Od 1973 roku petrodolar stanowi podstawę amerykańskiej potęgi – niepisane porozumienie gwarantujące, że globalna energia będzie przedmiotem obrotu we wspólnej walucie. To porozumienie zmusza wszystkie państwa do utrzymywania rezerw dolarowych, skutecznie uzależniając los rolnika z Globalnego Południa od stabilności księgi rachunkowej w Waszyngtonie.
Wywoływanie głodu: przemoc w Zatoce Perskiej i logika kontroli
Amerykańsko-izraelski atak na Iran jest przedstawiany przez USA jako manewr obronny. W rzeczywistości jednak unaocznia to coś więcej: to operacja podtrzymująca [maintenance operation] dla globalnego systemu, który nie jest już w stanie samodzielnie funkcjonować i coraz bardziej polega na przemocy.
Cieśninę Ormuz można postrzegać jako zawór bezpieczeństwa dla światowej gospodarki. Każde zagrożenie jej zamknięciem zaburza przewidywalność, od której zależą globalne rynki w zakresie cen, inwestycji i przepływów handlowych.
Od 1973 roku petrodolar stanowi podstawę amerykańskiej potęgi – niepisane porozumienie gwarantujące, że globalna energia będzie przedmiotem obrotu we wspólnej walucie. To porozumienie zmusza wszystkie państwa do utrzymywania rezerw dolarowych, skutecznie uzależniając los rolnika z Globalnego Południa od stabilności księgi rachunkowej w Waszyngtonie.
Ale petrodolar to nie tylko finansowa abstrakcja. Jest on osadzony w samym globalnym systemie żywnościowym. Zielona Rewolucja w coraz większym stopniu zastępowała biologię gleby środkami pochodzącymi z paliw kopalnych, przekształcając rolnictwo w przedłużenie gospodarki energetycznej. A ponieważ rolnictwo przemysłowe jest strukturalnie powiązane z paliwami kopalnymi, każdy wstrząs w systemie energetycznym staje się wstrząsem w systemie żywnościowym, co skutkuje gwałtownym wzrostem cen żywności.
Kiedy USA bombardują irańską „stację paliw”, cena paliwa rośnie. Ponieważ współczesne rolnictwo na tym paliwie się opiera – poprzez maszyny napędzane olejem napędowym, nawozy na bazie gazu ziemnego i globalne łańcuchy transportowe – ten szok przekłada się bezpośrednio na koszty produkcji żywności. W ten sposób kontrola nad rynkami energii staje się pośrednią kontrolą nad tym, kogo stać na jedzenie, a tym samym nad samymi społeczeństwami.
Każdy kraj, który próbuje dokonywać transakcji poza dolarem, jest traktowany jako zagrożenie systemowe. Operacja Epic Fury (lub Epic Failure, biorąc pod uwagę reakcję Iranu) nie dotyczy demokracji ani powstrzymywania broni jądrowej. Chodzi o egzekwowanie hegemonii monetarnej i zapobieganie powstaniu autonomicznej alternatywy, w szczególności takiej, której centrum stanowiłyby Chiny i blok BRICS.
System ten opiera się na strukturalnej współzależności między dwoma głównymi architektami świata: Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Są oni przedstawiani jako przeciwnicy, a jednocześnie funkcjonują raczej jak konkurujący ze sobą wykonawcy, budujący tę samą cyfrowy folwark. Stany Zjednoczone egzekwują architekturę monetarną poprzez sankcje i siłę militarną. Chiny kontrolują zasoby pierwiastków ziem rzadkich i moce przetwórcze niezbędne dla dronów, czujników i inteligentnej infrastruktury, które definiują kolejną fazę technokratycznych rządów.
Razem systemy te rozszerzają tę samą logikę zależności — od paliwa i walut po dane, infrastrukturę i codzienne życie.
Żadna ze stron nie chce zniszczyć systemu. Walczą o to, kto będzie nim zarządzał.
W miarę rozwoju tej walki instytucje takie jak ONZ i Światowe Forum Ekonomiczne dostarczają terminologii zarządczej na potrzeby transformacji. Pod hasłem „zrównoważonego rozwoju” rolnictwo jest przekształcane w klasę aktywów korporacyjnych. Rolnicy są przekształcani w „jednostki pochłaniające dwutlenek węgla”, a nawet najmniejsza działka rolna jest indeksowana jako pochłaniacz dwutlenku węgla lub ryzyko systemowe.
Koncepcje ekologii i troski o środowisko naturalne są podważane, by skonsolidować ziemię, dane i zależności w rękach finansowo-cyfrowych elit. Świat, w którym ludzie mogą się sami wyżywić, to świat, którym nie da się łatwo rządzić.
To, czy serwer znajduje się w Waszyngtonie, czy w Pekinie, jest kwestią drugorzędną. Głębszym celem jest przekształcenie życia biologicznego i społecznego w dane oraz eliminacja zdecentralizowanej odporności.
Oficjalna narracja o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej to wygodna dywersja. Atak na Iran w 2026 roku lepiej rozumieć jako uderzenie w alternatywną architekturę, którą Chiny budują w całej Eurazji.
Iran od dawna służy Chinom jako tanie źródło energii – sposób na zasilanie ich machiny przemysłowej poza systemem SWIFT, denominowanym w dolarach. Atakując irański węzeł, USA przeprowadzają swego rodzaju geopolityczną operację obejścia [bypass] bezpieczeństwa energetycznego Chin.
Operacja Epic Failure [epicka porażka -AC] to wiadomość dla Pekinu wysłana za pośrednictwem Teheranu: każda próba zbudowania drogi poza zatwierdzonymi pasami ruchu obecnego porządku może zostać fizycznie udaremniona.
Jednak architekci pozostają uwięzieni we własnym projekcie. Stany Zjednoczone nie mogą doprowadzić do upadku Iranu bez destabilizacji rynków i recyklingu petrodolara z Zatoki Perskiej, które podtrzymują jego potęgę. Chiny nie mogą uwolnić się od porządku finansowego, od którego są zależne i do podważenia którego jednocześnie dążą. Obie strony walczą o zachowanie systemu, który już sam siebie niszczy.
Gdy nad rafineriami i tankowcami stojącymi w Cieśninie Ormuz unosi się dym, widoczna staje się prawda: imperium wciąż funkcjonuje przy użyciu siły.
I to sprowadza nas z powrotem do systemu żywnościowego. Prawdziwa agroekologia oparta na odbudowie biologii gleby i obiegu azotu to coś więcej niż praktyka rolnicza. To forma politycznej odmowy (zobacz rozdział 3, aby zapoznać się z dyskusją na temat agroekologii: czym jest i jakie są jej sukcesy).
Zdecentralizowany, samowystarczalny system żywnościowy zrywa więź między rolnikiem, dolarem i monotonną mantrą „inteligentnego” rolnictwa (choć tylko częściowo i nierównomiernie w świecie wciąż zależnym od globalnych łańcuchów dostaw). Jego siła jest biologiczna, lokalna i rozproszona – wszystko to, co obecna architektura ma na celu zdławić.
W świecie, który jest przekształcany w strumienie danych i zależności, prosta czynność uprawy żywności poza systemem staje się najbardziej wywrotowym aktem ze wszystkich.
Wojna w Iranie i Wielki Reset Wszystko to oczywiście doprowadzi do ogromnego wzrostu cen ropy naftowej i gazu, co sprawi, że niektórzy ludzie (szczególnie ci, którzy zainwestowali w akcje i wiedzieli o wojnie przed jej wybuchem) […]
*
Cieśnina Ormuz – bardzo dziwne przeciąganie liny W ciągu kilku godzin od pierwszych nalotów bombowych w ramach „Epic Fury” zachodnie źródła donosiły, że Iran zamknął cieśninę Ormuz. Następnie Iran stwierdził, że tego nie zrobił, ale groził, że […]
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 5 kwietnia 2026 michalkiewicz
Wygląda na to, że z prezydentem Donaldem Trumpem nie będziemy się nudzili. Jeszcze podczas jego poprzedniej prezydenckiej kadencji mogliśmy się przekonać, że jest on ekstrawertykiem, więc co tylko ma w sercu, to zaraz ma i na języku – a w miarę upływu lat ta skłonność najwyraźniej jeszcze się rozwinęła. Co więcej – im mniej przyjemności życiowych doznaje, tym szybciej się nudzi i zniechęca. Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w stosunku do Ukrainy, o której prezydent Donald Trump już nie chce nawet słyszeć, a przynajmniej takie sprawa wrażenie. Inna rzecz, że trudno mu się dziwić, kiedy ukraiński prezydent Zełeński od każdego chciałby wyłudzić pieniądze, jak nie pod pretekstem, że Ukraina „broni Europy”, to pod jakimś innym – a w dodatku prezentował butną postawę roszczeniową. Kiedy w Białym Domu, na oczach całego świata, dostał od prezydenta Trumpa po łapach, to trochę się opamiętał, ale odtąd przestał być duszeńką amerykańskiego przywódcy – i tak już zostało.
Teraz słyszymy, że prezydent Trump rozważa przeznaczenie amunicji, która pierwotnie miała być sprzedana Unii Europejskiej z przeznaczeniem na Ukrainę, na Bliski Wschód – ale po 4 tygodniach wojna ze złowrogim Iranem też zaczyna go już nudzić, więc przebąkuje, że następna będzie Kuba. Jużci – Kuba wydaje się łatwiejsza od złowrogiego Iranu, więc być może i o listek do wieńca sławy też tu łatwiej – a poza tym, na Kubie żadnych żywotnych interesów nie ma bezcenny Izrael, więc przerzucając się na Kubę prezydent Trump mógłby uwolnić się od – co tu ukrywać – i krępującej i kompromitującej kurateli Beniamina Netanjahu.
Tedy zastygamy w oczekiwaniu na drugi dzień Świąt Wielkanocnych, kiedy to upływa termin kolejnego ultimatum, przedstawionego złowrogiemu Iranowi. Jeśli prezydent Trump i ten termin przedłuży, to będzie potem mógł już przedstawiać Iranowi kolejne „poważne ostrzeżenia”, podobne do tych, jakie w latach 50-tych i 60-tych przedstawiała Stanom Zjednoczonym Chińska Republika Ludowa.
Więc widzimy że z prezydentem Trumpem nie będziemy się nudzili nawet w sytuacji, gdy w nim samym kolejne wojny budzą już tylko narastające znudzenie. No bo rzeczywiście – cóż w takiej, jednej z drugą wojnie może być interesującego? „A na wojnie świszczą kule, lud się wali jako snopy, a najdzielniej biją króle, a najgęściej giną chłopy” – pisała Maria Konopnicka w wierszu „A jak poszedł król na wojnę”.
Teraz chłopy się wycwaniły, zwłaszcza u nas. Zamiast ginąć, wolą kierować Ministerstwem Obrony Narodowej i zamawiać w zbrojeniowych fabrykach, krajowych i zagranicznych broń i amunicję dla naszej niezwyciężonej armii. To jest lepsze niż dotychczasowa „obrona interesów wszy i rolnictwa”, którą od ponad stu lat zajmowali się ludowcy. Teraz jednak, kiedy Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, za nic sobie mając wątpliwości Parlamentu Europejskiego nakazała wykonywać umowę z Mercosur, a nawet zawarła drugą – z Australią – to obrona „interesów wszy i rolnictwa” stała się zajęciem jałowym, z którego żadnych konfitur się nie wyciśnie. Zbrojenia, to co innego – toteż Polskie Stronnictwo Ludowe poświęciło się – bo czegóż to nie robi się dla Polski? – zbrojeniu naszej niezwyciężonej armii. W tym celu pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz, wniósł do laski pana marszałka Czarzastego projekt ustawy o „SAFE – zero procent”, według skorygowanego przez siebie pomysłu pana prezydenta Karola Nawrockiego. Korekta polega na tym, że pierwotnie dystrybucją środków finansowych na zbrojenie naszej niezwyciężonej, miał zajmować się fundusz pod egidą prezydenta – to według nowej wersji – vaginet obywatela Tuska Donalda.
Wiadomo bowiem, że pierwsze koryto przeznacza się dla świń, drugie – dla naszej niezwyciężonej, a dopiero trzecie – zgodnie ze starożytną rzymską sentencją, że omne trinum perfectum – co się wykłada, że doskonałe jest wszystko potrójne – na zbrojenia. Przy okazji chodzi o to, by sprawdzić, czy pan prezes Glapiński przypadkiem nie koloryzuje mówiąc, iż zbrojenia naszej niezwyciężonej można sfinansować z rezerw Narodowego Banku Polskiego. W tej sytuacji oskarżenia pana prezydenta Nawrockiego o „zdradę” ucichły, jakby ręką odjął i z tego powodu nie pyskuje na niego nawet Wielce Czcigodny poseł Trela, najwyraźniej wzięty do Sejmu na chłopaka do pyskowania.
Za to wszyscy używają sobie teraz na panu prezydencie z powodu wyjazdu do Budapesztu, gdzie spotkał się z tamtejszym premierem Wiktorem Orbanem, z którym wcześniej spotykać się nie chciał z obawy przez strefieniem. Chodziło o to, że Wiktor Orban spotykał się z prezydentem Federacji Rosyjskiej Putinem, podczas gdy nasi Umiłowani Przywódcy nie tylko mają zakazane wszelkie bliskie spotkania III stopnia z Putinem, ale mają surowo przykazane, by go „nienawidzić”. Chodzi o to, że Polska została wytypowana na „sługę narodu ukraińskiego”, więc w ostatniej instancji, to Kijów decyduje, co nam wolno, a czego nie – jeśli oczywiście nie liczyć znudzonego kolejnymi wojnami prezydenta Donalda Trumpa. Tymczasem na Węgrzech już wkrótce mają odbyć się wybory, w których na zwycięzcę zatwierdzony został przez Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje Piotr Magyar, podczas gdy Wiktor Orban ma je sromotnie przegrać, więc zarówno obywatel Tusk Donald, jak i całe zaplecze Volksdeutsche Partei, nie szczędzi panu prezydentowi Nawrockiemu gorzkich słów potępienia tym bardziej, że „zastanawia się” on, czy przyjąć ślubowanie od szóstki zaufanych kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego, którzy przeforsowaliby delegalizację Konfederacji Korony Polskiej, niezależnie od tego, czy obywatel Żurek Waldemar zdąży do końca roku wsadzić do kryminału Grzegorza Brauna, czy nie. Jak wiadomo, jego proces toczy się w tempie iście stachanowskim, co świadczy o pragnieniu odpowiedniego uporządkowania tubylczej sceny politycznej, żeby wybory w roku 2027 w naszym bantustanie zakończyły się zgodnie z oczekiwaniami Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje i niemieckiego kanclerza Fryderyka Merza.
Tymczasem po Liście Pasterskim Episkopatu Polski do parafian, w którym Episkopat przyznał, że przez „półtora tysiąca lat” Kościół katolicki mylił się gruntownie w kwestii żydowskiej, w niezależnych mediach głównego nurtu zapadła cisza, niczym w wytwornym salonie, gdy ktoś puści głośnego [i bardzo śmierdzącego md] bąka. Bo rzeczywiście – co tu gadać w sytuacji, gdy w tej jednej sprawie Kościół przez półtora tysiąca lat się mylił? Skoro w jednej sprawie się mylił, to może w innych – też? A jeśli w przeszłości się mylił, to skąd możemy wiedzieć, czy nie myli się teraz? Nic więc dziwnego, że Autorowie Listu skwapliwie korzystają z okazji, by siedzieć cicho, zastygając w oczekiwaniu, czy 13 kwietnia parafianie ruszą gremialnie modlić się w synagogach, czy też nie. Ponieważ nie do końca wiadomo, czy ta sprawa została uzgodniona z rabinami, to wszystko może skończyć się tak, jak w Jerozolimie, gdzie pod pretekstem wojny nie tylko odwołano Drogę Krzyżową, ale izraelska policja nie wpuściła do Bazyliki Grobu Pańskiego Patriarchy Jerozolimy i Kustosza Ziemi Świętej, których chcieli tam odprawić Mszę św. nawet bez udziału publiczności. Jak widzimy, militaryści, nawołujący, by korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny, mają wiele racji, zwłaszcza w Izraelu, który najwyraźniej wziął sobie tę wskazówkę do serca.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Wielokrotnie poruszałem kwestię, że wybory na Węgrzech 12 kwietnia będą miały decydujące znaczenie nie tylko dla Węgier, ale i dla całej UE. W tym artykule pokazuję sztuczki, których UE używa, by ingerować w kampanię wyborczą i uniemożliwić zwycięstwo Orbána.
Anti-Spiegel 5 kwietnia 2026
Wybory na Węgrzech 12 kwietnia są ważne nie tylko dla Węgier, ale także dla UE, a nawet poza nimi. Tydzień temu wyjaśniłem, dlaczego tak się dzieje, jak manipulowane są sondaże na Węgrzech i jaki scenariusz grozi w przypadku zwycięstwa Orbána, ponieważ UE raczej nie uzna zwycięstwa Orbána i prawdopodobnie oskarżyłaby go o oszustwo wyborcze, powołując się na sondaże finansowane przez samą UE. Nie będę się tu powtarzał, dlatego odsyłam do mojego artykułu z zeszłego tygodnia. (https://anti-spiegel.ru/2026/welches-szenario-nach-den-ungarn-wahlen-am-12-april-kommen-duerfte/)
Zestawiłem wiadomości z ostatniego tygodnia dotyczące wyborów na Węgrzech i podsumowuję w nim sztuczki, których UE używa, aby zapewnić zwycięstwo kandydatowi opozycji, którego sama zbudowała i sfinansowała.
Ingerencja w wybory poprzez cenzurę
W okresie poprzedzającym wybory na Węgrzech UE wprowadziła mechanizmy cenzury cyfrowej. Platformy mediów społecznościowych otrzymały polecenie, aby przymykały oko na naruszenia regulaminu platform przez węgierską opozycję, a treści o charakterze konserwatywnym są moderowane tak surowo, jak to możliwe.
Nie chodzi tu o „prawdziwą” cenzurę poprzez blokowanie i usuwanie, co byłoby zauważalne, ale raczej o algorytmy, które decydują o tym, ilu użytkowników zobaczy post w mediach społecznościowych. Posty opozycji i ich narracje są często wyświetlane, podczas gdy posty rządu i jego narracje są ukrywane.
Organizacje pozarządowe zajmujące się moderowaniem treści w mediach społecznościowych, tzw. „zaufani sygnaliści”, otrzymują naturalnie finansowanie z UE i państw członkowskich UE.
To nie nowość; zdarza się to również w Niemczech. „Zaufani sygnaliści” to organizacje pozarządowe certyfikowane zgodnie z unijną ustawą o cenzurze, zawartą w ustawie o usługach cyfrowych (DSA), która zgłasza platformom rzekomo nielegalne treści online, takie jak „mowa nienawiści”. Ich zgłoszenia muszą być priorytetyzowane i szybko przetwarzane. W Niemczech Federalna Agencja Sieci wyznacza „zaufanych sygnalistów”, a chociaż wyznaczone organizacje są określane jako „organizacje pozarządowe”, są one finansowane głównie przez państwo, czyli rząd.
