Igrzyska, Żydowie i banderowcy

Igrzyska, Żydowie i banderowcy

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  23 kwietnia 2026 michalkiewicz

Po wyborach parlamentarnych na Węgrzech (ciekawe, że Węgrzy nie obrażają się za to „na Węgrzech” podczas gdy nasi panowie-banderowcy z Ukrainy nakazali polskim „sługom narodu ukraińskiego” używanie zwrotu „w Ukrainie” do czego wszystkie sługi, włączając w to twardzieli z naszej niezwyciężonej armii, w podskokach posłusznie się zastosowały, podobnie zresztą, jak do innych nakazów) w vaginecie obywatela Tuska Donalda zapanował nastrój euforii w nadziei, że obywatelu Żurku Waldemaru uda się ciupasem sprowadzić do naszego nieszczęśliwego kraju Zbigniewa Ziobrę i Marcina Romanowskiego, którymi wszyscy będą chcieli się nacieszyć – od prostego prokuratorskiego ciury, poprzez nienawistnych sędziów, którzy – jestem tego pewien – będą jeden przez drugiego dobijać się, żeby to ich wylosowano do oprawienia znienawidzonych delikwentów, zaś najważniejsi vagineciarze już obmyślają rozmaite igrzyska dla gawiedzi, którymi wypełnią czas w wiosennym sezonie politycznym, a może z przedłużeniem na sezon letni – bo sezon jesienno-zimowy będzie wypełniony igrzyskami związanymi z pakowaniem do kryminału znienawidzonego Grzegorza Brauna i delegalizowaniu jego Konfederacji Korony Polskiej, a może też tej drugiej Konfederacji – żeby przed wyborami w roku 2027 scena polityczna naszego bantustanu została przygotowana dla europejsów obydwu obrządków, to znaczy – zarówno dla Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda, jak i Prawa i Sprawiedliwości, które w europejsizmie dotrzymuje kroku folksdojczom, pokrywając swoją uległość wobec Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje i Niemców, patriotyczną, tromtadracką retoryką. Przy takim przygotowaniu wybory tak czy owak będą wygrane, zgodnie z wytycznymi klasyka demokracji Józefa Stalina, który kładł nacisk na przygotowanie suwerenom prawidłowej alternatywy. A jakaż alternatywa z punktu widzenia europejsów może być lepsza o tej? Od tej żadnej lepszej alternatywy nie ma, więc z tego możemy wnosić, że zarówno BND, jak i nasze stare kiejkuty zrobią wszystko, co będzie trzeba, żeby było gites-tenteges, ku zadowoleniu warszawskiego Judenratu i Jego Ekscelencji pana ambasadora Róży Tomasza, który już zawczasu przedstawił brzegowe warunki dla naszej młodej demokracji.

Nie ma bowiem takich poświęceń, jakich nie można byłoby dokonać dla demokracji – a poza tym właśnie wydarzyło się coś, „jak zgrzyt żelaza po szkle”, w postaci wyroku NSA, który potwierdził uprawnienia pana prof. Sławomira Cenckiewicza do wglądu w tak zwane „informacje niejawne”. Co prawda Służba Kontrwywiadu Wojskowego, co to wypączkowała ze starych kiejkutów po roku 2006, podobno olewa wyroki tych wszystkich nienawistnych sądów ciepłym moczem, w związku z czym pan prof. Cenckiewicz „domaga się” dymisji pana generała Stróżyka, który cieszy się zaufaniem obywatela Tuska Donalda i jego niemieckich mocodawców, jako specjalista do wykrywania pod każdym krzakiem ruskich i białoruskich agentów. Któż go w tej sytuacji jest w stanie zdymisjonować, kiedy gołym okiem widać, że on żadnej władzy tubylczej nie podlega? Podobny status wyrobił sobie Wielce Czcigodny obywatel Giertych Roman, któremu jakieś Schweine medialne przypisują inkasowanie milionowych przelewów. Wprawdzie media, które te fałszywe pogłoski kolportują uchodzą za neutralne, niemniej jednak obywatel Żurek Waldemar, zapytany przez jakichś dociekliwców o te miliony, asekurancko odpowiedział, że on „o niczym” nie wie, chociaż niezależne media trąbią o tym już od jakiegoś czasu. Od razu tedy widać, że Wielce Czcigodny obywatel Giertych Roman obywatelu Żurku Waldemaru nie podlega, a w związku z tym może on mu – jak to mówią „skoczyć”.

Tak było z kierowcą Zdenka Mlynarza, który – razem z innymi dygnitarzami Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej – został w sierpniu 1968 roku umieszczony w jakiejś sali zamku na Hradczanach pod strażą sowieckiej dywizji tamańskiej. Aliści w pewnym momencie zobaczył, że jego kierowca przechodzi jakby-nigdy-nic przez wszystkie posterunki, a kiedy już dotarł do niego, zapytał go, jak to możliwe. – To proste – odparł kierowca. – Jak próbowali mnie zatrzymywać, to ja im mówiłem: ja wam nie podlegam – a oni się rozstępowali i mnie przepuszczali.

Więc igrzyska, jakimi ma się ekscytować nasz nieszczęśliwy kraj, zostały już zaplanowane zarówno na sezon wiosenno-letni, jak i jesienno-zimowy, a gdyby przypadkiem nienawistne sądy się pośpieszyły, to pojawił się właśnie dodatkowy wątek w postaci sprawy Wielce Czcigodnego Konrada Berkowicza, który pojawił się w Sejmie z flagą bezcennego Izraela – ale zmodyfikowaną w ten sposób, że zamiast Gwiazdy Dawida w środku umieszczona była swastyka. „Co to się działo, co się działo uzdrowiska pół….” – to znaczy – jakiego tam znowu „uzdrowiska”! Nie żadne tam „uzdrowisko”, tylko obydwie ambasady: izraelska i amerykańska podniosły gewałt na cały regulator, a słysząc ten klangor Wielce Czcigodny pan marszałek Czarzasty Włodzimierz musiał przypomnieć sobie czasy socjalistycznej młodości w PZPR, bo – jak utrzymują osoby dobrze poinformowane – w odruchu warunkowym, splamił mundur od środka i zawiadomił prokuraturę, by wobec Wielce Czcigodnego Konrada Berkowicza wszczęła tak zwane „energiczne śledztwo” tym bardziej, że dopuścił się on tej myślozbrodni zaraz potem, jak w chwilowo nieczynnym obozie w Auszwicu kotłowali się uczestnicy tak zwanego „Marszu Żywych”.

Co tam zaordynuje Konradu Berkowiczu Prokurator Dariusz Korneluk, co to myśli, że jest Prokuratorem Krajowym – to znaczy – jakie męki mu zada w ramach igrzysk – tego, ma się rozumieć, jeszcze nie wiemy. Żeby tedy dodać Wielce Czcigodnemu Konradowi Berkowiczowi otuchy, przypominam co mawiał król Stanisław August, kiedy udało mu się uzyskać pożyczkę od jakiegoś lichwiarza – że mianowicie „zbawienie przychodzi od Żydów”. Oto madame Maja Golan, sprawująca w rządzie jedności narodowej bezcennego Izraela funkcję ministra do spraw równości i od kobiet, chlapnęła, co następuje: „Jestem osobiście dumna z holokaustu w Gazie i wiem, że za 80 lat będą opowiadać wnukom, co zrobili Żydzi”. Wszystko to być może, bo przecież na podstawie takich traumatycznych przeżyć budują swoją pozycję polityczną i moralną Żydowie „ocaleni z holokaustu”.

Różnica może być taka, że mieszkańcom Gazy nikt nie będzie z tego tytułu wypłacał dywidend, podczas gdy Żydowie – ach – szkoda każdego słowa! Nawiasem mówiąc, niektórzy Czytelnicy zapytują, czemu słowo „holokaust” piszę z małej litery. Wojciech Dzieduszycki na podobne pytanie odpowiedział, że znał jegomościa, który, dorobiwszy się na handlu wołami, odtąd słowo „wół” pisał zawsze z dużej litery. I na koniec wszystkich, którzy wątpią, by w ramach „sprawiedliwego pokoju” Ukraina dostała jako rekompensatę „Zakierzoński Kraj”, uprzejmie informuję, że chociaż jeszcze nikt niczego nie podpisał, to Ukraińcy na tym terenie już wprowadzają banderowskie prawo szariatu.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Tucker Carlson odcina się od Trumpa. Publicznie przeprosił za to, że go popierał.

Tucker Carlson odcina się od Trumpa.

Publicznie przeprosił za to, że go popierał!

pch24.pl/tucker-carlson-odcina-sie-od-trumpa-publicznie-przeprosil-za-to-ze-go-popieral

Jeden z najpopularniejszych amerykańskich komentatorów prawicowych, Tucker Carlson, oficjalnie przeprosił za popieranie Donalda Trumpa. Jak ogłosił, wprowadzał ludzi w błąd, stawiając na tego właśnie kandydata w wyborach prezydenckich.

Tucker Carlson nagrał rozmowę ze swoim bratem, Buckleyem, który był jednym ze współautorów wystąpień Trumpa w 2015 roku. Komentator nie krył wielkiego rozżalenia obecną polityką amerykańskiego prezydenta. – Ty i ja, wszyscy, którzy go wspieraliśmy – jesteśmy w to zamieszani. Nie wystarczy powiedzieć: „zmieniłem zdanie” – stwierdził.

[Może] w niewielkim stopniu, ale my i miliony takich, jak my, jesteśmy przyczyną tego, co się dziś dzieje – dodał. – Trzeba się z tym zmierzyć we własnym sumieniu. Będę się z tym zmagać przez długi czas. Dlatego chcę powiedzieć: przepraszam za to, że wprowadzałem ludzi w błąd. Nie robiłem tego celowo – ogłosił.

Wcześniej Donald Trump skonfliktował się również z innymi popularnymi prawicowymi publicystami, którzy zaczęli krytykować jego politykę, zwłaszcza międzynarodową.

Trump w jednym z wpisów na „Truth Social” w odpowiedzi po prostu ich zwyzywał, zarzucając im nieudolność, głupotę i inne przywary. Chodziło między innymi o Candace Owens, Megyn Kelly czy Alexa Jonesa. Trump bardzo ostro krytykował też samego Tuckera Carlsona.

Źródło: wp.pl

Pełzający zamach stanu. Zamach do ciosu stanikiem?

Pełzający zamach stanu

Izabela BRODACKA

Czym jest zamach stanu? Jest to zakwestionowanie i obalenie obowiązującego porządku prawnego. Często w sposób nagły, brutalny, przy użyciu przemocy. Zatem, co się stało? Otóż marszałek Sejmu, ignorując konstytucyjną rolę prezydenta, zorganizował zaprzysiężenie nowo wybranych przez parlament sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Wbrew temu co stanowi, w Art. 4, p. 1 ustawa o statusie sędziów TK. A zapis w niej mówi jasno, że sędziowie składają przysięgę wobec prezydenta. Czyli przysięgają przed i w obecności prezydenta.

Tymczasem 9 kwietnia 2026 roku doszło do czegoś, co bardzo trudno określić. Czy była to parodia zaprzysiężenia przed nieobecnym prezydentem? Czy farsa? A może było to „и страшно и смешно”, czyli wydarzenie o charakterze trochę śmiesznym, a trochę strasznym? Czyli tragifarsa. Bowiem w miejscu tej imprezy, w Sali Kolumnowej naszego parlamentu pana prezydenta Karola Nawrockiego nie było. Wbrew temu faktowi sędziowie czytając swoje przyrzeczenia używali sformułowania „ślubuję przed prezydentem”. Nieobecnym?

Igor Zalewski w programie robiącego zawrotną medialną karierę Kanału Zero porównał ten sejmowy spektakl do sceny ze słynnego filmu Stanisława Barei „Miś”. Władza ludowa chcąc nadać urzędowemu wydarzeniu wręczenia obywatelowi dowodu osobistego nadzwyczaj uroczysty charakter, organizowała żenujący i komiczny spektakl, w którym dwa karły w strojach ludowych tańczyły krakowiaka, do muzyki puszczanej w kulminacji z taśmy urzędniczego magnetofonu. Skojarzenie to tyleż anegdotyczne, co trafne, w sytuacji gdy sejmowe zaprzysiężenie organizował postkomunista Włodzimierz Czarzasty i zapewne szef jego kancelarii towarzysz Marek Siwiec, ten który w obecności ówczesnego prezydenta Kwaśniewskiego kpił, po przylocie helikopterem do Kalisza, z gestu całowania polskiej ziemi przez papieża Jana Pawła II.

Posłanka Ewa Zajączkowska nazwała to co się wydarzyło w sejmie pajacowaniem. Rzeczywiście, nie przysporzyło to powagi tym, którzy zdecydowali się na spostponowanie uprawnień i majestatu głowy państwa w tak żenujący sposób.

Trybunał Konstytucyjny bowiem jednoznacznie i kategorycznie zinterpretował zapisy prawa istniejące zarówno w konstytucji, jak i we właściwej ustawie, wydając 12 czerwca 2012 roku następujące postanowienie: Powołanie sędziów jest suwerenną prerogatywą Prezydenta RP i nie podlega kontroli sądowej ani ponownemu rozpoznaniu, ani weryfikacji przez inne organy państwa”.

Dokument jest sygnowany SK 37/08. Jakie zatem były motywacje organizatorów tej sejmowej hucpy? Czy marszałek Czarzasty uznał, że może zastępować prezydenta w sprawach, w których prezydent nie realizuje jego oczekiwań? Wprost zapowiedział to podczas swojej konferencji prasowej. A może rozpoczęła się realizacja sugerowanego przez rządzącą koalicję 13 grudnia planu obalenia prezydenta Karola Nawrockiego? Niestety, wiele na to wskazuje. A dawna deklaracja premiera Tuska, że „będą stosować prawo tak jak je rozumieją”, dzisiaj brzmi szczególnie groźnie. W sytuacjach poprzedzających dramatyczne, albo wręcz tragiczne wydarzenia mają znaczenie symboliczne drobiazgi. Uczy mnie tego moje długie doświadczenie życiowe. W opisywanej sprawie, moim zdaniem, bardzo niepokojącym faktem, z pozoru tylko błahym, jest fakt, iż dwoje sędziów, którzy złożyli już ślubowanie przed panem prezydentem Nawrockim, ponowili je przed Czarzastym. Czyżby się obawiali skutków braku uległości wobec sił, które reprezentuje marszałek. Czyżby wiedzieli o czymś o czym my nie wiemy? Czyżby mieli wiedzę o planowanym planie obalenia głowy państwa polskiego, prezydenta RP? Sędziowie są dorosłymi, wykształconymi i doświadczonymi ludźmi, dlaczego więc zdecydowali się złożyć identyczną przysięgę, którą wcześnie już złożyli? Przecież takie ich postępowanie jest nielogiczne.

Przedstawiciel prezydenta, minister Zbigniew Bogucki jednoznacznie i dobitnie ocenił zachowanie sędziów w Sali Kolumnowej Sejmu. Nazwał je hucpą, łamaniem prawa, zamachem na konstytucję i ustawę. Nazwał to wydarzenie kuriozalną farsą. Zagroził sędziom odpowiedzialnością karną. Podobnie wypowiedział się prominentny poseł Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak, którego wypowiedzi, nie bez racji, uważa się za zbieżne z poglądami prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Rzeczywiście, jeśli sędziowie, którzy są powołani do stania na straży prawa i praworządności sami gwałcą prawo, to jest to sytuacja kuriozalna.

Paradoksem w całej sprawie jest fakt, iż organizatorem tej nieszczęsnej próby zignorowania niezastępowalnej roli prezydenta jest Włodzimierz Czarzasty, członek, do jej końca, doszczętnie skompromitowanej i zbrodniczej partii komunistycznej PZPR. Marszałek sejmu musi działać zgodnie z prawem i w zakresie prawa. Nade wszystko zgodnie z konstytucją i ustawami. A mamy do czynienia z sytuacja, w której on działa bezprawnie i wyznacza własne, nielegalne standardy postępowania. Komunista uczy demokratów czym jest demokracja i praworządność.

Żeby uwiarygodnić tę imprezę i przedstawić ją społeczeństwu jako zgodną z prawem, świadkiem zdarzenia uczyniono notariusza. Okazało się po raz kolejny, że bez trudu można znaleźć takich chętnych do współpracy notariuszy. Znajdowali je wcześniej czyściciele warszawskich kamienic. Znajdowali ich także chcący bezprawnie kupić Konstancińskie Łąki Oborskie. Jak mówią dowcipne dzieci: „Pekunia, to nie jest omlet”. Pan notariusz nazywa się Dariusz Kramarz. Już mi się z czymś skojarzyło nazwisko pana notariusza … I w porę nie tyle ugryzłam się w język, co w palec, którym stukam w klawiaturę komputera. Nie, nie. Nie wolno kpić z nazwisk. To nie przystoi. A z imion można? Imiona to co innego, one są powszechne. Można je wyjaśniać. Imiona często coś znaczą. W tym przypadku wszystko się zgadza. Otóż imię Dariusz oznacza tego kto posiada jakiś cenny dar. Pan Dariusz Kramarz został więc obdarowany. Pozostaje tylko pytanie czym i przez kogo?

Natomiast to co się dzieje w Polsce od 13 grudnia 23 roku można określić jako pełzający zamach stanu.

Czym różni się „Danzig” od „Polin” ?

Czym różni się „Danzig” od „Polin” ?

Autor: CzarnaLimuzyna, 23 kwietnia 2026

W trakcie wizyty w Gdańsku francuskiego funkcjonariusza globalistów, uszy politruków z PiS wychwyciły, że Donald Tusk zamiast wymówić słowo „Gdańsk” powiedział „Danzig”.

Nihil novi sub sole. A co miał powiedzieć przedstawiciel mniejszości etnicznej, którego credem politycznym jest „polskość to nienormalność”? Słowa te napisał w odpowiedzi na pytanie czym jest polskość, stwierdzając, że polskość wywołuje w nim odruch buntu.

Tusk przeciwstawił normalność rzekomej nienormalności, którą określił jako „ Bóg, Honor i Ojczyzna”. Samą polskość określił jako „nienormalność” , „niechciany temat”, „uciążliwe dziedzictwo” i „brzemię”, którego nie ma ochoty dźwigać.

Od 40 lat lewicowi propagandyści starają się tłumaczyć gawiedzi, że autor czyli Tusk miał na myśli coś innego. Podkreślić należy, że w 1987 roku politycy lekkich obyczajów nie mieli jeszcze na tyle odwagi, aby przyznawać się do zrywania z polskością. W przeciwieństwie do czasów obecnych atmosfera była dyktowana nastrojem walki o wolność – gorąca i antykomunistyczna.

Asekurując się, Tusk kończy słowami: „Wtedy sądzę – tak po polsku, patetycznie, że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem”.

Przedtem jednak napisał:

„Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię; i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę; Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy”. /Donald Tusk, „Polak rozłamany”, „Znak”, 1987./

” Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością…”?

Jednak najbardziej wymownym, wpisującym się w brak polskiej tożsamości, jest typowe, charakterystyczne dla wtórnych analfabetów z lewicy, fałszywe przeciwstawienie kultury i cywilizacji – Bogu i Ojczyźnie. Dziś już wiemy, że nie o kulturę i cywilizację, lecz o antykulturę, depopulację, zrównoważony rozbój – o  cywilizację śmierci im chodzi.

Andrzej Duda „To jest Polin”

A czym różni się „Danzig” Donalda Tuska od „Polin” Andrzeja Dudy?

Niczym. Zmienia się tylko akcent z niemieckiego na żydowski, zachowując swój antypolski charakter.

==============================

M D: SKALĄ. Polin jest większe. a Ukropolin jeszcze większe.

