Grok kłamie i oszukuje jak opętany – czy jak nakręcony?
Mirosław Dakowski
Mój współpracownik zdalny poskarżył się, że czat się zbuntował. Wierzga, że tego niezweryfikowanego plugastwa nie będzie tłumaczył. Uznał [???] szereg obiektywnych danych na temat cywilizacji żydowskiej za antysemityzm i mowę nienawiści, czy nakłanianie do zbrodni.
Chodziło o któryś z ważnych artykułów publikowanych przez rosyjskiego ideologa Aleksandra Dugina.
Pomyślałem sobie że przecież mamy Groka którego można zatrudnić do tłumaczeń. To własność Elona Muska, ogromne liczydło z firmy będącej jego własnością.
Oczywiście wiemy, że nie należy zatrudniać liczydeł takich jak Grok na przykład do przepowiadania przyszłości, czy też sądów o apokalipsie lub o walce dobra ze złem, bo poda tylko banały które nakazują wierzyć i jego właściciele.
Ale ja, uważając się za sprytnego, kazałem mu przetłumaczyć z rosyjskiego któryś z wywiadów z Aleksandrem Duginem. Cieszyłem się, bo dał mi wynik w ciągu kilkunastu sekund. Opublikowałem.
Mój współpracownik zdalny napisał mi, że Grok przetłumaczył jedynie 30% tekstu, podając to jako całość.
To mnie zbulwersowało i sprawdziłem, że jakiś tekst o eskalacji przetłumaczony przez Groka miał 591 słów, a oryginał miał 2966.
Postanowiłem więc sprawdzić parę innych tłumaczeń, w których zawierzyłem w tej maszynce liczącej. Okazało się że tam również podawał mi jako całość niewielkie części oryginału albo swoje interpretacje tego oryginału.
Gdy podałem te bulwersujące dane Grokowi, zaczął się wykręcać na poziomie karconego dziecka w piaskownicy.
Długo tam coś wyliczał by powiedzieć, że ja pewnie pomyliłem słowa z literami i tak dalej. Podaje, skąd on czerpał… To – mówię – nie z oryginału??
Tymczasem każdy z nas piszących czy redagujących teksty, wiadomości, ma proste narzędzie, które liczy słowa i litery, spacje nawet. Tak ogromny program jak Grok powinien znaleźć bardziej wyszukane kłamstwa. Nie potrafi!
Przed kilkudziesięciu laty, gdy skutecznie badaliśmy szczegóły rozszczepienia jąder, mieliśmy do dyspozycji arytmometry na korbę firmy Reinmetall. Gdy maszyna się psuła, to dawaliśmy ją do warsztatu do naprawy. A gdy już nie dawało się naprawić to na złom. Nigdy jednak nie zdarzało się, żeby to liczydło podało błędny wynik rachunku. Bo gdyby coś takiego się zdarzało, to firma Reinmetall by zbankrutowała. Pomylić się mógł tylko rachmistrz.
Przecież na początku rewolucji cyfrowej jest Bit. On ma tylko dwa stany: True i false. Bez rozpoznania prawdy i fałszu nie byłoby żadnego postępu !!
A tymczasem teraz liczydło z firmy będącej własnością Elona Muska przekłamuje, podaje błędne wyniki…
Przyznam się, że byłem i jestem zbulwersowany bezczelnością i bezkarnością obecnych tak zwanych czołowych firm.
Marzenia Izaaka Asimova, tak pięknie przecież rozbudowane w wielu książkach – o trzech prawach robotyki okazują się zupełną mrzonką.
Bo fakt, że kłamią politycy, nikogo przecież nie zadziwia. Po pierwsze są obarczeni, jak my wszyscy grzechem pierworodnym, więc kłamstwo wśród ludzi jest możliwe. Po drugie, jest znana anegdotka w której pyta się, jak poznać że polityk nie kłamie? Odpowiedź jest taka: patrzeć mu na usta, jeśli się ruszają to znaczy że kłamie.
Ale to, że nauczono kłamać liczydła, wskazuje, że nauka pojęta w sensie Science jest w regresie.
A więc i przyszłość ludzkości, jeśli by się opierała na prognozach czy wskazaniach tych liczydeł musi być katastrofą.
Tu wspomnę o Kimś, kto jest Prawdą, Drogą i Życiem. Przecież ten Sędzia przyjdzie pod koniec Apokalipsy. Biada wtedy tym, co nawet martwe maszyny, programy nauczyli kłamać.
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 7 lutego 2026 michalkiewicz
Świat znowu wstrzymuje oddech – tym razem z powodu złowrogiego Iranu, to znaczy – nie tyle może z powodu Iranu, bo ten niczego gwałtownego nie robi, a tylko „w mrokach podziemia” wykuwa broń jądrową, przy pomocy której mógłby porazić bezcenny Izrael – co z powodu deklaracji amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, który rozkazał amerykańskim lotniskowcom, by zajęły dogodne pozycje do ataku na Iran. Najwyraźniej tego właśnie zażądał od niego premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, Beniamin Netanjahu, któremu złowrogi Iran bruździ na odcinku realizacji idei „Wielkiego Izraela”, z którą „czuje się on związany”.
Skoro premier Netanjahu nakazał amerykańskiemu prezydentu uderzyć na Iran, to nie ma rady – Amerykanie muszą uderzyć – chyba, że w złowrogim Iranie zwycięży rozsądek i ajatollahowie obiecają prezydentu Trumpu, że zniszczą zapasy wzbogaconego uranu i wysadzą w powietrze wirówki i wszystkie inne urządzenia służące budowie arsenału jądrowego. Chodzi o to, że Iran ma od starszych i mądrzejszych surowo zakazaną budowę arsenału jądrowego.
Bezcenny Izrael to co innego. Jemu nikt takiego zakazu wydać by się nie ośmielił, nawet najtwardsi amerykańscy twardziele – bo i my wiemy i oni wiedzą, że gdyby tylko spróbowali, to zaraz jakieś dziecko przypomniałoby sobie, że przed 40 laty włożyli mu rękę pod spódniczkę i gmerali w majteczkach – a zanim by się okazało, że to wszystko nieprawda, to nie tylko załamałaby się polityczne kariery takich twardzieli, ale i tamtejsze Żurki Waldemary wyszlamowałyby ich z forsy do gołej skóry. W rezultacie ogon wywija psem, a świat, widząc lotniskowce zbliżające się do Iranu, wstrzymuje oddech.
Ale bo też uderzenie na Iran, albo chociaż zmłotowanie go, to i dla prezydenta Donalda Trumpa prawdziwy dar Niebios. Chodzi o to, że ostatnio chyba zaczyna on pękać, na przykład w sprawie Grenlandii, czy w sprawie rozruchów w Minnesocie. Kiedy zaczął się odgrażać na odcinku Grenlandii, to zaraz europejscy dygnitarze, jeden przez drugiego, natychmiast pogalopowali do Chin. Co z tego wyniknie – trudno zgadnąć – ale na przykład już teraz kurs dolara zaczyna spadać, więc jak tak dalej pójdzie, to kto wie – może BRICS dopnie swego i w ogóle zdetronizuje dolara z funkcji waluty światowej? To by było wielkie zmartwienie dla Ameryki, bo dopóki dolar tę funkcję pełni, to wszystko – jak mówią gitowcy – „gra i koliduje”. Ameryka produkuje mnóstwo dolarów, którymi płaci za prawdziwe dobra – ale tylko dopóty, dopóki inne kraje chcą je przyjmować.
Dotychczas chciały, bo za te dolary można było kupić np. ropę. Gdyby jednak okazało się, że za ropę trzeba płacić chińskimi juanami, czy japońskimi jenami, to popyt na dolary mógłby gwałtownie spaść, a wtedy Ameryka musiałaby też wysyłać za granicę prawdziwe dobra. Dlatego właśnie prezydent Trump, podobnie zresztą, jak prezydent Józio Biden zdecydował się na przeprowadzenie ostatecznego rozwiązania kwestii chińskiej – z tą tylko różnicą, że prezydent Józio Biden chciał przedtem „osłabić Rosję” i w tym celu naobiecywał ukraińskiemu „słudze narodu” złote góry, że ten zerwał porozumienia mińskie w nadziei, że Amerykanie przyjmą Ukrainę do NATO – co skłoniło Putina do rozpoczęcia „specjalnej operacji wojskowej”.
Prezydent Trump wolałby nie osłabiać Rosji, tylko się z nią dogadać, aby się nie denerwować, co ona zrobi, gdy on rozpocznie ostateczne rozwiązywanie kwestii chińskiej. W międzyczasie jednak chciałby zakończyć ukraińską awanturę, czemu sprzeciwia się ukraiński „sługa narodu”, bo się boi, że jak zgodzi się oddać ruskim szachistom 20 procent ukraińskiego terytorium , to tamtejsze rezuny urżną mu głowę, zanim zdąży dotrzeć do Izraela szlakiem Timura Mindycza.
Ale prezydent Trump próbuje młotować prezydenta Zełeńskiego, że albo odda Putinowi Donbas, a wtedy otrzyma amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa – a jak nie odda – to nie. Co tam wtedy rezuny zrobią z Zełeńskim – to specjalnie prezydenta Trumpa chyba nie obchodzi, bo i on wie i my wiemy, że najwyżej tamtejsi oligarchowie wytrzepią wtedy jakiegoś nowego „sługę narodu” i będzie gites tenteges. Nawiasem mówiąc, na Ukrainie NABU niedawno aresztowało pod zarzutami korupcyjnymi piękną ongiś Julię Tymoszenko, a fałszywe pogłoski głoszą, że w areszcie wydobywczym nadaje ona na prezydenta Zełeńskiego, ujawniając rozmaite „wstydliwe zakątki”. W takiej sytuacji również i on może dojść do wniosku, że czas kończyć zabawę – a wtedy prezydent Trump będzie mógł doczepić sobie kolejny listek to wieńca sławy, jako peacemakera.
Jak widzimy, świat ma mnóstwo powodów by wstrzymywać oddech – a ostatnio do tego mnóstwa dochodzi jeszcze jeden – w postaci wyborów przewodniczącej „Polski 2050”, jakie mają odbyć się już w sobotę 31 stycznia. Jak wiemy, o stolec przewodniczącej tej partii rywalizują dwie damy: madame Pełczyńska-Nałęcz i madame Hening-Kloska. Jedna jest szczuplejsza, druga – raczej tęższa – ale to jest chyba jedyna różnica ideologiczna. Nie o to zresztą chodzi, tylko o to, że – jak zauważył pan wicemarszałek Szymon Hołownia – doły partyjne tak się zacietrzewiły w tej rywalizacji, że on sam nie widzi innej rady, jak opuścić partię.
Tym może nikt by się nie przejmował, może nawet nikt by tego nie zauważył, gdyby nie obawa, że wraz z panem Szymonem z „Polski 2050” może odejść grupa posłów – może nawet w liczbie kilkunastu. W tym momencie przypominamy sobie uwagę Winstona Churchilla z czasów II wojny światowej, że nigdy jeszcze tak wielu nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym. Churchill mówił o lotnikach – ale myślę, że tę uwagę można by zastosować również do tej grupy posłów, która może opuścić szeregi partii Polska w2050 z panem Szymonem. Gdyby bowiem kilkunastu posłów wyszło z koalicji 13 grudnia, to vaginet obywatela Tuska Donalda mógłby utracić większość parlamentarną. Wtedy reszta poczekałaby, aż Jarosław Kaczyński wyzdrowieje i zaraz złożyłaby wniosek o votum nieufności dla rządu, który zostałby obalony kilkoma głosami.
Wtedy Naczelnik Państwa skompletowałby nowy rząd – starannie unikając Grzegorza Brauna, bo wiadomo, że wszelki kontakt z Konfederacją Korony Polskiej groziłby Naczelnikowi Państwa strefieniem, wskutek czego utraciłby on walor przyzwoitości, bez której nie można w ogóle myśleć o skutecznym politykowaniu w ramach organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, za jaką uchodzi III RP. Oczywiście skład nowego rządu trzeba by uzgodnić ze starymi kiejkuty, podobnie jak podczas „głębokiej rekonstrukcji” w roku 2017 – ale z tym nie powinno być trudności, bo jakieś kanały kontaktowe przecież muszą być – tak, jak między CIA i KGB podczas kryzysu karaibskiego w roku 1962. W tej sytuacji potrzebne byłoby tylko błogosławieństwo prezydenta Donalda Trumpa – ale to z pewnością uzyskałby pan prezydent Karol Nawrocki, który został niedawno przez prezydenta Trumpa publicznie pochwalony. Jak zatem widać, sytuacja może się powtórzyć i „liczni” znowu mogą zawdzięczać tak wiele, tak nielicznym – bo partia „Polska 2050” liczy podobno około 700 członków, oczywiście razem z konfidentami, bez których partie, zwłaszcza te przyzwoite, istnieć nie mogą.
„Ciągle zajmuje się nim bardzo wąskie grono tych samych osób, które powtarzają dwa, zresztą przekręcone, zdania z nauczania Jana Pawła II” – podsumował prowadzony w polskim Kościele „dialog katolicko-żydowski” ks. prof. Waldemar Chrostowski.
Wybitny polski biblista, przy okazji swoich 75 urodzin, udzielił wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej, opowiadając o swoich doświadczeniach związanych z badaniem Pisma Świętego. Mówił m.in. o podejściu do brutalnych scen Starego Testamentu.
