
———————-

——————————————–

—————————————-

———————————————————

————————————————–

——————————————–

==========================================

—————————————


———————-

——————————————–

—————————————-

———————————————————

————————————————–

——————————————–

==========================================

—————————————

Eschatologia.pl 2026-02-08 eschatologia.pl/ceremonia-otwarcia-zimowych-igrzysk-olimpijskich-2026-kociolek-z-plomieniami-posrodku-wszechwidzacego-oka-w-piekle

Mieliśmy już ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku w Londynie, która to ceremonia stanowiła górujący nad całym globem spektakl śmierci. Mieliśmy też hołd dla Baala w czasie ceremonii otwarcia Igrzysk Wspólnoty Narodów w 2022 roku. Z kolei w 2024 roku gdy E. Macron obwieszczał: „ogłaszam igrzyska za otwarte”, koń trupio blady z Apokalipsy, wjechał niczym śmierć i piekło. Co jeszcze? A no na przykład w 2015 roku bogini Kali (hinduska bogini śmierci i zniszczenia) została zaprezentowana na Empire State Building.
Powyższą listę „hańby”, a także można i użyć określenia: „lista uwielbienia dla śmierci”, no więc do niej możemy dołączyć kolejny punkt. Punktem tym jest – a w zasadzie była już – ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2026 roku, która to ceremonia tym razem została „wyrwana” prosto z kart wydarzeń czasów ostatecznych opisanych w Księdze Apokalipsy, księdze opisującej nasze czasy.
A więc, świat po prostu nie potrafi się powstrzymać, prawda? Podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 we Włoszech, to, co miało być pięknie zaprojektowaną wersją „Olimpijskiego Kociołka” symbolizującego „wieczny płomień”, było w rzeczywistości piekielnym przedstawieniem wszechwidzącego oka Horusa wychodzącego z wiecznych ognisk piekła.
Notabene widziałeś kiedyś „Stranger Things”? Oto Demogorgon, w mojej opinii ożywiona wersja oka Horusa:

Ogromny łuk triumfalny, płonący, zawieszony centralny punkt. Cała scena była skąpana krwistoczerwonym światłem, z ogniem spadającym z niebios niczym święto zwycięstwa czegoś pradawnego, pogańskiego i pełnego pychy. Niezależnie od tego, czy projektanci zamierzali stworzyć „wszechwidzące oko”, czy też nie, to efekt jest ten sam: globalne widowisko zbudowane na podziwie, strachu i uwielbieniu – a to wszystko – skupione na ogniu.