NA ŻYWO Z TEHERANU: Dlaczego Iran nie spotyka się z marionetkami Netanjahu

NA ŻYWO Z TEHERANU: Prof. Mohammad Marandi wyjaśnia: Dlaczego Iran nie spotyka się z marionetkami Netanjahu

W niezwykle aktualnym wywiadzie na żywo z amerykańskim sędzią Andrew Napolitano w jego programie Judging Freedom irański profesor Mohammad Marandi – jeden z najbardziej znanych irańskich analityków politycznych i wieloletni obserwator stosunków amerykańsko-irańskich – otwarcie i szczegółowo mówił o obecnej sytuacji w Teheranie, nieudanych negocjacjach w Islamabadzie i powodach, dla których Republika Islamska nie chce prowadzić dalszych rozmów z delegacją USA pod przewodnictwem wiceprezydenta J.D. Vance’a.

Marandi, który przeprowadził wywiad ze swojego mieszkania w stolicy Iranu, przekazał nam obraz odporności, siły kulturowej i strategicznej jasności – daleki od narracji zachodnich.

Życie codzienne w Teheranie podczas zawieszenia broni

Profesor Marandi opisał sytuację w Teheranie jako w dużej mierze normalną, choć napiętą. Miasto znów było pełne ludzi, a sklepy i restauracje tętniły życiem. Niemniej jednak nie było jasne, czy zakupy osiągnęły już poziom sprzed wojny.

W poprzednich dniach wielu mieszkańców ponownie opuściło miasto, obawiając się, że zawieszenie broni się załamie i prezydent USA Trump może wznowić bombardowania. Sam Marandi zauważył jednak w ostatnich nocach utrzymującą się wysoką gęstość zaludnienia.

„Liczba osób, które opuściły miasto, jest prawdopodobnie mniejsza niż w czasie wojny”.

Napolitano zapytał o typowo irańskie zjawisko: podczas gdy obywatele Izraela szukali schronienia podczas irańskich ataków rakietowych na Tel Awiw, mieszkańcy Teheranu wychodzili na ulice, niosąc flagi, gdy USA bombardowały miasto.

Marandi wyjaśnił to, wskazując na głębokie korzenie w kulturze szyickiej i historię imama Husajna, wnuka proroka Mahometa.

„Sprzeciwił się uciskowi i tyranii – to nadal kształtuje irańskie społeczeństwo: sprawiedliwość, opór przeciwko ciemiężycielom i sprawiedliwość społeczna”.

Podczas nocnych zgromadzeń, mimo eksplozji, ludzie nie krzyczeli ani nie wpadali w panikę, lecz kontynuowali śpiewanie i zajmowali swoje pozycje.

„To niezwykłe uczucie być wśród nich”.

Zgromadzenia publiczne i obecność wojska

Sędzia pokazał agencji Reuters nagranie ogromnych tłumów na placu Taj w Teheranie – od około 20-tej do po północy, z ciągłym przepływem ludzi. Dodał, że rakiety były tam nawet wystawione na widok publiczny.

Marandi potwierdził, że tego typu spotkania odbywały się w kilku miejscach i odzwierciedlały emocjonalną więź ludności z obroną kraju.

Jednocześnie odniósł się do incydentu z udziałem dwóch statków w Zatoce Ormuz, które rzekomo zostały zatrzymane przez siły irańskie.

Podejrzewał, że była to bezpośrednia reakcja na atak USA na irański statek, na pokładzie którego znajdowali się marynarze i ich rodziny.

„Irańczycy weszli na pokład statków i prawdopodobnie doprowadzili je do swojego wybrzeża – w ramach odwetu”.

Negocjacje w Islamabadzie

Kluczowym punktem rozmowy były bezpośrednie negocjacje, które odbyły się tydzień wcześniej w Islamabadzie, w których uczestniczył Marandi.

Delegacja irańska pod przewodnictwem przewodniczącego parlamentu dr Bali – mając pełne upoważnienie ajatollaha Chameneiego – miała prawo podjąć decyzję.

Według Marandiego, wiceprezydent Vance, Steve Witkoff i Jared Kushner byli po stronie USA.

Marandi opisał, jak Vance wykonał kilka telefonów, m.in. do Netanjahu, który później publicznie oświadczył, że wysoko postawieni urzędnicy amerykańscy codziennie składali mu raporty.

„Bardzo dziwne zdanie.”

Było oczywiste, że strona amerykańska nie miała ostatecznych uprawnień decyzyjnych.

Pod koniec dnia Amerykanie stali się bardziej agresywni i niespodziewanie odwołali rozmowy zaplanowane na następny poranek.

„Nie wydawało się to poważne.”

Od tego czasu komunikacja odbywała się wyłącznie za pośrednictwem pośredników.

Marandi stanowczo odrzucił twierdzenia zachodnich mediów, jakoby irański rząd nie mówił jednym głosem.

„Dr Arakchi ma pełną władzę. Akta są w jego rękach. Nie ma żadnych rozbieżności.”

Spór o Cieśninę Ormuz

Marandi szczegółowo wyjaśnił związek z Cieśniną Ormuz.

W ramach zawieszenia broni Iran zgodził się na przepływ większej liczby statków – w tym tych z państw Zatoki Perskiej, takich jak Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska, które wsparły USA w wojnie.

Jednakże Izrael złamał zawieszenie broni, przeprowadzając masowe bombardowania w Libanie.

Po dziesięciu dniach Izrael został zmuszony do zawarcia zawieszenia broni, a Iran chciał nadal przestrzegać porozumienia.

Trump z kolei utrzymywał blokadę portów irańskich i Zatoki Perskiej.

„To było oczywiste naruszenie”.

Następnie Iran powrócił do swojej poprzedniej polityki.

„To nie Iran zmienił decyzję, ale Trump naruszył zawieszenie broni”.

Blokada gospodarcza i globalne konsekwencje

Marandi wydał surowe ostrzeżenie dotyczące konsekwencji blokady ze strony USA.

Dotyka to nie tylko Iran, ale całą gospodarkę światową. Niedobór ropy naftowej, skroplonego gazu ziemnego, nawozów, helu i produktów petrochemicznych pogłębia się z minuty na minutę.

Ceny żywności i paliwa już wzrosły.

„To tylko wierzchołek góry lodowej”.

Gdyby Trump zatrzymał irański tankowiec przewożący dwa miliony baryłek ropy przeznaczone dla Chin, Iran zareagowałby przejęciem tankowców z Arabii Saudyjskiej, Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Bahrajnu i Kataru.

„Bez ich współpracy Stany Zjednoczone nie mogłyby prowadzić tej wojny”.

Strategiczne powściągliwość Iranu

Pomimo 3400 ofiar śmiertelnych po stronie Irańczyków, Iran zaatakował cele wojskowe i obiekty USA, unikając w dużej mierze ofiar cywilnych po drugiej stronie – w przeciwieństwie do masowych ataków izraelskich.

„Nikt w Iranie nie chce, żeby ludzie ginęli po drugiej stronie Zatoki Perskiej. Chcemy normalizacji i otwarcia Cieśniny Ormuz pod irańską kontrolą”.

Dlaczego nie ma dalszych spotkań?

W końcu Marandi dotarł do sedna sprawy.

Iran nadal był skłonny do rozmów, ale USA naruszyły zawieszenie broni, kontynuując blokadę.

„Jak możemy mówić o nowych zobowiązaniach, jeśli nie honorujemy starych?”

Kontynuowanie negocjacji mogłoby jedynie zachęcić USA do zerwania porozumień w przyszłości.

W Iranie panuje przekonanie, że Netanjahu ma większy wpływ na Trumpa niż Trump – za pośrednictwem lobby syjonistycznego i potencjalnie kompromitujących materiałów.

Uwagi końcowe

Marandi zakończył, polecając książkę Going to Tehran , która wiele lat temu ostrzegała przed niebezpieczeństwami konfrontacji z Iranem.

Sędzia Napolitano zakończył rozmowę pochwałami:

„Mohammadzie Marandi, mój drogi przyjacielu, jesteś tak intelektualnie uczciwy i osobiście odważny. Dziękuję Ci bardzo.”

Wywiad oferuje rzadki, bezpośredni wgląd w irańską perspektywę – trzeźwą, opartą na faktach i napędzaną głębokimi przekonaniami kulturowymi.

Pokazuje to, dlaczego Teheran obecnie nie chce prowadzić dalszych negocjacji z delegacją USA, która z perspektywy Iranu ostatecznie musi skonsultować się z Tel Awiwem. Z punktu widzenia Teheranu zawieszenie broni zostało już zerwane przez USA, a prawdziwa dyplomacja wymaga czegoś innego niż polityka marionetkowa.

Dlaczego edukacja zdrowotna nadal jest niebezpieczna i… pozbawiona sensu?

Dlaczego edukacja zdrowotna nadal jest niebezpieczna i… pozbawiona sensu?

Tomasz Figura pch24/dlaczego-edukacja-zdrowotna-nadal-jest-niebezpieczna-i-pozbawiona-sensu

Nawet bez obowiązkowej edukacji seksualnej, edukacja zdrowotna nadal pozostaje niebezpieczna dla dzieci i stanowi poważne zagrożenie dla władzy rodzicielskiej. Ostatecznie zaś, jest marnotrawieniem środków publicznych, wszak nie da się „nauczyć” zdrowego stylu życia, za to można skutecznie namieszać dzieciom w głowach zideologizowanym przekazem.

Minister edukacji Barbara Nowacka podjęła kolejną próbę wprowadzenia obowiązkowych zajęć z edukacji zdrowotnej, tym razem bez zawierającego edukację seksualną komponentu, uznawanego za najbardziej kontrowersyjny i budzącego niechęć wśród wielu rodziców. Ta zmiana wcale jednak nie oznacza, że edukacja zdrowotna przestała być projektem ideologicznym. Jest nim nadal i z tego powodu nadal pozostaje bardzo niebezpieczna.

Kwestia seksualności to tylko jeden z wielu niedopuszczalnych zakresów tematycznych, wpisanych w ten program. Jeśli zatem ktoś przekonuje Państwa – a takich ludzi nie brakuje również wśród konserwatywnych i katolickich publicystów – że edukacja zdrowotna to ważny przedmiot, który pozbawiony tzw. kontrowersyjnych zapisów, staje się istotnym dla zdrowia i przyszłości naszych dzieci, ten po prostu wprowadza Was w błąd. Tak, edukacja zdrowotna to poważne zagrożenie dla tego, w co wasze dzieci będą wierzyć i jaki system wartości wyznawać. Dlaczego?

Zdecyduje światopogląd nauczyciela

Po pierwsze, edukacja zdrowotna obejmuje programem szereg treści aksjologicznych. Wbrew temu, co sądzą jej zwolennicy, jest on pełen zagadnień dających nauczycielowi szerokie pole interpretacji, a co za tym idzie – przedstawienia ich w oparciu o własny światopogląd. O tym, że nauczyciele nie są maszynami klepiącymi wyuczone formułki, wie naprawdę wielu rodziców, którzy napotykali na różne problemy związane z ideologiczną edukacją ich dzieci. Przedstawianie średniowiecza jako wieków ciemnych, w którym nie zajmowano się niczym poza powtarzaniem w kółko „memento mori”, lub historii Polski jako dziejów warcholstwa, rozpasania szlachty i zgubnego liberum veto – to właściwie klasyki ze szkolnego nauczania. A mówimy o treściach jawiących się zazwyczaj jako „neutralne światopoglądowo”. Ale i tutaj światopogląd nauczyciela ma znaczenie i wpływ na sposób myślenia naszych dzieci.

Możemy sobie zatem tylko wyobrazić, jakie pole do popisu dostanie nauczyciel, jeśli przyjdzie mu opowiadać o różnorodności płciowej czy formach dyskryminacji. Wszystkie te terminy są nieokreślone i niezdefiniowane, a ich stosowanie jest silnie modelowane przez światopogląd osoby, która terminy te stosuje. Dyskryminacją może być rasizm – i to jest naganne – ale może nią być też na przykład sprzeciw wobec jednopłciowych pseudo-małżeństw. Co takiego w szkole usłyszą o tym dzieci? Na dwoje babka wróżyła.

Podobnie jest w przypadku tak prozaicznego tematu, jak zdrowa dieta. Mówimy o czymś, co w zasadzie nie powinno budzić większych kontrowersji. Musimy jednak pamiętać, że nie żyjemy w czasach, w których istnieją jakieś stałe punkty odniesienia. Możemy sobie wyobrazić zatem nauczyciela, który opowie dzieciom, że jedzenie mięsa jest szkodliwe i nieetyczne, a nadzieją dla świata pozostaje wegetarianizm.  

Edukacja zdrowotna takich pułapek ma zaszytych mnóstwo. Spójrzmy chociażby na kwestię dezinformacji w mediach. Jak wiadomo, za dezinformację uznawane są dzisiaj treści stające chociażby w sprzeczności z tzw. konsensusem społecznym czy naukowym. Swoisty szczyt „walki z dezinformacją” obserwowaliśmy chociażby w czasie pandemii COVID-19, kiedy za bezsprzeczny dowód naukowy uznawano skuteczność maseczki w powstrzymywaniu rozprzestrzeniania się wirusa. Na ustalenia naukowców powoływano się też zamykając lasy czy cmentarze, wszak to podobno osławiona rada medyczna rekomendowała lockdowny.

Niektórzy z czytelników mogą też pamiętać aferę, jaka rozpętała się po wywiadzie udzielonym Bogdanowi Rymanowskiemu przez prof. Grażynę Cichosz, która proponowała zmianę piramidy żywienia i rezygnację z diety opartej na węglowodanach. W jej opinii, za choroby serca odpowiadają zgoła inne czynniki niż dieta tłuszczowa. Program został ostro skrytykowany i uznany za rodzaj dezinformacji. Tymczasem niedługo potem okazało się, że w Stanach Zjednoczonych zmieniono zalecenia zdrowej diety, dążąc do obniżenia spożycia węglowodanów.  

Jakie informacje odnośnie zdrowego żywienia przekaże naszym dzieciom nauczyciel? Czy będzie w stanie ocenić, czym jest dezinformacja i na jakich danych warto się opierać np. w kwestii zaleceń żywieniowych? W jaki sposób przedstawi inny sporny problem, jakim jest globalne ocieplenie i wpływ człowieka na ten proces? Możemy spekulować, a na pewno dowiemy się tego od naszych dzieci, które część tych opinii mogą potraktować poważnie.

Rodzic nic nie znaczy?

Wreszcie edukacja zdrowotna bagatelizuje wiele problemów, które wcale nie są tak proste jak pozornie mogą się wydawać. Mowa chociażby o transplantologii, uznanej przez ogromną część środowiska medycznego za wielkie osiągnięcie współczesnej medycyny. To prawda, że transplantacje uratowały wiele ludzkich istnień, ale całej procedurze towarzyszy też spór o szacunek dla życia potencjalnego dawcy. Istnieją przecież naukowcy kwestionujący, czy faktycznie stwierdzenie śmierci pnia mózgu jest wystarczające, by uznać ciało człowieka za martwe. Nie są to wcale teorie wariatów. Czy nauczyciel w trakcie edukacji zdrowotnej opowie o nich uczniom, przedstawiając sprawę jako realny problem, który warto zgłębiać?

Kolejna sprawa dotyczy obowiązkowych szczepień. Tu również opinie nie są jednoznaczne, a sam problem nie jest aksjologicznie zerojedynkowy. Mówimy przecież o procedurze medycznej, co do której istnieją spory. Nakłada się na nie lobbing firm farmaceutycznych, którego doświadczyliśmy chociażby w trakcie pandemii COVID-19. Czy zatem nauczyciel ma prawo jednoznacznie opowiadać się za przymusem szczepień? Jak takie twierdzenia pogodzić z prawem rodziców do wychowania dziecka i kształtowania jego światopoglądu? Dlaczego to akurat nauczyciel ma decydować o tym, co dziecko sądzi o przymusie szczepień, ale też innych kwestiach, które wcale nie są moralnie jednoznaczne, jak chociażby wspomniane już globalne ocieplenie?

Trudno mieć zatem wątpliwości, że edukacja zdrowotna to po prostu kolejny obszar, w którym państwo rości sobie prawo do oddziaływania na obywateli. Tym razem chodzi o kształtowanie opinii dzieci w bardzo konkretnych obszarach. Edukacja zdrowotna jest zatem przedmiotem zideologizowanym i jako taka nie powinna w ogóle pojawić się w szkole, nie mówiąc już o nadaniu jej rangi przedmiotu obowiązkowego.

Nawet jeśli część z tych spraw wydaje nam się jedynie nieszkodliwymi nadużyciami, to pamiętajmy, że jeśli w drobnych sprawach zgodzimy się na ograniczenia naszej władzy rodzicielskiej, za pewien czas zorientujemy się, że tracimy ją w znacznie większym stopniu i bezpowrotnie. Weźmy to pod uwagę, także wówczas, gdy w pewnych kwestiach zgodzimy się z założeniami edukacji zdrowotnej. To zrozumiałe, że część czytelników może być na przykład zwolennikami przymusu szczepień, jednak nie o to toczy się spór. Spór dotyczy prawa do wychowania naszych dzieci w zgodzie z wartościami, w które wierzymy. Dlatego, jeśli chcemy sami to prawo zachować, musimy go zdecydowanie bronić również wtedy, gdy nie zgadzamy się z opiniami, w których obronie występujemy. Trzeba bowiem strzec nienaruszalności samej zasady, nie zaś koncentrować się na przedmiocie sporu.

To jednak nie wyczerpuje jeszcze argumentów, dla których powinniśmy jak najszybciej pozbyć się edukacji zdrowotnej z polskiej szkoły. 

Płód chorej wyobraźni

Wprowadzany przez Barbarę Nowacką przedmiot stanowi kompleksowy zbiór zaleceń, formatujący określony styl życia. Obejmuje on naukę budowania relacji społecznych, unikania przemocy, model kształtowania życia rodzinnego, dietę, prowadzenie zdrowego trybu życia, opis badań, jakie powinniśmy wykonywać u lekarza, praktykowanie ćwiczeń fizycznych itd.

W ten sposób szkoła, która każdego roku ponosi porażkę w podstawowych obszarach edukacyjnych – np. w kwestii czytelnictwa – wkracza w obszar de facto formowania młodego człowieka. Mamy zatem sytuację, gdy szkoła abdykuje stopniowo ze swojej podstawowej kompetencji, jaką jest przekazywanie wiedzy, za to dokonuje ekspansji w kierunku formacyjnym, starając się wpływać na sposób myślenia uczniów, w dodatku bez zgody niemałej części rodziców.

Jeśli zatem rodzice delegują na szkołę kompetencje wychowawcze, to – pomijając już fakt rosnącej impotencji szkoły w obszarze edukacyjnym – resort edukacji powinien uzyskać wyraźną zgodę rodziców na wprowadzanie tak kompleksowego programu wychowawczego. Tej zgody jednak nie ma. A zatem edukacja zdrowotna nie powinna nigdy pojawić się w polskiej szkole.

Osobna sprawa dotyczy skuteczności takiego modelu wychowawczego. Wiele z tematów opisanych w programie edukacji zdrowotnej – styl życia, podejście do drugiego człowieka, stosunek do nowych technologii, uprawienie sportu – kształtuje się w relacji z drugim człowiekiem oraz na podstawie ludzkich doświadczeń. Nie można nikogo „nauczyć” miłości do sportu czy przestrzegania zdrowej diety. Nawyki te opierają się na swoistej „pamięci mięśniowej” naszego organizmu i umysłu, którą wypracowujemy latami.  

Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego szkoła ma marnotrawić publiczne pieniądze i instytucjonalne zasoby na „uczenie” czegoś, czego nauczyć się nie da. To podobnie jak z patriotyzmem. Nie można kogoś nauczyć patriotyzmu na kilku lekcjach, nawet z wykorzystaniem podręcznika napisanego przez wybitnego historyka. Patriotyzm jest postawą wypracowywaną dzięki wzorcom, poznawaniu historii, konkretnym doświadczeniom wspólnotowym itd.

