A jeśli armia USA dokona inwazji lądowej na Iran?

A jeśli armia USA dokona inwazji lądowej na Iran?

geopolitika.ru/de/das-problem-das-eine-bodeninvasion-des-iran-aufwerfen-wuerde

Napisał: Raphael Machado

Biorąc pod uwagę obecny rozwój wydarzeń na Bliskim Wschodzie i fiasko planów Waszyngtonu wobec Teheranu, nie mamy pojęcia, czy Stany Zjednoczone odstąpią od konfliktu z Iranem i skupią się na innych celach, czy też po prostu podwoją wysiłki i spróbują wysłać tam swoje wojska lądowe. Tej wojny nie da się analizować z perspektywy interesów ekonomicznych ani koniecznych i realistycznych celów geopolitycznych USA, dlatego decyzje USA są zazwyczaj irracjonalne i trudne do przewidzenia.

Załóżmy więc, że Stany Zjednoczone rzeczywiście planują podwoić wysiłki i rozpocząć lądowanie na Iran.

US-army

Po pierwsze: dlaczego miałyby to zrobić? – Ponieważ jedynym sposobem na militarne pokonanie regionalnego lub globalnego mocarstwa jest użycie wojsk lądowych. Możliwe jest zmuszenie małego państwa do kapitulacji za pomocą bombardowań, ale nie mocarstwa, nawet regionalnego. Ataki polegające na dekapitacji są równie nieskuteczne. Embarga i blokady morskie są jeszcze mniej istotne. Tylko użycie wojsk lądowych – armii w klasycznym rozumieniu – może doprowadzić do okupacji terytorialnej, obalenia rządu oraz strategicznego i ostatecznego pokonania silnego wroga.

Motywacją byłoby zatem zadanie Iranowi jednoznacznej i nieodwołalnej klęski, zadanie mata, a przynajmniej szacha. Innymi słowy, moglibyśmy mówić o operacji mającej na celu zmianę reżimu poprzez wojnę lądową (mat), a także o zajęciu jednego lub kilku punktów strategicznych w celu wymuszenia negocjacji na warunkach korzystnych dla USA, bez dążenia do ostatecznego zniszczenia wroga (szach).

W praktyce jedynym tematem dyskusji jest możliwość desantu na wyspę Charg, ale istnieją również inne hipotezy docelowe. Na przykład zdobycie Keszmu i innych wysp w Cieśninie Ormuz. Omawiane jest również zdobycie Bandar-Abbas, leżącego bezpośrednio po drugiej stronie cieśniny. Inni spekulują o bardziej ambitnej operacji w porcie Chabahar w irańskim Beludżystanie. W zasadzie wszystko jest możliwe, w tym udana operacja desantowa (tj. lądowanie wojsk na terytorium wroga), która osiągnie swoje cele. Jednak historyczne precedensy nie sprzyjają potencjalnym zamiarom Stanów Zjednoczonych.

Poza kilkoma bardzo specyficznymi okolicznościami, nie ma w historii żadnego przypadku operacji desantowych, które można by uznać za zwycięstwo. Można by tu szybko wskazać na słynne lądowanie w Normandii, operację Overlord, w której 160-tysięczna straż przednia przeprawiła się przez kanał La Manche, aby rozpocząć inwazję na ‚zgermanizowaną’  Europę. Jest to jednak bardzo specyficzny przypadek.

Niemcy byli wyraźnie w mniejszości podczas działań wojennych w północnej Francji – półtora miesiąca po lądowaniu 300 tysięcy Niemców stanęło naprzeciw 1,5 miliona żołnierzy alianckich. Co więcej, 80% niemieckich żołnierzy i zasobów wojskowych zostało skierowanych na front wschodni przeciwko ZSRR. Innymi słowy, Niemcy toczyły wojnę na dwóch frontach. W tym czasie alianci osiągnęli również całkowitą przewagę powietrzną nad Niemcami. Luftwaffe praktycznie nie istniała, więc żołnierze alianccy nie musieli już martwić się o niemiecką artylerię powietrzną.

Żaden z tych warunków nie ma zastosowania w Iranie. Irańczycy przewyższą liczebnie Niemców w każdej zachodniej operacji desantowej. W Artesh służy 350 tys. aktywnych żołnierzy, 200 tys. w Gwardii Rewolucyjnej, a Basidż ma 90 tys. aktywnych żołnierzy, 400 tys. jest w rezerwie i nawet milion lub więcej możliwych rekrutów.

Niemcy walczyli równocześnie na froncie wschodnim. Irańczycy nie toczą wojny lądowej na dwóch frontach. Wydaje się jednak, że Stany Zjednoczone próbują rozwiązać ten problem, wykorzystując Kurdów jako taktykę dywersyjną, aby ściągnąć wojska irańskie na północny zachód, podczas gdy potencjalne lądowania mają miejsce na południu.

Problem polega na tym, że Kurdowie nie stanowią wystarczająco dużego zagrożenia z żadnej perspektywy, aby zmusić Irańczyków do przesunięcia większości swoich sił na północny zachód. Wręcz przeciwnie, Irańczycy już teraz trzymają Kurdów w ryzach za pomocą ataków rakietowych i dronów, a także kilku szybkich i ukierunkowanych operacjach lądowych. Co więcej, atak Kurdów musiałby zmierzyć się z własną tylną flanką ze względu na obecność szyickich milicji irackich i możliwość interwencji tureckiej.

Irańska armia zniszczyła amerykański samolot wczesnego ostrzegania i kontroli AWACS. To pierwszy taki przypadek od początku eksploatacji tych maszyn. Eksperci nie mają wątpliwości: zdarzenie to powinno skłonić Pentagon do poważnej refleksji nad bezpieczeństwem swoich kluczowych zasobów.

Boeing E-3 Sentry zniszczony w wyniku irańskiego ataku

Boeing E-3 Sentry zniszczony w wyniku irańskiego ataku

Nawet przewaga powietrzna jest wątpliwa. Naloty bombowe na Iran omijają irańską przestrzeń powietrzną. Samoloty ostrzeliwują z dystansu, niezależnie od tego, czy są z Iraku, Arabii Saudyjskiej, czy z innych krajów. Jeśli wkroczą w irańską przestrzeń powietrzną, często zostaną trafione i rozbiją się lub będą zmuszone do awaryjnego lądowania. Iran mógł stracić własne siły powietrzne lub po prostu nie chciał ich użyć, ale jeśli chodzi o taktyczne wsparcie piechoty i piechoty morskiej, pociski rakietowe i drony mogą pełnić tę samą funkcję.

Jak realistyczny byłby sukces operacji lądowej ze znaczną przewagą liczebną, z udziałem znacznej części irańskich sił zbrojnych i bez przewagi powietrznej?

Można wskazać inne historyczne przykłady. Na przykład amerykańską kampanię na Pacyfiku przeciwko Japonii? Pierwszy problem z tym porównaniem polega na tym, że większość japońskich sił zbrojnych była skupiona w samej Japonii. Japonia dysponowała na swoich wyspach na Pacyfiku małymi, rozproszonymi siłami, praktycznie bez wsparcia powietrznego i z bardzo ograniczonym wsparciem morskim. Decydującym ciosem, który doprowadził do kapitulacji Japonii, była jednak radziecka inwazja na Mandżurię, przeprowadzona przez duże siły zbrojne, a nie amerykańskie operacje desantowe.

Wojna krymska? – Tam francusko-brytyjski cel był niezwykle ograniczony, a Rosja utrzymywała większość swoich wojsk w pobliżu państw bałtyckich, aby zapobiec inwazji z tego kierunku, a także w pobliżu Polski.

Inwazja na Sycylię? – Tutaj powtarzają się opisane wcześniej scenariusze i warunki: Włochy straciły już większość swoich wojsk w Afryce Północnej, nie miały wsparcia powietrznego ani morskiego, były w mniejszości, a włoski rząd nie chciał już walczyć i wkrótce miał dokonać zamachu stanu przeciwko Mussoliniemu.

A co z niemal wszystkimi innymi operacjami desantowymi ostatnich 200 lat? Zakończyły się niepowodzeniem. Klasycznym przykładem jest kampania dardanelska, w której zacofanej i słabej armii osmańskiej udało się unieruchomić i osłabić dwa przyczółki Ententy, dopóki Brytyjczycy nie zostali zmuszeni do ewakuacji wojsk lub przegrupowania ich na inne fronty. Należy zrozumieć, że woda jest jedną z największych przeszkód na wojnie i że niewiele rzeczy chroni kraj lepiej niż morze. Jak często, na przykład, Wielka Brytania była atakowana w sposób przypominający inwazję? Albo Stany Zjednoczone, które w porównaniu ze swoimi głównymi rywalami są praktycznie wyspą?

Krótko mówiąc, możliwe, że Stany Zjednoczone rzeczywiście podejmą taką decyzję, a jeśli będzie to ograniczona operacja mająca na celu jedynie wymuszenie negocjacji, połączona z niszczycielską kampanią powietrzną i zakrojoną na szeroką skalę inwazją kurdyjską, to mimo tego szanse na sukces są niewielkie. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje więc niepowodzenie operacji desantowej i straty osobowe i materialne Amerykanów.

geopolitika.ru/de/das-problem-das-eine-bodeninvasion-des-iran-aufwerfen-wuerde

Napisał: Raphael Machado

Opracował: Zygmunt Białas

Atak rakietowy Iranu na amerykański okręt USS Tripoli

Atak rakietowy Iranu

na amerykański okręt USS Tripoli

kolejna eskalacja na horyzoncie

7/04/2026 hzmianynaziemi/atak-rakietowy-iranu-na-okret-uss-tripoli-kolejna-eskalacja

Napięcie w regionie Bliskiego Wschodu osiągnęło krytyczny poziom. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (KSR) ogłosił 6 kwietnia 2026 roku, że przeprowadził udany atak rakietowy na jeden z najpotężniejszych okrętów desantowych Stanów Zjednoczonych – USS Tripoli (LHA-7). Według oficjalnego komunikatu irańskich władz, który został przekazany przez państwowe media, uderzenie zmusiło amerykańską jednostkę do natychmiastowego wycofania się z obszaru działań.

Z informacji przekazanych przez stronę irańską wynika, że atak był częścią szerszej operacji militarnej o nazwie „True Promise 4”. W ramach tej akcji siły morskie i powietrzne KSR nie ograniczyły się jedynie do uderzenia w okręt wojenny. Iran twierdzi, że jego rakiety precyzyjnie raziły centra dowodzenia, węzły logistyczne oraz obiekty wojskowe należące do Stanów Zjednoczonych i Izraela. Strategia ta ma na celu nie tylko zadanie bezpośrednich strat materialnych, ale przede wszystkim zademonstrowanie siły i zdolności do rażenia celów strategicznych daleko od własnych wybrzeży.

Sytuacja wokół USS Tripoli budzi szczególny niepokój ze względu na skalę operacji. Według doniesień, na pokładzie okrętu znajdowało się ponad 5 000 żołnierzy. Irańscy oficjele twierdzą, że jednostka, po zaatakowaniu, została zmuszona do odwrotu w kierunku południowej części Oceanu Indyjskiego. Jest to sygnał niezwykle alarmujący, ponieważ USS Tripoli jest jednostką o ogromnym znaczeniu strategicznym, zdolną do przenoszenia dużych kontyngentów wojsk lądowych oraz nowoczesnych myśliwców, co czyni go kluczowym elementem amerykańskiej obecności w tym regionie świata.

Równolegle z atakiem na okręt desantowy, Korpus Strażników Rewolucji poinformował o uderzeniu w statek handlowy o nazwie SDN7, należący do podmiotu powiązanego z Izraelem. Według irańskich źródeł, kontenerowiec został precyzyjnie trafiony rakietami manewrującymi, co doprowadziło do wybuchu pożaru na jednostce. Fakt, że Iran uderza zarówno w cele militarne, jak i cywilne lub półcywilne, wskazuje na próbę całkowitego zablokowania szlaków komunikacyjnych i wywarcia maksymalnej presji ekonomicznej oraz psychologicznej na przeciwników.

Analiza tych wydarzeń sugeruje, że mamy do czynienia z nowym etapem eskalacji konfliktu. Dotychczasowe starcia często miały charakter pośredni, lub ograniczonych potyczek w przestrzeni cyfrowej i informacyjnej. Bezpośredni atak na amerykański okręt wojenny, zwłaszcza tak dużej jednostki jak USS Tripoli, jest krokiem milowym, który może doprowadzić do otwartej wojny morskiej między Teheranem a Waszyngtonem.

Operacja „True Promise 4” jest bezpośrednią odpowiedzią na wcześniejsze działania USA i Izraela, a jej skala sugeruje, że Iran nie obawia się już bezpośredniej konfrontacji z największą potęgą militarną świata.

Video URL

Dla obserwatorów sytuacji kluczowe pozostaje pytanie, jak zareaguje Pentagon. Amerykańska flota w regionie jest potężna, jednak irańska strategia „asymetrycznej wojny” – polegająca na wykorzystaniu szybkich rakiet, dronów i min – sprawia, że nawet najnowocześniejsze okręty stają się podatne na ataki. Wycofanie USS Tripoli, jeśli zostanie potwierdzone przez stronę amerykańską, będzie oznaczało nie tylko stratę taktyczną, ale przede wszystkim potężny cios wizerunkowy dla USA, pokazujący, że ich dominacja na wodach Zatoki Perskiej i Oceanu Indyjskiego nie jest już bezdyskusyjna.

Źródła:

https://www.turkiyetoday.com/region/uss-tripoli-withdraws…

https://www.dnaindia.com/world/report-us-iran-war-irgc-cl…

https://timesofindia.indiatimes.com/videos/international/…

https://news.az/news/irgc-claims-attack-on-uss-tripoli-ot…

https://english.news.cn/20260406/cd3f4105a3d84e3fbd0e05fd…

Zabili 25-letnią kobietę aby sprzedać jej organy

Fundacja Pro-Prawo do Życia
 Nie milkną echa po tragicznych wydarzeniach, gdzie 25-letnia dziewczyna została zabita poprzez eutanazję. 

Gdy jej rodzina i przyjaciele działali, aby ją ocalić, zespół chirurgów czekał już w gotowości, żeby wyciąć jej organy, a następnie je sprzedać. Wie Pan ile były warte?

Nasza wolontariuszka Marta nagrała na temat tej wstrząsającej sprawy krótką rolkę video.W mediach społecznościowych wyświetlono ją już ponad 205 000 razy. Teraz publikujemy ja na naszej stronie. 
Proszę obejrzeć:





Tak właśnie wygląda w praktyce „ochrona zdrowia” i do takich zachowań są „edukowane zdrowotnie” społeczeństwa Europy. A za mówienie prawdy o tym procederze, grożą kary i cenzura.

Nasza Fundacja od wielu lat głośno mówi o procederze wycinania organów abortowanym dzieciom. Na tym jednak się nie kończy – dla ogromnego biznesu śmierci każdy człowiek jest potencjalnym „klientem”, na śmierci i cierpieniu którego można zarobić.