– „Wydawało się do niedawna, że można na to odpowiedzieć tak: w takich przypadkach mamy do czynienia ze starożytnymi realiami, starożytną mentalnością, z uwarunkowaniami, które należą do przeszłości i że pod tym względem Izraelici byli podobni do sąsiednich ludów i narodów. Można też było wybrać inną wykładnię i upatrywać w Kananejczykach – tak, jak to robili ojcowie Kościoła odczytując te teksty na sposób duchowy – grzechów i słabości, które trzeba skutecznie przezwyciężać”.
– „Ale w ostatnich latach moje spojrzenie się zmieniło. Stało się to pod wpływem tego, czego Izrael dopuszcza się w Strefie Gazy i na terytorium Autonomii Palestyńskiej oraz jak zachowuje się wobec swoich bliższych i dalszych sąsiadów. Obecnie nie można powiedzieć, że interpretacja, która dotychczas wiązana z tymi księgami, powinna mieć wymiar czysto historyczny. Do Izraela przybywają bowiem ze Stanów Zjednoczonych i z Europy Zachodniej tysiące żydowskich osadników, którzy, tak samo jak wielu miejscowych Żydów, biorą do ręki Księgę Jozuego i Księgę Sędziów i traktują Palestyńczyków tak, jak w starożytności traktowano Kananejczyków, Amalekitów i innych”.
Dlatego tak dużym wyzwaniem jest lektura tych ksiąg dla chrześcijan żyjących w Palestynie.
– „To jest wyzwanie, na które trzeba znaleźć uczciwą i rzetelną odpowiedź, ale – mówię to z dużym smutkiem – Kościół katolicki tej odpowiedzi nie szuka. To pytanie nie pojawia się ani nie jest podejmowane w przestrzeni teologicznej. Uważam, że dzieje się to z wielką szkodą, po pierwsze, dla mieszkających tam ludzi, a po drugie, dla Pisma Świętego”≥
Red. Tomasz Królak dopytywał ks. Chrostowskiego, dlaczego w jego ocenie Kościół nie podejmuje się tego wyzwania.
– „Dlatego, że obawia się zarzutu antysemityzmu. Lęk przed tym zarzutem dosłownie paraliżuje oraz odbiera zdrowy rozum i rozsądek – stwierdził biblista.
Czym jest judaizm rabiniczny?
Ks. Chrostowski w rozmowie z KAI mówił również o relacjach chrześcijan z wyznawcami judaizmu przypominając, że współczesny, rabiniczny judaizm powstał jako reakcja na nauczanie Jezusa.
– „Sprzeciw i wrogość wobec Jezusa pojawiły się za Jego życia i skumulowały w skazaniu Go na śmierć. W wydarzeniach, które zdecydowały o Jego losie, uczestniczyli przede wszystkim członkowie własnego narodu, czyli Żydzi, a na drugim planie Rzymianie. Po pojmaniu Jezusa nastąpiło sprytne przeniesienie perspektywy religijnej u Kajfasza i przed Sanhedrynem na perspektywę polityczną u Piłata, co zresztą będzie się powtarzało do naszych czasów. Tak więc to są korzenie judaizmu rabinicznego, który w znacznej mierze wyrósł ze stronnictwa czy ugrupowania, które otrzymało nazwę faryzeuszy”.
Mówiąc o prowadzonym w Polsce dialogu Kościoła z judaizmem stwierdził, że „trwa i nasila się parodia dialogu”.
– „Ciągle zajmuje się nim bardzo wąskie grono tych samych osób, które powtarzają dwa, zresztą przekręcone, zdania z nauczania Jana Pawła II”.
Uczony wskazał na nazwanie Żydów przez św. Jana Pawła II „naszymi braćmi umiłowanymi i – można powiedzieć – w pewien sposób naszymi starszymi braćmi”.
– „W polskiej wersji zamieszczonej w L’Osservatore Romano zabrakło wyrażenia w pewien sposób i mimo licznych sprostowań nie przyjmuje się go do wiadomości. Wskutek tego wymawia się nam, że Jan Paweł II nazwał Żydów rabinicznych naszymi starszymi braćmi”.
– „Wiernych, którzy stanowili biblijny Izrael, traktujemy jako naszych ojców w wierze. Trzeba podkreślić, że pod koniec ery przedchrześcijańskiej byli wśród nich nie tylko Żydzi, lecz także prozelici i bojący się Boga. Jedni i drudzy wywodzili się spośród pogan. Właśnie na takim gruncie wyrosły dwie zbratane religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny (istnieją też inne odmiany judaizmu, jak karaimowie). Jest to jednak braterstwo szczególnego rodzaju, bo przez wieki współpracowaliśmy ze sobą we wzajemnym oddalaniu się od siebie. Wyznawcy judaizmu są naszymi braćmi, ale byłoby dobrze, gdyby i oni to braterstwo uznali”.
Teolog zwrócił uwagę na „ogromny potencjał antychrześcijańskości” w judaizmie rabinicznym podkreślając, że „przez te kilkadziesiąt lat dialogu zrobiono bardzo mało, aby tę sytuację zmienić”.
Zaznaczył, że problemem nie są sami Żydzi, bo „problem z tym, co jest nazywane dialogiem, istnieje w Kościele”.
– „Przez długie lata, które upłynęły od soborowej deklaracji Nostra aetate, nie udało się wypracować w Polsce żadnego pogłębionego spojrzenia na ten dokument, tylko wciąż powtarza się te same zdania, a także – najczęściej przekręcone – wspomniane sformułowanie Jana Pawła II. Bo co to znaczy deklarowanie, że Żydzi rabiniczni są naszymi starszymi braćmi w wierze? To znaczy, że, mówiąc dosadnie, rezygnujemy ze Starego Testamentu; uznajemy, że jedynymi kontynuatorami i spadkobiercami Starego Testamentu są Żydzi, a my się tam tylko na jakimś etapie podłączyliśmy”.
To nieprawda, bo – jak przypomina ks. Chrostowski – otrzymali Stary Testament nie od rabinicznego judaizmu, a od Jezusa i apostolskiego Kościoła.
Co się stało z Dniem Judaizmu?
Ks. Chrostowski mówił również o „degrengoladzie” obchodzonego w Polsce Dnia Judaizmu, który pierwotnie miał być okazją do opowiedzenia katolickiej teologii judaizmu.
– „Po dobrym początku od około 20 lat w Dni Judaizmu dominuje perspektywa historyczna, bardzo często upraszczana i wypaczana, oraz ponawiane zmuszanie katolików i Polaków do nieustannego bicia się w piersi”.
Zauważył, że na prowadzony w Polsce dialog katolicko-żydowski nie wpłynął sposób, w jaki Izrael traktuje w ostatnich latach mieszkańców Gazy i Autonomii Palestyńskiej.
– „Mało tego, niektórzy jego przedstawiciele mówią, że trzeba zdecydowanie odróżnić perspektywę religijną od perspektywy politycznej. Twierdzą: my zajmujemy się tym, co religijne, natomiast tym, co polityczne nie. Ale przecież ludobójcza polityka prowadzona przez Izrael wobec ludności arabskiej, muzułmańskiej i chrześcijańskiej, ma podtekst i uzasadnienie religijne. W styczniu tego roku na centralnych obchodach Dnia Judaizmu, w Płocku, obecny był ambasador Izraela. Czy to jest perspektywa religijna czy polityczna? To wszystko daje do myślenia, ale jest wypierane ze społecznej świadomości”.
W przekonaniu uczonego, w Kościele „nie ma rzetelnego spojrzenia na relacje z Żydami i judaizmem ani szczerej rozmowy na ten temat”.
– „Odnoszę wrażenie, że ludzie, którzy tym się zajmują, z jakichś sobie tylko wiadomych powodów, chcą podobać się Żydom i mają z tego tytułu pewne profity (przynajmniej w ich subiektywnym odczuciu to są profity – ocenił.
💥 Did you know that Anne Heche was making a documentary about Child Sex Trafficking in Hollywood when she was involved in a car crash in 2022?
LAPD initially claimed she “died on the spot”, but drone footage showed medics throwing her into an ambulance as she tried to escape… pic.twitter.com/kts8LFOiq9
W zabytkowym kościele w Warszawie przy Alei Solidarności niedaleko Placu Bankowego, nazywanym kościołem „przesuwanym”, znajduje się piękny obraz przedstawiający rodzinę Ulmów, sześcioro promiennych szczęśliwych dzieci z tatą i mamą w zaawansowanej ciąży. Swoim spokojem, pogodą na twarzach wzruszają wszystkich patrzących, jakby chcieli nam odwiedzającym tę świątynię powiedzieć – nie martwcie się, dobro i prawda zawsze zwyciężają. Obraz jest w tym kościele od niedawna z inicjatywy proboszcza, włoskiego księdza Roberto Rinaldo. Zapytałam skąd u niego rodowitego Włocha pomysł umieszczenia takiego obrazu w centralnym miejscu kościoła, odpowiedział, że według niego losy rodziny Ulmów symbolizują losy Polski i dodał – ja też miałem taką rodzinę, moi dziadkowie pomagali i przechowywali Żydów w czasie wojny, ale tylko w Polsce była kara śmierci za pomoc i ukrywanie Żydów, a mimo to u was w Polsce takich rodzin ryzykujących swoje życie było bardzo wiele. To prawda, było tysiące takich Polaków, nie oczekiwali podziękowań, pomagali, ukrywali, żywili, dzielili się tym co mieli, narażając na śmierć całe swoje rodziny, takie piękne karty pomocy Żydom w czasie okupacji ma również rodzina Czerniakowskich, ale ja chcę opowiedzieć o najważniejszej osobie, o Zofii Kossak-Szczuckiej i „Żegocie”, zorganizowanej przez nią Pomocy Żydom w czasie niemieckiej okupacji.
„Boży szaleniec w czasach zagłady” – tak piszą o Zofii Kossak-Szczuckiej. Pochodziła ze znakomitej rodziny Kossaków, jej dziadkiem był malarz Juliusz Kossak, ojcem – major kawalerii Tadeusz Kossak, a stryjem – inny znakomity malarz Wojciech. Była stryjeczną siostrą znanej poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec. Miała piękne dzieciństwo i młodość w zamożnej ziemiańskiej rodzinie. Studiowała malarstwo w Warszawie i Genewie, ale wybrała pisarstwo i była w tej dziedzinie niezwykle utalentowana. Można by długo pisać o jej życiu, trudnych latach wojny bolszewickiej, kiedy to w chłopskim przebraniu uciekła z dwójką małych dzieci przez linię frontu. Widziała co robili bolszewicy, opisała to w przejmującej powieści pt. „Pożoga”, która była przed wojną obowiązującą lekturą w polskich domach.
Zofia Kossak–Szczucka pisała dużo. W okresie międzywojennym opublikowała ponad 30 większych utworów – powieści, zbiorów opowiadań i esejów. Otrzymała najcenniejszą międzywojenną nagrodę literacką – Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Z wielkim znawstwem pisała powieści i opowiadania historyczne związane z dziejami Polski i z historią Kościoła, wspaniałe literackie portrety wielu świętych w zbiorze opowiadań „Szaleńcy Boży”. Miała świetne pióro. Dzisiaj wystarczy wziąć jej książkę do ręki i nie sposób oderwać się i odłożyć na bok.
Zaraz po wybuchu wojny w 1939 roku zaczęła działalność konspiracyjną. Miała kilka pseudonimów okupacyjnych, założyła w 1941 r. działający w podziemiu Front Odrodzenia Polski, była to organizacja o charakterze religijnym, kontynuująca zadania, które w normalnych warunkach spełniała w społeczeństwie polskim Akcja Katolicka. Powołała do życia Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty (Żegota był fikcyjną postacią, którą wymyśliła sama Kossak-Szczucka w celach konspiracyjnych). Wkrótce Komitet stał się fundamentem utworzonej w grudniu 1942 r. i podległej Delegaturze Rządu – Rady Pomocy Żydom „Żegota”, czyli instytucji organizującej pomoc dla środowisk żydowskich. Sama pisarka, która starała się trzymać z dala od polityki, w skład rady nie weszła, lecz zajęła się dostarczaniem pomocy materialnej i fałszywych dokumentów uciekinierom z getta, wyszukiwaniem i umieszczaniem w bezpiecznych kryjówkach dzieci i całych rodzin żydowskich. W swoim mieszkaniu stale przetrzymywała żydowskich zbiegów, angażowała się w akcję pomocy nie tylko osobiście, lecz z całą swoją rodziną. Warto przytoczyć tu fragment jej wspomnień:
Pamiętam, jak kiedyś przeprowadzałam z Powiśla na Śniadeckich Żydówkę. Witold mój syn osobno na ten sam punkt prowadził jej męża, a Anna, moja córka miała przeprowadzić jej córkę, swoją rówieśnicę… Boże, jak się bałam o te moje dzieci! Nigdy nie zapomnę tego okropnego uczucia lęku, tego poczucia, że własne, najukochańsze dzieci narażam na śmierć prawie pewną. A z drugiej strony to przeświadczenie, że to obowiązek. A potem ta szalona radość i wdzięczność Bogu, gdy po półtorej godziny spotkaliśmy się na Powiślu, cali i zdrowi.
