Chiny blokują amerykańską blokadę

AP Photo / Kamran Jebreili

Chiny blokują amerykańską blokadę Iranu

Pepe Escobar Blokada? Jaka blokada?

Cała planeta zadaje sobie to samo pytanie: Czy CENTCOM odważy się wypowiedzieć wojnę Chinom?

To już nie jest szalony, hipotetyczny scenariusz.

Według danych MarineTraffic, chiński tankowiec Rich Starry , pływający pod banderą Malawi, powiązany z portem Shanghai Xianrun, który wypłynął z Szardży w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, przewożąc około 250 000 baryłek metanolu, przepłynął we wtorek Cieśninę Ormuz, wiszą na nim napis „China Owner & Crew” (Właściciel i załoga z Chin).

Rich Starry stał się pierwszym tankowcem, który przepłynął Cieśninę Ormuz i opuścił ją w drodze do Chin, odkąd weszła w życie blokada cieśniny narzucona przez Trumpa.

W niezwykle bezpośredni sposób Pekin daje do zrozumienia, że ​​zdesperowana administracja Trumpa nie będzie w stanie wystawiać „Piratów z Karaibów” – zremiksowanych jako „Piratów z Ormuz” – przeciwko Chinom.

Dowództwo CENTCOM oświadczyło, że blokada jest skierowana przeciwko statkom wpływającym do irańskich portów lub wypływającym z nich. Rich Starry przypłynął z Szardży – więc technicznie rzecz biorąc, nie był celem. Prawdziwy test blokady nastąpi, gdy na przykład chiński tankowiec wypłynie z Bandar Abbas.

System poboru opłat IRGC pozostaje jednak niezmieniony przez plany CENTCOM. Jest on dostosowywany praktycznie w czasie rzeczywistym – ewoluując w szczegółowy, pięcioetapowy system weryfikacji, który ma zastosowanie do każdego statku opuszczającego port.

Wszystkie statki, którym ostatnio zezwolono na przepływ – z Chin, Indii, Pakistanu i kilku innych państw sojuszniczych – korzystały z tych samych wąskich szlaków morskich na irańskich wodach terytorialnych, wzdłuż wysp Keszm i Larak.

Każdy – poza wyjątkowymi przypadkami – musi uiścić opłatę w wysokości 1 dolara za baryłkę, w bitcoinach lub juanach. Opłata ta jest realizowana w mniej niż 5 sekund. Następnie tankowiec otrzymuje hasło VHF.

Żaden statek z ubezpieczeniem, rejestracją w państwie bandery i dostępem do portów zachodnich nie przejdzie. Te zgodne z przepisami statki już zmierzają do portów amerykańskich.

Fascynujący jest aspekt ogromnej irańskiej floty-cienia: nieubezpieczonej; mogącej pływać pod dowolną banderą; nieposiadającej dostępu do portów zachodnich; już objętej maksymalnymi sankcjami, a zatem całkowicie poza amerykańskim systemem egzekwowanym przez blokadę. Blokada czy nie, kilka tankowców nadal załadowuje się w irańskich terminalach.

Około 160 milionów baryłek ropy naftowej znajduje się już poza Cieśniną Ormuz. Oznacza to, że Iran może nadal zaopatrywać swoich klientów w Azji, zwłaszcza w Chinach, przynajmniej do połowy lipca, biorąc pod uwagę 1,8 miliona baryłek dziennie, jakie Chiny importują.

Blokada w celu ochrony petrodolara

Przypominamy: o ile wojna z Iranem – prowadzona w typowym stylu „Imperium Chaosu” – po raz kolejny niszczy prawo międzynarodowe (nazwijmy ją Bellum Iniustum , „wojna niesprawiedliwa”), o tyle zapowiadana blokada morska również stanowi akt wojny w świetle prawa międzynarodowego.

Prezydent Xi Jinping wyraził to wprost we wtorek: praworządności nie wolno „wykorzystywać w razie potrzeby i odrzucać w innym przypadku”. Dodał: „Nie możemy pozwolić, by świat powrócił do prawa dżungli”.

Porównajmy to z uzasadnieniem Trumpa dla – nielegalnej – blokady. Jedno z wyjaśnień brzmiało: „Nie pozwolimy Iranowi sprzedawać ropy tym, których chce, a tym, których nie chce. To będzie wszystko albo nic”. Po tym następowało: „Niech Chiny wyślą do nas swoje statki. Wyślijcie je do Wenezueli. Mamy wystarczająco dużo ropy. Sprzedamy ją nawet taniej”.

To była kluczowa wskazówka: blokada leży u podstaw wojny petrodolarów. Chiny kupują od Iranu petrodolary. Gra Trumpa nie polega na sprzedaży ropy, ale na uzależnieniu Chin od petrodolara.

Rzeczywistość wojskowa

Patrząc na szczegóły: „niezwyciężona armada” Trumpa nie jest w stanie wymusić blokady morskiej bez dużej liczby okrętów. Obecnie nigdzie ich nie widać.

USS Abraham Lincoln został zauważony w Zatoce Omańskiej, około 200 kilometrów od południowo-wschodniego Iranu – nawiasem mówiąc, atrakcyjny cel dla irańskich pocisków. Doświadczenie pokazuje, że z tej odległości pralnie na amerykańskich lotniskowcach często stają w płomieniach.

Okręt USS George HW Bush i jego grupa uderzeniowa znajdują się obecnie u wybrzeży Namibii.

Przykład talasokratycznego [Talassokratyczny oznacza państwo lub imperium opierające swoją potęgę na dominacji morskiej, kontroli szlaków handlowych oraz silnej flocie md] tchórzostwa: muszą okrążać Afrykę, bo boją się konfrontacji z Ansarallahem w Bab al-Mandab. Nawiasem mówiąc, odstraszający wpływ jemeńskich Hutich trudno porównać ze zwiększoną siłą ognia Iranu.

Nawet gdyby blokada została faktycznie wprowadzona, Iran nadal ma kilka możliwości transportu ropy drogą lądową przez Eurazję do Chin – w ramach Kolei Chińsko-Irańskiej, projektu Nowego Jedwabnego Szlaku (finansowanego przez Pekin).

Zgodnie z przewidywaniami, syndykat Epsteina zbombardował odcinek rurociągu, który jednak został już naprawiony. Ponadto Iran może dojść do porozumienia z Turkmenistanem w sprawie wykorzystania jego gazociągu (również finansowanego przez Chiny).

Rzeczywistość tej szalonej wojny często jest dziwniejsza niż fikcja. Ale pomysł, że CENTCOM odważyłby się przejąć chiński statek i, powiedzmy, zatrzymać go w Dżibuti – nie mówiąc już o zatopieniu go (akt wojny) – przeczy wszelkiemu rozsądkowi. Cóż, skoro radykalny chrześcijański syjonista dowodzi niekończącymi się wojnami w USA, wszystko jest możliwe.

Tymczasem patrząc szerzej…

Aby zrozumieć, w którą stronę wieje wiatr, konieczne są trzy kluczowe wydarzenia.

1.
Proces uznawania suwerenności Iranu nad Cieśniną Ormuz jest już w toku. System został zalegalizowany przez irański parlament w zeszłym miesiącu, a dalsze szczegóły są negocjowane z Omanem.

Nawet Japonia już korzysta z tego systemu. Korea Południowa wysłała specjalnego wysłannika do Teheranu, aby omówić właśnie tę kwestię. Korea Południowa ostatecznie zniesie sankcje wobec Iranu i zapłaci za nie. Jeśli Seul, główny klient azjatycki, otrzyma preferencyjne traktowanie, praktycznie wszyscy inni pójdą w jego ślady. A Waszyngton nie może nic zrobić, aby temu zapobiec.

2.
Rozmowa telefoniczna między Putinem a Pezeshkianem maluje jasny obraz. Putin jasno dał do zrozumienia, że ​​Rosja uważa bezpieczeństwo Iranu za „nierozerwalnie związane” z jej własnym.

Wszelką agresję na Teheran należy zatem postrzegać jako masową destabilizację Eurazji. Co najważniejsze, Putin i Pezeshkian są zainteresowani pełną aktywacją Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe (INSTC) – tak szybko, jak to możliwe.

INSTC to jeden z najważniejszych nowych korytarzy komunikacyjnych XXI wieku, obok Arktycznego Jedwabnego Szlaku.

3.
Wisienka na wierzchu tego wybuchowego tortu:

W najbliższy wtorek i środę rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow uda się z oficjalną wizytą do Chin i będzie rozmawiał z chińskim ministrem spraw zagranicznych Wang Yi.

Strategiczne partnerstwo między Rosją i Chinami jest silniejsze niż kiedykolwiek.

Nowy Trójkąt Primakowa – RIC (Rosja–Iran–Chiny) – jest rzeczywistością.

Blokada? Jaka blokada?

Źródło: Pepe Escobar: Chiny blokują amerykańską blokadę Iranu

Niemcy, Görlitz: Pederastyczne porno w szkole. Aktywiści LGBT indoktrynowali przez tydzień dziewczynki i chłopców.

Gejowskie porno we wzorowej szkole.

Aktywiści LGBT indoktrynowali nastolatków

Joanna Grabarczyk


niezalezna.pl/gejowskie-porno-we-wzorowej-szkole-aktywisci-lgbt-indoktrynowali-nastolatkow

Podczas gdy nauczyciele zajęci byli trwającymi egzaminami uczniów dziesiątej klasy, dziewiątoklasiści zostali oddani w ręce aktywistów LGBT+, którzy przez cały egzaminacyjny tydzień mieli prowadzić dla nich „warsztaty„.

Już drugiego dnia młodzież szkolna w Niemczech zapoznała się dzięki projektowi aktywistów m. in. z gejowską pornografią. Dyrektor placówki nie omówił wcześniej szczegółów projektu z rodzicami.
Szkolna edukacja LGBT

Rodzice dzieci, które zaniepokojone opowiedziały o trwającym w szkole „projekcie”, opowiedziawszy o sytuacji, poprosili o zachowanie anonimowości. Obawiali się, że ujawnienie personaliów ich pociech naraziłoby je na ostracyzm w szkole lub inne nieprzyjemności. 

Wzorowa saksońska szkoła niedaleko polskiej granicy

Cała sytuacja miała miejsce w połowie marca. Od 16 do 20 marca w szkole średniej Schleife w powiecie Görlitz w Saksonii odbywały się egzaminu uczniów klas dziesiątych. Za zgodą dyrektora – który jednak, pomimo ciążącego na nim obowiązku oświatowego, nie skonsultował tego planu z rodzicami – w celu odciążenia kadry odpowiedzialnej za przeprowadzenie egzaminów młodzież szkolną pozostawiono jedynie z aktywistami LGBT. Żaden z nauczycieli nie był obecny w czasie trwania „warsztatów”.

Dyrektor sam przyprowadził te osoby do klasy, a potem zostawił nas z nimi samych – opowiedziała jedna z uczennic.

Szkoła średnia Schleife od wielu lat szczyciła się wysokim poziomem nauczania i bezpieczeństwa. Nie raz stawiana była za wzór przez polityków z CDU, rządzących landem. Jeszcze kilka lat temu reputacja liceum w Schleife była tak dobra, że Michael Kretschmer, szef rządu landowego z CDU, mówił o niej że to poziom „Ligi Mistrzów”, jeśli chodzi o oświatę.

Homoseksualna pornografia i agresja polityczna

Incydent z „projektem LGBT” mocno jednak naruszył zaufanie uczniów oraz rodziców, a także lokalnych polityków.

Jak się okazało, opiekę nad 14- i 15-letnimi uczniami sprawować miały dwie aktywistki. Przedstawiły się nastolatkom jako członkinie projektu teatralnego „Odwagi!” i użyły fikcyjnych imion wyjaśniwszy, że „imiona te należały do płci, z którą się nie identyfikowały”. 

Pierwszego dnia aktywistki wraz z dziewiątoklasistami przygotowywały gazetkę ścienną, poświęconą ideom LGBT. Następnie każdy miał się przedstawić zaimkiem, a nie imieniem. Pewien z ojców relacjonował, że jedna z uczennic przedstawiła się swoim imieniem i wyraziła życzenie, żeby zwracać się do niej właśnie w taki sposób. Nie spotkało się to jednak z aprobatą „zastępczych nauczycieli”. Prośba została rzekomo skwitowana lekceważącym gestem prowadzących. Jedna z liderek projektu miała też ponoć pozwolić sobie na komentarz, że po „nazistowskiej Saksoni” nie można spodziewać się niczego innego.

Drugiego dnia aktywiści zabrali dziewiątoklasistów do lasu, podzielili ich w pary, a jednej osobie z pary zawiązali oczy. Następnie młodzież miała biegać pomiędzy wyznaczonymi punktami „jak dzicy”. 

Po tym, jak to się skończyło, aktywiści otworzyli dwa plecaki, które przynieśli ze sobą. Rozrzucili ich zawartość na podłodze. Wśród nich znajdowały się różne zdjęcia pornograficzne mężczyzn uprawiających seks, w tym seks oralny. 14- i 15-latkowie znaleźli również zdjęcia nagich, owłosionych męskich pośladków i penisa. (…) Ponadto na ziemi znaleziono ulotki z hasłami anty-AfD, w tym „PIEPRZYĆ AfD” i „Höcke to nazista”

– opisuje magazyn „Junge Freiheit”, który ujawnił skandal.

Skandal oświatowy, polityczny i kryminalny

Dwie pary rodziców wniosły oskarżenie przeciwko aktywistom na komisariacie policji w Weißwasser. Później dołączyła do nich kolejna para rodziców. Przedmiotem skargi jest udostępnienie pornografii dzieciom poniżej 18 roku życia, za co w Niemczech można dostać do roku odsiadki.

Saksońskie Ministerstwo Edukacji zapowiedziało, że zbada, czy doszło do naruszenia przepisów prawa oświatowego. Wściekli rodzice dziewiątoklasistów twierdzą, że dyrektor placówki Jan Rehor naruszył przepis, który stanowi, że „cel, treść i forma edukacji rodzinnej i seksualnej muszą być zakomunikowane rodzicom w odpowiednim czasie i omówione z nimi”. 

Czarne chmury znowu nad Gietrzwałdem. A szatańskie tumany planują.

Czarne chmury znowu nad Gietrzwałdem

Jerzy Szmit wpolityce/czarne-chmury-znowu-nad-gietrzwaldem

Gietrzwałd to jedyne w Polsce miejsce oficjalnie uznanych przez Kościół Katolicki objawień Matki Bożej. Na całej ziemi jest ich tylko 12. Ze względu na swoją wyjątkowość powinno podlegać starannej ochronie. Również dla osób dalekich od wiary w Boga, Gietrzwałd dzięki swojemu pięknu, harmonii, spokojowi, urokowi wypełniającego tradycję warmińskiej wsi jest miejscem wymagającym szczególnego traktowania.

Gdy po blisko czterech latach protestów i modlitwy niemiecki koncern handlowy LIDL wycofał się z budowy w Gietrzwałdzie gigantycznego centrum logistyki odpadów i towarów, wydawało się, że możemy odetchnąć z ulgą.

Jednak szybko okazało się że wójt Gminy Jan Kasprowicz nie rezygnuje. Przygotowuje Plan ogólny Gminy, gdzie teren na którym miało stanąć monstrualne LIDL-owskie centrum nadal jest przewidziany pod tego typu degradujące Gietrzwałd inwestycje.

Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, można temu zapobiec i do projektu planu wprowadzić stosowne poprawki. Potrzebny jest jednak ponownie zdecydowany głos całej Polski i wszystkich, którym na sercu leży troska o zachowanie w nienaruszonym stanie tego cudownego miejsca.

Tym bardziej, że przygotowany projekt dopuszcza lokalizację na gietrzwałdzkich błoniach farmę fotowoltaiczną. Wypcha ona pielgrzymów z błoń albo będzie stanowiła dla nich koszmarne sąsiedztwo. Co więcej, szykuje się nieopodal sanktuarium lokalizację nowego cmentarza o powierzchni 20 hektarów. A nie zauważa obecności świętego źródełka, które jest nierozwalaną częścią spuścizny Objawień Matki Bożej. Wymieniam tylko niektóre, najbardziej rażące propozycje.

No cóż, plan ogólny to dokument, który technicznie przygotowują specjaliści. Na Gminę Gietrzwałd patrzą jak każdą inną: tu mają być sklepy, tu magazyny, tu zieleń, tu mieszkania, a tu szkoła, a tu kościół, a tu cmentarz. Potem trzeba jeszcze zapytać wójta na czym mu szczególnie zależy i projekt Planu Ogólnego gotowy.

Takie patrzenie na Gietrzwałd jest całkowicie błędne. To Sanktuarium powinno znaleźć się w centrum strategii budowania planu ogólnego Gminy Gietrzwałd.

Pod potrzeby gwałtownie rosnącego ruchu pielgrzymkowego. Jego obsługi pod względem komunikacyjnym, na przykład parkingów. Czy też funkcjonalnego połączenia Gietrzwałdu z pobliską stacją kolejową w Biesalu. I dalej, infrastruktury noclegowej, gastronomicznej ale też turystycznej. Na przykład wytyczenia ścieżek rowerowych, ścieżek spacerowych po pięknych okolicach Gietrzwałdu. Wytyczenie terenów pod budowanie domów pielgrzymów, hoteli, pensjonatów.

Te oczywistości nie potrafią się przebić do świadomości części mieszkańców, szczególnie tych wspierających wójta. Oni wolą się oburzać, że ktoś spoza gminy wypowiada się na temat jej przyszłości i próbuje na nią wpływać. Gietrzwałd przez swoją wyjątkowość należy do najcenniejszych i godnych ochrony klejnotów kultury narodowej i tak trzeba go traktować.

