LifeSiteNews) — Egzorcysta, ojciec Chad Ripperger, powiedział Tuckerowi Carlsonowi, że Stany Zjednoczone oddały się pod władzę pięciu demonów wysokiego szczebla, czasami nazywanych przez egzorcystów „Generałami”.
W wywiadzie opublikowanym w Wielki Piątek Ripperger potwierdził Carlsonowi, że kraj znajduje się pod silniejszym atakiem demonicznym niż kiedykolwiek wcześniej w historii.
Egzorcysta stwierdził, że „powszechnym doświadczeniem egzorcystów na przestrzeni wieków” jest przekonanie, iż pięć potężnych demonów, znanych pod różnymi nazwami, takimi jak „Rada” czy „Generałowie”, zostało wyznaczonych przez Szatana do realizowania jego planów na świecie.
Z tej grupy Baal, „demon rozpusty i nieczystości”, jako pierwszy przejął kontrolę nad Ameryką. Według Rippergera, kiedy w USA zniesiono przepisy przeciwko rozpuście i zalegalizowano pornografię, kraj „oddał swoje terytorium Baalowi”.
Nieczystość otwiera drzwi demonom homoseksualizmu, które następnie zyskują przyczółek. „Słyszymy o tym od św. Pawła: jeśli ludzie ulegają pożądliwości, to w końcu mężczyźni zaczynają współżyć z mężczyznami, a kobiety z kobietami” — powiedział Ripperger Carlsonowi.
Dodał również, że istnieją trzy demony związane z homoseksualizmem, z których pierwszym jest Asmodeusz — demon nieczystości, „szczególnie związany z homoseksualizmem u mężczyzn”.
Ripperger zauważył, że jeśli opętany mężczyzna miał doświadczenia homoseksualne, „istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednym z demonów jest Asmodeusz”, choć podkreślił, że skłonności homoseksualne nie zawsze mają pochodzenie demoniczne i często wynikają z czynników psychologicznych.
Dodał jednak, że jeśli heteroseksualny mężczyzna ma myśli homoseksualne, to zazwyczaj nie są to jego własne myśli, lecz mają pochodzenie demoniczne.
Jednym z obecnych problemów naszej kultury jest to, że „kształtujemy dewiantów”, ponieważ media formują umysły ludzi, tworząc niewłaściwe skojarzenia — kontynuował Ripperger. Zjawisko to nasiliło się zwłaszcza wraz z rozpowszechnieniem pornografii, którą niektórzy mężczyźni wiążą ze swoją orientacją. Jedno z badań wykazało, że im częściej ktoś ogląda pornografię, tym większe prawdopodobieństwo, że określi się jako osoba biseksualna.
Egzorcysta wyjaśnił dalej, że kobiety pozostają pod wpływem dwóch demonów związanych z homoseksualizmem: Lilith — demona homoseksualizmu działającego u kobiet lesbijskich „bardziej pasywnych i kobiecych” — oraz Lewiatana, „demona homoseksualizmu o bardziej agresywnym charakterze”, który działa u bardziej męskich kobiet lesbijskich.
Kiedy w USA zalegalizowano „małżeństwa” jednopłciowe, kraj został — według Rippergera — oddany pod władzę tego homoseksualnego „poziomu wpływu demonicznego”.
Ostatnim z pięciu „generałów” jest demon ofiary z dzieci, znany egzorcystom głównie jako Bafomet, ale także jako Moloch. Ofiara z dzieci w USA dokonuje się przede wszystkim poprzez aborcję, a więc kiedy zalegalizowano zabijanie nienarodzonych, kraj został oddany temu demonowi.
Te pięć demonów sprawuje obecnie władzę nad Ameryką, „więc ich wpływ jest niezwykle silny” — powiedział Ripperger.
Wiemy, że tak jest między innymi dlatego, że niezwykle trudno jest zakazać aborcji w USA — „jak wyrywanie zębów bez znieczulenia”.
„To jest po prostu brutalnie trudne do przeprowadzenia, a dzieje się tak dlatego, że demony wzmacniają ludzi, aby utrzymać ten stan rzeczy, ponieważ demony kochają aborcję” — powiedział Ripperger Carlsonowi.
Carlson przyznał na początku wywiadu, że jako protestant był „wychowany w przekonaniu, że egzorcyzmy to coś dziwacznego, co Kościół łaciński robi z powodów jakichś osobliwych kultów”. Jednak gdy zaczął czytać Pismo Święte, z zaskoczeniem odkrył, że pierwszym cudem Jezusa Chrystusa w Ewangelii Marka jest wypędzenie demona.
„Wypędzanie demonów nie jest czymś przypadkowym, jest centralne dla Ewangelii” — zauważył Carlson.
O. Ripperger podkreślił, że w istocie około 23 procent Ewangelii dotyczy tego, jak Chrystus „zajmuje się demonami”.
W trakcie rozmowy z Carlsonem Ripperger poruszył również kwestie natury demonów, sposobów ich oddziaływania na ludzi, wpływu demonicznego na osoby publiczne, podobieństw między psychologią komunistyczną a diaboliczną oraz tego, jak ludzie stają się opętani.
Zawieszenie broni między USA a Iranem opiera się na 10-punktowym planie Iranu i zostało osobiście uznane przez Trumpa za podstawę negocjacji. Jednak zaledwie kilka godzin po jego triumfalnym ogłoszeniu przez Trumpa w pozie zwycięstwa, w praktyce już się załamało, mimo że żadna ze stron nie potwierdziła tego oficjalnie.
W ciągu kilku godzin Trump ugiął się pod histeryczną presją swoich syjonistycznych „doradców” w Izraelu i innych podżegaczy wojennych w Waszyngtonie. W akcie niemal dziecinnej desperacji po prostu zaczął zaprzeczać rzeczywistości. Nagle oświadczył, że nie zgodził się na plan irański, lecz na zupełnie inny, tajemniczy, ściśle tajny 10-punktowy plan, zawierający żądania USA.
Jednak premier Pakistanu, który pośredniczył w zawarciu porozumienia między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, potwierdził międzynarodowym mediom, zasadniczo jako naoczny świadek, że strona amerykańska rzeczywiście zaakceptowała pierwotny irański 10-punktowy plan jako podstawę negocjacji. Ten irański plan pozostał niezmieniony od początku wojny agresywnej pod wodzą USA, a zatem strona amerykańska musiała znać jego tekst i znaczenie.
W analizie z 9 kwietnia 2026 roku, były czołowy analityk CIA Larry C. Johnson wskazuje, że w Waszyngtonie i administracji Trumpa dominuje mieszanka negacji rzeczywistości i myślenia życzeniowego. Deklarowane sukcesy militarne USA nie mają żadnych podstaw strategicznych. Zamiast tego Iran skutecznie przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz, utrzymując w ten sposób globalną gospodarkę i związane z nią interesy USA w żelaznym uścisku. Podkreśla również, że zarówno Teheran, jak i mediator Pakistan podkreślają, że rząd USA zgodził się na dziesięciopunktowy plan Iranu jako podstawę negocjacji. Oto dziesięć punktów irańskiego planu przedstawionego przez Johnsona:
1. Zobowiązanie USA do nieagresji – formalna gwarancja, że Stany Zjednoczone (i Izrael) nie przeprowadzą dalszych ataków na Iran, Liban, Jemen i Irak.
2. Utrzymanie irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz – Iran zachowuje suwerenność i podstawową koordynację ruchu morskiego przez cieśninę na podstawie „uregulowanego” lub „bezpiecznego protokołu tranzytowego”.
3. Uznanie prawa Iranu do wzbogacania uranu – wyraźne uznanie przez Stany Zjednoczone i społeczność międzynarodową prawa Iranu do wzbogacania uranu na potrzeby cywilnego programu nuklearnego.
4. Zniesienie wszystkich głównych sankcji USA wobec Iranu – eliminacja bezpośrednich dwustronnych sankcji gospodarczych USA.
5. Zniesienie wszystkich sankcji wtórnych – zniesienie sankcji wobec państw trzecich i firm prowadzących interesy z Iranem.
6. Uchylenie wszystkich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przeciwko Iranowi – anulowanie istniejących sankcji i rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ.
7. Uchylenie wszystkich rezolucji Rady Gubernatorów MAEA przeciwko Iranowi – zakończenie obowiązywania rezolucji i środków monitorujących Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.
8. Wypłata odszkodowań lub reparacji wojennych dla Iranu – rekompensata finansowa lub pomoc w odbudowie szkód wyrządzonych przez amerykańsko-izraelską kampanię wojskową.
9. Uwolnienie wszystkich zamrożonych aktywów irańskich – odblokowanie funduszy i aktywów irańskich przechowywanych za granicą (w tym w bankach amerykańskich i europejskich).
10. Wycofanie wojsk USA z Bliskiego Wschodu (i zakończenie ataków na sojuszników Iranu) – wycofanie amerykańskich wojsk bojowych z regionalnych baz i zawieszenie broni obejmujące irańską „oś oporu” (w tym zaprzestanie izraelskich działań w Libanie przeciwko Hezbollahowi i zakończenie działań wojennych na innych frontach regionalnych).
Trump potwierdził ten plan na swoim kanale społecznościowym „TruthSocial” 7 kwietnia 2026 roku, około godziny 18:32 czasu wschodniego (czasu amerykańskiego), jako podstawę ogłoszonego dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem. Oto tłumaczenie odpowiedniego fragmentu tekstu:
Tłumaczenie niemieckie (naturalne i precyzyjne):
„W oparciu o rozmowy z premierem Szehbazem Sharifem i marszałkiem polowym Asimem Munirem z Pakistanu, w trakcie których zwrócono się do mnie z prośbą o powstrzymanie się od niszczycielskiej przemocy skierowanej przeciwko Iranowi dzisiejszej nocy, oraz pod warunkiem, że Islamska Republika Iranu zgodzi się na całkowite, natychmiastowe i bezpieczne otwarcie Cieśniny Ormuz, oświadczam, że jestem gotowy zawiesić bombardowania i ataki na Iran na okres dwóch tygodni”.
„To będzie dwustronne zawieszenie broni! Powodem tego jest to, że osiągnęliśmy już, a nawet przekroczyliśmy, wszystkie cele militarne i jesteśmy w trakcie zaawansowanych negocjacji w sprawie ostatecznego porozumienia dotyczącego długoterminowego pokoju z Iranem i pokoju na Bliskim Wschodzie”.
„Otrzymaliśmy 10-punktową propozycję od Iranu i wierzymy, że stanowi ona solidną podstawę do negocjacji. Prawie wszystkie dotychczasowe kwestie sporne zostały już polubownie rozstrzygnięte między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, ale dwutygodniowy okres pozwoli na ostateczne negocjacje i zawarcie porozumienia”.
„W imieniu Stanów Zjednoczonych Ameryki, jako Prezydent, a także w imieniu krajów Bliskiego Wschodu, to zaszczyt, że ten długotrwały problem zbliża się do rozwiązania. Dziękuję za uwagę poświęconą tej sprawie! Prezydent Donald J. Trump”
Początkowa reakcja syjonistycznych zwolenników Trumpa i rządu Netanjahu była mieszanką szoku i gniewu. Opór rozpoczął się natychmiast we wtorek wieczorem, a w środę rano administracja Trumpa ogłosiła, że zgodziła się na inny – jak dotąd nieokreślony – 10-punktowy dokument. Syjonistyczni przestępcy w Izraelu szybko zrobili, co do nich należało, aby w zarodku udaremnić dalsze negocjacje między USA a Iranem, rozpoczynając brutalny, morderczy atak z użyciem ponad 100 rakiet na cele cywilne w centralnym i południowym Libanie.
Ten schemat manipulacji Izraela i kapitulacji Ameryki potwierdza to, co – co zaskakujące – niedawno udokumentował „New York Times”:
Netanjahu naciskał na wojnę, przedstawiając jednostronne działania jako nieuniknione, jeśli Waszyngton nie zaangażuje się w nią.
Administracja, zaślepiona ideologicznie, zignorowała ostrzeżenia płynące nie tylko ze strony przedstawicieli wojska, ale także J.D. Vance’a i ministra spraw zagranicznych Marco Rubio.
Szeroko komentowany artykuł w „New York Timesie” zatytułowany „Jak Trump poprowadził USA na wojnę z Iranem” obwinia przede wszystkim premiera Izraela Benjamina Netanjahu i jego szefa wywiadu o wciągnięcie Trumpa w wojnę. NYT nie wspomina o szeroko komentowanej teorii poza głównymi mediami – że Trump mógł być szantażowany przez Netanjahu kompromitującymi zdjęciami jego przyjaciela Trumpa, potajemnie zrobionymi przez skazanego przestępcę seksualnego i agenta Mossadu Jeffreya Epsteina.
W każdym razie artykuł w „New York Timesie” przedstawia Netanjahu jako siłę napędową amerykańskiej wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Podobno przez miesiące intensywnie prowadził kampanię na rzecz wspólnego, zakrojonego na szeroką skalę ataku na Iran. Kluczowe spotkanie 11 lutego 2026 roku w Białym Domu – w tym ściśle tajna prezentacja w Sali Sytuacyjnej – ostatecznie skłoniło Trumpa do zmiany stanowiska w sprawie zakrojonych na szeroką skalę ataków militarnych u boku Izraela; być może po tym, jak Netanjahu pokazał mu kilka starych zdjęć z imprez przy pizzy?
Kontynuujmy jednak narrację „New York Timesa”: W miesiącach poprzedzających 11 lutego Netanjahu wielokrotnie wzywał rząd USA do podjęcia działań militarnych, uzasadniając to koniecznością powstrzymania irańskiego programu nuklearnego, arsenałów rakietowych i wpływów regionalnych. Przedstawiciele Izraela również sygnalizowali gotowość do samodzielnego działania w razie potrzeby – co wzmocniło wrażenie pilności i nieuchronności w Waszyngtonie. Podczas prawie trzygodzinnego spotkania 11 lutego omówiono konkretne plany ataku i harmonogramy, a także ryzyko, że sukces trwających rozmów dyplomatycznych może pokrzyżować plany planistów wojny, czemu Netanjahu był zdecydowany zapobiec.
Ciekawe, jak były analityk CIA Larry Johnson politycznie interpretuje publikację „New York Timesa”. Uważa ją za klasyczną próbę Waszyngtonu, by uniknąć odpowiedzialności za nietrafioną politykę. Wiceprezydent J.D. Vance i – w mniejszym stopniu – Marco Rubio wydają się być głosami rozsądku, podczas gdy generał Dan Caine, najwyższy rangą oficer USA, jest uważany za zbyt słabego, by przeciwstawić się Trumpowi. Johnson jednak obarcza główną odpowiedzialnością za katastrofę USA w Iranie sekretarza obrony Pete’a Hegsetha.
