Dwa wyroki

Dwa wyroki

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  10 lutego 2026 michalkiewicz

Nakazana nam przez Naszą Złotą Panią z Berlina w roku 2017 walka o praworządność w naszym bantustanie, zatacza coraz szersze kręgi, siłą rzeczy docierając w końcu do rejonów psychiatrycznych. Inaczej niepodobna wyjaśnić prowadzonych z całą powagą postępowań np. wobec pana red. Michała Rachonia z tv Republika, któremu przedstawiono „zarzuty” zakłóceń w ruchu lądowym, polegających na tym, że pan red. Rachoń biegł jezdnią za samochodem uwożącym w siną dal pana Zbigniewa Ziobrę, a w dodatku miał w ręku telefon komórkowy, co jest zbrodnią samoistną.

Jeśli obywatel Żurtek Waldemar i tym razem dopilnuje, by nienawistny sąd miał prawidłowo dobrany skład, tak, jak to miało miejsce w przypadku księdza Olszewskiego, to nie ulega wątpliwości, że i na pana red. Rachonia posypią się piękne wyroki – bo on jest chyba osobnikiem jeszcze bardziej znienawidzonym przez Jasnogród i zwolenników Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda, niż np. pan Robert Bąkiewicz, któremu prokuratura, podkręcana przez mściwego obywatela Żurka Waldemara, wymyśla coraz to nowe „zarzuty”, po których też muszą posypać się piękne wyroki.

Nawiasem mówiąc, te groteskowe postępowania wobec pana Rachonia i pana Bąkiewicza pokazują frustrację obywatela Żurka Waldemara, któremu najlepiej wychodzą przedsięwzięcia w stylu gangsterskim, natomiast „rozliczenia” – chociaż stanowią one jedyny program vaginetu obywatela Tuska Donalda, przy pomocy którego chciałby on zjednać sobie zadowolą ze swego rozumu gawiedź – wychodzi mu gorzej. I nic dziwnego – bo te „rozliczenia” wymagają jednak pewnej finezji, która najwyraźniej przekracza możliwości umysłu jeśli nawet nie obywatela Żurka Waldemara, to jego kolaborantów w prokuraturze, czy nienawistnych sądach.

W rezultacie dochodzi do coraz to większej niespójności w orzecznictwie zarówno niezależnej prokuratury, jak i nienawistnych sądów. Na przykład niezależna prokuratura, możliwe nawet, że z inspiracji samego obywatela Żurka Waldemara, odcięła niedawno od stryczka prokuraturę Ewę Wrzosek, która nie tylko ujawniła publicznie czyjeś „dane osobowe”, ale ujawniając je nawet złamała podobno tajemnicę państwową. Nie dopuszczając nawet do postępowania przed nienawistnym sądem, niezależna prokuratura sprawę umorzyła z powodu „znikomej szkodliwości społecznej” tego czynu. Kiedy uświadomimy sobie, że prokuratura Wrzosek Ewa jest prawą ręką obywatela Żurka Waldemara w Ministerstwie Sprawiedliwości, to nic nas już nie dziwi, a nawet lepiej rozumiemy postępowanie słynnych prokuratorów okresu stalinowskiego, jak np. Stanisław Zarako-Zarakowski, czy nienawistnych sędziów w rodzaju Romana Kryże, który nie tylko skazywał na śmierć członków „reakcyjnego podziemia”, ale jeszcze w 1964 roku zasądził „czapę” oskarżonemu w „aferze mięsnej” Stanisławowi Wawrzeckiemu.

Oni też „powinność swej służby rozumieli”, niczym policmajster z opowiadania „cioci” Telimeny o swoich przygodach w „Peterburku”, opisanych w „Panu Tadeuszu”. Tymczasem kiedy ja podałem do publicznej wiadomości nazwisko mojej wierzycielki, nienawistna następczyni sędziego Romana Kryże, przysoliła mi „piękny wyrok” w postaci obowiązku zapłacenia mojej Prześladowczyni następnych 150 tys. złotych. Jak widzimy, kontynuacja jest większa, niż nam się wydaje, w związku z tym lepiej rozumiemy pragnienie nienawistnych sędziów, by mogli sami się wybierać, sami się oceniać i sami się rozliczać z tego, co „państwo” , czyli organizacja przestępcza o charakterze zbrojnym, zedrze z głupich gojów-podatników. Właśnie w tym kierunku idą ustawy zaprojektowane przez obywatela Żurka Waldemara i uchwalone głosami Volksdeutsche Partei i jej kolaborantów z koalicji 13 grudnia.

Ale nie tylko prokuratura Wrzosek Ewa cieszy się szczególnymi względami. Wprawdzie między obywatelem Tuskiem Donaldem i Naczelnikiem Państwa Kaczyńskim Jarosławem trwa wojna na 14 fajerek – a w każdym razie takie można odnieść wrażenie – ale gdy przychodzi co do czego, to widać, że nienawistne sądy mają wydane rozkazy, żeby nikomu, a zwłaszcza Naczelnikowi Państwa, nie robić krzywdy. Podczas przesłuchiwania przez sejmową komisję pod kierownictwem Wielce Czcigodnej obywatelki Sroki Magdaleny do spraw izraelskiego „Pegasusa”, Naczelnik Państwa, naciskany przez zasiadających w tej komisji Wielce Czcigodnych siepaczy, miał powiedzieć, że Wielce Czcigodny obywatel Brejza Krzysztof, dopuścił się szeregu „odrażających przestępstw”. Wielce Czcigodny obywatel Brejza Krzysztof, czy to nie poczuwając się do popełnienia żadnych przestępstw, czy też uważając, że nie były one wcale „odrażające”, zaciągnął Naczelnika Państwa przed oblicze nienawistnego sądu pod zarzutem „zniesławienia”. Najwyraźniej musiał być przekonany, że kiedy ogłoszono „rozliczania”, to nienawistny sąd zrobi z Naczelnika Państwa marmoladę.

Widocznie jednak – jak pisze poeta – „tymczasem na mieście inne były już treście”, bo nienawistny sąd wydał wyrok salomonowy. Wprawdzie uznał winę Naczelnika Państwa, ale odstąpił od wymierzenie mu kary z powodu – jakże by inaczej? – znikomej szkodliwości społecznej czynu. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby nienawistny sąd przed wyrokowaniem odebrał ważny telefon treści następującej: „wiecie, rozumiecie, sędzio. Czas zmienić politykę rolną lecz ludzi krzywdzić nam nie wolno!” No to powiedzcie Państwo sami – czy niezawisłemu sędziemu trzeba takie rzeczy dwa razy powtarzać? Nie trzeba. Raz wystarczy.

Tymczasem pewna starsza pani, na pewnym portalu, zwróciła się do pana Jerzego Owsiaka z następującym przesłaniem: „giń człowieku, dość twego okradania, dość twego dorabiania się!Podobno już następnego ranka w jej mieszkaniu aż się zaroiło od wysokich funkcjonariuszy policji, a dzień później przedstawiono jej „zarzuty”. To stachanowskie tempo pokazuje, że Ktoś Z Wysokiego Szczebla musiał nadać sprawie najwyższy priorytet. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby główną sprężyną był Judenrat „Gazety Wyborczej” który w wielu sprawach jest albo ostatnią instancją, albo inspiratorem organów władzy naszego nieszczęśliwego kraju – bo kiedyś policja słuchała się partii, no a kogo ma się słuchać teraz, kiedy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej już nie ma? Tylko Judenratu – bo w zmieniających się obrazach naszej młodej demokracji on jeden pozostaje stałym punktem we Wszechświecie. Nic zatem dziwnego, że i nienawistny sąd w Toruniu powinność swej służby zrozumiał i właśnie wydał piękny wyrok, skazując panią Izabelę na pół roku więzienia w zawieszeniu na rok oraz zakazem kontaktowania się z Jerzym Owsiakiem, a nawet zbliżaniem się do niego na odległość mniejszą, niż 50 metrów. W tej sytuacji tysiąc złotych, które ma ona zapłacić panu Owsiakowi, będzie musiała uiścić przelewem, a nie gotówką z ręki do ręki, bo z powodu złamania zakazu zbliżania się, kara więzienia zostałaby jej natychmiast odwieszona.

Ciekawe, czy nienawistny sędzia który wydał ten wyrok, zdaje sobie sprawę, w czym właściwie bierze udział, czy też za pieniądze gotów jest na wszystko? Ale znacznie ważniejsza od tego jest okoliczność, że pan Jerzy Owsiak cieszy się większym i to nieporównanie większym prestiżem od Wielce Czcigodnego obywatela Brejzy Krzysztofa. I słusznie – bo takich Wielce Czcigodnych to trzech na kilo wchodzi, podczas gdy ciężar gatunkowy pana Jerzego Owsiaka zbliżony jest do metali ciężkich, które znakomicie nadają się do zatruwania organizmów ludzkich i w związku z tym chętnie są używane przez stare kiejkuty do formowania autorytetów moralnych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Wyszarpywanie prawdy. Epstein to przecież kontynuacja.

Aleksander Rybczyński – Wyszarpywanie prawdy

polskacanada.com/aleksander-rybczynski-wyszarpywanie-prawdy

Ujawnione w ostatnich dniach dokumenty z afery Epsteina, odsłaniające sieć wpływów, okultystycznych praktyk i wykorzystywania nieletnich przez elity obiegły świat. Te wstrząsające materiały kwestionują integralność zachodniej cywilizacji, poniżają najbardziej podstawowe wartości humanistyczne. Jak to możliwe, że coś tak potwornego działo się przez dziesięciolecia w samym sercu zachodniego establishmentu?

Mało tego; bulwersujące materiały dowodowe operacji “Lolita Express” były ukrywane przez lata, trzymane w archiwach, stojących na straży zakłamania i deprawacji. Sprawiedliwymi okazują się być jedynie wybitni artyści, ale ich odważne świadectwa prawdy były odrzucane, marginalizowane i ośmieszane.

Film Stanleya Kubricka ‘Eyes Wide Shut’ w artystycznej wizji przedstawił kulturę zbrodniczego rytuału elit, za co być może reżyser zapłacił życiem – zmarł nagle, sześć dni po pokazaniu finalnego cięcia filmu. Jego dzieło zostało początkowo odrzucone przez krytyków jako chora fantazja twórcy (dopiero dziś uznawane jest za arcydzieło). Podobnie oparty na faktach i doświadczeniu usuniętego z pracy śledczego film z 2023 roku ‘Sound of Freedom’ był wyszydzony przez propagandową ‘krytykę’ jako skrajnie prawicowa fantazja i teoria spiskowa. Okazuje się, że prawdę trzeba zawsze wyszarpywać.

Przykładem tego na zaśmieconym, polskim podwórku jest twórczość Andrzeja Juliusza Sarwy, autora wybitnego dzieła, jakim jest Kwadrologia, saga rodu Białeckich.

To historia zła ciągnąca się od XIV wieku po współczesność. Cztery tomy: “Wieszczba krwawej głowy”, “Cmentarz Świętego Medarda”, “Tuman krwawej mgły” i “Syn Cienistej Strony” nigdy nie zostały przez mainstream dostrzeżone. Są ignorowane, przemilczane przez środowisko literackie.

Ale teraz, gdy ujawniono dokumenty z afery Epsteina, brzmią jak komentarz do najświeższych skandali, pokazując mechanizmy władzy i zepsucia elit.

“Zło przychodzi podstępnie, jest modnie ubrane, zna wszystkie języki, ma dobre maniery i budzi zaufanie.” Czytając te słowa trudno nie pomyśleć o tym, jak przez dziesięciolecia działał Epstein, jego towarzystwo, odurzone władzą i pławiące się w luksusach. Wiadomo, że nad wszystkim czuwali mocodawcy, opętani ideą absolutnej kontroli nad światem i zamieszkującym go “motłochem”. Ich ochroną są skorumpowani, szantażowani i bezwolni politycy, przez manipulacje i najgorsze intrygi wyniesieni na najwyższe stanowiska.

Sarwa opisuje arystokratów urządzających dzikie orgie, ofiary z dzieci praktykowane przez możnych, okultystyczne rytuały elit, tajne loże kierujące biegiem dziejów, rozpustnych monarchów i ich haremy.

To nie fantazja, każda z tych informacji jest potwierdzona w przypisach, oparta na dokumentach historycznych. I nagle okazuje się, że to wszystko nie zniknęło wraz z XVIII wiekiem, że mechanizmy opisywane przez sandomierskiego pisarza w najlepsze kwitną dzisiaj, będąc potwarzą dla wszystkich, którzy zachowali choć odrobinę przyzwoitości.

Powieści Andrzeja Juliusza Sarwy są ignorowane, ostentacyjnie odsunięte z kanonu lektur, których zadaniem jest hipnotyzowanie wrażliwości, przeprowadzanie zabiegu lobotomii prawdy i eliminacja zdolności do samodzielnego myślenia. Dlaczego? Bo piętnują zło w każdym obszarze życia, opierając się na faktach historycznych, z którymi trudno dyskutować. Jak mówi sam autor: ‘Lepiej moje książki przemilczeć, bo przecież nawet mały kamyk może spowodować lawinę.

Czytając o Ludwiku XV i przepoczwarzającym się hrabim de Saint-Germain, o rewolucji francuskiej i jej bestialstwie, o magach i okultystach przy tronach władzy, o filozofach oświecenia parających się czarną magią, można zrozumieć, w jaki sposób współcześni stoczyli się na samo dno.

Andrzej Sarwa demaskuje szatański plan, rozciągnięty na wieki: “Oto nasza robota posuwa się co prawda do przodu, lecz z oporami, a można by wszystko przyspieszyć. Dwa filary ma katolicka Europa – Polskę i Francję. Jeden z nich jest już prawie zrąbany i niezadługo runie, wystarczy tylko lekko dmuchnąć”. To słowa z powieści, ale mechanizm opisany przez autora działa do dziś, jak dobrze naoliwiona gilotyna.

Książki Sarwy są źródłem tajemnej wiedzy, odsłaniają kulisy historii zmierzającej do kresu. W powieściach czas traci swoją monotonną wymierność, wieki mijają jak chwila, a ulotne momenty ciążą jak wieczność. Poznajemy nie tylko prawdę o zakłamywanych, mrocznych dziejach ludzkości, ale możemy nawet dowiedzieć się, od kiedy w Polsce działa przerażająca machina oblężnicza złego, bombardująca nasze serca, rozum i sumienie.

Saga rodu Białeckich to powieść przygodowa, sensacyjny thriller i świadczący o głębokiej erudycji autora esej historyczny.

Najważniejsze jednak, że te historyczne książki są powieściami współczesnymi. Fabuła, sięgając do mało znanych, odległych faktów, opisuje aktualną rzeczywistość cywilizacji na skraju zagłady i ostatecznego upadku. Afera Epsteina to tylko kulminacja długiej historii, kolejny element układający się w mozaikę, której pełnego obrazu wolelibyśmy nie oglądać.

Wydaje się, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, ale autor ma swoją odpowiedź na pytanie o nadzieję: “Ja nie mam nadziei, ja mam pewność, bo nie mam wątpliwości, że nad naszymi losami, od początku do końca czuwa Pan Bóg, który przybędzie i wszystko naprawi. Nadzieję trzeba mieć tylko, że to zwycięstwo jest blisko. Z zastrzeżeniem, że ‘blisko’ jest pojęciem, którego nie jesteśmy w stanie zdefiniować… Patrzmy więc uważnie, by rozpoznawać znaki czasów. Bądźmy czujni i przygotowani”.

Może właśnie teraz, gdy świat ma okazję poznać przerażające fakty o elitach i ich praktykach, nadszedł moment, by sięgnąć po te książki.