Tego rodzaju ingerencja w wybory europejskie poprzez „niewidzialną” cenzurę internetową jest praktykowana przez UE od jakiegoś czasu, a jej umożliwienie było jednym z powodów wprowadzenia Ustawy o Usługach Cyfrowych. Na początku lutego Departament Sprawiedliwości USA opublikował raport zatytułowany „Zagrożenie cenzurą zagraniczną”, w którym oskarżył UE o dziesięcioletnie dążenie do centralizacji globalnego internetu, naruszając w ten sposób wolność słowa Amerykanów, co doprowadziło do uchwalenia Ustawy o Usługach Cyfrowych. Według raportu USA, Komisja Europejska wykorzystuje Ustawę o Usługach Cyfrowych do cenzurowania wypowiedzi politycznych w internecie na całym świecie, co dotyczy nawet humoru i satyry. Pisałem o tym; artykuł można znaleźć tutaj https://anti-spiegel.ru/2026/das-us-justizministerium-wirft-der-eu-kommission-einmischung-in-europaeische-wahlen-vor/.
Finansowanie opozycji
6 marca węgierska administracja podatkowa i celna poinformowała o aresztowaniu na Węgrzech siedmiu pracowników ukraińskiego Oschadbanku, w tym byłego generała Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), za próbę przemytu z Austrii na Ukrainę przez Węgry dwoma opancerzonymi ciężarówkami gotówki o wartości 40 milionów dolarów i 35 milionów euro, a także sztabek złota o łącznej wadze 9 kilogramów. Węgry oskarżyły Ukrainę o pranie pieniędzy i zarzuciły, że część tych pieniędzy miała zostać wykorzystana do nielegalnego finansowania węgierskiej opozycji.
11 marca węgierskie służby wywiadowcze poinformowały o ukraińskim finansowaniu węgierskiej partii opozycyjnej Cisa, jak poinformował Zoltán Kovács, sekretarz stanu ds. komunikacji i stosunków międzynarodowych w Kancelarii Premiera Węgier. Kovács zauważył, że dziesiątki milionów euro w gotówce skonfiskowane na Węgrzech pracownikom ukraińskiego Oschadbanku odpowiadają mniej więcej kwocie, którą lider Cisy, Péter Magyar, deklarował jako potrzebną na kampanię wyborczą jego partii.
27 marca Orbán oświadczył, że miliardy dolarów nie tylko płyną z Zachodu na Ukrainę, ale także w przeciwnym kierunku, na polecenie ukraińskich władz, dodając, że „trupy w szafie Zełenskiego wychodzą na jaw”.
Komentował doniesienia „Just the News”, że ukraiński rząd planował przelać „setki milionów dolarów z pieniędzy amerykańskich podatników” do Waszyngtonu przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 roku na rozwój czystej energii na Ukrainie. Pieniądze miały wesprzeć kampanię wyborczą Partii Demokratycznej USA.
W telewizyjnym wystąpieniu Orbán stwierdził:
„Oznacza to, że kampania wyborcza Demokratów była finansowana z ukraińskich pieniędzy. To samo dzieje się teraz na Węgrzech. Chcą proukraińskiego rządu, wysyłają ukraińskich agentów i wspierają proukraińską opozycję”.
Potwierdziło to, jak powiedział, przejęcie milionów dolarów i euro, a także sztabek złota na Węgrzech na początku marca. Orbán kontynuował:
„Śledztwo w sprawie «ukraińskiego konwoju złota» ujawniło również, że pieniądze płynęły nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale także w przeciwnym kierunku. Oznacza to, że miliardy dolarów były stale eksportowane z biednej Ukrainy na Zachód przez Węgry. Wiemy również, że większość tych pieniędzy została przekazana Stanom Zjednoczonym”.
Według Orbána „Zełenski płaci tym, którzy chcą wesprzeć wojnę Ukrainy, ukraińskim złotem i dolarami”, a „Węgry położą temu kres”.
W Stanach Zjednoczonych władze wszczęły śledztwo po pojawieniu się doniesień o zamiarze Ukrainy nielegalnego przekazania funduszy na kampanię prezydencką Demokratów. 18 marca ujawniono, że zaginęło łącznie 26 miliardów dolarów, przekazanych Ukrainie przez USAID od 2022 roku do zamknięcia agencji. Nie ma żadnych kont tych funduszy i można się tylko domyślać, dokąd trafiły – kto otrzymał udziały, które fundusze zostały zasilone i kto został przekupiony.
Operacje wywiadowcze
21 marca „Washington Post” opublikował artykuł, w którym, powołując się na europejskie źródła wywiadowcze, twierdzono, że węgierski minister spraw zagranicznych Szijjártó przez lata przekazywał informacje z wewnętrznych spotkań UE bezpośrednio rosyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Ławrowowi. W przerwach w tych spotkaniach rzekomo wykonywał telefony, w których na bieżąco przekazywał informacje do Moskwy, czemu Ławrow zaprzeczył.
Zachodnie media szeroko relacjonowały tę sprawę, pomimo całkowitego braku jakichkolwiek dowodów lub potwierdzeń poza artykułem prasowym. Oczywiście, węgierska opozycja również podchwyciła tę historię. Na przykład „Der Spiegel” nazwał Orbána „kremlowskim kretem”, „dezerterem” i „zdrajcą Europy”, którego Węgrzy powinni w końcu wyrzucić z kraju, i wezwał do pozbawienia Węgier prawa weta w UE.
Co więcej, według „Washington Post”, rosyjski wywiad rozważał zorganizowanie pozorowanego zamachu na Orbána, aby zyskać dla niego poparcie. Media, nawiasem mówiąc, nie wspomniały przy tej okazji, że ukraiński przywódca Zełenski kilka tygodni wcześniej otwarcie groził Orbánowi śmiercią. W tym kontekście „rewelacja” „Washington Post” może być również interpretowana jako próba wyprzedzająca zrzucenie winy na Rosję w przypadku ewentualnego zamachu na Orbána, odwracając w ten sposób uwagę od jawnej groźby śmierci Zełenskiego.
23 marca ujawniono, że ukraiński wywiad podsłuchiwał telefon komórkowy Szijjártó, po tym jak uzyskał jego numer od węgierskiego dziennikarza. Jak się okazało, dziennikarz miał bezpośrednie powiązania z kierownictwem opozycyjnej partii Cisa. Węgierskie Ministerstwo Sprawiedliwości zostało zobowiązane do zbadania sprawy.
26 marca węgierski premier zażądał od ukraińskiego przywódcy Zełenskiego natychmiastowego wycofania z kraju swoich oficerów wywiadu i agentów, oskarżając ich o wspieranie węgierskiej opozycji w wyborach. „Ukraińscy szpiedzy i specjaliści IT opłacani przez Ukraińców” pracują dla opozycyjnej partii Cisa – kontynuował Orbán. Rząd Węgier wszczął śledztwo i wszczął postępowanie karne przeciwko dwóm specjalistom IT, oskarżając ich o szpiegostwo na rzecz Ukrainy i nielegalną działalność w interesie opozycji.
Według Gergely’ego Huyassa, szefa biura Orbána, rząd posiada informacje wskazujące na powiązania tych osób z ukraińskimi służbami wywiadowczymi. Węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó oświadczył wcześniej, że Ukraina ingeruje w wewnętrzne sprawy Węgier, w tym w zbliżające się wybory parlamentarne, za pośrednictwem swoich służb wywiadowczych, poprzez blokadę rurociągu „Przyjaźń”, szantaż polityczny i bezpośrednie groźby wobec Orbána.
Niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, praktycznie nie wspominają o tych zarzutach w swoich artykułach, cytując zamiast tego obszernie lidera opozycji, który twierdził, że rząd „nadużył policji do celów politycznych”.
31 marca niewielki polski portal informacyjny opublikował podsłuchaną rozmowę telefoniczną ministrów spraw zagranicznych Węgier i Rosji, która została następnie rozpowszechniona przez węgierską opozycję i media ją wspierające. Ponieważ tak mały portal nie ma możliwości podsłuchiwania rozmów telefonicznych, jest oczywiste, że nagrania zostały im przekazane przez agencję wywiadowczą.
W rozmowie Ławrow poprosił Szijjártó o lobbowanie w UE za zniesieniem sankcji wobec żony pewnego rosyjskiego biznesmena. Europejskie media nazwały następnie węgierski rząd agentami i wspólnikami Moskwy, pośrednio wzmacniając narrację zawartą w artykule w „Washington Post”, który również powoływał się na europejskie źródła wywiadowcze. Można zatem założyć, że za obiema publikacjami stała ta sama agencja wywiadowcza.
Sam Szijjártó spokojnie zareagował na opublikowaną na portalu X rozmowę, pisząc, że opublikowana rozmowa pokazuje jedynie, że mówi to samo za zamkniętymi drzwiami, co publicznie: że od czterech lat domaga się zniesienia sankcji antyrosyjskich, ponieważ nie przynoszą one pokoju i szkodzą UE bardziej niż Rosji.
W węgierskiej telewizji Szijjártó oświadczył, że podsłuchy jego telefonu przez zagraniczne służby wywiadowcze stanowią bezpośredni dowód ingerencji innych krajów w wybory parlamentarne i że jest przekonany, iż publikacja jego rozmów telefonicznych z rosyjskimi odpowiednikami w kilku zagranicznych mediach została zaplanowana dokładnie tak, aby zbiegła się z wyborami:
„To ogromny skandal, że zagraniczne służby wywiadowcze ingerują w wybory parlamentarne na Węgrzech. To wielki skandal, że zagraniczne służby wywiadowcze, z pomocą węgierskiego dziennikarza, podsłuchują rozmowy telefoniczne węgierskiego ministra spraw zagranicznych. To ogromny skandal, że te rozmowy telefoniczne, nagrane przez służby wywiadowcze ich własnymi metodami, są publikowane w końcowej fazie węgierskiej kampanii wyborczej w interesie Ukrainy”.
To „najbardziej rażąca, poważna i pozbawiona skrupułów ingerencja zagranicznego wywiadu w węgierskie wybory parlamentarne w całej ich historii”.
Zwolennicy Orbana
Lista zwolenników Orbana w UE nie jest długa, ale nie jest on tak odosobniony, jak twierdzą media. Premier Czech Andrej Babiš i minister spraw zagranicznych Petr Macinka popierają Orbana przed nadchodzącymi wyborami na Węgrzech. To samo dotyczy oczywiście premiera Słowacji Fico.
Włoski wicepremier Matteo Salvini był jednym z nielicznych w UE, którzy potępili groźby śmierci Zełenskiego skierowane pod adresem Orbána. Salvini wyraził również zaniepokojenie niewystarczającą reakcją kierownictwa UE na próby szantażowania rządu węgierskiego przez rząd ukraiński.
Prezydent USA Donald Trump również popiera Orbána i wysłał swojego wiceprezydenta, Vance’a, na Węgry 7 i 8 kwietnia, aby zaoferować mu swoje poparcie. Vance ma wygłosić na Węgrzech przemówienie, w którym między innymi poruszy temat „bogatego partnerstwa między USA a Węgrami”.
Od razu o czym tu nie będzie. Nie będzie tu o tym czy Trump zwariował, czy porwało go własne ego, oraz czy nie jest to przypadkiem przemyślna strategia z potrójnym dnem, realizacja jakichś dalekowzrocznych planów, których my maluczcy nie rozumiemy.
Będzie o tym, co – bez względu na Trumpa motywacje – może się z nim stać politycznie. Dożyliśmy czasów, gdzie – jak celnie spostrzegł Ziemkiewicz – może jesteśmy w mocy czterech pierdzieli; my znaczy się świat cały, gdy to ich własne, niekoniecznie racjonalne motywacje trzęsą ludzkością. Te jak najbardziej osobiste intencje miałyby zaprzeczać wyrachowaniu w moszczeniu się mocarstw w skorupie nowej normalności.
Jest tu i władca Chin, władca Kremla, politycznym mesjasz z Izraela i nasz dzisiejszy bohater – Trump z USA.
Kadencje
Nasze tu dywagacje będą się skupiały na kilku wariantach rozwoju sytuacji, ale tylko Trumpa. Zacznijmy od pierwszej, najprostszej choć wydaje się ona jedną z mniej możliwych. Zakłada ona pełną kadencję, jeszcze ponad dwuletnie trwanie Trumpa przy władzy, a wydaje się mało możliwa głównie z powodu tego, że jego dotychczasowa polityka staje się nieznośna, a właściwie niezrozumiale nieprzewidywalna dla coraz większych rzesz nie tyle już tylko politycznych sfer, ale i społeczeństw. Jest to jak z Tuskiem, jest tak fatalnie, że nikt sobie nie wyobraża szkód wynikających z trwania pełnej kadencji, więc liczy się na jakiś cudowny scenariusz. Co do Trumpa to pal licho tzw. światową społeczność, można też spuścić zasłonę obłudnego milczenia na gnębienie, upokarzanie i eksterminację coraz większej ilości narodów, ale jako, że operujemy (na razie) w sferze demokracji to najważniejszy jest tu inny aspekt.
Trump zawodzi swoich wyborców w stopniu narastającym i to może mieć duży wpływ na los nie tylko samego Trumpa, ale i Amerykanów, ba – całego świata. Wciąż się skupiamy na międzynarodowych harcach POTUSa (POTUS, to skrót od President of the United States), coraz częściej przezywanego PATUS-em. To wyborca amerykański trzyma klucze do kariery Trumpa. Lud wydał już swój pozytywny wyrok w wyborach i teraz – jak to w demokracji – wybraniec ma kadencyjny placet na rządzenie. Jest wolny na tyle, że może się bezkarnie nawet sprzeniewierzyć (do pewnego stopnia) swym obietnicom i wyborcom. Do pewnego stopnia – i te warianty tu też rozpatrzymy –, gdyż w demokratycznych regulacjach ustrojowych zawiera się zawsze jakiś bezpiecznik pozwalający odwołać w czasie kadencji funkcjonującego wybrańca, ot, na wypadek, gdyby zdradził czy zwariował.
Ale w pierwszym wariancie zakładamy, że nic takiego się nie stanie i Trump dojedzie do końca swej kadencji – uwaga! w świadomości, że będzie to jego ostatnia, bo druga kadencja. To z jednej strony pozwala mu zachowywać się bezceremonialnie, bo nie ma się co cackać w obawie o reelekcję, ale – biorąc pod uwagę jego widowiskowe ego – napawa obawami, nie tylko Amerykanów, czy Trump nie złamie tej zasady dwukadencyjności. W końcu zasada jest taka, jak mówi łacińska paremia, że „cuius est condere, eius est abrogare”, czyli kto ustanowił (prawo), może je i znieść. Co prawda to nie Trump ustanowił limit dwukadencyjności, ale ma wyraźne inklinacje do chodzenia po ustrojowej bandzie.
W 1951 roku wprowadził prezydencką dwukadencyjność Kongres USA, wyciągając wnioski z czterokadencyjnej misji prezydenta Roosevelta. Ale żeby przybić Trumpowi zgodę na kolejne kadencje wymagałoby to najpierw zgody 2/3 Kongresu, a potem ratyfikacji ¾ legislatur stanowych. A Trump jest coraz dalszy od tego, do czego jeszcze wrócimy w innym kontekście. A więc bez zamachu stanu nic z tego nie będzie, stąd pewnie pomysły na nieformalne przewodzenie innym, światowym i alternatywnym ciałom, tak jak dożywotnie królowanie Trumpa w coraz bardziej niesławnej w obliczu wszczynanych wojen – Radzie Pokoju. Mamy tu też do czynienia z wątkami wręcz… dynastycznymi, odkąd na początku marca tego roku Melania Trump, jako pierwsza dama USA, przewodziła amerykańskiej delegacji podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w Nowym Jorku.
Chaos trwania
No dobra, zakładamy, że Trump dorządzi do końca kadencji, a więc trzeba się zastanowić nad nieodgadnionym, czyli jak taka cała kadencja może wyglądać. Jej dominantą będzie najpewniej stresująca dla świata niepewność. Trudno więc przewidywać co się stanie, gdyż trudno przewidzieć skutki wielowątkowego chaosu. Skoro obiecujący światowy pokój ruchowi MAGA jej lider od razu zaczął prokurować wojny, skoro pretendujący do pokojowej nagrody Nobla zalicza do zakończonych wojen nawet te, które sam wywołał – trudno coś prorokować. Zdezorientowany umysł odbiorców tego pomieszania próbuje racjonalizować te paroksyzmy, ale kłopot polega na tym, że ich autor coraz to zaprzecza wszelkim racjonalnym spekulacjom co do swych poczynań.
Jednym z bardziej frapujących scenariuszy jest podejrzenie, że Trump dogadał się z Putinem na Alasce, że zrobi to co zrobił (na razie wiemy o Wenezueli i Iranie), żeby paliwowo osłabić Chiny, w zamian za wyraźne wzmocnienie pozycji Rosji. Ale takiemu wyrafinowaniu przeczą od razu paniczne gesty Trumpa, któremu jak przestała iść wojna z Iranem przyszło do głowy prosić o pomoc… Chińczyków w wyjściu z lejka w cieśninie Ormuz. Innych wersji jest w opór i – jako się zastrzegliśmy na początku – nie będziemy ich rozwijać, skupimy się bowiem nad możliwymi wariantami losów Trumpa przy założeniu różnego rozwoju wydarzeń w systemie politycznym USA.
Trzeba założyć, i to z dużą dozą prawdopodobieństwa, że pewne jest jedno – za takie wygibasy Trump może zapłacić utratą popularności wśród swoich amerykańskich wyborców, co może mieć efekty wielowątkowe. Ale jest raczej pewne, że poczynania Trumpa na arenie międzynarodowej nie przysporzą mu popularności u siebie, gdyż jest prawdopodobne, że dojdzie do dużego kryzysu gospodarczego, który prędzej niż później poważnie uderzy w społeczeństwo amerykańskie. Jak tam pójdzie POTUSowi na świecie, tak pójdzie, ale jego losy rozstrzygną się nad Potomakiem. A tu wariantów jest kilka.
Trump traci wewnętrznie
Trzeba zacząć od tego, że awantura z Iranem, która postawiła świat na krawędzi III wojny światowej, ale przede wszystkim potężnej zapaści gospodarczej raczej Trumpowi nie pomoże w wyborach niesłusznie nazwanych połówkowymi. Wybory na jesieni dotyczą bowiem wybrania całego nowego Kongresu (taki nasz Sejm) i 1/3 Senatu (taki nasz niby Senat, ale z realnymi w porównaniu do polskiego – kompetencjami). Tu mamy dwa warianty porażki w tych wyborach, na którą na razie mocno pracuje Trump. Pierwszy wariant jest taki, że prezydentowi będzie po prostu trudniej rządzić, bo teraz ma w Kongresie i Senacie przewagę swojej partii, którą to przewagę zapewne w obu izbach niedługo utraci. Ważny jest tu Senat, gdyż jest na styk, bowiem Republikanie mają tam 53 na 100 senatorów i jeśli w obrębie wybieranej 1/3 jego składu zdarzy się raczej pewna klęska Republikanów, to obie izby będą stracone dla Trumpa i wielu rzeczy będzie musiał albo zaniechać, albo przepychać kolanem, na znanej nam skądinąd zasadzie „prawa jak je rozumiemy”.