Pomóżcie sami sobie, szanujcie dobro i piękno w którym żyjecie i wokół niego budujcie swoje życie. Bo warto ta troska zwróci się stokrotnie.

wpolityce/czarne-chmury-znowu-nad-gietrzwaldem

Vance: Jeśli Europa chce, może kupować broń dla Ukrainy, ale USA tego nie zrobią

Vance: jeśli Europa chce,

może kupować broń dla Ukrainy,

ale USA tego nie zrobią

Adrian Fyda


pch24.pl/vance-jesli-europa-chce-moze-kupowac-bron-dla-ukrainy-ale-usa-tego-nie-zrobia

– To jedna z rzeczy, które zrobiliśmy za czasów tej administracji, z których jestem najbardziej dumny, że powiedzieliśmy Europie, że jeśli chce kupować broń, to może, ale USA już nie kupują broni i nie wysyłają jej na Ukrainę – powiedział J.D. Vance 14 kwietnia. Wiceprezydent USA podkreślił, że obywatel powinien dbać przede wszystkim o interes swojego kraju, a nie innych.

Podczas wydarzenia organizacji Turning Point USA na University of Georgia zastępca prezydenta USA wspomniał o jednym ze spotkań jeszcze z czasów, gdy ubiegał się o fotel senatora. – Ktoś do mnie podszedł, jestem pewien, że to wspaniała osoba. To był Amerykanin pochodzenia ukraińskiego w Cleveland w Ohio. (…) Jest tam wielu ukraińskich Amerykanów. Ta osoba była bardzo na mnie zdenerwowana, bo mówiłem, że powinniśmy przestać finansować wojnę na Ukrainie – opowiadał J.D. Vance.

– Ten ukraiński Amerykanin (…) wygrażał mi palcem, mówiąc: musisz wspierać mój kraj. A ja powiedziałem, proszę pana, z całym szacunkiem, jeśli jest pan Amerykaninem, pana krajem są Stany Zjednoczone, a nie kraj, z którego pan wyemigrował – podkreślił amerykański wiceprezydent. [Czy żydom też tak powiedział? MD]

Po objęciu władzy administracja Donalda Trumpa rzeczywiście wstrzymała przyznawanie nowej pomocy wojskowej dla Ukrainy; USA wspierają ją jedynie w zakresie wywiadu. Jednocześnie w ramach programu PURL państwa sojusznicze finansują zakupy uzbrojenia i amunicji dla Ukrainy, korzystając z zasobów amerykańskich magazynów.

– To jedna z rzeczy, które zrobiliśmy za czasów tej administracji, z których jestem najbardziej dumny, że powiedzieliśmy Europie, że jeśli chce kupować broń, to może, ale USA już nie kupują broni i nie wysyłają jej na Ukrainę – oświadczył Vance.

 Jednym z obowiązków obywatela jest myślenie o najlepszym interesie swojego kraju, a nie kraju, z którego się przybyło wcześniej (…). Trzeba myśleć o sobie jako o Amerykaninie – podkreślił.

Źródło: PAP

Chiny upokarzają plan blokady Trumpa – Iran utrzymuje kontrolę nad Ormuzem

Chiny upokarzają plan blokady Trumpa – Iran przejmuje kontrolę nad Ormuzem

Dramatyczne wydarzenia w Zatoce Perskiej

W niedawnym wywiadzie dla buddyjskiej Azji Południowo-Wschodniej znany analityk geopolityczny Pepe Escobar i jego rozmówca Nema rozmawiali o dramatycznych wydarzeniach w Zatoce Perskiej.

Zaledwie kilka dni po fiasku negocjacji w Islamabadzie prezydent USA Donald Trump ogłosił blokadę irańskich portów i Cieśniny Ormuz. Escobar uważa to nie tylko za strategiczną porażkę, ale także za dziecinny chwyt PR-owy wymierzony głównie w Chiny – który został upokarzająco ujawniony już w pierwszych godzinach.

Zapowiedź blokady i eskalacja polityczna

14 kwietnia 2026 r. to kolejny punkt zwrotny w i tak już chaotycznej polityce zagranicznej drugiej administracji Trumpa.

Po ponad 21 godzinach trudnych negocjacji w Islamabadzie, w których stronę amerykańską prowadził wiceprezydent USA J.D. Vance, Trump nagle ogłosił całkowitą blokadę wszystkich irańskich portów i statków.

Dla Escobara ta deklaracja to nic więcej niż wyraz „czteroletniej psychiki” Trumpa: dziecinnego odruchu człowieka, który wierzy, że Iran blokuje świat – mimo że nikt nigdy nie wytłumaczył mu skomplikowanej, pięcioetapowej przeprawy przez Cieśninę Ormuz.

Rzeczywistość wojskowa przeczy tej retoryce.

Rzeczywistość wojskowa przedstawia inną historię.

Aby wyegzekwować prawdziwą blokadę, Stany Zjednoczone potrzebowałyby ogromnej floty – okrętów, niszczycieli, lotniskowców, helikopterów, motorówek i dronów w ogromnych ilościach. Taka armada po prostu nie istnieje.

Lotniskowiec USS Abraham Lincoln krąży daleko na Morzu Arabskim, praktycznie we wschodniej części Zatoki Omańskiej, setki kilometrów od cieśniny.

Drugi duży lotniskowiec, USS George H.W. Bush, znajduje się u wybrzeży Namibii – ponieważ nie może przepłynąć przez Morze Czerwone. Powód: Huti (Ansarallah) już tam czekają na każdą amerykańską jednostkę.

Stany Zjednoczone omijają Afrykę, aby uniknąć konfrontacji. Escobar nazywa to „absolutnie niezwykłym” i wyraźnym przejawem tchórzostwa.

Wątpliwości nawet w kręgach amerykańskich

Nawet były admirał NATO James Stavridis, obecnie ekspert CNN, publicznie przyznał, że USA nie mają ani okrętów, ani zaplecza logistycznego, by przeprowadzić prawdziwą blokadę.

Maszyna Pentagonu działa powoli; zgromadzenie potężnej floty zajęłoby miesiące.

Do tego czasu blokada istniała jedynie na papierze. Nawet Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) mówi o blokadzie selektywnej: objęte nią mają być tylko statki płynące bezpośrednio do lub z Iranu.

Teoretycznie dozwolone jest przepływanie zachodnich tankowców, statków z Emiratów lub Korei Południowej.

Pierwsze praktyczne obalenie

Dokładnie to wydarzyło się już pierwszego dnia.

Chiński tankowiec – należący do firmy żeglugowej z Szanghaju, pływający pod banderą Malawi – wypłynął z portu Zjednoczonych Emiratów Arabskich i bez przeszkód przepłynął przez Cieśninę Ormuz.

Okręt otwarcie ogłosił swoją pozycję na wszystkich kanałach, aby cały świat mógł ją śledzić. Ani jeden amerykański okręt wojenny nie interweniował.

Dla Escobara jest to dowód: blokada to gigantyczna akcja PR-owa, której nikt nie jest w stanie poważnie wyegzekwować.

Chiny jako rzeczywisty odbiorca

Sytuacja staje się jeszcze bardziej krytyczna, gdy uwzględnimy Chiny.

Escobar stwierdza jednoznacznie: Ta tak zwana „blokada Iranu” jest w rzeczywistości blokadą Chin.

Jeśli USA zaczną zatrzymywać, przekierowywać lub wręcz zagrażać chińskim tankowcom, Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (Marynarka Wojenna ChALW) natychmiast wyśle ​​w ten region grupę bojową.

Wówczas okręty marynarki wojennej USA i Chin stanęłyby naprzeciw siebie w zasięgu wzroku – w Zatoce Omańskiej i Morzu Arabskim.

Iran przejmuje kontrolę nad Ormuzem

Tymczasem Iran przejął pełną kontrolę nad Cieśniną Ormuz.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) już ogłosił, że nie będzie już pobierał opłat drogowych na rzecz osób trzecich.

Nowe regulacje dotyczące cieśniny zostaną uzgodnione wspólnie z Omanem – dwoma sąsiadującymi państwami, które już koordynują swoje działania. Stany Zjednoczone nie będą już odgrywać w tym żadnej roli.

Iran dysponuje również potężną flotą tajnych sił zbrojnych, dysponującą 160–170 milionami baryłek ropy, co wystarcza na połowę lipca. Blokada miałaby niewielki wpływ na gospodarkę Republiki Islamskiej.

Nieudane negocjacje w Islamabadzie

Negocjacje w Islamabadzie od początku skazane były na niepowodzenie.

Delegacja irańska pod przewodnictwem Alego Larijaniego („Kaliba”) była przygotowana w najwyższym stopniu profesjonalnie: zespoły prawne, ekonomiczne i techniczne były gotowe, a także dysponowały szczegółową dokumentacją na każdy temat.

Z kolei JD Vance musiał kilkukrotnie dzwonić do Białego Domu i nawet zadzwonić do Benjamina Netanjahu.

Irańczycy domagali się szacunku i realizmu; Amerykanie przyszli z maksymalistycznymi żądaniami i interesami ekonomicznymi.

Napięcia w Zatoce Perskiej

W tym samym czasie Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) rozpada się na oczach wszystkich.

Zjednoczone Emiraty Arabskie prowadzą otwartą wojnę z Iranem. Arabia Saudyjska z kolei działa ostrożniej i dąży do rozmów z kilkoma partnerami.

Oman i Katar zachowują neutralność i przygotowują się do nowego porządku w Ormuzie.

Przegląd strategiczny

Ogólny obraz strategiczny jest jasny: nie chodzi przede wszystkim o Iran, ale o powstrzymanie Chin.

USA chcą kontrolować szlaki energetyczne – najpierw Ormuz, a jeśli zajdzie taka potrzeba, także Cieśninę Malakka.

Miało to już odczuwalne konsekwencje dla światowej gospodarki, m.in. w postaci wzrostu cen ropy naftowej.

Wniosek

Podsumowanie dyskusji: Struktura władzy geopolitycznej wyraźnie się zmienia.

Podczas gdy Stany Zjednoczone zmagają się z problemami wewnętrznymi i strategicznymi, Iran, Chiny i inni aktorzy umacniają swoją pozycję.

Cieśnina Ormuz pozostaje pod kontrolą Iranu, a społeczność międzynarodowa uważnie śledzi rozwój sytuacji.

Caitlin Johnstone: Mam nadzieję, że USA przegrają, a imperium się zawali

Mam nadzieję, że USA przegrają, a imperium się zawali i inne uwagi

Moją jedyną lojalnością jest lojalność wobec ludzkości, a bycie w dzisiejszej drużynie Człowieka oznacza bycie przeciwko imperium USA i Izraelowi.

Caitlin Johnstone hcaitlinjohnstone/i-hope-the-us-loses-and-the-empire-collapses

Nie mam nic przeciwko przyznaniu, że mam nadzieję, iż Stany Zjednoczone i Izrael poniosą druzgocącą klęskę w Iranie. Mam nadzieję, że ta wojna doprowadzi do upadku całego imperium USA. Moją jedyną lojalnością jest ludzkość, a bycie w Team Human w dzisiejszym świecie oznacza bycie przeciwko imperium USA i Izraelowi.

Mam nadzieję, że imperium upadnie. Mam nadzieję, że apartheid Izraela zostanie zdemontowany. Mam nadzieję, że ludzkość zdoła wyrwać ster z rąk upiorów, którzy obecnie rządzą naszym światem, abyśmy mogli wspólnie stworzyć zdrową planetę i harmonijną przyszłość.

YouTube zablokował kanał, który tworzył viralowe teledyski z udziałem sztucznej inteligencji Lego, krytykujące wojnę USA z Iranem. Platforma Google twierdzi, że teledyski z udziałem Lego w jakiś sposób stanowiły „treści brutalne”, ale wszyscy wiemy, że miało to na celu ułatwienie działań propagandowych USA poprzez zablokowanie skutecznej propagandy drugiej strony.

==============================

==================================================

Dolina Krzemowa jest kluczowym ramieniem amerykańskiej kontroli imperialnej. W każdym istotnym momencie dąży do realizacji interesów imperium. Jest gałęzią imperialnej miękkiej siły, tak jak wojsko jest gałęzią imperialnej twardej siły.

Stany Zjednoczone i Izrael tak znormalizowały zabójstwa przywódców narodowych, że prasa głównego nurtu traktuje je obecnie jako standardową taktykę militarną. Niedawno „The Washington Post” opublikował artykuł Marca Thiessena, w którym argumentował, że Stany Zjednoczone powinny „przeprowadzić ostateczną serię ataków na przywódców, eliminując irańskich urzędników, których oszczędzono na potrzeby negocjacji”.

„Irańscy przywódcy muszą zrozumieć, że ich życie dosłownie zależy od osiągnięcia porozumienia w drodze negocjacji, które odpowiadałoby oczekiwaniom Trumpa. Jeśli odmówią, zostaną zabici” – pisze Thiessen.

W pewnym momencie jeden z wrogów Ameryki zamierza zamordować amerykańskiego urzędnika, a moje odpowiedzi będą pełne wrzasków i oburzenia Amerykanów, którzy będą zachowywać się, jakbym był tym złym, gdy powiem, że Waszyngton się o to prosił.

Nawet gdyby Stany Zjednoczone nie były bezpośrednio odpowiedzialne za sytuację w Cieśninie Ormuz, to i tak byłby to ostatni kraj na świecie, w którym jakakolwiek działalność gospodarcza by na to narzekała. Otwarcie nakładają blokadę paliwową na Kubę, jednocześnie narzekając, że nikomu nie wolno blokować szlaków żeglugowych, na litość boską. 

Krajowy Komitet Demokratyczny zagłosował za odrzuceniem rezolucji potępiającej wpływ AIPAC na politykę amerykańską. Osiemdziesiąt procent Demokratów ma dziś negatywną opinię o Izraelu. Głównym zadaniem Komitetu Krajowego Demokratów jest uniemożliwienie, aby Partia Demokratyczna i jej reprezentacja w wyborach odzwierciedlały wolę społeczeństwa.

Drodzy zwolennicy Trumpa, prześlijcie mi wszystkie swoje pieniądze. Mam plan, jak sprawić, by Ameryka znów stała się wielka. Zakończę wszystkie wojny i osuszę bagno. Nie martwcie się, jeśli wygląda na to, że nie robię żadnej z tych rzeczy, gram w szachy 4D, zaufajcie planowi. Prześlijcie mi oszczędności swojego życia już teraz.

Ważne jest, żeby nie pozwolić im zrzucić całej winy na Trumpa, tak jak ważne jest, żeby nie pozwolili im zrzucić winy za zbrodnie Izraela na Netanjahu. Wszystko, co widzimy w tej katastrofalnej wojnie z Iranem, jest wynikiem całej struktury władzy, która do niej doprowadziła, a nie głupich decyzji jednego człowieka.

Podżegacze wojenni z bagien Waszyngtonu od dziesięcioleci forsują wojnę z Iranem. Trump to właśnie ten człowiek, którego syjonistyczni oligarchowie i krwiożerczy zarządcy imperium wybrali do przeprowadzenia tego czynu. Tak się składa, że ​​to on jest twarzą operacji, ale gdyby nie on, to ktoś inny by to zrobił.

Amerykańskie szaleństwo podżegające do wojny nie zaczęło się od Trumpa i na nim się też nie skończy. Nie kierujcie swojej wściekłości jedynie na ulotne marionetki, które pojawiają się i znikają ze sceny imperialnej, podczas gdy amerykańska machina mordu posuwa się naprzód. Skierujcie ją na samo imperium.

Przesłanie z USA: Gardź Izraelem I całym Imperium Zachodnim

Gardź Izraelem I całym Imperium Zachodnim

caitlinjohnstone/despise-israel-and-the-entire-western-empire

Nienawiść do Izraela bez nienawiści do zachodniego imperium jest bezsensowna, ponieważ Izrael nie istniałby bez zachodniej broni, wsparcia militarnego, kontroli narracji i osłony dyplomatycznej.

Caitlin Johnstone

13 kwietnia 2026 r. Czytanie Tima Foleya :

Wszyscy teraz nienawidzą Izraela, i tak właśnie powinno być. Ale wszyscy musimy zrozumieć, że Izrael nigdy nie działał sam.

Gdyby Izrael działał sam, byłby dupkiem z ostrym kijem, a nie dupkiem z helikopterem szturmowym. Zachód dał mu helikopter szturmowy.

Dupek z ostrym kijem to żaden problem. Świat jest pełen dupków z ostrymi kijami. Zdobądź swój własny ostry kij, a bez trudu powstrzymasz ich agresję.

Dupek z helikopterem szturmowym może zepsuć wszystkim dzień. Potrafi wszystko spieprzyć i zabić, kogo zechce – nawet tych z ostrymi pałkami. Nie musi z nikim negocjować. Nie musi być uprzejmy ani dyplomatyczny. Wystarczy, że dasz mu wszystko, czego chce, bo inaczej przyleci tam i rozstrzela ciebie i twoją rodzinę.

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy są odpowiedzialni za to, by Izrael pozostał dupkiem z helikopterem szturmowym, a nie dupkiem z ostrym kijem. Stworzyli sytuację, w której Izrael nie musi dogadywać się z sąsiadami jak każdy inny normalny kraj na świecie, lecz może trwać w stanie ciągłej wojny.

Słusznie i dobrze jest gardzić Izraelem; Izrael to ludobójcze państwo apartheidu, które nie powinno istnieć i nigdy nie powinno było powstać. Ale dojrzałość polityczna oznacza przeniesienie tej pogardy na całą zachodnią strukturę władzy, w której wszyscy żyjemy.

Nienawiść do Izraela bez nienawiści do zachodniego imperium jest absurdalna, ponieważ Izrael nie istniałby bez zachodniej broni, wsparcia militarnego, kontroli narracji i dyplomatycznego pokrycia. To jak nienawiść do Bonnie bez nienawiści do Clyde’a. Jak nienawiść do Butcha Cassidy’ego, ale nie do Sundance Kida. Istnieją przepisy zakazujące współudziału w morderstwie, ponieważ wszyscy rozumiemy, że jeśli pomagasz mordercy, to z konieczności ponosisz moralną odpowiedzialność za zabójstwo.