Wbrew tym, którzy próbują przemilczeć aferę albo wykorzystać ją jako element propagandowego perpetuum mobile, nadszedł moment prawdy. Czas, by miłośnicy literatury przestali się sugerować sztucznie tworzonym rynkiem księgarskim, stronniczymi recenzjami i promocją politycznie poprawnych wartości. Bo kiedy fikcja staje się rzeczywistością, warto ją poznać.

Aleksander Rybczyński

AR jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą. W przygotowaniu do druku sensacyjna powieść emigracyjna “Niewidoczna strona”

=======================================

PAKIET: Saga rodu Białeckich (4 tomy) – Andrzej J. Sarwa

Cena199,99 zł

=================

więcej: ksiegarnia-armoryka.pl/Saga_rodu_Bialeckich_4_tomy_Andrzej_Sarwa

========================

Jeszcze więcej: ksiegarnia-armoryka.pl/publikacje-wydawnictwa-armoryka

„Wielka Podmiana”, czyli nowe kłamstwa w miejsce starych

„Wielka Podmiana”, czyli nowe kłamstwa w miejsce starych

Marek Klecel wpolityce/wielka-podmiana-czyli-nowe-klamstwa-w-miejsce-starych


Lewica hiszpańska wygrywa wreszcie, jak się zdaje, wojnę domową z 1936 roku. Od tamtych heroicznych lat pełnych legend zachodniej lewicy i wojennego zaciągu europejskich intelektualistów na fronty hiszpańskie, do okopów wojennych, gdzie nie walczono już na słowa, walczono nie na żarty.

Pamiętamy, że na tamtą rewolucyjną frazeologię, hasła „Partia o muerte!”, pieśni w rodzaju „Asturio mych młodych lat, Asturio, ziemio jedyna!”, za którymi szły zbrojne sowieckie posiłki, dali się skusić tacy ludzie jak późniejsi antykomuniści – Orwell czy Koestler lub kultowy w swym czasie pisarz Ernest Hemingway. Przez lata walczyła hiszpańska lewica z cieniem generała Franco i chyba z resztkami monarchii. I do dzisiaj właściwie Hiszpanie „przepracowują” swą przeszłość, ale nie przepracowali jej tak skutecznie jak np. przodujący w tej dziedzinie w Europie Niemcy, którzy zamknęli swą zbrodniczą przeszłość i doszli do tego, że nazizm to międzynarodówka, od której wyzwoliła ich Armia Czerwona. Hiszpania dotąd walczy i chyba nie wyzwoliła się jeszcze z rąk faszystów, Nie wyzwoliła jej Armia Czerwona jak nas w 1945 roku, choć przecież w 1936 roku to pierwszy młody Związek Sowieckich Republik Rad pośpieszył ze zbrojną pomocą młodej republice hiszpańskiej (trzeba tu odnotować także polską pomoc „polskich Hiszpanów” z KPP z generałem ‘Walterem’ Świerczewskim na czele). Teraz jednak powstaje nowa sytuacja, która pozwoli ostatecznie przepędzić winnych wszystkiemu faszystów.

„Ale w Grenadzie zaraza”

Wszystko to przypominam z powodu jednej pięknej sceny, której bohaterką była hiszpańska posłanka Montero Gil z lewicowej partii Podemos; działo się to bodaj w Saragossie (pamiętnej choćby z fantastycznej powieści Jana Potockiego). Na swoim publicznym wiecu młoda Hiszpanka wypaliła wprost o co chodzi z tą imigracją, która stała się plagą Europy (choć to już tzw. tajemnica poliszynela). Nie chodzi o żadne względy humanitarne. Ogłaszając triumfalnie, że udało się przepchnąć prawa obywatelskie, a za tym i wyborcze dla najeżdżających Hiszpanię imigrantów, wyraziła przekonanie, że będą oni głosować właśnie na nich, na lewicę, której zwycięstwo ma usunąć z życia publicznego tamtejszych faszystów, jak się wyraziła, mając zapewne na myśli innych niż ona obywateli hiszpańskich. Ogłosiła to z taką radością, ciesząc się całą sobą, skacząc po scenie i podrygując jak na koncercie rockowym lub kibicując na tradycyjnej corridzie, że wglądało to rzeczywiście było ostateczne zwycięstwo w nieustającej hiszpańskiej wojnie domowej.

Przypowieść z wojny hiszpańsko-hiszpańskiej

Przeglądając ostatni numer zasłużonego pisma „Arcana”, znalazłem ciekawe, polskie świadectwo z tej wojny w Hiszpanii. Jest to krótka relacja polskiego karmelity o. Bernarda Smyraka, który studiował w Hiszpanii, był tłumaczem pism św. Jana od Krzyża i widział wydarzenia wojenne 1936 roku z bliska. Tak oceniał tę rewolucję: „Nie idzie tu o reformy społeczne, o poprawę doli ludu, ale o całkowity przewrót, o zwalczenie Boga i katolicyzmu. By to osiągnąć, czerwoni nie cofnęli się przed niczym. (…) Najwymowniejszym dowodem na to, że zupełne zniszczenie świątyń i zgładzenie całkowite kapłanów było z góry postanowione, jest przerażająca cyfra ofiar. Możemy liczbę kościołów zniszczonych albo całkowicie spustoszonych określić na około 20 tysięcy. Liczba zamordowanych kapłanów w diecezjach spustoszonych średnio 40 na 100, w niektórych nawet 80 na stu. Polowano na nich z psami, ścigano przez góry, tropiono zawzięcie, gdzie mogli się ukryć. Mordowano ich bez procesu, często natychmiast, dlatego tylko, że byli kapłanami”. Zasłużony duchowny (później uczestnik Powstania Warszawskiego, założyciel klasztoru w Zawoi) ledwo umknął z płonącej Hiszpanii. Dostał się w ręce republikanów, którzy przeznaczyli go na śmierć, ale wpadli na wymyślny sposób jej zadania. Wsadzili go do łodzi bez wioseł i wypuścili na morze, szydząc, żeby ratował się modlitwami do tych, którym uwierzył. Ojciec Bernard rzeczywiście uratował się, nie zaniedbując modlitw. Wiatr odwrócił się i przygnał łódź do brzegu.

Nowa lewica w miejsce starej

Każda tzw. lewica, poczynając od rewolucji francuskiej, odznacza się zadziwiającą naiwnością, która staje się z czasem naiwnością zbrodniczą, gdy zabiera się do naprawiania świata, w rezultacie przy użyciu siły, represji, przemocy, w rewolucjach większej niż ta, którą zwalczała. W warunkach demokracji, gdy trudno jawnie używać środków rewolucyjnej przemocy, kamufluje się, ‘etapuje’ swe cele, (‘etapy’ to właśnie frazeologia z ustrojów sowieckich w drodze do pełnego komunizmu) i posługuje ideowym, czy raczej ideologicznym oszustwem, ową podmianą wszystkiego dotychczasowego na coś przeciwnego. Walczymy, powiadają, zawsze o jakieś dobro, choćby to wymagało nieobliczalnych, nieznanych kosztów i konsekwencji niszczenia już jakiegoś dobra, porządku, zbudowanej struktury społecznej. Nie oglądamy się koszty i skutki w ślepym marszu naprzód, w istocie do władzy przecież, a nie czego innego, zawsze władzy dla dobra ludzi.

Naiwność obecnej lewicy hiszpańskiej polega na tym, że ona wierzą, że tamtejsi imigranci, chyba raczej islamscy, będą popierać lewicę, a nie islam, prawo szariatu, państwo islamskie, religię, która wyklucza inne, życie arabskie silne obyczajowo, nie integrujące się ze społeczeństwami europejskimi. Chyba widzą, co się stało w Europie i czym Europa będzie w przyszłości przy rosnącej populacji arabskiej, a dekadencji i depopulacji, przy słabnącej demografii europejskiej. Ale zapewne o to właśnie chodzi, o podmianę Europy w coś innego, ale w co, nie wiadomo; żeby było jakoś dobrze, szczęśliwie i bez dyskryminacji, Ale to właśnie czysta demagogia, populizm, który zarzuca się stronie przeciwnej, by zdobywać poparcie i władzę, nic konstruktywnego, demontaż, destrukcja w rezultacie. Nie wiadomo więc nawet, czy brać ideologię lewicową poważnie, skoro chodzi tylko o zdobycie władzy, a po drodze może być chaos, zniszczenie, odrzucenie tego co już osiągnięto. Bo ta ideologia nie jest nawet konstruktywna, nie chce opierać się na jakichś fundamentach, lecz budować niejako od góry, od dachu, od niewiadomej przyszłości, której teraz niema. Choć od razu zabezpiecza się sankcjami prawnymi i prewencyjną cenzurą.

Europa, właściwie UE w podczerwieni

Oczywiście jasno widać, że dla hiszpańskiej lewicy imigranci są traktowani instrumentalnie, mają posłużyć do usunięcia mitycznych faszystów, którzy śnią się w skołowanej Hiszpanii od 1936 roku, czyli wszystkich, którzy poczuwają się do jakiejś narodowości, ale także do naruszenia czy wręcz usunięcia tradycji europejskiej z Hiszpanii, wiary katolickiej i instytucji Kościoła. No cóż, Hiszpanią rządzili już kiedyś Saraceni, a pochód arabski na Europę zatrzymali niegdyś przodkowie Karola Wielkiego w Pirenejach. Dziś nie ma Karola Wielkiego i Francja jest półislamska, podobnie jak niektóre, mniejsze kraje Europy. Lewica taka jak hiszpańska może być w rezultacie pożytecznym idiotą dla nowego ruchu islamskiego, jak była takową dla ruchu bolszewicko-sowieckiego w 1936 roku. Nie na darmo mówiło się o Europie od Władywostoku do Lizbony. Nawet dziś na zachodnim krańcu Europy nie bardzo interesują się obecną wojną na Ukrainie, bo to daleko, a przecież ślad sowiecki od 1936 roku na tym krańcu Europy pozostał. Hiszpanie, Francuzi, Włosi mają słabość do komunizmu, bo znają go tylko teoretycznie jako szczytną ideologię, nigdy sowieckiej realizacji komunizmu nie doznali. Może dlatego w UE myśli się, że można ten komunizm poprawić, wprowadzać go na nowo, etapami, podmianą, nowymi manipulacjami w miejsce starych. Nie od rzeczy przecież hasło włoskiego komunisty Spinellego, które widniej na głównym budynku UE w Brukseli, głosi, że nie będzie wspólnej Europy bez likwidacji państw narodowych. Walka z mitycznym faszyzmem, nawet jeśli to będzie zwykła narodowość, jest więc w programie wprowadzanej siłą, podstępem prawniczym i sankcjami finansowymi Europy nie ojców założycieli UE, lecz postmarksizmu w rodzaju Gramsciego czy Spinellego. Czy nie wielka podmiana?

Z obecną ‘nowoczesną’ lewicą zachodnią jest jeszcze inny, większy kłopot. Posiada ona przecież cały wywrotowy ideologiczny pakiet haseł i szczytnych idei, który po poprzednich rewolucyjnych celach wygląda dość niezrozumiale, by nie powiedzieć podejrzanie czy wręcz obłędnie. Nie ma dawnego paliwa rewolucyjnego, klasy robotniczej (chłopi jako ‘glebae adscripti’ są raczej konserwatywni, niepodatni na hasła rewolucyjne, dlatego w UE będą eliminowani, by nie powiedzieć dyskryminowani), trzeba wymyśleć nowych ‘nosicieli’, kobiety (stąd feminizm), mniejszości seksualne (Gender+LGBT), wszyscy rzekomo dyskryminowani, właśnie imigranci, których ‘wilkomen’ i właśnie po to sprowadzimy jako nową masę wyborczą, nie z żadnych wyższych powodów, jak się głosi. Obecna polityka i w ogóle komunikacja społeczna opiera się przecież już jawnie w dużym stopniu na oszustwie, manipulacji, pustych obietnicach, propagandzie ideologicznej i tym bardziej jest to w agendzie, jak się ładnie mówi, lewicowej, która ma program walki o lepszy świat (koniecznie cały), postęp i przyszłość w ogóle.

Wielka podmiana natury

Pakiet lewicowy zawiera przecież ogólny program podmiany świata na jakiś inny, ale jest w szczegółach bardzo konkretny. W obronie całej natury i Planety jest polityka klimatyczna, bardzo kosztowna i eliminująca co biedniejszych (czy to w ramach hasła ‘mieszkanie prawem nie towarem’?). W polityce równości, niedyskryminacji i niewykluczania mamy cały pakiet rewolucji obyczajowej i seksualnej. Dla mniejszości seksualnych mamy nie tylko prawa, których nie są przecież pozbawieni, ale i przywileje. Związki homoseksualne i inne mają być zrównane z małżeństwem i rodziną, a więc mają mieć zapewnioną adopcję dzieci. W obronie kobiet, prócz równej z mężczyznami pracy i parytetów (jakby praca w domu dla rodziny nie była pracą i to bardziej odpowiedzialną niż inne), promocja swobodnej aborcji, jako prawa kobiety, ma jej ułatwić sytuację życiową i stałą pracę. Trudno nie zauważyć, że cały ten pakiet liberalno-lewicowy, uchodzący za nowoczesny, postępowy i prospektywny, jest już w swych skutkach, które widać po kilkudziesięciu latach, przeciwny temu co zakładał i głosił. Jest przeciwny naturze, przeciwny naturze samego człowieka. Rewolucja kulturowa, obyczajowa, seksualna nie zatrzymuje się, w tej chwili doszła do absurdu w transseksualizacji zwłaszcza nieletnich z niewiadomymi skutkami i stratami i prowadzi do aberracji w obrębie właśnie natury ludzkiej. Nie ma dwóch płci, nie ma mężczyzny i kobiety, którzy mają, o ile mi wiadomo swoje kody genetyczne (podobnie jak dziecko w łonie matki), lecz jest fantastyczna feeria stanów pośrednich, o jakich Panu Bogu i żadnej naturze się nie śniło. Byłaby to tylko jakaś działalność w rodzaju twórczości artystycznej, gdyby nie sankcjonowano tego faktycznie, prawem i cenzurą. A to jest już niszczenie fizyczne i psychiczne człowieka. Nie wspominam już o reszcie całej cenzurze i produkcji nowych praw, podmianie języka, by osłonić ten absurdalny bieg obłędnej ideologii i idącej, niestety, za nią praktyki.

Contra naturam?

Mamy tu więc wielką podmianę obrony natury i rozwoju człowieka na destrukcję tejże natury i samego człowieka, podmianę wielu szczytnych idei i wartości na pragmatykę polityczną i ideologiczną nieustannego zaparcia postępowego. Nic nie może trwać i rozwijać się w sposób naturalny tylko musi być nieustannie kwestionowane, burzone, by wprowadzać stale coś nowego (stąd ten nieznośny przymus stałego przekraczania granic, jak się powiada w panującym porzekadle), ale nie wiadomo czy lepszego; podmiana języka komunikacji w propagandę, pustosłowie, wreszcie w całkowity fałsz, bo przy takim przewrotnym użyciu języka traci on swe znaczenie, wiarygodność, porozumiewanie się ludzi już potoczne, swoja moc sprawczą. Taki oto przekaz lewicowo-liberalny, przynoszący rozmaite zaburzenia i kompletnie zbędne zmiany bywa wprowadzany mocą władzy, stanowionych praw i ich egzekucji. Czy to nie przemoc, wykluczenie totalne, nowe represje w miejsce starych, odbieranie wolności w imię wolności przez tych, którzy głoszą naprawę świata i obronę człowieka, wyzwolenie go od wydarzającego się zła. Podmiana zła w dobro, czy przeciwnie, głoszonego dobra w jego dziwne przeciwieństwa.