Większość ludzi jest tego całkowicie nieświadoma.
Prosimy o wsparcie, aby organizować kolejne akcje informacyjne i nagrywać kolejne materiały ostrzegające innych i kształtujące świadomość Polaków:
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 
Kinga Małecka-PrybyłoPodpis e-maila: Kinga Małecka-PrybyłoFundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Huti. Irańscy pomocnicy grożą blokadą Morza Czerwonego

Irańscy pełnomocnicy grożą blokadą Morza Czerwonego

Aby wesprzeć Teheran, proirańscy rebelianci Huti mogliby zablokować cieśninę Bab al-Mandab na Morzu Czerwonym. Byłaby to kolejna asymetryczna odpowiedź Irańczyków na ataki USA.

Alex World Politics 5 kwietnia 2026 r. Autorstwa Alexa Männera alexmaenner/proxys-des-iran-drohen-mit-blockade

Konflikt między Iranem a Stanami Zjednoczonymi i Izraelem zaostrza się i wciąga nowych aktorów z regionu Zatoki Perskiej. Jak pokazują ostatnie wydarzenia, Teheran od kilku dni otrzymuje wsparcie militarne od tzw. ruchu Huti w Jemenie, na południu Półwyspu Arabskiego.

Jemeńscy Huti, którzy walczą o swoją szyicką wiarę od ponad 20 lat i obecnie kontrolują duże prowincje na zachodzie kraju ogarniętego wojną, są powszechnie uważani za „partnerów” Iranu. Są oni ideologicznie i politycznie blisko powiązani z Iranem i, dzięki jego wsparciu, skutecznie przeciwstawili się interwencji Arabii Saudyjskiej w ostatnich latach. Działają również głównie przy wsparciu Teheranu w wielu innych sprawach, konsekwentnie wzmacniając irańskie interesy.

Iran z kolei walczył z amerykańską i izraelską machiną wojenną praktycznie bez pomocy zagranicznej. (Zwłaszcza że kraje arabskie w regionie, zgodnie z przewidywaniami, albo opowiedziały się po stronie Waszyngtonu, albo zachowały neutralność). Jednak wraz z przystąpieniem jemeńskich Huti do wojny, równowaga sił w tym konflikcie może ulec znaczącej zmianie.

W odpowiedzi na izraelsko-amerykańskie naloty na Iran, rebelianci Huti ogłosili już na początku marca zamiar podjęcia działań przeciwko Stanom Zjednoczonym, Izraelowi i ich sojusznikom. Jak donosiły media, oddziały milicji Huti rozpoczęły w zeszły poniedziałek ataki na Izrael rakietami i dronami. Od tego czasu doszło do licznych nalotów na Izrael, w tym pocisków balistycznych wystrzelonych na cele w rejonie Tel Awiwu.

Wysoko postawieni przedstawiciele Huti podkreślają jednak, że ataki te były dopiero pierwszym krokiem. Z pełną siłą uderzą tylko wtedy, gdy „agresja na Iran i Liban znacząco się nasili” i jeśli jedno z państw Zatoki Perskiej weźmie w niej udział. Stwierdza to między innymi w oświadczeniu wiceministra informacji Huti z 2 kwietnia. W odwecie rebelianci zablokują strategiczną cieśninę Bab al-Mandab na wybrzeżu Jemenu , która łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i stanowi południową bramę do Kanału Sueskiego.

Cieśnina Bab al-Mandab ma około 30 kilometrów szerokości i ogromne znaczenie, zwłaszcza dla handlu między Azją a Europą. Szacuje się, że rocznie przepływa przez nią około 20 000 statków, co stanowi około 30% światowego ruchu kontenerowego i około 10% handlu ropą naftową.

Poważne ograniczenia żeglugi w Cieśninie Bab al-Mandab, a nawet całkowite zablokowanie tego szlaku transportowego, zmusiłyby firmy żeglugowe do kosztownego objazdu wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Wydłużyłoby to również czas podróży i poważnie zakłóciło globalne łańcuchy dostaw, potencjalnie doprowadzając do ich zatrzymania. Konsekwencje dla całej światowej gospodarki byłyby katastrofalne.

Huti dwa i pół roku temu udowodnili, że blokada jest rzeczywiście możliwa. W listopadzie 2023 roku, w odpowiedzi na izraelską ofensywę w Strefie Gazy, przeprowadzili ataki na izraelskie i powiązane z Izraelem statki handlowe na Morzu Czerwonym, poważnie ograniczając żeglugę w regionie. Żegluga nie została wówczas całkowicie sparaliżowana, ponieważ wtedy, między innymi, Huti powstrzymali się od atakowania statków przewożących ropę naftową lub skroplony gaz ziemny.

Zatem ataki Huti w cieśninie Bab al-Mandab byłyby kolejną skuteczną, asymetryczną odpowiedzią Teheranu na zmasowane naloty USA i Izraela. Być może równie skuteczną, jak blokada Cieśniny Ormuz, która już doprowadziła do globalnego kryzysu energetycznego. Wynika to przede wszystkim z ograniczeń w dostawach surowców z Bliskiego Wschodu i wynikającego z nich niedoboru energii, a także gwałtownego wzrostu światowych cen ropy naftowej i gazu.

Nie strasz, Trump, nie strasz… bo…

Trump grozi, że dziś wieczorem „zniszczy cały Iran”, żąda „swobodnego przepływu ropy” przez Cieśninę Ormuz i podaje inne aktualności.

——————————

==========================================================

Trump grozi, że dziś wieczorem „zniszczy cały Iran”, żąda „swobodnego przepływu ropy” przez Cieśninę Ormuz i podaje inne aktualności.

Autorstwa Tylera Durdena

Streszczenie:

  • Trump grozi: „Iran może zostać zdobyty w jedną noc… może nawet dziś”; ostrzega, że ​​„każdy most i każda elektrownia” zostaną zniszczone.
  • Dziennik „Wall Street Journal” donosi, że armia amerykańska przygotowuje się do ewentualnych ataków na irańskie obiekty energetyczne . Uniwersytety i lotniska zostały już zaatakowane.
  • Raport organizacji Axios z niedzielnego wieczoru dotyczący 45-dniowego zawieszenia broni zaproponowanego przez Stany Zjednoczone został odrzucony w poniedziałek rano przez Iran , który później w poniedziałek wydał 10-punktowy list za pośrednictwem Pakistanu .
  • Izrael atakuje duży zakład petrochemiczny w Południowym Parsie , który odpowiada za połowę krajowej produkcji petrochemicznej.
  • Trump potwierdził, że wtorkowy termin przed atakami na kluczową infrastrukturę został uznany za „ostateczny” i nazwał Amerykanów sprzeciwiających się wojnie z Iranem „głupimi” – argumentując, że jedynym celem jest uniemożliwienie Teheranowi uzyskania broni jądrowej.
  • Izrael zabija doświadczonego, długoletniego szefa wywiadu IRGC; irański atak rakietowy na kompleks mieszkalny w Hajfie zabija 4 osoby .

W tym kontekście szanse na zawieszenie broni do końca kwietnia (2026 r.) rosną (choć nadal są niskie)…

==========================================================

Irański Uniwersytet „MIT” zaatakowany przez naloty

W ostatnich dniach liczba amerykańskich i izraelskich nalotów na irańskie uniwersytety znacznie wzrosła. Obejmowało to między innymi zakrojony na szeroką skalę atak na Uniwersytet Sharif w Teheranie , często nazywany „Irańskim MIT” .

Po tym ataku irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi zagroził irańskim odwetem, ostrzegając: „Napastnicy poczują naszą siłę”. Stwierdził, że w ostatnich dniach zaatakowano również kilka innych uniwersytetów. Według raportu regionalnego (Al Jazeera), co najmniej 30 irańskich uczelni i uniwersytetów ucierpiało w wyniku trwających ataków .

Ani Stany Zjednoczone, ani Izrael nie ujawniły przyczyn ataków na kampusy uniwersyteckie. Wielu studentów z tych właśnie miejsc uczestniczyło w protestach w styczniu . Stany Zjednoczone twierdzą, że „pomagają” protestującym poprzez masową kampanię bombardowań zarządzoną przez Trumpa.

Uniwersytet Shahid Beheshti w północnym Teheranie został zaatakowany w zeszły piątek. Uczelnia wydała oświadczenie, w którym stwierdziła: „Ten wrogi akt nie tylko godzi w bezpieczeństwo pracowników naukowych i środowisko naukowe kraju, ale jest również wyraźnym atakiem na rozum, badania naukowe i wolność myśli ”.

Trump grozi zniszczeniem Iranu do północy we wtorek, jeśli nie zostanie osiągnięte porozumienie.

Po rozmowie z dziennikarzami wcześniej tego dnia (przed, w trakcie i po święcie Wielkanocy) i omówieniu propozycji zawieszenia broni („niewystarczająco dobrych”), a także chęci „zdobycia ropy”, prezydent Trump wszedł na podium w sali prasowej Białego Domu o godzinie 13:00 czasu wschodniego, aby opowiedzieć o akcji ratunkowej pilotów, którzy polegli w weekend.

Prezydent Trump skupił swoje wystąpienie na weekendowej akcji poszukiwawczo-ratunkowej po zestrzeleniu pilotów, podkreślając jej sukces i jednocześnie potępiając wyciek szczegółów dotyczących misji. „Niedyskrecja dotycząca akcji ratunkowej stanowi kwestię bezpieczeństwa narodowego” – powiedział, dodając, że władze „zbadają media, które poinformowały o tej niedyskrecji”. Stwierdził również: „Musimy znaleźć to źródło; to chory człowiek” i ostrzegł przed potencjalnymi działaniami prawnymi za „grożenie dziennikarzowi więzieniem za niedyskrecję”, po czym dodał: „Lewacy to pokochają!”.

Następnie przyjął bardziej agresywne stanowisko wobec Iranu, deklarując: „Iran można pokonać w jedną noc, może nawet jutro”, i podkreślając to słowami: „Cały Iran można pokonać w jedną noc”. W pewnym momencie dodał: „Wygraliśmy”. Pete Hegseth wtrącił się, zaostrzając sytuację, stwierdzając: „Dzisiaj nastąpi najwięcej ataków na Iran” i ostrzegając: „Jutro ataki na Iran będą liczniejsze niż dzisiaj”.

Podczas sesji pytań i odpowiedzi Trump zasugerował nieujawnioną strategię, mówiąc: „Mam najlepszy plan ze wszystkich, ale nie zdradzę wam, jaki”, podkreślając jednocześnie: „Nie zrobiliśmy tego z powodu zmiany reżimu”. Opisał zmianę przywództwa w Iranie w dosadnych słowach: „Nowy reżim jest mądrzejszy, bardziej przebiegły, mniej radykalny”.

Ataki na kluczową infrastrukturę już trwają…

Tłumaczenie „X” : Stany Zjednoczone i Izrael prowadzą intensywne naloty bombowe na irański kompleks petrochemiczny South Pars, który odpowiada za 85% produkcji kraju w tym sektorze. Zniszczenia są ogromne, ale kompleks zajmuje powierzchnię 54 000 hektarów, więc jego całkowite zniszczenie wymagałoby wielu dni intensywnych bombardowań. Niemniej jednak straty spowodowane zniszczeniem infrastruktury i utratą zysków z pewnością sięgają dziesiątek miliardów dolarów.

Zwrócił się również bezpośrednio do irańskiej opinii publicznej, oświadczając: „Irańczycy powinni się zbuntować, inaczej konsekwencje będą straszne”, twierdząc jednocześnie: „Irańczycy chcą, abyśmy kontynuowali bombardowania”, i dodając: „Naród irański jest gotowy cierpieć za wolność”. Podkreślił również, że „swobodny przepływ ropy naftowej” przez Cieśninę Ormuz „musi zostać uwzględniony w porozumieniu z Iranem ”. Ostrzegł, że „każdy most” i każda elektrownia zostaną zniszczone do północy jutro, jeśli Irańczycy nie zaakceptują porozumienia o zawieszeniu broni.

Stało się to po tym, jak w „Wall Street Journal” ukazał się artykuł, w którym kilku amerykańskich urzędników poinformowało, że armia amerykańska przygotowuje się do ewentualnych ataków na cele energetyczne w Iranie , podczas gdy prezydent Trump nasila swoje żądania, aby Teheran otworzył Cieśninę Ormuz, co powoduje znaczny wzrost cen ropy naftowej…

To, że stratedzy wojskowi opierają się na istniejących listach potencjalnych celów, aby przedstawić prezydentowi opcje na wypadek, gdyby zdecydował się zaatakować infrastrukturę energetyczną (według źródeł WSJ), nie powinno być niczym nowym dla inwestorów (jednak rynek reaguje bardzo wrażliwie) , biorąc pod uwagę fakt, że Trump w ostatnich dniach nasilił swoje groźby, mówiąc w niedzielę dziennikowi „Wall Street Journal”, że zniszczy wszystkie irańskie elektrownie, jeśli reżim nie zgodzi się na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz do wtorkowego wieczora.

Szef wywiadu IRGC zabity; Izrael ponosi ciężkie straty

Według doniesień irańskich mediów, w poniedziałek w nalocie zginął szef wywiadu Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Agencja informacyjna Tasnim, powiązana z IRGC, poinformowała, że ​​dział PR IRGC potwierdził w poniedziałek, że generał dywizji Majid Khademi zginął w porannym ataku sił USA i Izraela. Tasnim nie ujawniła miejsca ataku.

Siły Obronne Izraela (IDF) oświadczyły wcześniej, że Khademi był jednym z najwyższych rangą dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej z wieloletnim doświadczeniem . „Khademi pracował nad wspieraniem ataków terrorystycznych na całym świecie i był odpowiedzialny za monitorowanie irańskiej ludności cywilnej w ramach tłumienia wewnętrznych protestów przez reżim” – podano.

RFE/RL poinformowało, że Khademi objął stanowisko latem ubiegłego roku po tym, jak Mohammad Kazemi zginął w izraelskich atakach podczas 12-dniowej wojny. Wcześniej kierował działem ochrony wywiadu Ministerstwa Obrony i Logistyki Sił Zbrojnych. Iran zapowiedział teraz pomszczenie jego śmierci na Izraelu.

Tymczasem Izrael poniósł znaczne straty w nocy z niedzieli na poniedziałek, po tym jak Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), w oświadczeniu opublikowanym przez media państwowe, stwierdził, że siły irańskie zaatakowały rafinerię ropy naftowej w Hajfie. Wygląda jednak na to, że pocisk uderzył w budynek mieszkalny, zabijając co najmniej czterech Izraelczyków . Ekipy poszukiwawczo-ratownicze spędziły około 18 godzin na przeszukiwaniu gruzów kompleksu budynków i w poniedziałek rano odnalazły dwa ciała, po wcześniejszym odkryciu dwóch kolejnych. Liczba ofiar śmiertelnych może wzrosnąć w miarę kontynuowania akcji ratunkowej. Inne regionalne źródło podało, że „ ponad 160 Izraelczyków trafiło do szpitali w ciągu ostatnich 24 godzin, według izraelskiego Ministerstwa Zdrowia w poniedziałek”.

Tłumaczenie „X” : Izrael jest atakowany. Ponad 15 bomb kasetowych trafiło w cel. Doniesienia wskazują, że w ciągu ostatnich kilku godzin około 60% irańskich pocisków ominęło izraelski system obrony powietrznej. Operacja „Żelazna Kopuła” została wykończona.

