Rada Klimatu i Środowiska przy Prezydencie RP

Przewodniczący nowej Rady Klimatu i Środowiska przy Prezydencie RP:

Słychać wycie? Znakomicie!

28.04.2026 tysol/przewodniczacy-nowej-rady-klimatu-i-srodowiska-przy-prezydencie-rp-slychac-wycie-znakomicie

Las. Droga leśna
Źródło: Pixabay.com | Autor: Pixabay.com | Licencja: Pixabay.com | Las

– Nie można
”ratować planety”, doprowadzając własnych
obywateli do ubóstwa – mówi szef nowej Rady Klimatu i Środowiska przy Prezydencie RP Sławomir Mazurek w rozmowie z Cezarym Krysztopą

Protesty „ekologów”

Został Pan przewodniczącym Rady Klimatu i Środowiska przy Prezydencie RP, po pierwsze wiec gratulacje, a po drugie, czy widział Pan jaki poziom histerii wywołało powołanie rady w środowiskach postępowo-ekologicznych i rządowych?

Słychać wycie? Znakomicie!

A jak Pan sądzi, skąd się to wycie wzięło?

Ze strachu przed zdrowym rozsądkiem.

Ideologiczne absurdy

A co oznacza, w kontekście Rady, zdrowy rozsądek? Jakie są jej cele?

Głównym punktem odniesienia jest realizacja Deklaracji przyrodniczo – leśnej i zrównoważonego rozwoju jaką jeszcze w trakcie kampanii podpisał dr Karol Nawrocki. To nie tylko deklaracja wyborczą to plan działania. PKN był jedynym który w trakcie kampanii posadził las.

Widzimy też że decyzje nie oparte o naukę a o ideologiczne podjęcie do ochrony przyrody prowadzą do katastrofy. Widzimy to na przykładzie Lasów Państwowych, gdzie poprzez nielegalne decyzje wprowadzono moratorium na prowadzenie gospodarki leśnej, wyznacza się rezerwaty aby pochwalić się statystyka i na siłę próbuje się wprowadzać lasy społeczne w najbardziej społecznych bo otwartych dla wszystkich lasach.

Wydawało się że szczytem absurdu jest nadanie osobowości prawnej Odrze ale idą dalej i wypowiadają wojnę pszczołę miodnej.

Atak na pszczołę miodną

To jest dla mnie najbardziej niepojęte. Mówi się o tym, że pszczoły wymierają. Pszczoły, które jako zapylacze, są niezbędne do przetrwania ludzkości. Czemu ma służyć wojna z pszczołami?

Nie mają żadnych danych a są przekonani że nasze pszczoły miodne zabierają przestrzeń dzikim zapylaczom. To w ramach krajowego planu odbudowy bioróżnorodności tak sobie zespoły wykoncypowały. Tylko te wytyczne kończą się usuwaniem pasiek miejskich wyrzucanie pasiek z lasu . A od pokoleń wykorzystywano barcie nawet w puszczy Białowieskiej.

Co trzeba zmienić w Puszczy Białowieskiej

W sporze o Puszczę Białowieską, ekolodzy ze wsparciem Komisji Europejskiej, postawili na swoim i w efekcie populacja świerka w Puszczy, przestała istnieć, co wpłynęło na siedliska, warunki gruntowo wodne, Puszcza jest dziś inna. A jaka powinna być?

Puszcza powinna być wolna od ideologii, która pomija naukę i nie traktuje podmiotowo lokalnej społeczności. Trzeba zaufać tym którzy potrafią zarządzać zasobami przyrodniczymi  w oparciu o praktykę i wieloletnie obserwacje, a nie tym którzy proponują ograniczenie patroli, rozszczelnienie zapory w imię planu zarządzania UNESCO. Tak jakby nie było płotu po stronie białoruskiej.

Czyli co trzeba zrobić w Puszczy?

Trzeba powrócić do stanu w jakim była Puszcza, gdy wpisywano ją na listę UNESCO.

Kryzys strukturalny Europy wywołany Zielonym Ładem

W ostatnich latach kierunek w jakim zmierzał Zachód, ze szczególnym uwzględnieniem Unii Europejskiej, oparty był na założeniu, że „planeta płonie i musimy ją ratować”, doprowadziło to w Europie do strukturalnego kryzysu gospodarczego. Jaki jest Pana stosunek do tego kierunku jako przewodniczącego Rady?

Obecny kryzys strukturalny w Europie to wynik prymatu utopijnych wizji nad rzeczywistością gospodarczą. Ucieczka przemysłu przez narzucanie drakońskich norm w Europie powoduje wzrost cen energii i przenoszenie produkcji do Chin czy Indii. Planeta na tym nie zyskuje (emisje globalne rosną), a Europa traci konkurencyjność.

Nie można „ratować planety”, doprowadzając własnych obywateli do ubóstwa. Zdrowy rozsadek podpowiada, że suwerenność energetyczna oparta na własnych zasobach to droga do prawdziwego bezpieczeństwa energetycznego.

Uprawnienia Prezydenta RP są ograniczone konstytucją i ustawami. Jak zatem Prezydent RP może ten kierunek realizować w praktyce?

Prezydent Karol Nawrocki od pierwszego dnia stawia na aktywną prezydenturę, szlak w obszarze klimatu i środowiska wyznacza Deklaracja przyrodniczo – leśna i zrównoważonego rozwoju, ochrona przyrody tak, ale bez eko-terroru także tego instytucjonalnego jakim jest Zielony Ład.

Co to oznacza dla Polski

Presja regulacyjna na gospodarkę. Zaostrzająca się polityka klimatyczna UE (np. normy emisji, koszty CO₂) zwiększa koszty energii i produkcji w Polsce, co uderza szczególnie w przemysł energochłonny i konkurencyjność krajowych firm.

Spór o model transformacji. W Polsce narasta konflikt między podejściem opartym na szybkim wdrażaniu unijnych regulacji klimatycznych a podejściem akcentującym suwerenność energetyczną i stopniową transformację dostosowaną do krajowych realiów.

Wpływ debat i nacisków środowiskowych. Silna aktywność organizacji ekologicznych oraz presja instytucji międzynarodowych wpływają na kierunek polityki środowiskowej, co – według krytyków – może prowadzić do decyzji postrzeganych jako niekorzystne dla gospodarki lub nieuwzględniające lokalnych uwarunkowań społeczno-ekonomicznych.

——————————————-

[Rada Klimatu i Środowiska przy Prezydencie RP – Do zadań Rady Klimatu i Środowiska należeć będzie wypracowywanie kierunków działań w zakresie ochrony środowiska, racjonalnego gospodarowania zasobami naturalnymi oraz uwzględniania długofalowych interesów państwa]

Komu i czemu służy ostatnie błazeństwo w Watykanie

Komu i czemu służy ostatnie błazeństwo w Watykanie

Autor: Redakcja, 28 kwietnia 2026

Realizowana od wielu lat przez Watykan agenda ekumenizmu i dialogu z heretykami i satanistami jest w istocie przejawem gnostyckiego synkretyzmu religijnego mającego na celu likwidację religii katolickiej.

Ostatni heretycki pontyfikat Franciszka oraz aktualna uległość Leona XIV dobitnie pokazują, że skoro ludzie aż tak bardzo zawodzą, potrzebna jest pomoc z Nieba.

O autorze: Redakcja

===================================

1 komentarz

  1. Prawdzic 28 kwietnia 2026 godz. 11:23Ostatni heretycki pontyfikat Franciszka oraz aktualna uległość Leona XIV dobitnie pokazują, że skoro ludzie aż tak bardzo zawodzą, potrzebna jest pomoc z Nieba.– W r 1846 w La Salette Matka Boża powiedziała: [przyjdą czasy, gdy…]
    „Rzym straci wiarę i stanie się siedzibą Antychrysta”. I to jest!
    – Naszą odpowiedzią niech będzie zorganizowanie Krucjaty Różańcowej
    “Na odsiecz Rzymowi”
    , jak na Jan Sobieski poszedł na Wiedeń.
    – Tym sposobem many ratować nasze dusze, księży, Polskę
    – Ratować przed Antychrystem; częścią systemu Bestii!

Władze Iranu nie są podzielone… Podzielona jest administracja Trumpa

Władze Iranu nie są podzielone…

podzielona jest administracja Trumpa.

uncutnews-ch/irans-fuehrung-ist-nicht-gespalten-die-trump-administration-ist

W ciągu ostatnich dwóch tygodni Donald Trump i jego pochlebcy od bezpieczeństwa narodowego wielokrotnie twierdzili, że wśród irańskich przywódców politycznych i wojskowych panuje chaos i że nikt nie ma nad sytuacją kontroli. To kłamstwo – i wyjaśnię, co moim zdaniem jest jego źródłem. Oto fragment niedawnej wypowiedzi Trumpa:

Post Truth-Social (około 23-24 kwietnia 2026 r.): „Iran ma ogromne trudności z ustaleniem, kto jest jego przywódcą! Po prostu nie wie! Konflikt między „twardogłowymi”, którzy ponieśli dotkliwą porażkę na polu bitwy, a „umiarkowanymi”, którzy wcale nie są umiarkowani (ale zyskują na prestiżu!), jest szalony!”

Opisał irański rząd jako „poważnie podzielony” (i zauważył, że „nie było to nieoczekiwane”) i wykorzystał to jako uzasadnienie przedłużenia zawieszenia broni, aby Iran mógł wypracować „wspólną” propozycję.

W komentarzach dotyczących odwołania wizyty ambasadora w Pakistanie (25-26 kwietnia) Trump odniósł się do „ogromnych wewnętrznych sporów i zamieszania w irańskim 'kierownictwie’. Nikt nie wie, kto rządzi”. Porównał to z naciskami ze strony Ameryki i zasugerował, że Iran powinien po prostu się skontaktować, jeśli poważnie myśli o rozmowach.

Jestem przekonany, że Izrael jest źródłem tych „informacji wywiadowczych” i że Trump i jego doradcy szczerze [??? md] wierzą w ich prawdziwość.

Pozwólcie, że wyjaśnię, dlaczego tak nie jest. Nowo wybrany ajatollah Chamenei, przewodniczący parlamentu, minister spraw zagranicznych i dowódca Gwardii Rewolucyjnej:

Ajatollah Modżtaba Chamenei będzie miał 56 lat w 2026 roku.

Przewodniczący parlamentu (Mohammad Bagher Ghalibaf): urodzony 23 sierpnia 1961 r., będzie miał 64 lata 28 kwietnia 2026 r.

Irański minister spraw zagranicznych (Abbas Araghchi): urodzony 5 grudnia 1962 r., będzie miał 63 lata 28 kwietnia 2026 r.

Dowódca IRGC (Ahmad Vahidi, Naczelny Dowódca): urodzony 27 czerwca 1958 r., będzie miał 67 lat 28 kwietnia 2026 r.

Prezydent Masoud Pezeshkian w 2026 roku będzie miał 71 lat.

Wszystkich tych mężczyzn łączą dwie rzeczy: walczyli w wojnie w Iraku (1980–1988) i wszyscy służyli w Gwardii Rewolucyjnej. Pezeshkian nie był kombatantem – był medykiem, co oznacza, że ​​cieszył się ogromnym szacunkiem za swoją pracę w ratowaniu życia żołnierzy. Zapytaj dowolnego weterana wojennego, co myśli o swoim medyku, zakładając, że medyk był kompetentny. Ta wspólna historia oznacza, że ​​ci mężczyźni znają z pierwszej ręki koszt i horror wojny. Oznacza to również, że Stany Zjednoczone rozpoczęły walkę z krajem rządzonym przez ludzi, którzy stawili czoła irackiemu wrogowi, uzbrojonemu i finansowanemu przez USA.

Mężczyźni, którzy walczyli, łączą szczególną więź z towarzyszami, którzy znają koszmar wojny. Wojna z Irakiem była szczególnie brutalna, ponieważ ucierpieli z powodu ataków bronią chemiczną, które umożliwiły Stany Zjednoczone – Stany Zjednoczone dostarczyły bowiem prekursorów broni chemicznej i danych wywiadowczych, które posłużyły do ​​namierzania irańskich jednostek. Obecni irańscy przywódcy, ze względu na wspólne doświadczenia bojowe, są najbardziej zdecydowaną [przerażającą] grupą irańskich urzędników, jaka kiedykolwiek sprawowała władzę.

Podczas gdy Biały Dom Trumpa i posłuszne zachodnie media serwują narrację o podziałach i sporach wśród irańskich przywódców, prawda jest odwrotna. Rząd Iranu jest mocno zjednoczony i gotowy do walki, bez względu na przeciwności. Donosi o tym serwis informacyjny Drop-Site News Jeremy’ego Scahilla:

Wysoki rangą urzędnik irański powiedział Drop Site: Iran ustala własne warunki zakończenia wojny.

Wysoki rangą irański urzędnik mający bezpośredni wgląd w wewnętrzne obrady dyplomatyczne rozmawiał z Drop Site News i przedstawił jaśniejszy obraz sytuacji Teheranu w sytuacji, gdy rozmowy z USA pozostają w impasie, a Iran przygotowuje się na dwa zupełnie różne scenariusze, które mogą się zrealizować w nadchodzących dniach: powrót do dyplomacji lub wznowienie wojny ze USA i Izraelem.

  1. Odnośnie warunków wznowienia bezpośrednich rozmów: „Obecnie postępujemy zgodnie z własnym planem i uważamy, że kontynuowanie negocjacji nie ma sensu, dopóki rząd USA nie zniesie blokady morskiej. Zakres konfliktu się rozszerzył i, co naturalne, nie chodzi już wyłącznie o kwestię nuklearną”.
  2. Odnośnie stosunku prezydenta Trumpa i Stanów Zjednoczonych do dyplomacji: Iran jest przekonany, że premier Izraela Benjamin Netanjahu uzyskał bezprecedensowy wpływ na oceny amerykańskiego wywiadu i proces decyzyjny Białego Domu. „Nasz kraj prowadził negocjacje z Amerykanami na różnych szczeblach w ciągu ostatnich 30 lat – formalnie i nieformalnie, publicznie i zakulisowo. To tak, jakby przyszli na mecz piłki nożnej i stosowali zasady rugby” – powiedział wysoki rangą urzędnik.
  3. Iran żywi całkowitą pogardę dla specjalnego wysłannika Trumpa, Steve’a Witkoffa, postrzegając go jako osobę niemającą pojęcia o procesach dyplomatycznych i całkowicie ignorującą kwestie techniczne. Kushner jest postrzegany przez Iran jako człowiek Izraela przy stole negocjacyjnym. Iran, dodał wysoki rangą urzędnik, nie widzi powodu, aby negocjować z którymkolwiek z nich bez obecności osoby takiej jak wiceprezydent J.D. Vance.
  4. Odnosząc się do tego, co Araghchi przekazał pakistańskim mediatorom: „Wyjaśniliśmy nasze stanowiska techniczne stronie pakistańskiej. W kwestii nuklearnej ponownie poruszyliśmy kwestie rozwiązań, które wcześniej proponowaliśmy, abyśmy mogli dojść z nimi do porozumienia. Nasze uwagi nie były skierowane do Amerykanów, ponieważ są to rozmowy dwustronne. Uważamy, że sami mediatorzy również powinni zostać poinformowani o technicznych aspektach propozycji”.
  5. Odnośnie tego, czego wymagałoby poważne stanowisko negocjacyjne USA: Iran nie dał publicznie żadnych sygnałów, że zrezygnuje ze swojego stanowiska przeciwko transferowi wzbogaconego uranu, ale konsekwentnie podkreślał swoją gotowość do rozwiązania tej kwestii w ramach kompleksowego porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi. „Kwestie te mają jasne i praktyczne rozwiązania w terenie i konsekwentnie analizowaliśmy je w ramach merytorycznych negocjacji. Wszelkie poważne negocjacje po stronie amerykańskiej muszą obejmować duży zespół, w tym ekspertów i przedstawicieli kilku departamentów rządowych, aby mogli oni w pełni zrozumieć i opracować merytoryczną umowę obejmującą różne, przekrojowe aspekty po ich stronie”.
  6. Odnosząc się do pytania, czy Trump może pośredniczyć w zawarciu umowy: „Naszym zdaniem nie wierzymy, że [Trump] jest zdolny do pośredniczenia w zawarciu umowy. Naszym zdaniem zasadniczo zdecydowali się kontynuować wojnę do czasu zmiany reżimu” – co urzędnik określił jako wciąż skazane na porażkę.

Podczas gdy Donald Trump spędza tydzień, grając swoją najlepszą rolę w stylu Neville’a, Chamberlaina, który twierdzi, że „pokój jest w zasięgu ręki”, Iran się nie cofnie. W obliczu tak zaciętej i zdeterminowanej opozycji, Trump prawdopodobnie zagra ostatnią kartą przetargową w postaci amerykańskich nalotów na Iran, mając nadzieję złamać jego wolę oporu. Ponieważ sam nigdy nie walczył, groźby Trumpa są bez znaczenia dla mężczyzn, którzy jako młodzi mężczyźni walczyli i przeżyli brutalną wojnę. Teraz, jako mężczyźni pod koniec pięćdziesiątki i na początku sześćdziesiątki, ta grupa irańskich przywódców jest gotowa do walki – i to walki zaciętej.

Źródło: Irańscy przywódcy nie są podzieleni… Administracja Trumpa jest

Chleb „nowego Kościoła”. Czy już poza Kościołem Chrystusa?

Chleb „nowego Kościoła”.

Wiara na innych zasadach?

28 kwietnia 2026 pch24/chleb-nowego-kosciola-wiara-na-innych-zasadach

mid-epa12916919.jpg
EPA/VATICAN MEDIA Dostawca: PAP/EPA.

Katolicyzm się zmienił. Rzeczy, które jeszcze niedawno uchodziły za gorszący skandal, dziś są zwykłą codziennością. Prawdy doktrynalne i moralne ustąpiły miejsca miłości bliźniego. To ona stała się główną przestrzenią zbawienia.

To ma swoje gigantyczne konsekwencje.

Kiedy w grudniu 2025 roku władze anglikańskiego Kościoła Anglii podały, że arcybiskupem Canterbury zostanie kobieta, wybuchła burza. Coś takiego nie zdarzyło się jeszcze nigdy. Wprawdzie anglikanie dopuścili już ordynację kobiet i robili je biskupkami, ale nigdy w Canterbury. W końcu arcybiskup Canterbury pełni w globalnej Wspólnocie Anglikańskiej rolę nieco podobną do papieża w Kościele katolickim.

Konserwatywni anglikanie zaczęli protestować. Część z nich ogłosiła, że wobec tej decyzji po prostu zrywa swoją więź z Canterbury: będą odtąd wyznawać chrześcijaństwo w wersji anglikańskiej, ale niezależnie. Drogę samodzielności wybrały wspólnoty anglikańskie w różnych krajach globalnego południa, przede wszystkim w Afryce. W Londynie nikt się tym jednak nie przejął. 25 marca 2026 roku urząd arcybiskupa Canterbury objęła pani Sarah Mullally

Mullally urodziła się w 1962 roku. Ordynację otrzymała w 2002 roku, a w 2015 roku została biskupem. Jest jedną z pierwszych kobiet we Wspólnocie Anglikańskiej, która przeszła tę drogę. Osadzenie jej w Canterbury stanowiło pewnie wyraz uznania dla jej zdolności przywódczych, ale zarazem – co do tego nie można mieć wątpliwości – jasną deklarację uznania, że płeć nie odgrywa w powołaniu duchownym w anglikanizmie żadnej roli. Jeżeli komuś się to nie podoba, trudno – niech odejdzie, Londyn chce iść w tej sprawie z duchem współczesności.

Po wyborze Sary Mullally wielu katolickich publicystów pisało, że ta decyzja znacząco pogorszy relacje Wspólnoty Anglikańskiej z Kościołem katolickim. Wprawdzie Rzym od dawna nie uznaje ważności święceń w tej wspólnocie, co ogłosił już papież Leon XIII w liście apostolskim „Apostolicae curae” z 1893 roku. Wprowadzenie u anglikanów ordynacji i biskupstwa kobiet, co wydarzyło się pod koniec XX wieku, było jednak dalszym krokiem zaostrzającym sytuację – a nominacja dla Mullally dobitnie to podkreśla.

Okazało się jednak, że żadnego pogorszenia relacji nie ma. Papież Leon XIV i jego zaplecze zdecydowali się na przyjęcie wobec Mullally całkowicie otwartego stanowiska.

Jeszcze w marcu Ojciec Święty wysłał do nowej arcybiskup Canterbury krótkie gratulacje, gdzie zapewniał o modlitwie, dążeniu do jedności oraz wspólnocie wiary chrześcijańskiej. Wkrótce Sarah Mullally została zaproszona do Rzymu. Przyjechała tam pod koniec kwietnia, tuż po powrocie Leona XIV z Afryki – kontynentu, na którym doszło niedawno do podziału w anglikanizmie.

Zanim spotkała się z papieżem, odwiedziła wszystkie cztery bazyliki papieskie. W Bazylice św. Piotra Sarah Mullally modliła się przy grobie pierwszego papieża. Była też w położonej tuż obok Kaplicy Klementyńskiej. W sieci pojawiły się charakterystyczne zdjęcia. Mullally udziela biskupiego błogosławieństwa, a obok niej stoi katolicki biskup Flavio Pace, sekretarz w Dykasterii ds. Ekumenizmu z Kurii Rzymskiej. Biskup Pace pochylił głowę i wykonał znak krzyża, przyjmując błogosławieństwo udzielone przez Mullally.

