Polska w latach 2023–2025 przekazała Ukrainie, w trybie dostaw awaryjnych, 268 611 MWh energii elektrycznej. Wolumeny przekazanej energii wynosiły kolejno: 2023 r. – 23 950 MWh 2024 r. – 190 930 MWh 2025 r. – 53 731 MWh. Łącznie daje to energię o szacunkowej wartości rzędu 120–135 mln zł po cenach hurtowych.
I teraz zasadnicze pytania: Czy tę energię przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Czy rozliczano ją po stawkach niższych niż rynkowe? Czy polski podatnik dopłacał do tych dostaw? Na jakich dokładnie warunkach przekazywano Ukrainie energię elektryczną?
Nikt nic nie wie.
Dlatego 19 lutego 2026 r., w trybie interwencji poselskiej, zwróciłem się do Ministerstwa Aktywów Państwowych o ustalenie faktów, zasad rozliczeń i konkretnych kwot. 3 marca 2026 r. MAP przekazało moje zapytanie do Ministra Energii, Pana Miłosza Motyki. Ostatecznie, po 9 tygodniach oczekiwania, otrzymałem odpowiedź [sygn. BM-WPR.0510.101.2026.KK], że wysokość kosztów dostaw awaryjnych energii elektrycznej dla Ukrainy stanowi… tajemnicę.
To jest absurd! Mówimy o setkach tysięcy MWh energii o wartości ponad 120 mln zł! Obywatele mają prawo wiedzieć, czy Polska sprzedawała tę energię po cenach rynkowych, czy przekazywała ją bezpłatnie, oraz czy do tych dostaw dopłacali polscy podatnicy! Polska to nie prywatny folwark rządzących!
Jak poinformował na Facebooku Paweł Usiądek (Konfederacja), z Muzeum Auschwitz, dawnego niemieckiego obozu koncentracyjnego zniknęła tablica upamiętniająca Polaków i… Świętą Edytę Stein. .
Z bloku 15 w Auschwitz zniknęły tablice AK i harcerzy. Inne upamiętnienia zostały. W trakcie prac remontowych bloku 15 w Muzeum Auschwitz zdemontowano dwie tablice: Upamiętnienie bohaterów Armii Krajowej z wielkim znakiem Polski Walczącej oraz tablicę poświęconą polskim harcerzom zamordowanym w obozie. Tablice ufundowali byli więźniowie – ludzie, którzy przeżyli obóz i własnymi pieniędzmi zadbali o pamięć po swoich towarzyszach. W odsłonięciu tablicy AK brała udział Zofia Pilecka-Obtułowicz, córka rotmistrza Witolda Pileckiego. Tablica powstała 22 kwietnia 1995 roku. Prace remontowe się zakończyły. Tablice nie wróciły.
Paweł Usiądek zacytował rzecznika muzeum, który wyjaśnił: umieszczanie tablic na ścianach poobozowych budynków „ingeruje w historyczną substancję”.
Fadi Al Zein (po lewej), który stracił oba domy w izraelskich atakach w swojej wiosce Khiam i Dahiyeh, przeszukuje gruzy swojego mocno zniszczonego domu, podczas gdy w pobliżu stoi dziecko, na południowych przedmieściach Bejrutu w Libanie. (Zdjęcie: AP)
——————————
Jak podaje NBC News, powołując się na źródła zaznajomione z tą oceną, Iran wyrządził amerykańskim bazom wojskowym i sprzętowi na Bliskim Wschodzie poważniejsze szkody, niż publicznie przyznano.
W raporcie stwierdzono, że irańskie ataki, które rozpoczęły się 28 lutego od rozpoczęcia operacji USA i Izraela, dotknęły wiele obiektów w co najmniej siedmiu krajach. Wśród celów znalazły się magazyny, centra dowodzenia, hangary lotnicze, systemy łączności satelitarnej, pasy startowe, instalacje radarowe i samoloty.
W raporcie zauważono, że pomimo obecności amerykańskich systemów obrony powietrznej nawet irański samolot F-5 był w stanie przeprowadzić atak, co uwypukla luki w systemie ochrony.
Budynek mieszkalny uszkodzony w wyniku niedawnych ataków amerykańsko-izraelskich, na ścianie którego widnieje napis w języku perskim: „Jesteśmy gotowi do końca” w Fardis, na zachód od Teheranu w Iranie. (AP Photo/Vahid Salemi)
Pentagon nie ujawnił w pełni skali zniszczeń. Dowództwo Centralne USA odmówiło komentarza w sprawie oceny strat bojowych, podano w raporcie.
Niektórzy republikańscy ustawodawcy prywatnie wyrażali frustrację z powodu braku informacji. „Nikt nic nie wie. I nie wynika to z braku pytań” – powiedział asystent kongresmena. „Pytamy od tygodni i nie otrzymujemy konkretów, mimo że Pentagon domaga się rekordowo wysokiego budżetu ”.
W raporcie dodano, że koszty naprawy mogą wynieść miliardy dolarów i że może to doprowadzić do wznowienia debaty w Waszyngtonie na temat zagrożeń, jakie niesie ze sobą utrzymywanie amerykańskich baz w pobliżu Iranu.
Według raportu Pentagon nie ujawnił publicznie rozmiaru zniszczeń w amerykańskich bazach wojskowych, a Centralne Dowództwo USA odmówiło komentarza w sprawie oceny zniszczeń wojennych.
Kobieta przechodzi obok plakatu zmarłego Najwyższego Przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego przed zniszczonym budynkiem, po zawieszeniu broni między Hezbollahem a Izraelem, w Dahiyeh, na południowych przedmieściach Bejrutu w Libanie. (AP)
„Nikt nic nie wie. I nie chodzi o brak pytań” – powiedział NBC News jeden z asystentów kongresmena. „Pytamy od tygodni i nie otrzymujemy konkretów, mimo że Pentagon domaga się rekordowo wysokiego budżetu”.
W raporcie wspomniano, że zniszczenia baz i koszty ich naprawy mogą na nowo rozpalić debatę na temat zasadności utrzymywania baz amerykańskich w tak bliskiej odległości od przeciwnika, jakim jest Iran.
===========================================
Express Global Desk Dział „Express Global Desk” w „The Indian Express” dostarcza wiarygodne, zweryfikowane i oparte na kontekście relacje z kluczowych wydarzeń…
„Cześć i witamy ponownie. Jesteśmy Sans Chris. Dziś jest ze mną Larry Johnson, człowiek, którego nie trzeba przedstawiać – były analityk CIA i oficer Departamentu Stanu ds. kontrterrorystycznych. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego gościa do omówienia tego, co wydarzyło się wczoraj wieczorem”. Tymi słowami Sarah wita swojego gościa, a następnie następuje prawie godzinny zapis rozmowy pełen nieścisłości, poważnych oskarżeń i szokującej tezy: Niedawna „strzelanina” w bliskim otoczeniu Donalda Trumpa nie była wypadkiem, lecz zaaranżowanym wydarzeniem – takim, które obnaża głębokie pęknięcia w fundamentach amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa.
————————————————————————————————
Wieczór absurdów
Miało to być wielkie wydarzenie. W środku politycznej jesieni, gdy nad Bliskim Wschodem wisiał cień potencjalnej wojny z Iranem, elity polityczne zebrały się w prestiżowym hotelu w Waszyngtonie – Hiltonie przy Connecticut Avenue, który zyskał rozgłos, gdy zamachowiec postrzelił tam Ronalda Reagana w 1981 roku.
Jednak to, co wydarzyło się tego wieczoru, jak twierdzi były analityk CIA Larry Johnson w wywiadzie dla „Sans Chris”, przerosło nawet najśmielsze intrygi thrillera spiskowego.
Zamiast jasnego protokołu bezpieczeństwa, obecni stanęli w obliczu scenariusza pełnego złowrogich szczegółów: samozwańczy „mentalista” na scenie zgadywał imię nienarodzonego dziecka rzeczniczki prasowej Karoline Leavitt – dokładnie w tym samym momencie, gdy na zewnątrz rozległy się strzały. Pierwsza Dama wyglądała na przerażoną, podczas gdy jej mąż, Donald Trump, pozostał nieruchomy i niemal świadomie siedział na swoim miejscu. I kandydat na wiceprezydenta, J.D. Vance, jako pierwszy został zniesiony ze sceny – podczas gdy główna osoba, którą chroniono, podążyła za nim dwadzieścia sekund później.
„To narusza wszelkie możliwe protokoły Secret Service” – mówi Johnson, który opiera swoją analizę nie tylko na wieloletnim doświadczeniu w służbach wywiadowczych, ale także na opiniach dwóch wpływowych ekspertów: byłego szefa ochrony Ronalda Reagana i byłego członka zespołu FBI do spraw ratowania zakładników. „Pierwszą osobą, która zniknęła z podium, był J.D. Vance. Nie Trump. To niewybaczalne. Albo Vance jest teraz urzędującym prezydentem, albo coś poszło tu strasznie nie tak”.
Dziwna luka w zabezpieczeniach
Jak uzbrojony mężczyzna ze strzelbą mógł bez przeszkód opuścić windę w hotelowym lobby, przejść obok kilku punktów kontroli bezpieczeństwa i zostać zatrzymany dopiero po oddaniu strzału? Dla Johnsona odpowiedź jest prosta: architektura bezpieczeństwa nie była po prostu wadliwa – została celowo pozostawiona otwarta.
Według byłego analityka, zazwyczaj wokół takiego wydarzenia tworzy się wielowarstwowy obwód bezpieczeństwa. Zewnętrzny pierścień kontroluje dostęp do samego hotelu. Wewnętrzny pierścień zabezpiecza lobby. Bezpośrednio przed salą balową stacjonowało co najmniej dwóch uzbrojonych agentów Secret Service, gotowych natychmiast zastrzelić każdego, kto sięgnie po broń.
„Nic takiego tam nie było” – stwierdza Johnson. „Żadnych wykrywaczy metalu, strażników, ani strzałów – pomimo twierdzeń, że padły strzały. Mamy zdjęcie sprawcy na ziemi. Nic mu się nie stało. Żadnych śladów po kulach. Jak go zatrzymali? Rzucając się na niego? Nie rzuca się na człowieka z załadowaną strzelbą – strzela się do niego, aż przestanie się ruszać”.
—————————————-
Teoria Patsy’ego: narzędzie narracji
Johnson bez wahania mówi to, co wielu w mediach społecznościowych jedynie szepcze: „Osobiście uważam, że to było ustawione”. Starannie rozróżnia między tym, w co wierzył sam strzelec, a tym, co go do tego skłoniło. 31-letni student – inteligentny, ale nie ekspert od broni palnej – kupił broń legalnie w Kalifornii. Jednak zamiast lecieć samolotem, żeby szybciej tam dotrzeć, spędził dwa dni w pociągu.
„Już samo to mówi mi, że ktoś mu pomógł” – powiedział Johnson. „To nie był samotny wilk. Fakt, że miał przy sobie pistolet kalibru .380 – kaliber często używany przez kobiety lub osoby o słabym chwycie ze względu na niski odrzut – nie sugeruje, że był to zawodowy płatny zabójca. Został zrobiony na kozła ofiarnego, narzędzie do sfinansowania większej historii”.
Narracja, która idealnie wpisuje się w poprzednie przypadki: rzekomy spisek mający na celu porwanie gubernator Gretchen Whitmer w 2020 roku, w którym samo FBI działało jako agitator. „Tam również ludzie byli najpierw nakłaniani przez władze do popełnienia czynu, aby następnie przedstawić ich jako przestępców” – wspomina Johnson. Prawdziwy cel: wzbudzenie współczucia. Trump, który traci poparcie w sondażach, może teraz prezentować się jako wybraniec Boga – jako ktoś, kto jest bez zarzutu.
Manifest – selfie dezorientacji
„Manifest” sprawcy, opublikowany następnego dnia i zaczynający się od niemal absurdalnie niewinnego wersu „Witajcie wszyscy”, brzmi, zdaniem Johnsona, jak kolejny dowód na poparcie jego teorii. Dziwny jest nie tylko ton, ale i treść: autor przeprasza współpasażerów i bagażowych – a nie potencjalne ofiary. Mówi o „oczekiwanych zasadach postępowania” i wspomina konkretnie o kontrowersyjnym dyrektorze FBI, Kash Patelu, którego nazywa „panem Patelem” i zwalnia z krytyki.
„Dlaczego zabójca miałby wprost powiedzieć, że nie chce uderzyć konkretnej osoby?” – pyta retorycznie Johnson. „Być może dlatego, że to ludzie pana Patela naprowadzili go na tę drogę”. Następnie następuje absurdalny opis jego własnej próby zamachu: Sprawca ma nadzieję, że jego ofiary noszą kamizelki kuloodporne, ponieważ strzelba byłaby zbyt śmiercionośna – tylko po to, by później, w tym samym liście, wyraźnie oznajmić, że użyje śrutu zamiast pocisku, „aby zminimalizować liczbę ofiar”. Johnson kręci głową: „Ten tekst nie został napisany przez zdeterminowanego zabójcę. To zagubiony, zdalnie sterowany młody człowiek, który robi to, co uważa za słuszne – podczas gdy inni pociągają za sznurki”.
Cash Patel i bałagan kadrowy
Kolejną postacią, która wzbudziła tego wieczoru zdziwienie, był nie kto inny, jak szef FBI: Kash Patel. Podczas gdy w środku wciąż trwały prace porządkowe, nagranie pokazywało dyrektora FBI błąkającego się po hotelu, pozornie zdezorientowanego – i, jak plotkowano, zamawiającego Ubera. Johnson, powołując się na informacje z pierwszej ręki z Biura, wydał druzgocący werdykt: „Patel jest niekompetentny. Ma problem z alkoholem, zasypia na spotkaniach – to katastrofa. To, że ten sam człowiek jest teraz częściowo odpowiedzialny za bezpieczeństwo byłego prezydenta, to tragedia”. Johnson dodał, że sam wcześniej przekazał informacje o domniemanej brytyjskiej działalności szpiegowskiej przeciwko Trumpowi ówczesnemu przewodniczącemu Komisji ds. Wywiadu, Devinowi Nunesowi – informacje, które Patel wykorzystał w swoim wstępnym śledztwie. Dziś jednak Patel jest obciążeniem.
Scena globalna: wojna z Iranem i kwestia Falklandów
Jednak choć kamery skupiają się na dramatycznej kolacji, to, według Johnsona, pomijają znacznie większe niebezpieczeństwo czające się na horyzoncie. Podczas gdy były analityk określa wydarzenia w Waszyngtonie jako „taktykę dywersyjną”, w Zatoce Perskiej, zgodnie z własną logiką, zbliża się eskalacja działań wojennych. Chociaż rozmieszczono lotniskowce i niszczyciele rakietowe, wojsko buntuje się. „Dowódcy sił powietrznych i morskich w CENTCOM powiedzieli Przewodniczącemu Kolegium Połączonych Szefów Sztabów: Nie powinniśmy tego robić. Jeśli zaatakujemy, będzie to prawdziwa katastrofa dla nas i Izraela”.
Powód: Wojska amerykańskie w państwach Zatoki Perskiej byłyby bezbronne wobec irańskich pocisków krótkiego i średniego zasięgu oraz nawałnicy dronów. Systemy obrony przeciwrakietowej Patriot i THAAD, jak twierdzi Johnson, są praktycznie puste – produkcja nie nadąża za konsumpcją, a Chiny blokują również dostawy pierwiastków ziem rzadkich potrzebnych do produkcji pocisków przechwytujących. „Nie mamy już dobrej opcji militarnej. Już nie. To nowa rzeczywistość ostatnich 23 lat”.
Tymczasem, według Johnsona, napięcia narastają na drugim, niemal zapomnianym froncie: Falklandach. Prezydent Argentyny Javier Milei, borykający się z poważnymi problemami politycznymi w kraju, po raz kolejny grozi odbiciem „Malwin”. „To ta sama taktyka, co za czasów junty wojskowej w 1982 roku: odwracanie uwagi od problemów wewnętrznych. Tylko tym razem, jak sądzę, Argentyna odniesie sukces. Wielka Brytania nie może już wysłać floty – a Trump nie pomógłby Starmerowi, nawet gdyby był w opałach”. Szczególnie drażliwy jest fakt, że pod wyspami znajduje się izraelskie pole naftowe „Lew Morski”. To, że Milei krótko wcześniej podpisał w Jerozolimie „Porozumienia z Izaaka” może być zbiegiem okoliczności – lub kolejnym dowodem na powiązanie interesów w tym nowym porządku świata.
Nie do utrzymania sytuacja
Pozostał gorzki posmak systemu, który według Johnsona grozi załamaniem pod wpływem własnej bezwładności i korupcji. Trzy próby zamachu na Trumpa – i za każdym razem ta sama agencja wywiadowcza ponosi porażkę. „Secret Service nie tylko jest zepsuta, ale i źle zarządzana. Pytanie brzmi: dlaczego?” – pyta Johnson.
Nie udziela bezpośredniej odpowiedzi, ale pozwala jej wybrzmieć między wierszami rozmowy. Być może dlatego, że niektórzy zawiedli swojego prawdziwego opiekuna – być może dlatego, że realizowali inny cel. Czy to ratowanie tonącej kampanii, wspieranie bosko wybranego przywódcy, czy odwracanie uwagi od bezsensownej wojny: za sznurki wszystkich tych wydarzeń zdaje się pociągać ta sama marionetka.
„Zobaczymy, jak się sprawy potoczą” – podsumowuje Johnson. „Jedno jest pewne: jak dotąd ani przez chwilę nie wierzę w oficjalną wersję wydarzeń”. A biorąc pod uwagę strzelca bez kul, prezydenta, który nie ucieka, i agencję wywiadowczą, która zapomina odpowiedzieć ogniem, uważny obserwator nie ma innego wyboru, jak tylko myśleć inaczej.
[To działalność amatorska, ale jak widać, przy braku Służby Sprawiedliwości, konieczna. MD]. …znalazłam na blogu Lechickie Odrodzenie i wklejam treść, bo nie mam facebooka, ale na początku jest link
Tu szybki raport opracowany wspólnie przeze mnie i 3 czatboty: GPT, Gemini i Claude. Tym zajmował się m.in. śp. Bogdan Bielawski, który dążył do stworzenia systemu obrony ludzi z wykorzystaniem AI i w oparciu o prawo naturalne. Wypadł z okna na 3. piętrze na początku listopada 2025 roku.
NIEWYJAŚNIONE I KONTROWERSYJNE ZGONY FIGUR PUBLICZNYCH
Raport analityczny — stan: 26.04.2026 ROZDZIAŁ I — KRONIKARZE UKŁADU Reporterzy i dokumentaliści operujący na stykach biznesu, polityki i struktur siłowych. ZIĘTARA Jarosław (1968–1992). Ten dziennikarz śledczy „Gazety Poznańskiej” przeniknął do struktur holdingu Elektromis, badając jego powiązania z dawnymi oficerami SB i WSI. Zniknął bez śladu 1 września 1992 r., stając się pierwszą ofiarą morderstwa dziennikarskiego w nowej Polsce. Cieniem na sprawie kładzie się brak odnalezienia zwłok oraz wieloletni mur milczenia świadków, którzy masowo wycofywali zeznania po naciskach ze strony wpływowych biznesmenów. Źródła: iPSB; Fundacja Jarekzietara.pl; Wyrok SO Poznań (Aleksander G.). ŻARSKA Ewa (~1974–2020). Reporterka Polsat News, która zdiagnozowała systemową bezradność organów ścigania wobec pedofila Krzysztofa P. „Piotrusia”. Znaleziona martwa w mieszkaniu w kwietniu 2020 r., tuż przed domknięciem kolejnego śledztwa. Niepokój budzi informacja o zniknięciu z jej domu archiwów cyfrowych oraz fakt, że sekcja zwłok odbyła się z dużym opóźnieniem pod pretekstem procedur pandemicznych. Źródła: Polsat News, 17.04.2020; Wprost, 23.04.2021; Rzeczpospolita, 17.04.2020. CHEŁSTOWSKI Adam (1976–2026). Fotoreporter agencji Forum, który przez ćwierć wieku rejestrował nieoficjalne kulisy polskiej polityki. Zmarł nagle 2 marca 2026 r. podczas spotkania ZPAF w Warszawie. Choć przyczyną było nagłe zatrzymanie akcji serca, środowisko wskazało na tragiczny brak dostępu do ratunkowych urządzeń AED w centrum stolicy oraz niewyjaśniony dotąd los jego prywatnego archiwum zdjęć, mogącego dokumentować zakulisowe układy decydentów. Źródła: Forum Polska Agencja Fotografów, 02.03.2026; TVN24, 03.03.2026; Fotopolis.pl, 03.03.2026. BATER Wiktor (1966–2020). Korespondent, który jako pierwszy przekazał światu informację o tragedii smoleńskiej. Znaleziony martwy w mieszkaniu 7 kwietnia 2020 r. Niewyjaśnionym aspektem pozostaje zakres wiedzy, jaką posiadał od swoich rosyjskich informatorów, oraz nagłość zgonu osoby aktywnej zawodowo do ostatnich dni. Źródła: Wirtualne Media, 08.04.2020; Halo.Radio — komunikat, 07.04.2020. ROZDZIAŁ II — STRAŻNICY TAJEMNICY Oficerowie i urzędnicy z dostępem do certyfikowanych informacji niejawnych. PETELICKI Sławomir (1946–2012). Generał brygady i twórca GROM, który w ostatnich miesiącach życia ostro punktował błędy rządu Donalda Tuska w sferze lotnictwa wojskowego. Znaleziony z raną postrzałową głowy 16 czerwca 2012 r. w garażu. Analizy środowisk niezależnych wskazują na brak listu pożegnalnego oraz niespójność profilu psychologicznego sprawnego dowódcy z wersją o samobójstwie. Źródła: Polsat News, 16.06.2012; TVN24, 16.06.2012; Rzeczpospolita, 17.06.2012. MICHNIEWICZ Grzegorz (1961–2009). Dyrektor Generalny Kancelarii Premiera, posiadający dostęp do danych ściśle tajnych. Znaleziony powieszony 23 grudnia 2009 r., dokładnie w dniu powrotu TU-154M z remontu w Rosji. Podejrzenia o eliminację wynikają z faktu, że śledczy zignorowali jego laptop służbowy, a ostatnie wiadomości SMS wskazywały na normalną aktywność zawodową. Źródła: Rzeczpospolita, 10.12.2010; TVN24, 23.12.2009; Polskie Radio, 04.04.2011. ZIELONKA Stefan (1957–2009). Szyfrant SWW operujący na kodach NATO. Zaginął w kwietniu 2009 r., a jego szczątki wyłowiono z Wisły rok później. Sprawa pozostaje symbolem porażki kontrwywiadu; spekuluje się, że szyfrant mógł zostać wyeliminowany przez obce służby celem zapobieżenia jego przejściu na drugą stronę z pakietem danych strategicznych. Źródła: TVN24, materiały 2010; Rzeczpospolita, 2010. MUŚ Remigiusz (~1970–2012). Technik pokładowy Jaka-40, kluczowy świadek smoleński, który zeznał, że słyszał komendę rosyjskiej wieży o zejściu do 50 metrów. Znaleziony powieszony w piwnicy własnego domu w październiku 2012 r. Zbieżność jego zeznań z podważeniem oficjalnych stenogramów czyni tę śmierć jednym z najbardziej mrocznych wątków śledztwa smoleńskiego. Źródła: Rzeczpospolita, 28.10.2012; Nasz Dziennik, 29.10.2012; WP, 28.10.2012. ROZDZIAŁ III — TROPICIELE UKŁADU Rewidenci, ekonomisici i radni uderzający w fundamenty finansowe korupcji. FALZMANN Michał (~1953–1991). Inspektor NIK, który wyizolował mechanizm drenażu majątku państwowego w aferze FOZZ. Zmarł na rzekomy zawał serca w lipcu 1991 r., dwa dni po tym, jak odsunięto go od wglądu w dokumenty NBP. Powszechne niedowierzanie w oficjalną przyczynę zgonu zdrowego 37-latka wspiera fakt serii późniejszych, nagłych zgonów innych osób zaangażowanych w ten temat. Źródła: IPN; Rzeczpospolita, 18.07.2011; Super Express, 2018. PAŃKO Walerian (1941–1991). Prezes NIK, który zginął w wypadku samochodowym na prostej drodze 7 października 1991 r. Śmierć nastąpiła zaledwie dobę przed planowanym wystąpieniem w Sejmie, podczas którego miał ujawnić raport o grabieży miliardów z FOZZ. Relacje o dźwięku eksplozji oraz późniejsza śmierć policjantów pierwszej interwencji nakazują traktować tę sprawę jako egzekucję polityczną. Źródła: Dzieje.pl — biogram; Rzeczpospolita, 08.10.1991; ToHistoria.pl. CHRUSZCZ Paweł (1987–2018). Radny Głogowa tropiący korupcję w KGHM i lokalne układy gruntowe. Znaleziony powieszony w maju 2018 r. Rodzina od początku kwestionowała samobójstwo, wskazując na ślady walki i obrażenia wewnętrzne niepasujące do mechanizmu zawiśnięcia. Źródła: Onet, 31.05.2018; Radio Wrocław, 01.06.2018. WÓJCIKOWSKI Rafał (1973–2017). Poseł Kukiz’15 i ekonomista, który zginął w wypadku na S8. Zastrzeżenia budzi wykrycie w jego samochodzie uszkodzonego przewodu hamulcowego, co śledczy zignorowali, mimo że poseł uderzał w interesy potężnych lobby hazardowych i energetycznych. Źródła: Dziennik Łódzki, 01.03.2018; Rzeczpospolita, 2017. ROZDZIAŁ IV — REPREZENTANCI NARODU Politycy i ich powiernicy posiadający wiedzę o nieformalnych strukturach władzy. LITEWKA Łukasz (1989–2026). Poseł Nowej Lewicy i aktywista, potrącony śmiertelnie przez samochód 23 kwietnia 2026 r. Wyeliminowany w momencie, gdy jego śledztwa w sprawie podziemia pedofilskiego i powiązań influencerów z lokalnymi elitami zaczęły nabierać charakteru dowodowego. Pytania o przypadkowość zdarzenia budzi nagłość wypadku na znanej mu trasie rowerowej. Źródła: Euronews Polska, 23.04.2026; Polsat News, 24.04.2026. LEPPER Andrzej (1954–2011). Wicepremier i lider Samoobrony, znaleziony powieszony w biurze 5 sierpnia 2011 r. Jego zgon nastąpił krótko po tym, jak zadeklarował posiadanie „haków” na liderów obu głównych partii. Brak listu pożegnalnego u polityka planującego powrót do gry oraz dziwny pośpiech w procedurach sekcyjnych sugerują maskowanie morderstwa. Źródła: TVN24, 05.08.2011; Rzeczpospolita, 06.08.2011; Gazeta Wyborcza, 06.08.2011. SKRZYPEK Barbara (1959–2025). Wieloletnia dyrektor biura prezydialnego PiS, zmarła 15 marca 2025 r. jako depozytariuszka najgłębszych tajemnic finansowych Nowogrodzkiej. Jej zgon nastąpił w szczycie przesłuchań dotyczących projektu „dwóch wież”, co skutecznie zamknęło prokuraturze drogę do kluczowych zeznań. Źródła: Gazeta Wyborcza, 15.03.2025; TOK FM, 16.03.2025. ADWENT Filip (1955–2005). Europoseł LPR, zmarł po tragicznym wypadku pod Grójcem, w którym zginęła niemal cała jego rodzina. Jako merytoryczny przeciwnik wykupu polskiej ziemi i integracji unijnej, stał się celem kampanii nienawiści, a okoliczności zderzenia z ciężarówką wywołują podejrzenia o celową prowokację drogową. Źródła: Archiwum Rzeczpospolita, 2005; Sejm.gov.pl. ROZDZIAŁ V — SUWERENI I IDEOLODZY Osoby kwestionujące paradygmaty państwowe, system medyczny i bankowy. BIELAWSKI Bogdan (zm. 2025). Menedżer finansowy i propagator AI w służbie prawa naturalnego. Zginął 2 listopada 2025 r. po upadku z okna. Wyizolował systemowe luki w prawie bankowym i stworzył algorytmy do unieważniania długów, co postawiło go w bezpośrednim konflikcie z najpotężniejszymi instytucjami finansowymi w kraju. Źródła: Facebook — Archiwum Suwerennych; Monitor Wolności, 03.11.2025. JAŚKOWSKI Jerzy (1948–2025). Doktor nauk medycznych i chirurg, zmarł 17 stycznia 2025 r. Jego systemowa marginalizacja za głoszenie tez o szkodliwości szczepień i depopulacji uczyniła go ikoną medycyny niezależnej. Zgon w wieku 77 lat nastąpił po okresie intensywnej działalności publicystycznej wymierzonej w koncerny farmaceutyczne. Źródła: Tygodnik Bydgoski, styczeń 2025; Wikipedia pl. ŻULIKOWSKI Michał (zm. 2025). Działacz społeczny zamordowany w 2025 r. Zdiagnozował rozległy proceder handlu dziećmi i nadużyć seksualnych w domach dziecka. Jego śmierć zablokowała ujawnienie dowodów obciążających urzędników szczebla centralnego. Źródła: Media lokalne; Raport Służb 2025. ŚLĄZAK Edwin (zm. 2025). Lider patriotycznego środowiska „Pancerni Poznań”, zmarł nagle pod koniec 2025 r. Oficjalne zatrzymanie akcji serca u sprawnego sportowca budzi niedowierzanie w środowisku, zwłaszcza w kontekście trwającej kwerendy operacyjnej wymierzonej w jego struktury. Źródła: E-Poznan, 12.2025; Komunikat klubu Pancerni Poznań
Krąży po infosferze wiele ocen dotyczących działań Stanów Zjednoczonych w Zatoce Perskiej. Nie napawają one optymizmem co do naszego najważniejszego sojusznika. Okazuje się, że włożenie wszystkich polskich jaj do amerykańskiego koszyka gwarancji bezpieczeństwa było gorzej niż zbrodnią – było błędem. Nawet już się nie mówi o gnuśności polskiej myśli strategicznej, która ugrzęzła w tym rozleniwiającym stanie. Mówi się już o konkretach, które wynikają z wydarzeń na wojnie USraela w Iranie.
A nie są one dla nas szczególnie korzystne. Nawet nie chodzi tu o konsekwencje gospodarcze, ale właśnie – geopolityczne. Jest to ważny moment już nawet nie w narzekaniu, że trzeba było wcześniej, że jest za późno; chodzi o wyciągnięcie wniosków z tej wojny, by zobaczyć, czy jej przebieg, nie mówiąc już o jej możliwym wyniku, nie pokazuje nam przypadkiem w swych rezultatach kompletnie innej sytuacji, w której przebywamy, innej niż ta, która jest kreowana przez rzeczywistość medialną.
Sojusznik bez strategii
Zajmiemy się tu dwoma tylko aspektami konsekwencji sytuacji w Zatoce, jeśli chodzi o naszą pozycję geopolityczną. Otóż wiele ośrodków polskiej analityki geopolitycznej wskazuje na co najmniej dwa aspekty słabości jaką się wykazał nasz kluczowy (jedyny?) sojusznik. Pierwsza to albo kompletnie mylny plan tej wojny, albo – co gorsza – mamy do czynienia z wersją pójścia na wojnę bez planu, albo i choćby bez planu B, który należałoby rozważyć, gdyby jednak nie zdarzył się zaplanowany cud Trumpa. Cud, który – powtórzmy to – miał polegać na tym, że po serii bombardowań poprzedzonych dekapitacją władz naród irański wyjdzie na ulice i przejmie władzę. A tu Amerykanie, którzy wyzywają ustami swego POTUSA Irańczyków od zwierząt, dali się strategicznie i militarnie ograć, wychodzi, że przez zwierzęta. Nie daje to Waszyngtonowi zbyt wysokiej oceny co do jego zdolności strategicznego planowania.
Możliwa tu jest także wersja taka oto, że strategie były, były plany A, B i C i ile tam jeszcze liter ma nowoczesny alfabet wojny, ale politycy się tego nie posłuchali. To się zdarza, i to zdarza się coraz częściej.
Przypomnę choćby tylko widowiskową, bo publiczną dyskusję Putina z szefem swojego wywiadu tuż przed drugą wojną na Ukrainie. Wywiadowca wskazał, że najechanie Ukrainy nie jest takie proste i nie skończy się – jak w wojnie pierwszej – na zajęciu zaplanowanych terenów praktycznie bez oporu. Obsztorcował wtedy Putin szefa wywiadu publicznie za defetyzm, a swoje decyzje podjął. Kto miał rację – pokazała historia. Nie pierwszy raz racje polityczne, często oparte nie na kalkulacjach celu, a raczej na dopieszczeniu ego przywódcy, przeważają nad racjami logiki wojny. Nie pierwszy raz wojskowi i służby muszą się przekonywać, że trudność ich roboty nie polega wyłącznie na skomplikowaniu materii, ale coraz częściej na tym, że ich – daj Boże – logiczne wnioski i rekomendacje są odrzucane przez wybrańców demosu. Może być i tak w przypadku amerykańskim, na co wskazują rosnące przypadki dymisji i rezygnacji wysokich funkcjonariuszy amerykańskiego ministerstwa – par excellence – wojny.
Czy tak, czy siak – mamy więc do czynienia z zapaścią konsekwentnej strategii u naszego patrona pokoju, co nie napawa optymizmem co do losów Polski. My tu sobie patrzymy na nasz wycinek mapy, ale nasi amerykańscy sojusznicy patrzą się na globus, kręcą nim jak widać bez większego opamiętania, i nasz grajdołek jest dla nich sprawą pomijalną. Należy przypomnieć, że USA opracowały na przełomie tego roku dwa dokumenty dotyczące swej strategii geopolitycznej, nad czym pochylili się ochoczo analitycy wszelkiej maści. Okazało się, że wzięto ten dokument jednak zbyt dosłownie. Kwestia zaangażowania się w rejon Zatoki Perskiej w tym dokumencie praktycznie nie istnieje, sam Bliski Wschód jest w tej strategii dla amerykanów areną mniej niż trzeciorzędną.
A tu okazuje się, że w praktyce wszystko stanęło na głowie – główne teatry tej strategii: chiński, rosyjski i europejski wymykają się kompletnie oddziaływaniu USA, tym bardziej im dłużej Stany zakopują się (i cały świat) w bałaganie strategiczno-militarnym, który same sobie zgotowały. Czyli strategie sobie, zaś działania – sobie. Skąd my to znamy? Stąd, skąd wiemy jak można latami dzielnie walczyć z pokonywaniem trudności, które samemu sobie się tworzy. I ta „tradycja” przeszła z PRL na III RP.
Nie dworuję sobie tutaj z Jankesów, ani myślę. Chodzi tylko o to, że jak mamy takiego partnera, to trudno przewidzieć w jego działaniach cokolwiek, oprócz generowania chaosu niespodzianek. Również w naszej domenie. Szczególnie jeśli chodzi o rozproszenie uwagi USA i Trumpa na wielu chaotycznych kierunkach, z których mogą korzystać (i korzystają) i Chiny, i Rosja – nieoczekiwanie główni beneficjenci wojny w Zatoce. Nasz sojusz militarny w ramach NATO z wyraźnym wycofywaniem się z niego USA jest w opałach, co narusza fundamenty naszego obszaru bezpieczeństwa, od kiedy gwarancje w tej domenie stają się coraz bardziej iluzoryczne. A ma to dla nas ważne konsekwencje, do których zaraz wrócimy.
Sojusznik bez taktyki
Drugi aspekt ujawnionej nad Zatoką słabości Stanów to kwestia czysto militarna. Wojna z Iranem pokazała, że Stany walczą jednak po staremu. Do tej pory USA walczyły głównie w asymetrii, atakując przeciwnika słabszego technologicznie i militarnie. W starym typie wojny gwarantowało im to zwycięstwo, bardziej militarne niż polityczne, i to zawsze w wojnach dłuższych i krwawszych niż zakładano, zaś ostatnio – nawet nie zapewniało to zwycięstwa militarnego, tak jak w Iraku, wcześniej w Afganistanie, wcześniej w Wietnamie czy Korei. USA nie wyciągnęły wniosków z wojny nowego typu, której przykłady mają jak na tacy, choćby na Ukrainie. Iran, jak widać, praktycznie od obalenia szacha, czyli tak z 50 lat, przygotowywał się do wojny i okazało się, że „zwierzęta” – nawet, a może właśnie dlatego że, objęte sankcjami – same wytworzyły własny przemysł militarny, rozproszoną, mozaikową strategię obrony, oraz plany obronne polegające na natychmiastowym rozszerzeniu działań na kraje Zatoki, co zapobiegło izolacji teatru działań militarnych tylko do irańskiego obszaru. Iran wojnę natychmiast umiędzynarodowił w swoim interesie, ale mógł tak zrobić tylko dlatego, że stworzył odporny i zdecentralizowany system militarnej reakcji, projekcji swej siły daleko poza własnym terenem, przypomnijmy, że w dodatku, w sytuacji sankcyjnej izolacji.
Iran doprowadził do perfekcji zarządzanie konfliktem na zasoby, stosując taktykę ekonomizacji działań wojennych. Drony za parę tysięcy dolarów są zestrzeliwane rakietami za miliony i tych ostatnich zasoby kurczą się bardzo szybko, a były te zasoby już przed wojną o dwa rzędy skromniejsze niż rakietowo-dronowe rezerwy Iranu. Przeniesienie wyścigu zbrojeń na wyścig w kosztach wojny jest fenomenem ze strony kraju o zasobach finansowych i gospodarczych o wiele skromniejszych niż amerykańskie. Widać więc, że lepiej mieć tysiące tanich dronów i rakiet, niż dwa na krzyż lotniskowce, które stają się obciążeniem dla Amerykanów, gdyż bardzo szybko przekształcają się w militarno-wizerunkowe obciążenie, sanktuaria, których trzeba bardziej bronić, niż czerpać korzyści z ich funkcjonowania.
I teraz mamy rozjazd – Amerykanie wojują po staremu, zaś świat odjechał w drugą stronę. Co najważniejsze – w tym nowym typie wojny Rosja się zaprawia na wojnie z Ukrainą. To tam mamy do czynienia z sublimacją nowych technologii współczesnej wojny. A widać, że Amerykanie tam nie zaglądają. A skąd to wiadomo? Ano stąd, że właśnie zaatakowali „po staremu” państwo, które wojuje inaczej, po nowemu. Jest głównym dostarczycielem dronów dla wojującej Moskwy, to w Iranie dopracowywały się te technologie i prace tam wcale nie ustały.
I kłopot polega dla nas na tym, że my, metodą osmozy sojuszniczej, też idziemy z naszymi militariami „po staremu”. Zamiast uczyć się od Ukraińców jak realnie wojuje się z Rosją jesteśmy bardziej kompatybilni z, okazuje się przestarzałą, amerykańską wersją prowadzenia wojny. Czekamy na dostawy „małych sanktuariów”, czyli czołgów za miliony, które na obecnym teatrze wojennym są bardziej kosztownym problemem niż elementem przewagi.
Zatoka a sprawa polska
Te dwa czynniki słabości naszego głównego (właściwie już teoretycznego tylko) dostarczyciela gwarancji bezpieczeństwa mocno rzutują na naszą sytuację. Po prostu wielokroć bardziej osłabiają naszą geopolityczną pozycję. Co do strategii amerykańskiej, i naszej z nią kompatybilności, to nie mamy tu pewności żadnej. Nie wiemy czy nam pomogą, nie wiemy czy NATO (z nimi? bez nich?) w ogóle zafunkcjonuje. Jak zaś nam pomogą, to w czym, skoro to my mieliśmy być w tym układzie armią pomocniczą, a wychodzi, że będziemy może wojskiem jedynym? Czyli z armii pomocniczej, o takich funkcjach i zasobach, mielibyśmy się stać wojskiem rdzeniowym w naszym regionie. Kto i czy pójdzie z pomocą ewentualnie zaatakowanym Bałtom? Co w takim przypadku zrobi Trump, w skrócie – na co się w ogóle umówili panowie Trump z Putinem tam na Alasce?
Tak czy siak – wiadomo: w każdym wariancie jedyne co może nas uratować, to własna siła. Mówią o tym wszyscy, ale co realnie jest robione od czasu tej konstatacji? Po pierwsze – pytanie kiedy polska racja doszła do tego genialnego wniosku, że trzeba budować własną siłę? Trzeba powiedzieć, że delikatnie mówiąc – dość późno, a nawet jak doszła do tak genialnych konstatacji, to niewiele praktycznie z tego wyniknęło. Polacy nie zrobili nic w kwestii usamodzielnienia i rozkręcenia własnych zasobów militarnych i zdolności dowódczych nawet po agresji Rosji na Ukrainę w 2014 roku. Do 2022 roku nic tu się nie działo, co dowodzi, że nasz stosunek do ewentualnej agresji Rosji jest funkcją relacji niemiecko-rosyjskich. Pierwsza wojna ukraińska została przez Niemcy „wybaczona”, właściwie się o tym nie mówiło, w nadziei, że przecież mamy Nord Stream wtedy w rozbudowie, business as usual się rozwija i nawet jak mamy rosyjski „wypadek przy pracy”, to się zdarza przecież. Skoro tak, to i u nas nikt nie bił w dzwony, by się przygotować na pewną dogrywkę.
Nawet – co trzeba zauważyć – już po rozpoczęciu się w lutym 2022 roku drugiej wojny nie za bardzo widać było jakiś namysł w polskich elitach. Postanowiono sobie zrobić abonament na amerykańskie gwarancje w kuriozalnym pomyśle, że jak będziemy w USA kupować co się da i za ile Waszyngton powie, i nie wiadomo po co, i do jakiej wojny (okazało się, że do tej poprzedniej), to Amerykanie będą nas bronili, że tak powiem „bardziej”. Trzeba przyznać, że jest to kuriozalna taktyka.
Po zamianie władzy w Polsce doszedł do tego jeszcze aspekt unijny, kiedy Komisja Europejska w swej pogoni za dodawaniem sobie funkcji państwa federalnego – wzięła się za „koordynacje” militariów w ramach Unii. Trend do budowania armii starego modelu, ciężkich i kosztownych platform, sprzeczny z kierunkami rozwoju współczesnego pola walki właśnie dostał finansowe wzmocnienie. Wielkie konglomeraty militarne, tak jak i te amerykańskie, muszą zarobić na swoich kosztownych zabawkach. Jest to skrajnie odległe od sprawdzającej się właśnie strategii, rozproszonej w produkcji i w działaniu, tej na wzór modelu ukraińskiego, która przez to jest odporna na ataki, minimalna kosztowo i innowacyjna. Tak że, jeżeli już, to będziemy budować swoją siłę na wojnę, która już nie istnieje.
Nie pierwszy raz sprawdzi się powiedzenie, że generałowie przygotowują się do minionych wojen, zaś wygrywają je ci, którzy zaplanują wojnę nową, w oparciu o analizę przebiegu wojen poprzednich. Teraz te błędy staja się udziałem bardziej polityków, niż generałów.
Dlaczego Putin nie atakuje?
I wróćmy znowu do naszych konsekwencji słabości Amerykanów ujawnionych w Zatoce. W ich wyniku – jak próbowaliśmy tu opisać – nasza sytuacja pogorszyła się i strategicznie, i militarnie. Wszyscy geopolitycy martwią się, że Polska znajduje się w okienku, w którym leżymy na łopatkach. Stany okazały słabość strategiczną i militarną, NATO odjeżdża w niebyt, nawet do starej wojny nie jesteśmy przygotowani, bo nasze zasoby zużyły się na Ukrainie, zaś nowe jeszcze nie dojechały. W dodatku nawet dostawa tego sprzętu do „starej” wojny może się jeszcze opóźnić z powodu zamieszania w Zatoce oraz innych niż żeśmy się spodziewali priorytetów Waszyngtonu, który raczej ściąga ze świata sprzęt na wsparcie Izraela, niż dostarcza go światu. Armię mamy w przebudowie – znowu – i to według zdezaktualizowanych technologicznie i geopolitycznie założeń. Jest więc słabo.
I teraz trzeba powiedzieć sobie ważną rzecz, która może pozwoli nam nie tylko zaktualizować nasze filary obronności, wręcz rację stanu, ale narazi mnie osobiście, i Was, świadków tej pisaniny, na zarzut onucyzmu. Oto bowiem, skoro o naszej (mam nadzieję, że chwilowej) słabości wiedzą i mówią już wszyscy, to znaczy, że wie o tym i Rosja. Dlaczego więc nas nie atakuje, skoro jesteśmy tak słabi? Lepszej okazji nie można sobie wyobrazić. A przecież świat narracyjny pełen jest ostrzeżeń o przemyślnej krwiożerczości Putina, który tyko czeka by… No to doczekał się, i co?
Ok, przyjmijmy, że ma ci on, ten Putin, jakieś powody, dla których nie korzysta z okazji. Spróbujmy je wymienić. Po pierwsze może tego nie robić, bo przecież jest w coraz bardziej kosztownej, gdyż przewlekłej, wojnie z Ukrainą. To wojna na zasoby, w tym ludzkie, a więc Putin może nie chcieć otwierać sobie nowego frontu, tym razem z jeszcze nie wiadomo jak żywotnym NATO. Ale to argument słaby, gdyż – tak uważam – jeśliby Rosja zaatakowała np. Bałtów lub Polskę to ziściłaby się tu, nie jak na Ukrainie, idea szybkiej operacji wojskowej. Patrząc się bowiem na nasze zasoby i dotychczasowe reakcje na kilka styropianowych dronów, to dalibyśmy się rozjechać w parę dni.
Drugi powód braku rosyjskiej agresji może być oto taki, że tak się Putin umówił z Trumpem na Alasce. Ale to argumenty dla… Polaków, którzy wierzą, jak widać nie nauczeni swoją własna historią, że paktów się przestrzega, nawet kiedy te przeczą interesom którejś ze stron. Trump jednak dowiódł swej słabości militarno-strategicznej, głównie zaś tego, że jego uwaga jest kompletnie gdzie indziej i prawdopodobnie nie mrugnąłby okiem, gdyby np. Putin ruszył na Bałtów czy Polskę.
Okazało się bowiem, że bazy amerykańskie wcale nie odstraszają – przeciwnie: przyciągają ataki, zaś jak dowiodły scenariusze z Zatoki, atakowany amerykański personel jest ewakuowany z baz i rozśrodkowywany… po hotelach. Zaś co do naszych innych niż amerykańskich sojuszników, to kto będzie chciał ginąć w obronie estońskiej enklawy Narwy, tak jak ich przodkowie 80 lat temu nie chcieli ginąć za Gdańsk? I wiedząc to Putin nie atakuje…
Trzeci powód może być taki, że tej wojny nie chcą Chiny. Te uważają, że zyskują na stanie obecnym, siedząc na górce i przyglądając się miotającej się po globusie resztce amerykańskiej potęgi. I mają rację – nie wyprztykując się z zasobów (no, może lekko, powspierając materiałowo Rosję, czy ostatnio Iran) czekają spokojnie i budując własną siłę mogą doczekać się zmian na swoją korzyść bez jednego wystrzału. Ot, taki Tajwan może im wpaść jak jabłuszko do fartuszka bez trzęsienia nawet drzewem militariów. Po prostu Tajwan jak widzi, że tromtadrackie gwarancje amerykańskiego bezpieczeństwa to tylko nieszczęścia sprowadzają, to będzie wolał się bardziej dogadać z Chinami na jakąś formę autonomii, niż opuszczony przegrać wszystko. A więc Chiny mogą nie chcieć, by Putin najeżdżał Europę Wschodnią. Kłopot w tym, że Pekin też i nie chciał, i nie chce za bardzo, tej wojny na Ukrainie. Xi nie chciał, ale Putin i tak tę wojnę zrobił. I co? I nic? Może i tym razem postąpić jak chce, gdyby chciał zaatakować, ale jednak tego nie robi.
Wersja ruskiej onucy
I teraz dotarliśmy do clou tych rozważań. Przyjmijmy kolejną, obrazoburczą dla nakręconego polskiego podżegactwa hipotezę: a może Putin po prostu nie chce wojny z NATO, z Polską, Bałtami? Spróbujmy się z tym zmierzyć, zwłaszcza dlatego, że wygląda to na tezę onucową, co wynika z narracji, która każe nam wszelkie posunięcia Moskwy interpretować jako znaki agresji, jak nie obecnej, to na pewno przyszłej. Tym bardziej trzeba to zrobić, kiedy nikt tej możliwości nie bierze pod uwagę.
Po pierwsze – po co Putinowi wojna, nawet błyskawiczna, w naszym regionie? Co miałby zyskać? Zwłaszcza teraz, kiedy ma super okazję, i z niej nie korzysta? No właśnie, powie ktoś, co za dureń pyta się tu co miałby mieć złodziej z kradzieży? Złodziej, jak Putin, nie pogardzi żadnym kąskiem, Putin sam zaś obiecywał powrót do Związku Radzieckiego i rosyjskich wpływów, także w naszej, a może przede wszystkim, części Europy. Nawet potwierdził to w oficjalnym stanowisku tuż przez drugą wojną ukraińską. Zgoda – Putin miałby korzyści z wzięcia nas pod but, ale czy koniecznie musi to robić poprzez wojnę? Pokazał nawet w III RP, że środki militarne nie są tu koniecznością, by opodatkowywać swoją wirtualną polską kolonię w cenach energii i pilnować tego biznesu przez polską agenturę wpływu. Rosja miała wiele obrywów z Polski, ma je do dziś, kiedy i tak kupujemy ruską energię, tyle, że ubraną czasami w nalepki pośredników.
To znowu stare myślenie: przeniesienie byłych motywacji, skrzywione terytorialnymi harcami Rosji na Ukrainie. W kwestii terytorialnej w przypadku Ukrainy sprawa jest zrozumiała. Romanse Ukrainy z osmatycznym przysuwaniem się NATO do granic Rosji zostały przez nią zauważone, cała reszta to zasoby – rolnictwo, dość dobrze postawiony przemysł, liczenie, że brakujące rosyjskie zasoby ludzkie uzupełni ukraińska słowiańszczyzna. No, tu jest po staremu: liczy się ziemia i władztwo.
Ale czy zaprawdę Rosja będzie chciała tak samo zaatakować i okupować Najjaśniejszą? Raz, że w kwestii okupacji (bo nie agresji) byłoby to wojskowo trudne. Dwa – tu raczej nie chodzi o terytorium, bardziej dostęp do zasobów, zaś kwestie szerszego dostępu do Bałtyku da się Moskwie załatwić przez Bałty, albo i z Bałtami. Tak jak z Polską.
Bo – po trzecie – jak się zwiną, a już to robią, Amerykanie z naszego regionu i nie wejdą zbrojnie w obronie wschodniej flanki, tym bardziej nuklearnie, to Polska, jeśli jest rozsądna, będzie się musiała dogadać z Rosją, bo nic innego jej nie pozostanie. Wie o tym, ba – chyba liczy na to i Trump. Nasze okienko niemożności będzie otwarte na oścież, pozycja będzie słabła i trzeba będzie zjeść własny język i wielu polskich polityków (nie po raz pierwszy) będzie musiało dokonać piruetu o 180 stopni.
Pomoże nam w tym… Unia jako narracyjna tuba w rzeczywistości eksponowania interesów niemieckich. Niemcy w swej strategii są skazani na powrót z Rosją do business as usual. I aktów do tej pory niewyobrażalnych, takich jak porozumienie z Rosją, dokona za nas, bo nie w naszym imieniu, Unia. My się będziemy tak trochę opierali, gniewali, ale konieczność historyczna zostanie wytłumaczona nam po marksistowsku, że inaczej być nie może. I Rosja dostanie co chciała, bez jednego wystrzału, bez zajmowania terytorium. Putin, jak każdy satrapa starej daty, dybie na ziemie, bo tylko one dają mu pewność władztwa, że się tam siedzi i namiestnikami zgarnia daniny. Ale to – jak widać – Putin może osiągnąć bez jednego wystrzału. Uczy się od Chińczyków.
Putin lubi projekt unijny, bo w ten sposób zarządza kontynentem za pomocą dealu z Niemcami, a inaczej to by się biedaczek musiał męczyć z każdym państwem osobno. A więc będzie hołubił formaty unijne, zwłaszcza te dążące do federalizacji Europy. Putin też chce mieć ogarniętego sojusznika w osobie niemieckiej Unii, bo po co ma tam ktoś Berlinowi skakać i wsadzać kij w szprychy rozpędzonego tandemu Rosja-Niemcy? Do tego nie trzeba wcale żadnej wojny, tylko – jak można się nauczyć na przykładzie Chin i Tajwanu – trzeba poczekać aż pokojowo, przy zielonych stolikach świat się ułoży na nowo, z uwzględnieniem interesów Rosji. A o te coraz częściej zabiegają oba rywalizujące ze sobą mocarstwa – Chiny i USA – a więc rosyjska panna na wydaniu będzie mogła wybierać pomiędzy darami przyniesionymi przez kandydatów do jej geopolitycznej ręki.
Konsekwencje pomyłki, a może zafałszowania?
Jeśli tak jest, że Putin, by mieć pod sobą Polskę, nie szykuje się wcale do wojny, to taka pomyłka w naszych kalkulacjach ma wielkie znaczenie dla naszej pozycji. Wiadomo, że zbrojenia są potrzebne, co już ustaliliśmy, do budowania naszej siły, ale to oznacza w tej sytuacji, że nasza strategia powinna wyglądać inaczej.
Po pierwsze – powinniśmy się jednak szykować do innej, nowoczesnej wojny, po drugie – wcale nie skończy się to na tym, że naszym JEDYNYM wrogiem w regionie zostanie Rosja. Po trzecie – osłabiamy się tymi wszystkim SAFE’ami, z których będzie tyle co z KPO, czyli kupa forsy pójdzie w korporacyjne błoto, zadłużymy pokolenia zaś efekt będzie znikomy.
Czy to jest w interesie Rosji? Paradoksalnie – tak. Bankructwo Europy w celu przygotowań do wojny, której nie będzie to super prezent dla Rosji. No, chyba, że awanturnictwo europejskich podżegaczy dojdzie do poziomu agresji napastniczej na Rosję, co zresztą pozostaje wciąż poza zasięgiem naszych decyzji, bo my przy takich stolikach nie siedzimy, zaś o naszej mięsoarmatniej roli w ewentualnej agresji dowiemy się na końcowej odprawie, czyli pierwszej, w której będziemy uczestniczyli.
Jeśli Putin nie chce nas zaatakować, bo i tak weźmie co chce, to trzeba się skupić niekoniecznie na kupowaniu armat, ale na zapobieżeniu takiej możliwości, że weźmie nas przy jakimś stoliku i koniec balu, panno Lalu. A tu leżymy na łopatkach: to że nie mamy własnej siły to banał, ale nawet nie wykorzystujemy naszego istniejącego potencjału. A od tego jest przecież dyplomacja, w niektórych krajach rozgrywana nawet ponad poziomem własnego potencjału. My się zajmujemy straszeniem szczerbatych dzieci kremlowskimi sucharami. Z jednej strony jakieś durne memy, z których oprócz bezsilnej szydery nic nie wynika, z drugiej strony – budowana bariera onucowości, która dzieli Polaków na dwie części, które zamiast wspólnie rozwiązywać realne problemy, zajmują się wyścigiem kto bardziej walnie (oralnie) w Putina i zarzucaniem tym drugim, że są jego przyjaciółmi. No, wymarzona sytuacja samoobsługi dla Moskwy. Tylko siedzieć i patrzeć jak to się samo robi. Po co więc strzelać – jak mówiłem – po co trząść militarnie polskim drzewem, skoro widać jak jabłuszko sobie dojrzewa i zaraz wpadnie do koszyka? Całe i gotowe.
A w kwestii dyplomacji jesteśmy jak w starym kawale pt. „dlaczego kobiety nie są gremialnie ministrami spraw zagranicznych?” Odpowiedź jest prosta – bo wszystkie sąsiednie państwa byłyby zaraz pogniewane. A my jesteśmy właśnie pogniewani ze wszystkimi. Nawet nie tylko z sąsiadami, ale i z odległymi mocarstwami. Nie zarządzamy więc nawet tym małym i obniżającym się potencjałem jaki mamy obecnie.
Dlaczego tak jest to już osobna sprawa, ale widać, że brakuje nam dwóch rzeczy – ponadpartyjnej racji stanu (zrealizowała się tylko ta na taktycznym poziomie, czyli przynależności do Unii i NATO, co okazało się rozleniwiająco zwodnicze) oraz – po drugie – jesteśmy, poprzez swój system politycznej podległości, poddani procesom zewnątrz-sterowności – po prostu polska klasa polityczna jako całość realizuje interes polski na minimalnym poziomie zapewniającym reelekcję któremuś z plemion, zaś generalne decyzje, a zwłaszcza ich brak, to już emanacja interesów zewnętrznych.
Zmiana priorytetów?
A więc kiedy cię, przedszkolaczku, pani wychowawczyni będzie straszyć w telewizorni nieuniknioną wojną z Rosją zastanów się – po co Putin miałby to robić, jak już praktycznie tę wojnę wygrywa? I czy ta wojenna panika, to bujanie się od wyzywania Putina od debili, państwa rosyjskiego od kupy bajzlu i korupcji zaś z drugiej strony straszenie wszechmocą agresji Rosji – czy to wszystko nie stoi jednak na nielogicznych fundamentach, opartych na piasku sterowanych emocji? Mamy być z jednej strony przestraszeni nieuniknioną niemożnością, z drugiej – gotowi na odparcie Rosjan. Przyzwyczaja się więc Polaków tą wciskaną agresją Putina do różnych scenariuszy, z których napaść ze strony Moskalików wcale nie jest wersją najbardziej prawdopodobną.
Bardziej już ziszczą się scenariusze militaryzacji budżetu nie tylko Unii, ale wszystkich krajów członkowskich w celu przygotowań do wojny, której możliwość się (tylko medialnie, również za pomocą manipulacji rosyjskich) pompuje, zaś do której wcale nie musi dojść. Co wtedy poczniemy z armią europejską, która ani sama nie zostanie zaatakowana, ani sama się na wojnę nie wybierze? Pod dowództwem niemieckim, co już widać po obsadzaniu wszelkich taktycznych związków europejskich? Może pałę praworządności, to warunkowanie suwerenności państw europejskich, trzeba już zamienić na militaria i tak dyscyplinować niewątpliwe zamieszanie, które szczególnie w Unii, będzie narastać, zwłaszcza w procesie jej federalizacji? Zawsze można przecież będzie wysłać z Brukseli kilku rezunów pod adres polityka, który nam się nie podoba, lub spacyfikować całe kraje, by uznać ich ambicje secesji z Unii, za próby rozbicia integralności projektu federacyjnego (czytaj: państwowego), co uzasadnia każdą, nawet militarną reakcję. Pamiętajmy, że pierwsza próba stworzenia armii europejskiej skończyła się na proteście Francji, że projektowane mundury nowej armii nazbyt przypominają te wehrmachtowskie.
I zakładając onucowo, że Putin to wszystko wie i widzi, my zaś podniecamy się jego potencjalną, jak to mówią kinetyczną, agresją, to koleżka na Kremlu musi mieć niezły ubaw. Wcisnął, tylko za pomocą narzędzi dezinformacji, Paljaczyszkom bajkę o Żelaznym Wilku, że wisi ci on nad ta Polską dniem i nocą, po to byśmy patrzyli na karabiny, nie na własne interesy.
I tak tu sobie pewnie dożyjemy tych czasów, kiedy naprawdę się okaże, że skoro Putin ma obecnie super okazję, z której nie korzysta, to nie znaczy, że nie chce jej wykorzystać – zrobi to i robi, ale może innymi niż militarne środkami. Na nic nie wyda, oprócz na podniecanie pożytecznych idiotów idących w miliony, my zaś wyprztykamy się resztek kasy na uzbrojenie, którego jedną część rozdaliśmy, zaś drugiej nigdy nie użyjemy. A i tak – przez taką fałszywą identyfikację źródeł naszego położenia – wpadniemy do rosyjskiego koszyka. Bez jednego wystrzału do i ze strony naszej niezwyciężonej armii.
I może jest jak u Stirlitz’a z jego kombinatoryką – jeśli my wiemy o swej słabości i Putin też o niej wie i nie atakuje, to trzeba się zastanowić nad tym fenomenem. Ale jeśli my podejrzewamy, że Putin nie atakuje, bo ma inne plany, to oprócz nas wie o tym spora część polskiej klasy politycznej. A skoro tak jest, to dlaczego nasi wciąż dmą w trąby diabelskiego miksu tromtadractwa i jednocześnie paniki?
Myślę, że to wojenna implementacja… doświadczeń kowidowych. Po prostu pandemię zastąpiła wojna, zaś wirusa – Putin. Cała reszta pozostał taka sama. Antyszczepionkowych szurów zastąpiły tylko ruskie onuce, z tą tylko różnicą, że pandemicznych foliarzy można było poznać na ulicy po niemaniu maseczki, ale żeby wykryć ruską onucę, to trzeba się jednak trochę natrudzić. Pod pretekstem mniemanego zagrożenia i tym razem władza przechodzi kolejne granice swej samowoli, wyposażona w coraz ściślejsze narzędzia kontrolne – wreszcie: w cieniu dętej paniki pozadłużaliśmy się na pokolenia, po to by zarobił ten, kto miał zarobić. I co, za pandemii przyszedł wirus i wszystkich popędził na cmentarz? A skądże! Może i teraz ta wojna jest dęta jak ten COVID, o czym – jak z wirusem – przekonamy się po czasie i to tylko w przypadku osób wypatrujących konsekwencji swych decyzji, a raczej zaniechań. Może i z Putinem nie będzie tak źle jak było i z wirusem, który – przypomnijmy – wedle oficjalnych danych został sztucznie wytworzony. Może i ten strach przed wojującym kagiebistą z Kremla powstał także w sposób sztuczny, tyle, że nie w laboratorium chemicznym, ale w jakimś laboratorium, gdzie pichci się i testuje wirusy narracji? Wszystko więc zmierza do kolejnych kroków wiodących ku apokalipsie „nowej normalności”. Zmieniają się tylko straszydła.
W momencie, kiedy wszystkie media analizują i opisują wczorajszy, kolejny nieudany – autentyczny, czy sterowany przez FBI – zamach na Donalda Trumpa, era irańskich ustępstw dobiegła końca. Także era amerykańskich dyktatów dobiega końca.
Karykatura autorstwa jemeńskiego artysty Kamala Sharafa poświęcona strzelaninie podczas kolacji korespondentów Białego Domku.
Iran wyszedł z 40-dniowej wojny, która została mu bezprawnie narzucona, nie jako strona zdyscyplinowana i łapiąca oddech, lecz jako niekwestionowany zwycięzca decydujący o losach wojny. Obecnie przewaga militarna i polityczna należy do Republiki Islamskiej, a warunki wszelkich przyszłych starć będą dyktowane odpowiednio – nie przez Waszyngton, nie przez nieudanego agresora, lecz przez stronę, która obroniła się i odniosła zwycięstwo. Po porażce na polu bitwy i porażce przy stole negocjacyjnym wróg uciekł się do wojny psychologicznej – tworząc iluzję wewnętrznego rozłamu wśród irańskich urzędników. Ta sztuczka również nie zdała jedynego testu, który się liczy: realiów na miejscu.
Irański parlament ustanowił nowe reguły dotyczące Cieśniny Ormuz:
Irański rial (IRR), jest walutą, w której będą uiszczane opłaty za przepływ przez cieśninę;
Wszystkie umowy muszą zawierać nazwę Zatoka Perska;
Statki krajów, które były lub są w tę wojna zaangażowane, muszą dodatkowo zapłacić odszkodowanie.
Ponadto Iran ogłosił, że Cieśnina Ormuz będzie całkowicie zablokowana do czasu, kiedy zamrożone z powodu sankcji USA 11 miliardów dolarów, będące własnością Iranu nie zostaną zwrócone.
Nie będzie też żadnych dyskusji, także na temat złagodzenia sankcji. Nieudolnie przeprowadzana amerykańska blokada irańskich statków w Zatoce Omańskiej musi zostać zakończona. Minister Spraw Zagranicznych Iranu Abbas Araghtschi ogłosił ultimatum: jeśli w ciągu 48 godzin te warunki nie zostaną spełnione, nastąpi koniec zawieszenia broni.
Zawieszenie broni i tak już wygasło. Są prowadzone jedynie rozmowy na temat ewentualnych rozmów…
Jest to nowa sytuacja, przed którą stoją Stany Zjednoczone. To nie agresor stawia warunki, lecz strona zaatakowana. Na nic się przyda największy na świecie budżet militarny, kiedy ma się do czynienia z mądrzejszym i dobrze przygotowanym przeciwnikiem.
Sytuacja w bunkrze Białego Domku jest znacznie gorsza niż ta propagowana przez Trumpa konfabulacja na temat irańskich władz.
Wysoko postawiony urzędnik Białego Domu zasugerował, że dyrektor FBI Kash Patel może być kolejną wysoko postawioną postacią, która opuści administrację, w związku z rosnącymi obawami dotyczącymi wewnętrznej niestabilności i rosnącą liczbą kontrowersji. Źródło.
Wstawiony Kash Patel.
Karoline Leavitt – rzeczniczka prasowa Białego Domku – ma w maju termin porodu i dlatego opuści na jakiś czas szeregi administracji Trumpa. Nie będzie łatwo znaleźć drugą osobę, która potrafiłaby tak jak ona lawirować, odpowiadając na pytania dziennikarzy. Krążą słuchy, że zamiast niej będą występować osobiście pan prezydent i jego zastępca.
„Dzisiaj wieczorem padną strzały”. Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt subtelnie zapowiada wydarzenia, które miały nastąpić podczas kolacji korespondentów Białego Domku. Źródło: Telegram 26.04.2026 r. 04:00.
Tak, ona doskonale przewidziała najbliższą przyszłość. Jednak Albert Einstein jeszcze lepiej opisał dzisiejszą sytuację na szczytach władzy w USA:
Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Były analityk CIA: Krótki komentarz na temat strzelaniny podczas kolacji korespondentów Białego Domu… Trump nadal wysyła sprzeczne sygnały w negocjacjach z Iranem
Dyskusje o ewentualnym wznowieniu ataków na Iran zostały przyćmione przez samotnego strzelca – podobno 31-letniego nauczyciela z Kalifornii – który przechadzał się korytarzami hotelu Washington Hilton, gdzie odbywała się kolacja Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu. Kolacja ta była w przeszłości nazywana „Balem Kujonów”. Strzelec nie wszedł na salę balową. Został postrzelony przed salą balową po tym, jak zranił funkcjonariusza organów ścigania, który mógł sprawdzić skuteczność jego kamizelki kuloodpornej.
Media przedstawiają to wydarzenie jako kolejną próbę zamachu na Donalda Trumpa, mimo że napastnik został obezwładniony i aresztowany w holu przed obiektem. Biorąc pod uwagę skąpe informacje na temat dwóch poprzednich prób zamachu na Trumpa – w Butler w Pensylwanii i w klubie golfowym Trumpa na Florydzie – zrozumiałe jest, że niektórzy – w tym ja – zastanawiają się, czy ta strzelanina była prawdziwa, czy sfingowana. Musimy poczekać i zobaczyć, czy Biały Dom wykorzysta to wydarzenie w nadchodzących dniach, aby uzasadnić nową politykę lub działania administracji Trumpa. Może atak na Iran?
[na dole wkleję śmieszne filmiki o tym „zamachu”. Żałosny brak profesjonalizmu u wykonawców.. md]
================
A propos Iranu: Donald Trump nadal zachowuje się nieprzewidywalnie. Wystarczy spojrzeć na jego wypowiedzi z ostatnich dwóch dni.
24 kwietnia 2026 r. (piątek) prezydent Trump złożył szereg oświadczeń dotyczących trwających rozmów o zawieszeniu broni i pokoju między USA a Iranem, w kontekście kruchej sytuacji powojennej z atakami, blokadą morską i problemami wokół Cieśniny Ormuz:
W rozmowie telefonicznej z agencją Reuters stwierdził, że Iran przygotowuje ofertę mającą na celu spełnienie żądań USA. Powiedział: „Składają ofertę i zobaczymy”, ale dodał, że nie zna jeszcze szczegółów.
Zapytany o partnerów negocjacyjnych w Iranie, odpowiedział: „Nie chcę tego mówić, ale rozmawiamy z ludźmi, którzy obecnie sprawują władzę”. Wcześniej wyrażał niepewność co do irańskich przywódców i faktycznej dynamiki władzy.
Biały Dom ogłosił, że specjalni wysłannicy Steve Witkoff i Jared Kushner udadzą się do Pakistanu następnego dnia (25 kwietnia) na rozmowy, w których Pakistan będzie pośredniczył, podczas gdy wiceprezydent J.D. Vance pozostanie w gotowości. Sekretarz prasowa Karoline Leavitt mówiła o „pewnych postępach” po stronie irańskiej.
25 kwietnia 2026 r. (sobota) Trump odwołał planowaną podróż wysłanników po tym, jak irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi opuścił Pakistan bez bezpośrednich rozmów ze Stanami Zjednoczonymi:
W serwisie Truth Social ogłosił odwołanie, krytykując długą podróż (np. około 18-godzinne loty) i stwierdzając, że nie warto podejmować bezproduktywnych rozmów. Podkreślił, że Stany Zjednoczone mają potężną siłę nacisku („Mamy wszystkie karty”) i że Iran może po prostu skontaktować się z nimi, jeśli sprawa jest poważna.
W rozmowie z reporterami (np. Fox News), powtórzył, że nie wyśle swoich przedstawicieli, aby „siedzieli i rozmawiali o niczym”, twierdząc, że Iran powrócił z „znacznie lepszą” ofertą po początkowym odrzuceniu. Zbagatelizował możliwość natychmiastowego wznowienia konfliktu.
W ciągu ostatnich 48 godzin Trump zaprzeczył sam sobie. W piątek twierdził, że oferta złożona przed odwołaniem była niewystarczająca („kawałek papieru, który powinien być lepszy”, „oferował wiele, ale niewystarczająco”). Jednocześnie stwierdził, że Iran przesłał „znacznie lepszą” propozycję w ciągu około dziesięciu minut od ogłoszenia odwołania. Kluczowe jest jednak to, że Iran przedstawił tę samą listę żądań, którą przedstawił Trumpowi już dwa tygodnie wcześniej. Trump przedstawił odwołanie rzekomego spotkania w Islamabadzie jako skuteczną taktykę nacisku, która natychmiast przyniosła lepsze warunki – jednocześnie uzasadniając odwołanie, twierdząc, że pierwotna oferta była kiepska.
To nie jest sprytna strategia negocjacyjna, to farsa.
PRESIDENT TRUMP: „One officer was shot, but saved by the fact that he was wearing a obviously a very good bulletproof vest.” „He was shot from very close distance with a very powerful gun, and the vest did the job.” „I just spoke to the officer and he’s doing great.”
PRESIDENT TRUMP: "One officer was shot, but saved by the fact that he was wearing a obviously a very good bulletproof vest."
"He was shot from very close distance with a very powerful gun, and the vest did the job."
Here is the clear evidence of the faked show tonight Right before Trump is rushed off stage… a man holds up a card. It looks like he may have been signaling something to another person. One second later, Melania reacts with an exaggerated fake expression of horror on her face. Did you get it or not yet…
⛔️Here is the clear evidence of the faked show tonight ‼️ ⛔️ Right before Trump is rushed off stage… a man holds up a card‼️ ⛔️It looks like he may have been signaling something to another person‼️ ⛔️One second later, Melania reacts with an exaggerated fake expression of horror… pic.twitter.com/jcxXXz9pA8
Oburzające? Obrzydliwe? A właściwie dlaczego? Dlaczego nie, skoro przyjmujemy bezkrytycznie każdą bzdurę z Zachodu czy, ściślej, z Unii Europejskiej, w pakiecie z całą progresywną nowoczesnością. Krok po kroku, stopniowo, „etapowaniem”, bo ciemny naród nie rozumie, że są standardy europejskie, a jeśli chcecie być Europejczykami, to musicie zacisnąć zęby i na wszystko się zgadzać. Choć wyszły już różne bzdury proponowane przez UE, to ma być tak jak było i mają rządzić ci, co rządzą. Można na to odpowiedzieć, że UE propaguje różne wątpliwe sprawy, ale przecież nie pedofilię, a podobne oskarżenie to już prowokacja i atak na UE, a według panującej politycznie logiki dwubiegunowej (jest też choroba dwubiegunowa), to już podejrzenie czy nawet oskarżenie o ruską agenturę. Co, że przesadzam? Przyznaję, trochę fauluję, ale w dobrej wierze…
Szło, szło i doszło
Dobrze, pozostaje jednak pytanie, czy te ostatnie u nas przestępstwa zbrodniczej pedofilii to pojedyncze tylko przypadki kryminalne, które, jak w podobnych wypadkach powiada się dość szpetnie, zdarzały się (tak, od czasów biblijnej Sodomy i Gomory), zdarzają i będą zdarzać – czy to jednak jakieś szersze zjawisko, które powinno niepokoić i zastanawiać. Od wielu lat przewidywano, że mogą do nas trafić zatrute owoce niewinnej kiedyś rewolucji obyczajowej na Zachodzie, rozwijającej się w rozmaite ideologie lewicowo-liberalne, ruchy mniejszości seksualnych, całkowicie niepojętą teorię czy już ideologię Gender, a w końcu wpływowe lobby finansowe, przemysł medyczny, farmaceutyczny, pornograficzny. Sam pisywałem o tym od ponad dziesięciu lat także na tych łamach. Wymienię co wymowniejsze tytuły: „Zły dotyk pedofilii” (2019); „Państwo będzie molestować dzieci?” (2019); „Nowa krucjata dziecięca” (2015); „Erotomania polityczna (ale nie globalna)” (2019); „Bezpłodna rewolucja, czyli jak powstawała ideologia Gender” (2015); „Nowa, eugeniczna utopia” (2015). Można je jeszcze znaleźć w mojej książce Czy to Polska właśnie? Publicystyka 1989-1922.
To wszystko była wielka fala przemiany obyczajowej, kulturowej, w końcu cywilizacyjnej, idąca od końca lat 60, najpierw jako kontestacja polityczna i pacyfistyczna (w tle wojna w Wietnamie i konkurencja USA – ZSRS), która przyniosła także szkodliwe skutki w postaci rozpadu pewnego podstawowego systemu wartości właśnie zachodnich, stopniowego rozkładu więzi ludzkich z rodziną włącznie przez dowolność związków, łatwość rozwodów, propagowanie aborcji jako prawa kobiety , a z czasem jako prawa człowieka. Rewolucja mająca przynieść więcej wolności i swobód ogólnych skończyła się radykalną rewolucją seksualną z wpływami mniejszości seksualnych, powstaniem wielu ideologii, takich jak fantastyczna zupełnie Gender, która była przedstawiana jako naukowa teoria o pochodzeniu płci człowieka, a przecież wygląda na jakiś wydumany koncept. Według tej „odkrywczej” nauki, płeć człowieka nie jest faktem biologicznym danym każdemu człowiekowi od urodzenia (a może i poczęcia), lecz konstruktem, jak powiadają, społeczno-umysłowym powstającym dopiero w trakcie rozwoju i pod wpływami zewnętrznymi, społecznymi czy rodzinnymi, później zaś staje się ona przedmiotem osobistego wyboru. A więc człowiek dopiero z czasem dochodzi do posiadania owej płci, której wcześniej niby nie miał, a jeśli odczuwa jakiś konflikt z płcią otrzymaną na początku, przecież jako mężczyzna czy kobieta, to może ją sobie zmienić (medycznie). Karkołomne, prawda? Dawni dialektyczni marksiści spod znaku Manifestu Komunistycznego i socjalizmu właśnie ‘naukowego’, jak twierdzili, nie umywają się do takiej kopernikańskiej rewolucji płciowej, czyli właśnie genderowej.
W konsekwencji tej ideologii mamy najnowsze teorię transeksualizmu i całkiem popłatną praktykę medyczną, lobbująca na rzecz zmiany płci. Co o tym myśleć, jeśli w ogóle myśleć, bo to aberracja umysłowa i naukowa, czyli taka paranauka i właśnie czysta ideologia. Przecież wyśmialiby to nawet wspomniani marksiści i materialiści, że to typowa idealistyczna nauka burżuazyjna, bo w niej materia, czyli też ciało zaczyna się od jakichś idei, myśli, świadomości . Ale tak właśnie w końcu nie marksiści a seksualiści zmieniają świat, ignorując samą naturę, którą z drugiej strony, w pakiecie lewicowo-ekologicznym idealizują.
Pedofilia postępowa?
Z konieczności trochę historii. Pierwszym decydującym krokiem w rewolucji seksualnej była decyzja amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego z lat 70., by usunąć homoseksualizm z listy dewiacji seksualnych i uznać go za jedną z wielu orientacji seksualnych. W ślad za tym poszły zmiany prawne i dalsze żądania, czyli zrównanie związków homoseksualnych z rodziną, nabycie jej praw, a wkrótce i przywilejów w rodzaju możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Pedofilia jest więc przeważnie związana z tolerancją, a zwłaszcza promocją homoseksualizmu jako równą innym orientacją seksualną. Z całego, swego rodzaju pakietu, który tworzy się wokół ideologii LGBT+Gender pedofilia nie została całkiem wykluczona, powoli była dopuszczana, tolerowana, uznawana stopniowo za kolejną orientację seksualną.
To właśnie wspomniane amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, które normalizowało homoseksualizm, zaczęło dopuszczać także pedofilię jako należącą do całego „bogactwa ludzkiego seksualizmu”, jako specyficzną miłość do bliźnich, zwłaszcza maluczkich. Dopiero protesty wielu lekarzy seksuologów powstrzymały ostatecznie decyzję o normalizacji pedofilii. Niepodważalne w Ameryce autorytety psychoanalityczne torowały jednak nadal tę, jak głoszono, drogę poszerzania ludzkiej wolności i miłości.
Że tak to postępowało, może przekonywać kampania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która przejęła standardy dotyczące pedofilii i zaczęła propagować wychowanie seksualne dzieci od lat 4 (słownie czterech) ze szczegółowymi instrukcjami, jak je przeprowadzać. Miało ono rzekomo zapobiegać molestowaniu dzieci, ale jak jednak miało się to odbywać w praktyce wobec tak małych dzieci, które nie posługują się jeszcze intelektem i wiedzą, ale odbierają świat w bezpośrednim obcowaniu z najbliższymi ludźmi, to pozostawiono już praktykom owego wychowania, organizacjom, które zaczęły ingerować w wychowanie dzieci, głównie w programach szkolnych i szkolnych zajęciach.
Dowody?
Żeby nie być gołosłownym, posłużę się paroma cytatami z publikacji, przypominających początki seksualizacji, wychodzącej w Ameryce głównie z kręgów psychoanalizy Zygmunta Freuda, która zapanowała tam jak marksizm w Europie. To takie postacie jak Wilhelm Reich, Alfred Kinsey, autor znanego Raportu Kinseya, którzy propagowali ‘wyzwolenie seksualne’ spod panujących norm i obyczajów, a później także psycholodzy i psychoterapeuci z kręgu nowszej tzw. psychologii humanistycznej, Rogers, Perls, Abraham Maslow.
„Seksualna przebudowa człowieka – powiada Reich – mająca zapewnić mu zdolność do pełni przeżywania pełni seksualnej przyjemności, nie może być pozostawiona indywidualnej inicjatywie, gdyż jest to kardynalny problem całości społecznej egzystencji (…) Cała populacja musi zyskać bezpieczne poczucie, że rewolucyjne przywództwo robi wszystko, co jego w mocy, żeby zagwarantować seksualną przyjemność bez ograniczeń”.
Reich w konsekwencji twierdził wprost, że tylko ustój socjalistyczny może w pełni zapewnić ‘przyjemność seksualną’. To prawdziwy program polityki seksualnej, którego tak jasno nie sformułował żaden przyszły ustrój ani rewolucja obyczajowa, i który może śmiało przyświecać dzisiejszym praktykom.
„Wilhelm Reich uważał, że jedynie socjalizm zapewnia seksualną wolność, a nieograniczona wolność seksualna prowadzi do socjalizmu” – pisał Michael Jones w książce „Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej”.
Reich był także jednym z pierwszych propagatorów seksualizacji dzieci i młodzieży, jako sposobu wyzwolenia z wszelkich norm i obyczajów kulturowych i politycznych, przed czym przestrzegał nawet Freud. Wcześniej przyjęto tzw. Raport Kinseya, samozwańczego seksuologa, który przy sowitym wsparciu Fundacji Rockefellera przeprowadzał rzekomo naukowe badania zachowań seksualnych i sporządzał ich statystyki zawyżając liczebność homoseksualistów w społeczeństwie. W latach 40. i 50 kontynuował dzieło Reicha. Wprawdzie jego Raport zaczęto z czasem kwestionować, ale dokonał on już niebezpiecznego przełomu. Niemiecka socjolog Gabriele Kuby (w Niemczech pionierem ‘społeczeństwa seksualnego’ był już po I wojnie Magnus Hirschfeld) konstatuje w książce „Globalna rewolucja seksualna z wymownym podtytułem Likwidacja wolności w imię wolności”:
„Cel, jaki sobie stawiał [Kinsey]: wyeliminować w postawach i prawodawstwie ‘represyjne’ dziedzictwo naznaczonej judeochrześcijańsko kultury, osiągnął. Prawa, które dotychczas chroniły rodzinę, kobiety i dzieci, przedstawiał jako relikty obłudnej moralności, której nikt nie zachowuje i która sprzeciwia się zapanowaniu „ery wyzwolonej seksualnie i nie obłudnej. Rezultatem tego sukcesu była anarchia seksualna”.
Amerykanka Judith Reisman, która później, w latach 80. ujawniła cały proceder Kinseya, oceniała tak to oceniała:
„Jak rak, który rozprzestrzenia się po całym ciele, tak anarchia seksualna przeniknęła tkankę całego społeczeństwa ze skutkami tego dla każdego wymiaru amerykańskiego życia, dla każdego mężczyzny, każdej kobiety i każdego dziecka”.
Jak to postępowało?
Można uznać Kinseya za jednego z pierwszych propagatorów pedofilii, przewrotnie, bo nie w imię wykorzystania seksualnego dzieci tłumaczonej, ale w celu ich rozbudzenia i zaspokojenia ich naturalnych potrzeb, co, według wierzeń seksualnej psychoanalizy, miało zapewniać najpełniejszy rozwój człowieka. Pedofil, mówi wprost sam Kinsey, „może korzystnie przyczynić się do ich [dzieci] późniejszego rozwoju socjoseksualnego”. Kinseyowi wiele zawdzięcza przemysł pornograficzny i mass media, miał on wsparcie potężnych fundacji i organizacji, uruchomił rozmaite lobby´s, w tym medyczne i farmaceutyczne, a także prawnicze, uwikłane w rozmaite zależności również przez samego Kinseya.
„Trzeba dostosować prawo do życia, i zrobiono to: usuniecie zasady orzeczenia winy przy rozwodzie (1970) oraz legalizacja aborcji (1973), seksu pozamałżeńskiego, kohabitacji, sodomii, homoseksualizmu, cudzołóstwa i prostytucji przyniosły oczekiwany skutek: rozpad rodziny, nieobecność ojców, gwałtowne rozprzestrzenianie się chorób wenerycznych i wzrost liczby poranionych emocjonalnie młodych ludzi”
– pisze Kuby.
Dopiero po latach, gdy wpływy Instytutu Kinseya utrwaliły się już i rozpowszechniły, stając się jednym z głównych impulsów rewolucji lat 60., długo po śmierci założyciela, wyszły na jaw ciemne strony jego działalności. Okazało się, że Kinsey w ramach swych badań statystycznych zbierał zeznania o życiu seksualnym wpływowych urzędników, co pozwoliło mu w drodze dyskretnego szantażu zabiegać o dotacje na działalność swego prywatnego w istocie instytutu. Prowadził w nim grupowe „eksperymenty seksualne” w imię badań naukowych i dokonywał ich fotograficznej dokumentacji. Jego instytut produkował także materiały pornograficzne i, jak stwierdził jeden z kontrolujących go urzędników Fundacji Rockefellera, instytucja ta przyczyniała się do finansowania produkcji pornograficznej. Jones opisuje szerzej, jak ujawniono proceder Kinseya: „W roku 1980 w artykule, który ukazał się w przeznaczonym dla homoseksualistów piśmie „The Advocate”, Samuel Stuart ujawnił, że filmowano go podczas sadomasochistycznych stosunków seksualnych.”
W 1998 roku w angielskiej telewizji pokazano dokumentalny film pt. „Tajna historia pedofilów Kinseya”. „Clarence Tripp – pisze dalej Jones – człowiek zatrudniony przez Kinseya za pieniądze Rockefellerów, opisuje tam wydarzenie, podczas którego pan X (czyli pan Green) miał stosunek seksualny z dzieckiem, „które zgodziło się na kontakt seksualny”. Treep nie wspomniał jednak, że według prawa dziecko nie może wyrazić zgody na kontakt seksualny z osobą dorosłą”. Sam Kinsey był homoseksualistą, nie był więc żadnym obiektywnym naukowcem, lecz sam wykorzystywał na wszelki sposób stworzoną przez siebie instytucję. Ponury był również koniec jego życia. Może w poczuciu winy lub w akcie desperacji dokonał symbolicznego okaleczenia i zmarł dwa lata później w 1956 roku na bliżej niezidentyfikowaną chorobę.
Rok później zmarł także Wilhelm Reich, który równie niesławnie zakończył życie w więzieniu skazany za oszustwa. Sprzedawał mianowicie naiwnym klientom maszynę skonstruowaną jako „akumulator orgonu”, czyli energii seksualnej pochodzącej z orgazmu, według teorii, którą wcześniej wymyślił i propagował. Jego współpracownik dr Silvert, który również trafił do więzienia, popełnił samobójstwo po odbyciu kary i zwolnieniu. Mimo to, nie nastąpiła kompromitacja działalności takich hochsztaplerów seksualnych, przeciwnie, rosła ich legenda, stając się źródłem późniejszej rewolucji obyczajowej, a także dalszych, pseudonaukowych praktyk psychoterapeutycznych. Późniejsze szkoły psychoanalizy nazywanej humanistyczną, praktyki Perlsa, Maslowa czy Rogersa kontynuowały rewolucję seksualną w bardziej subtelny i dyskretny sposób, ale Maslow przyznawał już w latach 70. to, co dziś chce się widzieć w roli tzw. edukatorów seksualnych: „wyobraziliśmy sobie pracownika socjalnego, zarówno kobietę, jak i mężczyznę, doskonale wyszkolonych, którzy poprzez seks, ale przede wszystkim jako psychoterapeuci, prowadzą terapię na kanapie, w dosłownym tego słowa znaczeniu, łącząc piękną i delikatną inicjację seksualną z realizowaniem wszelkich zadań i celów, jakie przyświecają psychoterapii”. Ciekawe, czy mistrz dr Freud byłby zadowolony z takich uczniów?
Pedofilia jest w pakiecie
Zatem od lat 70. pedofilia jest obecna w tle rewolucji obyczajowej jako jeszcze jedna jej postać, odmiana życia seksualnego, traktowana coraz bardziej tolerancyjnie, by nie rzec, życzliwie. Jako jeszcze jeden dowód warto przypomnieć relację zasłużonego przywódcy rewolty studenckiej w Paryżu w 1968 roku Daniela Cohn-Bendita, później od lat 90. długoletniego europosła ugrupowań liberalno-lewicowych w Parlamencie Europejskim. W swych wspomnieniach pisał on wprost, że podczas swej krótkiej pracy w przedszkolu na początku lat 70. we Frankfurcie potrafił tak ośmielić seksualnie małe dziewczynki, że to już nie on je molestował, ale one molestowały jego. Wspominał to całkiem otwarcie, to znaczy że już wtedy panowała atmosfera przyzwolenia na takie zachowania, nikt z jego środowiska nie dziwił się ani nie oburzał, nie wywoływało to szerszej reakcji.
Nikt go nie oskarżał o pedofilię ani nie ścigał jak dziś, szczególnie jak to się dzieje w przypadku Kościoła. To było wprowadzanie takiego obyczaju, wręcz jeszcze jednego trendu wolności seksualnej. Mogły się do tego odwoływać późniejsze organizacji z lat 90., które podejmowały się zadań wychowania seksualnego, czytaj seksualizacji dzieci, ucierania nowych praw i nowych zwyczajów w kręgu powszechnego promowanego seksualizmu. Pedofilia stała się jednym z wielu skutków rewolucji seksualnej.
Ten prąd rewolucji seksualnej, który kończy się nie tylko pakietem LGBT+Gender, z wszelkimi groteskowymi wariacjami na temat wielości, a zarazem równości płci, praktyką transseksualizmu, cokolwiek by to znaczyło; to wszystko kończy się złowrogo pokusą molestowania niewinnych dzieci, które stają się ofiarami u progu swego życia. Ofensywa powstałego w ten sposób lobby pedofilskiego nie ustała przez całe lata 90. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne forsowało standard, że pedofilia to orientacja seksualna jeszcze do 2013 roku, wycofało się z tego pod wpływem protestów lekarzy seksuologów dopiero w 2015 roku, a więc nie tak bardzo dawno. Także nie tak dawno, bo dopiero od 2010 roku, zaczęto się wycofywać w UE z tolerowania pedofilii i uznano, że należy ją karać, ale wciąż istnieją całe organizacje w Holandii, Niemczech, Belgii , które zabiegają o zmianę prawa dotyczącego pedofilii i jego liberalizacji; chodzi zatem nadal o jej oswajanie, propagowanie, przyzwyczajanie się do niej, co jest ogólną zasadą wprowadzania wielu ideologii współczesnych w życie. Czy nie stoi za tym całe lobby pedofilskie, które nie zrezygnowało wcale ze swych celów wykorzystywania niewinnych dzieci? Wszystko to oczywiście w imię wolności i w majestacie prawa i praworządności, ale czy zdanej jeszcze na sprawiedliwych i nieprzekupnych sędziów?
Dziesiątka z PO
Wczoraj Epstein, dziś Kłodzko. Czy w takiej sytuacji my też będziemy to wszystko kupować, kopiować, implementować i do tego prawnie i państwowo sankcjonować, gdy wszystko jest jasne, bo wybucha w zbrodniczym, wyuzdanym procederze, bo ten lepszy, zachodni, także europejski świat tak chciał? Po co nam w tej tak jasnej sytuacji wprowadzanie na siłę w szkołach edukacji zdrowotnej, taktycznie, czyli manipulacyjnie, i pozostawionej w zawieszeniu edukacji seksualnej. Czy tam będzie obrona przed pedofilią, czy okazja do niej, jak to sobie wyobrażał Abraham Maslow.
Mamy tu jeszcze jeden, późniejszy i groźniejszy aspekt tej sprawy. Za sprawą wielu lobby seksualnych, ale przecież też finansowych, medycznych, aborcyjnych i oczywiście pornograficznych, które zwietrzyły w tym wielkie interesy i budowały na tym swoją potęgę i wpływy, to wszystko zostało utrwalone, usankcjonowane instytucjonalnie, prawnie i procesowo, chronione już państwowo, tak że wszelka krytyczna analiza i ocena tych zjawisk spotyka się z atakami lub oficjalnymi oskarżeniami, kończącymi się często karami w sądach. W ten sposób powstała ta osławiona „mowa nienawiści”, oskarżenia o dyskryminację, ale tylko tych środowisk, bo nie innych. Do jakiego absurdalnego „postępu prawniczego” doszło, skoro można karać za stwierdzenie, że człowiek to dwie płcie kobiety i mężczyzny?
Problem nie tylko prawny, moralny, ale i polityczny. Pedofilia była dotąd w pakiecie idei lewicowo-liberalnych, i nie można jej całkowicie wyłączyć bez odrzucenia całego pakietu. Wybiórczo się ją potępia, ale należała ona już do całego zestawu ideologii liberalno-lewicowej, która decydowała o polityce UE, jej władzy i typie integracji. A czyż nie chodzi właśnie o stworzenie przez pełną integrację poniekąd europejskiego ustroju socjalistycznego? Nie będę złośliwie dodawał, że podobnie wyobrażali sobie idealny ustrój niektórzy seksuolodzy, o czym było wyżej. Dlatego jest kłopot i konsternacja. Ponurym żartem jest więc pewna nadreprezentacja polityków PO wśród, prawda, skazanych w większości pedofilów. To nie świadczy oczywiście o jakichś skłonnościach partyjnych, ale potwierdza panującą w PO dużo prostszą zasadę, zasadę ‘von Neumana’ (przeżyła politycznie swego autora): jeśli będziesz lojalny, będziesz bezpieczny, będziemy bronić cię jak niepodległości (to jedyny patriotyzm, do jakiego się przyznają). Obowiązuje ona nie tylko w Danzig, ale i w całym ‘tym kraju’. Zasadę tę potwierdza obecna zmowa milczenia wokół pedofilii w Kłodzku; wszystko trzeba wyciszyć i sprowadzić do jednostkowego przypadku kryminalnego, podobnie jak to było w wypadku poprzednich bulwersujących przestępstw. Od tego trzeba jak najdłużej się separować, ‘umywać ręce’, by nie zaszkodziło poparciu wyborczemu.
No więc to wszystko razem rzeczywiście jest dość obrzydliwe. Tak, ale właściwie, co jest obrzydliwe? Czy przerywanie zmowy milczenia i mówienie o najbardziej drastycznych przecież zbrodniach na niewinnych dzieciach, czy też same te czyny są obrzydliwe i przerażające?. Bo to właśnie starano się wmówić i pomieszać. Obarczyć odpowiedzialnością tych którzy, o tym mówią, piętnują całe powiązane w sieć zjawisko z udziałem wielu organizacji pozarządowych, zastanawiać się, jak do tego doszło i czym dalej grozi. Odwrócić sytuację tak, żeby reakcja na zło i jego napiętnowanie były postrzegane jako bardziej szkodliwe niż sama przyczyna, samo zło. W rezultacie tej prostackiej przecież walki o utrzymanie władzy, poniekąd zdjąć piętno z samego złoczyńcy, a przynajmniej je osłabić.
„Idziemy po wasze dzieci!”!
Z pewnością natomiast to, co jest naprawdę obrzydliwe, można łatwo zobaczyć na corocznych Paradach Równości (jeden Lech Kaczyński zakazał tych marszy), na których odbywa się niesamowity popis wynaturzenia i wyuzdania, odczłowieczenia i poniżania się samych uczestników. Biorą w tym udział także dzieci. Skąd się tam biorą, czym tam mają być? Poświęcane dla haseł, które tam padają? Od lat proceder popierany politycznie z udziałem prezydenta stolicy i wiceprzewodniczącego PO. Na takiej ‘szwancparadzie’ nie wystąpi z pewnością Donald Tusk, bo on wyręcza się zawsze w trudniejszych sytuacjach uległymi ludźmi, ale z pewnością pójdzie w niej uśmiechnięty Trzaskowski i koniecznie marszałek Czarzasty.
Chciałbym się jednak mylić, chciałbym łudzić się, że to wszystko, o czym była mowa, to zwykła nieprawda…
Pamiętam entuzjazm i nadzieje Polaków związane z „wybuchem” Solidarności w sierpniu 1980 r. Pamiętam też przestrogę naszego biskupa sufragana chełmińskiego, dra Zygfryda Kowalskiego, aby być roztropnym, bo nie wszystkie nurty tego zrywu są godne naszego poparcia i zaangażowania. Biskup Zygfryd Kowalski był bardzo mądrym i prawym biskupem. Był poniekąd prorokiem. Po wyborach 4 czerwca 1989 r. niektórzy byli opozycjoniści, którzy wcześniej korzystali z parasola ochronnego i opieki Kościoła, obrócili się przeciwko Kościołowi, strasząc Polaków wizją państwa wyznaniowego i republiką proboszczów.
==================================
Przeczytałem ostatnio interesujący szkic prof. Kazimierza Nowosielskiego pt. „Czyny i rozmowy” (Korespondencja: Giedroyc – Miłosz), pomieszczony w zbiorze szkiców: K. Nowosielski. „Przez Ojczyznę i dalej”… s. 125-133. Nowosielski pisze, że Giedroyciowi i Miłoszowi szło o Polskę:
„laicką, wieloetniczną i wieloświatopoglądową, z „postępową” inteligencją jako promotorką oraz organizatorką ładu społecznego; o kraj zarządzany przez „światłe umysły”, otwarty na współpracę zarówno ze Wschodem jak i Zachodem. Za żadną cenę – postulowali – nie wolno dopuścić do odradzania się w kraju postaw narodowo-katolickich, które kojarzyli [z] „Ciemnogrodem”, z triumfem obskurantyzmu, z cywilizacyjnym zacofaniem. Bywało, iż za większego wroga uważali Kościół niżli komunę” (s. 130).
Nowosielski cytuje słowa Giedroycia z 1959 roku:
„W obecnej sytuacji katolicyzmu w Polsce […] mniej jest groźna wojna partii z Kościołem, co tradycjonalizm Kościoła i kołtuństwo wiernych. (…) Powinniśmy zajmować się nie tylko młodymi komunistami, ale i młodymi katolikami” (s. 130).
Nowosielski zaznacza, że jeśli chodzi o katolików, to Giedroyc miał na myśli przede wszystkim środowiska „Znaku” i „Więzi”, ku którym kierował swoje nadzieje. Chodziło o związanie młodzieży z koncepcją „społeczeństwa obywatelskiego”.
Nowosielski pisze też:
„Do szewskiej pasji doprowadzała naszych bohaterów jakakolwiek i gdziekolwiek objawiająca się chęć identyfikowania polskości z katolicyzmem. Jako odtrutkę na ten chorobotwórczy splot Miłosz postulował między innymi judaizację kultury polskiej” (s. 130-131).
Nowosielski cytuje Miłosza:
„Może by ktoś napisał o potrzebie zażydzenia [sic!] Polaków, że to ich jedyny ratunek. I w istocie młodzież obecna w Polsce, ta lepsza, zżydziała (te paradoksy historii!!!) w tym sensie, że tylko sztuka i różne intelektualne hopki ją obchodzą” [list z 1959 r.]. Przywołuje także te słowa Miłosza: „Obrzydliwy katabasowy katolicyzm polski nie rozumie, że tylko Żydzi mogą być jego zbawieniem” [list z 1961 r.].
„Polska staje się tym – [pisze Miłosz do Giedroycia 15.01.1981r.] – czym w swej esencji zawsze była, to jest jednym wielkim organizmem narodowym, w którym Naród jest na ołtarzu, z Matką Boską jako bóstwem pomocniczym w służbie Narodu” (s. 132).
Myślenie prezentowane przez Miłosza i Giedroycia jest – niestety – obecne w dyskursie niektórych ludzi świeckich, ale i duchownych różnych stopni i godności.
Już parę razy pisałem, że rosyjskie media – te oficjalne i te społecznościowe – wyglądają jakoś inaczej. Coraz wyraźniejsza jest krytyka rządu, a nawet (w pośredni sposób) samego Putina. Także wypowiedzi wielu ekspertów i komentatorów także brzmią inaczej. Nawet Dugin, który do tej pory był bardzo prorządowy, przestał głosić same pochwały. Wygląda na to, że w Rosji coś się gotuje, bo spod pokrywki garnka zaczyna wydobywać się para.
22 kwietnia 2026 roku – w dzień urodzin Lenina – Giennadij Ziuganow wygłosił w Dumie przemówienie, w którym ostrzegał, że poziom niezadowolenia jest już tak wysoki, że jesienią może dojść do powtórki roku 1917- tego. Wypowiedź ta wywołała istną burzę i sporo dość niewybrednych komentarzy. Powodem była jej nieprecyzyjność, która została szybko skorygowana. Ziuganow nie miał na myśli rewolucji październikowej, ale lutową, która zmusiła cara do abdykacji i ustanowiła rząd tymczasowy.
Czy coś takiego jest możliwe? Trudno powiedzieć. Szczerze mówiąc sam zastanawiam się już od dłuższego czasu nad sytuacją w Rosji, przebiegiem wojny na Ukrainie i poczynaniami Putina. Wyraźnie widać, że Putin stał się osobą określaną w Rosji jako „zapadnik” – zwolennik dobrych kontaktów z Zachodem. Trzeba wiedzieć, że w Rosji jest to określenie pejoratywne, bo oznacza sprzedawczyka interesów Rosji na rzecz Zachodu. Nikt nie zwrócił uwagi na wywiad Karaganowa dla stacji Rosja 24, w którym zarówno on, jak i moderator mówią o braku zrozumienia rosyjskich elit dla pewnych poczynań Putina. I używają określenia „prezydent”!
W Rosji jest obecnie wiele głosów mówiących o konieczności reform. Karaganow mówi wyraźnie, że bez takich reform Rosja skazana jest na upadek. Uważa, że „zapadniki” są przeszkodą na drodze takich reform i muszą być usuwani ze stanowisk. Nie ulega wątpliwości, że Putin zrobił wiele zarówno dla Rosji, jak i światowego pokoju. Można śmiało powiedzieć, że uratował Rosję. „Nasz” rząd i nastawione antyrosyjsko społeczeństwo nie rozumieją, że w pośredni sposób uratował także nasz kraj. Nie potrafią i chcą sobie wyobrazić, jak wyglądałaby Polska mająca pod bokiem zdestabilizowanego rosyjskiego kolosa! Ale wszystko wskazuje na to, że czas Putina się kończy i pora na następcę.
Kompletnie nie rozumiem wielu rzeczy, które się w Rosji dzieją. Nie rozumiem utrzymywania na stanowisku Nabiulliny – szefowej rosyjskiego banku centralnego. Sam fakt, że jest ona wychwalana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jest najlepszym dowodem na to, że działa na szkodę Rosji. W Rosji mówi się głośno, że niepotrzebne są sankcje, wystarczy Nabiullina! Ale z jakiegoś powodu jest ona pod ochroną Putina.
Nie rozumiem powodów przeciągania wojny na Ukrainie. Ta wojna już dawno mogłaby się zakończyć. Rosja ma do tego potencjał. Dlaczego nie jest on wykorzystywany? Z niezrozumiałego dla mnie powodu wojna jest sztucznie przeciągana. Jakie są tego powody?
Do tego dochodzi bezczynne tolerowanie coraz większego wsparcia Ukrainy ze strony Zachodu. Tolerowanie dostarczania Ukrainie uzbrojenia służącego do atakowania celów w Rosji a nawet użyczanie przestrzeni powietrznej (Polski i krajów bałtyckich) do przelotu dronów atakujących cele w Rosji. Wprawdzie ogłoszono listę zachodnich firm produkujących dla Ukrainy drony i inne uzbrojenie, ale nie poszły za tym żadne czyny lub chociażby groźby. Rosja przestała już nawet ogłaszać kolejne czerwone linie, bo ich przekraczanie nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji.
Oczywiście są bardzo poważne argumenty za przeciąganiem tej wojny. Rosja dobrze wie, że czeka ją nieuchronne i decydujące starcie z Zachodem, więc przygotowuje się do niego.
Po pierwsze ta wojna jest szkołą dla wojska. Na froncie są jedynie żołnierze zawodowi, rotacja jest duża, co kilka miesięcy następuje wymiana. Chodzi o to, by jak największa ilość żołnierzy „powąchała proch”. Nic dziwnego, że nawet Kim z Korei poprosił Rosję o możliwość udziału swoich żołnierzy w prawdziwej wojnie. Takie doświadczenie jest bezcenne.
Po drugie chodzi o opracowanie nowych metod prowadzenia walki. Ta wojna wygląda zupełnie inaczej niż wszystkie dotychczasowe. Zachodni stratedzy, którzy przygotowywali Ukrainę na starcie z Rosją, liczyli na frontalne ataki masy rosyjskich wojsk, na zagony pancerne. Niczego takiego nie ma. Są małe, mobilne grupki żołnierzy, trudne do lokalizacji i do zwalczania. Po trzecie, jest to okazja do przetestowanie nowych rodzajów broni. Prawdziwy front i prawdziwa wojna to nie to poligon! Specjaliści z rosyjskich firm zbrojeniowych przyjeżdżają na front i pytają żołnierzy o ich opinie i wskazówki co jeszcze można ulepszyć, pytają o pomysły na nową broń. Ale to wszystko kosztuje. Jak wyjaśniam w moim kompendium systemu monetarnego, wojna jest najlepszym interesem dla kapitału, a iście bandyckie stopy procentowe Nabiulliny sprawiają, że do rosyjskich oligarchów nie płynie strumień pieniędzy. Płynie Wołga!!
Inną zagadką są dla mnie negocjacje z Trumpem. Nie zgadzam się z opiniami wielu komentatorów, którzy widzą w tym nową Jałtę. Zamiast dyktować swoje warunki, tak jak to robi Iran, Rosja płaszczy się przed USA. Dmitriew – obecny główny (i jedyny!) negocjator – także jest dla mnie zagadką. Z pewnością nie prowadzi on tych negocjacji w interesie Rosji. To właściwie druga Nabiullina. Obydwoje są „zapadnikami”.
————————–
Ale dziwne rzeczy dzieją się także w USA. Nie ulega wątpliwości, że tamtejszy prezydent, podobnie jak ogromna większość obecnych głów państw, to intelektualny asceta. Ale to, co wygaduje i wypisuje na swoim portalu bije wszelkie rekordy. Niektórzy mówią wyraźnie, że jest to Alzheimer, i że objawy są od dawna widoczne.
Ciarki przechodzą na myśl, że taki człowiek ma dostęp do guzika z arsenałem atomowym zdolnym zniszczyć świat! Oczywiście nie on jeden decyduje o jego użyciu, ale gdy uwzględnimy fakt, że faktyczną władzę w USA sprawuje obecnie grupa religijnych pojebańców sterowana przez jeszcze większych pojebańców uważających się za wybrańców boga, to sytuacja naprawdę nie jest ciekawa. Kompletnie nie rozumiemy tego, że wojna z Iranem podpaliła lont do beczki z prochem zdolnej rozsadzić świat. I ten lont jest bardzo krótki!! Na razie możemy zatankować samochody, ogrzać mieszkanie, mamy ciepłą wodę w kranie, mamy co jeść, ale to wszystko może się niedługo skończyć. Kraje Zatoki Perskiej to nie tylko dostarczyciele ropy i gazu. To także dostarczyciele ok 50% nawozów sztucznych. Przerwanie tych dostaw oznacza braki żywności, a w wielu krajach klęskę głodu. To także dostarczyciele gazów szlachetnych koniecznych do produkcji mikroprocesorów. Dostarczyciele całej masy innych rzeczy koniecznych do funkcjonowania światowej gospodarki. Na razie sięgamy do zapasów, ale one niedługo się skończą. Co będzie potem? Nie rozumiemy, że odbudowa tylko katarskich instalacji do upłynniania gazu potrwać może od 3 do 5 lat. Pełna odbudowa potrwać może kilkanaście lat! A postawiony pod ścianą Iran może doprowadzić do tego, że gdy zniszczone zostaną instalacje odsalania wody morskiej i elektrownie, to kraje Zatoki Perskiej mogą nie nadawać się do zamieszkania.
Gorąco polecam obejrzenie wywiadu, jaki dla Consortium News udzielił Alastair Crooke. Obok Thierry Meyssana to najlepszy znawca Bliskiego Wschodu – był tam wieloletnim brytyjskim ambasadorem. Gdy kliknie się na koło zębate, to można nawet wybrać polską ścieżkę dźwiękową. Niestety jakość jest bardzo kiepska. Na dodatek Crooke nie jest najlepszym mówcą. Ale naprawdę warto się poświęcić, bo Crooke mówi masę ciekawych rzeczy!! Wyjaśnia między innymi strategię obronną Iranu, obala mit o wspieraniu terroryzmu przez Iran, wyjaśnia różnice między islamem sunnickim i szyickim, informuje, że to, co obecnie dzieje się w Izraelu i w USA było już dawno zaplanowane. Wymienia nawet nazwiska i metody jakimi to osiągnięto. Mówi, że celem syjonistów jest wielki Izrael, a Iran stoi na drodze do urzeczywistnienia tego planu. Jak długo Iran istnieje, to Izrael nie dopuści do zakończenia tej wojny. Wszyscy cytują angielskojęzyczne izraelskie media, ale Crooke mówi, że hebrajskojęzyczne piszą wyraźnie, że USA są sterowane przez Izrael. Ale moim zdanie najciekawsze jest w 39 minucie.
Crooke mówi:
So, something is bubbling away passively in the background. But I mean that we’re talking about something more than just Netanyahu having whatever he has because there is still really a sort of super national structure above that of Congress above you know in Europe and in America that can dictate policies and dictate foreign policy on issues. That over which we know nothing. We know very little about you know who decides it what exactly are the interests of these people that exist at another level in small groups. Some of them are big donors. Some of them are oligarchs. Um some of them are intelligence officials. Who exactly are they? and what are their interests? We don’t we don’t know and no one is informing.
Grok tłumaczy:
Coś tam sobie cicho bulgocze w tle. Ale mówię o czymś większym niż tylko wpływy Netanjahu – bo nad tym wszystkim nadal istnieje taka ponadnarodowa struktura, stojąca ponad Kongresem, ponad Europą i Ameryką, która potrafi dyktować politykę i politykę zagraniczną w kwestiach, o których praktycznie nic nie wiemy. Bardzo mało wiemy o tym, kto tak naprawdę podejmuje te decyzje, jakie są prawdziwe interesy tych ludzi działających na zupełnie innym poziomie, w małych grupach. Część z nich to potężni donorzy, część to oligarchowie, a część – oficerowie służb specjalnych. Kim oni naprawdę są i czego chcą? Nie wiemy. I nikt nam tego nie mówi.”
=================
A więc coś powoli gotuje się w tle. Ale chodzi mi o to, że mówimy o czymś więcej niż tylko o tym, że Netanjahu ma to, co ma, ponieważ istnieje nadal pewnego rodzaju ponadnarodowa struktura, stojąca ponad Kongresem, ponad tym, co znamy w Europie i Ameryce, która może dyktować kierunki polityki i polityki zagranicznej w różnych kwestiach. I o której nic nie wiemy. Wiemy bardzo niewiele o tym, kto o tym decyduje, jakie dokładnie są interesy tych ludzi, którzy istnieją na innym poziomie w małych grupach. Niektórzy z nich to wielcy sponsorzy. Niektórzy to oligarchowie. Hm, niektórzy to funkcjonariusze wywiadu. Kim oni właściwie są? I jakie są ich interesy? Nie wiemy, nie wiemy, bo nikt nas nie informuje.
==========================
Nie sądzę, że ta sama zupa gotuje się na Zachodzie i w Rosji. Sądzę raczej, że rosyjskie elity widzą i czują co gotuje się w innych garnkach i gotują własną zupkę. Nam pozostaje jedynie czekać na to, aż w garnkach zacznie wrzeć…
Donald Tusk w wywiadzie dla ‚Financial Times’ stwierdził, że „potencjalny atak Rosji na państwo członkowskie NATO to perspektywa raczej miesięcy niż lat”. Przypomniał zdarzenia z ubiegłego roku, gdy około 20-tu, rzekomo rosyjskich dronów naruszyło polską przestrzeń powietrzną. I skoro postawa USA jest niepewna, proponuje alternatywę: przekształcenie UE w ‚prawdziwy sojusz obronny. Domaga się, by Europa wzięła pełną odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo i traktowała zobowiązania obronne ‚równie poważnie, jak robi to Polska’.
Tak więc pracuje Tusk dla Brukseli, zmierzającej do zawiązania federacji, która miałaby składać się z państw członkowskich UE. Jako że opór społeczny przeciw tym rozwiązaniom jest bardzo duży, decyduje się wielu polityków, m.in. Tusk, na określone działania, które skłoniłyby masy społeczne do aprobaty dla federacyjnych rozwiązań. Przede wszystkim trzeba straszyć rosyjską agresją. Że te szalone działania wobec Rosji mogą być zarzewiem wojny, zdaje się dla polityków nie być problemem.
Donald Tusk oprowadza Emmanuela Macrona po Gdańsku
Tydzień temu spotkał się Tusk z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Zadziorni politycy ustalili, że wkrótce będą prowadzone manewry nad wschodnią flanką NATO. Przede wszystkim nad Bałtykiem i północną Polską. To byłby element rozszerzenia francuskiego parasola atomowego na kraje zagrożone ‚agresywną polityką Kremla’. Ustalono, że francuskie głowice nuklearne nie będą na stałe składowane w Polsce. Będą one pojawiały się okresowo podwieszone pod maszyny Rafale.
W scenariuszach wspomnianych manewrów nasi piloci będą zajmowali się dalekim zwiadem i rozpoznaniem celów oraz uderzeniem bronią konwencjonalną. Przede wszystkim konwencjonalnymi pociskami manewrującymi JASSM-ER wystrzeliwanymi z F16, które hipotetycznie polecą w kierunku tzw. celów wysokiej wartości w rejonie Petersburga.
Rosja nie akceptuje tych ekscesów i zapowiada, że państwa, które zgodzą się na rozmieszczenie francuskich samolotów zdolnych do przenoszenia broni jądrowej, staną się potencjalnymi celami w razie konfliktu.
Wiceszef rosyjskiego MSZ Aleksandr Gruszko ostrzegł w rozmowie z ‚Russia Today’:
„Oczywiste jest, że nasze wojsko będzie zmuszone zwrócić szczególną uwagę na tę kwestię w kontekście aktualizacji listy priorytetowych celów na wypadek poważnego konfliktu. W rezultacie, zamiast deklarowanego przez Francję wzmocnienia obrony swoich sojuszników – którym, nawiasem mówiąc, nie oferują żadnych żelaznych gwarancji – bezpieczeństwo tych krajów w rzeczywistości zostaje osłabione”.
Również szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow zabrał głos w tej sprawie, o czym pisze amerykański ekspert Larry Johnson. Mówi Ławrow: „Rosja wierzy Europie na słowo i przygotowuje się na ewentualność pełnoskalowej wojny. Era ‚hybrydowych wojen’ dobiegła końca – maski opadły”.
Minister jednoznacznie stwierdził, że UE przygotowuje się do bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją. W tej strategii Ukraina jest wykorzystywana jako ‚taran’, aby wycisnąć z Rosji ostatnie siły i ‚kupić’ Europie czas potrzebny na pełną modernizację jej bazy przemysłowej w nadchodzących latach. Minister podkreślił, że Kijów byłby bezsilny bez satelitarnego rozpoznania NATO i zachodnich oficerów na miejscu. To już nie jest konflikt ‚zastępczy’, ale otwarta wojna z Rosją.
Ławrow stwierdził: „Wypowiedziano nam otwartą wojnę. Reżim w Kijowie jest jedynie ‚szpicą’, której używa się, aby kupić im czas. Nie mogliby tego bardziej ukazać”. Wniosek: Rosyjski korpus dyplomatyczny zmienił swoje stanowisko z ‚negocjacyjnego’ na ‚mobilizacyjne’. Moskwa sygnalizuje, że przygotowuje się do długotrwałej, ryzykownej konfrontacji ze zmilitaryzowaną Europą. To nie jest kontynuacja Specjalnej Operacji Wojskowej… To przygotowania do wojny.
** * * * * *
Tymczasem, na froncie irańskim, administracja Trumpa przygotowuje grunt pod ponowny atak na Iran. Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt oświadczyła w piątek, że ‚Irańczycy skontaktowali się z nami’ i poprosili o ‚osobiste spotkanie’, dlatego prezydent Trump „wysyła Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, aby wysłuchali ich opinii”. To kompletna bzdura.
Iran szybko zdementował tę wersję wydarzeń. Rzecznik irańskiego MSZ, Ismail Baqaei, potwierdził w nocnym wpisie na X 24 kwietnia, że NIE planuje się ŻADNEGO spotkania – powtarzam: ŻADNEGO spotkania – z przedstawicielami USA. Minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi przebywa w Islamabadzie, aby spotkać się z wysokimi rangą urzędnikami pakistańskimi i przedstawić dokument pisemny przedstawiający stanowisko Iranu w sprawie ostatnich wydarzeń, który następnie zostanie przekazany Witkoffowi i Kushnerowi.
Pisze dalej Larry Johnson:Sądzę, że Trump próbuje stworzyć narrację uzasadniającą ponowny atak USA i Izraela na Iran. Wysyła swoich żydowskich emisariuszy do Islamabadu, rzekomo na spotkanie z irańskimi negocjatorami, tylko po to, by odkryć, że Iran rzekomo nie wziął udziału w spotkaniu. Trump przedstawi to jako akt złej woli i zapowie, że odpowiednio ukarze Iran. Jeśli poniższe wpisy na Telegramie okażą się prawdziwe, wojna rozgorzeje z pełną siłą w niedzielę wieczorem. Chiny i Indie wzywają swoich obywateli do jak najszybszego opuszczenia Iranu.
Według innego niedawnego wpisu na Telegramie, Trump najwyraźniej dał również Bibiemu Netanjahu pozwolenie na zerwanie zawieszenia broni z Hezbollahem. Izraelskie Siły Powietrzne wznowiły ataki na południowy Liban. To może być burzliwy weekend.
Kiedy dzisiaj rano piłem na tarasie kawę i podziwiałem widok kwitnących kasztanów, śpiew ptaków i pąki na drzewach przypomniały mi się lata dzieciństwa. Będąc dzieckiem, nie piłem co prawda kawy, ale reszta owszem była. Były też chrabąszcze… Ta sympatyczna atmosfera pewnie długo by trwała, gdybym nie spojrzał na niebo.
Teoretyków spisku smug kondensacyjnych zapewniam, że owszem w tym rejonie Wiednia przelatują samoloty pasażerskie. Lecą zawsze w jednym kierunku w stronę lotniska i nigdy nie zostawiają smug kondensacyjnych, ponieważ znajdują się w fazie lądowania, gdzie samolot obniża prędkość i wysokość. Te smugi nie pozostawił żaden liniowy samolot. Trasy samolotów odlatujących z Wiednia zależnie od celu podróży przebiegają ponad innymi rejonami miasta.
Wikipedia • Chemtrails to rzekomo szczególny rodzaj smug kondensacyjnych, które zgodnie z powiązanymi teoriami spiskowymi służą do celowego rozpraszania na całym świecie toksycznych substancji chemicznych i dodatków.
Wikipedia tendencyjnie wprowadza w błąd, definiując te smugi jako „rodzaj smug kondensacyjnych”. Smugi kondensacyjne powstają na skutek działania silnika odrzutowego. Te trujące smugi wydostają się do atmosfery nie z silnika samolotu, tylko ze specjalnie zamontowanych pod skrzydłami dysz, przez które rozpyla się w powietrzu „toksyczne substancje” i „chemiczne dodatki”.
Jako w niebie
Tak i na ziemi.
Chemtrails to jest jeden z wielu frontów niewypowiedzianej wojny przeciwko ludzkości. Pestycydy i glifosat to kolejny po fałszywej pandemii teren tej wojny.
Medycyna oficjalna została uznana przez CDC (odpowiednik Sanepidu w USA) za trzecią przyczynę zgonów w Stanach Zjednoczonych i już od ponad 100 lat przynosi przerażające żniwo ofiar.
Te zbiorniki są montowane przez firmę Boeing w samolotach. Kadr z filmu „Zatrucie spowodowane smugami chemicznymi”. Źródło: Telegram 06.01.2026 r. 11:49.
Podczas gdy większość ludzi obojętnie spogląda na niebo, tam na górze działa system wpływający na powietrze, którym oddychamy, naszą świadomość, a nawet nasze DNA. Smugi chemiczne, HAARP, 5G – to skoordynowany plan, który ma na celu utrzymać nas w posłuszeństwie. Wieku chorych ludzi wcale nie jest chora – to są ludzie z objawami zatrucia nanocząsteczkami aluminium, baru i tytan. Są to substancje niezwykle toksyczne, które jednak unoszą się w powietrzu przez kilka dni, tworząc w ten sposób swego rodzaju filtr przeciwsłoneczny, czyli odbijają promienie słoneczne.
Pink Floyd „Goodbye Blue Sky” Chemtrails.
Żegnaj, błękitne niebo Do widzenia. Pink Floyd „Goodbye Blue Sky”. Link – obrazek powyżej.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Apologeci Izraela kłamią na temat swoich uczuć i przekonań oraz inne uwagi
Jedną z najbardziej frustrujących rzeczy u obrońców Izraela jest to, że ciągle udają, że wierzą w rzeczy, w które tak naprawdę nie wierzą, aby poprawić wizerunek Izraela.
Jedną z najbardziej frustrujących rzeczy u obrońców Izraela jest to, że ciągle udają, że wierzą w rzeczy, w które tak naprawdę nie wierzą, aby poprawić wizerunek Izraela.
Rabin Elchanan Poupko napisał na Twitterze : „Nigdy nie spotkałem syjonisty, któremu nie zależałoby na życiu niewinnych Palestyńczyków. Nigdy nie spotkałem antysyjonisty, któremu zależałoby na życiu Izraelczyków. Na tym właśnie polega różnica między nami”.
Ta osoba nie wierzy we własne twierdzenia. Świadomie kłamie na temat tego, co uważa za prawdę o syjonistach.
Z sondażu przeprowadzonego przez Penn State, opublikowanego w izraelskich mediach w zeszłym roku, wynika, że 82 procent izraelskich Żydów popiera przymusowe wydalenie wszystkich Palestyńczyków z Gazy. Prawie połowa, 47 procent, stwierdziła, że Siły Obronne Izraela powinny zabić wszystkich mieszkańców każdego zdobytego miasta – mieszkańców , a nie bojowników.
Rabin Poupko może nie być świadomy tego konkretnego sondażu, ale regularnie kontaktuje się z syjonistami. Osobiście zna syjonistów, którzy powiedzieliby mu prosto w twarz, że jego twierdzenie jest fałszywe, i jest tego w pełni świadomy. Świadomie kłamie, aby promować interesy informacyjne ludobójczego państwa apartheidu.
Robią to bez przerwy, ze wszystkim. Będą fałszywie twierdzić, że protesty pro-palestyńskie sprawiają, że czują się niebezpiecznie, tylko po to, by przeforsować prawo, które zamknie demonstracje. Będą udawać, że wierzą, że hasła takie jak „od rzeki do morza” i „globalizacja intifady” to pełne nienawiści hasła, które zachęcają do antysemickich ataków. Będą bezmyślnie powtarzać absurdalne hasła hasbary, takie jak „żywe tarcze” i „najbardziej moralna armia świata”, o których wiedzą, że są fałszywe. Po prostu będą wydawać z siebie wszelkie możliwe dźwięki, byle tylko zachodnie transporty broni dotarły do Tel Awiwu.
Oczywiście, że tak. To źli ludzie. Poparliby ludobójstwo, więc nie ma wiele rzeczy, których by nie zrobili. Oczywiście, że będą kłamać i manipulować, by realizować cele swojej ulubionej etno-nacjonalistycznej machiny wojennej. Zwolennicy Izraela są okropni.
❖
Posąg Jezusa zdewastowany przez izraelskich żołnierzy został potraktowany z większą powagą i skruchą niż jakakolwiek masakra ludzi dokonana przez Siły Obronne Izraela w ciągu ostatnich trzech lat. Najwyżsi rangą izraelscy urzędnicy, tacy jak Benjamin Netanjahu i Gideon Saar, opublikowali oświadczenia potępiające ten incydent, a izraelskie wojsko przeprosiło i skazało dwóch mężczyzn na trzydzieści dni więzienia za ten incydent.
Dzieje się tak, ponieważ Izrael wie, że amerykańskie poparcie dla chrześcijańskich konserwatystów będzie bardziej zależało na posągu niż na wszystkich atakach „Sił Obronnych” Izraela na Palestyńczyków, Libańczyków i Irańczyków razem wziętych od 2023 roku. Mieszkańcy Bliskiego Wschodu są w ich oczach tak odczłowieczeni, że postrzegani są jako mniej wartościowi niż kawałek włókna szklanego w kształcie Jezusa. [Widać, że pani Caitlin Johnstone jest neo-poganką. Nie rozumie, co to bluźnierstwo. md]
Izrael pozwoli swoim żołnierzom dopuszczać się wszelkich możliwych nadużyć humanitarnych, ale narażanie bazy wsparcia, która zapewnia dopływ broni? To niedopuszczalne.
We wtorek Departament Stanu wydał komunikat prasowy , w którym znalazło się stwierdzenie, że „Stany Zjednoczone angażują się w ten konflikt na prośbę i w ramach zbiorowej samoobrony swego izraelskiego sojusznika”.
Sądzę więc, że oficjalna odpowiedź na pytanie, czy Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Iranowi na prośbę Izraela, zależy od nastroju dnia i tego, która postać administracji akurat zabiera głos.
❖
Minister obrony Izraela Israel Katz powiedział w czwartek podczas oceny sytuacji bezpieczeństwa, że Izrael „czeka na zielone światło od Stanów Zjednoczonych, przede wszystkim po to, by dokończyć eliminację dynastii Chamenei, inicjatora planu zagłady Izraela, oraz następców następców przywódców irańskiego reżimu terrorystycznego, a także po to, by cofnąć Iran do epoki ciemności i kamienia poprzez wysadzenie centralnych obiektów energetycznych i elektroenergetycznych oraz zniszczenie krajowej infrastruktury gospodarczej”.
Ci dziwacy mówią w ten sposób o okrucieństwie, jakie zamierzają wyrządzić Iranowi, a mimo to do dziś, kiedykolwiek sprzeciwiam się tej szalonej, okrutnej wojnie, w moich odpowiedziach ciągle pojawiają się pochlebcy bełkocący, że ta wojna ma na celu wyzwolenie narodu irańskiego.
❖
Użycie wyszkolonych psów gwałcicieli w izraelskich więzieniach jest tak dobrze udokumentowane , że nie ma powodu, by wątpić w jego istnienie. Hasbarzyści mogą jedynie powiedzieć: „To szaleństwo myśleć, że Izrael mógłby zrobić coś tak złego!”. W co nikt, kto śledził wydarzenia, nie wierzy.
❖
Ludzie opowiadający się za „zdemilitaryzowanym” państwem palestyńskim przyznają, że wiedzą, iż w przypadku rozwiązania dwupaństwowego Izrael kontynuowałby ataki i znęcanie się nad Palestyńczykami, i chcą mieć pewność, że Palestyńczycy nie będą w stanie temu zapobiec.
Nie chcą, aby Izrael był zmuszany do dogadywania się z sąsiadami jak każdy normalny kraj na świecie. Chcą mieć pewność, że Izrael będzie mógł nadal terroryzować Palestyńczyków na każde skinienie, bez normalnych systemów odstraszania siłą, jakimi dysponuje każde prawdziwe państwo.
❖
Jeśli twój najmocniejszy argument za cenzurą antyizraelskich wypowiedzi zaczyna się od słów „To sprawia, że Żydzi czują”, to twój argument nie jest wystarczająco silny, by traktować go poważnie. Mówimy tu o ludobójstwie, apartheidzie, czystkach etnicznych i nieustannych wojnach. Uczucia schodzą na dalszy plan – nawet uczucia ludzi, którzy głęboko wierzą, że ich uczucia są ważniejsze niż ludzkie życie.
Odczuwanie dyskomfortu jest w porządku i normalne. Wszyscy powinniśmy od czasu do czasu odczuwać dyskomfort, zwłaszcza gdy dzieją się straszne rzeczy. Ja sam odczuwam wiele dyskomfortu, przeglądając media społecznościowe od października 2023 roku, ale nie czuję się na tyle uprawniona, by wierzyć, że należy uchwalić odpowiednie przepisy i cenzurować internet, aby chronić mnie przed tymi uczuciami.
Ogarnij się, kochanie. Takie rozmowy trzeba odbyć.
❖
Kryzys żywnościowy i paliwowy, który wkrótce nastąpi, jest winą USA i Izraela. Wszyscy sojusznicy USA i Izraela powinni zerwać sojusze i nawiązać współpracę z narodami na całym świecie, aby ustanowić nowy porządek międzynarodowej potęgi.
Będę to powtarzać w miarę jak życie będzie stawało się coraz trudniejsze dla nas wszystkich.
Sprawa Zondacrypto z dnia na dzień odsłania kolejne wątki, które układają się w spójny obraz wydarzeń poprzedzających wyjazd prezesa spółki, Przemysława Krala do Izraela. Najnowsze ustalenia mediów wskazują nie tylko na jego obecne miejsce pobytu, ale również na znacznie wcześniejsze przygotowania do opuszczenia Europy.
Prezes Zondacrypto uciekł do ojczyzny wszystkich aferałów. Historia gospodarcza zna wiele przypadków, w których pieniądz poruszał się szybciej niż odpowiedzialność, zwłaszcza w żydowskich łapach. Masowe kradzieże, po czym ucieczka do Izraela, to praktyka znana od lat. Najnowsze doniesienia dotyczące prezesa Zondacrypto, Przemysława Krala, wpisują się dokładnie w ten schemat.
Media informują, że Kral przebywa obecnie w Izraelu i posiada jego obywatelstwo. Z ustaleń wynika też, że w prywatnym biurze prezesa odnaleziono rachunek za prace remontowe wykonane w izraelskiej Cezarei – prestiżowej lokalizacji nad Morzem Śródziemnym. To sugeruje, że jego ewakuacja do Izraela była przygotowywana ze znacznym wyprzedzeniem. Jednocześnie eksperci wskazują, że procedury ekstradycyjne w takich przypadkach są skomplikowane, długotrwałe i zwykle nieskuteczne.
Publicystycznie trudno nie zauważyć pewnego powtarzalnego wzorca i powiązań dużych afer finansowych z żydostwem i Izraelem. W polskiej pamięci zbiorowej funkcjonują nazwiska takie jak Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski – symbole słynnej afery finansowej Art-B z początku lat 90. XX wieku. Obaj złodzieje uciekli do Izraela, który odmówił wydania ich stronie polskiej. Nowszym przykładem jest żydo-ukraiński oligarcha Timur Mindicz, który zwiał do ojczyzny wszystkich aferałów kilka miesięcy temu.
Jeszcze inny, znacznie cięższy kaliber porównań dotyczy postaci żydowskich zbrodniarzy takich jak Salomon Morel – przywoływanych w kontekście sporów o ekstradycję i granice odpowiedzialności międzynarodowej. Także w takich przypadkach Izrael odmawia ekstradycji.
W relacjach z żydo-nazistowskim reżimem procedury ekstradycyjne są szczególnie złożone. Oznacza to, że nawet jeśli pojawią się formalne wnioski, ich realizacja trwa latami – a w przypadku etnicznych Żydów, zwykle kończy się odmową. Dlaczego? Ponieważ zgodnie z Talmudem, Żyd nie może być sądzony przez sądy gojów, gdyż z założenia będą one nieobiektywne.
W ten sposób sprawa Zondacrypto dotyka znacznie szerszego problemu. Od lat karmi się nas propagandą, że wiązanie dużych afer finansowych z żydostwem to „antysemityzm”. Tymczasem raz po raz okazuje się, że tam, gdzie są tysiące oszukanych gojów, a procedury i urzędy państwowe kulały z kontrolą całymi latami, choć miały wiedzę o procederze i potrafiły skutecznie działać wobec innych, równolegle funkcjonujących podmiotów z tej samej branży – tam pojawiają się osobnicy z izraelskimi paszportami, którym oczywiście zawsze udaje się uciec do ojczyzny aferałów w kulminacyjnym momencie.
Sabotaż globalnej infrastruktury energetycznej ma na celu zagłodzenie miliardów ludzi na śmierć
Od 1 marca na całym świecie zapaliło się 11 rafinerii paliw… walka z rolnikami za pomocą dronów termicznych…
Mike Adams
To nie jest przypadek
Obserwuję, jak świat rozpada się w czasie rzeczywistym. Od pustych dystrybutorów oleju napędowego w Sydney po rozpaczliwe kolejki po benzynę w Manili, kształtuje się przerażająca nowa rzeczywistość. To nie chwilowe załamanie podaży ani wahania rynku. Jesteśmy świadkami pierwszych, celowych wstrząsów globalnego załamania energetycznego – zaplanowanego kryzysu, którego celem jest zburzenie fundamentów współczesnej obfitości i wepchnięcie ludzkości w stan kontrolowanego niedoboru. [1]
Jak dokumentowałem przez lata, schematy te są niepodważalne. Obecna fala eksplozji rafinerii, pożarów zakładów nawozowych i potwierdzone zniszczenie kluczowej infrastruktury skroplonego gazu ziemnego to nie seria nieszczęśliwych wypadków. To skoordynowany, globalny wysiłek, wykorzystujący taktykę sabotażu, mającą naśladować wypadki i sparaliżować systemy podtrzymujące ludzkie życie. [2] To celowy akt wojny, nie przeciwko narodowi, ale przeciwko samej ludzkości.
Schemat globalnego sabotażu energetycznego Aby zrozumieć teraźniejszość, musimy spojrzeć wstecz, w niedawną przeszłość. Era COVID-19 nie była jedynie operacją z użyciem broni biologicznej i psychologii; była próbą przed dzisiejszym, sztucznie wykreowanym chaosem. Podczas pandemii byliśmy świadkami strategicznego zamykania zakładów przetwórstwa żywności, wystawiając na próbę tolerancję społeczeństwa na zakłócenia. Ten sam schemat działania jest obecnie realizowany przeciwko globalnej sieci energetycznej z przerażającą precyzją. [3]
Obecny sabotaż jest zjawiskiem globalnym. Jak donoszono, w ostatnich latach spalono, uszkodzono lub zniszczono ponad 100 obiektów spożywczych i rolniczych, a schemat ten rozprzestrzenił się na infrastrukturę energetyczną. [4] Od rafinerii w Hajfie po kompleks Ras Laffan LNG w Katarze, cele nie są przypadkowe. Są to wąskie gardła współczesnej cywilizacji. Książka Shadow Grid: The Hidden War on Global Energy obnaża, jak energia, siła napędowa naszego świata, została wykorzystana przez elity geopolityczne do kontrolowania populacji i gromadzenia władzy. [5] Nie są to akty wojny w tradycyjnym sensie, ale sabotaż w stylu sił specjalnych, zaprojektowany tak, aby wyglądały na wypadki, a jednocześnie osiągały strategiczne spustoszenie.
Prawdziwy cel: celowy niedobór i depopulacja Jednoczesne oddziaływanie otwartej wojny i tajnego sabotażu ma jeden jasny cel: zniszczenie światowego potencjału węglowodorów. Dlaczego? Ponieważ energia jest fundamentem wszystkiego. Jest warunkiem koniecznym dla współczesnego rolnictwa, transportu, produkcji i handlu. Jak ostrzega książka „ Kruche fundamenty: Zabezpieczanie filarów nowoczesnej cywilizacji” , nasza zależność od scentralizowanych, złożonych systemów jest naszą największą słabością. [6] Zniszczenie fundamentów energetycznych bezpośrednio prowadzi do głodu, ubóstwa i upadku społeczeństwa.
Nie chodzi o eksterminację wszystkich. Strategia globalistów to strategia kontrolowanego „szczypania”. Jej celem jest wybicie miliardów, aby „rozwiązać” obciążenia ekonomiczne i społeczne – a konkretnie wielo-bilionowe zobowiązania socjalne, które rządy postrzegają jako nie do utrzymania. Jak stwierdziłem w wywiadzie z 2022 roku, globalne elity widzą te zobowiązania finansowe i mają proste, ludobójcze rozwiązanie: oczyścić bilanse poprzez wyeliminowanie osób, którym zalegają z płatnościami. [7] Zniszczenie produkcji nawozów jest kluczowym wektorem tego planu. Proces Habera-Boscha, który syntetyzuje amoniak do produkcji nawozów, jest bezpośrednio odpowiedzialny za wyżywienie połowy światowej populacji. Sabotowanie surowca gazu ziemnego dla tego procesu jest bezpośrednim atakiem na globalne zaopatrzenie w żywność. [8]
Podążaj za zachętami: Dlaczego rządy chcą, żebyś był zależny Musimy podążać za bodźcami finansowymi, aby dostrzec zimną, wyrachowaną logikę stojącą za tą wojną. Programy takie jak powszechny dochód podstawowy (UBI), często reklamowane jako polityka postępowa, tworzą przewrotną zachętę. Rząd, który obiecuje każdemu obywatelowi dochód podstawowy, ma bezpośredni motyw finansowy, by mieć mniej obywateli. Każda osoba usunięta z listy UBI to trwałe zmniejszenie zobowiązań państwa. [9]
Co więcej, rozwój sztucznej inteligencji i robotyki sprawia, że praca ludzka staje się w oczach klasy rządzącej zbędna. W wywiadzie omawiałem, jak postaci takie jak Yuval Noah Harari argumentują, że technologia może zastąpić ludzkich pracowników, czyniąc ogromne rzesze ludzkości „bezużytecznymi”. [10] Z tej perspektywy życie ludzkie nie jest już atutem, lecz obciążeniem (dla elity) – pochłania zasoby („matki ziemi”). Po co karmić, zapewniać dach nad głową i opiekę miliardom ludzi, skoro pracę mogą wykonywać maszyny napędzane sztuczną inteligencją? Ta mentalność uzasadnia program depopulacji.
To również wyjaśnia, dlaczego prawdziwe przełomy w dziedzinie długowieczności i naturalnego zdrowia są tłumione. Technologie i protokoły, które mogłyby pozwolić masom żyć dłużej i zdrowiej, jedynie pogłębiłyby „problem” „zbyt wielu ludzi” dla elity . Takie przełomy są zatem zarezerwowane dla elit, które postrzegają siebie jako godnych spadkobierców wyludnionej planety. Masy są uważane za zbędne.
Etapy upadku już się rozpoczęły Nie czekamy na załamanie; jesteśmy na jego wczesnym etapie. Pierwszym etapem jest widoczny sabotaż, którego jesteśmy świadkami już dziś, gdzie większość społeczeństwa pozostaje nieświadoma lub lekceważy go, obwiniając „konflikt geopolityczny” lub „siły rynkowe”. Główne media posłusznie podają tę przykrywkę. [2]
Etap drugi – powszechne obawy opinii publicznej dotyczące ostrych niedoborów, hiperinflacji i uświadomienia sobie, że system jest zepsuty – jest nieuchronny. Biorąc pod uwagę trajektorię cen paliw i żywności, ten etap prawdopodobnie nastąpi w Ameryce Północnej za kilka tygodni. Widzieliśmy już zapowiedzi panicznych zakupów i rządowych dyskusji o racjonowaniu w niektórych ograniczonych obszarach. [11]
Trzecim etapem jest powszechna panika i akceptacja nowej, trwałej rzeczywistości. To wtedy ludzie zdają sobie sprawę, że obfitość XX wieku odeszła w zapomnienie, zastąpiona kontrolowanym spadkiem poziomu życia, mobilności i wolności osobistej, ” , kruche systemy podtrzymujące naszą cywilizację zawodzą w skoordynowany sposób. [12] Zaprojektowany niedobór energii jest czynnikiem wyzwalającym ten ostateczny upadek.
Dlaczego wiedza i przygotowanie są Twoją jedyną obroną Korporacyjne media głównego nurtu nigdy nie powiedzą ci tej prawdy. Są współwinne tej historii, działając jako ramię propagandowe dla samych instytucji, które stoją za tym upadkiem. [13] Twoje przetrwanie zależy od odrzucenia ich narracji i poszukiwania wiedzy w zdecentralizowanych, nieocenzurowanych źródłach.
Samowystarczalność nie jest już hobbystycznym zajęciem; to jedyna realna droga do przetrwania sztucznie wywołanej burzy. Oznacza to zapewnienie sobie własnego pożywienia, wody, energii i komunikacji poza kruchymi, scentralizowanymi sieciami. Jak od lat namawiam, posiadanie gospodarstwa rolnego, gromadzenie namacalnych aktywów, takich jak złoto i srebro, oraz wycofanie majątku z systemu bankowego to kluczowe kroki. [14]
Moje przekonanie, ukształtowane przez dziesięciolecia badań, jest takie: ci, którzy dostrzegają ten schemat i działają teraz, aby zbudować samowystarczalność, przetrwają to, co nadchodzi, nawet jeśli miliardy nie przetrwają. System, na którym nauczono cię polegać, pragną twojej śmierci, ponieważ jesteś obciążeniem finansowym ( zasobów pachamamy/matki ziemi). [16] Twoją jedyną obroną jest rezygnacja z tego systemu w jak największym stopniu. Wiedza, przygotowanie i społeczność podobnie myślących osób to twoje koła ratunkowe. Czas biernej obserwacji minął. Wojna z ludzkością się rozpoczęła, a twoje przetrwanie zależy od jej rozpoznania i walki z nią wszelkimi dostępnymi zasobami… The Sabotage of Global Energy Infrastructure is …
Od 1 marca na całym świecie zapaliło się 11 rafinerii paliw – jakie to wygodne dla agendy klimatycznej
W ciągu około siedmiu tygodni od 28 lutego 2026 r. w wielu krajach doszło do licznych poważnych pożarów i eksplozji w rafineriach paliw i zakładach energetycznych. Krytyczne infrastruktury energetyczne na całym świecie stają w płomieniach. Dzieje się to codziennie, zarówno na obszarach objętych wojną, jak i w krajach, w których oficjalnie nie obowiązuje stan wojny. Niniejszy artykuł koncentruje się na incydentach niemilitarnych.
Kluczowe incydenty (niemilitarne)
1 marca 2026 r. – Ekwador: W największej rafinerii ropy naftowej w kraju wybuchł poważny pożar. Dokładne informacje na temat przyczyn pożaru są nadal ograniczone w publicznych raportach. 17 marca 2026 r. – Rafineria Olmeca (Dos Bocas), Tabasco, Meksyk : W najnowszej rafinerii w Meksyku (należącej do PEMEX) doszło do pożaru. Był to drugi incydent w tym miejscu w krótkim odstępie czasu. Kolejny pożar 9 kwietnia miał miejsce w magazynie koksu naftowego; nie odnotowano żadnych ofiar. 23 marca 2026 r., Valero, Teksas, USA : Eksplozja podpaliła rafinerię ropy naftowej w Port Arthur w Teksasie. Rafineria Valero jest jedną z największych rafinerii w Stanach Zjednoczonych. 14 kwietnia 2026 r. – Elektrownia cieplna Vedanta, Sakti, Chhattisgarh, Indie : W wyniku eksplozji kotła w tej elektrowni węglowej zginęło 19 osób, a kilka zostało rannych podczas rutynowej pracy. 15-16 kwietnia 2026 r. – Geelong, Wiktoria, Australia: W rafinerii Geelong należącej do Viva Energy – jednej z dwóch działających rafinerii ropy naftowej w Australii – wybuchł duży pożar. Rafineria dostarcza około 10% paliwa do Australii, co spowodowało tymczasowe problemy z dostawami i konieczność importu w celu zrównoważenia strat. Przedstawiciele władz określili to zdarzenie jako „bezprecedensowe”. 16-17 kwietnia 2026 r. – Haripur, Chajber Pasztunchwa, Pakistan: Gazociąg Sui Northern w strefie przemysłowej Hattar pękł i zapalił się, wywołując potężny pożar, który strawił pobliskie dzielnice mieszkalne. 18 kwietnia 2026 r. – Rafineria BP Cherry Point, Blaine, stan Waszyngton: Trzy osoby zostały ranne w incydencie, do którego doszło w sobotę w rafinerii BP Cherry Point w Blaine, poinformowali przedstawiciele firmy. 20 kwietnia 2026 r. – Pachpadra, Balotra, Radżastan, Indie: W pobliżu instalacji destylacji ropy naftowej w nowym kompleksie HPCL Rajasthan Refinery Ltd (HRRL), projekcie rafineryjno-petrochemicznym o wartości 9,5 miliarda dolarów, wybuchł poważny pożar. Trwa dochodzenie w sprawie przyczyn technicznych lub operacyjnych. 20 kwietnia 2026 r. – Bukareszt, Rumunia: W elektrociepłowni CET Vest (kluczowym obiekcie ciepłowniczym dla miasta) doszło do potężnej eksplozji, w której uczestniczyły transformatory elektryczne zawierające 30–40 ton oleju izolacyjnego. 20-21 kwietnia 2026 r. – Homalin, region Sagaing, Mjanma: Potężna eksplozja w porcie rzecznym nad rzeką Chindwin wywołała pożar, który strawił ponad 10 tankowców z paliwem. 21 kwietnia 2026 r. – Etoile, Teksas, USA: Eksplozja na odwiercie gazu ziemnego/ropy naftowej w Teksasie wywołała duży pożar, który był widoczny z odległości wielu kilometrów i doprowadził do ewakuacji niektórych osób. Wpływy Wydarzenia te ożywiły dyskusje w Internecie na temat potencjalnych zagrożeń dla globalnej infrastruktury energetycznej, zwłaszcza w obliczu szerszych napięć geopolitycznych i napięć na rynku energii. Pożary rosyjskich rafinerii, które miały miejsce w tym samym okresie (np. w Nowokujbyszewsku, Syzraniu, Tuapse) były wyraźnie powiązane z atakami dronów i zostały tutaj pominięte ze względu na skupienie się na przypadkach niezwiązanych z wojskiem.
Wpływ jest różny Australia zmaga się z krótkoterminowymi problemami z dostawami paliwa; Indie opóźniły otwarcie nowej, dużej rafinerii; w Pakistanie zginęło wielu cywilów; w Rumunii wystąpiły tymczasowe zakłócenia w dostawach ogrzewania; pożar w porcie w Mjanmie wpłynął na logistykę dostaw paliwa. Do szerszych skutków zalicza się ewakuacje lokalne, obawy dotyczące jakości powietrza spowodowanej dymem oraz apele o wzmożone kontrole bezpieczeństwa w przestarzałych lub przeciążonych obiektach.
Geelong oil refinery up in flames joins 10 others across the world including the US
WALKA Z ROLNICTWEM – KARTEL SZCZEPIONKOWY BILLA GATESA POLUJE NA ROLNIKÓW WE FRANCJI ZA POMOCĄ DRONÓW TERMICZNYCH!
Francuskie niebo jest pełne dronów monitorujących, które wyszukują „nieposłuszne” bydło… bo dzielni farmerzy ODWAŻYLI SIĘ odrzucić popierane przez Gatesa nakazy szczepień. Naloty policyjne w środku nocy. Stada osaczone. Przymusowe zastrzyki pod groźbą broni. To nie jest zdrowie publiczne. To wojna biologiczna na twoim talerzu. Oni nie tylko szczepią zwierzęta — oni zatruwają łańcuch pokarmowy, tworzą zależność i miażdżą każdego, kto staje na drodze do całkowitej kontroli nad tym, co trafi na twój stół.
Niezależne gospodarstwa? Celowane. Stada ekologiczne? Naznaczone do zniszczenia. Rolnicy, którzy mówią NIE? Traktowani jak terroryści. Podczas gdy główny nurt wiwatuje na „bezpieczeństwo żywności”, prawdziwy cel jest jasny jak kryształ: osłabić populację, kontrolować dostawy i upewnić się, że każdy kęs będzie zawierał ich eksperymentalny koktajl. Machina globalistów nie zatrzymuje się już na ludziach. Teraz idą po zwierzęta gospodarskie… a co za tym idzie, po CIEBIE. Ale opór NArasta. W cieniu tego szaleństwa prawdziwi wojownicy budują niezniszczalne alternatywy — zdecentralizowane, przejrzyste i poza ich zasięgiem. x.com/SternDrewCrypto/status/2047011024382111783
Dodatki paszowe redukujące emisję metanu u bydła dają „wołowinę Frankenstein” SÃO PAULO, 22 kwietnia 2026 r. /PRNewswire/ — Minerva Foods, globalna firma spożywcza i czołowy eksporter wołowiny w Ameryce Południowej, oraz Rumin8, australijska firma zajmująca się technologiami klimatycznymi, opracowująca dodatki paszowe mające na celu redukcję emisji metanu przez zwierzęta gospodarskie, ogłosiły dziś wyniki badania wykazującego znaczną redukcję emisji metanu przez bydło oraz poprawę efektywności paszy.
Bajka o nadmiarze metanu (i dwutlenku węgla) szkodzącym środowisku była dla Zielonych taranem przeciwko wypasaniu bydła na pastwiskach i emisji metanu. Liczne badania wykazały, że metan nie jest szkodliwy dla klimatu, ludzkości ani niczego innego. Cała kampania ONZ dotycząca zanieczyszczenia dwutlenkiem węgla i metanem napędzała rozwój potężnego przemysłu zwanego odnawialnymi źródłami energii. Międzynarodowe firmy farmaceutyczne, rządy i giganci spożywczy nie chcą zaakceptować faktu, że tysiące lat naturalnego rozwoju układu pokarmowego przeżuwaczy nie mogą zostać zmienione bez powodowania problemów zdrowotnych u zwierząt lub u konsumentów spożywających mięso nasączone chemikaliami.
Z powodu propagandy opartej na strachu, kierowanej pod adresem przemysłu bydlęcego w czasie „kryzysu klimatycznego”, rolnicy zdają się być ostatnio zmuszeni do zwrócenia uwagi na to stosunkowo niewielkie źródło produkcji metanu. Rolnicy muszą podawać środki chemiczne, które zakłócają normalne procesy trawienne, wytwarzając metan u bydła, w postaci dodatku paszowego Bovaer-10 lub szczepionki Rumin8. Przemysł ten zapomniał o tym, że spożywamy takie zwierzęta, a optymalny stan metaboliczny zwierząt jest dla nas niezbędny dla zdrowia po spożyciu.
Wyobraź sobie, że przez ostatnie 80 lat, wraz z pojawieniem się rolnictwa przemysłowego, nagle przeszliśmy na dietę złożoną z przetworzonej żywności i głównie martwej trawy – to odpowiednik przejścia od całodziennego jedzenia w domu do życia wyłącznie na fast foodach dla bydła. Co więcej, jesteśmy ograniczeni do zamkniętej przestrzeni z setkami innych krów. Dokładnie to samo dzieje się we współczesnych fermach tuczu w okresie „tuczu”, gdzie dieta bydła ulega drastycznej zmianie i zawiera do 80% zbóż i nasion oleistych, takich jak bawełna. Można to porównać do buntu układu pokarmowego, który pojawia się po drastycznej zmianie diety podczas podróży zagranicznej, z tą różnicą, że bydło nie wraca do swojej normalnej diety po kilku tygodniach.
Dodatek paszowy dla przeżuwaczy Coles Bovaer – cairnsnews.org/…ti-methan-cattle-feed-additive-is…. Największy australijski zakład przetwórstwa mięsa, brazylijska firma JBS Swift, stosuje dodatek Bovaer we wszystkich swoich tuczarniach, aby zapobiegać emisji metanu u bydła. Coles i Woolworths należą do największych sprzedawców detalicznych wołowiny JBS. W Australii nie ma żadnego przepisu prawnego nakazującego stosowanie tego toksycznego dodatku. Udostępnij wszędzie!Feed additives to reduce methane emissions in …
Opozycyjne media wałkują nieustannie temat nepotyzmu w służbie zdrowia. Senator Tomasz Lenz kazał zoperować synowi wrastający paznokieć bez kolejki i bez właściwej rejestracji szpitalnej. Dyrektor do spraw administracyjnych szpitala w Knurowie zabrał aparat EKG i pojechał karetką po wymagającą natychmiastowej pomocy matkę posłanki Krystyny Szumilas. Oczywiście, że jest to niewłaściwe szczególnie w sytuacji gdy na świadczenia brakuje 23 miliardy, a cały system ochrony zdrowia jest w zapaści. Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że do szpitala można się dostać tylko po protekcji. I to jest prawdziwy skandal, a nie fakt, że ktoś ratuje matkę.
Osoby ze wschodu, które znam z racji ich pracy w Polsce mówią, że nie jest jeszcze źle gdy można dać bakczysz i w ten sposób załatwić swoją sprawę. Sytuacja jest naprawdę tragiczna gdy nic nie da się załatwić nawet za łapówkę, bo nikt nie chce jej wziąć.
Pracownik szpitala aby ratować starszą osobę przywłaszcza sobie na chwilę karetkę szpitalną. Przychodzi mi na myśl film „Znachor” powstały w oparciu o powieść Dołęgi -Mostowicza. Otóż prokurator oskarżający znachora Antoniego Kosibę zadaje pytanie. Czy miał on prawo przywłaszczyć sobie narzędzia lekarskie aby ratować życie młodej kobiety o której nie wiedział, że jest jego córką. Biegły rozpoznaje na sali sądowej w Kosibie wybitnego chirurga Rafała Wilczura, Wilczur odzyskuje pamięć i wszystko dobrze się kończy. Nikt nie ma wątpliwości, że kradzież chirurgicznych narzędzi była usprawiedliwiona.
Podobna burza w szklance wody miała miejsce gdy ujawniono, że Krystyna Janda zaszczepiła się przeciwko covid-19 poza kolejką. A przecież nie to było prawdziwym skandalem. Prawdziwym skandalem była liczba nadmiarowych zgonów wynikających najczęściej z tego, że szpitale pod pozorem pandemii odmawiały chorym zabiegów ratujących życie. Prawdziwym skandalem był zakaz wstępu do lasów i parków, które logicznie rzecz biorąc powinny być uznane za najbezpieczniejsze miejsca. Skandalem jest wyrok, sądu w Brukseli, który nakazał Polsce zapłatę firmie Pfizer 5 mld 644 mln zł za zamówione, a nieodebrane szczepionki przeciwko covid -19. Skandalem było szczepienie pacjentów z demencją przebywających w DPS i na oddziałach psychiatrycznych bez ich zgody. Kompromitującym skandalem było również odwołanie wszelkich restrykcji aby móc wpuścić do kraju nie kontrolowanych w żaden sposób emigrantów z Ukrainy. Jak mówili złośliwi – Putin powinien otrzymać nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za błyskawiczne zwalczenie groźnej epidemii.
Te wszystkie pozorne skandale, te burze w szklance wody przypominają skandale związane z niewłaściwym strojem jakiejś osobistości. Trzeba sobie jednak uświadomić, że na przykład Michnik ma o wiele więcej do wyjaśnienia społeczeństwu niż fakt że pojawił się w czerwcu 2011 roku w Pałacu Prezydenckim w crocsach. Doprowadzenie do ruiny służby zdrowia, zbankrutowanie NFZ, likwidowanie porodówek, zamykanie szpitali i oddziałów szpitalnych, reglamentowanie badań i wprowadzanie odpłatności za te badania to są prawdziwe skandale rządów KO, a nie fakt, że pani Szumilas usiłowała ratować swoją matkę. Skandalem jest również fakt, że matka pani Szumilas, jak wiele osób w jej wieku, byłaby w zwykłej sytuacji objęta protokołem terapii daremnej i odmówiono by jej wszelkiej pomocy. Skandalem jest samo istnienie protokołu terapii daremnej, a nie to że ktoś usiłuje ratować bliską osobę. Nepotyzm jest oczywiście nieelegancki. Zasady fair play są jednak dobre tylko w sporcie, a nie są w trudnych sytuacjach życiowych.
Pozwolę sobie opisać autentyczną historię. Jestem osobą bardzo nieelegancką. Dobrze rozumiem Rosjanina, który podobno popełnił samobójstwo zostawiwszy kartkę „Мне надоело одеваться и раздеваться” (Znudziło mi się ubierać i rozbierać). Uznano więc kiedyś, że nadaję się do prowadzenia magazynu z darami z zagranicy jak pies do pilnowania jabłek. Pewnego dnia zgłosiła się do mnie kobieta z trzyletnią dziewczynką. Pokazała mi jej ciałko pokryte skręconymi bliznami. Okazało się, że dziewczynka wpadła w trakcie wesela do odstawionego gara z gorącym barszczem. Wezwany lekarz pogotowia orzekł, że stan dziecka jest beznadziejny, podał mu środki przeciwbólowe i chciał odjechać.
Zrozpaczona matka wręczyła mu ogromną łapówkę. Sąsiad który sprzedał byczki zgodził się pożyczyć jej pieniądze. Wtedy lekarz wezwał helikopter i w warszawskim szpitalu dziecko uratowano. Matka prosiła o załatwienie jej leku likwidującego bliznowiec, o nazwie contratubex. Takim lekiem dysponował wyłącznie szpital wojskowy. Pielęgniarka z tego szpitala po prostu ukradła dla zupełnie obcego dziecka słoik tego leku. Matka dziecka powiedziała mi, że jest bardzo wdzięczna lekarzowi, że wziął łapówkę. Gdyby się bał, dziecko by nie przeżyło.
Doskonale ujmuje te dylematy następująca anegdota. Pewien angielski gentleman podczas nurkowania spotyka ogromnego rekina. Wyjmuje nóż a rekin na to: „a fe, jak tak można, rybę nożem?”. Gentleman chowa nóż i spokojnie pozwala się zjeść.
A poważnie – są sytuacje gdzie trzeba zawiesić zwykle obowiązujące zasady. Irena Gut-Opdyke była młodą Polką, która podczas wojny pracowała jako gosposia u niemieckiego majora Wehrmachtu, Eduarda Rügemera, w Tarnopolu. Irena ukrywała 12 Żydów w piwnicy willi majora. Gdy Rügemer odkrył kryjówkę, nie wydał ich, pod warunkiem, że Irena zostanie jego kochanką. Zgodziła się na to, by ratować życie ukrywanych osób. Czy należało ogolić jej głowę i sądzić ją za skandaliczny związek z hitlerowcem? Prawdziwym skandalem był fakt, że Niemcy najechali nasz kraj, że nas mordowali, że jakiś przybłęda Rügemer mógł być panem życia i śmierci Polaków i Żydów a nie fakt, że młoda Polka źle się prowadziła. Irena została uhonorowana tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Wracając do naszych polskich aktualnych spraw. Prawdziwym skandalem jest pełzający zamach stanu jaki funduje nam Tusk i stan do którego doprowadził nasze państwo.
Donald Tusk postanowił „wstrząsnąć” opinią publiczną – tym razem wizją rosyjskich czołgów, które już „za miesiące, nie lata” mogą ruszyć na NATO. W pakiecie dorzucił wątpliwości co do realnej determinacji sojuszników, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych i gotowości do zastosowania artykułu 5.
Premier państwa frontowego – graniczącego z Rosją, Białorusią i Ukrainą – publicznie sygnalizuje niepewność co do fundamentu bezpieczeństwa, na którym to państwo stoi. Jeśli to ma być „wstrząs”, to rzeczywiście – tylko pytanie, czy wymierzony w opinię publiczną, czy w samą architekturę odstraszania. Bo jeśli – jak twierdzi Tusk – „to nie są złudzenia, tylko wiedza”, to nie jest materiał na wywiad dla mediów czy konferencji prasowej, tylko na natychmiastowe działania państwa.
W takiej sytuacji powinien szybko zebrać się Sejm i ocenić gotowość sił zbrojnych oraz instytucji państwa do odparcia agresji. Prezydent powinien zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Polska powinna wystąpić o pilne konsultacje na forum Rady Północnoatlantyckiej NATO. Jeżeli bowiem zagrożenie jest tak konkretne i bliskie, jak sugeruje premier, to każdy dzień bez reakcji oznacza albo brak konsekwencji, albo brak wiary we własne słowa.
Takie wypowiedzi – niezależnie od intencji – osłabiają spójność i wiarygodność NATO. Odstraszanie działa tylko wtedy, gdy przeciwnik widzi jedność i determinację. Publiczne rozważania o tym, kto kogo obroni, a kto się zawaha, nie budują siły. Budują pokusę testowania granic. Oczywiście, Rosja pozostaje realnym zagrożeniem. Nikt rozsądny tego nie kwestionuje.
Ale czym innym jest chłodna analiza, a czym innym polityczne podkręcanie napięcia do poziomu, który zaczyna przypominać kampanijny megafon. Jeśli to naprawdę wiedza – trzeba działać. Jeśli to tylko retoryka – to wyjątkowo niebezpieczna. A jeśli jedno i drugie naraz, to mamy do czynienia z najgorszym z możliwych scenariuszy: polityką, która straszy wojną, a jednocześnie rozbraja zaufanie do tych, którzy mieliby nas bronić.
„Wrzucam bez pasków na oczach”. Łukasz Litewka ujawnia wstrząsające kulisy sprawy z Kłodzka
Sprawa Kamili L. i jej męża z Kłodzka wstrząsnęła opinią publiczną. Para została skazana za wieloletnie krzywdzenie dziecka oraz znęcanie się nad zwierzętami. Według relacji posła Łukasza Litewki, który również zdecydował się nagłośnić sprawę w mediach społecznościowych, materiały dowodowe były tak obciążające, że nawet doświadczeni biegli potrzebowali pomocy psychologicznej po ich obejrzeniu.
Poseł publikuje zdjęcia sprawców i tłumaczy swoją decyzję
Poseł Łukasz Litewka zdecydował się na krok, którego politycy zwykle unikają — opublikował niezasłonięte twarze skazanych. W poście wyjaśnił, dlaczego zrobił to publicznie i bez cenzury.
Łukasz Litewka/ Facebook/ screenshot
Dlaczego poseł zdecydował się pokazać ich twarze?
W swoim wpisie Litewka napisał, że nie zamierza chronić wizerunku osób, które dopuściły się tak nieludzkich czynów. Jak podkreślił:
„To, co wydarzyło się w Kłodzku, nie mieści się w granicach słowa ‘człowiek’, więc nie będę tutaj nazywać tak nikogo”.
Zwrócił uwagę, że sprawcy przez lata funkcjonowali w społeczeństwie, uśmiechali się do sąsiadów, prowadzili normalne życie, podczas gdy w domu działy się rzeczy, które sąd określił jako skrajnie okrutne.
Łukasz Litewka/ Facebook/ screenshot
W dalszej części wpisu dodał:
„Wrzucam bez pasków na oczach, bo jak nagrywasz, gdy krzywdzisz zwierzę i wysyłasz dalej, to chyba nie wstydzisz się tego.”
Co wydarzyło się w Kłodzku?
Według ustaleń sądu, Kamila L., powiązana z lokalnymi strukturami Koalicji 13 grudnia, została skazana na 6,5 roku więzienia, a jej mąż na 25 lat. Oboje usłyszeli liczne zarzuty związane z przemocą wobec dziecka oraz znęcaniem się nad zwierzętami. Proceder miał trwać przez wiele lat, a skala okrucieństwa była tak duża, że, jak podkreślił Litewka, nawet osoby badające sprawę były wstrząśnięte.
Poseł napisał:
„Biegli, którzy zapoznali się z materiałem, musieli otrzymać opiekę psychologa. Zgodnie stwierdzili, że tego się nie da zapomnieć.”
Litewka od lat angażuje się w sprawy dotyczące ochrony dzieci i zwierząt. Jego decyzja o ujawnieniu twarzy sprawców była nietypowa i odważna i wywołała dyskusję o granicach prywatności osób skazanych za najcięższe przestępstwa.
Łukasz Litewka/ Facebook/ screenshot
W komentarzach pod postem dominowały głosy poparcia. Wielu internautów pisało, że w takich przypadkach „anonimowość jest przywilejem, na który trzeba zasłużyć”. Inni podkreślali, że dzięki nagłośnieniu sprawy opinia publiczna dowiedziała się o kulisach procesu, który, mimo swojej skali, nie był szeroko relacjonowany, a wręcz pomijany, jakby panowała jakaś zmowa milczenia.
==================
mail:
Kierowca osobowego mitsubishi zjechał nagle na przeciwległy pas ruchu i zabił w rowerzystę.