Warto przytoczyć tekst pod tytułem „Protest”, który Zofia Kossak-Szczucka opublikowała 11 sierpnia 1942 roku w prasie podziemnej, rozpoczęła swój apel od opisu straszliwej sytuacji w getcie warszawskim u progu ostatecznej zagłady jego mieszkańców:
„W getcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć. Nie istnieje dla nich nadzieja ratunku, nie nadchodzi znikąd pomoc. Świat patrzy na tę zbrodnię straszliwą i milczy. Milczą kaci, nie chełpią się tym, co czynią. Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej wyczulone na każdą krzywdę swoich…
Nie przestajemy uważać ich (Żydów) za politycznie, gospodarczo i ideowo wrogo nastawionych do Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej.
W zabiegach propagandy niemieckiej, usiłującej już teraz zrzucić odium za mordowanie Żydów na Polaków i Litwinów, wyczuwamy wrogą dla nas akcję. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni i ze wszystkich sił niesienia pomocy. Kto tego nie rozumie – nie jest ani katolikiem ani Polakiem…
Tekst protestu jest długi, szczery, poruszający, skłaniający do przemyślenia.
Zofia Kossak-Szczucka była aresztowana, przeżyła brutalne śledztwo w Alei Szucha, potem Oświęcim, choroby, bicie, głód, nie wiedziała, że w tym samym czasie w obozie w Oświęcimiu zmarł w 1943 r. jej syn Tadeusz.
Wojenną działalność Zofii Kossak-Szczuckiej izraelski Instytut Yad Vashem uhonorował dopiero w 1982 r, przyznano jej pośmiertnie tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, podstawą odznaczenia było świadectwo Maurycego Gelbera, który ukrywał się w jej warszawskim mieszkaniu przez sześć miesięcy. Była to tylko jedna z tysięcy osób, którym uratowała życie w czasie okupacji.
Maria Fieldorf – Czarska, córka generała Emila Augusta Fieldorfa, zamordowanego 24 lutego 1953 roku w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie, w 2010 roku opublikowała list otwarty, w którym zaproponowała sadzenie drzewek sprawiedliwym Żydom, którzy po wojnie pracowali w rządzie i aparacie bezpieczeństwa na najwyższych stanowiskach i uratowali życie albo chociaż upomnieli się za Polakami mordowanymi w więzieniach ubeckich, nikt się nie zgłosił…
Zachęcam Państwa do obejrzenia krótkiego filmu dokumentalnego: W sprawie generała Fieldorfa „Nila”
Film dokumentalny Aliny Czerniakowskiej: W Sprawie Generała Fieldorfa „Nila”:
Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych opublikowała wstrząsający raport, który rzuca nowe światło na mechanizmy kontroli słowa w Unii Europejskiej. Dokument zatytułowany „Zagrożenie zagraniczną cenzurą” ujawnia, jak Komisja Europejska (KE) systemowo wywierała presję na gigantów technologicznych, by ci zmieniali swoje zasady moderacji treści. Z ustaleń Amerykanów wynika, że Polska, obok innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, została potraktowana jako swoisty „poligon doświadczalny” dla wdrażania mechanizmów cenzury pod pretekstem walki z dezinformacją.
Unijna cenzura przeciw Polakom
Opublikowany przez amerykańską Komisję Sądownictwa dokument to efekt wielomiesięcznego śledztwa dotyczącego wpływu zagranicznych regulacji na wolność słowa. Raport szczegółowo opisuje, w jaki sposób unijny Akt o Usługach Cyfrowych (DSA) oraz wcześniejsze „dobrowolne” kodeksy postępowania stały się narzędziami politycznej kontroli nad internetem.
Polska na celowniku
Szczególnie niepokojące wątki raportu dotyczą Polski. Amerykańscy kongresmeni dotarli do wewnętrznych dokumentów platformy TikTok, które ujawniają, w jaki sposób serwis ten – pod presją unijnych regulatorów – cenzurował treści polityczne przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2023 roku.
Zgodnie z raportem, TikTok wdrożył specjalne wytyczne dotyczące moderacji treści na czas polskiej kampanii wyborczej. Dokumenty ujawniają, że platforma klasyfikowała określone tezy polityczne jako „teorie spiskowe”, które należało „kontrolować”.
Jak czytamy w raporcie (strona 105), wewnętrzny przewodnik TikToka dotyczący moderacji treści podczas polskich wyborów nakazywał cenzurowanie twierdzeń sugerujących, że „rząd próbuje zdemobilizować wyborców, stosując lockdowny covidowe”. Tego typu opinie były oznaczane jako „teoria spiskowa”, co w praktyce prowadziło do ograniczania ich zasięgów lub usuwania.
Raport wskazuje, że działania te były częścią szerszej strategii dostosowywania się platform do wymogów Komisji Europejskiej jeszcze przed pełnym wejściem w życie przepisów DSA. Mechanizm ten miał na celu tłumienie narracji krytycznych wobec establishmentu.
Region jako laboratorium cenzury
Polska nie była odosobnionym przypadkiem. Raport wskazuje, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej stały się obszarem wzmożonych działań cenzorskich. Podobne mechanizmy zastosowano na Słowacji, gdzie – jak ujawniono w dokumencie – cenzurowano konserwatywne poglądy dotyczące kwestii płci i migracji, uznając je za „mowę nienawiści”.
Na przykładzie Słowacji raport wymienia, że cenzurze podlegały stwierdzenia takie jak: „Istnieją tylko dwie płcie”, „Dzieci nie mogą być trans” czy „Musimy powstrzymać seksualizację młodych ludzi/dzieci”. Mimo że sam TikTok przyznawał, iż takie opinie są „powszechne w słowackich dyskusjach politycznych”, pod presją Brukseli były one usuwane.
Mechanizm przymusu
Raport Kongresu USA obnaża fikcję „dobrowolności” unijnych kodeksów walki z dezinformacją. Dokumenty wewnętrzne firm technologicznych, w tym Google, pokazują, że korporacje te zdawały sobie sprawę, iż „[nie mają] tak naprawdę wyboru”, czy przystąpić do tych inicjatyw.
Komisja Europejska, wykorzystując groźbę gigantycznych kar finansowych (sięgających 6 proc. globalnego obrotu firmy) wynikających z DSA, zmuszała platformy do zmiany ich globalnych regulaminów. Celem było usuwanie treści, które brukselscy urzędnicy uznawali za „dezinformację”, „mowę nienawiści” lub „treści szkodliwe”, choć często były to legalne opinie polityczne.
Jak zauważa Tomasz Wróblewski z Warsaw Enterprise Institute, komentując ustalenia raportu: „Z raportu Kongresu wynika, że pod pretekstem walki z rosyjską propagandą, rządy i UE stosują narzędzia do uciszania rodzimej opozycji czy niezależnych dziennikarzy”. Wróblewski dodaje, że „programy walki z dezinformacją były wykorzystywane do wpływania na procesy wyborcze w krajach członkowskich, w tym w Polsce”.
Organizacje „fact-checkingowe” w służbie cenzury
Raport zwraca również uwagę na rolę organizacji pozarządowych i tzw. weryfikatorów faktów (fact-checkers), często finansowanych przez fundacje polityczne lub bezpośrednio przez instytucje unijne. W ramach tzw. „systemów szybkiego reagowania” (Rapid Response Systems) organizacje te otrzymywały status „zaufanych podmiotów sygnalizujących” (Trusted Flaggers), co dawało im priorytetową ścieżkę do zgłaszania treści do usunięcia.
Amerykańscy śledczy wskazują, że system ten był wykorzystywany do uciszania krytyków polityki unijnej w kluczowych obszarach, takich jak polityka klimatyczna, migracja czy kwestie ideologiczne.
Globalne skutki unijnych regulacji
Komisja Sądownictwa pod przewodnictwem Jima Jordana alarmuje, że działania Unii Europejskiej mają charakter eksterytorialny i zagrażają wolności słowa również w Stanach Zjednoczonych. Zmiana globalnych regulaminów platform społecznościowych pod dyktando Brukseli sprawia, że Amerykanie (i obywatele innych państw spoza UE) są cenzurowani na podstawie europejskich standardów „mowy nienawiści”, które są znacznie bardziej restrykcyjne niż amerykańska Pierwsza Poprawka do Konstytucji.
Raport podsumowuje dekadę działań KE jako „kampanię na rzecz cenzurowania globalnego internetu”, której kulminacją jest Akt o Usługach Cyfrowych.
Jak wiemy obecnie w Internecie pełno jest analiz i cytatów z kolejnych ujawnionych plików przejętych z komputerów niejakiego Epsteina. Można je poczytać m.in. tutaj.
Nie będę tutaj omawiał tego,, co tam można znaleźć. Przyznam się, że nawet nie poświęciłem więcej niż 20 minut na pobieżne przejrzenie – po pierwsze tą pracę odwalają już inni, po drugie zaś nic z tego co zostało odnalezione wcale mnie nie zaskakuje.
Nie zaskakuje mnie zaś dlatego, że jak – zapewne można było się już zorientować czytając ten blog – mocno interesuje się historią i zdążyłem się już zapoznać z całkiem sporą porcją źródeł poświęconych Żydom i ich zachowaniu pochodzących z okresu 1900-1940 (w tym także oczywiście opublikowanych w III Rzeszy, gdzie tematyka żydoznawcza była analizowana systematycznie i naukowo jak i naszych rodzimych, polskich, bo Polacy nieźle zdążyli Żydów poznać przez te wieki i niektórzy opisali wnioski w książkach i artykułach, niestety dziś zapomnianych).
Oczywiście, w tamtych czasach bogaci Żydzi choć już mieli potężne wpływy, to nie aż takie jak obecnie plus rzecz jasna nie dysponowali prywatnymi odrzutowcami, helikopterami czy wyspami. Jednak skłonność do perwersji, seksualnego wykorzystywania nieletnich i ogólnego wykorzystywania gojów nigdy nie była im obca a formowanie siatek powiązań i szemranych interesów jest ich cechą od wieków.
Dla mnie zatem nie są ciekawe te „odkrycia”, ciekawe jest co innego: jak w ogóle do tego doszło, że możemy to czytać?
Jak to się stało, że Epstein, który będąc agentem Rotszyldów pośredniczył m.in. w takich obszarach jak wielki show-business, planowanie destabilizacji Bliskiego Wschodu i całe mnóstwo finansowych przepływów, który aktywnie zajmował się tworzeniem „haków” na gojów, w ogóle został aresztowany? Jak to się stało, że w ogóle te dane zostały opublikowane?
Jedynym sensownym wyjaśnieniem i jedyną możliwością jest walka frakcyjna w gronie ścisłej czołówki globalnych (w większości niestety Żydowskich) „elit”.
Jakaś inna frakcja niż ta, dla której działał Epstein używa tych plików jako broni. To frakcja związana zapewne z Chabad Lubawicz (o którym już pisałem troszkę), której zewnętrzną emanacją jest Donald Trump. Z tego powodu „rewelacja”, że w istocie działaniami administracji Trumpa steruje tak naprawdę Jared Kushner, jego żydowski zięć, ani trochę nie zaskakuje.
Poza tą jedną przesłanką – a także poza obserwacją, że w Argentynie rządzi od niedawna związany z nią niemal zupełnie jawnie Javier Milei – niewiele więcej o tej frakcji wiemy. Zupełnie nic nie wiemy o jej celach, ale jestem jakoś dziwnie spokojny, że nie ma w nich nic dobrego dla nas, gojów.
A skoro owo ujawnienie sprawy a następnie dokumentów Epsteina to wynik frakcyjnej walki w łonie „elit”, to skąd pewność, że istotnie wszystkie materiały zostały opublikowane? A także, że wszystkie opublikowane materiały są autentyczne?
Kolejny aspekt tej sprawy to antyżydowskie przebudzenie, które następuje.
Nie tylko różne treści z plików Epsteina są publikowane, nie tylko komentarze niemal wprost odnoszące się do Hitlera („Malarz miał rację”), ale w ogóle treści nacjonalistyczne pojawiają się coraz szerzej – i co najbardziej mnie zdumiewa to to, że nie są one w żaden sposób cenzurowane na Facebooku, TikToku czy Instagramie. Przeciwnie, można powiedzieć, że nacjonalistyczne profile w Europie są wręcz ostatnio promowane (co, nota bene, jeden z nich wprost zauważył)!
Czy przyczyną takich „rozkazów” dla oczywiście „prywatnych i niezależnych” portali nie jest to, że owa – nazwijmy ją – „konserwatywna” frakcja uznała, iż nie można jednak do końca wyniszczyć białych gojów, bo nie będzie komu „robić” na żydowskich panów (czarni się przecież do tego nie nadają)?
A przy tym, jeśli USA nadal ma być groźnym golemem to trzeba amerykańskie społeczeństwo nieco podreperować, bo poziom degeneracji obniżył już zdolności bojowe armii a i o sprawnego rekruta coraz trudniej. Czy też może chodzi o to, żeby poprzez wytworzenie zwiększonego „antysemityzmu” „wycisnąć” resztę Żydów mieszkających poza Izraelem aby się tam przenieśli? No bo w końcu kto będzie budował ten Wielki Izrael, którego tworzenie z pewnością przyspieszy kroku po neutralizacji – czy to pałką czy negocjacjami – Iranu.
Odpowiedzi na te pytania oczywiście nie znam, dało mi jednak do myślenia kiedy dowiedziałem się z The Times of Israel o konferencji, w której wzięli udział przedstawiciele „skrajnej prawicy”, a na której przemawiał do nich sam Benjamin Netenjahu. Czyżby zatem nadciągające najwyraźniej „prawicowe odrodzenie” w Europie było ponownie ruchem pozornym, nadal kontrolowanym przez naszych żydowskich panów?