I nie jest tak, że zachodni sojusz mocarstw był cnotliwym aniołkiem, pomijając udział w izraelskiej przemocy; Stany Zjednoczone terroryzują państwa socjalistyczne w Ameryce Łacińskiej, gdy to czytasz. Prawicowa narracja, że ​​Zachód byłby zdrowym i dobroczynnym społeczeństwem bez ingerencji Izraela, jest sprzeczna z całą nieprzerwaną historią zachodniej cywilizacji. Zawsze byliśmy narodem wyjątkowo tyrańskim i ludobójczym. Musimy jeszcze dojrzeć do tego jako społeczeństwo. Dlatego Izrael jest naszym wspólnikiem w zbrodni.

Sprzeciwiaj się Izraelowi, a także całej morderczej zachodniej strukturze władzy. Nadużycia tego pierwszego nie są w żaden sensowny sposób oddzielone ani nie da się ich oddzielić od nadużyć tego drugiego.

Niedziela: Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

19.04.2026 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

14/04/2026 antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński

========================================================

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

=======================================================

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Iran: Wróg, którego Zachód sam sobie stworzył

Iran: wróg, którego Zachód sam sobie stworzył
Okładka magazynu „Time”, wydanego w czasie wojny 12-dniowej (13–24 czerwca 2025 r.)

Iran: Wróg, którego Zachód sam sobie stworzył

Przez dekady mocarstwa zachodnie przedstawiały Iran jako nieodłączne zagrożenie. Ale jak ta narracja została skonstruowana, wykorzystana i ostatecznie przekształcona w samospełniającą się geopolityczną rzeczywistość?

Patrick Ringgenberg 13 kwietnia 2026 forumgeopolitica/iran-der-feind-den-sich-der-westen-selbst-geschaffen-hat

Jak powstał negatywny wizerunek Iranu

Dwustronne zawieszenie broni uzgodnione 8 kwietnia, naznaczone tak zwanymi nieporozumieniami, zostało zerwane tego samego dnia przez izraelskie naloty w Libanie. Perspektywa zakończenia wojny dała okazję do podsumowania – czegoś, co można było zrobić od pierwszego dnia: „Wszystko to po to”. Rzadko w historii nowożytnej tak niewyobrażalna kumulacja błędów doprowadziła do tak tragicznych i przygnębiających skutków. Obecna wojna nie była jednak nieunikniona. Pogłoski o operacjach specjalnych lub bombardowaniach dominowały w doniesieniach o Iranie od 2002 roku, przez dwadzieścia lat bez wybuchu konfliktu regionalnego. Izraelczycy mordowali irańskich naukowców i sabotowali obiekty nuklearne (wirus komputerowy Stuxnet), ale w armiach USA i Izraela było wystarczająco dużo świadomych i realistycznie myślących ludzi, którzy rozumieli, że wojna z Iranem nie ma szans na sukces, a wręcz przeciwnie, będzie miała katastrofalne konsekwencje dla regionu: co obecna wojna pokazuje dzień po dniu.

Dla Izraela perspektywa wojny z Iranem stała się coraz bardziej oczywista po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku i późniejszych wstrząsach regionalnych: izraelskiej ofensywie w Strefie Gazy i przeciwko Hezbollahowi w Libanie, upadku dynastii Assadów – sojusznika Iranu – w Syrii oraz ewidentnym osłabieniu Iranu, który został pozbawiony swoich pełnomocników i sojuszników. Wojna ta jest również elementem politycznego zbliżenia, a nawet tajnego porozumienia między głowami państw – Stanami Zjednoczonymi pod rządami Donalda Trumpa i rządem Izraela pod rządami Benjamina Netanjahu – na tle dyplomatycznej marginalizacji Europy. Ostatecznie jest ona konsekwencją wycofania się Donalda Trumpa z porozumienia nuklearnego z Iranem (JCPOA) z 2015 roku; a także rewolucji islamskiej z 1979 roku, która miała na celu przeciwdziałanie amerykańskiemu imperializmowi na Bliskim Wschodzie. i, co jeszcze głębsze, powtarzające się i odwieczne napięcia między Wschodem i Zachodem, światem chrześcijańskim i światem islamskim, imperializmem zachodnim i kulturowym oporem Wschodu.

Przez długi czas zachodnia opinia publiczna była uwarunkowana akceptacją agresywnej polityki wobec Iranu: od rewolucji z 1979 roku, często przedstawianej jako fundamentalistyczny regres kraju na drodze do westernizacji; czy od 2002 roku, kiedy Iran, wraz z Koreą Północną i Irakiem (niesłusznie oskarżonymi o posiadanie broni masowego rażenia), należał do „osi zła”, mimo że dziewiętnastu terrorystów z 11 września 2001 roku pochodziło z Arabii Saudyjskiej (piętnastu), Zjednoczonych Emiratów Arabskich (dwóch), Egiptu (jeden) lub Libanu (jeden). W przypadku Iranu mamy wręcz doskonały przykład „tworzenia wroga” (Pierre Conesa), preludium do „tworzenia zgody” (Noam Chomsky), która służy moralnemu lub prawnemu uzasadnieniu wszelkich działań – nawet niemoralnych lub nielegalnych – przeciwko danemu państwu.

Niniejszy artykuł, wykraczając poza wzloty i upadki bieżących wydarzeń, ma na celu zbadanie fundamentalnego problemu negatywnego wizerunku Iranu, który odegrał tak kluczową rolę w decyzjach politycznych, poparciu opinii publicznej dla wojen i obojętności wobec Irańczyków. Można go streścić w jednym zdaniu: „Tłumiąc własny naród, reżim mułłów utrzymuje państwo zbójeckie, wspierające międzynarodowy terroryzm”. Ten wizerunek, który stał się odruchowym zwrotem w mediach, analitycznym nawykiem większości komentatorów i powszechnym paradygmatem w wielu kręgach dyplomatycznych, politycznych, a nawet akademickich, ma swoją własną logikę, język i źródła. W tym artykule staramy się zdekonstruować niektóre z jego aspektów składowych.

Jak przedstawić Iran w złym świetle

Iran nie jest państwem, ma reżim.

„Reżim irański”, „reżim islamski”, „reżim mułłów”. Te sformułowania, powtarzane przez dekady, służą jedynie delegitymizacji irańskiego rządu: przekonaniu ludzi, że Islamska Republika Iranu to sztuczny i niestabilny system polityczny o wątpliwej suwerenności, odcięty od społeczeństwa i przez nie znienawidzony, a przetrwanie zawdzięcza wyłącznie państwowej kontroli nad ropą i gazem, policji i wojsku, a nawet – według sprzecznych teorii spiskowych – wsparciu krajów zachodnich, które potępiają mułłów, aby lepiej utrzymać ich przy władzy. Określanie Gwardii Rewolucyjnej (założonej w 1979 roku) mianem „armii ideologicznej” jest częścią tej samej operacji: sprowadza ten korpus wojskowy, który stopniowo przekształcił się w armię narodową i niewątpliwie zyska nowy prestiż w wyniku obecnej wojny, do bytu fundamentalnie bezprawnego, zarówno pariasa, jak i mafii.

Co więcej, za każdym razem, gdy w Iranie wybuchają protesty, większość komentatorów nie analizuje ich kontekstu i znaczenia społeczno-politycznego, zamiast tego szybko kwestionując prawowitość „irańskiego reżimu”, potępiając upadek „Republiki Islamskiej”, ogłaszając „porażkę rewolucji” i tak dalej. Nikt nie zaprzeczy, że w kraju o powierzchni 1 648 195 km², otoczonym przez rywalizujące lub wrogie narody, istnieją napięcia między państwem a jego mieszkańcami, konflikty kulturowe, gwałtowne walki polityczne i kryzysy gospodarcze.

Są one zgodne z głęboko zakorzenioną historią kraju, złożonością jego tożsamości (irańskiej, szyickiej i pod wpływem Zachodu) oraz geostrategicznymi wyzwaniami narodu położonego w sercu Bliskiego Wschodu, posiadającego ogromne zasoby naturalne i położonego na skrzyżowaniu historycznych antagonizmów. Jednak systematyczne oczernianie irańskiego rządu ma na celu wypaczenie znaczenia rewolucji islamskiej – która oznaczała zarówno odzyskanie tożsamości, jak i wyzwolenie od zachodniego imperializmu – oraz pominięcie dynamiki i głęboko zakorzenionego charakteru irańskiego systemu politycznego, a także mozaiki (historycznej, socjologicznej, ekonomicznej i kulturowej) relacji między ludnością a rządem.

Krótko mówiąc, kraj tak wielowymiarowy jak Iran charakteryzuje się również dialektyką, która może być brutalna, zarówno politycznie, jak i społeczno-kulturowo: między zróżnicowaną populacją, która często zmierza w przeciwnych kierunkach, a państwem oligarchicznym i klientelistycznym; między grupami społecznymi i etnicznymi o odmiennych sposobach myślenia i interesach; oraz między pokoleniami oddzielonymi dekadami politycznych wstrząsów. Iran, który w ciągu zaledwie kilku dekad przekształcił się z tradycyjnego królestwa (na początku XX wieku) we współczesne „postmodernistyczne” państwo narodowe, jest rozdzierany przez siły, które często ścierają się gwałtownie – czasem kreatywnie, czasem paraliżująco, a czasem destrukcyjnie. Mnogość form tradycjonalizmu i modernizacji, systemy gospodarcze (kapitalistyczne, religijne, bazujące na bazarach), praktyki religijne i zachowania polityczne to czynniki, które nieustannie komplikują rzeczywistość Iranu, a ludzie często decydują się na rozważenie tylko fragmentu lub jednego rodzaju danych, wykluczając tym samym inne. Jednak te napięcia nie wskazują na cykliczną niewydolność systemu; Są one również częścią budowania narodu, politycznego przebudzenia społeczeństwa i dynamiki pluralistycznej nowoczesności.

Teokracja mullahów

Sprowadzenie irańskiego systemu do teokracji to najpewniejszy sposób na wydawanie daleko idących osądów na temat systemu politycznego i państwa narodowego, które łączą republikanizm, przywództwo religijne i tradycje imperialne. Dla człowieka Zachodu termin „teokracja” przywołuje – przynajmniej w jego umyśle – mnóstwo skojarzeń (inkwizycja, dogmaty religijne, średniowiecze, fundamentalizm itd.), które antyklerykalny i antyreligijny liberalizm, często pozbawiony realiów historycznych i rozważań teologicznych, bez wahania potępia.

Najwyższy przywódca Iranu nie jest Bogiem: jest przedstawicielem tradycji interpretacji szeregu tekstów w ramach sieci i hierarchii duchownych, którzy od zniknięcia XII imama w X wieku byli odpowiedzialni za kierowanie wspólnotą szyicką aż do eschatologicznego powrotu tego XII imama (Imama Mahdiego) na końcu czasów. Polityczna nowość Islamskiej Republiki Iranu polega na zintegrowaniu zasady przywództwa religijnego z nowoczesnym, inspirowanym Zachodem systemem. Ta teoria polityczna nie powinna jednak przesłaniać obserwowanych praktyk. Polityka państwa irańskiego często ma niewiele wspólnego z religią, a zamiast tego przypomina „klasyczne” państwo narodowe i „imperialne” podejście skoncentrowane na stabilności, przetrwaniu i wpływach.

Antyklerykalne, islamofobiczne lub świeckie uprzedzenia usiłują obarczyć mułłów – czyli duchownych szyickich – odpowiedzialnością za wszelkie sprawy polityczne. Duchowni ci nie odgrywają jednak wyłącznej ani hegemonicznej roli w systemie irańskim i zbyt łatwo ich sprowadzić, zarówno socjologicznie, jak i intelektualnie, do zamkniętego i niezmiennego bloku korporacyjnego. W rzeczywistości mułłowie od wieków stanowią część religijnego i kulturowego krajobrazu kraju i na zawsze pozostaną częścią społeczeństwa i życia politycznego, niezależnie od tego, jaka będzie polityczna przyszłość Iranu. Same kręgi duchowne nie są bynajmniej jednorodne, nawet jeśli ta różnorodność niekoniecznie znajduje odzwierciedlenie w irańskim dyskursie publicznym i nie jest postrzegana jako taka przez ludzi Zachodu. Wystarczy pamiętać, że system Republiki Islamskiej, pomyślany przez Chomeiniego, reprezentujący zupełnie nową, hybrydową formę polityczną w ramach tradycji irańskiej, nie został zaakceptowany przez żadnego z głównych autorytetów religijnych jego czasów. Dowodzi to, że choć w pewnych fundamentalnych kwestiach może panować konsensus, w rzeczywistości wśród duchowieństwa istnieje różnorodność opinii i interpretacji dziedzictwa islamskiego (Koranu, hadisów Proroka i szyickich imamów), co prowadzi do burzliwych debat w głównych instytucjach religijnych w Kom czy Teheranie. Co więcej, policentryczna struktura duchowieństwa oznacza, że ​​jeden autorytet religijny może wydać opinię prawną sprzeczną z innym bez udziału wyższego autorytetu – w islamie nie ma papieża – który rozstrzygałby spór poprzez odrzucenie go jako niewystarczającego lub heterodoksyjnego.

Jeśli istnieje fundamentalny problem w irańskiej polityce – przynajmniej z liberalnej (a zwłaszcza zachodniej) perspektywy – to jest nim kwestia autorytaryzmu, czyli odgórnej i patriarchalnej struktury władzy, która nie jest unikalna dla mułłów, lecz ma swoje korzenie w wielowiekowej, jeśli nie tysiącletniej, tradycji rządzenia i strukturze społeczno-kulturowej. Choć postrzeganie mułłów jako problemu systemowego może być nadmiernym uproszczeniem, to jednak posiadają oni również klucze do rozwiązań, ponieważ ich korzenie społeczno-historyczne pozwalają im wspierać i legitymizować rozwój i transformacje znacznie skuteczniej niż tzw. kręgi reformatorskie, często odcięte od kraju, który pozostaje w dużej mierze konserwatywny.

Chociaż Irańczycy są muzułmanami, identyfikują się przede wszystkim jako Irańczycy. Przejście Imperium Perskiego na szyizm w XVI wieku podkreśla wyjątkowy charakter irańskiego islamu. Przyjmując mniejszościowy odłam islamu, Irańczycy potwierdzili zarówno swoje przywiązanie do wiary muzułmańskiej, jak i odrębną tożsamość w świecie islamu. Irański islam, którego oryginalność i ogromne dziedzictwo filozoficzne podkreślał wybitny iranolog Henry Corbin (1903–1978), nie ma sobie równych w świecie islamu i doskonale odzwierciedla złożoność narodu – narodu syntezy i uniwersalizmu – na styku świata semickiego i indoeuropejskiego. Ostatecznie, ideologiczny i wspierany przez państwo islam, promowany od czasów rewolucji, stanowi jedynie interpretację islamu skonstruowaną dla celów politycznych i bojowych, od której wielu Irańczyków zdystansowało się na rzecz islamu bardziej duchowego, zinternalizowanego, a nawet mistycznego.

Hidżab: strój orientalny, problem Zachodu

W 1936 roku Reza Szah Pahlawi zakazał noszenia zasłon; w 1979 roku Republika Islamska wprowadziła obowiązkowe noszenie hidżabu. Te dwa wydarzenia miały zarówno negatywne, jak i pozytywne konsekwencje. Zakaz noszenia zasłon wprowadzony przez Rezę Szaha umożliwił rozkwit nowego pokolenia kobiet, ich aktywność społeczną i rozwój nowej formy feminizmu. Z drugiej strony, miał on również negatywne konsekwencje dla tradycyjnych kobiet, które nie mogły już wychodzić z domu w zasłonach i musiały zostać w domu, gdzie były zależne od mężczyzn w wykonywaniu pracy, którą wcześniej wykonywały samodzielnie.

Obowiązkowy hidżab, wprowadzony po rewolucji islamskiej, wstrząsnął pokoleniem kobiet, które uwolniły się od pewnych tradycyjnych norm społecznych i rodzinnych; jednocześnie jednak umożliwił kobietom z tradycją udział w życiu społecznym i wejście na rynek pracy, ponieważ panujący klimat islamski pomagał im czuć się komfortowo z własnymi wartościami. W obu przypadkach (niezależnie od tego, czy hidżab jest zakazany, czy obowiązkowy), tzw. islamska zasłona jest nadinterpretowana w kategoriach religijnych, mimo że jest to strój o bardzo różnych znaczeniach, a jego noszenie jest uwarunkowane tak różnymi motywacjami, jak kontekst społeczny i sytuacja rodzinna.