Założenie, że uczeń nie jest w stanie przeczytać „Pana Tadeusza”, ale na pewno nauczy się odróżniać informację od dezinformacji, bo pani w szkole na jednej lekcji opowie mu, jak to robić, musiał poczynić jakiś kompletny idiota albo zideologizowany oszołom nieświadomy tego, czym jest w istocie proces wychowawczy. Znacznie lepiej bowiem takiemu uczniowi zrobiłoby rozszerzenie listy lektur, a jeśli już koniecznie mielibyśmy dodawać jakiś przedmiot, to świetnie byłoby rozwijać właśnie kształcenie klasyczne poprzez naukę filozofii czy łaciny. W ten sposób uczeń, poznając kulturę swojego kręgu cywilizacyjnego, gromadząc mądrość pokoleniową, potrafiłby znacznie lepiej zmierzyć się z problemami współczesności, niż po doświadczeniu najmądrzej nawet wygłoszonego wykładu na temat szkodliwości smartfonów.

Jeśli naprawdę czegoś możemy nauczyć nasze dzieci, to nie tego, by nie dotykały tej konkretnej trucizny, lecz by potrafiły zrozumieć, czym ta trucizna jest w takiej lub innej postaci.

Tomasz Figura

Iran-USA: Załamanie się strategicznego zawieszenia

Iran-USA: Załamanie się strategicznego zawieszenia

Pepe Escobar

Blokada staje się globalna. Następnym przystankiem jest Cieśnina Malakka.

Żadna poważna analiza nie może wziąć pod uwagę umysłowo upośledzonych ludzi wygadujących bzdury o syndykacie Epsteina na temat tego, co dzieje się w korytarzach władzy w Teheranie.

Jakby mieli jakąkolwiek wiedzę.

Nic nie jest „podzielone” (poza być może psychiką pawiana z Barbarii). Istnieją oczywiście różne podejścia koncepcyjne i ożywiona debata publiczna w kraju. Jednak na wysokich szczeblach decyzyjnych cały system jest silnie zjednoczony.

Przede wszystkim, w Iranie to zupełnie nowy system władzy, który przechodzi całkowitą transformację. W jego centrum znajduje się wyłaniający się kwartet skoncentrowany na bezpieczeństwie: szef Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Ahmad Vahidi; przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf; sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Mohammad Zolghadr; oraz sekretarz Rady Doraźnej Mohsen Rezaee.

Ten skoncentrowany na bezpieczeństwie nakaz współistnieje z poprzednim hybrydowym porządkiem, ucieleśnianym przez „reformatorów”, w tym prezydenta Masuda Pezeshkiana i ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego.

Spośród 13 członków Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego tylko dwóch jest „reformatorami”.

A ponad tym wszystkim góruje zdecydowany autorytet przywódcy ajatollaha Modżtaby Chameneiego – tradycyjnie bardzo blisko związanego z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej.

Wszystko to jest niezrozumiałe dla propagandystów z syndykatu Epsteina lub jakiegokolwiek taniego saudyjskiego „eksperta”, który snuje fantazje o „rewolucyjnym zamachu stanu”, za pomocą którego IRGC rzekomo umieściło Ghalibafa, Pezeshkiana i Araghchiego w areszcie domowym.

Zarówno na froncie dyplomatycznym, jak i militarnym, Teheran konsekwentnie i jasno wyrażał swoje stanowisko. Żadnych negocjacji z imperium piractwa w ramach blokady morskiej – co jest w istocie aktem wojny. Żadnych negocjacji, dopóki ich okręty są atakowane – co jest w istocie naruszeniem zawieszenia broni.

Minister spraw zagranicznych Araghchi od razu przeszedł do konkretów. A zatem, raz jeszcze: bez zniesienia blokady morskiej, bez negocjacji.

Iran nie mrugnie okiem. Za wszelką cenę. Odpowiedzialność za zniszczenie światowej gospodarki spoczywa całkowicie na barbarzyńcach.

Nielegalna blokada i koncepcja „nieszkodliwego przepływu”

Strategia negocjacyjna Pawiana Barbarzyńców – zżerana demencją i nienawiścią – opiera się na trzech prymitywnych zasadach: maksymalnej presji; niekończących się terminach; i nieustannych, głośnych groźbach zniszczenia irańskiej infrastruktury.

Przewidując potencjalny atak na Islamabad 2, Teheran zdecydował się zatem na strategiczne milczenie. Teheran całkowicie zignorował barbarzyńskiego pawiana. Całkowicie zdezorientowany, pawian wyraźnie mrugał oczami. Teraz nie wyznacza już żadnych dodatkowych terminów. Nie grozi już zniszczeniem infrastruktury cywilnej. Najważniejsze pytanie brzmi, co stanie się z blokadą morską.

Artykuł 3(c) Rezolucji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych nr 3314 (Definicja agresji) określa to wprost: „Blokada portów lub wybrzeży jednego państwa przez siły zbrojne innego państwa” jest uważana za akt agresji.

Jest to zatem wyraźne naruszenie zawieszenia broni.

Zupełnie inną historią jest to, co robi Iran, przepływając przez Cieśninę Ormuz.

Iran nie zablokował żadnych portów zagranicznych ani nie nałożył całkowitej blokady. Nałożył jednak opłatę za przepływanie wrogich statków przez cieśninę przebiegającą przez jego wody terytorialne.

Jest to całkowicie legalne w ramach prawa do samoobrony – jako reakcja na jednostronną, nielegalną zbrojną błyskawiczną wojnę przeprowadzoną przez imperialne supermocarstwo.

Co więcej, zgodnie z Konwencją genewską o morzu terytorialnym i strefie przyległej z 1958 r. oraz własnymi przepisami krajowymi (Ustawa o obszarach morskich Islamskiej Republiki Iranu z 1993 r.) Iran konsekwentnie podkreśla, że ​​prawo „nieszkodliwego przepływu” nie dotyczy statków, które zagrażają jego bezpieczeństwu.

Ormuz to definicja strategicznego punktu krytycznego. Przebiega przez irańskie wody terytorialne. Dlatego Teheran ma naturalne, suwerenne prawo do regulowania przepływu statków, które nie są niewinne.

Naturalnie, to imperium chaosu, kłamstw, grabieży i piractwa ignoruje wszelką legalność. Zwłaszcza, że ​​de facto globalna blokada morska już obowiązuje – nałożona na Iran, Rosję, Chiny, a prędzej czy później na każdy inny kraj Globalnego Południa.

Amerykańska blokada niszczy światową gospodarkę

Wojna z Iranem, a teraz blokada morska, to bezwzględny atak na globalną gospodarkę. Globalne zapasy energii spadły już o oszałamiające 60 procent – ​​w niecałe dwa miesiące. Nadchodzące koszmary obejmują zarówno lockdowny i niezliczone odwołania lotów z powodu braku nafty, jak i niedobory żywności przyszłego lata z powodu eksplozji cen nawozów; potencjalne zamieszki żywnościowe; a nawet ewentualne wprowadzenie CBDC w celu racjonowania żywności.

Rocky Horror Show z minuty na minutę nabiera rozpędu. Tankowce dosłownie przestały przepływać przez Cieśninę Ormuz; na dodatek pirackie imperium ostrzeliwuje irańskie okręty 5-calowymi pociskami rakietowymi. Składki ubezpieczeniowe dla tankowców w Zatoce Perskiej wzrosły o oszałamiające 400 procent w ciągu zaledwie jednego tygodnia.

Wygląda na to, że Iran nigdy nie zaakceptuje trwałej blokady morskiej. W związku z tym nastąpi odwet. Niezależnie od tego, co się stanie, cena ropy Brent prawdopodobnie przekroczy 120 dolarów za baryłkę. Podaż nafty znacznie się zmniejszy do końca przyszłego tygodnia. Ceny oleju napędowego i benzyny wzrosną w ciągu dwóch tygodni.

Jesteśmy świadkami tego, jak globalny rynek energii zastyga. Właśnie gdy Iran złagodził system opłat drogowych w cieśninie Ormuz w ramach zawieszenia broni, Barbaria rozpoczęła blokadę morską.

Tak więc to Barbaria jest w trakcie niszczenia światowej gospodarki, ponieważ popyt na sztuczną inteligencję, naftę, olej napędowy, transport morski – wszystkie te sektory są poważnie dotknięte przez unieruchomione tsunami ropy naftowej.

Rozwiązaniem – na chwilę obecną – jest przekierowanie ruchu przez cieśninę Bab al-Mandab, która odpowiada za 12 procent światowego handlu i 10 procent globalnego handlu ropą: jest to jedyne połączenie między Azją, Afryką i Europą przez Kanał Sueski.

Jeśli Ansarallah zamknie Bab al-Mandab w Jemenie, jedyną pozostałą trasą będzie Przylądek Dobrej Nadziei: nawet dwa dodatkowe tygodnie na morzu, do tego dochodzą rosnące koszty transportu.

Wszystkie główne szlaki morskie działają na granicy przepustowości. Blokada morska Barbarii obejmuje już INDOPACOM. Nawet ta hollywoodzka produkcja nie wystarczy, by odciąć irański eksport. Barbaria musiałaby śledzić każdy tankowiec w tajnej flocie, w tym te z Iraku, i nałożyć dodatkowe, surowe sankcje na Malezję i Chiny.

Pekin jak dotąd milczał. Nie zajęto oficjalnego stanowiska, poza ogólnymi apelami o otwarcie Cieśniny Ormuz. Ale prędzej czy później smok mógłby przeskoczyć przez płot i interweniować w konflikcie, być może wysyłając grupę operacyjną do Azji Zachodniej.

Wenezuela. Iran. Blokada staje się globalna. Następnym przystankiem jest Cieśnina Malakka.

Ta strategiczna niepewność nie może trwać wiecznie. Gra Barbarii sprowadza się do powrotu do status quo sprzed wojny: Iran pod maksymalną presją ekonomiczną i ciągłym zagrożeniem powrotu wojny.

Powtórzmy: nawet gdy Teheran zadał Waszyngtonowi druzgocącą strategiczną klęskę, wbrew wszelkim oczekiwaniom, konsekwentnie domagał się całkowitego zakończenia wojny, a nie tej zamrożonej, zawieszonej w czasie sytuacji.

Cała planeta zobaczyła na własne oczy, jak suwerenny opór potrafi przeciwstawić się imperium po 47 latach niszczycielskich sankcji i za straszliwą cenę.

Niezwykle kruche zawieszenie broni nie utrzyma się. Krok w kierunku przełamania blokady Barbarii jest niemal nieunikniony – na przykład, jeśli zostanie zajęty zbyt wiele irańskich statków. Lista celów została już ogłoszona: rurociąg Janbu w Arabii Saudyjskiej, który omija cieśninę Ormuz; terminal w Fudżajrze w Zjednoczonych Emiratach Arabskich; oraz zamknięcie cieśniny Bab al-Mandab. To natychmiast zmniejszyłoby ponad 32 procent światowych dostaw ropy naftowej.

A za to wszystko będzie odpowiadać imperium piractwa.

Źródło: Iran-USA: Strategiczny kryzys

Woj Chrystusowy

Woj Chrystusowy

Jerzy Wolak pch24.pl/woj-chrystusowy

Tysiąc lat temu chodził po ziemi człowiek, który dostąpił chwały świętości, mimo iż nie sprawdził się jako biskup, nie pozwolono mu zostać zakonnikiem, na koniec zaś okazał się nieskutecznym misjonarzem. W większości swych ziemskich usiłowań poniósł klęskę. Jednak już w chwili śmierci człowiek ów stał się legendą i wzorem, niezwłocznie został wyniesiony na ołtarze, a kult jego rozpowszechnił się w całej christianitas, szczególnie w Polsce, której jest pierwszym patronem. Takie było jego za grobem zwycięstwo.

Nascitur purpureus flos Boemicis terris – tymi słowy rozpoczyna swój Żywot świętego Wojciecha św. Bruno z Kwerfurtu – rodzi się purpurowy kwiat na ziemi czeskiej. Chłopiec, który zostanie później biskupem Pragi, męczennikiem i świętym przyszedł na świat około 956 r. z ojca Sławnika, księcia libickiego i matki Strzeżysławy, niewiasty ze znakomitego rodu. Ojciec pochodził najprawdopodobniej z chorwackich książąt plemiennych.

Pierwotnym zamiarem rodziców było przeznaczenie chłopca do stanu duchownego, jednak po urodzeniu oczarowani wyjątkową urodą dziecka zdecydowali, iż szkoda by było oglądać tak urodziwego młodzieńca w sukni duchownej i przeznaczyli go dla świata. Imię, które mu nadano, miało potwierdzać rodzicielską decyzję; świadczyć o tym może chociażby jego etymologia: Wojciech (Woietech) to pociecha wojów (Woje-ciech – consolatio exercitus). Nic to jednak nie dało – chłopiec najwyraźniej został przeznaczony do życia w sutannie przez samego Boga. Wkrótce po urodzeniu ciężko zachorował i był bliski śmierci, dopiero ofiarowanie dziecka przez rodziców w kościele na ołtarzu Maryi i przeznaczenie go do stanu duchownego spowodowało powrót do zdrowia.

Być duchownym w wieku X znaczyło należeć do nielicznych, którym nieobca jest sztuka odczytywania znaków alfabetu. Kilkunastoletni Wojciech opuszcza około r. 972 rodzinne Libice i jedzie do Magdeburga, by tam pod opieką znanego wcześniej rodzicom arcybiskupa Adalberta (który w drodze na Ruś gościł na dworze Sławnika w r. 961 lub 962 udzielając m.in. małemu Wojciechowi sakramentu bierzmowania) wgłębiać się w arkana wiedzy w cieszącej się znakomitą sławą szkole katedralnej kierowanej przez jednego z największych luminarzy swego wieku, benedyktyna Oktryka. W Magdeburgu zostaje powtórnie bierzmowany przez swego opiekuna i przyjmuje jego imię. Imieniem Adalberta będzie odtąd nazywał go Zachód.

Opuścił szkołę wracając do Czech jako subdiakon, o czym zapewnia nas Kosmas, i tam dopiero z rąk biskupa świętego miasta Pragi przyjął zbroję rycerza Chrystusowego na przyszłe boje – czytamy u Kanapariusza.

W r. 982 zakończył życie biskup praski Dytmar. Umierał przedwcześnie, w potwornej rozpaczy i przerażeniu wykrzykując swe wyrzuty sumienia: nie był dobrym pasterzem, zaniedbał powołanie, nie zrobił nic dla krzewienia wiary w podległej mu diecezji. Podobno miał wizję swego potępienia. Wojciech, będący przy śmierci Dytmara, wyszedł z jego komnaty zdruzgotany. Tejże nocy worem odziany włosianym, z głową siwym popiołem posypaną, obchodził poszczególne kościoły, ubogim hojnie rozdawał, co miał i polecał siebie i sprawę swą w modlitwach Panu. Zmienił się tak, że nie poznawali go towarzysze zabaw i uciech. Sądzili jednak, iż szok wkrótce minie. Nie minął. Nie był to bowiem szok, chociaż przeżycie wryło mu się głęboko w pamięć, lecz opamiętanie. Pojął udzieloną mu lekcję – zrozumiał, jak nie wolno mu żyć.

Został wybrany następcą Dytmara. Wychowany w kulturze europejskiej, mówiący obcymi językami absolwent doskonałej szkoły miał po temu wszelkie predyspozycje zawodowe, może z wyjątkiem młodego wieku (około 26 lat). Niedawne „nawrócenie” i nowy sposób życia – imitatio Christi w duchu reformy kluniackiej czyniły zeń niekwestionowanego kandydata. Toteż 19 II 982 roku w Levý Hradec – miejscu gdzie wzniesiono pierwszy kościół w Czechach miał miejsce jednogłośny wybór: Kogóż innego jak nie ziomka naszego Wojciecha, którego czyny, szlachectwo, bogactwo i życie odpowiednie są dla tej godności. On najlepiej wie, dokąd sam winien dążyć, on również duszami roztropnie pokieruje.

O tak! Wiedział doskonale, dokąd dążyć należy i rad wiódłby tam dusze swoich diecezjan, gdyby tylko mu na to pozwolili. Jednak chrześcijanie w. X nosili krzyż na piersiach, ale rzadko kiedy w sercach. Kiedy konsekrowany 29 VI 983 roku w Weronie biskup Wojciech wrócił do Pragi, zgotowali mu gorące powitanie. Cieszyli się, że jest jednym z nich. Ale on nie był taki sam jak oni. Wkrótce się o tym przekonali.

Nowy biskup nie zamierzał powtarzać błędów starego. Wypowiedział bezpardonową wojnę zepsuciu panującemu w Pradze i w całych Czechach, odzwierciedlającemu wiernie rozkład życia chrześcijańskiego, który po upadku państwa Karolingów sięgał niemal dna. Kronikarze zgodnie wyliczają występki, którym nagminnie hołdowano: nierząd, niewłaściwe zawieranie małżeństw, wielożeństwo, cudzołóstwo, pijaństwo, morderstwa, również na nienarodzonych, niezgodne z chrześcijańskimi obyczajami grzebanie zmarłych w lasach lub na polach, praktyki pogańskie, zabobony, handel niewolnikami. Stan moralności duchowieństwa był podobnie tragiczny: lekceważono powołania, nie przestrzegano celibatu. Mówi Kosmas: To są rzeczy, których Bóg nienawidzi, tym zrażony św. Wojciech nas, owieczki swoje opuścił i wolał iść nauczać obce ludy. Kiedy bowiem spróbował naprawiać obyczaje, wszedł w ostry konflikt ze swoją owczarnią. Praga znienawidziła go – nie chciała tak gorliwego biskupa. Może i po jego stronie było trochę winy, może brakło mu cierpliwości. Sam żył przykładnie, od innych wymagał tego samego. Swą niecierpliwą dezaprobatą wszystkiego, co, owszem, złe, ale dotąd niepotępiane, antagonizował otoczenie. Ówczesna Praga potrzebowała innego biskupa: zręcznego, cierpliwego i przyziemnego dyplomaty-realisty.

Wojciech nie był graczem, miał duszę żołnierza, ale nie wodza. Chciał służyć, walczyć ze złem i grzechem, nie zaś podejmować strategiczne decyzje. Był świadom swej nieudolności, widział, że wysiłki jego najtroskliwszych rządów idą na marne, że więcej nawet sobie samemu szkody przynosi niż pożytku ludowi – podaje Kanapariusz. Dlatego uznał, że najlepszym dla wszystkich rozwiązaniem będzie opuszczenie Pragi. On nie nadaje się na biskupa, będzie się starał, aby zastąpił go ktoś lepszy. Ruszył do Rzymu szukać rady u papieża. Od tego właśnie momentu aż do śmierci nie przestanie podróżować, nigdzie nie mogąc (nie ze swojej zresztą winy) dłużej zagrzać miejsca.

W Rzymie spotkał młodziutkiego cesarza Ottona III. Pobudził go do zainteresowania się sprawami Słowiańszczyzny. W mającym się odrodzić cesarstwie świat słowiański mógł i powinien stać się łącznikiem Zachodu ze Wschodem, więzią tworzącą jedność. Aby to się jednak stało, Sclavinia musi stać się samodzielną jednostką i jako taka znaleźć pełnoprawne miejsce w gronie innych. Opowiadał czeski duchowny swojemu młodocianemu niemieckiemu przyjacielowi o wielkim władcy jednoczących się plemion polskich, opiekunie książąt libickich, Bolesławie zwanym Chrobrym, który niebawem miał stać się serdecznym przyjacielem ich obu.

Biskup Wojciech był w samym centrum najważniejszych wydarzeń, z jego zdaniem liczono się w cesarskim otoczeniu, na dworach książąt i biskupów. Mógł odegrać ogromną rolę w życiu społeczno-politycznym przełomu X i XI w. Jako współpracownik cesarza, czy księcia polskiego mógł wywierać decydujący wpływ na kształtowanie europejskiego porządku, budować wielkie, uniwersalne chrześcijaństwo. Ale nie to było jego celem. Pomny na słowa Pana, iż Królestwo Jego nie jest z tego świata, nie chciał poświęcać się budowaniu ziemskich władztw, pociągało go oderwanie się od światowego zgiełku i całkowite zatopienie w Chrystusie.