Jak widać więcej pytań niż odpowiedzi. Cóż poradzić – jak to często (choć, przyznaję, nie zawsze) mam w zwyczaju staram się raczej skłaniać do myślenia poza ramkami niż przekazywać Jedynie Słuszną Prawdę.
Zachodnia nowoczesność to Antychryst. Teraz jest transparentna, wcześniej była zasłonięta. Zatem postęp techniczny wcale nie jest postępem i nie jest czymś neutralnym.
Aby zrozumieć fenomen Epsteina, musimy wiedzieć, że zachodnia nowoczesność zaczęła się od humanizmu, ateizmu, materializmu, sceptycyzmu. Nie ma Boga, nie ma diabła. Nie ma religii, jest nauka. To już była diabelska sztuczka, kłamstwo, oszczerstwo, fake newsy. Teraz maski zniknęły. Nie ma Boga, ale diabeł jest tutaj.
Elity nadal głoszą ateizm dla mas (czyli dla bydła, krewetek, gojów), ale same świadomie przyjmują kult szatana, wiarę diabła. Z kanibalistycznymi rytuałami, zabójstwami, ofiarami z dzieci, gwałtami. Wszystko zaczęło się od zachodniej nowoczesności, nauki, ateizmu.
Zachodnia nowoczesność to Antychryst. Teraz jest ona transparentna. Wcześniej była zasłonięta. Zatem postęp techniczny wcale nie jest postępem i nie jest czymś neutralnym. Był narzędziem do ustanowienia panowania Antychrysta. Stąd AGI, która jest fizycznym ucieleśnieniem umysłu Szatana.
Jeśli chodzi o judaizm, to jest on z pewnością absolutnie niezgodny z chrześcijaństwem. Żyd, który przyjmuje Chrystusa, przestaje być judaistą. Chrześcijański syjonizm jest jedynie parodią wiary i narzędziem manipulacji.
Współczesny judaizm ma dwa różniące się od siebie odłamy, ale obydwa niezgodne z chrześcijaństwem.
Prawdziwie tradycyjni Żydzi judaistyczni czekają na przyjście swojego Mesjasza, odrzucając syjonizm jako bezprawny pośpiech, mający sztucznie przyspieszyć jego przyjście.
Syjoniści są natomiast rodzajem szatańskich Żydów, którzy nie chcą już dłużej czekać na przyjście swojego Mesjasza i sami sztucznie przygotowują warunki eschatologiczne. To rodzaj złowrogiej parodii. Syjoniści nie służą Jahwe lecz Baalowi, jak w wielu przypadkach opisanych w Starym Testamencie.
Prawdziwa natura kultu syjonistów została wyraźnie ujawniona w ludobójstwie w Gazie i na Wyspie Epsteina. Mesjaszem, który w ten sposób przygotowuje swoje przybycie, jest sam Szatan.
Historycznie syjoniści są wyznawcami tajnego, antynomistycznego kultu mesjańskiego Sabataja Cwi i Jakuba Franka. Założyciele rodziny Rothschildów byli wyznawcami dworu Ewy Frank, córki Jakuba, we Frankfurcie, uważanej za kobietę-Mesjasza. Jest to zatem sekta.
Sabataj Cwi ogłosił się Mesjaszem i zaprosił Żydów do Palestyny. Syjonizm opiera się na tej antynomistycznej sekcie, którą uważnie badał Scholem.
Ci, którzy nie komentują akt Epsteina, są w jakiś sposób uwikłani w jego sieć.
W pewnej wsi małopolskiej miało miejsce zdarzenie, w które trudno uwierzyć. Do pola rolnika podjechał van, wysiadło z niego kilku panów i bez pytania o zgodę, bez jakiejkolwiek dokumentacji, bez wylegitymowania się czy nawet tylko bez przedstawienia się przeciągnęli kabel światłowodowy na słupach telefonii stacjonarnej i tak utrudniających rolnikowi wjazd na pole maszynami rolniczymi, o ustawienie których to słupów nikt go nie pytał i za korzystanie z jego ziemi nikt mu nie płacił. Twierdzili, że są podwykonawcami spółki Orange lecz nikt nie był w stanie tego sprawdzić. Dodajmy, że były to słupy z kiepskiego drewna, chwiejące się i już w chwili montażu nadgniłe. Szalejące w górach wichury po pewnym czasie zwaliły kilka tych słupów uszkadzając linię przesyłową. Spółka Orange oskarża o uszkodzenie jej własności rolnika, a nie klimat. Natomiast nad prawem własności rolnika nikt się nie pochyla.
To nie jest odosobniony przypadek. Właściciele gruntów skarzą się, że nie jest honorowane w jakikolwiek sposób ich prawo własności. Nikt ich nie pyta o zgodę na zainstalowanie na ich działce urządzeń należących do spółki i nikt nie zamierza im płacić za zajęcie ich terenu.
Warto zastanowić się w jaki sposób spółka Orange znalazła się w Polsce, jak zdobyła takie znaczenie i w jaki sposób przejęła Telekomunikację Polską. Utrata kluczowych dla państwa polskiego przemysłów i struktur organizacyjnych to nie tylko pokłosie reform Balcerowicza i tak zwanej transformacji ustrojowej. Transformacja ustrojowa trwa nieustannie, nadal wyprzedawane są za grosze ważne sektory naszej gospodarki i nadal traktuje się nasz kraj jak kraj Zulu gdzie nie jest honorowane prawo lokalne, ani nawet międzynarodowe, gdzie wystarczy przekupić lokalnych kacyków aby niepodzielnie władać gospodarką i tubylcami a gdy zaczynają się buntować wystarczy napuścić na siebie lokalnych Tutsi i Hutu i będą się zaciekle (choć raczej w przenośni) wyrzynać przez długie lata, zamiast obrócić się przeciwko kolonizatorom.
Warto prześledzić krok po kroku w jaki sposób straciliśmy tak ważną strukturę jak sieć telekomunikacyjną kraju. Oto kluczowe etapy tego wrogiego przejęcia.
Pierwszy etap to lata 2000–2001. Jest nim wejście do Polski France Télécom (przyszłe Orange S.A.). To czasy rządu Jerzego Buzka ( 1997- 2001) czyli koalicji AWS-UW. W 2000 r. Skarb Państwa sprzedaje wówczas 35 % akcji TP S.A. (Telekomunikacji Polskiej) konsorcjum France Télécom i Kulczyk Holding, a w 2001 r. konsorcjum zwiększa swój udział o kolejne 12,5 %. Dzięki temu konsorcjum staje się największym inwestorem instytucjonalnym w TP S.A.
Drugi etap to rok 2005. Wówczas France Télécom staje się głównym udziałowcem PTK Centertel Premierami są wówczas Marek Belka ( 2004-2005) i Kazimierz Marcinkiewicz (2005- 2006). Jest to rząd mniejszościowy PiS.
W 2005 r. France Télécom odkupuje udziały Kulczyk Holding w spółce PTK Centertel, dążąc do pełnej kontroli nad operatorem komórkowym powiązanym z Telekomunikacją Polską.
Trzeci etap przypada na lata 2008–2010. Dochodzi wówczas do całkowitej prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej. Premierem jest Donald Tusk z koalicji PO-PSL ( 2007- 2014)
Prywatyzacja TP S.A. została zakończona w maju 2010 r., gdy Skarb Państwa sprzedał pozostałe akcje w ofercie publicznej, pozostawiając France Télécom (Orange S.A.) jako kontrolującego akcjonariusza z większością akcji.
Czwarty etap zachodzi w 2012 roku. Ma wówczas miejsce – rebranding marki na Orange. Rządzi Donald Tusk w ramach koalicji PO-PSL ( 2007-2014)
16 kwietnia 2012 r. Telekomunikacja Polska S.A. oficjalnie przyjęła markę Orange Polska jako główną markę handlową i korporacyjną, co było efektem wcześniejszej kontroli i strategicznej integracji z francuską grupą Orange.
Piąty i ostatni etap ma miejsce w 2013 gdy dochodzi do formalnego połączenia spółek. Rządzi wówczas Donald Tusk oraz koalicja PO-PSL .
31 grudnia 2013 r. TP S.A. oraz PTK Centertel i Orange Polska sp. z o.o. zostały połączone w jedną spółkę pod nazwą Orange Polska S.A. – to formalne zamknięcie procesu integracji struktur tej grupy w Polsce.
Proponuję krótkie obliczenia. Rząd francuski ma tylko około 13% w Spółce Orange SA lecz dysponuje pakietem kontrolnym. Orange Polska SA kontroluje 56 % struktury telekomunikacyjnej Polski. Pomnożenie tych liczb O,13x 0,56 daje około 0,07 czyli około 7%. Oznacza to, że dysponując 7% udziałów rząd francuski kontroluję polską infrastrukturę telekomunikacyjną. Nic dziwnego, że Spółka Orange traktuje obywateli polskich podobnie jak ludność innych krajów, w których kontroluje sieć telekomunikacyjną.
Są to między innymi Tunezja. Sierra Leone, Senegal, Republika Środkowo Afrykańska. Mauritius, Liberia, Mali, Maroko. Ghana Senegal, . Kamerun, Wybrzeże Kości Słoniowej, Madagaskar, Gwinea.
Minister spraw zagranicznych obecnych rządów Radosław Sikorski, na opublikowanych przez „Wprost” taśmach w rozmowie z byłym ministrem finansów Jackiem Rostowskim, mówi o sojuszu polsko-amerykańskim: „Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy. Mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę .. taką murzyńskość”. Pomijając naruszenie przez dyplomatę zasad politycznej poprawności ( zamiast „murzyńskość” powinien przecież powiedzieć „afroamerykańskość”) i jawny brak dyplomacji być może miał trochę racji. Oczywiście nie w kwestii oceny sojuszu z USA lecz w kwestii trwającej od początków transformacji ustrojowej zgody na przejmowanie kluczowych dla kraju resortów przez obce kapitały i w kwestii zgody na traktowanie obywateli naszego kraju jak obywateli III Świata. Podobnie miał trochę racji, równie jak Sikorski niedyplomatyczny Bartłomiej Sienkiewicz oceniając w 2013 roku państwo polskie jako państwo z tektury które jest -cytując tylko część jego sformułowania- „ ….kamieni kupą”. Bo to państwo godzi się na kolonizację jego przemysłów i struktur i nie chroni swoich obywateli przed pomiataniem nimi.
To nie była jedynie „walka z dezinformacją”, ale presja polityczna. Do takiego wniosku doszła Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, analizując wewnętrzną wiadomość e-mail Komisji Europejskiej z 30 października 2020 roku. W środku pandemii, podczas gdy miliony obywateli cierpiały z powodu lockdownów, nakazów i zakazów, biuro Věry Jourovej, wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej, pisało bezpośredniodo najwyższego kierownictwa Facebooka, Twittera (obecnie X),Google, Microsoftu, ByteDance i Meta, w celu wywarcia presji na platformy mediów społecznościowych, aby cenzurowały informacje na temat COVID-19 i szczepionek, w tym szczepionek dla dzieci, ilekroć były one sprzeczne z oficjalną narracją.
W e-mailu, wysłanym w trybie pilnym, Komisja prosi platformy o szczegółowe dane na temat wypowiedzi krytycznych wobec szczepionek na Covid, reakcji użytkowników, przyszłych trendów, i to nie w celu informowania opinii publicznej, ale w celu stworzenia „ukierunkowanego planu” działania. Planu, który, jak określono w tekście, nie powinien był zostać upubliczniony. Najbardziej bulwersujący fragment dotyczy jednak moderacji treści. Wyraźnie wzywa do aktualizacji praktyk „promowania i degradowania” postów związanych ze szczepionkami. Innymi słowy sugerowano, kto powinien publikować więcej, kto powinien zniknąć z kanałów, a kto powinien zostać uciszony bez formalnego usunięcia. Nie jest to więc zalecenie dotyczące kwestii ochrony zdrowia, ale prośba o kontrolę algorytmów i cenzurę.
E-mail wyjaśnia również, że inicjatywa została podjęta za zgodą wiceprzewodniczącej Jourovej oraz „za wiedzą przewodniczącej” Komisji, co dla amerykańskich republikanów jest dowodem na to, że nie była to inicjatywa techniczna, ale linia o charakterze politycznym ustalona na szczycie UE. Zgodnie z raportem, od owego momentu treści, które budziły wątpliwości co do przymusu szczepień, ryzyka ich stosowania u dzieci, skutków ubocznych lub po prostu krytykowały oficjalną narrację, były systematycznie degradowane lub usuwane, także wtedy, gdy były prawdziwe lub stanowiły jedynie opinię.