Johnson przewiduje, że Stany Zjednoczone wkrótce wznowią ataki, co doprowadzi do irańskich działań odwetowych przeciwko Izraelowi i amerykańskim bazom w regionie, a także arabsko-amerykańskim zakładom przemysłowym i infrastrukturze. Ostatecznie Trump będzie zmuszony przyznać się do porażki: Stany Zjednoczone nie są w stanie pokonać Iranu, a koszty ekonomiczne i polityczne będą poważnym obciążeniem dla Republikanów, zwłaszcza w kontekście jesiennych wyborów parlamentarnych.
„Washington Post” w swoim raporcie z 8 kwietnia szczegółowo opisuje konsekwencje polityczne w kraju. Sednem sprawy jest fala krytyki skierowanej pod adresem polityki Trumpa, postrzeganej jako nieodpowiedzialna i nie do utrzymania. Jego eskalacja strategii, obejmująca groźby nie tylko całkowitego unicestwienia przeciwników, ale całej ich „cywilizacji”, stanowi nowy poziom dna. Według „Washington Post”, ta pełna napięcia retoryka, w połączeniu z wcześniejszymi groźbami wobec infrastruktury cywilnej, wywołała „oburzenie blokowe” w Stanach Zjednoczonych . Podczas gdy zwolennicy świętowali dwutygodniowe zawieszenie broni i częściowe otwarcie Cieśniny Ormuz jako zwycięstwo Trumpa, gazeta przedstawia obraz moralnej i strategicznej porażki.
Niekontrolowane wybuchy wściekłości mężczyzny, który obecnie szaleje w Białym Domu, przywodzą na myśl niemieckiego „Największego Feldmarszałka wszech czasów”, podobnie jak otwarte groźby ludobójstwa przeciwko Iranowi wygłaszane przez Trumpa.
Artykuł opiniotwórczy Rainera Ruppa .
Gdy wojna z Iranem przeradza się w katastrofalny chaos, Donald Trump pojawia się w stanie skrajnej paniki – człowiek, który rozpoczął wojnę z czystej żądzy władzy, a teraz nie widzi wyjścia z sytuacji. Nikt nie przychodzi mu z pomocą. Zamiast tego błąka się po swoim Trump National Golf Club w Wirginii, gdzie nadal zgarnia zyski kosztem podatników i daje upust swojej złości w mediach społecznościowych.
Albo Trump jest już w zaawansowanym stadium demencji, przez co nabyte przez niego zahamowania w kontaktach społecznych już dla niego nie istnieją. Albo jest w stanie paniki, ponieważ zaczyna zdawać sobie sprawę, że został wrobiony przez swojego rzekomo najlepszego przyjaciela Netanjahu w sprawie ataku na Iran. Coraz częściej złośliwe głosy w amerykańskich mediach społecznościowych, w tym znane kanały dyskusyjne, sugerują, że Netanjahu miał przewagę nad Trumpem dzięki szantażującemu zdjęciu samobójczego agenta izraelskiego wywiadu Epsteina. Bo wojna Trumpa z pewnością nie leży w interesie USA.
Wojna nie zakończyła się po kilku dniach, jak obiecywał Netanjahu. Wręcz przeciwnie, już po tygodniu stało się jasne, że Trump nie będzie mógł już osiągnąć swoich celów. Sytuacja reżimu syjonistycznego w Izraelu jest zupełnie inna. Jego celem jest nie tylko trwałe zniszczenie lub osłabienie Iranu, ale także państw arabskich w regionie. I pod tym względem kalkulacje Netanjahu zdają się sprawdzać.
Dla Trumpa jednak sytuacja wygląda ponuro. Jego wojna już podzieliła lub w dużej mierze zniszczyła ruch MAGA. Nawet w jego własnym bogatym okręgu wyborczym (Mar-a-Lago) na Florydzie super-bogaci odwracają się od niego. Dzieje się tak, ponieważ Demokrata niedawno wygrał wybory lokalne – po wielu dekadach republikańskiej dominacji.
Trump może powoli zaczynać rozumieć, że jego zbrodnicza, agresywna wojna przeciwko Iranowi, prowadzona po stronie reżimu syjonistycznego, nie tylko będzie go kosztować prezydenturę, ale może go również zaprowadzić do więzienia. I nikt nie przychodzi mu z pomocą. W niedzielę na zdjęciach widać było Trumpa błąkającego się po National Golf Club w Wirginii, by później dać upust swojej furii przeciwko wszystkiemu, co irańskie, przed dziennikarzami i na swoim kanale medialnym „TruthSocial”.
Retoryka, którą stosuje, to przerażająca mieszanka sprzeczności, wulgarnej histerii, religijnej kpiny i otwartych gróźb zagłady narodu irańskiego. Trump, który jeszcze niedawno twierdził, że Cieśnina Ormuz nie interesuje ani jego, ani USA – „Nie potrzebujemy cieśniny. Po co miałaby być potrzebna? Mamy całą ropę” – teraz krzyczy jak szaleniec, zwłaszcza w chrześcijańskie święta wielkanocne: „Chwała Allahowi! Otwórzcie tę przeklętą Cieśninę [Ormuz], wy szalone [irańskie] dranie, bo inaczej spadnie na was piekło. Tylko poczekajcie!”
Kilka godzin później znowu zagroził zniszczeniem całej infrastruktury w Iranie:
„Wtorek będzie dniem elektrowni i dniem mostów razem wziętych – wszystko w Iranie. Nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzyło”.
I dalej:
„Jeśli natychmiast nie zaczną negocjować, spadnie na nich piekło”.
Zapowiedziany koniec terminu, który był już dwukrotnie przedłużany – pierwotnie wyznaczony na godzinę 10:15 czasu wschodniego tego samego dnia – został nagle przesunięty na „wtorek, godzinę 20:00 czasu wschodniego”. Klasyczny ruch Trumpa: najpierw chwali się, że Cieśnina Ormuz jest nieistotna, a potem wścieka się, bo pozostaje zamknięta.
Jego groźby stają się coraz bardziej dosadne. Powiedział reporterce Rachel Scott, dosłownie: „Jeśli nie dojdzie do porozumienia, wysadzimy cały kraj w powietrze”. Zapytany, czy pozostały jeszcze jakieś tabu, odpowiedział lakonicznie: „Bardzo niewiele”. Wtedy jego jawna fantazja o zagładzie staje się oczywista: „Żaden zdrowy na umyśle naród nie zniósłby kary, która go spotka”. I wreszcie, dobitne ogłoszenie ludobójstwa:
„Jeśli nie chcą porozumienia, cały ich kraj przepadnie”.
To nie jest dyplomacja. To język człowieka, który otwarcie grozi całkowitym zniszczeniem całego kraju i jego mieszkańców. Sam Trump przyznał, że nie wiedział, czy w ogóle uda się osiągnąć porozumienie.
„Nie mam pojęcia o tych ludziach. Może jest umowa, może nie. Nie mam pojęcia o tych ludziach. Właśnie im się z nich robi aferę”. I dalej: „Żaden kraj nigdy nie oberwał tak mocno jak ten”.
Sprzeczności w jego retoryce zapierają dech w piersiach. Przed chwilą oświadczył, że amerykańskie wojska lądowe „nie są konieczne – ale niczego nie wykluczam”. Następnie rzekomo testował NATO, tylko po to, by przekonać się, że sojusznicy nie chcą w tym uczestniczyć – co przyjął ze wzruszeniem ramion: „Chciałem ich przetestować. Powiedziałem, że będę zadowolony, jeśli dołączycie. A oni powiedzieli: Cóż, nie możemy tego zrobić. Nawet nie wywierałem na nich presji”.
Podczas gdy papież Leon XIV napominał w Wielkanoc: „Niech ci, którzy noszą broń, złożą ją. Niech ci, którzy mają siłę rozpętywania wojen, wybiorą pokój. Jezus jest Królem Pokoju, który odrzuca wojnę” i podkreślał, że Bóg nie wysłuchuje modlitw podżegaczy wojennych, ponieważ „wasze ręce są pełne krwi”, Trump kontynuował swoją tyradę szyderczymi okrzykami „Chwała Allahowi!”. Rzecznik irańskiej Gwardii Rewolucyjnej odpowiedział sucho:
„Skandalu, który dotknął oblężonego prezydenta Stanów Zjednoczonych i jego pokonaną armię, nie da się naprawić pustymi wyjaśnieniami, propagandą ani operacjami psychologicznymi”.
Trump rozpoczął wojnę. Teraz odmawia poniesienia gorzkich konsekwencji i wycofania się z Iranu. A Iran się nie poddaje; rynki finansowe się załamują, armia amerykańska ponosi ciężkie straty w nieudanej operacji specjalnej pod Isfahanem w Wielkanoc (zniszczono jedenaście samolotów), a świat w oszołomionym milczeniu obserwuje, jak ten pozornie szalony przywódca rzuca coraz to nowe terminy i coraz brutalniejsze groźby.
Jego retoryka zdradza głęboką panikę i utratę kontroli. Myli siłę z krzykiem, dyplomację z obelgami, a strategiczne myślenie z młodzieńczą wrzawą. Groźba „wysadzenia całego kraju w powietrze” nie jest strategią negocjacyjną, lecz otwartym ogłoszeniem ludobójstwa na suwerennym narodzie. Prezydent powszechnie uważany za oszusta i przestępcę grozi teraz całemu narodowi całkowitą zagładą.
Każdy, kto wciąż wątpił, że ten człowiek stanowi zagrożenie dla pokoju na świecie, przekona się, że jego własny język stanowi ostateczny dowód. Amerykańskie media i samozwańcze media wysokiej jakości w Europie i Niemczech mają obowiązek wreszcie nazwać tę hańbę po imieniu: z moralną jasnością i bez żadnych upiększeń. Ci, którzy milczą w obliczu gróźb Trumpa o zbrodniach przeciwko ludzkości, stają się współwinni.
Czym różni się Unia Europejska od Związku Radzieckiego? Moskwa kontrolowała wszystko, a Bruksela jeszcze nie wszystko, ale robi, co może by dorównać „demokracjom ludowym” z tamtej epoki. Taka refleksja naszła mnie po wyjściu ze sklepu.
Dlaczego kupujemy w tym, a nie innym sklepie? Czy dlatego, że jest najbliżej; najtaniej, zachwalano ten sklep w mediach, mają dobry towar, jest miła obsługa? Gdyby ktoś zadał mi takie pytania, to preferowałabym miłą obsługę, ale z tym jest kłopot. Po PRL-u, nie wiedzieć dlaczego, został nam personel, rodem z czasów, których z racji wieku znać i pamiętać przecież nie może. Obecnie nadal, jak dawniej jest przeważnie naburmuszony, niekiedy rechoczący ze znanych tylko sobie powodów. W tamtych czasach, dystans „pani sklepowej” do klienta miał uzasadnienie, bo spoufalony klient mógł się domagać towaru spod lady, przeznaczonego tylko dla wybranych, bowiem dla wszystkich go nie wystarczało.
Teraz nie tylko wystarcza, ale się marnuje, czym sklep się nie przejmuje. A może każda forma komunizmu „tak ma”, że pomiata kim się da? I to jest cel sam w sobie?
======================================
Czarna teczka
‒ Zastanawiałeś się co zawierała czarna teczka Tymińskiego? – spytała Małgorzata.
‒ Wszyscy się zastanawiali – odparł DUCH CZASU.
- I?
‒ Jeśli zawierała dowody, że Wałęsa był „Bolkiem”, to była bomba dużego kalibru.
‒ Dlaczego kontrkandydat na stanowisko prezydenta jej nie odpalił?
‒ Taki wybuch zmiótł by esbecką patynkę, a na to właściciele „okrągłego stołu” nie mogli pozwolić.
‒ Gdyby nawet doszło do odpalenia, to kto by uwierzył „człowiekowi znikąd”?
‒ Właśnie. Nie zapominajmy, że Wałęsa, może i głupek, ale uchodził wówczas za bohatera.
Minister rządu PiS Zbigniew Rau wręcza rabinowi Stamblerowi z Chabad Lubawicz odznaczenie Bene Merito, 2015 r.
Słynny, acz niesławny i nieszczęsny list Komisji Episkopatu Polski po raz kolejny spowodował rozłam w Kościele, powodowany przez samą hierarchię, część bowiem biskupów i księży odczytała list, a część nie.
Można przypuszczać, że to był jeden z wielu celów tej operacji. Tym razem jednak należy się cieszyć z tego rozłamu, oznacza on bowiem, że są w polskim Kościele i biskupi, i księża, którzy nie podzielają żydowskich afiliacji arcybiskupa Rysia i jego akolitów. List wywołał również lawinę komentarzy, niezwykle krytycznych, będących zbiorowym okrzykiem bólu i oburzenia.
Gdyby jednak tego nie było, wielka hańba spadłaby tak na polski Kościół, jak i na polski naród. Agenci hasbary i Mossadu, ulokowani w strukturach przekonali się, że ich dzieło przejmowania polskiego Kościoła i narodu napotyka rosnący opór. Tym bardziej, że najnowsza haniebna zdrada pokazała, kto jest wrogim agentem i zdrajcą. Jak cenna to wiedza, jak wdzięczni za to winniśmy być Judaszom, że się pokazali!
Chciałbym się skupić właśnie na takich postaciach, które swoimi osobami firmują to, co z naszego punktu widzenia mogłoby być okrzyknięte judaszyzmem, natomiast z ich perspektywy jest działaniem słusznym, właściwym, pożądanym i prawym. Kilka postaci podręcznikowych, by nie rzec pomnikowych, wybrane persony wybitne z całego grona tych, którzy zgodzili się wziąć udział w Tikkun Olam – wielkiej przebudowie świata na poziomie Polski. Postaci to szczególne, zapisują się bowiem ognistymi zgłoskami na pergaminie cyrografu. Wybieram je subiektywnie, kierując się emocją, aby pokazać moim rodakom proces, który zniekształca ich życie. zaiste, wielce wybitni to agenci zmian Polski i Polaków.
Jest zatem znany dziennikarz i komentator, autor książek o tematyce religijnej, od wielu już lat głoszący swoje opinie na tematy ważne i najważniejsze, niejaki Tomasz Terlikowski, identyfikujący się jako katolik. Tenże nie omieszkał skomentować rzeczonego listu, potwierdzając jego treść, znaczenie i potrzebę, wskazując na główny problem w Polsce – tych, którzy ów list skrytykowali. Przyznał jednakże, że Kościół zmienił swoje nauczanie, tak samo, jak inne związki wyznaniowe, aby nie drażnić Żydów. Zawsze można liczyć na pana redaktora w kwestiach, w których polski Kościół chce zbliżyć się do świata, na pewno to poprze i potwierdzi, że jest to zgodne z tym, co Kościół nauczał zawsze, w ten sposób, że się zmieniło.
