokładnie wykazaliście swoją moc ducha, woli, poczucia obowiązku i rycerskiej odwagi”.
Polscy weterani wspominali serdecznie tego „rycerza bez skazy”, chociaż przecie sami wywodzili się z narodu uciemiężonego m.in. przez Rosję; choć to właśnie w szeregach ich formacji byli ludzie, którzy osobiście posmakowali narzędzi carskiego ucisku. Niektórzy próbowali zracjonalizować ów afekt, przypisując Kappelowi polskie pochodzenie (jego dalecy przodkowie byli imigrantami, tyle, że ze… Szwecji), albo przedstawiając go jako „postępowego” republikanina, liberała czy nawet socjalistę (on zaś, ku utrapieniu osób lubiących szufladkować bliźnich, był zagorzałym monarchistą). Żołnierz-sybirak Stefan Wojstomski pisał o tym niezwykłym człowieku: „Kappel nie był generałem zaborczej i gnębicielskiej Rosji, lecz szlachetnym Rosjaninem, politycznym przyjacielem Polaków i towarzyszem broni, uznającym bez zastrzeżeń niepodległość Polski […] Należał do tego rzadkiego typu Rosjan, rozumiejących krzywdę wyrządzoną przez Rosję Polakom i dążących do przyjaźni z nową Polską, przez wyrównanie krzywd jej uczynionych”.
Odyseje i anabazy
Wkrótce po powrocie z frontu pułkownik Rumsza otrzymał nowy przydział – objęcie dowództwa nad formowaną właśnie wielką jednostką.
W styczniu 1919 roku powołano 5. Dywizję Strzelców Polskich, powszechnie zwaną też Dywizją Syberyjską. Stanowiła ona integralną część Armii Polskiej generała Józefa Hallera (wraz z 1., 2. i 3. Dywizjami we Francji oraz 4. Dywizją gen. Lucjana Żeligowskiego na Kubaniu). Zgłosiło się do niej kilkanaście tysięcy ochotników. Po rocznej, pełnej znoju służbie w niezwykle trudnych warunkach, podczas koszmarnego zimowego odwrotu „białych” wojsk admirała Kołczaka i Ententy, Dywizja została osaczona przez bolszewików na stacji Klukwiennaja na wschód od Krasnojarska. Rumsza chciał wydać wrogowi bitwę, ale będący jego zwierzchnikiem pułkownik Czuma nakazał kapitulację. Większość żołnierzy wybrała niewolę, która okaże się straszna.
Rumsza nie podporządkował się rozkazowi przełożonego. Wraz ze swymi zwolennikami ruszył ku odległej granicy chińskiej. Przedzierali się przez płonący kraj, niewielkimi oddziałami bądź pojedynczo. Zgodnie z wezwaniem Rumszy, kierowali się na Harbin, gdzie wyznaczono miejsce koncentracji. Po trwającej dwa miesiące odysei na mandżurskiej ziemi zgromadziło się półtora tysiąca rozbitków. Znaleźli tu wsparcie ze strony miejscowych organizacji polonijnych. Dzięki staraniom aktywnej na Dalekim Wschodzie Polskiej Misji Wojskowej zorganizowano morski transport do Polski. Żołnierze-tułacze przybyli na ojczystą ziemię latem 1920 roku – w samą porę, by stanąć na szańcach Rzeczypospolitej, w obliczu zbliżającej się bolszewickiej nawały.
***
Ów daleki marsz żołnierzy Rumszy był fragmentem gigantycznej, syberyjskiej wędrówki ludów, uchodzących przed nadciągającymi barbarzyńcami po załamaniu się oporu Białej Armii. Najsłynniejszym elementem tego exodusu stał się Wielki Syberyjski Marsz Lodowy – odwrót białogwardzistów dowodzonych przez znanego nam już generała Władimira Kappela. Ów niezłomny do końca wódz skupił wokół siebie resztki rozbitych oddziałów i wraz z nieprzebranymi tłumami cywilnych uchodźców ruszył na wschód, w stronę odległej o ponad 2000 kilometrów zabajkalskiej Czyty.
Szli w warunkach straszliwej syberyjskiej zimy, przy 40-stopniowych mrozach. Posuwali się pieszo, konno lub na saniach, przez dzikie pustkowia, tajgę i stepy, forsując zamarznięte rzeki, przechodząc przez skute lodem jezioro Bajkał, stale tocząc walki z bolszewickim pościgiem. Był to marsz śmierci. Uchodzący masowo ginęli od zimna, głodu i chorób, zabijały ich dzikie zwierzęta i równie dzicy ludzie. Jednak topniejące kolumny stale posuwały się naprzód, gnane żelazną wolą swego wodza.
Władimir Kappel szedł w tym tłumie niczym Mojżesz na czele swego ludu, uchodzącego przed niewolą. Już wtedy śpiewano o nim pieśni. Niósł pomoc słabym, zagrzewał do wytrwałości, wlewał w serca otuchę. W końcu i jego czas się dopełnił. Najpierw doznał odmrożenia obu nóg, co wymusiło konieczność ich amputacji. Potem dopadło go rozległe zapalenie płuc. 26 stycznia 1920 roku, w pobliżu Niżnieudińska w gubernii irkuckiej, oddał ducha. Wierni żołnierze nieśli jego zwłoki, aby uchronić je przed profanacją.
***
Wedle ówczesnych meldunków Ententy, wśród dziesiątków tysięcy uczestników Wielkiego Syberyjskiego Marszu Lodowego miało się znaleźć od 2000 do 4000 Polaków. Z całą pewnością ów epicki zryw posiadał bardzo ważny polski epizod. Po śmierci Kappela, zgodnie z jego wolą, dowództwo nad uciekinierami objął generał Siergiej Wojciechowski – ten sam, który patronował naszemu wojsku w Ufie. Nowy dowódca po pięciu tygodniach morderczej wędrówki zdołał doprowadzić do miejsc schronienia kilkanaście tysięcy uciekinierów. Niemal wszyscy ocaleli zostali natychmiast umieszczeni na oddziałach zakaźnych szpitali Czyty i Wierchnieudińska, z rozpoznaniem tyfusu.