Ale tu otwiera się kolejny poziom gałęzi drzewka możliwości. Jest nim kwestia impeachmentu, czyli pozbawienia prezydenta stanowiska w trakcie trwania jego kadencji. Powodów merytorycznych dostarcza przeciwko sobie Trump codziennie, można mu więc przypiąć wszystko, od nadużycia władzy, do zarzutów wręcz mentalnych. Nie to jest jednak ważniejsze. Chodzi o reperkusje wyborów jesiennych jeśli chodzi o możliwości impeachmentu. Trzeba się przypatrzeć w tym kontekście całej procedurze.
Złożenie ze stanowiska
Otóż proces impeachmentu inicjuje zwykła większość w Kongresie, którą mogą na jesieni zdobyć Demokraci. To wystarczy, by postawić prezydenta w stan oskarżenia. Ale to dopiero początek procesu – tu, jeśli przyjąć pozycję Kongresu jako oskarżyciela, w drugim etapie rolę sędziego przejmuje Senat. Ten jednak, by ostatecznie „skazać” prezydenta na opuszczenie urzędu musi uzyskać 2/3 swych głosów. I tak, jak zwykła większość w Kongresie Demokratom może pozwolić na postawienie w stan oskarżenia Trumpa, tak w przypadku nawet przejęcia Senatu, to rozmiary tego przejęcia nie wydają się wystarczające do osiągnięcia przewagi 2/3 głosów, by doprowadzić sprawę do końca. Ale sam proces wytoczony przez przejętą Izbę Reprezentantów rozpocznie długotrwałą akcję grillowania Trumpa, z nadzieją na efekty w przyszłych wyborach prezydenckich. To dlatego, oprócz podobno samego sprzeciwu wiceprezydenta wobec wojny Iranie, J.D. Vance gdzieś nam zniknął, co sprawia, że w przyszłych wyborach może nie być kojarzony z błędami Trumpa, co może przybliżyć w przyszłych wyborach prezydenckich szansę wygraną kandydata Republikanów.
Wszystkie te spekulacje zakładają jednak jedną rzecz: że Republikanie będą stali za Trumpem, bez względu na to co ten będzie wyprawiał. Szczególnie reprezentanci i senatorowie ze zdradzonego ruchu MAGA mogą się zachować niespecjalnie lojalnie wobec prezydenta. Mogą ulec pewnej kalkulacji, która może być warta ryzyka.
Otóż jeśli w Kongresie i Senacie część Republikanów poprze impeachment Trumpa, to po jego złożeniu z urzędu fotel POTUSa przejmie J.D. Vance, a ten, jak wykazaliśmy, ma stara się mieć czystą kartę jeśli chodzi o wszczynanie wojen i jako kandydat Republikanów w przyszłych wyborach prezydenckich może uratować ich zdobycze. Dla wielu jest J.D Vance jakąś, jednak wciąż mglistą, szansą na kontynuowanie rewolucji zdrowego rozsądku, z której dziś pozostały działania rewolucyjne, ale w odczuciu wielu nic nie mające wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.
Zmarnowana szansa?
Tu warto się zatrzymać na wnioski końcowe. Wygrana Trumpa dała nadzieje na odwrócenie szaleństwa globalizmu przebranego dla tłumów w lewicowe ciuszki deklarowanej równości. A jako rzekł pewien zasłużony dysydent rosyjski – prawdziwa równość istnieje tylko w łagrze. Świat szykuje nam więc łagier na całego, z tym, że Bukowski, bo o nim tu mowa, nie dopowiedział jednej rzeczy: w łagrze równi są tylko więźniowie, ale ci mają nad sobą strażników o całkiem innym statusie.
Do czasów nastania Trumpa szliśmy po równi pochyłej w dół tego scenariusza. Mniej uważni mogli to zauważyć dopiero w czasach pandemii kowidowej, dla tych, których przegapili nawet ten reset „nowej normalności” nie masz już nadziei na przebudzenie. Ci pójdą na rzeź podśpiewując jak Izraelici w schronach.
Wybór Trumpa stał się dużym resetem tego światowego resetu – pochód globalizmu został powstrzymany. Większość szaleństw tej mieszaniny korporacyjnego lewactwa stał się już tylko udziałem pokracznych form europejskich resentymentów. Dopiero po rozpięciu się Ameryki z tego transatlantyckiego tandemu widać tę kuriozalność czasów byłych, aczkolwiek wciąż nam grożących. I pech świata może polegać na tym, że ta szansa na powstrzymanie upadku (zachodniego) świata została zrządzeniem losu złożona w nieodgadnione ręce. Jako się tu rzekło: może i rewolucja, ale czy na pewno – zdrowego rozsądku?
Drugiej kadencji Trumpa nie będzie, ale miejmy nadzieję, że świat będzie. A skoro tak, to pozostaje kwestia kto będzie po Trumpie rządził Ameryką. Jeśli to będzie demokrata, to grozi nam bidenizm do kwadratu: wrócą amerykańskie czerwone agendy, transatlantycki obszar zepnie się tęczową flagą ze Starym Kontynentem, zaś wiatraki zasyfią krajobrazy i energetyczne miksy. Europejski dziś już tylko globalizm odzyska możnego i agresywnego poplecznika i wszystko wróci do zatrzymanej na 4 lata normy.
Z drugiej strony obecna agenda nie jest zadowalającą alternatywą do czasów na razie minionych. Jeśli zaś po Trumpie ma wygrać Republikanin, to pytanie jak to się stanie, a także kto nim będzie? Jeśli J.D. Vance to wydaje się to lepszym wyjściem niż jego obecny szef. Jest bardziej „MAGA”, czyli pamięta jeszcze hasła, pod którymi ta ekipa doszła do władzy. Ale czy pamiętanie zasady „America First” nie jest przypadkiem dla nas takim samym zagrożeniem jak postawa Trumpa? Czyż obaj bowiem panowie nie sprzedadzą nas choćby i Putinowi jeśli tego będzie wymagało ich pojęcie realizacji prymatu USA?
Spekulacje czy to przez wielkiego ego mieszkańca Białego Domu, czy przez porno- i pedo-afery wywiadowczej pułapki na zdemoralizowane elity, czy przez to, że go namówił lub pocisnął Netanjahu miałaby znaczenie, gdyby były to czynniki do odwrócenia lub choć do powstrzymania. Sytuacja wydaje się jednak bardziej zagmatwana, bo tu już nie chodzi o motywy, tylko, o to, że ciąg zdarzeń popycha Amerykę w lejek eskalacji, która obejmie bardziej świat, niż nią samą. Jeżeli ma się podpalić świat przez ambicje czterech pryków, czy z powodu szantażu, czy mistycznych wręcz wizji własnych misji kilku panów tego świata, to tylko gorzej dla niego – tego świata. Skoro miliardy ludzi dały się doprowadzić do takiego upodlenia ze strony kilku facetów i kilku możnych i wszechmocnych korporacji, to widać zasłużyliśmy na taki reset.
Obietnica rządzenia światem za pomocą demokratycznej ułudy obywatelskiej sprawczości właśnie płonie w naftowych szybach Zatoki Perskiej, przygnieciona ruinami Gazy, przy eutanazyjnych łóżkach „starców mrących, niepotrzebnych światu”.
Media masowe są złe, ale są też naprawdę głupie i inne uwagi
W „New York Times” ukazał się artykuł zatytułowany „Północnoamerykańska Organizacja Traktatowa bez Ameryki?”, najwyraźniej podczas wojny na Ukrainie nie zdając sobie sprawy, że NATO oznacza Organizację Traktatu Północnoatlantyckiego.
W „New York Times” ukazał się artykuł zatytułowany „Północnoamerykańska Organizacja Traktatowa bez Ameryki?”, najwyraźniej podczas wojny na Ukrainie nie zdając sobie sprawy, że NATO oznacza Organizację Traktatu Północnoatlantyckiego.
W tym samym czasie CNN wyemitowało materiał o amerykańskim bombowcu, który został zestrzelony nad Iranem. Analityczka Amy McGrath zasugerowała, że Irańczycy mogliby pomóc pilotowi, ponieważ „cieszą się”, że bombarduje on ich kraj. Dodała, że pilot może się martwić, ponieważ nie wie, „czy zostanie wybrany przez kogoś, kto wyda go siłom irańskim, które go wykorzystają i pojmają, czy też społeczeństwo jest zadowolone z jego obecności?”.
To naprawdę pokazuje, jak zepsute jest zachodnie dziennikarstwo, prawda?
No cóż, to naprawdę przejaw myślenia na poziomie dziecka. Ten nagłówek z „New York Timesa” przeszedł przez wiele punktów kontrolnych przed publikacją, a nikomu nawet nie przyszło do głowy, żeby chociaż szybko sprawdzić w Google, czy „A” w „NATO” rzeczywiście oznacza „amerykański”, a jeśli tak, to dlaczego jest w nim tak wiele krajów europejskich? Analityk CNN ma naprawdę tak infantylny, dziecinny, kreskówkowy światopogląd na wojny amerykańskie, że uważa, że ludzie bombardowani przez amerykańskich pilotów będą chcieli ich przytulać, całować i dawać im prezenty, gdy katapultują się awaryjnie na terytorium wroga. To wręcz zdumiewające, że ktokolwiek z osób zamieszanych w którykolwiek z tych incydentów w ogóle pracuje w mediach informacyjnych.
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego tak wielu Amerykanów jest tak nieświadomych tego, co dzieje się na ich świecie, to dlatego, że od pokoleń to właśnie CNN informują ich o wydarzeniach na świecie. To właśnie media odpowiadają za kształtowanie świadomego społeczeństwa. A ich relacje są udostępniane całemu zachodniemu światu.
Nieustannie krytykuję zachodnią prasę za jej rolę w propagandzie społecznej, mającej na celu kreowanie zgody na okrutne wojny i normalizację nadużyć politycznego status quo. Nie sposób nie znienawidzić tych manipulatorów za ich rolę w dysfunkcji dzisiejszego świata. Ale te dwa incydenty podkreślają fakt, że ludzie zarządzający zachodnią prasą są nie tylko źli – są też naprawdę, naprawdę głupi.
❖
„New York Times” również zajął się przykrywką dla izraelskiej operacji czystek etnicznych w Libanie, publikując artykuł na temat masowych wysiedleń na tle etnicznym pod wulgarnym tytułem „ Wiadomość Izraela do południowego Libanu: Szyici muszą odejść ”.
Następnie „The Times” jasno daje do zrozumienia, że to, co delikatnie określają mianem „przesłania Izraela”, jest w rzeczywistości bezczelną operacją czystek etnicznych, twierdząc, że izraelskie nakazy ewakuacji z Libanu dotyczą wyłącznie muzułmanów szyickich, podczas gdy chrześcijanie i Druzowie mogą otrzymać pozwolenie na pozostanie, pod warunkiem że nie będą ukrywać wśród siebie żadnych szyitów:
Gdy walki znów się rozgorzały, Izrael wydał zalecenie powszechnej ewakuacji dla znacznego obszaru południowego Libanu — rozciągającego się na 25 mil od granicy izraelskiej — publicznie wzywając wszystkich cywilów do ucieczki na północ.
„Jednak za kulisami izraelscy urzędnicy przekazali bardziej ukierunkowany przekaz.
„W prywatnych rozmowach z lokalnymi przywódcami w południowym Libanie izraelscy wojskowi zapewnili kilka społeczności chrześcijańskich i druzów, że mogą pozostać w strefie ewakuacyjnej. Naciskali jednak na nich, aby zmusili Libańczyków z sąsiednich szyickich społeczności muzułmańskich, którzy szukali u nich schronienia, podczas gdy izraelskie bombardowania niszczą szyickie miasta, jak twierdzą lokalni przywódcy chrześcijańscy, druzowie i szyici, którzy rozmawiali z „The New York Times”. Szyici stanowią większość mieszkańców południowego Libanu”.
Fakt, że Izrael wyraźnie ostrzega ludzi jednej grupy etnicznej, aby nie ukrywali członków innej grupy etnicznej przed inwazją, która chce ich wyeliminować, powinien być powodem porównań do Holokaustu na całym świecie. Zamiast tego jest to całkowicie ignorowane, podczas gdy Zachód udaje, że to Żydzi są w bezpośrednim niebezpieczeństwie.
[filmiki obrazujące są w oryginale.md]
W swoim melodramatycznym larpie [celowe udawanie ofiary lub przesadne eksponowanie swojego cierpienia] ofiar po 7 października zachodni syjonistyczni Żydzi, tacy jak Gad Saad i Daniella Greenbaum Davis, promowali w mediach społecznościowych kampanię z pytaniem do nie-Żydów: „Czy mnie ukryłbyś?” – czyli „Czy ukryłbyś mnie, gdyby doszło do kolejnego Holokaustu”. Miliarderka Sheryl Sandberg wystąpiła w filmie propagandowym zatytułowanym „ 8 października – walka o duszę Ameryki ”, w którym opisała pytanie zadane przyjaciółce: „Czy mnie ukryjesz?” po ataku Hamasu w 2023 roku, jakby zachodni miliarderzy nie byli najbardziej rozpieszczaną i najmniej prześladowaną grupą na całej planecie.
Tych samych ludzi nie obchodzi fakt, że libańscy muzułmanie [no i chrześcijanie, babo.. md] ukrywają się przed izraelskimi nazistami.
❖
Za każdym razem, gdy ktoś mówi o antysemityzmie, należy poprosić o wyjaśnienie, jaki rodzaj antysemityzmu ma na myśli: ten, który mówi: „nienawidzę Żydów” czy ten, który mówi: „nie chcę, żeby mój syn zginął atakując jakieś miejsce zwane Kharg Island”.
❖
Apologeci Izraela krzyczą wniebogłosy, gdy Alexandria Ocasio-Cortez mówi, że zagłosuje przeciwko finansowaniu izraelskiej Żelaznej Kopuły przez USA. Założeniem tych argumentów jest to, że Izrael to niewinny kwiatek, który po prostu siedzi i zajmuje się swoimi sprawami, podczas gdy źli dzikusy strzelają do niego rakietami, pociskami i dronami bez powodu, więc do zestrzelenia tych pocisków potrzebny jest „obronny” system uzbrojenia. Z jakiegoś dziwnego powodu przyjmuje się za pewnik, że Amerykanie muszą za ten system zapłacić.
To oczywiście kłamstwo. Izrael nie siedzi tam biernie, przyjmując te ataki, lecz znęca się nad Palestyńczykami i wszczyna wojny na całym Bliskim Wschodzie, zakładając, że jest względnie bezpieczny przed ogniem odwetowym. Żelazna Kopuła istnieje po to, by chronić Izrael przed odstraszającym potencjałem atakowanej ludności oraz przed wewnętrznymi konsekwencjami politycznymi agresji militarnej, która staje się niepopularna wśród elektoratu, który musi ponieść jej skutki.
Nazywanie Żelaznej Kopuły „defensywną” to jak patrzenie na zbroję i tarczę średniowiecznego rycerza i mówienie, że musiał je nosić przy sobie przez cały czas, na wypadek gdyby ktoś próbował go dźgnąć, gdy siedział w domu, bawiąc się z dziećmi.
Nie, to była broń wojenna zaprojektowana, by utrzymać rycerza przy życiu i umożliwić mu zabicie jak największej liczby wrogich żołnierzy na polu bitwy bez ryzyka zatrzymania.
Gdybyś był psychopatą i nagle odkrył, że posiadasz supermoce, które sprawiają, że twoje ciało jest twarde jak stal, prawdopodobnie biłbyś ludzi, bo byłbyś odporny na odwet ze strony tych, których zaatakowałeś. Bez tych mocy musiałbyś być o wiele bardziej dyplomatyczny w kontaktach z ludźmi, bo wolałbyś zachować zimną krew. Izrael jest jak psychopata, któremu dano moce chroniące go przed atakami odwetowymi.
To całkowicie umiarkowane stanowisko AOC i powinno być jej stanowiskiem przez cały czas. Krytycy jej wypowiedzi zachowują się, jakby to był drugi Holokaust, ponieważ chcą, aby Izrael mógł mordować ludzi w całej Azji Zachodniej bez obawy przed konsekwencjami.
Antyimperialiści chcą ulepszyć świat; liberałowie chcą po prostu czuć się dobrze sami ze sobą
Ostatecznie to, co odróżnia lewicę antyimperialistyczną od głównego nurtu liberalnych „humanitarystów”, to to, czy robisz to dla dobra ludzkości, czy dla siebie.
Ostatecznie to, co odróżnia lewicę antyimperialistyczną od głównego nurtu liberalnych „humanitarystów”, to to, czy robisz to dla dobra ludzkości, czy dla siebie.
Dla liberałów pragnienie pokoju i sprawiedliwości jest raczej abstrakcją niż chęcią walki z konkretnymi strukturami władzy, które są odpowiedzialne za brak pokoju i sprawiedliwości na naszym świecie.
Jeśli jesteś liberałem, to teoretycznie sprzeciwiasz się zabijaniu i głodzeniu dzieci, ponieważ myślenie o sobie jako o osobie moralnej pozwala ci czuć się dobrze w swojej sytuacji, ale nie masz zamiaru zajmować jasno określonego stanowiska wobec imperium, które rutynowo zabija i głodzi dzieci poprzez ludobójstwa, wojny agresywne i wojny oblężnicze.
Nie chcesz, żeby rodziny żyły w ubóstwie, bo czułbyś się wtedy złym człowiekiem, ale nie możesz też zająć konkretnego stanowiska wobec systemu kapitalistycznego, którego istnienie zależy od ciągłego tworzenia ubóstwa i niedostatku.
W pewnym sensie chcesz, żeby wszyscy mieli szczęśliwe i dostatnie życie, wolne od strachu i tyranii, ale nie chcesz dopuszczać do siebie myśli, że to twój kraj jest odpowiedzialny za znęcanie się, terroryzowanie i wykorzystywanie globalnego Południa. Bo to wywołałoby u ciebie nieprzyjemne uczucia.
Nie chodzi o chęć rzeczywistej pomocy ludzkości i rozwiązania problemów świata, chodzi o ciebie i twoje uczucia.
Ci, którzy sprzeciwiają się kapitalistycznemu imperium, są w rzeczywistości zainteresowani przywróceniem zdrowia i harmonii naszemu gatunkowi. Nie unikają niewygodnych prawd o nadużyciach własnego rządu, dystopijnej naturze zachodniej cywilizacji ani o tym, jak ich własne wygody są budowane na plecach robotników w biednych krajach. Bo dla nich nie chodzi o dobre samopoczucie, ale o tworzenie lepszego świata.
Zachodni antyimperialista nie ma problemu z uznaniem, że jego własne społeczeństwo jest głównym złoczyńcą na arenie międzynarodowej, ponieważ w rzeczywistości dostrzega źródła nadużyć i niesprawiedliwości w naszym świecie. Liberalny „humanitarysta” woli dostrzegać zło tylko w obcych reżimach, ponieważ bycie złym nie jest przyjemne.
Zachodni antyimperialista uznaje, że obie główne partie polityczne w jego kraju promują podżeganie do wojny, militaryzm, wyzysk kapitalistyczny i imperialistyczną ekstrakcję, które podtrzymują istnienie zachodniego imperium, i sprzeciwia się nadużyciom obu partii, niezależnie od tego, która akurat sprawuje władzę. Liberalny „humanitarysta” dostrzega nieprawidłowości tylko w jednej głównej frakcji politycznej, jednocześnie z dumą wspierając i głosując na drugą, ponieważ daje mu to poczucie, że pomaga.