Całych pięć lat był rycerzem Chrystusa w klasztorze. Pomysł schronienia się w miejscu poświęconym kontemplacji podsunął mu papież Jan XV. Właściwym miejscem okazał się klasztor św. Bonifacego i św. Aleksego na Wzgórzu Awentyńskim. Tam znalazł wszystko, czego mu brakowało na biskupstwie. Ora et labora – powtarzał codziennie słowa reguły, sumiennie się do nich stosując; studium et silentium – niczego więcej nie chciał i nie potrzebował. Wszystko to, połączone z surową ascezą, dawało mu stracone w Pradze poczucie sensu obranej drogi. Przyjął święcenia zakonne, zamierzał pozostać w klasztorze na zawsze. Dlatego też nakaz powrotu na opuszczone stanowisko wydany przez metropolitę Willigisa przeżył boleśnie jako niekłamaną tragedię. Nade wszystko jednak był posłuszny.

Wrócił, lecz nie na długo. Nie było dlań miejsca w Pradze, gdzie sprawy wyglądały jeszcze gorzej. Zanosiło się na wojnę domową próbujących jednoczyć ziemie czeskie Przemyślidów ze zorientowanymi na Polskę Sławnikowicami. Nie chcąc zaogniać konfliktu swoją osobą, odchodzi ponownie. Nie wpłynęło to jednak na poprawę stosunków między konkurującymi rodami. Bolesław najechał dziedzinę Sławnikowiców i obległ Libice, w których było wówczas czterech synów Sławnika. Zapewnieniem bezpieczeństwa skłonił książąt do kapitulacji. Ci jednak, nie ufając obietnicom, schronili się wraz z rodzinami w kościele. Nie zważając na święte prawo azylu woje Bolesława wtargnęli do świątyni i dokonali rzezi wszystkich tam obecnych razem z żonami i dziećmi. Ludność Libic rozpędzono lub wzięto w niewolę, sam gród zrównano z ziemią. Ocaleli tylko Wojciech i Radzim przebywający wówczas w Rzymie oraz Sobiebor wojujący pod cesarzem przeciwko Lucicom. Ten ostatni udał się potem na dwór gnieźnieński i przyjął służbę u Chrobrego.

W takich warunkach kolejny powrót Wojciecha do Pragi był niemożliwością. Wciąż jednak pozostawał biskupem i dlatego sprawę jego oddano pod obrady synodu papieskiego. Ustalono tam, iż o losie pasterza zadecyduje owczarnia. Jeżeli będą domagać się jego przybycia, pod karą klątwy ma obowiązek wracać do Pragi, czego żądał metropolita. Jest to grzech – dowodził – że gdy każdy kościół jest poślubiony, jedynie Praga jest jak wdowa bez swego pasterza. Jeżeli jednak go nie zechcą, nie wróci do klasztoru, lecz zostanie episcopus gentium – i uda się z misją do pogan. Prażanie jednak nie po to zmuszali swego biskupa do dwukrotnego wyjazdu, by go teraz zapraszać. Nie chcemy Wojciecha – odpowiedzieli. Przyjął to z ulgą.

Wojciech zaczął więc jeździć do pogańskich osad jako misjonarz pod osłoną zbrojnej drużyny. Pachołkowie obalali bałwany i wycinali święte gaje, palili na stosach figury diabła-Swarożyca, a woje walili w pysk każdego, kto próbował oponować. Powstania pogańskie krwawo tłumiono. Była to niewątpliwie metoda skuteczna – barbarzyńska mentalność odczytywała ją bezbłędnie: jakże potężny musi być ten Jezus, skoro wszyscy przerażający nas bogowie i demony pierzchają na sam dźwięk Jego imienia, skoro Jego kapłani nie lękają się ich zemsty, ba! gardzą nimi.

Ten sposób nawracania, jakkolwiek skuteczny, był jednak nie do przyjęcia. Czy tego bowiem uczył Jezus? Czy tak nakazał ludzi do siebie przyprowadzać? Ewangelizacja kroczyła złą drogą. Święty Wojciech był tego w pełni świadom, toteż zdecydował się wyruszyć do pogańskich Prusów bez eskorty, jedynie z bratem Radzimem-Gaudentym i prezbiterem Benedyktem-Boguszą.

Bolesław Chrobry próbował odwieść go od szaleńczego zamiaru – Prusowie to krwiożercze plemię i zdecydowanie wrogie krzyżowi. Na nic się to zdało, determinacji Wojciecha nie można było złamać, a przy tym determinacja i odwaga człowieka, który podejmował się tak niebezpiecznej misji bez broni i prawie samotnie mogła imponować a nawet napawać lękiem, gdyż była czymś większym niż odwaga zbrojnego woja. Odesłał przydaną mu przez Bolesława eskortę pamiętając co mówił Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się abym nie został wydany żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Pamiętał karcące słowa Zbawiciela skierowane do zbyt porywczego sługi: Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Karolowe nawracanie mieczem rozprzestrzeniło się. Uczynieni w ten sposób chrześcijanami Sasi zaczęli później gwałtem i bezprawiem nawracać Słowian. Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc… Nie tego pragnął świątobliwy mnich. Chcę pójść do nich jako woj Chrystusowy uzbrojony w Słowo Pana – powiedział przekraczając pruską granicę.

Zginął jak żołnierz Jezusa. Zatrzymany i pobity przez pruską straż, a później postawiony przed sądem wiecowym w miejscowości Truso i deportowany z powrotem na polską stronę granicy z ostrzeżeniem, iż w przypadku powrotu czeka go śmierć, bynajmniej nie zamierzał rezygnować z misji. Pieszo ruszyli z powrotem do Prus. Najprawdopodobniej byli śledzeni, gdyż wkrótce zostali napadnięci przez zbrojną grupę pod przewodnictwem kapłanów, która dokonała rytualnego mordu na Wojciechu. Przyczyna tej śmierci nie daje się ostatecznie wyjaśnić. Najprawdopodobniej nie była nią jednak profanacja miejsca kultu pogańskiego jak chce najstarsza a zarazem najpopularniejsza teoria. Teza ta nie posiada uzasadnienia źródłowego. Przyjmuje się obecnie, iż zabójstwo było wykonaniem wyroku zawieszonego podczas sądu w Truso. W jej świetle Wojciechowy wybór męczeństwa był świadomy, wiedział bowiem, jakie konsekwencje grożą mu w razie wykrycia jego powtórnej obecności w Prusach.

Pierwsza fala kultu św. Wojciecha przeszła przez kraje Zachodu około roku 1000. Do grobu świętego męczennika zaczęły przybywać liczni pielgrzymi na czele z Ottonem III. Otrzymanymi od Bolesława Chrobrego relikwiami obdarował on wiele kościołów, ufundował również klasztor w Akwizgranie na cześć św. Wojciecha. Od niego wyszła inicjatywa kanonizacji.

Św. Wojciech został patronem Polski. Jego zasługi dla sprawy polskiej państwowości są nieocenione. To on, jeszcze za życia, zwrócił uwagę cesarza na polskiego księcia, w nim upatrując głównego wykonawcę uniwersalistycznych planów, co pozwoliło nieznanej dotąd Polsce zaprezentować swoje możliwości, bogactwo i znaczenie oraz wprowadziło ją w orbitę wpływów i interesów Zachodu. To on, po śmierci już, stał się czynnikiem sprawczym ustanowienia w Gnieźnie polskiego, niezależnego arcybiskupstwa, metropolii, która przetrwała, mimo iż wkrótce młode państwo przeżyło poważny kryzys wewnętrzny, najazd Brzetysława czeskiego spustoszył Wielkopolskę, a w zrujnowanej katedrze św. Wojciecha w Gnieźnie zamieszkały dzikie zwierzęta. Czesi uwieźli ciało Świętego do Pragi, gdzie za życia nie było dla niego miejsca. Ale św. Wojciech na zawsze pozostał w Polsce – w dziełach, którym patronował.

Jerzy Wolak

OD NILU PO EUFRAT? JAK NAPRAWDĘ WYGLĄDAŁA BIBLIJNA ZIEMIA OBIECANA

OD NILU PO EUFRAT?

JAK NAPRAWDĘ WYGLĄDAŁA

BIBLIJNA ZIEMIA OBIECANA

Franciszek Susak

OD NILU PO EUFRAT? JAK NAPRAWDĘ WYGLĄDAŁA BIBLIJNA ZIEMIA OBIECANA

Biblijne opisy granic Kanaanu należą do najstarszych „map” świata zapisanych w formie tekstu. Analizując fragmenty z Księga Liczb (rozdział 34) oraz Księga Jozuego (rozdział 13), możemy odtworzyć obraz regionu, który dziś obejmuje tereny takich krajów jak Izrael, terytoria palestyńskie, Liban, Syria i Jordania.

Według biblijnego opisu Kanaan miał mieć wyraźnie wyznaczone granice naturalne. Na zachodzie jego kres wyznaczało „Wielkie Morze”, czyli dzisiejsze Morze Śródziemne.

Granica południowa zaczynała się przy Morzu Martwym, biegła przez pustynię Negew w okolicach Kadesz-Barnea i kończyła się przy tzw. Potoku Egipskim, który utożsamia się z Wadi al-Arisz na Synaju, a nie nie z Nilem, jak się nam usiłuje wmówić. W praktyce oznaczało to, że całe południowe wybrzeże – włącznie z obszarem dzisiejszej Strefy Gazy – wchodziłoby w skład Kanaanu.

Na północy granica ciągnęła się od morza w kierunku gór Libanu, aż do tzw. „Wejścia do Chamat”, które identyfikuje się z Przełęczą Hims w zachodniej Syrii – naturalnym korytarzem między górami a wybrzeżem.

Z kolei granica wschodnia prowadziła przez okolice dzisiejszego Hims, następnie wzdłuż Jeziora Galilejskiego i dalej z biegiem rzeki Jordan aż z powrotem do Morza Martwego.

Choć ta wizja wygląda spójnie, Księga Jozuego pokazuje bardziej realistyczny obraz. Chociaż i ona wymienia tereny, które formalnie należały do Ziemi Obiecanej, ale nigdy nie zostały opanowane przez Izraelitów.

Najważniejszym przykładem była Filistea – pas wybrzeża zdominowany przez pięć warownych miast: Gaza, Aszkelon, Aszdod, Gat i Ekron. Były to niezależne ośrodki polityczne, które skutecznie opierały się izraelskiemu podbojowi.

Podobna sytuacja panowała na północy. Choć teoria sięgała daleko w głąb Syrii, w praktyce wpływy Izraelitów kończyły się w pobliżu fenickich miast – Sydonu i Byblos. Region ten pozostał pod kontrolą Fenicjan.

Szczególnym przypadkiem były tereny na wschód od Jordanu, zasiedlone przez pokolenia Rubena, Gada i połowę Manassesa – czyli obszary dzisiejszej Jordanii oraz Wzgórza Golan.

Do kluczowych punktów należały: Wadi al-Mudżib (biblijny Arnon) – naturalna granica w postaci głębokiego kanionu, Baszan i Gilead – żyzne wyżyny znane z hodowli bydła i Góra Hermon – dominujący punkt orientacyjny regionu.

Gdy porównamy biblijny opis z nowoczesną mapą, okaże się, że Kanaan w dużej mierze pokrywa się z obszarem znanym dziś jako Lewant. Największe różnice dotyczą wybrzeża: choć formalnie należało ono do Kanaanu, pozostawało w rękach Filistynów i Fenicjan.

To pokazuje ciekawą rzecz: biblijna „mapa” była bardziej wizją niż rzeczywistością polityczną. Izraelici funkcjonowali w świecie, w którym musieli współistnieć z innymi silnymi kulturami – na wąskim pasie ziemi między pustynią a morzem.

Utrata biblijnej Ziemi Obiecanej nie była jednym wydarzeniem, ale długim procesem, który rozciąga się na całe stulecia i ma kilka wyraźnych etapów. Pierwszy z nich wiąże się z dramatem północnego królestwa, królestwa Izraela. W VIII wieku p.n.e. potęga Asyrii zaczęła dominować region, a w 722 roku p.n.e. zdobyła stolicę Izraela – Samarię. Znaczna część ludności została deportowana w głąb imperium, zgodnie z asyryjską polityką przesiedleń. W tradycji biblijnej i późniejszej pamięci utrwaliło się to jako zaginięcie „dziesięciu plemion Izraela” – społeczności, które rozpłynęły się wśród innych ludów i przestały istnieć jako odrębna całość.

Od tego momentu historia Izraela przestaje być historią jednego narodu żyjącego na swojej ziemi. Pozostaje jednak jeszcze południowe królestwo Judy, z centrum w Jerozolima, ale i ono nie uniknie podobnego losu. W VI wieku p.n.e. zostaje podbite przez Babilonię, a elity trafiają na wygnanie. Choć część ludności wraca później i wznawia kult oraz odbudowuje świątynię, doświadczenie utraty ziemi i życia poza nią staje się trwałym elementem tożsamości.

Kolejny przełom następuje już w czasach rzymskich. W 70 roku n.e., po żydowskim powstaniu przeciwko Cesarstwu Rzymskiemu, dochodzi do oblężenie Jerozolimy (70 n.e.) i zburzenia Drugiej Świątyni w Jerozolimie. To wydarzenie ma znaczenie trudne do przecenienia. Świątynia była nie tylko miejscem kultu, ale centrum życia religijnego i symbolem obecności Boga pośród ludu. Jej zniszczenie oznaczało nie tylko polityczną klęskę, ale głęboki wstrząs duchowy. W kolejnych dziesięcioleciach i stuleciach coraz więcej Żydów żyje poza Judeą, a diaspora staje się dominującą formą istnienia narodu.

W tym kontekście szczególnie interesujące jest spojrzenie św. Pawła Apostoła, znanego przed nawróceniem jako Szaweł z Tarsu. Żyje on jeszcze przed zburzeniem Świątyni, ale już w świecie, w którym wielu Żydów funkcjonuje poza swoją ziemią. W swoich listach apostolskich podejmuje temat przynależności do ludu Bożego w sposób, który znacząco przesuwa akcenty. Dla Pawła kluczowe przestaje być terytorium czy pochodzenie etniczne, a zaczyna być nim wiara i relacja z Bogiem. W Liście do Rzymian pisze o Izraelu już nie tylko jako wspólnocie krwi i ziemi, ale przede wszystkim jako rzeczywistości duchowej, do której mogą należeć także poganie. Obietnica, która kiedyś była związana z konkretnym miejscem, i konkretną linią rodową, zostaje – w jego interpretacji – rozszerzona na cały świat.

Co więc ze współczesnymi roszczeniami?

Po zburzeniu Drugiej Świątyni w 70 r. n.e. diaspora żydowska uległa znacznemu rozproszeniu, choć jej początki sięgają już wcześniejszych deportacji, m.in. po niewoli babilońskiej. Tradycyjny podział na dwanaście plemion Izraela z czasem utracił znaczenie społeczne i polityczne; w źródłach historycznych okresu rzymskiego dominują odniesienia do Judejczyków, a nie do poszczególnych plemion.

W związku z tym współczesne roszczenia odnoszące się do ziem historycznej Judei nie mogą być wywodzone z przynależności do konkretnych plemion ani traktowane w kategoriach „mienia bezspadkowego”.

=======================================

[md: Tak wygląda propaganda: ]

=======================================

A tak – historyczna rzeczywistość… :


—————————————————-

———————————–


Polemika i rozszerzenie artykułu: „Czy główny Szatan jest krótkowzroczny oraz głupi?

Do: Czy główny Szatan jest krótkowzroczny oraz głupi?

Franciszek Susak

=============================

We wstępie tekstu o Szatanie piszesz tak:

Postawione w tytule pytanie opiera się na obserwacjach ostatnich konwulsji „polityki światowej”.

Już wszyscy trzeźwi widzą, a mniej bystrzy zaczynają podejrzewać,

– że na przykład USA są prowadzone na mocnej smyczy przez rządców małego państewka w Azji Mniejszej.

– że w Ameryce ogromny tłum [około 60 milionów?] ludzików, identyfikujących się jako „chrześcijańscy syjoniści”, wspiera finansowo i duchowo bandę krwawych morderców.

– że przeciw tym żarłocznym i krwawym zbrodniczym państwom walczy Persja, kraj i państwo mahometańskie.

A gdzie są państwa Chrystusa, katolickie?

========================

Takich już nie ma. Od dawna zostały zatłuczone, zgwałcone, rozerwane…

– że UE, przepoczwarzone w ostoję komunizmu, przefarbowanego z czerwonego na zielony, zdąża coraz szybciej do przepaści energetycznej, ekonomicznej, umysłowej i duchowej.

– że BRICS też …

– że finansjera świata…

Itp itd.

=========================================

Zauważasz ogromny zgrzyt: 60 milionów ludzi identyfikujących się z Chrystusem wspiera działania, które oceniasz jako krwawe i sprzeczne z Ewangelią.

Z perspektywy Szatana to nie jest błąd, lecz triumf zwiedzenia. Jeśli uda się sprawić, by wyznawcy „Boga Miłości” finansowali i błogosławili przemoc, to Szatan osiąga podwójny cel: niszczy fizyczne życie ofiar i niszczy duchową tożsamość sprawców/wspierających. Zło nie jest tu krótkowzroczne – ono skutecznie „zatruwa źródło”.

Geopolityczny „Świat na opak” (Persja vs. Zachód): To kraj muzułmański (Persja/Iran) staje w kontrze do działań uznawanych za zbrodnicze, podczas gdy kraje chrześcijańskie milczą lub współdziałają, a to sugeruje całkowite pomieszanie pojęć.

Zdajesz pytanie: „Jak to możliwe, że system doprowadził do sytuacji, w której wartości chrześcijańskie są bronione (lub przynajmniej artykułowane) przez ich dawnych wrogów?”. Z perspektywy eschatologicznej to klasyczna „dezinformacja moralna”. Szatan buduje świat, w którym nie ma już „jasnej strony”. Każdy wybór jest wyborem między mniejszym a większym złem, co prowadzi ludzi do apatii i utraty kompasu.

Spójrzmy teraz na upadek „Państw Chrystusa” i przepoczwarzenie UE: Teza o „zatłuczeniu” państw katolickich i zamianie UE w „zielony komunizm” dążący do przepaści energetycznej i ekonomicznej sugeruje, że system niszczy własne fundamenty (energię, pieniądz, umysł).

===========================================

Główny argument za krótkowzrocznością: To tutaj możesz widzieć „głupotę” Szatana. Bo jeśli zniszczy on gospodarkę i energię świata, którym chce rządzić, to na czym będzie opierał swoją potęgę?

Kontrargument: Zło nie chce „dobrze zarządzać” światem. Ono chce go pożreć, zniszczyć, unicestwić. Krótkowzroczność jest tu pozorna – jeśli celem jest chaos, z którego wyłoni się „zbawca” (Antychryst), to doprowadzenie UE czy USA do ruiny jest logicznym etapem przygotowania gruntu pod totalitarną władzę ratunkową.

Sugerujesz, że nie ma bezpiecznej alternatywy (nawet w BRICS czy wielkich finansach).

To opis osaczenia. Uważasz, że Szatan gra na wszystkich szachownicach jednocześnie. Jeśli każda strona konfliktu jest w jakiś sposób zainfekowana nienawiścią lub chciwością, to „główny Szatan” nie jest głupi – jest doskonałym strategiem, który eliminuje drogę ucieczki.

Jakie zatem wnioski można z tego wysnuć?

To co napisano wyżej sugeruje, że światem rządzi „logika pożaru”. Zdajesz się stawiać tezę: „Jeśli Szatan chce tu rządzić, to dlaczego wszystko niszczy? Czy nie widzi, że spali własny dom?”.