Generał Wojciechowski uszedł cało z Rosji. Osiadł w Czechosłowacji, która zaoferowała mu generalski etat w jej armii. W 1939 roku usunięto go z wojska za chęć walki zbrojnej z Niemcami. Następnie zaangażował się w działalność ruchu oporu. Bolszewicy nie zapomnieli o nim. W maju roku 1945 został aresztowany w Pradze i deportowany do syberyjskich łagrów. Zmarł z wycieńczenia sześć lat później, w obwodzie irkuckim, na ziemi, którą kiedyś próbował uratować przed bolszewizmem.
Całun
Żołnierze Rumszy byli świadkami początków kataklizmu, który potem przeorał krwawymi bruzdami niemal cały świat. Spod pióra rosyjskiej poetki Mariny Cwietajewej wyszły strofy, mogące stanowić epitafium dla ludzi, którzy jako pierwsi próbowali powstrzymać czerwoną Bestię:
Sztandar haftowany krzyżami zmienił się w całun.
Pozostanie po was pamięć, biali rycerze.
I żaden z was, synkowie, już nie powróci.
Pułki wasze dziś wiedzie Bogurodzica.
Owa pamięć o rycerzach była niczym iskierki światła we wszechobecnym mroku. Można to podsumować słowami, jakie polski Sybirak dedykował Władimirowi Kappelowi: „Imiona szlachetnych są nieśmiertelne”.
KATIE HALPER: Professor Michael Hudson, thank you so much for joining us. We’re really excited to have you.
We wanted to start off by asking you if you could provide an overview of what the economics driving this conflict are—and by conflict, I mean the conflict between Russia and Ukraine, and, of course, with the rest of the world, or really the conflict between Russia and US, and the economic fallout.
MICHAEL HUDSON: Well, it depends on what side you’re looking at. From the Russian side, I don’t think the economic factors were primary. They were threatened by NATO’s expansion and really a plan to attack the Russian-speaking areas of Ukraine. So, I think Russia’s calculations were simply military. The West’s calculations were quite different.
And if you looked at what the results of the conflict are, you have to assume that everybody was talking about the results [as] were known. They’re very clear. The results are a very large increase in fuel prices, oil, and energy prices, a very large increase in agricultural prices with declining supplies. This will leave most of Africa and Latin America—third-world countries, the Global South—unable to pay their foreign debts, which is going to result either in a massive debt default or it will result in a debt repudiation.
Countries are going to have to choose. Are they going to have to operate their homes without energy, their factories without energy—and energy consumption per capita is directly connected to GDP for the last 150 years. Every chart shows energy use, GDP, and personal income go up together.
So, what are countries going to do when they can’t afford to pay the higher prices for energy? Well, Janet Yellen, who was the Federal Reserve head and [now] the Secretary of the Treasury says, ‘Well, what we’re going to do is use the International Monetary Fund to preserve America’s unipolar hegemony.’ I think she used almost those words. We have to keep American control of the world and we’re going to do it through the IMF. And that means in practice using the IMF to create special drawing rights, which will be sort of like free money, the bulk of which will go to the United States to support its military spending abroad for all of this huge military escalation. And it will enable the IMF to go to countries and say, ‘We will help you pay your debts and not be foreclosed on and get energy, but it’s conditional.’ On usual conditions: you have to lower your wages; you have to pass anti-labor legislation; you have to agree to begin selling off your public domain and privatize.
The energy and food crisis caused by the NATO war against Russia is going to be used as a lever not only to push privatization, largely under control of US investors and banks and financiers, but it’s also going to lock countries into the US orbit all the more, both the Global South and especially Europe.
One casualty is obviously going to be Europe and the euro. The euro has been plunging in value day after day after day, as people realize that it’s lost its export markets in Russia and much of Asia, and now at home, too, because exports require energy to be made. Its costs of imports are going up, especially energy. It’s agreed to use, I think, now $3 billion to build new port facilities to buy US natural gas—liquified natural gas at three to seven times the price that it’s paying now, which will make it almost impossible for German firms to produce fertilizer to grow crops in Germany. The euro’s plunging.
The largest plunge of all has been the Japanese yen, because Japan imports all of its energy and most of its food and is keeping its interest rates very low in order to support the financial sector. And so, the Japanese economy is being sacrificed and squeezed. And I think this is…you can’t say, ‘Gee, this is an accident.’ This is part of the plan, because now the United States can say, ‘Of course we don’t want your yen to go down so much that your consumers have to pay more. We will, of course, give you SDRs—special drawing rights—and we will give you American aid. But we do want you to rewrite your constitution so that you can have atomic weapons on your soil so that we can fight against China to the last Japanese. Just like we’re doing in Ukraine, let us do it for you.’
And, of course, the Japanese love that. The government loves that idea. They love sacrificing the population, which is what they’ve been doing ever since the Plaza Accord and the Louvre Accord of the 1980s that basically wrecked the Japanese industrial economy from this huge upswing to just a mass shrinkage.
So, those are the economic effects of the war. And in the newspaper, you think the war is all about Ukrainians and NATO fighting Russians, and it’s really a war by the United States to use the NATO-Russia conflict as a means of locking in control over its allies and the whole Western world, and in Janet Yellen’s words, re-establishing American unipolar power.
AARON MATÉ: And do you think that, assuming that this is the US strategy, taking your argument at face value, do you think that this strategy will succeed?
MICHAEL HUDSON: Ultimately, it’ll be self-defeating. And almost every US politician and military speech has the phrase, ‘Gee, we don’t want America to shoot itself.’ And obviously they’re all worried about it. It’s a huge gamble.
Apparently, the military was not even consulted in the sanctions that were put against Russian energy. And the military wasn’t consulted even on the plans by the State Department and the National Security…the neo-cons that are running the NATO war. And so, obviously, there’s a lot of doubts within the military, but they don’t speak up—that’s not what they do.
It’s amazing that in Europe the only opposition to this is coming from the right wing, people like Marine Le Pen. Not from the left wing. So, the left wing in Europe…I shouldn’t say the left, I should say what is now the right wing, the Social Democratic parties, the Labour Party, those are the parties that are thoroughly behind NATO. And there doesn’t seem to be a political imperative in these countries, except going along with the policy that’s going to squeeze their balance of payments and lock them into dependency on the United States.