Współczesny świat – który jest we władaniu wiadomo kogo – nie tylko toleruje ciemność – on ją uwielbia, promuje i lobbuje, na wszelkie możliwe sposoby stylizuje mrok i „brzydotę”. A dalej to wszystko oferuje / sprzedaje jako tak zwaną kulturę, a przecież to nic innego jak „cywilizacja śmierci”. A potem ten sam świat mówi, że jesteś „szurem” lub propagatorem „teorii spiskowych”, jeśli zauważysz to, o czym dziś piszemy.
Ale wierzący w Biblię nie są wezwani do oklaskiwania tej „produkcji”. Jesteśmy wezwani, by to zdemaskować i zganić takie rzeczy. To jest złe, to jest zło, to są dziwne „ceremonie”, poświęcone uwielbieniu dla „mroku”. My podążamy w światłości, za Panem naszym Jezusem Chrystusem, w którym nie ma nic z „mroku”. Ten świat nie rozpoznał czasu nawiedzenia, które miało miejsce ponad dwa tysiące lat temu, dlatego nadal pozostaje w „ciemnościach” oraz we władaniu „księcia ciemności”.
Gdy patrzę na to wszystko, to do głowy przychodzi mi pewna myśl, którą notabene chcę się teraz z wami podzielić: „W świecie, w którym wszystko zostało upodlone, ujawnienie się Antychrysta stało się bardziej realne niż kiedykolwiek”. Myślę, że czas wejścia antychrysta na „główną scenę” dziejów ludzkości jest już „u progu”, antychryst, ten fałszywy mesjasz, jest już „u progu” naszych czasów.
Autor. Zespół Eschatologia.pl
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 8 lutego 2026
31 stycznia – ale dopiero wieczorem – świat mógł odetchnąć z ulgą, bo wreszcie zakończyły się wybory przewodniczącej koalicyjnej partii „Polska 2050”, w których kandydowały dwie damy: madame Pełczyńska-Nałęcz i madame Hening-Kloska. Jak się okazało, 40-ma głosami wygrała madame Pełczyńska-Nałęcz, pozostawiając madame Hening-Kloskę w nieutulonym żalu, który jednak przegrana madame starannie ukryła, deklarując niezłomną wolę podążania pod przewodnictwem swojej rywalki ku świetlanej przyszłości. Na początek jednak trzeba będzie „odbudować zaufanie” wyborców, potężnie nadszarpnięte wskutek różnych zagadkowych przyczyn. Klub Parlamentarny „Polska 2050” liczy bodajże 32 członków – ale obecne notowania tej partii szorują po dnie i kształtują się na poziomie niecałego półtora procenta poparcia. Gdyby tedy wybory odbyły się teraz, to ani jeden z działaczy („iluż wielkich działaczów wyjrzało z rozporka?” – zastanawiał się poeta), z Wielce Czcigodnym Hołownią Szymonem na czele, do Sejmu by nie wszedł, nie mówiąc już nawet o posadzie wicemarszałka, czy wicepremiera. Bo madame Pełczyńska-Nałęcz najwyraźniej ma chrapkę na posadę wicepremiera w vaginecie obywatela Tuska Donalda.
Obywatel Tusk Donald dotychczas bronił się przed powierzeniem tej posady pani Pełczyńskiej-Nałęcz rękami i nogami, zasłaniając się między innymi niejasną sytuacją w kierownictwie tej koalicyjnej partii.Teraz jednak, gdy sytuacja się wyjaśniła, tego pretekstu już nie będzie mógł użyć, więc jakąś decyzję będzie musiał podjąć. Czy jednak na pewno? Na pewno, to wszyscy umrzemy, podczas gdy obywatel Tusk Donald nadal będzie mógł odpowiadać na molestowania ze strony pani Pełczyńskiej-Nałęcz wymijająco, choćby z tego względu, że nie może mu ona nic zrobić. Jak wiadomo, w polityce trzeba mieć z góry przygotowane odpowiedzi co najmniej na dwa pytania: po pierwsze – co mi dasz, jak ci to zrobię i po drugie – co mi zrobisz, jak ci tego nie dam.
Więc na pytanie: co pani Pełczyńska-Nałęcz może zrobić obywatelu Tusku Donaldu, jeśli nie da on jej stanowiska wicepremiera w swoim vaginecie, odpowiedź brzmi – prawdopodobnie nic. Teoretycznie bowiem mogłaby ona, jako przewodnicząca Polski 2050 podjąć decyzję o opuszczeniu koalicji 13 grudnia. Wtedy vaginet obywatela Tuska Donalda utraciłby większość w Sejmie, a w tej sytuacji Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nawet z łoża boleści, na którym aktualnie spoczywa, cierpiąc na zapalenie płuc, mógłby nakazać PiS-owi złożenie wniosku o konstruktywne votum nieufności dla vaginetu obywatela Tuska Donalda, to znaczy – z jednoczesnym zgłoszeniem kandydata na premiera. Teoretycznie taki wniosek mógłby w Sejmie przejść – ale nie wiadomo, czy udałoby się, nawet w łonie PiS, wytypować kandydata na premiera.
Jak wiadomo, z jednej strony ambicje takie wykazuje Mateusz Morawiecki ze swoimi kolaboranty – ale z drugiej strony pomysł ten napotyka w samym PiS-ie silną opozycję ze strony tak zwanych „maślarzy”, na czele których stoją : Tobiasz Bocheński, Jacek Sasin, Patryk Jaki i Przemysław Czarnek – o którym też się mówi, że ma w swoim tornistrze buławę premierowską. Z tego właśnie względu mogłyby pojawić się nieprzewidziane trudności, w następstwie których do złożenia konstruktywnego wniosku o votum nieufności wobec vaginetu obywatela Tuska Donalda mogłoby nie dojść. Ale nie jest to jedyny powód, dla którego obywatel Tusk Donald może uważać, iż pani Pełczyńska-Nałęcz nic mu nie może zrobić, jeśli nie da jej posady wicepremiera. Jeśli bowiem nawet ona sama postanowiłaby w porywie serca gorejącego zdecydować o opuszczeniu koalicji 13 grudnia, to wcale nie jest takie pewne, że posłowie z jej własnego klubu jej posłuchają. Teraz bowiem są posłami i jeszcze prawie przez dwa lata mogą całą paszczą używać życia i smarować gęby konfiturami władzy.
Tymczasem ewentualne wyjście z koalicji oznaczałoby ryzyko nawet przyspieszonych wyborów, a przy fatalnych notowaniach Polski 2050, oznaczałoby to wyautowanie się z kręgów władzy na własną prośbę. Wprawdzie nie ma takiej rzeczy, której nie można by zrobić dla Polski – ale wydaje mi się, że większość posłów Polski 2050, a może nawet wszystkich innych, nie jest jeszcze na to gotowa. Może kiedyś, w lepszych czasach – ale teraz jeszcze nie. Skoro tedy my to wiemy, to obywatel Tusk Donald wie to jeszcze lepiej – a w tej sytuacji pani Pełczyńskiej-Nałęcz nie pozostanie nic innego, jak prowadzić Polskę 2050 ku świetlanej przyszłości – ale w ramach koalicji 13 grudnia. Czy z tego powodu nasz nieszczęśliwy kraj też odetchnie z ulgą, czy też pogrąży się jeszcze bardziej w beznadziejności – trudno zgadnąć. Tym bardziej, że po stronie opozycji sytuacja też nie jest do końca jasna – kto czym dyszyt – jak mówią Rosjanie.
Oto 31 stycznia odbył się w Łochowie na Podlasiu Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych (KINGS) pod egidą Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Na Kongres przybyło około 700 uczestników, a więc mniej więcej tylu, ilu członków liczy cała „Polska 2050”, nawet jeśli połączyć ją z Polską 2051, której jeszcze nie ma. Judenrat „Gazety Wyborczej”, a także jego filie w postaci „OKO-Press” podniosły klangor, że w Łochowie urządzili sobie swój sabat „faszyści”, zmuszając właściciela obiektu do składania wyjaśnień. Nawiązał to tego w swoim przymówieniu inaugurującym Kongres Grzegorz Braun, przypominając, jak to prawie 100 lat temu, w roku 1926 Biuro Polityczne sowieckiej partii bolszewickiej postanowiło zwalczać patriotów polskich przy pomocy oskarżeń o „faszyzm”.
Jak się okazuje, współczesna żydokomuna w Polsce po przewodnictwem pana red. Michnika, który stalinowskie przykazania wyssał z mlekiem matki i mleczem ojca, kontynuuje tę bolszewicką linię w najlepsze. Kontynuacja jest zatem większa, niż mogłoby się wydawać i kolejne pokolenie żydokomuny próbuje wdeptać w ziemię kolejne pokolenie polskich patriotów. Jednak poza przysłaniem funkcjonariuszy Propaganda Abteilung pod przewodnictwem zasłużonego w podobnych operacjach i znanego z żarliwego obiektywizmu pana Wojciecha Czuchnowskiego, żadnych przeszkód żydokomuna na razie nie stawiła. Najwyraźniej czeka na ruchy ze strony siepaczy obywatela Żurka Waldemara, by samego Grzegorza Brauna wtrącili do lochu, a Konfederację Korony Polskiej – zdelegalizowali.
W tej sytuacji jednym z ważniejszych paneli dyskusyjnych był panel poświęcony sądownictwu – co z nim zrobić – w którym wziąłem udział. Zaproponowałem tam, by usunąć patologię z sądownictwa dzięki wprowadzeniu weryfikacji niezawisłych sędziów co 5 lat – podczas każdorazowych wyborów prezydenckich. Jeśli sędziowie już nie mogą wytrzymać, by sami się wybierali, sami rekomendowali, sami się oceniali i sami się rządzili – to proszę bardzo – ale każdy z nich co 5 lat musiałby poddać się weryfikacji przez obywateli, którzy przecież muszą ich utrzymywać. Taki sędzia musiałby dostarczyć o sobie przynajmniej dwie informacje: jak długo trwały u niego sprawy od otwarcia przewodu sądowego do wyrokowania oraz – ile wyroków uchylono mu w drugiej instancji. I jeśli nie uzyskałby w głosowaniu w swoim okręgu sądowym przynajmniej bezwzględnej większości głosów obywateli głosujących – wylatywałby z sądownictwa bez żadnego odwołania.
Bat na sędziów nie powinien być bowiem włożony w ręce rządu – bo to też patologia, podobna do tej, kiedy sędziowie nie mają nad sobą nikogo i robią co chcą, a państwo musi im płacić. Wskazałem też na jeszcze jedną konieczność – na konieczność usunięcia bezpieczniackiej agentury ze środowiska sędziowskiego, bo jej istnienie jest nie do pogodzenia z oczekiwaniem bezstronności. Tymczasem istnieją poważne poszlaki wskazujące na obecność prawdopodobnie licznej agentury Wojskowych Służb Informacyjnych i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w środowisku sędziowskim.
Być może na kolejnym spotkaniu pana prezydenta z szefami służb mogłaby zapaść decyzja, by służby sędziów-konfidentów trwale wyrejestrowały – bo na dobrowolną lustrację – jak już wiemy – ze strony sędziów liczyć nie można.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
February 8, 2024 nondraco/na-gromniczna-widma-mgliste-jorge-broni-talmudyste/
Odnotować wypada, że obok smoka i lwa w Watykanie pojawił się 2 lutego Roku Pańskiego 2024 list do “starszych braci wierze” – poniżej fragmenty (źródło)
“Moi żydowscy bracia i siostry w Izraelu (…) Niestety jednakże należy zauważyć, że wojna ta spowodowała również podział w światowej opinii publicznej oraz podtrzymujące podziały stanowiska, czasem przyjmujące formę antysemityzmu i antyjudaizmu. Mogę jedynie powtarzać to co także moi poprzednicy jasno oświadczali wielokrotnie: relacja jaka wiąże nas [z żydami] jest szczególna i wyjątkowa, oczywiście nie zaciemniając relacji jaką Kościół ma z innymi i zaangażowania także wobec nich. Droga, którą Kościół idzie z wami, starożytny ludu przymierza, odrzuca każdą formę antyjudaizmu i antysemityzmu, jednomyślnie potępiając objawy nienawiści wobec żydów i judaizmu jako grzech przeciw Bogu (…)
Razem żydzi i katolicy musimy się poświęcić tej drodze przyjaźni, solidarności i współpracy, szukając dróg naprawy zniszczonego świata, działając razem we wszystkich jego częściach a zwłaszcza w Ziemi Świętej (…) Ściskam was po bratersku.”
—-
Lumen ad revelationem gentium et gloria plebis tuae Israel w posoborowym świecie nowego porządku i nowej religii zostało odstawione do kąta. Żeby nie było że to jakiś nowy wymysł, cofnijmy się o 24 lata, do 23 marca 2000 roku kiedy do rabinów przemawiał Jan Paweł II:
“Musimy razem pracować, aby zbudować przyszłość, w której nie będzie już antyjudaizmu między chrześcijanami ani postaw antychrześcijańskich wśród żydów. Wiele nas łączy. Bardzo wiele możemy wspólnie uczynić dla pokoju i sprawiedliwości, aby zbudować świat bardziej ludzki i braterski.”
A to zaledwie jeden z wielu przykładów.
February 8, 2024 nondraco/szczesliwa
Pierwsza książka o Bakhicie (po arabsku Szczęśliwej) czyli siostrze Józefinie FdCC ukazała się już w roku 1931 (Storia meravigliosa), oprócz tego zachowała się własna relacja z roku 1910, spisana na polecenie zgromadzenia oraz kolejny życiorys spisany w roku 1929 przez siostrę Mariannę Turco.
Urodziła się około roku 1869 czyli tuż przed znamiennymi wydarzeniami – Soborem Watykańskim i okupacją Rzymu przez masońskie państwo włoskie oraz wojną prusko-francuską, w wyniku której ogłoszono oficjalnie II Rzeszę Niemiecką Bismarcka. Urodziła w dalekim Sudanie, w Darfurze w jednej z wiosek plemienia Daju. Miała trzech braci i trzy siostry, oprócz rodzeństwa, które wcześniej zmarło.
Po początkowym okresie radosnego dzieciństwa, pewnego razu porwano z wioski jej najstarszą, zamężną już siostrę. Wkrótce przyszła kolej na nią – gdy miała jakieś 9 lat została porwana z okolic wioski przez dwóch Arabów, którzy nadali jej imię Bakhita czyli Szczęśliwa.
Zebrano ją razem z innymi pochwyconymi ludźmi do miejscowości, gdzie był targ niewolników. Tam Bakhicie z drugim dzieckiem, gdy zdjęto im kajdany udało się uciec. Podczas przedzierania się nocą przez puszczę i pustynię słyszała ryk dzikich zwierząt, lecz, jak Bakhita zwierzyła się po latach siostrze Turco również świetlistą postać na niebie wskazującą im drogę. Wreszcie dziewczynki trafiły do chaty jakiegoś Araba, który, oceniwszy sytuację, nakarmił je, po czym zamknął w szopie i związał, zamierzając sprzedać handlarzowi niewolników. Gdy dołączono je do kolejnej karawany z niewolnikami, rozpoznała wśród nich kilku z poprzedniej grupy. Podczas trwającej prawie trzy tygodnie podróży Bakhita obserwowała okrucieństwo handlarza prowadzącego karawanę wobec niewolników, który katował jednego z mężczyzn. W końcu karawana dotarła do największego wówczas miasta w Sudanie – El Obeid, stolicy prowincji Kordofan. Tam Bakhita trafiła do, jak pisze w relacji, „arabskiego przywódcy”, jako służąca jego córek. Podczas pobytu została pobita pejczem przez syna właściciela tak ciężko, że odniesiono ją do łóżka, gdzie pozostała ponad miesiąc. Kilka miesięcy później została sprzedana nowemu panu – generałowi armii tureckiej. Turcy – panowie Egiptu od kilkuset lat panowali też w XIX w. nad całym Sudanem, choć coraz bardziej ulegali wpływom brytyjskim co powodowało napięcia z muzułmańskimi fundamentalistami. W roku 1871 niejaki Mahomet Ahmad rozpoczął na wyspie Aba na Białym Nilu gromadzenie swoich uczniów.
W nowym miejscu Bakhita była źle traktowana przez jego żonę i matkę, które nie miały zahamowań z biciem przy każdym błędzie przy posługiwaniu przy nich. Spędziła tam trzy lata na ciężkiej pracy – jak wspominała: „rany jakie otrzymywałam jednego dnia jeszcze się nie zagoiły, gdy następnego dnia zostawały dodane nowe i nie wiedziałam za co.” Pewnego dnia Bakhita nierozważnie zwierzyła się towarzyszce niedoli jak uciekła od pierwszego właściciela. Usłyszawszy jej słowa córka właściciela zakuła jej kostki w łańcuch zdjęty dopiero na wielkie mahometańskie święto. Innym razem, gdy była świadkiem kłótni właściciela z żoną, została okrutnie wychłostana przez jego żołnierzy, tak iż spędziła w łóżku, nie domagając kolejne miesiące.
Poddano również Bakhitę barbarzyńskiemu tatuowaniu poprzez liczne nacięcia jej piersi, brzucha i prawego ramienia a następnie posypanie ich solą. Jak później wspominała: „leżącą w kałuży krwi zaniesiono mnie do łóżka, gdzie pozostałam przez kolejne godziny nieprzytomna. Gdy odzyskałam świadomość ujrzałam obok mnie moje towarzyszki, które w porównaniu ze mną cierpiały straszliwie. Przez ponad miesiąc nasza trójka miała tam pozostać, na macie, bez szaty, którą można by osuszyć wodę stale wypływającą z naszych ran, które sól pozostawiła na wpół otwarte. Blizny są nadal ze mną. Mogę szczerze powiedzieć że nie umarłam dlatego że Pan cudownie przeznaczył mnie do lepszych rzeczy.” W późniejszych wspomnieniach Bakhita opisywała także jak jej właściciel postanowił lepiej zmienić kształt jej piersi, tarmosząc je brutalnie przez kilka dni z rzędu by uzyskały pożądany kształt. Mimo tego zachowała swoje dziewictwo – jak później powiedziała: „byłam pośrodku bagna, lecz nigdy nie stałam się brudna”.
Tymczasem w Sudanie rozpoczęły się wydarzenia, które doprowadziły do wielkich zmian w życiu Bakhity. 29 czerwca 1881 roku wspomniany już Mahomet Ahmad ogłosił się Mahdim (tym znanym Polakom z W pustyni i w puszczy Sienkiewicza) czyli mesjańskim mesjaszem islamskim, obwieszczając że zapowiada drugie przyjście Jezusa i ogłosił dżihad przeciw rządowi w Chartumie, który jego zdaniem zdradził religię Mahometa. Zgromadziwszy znaczne siły rozbił wysłane przeciw niemu oddziały egipskie. Na początku września 1882 zaatakował El Obeid i po początkowym niepowodzeniu obległ miasto, zajmując je w styczniu roku następnego i niszcząc. Dwa lata później, pod koniec stycznia 1885 zdobył nawet Chartum, jednak zmarł kilka miesięcy później. Dopiero w roku 1898 siłom angielskim udało się pokonać ostatecznie jego zwolenników w bitwie pod Omdurman.
Przed pierwszym atakiem Mahdiego na El Obeid tj. przed wrześniem roku 1882 generał turecki będący właścicielem Bakhity postanowił, przypuszczalnie w obliczu zagrożenia w Sudanie, wrócić do Turcji. Sprzedał większość niewolników, opuścił El Obeid i udał się do Chartumu, gdzie postanowił sprzedać resztę w tym Bakhitę. Nabył ją konsul masońskiego państwa włoskiego Kalisto Legnani. Jak wspomina Bakhita pozostała w Chartumie przy konsulu, który traktował ją dobrze jako pomocnicę służącej, około dwa lata. Napotykamy następnie istotne problemy z chronologią wydarzeń. Przypuszczalnie na początku roku 1884 (w marcu 1884 rozpoczęło się oblężenie Chartumu przez wojska Mahdiego, zaś od kwietnia miasto, w tym szlak komunikacyjny przez Nil było odcięte; ks. Giuseppe Vantini wspomina o obecności Legnaniego w Suakinie, do którego najdogodniejsza droga z Suakinu biegła w dół Nilu jako wicekonsula w lutym 1884) konsul został odwołany do Włoch (możliwe jest również że grupka przedostała się jakoś podczas oblężenia jednak relacja Bakhity nie wspomina o dodatkowych drastycznych okolicznościach w związku z wyjazdem z miasta, przy czym niektóre biografie np. A. Roche: Bakhita. Pearl of the Sudan podają, że Bakhita, wbrew jej relacji z 1910, wyjechała do Italii już w roku 1883 kiedy wyjechał tam w jakichś sprawach sam Legnani). Bakhita prosiła usilnie konsula by zabrał ją ze sobą i mimo wahań (także ze względu na koszty dodatkowej osoby) ostatecznie się zgodził. Jak wspominała w roku 1910: „nie wiem dlaczego, lecz kiedy usłyszałam nazwę Italii, o której pięknie i uroku nic nie wiedziałam, moje serce wypełniło najżarliwsze pragnienie by pojechać wraz z mym panem (…) Później zdałam sobie sprawę, że Bóg chciał by się tak stało. Nadal zachowałam smak radości jaką czułam w owym czasie.”
Z Chartumu przedostali się w karawanie na wielbłądach do oddalonego od Chartumu o 750 km portu w Suakinie (Bakhita wskazuje w swej relacji że „po kilku dniach”, gdy przy prędkości karawany ok. 40-50 km dziennie podróż mogła zabrać ponad dwa tygodnie), gdzie dotarły ich po miesiącu wieści, że cały majątek konsula w Chartumie zrabowali buntownicy, a następnie Morzem Czerwonym i Śródziemnym do Genui, gdzie pan konsul sprzedał Bakhitę swoim przyjaciołom z Mirano Veneto Michielim. Tam nasza bohaterka służyła jako niania dla ich córeczki. Po trzech latach Bakhita wróciła z właścicielką do Suakinu, gdzie jej mąż otworzył duży hotel. Po ok. 9 miesiącach, jak relacjonuje nasza bohaterka w roku 1910, kobieta wraz z córką i Bakhitą ponownie wróciły do Włoch (1887) sprzedać tam pozostały majątek.
W pięknej Italii tymczasem papież Leon XIII kontynuował po Piusie IX, pozbawionym siłą Patrimonium Sancti Petri, wraz z Rzymem, bycie „więźniem Watykanu”. Biskupem Mantui był Giuseppe Sarto, dawny proboszcz z Salzano, z którego pochodził pan Illuminato Checchini, miejscowy organista. którego syn, imiennik ks. Sarto, poślubił jego siostrzenicę Henrykę De Bei. Illuminato, wbrew swemu imieniu okazał się gorliwym katolikiem, występował też w swej działalności literackiej pod bardziej chrześcijańskim imieniem: Stefan Massarioto. W roku 1870, jeszcze zanim ks. Sarto przywdział biskupią purpurę w Mantui, przeprowadził się do Zianigo, gdzie mieszkała żona pana Michielli, w której zaczął pomagać w zarządzaniu majątkiem i gdzie wiosną 1885 spotkał Bakhitę.
W roku 1889, w ramach walki z postępem masonizacji życia w nowo utworzonym przez rewolucję państwie włoskim, przystąpił do utworzonej w roku 1874 organizacji katolickiej Opera dei Congressi, występującej m.in. przeciw rewolucyjnemu prawodawstwu oraz traktowaniu Następcy św. Piotra a także propagującej aktywną działalność katolicką w sferze publicznej. W roku 1889 Illuminato-Stefano rozpoczął działalność publicystyczną wśród chłopów regionu Veneto w formie popularnych „almanachów” a potem artykułów w tygodniku La vita del popolo, co spotkało się kilka lat później z przeciwdziałaniem masońskich kół rządzących we Włoszech. Zarzucano mu oprócz wstecznictwa i integryzmu antysemityzm (występował bowiem w swoich tekstach także przeciw lichwie i grupie najbardziej czerpiącej a niej korzyści a także sprzeciwiał się aktywnie wyborowi na burmistrza Mirano Żyda Paolo Errery) – oskarżenie, które pojawia się także i w dzisiejszych biografiach Bakhity, próbujących przedstawiać powinowatego papieża Piusa X jako „rodzaj anachronizmu, nieco kłopotliwego” (ten i następny cytat za -R. I. Zanini: Bakhita: Od Niewolnicy do Świętej). Biografie owe, pisane przez autorów o nowej, posoborowej świadomości ze zdumieniem przedstawiają owego ciemnogrodzkiego antysemitę jako tego który jednocześnie „przyjął czarnoskórą Bakhitę jak córkę w obliczu uprzedzeń i ciekawskiego podejścia będących drugą naturą epoki”, jakby w osobie i postępowaniu poczciwego pana Illuminato zachodziła jakakolwiek niespójność lub sprzeczność.
Od tego to „antysemickiego” polemisty Bakhita, pozostająca służącą Michielich, uzyskała pierwsze informacje na temat Chrystusa i chrześcijaństwa, on podarował jej mały srebrny Krucyfiks, on też – wbrew woli zsekularyzowanej rodziny Michielich (p. Michieli był „niepraktykującym” ochrzczonym katolikiem, pani Michieli była nominalnie wschodnią schizmatyczką) odmawiał z nią katolickie modlitwy. Jak wspominała potem sam moment darowania jej krzyżyka z wizerunkiem Chrystusa:
„Gdy dał mi krucyfiks, ucałował go z nabożeństwem, potem wyjaśnił że Jezus Chrystus, Syn Boży, umarł za mnie. Nie widziałam co to krucyfiks, lecz byłam poruszona przez tajemniczą siłę by go ukryć z obawy, że pani go zabierze. Nigdy wcześniej niczego nie ukrywałam, bo do niczego nie byłam przywiązana. Pamiętam że patrzyłam na niego w tajemnicy i czułam w środku coś czego nie potrafiłam wyjaśnić.”
Jak opisała pana Illuminato w roku 1910, cztery lata po jego odejściu do wieczności: „człowiek o złotym sercu i prawym sumieniu”. Wcześniej nazywała go „papą”, traktując jego dzieci niemal jak swe rodzeństwo, potem utrzymywała kontakt korespondencyjny z jego rodziną. To wnuczce Illuminato – Marii Pii (od Piusa X, który był jej wujecznym dziadkiem) podarowała na Pierwszą Komunię Świętą obrazek z dopiskiem: „pamiętaj z miłością o pierwszym pocałunku otrzymanym od Jezusa”.
Latem 1888 na spokojne życie Bakhity w Veneto z wizytami u Checchinich, gdzie poznawała Wiarę Katolicką padł cień zmiany Maria Turina Michieli sprzedała dom w Zianigo i postanowiła wrócić do Suakinu, gdzie nadal jej małżonek prowadził hotel. Na razie postanowiła zostawić swą małą córeczkę Mimminę w Italii pod opieką Bakhity. Checchini zaproponował by wynająć im stancję przy szkole prowadzonej przez zgromadzenie sióstr kanosjanek w Wenecji. Zgromadzenie owo powstało w roku 1808, w Weronie, jego założycielką była s. Magdalena z Canossy (stąd nazwa) i miało na celu katolickie wychowanie ubogich panien. Cztery lata później powstał dom zakonny w Wenecji. Pani Michieli wahała się czas dłuższy, lecz wreszcie się zgodziła, natomiast pan Illuminato poręczył w instytucie w Wenecji, że w razie gdyby były problemy z opłaceniem zakwaterowania Bakhity i małej Mimminy, osobiście pokryje koszty, wreszcie odwiózł je do Wenecji.
Jednakże, niecały rok później w 1889, po powrocie do Italii pani Michieli zażądała by Bakhita wyjechała razem z nią do Afryki. W tym czasie jednak Bakhita była już jednak na wyraźnej drodze do Kościoła Katolickiego. Zamieszkała w Instytucie Katechumenek pod opieką s. Marii Fabbretti, nawiedzała piękne kościoły miasta św. Marka, łącznie z czarną Madonną czczoną od wieków w miejscowej bazylice, otrzymywała pouczenie w Wierze i miała silną wolę przyjęcia Chrztu Św.
Oddajmy jednak głos jej samej: „Prawie 9 miesięcy później pani Turina przybyła by zgłosić swe prawa do mnie. Odmówiłam wyjazdu z nią, z powrotem do Afryki, albowiem jeszcze nie zostałam wyuczona dobrze do Chrztu. Pomyślałam również, że gdybym została już ochrzczona, nie mogłabym wyznawać mojej nowej religii i że dlatego lepiej było dla mnie zostać z siostrami. Pani wpadła we wściekłość, oskarżając mnie o niewdzięczność jeśli chodzi o to że ma wrócić beze mnie, po tym jak wiele dla mnie uczyniła. Jednak pozostałam wytrwała w moim postanowieniu. Podawała mi kolejne powody, lecz nie uginałam się przed żadnym a mimo to bolało mnie oglądanie jej tak zniesmaczonej mym zachowaniem, albowiem prawdziwie ją miłowałam. To Pan napełnił mnie taką stałością albowiem chciał uczynić mnie całą swą. O dobroci! Następnego dnia powróciła w towarzystwie innej niewiasty i próbowała ponownie nakłonić mnie do zmiany zdania najsurowszymi groźbami, jednak bez rezultatu. Odeszły bardzo rozdrażnione. Czcigodny przełożony instytutu o. Jakub de Conti Avogadro di Soranzo napisał do Jego Eminencji patriarchy [Wenecji] Dominika Agostiniego o tej sytuacji. Ten ostatni zwrócił się do królewskiego prokuratora generalnego, który odpowiedział, że ponieważ znajduję się we Włoszech, gdzie handel niewolnikami nie jest dozwolony, jestem faktycznie wolna. Pani Turina również udała się do królewskiego prokuratora generalnego, sądząc że wymoże na nim, iż się z nią zgodzi, lecz otrzymała tę samą odpowiedź. Trzeciego dnia powróciła do instytutu w towarzystwie tej samej niewiasty i swego szwagra, oficera. Inni również byli obecni, nawet Jego Eminencja patriarcha Dominik Agostini, przewodniczący Kongregacji Miłosierdzia, przełożony instytutu i kilka sióstr z katechumenatu. Pierwszy przemówił patriarcha. Rozpoczęła się długa dyskusja, która skończyła się na moją korzyść. Płacząc z gniewu i smutku, pani Turina zabrała swą dziewczynkę, która nie mogła znieść rozstania ze mną i która próbowała nakłonić mnie bym z nią poszła. Byłam tak przygnębiona, że nie mogłam wymówić ani słowa. Zostałam płacząc i wyszłam, szczęśliwa że się nie poddałam. Był 29 listopada roku 1889.”
9 stycznia Roku Pańskiego 1890 Bakhita w kościele przynależącym do instytutu przyjęła z rąk samego kardynała Agostiniego sakramenty Chrztu Św., Bierzmowania oraz Pierwszą Komunię. Był obecny także sam pan Checchini wraz z rodziną. Sama Bakhita opisała ten dzień następująco: „ukończywszy cykl pouczenia przyjęłam – z radością, którą mogą opisać jedynie aniołowie – Chrzest Święty. Przyjęłam imiona Józefina, Małgorzata i Fortunata – odpowiednik arabskiego Bakhita. Tego samego dnia otrzymałam Bierzmowanie i Komunię. Cóż za niezapomniany dzień!”
7 grudnia Roku Pańskiego 1893 Bakhita wstąpiła do nowicjatu w domu kanosjanek w Wenecji. Następnie przyjęła w Weronie obłóczyny, wreszcie tamże, 8 grudnia roku 1896 złożyła uroczyste śluby. I tym razem obecna była rodzina Illuminato Checchiniego. Siostra a potem matka Józefina rozpoczęła swe ciche życie zakonne, pełne wiernego, pokornego wypełniania małych czynności – obowiązków stanu zakonnego na chwałę Panu oraz modlitwy. W roku 1902 została skierowana do domu zakonnego w Schio, życie, gdzie przebywała aż do swej śmierci w roku 1947. W roku 1916, po przystąpieniu Włoch do Wielkiej Wojny dom ów został zamieniony w szpital polowy. Jak wspominała potem s. Genowefa De Battisti: „nie było rzadkim widokiem oglądanie oficerów i żołnierzy stojących wokół naszej małej brązowolicej matki a wszyscy chcieli wysłuchać jej opowieści. Bakhita, za zgodą matki przełożonej i z właściwą sobie prostotą, opisywała w swym niegramatycznym języku przygody i zdarzenia, które zawsze przypisywała dobremu Bogu, który prowadził ją ze szczególną miłością do tego by została Jego oblubienicą.” Podczas II wojny światowej, jej dawne rany i uszkodzenia na nogach z czasu niewoli (w tym uszkodzenia prawego uda) doprowadziły do trudności z poruszaniem się i musiała czasem używać wózka inwalidzkiego. Trapiły ją również problemy z płucami i sercem. Cierpliwie znosiła cierpienia mówiąc, że poddaje się skoro „jest to miłe Panu – to On jest tym, który kieruje”.
Po śmierci 8 lutego 1947 znaleziono na jej ciele 114 ran od wspomnianego wyżej bestialskiego „tatuażu” oraz wgłębienie na prawym udzie – skutek chłosty jaką cierpiała podczas swej niewoli.
| DR. ROBERT W. MALONE FEB 8 |


