Totalitaryzm wymaga jednego państwa w Europie

Totalitaryzm wymaga jednego państwa w Europie

Autor: CzarnaLimuzyna, 28 lipca 2026

Ideolodzy federacji/mem/screenshot tv

===========================================

Już tylko głupcy nie dostrzegają, że środowiska antyeuropejskie w coraz bardziej bezczelny sposób dążą do przekształcenia Eurokołchozu w jedno zamordystyczne państwo.

Proces ten jednak, w stosunku do Polski, przebiega w sposób o wiele bardziej drastyczny.

Unia okupuje Polskę w sposób bardziej radykalny niż inne kraje Europy. Polska jest nie tylko eksploatowana ponad miarę, ale w przeciwieństwie do innych państw podlega długoterminowemu planowi całkowitego zniszczenia. Nie chodzi tylko o anihilację ostatnich resztek państwowość tzw. III RP, ale o jak najszybsze wynarodowienie i depopulację, o zagarnięcie własności czyli mamy do czynienia z klasycznym rozbiorem.

„Okazja ujawnia złodzieja”

Wielu współczesnych komentatorów, spoza głównego ścieku, dywaguje o możliwej utracie niepodległości i o rozbiorze Polski, czyli o czymś, co już się wydarzyło albo jest w trakcie realizacji. Do składu „koalicji chętnych” weszli nie tylko Niemcy i ponadnarodowe korporacje, ale dołączają również inni – Ukraińcy. Większego upadku, od czasu pierwszych rozbiorów, polska historia nie odnotowała.

Piszę te słowa, aby choć na chwilę przekierować uwagę z rzeczy sztucznych lub błahych na najważniejsze.

Przypomnę: PRL była kolonią przemysłową w ramach kompleksu totalitarno-militarnego ZSRR. W 1989 r. została przemianowana na zasób kolonialny Zachodu, a przy zaangażowaniu ludzi pozbawionych politycznej wyobraźni, skażonych antynarodową ideologią – stan katastrofy jeszcze się pogłębił.

Aktualny etap okupacji polega na jawnym wywłaszczaniu, przejmowania terenów i “aktywów” oraz eksterminacji „polskich Indian”.

Ktokolwiek mówi o odzyskaniu niepodległości jest oskarżany o sprzyjanie Rosji lub o próbę wyprowadzenia Polaków z unijnej klatki, co notabene powinno być przecież celem polskiej polityki zagranicznej. Stanowisko, że można zreformować coś, co ma przegniły fundament jest absurdem. Dodatkowo dochodzą represje za patriotyzm nazywany “antysemityzmem” i “mową nienawiści”.

Podobnie było za czasów pierwszej komuny. Wszyscy, którzy wyrażali niezadowolenie z podległości Moskwie oskarżani byli o “godzenie w sojusze”, o sprzyjanie “zachodnim imperialistom” oraz o “antysocjalistyczne poglądy”.

Dobitny przykład realizacji strategii rozbiorowej – parcelacja polskiej logistyki i dystrybucji

Kto kontroluje logistykę, terminale i przepływy towarów, ten przejmuje realną część kontroli gospodarczej. Polska nie może zostać tylko korytarzem tranzytowym i rynkiem dla cudzych operatorów, a ku temu zmierza polityka Tuska.

Do kontekstu należy dorzucić nową regulację, czekającą na podpis Karola Nawrockiego, przyznającą specjalne uprawnienia banderowcom w Polsce.

“ (…) Chodzi o artykuł 11, dotyczący tak zwanej przesyłki niejawnie nadzorowanej. Zapis dopuszcza, by obce służby mogły samodzielnie prowadzić działania operacyjne na terytorium Rzeczypospolitej. Poseł Jarosław Zieliński mówi wprost, że to oznacza możliwość prowadzenia operacji przez SBU na terenie naszego kraju”. – pisze Paweł Usiądek na X

Darwinizm w oczach i argumentach Stanley’a Jaki, wielkiego filozofa nauki, fizyka i teologa.

Darwinizm w oczach Stanley’a L. Jaki, wielkiego filozofa nauki, fizyka i teologa.

stuff.kzaw.pl/jakidarwin

Krystian Zawistowski , 19 XI, 2022

Czytałem ostatnio książkę „Zbawca Nauki”1 o. Stanleya L. Jakiego2. W Polsce wydało ją wydawnictwo dominikanów „W drodze” i opatrzona jest imprimatur.

Polski czytelnik nie ma co na razie liczyć na większą część spuścizny Jakiego, wybitnego filozofa nauki, kosmologa i fizyka, więc warto brać co jest. Przytoczę tu trochę jego myśli na temat darwinizmu, jako pozycji filozoficznej na temat powstania życia i człowieka. Nie mam tu na myśli ewolucji, ani też innych jej elementów przypisywanych Darwinowi – (jak wspólne pochodzenie życia od niewielkiej liczby komórek, albo „drzewo życia”).

Mówię konkretnie o darwinowskiej i neodarwinowskiej tezie, że niewielkie mutacje organizmów i przetrwanie lepiej przystosowanych prowadzi do wytworzenia się nowych gatunków, a cechy tychże gatunków, w tym także człowieka, są optymalnymi przystosowaniami. Są tu też czasem stosowane terminy takie jak: gradualizm, silny adaptacjonizm, darwinowska ewolucja itd.

Wybrałem parę bardziej treściwych fragmentów, które, mam nadzieję, zachęcą czytelnika do sięgnięcia po książkę „Zbawca Nauki”, jak i inne pozycje Stanleya L. Jakiego. Wydanie angielskie książki pochodzi z 1988, a polskie z lat 90 – ale nie straciło na aktualności. Można nawet powiedzieć, że wiele zyskało, gdyż podobne poglądy są obecnie lepiej udowodnione i częściej spotykane w środowisku naukowym3, zwłaszcza w nurcie bardziej matematycznie ścisłej i empirycznej biologii. Poniższe cytaty z Jakiego opatrzyłem paroma komentarzami. Są to głównie wyjaśnienia, za wyjątkiem pierwszego dłuższego komentarza do cytatu, który podkreśla duży wpływ tej doktryny na filozofię i społeczeństwo. Oto on:

(s. 132)

Ukoronowaniem tautologii i sprzeczności, których teoria darwinowska stała się wylęgarnią, stało się sformułowane nieco później twierdzenie, że współpraca była równie uprawnioną cechą charakterystyczną życia organicznego, co ponura, nie oszczędzająca nikogo walka o byt. To, że współpraca nie mogła w żaden sposób stać się logiczną częścią teorii darwinowskiej, było tematem ostatniego znaczącego wystąpienia T. Huxleya. Wiele dziesiątków lat później, gdy jasne stało się, jak łatwo podżegacze wojenni znajdują wsparcie w ideach darwinizmu, darwiniści postawili współpracę na tym samym piedestale, co walkę o byt.

Dalej mamy przypis:

Oczy Amerykanów otworzyły się (by szybko się zamknąć ponownie) na ten fakt (łatwości podżegania do wojny przy użyciu darwinizmu – K.Z.) dzięki doniesieniom V. L. Kelloga, amerykańskiego biologa przebywającego w czasie IWŚ z misją pomocy w okupowanej Belgii. Dla Kelloga szokiem było to, jak często oficerowie w niemieckim sztabie głównym odwołują się do teorii Darwina, jako usprawiedliwienia prowadzenia wojny w imieniu najdoskonalszej cywilizacji. Dwadzieścia lat później Sir Arthur Keith przyprawił o ból głowy wielu spośród innych darwinistów, gdy otwarcie gloryfikował wojnę, jako wielki mechanizm oczyszczający ewoluującą ludzkość.

Darwinizm społeczny jest to zastosowanie darwinowskiej zasady ewolucji przy pomocy walki o byt i przetrwania najlepiej przystosowanych do społeczności ludzkich – zgodnie z popularnymi poglądami końca XIX i początku XX wieku. Jednym z najistotniejszych zwolenników i realizatorów darwinizmu społecznego był Adolf Hitler. Krótka wykładnia jego ideologii z „Mein Kampf” w „Czarnych Ziemiach” Snydera4 wskazuje na fiksację na punkcie darwinizmu społecznego i wywiedzenie z niego swoich zasad politycznych i etycznych (np. tego by odrzucić chrześcijańskie miłosierdzie i być tak drapieżnym, jak się da, że „lepsze” rasy mają prawo wykorzystać „gorsze” itd).

===================

Powyższe notatki Jakiego wskazują dużo głębszą zależność, niż sądził sam Hitler i NSDAP. NSDAP nie mogłoby wygrać względnie legalnych wyborów, gdyby ich poglądy nie były akceptowalne dla szerokiej populacji. Darwinizm społeczny był normalnością pośród niemieckich elit dużo wcześniej i był też wykorzystywany do usprawiedliwienia napastniczej wojny. Sam wódz armii niemieckiej Ludendorff jest opisywany przez historyków jako przekonany o tym, że „wojna jest podstawą społeczeństwa”. Jest to „typowy pogląd darwinizmu społecznego”, który Ludendorff utrzymywał z „wyjątkowym przekonaniem”.5. Ślady podobnych poglądów Jaki odkrywa też w Anglii i USA, ale nie były one tak istotne jak w Niemczech (przyczyniły się za to do wprowadzenia aborcji6 i sterylizacji7).

Niektórzy utrzymują, że stosowany darwinizm Ludendorffa i Hitlera to kompletne nieporozumienie i wulgaryzacja istniejących wtedy teorii darwinowskich, pod którą prawdziwy uczony nigdy by się nie podpisał. Problem jednak w tym, że np wybitny darwinista Haeckel popierał o wiele wcześniej nie tylko „naukowy rasizm”, ale nawet i zabijanie niepełnosprawnych niemowląt8. Podobnie Madison Grant, dyrektor Nowojorskiego Towarzystwa Zoologicznego9.

Warto tu przytoczyć słowa Adama Sedgwicka, mentora Darwina z Cambridge, które napisał on w liście do swojego dawnego ucznia po wydaniu „The Origin of Species”10:

Czytałem twoją książkę raczej z bólem niż z przyjemnością. Część głęboko podziwiałem (…), część czytałem z żalem, bo uważam je za całkowicie fałszywe i okropnie złośliwe. (…) My wszyscy (naturaliści) uznajemy ewolucję („development”) jako fakt historii, ale jak do niej doszło? Na to jesteśmy ślepi. Istnieje moralna albo metafizyczna część natury, jak również fizyczna. Człowiek, który to podważa nurkuje w bagnie szaleństwa. To jest korona i chwała nauki biologicznej, która przez ostateczną przyczynę łączy materię i moralność. Ty zignorowałeś to połączenie, i, jeśli dobrze zrozumiałem twoje słowa, starałeś się bardzo w jednym czy dwóch przekonywujących przypadkach je zerwać. Gdyby było to możliwe je zerwać (nie jest, dzięki Bogu), ludzkość, w mojej opinii, odniosła by szkodę, która mogłaby ją zbrutalizować i pogrążyć w gorszej degradacji, niż kiedykolwiek była w zapisanej historii.

Stawka promowania lub nie darwinizmu była i jest bardzo duża. Dlatego jest całkowicie zasadną rzeczą prosić o dowody i to wiele bardziej niż w innych gałęziach nauki.

Rzućmy okiem, co o tychże dowodach uważa Stanley Jaki.

(s. 126)

Jeśli chodzi o to, jak do adaptacji dochodzi, nic problemu tego nie przybliżyło darwinistom bardziej niż oko. Jest to organ, który był badany ze znacznie większą dokładnością niż jakikolwiek inny, (…) przeprowadzono dokładne pomiary i zastosowano teorie fizyczne w takiej mierze, że uniemożliwiło to darwinistom przyjęcie ich głównej strategii: ogólnych, czy wręcz niejasnych, jakościowych spekulacji co do poszczególnych kroków ewolucji. (…) nie mogą darwiniści nie przyznać (…), że „jeśli choćby najmniejsza rzecz jest wadliwa, jeśli brakuje siatkówki, lub soczewki są mętne, albo nieodpowiednich wymiarów – oko nie potrafi utworzyć rozpoznawalnego obrazu i w konsekwencji jest bezużyteczne”

Cytat pochodzi z książki darwinisty G. Hardina. Problem oka nie jest nowy, był znany za czasów Darwina, ale ponad 100 lat badań sytuację pogorszyło (na niekorzyść darwinizmu). Oko może być porównane do skomplikowanej maszyny złożonej z dobrze dopasowanych do siebie części – każda z nich musi być obecna i idealnie dobrana by oko działało (można tą własność nazwać wysoką złożonością Kołmogorowa). Jest ono trochę podobne do obecnych kamer cyfrowych, złożonych z ruchomych soczewek, czujników CCD rejestrujących obraz, systemów auto-focus itd. Własność ta uniemożliwia to wytworzenie się oka przez dobór naturalny, bo niekompletne oko będzie bezużyteczne i nie da korzyści do przetrwania. Jaki wspomina, że Hardin usiłował rozwiązać problem – ułożyć oczy znanych zwierząt w jakiejś postopniowanej kolejności. Bezskutecznie – wszystkie zwierzęce aparaty wzroku są doskonałe, nie ma form „przejściowych”.

(s.127)

Wydaje się, że grzechy popełnione w imieniu darwinizmu przeciwko intelektowi są tak wielkie, że częściowo unieważniają cytowaną już wypowiedź Burke’a „Przyzwyczaić się można do wszystkiego”. Darwin i darwiniści powinni oblewać się zimnym potem także z powodu licznych zjawisk (cudów – to byłoby najtrafniejsze określenie) – pasożytnictwa, mimikry i metamorfozy (…). Czy też pomocne ma być unikanie pytań dotyczących liczby faz tej metamorfozy (jedwabników – K. Z.), i niezliczonych innych przypadków przez jakościowe podejście do prawdy, proponowane w darwinistycznych opisach mechanizmów ewolucji.

„Jakościowe” w obydwu powyższych ustępach oznacza opis słowny, w opozycji do opisu ilościowego, wartości liczbowych, używanych w fizyce, czy chemii. Opisy mechanizmów ewolucji były przedmiotem szerokiej krytyki, także ze strony samych biologów11). Zakłada się w nich, bez dalszego dowodu, że wszelkie cechy organizmów są optymalnymi przystosowaniami, konstruuje się historię jak to miało się zadziać na drodze ewolucji i podaje się ją jako rozwiązanie, czy dowód. Jest to nieuzasadnione rozumowanie – z logicznego punktu widzenia jest kołowe, z empirycznego zaś dodaje się w niekontrolowany sposób złożoność by uzgodnić teorię z obserwacją.