So, what seems to be happening if there’s no fight back on the part of Europe? Obviously, if you look at the United Nations vote on whether to come out with a policy against Russia, many countries either abstained or voted against it. So, the big economic result is structural. It means there’s like an iron curtain between the white Western world (Europe and North America) and Eurasia (China, India, and Russia, and their surrounding territories). And if you have China, India and Russia—or what [Halford John] Mackinder called Eurasia, the world core—then, are you going to have the rest of Asia coming along? The question’s going to be, what happens with Taiwan, Japan, and North Korea? They’re pretty much up for grabs. And yet two days ago, the NATO leader, [Jens] Stoltenberg, said NATO has to have a presence in the South China sea, that NATO has to defend Europe in the Pacific, in China. So, you can see the conflict that’s coming there. And I think you also had one of the NATO people—a European politician, negotiator—saying this war cannot be settled economically. It cannot be settled by treaty. It can only be settled militarily.
Well, so then you’re back to, how is the military going to affect the economy? Well, Russia cannot afford to lose, because if it loses, NATO is going to put atomic weapons right in Ukraine, right next to its border, as it wants to do in Latvia and Estonia. And the US, apparently, is taking a position, ‘We can’t lose, because if we lose, Biden won’t be reelected.’ And Biden apparently is now running the military and economic campaign with a view towards how can he be reelected in November [2024]—with the only real variable in the American strategy being the American public itself, which, unfortunately, there’s almost no discussion of what we’re talking about today, except your show, the internet, [The Vineyard of] The Saker and the others. So, everything is up for grabs.
AARON MATÉ: And by the way, if this is Biden thinking, he’s doing so, even though most Americans don’t wake up caring about Ukraine, it’s not their top concern. But there’s a very different attitude inside the White House. Obviously, they do.
So, let me ask you about Russia. Can Russia afford to weather all of this? As we’re speaking, Russia has recently cut off gas deliveries to Poland and Bulgaria. Let’s say other parts of Europe follow suit and refuse to pay in rubles for gas payments, as Putin has demanded. Can Russia afford to cut off more countries from receiving Russian energy, or is Putin bluffing there, do you think?
MICHAEL HUDSON: No, of course it can afford to cut it off because Russia is pretty much self-contained. It’s how it survived the 1990s and the shock therapy. Any country that could survive the shock therapy, nothing is going to be that serious again. So, it’s already shown that it can survive, 20 years ago, 30 years ago. And it can survive much better than Europe can survive.
AARON MATÉ: Michael, let me push back there. It survived, but the 90s took a very heavy toll on Russia.
MICHAEL HUDSON: Yes, it did. Absolutely.
AARON MATÉ: Are you suggesting that Russia might face that again?
MICHAEL HUDSON: No, I don’t think it’ll be that serious again, because now it has the support of China, India, and other countries. Before it was completely dismantled from within. Now, it’s not dismantled from within. It’s rebuilt; certainly, it’s military. It’s rebuilt enough of its economy and made enough links with other economies who are politically supporting it. Because Biden has said again and again, ‘We’ve got to destroy Russia because if we destroy Russia, we will cut it off in China, and then we can go against China as our real enemy.’ So, we’ve got to cut up the world potentially opposing us, first Russia and then China, maybe India, too. And he’s been very explicit in this, so you can imagine where this leaves China and India. India has already said, ‘Well, look, we’re economically linked to Russia. We’re going to continue to link.’
Russia’s foreign reserves were stolen in the West. It’s going to basically work with China to create some kind of mutual currency swaps like United States arranges with Europe and other countries—currency swaps so that they can hold each other’s currency. And China knows that, ultimately, it will be repaid through a new pipeline to deliver gas to China. So, I think a decision has been made in Russia that it’s decoupling with the West. Certainly, decoupling from Europe, decoupling from the United States, except for marginal trade, and [from] reorienting itself towards the West because it can’t afford to deal on these terms anymore.
So, yes, it’s going to be painful. But I think the Russian people, who get a very different report of the war and the violence and terrorism that’s going on than the American press [gives], the Russians seem to be 80% behind Putin. It’s not like it was in the 90s when they were utterly demoralized.
The military fighting is not going to end this year or next year. It’s going to take at least 30 years. And it will end probably with a split between Europe and the West on the one hand and Eurasia on the other hand, with more and more of Africa and South America linking itself to the Eurasian economy as Europe and the American economies shrink.
Almost everyone sees shrinkage. I think President Xi of China said the other day, he sees that the American economy is shrinking, and certainly the European economy is shrinking, for a decade or as long as it continues the neoliberal course. And I think that’s pretty obvious—it’s going to shrink. And Xi also said that’s because a centrally planned economy, which they call socialism or Marxism with Chinese characteristics, is more efficient than democracy, because democracy really turns into oligarchy very quickly, and the oligarchy turns into a hereditary aristocracy.
And the West is not a democracy anymore. The West is turning into a hereditary aristocracy. And the Chinese are trying to prevent the financial class from becoming an independent class, pursuing policies that impoverish labor, because for them banking and credit is still a public utility. That’s the most important sector to be [saved] in China, and that’s what makes China so different from the United States. You could say that bankers and Wall Street are the central planners of the US, and their central planning is in favor of the finance, insurance, and real estate sector, and bankers are in charge of China through the Treasury, which is run by party officials that are not seeking to make capital gains for wealthy families but are using finance to build up their industry and infrastructure and make themselves independent of the West, so that America can never do to China what it did to Russia.
AARON MATÉ: And if you were to predict the first places where we’re going to see a major fallout, major unrest as a result of higher commodity prices due to this war on Ukraine, where will it be?
MICHAEL HUDSON: I would say Latin America, Africa, third-world countries that have followed World Bank policy for the last 70 years and not produced their own food, but produce the export crops, so they’re dependent on importing food, primarily American grain and importing American energy. And probably the central economic game of the NATO war against Russia was to reconcentrate control of the world energy trade in the hands of American, English, and Dutch oil companies.
So, basically the oil companies and the US are going to let the third-world countries go into a crisis. If they default on their bonds, then the United States and the bondholders get to treat Latin America like they treated Argentina or Venezuela and grab whatever assets they have outside of their country. Like Venezuela had investments in the United States and gold that it left in the Bank of England that were grabbed.