Trump: wtorkowy termin jest „ostateczny i nie ulegnie zmianie”; Amerykanie sprzeciwiający się wojnie z Iranem są „głupi”

Podczas dorocznej uroczystości wielkanocnej w Białym Domu prezydent Trump powtórzył, że wtorkowy termin jest ostateczny , dodając, że przeanalizował wszystkie propozycje. Uznając nową, 10-punktową propozycję dotyczącą Iranu za „duży krok”, stwierdził jednak, że „nie jest ona wystarczająco dobra; zobaczymy, co się stanie”. W oświadczeniu czytamy dalej:

  • Wojna może zakończyć się bardzo szybko, jeśli zrobią to, co trzeba.
  • Ludzie, którzy przemawiają w imieniu Iranu, są teraz bardziej rozsądni.
  • Wojna toczy się o jedno: Iran nie może posiadać broni jądrowej .
  • „Gdybym miał wybór, kupiłbym irańską ropę”.
  • Jeśli Iran nie ustąpi, nie będzie już mostów i elektrowni.
  • Przed Wielką Brytanią jeszcze długa droga.

Pojawiły się również interesujące oświadczenia, w których twierdzono, że do dziś rano w Iranie „zginęło 45 000 demonstrantów” – choć nie jest do końca jasne i wątpliwe, skąd wziął tę liczbę. Stwierdził, że Irańczycy potrzebują broni i że wysłał jej trochę, ale „pewna grupa” postanowiła ją zatrzymać.

„Irańczycy chcą słyszeć bombardowania, bo chcą być wolni” – stwierdził. Pierwsza Dama Melania dodała, że ​​Stany Zjednoczone walczą o „przyszłość” dzieci w Iranie. [Już 186 dziewczynek osiągnęło tę przyszłość md].

Kolejnym ciekawym momentem jest to, że niektóre odłamy ruchu MAGA stają się coraz bardziej sceptyczne i rozgniewane na wojnę.

Prezydent USA przemawia do dziennikarzy w Białym Domu. Zapytany, co powiedziałby Amerykanom sprzeciwiającym się wojnie, Trump odpowiedział:„To głupcy”.

„Bo w tej wojnie chodzi o jedno: Iran nie może posiadać broni jądrowej” – powiedział.

Iran odrzuca „proste zawieszenie broni” w 10-punktowym planie

Według PressTV: „10-punktowy plan odrzuca proste zawieszenie broni i podkreśla potrzebę trwałego rozwiązania, które zabezpieczy interesy Iranu. Kluczowe postulaty obejmują zakończenie działań wojennych w regionie, zapewnienie bezpiecznego przejścia przez Cieśninę Ormuz, zniesienie sankcji i odbudowę dotkniętych obszarów”. Nie jest tajemnicą, że Iran dąży do trwałego zakończenia wojny pod warunkami gwarantującymi, że nigdy więcej nie zostanie zaatakowany .

  • „Według korespondenta ds. polityki zagranicznej IRNA, w tej dziesięcio-akapitowej odpowiedzi Iran podkreślił potrzebę trwałego zakończenia wojny, biorąc pod uwagę stanowisko Iranu, jednocześnie odrzucając zawieszenie broni”.
  • „Ta odpowiedź zawiera szereg żądań ze strony Iranu, w tym zakończenie konfliktów w regionie, protokół dotyczący bezpiecznego przejścia przez Cieśninę Ormuz, odbudowę i zniesienie sankcji”.

Wygląda na to, że przypomina projekt opublikowany przez Iran około dwa tygodnie temu. Teheran przy każdej okazji zaprzecza jakimkolwiek bezpośrednim rozmowom z Waszyngtonem. Teheran nadal odrzuca również oferty zawieszenia broni złożone przez Biały Dom . A jednak ten sam mały taniec powtarza się w każdy poniedziałek…

Tłumaczenie „X” : Zdumiewające jest to, że co niedzielę wieczorem otrzymujemy raport od Axios, w którym stwierdza się, że porozumienie pokojowe jest bliskie.

Izrael atakuje zakład petrochemiczny na polu gazowym Południowy Pars

Irańskie media państwowe poinformowały w poniedziałek o ataku na zakład petrochemiczny South Pars w Asaluyeh. „Kilka minut temu słychać było kilka eksplozji dochodzących z kompleksu petrochemicznego South Pars w Asaluyeh” – donosił Fars. Agencja Tasnim poinformowała również o ataku na dwie firmy użyteczności publicznej w Asaluyeh, który odciął dostawy prądu do zakładów petrochemicznych . Później Izrael ogłosił drugi atak na kolejny zakład chemiczny w Iranie. To samo źródło podało następujące szczegóły:

  • Celem były zakłady petrochemiczne w Asaluyeh, w tym Jam i Damavand.
  • Zaatakowano firmy Mobin i Damavand, które zaopatrywały zakłady petrochemiczne w Assaluyeh w energię elektryczną, wodę i tlen.
  • Pars Petrochemical jest bezpieczny i nie został uszkodzony.

Izrael przyznał się do ataku, donosi „Washington Post”. Czy narusza to wcześniejsze zobowiązanie Izraela złożone Trumpowi, że nie podejmie jednostronnych działań przeciwko South Pars? Dzieje się to w kontekście zbliżającej się masowej eskalacji działań USA przeciwko kluczowej infrastrukturze energetycznej i cywilnej.

Izrael zaatakowałkluczowy zakład petrochemiczny na rozległym polu gazowym Południowy Pars w Iranie, zabijając wysokiego rangą dowódcę Gwardii Rewolucyjnej izagrażając negocjacjom mającym na celu doprowadzenie do zawieszenia broni między USA a Teheranem.

Minister obrony Izraela Israel Katz potwierdził, że to, co określiłjako „potężny cios dla największego zakładu petrochemicznego w Iranie”, który odpowiada za połowę krajowej produkcji petrochemicznej. Rzecznik izraelskiego wojska, podpułkownik Nadav Shoshani, powiedział, że w miarę postępu rozmów Iran nie będzie miał „żadnego immunitetu”.

Tłumaczenie „X” : Izraelskie Siły Powietrzne zaatakowały największy irański zakład petrochemiczny, złoże gazu Południowy Pars w Asaluyeh. Zostało ono całkowicie zniszczone.

Irańskie rakiety nadal atakują Izrael z regularną częstotliwością; izraelskie służby ratunkowe zgłosiły w poniedziałek co najmniej 28 uderzeń w centralnym Izraelu, gdzie bomby kasetowe wyrządziły szkody. Trafione zostały Ramat Gan, Bene Berak i Giwatajim, a mężczyzna po czterdziestce został podobno „umiarkowanie ranny”.

Iran odrzuca jakiekolwiek tymczasowe zawieszenie broni: „Normalizacja zbrodni wojennych”

Iran odrzucił tymczasowe zawieszenie broni w wojnie między USA i Izraelem, twierdząc, że da to przeciwnikom czas na przegrupowanie się i przygotowanie do dalszego konfliktu. Jednak oświadczenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie odniosło się wprost do 45-dniowej propozycji, o której poinformował portal Axios.

„Domagamy się zakończenia wojny i zapobieżenia jej nawrotom ” – powiedział rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmail Baghaei, według państwowej irańskiej agencji informacyjnej IRNA. Analitycy od dawna wiedzą, że działania odwetowe Teheranu wobec państw Zatoki Perskiej i Izraela są tak surowe, ponieważ chcą one odstraszyć od potencjalnych przyszłych ataków . Władze Iranu obawiają się, że bez odpowiedniego i ostatecznego rozwiązania kraj zostanie po prostu ponownie zaatakowany, czy to za rok, czy nawet za kilka lat.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło również w poniedziałek, że Iran przygotował odpowiedź na żądania USA dotyczące zakończenia wojny i opublikuje ją „w razie potrzeby”. Odniosło się do 15-punktowej listy, którą Waszyngton wysłał do Teheranu przez Pakistan – którą Baghaei ponownie określił jako „skrajnie przesadną, nietypową i nielogiczną”. Przypomniał również światu, że Teheran ma „bardzo gorzkie doświadczenia w negocjacjach z USA”. Pomysł rozmów w tym momencie jest „absolutnie nie do pogodzenia z ultimatum, zbrodniami i groźbami popełnienia zbrodni wojennych” – kontynuował Baghaei.

W poniedziałkowy poranek, zaledwie kilka godzin przed otwarciem giełdy, znów pojawiła się fala nagłówków o „negocjacjach”…

Mimo to rzecznik irańskiego wojska Ebrahim Zolfaghari oświadczył w poniedziałek, jak donosi Tasnim, że jeśli ataki na cele cywilne będą kontynuowane, irańskie środki odwetowe zostaną znacznie rozszerzone, a straty będą „wielokrotnie większe”.

Tymczasem irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi w poniedziałek, w związku z groźbami Trumpa dotyczącymi zniszczenia infrastruktury cywilnej, powiedział swojemu francuskiemu odpowiednikowi: „To zagrożenie jest równoznaczne z normalizacją zbrodni wojennych i ludobójstwa”.

Nowy raport Axios na temat proponowanego przez USA 45-dniowego zawieszenia broni

W obliczu groźby katastrofalnej globalnej eskalacji, która ma nastąpić we wtorek, mediatorzy na Bliskim Wschodzie kontaktują się z Iranem i Stanami Zjednoczonymi w celu wynegocjowania proponowanego 45-dniowego zawieszenia broni , poinformował w niedzielę wieczorem portal Axios . Zawieszenie broni jest przedstawiane jako pierwszy krok dwuetapowego porozumienia, którego celem jest wynegocjowanie trwałego zakończenia wojny, którą Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły niespodziewanym atakiem 28 lutego w trakcie trwających negocjacji.

Ten nikły promyk nadziei pojawił się po tym, jak prezydent Trump w Niedzielę Wielkanocną wygłosił wulgarną groźbę, że zrujnuje życie 90 milionom Irańczyków, którym obiecał wyzwolenie zaledwie kilka tygodni wcześniej: „Wtorek będzie dniem elektrowni i mostów w Iranie, w jednym. Nie będzie niczego podobnego!!! Otwórzcie tę cholerną cieśninę, wy szalone dranie, albo traficie do piekła”.

Tłumaczenie „X” : Jak to się zaczęło i jak to się dzieje obecnie.

Oprócz ostrych uwag, Trump ogłosił również w mediach społecznościowych przedłużenie pierwotnie dziesięciodniowego terminu otwarcia Cieśniny Ormuz przez Iran — terminu, który pierwotnie miał upłynąć w poniedziałek wieczorem. Trump twierdzi teraz, że Iran ma czas do wtorku, do godziny 20:00. Tymczasem Trump zaplanował konferencję prasową na poniedziałek, na godzinę 13:00 . Opisał ją jako konferencję prasową „z wojskiem”, sugerując, że może ona skupić się na świętowaniu uratowania zestrzelonego oficera uzbrojenia Sił Powietrznych USA przez amerykańskie siły specjalne w weekend. Ponieważ konferencja odbywa się w Gabinecie Owalnym, może być dostępna tylko dla niewielkiej części akredytowanych przez Biały Dom mediów.

Połączenie lekko zachęcającego raportu Axios i konferencji prasowej Trumpa może doprowadzić do kolejnego z wielu wahań na rynku od początku wojny. Trump powiedział Axios , że trwają „intensywne negocjacje” z „dużą szansą” na sukces. Z drugiej strony, szybko dodał: „Jeśli nie dojdą do porozumienia, wysadzę wszystko tam w powietrze”. Groźby Trumpa dotyczące zniszczenia irańskiej infrastruktury cywilnej skłoniły Iran do deklaracji odwetu w Zatoce Perskiej. W opublikowanym w niedzielę nagraniu wideo Iran zagroził „całkowitym i całkowitym zniszczeniem” wartego 30 miliardów dolarów centrum danych Stargate firmy OpenAI w Dubaju.

Iran kontynuuje

Opublikowali wideo, w którym grożą atakiem na 1-GW centrum danych Stargate AI w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Centrum danych jest ukryte na Mapach Google – nawet to pokazali

Tłumaczenie „X” : Rzecznik irańskiej centrali „Khatam al-Anbiya”: Nic nam nie umknie. Wszystkie firmy ICT w regionie są przez nas uważane za legalne cele.

Chociaż dokładne szczegóły negocjacji nie są jasne, Axios donosi , że mediatorzy pakistańscy, egipscy i tureccy są w centrum rozmów, a wysłannik Trumpa Steve Witkoff wymieniał „wiadomości tekstowe” z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchim. Co istotne, źródła medialne podały, że mediatorzy uważają, że pełne otwarcie Cieśniny Ormuz będzie możliwe dopiero po podpisaniu ostatecznego porozumienia .

  • Mediatorzy chcą zbadać, czy Iran mógłby podjąć częściowe kroki dotyczące wzbogacania uranu i transportu przez Cieśninę Ormuz w pierwszej fazie porozumienia. Pracują również nad środkami, które administracja Trumpa mogłaby podjąć, aby dać Iranowi gwarancje, że zawieszenie broni nie jest jedynie tymczasowe i że wojna nie zostanie wznowiona.
  • Przedstawiciele Iranu jasno dali do zrozumienia mediatorom, że nie chcą sytuacji podobnej do tej w Strefie Gazy czy Libanie , gdzie zawieszenie broni istnieje tylko na papierze, ale USA i Izrael mogą w każdej chwili ponownie zaatakować, jeśli zechcą. — Axios

Na początku tych ostatnich rozmów rozdźwięk między żądaniami USA i Iranu był ogromny. Trump domaga się między innymi, aby Iran ograniczył swój program rakiet balistycznych, który już dwukrotnie wykorzystał w odwecie za agresję USA i Izraela, oraz zaprzestał wszelkiego wzbogacania uranu, mimo że Iran, jako sygnatariusz Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej, ma do tego prawo (statusu, którego Izrael nie posiada). Iran zażądał reparacji za szkody wyrządzone przez ataki Izraela i USA, zamknięcia baz amerykańskich w regionie , zniesienia wszystkich sankcji oraz wiążącej gwarancji przed kolejnymi rundami sporadycznych ataków amerykańsko-izraelskich. W odniesieniu do tego ostatniego żądania, niektórzy rozważali uchwalenie przez USA ustawy, która wstrzymałaby pomoc dla Izraela w przypadku ponownego ataku na Iran.

Spekuluje się, że akcja ratunkowa pilotów stanowiła przykrywkę dla naziemnej operacji wydobycia uranu

Oprócz ryzyka eskalacji poprzez ataki na infrastrukturę cywilną, istnieje również niebezpieczeństwo rozmieszczenia amerykańskich wojsk lądowych . Trump może poczuć się ośmielony proponowanymi operacjami zdobycia wyspy Charg i/lub obszaru graniczącego z cieśniną, po dramatycznej akcji ratunkowej członka załogi zestrzelonego F-15E, która miała miejsce w weekend – co samo w sobie stanowiło pierwsze znane rozmieszczenie wojsk na terytorium Iranu. (Należy zauważyć, że coraz więcej weteranów i innych osób – wskazując na takie czynniki, jak użycie samolotów transportowych C-130 i lokalizacja prowizorycznego lotniska – wysnuwa teorię, że akcja ratunkowa była w rzeczywistości nieudaną próbą przejęcia irańskich zapasów uranu wzbogaconego do 60 procent ).