Innym zastosowaniem metod jakościowych są badania skamieniałości, których do końca XXw. odkryto bardzo wiele, dostając bogaty zapis kopalny. Darwiniści przez długi czas używali podobieństw między skamielinami na potwierdzenie teorii, ale bardziej kompletny zapis okazał się dla nich problemem pod koniec lat 70. Jaki wspomina na (s. 135) N. Eldridge’a i S.J. Goulda, którzy (nie znalazłszy przewidywanych przez darwinizm form przejściowych między gatunkami) zaproponowali teorię punktowej równowagi. Teoria ta ma tłumaczyć obserwację, że gatunki pojawiają się nagle w zapisie kopalnym i nie zmieniają się przez długi czas. Jaki zauważa, że teoria jest wyraźnie niedarwinowska zarówno z powyższego powodu, jak i dlatego, że nieobecna jest konkurencja, będąca według Darwina główną siłą napędową ewolucji. Doprowadziło to do znacznych sporów, między zwolennikami „prawowiernego” darwinizmu, a twórcami nowej teorii.

(s. 131)

Wiele spośród tego, co darwiniści niegdyś „zobaczyli” i uważali za niezwykle ważne, w oczach neodarwinistów (…) straciło na znaczeniu. Sam Darwin cenił bardzo anatomię porównawczą (morfologię) i zainspirował wartościowe poszukiwania w tym kierunku. Dzisiaj uważa się morfologię za mało istotną dla rozumienia ewolucji. To samo dotyczy embriologii. Kiedyś oczko w głowie niemieckojęzycznych darwinistów, dziś nazwana przez G. G. Simpsona „zbyt ogólnym i bardzo nadużywanym aforyzmem XIX wieku”. Jeszcze bardziej pouczająca jest zła sława, jaką cieszą się schematy drzew ewolucyjnych u naukowców o orientacji darwinistycznej, czego nie zdążyli jeszcze dostrzec popularyzatorzy darwinizmu. Co gorsza, stało się tak nie tylko z samymi drzewkami, lecz także z ich najbardziej wartościowymi gałęziami, jak choćby z gałęzią pokazującą ortogenezę koni.

Stanley Jaki wskazuje na zmiany hipotez pomocniczych (łączących darwinizm z obserwacjami, które ma on tłumaczyć). Dobra teoria powinna coś istotnego przewidywać i podawać wyjaśnienia, które dają się uzgodnić ze wszystkimi odkrytymi danymi. Powyższy przykład – to właśnie coś, czego się w nauce robić nie powinno. Jeśli spory zasób „dowodów” sprzed paru dekad okazał się błędny, to może obecne dowody też wcale nie są takie pewne?

Jest to ważny powód, dla którego darwiniści mieli na pieńku z Karlem Popperem12.

Szacunek dla narzuconych przez samą naukę ograniczeń metody naukowej powinien wystarczyć, aby wystąpić przeciwko m i t o w i ewolucyjnemu, którego nigdy nie należy mylić z ewolucją. Postanowienie takie powinno przerodzić się w iście misjonarski żar na wspomnienie sprzeczności, niekonsekwencji, czy braku dowodów, towarzyszących darwinizmowi od samego początku. Czyż nie można czuć się zobligowanym do krucjaty na rzecz zdrowego umysłu, kiedy biolodzy darwiniści występują z takimi oto stwierdzeniami?

„Począwszy od czasów Darwina, ewolucja zyskuje coraz większą akceptację; aktualnie w umysłach poinformowanych myślących ludzi nie ma wątpliwości, że jest tylko jeden logiczny sposób w jaki można zinterpretować i zrozumieć stworzenie” (…)

Ciekawe czy R.S. Lull (…) pokazał to zdanie jakiemukolwiek z tamtejszych profesorów logiki. W rzeczywistości nawet student logiki (…) łatwo by się zgodził, że tylko umysły nieczułe na logikę mogą przyjąć powyższy cytat bez obrzydzenia.

Mit ewolucyjny i „epika ewolucyjna” są to stwierdzenia darwinisty E.O. Wilsona, który widzi w wyrażonym poetycko darwinizmie zastępstwo dla religii i mitu.

Dla nie-studentów logiki podamy krótkie wyjaśnienie wspomnianego obrzydzenia. Z kilku powodów jest prawie niemożliwie, by jakiekolwiek stwierdzenia o przyrodzie i świecie miały tylko jeden logiczny sposób wyjaśnienia.

1. W naukach przyrodniczych na ogół postrzegamy jedynie niewielką część danych układu. Na przykład, gdy przewidujemy pogodę, zbieramy dane o ciśnieniu czy temperaturze w wielu stacjach pomiarowych – to pozwala uzyskać trafne prognozy na parę dni do przodu. W fizyce cząstek jesteśmy w stanie zbadać większość procesów tylko powtarzając je bardzo wiele razy i analizując rozkłady prawdopodobieństwa pomiarów.

2. Każda teoria zapisana w języku formalnym potrzebuje odwzorowania na obserwacje. Sprzeczność teorii niekoniecznie przekłada się na sprzeczność w przyrodzie, a niesprzeczność teorii nie oznacza zgodności z rzeczywistością. Na przykład w kwantowej teorii pola występuje problem z całkami niewłaściwymi, ale zignorowanie go odtwarza poprawne wyniki doświadczenia (tzw. renormalizacja).

3. Teorie naukowe podlegają rewizjom, pod wpływem nowych testów, nie są więc z konieczności prawdziwe.

Powyższe tyczy się nawet najbardziej wyrafinowanych metodologicznie wysiłków naukowych, jak kwantowa teoria pola właśnie. W wypadku darwinizmu problemy te są trudniejsze. Przedmiotem dociekań nie jest to, co możemy zmierzyć obecnie, a rzadkie prehistoryczne wydarzenia, o których wiemy bardzo niewiele. O języku formalnym trudno w ogóle mówić, gdy używa się opisów jakościowych. Trudno też mówić o testowaniu empirycznym (patrz cytat wyżej).

Jaki wskazuje jednak, że „nasz student logiki” może nie mieć wątpliwości co do „darwinowskiej ewolucji” w umysłach „poinformowanych, myślących ludzi”, bo nauczyciele darwinizmu zadbali o to, by zepchnąć na margines ekspertów, którzy się z nimi nie zgadzają. Optymistycznym akcentem dla nas jest to, że napisano te słowa w latach 80 – my zaś żyjemy w nieco innym świecie. Odsyłam w tej sprawie ponownie do wspomnianej w przypisach książki Koonina. Do krajów takich jak Polska dociera to z opóźnieniem, ale w gestii nas wszystkich leży, by to naprawić.


  1. Stanley L. Jaki „Zbawca Nauki”, 1994, „W Drodze”, przekład z „Saviour of Science”, 1988↩︎
  2. Stanley L. Jaki (zm. 2009), urodzony na Węgrzech amerykański filozof i fizyk, mnich zakonu św. Benedykta i Wybitny Profesor Uniwersytetu Seton Hall. Jego specjalnością była historia i filozofia nauki. Autor ponad 50 książek i ponad 350 artykułów, pracował na Uniwersytecie Edynburskim i Uniwersytecie Oksford. http://www.sljaki.com/↩︎
  3. Dobre podsumowanie głębokiej rewizji neodarwinowskiej syntezy, jaka ma obecnie miejsce widziałem w niedawno wydanej książce wybitnego biologa i biostatystyka E. V. Koonina („The Logic of Chance: the Nature and Origin of Biological Evolution”, Eugene V. Koonin, 2011, s. 399) Duża część poglądów Darwina wydaje się prawdziwa (np. LUCA – wspólne pochodzenie), albo przynajmniej częściowo prawdziwa (np. drzewo życia), – ale nie o tą część nam chodzi. Jest zarazem jasne, że zmienność przez dobór naturalny, postępująca przez akumulację niewielkich mutacji nie jest głównym mechanizmem ewolucji. Koonin potwierdza też niemożliwość powstania życia z materii nieożywionej, co próbuje wyjaśnić przy użyciu hipotezy Multiversum. Wcześniej podobny rachunek podał wybitny astrofizyk Hoyle. Jest to z resztą znany problem w biologii od czasu, gdy Huxley w 1870 odkrył rzekomo „żyjące błoto” (Bathybius haeckelii), będące dalej rzekomym przodkiem wszystkich organizmów (naprawdę była to mikstura soli morskiej z etanolem, skutkiem czego Wallich oskarżył Huxleya o fałszerstwo).↩︎
  4. T. Snyder „Black Earth: The Holocaust as History and Warning”, 2015, s 1-9↩︎
  5. Frank B. Tipton (2003). A History of Modern Germany. p. 291.↩︎
  6. Słynna pionierka aborcji i feminizmu Margaret Sanger była wielką zwolenniczką eugeniki, Nawet proaborcyjne Planned Parenthood ostatnio z tego powodu usunęło jej imię z kliniki aborcyjnej na Manhattanie, zob. NYT, 22 Lipca 2020.↩︎
  7. zob. Orzeczenie Sądu Najwyższego USA z 1927, Buck v. Bell.↩︎
  8. R. Weikart „From Darwin to Hitler”, 2004 s. 146-147 B. Brunner, „Human Forms in Nature: Ernst Haeckel’s Trip to South Asia and Its Aftermath”, Public Domain Review, September 13, 2017↩︎
  9. Weikart, s. 10.↩︎
  10. Darwin, C. R. 1890. [Letters to and about Adam Sedgwick and the Origin of species]. http://darwin-online.org.uk/converted/published/1890_Sedgwick_F2293.html, także cyt. Weikart, s. 1. Są dość charakterystyczne dla poglądów XIXw. Anglii, gdzie rozłam z Kościołem Katolickim i brytyjskie Oświecenie pozbawiło chrześcijaństwo większości fundamentów wiary. Próbę ich odbudowania podjęto opierając się na argumencie teleologicznym na istnienie Boga (który zaprojektował i stworzył świat natury).↩︎
  11. Gould, Stephen Jay; Lewontin, Richard C. (21 September 1979). „The spandrels of San Marco and the Panglossian paradigm: a critique of the adaptationist programme”. Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences. 205 (1161): 581–598↩︎
  12. Popper uzależnia naukowość teorii od istotnych predykcji i pojęcia falsyfikowalności. Falsyfikowalność wskazuje, że za naukowe należy uznać tylko precyzyjne i konkretne teorie, które dokładnie coś przewidują, nie zaś mgliste hipotezy, które można uzgodnić z czymkolwiek.↩︎

Znaczenie Fatimy; S.L. Jaki i Św. Pius X

Krystian Zawistowski

1 Teza Jakiego-Duhema

Jakiś czas temu rozpowszechniałem tu krótką książkę „Cud Słońca według Metody Naukowej” [Cs]. Jej myśl przewodnia była taka, że skoro główną metodą nauki jest testowanie hipotez przez istotne predykcje, to znaczy, że cud słońca z Fatimy z 1917 jest mocnym dowodem na nadprzyrodzone pochodzenie objawień fatimskich. Wolnomyśliciele różnej maści, tłumacząc to jako masowe halucynacje i omamy, postępują w sposób pseudonaukowy.

Pominąłem tam jednak wtedy bardzo istotny wątek. Mianowicie, jeśli się nie mylimy, jako katolicy wierzący w Fatimę, to nic w tej historii nie powinno być przypadkowe, także odniesienie do nauki i empiryzmu. Powinien być za tym Boży plan, dlaczego ten jeden z największych cudów w historii wydarzył się akurat tam, akurat wtedy, akurat w takich okolicznościach.

Dziś mam nadzieję zaproponować odpowiedź, do czego będzie mi potrzebny jeden z najważniejszych katolickich uczonych XX wieku, o. Stanley L. Jaki OSB i dzieło zwane tezą Jakiego-Duhema. Według tej tezy nauki przyrodnicze zaczęły się w późnym średniowieczu, dzięki katolickiej teologii. Z Objawienia odczytano, że racjonalny Stwórca, Bóg, stworzył wysoce uporządkowany świat, wydzielając przyrodę ożywioną i nieożywioną. Ta ostatnia zaś rządzi się ustalonymi prawami, które można porównać do mechanizmu, albo formuły matematycznej. Stąd też wzięło się, jak mówi Whitehead „niewymazywalne przekonanie, że każde zajście może być idealnie skorelowane z bezpośrednimi przyczynami, by stworzyć ogólną regułę”, co jest niezbędną podstawą rozumowania naukowego. Nowa nauka prędko wydała owoce, uczeni tacy jak bp Oresme, Buridan, bp Robert z Lincoln, Roger Bacon, Św. Albert Wielki wytworzyli istotne postępy w dynamice, optyce, kosmologii i metodologii nauk ([SL2], s. 220-242).

Jaki (w „Science and Creation” i „The Relevance of Physics”), pokazuje, że wszystkie cywilizacje pogańskie rozumowały o świecie zupełnie inaczej i sposób ten dusił wszelkie naukowe starania w zarodku. Typowa tendencja pogańska to uosobienie i ubóstwienie sił przyrody, zgodnie z jakąś politeistyczną mitologią, co dalej na ogół prowadzi do emanacyjnego panteizmu. W fizyce narzuca to z kolei organiczny, werbalny i odrzucający doświadczenie opis świata. By to zilustrować rozważmy przykład: obecnie słyszy się, że Grecy odkryli kulistość Ziemi w oparciu o np obserwację faz Księżyca przez Arystotelesa. Naprawdę jednak było nieco inaczej, wierzyli oni w kulistość Ziemi w oparciu o aprioryczny dogmat i to przy okazji pozwoliło im przyjmować empiryczne dowody, jeśli jakieś się trafiły i były zgodne z ich przekonaniami. Jeśli zaś fakty przeczyły teorii to „tym gorzej dla faktów” (jak powie godny następca tychże pogańskich mędrców Hegel) – nawet najmądrzejsi z nich wierzyli w różne rażąco błędne wyniki. Arystoteles uważał, że strzała z łuku jest ciągle popychana przez powietrze uderzane cięciwą, podczas gdy w rzeczywistości opór powietrza spowalnia strzałę. Uważał też, że woda ochładza się szybciej, jeśli ją podgrzejemy, podczas gdy jest odwrotnie. Ziemia miewała wzdęcia i dreszcze, a planety (dawniej gwiazdy wędrujące) były poruszane przez rodzaj boskich intelektów. Dla poganina to „boskie” niebiosa były uporządkowane i przewidywalne, otaczający świat był dużo bardziej chaotyczny. Stąd dalej prosta droga do wróżbiarstwa z gwiazd, cieszącego się w antyku wielką estymą i teorii wiecznych cykli, że cała historia świata i ludzkości powtarza się co kilkadziesiąt tysięcy lat, gdy tylko gwiazdy powracają do tej samej pozycji.