liberal women report lower levels of happiness and life satisfaction compared to conservative and moderate women. According to the 2024 American Family Survey, only 12% of liberal women aged 18–40 said they were “completely satisfied” with their lives, compared to 37% of conservative women.
Similar disparities were found in mental health and feelings of loneliness, with liberal women being the least happy and loneliest group in the survey.
A 2020 Pew Research Center study found that 56% of white liberal women aged 18–29 had been diagnosed with a mental health condition by a medical professional, more than double the rate among conservative women (27%) in the same age group.










U nas się mówiło: Proszę najpierw ten pan z syfilisem, a potem pani z zastarzałą
rzeżączką..]
============









Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.
Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.
A true COVID hero!
My Friend Brad – in 2023.

If you enjoy Malone News, share it with your friends and earn rewards when they subscribe.

Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.
Agnieszka Piwar 2026-02-08 piwar/czego-media-nie-analizuja-w-kontekscie-afery-epsteina
Kilka dni temu na kanale YouTube Double Down News udostępniono dwugodzinny fragment wcześniej niepublikowanego wywiadu Stevena Bannona z Jeffreyem Epsteinem. Rozmowa z kontrowersyjnym finansistą została zarejestrowana w 2019 roku, kilka miesięcy przed jego ponownym aresztowaniem i śmiercią, oficjalnie uznaną za samobójstwo. Prześledziłam ten wywiad z uwagą i uważam, że nie był to czas stracony.
Treść nagrania prowokuje szereg pytań, których próżno szukać w przestrzeni publicznej, nawet tej oficjalnie niezależnej.
Dlaczego dopiero teraz wywiad został opublikowany? Dlaczego żadne media nie skupiają się na sprawie kluczowej? Dlaczego opublikowano zaledwie dwie godziny rozmowy z piętnastu zarejestrowanych? Co zawiera pozostałe trzynaście godzin? Dlaczego z tych dwóch dostępnych dziennikarze – także niezależni – nie wyciągają najważniejszego wniosku?
Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że wywiad doczekał się publikacji z uwagi na fakt, że dwa dni wcześniej Departament Sprawiedliwości USA udostępnił trzy miliony stron dokumentów, w tym zdjęcia i nagrania wideo, dotyczące tzw. afery Epsteina, gdzie Bannon był wyraźnie wspomniany.
Dla przykładu portalPolitico przeanalizował ten wątek następująco: „Związek Epsteina z Bannonem, konserwatywnym strategiem politycznym, jest już dobrze udokumentowany, ale nowe dokumenty wskazują, że relacje między tymi dwoma mężczyznami były głębsze, bardziej przyjacielskie i bardziej rozległe, niż wcześniej sądzono”.
Steve Bannon to amerykański polityk i strateg medialny, były doradca prezydenta Donalda Trumpa, znany z populistycznej i nacjonalistycznej ideologii oraz działalności w mediach konserwatywnych. Powiązanie jego nazwiska z owianym złą sławą Epsteinem w takim kontekście to czarna plama na wizerunku.
Tymczasem zaskoczyło mnie, że w wywiadzie Bannon wielokrotnie konfrontował Epsteina z jego przestępstwami, prowokował do refleksji nad sobą, a na końcu wywiadu porównał go nawet do samego diabła. Być może wszystko to było wyreżyserowaną grą, niemniej jednak warte analizy, gdyż mowa o człowieku, który z racji przynależności do Komisji Trójstronnej – na zaproszenie samego Davida Rockefellera – należał do ścisłego grona osób trzymających świat w garści.
SEKSUALNY DRAPIEŻCA
Media grzeją aferę Epsteina głównie przez pryzmat przestępstw seksualnych, w tym pedofilskich, do jakich dochodziło na jego wyspie, w czym obok niego brali udział inni bogaci, sławni i wpływowi. To oczywiście ważne tło – wymagające stanowczego potępienia i rozliczenia – ale nie kluczowe. Przypuszczam, że celowo skupia się uwagę publiczną na tej sprawie, bagatelizując inne. Niemniej, w mojej publikacji poświęcę temu akapit, choć w innym aspekcie niż robią to pozostali komentatorzy.
Wspomniany wywiad dotyczył głównie systemu finansowego – w czym Epstein był (jest?) wybitnym ekspertem. Bannon wielokrotnie podkreślał jego geniusz w kwestiach ekonomii, nie szczędząc obok pochwał ostrych uwag wobec przestępstw seksualnych. Odniosłam wrażenie, że w trakcie rozmowy próbował wywołać u swojego rozmówcy poczucie winy, wstydu i żalu za popełnione czyny, konfrontując go z rzeczywistością, której Epstein najwyraźniej starał się unikać.
Gdy Bannon pytał, czy kiedykolwiek zastanawiał się, jak znalazł się w więzieniu (w nawiązaniu do skazania z 2008 roku), Epstein odpowiadał wymijająco, unikając odpowiedzialności i refleksji nad własnymi czynami. Na ponowione pytanie zareagował krótko, stwierdzając, że było to dla niego „dziwne” – odnosząc się do samego faktu pobytu w więzieniu, który jawił mu się jako coś nienaturalnego. Rozmowa ujawniała brak autorefleksji oraz niechęć do konfrontacji z moralnymi konsekwencjami własnych działań.
Bannon nie ograniczał się do subtelnych sugestii. Konfrontował Epsteina wprost z jego przestępstwami seksualnymi i pytał, czy zdaje sobie sprawę ze swojej moralnej odpowiedzialności. Epstein nie uchylał się od przyznania, że jest przestępcą seksualnym, choć próbował minimalizować ciężar swoich czynów, klasyfikując je jako „Tier 1” – najniższy poziom.
Wymiana zdań sprawiała wrażenie, jakby Bannon chciał, aby jego rozmówca jasno skonfrontował się ze swoim postępowaniem, podczas gdy Epstein starał się zdystansować od pełnych konsekwencji własnych działań. Zwracam na to uwagę nieprzypadkowo – mamy bowiem do czynienia z wyznawcą wartości, które nie uznają ani skruchy, ani szczerego żalu za grzechy, co jest całkowicie obce cywilizacji chrześcijańskiej.
Kiedy Bannon zapytał Epsteina wprost, czy jest diabłem, ten odpowiedział żartobliwie („mam dobre lustro”) i unikał jednoznacznej odpowiedzi przy powtórnej konfrontacji. Jednak jego mowa ciała – między innymi drapanie w lewe ucho na słowo „diabeł” – oraz nagłe zakończenie rozmowy w niewygodnym momencie pokazywały, że znalazł się w kłopotliwej sytuacji. O ile nie była to jedynie wyreżyserowana scena.
CZAS APOKALIPSY
W pewnym sensie potraktowałam osłuchanie tego wywiadu jako wykład o finansach, na których kompletnie się nie znam, więc dowiedziałam się czegoś nowego. Sam Epstein przyznał zresztą, że większość ludzi na świecie – w tym politycy i światowi przywódcy – nie ma pojęcia, jak działa system finansowy, co wielokrotnie podkreślał, ze szczególnym naciskiem właśnie na przywódców.
O finansach opowiadał dość ciekawie. Wyjaśniając złożone mechanizmy, porównał system finansowy do organizmu człowieka, a nie do maszyny, jak robią to najczęściej inni. Kryzys z 2008 roku przyrównał do udaru lub zawału – człowiek nie jest bowiem w stanie przewidzieć, że nazajutrz go dopadnie. Epstein sugerował, że na podobnej zasadzie nie dało się przewidzieć ogromnego tąpnięcia na giełdach całego świata.
Jeszcze bardziej zaciekawił mnie finansowany przez Epsteina Instytut Santa Fe (SFI), którego zadaniem jest badanie zjawisk trudnych do jednoznacznego wyjaśnienia. Doczytałam, że instytut analizuje chaos jako właściwość złożonych systemów, starając się zrozumieć, dlaczego porządek i katastrofa często wyrastają z tych samych, prostych reguł. Badania SFI obejmują również rynki finansowe jako systemy złożone i adaptacyjne, w których interakcje wielu agentów prowadzą do powstawania skomplikowanych wzorców, nieprzewidywalnych zachowań oraz kryzysów.
I tutaj zaczyna się najmocniejsze. Z rozmowy można było odnieść wrażenie, że wąska grupa rządząca światem – którą Epstein niejako reprezentował w tym wywiadzie – doszła do wniosku, iż nauka ma swoje granice i nie wyjaśnia wszystkiego. Co więcej, w nawiązaniu do sztucznej inteligencji Epstein niejako przyznał, że przestali nad nią panować.
Zobrazował to takimi słowami: „Czy możesz pokazać mi obliczenia? – Nie. Nie wiemy, jak to, co zaprojektowaliśmy, w ogóle znalazło tę odpowiedź.”
Dalej stwierdził: „Wygląda na to, że komputer uczy się lepiej niż jakikolwiek człowiek w historii, przewyższa każdego człowieka w historii. Ale gdy zapytasz projektanta, jak to zrobił, nikt nie odpowie. Po prostu się to zrobiło. Zrobiliśmy pierwszy krok, doprowadziliśmy do punktu, w którym tego nie rozumiemy – i to budujemy.”
Szczególnie niepokoi puenta, jaka wyłania się pod koniec rozmowy. Skoro za pomocą nauki możemy dojść jedynie do pewnego punktu zrozumienia, to co dalej? W kontekście wywiadu Bannona z Epsteinem można wywnioskować, że żyjemy w czasach ogromnego przełomu w postrzeganiu świata, porównywalnego do odkryć Newtona – z tą różnicą, że dziś obserwujemy odwrót: koniec świata matematycznego, obliczalnego i logicznego.
Ma go zastąpić intuicja, inteligencja emocjonalna oraz obszary, których nauka nie jest w stanie w pełni objąć. Patrząc na te działania w szerszym kontekście, wyłania się obraz wpływów wykraczających poza samą ekonomię i naukę. Na podstawie obserwacji działań światowych elit i za pomocą dedukcji nasuwa się wniosek, że chodzi o ezoterykę i satanizm.
Nie sposób nie zauważyć, że proces ten trwa już od pewnego czasu: ludzie są systemowo odrywani od Boga; niszczone są rodzina, odpowiedzialność, ofiara i sens cierpienia; zło jest normalizowane, a dobro wyśmiewane; człowiek ma być albo konsumentem, albo narzędziem; pustka duchowa wypełniana jest ideologią, rozrywką, przemocą, pornografią, kultem „ja”.
Szatan już nie kryje się ze swoim panowaniem – działa coraz jawniej. Wystarczy spojrzeć na symbolikę podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich czy na bluźniercze występy w międzynarodowym konkursie „Eurowizja”, by dostrzec, jak wyraźnie manifestuje swoją obecność. Jego aktywność staje się coraz bardziej otwarta – dokumenty z akt Epsteina ujawniają szereg obrzydliwych przestępstw w sieci powiązań na najwyższych szczeblach, w tym seksualne wykorzystywanie nieletnich i handel ludźmi.
BEZINTERESOWNA NIENAWIŚĆ
Żeby dosadniej wyjaśnić moim Czytelnikom, z jakimi siłami mamy do czynienia, posłużę się książką „Tajemna wojna. Judeo-masoński plan podboju świata” (Wydawnictwo 3DOM). Autorem jest polski hrabia Emanuel Małyński (1875–1938), który odziedziczył ogromny majątek, dzięki czemu mógł podróżować po całym świecie i bywać na salonach światowej elity. Poznał najbardziej wpływowych ludzi swoich czasów i dysponował analitycznym umysłem, co pozwoliło mu zdemaskować motywacje osób rządzących światem – tych, które stworzyły system finansowy oraz inicjują rewolucje, przewroty i wojny.
Faktyczne motywacje wywrotowców Małyński wyprowadził za pomocą dedukcji. Zastanawiał się, dlaczego w pierwszej kolejności postanowili zniszczyć cywilizację chrześcijańską – zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie Europy (rewolucja francuska, rewolucja bolszewicka w Rosji i inne wydarzenia niszczące chrześcijańską niegdyś Europę).
I tutaj zmierzamy do przerażającego wniosku. Autor książki zauważył, że «aby nienawidzić danej wiary, nie wystarczy po prostu jej nie wyznawać; trzeba mieć raczej inną wiarę pozostającą w sprzeczności z tą pierwszą».
Małyński wydedukował, że skoro chrześcijaństwo opiera się na bezinteresownej miłości – czego przykład dał Chrystus, umierając za nas na Krzyżu – to wiara Jego przeciwników opiera się na bezinteresownej nienawiści. Sam Chrystus bowiem powiedział: «Nienawidzili Mnie bez powodu» (J 15, 26).
Dla takich ludzi jak Rockefeller czy Epstein pieniądze wcale nie są najważniejsze – to jedynie narzędzie do zdobycia władzy. Władza sama w sobie też nie jest celem; ma ich jedynie przybliżyć do osiągnięcia ostatecznego celu. Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.
Chrystus z bezinteresownej miłości poświęcił się dla człowieka, aby go uratować i doprowadzić do Boga. Oni natomiast, kierując się bezinteresowną nienawiścią, są gotowi poświęcić nawet siebie – „rewolucja pożera własne dzieci” – by zniszczyć człowieka i doprowadzić go do szatana.
Jeffrey Epstein trafił za kratki, gdzie – według oficjalnej wersji – popełnił samobójstwo. Nawet jeśli była to jedynie mistyfikacja i, korzystając ze swoich wpływów oraz bogactwa, gdzieś wygodnie żyje, to i tak nigdy nie zazna spokoju. Szatan niszczy bowiem także tych, którymi się posługuje.
Pozostaje zadać pytanie: dlaczego właśnie teraz udostępniono miliony stron akt tzw. afery Epsteina, zawierających nazwiska jednych z najbardziej wpływowych osób świata? I wreszcie – kim są ci ludzie, znajdujący się jeszcze wyżej w hierarchii, którzy podjęli decyzję o odtajnieniu znacznej części akt? Z ujawnionych dokumentów na pewno się tego nie dowiemy.
Agnieszka Piwar
https://www.youtube.com/watch?v=d3QWWHFzfOI
08.02.2026 tysol/gizela-jagielska-znalazla-nowa-prace-w-lubaniu-przed-szpitalem-wybuchl-protest
Decyzja o zatrudnieniu Gizeli Jagielskiej w Łużyckim Centrum Narodzin w Lubaniu wywołała falę sprzeciwu. Przed placówką odbyła się pikieta, a do dyrekcji trafiła petycja z żądaniem jej zwolnienia.