==================================

Z perspektywy „chłodnej analizy” można to interpretować dwojako:

Szatan jest głupi: Bo niszczy materię, której potrzebuje do manifestacji swojej władzy (nienawiść zaślepia go tak bardzo, że nie potrafi budować nawet trwałego imperium zła).

Szatan jest genialny: Bo wie, że jego czas jest krótki, więc dąży do „totalnego resetu”, by w momencie największej rozpaczy ludzkości wejść jako jedyny oferujący „pokój i bezpieczeństwo”. Fraza „pokój i bezpieczeństwo” pochodzi z 1 Listu do Tesaloniczan 5:3 i w kontekście biblijnym zapowiada nagłą, niespodziewaną zagładę. Według interpretacji religijnych, ogłoszenie przez światowych przywódców trwałego pokoju zwiastuje początek wielkiego ucisku i ostatecznego końca obecnego systemu rzeczy.

Czy to szaleństwo polityczne jest dowodem na to, że Szatan „stracił panowanie nad projektem”? No chyba nie!

====================================

Dalej piszesz tak:

Czyżby ich przywódcy, oczywiście pełni pychy, byli też aż tak głupi i krótkowzroczni? Może wariaci? Wszystko na to wskazuje.

Ale musimy sobie uświadomić, że ich Pan i Władca to chyba najinteligentniejsze stworzenie Boga – to Lucyfer.

================================

Otóż – nie identyfikujmy pychy, głupoty i krótkowzroczności jego podwładnych i marionetek – z Jego Pychą i Inteligencją.

Nie sięgając z dalej, niż do ostatnich wieków:

Ogromne rzezie, terror, eksterminacja głównie kapłanów katolickich, zakonnic w Wielkiej Rewolucji anty-Francuskiej przyniosły oczekiwane przez niego skutki: Francja z Pierwszej Córy Kościoła stała się ostoją masonerii, laicyzmu, perwersji.

– prawosławne Carstwo Rosji zostało wdeptane w krwawy gnój, znów przed wszystkimi torturowano i mordowano biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnice.

– Niemcy, m.in. za sprawą potwornego i zwariowanego Adolfa, duchowo zupełnie odeszły od chrześcijaństwa, od katolicyzmu.

To tylko przykłady.

=====================================

Tutaj dokonujesz bardzo ważnego rozróżnienia, które jest kluczowe dla zrozumienia pytania o „głupotę” Szatana. Stawiasz tezę, że nie wolno mylić szaleństwa narzędzi z inteligencją rzemieślnika.

Zauważasz, że liderzy polityczni mogą sprawiać wrażenie wariatów lub ludzi krótkowzrocznych (niszczących własne narody, gospodarki, tradycje). Jednak sugerujesz, że ich „głupota” jest częścią większego, genialnego planu Lucyfera.

Z punktu widzenia Złego, idealna marionetka to taka, która jest wystarczająco pyszna, by myśleć, że rządzi, i wystarczająco głupia, by nie widzieć, że buduje własną szubienicę. Szatan nie potrzebuje inteligentnych namiestników; potrzebuje wykonawców, którzy bezrefleksyjnie „podpalą świat”.

========================================

Przywołujesz trzy historyczne przykłady: Rewolucję anty-francuską, rewolucję bolszewicką i narodowy socjalizm.

Zauważasz, że we wszystkich tych przypadkach schemat był identyczny: gigantyczna rzeź elit duchowych (katolickich, prawosławnych) i całkowite przeprogramowanie duszy narodu.

Z perspektywy Szatana te operacje były majstersztykiem. Francja przestała być „Najstarszą Córką Kościoła”, Rosja stała się poligonem bezbożnictwa, a Niemcy – serce chrześcijańskiej Europy – stały się źródłem neopogańskiego barbarzyństwa.

Czy Lucyfer jest krótkowzroczny? Zdajesz się sugerować, że Szatan gra w „długą grę”:

Krótkowzroczność (pozorna): Ktoś mógłby powiedzieć: „Szatan jest głupi, bo po rewolucji antyfrancuskiej Kościół wciąż istniał”.

Dalekowzroczność (rzeczywista): Szatan nie liczy na natychmiastowe unicestwienie Boga (bo wie, że to niemożliwe), ale na sukcesywne wydzieranie Mu terytoriów. Rewolucje były etapami „odcinania dopływu tlenu” cywilizacji chrześcijańskiej.

===============================

Inteligencja vs. Pycha i to jest najciekawszy punkt twoich rozważań, w którym oddzielasz inteligencję Lucyfera od jego pychy.

Inteligencja pozwala mu precyzyjnie planować upadki imperiów, wywoływać kryzysy i manipulować 60 milionami ludzi naraz (jak wspomniany wcześniej syjonizm chrześcijański).

Pycha zaś jest jego „piętą achillesową”. Pycha sprawia, że mimo genialnej inteligencji, Szatan wciąż wierzy, że może wygrać wojnę, którą już przegrał „na poziomie prawnym” (przez Krzyż).

W swoim tekście bronisz tezy, że Szatan nie jest głupi – to my jesteśmy zbyt mało spostrzegawczy, by dostrzec sens w chaosie, który on wywołuje. To, co nazywamy „wariacką polityką” współczesności (energetyczną, ekonomiczną czy duchową), dla Lucyfera jest precyzyjnym narzędziem do zrównania z ziemią resztek starego świata, by postawić na nim swój „nowy układ”, „nowy porządek”, który ma powstać jako Ordo ab chao – ład z zamętu, jego ład oczywiście.

========================================

Piszesz dalej tak:

Już w Fatimie Matka Boża pokazała dzieciom wielkie rzeki potępionych idących do piekła.

Te rzeki przez następne stulecie wzrosły co najmniej 10-krotnie.

Czy Lucyfer nie może być pijany? Ze zwycięstwa?

Więc te obecne konwulsje świata są zgodne z jego planami, prawda?

Jego sługi mogą, nawet muszą być krwawymi idiotami.

Sądzę, iż wnioski z tych paru przypomnień mogą być dość jednoznaczne:

Zbliżamy się do Ostatniej Walki, do Ostatniej Konfrontacji.

Pamiętajmy, by być po stronie jej Ostatecznego Zwycięzcy.

– dla malutkich: warto, synkowie.

========================

I tutaj udzielasz ostatecznej odpowiedzi na pytanie o „głupotę” Szatana, wprowadzając kategorię „upojenia zwycięstwem”, co stanowi nową definicję krótkowzroczności.

Stawiasz tezę: Szatan nie jest głupi z braku procesora (inteligencji), ale jest „pijany” sukcesem.

W teologii pycha jest nazywana „narkotykiem intelektu”. Szatan widzi statystyki: „rzeki potępionych” wzrosły dziesięciokrotnie. Widzi upadek moralny Zachodu, rozkład Kościoła i technologiczną kontrolę nad ludzkością. To sprawia, że może czuć się wszechpotężny.

Ale paradoks: Krótkowzroczność Szatana polegałaby tutaj na tym, że w swoim upojeniu zapomina on o naturze Boga. Myśli, że skoro kontroluje 99% świata, to wygrał. Tymczasem historia święta zawsze pokazuje, że Bóg działa przez „małą resztę”, a wielkie imperia zła zapadają się pod własnym ciężarem w kulminacyjnym momencie.

W teologii chrześcijańskiej oraz tradycji biblijnej koncepcja „małej reszty” (łac. reliquiae) zajmuje fundamentalne miejsce, zakładając, że w okresach kryzysu, powszechnej niewierności czy duchowego odstępstwa Bóg nie opiera swojego planu na masach, lecz na nielicznej, wiernej grupie osób trwających przy pierwotnych prawdach wiary. Misja takiej grupy wykracza poza samo przetrwanie, koncentrując się na ekspiacji, czyli wynagradzaniu Bogu za grzechy świata, oraz na świadczeniu o niezmiennej wierze, co pozwala zachować ciągłość Kościoła nawet w czasach wielkiego zamętu i powszechnego odejścia od tradycji.

Czy „Krwawi idioci” to konieczność systemowa? Zauważasz, że sługi Szatana „muszą być idiotami”.

Tak, bo to logiczne. Gdyby zarządcy świata byli ludźmi mądrymi i prawymi, nie doprowadziliby do „konwulsji”, których Szatan potrzebuje. Szatan potrzebuje destrukcji, a do tego najlepiej nadają się ludzie pyszni i pozbawieni wyobraźni o konsekwencjach. Ich głupota jest paliwem dla jego inteligencji.

Sugerujesz, że to, co dzieje się teraz w polityce światowej (wspomniane USA, państewko w Azji Mniejszej, chrześcijańscy syjoniści), to nie jest przypadek, lecz ustawianie figur na szachownicy do finałowego starcia.

Jeśli Szatan jest inteligentny, to wie, że musi uderzyć w punkty, które Bóg wskazał jako święte i kluczowe dla historii zbawienia, bo to tu narodził się Pan Jezus Chrystus i tu Go zamordowano, i tu zmartwychwstał i stąd wstąpił do nieba. Dlatego Bliski Wschód i Jerozolima znów płoną – to tam ma się dokonać „Ostatnia Walka”.

Najważniejszy twój wniosek nie jest polityczny, lecz egzystencjalny: „Pamiętajmy, by być po stronie Ostatecznego Zwycięzcy”.

============================

To potwierdza Twoją wcześniejszą intuicję o „Nowym Układzie”. W obliczu globalnej apostazji, szaleństwa polityków i „pijanego zwycięstwem” Szatana, jedynym logicznym ruchem nie jest próba naprawienia świata (który pędzi ku przepaści), ale zachowanie wierności Prawdzie (Chrystusowi).

Twój tekst nie zawiera twierdzenia, że Szatan jest „głupi” w sensie deficytu intelektu. Twierdzi raczej, że jest obłąkany nienawiścią. To zdecydowana, choć subtelna różnica. Można być genialnym matematykiem i jednocześnie wariatem, który podpala własny dom, wierząc, że ogień go nie dotknie.

Ten scenariusz, który został wyżej nakreślony, jest spójny z eschatologią biblijną. Wiele wskazuje na to, że świat rzeczywiście wchodzi w fazę „konwulsji”.

Najważniejszy wniosek z tekstu o „krótkowzroczności” Szatana jest taki, że choć może on być inteligentny, to zarazem pozostaje skrajnie pyszny, wręcz do granic obłędu. Nienawiść do Boga i wszystkich Jego stworzeń go pochłania, jednak jego czas jest ograniczony, a ostateczny wynik tego starcia – już przesądzony. Taka perspektywa pozwala patrzeć na wydarzenia ze świata nie z paniką, lecz z pewnym chłodnym, zdystansowanym zrozumieniem obserwatora.

Na zakończenie zadajmy więc pytanie, czy Boża obietnica zbawienia ma datę ważności. Okazuje się, że w tej logice to raczej system zła ma datę ważności, a obietnica – ta duchowa, o której mówił m.in. św. Paweł Apostoł – jest jedynym stałym punktem w tym całym rozpadającym się układzie.

Franciszek Susak

Czy główny Szatan jest krótkowzroczny oraz głupi?

Czy główny Szatan jest krótkowzroczny oraz głupi?

Mirosław Dakowski, 12 kwiecień 2026

Postawione w tytule pytanie opiera się na obserwacjach ostatnich konwulsji „polityki światowej”.

Już wszyscy trzeźwi widzą, a mniej bystrzy zaczynają podejrzewać,

– że na przykład USA są prowadzone na mocnej smyczy przez rządców małego państewka w Azji Mniejszej.

– że w Ameryce ogromny tłum [około 60 milionów?] ludzików, identyfikujących się jako „chrześcijańscy syjoniści”, wspiera finansowo i duchowo bandę krwawych morderców.

– że przeciw tym żarłocznym i krwawym zbrodniczym państwom walczy Persja, kraj i państwo mahometańskie.

A gdzie są państwa Chrystusa, katolickie?

Takich już nie ma. Od dawna zostały zatłuczone, zgwałcone, rozerwane…

– że UE, przepoczwarzone w ostoję komunizmu, przefarbowanego z czerwonego na zielony, zdąża coraz szybciej do przepaści energetycznej, ekonomicznej, umysłowej i duchowej.

– że BRICS też …

– że finansjera świata…

Itp itd.

Czyżby ich przywódcy, oczywiście pełni pychy, byli też aż tak głupi i krótkowzroczni? Może wariaci? Wszystko na to wskazuje.

Ale musimy sobie uświadomić, że ich Pan i Władca to chyba najinteligentniejsze stworzenie Boga – to Lucyfer.

 – Otóż – nie identyfikujmy pychy, głupoty i krótkowzroczności jego podwładnych i marionetek – z Jego Pychą i Inteligencją.

Nie sięgając z dalej, niż do ostatnich wieków:

Ogromne rzezie, terror, eksterminacja głównie kapłanów katolickich, zakonnic w Wielkiej Rewolucji anty-Francuskiej przyniosły oczekiwane przez niego skutki: Francja z Pierwszej ry Kościoła stała się ostoją masonerii, laicyzmu, perwersji.

– prawosławne Carstwo Rosji zostało wdeptane w krwawy gnój, znów przed wszystkimi torturowano i mordowano biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnice.

– Niemcy, m.inn. za sprawą potwornego i zwariowanego Adolfa, duchowo zupełnie odeszły od chrześcijaństwa, od katolicyzmu.

To tylko przykłady.

============================

Już w Fatimie Matka Boża pokazała dzieciom wielkie rzeki potępionych idących do piekła.

Te rzeki przez następne stulecie wzrosły co najmniej 10-krotnie.

Czy Lucyfer nie może być pijany? Ze zwycięstwa?

Więc te obecne konwulsje świata są zgodne z jego planami, prawda?

Jego sługi mogą, nawet muszą być krwawymi idiotami.

Sądzę, iż wnioski z tych paru przypomnień mogą być dość jednoznaczne:

Zbliżamy się do Ostatniej Walki, do Ostatniej Konfrontacji.

Pamiętajmy, by być po stronie jej Ostatecznego Zwycięzcy.

– dla malutkich: warto, synkowie.

Manipulatorzy uważają, że kontrola narracji jest wszystkim

Manipulatorzy uważają, że kontrola narracji jest wszystkim

Uważają, że ludzie to istoty opowiadające historie, których życie wewnętrzne jest zazwyczaj zdominowane przez mentalne narracje dotyczące tego, co się dzieje, więc jeśli potrafisz kontrolować te narracje, potrafisz kontrolować ludzi.

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone/au/manipulators-understand-that-narrative-control-is-everything

22 kwietnia 2026 r. Była izraelska oficer wywiadu Ella Kenan została niedawno zauważona na konferencji pro-izraelskiej, gdzie mówiła, że ​​prowadzi internetową operację wpływu, współpracując ze „społecznościami ponad sześćdziesięciu tysięcy osób na całym świecie, które sprawiają, że nasze treści stają się viralowe”, aby manipulować dyskursem publicznym i „służyć narracji” Izraela. 

Zapewniono mnie, że to się nigdy nie zdarzy i że twierdzenie, że tak się stanie, jest antysemickie, ale dobra, jasne. Idźmy dalej.

„Tworzymy również treści dla nieżydowskich influencerów, którzy z nami współpracują” – mówi Kenan w klipie, który po raz pierwszy zobaczyłem w sieci, rozesłanym przez Chrisa Menahana z Information Liberation . Następnie chwaliła się, że wymyśliła hasło „Hamas to ISIS” i rozpowszechniała je z takim powodzeniem, że Joe Biden w końcu powtórzył je w jednym ze swoich przemówień.

„Zaproponowałem »Hamas to ISIS«, wyjaśniłem dlaczego, i krótko omówiłem, jak możemy zwrócić na siebie uwagę i zyskać popularność wokół tej narracji, i to zadziałało” – wyjaśnił Kenan. „W ciągu trzech do czterech dni stała się ona najchętniej oglądaną narracją w internecie. Stała się viralem przez prawie trzy miesiące na całym świecie, w niektórych miejscach nawet bardziej, i dotarła nawet do przemówienia Bidena. Wiesz, nie mogę ci tego pokazać, ale mam mnóstwo filmów, postów Palestyńczyków lub przedstawicieli Hamasu, takich jak Abu Obeida, reagujących na tę narrację i wpływających na nich”.

Czy zauważyłeś, jak często powtarza słowo „narracja”? Dzieje się tak, ponieważ wszyscy manipulatorzy rozumieją, że kontrola narracji jest wszystkim.\

Przypomina mi to rozmowę z 2024 r. w Instytucie McCaina między ówczesnym senatorem Mittem Romneyem a ówczesnym sekretarzem stanu Antony Blinkenem, która dotyczyła potrzeby zakazania TikToka w celu kontrolowania narracji.

Po tym, jak ubolewali nad brakiem sukcesu Izraela w zakresie „PR” w związku z atakiem na Gazę, Romney po prostu otwarcie powiedział, że właśnie dlatego „istnieje tak przytłaczające poparcie dla potencjalnego zamknięcia TikToka lub innych podmiotów tego typu” — przy czym „nam” chodziło o niego samego i jego kolegów ustawodawców na Kapitolu.

„Jak rozwinęła się ta narracja, tak, to świetne pytanie” – odpowiedział Blinken, dodając, że na początku jego kariery w Waszyngtonie wszyscy czerpali informacje z telewizji i gazet drukowanych, takich jak „The New York Times”, „The Wall Street Journal” i „The Washington Post”.

„Teraz, oczywiście, jesteśmy dokarmieni dożylnie informacjami z nowymi impulsami, sygnałami co milisekundę” – kontynuował Blinken. „I oczywiście sposób, w jaki to się rozegrało w mediach społecznościowych, zdominował narrację. Mamy środowisko ekosystemu mediów społecznościowych, w którym kontekst, historia, fakty giną, a dominują emocje, wpływ obrazów. I nie możemy – nie możemy tego zignorować, ale myślę, że ma to również bardzo, bardzo, bardzo trudny wpływ na narrację”.

Jest takie słowo: narracja, narracja, narracja. Tak rozmawiają ze sobą menedżerowie imperium, bo tak myślą o wszystkim.

Dzieje się tak, ponieważ menadżerowie imperiów zawsze są świadomi czegoś, czego nie wiedzą zwykli ludzie: że prawdziwa władza pochodzi z manipulowania historiami — narracjami — które ludzie opowiadają sobie o swojej rzeczywistości.

Rozumieją, że ludzie to istoty opowiadające historie, których życie wewnętrzne jest zazwyczaj zdominowane przez mentalne narracje dotyczące tego, co się dzieje, więc jeśli potrafisz kontrolować te narracje, potrafisz kontrolować ludzi.

Rozumieją, że władza polega na kontrolowaniu tego, co się dzieje, ale prawdziwa władza polega na kontrolowaniu tego, co ludzie myślą o tym, co się dzieje.

Rozumieją, że ten, kto kontroluje narrację, kontroluje świat.

Tak właśnie dzieje się z całą propagandą mediów masowych, manipulacją algorytmami w Dolinie Krzemowej, think tankami finansowanymi przez plutokratów, produkcją kultury głównego nurtu w Nowym Jorku i Hollywood oraz internetowymi operacjami wpływu, takimi jak ta prowadzona przez Ellę Kenan. Kilku sprytnych manipulatorów rozumie, że można kontrolować społeczeństwo, kontrolując jego dominujące narracje.

Możesz zauważyć, że bardziej manipulujący ludzie w twoim życiu zachowują się podobnie. Wkładają niezwykłą ilość energii w kształtowanie powszechnie przyjętych historii, które ich otoczenie opowiada o nich, o ludziach, których lubią, o tych, których nie lubią, i o tym, co się dzieje. Nauczyli się, że kluczem do kontrolowania grupy ludzi jest kontrolowanie ich wspólnej opinii o otoczeniu.