Przypomnijmy tu logikę nauki Lakatosa i Poppera [CM], gdzie hipoteza jest potwierdzona, lub nie jeśli są na jej poparcie sprawdzone, istotne predykcje. A program badawczy jest naukowy, jeśli gromadzi dowody z doświadczenia w dużych ilościach i tworzy nowe możliwości testowania. Albo jest nienaukowy, jeśli zmienia hipotezy nie dając sprawdzonych predykcji, albo zbywając werbalnie fakty których nie może przewidzieć.

Mając to na uwadze ponownie rozważmy całe współczesne badanie naukowe w fizyce, chemii, czy naukach stosowanych opiera się, na tym „niewymazywalnym przekonaniu” o przyczynowej logicznej strukturze praw natury, i z pewnością mamy to przekonanie ze średniowiecznej teologii o Stwórcy. Należy więc stwierdzić, że istnienie Boga zostało dowiedzione w sposób naukowy, jako najważniejszy program badawczy w historii ludzkości. Oczywiście jest to pośrednia obserwacja, ale tak normalnie się robi w naukach takich jak fizyka, czy chemia.

Z drugiej zaś strony starożytny panteizm to kopalnia pseudonauki, obdarzonej możliwościami obrony przed doświadczalną weryfikacją. Wszak panteiści wcale nie wymarli po rewolucji naukowej, mimo, że podstawowe przesłanki ich obrazu świata, zostały obalone. Jaki wskazuje na renesansowych neoplatoników, Goethego, Hegla, Schellinga, Engelsa, czy Nietzschego. Do tych pierwszych zalicza się słynny dzisiejszy „męczennik nauki”, hermetyczny okultysta Giordano Bruno. Interesującym przypadkiem jest też sprawa Galileusza, o której pisał w szczegółach postmodernistyczny filozof Paul Feyerabend [PM]. Zbadanie oryginalnych źródeł każe sądzić, że to Kościół stosował się w tej sprawie do wskazań naukowej logiki, podczas gdy Galileusz rozpowszechniał niepotwierdzoną i półobaloną hipotezę jako fundamentalną prawdę. Mnie tu zdumiewa, że potrydencki kościół był zaskakująco nowoczesny, jeśli chodzi o metodę empiryczną. Nie sposób tam mówić już o „arystoteleikach”.

Pojawiały się też inne opisy naukowego świata i nieuchronnie kończyły jako nienaukowe i niemożliwe do pogodzenia z rzeczywistością. Można tu zaliczyć pozytywizm, logiczny pozytywizm, filozofię mechaniczną.

2 Św. Pius X i motu proprio z 1910

Niezmiennie Duch Święty przemawia ustami Kościoła w sprawach wiary, przez co dokumenty Magisterium są dobrym miejscem by szukać odpowiedzi. Ja jej nie szukałem zbyt skrupulatnie, zostawiam to tym, którzy znają się na tym lepiej, chciałbym jednak polecić pewien szczególny przypadek. Papież, Św. Pius X, ogłosił w 1910 motu proprio Sacrorum Antistitum, 7 lat (!) przed Fatimą i niecałe 4 lata przed wybuchem Wielkiej Wojny. Jest to dokument szczególny, ze względu na formę, zwłaszcza zaś fragment, przysięgę, do składania której Pius X zmusił wszelkie osoby dzierżące intelektualny autorytet w Kościele, dołączoną do uroczystego wyznania wiary. Niektórzy teologowie utrzymywali, że motu proprio to powinno być przyjęte jako nauczanie nieomylne, np u nas bp Sokołowski w publikacji z 1916 [Pm].

Pozwolę sobie zacytować trzy ustępy, z których pierwszy tyczy się poznania Boga rozumem, drugi cudów i nadprzyrodzonego pochodzenia chrześcijaństwa, a trzeci założenia Kościoła Katolickiego przez Chrystusa i ustanowienia przez Niego papiestwa.

Najpierw wyznaję, że Boga, początek i koniec wszechrzeczy, można poznać w sposób pewny, a zatem i dowieść Jego istnienia, naturalnym światłem rozumu w oparciu o świat stworzony, to jest z widzialnych dzieł stworzenia, jako przyczynę przez skutki.

Po drugie: zewnętrzne dowody Objawienia, to jest fakty Boże, przede wszystkim zaś cuda i proroctwa, przyjmuję i uznaję za całkiem pewne oznaki Boskiego pochodzenia religii chrześcijańskiej i uważam je za najzupełniej odpowiednie dla umysłowości wszystkich czasów i ludzi, nie wyłączając ludzi współczesnych.

Po trzecie: mocno też wierzę że Kościół, stróż i nauczyciel słowa objawionego, został wprost i bezpośrednio założony przez samego prawdziwego i historycznego Chrystusa, kiedy pośród nas przebywał, i że tenże Kościół zbudowany jest na Piotrze, głowie hierarchii apostolskiej, i na jego następcach po wszystkie czasy.

2.1 Poznanie Boga ze świata stworzonego.

Pierwsza część, „Boga można poznać w sposób pewny”, „w oparciu o świat stworzony, z widzialnych dzieł stworzenia”, jest niezmiernie istotna. Mamy poznać Boga rozumem nie w oparciu o argument ontologiczny, czy argument metafizyczny (np Ente de Essentia Św. Tomasza), czy na drodze pozaracjonalnego poznania („basic belief”, uczucie religijne itd), ale „światłem rozumu”, jako przyczynę przez skutki, ze świata stworzonego.

Jeden tego rodzaju dowód to argument z projektu.

Świat biologiczny i naturalny pełen jest wyglądającej na zaplanowaną złożoności, skomplikowanych „maszyn” i ciągów przyczynowo skutkowych które nie mogły powstać przez przypadek. Wyczerpujące wyjaśnienie per analogiam, można znaleźć w starej „Apologetyce” ks. Bartynowskiego (w 1.3-1.4 [Ap], link w bibliografii).

Ja skupię się na wypisaniu szczegółów, co do tego, co wiadomo na ten temat współcześnie i zarazem jest przedmiotem zainteresowania uczonych.

– Niemożliwe jest by życie, w postaci pierwszych żyjących komórek powstało przez przypadek (problem abiogenezy).

– Wszechświat ma parametry fizyczne precyzyjnie dostrojone, do tego, by mogło istnieć życie.

– Nie istnieje naturalne wyjaśnienie biologicznej złożoności, a szczególnie ludzkiego rozumnego umysłu.

Drugi problem nazywa się precyzyjnym dostrojeniem i jest powszechnie znany w fizyce. Pierwszy problem można znaleźć w „Logic of Chance” (s. 386) E. Koonina [LC], znanego amerykańskiego biologa i genetyka (ateisty z resztą) a trzeci w artykule tegoż autora „Physical foundations of Biological Complexity” [PF]. W podobnym ujęciu problem abiogenezy podnosił o wiele wcześniej wybitny astrofizyk Fred Hoyle.

Notabene, bardziej wyrafinowani ateiści muszą w tych sprawach wierzyć w jakieś odpowiedzi. Wszystko to, co wskazuje na działanie Stwórcy jest zarazem praktycznie niemożliwe bez niego. Ściśle chodzi tu o rozbiegające wykładniczo nieprawdopodobieństwo. Jak to powiedział Hoyle, prędzej trąba powietrzna na złomowisku poskłada działający samolot, niż życie miałoby się zacząć przypadkiem. Jedno proponowane rozwiązania tego problemu (sam Hoyle był jednym ze współautorów) to założenie nieskończonego wszechświata, w czasie, lub przestrzeni. Wtedy dowolnie wielkie niemożliwości mogłyby się zadziać, na jednej z nieskończenie wielu planet. Niemniej, od kiedy wymyślona przez ks. Lemaitre teoria Wielkiego Wybuchu zebrała więcej dowodów, doktryna ta nie jest zbyt wiele warta, bo wedle naszej obecnej wiedzy wszechświat nieskończony nie jest. Co więcej, nie jest ona sobie w stanie poradzić z problemem fine tuningu, bo wieczny wszechświat ma tylko jeden zestaw parametrów.

Obecnie więc popularniejszy jest inny sposób, wynikły z hipotez zwanych teoriami superstrun. Przez 40 lat wśród tych hipotez niestrudzenie szukano jednej teorii wszystkich oddziaływać fundamentalnych, tzw. teorii wszystkiego, ale z punktu widzenia fizyki nie wskórano nic wartego uwagi. Dla argumentu z projektu teorie superstrun mają znaczenie ze zgoła innego powodu – badacze tychże teorii utrzymują, że musi istnieć wielka liczba różnych wszechświatów, co nazywa się Multiwersum (ang. Multiverse), a my, żyjemy w jednym, o dość przypadkowych własnościach.

Doktryna ta jest mocno atakowana za nienaukowość do kwadratu, bo Multiwersum wyjaśnia, dlaczego teoria strun nie ma żadnych predykcji, a z drugiej strony Multiwersum też nie da się przetestować, bo innych wszechświatów nie widać. Niemniej, pomimo tych problemów, doktryna ta jest przytaczana przez Koonina, Stengera („God: Failed Hypothesis”), czy Dawkinsa („God Delusion”) jako odpowiedź na argumenty z projektu. Chodzi tu o to, że jeśli istnieje wielka liczba wszechświatów, to dowolne niemożliwości mogły się zadziać w niektórych z nich. Równocześnie ludzie od teorii strun utrzymują, że może być ona uznana bez dowodów z doświadczenia. Oto dwa przykłady argumentów za tym (podał je R. Dawid, [Rd]):

– Nie ma innych alternatywnych teorii wszystkiego, mimo wytężonych poszukiwań.

– Podobne teorie fizyki cząstek elementarnych były skuteczne w przeszłości.

2.2 Teza Jakiego-Duhema jako argument teleologiczny.

Dodajmy teraz do tego nasza nową cegiełkę, jaką jest argument z projektu wynikający z tezy Jakiego-Duhema.

W oparciu o średniowieczny obraz Boga Stwórcy stworzono obraz świata zawierający matematyczne, przyczynowe, ustalone prawa natury. Obraz ten okazał się potwierdzony istotną predykcją i wielką liczbą wyników doświadczalnych, jako że znaleziono dużo takich praw i przetestowano je z wielką dokładnością, co doprowadziło do powstania nauki. Oto więc wiemy z doświadczenia, że Bóg katolicki istnieje.

Jest on trochę związany z argumentem z nieskończonego regresu Św. Tomasza. Anthony Flew [AF] odniósł go do praw natury, wskazując, że jeśli znajdziemy jakiś naturalny powód istnienia praw natury, to ten powód też będzie potrzebował wyjaśnienia. Oto nasz argument:

Wymieńmy parę obserwacji, które sprawiają, że przedstawiony argument jest bardzo istotny, i tworzy spójną całość z innymi argumentami z projektu.

Po pierwsze: nawet gdyby istniało inne wyjaśnienie tej sprawy, to dużo słabszy dowód nie może przeważyć dużo silniejszego. Ponieważ nasz dowód jest ustalony przez predykcję leżącą u podstaw większości znanych faktów naukowych, to druga strona musi dostarczyć równie dobrych, wielokrotnie powtórzonych istotnych predykcji. A to jest prawie na pewno niemożliwe.

Po drugie: ponieważ dowodem na istnienie Stwórcy jest przewidziana i potwierdzona postać praw natury, przyjęcie Multiwersum nic nie zmienia, Multiwersum nie jest żadnym rozwiązaniem tej kwestii dla ateistów. Podobnie z innymi tego rodzaju zabiegami jak wieczny wszechświat, czy nieskończony wszechświat – te dotyczą tylko niemożliwych zajść zlokalizowanych w czasie i przestrzeni, nie struktury wszechświata.

Po trzecie: Odpowiedź ateistów na inne argumenty teleologiczne opiera się na Multiwersum, i dalej na możliwości uzasadnienia istnienia Multiwersum. To z kolei Dawid opiera (m.i.) na fakcie, że nie ma innych alternatywnych kandydatów na teorię wszystkiego i na sukcesach podobnych teorii. Przyjmuje on tu następujące (ukryte) założenia. Że w ogóle powinna być jakaś teoria wszystkiego. Że istnieje rodzaj jednorodności praw natury. Że matematyczno-przyczynowy opis świata, co do zasady działa. Tak oto przyjął on wnioski z mojego argumentu, nie potrafiąc ich zapewne w żaden inny sposób udowodnić

W efekcie ateista by mieć odpowiedzi na tradycyjne argumenty z projektu, musi się odwołać do Multiwersum, albo czegoś podobnego. Jednocześnie próby uzasadnienia Multiwersum muszą przyznać rację argumentowi z tezy Jakiego-Duhema, więc tak uzupełniony argument z projektu jest nie do obalenia. Podobnie też można odpowiedzieć Kooninowi w [PF], który złożonośc biologiczną usiłuje tłumaczyć przez dość odległe analogie do zasady holograficznej i tuneli czasoprzestrzennych (inne hipotezy z fizyki matematycznej).

Na marginesie warto dodać, że Koonin poczynił tu dobrą obserwację, wskazując, że istotna złożoność biologiczna to tak naprawdę złożoność algorytmiczna (Kołmogorowa). Definicją jest tu najmniejsza długość programu komputerowego potrzebna, by wykonać daną czynność. Za przykład czegoś złożonego można założyć program robota, który musi przy użyciu zestawu narzędzi złożyć samochód.

Z drugiej strony zdolność tworzenia systemów złożonych w sensie Kołmogorowa bywa dziś uznawana za definicję inteligencji w środowiskach sztucznej inteligencji [JH]. Pytanie czy złożoność biologiczna jest przedmiotem inteligentnego projektu może wkrótce za tautologię ( oczywiście warto nad tą kwestią dokładniej pochylić przed wypowiedzeniem osądu.) Uważam więc, że można dowieść istnienia Boga w sposób pewny, rozumem, ze świata stworzonego.

„Gdy widzisz zegar słoneczny, albo klepsydrę wodną, widzisz, że wskazuje czas przez projekt, a nie przez przypadek. Jak więc możesz wyobrażać sobie, że we Wszechświecie nie ma celu i inteligencji, gdy zawiera on wszystko, wliczając w to te przyrządy i ich twórców?”