O hidżabie napisano już całe książki, ale tutaj ograniczymy się do kilku kluczowych punktów:

  • Początki zasłony sięgają czasów przedislamskich. Wzmianki o niej znajdują się na asyryjskich tabliczkach glinianych z końca II tysiąclecia p.n.e., gdzie miała ona to samo znaczenie, jakie prawdopodobnie ma do dziś: noszona przez kobiety z zamożnych i szanowanych rodzin, zasłona była oznaką statusu społecznego.
  • Przed islamem welon był „sprawą” chrześcijańską. Wystarczy spojrzeć na bizantyjskie ikony lub średniowieczną ikonografię, aby zauważyć, że nawet Maryja Dziewica nosi welon. Chrześcijańscy teologowie uzasadniali noszenie welonu przez chrześcijanki argumentami analogicznymi lub podobnymi do tych, które stosowali muzułmańscy duchowni w odniesieniu do hidżabu. Welon był również powszechnym strojem na wiejskich terenach Europy, a kiedy irański student stanął przed prowansalską szopką bożonarodzeniową, był zaskoczony, że „wszystkie kobiety noszą hidżaby”.
  • W islamie zasłona jest uznawana za symbol islamu i miarę pobożności, ale jest to również tradycyjny strój Bliskiego Wschodu, który ma znaczenie religijne, kulturowe, tradycyjne, związane z dziedzictwem kulturowym, a nawet narodowe.
  • Wzmianki o zasłonie w Koranie są niejasne i prowadzą do niekończących się interpretacji i debat. W rezultacie forma hidżabu w krajach muzułmańskich jest bardziej kwestią lokalnej kultury, zwyczajów i tradycji niż religii. Podobnie, irański czador – duży, zazwyczaj czarny, nakrycie głowy noszone przez kobiety na chustach i płaszczach z długimi rękawami – jest strojem narodowym, który odróżnia Iranki od muzułmanek w innych krajach.
  • Ruch „Kobieta, Życie, Wolność” (jesień 2022) doprowadził do złagodzenia przepisów dotyczących noszenia chust na głowę, szczególnie w dużych miastach, gdzie kobiety – zarówno młode, jak i starsze – są widywane bez nich. Jednak w całym kraju większość kobiet nadal nosi chustę: z pobożności, tradycji, presji (bezpośredniej lub subtelnej), szacunku, kontekstu (kobieta bez chusty na głowę jest szybko stygmatyzowana lub marginalizowana w konserwatywnym środowisku), dumy, solidarności, a nawet nacjonalizmu.
  • Uprzedzenie – czy to libertariańskie, świeckie, czy islamofobiczne – łączy hidżab z podporządkowaniem i uciskiem kobiet: może to oczywiście być prawdą w pewnych kontekstach lub sytuacjach. Jednak z muzułmańskiej perspektywy, a szerzej, z tradycyjnego punktu widzenia, hidżab jest również symbolem, źródłem siły, cnotą, wyznacznikiem społecznym, dziedzictwem, poczuciem przynależności i źródłem godności. Dziś stał się on również przedmiotem mody, elementem samoekspresji, a nawet – jak zauważa poezja perska – erotyczną ozdobą.
  • W krajach zachodnich debaty na temat chusty na głowę są niezmiennie przyćmiewane przez kontrowersje związane z świeckością, wielokulturowością, imigracją i integracją: są to kwestie typowe dla Zachodu i często nie mają nic wspólnego z Iranem i jego konkretnymi problemami.

Iran bez Iranu: diaspora irańska

W artykule opublikowanym w gazecie „Le Monde” 9 marca 2026 r. Mohammad-Reza Djalili i Thierry Kellner napisali: „«Nowy Iran» będzie miał decydującego asa w rękawie: swoją diasporę”. Nie przewidując wyniku wojny, obaj autorzy uważali, że „irańska diaspora, która formowała się kolejnymi falami od 1979 r. i która według szacunków liczy od 4 do 7 milionów osób uciekających przed uciskiem i trudnościami ekonomicznymi”, może odegrać konstruktywną rolę w post-islamskim Iranie.

Nie można zarzucić autorom, że liczą kurczaki, zanim się wyklują, ani że mówią o irańskiej diasporze jako integralnej części historii Iranu: różnorodne powiązania między Irańczykami w Iranie a diasporą znacząco ukształtowały życie kulturalne, a nawet polityczne w Iranie. Niniejszy artykuł, którego współautor, Mohammad-Reza Dżalili, sam opuścił Iran w 1978 roku, odzwierciedla trend nadreprezentowany w mediach: kiedy ludzie Zachodu mówią o Iranie, to właśnie poprzez doświadczenia i aspiracje irańskiej diaspory Zachód szczególnie chętnie eksponuje – jeśli nie kręgi opozycyjne, to przynajmniej z mniej lub bardziej krytycznej perspektywy. Jednak we wszystkich tych dyskusjach brakuje jednego kluczowego aktora: samego Iranu, w całej jego współczesnej i historycznej różnorodności.

Ludzie budują więc zamki na piasku, rozmyślając nad tym, jak mógłby wyglądać inny Iran, nie zastanawiając się, czy takie ambicje są w ogóle wykonalne i realistyczne w obliczu irańskich realiów, a przede wszystkim nie zastanawiając się nad tym, co myśli ponad 90 milionów Irańczyków mieszkających w Iranie. Drenaż mózgów ostatnich czterech dekad jest niewątpliwie tragedią dla Iranu. Biorąc jednak pod uwagę odporność narodu irańskiego w obliczu agresji USA i Izraela, zaawansowanie technologiczne jego pocisków i jego strategiczną inteligencję, techników, którzy niestrudzenie pracują po bombardowaniach, aby przywrócić władzę lub odbudować struktury, oraz stabilne dostawy dóbr konsumpcyjnych pomimo wojny, jedno jest pewne: w samym Iranie wciąż jest wiele błyskotliwych umysłów. Ludzie ci niekoniecznie byliby entuzjastycznie nastawieni do idei diaspory przybywającej, aby budować „nowy” Iran, skoro Irańczycy obecnie mieszkający w tym kraju Iranem i stanowią Iran. Pragnienie zmian w diasporze osiąga punkt kulminacyjny wraz z fantazją o powrocie następcy tronu Rezy Pahlawiego do Iranu: Jak można sobie wyobrazić – zakładając, że nie zginie, zanim postawi stopę na irańskiej ziemi – że on, który wzywa do bombardowania kraju, którego już nie zna, będzie musiał stawić czoła milionom Irańczyków, którzy albo chcą bronić Republiki Islamskiej, chronić swój kraj przed jakąkolwiek ingerencją zagraniczną, albo nie chcą „ani mullaha, ani króla”?

Odniesienie do irańskiej diaspory służy również wzmocnieniu narracji, która narasta od lat 80. XX wieku: Islamska Republika Iranu to kraj, z którego ludzie uciekają wszelkimi możliwymi sposobami, czy to emigrując, czy uciekając w ukryciu, a ucieczka ta jest postrzegana jako podróż z ciemności do światła, od totalitaryzmu do wolności. Ta idea została szeroko rozpowszechniona w książkach i filmach: od „ Not Without My Daughter ” Betty Mahmoody (1987) po film „Argo” (reżyseria Ben Affleck, premiera w 2012 roku) – którego plakaty, nawiasem mówiąc, przedstawiają meczety w Stambule (Turcja), mimo że akcja rozgrywa się w Teheranie (Iran). Ta definiująca narracja została niedawno (5 kwietnia) ożywiona przez ratunek amerykańskiego pilota, który rozbił się w Iranie: nie ma znaczenia, że ​​operacja ta była poza tym militarnym fiaskiem dla Stanów Zjednoczonych i że nie do końca była tym, za co ją przedstawiano. Ważne było potwierdzenie archetypu wyzwalającej ucieczki z zasadniczo wrogiego kraju.

Protesty pod koniec grudnia 2025 r. i na początku stycznia 2026 r.

Irański reżim zabija własnych obywateli. To powtarzający się refren od czasu śmiercionośnych protestów na początku 2026 roku. Jednak, jak pokazał portal „The Grayzone” i komentarz byłego brytyjskiego dyplomaty Alastaira Crooke’a, staje się coraz bardziej oczywiste, że była to w rzeczywistości próba zamachu stanu, mająca na celu wywołanie wojny domowej w Iranie. Sekwencja wydarzeń wyglądała następująco:

  • Próba przejęcia irańskiego riala doprowadziła do drastycznej dewaluacji w grudniu 2025 r. – kroku, na który Scott Bessent, sekretarz skarbu USA, wyraźnie napomknął 20 stycznia 2026 r. na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.
  • Nieuniknione było, że Irańczycy wyjdą na ulice 28 grudnia 2025 r., aby zaprotestować przeciwko drastycznemu pogorszeniu się sytuacji gospodarczej.
  • Agenci chaosu, zdalnie sterowani przez Mosad i CIA, zinfiltrowali te protesty, doprowadzając do ich wymknięcia się spod kontroli, podpalając budynki, strzelając do cywilów i funkcjonariuszy organów ścigania oraz szerząc panikę. Mike Pompeo przyznał to 2 stycznia 2026 roku na X, życząc jednocześnie szczęśliwego Nowego Roku Irańczykom (których Nowy Rok, nawiasem mówiąc, przypada w równonoc wiosenną, a nie 1 stycznia) i agentom Mossadu wśród nich.
  • 5 kwietnia 2026 roku sam Donald Trump przyznał w wywiadzie dla Fox News, że demonstranci zwerbowani przez Mosad i CIA byli uzbrojeni: „Wysłaliśmy im mnóstwo broni. Wysłaliśmy ich przez Kurdów. I myślę, że Kurdowie ich zatrzymali”.

Liczba ofiar śmiertelnych jest niepewna. Rząd irański szacuje ją na około 3200, ale Agencja Informacyjna Aktywistów Praw Człowieka (HRANA) podaje liczbę co najmniej 7000, podczas gdy inne źródła – czysto spekulatywne i bez żadnych dowodów – mówią o dziesiątkach tysięcy (30 000, a nawet 50 000). Porównanie liczby ofiar śmiertelnych (co najmniej kilka tysięcy) z poprzednimi protestami (między 2009 a 2023 rokiem) jasno pokazuje, że wydarzenia ze stycznia 2026 roku miały zupełnie inny charakter. Dane pokazują „72 ofiary śmiertelne wśród demonstrantów podczas protestów przeciwko wynikom irańskich wyborów prezydenckich w 2009 roku, od 300 do 1500 ofiar śmiertelnych wśród demonstrantów podczas protestów w latach 2019–2020 oraz 551 ofiar podczas protestów po śmierci Mahsy Amini w latach 2022–2023” (Wikipedia: „Demonstracje w Iranie od 2025 roku”). Rzeczywiście, w styczniu 2026 roku panowała atmosfera powstańcza, która bardzo szybko doprowadziła do dużej liczby ofiar, choć szczegółowa rekonstrukcja wydarzeń będzie wymagała długiego śledztwa.

Filtry, zaciemnianie i inwersje wartości

Wielowarstwowe uprzedzenia i stereotypy otaczające Iran tworzą szereg filtrów, które przedstawiają praktycznie wszystko, co pochodzi z Republiki Islamskiej, w negatywnym świetle. Filtry te służą również do zaciemniania alternatywnych interpretacji, rzeczywistości, które chciałoby się zignorować, a nawet samego mechanizmu uprzedzeń. Ostatecznie nałożenie tych filtrów prowadzi do odwrócenia wartości: Iran jest niemal z definicji winny; a to, co kraje zachodnie stanowczo potępiają w każdym innym kraju, jest w przypadku Iranu ignorowane, bagatelizowane, odwracane lub zniekształcane.

Zacznijmy od kilku filtrów:

  • Celem jest dostrzeżenie religii wszędzie, aby przedstawić Irańczyków jako groźnych fundamentalistów lub deislamizację społeczeństwa irańskiego, aby uwypuklić „średniowieczny” islam mullahów, o których oczywiście zakłada się, że są odcięci od nowoczesności i realiów społecznych.
  • Sprowadzając wszystko do ideologicznych kalkulacji. Kiedy irański rząd dostarcza wioskom wodę i prąd, nie dlatego, że to państwo jest odpowiedzialne za rozwój infrastruktury, ale dlatego, że irański reżim uprawia populizm, aby utrzymać się przy władzy.
  • Wszędzie widać zagrożenie lub niedogodność. Wszystkie ambasady gromadzą informacje o kraju, w którym się znajdują, o swoich ekspatriantach i obywatelach, a także o sympatiach lub antypatiach politycznych kraju przyjmującego; jednak gdy ambasada irańska wykonuje tę pracę, nieuchronnie robi to z myślą o ataku, zabójstwie lub destabilizacji.
  • Wszystko, co robi Iran, jest nieuchronnie owiane dwuznacznością. Kiedy Iran tworzy coś pozytywnego (politycznego, kulturowego czy innego), jest to albo: wyjątek potwierdzający regułę; niezwykły zbieg okoliczności, przypisywany nie tyle kompetencjom irańskiego rządu, co raczej szczęśliwemu zbiegowi okoliczności; albo dlatego, że nastąpiło to w reakcji „przeciwko reżimowi”, bez jego wiedzy lub wbrew jego woli.

Rozważmy teraz kilka metod ukrywania:

  • Mamy tendencję do drwin z irańskiej retoryki potępiającej „arogancję Zachodu” lub „Wielkiego Amerykańskiego Szatana”, nie rozumiejąc leżącej u jej podstaw analizy geopolitycznej, która koncentruje się na konsekwencjach zachodniego kolonializmu i imperializmu w ciągu ostatnich pięciu stuleci. Irański program nuklearny jest ostatecznie jedynie pretekstem do zdobycia kontroli nad Bliskim Wschodem i jego zasobami: Donald Trump i jego współpracownicy nie robią z tego tajemnicy i, co należy im się, mówią głośno to, czego wiele badań nie śmie nawet wspomnieć w przypisie.
  • Propalestyńskie stanowisko Iranu jest skazane na odwracanie uwagi od faktu, że od 1948 roku stanowi ono autentyczny problem palestyński. Iran jest przedstawiany jako wspólnik Hezbollahu, który jest deprecjonowany jako organizacja terrorystyczna, jednocześnie ignorując fakt, że Hezbollah, założony w 1982 roku w odpowiedzi na izraelską inwazję na południowy Liban, jest jedyną siłą militarną zdolną do ochrony kruchego kraju, biorąc pod uwagę, że dołożono wszelkich starań, aby zneutralizować armię libańską. Potępienie antysyjonistycznej działalności Iranu poprzez oskarżenie go o antysemicki fanatyzm to najlepszy sposób na zatuszowanie sankcjonowanego przez państwo kolonializmu Izraela i legitymizację jego obecnej wojennej działalności – która nie zna granic i nie ma horyzontu politycznego – jako egzystencjalnej obrony „cywilizacji”.
  • Irańska prasa jest powszechnie uznawana za pod wpływem politycznym, co jest w dużej mierze prawdą, ponieważ wszystkie media są albo państwowe, quasi-państwowe, albo kontrolowane przez państwo. Utrudnia to jednak ignorowanie irańskiej perspektywy – perspektywy, którą w interesie dyplomacji lub wszelkich prób wzajemnego zrozumienia, warto byłoby zrozumieć. Pozwala to również na przedstawianie zachodnich mediów jako neutralnych, obiektywnych i wolnych, podczas gdy w rzeczywistości podlegają one równie zróżnicowanym naciskom politycznym, finansowym i lobbingowym, nie wspominając o ich zachodniocentrycznym paradygmacie. Sztuką jest przekształcenie stronniczych lub stronniczych punktów widzenia w zachodnich mediach w „analizę”, podczas gdy irańskie media – nawet jeśli są istotne i obiektywne – są systematycznie dyskredytowane poprzez oskarżenia o ukryte motywy.
  • Ludzie próbują ukoić swoje sumienia embargiem, którego celem jest odizolowanie i „ukaranie” reżimu mułłów, podczas gdy naród irański cierpi od 47 lat – to właśnie ci ludzie, których kraje zachodnie rzekomo chcą „wyzwolić”, których „walkę z reżimem” rzekomo wspierają i których „odwagę w demonstracjach” chwalą. Embargo jest bezsilne, niesprawiedliwe i obłudne, ponieważ Stany Zjednoczone, jego główny inicjator, nadal prowadzą interesy z Iranem. Jedna etykieta na butelce wody mineralnej wystarczy, by wskazać ukrytą część góry lodowej: irańską wodę sprzedawaną w Iranie Irańczykom pod auspicjami amerykańskiej firmy Pepsi.

Prowadzi to do całkowitego odwrócenia postrzegania rzeczywistości, kryteriów osądu, a nawet oceny faktów. Ilustrują to poniższe przykłady:

  • Iran został zaatakowany, ale to przede wszystkim – a wręcz wyłącznie – Iran jest obiektem ataków zachodnich dyplomatów, którzy wzywają do deeskalacji sytuacji i zachowania powściągliwości.
  • Iran był dwukrotnie atakowany w trakcie negocjacji, jednak nadal namawia się go do powrotu do stołu negocjacyjnego i krytykuje za odmowę udziału w rozmowach, które nie są ani przydatne, ani wartościowe.
  • To Donald Trump wycofał się z JCPOA, a Europa, która po wycofaniu się USA nie była w stanie lub nie chciała zastosować się do porozumienia, mimo to Iran jest oskarżany o naruszenie swoich zobowiązań, prowadzenie podwójnej gry i ukrywanie swoich zamiarów.
  • Nie ma znaczenia, że ​​Iran twierdzi, iż nie chce bomb atomowych (jego pociski stanowią wystarczający środek odstraszający), ani że władze USA wielokrotnie oświadczały, że Iran nie ma aktywnego, zorganizowanego wojskowego programu nuklearnego: Iran jest nieuchronnie postrzegany z podejrzliwością lub uznawany za winnego. Poprzez odwrócenie myślenia, irańskie zaprzeczenia i brak dowodów na istnienie programu wojskowego są interpretowane jako podstawa do nieufności, a nawet jako dowody obciążające, ponieważ Iran – kraj muzułmański i wschodni – jest z natury rzeczy podstępny, hipokrytyczny i kłamliwy.
  • Powołuje się na prawo międzynarodowe, aby ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz, która została zablokowana przez Iran, ale to samo prawo jest ignorowane, gdy potępia się agresję na Iran, zabójstwo Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego i celowe niszczenie szpitali, uniwersytetów i mostów.
  • Wezwania Donalda Trumpa do zniszczenia Iranu i zbombardowania jego infrastruktury cywilnej – co, ściśle rzecz biorąc, jest wezwaniem do ludobójstwa i zbrodni wojennych – spotykają się z ogłuszającym milczeniem ze strony krajów zachodnich, które są o wiele bardziej głośne i proaktywne w innych kwestiach i przeciwko innym narodom.
  • Naród irański musi zostać wyzwolony poprzez bombardowania: śmierć cywilów to niewątpliwie tragedia, a zniszczenie infrastruktury cywilnej jest oczywiście godne ubolewania, ale to cena, jaką trzeba zapłacić za „wyzwolenie”. To, co w każdej innej sytuacji zostałoby natychmiast potępione jako szaleństwo, zbrodnia wojenna i zbrodnia przeciwko ludzkości, jest postrzegane jako sposób działania niewątpliwie bolesny, ale akceptowalny, oczekiwany, a nawet „logiczny”.
  • Wydaje się, że Iran ma wyłącznie obowiązki, a nie prawa; kraje zachodnie mają w stosunku do Iranu (prawie) wszystkie prawa i obowiązki, które są albo niewiążące, albo egzekwowane w różnym stopniu.