Hipokryzja to za mało

Ostatnio przejęli się sprawą pedofilii, tej amerykańskiej sprzed lat. Ma u nas powstać komisja, która sprawę zbada i rozliczy. Pewnie ma ona tło polityczne, antyamerykańskie. Byłoby to nawet zabawne, jak to w całej naszej coraz bardziej farsowej polityce, gdyby nie było smutne. Bo nie chodzi o żadne dzieci czy nieletnich. Akurat u nas dopiero teraz forsuje się te lewicowe ustawki i standardy naśladowane poniewczasie po Zachodzie. Tak, kamuflowany nowomową ‘status osoby najbliższej’ czyli ‘związki partnerskie’, czytaj ‘homoseksualne’, podejrzana edukacja zdrowotna w szkołach, którą wciska się na siłę, po cichu przemycane standardy WHO już od przedszkola. To też wielka moralna podmiana. Niby to wszystko walka o dobro dziecka. Czy rzeczywiście?

No, bo jak właściwie rozwinęła pedofilia w niepokojące, powszechniejsze, nie tylko jednostkowo kryminalne zjawisko. Przecież dziś wiadomo, że takim jej źródłem była rewolucja obyczajowa na Zachodzie w latach 60., głównie w Ameryce, propagująca całkowitą swobodę seksualną, wszelkiego rodzaju „związki partnerskie”, komuny i sekty seksualne, a w dalszej konsekwencji propagowanie homoseksualizmu, siłą rzeczy kontestacja związków małżeńskich, rodziny i naturalnego wychowania potomstwa. ‘Postęp’ seksualny, coraz większe seksualne wyzwolenie, nie ustawało, choć wikłało się w coraz większe sprzeczności aż do walki z naturą włącznie. Feminizm propagujący swobodną aborcję, tolerował też prostytucję i pornografię, a więc wcale nie bronił godności kobiet; zjednoczone lobby, przemysł medyczny i farmaceutyczny na rzecz antykoncepcji i aborcji, eutanazji i in vitro, ruchy forsujące pakiet LGBT, biologiczną fanaberię o wymienności i dowolności płci. Jednym słowem z popłuczyn ideologii marksistowskiej i freudowskiej rewolucja 68. przeszła do całkiem realnej i dominującej obecnie wszechstronnej praktyki seksualnej. Nie byt już, lecz seks ma kształtować świadomość!

Na początku lat 70. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, opierając się na rzekomych badaniach Kinseya, teoriach psychologicznych postfreudysty Reicha i wielu psychologach tej szkoły (później całkowicie skompromitowanych) usunęła homoseksualizm z listy zboczeń seksualnych. Później zamierzała to zrobić z pedofilią, uzasadniając, że to jeden z przejawów „bogactwa życia seksualnego człowieka”. Dopiero protesty psychiatrów zatrzymały to szaleństwo. Ale do dziś jest w zachodniej Europie wiele organizacji domagających się legalizacji pedofilii. Trzeba więc przypomnieć choć jeden przykład guru liberalnej lewicy Daniela Cohn-Bendita, zasiadającego w Parlamencie UE, który sam przyznawał się do pedofilii, opisując w swych wspomnieniach, jak podczas swej pracy w przedszkolu w latach 70. nie tylko molestował małe dziewczynki, ale i sam był przez nie molestowany. Nikt go wtedy nie piętnował za to, nie oskarżał, nie ścigał. Pedofilia była tolerowana jako pewne zachowanie w ramach swobody seksualnej, dopuszczalna również w ramach ‘edukacji seksualnej’ dzieci.

Podmiana seksualna, czyli komu bije dzwon?

Za teoriami „gender” i rozmaitymi ideologiami LGBT szły konkretne praktyki: seksualizacja dzieci i liberalizacja pedofilii (trzeba przypomnieć standardy i edukację według WHO) jako sposoby kształtowania i zaprogramowania człowieka od początku, jeszcze przed okresem osiągania tożsamości osobowej i dojrzałości seksualnej. Tak to się odbywało przez lata i wyglądało na dość chaotyczne, nieskoordynowane i mało zrozumiałe dla postronnych obserwatorów ruchy i postulaty niewielkich środowisk, uzbrojonych wszakże w wymyślne ideologie, wspieranych przez naciski i wpływy medialne na stanowienie odpowiedniego dla tych środowisk prawa. Aż doszło do wynaturzeń, których nie dało się już ukryć.

Teraz święte oburzenie, a przecież to wszystko należało przez lata do ‘pakietu’ liberalnej lewicy, która nie tylko dołączała kolejne aberracje z punktu widzenia rozwoju człowieka i społeczeństwa, ale też obwarowywała je specjalnymi prawami, a następnie cenzurą, która miała zastraszać, dyscyplinować i eliminować krytykę i sprzeciw. Dlatego powstała ‘mowa nienawiści’ jako liberalna podmiana na żądanie wolności, sensu i zdrowego rozumu. Nasi ‘nowocześni’, zawsze spóźnieni, ale gorliwie naśladujący, też chcą dodać swe trzy grosze. Ustawka z ‘edukacją zdrowotną’ w wykonaniu zagadkowych edukatorów, a zwłaszcza organizacji NGO, które już wcześniej próbowały wchodzić do szkół, powinna być ściśle skontrolowana, bo jest to niebezpieczny precedens ingerencji państwa w życie rodzin i dzieci, zwłaszcza gdy jest to w wykonaniu tak zaciętej minister/ry, tej od ‘polskich nazistów’. Podobnie ustawka o ‘związkach partnerskich’ czyli homoseksualnych (w mediach jest to bardzo zamącone, podmieniono właśnie związki homoseksualistów w związki partnerskie kobiet i mężczyzn, którzy ich nie legalizują). To niby taka minimalna ‘ustawka’, jak jednak wszędzie wcześniej oznaczająca początek ‘etapowania’, zrównanie z małżeństwem i rodziną, a później uzyskanie praw z tego wynikających, włącznie z adopcją dzieci. Pytanie, czy adopcja dzieci przez pary homoseksualne jest dla dzieci bezpieczna, czy nie rodzi ryzyka, jeśli nie ich wykorzystania, to przynajmniej wychowania i kształtowania w duchu innym niż rodzinny, gdzie człowiek rozwija się pełniej dzięki bliższym, uczuciowym związkom z matką i ojcem. Wiem, wiem, te słowa mają być zakazane, podobnie jak mąż i żona, a to właśnie ze względu na cały pakiet liberalno-lewicowy (jak tam wplątał się liberalizm, tego nie wiem). Rzeczywiście, konsekwentna aż do paranoi logika.

Co? Pytania i myśli karalne? Język nienawiści? A jest paragraf? Znajdzie się. A wyrok wyda sąd krzywoprzysiężny. Nie, to nie ja, to klasyk, chociaż romantyk…

Ps. Wspominałem o zasłużonym piśmie „Arcana”, z którego wziąłem hiszpańską przypowieść. Obchodzi ono właśnie 30-lecie swego istnienia (przedtem wychodziło jako podziemna „Arka”). Obecne ministerstwo kultury pod kierunkiem zasłużonej inaczej minister/ry, którą trzeba chyba nominować do tytułu mistrza mowy polskiej, odmówiło mu jednak dotacji; zejdzie więc chyba znów do podziemia. Nie pożałowano natomiast takich dotacji „Krytyce Politycznej”, które to środowisko ma wiele dochodów z innych źródeł, a także pismu „Kultura Liberalna” – oba pisma dostały dotacje po prawie pół miliona. Nie wsparto także finansowo poważnego pisma filozoficznego „Kronos”. Podobno sam Premier czytał jakiś jego archiwalny numer, jak pokazały media, ale jak dotąd nic to nie dało.

Larry Johnson: Porozumienia nie będzie

Rozmawialiśmy z wieloletnim analitykiem i oficerem CIA. Larry C. Johnson obecnie zajmuje się analizą współczesnych konfliktów oraz zjawiska terroryzmu. Jest autorem szeregu artykułów, w tym na łamach „New York Times”. 

Amerykańska partia wojny

Jak wiemy, analizował Pan wydarzenia związane z wojną na Ukrainie, cały ten konflikt od samego początku. Chciałbym zatem przede wszystkim zapytać o to czy w Stanach Zjednoczonych istnieje coś takiego jak partia wojny, partia wspierająca kontynuowanie tej wojny na Ukrainie?

– Cóż, doszło do ogromnego spadku poparcia dla stanowiska Stanów Zjednoczonych w tej sprawie. Na początku specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku można było powiedzieć, że większość obywateli Stanów Zjednoczonych, może 80%, a może 90%, uznawała, że Rosja dokonuje zbrodni wojennych , a Ukraina jest stroną kompletnie niewinną. Większość Amerykanów nie znała historii. Po prostu powtarzali to, co im się mówiło. Obecnie poparcie dla strony ukraińskiej wynosi zapewne jakieś 30 do 40%. Chodzi mi o poparcie aktywne, bo kolejne 30 do 40% Amerykanów powiedziałoby, że nie obchodzi ich żadna ze stron. Jest jeszcze jakieś 20% tych, którym bliższe jest stanowisko rosyjskie, takich jak ja. 

Ukraina jako siła zastępcza

Tak to wygląda w społeczeństwie czy wśród ekspertów. A w administracji? 

– To już zupełnie inna para kaloszy. Zdecydowana większość administracji nie tylko opowiada się za wojną przeciwko Rosji, ale też kontynuuje szerzenie nieprawdy na temat całej tej sprawy. Szczególnie celuje w tym CIA. Seymoura Hersha znam od 45 lat i uważam go za swojego bliskiego przyjaciela, ale chyba jest on teraz na mnie trochę wściekły, bo w ostatnim swoim artykule powoływał się na źródła w administracji, ale sądzę, że tak naprawdę cytował źródło z CIA. I usłyszał od niego rzeczy kompletnie zmyślone, zapewne fałszywe. Na przykład w jego artykule sprzed kilku tygodniu pojawiła się informacja, że w Rosji doszło do zakłóceń telefonii komórkowej i dostępu do internetu. Tymczasem utrzymuję regularny kontakt z wieloma ludźmi w Rosji i w tych dniach również miałem z nimi ten kontakt. Nikt nie miał kłopotów z łącznością komórkową czy internetem.

Podobnie jest z twierdzeniem o kłopotach rosyjskiej gospodarki. Miałem okazję w ciągu ostatnich ponad dwóch lat, od grudnia 2023 roku, być sześciokrotnie w Moskwie i raz w Petersburgu. Zobaczyłem tam żyjący dostatnio kraj, pełne sklepy i nieźle radzących sobie ludzi. Wciąż utrzymuję kontakty z wieloma różnymi osobami z Rosji; z amerykańskimi emigrantami, którzy tam się przeprowadzili, ale też z niektórymi z moich nowych rosyjskich przyjaciół. Z gospodarką jest tam wszystko w porządku. Tymczasem mamy kręgi wywiadowcze oszukujące prezydenta i opowiadające mu coś wręcz przeciwnego, a na dodatek utrzymujące, że Rosja ponosi masowe ofiary. To też nie jest prawda, ale oni chcą w to wierzyć. Wierząc w to, uznają, że ciągle jest dla nich jakaś nadzieja. A to dlatego, że fundamentem amerykańskiej polityki w stosunku do Rosji jest traktowanie Ukrainy jako siły zastępczej do walki z tą Rosją. Bez względu na to, co stanie się z narodem ukraińskim, za to z przekonaniem, że ma on umierać za nasze interesy. 

Kłamstwa wywiadów

Ale kręgi wywiadowcze też wydają się podzielone. Mam na myśli choćby opinie wyrażane przez Tulsi Gabbard. Jak to więc w rzeczywistości wygląda? Czy nie jest tak, że na przykład CIA popiera wojnę na 100%, ale inne służby są bardziej sceptyczne?

– Cóż, Tulsi w tych sprawach nie ma żadnych wpływów. Powinna wydawać jakieś polecenia, bo przecież koordynuje działania wszystkich służb wywiadowczych. Niestety, jak do tej pory nie była wystarczająco stanowcza, a szkoda. CIA zajmuje się przede wszystkim dostarczaniem analiz. I tu pojawia się problem. Mówię to jako były analityk, który miał dostęp do danych wywiadowczych ze wszystkich źródeł. Miałem wgląd do komunikatów wytwarzanych w Departamencie Stanu, w Agencji Wywiadu Wojskowego i innych wojskowych służbach wywiadowczych. Miałem dostęp do wszystkich ich depeszy, a także do informacji przekazywanych przez Narodową Agencję Wywiadu, komunikatów innych krajów, które udawało nam się przejmować, a także wywiadu satelitarnego. Obecnie dostarczaniem tego ostatniego zajmuje się Narodowa Agencja Wywiadu w Geoprzestrzeni. Moja praca polegała na zbieraniu tego wszystkiego i zestawianiu na tej podstawie obrazu rzeczywistej sytuacji. Obecnie czegoś takiego nie mamy. Jeśli robiono by to uczciwie, to można by na przykład porównać liczbę nowych cmentarzy i nowych grobów na nich, które powstają w Rosji, z liczbą tych, które powstają na Ukrainie. Byłaby to żmudna robota, ale przecież jesteśmy bez problemu w stanie to zrobić. O ile mi wiadomo, nikt o czymś takim nie pomyślał.

Zamiast tego powołujemy się na źródła zewnętrzne, takie jak działająca w Wielkiej Brytanii Mediazona. Zajmują się one po prostu katalogowaniem wszystkich nekrologów publikowanych w rosyjskich gazetach, w 90 czy 91 obwodach i republikach. Mają w związku z tym posiadać dość dokładne liczby poległych po stronie rosyjskiej. Nikt czegoś takiego nie robi po stronie ukraińskiej. W efekcie politycy na Zachodzie są okłamywani. Przekonuje się ich, że Rosja ponosi ogromne straty, a Ukraina strat nie ma prawie w ogóle. Wmawia się im, że Rosja dłużej tego nie wytrzyma. Tymczasem prawda jest całkowicie odwrotna. To Ukraina ponosi straty na wielką skalę, zaś straty Rosji są minimalne. Na dodatek to Rosja jest w stanie rekrutować i utrzymywać kolejnych żołnierzy. Tymczasem nawet najbardziej sprzyjające Ukrainie źródła na Zachodzie otwarcie przyznają, że na dezercję decyduje się miesięcznie od 20 do 40 tysięcy żołnierzy ukraińskich. W pewnym momencie po prostu zabraknie im ludzi. Niestety mamy jeszcze establishment medialny uparcie wspierający tą wojnę. Sądzę, że jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że zarabia się na tym pieniądze. Przecież zarabiają na tym wszyscy ci różni doradcy, zwycięzcy kontraktów i dostawcy sprzętu wojskowego. 

Skorumpowani kongresmeni

W jaki sposób amerykańskie służby specjalne i wywiadowcze sprawują nad Ukrainą kontrolę? Zacznijmy od organów antykorupcyjnych na Ukrainie. Pojawia się wiele opinii, że  ich struktury kontrolowane są przez FBI. Czy, Pańskim zdaniem, to prawda? 