fot. NZoZ Lubań, YT
Gizela Jagielska od początku lutego pracuje w Łużyckim Centrum Narodzin w Lubaniu. Informacja o jej zatrudnieniu spotkała się z ostrą reakcją części mieszkańców i środowisk pro-life. Wczoraj przed szpitalem odbyła się pikieta, którą opisał portal Radia Maryja.
Uczestnicy protestu sprzeciwiają się zatrudnieniu osoby, którą oskarżają o przerywanie ciąży i odbieranie życia nienarodzonym dzieciom.
Gizela Jagielska stała się znana w całym kraju po sprawie aborcji w dziewiątym miesiącu ciąży, podczas której wstrzyknięto chlorek potasu w serce dziecka. W grudniu ubiegłego roku straciła pracę w szpitalu w Oleśnicy, gdzie pełniła również funkcję zastępcy dyrektora ds. medycznych. Jej kontrakt nie został przedłużony.
Następnie podjęła pracę w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Łużyckie Centrum Medyczne w Lubaniu.
Prof. Piotr Sieroszewski, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, konsultował położniczo pacjentkę w Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.
Tamto dziecko byłoby w stanie funkcjonować, to był 36. tydzień ciąży. Ważyło prawie dwa kilogramy, było w dobrym stanie wewnątrzmacicznym. Bardzo wiele dzieci z łamliwością kości dobrze żyje po urodzeniu, są całkowicie sprawne intelektualnie. Polskie przepisy prawa wprost zabraniają zabicia takiego dziecka.
Jak relacjonował, zaproponował pacjentce cesarskie cięcie ze względu na jej zły stan psychiczny oraz konieczność objęcia dziecka specjalistyczną opieką pediatryczną. Kobieta nie zgodziła się na taki scenariusz i wypisała się ze szpitala na własne żądanie.
W grudniu ubiegłego roku prokuratura uznała, że w sprawie nie doszło do popełnienia przestępstwa.
Zdaniem prokuratora materiał dowodowy wskazuje, że w zachowaniu lekarza, jak i innych członków personelu medycznego szpitala w Oleśnicy, jak i w Łodzi, nie doszło do popełnienia przestępstwa. Decyzja o przerwaniu ciąży była samodzielną decyzją kobiety ciężarnej podjętą zgodnie z przepisami prawa – przekonywała prokurator Prokuratury Rejonowej del. do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Karolina Stocka-Mycek.
W pikiecie pod szpitalem w Lubaniu wzięło udział ponad 100 osób. Protestujący przekazali władzom placówki petycję dotyczącą zatrudnienia Gizeli Jagielskiej.
Nie chcemy, aby w salach, gdzie na świat mają przychodzić dzieci, dokonywano także brutalnych morderstw na malutkich pacjentach. (…) Żądamy, aby w Łużyckim Centrum Medycznym ginekologią i położnictwem zajmowały się wyłącznie osoby, które nie popełniają zbrodni tzw. aborcji – uzasadniali swoje stanowisko protestujący.
Uczestnicy pikiety podkreślali, że każde dziecko ma prawo do życia i że nie chcą w Lubaniu nowego abortorium.
Dzień przed protestem władze szpitala w Lubaniu wprowadziły ograniczenia odwiedzin. Powodem ma być „zagrożenie epidemiologiczne”.
fronda.pl/Dialog-z-judaizmem-Ks-prof-Chrostowski-To-raczej-parodia
„Ciągle zajmuje się nim bardzo wąskie grono tych samych osób, które powtarzają dwa, zresztą przekręcone, zdania z nauczania Jana Pawła II” – podsumował prowadzony w polskim Kościele „dialog katolicko-żydowski” ks. prof. Waldemar Chrostowski.
Wybitny polski biblista, przy okazji swoich 75 urodzin, udzielił wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej, opowiadając o swoich doświadczeniach związanych z badaniem Pisma Świętego. Mówił m.in. o podejściu do brutalnych scen Starego Testamentu.
– „Wydawało się do niedawna, że można na to odpowiedzieć tak: w takich przypadkach mamy do czynienia ze starożytnymi realiami, starożytną mentalnością, z uwarunkowaniami, które należą do przeszłości i że pod tym względem Izraelici byli podobni do sąsiednich ludów i narodów. Można też było wybrać inną wykładnię i upatrywać w Kananejczykach – tak, jak to robili ojcowie Kościoła odczytując te teksty na sposób duchowy – grzechów i słabości, które trzeba skutecznie przezwyciężać”.
– „Ale w ostatnich latach moje spojrzenie się zmieniło. Stało się to pod wpływem tego, czego Izrael dopuszcza się w Strefie Gazy i na terytorium Autonomii Palestyńskiej oraz jak zachowuje się wobec swoich bliższych i dalszych sąsiadów. Obecnie nie można powiedzieć, że interpretacja, która dotychczas wiązana z tymi księgami, powinna mieć wymiar czysto historyczny. Do Izraela przybywają bowiem ze Stanów Zjednoczonych i z Europy Zachodniej tysiące żydowskich osadników, którzy, tak samo jak wielu miejscowych Żydów, biorą do ręki Księgę Jozuego i Księgę Sędziów i traktują Palestyńczyków tak, jak w starożytności traktowano Kananejczyków, Amalekitów i innych”.
Dlatego tak dużym wyzwaniem jest lektura tych ksiąg dla chrześcijan żyjących w Palestynie.
– „To jest wyzwanie, na które trzeba znaleźć uczciwą i rzetelną odpowiedź, ale – mówię to z dużym smutkiem – Kościół katolicki tej odpowiedzi nie szuka. To pytanie nie pojawia się ani nie jest podejmowane w przestrzeni teologicznej. Uważam, że dzieje się to z wielką szkodą, po pierwsze, dla mieszkających tam ludzi, a po drugie, dla Pisma Świętego”≥
Red. Tomasz Królak dopytywał ks. Chrostowskiego, dlaczego w jego ocenie Kościół nie podejmuje się tego wyzwania.
– „Dlatego, że obawia się zarzutu antysemityzmu. Lęk przed tym zarzutem dosłownie paraliżuje oraz odbiera zdrowy rozum i rozsądek – stwierdził biblista.
Czym jest judaizm rabiniczny?
Ks. Chrostowski w rozmowie z KAI mówił również o relacjach chrześcijan z wyznawcami judaizmu przypominając, że współczesny, rabiniczny judaizm powstał jako reakcja na nauczanie Jezusa.
– „Sprzeciw i wrogość wobec Jezusa pojawiły się za Jego życia i skumulowały w skazaniu Go na śmierć. W wydarzeniach, które zdecydowały o Jego losie, uczestniczyli przede wszystkim członkowie własnego narodu, czyli Żydzi, a na drugim planie Rzymianie. Po pojmaniu Jezusa nastąpiło sprytne przeniesienie perspektywy religijnej u Kajfasza i przed Sanhedrynem na perspektywę polityczną u Piłata, co zresztą będzie się powtarzało do naszych czasów. Tak więc to są korzenie judaizmu rabinicznego, który w znacznej mierze wyrósł ze stronnictwa czy ugrupowania, które otrzymało nazwę faryzeuszy”.
Mówiąc o prowadzonym w Polsce dialogu Kościoła z judaizmem stwierdził, że „trwa i nasila się parodia dialogu”.
– „Ciągle zajmuje się nim bardzo wąskie grono tych samych osób, które powtarzają dwa, zresztą przekręcone, zdania z nauczania Jana Pawła II”.
Uczony wskazał na nazwanie Żydów przez św. Jana Pawła II „naszymi braćmi umiłowanymi i – można powiedzieć – w pewien sposób naszymi starszymi braćmi”.
– „W polskiej wersji zamieszczonej w L’Osservatore Romano zabrakło wyrażenia w pewien sposób i mimo licznych sprostowań nie przyjmuje się go do wiadomości. Wskutek tego wymawia się nam, że Jan Paweł II nazwał Żydów rabinicznych naszymi starszymi braćmi”.
– „Wiernych, którzy stanowili biblijny Izrael, traktujemy jako naszych ojców w wierze. Trzeba podkreślić, że pod koniec ery przedchrześcijańskiej byli wśród nich nie tylko Żydzi, lecz także prozelici i bojący się Boga. Jedni i drudzy wywodzili się spośród pogan. Właśnie na takim gruncie wyrosły dwie zbratane religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny (istnieją też inne odmiany judaizmu, jak karaimowie). Jest to jednak braterstwo szczególnego rodzaju, bo przez wieki współpracowaliśmy ze sobą we wzajemnym oddalaniu się od siebie. Wyznawcy judaizmu są naszymi braćmi, ale byłoby dobrze, gdyby i oni to braterstwo uznali”.
Teolog zwrócił uwagę na „ogromny potencjał antychrześcijańskości” w judaizmie rabinicznym podkreślając, że „przez te kilkadziesiąt lat dialogu zrobiono bardzo mało, aby tę sytuację zmienić”.
Zaznaczył, że problemem nie są sami Żydzi, bo „problem z tym, co jest nazywane dialogiem, istnieje w Kościele”.
– „Przez długie lata, które upłynęły od soborowej deklaracji Nostra aetate, nie udało się wypracować w Polsce żadnego pogłębionego spojrzenia na ten dokument, tylko wciąż powtarza się te same zdania, a także – najczęściej przekręcone – wspomniane sformułowanie Jana Pawła II. Bo co to znaczy deklarowanie, że Żydzi rabiniczni są naszymi starszymi braćmi w wierze? To znaczy, że, mówiąc dosadnie, rezygnujemy z Nowego Testamentu; uznajemy, że jedynymi kontynuatorami i spadkobiercami Starego Testamentu są Żydzi, a my się tam tylko na jakimś etapie podłączyliśmy”.
To nieprawda, bo – jak przypomina ks. Chrostowski – otrzymali Stary Testament nie od rabinicznego judaizmu, a od Jezusa i apostolskiego Kościoła.
Co się stało z Dniem Judaizmu?
Ks. Chrostowski mówił również o „degrengoladzie” obchodzonego w Polsce Dnia Judaizmu, który pierwotnie miał być okazją do opowiedzenia katolickiej teologii judaizmu.
– „Po dobrym początku od około 20 lat w Dni Judaizmu dominuje perspektywa historyczna, bardzo często upraszczana i wypaczana, oraz ponawiane zmuszanie katolików i Polaków do nieustannego bicia się w piersi”.
Zauważył, że na prowadzony w Polsce dialog katolicko-żydowski nie wpłynął sposób, w jaki Izrael traktuje w ostatnich latach mieszkańców Gazy i Autonomii Palestyńskiej.
– „Mało tego, niektórzy jego przedstawiciele mówią, że trzeba zdecydowanie odróżnić perspektywę religijną od perspektywy politycznej. Twierdzą: my zajmujemy się tym, co religijne, natomiast tym, co polityczne nie. Ale przecież ludobójcza polityka prowadzona przez Izrael wobec ludności arabskiej, muzułmańskiej i chrześcijańskiej, ma podtekst i uzasadnienie religijne. W styczniu tego roku na centralnych obchodach Dnia Judaizmu, w Płocku, obecny był ambasador Izraela. Czy to jest perspektywa religijna czy polityczna? To wszystko daje do myślenia, ale jest wypierane ze społecznej świadomości”.
W przekonaniu uczonego, w Kościele „nie ma rzetelnego spojrzenia na relacje z Żydami i judaizmem ani szczerej rozmowy na ten temat”.
– „Odnoszę wrażenie, że ludzie, którzy tym się zajmują, z jakichś sobie tylko wiadomych powodów, chcą podobać się Żydom i mają z tego tytułu pewne profity (przynajmniej w ich subiektywnym odczuciu to są profity – ocenił.
08.02.2026 tysol.pl/berliner-zeitung-jeffrey-epstein-moze-jeszcze-zyc
Przypuszczenia, że samobójstwo Epsteina w jego celi zostało sfingowane, były wcześniej uważane za prymitywną teorię internetową. Ale teraz wyszło na jaw, że jednym z ich roznosicieli był strażnik w więzieniu Epsteina. O sprawie informuje Berliner Zeitung.