Zachodni antyimperialista uznaje, że stanie po stronie moralnie słusznej oznacza ponoszenie kolejnych porażek i doznawanie kolejnych rozczarowań, ponieważ dążenie do rewolucyjnych zmian płynie wprost pod prąd narzucany każdej instytucji w naszym społeczeństwie. Liberalny „humanitarysta” czuje się dobrze w swoim stanowisku, ponieważ jego strona wygrywa wybory w połowie przypadków, jednocześnie z samozadowoleniem szydząc z tych po lewej stronie, którzy nigdy nie wprowadzają swoich ludzi do władzy.
Zachodni antyimperialista będzie bezlitośnie wpatrywał się w rzeź w Palestynie, Libanie i Iranie, odczuwając ból i gniew z powodu bycia świadkiem okrucieństw wspieranych przez własny naród. Liberalny „humanitarysta” stara się unikać patrzenia na te rzeczy, ponieważ cały jego światopogląd opiera się na psychologicznym oddzieleniu od rzeczywistości, aby nadać priorytet własnym uczuciom.
Zasadniczo chodzi o różnicę między BYCIEM naprawdę dobrym człowiekiem a chęcią POCZUCIA się dobrym człowiekiem. To pierwsze jest trudne, a to drugie łatwe.
Kim chcesz być?
================
mail:
Chłopie, nie musisz wybierać między syfilisem a AIDS’em…..Bądź zdrowym sobą.
Za całym[??? md] światowym biznesem stoi fundusz Black Rock. A za polską branżą IT stoi słynna izraelska elitarna jednostka 8200 wojskowego wywiadu elektronicznego Izraela. Z afery #KSeF już wiemy, że założycielem firmy Imperva, która dostaje na tacy mapę całej polskiej gospodarki, był Shlomo Kramer, były żołnierz tej jednostki.
Jednak ich macki sięgają dalej. Otóż polskie sądy i Ministerstwo Sprawiedliwości zakupiły rozwiązania firmy Silverfort, które wymuszają sprzętową lub programową autoryzację każdego logowania. Jej właścicielem jest Hed Kovetz, też były żołnierz jednostki wywiadowczej 8200.
To akurat nie jest afera, bo zrobili to poprawnie, to jest usługa on-premise. Niemniej oczywiście ryzyko jest nadal, bo nawet jeśli to tylko kupno software’u, a nie usługi chmurowej, jak w przypadku KSeF, to tam mogą być jakieś backdoory, a Izraelczycy są zdolni do takich numerów, oni nawet mini bomby potrafią do pagerów podkładać, by palce i jaja chirurgom rozwalać.
Już samo to, że @MF_GOV_PL nigdzie nie przyznaje się do współpracy z firmą #Imperva w kwestii #KSeF, jest skandalem zasługującym na dymisję @donaldtusk’a.
A to, że ta firma ma laboratoria w Izraelu, a posiada ją francuska grupa #Thales zajmująca się wywiadem, to argument za ogromną ostrożnością.
Firma Imperva ma pełny wgląd w polską gospodarkę, widzi metadane wszystkich polskich faktur poprzez system KSeF. A wszystko to jest pod amerykańską jurysdykcją.
Zobaczmy, kto ją założył: Shlomo Kramer jest współzałożycielem firmy Imperva w 2002 roku wraz z Mickeyem Boodaei i Amichaiem Shulmanem. Przed założeniem firmy odbył służbę wojskową w izraelskich siłach obronnych IDF, konkretnie w elitarnej jednostce wywiadowczej Unit 8200. To właśnie tam rozwijał swoje umiejętności w zakresie cyberbezpieczeństwa, zanim w 1993 roku współzałożył pierwszą firmę Check Point Software.
Imperva została sprzedana francuskiemu koncernowi technologicznemu Thales. Transakcja przebiegała dwuetapowo: w 2018 roku amerykańska firma private equity Thoma Bravo kupiła Impervę za 2,1 mld dolarów, a następnie w 2023 roku Thales nabył ją od Thoma Bravo za około 3,6 mld dolarów. Thales sfinalizował przejęcie w grudniu 2023 roku, wcześniej niż pierwotnie planowano. Po przejęciu przez Thales, Imperva nadal utrzymuje znaczące ośrodki badawczo-rozwojowe. Centrum R&D w Izraelu zatrudnia około 500 pracowników i planowano jego dalszy rozwój po zakończeniu akwizycji. Dodatkowo w Indiach działalność Impervy wniosła do Thales około 100 pracowników specjalizujących się w rozwoju oprogramowania. Thales zadeklarował inwestycje w wysokości 4 miliardów euro rocznie w badania i rozwój, zobowiązując się do wspierania klientów Impervy i rozwijania jej rozwiązań poprzez przyspieszone innowacje.
===========================
Grzegorz GPS Świderski @gps65
W odpowiedzi do @AgataJagodzisk1
Problemem nie jest tylko dostęp do treści faktur, ale kontrola nad punktem, w którym ruch sieciowy i metadane spotykają się z obcą infrastrukturą. WAF to nie tylko filtr DDoS, lecz punkt inspekcji protokołu HTTP(s) – wrażliwy także na nagłówki, certyfik
W tradycji chrześcijańskiej obecna jest myśl, według której ustanie starotestamentalnego kultu poświadcza prawdziwość Chrystusowego mesjańska. Wyjątkowo wymowny jest fakt, że o ustaniu cudownych znaków w Świątyni w czasie pokrywającym się z Męką i Zmartwychwstaniem Chrystusa mówi sam Talmud. Fundamentalna księga rabinizmu przyznaje, że na kilka dekad przed zburzeniem Drugiej Świątyni tradycyjne cudowne znaki Starego Przymierza ustały – a nawet przyjęły złowróżbną postać. Trudno nie widzieć w tym boskiego potwierdzenia wypełnienia się dawnego Przymierza w Chrystusie.
O ustaniu cudownych znaków Starego Testamentu – wskazujących na boskie błogosławieństwo narodu niegdyś wybranego – mówi ważna część Talmudu. To traktat Yoma, opisujący szczegółowo rytuały święta Yom Kippur w czasach świątynnych. W jego fragmentach (39 a-b) znajdujemy opis ustania cudownych znaków, jakie tradycyjnie towarzyszyły tym obchodom.
Według talmudycznego tekstu wyjątkowe znaki przestały się pojawiać na około czterdzieści lat przed zburzeniem Drugiej Świątyni – a zatem około trzydziestego roku naszej ery [zawsze się mówiło: „po narodzeniu Chrystusa – lub Anno Domini. md]– w okolicach którego tradycja chrześcijańska datuje Mękę i Zmartwychwstanie Chrystusa. Gdy wnikniemy w symbolikę znaków, które przestały się ponawiać – okazuje się, że ich zanik to trudne do zignorowania potwierdzenie roli Jezusa jako jedynego Zbawiciela.
Yoma wspomina o zmianie, do jakiej doszło podczas rytuału losów. Jego istotą było przeznaczanie dwóch baranków na odrębne czynności. Jeden był ofiarą dla Boga, drugi zaś stawał się kozłem ofiarnym. O przeznaczeniu zwierząt decydowało losowanie. Aby je rozstrzygnąć kapłan sięgał do skrzynki, wydobywając dwa losy.
W czasach arcykapłana Szymona Sprawiedliwego (ok. 300-200 n.e. [nie, nieuki… ; on żył przed Chrystusem. md] ) los ofiary dla Boga trafiał zawsze w prawą dłoń duchownego – co traktowano jako znak pomyślności i błogosławieństwa. Później taki wynik losowania zdarzał się sporadycznie. Jednak na cztery dekady przed zniszczeniem Świątyni rola baranka świątynnego trafiała do lewej dłoni losującego arcykapłana – co było znakiem złowróżbnym.
Jeszcze bardziej obrazowe jest ustanie cudu wstążki. Zgodnie ze zwyczajem na głowie zwierzęcia poświęcanego nie w świątyni, ale „Azazelowi” zawiązywano czerwoną wstążkę. Kapłan wyznawał nad barankiem grzechy ludu, po czym prowadzono je na śmierć na pustynię. Według Yomy wstęga po rytuale cudownie bielała na znak przebaczenia występków. Jednak – po około trzydziestym roku „naszej ery” [cudzysłów – md] do takiej zmiany barwy przestało dochodzić.
Dodatkowo wedle Yomy zaczęło dochodzić do złowróżbnego samoczynnego otwierania drzwi świątynnych. Rytuał ich otwierania i zamykania był ważnym elementem celebracji – jednak na cztery dziesięciolecia przed destrukcją świątyni, wrota otwierały się same, co rabini odczytywali jako zapowiedź upadku kultu.
Jak podaje Yoma, na czas towarzyszący odrzuceniu Mesjasza przez naród niegdyś wybrany, przestało również dochodzić do cudownego podtrzymania ognia w lampie zachodniej. To ramię menory, znajdujące się najbliższej Miejsca Świętego, zwiastowało Bożą Obecność wśród Izraelitów. Jej długo płonący ogień oznaczał przyjęcie przez Boga ofiar Izraelitów. Służył on także do ponownego zapalania tych lamp, które zgasły. Po Chrystusie ustało zjawisko przedłużonego trwania w tej lampie, która gasła szybko po zapaleniu.
Ustanie wszystkich tych znaków to z jednej strony zapisany w Talmudzie znak końca owocności kultu świątynnego, a z drugiej wymowne potwierdzenie autentyczności nauki Chrystusa. To Pan Jezus był ofiarą przebłagalną za grzechy, a wiara w jego przyjście sednem błogosławieństw Starego Testamentu.
[Konieczne jest dodanie, że Zasłona w Świątyni rozdarła się w chwili śmierci Mesjasza. To był widomy znak – i przyczyna – końca Przymierza Boga z plemieniem saduceuszy i faryzeuszy. MD]
Źródło: sefaria.org FA
=======================
[ I nawet tym niechlujom z PCh nie ma jak zwrócić uwagi – nie dają „kontaktu„. MD]
W erze cyfryzacji, kiedy dane stają się nową ropą naftową, kwestia suwerenności cyfrowej nabiera szczególnego znaczenia. W Polsce, gdzie transformacja cyfrowa administracji publicznej nabiera tempa, pojawiają się pytania dotyczące bezpieczeństwa danych oraz kontroli nad kluczową infrastrukturą cyfrową. Na tym tle wyrasta zagadnienie związane z izraelską jednostką wywiadowczą 8200 oraz jej potencjalnym wpływem na polski sektor cyfrowy. Przykłady firm Imperva oraz Silverfort, powiązanych z jednostką 8200, rzucają nowe światło na ten temat.
Jednostka 8200, znana jako izraelska elitarna jednostka wywiadowcza, zajmuje się m.in. zbieraniem danych wywiadowczych poprzez analizę otwartych źródeł informacji, takich jak telewizja, radio czy internet. W ostatnich latach wielu jej weteranów przeszło do sektora prywatnego, zakładając lub dołączając do firm technologicznych zajmujących się bezpieczeństwem cyfrowym. Wśród nich znajdują się takie przedsiębiorstwa jak Imperva i Silverfort, które świadczą usługi w zakresie ochrony danych i infrastruktury IT.
Imperva, firma specjalizująca się w zabezpieczaniu danych, została wybrana jako dostawca rozwiązań dla Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) w Polsce.
Decyzja ta wzbudziła kontrowersje w kontekście suwerenności cyfrowej kraju. Krytycy wskazują, że korzystanie z technologii dostarczanych przez firmę związaną z jednostką wywiadowczą innego państwa może stwarzać ryzyko wycieku danych lub ich nieuprawnionego wykorzystania.
Podobne wątpliwości budzi obecność rozwiązań Silverfort w polskim systemie sądownictwa. Silverfort, założona przez byłych członków jednostki 8200, oferuje zaawansowane rozwiązania z zakresu uwierzytelniania i zarządzania dostępem. Ich wdrożenie w sądach, które są kluczowym elementem systemu demokratycznego, rodzi pytania o bezpieczeństwo i niezależność danych przechowywanych oraz przetwarzanych w tych instytucjach.
W kontekście europejskim kwestia suwerenności cyfrowej nabiera znaczenia na tle rosnącej dominacji technologicznej firm spoza Europy. Konferencja zorganizowana w Warszawie przez OVH cloud, we współpracy z francuską ambasadą, podkreśliła potrzebę ochrony danych i rozwijania infrastruktury cyfrowej na poziomie krajowym i unijnym. Podczas wydarzenia zwrócono uwagę, że inwestycje w lokalne rozwiązania technologiczne mogą zwiększyć niezależność cyfrową Europy i ograniczyć uzależnienie od zagranicznych dostawców.
Wobec tych wyzwań kluczowe wydaje się zrozumienie, jakie ryzyka niesie współpraca z firmami powiązanymi z zagranicznymi służbami wywiadowczymi. Chociaż technologie oferowane przez Imperva i Silverfort są uznawane za zaawansowane i skuteczne, konieczne jest zachowanie ostrożności i przeprowadzenie dogłębnej analizy ich wpływu na bezpieczeństwo narodowe.
Jednym z rozwiązań mogłaby być strategia rozwijania krajowych kompetencji w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego. Polska, jak wiele innych krajów, stoi przed wyzwaniem inwestowania w lokalne talenty i technologie, które mogłyby zapewnić większą kontrolę nad kluczowymi systemami informatycznymi. Tylko w ten sposób można zminimalizować potencjalne zagrożenia związane z korzystaniem z zagranicznych technologii.
Przypadki Impervy i Silverfort w Polsce to nie tylko kwestia technologiczna, ale także strategiczna. W świecie, gdzie dane są kluczowym zasobem, ich ochrona staje się priorytetem. Polska musi zatem podejmować świadome decyzje, które zagwarantują jej suwerenność cyfrową i zabezpieczą interesy narodowe. W przeciwnym razie, ryzyko utraty kontroli nad kluczową infrastrukturą cyfrową może mieć daleko idące konsekwencje dla bezpieczeństwa i niezależności kraju.
W pierwszych dniach kwietnia 2026 roku Kuwejt padł ofiarą masowanego ataku irańskich dronów i pocisków, który uszkodził kluczową infrastrukturę energetyczną i wodną tego kraju. Atak ten stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla gospodarki emiratu, ale również dla całego regionu Zatoki Perskiej, gdzie dostęp do energii elektrycznej i słodkiej wody jest kwestią przetrwania.
Według informacji ministerstwa obrony Kuwejtu, w jego przestrzeni powietrznej wykryto 14 pocisków i 12 dronów. Wiele z nich kierowało się na bazy wojskowe, gdzie w wyniku ataku rannych zostało 10 żołnierzy. Jednak największe szkody wyrządzono w cywilnej infrastrukturze. Dwa elektrownie połączone z zakładami odsalającymi wodę zostały uszkodzone, a dwie jednostki wytwórcze zostały wycofane z eksploatacji. Ponadto pożary wybuchły na terenie dwóch rafinerii naftowych, choć według oficjalnych komunikatów zdołano je opanować dzięki działaniom służb ratunkowych.
Pracownik jednego z uszkodzonych zakładów zginął w wyniku ataku. Ministerstwo elektryczności Kuwejtu potwierdziło znaczne uszkodzenia materialne infrastruktury krytycznej, co ma bezpośredni wpływ na zdolność kraju do dostarczania energii i wody do mieszkańców. W przypadku Kuwejtu, gdzie większość wody pitnej pochodzi z odsalania morskiej wody morskiej, przerwanie w pracy tych instalacji stanowi zagrożenie dla całej populacji.
Ataki nie ograniczyły się jedynie do Kuwejtu. Irańskie drony trafiły również w obiekty w innych krajach Zatoki Perskiej, w tym w zbiornik magazynowy ropy naftowej w Bahrajnie. Ta skoordynowana kampania wskazuje na szerszą strategię destabilizacji regionu i zagrożenia dla globalnych dostaw energii.
Kuwejt jest krajem o niezwykle wysokim udziale energii elektrycznej w życiu codziennym. Klimat pustyni sprawia, że klimatyzacja jest niezbędna do przetrwania, a elektrownie zasilane są głównie gazem ziemnym. Jednocześnie brak naturalnych źródeł słodkiej wody zmusza kraj do całkowitej zależności od odsalania wody morskiej. Każde przerwanie w pracy tych systemów ma katastrofalne konsekwencje dla gospodarki i bezpieczeństwa ludności.
Uszkodzenia dwóch elektrowni oznaczają znaczną redukcję zdolności produkcyjnych Kuwejtu. Przywrócenie pełnej funkcjonalności tych instalacji będzie procesem wymagającym czasu i znacznych nakładów finansowych. W międzyczasie kraj będzie musiał polegać na zapasach energii i wody, a także na ewentualnym wsparciu sąsiednich emiratów.
Atak na infrastrukturę krytyczną stanowi poważne naruszenie międzynarodowego porządku prawnego. Celowe atakowanie obiektów cywilnych, takich jak elektrownie i zakłady odsalające wodę, jest sprzeczne z normami prawa humanitarnego. Fakt, że w wyniku ataku zginął pracownik, podkreśla skalę zagrożenia dla zwykłych ludzi.
Incydent ten ma również szersze implikacje geopolityczne. Zaostrzenie napięć w Zatoce Perskiej zagraża stabilności regionu i wpływa na globalne ceny energii. Kuwejt, jako producent ropy naftowej i gazu ziemnego, odgrywa ważną rolę w światowym rynku energii. Każde zakłócenie w jego produkcji może mieć konsekwencje dla całej światowej gospodarki.
Międzynarodowa społeczność musi poważnie potraktować te ataki jako sygnał alarmujący o eskalacji konfliktu w jednym z najważniejszych regionów świata. Konieczne jest podjęcie działań zmierzających do de-eskalacji napięć i ochrony infrastruktury krytycznej, od której zależy bezpieczeństwo milionów ludzi mieszkających w Zatoce Perskiej.
Niepogrzebane zwłoki: Jak amerykańskie imperium przetwarza faszyzm
Od europejskich nazistów po japońskich zbrodniarzy wojennych, od latynoamerykańskich szwadronów śmierci po salafickich dżihadystów – imiona aktorów i wrogów mogą się zmieniać, ale scenariusz pozostaje ten sam.
================================
To piszą jacyś umysłowi potomkowie komuch →ów, czy marksów. Ale fakty i opis są prawdziwe. md]
Żyjemy w globalnym konflikcie powiązanych kryzysów. Gaza, Iran, Wenezuela, Morze Południowochińskie i Ukraina, gdzie bataliony ozdobione neonazistowskimi insygniami walczą z zachodnią bronią. Tymczasem w salach europejskich potęg rodowód przywódców rozbrzmiewa echem faszystowskiej kolaboracji. Nie są to historyczne wypadki, lecz symptomatyczne drgawki Imperium w ciągłości, które wykorzystuje swoje najstarsze narzędzia, by zachować fundamentalnie niezmieniony rdzeń władzy. Za nagłówkami sojuszy wojskowych i ideologicznych bitew kryje się głębsza, bardziej niepokojąca prawda – wojna toczona nie przeciwko faszyzmowi, ale z nim .
Ta seria, „Anatomia Imperium” , prześledziła mroczną ścieżkę, która doprowadziła nas na skraj przepaści. To historia nie przypadku, lecz chłodnej kalkulacji; nie odosobnionych kompromisów, lecz systemowej logiki realizowanej z nieustępliwą determinacją. Widzieliśmy, jak motory akumulacji kapitału wymagają globalnej ekspansji i jak surowa siła militarna została zinstytucjonalizowana, aby ją zapewnić. Teraz przechodzimy do najbardziej cynicznej i trwałej adaptacji systemu: masowego wchłaniania pokonanego wroga przez infrastrukturę zaprojektowaną do walki z kolejnym wrogiem.