Programowe kazanie anglikańska arcybiskup Mullally wygłosiła w anglikańskim kościele św. Pawła w Murach (St Paul’s Within the Walls). Warto zwrócić uwagę na treść tej homilii. Mullally mówiła o jedności pomiędzy chrześcijanami. Według niej, jedności nie osiąga się tylko poprzez dialog teologiczny, ale wykuwa się ją w praktyce: „pomiędzy tymi, którzy żyją, modlą się i służą”, „pomiędzy tymi którzy spotykają się, słuchają i idą razem dzień po dniu”. „Jedność nie jest tylko wynegocjowana, jedność jest wcielana w życie” – powiedziała. Jak podkreśliła, ewangeliczność i Chrystusowość Kościoła widać nie tylko w jego życiu wewnętrznym, ale również w zewnętrznym. Wskazała na akty miłosierdzia: – troskę o zmarginalizowanych; – przyjmowanie obcych; – towarzyszenie uchodźcom i tym, którzy są pozbawieni domu, niedostrzegani i niewysłuchiwani.

To przemówienie wolno skonfrontować z treścią przesłania, jakie 20 marca wystosował do Mullally papież Leon XIV. Ojciec Święty wspomniał tam o istnieniu różnic teologicznych, ale podkreślił „wspólne rozpoznawanie w sobie braci i sióstr w Chrystusie poprzez nasz wspólny chrzest”. Papież nazwał Mullally „drogą siostrą”, wyraził nadzieję na przezwyciężanie podziałów celem lepszego głoszenia Ewangelii oraz na współpracę, by sprostać wyzwaniom, jakie „stoją dziś przed ludzką rodziną”.

Przy wszystkich różnicach, pobrzmiewa tu jeden wspólny akcent: uznanie różnic za praktycznie drugorzędne w obliczu wspólnego zadania, jakim jest posługa charytatywna w duchu Ewangelii.

Ten ton nie jest, oczywiście, zupełnie nowy: towarzyszy ekumenizmowi i dialogowi międzyreligijnemu od dziesięcioleci. Z przywódcami anglikanów spotykali się już poprzedni papieże, począwszy od Jana XXIII, a skończywszy na Franciszku, który utrzymywał szczególnie przyjacielskie relacje z poprzednikiem Mullally, arcybiskupem Canterbury Justinem Welbym.

Ton priorytetu charytatywnego byłby jednak nie do pomyślenia przed rewolucją dialogiczną, która rozpoczęła się w okolicach II Soboru Watykańskiego. Wcześniej różnice doktrynalne i moralne uważano za naprawdę istotne, a ścisłą współpracę pomimo tych różnic – za skandaliczną.

Założenie było proste: jeżeli katolicy będą współdziałać z protestantami jak bracia i siostry, to w praktyce podważą własne roszczenie do prawdy, wprowadzając zamiast niego sui generis relatywizm ekumeniczny. Tę obawę jednak odrzucono, a może raczej: zaakceptowano cenę, jaką trzeba zapłacić. Innymi słowy, współpraca na rzecz posługi charytatywnej w duchu Ewangelii została uznana za ważniejszą niż ewentualne skandale czy wątpliwości co do słuszności własnej teologii. Wymiar charytatywny zwyciężył.

Krytyk mógłby powiedzieć, że człowiek stał się ważniejszy od Boga, co miałoby być konsekwencją zwrotu antropologicznego, jaki przeprowadzono w teologii katolickiej, ze szczególnym wkładem ks. Karla Rahnera. Sympatyk tej zmiany odpowiedziałby, że jednego nie można przeciwstawiać drugiemu, bo miłość bliźniego zakłada miłość Boga – albo wprost albo pośrednio, a dla Chrystusa wyjście naprzeciw człowiekowi zawsze było ważniejsze niż zaadresowanie jego grzechu. Dlatego Zbawiciel najpierw uratował cudzołożnicę przed ukamienowaniem, a dopiero później ją napomniał. Nie uzależniał swojej pomocy od akceptacji prawd moralnych i doktrynalnych. Krytyk odpowie znowu: to prawda, ale nigdy nie zapominał o pouczeniu; tymczasem współczesny priorytet jedności w posłudze charytatywnej wymiar doktrynalny po prostu spycha na bok, zamykając go w jakichś specjalistycznych gremiach teologicznych, bez żadnego połączenia z praktycznym i codziennym życiem.

Priorytetyzacja wymiaru charytatywnego objawia się też w innych obszarach. Kiedy Leon XIV wracał samolotem z Afryki, jeden z dziennikarzy zapytał go o błogosławienie par homoseksualnych w Niemczech. Niedawno takie błogosławieństwa wprowadził kardynał Reinhard Marx z Monachium. Watykan dopuszcza tę praktykę, pod warunkiem, że jest nieuroczysta i spontaniczna, poza kontekstem liturgicznym. W Niemczech jest inaczej, błogosławieństwa są ceremonialne i przypominają czynności liturgiczne. Papież Leon XIV zdystansował się od tego, co robią biskupi w Niemczech. Zanim to uczynił, zdystansował się jednak od czegoś innego: od samego tematu.

Powiedział, że „przede wszystkim” trzeba pamiętać, że moralność seksualna nie jest tak ważna, jak moralność dotycząca „sprawiedliwości, równości, wolności mężczyzn i kobiet i wolności religijnej”. „To powinno mieć priorytet” wobec moralności seksualnej, zaznaczył.

Stosunek do innych ludzi – sprawiedliwość, równość, wolność – zostaje oceniona jako rzecz kluczowa, coś, co naprawdę powinno nas zajmować. Ułożenie relacji seksualnych, błogosławienie par LGBT… papież nie kwestionuje wewnętrznej wagi tych tematów, ale odsuwa je na bok. Tak, jak z anglikanami: może i są różnice teologiczne, ale najważniejsze jest wspólne świadectwo życia chrztem i Ewangelią, które ma służyć jedności posługi na rzecz bliźniego. Miejsce anglikanów mogą zająć geje i lesbijki. Żyją wprawdzie w sposób niezgodny z katolicką nauką moralną, ale mogą być ludźmi niosącymi sprawiedliwość, równość i wolność, na tym się skupmy.

Ks. Karl Rahner uczył, że kto miłuje bliźniego, ten miłuje Boga – choćby sam o tym nie wiedział. „W miłości bliźniego, o ile jest prawdziwa i przyjmuje do końca swą własną niepojętą istotę, dana jest już cała chrześcijańska rzeczywistość zbawcza, całe chrześcijaństwo, które co prawda ma się dopiero rozwinąć w swej pełni, takiej jak ją znamy i strzeżemy, lecz ujęte jest już u swych najbardziej pierwotnych korzeniach, gdy jeden człowiek drugiego prawdziwie i «do końca» [umiłował]” – pisał Rahner.

Jan Paweł II i Benedykt XVI nie przyjmowali w pełni tego nauczania. Kontynuując dialogizm Jana XXIII i Pawła VI, starali się jednak – w różnym zakresie – o podtrzymanie wcześniejszej roli doktryny. Wychodziło im to różnie, co było widoczne w zwłaszcza w przypadku Jana Pawła II za sprawą jego oddania dialogowi ekumenicznemu i międzyreligijnemu. W doktrynie moralnej papież Wojtyła nie oddawał jednak pola, Benedykt XVI starał się nie robić tego nigdzie.

Sytuacja zmieniła się dość radykalnie 13 marca 2013 roku. Papież Franciszek przyjął Rahnerowski zwrot antropologiczny w całej jego rozciągłości. Wyciągnął z tego konsekwencje: wielokrotnie lekceważył moralność seksualną, wyciągając rękę do środowisk homoseksualnych; pozwalał na ich błogosławienie; otwierał drzwi rozwodnikom w powtórnych związkach; prowadził intensywny dialog, prezentując inne religie jako drogę do Boga. Warunek: wszędzie musiał istnieć silny komponent miłości bliźniego. Jeżeli ktoś miłuje, wchodzi w przestrzeń zbawienia, a jego moralne nieuporządkowanie czy błędy doktrynalne stają się drugorzędne. Tak, jak uczył Rahner: w miłości bliźniego ma być zawarta cała rzeczywistość zbawcza, uświadomiona czy nie.

Po roku rządów Leona XIV widać wyraźnie: kolejnej zmiany nie będzie. Papież Prevost idzie drogą, którą wyznaczył jego poprzednik. Przejawia się to w moralności, przejawia w ekumenizmie. Wielkie problemy doktrynalne są dla Leona drugorzędne. Jakiś czas temu został zapytany o to, czy można byłoby dopuścić kobiety do diakonatu. Zbył to pytanie, mówiąc, że „obecnie” nie widzi takiej możliwości. Zapytany o akceptację homoseksualizmu odparł, że „póki co” trzeba pracować nad zmianą kulturową w Kościele.

Dla Leona, jak się wydaje, te kwestie nie mają dużego znaczenia: można odpowiadać na nie w ten albo inny sposób. Jeżeli Leon wybiera podejście konserwatywne, to nie czyni tego chyba z wewnętrznego przekonania, że prawda jest tu ściśle określona – ale dlatego, że nie chce powodować zaburzeń w ciele Kościoła.

Leon nie odrzuca kategorii prawdy, ale sytuuje ją w innym miejscu: w obszarze miłości Boga i bliźniego, praktycznie nierozłącznych i nierozróżnialnych. Tak samo robił Franciszek. Tak samo robią anglikanie, Justin Welby czy Sarah Mullally. Tak samo robią niemieccy biskupi, dla których najważniejszym elementem życia chrześcijańskiego jest posługa charytatywna. Tak samo uczył Karl Rahner.

Taki jest po prostu nowy katolicyzm. Ziarna zostały zasiane w Oświeceniu. Wzrastały w czasie II wojny światowej i w okresie powojennym. Po II Soborze Watykańskim zasiew zaczął dojrzewać, ale dopiero Franciszek zdecydował się na zebranie plonów. Leon XIV może być tym, który wypiecze z nich nowy chrześcijański chleb, karmiąc nim cały Kościół – i na trwałe przekształcając sposób rozumienia i przeżywania wiary.

Zobaczymy, czy wierni będą chcieli ten chleb spożywać.

Paweł Chmielewski

„Zachód sam uczynił z Iranu problem” – były szef CIA

depositphotos.com

„Zachód sam uczynił z Iranu problem” – wypowiada się były szef CIA

Były agent CIA wysokiego szczebla, krótko przed śmiercią w wieku 102 lat, złożył druzgocące wyznanie dotyczące polityki Zachodu wobec Iranu. W nowym filmie dokumentalnym „Ostatni szpieg” Peter Sitchell (były szef placówki CIA w Hongkongu) ujawnia, że ​​Zachód systematycznie uczynił z Iranu „problem” – poprzez zamach stanu, którego skutki odczuwalne są do dziś.

Zamach stanu z 1953 roku: ropa zamiast demokracji

W centrum tych rewelacji znajduje się Mohammad Mossadegh , demokratycznie wybrany premier Iranu w latach 50. XX wieku. Mossadegh ogłosił plany nacjonalizacji irańskiego przemysłu naftowego – zyski miały służyć narodowi irańskiemu, a nie zachodnim korporacjom.

——————————————————————————

—————————————————————————————

Reakcja Zachodu była brutalna i niedemokratyczna:

„Brytyjska agencja MI6 i CIA zainicjowały w 1953 roku zamach stanu, aby obalić socjalistycznego premiera Iranu” – mówi Sitchell w filmie.

Mossadegha zastąpił autorytarny szach Mohammad Reza Pahlawi . Obiecał on Zachodowi: dochody z irańskiej ropy naftowej będą nadal płynąć do zachodnich firm naftowych.

Kraj jest sparaliżowany.

Konsekwencje zamachu stanu były druzgocące. Sitchell opisuje reżim szacha jako „brutalnie niesprawiedliwy” – sparaliżował Iran na dziesięciolecia. Represje ostatecznie doprowadziły do ​​rewolucji islamskiej w 1979 roku, która obaliła szacha.

Gorzka ocena Sitchella:

„Gdybyśmy nie obalili Mossadegha, Iran byłby dziś ważnym członkiem społeczności międzynarodowej”.

Historia się powtarza?

Dokument łączy wydarzenia z 1953 roku i łączy je z dniem dzisiejszym. Według niego prezydent USA Donald Trump dąży do „odbudowy frakcji Pahlawi, popierającej USA, i umożliwienia Zachodowi ponownego kontrolowania zysków z irańskiej ropy ” .

Metody CIA i jej „partnera w dziedzinie miękkiej siły” NED (National Endowment for Democracy) są zawsze takie same: twierdzą, że „promują wolność, demokrację i prawa człowieka” – ale w rzeczywistości „bardzo często robią coś przeciwnego” .

Długa lista zmian reżimu

Sitchell podaje dalsze przykłady:

  • 1954 Gwatemala: USA wprowadziły dyktaturę wojskową, co wywołało wojnę domową, która ostatecznie pochłonęła życie 225 000 osób .
  • Indonezja: Liczne próby obalenia prezydenta Sukarno.

Historycy CIA przyznają, że sukces irańskiego zamachu stanu z 1953 r. stał się wzorem dla podobnych działań w innych miejscach .

„Zostałem oskarżony o nielojalność”.

Szczególnie wybuchowy: Kiedy sam Sitchell zwrócił uwagę na przesadną retorykę antykomunistyczną w CIA, stał się obiektem wewnętrznej nieufności. Donosi:

„Nie było absolutnie żadnych podstaw do jakiegokolwiek spisku komunistycznego. […] Ktoś oskarżył mnie o nielojalność, o bycie agentem radzieckim”.

Jego ostrzeżenie przed widmowym zagrożeniem naraziło go na niebezpieczeństwo.

Niepisana zasada bezkarności

Film kończy się ponurą oceną:

„Zgodnie z niepisanymi zasadami globalnej dominacji Zachodu, USA, Wielka Brytania i Izrael nigdy nie poniosą odpowiedzialności za zbrodnie – bez względu na to, ile niewinnych osób zginie”.

Wniosek Sitchella: „Właśnie dlatego trzeba coś zmienić”.

tło

Peter Sitchell zmarł w zeszłym roku w wieku 102 lat. Jego ostatni wywiad w filmie „Ostatni szpieg” jest uważany za jedno z najbardziej szczerych wyznań byłego agenta CIA. Film rzuca światło na rozdział współczesnej historii, którego konsekwencje – destabilizacja Bliskiego Wschodu, antyzachodnia rewolucja i dekady wrogości – są odczuwalne do dziś.

Źródło: Film dokumentalny „Ostatni szpieg” / Wypowiedzi Petera Sitchella (byłego szefa placówki CIA w Hongkongu)

Melania: «Osłoń mi plecy, a my będziemy cię chronić…»

«Osłoń mi plecy, a my będziemy cię chronić…»

Date: 27 aprile 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/oslon-mi-plecy-a-my-bedziemy-cie-chronic/

FOTO: Trump, Melania, Paolo Zampolli (wikipedia.org/wiki/Paolo_Zampolli), Amanda Ungaro (wikipedia.org/wiki/Amanda_Ungaro)

===================================================

W nagraniu opublikowanym przez program „Report” włoskiej telewizji RAI, Paolo Zampolli (biznesmen, założyciel agencji modelek, dla której pracowała Melania Trump) ujawnia „pakt” zawarty z Melanią Trump przed wyborami prezydenckimi z roku 2016. W rozmowie telefonicznej, głos przypisywany włosko-amerykańskiemu przedsiębiorcy sugeruje, że Melania miała zagwarantować mu ochronę w zamian za pomoc w zdementowaniu plotek dotyczących jej rzekomej przeszłości jako osoby “świadczącej usługi towarzyskie”.

Program został wyemitowany w niedzielę 26 kwietnia 2026. Sensacyjnym odkryciem dziennikarza Sachy Biazzo jest rozmowa telefoniczna z 2017 roku, w której Zampolli, rozmawiając ze swoim kontaktem powiązanym z ONZ, przyznaje, że na dwa tygodnie przed wyborami, Melania poprosiła go, by „krył jej plecy”;  krótko mówiąc, żeby podawał się za pierwszy kontakt łączący ją z Donaldem Trumpem.

Wszystko zaczęło się w roku 2016, kiedy brytyjski tabloid „Daily Mail” opublikował reportaż na temat przeszłości Melanii Trump, oskarżając ją bez dowodów o przeszłość w roli escort.

[„Escort” oznacza we współczesnym, potocznym znaczeniu – luksusową prostytutkę/call girl świadczącą usługi seksualne za pieniądze. to z viki. md]

Melania doprowadziła do usunięcia artykułu i uzyskała odszkodowanie w wysokości milionów funtów, również dzięki publicznym oświadczeniom Zampolli’ego.

Na nagraniu Zampolli stwierdza: „Donald Trump wie, że zaufał swojemu przyjacielowi Paolo – traktują mnie jak członka rodziny – a jego żona nie jest prostytutką. Może nie ma zbyt silnego amerykańskiego akcentu, może pozowała nago jak wiele modelek, ale to dobra dziewczyna. Nie chcesz przecież, żeby ktoś nazwał twoją żonę prostytutką, matkę twojego syna”.

„Melania powiedziała mi: »Paolo, nie martw się, ty nam osłonisz plecy. Cokolwiek się stanie, będziemy cię chronić«. Dobrze? – A dwa tygodnie później wygrali wybory”.

O jakim rodzaju „ochrony” była mowa? – I w jakim charakterze Zampolli miał „kryć plecy” parze prezydenckiej? – Faktem jest, że po rozpoczęciu pierwszej kadencji Trumpa w Białym Domu, Włoch otrzymał prestiżowe stanowiska w administracji amerykańskiej. W roku 2020, Trump powołał Zampolliego do rady nadzorczej Centrum Kennedy’ego.

W marcu 2025 roku, podczas drugiej kadencji administracji Trumpa, Zampolli został mianowany specjalnym wysłannikiem ds. partnerstw globalnych i w tej roli reprezentował Stany Zjednoczone na różnych forach.

Przypomnijmy, że – jak pisze TimesPaolo Zampolli utrzymywał kontakty biznesowe z Epsteinem. W plikach pojawia się też imię Melania, zwłaszcza w korespondencji z Maxwell.

W roku 2002 w serdecznej korespondencji podpisanej przez Melanię, skierowanej do wspólniczki finansisty, autorka wyraża uznanie dla profilu Epsteina opublikowanego w New York Magazine oraz dla pięknego zdjęcia Ghislaine w artykule, po czym żegna się czule, dodając „love” oraz życzenie, aby wkrótce się odezwała.

Maxwell odpowiada, nazywając ją „kochaniem” i obiecuje zadzwonić, jak tylko będzie mogła. Melania Trump określiła wymianę e-maili z Maxwell jako „zwykłą, przypadkową korespondencję”.

AUDIO ujawnień Zampolli’ego: https://www.instagram.com/reel/

CAŁOŚĆ pod linkiem: rai.it/programmi/report/inchieste/Lo-squalo—Report

INFO: https://roma.corriere.it/notizie/cronaca/26_aprile_25/caso-zampolli-la-ex-lo-attacca-pinocchio-5d5139bd-f13c-4ace-a577-31392ac4cxlk.shtml

https://www.elle.com/it/showbiz/celebrities/a71134542/amanda-ungaro-chi-e-paolo-zampolli-patto-melania-trump/

https://www.fanpage.it/politica/la-telefonata-che-mostra-il-patto-tra-melania-trump-e-zampolli-ci-copri-le-spalle-noi-ti-aiutiamo/

https://www.ilsole24ore.com/art/chi-e-paolo-zampolli-l-amico-trump-che-vuole-ripescare-l-italia-mondiali-AIRU2meC

https://english.elpais.com/usa/2026-04-12/amanda-ungaro-from-sharing-soirees-with-the-trumps-to-being-deported-by-ice.html

***

Ari Ben Menashe dla włoskiej telewizji państwowej RAI 3: “Problemem jest Melania, nie Trump. Izraelczycy mają zdjęcia Melanii z Epsteinem”. en.wikipedia.org/wiki/Ari_Ben-Menashe

Condividi:

Bezsens negocjacji z agresorami

LINK: http://www.youtube.com/watch

Paul Craig Roberts krytykuje Iran, który pozwala USA na powrót w pewnej sile na Bliski Wschód i Izraelowi, aby się przegrupować.

Jesienią w Izraelu będą wybory. Koalicja byłych premierów – w tym Bennett – zamierza odejść od syjonistycznej koncepcji Wielkiego Izraela lansowanej przez Netanyahu i Trumpa. Dopóki ta koncepcja jest realizowana, jakiekolwiek negocjacje Iranu z agresorami są pozbawione sensu. Negocjować powinna wyłącznie amunicja, czego Iran niestety zaprzestał.

Roberts widzi to w kategoriach Napoleona pod Austerlitz, który nie zdołał wykorzystać swojej przewagi po wygranej znaczącej bitwie. „Tel Awiw był wysadzany w powietrze z dnia na dzień. Dlaczego Iran się zatrzymał? Nic nie zyskał na zatrzymaniu. Był to jeden z najgorszych strategicznych błędów w historii.”