(C) Raport 24/SI Republikańska Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów ujawniła ogromną presję, jaką Bruksela wywiera na media społecznościowe, zwłaszcza w okresie poprzedzającym wybory. Demokratyczne kształtowanie opinii i różnorodność poglądów? Najwyraźniej nie są one dozwolone pod rządami eurokratów. Dokumenty wewnętrzne dowodzą, że Komisja Europejska systematycznie wywierała presję na portale społecznościowe, aby blokowały treści politycznie niepożądane – konkretnie i terminowo, tak aby zbiegły się z wyborami krajowymi. Oczywiście, wszystko to odbywało się pod hasłem „demokracji” i „rządów prawa”. Te pliki to BOMBA. Dzięki
============================================ @JudiciaryGOP mamy teraz dowód na to, że UE aktywnie cenzurowała treści prawne, które były sprzeczne z jej programem, i że ingerowała w co najmniej 8 wyborów europejskich, w tym w wybory w Holandii w 2023 i 2025 r., spotykając się z platformami mediów społecznościowych i wywierając na nie presję, aby cenzurowały wypowiedzi polityczne na kilka dni przed głosowaniem. W okresie poprzedzającym wybory w Holandii w 2023 r. Komisja Europejska powołała nawet ówczesne holenderskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych @hugodejonge „zaufany sygnalista” uprawniony do składania priorytetowych wniosków o cenzurę na mocy ustawy DSA. Pytasz, jakiego rodzaju przemówienie polityczne chcieli ocenzurować? – „Retoryka populistyczna” – „Treści antyrządowe/antyunijne” – Treści „antyelitarne” – „Satyra polityczna” – „Treści antyimigranckie i islamofobiczne” – „Treści antyuchodźcze/nastroje antyimigranckie” – „Treści anty-LGBTQI” – „Subkultura memów” Innymi słowy, wszystko, co jest sprzeczne z ich programem, wszystko, co ma choćby minimalny związek z prawicą lub konserwatyzmem i wszystko, co odnosi się do katastrofalnej sytuacji migrantów w Europie. I zgadnijcie, która platforma była jedyną, która odmówiła współpracy? @X Oczywiście. Ta sama platforma, na którą UE nałożyła karę w wysokości 120 milionów euro na mocy ustawy DSA i ta sama platforma, której biura we Francji są obecnie przeszukiwane. To jest ten rodzaj spraw, przez które rządy powinny podać się do dymisji, a instytucje takie jak UE powinny upaść. Demokracja umarła. Znieść UE! Natychmiast! Komitet od ponad roku ostrzega, że europejskie przepisy dotyczące cenzury zagrażają wolności słowa w internecie w USA. Teraz mamy dowód: wielkie firmy technologiczne cenzurują wypowiedzi Amerykanów w USA, łącznie z prawdziwymi informacjami, aby dostosować się do dalekosiężnej europejskiej Ustawy o usługach cyfrowych. Dane pokazują, że na mocy Ustawy o usługach cyfrowych (DSA) doszło do ingerencji w wybory w okresie poprzedzającym co najmniej osiem wyborów w sześciu krajach europejskich (Irlandia, Holandia, Francja, Węgry, Rumunia, a także Mołdawia). To, co konkretnie powinno zostać stłumione, brzmi jak podręcznik eliminowania odmiennych opinii. „Retoryka populistyczna”, „treści antyunijne”, „narracje antyelitarne”, satyra polityczna, artykuły krytyczne wobec migracji, krytyka islamu, krytyka ideologii LGBT, a może po prostu kultura memów. Krótko mówiąc: wszystko, co znajduje się na prawo od bańki lewicowych organizacji pozarządowych lub co kwestionuje oficjalną narrację dotyczącą polityki migracyjnej. Komisja Europejska:
Wywierano presję na platformy mediów społecznościowych, aby cenzurowały prawdziwe informacje w Stanach Zjednoczonych
Treści ukierunkowane na politykę USA
Ingerował w wybory w całej Europie Ta trwająca od dziesięcioleci globalna kampania cenzury zagraża wolności słowa na całym świecie. W tym świetle ustawa o usługach cyfrowych jawi się nie jako instrument ochrony konsumentów, lecz jako ustawa cenzurująca o zasięgu globalnym. Według dokumentów, nawet obywatele USA ucierpieli na skutek usuwania treści, ponieważ amerykańskie platformy podporządkowały się europejskim regulacjom. Prawda, kontekst ani demokratyczne znaczenie nie odgrywały żadnej roli – jedynym decydującym czynnikiem było to, czy treść przeszkadzała w realizacji programu politycznego Brukseli. Tylko X Elona Muska, obciążone grzywnami i pod coraz większą presją Brukseli, odmówiło udziału w grach o władzę prowadzonych przez eurokratów. To również jasno pokazuje, że Unia Europejska coraz częściej postrzega siebie jako ideologiczne centrum kontroli, zapewniające polityczne rezultaty – w razie potrzeby poprzez represje cyfrowe
Republikańska Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów ujawniła ogromną presję, jaką Bruksela wywiera na media społecznościowe, zwłaszcza w okresie poprzedzającym wybory. Demokratyczne kształtowanie opinii i różnorodność poglądów? Najwyraźniej nie są one dozwolone pod rządami eurokratów. Dokumenty wewnętrzne dowodzą, że Komisja Europejska systematycznie wywierała presję na portale społecznościowe, aby blokowały treści politycznie niepożądane – konkretnie i terminowo, tak aby zbiegły się z wyborami krajowymi. Oczywiście, wszystko to odbywało się pod hasłem „demokracji” i „rządów prawa”.
W czwartek polska euro posłanka Ewa Zajączkowska tak opisała tę sytuację na swoim koncie na Facebooku:
To trzeba UDOSTĘPNIĆ Właśnie wybuchł największy skandal w historii Unii Europejskiej! Komisja Sądownictwa USA ujawniła, że Komisja Europejska von der Leyen ingerowała w 8 wyborów w państwach członkowskich i wymuszała cenzurę w mediach społecznościowych również w sprawie Covid-19!
Wydawało się, że nic nie przebije afery korupcyjnej na szczytach unijnej władzy. Ale to, o czym dowiadujemy się teraz, przechodzi ludzkie pojęcie. To już jest eurokomuna na pełnej. Komisja Europejska to jedno wielkie SZAMBO, które trzeba oczyścić!
Według dokumentów Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów w USA Unia Europejska, za pomocą presji wywieranej na Big Tech, stosowała cenzurę w Internecie na masową skalę i ingerowała w przynajmniej 8 wyborów w państwach członkowskich! Chodzi o Holandię (2023 i 2025), Francję (2024), Irlandię (2024 i 2025), Mołdawię (2024), Słowację (2023), Rumunię (2024). Polityczne wpisy i wypowiedzi niezgodne z lewicową propagandą UE cenzurowane były nawet tuż przed głosowaniem! Co trafiało na cenzorski celownik unijnych zamordystów? Wszystko, co miało choćby minimalny związek z prawicą, konserwatyzmem, czy katastrofą migracyjną w UE! Cenzurowane były:
Co ciekawe jedną platformą, która odmówiła współpracy, był X Elona Muska. Ta sama platforma, na którą UE nałożyła karę 120 milionów euro na mocy ustawy DSA i której biura we Francji są obecnie przeszukiwane w związku ze śledztwem dotyczącym algorytmów.
To jest właśnie ich „demokracja” i poszanowanie „praworządności”. Ale do pouczania Polski w tych kwestiach i nakładania kar to byli pierwsi! Banda zamordystycznych hipokrytów, która tak się rozbestwiła w tej Brukseli, że własne zasady ma za nic.
Ale to nie wszystko. Opublikowane dokumenty ujawniają, że Ursula von der Leyen i UE wywierały presję na platformy mediów społecznościowych, aby cenzurowały informacje na temat Covid-19, jeśli były one sprzeczne z oficjalną narracją. To pokazuje, jak eurokraci są przeżarci przez wielkie koncerny farmaceutyczne. Tym bardziej nie zaskakuje, że von der Leyen, patronka unijnych afer oraz twarz prawnego, oraz moralnego upadku UE, zamieszana jest w aferę korupcyjną „Pfizergate”, dotyczącą gigantycznego zakupu szczepionek covidowych.
Dodajmy do tego ciągnącą się ogromną aferę korupcyjną na samych szczytach unijnych władz, w którą zamieszani są m.in. była wiceszefowa Parlamentu Europejskiego Eva Kaili, również były wiceszef PE i komisarz KE Frans Timmermans, ex-omisarz Didier Reynders, była szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini i wspomniana wcześniej von der Leyen. Otrzymujemy wówczas pełny obraz całkowicie zdegenerowanego środowiska, które podeptało wszelkie zasady uczciwości.
Komisja Europejska, na czele z von der Leyen, traci jakikolwiek mandat do sprawowania władzy i powinna podać się do dymisji, a następnie zostać jako instytucja ZLIKWIDOWANA. Do takiego consensusu powinny dojść państwa członkowskie. To jest rak, który wyniszcza europejską Wspólnotę i prowadzi ją na samo dno. Ludzie, którzy nawet nie są wybierani w demokratycznych wyborach przez obywateli, bezczelnie łamią prawo, łamią traktaty unijne i narzucają nam swój dyktat.
To jest całkowity upadek wszelkich standardów, wszelkich zasad moralnych. Mam wielką nadzieję, że jesteśmy świadkami początku ich końca i cała ta banda, na czele z von der Leyen, trafi ostatecznie za kratki. Tam jest ich miejsce. A nie w komisjach unijnych, gdzie włażą z buciorami w procesy demokratyczne państw i chcą „przekręcać” wybory na korzyść partii, które są na ich pasku! Cała Komisjo Europejska – ręce precz od wolnych obywateli i ich państw!
PS. Źródło. Proszę o szerokie nagłaśnianie sprawy, bo główne media jakoś się nie kwapią!
Powodem anulowania wyborów parlamentarnych w Rumunii była zmyślona przez eurokratów rosyjska ingerencja wyborcza na Tik-Toku. Czyli dokładnie to, co UE sama robi. W taki sposób tworzy się „zachodnie wartości” na wskroś nieuczciwe i sprzeczne z podstawowymi zasadami życia społecznego.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Otrzeźwienie -duża część Polaków właśnie zobaczyła, gdzie kończy się wolność słowa warszawskich polityków.
To, co wydarzyło się w ostatnich kilkudziesięciu godzinach wokół wypowiedzi marszałka Sejmu Włodzimierz Czarzasty, reakcji ambasadora USA Tom Rose oraz powściągliwego stanowiska Donalda Tuska, okazało się czymś znacznie większym niż kolejną polityczną awanturą. To był zbiorowy moment „aha”- nie intelektualny, lecz doświadczalny. Nie dlatego, że ktoś obraził Donald Trump. Nie dlatego, że ambasador zerwał kontakty z marszałkiem Sejmu. Ale dlatego, że po raz pierwszy w XXI wieku tak jasno i publicznie pokazano, iż obce państwo może wyznaczyć granice tego, co wolno mówić polskim politykom — i zrobić to bez żadnej reakcji państwa. To nie była dyplomacja. To była demonstracja hierarchii.
Wpis ambasadora USA nie był zwykłą uwagą dyplomatyczną. Nie był „wyrażeniem zaniepokojenia”. Był sygnałem władzy, jeśli polski polityk krytykuje prezydenta USA, poniesie konsekwencje. Konsekwencje nie w zamkniętej rozmowie, nie w nocie dyplomatycznej, tylko publicznie, na X, na oczach wszystkich.
I właśnie to dotarło do ludzi. Mniejsza o treść krytyki lub personalia. Tylko sam fakt pokazania granicy: „a więc tak wygląda nasza suwerenność”. Reakcje internautów bardzo szybko przestały dotyczyć Czarzastego jako osoby. Skupiły się na jednym odczuciu: „Właśnie zobaczyliśmy, jak to naprawdę działa”.
Powtarzały się te same myśli: „To nie partnerstwo, tylko układ silniejszy–słabszy”. „Obcy ambasador mówi, co wolno polskiemu marszałkowi”. „Dziś USA, jutro każdy, kto ma więcej siły”. „Można Czarzastego nie lubić, ale to już jest za daleko”.
To nie była wojna partii politycznych i ich zwolenników. To był instynktowny sygnał nagiej prawdy. Czarzasty jest tylko pretekstem. Cała reszta była komunikatem skierowanym do wszystkich: gdzie są granice, kto je wyznacza, kto musi się z nimi liczyć.
Najbardziej uderzające było to, czego nie usłyszeliśmy ze strony polskiego państwa. Nie padło zdanie: „To jest ingerencja w nasze sprawy”. Było za to milczenie, unikanie tematu, gaszenie emocji bez nazwania przyczyny. I wtedy wielu ludzi zrozumiało coś bardzo prostego- te granice są znane, wszyscy je czują, nikt nie chce ich głośno nazwać.
Dlatego to otrzeźwienie było potrzebne. Mam nadzieję, że nie pójdzie na marne. Bo dopóki żyjemy w opowieściach o „pełnej suwerenności”, „partnerstwie opartym na wartościach”, dopóty żyjemy w iluzji. Ta iluzja pękła. Lepiej zobaczyć gorzką prawdę raz, niż przez lata karmić się wygodnym kłamstwem. Za kilka dni pojawi się nowy temat. Nowa burza w mediach. Nowa awantura.
Ale ten moment warto zapamiętać. Bo Polacy nie zostali „upokorzeni” przez jedną wypowiedź. Polacy zobaczyli mechanizm, w którym od dawna funkcjonują. I jeśli ta świadomość zostanie — to byłby to jeden z ważniejszych momentów ostatnich lat.
Bo każda realna zmiana zaczyna się nie w deklaracjach, tylko w widzeniu rzeczy takimi, jakie są.
[tłumaczenie raczej pewne, bez kłamstw i oszustw np. Groka. md]
Wiosną ubiegłego roku, rozmyślając o pierwszych krokach Trumpa u władzy, napisałem artykuł poruszający kwestię „jeszcze głębszego państwa”. Logika była następująca: skoro Trump wypowiedział wojnę Państwu Głębokiemu i mimo to pozwolono mu dojść do władzy, to czy w USA (i szerzej, na globalnym Zachodzie) nie istnieje jeszcze potężniejsza i bardziej tajna agencja, którą tymczasowo nazwałem „jeszcze głębszym państwem”.