Autor książki pt. To ja,Judasz. Biografia apostoła. Pisze tam, że Judasz chciał dobrze, ale został odtrącony przez apostołów z zazdrości o jego bliską relację z Mistrzem, a potem oskarżony o zdradę. Jezus zaś wcale go nie potępił, ale uważał za przyjaciela. W listopadzie 2025 r. pan Terlikowski odwiedził kielecką lożę masońską Michał Karaszewicz-Tokarzewski, gdzie wygłosił odczyt pt. „Szaweł przed Damaszkiem. Co naprawdę się wtedy wydarzyło?”, traktujący o tym okresie życia św. Pawła, gdy przed nawróceniem jako Szaweł prześladował chrześcijan. Tak oto dokonuje się zbliżenie do Żydów, protestantów i masonów.
Od kilku lat kraj nasz doświadcza niezwykłych przeżyć duchowych dzięki „charyzmatycznemu ewangelizatorowi” Marcinowi Zielińskiemu. Ów młody jeszcze człowiek z dużym potencjałem rozwoju organizuje konferencje uwielbienia z modlitwami o uzdrowienie, podczas których daje świadectwo swoich przeżyć, opowiada pięknie o Jezusie i nawróceniu, uzdrawia z chorób duszy i ciała, mówi nieznanym nikomu językiem oraz przede wszystkim sprowadza Ducha, aby wypełnił wszystkich zgromadzonych i ich prowadził. Konferencje zwykle są ekumeniczne, to znaczy bywają na nich pastorzy protestanccy różnych wyznań, a niektóre modlitwy wykonuje się po hebrajsku.
To właśnie Marcin Zieliński jest jednym z agentów zmian i głównych świeckich w polskim Kościele, bardzo wspierany przez arcybiskupa Rysia. Niedawno podczas publicznej dyskusji z tradycyjnym katolikiem Dawidem Mysiorem pan Marcin Zieliński oświadczył, że protestanci są naszymi braćmi w wierze, co znaczy, że wiara katolicka została zrównana z protestanckimi wierzeniami. Kiedyś było to herezją, dziś normą. Nauczanie się zmienia. Nasz słynny charyzmatyk bywa w USA i Kanadzie, gdzie ma kontakty z tamtejszymi protestantami, którzy wysłali go do Polski, aby ją zmieniał i nawracał. Pastorzy, wyznający podobną wiarę otaczają Donalda Trumpa i prowadzą go do Trzeciej Świątyni w Jerozolimie.
Najważniejsza dziś postać polskiego Kościoła, arcybiskup krakowski i kardynał Grzegorz Ryś, otwarty jest bardzo na wszelkie denominacje protestanckie, bardzo wspierający nowe ruchy religijne w Kościele, bardzo chwalący drogę synodalną, no i przede wszystkim bardzo otwarty na Żydów. Główny promotor Dni Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, gorący zwolennik tzw. dialogu z judaizmem, wskazany przez opinię publiczną jako autor lub sprawca słynnego listu Episkopatu. Pomysłodawca słynnej Areny Młodych, gdzie w 2021 r. odbyła się msza-niespodzianka w ramach wydarzenia „Reset”. Brzmi cokolwiek podobnie do Wielkiego Resetu Clausa Schwaba. O człowieku tym można mówić bardzo dużo lub bardzo mało, wybieram to drugie: spiritus movens tego, co się dzieje i będzie działo w polskim Kościele.
Przykład premiera rządu III RP Mateusza Morawieckiego, który jedno mówił w kraju, a drugie podpisywał w Brukseli, z najwyższym zaś ukontentowaniem pojechał zobaczyć świętego mędrca religii posthumanizmu, Żyda Yuvala Harariego. Morawiecki zastąpił Beatę Szydło na stolcu premiera pod tym tytułem, że lepiej będzie starał się o interesy polskie w Unii Europejskiej i na świecie, ze względu na swoje związki z finansjerą. I rzeczywiście, właściwy człowiek na właściwym miejscu, agent zmian, który wprowadził do Polski wiele bardzo ważnych rozwiązań strukturalnych, z których obecnie korzysta Koalicja 13 grudnia.
Następna persona ma charakter zbiorowy: wszyscy niemal prominentni politycy III RP obu pozornie zwaśnionych partii, których łączy jednak szacunek nabożny, by nie rzec bałwochwalczy do Żydów. Nie jest istotne, czy Żydzi mieszkają w Polsce, czy przyjeżdżają do Polski, czy jeździ się do nich do Izraela, czy do USA, politycy PoPisu ciągną do nich jak koty do waleriany. Zdjęć w jarmułkach aż nadto.
Wreszcie przykład najnowszy, obecnego prezydenta III RP, Karola Nawrockiego. Wielu Polaków wiązało, a część wiąże nadal z nim wielkie nadzieje jakiegoś zasadniczego przełomu w polskiej polityce i odsunięcia od władzy sił lewicowo-liberalnych. To błędny adres, nie one są sprawcą całego zepsucia, nie one stanowią grupę trzymającą władzę, nie to jest rozróżnieniem, że kogoś się określa lewicą, a kogoś prawicą.
To nie ma żadnego znaczenia, istotny jest stosunek do wpływów żydowskich w Polsce. Prezydent Nawrocki bardzo podkreśla swą patriotyczność i konserwatyzm, co nie przeszkadzało mu przyjąć poparcia od Żydów przed wyborem, spotykać się z organizacjami żydowskimi po wyborze, i polecieć na konferencję neokonserwatystów CPAC w marcu 2026 r. To cykliczne wydarzenie też jest sponsorowane przez Żydów, neokonserwatyzm w USA to ich inwestycja, a chrześcijański syjonizm wspiera odbudowę Trzeciej Świątyni.
Krótko trwała droga nadziei Polaków. Teraz się wydaje, że prezydent PiS-u kroczy drogą posłuszeństwa Żydom. Jego wypowiedź na CPAC potwierdziła, że jest zwolennikiem jedynego sojuszu Polski – z Usraelem. Już niedługo przekonamy się zatem, kim naprawdę jest Karol Nawrocki, tak, jak przekonaliśmy się, kim jest Andrzej Duda, tyle, że tym razem pójdzie szybciej.
Te wybrane przykłady ludzi religii i ludzi polityki A.D. 2026 powinny nam dobitnie pokazać, gdzie jest dziś hierarchia w Polsce i gdzie jest polityka: bratanie się z heretykami i sekowanie katolików Tradycji; zmiana Doktryny i nauczania; i nade wszystko – dialog z Żydami, który jest monologiem katolicko-żydowskim. Po stronie polityki zaś ślepe posłuszeństwo wobec Izraela i jego narzędzi, takich, jak USA i UE. Oznacza to, że w ramach dialogu wolno katolikom mówić to, czego chcą Żydzi, a Polakom wolno w swoim kraju robić to, co zgodne jest z ich polityką. I do tego to uporczywe zaprzeczanie temu, co się robi, połączone z równie uporczywym przedstawianiem się jako katolicy i patrioci.
Co ma o tym myśleć katolik, który chce pozostać katolikiem, i Polak, chcący pozostać Polakiem? Ano że polityka Judasza jest zdradą, a ludzie, którzy to robią, a nawet, którzy się temu nie sprzeciwiają są Judaszami, czyli zdrajcami. Z kim spiskuje dzisiejszy Judasz? Z tymi samymi, co tamten: z arcykapłanami i faryzeuszami. Różnica jest taka, że tamci posługiwali przy Drugiej Świątyni, ci zaś obsługują Trzecią. Współczesny Judasz polski jest więc sługą Trzeciej Świątyni, jej arcykapłanów i faryzeuszy.
I to zmienia całkowicie obraz rzeczy, gdyż nie możemy już ich postrzegać jako zwykłych zdrajców, tylko jako ludzi głęboko przepełnionych misją odbudowy Trzeciej Świątyni i panowania Izraela nad narodami. To dążenie bierze się z przymierza Boga z Abrahamem, które ustanowiło Izraela jako naród wybrany. Potem jednak Izraelici podzielili się, i część poszła za Mesjaszem Jezusem, a część go odrzuciła i wypisała się z Przymierza. Od tamtej pory narodem wybranym jest Kościół, a Żydzi o tyle, o ile przyjmą Mesjasza i nawrócą się na katolicyzm, dlatego w Tradycji w Wielki Piątek Kościół modli się za wiarołomnych Żydów, aby przyjęli Chrystusa.
Jednak dla ludzi, dla których Judasz nie jest zdrajcą, lecz apostołem, jego droga oznacza wybór dobra i cnoty. Z ich punktu widzenia to z nami jest problem, my stoimy na zawadzie, my zajmujemy miejsce na ziemi, nazwane Polin, my jesteśmy antysemitami. Dlatego trzeba nas prześladować i karać, bo sprzeciwiamy się mesjańskiemu planowi zbawienia, który polega na władzy Żydów nad światem. Dlatego rząd premiera Tuska przyjmuje Krajową Strategię przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego na lata 2025-2030. To kolejne potwierdzenie, że w Polin to Polacy są intruzami i stanowią problem, wszak to Słowianie, a rabin Menachem Mendel Schneerson twierdzi, że Słowian należy wyeliminować, bo nie poddają się władzy Żydów.
Jak widać, nie wszyscy, są przecież szabesgoje, tych można na jakiś czas zostawić, aby zarządzali Ukraińcami, który będą zarządzali imigrantami z Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Doprawdy, przy tak ambitnych planach nowego zaludnienia Polacy nie są elementem koniecznym. Spójrzmy na życie i działania tych ludzi z punktu widzenia Żydów. Ci, którzy dla nas są Judaszami, dla tamtych są sługami Trzeciej Świątyni, dobrymi gojami, żyjącymi według Siedmiu Praw Noachickich, współpracującymi w Tikkun Olam – przebudowie świata, aby Izrael nad nim panował, aby zbawić ludzkość. Zaiste, to my, Polacy i katolicy stanowimy problem. I nic tu nie pomogą biadania nad upadkiem cywilizacji – albo znikniemy, albo zmienimy system polityczny w Polsce. Dopiero wtedy zakończymy hulanki Judaszy nad Polską.
[Por: „This is the way the world ends / Not with a bang but a whimper”. T.S. Eliot’s 1925 poem, The Hollow Men. md]
W ten sposób kończy się wiek amerykańskiej dominacji.
Niezależnie od tego, jak formalnie skończy się konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, jego symbolika jest już nie do pomylenia. Starożytna cywilizacja, jedno z najstarszych ciągłych państw w historii ludzkości, stała się ostatnią przeszkodą dla projektu amerykańskiej globalnej dominacji. Już samo to mówi nam coś o kierunku, w którym porusza się świat.
Dla historyków głębsze znaczenie obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie leży w konfrontacji między dwoma mocarstwami na przeciwległych końcach historycznego spektrum. Iran jest prawdopodobnie najstarszym scentralizowanym państwem na świecie, a jego korzenie sięgają około 530 roku p.n.e. Od tego czasu nigdy nie przestał istnieć jako zjednoczona jednostka polityczna. Ta ciągłość jest niezwykła. Nawet Rosja, główne mocarstwa Europy Zachodniej, Indie i Chiny doświadczyły fragmentacji w różnych momentach swojej historii.
————————-
mail: Najstarszą cywilizacją jest chińska. Najstarsze dokumenty pisemne i wykopaliska archeologiczne opisują dynastę Shang już ok. 1300 roku przed Chrystusem, a więc 700 lat przed historią Persji. Wcześniejsza w Chinach była dynastia Xia, uważana nieraz za legendarną.
————————–
Natomiast Stany Zjednoczone należą do najmłodszych dużych narodów [nawet nie „naród”, a melting pot. md] – mają zaledwie 250 lat. Ich historia jest dziesięć razy krótsza niż historia Persji. W tym sensie obecny konflikt przeciwstawia starożytność nowoczesności, cywilizację wykutą przez tysiąclecia przeciwko państwu, które szybko wzrosło w wyjątkowo korzystnym momencie historycznym.
Jednak długoterminowe znaczenie tej konfrontacji leży gdzie indziej. Nie chodzi o to, czy Iran może pokonać Stany Zjednoczone w konwencjonalnym sensie. Chodzi o to, czy obecny porządek międzynarodowy, ukształtowany przez amerykańską dominację, może nadal funkcjonować tak, jak działa.
Czy USA i Iran mogą zamienić zawieszenie broni w porozumienie?
Współczesny Iran reprezentuje coś więcej niż państwo. To żywe ucieleśnienie ciągłości cywilizacyjnej. Przez ponad 2500 lat przetrwał najazdy i przewroty dynastyczne, ale zachował charakterystyczną kulturę polityczną i silne poczucie jedności. Wielu jego historycznych przeciwników całkowicie zniknęło. Iran pozostaje, co nie czyni go niezwyciężonym, ale oznacza, że należy go traktować poważnie, nie tylko jako przeciwnika wojskowego, ale także jako aktora politycznego i historycznego. Irańskie podejmowanie decyzji odzwierciedla głębię strategicznego myślenia, z którą niewiele współczesnych państw może się równać. Ta cecha sprawia, że Iran jest tak trudnym wyzwaniem, zarówno dla sojuszników, jak i przeciwników.
Stany Zjednoczone od dawna starają się odcisnąć swoje piętno w historii jako siła transformująca. Jednak ich sukcesy były związane z wyjątkowymi okolicznościami, a nie z ich trwałością. Ich błyskawiczny wzrost w XX wieku był możliwy dzięki wyjątkowej konwergencji czynników.
Po pierwsze, miniony okres był świadkiem bezprecedensowego zderzenia pomysłów. Po raz pierwszy w historii globalna polityka była napędzana nie tylko przez państwa i ich interesy, ale przez konkurujące ze sobą ideologie – liberalizm, komunizm, socjalizm i nacjonalizm – z których każda twierdziła, że ma uniwersalne znaczenie.
Po drugie, Europa Zachodnia, od wieków dominująca w sprawach światowych, jest wyczerpana konfliktem wewnętrznym. Rosja i Chiny, choć potężne, zajmują się przede wszystkim zachowaniem swojej niezależności, a nie prognozowaniem globalnych wpływów. Pozostawiło to próżnię, która Stanom Zjednoczonym dała wyjątkową pozycję do wypełnienia.
Wreszcie upadek imperiów europejskich stworzył ogromną liczbę nowych państw, z których wiele jest niestabilnych. Stany Zjednoczone nie były w stanie bezpośrednio podporządkować sobie głównych mocarstw, ale mogły wywierać wpływ na mniejsze, słabsze kraje. Pozwoliło to na zbudowanie globalnego systemu wpływów, który w normalnych warunkach historycznych byłby trudny do utrzymania.