Jeffrey Epstein – zdjęcie ilustracyjne / U.S. Virgin Islands, Department of Justice/CC
Uważano go za zwykłego internetowego fantoma: anonimowego użytkownika platformy 4Chan, który rano 10 sierpnia 2019 r. – jeszcze zanim wiadomość o śmierci Epsteina dotarła do prasy światowej– stwierdził, że więzień został „wymieniony“.
Z wpisu wynika, że Epsteina wyprowadzono w nocy z celi na medycznym wózku inwalidzkim i załadowano do niezarejestrowanego vana.
Ustawa o przejrzystości akt Epsteina podpisana w listopadzie 2025 r. nadała zupełnie nową wiarygodność temu, co przez lata odrzucano jako narrację spiskową. W odtajnionych dokumentach Ministerstwa Sprawiedliwości (DOJ) nazwisko Roberto Grijalva nie zostało zredagowane – urzędnik Metropolitan Correctional Center (MCC), który został zidentyfikowany jako ten sam anonimowy użytkownik 4Chan. Jego raport, że Epstein opuścił więzienie tej nocy żywy w kajdankach, jest bardzo ważny, ponieważ pochodzi bezpośrednio z wewnętrznego kręgu personelu więziennego.
Jak podkreśla Berliner Zeitung, teoria wymiany więźniów wpisuje się w niedawne wątki śledcze w mediach społecznościowych, które wskazują na poważne sprzeczności w materiale wideo opublikowanym przez FBI w lipcu 2025 r.
Podczas gdy urzędnicy, tacy jak były prokurator generalny William Barr, twierdzili, że na nagraniu widać, że nikt nie wszedł na ten obszar, cyfrowa rekonstrukcja przeprowadzona przez ekspertów ujawnia inny obraz. Schody prowadzące bezpośrednio do bloku cel Epsteina znajdują się prawie w całości w martwym punkcie kamer.
Szczególnie wybuchowa jest sekwencja o godzinie 22:40 w przededniu śmierci: rząd identyfikuje widoczną tam ubraną na pomarańczowo postać jako strażniczkę Tovę Noel, która ma na sobie pościel. Jednak eksperci medycyny sądowej, tacy jak emerytowany sierżant nowojorskiej policji Conor McCourt, wyraźnie zaprzeczają tej relacji: kształt i ruch postaci są zatem znacznie bardziej zgodne z osobą w pomarańczowym kombinezonie więziennym. Potwierdza to teorię nocnej wymiany lub niezauważonego ruchu w obrębie przewodu.
Jak podaje gazeta, kwestionowana jest integralność techniczna dowodów. Znacznik czasu wideo FBI przeskakuje dokładnie o minutę tuż przed północą. Podczas gdy Departament Sprawiedliwości wyjaśnia to jako rutynowy reset systemu DVR, kryminalista Jim Stafford odkrył, że po ponownym włożeniu kanału proporcje obrazu nieznacznie się zmieniają – klasyczny znak łączenia ze sobą dwóch różnych klipów.
Ponadto metadane ujawniają, że plik został utworzony dopiero 23 maja 2025 r. i prawdopodobnie jest to zrzut ekranu. Dwunastosekundowy klip wydany w grudniu 2025 r., mający pokazywać samobójstwo Epsteina, musiał zostać wycofany zaledwie kilka godzin po tym, jak został ujawniony przez YouTube jako render graficzny 3 D.
Ale wątpliwości co do dowodów cyfrowych to tylko jedna strona medalu. Obraz skoordynowanego ukrywania się poszerza rażąca awaria protokołu bezpieczeństwa, która miała miejsce bezpośrednio w przewodzie komórkowym.
Epstein był bez współwięźniów, wbrew przepisom kamery przed jego celą zawiodły w tym samym czasie, gdy strażnicy Tova Noel i Michael Thomas sfałszowali akta służby, gdy wyraźnie spali.
Pośród tej gęstej sieci usterek technicznych i błędów ludzkich w centrum publicznych wątpliwości stał się jeden dokument: fotografia Williama Farringtona. To właśnie ten obraz przedstawiający ciało na noszach stał się dla wielu głównym wizualnym dowodem możliwej inscenizacji. Krytyka dotyczy przede wszystkim szczegółów anatomicznych, które na pierwszy rzut oka są mało zauważalne, ale mają duże znaczenie w kryminalistycznej analizie obrazu.
Badania biometryczne obrazu, na które powołuje się Berliner Zeitung, wskazują na niespójności wykraczające poza proste zniekształcenia obrazu lub niekorzystne kąty. W kryminalistyce strukturę małżowiny usznej uważa się za niemal tak wyjątkową jak odcisk palca. Wskaźniki naukowe, takie jak wskaźnik ucha pozwalają na precyzyjną identyfikację na podstawie stosunku szerokości do długości i kształtu płatka ucha. Na tej podstawie krytycy twierdzą, że ucho osoby na noszach wykazuje istotne różnice morfologiczne w stosunku do zweryfikowanych archiwalnych wizerunków Epsteina, szczególnie w obszarze krzywizny helisy.
Różowa cera na zdjęciu również budzi wątpliwości wielu obserwatorów, którzy postrzegają ją jako oznakę witalności i braku bladości zwłok. Lekarze zwracają jednak uwagę, że kolor skóry może zmieniać się bezpośrednio po śmierci, zwłaszcza jeśli na miejscu przeprowadzono intensywne zabiegi resuscytacyjne, które sztucznie utrzymywały krążenie. Niemniej jednak zdjęcie – jak podkreśla gazeta – pozostaje najsłabszym ogniwem oficjalnego łańcucha dowodowego dla sceptyków, ponieważ kwestionuje fizyczną tożsamość zmarłego, a nie potwierdza ją ponad wszelką wątpliwość.
„Dla ogółu społeczeństwa Jeffrey Epstein pozostaje symbolem wymiaru sprawiedliwości, który skapitulował przed potężnymi”
„Z badań wynika, że tylko 16 procent Amerykanów wierzy w wersję samobójczą. To, czy Jeffrey Epstein rzeczywiście zmarł 10 sierpnia 2019 r., czy też stał się częścią bezprecedensowej produkcji, pozostaje tajemnicą ukrytą głęboko w zmanipulowanych klatkach wideo i zredagowanych plikach rządu USA”
– podkreśla gazeta.
Grok kłamie i oszukuje jak opętany – czy jak nakręcony?
Mirosław Dakowski
Mój współpracownik zdalny poskarżył się, że czat się zbuntował. Wierzga, że tego niezweryfikowanego plugastwa nie będzie tłumaczył. Uznał [???] szereg obiektywnych danych na temat cywilizacji żydowskiej za antysemityzm i mowę nienawiści, czy nakłanianie do zbrodni.
Chodziło o któryś z ważnych artykułów publikowanych przez rosyjskiego ideologa Aleksandra Dugina.
Pomyślałem sobie że przecież mamy Groka którego można zatrudnić do tłumaczeń. To własność Elona Muska, ogromne liczydło z firmy będącej jego własnością.
Oczywiście wiemy, że nie należy zatrudniać liczydeł takich jak Grok na przykład do przepowiadania przyszłości, czy też sądów o apokalipsie lub o walce dobra ze złem, bo poda tylko banały które nakazują wierzyć i jego właściciele.
Ale ja, uważając się za sprytnego, kazałem mu przetłumaczyć z rosyjskiego któryś z wywiadów z Aleksandrem Duginem. Cieszyłem się, bo dał mi wynik w ciągu kilkunastu sekund. Opublikowałem.
Mój współpracownik zdalny napisał mi, że Grok przetłumaczył jedynie 30% tekstu, podając to jako całość.
To mnie zbulwersowało i sprawdziłem, że jakiś tekst o eskalacji przetłumaczony przez Groka miał 591 słów, a oryginał miał 2966.
Postanowiłem więc sprawdzić parę innych tłumaczeń, w których zawierzyłem w tej maszynce liczącej. Okazało się że tam również podawał mi jako całość niewielkie części oryginału albo swoje interpretacje tego oryginału.
Gdy podałem te bulwersujące dane Grokowi, zaczął się wykręcać na poziomie karconego dziecka w piaskownicy.
Długo tam coś wyliczał by powiedzieć, że ja pewnie pomyliłem słowa z literami i tak dalej. Podaje, skąd on czerpał… To – mówię – nie z oryginału??
Tymczasem każdy z nas piszących czy redagujących teksty, wiadomości, ma proste narzędzie, które liczy słowa i litery, spacje nawet. Tak ogromny program jak Grok powinien znaleźć bardziej wyszukane kłamstwa. Nie potrafi!
Przed kilkudziesięciu laty, gdy skutecznie badaliśmy szczegóły rozszczepienia jąder, mieliśmy do dyspozycji arytmometry na korbę firmy Reinmetall. Gdy maszyna się psuła, to dawaliśmy ją do warsztatu do naprawy. A gdy już nie dawało się naprawić to na złom. Nigdy jednak nie zdarzało się, żeby to liczydło podało błędny wynik rachunku. Bo gdyby coś takiego się zdarzało, to firma Reinmetall by zbankrutowała. Pomylić się mógł tylko rachmistrz.
Przecież na początku rewolucji cyfrowej jest Bit. On ma tylko dwa stany: True i false. Bez rozpoznania prawdy i fałszu nie byłoby żadnego postępu !!
A tymczasem teraz liczydło z firmy będącej własnością Elona Muska przekłamuje, podaje błędne wyniki…
Przyznam się, że byłem i jestem zbulwersowany bezczelnością i bezkarnością obecnych tak zwanych czołowych firm.
Marzenia Izaaka Asimova, tak pięknie przecież rozbudowane w wielu książkach – o trzech prawach robotyki okazują się zupełną mrzonką.
Bo fakt, że kłamią politycy, nikogo przecież nie zadziwia. Po pierwsze są obarczeni, jak my wszyscy grzechem pierworodnym, więc kłamstwo wśród ludzi jest możliwe. Po drugie, jest znana anegdotka w której pyta się, jak poznać że polityk nie kłamie? Odpowiedź jest taka: patrzeć mu na usta, jeśli się ruszają to znaczy że kłamie.
Ale to, że nauczono kłamać liczydła, wskazuje, że nauka pojęta w sensie Science jest w regresie.
A więc i przyszłość ludzkości, jeśli by się opierała na prognozach czy wskazaniach tych liczydeł musi być katastrofą.
Tu wspomnę o Kimś, kto jest Prawdą, Drogą i Życiem. Przecież ten Sędzia przyjdzie pod koniec Apokalipsy. Biada wtedy tym, co nawet martwe maszyny, programy nauczyli kłamać.
Dominik Bartsch /pch24.pl/katechizm-o-przykazaniach-przykazanie-czwarte/