There’s going to be a huge asset grab. That is supposed to be how this unfolds, and the most obvious assets to the grabbed are going to be in Latin America and Africa. Maybe some Asian deficit countries. So, this is the weakest link, and that’s why there’s this fight within the IMF at the upcoming meetings, to create these special drawing rights to give them money on the condition that there is a class war.
So, what we’re seeing, really, isn’t a war between NATO and Russia. It’s a class war of the neoliberals against labor across the world to establish the power of finance over labor.
AARON MATÉ: And so, do you think that there’s a threat of an even worse hunger crisis in this world, one that we’re not talking about and should be preparing for it?
MICHAEL HUDSON: A threat? That’s the objective! Yes, of course. That’s what they’re aiming at. If you read what Klaus Schwab says at the World Economic Forum, he said there are 20 percent too many people in the world, especially in the Global South. This is what all the big foundations are for. The billionaires, they all say, ‘We’ve got to thin out the population, there’s too many consumers that don’t produce enough wealth for us.’ If they produce wealth for themselves, that doesn’t count because that’s not for us and we don’t get it. So, yes, that’s not going to be an accident. Obviously, anyone who looks at the basic economic trends can see that this is inevitable—and you have to assume that this was discussed as part of the whole big neoliberal plan of the Biden administration and the Deep State behind it.
KATIE HALPER: How different is this from what we saw with Trump, how continuous, or how much of an aberration do we have between the different administrations?
MICHAEL HUDSON: It’s pretty much the same. The same groups are still in control. Trump was going to appoint that general who was going to basically clean out the State Department and the CIA, but his son-in-law convinced them not to appoint this person. And Trump didn’t have anyone in his administration able to close down this whole neocon group there. So, basically, he let them destroy, essentially. They just ignored what he did. He wanted to withdraw troops from Syria and the Army just refused to withdraw the troops. Nobody followed his orders. So, he was an aberration politically, but the presidency of the US these days is pretty much a figurehead for the Deep State behind it. So, I don’t think there’s that much difference. The Republicans are as much behind this plan as the Democrats.
AARON MATÉ: Let me ask you about the economic toll on Ukraine from this conflict, and not just from Russia’s invasion, but the last eight years since the US-backed coup. And maybe we can start with what happened in the fall of 2013, because the conventional story that we get told a lot in the US is that basically this whole crisis began when Ukraine was in talks with the EU under Yanukovych, the ousted president. And Yanukovych was going to sign this agreement with the EU and that’s what most Ukrainians wanted. It would have brought liberty to Ukraine, and then Russia basically sabotaged it and ordered him not to. And that’s when Ukrainians came out to protest…
KATIE HALPER: This is not…you’re not saying this, Aaron, right? You’re saying this is the mainstream narrative that we’ve been fed.
AARON MATÉ: Yes, this is the mainstream narrative that we’ve been fed. And so that’s when Ukrainians came out to protest with the Maidan revolution, as it’s called, and that’s what led to the coup in February of 2014 that ousted Yanukovych.
Can you talk about what that narrative gets wrong, especially the actual terms of the agreements that Yanukovych was being asked to sign by the EU and what that would’ve meant for Ukraine?
MICHAEL HUDSON: Well, Russia couldn’t really tell Yanukovych what to do. Yanukovych was always independent. Russia offered a better deal, and Yanukovych said the deal that the EU was offering would make it much poorer than the continuation of the relationships that it had with Russia, which, after all, were its traditional relationships. So, Yanukovych didn’t sign the EU deals. And at that point, it wasn’t the Ukrainians that protested. It was a neo-Nazi group that was positioned in…that set itself up with snipers all around Maidan square, and it was the Nazi group that began firing on the policemen to make it appear as if it were the government, and to fire on the general crowd. So, basically, the coup was sponsored by the United States who put in the officials that were designated by Ms. Nuland, and the Ukrainians had hoped that somehow joining the EU would make them prosperous. Well, that’s the myth that Europe had, that if it would only take US advice, it would end up as prosperous with as many consumer goods as the United States. And it was all a myth.
But when Yanukovych’s board looked at it, they said, ‘Well, we’re not going to make money this way, basically.’ And the kleptocrats who were running Ukraine at that time…the Ukrainians weren’t running Ukraine. It was considered by the World Bank, every agency, to be the most corrupt country in Europe, and the kleptocrats thought, ‘Wait a minute. If we sign that then the Europeans are going to take over our property and they’re going to want to buy us out, and we’re going to end up with some yachts and some real estate in England like the Russians. But it’s really going to be a giveaway.’ So, they were certainly behind Yanukovych, saying, ‘This is not a good deal with this.’
That’s when the US decided that it needed a coup, and even at that time it wanted…it realized that it had the idea of long-term fighting against Russia as the first domino to fall in the fight against China. That was already in the discussion already at that time in 2014.
AARON MATÉ: Right. Carl Gershman is the former head of the National Endowment for Democracy. He called Ukraine, quote, “The biggest prize,” and what he saw as a struggle against Russia, he thought that actually bringing Ukraine into the Western orbit would actually lead to regime change even in Russia, and lead to Vladimir Putin’s downfall.
MICHAEL HUDSON: Well, he was a Trotskyist, a neocon, and a virulent Russia-hater.
KATIE HALPER: An example of that great Trotskyist-to-neocon trajectory that we see so much.
MICHAEL HUDSON: Yeah.
AARON MATÉ: One small point though. I think the protest that happened initially against Yanukovych, I think that was actually a large mass of people. That wasn’t neo-Nazi. I think the neo-Nazi…
MICHAEL HUDSON: Right. But they didn’t do the coup. They weren’t behind the coup.
AARON MATÉ: The coup was definitely the far-right, as they’ve even taken credit for—as they even take credit for, openly.
You mentioned the kleptocrats in Russia. Let me ask you about that. What is the real state of the oligarchy in Russia? We hear in the US constantly about the Russian oligarchs, and they’re sort of blamed for all the world’s ills. What is the actual reality of Russian oligarchs? How has that evolved under Putin? This oligarch class was obviously created under [Boris] Yeltsin with the advice of US technocrats who came in. What is the actual power of the oligarchs in Russia now, and their relationship with Vladimir Putin?