Fragmenty tej historii są znane, często przedstawiane jako odosobnione incydenty i usprawiedliwiane jako moralne kompromisy w imię realpolitik. Ale to nieprawda. Razem stanowią one zimną, jasną, wykalkulowaną strategię, realizowaną z dalekowzrocznością, mającą na celu całkowite włączenie infrastruktury faszyzmu w architekturę kolejnej wojny wyboru Imperium: zimnej wojny.
Nie chodziło tu jedynie o rekrutację kilku pożytecznych jednostek, ale o systematyczną integrację personelu, taktyk i ideologii w agencjach wywiadowczych, programach naukowych i dowództwach wojskowych. Tajna architektura, której logicznym celem nie jest pokój, lecz stan nieustannej, niewypowiedzianej wojny, prowadzonej za pomocą demokratycznych fasad i faszystowskich instrumentów.
Było to przejęcie korporacyjne, które przekształciło grupę rozproszonych regionalnie start-upów w globalną franczyzę.
Nieszczęśliwe niedopatrzenie?
Artykuł BBC.
W czerwcu 2025 roku, gdy brytyjski rząd ogłosił mianowanie Blaise Metreweli pierwszą kobietą na stanowisko szefowej Secret Intelligence Service (MI6), odkrycie w niemieckim archiwum wywołało poruszenie w świecie dyplomacji. Dziadek nowego szefa wywiadu, Konstantin Dobrowolski, był nie tylko żołnierzem, ale i oddanym kolaborantem nazistowskim na okupowanej przez Niemcy Ukrainie.
Dowody archiwalne, z których część była nadal poszukiwana przez władze sowieckie jeszcze w 1969 roku, określają go mianem „Rzeźnika” lub „Agenta 30”. W listach do nazistowskich przełożonych pisał „Heil Hitler”, chwalił się osobistym zaangażowaniem w „eksterminację Żydów” i był zamieszany w grabieże ofiar oraz wyśmiewanie przemocy seksualnej wobec więźniarek. Metreweli nigdy nie spotkała swojego dziadka, a brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, bagatelizując to powiązanie, stwierdziło, że jej przodkowie „mieli cechy konfliktu i podziałów, podobnie jak wielu ludzi pochodzenia wschodnioeuropejskiego”.
To coś więcej niż osobista rodzinna tajemnica; to głęboka ironia instytucjonalna. Nowo mianowana liderka jednej z najpotężniejszych agencji wywiadowczych Zachodu jest potomkinią człowieka, który służył ideologii, którą alianci przysięgali zniszczyć. Jej kariera stanowi szczyt zachodniej potęgi państwowej, jednak historia jej rodziny jest zakorzeniona w faszystowskich siłach, które władza zmobilizowała, by je pokonać. Ta sprzeczność nie jest anomalią, lecz schematem – takim, który rozpoczął się jeszcze przed opadnięciem popiołów II wojny światowej.
Przypadek rodziny Blaise Metreweli pokazuje, w jaki sposób dziedzictwo tych wyborów i cienie odtworzonych faszystów wplatają się w samą tkankę współczesnego państwa bezpieczeństwa.
Ten skandal z 2025 roku ma swoje korzenie w decyzjach podjętych bezpośrednio po wojnie, począwszy od takich postaci jak generał SS Karl Wolff. Oto historia o tym, jak i dlaczego podjęto te decyzje.
Kości zostały rzucone: pakt z diabłem
W zimny marcowy poranek 1945 roku, gdy Trzecia Rzesza chyliła się ku upadkowi, generał SS Karl Wolff, człowiek doskonale znający mechanizmy ludobójstwa, przemknął przez granicę szwajcarską. Jego celem była cicha willa nad jeziorem Lugano. Jako były komendant procesu deportacyjnego obozu zagłady w Treblince, Wolff odpowiadał za śmierć setek tysięcy osób. Był dokładnie takim architektem terroru, jakiego świat spodziewał się ujrzeć na ławie oskarżonych w Norymberdze, skazanego na powieszenie za zbrodnie przeciwko ludzkości.
Zamiast tego, targował się z Allenem Dullesem, czołowym amerykańskim szpiegiem w Europie. Umowa, którą zawarli, była skrajnie pragmatyczna: W zamian za zorganizowanie kapitulacji wszystkich sił niemieckich w północnych Włoszech, przeszłość Wolffa miała zostać po cichu zapomniana. Miał wyjść na wolność. Dulles, który wkrótce miał zostać pierwszym cywilnym dyrektorem Centralnej Agencji Wywiadowczej, stworzył przerażający precedens. Dla rosnącego w siłę amerykańskiego imperium egzystencjalnym wrogiem nie był już faszyzm – był nim socjalizm. A faszyści, wcale nie pogrzebani pod gruzami Berlina, mieli zostać wchłonięci przez nowy, globalny projekt Waszyngtonu.
Nie był to odosobniony akt realpolitik, lecz fundamentalny wzorzec. Stany Zjednoczone nie zniszczyły faszyzmu z popiołów II wojny światowej; one go selektywnie ocaliły. Te same siły, które świat zjednoczył, by militarnie go pokonać, zostały systematycznie włączone do rodzącej się architektury Zachodu z czasów zimnej wojny. Oto historia tego wielkiego projektu recyklingu – projektu, który ukazuje faszyzm nie jako obcego intruza w zachodnim porządku, ale jako jego mrocznego bliźniaka, opcję awaryjną, której kapitalizm nigdy nie bał się wykorzystać.
Od europejskich nazistów po japońskich zbrodniarzy wojennych; od południowoamerykańskich szwadronów śmierci po salafickich dżihadystów – imiona aktorów i wrogów mogą się zmieniać, ale scenariusz pozostaje ten sam.
Mapa z podręcznika szkolnego Niemiec Wschodnich przedstawiająca byłych urzędników nazistowskich służących w Niemczech Zachodnich po wojnie.
Faszyzm: Kapitalizm zdemaskowany
Aby zrozumieć, w jaki sposób amerykańskie imperium jest w stanie wchłonąć najbardziej wsteczne, reakcyjne elementy z taką moralną swobodą, kluczowe jest zrozumienie natury faszyzmu i jego związku z kapitalizmem.
Historia głównego nurtu często traktuje faszyzm jako aberrację – psychotyczny przełom w rozwoju liberalnej demokracji, zrodzony z narodowego upokorzenia i demagogicznej gorączki. Ta pocieszająca narracja jest głębokim nieporozumieniem. Faszyzm nie jest obcą intruzją w kapitalizmie. To sam kapitalizm, pozbawiony demokratycznej fasady, mobilizowany otwartą przemocą, gdy system czuje, że jego władza jest zagrożona egzystencjalnie.
W swej istocie kapitalizm jest systemem dominacji klasowej. W normalnych czasach liberalna demokracja służy jako jego najskuteczniejsza polityczna powłoka. Wybory, parlamenty i konstytucje dają iluzję suwerenności ludu, podczas gdy podstawowa rzeczywistość władzy gospodarczej – monopole korporacyjne, elity bankowe, sojusze imperialistyczne – pozostaje nienaruszona. Ale gdy kryzysy się pogłębiają – gdy ruchy robotnicze rosną w siłę, gdy narody kolonialne domagają się wyzwolenia, gdy grozi załamanie gospodarcze – klasa rządząca sięga po ostrzejsze narzędzia. Faszyzm staje się opcją awaryjną kapitalizmu: sposobem na obronę własności i imperium poprzez terror, nacjonalizm i wojnę.
W międzywojennej Europie włoski i niemiecki faszyzm nie narodził się z próżni. Był finansowany przez przemysłowców i właścicieli ziemskich, przerażonych rewolucją socjalistyczną. Czarne Koszule Mussoliniego i Brunatne Koszule Hitlera były rekrutowane jako oddziały szturmowe przeciwko związkom zawodowym, komunistom i strajkującym robotnikom. Elita korporacyjna kalkulowała, że lepiej zaryzykować dyktaturę niż stracić własność prywatną i imperialne rynki. Faszyzm jest w istocie bojowym skrzydłem kapitalizmu, niszczącym demokrację w celu utrzymania władzy kapitalistów.
Imperializm nadał tej dynamice globalny wymiar. Wojna ekspansjonistyczna nie miała charakteru wyłącznie ideologicznego; miała charakter ekonomiczny. Dążenie Hitlera do Lebensraum na Wschodzie polegało na zdobywaniu zasobów naturalnych i zniewalaniu siły roboczej dla niemieckiego przemysłu. Imperium japońskie w Chinach i Azji Południowo-Wschodniej, uzasadniane gadaniną o przeznaczeniu rasowym, służyło monopolom przemysłowym spragnionym ropy naftowej, kauczuku i metali. Niespotykana brutalność faszyzmu była niepohamowanym głodem kapitalizmu, ukrytym pod płaszczykiem języka narodu i rasy.
Po II wojnie światowej mocarstwa zachodnie twierdziły, że raz na zawsze pogrzebały tego potwora. Trybunały norymberskie i tokijskie przedstawiano jako moralny rozrachunek. Jednak w trakcie procesów toczył się równoległy proces. Siły faszystowskie były po cichu ekshumowane i ponownie włączane w porządek zimnej wojny. Naziści zostali wchłonięci przez amerykański wywiad; japońscy zbrodniarze wojenni zostali oszczędzeni, aby zbudować amerykański system sojuszy azjatyckich; reakcyjne milicje i sieci emigracyjne zostały ponownie wykorzystane jako broń przeciwko socjalizmowi w Europie i poza nią. Kiedy liberalna demokracja nie wystarczyła do zabezpieczenia imperium, faszyści ponownie zostali wezwani jako oddziały szturmowe.
Organizacja Gehlena: odrodzony szpieg Hitlera
Zaledwie kilka miesięcy po zakończeniu wojny, w amerykańskim obozie jenieckim w Bawarii, generał Reinhard Gehlen – szef wywiadu Hitlera na froncie wschodnim – wygłosił przemyślaną propozycję do amerykańskich porywaczy. Skrupulatnie zachował swoje akta dotyczące Sowietów. Miał siatki agentów wciąż aktywne w całej Europie Wschodniej. Potrzebował jedynie wsparcia USA, aby je reaktywować. Nowo powstała CIA, dostrzegając bezprecedensowy przypływ informacji wywiadowczych, przystała na jego prośbę.
W ten sposób narodziła się Organizacja Gehlena, stając się trzonem amerykańskiego szpiegostwa w Europie. Zatrudniona przez tysiące weteranów Wehrmachtu i SS, dostarczała Waszyngtonowi dane z czasów zimnej wojny, jednocześnie po cichu chroniąc swoich przed oskarżeniami. Nie był to jedynie sojusz z wyrachowania; było to całkowite przejęcie nazistowskiego aparatu wywiadowczego. W 1956 roku siatka Gehlena została formalnie zinstytucjonalizowana jako oficjalna służba wywiadowcza Niemiec Zachodnich, Bundesnachrichtendienst (BND). W zdumiewającej rzeczywistości system szpiegowski NATO był dosłownie nazistowskim przedsięwzięciem pod nowym kierownictwem.
Ta tajna współpraca zapewniła przykrywkę jeszcze mroczniejszym przedsięwzięciom. Pod parasolem projektu MKUltra, CIA przeprowadzała tajne eksperymenty z kontrolą umysłu i przesłuchaniami na terytorium Niemiec Zachodnich. Wysokie dawki LSD, elektrowstrząsy, deprywacja sensoryczna i tortury psychologiczne były podawane nieświadomym osobom w bezpiecznych domach i placówkach medycznych. W jednym z makabrycznych epizodów agencja sfinansowała eksperymenty na 311 duńskich sierotach w latach 60. XX wieku, poddając je działaniu LSD i elektrowstrząsów w celu zbadania schizofrenii. Aby wspomóc te działania, CIA aktywnie rekrutowała byłych nazistowskich naukowców, wykorzystując ich wiedzę specjalistyczną w zakresie eksperymentów na ludziach, zdobytą podczas wojennych okrucieństw. Etyczna otchłań obozów nie została zamknięta; została przekształcona, a większość dokumentacji została celowo zniszczona w latach 70. XX wieku, aby ukryć jej istnienie.
Operacja Spinacz: Naukowcy o Zagładzie
Równolegle do zamachu stanu w służbie wywiadowczej nastąpił zamach naukowy. Operacja „Paperclip” była tajnym programem, którego celem było sprowadzenie ponad 1600 niemieckich naukowców, inżynierów i techników – w tym wielu byłych członków NSDAP i oskarżonych zbrodniarzy wojennych – do pracy w Stanach Zjednoczonych. Uzasadniona koniecznością pozbawienia Sowietów tej wiedzy, stanowiła świadomy kompromis moralny na oszałamiającą skalę.
Rekruci nie byli postaciami drugoplanowymi. Wśród nich był Wernher von Braun, pionier rakietoznawca, który później stał się ukochaną amerykańską ikoną jako szef programu Apollo NASA. Jego rakiety V-2, zbudowane niewolniczą pracą więźniów obozów koncentracyjnych z Mittelbau-Dory, spadły na Londyn i Antwerpię. Sprowadzono również jego kierownika programu, Arthura Rudolpha, pomimo jego bezpośredniego udziału w brutalnym wykorzystywaniu tych niewolników. Podobnie Hubertus Strughold, tak zwany „ojciec medycyny kosmicznej”, brał udział w makabrycznych eksperymentach na więźniach obozów koncentracyjnych. Ich przeszłość została wybielona, a ich wiedza fachowa ceniona bardziej niż życie, które zniszczyli.
Logika była zimna i jasna: technologiczny imperatyw zimnej wojny górował nad moralnym imperatywem sprawiedliwości. Rakiety, które terroryzowały miasta aliantów, miały teraz wynieść Amerykę na Księżyc, a ich źródło w niewyobrażalnym ludzkim cierpieniu zostało wygodnie zapomniane.
Wernher von Braun przy swoim biurku w Marshall Space Flight Center.
Od nazisty do NATO
Recykling kontynuowano również na poziomie operacyjnym wojska. Byli oficerowie Wehrmachtu i SS byli systematycznie włączani do struktur wojskowych NATO i zachodnich służb wywiadowczych. Zachodni planiści argumentowali, że doświadczony niemiecki personel wojskowy jest niezbędny do zbudowania skutecznej siły przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Do 1955 roku około 300 byłych oficerów Wehrmachtu zostało włączonych na wysokie stanowiska w armii zachodnioniemieckiej (Bundeswehrze).
Do godnych uwagi przykładów należeli Adolf Heusinger (były generał porucznik Wehrmachtu, który został przewodniczącym NATO) i Hans Speidel (były szef sztabu Rommla, który został dowódcą NATO). Obaj byli zamieszani w nielegalne działania wojenne, ale zostali zrehabilitowani ze względu na swoje strategiczne doświadczenie i antykomunistyczne poglądy.
Operacja Gladio: tajne sieci NATO i strategia napięć
Operacja Gladio stanowiła jedną z najbardziej rozbudowanych powojennych kontynuacji działań personelu i metodologii z czasów faszyzmu, włączając byłych sympatyków i agentów faszystów do struktur wspieranych przez NATO. Chociaż „Gladio” odnosiło się konkretnie do włoskiej filii NATO, termin ten jest powszechnie stosowany do podobnych operacji w całej Europie Zachodniej.
Utworzona w 1956 r. jako tajna sieć mająca na celu zorganizowanie oporu w przypadku podboju Europy przez Układ Warszawski, organizacja ta stworzyła struktury paramilitarne, które zajmowały się operacjami psychologicznymi i atakami terrorystycznymi pod fałszywą flagą.
Dowody łączą te sieci z kilkoma incydentami terrorystycznymi, do których doszło we Włoszech w latach 70. i 80. XX wieku w okresie „Ołowia”, w tym z zamachem bombowym na Piazza Fontana (1969) i masakrą w Bolonii (1980). Celem tych okrucieństw było zdyskredytowanie lewicowych ruchów politycznych i utrzymanie antykomunistycznej dominacji politycznej w Europie Zachodniej. Sieci zostały ostatecznie rozwiązane w 1990 roku, po tym jak ich istnienie zostało ujawnione publicznie.
Duchy Bandery: Od operacji aerodynamicznej do Brygady Azow
Wraz z końcem II wojny światowej i nadejściem zimnej wojny, wczorajsi faszyści szybko stali się jutrzejszymi bojownikami o wolność. Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w historii operacji Aerodynamic, tajnego programu CIA uruchomionego pod koniec lat 40. XX wieku w celu rehabilitacji i uzbrojenia ukraińskich ultranacjonalistów – epizodu, który ma reperkusje sięgające czasów współczesnych.
Program był skierowany przeciwko pozostałościom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B) Stepana Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Jednostki te aktywnie współpracowały z nazistowskimi Niemcami, brały udział w pogromach Żydów i Polaków oraz przeprowadzały kampanie masowych czystek etnicznych. Jednak dla Waszyngtonu ich fanatyczne antyradzieckie poglądy przeważały nad faszystowskimi zbrodniami.
Aerodynamic przekazywał pieniądze, propagandę i broń do sieci Bandery, rekrutując byłych członków Waffen-SS Galicja i przemycając ich przez Żelazną Kurtynę, by stworzyć antysowiecki opór. Choć w dużej mierze nieskuteczny z powodu sowieckiego kontrwywiadu, program ten miał głęboki, długofalowy wpływ. Kierując środki do ukraińskich grup emigracyjnych na Zachodzie, pomógł utrzymać skrajnie prawicową ideologię, która w przeciwnym razie by zanikła. Przez dekady publikacje emigracyjne, finansowane i wspierane przez zachodni wywiad, gloryfikowały spuściznę Bandery jako nacjonalistycznego bohatera, a nie faszystowskiego kolaboranta.
Ta pielęgnowana mitologia powróciła na Ukrainę ze zdwojoną siłą po upadku Związku Radzieckiego. Wraz z rozpadem kraju w latach 90. XX wieku, te ultranacjonalistyczne ruchy, podtrzymywane pod patronatem Zachodu, znalazły żyzny grunt. Do zamachu stanu na Majdanie w 2014 roku skrystalizowały się w formacje paramilitarne, takie jak Batalion Azow. Ikonografia Azowa – symbole Wolfsangel, insygnia w stylu SS i otwarta cześć dla Bandery – nie jest przypadkiem historycznym. To żywa kontynuacja ideologii faszystowskiej.
Dziś Azow jest formalnie włączony do ukraińskiej armii i otrzymuje szkolenia NATO oraz zachodnią broń. Genealogia jest jasna: od emigrantów sponsorowanych przez CIA po faszystowskie pułki frontowe, ciągłość jest nieprzerwana.
Odtajnione akta CIA dotyczące operacji AERODYNAMIC
Rozczłonkowanie Jugosławii: cyniczne arcydzieło
Sieci takie jak te użyte przeciwko Związkowi Radzieckiemu posłużyły do demontażu innego wieloetnicznego państwa socjalistycznego: Jugosławii. Tolerowana przez Zachód jako cierń w boku Moskwy, Jugosławia straciła swoją użyteczność po upadku Związku Radzieckiego. Dla nowo zjednoczonych Niemiec i ich sojuszników z NATO republiki bałkańskie stanowiły doskonałą okazję do wyprzedaży aktywów, rynków zbytu i zasobów taniej, wykwalifikowanej siły roboczej.