(Cyceron, De Natura Deorum)

2.3 Cuda i historia

Kolejne dwa punkty Papieża dotyczą cudów i historycznych początków Kościoła. Połączyłem je w jedno, bo skupię się głównie na cudach. Przysięga ta nazywa się przysięgą antymodernistyczną, od doktryny którą to tenże Pius X nazwał „sumą wszystkich herezji”. Nie będę jej tu przytaczał w całości, skupię się na modernistach jako „historykach” i skąd się moim zdaniem wzięli.

Musimy się cofnąć o 400 lat do momentu, gdy miało miejsce założenie protestantyzmu. Wszyscy reformatorowie natrafili na szereg problemów z zakresu teologii fundamentalnej swojej nowej wiary. Katolicy, jak Św. Franciszek Salezy [Lc], czy Sługa Boży Piotr Skarga wytykali im brak potwierdzenia wiary cudami, niemoralność, niezgodę w kwestii teologii, odwoływanie się do „niewidzialnego Kościoła” itd:

Skarga pisał w Żywocie Św. Ludgera:

„Niechże czytają, jaka wiara i od jakich ludzi od 600 lat do saskiej ziemi przyniesiona jest, a tą, którą niedawno (…) Luter przyniósł, a nie tylko jej cudami nie potwierdził, ale ją sprośnym żywotem pomazał, niech się słusznie brzydzą, bo nie jest to wiara Chrystusowa,”

Salezy w swojej polemice napisał [Lc]:

„Nikt nie powinien przypisywać sobie nadzwyczajnej misji, bez potwierdzenia jej cudami, bo, Boże uchowaj, gdzie byśmy byli, gdyby ten pretekst (…) był przyjęty bez dowodu? (…) Ariusz, Marcjon, Montanus, Messaliusz – czy nie mogliby być przyjęci do godności reformatorów (…).”

Reformatorowie nie wymyślili zadowalającej odpowiedzi. Kalwin w prefacji do swoich „Statutów Religii Chrześcijańskiej” pisze:

„Postępują nieuczciwie wymagając od nas cudów. Bo nie tworzymy nowej Ewangelii, tylko przechowujemy tą samą Ewangelię, której prawda jest potwierdzona cudami Jezusa Chrystusa i jego uczniów. Ale oni (katolicy) w porównaniu z nami mają dziwną moc, po dziś dzień nawet potwierdzają swoją wiarę ciągłymi cudami.”

Następcy przyjęli tą doktrynę bez większego komentarza, utrzymując, że cuda działy się za czasów Jezusa, ale nie później. Słaby punkt jej jest taki, że skoro coś nadzwyczajnego działo się dawno, a teraz się już nie dzieje, to łatwo sobie wyobrazić, że to jakiś fałsz czy błąd. Protestantyzm nie mógł zaadaptować katolickich cudów jako własne dowody, bo jednocześnie te dowody wskazują, że to katolicyzm jest prawdziwy. Musiał więc te dowody usunąć z widoku.

Myśl ta trafiła na podatny grunt po tragedii wojny 30-letniej. Jednym z najbardziej wyrafinowanych jej współautorów był Szkot, David Hume, jeden z najważniejszych przedstawicieli tak zwanego oświecenia. Napisał on argument przeciwko wierze w cuda. Według tego argumentu ([Cs] 5.8), możemy porównać ze sobą stopień wiary w świadectwo, do nieprawdopodobieństwa faktów, o których ono świadczy. Cud więc, z definicji wielki wyjątek w naturze, może być przyjęty tylko w oparciu o wyjątkowo dobre świadectwo. Wymienia on dalej kryteria takiego świadectwa, konkludując, że wiara w cuda wymaga iście cudownej głupoty: twierdzi, że ludzie z natury gonią za sensacją, że nigdy nie było dobrze potwierdzonego świadectwa wielu osób o cudzie, że w cuda obfitują głównie barbarzyńskie narody, albo też ciemni przodkowie narodów cywilizowanych itd.

W dość oczywisty sposób pisze on do protestantów, pokazując im współczesne cuda katolików w które oni nie wierzą, by podważyć starożytne cuda Apostołów. O tym, co z tego wynika dla katolików pisałem w szczegółach w ([Cs] 5.8) – to znaczy nic nie wynika. Jest duża różnica między wieloma cudami w każdym wieku, wliczając w to czasy obecne, a cudami tysiące lat temu (co więcej, Cud z Fatimy jak wskazałem, jest w stanie dobrze spełnić wszystkie jego kryteria).

Argument Hume’a tymczasem stał się logiczną podstawą studiów Pisma Św. (czy też innych pism chrześcijańskich) odrzucających a priori wszelki nadprzyrodzony ich charakter i lekką ręką podważających historie o cudach i zjawiskach nadnaturalnych jako fałszywe. Luki w narracji mogą być następnie zastępowane własnymi wymysłami. To właśnie jest jedną z najwazniejszych ideologicznych podstaw modernizmu.

Zauważmy tu jedną rzecz – Św. Pius X wymienia w takiej, a innej, kolejności po pierwsze argument na istnienie Boga z projektu, po drugie argument na nadprzyrodzone pochodzenie wiary z cudów, po trzecie historię Kościoła i papiestwa. Sądzę, że nie przez przypadek. Pierwszy punkt wzmacnia drugi bo bez obalenia go nie sposób założyć, że Boże interwencje są tak wyjątkowo nieprawdopodobne, by je odrzucać przeciwko dobrze potwierdzonemu świadectwu. A mając dwa pierwsze punkty ustalone, wiemy też z pewnością, że Zmartwychwstanie jest prawdziwe i założenie Kościoła przez Chrystusa jest prawdą. W świetle dwóch pierwszych punktów świadectwa Ewangelii nie świadczą o czymś nadzwyczajnym, tylko o tym, czego powinniśmy się spodziewać. Mamy z resztą na to i inne dowody, jak całun turyński. Moderniści jednak pominęli dwa pierwsze punkty, by zabrać się wyłącznie za historię, i to na ogół w sposób pełny pychy i zuchwalstwa, bo czcze spekulacje o tym, że 2500 lat temu było tak a tak, są przedstawiane szerszej publice jako „naukowe”.

Co się tyczy Fatimy, sądzę, że Cud Słońca wskazuje w osobliwy sposób właśnie na metodę naukową i przez to na powyższe rozumowanie. Właśnie logikę empiryczną musi poszarpać druga strona by utrzymywać po fakcie i przeciwko istotnej predykcji, że dziesiątki tysięcy osób naraz uległo sugestii. Moderniści nie mogą tu udawać, że argument Hume’a podważa ten cud, scjentyści, że nauka podważa religię, a protestanci, że cudów nie ma we współczesności. Ponadto, moim zdaniem, celem tej wskazówki jest wszystko to, co przedstawiliśmy wyżej. Prawdziwa nauka z jednej strony opiera się na uzasadnieniu przez istotne predykcje, a z drugiej jej początkiem jest katolicka teologia. Jedno i drugie wskazuje na Boga i tą drogą, wytyczoną w zarysie przez Piusa X, możemy dojść do poznania Go.

Drugą ważną sprawą w Fatimie są dwie wojny światowe, drugą miało zapowiedzieć „nieznane światło”, wielka burza magnetyczna z 25 stycznia 1938. Chcę zwrócić uwagę, że dla wojny również Teza Jakiego-Duhema ma wielkie znaczenie, bo tych samych myślicieli, których można zaliczyć do zwolenników dawno obalonego organicznego obrazu świata, można też znaleźć pośród inspiratorów Hitlera i bolszewików. Zalicza się tu Hegel, Engels, Nietzsche, zwykłe pogaństwo i okultyzm, od którego Hitler miał cały krąg specjalistów ([Rs] s. 244) i oparł o nie nową nazistowską religię, a także darwinizm w zastosowaniu do społeczeństwa ([Sny], s. 1-9). Być może warto by kiedyś porozmawiać o odpowiedzialności promotorów tego wszystkiego, gdy okazało się, że ideologie „podobnie jak komety mają ogony”.

Ciąg dalszy nastąpi.

K. Zawistowski

[SL1] Stanley L. Jaki „Relevance of Physics”, 1992, Scottish Academic Press

[SL2] Stanley L. Jaki „Science and Creation”, 1986, Scottish Academic Press

[LC] Eugene Koonin, „Logic of Chance”, 2012, FT Press.

[Ap] S. Bartynowski „Apologetyka Podręczna” (1.4 i 1.3), wg. wydania z 1948.

[Pm] Cz. Sokołowski, „Przysięga Antymodernistyczna. Studyum krytyczne” (s. 25), Warszawa 1916.

[PF] https://www.pnas.org/doi/full/10.1073/pnas.1807890115

[Rd] „The Significance of Non-Empirical Confirmation in Fundamental Physics” Richard Dawid, Why Trust a Theory? Epistemology of ModernPhysics. Cambridge University Press. pp. 99-119 (2019)

[Rus] Bertrand Russel, „Problems of Philosophy”, 1912, London,

[JH] „A Formal Definition of Intelligence Based on an Intensional Variant of Algorithmic Complexity” JOSE HERNANDEZ-ORALLO

[Lc] Francis de Sales, „Catholic Controversy”, s. 19, 1909, London

[PM] Paul Feyerabend, „Przeciw Metodzie”, Aletheia

[CM] „Criticism and the Methodology of Scientific Research Programmes”, Imre Lakatos, Proceedings of the Aristotelian Society

[AF] Roy Varghese, Anthony Flew, „There is a God” , 2007

[Cs] K. Zawistowski „Cud Słońca według metody naukowej.” https://stuff.kzaw.pl/entry2.pdf

[Rs] Roy Schoemann, „Zbawienie Pochodzi od Żydów”, 2003, Warszawa, wyd. ss. Loretanek

[Sny] T. Snyder „Black Earth”, NYC 2015

Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

—————–

[Agnieszka: J. Sachs – wiem, że to mason i patron Balcerowicza, ale publikacja wartościowa]

———————————

Autorstwa Jeffreya D. Sachsa

Ostrzeżenie Eisenhowera, że ​​polityka USA zostanie przejęta przez elitę naukową i technologiczną, przedstawia konkretny powód, dla którego USA kontynuują wojnę na Ukrainie: Ukraina stała się unikalnym laboratorium w rzeczywistych warunkach bojowych, w którym prowadzone są zakrojone na szeroką skalę działania wojenne z udziałem sztucznej inteligencji.

W swoim pożegnalnym przemówieniu w styczniu 1961 roku Dwight Eisenhower ostrzegał Amerykanów przed „zdobywaniem nieuzasadnionych wpływów – zamierzonych lub niezamierzonych – przez kompleks militarno-przemysłowy” oraz przed niebezpieczeństwem, że „sama polityka może stać się więźniem elity naukowej i technologicznej”. Sześćdziesiąt pięć lat później ostrzeżenia Eisenhowera zostały powtórzone i tragicznie okazały się prawdziwe. Amerykańska demokracja wisi na włosku, podczas gdy kompleks militarno-przemysłowy, do którego obecnie należy Dolina Krzemowa, dyktuje amerykańską politykę zagraniczną wbrew woli narodu amerykańskiego.

Celem jest amerykańska hegemonia, czyli niekwestionowane bogactwo, władza i przywileje amerykańskich elit, nieskrępowane przez żaden inny naród ani grupę narodów. W praktyce oznacza to, że Wall Street, producenci broni, Dolina Krzemowa i duże koncerny naftowe kontrolują amerykańską politykę zagraniczną, aby maksymalizować bogactwo elit i dostęp do globalnych zasobów, łańcuchów dostaw i strategicznych wąskich gardeł. Oczekuje się, że reszta świata się do tego zastosuje.

Kompleks militarno-przemysłowy wykorzystuje zestaw narzędzi, które zbiorczo określamy mianem „kontroli reżimu”, mający na celu podporządkowanie rządów reszty świata Stanom Zjednoczonym. Te narzędzia kontroli reżimu obejmują: nakładanie lub usuwanie barier handlowych; dostęp do technologii lub uniemożliwianie dostępu do nich; nakładanie lub znoszenie sankcji gospodarczych; posiadanie i manipulowanie zagranicznymi mediami; ingerencję w wybory w różnym stopniu; zabójstwa polityczne, kolorowe rewolucje i zamachy stanu wspierane przez CIA; podżeganie do napadów na banki za granicą i udzielanie pożyczek ratunkowych w przypadku kapitulacji państw; zamrażanie i rozmrażanie aktywów zagranicznych; ukierunkowane prześladowanie zagranicznych urzędników poprzez oskarżenia o korupcję, ekstradycję lub porwania; a jeśli wszystkie te działania nie przyniosą skutku w postaci kontroli nad reżimem, otwartą wojnę. Wojny wybierane przez USA (w rzeczywistości wojny o kontrolę nad reżimem) są niekończące się i lukratywne dla przemysłu zbrojeniowego, chociaż „państwo głębokie” zazwyczaj woli, aby inne rządy poddały się bez walki.

Geopolityczne zwroty akcji i amerykańska hegemonia

W książce Zbigniewa Brzezińskiego „Wielka Szachownica” (1997) z niezwykłą szczerością przedstawił cel kontroli reżimu. Eurazja jest szachownicą, na której Ameryka musi zapewnić sobie globalną hegemonię. Aby odnieść sukces, Ameryka powinna zdominować „geopolityczne punkty zwrotne” – czyli państwa, które same w sobie nie mają dla niej znaczenia, ale są przydatne do osłabiania innej potęgi. Brzeziński zidentyfikował kluczowe punkty zwrotne geopolityczne, z których najważniejszym była Ukraina. Wielokrotnie powtarzał, że bez Ukrainy Rosja przestałaby być potęgą. Jako kolejny punkt zwrotny wskazał Iran. Kontrola nad Iranem zapewnia Ameryce wpływy w Zatoce Perskiej, na Bliskim Wschodzie i w regionie Morza Kaspijskiego. Nic dziwnego, że w obu tych obszarach toczą się wojny toczone przez Stany Zjednoczone.

Stany Zjednoczone nie chcą bezpieczeństwa opartego na wzajemnym szacunku. Chcą hegemonii, a to zupełnie inna sprawa.

Jest to istotne dla zrozumienia decyzji sześciu pozornie odmiennych prezydentów, którzy wszyscy realizowali jednolitą politykę wobec Ukrainy. Bill Clinton podjął decyzję o rozszerzeniu NATO na Ukrainę i inne kraje graniczące z Rosją, zakładając, że Rosja będzie zbyt słaba, by się temu sprzeciwić. On i kolejni prezydenci zakładali, że Rosja ostatecznie zaakceptuje swój osłabiony status globalny, zaakceptuje istnienie NATO u swoich granic i przyjmie podrzędną rolę dostawcy surowców dla Zachodu w ramach zdominowanej przez USA Eurazji.