– Nie. Wątpię, by FBI było tam jakoś wyraźnie obecne. Przez jednego z moich bliskich przyjaciół i byłych partnerów biznesowych, który pozyskał te dane od sygnalistów na Ukrainie, dowiedziałem się, że ukradziona została kwota co najmniej 48 miliardów dolarów. Część tych pieniędzy trafiła do kieszeni amerykańskich kongresmenów, zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie. Okazuje się, że pieniądze otrzymywali przede wszystkim Republikanin Lindsey Graham i Demokrata Chuck Schumer. Czy mam na to dowody? Nie. Dowiedziałem się jednak o tym z wiarygodnego źródła. Zaryzykowałbym też twierdzenie, że środki płynące z Ukrainy do Stanów Zjednoczonych następnie przetransferowano gdzieś dalej. Wytransferowano je przez kraje bałtyckie. Nie zdziwiłbym się, gdyby sowite wynagrodzenie za takie usługi finansowe otrzymywała Kaja Kallas, Ursula von der Leyen i inni podobni. Poziom korupcji jest tu po prostu astronomiczny. Przepływ pieniędzy ze Stanów Zjednoczonych został narazie wstrzymany. Jednak CIA nadal bardzo aktywnie zaangażowana jest we wspieranie ukraińskich operacji wywiadowczych i militarnych. 

Budanow jako aktyw CIA

A co można powiedzieć na temat nowej postaci w administracji Zełenskiego, jaką jest Kiriłł Budanow? Czy sądzi Pan, że jest on nadal aktywem CIA? W przeszłości był przecież przez CIA kontrolowany. Czy nadal jest dla niej takim zasobem? 

Nie zauważyłem, by nastąpiło tu jakieś zerwanie współpracy. Celem każdego oficera wywiadu, niezależnie od tego o jakim wywiadzie mówimy – czy będzie to wywiad polski, ukraiński, brytyjski czy amerykański – jest tworzenie relacji i przyjaznych stosunków. Chodzi tu o powiązania osobiste. Można je wykorzystywać w równie osobistych celach. Może w nich występować element tego, czego nie sposób już określić mianem prawdziwej przyjaźni. Niewykluczone, że przez te cztery lata powstały jednak i takie przyjaźnie. Budanow z pewnością jest podatny na wpływy amerykańskie, wpływy CIA. Istnieją dowody na to, że CIA w pewnych sprawach forsuje na Ukrainie własne plany, niekoniecznie związane z planami Donalda Trumpa. 

CIA nie chce pokoju

Czy to oznacza, że CIA może zablokować porozumienie pokojowe lansowane przez Donalda Trumpa?

– Owszem. Jednak porozumienie pokojowe w wersji Donalda Trumpa nie jest możliwe do zaakceptowania przez Rosję. Uważam, że wszyscy powinni to zrozumieć. Władimir Putin od 14 czerwca 2024 roku bardzo jasno definiuje rosyjskie warunki zakończenia tej wojny. Nie chodzi w nich tylko o militarną rezygnację przez Ukrainę z Krymu, Doniecka, Ługańska, Zaporoża i Chersonia. Przede wszystkim chodzi o to, by wojska NATO i całe NATO trzymały się z dala od Ukrainy. Ukraina nie mogłaby brać udziału w kolejnych ćwiczeniach wojskowych NATO bez porozumienia z Rosją i jej zgody. Prawa ludności rosyjskojęzycznej powinny zostać całkowicie przywrócone, podobnie jak przywrócona powinna zostać Cerkiew prawosławna. Nie chodzi zatem o jakiś jeden postulat. Nie chodzi też wyłącznie o terytorium. Ci na Zachodzie, którzy twierdzą, że chodzi o jakieś roszczenia terytorialne, po prostu nie rozumieją problemu. Zdobycie terytorium to środek do osiągnięcia celu, a nie cel sam w sobie. 

Palenie pieniędzmi w ukraińskim piecu

A co z amerykańskimi interesami gospodarczymi na Ukrainie? Niedawno na przykład słyszeliśmy, że Ronald Lauder otrzymał koncesje i pozwolenia na wydobycie litu w tym kraju. Czy sądzi Pan, że nadal istnieje w Stanach Zjednoczonych grupa oligarchów planująca robienie tam interesów? 

– Jestem pewien, że chcieliby tam robić interesy. Utrudniają im to jednak mocno Rosjanie, postępując w kierunku Sum, Połtawy, Charkowa, Chersonia, Zaporoża. Im więcej terenów zajmie Rosja, tym mniej możliwości ściągnięcia inwestycji zagranicznych będzie miała Ukraina. Jak Pan pewnie wie, Rosja chętnie zaangażuje się w rozwój i odbudowę resztek Ukrainy, które będzie okupowała po zakończeniu wojny. Wówczas ci inwestorzy zagraniczni będą mieli w Rosji chętnego do współpracy partnera. Obecnie jednak ci, którzy inwestują w nadziei na zachowanie prawa własności do jakichś terenów czy zasobów na Zaporożu, w obwodzie donieckim czy chersońskim, mogą równie dobrze spalić całe swoje oszczędności przed domem. Miałoby to podobną wartość. Wie Pan, nie wierzę, żeby ta wojna zakończyła się w drodze negocjacji. Zakończy się środkami militarnymi. 

Nie będzie żadnego rozejmu

Nie będzie zawieszenia broni?

– Nie będzie. Rozejm jest dla Rosji niedopuszczalny. Wie Pan, jestem zdziwiony tym wizerunkiem Rosji na świecie jako ryczącego niedźwiedzia, sprytnego, twardego i nieustępliwego. Z mojego doświadczenia wynika, że Rosjanie są trochę naiwni i łatwowierni. Byli zbyt ufni – potwierdził to Putin – gdy okazało się, że zostali oszukani przez Angelę Merkel i Françoisa Hollande’a w sprawie pierwszego i drugiego porozumienia mińskiego. Rosjanie są zatem w takich sprawach nieco naiwni. Przypominają mi pewną postać z amerykańskich kreskówek – Charliego Browna. Zgubą dla Charliego Browna była pewna czarnowłosa dziewczyna o imieniu Lucy. Wołała go ona zawsze i namawiała, żeby kopnął piłkę, która trzymała w rękach. Charlie biegł, żeby kopnąć tą piłkę i wtedy ona ją odsuwała, a ten leciał i przewracał się na tyłek. Podobnie wyglądało to z Rosją i Europą. Europa była tu niczym Lucy: taką złośliwą, wredną małą dziewczynką. Putin i Rosja byli niczym Charlie Brown – ufni i wierzący w dobre intencje. Podbiegali więc do tej piłki i nie mogli w nią trafić. Sądzę, że od tamtej pory nauczyli się już, że nie można ufać Lucy – Europie.

Parę tygodni temu miałem rozmowę z Siergiejem Karaganowem, który jest najważniejszym zwolennikiem odwrócenia się Rosji od Europy i zwrócenia się przez nią na wschód. Postrzega on Europę, z którą Rosja wcześniej współistniała, jako cierpiącą na schizofrenię kobietę, będącą jednocześnie masową zabójczynią. Nagle zatem zdali sobie oni sprawę, że nie można budować z nią żadnego związku. Zwrócili się w kierunku Chin, rozwoju Syberii. 

Witkoff i Kushner niewiele znaczą

Faktycznie. Co w takim razie z inicjatywami dyplomatycznymi? Jeśli nie wierzymy w zawieszenie broni, czy tym bardziej w porozumienie pokojowe, to jaki jest cel wysiłków podejmowanych na ich rzecz przez powiedzmy Steve’w Witkoffa czy Jareda Kushnera? 

– Cóż, Witkoff i Kushner mają dostęp do uszu Trumpa, ale nigdy nie dysponowali prawdziwą władzą polityczną w Stanach Zjednoczonych. Wie Pan, podczas mojej pierwszej rozmowy z Siergiejem Riabkowem, rosyjskim dyplomatą i wiceministrem spraw zagranicznych, w grudniu 2023 roku, doskonale pamiętam jak skarżył się on, że Rosjanie nie mają z kim rozmawiać. W czasach administracji Bidena nie było żadnych kanałów łączności na wyższym poziomie dyplomatycznym między Moskwą a Waszyngtonem. To bardzo niebezpieczne. Inauguracja prezydentury Donalda Trumpa została przychylnie przyjęta przez większość przedstawicieli władz rosyjskich. Sądzę, że przynajmniej na samym początku mieli oni wielkie nadzieje, że Trump wykaże się wolą rozmów i będą mogli zawrzeć z nim wzajemnie korzystny układ.

Uważam jednak, że obecnie pojawia się coraz więcej wątpliwości co do wiarygodności Donalda Trumpa. Miał on bowiem szereg okazji, by wykonać różne gesty w kierunku Rosji pokazujące szczerość intencji Stanów Zjednoczonych. Mógł przywrócić bezpośrednie połączenia lotnicze, przywrócić obowiązywanie porozumienia o otwartych przestworzach, Mógł zwrócić majątek skonfiskowany przez Baracka Obamę. Ambasada rosyjska miała coś w rodzaju dacz, na terenach wiejskich w stanach Maryland i w okolicach Nowego Jorku, w których mogli odpoczywać i zrelaksować się w weekendy rosyjscy dyplomaci. Majątków tych jednak nie zwrócono. Poziom dyplomatów wysyłanych do Moskwy też nie wskazuje, by traktowano ten kierunek priorytetowo, bo inaczej wysłaliby tam do pracy kogoś znacznego i wpływowego. Nadal zamrożone są rosyjskie aktywa. Nikt ich nie rozmroził. Mamy zatem cały szereg ruchów, które Stany Zjednoczone mogły wykonać, lecz tego nie zrobiły. Rosja nie odpowiadała na to jakimiś zdecydowanymi ruchami. Jeśli byłbym na miejscu Rosjan i otrzymałbym z Waszyngtonu propozycję rozmowy, domagałbym się potwierdzenia poważnego podejścia do owych negocjacji, żądając na przykład najpierw zniesienia zakazu podróżowania do Stanów Zjednoczonych. Jeśliby tego nie zrobiono, można by od razu stwierdzić, że nie jest się traktowanym poważnie.

To jeszcze bardziej rzuca się w oczy w kontekście ataku sprzed kilku tygodni z 28 grudnia na oficjalną rezydencję Władimira Putina, w której według niektórych doniesień miała przebywać jego córka. Ten atak za pomocą dronów przeprowadzony został jeśli nie całkowicie, to przynajmniej częściowo, przez CIA współdziałającą z władzami ukraińskimi. Ukraińcy nie byliby w stanie namierzyć tej rezydencji. Dokonano tego z pomocą amerykańską. Trzeba zatem się w tym momencie zatrzymać i zadać sobie pytanie czy Stany Zjednoczone są w tej sytuacji prawdziwym, wiarygodnym partnerem. Jeśli to ja doradzałbym prezydentowi Putinowi, odpowiedziałbym, że nie; że Stanom Zjednoczonym nie można ufać. Że powinny one najpierw dowieść, iż poważnie myślą o posuwaniu się naprzód. W innym przypadku traci się tylko czas. 

Ukraińcy się tylko cofają

Czy oznacza to, że bez wsparcia wywiadu amerykańskiego, nawet przy utrzymaniu wsparcia znacznie słabszego wywiadu europejskiego, Ukraina musiałaby zrezygnować z dalszych działań zbrojnych? Czy bez amerykańskiego wsparcia Ukraińcy nadal mogliby kontynuować walkę? 

– Ich działania na froncie polegają głównie na tym, że niczym za kierownicą samochodu – zawracają i jadą do tyłu. To robi Ukraina. Ukraina nie przeprowadziła żadnych operacji ofensywnych, dzięki którym byłaby w stanie przejąć i utrzymać kontrolę nad jakimś obszarem. Wie Pan, udało się jej jedynie odnieść kilka pyrrusowych zwycięstw. Ukraińcy zajmowali jakiś kawałek terenu na tydzień czy dwa tygodnie, a następnie byli z niego wypierani, a wielu z nich ginęło w trakcie wycofywania się.

Poza tym nie istnieje coś takiego, jak wywiad europejski. Mamy wywiad brytyjski, wywiad francuski, wywiad niemiecki czy wywiad polski. Z mojego doświadczenia, które wprawdzie pochodzi sprzed jakiegoś czasu, Polska zawsze miała jedne z najskuteczniejszych służb wywiadowczych, lepsze od na przykład brytyjskiej MI6. Polacy są jednak na tyle inteligentni, że nie rozpowiadają o tym, nie opowiadają każdemu jacy to są wspaniali. Ale w rzeczywistości ich osiągnięcia datują się jeszcze czasów II wojny światowej, kiedy to właśnie polski wywiad i kadry wojskowe pozyskały pierwszą maszynę szyfrującą Enigma i wykonały pierwsze kroki wiodące w kierunku złamania jej kodów. Nie zrobili tego ani Brytyjczycy, ani Francuzi. Pierwsi byli właśnie Polacy. Chodzi mi o to, że musimy ustalić, który z krajów europejskich zająłby się Ukrainą, bo – jak wspomniałem – nie ma czegoś takiego jak struktura wywiadowcza Unii Europejskiej. To tak, jak by komisja zajmująca się hodowlą wielbłądów, postanowiła wyhodować konia. 

Kallas na paraolimpiadzie 

Cóż, Ursula von der Leyen ogłosiła jakiś czas temu plan powołania jakiegoś wywiadu europejskiego, choć oczywiście byłoby to dla UE dość trudnym zadaniem. 

– Mam nadzieję, że pozwolą się tym zająć Kai Kallas, bo wznosi ona głupotę na nowy poziom. Wie Pan, to przypomina sytuację, w której mamy normalną olimpiadę dla sprawnych sportowców z określonymi możliwościami. I mamy paraolimpiadę dla tych z defektami fizycznymi, czy z ograniczonym ilorazem inteligencji, którzy mogą w niej uczestniczyć. Jeśli zatem zamierzają stworzyć instytucję wywiadowczą, to byłaby to raczej służba parawywiadowcza, swoista paraolimpiada, do której pasowałaby Kaja Kallas. 

Deep state

Wracając do Stanów Zjednoczonych, chciałbym Pana zapytać o pojęcie deep state. Jest ono dzisiaj dość powszechne. Czy, jeśli mówimy o Ukrainie, to ten deep state ogranicza się do CIA, czy może jest czymś więcej? 

– To coś więcej. Deep state to zasiedziała biurokracja, ludzie, którzy są na stanowiskach od więcej niż dwudziestu lat, znajdują się w zasobach Senior Executive Service, czyli wyższego korpusu urzędniczego lub Senior Intelligence Service, czyli wyższego korpusu wywiadowczego. To stanowiska będące odpowiednikiem generała czy admirała w armii. Ich wielkie wpływy wynikają z długotrwałego sprawowania stanowiska. To ludzie, którzy zaczęli swoją pracę powiedzmy w 1995 roku, w wieku 30 lat i dziś mają około 60 lat. Są na stanowiskach od trzydziestu lat i wiedzą jak wszystko funkcjonuje. Są w stanie przeciwstawić się prezydentowi. Teraz mają dodatkowo tą przewagę, że mają do czynienia z Donaldem Trumpem i jego syntezą arogancji z ignorancją, brakiem zrozumienia tego jak działa rząd. Mogą zatem na różne sposoby omijać wykonywanie jego poleceń i życzeń. 

[To bardzo naiwne. Nie sądzę, by w to wierzył. Deep state to potęga Zła. Mirosław Dakowski]

Kiedy skończy się wojna

Czy mógłby Pan pokusić się o prognozę na temat tego konfliktu na rok 2026? Czy realne jest przypuszczenie, że Ukraina jest już militarnie tak wycieńczona, że wojna może zakończyć się w tym roku? 

– Myślę, że jest bardzo prawdopodobne, że może się skończyć do sierpnia.

Tak szybko?

-Tak. 

Skończy się definitywnie czy nastąpi nowa eskalacja? To dla nas, w Polsce, bardzo istotna kwestia. Niektórzy twierdzą, że możliwa jest jej eskalacja, czyli że mogą się w nią zaangażować niektóre kraje europejskie. 