[To hear the rest of the interview, please go to UsefulIdiots.substack.com.]
Wprawdzie na Ukrainie wojnę z Rosją prowadzi cały Sojusz Atlantycki, a także kilkanaście innych państw, którym amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin podczas niedawnej konferencji w amerykańskiej bazie lotniczej w Ramstein w Niemczech, powyznaczał zadania, jakie mają w związku z tą wojną wypełniać, ale to nie znaczy, że wszystkie te państwa, nakłonione przez Amerykanów do wojowania, mają te same interesy. Przeciwnie – bywają one odmienne od interesów, które Stany Zjednoczone chciałyby przy okazji tej wojny zrealizować.
Jak już wcześniej pisałem, podejrzewam, że wojna na Ukrainie została wykorzystana przez USA do kilku celów. Po pierwsze – pod pretekstem tej wojny Stany Zjednoczone mocno schwyciły za twarz całą Europę, która wcześniej coraz częściej próbowała podważać amerykańskie przywództwo, a propaganda nazywa to „jednością”. Niemcy wprawdzie unikały jakiejś ostentacji, bo jakże tu okazywać ostentację, kiedy od II wojny na niemieckim terytorium stacjonuje amerykańskie wojsko, jak nie pod tym, to pod innym pretekstem – ale od czasu do czasu wypuszczały balon próbny w postaci akcentowania potrzeby utworzenia niezależnych od NATO europejskich sił zbrojnych. Za tym pomysłem kryje się intencja wyprowadzenia Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. Chodzi o to, że kiedy w roku 1954 USA zgodziły się na remilitaryzację Niemiec, to znaczy – na pozwolenie im na posiadanie armii, to jeszcze nie było pewne, czy Hitler nie zmartwychwstanie. Na wszelki tedy wypadek, kiedy w roku 1955 Bundeswehra została utworzona, USA wmontowały ją w całości w struktury NATO, za pośrednictwem których mogą ją nadzorować. Utworzenie europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO oznaczałoby wyprowadzenie Bundeswehry spod tego nadzoru, a więc usunięcia kolejnego skutku wojny przegranej przez Hitlera.
Francja, na terytorium której wojska amerykańskiego nie ma i która posiada własną broń jądrową, od dawna niechętnie patrzy na amerykańską dominację w Europie, co znajduje wyraz nie tylko w wyznawaniu, wspólnie z Niemcami, doktryny „europeizacji Europy”, czyli wypychania USA z polityki europejskiej, a zwłaszcza – z funkcji kierownika tej polityki, ale również w wyprowadzaniu Francji z wojskowych struktur NATO, co miało miejsce za czasów generała de Gaulle’a, no i oczywiście – w postaci popierania pomysłu utworzenia europejskich sił zbrojnych. W niepojętym przypływie szczerości prezydent Macron ujawnił, do czego te siły zbrojne miałyby służyć; między innymi do obrony Europy przed… Stanami Zjednoczonymi, co wywołało wielkie zgorszenie prezydenta Trumpa. Maryna Le Pen otwarcie mówi o potrzebie ponownego wyprowadzenia Francji z wojskowych struktur NATO i przywrócenia strategicznego partnerstwa NATO z Rosją, jak było ustanowione na szczycie NATO w Lizbonie, 20 listopada 2010 roku. Głoszenie takich poglądów akurat teraz, gdy pod pretekstem wojny na Ukrainie USA mocno chwyciły Europę za twarz, żeby przy okazji wymusić na niej „dywersyfikację”, to znaczy – kupowanie gazu od Stanów Zjednoczonych, nie może przynieść prezydentury, chociaż po wynikach II tury widać, że całkiem spora część Francuzów myśli podobnie.
Drugim celem USA – jak to ujawnił sekretarz obrony Lloyd Austin podczas pielgrzymki do Kijowa – jest „obezwładnienie Rosji”. Dlaczego Stanom Zjednoczonym tak na tym zależy, że aż gotowe są prowadzić z nią wojnę aż do ostatniego Ukraińca, a być może również – do ostatniego Polaka?
Dlatego, by nie musiały się obawiać, czy w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej – bo przystąpić muszą – Rosja dochowa obietnicy neutralności – czego chciał się od Putina dowiedzieć prezydent Biden, podczas rozmów z nim w czerwcu i lipcu ub. roku. Coś musiał Putinowi przy tej okazji powiedzieć, bo nie tylko zaczął on bardzo wysoko licytować, wychodząc poza ustalenia porozumień paryskich z 1997 roku, dotyczących „środków budowy zaufania” przed planowanym rozszerzeniem NATO na Europę Środkową, a w stosunkach między Rosją i Ukrainą zaczęło gwałtownie narastać napięcie, które zakończyło się inwazją i wojną. Czy prezydent Biden w jakiś sposób zachęcił prezydenta Putina do „wzięcia sobie ”Ukrainy, czy też Putin błędnie odczytał jego intencje – to już w tej chwili nieważne, bo Lloyd Austin w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnił, o co naprawdę chodzi. Stąd amerykańskie futrowanie Ukrainy na wszelkie sposoby, by była zdolna do prowadzenia wojny (ostatnio prez. Biden wystąpił do Kongresu o kolejne 30 mld dolarów), no i naciski na państwa uzależnione od USA, by w kosztach tej wojny też partycypowały, dostarczając Ukrainie coraz więcej broni i amunicji. Tymczasem wygląda na to, że Ukraińcy już zaczynają rozumieć, że dostali się miedzy ostrza potężnych szermierzy i jeden przez drugiego uciekają za granicę. Tylko do Polski uciekło ich ponad 3 mln, a według ONZ, w najbliższych miesiącach należy spodziewać się dalszych 8 mln uchodźców.
Tymczasem Niemcy też próbują wykorzystać wojnę na Ukrainie, by, nie drażniąc Amerykanów „europejskimi siłami zbrojnymi”, rozbudować swój własny potencjał militarny. Jak wiadomo, zamierzają wydać na ten cel 100 mld euro, a przecież nie jest to ostatnie słowo. Oznacza to milowy krok w kierunku totalnej militaryzacji Niemiec, co prędzej czy później będzie miało konsekwencje dla całej Europy, zwłaszcza w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązania kwestii chińskiej. Niemcy bowiem dostrzegają swój interes nie tylko w zachowaniu takiego marginesu samodzielności, by utrzymywać kontakt z „fabryką świata”, w jaką w ciągu ostatnich 30 lat przekształciły się Chiny, ale również – by stworzyć odpowiednie, również militarne, przesłanki sprzyjające budowie „IV Rzeszy”, która została wpisana do umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki.