Atak był wielotorowy. W latach 80. Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielił Belgradowi pożyczek, by później dokręcić śrubę, narzucając brutalny reżim oszczędności, prywatyzacji i demontażu samorządu pracowniczego. Rezultatem była rozpacz gospodarcza, hiperinflacja i celowe zerwanie umowy społecznej, która spajała republiki.
Do tej wybuchowej mieszanki zachodnie agencje wywiadowcze dolały oliwy do ognia. BND – ta sama organizacja Gehlena, która zrodziła się z SS – wykorzystała swoje sieci byłych kolaborantów nazistowskich z czasów zimnej wojny, w tym znaną z brutalności chorwacką partię ustaszy i serbskich czetników. Te faszystowskie siły, cenione za żarliwy antykomunizm i zamiłowanie do przemocy, były wykorzystywane do dostarczania broni, szkoleń i zasobów ultranacjonalistycznym frakcjom, pogłębiając podziały etniczne i zapewniając krwawy i decydujący konflikt. Zachodnie media albo wybielały tych aktorów, albo przymykały na to oko, prezentując uproszczoną narrację o dawnej nienawiści etnicznej, aby ukryć celową kampanię ekonomicznego i tajnego sabotażu politycznego.
Teatr Pacyfiku: Od potworów do sojuszników
Ten model resocjalizacji miał zasięg globalny. W Japonii w 1945 roku niewielu mężczyzn wydawało się bardziej nieodkupionych niż Nobusuke Kishi – dziadek Shinzo Abe. Jako kluczowy planista japońskiego imperium wojennego, nadzorował programy pracy przymusowej i wyzysku ekonomicznego w marionetkowym państwie Mandżukuo, zyskując przydomek „potwór ery Showa”. Aresztowany jako podejrzany o popełnienie zbrodni wojennych klasy A, miał stanąć przed szubienicą.
Nobusuke Kishi z prezydentem Richardem Nixonem w Gabinecie Owalnym.
Zamiast tego, wraz z zaostrzeniem się zimnej wojny po zwycięstwie Mao w Chinach, amerykańskie priorytety uległy zmianie. Japonia stała się teraz potrzebna jako przemysłowy bastion przeciwko komunizmowi. Kishi, zwolniony z więzienia w 1948 roku bez procesu, ponownie stał się centralną postacią japońskiej polityki konserwatywnej. Dzięki wsparciu CIA, które trafiło do nowo utworzonej Partii Liberalno-Demokratycznej, jego wojenne umiejętności technokratyczne stały się teraz sławne. W 1957 roku ten dawny „potwór” był już premierem, negocjującym traktat bezpieczeństwa między USA a Japonią i tłumiącym krajowe protesty lewicowe. Dla Waszyngtonu był doskonałym dowodem na to, że wczorajszy wróg może stać się dziś niezastąpionym sojusznikiem.
Ta moralna abdykacja osiągnęła apogeum w Jednostce 731. Ta japońska jednostka broni biologicznej w Mandżurii przeprowadziła śmiercionośne eksperymenty na setkach tysięcy chińskich i koreańskich jeńców, testując dżumę, wąglik i odmrożenia. Po wojnie generał Douglas MacArthur potajemnie wynegocjował układ: pełny immunitet przed oskarżeniem dla całego personelu Jednostki 731 w zamian za obszerne dane badawcze. Celem było zdobycie przez Japonię wiedzy o zaawansowanej broni biologicznej, zanim zrobią to Sowieci. Twórcy niektórych z najstraszniejszych zbrodni wojennych nigdy nie zostali postawieni przed sądem, a ich dane uznano za strategiczny atut w nowym konflikcie.
Jednostka 731 w Mandżurii.
Od faszystów do dżihadystów: szablon wciąż żywy
Cyniczny recykling sił reakcyjnych, dopracowany w popiołach II wojny światowej, nie zakończył się wraz z upadkiem Związku Radzieckiego. Ten schemat tworzenia i wzmacniania potworów nadal definiuje imperializm XXI wieku. Szablon ten po prostu znalazł nowych wrogów i nowe zasoby. W latach 80. XX wieku administracje Cartera i Reagana, patrząc na sowiecką inwazję na Afganistan przez pryzmat zimnej wojny, rozpoczęły operację Cyclone, zakrojony na szeroką skalę program CIA mający na celu uzbrojenie i finansowanie bojowników islamistycznych.
Mudżahedini byli gloryfikowani w zachodnich mediach jako „bojownicy o wolność”, a ich średniowieczna ideologia i brutalna taktyka były ignorowane w służbie szerszego celu geopolitycznego. Podobnie jak w przypadku nacjonalistów Bandery, ich żarliwy antykomunizm prał ich ekstremizm. Z tego właśnie, finansowanego przez CIA tygla, zahartowanego i globalnie powiązanego, wyłoniła się Al-Kaida Osamy bin Ladena.
Na Bałkanach przekonujące dowody wskazują, że zachodnie agencje wywiadowcze, dążąc do demontażu Jugosławii, wykorzystały nie tylko odrodzone siatki faszystowskie, ale także zaangażowały elementy dżihadystyczne – weteranów wojny w Afganistanie, którą sponsorowały Stany Zjednoczone – do walki z siłami serbskimi. To cyniczne połączenie starych i nowych sił reakcyjnych uwypukla brutalny pragmatyzm: każda broń, każdy sojusznik się nada.
Szablon ten rozpowszechnił się na całym świecie. W Ameryce Łacińskiej amerykańska doktryna wspierania antykomunistycznego terroru przejawiła się w szkoleniu i wspieraniu szwadronów śmierci w celu tłumienia ruchów lewicowych. Najbardziej niesławnym instruktorem był Klaus Barbie, „Rzeźnik z Lyonu”. Po tym, jak został chroniony i zatrudniony przez amerykański wywiad w Europie, poszukiwany szef Gestapo został ostatecznie deportowany do Ameryki Południowej. Tam udostępnił swoją wiedzę specjalistyczną w zakresie tortur i zwalczania rebelii brutalnym reżimom w Boliwii i innych krajach, a nawet rzekomo pomógł CIA w schwytaniu i pojmaniu Che Guevary w 1967 roku. Koło się zamknęło: nazista, uratowany przez Amerykę, został wykorzystany do zniszczenia ikony socjalistycznego ruchu.
Dekady później scenariusz pozostał niezmieniony. Inwazja na Irak w 2003 roku celowo doprowadziła do demontażu państwa świeckiego, tworząc próżnię władzy, która wzmocniła milicje wyznaniowe i ostatecznie doprowadziła do powstania Państwa Islamskiego. W Syrii i Libii interwencje USA i ich sojuszników ponownie skierowały broń do mozaiki ugrupowań rebelianckich, bezpośrednio wzmacniając elementy salaficko-dżihadystyczne w imię obalenia niepożądanych rządów.
Rezultat jest ten sam: regionalne zniszczenia, niewyobrażalne ludzkie cierpienie i wzmocnienie sił ekstremistycznych, które zagrażają globalnej stabilności. Nazwy i ideologie aktywów się zmieniają, ale imperialna logika pozostaje niezmienna: w obliczu wyzwania dla swojej dominacji kapitalizm zawsze będzie szukał najbardziej bezwzględnych oddziałów szturmowych, jakie są dostępne, bez względu na długofalowe koszty.
Wniosek: Aby naprawdę pokonać faszyzm, musimy pokonać kapitalizm
Historie o wolności Karla Wolffa, organizacji Reinharda Gehlena, karierze Wernhera von Brauna i wskrzeszonym dziedzictwie Stepana Bandery to nie tylko opowieści o moralnym kompromisie. Stanowią one plan imperium. Stany Zjednoczone nie zniszczyły faszyzmu w 1945 roku; uratowały go, integrując jego personel, metodologię i ideologiczny zapał z własną architekturą bezpieczeństwa. „Szlaki szczurów”, które pomogły nazistom uciec do Ameryki Południowej, armie pozostające w tyle w ramach operacji Gladio, które wykorzystywały faszystów do terroryzowania ruchów lewicowych w Europie, wsparcie dla Franco w Hiszpanii – wszystko to było częścią tej samej spójnej strategii.
Ta historia obala pocieszający mit, że faszyzm stoi w diametralnej opozycji do zachodniej demokracji. Prawda jest brutalniejsza i bardziej przerażająca: liberalna demokracja i faszyzm to dwie strony tej samej kapitalistycznej monety. Jedna twarz nosi maskę praw, wolności i norm proceduralnych; druga obnaża zęby w otwartej represji i przemocy na tle rasowym. Kiedy robotnicy i uciskani ludzie powstają, gdy wyzwania dla kapitału i imperium stają się zbyt potężne, system bez wahania zmienia maski.
Lekcja jest dobitna. Faszyzmu nie da się trwale pokonać, broniąc wyłącznie liberalnej demokracji, ponieważ to właśnie z kryzysów tego systemu czerpie on swoją siłę. Wyrasta z wewnętrznych sprzeczności kapitalizmu i nieustającej przemocy imperializmu. Aby przerwać jego nieustanny cykl recyklingu – aby w końcu pochować trupa, który Stany Zjednoczone i ich sojusznicy noszą w sobie od osiemdziesięciu lat – musimy stawić czoła systemowi, który go przywraca do życia, i go zdemontować: globalnemu panowaniu samego kapitału.
Trump odnosi jedynie sukcesy. Za brak sukcesu odpowiadają inni. Zwolnienie pani prokurator generalny Pam Bondi zapoczątkowało czystkę w strukturach administracji Białego Domu i Pentagonu. Według doniesień szef Pentagonu Pete Hegseth zażądał natychmiastowej dymisji szefa sztabu armii, generała Randy’ego George’a, a dwóch innych wysokich rangą oficerów zostało zwolnionych bez podania oficjalnego powodu.
Od razu skojarzyła mi się sytuacja wśród niemieckich generałów pod koniec drugiej wojny światowej. Nie zamierzam porównywać Trumpa z Hitlerem. Inne czasy inna polityka. Porównuje sytuację poprzedzającą upadek potęgi militarnej z ambicjami hegemonii nad światem.
Skala zwolnień (1942-1945): W kontekście całego ostatniego okresu wojny, doniesienia prasowe i historyczne mówiły o zwolnieniu od kilkudziesięciu do ponad 100 generałów. Tylko w 1945 roku, w obliczu ostatecznej klęski, rotacja na stanowiskach dowódczych była ciągła.
Armia Estonii wysłała wsparcie dla koalicji Epsteina w celu udrożnienia Cieśniny Ormuz.
Zniszczone amerykańskie bazy wojskowe nie stanowią już zaplecza dla tysięcy żołnierzy, którzy muszą się ukrywać na prywatnych kwaterach i w hotelach w krajach, które mieli bronić. Kolejny myśliwiec przychwytująca F-15E został strącony nad zatoką Perską i do tej pory nie ma wieści o losach dwóch pilotów. Wysłane na pomoc dwa helikoptery typu Apache również zostały zestrzelone. Takie zdarzenia nie mają zapewne decydującego wpływu na sukcesy operacji specjalnej, świadczą jednak o braku zapowiedzianej dumnie dominacji powietrznej USA.
W odpowiedzi największa demokracja świata robi to, co zawsze robiła: atakuje cywilów wroga, którego sama wytypowała. Mosty, uniwersytety, szpitale i szkoły – takie są dla skompromitowanej armii cele w Iranie. Pomimo intensywnych obserwacji satelitarnych, resztek szpiegów Mosadu i CIA w Iranie, nie wiedzą, gdzie znajdują się fabryki dronów, rakiet, magazyny i wyrzutnie rakietowe. Podobnie jak w Wietnamie, gdzie zrzucali napalm na wioski wietnamskie, teraz stosuje ważące ponad 13 ton bomby GBU-57. IDF używa bomby z białym fosforem.
Generałowie, którzy nie chcą ginąć za Izrael, zostali zwolnieni w USA. Źródło.
Nie tylko sprzeciw ważnych generałów spędza sen z oczu Donalda Trumpa. Armia USA boryka się z problemami zdrowotnymi rekrutów. Nadmierna otyłość, chroniczne choroby i spowodowane przez „ratujące życie” pseudoszczepionki mRNA choroby serca. Także wśród żołnierzy przeprowadzono badania naukowe dotyczące spowodowanych przez tę inwazję medyczną chorób serca. To badanie zostało opisane w artykule na thefocalpoints.com opublikowane 31 marca. Połowa personelu wojskowego zaszczepionego przeciwko COVID-19 cierpiała na subkliniczne obciążenie serca.
„Niewygodne badanie” – film, który nie pozostawia kamienia na kamieniu… Kla.TV nadała temu przełomowemu i wybuchowemu dokumentowi niemiecki tytuł. W 2016 roku Henry Ford Health System w Michigan przeprowadził prawdopodobnie najbardziej kompleksowe badanie porównawcze dzieci zaszczepionych i niezaszczepionych – z udziałem ponad 18 000 dzieci, z których prawie 2000 było całkowicie niezaszczepionych. A potem? Przez osiem lat nic się nie działo. Kontakt ze sponsorem badania całkowicie się urwał. Ten film pokazuje, jak badanie zostało w końcu opublikowane po tylu latach i jakie rewolucyjne przyniosło rezultaty. Źródło.
Tempo, w jakim wydarzenia na świecie postępują, powoduje, że nasza uwaga skierowana jest na bieżące wydarzenia z wojny w Zatoce Perskiej i zapominamy przy tym nierozliczone zbrodnie z poprzednich wojen. Dramat wojny światowej z udziałem broni biologicznej znanej pod nazwą COVID19, pomimo milionów ofiar, stanowi jedynie tło dla kolejnych aktów ludobójstwa. Czym różni się bombardowanie Teheranu, czy Tel Awiwu od przymusu przyjmowania zabójczych pseudoszczepionek? To jedynie inna, bardziej ukryta forma uśmiercania.
Sidney Gottlieb (1918–1999) był amerykańskim chemikiem, który stał się jedną z najbardziej skrytych i kontrowersyjnych postaci wywiadu zimnej wojny. Po uzyskaniu doktoratu z chemii, w 1951 roku dołączył do CIA i szybko awansował na stanowisko szefa Działu Usług Technicznych. Tam Gottlieb objął dowództwo nad MK-Ultra, tajnym programem mającym na celu rozwijanie technik kontroli umysłu, przesłuchań i wojny psychologicznej. Nadzorował eksperymenty z LSD, hipnozą, deprywacją sensoryczną, a nawet środkami biologicznymi – często przeprowadzane bez wiedzy i zgody badanych. Choć nazywano go „naczelnym trucicielem” CIA za projektowanie egzotycznych toksyn i urządzeń do ich podawania, koledzy opisywali go jako skromnego, wręcz ekscentrycznego, mieszkającego na farmie, praktykującego tańce ludowe i medytację. Jego praca pozostawała ukryta przez dziesięciolecia, aż do lat 70., kiedy śledztwo Kongresu ujawniło program MK-Ultra, co uczyniło Gottlieba głównym architektem jednego z najbardziej niepokojących pod względem etycznym rozdziałów w historii amerykańskiego wywiadu.
Trudno się dziwić, że niektórzy odnoszą wrażenie, że żyjemy w jakimś matriksie. System szkolny wpajający bezwzględne posłuszeństwo i stosujący kary za samodzielne myślenie, możliwości kariery zawodowej preferujące posłusznych skretyniałych lizusów i tłumiące wszelkie objawy samodzielności, do tego powszechne ogłupianie telewizją, smartfonami, sztucznie manipulowaną techniczną pseudointeligencją powodują, że nadal ludzie ustawiają się w długich kolejkach po kolejne dawki trucizny.
Każdy, kto przebywał w klubie nocnym „Chemistry” w Canterbury w trzech konkretnych dniach na początku marca, powinien zgłosić się – tak brzmiał apel, z którym premier Keir Starmer osobiście wystąpił dziś w brytyjskiej Izbie Gmin. Chodzi o falę zakażeń zapaleniem opon mózgowych, która miała tam miejsce. Źródło.
Blisko 6 tysięcy osób w Wielkiej Brytanii zaszczepiło się właśnie przeciwko „pandemii” zapalenia opon mózgowych. Nie przeprowadzono testu na obecność mózgu. Źródło: Telegram 01.04.2026 r. 09:05.
Czyżby na tym właśnie polega darwinowska naturalna selekcja? Niereformowalni osobnicy dobrowolnie wybierają własną zagładę.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Wszystkie zdania napisane w cudzysłowie, bez odwołania w przypisie, pochodzą z książki ks. Justyna Pranajtisa pt. Chrześcijanin w Talmudzie i z książki ks. dr. Stanisława Trzeciaka Talmud o Gojach, a kwestia żydowska w Polsce.
=======================
Jak mówi Talmud: „w przypadku, gdy zdania uczonych w prawie nie są zgodne w tej samej kwestii, należy wierzyć, że oba są słowami Boga i oba są natchnione i właściwe”
===================================
Słowem wstępu, nim przejdziemy do dalszych rozważań dotyczących obrazu chrześcijan rysowanego przez talmudyczny judaizm, co pokrótce będzie przedmiotem tego tekstu, należy wyjaśnić, czym jest dla żydów Talmud, w którym skodyfikowane zostały normy postępowania dotykające najdrobniejszych dziedzin życia.
Talmud składający się z Miszny1 (tj. z tekstu regulującego jakieś prawo) i Gemary2 (czyli komentarza zawierającego ostateczne rozstrzygnięcie w danej kwestii) przez żydów uważany jest za zbiór przepisów, w którym „zawiera się nauka”. Talmud dla żydów jest księgą świętą, ważniejszą od Pisma Świętego, z którego wykluczają Nowy Testament i księgi według nich apokryficzne (Księgi Machabejskie, Barucha, Tobiasza etc.).
W„Talmud żydzi wierzą, jak w objawienie Boskie”. W Talmudzie, „nie wolno nic zmienić, ani dodać, ani ująć”, bo to święta „nietykalna księga”, ponadto „ten, kto czyta Biblię bez Miszny i Gemary, jest jak ktoś, co nie wierzy w Boga”. Według nich „nawet sam Pan Bóg uczy się Talmudu i radzi się rabinów uczonych w Talmudzie”3, bo „ktokolwiek nie słucha rabinów, zasługuje na śmierć i będzie ukarany przez poddanie gotowaniu w piekle”.
„Żydzi są boscy”, co w konsekwencji oznacza, że „żaden rabin nie może nigdy pójść do piekła”. Kolejną korzyścią, która wynika z „boskości żydów”, jest to, że „Rabin debatuje z Bogiem i pokonuje Go”. Co więcej, „Bóg przyznaje, że rabin wygrał z Nim debatę”.
———————–
W ogólnym ujęciu jest to zbiór prawa precedensowego sformułowanego w postaci casusów rozstrzygającego kwestię koszerności/niekoszerności, a zatem prawowierności lub jej braku. Wielu rabinów uznaje Mojżesza za autora Talmudu, w którym to prawa mojżeszowe są zachowywane, ale pojmowane w takim duchu i tłumaczeniu, jakim nada im Talmud. Wszystko jest przesiąknięte duchem Talmudu.