– Właściwie kraje europejskie już są w niej zaangażowane. Polska też jest zaangażowana. Macie już jakieś 10 tysięcy polskich żołnierzy, których określam mianem najemników, i którzy zginęli podczas walk na Ukrainie. 10 tysięcy to naprawdę duża liczba. W sumie jestem zaskoczony, że rodziny poległych jakoś bardziej nie protestują przeciwko takiej polityce. Odwróćmy to nieco, jeśli Pan pozwoli: to ja mam do Pana pytanie. Może Pan mi to wytłumaczy. Gdy spoglądamy wstecz, możemy zrozumieć niektóre animozje między Polską a Rosją, nawet jeśli Rosja to co innego niż Związek Radziecki. To Sowieci dokonali mordu w lesie katyńskim.

Ale przecież to Stiepan Bandera i jego ruch dokonał ludobójstwa, w wyniku którego w roku 1943 i 1944 zginęło 140 tysięcy Polaków. Dlaczego zatem Polska zdecydowała się na współpracę z banderowcami, którzy odpowiedzialni byli za zamordowanie znacznie większej liczby Polaków niż Rosjanie czy Sowieci? Tym bardziej, że obecni Rosjanie to przecież coś innego niż wczorajsi Sowieci. 

Kto zakończy konflikt?

Cóż, mamy tu oddziaływanie dwóch czynników. Jeden z nich ma charakter zewnętrzny. Jak zapewne Pan wie, Polska znalazła się od roku 1989 czy 1990 roku pod kontrolą czynników zewnętrznych. Drugi ma charakter wewnętrzny. Rzecz jasna, polskim społeczeństwem da się nietrudno manipulować. Do niedawna wystarczało całkiem proste przekonywanie o istnieniu zagrożenia rosyjskiego, zagrożenia o charakterze odwiecznym. Uważam więc, że pewne siły zewnętrzne wykorzystały realne nastroje, prawdziwe emocje istniejące w Polsce, w polskim społeczeństwie. To się jednak już kończy. Szczerze mówiąc, Panie Larry, powiedziałbym, że – według sondaży – znaczna większość Polaków występuje nawet przeciwko finansowemu wspieraniu Ukrainy. Można powiedzieć, że od 2022 roku sporo się w tej materii zmieniło. Wróćmy jednak znów do Stanów Zjednoczonych. Chciałbym zapytać Pana o to kto podejmuje tam realne decyzje. Wyobraźmy sobie, że istnieje rzeczywista wola zakończenia konfliktu na Ukrainie. Kto mógłby tego dokonać, skoro wiemy już, że nie byłby to Donald Trump?

– Cóż, Trump mógłby jednak podjąć taką decyzję, lecz jest z tym pewien problem. Jeżeli byłoby to porozumienie polityczne pomiędzy Trumpem a Putinem, to obowiązywałoby tylko przez czas, w którym obaj oni będą żywi i sprawować będą władzę. Najprawdopodobniej Trump opuści swój urząd przed Władimirem Putinem. Oznacza to, że kiedy zabraknie Trumpa, dalsze przestrzeganie porozumienia zależeć będzie od tego kto zostanie następnym prezydentem. Jestem zatem przekonany, że Rosja nalegać będzie na porozumienie prawnie wiążące, które miałoby zakończyć wojnę. Byłby to zatem dokument wymagający ratyfikacji przez amerykański Senat, dwie trzecie zasiadających w nim senatorów. To oznacza, że potrzebne byłyby głosy 66 lub 67 senatorów popierających środki gwarantujące pokój z Rosją. Nie widzę obecnie takich 67 senatorów. Mamy za to wielu takich, którzy nadal przekonują stanowczo do możliwej wojny z Rosją, a szczególnie sieją nienawiść wobec Putina. Dlatego właśnie nie sądzę, że może dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to nie widzę obecnie wśród parlamentarzystów woli politycznej zawarcia tego rodzaju porozumienia. Myślę, że wśród tych, którzy uzależnieni są od tego co nazywam kompleksem militarno-przemysłowym, nic nie zmieni się w ich sercach i umysłach, nawet jeśli Rosja odniesie druzgocące zwycięstwo nad Ukrainą, co – jak wierzę – musi się stać. 

Sojusz północny nierealny

A co z tymi, którzy postrzegają Rosję jako potencjalnego sojusznika w rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami? Chodzi mi o koncepcję „sojuszu północnego” przeciwko Chinom. 

– Nie, absolutnie nie. Wie Pan, to był jeden z czynników prowadzących do obecnej polityki wspierania Ukrainy przeciwko Rosji. Pierwotny plan zakładał wykorzystanie Ukrainy jako proxy przeciwko Rosji. Rosja miała po swojej porażce zwrócić się o wsparcie do Stanów Zjednoczonych. Gdyby to zrobiła, mieliśmy zyskać możliwość wykorzystania jej jako klina atakującego Chiny. Tymczasem wojna i amerykańska reakcja na specjalną operację wojskową wywołały dokładnie odwrotne efekty. Doprowadziły bowiem do przyspieszenia i wzmocnienia sojuszu chińsko-rosyjskiego. Poskutkowały tym, że Rosja i Chiny zaczęły aktywnie współpracować w celu stworzenia alternatywnego systemu finansowego służącego handlowi i regulowaniu należności, żeby nie być zmuszonym do korzystania z dolara czy systemu SWIFT. Ma on zostać następnie udostępniony krajom Globalnego Południa, które też zaczną go wprowadzać. Stany Zjednoczone wierzyły, że mają monopol na wywieranie presji na Rosję i oczywiście na Chiny, że mogą używać przymusu do zmuszenia ich do przyjęcia swoich warunków. Efekt tymczasem był dokładnie odwrotny. Przyspieszono ich oddzielenie się od systemu, wzmocniono BRICS. Widzieliśmy to rok temu, gdy Trump ogłosił swoje cła na Chiny, a sekretarz skarbu Scott Bessent wierzył, że ten ruch może uderzyć w Chiny, które nie mogą rzekomo żyć bez nas, tak bardzo nas potrzebują. Zachowywali się niczym żyjący w iluzji facet, który był kiedyś bogaty, ale już nie jest; był gwiazdorem atletyki, ale teraz jest gruby i zaniedbany. Ma piękna żonę – modelkę, którą wykorzystuje i obraża. I pewnego dnia ona oznajmia mu, że od niego odchodzi. Mówi mu: – Dzięki wielkie, bardzo ceniłam ten związek, ale już mi się on nie podoba. Odchodzę, mam lepsza ofertę. Tak zachowują się teraz Stany Zjednoczone.

Gdy Bessent z Trumpem nakładali te cła na Chiny, uznali, że będą one błagalnie prosić: – Błagam, nie róbcie tego! Tymczasem Chiny stwierdziły: – W porządku, nie ma problemu. Zwiększyły swój handel z Azją, zwiększyły handel z Afryką, z Ameryką Środkową i Ameryką Południową. Zwiększyły też obroty z Europą. Ich gospodarka zaczęła wzrastać, zamiast się kurczyć. A Stany Zjednoczone siedziały i zachowywały się jak ten dzieciak mówiący: – Zabieram piłkę i nie będziecie mieli czym grać. W odpowiedzi usłyszały: – Nie ma problemu, mamy takich piłek pod dostatkiem. Nie potrzebujemy twojej piłki. Żyjemy w czasie dramatycznej zmiany ekonomicznej i politycznej, transformacji, która przyniesie nowy świat, który ja określam mianem wielo-węzłowego. Nazywam go tak, bo bieguny są zjawiskiem dwuwymiarowym, a tu mamy wielokrotne węzły pozostające poza kontrolą Stanów Zjednoczonych, zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Szczerze mówiąc, Ukraina jest symptomem tego procesu. Zniszczenie Ukrainy jest w pewnym sensie zniszczeniem starego ładu światowego. 

Stać na własnych nogach

Tymczasem w Polsce nasze elity polityczne wciąż dzielą się na dwa obozy. Jeden spogląda na Waszyngton jako podstawowego gwaranta naszego bezpieczeństwa. Drugi zapatrzony jest w Brukselę i Berlin, postrzegając je jako takich gwarantów bezpieczeństwa. Jeśli byłby Pan doradcą polskiego premiera, co by Pan mu doradził?

– Wskazałbym mu na trzecią opcję: Polskę twardo stojąca na własnych nogach, zdolna do obrony i nie liczącą na nikogo. Wydaje mi się, że Sikorski jest w tym pierwszym obozie, stawiającym wszystko na Stany Zjednoczone. Wydaje mi się też, że obecnemu prezydentowi nie bardzo jest po drodze z Unią Europejską. Co zatem proponuje? Wie Pan, moje doświadczenia z Polakami wskazują na to, że jesteście silni i wytrwali. Jedyny wasz problem to kompleks niższości, na który cierpicie. Zawsze uważaliście się za gorszych od Francuzów, Niemców czy Brytyjczyków, podczas gdy w rzeczywistości uważam, że jesteście od nich lepsi.

Powinniście zacząć zdawać sobie z tego sprawę i przestać ulegać Francuzom, Brytyjczykom, a szczególnie Niemcom. Oni dają wam zły przykład. Na Boga – nie bądźcie tacy jak oni! Bądźcie niepodlegli. Uważam, że Polska powinna zawrzeć sojusz z Rosją, bo przecież Polacy są bardzo religijni, choć są katolikami. Rosjanie są również bardzo religijni, choć ich wiarą jest wschodnie prawosławie. Jedni i drudzy są jednak chrześcijanami. Jedni i drudzy wierzą w Jezusa Chrystusa. Od tego można zacząć. Zacznijcie od tego, że i wy i oni wierzycie i żyjecie zgodnie z zasadami, które głosił Jezus. Dzięki temu wasze narody będą mogły współpracować. To mógłbym doradzić polskiemu premierowi i polskiemu prezydentowi. 

Ostatnie pytanie: mam wrażenie, że w Stanach Zjednoczonych wciąż możecie mniej lub bardziej swobodnie głosić swoje przekonania. Tymczasem w Europie mamy przypadek pułkownika Jacques Bauda.

-Tak, znam Jacquesa. 

Jak Pan wie, został on objęty sankcjami Unii Europejskiej, choć jest obywatelem szwajcarskim. Moje pytanie brzmi zatem: czy w Stanach Zjednoczonych nadal niezależni eksperci, tacy jak Pan, mogą swobodnie wygłaszać swoje opinie i czy tak będzie również w przyszłości?

– Być może tak nie będzie. Wie Pan, zmiany, które zaszły w Stanach Zjednoczonych, nie były aż tak fatalne jak te, do których doszło w Europie, ale zmierzają one w tym samym kierunku. Już dziś wszelkie próby krytyki syjonistów, których ja traktuję na równi z nazistami, uznawane są za mowę nienawiści. Mamy tu taki ruch, który popiera mordowanie kobiet i dzieci, bo twierdzi w jednej ze swoich ksiąg, że wszyscy obcy są Amalekitami, a ich Bóg powiedział im, że wszystkich takich można zabijać. Proszę wybaczyć, ale nie chcę w czymś takim uczestniczyć. Jeśli ktoś ma taką wiarę, taką religię – to ja jestem przeciwko niej. Wychodzę z założenia pochodzącego z tej części Pisma Świętego, która mówi, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę. Że w rzeczywistości cała ludzkość stworzona została przez Boga. Oznacza to, że nie mogę wedle uznania zacząć zabijać stworzeń boskich, bo po prostu uznam, że mam prawo do decydowania o życiu i śmierci. Niestety żyjemy obecnie w czasach, w których brakuje odpowiedzialności, nawet odpowiedzialności ograniczonej.

Dzieje się tak dlatego, że ludzie nie postępują już według zasady, że to co czynią tutaj, na Ziemi, będzie miało wpływ na ich losy po śmierci, że nadejdzie jakiś czas sądu.

Dominuje podejście wyjątkowo nihilistyczne, według którego nie ma znaczenia co czynimy. Możemy robić, co tylko zechcemy, jeśli tylko siły nam na to pozwolą. Przestaliśmy myśleć o konsekwencjach. Stąd mamy Jeffrey’a Epsteina i tą jego hałastrę. Oni też uznali, że wolno im wszystko. Widzimy to też na przykładzie Izraela mordującego ponad 70 tysięcy palestyńskich cywilów, jak przyznała pewnego dnia Armia Obrony Izraela. Widzimy to na przykładzie Stanów Zjednoczonych dokonujących jednostronnej inwazji na Wenezuelę i porywających jej prezydenta. Wydaje nam się, że mamy władzę, więc możemy wszystko. Zdaję sobie sprawę z tego, że podobną krytykę można skierować również wobec Rosji. Uważam jednak, że przypadek rosyjski jest nieco bardziej zniuansowany. Przede wszystkim z uwagi na to, że Zachód zrobił wiele, by ją sprowokować. Wie Pan, to jak w meczu piłkarskim. Jeden piłkarz popycha drugiego, a sędzia tego nie widzi. Za którymś razem ten popchnięty popycha tego, który zaczął. Sędzia to dostrzega i wyciąga czerwoną kartkę, bo nie widzi winowajcy całego zamieszania. 

Może dzieje się tak dlatego, że zabrakło nam sędziego w stosunkach międzynarodowych.

– To prawda, to bardzo dobre stwierdzenie. 

Dziękuję. 

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Pontony Rocheford. Męczennicy z Île-Madame. Île-Notre-Dame.

Pontony Rocheford. Męczennicy z Île-Madame.

matka-scypiona.szkolanawigatorow.pl/pontony-rocheford-meczennicy-z-ile-madame

Niniejszym chciałabym przybliżyć czytelnikom pewne wydarzenie z czasów oświeconej i nowoczesnej Rewolucji Francuskiej, która z wielkim zaangażowanie wprowadzała w życie hasło „Wolność, Równość, Braterstwo albo Śmierć”.

Wydarzenie, które miało zostać zapomniane tak jak ludobójstwo w Wandei, ale jak to bywa w przypadku męczenników – „krew twojego brata głośno woła ku mnie z ziemi!”- również i ten wycinek historii powoli wydobywa się na światło dzienne.

27 listopada 1790 roku w rewolucyjnej Francji ukazał się dekret, na mocy którego księża we Francji zostali zobowiązani do złożenia przysięgi na wierność Konstytucji Cywilnej Kleru (przyjętej 12 lipca 1790 roku, podporządkowującej Kościół katolicki we Francji władzom państwowym), czyli wierności rewolucyjnemu państwu. W praktyce okazało się, że bardzo trudno było złamać opór katolickiego duchowieństwa, a sprzeciw był tak wielki, że komitety rewolucyjne nie były w stanie skazać wszystkich od razu na gilotynę.

W tej sytuacji Zgromadzenie Konstytucyjne postanowiło deportować oporne duchowieństwo do Gujany Francuskiej lub na Madagaskar przez porty w Bordeaux, Nantes i Rocheford. W tym ostatnim więźniów załadowano na statki niewolnicze stojące w pobliżu małe wyspy o nazwie Île-Madame, „przystosowane” do celów więziennych, które nigdy do Gujany Francuskiej nie popłynęły ze względu na angielską blokadę. Duchownych umieszczono na trzech statkach- Deux-Associes (kapitan Laly), Washington (kapitan Gilbert) i starym statku Bonhomme Richard.

Zanim duchowni w liczbie 829 zostali „zaokrętowani” na te pływające obozy koncentracyjne, zostali pobici, rozebrani do naga celem zakończenia swojego życia w sposób, jak to powiedział ich kat, sadystyczny kapitan Laly „bezgłośny”; (cyt.”ci ludzie zostali wyrwani z księgi Republiki. Kazano mi sprawić, by umarli bezgłośnie”). Księży wiernych Papieżowi trzeba było się bezwzględnie pozbyć między innymi dlatego, niektórzy z księży, skonfrontowani z wiernością swoich braci odwoływali swoje przysięgi na wierność państwu (zasługą francuskiej hierarchii jest to, że wszyscy biskupi Francji, z wyjątkiem czterech, wraz z ponad połową duchowieństwa, odmówili złożenia przysięgi).