Iran zwyciężył, a Bliski Wschód się zmienił
Rezultatem jest paradoks: forma hegemonii osiągnięta nie poprzez trwałą głębię cywilizacyjną, ale poprzez sprzyjające wyczucie czasu i okoliczności. Przez pewien czas doprowadziło to wielu do przekonania, że Stany Zjednoczone są wyjątkowo zdolne do przekształcenia świata. Ta iluzja teraz zanika.
Stany Zjednoczone stoją w obliczu głębokiego kryzysu wewnętrznego, intelektualnego i politycznego. Ich system polityczny stał się coraz bardziej spolaryzowany, ich myślenie strategiczne węższe, a zdolność do formułowania spójnych długoterminowych polityk bardziej ograniczona. Te słabości są widoczne w decyzjach i sprzecznościach ostatnich administracji.
Nawet Europa Zachodnia, niegdyś mocno znajdująca się w amerykańskiej orbicie, wykazuje oznaki oporu. Założenie, że stosunki transatlantyckie pozostaną niekwestionowane w nieskończoność, okazuje się niewłaściwe.
W tym kontekście konflikt z Iranem nabiera szerszego znaczenia. To nie jest tylko kolejna wojna regionalna. Jest to część większego procesu, w którym Stany Zjednoczone są zmuszane do przystosowania się do rzeczywistości, o której inne państwa zawsze wiedziały: żadna pojedyncza władza nie może sprawować bezspornej kontroli nad sprawami globalnymi.
Rola Iranu w tym procesie jest pod wieloma względami symboliczna. To nie jest państwo idealne. Brakuje mu zasobów gospodarczych Chin, zdolności mobilizacyjnych Rosji czy intelektualnych tradycji Europy Zachodniej. Nawet zwycięstwo nad Stanami Zjednoczonymi nie przekształciłoby ich w globalnego hegemona.
A jednak rola Iranu może okazać się decydującą w zakończeniu epoki dominacji dotychczasowego hegemona.
Dlaczego Iran stał się „wieczną wojną” Trumpa?
Próba zbudowania systemu globalnej dominacji kierowanej przez Amerykanów – co można by nazwać „Frankensteinem” współczesnej geopolityki – napotyka swoje granice. Iran stał się punktem, w którym te granice są najwyraźniej ujawnione. Konsekwencje wykraczają daleko poza Bliski Wschód. Stawką jest nie tylko wynik konkretnego konfliktu, ale szersza struktura Stosunków Międzynarodowych. Kwestionowanie idei, że jedno państwo może narzucić swoją wolę uniwersalnie, kształtując globalny porządek na swój własny obraz, jest testowane i uznawane za pożądane.
Historia oferuje wiele przykładów potęg, które dążyły do takiej dominacji. Żadna nie odniosła sukcesu w dłuższej perspektywie. Nawet ci, którzy wydawali się temu najbliżsi, ostatecznie napotkali ograniczenia, strukturalne lub strategiczne, których nie mogli pokonać. Stany Zjednoczone nie są wyjątkiem.
Koniec tej iluzji będzie prawdziwym zakończeniem XX wieku, epoki zdefiniowanej przez ideologiczną konfrontację, bezprecedensową globalizację i chwilową przewagę jednej potęgi. To, co następuje, będzie bardziej znane: świat wielu ośrodków władzy, konkurujących interesów i zmieniających się sojuszy.
Wojna między Stanami Zjednoczonymi a Iranem jest jednym z momentów, w których następuje ta transformacja. Niezależnie od tego, jak ten konflikt się skończy, jeden wniosek jest już możliwy. Iran, pozostając na swoim miejscu, wniósł znaczący wkład w ewolucję systemu międzynarodowego. Stał się w efekcie ostatecznym czynnikiem, który przyspiesza koniec struktury zbudowanej na przesadzie i iluzji. – Jonas E. Alexis
[Musze skomentować, dla mniej uważnych: Oba omawiane bloki należą do Nowy Porządek Świata (ang. New World Order), a więc do anty-cywilizacji. Mirosław Dakowski]
Niekończąca się wojna na Ukrainie spowodowała silną identyfikację polskich elit politycznych z interesami tego państwa. Im więcej ujawnia się negatywnych skutków tego zdogmatyzowanego stanowiska, tym bardziej narasta werbalizowanie wrogości i nienawiści wobec Rosji i jej prezydenta.
Służy to przede wszystkim uzasadnianiu dotychczasowej polityki upartego trzymania się racji ukraińskich, gdy w rzeczywistości ze względu na postawę USA i paru mniejszych państw kruszy się solidarność Zachodu w obronie jednolitego frontu wsparcia dla Kijowa. Publiczne osądzanie Władimira Putina jako zbrodniarza wojennego stało się rytuałem wystąpień najważniejszych polityków w państwie na czele z prezydentem Nawrockim. Ponieważ zbrodnie wojenne mają miejsce także na Bliskim Wschodzie, występuje jaskrawy dysonans między piętnowaniem rosyjskiego przywódcy a dobrotliwym podejściem do prezydenta USA i premiera Izraela, którzy przecież także zasługują na miano zbrodniarzy wojennych. Postawa taka razi jednostronnością i relatywizmem, nie mówiąc o hipokryzji.
Koncentrowanie gniewu wyłącznie na rosyjskim przywódcy świadczy z jednej strony o afektywnym i emocjonalnym nastawieniu polskich polityków, a z drugiej o braku jakiegokolwiek pomysłu na perspektywiczne i realistyczne zrównoważenie stosunków z sąsiadami. Polscy politycy ze swoją pryncypialnością w ocenach Rosji, zawziętością i nieustępliwością, tkwią w XIX-wiecznej filozofii insurekcjonizmu i dziedziczonym po komunizmie kompleksie zależności satelickiej. Tymczasem świat znajduje się już w całkiem innym miejscu!
Polskie myślenie polityczne o Rosji…
determinuje pamięć o dominacji radzieckiej i przymusowej „komunizacji” PRL. Niezależnie od orientacji ideowo-politycznej, wszystkie ekipy rządzące w III RP uczyniły z „polityki pamięci” główne narzędzie swoich działań i zaniechań wobec Rosji, narzucając w dyskursie publicznym język moralizatorski, przywołujący „odwieczne zagrożenie” w postaci „imperium” i „barbarzyńskiej tyranii”. Ze względu na presję polityczną zamilkły środowiska profesjonalnych rosjoznawców, fachowców od rosyjskiej historii, kultury, literatury, teatru, filmu. Otwarto pole dla harcowników i zagończyków, przydatnych w podsycaniu napięć i konfliktów, zadeklarowanych rusofobów i podżegaczy wojennych. Czy naprawdę dla uzasadnienia strategicznej reorientacji na Zachód, w stronę NATO i Unii Europejskiej, trzeba było się uwiarygadniać poprzez całkowite wyparcie pozytywnych ocen wcale niemałego dorobku w stosunkach między obu państwami i narodami?
Polska i Polacy wpisali się wzorowo w ogólne trendy wyobcowania Rosji ze wspólnoty europejskiej. Okres po „zimnej wojnie” sprzyjał bowiem wyizolowaniu wschodniego mocarstwa jako egzystencjalnego wroga. Na XX-wieczną historię Rosji spoglądano przez pryzmat dwu wielkich katastrof geopolitycznych, tj. rewolucji bolszewickiej 1917 roku i rozpadu ZSRR w 1991 roku. Wydarzenia te wpisano w cykl jej historycznych klęsk wewnętrznych, prowadzących do całkowitego zerwania z Zachodem. Towarzyszyło im budowanie „muru niewiedzy” i lekceważenia wokół Rosji, który wyzwolił nawet w państwach małych – jak wśród Bałtów – nienawistną chęć odegrania się za historyczne traumy i porażki.
Polskim politykom odpowiada interpretowanie historii Rosji przez pryzmat największych katastrof rosyjskich, gdyż dzięki zwycięskiej wojnie z bolszewikami oraz pozbyciu się radzieckiej kurateli Rzeczpospolita mogła odzyskać – przynajmniej w wyobraźni – samodzielność podmiotową. Podtrzymywanie wizerunku „Rosji barbarzyńskiej” sprzyja jednak tworzeniu pustej przestrzeni na mentalnej mapie wschodniego sąsiedztwa. Epatowanie społeczeństwa wrogą propagandą i poleganie jedynie na tendencyjnych przekazach ukraińskich powoduje, że Polacy z premedytacją nie znają dzisiejszej Rosji. Widać już tego opłakane skutki w sferze medialnej, w debatach politycznych i opracowaniach pseudonaukowych. Staliśmy się zakładnikami ignorancji i ogłupienia na własne życzenie. Rządzącym brakuje politycznej przenikliwości oraz dalekowzroczności. Doradztwo polityczne ma charakter tendencyjny i oderwany od realiów. Polscy politycy nie myślą w kategoriach własnych interesów i korzyści, a dominująca wśród nich logika szkodzenia Rosji całkowicie sparaliżowała niezależną inicjatywność dyplomatyczną.
Dekompozycja hegemonicznego porządku pokazuje jednak żywotną zdolność Rosji do udziału w nowych konstelacjach geopolitycznych, które mogą osłabiać zbiorowy Zachód. Może ona tworzyć rozmaite ogniska napięć oraz współdecydować o niestabilności regionalnej w różnych częściach świata. Ponieważ Ameryka, ten idealizowany lider Zachodu, kompromituje się ze względu na swoje nowe podboje o charakterze imperialistycznym, Rosja przychodzi w sukurs zagrożonym narodom, co czyni ją ważnym uczestnikiem gry rywalizacyjnej. Widać to choćby w finezyjnej pomocy dla zaatakowanego przez Izrael i USA Iranu, czy energetycznego wspierania Kuby.
W kontekście negocjacji dotyczących Ukrainy Rosjanie wykazują się godną uwagi stanowczością. Wywołuje to irytację zachodnich polityków, sympatyzujących z władzami w Kijowie. Rosja przekonała się, podobnie jak Iran w ostatnich miesiącach przed izraelsko-amerykańską agresją, że gotowość do kompromisu w jakiejkolwiek sprawie prowokuje ciągle nowe żądania, a za naiwność i ufność płaci się wysoką cenę. Podstawą równoprawnych rokowań jest zawsze minimum zaufania wzajemnego i gotowość do rozmawiania w dobrej wierze. Tymczasem USA ze swoimi zachodnimi partnerami dopuszczają iście makiaweliczne metody osiągania swoich celów, nie wyłączając podstępu, szantażu i oszustwa.
Szczególnie perfidne stają się celowane ataki na przywódców politycznych i dowódców wojskowych, które przeczą jakimkolwiek zwyczajom wojennym i konwencjom międzynarodowym. W kontekście tego, co stało się w Iranie, gdy śmierć ajatollaha Alego Chameneiego, członków jego rodziny oraz wysokich rangą osobistości armii i władzy wstrząsnęła opinią międzynarodową, wszystkie państwa, które są w konflikcie z Zachodem, także Rosja, muszą zdawać sobie sprawę z zagrożeń dla własnych przywódców. Przypadki Wenezueli i Iranu pokazują, że ochrona przywódców narodowych staje się zadaniem nie tylko służb specjalnych, ale także sił zbrojnych.
Ze względu na kryzys cywilizacyjny Zachodu Rosja dysponuje – zdaniem wielu obserwatorów – licznymi atutami, aby przyczynić się do odnowy kulturalnej Starego Świata. Otwarcie administracji Donalda Trumpa na dialog dyplomatyczny z Władimirem Putinem, mimo sprzeciwów ze strony europejskich sojuszników Ameryki, oznacza radykalną rewizję podstaw aksjologicznych i zmianę kryteriów przynależności do światowej „ekstraklasy”. O ile Stany Zjednoczone kolejny raz w historii mają inicjatywę w zmienianiu mapy geopolitycznej, o tyle Europa traci na znaczeniu, nie mając żadnych przewag cywilizacyjnych.
Atuty Rosji
Rosja, Chiny czy Indie, a także atakowany z furią Iran należą do odrębnych oryginalnych cywilizacji i nie podporządkują się monokulturze zachodniej. Czynniki historyczne, kulturowe, religijne czy ideologiczne odgrywają w nich ważne role spoiwa i konsolidacji wewnętrznej. Paradoksem jest to, że Europie spośród wymienionych „państw-cywilizacji” najbliżej jest właśnie do Rosji. Działając wbrew własnym interesom – co jaskrawo uwidoczniła osobna postawa Węgier i Słowacji – Europejczycy odmówili lukratywnych dostaw energii, cierpiąc z powodu antyrosyjskich sankcji nie mniej niż sama Rosja. Obecnie, gdy świat stanął na krawędzi kryzysu, który z winy Izraela i Stanów Zjednoczonych może objąć globalną gospodarkę, politycy zachodnioeuropejscy tracą grunt pod nogami. Odmawiając solidarnego wsparcia administracji Trumpa, narażają się na wiele ryzyk, wśród których konieczność rewizji stosunków z Rosją może okazać się najmniej kosztowną.
Europa znalazła się w pułapce polityki powstrzymywania Rosji, jaką narzucały jej przez lata Stany Zjednoczone. Polityka ta skończyła się niepowodzeniem. Putinowi udało się obronić niezależność, a Rosja nie uległa ani próbom „ucywilizowania” jej na modłę zachodnią, ani „wasalizacji” przez Stany Zjednoczone. Europejscy przywódcy utracili natomiast samosterowność, gdyż ślepo podporządkowywali się dyrektywom Waszyngtonu. Znikła ich zdolność budowania długoterminowej wizji jedności kontynentu europejskiego oraz realistyczne poczucie historii.
Rosji nie udało się pokonać, ani upokorzyć, mimo ogromnej pomocy udzielonej przez Zachód Ukrainie podczas toczącej się wojny. Kolejny raz okazało się, że gdy stawką są żywotne interesy mocarstwa, szanse na jego pokonanie są znikome. Amerykanie jako pierwsi zrozumieli to, że wejście Ukrainy do NATO, traktowanego przez Moskwę jako wrogi sojusz, oznaczałoby koniec Rosji jako suwerennego państwa. Jak przyznają amerykańscy realiści, ich reakcja byłaby identyczna jak reakcja Rosjan. Nie bez powodu tu i ówdzie przywołuje się lekcje z kryzysu kubańskiego 1962 roku, kiedy amerykański establishment jednoznacznie reagował na zagrożenia egzystencjalne ze strony wrogiego mocarstwa.
Nauczeni tymi doświadczeniami Amerykanie podczas drugiej kadencji Donalda Trumpa odrzucili błędną koncepcję globalnej dominacji, stawiając Europę przed faktem dokonanym. Było nim otwarcie na dialog z Putinem na temat zakończenia bezsensownej wojny na Ukrainie. Ze względu na inercję psychologiczną oraz interesy kompleksów zbrojeniowych Unia Europejska i jej przywódcy nie są jednak zainteresowani zakończeniem tej wojny. Choć apele prezydenta Ukrainy o kolejne transze pomocy stały się mniej nachalne, to jednak niekończące się konsultacje Wołodymyra Zełenskiego z Emmanuelem Macronem, Keirem Starmerem i Friedrichem Merzem podtrzymują iluzję, że stare potęgi jeszcze cokolwiek znaczą. Kompromituje się też Ursula von der Leyen, przekształcając Komisję Europejską w sztab wojenny wspomagający soldateskę w Kijowie.