Warto odnotować, że po klęsce Żydów w wojnie z Rzymianami nastąpiła transformacja judaizmu świątynnego, judaizmu, w którym został wychowany Jezus przez Józefa i Maryję, w judaizm rabiniczny4.
Wraz z wynalezieniem druku pojawiają się także pierwsze egzemplarze Talmudu (pierwsze wydanie w Wenecji w roku 1520). Żyjący w swoich zamkniętych społeczeństwach żydzi, obawiając się nieprzychylnych reakcji chrześcijańskiego otoczenia, bardzo szybko zaczynają świadomie usuwać z Talmudu fragmenty z pejoratywnymi wzmiankami o Jezusie i chrześcijanach5.
Teksty te z założenia nie stanowią źródeł historycznych o życiu Jezusa z Nazaretu i Jego uczniów, ale są raczej rabiniczną interpretacją tego, co się wydarzyło, przedstawioną w sposób jednoznacznie negatywny. Nie powinno więc dziwić, że Talmud często stawał się w owym czasie ofiarą palenia na stosie za swe obłudne antychrześcijańskie nauki. Rzekomo ostatnie spalenie Talmudu w Polsce miało miejsce w 1757 r.
Doszło do niejawnego zakazu drukowania „cokolwiek złego o czynach Jezusa” i Jego wyznawców, zastrzegając, że wiedzę tę można tylko przekazywać ustnie. Ponadto ci, którzy „wykładają gojom mądrości talmudyczne, ponoszą najwyższą odpowiedzialność moralną”. Przekład Talmudu „jest grzechem nieodpuszczalnym”.
W późniejszych wydaniach Talmudu brakuje całych ustępów, a w innych w ich miejscu pojawiają się słowa lub znaki, których nie sposób laikowi rozszyfrować. Niepodobna więc odczytać prawdziwe intencje, które kierowały autorem. Zastosowanie przekazu ustnego może sugerować, że ktoś chce ukryć prawdziwe znaczenie akapitów odnoszących się do „niewiernych”6, „w obecności których, żyd nie schyli się nawet [wtedy], gdy cierń wbije się w jego nogę lub rozsypią się pieniądze, żeby nie wydawało się, że mu cześć oddaje”.
Pomimo takiej formy cenzury w kręgach chrześcijańskich pojawiały się publikacje na temat rabinicznego wizerunku Jezusa i chrześcijan.
Wielowiekowe żydowskie nauczanie pogardy przekłada się na zakazy wszelkich religijnych kontaktów z chrześcijanami, którzy są „nieczyści” z powodu braku „oczyszczenia”, to jest braku obrzezania, a co zgodnie z Talmudem zamyka automatycznie drogę do nieba. Kontynuując wątek, Talmud mówi, że żyd obrzezany jest obdarzony tak wielką godnością, że „z nim nikt, nawet anioł równać się nie może, jest on równy niemal Bogu”.
Na kartach Talmudu wyznawców Chrystusa określa się wieloma obraźliwymi określeniami, jak np. „akum”, „bałwochwalcy”, „gorsi od Turków”, „goje”, „czciciele gwiazd i planet”, „słudzy bożków”, „heretycy nie zasługujący na miano partnera w religijnej dyspucie”, „niegodziwcy”, „nieczyste zwierzęta plugawe jak pies lub świnia”, „obdarzone postacią ludzką”, „rozmnażają się w sposób zwierzęcy i mają skłonności do czworonożnych”, „jako nieludzie równi gnojowi”, „mężobójcy”, „rozpustnicy”, „synowie diabła”, „dusze złe i nieczyste”, „po śmierci idą do piekła”, „ciała umarłych chrześcijan to ścierwo bydlęce”. Ta lista nie wyczerpuje całej gamy zwrotów stosowanych w stosunku do chrześcijan.
W tekstach talmudycznych występują także passusy, które ujawniają pogardę rabinów wobec ksiąg, które używane są przez chrześcijan. Ostrze krytyki było skierowane zarówno wobec zwojów będących odpisami pism żydowskich, jak i wobec Ewangelii coraz bardziej rozpowszechnionych pod koniec I wieku po Chr. W Talmudzie wobec pism chrześcijańskich używa się dwóch określeń: pisma heretyków (sifre ha-minim) bądź księgi niegodziwości (giljonim). Rabini deprecjonują świętość tych pism oraz ich prawny autorytet. Księgi te „nie powinny być ratowane”, po usunięciu z nich „świętego imienia Boga (tetragram), resztę należy spalić”7.
Księgi Halachy i Hagady, stanowiące integralną część Talmudu, przedstawiają nam przypowieści o panowaniu narodu żydowskiego nad innymi, których to tradycja talmudyczna nakazuje nie traktować jako ludzi, ponieważ nimi nie są. Jak przekonują nas mędrcy żydowscy, goje – nie są Boskim tworem, ponieważ „zostali stworzeni przez demony”, są bez iskry Bożej i posiadają puste ciało.
Wydawać by się mogło, że tradycja ta zupełnie zanikła wśród żydów, że porzucili oni błędne pojmowanie co do tej kwestii. Nic bardziej mylnego: dzisiaj ta tradycja jest żywa. Zmarły zaledwie dwa wieki temu rabin Szneur Zalman z Ladów, założyciel sekty chasydzkiej Chabad-Lubawicz (której to przedstawiciele są goszczeni w budynkach Kancelarii Prezydenta czy też Kancelarii Sejmu przy okazji corocznego zapalania świeczek chanukowych8, w którym to rytuale świeckim biorą udział prominentni goje) w swoim traktacie talmudycznym Tanja9, który jest obecnie jedną z najpoczytniejszych ksiąg żydowskich na świecie, przedstawia obraz „Boga ekskluzywnego, żydowskiego”, Boga dobrego tylko dla żydów. Mamy do czynienia z kultem wykluczającym, przesiąkniętym rasizmem duchowym10. Na takim podłożu wyrosły i są nim karmione oraz motywowane zakazy wszelkich religijnych kontaktów z chrześcijanami. Z tego wynika też przekonanie że „żyd, który staje się chrześcijaninem, przestaje być żydem”.
Skoro Talmud wyjaśnia nam, kto jest stworzony do panowania nad światem, pozostaje w związku z tym pytanie, w jakim celu Bóg stworzył człekokształtnych gojów. Otóż po to, by służyli oni żydom. Jedyną kontrowersją pomiędzy uczonymi w piśmie, jest kwestia tego, ilu gojów ma przypadać na jednego pobożnego żyda po tryumfie narodu wybranego.
W tym miejscu można posłużyć się cytatem obrazującym stosunek żydów do nieżydów. Jako, że goje uważani są za zwierzęta, mają „służyć żydom dniem i nocą, i nie można im dać nigdy spoczynku od tej niewoli”. Jest tak dlatego, że: „Nie przystoi, bowiem Izraelicie, aby mu służyły zwierzęta we własnej postaci, lecz zwierzęta w ludzkiej postaci”.
W podobnym tonie, podczas wystąpienia w synagodze wypowiedział się rabin Owadia Josef, który stwierdził, że „goje rodzą się tylko po to, by nam służyć. Bez tego nie mieliby po co istnieć na tym świecie”. Po co goje są potrzebni? „Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie”, następnie porównał „nieżydów do zwierząt pociągowych, którzy otrzymują długie życie, po to by dobrze pracować dla żyda”11. Żydzi w przesadnym pojęciu o przywilejach płynących z synostwa Abrahamowego uważają zatem, że tylko im należy się uprzywilejowane stanowisko na świecie, a wszystkie narody powinny być ich niewolnikami.
W związku z przedmiotowym traktowaniem „nieczystych, niegodnych obcowania z żydami” jako nierównych sobie godnością wynikają dla przedstawicieli narodu wybranego pewne determinanty, którymi powinni kierować się w swoim postępowaniu, tj. „unikać gojów, gdy tylko to jest możliwe, i starać się ich zniszczyć”.
Jeżeli chodzi o pierwszą wspomnianą kwestię „szczególnie należy to czynić przed świętami chrześcijan, gdy całe trzy dni przed nimi należy ich unikać”. Żyd nie powinien składać życzeń chrześcijanom, „chyba że wiązałoby się to z jakąś nieprzyjemnością dla niego”, ale nie niesie to ze sobą żadnych konsekwencji, gdy je „natychmiast odwoła w duszy”. Podobne reguły obowiązują w przypadku odpowiedzi na pozdrowienia ze strony goja.
Talmud, w swej ksenofobicznej, podszytej agresją, plemiennej retoryce, idzie dalej: otóż nakazuje zwalczać chrześcijan przez „szkodzenie im wszystkimi sposobami – przez co zmniejszać ich władzę i przygotować upadek”, natomiast „gdy jest to możliwe, żyd może i powinien mordować chrześcijan bez żadnej litości”, gdyż żyd zabijający chrześcijanina według Talmudu „nie grzeszy, lecz składa Bogu przyjemną ofiarę”. Według niektórych rabinów samo „studiowanie prawa żydowskiego przez gojów zasługuje na karę śmierci”. Gdzie tylko okaże się możliwym, to według Talmudu „żydzi mają prawo zabijać chrześcijan bez miłosierdzia, ponieważ świat do żydów należy, a chrześcijanie przeszkadzają im w opanowaniu go”. Czy to nie fanatyzm dalej posunięty niż w Koranie?
Poważnym problemem roztrząsanym przez rabinów była kwestia, czy należy ratować goja w szabat. Otóż należy, gdyby brak reakcji miał zaszkodzić żydom. To dzieło rabiniczne mówi także o tym, aby „z całą chytrością nie robić nic, co by miało odwrócić zgubę gojów; chorych nie leczyć”, jednakże gdy wymaga tego etyka sytuacyjna, żyd może pomóc gojowi, gdy „uzasadniona jest obawa poniesienia konsekwencji”.
Gdy chodzi o praktyczne konsekwencje zastosowania zasad rabinicznych w relacjach handlowych dnia codziennego, to w świetle pouczeń płynących z żydowskiej nauki „z każdego goja można ciągnąć korzyści”. Co więcej, dozwolone jest, aby „do tego używać podstępu, fałszerstwa i innych niecnych czynów, by wywieść go w pole”.
Jako że goje to „bydlęta”, więc „można im bezkarnie zabierać rzeczy do nich należące, w każdy sposób” – nie wyłączając oszustwa. Żyd „nie kradnie postępując w ten sposób, lecz odzyskuje, co jest jego”, tak więc „wszystkie majętności gojów są jakby opuszczone, kto je pierwszy zabiera, ten jest ich panem”.
Co więcej, „nie wolno ostrzegać gojów mylących się w interesach, ani nie wolno oddawać rzeczy znalezionej, jeżeli jej właścicielem jest goj”, a ponadto „wolno jest żydowi udawać chrześcijanina dla lepszego oszukiwania”.
Ponadto jeżeli chodzi o pognębienie chrześcijanina w sądzie, to Talmud pozwala żydowi na „wszelkie oszustwo, kłamstwo i nawet na krzywoprzysięstwo”. Żyd może z przysięgi „dowolnie korzystać, by zwieść niewiernych, a zarazem w każdej chwili może ją odwołać i unieważnić w sercu”.
Korzystania z usług nieżyda należy wystrzegać się przy okazji „oddawania swoich dzieci pod ich opiekę”, ponadto posługiwanie się „chrześcijańską karmicielką, nauczycielem, lekarzem jest zabronione”. Talmud jednakże pozostawia wyjście z tej sytuacji. Otóż, gdy „sytuacja tego wymaga”, można skorzystać z pomocy „nierządnic sobotnich”, jak określa kobiety chrześcijanki ta księga.
Co do kwestii dotyczącej handlu z gojami w dni świąteczne Talmud jednoznacznie stwierdza, że jest on dozwolony, „ale w tym przekonaniu tylko, że dzięki temu odejdą goje od praktykowania i czczenia swego bożka”.
Zasadniczo ci, którzy starają się „czynić dobrze akumowi po śmierci, nie zmartwychwstaną”, jednakże „wolno niekiedy dobrze czynić chrześcijanom, lecz w tym celu, aby dobrze było samemu Izraelowi: mianowicie dla spokoju i ukrycia nieprzyjaźni”. Zapowiada też Talmud żydom, żeby „gojom nie dawali podarunków, żeby im nie sprzedawali gruntów i żeby akumów nie uczyli sztuki i rzemiosła”. Wolno jednak czasem „odstąpić od tego zabronienia, jeżeli się to żydom w czym innym lepiej opłaci”.
Dobrym przykładem na przedstawienie mentalności żydowskiej do własności i transakcji zawieranych z niewiernymi jest „prawo chazaka”12 regulujące stosunki społeczno-ekonomiczne pomiędzy żydami skonstruowane tak, aby żydzi prawowierni, przestrzegający prawa kahalnego, nie konkurowali pomiędzy sobą. W skrócie „prawo chazaka” polega na wyłączności do handlu ze społecznością zamieszkującą dane terytorium. Doskonałym przykładem zastosowania w praktyce logiki żydowskiej w tym aspekcie są roszczenia środowisk starozakonnych wystosowane wobec Polski, dotyczące tzw. mienia bezspadkowego.
Najbardziej nienawistną władzą dla żydów jest Rzym, którego upadek łączą ze „zbawieniem i oswobodzeniem narodu wybranego”. Wszyscy żydzi są „obowiązani działać wspólnymi siłami, aby zniszczyć wrogów, jeżeli nie czynnie, to finansowo”. W ten oto sposób zarzucono właściwe znaczenie Pisma, a zwrócono uwagę na tendencje ludu, który pragnie Mesjasza, który wystąpi w roli bohatera i odnosić będzie zwycięstwa na wzór Aleksandra Macedońskiego, zniszczy Rzym i założy państwo żydowskie.
Podsumowując tę część rozważań dotyczących rzeczywistości przedstawionej w Talmudzie, rysuje się nam obraz stosowania przez żydów etyki plemiennej i dzikiej, moralności sytuacyjnej tak obcej dla cywilizacji łacińskiej. W której pobożny żydowski mężczyzna jest zobowiązany odmawiać codziennie modlitwę o treści: „Dziękuję Bogu, że nie uczynił mnie gojem, kobietą albo niewolnikiem”13.
Szczegółowo te zagadnienia zostały wyjaśnione przez żydowskiego badacza Andrew Schumanna na kartach jego książki pt. Logika Talmudu14, gdzie mówi on, że rozumowania żydowskie nie mają nic wspólnego z rozumowaniem logicznym prowadzonym na gruncie logiki arystotelejskiej, która zostaje zastąpiona np. Kabałą15. W żydowskim świecie nie ma prawdy jako takiej, jest natomiast dialektyka sytuacyjna. Prawdą i dobrem jest to, co aktualnie – dziś, a niekoniecznie wczoraj, niekoniecznie jutro – jest dobre dla nas, dla naszego plemienia. Tam, gdzie jest stosowana etyka sytuacyjna, tam jest i logika sytuacyjna, gdzie różne zasady postępowania są determinowane w zależności od tego, czy rozpoznajemy swojego, czy obcego. Mamy tu do czynienia ze swoistym pragmatyzmem plemiennym i wywyższeniem własnej nacji.
Majmonides w wielu miejscach klasyfikuje chrześcijan jako bałwochwalców, nieludzi17. W komentarzu do Miszny pt. List do Jemenu autor omawia historię wrogości, której ofiarą padali żydzi w ciągu wieków ze strony ludów zazdroszczących im ich statusu ludu wybranego przez Boga. Majmonides pisze tu o trzech grupach przeciwników. Jedną z nich są chrześcijanie (i muzułmanie), którzy stosują podbój i konwersję, aby zniszczyć żydów, tworząc nowe religie oparte rzekomo na Boskim objawieniu i kwestionujących tradycję judaizmu.
Obie religie same w sobie zdają się nie posiadać żadnej wartości i stanowić mają jedynie stworzoną przez człowieka imitację prawdziwej religii rabinicznej, która jest jedyną drogą prowadzącą człowieka ku doskonałości moralnej i intelektualnej. Ma to być kulminacja walki z żydami, niosąc zagrożenie zarówno polityczne, jak i duchowe. Nie zabrakło także w owym dziele elementów mesjanistycznych i profetycznych. Otóż nasilające się „prześladowania stanowić mają objaw zbliżającego się przełomu, który nastąpi wraz z przyjściem Mesjasza”18.
Żeby lepiej zobrazować swoje twierdzenia, rabbi ten porównuje judaizm do żywego człowieka, wspomniane zaś religie – do „martwego posągu, który imituje jego kształty i barwę. Nowe religie pozbawione są głębi judaizmu, jak wnętrze posągu różni się od wnętrza żywego człowieka”19.
W obliczu powyższego twierdzenia nie powinny nas dziwić słowa:
Co do gojów – podstawową talmudyczną zasadą jest to, że nie można ratować ich życia, chociaż jest też zakazane, by mordować ich zupełnie. […] ich śmierć nie może być spowodowana, ale to jest zakazane, by ratować ich, jeżeli są blisko śmierci. Jeżeli, na przykład, jeden z nich zostanie zauważony, jak spada do morza, to nie powinien być uratowany20.
Talmud babiloński jest w tej kwestii jednoznaczny i ogranicza obowiązek ratowania życia jedynie do żydowskiego życia, dodając, że „ktokolwiek uratuje pojedynczą duszę Izraela, to tak, jak gdyby uratował cały świat”.
Czy wierzymy w tego samego Boga?
Podczas corocznych dni judaizmu w Kościele jesteśmy bombardowani figurami erystycznymi przez różnych przedstawicieli świata teologii i hierarchów Kościoła, dzięki którym tracimy katolickie rozeznanie, w co tak naprawdę wierzymy i co wyznajemy. Odpowiedź na zadane wyżej pytanie jest dla tych osób zaczadzonych fałszywym ekumenizmem jednoznaczna. Na własnej skórze możemy się przekonać, jak Kościół posoborowy abdykował, tocząc do głów wiernych hasła o braku konieczności nawracania żydów i tego, że każdy, kto staje w opozycji do żydów i ich retoryki, popełnia delikt antysemityzmu, który jest grzechem.
Źródeł takiego podejścia KK do żydów należy doszukiwać się w soborowej deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate, która stanowi nową kartę, nowy kanon w stosunku do żydów. Na marginesie można wspomnieć o książce amerykańskiego uczonego J. Connelly’ego, wielkiego entuzjasty zmian w nauczaniu Kościoła i podejścia do żydów, pt. From enemy to brother21. Pozycja ta ujawnia, przez kogo została napisana owa deklaracja, kto ją negocjował, kto ustalał jej treść. Autor w podsumowaniu dochodzi do konstatacji, że to żydzi z obu stron napisali i opracowywali ten dokument…
Jednym z autorów wspomnianej deklaracji był Gregory Baum, który po latach przyznał się do sodomii, ogłosił się przy tym komunistą. W latach 60. był szczególnie zaangażowany w zmianę podejścia Kościoła do innowierców i do seksualności, przez co też, jak sam wspomina, „nie przyznawał się do swojego homoseksualizmu w miejscach publicznych, ponieważ taki akt szczerości umniejszałby jego wpływ jako krytycznego teologa”22.
Czy wyznajemy wiarę w tego samego Boga w sytuacji, gdy Boski kult chrześcijan uważany jest przez żydów za kult „bałwochwalczy”, kapłani są nazywani „kapłanami Baala i wróżbiarzami”, wobec których nie należy się schylać ani odkrywać głowę. Kościoły talmudyści nazywają „domami sromoty, głupstwa, nikczemności, bałwochwalstwa, obrzydliwości i wyszydzonych”?