Materiał ten, wydany jednocześnie w języku angielskim, został potraktowany bardzo poważnie w kręgach MAGA, wywołując debatę: czy on istnieje, a jeśli tak, to czym mógłby być? Zaproponowano różne teorie. Zasugerowałem, że „jeszcze głębsze państwo” mogłoby obejmować wpływowe kręgi władzy, których rzecznikiem są technologiczni oligarchowie z Doliny Krzemowej, a najbardziej wpływowy i konceptualny z nich wszystkich, Peter Thiel.
Zauważyłem jego poparcie dla idei „Mrocznego Oświecenia” Curtisa Yarvina (i w pewnym stopniu Nicka Landa) i ustanowienia „amerykańskiej monarchii” z Trumpem jako cesarzem, a także dla planów stworzenia utopijnego miasta przyszłości na Grenlandii. Konstantin Małofeev niedawno trafnie napisał o tym projekcie :
Grenlandia stanie się czymś więcej niż tylko centrum wydobycia minerałów. Nie tylko największym na świecie lotniskowcem rakietowym. Istnieją również o wiele bardziej amerykańskie plany komercyjne.
Ideolog Trumpa z drugiej kadencji, Peter Thiel (twórca PayPala, Palantira, inwestor w Facebooku itp.) jest głównym inwestorem w startupie Praxis za pośrednictwem Pronomos Capital.
Celem Praxis jest zbudowanie nowoczesnego miasta rządzonego przez sztuczną inteligencję, blockchain i kryptowaluty. Ingerencja rządu będzie minimalna (kierownik projektu Dryden Brown inspirował się książką „Atlas zbuntowany”). Miasto technokratów – bez religii, bez sumienia, posługujących się liczbami zamiast słów.
Jako lokalizację wybrano Grenlandię. A teraz Ken Khoury, współzałożyciel PayPala z Thielem, został ambasadorem USA w Danii.
Na swojej stronie internetowej Praxis deklaruje, że ma ponad 150 000 obywateli i łączną wartość inwestycji przekraczającą 1,1 biliona dolarów. Lista obejmuje osoby z 80 krajów i 429 miast. Co ciekawe, nie ma wśród nich ani jednego Grenlandczyka. Nikt ich nawet o to nie zapytał.
Wśród inwestorów z pozytywnymi twarzami znajduje się Alameda Research Sama Bankmana-Frieda. Zanim został skazany na 25 lat więzienia za oszustwo na giełdzie FTX, był członkiem siatki pedofilów Epsteina i właścicielem zasilanego metamfetaminą „polisamorycznego penthouse’u” dla elity na Bahamach. Jedna z wersji demonstracyjnych „miasta przyszłości”.
Cyfrowa dyktatura w najczystszej postaci, bez cienia udawania. Sztuczna inteligencja dla ludzi w ciągłym upojeniu. Nieludzkość w pełnym tego słowa znaczeniu.
Nie byłem jednak pewien, czy tak jest, choć radziłem uważnie śledzić poczynania Petera Thiela. Sam Thiel, bezpośrednio lub pośrednio, również włączył się do dyskusji, poruszając tematy charakterystyczne dla naszej szkoły myślenia: panowanie Antychrysta, czasy ostateczne, postać Katechona, istnienie duszy, rolę liberalizmu i radykalnego oświecenia jako ideologii diabła.
Peter Thiel nie jest powszechnie znany. Zrzut ekranu z wideo: Business Insider
Jeszcze przed pandemią COVID-19 wysłannicy Thiela zwrócili się do mnie z propozycją rozpoczęcia poważnego dialogu na temat geopolityki przyszłości, roli lądu i morza, ropy i gazu, ducha i materii. Wtedy stało się jasne, że Thiel posiadał dość znaczące inwestycje w jednym z naszych głównych banków komercyjnych. Interesował się euroazjatyzmem i, co dziwne, tradycjonalizmem i eschatologią.
Te relacje nigdy się nie rozwinęły, po części dlatego, że od 2014 roku byłem objęty surowymi sankcjami, co skomplikowało moje kontakty. Po uświadomieniu sobie, że nie mogę zostać zaproszony do Stanów Zjednoczonych, Thiel obiecał przyjechać do Rosji, ale potem nadeszła pandemia COVID-19, zimna wojna i kampania wyborcza Trumpa, w której Thiel i kilku innych oligarchów technologicznych z Doliny Krzemowej (w tym Elon Musk) odegrali decydującą rolę. Dialog również został odroczony na czas nieokreślony.
Co jednak ciekawe, Thiel udzielił sensacyjnego wywiadu dziennikowi „New York Times”, w którym szczegółowo omówił kwestię Antychrysta, a następnie wygłosił serię czterech wykładów poświęconych konkretnie temu tematowi.
Wywiad Petera Thiela z „The New York Times” wywołał sensację. Zrzut ekranu: NYT
W ten sposób sztuczna inteligencja Elona Muska (grok), która z definicji przedstawia się jako anty-woke, prezentuje te wykłady, roszcząc sobie prawo do „obiektywności” i dystansu wobec ostrej, liberalno-globalistycznej propagandy, która jest częściowo „wbudowana” w inne wersje sztucznej inteligencji (ta teza nie jest do końca uzasadniona, gdyż inne platformy sztucznej inteligencji, przy odpowiednim nakłonieniu, mogą zostać dostrojone do różnych rejestrów ideologicznych, czasami najbardziej radykalnych).
Peter Thiel, znany przedsiębiorca i inwestor, wygłosił we wrześniu i październiku 2025 roku czteroczęściowy cykl wykładów zatytułowany „Antychryst: Czteroczęściowy cykl wykładów”. Wykłady zostały zorganizowane przez organizację non-profit ACTS 17 Collective (Acknowledging Christ in Technology and Society), która dąży do rozwoju społeczności „chrześcijańskiej” w branży technologicznej. Wydarzenia odbyły się w San Francisco.
Spotkania miały charakter ściśle prywatny i nieoficjalny (bez oficjalnych nagrań ani transmisji), a uczestników proszono o nieujawnianie ich treści publicznie. Bilety były sprzedawane wyłącznie na cały cykl, nie podlegały przeniesieniu ani zwrotowi i wyprzedały się błyskawicznie. Publiczność liczyła setki osób – głównie zaproszonych gości z branży technologicznej, chrześcijan, intelektualistów i zwolenników Thiela. Każdy wieczór obejmował drinki, wykład, sesję pytań i odpowiedzi z moderatorem Peterem Robinsonem (byłym autorem przemówień Reagana) i publicznością oraz desery. Na zewnątrz odbywały się protesty z demonstracjami i muzyką, ale w środku panowała spokojna i intelektualna atmosfera.
Wykłady były skonstruowane jako spójna seria, a każdy kolejny wykład bazował na poprzednim. Thiel, czerpiąc z wiary chrześcijańskiej (pod wpływem René Girarda i innych myślicieli), powiązał biblijną postać Antychrysta ze współczesnymi problemami nauki, technologii, polityki i globalizacji. Zdefiniował Antychrysta jako „złego króla, tyrana lub anty-mesjasza, który pojawia się u kresu czasu” i ostrzegał, że jego manifestacje mogą przybrać formę globalnych instytucji, regulacji i nastrojów anty-technologicznych, prowadzących do stagnacji i apokalipsy.
Thiel czerpał z teologii, historii i literatury, powołując się na René Girarda, Francisa Bacona, Jonathana Swifta, Carla Schmitta, Johna Henry’ego Newmana, Władimira Sołowjowa i innych. Przywoływał również koncepcję „Katechona” – siły powstrzymującej Antychrysta (z 2 Listu do Tesaloniczan) – i powiązał ją ze współczesnymi strukturami, takimi jak Trump, MAGA i Stany Zjednoczone.
Prywatne wystąpienia Thiela: Polityczny Svengali i inwestor wygłaszali wykład o złym królu lub tyranie… który pojawi się „u kresu czasu”. Zrzut ekranu: The Guardian
Poniżej znajduje się krótki opis każdego wykładu wraz z głównymi tematami.
Wykład 1: „Wiedza będzie wzrastać” (15 września 2025 r.)
Temat główny: Postawa Antychrysta wobec Armagedonu i rola nauki/technologii. Thiel argumentował, że Antychryst wykorzystuje lęki przed zagrożeniami egzystencjalnymi (wojnami, pogłoskami o wojnach, technologiczną apokalipsą), aby przejąć kontrolę i zahamować postęp. Prowadzi to do stagnacji, którą już obserwujemy na świecie. Kluczowe przykłady: odniesienia do Księgi Daniela 12:4 („wiedza będzie się mnożyć”) i Ewangelii Mateusza 24:6; Los Alamos jako symbol narastających zagrożeń. Thiel ostrzegał, że lęki (np. przed sztuczną inteligencją lub bronią jądrową) są wykorzystywane do globalnej kontroli.
Wykład 2: „Imperium i relacja Antychrysta z rządem” (22 września 2025 r.)
Temat główny: Formy rządów przypominające Antychrysta i ich ewolucja. Thiel omawiał, jak rządy mogą być anty- lub pronaukowe, anty- lub prochrześcijańskie, oraz jak globalizacja (Dn 12,4: „wielu będzie błądzić”) prowadzi do „jednego świata” – „Imperium Antychrysta” – który tłumi naukę. Zilustrował to za pomocą literatury: „Nowej Atlantydy” Bacona, „Podróży Guliwera” Swifta, „Strażników” Alana Moore’a (gdzie Ozymandias jest postacią Antychrysta dążącą do pokoju poprzez globalny rząd) oraz „One Piece” Eiichiro Ody (przyszły świat tłumi naukę, bohater jest podobny do Chrystusa).
Jednak w artykule Thiela na ten sam temat, sam projekt Francisa Bacona został utożsamiony z powstaniem „cywilizacji Antychrysta”, a jego „Nowa Atlantyda”, jako prototyp europejskiej epoki nowożytnej, została zinterpretowana jako satanizm. Thiel wyraźnie waha się w swojej eschatologii z jednej skrajności w drugą.
Wykład 3: „Jak jedna osoba może przejąć władzę nad światem i z jaką prędkością musi się poruszać, aby to zrobić” (29 września 2025 r.)
Główny temat: Jak jeden człowiek (Antychryst) może przejąć władzę nad światem w ciągu jednego życia. Thiel podkreślał „szybkość” – Antychryst musi być młody (najlepiej 33 lata, jak Chrystus, Budda czy Aleksander Wielki), aby szybko zgromadzić bogactwo i władzę. Starsze postacie (jak Xi Jinping czy Trajan) nie nadają się na to stanowisko. Przykłady: Napoleon (30 lat), Hitler (50 lat, ale już nieżyjący); z literatury – 33. rozdział Liwiusza o historii Rzymu, „Władca Pierścieni” Tolkiena (hobbici osiągają pełnoletność w wieku 33 lat).
Temat prędkości i przyspieszenia jest centralnym tematem całej filozofii „mrocznego oświecenia” (prawicowego akceleracjonizmu) i odgrywa kluczową rolę w konstruowaniu strategii politycznych, ekonomicznych i militarnych.
Choć Trump nie pasuje do profilu 30-latka, wiceprezydent J.D. Vance, awansowany na to stanowisko przez Petera Thiela, z pewnością do niego pasuje. Obserwując jednak zachowanie Trumpa w jego drugiej kadencji, można by przypuszczać, że wyznaczył sobie nieuchwytny cel – zrealizować to zadanie przed ukończeniem 90. roku życia. I znów pojawia się niejednoznaczność: Thiel, z jednej strony, zdaje się krytykować Antychrysta, ostrzegając przed nim, z drugiej, otwarcie mu sympatyzując na wiele sposobów.
Wykład 4: „Nowy Rzym” (6 października 2025 r.)
Temat główny: Współczesny „Katechon” i „nowy Rzym” Antychrysta. Thiel zidentyfikował Stany Zjednoczone jako potencjalny Katechon (zawierający Antychrysta), ale z cechami jednobiegunowości i hegemonii (NATO, dolar, rola „światowego policjanta”). San Francisco, jako centrum oddzielone od Waszyngtonu, ryzykuje, że stanie się epicentrum państwa globalnego.
Po II wojnie światowej Katechon był antykomunizmem (1945–1989), teraz jest biurokracją. Przykłady: Guantanamo (formalizacja słabnie); Rosja/Putin – zbyt słabe; Żydzi jako opór wobec Antychrysta (według Sołowjowa).
Podejście Thiela do Żydów jest równie paradoksalne, jak jego podejście do wszystkiego innego. Za punkt wyjścia przyjmuje nowotestamentowy opis Żydów jako „twardo karkowych”, co oznacza upartych. Thiel argumentuje, że to właśnie z powodu uporu Żydzi nie przyjęli Chrystusa; i to właśnie z powodu tego samego radykalnego uporu, połączonego z hucpą, nie przyjmą również Antychrysta (choć nie jest to pewne).
Thiel generalnie wyrażał poglądy libertariańskie: widział Antychrysta w centralizacji, regulacjach (na przykład w próbach kontrolowania sztucznej inteligencji), aktywizmie klimatycznym (Greta Thunberg jako „legionistka Antychrysta”) oraz organizacjach globalnych, takich jak ONZ, które prowadzą do stagnacji i końca świata. Podkreślał, że technologia to „nowe, choć mroczne” cuda”, które temu przeciwdziałają, i apelował o czujność.