Później mówi, że Iran nie rozumie, że Izrael zamierza dokonać eksterminacji Iranu, i że jego jedyną drogą do przetrwania jest bezwzględne ukaranie Izraela, mówiąc cały czas i wyjaśniając swoje uzasadnienie Rosji, Chinom, Pakistanowi, izraelskiej opinii publicznej „przestaniemy was atakować, jeśli wyrzekniecie się większego Izraela.”

Iran nawet nie powiedział swoim mieszkańcom [?? md] , że projekt Wielkiego Izraela oznacza, że Iran nie może i nie będzie istniał, jeśli ten projekt się powiedzie. W tym kontekście Roberts pyta: „jak negocjujecie?”

Iran nie może być usatysfakcjonowany wygraną w tej konkretnej rundzie i musi zrozumieć [nie pouczaj mądrzejszego... md] , że była to jedna bitwa wielu, a jeszcze więcej, chyba że wygra bezsprzecznie, do tego stopnia, że może określić i egzekwować warunki — w przeciwnym razie musi walczyć bez względu na absurdalne oświadczenia Trumpa o „zawieszeniu broni”. 

21% Amerykanów, którzy popierali Trumpa, obecnie dążą do pozbawienia go urzędu prezydenta.

Roberts jest jednym z nielicznych na Zachodzie, który opowiada się zarówno za obroną Iranu przed USA-Izraelem, jak i doradza agresję jako niezbędną część samoobrony Iranu.

LINK: http://www.youtube.com/watch

=====================================

„Roberts jest jednym z nielicznych na Zachodzie”

Trzeba dodać, że to w mediach głównego nurtu, zwanych słusznie ścierwo-mediami, lub meRdiami. Poza nimi jest wielu, rozumnych i czytanych. Internetu jakoś „władcy” nie zabili. MD

Australijski „wysłannik ds. antysemityzmu” stwierdza, że ​​prawdziwym celem są krytycy Izraela

Caitlin Johnstone

Australijski „wysłannik ds. antysemityzmu” jasno daje do zrozumienia, że ​​prawdziwym celem są krytycy Izraela

Australijska „wysłanniczka ds. antysemityzmu” Jillian Segal opublikowała podręcznik, w którym jednoznacznie wyjaśnia, że ​​jej urząd nie istnieje po to, aby chronić australijskich Żydów przed dyskryminacją, lecz by tłumić krytykę państwa Izrael.

Caitlin Johnstone

26 kwietnia 2026 r.

Australijska „wysłanniczka ds. antysemityzmu” Jillian Segal opublikowała podręcznik , w którym jednoznacznie wyjaśnia, że ​​jej urząd nie istnieje po to, aby chronić australijskich Żydów przed dyskryminacją, lecz by tłumić krytykę państwa Izrael.

Jakkolwiek źle sobie to wyobrażasz, jest jeszcze gorzej. Podręcznik, który ma zostać oficjalnie wydany pod koniec tego tygodnia pod tytułem „Zrozumieć antysemityzm w Australii”, wyraźnie utożsamia antysemityzm z antysyjonizmem, stwierdzając na przykład, że „antysemityzm i antysyjonizm są wyrazem nienawiści do Żydów” i twierdząc, że oskarżanie Izraela o „apartheid, ucisk, rasizm i ludobójstwo” jest antysemickie.

Dlatego też oficjalne stanowisko wyznaczonego przez rząd Australii autorytetu w dziedzinie antysemityzmu jednoznacznie wskazuje, że sprzeciwianie się rasistowskiej ideologii politycznej leżącej u podstaw współczesnego państwa Izrael jest przejawem nienawiści i zniewagi wobec Żydów i ich religii.

Kiedy więc Australijczycy słyszą, jak Jillian Segal i urzędnicy państwowi mówią o wzroście „antysemityzmu” w naszym kraju i o konieczności podjęcia radykalnych środków w celu jego powstrzymania, ważne jest, aby jasno powiedzieć, że właśnie o tym „antysemityzmie” mówią. Mówią o krytyce Izraela.

========================================================

Przejrzyjmy razem podręcznik i zwróćmy uwagę na kilka interesujących fragmentów. Zgoda?

Przedmowa do podręcznika podkreśla wagę poparcia przez rząd Australii roboczej definicji antysemityzmu , opracowanej przez Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA), która spotkała się z krytyką na całym świecie ze względu na łączenie krytyki Izraela z nienawistnymi działaniami wobec Żydów. Zgodnie z definicją IHRA, twierdzenie, że Izrael jest przedsięwzięciem rasistowskim, lub porównywanie nadużyć Izraela do nazistowskich Niemiec jest uważane za antysemickie – oba te stwierdzenia są w pełni uzasadnioną krytyką, która powinna być podnoszona znacznie częściej. Znaczna część podręcznika opiera się na założeniach definicji IHRA.

Biuro Segala oświadcza, że ​​podręcznik „ma być praktycznym źródłem informacji dla szkół, uniwersytetów, urzędników państwowych, organizacji społecznych i każdego, kto chce zrozumieć współczesny antysemityzm”.

Biuro Segala twierdzi, że antysemityzm „zmieniał się” na przestrzeni wieków – od oszczerstw rytualnych i oskarżeń o „zabójstwo Chrystusa” w średniowieczu po rasizm nazistowskich Niemiec. Obecnie przekształcił się w taki sposób, że „antysemickie stereotypy są przekazywane i uzasadniane w języku praw człowieka i argumentów prawa międzynarodowego”.

„Na przykład, czasami Żydów określa się etykietą i zniesławia, nazywając ich 'osadnikami-kolonialistami’, 'ciemiężycielami’ i symbolem globalnego systemu dominacji, który 'najwyraźniej dopuszcza nawet mordowanie Żydów jako Żydów’” – oznajmia wysłannik.

Czy dostrzegasz, jak temat został postawiony w jednym szeregu, aby połączyć średniowieczne przesądy dotyczące Żydów z całkowicie uzasadnioną krytyką współczesnego państwa Izrael? Według Specjalnego Wysłannika Australii ds. Zwalczania Antysemityzmu, krytykowanie Izraela „językiem praw człowieka i argumentów prawa międzynarodowego” niczym istotnym nie różni się od stwierdzenia, że ​​Żydzi piją krew chrześcijańskich dzieci.

To jest ewidentne, kompletne szaleństwo.

„Uzasadniona krytyka Izraela nie jest antysemicka” – przyznaje wysłannik, po czym całkowicie neguje to ustępstwo w dalszej części tekstu. „Istnieje jednak wiele przykładów antysemickich obrazów, tropów, teorii spiskowych i propagandy (nawiązujących do średniowiecznych mitów), które znalazły swoje miejsce w dyskursie antyizraelskim. Coraz częściej używa się również słowa „syjonista” (lub jego odmian) jako przykrywki lub substytutu słowa „Żyd”.

To jest całkowicie zmyślone. Twierdzenie, że krytycy nadużyć Izraela używają słowa „syjonista”, mając na myśli „Żyda”, to po prostu coś, co apologeci Izraela zaczęli głosić bez żadnego uzasadnienia kilka lat temu. Nie mają żadnych dowodów na poparcie tego twierdzenia poza częstotliwością i siłą, z jaką je głoszą. 

Wysłannik definiuje syjonizm jako „wiarę w to, że naród żydowski ma prawo do samostanowienia w ojczyźnie swoich przodków”, co w najlepszym razie jest mylące. Syjonizm nie jest tym. Syjonizm to to, co widzimy dzisiaj. Ludobójstwo, apartheid, czystki etniczne oraz nieustanne wojny i nadużycia. To jest syjonizm, czego dowodem jest materialna rzeczywistość. Najlepszą definicją syjonizmu są jego realne przejawy. Syjonizm to to, jak wygląda, gdy dajesz syjonistom wszystko, czego chcą.

„Nowa odmiana negowania antysemickich okrucieństw pojawiła się w następstwie ataków terrorystycznych Hamasu z 7 października 2023 roku – najbardziej śmiercionośnego dnia dla Żydów od czasów Holokaustu” – pisze wysłannik. „Co niepokojące, niektóre osoby spotkały się z zaprzeczeniem, minimalizowaniem, usprawiedliwianiem i przeinaczaniem – co przypomina negowanie, minimalizowanie i przeinaczanie Holokaustu”.

Biuro Segala twierdzi, że mówienie o rażących lukach fabularnych w narracjach o masowych gwałtach , ściętych niemowlętach i niemowlętach pieczonych w piecach 7 października, lub mówienie o dużej liczbie Izraelczyków zabitych przez Siły Obronne Izraela na mocy Dyrektywy Hannibala, lub „usprawiedliwianie” ataku poprzez wskazywanie na potworne nadużycia ze strony Izraela , które do niego doprowadziły, jest przejawem antysemityzmu.

Wysłannik pisze o znaczeniu „niezłomnego sprzeciwiania się antysemityzmowi maskującemu się jako »antyrasizm«”, podkreślając stanowisko IHRA, że przedstawianie Izraela jako przedsięwzięcia rasistowskiego jest przejawem nienawiści wobec Żydów. Ulotka z hasłem „Nie chcemy waszych dwóch państw. Chcemy wszystkich 48” jest oznaczona etykietą „antysemicka, ponieważ jest tylko jedno państwo żydowskie”.

Biuro Segala ostrzega przed niebezpieczeństwami „inwersji Holokaustu”, czyli sytuacji, w której „Izrael i Żydzi są przedstawiani jako sprawcy masowych okrucieństw i ludobójstwa, przypominający nazistów”. Jest to złe, ponieważ „służy demonizacji i delegitymizacji Izraela, Izraelczyków i Żydów”.

==========================================

Żeby było jasne, każda istotna instytucja humanitarna na świecie stwierdziła, że ​​Izrael jest winny ludobójstwa w Strefie Gazy. Do tych grup należą:

1. Niezależna Międzynarodowa Komisja Śledcza Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Okupowanych Terytoriów Palestyńskich

2. Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Ludobójstwa

3. B’Tselem (izraelska organizacja)

4. Lekarze na rzecz Praw Człowieka – Izrael (inna izraelska organizacja)

5. Amnesty International

6. Lekarze bez Granic

7. Europejskie Centrum Praw Konstytucyjnych i Praw Człowieka

8. Human Rights Watch

9. Międzynarodowa Federacja Praw Człowieka

10. Instytut Lemkina ds. Zapobiegania Ludobójstwom

Lista instytucji humanitarnych, które twierdzą, że Izrael NIE dopuszcza się ludobójstwa w Strefie Gazy, obejmuje:

1. Nikt

2. Nikt

3. Zero

4. Nic

5. Nada

6. Nic

7. Słodka cholera

8. Całkowita nieobecność

9. Przysiad Diddly

10. Bupkis

To nie jest jakaś marginalna teoria spiskowa. To całkowicie udowodniony i całkowicie niepodważalny fakt. Specjalny wysłannik Australii ds. walki z antysemityzmem twierdzi, że fakty są antysemickie.

Oto kilka przykładów podanych w podręczniku, które stanowią jaskrawy przykład zbrodni antysemickiej, jaką jest „odwrócenie Holokaustu”:

 — Plakaty z napisami „Brawo, Hitler byłby dumny” i „To samo gówno, inny dupek”, ten drugi z wizerunkami Hitlera i Netanjahu. Oba plakaty zawierały analogie nazistowskie do Izraela.

 — Trzy transparenty przedstawiające Hitlera zdejmującego maskę i odsłaniającego twarz Netanjahu, nawiązujące do analogii nazizmu i Izraela, na głównych drogach.

 — Graffiti przedstawiające Gwiazdę Dawida, znak równości i nazistowską swastykę, a także kolejne graffiti z napisem „Zakończmy ludobójstwo” na głównej drodze.

Mamy wierzyć, że twierdzenie, że państwo, które prowadzi liczne wojny agresywne, jednocześnie masowo mordując ludzi ze względu na ich przynależność etniczną, jest w jakiś sposób podobne do innego państwa, które dopuszczało się takich czynów, powinno być zbrodnią z nienawiści. Nie wiem jak ty, ale ja uważam to za głupie.

Australijski „wysłannik ds. antysemityzmu” twierdzi, że twierdzenie, iż definicja antysemityzmu IHRA przemilcza krytykę Izraela, jest antysemickie, argumentując, że „twierdzenia, jakoby wiodąca światowa definicja antysemityzmu — która odzwierciedla doświadczenia życiowe narodu żydowskiego na całym świecie — została stworzona w celu celowego przemilczenia krytyki, nawiązują do antysemickich stereotypów żydowskiej władzy i kontroli”.

To prawda, dzieciaki: nie możecie krytykować Izraela, bo to antysemityzm, a jeśli narzekacie, że wasze wypowiedzi są tłumione, to również jest antysemityzm.

W podręczniku znajduje się hipotetyczna rozmowa grupowa w biurze, w której współpracownik wypowiada stwierdzenie : „Ale co z ludobójczym, rasistowskim projektem syjonistycznym, który uciskał Palestyńczyków? Syjonizm to ideologia supremacji wymyślona przez Theodore’a Herzla. Dokonali tego poprzez apartheid i czystki etniczne”.

„To jest antysemickie” – argumentuje podręcznik, odrzucając całkowicie prawdziwe stwierdzenie jako „sowiecką propagandę antysemicką” i dodając, że „było antysemickie, ponieważ zawierało stwierdzenia oskarżające Izrael o apartheid, ucisk, rasizm i ludobójstwo”.

Twierdzenie, że oskarżanie Izraela o apartheid, ucisk, rasizm i ludobójstwo jest przejawem antysemityzmu, jest jasnym przyznaniem, że celem Segala jest stłumienie wszelkiej krytyki Izraela.

Jeśli to nie jest dla Ciebie wystarczająco jasne, podręcznik kończy się stwierdzeniem, że nie da się oddzielić antysemityzmu od antysemityzmu:

„Próba oddzielenia 'antysemityzmu’ od 'antysyjonizmu’ ignoruje historię dezinformacji, dezinformacji i antysemickiej propagandy, które ukształtowały narracje o Izraelu i syjonizmie” – twierdzi wysłannik. „Ignoruje również realną i praktyczną rzeczywistość, że wszędzie tam, gdzie te narracje antysyjonistyczne były propagowane, skutkowały one dyskryminacją, nękaniem, oczernianiem, nienawiścią i krzywdą wobec Żydów. Na przykład, kampania antysyjonistyczna w Polsce w 1968 roku doprowadziła do wysiedleń i przymusowej emigracji tysięcy Polaków pochodzenia żydowskiego”.

„Antysemityzm i antysyjonizm są wyrazem nienawiści wobec Żydów” – podsumowuje podręcznik.

No i to tyle. To wyjaśnia sprawę.

================================================================

W podręczniku wielokrotnie przytaczane są odczucia australijskich Żydów, uznając je za niezwykle ważne i o wiele pilniejsze niż ludobójstwo, apartheid, czystki etniczne i wojny o ogromnych konsekwencjach geopolitycznych.

„Czuję się bardziej odizolowany… Mam wrażenie, że żyję życiem Żyda z przeszłości, a nie Żyda sprzed dwóch lat” – czytamy w cytacie anonimowej osoby pochodzenia żydowskiego.

„Jestem po prostu bardzo smutny, że muszę uczyć moje dzieci, jak mają reagować, gdy ktoś na nie krzyczy na ulicy” – czytamy w innym wpisie.

„Cisza ze strony przyjaciół, których znałam niemal całe życie, ciągłe publikowanie antysemickich obelg i publiczne rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji były druzgocące i napawały mnie strachem przed tym, co może się wydarzyć. Od 7 października, kiedy rozmawiam z kimś, kto nie zaoferował mi żadnego wsparcia, często zadaję sobie pytanie: »czy mnie ukryli?«, co jest strasznie smutną sytuacją w naszym pięknym kraju, w którym zawsze czułam się bezpiecznie” – czytamy w innym artykule.

„Wykładowca na moich zajęciach na uniwersytecie wypowiadał się o charakterze antysemickim w sposób bardzo swobodny, przez co czułem się wyjątkowo nieswojo i niepewnie. Teraz denerwuję się, wchodząc na zajęcia” – czytamy w innym wpisie.

„Ciągłe konfrontowanie się ze ślepą nienawiścią wobec mojego ludu i miejsca, z którego pochodzę, było bardzo bolesne. Wpłynęło to na mój nastrój, sposób, w jaki postrzegałem swoją społeczność i moje miejsce w niej, a także na moje codzienne funkcjonowanie” – czytamy w innym tekście.

Praktycznie nic nie mówi się o prawdziwych ofiarach. Zamordowanych, przesiedlonych i terroryzowanych ofiarach izraelskich okrucieństw w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu, w Libanie i Iranie. O sierotach wojennych. O dzieciach po amputacjach i ofiarach poparzeń, operowanych bez znieczulenia. O Palestyńczykach gwałconych i torturowanych w izraelskich więzieniach. O ludziach, którzy będą nosić ze sobą fizyczne i psychiczne rany po Holokauście do końca życia.

Jillian Segal nie uważa ich za istotne. Prawdziwym kryzysem, jej zdaniem, jest to, że ludzie mówią o tych sprawach i denerwują australijskich Żydów.

Absolutnie psychotyczny. Nie możemy pozwolić, by nasz kraj był dalej ciągnięty w tym kierunku.

Ławrow ostrzega przed bezprecedensowymi zmianami na świecie

Ławrow ostrzega przed bezprecedensowymi zmianami na świecie: Jego przemówienie musi zostać odczytane.

Spotykamy się w tej formule co roku. Wiem, że organizacje, które reprezentujecie, departamenty naszego ministerstwa, kierownicy departamentów i ich pracownicy, a także wiceministrowie odpowiedzialni za poszczególne obszary, utrzymują ze sobą kontakt i wymieniają się informacjami.

Zgodnie z tradycją panującą na corocznych wydarzeniach, skupimy się na otwartej i interaktywnej dyskusji na tematy międzynarodowe, które są wszystkim znane i które mają wpływ na ważne i wysoko cenione przez Państwa działania.

Jeśli się zgadzasz, powiem kilka słów na temat naszej oceny ostatnich wydarzeń międzynarodowych, po czym rozpoczniemy interaktywną dyskusję.

Prezydent Putin wielokrotnie podkreślał, że świat wkroczył w erę bezprecedensowych zmian. Podobne oceny publicznie wygłosił prezydent Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinping. Jak zauważył prezydent Putin, Rosja odgrywa kluczową rolę w tych burzliwych procesach ze względu na swoją historię, geografię i tożsamość cywilizacyjną.

Jak mawiają nasi chińscy przyjaciele, kryzys to gra niebezpieczeństwa i wielkiej szansy. Taki jest świat. Takie okresy zdarzały się już wielokrotnie w historii.

Polityka kolektywnego Zachodu stanowi główne zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Nadal nazywamy ją „kolektywną”, mimo że aspekt kolektywny jest obecnie rozdarty przez spory. Ich cel strategiczny pozostaje jednak niezaprzeczalnie ten sam: dominować, dominować i nadal dominować za wszelką cenę, utrzymując swoją hegemonię tak długo, jak to możliwe, jednocześnie hamując rozwój nowych globalnych centrów i konkurentów w krajach stanowiących większość świata w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej.

Codziennie jesteśmy świadkami i na bieżąco widzimy, że w celu utrzymania hegemonii i osiągnięcia tych nieuczciwych celów stosowane są nielegalne sankcje, grabieże, kradzież suwerennych aktywów innych krajów, wymuszenia, groźby i oczywiście użycie siły militarnej, jak to miało miejsce w Wenezueli, a teraz w Iranie – wszystko to w rażącym pogwałceniu prawa międzynarodowego.

Ocena, że ​​niesprowokowana agresja Amerykanów i Izraelczyków na Iran poważnie zdestabilizowała sytuację na Bliskim Wschodzie, jest dalece nietrafiona, ponieważ sytuacja destabilizuje się obecnie na całym świecie, a wszystkie kraje dokonują ponownej oceny swoich perspektyw rozwoju gospodarczego, dostaw energii itd. Kontynuacja konfliktu (który, jak się wydaje, jest daleki od zakończenia) będzie miała najbardziej negatywne konsekwencje dla całej społeczności międzynarodowej, dla sytuacji gospodarczej większości ludzkości i dla globalnego bezpieczeństwa.

Wszystko to nie dzieje się w próżni. Trwająca dekady ekspansja Zachodu na kontynent euroazjatycki, zwłaszcza w regionach, w których Rosja historycznie miała silne wpływy i uzasadnione tradycyjne interesy, jest kolejnym istotnym czynnikiem globalnej destabilizacji.

Ta nieustanna presja, która w ostatnich latach otwarcie wyrażała się pod hasłem zadania Rosji strategicznej klęski, odzwierciedla długotrwałą, a jak się okazuje, wielowiekową strategię. W pewnym momencie naszej historii, po powstaniu ONZ i OBWE oraz po upadku Związku Radzieckiego, perspektywy współistnienia, a nawet współpracy z Zachodem wydawały się całkiem realne. To wszystko jest już historią.

Wojna przeciwko nam została otwarcie wypowiedziana. Reżim w Kijowie jest wykorzystywany jako szpica. Jednak wszyscy wiedzą, że ta szpica jest bezużyteczna bez zachodnich dostaw broni, danych wywiadowczych, systemów satelitarnych, szkoleń wojskowych i wielu innych. Reżim w Kijowie i państwo ukraińskie są otwarcie wykorzystywane jako geopolityczny taran. Kilka dość gadatliwych osób, jak sądzę w belgijskim Sztabie Generalnym, publicznie oświadczyło, że przygotowują się do wojny z Rosją i że Ukraina kupuje im czas. Jak sami mówią, nie mogliby wyrazić się jaśniej.