Haniebna napaść na Iran
Tymczasem dynamika procesów międzynarodowych zaskakuje swoją przewrotnością w stosowaniu siły w innych miejscach globu o skutkach trudnych do przewidzenia. Haniebną napaść izraelsko-amerykańską na Iran i związane z tym działania odwetowe można potraktować jako punkt zwrotny w przekraczaniu wszelkich barier, które wcześniej służyły przynajmniej szukaniu pretekstów czy zachowaniu pozorów dla usprawiedliwienia interwencji militarnych zakrojonych na dużą skalę. Okazuje się, że ambicje i obsesje dwu uwikłanych w skandaliczne afery polityków, Netanjahu i Trumpa, wykorzystujących dziwaczne ideologiczne i pseudoreligijne uzasadnienia dla swoich misji, odsłoniły nie tyle patologie osobowości, ile drapieżne oblicze sił stojących za nimi, zmierzających do narzucania swojej regionalnej i globalnej supremacji.
Agresorzy zadają Iranowi potężne ciosy i wykorzystują wszelkie atuty przewagi militarnej, przy osobliwym milczeniu tzw. społeczności międzynarodowej wobec ewidentnego ludobójstwa i zbrodni wojennych. Nie mogą jednak zdusić determinacji dumnego narodu irańskiego do obrony swoich wartości i żywotnych interesów. A co najważniejsze, Iran nie jest w stanie wygrać militarnie z agresorami, ale ma siłę destrukcji – może skutecznie zdestabilizować globalne rynki energetyczne. To spowoduje eskalację napięć w wielu miejscach globu. W obliczu deficytu nośników energii wojna przywraca znaczenie Rosji jako ważnego ich dostawcy i producenta.
Agonia Ukrainy
W tym kontekście wiele wskazuje na to, że w obliczu katastrofy geopolitycznej na Bliskim Wschodzie rozwiązanie konfliktu ukraińskiego nastąpi na warunkach rosyjskich. Elity zachodnioeuropejskie muszą bowiem dokonać przewartościowania, czy bardziej zależy im na losach wyludnionej i zniszczonej Ukrainy, czy na przywróceniu stabilności kontynentalnej i bezpieczeństwa energetycznego. Rosjanie zdają sobie wszak sprawę z tego, że regres na tle losów Ukrainy utrzyma się przez najbliższe dekady. Sporadyczne łagodzenie sankcji i ograniczeń nie zmieni radykalnie wzajemnych nastawień Rosji i Zachodu. Jest to zjawisko związane z naturą zglobalizowanego kapitalizmu, którego immanentną cechą pozostaną permanentne kryzysy.
Póki co, zachodni sojusznicy Ukrainy dokładają wszelkich starań, aby przedłużyć jej agonię, zamiast stworzenia planu powrotu do normalności. Z wypowiedzi czołowych polityków polskich przebija przy tym infantylna bezradność i żenujący brak pomysłu na obronę własnych suwerennych interesów. Potrzebne jest wyjście poza skostniałe frazesy i maniakalne zaklęcia o niezłomności swoich stanowisk, gdyż dynamiczna rzeczywistość wymaga odwagi w dokonywaniu przewartościowań, roztropnego reagowania na zmiany i znalezienia korzystnego miejsca w nowych układach.
Niestety, nie zawsze to, co najbardziej racjonalne, nabiera realistycznych kształtów. Górę biorą pesymistyczne scenariusze rozwoju sytuacji, zainfekowane irracjonalizmem. Brakuje skutecznych narzędzi analitycznych, a prognozowanie praktycznie straciło sens w obliczu nieprzewidywalności i nieobliczalności polityków. Spełnia się wizja jednego z brytyjskich i południowoafrykańskich teoretyków stosunków międzynarodowych, Charlesa Manninga, że próby zrozumienia tego, co się dzieje, przypominają „stąpanie po śliskiej krawędzi górskiej, w ciemnościach, nad przepaścią”. To stan skrajnej niepewności, gdzie każdy krok wiąże się z ryzykiem błędu, a brak widoczności (informacji) potęguje lęk. Ludzkość znalazła się w takim momencie, kiedy wysiłek intelektualny staje się walką o przetrwanie, a odwaga polityków w nazywaniu rzeczy po imieniu jest na wagę złota.
Wieki przegrany – Europa
Upierając się przy swoim zaangażowaniu w konflikt ukraiński, najważniejsi gracze Unii Europejskiej będą zapewne dążyć do rozmieszczenia na Ukrainie broni dalekiego zasięgu, a nawet wysłania swoich kontyngentów wojskowych. Taka jest dotychczasowa logika tej wojny, aby w żadnym wypadku nie nagrodzić agresora i nie uznać jego zwycięstwa. To najgorszy z możliwych scenariusz, którego realizacja będzie w dużej mierze zależeć od tego, jak ukształtuje się sytuacja po zakończeniu awantury irańskiej. Jeśli bowiem administracji amerykańskiej udałoby się zawrócić z drogi eskalacji, to faktycznie jedynie ona może zatrzymać negatywny trend staczania się Europy w katastrofę totalnego zwarcia z Rosją.
Takie przypuszczenie wynika z obserwacji, że Stany Zjednoczone, manipulując i strasząc opuszczeniem NATO, przejmują przynajmniej na jakiś czas rolę „zewnętrznego” policjanta na scenie europejskiej, przywracając „żelazną kurtynę” między Rosją a resztą Europy, pozostawiając natomiast Ukrainę niczym „krwawiącą ranę” w okrutnym klinczu na długie lata. W ten sposób Trumpowi może nie tylko udać się kolejne „ogranie” Europejczyków, ale i zagwarantowanie ich trwałego uzależnienia wojskowego i energetycznego od Ameryki. Na barkach Unii Europejskiej spocznie obrona Ukrainy, zaopatrywanej w amerykańską broń za pieniądze Europejczyków. W rzeczywistości to USA będą kontrolować przebieg konfliktu, bo przecież w każdej chwili mogą wstrzymać dostawy broni i uzbrojenia.
W procesach poszukiwania nowych przestrzeni dla przywrócenia równowagi i stabilności systemowej stosunki amerykańsko-rosyjskie pozostaną ważną osią odniesienia. Obu mocarstwom będzie zależeć na tym, aby Chiny ustawić w bezpiecznym dystansie i zapobiec nowemu hegemonizmowi. Losy Tajwanu pozostaną zakładnikiem bezpośredniego ułożenia się między Państwem Środka a słabnącą Ameryką. USA nie opuszczą także dobrowolnie Bliskiego Wschodu, gdyż lobbing proizraelski jest zbyt silny, aby zmieniły się priorytety strategiczne USA wobec Izraela. Zagadką pozostaje Iran, który paradoksalnie może przyspieszyć swoją drogę do przekroczenia progu nuklearnego. W ten sposób ukształtuje się nowa konstelacja wielobiegunowa, gwarantująca powrót do przestrzegania podstawowych reguł gry. Za tym pójdzie przebudowa porządku instytucjonalnego z udziałem nowych potęg Globalnego Południa. W połowie stulecia, gdy nie będzie już Unii Europejskiej ani ONZ, a po potędze Stanów Zjednoczonych pozostaną wspomnienia, system międzynarodowy oprze się na nowej organizacji, która będzie reprezentacją różnorodności cywilizacyjnej, a nie prymitywnego i manichejskiego podziału na autokracje i demokracje.
Realizm polityczny wskazuje wyraźnie, że bez udziału największych potęg, tj. USA, Chin i Rosji nie uda się wyciągnąć systemu międzynarodowego z zapaści, ani ograniczyć eskalacji wojen, które wybuchły w dużej mierze ze względu na arogancję neoliberalnego Zachodu. Gdy Rosja i Chiny, wspierane przez siły Globalnego Południa, przeciwstawią się ekspansji skłóconego Zachodu, istnieje duża szansa i nadzieja na przywrócenie równowagi międzynarodowej i powrót do pokojowego współżycia.
Izrael to ludobójcze państwo apartheidu, którego istnienie opiera się na strategii nieustannej przemocy i nadużyć na Bliskim Wschodzie. Dopóki to państwo będzie istniało w obecnej formie, pokój nigdy nie będzie możliwy.
Izrael już teraz agresywnie sabotuje dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, zawarte przez administrację Trumpa, dokonując masakry ogromnej liczby cywilów w Libanie, kraju, który jest wyraźnie wyłączony[przez katów… md] spod warunków zawieszenia broni uzgodnionych z Teheranem. Nie może zostać objęty żadnymi atakami.
Stany Zjednoczone i Izrael próbują twierdzić, że Liban nie jest stroną porozumienia o zawieszeniu broni, ale Pakistan, wyznaczony przez USA do mediacji w tym porozumieniu, twierdzi, że to nieprawda . „New York Times” donosi , że Biały Dom brał udział w publicznym komunikacie Pakistanu, który wyraźnie uwzględniał Liban w warunkach zawieszenia broni, po czym zmienił zdanie po ataku Izraela.
Jak podano, Iran odpowiedział na te naruszenia ponownym wstrzymaniem ruchu przez Cieśninę Ormuz.
To kolejne przypomnienie, że świat może mieć pokój albo Izrael – ale nie może mieć obu. Izrael to ludobójcze państwo apartheidu, którego całe istnienie opiera się na strategii nieustannej przemocy i nadużyć na Bliskim Wschodzie. Dopóki to państwo będzie istniało w obecnej formie, pokój nigdy nie będzie możliwy.
❖
Gdyby w twojej firmie zatrudniono faceta, który ciągle wdaje się w kłótnie z twoimi współpracownikami i twierdzi, że to dlatego, że są wobec niego rasistowscy, przez tydzień mógłbyś mu uwierzyć.
Po miesiącu miałbyś wątpliwości.
Po dwóch miesiącach zdasz sobie sprawę, że on najprawdopodobniej jest po prostu dupkiem.
Izrael robi to od osiemdziesięciu lat.
===================
md: No, ale realu – jest bezczelnym kłamcą i krwawym zbrodniarzem.
Do właściwego sądu, prokuratury, do Prezydenta RP.
Niniejszym, za pośrednictwem publikacji na oficjalnej stronie internetowej „Nasze Blogi”, zawiadamiam o popełnieniu przez marszałka sejmu Włodzimierza Czarzastego przestępstwa poświadczenia nieprawdy w dokumentach, to jest czyn (fałsz intelektualny), określony przez art. 271 Kodeksu karnego, czyli przestępstwo polegające na wpisaniu niezgodnych z rzeczywistością informacji o istotnym znaczeniu prawnym przez osobę uprawnioną. Grozi za to kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności, a w przypadku celu majątkowego – do 8 lat.
Przestępstwo miało miejsce w sali kolumnowej sejmu i polegało na publicznym poświadczeniu (transmisja tv, zapis notarialny, dokumenty poświadczające złożenie przyrzeczenia), że zorganizowane tam „zaprzysiężenie” kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego odbyło się wobec osoby Prezydenta RP.
Słowo „wobec” oznacza „w obecności”, tymczasem w żadnym momencie dzisiejszej uroczystości Prezydent RP nie był obecny! Czyli nie został spełniony warunek ustawowy złożenia przyrzeczenia wobec prezydenta RP.
To samo przestępstwo popełnił prawnik-notariusz, oraz wszyscy sześcioro prawnicy, którzy zostali wybrani przez sejm do pełnienia funkcji sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Wobec tego wnoszę o ukaranie wszystkich winnych zgodnie z kodeksem karnym, oraz unieważnienie wszelkich dokumentów i następstw prawnych wynikających z popełnionego przestępstwa.
Wnoszę też o pozbawienie innych uczestników owej uroczystości prawa sprawowania funkcji publicznych. Zasadne jest także pozbawienie tytułów profesorskich grona „autorytetów” prawniczych, którzy nie tylko dopuścili do zorganizowania owej „uroczystości”, ale także brali w niej aktywny udział, oszukując opinię publiczna, że to przestępstwo, które zostało zorganizowane w sejmie, ma jakiekolwiek podstawy prawne.
W Sali Kolumnowej Sejmu doszło dziś do kuriozalnego wydarzenia. 9 kwietnia 2026 roku odbyło się rzekome ślubowanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych przez izbę niższą parlamentu 13 marca. Uroczystość ta nie była jednak rutynowym aktem prawnym, lecz bezpośrednim wyzwaniem rzuconym głowie państwa i nowym etapem głębokiego konfliktu między władzą ustawodawczą a prezydencką.
Sytuacja jest bezprecedensowa, ponieważ ślubowanie odbyło się w obliczu kategorycznej odmowy prezydenta Karola Nawrockiego. Głowa państwa konsekwentnie odmawiała przyjęcia przysięgi od rzekomych sędziów wybranych przez koalicję rządzącą pod przewodnictwem premiera Donalda Tuska.
W polskim systemie prawnym prezydent pełni kluczową rolę w procesie nominacji sędziowskich, a jego podpis i przyjęcie ślubowania są zazwyczaj uznawane za niezbędny element wejścia w życie funkcji sędziowskiej. Dzisiejsze wydarzenia w Sejmie pokazują, że rząd postanowił ominąć ten etap, uznając prawo parlamentu do obsadzenia składu sędziowskiego za nadrzędne.
Decyzja o organizacji uroczystości w Sali Kolumnowej Sejmu ma charakter nie tylko prawny, ale i symboliczny. Przeniesienie aktu ślubowania z Pałacu Prezydenckiego do parlamentu jest jasnym sygnałem, że rządzący nie zamierzają dłużej czekać na zgodę prezydenta Nawrockiego.
Środowiska związane z prezydentem określają ten ruch jako uderzenie w fundamenty demokratycznego państwa prawa. Twierdzą oni, że ślubowanie przeprowadzone w Sejmie, z pominięciem głowy państwa, jest prawnie nieistniejące i stanowi próbę stworzenia tzw. sędziów z nadania politycznego, którzy nie posiadają pełnych i legalnych uprawnień.
W takim scenariuszu każdy wyrok wydany przez nowych sędziów może być kwestionowany w przyszłości, co prowadzi do jeszcze większego chaosu prawnego i niepewności obywateli oraz przedsiębiorstw co do stabilności polskiego prawa.
Dzisiejsze wydarzenia wpisują się w szerszy kontekst walki o kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości, która towarzyszy Polsce od wielu lat. Spór o Trybunał Konstytucyjny stał się centrum walki politycznej, w której każda ze stron posługuje się odmienną interpretacją Konstytucji.
Obecna sytuacja pokazuje, że mimo zmian w rządzie, głęboka polaryzacja w kwestiach ustrojowych nie zniknęła, a jedynie zmieniła wektory ataku. Rząd Donalda Tuska, dążąc do szybkiej zmiany tej instytucji, zdecydował się na rozwiązanie siłowe, które w oczach wielu obserwatorów może być postrzegane jako powielanie błędów poprzedników w zakresie ignorowania procedur i instytucji.
Zagraniczni obserwatorzy zwracają uwagę, że Polska ponownie znalazła się w centrum uwagi międzynarodowej jako kraj zmagający się z kryzysem praworządności. Fakt, że parlament otwarcie przeciwstawił się prezydentowi w kwestii nominacji sędziowskich, może wpłynąć na relacje z Unią Europejską i ocenę stabilności polskiego systemu prawnego. Dla instytucji europejskich kluczowe jest, czy Trybunał Konstytucyjny będzie organem niezależnym, czy też stanie się narzędziem w rękach aktualnej większości parlamentarnej.
W najbliższych dniach należy spodziewać się gwałtownych reakcji prawnych. Prawdopodobne jest, że prezydent Karol Nawrocki podejmie kolejne kroki w celu podważenia legalności dzisiejszego ślubowania. Można spodziewać się serii pism i wniosków do innych organów państwowych, które mają na celu zablokowanie nowych sędziów przed objęciem funkcji. Z kolei rząd prawdopodobnie będzie starał się legitymizować działania Trybunału, powołując się na konieczność zapewnienia ciągłości państwa.
Sytuacja w Sali Kolumnowej Sejmu dobitnie pokazuje, że w polskiej polityce prawo stało się instrumentem walki, a instytucje, które powinny być gwarantem bezstronności, są obecnie polem bitwy. Pytanie o to, kto ma rację, pozostaje otwarte, jednak fakt pozostaje taki, że Polska weszła w nową fazę kryzysu konstytucyjnego, z którego wyjście może zająć lata.
Wojna prowadzona przez Izrael, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię przeciwko Iranowi podważyła prawo międzynarodowe. Nawet Rada Bezpieczeństwa zapomniała o własnej definicji agresji. Orzekła przeciwko sobie. Nigdy nie było precedensu w tej sytuacji. Wszystkie państwa członkowskie ONZ muszą teraz wybrać między prawem międzynarodowym a systemem sojuszniczym stworzonym przez Stany Zjednoczone.
Sieć Voltaire | Paryż (Francja) 7 kwietnia 2026 r.
11 marca 2026 r. Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję w sprawie wojny z Iranem, co stoi w całkowitej sprzeczności z definicją „agresji” stosowaną przez ONZ.
Wojna izraelsko-amerykańsko-brytyjska [ 1 ] przeciwko Iranowi głęboko ukształtowała Organizację Narodów Zjednoczonych i zrewolucjonizowała podejście do prawa międzynarodowego. Do tego czasu wszyscy wierzyli, że prawo to opiera się wyłącznie na poszanowaniu podpisu i prawa ludzi do samostanowienia. Z czasem jednak wszyscy przyzwyczaili się również do faktu, że Izrael i Stany Zjednoczone nigdy nie mogą być uznane za wyjęte spod prawa.
Choć wspomina o „uzasadnionej zbiorowej samoobronie” Izraela (sic), punkt ten został zepchnięty na dalszy plan przez zdumiewającą szczerość prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który oświadczył, że Iran nie zagraża jego krajowi [ 2 ] . Do tej pory Waszyngton bezczelnie kłamał, aby podtrzymywać iluzję, że przestrzega prawa międzynarodowego. Przypomnijmy kłamstwa George’a W. Busha i Baracka Obamy na temat ataków z 11 września, broni masowego rażenia w Iraku, masakr w Libii i Syrii oraz późniejszych wojen.
Benjamin Netanjahu odwołał się do swojego trzydziestoletniego przemówienia o „głowie ośmiornicy”, czyli Iranie, aby wyjaśnić jego wpływy. Nie znalazł lepszego sposobu niż odwołanie się do irańskich haseł: „Śmierć tworowi syjonistycznemu!” i „Śmierć Stanom Zjednoczonym!”, sugerując, że Iran chce zabić wszystkich Izraelczyków i Amerykanów. Jednakże okrzyk „Śmierć tworowi syjonistycznemu!” nigdy nie oznaczał nadziei na śmierć państwa Izrael i jego mieszkańców, lecz raczej kwestionowanie samo-ogłoszenia się tego państwa bez zgody Organizacji Narodów Zjednoczonych i w sprzeczności z pierwotnym projektem państwa dwunarodowego. Co do okrzyku „Śmierć Stanom Zjednoczonym!”, oznacza on, że Iran kwestionuje prawowitość państwa zbudowanego na masakrze milionów rdzennej ludności i zniewoleniu milionów czarnych Afrykanów.
Można by oczekiwać, że wszystkie państwa członkowskie ONZ uznają tę wojnę za nielegalną, za akt „agresji” w rozumieniu Karty. Nie! Nikt tego nie powiedział – z wyjątkiem Korei Północnej – mimo że wszyscy tak myśleli. Choć stanowisko to jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę potęgę militarną Stanów Zjednoczonych – fakt, który wszyscy wolą ignorować – oczywiste jest, że to zbiorowe tchórzostwo będzie miało konsekwencje.
Najważniejsza jest jednak inna kwestia: ta wojna nie tylko sama w sobie stanowi akt agresji i podważa ważność podpisów Tel Awiwu i Waszyngtonu, ale jest również prowadzona w sposób barbarzyński – w rozumieniu Konferencji Haskiej (1899). Benjamin Netanjahu wziął na siebie odpowiedzialność za kolejne zabójstwa wszystkich przywódców religijnych, wojskowych i politycznych, których uważa za swoich wrogów. Zbrodnie te zostały przejęte i zaakceptowane przez Donalda Trumpa.
Do tej pory Zachód uważał zabójstwa mężów stanu za niemoralne i kontrproduktywne. Izrael i Stany Zjednoczone są w pełni świadome, że ich działania są kontrproduktywne, ale nie dbają o to, czy są moralne, czy nie [ 3 ] . Izrael od siedemdziesięciu ośmiu lat dokonuje zamachów na palestyńskich przywódców. Osierocił ten naród i teraz może winić tylko siebie za to, że nie ma już nikogo, z kim mógłby negocjować.
Nawiasem mówiąc, Izrael zniszczył dom przywódcy rewolucji, ajatollaha Alego Chameneiego, i zamordował go. To dokładnie tak, jakby zbombardował Watykan i zamordował papieża Leona XIV, ponieważ on – i wszyscy jego poprzednicy – sprzeciwiali się utworzeniu imperium żydowskiego, jak stwierdził Władimir Zeew Żabotyński (1880–1940), nawet jeśli – jak ujął to Teodor Herzl (1860–1904) – Izrael i Palestyna były schronieniem dla Żydów z całego świata.
Nie powinno zatem dziwić, że powstają ruchy terrorystyczne takie jak Harakat Ashab al-Yamin al-Islamia (HAYI) (Prawicowy Islamski Ruch Ludowy), podkładające bomby w Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i prawdopodobnie we Francji. Szyici, którzy przyjęli Velayat-e faqih, muszą pomścić swojego duchowego mistrza.
Jakby tego było mało, Benjamin Netanjahu i Donald Trump atakują teraz irańskich cywilów [4 ] , których wczoraj wzywali do „obalenia reżimu”. Och! Irańczycy, których zachodnia propaganda nie przekonała, że Gwardia Rewolucyjna dokonała masakry 40 000 ich rodaków, teraz masowo zaciągają się do Gwardii Rewolucyjnej, by trzymać agresorów w ryzach.
Te okrutne operacje rozpoczęły się od bombardowania złóż węglowodorów w Teheranie, w wyniku czego uwolniono „tlenki siarki i azotu”, powodując kwaśne deszcze [ 5 ] .
Każdy, kto zrozumiał, że Benjamin Netanjahu i Donald Trump prowadzili nielegalną „agresję” przeciwko Iranowi, zachowując się jak barbarzyńcy, mordując przywódców i celowo atakując cele cywilne, mógł zrozumieć, że Iran miał pełne prawo zareagować na takie traktowanie.
Oto wielkie odkrycie tej wojny: prawo międzynarodowe stanowi, że państwa zaatakowane mogą skierować swoje działania nie tylko przeciwko agresorom na własnych terytoriach, ale także przeciwko bazom wojskowym agresorów uczestniczącym w agresji z zagranicy, a wreszcie przeciwko państwom trzecim, które te bazy posiadają [ 6 ] . Od czasu powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych żadne państwo zaatakowane nigdy nie zaatakowało swojego agresora na terytorium państwa trzeciego. Cały świat zapomniał o tej reakcji, która jest szczególnie skuteczna w dobie globalizacji gospodarczej [ 7 ] .
Sami członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ zapomnieli o „definicji agresji”, przyjętej jednomyślnie, bez głosowania, 14 grudnia 1974 roku. Do tego stopnia, że 11 marca 2026 roku przyjęli rezolucję 2817, która „w najostrzejszych słowach potępia niedopuszczalne ataki Islamskiej Republiki Iranu” na sześć państw Zatoki Perskiej i Jordanię. Nieświadomie zagłosowali za tekstem, który był sprzeczny z podpisami wszystkich państw, a tym samym z prawem międzynarodowym.
Arabia Saudyjska, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, Kuwejt, Oman i Katar zostały wciągnięte w tę wojnę wbrew swojej woli. Te siedem państw – podobnie jak Rada Bezpieczeństwa – początkowo zareagowało z niezrozumieniem. Złożyły skargę do Rady Bezpieczeństwa. Następnie, w serii listów, musiały przyznać, że Iran miał rację, a Rada przeoczyła ten fakt. Wszystkie podpisały rezolucję Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314 (XXIX) (14 grudnia 1974 r.). Ich protesty stały się mniej gwałtowne, bardziej niejasne. Wszystkie zgodziły się na goszczenie amerykańskich baz wojskowych, aby zagwarantować sobie bezpieczeństwo, i wszystkie są uwięzione przez obecność tych baz.
Istnieje kilka sposobów, aby zareagować na tę sprzeczność: albo deklarując, że prawo międzynarodowe jest niewystarczające, ale kto będzie ich chronił w przyszłości? Albo deklarując, że Stany Zjednoczone mogą robić, co chcą, narażając ich tym samym na niebezpieczeństwo, ale jak mogą uwolnić się od swojego cennego obrońcy?
W chwili pisania tego tekstu w Radzie Bezpieczeństwa wymieniono już ponad 80 listów, ale żadne z tych siedmiu państw nie rozstrzygnęło dylematu: prawo międzynarodowe czy zagraniczne bazy wojskowe. Trzeba dokonać wyboru.
Sułtanat Omanu, który podobnie jak inne państwa nie jest w stanie pogodzić tego, co nie do pogodzenia, „wzywa Radę Bezpieczeństwa do wypełnienia swojego obowiązku i przeprowadzenia kompleksowej i bezstronnej oceny przyczyn tego kryzysu, aby można było zająć się nimi u źródła, a nie tylko powierzchownie” [ 8 ] .
Głęboka analiza Pepe Escobara i podpułkownika Daniela Davisa
W niezwykle interesującej rozmowie na konferencji „Daniel Davis Deep Dive” znany analityk geopolityczny Pepe Escobar i emerytowany podpułkownik USA Daniel Davis rzucili światło na obecną sytuację po nagłym ogłoszeniu zawieszenia broni w konflikcie między USA, Iranem i Izraelem.
To, czy zawieszenie broni doprowadzi do trwałego pokoju, czy będzie jedynie chwilowym wytchnieniem w wysoce złożonej geopolitycznej rozgrywce szachów, pozostaje całkowicie otwarte. Escobar i Davis analizują sprzeczne sygnały płynące z Waszyngtonu, rolę zewnętrznych mediatorów, takich jak Pakistan i Chiny, oraz ogromne różnice w interpretacji, które już od pierwszego dnia grożą zerwaniem całego porozumienia.
Sprzeczne komunikaty Trumpa:
Od „Zniszczenia cywilizacji” do „Złotego wieku”
Prezydent Donald Trump opublikował w ciągu kilku godzin dwa skrajnie sprzeczne oświadczenia na portalu Truth Social. Zaledwie dzień wcześniej zagroził zbombardowaniem Iranu, cofając go do epoki kamienia łupanego i unicestwiając całą cywilizację – sformułowanie, które Escobar klasyfikuje jako retoryczną eskalację „Imperium Chaosu”.
Zaledwie kilka godzin później Trump nagle powiedział o „wielkim dniu dla pokoju na świecie”. Iran miał już dość, Stany Zjednoczone miały pomóc w transporcie morskim przez Cieśninę Ormuz, wesprzeć odbudowę i zarobić „mnóstwo pieniędzy”.
Escobar postrzega to nie tylko jako typową dla Trumpa zmienność, ale także jako klasyczny przykład manipulacji narracją: Trump ani nie czyta oryginalnych dokumentów, ani nie zastanawia się nad własnymi wypowiedziami. Nagły zwrot akcji nie jest ani logicznie, ani strategicznie zrozumiały, lecz jest raczej wynikiem gorączkowych dyskusji w tle.
Ukryci architekci:
Pakistan, Chiny i dyplomacja „zagubiona w tłumaczeniu”
Prawdziwe źródło zawieszenia broni nie leży w Waszyngtonie, ale w łańcuchu dyplomatycznym, który rozpoczął się kilka dni temu w Islamabadzie. Cztery państwa muzułmańskie – Pakistan, Arabia Saudyjska, Egipt i Turcja – spotkały się, aby omówić deeskalację.
Następnie pakistański minister spraw zagranicznych udał się do Pekinu, gdzie Chiny jednoznacznie dały do zrozumienia, że przedstawione dotychczas propozycje są niewystarczające. Pekin przedstawił pięciopunktowy plan, który stał się podstawą dalszych negocjacji.
Pepe Escobar, który doskonale zna Pakistan, ponieważ przez dziesięciolecia zajmował się reportażem (zarówno przed, jak i po 11 września), podkreśla kluczową rolę tego kraju jako „posłańca”, a nie architekta.
Obecny rząd w Islamabadzie – który obalił i uwięził Imrana Khana – ma bliskie powiązania z amerykańskim kompleksem wojskowo-przemysłowym, Pentagonem i CIA. Feldmarszałek Asim Munir ma nawet numer Trumpa na szybkim wybieraniu.
Niemniej jednak sam Iran nie był bezpośrednio zaangażowany; wszystkie informacje były rozpowszechniane kanałami pakistańskimi. Escobar mówi o „epickim zdarzeniu zaginionym w tłumaczeniu”: Stany Zjednoczone opracowały 15-punktowy plan, Iran – 10-punktowy. Obie strony interpretują dokumenty zupełnie inaczej.
Chiny przekonały Teheran dopiero w ostatniej chwili, aby dał szansę rozejmowi – obietnicą „Wesprzemy cię”.
Główne konflikty:
Liban, Cieśnina Ormuz i 10-punktowe żądania Iranu
Porozumienie o zawieszeniu broni już pierwszego dnia groziło załamaniem. Pakistan od początku jasno dawał do zrozumienia, że Liban jest stroną zawieszenia broni. Sharif opublikował to publicznie na Twitterze – sugerując, że Waszyngton wyraził na to zgodę.
Mimo to, zaledwie kilka godzin później Izrael rozpoczął masową kampanię bombardowań Bejrutu, w tym w dzielnicach o wpływowych tradycjach Zachodu, takich jak Corniche. Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Caroline Levitt potwierdziła później, że Liban nie był stroną porozumienia.
Escobar uważa to za jasny znak: Izrael – „kult śmierci w Azji Zachodniej” – nie został nawet włączony do negocjacji i zniweczył umowę już pierwszego dnia.
Jeszcze poważniejszy jest spór o Cieśninę Ormuz. Iran, z pomocą Chin, wprowadził tam alternatywny system opłat (E1) i obecnie pobiera opłaty w juanach.
Podczas gdy Trump wspomniał o pomocy USA w transporcie, Iran grozi całkowitym zamknięciem cieśniny, jeśli „zawieszenie broni na wszystkich frontach” zostanie naruszone. Escobar wyjaśnia: To oznaczałoby koniec petrodolara, jaki znamy.
Analizy Goldman Sachs ostrzegały Waszyngton od lat – ale nikt nie słuchał. Iran mógł finansować swoje reparacje wyłącznie z opłat drogowych.
Dziesięć punktów Iranu jest nie do przyjęcia dla Waszyngtonu: gwarancja nieagresji, utrzymanie kontroli nad Cieśniną Ormuz, zakończenie wszystkich wojen regionalnych, w tym z Hezbollahem, wycofanie wszystkich wojsk amerykańskich, reparacje, uznanie prawa do wzbogacania uranu, zniesienie wszystkich sankcji.
Trump później twierdził, że „nie doszło do wzbogacenia” i że Stany Zjednoczone usuwają „głęboko zakopany pył nuklearny” – choć jednocześnie przyznał, że pył ten pozostał nietknięty pod nadzorem satelitarnym od czasu ataku.
Escobar postrzega to jako ostateczne ujawnienie uzasadnienia wojny przez USA: „nieuchronna bomba atomowa” była pretekstem. Prawdziwym celem była zmiana reżimu i powstrzymanie irańskiej projekcji siły – oba te cele zakończyły się niepowodzeniem.
Rzeczywistość wojskowa kontra narracja Waszyngtonu
Trump, sekretarz obrony Pete Hegseth i generał CQ Brown przedstawili atak jako „spektakularne zwycięstwo militarne”. Twierdzili, że Iran został „zdewastowany”, gdyż 80% jego produkcji dronów i pocisków rakietowych zostało zniszczonych, a 80% jego obrony powietrznej zostało wyłączonych.
Escobar nazywa to po prostu „kłamaniem w żywe oczy”.
Większość podziemnych „miast rakietowych” (ponad 31 obiektów, wiele w odległych prowincjach, takich jak Sistan-Beludżystan) pozostaje nietknięta. Iran poinformował Stany Zjednoczone i Pakistan, że nadal posiada ponad 15 000 pocisków i 40 000 dronów – wiele z nich to zaawansowane modele zmodernizowane w Rosji, odporne na zakłócenia.
Chociaż siły powietrzne i część marynarki wojennej zostały trafione, miniaturowe okręty podwodne i rezerwy rakiet strategicznych pozostały nienaruszone.
Natomiast przemysł petrochemiczny i infrastruktura cywilna (mosty, uniwersytety, Isfahan) poniosły poważne straty – cenę, którą Iran może odbudować w dłuższej perspektywie przy pomocy Chin i Rosji.
Spójność narodowa w Iranie i rola krytyków wewnętrznych
Pomimo zniszczeń Iran przeżywa bezprecedensową jedność narodową.
Escobar opowiada o swojej długoletniej wiedzy na temat kraju: Po 47 latach najbrutalniejszych sankcji suwerenne państwo walczy praktycznie samotnie z najsilniejszą armadą na świecie – i doprowadziło do jej paraliżu.
Dotychczasowe rozbieżności w społeczeństwie (polityka gospodarcza, Republika Islamska) schodzą obecnie na dalszy plan.
Nawet były minister spraw zagranicznych Zarif został okrzyknięty zdrajcą w irańskich mediach społecznościowych, ponieważ jego artykuł w „Foreign Affairs” został odebrany jako dokument kapitulacji.
Perspektywy:
Negocjacje w Islamabadzie i główne linie geopolityczne
Rozmowy mają rozpocząć się w Islamabadzie w piątek. Iran mają reprezentować minister spraw zagranicznych Araghchi i przewodniczący parlamentu Ghalibaf.
Escobar oczekuje, że Irańczycy szczegółowo wyjaśnią swoje żądania i będą skłonni pójść na kompromis w jednej lub dwóch kwestiach (np. w kwestii reparacji poprzez opłatę za przejście graniczne w Ormuzie).
Prawdziwym pytaniem jest jednak „dobra wola” delegacji USA. Po dwóch poprzednich zdradach w trakcie negocjacji (w tym zabójstwie Najwyższego Przywódcy) zaufanie to zostało zachwiane.
Iran zdaje sobie sprawę, że jest to wojna na większą skalę, skierowana przeciwko suwerennym cywilizacjom (Iranowi, Rosji, Chinom), które kontrolują źródła energii.
Wniosek
Escobar i Davis przedstawiają ponury, ale realistyczny obraz: bez jasnych instrukcji ze strony Stanów Zjednoczonych skierowanych do Izraela, nakazujących przestrzeganie porozumienia, zawieszenie broni jest już „DOA” (dead on arrival – martwe od samego początku).
Nieracjonalni aktorzy po obu stronach – Izrael i niestabilny Trump – sprawiają, że każda prognoza jest ryzykowna.
Niemniej jednak, gdyby zawieszenie broni utrzymało się, mogłoby ono radykalnie zmienić geopolitykę regionu – wzmocniłoby Iran, osłabiło petrodolara i wprowadziło nową rolę mediatorów dla Chin i Pakistanu.
Rozmowa kończy się uświadomieniem: świat się temu przygląda, zwłaszcza kraje Globalnego Południa. Nie widzą tam „zdewastowanego” Iranu, lecz kraj, który radzi sobie pomimo wszelkich przeciwności.
Kluczowym pytaniem na nadchodzące dni pozostaje, czy Waszyngton kiedykolwiek uzna tę rzeczywistość.
Oto pierwsza mało spektakularna wiadomość: rzekome zawieszenie broni między USA a Iranem upadło. Choć nie ma oficjalnego oświadczenia, uwierzcie mi, to już koniec. Farsa zorganizowana przez administrację Trumpa, zwłaszcza w Waszyngtonie, jest absurdalna. Ogłaszają oni znaczące zwycięstwa militarne nad Iranem, nie mając najmniejszych dowodów na to, że USA osiągnęły jakiekolwiek cele strategiczne – poza przejęciem przez Iran kontroli nad Cieśniną Ormuz i uwięzieniem światowej gospodarki w kryzysie łańcucha dostaw.
Zarówno Iran, jak i Pakistan, mediatorzy w zawieszeniu broni, podkreślają, że administracja Trumpa zaakceptowała dziesięciopunktowy plan Iranu jako realną podstawę do negocjacji :
Zaangażowanie USA w pakt o nieagresji – formalna gwarancja, że Stany Zjednoczone (i Izrael) nie przeprowadzą dalszych ataków na Iran, Liban, Jemen i Irak.
Irańska kontrola nad Cieśniną Ormuz pozostaje niezmienna – Iran zachowuje suwerenność i podstawową koordynację ruchu statków przez cieśninę, a na rzecz bezpiecznego przepływu statków obowiązuje „uregulowany” lub „bezpieczny protokół tranzytowy”.
Uznanie praw Iranu do wzbogacania uranu – wyraźne uznanie przez Stany Zjednoczone i społeczność międzynarodową prawa Iranu do wzbogacania uranu na potrzeby cywilnego programu nuklearnego.
Zniesienie wszystkich głównych sankcji USA wobec Iranu – usunięcie bezpośrednich dwustronnych sankcji gospodarczych nałożonych przez Stany Zjednoczone.
Zniesienie wszystkich sankcji wtórnych – usunięcie sankcji wobec państw trzecich i organizacji prowadzących interesy z Iranem.
Zakończenie wszystkich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przeciwko Iranowi – zniesienie istniejących sankcji i rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przeciwko Iranowi.
Anulowanie wszystkich rezolucji Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej przeciwko Iranowi – zakończenie rezolucji i środków nadzorczych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej odnoszących się do irańskiego programu nuklearnego.
Wypłata odszkodowań / reparacji wojennych dla Iranu — rekompensata finansowa lub pomoc w odbudowie szkód wyrządzonych przez kampanię militarną USA i Izraela.
Uwolnienie wszystkich zamrożonych irańskich aktywów – odblokowanie irańskich funduszy i aktywów zlokalizowanych za granicą (w tym tych przechowywanych w bankach amerykańskich i europejskich).
Wycofanie wojsk USA z Bliskiego Wschodu (i zakończenie ataków na sojuszników Iranu) — wycofanie amerykańskich wojsk bojowych z regionalnych baz i rozszerzenie zawieszenia broni na sojuszników Iranu w „osi oporu” (w tym zaprzestanie izraelskich działań w Libanie przeciwko Hezbollahowi i zaprzestanie działań wojennych na innych frontach regionalnych).
Początkowa reakcja syjonistycznych zwolenników Trumpa i administracji Netanjahu była mieszanką szoku i gniewu. Opór rozpoczął się natychmiast we wtorek wieczorem, a w środę rano administracja Trumpa upierała się, że zgodziła się na inny – choć jak dotąd nieokreślony – dziesięciopunktowy plan. Izrael doprowadził do fiaska negocjacji, rozpoczynając brutalną i morderczą kampanię bombardowań centralnego i południowego Libanu.
Jak więc wpakowaliśmy się w ten bałagan? Artykuł w „New York Timesie” zatytułowany „Jak Trump poprowadził USA do wojny z Iranem” przyciągnął uwagę opinii publicznej, obarczając winą Benjamina Netanjahu i jego szefa Mossadu. Artykuł przedstawia premiera Netanjahu jako siłę napędową amerykańskiej interwencji. Netanjahu od miesięcy intensywnie prowadził kampanię na rzecz wspólnego, zakrojonego na szeroką skalę ataku na Iran. Przełomowe spotkanie 11 lutego 2026 roku w Białym Domu – gdzie Netanjahu wygłosił ściśle tajną prezentację w Sali Sytuacyjnej – pomogło Trumpowi przełamać początkową niechęć i ograniczone możliwości, ostatecznie autoryzując zakrojone na szeroką skalę ataki u boku Izraela.
W miesiącach poprzedzających spotkanie 11 lutego Netanjahu wielokrotnie naciskał na administrację Trumpa, aby USA poparły ataki militarne, nazywając je niezbędnymi dla neutralizacji irańskiego programu nuklearnego, pocisków balistycznych i wpływów regionalnych. Przedstawiciele izraelskiego rządu sygnalizowali, że Izrael jest gotowy do jednostronnego działania w razie potrzeby, co wzbudziło w Stanach Zjednoczonych poczucie pilności i nieuchronności. 11 lutego Netanjahu przybył do Białego Domu na rozmowy, które obejmowały szczegółową odprawę na temat gróźb ze strony Iranu. Podczas prawie trzygodzinnego spotkania omówiono potencjalne terminy ataków, ryzyko dla trwających rozmów dyplomatycznych między USA a Iranem (które Netanjahu starał się podważyć) oraz korzyści płynące z działań militarnych. Trump i jego zespół otrzymali informacje wywiadowcze i argumenty, które podkreśliły potrzebę zdecydowanych działań.
No cóż, pozwólcie, że trochę pospekuluję… Myślę, że moment publikacji tego artykułu wpisuje się w waszyngtoński rytuał szukania jednego lub więcej kozłów ofiarnych za nieudaną politykę. J.D. Vance i, w mniejszym stopniu, Marco Rubio są przedstawiani jako dwa głosy rozsądku, które próbowały odwieść Donalda Trumpa od ataku na Iran. Generał Dan Caine był pod tym względem bliski, ale artykuł w „New York Timesie” przedstawia go jako stosunkowo słabego człowieka, który nie odważył się rzucić wyzwania prezydentowi.
Kto ponosi winę? Pete Hegseth. Jeśli ataki USA ponownie się nasilą w tym tygodniu, a Iran będzie nadal bombardował amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej, krytyczną infrastrukturę gospodarczą państw Zatoki Perskiej i Izrael, nadejdzie dzień rozliczenia, kiedy Trump będzie zmuszony przyznać, że USA nie są w stanie pokonać Iranu, a koszt kontynuowania wojny będzie katastrofalny dla amerykańskiej gospodarki – i dla perspektyw politycznych Republikanów tej jesieni.
„Cała cywilizacja umrze dziś w nocy i nigdy nie powróci”. Historia zarejestruje to spojrzeniem bezlitosnym jak słońce. Zaskakująco barbarzyńska pieczęć, którą prezydent Stanów Zjednoczonych umieścił w mediach społecznościowych.
Krótko mówiąc: była to tandetna „cywilizacja”, która dała światu Big Maca i groziła unicestwieniem starożytnej cywilizacji, która dała światu algebrę; która wywarła bezprecedensowy wpływ na sztukę, naukę i rządzenie; która wydała na świat postaci od Cyrusa Wielkiego po Awicennę, od Omara Chajjama po wybitnego poetę Dżalaladdina Rumiego; która rozwinęła serię wspaniałych ogrodów, dywanów, cudów architektury oraz ram filozoficznych i etycznych.
Co istotne, ze strony przywódców politycznych całego „cywilizowanego” Zachodu nie wydobył się ani jeden dźwięk w odpowiedzi na ten wybuch barbarzyństwa, nie było nawet udawanego oburzenia, co po raz kolejny dowodzi ich całkowitego, nieodwracalnego moralnego i politycznego bankructwa.
Irańczycy odpowiedzieli na to barbarzyństwo w ten sam sposób. Ponad 14 milionów ludzi zarejestrowało się, tworząc żywe tarcze wokół swoich elektrowni w całym kraju, chroniąc swoje źródła utrzymania i stawiając bezpośredni opór „syndykatowi Epsteina”.