Clinton zainicjował rozszerzenie NATO w latach 90. – ignorując ostrzeżenie George’a Kennana, że ​​był to „najbardziej fatalny błąd w polityce amerykańskiej w całej erze postzimnowojennej”, i pomimo prawnie wiążących zapewnień, jakie Stany Zjednoczone dały Michaiłowi Gorbaczowowi w 1990 roku, że NATO nie posunie się „ani o cal na wschód”. George W. Bush wycofał się z Traktatu ABM i w 2008 roku w Bukareszcie zobowiązał NATO do przyjęcia Ukrainy i Gruzji jako członków, przekraczając tym samym linię, którą William Burns, ówczesny ambasador w Moskwie, a później dyrektor CIA, prywatnie określił jako „najbardziej oczywistą ze wszystkich czerwonych linii” dla całej rosyjskiej elity.

Administracja Obamy poparła obalenie demokratycznie wybranego, neutralnego rządu Ukrainy w 2014 roku poprzez protesty na Majdanie (wiemy o tym z podsłuchanej rozmowy telefonicznej Victorii Nuland, w której omawiano wybór kolejnego premiera), a następnie zachęcała nowy reżim do starań o przystąpienie do NATO. W trakcie swojej pierwszej kadencji Donald Trump wysłał systemy rakietowe Javelin wspieranemu przez USA reżimowi w Kijowie, aby zwalczać separatystyczny, rosyjskojęzyczny region Donbasu. Joe Biden odrzucił w grudniu 2021 roku bez negocjacji rosyjskie projekty porozumień o bezpieczeństwie, a wiosną 2022 roku w Stambule udaremnił niemal sfinalizowane porozumienie między Rosją a Ukrainą, które zakończyłoby wojnę. I tak wojna trwa do dziś.

Puste obietnice Trumpa dotyczące kampanii antywojennej

Donald Trump kandydował w 2024 roku jako człowiek, który zakończy „niekończące się wojny” Ameryki. Okazało się to dalekie od prawdy.

Rok 2025 rozpoczął się teatralnym spektaklem, który obejmował upokorzenie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Gabinecie Owalnym w lutym, drwiny, że Ukraina „nie ma żadnych atutów”, oraz, w marcu, tygodniowe zawieszenie wymiany informacji wywiadowczych USA z Kijowem.

Ten tydzień udowodnił dwie rzeczy. Po pierwsze, to jest wojna amerykańska: wstrzymanie przez USA informacji wywiadowczych z Ukrainą na zaledwie kilka dni, widocznie pogorszyło jej zdolność do głębokiego uderzenia i jej świadomość sytuacyjną na polu bitwy. Po drugie, naciski Białego Domu nie były skierowane na pokój z Moskwą, lecz na posłuszeństwo Kijowa. Amerykański kurek wojskowy został ponownie odkręcony, a to, co nastąpiło – za kulisami szczytów i rozmów telefonicznych – było najbardziej systematyczną eskalacją amerykańskiej roli militarnej od 2022 roku.

W czerwcu 2025 roku Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze nr 14307 zatytułowane „Uwolnienie amerykańskiej dominacji w dziedzinie dronów”, które nakazało odbudowę amerykańskiego przemysłu dronów i zobowiązało Pentagon do „zakupu, integracji i szkolenia w zakresie obsługi tanich i wydajnych dronów”. W lipcu sekretarz obrony Pete Hegseth zorganizował demonstrację dronów w Pentagonie i zniósł ograniczenia w zakresie zamówień, aby „uwolnić” dominację wojskową w dziedzinie dronów; w tym samym miesiącu, według późniejszych doniesień „Financial Times”, Trump zapytał Zełenskiego w rozmowie telefonicznej, czy Ukraina mogłaby zaatakować Moskwę, gdyby otrzymała broń o większym zasięgu.

Od połowy lata 2025 r. Stany Zjednoczone dostarczały danych wywiadowczych na potrzeby ukraińskiej kampanii dronów dalekiego zasięgu skierowanej przeciwko rosyjskim rafineriom, rurociągom i elektrowniom, pomagając w określaniu planowania tras, wysokości lotu, harmonogramu i decyzji operacyjnych; według niektórych urzędników same ustalały nawet priorytety celów.

W sierpniu szczyt na Alasce, który rzekomo sugerował podjęcie działań dyplomatycznych, jednocześnie przewidywał sprzedaż Ukrainie amunicji uderzeniowej dalekiego zasięgu, a rachunek pokryli europejscy sojusznicy. Do października Trump oficjalnie upoważnił Pentagon i agencje wywiadowcze do przekazywania Ukrainie danych o celach ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną głęboko w Rosji – posunięcie, które sama administracja Bidena odrzuciła jako zbyt eskalujące, podczas gdy Waszyngton wezwał sojuszników z NATO do tego samego i otwarcie omawiał kwestię pocisków Tomahawk o zasięgu sięgającym aż do Moskwy. Przez cały ten czas dyrektor CIA John Ratcliffe utrzymywał obecność agencji na Ukrainie na wysokim poziomie, zwiększając finansowanie jej programów, koordynując ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie poprzez udostępnianie informacji wywiadowczych na temat luk w infrastrukturze i cierpliwie prowadząc Trumpa w kierunku zatwierdzenia kampanii. Jak się okazało, Stany Zjednoczone zainwestowały miliardy w rozwój ukraińskiego programu dronów od samego początku – projektu, który był konsekwentnie wspierany przez CIA.

Trump kłamie nieustannie, a wiele z tego to improwizacja próżnego i lekkomyślnego człowieka. Jednak kłamstwa o dalekosiężnych konsekwencjach są systematyczne i zmierzają w jednym kierunku: w służbie kompleksu militarno-przemysłowego.

Laboratorium

Ostrzeżenie Eisenhowera, że ​​amerykańska polityka zostanie przejęta przez elitę naukowo-technologiczną, stanowi konkretny powód, dla którego Stany Zjednoczone utrzymują wojnę na Ukrainie. Ukraina stała się unikatowym, rozległym laboratorium ogniowym dla wojny opartej na sztucznej inteligencji: miliony lotów dronów, nieustanny wyścig o dostosowanie się do walki elektronicznej prowadzonej przez równorzędnego przeciwnika i tysiące godzin danych bojowych stanowiących najcenniejszy na świecie wojskowy atut sztucznej inteligencji.

W centrum tego wszystkiego znajduje się Palantir, firma założona dzięki funduszowi zalążkowemu CIA, która obsługuje system namierzania Maven Pentagonu i jest ściśle powiązana z brytyjskim aparatem bezpieczeństwa poprzez mechanizm „drzwi obrotowych” – w tym z byłym szefem MI6 i ponad 30 brytyjskimi urzędnikami zatrudnionymi lub zatrudnionymi przez firmę. Jej prezes otwarcie chwali się, że oprogramowanie Palantir obsługuje „większość ukraińskiego namierzania”. W styczniu 2026 roku ukraińskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że Palantir buduje „Brave1 Dataroom”, aby dostarczać dane z rzeczywistego pola walki do systemów sztucznej inteligencji dronów przechwytujących; w maju minister i prezes rozmawiali o rozszerzonej współpracy w zakresie analizy pola walki i planowania wojskowego, a ministerstwo obiecało „przenieść wojnę na terytorium Rosji”.

Iran również nie jest odrębną kwestią od sagi ukraińskiej. Przypomnijmy, że w geografii Brzezińskiego łuk od Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego stanowi drugą główną atrakcję, a Iran jest jej centralnym punktem. Ukraińskie zespoły przechwytujące zostały rozmieszczone w Jordanii przeciwko irańskim dronom; systemy antydronowe, które okazały się skuteczne przeciwko Rosji, są promowane w państwach Zatoki Perskiej. Dwa geopolityczne filary, szachownica i ostateczne źródło tych dwóch wojen z wyboru: kompleks militarno-przemysłowy.

Przestroga Kissingera dla przyjaciół USA

Henry Kissinger słynie z tego, że powiedział narodom prawdę: że Stany Zjednoczone ich wykorzystają, a potem porzucą. Bycie wrogiem Stanów Zjednoczonych może być niebezpieczne, ale bycie przyjacielem jest zabójcze.

Ukraina umiera z ręki Amerykanów. Trzydzieści lat po tym, jak Brzeziński opisał Ukrainę jako kluczowy geopolityczny filar amerykańskiej hegemonii, Ukraina jest demograficznie wydrążona i terytorialnie ograniczona, jej sieć energetyczna zniszczona, wybory zawieszone, a polityka sprowadzona do skorumpowanych intryg pałacowych. Pęknięcie w Kijowie w tym miesiącu pokazuje, że Zełenski – w obliczu tego, co zachodnie media nazywają wielkim powrotem Ukrainy – rozwiązał swój rząd po raz czwarty od początku wojny; wysłał swojego premiera do ambasady w Waszyngtonie, aby zarządzał „ważnym partnerem”; i natychmiast zdymisjonował Mychajło Fiodorowa, popularnego ministra okrzykniętego architektem ekosystemu dronów. Kraj, który naprawdę wygrywa wojnę, nie zachowuje się w ten sposób.

Najgłębsze okrucieństwo tkwi w fakcie, że Rosja od 30 lat wielokrotnie zabiegała o porozumienie o bezpieczeństwie z USA, w którym oba kraje i ich sąsiedzi żyliby w pokoju, wzajemnym szacunku i niepodzielnym bezpieczeństwie. Ale USA nie chcą bezpieczeństwa opartego na wzajemnym szacunku. Pragną hegemonii, co jest czymś zupełnie innym. Czyniąc to, poświęcają Ukrainę i Iran dla własnej pychy. Pokój na Ukrainie wymaga jedynie, aby USA porzuciły trwającą od dziesięcioleci pychę, że Rosję można zmusić do kapitulacji, i zamiast tego zaakceptowały Ukrainę jako neutralny most między Europą a Rosją – a nie jako geopolityczny filar, który można wykorzystać przeciwko Rosji.

Eisenhower przewidział, dlaczego zaakceptowanie pokoju będzie tak trudne: kompleks militarno-przemysłowy nie tylko wpływa na politykę, ale ją dyktuje. Dopóki Amerykanie nie odzyskają demokracji z rąk Palantira, BlackRocka, SpaceX, Chevrona i tym podobnych, „laboratoria” na polu bitwy pozostaną otwarte, a Ukraina zapłaci śmiertelną cenę za amerykańską „przyjaźń”.

Źródło: Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

Czy Departament Wojny tuszuje prawdziwą liczbę ofiar wśród Amerykanów?

Czy Departament Wojny tuszuje prawdziwą liczbę ofiar wśród Amerykanów?

28 lipca 2026 przez Larry C. Johnson sonar/the-department-of-war-is-covering-up-the-true-extent-of-us-casualties

W ubiegłą środę wszystkie znaki wskazywały na desperackie działania administracji Trumpa, mające na celu rozpoczęcie operacji lądowej w Iranie, rzekomo w celu przejęcia wzbogaconego materiału jądrowego z irańskiego ośrodka badań jądrowych. W raporcie „Wall Street Journal” odnotowano, że amerykańskie siły specjalne ponownie zostały wysłane w ten region w celu przeprowadzenia nalotu na głęboko zakopany cel (HDBT). Ujawniono jednak również coś niepokojącego i alarmującego: wysłanie 150 medyków.

Według „Wall Street Journal”:

Stany Zjednoczone wysyłają na Bliski Wschód coraz więcej sił, lekarzy i broni, aby dać prezydentowi Trumpowi większe możliwości militarne w obliczu rozważań nad rozszerzeniem konfliktu z Iranem – twierdzą osoby zaznajomione ze sprawą.

Według danych z monitoringu lotów i przedstawicieli władz USA, w zeszłym tygodniu siły specjalne rozlokowały się w regionie z baz w USA. Eskadry myśliwców odrzutowych zostały rozmieszczone na Bliskim Wschodzie, a bombowce w bazach w USA i Wielkiej Brytanii są w stanie najwyższej gotowości do zintensyfikowania działań, poinformował jeden z urzędników.

Ponadto, jak poinformował inny urzędnik, w ostatnich dniach do Regionalnego Centrum Medycznego Landstuhl w Niemczech przybyło ponad 150 medyków. Szpital jest głównym miejscem leczenia żołnierzy rannych w walkach na Bliskim Wschodzie.

Dwadzieścia lat temu brałem udział w tworzeniu scenariusza i realizacji ćwiczeń sił specjalnych, symulujących atak na podziemny obiekt nuklearny na Bliskim Wschodzie. Ćwiczenia te odbywały się na pustyni w Nevadzie, na północny wschód od Las Vegas. Na zakończenie ćwiczeń odbyło się „ Hot Wash” , czyli przegląd wniosków wyciągniętych z tych ćwiczeń.

Jaka była główna lekcja? Nie rób tego. Zbyt niebezpieczne, ponieważ misja prawdopodobnie doprowadziłaby do znacznych ofiar i naraziłaby żołnierzy na znaczny poziom promieniowania.

Z raportu WSJ wynika, że ​​Trump był bliski wydania rozkazu przeprowadzenia rzeczywistych ćwiczeń. Jednak raport ten pojawił się 23 lipca. Dwa dni później Trump najwyraźniej cofnął rozkaz przeprowadzenia operacji lądowej i wstrzymał bombardowania irańskiego wybrzeża w Zatoce Perskiej i na Morzu Omańskim.

Jak dotąd wszystko w porządku. Większość ludzi zignorowała doniesienia o wysłaniu 150 amerykańskich medyków bojowych do Regionalnego Centrum Medycznego Landstuhl w Niemczech. Nie była to zwykła misja ani też nie była ona związana z przewidywaniem potencjalnych ofiar zbliżającej się operacji wojskowej… Ci mężczyźni i kobiety zostali wysłani, aby wzmocnić mocno przeciążony personel medyczny w Landstuhl, który próbował pomóc dziesiątkom ciężko rannych żołnierzy amerykańskich, którzy przeżyli ataki rakietowe na bazę lotniczą Muwafaq al-Salti w Jordanii i dwie bazy wojskowe w Kuwejcie.