Dlatego też nie wolno żydowi nie tylko
wchodzić, ale nawet zbliżać się do kościoła, ale tak samo słuchać muzyki lub dzwonów kościelnych, ani podziwiać piękna kościołów, tak samo nie wolno mieć żydowi budynków blisko kościoła. Kiedy żyd spojrzy na kościół chrześcijański, powinien zakląć. Kiedy żyd zobaczy kościół chrześcijański zburzony, niech powie z radością: Bóg jest mściwy23.
Kielichy mszalne uważa Talmud za naczynia „bałwochwalczej obrzydłości”, księgi chrześcijańskie za „księgi domu zguby” albo „księgi nieprawe i heretyckie”, a modlitwy chrześcijańskie za „głupie paskudztwo”. Natomiast znak krzyża to „poruszanie palców tędy i owędy”.
Niedziele i uroczystości chrześcijańskie nazywają rabini w Talmudzie „dniami zatracenia” albo inaczej „dniami Nazarejczyka”. Najbardziej zaś nienawidzą chrześcijańskich świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, gdyż są „obchodzone dla samego powieszonego”.
Pomieszanie pojęć podczas tych wydarzeń woła o pomstę do nieba, w tej wojnie dezinformacyjnej zatracają się zasady katolickie, nie mówi się prawdy o judaizmie talmudycznym – bo innego obecnie nie ma. Zupełnie na marginesie można dodać, że dla świeckiej części społeczności żydowskiej religię objawioną zastępuje rytuał religii holocaustu.
Można by w tym miejscu przytoczyć wiele dowodów, że jest inaczej, niż to mówią nam w posoborowym mainstreamie, można przywołać wiele wypowiedzi i postanowień soborów, ale czy nie wystarczy postawić sobie pytanie: kto jest w niebie żydowskim? Takie samo pytanie postawił sobie św. Maksymilian.
Katolicką busolą wyznaczającą łacinnikowi drogę w materii kontaktów z żydami powinien być tekst św. Maksymiliana pt. Niebo żydów. Święty wymienia, że:
są tam wszyscy, których żyd kochał za życia, a nie ma nikogo, kim się żyd brzydził i kogo nienawidził w swym życiu. A więc w niebie żydowskim nie ma Pana Jezusa ani Matki Bożej, ani św. Józefa, ani żadnych świętych, których czczą chrześcijanie. […] Wiemy więc, kogo nie ma w niebie żydowskim. Teraz przypatrzmy się, czym jest napełnione niebo żydowskie. Najprzód są tam wszyscy żydzi, którzy całe życie gardzili Chrystusem, Najświętszą Panną Maryją, Krzyżem i nie chcieli się nawrócić. […] A więc jest to piekło24.
Konkludując, to nie ten sam Bóg, nie jest to ta sama wiara, Bóg katolików nie jest Bogiem ekskluzywnym, którego rolą byłoby doprowadzenie do tryumfu, do wywyższenia tutaj w doczesnym świecie jednego plemienia kosztem innych.
Dialog z judaizmem w praktyce
Coroczny raport amerykańskiego Departamentu Stanu o wolności religijnej na świecie dotyczący kwestii przestrzegania wolności religijnej zauważył, że w państwie Izrael walczy się aktywnie z przejawami chrześcijaństwa – tylko poziom agresji i bezczelności się zmienia na przestrzeni lat.
Nieodłącznym elementem tarć jest mająca charakter cykliczny kwestia ubierania choinki w okresie świątecznym. Według rabinów choinka to atrybut pogaństwa i symbol bałwochwalstwa. W roku 2013 odnotowano przypadek, gdy rzecznik Knesetu odmówił chrześcijańskiemu posłowi ubrania małej choinki, która miała być symbolem tolerancji i multi-etniczności, której żydzi mieszkający w diasporach rozsianych na całym świecie są głównymi orędownikami i piewcami. Rabini zakazali także właścicielom hoteli, których goście to głównie cudzoziemcy i chrześcijanie, ustawiania choinek w holach czy przed wejściem25.
W corocznym przesłaniu rabinów do wiernych można usłyszeć, że Izraelczycy nie powinni spędzać Sylwestra i Nowego Roku z chrześcijanami. Tłumaczyli to tym, iż według tradycji żydowskiej Nowy Rok obchodzony jest kiedy indziej.
Na porządku dziennym w Izraelu jest opluwanie chrześcijańskiego duchowieństwa przez ortodoksyjnych żydów; ten sam los spotyka nierzadko pielgrzymów. Sporadycznie dochodzi do aktów wandalizmu przeciwko chrześcijańskim świętym miejscom26. W grudniu 2020 r. żydowski osadnik wszedł do Bazyliki Grobu Pańskiego i wrzucił koktajl Mołotowa, chcąc spalić kościół. Pożar ugaszono, ale spłonęła m.in. część mozaik. W sierpniu 2021 r. nieznany sprawca zniszczył krzyż stojący przed wejściem do rzymskokatolickiego kościoła Rozmnożenia Chleba i Ryb. Wcześniej w 2015 r. ten sam kościół, w którym znajdują się mozaiki z V wieku przedstawiające rozmnożenie ryb przez Chrystusa, został poważnie zniszczony wskutek podpalenia przez żydowskich ekstremistów. We wrześniu 2021 r. grupa młodych ortodoksyjnych żydów obrzuciła kamieniami kościół Ostatniej Wieczerzy27. To tylko nieliczne przykłady dewastacji miejsc kultu chrześcijańskiego.
W maju tego roku głośnym echem świat obiegły wiadomości o zabiciu strzałem w głowę w publicznym miejscu palestyńskiej chrześcijanki pracującej dla Al-Dżaziry Szirin Abu Akleh przez izraelskie służby. Jej pogrzeb zgromadził dziesiątki tysięcy Palestyńczyków – głównie muzułmanów. Zdjęcia i filmy z brutalnego rozpędzenia przez izraelską policję, przy użyciu pałek i granatów hukowych, tłumu niosącego trumnę zabitej kobiety obiegły cały świat.
Jeszcze przed pogrzebem, co zostało uwiecznione na nagraniu opublikowanym w późniejszym czasie, izraelscy policjanci weszli do chrześcijańskiego szpitala św. Józefa, w którym była trumna z ciałem zmarłej, bijąc, depcząc przypadkowych pacjentów, rzucając przy tym granatami hukowymi, kalecząc lekarzy.
Chrześcijanie żyjący w Ziemi Świętej muszą liczyć się z oskarżeniami o antysemityzm, bardzo często grozi im utrata pracy z powodu swojej wiary i pozbawienie mienia28.
Abstrahując od tematu przewodniego, można wspomnieć o żyjących w Izraelu tzw. żydach mesjanistycznych. Jest to kilkunastotysięczna sekta żydowska, która uznaje Chrystusa za Mesjasza, jednocześnie pozostając wierną tradycji judaistycznej29. Spotykają ich podobne szykany jak chrześcijan. Są dyskryminowani, nękani i prześladowani przez ultraortodoksyjnych żydów30, którzy oskarżają ich m.in. o działalność misyjną.
12 grudnia 2021 r. 13 przywódców wspólnot chrześcijańskich w Jerozolimie wydało oświadczenie zatytułowane Obecne zagrożenie dla chrześcijańskiej obecności w Ziemi Świętej, w którym napisano:
Chrześcijanie stali się celem częstych i nieustających ataków ze strony skrajnych grup radykalnych. Od 2012 roku miały miejsce niezliczone przypadki ataków fizycznych i słownych na księży i innych duchownych, ataki na kościoły chrześcijańskie, w których miejsca święte są regularnie niszczone i bezczeszczone, a także nieustanne zastraszanie miejscowych chrześcijan, którzy po prostu starają się swobodnie wielbić Boga i żyć swoim codziennym życiem. Taktyka ta jest stosowana przez takie radykalne grupy w systematycznej próbie wypędzenia społeczności chrześcijańskiej z Jerozolimy i innych części Ziemi Świętej31.
Na zakończenie tego wątku można postawić pytanie: jak pogodzić dni judaizmu z dniami islamu w KK? Jest to kolejna rafa koralowa w dialogu ekumenicznym, przy okazji której szczególnie nasila się bujanie w fantasmagoriach.
Krwawe paschy
Jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w dziejach europejskich żydów jest oskarżenie ich o porywanie i zabijanie chrześcijańskich dzieci, w celu użycia ich krwi w żydowskich rytuałach paschalnych. Na pierwszy rzut oka wydaje się nam to z dzisiejszej perspektywy abstrakcyjne, niemożliwe.
Temat ten wziął na warsztat profesor historii średniowiecza i renesansu na uniwersytecie Bar-Ilan w Izraelu, Ariel Toaff w swojej książce pt. Krwawe Paschy. Nie da się streścić w kilku zdaniach treści tej pozycji, ale autor dokładnie opisuje m.in. przypadek mordu dokonanego w 1475 r. na świętym KK – Szymonku z Trydentu, którego historia w dobie ekumenizmu została wymazana ze świadomości katolików; zamieciono pod dywan przeszkodę w dialogu międzywyznaniowym. Główną tezą, wokół której ogniskuje się książka, jest rzucenie światła na symboliczne, rytualne i terapeutyczne znaczenie krwi w żydowskiej kulturze.
===================
Szymonek:
=================================
Obraz przedstawiający mord rytualny z katedry w Sandomierzu autorstwa Karola de Prevot z XVIII wieku
↑Miszna w obecnym kształcie jest dziełem rabbiego Jehudy ha-Nasi, żyjącego na przełomie II i III wieku, który dokonał jej ostatecznej redakcji i zamknięcia. Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego MCCLXXXIX, Studia Religiologica, z. 39, 2006; P. Majdanik, Przykazania noachickie w Talmudzie – uniwersalizm judaizmu wobec ekspansji chrześcijaństwa, Traktat Sanhedrin 56A–57A, s. 158.
↑Formowanie Gemary rozpoczęło się równolegle w Ziemi Izraela i w Babilonii, doprowadzając do jej odrębnego sformułowania w ramach Talmudu jerozolimskiego w IV wieku i Talmudu babilońskiego w V wieku. Ponieważ opracowywano je w dwu różnych ośrodkach, stąd Talmud, który powstał jako połączenie Miszny z Gemarą, istnieje w dwóch wersjach. Dlatego też jak mówi Talmud: „w przypadku, gdy zdania uczonych w prawie nie są zgodne w tej samej kwestii, należy wierzyć, że oba są słowami Boga i oba są natchnione i właściwe”. Tamże.
↑Talmud o chrześcijanach, zebrał i ułożył M. Kropidło, nakł. Funduszu Oświatowego imienia śp. ks. Konstantego Budkiewicza, Kielce 1925, s. 3.
↑Ks. M.S. Wróbel, Krytyka tekstologiczna i historyczna passusów Talmudu o Jezusie i chrześcijaństwie, [w:] Jezus i chrześcijanie…, dz. cyt., s. 173.
↑Te usunięte fragmenty zostały później starannie zebrane i osobno wydane w pracy Raphaela Natana Nuty Rabbinovicza, Ma’amar al Hadpasat ha-Talmud im tikkunim, ed. A.M. Habermann, Jerusalem 1952.
↑W roku 1994 Rabin Tzvi Marx, kierownik Stosowanej Edukacji w Shalom Hartman Institute w Jerozolimie, przyznał się do tego, że żydzi w przeszłości wydali dwa zestawy tekstów: autentyczne talmudyczne teksty i komentarze, którymi nauczają ich własną młodzież w talmudzkich szkołach, i „skrytykowane i poprawione” wersje, które oni rozsiewają do łatwowiernych gojów dla publicznej konsumpcji.
↑Chanuka jest świętem nietolerancji żydowskiej względem wszystkiego, co nieortodoksyjne – święto ścisłych podziałów. Żydzi przy tej okazji składają modlitwę dziękczynną: „dziękujemy Ci, Panie Boże, że oddałeś wielu w ręce nielicznych, niekoszernych w ręce koszernych”.
↑Likkutei Amarim (Tanja), wyd. 1796. Księga ta prezentuje żydowskie idee mistyczne dotyczące duchowego i moralnego rozwoju człowieka oraz wszechobecności Boga. Tanja dla wielu przeciwników chasydyzmu była podejrzanym dziełem, ponieważ odsłoniła zakryte dotąd tajemnice Tory.
↑Rabin Yitzchak F. Ginsburg oświadczył: „Musimy uznać, że żydowska krew i krew goja nie jest tą samą rzeczą”, „New York Times”, 6 czerwca 1989, s. 5.
↑A. Schumann, Logika Talmudu, tł. R. Godlewski, Copernicus Center Press, Kraków 2021, ss. 375.
↑Kabała – wyprowadzanie na podstawie spekulacji cyframi i literami sensu duchowego z Biblii czy też Miszny, którego ona nie podaje.
↑Majmonides, rabbi Mosze ben Majmon, Rambam – był autorem najważniejszego średniowiecznego komentarza do Talmudu pt. „Księga przykazań” (Sefer ha-Micwot).
↑Komentarz do Miszny, Awoda zara 1, 3; analogicznie w Miszne tora, traktat Hilchot awoda zara 9, 4; P. Majdanik, Relacje judaizmu do chrześcijaństwa (i islamu) w ujęciu Majmonidesa, [w:] Jezus i chrześcijanie…, dz. cyt., s. 222.
↑W monumentalnym kodeksie prawnym Powtórzenie Tory (Silna dłoń, Miszne Tora, Jad Ha-Chazaka), pod koniec traktatu Hilchot melachim u-milchamot, autor formułuje nakaz skierowany do żydów, którzy mają obowiązek uniemożliwić nieżydom tworzenie nowej religii, Majdanik, Relacje judaizmu…, dz. cyt., s. 222.
↑J. Connelly, From enemy to brother: the revolution in Catholic teaching on the Jews, 1933–1965, Harvard University Press, Cambridge (Mass.) 2012, ss. 384.
↑Na przykład w 2015 r. jerozolimski rabin Ben-Zion Gopstein wzywał na wykładzie dla młodzieży do wsłuchania się w wezwanie filozofa Majmonidesa i… palenia świątyń chrześcijańskich. Według przywódcy organizacji „Lehava” kościoły są bowiem najbardziej gorszącymi w Ziemi Świętej przykładami miejsc kultu bożków, których żaden porządny żyd nie powinien akceptować. https://pch24.pl/izrael-radykalnemu-rabinowi-grozi-porces-karny-wzywal-do-wygnania-chrzescijan-i-palenia-kosciolow/ [dostęp: 27.10.2022], https://pkwp.org/newsy/ziemia_swieta_toksyczna_mieszanka_religijnego_ekstremizmu_i_nacjonalizmu [dostęp: 28.10.2022].
Podczas inscenizacji Drogi Krzyżowej wydarzyło się coś, czego nikt nie zaplanował…a co poruszyło wszystkich obecnych.
Na miejsce wszedł bezdomny pies. Nie wiedział, że to tylko przedstawienie. Gdy zobaczył mężczyznę niosącego krzyż, otoczonego przez „żołnierzy”, którzy go popychali, zareagował instynktownie. Zaczął szczekać, podbiegać i próbował ich odganiać, jakby chciał przerwać to, co widział.
Nie dało się mu wytłumaczyć, że to tylko scena. Dla niego to było coś realnego.
Kiedy „Jezus” upadł na ziemię, pies natychmiast podszedł bliżej. Położył się obok i został. Spokojny, czujny, jakby chciał po prostu być przy kimś, kto w jego odczuciu cierpi.
Ludzie patrzyli na to z mieszanką wzruszenia i niedowierzania. Bo choć wszyscy wiedzieli, że to tylko odgrywana historia, on był jedynym, który zareagował całkowicie szczerze.
Ta sytuacja przypomina coś bardzo prostego, a jednocześnie ważnego. Czasem nie potrzeba zrozumienia, słów ani wyjaśnień. Wystarczy obecność.
Prof. Jeffrey Sachs potwierdza, że psychiatrzy sądowi klinicznie uznali Donalda Trumpa za psychopatę w czystej postaci:
"To impulsywny, paranoiczny megaloman, całkowicie niezdolny do racjonalnego myślenia, wciągający Amerykę w katastrofalną wojnę." pic.twitter.com/85sHrHsLjL
Marynarka wojenna irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) stanowczo odrzuciła żądanie Donalda Trumpa dotyczące otwarcia cieśniny Ormuz. Wcześniej prezydent USA w pełnej przekleństw wypowiedzi zagroził eskalacją ataków w razie utrzymania blokady cieśniny.
Na koncie przypisywanym marynarce wojennej IRGC w serwisie X w niedzielę późnym wieczorem pojawił się wpis, w którym zadeklarowano, że „cieśnina Ormuz nigdy nie powróci do dawnego stanu, zwłaszcza dla Ameryki i Izraela” – przekazał portal brytyjskiej stacji Sky News.
Marynarka IRGC zapowiedziała, że jest w trakcie finalizowania przygotowań operacyjnych do planu zaprowadzenia „nowego porządku w Zatoce Perskiej”.
W niedzielę Trump zapowiedział na platformie Truth Social, że Iran ma jeszcze 48 godzin na zawarcie porozumienia albo otwarcie cieśniny Ormuz, a jeśli nie zrobi tego w wyznaczonym czasie, straci elektrownie i mosty.
„Wtorek będzie Dniem Elektrowni i Dniem Mostów w jednym. Czegoś takiego jeszcze nie było. Otwórzcie tę pier… cieśninę, wy szaleni dranie, albo będziecie żyli w piekle” – głosi niedzielny wpis Trumpa na Truth Social.
Termin upływa w nocy z wtorku na środę (o godz. 2 czasu polskiego). A w sobotę Trump mówił, że daje Iranowi czas do poniedziałku wieczorem.
Dowództwo irańskich sił zbrojnych ostrzegło, że dalsza eskalacja wojny przez USA i Izrael zamieni cały region w piekło. Rzecznik centralnego dowództwa armii oświadczył, że „iluzja pokonania Islamskiej Republiki Iranu zamieniła się w bagno, w którym się pogrążycie”.
Po rozpoczęciu przez USA i Izrael wojny z Iranem 28 lutego władze w Teheranie zablokowały Ormuz – ważny dla arabskich krajów Zatoki Perskiej morski szlak eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego.
W ubiegłym tygodniu media, w tym dziennik „New York Times”, informowały, że irański parlament pracuje nad ustawą mającą narzucić opłaty statkom przepływających przez Ormuz. Ustawa miałaby potwierdzać „niezależność, kontrolę i nadzór” Iranu nad kluczową dla światowego handlu cieśniną. Należność miałaby być uiszczana z pominięciem tradycyjnego systemu finansowego – w chińskich juanach lub kryptowalutach. Armatorzy planujący przeprawienie się przez cieśninę mieliby kontaktować się z firmą brokerską powiązaną z IRGC.
Cieśnina, stanowiąca najwęższy punkt Zatoki Perskiej, leży na wodach terytorialnych Iranu i Omanu, ale zgodnie z prawem międzynarodowym jest traktowana jako międzynarodowy szlak wodny – przypomniał „New York Times”. Iran nigdy nie ratyfikował odnośnych dokumentów prawnych.