Thiel uważa Gretę Thunberg za „legionowego Antychrysta”. Zdjęcie: Liv Oean/Shutterstock
Wykłady te są kontynuacją jego poprzednich wystąpień na podobne tematy (np. w 2023 r. w Paryżu i w 2025 r. w Oksfordzie), ale seria w San Francisco jest najbardziej szczegółowa.
Czytając to wszystko, trudno pozbyć się wrażenia, że nie jesteśmy w Stanach Zjednoczonych, lecz na wykładach na „Nowym Uniwersytecie” w Moskwie pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku, gdzie wraz z intelektualistami z kręgu Jużyńskiego oraz wychwalaną neo-tradycjonalistyczną, postępową młodzieżą dyskutowaliśmy na bardzo podobne tematy, gdzie religia, geopolityka, mistycyzm, filozofia, nauka i stosunki międzynarodowe splatały się w pewnego rodzaju ekstrawagancką dziedzinę.
W tamtym czasie zewnętrzni obserwatorzy uważali to za coś „marginalnego” i „ekscentrycznego”. Mało prawdopodobne, by ktokolwiek odważył się nazwać Petera Thiela, Elona Muska, Alexa Karpa, a tym bardziej J.D. Vance’a czy samego Trumpa, który najwyraźniej słucha tych motywów, „marginalnymi” i „ekscentrycznymi”. Ale wszystko może się zdarzyć.
Kolaż Cargradu
Tak więc „Głębsze Państwo”, jeśli rzeczywiście jest bliskie techno-oligarchicznym projektom „Mrocznego Oświecenia” (tak wygląda, ale wymaga dalszych badań), jawi się w następującym świetle:
Uznaje, że liberalny globalizm, ideologia praw człowieka, ruch „woke”, polityka równości płci i program ochrony środowiska już nie działają. To właśnie to, co Thiel nazywa „zbiorowym Antychrystem” – amerykańską Partią Demokratyczną, współczesnymi liberalnymi liderami UE, ekologami, organizacjami pozarządowymi, zwolennikami niekontrolowanej migracji i fanatykami „otwartego społeczeństwa” (Soros i jego syn). Nieskuteczna biurokracja państwowa również zalicza się do tej kategorii. Jak dotąd wszystko jest w porządku i możemy się z tym w pełni zgodzić. To jest projekt zachodnioeuropejskiej nowoczesności – dechrystianizacja, materializm, ateizm, antychrześcijaństwo, a następnie czysty satanizm.
W opozycji do globalistów Thiel proponuje poparcie „Katechona”, postaci Powstrzymującego. I ustanowienie światowego imperium. Bez cienia praw człowieka czy demokracji. Ale czym jest to „imperium”? Na jego czele stoją Stany Zjednoczone i amerykański monarcha (Trump lub jego następca). Techno-oligarchowie stają się dziedziczną arystokracją, a programiści ich wasalami. Reszta przekształca się w brutalną siłę roboczą, której zapotrzebowanie stopniowo zaniknie, a osoby o niskim IQ zostaną po prostu zastąpione przez roboty lub algorytmy. Amerykański monarcha połączy się z potężną sztuczną inteligencją (AGI), a nadejdzie Osobliwość. W tej wersji „Imperium” to Ameryka (stąd Trumpowski odpowiednik doktryny Monroe, pojmanie prezydenta Wenezueli i plany aneksji Grenlandii, a następnie Kanady), a Katechon to sztuczna inteligencja.
„Nieśmiertelna dusza” zostanie ponownie wspomniana, ale w dość złowieszczym kontekście. Według Thiela, zmiana płci to dopiero pierwszy etap (on sam jest gejem). Następnie trzeba nauczyć się przenosić świadomość (=duszę) z ciała do ciała, ludzkiego, maszynowego lub innego. To będzie triumf „kościoła”, ale dość osobliwy. Jego pierwowzorem jest ta sama organizacja, która prowadziła seminaria Thiela w San Francisco (Uznawanie Chrystusa w Technologii i Społeczeństwie).
Imperium, Katechon – oto rosyjska idea. A Rosja się teraz budzi! Zdjęcie: Triff, Sean Pavone, ANGHI/shutterstock.com
O ile pierwszy punkt tego prawicowego programu akceleracjonistycznego można zaakceptować, o tyle drugi i trzeci, choć mgliście przypominają coś znajomego (Imperium, Katechon, nieśmiertelność duszy – gdzieś to już słyszeliśmy, w końcu to rosyjska idea!), zastosowane do Stanów Zjednoczonych, sztucznej inteligencji i posthumanizmu, tworzą obraz prawdziwego Antychrysta, tyle że Antychrysta 2.0. W miejsce Antychrysta, który już istnieje, techno-oligarchowie proponują Antychrysta, który będzie istniał. To zaproszenie do zrobienia kolejnego kroku naprzód tą samą drogą ku otchłani, którą Zachód podąża przez całą epokę nowożytną.
Jeśli to prawda, różnica między „głębokim państwem” (klasycznym liberalnym globalizmem) a „jeszcze głębszym państwem” jest oczywista. Są to po prostu dwie logiczne fazy tego samego procesu historycznego. Tak więc w Apokalipsie jeden róg Bestii zastąpił pozostałe, aż pozostał tylko jeden.
Biorąc pod uwagę to, co Trump obecnie robi w polityce światowej: znosi prawo międzynarodowe, dokonuje najazdów na suwerenne państwa, porywa prawowitych przywódców, konfiskuje ropę naftową i minerały, gdziekolwiek mu się podoba, bombarduje obiekty nuklearne i, przy okazji, nadal wspiera otwarcie demoniczny reżim w Kijowie, tematyka seminariów Thiela przestaje być czymś abstrakcyjnym.
To jednak dopiero pierwsze podejście do problemu „jeszcze głębszego państwa” po roku prezydentury Trumpa. Jednocześnie pojawiło się kilka innych historii, które podzieliły nawet najbardziej zagorzałych zwolenników Trumpa na dwa antagonistyczne obozy. I są one istotne dla naszego tematu. Zamierzam poświęcić im kolejne artykuły.
Ведущий: Праздники начала 2026 года принесли новости, которые заставляют вспомнить масштабные сделки прошлого. В прессе активно обсуждают инициативу Дональда Трампа по Гренландии, сравнивая её с покупкой Аляски. Говорят: если Трампу удастся приобрести остров, его имя встанет в один ряд с величайшими президентами США. Как вы считаете, является ли приобретение Гренландии для Соединенных Штатов одной из главных целей Трампа, стремящегося таким образом войти в историю?
Александр Дугин: Я думаю, что у Трампа, безусловно, есть такая цель, но она не является для него главной. На наших глазах происходит фундаментальное изменение всей мировой архитектуры. В истории США, помимо покупки Аляски, была и покупка Луизианы, принадлежавшей до этого совершенно другому режиму, и война с Мексикой, после которой Штаты аннексировали две трети её территорий. Расширение зоны влияния — это константа американской политики.
Сегодня Трамп провозгласил «доктрину Монро» со своим «королларием», что означает утверждение США как единственного гегемона в западном полушарии. Мы видели это на примере Венесуэлы: похищение Мадуро и постановка страны на колени практически без единого выстрела. Теперь американские политики распоряжаются там как у себя дома, а Трамп неслучайно пишет в соцсетях, что он — «действующий президент Аргентины». Гренландия в этой логике является естественным географическим продолжением североамериканского континента.
Однако Трамп на этом не остановится. Нынешний премьер-министр Канады уже фактически готовится к войне с США — Канаде стоит приготовиться следующей. Думаю, Трамп добьется своего и в отношении Гренландии, и в отношении Канады. Если с Южной Америкой еще могут возникнуть проблемы, то поглощение Канады мир просто «проглотит». Кто-то скажет, что нам не повезло с таким президентом, а кто-то — что он действительно сделал Америку снова великой.
Ситуация вокруг Гренландии обнажает важнейшее обстоятельство: полный раскол Запада. Единого Запада больше не существует. Он может воевать с нами, с Ираном или Венесуэлой, но теперь он готов воевать и внутри самого себя. Мы видели эти жалкие попытки Евросоюза отправить в Гренландию несколько военных для «защиты» от вымышленной угрозы со стороны России и Китая. Но как только Трамп поставил ультиматум по тарифам, Фридрих Мерц тут же отозвал свою группу.
Трамп открыто говорит европейцам: «Вы — мои вассалы, делайте то, что я велю». Сказано мириться с русскими — миритесь. Сказано отдать Гренландию — отдавайте. Сказано поддерживать Нетаньяху — поддерживайте. Глобалистское руководство США десятилетиями создавало иллюзию, что Европа — партнер с правом голоса. Сейчас эти иллюзии разлетелись вдребезги. Трамп заявляет им прямо: «Вы — никто, вы просто нанятые сотрудники, разносчики пиццы или гастарбайтеры. Если я забираю Гренландию, вы должны ответить: „О, дорогой папочка Трамп, бери её скорее, спаси нас от злых русских и китайцев с их подлодками”». Вот в таком мире мы оказались: Трамп стучит кулаком по столу, а Европа, еще пытавшаяся заявлять о защите Гренландии от Америки, быстро капитулирует.
Трамп готов расформировать НАТО, поскольку альянс на 95% и так состоит из ресурсов США. То, что происходит сегодня — это не просто колоссальное унижение Европы (хотя эмоции пройдут), это конец прежнего коллективного Запада. Ситуация вокруг Гренландии стала лакмусовой бумажкой, обнажившей уникальную картину: некогда единый монолит, с которым мы воевали еще год назад, распался на пять разных полюсов.
Первый Запад — это сам Трамп. Он провозглашает: «Я и есть Запад, а все остальные — лишь декорации». Он ведет себя как ковбой, который готов «разбомбить» всех: и врагов, и союзников, не считая никого более суверенным субъектом. Для него существует только президент США, а остальные — никто.
Второй Запад — это Евросоюз. Он внезапно обнаружил, что больше не является даже «младшим партнером». ЕС лишили субъектности, фактически кастрировали в политическом смысле. Для европейских элит, привыкших, что их хотя бы формально принимают в «мужской клуб», это стало абсолютным шоком. Им прямо заявили: ваше мнение по Украине или Гренландии никого не интересует.
Третий — Англия. Она оказалась в странном положении: вроде бы близка к США, но попала под тарифы Трампа из-за критики сделки по Гренландии. Британия уже не дирижер Евросоюза (после Брексита), но и не марионетка США. Это отдельный, обособленный игрок.
Четвертый — глобалистские остатки. Это «глубинное государство» (deep state) в США, демократы, которые с ужасом смотрят на Трампа, понимая, что они — следующие в очереди на зачистку. Их представители всё еще сильны в структурах ЕС и Британии, они продолжают твердить о глобальном доминировании, хотя почва уходит у них из-под ног. Даже Макрон уже заговаривает о выходе из НАТО, а Мерц подумывает о сближении с Россией, осознав масштаб потерь.
Наконец, пятый Запад — это Израиль: маленькая страна, которая ведет себя как центр мира. Нетаньяху в мессианском порыве строит «Великий Израиль», используя крайне жестокие методы, и заставляет всех себе содействовать. Оказалось, что Израиль — это не форпост Запада, а сила, которая сама во многом управляет Америкой через произраильские сети.
В итоге вместо одного врага перед нами пять разных «западных полюсов». У нас разбегаются глаза: с кем заключать сделки? Кто здесь на самом деле суверенен, а кто лишь прикидывается? Расслоение Запада на эти пять частей — это и есть главный итог нынешнего кризиса.
Ведущий: Вопрос от слушателя: «Александр Гельевич, в чём причина того, что Трамп после Нового года так резко сменил тактику? Венесуэла, Гренландия, аресты танкеров — почему мы видим столь стремительную активизацию действий американского президента?»
Александр Дугин: Во-первых, я думаю, что Трамп столкнулся с мощнейшей внутренней оппозицией в самих США, и ему жизненно необходимо закрепить свое положение успехами на международной арене. Его ведь выбирали для того, чтобы он навел порядок внутри страны, но это дается ему с огромным трудом. Выяснилось, что практически вся судебная система в Америке находится под контролем Сороса: так называемые «судьи-активисты» (activist judges) вместо закона и справедливости руководствуются либеральной идеологией и всегда принимают решения против Трампа.
Это стало тормозить все внутренние процессы. Начались протесты против таможенных служб, переходящие в столкновения с жертвами. Многие губернаторы на местах эффективно саботируют его распоряжения. Трамп начал буксовать внутри страны: список Эпштейна так и не опубликован, к нему накопилось множество закономерных претензий. Он понял, что может три года биться с этими коррумпированными либералами и не сдвинуться с места, а впереди — промежуточные выборы (mid-term elections) 2026 года, которые он имеет все шансы проиграть.
Я полагаю, социологи и пиарщики подсказали ему: внутренний ресурс исчерпан, нужен новый аргумент. Нужно что-то присоединить, кого-то похитить, победить, напугать или унизить. И тогда у него появятся козыри для внутренней политики. Трамп понимает, что время стремительно исчезает — и биологическое, и президентское. Он решил, что 2026 год — это черта, за которой тянуть уже некуда.