Aby usprawiedliwić swoją politykę, Zachód – a zwłaszcza międzynarodowa biurokracja w Brukseli (zarówno UE, jak i NATO, które coraz bardziej się jednoczą), a także Berlin, Paryż i oczywiście Londyn – próbuje demonizować wszystko, co rosyjskie, i otwarcie omawiać z nami przygotowania do wojny w najbliższej przyszłości. Szef sztabu belgijskich sił zbrojnych, Frederik Vansina, oświadczył, że mają jeszcze kilka lat i że Ukraina kupuje im czas. Ten sam tok myślenia wyraził w oświadczeniu kanclerz Niemiec Friedrich Merz, opisując atak Izraela na Iran, a właściwie wszystko, co robi Izrael, jako wykonywanie przez Izrael brudnej roboty poprzez walkę z Hamasem, Hezbollahem i innymi organizacjami „terrorystycznymi”, bez uwzględnienia ich historii. Historia ta jest bezpośrednio związana z jawną odmową wdrożenia rezolucji ONZ w sprawie utworzenia państwa palestyńskiego.

Pomimo trudnych okoliczności, będziemy nadal realizować naszą politykę zagraniczną i bronić naszych żywotnych interesów narodowych, tworząc jak najbardziej sprzyjające warunki zewnętrzne dla zrównoważonego rozwoju naszego kraju jako wieloetnicznego, suwerennego państwa, wzmacniając naszą suwerenność we wszystkich dziedzinach. To niemal dosłowny cytat z koncepcji polityki zagranicznej, zaktualizowanej i zatwierdzonej przez prezydenta Rosji w 2023 roku. Pozostaje ona w mocy i nadal jest aktualna.

Nasze priorytety obejmują wspieranie sprawiedliwych i wzajemnie korzystnych partnerstw ze wszystkimi, którzy chcą współpracować na równych zasadach, w oparciu o powszechnie uznane zasady Karty Narodów Zjednoczonych i prawa międzynarodowego w ogóle, a także dążenie do sprawiedliwej równowagi interesów, aby osiągnąć cele rozwoju wewnętrznego i wzmocnić naszą suwerenność. Kontrastującym przykładem są nasi koledzy z USA, którzy promują swoje interesy narodowe tak, jak je rozumieją, i pojmują je jako swoją dominację, co obecnie znajduje odzwierciedlenie w ich polityce zdobywania kontroli nad niemal całym globalnym sektorem energetycznym. Jesteśmy tego świadkami każdego dnia.

Logika Amerykanów w relacjach z większością krajów (nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił w dialogach z nami i mam nadzieję, że nigdy nie usłyszę) jest taka, że ​​jeśli nie zrobisz tego, co mówię, ukarzę cię. Innymi słowy, niczego nie obiecuję, ale musisz dać mi to, czego chcę; a jeśli tego nie zrobisz, ukarzę cię. To nie jest wyważenie interesów, a już na pewno nie jest to szczera rozmowa.

Nasza polityka obrony sprawiedliwości i kategoryczny sprzeciw wobec zastępowania prawa międzynarodowego tego typu arbitralnością są dobrze rozumiane przez większość naszych partnerów z Globalnego Południa, którzy również są zainteresowani wzmocnieniem swojej suwerenności i sprawiedliwszymi stosunkami międzynarodowymi, ale nie zawsze mogą o tym otwarcie mówić, ponieważ grożą im „karą”, jeśli sprzeciwią się swoim nadrzędnym partnerom.

Z jednej strony upraszcza to sytuację. Staje się jasne, kto jest kim. Wielu naszych analityków politycznych zauważa, że ​​prezydent Trump otwarcie mówi o swoich planach; nikogo nie oszukuje. Potrafi często i szybko zmieniać swoje poglądy w zależności od sytuacji, ale nie maskuje swoich dość surowych planów retorycznymi ozdobnikami, które mogłyby zmylić dyskusję.

W tej walce (stosunki międzynarodowe są zawsze walką) o sprawiedliwość, o status i reputację kraju, który uczciwie prowadzi swoje sprawy, zamierzamy nadal polegać na naszych instytucjach publicznych i organizacjach non-profit. Wnoszą one bowiem istotny i cenny wkład w realizację polityki zagranicznej nakreślonej przez prezydenta Putina.

Chciałbym podkreślić, że reprezentujecie Państwo mniejszość liczebną na arenie międzynarodowej w różnych instytucjach ONZ, OBWE i innych, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko Zachód, a wykluczymy ruchy społeczne na Globalnym Południu. Możemy o tym porozmawiać później. Oczywiście, organizacje zachodnie i prozachodnie znacznie przewyższają liczebnie te reprezentowane tutaj, a także Państwa kolegów z innych krajów, którzy podzielają podobne podejście.

Nadal jednak wierzymy, że siła tkwi w prawdzie. To zostało powiedziane i te słowa nigdy się nie zmienią. A ci, którzy narzucają swoją „prawdę” siłą, są historycznie skazani na zapomnienie. Doceniamy również fakt, że w kontaktach międzynarodowych za granicą i podczas goszczenia u siebie kolegów, często prowadzicie poufne rozmowy z partnerami międzynarodowymi. Jest to również pomocne, również w odniesieniu do krajów (chcielibyśmy odejść od określenia „kraje nieprzyjazne”), których rządy prowadzą obecnie nieprzyjazną politykę wobec Rosji.

Taki dialog oparty na zaufaniu i utrzymywanie atmosfery poufności, mający na celu wzmocnienie wzajemnego zrozumienia i rozwój dialogu między cywilizacyjnego i międzykulturowego na poziomie społeczeństwa obywatelskiego, jest niezwykle korzystny, a jego znaczenie rośnie w obliczu obecnych okoliczności.

Dzisiejsze realia geopolityczne sprawiają, że dyplomacja publiczna jest coraz częściej rozwijana w tych krajach Azji, Bliskiego Wschodu, Afryki i Ameryki Łacińskiej, w których istniała już wcześniej, a także w tych państwach, w których tradycyjnie nie odgrywała żadnej roli w polityce zagranicznej.

Warunki umożliwiające rozwój kontaktów między społeczeństwem obywatelskim a organizacjami non-profit są również tworzone poprzez naszą działalność międzyrządową. Mam na myśli BRICS, regularne Forum Rosja-Afryka, Szanghajską Organizację Współpracy (SCO) i Globalny Instytut Współpracy (GGW). We wszystkich tych instytucjach promowany jest równoległy, dwutorowy dialog między przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego. Dołożymy wszelkich starań, aby wzmocnić ten dialog, z Państwa udziałem, zarówno na tych platformach wielostronnych, jak i na innych forach. Odpowiednie departamenty Ministerstwa Spraw Zagranicznych odpowiedzialne za Szanghajską Organizację Współpracy, BRICS i przestrzeń postsowiecką są zawsze do Państwa dyspozycji.

Chciałbym szczególnie podkreślić wymiar afrykański. W ostatnich latach relacje z naszymi afrykańskimi partnerami poczyniły ogromne postępy we wszystkich dziedzinach.

Wspomniałem wcześniej o Waszych kolegach z krajów zachodnich. Wielu z nich nie akceptuje rusofobii, darzy Rosję sympatią, kocha język, kulturę i literaturę rosyjską oraz podziela wartości duchowe i moralne typowe dla naszego wielonarodowego społeczeństwa. Wspomniałem również o organizacjach takich jak ONZ i OBWE, które promują współpracę ze społeczeństwem obywatelskim za pośrednictwem specjalnych komitetów i grup. Cieszylibyśmy się, gdyby do reprezentowanych tu organizacji, które mają już takie doświadczenie, dołączyło więcej uczestników.

Na uwagę zasługuje również aspekt społeczeństwa obywatelskiego w agendzie G20. Reprezentuje on najbardziej skoncentrowany przekrój współczesnego świata, w którym zachodnie kraje G7 i ich sojusznicy – ​​Japonia i Korea Południowa (łącznie dziesięć krajów) – są reprezentowane na równi z drugą grupą dziesięciu, składającą się z krajów BRICS i naszych partnerów dialogu w tym formacie. Otwiera to obiecujące perspektywy na rozpoczęcie bezpośredniego dialogu między przedstawicielami globalnej większości a zachodnią mniejszością.

Ukraina to kwestia, która interesuje wszystkich i jest obecnie przedmiotem bezpośredniej konfrontacji między nami a Europą. Amerykanie oczywiście są przede wszystkim zainteresowani realizacją własnych interesów, ale tylko oni – jak już wspomniałem – publicznie przyznali się do istnienia głębszych przyczyn tego konfliktu. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie argumentował, że Ukraina powinna zapomnieć o NATO, które było jedną z głównych przyczyn konfliktu, ponieważ Ukraina, poprzez serię wydarzeń na Majdanie, zamachy stanu i odwołane wybory (2004), przygotowywała się do wykorzystania swojego terytorium do rozmieszczenia nowoczesnych, zaawansowanych technologicznie środków militarnych stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego kraju bezpośrednio u naszych granic.

Jednocześnie Amerykanie deklarują gotowość zaakceptowania realiów na miejscu, takich jakie są teraz, po referendach. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek inny powiedział, że jest gotowy uznać wyniki referendum i wynikające z nich podziały terytorialne. Popierają nawet ideę, że cały Donbas – obwody doniecki i ługański (nikt już nawet nie rozważa kwestionowania statusu Krymu) – powinien zostać uznany za część Federacji Rosyjskiej, zgodnie z naszą konstytucją.

Zachód ogarnęła histeria. Zełenski twierdzi, że nie opuści obwodu donieckiego, który jest częścią jego gwarancji bezpieczeństwa. Innymi słowy, postrzega wojnę jako część tych gwarancji bezpieczeństwa. Zachód mówi mu, że priorytetem jest teraz zaprzestanie działań wojennych – po prostu zamrożenie sytuacji i udzielenie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa, w tym, zgodnie z marzeniem Francuzów i Brytyjczyków, rozmieszczenia wielonarodowych sił stabilizacyjnych. Oznacza to jedno: chcą dać gwarancje bezpieczeństwa reżimowi nazistowskiemu.

Zełenski niedawno udał się na Cypr i spotkał się z przedstawicielami UE, aby omówić gwarancje utrzymania władzy przez niego i jego klikę, przy założeniu, że wszystko pozostanie niezmienione. To stało się kolejną kluczową przyczyną obecnej sytuacji: rozpętanej wojny i prawnego unicestwienia wszystkiego, co związane z Rosją – języka rosyjskiego w edukacji, mediach i kulturze, a także zniszczenia kanonicznego prawosławia. Jest to również element cywilizacyjnej agresji Zachodu na Federację Rosyjską, ponieważ Zachód zaplanował i zaczął tworzyć zagrożenia cywilizacyjne na naszych granicach, w samym sercu rosyjskiego świata.

Ten sam rodzaj agresji cywilizacyjnej był widoczny w zachęcaniu reżimu Zełenskiego do eliminacji wszystkiego, co rosyjskie, i Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej. To również element agresji przeciwko nam, przeciwko Rosji jako cywilizacji. W ten sposób Zachód wykorzystuje reżim nazistowski na Ukrainie. Mówią nam, że powinniśmy jakoś rozwiązać problem Donbasu i że być może uda im się namówić Zełenskiego do ustępstw, albo może Rosja pójdzie na ustępstwa i wszystko będzie dobrze. Nic nie będzie dobrze. Zachód otwarcie oświadczył, że opracowuje gwarancje bezpieczeństwa dla reżimu, który jest postrzegany jako długoterminowe zagrożenie dla naszego kraju i ma być między innymi wykorzystywany do dalszych militarnych awantur. Oświadczyli, że wszystko to rozpocznie się w latach 2029-2030.

Dlatego doceniamy fakt, że Stany Zjednoczone, pomimo specyfiki swoich działań, zajmują stanowisko publicznego nakreślenia leżących u ich podstaw przyczyn (w sposób zbliżony do ich rzeczywistego rozumienia) i – co najważniejsze – podejmują konkretne kroki: brak rozszerzenia NATO i przystąpienie do porozumień osiągniętych na szczycie na Alasce. Zbliża się pierwsza rocznica szczytu w Anchorage. W tym czasie Europejczycy – trzeba im oddać sprawiedliwość – oraz Zełenski zrobili wiele, aby odwieść Amerykanów od obranego przez nas kursu i kontynuować gry mające na celu zniszczenie geopolitycznego konkurenta.

Języka rosyjskiego nie da się zniszczyć. Obserwujemy to również na Ukrainie. Im bardziej jest zakazany, tym częściej się nim mówi, nawet wśród przedstawicieli reżimu Zełenskiego podczas spotkań. Czują się swobodniej mówiąc po rosyjsku niż po ukraińsku, którego wielu z nich zaczęło się uczyć dopiero, gdy weszli do polityki.

W tym kontekście chciałbym podkreślić powstanie Międzynarodowej Organizacji Języka Rosyjskiego (IORL) z inicjatywy prezydenta Kazachstanu Kasyma-Żomarta Tokajewa. W zeszłym miesiącu zorganizowaliśmy pierwszą konferencję ministerialną IORL i przedstawiliśmy plany dotyczące pierwszego etapu rozwoju tej nowej i obiecującej organizacji. Liczymy na Państwa wkład w organizację wspólnych wydarzeń i rozwój wspólnych projektów.

Jednocześnie, podobnie jak w latach ubiegłych, będziemy współpracować z naszymi organizacjami non-profit, aby zintensyfikować działania mające na celu przeciwdziałanie historycznej agresji (będącej częścią szerszej agresji cywilizacyjnej przeciwko Rosji), zapobieganie próbom przepisywania historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i II wojny światowej oraz rewizję uznanych przez społeczność międzynarodową rezultatów naszego Wielkiego Zwycięstwa.

W tym roku, 19 kwietnia, po raz pierwszy, dekretem Prezydenta Rosji, obchodzono Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Radzieckiego – ludobójstwa popełnionego przez nazistów na wszystkich narodach ZSRR podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wierzymy, że ta data daje nam i naszym przyjaciołom z organizacji społecznych non-profit dodatkowy impuls do konsekwentnego dążenia do sprawiedliwości. Będziemy również zabiegać, w tym na forum międzynarodowym, o uznanie zbrodni popełnionych na narodzie radzieckim wszystkich grup etnicznych za ludobójstwo. W tym względzie nie można przecenić roli patriotycznych organizacji non-profit, które promują obiektywną informację i realizują projekty mające na celu zachowanie i utrwalenie pamięci w naszym narodzie i w narodach Europy, które wyzwoliliśmy.

Na zakończenie chciałbym potwierdzić nasze zaangażowanie w dalszą współpracę z organizacjami non-profit we wszystkich dziedzinach. Poparliśmy inicjatywę Rossotrudniczestwa i Rosyjskiego Stowarzyszenia Współpracy Międzynarodowej, aby ustanowić 5 kwietnia w Rosji Dzień Dyplomacji Ludowej. To przełomowe wydarzenie, które niewątpliwie stanie się nowym punktem centralnym dla konsolidacji naszych wysiłków i wzmocnienia dyplomacji publicznej. Doceniamy ważną rolę, jaką odgrywacie w promowaniu historycznych i uzasadnionych interesów naszego państwa oraz realizacji polityki zagranicznej nakreślonej przez prezydenta Putina.

Źródło: Przemówienie otwierające ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa na spotkaniu z liderami organizacji non-profit, Moskwa, 24 kwietnia 2026 r.

Nie do przyjęcia.

Nie do przyjęcia

Prof. Anna Raźny myslpolska/nie-do-przyjecia

 „Nie do przyjęcia” , „niedopuszczalne” – taka była  reakcja papieża Leona XIV na  rzuconą światu w pierwszy dzień po Wielkanocy przez prezydenta USA zapowiedź unicestwienia Iranu: „Cała cywilizacja zginie dziś w nocy i nigdy się nie odrodzi” – jeśli Teheran nie odblokuje cieśniny Ormuzu.

Ta zapowiedź skierowana była nie tylko do irańskiego narodu i jego starożytnej cywilizacji, ale również do nas wszystkich. Reakcja papieża była jedyną w swoim rodzaju – dyplomatyczno-etyczną – formą jej stanowczego potępienia, odmowy prawa do zaistnienia.

Teraz, gdy już wiadomo, że upragniony przez wszystkich – z wyjątkiem Tel Awiwu – rozejm w nowej fazie wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem – nie przyniósł żadnej perspektywy jej zakończenia, pora podsumować wysiłki jeszcze bardziej zagrożonego świata na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie.

Gdyby ta reszta świata podjęła na poziomie dyplomatyczno-medialnym moralne wyzwanie, rzucone przez Leona XIV amerykańsko-izraelskim agresorom, może nie musielibyśmy przeżywać obecnie nowego etapu troski o pokój nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również wszędzie gdzie indziej, także w Polsce.

Gdyby przynajmniej jakaś licząca się część przywódców politycznych  poszła za przykładem Leona XIV i głośno powiedziała, że nie do przyjęcia są wojny prewencyjne, które prowadzą USA i Izrael, że za ich wywołanie grożą realne sankcje, kary, trybunały, wykluczenia z międzynarodowej przestrzeni publicznej – bylibyśmy w innej rzeczywistości. Gdyby liderzy polityczni i usłużne wobec nich media chcieli potraktować amerykańsko-izraelskich agresorów choć w pewnej części tak, jak została w 2022 roku potraktowana  przez nich Rosja, występująca w obronie prześladowanej mniejszości rosyjskojęzycznej na Ukrainie – moglibyśmy powiedzieć, że nie ciąży na nich grzech zaniechania. Jednak tym samym decydentom, którzy potępili Rosję, obłożyli sankcjami, wyrzucili z międzynarodowych instytucji i systemów finansowych, świata kultury i sportu, a samych Rosjan potraktowali w rasistowski sposób jako podludzi – teraz nagle zabrakło odwagi, żeby powiedzieć głośno: „król jest nagi”, że USA nie są już światowym hegemonem, zaś Izrael jest terrorystycznym państwem, uprawiającym politykę poszerzania swojego terytorium na drodze ludobójstwa dokonywanego systematycznie na Palestyńczykach, a ostatnio również Irańczykach i Libańczykach.

Nikt z polityków kolektywnego Zachodu, doprowadzonego pod patronatem USA do upadku, nie wykorzystał historycznego momentu, aby powiedzieć światu, że Trumpowska groźba unicestwienia Iranu nie jest ekscesem politycznym niezrównoważonego amerykańskiego prezydenta. Jest przejawem zbudowanej pod egidą USA liberalno-transatlantycko cywilizacji w wersji syjonistycznej, odrzucającej istniejący boski porządek świata z jego fundamentem uniwersalnych wartości: prawdy, dobra i piękna. Nikt nie miał odwagi powiedzieć głośno, że ta cywilizacja uniemożliwia pokój nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również na Ukrainie, bo zastąpiła opartą na sprawiedliwości augustiańsko-tomistyczną ideę pokoju koncepcją bezpieczeństwa opartego na sile przemysłu zbrojeniowego i programach neokolonialnego podboju świata.

Honor zachodnich przywódców państw powstałych na gruncie cywilizacji chrześcijańskiej uratowała prezydent Włoch Giorgia Meloni, która wzięła w obronę papieża krytykowanego z furią przez D. Trumpa i jego otoczenie. W sytuacji, gdy nawet Hitler i Musolini oficjalnie nie napadali na Piusa XII – którego nieoficjalnie zmuszali do przejścia na ich stronę, a Niemcy opracowali nawet plan jego porwania, gdyż niestrudzenie nawoływał do pokoju  – milczenie reszty przywódców jest wymowne. Atak Trumpa na Leona XIV można porównać jedynie z postawą Józefa Stalina, który  na konferencji w Poczdamie w 1945 r. na informację Winstona Churchila, że papieżowi nie podoba się oddanie Europy Wschodniej komunistom – odpowiedział pytaniem: a ile dywizji ma papież?

Przytłaczająca większość globalnego establishmentu politycznego nie ma odwagi nawet tylko upomnieć upadłego hegemona. W ich świadomości istnieje bowiem nadal jego fałszywy mit – zniewalający, obezwładniający, domagający się solidnej analizy na gruncie antropologii politycznej, która w Polsce – w przeciwieństwie np. do Rosji – niestety, nie istnieje. Polscy trumpiści z prezydentem Nawrockim na czele nagle nabrali wody w usta i udają, ze nic nie wiedzą o antypapieskiej i zarazem antykatolickiej propagandzie ich idola i mentora politycznego w jednej osobie. Oni bowiem także przyjęli za swoje „wartości polityczne” amerykańskiego prezydenta.

Posthegemoniczna amoralność 

W ramach nadal żywego mitu hegemona dokonuje się wciąż na nowo normalizacja wojennych działań USA,  strategii ultimatów, sankcji, porywania prezydentów suwerennych państw, przejmowania kontroli nad ich zasobami, planowania kolejnych imperialnych agresji etc. – prezentowanych przez prezydenta D. Trumpa. Również w ramach tego fałszywego mitu dokonuje się normalizacja ludobójczej polityki Tel Awiwu oraz budowa Wielkiego Izraela – od Nilu po Eufrat. Teraz, gdy już wiemy, że fiaskiem zakończył się podjęty dzięki Pakistanowi dialog między USA i Iranem w celu zakończenia tej bezrozumnej i niczym nie usprawiedliwionej kolejnej wojny prewencyjnej na Bliskim Wschodzie – znowu znaleźliśmy się pod presją jej  eskalacji i perspektywy kolejnych gróźb unicestwienia ludzkości.

Czy wobec dramatycznego biegu wydarzeń bliskowschodnich istnieje szansa na jego odwrócenie? Słyszane głosy politycznie poprawnej krytyki nie oznaczają bowiem podjęcia przez jej autorów próby obrony świata przed amerykańsko-izraelskimi zagrożeniem. Przykładem mogą tu być delikatne upomnienia agresorów ze strony prezydenta Francji  Macrona, premiera Wielkiej Brytanii Starmera czy kanclerza Niemiec Merza. Niepoprawna politycznie, a więc odrzucająca „wartości” agresorów była natomiast wypowiedź  Khawaja Asifa,  ministra obrony Pakistanu, który zdecydowanie potępił syjonistyczną politykę  Izraela i Ameryki. Na platformie X napisał: „Izrael jest złem i przekleństwem dla ludzkości, podczas gdy w Islamabadzie trwają rozmowy pokojowe, w Libanie dochodzi do ludobójstwa”. Nie chcąc szkodzić perspektywie dalszych rozmów pokojowych, pakistański minister usunął swój antysyjonistyczny wpis z platformy. Nie usunął natomiast z historycznego zapisu, bo swojego stanowiska wobec Izraela nie zmienił na jotę. Z ostrą krytyką amerykańsko-izraelskiej wojny prewencyjnej oraz potępieniem izraelskiego ludobójstwa wystąpił premier Hiszpanii Pedro Sanchez, zakazując jednocześnie tranzytu materiałów obronnych dla izraelskiej armii przez hiszpańskie porty i przestrzeń powietrzną. Wszystkie te próby powstrzymania zagrożenia amerykańsko-izraelskiego są zbyt słabe, aby mogły być skuteczne. Reszta globalnego establishmentu politycznego biernie kibicuje trwającemu zderzeniu cywilizacji, które zapowiadał – w innej wersji – kilkadziesiąt lat temu Samuel Huntington   Kibicuje zderzeniu cywilizacji wojny z cywilizacją pokoju.

Milczenie większości elit politycznych i opiniotwórczych jest niepokojące. Elity te nie będą bronić wartości uniwersalnych – ponadczasowych, ponadopolitycznych, zakorzenionych w sferze metafizycznej – bo zastąpili je amerykańsko-izraelskimi, z którymi nie będą walczyć. Co więcej, bronić będą tych nowych w zachodniej cywilizacji „wartości”, stawiając je ponad uniwersalnymi, jakimi są chrześcijańskie wartości moralne. Nie oponują również przeciwko temu, co za „wartościowe” uznaje amerykański prezydent dokonujący samoubóstwienia, czego wyrazem było jego kuriozalne oświadczenie, iż o tym. co jest dobre a co złe, decyduje on sam.

Polska kłótnia marszałka Włodzimierza Czarzastego z ambasadorem USA Tomem Rose’m o prezydenta Trumpa nie ma charakteru aksjologicznego, nie jest kłótnią o cywilizację pokoju, choć takie może sprawiać wrażenie. Jej manipulacyjny charakter został ujawniony poprzez jednakową reakcję obu adwersarzy na wystąpienie Konrada Berkowicza w sejmie, gdzie porównał on dokonywane przez Izrael ludobójstwo ze zbrodniami przeciwko ludzkości, popełnionymi przez III Rzeszę. Jednocześnie pokazał izraelską flagę ze swastyką, czym wywołał furię wściekłości zarówno marszałka polskiego sejmu, jak i trumpowkiego ambasadora w Polsce. Obaj zgodnie potępili  polskiego posła, zaś marszałek Czarzasty, domagając się surowej kary dla niego za  pokazanie zabronionej w Polsce swastyki, skutecznie odwrócił uwagę tchórzliwego zgromadzenia poselskiego od meritum zajścia: izraelskiego ludobójstwa.

W post-hegemonicznej amoralności nie ma miejsca dla Boga i boskości, sacrum i profanum. Świadectwem tego jest bluźniercza grafika z Trumpem jako Chrystusem uzdrawiającym chorego, żołnierzami Pentagonu jako aniołami. Z polityków zareagował Krzysztof Bosak, nazywając grafikę bluźnierstwem. Odezwali się w tym samym duchu – o dziwo – Sławomir Cenckiewicz i Roman Giertych. A gdzie są głosy tych pisowskich polityków, którzy dzięki katolickiemu elektoratowi doszli do władzy? Gdzie oburzenie katolickich hierarchów i katolickich  mediów?

Bezdroża chrześcijańskiego syjonizmu

Na bezpardonowy atak amerykańskiego prezydenta Leon XIV odpowiedział spokojem i ewangeliczną stanowczością głoszenia prawdy. Na zarzut Trumpa, że krytyka jego polityki jest niedopuszczalna, a następca Chrystusa jako głowa Kościoła  Katolickiego jest „słaby” dlatego „powinien wziąć się w garść” – Leon XIV odpowiedział, że „misją Kościoła jest wzywanie do pokoju i pojednania” a on sam „nie boi się administracji Trumpa”. Pokazał też, że dla niego ważniejsza od debaty z amerykańskim przywódcą jest pielgrzymka, jaką podjął do ubogich, toczonych konfliktami wewnętrznymi krajów Afryki. Jedzie jako posłaniec pokoju i pojednania, będących symbolem chrześcijańskiej cywilizacji, przeciwko której stanęły USA i Izrael. Papieska krytyka bliskowschodniej polityki USA, a w jej ramach amerykańsko-izraelskiej  wojny z Iranem jest jednocześnie krytyką chrześcijańskiego syjonizmu, który stał się oficjalną ideologią tej wojny.

Jaskrawym przykładem z ostatnich dni antychrześcijańskiej polityki tych agresorów było ostrzelanie w pierwszy dzień po Wielkanocy przez izraelskie wojska konwoju papieskiego, jadącego z pomocą humanitarną do Libanu. Mimo, iż w jednym z pojazdów znajdował się nuncjusz apostolski, abp Paolo Borgia, konwój musiał zawrócić i pomoc do eksterminowanych Libańczyków nie dotarła. Podejście do niewinnych cywilnych ofiar tej wojny stanowi fundamentalną różnicę między chrześcijańską cywilizacją pokoju a zbudowaną na ideologii chrześcijańskiego syjonizmu cywilizacją prewencyjnej wojny.

Tę różnicę podkreślił dobitnie  przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych, arcybiskup Paul S. Coakley, który w swoim oświadczeniu ubolewa z powodu ataku Trumpa na Ojca Świętego i podkreśla, że:  „Papież Leon nie jest jego rywalem; papież nie jest też politykiem. Jest Namiestnikiem Chrystusa, który przemawia w imię prawdy Ewangelii i w trosce o dusze”. Tak więc w sytuacji, gdy protestanccy i zielonoświątkowscy syjoniści amerykańscy błogosławią Trumpa na wojnę u boku Izraela z Iranem, katoliccy duchowni błogosławią papieża na jego misję pokojową. Także przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Tadeusz Wojda, podziękował papieżowi Leonowi XIV za „odważne słowa i wierność misji Kościoła”, zapewniając jednocześnie, że Kościół w Polsce „ pozostaje w jedności z papieżem i modli się o pokój”.

Na szczęście jest to stanowisko odmienne od tego, jakie zajęli polscy biskupi w niesławnym heretyckim liście do wiernych z 22 marca b. r., w którym uznali naród żydowski za ofiarę antysemityzmu, zrodzonego z „deficytu miłości” chrześcijan do Żydów od początków istnienia chrześcijaństwa. Wezwali zarazem Polaków nie tylko do kajania się za ten grzech i pójścia do synagogi, ale również do przezwyciężenia tego fatalnego „deficytu” w momencie, gdy Izrael za zgodą jego żydowskiego społeczeństwa dokonuje ludobójstwa i uniemożliwia zapanowanie pokoju w newralgicznym punkcie świata, jakim stał się ostatnio Bliski Wschód. Ten dokument ma znaczenie nie tylko religijne;  jest także świadectwem tego, na jakie manowce moralne może zaprowadzić chrześcijański syjonizm w wersji katolickiej w Polsce.

Prof. Anna Raźny

«Arcybiskupka» w Watykanie

«Arcybiskupka» w Watykanie

27 aprile 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/arcybiskupka-w-watykanie

Aldo Maria Valli – watykanista

Dziś, Leon XIV przyjął w Pałacu Apostolskim – przybywającą do Watykanu z oficjalną wizytą – panią Sarah Mullally, byłą pielęgniarkę, a obecnie «arcybiskupkę» Canterbury. Tytułowana „Jej Ekscelencją”, kobieta stojąca na czele sekty anglikańskiej (bo taką faktycznie jest) pojawiła się w stroju liturgicznym i modliła się wraz z papieżem w Kaplicy Urbana VIII.

Wcześniej, kobieta, o której mowa – znana ze swojego proaborcyjnego stanowiskazaprezentowała się w Grotach Watykańskich, gdzie modliła się przy grobie Piotra i gdzie – w towarzystwie prałata kurii rzymskiej – udzieliła „błogosławieństwa”.

==================================================

Jesteśmy przekonani, że tysiące angielskich męczenników, którzy w latach 1535–1681 woleli śmierć od wyrzeczenia się Kościoła Rzymskiego, przewracają się teraz w grobach, podobnie jak sam święty Piotr.

A także jak papież Leon XII, który w liście „Apostolicae curae” z roku 1896 ogłosił nieważność anglikańskich święceń kapłańskich.

Patrząc na papieża o imieniu Leon, który przyjmuje panią Mullally z wszelkimi honorami i modli się razem z nią o pokój i „wspólne dobro” , można by się z tego wszystkiego pośmiać, gdyby nie było to powodem do płaczu.

Przyznaję, że w tym momencie mam ochotę powiedzieć, iż dzisiaj, pani Mullally modliła się nie razem z papieżem, ale z panem Prevostem.

Tekst przemówienia pana Prevosta z okazji wizyty pani Mullally w Watykanie: vatican.va/content/leo-xiv/en/speeches/arcivescovo-canterbury

INFO: aldomariavalli.it/quellarcivescova-in-vaticano/ https://www.vaticannews.va/it/papa/news/2026-04/leone-xiv-arcivescovo-canterbury-udienza-sarah-mullally

==============================

Viki: Sarah Mullally – żona, matka dwojga dzieci, była pielęgniarką

Tajemnica państwowa: Czy energię elektryczną przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Wartość ponad 130 milionów..

Grzegorz Płaczek @placzekgrzegorz

Polska w latach 2023–2025 przekazała Ukrainie, w trybie dostaw awaryjnych, 268 611 MWh energii elektrycznej. Wolumeny przekazanej energii wynosiły kolejno: 2023 r. – 23 950 MWh 2024 r. – 190 930 MWh 2025 r. – 53 731 MWh. Łącznie daje to energię o szacunkowej wartości rzędu 120–135 mln zł po cenach hurtowych.

I teraz zasadnicze pytania: Czy tę energię przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Czy rozliczano ją po stawkach niższych niż rynkowe? Czy polski podatnik dopłacał do tych dostaw? Na jakich dokładnie warunkach przekazywano Ukrainie energię elektryczną?

Nikt nic nie wie.

Dlatego 19 lutego 2026 r., w trybie interwencji poselskiej, zwróciłem się do Ministerstwa Aktywów Państwowych o ustalenie faktów, zasad rozliczeń i konkretnych kwot. 3 marca 2026 r. MAP przekazało moje zapytanie do Ministra Energii, Pana Miłosza Motyki. Ostatecznie, po 9 tygodniach oczekiwania, otrzymałem odpowiedź [sygn. BM-WPR.0510.101.2026.KK], że wysokość kosztów dostaw awaryjnych energii elektrycznej dla Ukrainy stanowi… tajemnicę.

To jest absurd! Mówimy o setkach tysięcy MWh energii o wartości ponad 120 mln zł! Obywatele mają prawo wiedzieć, czy Polska sprzedawała tę energię po cenach rynkowych, czy przekazywała ją bezpłatnie, oraz czy do tych dostaw dopłacali polscy podatnicy! Polska to nie prywatny folwark rządzących!

Zdjęcie

15,3 tys. wyświetleń

Z Muzeum Auschwitz zniknęły tablice upamiętniające AK, harcerzy i Świętą Edytę Stein.

Z Muzeum Auschwitz zniknęła

tablica upamiętniająca Polaków.

„Eliminacja pamięci”

27.04.2026 tysol/z-muzeum-auschwitz-zniknela-tablica-upamietniajaca-polakow-eliminacja-pamieci

Niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau
Źródło: Pixabay | Autor: waldomiguez | Licencja: Pixabay | Auschwitz-Birkenau

Jak poinformował na Facebooku Paweł Usiądek (Konfederacja), z Muzeum Auschwitz, dawnego niemieckiego obozu koncentracyjnego zniknęła tablica upamiętniająca Polaków i… Świętą Edytę Stein. .

—————————————————–

„Eliminacja pamięci”

Z bloku 15 w Auschwitz zniknęły tablice AK i harcerzy. Inne upamiętnienia zostały. W trakcie prac remontowych bloku 15 w Muzeum Auschwitz zdemontowano dwie tablice: Upamiętnienie bohaterów Armii Krajowej z wielkim znakiem Polski Walczącej oraz tablicę poświęconą polskim harcerzom zamordowanym w obozie. Tablice ufundowali byli więźniowie – ludzie, którzy przeżyli obóz i własnymi pieniędzmi zadbali o pamięć po swoich towarzyszach. W odsłonięciu tablicy AK brała udział Zofia Pilecka-Obtułowicz, córka rotmistrza Witolda Pileckiego. Tablica powstała 22 kwietnia 1995 roku. Prace remontowe się zakończyły. Tablice nie wróciły.

Paweł Usiądek zacytował rzecznika muzeum, który wyjaśnił: umieszczanie tablic na ścianach poobozowych budynków „ingeruje w historyczną substancję”.

Iran spowodował poważniejsze szkody w amerykańskich bazach wojskowych, niż publicznie wiadomo

Iran spowodował poważniejsze szkody w amerykańskich bazach wojskowych, niż publicznie wiadomo. Pentagon nie ujawnił pełnej skali zniszczeń.

Przez: Express Global 26 kwietnia 2026, indianexpress/us-news/iran-missile-strikes-us-military-bases-damage

  • Fadi Al Zein (po lewej), który stracił oba domy w izraelskich atakach w swojej wiosce Khiam i Dahiyeh, przeszukuje gruzy swojego mocno zniszczonego domu, podczas gdy w pobliżu stoi dziecko, na południowych przedmieściach Bejrutu w Libanie. (Zdjęcie: AP)

——————————

Jak podaje NBC News, powołując się na źródła zaznajomione z tą oceną, Iran wyrządził amerykańskim bazom wojskowym i sprzętowi na Bliskim Wschodzie poważniejsze szkody, niż publicznie przyznano.

W raporcie stwierdzono, że irańskie ataki, które rozpoczęły się 28 lutego od rozpoczęcia operacji USA i Izraela, dotknęły wiele obiektów w co najmniej siedmiu krajach. Wśród celów znalazły się magazyny, centra dowodzenia, hangary lotnicze, systemy łączności satelitarnej, pasy startowe, instalacje radarowe i samoloty.

W raporcie zauważono, że pomimo obecności amerykańskich systemów obrony powietrznej nawet irański samolot F-5 był w stanie przeprowadzić atak, co uwypukla luki w systemie ochrony.

Teheran 1600
Budynek mieszkalny uszkodzony w wyniku niedawnych ataków amerykańsko-izraelskich, na ścianie którego widnieje napis w języku perskim: „Jesteśmy gotowi do końca” w Fardis, na zachód od Teheranu w Iranie. (AP Photo/Vahid Salemi)

Pentagon nie ujawnił w pełni skali zniszczeń. Dowództwo Centralne USA odmówiło komentarza w sprawie oceny strat bojowych, podano w raporcie.

Niektórzy republikańscy ustawodawcy prywatnie wyrażali frustrację z powodu braku informacji. „Nikt nic nie wie. I nie wynika to z braku pytań” – powiedział asystent kongresmena. „Pytamy od tygodni i nie otrzymujemy konkretów, mimo że Pentagon domaga się rekordowo wysokiego budżetu ”.

W raporcie dodano, że koszty naprawy mogą wynieść miliardy dolarów i że może to doprowadzić do wznowienia debaty w Waszyngtonie na temat zagrożeń, jakie niesie ze sobą utrzymywanie amerykańskich baz w pobliżu Iranu.

Według raportu Pentagon nie ujawnił publicznie rozmiaru zniszczeń w amerykańskich bazach wojskowych, a Centralne Dowództwo USA odmówiło komentarza w sprawie oceny zniszczeń wojennych.

Iran
Kobieta przechodzi obok plakatu zmarłego Najwyższego Przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego przed zniszczonym budynkiem, po zawieszeniu broni między Hezbollahem a Izraelem, w Dahiyeh, na południowych przedmieściach Bejrutu w Libanie. (AP)

„Nikt nic nie wie. I nie chodzi o brak pytań” – powiedział NBC News jeden z asystentów kongresmena. „Pytamy od tygodni i nie otrzymujemy konkretów, mimo że Pentagon domaga się rekordowo wysokiego budżetu”.

W raporcie wspomniano, że zniszczenia baz i koszty ich naprawy mogą na nowo rozpalić debatę na temat zasadności utrzymywania baz amerykańskich w tak bliskiej odległości od przeciwnika, jakim jest Iran.

===========================================

Express Global Desk Dział „Express Global Desk” w „The Indian Express” dostarcza wiarygodne, zweryfikowane i oparte na kontekście relacje z kluczowych wydarzeń…

Kolacja, strzelec, notatka – upozorowana próba zamachu?

Larry Johnson w wywiadzie: Kolacja, strzelec, notatka – ekskluzywny raport o nieudanej próbie zamachu?

„Cześć i witamy ponownie. Jesteśmy Sans Chris. Dziś jest ze mną Larry Johnson, człowiek, którego nie trzeba przedstawiać – były analityk CIA i oficer Departamentu Stanu ds. kontrterrorystycznych. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego gościa do omówienia tego, co wydarzyło się wczoraj wieczorem”. Tymi słowami Sarah wita swojego gościa, a następnie następuje prawie godzinny zapis rozmowy pełen nieścisłości, poważnych oskarżeń i szokującej tezy: Niedawna „strzelanina” w bliskim otoczeniu Donalda Trumpa nie była wypadkiem, lecz zaaranżowanym wydarzeniem – takim, które obnaża głębokie pęknięcia w fundamentach amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa.

————————————————————————————————

Wieczór absurdów

Miało to być wielkie wydarzenie. W środku politycznej jesieni, gdy nad Bliskim Wschodem wisiał cień potencjalnej wojny z Iranem, elity polityczne zebrały się w prestiżowym hotelu w Waszyngtonie – Hiltonie przy Connecticut Avenue, który zyskał rozgłos, gdy zamachowiec postrzelił tam Ronalda Reagana w 1981 roku.

Jednak to, co wydarzyło się tego wieczoru, jak twierdzi były analityk CIA Larry Johnson w wywiadzie dla „Sans Chris”, przerosło nawet najśmielsze intrygi thrillera spiskowego.

Zamiast jasnego protokołu bezpieczeństwa, obecni stanęli w obliczu scenariusza pełnego złowrogich szczegółów: samozwańczy „mentalista” na scenie zgadywał imię nienarodzonego dziecka rzeczniczki prasowej Karoline Leavitt – dokładnie w tym samym momencie, gdy na zewnątrz rozległy się strzały. Pierwsza Dama wyglądała na przerażoną, podczas gdy jej mąż, Donald Trump, pozostał nieruchomy i niemal świadomie siedział na swoim miejscu. I kandydat na wiceprezydenta, J.D. Vance, jako pierwszy został zniesiony ze sceny – podczas gdy główna osoba, którą chroniono, podążyła za nim dwadzieścia sekund później.

„To narusza wszelkie możliwe protokoły Secret Service” – mówi Johnson, który opiera swoją analizę nie tylko na wieloletnim doświadczeniu w służbach wywiadowczych, ale także na opiniach dwóch wpływowych ekspertów: byłego szefa ochrony Ronalda Reagana i byłego członka zespołu FBI do spraw ratowania zakładników. „Pierwszą osobą, która zniknęła z podium, był J.D. Vance. Nie Trump. To niewybaczalne. Albo Vance jest teraz urzędującym prezydentem, albo coś poszło tu strasznie nie tak”.

Dziwna luka w zabezpieczeniach

Jak uzbrojony mężczyzna ze strzelbą mógł bez przeszkód opuścić windę w hotelowym lobby, przejść obok kilku punktów kontroli bezpieczeństwa i zostać zatrzymany dopiero po oddaniu strzału? Dla Johnsona odpowiedź jest prosta: architektura bezpieczeństwa nie była po prostu wadliwa – została celowo pozostawiona otwarta.

Według byłego analityka, zazwyczaj wokół takiego wydarzenia tworzy się wielowarstwowy obwód bezpieczeństwa. Zewnętrzny pierścień kontroluje dostęp do samego hotelu. Wewnętrzny pierścień zabezpiecza lobby. Bezpośrednio przed salą balową stacjonowało co najmniej dwóch uzbrojonych agentów Secret Service, gotowych natychmiast zastrzelić każdego, kto sięgnie po broń.

„Nic takiego tam nie było” – stwierdza Johnson. „Żadnych wykrywaczy metalu, strażników, ani strzałów – pomimo twierdzeń, że padły strzały. Mamy zdjęcie sprawcy na ziemi. Nic mu się nie stało. Żadnych śladów po kulach. Jak go zatrzymali? Rzucając się na niego? Nie rzuca się na człowieka z załadowaną strzelbą – strzela się do niego, aż przestanie się ruszać”.

—————————————-

Teoria Patsy’ego: narzędzie narracji

Johnson bez wahania mówi to, co wielu w mediach społecznościowych jedynie szepcze: „Osobiście uważam, że to było ustawione”. Starannie rozróżnia między tym, w co wierzył sam strzelec, a tym, co go do tego skłoniło. 31-letni student – ​​inteligentny, ale nie ekspert od broni palnej – kupił broń legalnie w Kalifornii. Jednak zamiast lecieć samolotem, żeby szybciej tam dotrzeć, spędził dwa dni w pociągu.

„Już samo to mówi mi, że ktoś mu pomógł” – powiedział Johnson. „To nie był samotny wilk. Fakt, że miał przy sobie pistolet kalibru .380 – kaliber często używany przez kobiety lub osoby o słabym chwycie ze względu na niski odrzut – nie sugeruje, że był to zawodowy płatny zabójca. Został zrobiony na kozła ofiarnego, narzędzie do sfinansowania większej historii”.

Narracja, która idealnie wpisuje się w poprzednie przypadki: rzekomy spisek mający na celu porwanie gubernator Gretchen Whitmer w 2020 roku, w którym samo FBI działało jako agitator. „Tam również ludzie byli najpierw nakłaniani przez władze do popełnienia czynu, aby następnie przedstawić ich jako przestępców” – wspomina Johnson. Prawdziwy cel: wzbudzenie współczucia. Trump, który traci poparcie w sondażach, może teraz prezentować się jako wybraniec Boga – jako ktoś, kto jest bez zarzutu.

Manifest – selfie dezorientacji

„Manifest” sprawcy, opublikowany następnego dnia i zaczynający się od niemal absurdalnie niewinnego wersu „Witajcie wszyscy”, brzmi, zdaniem Johnsona, jak kolejny dowód na poparcie jego teorii. Dziwny jest nie tylko ton, ale i treść: autor przeprasza współpasażerów i bagażowych – a nie potencjalne ofiary. Mówi o „oczekiwanych zasadach postępowania” i wspomina konkretnie o kontrowersyjnym dyrektorze FBI, Kash Patelu, którego nazywa „panem Patelem” i zwalnia z krytyki.

„Dlaczego zabójca miałby wprost powiedzieć, że nie chce uderzyć konkretnej osoby?” – pyta retorycznie Johnson. „Być może dlatego, że to ludzie pana Patela naprowadzili go na tę drogę”. Następnie następuje absurdalny opis jego własnej próby zamachu: Sprawca ma nadzieję, że jego ofiary noszą kamizelki kuloodporne, ponieważ strzelba byłaby zbyt śmiercionośna – tylko po to, by później, w tym samym liście, wyraźnie oznajmić, że użyje śrutu zamiast pocisku, „aby zminimalizować liczbę ofiar”. Johnson kręci głową: „Ten tekst nie został napisany przez zdeterminowanego zabójcę. To zagubiony, zdalnie sterowany młody człowiek, który robi to, co uważa za słuszne – podczas gdy inni pociągają za sznurki”.

Cash Patel i bałagan kadrowy

Kolejną postacią, która wzbudziła tego wieczoru zdziwienie, był nie kto inny, jak szef FBI: Kash Patel. Podczas gdy w środku wciąż trwały prace porządkowe, nagranie pokazywało dyrektora FBI błąkającego się po hotelu, pozornie zdezorientowanego – i, jak plotkowano, zamawiającego Ubera. Johnson, powołując się na informacje z pierwszej ręki z Biura, wydał druzgocący werdykt: „Patel jest niekompetentny. Ma problem z alkoholem, zasypia na spotkaniach – to katastrofa. To, że ten sam człowiek jest teraz częściowo odpowiedzialny za bezpieczeństwo byłego prezydenta, to tragedia”. Johnson dodał, że sam wcześniej przekazał informacje o domniemanej brytyjskiej działalności szpiegowskiej przeciwko Trumpowi ówczesnemu przewodniczącemu Komisji ds. Wywiadu, Devinowi Nunesowi – informacje, które Patel wykorzystał w swoim wstępnym śledztwie. Dziś jednak Patel jest obciążeniem.

Scena globalna: wojna z Iranem i kwestia Falklandów

Jednak choć kamery skupiają się na dramatycznej kolacji, to, według Johnsona, pomijają znacznie większe niebezpieczeństwo czające się na horyzoncie. Podczas gdy były analityk określa wydarzenia w Waszyngtonie jako „taktykę dywersyjną”, w Zatoce Perskiej, zgodnie z własną logiką, zbliża się eskalacja działań wojennych. Chociaż rozmieszczono lotniskowce i niszczyciele rakietowe, wojsko buntuje się. „Dowódcy sił powietrznych i morskich w CENTCOM powiedzieli Przewodniczącemu Kolegium Połączonych Szefów Sztabów: Nie powinniśmy tego robić. Jeśli zaatakujemy, będzie to prawdziwa katastrofa dla nas i Izraela”.

Powód: Wojska amerykańskie w państwach Zatoki Perskiej byłyby bezbronne wobec irańskich pocisków krótkiego i średniego zasięgu oraz nawałnicy dronów. Systemy obrony przeciwrakietowej Patriot i THAAD, jak twierdzi Johnson, są praktycznie puste – produkcja nie nadąża za konsumpcją, a Chiny blokują również dostawy pierwiastków ziem rzadkich potrzebnych do produkcji pocisków przechwytujących. „Nie mamy już dobrej opcji militarnej. Już nie. To nowa rzeczywistość ostatnich 23 lat”.

Tymczasem, według Johnsona, napięcia narastają na drugim, niemal zapomnianym froncie: Falklandach. Prezydent Argentyny Javier Milei, borykający się z poważnymi problemami politycznymi w kraju, po raz kolejny grozi odbiciem „Malwin”. „To ta sama taktyka, co za czasów junty wojskowej w 1982 roku: odwracanie uwagi od problemów wewnętrznych. Tylko tym razem, jak sądzę, Argentyna odniesie sukces. Wielka Brytania nie może już wysłać floty – a Trump nie pomógłby Starmerowi, nawet gdyby był w opałach”. Szczególnie drażliwy jest fakt, że pod wyspami znajduje się izraelskie pole naftowe „Lew Morski”. To, że Milei krótko wcześniej podpisał w Jerozolimie „Porozumienia z Izaaka” może być zbiegiem okoliczności – lub kolejnym dowodem na powiązanie interesów w tym nowym porządku świata.

Nie do utrzymania sytuacja

Pozostał gorzki posmak systemu, który według Johnsona grozi załamaniem pod wpływem własnej bezwładności i korupcji. Trzy próby zamachu na Trumpa – i za każdym razem ta sama agencja wywiadowcza ponosi porażkę. „Secret Service nie tylko jest zepsuta, ale i źle zarządzana. Pytanie brzmi: dlaczego?” – pyta Johnson.

Nie udziela bezpośredniej odpowiedzi, ale pozwala jej wybrzmieć między wierszami rozmowy. Być może dlatego, że niektórzy zawiedli swojego prawdziwego opiekuna – być może dlatego, że realizowali inny cel. Czy to ratowanie tonącej kampanii, wspieranie bosko wybranego przywódcy, czy odwracanie uwagi od bezsensownej wojny: za sznurki wszystkich tych wydarzeń zdaje się pociągać ta sama marionetka.

„Zobaczymy, jak się sprawy potoczą” – podsumowuje Johnson. „Jedno jest pewne: jak dotąd ani przez chwilę nie wierzę w oficjalną wersję wydarzeń”. A biorąc pod uwagę strzelca bez kul, prezydenta, który nie ucieka, i agencję wywiadowczą, która zapomina odpowiedzieć ogniem, uważny obserwator nie ma innego wyboru, jak tylko myśleć inaczej.

NIEWYJAŚNIONE I KONTROWERSYJNE ZGONY OSÓB PUBLICZNYCH

[To działalność amatorska, ale jak widać, przy braku Służby Sprawiedliwości, konieczna. MD]. …znalazłam na blogu Lechickie Odrodzenie i wklejam treść, bo nie mam facebooka, ale na początku jest link

=======

Poniżej praca Tomasza Kosińskiego (https://www.facebook.com/kosinski.t ):

    Litewka nie jest jedynym męczennikiem sprawy.


    Tu szybki raport opracowany wspólnie przeze mnie i 3 czatboty: GPT, Gemini i Claude. Tym zajmował się m.in. śp. Bogdan Bielawski, który dążył do stworzenia systemu obrony ludzi z wykorzystaniem AI i w oparciu o prawo naturalne. Wypadł z okna na 3. piętrze na początku listopada 2025 roku.


    NIEWYJAŚNIONE I KONTROWERSYJNE ZGONY FIGUR PUBLICZNYCH


​Raport analityczny — stan: 26.04.2026
​    ROZDZIAŁ I — KRONIKARZE UKŁADU
​    Reporterzy i dokumentaliści operujący na stykach biznesu, polityki i struktur siłowych.
    ​ZIĘTARA Jarosław (1968–1992). Ten dziennikarz śledczy „Gazety Poznańskiej” przeniknął do struktur holdingu Elektromis, badając jego powiązania z dawnymi oficerami SB i WSI. Zniknął bez śladu 1 września 1992 r., stając się pierwszą ofiarą morderstwa dziennikarskiego w nowej Polsce. Cieniem na sprawie kładzie się brak odnalezienia zwłok oraz wieloletni mur milczenia świadków, którzy masowo wycofywali zeznania po naciskach ze strony wpływowych biznesmenów.
Źródła: iPSB; Fundacja Jarekzietara.pl; Wyrok SO Poznań (Aleksander G.).
​ŻARSKA Ewa (~1974–2020). Reporterka Polsat News, która zdiagnozowała systemową bezradność organów ścigania wobec pedofila Krzysztofa P. „Piotrusia”. Znaleziona martwa w mieszkaniu w kwietniu 2020 r., tuż przed domknięciem kolejnego śledztwa. Niepokój budzi informacja o zniknięciu z jej domu archiwów cyfrowych oraz fakt, że sekcja zwłok odbyła się z dużym opóźnieniem pod pretekstem procedur pandemicznych.
    Źródła: Polsat News, 17.04.2020; Wprost, 23.04.2021; Rzeczpospolita, 17.04.2020.
​CHEŁSTOWSKI Adam (1976–2026). Fotoreporter agencji Forum, który przez ćwierć wieku rejestrował nieoficjalne kulisy polskiej polityki. Zmarł nagle 2 marca 2026 r. podczas spotkania ZPAF w Warszawie. Choć przyczyną było nagłe zatrzymanie akcji serca, środowisko wskazało na tragiczny brak dostępu do ratunkowych urządzeń AED w centrum stolicy oraz niewyjaśniony dotąd los jego prywatnego archiwum zdjęć, mogącego dokumentować zakulisowe układy decydentów.
    Źródła: Forum Polska Agencja Fotografów, 02.03.2026; TVN24, 03.03.2026;     Fotopolis.pl, 03.03.2026.
​    BATER Wiktor (1966–2020). Korespondent, który jako pierwszy przekazał światu informację o tragedii smoleńskiej. Znaleziony martwy w mieszkaniu 7 kwietnia 2020 r. Niewyjaśnionym aspektem pozostaje zakres wiedzy, jaką posiadał od swoich rosyjskich informatorów, oraz nagłość zgonu osoby aktywnej zawodowo do ostatnich dni.
    Źródła: Wirtualne Media, 08.04.2020; Halo.Radio — komunikat, 07.04.2020.
​    ROZDZIAŁ II — STRAŻNICY TAJEMNICY
​Oficerowie i urzędnicy z dostępem do certyfikowanych informacji niejawnych.
​    PETELICKI Sławomir (1946–2012). Generał brygady i twórca GROM, który w ostatnich miesiącach życia ostro punktował błędy rządu Donalda Tuska w sferze lotnictwa wojskowego. Znaleziony z raną postrzałową głowy 16 czerwca 2012 r. w garażu. Analizy środowisk niezależnych wskazują na brak listu pożegnalnego oraz niespójność profilu psychologicznego sprawnego dowódcy z wersją o samobójstwie.
Źródła: Polsat News, 16.06.2012; TVN24, 16.06.2012; Rzeczpospolita, 17.06.2012.
​    MICHNIEWICZ Grzegorz (1961–2009). Dyrektor Generalny Kancelarii Premiera, posiadający dostęp do danych ściśle tajnych. Znaleziony powieszony 23 grudnia 2009 r., dokładnie w dniu powrotu TU-154M z remontu w Rosji. Podejrzenia o eliminację wynikają z faktu, że śledczy zignorowali jego laptop służbowy, a ostatnie wiadomości SMS wskazywały na normalną aktywność zawodową.
Źródła: Rzeczpospolita, 10.12.2010; TVN24, 23.12.2009; Polskie Radio, 04.04.2011.
​    ZIELONKA Stefan (1957–2009). Szyfrant SWW operujący na kodach NATO. Zaginął w kwietniu 2009 r., a jego szczątki wyłowiono z Wisły rok później. Sprawa pozostaje symbolem porażki kontrwywiadu; spekuluje się, że szyfrant mógł zostać wyeliminowany przez obce służby celem zapobieżenia jego przejściu na drugą stronę z pakietem danych strategicznych.
Źródła: TVN24, materiały 2010; Rzeczpospolita, 2010.
    ​MUŚ Remigiusz (~1970–2012). Technik pokładowy Jaka-40, kluczowy świadek smoleński, który zeznał, że słyszał komendę rosyjskiej wieży o zejściu do 50 metrów. Znaleziony powieszony w piwnicy własnego domu w październiku 2012 r. Zbieżność jego zeznań z podważeniem oficjalnych stenogramów czyni tę śmierć jednym z najbardziej mrocznych wątków śledztwa smoleńskiego.
Źródła: Rzeczpospolita, 28.10.2012; Nasz Dziennik, 29.10.2012; WP, 28.10.2012.
​    ROZDZIAŁ III — TROPICIELE UKŁADU
​    Rewidenci, ekonomisici i radni uderzający w fundamenty finansowe korupcji.
    ​FALZMANN Michał (~1953–1991). Inspektor NIK, który wyizolował mechanizm drenażu majątku państwowego w aferze FOZZ. Zmarł na rzekomy zawał serca w lipcu 1991 r., dwa dni po tym, jak odsunięto go od wglądu w dokumenty NBP. Powszechne niedowierzanie w oficjalną przyczynę zgonu zdrowego 37-latka wspiera fakt serii późniejszych, nagłych zgonów innych osób zaangażowanych w ten temat.
Źródła: IPN; Rzeczpospolita, 18.07.2011; Super Express, 2018.
​    PAŃKO Walerian (1941–1991). Prezes NIK, który zginął w wypadku samochodowym na prostej drodze 7 października 1991 r. Śmierć nastąpiła zaledwie dobę przed planowanym wystąpieniem w Sejmie, podczas którego miał ujawnić raport o grabieży miliardów z FOZZ. Relacje o dźwięku eksplozji oraz późniejsza śmierć policjantów pierwszej interwencji nakazują traktować tę sprawę jako egzekucję polityczną.
    Źródła: Dzieje.pl — biogram; Rzeczpospolita, 08.10.1991; ToHistoria.pl.
​    CHRUSZCZ Paweł (1987–2018). Radny Głogowa tropiący korupcję w KGHM i lokalne układy gruntowe. Znaleziony powieszony w maju 2018 r. Rodzina od początku kwestionowała samobójstwo, wskazując na ślady walki i obrażenia wewnętrzne niepasujące do mechanizmu zawiśnięcia.
Źródła: Onet, 31.05.2018; Radio Wrocław, 01.06.2018.
​WÓJCIKOWSKI Rafał (1973–2017). Poseł Kukiz’15 i ekonomista, który zginął w wypadku na S8. Zastrzeżenia budzi wykrycie w jego samochodzie uszkodzonego przewodu hamulcowego, co śledczy zignorowali, mimo że poseł uderzał w interesy potężnych lobby hazardowych i energetycznych.
Źródła: Dziennik Łódzki, 01.03.2018; Rzeczpospolita, 2017.
​    ROZDZIAŁ IV — REPREZENTANCI NARODU
​Politycy i ich powiernicy posiadający wiedzę o nieformalnych strukturach władzy.
​    LITEWKA Łukasz (1989–2026). Poseł Nowej Lewicy i aktywista, potrącony śmiertelnie przez samochód 23 kwietnia 2026 r. Wyeliminowany w momencie, gdy jego śledztwa w sprawie podziemia pedofilskiego i powiązań influencerów z lokalnymi elitami zaczęły nabierać charakteru dowodowego. Pytania o przypadkowość zdarzenia budzi nagłość wypadku na znanej mu trasie rowerowej.
Źródła: Euronews Polska, 23.04.2026; Polsat News, 24.04.2026.
    ​LEPPER Andrzej (1954–2011). Wicepremier i lider Samoobrony, znaleziony powieszony w biurze 5 sierpnia 2011 r. Jego zgon nastąpił krótko po tym, jak zadeklarował posiadanie „haków” na liderów obu głównych partii. Brak listu pożegnalnego u polityka planującego powrót do gry oraz dziwny pośpiech w procedurach sekcyjnych sugerują maskowanie morderstwa.
Źródła: TVN24, 05.08.2011; Rzeczpospolita, 06.08.2011; Gazeta Wyborcza, 06.08.2011.
​    SKRZYPEK Barbara (1959–2025). Wieloletnia dyrektor biura prezydialnego PiS, zmarła 15 marca 2025 r. jako depozytariuszka najgłębszych tajemnic finansowych Nowogrodzkiej. Jej zgon nastąpił w szczycie przesłuchań dotyczących projektu „dwóch wież”, co skutecznie zamknęło prokuraturze drogę do kluczowych zeznań.
Źródła: Gazeta Wyborcza, 15.03.2025; TOK FM, 16.03.2025.
​    ADWENT Filip (1955–2005). Europoseł LPR, zmarł po tragicznym wypadku pod Grójcem, w którym zginęła niemal cała jego rodzina. Jako merytoryczny przeciwnik wykupu polskiej ziemi i integracji unijnej, stał się celem kampanii nienawiści, a okoliczności zderzenia z ciężarówką wywołują podejrzenia o celową prowokację drogową.
    Źródła: Archiwum Rzeczpospolita, 2005; Sejm.gov.pl.
​    ROZDZIAŁ V — SUWERENI I IDEOLODZY
​    Osoby kwestionujące paradygmaty państwowe, system medyczny i bankowy.
​    BIELAWSKI Bogdan (zm. 2025). Menedżer finansowy i propagator AI w służbie prawa naturalnego. Zginął 2 listopada 2025 r. po upadku z okna. Wyizolował systemowe luki w prawie bankowym i stworzył algorytmy do unieważniania długów, co postawiło go w bezpośrednim konflikcie z najpotężniejszymi instytucjami finansowymi w kraju.
    Źródła: Facebook — Archiwum Suwerennych; Monitor Wolności, 03.11.2025.
    ​JAŚKOWSKI Jerzy (1948–2025). Doktor nauk medycznych i chirurg, zmarł 17 stycznia 2025 r. Jego systemowa marginalizacja za głoszenie tez o szkodliwości szczepień i depopulacji uczyniła go ikoną medycyny niezależnej. Zgon w wieku 77 lat nastąpił po okresie intensywnej działalności publicystycznej wymierzonej w koncerny farmaceutyczne.
    Źródła: Tygodnik Bydgoski, styczeń 2025; Wikipedia pl.
​    ŻULIKOWSKI Michał (zm. 2025). Działacz społeczny zamordowany w 2025 r. Zdiagnozował rozległy proceder handlu dziećmi i nadużyć seksualnych w domach dziecka. Jego śmierć zablokowała ujawnienie dowodów obciążających urzędników szczebla centralnego.
    Źródła: Media lokalne; Raport Służb 2025.
    ​ŚLĄZAK Edwin (zm. 2025). Lider patriotycznego środowiska „Pancerni Poznań”, zmarł nagle pod koniec 2025 r. Oficjalne zatrzymanie akcji serca u sprawnego sportowca budzi niedowierzanie w środowisku, zwłaszcza w kontekście trwającej kwerendy operacyjnej wymierzonej w jego struktury.
    Źródła: E-Poznan, 12.2025; Komunikat klubu Pancerni Poznań

Koniec onucowania, czyli dlaczego Putin nie atakuje?

Koniec onucowania, czyli dlaczego Putin nie atakuje?

0

puttttokładka

Napisał Jerzy Karwelis dziennikzarazy/koniec-onucowania-czyli-dlaczego-putin-nie-atakuje

26 kwietnia, wpis nr 1405

Krąży po infosferze wiele ocen dotyczących działań Stanów Zjednoczonych w Zatoce Perskiej. Nie napawają one optymizmem co do naszego najważniejszego sojusznika. Okazuje się, że włożenie wszystkich polskich jaj do amerykańskiego koszyka gwarancji bezpieczeństwa było gorzej niż zbrodnią – było błędem. Nawet już się nie mówi o gnuśności polskiej myśli strategicznej, która ugrzęzła w tym rozleniwiającym stanie. Mówi się już o konkretach, które wynikają z wydarzeń na wojnie USraela w Iranie.

A nie są one dla nas szczególnie korzystne. Nawet nie chodzi tu o konsekwencje gospodarcze, ale właśnie – geopolityczne. Jest to ważny moment już nawet nie w narzekaniu, że trzeba było wcześniej, że jest za późno; chodzi o wyciągnięcie wniosków z tej wojny, by zobaczyć, czy jej przebieg, nie mówiąc już o jej możliwym wyniku, nie pokazuje nam przypadkiem w swych rezultatach kompletnie innej sytuacji, w której przebywamy, innej niż ta, która jest kreowana przez rzeczywistość medialną.

Sojusznik bez strategii

Zajmiemy się tu dwoma tylko aspektami konsekwencji sytuacji w Zatoce, jeśli chodzi o naszą pozycję geopolityczną. Otóż wiele ośrodków polskiej analityki geopolitycznej wskazuje na co najmniej dwa aspekty słabości jaką się wykazał nasz kluczowy (jedyny?) sojusznik. Pierwsza to albo kompletnie mylny plan tej wojny, albo – co gorsza – mamy do czynienia z wersją pójścia na wojnę bez planu, albo i choćby bez planu B, który należałoby rozważyć, gdyby jednak nie zdarzył się zaplanowany cud Trumpa. Cud, który – powtórzmy to – miał polegać na tym, że po serii bombardowań poprzedzonych dekapitacją władz naród irański wyjdzie na ulice i przejmie władzę. A tu Amerykanie, którzy wyzywają ustami swego POTUSA Irańczyków od zwierząt, dali się strategicznie i militarnie ograć, wychodzi, że przez zwierzęta. Nie daje to Waszyngtonowi zbyt wysokiej oceny co do jego zdolności strategicznego planowania.

Możliwa tu jest także wersja taka oto, że strategie były, były plany A, B i C i ile tam jeszcze liter ma nowoczesny alfabet wojny, ale politycy się tego nie posłuchali. To się zdarza, i to zdarza się coraz częściej.

Przypomnę choćby tylko widowiskową, bo publiczną dyskusję Putina z szefem swojego wywiadu tuż przed drugą wojną na Ukrainie. Wywiadowca wskazał, że najechanie Ukrainy nie jest takie proste i nie skończy się – jak w wojnie pierwszej – na zajęciu zaplanowanych terenów praktycznie bez oporu. Obsztorcował wtedy Putin szefa wywiadu publicznie za defetyzm, a swoje decyzje podjął. Kto miał rację – pokazała historia. Nie pierwszy raz racje polityczne, często oparte nie na kalkulacjach celu, a raczej na dopieszczeniu ego przywódcy, przeważają nad racjami logiki wojny. Nie pierwszy raz wojskowi i służby muszą się przekonywać, że trudność ich roboty nie polega wyłącznie na skomplikowaniu materii, ale coraz częściej na tym, że ich – daj Boże – logiczne wnioski i rekomendacje są odrzucane przez wybrańców demosu. Może być i tak w przypadku amerykańskim, na co wskazują rosnące przypadki dymisji i rezygnacji wysokich funkcjonariuszy amerykańskiego ministerstwa – par excellence – wojny.

Czy tak, czy siak – mamy więc do czynienia z zapaścią konsekwentnej strategii u naszego patrona pokoju, co nie napawa optymizmem co do losów Polski. My tu sobie patrzymy na nasz wycinek mapy, ale nasi amerykańscy sojusznicy patrzą się na globus, kręcą nim jak widać bez większego opamiętania, i nasz grajdołek jest dla nich sprawą pomijalną. Należy przypomnieć, że USA opracowały na przełomie tego roku dwa dokumenty dotyczące swej strategii geopolitycznej, nad czym pochylili się ochoczo analitycy wszelkiej maści. Okazało się, że wzięto ten dokument jednak zbyt dosłownie. Kwestia zaangażowania się w rejon Zatoki Perskiej w tym dokumencie praktycznie nie istnieje, sam Bliski Wschód jest w tej strategii dla amerykanów areną mniej niż trzeciorzędną.

A tu okazuje się, że w praktyce wszystko stanęło na głowie – główne teatry tej strategii: chiński, rosyjski i europejski wymykają się kompletnie oddziaływaniu USA, tym bardziej im dłużej Stany zakopują się (i cały świat) w bałaganie strategiczno-militarnym, który same sobie zgotowały. Czyli strategie sobie, zaś działania – sobie. Skąd my to znamy? Stąd, skąd wiemy jak można latami dzielnie walczyć z pokonywaniem trudności, które samemu sobie się tworzy. I ta „tradycja” przeszła z PRL na III RP.

Nie dworuję sobie tutaj z Jankesów, ani myślę. Chodzi tylko o to, że jak mamy takiego partnera, to trudno przewidzieć w jego działaniach cokolwiek, oprócz generowania chaosu niespodzianek. Również w naszej domenie. Szczególnie jeśli chodzi o rozproszenie uwagi USA i Trumpa na wielu chaotycznych kierunkach, z których mogą korzystać (i korzystają) i Chiny, i Rosja – nieoczekiwanie główni beneficjenci wojny w Zatoce. Nasz sojusz militarny w ramach NATO z wyraźnym wycofywaniem się z niego USA jest w opałach, co narusza fundamenty naszego obszaru bezpieczeństwa, od kiedy gwarancje w tej domenie stają się coraz bardziej iluzoryczne. A ma to dla nas ważne konsekwencje, do których zaraz wrócimy.

Sojusznik bez taktyki

Drugi aspekt ujawnionej nad Zatoką słabości Stanów to kwestia czysto militarna. Wojna z Iranem pokazała, że Stany walczą jednak po staremu. Do tej pory USA walczyły głównie w asymetrii, atakując przeciwnika słabszego technologicznie i militarnie. W starym typie wojny gwarantowało im to zwycięstwo, bardziej militarne niż polityczne, i to zawsze w wojnach dłuższych i krwawszych niż zakładano, zaś ostatnio – nawet nie zapewniało to zwycięstwa militarnego, tak jak w Iraku, wcześniej w Afganistanie, wcześniej w Wietnamie czy Korei. USA nie wyciągnęły wniosków z wojny nowego typu, której przykłady mają jak na tacy, choćby na Ukrainie. Iran, jak widać, praktycznie od obalenia szacha, czyli tak z 50 lat, przygotowywał się do wojny i okazało się, że „zwierzęta” – nawet, a może właśnie dlatego że, objęte sankcjami – same wytworzyły własny przemysł militarny, rozproszoną, mozaikową strategię obrony, oraz plany obronne polegające na natychmiastowym rozszerzeniu działań na kraje Zatoki, co zapobiegło izolacji teatru działań militarnych tylko do irańskiego obszaru. Iran wojnę natychmiast umiędzynarodowił w swoim interesie, ale mógł tak zrobić tylko dlatego, że stworzył odporny i zdecentralizowany system militarnej reakcji, projekcji swej siły daleko poza własnym terenem, przypomnijmy, że w dodatku, w sytuacji sankcyjnej izolacji.

Iran doprowadził do perfekcji zarządzanie konfliktem na zasoby, stosując taktykę ekonomizacji działań wojennych. Drony za parę tysięcy dolarów są zestrzeliwane rakietami za miliony i tych ostatnich zasoby kurczą się bardzo szybko, a były te zasoby już przed wojną o dwa rzędy skromniejsze niż rakietowo-dronowe rezerwy Iranu. Przeniesienie wyścigu zbrojeń na wyścig w kosztach wojny jest fenomenem ze strony kraju o zasobach finansowych i gospodarczych o wiele skromniejszych niż amerykańskie. Widać więc, że lepiej mieć tysiące tanich dronów i rakiet, niż dwa na krzyż lotniskowce, które stają się obciążeniem dla Amerykanów, gdyż bardzo szybko przekształcają się w militarno-wizerunkowe obciążenie, sanktuaria, których trzeba bardziej bronić, niż czerpać korzyści z ich funkcjonowania.

I teraz mamy rozjazd – Amerykanie wojują po staremu, zaś świat odjechał w drugą stronę. Co najważniejsze – w tym nowym typie wojny Rosja się zaprawia na wojnie z Ukrainą. To tam mamy do czynienia z sublimacją nowych technologii współczesnej wojny. A widać, że Amerykanie tam nie zaglądają. A skąd to wiadomo? Ano stąd, że właśnie zaatakowali „po staremu” państwo, które wojuje inaczej, po nowemu. Jest głównym dostarczycielem dronów dla wojującej Moskwy, to w Iranie dopracowywały się te technologie i prace tam wcale nie ustały.

I kłopot polega dla nas na tym, że my, metodą osmozy sojuszniczej, też idziemy z naszymi militariami „po staremu”. Zamiast uczyć się od Ukraińców jak realnie wojuje się z Rosją jesteśmy bardziej kompatybilni z, okazuje się przestarzałą, amerykańską wersją prowadzenia wojny. Czekamy na dostawy „małych sanktuariów”, czyli czołgów za miliony, które na obecnym teatrze wojennym są bardziej kosztownym problemem niż elementem przewagi.

Zatoka a sprawa polska

Te dwa czynniki słabości naszego głównego (właściwie już teoretycznego tylko) dostarczyciela gwarancji bezpieczeństwa mocno rzutują na naszą sytuację. Po prostu wielokroć bardziej osłabiają naszą geopolityczną pozycję. Co do strategii amerykańskiej, i naszej z nią kompatybilności, to nie mamy tu pewności żadnej. Nie wiemy czy nam pomogą, nie wiemy czy NATO (z nimi? bez nich?) w ogóle zafunkcjonuje. Jak zaś nam pomogą, to w czym, skoro to my mieliśmy być w tym układzie armią pomocniczą, a wychodzi, że będziemy może wojskiem jedynym? Czyli z armii pomocniczej, o takich funkcjach i zasobach, mielibyśmy się stać wojskiem rdzeniowym w naszym regionie. Kto i czy pójdzie z pomocą ewentualnie zaatakowanym Bałtom? Co w takim przypadku zrobi Trump, w skrócie – na co się w ogóle umówili panowie Trump z Putinem tam na Alasce?

Tak czy siak – wiadomo: w każdym wariancie jedyne co może nas uratować, to własna siła. Mówią o tym wszyscy, ale co realnie jest robione od czasu tej konstatacji? Po pierwsze – pytanie kiedy polska racja doszła do tego genialnego wniosku, że trzeba budować własną siłę? Trzeba powiedzieć, że delikatnie mówiąc – dość późno, a nawet jak doszła do tak genialnych konstatacji, to niewiele praktycznie z tego wyniknęło. Polacy nie zrobili nic w kwestii usamodzielnienia i rozkręcenia własnych zasobów militarnych i zdolności dowódczych nawet po agresji Rosji na Ukrainę w 2014 roku. Do 2022 roku nic tu się nie działo, co dowodzi, że nasz stosunek do ewentualnej agresji Rosji jest funkcją relacji niemiecko-rosyjskich. Pierwsza wojna ukraińska została przez Niemcy „wybaczona”, właściwie się o tym nie mówiło, w nadziei, że przecież mamy Nord Stream wtedy w rozbudowie, business as usual się rozwija i nawet jak mamy rosyjski „wypadek przy pracy”, to się zdarza przecież. Skoro tak, to i u nas nikt nie bił w dzwony, by się przygotować na pewną dogrywkę.

Nawet – co trzeba zauważyć – już po rozpoczęciu się w lutym 2022 roku drugiej wojny nie za bardzo widać było jakiś namysł w polskich elitach. Postanowiono sobie zrobić abonament na amerykańskie gwarancje w kuriozalnym pomyśle, że jak będziemy w USA kupować co się da i za ile Waszyngton powie, i nie wiadomo po co, i do jakiej wojny (okazało się, że do tej poprzedniej), to Amerykanie będą nas bronili, że tak powiem „bardziej”. Trzeba przyznać, że jest to kuriozalna taktyka.

Po zamianie władzy w Polsce doszedł do tego jeszcze aspekt unijny, kiedy Komisja Europejska w swej pogoni za dodawaniem sobie funkcji państwa federalnego – wzięła się za „koordynacje” militariów w ramach Unii. Trend do budowania armii starego modelu, ciężkich i kosztownych platform, sprzeczny z kierunkami rozwoju współczesnego pola walki właśnie dostał finansowe wzmocnienie. Wielkie konglomeraty militarne, tak jak i te amerykańskie, muszą zarobić na swoich kosztownych zabawkach. Jest to skrajnie odległe od sprawdzającej się właśnie strategii, rozproszonej w produkcji i w działaniu, tej na wzór modelu ukraińskiego, która przez to jest odporna na ataki, minimalna kosztowo i innowacyjna. Tak że, jeżeli już, to będziemy budować swoją siłę na wojnę, która już nie istnieje.

Nie pierwszy raz sprawdzi się powiedzenie, że generałowie przygotowują się do minionych wojen, zaś wygrywają je ci, którzy zaplanują wojnę nową, w oparciu o analizę przebiegu wojen poprzednich. Teraz te błędy staja się udziałem bardziej polityków, niż generałów.

Dlaczego Putin nie atakuje?

I wróćmy znowu do naszych konsekwencji słabości Amerykanów ujawnionych w Zatoce. W ich wyniku – jak próbowaliśmy tu opisać – nasza sytuacja pogorszyła się i strategicznie, i militarnie. Wszyscy geopolitycy martwią się, że Polska znajduje się w okienku, w którym leżymy na łopatkach. Stany okazały słabość strategiczną i militarną, NATO odjeżdża w niebyt, nawet do starej wojny nie jesteśmy przygotowani, bo nasze zasoby zużyły się na Ukrainie, zaś nowe jeszcze nie dojechały. W dodatku nawet dostawa tego sprzętu do „starej” wojny może się jeszcze opóźnić z powodu zamieszania w Zatoce oraz innych niż żeśmy się spodziewali priorytetów Waszyngtonu, który raczej ściąga ze świata sprzęt na wsparcie Izraela, niż dostarcza go światu. Armię mamy w przebudowie – znowu – i to według zdezaktualizowanych technologicznie i geopolitycznie założeń. Jest więc słabo.

I teraz trzeba powiedzieć sobie ważną rzecz, która może pozwoli nam nie tylko zaktualizować nasze filary obronności, wręcz rację stanu, ale narazi mnie osobiście, i Was, świadków tej pisaniny, na zarzut onucyzmu. Oto bowiem, skoro o naszej (mam nadzieję, że chwilowej) słabości wiedzą i mówią już wszyscy, to znaczy, że wie o tym i Rosja. Dlaczego więc nas nie atakuje, skoro jesteśmy tak słabi? Lepszej okazji nie można sobie wyobrazić. A przecież świat narracyjny pełen jest ostrzeżeń o przemyślnej krwiożerczości Putina, który tyko czeka by… No to doczekał się, i co?

Ok, przyjmijmy, że ma ci on, ten Putin, jakieś powody, dla których nie korzysta z okazji. Spróbujmy je wymienić. Po pierwsze może tego nie robić, bo przecież jest w coraz bardziej kosztownej, gdyż przewlekłej, wojnie z Ukrainą. To wojna na zasoby, w tym ludzkie, a więc Putin może nie chcieć otwierać sobie nowego frontu, tym razem z jeszcze nie wiadomo jak żywotnym NATO. Ale to argument słaby, gdyż – tak uważam – jeśliby Rosja zaatakowała np. Bałtów lub Polskę to ziściłaby się tu, nie jak na Ukrainie, idea szybkiej operacji wojskowej. Patrząc się bowiem na nasze zasoby i dotychczasowe reakcje na kilka styropianowych dronów, to dalibyśmy się rozjechać w parę dni.  

Drugi powód braku rosyjskiej agresji może być oto taki, że tak się Putin umówił z Trumpem na Alasce. Ale to argumenty dla… Polaków, którzy wierzą, jak widać nie nauczeni swoją własna historią, że paktów się przestrzega, nawet kiedy te przeczą interesom którejś ze stron. Trump jednak dowiódł swej słabości militarno-strategicznej, głównie zaś tego, że jego uwaga jest kompletnie gdzie indziej i prawdopodobnie nie mrugnąłby okiem, gdyby np. Putin ruszył na Bałtów czy Polskę.

Okazało się bowiem, że bazy amerykańskie wcale nie odstraszają – przeciwnie: przyciągają ataki, zaś jak dowiodły scenariusze z Zatoki, atakowany amerykański personel jest ewakuowany z baz i rozśrodkowywany… po hotelach. Zaś co do naszych innych niż amerykańskich sojuszników, to kto będzie chciał ginąć w obronie estońskiej enklawy Narwy, tak jak ich przodkowie 80 lat temu nie chcieli ginąć za Gdańsk? I wiedząc to Putin nie atakuje…

Trzeci powód może być taki, że tej wojny nie chcą Chiny. Te uważają, że zyskują na stanie obecnym, siedząc na górce i przyglądając się miotającej się po globusie resztce amerykańskiej potęgi. I mają rację – nie wyprztykując się z zasobów (no, może lekko, powspierając materiałowo Rosję, czy ostatnio Iran) czekają spokojnie i budując własną siłę mogą doczekać się zmian na swoją korzyść bez jednego wystrzału. Ot, taki Tajwan może im wpaść jak jabłuszko do fartuszka bez trzęsienia nawet drzewem militariów. Po prostu Tajwan jak widzi, że tromtadrackie gwarancje amerykańskiego bezpieczeństwa to tylko nieszczęścia sprowadzają, to będzie wolał się bardziej dogadać z Chinami na jakąś formę autonomii, niż opuszczony przegrać wszystko. A więc Chiny mogą nie chcieć, by Putin najeżdżał Europę Wschodnią. Kłopot w tym, że Pekin też i nie chciał, i nie chce za bardzo, tej wojny na Ukrainie. Xi nie chciał, ale Putin i tak tę wojnę zrobił. I co? I nic? Może i tym razem postąpić jak chce, gdyby chciał zaatakować, ale jednak tego nie robi.

Wersja ruskiej onucy

I teraz dotarliśmy do clou tych rozważań. Przyjmijmy kolejną, obrazoburczą dla nakręconego polskiego podżegactwa hipotezę: a może Putin po prostu nie chce wojny z NATO, z Polską, Bałtami? Spróbujmy się z tym zmierzyć, zwłaszcza dlatego, że wygląda to na tezę onucową, co wynika z narracji, która każe nam wszelkie posunięcia Moskwy interpretować jako znaki agresji, jak nie obecnej, to na pewno przyszłej. Tym bardziej trzeba to zrobić, kiedy nikt tej możliwości nie bierze pod uwagę.

Po pierwsze – po co Putinowi wojna, nawet błyskawiczna, w naszym regionie? Co miałby zyskać? Zwłaszcza teraz, kiedy ma super okazję, i z niej nie korzysta? No właśnie, powie ktoś, co za dureń pyta się tu co miałby mieć złodziej z kradzieży? Złodziej, jak Putin, nie pogardzi żadnym kąskiem, Putin sam zaś obiecywał powrót do Związku Radzieckiego i rosyjskich wpływów, także w naszej, a może przede wszystkim, części Europy. Nawet potwierdził to w oficjalnym stanowisku tuż przez drugą wojną ukraińską. Zgoda – Putin miałby korzyści z wzięcia nas pod but, ale czy koniecznie musi to robić poprzez wojnę? Pokazał nawet w III RP, że środki militarne nie są tu koniecznością, by opodatkowywać swoją wirtualną polską kolonię w cenach energii i pilnować tego biznesu przez polską agenturę wpływu. Rosja miała wiele obrywów z Polski, ma je do dziś, kiedy i tak kupujemy ruską energię, tyle, że ubraną czasami w nalepki pośredników.

To znowu stare myślenie: przeniesienie byłych motywacji, skrzywione terytorialnymi harcami Rosji na Ukrainie. W kwestii terytorialnej w przypadku Ukrainy sprawa jest zrozumiała. Romanse Ukrainy z osmatycznym przysuwaniem się NATO do granic Rosji zostały przez nią zauważone, cała reszta to zasoby – rolnictwo, dość dobrze postawiony przemysł, liczenie, że brakujące rosyjskie zasoby ludzkie uzupełni ukraińska słowiańszczyzna. No, tu jest po staremu: liczy się ziemia i władztwo.

Ale czy zaprawdę Rosja będzie chciała tak samo zaatakować i okupować Najjaśniejszą? Raz, że w kwestii okupacji (bo nie agresji) byłoby to wojskowo trudne. Dwa – tu raczej nie chodzi o terytorium, bardziej dostęp do zasobów, zaś kwestie szerszego dostępu do Bałtyku da się Moskwie załatwić przez Bałty, albo i z Bałtami. Tak jak z Polską.

Bo – po trzecie – jak się zwiną, a już to robią, Amerykanie z naszego regionu i nie wejdą zbrojnie w obronie wschodniej flanki, tym bardziej nuklearnie, to Polska, jeśli jest rozsądna, będzie się musiała dogadać z Rosją, bo nic innego jej nie pozostanie. Wie o tym, ba – chyba liczy na to i Trump. Nasze okienko niemożności będzie otwarte na oścież, pozycja będzie słabła i trzeba będzie zjeść własny język i wielu polskich polityków (nie po raz pierwszy) będzie musiało dokonać piruetu o 180 stopni.

Pomoże nam w tym… Unia jako narracyjna tuba w rzeczywistości eksponowania interesów niemieckich. Niemcy w swej strategii są skazani na powrót z Rosją do business as usual. I aktów do tej pory niewyobrażalnych, takich jak porozumienie z Rosją, dokona za nas, bo nie w naszym imieniu, Unia. My się będziemy tak trochę opierali, gniewali, ale konieczność historyczna zostanie wytłumaczona nam po marksistowsku, że inaczej być nie może. I Rosja dostanie co chciała, bez jednego wystrzału, bez zajmowania terytorium. Putin, jak każdy satrapa starej daty, dybie na ziemie, bo tylko one dają mu pewność władztwa, że się tam siedzi i namiestnikami zgarnia daniny. Ale to – jak widać – Putin może osiągnąć bez jednego wystrzału. Uczy się od Chińczyków.

Putin lubi projekt unijny, bo w ten sposób zarządza kontynentem za pomocą dealu z Niemcami, a inaczej to by się biedaczek musiał męczyć z każdym państwem osobno. A więc będzie hołubił formaty unijne, zwłaszcza te dążące do federalizacji Europy. Putin też chce mieć ogarniętego sojusznika w osobie niemieckiej Unii, bo po co ma tam ktoś Berlinowi skakać i wsadzać kij w szprychy rozpędzonego tandemu Rosja-Niemcy? Do tego nie trzeba wcale żadnej wojny, tylko – jak można się nauczyć na przykładzie Chin i Tajwanu – trzeba poczekać aż pokojowo, przy zielonych stolikach świat się ułoży na nowo, z uwzględnieniem interesów Rosji. A o te coraz częściej zabiegają oba rywalizujące ze sobą mocarstwa – Chiny i USA – a więc rosyjska panna na wydaniu będzie mogła wybierać pomiędzy darami przyniesionymi przez kandydatów do jej geopolitycznej ręki.

Konsekwencje pomyłki, a może zafałszowania?

Jeśli tak jest, że Putin, by mieć pod sobą Polskę, nie szykuje się wcale do wojny, to taka pomyłka w naszych kalkulacjach ma wielkie znaczenie dla naszej pozycji. Wiadomo, że zbrojenia są potrzebne, co już ustaliliśmy, do budowania naszej siły, ale to oznacza w tej sytuacji, że nasza strategia powinna wyglądać inaczej.

Po pierwsze – powinniśmy się jednak szykować do innej, nowoczesnej wojny, po drugie – wcale nie skończy się to na tym, że naszym JEDYNYM wrogiem w regionie zostanie Rosja. Po trzecie – osłabiamy się tymi wszystkim SAFE’ami, z których będzie tyle co z KPO, czyli kupa forsy pójdzie w korporacyjne błoto, zadłużymy pokolenia zaś efekt będzie znikomy.

Czy to jest w interesie Rosji? Paradoksalnie – tak. Bankructwo Europy w celu przygotowań do wojny, której nie będzie to super prezent dla Rosji. No, chyba, że awanturnictwo europejskich podżegaczy dojdzie do poziomu agresji napastniczej na Rosję, co zresztą pozostaje wciąż poza zasięgiem naszych decyzji, bo my przy takich stolikach nie siedzimy, zaś o naszej mięsoarmatniej roli w ewentualnej agresji dowiemy się na końcowej odprawie, czyli pierwszej, w której będziemy uczestniczyli.

Jeśli Putin nie chce nas zaatakować, bo i tak weźmie co chce, to trzeba się skupić niekoniecznie na kupowaniu armat, ale na zapobieżeniu takiej możliwości, że weźmie nas przy jakimś stoliku i koniec balu, panno Lalu. A tu leżymy na łopatkach: to że nie mamy własnej siły to banał, ale nawet nie wykorzystujemy naszego istniejącego potencjału. A od tego jest przecież dyplomacja, w niektórych krajach rozgrywana nawet ponad poziomem własnego potencjału. My się zajmujemy straszeniem szczerbatych dzieci kremlowskimi sucharami. Z jednej strony jakieś durne memy, z których oprócz bezsilnej szydery nic nie wynika, z drugiej strony – budowana bariera onucowości, która dzieli Polaków na dwie części, które zamiast wspólnie rozwiązywać realne problemy, zajmują się wyścigiem kto bardziej walnie (oralnie) w Putina i zarzucaniem tym drugim, że są jego przyjaciółmi. No, wymarzona sytuacja samoobsługi dla Moskwy. Tylko siedzieć i patrzeć jak to się samo robi. Po co więc strzelać – jak mówiłem – po co trząść militarnie polskim drzewem, skoro widać jak jabłuszko sobie dojrzewa i zaraz wpadnie do koszyka? Całe i gotowe.

A w kwestii dyplomacji jesteśmy jak w starym kawale pt. „dlaczego kobiety nie są gremialnie ministrami spraw zagranicznych?” Odpowiedź jest prosta – bo wszystkie sąsiednie państwa byłyby zaraz pogniewane. A my jesteśmy właśnie pogniewani ze wszystkimi. Nawet nie tylko z sąsiadami, ale i z odległymi mocarstwami. Nie zarządzamy więc nawet tym małym i obniżającym się potencjałem jaki mamy obecnie.

Dlaczego tak jest to już osobna sprawa, ale widać, że brakuje nam dwóch rzeczy – ponadpartyjnej racji stanu (zrealizowała się tylko ta na taktycznym poziomie, czyli przynależności do Unii i NATO, co okazało się rozleniwiająco zwodnicze) oraz – po drugie – jesteśmy, poprzez swój system politycznej podległości, poddani procesom zewnątrz-sterowności – po prostu polska klasa polityczna jako całość realizuje interes polski na minimalnym poziomie zapewniającym reelekcję któremuś z plemion, zaś generalne decyzje, a zwłaszcza ich brak, to już emanacja interesów zewnętrznych.

Zmiana priorytetów?

A więc kiedy cię, przedszkolaczku, pani wychowawczyni będzie straszyć w telewizorni nieuniknioną wojną z Rosją zastanów się – po co Putin miałby to robić, jak już praktycznie tę wojnę wygrywa? I czy ta wojenna panika, to bujanie się od wyzywania Putina od debili, państwa rosyjskiego od kupy bajzlu i korupcji zaś z drugiej strony straszenie wszechmocą agresji Rosji – czy to wszystko nie stoi jednak na nielogicznych fundamentach, opartych na piasku sterowanych emocji? Mamy być z jednej strony przestraszeni nieuniknioną niemożnością, z drugiej – gotowi na odparcie Rosjan. Przyzwyczaja się więc Polaków tą wciskaną agresją Putina do różnych scenariuszy, z których napaść ze strony Moskalików wcale nie jest wersją najbardziej prawdopodobną.

Bardziej już ziszczą się scenariusze militaryzacji budżetu nie tylko Unii, ale wszystkich krajów członkowskich w celu przygotowań do wojny, której możliwość się (tylko medialnie, również za pomocą manipulacji rosyjskich) pompuje, zaś do której wcale nie musi dojść. Co wtedy poczniemy z armią europejską, która ani sama nie zostanie zaatakowana, ani sama się na wojnę nie wybierze? Pod dowództwem niemieckim, co już widać po obsadzaniu wszelkich taktycznych związków europejskich? Może pałę praworządności, to warunkowanie suwerenności państw europejskich, trzeba już zamienić na militaria i tak dyscyplinować niewątpliwe zamieszanie, które szczególnie w Unii, będzie narastać, zwłaszcza w procesie jej federalizacji? Zawsze można przecież będzie wysłać z Brukseli kilku rezunów pod adres polityka, który nam się nie podoba, lub spacyfikować całe kraje, by uznać ich ambicje secesji z Unii, za próby rozbicia integralności projektu federacyjnego (czytaj: państwowego), co uzasadnia każdą, nawet militarną reakcję. Pamiętajmy, że pierwsza próba stworzenia armii europejskiej skończyła się na proteście Francji, że projektowane mundury nowej armii nazbyt przypominają te wehrmachtowskie.

I zakładając onucowo, że Putin to wszystko wie i widzi, my zaś podniecamy się jego potencjalną, jak to mówią kinetyczną, agresją, to koleżka na Kremlu musi mieć niezły ubaw. Wcisnął, tylko za pomocą narzędzi dezinformacji, Paljaczyszkom bajkę o Żelaznym Wilku, że wisi ci on nad ta Polską dniem i nocą, po to byśmy patrzyli na karabiny, nie na własne interesy.

I tak tu sobie pewnie dożyjemy tych czasów, kiedy naprawdę się okaże, że skoro Putin ma obecnie super okazję, z której nie korzysta, to nie znaczy, że nie chce jej wykorzystać – zrobi to i robi, ale może innymi niż militarne środkami. Na nic nie wyda, oprócz na podniecanie pożytecznych idiotów idących w miliony, my zaś wyprztykamy się resztek kasy na uzbrojenie, którego jedną część rozdaliśmy, zaś drugiej nigdy nie użyjemy. A i tak – przez taką fałszywą identyfikację źródeł naszego położenia – wpadniemy do rosyjskiego koszyka. Bez jednego wystrzału do i ze strony naszej niezwyciężonej armii.

I może jest jak u Stirlitz’a z jego kombinatoryką – jeśli my wiemy o swej słabości i Putin też o niej wie i nie atakuje, to trzeba się zastanowić nad tym fenomenem. Ale jeśli my podejrzewamy, że Putin nie atakuje, bo ma inne plany, to oprócz nas wie o tym spora część polskiej klasy politycznej. A skoro tak jest, to dlaczego nasi wciąż dmą w trąby diabelskiego miksu tromtadractwa i jednocześnie paniki?

Myślę, że to wojenna implementacja… doświadczeń kowidowych. Po prostu pandemię zastąpiła wojna, zaś wirusa – Putin. Cała reszta pozostał taka sama. Antyszczepionkowych szurów zastąpiły tylko ruskie onuce, z tą tylko różnicą, że pandemicznych foliarzy można było poznać na ulicy po niemaniu maseczki, ale żeby wykryć ruską onucę, to trzeba się jednak trochę natrudzić. Pod pretekstem mniemanego zagrożenia i tym razem władza przechodzi kolejne granice swej samowoli, wyposażona w coraz ściślejsze narzędzia kontrolne – wreszcie: w cieniu dętej paniki pozadłużaliśmy się na pokolenia, po to by zarobił ten, kto miał zarobić. I co, za pandemii przyszedł wirus i wszystkich popędził na cmentarz? A skądże! Może i teraz ta wojna jest dęta jak ten COVID, o czym – jak z wirusem – przekonamy się po czasie i to tylko w przypadku osób wypatrujących konsekwencji swych decyzji, a raczej zaniechań. Może i z Putinem nie będzie tak źle jak było i z wirusem, który – przypomnijmy – wedle oficjalnych danych został sztucznie wytworzony. Może i ten strach przed wojującym kagiebistą z Kremla powstał także w sposób sztuczny, tyle, że nie w laboratorium chemicznym, ale w jakimś laboratorium, gdzie pichci się i testuje wirusy narracji? Wszystko więc zmierza do kolejnych kroków wiodących ku apokalipsie „nowej normalności”. Zmieniają się tylko straszydła.                                                                          

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Niewykorzystane karty Iranu

Niewykorzystane karty Iranu

26. kwietnia 2026

Autor artykułu Marek Wójcik world-scam/niewykorzystane-karty-iranu

W momencie, kiedy wszystkie media analizują i opisują wczorajszy, kolejny nieudany – autentyczny, czy sterowany przez FBI – zamach na Donalda Trumpa, era irańskich ustępstw dobiegła końca. Także era amerykańskich dyktatów dobiega końca.

Karykatura autorstwa jemeńskiego artysty Kamala Sharafa poświęcona strzelaninie podczas kolacji korespondentów Białego Domku.

Iran wyszedł z 40-dniowej wojny, która została mu bezprawnie narzucona, nie jako strona zdyscyplinowana i łapiąca oddech, lecz jako niekwestionowany zwycięzca decydujący o losach wojny. Obecnie przewaga militarna i polityczna należy do Republiki Islamskiej, a warunki wszelkich przyszłych starć będą dyktowane odpowiednio – nie przez Waszyngton, nie przez nieudanego agresora, lecz przez stronę, która obroniła się i odniosła zwycięstwo. Po porażce na polu bitwy i porażce przy stole negocjacyjnym wróg uciekł się do wojny psychologicznej – tworząc iluzję wewnętrznego rozłamu wśród irańskich urzędników. Ta sztuczka również nie zdała jedynego testu, który się liczy: realiów na miejscu.

Takim wstępem został opatrzony wczorajszy artykuł na press.tv: Nowy plan Iranu: pełna kontrola nad Cieśniną Ormuz, brak wycofania się z praw nuklearnych i niewykorzystane karty. Źródło.

Irański parlament ustanowił nowe reguły dotyczące Cieśniny Ormuz:

  • Irański rial (IRR), jest walutą, w której będą uiszczane opłaty za przepływ przez cieśninę;
  • Wszystkie umowy muszą zawierać nazwę Zatoka Perska;
  • Statki krajów, które były lub są w tę wojna zaangażowane, muszą dodatkowo zapłacić odszkodowanie.

Ponadto Iran ogłosił, że Cieśnina Ormuz będzie całkowicie zablokowana do czasu, kiedy zamrożone z powodu sankcji USA 11 miliardów dolarów, będące własnością Iranu nie zostaną zwrócone.

Nie będzie też żadnych dyskusji, także na temat złagodzenia sankcji. Nieudolnie przeprowadzana amerykańska blokada irańskich statków w Zatoce Omańskiej musi zostać zakończona. Minister Spraw Zagranicznych Iranu Abbas Araghtschi ogłosił ultimatum: jeśli w ciągu 48 godzin te warunki nie zostaną spełnione, nastąpi koniec zawieszenia broni.

Zawieszenie broni i tak już wygasło. Są prowadzone jedynie rozmowy na temat ewentualnych rozmów…

Jest to nowa sytuacja, przed którą stoją Stany Zjednoczone. To nie agresor stawia warunki, lecz strona zaatakowana. Na nic się przyda największy na świecie budżet militarny, kiedy ma się do czynienia z mądrzejszym i dobrze przygotowanym przeciwnikiem.

Taniec nad skrajem przepaści.
Źródło.

Sytuacja w bunkrze Białego Domku jest znacznie gorsza niż ta propagowana przez Trumpa konfabulacja na temat irańskich władz.

Wysoko postawiony urzędnik Białego Domu zasugerował, że dyrektor FBI Kash Patel może być kolejną wysoko postawioną postacią, która opuści administrację, w związku z rosnącymi obawami dotyczącymi wewnętrznej niestabilności i rosnącą liczbą kontrowersji. Źródło.

Wstawiony Kash Patel.

Karoline Leavitt – rzeczniczka prasowa Białego Domku – ma w maju termin porodu i dlatego opuści na jakiś czas szeregi administracji Trumpa. Nie będzie łatwo znaleźć drugą osobę, która potrafiłaby tak jak ona lawirować, odpowiadając na pytania dziennikarzy. Krążą słuchy, że zamiast niej będą występować osobiście pan prezydent i jego zastępca.

„Dzisiaj wieczorem padną strzały”. Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt subtelnie zapowiada wydarzenia, które miały nastąpić podczas kolacji korespondentów Białego Domku.
Źródło:
Telegram 26.04.2026 r. 04:00.

Tak, ona doskonale przewidziała najbliższą przyszłość. Jednak Albert Einstein jeszcze lepiej opisał dzisiejszą sytuację na szczytach władzy w USA:

Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Jaja w Hiltonie, farsa w Pakistanie. Partacze w obu przedstawieniach.

Były analityk CIA: Krótki komentarz na temat strzelaniny podczas kolacji korespondentów Białego Domu… Trump nadal wysyła sprzeczne sygnały w negocjacjach z Iranem

Dyskusje o ewentualnym wznowieniu ataków na Iran zostały przyćmione przez samotnego strzelca – podobno 31-letniego nauczyciela z Kalifornii – który przechadzał się korytarzami hotelu Washington Hilton, gdzie odbywała się kolacja Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu. Kolacja ta była w przeszłości nazywana „Balem Kujonów”. Strzelec nie wszedł na salę balową. Został postrzelony przed salą balową po tym, jak zranił funkcjonariusza organów ścigania, który mógł sprawdzić skuteczność jego kamizelki kuloodpornej.

Media przedstawiają to wydarzenie jako kolejną próbę zamachu na Donalda Trumpa, mimo że napastnik został obezwładniony i aresztowany w holu przed obiektem. Biorąc pod uwagę skąpe informacje na temat dwóch poprzednich prób zamachu na Trumpa – w Butler w Pensylwanii i w klubie golfowym Trumpa na Florydzie – zrozumiałe jest, że niektórzy – w tym ja – zastanawiają się, czy ta strzelanina była prawdziwa, czy sfingowana. Musimy poczekać i zobaczyć, czy Biały Dom wykorzysta to wydarzenie w nadchodzących dniach, aby uzasadnić nową politykę lub działania administracji Trumpa. Może atak na Iran?

[na dole wkleję śmieszne filmiki o tym „zamachu”. Żałosny brak profesjonalizmu u wykonawców.. md]

================

A propos Iranu: Donald Trump nadal zachowuje się nieprzewidywalnie. Wystarczy spojrzeć na jego wypowiedzi z ostatnich dwóch dni.

24 kwietnia 2026 r. (piątek) prezydent Trump złożył szereg oświadczeń dotyczących trwających rozmów o zawieszeniu broni i pokoju między USA a Iranem, w kontekście kruchej sytuacji powojennej z atakami, blokadą morską i problemami wokół Cieśniny Ormuz:

  • W rozmowie telefonicznej z agencją Reuters stwierdził, że Iran przygotowuje ofertę mającą na celu spełnienie żądań USA. Powiedział: „Składają ofertę i zobaczymy”, ale dodał, że nie zna jeszcze szczegółów.
  • Zapytany o partnerów negocjacyjnych w Iranie, odpowiedział: „Nie chcę tego mówić, ale rozmawiamy z ludźmi, którzy obecnie sprawują władzę”. Wcześniej wyrażał niepewność co do irańskich przywódców i faktycznej dynamiki władzy.
  • Biały Dom ogłosił, że specjalni wysłannicy Steve Witkoff i Jared Kushner udadzą się do Pakistanu następnego dnia (25 kwietnia) na rozmowy, w których Pakistan będzie pośredniczył, podczas gdy wiceprezydent J.D. Vance pozostanie w gotowości. Sekretarz prasowa Karoline Leavitt mówiła o „pewnych postępach” po stronie irańskiej.

25 kwietnia 2026 r. (sobota) Trump odwołał planowaną podróż wysłanników po tym, jak irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi opuścił Pakistan bez bezpośrednich rozmów ze Stanami Zjednoczonymi:

  • W serwisie Truth Social ogłosił odwołanie, krytykując długą podróż (np. około 18-godzinne loty) i stwierdzając, że nie warto podejmować bezproduktywnych rozmów. Podkreślił, że Stany Zjednoczone mają potężną siłę nacisku („Mamy wszystkie karty”) i że Iran może po prostu skontaktować się z nimi, jeśli sprawa jest poważna.
  • W rozmowie z reporterami (np. Fox News), powtórzył, że nie wyśle ​​swoich przedstawicieli, aby „siedzieli i rozmawiali o niczym”, twierdząc, że Iran powrócił z „znacznie lepszą” ofertą po początkowym odrzuceniu. Zbagatelizował możliwość natychmiastowego wznowienia konfliktu.

W ciągu ostatnich 48 godzin Trump zaprzeczył sam sobie. W piątek twierdził, że oferta złożona przed odwołaniem była niewystarczająca („kawałek papieru, który powinien być lepszy”, „oferował wiele, ale niewystarczająco”). Jednocześnie stwierdził, że Iran przesłał „znacznie lepszą” propozycję w ciągu około dziesięciu minut od ogłoszenia odwołania. Kluczowe jest jednak to, że Iran przedstawił tę samą listę żądań, którą przedstawił Trumpowi już dwa tygodnie wcześniej. Trump przedstawił odwołanie rzekomego spotkania w Islamabadzie jako skuteczną taktykę nacisku, która natychmiast przyniosła lepsze warunki – jednocześnie uzasadniając odwołanie, twierdząc, że pierwotna oferta była kiepska.

To nie jest sprytna strategia negocjacyjna, to farsa.

Źródło: Krótki komentarz na temat strzelaniny podczas kolacji korespondentów Białego Domu… Trump nadal wysyła sprzeczne sygnały w sprawie negocjacji z Iranem

=================

Fox News @FoxNews

PRESIDENT TRUMP: „One officer was shot, but saved by the fact that he was wearing a obviously a very good bulletproof vest.” „He was shot from very close distance with a very powerful gun, and the vest did the job.” „I just spoke to the officer and he’s doing great.”

2,8 mln wyświetleń

===============

KHÅLƐƐL @TheIbKhaleel

Here is the clear evidence of the faked show tonight Right before Trump is rushed off stage… a man holds up a card. It looks like he may have been signaling something to another person. One second later, Melania reacts with an exaggerated fake expression of horror on her face. Did you get it or not yet…

======================================