Na podstawie liczby lotów samolotów medycznych C-17 [Boeing C-17 Globemaster] zgłoszonych w źródłach otwartych, które wystartowały z Jordanii po ataku rakietowym 17 lipca na bazę lotniczą Muwafaq al-Salti i poleciały do ​​bazy lotniczej Ramstein w Niemczech, będącej portem wjazdowym dla Centrum Medycznego Landstuhl, liczba ofiar w USA przekroczyła 100, a być może nawet więcej. Duża liczba rannych mogła być kolejnym czynnikiem, który wpłynął na decyzję prezydenta Trumpa o wstrzymaniu bombardowań tydzień później.

Chociaż nie ma bezpośrednich rozmów między USA a Iranem, Pakistan, wraz z Katarem, intensywnie pośredniczą w próbach reaktywacji porozumienia. Jeśli porozumienie zostanie reaktywowane, stanie się tak dlatego, że Stany Zjednoczone spełniły żądania Iranu dotyczące wycofania sił izraelskich z Libanu i odmrożenia irańskich aktywów z góry, a nie w przyszłości. Jestem pewien, że Bibi Netanjahu będzie próbował przekonać Trumpa do wznowienia wojny i przeprowadzenia bardziej intensywnej kampanii bombardowań, a także jakiejś operacji lądowej na terytorium Iranu.

Na razie bomby i pociski nie spadają. Jestem sceptyczny, czy obecna przerwa się utrzyma… Mam szczerą nadzieję, że się mylę.

Gdy senator Graham zostanie pochowany w środę, możemy zobaczyć, jak Trump ponownie zmienia kurs i wznawiają kampanię bombardowań. Iran ze swojej strony twardo podtrzymuje swoje żądania pełnego wdrożenia porozumienia, w przeciwnym razie Iran jest gotowy kontynuować walkę i wyrządzać więcej szkód amerykańskim zasobom i personelowi.


Rozmawiałem z sędzią Napolitano o najnowszym posunięciu Trumpa dotyczącym TACO:

Larry Johnson: Trump znowu TACO!

Przedstawiłem aktualizację Protokołu przejściowego dotyczącą obecnego stanu negocjacji między Iranem a Stanami Zjednoczonymi:

BYŁY pracownik CIA ujawnia irańską kartę Trumpa: Netanjahu powiedział USA NIE, nasze źródła twierdzą, że hamulec nuklearny jest wyłączony

Rozmawiałem z Kyle’em Anzalone o najnowszych wydarzeniach wojny na Ukrainie:

Larry Johnson: Czy III wojna światowa nadchodzi?! Zełenski próbuje połączyć wojnę na Ukrainie i w Iranie

Nima i ja rozmawialiśmy o ostatnim ataku Huti we wschodniej Arabii Saudyjskiej:

Larry Johnson: Poważne ataki powietrzne wstrząsają Arabią Saudyjską – 3 zakłady naftowe płoną poza kontrolą

Mario zapytał mnie o możliwość ataku Trumpa na Górę Kilofów w Iranie:

PILNE: NETANJAHU POPROSI TRUMPA O ZBOMBARDOWANIE GÓRY KILFONU – z byłym CIA Larrym Johnsonem

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie. Nie pobieram opłat abonamentowych ani nie akceptuję reklam. Chcę, aby treści były dostępne dla wszystkich zainteresowanych poruszanymi przeze mnie tematami. Jeśli jednak chcesz przekazać darowiznę, skorzystaj z tego linku .

Jak katolicy wynaleźli naukę

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237), https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3326

ks. Paul Robinson FSSPX

Jak katolicy wynaleźli naukę

„Twierdzę nie tylko, że nie istnieje inherentny konflikt pomiędzy religią a nauką, ale również, że teologia chrześcijańska miała fundamentalne znaczenie dla narodzin nauki. Aby wykazać słuszność tego twierdzenia, powołam się w pierwszej kolejności na liczne współczesne prace historyczne – dowodzące, że religia nie była bynajmniej przyczyną tzw. wieków ciemnych, (…) a przekonanie, że po «upadku» Rzymu cała Europa pogrążyła się w długiej nocy ignorancji i przesądu, jest równie błędne, jak fikcyjna jest historia o jajku Kolumba. W rzeczywistości była to epoka gruntownego i gwałtownego rozwoju techniki, pod koniec której Europa prześcignęła całą resztę świata. Co więcej, tzw. rewolucja naukowa XVI wieku była naturalnym skutkiem rozwoju zapoczątkowanego przez uczonych scholastyków w wieku XI. Tak więc moja uwaga skupia się na tym, dlaczego scholastycy w ogóle interesowali się nauką. Dlaczego prawdziwa nauka rozwinęła się w Europie właśnie wówczas? Dlaczego nie rozwinęła się nigdzie indziej? A odpowiedzi na te pytania znajduję w unikatowych cechach teologii chrześcijańskiej”.

Nie są to słowa katolika, a nawet słowa apologety religii w ogólności. Wyszły one z ust socjologa oraz historyka Rodneya Starka i pojawiają się w książce napisanej przez niego dla Princeton University Press1. Co więcej, pisze on, iż „to chrześcijaństwo, a nie protestantyzm, podtrzymywało rozwój nauki” oraz że „niektóre z moich kluczowych tez stały się już wśród historyków nauki poglądami powszechnie akceptowanymi”.

W niniejszym artykule bronić będziemy twierdzeń Starka, wyjaśniając: po pierwsze – co było konieczne dla narodzin nauki, po drugie – dlaczego nie narodziła się ona przed średniowieczem, po trzecie zaś – dlaczego teologia katolicka ostatecznie dała początek nauce.

Warunki niezbędne do narodzin i rozwoju nauki

Nauka, jaką znamy obecnie, charakteryzuje się konkretną metodą badania rzeczywistości, która obejmuje: przeprowadzanie eksperymentów, dokonywanie pomiarów, analizowanie ich oraz formułowanie opartych na tych pomiarach teorii dotyczących praw natury. Powodem, dla którego możemy mówić o „narodzinach” nauki, jest fakt, iż metoda ta nie istniała przez większą część historii świata. Przez długi czas nikt nie widział potrzeby dokładnego badania materii i nie dostrzegał, jak pomocne mogą być pomiary i matematyka w zrozumieniu struktury Wszechświata. Odkąd metoda naukowa wynaleziona została przez katolickich uczonych epoki średniowiecza, z których większość stanowili duchowni, wykorzystywano ją z powodzeniem dla dalszego postępu ludzkiej wiedzy.

Wpływ światopoglądu

Zanim jednak przejdziemy do sukcesu, zastanowić się musimy nad przyczynami wcześniejszych niepowodzeń. Dlaczego potrzeba było tak wielu wieków, aby ludzie zaczęli w uporządkowany sposób kwantyfikować właściwości oraz ruchy ciał fizycznych? Krótka odpowiedź brzmi: nie posiadali oni właściwej idei dotyczącej rzeczywistości, właściwego „światopoglądu”.

Jeśli intelekt ludzki określa się często jako „oko umysłu”, światopogląd danej osoby uznać by można za okular jego umysłu. Jest on filtrem, poprzez który postrzega się rzeczywistość. I podobnie jak okular może wypaczyć wizję, sprawiając, iż przedmioty wydają się zbyt duże lub zbyt małe, zbyt ciemne lub posiadające wszystkie ten sam kolor, tak też światopogląd człowieka może zniekształcić to, co widzi on w rzeczywistości, a nawet uniemożliwić mu w ogóle dostrzeżenie pewnych rzeczy.

W swej książce Science and Creation o. Stanley L. Jaki drobiazgowo analizuje światopoglądy wielu cywilizacji, które okazały się niezdolne do stworzenia nauki empirycznej: Hindusów, Chińczyków, Majów, Inków, Greków, Egipcjan, Babilończyków oraz muzułmanów. I dochodzi do wniosku, że pewne elementy wspólne ich światopoglądów uniemożliwiały im po prostu wiarę w istnienie praw natury lub też przekonanie, iż powinni badać ilościowe właściwości ciał, aby prawa te odkryć. Dwie najbardziej destrukcyjne pod tym względem idee dotyczyły wiary w wieczność świata oraz w to, że odradza się on cyklicznie.

Wszystkie wielkie kultury, w których nauka utknęła w martwym punkcie, nie potrafiły sformułować idei prawa fizycznego czy też prawa natury. (…) Ich kosmologia odzwierciedlała panteistyczny i animistyczny pogląd na naturę skazaną na proces wiecznych, nieubłaganych powrotów2.

Nie mamy tu miejsca, aby wyjaśnić szczegółowo, dlaczego owe dwie idee dławią naukę – wystarczy powiedzieć, że sprawiają, iż rzeczywistość wydaje się cechować irracjonalną nieuchronnością zamiast rozumną celowością.

Ratunek ze strony teologii

Dlaczego katolickie średniowiecze odniosło sukces tam, gdzie wiele innych cywilizacji poniosło porażkę? Również z powodu światopoglądu, tym razem światopoglądu przenikającego do społeczeństwa dzięki posłudze świętej Matki, Kościoła. Dwie zwłaszcza idee wywarły wielki wpływ na narodziny nauki: stworzenie oraz Wcielenie.

Stworzenie

Przede wszystkim dla rozwoju nauki ważne było, aby kultura wierzyła, iż za tym, co dzieje się na świecie, stoi Intelekt, znajdujący się poza światem i mający moc wiązania go spójnymi, rozumnymi prawami. To właśnie tego uczeni są o Bogu katolicy. Są też pouczani, że Bóg stworzył ich na swój własny obraz, a konkretnie poprzez obdarzenie naszych nieśmiertelnych dusz władzami rozumu.

Tak więc kiedy katolik patrzy na rzeczywistość, wierzy, że istnieje w niej rozumny porządek, pochodzący z umysłu Boga; wierzy także, że ten sam Bóg jest stwórcą jego własnego umysłu. Ten pogląd na świat rodzi wielką ufność, że jesteśmy w stanie odkryć rządzące nim prawa.

Co więcej, scholastycy dojrzałego średniowiecza utrzymywali, w przeciwieństwie do scholastyków z okresu schyłkowego, który rozpoczął się w XIV wieku, że obraz Boży w człowieku widoczny jest nawet w hierarchii ludzkich władz. U ludzi pierwsze miejsce zajmuje intelekt, następnie zaś wola, tak więc musi to być prawdą również w wypadku Boga: Jego wola podążać musi za Jego intelektem. A ponieważ intelekt Boga jest najmądrzejszy, wola Jego nie może wybierać niczego w sposób arbitralny. We wszystkim, co czyni, kieruje się On rozumną mądrością.

To dalsze udoskonalenie koncepcji Boga nie jest bynajmniej bez znaczenia. Także muzułmanie wierzą w stworzenie i transcendentnego Boga, nie wierzą jednak w Boga uporządkowanego. Wola Allaha jest dla nich nadrzędna wobec Jego intelektu. W konsekwencji Allah postępuje arbitralnie, a to, co arbitralne, niemożliwe jest do zgłębienia rozumem. Dlatego właśnie światopogląd muzułmański nie doprowadził do narodzin nauki.

Wcielenie

Muzułmanie nie wierzyli także we Wcielenie, które również okazało się doktryną kluczową dla narodzin nauki. Jak już wspomnieliśmy, aby uprawiać naukę, konieczne jest eksperymentowanie z rzeczami materialnymi. Jednak w przeszłości rzeczy materialne nie wzbudzały zbytniego zaufania badaczy. Było tak, ponieważ podlegają one nieustannym zmianom. Jako takie zdawały się stanowić przeciwieństwo spójności i trwałości – przeciwieństwo prawa. Dlatego właśnie wiele ludów niekatolickich z okresu poprzedzającego Christianitas nie zastanawiało się zbytnio nad możliwością wykorzystania eksperymentów do zrozumienia rzeczywistości.

Katolicy natomiast musieli traktować materię poważnie. Nie tylko stworzył ją rozumny Bóg, ale też ten sam Bóg przybrał materialne ciało, poniósł śmierć, a następnie powstał z martwych w tym materialnym ciele, obecnie zaś w tym samym ciele króluje w niebie.

Wiara katolika w doktrynę o Wcieleniu sprawia, że postrzega on zarówno materię, jak i władze zmysłowe, dzięki którym ją poznajemy, w odmiennym świetle. Skłania nas to do większego szacunku dla faktów empirycznych, niż to miało miejsce kiedykolwiek w świecie starożytnym.

Jednym z faktów empirycznych, który pobudzać nas powinien do tego szacunku, jest to, że światopogląd katolicki doprowadził do sformułowania metody naukowej. Weźmy jako przykład pewnego średniowiecznego uczonego.

Prawdziwy naukowiec

Jedną z postaci, która uosabiała nowe, średniowieczne podejście do rozumienia natury, był biskup Lincoln w Anglii, Robert Grosseteste (1168–1253). Traktował on eksperymenty jako integralną część swych badań, podkreślając, że bez matematyki zdobycie dokładnej wiedzy na temat natury jest niemożliwe oraz że zadaniem naukowca jest formułowanie hipotezy dotyczącej przyczyny badanego zjawiska. Dopiero po wyeliminowaniu, na podstawie swych obserwacji, wszystkich innych możliwych wyjaśnień – wnioskować można, czy postawiona hipoteza była słuszna.

Owa metoda bp. Grosseteste’a jest praktycznie identyczna ze znaną nam współcześnie metodą naukową.

Podsumowanie

Metoda naukowa nie istniała przez większość historii świata, jako że nikt nie eksperymentował z obiektami materialnymi i nie kwantyfikował ich, aby odkryć prawa natury. Potrzeba było konkretnego światopoglądu teologicznego – światopoglądu katolickiego uosabianego przez średniowieczną Christianitas – aby natchnąć ludzi ufnością, że dokładne badanie ciał materialnych pozwoli prawa te odkryć. Ożywiani tą ufnością, naukowcy średniowiecza wprowadzili rodzaj ludzki na nowe terytorium badań, które od tego czasu ujawniły zdumiewające tajemnice dotyczące naszego cudownego Wszechświata, stworzonego przez najdoskonalszego Boga.

Ilekroć wobec Kościoła wysuwa się trywialne oskarżenia o rzekome hamowanie postępu nauki, przypominać należy zwłaszcza jeden fakt historyczny – to sama Matka Kościół dała początek współczesnej nauce.

Za „The Angelus”, wrzesień 2019, tłumaczył Tomasz Maszczyk3.