Sekret zmian w Iranie: stosunki gospodarcze

Można jednak przedstawić Iran w bardziej pozytywnym świetle. Jak? Wystarczy spojrzeć na medialny wizerunek Iranu w latach 2002–2018. Zacznijmy od typowego przykładu z lat 2000., czyli z okresu po próbach ujawnienia wojskowego programu nuklearnego w Iranie (rozpoczętych w 2002 roku):

Przesłanie, zarówno w słowach, jak i obrazach, jest jasne: Iran jest krajem islamofaszystowskim dążącym do zdobycia bomby atomowej. Następnie, w 2015 roku, podpisano JCPOA – porozumienie, które poddało Iran ścisłemu monitorowaniu jego programu nuklearnego w zamian za stopniowe znoszenie sankcji i stopniową normalizację stosunków handlowych. Media natychmiast zmieniły ton i obraz (a raczej sposób przedstawienia):

Bomba atomowa przeszła do historii: zrobiła miejsce dla pięknych Iranek, które najwyraźniej wcześniej nie istniały. „Iran powrócił” – czytamy często, jakby Iran kiedykolwiek zniknął i jakby to nie Zachód zrobił wszystko, co w jego mocy, by go zignorować, zmarginalizować i powstrzymać. Nic z tego nie trwało długo. W 2018 roku prezydent Donald Trump jednostronnie wycofał się z JCPOA bez powodu i przyczyny – poza naciskami ze strony Izraela – i bez żadnej alternatywy, co ogłosił już podczas kampanii wyborczej w 2017 roku. Od 2017 roku wizerunki zawoalowanych Iranek – przywołujące orientalistyczne fantazje o egzotycznym i erotycznym Wschodzie – zniknęły z mediów, a irańska bomba powróciła – sytuacja, która trwa do dziś.

Trzy wnioski: Porozumienie z Iranem jest możliwe; skorzystałoby na nim wiele osób; demonizowanie Iranu jest w rzeczywistości przejawem gorączki propagandowej, którą porozumienie niewątpliwie szybko by uśmierzyło.

Pomysły mają konsekwencje

Iran jest historyczną potęgą na Bliskim Wschodzie: polityczną, militarną, gospodarczą i kulturową. Z wyjątkiem Turcji, spadkobierczyni Imperium Osmańskiego, Iran jest jedynym prawdziwie stabilnym, trwałym, silnym i suwerennym krajem w regionie, w samym sercu Bliskiego Wschodu zdominowanego przez nowe państwa: zarówno te, które powstały po upadku Imperium Osmańskiego w latach 20. XX wieku (Irak, Jordania, Syria, Liban i dawne arabskie prowincje imperium), jak i te, które powstały później, takie jak Turkmenistan (utworzony w 1924 roku jako Socjalistyczna Republika Radziecka), Królestwo Arabii Saudyjskiej (proklamowane w 1932 roku), Pakistan (utworzony po podziale Indii w 1947 roku) czy Emiraty Zatoki Perskiej (które powstały w ostatniej ćwierci XX wieku, po okresie, gdy od XIX wieku znajdowały się pod kuratelą brytyjskiego imperium kolonialnego).

W czerwcu 2016 r. McKinsey opublikował raport zatytułowany „Iran: szansa na wzrost gospodarczy warta bilion dolarów?”, w którym podkreślono między innymi następujące mocne strony Iranu:

  • Zróżnicowana gospodarka, w której tylko jedna czwarta PKB pochodzi z ropy naftowej i gazu.
  • System edukacji naukowej, który kształci tylu inżynierów, co USA.
  • Klasa konsumentów, której udział jest dwukrotnie większy niż w Chinach i Brazylii.
  • Populacja miejska, której odsetek jest dwukrotnie wyższy niż w Indiach.
  • Tradycja przedsiębiorczości i dynamiczna scena start-upów.
  • Strategiczne położenie na styku Wschodu i Zachodu.

Brak wiedzy o takim kraju, oparty na nagromadzeniu błędnych interpretacji i uprzedzeń, jest w pewnym sensie zagadką lub anomalią. Można by wskazać na brak zrozumienia – niekiedy celowo i starannie podtrzymywany, ale w każdym razie powszechny we wszystkich sferach wpływów, od dyplomatów po polityków, od mediów po niektóre instytuty badawcze i uniwersytety. Do tego dochodzi, jak już teraz wiadomo, amerykańsko-izraelska propaganda, napędzana pro-izraelskim finansowaniem amerykańskich polityków i lobbystów, wykorzystująca transnarodowe sieci wpływów i media głównego nurtu. Te media, dzięki swojej potędze finansowej, socjologicznej hegemonii i kontroli nad algorytmami, skutecznie narzucają Iranowi masowo szerzącą strach i zniesławiającą narrację. Wreszcie istnieje coś, co można określić jako pogardę lub nienawiść, podsycaną na różne sposoby przez ksenofobię, islamofobię, rasizm lub kolonialną mentalność. To sprawia, że ​​Iran staje się wygodnym straszakiem i idealnym ujściem dla własnych lęków i odrzucenia.

Przez dekady Zachód stworzył sobie wroga, co ostatecznie doprowadziło do wojny, która – zarówno trwającej, jak i potencjalnej – ma konsekwencje przeczące wszelkim zachodnim nadziejom i planom. Zamiast „zmiany reżimu” w Teheranie, jesteśmy świadkami, wręcz przeciwnie, wzmocnienia Republiki Islamskiej, jej tożsamości i legitymizacji; a także odrodzenia religijnego i fundamentów przyszłej narracji o historii narodu, która jest głęboko jednocząca i inspirująca, napędzana męczeństwem i heroicznymi czynami; a także, poza Iranem, nowego poczucia dumy wśród narodów świata muzułmańskiego, które widzą naród islamski przemawiający w kategoriach antyimperialistycznych, stawiający opór wiodącej potędze światowej, potępiający niesprawiedliwości wyrządzane Palestyńczykom i umacniający swoją pozycję jako regionalne mocarstwo o globalnym wpływie.

Chociaż Europa i Stany Zjednoczone mogłyby skorzystać na irańskim rynku i zbudować prawdziwie pragmatyczne stosunki z Iranem poprzez uczciwszą i odważniejszą dyplomację – mniej naznaczoną ignorancją i hipokryzją – obecnie jesteśmy świadkami serii wstrząsów, które nie są korzystne dla Zachodu:

  • Obecność USA na Bliskim Wschodzie została osłabiona lub podważona i prawdopodobnie sytuacja ta utrzyma się przez jakiś czas.
  • Państwa Zatoki Perskiej – centra finansowe, węzły transportu lotniczego i destynacje turystyczne – znajdują się w niepewnej sytuacji i aby utrzymać obecny model polityczny i dobrobyt, będą zmuszone nawiązać nowe stosunki z Iranem, krajem postrzeganym jako rywal lub wróg, który jednak staje się niekwestionowaną potęgą regionalną.
  • Cieśnina Ormuz, wcześniej ogólnodostępna, jest teraz dostępna wyłącznie dla krajów, które podpisały umowę z Iranem i płacą opłatę tranzytową – z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych i Izraela, którym Iran odmawia dostępu.
  • Nieustannie agresywna i destabilizująca polityka Izraela prowadzi do coraz większej niechęci do niego ze strony wielu ludzi, co z kolei skutkuje odrodzeniem się antysemityzmu. Sankcje medialne i prawne, nawet skierowane przeciwko żydowskim osobistościom krytykującym syjonizm, ostatecznie służą przede wszystkim podsycaniu teorii spiskowych na temat globalnych wpływów Żydów.
  • Na podstawie stylu (pseudo)dyplomacji stosowanego przez Donalda Trumpa Irańczycy doszli do wniosku, że Stany Zjednoczone nie honorują swoich zobowiązań dyplomatycznych, nie przestrzegają własnych porozumień i rozumieją jedynie język przemocy. Inne kraje będą o tym pamiętać, tak jak będą pamiętać militarną porażkę czołowej potęgi świata w walce z regionalnym mocarstwem o średniej pozycji.
  • Z wyjątkiem kilku krajów (takich jak Hiszpania, która była pionierem w tej dziedzinie) lub pewnych środków (takich jak zakaz użytkowania ich przestrzeni powietrznej przez Francję, Włochy i Austrię do celów wojskowych), błędy, stronniczość i niesprawiedliwości dyplomacji Zachodu naruszyły, podważyły ​​lub zdelegalizowały prawo międzynarodowe.
  • Zamknięcie Cieśniny Ormuz, a następnie przejęcie przez Iran kontroli nad statkami przepływającymi przez cieśninę, doprowadziło do zakłóceń w niektórych łańcuchach dostaw, wzrostu cen energii, a ostatecznie do kryzysu o globalnych konsekwencjach i reperkusjach, zarówno natychmiastowych, jak i opóźnionych, ale w każdym razie dalekosiężnych i znaczących. Konflikt ten ukazuje skalę międzynarodowych powiązań gospodarczych, prawdziwe znaczenie globalizacji gospodarczej oraz koszty związane z zaburzeniem równowagi geopolitycznej, dyplomatycznej i prawnej.
  • Wojna po raz kolejny wykazała niezdolność lub niemoc ONZ, instytucji zainspirowanej przez Zachód, powołanej w celu regulowania porządku międzynarodowego, w którym od dziesięcioleci dominował Zachód lub kraje pozostające pod jego wpływem.
  • Konflikt przynosi korzyści Rosji, która, mimo że podlega sankcjom ze strony Europy i USA, znów staje się obiektem spekulacji o ropę i gaz – wszystko to ze szkodą dla Ukrainy, uwikłanej w wojnę, której nie może wygrać, i która stała się uboczną ofiarą przekierowania broni i zasobów na Bliski Wschód.
  • Chiny wykorzystały bagno, w jakim znajdowały się Stany Zjednoczone w Afganistanie i Iraku w latach 2000 i 2010, aby po cichu rozszerzyć swoją władzę; teraz mogą się tylko cieszyć, widząc, jak Stany Zjednoczone znów pogrążają się w tym bagnie, działając w wyniku mieszanki arogancji i głupoty.
  • Ta wojna pokazuje, jak w czołowej demokracji świata jeden człowiek – Donald Trump, którego kompetencje, a nawet zdrowie psychiczne, są wątpliwe – otoczył się lojalistami o wątpliwej kompetencji, zainteresowanymi głównie osobistymi korzyściami, sprowokował wojnę w całkowitej nieznajomości faktów, pod presją lub z inicjatywy Izraela. Ta wojna zmieniła amerykańskich żołnierzy w najemników dla państwa trzeciego, a poprzez ataki na cele cywilne uczyniła z niektórych z nich zbrodniarzy wojennych, wszystko za zgodą – lub jej brakiem – Partii Republikańskiej i błogosławieństwem pastorów ewangelickich. Zarówno geneza, jak i konsekwencje tej wojny niewątpliwie będą miały głębokie reperkusje, jeśli nie dla praktyki politycznej, to przynajmniej dla myśli politycznej, kwestionując „państwo głębokie”, mechanizmy instytucjonalne, wojsko oraz zabezpieczenia chroniące obywateli amerykańskich przed nadużyciami prezydenta i zagraniczną ingerencją.

Nie, dogłębne zaangażowanie w inne kultury czy dialog międzykulturowy nie są rodzajem ekskluzywnej debaty zarezerwowanej dla garstki studentów lub badaczy w ich własnej bańce: są niezbędne dla porządku międzynarodowego opartego na wiedzy o innych krajach i historii – wiedzy, która zawsze będzie niedoskonała, ale mimo to powinna pozostać wystarczająco wolna od uprzedzeń i ślepoty, by być istotną, zapobiegać wojnom lub chronić pokój. Tym, którzy chcą „wyciągnąć wnioski z historii”, ale często nic o niej nie wiedzą i nie wyciągają z tego żadnych wniosków na przyszłość, Iran oferuje lekcję historii i geografii, a także kultury, strategii i dyplomacji.

Bądźmy pesymistami: ci, którzy promowali, wspierali i pragnęli tej wojny, pozostaną na swoich stanowiskach – czy to w polityce, dyplomacji, mediach, czy gdzie indziej – a niektórzy nawet zostaną awansowani; ci, którzy próbowali dać wyraz innym perspektywom, zostaną, jak poprzednio, zmarginalizowani, zdyskredytowani, a nawet zniesławieni, i nic się nie zmieni.

Bądźmy optymistami: trwałe porozumienie jest nieuniknione, niestety pod presją przemocy, a przede wszystkim dlatego, że w obliczu fantazji i kłamstw nic nie przewyższa mocy rzeczywistości, a ostatecznie rachunki muszą zostać wyrównane.

Bądźmy też realistami: w naturze kryzysów leży przywrócenie równowagi, a niezależnie od tego, jak ostatecznie zakończy się wojna, będziemy musieli przygotować się na nowy Iran (lub odnowiony Iran), przekształcony Bliski Wschód i porządek międzynarodowy, który wymaga przemyślenia na nowo.

Blokada blokujących – cudowna broń Waszyngtonu

Blokada blokujących — cudowna broń Waszyngtonu

Autor artykułu Marek Wójcik 14. kwietnia 2026 world-scam/blokada-blokujacych-cudowna-bron-waszyngtonu

Głównym atutem Trumpa jest teraz możliwość grożenia wznowieniem poważnych operacji bojowych. W końcu kruche, dwutygodniowe zawieszenie broni kończy się 21 kwietnia. Choć groźba wznowienia operacji bojowych może pojawić się w nadchodzących dniach, nie jest to szczególnie realny wybór polityczny dla Trumpa – i Irańczycy o tym wiedzą.

Fragment analizy geniuszu prezydenta USA opublikowany wczoraj na lewrockwell.com w artykule: Przegrany próbuje ustalić „warunki”. Źródło.

Wszyscy twierdzą, że nienawidzą kłamców. Co się jednak dzieje, gdy powiesz im prawdę?

Celem wojny nie było odblokowanie Cieśniny Ormuz. Blokada to efekt tej wojny i jest najbardziej skutecznym środkiem nacisku na USA. Jednak Trump nie pozwoli się nikomu szantażować – jedynie najlepszemu przyjacielowi z Tel Awiwu. Dlatego w celu odblokowania tego przesmyku, zarządził pełną blokadę, aby ukarać te kraje, które poszły na ugodę z Iranem. Jak coś takiego zrobić? Statki wypływające przez tę cieśninę w kierunku Oceanu Indyjskiego, wpływają do Zatoki Omańskiej.

Linia blokady bezpieczna dla okrętów Stanów Zjednoczonych ma 1.500 kilometrów długości.

Taka blokada wymagałaby zastosowania większej ilości okrętów wojennych. Naturalnie, że takie okręty są wyposażone w systemy radarowe, które odpowiednio wcześniej dadzą znać o zbliżającym się tankowcu. Jednak sytuacja się mocno skomplikuje, kiedy tankowiec będzie płynął w towarzystwie okrętu wojennego, mającego za zadanie zapobieżenie piractwu. Podobna sytuacja miała miejsce niedawno na morzu Północnym, gdzie brytyjski krążownik zbliżył się na bliską odległość do rosyjskiego tankowca i natychmiast zawrócił, kiedy przywitał go rosyjski niszczyciel.

Chiny oświadczają, że są gotowe podjąć działania na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i dostaw w obliczu groźby blokady morskiej Iranu ze strony Trumpa.

Taka ochrona podnosi koszty transportu. Dlatego wpadłem na oryginalny pomysł – nie wiem, czy realny, ale na pewno zabawny. Cóż stoi na przeszkodzie wyposażyć tankowca w system torpedowy? Wiem, tankowce służą do transportu ropy. Jednak technicznie nie jest to niemożliwe, a mina kapitana pirackiego, zatopionego okrętu byłaby cennym urozmaiceniem dla internetowych memów. Wada takiego rozwiązania: można ją użyć tylko raz.

Nowa karykatura jemeńskiego artysty Kamala Sharafa dotycząca groźby Trumpa o morskiej blokadzie Iranu. Podwójne zabezpieczenie jest lepsze.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Determinacja Iranu, by wyrwać się…

Determinacja Iranu, by wyrwać się z zachodniego systemu powstrzymywania

Alastair Crooke Determinacja Iranu, by wyrwać się z panoptikum zachodniego powstrzymywania

Wydaje się prawdopodobne, że negocjacje nie doprowadzą do porozumienia.

Tymczasowe zawieszenie broni w Azji Zachodniej jest obecnie zagrożone. Pierwotnie planowano wstrzymanie działań zbrojnych na „wszystkich frontach”, w tym w Libanie – był to jeden z dziesięciu warunków wstępnych negocjacji w sprawie trwałego zawieszenia broni, postawionych przez Iran. W związku z tym Trump potwierdził, że 10-punktowy plan Iranu stanowi „praktyczną podstawę” do rozpoczęcia bezpośrednich negocjacji z Iranem.

Iran jednak uznał te punkty za warunki wstępne, a nie za punkty wyjścia do rozpoczęcia negocjacji.

CBS podało, że Trump został poinformowany, że irańskie warunki, które zaakceptował w czwartek, będą miały zastosowanie do całego regionu Bliskiego Wschodu – i zgodził się, że dotyczy to również Libanu. Mediatorzy poinformowali, że zawieszenie broni obejmie Liban, a oświadczenie premiera Pakistanu Szehbaza Szarifa również je uwzględniało. Minister spraw zagranicznych Araghchi również potwierdził, że Liban został uwzględniony.