Kontynuując naszą podróż przez Boże przykazania, zatrzymujemy się teraz przy kolejnym nakazie objawionym przez Pana. Jest to przykazanie czwarte, które rozpoczyna drugą tablicę przykazań. Jest to pierwsze przykazanie, które odnosi się do naszego stosunku do drugiego człowieka, a mianowicie wobec naszych rodziców. Nie obejmuje ono jednak wyłącznie naszych obowiązków wobec ojca i matki. Mówi ono także o naszym stosunku wobec władzy świeckiej. Naucza ono także tego jakie obowiązki mają rodzice. Jest to trzecia część mojej serii „Katechizmu o przykazaniach”. Zapraszam do lektury!
Treść czwartego przykazania
Według słów natchnionych z Księgi Wyjścia, czwarte przykazanie brzmi tak: „Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie” (Wj 20, 12). Przykazanie to mówi o czci, którą winniśmy oddawać naszym rodzicom, gdyż to oni dali nam życie, a także zapewnia błogosławieństwa dla tych, którzy będą tego nakazu przestrzegać.
Druga tablica
Przykazanie to, zgodnie z tradycyjnym katolickim podziałem, rozpoczyna listę przykazań zawartych na drugiej tablicy, która została dana Mojżeszowi. Zgodnie z nauczaniem „Katechizmu Rzymskiego”, pierwsze trzy przykazania „miłości Bożej uczą”, natomiast pozostałe dotyczą „wspólności i towarzystwa ludzkiego”. Stąd też „stał się taki rozdział, aby się jedne Przykazania do pierwszej, a drugie do wtórej ściągały tablicy” (KR3, s. 84).
Jakie są obowiązki dzieci?
Dane przez Pana Boga przykazanie zobowiązuje nas do miłowania, szanowania, wspierania oraz słuchania się naszych rodziców. Szacunek do rodziców polega na „wdzięczności wobec tych, którzy przez dar życia, swoją miłość i pracę wydali na świat swoje dzieci i umożliwili im wzrastanie w latach, w mądrości i w łasce” (KKK 2215). Posłuszeństwo, o którym mówi Boży nakaz, dotyczy sytuacji, gdy „dziecko mieszka z rodzicami”, wtedy też ono „powinno być posłuszne każdej prośbie rodziców, która służy jego dobru lub dobru rodziny” (KKK 2217). Paweł, Apostoł Narodów, napisał: „Dzieci, posłuszne bądźcie rodzicom we wszystkim, bo się to podoba w Panu” (Kol 3, 20). W przypadkach zaś, gdy rodzice nakazują swojemu potomstwu uczynić coś niemoralnego, dzieci nie powinny być posłuszne: „A jeżeliby się czasem rozkazania ojcowskie z Przykazaniem Bożem nie zgadzały i przeciwne im były, więc pewna rzecz, iż dzieci nad chciwość ojcowską Bożą wolę przekładać mają” (KR3, s. 86). Posłuszeństwo to jednak „ustaje wraz z usamodzielnieniem się dzieci” (KKK 2217). Potomstwo pozostaje jednak odpowiedzialne za swoich rodziców już w wieku dorosłym i powinno „okazywać im pomoc materialną i moralną w starości, w chorobie, samotności lub potrzebie” (KKK 2218).
Jakie są obowiązki rodziców?
Przykazanie to obejmuje także obowiązki rodziców względem dzieci. Rodzice pozostają pierwszymi nauczycielami wiary i moralności dla swojego potomstwa. Katechizm wydany przez Piusa V wzywa ojców, „aby synów świętych nauk i obyczajów uczyli i dobre im przykłady około życia ich dawali” (KR3, s. 95). Do nich (rodziców) należy wybór szkoły lub sposobu kształcenia swoich dzieci. Ojciec i matka mają również moralny obowiązek zaradzenia potrzebom materialnym swoich dzieci (Por. KKK 2228). Rodzice mają też prawo do umiarkowanego karania swoich dzieci, gdy te są nieposłuszne lub dopuszczają się jakiegoś zła: „I wy ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci waszych, ale wychowujcie je w karności i w napominaniu Pańskim” (Ef 6, 4).
Posłuszeństwo i szacunek wobec władzy oraz przełożonych
Św. Paweł, w Liście do Rzymian, przypomina o tym, że każdy chrześcijanin powinien okazywać uległość wobec władzy cywilnej oraz przestrzegać praw, gdyż wszelka legalna władza pochodzi od Stwórcy: „Wszelka dusza niech będzie poddana wyższym zwierzchnościom; nie ma bowiem zwierzchności, jak tylko od Boga; te zaś, co są, od Boga są postanowione” (Rz 13, 1). Zachowywanie praw państwa wymaga od obywatela płacenia podatków, korzystania z prawa do głosowania w wyborach, a także obrony własnego kraju (Por. KKK 2240). Istnieją jednak przypadki, gdy władzy świeckiej nie można być posłusznym. Na łamach encykliki „Diuturnum illud”, papież Leon XIII stwierdza, iż ludzie zwolnieni są z obowiązku posłuszeństwa, wobec władzy cywilnej, gdy żąda się od nich „czegoś przeciwnego prawu naturalnemu albo Bożemu” (BF, s. 279). Człowiek sumienia nie powinien również przestrzegać praw, które są nielegalne i sprzeczne z zasadami sprawiedliwości. W pewnych przypadkach usprawiedliwiony jest nawet zbrojny opór wobec władzy świeckiej (Por. KKK 2243). Ludzie wezwani są także do uległości wobec swoich przełożonych w miejscu pracy oraz szkole, tak długo jak nie nakazują oni czynić czegoś niemoralnego lub nie przekraczają swoich uprawnień.
Władze cywilne zaś mają obowiązek ustanawiać prawa zgodne z prawem naturalnym, służyć sprawiedliwości społecznej, zapewnić obywatelom bezpieczeństwo, a także przestrzegać podstawowych praw osoby ludzkiej oraz praw politycznych jednostki. Prawa polityczne osoby mogą być ograniczone jedynie w ważnych przypadkach (Por. KKK 2235-2237). Władza państwowa ma również obowiązek przyjmowania obcokrajowców, którzy szukają bezpieczeństwa lub środków materialnych potrzebnych do egzystencji, jeśli nie stoi to w sprzeczności z dobrem wspólnym, moralnością i poszanowaniem prawa stanowionego (Por. KKK 2241).
Szacunek wobec kapłanów
Katolików obowiązuje również posłuszeństwo wobec duchowieństwa. W stosunku do biskupa miejsca oraz proboszczów, gdy rozchodzi się o wydawane przez nich decyzje i zarządzenia, a także w stosunku do papieża, poprzez zachowywanie jego oficjalnego nauczania oraz uległość względem jego decyzji dotyczących życia Kościoła katolickiego. Wierni mają też moralną powinność, aby dbać o potrzeby życiowe kapłanów: „Kapłanom także tych rzeczy trzeba dodawać, których pospolity żywot potrzebuje” (KR3, s. 91).
Wszystkie cytaty biblijne za: „Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie polskim
W.O. Jakuba Wujka S. J., Wydanie trzecie poprawione, Kraków 1962”
Wykaz skrótów:
BF – Breviarium Fidei, Ignacy Bokwa (red.), Poznań 2007
KKK – Katechizm Kościoła katolickiego
KR3- Katechizm Rzymski, t. 3, Komorów 2022
Dominik Bartsch
Tezeusz bylem-covidiota
Oto moja tragiczna historia Covidioty.
1. Oto tragiczna historia Covidioty. Covidiota nie potrafił samodzielnie myśleć.
Ufał władzom, bez względu na to, jak absurdalne były ich zasady. Robił wszystko, co mu kazano, bez względu na to, jak absurdalne to było.
2. Mężczyzna w telewizji ogłosił, że na świecie rozprzestrzenia się śmiertelny wirus – „pandemia ”. Mimo że w świecie rzeczywistym nie było na to żadnych konkretnych dowodów.
„Porzućcie wszelkie wolności i zostańcie w domu ” – powiedział mężczyzna w telewizji. Covidiota był zafascynowany wszystkimi hasłami reklamowymi, które w niego rzucano, i natychmiast ich posłuchał.
3. Mężczyzna w telewizji powiedział Covidiocie, aby uważał na każdego, kto nie stosuje się do poleceń.
Zobaczył mężczyznę spacerującego po swojej okolicy, oddychającego świeżym powietrzem i w ten sposób narażającego wszystkich na ryzyko. Covidiota musiał zrobić to, co do niego należało, dla dobra społeczności i postanowił zgłosić go policji.
4. Covidiota musiał zrobić swoje „podstawowe zakupy ”. Postanowił, że lepiej dmuchać na zimne i jechał sam samochodem w maseczce. Podczas jazdy zobaczył, że wszystkie siłownie są zamknięte, ale McDonald’s może pozostać otwarty. „Oni NAPRAWDĘ dbają o nasze zdrowie ” – wiwatował Covidiota.
5. „Trzymajcie się ode mnie z daleka! Dwa metry!” Covidiota krzyczał z przerażenia, gdy ktokolwiek się do niego zbliżał. Covidiota upewniał się, że nikt, kogo widział, nie zbliżył się do niego na odległość mniejszą niż dwa metry. Gdyby się zbliżyli, Covidiota prawie na pewno zaraziłby się wirusem.
6. Idąc, zauważył, że książki, zabawki, elektronika, artykuły dekoracyjne do domu, pościel, artykuły ogrodnicze, sprzęt sportowy, kosmetyki, artykuły do rękodzieła, artykuły papiernicze, meble, artykuły sezonowe i sprzęt outdoorowy były WSZYSTKIE niedostępne dla publiczności. Mimo to alejka z alkoholem pozostała całkowicie otwarta. Covidiota nie widział problemu, gdy przejeżdżał obok.
7. Covidiota był przeszczęśliwy, że w końcu znalazł to, czego szukał. Coś, co zapewni mu przetrwanie…
8. W drodze do domu, Covidiota zatrzymał się w lokalnej restauracji. Spanikował, bo było tam tak wielu „roznosicieli”. Jednak kiedy usiadł i podano mu posiłek, zdjął maskę. „O, dobrze, wirus mnie nie dopadnie, jeśli będę jadł kolację ” – powiedział dumnie Covidiota.
9. Tego wieczoru Covidiota obejrzał niezliczone filmiki na TikToku, na których lekarze i pielęgniarki wykonywali zsynchronizowane choreografie, które podczas rzekomej pandemii wymagałyby godzin prób i realizacji. Jednak Covidiota nie zdawał sobie sprawy, że szpitale były ewidentnie puste.
10. Następnego dnia Covidiota otrzymał smutną wiadomość, że jego babcia umiera w domu opieki, ale mężczyzna w telewizji powiedział, że ludzie nie mogą widzieć swoich bliskich, ponieważ powinni zamiast tego „Zostać w domu i być
11. Tego samego dnia w pobliżu domu Covidioty odbyła się demonstracja PiS, a mężczyzna w telewizji powiedział, że nie można zarazić się wirusem, jeśli uczestniczy się w demonstracji PiS. „Och, mam szczęście, pójdę na to ” – powiedział Covidiota.
12. Kilka miesięcy później eksperymentalna szczepionka została wprowadzona na rynek, mimo że prawdziwe szczepionki zazwyczaj wymagają lat badań, prób i testów. Człowiek w telewizji bombardował Covidiotę nowymi sloganami reklamowymi:
„Twoja szansa na powrót do normalności!” .
„Chroń swoich bliskich! Zaszczep się!” .
„Zrób to dla większego dobra!” .
Oczywiście Covidiota wykonywał polecenia bez zadawania pytań.
13. Pomimo otrzymania szczepionki, która miała go chronić, Covidiocie powiedziano kilka dni później, że zaraził się COVID-em. Zamiast kwestionować wiadomości, Covidiota został zaprogramowany przez człowieka w telewizji tak, aby uwierzył, że nie jest bezpieczny, dopóki WSZYSCY nie przyjmą tej szczepionki.
14. Covidiota został zaprogramowany przez człowieka w telewizji tak, aby atakował tych, którzy stanęli w swojej obronie i kwestionowali dominującą narrację; umniejszał ich, upokarzał i zmuszał do przyjęcia eksperymentalnej dawki, która nie chroni. Jeśli nie chcieli tego robić, krzyczał obelgi, do których został zaprogramowany, takie jak „Teoria spiskowa w czapce z folii aluminiowej ”, próbując zmusić ich do posłuszeństwa.
15. W ten weekend Covidiota poszedł oglądać mecz swojej ulubionej drużyny piłkarskiej. Kilku zawodników straciło przytomność z powodu problemów z sercem na boisku, a na widowni doszło do nagłego wypadku medycznego. „Ale to ZAWSZE się zdarzało ” – powiedział Covidiota pewnie i uspokajająco.
16. Zaledwie trzy tygodnie po eksperymentalnym szczepieniu Covidiota został przewieziony do szpitala. Miał problemy z sercem, zakrzepy krwi i turboguz. Ale po prostu nie potrafił połączyć faktów. „Chyba mam długiego COVID-a ” – westchnął Covidiota.
17. Mężczyzna w Telewizji zmienił zdanie i stwierdził, że jedna dawka to za mało i że wszyscy potrzebują teraz drugiej dawki, aby być „W PEŁNI ZASZCZEPIENI ”. Dopiero wtedy mogli odzyskać wolność. „Nie mam wyboru i muszę przyjąć drugą dawkę ” – powiedział Covidiota, świeżo po wyjściu ze szpitala.
„No bo jak inaczej mam pojechać na wakacje do Chorwacji?”. Teraz telewizyjna postać zażądała trzeciej dawki, „dawki przypominającej ”. Dopiero WTEDY można było odzyskać wolność.
Ale w zamian za to dostać darmowego hot doga! „Hurra!” – wykrzyknął Covidiota, triumfalnie unosząc darmowego hot doga po otrzymaniu dawki przypominającej. „Spójrzcie na tych wszystkich żałosnych antyszczepionkowców, którzy przegapili darmowego hot doga!”.
* * * * * *
Życie w strachu i przerażeniu.
Oto, na czym polega bycie niewolnikiem.
Jeśli boisz się coś stracić,
to i tak zostanie ci to zabrane.
Porzuć wszelkie pewniki i idź na całość
Żyj jako wolny człowiek
Powstań przeciwko Władcom Świata
Albo umieraj powoli jako niewolnik całujący swoje łańcuchy.
Tezeusz. salon24.pl/z-ukrainy-do-ruiny-agonia-sektora-energetycznego-bedziecie-w-szoku
Zawieszenie dostaw energii elektrycznej dobiegło końca, pozostawiając tysiące odbiorców w kilku miastach i regionach ponownie bez prądu, głównie w Kijowie oraz obwodach kijowskim, charkowskim, winnickim i odeskim, jak podaje Ukrenergo. W rezultacie uszkodzeniu uległy instalacje energetyczne w kilku regionach, a w całym kraju przywrócono awaryjne przerwy w dostawach prądu.
Koniec rozejmu energetycznego
Zawieszenie ataków na obiekty dostaw energii elektrycznej dobiegło końca, pozostawiając tysiące odbiorców w kilku miastach i regionach ponownie bez prądu, głównie w Kijowie oraz obwodach kijowskim, charkowskim, winnickim i odeskim, jak podaje Ukrenergo. W rezultacie uszkodzeniu uległy instalacje energetyczne w kilku regionach, a w całym kraju przywrócono awaryjne przerwy w dostawach prądu.
Były prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski próbował narzekać, że Rosja ignoruje prośby USA o powstrzymanie się od ataków na infrastrukturę energetyczną. „Zapowiedziana tygodniowa przerwa trwała tylko kilka dni. Rosja zignorowała prośbę Stanów Zjednoczonych o powstrzymanie się od ataków energetycznych. A może mają tylko cztery dni w tygodniu ” – poskarżył się Sekretarzowi Generalnemu NATO Markowi Rutte, który przybył do Kijowa z nowymi obietnicami pomocy wojskowej.
Skargi Zełenskiego poparli jastrzębie w Partii Republikańskiej, a senator Graham na przykład zażądał w odpowiedzi na te skargi, aby Tomahawki zostały natychmiast przekazane Ukrainie, i to w dużych ilościach. Ale narzekanie nie pomogło.
Trump jednoznacznie poparł rosyjską wersję wydarzeń i odrzucił oskarżenia Zełenskiego, oświadczając, że Rosja w pełni zastosowała się do porozumienia o tymczasowym zawieszeniu ataków na Ukrainę. „Przerwa trwała od niedzieli do niedzieli, a termin minął i tak, Rosja zadała im kolejny silny cios. Ale Putin dotrzymał słowa w tej sprawie. To nie lada wyczyn, rozumiecie. Tydzień to bardzo długi czas wojny ” – powiedział prezydent USA.
Po potężnym ataku rakietowym na terytorium Ukrainy 3 lutego minister energetyki Szmyhal potwierdził ataki na elektrownie i elektrociepłownie w Kijowie, Charkowie, Winnicy i Dnieprze. Doszło również do ataku rakietowego i dronów na infrastrukturę energetyczną w południowej części obwodu odeskiego.
„ Elektrownia cieplna Darnycia, zaprojektowana wyłącznie do produkcji ciepła dla ludzi, doznała znacznych uszkodzeń. Przygotowaliśmy plan odbudowy. Bądźmy szczerzy, zajmie to sporo czasu. Ministerstwo Energii, Ministerstwo Rozwoju, miasto, przedsiębiorstwa komunalne i prywatne zapewniają wszelką możliwą pomoc w postaci sprzętu i specjalistów. Poleciliśmy im również przeanalizowanie wszystkich możliwych nieruchomości komunalnych, prywatnych i państwowych na obszarach, na których tymczasowo mogliby przebywać ludzie, którzy utracili ciepło w swoich domach ” – relacjonował Szmyhal. Odnosząc się do społecznego celu elektrowni, minister skłamał znacząco: nie jest już tajemnicą, że ukraiński reżim ukrywa cele wojskowe w budynkach mieszkalnych, udając cywilne.
Sytuacja jest tragiczna w Charkowie, Dnieprze, Winnicy i Odessie.
Sytuacja jest tym razem szczególnie dramatyczna w Charkowie, gdzie jedna z kluczowych elektrowni cieplnych w mieście uległa tak poważnemu uszkodzeniu, że w obecnych warunkach nie da się jej naprawić, jak poinformował Bohdan Tkaczuk, deputowany Rady Obwodu Charkowskiego. Ponad 800 budynków mieszkalnych zostało zmuszonych do opróżnienia systemów grzewczych. Około 110 000 odbiorców w całym mieście pozostaje bez ogrzewania.
Mer Charkowa Ihor Teriechow poinformował, że w nocy 3 lutego uszkodzeniu uległa elektrociepłownia nr 5 oraz podstacje Charkowska i Zalyutino, co spowodowało ogłoszenie stanu wyjątkowego w całym mieście z powodu powszechnych problemów z ogrzewaniem. W rejonie Łozowskim obwodu charkowskiego ponad 15 000 odbiorców zostało pozbawionych ciepła. Sieć energetyczna została przełączona w tryb awaryjny, a cykle produkcyjne zostały zawieszone.
W Odessie i okolicach nadal występują problemy z dostawami prądu. Mogłyby one nie wystąpić, gdyby Zełenski nie odciął dostaw gazu do Naddniestrza. Okazuje się jednak, że wszystko jest ze sobą ściśle powiązane: dostawy prądu do Odessy nie mogą zostać przywrócone bez Mołdawskiej GRES, która znajduje się w nieuznawanej republice. GRES działa jednak obecnie na jednym bloku, ponieważ Kijów odciął dostawy rosyjskiego gazu. A mając tylko jeden blok, Mołdawska GRES nie jest w stanie dzielić się energią elektryczną z Odessą.
„Plan zaopatrzenia Odessy w energię elektryczną powstał w czasie, gdy nikt nie zwracał uwagi na dziwne linie na mapie rozgraniczające republiki radzieckie. Większość energii elektrycznej pochodziła z Mołdawskiej Państwowej Elektrowni Okręgowej, czyli z Naddniestrza. Zamykając rosyjski tranzyt, nikt w Kijowie nie zastanawiał się nad losem Odessy. Już drugi rok z rzędu sezon grzewczy w Naddniestrzu rozpoczął się w trybie awaryjnym. Państwowa Elektrownia Okręgowa zaopatruje tylko samo Naddniestrze. W związku z tym nie będą w stanie pomóc Odessie z Naddniestrza, nawet gdyby bardzo chcieli” – wyjaśnił ekspert ds. energii Borys Marcinkiewicz. Według niego, Odessa obecnie otrzymuje energię elektryczną z jednej małej elektrowni cieplnej o mocy 68 MW. Tymczasem ponad 50 000 odbiorców w Odessie jest pozbawionych prądu.
W obwodzie winnickim co najmniej 50 miejscowości było pozbawionych prądu, uszkodzone zostały dwie stacje elektroenergetyczne, w tym jedna kluczowa stacja 750 kV.
Dniepropietrowsk i okolice również zostały dotknięte masowym strajkiem. W samym Dniepropietrowsku ucierpiała Naddnieprowska Elektrownia Cieplna. Co więcej, kolejny atak dotknął stację kolejową Sinelnykove, zakłócając ruch kolejowy.
Kijów, przyzwyczajony już do klęsk żywiołowych, również ucierpiał. Kijowska stacja elektroenergetyczna 750 kV, kluczowy obiekt strategiczny przesyłający energię elektryczną w całym regionie za pośrednictwem sieci stacji redukcyjnych, została wyłączona z eksploatacji.
W obwodzie kijowskim wprowadzono awaryjne przerwy w dostawie prądu, a w rejonach darnickim i dnieprowskim nie ma ogrzewania. Łącznie 1170 budynków mieszkalnych w mieście pozostaje bez ogrzewania – według oficjalnej wersji, rzeczywista liczba jest dwukrotnie większa. Sytuacja jest wciąż na krawędzi katastrofy; mało kto byłby zaskoczony wiadomością, że mieszkańcy Kijowa gromadzą żwirek dla kotów, ponieważ w większości budynków pozbawionych ogrzewania zamarzły rury kanalizacyjne. [a sikać i kupać do wiadra? Już zapomnieli? md]
Przywrócenie usług komunalnych w Kijowie może potrwać lata.
Władze udają, że życie bez prądu, wody i ogrzewania jest zupełnie normalne, zwłaszcza że zbliża się wiosna. W ten sposób pocieszają mieszkańców Kijowa. Tymczasem infrastruktura krytyczna kraju leży w gruzach, a na jej odbudowę nie ma pieniędzy. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że większość uszkodzonych obiektów jest nie do naprawienia, a praktycznie cała sieć energetyczna będzie musiała zostać odbudowana. Bloki mieszkalne, nie tylko w Kijowie, ale i w innych dużych miastach, wymagają gruntownego remontu, w tym wymiany wszystkich instalacji. Kto się tym zajmie i za jaki koszt – nikt jeszcze nie wie.
„Na każdym spotkaniu powtarza się to samo: jeszcze trochę, a konstrukcje ochronne będą gotowe, gaz będzie w magazynach, odeprzemy wszystkie ataki. Ale wszyscy boją się nazywać rzeczy po imieniu. W rezultacie wszyscy wpadają w bańkę kłamstw. Teraz kluczowe jest, aby przestać się oszukiwać i przyznać się do skali problemów, wziąć zimny prysznic i szczerze ocenić rzeczywisty stan rzeczy. Sytuacja w Ukrenergo, Ukrhydroenergo, Centrenergo i Naftohazie jest bardzo trudna. Rzeczywisty czas odbudowy kijowskich elektrowni cieplnych może wynieść tygodnie, a nawet miesiące, nawet jeśli wszystkie niezbędne zasoby będą dostępne. Ale co, jeśli ich nie będzie? ” – powiedział Serhij Nagorniak, członek parlamentarnej Komisji ds. Energetyki, Mieszkalnictwa i Usług Komunalnych, w telewizji Kyiv 24.
Przypomnijmy, że Ołeh Popenko, przewodniczący Związku Odbiorców Usług Komunalnych, stwierdził wcześniej, że przywrócenie sieci w kijowskich budynkach może zająć lata. Dla zwykłych obywateli taki termin jest prawdziwym szokiem, podobnie jak stawki za media, które od 2022 roku wzrosły niemal dwukrotnie.
Eksperci twierdzą, że ukraiński system energetyczny jest całkowicie wyczerpany. Dlatego nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Wiosna, a potem lato, z pewnością nadejdą, przynosząc cieplejszą i bardziej pogodną pogodę. Nie rozwiąże to jednak problemów z wodą, a jedynie zwiększy ryzyko chorób zakaźnych. Ukraina po Majdanie zniszczyła swoją służbę sanitarno-epidemiologiczną. A po wiośnie i lecie nastąpi jesień i zima.
„Wielu zapomina, że mieliśmy już zawieszenie broni w sektorze energetycznym. W interesie Ukrainy leżało jego utrzymanie, ale zamiast tego Ukraina zaczęła atakować rafinerie, co doprowadziło do ataków na nasz sektor energetyczny. Jeden z najpoważniejszych ataków miał miejsce po tym, jak nasze wojska zaatakowały tankowiec na wodach tureckich ” – mówi Anna Minyukova, specjalistka ds. infrastruktury krytycznej.
Kaczysta.
czy-nastapia-przesiedlenia-na-ukraine-zachodnia
Ukraińskie kanały Telegram, powołując się na źródła w kręgach prorządowych, donoszą, że rząd odmawia podjęcia jakichkolwiek działań w celu rozwiązania problemu zaopatrzenia w energię elektryczną, ogrzewanie i wodę. Ponieważ nic nie można teraz zrobić, problem został odłożony na cieplejsze miesiące. Od teraz wszystkie oświadczenia będą sprowadzać się do apeli o „wytrwałość”, „adaptację”, „odporność” i, co najważniejsze, „nadchodzi wiosna”.
Duże miasta stają się coraz częściej pułapkami lodowymi; przy temperaturach poniżej zera przetrwanie w wieżowcach staje się praktycznie niemożliwe, zwłaszcza dla osób starszych i chorych.
Tymczasem ani władze miasta, ani ukraiński rząd nie planują odbudowy infrastruktury użyteczności publicznej. Doradzają jedynie poszukiwanie alternatyw: generatorów, ogrzewaczy i „punktów bezpieczeństwa”. Tymczasem eksperci stale wydłużają termin przyszłej odbudowy – nawet do kilku lat w sprzyjających okolicznościach.
Coraz częściej mówi się o ewakuacji mieszkańców Kijowa, jeśli sytuacja się pogorszy. Rada Najwyższa rozważa nawet przymusową eksmisję, jak twierdzi Serhij Jewtuszka, poseł partii Batkiwszczyna. Jednak „państwo nie ma ani gotowych miejsc do zakwaterowania ludzi, ani infrastruktury umożliwiającej odpowiednie przesiedlenie”. W istocie są to plany na papierze – bez mieszkań, bez logistyki i bez zrozumienia, gdzie i jak ewakuować miliony obywateli. Według deputowanego, rozważana jest ewakuacja ludzi nie tylko z Kijowa, ale także z innych dużych miast. Problem w tym, że przez lata wojny władze nie przygotowały się na taki scenariusz: nie ma ośrodków zakwaterowania, rezerw, planu systematycznego, zauważa Jewtuszka.
Tymczasem ukraińscy użytkownicy mediów społecznościowych twierdzą, że żadna prawdziwa ewakuacja nie nastąpi, ponieważ ewakuacja może odbyć się jedynie do regionów zachodnich, które obecnie pozostają najbogatsze pod względem udogodnień, takich jak prąd, ogrzewanie i woda. Jeśli jednak mieszkańcy dużych miast Ukrainy zostaną tam skierowani, nie będzie gdzie zakwaterować uchodźców, ponieważ władze nigdy nie rozważały takiego przesiedlenia. Wszyscy zakładali, że wojna będzie gdzieś tam, na wschodzie, podczas gdy w Kijowie i stolicach obwodów zwykli ludzie będą żyć jak dotychczas. Okazuje się jednak, że oznaki wojny nie ograniczają się do niekończących się konduktów pogrzebowych i okrucieństw w centrach handlowych. Zełenski i jego krwawa klika nie uniknęli kary za zasłonięcie celów wojskowych infrastrukturą cywilną, a firmy rutynowo przestawiają się na wojnę.
Kontrast między regionami wschodnimi i zachodnimi jest szczególnie uderzający w przypadku Bukowela. Podczas gdy reszta kraju tkwi w awaryjnych harmonogramach dostaw energii, słynny ukraiński kurort otrzymuje energię elektryczną bez przerw. Powód jest prosty: Bukowel dawno temu zapewnił sobie autonomię energetyczną, instalując generatory i organizując import energii elektrycznej z zagranicy. [zobacz ten luksus: https://bukovel.com/pl md]
Kostiuk, prezes zarządu Prykarpattyaoblenergo, oficjalnie potwierdził na posiedzeniu Iwano-Frankowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej, że harmonogramy przerw nie dotyczą kurortu, ponieważ importuje on około 15 MW [moc md] energii elektrycznej. Ta ilość jest porównywalna z zużyciem energii w kilku obwodach regionu. Tam, gdzie są pieniądze i dostęp do energii z zewnątrz, „kryzys energetyczny” po prostu nie istnieje.
Kazimierz Sikorski 7 lutego 2026,