KOSZT OPERACJI „RATUNKOWEJ” PILOTÓW USA:
— 2 samoloty MC-130 (ponad 100 MILIONÓW DOLARÓW KAŻDY) „celowo zniszczone”
— 4 śmigłowce MH-6 Little Bird
zrzucone przez Iran NOWE ZDJĘCIA WRAKUpic.twitter.com/TMYCEspepc— RT (@RT_com)

5 kwietnia 2026 r

Tłumaczenie hasła „X” : KOSZT AMERYKAŃSKIEJ MISJI RATOWNICTWA LOTNICZEGO:

— 2 samoloty MC-130 (każdy wart ponad 100 milionów dolarów) „celowo zniszczone”

— 4 śmigłowce MH-6 Little Bird

Iran publikuje nowe zdjęcia gruzów

Jednakże obecnie niewiele wskazuje na to, że premier Izraela Benjamin Netanjahu jest zainteresowany deeskalacją.

***

Źródło: Trump grozi dziś wieczorem „wyeliminowaniem całego Iranu”, żąda „swobodnego przepływu ropy” w Ormuz

Co do diabła wydarzyło się podczas akcji ratunkowej F-15E-WSO w Iranie?

Co do cholery wydarzyło się podczas akcji ratunkowej F-15E-WSO w Iranie?

Larry C. Johnson

Irański system obrony powietrznej z powodzeniem zestrzelił amerykański samolot F-15E nad Iranem w piątek, 3 kwietnia. Istnieją pewne nieścisłości i niejasności co do dokładnej lokalizacji (więcej na ten temat później). Pilot i oficer uzbrojenia (WSOWeapons Systems Officer) katapultowali się, ale zostali rozdzieleni. Pilot został szybko odnaleziony przez zespół poszukiwawczo-ratowniczy (CSAR), a dwa śmigłowce Pave Hawk, które przetransportowały go w bezpieczne miejsce, zostały trafione, ale zdołały dotrzeć do Kuwejtu pomimo wyraźnie widocznego czarnego dymu.

WSO miał mniej szczęścia. Podobno wylądował około pięciu mil na północny zachód od miejsca, w którym ostatecznie został uratowany. Nie zaprzeczam, że został odnaleziony przez amerykańskie siły specjalne na grzbiecie wzgórza – czerwone kółko po lewej stronie zdjęcia oznacza zgłoszoną lokalizację pilota, a czerwone kółko po prawej stronie oznacza lotnisko, na którym lądowały amerykańskie siły specjalne.

Ta historia ma kilka naprawdę dziwnych aspektów. WSO jest zazwyczaj porucznikiem lub kapitanem… Ten WSO jest pułkownikiem i zastępcą dowódcy eskadry w bazie lotniczej Muwaffaq Salti (MSAB) w Jordanii.

To wyjaśnia dużą liczbę sił wysłanych na jego ratunek. Różne doniesienia prasowe twierdzą, że złamał nogę lub kostkę. Nasuwa to uzasadnione pytanie: jak człowiek ze złamaną nogą mógł przejść pięć mil, a następnie wspiąć się na górę? Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale stawia to pod znakiem zapytania dokładność relacji armii amerykańskiej.

I teraz nadchodzi kluczowy moment… Zlokalizowany wrak samolotu C-130, który najwyraźniej korzystał z lokalnego „pasa startowego dla farm” (patrz zdjęcie powyżej), znajduje się tuż nad górą, około 35 km (21 mil) od elektrowni jądrowej w Isfahanie, gdzie rzekomo składowany jest wzbogacony uran o jakości bliskiej do budowy broni. Czy to wszystko była nieudana operacja amerykańskich sił specjalnych, mająca na celu zabezpieczenie irańskiego uranu z elektrowni w Isfahanie?

Zanim wyrażę swoją opinię, warto rozważyć inne krążące doniesienia. Po pierwsze, artykuł Simpliciusa na Substacku: „To oficjalne: amerykańskie wojska lądowe w głębi Iranu – w połączeniu z kolejnymi upokarzającymi stratami”. Simplicius twierdzi, że zakrojona na szeroką skalę amerykańska operacja ratunkowa drugiego członka załogi (oficera uzbrojenia) zestrzelonego F-15E Strike Eagle skutecznie potwierdziła pierwsze oficjalne „amerykańskie wojska lądowe w Iranie”.

To, co Stany Zjednoczone przedstawiły jako zwykłą misję CSAR, obejmowało znaczną penetrację terytorium Iranu przez siły specjalne, co poskutkowało znacznymi stratami w amerykańskich samolotach – wynikają z irańskich doniesień i dowodów ze źródeł jawnych.

Simplicius argumentuje, że narracja o „ratunku” służyła jako przykrywka lub zbiegała się z szerszym celem: Operacja koncentrowała się właśnie na obszarze, gdzie Iran przechowuje znaczne ilości wzbogaconego uranu i materiałów jądrowych. Uważa to za niebezpieczną eskalację – z amerykańskimi siłami specjalnymi w głębi Iranu.

Anthony Aguilar, emerytowany oficer operacji specjalnych, ma nieco inną ocenę. Formułuje następującą hipotezę:

Operacja ratunkowa została rozszerzona i miała być misją wysokiego ryzyka z udziałem Delta Force, JSOC, SOF i ST-6, mającą na celu zabezpieczenie uranu w Iranie; stąd duże rozmieszczenie personelu, wsparcia i samolotów. Taki był plan. Poniósł porażkę. Co więc stało się z samolotami? Nie sądzę, żeby „utknęły”. Widziałem MC-130J przedzierające się przez błoto, śnieg i żwir. Bardziej prawdopodobne jest, że zostały uszkodzone podczas podejścia i na ziemi, szczególnie na prowizorycznym pasie startowym w pobliżu Isfahanu, „dogodnie” blisko domniemanego składowiska uranu.

Jest też Greg Bagwell, prezes UK Air & Space Power Association, podcaster, członek RUSI Distinguished Fellow i były dowódca RAF. Napisał na X:

Niektórzy mogą się zastanawiać, dlaczego Stany Zjednoczone wysłały dwa śmigłowce MC-130 na lądowisko w Iranie. Klucz tkwi w użytych śmigłowcach AH-6 Little Bird z serii Night Stalker, które również zostały zniszczone. Baza WSO znajdowała się kilkaset kilometrów w głąb lądu i uznano, że bezpośrednie loty śmigłowców w obie strony po poprzednich atakach są zbyt ryzykowne. Niemniej jednak, górzyste położenie wymagało wsparcia, które mógł zapewnić tylko śmigłowiec. Rozwiązaniem były transportowe śmigłowce AH-6, przewożone przez C-130.

Niestety, pas startowy najwyraźniej nie był wystarczająco wytrzymały dla C-130. Dlatego użyto samolotów Dash 8, które jednak nie mogły transportować śmigłowców. W rezultacie zarówno MC-130, jak i AH-6 musiały zostać zniszczone.

A teraz moja ocena: zestrzelenie F-15E nie było pretekstem do zaplanowanej operacji specjalnej przeciwko bazie w Isfahanie. To był nieszczęśliwy incydent.

Biorąc pod uwagę wysoką rangę WSO – i jego wiedzę o operacjach USA – jego ratunek stał się priorytetem. Doprowadziło to do wezwania jednostki JSOC (prawdopodobnie stacjonującej w Kuwejcie) w celu zapewnienia wsparcia.

Dwa samoloty C-130J były prawdopodobnie już wyposażone w śmigłowce AH-6. To, że WSO znajdowało się w pobliżu planowanej bazy operacyjnej, było czystym zbiegiem okoliczności. Jednostka znała już ten obszar z wcześniejszych planów ewentualnego ataku na Isfahan.

Przyczyna, dla której samoloty C-130 nie mogły wystartować, pozostaje niejasna. Ostatecznie do ewakuacji sił wykorzystano samoloty z 427. Eskadry Operacji Specjalnych (C295).

Ta katastrofa może okazać się błogosławieństwem w nieszczęściu. Utrata kluczowych zasobów powietrznych i ujawnienie lotniska w pobliżu Isfahanu mogą doprowadzić do odwołania planowanej misji zabezpieczenia [tj. rabunku md] materiałów jądrowych.

W piątek, 3 kwietnia, siły amerykańskie najwyraźniej były już na pozycjach. Jednak admirał dowodzący CENTCOM-em może teraz mieć wątpliwości i zgłaszać swoje obawy Sztabowi Generalnemu.

Jedno jest pewne: wciąż nie poznaliśmy całej prawdy na temat ratowania WSO.

Źródło: Co do cholery stało się z akcją ratunkową F-15E WSO w Iranie?

Przebudowa porządku świata

Przebudowa porządku świata

Zorard zorard/przebudowa-porzadku-swiata

Kiedy w lutym 2022 zaczynała się Specjalna Operacja Wojskowa wszyscy – od zwykłych ludzi po amerykańskich generałów – byli pewni, że Rosja pokona Ukrainę w parę tygodni. Tak myśleli nawet szykujący Ukraińców do tej wojny amerykańscy generałowie, którzy dawali im maksymalnie parę miesięcy. Tak myśleli oczywiście także i rosyjscy dowódcy planujący defiladę w Kijowie. Ale Ukraina broni się już czwarty rok, oczywiście dzięki wsparciu na każdym poziomie przez NATO, niestety z dużym udziałem Polski.

Okazało się więc, że Rosja jest dużo słabsza niż się wydawało zarówno nam – jak i samej Rosji. Jest na tyle silna, że NATO nie udało się jej pokonać i powoli, z trudem, przechyla szalę zwycięstwa na swoją stronę – ale z pewnością dużo słabsza niż ZSRR, nawet w ostatniej dekadzie jego istnienia.

Kiedy miesiąc temu USA rozpoczęło swoją Specjalną Operację Wojskową (bo do tej pory oficjalnie nie jest to wojna!) przeciwko Iranowi wszyscy – na czele z amerykańskim prezydentem – pewni byli, że po zabiciu przywódców kraju w nagłym ataku powietrznym oraz zbombardowaniu Teheranu Persowie po prostu powstaną i zmiotą znienawidzone przez Izrael władze co pozwoli obsadzić zwolnione stanowiska posłusznymi marionetkami pokroju niejakiego Pahlaviego.

Nic takiego nie nastąpiło, a przekonanie, że zmasowane naloty skłonią Iran do kapitulacji okazało się również nieprawdziwe. Napadnięty Iran zaczął się srogo odgryzać co było zupełnie niespodziewane i nie fair – jak to określił Donald Trump. Minął miesiąc, cieśnina Hormuz nadal zamknięta – chyba, że ktoś zapłaci Iranowi „myto” – a rakiety na Izrael i amerykańskich sojuszników z Zatoki Perskiej spadają praktycznie co noc. Nic nie wskazuje by USA miało tą wojnę wygrać.

USA okazało się więc słabsze niż sie wydawało zarówno nam – jak i amerykańskiemu kierownictwu. Nie tak słabe by Iran mógł je pokonać, ale na tyle słabe, że nie jest w stanie pokonać Iranu. Dużo słabsze niż podczas wojny z Irakiem w 1991 czy 2003 roku.

Zatem dwa mocarstwa – Rosja i USA – które nadawały ton naszemu myśleniu o świecie przez większość 20 wieku okazują się dużo słabsze niż się wszystkim wydawało. To bardzo, bardzo ważny moment, który powinien dać do myślenia władzom polskiego państwa gdyby takowe realnie by istniało.

Strach przed Rosją połączony z podsycaną zazdrością niechęcią to stały element polskiej psyche. Z drugiej strony po upadku (czy raczej kapitulacji) ZSRR do 2022 roku funkcjonowaliśmy w świecie jednopolarnym, w którym jest jeden hegemon – USA.

Trwało to 32 lata. Przyzwyczailiśmy się do myśli o wielkich, wszechpotężnych Stanach Zjednoczonych Ameryki, do ich niepokonanej armii dysponującej niezrównaną techniką – i tak dalej – tym bardziej, że poza Talibami nikt nie powiedział „sprawdzam!”. To powodowało, że wielu nawet szczerych patriotów uważało, że Polska powinna być wasalem USA i że to nam coś gwarantuje. Przez pewien czas wydawało się to nawet być prawdą, bo hegemon nie wymagał od nas wiele poza likwidacją rodzimego przemysłu i dostarczaniem taniej siły roboczej.

Teraz jednak układ zmienia się i to zmienia się w sposób widoczny. Zarówno los Ukrainy – ponad milion zabitych, miliony uciekły z kraju, zdemolowana infrastruktura – jak i amerykańskich wasali z Zatoki Perskiej pokazuje, że bycie „sojusznikiem” USA wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa. Przeciwnie, może okazać sie bardzo ryzykowne i fatalne w skutkach.

W szerszym planie warto zauważyć, że USA – a ściślej żydowska szajka banksterów używająca USA jako golema – usiłuje utrzymać pozycję hegemona metodą siłową. Ewidentnie ktoś tam doszedł do wniosku, że „teraz albo nigdy” – czyli, że teraz mają jeszcze dość siły militarnej by próbować zbrojnie wywalczyć przedłużenie „pax americana”.

Jaki jest dalszy plan ciężko powiedzieć, zwłaszcza, że poza kalkulacjami geopolitycznymi czy ekonomicznymi mamy też do czynienia np. z fanatykami „chrześcijańskiego syjonizmu”, którzy uważają iż wspieranie Izraela jest misją o charakterze nadprzyrodzonym, mającą doprowadzić do apokalipsy w sensie biblijnym a więc w ostatecznym rozrachunku powtórnego przyjścia Chrystusa.

Wiele osób łamie sobie nad tym głowę. Polecam zapoznać się tu z analizami m.in. Aleksandra Dugina, który uważa, że planowana kolejność to Iran, Turcja a następnie Chiny.

Jedno jest jednak pewne – nawet jeżeli USA się nie uda i świat wielobiegunowy stanie się faktem, to USA nadal może zamknąć się w swojej części świata pozostając wielkim, bogatym mocarstwem. Hesgeth – amerykański minister wojny (Secretary of War) ostatnio w przemówieniu nazwał to „Greater North America”, która obejmuje przestrzeń od Wenezueli po Grenlandię i Kanadę. To zarysowanie nienegocjowalnej strefy wpływów, które USA „rezerwuje sobie” na wypadek gdyby nie dało rady pokonać Chin, Rosji i innych w toczącej się już III Wojnie Światowej.

Świat wielobiegunowy bowiem to kilka większych mocarstw wraz ze strefą wpływów złożoną z lokalnych wasali.

I tu wracamy do sytuacji Polski. USA bowiem jeśli osłabną i wycofają się do swojej strefy „Greater North America” to przestaną się nami interesować i zajmować. I wydaje się to całkiem prawdopodobne – jednopolarność to w historii wyjątek, nie reguła. Regułą jest za to słabnięcie i upadanie imperiów. Tak więc obecność dalekiego mocarstwa morskiego w Polsce to incydent, nie coś co będzie trwać kolejne dziesięciolecia.