Jednak stanowisko Trumpa uległo zmianie po rozmowie telefonicznej z Netanjahu. Według izraelskiego korespondenta Ronana Bergmana, piszącego w „Yedijot Aharonot”, Netanjahu nagle i z opóźnieniem zaostrzył sytuację: W Izraelu zarówno władze wojskowe, jak i polityczne otrzymały polecenie udowodnienia braku zawieszenia broni ze strony Hezbollahu poprzez przeprowadzenie zmasowanego ataku na gęsto zaludnione obszary mieszkalne w Libanie – w wyniku którego zginęło i zostało rannych ponad 1000 osób, głównie cywilów.

Jednocześnie z atakami na Liban, Izrael ogłosił inicjatywę polityczną – bezpośrednie rozmowy z rządem libańskim, skoncentrowane na rozbrojeniu Hezbollahu i normalizacji stosunków między Libanem a Izraelem – aby poprzeć żądanie Netanjahu dotyczące „krótkiego okna czasowego na kolejne ataki na Hezbollah, zanim Amerykanie spróbują rozszerzyć ten sam duch spokoju na Liban” – pisze Anna Barsky w „Ma’ariv”. „Oceny w Izraelu sugerują częściowe amerykańskie zrozumienie tej potrzeby; ale nie jest to bynajmniej pewne”.

Alon Ben David, wybitny izraelski korespondent wojskowy, zauważył, że inicjatywa premiera może doprowadzić do wojny domowej w Libanie, dodając w nawiasie, że „zawsze taki był cel”.

Jednak stanowisko Iranu przeczy „zrewidowanemu” stanowisku USA, zgodnie z którym Liban nigdy nie był integralną częścią żądania „zawieszenia broni na wszystkich frontach”. Dla Teheranu to kwestia „zawieszenia broni dla wszystkich albo zawieszenia broni dla nikogo”. To takie proste.

Negocjacje powinny się odbyć tylko wtedy, gdy Trump będzie w stanie zawetować dążenia Netanjahu do dalszych rund bezpardonowych bombardowań w Libanie. Czy Trump rzeczywiście ma możliwość kontrolowania Netanjahu, który (podobno wraz z niektórymi państwami Zatoki Perskiej) nadal chce, aby Trump „posunął się do ostateczności, do obalenia złowrogiego reżimu”, jak zauważa Ronen Bergman?

Ale rzeczywistość dla USA jest ponura:

„Stany Zjednoczone utraciły swoją obecność dominującą na morzu i bazy wojskowe w regionie Zatoki Perskiej; praktycznie wyczerpał się cały arsenał broni dalekiego zasięgu, podobnie jak obrona powietrzna, która okazała się szokująco nieskuteczna”.

„Tak wygląda decydująca strategiczna porażka”.

Jak ujął to Ben Rhodes, były zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego USA: „Trudno jest przegrać tak krótką wojnę w tak dotkliwy sposób”.

To, co skłoniło Trumpa do przejścia od wpisu we wtorek wieczorem, w którym napisał: „Cała cywilizacja zginie tej nocy”, do zgody na negocjacje oparte na 10-punktowym planie Iranu zaledwie kilka godzin później, – pozostaje spekulacją. Być może jednak zestawienie zdjęć zestrzelonego helikoptera z nieudanej próby prezydenta Cartera w 1980 roku, mającej na celu uwolnienie amerykańskich zakładników z Iranu, z wrakiem amerykańskiego samolotu w pobliżu Isfahanu z sobotniej (4 kwietnia) nieudanej próby pozyskania wzbogaconego uranu z tunelu pod Isfahanem, opowiada własną historię.

Jak zauważa jeden z komentatorów, jedyną rzeczą, której brakuje w późniejszej scenie z 1980 roku, jest obecność zamordowanego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego. Prezydent Carter, jak powszechnie wiadomo, stał się polityczną ofiarą tego wydarzenia.

Pamiętajmy również, że obecna wojna rozpoczęła się od niespodziewanego ataku mającego na celu zabicie Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego – i zakładano, że będzie to krótka wojna, trwająca zaledwie kilka dni. Relacja „New York Timesa” ze spotkania z 11 lutego 2026 roku, na którym Netanjahu przekonał Trumpa do przyłączenia się do ataku na Iran, potwierdza, że ​​„prezydent najwyraźniej myślał, że będzie to bardzo krótka wojna… i w żadnym momencie obrad przewodniczący [generał Caine] nie powiedział prezydentowi wprost, że wojna z Iranem to fatalny pomysł… [generał Caine] ciągle pytał: »A co potem?«. Mimo to pan Trump często zdawał się słyszeć tylko to, co chciał usłyszeć”.

To, co Trump chciał usłyszeć na briefingu 11 lutego, było ściśle powiązane z głęboko zakorzenionymi ambicjami Netanjahu: „Iran wyróżniał się” – zarówno dla Trumpa, jak i Netanjahu. „[Trump] postrzegał Iran jako wyjątkowo niebezpiecznego przeciwnika i był gotów podjąć ogromne ryzyko, aby zrealizować swoje pragnienie demontażu irańskiej teokracji” – donosił „The New York Times”.

Ani Trump, ani Netanjahu – pomimo trzygodzinnego oficjalnego briefingu 11 lutego – nie przewidzieli zdecydowanej reakcji Iranu w formie natychmiastowych ataków na bazy amerykańskie w Zatoce Perskiej, które nastąpiły po zabiciu Najwyższego Przywódcy, chociaż możliwość taka została wyraźnie wskazana we wcześniejszych ostrzeżeniach Iranu.

Cały plan ataku z 11 lutego, zatwierdzony w Sali Sytuacyjnej Białego Domu, opierał się na uderzeniach polegających na dekapitacji, dalekosiężnych atakach powietrznych i raczej intuicyjnym (a nie opartym na dowodach) przekonaniu, że po nich nastąpi wewnętrzne powstanie — takie, które doprowadzi do upadku państwa.

Nic więc dziwnego, że Trump desperacko poszukuje teraz wyjścia z izraelskiego zamieszania, które mu się przytrafiło. Podobnie jak Carter, stoi w obliczu politycznej i militarnej ruiny. Jednak każde poważne wyjście wymagałoby znacznych ustępstw – ustępstw, które stoją w sprzeczności z jego gorzkimi uczuciami wobec Iranu i narodu irańskiego.

Wydaje się prawdopodobne, że negocjacje nie doprowadzą do porozumienia. Iran jest w trakcie burzenia 70-letniego paradygmatu, zmuszając Stany Zjednoczone – groźbą problemów gospodarczych i rynkowych – do zawarcia umowy, która oznaczałaby „wyzwolenie” Iranu spod panoptikonu amerykańskiej i izraelskiej opresji. Czy będzie to oznaczać więcej cierpienia i śmierci (więcej wojny), czy mniej? Oto jest pytanie.


Źródło: Determinacja Iranu, by wyrwać się z panoptikum zachodniego powstrzymywania 360°

Prawda w Sejmie. Konrad Berkowicz pokazał flagę Izraela ze swastyką [VIDEO]

Skandal w Sejmie. Konrad Berkowicz wyjął flagę Izraela ze swastyką [VIDEO]

14.04.2026 nczas/skandal-w-sejmie-konrad-berkowicz-wyjal-flage-izraela-ze-swastyka

Konrad Berkowicz o TVP.
Konrad Berkowicz w Sejmie / Fot. screen

Poseł Konrad Berkowicz z Konfederacji wyszedł na sejmową mównicę. Swoje wystąpienie poświęcił wojnie na Bliskim Wschodzie i działaniom Izraela. — Ataki Izraela na Bliskim Wschodzie odczuwają już Polacy w cenach paliwa, ale jak odczuwają to dzieci, których zginęło już kilkadziesiąt razy więcej niż podczas całej wojny w Ukrainie — mówił.

Następnie Berkowicz przeszedł do opisu drastycznych obrażeń wywoływanych bombą fosforową:

— Żydzi stosują zakazaną bombę fosforową, która pochłania tlen z powietrza i doprowadza do śmierci dzieci przez uduszenie. Dym z tej bomby dostaje się do płuc i pali je od środka. One duszą się i palą się od środka jednocześnie, kilkadziesiąt tysięcy kobiet i dzieci. Ale jak jakiemuś dziecku się poszczęści i się nie udusi, to biały fosfor przyklei się do policzka, do rączki i wypala się przez tkanki do kości. Nie da się tego zgasić, więc odcina się policzek, amputuje się rączkę — kontynuował poseł Konfederacji.

Izrael dokonuje na naszych oczach ludobójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Izrael to nowa III Rzesza i jego flaga powinna wyglądać dokładnie tak — mówił i wyciągnął papierową flagę Izraela, na której widniała swastyka.

Kurtyna się podnosi – za późno, za wolno, częściowo. Czyli Katyń solą w oku.

Kurtyna się podnosi – czyli Katyń solą w oku. Niewygodna prawda

Tomasz Łysiak


niezalezna.pl/kultura-i-historia/kurtyna-sie-podnosi-czyli-katyn-sola-w-oku-niewygodna-prawda

Sprawa Katynia i ludobójczej akcji Sowietów, w wyniku której w kwietniu i maju 1940 roku zamordowano blisko 22 tys. oficerów, żołnierzy, policjantów, strażników granicznych, urzędników państwowych, była nie tylko jedną z najpotworniejszych zbrodni II wojny światowej, lecz także przyniosła długofalowe polityczne konsekwencje. W dodatku tzw. kłamstwo katyńskie wpłynęło również na to, jak traktowano Polaków w czasie spotkań wielkiej trójki, w trakcie których układano plan na powojenny ład. W tym wydaniu nie było miejsca dla „stawiającej się” Polski.
Katyń solą w oku

W 1943 roku doszło do kilku fundamentalnych zmian biegu wydarzeń II wojny światowej: Niemcy przegrali pod Stalingradem, w lipcu rozpoczęła się, mająca także skończyć się dla nich źle, bitwa na Łuku Kurskim, zaś po przegranej w północnej Afryce musieli zmierzyć się z inwazją Aliantów na Sycylię i Półwysep Apeniński. Na jesieni w Teheranie doszło do kluczowych dla Polaków ustaleń wielkiej trójki – nie dość że nie było nas przy stole rozmów, to jeszcze podjęto decyzje dotyczące polskiej wschodniej granicy (na tzw. linii Curzona) i wytyczono kurs na podległość przyszłej Polski wobec Sowietów.

Wszystko to jednak działo się nie w oderwaniu od sprawy katyńskiej, lecz w bliskim z nią związku. W grudniu, już po Teheranie, w Italii wylądowali żołnierze generała Andersa – z 3 Dywizji Strzelców Karpackich. Stanowili ją żołnierze z Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich oraz byli jeńcy i więźniowie ZSRS. Nieśli ze sobą i za sobą ponurą wieść dla świata o tym, co spotkało Polaków z rąk Sowietów. Problem w tym, że świat nie tylko nie chciał ich słuchać (a przede wszystkim polityków i przedstawicieli polskiego rządu w Londynie), lecz także próbował uciszyć i stłamsić. Prawda o Katyniu stała się dla aliantów niewygodna. 

Element antyradziecki

13 kwietnia 1943 roku na falach rozgłośni berlińskiej pojawił się komunikat: „Ze Smoleńska donoszą, że miejscowa ludność wskazała władzom niemieckim miejsce tajnych egzekucji masowych, dokonywanych przez bolszewików, i gdzie GPU wymordowało 10 000 oficerów polskich”. Dzisiaj wiemy, że ta informacja była niepełna, gdyż od kwietnia do maja zamordowano 14,5–14,6 tys. jeńców z trzech różnych obozów – z Ostaszkowa, Kozielska i Starobielska.

Uratowała się jedynie niewielka część, dość przypadkowo, z obozu w Griazowcu. Wśród nich był także malarz i pisarz Józef Czapski, który swój pobyt w obozie opisał we „Wspomnieniach starobielskich” (lecz nie obejmowały one kwestii samego mordu masowego z kwietnia 1940 roku). Byli „szczęściarzami”, chociaż sami tego wówczas nie wiedzieli – sądzili, że omija ich wymiana jeniecka z Niemcami (o której wcześniej była mowa: Niemcy mieli za oficerów polskich wydawać Sowietom Ukraińców, lecz wstrzymali się z tym pomysłem) i wręcz protestowali, gdy odłączono ich od kolegów. W ramach tego samego rozkazu Berii i Stalina z 5 marca 1940 roku Sowieci wymordowali także ponad 7 tys. więźniów rozmieszczonych w różnych więzieniach w Rosji, podpadających pod te same kategorie – inteligentów, urzędników państwowych i samorządowych, działaczy politycznych i społecznych, nauczycieli, prawników i wszystkich tych, którzy zostali uznani za „element antyradziecki”. Razem niespełna 22 tys. polskiej elity zamordowano przy użyciu bestialskich, nieludzkich metod. Wiadomość radia berlińskiego podawała informacje o głębokości dołów w katyńskim lesie, o sposobach mordowania (związane ręce, strzał w tył głowy z pistoletu). I tak zaczęła się wojna propagandowa, w której Związek Sowiecki zaczął natychmiast przekonywać świat, że zbrodni dokonali sami Niemcy, a całość jest jedynie zagrywką Goebbelsa. Rzecz w tym, że była zagrywką szefa propagandy Hitlera – ale jednak opierała się na prawdziwych ustaleniach, co zresztą potwierdziła zaproszona przez Niemców na miejsce zagraniczna niezależna komisja, w której składzie znalazł się m.in. Józef Mackiewicz (na udział w delegacji Polskiego Czerwonego Krzyża do Katynia otrzymał zgodę polskiego podziemia). Przedstawiciele państwa polskiego w Londynie zaczęli się domagać reakcji sojuszników – Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Jednak Katyń okazał się solą w alianckim oku.  

Mamy nazwiska i spisy

Generał Anders podczas formowania się Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS podnosił w rozmowach ze Stalinem sprawę zaginionych polskich oficerów.

Polacy wiedzieli, że coś jest nie tak – przecież tysiące oficerów dosłownie „rozpłynęły się w powietrzu”, zniknęły… Do kwietnia 1940 roku jeszcze docierała od nich korespondencja, a potem wszystko się urwało. Po układzie Sikorski–Majski z lipca 1941 roku, a także następującym po nim układzie wojskowym polsko-sowieckim, zaczęto w Tocku, Buzułuku i Tatiszczewie tworzyć armię polską, do której ciągnęli zwalniani z obozów żołnierze i cywile.

Jednak ciągle brakowało wieści od kilkunastu tysięcy oficerów. Próbował o to pytać we wrześniu wiceprzewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych Andrieja Wyszyńskiego nasz ambasador Stanisław Kot, ale dostał wykrętną odpowiedź. W październiku skarżył się w tej sprawie u Mołotowa, lecz ten odpowiedział: „Wszyscy obywatele polscy zostali na mocy amnestii uwolnieni, ale w niektórych okręgach z pewnością pozostali oni w swych miejscach pobytu. (…) Proszę mi wierzyć, panie ambasadorze, udzielimy polskiemu rządowi wszelkiej potrzebnej pomocy”. Dalej już był Stalin. Ambasador Kot spotkał się z nim 14 listopada. Ich rozmowę przytoczył Józef Mackiewicz. Stalin miał się upierać, że amnestia jest wykonywana bez wyjątków i obejmuje wszystkich. „Mamy nazwiska i spisy – odpowiedział pan Kot – na przykład nie odnalazł się generał Stanisław Haller, brak nam oficerów ze Starobielska, Kozielska i Ostaszkowa, wywiezionych stamtąd w kwietniu – maju 1940 roku. – Zwolniliśmy wszystkich, nawet ludzi, których nam przysłał generał Sikorski, by wysadzali mosty i zabijali sowieckich obywateli. Nawet te osoby pozwalnialiśmy. – Stalin zmiął papier i rzucił na stół. – Zresztą to nie generał Sikorski ich wysłał, tylko jego szef Sosnkowski”. Po tym, jak ambasador nalegał i podkreślał, że są dokładne spisy nazwisk zaginionych, Stalin połączył się z kimś z NKWD. Zadał pytanie: „Czy wszyscy Polacy zostali zwolnieni z więzień?”. Milczał, słuchając, odłożył słuchawkę i wrócił do rozmowy z Kotem. Po kilku minutach telefon zadzwonił. Stalin odebrał i znowu słuchając, milczał. I właściwie na tym milczeniu konferencja się zakończyła. Kilkanaście dni później na spotkanie przyleciał z Londynu gen. Sikorski. 3 grudnia konferowali wraz z Andersem ze Stalinem. I znowu postawili pytanie o zaginionych oficerów. Usłyszeli wtedy ów słynny idiotyczny wykręt mówiący o tym, że polscy oficerowie mieli jakoby uciec do Mandżurii…

Polski rząd bierze tę historię na serio…

W 1944 roku ukazała się w Nowym Jorku książka reportera wojennego Quentina Reynoldsa „The Curtain Rises” („Kurtyna się podnosi”). Reynolds pisywał regularne korespondencje popularnego magazynu „Collier’s” i trzeba przyznać, że miał świetne pióro. Jego relacje z Afryki Północnej czy z lądowania 5 Armii pod Salerno to prawdziwe perełki wojennego reportażu. Jednak polski czytelnik znajdzie w tej książce zdumiewający tekst. Cały VI rozdział jego książki zatytułowany jest… „Polska wierzy Goebbelsowi”.