Przypisy

  1. For the Glory of God, Princeton 2003, s. 123. Te same wnioski napotkać można w wielu innych współczesnych pracach, zob. E. Grant, The Foundations of Modern Science in the Middle Ages; J. Hannam, The Genesis of Science.
  2. o. S.L. Jaki OSB, Science and Creation, Edinburgh 1974, s. 8. Piszę o tym w rozdz. IV mojej książki The Realist Guide to Religion and Science.
  3. tinyurl.com/P-Robinson [dostęp 15.03.2024].

Intelekt w niebezpieczeństwie śmierci

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237)

Marcel de Corte

Intelekt w niebezpieczeństwie śmierci

Jako wzór dla świata umieszczony został nagle na piedestale nowy typ człowieka, odmienny od wszystkich, jakie istniały kiedykolwiek w przeszłości – intelektualista. Nie jest to człowiek, który wykorzystuje swój intelekt, aby zrozumieć świat zewnętrzny i podporządkować się temu, czym jest on ze swej istoty, ale człowiek tworzący nowy świat zgodnie ze swymi marzeniami oraz wyobrażeniami.

W ten sposób buduje się ziemski raj, niemający precedensu w historii: z nową ludzkością jako swym nieruchomym centrum grawitacji, zgodny z marzeniem myślicieli, którzy zainaugurowali epokę nowożytną, dzieło wyłącznie – ubóstwionego niejako – ludzkiego umysłu. Człowiek nie jest już istotą rozumną żyjącą w świecie i zależną od niego oraz od kierującej nim Opatrzności, ale istotą suwerenną, która nieustannie przeobraża świat, aby ostatecznie poddać go swemu intelektowi.

W tamtym czasie kryzys, którego skutki odczuwamy obecnie, dopiero się zaczynał. Obecnie nabrał on tempa niespotykanego w dziejach narodzin i upadków wszystkich wcześniejszych cywilizacji i stanowi – jak twierdzimy – pierwszy etap upadku człowieka, jak definiowali go starożytni, istoty rozumnej o naturze społecznej, przez zastąpienie go (człowieka) wynalazkami, które ostatecznie skazane są na niepowodzenie, przynosząc – o ile nie pojawi się jakaś reakcja – koniec ludzkości jako takiej. Dzisiejszy człowiek, którego przeznaczenie zdegradowane zostało do przeobrażania świata zgodnie z jego najbardziej materialnymi pragnieniami pod płaszczykiem humanizmu, staje w obliczu katastrofy o narastających codziennie rozmiarach. Mamy do czynienia z całkowitą prawie dominacją jego inteligencji przeobrażającej i tworzącej nowy świat.

Jednak kryzys ów, który nas zabije, o ile nie tchniemy w nasze obyczaje – zwłaszcza te intelektualne – nowego życia, pozostaje niemal niezauważany przez uczonych, którzy zainicjowali go i którzy tworzą coraz bardziej sztuczny świat wokół nas, a nawet w nas samych. Przeciwnie – kiedy nawet przyznają jego istnienie, czynią to jedynie po to, aby zachęcić pacjenta do podejmowania na nowo tych samych nieudanych prób na tym samym poziomie świata utopii. Czytałem o grupie uczonych, którzy zaproponowali jako lekarstwo na współczesną zarazę, rozlewającą się po całej planecie, pewnego rodzaju nowe, ultraspecjalistyczne maszyny obsługiwane wyłącznie przez elitę doświadczonych techników. Maszyny owe w istocie już działają. Obecna choroba dotyka każdego aspektu ludzkiego życia, a jedyną nadzieją, wedle większości intelektualistów, jest przede wszystkim wzmocnienie wszystkich mechanizmów, które ją spowodowały. Prędzej czy później ludzie zostaną wyparci przez maszyny, konkret przez abstrakcję, a rzeczywistość przez utopie.

Kto jeszcze mówi o rzeczywistości? Chcemy, by nasze współczesne pseudospołeczeństwo funkcjonowało bez obrzędów czy ceremonii (zwłaszcza religijnych), bez odwoływania się do patriotyzmu czy narodu, pokładając swą nadzieję wyłącznie w handlu i przemyśle (z którego to powodu możemy się spodziewać wzrostu i tak już znacznego bezrobocia), który w coraz mniejszym stopniu obejmować będzie małe i średnie przedsiębiorstwa, by ostatecznie pozostawić jedynie gigantyczne korporacje czy też doprowadzić do powstania globalnego państwa socjalistycznego. Racjonalny język zredukowany zostanie do technicznego, specjalistycznego słownictwa zrozumiałego jedynie dla garstki wtajemniczonych. Język codzienny stanie się niezrozumiałym żargonem (…), ponieważ nie będzie już wyrażał rzeczywistości. Publikowane przez media reklamy przekonywać będą, że jedynym prawem życia ludzkiego jest produkcja i konsumpcja. Bycie obywatelem oznaczać będzie bycie niewykwalifikowanym pracownikiem, wytwórcą i równocześnie nabywcą rzeczy stricte materialnych, w niekończącym się nigdy cyklu.

Samoodnawiająca się utopia zastąpi wszędzie prawdziwą rzeczywistość społeczną, z korzyścią jedynie dla nowego rodzaju „intelektualistów”, wywołując w ten sposób poważniejszy jeszcze kryzys, w wyniku którego niemożliwe stanie się odróżnienie prefabrykowanej fikcji od resztek rzeczywistości. Zunifikowana Europa, którą zaślepieni politycy oferują nam w miejsce naszych ojczyzn, rozległy kontynent, gdzie nikt już nie będzie naprawdę znał nikogo innego, jest utopią w utopii.

Większość ludzi oderwanych jest dziś od rzeczywistości społecznej dzięki manipulatorom przemysłowym i handlowym; dzięki bankierom, których uległymi sługami często się stają; dzięki państwom, zredukowanym do roli zarządców pieniędzy publicznych; dzięki wszystkim piewcom „nowego świata”, pojawiającym się wciąż na nowo pomimo dotykających go kryzysów. Rządzący dziś nami nie są otwarci na otaczającą ich wieloaspektową rzeczywistość oraz jej ostateczną przyczynę. Mam tu na myśli przywódców naszej pseudodemokracji, liderów związkowych (nie same związki), a zwłaszcza nominalnych przywódców partii politycznych (nie same partie oraz ludzi oddających na nie swe głosy). Ponieważ nie są oni już częścią tych prawdziwych rzeczywistości społecznych (rodziny, regionu, ojczyzny), nie pozostają już w kontakcie z tymi rzeczywistościami, które jeszcze nie tak dawno nadawały kształt światu, ponieważ jedyne relacje utrzymują z anonimowymi jednostkami znajdującymi się na tej samej drodze do oderwania ze społecznego organizmu, zdolni są zaspokoić swe pragnienie dominacji, jedynie posługując się sloganami czy też zawoalowaną lub jawną przemocą, ukrytą za nowymi, zbawiennymi rzekomo prawami. Obecnie u sterów władzy są tylko dobrzy mówcy i ci, którzy wiedzą, jak manipulować masami. Jest to powrót romantyzmu skrytego pod maską nauki, czy też, mówiąc ściślej, nowa koncepcja świata przywiązująca znaczenie wyłącznie do umiejętności technicznych i tzw. artystycznej kreatywności, owych dwóch budowniczych nowej ludzkości…

Żyjemy w świecie skoncentrowanym na człowieku otaczającym się nimbem boskości, którą rodzaj ludzki zawsze rezerwował dla rzeczywistości względem niego transcendentnych. Obecnie ludzie rzadziej niż kiedykolwiek zwracają swój wzrok na wielkie, autentycznie społeczne sukcesy przeszłości czy też na Boga, który wydobył je z ludzkiej natury. Skupiają się na świecie, który zbudowali sami, oderwani od rzeczywistości i pozbawieni wszystkiego, co ponad nimi, skoncentrowanym na człowieku, który jest jego centrum.

„Romantyczny racjonalizm” to nie żart. Jest on wrogi wszelkiej metafizyce oraz moralności. Posługuje się rozumem jako swym jedynym fundamentem, budując – jak sądzi – doskonale skalkulowany nowy świat, odpowiadający temu prymatowi wyobraźni, kiedy stricte ludzka kreatywność zastąpić ma niewygodną rzeczywistość.

Pomimo kryzysu mamy coraz większe zaufanie do świata, który budujemy i którego mamy nadzieję stać się panami, nawet jeśli poddaje on nas oczywistej niewoli. […]

Dowodem na to jest nasza niewzruszona wiara w Demokrację przez duże „d”, którą współcześni liberałowie i socjaliści codziennie upijają się coraz bardziej. Demokracja ta nie istnieje poza retoryką. Pomimo tego jednak większość ludzi uznaje ją za ostateczny, transcendentny system polityczny, a niektórzy nawet za „głos Boga”. Jak przekonywał Pius XII w wielu swych encyklikach oraz alokucjach, demokracja jest systemem prawowitym, jednak możliwym do funkcjonowania jedynie na ograniczonym, konkretnym terytorium. Ostrzeżenia te okazały się jednak daremne: coraz więcej ludzi marzy dziś o globalnej demokracji. Aby się o tym przekonać, wystarczy poczytać gazety. Czy może być inaczej? Kiedy formy ustrojowe oparte na rodzinie, regionie, rzemiośle, kraju i ojczyźnie zanikają, pozostają jedynie oddzielone od siebie jednostki, z których każda udaje się na głosowanie do oddzielnej małej kabiny wyborczej – wraz ze swoimi upośledzonymi koncepcjami pseudorzeczywistości, którą pragnęłyby zobaczyć. W jaki sposób można zjednoczyć takie bezcielesne jednostki, które zerwały z prawdziwymi realiami wpisanymi w ich ludzką naturę, jeśli nie dzięki fałszywym obietnicom dotyczącym świetlanej przyszłości, dzięki nierealnym marzeniom i bezsensownym słowom?

Tłumaczy to całą gadaninę o demokracji wypełniającą współczesną literaturę, czy też to, co za literaturę obecnie uchodzi. Przekonują nas, że powodem kryzysu jest to, iż nie jesteśmy jeszcze dostatecznie demokratyczni, oraz że globalna demokracja ocali nas przed wciągającym nas bagnem. Najmniejszy nawet z powstających obecnie narodów musi być demokratyczny, o ile nie chce ściągnąć na siebie najostrzejszej krytyki. Co jeszcze przeczytać możemy każdego dnia? Co jeszcze wbijają nam do głowy codziennie środki masowego przekazu, [które w tym samym czasie] zdają się nie wymagać od nas niczego poza „walką” o zaspokojenie naszych osobistych potrzeb, nawet gdyby zginąć miało przez to społeczeństwo, czy też to, co z niego zostało?

Ogromne zadłużenie systemu ubezpieczeń społecznych, które przygniata większość państw na całym świecie, jest konsekwencją tej samej choroby lub iluzji. Tworzymy gigantyczną biurokratyczną strukturę, rodzaj gigantycznej biurokratycznej utopii mającej zapewnić utrzymanie jednostkom niezdolnym do pracy z najróżniejszych powodów, a w miarę jak kryzys zwiększa ich liczbę, struktura ta okazuje się być coraz bardziej niewydolna. Wszystko to czyni się w pogoni za mrzonkami, zamiast pozwolić samym pracownikom decydować, jaki rodzaj ubezpieczenia wybierają w obrębie kontrolowanych przez siebie instytucji. W tym samym czasie jednostka staje się niezdolna do prostego zarządzania nawet w sferach, na które wciąż jeszcze ma wpływ, oraz nieodpowiedzialna w relacjach, które jeszcze łączą ją z kimkolwiek innym. Ubezpieczenia społeczne dosłownie pożerają współczesne państwa socjalistyczne.

Dla każdej inteligentnej osoby istnienie zjawiska, które moglibyśmy określić mianem „deformującej formacji”, jest faktem bezdyskusyjnym. Powiemy jedynie bardzo krótko na temat współczesnej sztuki religijnej lub współczesnej sztuki w ogólności. Sztuka staje się zawiła, niezdolna do przekazywania idei i niezrozumiała, ponieważ jej twórcy to indywidua odseparowane od innych ludzi i świata. […] Większość sztuki współczesnej „formuje” jej odbiorców, usiłując ich zdeformować. Indywidualność artysty daremnie próbuje dotrzeć do innych, gdyż z definicji jest on do tego niezdolny. Może jedynie przerażać, szokować, zaskakiwać, a ostatecznie zamykać się w sobie samym oraz swoim głuchym niezrozumieniu. Nie ma przesady w twierdzeniu, że po raz pierwszy w historii, nawet biorąc pod uwagę okresy dekadencji, sztuka znajduje się na drodze do zaniku. Jak można się było spodziewać, większość krytyków sztuki i literatury nie zdiagnozowała tej śmiertelnej choroby, a nawet przedstawiała ją jako niezaprzeczalną odnowę zdrowia intelektualnego człowieka współczesnego. Dowodzi tego dobitnie całkowity niemal zanik poezji godnej tego miana, zdolnej jednoczyć poetę i czytelnika jego utworów z poetyckim uniwersum. Triumfuje poezja w swej współczesnej deformującej postaci.

To samo odnosi się do misji formacyjnej, którą przypisuje sobie współczesne państwo. Stała się ona misją deformacyjną. […] Jednak współczesna pedagogika nie jest tym w najmniejszym nawet stopniu zaniepokojona. Brnie dalej w kierunku zaprowadzenia najgorszego rodzaju chaosu intelektualnego poprzez wynajdywanie coraz to nowych piszących i liczących maszyn, mających zastąpić i udoskonalić ludzki umysł. Efekty tego mogę zaobserwować u niektórych z moich wnuków, które poddawane są tym metodom i których rodzice zmuszeni są codziennie korygować ich błędy ortograficzne i matematyczne. Dyktatura pedagogiczna poczyniła wielkie postępy w deformowaniu tych bezbronnych, uległych umysłów. Państwa jednak zdaje się to nie niepokoić. Coraz bardziej koncentruje się ono wyłącznie na kryzysie ekonomicznym, który działaniami swymi nierzadko samo jedynie potęguje. […] W wielu szkołach patriotyzm wyszydza się i przedstawia jako formę ksenofobii czy rasizmu. Język będący jedynie narzędziem wyrażania myśli jest odtąd wszystkim i niczym, „deformatorem” rzeczywistości, której powinien się podporządkować.