Manipulatorzy rozumieją, że można zmusić ludzi do wymiany dóbr materialnych na puste narracje. Kobieciarz może zmanipulować kobietę, by zamieniła prawdziwy, materialny seks na puste narracje o miłości do niej i pragnieniu wspólnej przyszłości. Przywódca sekty może zmanipulować swoich wyznawców, by wymienili całe swoje bogactwo i dobra na narracje o nagrodach w życiu pozagrobowym.

Propagandzista Izraela może zmanipulować ludzi, by poparli wysyłanie prawdziwych zasobów wojskowych na Bliski Wschód w zamian za puste narracje o obronie zachodniej cywilizacji, walce z terroryzmem lub spełnieniu biblijnego proroctwa. Poprzez manipulację mogą zapewnić sobie dobra materialne, podczas gdy ich ofiary otrzymają puste narracje.

Dojrzałość duchowa oznacza odejście od hipnotycznej fiksacji na mentalnej narracji i oderwanie uwagi od bełkotliwego gadaniny umysłu, by zanurzyć się w realności, w tym zmysłów, gdzie materialna rzeczywistość może wtrącić swoje trzy grosze. Miejmy nadzieję, że w miarę dojrzewania ludzkości do stania się gatunkiem świadomym, będziemy mniej zafascynowani mentalną narracją, a tym samym mniej podatni na wpływy manipulatorów, którzy wykorzystują lepkość ludzkiego szumu, by zmusić nas do uwierzenia w ich opowieści.

„To Netanjahu, a nie Trump, jest u władzy”. Koniec petrodolara i hegemonii Zachodu?

Douglas Macgregor: USA przygotowują się do „wojny totalnej” z Iranem – ponura analiza

Podczas gdy świat z niecierpliwością oczekuje na możliwe przedłużenie zawieszenia broni w konflikcie między USA a Iranem, wyłania się ponury obraz: zamiast pokoju, Stany Zjednoczone, jak twierdzi pułkownik (w stanie spoczynku) Douglas Macgregor, przygotowują się do masowej eskalacji – w kierunku „wojny totalnej”, której celem jest nic innego, jak tylko zniszczenie państwa irańskiego.

W wywiadzie z 21 kwietnia 2026 roku były doradca Sekretarza Obrony USA wydał surowe ostrzeżenie dotyczące konsekwencji dalszej eskalacji militarnej. Stwierdził, że nadzieja na rzeczywiste negocjacje w Islamabadzie była „fikcją”.

„To Netanjahu, a nie Trump, jest u władzy”.

Macgregor ostro skrytykował rolę Izraela w procesie decyzyjnym. Podczas rzekomego spotkania negocjacyjnego wiceprezydent USA wstał, aby odebrać telefon od premiera Benjamina Netanjahu – co było wyraźnym sygnałem, że to Netanjahu, a nie prezydent Trump, dyktował warunki.

„To pokazuje, że to najwyraźniej pan Netanjahu, a nie pan Trump, ma ostatnie słowo w kwestii tego, czy mamy walczyć, czy nie” – powiedział Macgregor.

Oskarżył również Trumpa o wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Stwierdzenia takie jak „wojna wkrótce się skończy” czy „Irańczycy desperacko naciskają na rozmowy” były „oczywistym kłamstwem” – miały na celu uspokojenie rynków.

Od zawieszenia broni do ataku unicestwiającego

Według Macgregora zawieszenie broni wygasa rankiem 22 kwietnia (czasu irańskiego). Zamiast przedłużenia, były pułkownik spodziewa się „znacznie bardziej intensywnej fazy otwarcia”, z większą liczbą pocisków, bombardowań i skupieniem się na „rzekomo kluczowych celach”.

Kluczowa zmiana: Stany Zjednoczone porzuciły cele czysto militarne. Teraz skupiają się na niszczeniu krytycznej infrastruktury – mostów, dróg, elektrowni, zakładów odsalania i infrastruktury naftowej.

„Oznacza to, że teraz celem jest zniszczenie państwa irańskiego” – jasno stwierdził Macgregor.

Ofensywa lądowa jest mało prawdopodobna, ale sytuacja nadal pozostaje napięta.

Prezydent Trump nie wykazuje entuzjazmu dla rozmieszczenia wojsk lądowych – ku uldze Macgregora. Inwazja na Zatokę Perską byłaby bezcelowa, ponieważ ani logistyka, ani strategia odwrotu nie podlegałyby kontroli.

Ekspert dostrzega jednak prawdziwe zagrożenie w wojnie asymetrycznej: podczas gdy Stany Zjednoczone operują tysiące mil od swojej bazy, Irańczycy mają „przewagę własnego terytorium”. Dysponując szacunkowo 15 000 do 20 000 pocisków i 45 000 do 50 000 dronów, są doskonale przygotowani – i kontynuują podziemną produkcję.

Ponura prognoza Macgregora: Stany Zjednoczone zużyły już setki pocisków i straciły ważne systemy radarowe w pierwszym miesiącu wojny – systemy, których nie dało się szybko zastąpić. „Irańczycy są obecnie w lepszej sytuacji niż my ” – powiedział pułkownik.

Globalny głód jako konsekwencja wojny?

Globalne reperkusje są szczególnie alarmujące. Jeśli infrastruktura naftowa i nawozowa w Zatoce Perskiej zostanie zniszczona, globalnemu Południu grozi głód . Pięćdziesiąt procent składników nawozów pochodzi z tego regionu.

Konsekwencje są już odczuwalne: Indie, Indonezja, Tajlandia i Wietnam reglamentują energię. Cena paliwa lotniczego przekracza 240 dolarów za baryłkę i wciąż rośnie. W Wielkiej Brytanii za około dwa tygodnie całkowicie wyczerpią się zarówno paliwo lotnicze, jak i olej opałowy.

Koniec petrodolara i hegemonii Zachodu

Macgregor przedstawił druzgocącą ocenę strategiczną: wojna była „katastrofą” dla Stanów Zjednoczonych. Petrodolar – fundament amerykańskiego dobrobytu od czasów Nixona – umarł. W przyszłości pieniądze będą pożyczane z Chin, a nie ze Stanów Zjednoczonych.

„Wyszliśmy z Zatoki Perskiej i nie sądzę, żebyśmy tam wrócili. Po prostu nie jesteśmy w stanie sfinansować tego, co byłoby tam potrzebne. Tylko Chiny mogą”.

Europa na skraju przewrotu?

Macgregor również widzi sojuszników Europy na krawędzi. Uzależnienie od zielonej energii przy jednoczesnym zamykaniu elektrowni jądrowych prowadzi do „katastrofalnej sytuacji”. Jest zaskoczony brakiem otwartych powstań w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

„Wierzę, że to, czego jesteśmy świadkami w Europie, to upadek rządów. Do władzy dojdą nowe rządy”.

Wniosek byłego doradcy

Macgregor zażądał natychmiastowego zakończenia działań wojennych i przyznania się do porażki: „Trzeba powiedzieć: «To było niewłaściwe podejście. Myliliśmy się»”. Powrót do wielobiegunowego porządku świata był nieunikniony – i w rzeczywistości już się rozpoczął.

„Era globalnej dominacji Stanów Zjednoczonych dobiegła końca”.

Niedziela, Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

26.04.2026 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

23/04/2026 przez antyk2013

Zapraszamy 26 kwietnia, niedziela, na 114 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski.

Zaczynamy o godzinie 14:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy w katedrze siedleckiej Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16:00.

Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Wiem, kim są włodarze wojen, lockdown’ów i nienawiści do życia: To zawsze ci sami, te same postacie…

Wiem, kim są włodarze wojen, lockdown’ów i nienawiści do życia: To zawsze ci sami, te same postacie…

Date: 22 aprile 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/wiem-kim-sa-wlodarze-wojen-lockdownow-i-nienawisci-do-zycia

na podst.: x.com/intuslegens

—————————————————————————-

Wiem.

Wiem, że za lockdownem energetycznym stoją te same osoby, które stały za lockdownem sanitarnym.

Wiem, że miliardowe zyski z lockdownu sanitarnego trafiły do tych samych osób, które stoją za lockdownem gospodarczym – tj. do tych samych, którzy zaplanowali zakaz wydatków publicznych, emisji pieniądza przez państwo, zakładania przedsiębiorstw państwowych, państwowości służącej celom społecznym i solidarnościowym.

Wiem, że te same nazwiska zaplanowały kaftan bezpieczeństwa, jakim jest pakt stabilności, zasadę trzech procent, zakaz pomocy państwowej, zakaz wykupywania przez państwo własnego długu oraz ratowania pracowników przed lichwą.

Wiem, że te same osoby, które zaplanowały lockdown gospodarczy, zaplanowały również lockdown etniczny – poprzez zakaz dla narodów egzystowania według ich wielowiekowej tradycji, nakaz metysowania się, budowę społeczeństwa wielo-konfliktowego, chaotycznego, złożonego z niewolników nienawidzących się nawzajem.

Wiem, że te same osoby, które zaplanowały lockdown etniczny, zaplanowały również lockdown klimatyczny. Uniemożliwiają nam korzystanie z samochodu, domu, kotła, kominka, gazu, węgla, krów i produktów rolnych. Kontrolują, ograniczają, zakazują i cenzurują każdy krok, każdy oddech, każdą nadzieję, każde marzenie.

Wiem, że te same osoby, które stworzyły lockdown klimatyczny, stworzyły lockdown monetarny: każdy jeden zakup wiąże się z elektronicznym obciążeniem konta na rzecz banku, każda rodzina zmaga się z “nową normalnością” zadłużenia, wezwań do zapłaty, rat, odsetek i lichwiarstwa.

Wiem, że za tym wszystkim stoją te same osoby, które zabijają, eksterminują i dokonują ludobójstwa oraz masowych mordów na narodach, które nie stoją po ich stronie.

To są te same postacie, które domagają się od nas lockdownu pokoju, czyli lockdownu życia. Miliardy odebrane szkołom i szpitalom wydawane są na broń dla wojen Zachodu, kanonizowanych przez “europeizm unijny”.

Wiem, że te same osoby zabijają, oszukują, kłamią, kontrolują, niszczą, rujnują, wymazują wszelkie ślady miłości i człowieczeństwa.

Wiem to, choć nie mam dowodów, ale po prostu wiem.

Suma wszystkiego, co widzę, obserwuję, badam, analizuję, interpretuję, łączę i rekonstruuję, podpowiada mi, że to oni, zawsze oni, zawsze te same postacie.

Znam te postacie: moralną nikczemność tych postaci, ich okrucieństwo, ich nienawiść do nas, ich nieludzką naturę.

INFO: x.com/intuslegens

PROTEST! Zofia Kossak, 1942.

PROTEST!

W getcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć. Nie istnieje dla nich nadzieja ratunku, nie nadchodzi znikąd pomoc. Ulicami przebiegają oprawcy, strzelając do każdego, kto się ośmieli wyjść z domu. Strzelają podobnie do każdego, kto stanie w oknie. Na jezdni walają się nie pogrzebane trupy.

Dzienna przepisowa liczba ofiar wynosi 8-10 tysięcy. Policjanci żydowscy obowiązani są dostarczyć je do rąk katów niemieckich. Jeżeli tego nie uczynią, zginą sami. Dzieci nie mogące iść o własnych siłach są ładowane na wozy. Ładowanie odbywa się w sposób tak brutalny, że mało które żywe dojeżdża do rampy. Matki patrzące na to dostają obłędu. Liczba obłąkanych z rozpaczy i grozy równa się liczbie zastrzelonych.

Na rampie czekają wagony kolejowe. Kaci upychają w nich skazańców po 150 osób w jednym. Na podłodze leży gruba warstwa wapna i chloru polana wodą. Drzwi wagonu zostają zaplombowane. Czasem pociąg rusza zaraz po załadowaniu, czasem stoi na bocznym torze dobę, dwie… To nie ma już dla nikogo żadnego znaczenia. Z ludzi stłoczonych tak ciasno, że umarli nie mogą upaść i stoją nadal ramię w ramię z żyjącymi, z ludzi konających z wolna w oparach wapna i chloru, pozbawionych powietrza, kropli wody, pożywienia – i tak nikt nie pozostanie przy życiu. Gdziekolwiek, kiedykolwiek dojadą śmiertelne pociągi – zawierać będą tylko trupy…Wobec tej męki wyzwoleniem stałby się rychły zgon. Oprawcy to przewidzieli. Wszystkie apteki na terenie getta zostały zamknięte, by nie dostarczyły trucizny. Broni nie ma. Jedyne co pozostaje, to rzucenie się z okna na bruk. Toteż bardzo wielu skazańców wymyka się katom w ten sposób.

To samo, co w getcie warszawskim, odbywa się od pół roku w stu mniejszych i większych miasteczkach i miastach polskich. Ogólna liczba zabitych Żydów przenosi już milion, a liczba ta powiększa się z każdym dniem. Giną wszyscy. Bogacze i ubodzy, starcy, kobiety, mężczyźni, młodzież, niemowlęta, katolicy umierający z Imieniem Jezusa i Maryi, równie jak starozakonni. Wszyscy zawinili tym, że się urodzili w narodzie żydowskim, skazanym na zagładę przez Hitlera.Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje, i – milczy. Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego, złowrogiego milczenia. Milczą kaci, nie chełpią się tym, co czynią.

Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej przeczulone na każdą krzywdę swoich. Milczą i Polacy. Polscy polityczni przyjaciele Żydów ograniczają się do notatek dziennikarskich, polscy przeciwnicy Żydów objawiają brak zainteresowania dla sprawy im obcej. Ginący Żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów.

Tego milczenia dłużej tolerować nie można. Jakiekolwiek są jego pobudki – jest ono nikczemne. Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala.

Zabieramy przeto głos my, katolicy Polacy. Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostaje tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni.

Nie chcemy być Piłatami. Nie mamy możności czynnie przeciwdziałać morderstwom niemieckim, nie możemy nic poradzić, nikogo uratować – lecz protestujemy z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą. Protestu tego domaga się od nas Bóg, Bóg, który nie pozwolił zabijać. Domaga się sumienie chrześcijańskie. Każda istota, zwąca się człowiekiem, ma prawo do miłości bliźniego. Krew bezbronnych woła o pomstę do nieba. Kto z nami tego protestu nie popiera – nie jest katolikiem.Protestujemy równocześnie jako Polacy. Nie wierzymy, by Polska odnieść mogła korzyść z okrucieństw niemieckich. Przeciwnie. W upartym milczeniu międzynarodowego żydostwa, w zabiegach propagandy niemieckiej usiłującej już teraz zrzucić odium za rzeź Żydów na Litwinów i… Polaków, wyczuwamy planowanie wrogiej dla nas akcji. Wiemy również, jak trujący bywa posiew zbrodni. Przymusowe uczestnictwo narodu polskiego w krwawym widowisku spełniającym się na ziemiach polskich może snadnie wyhodować zobojętnienie na krzywdę, sadyzm i ponad wszystko groźne przekonanie, że wolno mordować bliźnich bezkarnie.Kto tego nie rozumie, kto dumną, wolną przyszłość Polski śmiałby łączyć z nikczemną radością z nieszczęścia bliźniego – nie jest przeto ani katolikiem, ani Polakiem!

FRONT ODRODZENIA POLSKI

———————————————————————-
Tekst ten został napisany w reakcji na wielką akcję deportacyjną z getta warszawskiego do Treblinki (lipiec–wrzesień 1942).

O Zofii Kossak

[Zmieniam tytuł notki, bo poniższy przy obecnej agresji żydofilii za bardzo kojarzy się z „Polin”. md]

Ojczyzna dwóch narodów

Alina Czerniakowska wpolityce.pl/historia//ojczyzna-dwoch-narodow

Kwiecień, na ulicach Warszawy dużo młodzieży z Izraela, kolejna rocznica powstania w Getcie, w mediach różne komentarze, teksty, różne dane i różne fakty na ten temat, zależnie od tego kto pisze i z jaką intencją. Trzeba i warto powrócić do Zofii Kossak -Szczuckiej, bo to przecież ona w czasie okupacji założyła i prowadziła największą organizację podziemną ratującą Żydów pod nazwą „Żegota”.

„Boży szaleniec w czasach zagłady” – tak piszą o Zofii Kossak-Szczuckiej, pochodziła ze znakomitej rodziny Kossaków, jej dziadkiem był malarz Juliusz Kossak, ojcem – major kawalerii Tadeusz Kossak, a stryjem – inny znakomity malarz Wojciech. Była stryjeczną siostrą znanej poetki Marii Pawlikowskiej -Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec. Miała piękne dzieciństwo i młodość w zamożnej ziemiańskiej rodzinie, studiowała malarstwo w Warszawie i Genewie, ale wybrała pisarstwo i była w tej dziedzinie niezwykle utalentowana.

Można by długo pisać o jej życiu, trudnych latach wojny bolszewickiej, gdy w chłopskim przebraniu uciekała z dwójką małych dzieci przez linię frontu. Widziała co robili bolszewicy, opisała to w przejmującej powieści pt. „Pożoga”, która była przed wojną obowiązującą lekturą w polskich domach.

Zofia Kossak–Szczucka pisała dużo, w okresie międzywojennym opublikowała ponad 30 większych utworów – powieści, zbiorów opowiadań i esejów, otrzymała najcenniejszą międzywojenną nagrodę literacką – Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Z wielkim znawstwem pisała powieści i opowiadania historyczne związane z dziejami Polski i  z historią Kościoła, wspaniałe literackie portrety wielu świętych w zbiorze opowiadań „Szaleńcy Boży”. Miała świetne pióro, dzisiaj wystarczy wziąć jej książkę do ręki i nie sposób oderwać się i odłożyć na bok.

Zaraz po wybuchu wojny w 1939 roku zaczęła działalność konspiracyjną, miała kilka pseudonimów okupacyjnych, założyła w 1941 r. działający w podziemiu Front Odrodzenia Polski, była to organizacja o charakterze religijnym, kontynuująca zadania, które w normalnych warunkach spełniała w społeczeństwie polskim Akcja Katolicka. Powołała do życia Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty (Żegota był fikcyjną postacią, którą wymyśliła sama Kossak-Szczucka w celach konspiracyjnych). Wkrótce Komitet stał się fundamentem utworzonej w grudniu 1942 r.  i podległej Delegaturze Rządu – Rady Pomocy Żydom „Żegota”, czyli instytucji organizującej pomoc dla środowisk żydowskich. Sama pisarka, która starała się trzymać z dala od polityki, w skład rady nie weszła, lecz zajęła się dostarczaniem pomocy materialnej i fałszywych dokumentów uciekinierom z getta, wyszukiwaniem i umieszczaniem w bezpiecznych kryjówkach dzieci i całych rodzin żydowskich. W swoim mieszkaniu stale przetrzymywała żydowskich zbiegów, angażowała się w akcję pomocy nie tylko osobiście, lecz z całą swoją rodziną. Warto przytoczyć tu  fragment jej wspomnień:

„Pamiętam, jak kiedyś przeprowadzałam z Powiśla na Śniadeckich Żydówkę. Witold mój syn osobno na ten sam punkt prowadził jej męża, a Anna, moja córka miała przeprowadzić jej córkę, swoją rówieśnicę… Boże, jak się bałam o te moje dzieci! Nigdy nie zapomnę tego okropnego uczucia lęku, tego poczucia, że własne, najukochańsze dzieci narażam na śmierć prawie pewną. A z drugiej strony to przeświadczenie, że to obowiązek. A potem ta szalona radość i wdzięczność Bogu, gdy po półtorej godziny spotkaliśmy się na Powiślu, cali i zdrowi”.

Warto przytoczyć tekst pod tytułem „Protest”, który Zofia Kossak-Szczucka opublikowała 11 sierpnia 1942 roku w prasie podziemnej, rozpoczęła swój apel od opisu straszliwej sytuacji w getcie warszawskim u progu ostatecznej zagłady jego mieszkańców:

„W getcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć. Nie istnieje dla nich nadzieja ratunku, nie nadchodzi znikąd pomoc. Świat patrzy na tę zbrodnię straszliwą i milczy. Milczą kaci, nie chełpią się tym, co czynią. Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej wyczulone na każdą krzywdę swoich” … „Nie przestajemy uważać ich (Żydów) za politycznie, gospodarczo i ideowo wrogo nastawionych do Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej. 