W trakcie lektury człowiekowi ręce opadają – taką skalę manipulacji, kłamstw i obelg w stosunku do Polaków moglibyśmy jakoś zrozumieć, gdybyśmy mieli w ręku sowiecką, propagandową gazetę. Tymczasem to tekst nie tylko pisany dla Amerykanów, lecz także oddający ducha tego czasu oraz sposobu patrzenia na sprawy Katynia za oceanem. Oto Reynolds całą sprawę katyńską relacjonuje tak jak Sowieci, pisząc, że wszystko zostało ukartowane przez Goebbelsa, by oszukać opinię światową. „Zszokowało nas to – pisze – gdy zobaczyliśmy, że polski rząd w Londynie bierze tę historię na serio. Usłyszeliśmy w BBC, że Włodzimierz Kot [pomyłka w imieniu, chodziło o Stanisława Kota – przyp. T.Ł.], były profesor prawa z Uniwersytetu w Krakowie, a później polski ambasador w Rosji, a obecnie Minister Informacji w Londynie, opublikował oświadczenie Polskiego Ministerstwa Wojny, opisujące zbrodnię. Było do tego załączone żądanie Rządu Polskiego, aby dopuścić Czerwony Krzyż do dochodzenia”. To jednak był jedynie wstęp, dalej następowały takie passusy: „Istnieje stare rosyjskie powiedzonko: »Jaki jest pożytek z bycia Polakiem, jeśli nie możesz być głupi?«.

Zręczność, z jaką Polski Rząd w Londynie w tak głupi sposób wszedł w pułapkę zastawioną przez Goebbelsa powoduje, że należy się zastanowić, czy przysłowie nie niesie jednak prawdziwych znaczeń. Niezależnie od tego, czy historia o zbrodni była prawdziwa (a Goebbels nigdy nie przedstawił na to dowodu), Polacy z pewnością zrobili wszystko co w ich mocy, aby rozwiązać ją w sposób jak najbardziej niedyplomatyczny. Dyplomacja Polaków jest tak subtelna, jak droga czołgu Mark VI przez ogród kwiatowy”.

Takie rzeczy wypisywał pan Reynolds o Polakach, polskim rządzie i zbrodni katyńskiej w 1943 roku. Próbowano Polaków uciszyć, kazać się zamknąć z tematem Katynia, gdyż przeszkadzało to zarówno Churchillowi, jak i Rooseveltowi w dopięciu własnych celów – przecież na stole była dla nich stawka dużo ważniejsza niż „jakaś tam” Polska. Chodziło o utrzymanie dobrych relacji ze Stalinem. Uważano, że tylko razem z nim da się pokonać Niemcy.

Bestialstwa popełnione przez Stalina i Sowietów na Polakach były przeszkodą dla tych procesów. 

Nawet koniec wojny nie przyniósł rozwiązania. Specjalna Komisja Śledcza Kongresu Stanów Zjednoczonych do Zbadania Zbrodni Katyńskiej, zwana Komisją Maddena, przeprowadziła dochodzenie w sprawie zbrodni katyńskiej dopiero w latach 1951–1952. Do tego czasu można było wygłaszać takie obraźliwe bzdury, jak te spod pióra Reynoldsa. A przecież gdy poczyta się szczegóły dotyczące mechaniki tego ludobójstwa, o sposobie mordowania, o notatkach robionych przez Polaków w kalendarzykach aż do niemal końca, gdy poczyta się listy od rodzin i do rodzin i gdy wyobrazi się skalę tego mordu, to człowiekowi robi się słabo. Wobec takiej zbrodni słowa Reynoldsa nie mogą zniknąć pod bibliotecznym kurzem na regałach antykwariatów.

Panie Reynolds, patrz pan, jakie ohydne rzeczy żeś pan pisał o Polakach! Nie wstyd panu teraz, gdzieś tam w zaświatach?  [no gdzie, zgadnij, kotku?? md]

Proboszcz Jedwabnego ks. Marian Szumowski wydany przez żydowskich „sąsiadów”

Proboszcz Jedwabnego wydany przez żydowskich „sąsiadów”. Straszliwe historie zbrodni katyńskiej – PCH24.pl

pch24.pl/proboszcz-jedwabnego-wydany-przez-zydowskich-sasiadow-straszliwe-historie-zbrodni-katynskiej


Przy okazji obecnej rocznicy zbrodni katyńskiej sięgnąłem do swojego prywatnego archiwum nagrań i znalazłem tam zapis audio niezwykłego spotkania ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego (1918- 2007) oraz dr Stanisława Zdrojewskiego (zmarł w roku 2003) z około setką młodzieży, które miało miejsce w Białymstoku, w roku 2003. To co wówczas powiedzieli ci niestrudzeni badacze sprawy zbrodni katyńskiej jest arcyciekawe.

Jak inaczej bowiem można nazwać m.in. informację, iż ostatnim z białoruskiej listy katyńskiej, zamordowanym na Kuropatach był ks. Marian Szumowski, proboszcz parafii w Jedwabnym, który wielu Żydom ocalił życie, a przedstawiciele tej samej narodowości  – wydali go na śmierć.  

Był czerwiec roku 2003. Ksiądz Zdzisław Peszkowski, szef Fundacji Golgota Wschodu, z towarzyszącym mu dr Stanisławem Zdrojewskim, posiadającym niezwykle bogatą wiedzę o zbrodni katyńskiej, przybyli na Białostocczyznę, aby wziąć tu udział w kilku uroczystościach zorganizowanych przez Związek Sybiraków oraz spotkać się z tutejszą Rodziną Katyńską. Przy tej okazji dali się namówić białostockim patriotom na spotkanie z młodzieżą Liceum Katolickiego w Białymstoku. Ja, jako dziennikarz, również zostałem tam zaproszony. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że zostałem wyróżniony przez organizatorów tego spotkania, gdyż byłem tam jednym przedstawicielem mediów.

Jako pierwszy głos zabrał dr Stanisław Zdrojewski, którego ojciec w kwietniu 1940 roku został zamordowany przez NKWD  w Starobielsku. Mówił on rzeczy, dziś trudne do pojęcia, m.in. iż polscy historycy pod koniec lat 90’ mieli bardzo swobodny dostęp do dokumentów w rosyjskich archiwach.  – Pod koniec lat 90’ Polacy zajmujący się zbrodniami stalinowskimi, mieli bardzo szeroki dostęp do materiałów przechowywanych w rosyjskich archiwach. Dla przykładu w książce „Katoliccy duchowni w Golgocie Wschodu”, którą napisaliśmy wspólnie z ks. prałatem Zdzisławem Peszkowskim, podaliśmy liczbę 3701 duchownych zamordowanych podczas wojny przez Sowietów i wszystkie te dane otrzymaliśmy w rosyjskich archiwach – mówił w czerwcu roku 2003 dr. Zdrojewski. Był to jeden z jego ostatnich wykładów, gdyż później choroba nowotworowa nie pozwoliła mu ich głosić.  Zaczęła ona szczególnie szybko postępować po wydaniu skandalicznej książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”. Stanisław Zdrojewski bardzo ciężko przeżywał zawarte w tej książce pomawianie Polaków o mordowanie Żydów.  Zmarł w grudniu 2003.    

Ciekawe i bardzo osobiste jest wspomnienie dr Zdrojewskiego z kwerendy w rosyjskich archiwach, do których dziś nie ma wstępu żaden polski historyk. – Kiedy odwiedzałem te archiwa, pracujący w nich rosyjscy urzędnicy często mnie pytali, czy ja nie mam w sercu nienawiści do nich, za to że ich przodkowie mordowali Polaków, m.in. podczas zbrodni katyńskiej? Zawsze mówiłem im to samo, że nie żywię do nich nienawiści, nawet pomimo tego że bolszewicy zamordowali podczas tej zbrodni mojego ojca – powiedział bardzo szczerze niestrudzony poszukiwacz prawdy o Katyniu.

Proboszcz Jedwabnego wydany przez „sąsiadów”

Zaraz po tej wypowiedzi dr Stanisław Zdrojewski wspomniał o niemal zapomnianej, a pięknej postaci niezłomnego kapłana ks. Mariana Szumowskiego, który jest jednym z tysięcy zamordowanych podczas zbrodni katyńskiej.  – W Kuropatach na Białorusi leżą szczątki prawie 4 tysięcy polskich oficerów zamordowanych podczas zbrodni katyńskiejOstatnim, którego ciało wrzucono do dołu śmierci w Kuropatach był ks. Marian Szumowski – proboszcz Jedwabnego. W roku 1940 za okupacji bolszewickiej, był on kapelanem Związku Walki Zbrojnej. Dla NKWD wydał go  żydowski „sąsiad”. Na potwierdzenie tych moich słów mam  dokument, który z ks. Peszkowskim odnaleźliśmy w rosyjskim archiwum –  zaświadczył dr Stanisław Zdrojewski.

Ksiądz proboszcz Marian Szumowski został aresztowany przez Rosjan 10.07.1940 na plebanii parafii Jedwabne. Aresztowanie to było jednym z wielu – przeprowadzonych w związku z rozpracowaniem przez Sowietów oddziału Związku Walki Zbrojnej z bazą w miejscowości Kobielin. Do tego oddziału należało aż 250 osób. NKWD wpadał na ich trop z pomocą donosów Żydów należących do miejscowej komórki komunistycznej (tzw. rewkomu -Komitet Wojskowo Rewolucyjny). Według dokumentów przedstawionych przez Stanisława Zdrojewskiego, na spotkaniu w którym wówczas uczestniczyłem, komórka tą dowodził sowiecki agent i prowokator o nazwisku Epstein.

Wydanie NKWD ks. Szumowskiego przez żydowskich komunistów z Jedwabnego i okolic jest tym bardziej ohydne, że po zajęciu przez  Niemców tego miasteczka  (2 wrzesień 1939) proboszcz parafii pw. św. Jakuba w Jedwabnem, przekonał około 2 tysięcy zebranych tam Żydów, przybyłych tu z różnych stron Polski, żeby uciekali na Wschód, gdyż Niemcy szykują im zagładę. Ci Żydzi posłuchali rady proboszcza i tylko dlatego ocaleli.

22 września, po ustaleniu przez agresorów granicy zaborów, Niemcy przekazały Sowietom m.in. Jedwabne. Wówczas to ujawnili się Żydzi zrzeszeni w „rewkomie” i wydawali NKWD polskich patriotów. Ksiądz Marian Szumowski, po aresztowaniu, został przewieziony do Łomży, gdzie znajdował się obóz filtracyjny, w którym więźniów przeznaczano na rozstrzelanie bądź do wywózki na Sybir. Podobne obozy filtracyjne Sowieci instalowali i później – np. podczas obławy augustowskiej w lipcu 1945 roku.

Proboszcza Jedwabnego przeznaczono na śmierć. Kapłana przewieziono do więzienia NKWD w Mińsku, gdzie poddano go okrutnym torturom.  Jedna z ofiar, dzieląca w Mińsku celę z ks. Szumowskim, zanotowała we wspomnieniach: „W Jedwabnem przesłuchiwali Żydzi, w Łomży — Żydzi, w Białymstoku — Żydzi, i w Mińsku — Żydzi […] Bicie było niemiłosierne. Przesłuchania były dwa razy, a nieraz i trzy razy na dobę”.

Z jednego z tych przesłuchań ks. Marian Szumowski nie wrócił żywy do celi. Jego ciało, jako ostatnie, w ramach akcji katyńskiej, zasypano w jamie śmierci na Kuropatach. 

Niedługo po aresztowania proboszcza Jedwabnego, NKWD zatrzymało też ks. Stanisława Cudnika proboszcza, nieodległej od Jedwabnego, parafii pw. Trójcy Świętej we wsi Burzyn, a przed wojną kapelana Wojska Polskiego. Bolszewicy, po bestialskim przesłuchaniu w mińskim więzieniu, w czerwcu 1941 roku pogonili go wraz z setkami innych więźniów w „marszu śmierci” do Czerwińska. Żywy do tego miasta nie dotarł.

Katyń to ważna część naszej historii

Ze wzruszeniem słuchałem nagranego podczas spotkania w białostockim Liceum Katolickim głosu ks. Zdzisława Peszkowskiego. Pamiętam sytuację, w której przedstawiono mnie wtedy księdzu, byłem wówczas korespondentem „Naszego Dziennika”. Spojrzał na mnie życzliwie swoimi jasnymi oczami. Położył mi rękę na ramieniu, uśmiechnął się i powiedział żartobliwie „Ty Nasz Dzienniku”. Emanowało z niego dobro i pokój. Tak zapamiętałem tego wspaniałego kapłana i człowieka.

Ksiądz Peszkowski, który ocalał z Kozielska, mówił do młodzieży licealnej: – Golgota Wschodu jest częścią jakiegoś naszego polskiego jestestwa. – Pięknie i mądrze opowiadał im o tym jestestwie.

– Kilku Polaków obecnych podczas ekshumacji ofiar zbrodni katyńskiej w roku 1943, wszystkie znalezione papiery, nawet najmniejszy skrawek dokumentu, zebrali i w tajemnicy przed NKWD zawieźli do Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki w Krakowie. Konserwacją i opracowaniem wszystkich znalezisk zajął się zespół pod kierunkiem doktora Jana Zygmunta Robla.

Zadanie, przed którym stanął zespół, wydawało się być karkołomne. Jak z brudnych, zniszczonych, zgniłych dokumentów odczytać ich zawartość? Stopniowo jednak żmudna praca, polegająca między innymi na wielogodzinnych kąpielach papieru w chemikaliach, zaczęła przynosić efekty. Polacy tworzyli dokładny opis wszystkich dokumentów, a także sporządzali ich kopie. Niemcy zniszczyli oryginały, ale ocalały kopie  – tłumaczył założyciel i długoletni prezes Fundacji Golgota Wschodu.

Największe wzruszenie wśród słuchaczy ks. Zdzisław Peszkowski wywołał, odczytując list znaleziony podczas ekshumacji w roku 1991 w Charkowie, w której uczestniczył, przy ciele młodego oficera pochodzącego  z Warszawy. W niewysłanym liście młody Polak pisze: „Chciałbym wrócić do Polski, dokończyć studia prawnicze. Pragnąłbym rozwijać swój charakter, umysł, życie duchowe i materialne. Chciałbym ożenić się z piękną i dobra kobietą i mieć z nią dzieci. Pragnąłbym mieć kawałek swojej ziemi, żebym mógł tam czasem odpocząć od zgiełku miasta i gwaru ludzkiego… Proszę cię Boże, proszę Cię, żeby moje rodzeństwo i rodzice nadal żyli według twego zamysłu dobrze układając swoje życie, a wszystko to w naszej kochanej Polsce”.

Kapelan Rodzin Katyńskich

Ks. prałat Zbigniew Peszkowski ma ogromne zasługi w upamiętnianiu zbrodni katyńskiej, w której zginął m.in. jego bliski kuzyn podpułkownik Edward Peszkowski – zamordowany w Charkowie wiosną 1940 roku. Ksiądz Peszkowski był kapelanem Rodzin Katyńskich i Pomordowanych na Wschodzie. Podczas ekshumacji polskich oficerów w latach 90. każdą czaszkę osobiście brał w dłonie dotykał jej i błogosławił różańcem otrzymanym i poświęconym przez świętego Jana Pawła II. Z jego inicjatywy rok 1995 został ogłoszony Rokiem Katyńskim. Dzięki m.in. jego staraniom mogły powstać cmentarze wojskowe w Katyniu, Charkowie i Miednoje, liczne pomniki i miejsca pamięci ku czci polskich oficerów na polskiej ziemi i na obczyźnie, wśród Polonii. Był współzałożycielem Komitetu Dobrego Imienia Polski. W roku 2000 z jego inspiracji powstał Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

Iran odpowiada na blokadę Ormuzu przez Trumpa

Iran odpowiada na blokadę Ormuzu przez Trumpa

negocjacje zakończyły się definitywnym fiaskiem
Wywiad z prof. Mohammadem Marandim

Świat z zapartym tchem obserwuje sytuację. W miarę jak napięcia w Zatoce Perskiej rosną, nowy, niezwykle kontrowersyjny wywiad z irańskim politologiem i członkiem delegacji, prof. Mohammadem Marandim, wywołuje globalną sensację.

Marandi, który sam uczestniczył w nieudanych negocjacjach w Islamabadzie, maluje jasny obraz: morska blokada Cieśniny Ormuz narzucona przez prezydenta Trumpa jest nie tylko nieskuteczna wobec Iranu, ale również poważnie wpłynie na globalną gospodarkę. Negocjacje dobiegły końca – a Teheran jest przygotowany na ewentualną eskalację.

Nieudane negocjacje w Islamabadzie

Profesor Marandi przebywał na miejscu w Islamabadzie jako członek irańskiej delegacji. Opisuje atmosferę wielkiego sceptycyzmu, panującą nawet podczas lotu. Irańczycy nie spodziewali się przełomu.

Mimo to przeprowadzono istotne dyskusje i osiągnięto postęp – aż do nagłego zwrotu akcji pod koniec dnia.

Według Marandiego, Stany Zjednoczone przedstawiły maksymalistyczne żądania i nie wykazały się żadną dobrą wolą. Wręcz przeciwnie: podczas negocjacji dwa amerykańskie okręty wojenne próbowały wpłynąć do Cieśniny Ormuz – akt prowokacji, który spotkał się z atakami dronów i ostrzeżeniami ze strony irańskiej. Okręty wycofały się.

Jednocześnie Marandi relacjonuje atmosferę zagrożenia: „Washington Post” otwarcie nawoływał do zabójstwa członków delegacji. W locie powrotnym konieczne było podjęcie środków bezpieczeństwa; samolot nie wylądował w Teheranie, lecz w Meszhedzie, a niektórzy kontynuowali podróż pociągiem.

Marandi szczególnie krytycznie ocenia rolę wiceprezydenta J.D. Vance’a: nieustannie rozmawiał z Benjaminem Netanjahu przez telefon i składał mu raporty. Netanjahu ostatecznie sabotował negocjacje.

„Kto tu naprawdę rządzi?” – pyta retorycznie Marandi. Dla niego to jasne: politykę USA dyktuje lobby syjonistyczne i Izrael, a nie interesy amerykańskie.