Zanim kapłani dotarli do Rocheford pędzono ich jak bydło na rzeź wśród obelg, buczenia tłumu, złej pogody, kwaterując ich po drodze w sprofanowanych kościołach. W marszu przez Limoges do procesji duchowieństwa dodawano kozy i osły odziane w szaty kapłańskie, a diakona rytualnie zgilotynowano. W Cognac kapłani byli wyszydzani przez urzędnika: „Gdybyście byli zwierzętami, moglibyśmy się nad wami zlitować, ale będąc potworami, nie zasługujecie na żadne współczucie”.

Na pokładzie zaczęła się dla księży inna rzeczywistość, inny kodeks sprawiedliwości pełen fałszywych oskarżeń i szybkich egzekucji. Wszystko było karane, nawet szeptanie po łacinie. (o posiadaniu brewiarza nie było mowy). O szczęściu mogli mówić ci, których poddano szybkiej egzekucji poprzez rozstrzelanie. Reszta dosłownie gniła. „Od ósmej wieczorem do ósmej rano byli stłoczeni w przestrzeni mniejszej niż trumna dla każdego, bez światła, bez powietrza. Ponieważ nie było wystarczającej liczby wiader na naturalne potrzeby i biorąc pod uwagę brutalną konieczność wspinania się po ciałach, aby dosięgnąć tych wiader, powietrze wkrótce wypełniło się strasznym smrodem. Do tego cierpienia dochodził mroźny chłód na pokładzie w ciągu dnia, a pod pokładem, horror fumigacji (dymienie), które wykonywano zanurzając rozgrzaną do czerwoności kulę armatnią w smole. Fumigacje te sprawiały, że niektórzy księża pluli krwią, u innych wywoływały męczący kaszel. Jedzenie, choć niesmaczne, było pełne robaków, pleśni, a nawet jeszcze bardziej zgniłych substancji”.

Wszyscy księża musieli pracować. Do tego dochodziło zachowanie załogi statków, które wymyka się jakimkolwiek ludzkim określeniom. Pewien opat Maugras zanotował zachowanie załogi: „Wątpię, czy demony w piekle mogłyby wypowiedzieć tyle bluźnierstw przeciwko Bogu i Jego Świętym”. Każda wygłoszona przez nich modlitwa była przyjmowana bluźnierstwem tak strasznym, że wielu postanowiło milczeć. Niemniej jednak, jednomyślnie całe grono kapłanów postanowiło, w obliczu śmierci, kontynuować benedyktynę i czynić znak krzyża przed posiłkami. Przed ich decyzją załoga została uciszona. Było to jedno z nielicznych zwycięstw kapłanów.

Wśród tego piekła okazało się, że w nieznany nam sposób na statek Deux-Associes został przemycony Najświętszy Sakrament i święte oleje i pozostały nieodkryte. Dzięki temu wszyscy kapłani mogli przyjąć Ostatnie Namaszczenie (i niemal wszystkie wiatyki) przed śmiercią.

Na statkach tyfus zbierał straszliwe żniwo. Chorych przenoszono na statki szpitalne, a w dniu Wniebowzięcia kapłanów umieszczono na wyspie Île-Madame (alors île Citoyenne), gdzie mogli pielęgnować chorych i grzebać zmarłych. Pospieszyli, aby poświęcić swój prowizoryczny szpital i wyspę Matce Boskiej pod wezwaniem Wniebowzięcia , zmieniając nazwę na Île-Notre-Dame.

Możliwe, że to właśnie tam jeden z księży-pielęgniarzy, opiekując się braćmi, wyrzeźbił relikwię i ikonę ich procesu – słynny Krzyż Okrętu Więziennego, który niewątpliwie otrzymał ostatnie błagalne spojrzenie umierających kapłanów. Ciało, noszone z nabożeństwem od ponad dwóch stuleci, jest bez ramion, bez dłoni. Bezręki Chrystus jest postrzegany jako symbol kapłaństwa pozbawionego wolności odprawiania Mszy Świętej, a jednak sprawującego swoje kapłaństwo poprzez cierpienie i modlitwę wewnętrzną.

Zaskakująca była jedność wśród kapłanów, którzy już nie liczyli na uwolnienie. Uczynili postanowienia, które wypełniali bez szemrania: unikać narzekania z powodu utraty majątku; żyć skromnie i trzeźwo, jeśli kiedykolwiek zostaną uwolnieni; unikać kiedykolwiek upubliczniania historii tego, co wycierpieli; unikać bezużytecznych tęsknot za uwolnieniem od swojego losu; spędzać czas uwięzienia rozmyślając o przeszłości i podejmując poważne postanowienia na przyszłość.

Najbardziej wzruszająca jest obietnica ukrycia dla potomności i ukrycia przed ciekawską publicznością wszelkich wad lub słabości, których ich bracia, pod tyranią, mogliby się dopuścić. Opatrzność jednak nie opuściła kapłanów. 13 lipca 1794 roku księża zostali przeniesieni do l’Indien po wizycie Komisji Zdrowia Publicznego, a od 1794 roku przyznano im pozory wolności, w tym prawo do czytania korespondencji i brewiarza. Ocaleni zostali zwolnieni 16 kwietnia 1795 roku. Wielu z nich opisało swoje przeżycia w opublikowanych później pamiętnikach, a ich relacje są spójne. 

Na wyspie Ile-Madame spoczywają ciała 254 księży i czczone krzyżem z prostych galetów, czyli płaskich kamieni przywiezionych przez wiele pokoleń pielgrzymów. Nie udało się rewolucjonistom wymazać z pamięci księży katolickich. Miejscowi chłopi przekazywali historię świętych kapłanów i ich męczeństwa.

Dziesiątki lat później, w 1863 roku, duchowny zapytał modlącego się chłopa, dlaczego zdjął kapelusz, aby modlić się na polu bez kościoła lub kapliczki. Zdumiony chłop zapytał: „Ale panie, czy to możliwe, że nie wiesz, że święci są tu pochowani?” Pobożność wzrosła i w XIX wieku Bóg raczył uczcić ofiarę swoich sług cudem: ścieżka, która łączy wyspę z lądem stałym i która stała się niebezpieczna, została cudownie odnowiona z dnia na dzień. Trwa pod stopami niezliczonych corocznych pielgrzymów. Razem kapłanów zmarło 547. Jeden z ocalałych kapłanów ewangelizował później Benin.

1 października 1995 roku Jan Paweł II beatyfikował 64 z tych księży, w tym Jean-Baptiste Souzy a ich święto liturgiczne obchodzimy 18 sierpnia.

Jest jeszcze coś w tej historii, co trzeba dodać. Chodzi o kapitana Laly`ego. Nic mu nie dało wysługiwanie się rewolucyjnemu reżimowi. Skończył jako zubożały człowiek nie mający celu w życiu. Pewnego dnia wszedł do jego domu gość. Ku swemu przerażeniu, Laly rozpoznał w nim jednego z kapłanów, którego torturował. Kapłan zostawił na stole sakiewkę z pieniędzmi. „Tak właśnie kapłan odpuszcza” – zauważył. Straszliwy Laly później zmarł skruszony i nawrócony.

Zdjęcia z miejsca męczeństwa można zobaczyć tu:

fr.wikipedia.org/wiki/Pontons_de_Rochefort

—————————————————-

——————————

————————————————-

————————–


Bractwo Kapłańskie św. Piusa X chce wyświęcić pięciu nowych biskupów

„La Nuova BQ”: Bractwo Kapłańskie św. Piusa X chce wyświęcić pięciu nowych biskupów

pch24/bractwo-kaplanskie-sw-piusa-x-chce-wyswiecic-pieciu-nowych-biskupow

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X zamierza wyświęcić pięciu biskupów – podał włoski portal La Nuova Bussola Quotidiana. W 1988 roku abp Marcel Lefebvre wyświęcił wbrew Rzymowi czterech biskupów.

2 lutego przełożony Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (FSSPX) ogłosił, że w dniu 1 lipca przeprowadzone zostaną święcenia nowych biskupów. Obecnie nie ma na to zgody Stolicy Apostolskiej. Przełożony ks. Davide Pagliarani poinformował, że ma nadzieję spotkać się przed tą datą z papieżem Leonem XIV. Wyraźnie zasugerował, że jeżeli do spotkania nie dojdzie ani Watykan nie udzieli zgody, święcenia i tak zostaną udzielone. Będzie to oznaczać zaciągnięcie automatycznej ekskomuniki zarówno przez konsekratorów jak i przez konsekrowanych.

Włoski portal La Nuova Bussola Quotidiana podał, że zgodnie z informacjami uzyskanymi przez dziennikarkę Luisellę Scrosati, Bractwo chce wyświęcić pięciu biskupów. W 1988 roku abp Marcel Lefebvre wyświęcił czterech. Żyje już tylko dwóch, bp Bernard Fellay oraz bp Alfonso de Galarreta. W 2024 roku zmarł bp Bernard Tissier de Mallerais, autor monumentalnej biografii samego abp. Lefebvre’a. W 2025 roku zmarł z kolei bp Richard Williamson, wcześniej usunięty z Bractwa ze względu na nieposłuszeństwo i skrajne poglądy (negował Holocaust) [Nieprawda, to była intryga żydów, co się podszyli pod TV szwedzkie i opublikowali zdania prywatne, jak zwykle wyrwane z kontekstu. Mirosław Dakowski. ]

Obaj żyjący biskupi zbliżają się do osiągnięcia wieku emerytalnego. Ks. Davide Pagliarani podał, że wyświęcenie nowych biskupów jest z perspektywy Bractwa konieczne dla podtrzymania jego egzystencji, co gwarantuje dalszą pracę duszpasterską dla dobra dusz.

Stolica Apostolska 3 lutego poinformowała, że pozostaje w kontakcie z Bractwem. Rzecznik Watykanu Matteo Bruni w krótkim komunikacie stwierdził, że celem tych kontaktów jest „uniknięcie kolejnego zerwania oraz jednostronnych działań”.

Szczegóły rozmów nie są znane. Poprzednio o pojednaniu rozmawiano za pontyfikatu Benedykta XVI, ale Bractwo odmówiło oficjalnej akceptacji dokumentów II Soboru Watykańskiego, które w jego ocenie zawierają błędy.

Źródło: lanuovabq.it Pach

20 lat więzienia dla chińskiego konwertyty. Kard. Zen towarzyszył mu od chrztu po salę sądową. Watykan.. milczy.

20 lat więzienia dla chińskiego konwertyty. Kard. Zen towarzyszył mu od chrztu po salę sądową.

Katolicki wydawca Jimmy Lai, właściciel ostatniego niezależnego od Pekinu organu prasowego w HongKongu, usłyszał wyrok 20 lat pozbawienia wolności. To kara, jaką nawróconemu mężczyźnie komunistyczne organy wymierzyły za krytykę partii i aktywność opozycyjną. Na sali oskarżonych represjonowanemu przedsiębiorcy towarzyszył kard. Joseph Zen Ze-kiun.

Jimmy Lai był właścicielem zlikwidowanego przez komunistów w 2021 roku medium „Apple Daily” i koncernu medialnego „Next Media” – cieszącego się największą poczytnością w HongKongu, nim represje CHRL wymusiły wstrzymanie publikacji.

Od czasu zamknięcia jego mediów katolik był wielokrotnie aresztowany i skazywany na wielomiesięczną „odsiadkę”. Toczyło się również przeciwko niemu wiele postępowań sądowych.

W zakończonym właśnie procesie mężczyzna usłyszał najpoważniejsze zarzuty – publikacji treści wywrotowych oraz spisku z obcymi siłami. Organy ścigania domagały się poważnych konsekwencji i pozbawienia wydawcy wolności na okres od 10 lat do dożywocia. Ostatecznie w poniedziałek 9 lutego sąd zdecydował o 20 letnim uwięzieniu przedsiębiorcy.

Jimmy Lai w 1997 roku nawrócił się na świętą wiarę katolicką. Chrzest przyjął z rąk kard. Josepha Zena Ze-Kiuna. Odważny chiński hierarcha był obecny na sali sądowej podczas wygłaszania wyroku. Wcześniej purpurat odwiedzał wydawcę w czasie jego pobytów w więzieniu. Duchowny jest ponoć od dawna bliskim przyjacielem antykomunistycznego przedsiębiorcy.

Media katolickie, komentujące uwięzienie Jimmiego Lai’a ze smutkiem zwracały uwagę na brak deklaracji, czy prób interwencji Stolicy Apostolskiej w jego sprawie. Tymczasem jasnym jest, że represje, których doświadczył, były próbą złamania jego katolickiego sumienia i narzucenia akceptacji dla dominacji politycznej komunistów.  

Źródła: infocatolica.com, polskieradio24.pl

FA

Jak polscy „politycy” leczą kompleksy

Jak polscy politycy leczą kompleksy

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis dziennikzarazy/jak-polscy-politycy-lecza-kompleksy

FB_IMG_1764170571438

7 lutego, wpis nr 1394

Zapraszam do wsparcia mego bloga

Wersja audio

Pamiętam kiedyś za czasów studenckich chodziłem do pewnej polonistki, która mieszkała z koleżanką, studentką aktorstwa. Zaprosiła nas kiedyś na sztukę dyplomową gdzie grał jej apsztyfikant. Była to rosyjska komedia NEP-owska pt. „Mandat” Nikołaja Erdmana o czasach komunizmu, dość prześmiewcza, choć grana była wtedy w ciemnej nocy stanu wojennego. Ale różnie to bywało z tą cenzurą studencką, a więc takie rzeczy szły, pewnie po to, by rozładować pokojowo niepokojowe nastroje wśród młodzieży.

Syndrom Gułaczkina

Otóż utkwiła mi w pamięci z tego spektaklu jedna postać, zresztą grana przez kolegę lokatorki mej polonistki – Waldka Obłozę, którego publiczność może dziś znać z serialu „Miodowe lata”, jako kryminalistę Kurskiego. Zagrał on we wspomnianej sztuce dyplomowej brawurowo rolę aspirującego aktywisty komunistycznego. Paweł Siergiejewicz Gułaczkin napisał list do samego Stalina, którego to listu kopię i dowód nadania nosił z dumą w teczce. Otóż sam fakt napisania listu do Stalina nie tylko bechtał jego ego, ale nobilitował go w oczach otoczenia, które pochylało przed nim głowy, jako przed tym, który koresponduje z samym WPL (Wodzem Postępowej Ludzkości). Oczywiście Stalin o tym ani wiedział, ani myślał, ale to nie miało nic do rzeczy. Oto samowolny akt robaczka na drabinie społecznej już zbliżał go (w ocenie postrachanego otoczenia) do absolutu.

Dlaczego mi się to przypomniało? Ano dlatego, że widzę przykłady takiej techniki socjologicznej wszędzie dookoła. Chodzi o to, że narrację polityczną coraz częściej buduje się na tym, że osobnik o niskiej pozycji społecznej lub z dna ujemnego prestiżu podwyższa sztucznie swój status atakując kogoś znacznie wyżej, co ma go z nim zrównywać w pozornym dyskursie. W ten sposób, na zasadzie naczyń połączonych, obniża to pozycję osoby o kiedyś wysokim statusie. Jest to dyskryminacja pozytywna, powstaje z tego parę elementów, np. panświnizm, kiedy atakujący robi to w sposób niecny i podły, ale to paprze w błocie atakowanego na takimż to poziomie, że wszyscy, panie, jesteśmy świniami.