W tym celu Niemcy od 2016 roku prowadzą przeciwko Polsce i Węgrom „wojnę hybrydową”, w której podstawowym narzędziem jest szantaż finansowy w wykonaniu zdominowanych przez Niemcy instytucji Unii Europejskiej. Ostatnio Niemcy rozszerzyły na Węgry zastosowany wcześniej wobec Polski „mechanizm warunkujący”, który umożliwia blokowanie funduszy dla tych krajów pod dowolnie wybranym pretekstem: „demokracji”, „praworządności”, czy – jak to było w bajce Ezopa – mącenia wody w rzece. Chodzi o to, by te państwa maksymalnie osłabić i wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które, ze Stanami Zjednoczonymi jako jego protektorem, rozwiałoby niemieckie marzenia o hegemonii w Europie. Niestety rząd „dobrej zmiany”, który wie, że jego istnienie wisi na cienkiej nitce amerykańskiego poparcia, które może być w każdej chwili przerzucone choćby na pana Hołownię, czy jakiegoś innego jasnego idola, zachowuje się jak wzorowy ormowiec Naszego Najważniejszego Sojusznika, któremu nie ośmielił się nawet zaproponować, by USA, w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których ma być powiększona nasza niezwyciężona armia, ani nawet nie poprosiły Amerykanów, by nacisnęli na Niemcy, by zakończyły tę hybrydową wojnę i odblokowały pieniądze.
Skoro tak, to nic dziwnego, że Putin właśnie zakręcił Polsce kurek z gazem, co rządowa propaganda odbiera jako wielki sukces, że Polska jako pierwsza „uniezależniła się” od rosyjskiego gazu, chociaż tak naprawdę to nadal będzie go kupowała, tyle, że za pośrednictwem Niemiec.
Naziści z Azov chcą przehandlować zakładników za żywność, szacując jedno ludzkie życie na 66,6 kg jedzenia.
Po ostrzeliwaniu z nowych stanowisk strzeleckich, które ukraińscy żołnierze ustawili w Azowstalu podczas ewakuacji cywilów przetrzymywanych w fabryce, armia rosyjska zorganizowała w ciągu trzech dni nowe zawieszenie broni i nowe korytarze humanitarne, aby kontynuować ewakuację. Ale zamiast wypuścić cywilów, którzy pozostali jeszcze w piwnicach Azowstalu, ukraińscy żołnierze ujawnili swoją prawdziwą twarz jako terroryści i porywacze zakładników.
Po trzech dniach udanej ewakuacji ludności cywilnej przetrzymywanej w Azowstalu przez ukraińskich żołnierzy, armia rosyjska musiała przerwać tę ewakuację by zbombardować fabrykę w celu zlikwidowania stanowisk strzeleckich, które ta ostatnia rozstawiła dzięki zawieszeniu ognia. Bombardowania te trwały dwa dni, a po zapewnieniu zniszczenia stanowisk strzeleckich armia rosyjska ponownie ogłosiła, że 5, 6 i 7 maja zostaną przywrócone korytarze zawieszenia broni i humanitarne, aby kontynuować ewakuację ludności cywilnej nadal przebywającej w piwnicach Azowstal. Tyle że żołnierze ukraińscy zamiast wypuścić pozostałych cywilów w podziemiach fabryki Azowstal, zażądali ich wymiany po kursie 15 cywilów za tonę żywności i lekarstw . „Musimy utrzymywać kontakt z ukrywającymi się tam nazistami azowskimi i przedstawicielami SBU w interesie ratowania ludności cywilnej, która tam pozostała. W trakcie negocjacji proponowali nam wymianę zakładników cywilnych – 15 za tonę żywności i lekarstw – i ostrzegali , że nikomu innemu nie będzie wolno jechać na Ukrainę, teraz zostaną tylko wymienieni ” – powiedział przedstawiciel kwatery głównej operacji wyzwolenia Azovstalu.Według tego źródła w piwnicach Azovstalu może nadal przebywać ponad 200 cywilów, w tym kobiety, dzieci i osoby starsze.
To żądanie wymiany ludności cywilnej na żywność i lekarstwa „na wagę” jest paskudnym przypomnieniem metod terrorystów Państwa Islamskiego w Syrii. A przede wszystkim ujawnia prawdziwe oblicze ukraińskich żołnierzy okopanych w fabryce Azovstal: terrorystów biorących zakładników. Nie tylko używają tych cywilów jako żywych tarcz, ale teraz wymieniają ich na żywność i lekarstwa! To jest prawdziwe oblicze pseudo ukraińskich bohaterów i pseudo obrońców Mariupola. W rzeczywistości nie mają nic wspólnego z cywilami, których twierdzą, że bronią!
Żądania ukraińskich żołnierzy z neonazistowskiego pułku Azowa wywołały reakcję rzecznika rosyjskiej Dumy Wiaczesława Wołodyna , który podkreślił, że ich żądanie ujawniło ich prawdziwe oblicze. „Dowiedzieliśmy się, że bojownicy z Azovstalu zaproponowali wymianę obecnych cywilów na żywność i lekarstwa. […] Czy po takich wypowiedziach jest jeszcze ktoś, kto nie wie, z kim walczą nasi żołnierze i oficerowie na Ukrainie? Pomyślcie, najpierw zwabili ludzi do fabryki, potem schowali się za nimi jak za ludzką tarczą, a teraz chcą ich przehandlować na żywność, szacując ludzkie życie na 66,6 kg. Mają tylko jeden cel: ratować skórę. Jedyną rzeczą gorszą od kanibalizmu jest jedzenie zakładników. Typowe zachowanie terrorystyczne. Co teraz powiedzą ci, którzy bronili tych potworów? Oto jasny przykład tego, kim są naziści i dlaczego należy się z nimi rozprawić” napisał na swoim kanale Telegram.