Blokada Trumpa – wypowiedzenie wojny obarczone wysokim ryzykiem

Natychmiast po fiasku rozmów Trump ogłosił całkowitą blokadę Cieśniny Ormuz. Zagroził zatopieniem wszystkich irańskich statków.

Marandi uważa, że ​​środek ten jest w dużej mierze nieskuteczny i nieproduktywny.

Irańska marynarka wojenna jest w dużej mierze nienaruszona. Prawdziwe jednostki bojowe to szybkie łodzie szturmowe, stacjonujące w podziemnych tunelach wzdłuż wybrzeża, które w razie potrzeby można masowo rozmieścić.

Irańskie rakiety, obrona przeciwlotnicza i siły powietrzne nie zostały zniszczone – w przeciwnym razie Trump mógłby dokonać inwazji już dawno temu.

Jeśli USA podejmą próbę wyegzekwowania blokady, Iran zagrozi masowymi atakami rakietowymi.

Marandi zwraca uwagę, że Marynarka Wojenna USA zawsze utrzymywała dużą odległość od wybrzeży Iranu. Skuteczna blokada z dużej odległości (1000–1500 km) byłaby niezwykle kosztowna i trudna do wyegzekwowania.

Iran już zapowiedział, że nie będzie już pozwalał na przepływanie statków z wrogich państw, natomiast państwa przyjazne (takie jak Chiny i Rosja) nadal będą mogły być eskortowane.

Poważne konsekwencje dla światowej gospodarki i sojuszników USA

Marandi ostrzega stanowczo: blokada drastycznie pogłębi światowy kryzys energetyczny.

Rezerwy praktycznie nie istnieją – Rosja i Iran w dużej mierze sprzedały już swoje zapasy na wolnym rynku. Ceny wyraźnie rosną, a rezerwy strategiczne państw zachodnich są eksploatowane.

Państwa Zatoki Perskiej są szczególnie dotknięte: Emiraty Arabskie, Katar i inne państwa praktycznie nie mogą korzystać ze swoich portów. Arabia Saudyjska musi uciekać się do droższych tras przez Morze Czerwone.

Marandi przewiduje: Jeśli kryzys będzie się przedłużał i nadejdą letnie upały, monarchie Zatoki Perskiej ze słabą infrastrukturą mogą upaść.

Sam Iran jest o wiele silniejszy: kraj produkuje około 90% własnej żywności, ma duże obszary rolnicze, góry, lasy i tamy.

Może handlować przez granice lądowe z Pakistanem, Afganistanem, Turkmenistanem, Irakiem, Turcją i przez Morze Kaspijskie.

Jeszcze przed wojną Iran aktywnie przestawił się na import ryżu z Indii do Pakistanu.

Irańska odporność i jedność narodowa

Centralnym punktem analizy Marandiego jest wewnętrzna siła Iranu.

Podczas wojny młodzi ludzie masowo chronili swymi ciałami krytyczną infrastrukturę (elektrownie, mosty).

Delegacja powróciła z Islamabadu całą grupą, mimo gróźb śmierci – nikt się nie wycofał.

Żaden wysoko postawiony oficer ani urzędnik rządowy nie poddał się ani nie zrezygnował ze stanowiska w czasie wojny.

Marandi ostro krytykuje zachodnie media: ukrywają one drugie ludobójstwo w Libanie, bagatelizują ataki Izraela i systematycznie rozpowszechniają kłamstwa na temat Iranu.

Zachodnie media są współwinne zbrodni wojennych.

Perspektywy: Kto ma inicjatywę?

Marandi jest pewien: Iran nie przegrał wojny, lecz utrzymał strategiczną przewagę.

USA i Izrael nie osiągnęły żadnego ze swoich celów.

Trump faktycznie szuka „drogi wyjścia”, ale powstrzymują go Netanjahu i lobby.

Blokada jest aktem desperacji, który zaszkodzi Ameryce i jej sojusznikom bardziej niż Iranowi.

Iran jednocześnie przygotowuje się do kolejnej rundy – militarnie, gospodarczo i społecznie. Morale w armii i wśród ludności jest wysokie.

Marandi jest przekonany: Iran przetrwa ten konflikt dłużej niż USA.

Światowa opinia publiczna coraz bardziej zwraca się przeciwko Waszyngtonowi i Tel Awiwowi.

Wywiad z prof. Mohammadem Marandim to imponujący dowód determinacji Iranu i bezwzględna analiza obecnej dynamiki władzy.

Podczas gdy Trump zaostrza blokady i groźby, Iran wydaje się przygotowany i strategicznie lepszy.

Nadchodzące tygodnie pokażą, czy blokada Cieśniny Ormuz okaże się rzeczywiście wyczekiwaną bronią, czy też kolejnym poważnym błędem strategicznym USA.

Cały świat patrzy.

„Straszna blokada morska” w Cieśninie Ormuz – czy strategiczna katastrofa

„Straszna blokada morska” w Cieśninie Ormuz – prof. John Mearsheimer ostrzega przed strategiczną katastrofą

Świat z zapartym tchem obserwuje sytuację. W miarę jak napięcia w Zatoce Perskiej rosną, długi i niezwykle emocjonujący wywiad z uznanym amerykańskim politologiem, profesorem Johnem Mearsheimerem, staje się viralem.

Wpływowy realista z Uniwersytetu Chicagowskiego przedstawia ponury obraz obecnej polityki USA pod rządami prezydenta Trumpa: blokadę morską Cieśniny Ormuz, nieudane negocjacje w Islamabadzie i głęboki kryzys strategiczny Stanów Zjednoczonych.

Mearsheimer mówi o ślepej uliczce, w której Ameryka nie tylko ryzykuje przegraną w wojnie z Iranem, ale także naraża się na poważne szkody dla światowej gospodarki i własnej pozycji na świecie.

W szczegółowej rozmowie z Danielem Davisem Mearsheimer bezlitośnie analizuje najnowsze wydarzenia.

Prezydent Trump ogłosił całkowitą blokadę Cieśniny Ormuz i zagroził zniszczeniem każdego irańskiego statku, który ją ominie. Środek ten wszedł w życie dziś rano i ma na celu sparaliżowanie gospodarki Iranu – po sześciu tygodniach walk i późniejszych negocjacjach w Islamabadzie, które nie przyniosły porozumienia.

https://youtube.com/watch?v=fEAi0O4x7Hc%3Ffeature%3Doembed

Nieudane negocjacje w Islamabadzie

Mearsheimer określa negocjacje pod przewodnictwem wiceprezydenta JD Vance’a jako katastrofalną porażkę.

Chociaż Trump początkowo zasygnalizował gotowość do negocjacji w oparciu o 10-punktowy plan Iranu, Vance ostatecznie przedstawił maksymalistyczne żądania USA (plan 15-punktowy). Irańczycy je odrzucili.

Dla Mearsheimera nie był to przypadek: USA znajdowały się w słabej pozycji, szukały „drogi ucieczki”, ale pod silnym wpływem Izraela realizowały twardą linię – również za sprawą bezpośrednich kontaktów Netanjahu z Vance’em.

Profesor szczególnie krytycznie ocenia rolę Izraela i lobby pro-izraelskiego.

Netanjahu aktywnie próbował sabotować negocjacje, zmuszając Izrael do kontynuowania ataków na pozycje Hezbollahu w Libanie, pomimo uzgodnionego zawieszenia broni.

Mearsheimer mówi o wyraźnej próbie zapobieżenia jakiejkolwiek deeskalacji.

W tym samym czasie postacie takie jak Jared Kushner i inni „zagorzali syjoniści” byli obecni w tle, aby pilnować, by Vance zachowywał się zgodnie z procedurami.

Blokada – „straszna opcja”

Mearsheimer uważa, że ​​wprowadzona blokada Cieśniny Ormuz jest wysoce problematyczna ze strategicznego punktu widzenia.

Nie ugnie to Iranu, ale przede wszystkim spowoduje ogromne szkody w światowej gospodarce.

Irańska ropa naftowa jest niezbędna na rynku światowym – nawet same Stany Zjednoczone złagodziły sankcje, aby wprowadzić na rynek więcej ropy.

Ameryka strzela sobie w stopę tą blokadą.

Ceny ropy naftowej i benzyny już zauważalnie rosną.

Mearsheimer ostrzega: Jeśli blokada potrwa dłużej, nieuchronnie nastąpi poważna recesja, a nawet globalna depresja porównywalna z tą z 1929 roku.

Szczególnie dotknięte są kraje Azji Wschodniej, takie jak Japonia (93% importu ropy przez Ormuz) i Korea Południowa (45%).

Wstrząsy gospodarcze rozprzestrzeniłyby się na cały świat – dotyczyłoby to m.in. wyższych cen żywności z powodu zakłóceń w dostawach nawozów.

Strategiczna porażka USA

Analiza Mearsheimera sprowadza się do miażdżącego wniosku: Stany Zjednoczone już strategicznie przegrały wojnę z Iranem.

Żaden z czterech pierwotnych celów nie został osiągnięty:

Żadnej zmiany reżimu w Iranie.
Żadnego zniszczenia pocisków balistycznych.
Żadnego zakończenia irańskiego programu nuklearnego.
Żadnego zaprzestania wspierania Hezbollahu, Hamasu i Huti.

Zamiast tego Iran faktycznie kontroluje teraz Cieśninę Ormuz – pozycję, której nie miał przed wojną.

Irańczycy znajdują się dziś w lepszej pozycji strategicznej niż przed 27 lutego 2026 r.

Mearsheimer podkreśla: Nikt nie jest w stanie przedstawić mu wiarygodnego scenariusza, w jaki sposób USA mogłyby odwrócić sytuację.

Nawet opcja nuklearna – rozważana najwyraźniej przez niektórych Izraelczyków – według jego szacunków nie doprowadziłaby do oczekiwanego rezultatu, ponieważ znaczna część irańskiej infrastruktury znajduje się pod ziemią.

Wpływy Izraela i wewnętrzna dynamika polityczna

Mearsheimer uważa, że ​​Netanjahu znajduje się w rozpaczliwej sytuacji.

Po militarnej i politycznej porażce ataku na Iran, Iran „migocze” i szuka radykalnych rozwiązań.

Dla Netanjahu Iran jest „Moby Dickiem” – obsesją.

Jednocześnie profesor ostro krytykuje fakt, że wysoko postawieni politycy amerykańscy, tacy jak Lindsey Graham i generał Jack Keane, nadal naciskają na eskalację konfliktu, nie przedstawiając realistycznej strategii.

Konsekwencje globalne: rozpad sojuszy

Szczególnie alarmujący jest wpływ na sojusze amerykańskie.

Trump obraził Europę, Japonię, Koreę Południową i państwa Zatoki Perskiej, publicznie krytykując je za brak poparcia.

Mearsheimer ostrzega: USA tracą wiarygodność jako wiarygodny partner.

Kraje Azji i Europy zaczynają już rozważać alternatywy – w tym własne środki odstraszania nuklearnego (Japonia, Korea Południowa) lub niezależną europejską architekturę bezpieczeństwa.

Z kolei Chiny i Rosja wydają się być odpowiedzialnymi aktorami, podczas gdy USA sprawiają wrażenie coraz bardziej odizolowanych i nieprzewidywalnych.

Perspektywy: Titanic na kursie kolizyjnym

Mearsheimer porównuje obecną sytuację do Titanica zmierzającego w stronę góry lodowej.

Trump jest pod ogromną presją: z jednej strony Izrael i lobby odrzucające jakiekolwiek rozwiązania kompromisowe, z drugiej strony zbliżająca się globalna katastrofa gospodarcza.

Kluczowe pytanie na nadchodzące tygodnie brzmi: Czy Trump będzie miał odwagę zerwać stosunki z Izraelem i zawrzeć umowę, czy też z powodów polityki wewnętrznej eskaluje napięcia, wciągając tym samym światową gospodarkę w otchłań?

Profesor kończy rozmowę otrzeźwiającym stwierdzeniem: Jest to „całkowicie przygnębiająca” analiza – ale konieczna, aby dać wyraz prawdzie.

W tym wywiadzie profesor John Mearsheimer przedstawia jedną z najostrzejszych i najbardziej spójnych krytyk bieżącej polityki zagranicznej USA.

Czy ostrzeżenia zostaną wzięte pod uwagę, czy eskalacja będzie kontynuowana, okaże się w nadchodzących dniach i tygodniach.

Cały świat patrzy, a zegar tyka.

Po nieudanych negocjacjach w Islamabadzie – przegrany stawia warunki

Po nieudanych negocjacjach w Islamabadzie

– przegrany stawia warunki

Moon of Alabama pisze: Pierwsza runda rozmów między USA a Iranem zakończyła się fiaskiem i nie przyniosła postępu. Amerykańscy negocjatorzy całkowicie źle ocenili swoje stanowiska i próbowali stawiać warunki.

J.D. Vance niewiele powiedział o tym, co wydarzyło się podczas 21 godzin negocjacji, sugerując, że przedstawił Irańczykom ofertę ‚przyjmij albo odrzuć’, aby raz na zawsze zakończyli swój program nuklearny. „Wyraźnie określiliśmy nasze granice” – powiedział Vance reporterom – „na co jesteśmy gotowi się zgodzić”. Dodał: „Zdecydowali się nie zaakceptować naszych warunków”.

Stany Zjednoczone – jak dotąd – przegrały wojnę. Żaden z ich celów wojennych nie został osiągnięty. Ich próby kradzieży irańskiego wzbogaconego uranu doprowadziły do największych strat w siłach powietrznych od czasów wojny w Wietnamie. Nie są w stanie dyktować warunków:

Negocjacje w Islamabadzie niewiele różnią się od tych, które zakończyły się impasem w Genewie pod koniec lutego.  Głównym narzędziem nacisku Trumpa jest obecnie groźba wznowienia poważnych działań wojennych. W końcu kruche dwutygodniowe zawieszenie broni kończy się 21 kwietnia. Choć groźba wznowienia działań wojennych w nadchodzących dniach może być przywoływana, nie jest to szczególnie realny wybór polityczny dla Trumpa – i Irańczycy o tym wiedzą.

Trump ogłosił zawieszenie broni w zeszłym tygodniu głównie po to, aby złagodzić ból związany z utratą 20% światowych rezerw ropy naftowej, co doprowadziło do wzrostu cen benzyny i niedoborów nawozów, a także helu do produkcji półprzewodników. Akcje na giełdzie rosły w oczekiwaniu na porozumienie, nawet niepełne lub niezadowalające. Gdyby wojna została wznowiona, rynki spadłyby prawdopodobnie, niedobory pogłębiły się, a inflacja – już na poziomie 3,3% – niemal nieuchronnie wzrosła. A to prowadzi do najpilniejszego problemu: ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz.

Wyspa Kharg

Po zakończeniu negocjacji Donald Trump wskazał na platformie X na tekst, w którym autor twierdzi, że jego najlepszym kolejnym krokiem w kierunku ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz jest blokada morska Iranu. Jest to pomysł prawnika Johna Solomona – jego artykuł wyróżnia się niezwykłą ignorancją:

„Jeśli Iran odrzuci ostateczną ofertę złożoną przez Stany Zjednoczone w sobotę, Trump może zbombardować Teheran, cofając go do ‚epoki kamienia łupanego’, jak zapowiedział. Albo mógłby powtórzyć swoją skuteczną strategię blokady, aby zdusić i tak już słabnącą irańską gospodarkę i wywrzeć presję dyplomatyczną na Chiny i Indie, odcinając je od jednego z kluczowych źródeł ropy naftowej.

Jak na ironię, ogromny lotniskowiec USS Gerald Ford, który przewodził blokadzie Wenezueli, znajduje się obecnie w Zatoce Perskiej po krótkiej przerwie na naprawy i odpoczynek załogi po śmiertelnym pożarze. Teraz dołącza do USS Abraham Lincoln i innych dużych okrętów wojennych”.

=========================================

W rzeczywistości znajduje się USS Gerald Ford, z niesprawnymi toaletami i spaloną pralnią na Morzu Śródziemnym. Musiałby przepłynąć przez Kanał Sueski, Cieśninę Bab al-Mandab i Cieśninę Ormuz, aby dotrzeć do Zatoki Perskiej. Bab al-Mandab jest kontrolowany przez Huti, a Ormuz przez Iran. Powodzenia!

Pomysł zniesienia irańskiej blokady Cieśniny Ormuz poprzez blokadę samego Iranu nie pochodzi od Johna Solomona, lecz od ekscentrycznego neokonserwatysty, emerytowanego generała Jacka Keane’a:

„Jeśli wojna się wznowi i wystarczająco osłabimy pozostałe zdolności militarne Iranu, armia amerykańska mogłaby zająć wyspę Kharg – lub ją zniszczyć” – napisał Keane w felietonie w ‚New York Post’. – „Alternatywnie, Marynarka Wojenna USA mogłaby ustanowić blokadę i odciąć Teheranowi drogę eksportu. Jeśli zachowamy infrastrukturę Kharg, ale przejmiemy kontrolę fizyczną, będziemy mieli Iran wzięty za gardło” – dodał. – „To byłby ostateczny środek, którego potrzebujemy, aby przejąć jego zapasy wzbogaconego uranu i zlikwidować jego zakłady wzbogacania”.

Kharg nie jest tak istotny dla irańskiego eksportu, jak zakładają fanatycy z Waszyngtonu. Przez osiem lat wojny iracko-irańskiej Kharg pozostawał zamknięty, podczas gdy irański eksport ropy naftowej nadal płynął. Każda próba blokady Iranu wymagałaby użycia siły, aby uniemożliwić indyjskim, chińskim i rosyjskim statkom wpływanie do irańskich portów.

Oznaczałoby to również mniej ropy na rynkach światowych. Historycznie rzecz biorąc, blokady morskie potrzebują miesięcy, a nawet lat, aby przynieść efekty. To więcej czasu, niż Trump może politycznie przetrwać.

/uncutnews.ch/verlierer-versucht-bedingungen-zu-stellen

Napisal: Moon of Alabama

Opracował: Zygmunt Białas