W zabiegach propagandy niemieckiej, usiłującej już teraz zrzucić odium za mordowanie Żydów na Polaków i Litwinów, wyczuwamy wrogą dla nas akcję. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni i ze wszystkich sił niesienia pomocy. Kto tego nie rozumie – nie jest ani katolikiem ani Polakiem”…

Tekst protestu jest długi, szczery, poruszający, skłaniający do przemyślenia.

Zofia Kossak-Szczucka była aresztowana, przeżyła brutalne śledztwo w Alei Szucha, potem Oświęcim, choroby, bicie, głód, nie wiedziała, że w tym samym czasie w obozie w Oświęcimiu zmarł w 1943 r. jej syn Tadeusz.

Wojenną działalność Zofii Kossak-Szczuckiej izraelski Instytut Yad Vashem uhonorował dopiero w 1982 r, przyznano jej pośmiertnie tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, podstawą odznaczenia było świadectwo Maurycego Gelbera, który ukrywał się w jej warszawskim mieszkaniu przez sześć miesięcy. Była to tylko jedna z tysięcy osób, którym uratowała życie w czasie okupacji.

Zapraszam Państwa na film dokumentalny, który powstał na kanwie spotkania z prof. Dorą Kacnelson. Po obejrzeniu tego filmu hrabia Marek Raczyński, mieszkający od czasów Powstania Warszawskiego za granicą, głównie w Waszyngtonie, napisał do mnie w jednym z listów:

„Jeśli spotka się Żyda mówiącego sprawiedliwie dobrze o Polakach to należy takiego nosić na rękach, bo to wielka rzadkość.”

Ten film przedstawia właśnie taką osobę. „Ojczyzna dwóch narodów”

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/historia/758417-ojczyzna-dwoch-narodow

Dziesiątki tysięcy ton miodu z Ukrainy i krajów Mercosur to zwijanie polskiego pszczelarstwa

Dziesiątki ton miodu z zagranicy przy zwijaniu pszczelarstwa? Sałek: „Korelacja zdarzeń jest zastanawiająca”

[ten głupek z Tysola „zmniejsza” napływ miodu ponad dziesięć tysięcy razy… md]

21.04.2026 tysol/tony-miodu-z-zagranicy-przy-zwijaniu-pszczelarstwa

Pszczoły na plastrze miodu
Źródło: Pixabay | Autor: PollyDot | Licencja: Licencja Pixabay | Pszczoły na plastrze miodu

Z jednej strony do Polski trafiają potężne kontyngenty miodu z Ukrainy i krajów Mercosur, a z drugiej Ministerstwo Klimatu i Środowiska razem z tzw. ekologami chcą ograniczać polskie pszczelarstwo. – Korelacja tych zdarzeń jest co najmniej zastanawiająca – ocenia w rozmowie z portalem Tysol.pl poseł PiS Paweł Sałek.

Ministerstwo klimatu i środowiska dobija polskich pszczelarzy, którzy przegrywają z importem miodu z Ukrainy i Mercosuru! Zakazy pasiek w miastach, lasach i na terenach rezerwatów pogłębi ich problemy wynikające z importu miodu kiepskiej jakości z zagranicy – alarmuje na X poseł Paweł Sałek, były sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska.

Tegoroczne kontyngenty importu miodu do UE z Ukrainy to 35 tys. ton, a z Mercosuru na poziomie 45 tys. ton i ma być zwiększany. Premier Donald Tusk nie widzi potrzeby skarżenia tej niekorzystnej umowy do TSUE!

Dziwna koincydencja

Pytany przez portal Tysol.pl, czy to może nie być przypadek, że z jednej strony mamy takie wielkie kontyngenty importu miodu z Ukrainy i z Mercosuru, które jeszcze mają być zwiększane, a z drugiej strony próbuje się ograniczać polskie pszczelarstwo, Paweł Sałek odpowiada:

To jest sytuacja bardzo zastanawiająca, bo z jednej strony mamy ogromny import miodu z Ukrainy, a Polska jest krajem sąsiadującym i należy przypuszczać, że ten miód w pierwszej kolejności tutaj będzie pojawiał się na rynku, także w przypadku dużych przetwórni, które używają miodu na przykład do wypieku ciastek.

Z drugiej strony mamy to, że miód będzie płynął z krajów Mercosuru, bo ta umowa tak czy inaczej praktycznie wchodzi w życie, a rząd nie chce jej zaskarżyć ani nie chce wystąpić o opinię do TSUE, bo tam jest jeszcze jedna ścieżka – wystąpienie o opinię. I ta sprawa daje dużo do myślenia, a jednocześnie w Polsce nagle pojawia się sytuacja, że grono osób zaczyna mówić o tym, że trzeba chronić dzikie zapylacze, ale to jest taka sytuacja, że pszczoła miodna, która jest naturalnym elementem środowiska, jeśli chodzi o owady zapylające, nie może z tego powodu być dyskryminowana.

„Korelacja zdarzeń jest zastanawiająca”

Pszczoła miodna występuje u nas od wieków, w okresie nowożytnym Polski, czy jeśli spojrzymy na czas PRL, czy czasy współczesne, to pszczoła miodna była. I teraz ta pszczoła miodna zaczyna przeszkadzać w różnorodności biologicznej i w ochronie przyrody? To do tej pory nie przeszkadzała? Ta korelacja tych zdarzeń jest co najmniej zastanawiająca

Pasmo „sukcesów” Henning-Kloski

Dopytywany, co należałoby zrobić, aby zatrzymać ten trend, który przyjęła Paulina Henning-Kolska, Paweł Sałek stwierdza:

Zobaczymy, jak potoczy się sprawa z wotum zaufania, ale trzeba zauważyć, mówiąc żartobliwie, że pani minister ma samo pasmo „sukcesów”, zaczynając od „czystego powietrza”, wyłączanie z gospodarki leśnej setek tysięcy obszarów, prowadzenie do upadku Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe, awantury i naruszenia prawa w Banku Ochrony Środowiska. Ostatnio wyszła sprawa magazynów energii, gdzie okazało się, że znaczna część tych inwestycji będzie w jej regionie wyborczym, więc tu jest dużo różnych sytuacji związanych z panią minister. Ja ją po prostu negatywnie oceniam i całą działalność tego resortu.

„Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych”

Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych jest dokumentem, który przygotowywany jest od listopada 2024 roku w MKiŚ, w związku z rozporządzeniem UE Nature Restoration Law (NRL). Według założeń ma na celu odbudowę zdegradowanych ekosystemów. Państwa członkowskie mają obowiązek opracowania rozwiązań i przyjęcia rządowej uchwały do 1 września 2026 roku. W jego ramach resort Henning-Kloski chce „ograniczyć negatywny wpływ pszczoły miodnej na populacje dzikich zapylaczy”.

ONI JUŻ TU SĄ. Baliński.

ONI JUŻ TU SĄ

Krzysztof Baliński

Radek Sikorskibardzo ucieszył sięz wykresu, który pokazuje wzrost liczby wniosków o polski paszport, składanych w polskim konsulacie w Tel Awiwie. Uznał, że to przejaw braku antysemityzmu: „Następnym razem, gdy ktoś na świecie powie, że Polska jest krajem antysemickim, pokażę mu ten wykres”. I, jak zwykle, mylił się gruntownie, bo „antysemityzm” Polaków to wymysł Żydów, a za to antypolonizm Izraelczyków jest zjawiskiem powszechnym, zwłaszcza wśród ubiegających się o polski paszport. Mylił się także dlatego, że zabieganie Żydów o polski paszport nie jest dowodem, że uznali Polskę za kraj filosemicki. Bo to tak, jakby tłumaczyć napływ murzynów z Afryki ich miłością do polskiej poezji. Oznacza tylko tyle, że uznali Polskę za kraj tak słaby, że przy pomocy pałki antysemityzmu, łatwo stworzą sobie w nim żerowisko.

„Ukryty koszt wojny: Ponad 125 000 Izraelczyków wyemigrowało” – takimi nagłówkami alarmowała „Times of Israel”. Gazeta opierała się na raporcie Knesetu, według którego to największa w historii kraju strata kapitału ludzkiego, a powodem jest ​​wojna z Hamasem. „To nie jest fala emigracji, to tsunami” – podsumował przewodniczący komisji Knesetu. Po wybuchu wojny w Zatoce, nie ujawnili najnowszych danych. Mieliśmy za to filmowe migawki z lotniska Ben Gurion, które świadczą, że „tsunami” to mało powiedziane. Gdy rakiety irańskie uziemiły loty, Izraelczycy pędzili na złamanie karku na południu do Ejlatu, następnie wszelkim dostępnymi środkami komunikacji na egipskie lotnisko Szarm el-Szejk, a stamtąd do Europy. I wiele wskazuje na to, że wybrali Polskę.

Przeprowadzony jeszcze przed wojną z Iranem sondaż wykazał, że 34 procent Izraelczyków rozważa ucieczkę z kraju. To prawie 3 mln ludzi! A co po eskalacji wojny, gdy irańskie rakiety skutecznie lądowały w Hajfie i Tel Awiwie, gdy uciekali z pola walki i tchórzliwie chowali się w schronach? Na pewno mają miejsce kolejne fale uchodźców, rozglądających się za bezpiecznym schronieniem. Gdzie uciekną, jak nie do Polski, jedynego bezpiecznego kraju? Bo emigracja do Niemiec czy Francji nie zapewnia bezpieczeństwa, zwłaszcza po wzroście nastrojów antyżydowskich na całym świecie. A pomocne będzie w tym podwójne obywatelstwo, bo wiedzieć trzeba, że polskie paszporty ma już 200 tysięcy Izraelczyków.

Skąd ta liczba?Jak wynika z danych Urzędu Wojewody Mazowieckiego, w ostatnich latach liczba obywateli Izraela ubiegających się o polskie paszporty wzrosła czterokrotnie. W 2022 r. o polskie obywatelstwo ubiegało się 4 tysiące obywateli Izraela, W 2024 (po ataku Hamasu) liczba ta wzrosła do 8,5 tysiąca. Tylko w latach 2015-17 „Polakami” zostało 10 820 Izraelczyków. W ciągu ostatnich 15 lat tylko w polskim konsulacie w Tel Awiwie zatwierdzono ponad 28 tysięcy wniosków o przyznanie polskiego obywatelstwa, co stanowi wzrost o 250 % w porównaniu z latami poprzednikami. Przy czym mowa tylko o jednym urzędzie, a wnioski można składać we wszystkich konsulatach na świecie i bezpośrednio u każdego z 16 wojewodów.

Mazowiecki Urząd Wojewódzki podaje, że w styczniu liczba obywateli Izraela ubiegających się o polski paszport wzrosła czterokrotnie. Oficjalnie deklarują chęć podjęcia w Polsce pracy lub studiów, ale reprezentujące ich kancelarie prawne nie ukrywają – chodzi o możliwość opuszczenia Izraela, gdy sytuacja stanie się niebezpieczna. Jest jeszcze inny powód – nasz paszport stał się bardzo atrakcyjny nie tylko z uwagi na możliwość zamieszkania w Polsce, ale także dlatego, że pozwala na wjazd bez wizy do wielu państw świata, w tym Izraelowi nieprzyjaznych.

Ilu Żydów ma dziś polskie obywatelstwo? Do tych z Izraela doliczyć trzeba tych, którzy o polskie obywatelstwo występowali, jako obywatele różnych państw i statystyki ich nie wyszczególniają. Tu rąbek tajemnicy uchylił nieopatrznie inkryminowany Radek, który w Senacie oświadczył: „Ja uważam – i wiem, że w marginalnej prasie to, co w tej chwili mówię, będzie odsądzone od czci i wiary, że jeżeli dzisiaj na przykład amerykańscy Żydzi zaczynają się starać o polskie paszporty – wydajemy 25 tysięcy polskich paszportów w USA – to to jest dobrze, a nie źle”. Polskie władze nie są w stanie podać precyzyjnej liczby. A może nie chcą? Przypomnijmy sobie, jak zareagowali na interpelację posła Korony, ilu w polskim rządzie ma obce obywatelstwo. A może nie chcą także dlatego, że wielu z rządzących ma podwójne obywatelstwo?

Nie zapominajmy też, że niezwykle sprawnie przebiega akcja rozdawania polskich paszportów Żydom „wypędzonym” z Polski w marcu 1968. Robi to nie tylko Sikorski. Akcję rozruszał Aleksander Kwaśniewski, a tempa nabrała za Lecha Kaczyńskiego, który obywatelstwo przywrócił 15 300 „ofiarom polskiego antysemityzmu”, i który osobiście i ostentacyjnie akt przywrócenia obywatelstwa wręczył synom Oskara Szyji Karlinera, szefa stalinowskiego Zarządu Najwyższego Sądu Wojskowego, z którego udziałem ferowane były wszystkie wyroki śmierci na polskich patriotach, i który doprowadził do takiego opanowania stanowisk w tym zarządzie przez oficerów żydowskiego pochodzenia, że instytucję nazywano „Najwyższym Rabinatem Wojska Polskiego”.

Z nie mniejszą werwą akcję kontynuował Tusk. W lutym 2008 r. jego minister zadeklarował, że podlegli mu wojewodowie będą potwierdzać obywatelstwo „szybko i bardzo szybko”, a procedura ma być „wręcz błyskawiczna”. Tuska w tym samym czasie zapowiedział wielki powrót Polaków z emigracji. Ale nie do końca był szczery, bo miał na myśli „Polaków” z Tel Awiwu i Nowego Jorku, którym jego minister rozdawał paszporty in blanco. Żywymi tego przykładami są Lejb Fogelman, Michael Schudrich i Szalom Dow Ber Stambler, bohaterowie chanukowych ceremonii w Sejmie. Przypomnijmy też, że Duda nawiązywał do tej akcji, bredząc o „Rzeczpospolitej Przyjaciół” i wykrzykując „Tu jest Polin”.

Ale to nie wszystko – na izraelskich „uchodźców” czekają w Polsce tłuste emerytury. Bo okazuje się, że kraj miodem i mlekiem płynący zapewnia „uchodźcom” z Izraela warunki, o których rdzenny Polak może tylko pomarzyć. Otóż 22 listopada 2016 r. zawarto z Izraelem umowę o zabezpieczeniach społecznych, a w niej takie smaczki: emerytury i renty wyliczone w Izraela są wypłacane przez ZUS w Polsce; strona polska nie ma prawa weryfikować wiarygodności przedkładanych przez stronę izraelską wniosków emerytalnych. Jaki był zatem ukryty cel umowy, jeśli nie zachęcanie do osiedlania się w Polsce i most finansowy dla „uchodźców” z Izraela?

Przypomnijmy, że za rządu Mazowieckiego czymś w rodzaju mostu powietrznego przerzucono do Izraela przez warszawskie lotnisko Okęcie, w tajnej operacji o kryptonimie „Most”, kilkaset tysięcy sowieckich Żydów, przedstawianych, jako prześladowanych „uchodźców” z ZSRR. Operacja sfinansowana została z pieniędzy ukradzionych Polakom przez Bagsika i Gąsiorowskiego. A jaki ma to związek z tematem tego tekstu? Otóż, inkryminowani do Izraela przybyli bezpośrednio z Polski, i zgodnie z obowiązującymi konwencjami międzynarodowymi i unijnymi mają prawo do Polski wrócić. Na przykład w ramach odwróconej operacji „Most” i też za pieniądze ukradzione Polakom.

Dlaczego Polacy nie wiedzą, jaka jest skala rozdawania obywatelstwa? Wiemy tylko, że w 2024 r. otrzymała je rekordowa liczba cudzoziemców (i że prawa obywatelskie uzyskało 40 tysięcy Ukraińców). Rzeczywista liczba nowych „Polaków” jest jednak wielokrotnie wyższa. Liczby nie obejmują bowiem tych, którzy uzyskali obywatelstwo drogą procedury „Przywrócenie obywatelstwa polskiego”, czyli uzyskania obywatelstwa przez potwierdzenie, że ma się przodków, którzy posiadali polskie obywatelstwo. To ta procedura sprawia, że uzyskanie naszego obywatelstwa przez Żyda jest bardzo proste, a przeszkody administracyjne łatwe do pokonania. Ilu Żydów zostało w ten sposób „Polakami”? Nie wiemy, ale musi być ich o wiele więcej niż beneficjentów tradycyjnych sposobów uzyskiwania obywatelstwa. Często są to osoby, które nie mają nic wspólnego z Polską, poza przodkami, którzy koczowali niegdyś na ziemiach Rzeczypospolitej, w tym Litwacy przesiedleni tam przez władze carskie i osoby, których przodkowie opuścili ziemie polskie jeszcze w XIX wieku.

Polska przyjęła miliony Ukraińców to, dlaczego nie miałaby przyjąć kilkuset tysięcy Izraelitów?Przyjmowanie „uchodźców wojennych”, obdarzanie przywilejami, żeby tu zostali na zawsze, zamienianie ich w osadników i nadawanie obywatelstwa i stwarzanie sytuacji nie do odkręcenia, przećwiczyli już na przykładzie „uchodźców” z Ukrainy. Jeśli powiążemy to z kolejnymi falami przesiedleńców z Ukrainy i relokacją uchodźców z Niemiec, to możemy smutnie skonstatować: Podmiana narodu polskiego trwa w najlepsze.

Przyjrzyjmy się innym faktom, które będą temu sprzyjać. W Polsce znajduje się około 1 miliona mieszkań pozostających w dyspozycji „międzynarodowych funduszy inwestycyjnych”, które (niby, jako lokata kapitału) stoją puste i bez problemu mogą zostać błyskawicznie zasiedlone. Dodajmy do tego, że większość firm deweloperskich operujących w Polsce to kapitał izraelski, a oddział Chabad w Polsce wyspecjalizował się w nieruchomościach. W Polsce czekają na nich nie tylko mieszkania, ale mienie pożydowskie. Przypomnijmy, że jedną z legalnych metod odzyskiwania majątku jest polskie obywatelstwo i że po przyjęciu w amerykańskim Senacie ustawy S447 nastąpił skokowy wzrost wydawania Żydom polskich paszportów.

Na witrynieRady Ministrów ukazał się tekst uchwały ws. Krajowej Strategii przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego. W kościołach odczytano list Konferencji Episkopatu Polski, który zarzuca Polakom „deficyt miłości do Żydów”. Dwa dokumenty tylko pozornie nie mające nic ze sobą wspólnego. W rzeczywistości to skoordynowana, zaplanowana, mająca wspólny mianownik akcja dekretująca i nakazująca Polakom kochać „naród wybrany”, przygotowująca Polaków na przyjęcie przesiedleńców z Izraela.

Jak się zachowa Tusk wobec żydowskich przesiedleńców? To wiemy – zrobi to, co każe mu kanclerz Niemiec. Jak zachowa się Kaczyński? Też wiemy, bo jest autorem słów: „Izrael to przyczółek naszej cywilizacji”. A jak Karol Nawrocki? Ponieważ wiemy, że ma małe rozeznanie w światowej polityce, to jest rzeczą pewną, że tak, jak podpowiedzą mu doradcy. Niedawno dołączył do nich Michał Dworczyk, który poza tym, że odpowiadał w rządzie Morawieckiego za covidowy zamordyzm i jako pełnomocnik ds. Narodowego Programu Szczepień zakontraktował 64 mln szczepionek Pfizera za ponad 6 miliardów, był hersztem lobby ukraińskiego w rządzie i ponosi odpowiedzialność za transformację etniczną Polski. To on złowieszczo zapowiedział „uproszczenie procedur i możliwości związanych z osiedleniem się w Polsce wszystkich potomków mieszkańców I i II Rzeczypospolitej” (którą, poza Polakami, zamieszkiwali Rusini i Żydzi oraz potomkowie Ukraińców służących w SS Galizien i wnuk Romana Szuchewycza). To on grał pierwsze skrzypce w akcji przesiedlenia kilku milionów Ukraińców do Polski i rozdał na ten cel 40 miliardów. To z jego inicjatywy powstała ustawa, która zachęca Ukraińców do osiedlania się w Polsce. Krótko mówiąc, to jemu zawdzięczamy to, że ukraińska ośmiornica oplata Polskę coraz gęściej. Powrót Dworczyka jest tym bardziej znamienny, że to prawa ręka Morawieckiego, który w PiS i w ogóle reprezentuje najbardziej judaizujące kręgi.