Gułaczkin pośredniczący, czyli Palikoty

Mamy tu dwa typy – pośredni i bezpośredni. W przypadku pośredniego mamy tu zasłonę w postaci pośrednika, którego wystawia jako harcownika ktoś wyższy. Taka była rola i Palikota, i Niesiołowskiego. Ci wykonywali numer polegający na chamskim atakowaniu przeciwnika, które sprowadzało go do błota pańśwnizmu – w tym wypadku Lecha Kaczyńskiego, ale uwaga: dopiero po jego śmierci, zaś główny macher tego procederu, Tusk, miał czyste rączki z tyłu i wychodził tylko na takiego, co ma przecież pewien umiar, ale co poradzisz, że jego inni koledzy byli wyrywni. Mało tego, od czasu do czasu wychodził Tusk i karcił jak dobry tato swoich swawolników. W ten sposób odbywał się spektakl, ale w wypadku kiedy czara chamstwa się przelewała, zawsze był w zapasie tonizujący Donek.

Przykład ataków na Lecha Kaczyńskiego jest tu bardzo miarodajny, jeśli mówimy o taktyce pośredniczenia w tym procederze. Taki Palikot, czy Niesiołowski (ten do czasu afery rozporkowej) to się na tym wybudowali. To ku nim odwracali tęskne oczy amatorzy podostrzenia narracji wobec przeciwników politycznych, narracji która przekraczała granice dyskursu w obszary dewastacyjne. Ta dwójka bulterierków zaatakowała Lecha Kaczyńskiego po jego śmierci, jednocześnie wyzywając PiS od… tańczących na grobach smoleńskich. To był ważny etap w procesie sprowadzania dyskusji w końcu o polityce do inwektyw i reakcji publiki na zasadzie pasa Pawłowa, kiedy po dzwonku szyderstw dyżurnych prowokatorów z pysków ochotnych odbiorców wydzielała się automatycznie ślina wzmacnianych obelg.

System był kompletnie sterowany i nastawiony na powielanie przez ochotnych, którzy brali te świństwa za własne poglądy, dodając tylko jakieś didaskalia. Na czym polegał ten właściwy taniec na grobie Lecha Kaczyńskiego? No, to jasne – jego rola w polityce skończyła się w smoleńskim błocie, nie była to więc zemsta zza grobu. Chodziło o atak na jego brata, bo tylko on, Jarosław, ostał się w polskiej polityce. A najłatwiej było go sprowokować uderzając w jego zmarłego brata. Jarosław jest dość odporny na ataki, z jednym wyjątkiem – ataków na swego nieżyjącego brata. I tu każda akcja, można było być pewnym, będzie wywoływała reakcję.

Tak, do takich robótek byli najmowani cyngle. Ale oni się nie brali z powietrza – byli to ludzie, którzy dostawali mandat od wyborców, a więc ktoś z suwerenów lubi takie zabawy. I mamy takie wyrywne i wzmożone zinstytucjonalizowane chamstwo. Jak się wchodzi po tych edukacyjnych harcach na niektóre profile, czyta jakieś komentarze, to staje przed oczami katastroficzny stan morales sporej części narodu. Same złe emocje, wdrukowane kalki, ustalone aksjomaty, których nie trzeba tłumaczyć, gdyż po milionie powtórzeń stają się już pewnikami. Zero argumentów, stado szczeka na rozkaz: ideał tresera psów trenowanych do walk na ringu polityki.

Gułaczkin bezpośredni, czyli Radki, Czarzaste i Jachiry

Teraz też tak mamy, z tym, że zwiększa się element bezpośredni – coraz mniej pośredników w tym pluciu inwestycyjnym. Na górze – wiadomo stoi Tusk, ale zaangażowanie polityków i ich rachuby wskazują na wiele spontanicznych działań. Mamy tu dwa przypadki, w jednym rządzi gargantuiczne ego zanurzone w przeciwieństwo ambicji i kompleksów (tak, mówię tu o Radosławie Sikorskim) oraz własne rachuby na wyniesienie postaci poprzez atakowanie osoby o poziomy wyżej niż atakujący – tu mówimy o marszałku Czarzastym. Zacznijmy od Radka.

Od samego początku, czyli u przegranych przez Trzaskowskiego wyborów, zaczął się frontalny atak na Nawrockiego. Tak wyszło chłopakom z narad, zresztą nic innego im nie wychodziło, bo oni znają tylko jedną grę – na eskalację podziału. Najpierw odbyła się perypetia pompowania jakichś zmyślonych nadziei wobec nowego prezydenta, by było się od czego odbić, żeby wywołać efekt zdrady nadziei i zawodu. Ponieważ prezydent zamieszany jest w sposób konstytucyjnie niejasny w politykę zagraniczną na tym froncie wystąpił Sikorski. Zaczęło się od kompetencyjnych sporów kto tu rządzi, rząd czy prezydent, potem przeszło to na merytorykę. Ponieważ dyplomacja III RP to jej najsłabsza materia, osobna sprawa do rozwinięcia dlaczego tak jest, to za rządów Tuska Drugiego, jest to już tragedia szekspirowska, gdzie giną główne postaci. I mamy tu dwa w jednym – efekt atakowania prezydenta by się prestiżowo podbudować i efekt drugi – poprzez zaczepki przykryć mizerię swoich poczynań. Pokłóceni ze wszystkimi, przez wszystkich marginalizowani będziemy więc pisać szydery na twitterze, lud – ten hieńczo wyrywny, dzieci posmoleńskiego hejtu   – będzie się jarał, zaś nasza pozycja w czasach formowania się nowego ładu światowego będzie wypadkową wyłącznie cudzych decyzji. Za to nosy i lica będą płonąć, rozgrzane emocjami jak to jeden drugiemu fajnie przygadał – ot, takie złośliwostki w kolejce na szafot.

Radek, skoro robi w dyplomacji postanowił się podwindować też i na zagranicznych ofiarach i to nietuzinkowych. Słynne są jego ataki na najbogatszego człowieka świata Elona Muska, który wyraźnie poparł Trumpa. Tu mamy właśnie do czynienia z efektem Gułaczkina: Sikorski nosi bowiem w teczce napisane przez siebie twitty do Muska, gdzie w dodatku szura do gościa, ba – ten nawet od czasu do czasu odpowiada mu. Okazuje się, że dosadnie i bez szczypania się. Wychodzi z tego coś potwornego dla Polski, bo minister zamiast prowadzić politykę, w tym utrzymywać jakieś relacje z USA, gdzie Musk jest dość ważną postacią – wyrywa się z osobistymi przytykami, za co jest karcony przez Muska w sposób jakby pan karcił psiarczyka co się rozzuchwalił. Cierpi na tym wizerunek kraju, który do międzynarodowych stosunkach w ramach magii demokracji przedstawicielskiej wystawił atencjusza, co pyskuje jak byle troll: efekt szatańskiego połączenia kompleksów i ambicji rozdmuchanego ego.

Dlaczego zaliczam tu ministra do pozornych pośredników? Ano widać, że akurat tu to się pan Sikorski w zupełności spełnia i robiłby te głupoty i bez polecenia Tuska. To jest jego żywioł, a więc powinien raczej siedzieć w jakiejś farmie trolli, a nie dowodzić nawą polskiej dyplomacji. Inni mu wtórujący politycy płacą naszymi pieniędzy za wynajmowanie złośliwców, pod którymi tekstami się podpisują, ale w przypadku Radka możemy być pewni – robi to sam, no, może trochę przy inspiracji króla trolli – Giertycha.

Nie zapominajmy o koniach

Giertych – ta postać to też ewenement, jest to bowiem troll progresywny, który swymi ofensywami wydaje się nawet zaskakiwać… Tuska. Tak było na pewno w przypadku akcji dotyczącej ponownego przeliczenia głosów. Widać było, że ten wątek, grzany przez Giertycha, zaskoczył Tuska, bo ktoś go tu przebijał z ofensywną narracją w czasie powyborczej smuty, nawet zaczęto przebąkiwać o premierze ciamciaramci i mecenasie-koniu, który nie pęka i zawsze nas poprowadzi do ataku na szable wzmożenia, choćby i na czołgi logiki. Zresztą okazało się, że instynkt Tuska tu nie zawiódł, gdyż wątek ponownego liczenia głosów okazał się już tak absurdalny, że pozostał już w pojedynczych zwojach najwyrywniejszych mikrocefali. Ale cień Giertycha wciąż wisi nad Tuskiem, bo wygląda mecenas raczej na inicjatora, niż pośrednika najętego do wydumanej gdzie indziej narracji. A tacy są niebezpieczni, bo mogą być samodzielni i to w tak ważnej (jedynej?) domenie Tuska, jaką jest narracja.

Inna sprawa to marszałek Czarzasty. Ten, kiedy objął schedę po Hołowni, zdecydował, że swoją tożsamość, a właściwie słabą rozpoznawalność będzie podbudowywał na atakach na prezydenta. Tu akurat jego ambicje i strategia Tuska grania na podział poprzez atak na Nawrockiego – pokrywają się. Ale Czarzasty robi to w rachubie na własne korzyści. Nikt tam nie za bardzo wie kto on zacz, ale jak poluje na prezydenta „z innych pozycji”, to raz, że wzmocni lojalność Lewicy wobec koalicji, co jest ważną inwestycją na przyszłe wybory, ale i pokaże wyborcom Tuska, że Lewica gra w jednej drużynie. Teraz jeszcze Czarzasty jako marszałek Sejmu dołożył prezydentowi Trumpowi dość bezceremonialnie odmawiając mu poparcia w staraniach o pokojową nagrodę Nobla, za co został sprowadzony do bezpośredniego konfliktu z amerykańskim ambasadorem i wypowiedzenia mu przez Amerykanów współpracy. Czyli jak zwykle – granie dyplomacją w wojence wewnętrznej i zewnętrzne straty w efekcie.

Oczywiście nie mówię tu o napastnikach w formatach performerskich, czyli o Jachirach czy Senyszynach, czy tym pośle od naleśników, ze znajomości nazwiska którego zwolniła mnie łaskawie pamięć. Jest to zgraja paputczyków, która gra o rozpoznawalność na niższym poziomie eskalując i tak już denny przekaz mainstreamu. To dzięki nim ta denność mainstreamu ląduje w zrównoważonym (sic!) centrum, oswajając nas z tym bagnem, skoro – jak widać – może być gorzej. Ale znowu – ktoś na to głosuje. Głosuje na polityków, którzy wyłącznie zajmują się narracyjnym hejtem, zdobywają rozpoznawalność na kompletnym chamstwie, które swoją natarczywością zatruwa kolejne umysły i dusze wyborców. Poziom dyskursu politycznego zjeżdża korkociągiem w dół, same hasła, pokrzykiwania, warkot – w telewizji drą ryja jedni na drugich, nie słychać co mówią (a może to i lepiej?), nad tym wszystkim zaś czuwa redaktor prowadzący – zawodowy szczwacz, kolejne dziecko tych wszystkich arcykapłanów (arcykapłanek – fakt, królują tu babeczki…) nowego rodzaju przekazu polegającym na wywoływaniu wszechobecnego zgiełku.

Czy Nawrocki wie?

Co ciekawe celownik mainstreamu przesunął się z Kaczyńskiego na Nawrockiego. Ja mówiłem wiele razy, że kiedyś Agora jeszcze zatęskni za inteligencikiem z Żoliborza. Mainstream wydaje się lokować źródło swych zagrożeń w Nawrockim. Prezydent jest w tych środowiskach uważany za największe niebezpieczeństwo, gdyż to on może – nie Kaczyński, co już widać – być centrum zjednoczenia prawicy, gdyż PiS nie umie w koalicję. Ciekawe tylko czy prezydent Nawrocki wie, że ma taki potencjał? Bo na razie ani my, ani może on sam chyba o tym nie wie…   

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

KINGS i obcy agenci

KINGS i obcy agenci – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio , 9 lutego 2026

Zabawne, jak dosłownie sprawdza się dziecięce przysłowie: „kto się przezywa, ten sam się tak nazywa”. Któż to stworzył dwie rotacyjne oligarchie, wydzierające sobie Polskę niczym postaw czerwonego płótna? Czyje dwie koalicje jedna po drugiej wprowadziły do Polski dalekie ludy, zadłużenie i obce programy ustrojowe, a wyprowadziły przemysł, finanse i uzbrojenie? A jakąż to cywilizację reprezentują starsi i mądrzejsi z POPiS-u? Bizantyjską, turańską czy żydowską?

Kopczyński: KINGS i obcy agenci

Jedna z głównych formuł uprawiania tzw. polityki w Polsce polega na obrzucaniu się inwektywami o byciu agentem obcego państwa, i zwykle jest to Rosja.

[Bo Polacy rozsądniejsi też używają sobie: Najczęściej swego przeciwnika, gdy nie potrafią przekonać, nazywają „żydowskim agentem”. Najczęściej jest to prawda, zresztą. md]

===============================================

Bartosz Kopczyński, wiceprezes Instytutu Wiedzy Społecznej im. Krzysztofa Karonia, autor książek z cyklu Poradnik świadomego narodu”.

W praktyce wygląda to tak, że gdy jakiś politykier POPiS-u nie chce podejmować merytorycznej dyskusji lub zamierza przykryć swoje brudne sprawki, lub kogoś nie lubi, lub nie wie, co powiedzieć, rzuca grom świętego oburzenia: „to agent Putina”, „to reprezentant interesów Rosji”! I to zamyka całą sprawię, no i szlus, nie trzeba rozmawiać, można dalej oddawać się swoim ulubionym procederom. W obecnej sytuacji obydwie strony pozornego sporu, czyli POPiS, są zgodne co do tego, aby takimi epitetami obrzucać Grzegorza Brauna i w ogóle całe środowisko Konfederacji Korony Polskiej.

Trzeba przyznać, że Rosja i Putin spadli POPiS-owi jak gwiazdka z nieba, tak samo jak całej europejsko-masońsko-satanistycznej kamaryli. Wszyscy oni mają świetny pretekst, aby tuszować swoje zdrady, machloje, głupotę i nieudolność. Wystarczy wskazać palcem i krzyknąć: „Putin!”, aby można było bezkarnie kraść. Wystarczy zakryć oczy oraz uszy, wydać okrzyk: „Rosja!” i można nie dostrzegać prawdziwych problemów z wolnością słowa, zaborem praw obywatelskich, migracją, ekonomią i zadłużeniem. Zaiste, gdyby nie było Rosji i Putina, to unijczycy musieliby ich stworzyć.

Od Zjazdu Tysiąclecia do KINGS

Oskarżenia ze strony POPiS-u pod adresem Korony zintensyfikowały się po sobocie 31 stycznia 2026 roku, czyli po wielkiej imprezie Korony pod nazwą Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych, w skrócie KINGS. W Łochowie odbyło się 12 paneli tematycznych o ważnych sprawach polskich, z udziałem kilkudziesięciu ekspertów i ponad 700 osób publiczności.

Na POPiS padł blady strach, a w ich wypowiedziach słychać przerażenie: ich dotychczasowe narracje rozpadają się jak domki z kart. Sytuacja globalna zmienia się w sposób dla nich niepojęty; ich specjaliści nie wiedzą, co się dzieje, ich politycy dławią się swoimi wyświechtanymi komunałami, a w Koronie – samo mięso. KINGS pokazał, że środowisko KKP jest duże, rozbudowane, prężne, energiczne i składa się z ludzi, którzy wiedzą, co się dzieje, wiedzą, co trzeba zrobić, i chcą dobrze. KINGS to nie był ciąg narzekań, jak jest źle – to projektowanie bliskiej już przyszłości wolnej Polski, bez POPiS-u.