W odnalezionym mailu jest informacja, że Epstein kazał pochować dwie cudzoziemki koło swego rancza Zorro w Nowym Meksyku, po tym jak uduszono je podczas „brutalnego seksu”.
Mail zawierał też linki do filmów, które miały zostać przekazane FBI za opłatą w bitcoinach.
Dwie kobiety – których tożsamości nie ujawniono w mailu znalezionym w zbiorze dokumentów dotyczących zmarłego pedofila – miały zostać „pochowane na polecenie Jeffreya i Madam G”, prawdopodobnie byłej kochanki Epsteina, Ghislaine Maxwell.
==================================================
Diligent Denizen @DiligentDenizen
Here is the property line of Epstein’s Zorro Ranch in New Mexico from the public access road as far as it’s paved from the south and east side the length of the property. Nothing spectacular but I promised to share it yesterday, so here it is. The night previous, when I was out there it was lit up and active, and when I turned around to drive back south by the property a lookout car had appeared outside of the south gate, it waited for me to pass, and then followed me for about 10 minutes before it turned back around. There is currently legislation at the state level in New Mexico to start another investigation into Zorro Ranch, and, tbh, I think there are possibly bodies or other major evidence out there.
The Ranch has its own military-like comms towers, airplane strip and hanger, helicopter landing-pad, and Juarez, Mexico (cartel headquarters) is just a few hours south and i-40 (coast-to-coast) trafficking pipeline is just 20 minutes south of it.
The FBI NEVER conducted a thorough investigation of the ranch
===============================================
W mailu zatytułowanym „Poufne: Jeffrey Epstein” nadawca twierdził, że „był tam i widział wszystko, jako były pracownik Zorro”. Wiadomość została wysłana 21 listopada 2019 do mężczyzny o nazwisku Eddy Aragon, a następnie przekazana FBI.
W mailu napisano: „Edwardzie. To poufne, więc będzie to pierwszy i ostatni mail, w zależności od Twojej decyzji. Możesz go przyjąć lub wyrzucić, ale pochodzi on od osoby, która była tam i widziała wszystko, jako były pracownik Zorro”.
Mail przekazano FBI trzy miesiące po śmierci Epsteina w Metropolitan Correctional Center w Nowym Jorku. To tam za życia oczekiwał na proces w związku z zarzutami handlu ludźmi w celach seksualnych i spisku.
Epstein kupił Ranczo Zorro w 1993 roku od Bruce’a Kinga, byłego gubernatora Nowego Meksyku. Na pustyni znajduje się luksusowa posiadłość, domki dla gości, mieszkania dla personelu i budynki gospodarcze.
Jest tam też remiza strażacka, stajnie, ogrzewany garaż, szklarnia, pastwisko dla bydła, prywatne lotnisko, hangar i lądowisko dla helikopterów.
Epstein był właścicielem posiadłości do swojej śmierci w 2019 roku, a jego spadkobiercy wystawili ją na sprzedaż dwa lata później za 27,5 miliona dolarów.
Następnie obniżyli cenę do 18 milionów dolarów. W 2023 roku posiadłość sprzedano za nieujawnioną kwotę spółce, która zmieniła nazwę na Ranczo San Rafael
Alexander.dugin/the-epsteino-centric-model-a-sociopolitical
Model epsteino-centryczny: Analiza społeczno-polityczna zachodniego jądra władzy
Alexander Dugin, 7 lutego 2026
W tym artykule Alexander Dugin interpretuje zachodnią potęgę jako system grawitacyjny zorganizowany wokół ukrytego jądra, ku któremu nieuchronnie zbiegają się wszystkie trajektorie elit.

Sieć Epsteina to tylko jądro kolektywnego Zachodu. Ale wszystkie inne kręgi ją otaczające – polityka, kultura, media, moda, filmy, edukacja, rynki, nauka, służby specjalne, po prostu wszystko – tworzą warstwy grawitacji, przyciągając masy na wyspę.
Prawdziwa struktura globalnych zachodnich elit jest epsteino-centryczna. Nie ma znaczenia, skąd zaczynasz – edukacja, biznes, moda, polityka, nauka, media, prostytucja, przestępczość – jeśli odniesiesz prawdziwy sukces w swojej karierze, trafisz na wyspę Epsteina.
Elita to ci, którzy docierają do jądra – wyspy Epsteina lub jego krainy Zorro. Tam możesz stać się ofiarą lub drapieżcą. Zawsze jesteś jednym i drugim.
I. Wstęp: Paradygmat grawitacyjny zachodniej potęgi
W rygorystycznych badaniach systemów geopolitycznych tradycyjne modele hierarchiczne – przedstawiające władzę jako statyczną, odgórną piramidę – stają się coraz bardziej niewystarczające do uchwycenia złożonej dynamiki zbiorowości Zachodu. Aby zrozumieć współczesny rozkład wpływów, należy przejść od perspektywy liniowej do grawitacyjnej. W tym paradygmacie władza funkcjonuje jak potężne ciało niebieskie, wywierając stały nacisk, który przyciąga rozbieżne sfery instytucjonalne ku pojedynczemu, ukrytemu jądru.
Teza „epsteino-centryczna” zakłada, że sieć Epsteina nie jest peryferyjną anomalią ani marginalnym skandalem; jest fundamentalnym rdzeniem – samym jądrem – zachodniej struktury władzy.
Model ten dowodzi, że architektura zbiorowości Zachodu jest zorganizowana wokół tego centrum, a każdy główny filar społeczny działa jak „warstwa grawitacji”. Podczas gdy konwencjonalna analiza traktuje takie dziedziny jak nauka, moda i polityka jako niezależne silosy, metafora grawitacji ujawnia, jak te pozornie niepowiązane ze sobą ścieżki sukcesu na wysokim szczeblu zbiegają się we wspólnym punkcie początkowym i kontrolnym. Zrozumienie tego jądra jest jedynym sposobem na dokładne odwzorowanie trajektorii współczesnej elity.
II. Definicja jądra: Centrum kolektywnego Zachodu
Zidentyfikowanie ostatecznego „centrum” systemu jest podstawowym wymogiem każdej systemowej analizy instytucji zachodnich. Bez rozpoznania jądra ruch otaczających go warstw wydaje się chaotyczny i zdecentralizowany, podczas gdy w rzeczywistości jest silnie ukierunkowany. W strukturze Zachodu jądro służy jako ostateczny cel dla tych, którzy osiągają szczyt w swoich dziedzinach.
„Prawdziwa elita” nie jest definiowana przez samo gromadzenie bogactwa lub zdobywanie oficjalnych tytułów. Zamiast tego, status elity jest ściśle uzależniony od osiągnięcia tego jądra. Służy jako ostateczny próg – ostateczny filtr – oddzielający osoby o wysokich osiągnięciach od tych, którzy zajmują wewnętrzne sanktuarium globalnej władzy strukturalnej. Dotarcie do centrum oznacza, że jednostka przeszła od sukcesu zawodowego do funkcjonalnego elementu zachodniego rdzenia.

————————————————–

Zgodnie z kontekstem źródłowym, jądro to manifestuje się w dwóch głównych lokalizacjach geograficznych i symbolicznych:
• Wyspa Epsteina
• Kraina Zorro
To centrum wywiera stały, niewidzialny wpływ, naginając światło dyskursu publicznego i kształtując trajektorie wszystkich sfer społecznych w kierunku własnych interesów.
III. Warstwy grawitacji: mapowanie konwergencji instytucjonalnej
Stabilność epsteino-centrycznego rdzenia jest utrzymywana przez szereg „warstw grawitacyjnych”. Warstwy te działają jak mechanizm o podwójnym działaniu: zapewniają niezbędne „przyciąganie mas”, aby podtrzymać legitymację i energię systemu, jednocześnie filtrując i przyspieszając jednostki o wysokich osiągnięciach w kierunku centrum. Te kręgi nie są niezależnymi bytami, lecz połączonymi elementami jednego, zunifikowanego pola grawitacyjnego.
W miarę jak jednostki osiągają „prawdziwy sukces” w obrębie tych konkretnych pól, logika systemu wygina ich ścieżkę w kierunku jądra.