Mówiąc o Dworczyku i jego proimigracyjnych wyczynach, nie sposób pominąć Pawła Szefernakera, szefa gabinetu prezydenta, który jako wiceminister spraw wewnętrznych ogłosił: „Ukraińcy, którzy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji przybyli do Polski, mogą od 1 kwietnia występować o pobyt stały w Polsce i tym samym o polskie obywatelstwo”. To on wraz z Dworczykiem wprowadził do propagandy nowy element (obok tego, że Ukraińcy bronią nas przez Ruskimi i ratują naszą gospodarkę): Musimy być Ukraińcom wdzięczni, że ratują demografię.Innymi słowy, wynalazł wielce oryginalny sposób zaradzenia problemowi wymierania Polaków – Sprowadzanie Ukraińców i rozdawanie polskich paszportów Żydom.

Nawrockiego otoczyli się (lub raczej otorbili) też chrześcijańscy syjoniści – jak to woli – judeochrześcijanie. Szef BBN wyraża radość z zabicia przywódcy państwa, z którym mamy od kilkuset lat stosunki dyplomatyczne. Szef Biura Polityki Międzynarodowej namawia prezydenta do mówienia o „prześladowaniu chrześcijan przez Iran” i uważa, że w konflikt w Zatoce powinniśmy zaangażować się czynnie”. Jeszcze inny owoc takiego doradzania: Na CPAC w Dallas prezydent jedzie tylko po to, żeby (oprócz poinformowania Amerykanów, że „Polacy nienawidzą Rosjan”, czyli że nie zgadzają się z polityką Trumpa wobec Rosji) ględzić o „braterstwie broni w Iraku i Afganistanie”, podczas gdy sam Trump wielokrotnie mówił: „Ponieśliśmy tam sromotną klęskę”.

Polskie obywatelstwo oznacza czynne prawo wyborcze i tym samym radykalną zmianę na polskiej scenie politycznej, Oznacza też bardzo szybkie oczyszczenie przedpola do masowego osadnictwa żydowskiego w Polsce, a później do wprowadzania w życie planu „Rzeczpospolitej Przyjaciół”. Czy Polacy są gotowi na takie zmiany? Czy są świadomi, że coś wisi w powietrzu, że coś się świeci, że coś knują?

Panie Prezydencie: Żadnego kajania się! Wstać z ringu! Otrzepać się! Czas najwyższy na wprowadzenie wiz dla obywateli Izraela, na wstrzymanie taśmowego wydawania polskich paszportów i anulowanie już przyznanych (celem wyjaśnienia poprawności ich nadania). Przy tym nie są tu potrzebne tylko ustawy, ale… odwaga. Niech inspiracją będą słowa Romana Dmowskiego: Polska może się układać z każdym na arenie międzynarodowej, z każdym państwem i każdą organizacją. Jednak z ośrodka, który wytwarza polską myśl polityczną, należy wypchnąć wszelkie wpływy zewnętrzne, uzależnienia agenturalne, ideologiczne, finansowe”.

Krzysztof Baliński

Niezbędność odrodzenia polskiej edukacji

Niezbędność odrodzenia polskiej edukacji

Każdy człowiek jest cząstką ludzkości, ale świadomość tego jest na tyle nikła, że nie powoduje zahamowania wojen i nienawiści. Każdy z nas jest także cząstką społeczeństwa, narodu, rodziny i rozmaitych organizacji, partii, czy stowarzyszeń.

Naród jako spoiwo jednostek od wieków pełni istotne znaczenie. Rodzimy się i jesteśmy kształtowani w duchu określonej kultury narodowej. Nie należy tego interpretować jako nacjonalizmu. W tym procesie kształtowania świadomości narodowej w duchu braterstwa z innymi narodami istotną rolę pełnią nauczyciele.

Niestety, status nauczycieli w społeczeństwie nie ma u nas dostatecznie wysokiej rangi. Problem jest nader poważny, ponieważ nauczyciele mają przemożny wpływ na kształtowanie świadomości jednostek. W XXI wieku tę rolę pełnią, niestety, w znaczenie większym stopniu media. Tak się dzieje, bowiem siła oddziaływania kultury obrazkowej jest potężniejsza od słowa.

Od stanu świadomości jednostek zależy ukształtowanie świata, w którym żyjemy. To świadomość na przykład prawodawców determinuje treść wydawanych przepisów prawnych, a one rozstrzygają  sposób gospodarowania, edukację, konkretyzację praw człowieka, czy organizację lecznictwa.

Jest oczywiste, że człowiek nie ma wpływu na sposób funkcjonowania świata przyrody. Jesteśmy zdolni jedynie naruszać harmonię tego świata w którym żyjemy. Natomiast świat kultury jest stwarzany przez kolejne pokolenia, które pojawiają się na planecie Ziemia. Człowiek – a nie rynek – decyduje o zmianach epok społeczno-gospodarczych. Przejście od niewolnictwa poprzez feudalizm, kapitalizm, socjalizm do neokapitalizmu jest dziełem decyzji tych, którzy mają władzę. Człowiek – a nie rynek – decyduje o przewadze w państwie bądź wyłączności określonej formy własności: prywatnej, spółdzielczej, państwowej.

Sprawą fundamentalną jest więc szerokość horyzontów myślowych, stan świadomości tych, którzy decydują o rozstrzygnięciach społecznych, politycznych, gospodarczych, kulturowych. Innymi słowy, istotne znaczenie ma edukacja. W ostatnich dziesiątkach lat nastąpił, niestety, upadek edukacji spowodowany zmianami w strukturze uniwersytetów i zmianami treści nauczanych przedmiotów. Rozliczne przejawy negatywne przejawy to  na przykład wprowadzenie punktów, egzaminy oparte o testy, wprowadzenie stanowiska profesora uniwersytetu, likwidacja stopnia profesor nadzwyczajny, wprowadzenie licencjatów. likwidacja asystentów, wprowadzenie studiów doktoranckich, czy limitu wieku profesorów. Pamiętam moich wspaniałych Mistrzów, którzy w czasach dawnej Polski wykładali mając więcej niż osiemdziesiąt lat i kierowali katedrą. Relacja profesor – doktorant zastępuje dawnej relacji profesor – asystent. Przypomnę, że w latach 1918 – 39 przyczyniła się do zespolenia Polaków żyjących przez dziesiątki lat w trzech zborach.

Ponadto nasza mikromania narodowa – znakomicie wyrażona przez Juliusza Słowackiego – sprawia, że wpatrzeni jesteśmy od pokoleń w Zachód, a obecnie zamerykanizowaliśmy się. Polscy uczeni, ich cenne i wciąż aktualne teorie są zapomniane, nie wykładane. Wróćmy do tradycji, do polskiego dorobku, co ma szczególne znaczenie w dziedzinie psychologii i pedagogiki, a także psychoterapii. Obecnie przybliża się teorie zaczerpnięte z obcej kultury, co jest wyrazem mikromanii. Nasze osiągnięcia stają się zapomniane.

Obecna edukacja zinstytucjonalizowana nie pomaga w rozwoju wrażliwości,  w rozbudzaniu wyobraźni, którą niszczy kultura obrazkowa oraz nie sprzyja rozwijaniu sfery uczuć. A czyniły to w Polsce międzywojennej szkoły Ziemianek, a także Uniwersytety Ludowe, które funkcjonowały jeszcze w Polsce Ludowej. Kształci się obecnie specjalistów wąskich dziedzin. Zanika warstwa polskiej inteligencji, która odznaczała się szerokimi horyzontami myślowymi. Tworzymy odduchowiony, zmaterializowany świat, w którym przestały oddziaływać ideały.

Należałoby też pilnie przywrócić nauczanie filozofii i etyki na wydziałach z których zostały obecnie wyrugowane jako przedmioty obowiązkowe. Edukacja – szczególnie w dobie internetu – powinna nie tylko przekazywać wiedzę, ale także pomagać w kształtowaniu charakteru, czego domagali się polscy uczeni. Profesor Irena Wojnar słusznie podkreślała znaczenie sztuki – co jest dziś zapomniane – w rozwoju wrażliwości i uczuciowości. Przywrócenie nauki jaką jest higiena psychiczna przyczyniłoby się do właściwego pojmowania zdrowia psychicznego. Jej twórcą jest Kazimierz Dąbrowski.

Teorie polskich uczonych są zapomniane, nie wykładane mimo ich aktualności. W rezultacie obecna edukacja nie pomaga w rozwoju wrażliwości, nie rozbudza wyobraźni, nie przyczynia się do podniesienia na wyższy poziom sfery uczuć. Sugeruje się, by dążyć do niższych wartości, czyli dóbr materialnych. Odrodzenie znaczenia teorii profesorów Kazimierza Dąbrowskiego i Juliana Aleksandrowicza przyczyniłoby się do przezwyciężenia błędnego poglądu wskazującego dobra materialne jako cel i sens wysiłków człowieka. Przypomnę,  że polscy filozofowie w czasach zaborów byli zaniepokojeni zmaterializowaniem Zachodu. Mieli poczucie misji, by odrodzić duchowo społeczeństwa zachodnio-europejskich krajów. Dziś nasze zmaterializowanie zapewne przerasta ówczesną sytuację w tych państwach.

Filozofia została w ostatnich dwóch dziesiątkach lat wyrugowana z nauczania akademickiego jako przedmiot obowiązkowy. Na przykład na Wydziałach Prawa również etyka i filozofia prawa mają obecnie status przedmiotów do wyboru. Podobnie jest z kształceniem lekarzy. Julian Aleksandrowicz, profesor medycyny i filozof, pisał w drugiej połowie XX wieku, że medycyna odcięta od korzeni filozoficznych – usycha.

Deklaruje się powszechnie, że najwyższą wartością jest człowiek i jego zdrowie. A człowiek jest jednością psychofizyczną, więc uczeni tej miary co profesor Irena Wojnar i wspomniany profesor Julian Aleksandrowicz słusznie domagali się, by w leczeniu pomocne i zalecane było oddziaływanie sztuki i literatury pięknej. Było to faktem w Klinice Hematologicznej Juliana Aleksandrowicza w Krakowie. Chory jest bowiem nie określony organ, lecz człowiek. Warto przywrócić przekształcone przez Juliana Aleksandrowicza porzekadło: W zdrowym duchu – zdrowe ciało. Wymieniony profesor był jednym z pierwszych uczonych głoszących holizm, a więc teorię jedności wszechrzeczy. Niepokojący go kolonizatorski stosunek do świata przyrody pogłębił się. Pogląd tego uczonego, że pokój jest tym dla ludzkości, co zdrowie dla pojedynczego człowieka, powinien być obecny w procesach edukacyjnych. Uczony ten wskazywał też siłę leczniczą nadziei.

Zahamowanie niszczenia świata przyrody oraz poprawianie świata przez nas stwarzanego jest zależne od stanu świadomości jednostek, a tę kształtuje w dużej mierze edukacja. Człowiek myślący w XXI wieku jest równie potrzebny, co człowiek czujący i wyobraźnią wykraczający poza teraźniejszość. Wróćmy do tradycji.  Niezbędne jest nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także edukacja, która będzie pomagać w rozwoju uczuć, wyobraźni i wrażliwości. Uczucia są wszechobecne w psychice. Nie ma stanów wolnych od obecności uczuć. Niezbędne jest też wyrabianie poczucia, że jest się cząstką nie tylko rodziny, społeczeństwa, narodu, ale także ludzkości. Zmniejszyłaby się dzięki temu agresja i być może odrodziłyby się ruchy pacyfistyczne.

Edukacja ma istotne znaczenie, bowiem ci, którzy dziś chodzą do szkoły, jutru w parlamencie będę uchwalać prawa przesądzające rozwiązania gospodarcze, społeczne, polityczne w państwie. Niebezpieczny jest kształtowany nowy typ inteligenta pozbawiony dawnej wszechstronności, zamknięty w obszarze wąskiej specjalności, o niklej wrażliwości i uczuciowości. Zagrożeniem jest pogląd, że edukacja ma dostosowywać się do potrzeb rynku jako rzekomo obiektywnie działającej siły.

Należałoby odrodzić naukę higienę psychiczną. Jej twórca Kazimierz Dąbrowski szerzył tę wiedzę w latach siedemdziesiątych między innymi w kwartalniku „Zdrowie psychiczne” wydawanym przez PAN. Szczególne znaczenie ma zapomniana dziś książka zbiorowa wydana pod jego redakcją „Zdrowie psychiczne”. Profesor skupiał wokół siebie nie tylko uczonych tej miary co Kazimierz Pospiszyl, Bruno Hołyst, czy Lew Starowicz, ale także twórców sztuki tej miary, co Jerzy Grotowski, czy Józef Szajna, który pełnił m.in. funkcję prezesa Polskiego Oddziału Stowarzyszenia Kultury Europejskiej z siedzibą w Wenecji.

Higiena psychiczna kwestionuje utożsamianie zdrowia z dobrostanem fizycznym, umysłowym, społecznym. Także odległa jest od utożsamiania go ze zdolnością do działań efektywnych. Wyrazem zdrowia nie jest także harmonijne współżycie z otoczeniem, ani równowaga psychiczna. Przedstawiciele tej nauki również podważają pogląd zgodnie z którym sprawne, praktyczne funkcjonowanie w świecie miałoby być wyrazem zdrowia psychicznego. Na gruncie tej nauki ostro jest krytykowany pogląd uznający przystosowanie do otoczenia jako wyraz zdrowia psychicznego. Odważny i cenny jest pogląd, iż talent i empatia znaczą więcej w dziedzinie psychoterapii niż dyplomy.

Zdrowie psychiczne pojmują przedstawiciele tej nauki jako zdolność do rozwoju w kierunku ideałów jednostkowych i grupowych. Wykazują jałowość życia nasyconego dążeniem do wartości niższych. Nastąpiła dzięki tej nauce zmiana stosunku do psychonerwic. Uznano je za przejaw przyspieszonego rozwoju psychicznego a nie chorobę. Sformułowana została psychoterapia przez rozwój. Zostało wyjaśnione, że stany psychonerwicowe są udziałem jednostek wyjątkowo wrażliwych i rozwiniętych uczuciowo. Życie człowieka, a więc i jego zdrowie jest wskazywane jako wartość fundamentalna. Płynie stąd nakaz troski o światowy pokój, o działania w tym kierunku. Natomiast czynnikiem chorobotwórczym jest uznawanie zdobywania dóbr materialnych za cel istnienia.

Zarówno ujęcie zdrowia psychicznego, jak i całość poglądów Juliana Aleksandrowicza – wybitnego przedstawiciela tej nauki -ma znaczenie zarówno teoretyczne, jak i praktyczne. Wskazywał, że dążenie do ideałów umacnia zdrowie, ponieważ umacnia poczucie sensu własnego życia. Zalecał odkrywanie pasji w sobie oraz żarliwość w jej urzeczywistnianiu. Służy zdrowiu wspólne z innymi podejmowanie czynów mających na celu budowanie świata na miarę ludzkich tęsknot. Zwracał uwagę na to, że działania są ugruntowane w światopoglądzie, a o jego wyborze decydują przemyślenia, przeżycia, właściwości psychofizyczne jednostki, a w tym odwaga, by nie ulegać naciskom tego, co przeciętne. Niemałą też rolę w wyborze światopoglądu pełni środowisko i kultura w obszarze której się wzrasta, a także obserwacje i własne doświadczenia. Uczony ten byłby ostrym krytykiem funkcjonującego dziś poglądu, że należy się uczyć dla potrzeb rynku.

Nasza wada narodowa – mogilnictwo, czyli docenianie wybitnych Polaków dopiero, gdy zakończą życie, zawiodła wobec Kazimierza Dąbrowskiego. Nadal bowiem jego teoria dezyntegracji pozytywnej nie jest wykładana i brakuje poradni stosujących metodą psychoterapii nakreślonej przez tego uczonego. Ten niedoceniony profesor medycyny i filozofii wykładał swoje poglądy na uniwersytetach w Kanadzie, ponieważ nie miał takiej  możliwości w Polce.

Dokonał przewrotu w sposobie rozumienia zdrowia psychicznego. Wykazał, że nerwice i psychonerwice są wyrazem przyspieszonego rozwoju psychicznego. Przewrotem jest także wprowadzone przez niego pojęcie pozytywnego nieprzystosowania do środowiska. Twierdził, że poczynaniami człowieka kierują w większym stopniu uczucia niż racje rozumowe. Wyjaśniał, że człowiek zdrowy psychiczne charakteryzuje się tendencją do wewnętrznego rozwoju. Podążając tą drogą przekraczamy fazy biologiczne. Człowiek nie musi być zdeterminowany fazami biologicznymi jak dojrzewanie, przekwitanie, kalendarzowa starość. Zdrowy psychicznie człowiek odznacza się skrystalizowanym ideałem indywidualnym i społecznym. Dążenie ku nim – a nie do zysku, czy sukcesu – to jedyna właściwa droga.

Fundamentalne znaczenie ma pojęcie pozytywnego nieprzystosowania do świata sformułowane przez Kazimierza Dąbrowskiego. Naruszył tym samym utrwalony  od pokoleń i funkcjonujący w pedagogice oraz resocjalizacji pogląd o konieczności procesów przystosowawczych. Wyjaśniał, że  bunt w stosunku do obiegowych wartości i obyczajów pozwala kształtować cechy indywidualne i odnaleźć własną drogę. Kazimierz Dąbrowski twierdzi, że negatywne nieprzystosowanie wyraża się jedynie w postaci alkoholizmu, narkomanii i lekomanii oraz drogi przestępstw.

Zgodnie z poglądami funkcjonującymi w obszarze higieny psychicznej wynika, że uniezależniając się od środowiska osiągamy własną autentyczność. Słuszne jest wskazanie, że należy nie przystosowywać się do tego, co budzi niezadowolenie lecz do tego, co być powinno w ocenie danego człowieka. Tworząc pojęcie pozytywnego nieprzystosowania do świata, Kazimierz Dąbrowski naruszył utrwalony od pokoleń pogląd o konieczności procesów przystosowawczych. Pozytywny sens ma bunt w stosunku do wielu obiegowych wartości. Poglądy większości  nie są nosicielem jedynie słusznego poglądu. Wielka liczba osób wyrażająca jakiś pogląd nie jest dowodem jego prawdziwości.

Pozytywne nieprzystosowanie jest wyrazem wolności wewnętrznej człowieka. Nie ma  modelu człowieczeństwa, który z konieczności powinniśmy powielać w naszym życiu.

Szczególne znaczenie poglądów Kazimierza Dąbrowskiego wyrasta zwłaszcza w naszym stuleciu. Zaznaczają się bowiem silne tendencje przystosowawcze. Ponadto sukces, bogacenie się, czyli niższe wartości oddziałują z wielką siłą poprzez kulturę obrazkową, czyli kulturę mediów. Człowiek pozytywnie nieprzystosowany jest tym, czym sam siebie uczyni. A więc osiąga autentyczność w znaczeniu zgodności z własnym ja.

Edukacja całożyciowa, obecnie postulowana, nabrałaby głębszego sensu poprzez nasycenie jej  poglądami polskich uczonych. Przedstawiłam tu jedynie skrótowo wybrane przykłady zaczerpnięte z polskiej tradycji, którą pilnie należałoby odrodzić.

Prof. Maria Szyszkowska Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)