Gdy zbliżał się mrożący krew w żyłach moment, pawian barbarzyństwa – co innego? – przerzucił się na TACO: ludzie z LEGO uwiecznili go.
Nie ma absolutnie żadnej możliwości, aby Pakistan mógł zaoferować Iranowi „gwarancje”, że zawieszenie broni będzie sposobem na ostateczne zakończenie wojny. Jak potwierdziły źródła dyplomatyczne, w rzeczywistości wydarzyło się coś takiego: Pekin w ostatniej chwili wkroczył jako gwarant i zapewnił Teheran, że Stany Zjednoczone zaakceptują przynajmniej część irańskich żądań zawartych w 10-punktowym planie.
Potwierdził to również ambasador Iranu w Chinach, Abdolreza Rahmani Fazili. Negocjacje rozpoczną się w najbliższy piątek w Islamabadzie.
Prezydent Stanów Zjednoczonych, ten śliniący się pawian barbarzyństwa, w obliczu nieuniknionych, ponurych konsekwencji własnego strategicznego błędu, wykorzystał Pakistan jako drogę ucieczki. Potwierdził to kolejny epicki błąd pakistańskiego premiera: zapomniał usunąć nagłówek tweeta/posta X, który został dla niego napisany przez Biały Dom.
Obecny reżim pakistański – de facto kierowany przez marszałka polowego Asima Munira, który ma Trumpa na szybkim wybieraniu – mógł korzystać i będzie nadal korzystać geopolitycznie z wyjątkowego statusu: muzułmańskiej potęgi nuklearnej ze znaczną mniejszością szyicką; dobrych stosunków z Radą Współpracy Zatoki Perskiej; sąsiada Iranu, z którym ma dobre stosunki; umowy obronnej z Arabią Saudyjską; strategicznego partnera Chin; brak baz USA na jego terytorium.
Ale Islamabad zawsze był jedynie mediatorem, nigdy architektem jakiejkolwiek „mediacji”. Niezależnie od zaciemnienia ze strony Białego Domu, to Chiny musiały stworzyć podstawowe ramy dla ewentualnego odprężenia.
Syndykat Epsteina błaga o przerwę
Dotarliśmy do punktu, w którym kult śmierci w Azji Zachodniej był jednocześnie tłumiony przez Iran i Hezbollah w południowym Libanie. Pomimo zalewu propagandy, ich prośby o pomoc odegrały znaczącą rolę w przekonaniu Trumpa do zgody na zawieszenie broni.
Syndykat Epsteina jako całość wręcz się o to prosił. Nie chodziło o geopolitykę, ale o piekło operacyjne: Imperium Chaosu wyczerpało swoje zasoby militarne.
Ostatecznym sygnałem było wycofanie się USS Tripoli – pod ostrzałem – w głąb południowego Oceanu Indyjskiego wraz z 2500 marines na pokładzie. Oznaczało to, że Marynarka Wojenna USA opuściła teatr działań wojennych – z wyjątkiem okrętów podwodnych uzbrojonych w pociski Tomahawk, z których około połowa chybiała celu z alarmującą niecelnością.
A problemy są dalekie od zakończenia. Finansowe piekło wisi w powietrzu, niezależnie od tego, co zostanie ustalone w Islamabadzie i poza nim, z 10 bilionami dolarów obligacji rządowych, które trzeba będzie zrefinansować w 2026 roku. A petrodolar szybko zmierza na śmietnik historii.
I po raz kolejny pojawia się obłąkańczy kult śmierci.
Nikt nigdy nie powinien o tym zapominać. Syndykat Epsteina nie jest zdolny do zawierania porozumień. A kult śmierci nie zawiera rozejmów: w najlepszym razie tworzy luki prawne, które pozwalają mu zabijać każdego, kogo zobaczy.
Pismo [mane tekel fares md] jest już na ścianie. Jeśli kult śmierci złamie zawieszenie broni – co już się dzieje – Iran i Hezbollah odpowiedzą zmasowanym atakiem, nie atakując amerykańskich celów.
Niemniej jednak jest jeszcze za wcześnie, by twierdzić, że pawian barbarzyństwa przegrał wojnę pod każdym względem: moralnym, prawnym, politycznym, ekonomicznym i strategicznym.
Ostatecznie imperium chaosu z natury zawsze będzie niezdolne do honorowania porozumień – zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę, że w trakcie negocjacji dyplomatycznych doszło do dwóch ataków na Iran, w których zginęli wszyscy, od przywódcy ajatollaha Chameneiego po licznych potencjalnych negocjatorów.
Ogólny obraz pozostaje ten sam (zaśpiewajcie to!): to wojna do samego końca z trzema głównymi zwolennikami świata wielobiegunowego – Iranem, Chinami i Rosją.
Gra o władzę w Chinach i kilka ustalonych faktów
Przed zawieszeniem broni Chiny otrzymywały 1,2 miliona baryłek irańskiej ropy dziennie, głównie za pośrednictwem 26 tankowców-widm z wyłączonymi transponderami, a płatności w juanach były realizowane za pośrednictwem systemu CIPS na terminalu poboru opłat w Cieśninie Ormuz.
Wszystko to odbywało się z pominięciem systemu SWIFT, sankcji, petrodolara i zachodnich ubezpieczeń.
To nowy, alternatywny system płatności, który został wdrożony w miejscu, gdzie jest największe ryzyko przestoju na świecie.
Ta złożona architektura ukrytej energii pozostaje nienaruszona po zawieszeniu broni – o ile zostanie utrzymana. Kluczowe jest jednak to, że Chiny zyskują dodatkową swobodę. Widmo grożące wstrzymaniem całego eksportu irańskiej ropy naftowej najwyraźniej zniknęło. To wyjaśnia logikę stojącą za chińską gwarancją złożoną w ostatniej chwili.
Porównajmy to z deklarowanymi celami Imperium Chaosu: sprowokowanie zmiany reżimu; zabezpieczenie wzbogaconego uranu; zniszczenie programu rakietowego; unicestwienie zdolności Iranu do projekcji siły. Wszystko to zakończyło się ogromnym błędem strategicznym.
Iran i Oman będą koordynować „punkt poboru opłat” dla każdego statku przepływającego przez Cieśninę Ormuz – w okresie zawieszenia broni i po jego zakończeniu – w ramach szczegółowych ram prawnych. Amerykańskie statki przepływające przez Cieśninę Ormuz po uiszczeniu opłaty w juanach – niewiele jest rzeczy bardziej ironicznych w historii.
Jednak jedno jest jasne: imperium chaosu gra na czas, podczas gdy Iran zachowuje inicjatywę.
Główne punkty 10-punktowego planu Iranu:
Obowiązek nieagresji
Utrzymanie irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz
Porozumienie w sprawie wzbogacania uranu
Zniesienie wszystkich głównych sankcji
Zniesienie wszystkich sankcji wtórnych
Zakończenie obowiązywania wszystkich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ
Zakończenie obowiązywania wszystkich decyzji Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej
Wypłata odszkodowania Iranowi
Wycofanie amerykańskich wojsk bojowych z regionu
Zakończyć wszystkie wojny, w tym te przeciwko Hezbollahowi
Jest jasne: Iran nie pójdzie na kompromis w żadnej z tych kwestii.
Cywilizacja przetrwała – na razie.
Kilka faktów:
USA nie są już supermocarstwem
Iran ponownie stał się jedną z wiodących potęg
Monarchie Zatoki Perskiej pozbędą się baz USA
Katar i Oman zawrą z Iranem umowy o bezpieczeństwie
Pozostaje pytanie centralne: Jak znaleźć lekarstwo na ten „rak” występujący w Azji Zachodniej?
Zapowiedziany na wczoraj koniec cywilizacji został w ostatniej chwili odroczony na dwa tygodnie. Pomimo że została już obwieszczona, apokalipsa nie nastąpi. Donald Trump doprowadził do 9. z kolei pokoju na świecie. Cóż z tego, że to jego działanie wywołało tę całą awanturę? Najważniejsze, że w nocy z wtorku na środę przywrócił światu pokój.
Z ręką na sercu, czy ktokolwiek z was poszedłby bronić własnym ciałem mostu, albo elektrowni – obiektów zagrożonych zniszczeniem przez największą potęgę militarną świata? To już nie jest patos, to rzeczywistość – Irańczycy są prawdziwymi bohaterami tej wojny.
Jak wynika ze zdjęć opublikowanych przez media państwowe, Irańczycy utworzyli łańcuchy ludzkie, aby chronić mosty i elektrownie po groźbach prezydenta Trumpa dotyczących ataku na infrastrukturę energetyczną, a najwyżsi urzędnicy oświadczyli, że są gotowi poświęcić za to nawet swoje życie.
Jak zdesperowani muszą być ci mieszkańcy Persji, żeby tak odważnie stawiać czoła amerykańsko-syjonistycznemu imperializmowi?
Irańczycy gromadzą się na mostach i przy elektrowniach w całym kraju, aby zapobiec temu, by stały się one celem zbrodni wojennych Trumpa. Źródło: Telegram 07.04.2026 r. 16:33.
Możliwe, że Trump wystraszył się wizji przejścia do historii jako największy na świecie tyran. Może to właśnie postawa tych ludzi spowodowała, że jak pies podkulił ogon i wycofał się z tej przez niego wywołanej i sromotnie przegranej awantury światowej. Może dotarła do niego informacja o systemie rosyjskim S 500 zainstalowanym w Iranie.
S-500 Prometheus (55R6M „Triumfator-M”) to rosyjski system rakietowy ziemia-powietrze nowej generacji, opracowany przez firmę Almaz-Antey jako następca modelu S-400. Przeznaczony do przechwytywania celów na dużych wysokościach i dalekich odległościach, wszedł do służby w 2021 roku. Działa jako mobilny, wielowarstwowy system przeznaczony do zwalczania samolotów, myśliwców stealth, broni hipersonicznej oraz satelitów na niskiej orbicie w zasięgu do 600 km i na wysokości do 200 km.
Prezydent USA przyjął do wiadomości, że nie będzie bezwarunkowej kapitulacji Iranu. Będzie bezwarunkowe przyjęcie przez USA wszystkich dziesięciu irańskich warunków:
Żadnych nowych aktów agresji wobec Iranu;
Utrzymanie irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz;
Akceptacja wzbogacania uranu;
Zniesienie wszystkich sankcji pierwotnych;
Zniesienie wszystkich sankcji wtórnych;
Unieważnienie wszystkich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ;
Unieważnienie wszystkich rezolucji Rady Gubernatorów:
Wypłata odszkodowania dla Iranu;
Wycofanie amerykańskich sił bojowych z regionu;
Zakończenie wojny na wszystkich frontach, w tym przeciwko bohaterskiemu Islamskiemu Ruchowi Oporu w Libanie.
Nic dziwnego, że Izrael tak popierany przez globalistów i ich marionetki w rządach wielu krajów świata, ogłosił kontynuację walki z Hezbollah w Libanie. Dla Izraela porażka USA wiąże się z utratą najważniejszego sprzymierzeńca. Wraz z upadkiem hegemonii USA w tym regionie, siła Izraela – tego najbardziej terrorystycznego na świecie kraju – znacznie osłabła. Decyzja Izraela kontynuacji wojny w Libanie spowodowała, że ataki rakietowe Iranu na Izrael będą nadal kontynuowane.
Godny zaufania partner do negocjacji.
Dla lepszego zrozumienia, w jaki sposób Donald Trump odnosi tak wiele sukcesów, przedstawię wam cykle decyzyjne tego męża stanu zjednoczonego:
Diagram cykli decyzyjnych Donalda Trumpa.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Zapraszamy w piątek do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – Msza Święta za Ojczyznę godz.17.00 parafii p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika (Głównego Patrona Polski). Po Mszy Świętej adoracja Najświętszego Sakramentu i Różaniec święty za Ojczyznę.
Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie.
Iran ujawnił dowody na to, że Erika Kirk zamordowała Charliego w ramach izraelskiego zamachu stanu w Ameryce Iran właśnie ujawnił dowody na to, że Erika Kirk od lat była agentką Mossadu. Zhakowane izraelskie akta wywiadowcze ujawniają, że Erika jest profesjonalną „pułapką”,… https://t.co/qrsXHX4nZ9
— Ypca Nowe Konto🇵🇱🖤🙃♒ (@Ulalala79616) April 7, 2026
Tucker Carlson sugeruje, że pierwszy zamach na prezydenta Trumpa został zaplanowany i zatuszowany przez Izrael oraz Benjamina Netanjahu. Powołując się na Joe Kenta, Tucker twierdzi, że śledztwo w sprawie tego zamachu zostało natychmiast zamknięte, zanim można było ujawnić jakikolwiek zagraniczny udział. Tucker mówi też, że „dobrzy ludzie” w rządzie potajemnie walczą z Izraelem, ale są przytłoczeni jego wpływami i potęgą.
🔥Tucker Carlson sugeruje, że pierwszy zamach na prezydenta Trumpa został zaplanowany i zatuszowany przez Izrael oraz Benjamina Netanjahu.
Powołując się na Joe Kenta, Tucker twierdzi, że śledztwo w sprawie tego zamachu zostało natychmiast zamknięte, zanim można było ujawnić… pic.twitter.com/B8Z566wLpO
— 🪙drugα ɐuoɹʇs mєdαlu🪙 (@M_Christo1410) April 9, 2026
Feliks Koneczny, „Prawa dziejowe”, t. XVI „Dzieł zebranych”.
W kwestii stosunku człowieka do Boga oparł się protestantyzm na zasadzie gromadności, mianowicie na gromadnej predestynacji, zaczerpniętej również ze Starego Testamentu. Zwłaszcza kalwin obcuje z Panem, jako członek uprzywilejowanego wyznania, całkiem na wzór żydowski. Z judaizmu przyswojono sobie spowiedź publiczną, która nie dotyka wcale jednostki, gdyż spowiada się za nią gromada. Przejęto nawet „dzień przejednania” i nawet z tymi samymi modlitwami, jak w bożnicy.
Wiadoma jest przewaga Starego Testamentu nad Nowym we wszystkich sektach protestanckich bez wyjątku. Oddano Biblię każdemu do swobodnego czytania, lecz czytuje się przeważnie sam Stary Zakon. Pisma i kazania protestanckie oparte są na nim tak dalece, iż wydaje się, jakby umyślnie unikano Nowego. Stary Testament, a wcale nie Nowy, stał się popularną lekturą i dostarczał tematów do rozmyślań”.
F. Koneczny, „Prawa dziejowe”, t. XVI „Dzieł zebranych”.
I TO WŁAŚNIE WIDAĆ OBECNIE W KOŚCIELE TZW. POSOBOROWYM.
W ciągu roku liturgicznego do rzadkości należą lekcje z Nowego Testamentu.