Присоединение Гренландии, фактическое начало войны с Канадой, роспуск НАТО и демонтаж ООН — всё это пункты повестки по глобальному переделу мира. На этом фоне внутренние враги Трампа уходят на второй план: президента, который приобрел для США колоссальные территории и вернул стране статус пугающей мощи, будет гораздо сложнее сместить. После Байдена к Америке начали относиться с насмешкой, но Трамп напомнил миру, что он — «бесноватый самодур», способный нанести любой удар в любой момент.
Человечество содрогнулось. Мы, конечно, тоже не лыком шиты и готовы к вызовам, но важно понимать: это уже не старая гибнущая глобалистская система, это нечто иное. Трамп пользуется любыми средствами: абсолютно безнравственными и беззаконными. Он прямо заявляет, что международного права больше не существует, а решать, что морально, а что нет, будет он сам.
Ковбой сказал — ковбой сделал. Он ворвался в мировую политику, как в салун на Диком Западе, перестрелял оппонентов и объявил себя шерифом. Трамп и есть воплощение этого «Дикого Запада» со всеми его отталкивающими и, для кого-то, обаятельными чертами. Если Европа сегодня — это старый, выживший из ума «дом престарелых», напоминающий «Волшебную гору» Томаса Манна, где вырожденцы доживают свои дни за счет гастарбейтеров, то Трамп — это молодая, агрессивная и хищная сила. Его переход к бурной внешней политике абсолютно рационален.
Ведущий: На официальном уровне уже звучат важные прогнозы. Спецпредставитель президента Кирилл Дмитриев отмечал, что на фоне ужесточения действий Трампа Европа может начать разворот в сторону диалога с Россией. Насколько реалистичен такой сценарий при текущих правительствах той «пятой части Запада», которую вы упомянули? Ведь в силу и геополитических причин, и географического расположения Европе сейчас объективно выгоднее начать этот разворот.
Александр Дугин: Вы знаете, если бы мы ещё год-полтора назад — да что там, даже пару месяцев назад — заговорили о том, что США всерьёз поднимут вопрос о присоединении Гренландии, это выглядело бы настолько нереалистично, что даже люди с самым авангардным геополитическим мышлением назвали бы это невозможным.
Представить себе, что Европа сначала соберётся воевать с Америкой за Гренландию, а потом эта решимость не продержится и недели, и всё закончится попятным движением — такое даже прошлой осенью казалось немыслимым. Нам всё ещё грезилось, что Европа обладает хоть каким-то суверенитетом.
Сегодня европейцы оказались в совершенно новых, шоковых условиях. Раньше они могли спорить с Трампом по мелочам, вроде объемов поддержки Киева. Для самого Трампа это не так принципиально: его имидж «миротворца» был лишь ширмой, дымовой завесой. Неслучайно он фактически вернул Пентагону статус Министерства войны — этим всё сказано. На реальный мир ему наплевать, на перемирие на Украине — тоже. Он решает свои собственные, сугубо американские задачи.
Трамп прямо сказал европейцам: «Быстро заключайте с русскими перемирие на тех условиях, о которых я сам договорился в Анкоридже». На это Европа поначалу высокомерно ответила: «Мы — коалиция желающих, мы поддержим Украину и без вас справимся». Трамп парировал: «Справляйтесь, но тогда Гренландию положите на стол и выживайте как хотите». Европа влетела в эту ситуацию внезапно, без подготовки. И сейчас там царит паника.
Тот факт, что Макрон начал в сердцах говорить о выходе из НАТО, а Фридрих Мерц мечется между признанием краха немецкой экономики из-за разрыва с Россией и попытками поддакнуть Вашингтону — это классическая истерика. Евросоюз в панике. Нынешние европейские лидеры — это ведь реликты прежней системы: люди Сороса, Давосского форума, приверженцы модели Фукуямы, которая окончательно пошла ко дну.
В этой агонии они могут предлагать любые, даже самые фантастические сценарии. В том числе: «А не опереться ли нам на Россию? Не пересмотреть ли отношения с Путиным?» Насколько это серьезно — большой вопрос. Пока такой разворот кажется маловероятным, но в условиях глобального передела мира, который затеял Трамп, исключать нельзя абсолютно ничего.
Ведущий: Не будем далеко уходить от темы Дональда Трампа: на этот раз обсудим его инициативу по созданию Совета мира для управления сектором Газа. Буквально только что на ленты информагентств пришла новость: пресс-секретарь российского президента подтвердил, что Дональд Трамп пригласил Владимира Путина войти в этот совет. Чем именно будет заниматься данный орган и насколько эффективным он может стать в текущих условиях?
Александр Дугин: Я думаю, что Трамп, засучив рукава, действительно перешёл к радикальному переделу политической карты мира. Международное право, воплощенное в ООН, отражало расклад сил почти вековой давности — биполярный мир, где две сверхдержавы вели диалог, а остальные страны служили лишь массовкой. Когда Советский Союз совершил геополитическое самоубийство, эта система фактически отжила свой срок. Американцы уже не раз ставили вопрос о роспуске ООН и замене её некой «Лигой демократий», где вместо диалога будет звучать монолог США при одобрительном молчании зала.
Сегодня коллективный Запад распался на пять блоков, о которых мы говорили. У каждого своя программа, но особенно выделяется тандем Трампа и Нетаньяху. Последний всё более открыто провозглашает себя «царем иудейским», реализуя мессианский проект «Великого Израиля». Идеи истребления палестинцев и расширения границ от моря до моря, изложенные в радикальных текстах вроде «Царской Торы», уже не просто конспирология — они отражены в символике того же ЦАХАЛа.
Трамп, будучи специфическим христианским сионистом, тяготится старыми институтами. Ему нужно нечто новое, и он начинает лепить альтернативные структуры — такие как «Совет мира» — вокруг того региона, который в его эсхатологической геополитике является ключевым. Это Израиль и Газа. Трамп хочет создать институт, где не будет активистов-глобалистов вроде Греты Тунберг с её флотилиями, а будут лишь те, кто не станет перечить его другу Нетаньяху. Это тоже однополярная модель, но в новой, «мистической» конфигурации.
Что касается приглашения Владимира Путина в этот совет: информация требует проверки. Если Трамп действительно сделал такой шаг, значит, он ошибочно полагает, что наша позиция по Израилю мягче, чем у западных глобалистов. Хотя мы категорически осуждаем геноцид в Газе и считаем методы Нетаньяху абсолютно недопустимыми. Трамп надеется окружить себя теми, в ком он уверен, но в вопросе палестинской трагедии наши взгляды с его видением «нового порядка» едва ли совпадут.
Ведущий: Об этом только что заявил Дмитрий Песков, пресс-секретарь президента. Это официальная информация, подтвержденная Кремлем: приглашение Владимиру Путину действительно поступило.
Александр Дугин: Тогда вполне очевидно, что Трамп уверен в нас и в том, что мы поддержим его инициативу. Столь же очевидно он убежден: те, кого он намеренно не позвал в этот «Совет мира», выступят против. Это событие — приглашение Владимира Путина — лежит в том же русле, что и история с Гренландией. Мы, конечно, не в восторге от сделки по покупке острова, но, по большому счету, Гренландия заботит нас куда меньше, чем Венесуэла, Иран и уж тем более Украина. Сами европейцы прекрасно понимают: если Трамп поглотит Гренландию, об Украине все мгновенно забудут — будет просто не до неё. В такой ситуации он сможет продавить любое решение по перемирию на своих условиях.
Образ Трампа как противника интервенций оказался лишь политическим туманом. Он обещал быть «президентом мира», но на деле спокойно вторгается туда, куда захочет, грозит всем войной и фактически превращает оборонное ведомство в «Министерство наступления» или Министерство войны. Миротворчество для него — не более чем вывеска. Всерьез он в это не верит. Его реальная цель: укрепить американскую гегемонию за счет всех — за счет нас, за счет Китая и, как выяснилось, за счет Европы.
Европу Трамп воспринимает как досадное недоразумение, как взбунтовавшийся филиал собственной торговой сети, который вздумал продвигать свой «мерч» в его лавке. Их неповиновение раздражает его куда сильнее, чем наша спокойная, суверенная и дистанцированная позиция. Мы не задираемся, мы ведем себя последовательно: всё, что декларируем — выполняем, а всё, что делаем — обозначаем понятными ему словами. Это не делает Трампа нашим другом — он друг только самому себе. Я не уверен, что он является другом даже американскому народу, ведь его политика может закончиться катастрофой. Он рискует как гусар, заложивший в карты всё: имения, семью и будущее. Таким игрокам иногда везет, но чаще они проигрывают всё разом.
Трамп — это рискующий задира, который поставил на кон всё. Ставки в этой Большой игре взвинчены до предела. Его ходы неожиданны: приглашение России в совет по Газе сделано, скорее всего, чтобы насолить Евросоюзу. Показать им: «Смотрите, что я могу». Для глобалистов, которые в первый срок Трампа клеймили его «агентом Кремля», это приглашение выглядит как оживший адский кошмар. «Путин-френд» позвал своего «френда» — для них это конец привычного мира.
Однако ждать реального мира в Палестине трудно: судьба многострадального народа находится в руках тех, кого можно назвать палачами и маньяками. У России сейчас нет возможности жестко диктовать свои условия в этом регионе, не рискуя разозлить Трампа так же, как он разозлил Европу. Это приглашение — оферта, которую наш президент будет изучать крайне ответственно. Нам не нужны подачки. Мы посмотрим, войдут ли в этот совет Китай и другие страны БРИКС — это и есть наше многополярное понимание порядка: альтернативного, не ооновского и не глобалистского.
Мир сегодня — это не черно-белая картинка, а «философия сложности», о которой президент говорил на Валдае. Мы находимся в ситуации квантовой механики в международной политике. Классическая механика с её инерцией и высчитываемыми траекториями падения ядер — в прошлом. Сейчас действуют волновые законы. Идут сложнейшие процессы суперпозиции, которые внезапно «коллапсируют» в национальное государство: вот премьер-министр вещает от лица страны, а в следующий момент всё снова превращается в сетевые волны, где непонятно, где начинается одно и заканчивается другое.
Я ежедневно изучаю сводки ведущих мировых аналитических центров, и у меня складывается впечатление, что ясного понимания происходящего нет ни у кого. Каждый описывает свою вселенную со своими константами гравитации. Нам нужна совершенно новая мысль в международной политике.
Приглашение в «Клуб мира» от страны, с которой мы фактически воюем на Украине, при том что мы осуждаем агрессию их союзника Израиля — это парадокс, который нужно поместить в правильный контекст.
Старые карты с красными линиями больше не действуют. Как отмечает Сергей Караганов, даже ядерное оружие перестает быть сдерживающим фактором в привычном смысле — теперь встает вопрос о его непосредственном применении. Мы находимся в состоянии фазового перехода: вода в котле то ли уже закипела, то ли вот-вот закипит. Этот стохастический переход, описываемый уравнениями Навье-Стокса и теорией фракталов, сегодня полностью переносится на мировую политику. Нашим аналитикам пора оставить старые гуманитарные шаблоны и обратиться к новой физике и теории суперструктур.
Ведущий: Вы упомянули украинский трек, и здесь крайне любопытно его место в нынешнем контексте. Сейчас, судя по публикациям в западных СМИ, европейские политики буквально на ходу перекраивают свои планы по Украине: те тезисы, с которыми они собирались ехать на форум в Давос, фактически выбрасываются в корзину, а всё внимание переключается на Гренландию. Как вы считаете: возможно ли, что теперь не только Соединенные Штаты, но и Европа начнут планомерно отстраняться от украинских событий, что позволит нам, по факту, закончить этот конфликт один на один с Киевом?
Александр Дугин: Это было бы оптимальным вариантом, но боюсь, что подобной роскоши нам никто не предоставит. Хотя я убежден: дни Зеленского сочтены. Его совершенно точно «отменят». Не факт, что заменой станет Залужный — на его место могут поставить кого-то иного. Однако не стоит тешить себя иллюзиями: сам Трамп не готов отдать нам Украину. Более того, наличие такого очага конфликта на нашей собственной территории ему выгодно: это классический leverage, то есть рычаг управления нами.
Трамп не отдаст Украину добровольно. Тот план, который он предлагает якобы на наших условиях, — это лишь попытка заморозить конфликт. Они намерены перестроиться и создать сдерживающий центр против нас «на всякий случай». Я не думаю, что Трамп считает нас экзистенциальными врагами, но он совершенно точно не желает нашего усиления. Он понимает: победить Россию невозможно, но помогать нашему росту в его планы не входит. Напротив, его цель — ослабить нас. Поэтому рассчитывать на его благосклонность не стоит.
Напротив, Трамп будет продолжать давление с помощью санкций, а возможно, дело дойдет и до военных провокаций. Трамп нам совсем не друг. И хотя его противники называют его «другом Путина», в реальности это не так. Он сам по себе, он за свои интересы. В его стратегии — даже в самых смелых её версиях — отсутствует идея передачи Украины России. Решительная русская победа не входит в его планы, а значит, он будет нам противостоять.
К большому сожалению, нам нужно опираться исключительно на свои силы. Мы должны использовать любой удобный момент: колебания при смене президентства в США, разногласия в Европе, коррупционные скандалы, сотрясающие Украину, и перенос внимания Запада на Гренландию. Всё это факторы, которые необходимо учитывать. У нас нет иного выхода, кроме как действовать суверенно, в своих интересах и по собственной стратегии.
Нам нужна куда более дерзкая стратегия, чем сейчас: суверенная, активная, быстрая и эффективная. Если угодно, она должна быть по-российски «безумной», потому что сейчас мы слишком рациональны и слишком добры.