Te nikczemne żądania potwierdzają zeznania cywilów, którzy wyszli z Azowstalu, którzy mówili, że byli przetrzymywani w piwnicach wbrew ich woli i definitywnie dowodzą, że cywile są tylko ludzkimi tarczami i zakładnikami dla ukraińskich żołnierzy z neonazowskiego pułku Azov, którzy są w rzeczywistości tylko terrorystami. Przede wszystkim postulaty te potwierdzają słuszność rosyjskiej interwencji na Ukrainie i uzasadniają nieustępliwość Rosji wobec tych ukraińskich neonazistowskich oddziałów.
Christelle Neant
(Nie podaję oryginalnego źródła bo nie chcę narazić strony na „zniknięcie” na terenie Polski z rąk cenzorskich siepaczy z ul. Rakowieckiej) Wybór, redakcja i korekta tłumaczenia automatycznego SpiritoLibero.
Wygraliśmy batalię o prawdę! Wojewoda Lubelski cofnął uchwałę Rady Miasta zakazującą pokazywania ofiar aborcji. Decyzja jest już prawomocna!
Przed kilkoma tygodniami pisałem Panu, że niewielka grupka lewicowych działaczy złożyła w Urzędzie Miasta Lublin wniosek o uchwałę mającą na celu eliminację z przestrzeni publicznej zdjęć z aborcji. Wątpliwości budziła tak forma złożenia – pod petycją początkowo było mniej niż wymagane 300 podpisów mieszkańców miasta, a liczbę uzupełniono później – jak i sama treść uchwały, która nie miała na celu nic innego niż zapewnienie aborcjonistom spokoju sumienia.
Zabijanie dzieci – jak najbardziej! Pokazywanie ofiar zabójstwa – nieestetyczne. Tak w skrócie można by opisać logikę, jaką kierowały się środowiska lewicowe, gdy przygotowywały swoją akcję w kolejnym samorządzie (wcześniej próbowały swoich sił m.in. w Krakowie czy Warszawie – bez skutku).
Uchwała została przegłosowana przez Radę Miasta Lublin zdominowaną przez radnych o orientacji post-platformerskiej. Jako Fundacja wystąpiliśmy natychmiast z wnioskiem do wojewody, aby skorzystał ze swoich uprawnień i unieważnił dokument.
Dziś mogę z satysfakcją napisać: wszystko dobrze się skończyło. Wojewoda wydał decyzję, a jej uzasadnienie jest oparte o argumentację przedstawioną we wniosku Fundacji Życie i Rodzina. Przede wszystkim: samorządy nie mogą narzucać przepisów, których przedmiot jest już rozstrzygnięty w prawie ogólnokrajowym. Lokalne przepisy porządkowe mogą być wydawane w zakresie nieuregulowanym w odrębnych ustawach lub przepisach powszechnie obowiązujących. Innymi słowy – radni nie mogą doprowadzać do tego, że lokalnie będzie obowiązywał inny stan prawny niż na terenie reszty kraju. Liczne przepisy o charakterze ogólnokrajowym gwarantują wolność prowadzenia debaty publicznej. Muszą one być respektowane niezależnie od tego, czy radnym debata się podoba czy też nie.
Aborcjonistom nie udał się kolejny atak na ofiary aborcji – na niewinne nienarodzone dzieci, które tracą życie, bo komuś tak wygodnie, a dla kogoś innego to po prostu dobry zarobek. Utrata życia to nie wszystko. Te dzieci mają być pominięte i zapomniane, bo prawda o tym, jak zginęły, budzi sumienia tych, którzy tego przebudzenia nie chcą.
Cieszymy się z tego zwycięstwa nad proaborcyjną lewicą. Na terenie Lublina ani na chwilę nie zaprzestaliśmy pikiet ze zdjęciami zabitych dzieci. Natychmiast po uchwale zaangażowaliśmy prawników Fundacji, aby interweniowali w Urzędzie Wojewódzkim, nawet przez moment nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że moglibyśmy porzucić głoszenie prawdy o aborcji.
Ten sukces – tak jak i wiele innych działań Fundacji ŻiR – był możliwy także dzięki Panu.
Dziękuję z serca za wszelkie wsparcie, jakiego udzielił Pan Fundacji w tym czasie. To dzięki dobrym ludziom – takim jak Pan możemy angażować nasz zespół prawny w kolejne działania, których celem jest obrona życia i rodziny.
Dziękuję za wszelkie modlitwy, za wpłacane darowizny, za każdą wiadomość z wyrazami wsparcia dla działań w obronie życia. Cieszę się, że razem możemy tak wiele.
Serdecznie pozdrawiam!
Krzysztof Kasprzak Inicjatywa #AborcjaToZabójstwo Inicjatywa #STOPLGBT Fundacja Życie i Rodzina zycierodzina.pl
PS – Polecam Panu teksty ze strony Fundacji, gdzie pisaliśmy o lubelskiej uchwale i jej szczęśliwym uchyleniu, są dostępne pod linkami:
„Zatęsknisz jeszcze do mych ust” – śpiewała Maryla Rodowicz w słynnej piosence „Ballada wagonowa”. Wymowni Francuzi powiadają, że lepiej tęsknić, niż nie tęsknić wcale, więc nie jest wykluczone, że jeszcze zatęsknimy za zimnym ruskim czekistą, zbrodniarzem wojennym Putinem. Wydaje się to absolutnie nieprawdopodobne, ale okoliczności się zmieniają, a wtedy nawet rzeczy wcześniej absolutnie niemożliwe, mogą nagle stać się możliwe.
Zanim jednak rozwinę ten temat, chciałbym podzielić się dobrą, a nawet znakomitą wiadomością. Oto Pan Bóg, który dotychczas sprawiał wrażenie, jakby nie mógł się zdecydować, po stronie których batalionów stanąć, a pan Przemysław Wiszniewski z „Gazety Wyborczej” nawet myślał, że po prostu śpi – wreszcie zdecydował się przejść na jasną stronę Mocy. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi doradcy prezydenta Zełeńskiego, pana Podolaka. Komentując zagadkowe eksplozje w Rosji przy granicy z Ukrainą wyraził przypuszczenie, że przyczyny zniszczeń rosyjskiej infrastruktury wojskowej mogą być rezultatem „boskiej interwencji” wobec „grzeszników, którzy w wielkanocną niedzielę masowo zabijali mieszkańców Mariupola”.