Rosja natomiast jest pod bokiem i wyjąwszy jakiś kataklizm w tej czy innej formie będzie nadal tu gdzie była przez ostatnie setki lat. Wypadałoby więc zacząć się zastanawiać jak mamy sobie z tą Rosją ułożyć stosunki w sytuacji, kiedy amerykański ambasador nie będzie już dostarczać poleceń naszym lokalnym marionetkom. Najbardziej fatalnym wyjściem byłoby gdyby po prostu „przekazał pałeczkę” ambasadorowi rosyjskiemu przy zachowaniu kompradorskiej, służalczej kasty lokalnych nadzorców. Dużo lepiej by było gdyby ktoś myślący podmiotowo zastanowił się się jak ułożyć sobie relację z Rosją będąc ich wasalem tak, by zachować pole manewru i szanse na przyszłość. Jakieś pole do rozgrywki dają tu np. relacje z Chinami. To zdają się już robić Węgrzy i Słowacy – i oczywiście Białoruś.

Problem w tym, że nie ma w Polsce komu o tym myśleć, kto by miał szansę mieć jakiś wpływ na wydarzenia. A ci co by mogli cierpią na tą przywarę, którą diagnozował już ponad sto lat temu Roman Dmowski: bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę. W efekcie nikt z Warszawy nie rozmawia poważnie ani z Pekinem ani z Moskwą ani nawet z Mińskiem.

Dodam, że sytuacja jest bardziej wielowymiarowa – mamy też schyłek kapitalizmu, rewolucję AI czy problem żydowski, który staje się palący – Żydzi bowiem trzymają za pysk większość świata zarówno poprzez system bankowy jak i zupełnie bezpośrednio. W tym wpisie zająłem się tylko tym geopolitycznym aspektem – ważnym, ale nie jedynym. W istocie uważam, że jeśli bycie wasalem Rosji dawałoby szansę na poluzowanie żydowskiego uścisku to byłoby tego warte.

Zaszufladkowano do kategorii O Świat | Otagowano

Tak głupiego prezydenta USA jeszcze nie było. [uzup.]

– „Tak głupiego prezydenta USA jeszcze nie było” –

– mówi dr Wojciech Szewko w godzinnym wywiadzie przeprowadzonym przez Jacka Podgórskiego i Andrzeja Rozenka:

Jakie w końcu były przyczyny amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran? – pyta J. Podgórski. Odpowiada W. Szewko: Nie odszukamy tych przyczyn w wypowiedziach Trumpa i jego administracji. Kolejne wypowiadane przez nich: zmiana reżimu w Iranie, zatopienie marynarki wojennej, zniszczenie lotnictwa, konfiskata wzbogaconego uranu czy ograniczenie programu rakietowego – są po prostu nieprawdziwe.

Agresorzy zamordowali przywódców irańskich wraz z ajatollahem Chameneim – celem było sparaliżowanie działań władzy, a skutki były odwrotne: miliony ludzi w Iranie oraz szyitów w innych państwach wyszły na ulicę, by opłakiwać męczennika, a jeśli idzie o uran, to Teheran zgodził się we wcześniejszych rokowaniach na rozrzedzenie uranu czy też oddanie go Rosji. Zresztą wzbogacony uran po czerwcowej 12-dniowej wojnie został wywieziony do kilku czy kilkunastu podziemnych miejsc.

Cele Izraela były bardziej konkretne i zostały zrealizowane w pewnym stopniu: armia izraelska zniszczyła znaczną część irańskiego przemysłu maszynowego, metalowego i zbrojeniowego, a także zrównała z ziemią budynki rządu i administracji oraz obiekty użyteczności publicznej. Celem ostatecznym Tel Awiwu jest cofnięcie Iranu do epoki kamienia łupanego [tu dodam, że Iran podjął te same działania wobec Izraela – przypis ZB].

Wojna na Bliskim Wschodzie. Konflikt Izrael - Iran

Wojna na Bliskim Wschodzie

Izrael atakuje obecnie trzy państwa: Iran, Syrię i Liban, więc jego sytuacja nie jest korzystna. Kończą się efektory, więc armia broni tylko najważniejsze obiekty. Brakuje też rekrutów. Nadzieją dla ludzi pokoju byłaby porażka Netanjahu w tegorocznych wyborach, jednak nie nastąpi to raczej, ta wojna służy zbrodniczemu premierowi.

W sumie Trump nie osiągnął żadnego z zakładanych celów: nie zmienił rządu Iranu, nie zniszczył przemysłu rakietowego i nie przejął kilkuset kilogramów wzbogaconego uranu. Wręcz odwrotnie: doprowadził do zamknięcia Cieśniny Ormuz, czego skutkiem jest brak odpowiedniej ilości ropy i gazu na rynkach światowych. Wielu analityków przewiduje, że USA zostawią wzburzony Iran, który zrozumie, że bez broni atomowej nie ma co myśleć o suwerenności.

Wszystko wskazuje na to, że Cieśnina Ormuz, która od miesiąca jest pod całkowitym nadzorem Teheranu, zmieni swój status i stanie się skarbonką dla Iranu i Omanu, które są w trakcie opracowywania statusu cieśniny na wzór cieśnin czarnomorskich. Warunki przepłynięcia statków są jednoznaczne: mogą płynąć wszystkie (z wyłączeniem amerykańskich i izraelskich) po opłaceniu dwóch milionów dolarów w juanach.

Czy USA zdecydują się na wejście na irański ląd? – Byłby to największy prezent od Amerykanów – mówi dr W. Szewko. – Kilka czy kilkanaście tysięcy żołnierzy amerykańskich nie ma najmniejszych szans w terenie górzystym z milionową armią irańską, której na pomoc może przyjść 300 tysięcy szyickich bojowników z Iraku.

I na koniec przytoczę parę zdań z ‚Myśli Polskiej’, które w pełni uzasadniają tytuł tej notki: „Jeśli Iran nie otworzy Cieśniny Ormuz do wtorku wieczorem, straci wszystkie elektrownie i mosty” – zagroził Donald Trump w rozmowie z dziennikiem ‚Wall Street Journal’. Prezydent USA jeszcze ostrzej zareagował w mediach społecznościowych pisząc, że „we wtorek odbędzie się ‚dzień mostów i elektrowni” w Iranie’, zapowiadając kolejne ataki. „Otwórzcie tę pi****oną cieśninę, szaleni dranie!”.

Opracował: Zygmunt Białas

=====================================

tOświadczenie Ambasady Iranu w Republice Południowej Afryki, znalezionego dzisiaj na blogu Bruska Kodłucha. Oceńcie sami poziom i kulturę wypowiedzi najwyższego przedstawiciela USA i dyplomatycznego przedstawiciela Iranu.

————————————————————–

W następstwie wypowiedzi przypisywanych prezydentowi USA Donald Trump, w których zasugerował, że „zepchnie Iran z powrotem do epoki kamienia łupanego”, jeśli ten będzie nadal zamykał Cieśninę Ormuz… Ambasada Iranu w Republice Południowej Afryki wydała oświadczenie o następującej treści:

Epoka kamienia łupanego? Gdy wy szukaliście ognia w jaskiniach, my zapisywaliśmy zasady praw człowieka na Cylindrze Cyrusa. Nasz kraj nie jest opowieścią do opowiadania, lecz dziedzictwem, które się chroni, tożsamością, której nie da się wymazać, i zapisem cywilizacji, której nie złamią burze polityki ani wasze słabe wypowiedzi. Gdy my przekazywaliśmy światu wiedzę, pismo, rolnictwo i inne nauki, nie istniało jeszcze coś takiego jak Stany Zjednoczone, a ziemia, na której dziś stoicie, należała do rdzennych mieszkańców Ameryki, którzy zostali poddani ludobójstwu. Dziś idziecie po ich krwi i po ruinach ich historii, która została siłą wymazana. Historia świadczy na ich korzyść, nie na waszą.

A nasza cywilizacja, trwająca od sześciu tysięcy lat, jest tego dowodem. Zapytajcie swoich przodków, jeśli chcecie… Przepraszamy – to nasz błąd, bo wy nie macie przodków, których moglibyście zapytać.

Ziemia, na której powstał Iran, nie została zbudowana przypadkiem ani nie pojawiła się nagle w historii narodów. To ciągłość cywilizacyjna sięgająca głęboko w przeszłość, która przetrwała zmiany i oparła się burzom dziejów. Persja stawiła czoła najazdowi Aleksandra Wielkiego oraz inwazji Mongołów, a los najpotężniejszych imperiów w historii pokazuje, że upadły – podczas gdy Iran pozostał. Wyobraź więc sobie, jak wielka jest nasza odporność.

● Źródło: oświadczenie ambasady Iranu w Republice Południowej

Українська правда. MEM-y VIII.

———————————————————–

————————————

—————————————–

———————

————————————————-

——————————————————-

———————–

———————————————————–

——————————————-

Opowiem wam o Iranie

salon24.pl/opowiem-wam-o-iranie

Opowiem wam o Iranie

Waldemar Żyszkiewicz

29–37 minut


Nie będzie to jednak ani diabolizująca państwo Ariów narracja z perspektywy imperium Stanów Zjednoczonych, które pretendują do arbitralnego narzucania swych porządków w każdym zakątku globu. Ani też wizja odpowiadająca obecnym władzom Państwa Żydowskiego, jawnie aspirującym do budowy Wielkiego Izraela jako podmiotu politycznego o statusie regionalnego mocarstwa na Bliskim Wschodzie.

Islamska Republika Iranu – nieoficjalnie Iran – dawniej znana jako Persja, leży w położonej najbardziej na zachód południowej części kontynentu azjatyckiego. W polskiej terminologii zwykle określa się ten region mianem Bliskiego Wschodu. Z powierzchnią sięgającą 1 650 000 km kw. oraz populacją liczącą prawie 92,5 miliona mieszkańców (dane z roku 2025) republika irańska – zarówno pod względem swego obszaru, jak i liczby ludności – jest 17. państwem świata. A szóstym, co do wielkości, w samej Azji. 

Ćwierć miliona Żydów w Iranie 

Iran to dość rozległy kraj, o terytorium w znacznej części górzysto-wyżynnym, z dolinami na wybrzeżach obmywanych od zachodu i południa przez wody zatok Perskiej i Omańskiej, od północy przez wody Morza Kaspijskiego, które pozostaje w istocie największym, choć słonym jeziorem świata. Całkowita długość linii brzegowej przypadającej w udziale Islamskiej Republice Iranu wynosi 3180 km, a długość jej granic lądowych z państwami sąsiednimi – odpowiednio 5440 km. Ludność Iranu stanowi prawie jedną trzecią populacji USA, nie jest to zatem jakieś małe, niepoważne państewko, które bezkarnie można najechać i zdobyć w blitzkriegu. Owszem, zawsze pozostaje jeszcze bezpieczna forma wojny na odległość: bombardowanie miast, ostrzał rakietowy, niszczenie infrastruktury i zasobów potrzebnych do przetrwania ludności, ale trochę trudno nazwać to misją pokojową, operacją stabilizacyjną czy wdrażaniem cywilizacyjnych standardów w imię praw człowieka. 

Ludność współczesnego państwa irańskiego to swoista mozaika etniczno-religijna, w dodatku niejako dwuwarstwowa. Sam rozkład etniczno-narodowościowy przedstawia się następująco: Persowie stanowią 65 proc. populacji, Azerowie – 16 proc., Kurdowie – 7 proc., Lurowie – 6 proc., Arabowie i Beludżowie po 2 proc.. Na pozostałe dwa procent składają się inni, w tym tradycyjnie Żydzi, wręcz dumni z tego, że to właśnie perski cesarz Cyrus Wielki wyzwolił ich z niewoli babilońskiej i umożliwił powrót do ojczystych krain. 

Ciekawe dane o społeczności żydowskiej i warunkach jej życia we współczesnym państwie irańskim podaje Dan Kovalik w książce Spisek przeciwko Iranowi, czyli jak USA niszczą wolne państwo, opublikowanej przez wrocławską oficynę Wektory. Żydzi w Iranie – ich społeczność ocenia się na ćwierć miliona osób – są zarejestrowaną mniejszością z prawem do swobodnego praktykowania własnej religii. W Teheranie jest 20 synagog oraz 5 koszernych rzeźni. Potwierdził to przewodniczący Teherańskiego Stowarzyszenia Żydów dr Siamak Moreh-Sedegh, lekarz, urodzony w religijnej żydowskiej rodzinie w Sziraz w roku 1965. Wybrany następnie do Madżlisu, irańskiego parlamentu dziesiątej kadencji, dr Moreh-Sedegh ocenił w wywiadzie dla Deutsche Welle (2017), iż Żydom w Iranie zwykle żyło się lepiej niż Europie, gdzie zwłaszcza dziś dba się często bardziej o prawa zwierząt niż o prawa ludzi, choćby zakazując koszernych ubojni. 

– Osobiście na przykład pracuję w żydowskim szpitalu, ale 95 proc. pacjentów i pracowników to muzułmanie. Zabrania się tu wypytywać o czyjąś religię, a nad wejściem do naszej placówki wisi fragment z Tory: Traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany – mówił żydowski parlamentarzysta z Madżlisu. I uzasadniał swe stanowisko: – Jestem Irańczykiem – modlę się po hebrajsku, potrafię mówić po angielsku – ale myślę wyłącznie po persku. Uważam, że jest ogromna różnica między narodowością a religią, nie przeczą one sobie wzajemnie. Nie rozważam wyjazdu za granicę, a już na pewno nie do Izraela, bo sądzę, że idea, jakoby wszyscy Żydzi powinni mieszkać w jednym miejscu, wywodzi się z przekonania, że jesteśmy inni od reszty ludzkości. Tymczasem ja sądzę, że jesteśmy tacy sami. 

Starożytny kobierzec etniczno-religijny 

Wspomniałem wcześniej, że mozaika religijno-etniczna jest niejako podwójna. Otóż współcześni Persowie, naród stanowiący blisko dwie-trzecie tkanki społecznej współczesnego Iranu, wywodzą się od indoeuropejskich Ariów, którzy – jak wynika z obecnego stanu badań – przybyli na te tereny w II tysiącleciu p.n.e. Lud Parsua (Grecy od niego wywiedli później nazwę Persja) w VIII wieku przed Chrystusem opanował rejon gór Bachtiari / Parsumasz, na zachód od obecnego Isfahanu. W wieku następnym Achemenes dał początek dynastii, która wzięła swe miano od jego imienia. 

Achemenidom wiodło się raz lepiej, raz gorzej, syn założyciela dynastii opanował tereny Parsua, ale pod koniec VII wieku tereny ludu Parsua stały się częścią królestwa Medów. Dopiero w roku 550 p.n.e. Cyrus II Wielki w sojuszu z królem nowobabilońskim zdobył stolicę Medów Ekbatanę i podporządkował sobie cały Iran, Armenię oraz część Anatolii, tworząc rozległe imperium perskie. Państwo podzielono na satrapie – wielkie okręgi administracyjne, takie jak Babilonia, Syria, Lidia, Media, Armenia. 