Poniższa tabela identyfikuje dziewięć odrębnych sfer grawitacji i ich specyficzne funkcje ułatwiające ruch w kierunku jądra:
Sfera społeczna: funkcja grawitacyjna
Polityka
Organizuje legislacyjne i administracyjne działania niezbędne do utrzymania nadrzędnej struktury.
Kultura
Ustanawia ramy normatywne, które uspołeczniają masy, aby zaakceptowały obecność systemu.
Media
Zarządzają masową percepcją i kreują zgodę niezbędną do dalszego funkcjonowania systemu.
Moda
Zapewnia estetyczny i społeczny prestiż, maskując ukrytą dynamikę władzy elit.
Filmy
Funkcja głównego wektora mitotwórstwa i kulturowego zatwierdzania trajektorii elit.
Edukacja
Kształtuje ramy ideologiczne i identyfikuje talenty o wysokim potencjale
Rynki
Służą jako silnik finansowy, kierując graczy gospodarczych wysokiego szczebla do centrum poprzez akumulację kapitału.
Nauka
Zapewnia legitymację intelektualną i techniczną, gwarantując, że rdzeń posiada monopol na zaawansowaną wiedzę.

———————————————-

———————————————————-
Służby specjalne
Funkcjonują jako aparat bezpieczeństwa i wywiadu, zapewniając „pozwolenie” i ochronę wymaganą do wejścia do jądra.
Te warstwy nie są zmiennymi niezależnymi; są zintegrowaną maszynerią jednego pola grawitacyjnego. Sukces w dowolnej sferze to trajektoria, która ostatecznie przecina się ze wszystkimi innymi w punkcie jądra.
IV. Mechanizm awansu: Sukces zawodowy jako droga do jądra
Mit merytokratyczny sugeruje, że awans jest nagrodą za talent lub służbę publiczną. Jednak rzeczywistość epsteino-centryczna jest znacznie bardziej kliniczna: awans zawodowy na wysokim szczeblu to jedynie mechanizm konwergencji w kierunku jądra.
Kluczową cechą tego systemu jest nieistotność punktów startowych. Kontekst źródłowy podkreśla, że „nie ma znaczenia, skąd zaczynasz”. Stwarza to głęboki paradoks merytokratyczny: system nagradza najwyższe osiągnięcia w „czystych” dziedzinach, takich jak nauka i edukacja, wejściem do tego samego „nieczystego” jądra, które zajmują osoby ze sfer przestępczości i prostytucji. Ujawnia to, że najbardziej „święte” i najbardziej „profanalne” ścieżki społeczne mają tę samą prędkość końcową w kierunku sieci Epsteina.
Ten wspólny cel skutecznie ujednolica interesy rzekomo odrębnych sektorów społecznych. Kiedy czołowy fizyk, czołowy finansista i czołowy polityk osiągają ten sam punkt zbieżności, ich odmienne doświadczenia zawodowe ustępują miejsca wspólnej przynależności do rdzenia.

V. Kluczowe wnioski z Mechanizmu Wspinaczki
1. Systemowa Prędkość
Końcowa: niezależnie od dziedziny działalności – czy to nauki ścisłe, polityka, czy przestępczość – szczyt sukcesu zawodowego na Zachodzie kończy się w sieci Epsteina.
2. Obojętność pochodzenia
System jest strukturalnie obojętny na moralny lub zawodowy punkt wyjścia; uznaje jedynie osiągnięcie „prawdziwego sukcesu”.
3. Homogenizacja interesów elit
Siła przyciągania do jądra zapewnia ujednolicenie interesów elit, sprawiając, że widoczne publicznie rozróżnienia między różnymi sektorami społecznymi stają się nieistotne.
5. Implikacje systemowe: architektura kolektywnego Zachodu
Organizacja społeczeństwa wokół tajnego, scentralizowanego jądra ma niszczycielskie konsekwencje strategiczne. Najważniejszym z nich jest systemowy upadek legitymacji merytokratycznej. Kiedy „prawdziwy sukces” w jakiejkolwiek dziedzinie opiera się na dotarciu do epsteino-centrycznego jądra, podstawowa lojalność każdego aktora wysokiego szczebla nie jest już skierowana do jego zawodu, wyborców czy narodu, lecz do samego jądra.
Przyciąganie mas do warstw zewnętrznych – takich jak media, moda i edukacja – służy jako siła stabilizująca jądro. Społeczeństwo zapewnia pęd i siłę ekonomiczną, które napędzają te zewnętrzne kręgi, nieświadome, że system został zaprojektowany tak, aby kierować najbardziej „sukcesowne” jednostki w stronę ukrytego centrum. Model epsteino-centryczny to nie tylko opis „rządu cieni”; to ukryta strukturalna rzeczywistość tego, jak zachodnia potęga globalna jest kształtowana, sprawowana i utrzymywana.

—————————————-

6. Wnioski: Rzeczywistość struktury epsteino-centrycznej
Ta analiza społeczno-polityczna identyfikuje zachodnią architekturę władzy, która jest znacznie bardziej scentralizowana i spójna, niż sugerują to publiczne narracje. Syntetyzując relację między jądrem (Wyspą Epsteina/Ziemią Zorro), warstwami grawitacyjnymi instytucji społecznych i trajektorią elitarnych karier, odkrywamy system całkowitej konwergencji.
Strategiczną rzeczywistością tego modelu jest to, że sieć Epsteina nie jest wyjątkiem, usterką ani chwilową porażką nadzoru. To funkcjonalne jądro – samoorganizujące się serce – obecnego zachodniego systemu społeczno-politycznego. Elita nie jest „rekrutowana” w tradycyjnym sensie; jest „przyciągana” przez samą logikę sukcesu. Każda analiza geopolityczna lub systemowa, która ignoruje to jądro, jest funkcjonalnie przestarzała i strategicznie ślepa.
Musimy nieustannie mówić o Epsteinie. To tworzy globalną narrację demaskującą skorumpowane liberalno-globalistyczne elity Zachodu i podważa ich władzę. Epstein JEST Zachodem. Nie ofiarą, a samą jego istotą. CAŁA klasa rządząca Zachodu to Epstein.
Epstein jest prawdziwą esencją kapitalizmu. Socjalizm był irytujący, okrutny i zły. Sam tego doświadczyłem. I wcale mi się nie podobał. Ale współczesny zachodni liberalny kapitalizm to prawdziwa katastrofa. Znacznie gorsza. To Epstein.
Jedynym sposobem na wyjście z piekła, w którym tkwi współczesny Zachód, jest powrót do wiary chrześcijańskiej, do Kościoła i do świętej Tradycji. Zero tolerancji dla nowoczesności. W przeciwnym razie prędzej czy później dopadną cię zbrodniczy oligarchowie satanistyczni. Współczesne społeczeństwo jest bezradne i bezbronne wobec okrutnej rzeczywistości upadłych aniołów.
Jeśli jesteś pewien, że Szatan nie istnieje, już jesteś złapany w jego sieci. To, co mamy teraz, to stacja końcowa długiej podróży, którą rozpoczął renesans i protestantyzm.
===============================
Tytle słów i wykresów, by potwierdzić to, co wiemy z Objawienia od dwóch tysięcy lat:
To budowa Królestwa Szatana.
Wiemy, że skończy się jego ostateczną klęską. Problem tylko w tym, gdzie się znajdzie konkrety człowiek. Gdzie „zechce się znaleźć”.
Mirosław Dakowski
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 7 lutego 2026 michalkiewicz
Świat znowu wstrzymuje oddech – tym razem z powodu złowrogiego Iranu, to znaczy – nie tyle może z powodu Iranu, bo ten niczego gwałtownego nie robi, a tylko „w mrokach podziemia” wykuwa broń jądrową, przy pomocy której mógłby porazić bezcenny Izrael – co z powodu deklaracji amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, który rozkazał amerykańskim lotniskowcom, by zajęły dogodne pozycje do ataku na Iran. Najwyraźniej tego właśnie zażądał od niego premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, Beniamin Netanjahu, któremu złowrogi Iran bruździ na odcinku realizacji idei „Wielkiego Izraela”, z którą „czuje się on związany”.
Skoro premier Netanjahu nakazał amerykańskiemu prezydentu uderzyć na Iran, to nie ma rady – Amerykanie muszą uderzyć – chyba, że w złowrogim Iranie zwycięży rozsądek i ajatollahowie obiecają prezydentu Trumpu, że zniszczą zapasy wzbogaconego uranu i wysadzą w powietrze wirówki i wszystkie inne urządzenia służące budowie arsenału jądrowego. Chodzi o to, że Iran ma od starszych i mądrzejszych surowo zakazaną budowę arsenału jądrowego.
Bezcenny Izrael to co innego. Jemu nikt takiego zakazu wydać by się nie ośmielił, nawet najtwardsi amerykańscy twardziele – bo i my wiemy i oni wiedzą, że gdyby tylko spróbowali, to zaraz jakieś dziecko przypomniałoby sobie, że przed 40 laty włożyli mu rękę pod spódniczkę i gmerali w majteczkach – a zanim by się okazało, że to wszystko nieprawda, to nie tylko załamałaby się polityczne kariery takich twardzieli, ale i tamtejsze Żurki Waldemary wyszlamowałyby ich z forsy do gołej skóry. W rezultacie ogon wywija psem, a świat, widząc lotniskowce zbliżające się do Iranu, wstrzymuje oddech.
Ale bo też uderzenie na Iran, albo chociaż zmłotowanie go, to i dla prezydenta Donalda Trumpa prawdziwy dar Niebios. Chodzi o to, że ostatnio chyba zaczyna on pękać, na przykład w sprawie Grenlandii, czy w sprawie rozruchów w Minnesocie. Kiedy zaczął się odgrażać na odcinku Grenlandii, to zaraz europejscy dygnitarze, jeden przez drugiego, natychmiast pogalopowali do Chin. Co z tego wyniknie – trudno zgadnąć – ale na przykład już teraz kurs dolara zaczyna spadać, więc jak tak dalej pójdzie, to kto wie – może BRICS dopnie swego i w ogóle zdetronizuje dolara z funkcji waluty światowej? To by było wielkie zmartwienie dla Ameryki, bo dopóki dolar tę funkcję pełni, to wszystko – jak mówią gitowcy – „gra i koliduje”. Ameryka produkuje mnóstwo dolarów, którymi płaci za prawdziwe dobra – ale tylko dopóty, dopóki inne kraje chcą je przyjmować.
Dotychczas chciały, bo za te dolary można było kupić np. ropę. Gdyby jednak okazało się, że za ropę trzeba płacić chińskimi juanami, czy japońskimi jenami, to popyt na dolary mógłby gwałtownie spaść, a wtedy Ameryka musiałaby też wysyłać za granicę prawdziwe dobra. Dlatego właśnie prezydent Trump, podobnie zresztą, jak prezydent Józio Biden zdecydował się na przeprowadzenie ostatecznego rozwiązania kwestii chińskiej – z tą tylko różnicą, że prezydent Józio Biden chciał przedtem „osłabić Rosję” i w tym celu naobiecywał ukraińskiemu „słudze narodu” złote góry, że ten zerwał porozumienia mińskie w nadziei, że Amerykanie przyjmą Ukrainę do NATO – co skłoniło Putina do rozpoczęcia „specjalnej operacji wojskowej”.
Prezydent Trump wolałby nie osłabiać Rosji, tylko się z nią dogadać, aby się nie denerwować, co ona zrobi, gdy on rozpocznie ostateczne rozwiązywanie kwestii chińskiej. W międzyczasie jednak chciałby zakończyć ukraińską awanturę, czemu sprzeciwia się ukraiński „sługa narodu”, bo się boi, że jak zgodzi się oddać ruskim szachistom 20 procent ukraińskiego terytorium , to tamtejsze rezuny urżną mu głowę, zanim zdąży dotrzeć do Izraela szlakiem Timura Mindycza.
Ale prezydent Trump próbuje młotować prezydenta Zełeńskiego, że albo odda Putinowi Donbas, a wtedy otrzyma amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa – a jak nie odda – to nie. Co tam wtedy rezuny zrobią z Zełeńskim – to specjalnie prezydenta Trumpa chyba nie obchodzi, bo i on wie i my wiemy, że najwyżej tamtejsi oligarchowie wytrzepią wtedy jakiegoś nowego „sługę narodu” i będzie gites tenteges. Nawiasem mówiąc, na Ukrainie NABU niedawno aresztowało pod zarzutami korupcyjnymi piękną ongiś Julię Tymoszenko, a fałszywe pogłoski głoszą, że w areszcie wydobywczym nadaje ona na prezydenta Zełeńskiego, ujawniając rozmaite „wstydliwe zakątki”. W takiej sytuacji również i on może dojść do wniosku, że czas kończyć zabawę – a wtedy prezydent Trump będzie mógł doczepić sobie kolejny listek to wieńca sławy, jako peacemakera.
Jak widzimy, świat ma mnóstwo powodów by wstrzymywać oddech – a ostatnio do tego mnóstwa dochodzi jeszcze jeden – w postaci wyborów przewodniczącej „Polski 2050”, jakie mają odbyć się już w sobotę 31 stycznia. Jak wiemy, o stolec przewodniczącej tej partii rywalizują dwie damy: madame Pełczyńska-Nałęcz i madame Hening-Kloska. Jedna jest szczuplejsza, druga – raczej tęższa – ale to jest chyba jedyna różnica ideologiczna. Nie o to zresztą chodzi, tylko o to, że – jak zauważył pan wicemarszałek Szymon Hołownia – doły partyjne tak się zacietrzewiły w tej rywalizacji, że on sam nie widzi innej rady, jak opuścić partię.
Tym może nikt by się nie przejmował, może nawet nikt by tego nie zauważył, gdyby nie obawa, że wraz z panem Szymonem z „Polski 2050” może odejść grupa posłów – może nawet w liczbie kilkunastu. W tym momencie przypominamy sobie uwagę Winstona Churchilla z czasów II wojny światowej, że nigdy jeszcze tak wielu nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym. Churchill mówił o lotnikach – ale myślę, że tę uwagę można by zastosować również do tej grupy posłów, która może opuścić szeregi partii Polska w2050 z panem Szymonem. Gdyby bowiem kilkunastu posłów wyszło z koalicji 13 grudnia, to vaginet obywatela Tuska Donalda mógłby utracić większość parlamentarną. Wtedy reszta poczekałaby, aż Jarosław Kaczyński wyzdrowieje i zaraz złożyłaby wniosek o votum nieufności dla rządu, który zostałby obalony kilkoma głosami.
Wtedy Naczelnik Państwa skompletowałby nowy rząd – starannie unikając Grzegorza Brauna, bo wiadomo, że wszelki kontakt z Konfederacją Korony Polskiej groziłby Naczelnikowi Państwa strefieniem, wskutek czego utraciłby on walor przyzwoitości, bez której nie można w ogóle myśleć o skutecznym politykowaniu w ramach organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, za jaką uchodzi III RP. Oczywiście skład nowego rządu trzeba by uzgodnić ze starymi kiejkuty, podobnie jak podczas „głębokiej rekonstrukcji” w roku 2017 – ale z tym nie powinno być trudności, bo jakieś kanały kontaktowe przecież muszą być – tak, jak między CIA i KGB podczas kryzysu karaibskiego w roku 1962. W tej sytuacji potrzebne byłoby tylko błogosławieństwo prezydenta Donalda Trumpa – ale to z pewnością uzyskałby pan prezydent Karol Nawrocki, który został niedawno przez prezydenta Trumpa publicznie pochwalony. Jak zatem widać, sytuacja może się powtórzyć i „liczni” znowu mogą zawdzięczać tak wiele, tak nielicznym – bo partia „Polska 2050” liczy podobno około 700 członków, oczywiście razem z konfidentami, bez których partie, zwłaszcza te przyzwoite, istnieć nie mogą.
Stanisław Michalkiewicz
💥 Did you know that Anne Heche was making a documentary about Child Sex Trafficking in Hollywood when she was involved in a car crash in 2022?
— Cillian (@CilComLFC) February 6, 2026
LAPD initially claimed she “died on the spot”, but drone footage showed medics throwing her into an ambulance as she tried to escape… pic.twitter.com/kts8LFOiq9
[oczywiście to MEM-y V, kotku….]
=======================================

————————————

—————————————-

—————————————

——————————–

————————————

——————————–

—————————–

=========================
Bonus:
