Wiadomości dobre i jeszcze lepsze

Wiadomości dobre i jeszcze lepsze

magnapolonia/michalkiewicz-wiadomosci-dobre-i-jeszcze-lepsze

Stanisław Michalkiewicz: Wiadomości dobre i jeszcze lepsze

   Nareszcie jakieś dobre wiadomości – bo dotychczas można byłoby sobie pomyśleć, że nie tylko nasz nieszczęśliwy kraj, ale w ogóle – cały świat zmierza ku katastrofie. To zresztą nie jest wykluczone, bo przypominam sobie, jak w 1971 roku w wydawanym przez Świadków Jehowy piśmie „Strażnica” przeczytałem artykuł wstępny zaczynający się tak: „Świat nasz zmierza ku katastrofie – jak powiedział pewien Murzyn z Atlanty”.

Skoro świat już wtedy zmierzał ku katastrofie – co spenetrował wspomniany Murzyn z Atlanty – to cóż dopiero teraz, kiedy na alarm biją eksperci, co to za pieniądze gotowi są potwierdzić niezbitymi dowodami hipotezę, jak nie o globalnym ociepleniu, to o globalnym oziębieniu – w zależności od tego, kto za co i ile zapłaci?

Tedy zwłaszcza w takiej sytuacji, każda dobra wiadomość jest na wagę złota.

I chociaż trapią nas rosnące lawinowo ceny paliw na stacjach benzynowych, a obywatel Tusk Donald próbuje wykorzystać bliskowschodni kryzys naftowy, by szantażem zmusić pana prezydenta Nawrockiego do podpisania kolejnego legislacyjnego knota o nadzwyczajnych zyskach firm paliwowych –  że w razie odmowy oskarży go o działanie na szkodę mniej wartościowego narodu polskiego i w ten sposób stworzy pozory moralnego uzasadnienia dla operacji podmianki na stanowisku prezydenta.

Najpierw chodzi o zmianę z Karola Nawrockiego na obywatela Czarzastego Włodzimierza, no a potem – niechby nawet na Rafała Trzaskowskiego, który – jak pamiętamy – przez całe dwie godziny myślał, że jest prezydentem. Wymowni Francuzi powiadają, że kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat – i w przypadku Rafała Trzaskowskiego to się sprawdza, bo nie przykleja się do niego żadna afera – czego by tam nie nabroił.

Wyobrażam sobie, jakby taki powrót ucieszył nie tylko stado autorytetów moralnych, co to uważa pana prezydenta Karola Nawrockiego nie tylko za parweniusza, ale – w myśl wytycznych Judenratu – za „uzurpatora”. Uszami duszy już słyszę ten pochwalny bek – ale to wszystko jeszcze w sferze projektów – i to nie jest ta dobra wiadomość.

„Dobra wiadomość” jest taka, że Książę-Małżonek rozgromił Rosję. Wzorem Juliusza Cezara, co to zrobił „veni – vidi – vici” – co się wykłada, że przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem – Książę-Małżonek przybył z niezapowiedzianą wizytą na Ukrainę i nie czekając nawet na wynik negocjacji prezydenta Zełeńskiego z zimnym ruskim czekistą Putinem, wziął i rozgromił Rosję, w podobny sposób, jak to zrobił generał Nogi podczas wojny japońskiej. Według relacji popularnych w warszawskich sferach kupieckich, było tak: generał Nogi siedział i jadł kwaśne mleko z kartoflami.

Przybiega adiutant i melduje: Wasze Priewoschoditielstwo, cesarska flota rosyjska już się zbliża – a on nic, tylko je kwaśne mleko z kartoflami. Po chwili przybiegają inni adiutanci z meldunkiem – Wasze Prewoschoditielstwo, już widać cesarską flotę rosyjską! A generał Nogi nic, tylko je kwaśne mleko z kartoflami. Wreszcie przybiegają pozostali adiutanci z krzykiem – Wasze Wysokopriewoschoditielstwo, cesarska rosyjska flota już tu jest! Wtedy generał Nogi wstał, otarł usta serwetką, wyszedł na pokład i zatopił cesarską flotę rosyjską.

Książę-Małżonek nie musiał nawet wychodzić na pokład, tylko zrobił taką groźną minę, że na ten widok zimny ruski czekista Putin struchlał i natychmiast porzucił plany ataku na któreś z mocarstw bałtyckich. Podobno postanowił poprzestać na małym i tylko doskonalić się w prowokacjach, dzięki którym obywatel minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz ma nadzieję wytresować mniej wartościowy naród tubylczy w odruchach Pawłowa.

W tym celu, jak tylko ruskie drony atakują Ukrainę, pan minister Kierwiński, za pośrednictwem systemu syren, zaczyna wyć tak przeraźliwie, że w środku nocy podrywa na równe nogi mieszkańców województw: podkarpackiego i lubelskiego – żeby niezwłocznie udali się w „bezpieczne miejsce”. Ponieważ jednak nikt nie wie, czy na terenie tych województw jest jakieś bezpieczne miejsce, ani – gdzie się  ono znajduje – obywatele już skapowali, że nie chodzi o żaden ratunek, tylko – żeby się oswoili z myślą, że wojna na Ukrainie, to „nasza” wojna – i bez szemrania płacili tamtejszym oligarchom haracz.

Waśnie w dniach ostatnich zakończyło się w Karpaczu „forum ekonomiczne”, podczas którego prezes Głównego Urzędu Statystycznego podał informację, że w latach 2022-2025 Polska, wspierając Ukrainę, poniosła straty sięgające prawie 500 miliardów złotych. Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co planuje Wielce Czcigodny Pawło Kowal, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych. Otóż Wielce Czcigodny nawołuje, by tę forsę odzyskać – ale nie od Ukrainy, Boże uchowaj! – tylko od Rosji.

W takiej sytuacji finansowe straty Polski mogłyby wzrosnąć nawet dziesięciokrotnie, a poza tym nie obeszłoby się bez ofiar w ludziach. Najwyraźniej jednak i Wielce Czcigodny Pawło Kowal i Książę-Małżonek uważają, że skoro już doczekaliśmy szczęśliwie „naszej” wojny, to ofiary muszą być.  Jest w tym logika, bo jeśli już zaczęlibyśmy składać ofiary z ludzi, to czy na kimkolwiek zrobiłyby jeszcze wrażenie doniesienia o deficycie budżetowym, czy długu publicznym, o katastrofie  w sektorze ochrony zdrowia, czy o szybujących pod niebiosa cenach paliw, w których większą część stanowią przecież różne podatki?

Pod gruzami można ukryć wszystko i dlatego właśnie obywatel Tusk Donald aż przebiera nogami z niecierpliwości, nie mogąc doczekać się wojny.

  Właśnie pochwalił się, że dostał od CIA „raport”. Nie wiadomo, czego on dotyczy, bo obywatel Tusk nie pokazał go nawet swemu zastępcy, ministru-ministrowiczu Władysławu Kosiniaku-Kamyszu. Pojawiły się tedy na mieście fałszywe pogłoski, jakoby nie był to żaden „raport”, tylko lista osobistości przeznaczonych do likwidacji  w przypadku ruskiej agresji – na przykład na mocarstwa bałtyckie. Jestem przekonany, że w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy.

Po pierwsze dlatego, że obywatel Tusk Donald nie podlega CIA, tylko – niemieckiej BND, więc CIA może mu – jak to mówią – „skoczyć”.

Po drugie – minister-ministrowicz Kosiniak-Kamysz, podobnie jak całe PSL, ma stuprocentową zdolność koalicyjną, a w patriotycznych porywach nawet większą, więc nie to jest przyczyną ukrywania przed nim treści amerykańskiego dokumentu.

Wreszcie – po trzecie, a właściwie przede wszystkim – przecież Książę-Małżonek właśnie rozgromił Rosję, wskutek czego Putinu zmiękła rura i w rezultacie zamierza on poprzestać na doskonaleniu się w prowokacjach. Skoro tak, to któż i nam zabroni doskonalić się w prowokacjach?

Nikt nam nie zabroni, chyba, żeby zrobili to Nasi Sojusznicy, zarówno ten Największy, jak i ci Pomniejsi – bo Naszych Sojuszników, to my się słuchamy, dzięki czemu z każdej sytuacji wychodzimy obronnie. Czegóż chcieć więcej?

O ryzyku i prawach robactwa

O ryzyku i prawach robactwa

Posted by Marucha w dniu 2026-09-17 marucha/o-ryzyku-i-prawach-robactwa

W jaki sposób zabetonować mózgi? To bardzo proste, trzeba wypuścić na rynek, wprost pod nogi nieprzygotowanej, albo oszukanej publiczności, produkty zrobione ze złą intencją, fałszywe i zawierające duży ładunek podłego oszukaństwa. 

Następnie odciąć tę publiczność od możliwości dyskusji o tym co widzi, a zamiast tego lansować hasło – o gustach się nie dyskutuje. I koniec. Załatwione. O gustach się nie dyskutuje, dlatego każdy bałwan, bądź bałwanka, może rozwodzić się o opisanych tu, w pierwszych linijkach podstępach i dewastacjach ile tylko chce.

Obejrzałem wczoraj czołówkę i może z pięć minut pierwszego odcinka nowego serialu „Lalka”. Tu właśnie zastosowany został ten mechanizm. Serial pobije rekordy popularności, bo jest eksperymentem socjologicznym zrobionym z wielką premedytacją i wymierzonym w dobrze już oczadziałe mózgi wariatek, które obejrzą go tylko dlatego, żeby zobaczyć jak arystokracja znęcała się nad szlachetnym, prostym ludem.

Przy oglądaniu, rzecz jasna, nic poza tą wewnętrzną projekcją, nie będzie dla tych ludzi widoczne. Wiem to na pewno, bo dziś z rana przeczytałem komentarz jednej pani na iksie, która napisała, że serial świetny, albowiem ukazuje jak mieszczaństwo niszczyło chłopów (czy coś podobnego). Pani obejrzała cały odcinek, nie zauważyła, że nie ma tam chłopów, nie ma też mieszczaństwa, widziała tylko swoje wewnętrzne wizje, które z jakiegoś powodu się w jej głowie pojawiają. Serial je tylko uwolnił i ona natychmiast musiała o tym opowiedzieć.

Dyskusja zaś zaczęła toczyć się wokół tego czyśmy wszyscy są z chłopów, czy nie z chłopów. Kapujecie? Po obejrzeniu serialu „Lalka”! Szkolnictwo powszechne powinno być natychmiast zakazane, albowiem produkuje ono oślepłe na wszelkie niuanse, egotyczne potwory, które potrafią jedynie demonstrować swoje duchowe ubytki.

Nie łudźcie się, że ten serial to emanacja inwalidztwa intelektualnego i kulturalnego reżysera i scenarzysty. O nie!!! On to zrobił specjalnie, okradł społeczeństwo z pieniędzy przeznaczonych na kulturę, żeby wysmażyć ten kotlet z podeszwy od kolejarskiego buciora. I teraz wszystkie pretensjonalne Walkirie, zamieszkujące doliny polskich rzek i stoki pagórków, będą to przeżuwać, a następnie emitować gazy po pobieżnym strawieniu każdego kawałka. Owe gazy zaś będą miały właściwości duszące i paraliżujące.

Niektórych już sparaliżowało. Widać to na iksie, słowa nie mogą z siebie wydusić, a to dopiero pierwszy atak, szykuje się drugi, czyli film kinowy z Dorocińskim w roli Wokulskiego. Przy okazji, stoczyłem wiele potyczek polemicznych, o to ile lat miał Rzecki. Prusowi trochę się pochrzanił wiek głównych bohaterów, bo czyniąc Wokulskiego 35 latkiem, uczynił Rzeckiego 40 latkiem, co oczywiście nie było możliwe, ale tak jest w tekście – stary subiekt, czterdziestoletni pan Ignacy Rzecki. Mniejsza o to. Obydwie ekranizacje „Lalki” to desant kosmitów. Pierwsze ofiary już są.

Nie można jednak wykluczyć, że obsada serialu to po prostu jakaś klika rodzinno-partyjna, która upasie się na tym gniocie, stanowiącym kolejny etap niszczenia naszego szlachetnego i myślącego o sprawach wzniosłych narodu. Nie oglądajcie tego. Wzywam Was wszystkich, jak tu stoicie, nie oglądajcie tego szajsu, bo co byście potem nie powiedzieli obróci się to przeciwko Wam.

Zamiast tego zacznijcie czytać książki, które tu polecam, i które wydaję. Mówię to wprost, bo wobec takiego chamstwa i takiej dewastacji, nie ma już co się opierniczać i nie ma co niuansować wypowiedzi. To jest noc żywych trupów, a my siedzimy zamknięci w składziku na miotły i patrzymy, jak te nieboszczyki poprzebierane za Łęcką i Wokulskiego latają tam po placu.

Kupujcie książki Kliniki Języka, bo wydawnictwo to na pewno nie chce Was oszukać. To sprawa pierwsza i najważniejsza. Książki, które wystawiam, albo wydaję poruszają problemy istotne w naszej historii, ale często nie nadające się do popularyzacji, bo nie ma w nich miejsca na zakochanych wariatów, co szastają pieniędzmi, ani na zdeprawowane kurewki. A tylko z podobnych tym bytom istot składa się widownia seriali, takie mam wrażenie, po przeczytaniu tego co się wczoraj wyrabiało na iksie.

Wczoraj wstawiłem do sklepu biografię Iwana Bohuna, świetną…nawet jeśli z pewnymi tezami nie będziemy się zgadzać, należy ją przeczytać. Iwan Bohun, człowiek, który ocalił resztki wojska zaporoskiego pod Beresteczkiem, był przedmiotem zainteresowania „Gazette de la France”, która śledziła jego losy. To jest dziś nie do pomyślenia, bo ludzie próbujący takiego Bohuna udawać dzisiaj, niech za przykład posłuży Palikot, nie trafiają nawet na łamy „Życia chełmskiego” i „Panoramy Mazowsza”, albowiem ich wyczyny i aspiracje nikogo nie obchodzą.

A reporter „Gazette de la France” opisywał jakimi meandrami płynęło życie pułkownika Bohuna. Nie złożył on, na przykład, przysięgi na wierność carowi. Co już powinno postawić wszystkich do pionu, albowiem oznacza to iż jego poczynania przeciwko Rzeczpospolitej, choć do pewnego momentu zgodne z polityką Moskwy, były jednak inspirowane z innego ośrodka. Poza wszystkim, zawsze warto zapoznać się z inną optyką, dobrze znanych zjawisk i faktów z historii po wielokroć omawianej i komentowanej.

Jak się komuś nie podoba Bohun, będzie mógł sobie poczytać o życiu i męczeńskiej śmierci Jozafata Kuncewicza, bo jego biografię właśnie dziś wstawiam do sklepu. Znajdziecie w niej także historię Unii Brzeskiej oraz wszystkie zawiłości związane z polityką wschodnią Rzeczpospolitej za Zygmunta III. Jest to bowiem kolejna już nasza książka, po „Dymitrze Samozwańcu” i „Marynie Mniszchównie”, która ilustruje polityczne, ekonomiczne i religijne problemy z czasów najważniejszego panowania w całej historii Rzeczpospolitej.

Będą kolejne książki „zygmuntowskie”. Wszystko dlatego, że Hubert, w pocie czoła, rysuje kolejny tom komiksu o królu Zygmuncie i razem tworzyć to będzie pewną całość, powiązaną dość luźno, ale jednak powiązaną.

Nie mamy takiego budżetu, jak reżyser Maślona, który zrobił z „Lalki” dzieło przeznaczone dla żeńskiego aktywu partyjnego w Korei Północnej, a szkoda bo dopiero byśmy się pobawili. No, ale taki los, nie zmienię tego. Niech nasze biedne państwo nadal utrzymuje tę zgraję deprawatorów i oszustów. My sobie tu jakoś, prawda, poradzimy przy pomocy wiernych czytelników.

Chciałbym też, żeby wszyscy zwrócili uwagę na okładki naszych książek. Tę ostatnią robił Rafał, uważam że jest świetna.

Dotarło też wreszcie do mnie, dlaczego ludzie tak nienawidzą dobrych okładek i w ogóle grafiki? Ponieważ jej obecność kreuje nowe zupełnie hierarchie i nową wrażliwość, za którą chamstwo nie nadąża. Dlatego ono się denerwuje i pluje na podłogę, a potem rozciera plwocinę butem.

Chamstwu chodzi o to, żeby nie było niczego i żeby pokazywać w filmie i serialu, nieważne czy to „Lalka” czy „Ogniem i mieczem”, czy „Czterdziestolatek”, wyłącznie problemy emocjonalne żeńskiego aktywu partyjnego. Trend ten jest widoczny wszędzie, nie tylko w Netflixie, ale także na okładach książek Miłoszewskiego i Dehnela.

Przy tym wszystkim ludziom tym wydaje się, że kogoś przechytrzyli. To jest coś nieprawdopodobnego. Nie dotykajcie tego nawet kijem. Bo nie wiadomo czy coś na Was nie przeskoczy.

Popatrzcie lepiej jak fantastyczną metaforą okoliczności życia i śmierci Jozfata Kuncewicza jest okładka jego biografii wykonana przez Rafała. No i przeczytajcie biografię Bohuna, bo te książki się przecież łączą.

basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zywot-sw-jozafata-kuncewicza-opowiedziany-na-tle-historii-kosciola-ruskiego

BRICS odchodzi od dolara, a Iran naciska na to najmocniej

sonar21/day-one-in-new-delhi-brics-steps-off-the-dollar-with-iran-pressing-hardest

Dzień pierwszy w New Delhi: BRICS odchodzi od dolara, a Iran naciska na to najmocniej.


18. szczyt BRICS rozpoczął się 12 września, a blok podjął najbardziej konkretny krok w kierunku rozluźnienia uścisku dolara amerykańskiego, przyjęcia 45-stronicowej Deklaracji z New Delhi pierwszego dnia i poparcia architektury płatności zbudowanej w celu kierowania handlu transgranicznego wokół zachodniego systemu finansowego. Dla większości członków ten ruch był krokiem do przodu. Dla Iranu – pod szerokimi sankcjami USA, blokadą morską i mniej więcej sześciomiesięczną wojną ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem — był bliżej liny ratunkowej.

Deklaracja i kanały płatnicze

Przywódcy zebrani w Centrum Kongresowym Bharat Mandapam przyjęli Deklarację New Delhi 2026 jednogłośnie w dniu otwarcia, a premier Narendra Modi wyszedł z zamkniętej sesji oznajmiając, że żaden członek nie sprzeciwił się tekstowi. Centralnym punktem gospodarczym było zobowiązanie do rozszerzenia handlu i Inwestycji rozliczanych we własnych walutach krajowych członków oraz do połączenia ich krajowych systemów płatności i przesyłania wiadomości, aby transakcje mogły się odbywać bez przechodzenia przez DENOMINOWANĄ w dolarach sieć SWIFT. Zgodnie z deklaracją, grupa zadaniowa ds. płatności bloku zbadała transgraniczną interoperacyjność tych kanałów i wykorzystanie lokalnych walut do rozliczeń handlowych i Inwestycji.

Mechanizmem przyciągającym największą uwagę jest BRICS Pay, zdecentralizowana struktura przesyłania wiadomości płatniczych, która łączy indyjskie UPI, Chińskie CIPS i rosyjskie SPF we wspólną warstwę interoperacyjności — sposób na rozliczanie płatności między członkami spoza SWIFT. Deklaracja odnosi się również do pilotowego tokena „jednostki” opartej na złocie.

Jest znaczące, czego blok ponownie nie podjął. Nie było poparcia dla jednej wspólnej waluty BRICS; w szczególności Indie oparły się temu skokowi, faworyzując interoperacyjne rozrachunki w walucie krajowej nad polityczną i monetarną złożonością wspólnej jednostki. Rezultatem, jak scharakteryzowało to kilku obserwatorów, jest raczej stopniowa de-dolaryzacja finansowa niż Unia Walutowa, a nie nowa waluta rezerwowa.

Odpowiedź Waszyngtonu

Odpowiedź Waszyngtonu była natychmiastowa. Prezydent Trump zagroził cłami w wysokości do 100% na blok, przedłużając kampanię nacisku, którą prowadzi od roku przeciwko temu, co nazywa „antyamerykańską” trajektorią BRICS. Zagrożenie ma prawdziwą wagę dla członków zależnych od eksportu, którzy polegają na rynku amerykańskim — ale jego siła odstraszająca ulega erozji z każdą transakcją, którą blok zdoła przekierować kanałami innymi niż dolar. To paradoks, przed którym stoi Waszyngton: taryfy mają karać de-dolaryzację, ale de-dolaryzacja jest dokładnie tym, co stępia działanie taryf.

Iran na pierwszej linii

Żaden członek nie przybył z większą stawką niż Iran. Prezydent Masoud Pezeshkian naciskał na handel walutami krajowymi, mówiąc dziennikarzom, że rozszerzenie wykorzystania własnych walut członków w handlu wewnątrz-blokowym jest jednym z najważniejszych kroków, jakie grupa może podjąć. Teheran naciskał przez cały szczyt na mechanizmy izolujące członków od zachodniej presji finansowej – priorytet zaostrzony przez sankcje i blokadę, przed którą teraz stoi.

Co najważniejsze, szczyt instytucjonalizuje na poziomie wielostronnym to, co Iran już budował dwustronnie. 29 stycznia 2026 r. Teheran podpisał TRÓJSTRONNY pakt strategiczny z Chinami i Rosją: porozumienie, którego ekonomicznym rdzeniem jest budowa alternatywnych mechanizmów finansowych, które omijają SWIFT i zmniejszają ekspozycję na system skoncentrowany na dolarach. Pakt ten opiera się na już istniejących fundamentach: układzie monetarnym Iran–Rosja, działającym od początku 2025 r., który reguluje handel bezpośrednio rialami i rublami oraz łączy rosyjską sieć kart Mir z irańskim systemem Szetab; 25-letnie ramy współpracy Iran–Chiny; i zwykły fakt, że Chiny kupują teraz przytłaczającą większość irańskiej ropy, większość transakcji w juanie.

Implikacja jest sprzeczna ze wspólnym założeniem, że Iran stara się o obejście dolara. Dysponuje już jednym. Dla Teheranu BRICS Pay nie jest nowym kanałem ucieczki, ale większą, odporną na sankcje siecią, na którą może przeszczepić handel, który już prowadzi poza zachodnimi kanałami — i wielostronnym błogosławieństwem dla równoległej architektury finansowej, trwającej już dwa lata w połączeniu z Moskwą i Pekinem.

Gdzie BRICS narysował linię – a gdzie nie

Język deklaracji o wojnach w regionie był najbardziej kontrowersyjny w tekście, a wynik nierówny: miejscami ostry, w innych celowo niejasny. Osiągnięcie konsensusu wymagało podobno negocjacji, które trwały do 4 rano, napędzanych głównie rozłamem między Iranem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

W sprawie wojny amerykańsko-izraelskiej przeciwko Iranowi blok wyraził głębokie zaniepokojenie i wezwał do maksymalnej powściągliwości, dialogu i dyplomacji — ale nie nazwał ani Stanów Zjednoczonych, ani Izraela i nie potępił żadnego kraju wprost. To zabezpieczenie było ceną jednomyślności. Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi naciskał na BRICS, by potępił to, co nazwał bezprawną agresją USA i Izraela; Zjednoczone Emiraty Arabskie odcięły się mocno, oskarżając Teheran o wykorzystanie szczytu do uzasadnienia własnych ostrzałów rakietowych i dronów przeciwko państwom Zatoki Perskiej. Indie, kierując obradami, uznały „różne poglądy niektórych członków” i skierowały tekst na wspólną płaszczyznę. Język był mocniejszy niż mdły apel o pokój, ale daleko mu do jednoznacznego potępienia uderzeń na Iran, które Teheran wygrał na szczycie w Rio rok wcześniej — to znaczący krok wstecz w tej konkretnej kwestii, a nie naprzód.

Jednak Iran i tak podpisał tekst i to był spokojniejszy dyplomatyczny aspekt szczytu. Teheran, prowadzący wojnę, strzelając pociskami i dronami w Zjednoczone Emiraty Arabskie – ostatnio w Bazę Lotniczą Al Minhad pod koniec sierpnia – umieścił swoje sformułowania w języku, który jego przeciwnik z Zatoki mógł również zaakceptować, podczas gdy Pezeshkian spotkał następcę tronu Abu Zabi na uboczu w najwyższym kontakcie obu stron od początku walk. Gotowość Iranu do zasiadania w konsensusie zamiast wymuszania zerwania zasygnalizowała, że odczytał kierunek deklaracji — głębokie zaniepokojenie eskalacją i wezwanie do ochrony ludności cywilnej — jako wystarczająco akceptowalny, nawet bez nazwania agresorów, o które zabiegał. Ale te same słowa posłużyły Abu Zabi: wezwanie do poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej państw wskazywało zarówno na ataki Iranu na Zatokę, jak i na atak USA–Izraela na Iran. Konsensus utrzymał się, ponieważ tekst można czytać w obie strony.

Wobec Libanu blok był ostrzejszy i bezpośrednio nazwał Izrael. Przywódcy potępili ciągłe łamanie suwerenności i integralności terytorialnej Libanu, wezwali Izrael do wycofania swoich sił okupacyjnych z całego terytorium Libanu, zażądali pełnego wdrożenia rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ 1701 i potępili wszystkie ataki na siły pokojowe UNIFIL – składając kondolencje dla żołnierzy sił pokojowych zabitych na południu, w tym czterech Indonezyjczyków, i domagając się odpowiedzialności. Jest to jedna z najbardziej bezpośrednich krytyk Izraela w jakiejkolwiek deklaracji BRICS do tej pory, mimo że Izrael jest wymieniany tylko trzy razy w całym 45-stronicowym dokumencie. Deklaracja oddzielnie uwzględniła Postępowanie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości wniesione przez Republikę Południowej Afryki przeciwko Izraelowi wobec Gazy i odrzuciła wszelkie jednostronne posunięcia mające na celu zmianę statusu okupowanej Jerozolimy.

W przypadku Indii najlepiej zmierzyć przesunięcie w stosunku do miejsca, w którym Modi stał zaledwie sześć miesięcy wcześniej. W dniach 25-26 lutego odbył przełomową wizytę w Izraelu – pierwszy premier Indii, który przemówił do Knesetu, uhonorowany Medalem Marszałka jako pierwszy zagraniczny przywódca, który go otrzymał, przewodniczył podniesieniu powiązań z „specjalnym strategicznym partnerstwem” i torem koprodukcji obronnej. Kiedy Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły wojnę z Iranem czterdzieści osiem godzin po jego odlocie, zabijając najwyższego przywódcę Iranu w nalocie, New Delhi zachowało wyraźne milczenie – bez potępienia ataków, bez kondolencji w związku z zabójstwem — i niech jego własne powiązania z Iranem, od finansowania portu Chabahar po dwustronny handel, ustaną pod presją USA. Ta cisza trwała miesiącami.

Modi ugiął się w Biszkeku. 1 września na szczycie Organizacji Współpracy w Szanghaju Modi podpisał deklarację potępiającą uderzenia militarne na terytorium Iranu jako naruszenie prawa międzynarodowego, składając kondolencje zabitemu przywódcy Iranu oraz popierając suwerenność Iranu i jego prawa wynikające z Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej – po raz pierwszy Indie poparły język potępiający atak amerykańsko-izraelski. Od lidera, który przyjął Netanjahu w lutym, było to prawdziwe odwrócenie, a nie kalibracja. Deklaracja z New Delhi jedenaście dni później była w rzeczywistości łagodniejsza dla Iranu niż Biszkek, a powód jest pouczający: SCO nie ma członków Zatoki Perskiej, ale BRICS ma Zjednoczone Emiraty Arabskie, które mocno odepchnęły i wymusiły nienazwaną formułę „głębokiej troski” — nawet gdy blok trzymał się mocno, skrytykował działania Izraela w Libanie. Łuk zatoczony przez Indie w 2026 roku – od medalu w Knesecie po potępienie w Biszkeku – jest prawdziwą miarą tego posunięcia; zabezpieczony fragment Iranu w tekście New Delhi odzwierciedla stół przetargowy BRICS, a nie odwrót od niego.

Co jest prawdziwe, a co symboliczne

Trzeźwa ocena jest uzasadniona. BRICS Pay jest warstwą komunikacyjną i interoperacyjną, a nie zamiennikiem dolara jako światowego zasobu rezerwowego, a nic w Deklaracji z New Delhi nie wypiera dominacji dolara w globalnych rezerwach, cenach surowców lub handlu w krajach trzecich. Jedność bloku ma również swoje ograniczenia, które deklaracja tapetuje zamiast je rozwiązywać: konsensus w sprawie Bliskiego Wschodu ma miejsce tylko dlatego, że tekst uniknął nazwania agresorów, których Iran chciał nazwać, i konflikt Iran-ZEA, który prawie zatopił negocjacje, nie zniknął. Buńczuczne oświadczenia o odejściu od dolara mają długą historię wyprzedzania mechaniki.

Ale chodzi o asymetrię wewnątrz bloku. To, co czyta się jako przyrostowe dla Indii lub Brazylii — krajów z pełnym dostępem do zachodnich rynków i finansów — jest bardziej egzystencjalne dla Iranu i Rosji. Dla państw odciętych od SWIFT i operacji clearingowych w dolarach, szyna płatnicza, która działa właśnie dlatego, że nie dotyka dolara, jest warta znacznie więcej niż jakakolwiek debata na temat teorii waluty rezerwowej. Deklaracja z New Delhi nie zdetronizuje dolara. Ona wręcza sankcjonowanym członkom bloku zbiorową, rozszerzającą się, a teraz formalnie zatwierdzoną alternatywę dla systemu, którego Waszyngton użył do ich izolowania.

Tło

Wszystko to dzieje się w cieniu jednoczesnych wojen — na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie — oraz konfliktu w Iranie, wywołanego przez amerykańsko–Izraelskie uderzenia pod koniec lutego, który pchnął ropę powyżej 100 dolarów za baryłkę, zakłócił funkcjonowanie Cieśniny Ormuz, a teraz krwawi eskalacją między Arabią Saudyjską a jemeńskimi Huti. To środowisko sprawia, że program de-dolaryzacji jest pilny: im bardziej Waszyngton wywiera presję finansową i wojskową, tym większa zachęta dla docelowych państw do budowania kanałów poza jego zasięgiem. Drugi dzień szczytu dotyczy łańcuchów dostaw, bezpieczeństwa energetycznego i strategii gospodarczej bloku 2030. – Larry Johnson

https://sonar21.com/day-one-in-new-delhi-brics-steps-off-the-dollar-with-iran-pressing-hardest

Dobre rady

Dobre rady 38/2026(792)

Szanowni Państwo!  

Oto trzydziesty ósmy w tym roku SOBOTNIK.

Z pozdrowieniami

 Małgorzata Todd   www.mtodd.pl

=============================================

Dobre rady 38/2026(792)

     Piekło wybrukowane jest ponoć dobrymi chęciami, a internet od czasu do czasu dobrymi radami. Można więc wykorzystać wiedzę tam zawartą, o tym jak się zdrowo odżywiać, a jakiego jedzenia unikać. Naukowcy mają szerokie, jak nigdy dotąd, pole do działania. Jednak w dobie powszechnej tolerancji kłamstwa, „doktorem” może być każdy i nikt nie docieka skąd taki osobnik czerpie wiedzę.        

     Równie trudne jest przewidywanie mody, ponieważ odbiega ona na tyle od dobrego gustu, że nie można polegać na własnym poczuciu piękna, no chyba, że się ma wrodzony pociąg do brzydoty. Bywa przecież i tak.   

      Dobre rady polityków są najłatwiejsze do zweryfikowania. Miłośnicy Szwabów myślą, że ich Führer oszwabia innych po to, by ich obsypać ukradzionym złotem. Nie chcą wierzyć w oczywistą oczywistość, że jego zadaniem jest doprowadzenie do powszechnej, ogólnopolskiej nędzy. Po to został tu przysłany, żeby zniszczyć wszystko, czego nie da się ukraść. Taki jakby dywersant na Titanicu.  

     Spróbujmy pozatykać dziury w statku, którym jeszcze dryfujemy. Każdy może znaleźć jakieś małe poletko naprawy w państwie polskim „zarządzanym” obecnie przez jego wrogów. Może wszystkiego sknocić się nie da. To taka moja dobra rada.

===============================================

Demoniczna powinność

–Jaką korzyść mają rządzący z tego, że niszczą wszystko co popadnie?–spytała Małgorzata

–A konkretnie? –spytał DUCH CZASU.

–Od klimatu począwszy, a na zdrowiu kończąc. Czy umiesz wytłumaczyć dlaczego oni to robią?

–Pewne poczynania zdają się mieć sens z ich punktu widzenia.

–Jak wywołanie tej niby pandemii?

–Chociażby. Tu przetestowano praktycznie ludność całego globu na odporność propagandy siejącej strach.

–A co sieją „klimatolodzy”? Rozumiem, że niszczą polski przemysł, żeby nie był konkurencją dla niemieckiego, ale przy okazji niszczą i ten własny.

–Tu należałoby odwołać się do doświadczeń egzorcystów.
–Powiało grozą.

–Bo dotykamy zła w najczystszej postaci. Demony zostały wysłane na ziemię, żeby zaprowadzić tu piekło. Robią co mogą, bo jak się nie sprawdzają muszą wracać skąd przyszły.

–A piekło zaprowadzane przez nich na ziemi jest jednak nieco lżejsze od ich rodzimego? – upewniła się Małgorzata.

ZUS na warcie

Ciekawostka.

85- letnia siostra mojej znajomej złożyła wniosek o sanatorium ZUS-owskie, rehabilitacyjne.

Jest po Heine, od paru lat prawie nie chodzi.

Przyjęli jej wniosek, a realizacja… ZA 10 LAT!!!!

to nie DOWCIP, widziałam skierowanie.

Pewnie zapiszą ją ołówkiem.

Z wyrazami szacunku

EK

Robert Bąkiewicz: Brutalność niemieckich siepaczy. Krzyża bardzo nie lubią.

Robert Bąkiewicz: Niemcy zamknęli mnie w klatce bez dostępu tlenu

17 czerwca 2026 pch24/robert-bakiewicz-niemcy-zamkneli-mnie-w-klatce-bez-dostepu-tlenu

z32858469AMPRobert-Bakiewicz-zatrzymany-przez-niemiecka-policj.jpg
fot. zrzut ekranu, YouTube / Telewizja Republika

Robert Bąkiewicz przerwał milczenie po tym, jak niemiecka policja brutalnie pobiła członków Ruchu Obrony Granic (ROG), którzy chcieli uczcić ofiary zbrodni hitlerowskich w Berlinie.

Po skandalicznej interwencji niemieckich funkcjonariuszy, którzy próbowali wyrwać Polakom krzyż, po czym brutalnie pobili ich i zatrzymali, milczenie przerwał Robert Bąkiewicz. Działacz wystąpił w wywiadzie dla Telewizji Republika. 

Słabo mi się robi, bo tam nas przyduszali, po prostu śmiali się Niemcy. Zamknęli mnie w takiej klatce bez tlenu. Jeszcze jestem mocno pobity. Tak więc metody widać mają cały czas te same – ocenia.

To są Niemcy cały czas. Nic się tutaj po prostu nie zmienia, ta brutalność ich interwencji. To tylko pokazuje, w jakim poważaniu mają Polskę i Polaków. I ten kamień pogardy, który postawili rok temu, to nie jest przypadek po prostu, bo to co dzisiaj zrobili, to po prostu przekracza wszelkie wszelkie granice. Mówię szczerze, że pobili nas strasznie – dodaje Bąkiewicz.

Lider ROG twierdzi, że funkcjonariusze „wsadzali mu palce do oczu, do nosa” oraz bili go i dusili. Wcześniej jego córka opublikowała w mediach społecznościowych post, wedle którego miał mieć złamane żebro.

Pięściami i kolanami zaczął mnie bić jeden policjant, potem rzucili, bili dalej nogami, przyduszali. No i tyle, to są bandyci po prostu – relacjonuje Robert Bąkiewicz.

Źródło: dorzeczy.pl

Niemiecki trans zgwałcił 15-latkę. To były policjant, weteran z Afganistanu

Niemiecki trans zgwałcił 15-latkę. To były policjant, weteran z Afganistanu

18 września 2026 pch24./niemiecki-trans-zgwalcil-15-latke-to-byly-policjant-weteran-z-afganistanu

lgbt.jpg
pixabay.com

W Niemczech toczy się proces 55-letniego mężczyzny przedstawiającego się jako „Maja S.”. Transseksualista został oskarżony o gwałt na 15-letniej dziewczynie. Mężczyzna jest byłym policjantem, wcześniej wydalonym ze służby za publikację materiałów pedofilskich i zoofilskich.

Opisywana przez niemieckie media „Maja” to tak naprawdę mężczyzna, Heiko Schmid. 10 lat temu przeszedł proces tzw. korekty płci. Zgodnie z niemieckim prawem Maja S. jest… kobietą i w taki sposób jest opisywana(y) w postępowaniu. 

Jak wynika z relacji medialnych, Schmid/Maja S. zaprosił 15-latkę na przejażdżkę motorem do restauracji McDonald’s. Kiedy dziewczyna weszła do toalety, rosły i potężny mężczyzna (184 cm wzrostu) uniemożliwił jej ucieczkę i tam zgwałcił. Sprawę zgłosiła 23-letnia „narzeczona” [??? md] S., zaniepokojona wiadomościami w telefonie partnera. Oskarżony przyznał się do winy.

Od 2024 r. wobec Schmida/S. toczyło się inne postępowanie w związku z publikacją materiałów o charakterze pornograficznym i pedofilskim. Podczas przeszukania w jego domu znaleziono ok. 2 tys. materiałów dokumentujących m.in. krzywdę na dzieciach do lat 3 oraz czynności seksualne ze zwierzętami. Mężczyzna otrzymał karę w wysokości 13 tys. euro i został wydalony ze służby.

Oskarżony jest byłym policjantem. Jeszcze przed tzw. tranzycją, Schmid rozpoczął szkolenie do elitarnej jednostki policji GSG 9. Po przerwaniu kursu został oddelegowany z policji federalnej do Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i wysłany do Afganistanu jako funkcjonariusz ochrony.

Źródło: X / fakt.pl / welt.de PR

===================

mail:

O, Heiko Schmid, to dobry partner dla pana Marka Minakowskiego !

Ustąpmy miejsca dzikom!

Ustąpmy miejsca dzikom!

Autor: CzarnaLimuzyna, 18 września 2026

 „Bydlęciem jestem i nic, co ohydne, nie jest mi obce

Jak to się stało, że formacja ideologiczna zwana potocznie lewicą uległa w okresie ostatnich lat gwałtownej degeneracji aż do zaniku człowieczeństwa? Myślę, że tak postawione pytanie może niektórych wywieść na manowce. Każda lewicowość od samego początku, niezależnie od epoki, była skażona błędem lub celowym fałszem mającym w porywach pozór prawdy, a dziś – w ostatniej dziejowej odsłonie – jest już jawną diabelską kpiną z rozumu.

Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce

Powyższa sentencja jest cytatem z komedii Terencjusza powstałej ponad 160 lat p.n.e. Cytat z Terencjusza powrócił do obiegu w okresie „Odrodzenia”, stając się jedną z bardziej znanych myśli przewodnich Renesansu inspirując nurty humanizmu i antropocentryzmu.

Koncentrując się na człowieku i sprawach istotnych z ludzkiej perspektywy zaczęto systematycznie odsuwać na plan dalszy perspektywę wynikającą z Bożego Objawienia, tracąc właściwą proporcję pomiędzy tym, co doczesne, a tym co wieczne.

O ile renesansowy humanizm był specyficzną mieszanką mniej lub bardziej słusznych refleksji, to humanitaryzm biorący początek od rewolucji antyfrancuskiej był aberracją. „W naszej mocy jest stworzyć świat od nowa” mawiał Thomas Paine, deista, zwolennik rewolucji antyfrancuskiej, prekursor liberalizmu i nowożytnego demokratyzmu.

Według słowników humanitaryzm to:

«postawa, którą cechuje szacunek dla człowieka i troska o jego dobro»

W rzeczywistości jest całkowicie odwrotnie.

«postawa poszanowania, wyrozumiałości i życzliwości wobec wszystkich istot żywych»

Oprócz człowieka.

W praktyce coraz częściej można przeczytać o przedstawicielach lewicy, którzy nie stronią od pedofilii i zoofilii, a co najgorsze od mordowania dzieci – przed urodzeniem, w trakcie lub po urodzeniu. Żabi skrzek, ptasie jaja okazują się w lewicowej hierarchii czymś ważniejszym od ludzkiego życia. Niedawno podczas jednej z lewicowych batalii mającej na celu zakaz używania koni w góralskich zaprzęgach, jedna z uczestniczek bez żenady prezentowała swój tatuaż „kocham zwierzęta ludzi niekoniecznie”. Z takim samym napisem są sprzedawane koszulki i kubki.

Ustąpmy dzikom miejsca!

Dziki atakują. Niedawno z powodu ataku dzików poroniła kobieta. Inna podczas podobnego ataku doznała złamania biodra. „Ludzie też atakujom” brzmi tak samo absurdalnie jak reakcja na gwałty i zabójstwa popełniane przez migrantów – Polacy też gwałcom, Polacy też zabijajom.

GDZIE RZYM, GDZIE KRYM, A GDZIE ARABIA SAUDYJSKA?

GDZIE RZYM, GDZIE KRYM, A GDZIE ARABIA SAUDYJSKA?

GDZIE RZYM, GDZIE KRYM, A GDZIE ARABIA SAUDYJSKA?

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora/gdzie-rzym-gdzie-krym-a-gdzie-arabia-saudyjska

Nagłówki gazet w ostatnich dniach krzyczą wszem i wobec, że zaatakowanej dotkliwie przez jemeńskich Huti Arabii Saudyjskiej, czego efektem było zniszczenie rurociągu wschód-zachód, prezydent Donald Trump odmówił pomocy. Niektórzy eksperci przypominają, że kiedy kilka lat temu Huti zablokowali żeglugę na Morzu Czerwonym, Trump wysłał w ten rejon grupę bojową z lotniskowcem. Aliści, w wyniku kontrataków rakietowych Huti, po tygodniach walk i licznych nalotach Amerykanie stracili kilka samolotów i wiele dronów typu Reaper, co zmusiło ich do wycofania się z tego przedsięwzięcia. Tym też wielu tłumaczy dzisiejszą wstrzemięźliwość prezydenta Stanów Zjednoczonych.

A o czym to ja pisałem już sześć lat (!) temu? Tekst, którego urywek przypominam poniżej, ukazał się pierwotnie pod tytułem „gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie karczmy babińskie?” w „Warszawskiej Gazecie” w roku 2020, chwilę później na stronie profesora Dakowskiego, a w roku 2022 umieściłem go w książce „Rocznik sadystyczny 2020/2022”. Nie tylko nie stracił na aktualności, a wręcz zaczyna ją zyskiwać. Polecam zatem tę lekturę dla przypomnienia tym, którzy już o nim zapomnieli, jak też tym, którzy nigdy nie mieli okazji się z nim zapoznać.

Tekst zaczynałem przypomnieniem konferencji jałtańskiej, która odbyła się w lutym 1945 roku na Krymie, jej znaczeniu dla powojennych losów Polski i reszty świata. Przywołałem istotę Karty Atlantyckiej, która „mówiła, iż określa ‘cele polityki Wielkiej Brytanii i USA w okresie II Wojny Światowej i po jej zakończeniu oraz zasady powojennych stosunków międzynarodowych’. Jej zapisy stanowiły co prawda, że sygnatariusze nie życzą sobie zmian terytorialnych, które nie zgadzałyby się z wolno wypowiedzianymi życzeniami narodów, których te zmiany dotyczą oraz że ‘uznają prawo wszystkich narodów do wyboru formy własnego rządu’, ale opinię społeczną, bo przecież nie własne sumienia, uspokoili na Krymie, przyjmując za dobrą monetę zobowiązanie Stalina do przeprowadzenia w naszym kraju ‘wolnych, nieskrępowanych wyborów na zasadzie powszechnego głosowania’. Z efektu tych wyborów nie możemy się podźwignąć do dziś. Porozumienie zawarli na tym samym Krymie, od którego rozpoczęło się tlić kilka lat temu zarzewie wojny kolejnej. Wtedy, w 1945, podjęli również decyzję o wspólnym udziale, w późniejszej o dwa miesiące, konferencji założycielskiej ONZ. Wszystko wskazuje na to, że po III wojnie światowej, przyszli sygnatariusze traktatu pokojowego, umówią się na udział w konferencji założycielskiej nowego, światowego rządu. 

(…) Roosevelt, w drodze powrotnej z Krymu, 14 lutego, spotkał się na pokładzie krążownika USS Quincy, stojącego w bezpiecznym Kanale Sueskim, z królem Abdul Azizem Ibn Saudem, założycielem Królestwa Arabii Saudyjskiej. Rozmawiali, między innymi, o żydowskim osadnictwie w Palestynie, przy czym Roosevelt próbował uzyskać poparcie króla dla utworzenia tam żydowskiej ojczyzny, na co król zareagował kategoryczna odmową. Dyskutowano także o niepodległości Syrii i Libanu, ale przede wszystkim skupiono się na przyszłości dynastii saudyjskiej w oparciu o arabską ropę naftową. Efektem tych rozmów był tak zwany Pakt Quincy, który miał gwarantować monarchii amerykańską ochronę wojskową, właśnie w zamian za dostęp do ropy. Pakt określał, że ‘stabilność Arabii Saudyjskiej jest częścią żywotnych interesów’ Stanów Zjednoczonych, które w zamian zapewniają bezwarunkową ochronę rodzinie Saudów i Królestwu, przed wszelkimi, możliwymi zagrożeniami zewnętrznymi’. 

Ustalono, że przywództwo Arabii Saudyjskiej w tym regionie leży również w interesie amerykańskim.  Powołany do życia jeszcze w r. 1933, koncern Aramco (Arabian-American Oil Company), w ramach którego zezwolenie na poszukiwanie i eksploatację zasobów saudyjskich uzyskał Standard Oil of California (SoCal), dzisiejszy Chevron, a później dołączono doń Texas Oil Company (Texaco), Standard Oil of New Jersey (Esso) i Standard Oil of New York (Socony), uzyskał monopol na eksploatację pól naftowych na okres 60 lat. USA zgodzić się miały, w ramach paktu, na nieingerowanie w wewnętrzną politykę Saudów. Warto nadmienić, że ropa miała służyć głównie amerykańskim siłom zbrojnym. Oczywiście, zgodnie z amerykańskim rytuałem politycznym, obietnice Roosevelta dotyczące Palestyny, złamał już jego następca, czyli Truman, który dał tym samym zielone światło dla budowy państwa Izrael. Jednak wydobycie ropy szło przez kolejne lata, zgodnie z umową, a koncern jest światowym liderem w jej produkcji. Współpraca przebiegała przez wszystkie te lata poprawnie, z małymi zgrzytami, kiedy USA nie weszły do Syrii w roku 2010 i w 2013, kiedy nastąpiło zbliżenie amerykańsko-irańskie. Ale, jak wiemy, już w roku 2011, w Syrii wybuchła ‘wojna domowa’, a w 2020 Amerykanie zlikwidowali irańskiego generała Solejmaniego, rujnując wzajemne relacje, więc sytuacja między naftowymi partnerami zdawała się pozostawać niezakłócona. 

Arabia Saudyjska, wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, pod wpływem usilnych starań Pentagonu, toczy od dłuższego czasu wojnę z Jemenem, wspierana dostawami amerykańskiej broni, w tym samolotów i dronów. Jednym z głównych założeń USA, było niedopuszczenie, by cieśnina Bab-al-Mandab (pomiędzy Jemenem, Dżibuti i Erytreą), łącząca Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim, dostała się pod wpływy irańskie. Jest to bowiem istotny punkt żeglugowy na trasie Europa-Daleki Wschód.

Nawiasem mówiąc, Tarek Bin Laden, brat Osamy, właściciel firmy Middle East Development, planował przerzucić nad cieśniną najdłuższy na świecie most, a po stronie Dżibuti grupa Saudi Binladen miała budować miasto Noor, mające być pierwszym z projektowanych, tak zwanych setek „miast światła”. Ale, w związku z realizacją Nowego Ładu, następca prezydenta Trumpa znowu, zgodnie z tradycją amerykańskiej polityki resetów wcześniejszych umów, postanowił powywracać figury na szachownicy i oskarżył saudyjskiego księcia Muhammada Bin Salmana o morderstwo dziennikarza Jamala Chaszukdżi (bratanka wielokrotnie przeze mnie opisywanego międzynarodowego handlarza bronią, Adnana), a Arabię Saudyjską nazwał wyrzutkiem.

Równocześnie, Joe Biden wznowił rozmowy z Iranem, wstrzymał sprzedaż broni dla Saudyjczyków i usunął bojowników jemeńskich z amerykańskiej listy organizacji terrorystycznych. Pod koniec kwietnia, desygnował na stanowisko ambasadora w Arabii Saudyjskiej, Michaela Ratney, co monarchia odebrała, jako dowód braku woli współpracy ze strony Waszyngtonu twierdząc, że Ratney, jako urzędnik cywilny nie spełnia oczekiwań w zakresie umowy o ochronie wojskowej wynikającej z Paktu Quincy, a co za tym idzie, wzbudza obawy dotyczące dalszej kooperacji w zakresie produkcji ropy naftowej. Jakby tego było mało, na początku maja, na polecenie Bidena, FBI upubliczniła dokumenty wskazujące na przekazywanie ‘porywaczom samolotów’ 9/11 pieniędzy w czasie, kiedy przebywali na terenie USA, przez obywatela Arabii Saudyjskiej, Omara al-Bayoumi, powiązanego z saudyjskim wywiadem. Dokumenty, o których wspominałem już w którejś ze swoich książek, nie są niczym nowym i ten wątek pojawiał się znacznie wcześniej, ale obecnie robi się z tego niesamowitą sensację, podpierając te zarzuty kartką papieru, pozyskaną w trakcie przeszukania rzeczy Bayoumi’ego przez wywiad brytyjski (!), na której widoczne są wyliczenia dotyczące ‘wysokości samolotu dla osiągnięcia celu’.

Są one, moim skromnym zdaniem człowieka związanego z lotnictwem, równie poważne, jak odnaleziony u stóp WTC, nietknięty paszport jednego z porywaczy. Dla równowagi, odcinając się od działań prezydenta, Sekretarz Skarbu, Janet Yellen, podkreśliła znaczenie dwustronnych stosunków amerykańsko-saudyjskich. Obserwując szopkę dla naiwnych, wokół saudyjskiego wątku 9/11 i słuchając diametralnie różnych wypowiedzi amerykańskich urzędników, a także mając na uwadze fakt, że Ratney pełnił do niedawna funkcję Konsula Generalnego USA w Jerozolimie, a szczególnie czytając wypowiedź byłego szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej, Turki al-Faisala, według której ‘jego kraj czuje się opuszczony przez amerykańskiego sojusznika’, możemy spodziewać się niezwykle ciekawych zwrotów akcji w rejonie arabskim.

Tym bardziej, że Senat USA zagłosował właśnie za poparciem ustawy NOPEC (No Oil Producing and Exporting Cartels Act) wymierzonej w Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), a jeśli Biden ją podpisze, to uderzy ona w sektor naftowy i gazowy na całym świecie. W marcu tego roku, Arabia Saudyjska oświadczyła, że będzie sprzedawała swoją ropę w chińskich juanach, Rosja zrobiła podobny ruch ze swoim rublem, a następnie powiązała swą walutę ze złotem, co zamierzają zrobić również Chiny. Widmo diabelskie na dnie kielicha rośnie coraz szybciej”.

Jak zatem widzimy, na Bliskim Wschodzie nie dzieje się nic nieprzewidywalnego. Wręcz przeciwnie, mimo pozornego chaosu i udawanego zdziwienia „rządów” państw, które dawno utraciły prawo do tej nazwy, plany światowej oligarchii są konsekwentnie realizowane.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się

postaw mi kawę

Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv

TVN promuje antynaukowy genderyzm

TVN promuje antynaukowy genderyzm

magnapolonia/tvn-promuje-antynaukowy-genderyzm

„Mój tata jest teraz moją mamą” – pod takim tytułem Dzień Dobry TVN przedstawiło historię osoby, która przeszła tranzycję w dojrzałym wieku. Program wyemitowano 13 września 2026 roku, a jego bohaterką była Maria Jadwiga Minakowska, która wystąpiła w studiu wraz z córką Sarą. Sam materiał został przez TVN przedstawiony jako opowieść o tranzycji i odkrywaniu własnej tożsamości.

==========================

Muszę sprostować:

Żonaty, ojciec dzieciom, więc na pewno ma gen męski YX – Marek Minakowski pod starość obciął sobie jaja i pisiaka. Jest więc eunuchem, kastratem, i to w skrajnej wersji, jaką stosowano jedynie do „czarnych”. Bo tak okrutnie okaleczali sułtani, jak i cesarze Bizancjum – tylko murzynów. A majaki o tym, że jest się Napoleonem, czy Mona Lizą – dobrzy psychiatrzy, choć z trudem, ale leczą. MD]

======================================

TVN promuje antynaukowy genderyzm.

Problem nie polega na tym, że telewizja pokazuje tzw. „osobę transpłciową”. Polega na tym, że historia dotycząca niezwykle kontrowersyjnych i psychiatrycznie podejrzanych kwestii przedstawiana jest jako inspirująca opowieść obyczajowa, a widz nie otrzymuje równolegle informacji o sporach naukowych, ograniczeniach dostępnych badań oraz możliwych konsekwencjach medycznych poszczególnych procedur.

Kiedy media przedstawiają zmianę sposobu funkcjonowania człowieka w społeczeństwie jako „zmianę płci”, nie wyjaśniają jednocześnie czy jest to opis biologiczny, medyczny, prawny czy społeczny. Tymczasem odpowiedź zależy od tego, o którym aspekcie mówimy.

Jeszcze bardziej problematyczna staje się sytuacja, gdy z pojedynczej historii osobistej tworzy się argument dotyczący całej populacji. Historia konkretnego człowieka może być prawdziwa i autentyczna, ale sama w sobie nie rozstrzyga kwestii medycznych dotyczących wszystkich osób doświadczających dysforii płciowej.

Jednym z kluczowych elementów ideologii gender jest rozróżnienie pomiędzy płcią biologiczną, tzw. „tożsamością płciową” oraz społecznymi rolami związanymi z płcią. W debacie publicznej pojęcia te są często (celowo) mieszane, choć nie oznaczają tego samego. W ten sposób dochodzimy do sedna problemu, czyli sporu o rolę mediów. Czy ich zadaniem jest ideologiczne kształtowanie i „oswajanie” widzów ze skrajnie lewicowym sposobem postrzegania płci, czy raczej przedstawianie pełnego obrazu naukowego – włącznie z argumentami krytycznymi i wskazaniem podejrzenia choroby psychicznej u danego genderysty?

To, że starzy dewianci z problemami psychicznymi bawią się w autokastracje, to tylko jedna część problemu. Największe kontrowersje dotyczą bowiem sytuacji osób małoletnich, do których również trafia propaganda gender/neołysenkizmu. W międzynarodowych standardach opieki przepycha się już całe procedury obejmujące m.in. blokowanie dojrzewania za pomocą sztucznie podawanych hormonów. Jednocześnie, fachowa literatura medyczna wskazuje na konieczność omawiania potencjalnych skutków ubocznych, m.in. dotyczących gęstości kości, płodności i długoterminowych konsekwencji zdrowotnych.

Jeżeli telewizja pokazuje osobę, która dokonała głębokich zmian w swoim ciele, jako bohatera pozytywnej historii o „odnalezieniu siebie”, widz otrzymuje wyłącznie emocjonalną narrację. Znacznie rzadziej słyszy o nieodwracalności niektórych procedur, możliwych powikłaniach, kwestiach płodności czy sporach dotyczących leczenia osób małoletnich.

Absolutnie nie jest prawdą, że można sprowadzić ten temat do prostego komunikatu: „tranzycja jest zdrowa” i „normalna”. Rzeczywistość medyczna jest bardziej skomplikowana, a poszczególne procedury mają różny stopień odwracalności. Tym bardziej media powinny przedstawiać widzom pełną informację a tego nie robią. Przede wszystkim w ogóle nie pokazują problemów osób, które dokonały tzw. detranzycji w momencie, gdy zdały sobie sprawę, że zostały oszukane przez ideologów. Osobista historia tego czy innego dewianta nie jest żadnym dowodem naukowym na „normalność” „tranzycji”.

Jeżeli telewizja przedstawia kontrowersyjną procedurę medyczną, powinna zaprosić również lekarzy i badaczy prezentujących różne stanowiska, omówić jakość dostępnych badań i poinformować o ryzyku. Szczególnie dotyczy to materiałów, które mogą być oglądane przez młodzież.

NASZ KOMENTARZ: Prawdziwe dziennikarstwo nie powinno ograniczać się do oswajania odbiorcy z określoną, „jedynie słuszną” wizją świata. Jego rolą powinno być przede wszystkim stawianie pytań i przedstawianie faktów. Niestety, widz TVN zamiast pełnej informacji o medycznych i naukowych kontrowersjach związanych z „tranzycją”, otrzymał wyłącznie propagandową papkę, w której została ona znormalizowana i wręcz gloryfikowana.

Według doniesień rosyjskie satelity pomogły Iranowi zaatakować bazy USA, a Saudyjczycy błagają Chiny o interwencję

Według doniesień rosyjskie satelity pomogły Iranowi zaatakować bazy USA, a Saudyjczycy błagają Chiny o interwencję

Symplicjusz 17 września 2026 r. simplicius/russian-satellites-reportedly-helped

Śledztwo CNN utrzymuje , że Rosja wysłała „14 satelitów” nad Bliski Wschód, co zdaniem funkcjonariuszy wywiadu dało Iranowi bezprecedensowe możliwości namierzania celów w przededniu dużych precyzyjnych ataków na bazy amerykańskie, które miały miejsce na początku tego roku:

Erin Burnett na pierwszym planie@ OutFrontCNNOutFrontCNN

Śledztwo CNN ujawnia, że ​​Rosja prawdopodobnie dostarczyła kluczowych informacji satelitarnych na temat baz amerykańskich, co dało Teheranowi znaczącą przewagę w wojnie.

17 września 2026 · 368 tys. wyświetleń Views


CNN bada: Iran poprawił namierzanie amerykańskich aktywów. Oto, jak rosyjskie satelity prawdopodobnie pomogły

Czternaście rosyjskich satelitów szpiegowskich przeleciało nad amerykańską bazą wojskową w Arabii Saudyjskiej dwa dni przed niszczycielskim atakiem Iranu. Czas i kolejność lotów satelitów dały im dostęp do szerokiego spektrum danych, które, jak twierdzą przedstawiciele władz USA i międzynarodowe źródła wywiadowcze, pomogły Teheranowi przeprowadzić jedne z najprecyzyjniejszych ataków na amerykańskie aktywa. Relacjonuje Tamara Qiblawi z CNN.

Kto pamięta ten klasyk ?

Wciąż trudno uwierzyć, że to zaskoczenie dla Zachodu. Zaledwie wczoraj NATO RQ-4D – wariant niesławnego Global Hawk – został zauważony zaledwie kilka kilometrów od Krymu, prawdopodobnie obserwując cele naziemne w oczekiwaniu na nadchodzący atak ze strony Ukrainy:

Podsumowanie wojskowe@ MilitarySummary

🇺🇸✈️ Loty rozpoznawcze USA i NATO nad Morzem Czarnym przebiegają w szybkim tempie. Najpierw dron wysokościowy Northrop Grumman RQ-4D Phoenix, operujący z włoskiej bazy lotniczej Sigonella, wykonał misję na Krym. Następnie Bombardier Challenger 650 Artemis…

11:50 · 16 września 2026 · 1,58 tys. wyświetleń Views


7 repostów Reposts· 25 polubień Likes

Nazywa się to odwetem.

W górnej części karty danych powyżej widnieje kod 7600 zapisany na czerwono. To międzynarodowy sygnał alarmowy informujący o utracie łączności. Wiele relacji twierdziło, że RQ-4 doznał awarii łączności i został zmuszony do szybkiej ucieczki z tego miejsca.

————————————–

Ale wracając do artykułu CNN, pojawia się jedno ważne pytanie: co mówią teraz wszyscy ci, którzy twierdzą, że Rosja z obojętnością dopuszcza do przekraczania wszystkich swoich czerwonych linii, nie reagując na uzbrajanie Ukrainy przez USA i pomoc udzielaną przez USA w gromadzeniu danych do ataków na Ukrainę? Kto ostatecznie zapłacił wyższą cenę – Rosja czy USA?

Ukraina wyrządziła Rosji szkody, ale nie strategicznie, biorąc pod uwagę, że Rosja nadal posuwa się naprzód na polu bitwy i jest w stanie wykorzystać wszystkie swoje zasoby tak jak przed wojną. Z drugiej strony, Stany Zjednoczone praktycznie straciły swoją bliskowschodnią pozycję, częściowo dzięki atakom na Iran – przynajmniej jeśli wierzyć tym doniesieniom. Mogłoby się wydawać, że Rosja wyszła z tej wymiany o wiele lepiej, biorąc pod uwagę, że straty USA na Bliskim Wschodzie miały charakter strategiczny i zależą od dalszego rozwoju sytuacji.

Iran zepchnął USA w coraz bardziej niepewną sytuację, a USA obawiają się teraz rozgniewania Iranu, biorąc pod uwagę fakt, że potężne ataki Persów stały się niemożliwe do powstrzymania z powodu wyczerpywania się zapasów pocisków przechwytujących.

Gregory Brew@ gbrew24

Ostatni atak USA na irański tankowiec miał miejsce 8 dni temu, 9 września.

Wkrótce potem Iran wystrzelił 20 pocisków balistycznych w kierunku amerykańskiej bazy w Jordanii. Jordania i USA wystrzeliły ponad 70 pocisków przechwytujących. Co najmniej kilka irańskich pocisków przedarło się przez irańskie lotnisko, uszkadzając 9 amerykańskich samolotów. Odnotowano…

17:52 · 17 września 2026 · 25,2 tys. wyświetleń


Iran zaciska pasa wobec USA, które wciąż tkwi w swego rodzaju paraliżu eskalacji z powodu braku dobrych i praktycznych rozwiązań.

W tym kontekście Phillips P. O’Brien twierdzi w nowym artykule w czasopiśmie „Atlantic”, że era amerykańska dobiegła niechlubnego końca:

https://www.theatlantic.com/ideas/2026/09/trump-iran-superpower-decline/688639

Zaczyna:

Era amerykańska, która nastąpiła po II wojnie światowej, musiała się kiedyś skończyć. Szokujące jest to, jak nagle ten moment nadszedł. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy potęga Ameryki – od dawna uosabiana najlepszym na świecie sprzętem bojowym i najlepiej wyszkolonym personelem wojskowym, globalną siecią baz i systemów logistycznych oraz partnerstwami wojskowymi i dyplomatycznymi ze wszystkimi zakątkami świata – okazała się niewystarczająca, by pokonać Iran, represyjny, pogrążony w stagnacji gospodarczej reżim, uzbrojony w tanie pociski i drony.

O’Brien przyznaje, że zniszczenie przez Iran kluczowych regionalnych baz USA doprowadziło do natychmiastowego sprzeciwu wobec agresji ze strony USA. Teza ta była początkowo wyśmiewana przez działaczy establishmentu, dopóki rzeczywistość nie zaczęła powoli dawać o sobie znać:

Wpływ tych strat na operacje USA był niemal natychmiastowy. Kluczowym powodem, dla którego administracja Trumpa nie zaostrzyła działań militarnych wobec Iranu latem, pomimo wszelkich gróźb, była utrata bazy w Bahrajnie – bazy, z której Marynarka Wojenna przez dekady korzystała w celu zaopatrywania okrętów na Bliskim Wschodzie. Zamiast tego, tak zwane zaplecze logistyczne operacji morskich USA musiało rozciągać sięaż do Diego Garcia, kontrolowanej przez Brytyjczyków wyspy na Oceanie Indyjskim, oddalonej o ponad 3200 kilometrów od Cieśniny Ormuz.

Wrażliwość amerykańskich obiektów w pobliżu Iranu jest tak duża, a przewidywane koszty naprawy tak wysokie, że – jak donosił w zeszłym miesiącu„Washington Post”– urzędnicy administracji mogą w ogóle nie chcieć ich odbudowywać. Jednym ze sposobów przedstawienia tej sytuacji jest przedstawienie jej jako „wyjątkowej szansy dla Pentagonu na ponowne rozważenie swojej obecności” w regionie Zatoki Perskiej, jak ujął to „WashingtonPost” .Prawda jest jednak taka, że ​​obrona kluczowych obiektów przed nawet mniej zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem, takim jak Iran, nie jest obecnie możliwa dla armii USA.

Kluczowy jest jednak akapit, w którym O’Brien wyjaśnia, w jaki sposób Chiny przyćmiły Stany Zjednoczone we wszystkich najważniejszych współczesnych czynnikach umożliwiających prawdziwą potęgę militarną i gospodarczą:

Erozja amerykańskiej przewagi produkcyjnej to stara historia, ale kluczowa dla zrozumienia końca ery amerykańskiej. Stany Zjednoczone mogły kiedyś prześcignąć inne potęgi, czerpiąc z produkcji cywilnej. Podczas II wojny światowej Amerykanie przebudowali przemysł motoryzacyjny, aby budować samoloty. Obecnie, w porównaniu z resztą świata, Stany Zjednoczone prawie nie budują cywilnych statków. Dla porównania, Chiny produkują około 50 procent światowych statków i kontrolują około 80 procent światowej produkcji dronów. Po zbudowaniu swojej armii, która ma przetrwać w zrywie intensywnych walk, Stany Zjednoczone po prostu nie mają wystarczającego sprzętu, zapasów i wypoczętych sił, aby walczyć z Chinami przez dłuższy czas.

Kończy bez typowych dla niego podstępnych dwuznaczności, co pozostawia otwarte drzwi do fantazji o odrodzeniu Ameryki. Jego determinacja jest ostateczna – Ameryka jest skończona:

Wszystkie poprzednie supermocarstwa w historii ostatecznie upadły. Pojawienie się Azji Wschodniej jako centrum światowej produkcji gospodarczej miało z pewnością osłabić amerykańskie wpływy. Przejście z jednej globalnej ery do następnej rzadko jest widoczne w danej chwili. Kiedy Rosja najechała Ukrainę cztery i pół roku temu, potencjał masowo produkowanych dronów nie był jeszcze oczywisty.Jeszcze w lutym niewielu ekspertów przewidywało, że Stany Zjednoczone – globalny kolos przez ponad 80 lat – zostaną tak sparaliżowane przez Iran.Konflikt ujawnia jednak coś ważnego:era amerykańska dobiegła końca. Globalna dominacja USA nie może trwać bez źródeł energii, które ją zapoczątkowały.

Ciekawe, że zauważa, iż „niewielu ekspertów przewidziałoby” lanie, jakie Iran wyrządzi USA. Właściwie każdy, kto ma trochę rozumu, z łatwością to przewidział, w tym nasz skromny blog, od samego początku.

W tej rzadkiej chwili samouwielbienia, Wasz skromny autor zwrócił się z prośbą do Grok AI, aby w trybie eksperckim przeczytał wszystkie nasze istotne artykuły w Substacku i ustalił, jakie przewidywania dotyczące konfliktu z Iranem poczyniono od samego początku:

Konkretne cytaty przewidywań z pierwszych dni konfliktu:

Połączyć

Co ważniejsze, podczas gdy cały świat wpadał w furię z powodu zmniejszenia się „rozmiarów salw” Iranu w pierwszych tygodniach wojny, byliśmy jednym z nielicznych blogów, którzy śmiało argumentowali coś przeciwnego:

Połączyć

Cóż więc możemy powiedzieć? Może „analitycy” tacy jak Phillips P. O’Brien dobrze by zrobili, gdyby przestali słuchać mainstreamowych manipulatorów i zamiast tego zwrócili się ku źródłom o ugruntowanej reputacji.

Według doniesień Trump powiedział portalowi Axios, że znajduje się w punkcie zwrotnym w stosunkach z Iranem:

https://www.axios.com/2026/09/17/trump-axios-interview-iran-war

Prezydent Trump powiedział w czwartek portalowi Axios, że zbliża się do decydującego momentu w wojnie z Iranem, w którym nie wiadomo, czy należy wznowić masowe ataki w celu zakończenia konfliktu.

„Muszę podjąć ważną decyzję. Czy chcę ich [irański reżim] unicestwić, czy nie? To ważna decyzja. Wszystko może się ze mną wydarzyć”.

To tylko kolejna bzdura od zarozumiałego przegranego – nadmierna rekompensata za brak opcji poprzez udawanie władzy, której nigdy nie posiadał. W tym momencie Stany Zjednoczone nie mogą niczego unicestwić i nie zrobią tego; ten dzień już dawno minął. Jak ustaliliśmy w poprzednim artykule, Iran gra na całego , a Stany Zjednoczone nie mają już morale, by poradzić sobie z presją, jaką regionalne supermocarstwo jest teraz w stanie wywrzeć.

Jako ostatnią aktualizację, nowe zdjęcia satelitarne pokazują tajne prace prowadzone przy saudyjskim rurociągu Wschód-Zachód. Najwyraźniej Saudyjczycy próbują teraz ominąć uszkodzone stacje pomp, przekierowując awaryjny rurociąg, który dosłownie okrąża stację:

MizarVision@ MizarVision🇸🇦 ARABIA SAUDYJSKA

| Trwają prace nad awaryjnym obejściem rurociągu Wschód-Zachód. Nowe zdjęcia satelitarne Vantor z 16 września zdają się pokazywać, jak saudyjskie ekipy szybko budują tymczasowe obejście wokół jednej ze stacji pomp, uszkodzonej w ataku z zeszłego tygodnia. Podobno robotnicy mogą…

19:47 · 17 września 2026 ·

Upływ czasu:

Nowe zdjęcia satelitarne Vantor z 16 września zdają się pokazywać, jak saudyjskie ekipy szybko budują tymczasową obwodnicę wokół jednej ze stacji pomp uszkodzonych w zeszłotygodniowym ataku.

Podobno widać robotników układających i spawających dwa nowe odcinki rurociągu, co potencjalnie umożliwi przepływ ropy naftowej z pominięciem uszkodzonego obiektu.

Agencja Reuters potwierdziła oddzielnie, że trzy stacje pomp wzdłuż krytycznego rurociągu Wschód-Zachód zostały uszkodzone i Arabia Saudyjska pracuje nad przywróceniem przepływu. Pełna naprawa może potrwać 5–6 tygodni, chociaż częściowe operacje mogą zostać wznowione wcześniej.

Jeśli obwodnica zostanie ukończona pomyślnie, może znacznie skrócić czas zakłóceń na jednym z najważniejszych alternatywnych szlaków eksportu ropy naftowej na świecie.

To oczywiście oznacza, że ​​szkody są o wiele poważniejsze, niż sądzono wcześniej, biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowano się na przekierowanie prac wokół stacji, zamiast od razu je odbudować.

Eksperci będą musieli się wypowiedzieć, ale teoretycznie i logicznie rzecz biorąc, przekierowanie przepływu wokół stacji pomp powinno oznaczać, że przepływ ropy przez rurociąg będzie znacznie wolniejszy, biorąc pod uwagę, że stacja nie zwiększa wymaganego ciśnienia. Oznaczałoby to, że to „szybkie rozwiązanie” nie jest rozwiązaniem kompletnym.

Mówiono, że linia Wschód-Zachód transportuje 4-5% całości światowych dostaw ropy naftowej , a poprzednie uszkodzenie tylko jednej stacji pompującej na początku roku miało spowolnić dostawy o 700 000 baryłek dziennie. Tym razem uszkodzone zostały trzy stacje.

Zobaczymy, czy atak był jedynie chwilowym ostrzeżeniem, czy też początkiem systematycznej kampanii mającej na celu dalszą degradację rurociągu w nieskończoność. Najnowsze doniesienia wskazują, że Arabia Saudyjska błaga Chiny o interwencję i zmuszenie Iranu do zaprzestania działań przeciwko saudyjskim aktywom, ale Chiny rzekomo jedynie „przekazały Iranowi wiadomość”, nie prosząc o żadne przysługi ani nie udzielając żadnych bezpośrednich wskazówek.

Raport o kolizji@ clashreport

DUŻE: Arabia Saudyjska zwróciła się do Chin z prośbą o prywatne wywarcie presji na Iran, aby powstrzymał Hutich po zajęciu przez nich jemeńskiego wybrzeża Morza Czerwonego i Bab al-Mandab.

Trzy irańskie źródła podają, że Pekin przekazał Teheranowi tę wiadomość – wykraczającą poza publiczne apele o powściągliwość. Odpowiedź Iranu: …

14:27 · 17 września 2026 · 10,8 tys. wyświetleń


Teraz Bloomberg podaje, że Rosja zwiększa przepływ ropy naftowej:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-09-15/rosja-zwiększa-eksport-ropy-na-bliskim-wschodzie-powodując-gwałtowny-wzrost-cen

Cena rosyjskiej ropy Urals wzrosła do 120 dolarów za baryłkę, czyli więcej niż cena ropy Brent w kilku ocenach:

Jak myślisz, dokąd doprowadzi nas zbieżność narastającego kryzysu paliwowego i gospodarczego ze zbliżającymi się wyborami do Kongresu w USA?


Idziemy na wojnę. MEM-y IV.

—————————————-

Gotowy. Na ofiarę

———————

—————-

——————-

——————————————-

——————————–

—————————-

———————————————

———————————

—————————————

———————–

———————————-

————————————–

Już Maj w Warszawie… Cyrk czy prokuratura? MEM-y III.

—————————-

—————————————–

—————————————————–

————————————————–

[Już zmarła, na szczęście dla Jurasa]

—————————

————–

————————————————

————————————–

——————-

——————————-

——————————

Płytki z Indii, saperki z Chin. MEM-y II.

————————–

————————————–

————————————–

—————————————–

——————————-

————————————–

———————————————-

——————————————-

————————————————–

——————————

——————————

Pierwszeństwo bezdomnych kotów. MEM-y I.

—————-

———————————————–

————————-

——————————-

—————————

———————————

—————————

—————————————-

—————————————-

————————

Państwo – zdzierca. Od Nowego Roku kto spóźni się z opłaceniem OC !! – związane z tym kary.

Od Nowego Roku – kto spóźni się z opłaceniem OC – i związane z tym kary. Zapłacisz krocie za spóźnienie

18.09.2026 nczas/od-nowego-roku-wyzsza-placa-minimalna-i-zwiazane-z-tym-kary-zaplacisz-krocie-za-spoznienie

NCZAS.INFO | Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP
NCZAS.INFO | Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP

Z powodu wzrostu płacy minimalnej od Nowego Roku wzrośnie bezpośrednio związane z tym kary. Chodzi o brak przymusowego ubezpieczenia OC oraz spóźnienie się z deklaracją PCC-3.

„W górę pójdą m.in. opłaty za brak obowiązkowego ubezpieczenia OC oraz sankcje za spóźnienie z deklaracją PCC-3” – czytamy na autokult.pl.

Wysokość kary za brak przymusowego OC dla posiadacza samochodu jest powiązana z wysokością płacy minimalnej. Maksymalna kara w przypadku samochodów osobowych wynosić będzie dwukrotność minimalnego wynagrodzenia, czyli 9,9 tys. zł.

Taka kara zostanie nałożona na właściciela pojazdu, jeśli spóźni się z opłaceniem OC o 14 lub więcej dni.

To wyraźny wzrost. W tym roku maksymalna kara wynosi 9612 zł. W 2021 roku zaś wynosiła 5,6 tys. zł.

Za przerwę do trzech dni kara wyniesie 1980 zł. W przypadku 4-14 dni – 4950 zł.

„Wyższa płaca minimalna przełoży się również na wysokość kar za niezłożenie w terminie deklaracji PCC-3. Dotyczy to m.in. osób kupujących używany samochód, które są zobowiązane do zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych” – wskazuje redakcja.

Deklarację PCC-3 państwo nakazuje złożyć w ciągu 14 dni od zawarcia umowy. Stawka haraczu przy zakupie samochodu wynosi 2 proc. jego wartości.

Kara za spóźnienie może być jednak potwornie wyższa. Od przyszłego roku będzie wynosiła od 495 zł do nawet 99 tys. zł i jest powiązana z płacą minimalną. Jej dolna granica to 10 proc. płacy minimalnej, a najwyższa to jej dwudziestokrotność.

Nienawiść do Mszy Wszechczasów. Co napędza progresistów?

Nienawiść do Mszy Wszechczasów. Co napędza progresistów?

Paweł Chmielewski 18 września 2026 pchi/nienawisc-do-mszy-wszechczasow-co-napedza-progresistow

Msza-Swieta-1.jpg

Uznanie Novus Ordo Missae za jedyny uprawniony porządek Mszy świętej stał fundamentalną zasadą nowoczesnego katolicyzmu. Ten stan rzeczy nie zostanie szybko przezwyciężony. 

Dlaczego progresiści tak bardzo nienawidzą Mszy trydenckiej? Kardynał Robert Sarah, były prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, uważa tę nienawiść za cechę pokoleniową. W rozmowie z dziennikiem „Il Giornale” powiedział, że kiedy przeminie czas generacji ’68, w Kościele ustanie też antyłaciński resentyment. Jak stwierdził, wrogość wobec liturgii trydenckiej miałaby swoje podłoże psychologiczne. Innymi słowy, w Kościele mieliby dziś sprawować rządy ludzie, którzy z powodu swojego kulturowego bagażu nie są w stanie podejść do dawnej liturgii bez uprzedzeń. Zamiast piękna, widzą w niej tylko problem. Purpurat zakłada optymistycznie, że przyszłość będzie bardziej przychylna wobec starożytnej liturgii.

Przypadek kardynała Arthura Roche’a

Wydaje się, że mówiąc o pokoleniu ’68, hierarcha mógł mieć na myśli przede wszystkim jedną osobę: swojego następcę na urzędzie. W 2021 roku rządy w Kongregacji ds. Kultu Bożego objął angielski duchowny, Arthur Roche. Urodził się w 1950 roku, jest zatem par excellence przedstawicielem pokolenia ’68 – formował się kulturowo i intelektualnie w czasie, w którym przez Zachód przetaczała się wielka liberalna rewolucja społeczna. Jako dziecko i nastolatek uczestniczył jeszcze w liturgii tradycyjnej, ale formację kapłańską rozpoczął w 1969 roku – czyli w roku promulgowania przez papieża Pawła VI Novus Ordo Missae. Wyświęcony na kapłana sześć lat później, Roche jest, można rzec, owocem czasu największego entuzjazmu reformistycznego. Przecież właśnie w tamtym okresie w Kościele zadekretowano narrację o nadchodzącej epoce wiosny i odrodzenia, której nowa liturgia miała być wyrazem. Dla ludzi ukształtowanych w tym okresie Novus Ordo Missae nie był po prostu zastaną rzeczywistością, do której można mieć taki albo inny stosunek; nowy ryt stał się dla nich obietnicą, wielkim doświadczeniem nadziei, esencją tego, co uważali za odnowę Kościoła. W takiej optyce nie ma miejsca na zniuansowaną krytykę. Odrzucenie NOM może jawić się jako odrzucenie tego, co uchodzi za autentyczny i niepodważalny głos Ducha Świętego. Kardynał Roche uważa, że Novus Ordo Missae wyraża soborową przemianę Kościoła, która polega na nadaniu mu bardziej „misyjnego” charakteru, co wiąże się też z podkreśleniem znaczenia wiernych świeckich w dziele ewangelizacji. Dlatego nie widzi w Mszy trydenckiej żadnej uprawnionej alternatywy dla zreformowanego obrzędu.

Grillo, czyli tradycjonalizm jako „prywatyzacja” Kościoła

Te nadzieje i ścisłe powiązanie Novus Ordo Missae z samą istotą odnowy Kościoła chcianej przez Ducha Świętego znakomicie ilustruje działalność często cytowanego w PCh24.pl Andrei Grilla, profesora Papieskiego Uniwersytetu św. Anzelma w Rzymie. Grillo urodził się w 1961 roku; wykształcenie akademickie otrzymał od tych, którzy konstytuowali triumfalną drużynę zwycięzców soborowych. Dał się porwać temu nurtowi i dziś reprezentuje najostrzejszy kurs.

Sympatię względem Mszy trydenckiej Włoch uważa za irracjonalną tęsknotę za przeszłością; za przejaw bezpodstawnego oporu wobec najświętszej woli Boga, która miałaby się wyrazić w kursie obranym na Vaticanum II i ubranym w konkretną formę właśnie poprzez Novus Ordo Missae. Grillo kategorycznie odrzuca nie tylko sprzeciw wobec Novus Ordo Missae, ale samą ideę, by w Kościele dawać jakąkolwiek przestrzeń Mszy trydenckiej. Ludzi, którzy chcieliby pozwolić na swobodę odprawiania Mszy świętej w dwóch formach rytu rzymskiego, liturgista z Anselmianum traktuje jak schizmatyków. Jest głęboko przekonany, że Kościół katolicki na Zachodzie musi mieć tylko i wyłącznie jedną formę Mszy świętej, a pomysły dania wiernym wyboru to „prywatyzacja” kultu, a co za tym idzie – „prywatyzacja” Kościoła i schizma.

W „Traditionis custodes” papież Franciszek napisał, że nowe księgi liturgiczne są „jedynym wyrazem lex orandi Rytu Rzymskiego”. To oznacza, że Msza trydencka nie istnieje jako żywa rzeczywistość – jest już tylko reliktem przeszłości, z perspektywy Grilla jakimś groźnym upiorem. Kategoryczna formuła Franciszka doskonale wyraża usposobienie tego wpływowego liturgisty: Msza trydencka nie istnieje. To tylko groźny upiór dawnych wieków, a jego „wyznawcy” niszczą Kościół… W tym skrajnie ideologicznym zacietrzewieniu, które tak ściśle wiąże Novus Ordo Missae z samą istotą Kościoła, widać dokładnie to, o czym mówił kardynał Robert Sarah: psychologicznie uwarunkowany resentyment antyłaciński pokolenia ’68.

Wyznanie jezuity: „Nienawidzę Mszy trydenckiej”

Innym przykładem tego dziwacznego resentymentu jest jezuita Thomas Reese, były redaktor naczelny jezuickiego progresywnego magazynu „America”. Na łamach portalu „Religion News Service” Reese opublikował niedawno krótki artykuł zatytułowany „Dlaczego nienawidzę starej łacińskiej Mszy: spowiedź”. Przyznał, że w młodości kochał Mszę trydencką – urodził się w 1945 roku i przez wiele lat był przekonany, że tradycyjna liturgia nigdy nie zostanie zmieniona. Jednak przeprowadzona została reforma liturgiczna, bez szemrania zaakceptował Novus Ordo Missae, bo kierował się jednym względem – posłuszeństwem. Z czasem pokochał jednak również nową Mszę.

W artykule podaje szereg argumentów „za” zreformowaną liturgią i „przeciw” dawnej, ale to argumenty wyjątkowo wydumane, podawane na siłę – można byłoby równie dobrze je odwrócić i przeprowadzić dokładnie przeciwną operację apologetyczno-krytyczną. W sumie, Reese nie ma żadnego dobrego powodu, by piętnować Mszę trydencką jako taką i domagać się wyłączności nowej – poza wspomnianą decyzją woli, by bezkrytycznie podporządkować się autorytetowi władzy, która wprowadziła nowy porządek mszalny.

W całym jego artykule pojawia się tylko jeden poważniejszy argument. „Nienawidzę ideologów, którzy mówią, że nowa Msza jest bluźniercza i którzy odrzucają nauczanie II Soboru Watykańskiego w takich kwestiach jak ekumenizm, sprawiedliwość społeczna i rola świeckich w Kościele” – wskazuje Reese. W tym właśnie rzecz: sprzyjanie Mszy trydenckiej jest tu ściśle związane z ogólną postawą „antysoborową”. W efekcie ten, kto ceni dawną liturgię, staje się generalnym „przeciwnikiem odnowy”. Posoborowa przebudowa Kościoła zostaje utożsamiona z całym dobrem, a ci, którzy cenią dawną liturgię, zostają zakwalifikowani jako jej przeciwnicy – i zasługują na nienawiść.

Leon XIV, dziecko triumfu reformy

Papież Leon XIV urodził się w 1955 roku. Kiedy wstępował do seminarium, Novus Ordo Missae miał już w Stanach Zjednoczonych wyłączność. Przełom lat 70. i 80. pozostawał czasem niekwestionowanego optymizmu wobec reformy liturgicznej. Przyszły pontyfeks mógł zatem nasycić się tym samym duchem, którym karmiono Reese’a, Roche’a i Grilla. Jako papież Robert Prevost wypowiada się w sposób bardzo stonowany i dyplomatyczny. Niemniej jednak w sferze idei pokutuje u niego dokładnie to samo przekonanie, co u wymienionej trójki: reforma liturgiczna była chciana przez Ducha Świętego, to konstytutywny element soborowej odnowy Kościoła, nie ma od niej żadnego odwrotu, bo odwrót oznaczałby zaprzeczenie kursu, jaki z woli Bożej obrał katolicyzm.

Leon XIV regularnie piętnuje nadużycia liturgiczne, do których dochodziło i wciąż dochodzi po wprowadzeniu NOM; przed ponad rok pontyfikatu nie wyraził jednak nawet jednym słowem zrozumienia dla wiernych, którzy uczestniczą w Mszy trydenckiej. Mówił o liturgii w mediach, wygłosił na jej temat szereg katechez – ale wspomniał o choćby najmniejszej korekcie kursu, jaki obrał papież Franciszek. Bergogliański koncept „likwidacji” tradycyjnego rytu poprzez ogłoszenie jedyności Novus Ordo Missae pozostaje całkowicie nienaruszony. Nie ma u Leona XIV choćby śladu intencji sięgnięcia do myśli i decyzji Benedykta XIV. Wydaje się zatem, że nawet jeżeli Robert Prevost nie cechuje się „aktywnym” resentymentem antyłacińskim, to z racji na swoje kulturowe ukształtowanie znajduje się intelektualnie i duchowo w przestrzeni oddziaływania tego resentymentu.

To coś więcej niż pokolenie, to paradygmat

Czy kardynał Robert Sarah ma rację, że problem minie wraz z odejściem pokolenia ’68? To optymistyczna wizja, być może prawdziwa. Jednak sam Robert Sarah urodził się w 1945 roku, jest zatem równolatkiem Thomasa Reese’a. Pomimo tego ma zupełnie inną perspektywę na sprawy liturgiczne. Tak samo jest z innymi. To nie rok urodzenia determinuje zapatrywania liturgiczne, ale otrzymane wykształcenie – i decyzja woli. Z tego powodu wiązanie nadziei na szersze udostępnienie Kościołowi Mszy trydenckiej na skutek prostej zmiany pokoleniowej może być nieco złudne. Apologetyczna soborowa formacja, która nie pozwala na żadną krytykę Vaticanum II trwa dalej.

Papież Franciszek rządził Kościołem kilkanaście lat i nie brakuje dziś wśród światowego duchowieństwa i laikatu ludzi, którzy uważają go za proroka. Jeżeli Leon XIV będzie konsekwentnie kontynuować obecną linię, to prawdopodobnie znacząco utrwali krytyczne podejście do Mszy trydenckiej jako „reliktu przeszłości”, czyniąc z tego po prostu normę kultury eklezjalnej XXI stulecia. Kardynał Robert Sarah słusznie przewiduje, że wygaśnie wkrótce antyłaciński resentyment, to znaczy krytyka liturgii trydenckiej napędzana emocjami. Nie oznacza to jednak, że wygaśnie antyłacińska postawa. Odniesienie, które zbudowano do przeszłości po II Soborze Watykańskim, może być znacznie trwalsze.

Jak pisałem w osobnym tekście na początku tego roku, „paradygmat soborowy” może utrzymywać się jeszcze bardzo długo. Przyjąłem symboliczną liczbę 341 lat, po szczegóły odsyłam do tekstu, bo nie o konkretne daty chodzi – ale o skalę. Kościelna hierarchia to szczelny system, który przepuszcza wyżej tylko ludzi akceptujących pewne wyjściowe zasady. Dziś, jak pokazuje Leon XIV, należy do nich również absolutyzacja Novus Ordo Missae jako jedynego właściwego wyrazu lex orandi Rytu Rzymskiego. Tradycjonaliści istnieją i będą istnieć dalej, ale na uznanie ze strony kościelnej hierarchii nie ma chyba co liczyć.

Paweł Chmielewski

=======

Autor nie bierze pod uwagę działań Ducha Świętego. On na pewno nie będzie czekał 341 lat . M. Dakowski