Za panowania Dariusza I z bocznej linii Achemenidów, który rządził przez 36 lat, udoskonalono podział na satrapie, oddzielono władzę cywilną satrapów od dowództwa wojskowego, rozbudowano słynny system poczty i dróg królewskich łączących stolice państwowe – Babilon, Suzę i Ekbatanę – z kresami imperium. Stworzono system monetarny oparty na złocie i srebrze. Rozpoczęto budowę rezydencji królewskich w Suzie i Persepolis. To był okres rozkwitu staroperskiej architektury i sztuki. Dariuszowi udało się nawet przyłączyć część Indii i Trację, nic dziwnego, że nazwano go Wielkim. 

Liczące sobie ponad dwa i pół tysiąca lat państwo perskie, o historii dziesięć razy dłuższej od państwowości Stanów Zjednoczonych, przechodziło różne koleje losów. Dariuszowi Wielkiemu nie udało się podporządkować sobie Greków, natomiast Aleksander Macedoński około połowy czwartego wieku p.n.e. podbił imperium Achemenidów. Jego dzieło starali się kontynuować greccy Seleucydzi, jednak okres hellenistyczny nie trwał w dziejach Iranu długo, w przeciwieństwie do nadanych im właśnie przez Greków nazw: Persja i Persowie.

Wędrujące przez kontynent w stronę irańskiego płaskowyżu starożytne ludy indoeuropejskie, bitne i ekspansywne, zakładały kolejne królestwa, Ariowie, nieraz mieszając się z etnikami wcześniej osiadłymi na podbitych terenach, zarówno wnosili coś od siebie, jak i przejmowali miejscowe zwyczaje, sposoby gospodarowania, języki czy religie. Taka mozaika etniczno-plemienno-religijna stawała się podłożem do naturalnej niejako, bo warunkującej współistnienie tolerancji w klasycznym rozumieniu tego terminu. 

Raport z nory szpiegów versus Mike Pompeo 

Na tereny irańskie od wschodu tzw. Jedwabnym szlakiem płynęły nie tylko towary, ale i wierzenia, idee, religie, takie jak zaratusztrianizm, manicheizm, a nawet buddyzm. Irańskie królestwo Partów przez blisko trzysta lat rywalizowało z Rzymem, ale w 224 roku naszej ery przegrało niejako z wewnętrzną opozycją, czyli nowo założoną przez Ardaszira dynastią Sasanidów. Sasanidzi z Sziraz, którzy władali Persją ponad czterysta lat, religią panującą w swym imperium uczynili zaratusztrianizm, sekując na przykład pokrewny mu manicheizm. Wraz z podbojami terytorialnymi (Mezopotamia, Syria) w państwie Sasanidów pojawiła się potrzeba uregulowania stosunków między wyznawcami różnych religii, w tym zwłaszcza z chrześcijanami, którzy – jako kupcy czy rzemieślnicy – stanowili będącą przedmiotem zazdrości zamożniejszą warstwę społeczną. 

Bizantyjski cesarz Arkadiusz napisał do Jezdegerda I list z apelem o zaprzestanie prześladowań religijnych wobec chrześcijan w Iranie. Szach Jezdegerd, wspominany w tradycji jako władca surowy, przejawiał jednak postawę tolerancji religijnej, toteż zwołał synod duchowieństwa chrześcijańskiego i utworzył Kościół Perski jako część struktury państwowej. Niewykluczone, że współcześni Irańczycy byliby w sporej części chrześcijanami, gdyby nie najazd muzułmański na Persję i upadek imperium Sasanidów w połowie VII wieku naszej ery. Sto lat później, około roku 750 n.e. zdecydowana większość ówczesnych Irańczyków, porzucając swój rdzenny zaratusztrianizm, przeszła na islam. Co ciekawe, masowa konwersja religijna nie pociągnęła za sobą arabizacji Persów, którzy kulturowo i językowo pozostali nadal sobą. Do pewnego stopnia tłumaczy to złożone stosunki między Iranem a państwami arabskimi położonymi w regionie. Ale też ukazuje, jak nieoczywistą i bogatą, złożoną etnicznie, kulturowo czy religijnie mozaiką pozostaje współczesny naród irański. 

Fakt, że Iran jest społeczeństwem pluralistycznym o wysokim poziomie tolerancji religijnej, potwierdza choćby Confidential Country Team Report. Z tego raportu, który powstał w ambasadzie amerykańskiej w Teheranie 27 grudnia 1978 roku, dowiadujemy się między innymi, że „W kraju większość stanowi szyicki odłam islamu, ale istnieje tu długa tradycja tolerancji religijnej, która mniejszościom, takim jak chrześcijaństwo, judaizm, zoroastrianizm czy bahaityzm pozwala jawnie praktykować własną obrzędowość i brać udział w życiu publicznym”. A przecież autorów tej oceny trudno posądzać o jakąś szczególną proirańską stronniczość.   

Skądinąd jest to jeden z kilku tysięcy dokumentów zniszczonych tuż przed szturmem na ambasadę w listopadzie 1979 i później pracowicie odtworzonych przez młodych Irańczyków, tak jak widać to w jednej ze scen filmu Operacja Argo w reżyserii Bena Afflecka. Pakiet tej  zrekonstruowanej dokumentacji można znaleźć w sieci pod zabawną nazwą Dokumenty z amerykańskiej nory szpiegów. Tym bardziej żałosne wydają się próby wyręczania starożytnego narodu irańskiego w wyborze stosownej formy organizacyjnej własnego państwa. Zwłaszcza że idzie tu o całkiem nieadekwatne struktury, koncepty czy algorytmy rodem z obcej Persom kulturowo, a mentalnie chybionej ideologii demoliberalnej. W dodatku, idzie też o struktury władzy forsowane przez pewnych siebie i apodyktycznych funkcjonariuszy politycznych w rodzaju oficera, prawnika, byłego szefa CIA oraz eks-sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo. 

Czaszka i piszczele jako droga do Persji

Iran dysponuje drugimi co do wielkości potwierdzonymi zasobami gazu ziemnego i czwartymi w skali świata zasobami ropy naftowej, co w epoce rewolucji przemysłowej powinno stać się jego zasadniczym atutem, a wychodzi na to, że okazało się przekleństwem… Zresztą węglowodory wcale nie wyczerpują listy bogactw naturalnych, także tych atrakcyjnych w erze postprzemysłowej spod znaku technologii hi-tech. Występują tu liczne rudy metali, surowce skalne przydatne w budownictwie – więc to naprawdę mógłby być kraj, w którym jego mieszkańcom nieźle się powodzi. Dlaczego zatem jest inaczej? Czy dlatego, że Iran jest państwem okrutnych szyickich ayatollachów, którzy nie dość że gnębią swych obywateli, zmuszając ich do życia w rygorze opresyjnego państwa wyznaniowego, to jeszcze wspierają wszelkie formy terroryzmu w regionie? Co więcej, ten bezwzględny reżim islamski dąży do wyprodukowania broni nuklearnej, zagrażając w ten sposób Państwu Izrael, które skądinąd taką właśnie bronią i to osiągniętą w sposób pozaprawny – przecież dysponuje. 

Zachwiana logika? Naciągana argumentacja? Ależ tak, bo to tylko konsekwentna i dobrze zorkiestrowana propaganda Zachodu, która ma sprawić, by ewentualna bezprawna i bezzasadna napaść na starożytne państwo nie wzbudziła w świecie masowych protestów, ograniczając reakcje „przyzwoitych ludzi” do zdawkowego: trochę sobie Irańczycy na to zasłużyli. Że przesadzam? 

W sporządzonym w Brookings Institution już w roku 2009 raporcie Którędy do Persji można przeczytać: „Jakakolwiek operacja militarna przeciwko Iranowi będzie źle postrzegana w świecie; wymaga więc odpowiedniego kontekstu międzynarodowego w celu zapewnienia logistycznego zaplecza takiej operacji oraz zabezpieczenia przed ewentualnymi reperkusjami. Najlepszym sposobem, żeby zminimalizować sprzeciw na arenie międzynarodowej oraz zmaksymalizować ilość wsparcia (nawet, gdyby miało być ono niechętne lub zawoalowane) jest uderzenie dopiero wówczas, gdy uda się już wzbudzić powszechne przeświadczenie, że Irańczykom zaoferowano porozumienie na bardzo dobrych warunkach, które zostały odrzucone”. 

Nawet ten króciutki wyimek z raportu szanowanego think-tanku, z którego analiz chętnie korzystają obie wielkie partie amerykańskie,  ukazuje dwa ważne aspekty: wysoką intelektualną jakość opracowania oraz czytelny brak powściągów, które płynęłyby z uwewnętrznionych kodeksów norm czy systemów wartości sankcjonowanych religijnie. Ot, czysty makiawelizm, czyli absolutyzacja zasady skuteczności przy realizacji arbitralnie zdefiniowanego interesu własnego. A zachowanie pozorów? Tak, ale tylko w przypadku, gdyby ujawnienie prawdziwych motywacji miało zagrozić realizacji przyjętej strategii.  

Czy to może zdumiewać, zwłaszcza w zderzeniu z natrętną retoryką demoliberalnej propagandy? Owszem, ale tylko tych, którzy nie chcą pamiętać, że Blada Twarz ma dwa języki oraz nie znają faktycznych ścieżek kariery politycznej w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych. Cały system wtajemniczeń, rytów oraz ceremoniałów, począwszy od dyplomów właściwych szkół wyższych z kręgu tzw. bluszczowej ligi, przynależność do prestiżowych korporacji studenckich, ale także lóż i organizacji okołowolnomularskich, typu Czaszka i piszczele (ang. Skull and Bones), elitarnych klubów oraz rozmaitych stowarzyszeń weteranów – robi swoje. Już nawet o całą paletę służb specjalnych USA nie zatrącając. 

Carter, Vance i męczeństwo arcybiskupa Romero

Wspominam o tym, by zaakcentować fakt, że oficjalne rewerencje najwyższych polityków amerykańskich wobec osób i zwierzchności duchownych najrozmaitszych Kościołów czy religii nie gwarantują żadnego wymiaru pionowego, lecz wyłącznie czysto zewnętrzne relacje dyplomatyczno-horyzontalne. W książce Dana Kovalika, z której przy pisaniu tego tekstu obficie korzystam, dobitnym dowodem na potwierdzenie powyższych słów jest sposób, w jaki prezydent Jimi Carter, postrzegany dość powszechnie w świecie jako chrześcijanin-baptysta, co więcej, również jako polityk-szermierz walczący o prawa człowieka, potraktował salwadorskiego arcybiskupa Oskara Romero. 

Gdy arcybiskup San Salvador, stolicy Salwadoru, w dobrej wierze i z pełnym zaufaniem zwrócił się do Cartera z apelem o wstrzymanie finansowania przez rząd USA nader brutalnie (z udziałem szwadronów śmierci) rządzącej w Salwadorze junty, plantator z Georgii zlecił wystosowanie odpowiedzi na ten list sekretarzowi stanu Cyrusowi Vance’owi. Odpowiedź ta, zacytowana w książce razem z listem katolickiego arcybiskupa, dobrze ilustruje stopień wyrafinowania, swoiste poczucie wyższości oraz sporą dozę arogancji zmieszanej z hipokryzją, bardzo swoisty koktajl charakteryzujący górną półkę urzędników amerykańskiego państwa. 

„Stany Zjednoczone nie zamierzają interweniować w wewnętrzne sprawy Salwadoru. Niemniej jednak jesteśmy niezwykle zaniepokojeni groźbą wybuchu wojny domowej, która mogłaby zaprzepaścić dobrobyt i stabilność całego regionu. Będziemy więc przychylać się do uzasadnionych próśb junty rządowej, aby móc dostarczać środki do zwalczania gospodarczej i społecznej niesprawiedliwości oraz promować szacunek dla instytucji demokratycznych oraz praw jednostki. (…) Niech Bóg udzieli Jego Świątobliwości mądrości i siły potrzebnej w wypełnianiu tego trudnego zadania” – brzmiały końcowe fragmenty odpowiedzi Vance’a. Trzy tygodnie później metropolita San Salvador już nie żył, zastrzelony podczas odprawiania Mszy świętej, w kaplicy szpitala pw. Opatrzności Bożej. Zleceniodawcą był Roberto D’Aubuisson, oficer wywiadu Gwardii Narodowej, organizatorem – Alvaro Saravia, były kapitan sił powietrznych Salwadoru, a wykonawcami członkowie salwadorskich szwadronów śmierci.  

Autor Spisku przeciwko Iranowi z gorzką ironią komentuje sekwencję faktów, pisząc: „Biskup Romero nie rozumiał, że polityka zagraniczna USA nie kieruje się takimi ekstrawagancjami jak chrześcijaństwo, prawa człowieka, moralność czy nawet zwykła ludzka przyzwoitość. Jej siłą napędową jest pragnienie bogactwa i władzy, mimo wzniosłych deklaracji takich polityków jak prezydent Carter”. 

O tym, że nominalnie chrześcijańscy liderzy w USA: działacze, politycy czy generałowie, przynależący do rozmaitych denominacji protestanckich bywają nieraz antykatoliccy pisał już wiele lat temu Vittorio Messori, wskazując na ideologiczny, lożowy wektor stojący za decyzją o mało zasadnym z wojskowego punktu widzenia ataku na starożytne opactwo benedyktyńskie na Monte Cassino. Warto te różne fragmenty mozaiki uwzględnić, żeby zrozumieć istotny, choć zwykle niedeklarowany wprost stosunek polityków USA na przykład do irańskich ayatollachów, nie mówiąc już o zwykłych mułłach.  

Więzienie w 12. dzielnicy Teheranu

Dlaczego surowce energetyczne zamiast przyczynić się do bogactwa i pozycji Iranu w świecie stały się jego swoistym przekleństwem? Złą passę zapoczątkował chciwy i głupi, podobno też skorumpowany król Iranu, który w roku 1901 za 20 tysięcy funtów (około 2,7 mln funtów według relacji dzisiejszych) sprzedał prawo do eksploatacji irańskich złóż ropy, gazu ziemnego, naturalnego asfaltu i parafiny finansiście z Londynu nazwiskiem Wiliam Knox D’Arcy. W utworzonej w roku 1909 Anglo-Persian Oil Company (APOC), później przemianowanej na British Petroleum, rząd brytyjski wykupił 51 proc. udziałów. Koncesja Knoxa D’Arcy’ego rozciągała się na całe terytorium kraju z wyjątkiem pięciu prowincji w północnym Iranie. I została zawarta na 60 lat. Według umowy, tylko kilkanaście proc. zysku zostawało w Iranie, reszta przypadała Brytyjczykom. Kovalik pisze, że Persja dostawała 10 do 12 proc. rocznego dochodu, anglojęzyczna Wikipedia podaje, że to było 16 proc., ale nawet przyjmując wyższą wartość, zawarta umowa była dla perskiego państwa skrajnie niekorzystna. Tym bardziej że pracujących przy wydobyciu i w rafinerii Irańczyków traktowano, tak jak Brytyjczycy mieli to w zwyczaju: miejscowych źle opłacano i traktowano niczym jakiś gorszy rodzaj istot.    