To nie pierwsza wielka impreza Korony, lecz logiczny ciąg, zapoczątkowany przez Zjazd Tysiąclecia, który odbył się w październiku 2025 roku. Wówczas z okazji Tysiąclecia Koronacji Bolesława Chrobrego ponad 1000 ludzi spotkało się pod wspólnym hasłem: „Powrót polskich elit”, a już w styczniu, w Łochowie, na KINGS Polacy mogli zobaczyć polskie elity w działaniu.

Funkcjonariusze POPiS-u nie mogą tego zrozumieć, jak to możliwe, że coś tak wielkiego, prężnego i im nieznanego może toczyć się bez nich i poza nimi. Ci, którzy uwierzyli, że są bożkami Polaków i właścicielami Polski, nagle budzą się z ręką w nocniku i zatrważającą świadomością, że nie wiedzą, co się wokół nich dzieje, i że nie mają już Polakom nic do zaoferowania.

Kto tu jest obcym agentem?

Reagują oczywiście tak, jak potrafią – sztampowo i żałośnie. Polskojęzyczne media wyją o strasznej perspektywie wyjścia z Unii i NATO, o rosyjskich wpływach, o zaprzestaniu wspomagania Ukrainy, o faszyzmie, antysemityzmie, negowaniu Holokaustu, mizoginizmie, o wariatach i wąsatych prymitywach. Jarosław Kaczyński zaś po raz kolejny zarzeka się, że nie będzie współpracować z Braunem i jego zwolennikami, bo reprezentują inną cywilizację, wprowadzają wpływy ze Wschodu i są pod kontrolą rosyjskich służb, ich pomysły są niszczące dla Polski, chcą rozmontować państwo i stworzyć nową oligarchię.

Zabawne, jak dosłownie sprawdza się dziecięce przysłowie: „kto się przezywa, ten sam się tak nazywa”. Któż to stworzył dwie rotacyjne oligarchie, wydzierające sobie Polskę niczym postaw czerwonego płótna? Czyje dwie koalicje jedna po drugiej wprowadziły do Polski dalekie ludy, zadłużenie i obce programy ustrojowe, a wyprowadziły przemysł, finanse i uzbrojenie? A jakąż to cywilizację reprezentują starsi i mądrzejsi z POPiS-u? Bizantyjską, turańską czy żydowską? A może wszystkie naraz? [To prof. Koneczny pięknie zdefiniował jako mieszanka cywilizacyi. md]

No a z tymi wpływami z zagranicy, to czyj prominentny polityk ma obywatelstwo innego państwa? Kto poleciał do Benjamina Netanjahu składać hołd? Kto uporczywie oddaje cześć obcym świecom? Kto jest sługą Ukrainy i chce bronić granicy na Dnieprze? A czy to przypadkiem nie pan prezes Jarosław Kaczyński spotkał się z ambasadorem USA Tomem Rose’m, znanym syjonistą? Pan ambasador raczył poinformować pana prezesa, że nie życzy sobie, aby PiS podjęło współpracę z Braunem i jego ludźmi. Jarosław Kaczyński nie pełni oficjalnych funkcji w państwie i nie ma formalnych powodów, aby spotykać się z ambasadorem obcego mocarstwa. Kto więc jest tu agentem obcych spraw, i kto jest pod kontrolą obcych służb?

Wyspa Epsteina i afera podkarpacka

Ale to przecież USA, nasz super sojusznik, gwarant bezpieczeństwa i ładu na świecie, demokracji, praw człowieka i wolności – takiemu się nie odmawia, on nas obroni przed Putinem. Ale czy na pewno? Czy do polityków POPiS-u dotarła treść nowych strategii obrony USA, ogłoszonych w listopadzie i styczniu? Tam stoi jak wół: Europa ma sobie militarnie radzić sama już od 2027 roku. Jeśli więc politycy POPiS-u pognają nas do samobójczego ataku na Rosję, to znajdziemy się sami na łasce Putina. I to chcą zrobić ci, którzy wszystkich trzeźwych Polaków, niechcących wojny z Rosją, wyzywają od ruskich agentów. A z innej beczki – jakież to mocarstwo, te Stany Zjednoczone, i w ogóle cały wielce cywilizowany Zachód? Kto tym zarządza?

Czy przypadkiem nie stali goście Wyspy Epsteina, gdzie oddawano się uciechom gorszym, niż opisał markiz de Sade? Czy poza zwyczajną rozpustą nie składano tam ofiar? Co robiono tam z kobietami i dziewczynkami? [No i chłopczykami, pełen niewinności Kolego… md]

Świat właśnie dowiaduje się, jak bawią się ci, co wszystkim innym dyktują, co mają robić. I to właśnie tamci ludzie dyktują politykom w Polsce ich politykę, co zostało przypieczętowane ich własną hańbą afery podkarpackiej. A gdy w końcu dowiemy się, co tam się działo, jak wówczas będą wyglądali ci, co dziś oskarżają innych o współpracę z obcym mocarstwem? Najlepszą rzecz, jaką dla Polski mogą zrobić politycy POPiS-u, to odejść i nie zawracać głowy Polakom. Szkoda naszego czasu, energii i pięknego kraju, aby wciąż zajmować się ludźmi haniebnej przeszłości.

===============================================

Więcej podobnych treści Szanowni Czytelnicy znajdą w moich książkach z serii „Poradnik świadomego narodu”, czyli podstawowych pozycjach wiedzy patriotycznej. Przede wszystkim druga część wyjaśnia psychologiczne mechanizmy Wyspy Epsteina.

Źródło: DoRzeczy.pl

Więcej o KINGS.

Woda zalewa nowe stacje metra. „Z posadzki biją źródła wody. Kapie ze stropu”

Woda zalewa nowe stacje metra.

„Z posadzki biją źródła wody.

Kapie ze stropu”

[To piękne, trochę jak na Zawiszy: Fala pokład zalewa, a naprawić się nie da, … bo wszystko zamarznięte.]

9.02.2026 tysol./woda-zalewa-nowe-stacje-metra-z-posadzki-bija-zrodla-wody-kapie-ze-stropu

Kałuże i ogromne przecieki na stacjach drugiej linii metra w Warszawie oddanych zaledwie kilka lat temu – informuje w poniedziałek „Gazeta Wyborcza”.

Stacja linii metra M2 Trocka / fot. PAP/Michał Zieliński

Woda zalewa nowe stacje metra w Warszawie

Zaskakujący widok na kilku stacjach drugiej linii metra w Warszawie. Z posadzki biją źródła wody, kapie też ze stropu, a na peronach ustawiono wiadra. Woda zalewa stację Trocka na Targówku otwartą w 2019 r. i stację Kondratowicza na Bródnie z 2022 r. – informuj w poniedziałek „Gazeta Wyborcza”.

Według informacji podanych przez gazetę, kałuże są spore, a część z nich ma kolor rdzy, która osadza się już na szarych, granitowych płytach posadzki. W kilku miejscach biją z niej źródła. Widać je też w korytarzu prowadzącym blisko „Metroteki„, czyli pierwszej biblioteki, która działa pod ziemią. Ze ściany zdjęto lastrykowe okładziny. W ich miejscu wiszą plastikowe płachty doczepione przylepcami. Obrazu prowizorki dopełniają poukładane na podłodze tektury, które zdążyły nasiąknąć wodą – pisze „GW”.

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, sytuacja na przystanku Trocka wygląda poważnie – wyłączono biletomaty i odgrodzono dużą część korytarza. Rozkuta jest na dużej powierzchni jedna z przeciekających ścian i widać pordzewiałe już po ponad sześciu latach pręty zbrojeniowe.

Na niektórych stacjach okresowo pojawiają się przecieki wód gruntowych. To zjawisko powszechnie występujące w obiektach podziemnych w miejscach wysokiego nawodnienia ośrodka gruntowego

Woda może zostać na dłużej

Prace prowadzi generalny wykonawca budowy drugiej linii metra, czyli turecka firma Gülermak, w ramach obowiązującej rękojmi. Ze względów technologicznych iniekcja ciśnieniowa może być wykonywana tylko w warunkach dodatnich temperatur, żeby naprawy były skuteczne – zastrzega w gazecie Anna Bartoń.

Oznacza to, że woda na stacjach metra w obrębie Bródna i Targówka może zostać na dłużej, bo synoptycy zapowiadają w najbliższym tygodniu kolejną falę mrozów, a zimowa pogoda ma się utrzymać przez cały luty – czytamy w „GW”.

NADAL SIĘ KRĘCI

NADAL SIĘ KRĘCI

NADAL SIĘ KRĘCI

oficyna-aurora.pl/nadal-sie-kreci

To wręcz niewiarygodne, ale znowu wraca zagadnienie podważania kulistości Ziemi. Zaczynam ponownie otrzymywać linki do tekstów przekonujących, że nasza planeta jest płaska, a wszystko czego uczyliśmy się o niej przez lata jest kłamstwem. Nie przykładałbym do tego większej wagi, uznając to za jeden z elementów tiktokowego folkloru, gdyby nie fakt, iż tych materiałów pojawia się coraz więcej. Chciałbym zatem przypomnieć to, co na ten temat mówiłem już blisko trzy lata temu, ponieważ od tego czasu nic się w tej kwestii nie zmieniło, a wręcz przybiera na sile ogłupianie ludzi i zajmowanie ich umysłów tematami zastępczymi, kanalizując zainteresowanie sprawami naprawdę istotnymi i ważnymi dla nas wszystkich.

Polecam poświęcenie kilkunastu minut zaledwie, by wyleczyć się z idiotyzmów sprzedawanych nam przez ludzi, którzy mają nas za skutecznie odmóżdżonych i idących niczym owce w kierdlu ku zagładzie. Szczególnie ludziom młodym, którzy nie obejrzeli tego materiału wcześniej, bo w czasie jego pierwotnej emisji byli jeszcze uczniami szkół, w których nauczyciele sami mieli zbyt mało wiedzy lub odwagi, by nauczać i dla zachowania etatu złajdaczyli się służeniem propagandzie.

Podważając osiągnięcia dorobku naukowego ludzkości wtłaczali w głowy młodzieży bzdury o ocieplaniu klimatu, kilkudziesięciu odmianach płci, szkodliwości świeżego powietrza i tym podobne. Najdalej za rok niektórzy z tych młodych Polaków będą dokonywali swojego pierwszego w życiu wyboru, który może się okazać ich ostatnim. Oby tak się nie stało. Im dedykuję to nagranie.

reduta.tv/nagranie/a-jednak-sie-kreci

Korzystając z okazji chcę zachęcić także do obejrzenia nagrania z nowego cyklu „Minął tydzień”, w którym z komentującym wydarzenia minionego tygodnia Romualdem Starosielcem rozmowę prowadzi Andrzej Kozera.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się – https://buycoffee.to/s.m.kozak    

Czarni i biali razem !! A jak różne nacje reagują na mrozik. MEM-y IX.

———————————————————————

————————————————————

——————————-

————————–

————————————————-

—————————————-

———————————————————-

——————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Najbogatszy żebrak na świecie. MEM-y VIII.

—————————————————–

—————————————————-

——————————————

————————————————

—————————-

—————————–

=—————————————–

—————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Mózgów od szympansów nie przyjmują… MEM-y VII.

—————————————————-

———————————-

—————————————————-

—————————————

————————————————————–

Ingerencja w wybory

—————————————————

————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Schnepf ambasador, bidula. Musi kłamać i wyłudzać. MEM-y VI.

——————————————-

——————————————————

————————————————

———————————————-

———–

—————————————-

———————————

—————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

System kaucyjny zamienił ludzi w śmieciarzy.

Rafał Otoka Frąckiewicz @rafalhubert

Nie żeby o tym nie mówił we wrześniu 2025 kiedy wprowadzano nie działający do dziś system kaucyjny, ale skoro mówi teraz o tym @tvn24 to warto do tego wrócić stawiając przy okazji pytanie o sens segregacji w domach jako takiej.

Zamieniono nas w mieszkańców Miasta Śmieciarzy w Kairze z tym, że tamci zarabiają krocie na swojej pracy, mają nawet kontrakty zagraniczne, a my dopłacamy do tego interesu z własnej kieszeni. Dzień po dniu.

Brutalny rabunek na Białołęce. Policja jak błyskawica !!! Zatrzymała grupę Ukraińców

Brutalny rabunek na Białołęce. Policja zatrzymała grupę Ukraińców

9.02.2026 nczasbrutalny-rabunek-na-bialolece-policja-zatrzymala-grupe-ukraincow/

Policyjna taśma oraz flaga Ukrainy.
NCZAS.INFO | Policyjna taśma oraz flaga Ukrainy. / foto: PAP/Pixabay (kolaż)

Sprawa brutalnej napaści na warszawskiej Białołęce rozwikłana. Zatrzymano siedmioro Ukraińców oraz ich wspólników.

Do rozboju doszło w czerwcu 2023 r. na Białołęce. Ofiarą był 62-letni mężczyzna. Napastnicy zaatakowali go, kiedy wychodził z domu. Został wciągnięty do piwnicy, skrępowany taśmą izolacyjną i pobity.

Napastnicy grozili 62-latkowi śmiercią, używając przy tym siekiery i sznura z pętlą. Wszystko po to, żeby wymusić wydanie kluczy do sejfu. Ostatecznie zrabowali gotówkę i biżuterię o wartości niemal pół miliona złotych.

Skrępowanego mężczyznę pozostawili w piwnicy. Tam po około 20 godzinach od napadu znalazł go zięć. 62-latek trafił do szpitala.

Polska Policja we współpracy z Narodową Policją Ukrainy ustaliła tożsamość sprawców, a kilka dni po napadzie ukraińskie służby zabezpieczyły część skradzionej biżuterii w jednym z lombardów we Lwowie.

W kwietniu 2025 r. na terenie województw dolnośląskiego i łódzkiego doszło do zatrzymania siedmiorga obywateli Ukrainy w wieku od 25 do 48 lat. Przy zatrzymanych znaleziono także urządzenia służące do kradzieży samochodów.

Czworo z siedmiorga Ukraińców oskarżono o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, pozbawienia wolności ze szczególnym okrucieństwem oraz paserstwa. Trzech Ukraińców trafiło do aresztu, dwóch zostało deportowanych.

Według śledczych napastników z Białołęki brała także udział w innych przestępstwach – w tym kradzieżach samochodów i napadach rabunkowych. Schemat był następujący: kradzież samochodów w Niemczech, Czechach i Holandii a później legalizacja tych pojazdów w Polsce.

W maju 2025 r. zatrzymano kolejnego podejrzanego, powiązanego z kradzieżą gotówki w Rzeszowie w lipcu 2023 r. Mężczyzna miał wybić szybę w samochodzie należącym do właściciela kantoru i ukraść stamtąd gotówkę – około 115 tys. zł.

Ponadto w listopadzie 2025 r. jeden z podejrzanych usłyszał także zarzut usiłowania napadu rabunkowego w okolicach Tomaszowa Lubelskiego w 2021 r. Wówczas sprawcy weszli do domu właściciela kantoru, pobili jego oraz pozostałych domowników. Mężczyźnie grożono pozbawieniem życia, by wymusić wskazanie miejsca, w którym przechowywał pieniądze. Plan napastników się jednak nie powiódł. Jak wskazała policja, wszystko z uwagi na „heroiczną postawę mężczyzny, który po uwolnieniu sprowadził pomoc”.

Także w listopadzie 2025 r. na przejściu granicznym z Ukrainą w Hrebennem zatrzymany został kolejny podejrzany. Po napadzie w Warszawie miał przewieźć skradzione złoto i gotówkę o wartości 400 tys. euro. W przeszłości był funkcjonariuszem ukraińskiej straży granicznej.