W takiej jednak sytuacji musielibyśmy przyjąć, że w Królestwie Niebieskim obowiązuje kalendarz juliański, a nie gregoriański, bo według kalendarza gregoriańskiego, niedziela wielkanocna była tydzień wcześniej. Jaki kalendarz zatem obowiązuje – tajemnica to wielka – tym bardziej, że według pana Wiszniewskiego, dopóki trwa wojna na Ukrainie, Zmartwychwstanie powinno być, a właściwie jest odwołane. Tymczasem odbyło się ono jak gdyby nigdy nic, co pokazuje, że jeszcze przed dwoma tygodniami w Królestwie Niebieskim wystąpił brak koordynacji. Na szczęście to już minęło, teraz już Pan Bóg stanął po właściwiej stronie, a to oznacza, że Rosja wojnę już przegrała. Tak w każdym razie uważa pan Antoni Blinken, sekretarz stanu USA, który razem z sekretarzem obrony, panem Lloydem Atkinsem, odbył pielgrzymkę do Kijowa, gdzie został przyjęty przez prezydenta Zełeńskiego. Natomiast sekretarz obrony uważa trochę inaczej – że mianowicie w tej wojnie chodzi o obezwładnienie Rosji.
Z tego wynika, że zwycięstwo w takiej postaci może być jeszcze odległe, o ile w ogóle nastąpi, bo – jak wynika z ustaleń ukraińskiego Sztabu Generalnego – Rosja utraciła na Ukrainie około 3 procent swoich zasobów militarnych, podczas gdy według Ministerstwa Obrony Rosji, Ukraina – znacznie więcej, w niektórych działach aż 100 procent, bo na przykład na 38 okrętów wojennych Ukraina straciła 38. Wypływa z tego jeden wniosek, że mianowicie bez stałych i coraz większych dostaw uzbrojenia i amunicji z zewnątrz, Ukraina nie mogłaby tej wojny kontynuować. Dlatego też 26 kwietnia amerykański sekretarz obrony wezwał do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech ministrów obrony z 40 zależnych od USA państw i powyznaczał im zadania w zakresie pomocy wojskowej dla Ukrainy.
I tu dochodzimy do kwestii postawionej na początku, to znaczy – do tęsknoty za Putinem. Chodzi o to, ze Putin, wprawdzie toczy na Ukrainie wojnę z całym Sojuszem Atlantyckim, ale jest to „dziwna wojna”. Na przykład jak dotąd Rosjanie nie atakowali ani nie niszczyli ukraińskich linii kolejowych, ani węzłów kolejowych. [Już atakują. Skutecznie. md] Podobnie przez terytorium Ukrainy przebiera ropociąg i gazociąg, przez który tłoczy się do Europy Zachodniej 107 mln metrów sześciennych gazu na dobę. Osobliwość sytuacji polega na tym, że z tego gazu i z tej ropy korzysta też Ukraina, więc nie wysadza ropo – i gazociągu w powietrze, a Rosjanie też nie tylko go nie bombardują, ale nawet nie zakręcają Ukrainie gazowego kurka tak, jak to zrobili Polsce i Bułgarii. Wreszcie dostawy zachodniego uzbrojenia i amunicji docierają na Ukrainę bez przeszkód, umożliwiając Ukrainie kontynuowanie wojny i zadawanie wojsku rosyjskiemu strat w sprzęcie i w ludziach.
Z tego powodu Putina coraz mocniej krytykują rosyjscy wojskowi uważając, że taki sposób prowadzenia wojny nie tylko do niczego nie prowadzi, ale w dodatku jest trudny do logicznego uzasadnienia. Wychodzą z założenia, że nieprzyjaciela trzeba jak najszybciej obezwładnić wszelkimi dostępnymi środkami i na wszelkich polach, tymczasem wojna ograniczona to właśnie albo uniemożliwia, albo w dużym stopniu utrudnia.
Ciekawe, że podobnie było w Wietnamie, gdzie za sprawą sekretarza obrony Roberta McNamary, armia amerykańska, a zwłaszcza lotnictwo, prowadziło ograniczone działania, nie atakując wielu dostępnych celów tylko dlatego, że były one wyłączone w specjalnej liście. Taki sposób prowadzenia wojny powodował spore straty tym bardziej, że Amerykanie nie wojowali tam tylko z Wietnamem, ale – z całym Układem Warszawskim i Chinami na dodatek. McNamara był bowiem wierny swojej doktrynie „elastycznego reagowania”, zakładającej – jak się okazało – naiwnie – że nieprzyjaciel w rewanżu też nie będzie atakował niektórych celów. Oczywiście strona wietnamska ani myślała o takiej kurtuazji, bo w tym przypadku nie chodziło o broń jądrową, której użycia w Wietnamie domagał się senator z Arizony Barry Goldwater. Tymczasem doktryna elastycznego reagowania odnosiła się przede wszystkim do konfrontacji między mocarstwami atomowymi, przewidując, że będą one walczyły na przedpolach, taktownie oszczędzając nawzajem własne terytoria.
Pierwszy pomruk tego niezadowolenia wojskowych dał się słyszeć jeszcze przed świętami, kiedy to jeden z kremlowskich dygnitarzy oświadczył, że Rosja będzie traktowała transporty broni z zagranicy na Ukrainę, jako „legalne cele wojskowe”. Z czysto militarnego punktu widzenia jest to logiczne, ale może doprowadzić do gwałtownej eskalacji działań wojennych i rozlania się wojny poza granice Ukrainy, przede wszystkim na terytorium Polski, która jest głównym punktem tranzytowym tych transportów. Przy takim obrocie sprawy możemy zacząć tęsknić za powściągliwym Putinem, który, wbrew własnym „siłownikom”, prowadził na Ukrainie „dziwną wojnę”. Czy w swoim postępowaniu wzorował się na francuskim mężu stanu Jerzym Clemenceau, który uważał, że wojna jest sprawą zbyt poważną, by ją powierzać wojskowym, czy też jego powściągliwość wynikała z innego powodu – to nieważne, bo ważniejsze jest pytanie, czy „siłowniki” przekonają go do swoich racji, czy on ich – do swoich.