Reza Shah Pahlavi, ochotnik, żołnierz, a potem dowódca perskiej Brygady Kozackiej, osadzony na tronie przez Brytyjczyków w roku 1926, założył nową dynastię, odwołując się do terminu Pahlavi, będącego nazwą języka średnioperskiego, z czasów poprzedzających najazd arabski. Szacha Rezę śmiało można by nazwać dyktatorem-reformatorem. Inna rzecz, że czasy były szczególne, porewolucyjne, sprzyjające zmianom, a powszechna nędza i zacofanie perskiego państwa zdecydowanych reform z pewnością się domagały. 

Reza Pahlavi scentralizował władzę i zmodernizował kraj: wprowadził jednolity podatek gruntowy, obowiązek służby wojskowej i rejestrację urodzin. Utworzył Bank Centralny, anulował dotychczasowe umowy międzypaństwowe, rozpoczął budowę dróg oraz kolei trans-irańskiej. Okcydentalizował społeczeństwo: mężczyznom nakazał przywdziać stroje zachodnie, kilka lat później zakazał kobietom noszenia chust. Przełomowym okazał się rok 1935: został utworzony uniwersytet w Teheranie, wydano też dekret dopuszczający kobiety do pracy w urzędach, bankach, w szkolnictwie, służbie zdrowia. Wtedy też Reza Shah ogłosił zmianę oficjalnej nazwy państwa, zwracając się przy tym do akredytowanych w Iranie dyplomatów z sugestią, aby jego kraj, zgodnie z rdzenną tradycją językową nazywać Państwem Ariów / Aryjczyków (Eran => Iran), a nie nadal Persją, czyli rodzajem przezwy, jaką przed wiekami obdarzyli Iran Grecy. 

W zasadzie nowy władca Iranu powinien się wszelkim postępowcom, liberałom i modernizatorom podobać, ale o jego losach przesądziły zbytnie (w oczach Anglików i Rosjan) sympatie proniemieckie, których zresztą i w Wielkiej Brytanii nie brakowało. W latach 30. w Iranie pojawiło się wielu niemieckich specjalistów, zarówno takich potrzebnych przy budowie dróg i mostów, ale również obecność kadr Abwehry była znacząca. Ciekawostką pozostaje fakt, że nazistowscy fachowcy z Niemiec w 12. dzielnicy Teheranu zbudowali nowoczesne  więzienie, przejęte w latach 1957–1979 przez osławiony SAVAK. W jednej z cel tego więzienia, teraz przekształconego w muzeum terroru, przetrzymywano oraz męczono zabitego niedawno w amerykańsko-izraelskim nalocie ayatollacha Alego Chameneia. 

Kermit i metoda głodzenia niepokornych 

Po ataku Sowietów i Brytyjczyków w roku 1941 Niemcy zostali z Iranu wyparci, Rezę Shaha zmuszono do abdykacji, a na tronie osadzono jego syna Mohammada Rezę Pahlaviego. Młody, zaledwie 22-letni szachinszach był początkowo niezdecydowany, skłonny do liberalizacji systemu rządów, ale po nieudanej próbie zamachu (w roku 1949) zmienił się, stwardniał. W tym czasie siły polityczne niezadowolone z porozumienia z Brytyjczykami zawartego w roku 1919, które nadawało Persji status na poły kolonialny, skupiły się wokół Mohammada Mosaddegha. Ten polityk, deputowany do Madżlisu, w którym ponownie zasiadał od roku 1944, domagał się zmiany niesprawiedliwego podziału zysków z Anglo-Iranian Oil Company (AIOC, wcześniej APOC). Mimo że zasiadał w komisji ds. ropy Brytyjczycy odmówili mu wglądu do ksiąg rachunkowych firmy, nie wyrazili też zgody na techniczne przeszkolenie personelu irańskiego w zakresie wydobycia ropy. W tej sytuacji Mosaddegh, już jako przewodniczący komisji, zaproponował podział zysków po połowie, co oczywiście również spotkało się z odmową. 

Postrzegany przez Irańczyków jako osoba bezwzględnie uczciwa, działająca na rzecz dobra wspólnego, w połowie marca 1951 roku zdołał przeforsować w Madżlisie ustawę o nacjonalizacji przemysłu naftowego, którą 32-letni szachinszach podpisał. W sześć tygodni później Mohammad Mosaddegh był już premierem, który w pełni demokratyczny sposób i z wielkim poparciem społecznym doszedł do władzy. Ale to, co było dobre dla Irańczyków, nie mogło się spodobać Anglosasom. Ogłosili embargo na irańską ropę, zamknęli rafinerię w Abbadanie. Sytuacja w kraju, niemal całkowicie pozbawionym dochodów, stała się trudna. Metoda głodzenia niepokornych państw już wtedy weszła do rutynowego arsenału imperiów. W dodatku, wykupione przez Brytyjczyków miejscowe media zaczęły kampanię propagandową przeciw nowemu premierowi. W odwecie Mosaddegh zlikwidował brytyjską ambasadę, utrudniając w ten sposób działalność jej agentury w Teheranie. 

Mocno osłabione po wojnie Imperium Brytyjskie zwróciło się o pomoc do Amerykanów, którzy na wojennym przeobrażaniu świata mocno się utuczyli. Churchillowi, za sprawą fałszywych oskarżeń Mosaddegha o sympatie prosowieckie, udało się namówić braci Dulles – Allen był szefem CIA, John sekretarzem Departamentu Stanu w administracji prezydenta-generała Eisenhowera – do udziału w operacji Ajax. Jej celem było obalenie za wszelką cenę, również metodami pozaprawnymi, rządu niepokornego premiera. 

Operację przeprowadził, przy biernej postawie młodego szacha, niejaki Kermit Roosevelt, ówczesny szef delegatury CIA w Teheranie, a prywatnie wnuk prezydenta USA Theodore’a Roosevelta (nie mylić z Franklinem Delano!). Opis usunięcia prawdziwie demokratycznego premiera Iranu przez niegardzące żadnymi podłymi metodami służby wywiadowcze USA to bodaj najbardziej pasjonujące fragmenty pracy Kovalika. Przy czym, wcale nie myślę tu przebiegu samych zdarzeń, bo te są trywialne, przewidywalne i dość obrzydliwe, lecz raczej o poprzedzającej akcję analizie, tworzeniu alternatywnych scenariuszy i całej metalogistycznej otoczce. Referując tę operację, autor korzystał ze świeżo (w roku 2017) odtajnionych akt dokumentujących obieg pism, raportów i wymianę korespondencji delegatury CIA z własną centralą oraz z szefostwem ambasady, gdzie rezydowano. Opis tego, czego wówczas tam dokonano, oraz obecne lamenty Amerykanów na niedemokratyczny jakoby system władzy ayatollachów w Iranie to wymowny przykład hipokryzji w stopniu ekstremalnym.   

Generał Hodges nie słyszał o SAVAK-u

Kilka dni temu generał Ben Hodges, były dowódca sił lądowych USA w Europie, w rozmowie z dziennikarzem Wirtualnej Polski powiedział między innymi:   

„Byłem kadetem w 1979 roku, kiedy Irańczycy zajęli naszą ambasadę w Teheranie. Przez całe moje dorosłe życie zawodowe Iran był wrogiem. Wspierali terroryzm w całym regionie, zabili setki amerykańskich żołnierzy, grozili Izraelowi lub zabijali Izraelczyków. Zabili też tysiące własnych ludzi. Od dziesięcioleci są wyłącznie źródłem problemów. Oczywiście chciałbym, żeby ten reżim upadł, naprawdę nie jestem temu przeciwny. To jednak nie oznacza, że możesz po prostu wejść i robić, co ci się – do cholery – podoba”. 

Ostatnie zdanie dowodzi, że Ben Hodges opowiada się po stronie zdrowego rozsądku. To może cieszyć. W całej rozmowie wypowiada jeszcze wiele innych opinii o różnym – według mojej oceny – stopniu trafności. Ale nie zamierzam tych wypowiedzi komentować ani z nimi polemizować. Chcę jedynie sformułować kilka pytań, które wydają mi się tutaj ważne. Czy generał Hodges może nie wiedzieć, dlaczego w listopadzie 1979 roku irańscy studenci wdarli się do ambasady USA w Teheranie? Czy nigdy się nie dowiedział o skrajnej niepopularności (to eufemizm!) Mohammada Rezy Pahlaviego wśród Irańczyków? Czy to możliwe, żeby nie słyszał o okrucieństwach funkcjonariuszy SAVAK-u, irańskich służb specjalnych utworzonych w roku 1957 przez CIA dla utrzymywania reżimu szachinszacha? Służb dobrze szkolonych również w zakresie wzmocnionych technik przesłuchań w siedzibie CIA w stanie Wirginia?

To przecież nie jest jakaś wiedza tajemna. Dean Henderson w swej książce Wielka ropa i jej bankierzy w Zatoce Perskiej (ang. Big Oil & Their Bankers in The Persian Gulf) pisze o tym wprost: 

“W pobliżu Czterech Jeźdźców Apokalipsy (Exxon Mobil, Chevron Texaco, BP Amoco i Royal Dutch/Shell) zawsze można znaleźć CIA. Iran nie był tu wyjątkiem. W 1957 roku Kompania (jak wtajemniczeni pracownicy wywiadu nazywają CIA) stworzyła jednego ze swoich Frankensteinów – bezpardonową tajną policję podległą szachowi o nazwie SAVAK. Kermit Roosevelt, mózg przewrotu, który wytrącił z ręki władzę Mosaddeghowi, przyznał w swoim pamiętniku, że SAVAK to stuprocentowy wytwór CIA i Mosadu, wywiadu izraelskiego blisko współpracującego z CIA. Przez następne 20 lat CIA i SAVAK miały maszerować ramię w ramię, gdy chodziło o sprawy Zatoki Perskiej.

Trzystu pięćdziesięciu agentów SAVAK rokrocznie udawało się na przeszkolenie do McLean w Wirginii, gdzie zgłębiali tajniki sztuki przesłuchiwania i tortur. Sama wierchuszka była zaś szkolona przez  Agencję Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID), za pomocą Programu Bezpieczeństwa Publicznego, zanim nie został on zamknięty w 1973 roku na skutek wiedzy o tym, jak pomaga się wybić światowemu terroryzmowi”.    

Trzeba wybrać: prezydent albo stand-uper 

Na niespełna dwustu stronach Dan Kovalik pisze z sympatią o Iranie oraz z czytelną konfuzją przy ujawnianiu kolejnych amerykańskich propagandowych oszczerstw oraz wrogich operacji wywiadowczych (CIA), gospodarczych (sankcje, blokady) i politycznych przeciwko Iranowi, które to działania – jak się zakłada – miałyby wyciągnąć zdesperowanych ludzi na ulice i doprowadzić do antyrządowych zamieszek. Prezydent Trump już wprost głosi zamiar ustanowienia nowych władz irańskich podług swych wyobrażeń oraz politycznych kaprysów, najwyraźniej nie pojmując ośmieszającego potencjału tych poczynań. Kolejne pozbawione elementarnej spójności, wzajemnie sprzeczne groźby i oświadczenia nie poprawiają ani jego wizerunku osobistego, ani też nie dodają powagi Stanom Zjednoczonym, ponoć  aspirującym do samodzielnego przywództwa w świecie. 

Politycy, liderzy opinii, eksperci są zdezorientowani. Część skłania się do przekonania, że Erec Israel to przydatna Stanom Zjednoczonym eksklawa na Bliskim Wschodzie, który to region – zasobny w złoża surowców energetycznych – pozostaje obszarem zainteresowania kolejnych ekip w Białym Domu. Natomiast inni, analizując niespójne,  wciąż zmieniane oraz pozbawione głębszej racjonalności tłumaczenia powodów najnowszej napaści na Iran, są gotowi uznać, że to raczej Stany Zjednoczone są eksklawą Izraela w zachodniej hemisferze. 

Tak choćby wybrzmiewa komentarz politologa dr. Wojciecha Szewki, który motywy obecnego ataku na Iran, skwitował krótko: „W moim głębokim przekonaniu powód tego ataku jest jeden. Iran to ostatni kraj, którego armia jest w stanie zagrozić państwu położonemu tam, gdzie chce”. Jakie by to jednak w istocie powody nie były – w świetle analiz nie stroniących od prawdy materialnej – ta nowa agresja na Iran pozostaje wojną napastniczą, niesprawiedliwą i nieuzasadnioną, co nieuchronnie pogłębia niepokój oraz poczucie zagrożonej stabilności ładu międzynarodowego. Albo – jeśli użyć innej retoryki – zasadniczo narusza geopolityczną równowagę między państwami, które aspirują do udziału w koncercie mocarstw. Quod libet

Dan Kovalik, Spisek przeciwko Iranowi, czyli jak USA niszczą wolne państwo, Wektory, Wrocław 2020 

  10 marca 2026

Waldemar Żyszkiewicz

Tekst opublikowany pierwotnie w portalu Tygodnika DO RZECZY, 17 marca 2026 roku.

============================================================

kelkeszos 6 kwietnia 2026, 19:34

Mogę tylko pogratulować tekstu.

Od siebie dodam tyle, że już Herodot dość dokładnie opisał Morze Kaspijskie pod względem czasu potrzebnego do jego pokonywania w różne strony. Od starożytności zmieniła się jedna ważna okoliczność – za sprawą kanału Wołga – Don przestało być bezodpływowe. A dla kontroli tej drogi wodnej miejscem absolutnie kluczowym jest Mariupol.

Według najlepszego chyba polskiego badacza starożytności pod względem ekonomicznym, Tadeusza Wałek – Czerneckiego, Persepolis tuż przed pojawieniem się Aleksandra, było proporcjonalnie najbogatszym miastem w dziejach.

Istnieją bardzo ciekawe badania ( np. Wojciecha Biberstein – Kazimirskiego ) wskazujące na ścisłą relację religii prasłowiańskich z zaratustrianizmem, co wywodzono z dość oczywistego etymologicznego związku  Svaroga z Zarostem, czyli Zaratustrą.

Wiele wiemy o irańskiej epopei Polaków w czasie drugiej wojny. Szlak był już przetarty w trakcie „rewolucji październikowej” co opisał Ferdynand Goetel w „Przez płonący wschód”

Jeszcze raz gratuluję tekstu i serdecznie pozdrawiam.

Piotr. Lada7 kwietnia 2026, 08:05

Dziwne, kolejna analiza, w której „zapomniano” o napaści Iraku (rządzonego wtedy przez agenta CIA, Saddama Husseina) na Iran w 1980 roku i wyjątkowo krwawej wojnie, która trwała następnych 8 lat, w której śmierć poniosło ponad 500.000 Irańczyków.

wikipedia.org/wiki/Wojna_iracko-ira%C5%84ska

Ta wojna ukształtowała sceptyczne nastawienie irańskiego społeczeństwa do całego świata zachodniego, nie tylko USA i Izraela.

Europa jest dla nich nadal czymś czym pogardzają, a jej wizytówką jest teraz Friedrich Merz, który powiedział niedawno, że „prawo międzynarodowe…. nie dotyczy Iranu”   Prof. Vali Nasr przypomniał to powiedzenie Merza w tym tu wykładzie dwukrotnie:  https://www.youtube.com/watch

maur7 kwietnia 2026, 10:06@Piotr. Lada 

Europą mogą pogardzać. Mają do tego uzasadnione prawo. 

Jednak jeden lud z Europy cieszy się ich odwiecznym szacunkiem. 

Widziałem na YT wywiad z jednym uczestnikiem rajdu motocyklowego do Iranu w ub. roku. Pewnie można jeszcze ten clip odszukać. Nasz Rodak omawia sytuację z zatrzymaniem kilku kolegów przez irańskiego policjanta. Policjant sprawdzał dokumenty i próbował dopytywać skąd oni przyjechali. Słowa: Polska, Poland, Polen, Polonia – nie robiły żadnego wrażenia na surowym obliczu policjanta. Ktoś tam z naszych wreszcie powiedział, że są z Lahistanu. To jedno słowo stało się magicznym kluczem. Policjant oddał dokumenty, zasalutował Polakom z promiennym obliczem i oddalił się do swoich zajęć, życząc udanej eskapady.
maur7 kwietnia 2026, 10:09@maur 

Odrobinkę inaczej to było. Tu link do fb: https://www.facebook.com/albert.albertowski.7/videos/policja-irańska-zatrzymała-polskich-motocyklistów-co-było-dalej-warto-obejrzeć-j/927106159922863/

Zbyszek7 kwietnia 2026, 08:15

Panie Waldemarze. Szacunek za tekst oraz wysiłek – to też jest wysiłek – publikacji go tutaj, dzięki czemu więcej osób może się z nim w wolny sposób zapoznać. 

Można odnieść wrażenie, że współczesny świat zachodu zgłupiał do końca, oto bowiem „reżimem” nazywane są władze, w których kształtowaniu społeczeństwo irańskie ma istotny udział, zaś ewidentne satrapie bliskowschodnie, nie mające nic wspólnego z jakąkolwiek demokracją, krępujące społeczeństwa znacznie bardziej niż ów „reżim”, reżimami wcale okazują się nie być. 

Swoje refleksje także w tym kontekście zamieściłem we własnym tekście, który dałoby się streścić tak: zaczyna się od żądzy dominacji, potem są kłamstwa i agresja, ostatecznym wyrazem jest stan wojny, która jest możliwa, bo ludzi odczłowieczono, odarto z godności i człowieczeństwa, a to wszystko wydarza się niemal wszędzie, niemal staje, bo ostatecznie jest owocem pierwotnych i podstawowych wyborów:za Bogiem, Dobrem, Prawdą i Wolnością i Życiemza diabłem, złem, kłamstwem, opresją i śmierciąPóki człowiek żyje ma szanse – tak uważa chrześcijaństwo i nikogo nie należy przekreślać. Tak samo – tu mądrość chrześcijaństwa – nikt nie jest dobry, wszyscy mamy swoje „za uszami”, jedni więcej, inni mniej ale mamy. Jednak pozostaje wybór i wysiłek, gdy człowiek wybiera zło wchodzi na drogę do piekła. Nie należy tego nikomu zyczyć, ale świat i ci co nim rządzą wydają się innych w tym kierunku popychać trochę.

Waldemar Żyszkiewicz7 kwietnia 2026, 09:56

@Zbyszek 

Pan, Panie Zbyszku, pokazał ów podstawowy dylemat na poziomie ontycznym, metafizycznym. Ja się skupiłem na poziomie operacyjnym, czyli na próbie przeniknięcia tzw. mgły wojny, czyli wszechogarniającej propagandy… którą i nas Ciotka Globalizacja raczy : )

Z życia zwierząt. I ich kochanków. MEM-y VII.

—————————————

—————————————————————

————————————————

————————————-

——————————

—————————–

———————————

————————————————–

—————————–

——————————————–

——————————————————-

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Co żydzi zrobili za darmo? MEM-y V.

——————————————————–

——————————————————–

————————————————

————————————————————

——————————————————–

——————————————————–

———————————

————————————————————–

Węgry: Fałszywe sondaże a realia

Węgry: fałszywe sondaże i realia

Do decydujących wyborów parlamentarnych na Węgrzech 12 kwietnia pozostało tylko 11 dni – a liberalna sfera publiczna już jest w pełnym tempie: zawyżone sondaże są wykorzystywane do przedstawiania Pétera Magyara i jego Partii Tiszy jako nieuniknionych zwycięzców, jednocześnie przygotowując  wyjaśnienie ewentualnej porażki.

Liberalni sondaże i międzynarodowe media przedstawiają to jako fakt: opozycyjny rywal wspierany przez Brukselę i Kijów jest nie do powstrzymania, prowadzi dwucyfrową przewagą – jakby nie pozostawiono żadnych głosów dla nikogo innego. Ten sam ośrodek generuje te liczby, a następnie wzmacnia je w mediach liberalnych i globalnych, z których każdy wzmacnia twierdzenia innych. Pudło rezonansowe w najlepszym wydaniu.

W wyborach parlamentarnych w 2022 roku oficjalne dane Węgierskiego Urzędu Wyborczego odnotowały frekwencję na poziomie dokładnie 69,59% — głosowało 5 717 182 obywateli. Tylko dwa razy od pierwszych wolnych wyborów w 1990 roku frekwencja przekroczyła ten poziom. Dziś jednak szeroko rozpowszechnione sondaże „niezależne” pokazują zupełnie inny obraz. Badanie Medián — szeroko cytowane w międzynarodowych mediach — prognozuje zdumiewającą frekwencję na poziomie 89%. Trudno to traktować poważnie, ponieważ pomija podstawową rzeczywistość polityczną: wybory są rozstrzygane przez zaangażowanych wyborców, którzy faktycznie się pojawiają, a nie przez hipotetyczny entuzjazm mierzony w badaniach. A na Węgrzech partie rządzące mają właśnie tę przewagę: stabilną, zdyscyplinowaną i wysoko zmobilizowaną bazę wyborców.

Jak faktycznie wygrywa się wybory na Węgrzech? Węgierski system wyborczy jest prosty dla międzynarodowych obserwatorów: 106 jednomandatowych okręgów wyborczych wyłonionych metodą większości wyborczej, uzupełnionych proporcjonalnymi mandatami z list partyjnych w 199-miejscowym Zgromadzeniu Narodowym. Ta struktura nagradza realne lokalne wsparcie i skuteczną mobilizację — obszary, w których siły patriotyczne rządzące konsekwentnie osiągają lepsze rezultaty. Fidesz–KDNP zbudowało ogólnokrajową, doświadczoną bazę, która regularnie wygrywa kolejne wybory. Najnowsza prognoza okręgu wyborczego Instytutu Nézőpont (opublikowana 31 marca 2026) przebija się przez medialny szum. Na podstawie analizy historii wyborczej, oraz świeżych lokalnych badań w 30 okręgach, szacuje:

66 okręgów prawdopodobnie przypadnie patriotycznym kandydatom Fidesz-KDNP pod przewodnictwem premiera Viktora Orbána

39 okręgów dla Partii Cisy kierowanej przez lidera opozycji Pétera Magyara

1 okręg dla niezależnego powiązanego z Tiszą

Spośród nich 44 dystrykty są zdecydowanie prorządowe, podczas gdy tylko 27 jest bezpiecznie w opozycji.

Osobny, ogólnokrajowy, reprezentatywny sondaż przeprowadzony przez Alapjogokért Központ potwierdza ten obraz. Wśród zaangażowanych wyborców poparcie dla Fidesz–KDNP wynosi 50%, podczas gdy dla Tisza 42%, a frekwencja wzrosła do 74%.

Trend ten odzwierciedla stały wzrost w ostatnich miesiącach, podczas gdy Tisza ustabilizowała się bez przełomu. Wyborcy wyraźnie sprzeciwiali się także narracjom o zagranicznej ingerencji oraz propozycjom polityk zwiększających koszty energii, podczas gdy ogólnokrajowa kampania premiera Viktora Orbána nadal wzmacnia mobilizację.

W węgierskim systemie wyborczym tak wysoka i zdyscyplinowana frekwencja historycznie sprzyjała najbardziej stabilnej sile politycznej — dynamika ta jest wyraźnie widoczna w aktualnych danych.

Podczas gdy premier Viktor Orbán przyciąga tłumy w całym kraju, występy Pétera Magyara na wsi ukazują inną rzeczywistość. W wielu prowincjonalnych miastach jego przesłanie po prostu nie trafia do odbiorców. Wydaje się, że w Brukseli — czy Kijowie — trafia ona sprawniej niż wśród węgierskich wyborców mierzących się z bezpośrednimi konsekwencjami wojny na sąsiedniej Ukrainie, rosnącymi cenami energii oraz kwestiami suwerenności narodowej.

Wyraźnie odzwierciedlają to najnowsze dane Instytutu Nézőponta: dominacja Fideszu jest najsilniejsza w okręgach wiejskich, małych miasteczkach i wsiach w wielu powiatach, podczas gdy Tisza radzi sobie lepiej w Budapeszcie i kilku większych miastach. Mimo to szersza mapa wyborcza pozostaje zdecydowanie przechylona po stronie rządzącej.

W miarę jak dobiegają ostatnie dni kampanii, Péter Magyar i proukraińska sieć wspierająca go z Brukselą już umiędzynarodowiają wątpliwości co do wyborów na Węgrzech.

Kluczowi sojusznicy tego obozu — w tym Radosław Sikorski i Anne Applebaum — otwarcie zasugerowali perspektywę „nieuczciwych” wyborów, sygnalizując, że narracja powyborcza jest już gotowa. Nawet brukselskie media, takie jak Politico, publikują teraz codzienne artykuły sugerujące, że choć Péter Magyar rzekomo jest daleko przed Fidesz, zwycięstwo pozostaje niepewne — sprzeczność, która mówi sama za siebie.

Ten sam ośrodek powiązany z Brukselą i Kijowem, który generuje zawyżone wyniki sondażowe i wzmacnia je za pomocą tradycyjnych mediów, teraz przygotowuje się do kolejnego kroku: jeśli wygra Péter Magyar, to będzie demokracja; Jeśli przegra, musi to być oszustwo lub „ingerencja zagraniczna”. Już to widzieliśmy.

Zacierana jest granica między dziennikarstwem a działalnością polityczną. Postacie takie jak Szabolcs Panyi — powiązane z siecią George’a Sorosa i wcześniej z medialnymi strukturami finansowanymi przez USAID — odegrały kluczową rolę w tworzeniu i rozpowszechnianiu narracji o rzekomych rosyjskich operacjach na Węgrzech. Jak widać na przykładzie Donalda Trumpa i praktycznie każdej patriotycznej siły politycznej opierającej się naciskom zewnętrznym, ten sam wzorzec „rosyjskiego oszustwa” wyłania się na ten sam schemat: skonstruowane twierdzenia oparte na anonimowych źródłach, mające na celu osłabienie suwerennych rządów, a następnie szybko wzmacniane przez międzynarodowe media.

Cel jest jasny: nie chronić integralności wyborczej, lecz ukształtować narrację z wyprzedzeniem – kwestionować legalność wyborów w 2026 roku i umiędzynarodowić to twierdzenie, aby zminimalizować polityczne koszty potencjalnej porażki. Właśnie dlatego te narracje są teraz tworzone. Węgrzy konsekwentnie wykazywali wyraźne poczucie odpowiedzialności w decydujących momentach – i są wszelkie powody, by wierzyć, że teraz też tak będzie.

A gdy patriotyczne siły pod wodzą Viktora Orbána zwyciężą 12 kwietnia – jak wyraźnie pokazują wszystkie sondaże oparte na realnych badaniach – ta starannie skonstruowana narracja nieuchronnie ustąpi miejsca faktom, ponownie jasno pokazując: przyszłość Węgier jest decydowana przez obywateli, a nie przez zewnętrzne interesy czy międzynarodowe kampanie medialne.

Za: The European Conservative

Mieszanka firmowa. MEM-y IV.

[to dupku zapłacisz za trzy..]

——————————————————-

[nie czytałeś, gnojku, kto zaplanował i wykonał 9/11 ?? ]

===================================================

—————————————————–

——————————————————

—————————————-

—————————————————————-

—————————————–

—————————————————————

———————————————————–

Niewielkie uszkodzenie, awaria toalety. MEM-y III.

——————————-

———————————————————–

—————————————————–

———————————————————–

—————————————————-

——————————————–

—————————————————-

Dziś ! Ludwikowice Kłodzkie – Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę w każdy pierwszy wtorek miesiąca

7.04.2026 Ludwikowice Kłodzkie – Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę w każdy pierwszy wtorek miesiąca

07/04/2026 antyk2013

W porozumieniu z ks. proboszczem Rafałem Śliwińskim zgłaszam do Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę Parafię Św.Michała Archanioła w Ludwikowicach Kłodzkich. W każdy pierwszy wtorek miesiąca sprawowana jest Msza Św. za Ojczyznę za wstawiennictwem św.Michała Archanioła  o godz.17.00 oraz odmawiany jest Różaniec za Ojczyznę o godz.16.30. Tego dnia odbywa się w tej intencji Litania do św.Jana Pawła II  i błogosławieństwo Jego Relikwiami. Najbliższa Msza święta będzie sprawowana we wtorek 7 kwietnia 2026 roku. Pozdrawiam serdecznie i łączę najlepsze życzenia

Szczęść Boże! Teresa Bazała

Życzenia (nie) świąteczne

Życzenia (nie) świąteczne.

Dariusz Piechaczek myslpolska/zyczenia-nie-swiateczne

[Arcy-rebe Ryś… md]

=================================

Utrata zaufania, upadek autorytetu, rosnąca liczba rozczarowanych wiernych i coraz więcej pustych ławek w świątyniach — oto rzeczywistość, która wciąż nie chce przebić się do świadomości polskich hierarchów kościelnych. Rzeczywistość o której trzeba jasno i głośno mówić.
Jak głęboko trzeba ugrzęznąć w obłudzie, jak bardzo zatracić w sobie resztki uczciwości, by z bezczelnością oskarżać wiernych o brak dobrej woli i nieświadomość? Jak można zrzucać na nich odpowiedzialność za stan rzeczy, który jest owocem lat zaniedbań, pychy i zepsucia moralnego?
I piszę to ja — katolik wierzący i praktykujący. Grzesznik proszący o modlitwę. W drugi dzień świąt. Dość milczenia i udawania. Nie boję się krytykować, bo jako członek Kościoła mam nie tylko prawo, ale i obowiązek mówić wtedy, gdy widzę ślepców w mitrach błądzących we mgle hipokryzji i zakłamania, zanurzonych po szyję w bagnie, w którym od lat pływają z zadziwiającym samozadowoleniem.
Jak powiedział kiedyś pewien sprawiedliwy kapłan: „Kościół całkowicie utracił autorytet. I bardzo dobrze. Bo autorytet budowany na układach, polityce i społecznym statusie musi obrócić się w gruzy, rozsypać w pył, tak by naprawdę nie został kamień na kamieniu.”
I właśnie tego chcę. Z każdym dniem pragnę tego coraz bardziej. I tego samego powinni chcieć wszyscy wierni. Bo tylko na ruinach starego można wznieść mocne fundamenty nowego Kościoła — oczyszczonego, pokornego, wolnego od zła i grzechu. Życzę tego sobie i Wam na ten świąteczny i poświąteczny czas. Oby płonący „krzyż papieski” stał się znakiem nadejścia lepszych czasów.

Dariusz Piechaczek