Któż nie dostrzega, że współczesna młodzież, pozbawiona swej naturalnej relacji z otaczającym ją prawdziwym światem oraz z jego transcendentnym Bogiem, zamyka się w sobie i szuka ucieczki w narkotykach, które sprzyjają izolacji jednostki w jej indywidualności, odseparowanej od wszystkiego innego? Ten rodzaj patologicznej, deformującej „formacji” jest bezpośrednio związany z pierwszym. Nasza biedna młodzież pozbawiona jest wszystkiego poza swoim „ja”, wszelkich relacji z tym, co nie jest nią samą, i znudzona swymi marzeniami. Pozostaje uwięziona w samej sobie. Uwolniona w sferze ekonomii, produkcji i konsumpcji rzeczy – napojów, żywności, ubrań, lekarstw, rozrywki itp. – jest nieustannie nakłaniana do przyswajania sobie wszystkich zalewających ją treści deformującej formacji. Zrozumiałe jest, że w tym „dysspołeczeństwie” (ang. dis-society) coraz bardziej skupionym na odizolowanej jednostce, pozbawionej wszelkich duchowych i fizycznych więzi z rówieśnikami, przyjemności – przede wszystkim fizyczna, a następnie umysłowa, będąca owocem iluzji – odgrywać będą coraz bardziej znaczącą rolę, jako iż przyjemność jako taka jest nierozerwalnie związana z „ja” i zamyka człowieka w nim samym.

Jednak to w Kościele katolickim deformująca formacja, bo odcięta od swej konstytutywnej relacji z nadprzyrodzonym Objawieniem, widoczna jest najlepiej, wraz z jej bezpośrednią konsekwencją: zerwaniem z naturą człowieka oraz społeczeństwa, w którym rodzi się on i rozwija. Natura i nadprzyrodzoność idą ręka w rękę – nie można mieć jednej bez drugiej. W co wcielić się ma nadprzyrodzoność, jeśli nie w to, co jest naturalne dla człowieka: jego intelekt, jego wolę i samo jego ciało? W jaki sposób natura osiągnąć może swą pełnię istnienia, jeśli nie poprzez nadprzyrodzoność, która opiera się na niej jako na solidnym fundamencie, realizując cały swój potencjał? Pojęcia „natury” i „nadprzyrodzoności” zniknęły – poza rzadkimi wyjątkami – ze słownictwa dzisiejszych duchownych na każdym praktycznie poziomie hierarchii. Jak zatem można przywrócić naturę człowieka zdenaturalizowanego wskutek narzucanego przez przywódców politycznych czysto ekonomicznego sposobu myślenia? Jak nadprzyrodzoność mogłaby zaszczepić się w niej w sposób solidny oraz trwały? Miejsce nauczania o rzeczywistościach transcendentnych zajmuje pustosłowie, czego konsekwencją jest wypaczanie idei o znaczeniu tak podstawowym, jak cnoty teologalne. Współcześni teologowie zwykle już o nich nie wspominają, nie mówi o tym również współczesne duchowieństwo, ślepo posłuszne swym przywódcom.

Analizę naszą potwierdza dom Gérard Calvet, opat benedyktyński z Le Barroux. Pisał on przed laty:

Jestem przekonany, że Boża transcendencja została utracona we mgle ostatnich 30 lat oraz że ci, którzy już o niej nie pamiętają, wyrzekli się godności gorliwych o cześć swego Ojca synów.

Sytuacja Kościoła po II Soborze Watykańskim pokazuje nam, że ta współczesna herezja, która podważa podstawowe prawdy teologiczne, wypiera wszelką nadprzyrodzoną wiarę – przy całkowitej niemal beztrosce wyższego duchowieństwa. Celem tego nowego, abstrakcyjnego chrześcijaństwa, oderwanego od swej zasadniczej i egzystencjalnej orientacji na Boga Objawienia, jest człowiek w ogólności oraz dobra doczesne, które należy mu odtąd zapewnić. Nie chodzi już o człowieka jako członka rodziny, mieszkańca regionu czy swej ojczyzny – pojęcia te znikły praktycznie ze świadomości Kościoła wraz z obowiązkami, jakie za sobą pociągają, oraz więziami, jakie implikują.

Chodzi o konceptualnego Człowieka zrodzonego z rewolucji [anty]francuskiej, idei komunizmu oraz masonerii, których hasła przyjęte zostały w sposób tak kompletny, iż w konsekwencji tego można odnieść wrażenie, że pomiędzy ideami masońskimi a chrześcijaństwem nie ma żadnych sprzeczności – zaś hierarchia katolicka bynajmniej tego błędnego przekonania nie rozwiewa.

Współczesny Kościół nie posiada już przed utopistami ochrony, jaką stanowiły należycie egzekwowane prawa. Panuje anarchia, ugruntowana – zwłaszcza we Francji – przez despotyzm wyższego duchowieństwa, które zdecydowanie opowiedziało się za Człowiekiem demokratycznym i którego członkowie – niczym zwykli politycy – zwracają się do jednostki wyrwanej [już] z jej odwiecznych warunków społecznych, aby z kolei zmielić ją, wtłoczyć w formę pseudoreligijnej, deformującej formacji i w ten oto sposób nad nią zapanować. Ekskomunika nałożona przez bp. Noëla Boucheix na zakonników tradycyjnego klasztoru św. Marii Magdaleny oraz ekskomunika dotycząca wspólnoty parafialnej Port-Marly, gdzie kapłan został siłą oderwany od ołtarza przez policjantów podczas odprawiania Mszy św., dowodzą, że duchowieństwo francuskie zdominowane jest przez komunistyczny „faszyzm”, który nie odważa się używać swej prawdziwej nazwy. Owe środki przymusu zaaprobowane zostały przez prymasa Galii, Alberta kard. Decourtraya (1923–1994). Oficjalnym językiem francuskiego duchowieństwa stała się deformująca indoktrynacja.

Wszystko zmierza ku temu, aby stała się ona również oficjalnym językiem całego duchowieństwa katolickiego, pod kierownictwem obecnego papieża (Jana Pawła II – przyp. tłum.), którego cała filozofia, leżąca u podstaw jego teologii, oparta jest na prymacie jednostki zakamuflowanej jako „osoba”, wbrew augustiańskiej i tomistycznej tradycji Kościoła wszystkich wieków. Jan Paweł II jest bez wątpienia pobożnym duchownym, jednak jego pobożność jest przede wszystkim indywidualnym uczuciem, co niesie za sobą poważne ryzyko przeobrażenia nauczania Ewangelii, o ile pobożność ta nie będzie łączyć się z filozoficznym i teologicznym realizmem, czego dowodzi przykład II Soboru Watykańskiego – narzucanie nowej Mszy całemu światu katolickiemu i osłabianie (jeśli nie wręcz eliminacja) różnic między obrzędami katolickimi oraz protestanckimi. Papież po cichu popiera zakazywanie celebracji tradycyjnej Mszy przez biskupów, zwłaszcza francuskich. W podobny sposób milcząco wspiera zakazywanie przez heterodoksyjne duchowieństwo posługiwania się katechizmem Soboru Trydenckiego i katechizmem św. Piusa X. Popiera wszystko to, co Jean Madiran krytykuje u współczesnego duchowieństwa – wraz z jego „inklinacjami socjalistycznymi, aprobatą dla CCFD (Comité Catholique contre la Faim et pour le Développement – Katolicki Komitet przeciw Głodowi i na rzecz Rozwoju – przyp. red.), bezmyślną kampanią w celu przyznania praw wyborczych imigrantom, publicznym sojuszem ze skrajnie lewicowym skrzydłem masonerii (listopad 1985)” – które to działania całkowicie podkopały jego autorytet moralny i religijny, doprowadzając do opustoszenia i zamykania licznych kościołów, seminariów oraz klasztorów.

Widzimy więc ponownie, jak deformująca formacja, odrzucenie nadprzyrodzoności, aż nazbyt ludzki kreacjonizm oraz niezdrowy klerykalizm zatriumfowały praktycznie bez żadnego oficjalnego oporu ze strony papiestwa.

Potrzebujemy pilnie nowego św. Piusa X, który ożywiłby Kościół katolicki i osadził go ponownie na solidnym fundamencie Tradycji. Dowodem tej potrzeby jest spotkanie ekumeniczne w Asyżu (1986 r.) zorganizowane przez Jana Pawła II. Wybrani przedstawiciele różnych religii chrześcijańskich i pogańskich zgromadzili się, aby ogłosić – o czym zawsze wiedzieliśmy – że wiara w Boga jest zjawiskiem normalnym w życiu ludzkości oraz że konieczne jest jej ożywienie. Taki „sobór” w oczywisty sposób odziera religię katolicką z powierzonej wyłącznie jej nadprzyrodzonej misji. Zafałszowuje fakt historyczny, iż Kościół katolicki jest jedynym depozytariuszem Bożej prawdy. Co tragiczne, równocześnie i formuje, i deformuje, z pełnią autorytetu, jakim wciąż jeszcze cieszą się współcześni papieże.

Powtórzmy raz jeszcze: kluczowe znaczenie ma dla nas stawianie oporu oraz przylgnięcie do integralnej natury ludzkiej, którą zostaliśmy obdarzeni, oraz do objawionych nam prawd nadprzyrodzonych. Módlmy się nieustannie.

Niniejszy tekst stanowi przedmowę do tak samo zatytułowanej książki1, którą pierwotnie opublikowano w 1969 r., a wznowiono w 1987 r.

Za „The Angelus”, czerwiec 2007, tłumaczył Tomasz Maszczyk2.

Przypisy

  1. M. de Corte, L’intelligence en péril de mort, Dion-Valmont 1987.
  2. tinyurl.com/MdeCorte [dostęp: 8.03.2024].

Życie duchowe góruje nad życiem umysłowym

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237)

ks. Piotr Dzierżak FSSPX

Od Redakcji

Drodzy Czytelnicy, życie duchowe, polegające na świadomym zjednoczeniu z Bogiem w Jego łasce, w oczywisty sposób odznacza się bezwzględnym pierwszeństwem nad wszelką inną formą czy innym przejawem życia ludzkiego – zatem również góruje i nad życiem umysłowym. Wynika to z nadprzyrodzonego co do swej istoty celu człowieka, którym jest udział w wizji uszczęśliwiającej w niebie, oraz korespondujących z owym celem nadprzyrodzonych środków. Jednak z drugiej strony istnieje elementarna katolicka zasada, obecna explicite w dziełach św. Tomasza z Akwinu, która głosi, iż gratia non tollit naturam, sed perficit1, zatem że „łaska nie niszczy natury, lecz ją doskonali”.

Pod pojęciem natury kryje się tu przede wszystkim to, co człowieka zasadniczo stanowi – a więc dusza i ciało (forma i materia) wraz z władzami duszy: intelektem i wolą. I o ile wola, zdaniem Doktora Anielskiego, w większym stopniu zraniona została skazą grzechu pierworodnego, to jednak intelekt znajduje się wyżej w strukturze ontologicznej człowieka – jego przedmiot jest bowiem bardziej ogólny. Co więcej, szczęście, będące przecież celem naszych działań, ma charakter aktu intelektualnego, innymi słowy: jego istotą jest działanie umysłu polegające na kontemplacji prawdy.

Już samo to pokazuje, jak ważne jest zatem właściwe ukształtowanie intelektu w kontekście życia duchowego.

Na tym jednak nie kończy się rola intelektu w ludzkim życiu – poza teoretycznym oglądem prawdy jego zadaniem jest również kierowanie sferą praxis, tzn. wpływ na wolę w obszarze działalności praktycznej. I choć sam św. Tomasz (który notabene jak nikt inny spośród myślicieli katolickich bardzo podkreśla ogólną wyższość intelektu nad wolą) akurat w dziedzinie działań ludzkich pierwszeństwo przyznaje woli, to jednak podkreśla, że bez odpowiedniego uformowania umysłu wola nie będzie mogła właściwie spełnić swojego zadania, czyli zapewnić skutecznego dążenia człowieka ku dobru. Intelekt praktyczny jest zresztą bardzo podatny na błędy, skoro lekarstwem na ranę grzechu pierworodnego dotykającego umysł jest, zdaniem Akwinaty, cnota roztropności – dosłownie niejako „roz-trapiająca”, czyli szukająca tropów, a więc dróg do celu.

Wszystko to domaga się uwzględnienia w życiu duchowym, i stąd też wynika konieczność poruszenia na łamach czasopisma „Zawsze Wierni” kwestii konkretnych intelektualnych pułapek, zwłaszcza tych aktualnie nam zagrażających. Warto również zwrócić uwagę na to, że temat przewodni niniejszego numeru nie dotyczy jakiegoś konkretnego błędu, ponieważ te najgroźniejsze mają (zazwyczaj) rozległą podbudowę teoretyczną, więc wymagałyby poświęcenia im całej objętości naszego dwumiesięcznika.

Natomiast w codziennym życiu przeciętny katolik Tradycji styka się (bezpośrednio albo tylko pośrednio) z wieloma błędami drobniejszego kalibru, które jednak wcale nie są przez to mniej groźne. Owszem – same w sobie w mniejszym stopniu zdają się negować nadprzyrodzoną mądrość katolickiej religii, lecz przez to są jednocześnie trudniejsze do zauważenia czy zdefiniowania. Ponadto z racji mniejszego ciężaru gatunkowego nie przykuwają tak naszej uwagi. Występują przy tym w dużej liczbie, wzajemnie się uzupełniając i uwiarygadniając. Z tych wszystkich powodów nie wolno ich na dłuższą metę lekceważyć.

Dlatego temu właśnie zagadnieniu zdecydowaliśmy się poświęcić kolejny numer periodyku „Zawsze Wierni”, a tematem przewodnim uczyniliśmy „pułapki intelektu”.

Przypisy

  1. ST I, q. 1, a. 8, ad 2.

Zwarcie w logice

Zwarcie w logice

Czy przyznanie, że należy opierać się wypaczeniom aktualnego nauczania, a jednocześnie potępianie Bractwa za to, że zapewnia sobie środki do kontynuowania tego oporu, nie jest rodzajem krótkiego spięcia w układzie logicznym? Według niektórych, publiczne piętnowanie odchyleń współczesnego nauczania (na przykład: błogosławienie par homoseksualnych, udzielanie Komunii św. rozwiedzionym w ponownych związkach, zaprzeczanie współodkupicielstwu N.M.Panny itp.) jest czymś całkowicie dozwolonym: według nich nie ma w tym ani nieposłuszeństwa, ani braku subordynacji, ani schizmy.

Natomiast konsekracja biskupów w celu dalszego potępiania tych samych błędów i pełnego zachowania wiary katolickiej stanowi ‒ według tych samych osób ‒ akt nieposłuszeństwa, braku subordynacji i schizmy.

Zacznijmy od przypomnienia, że także nie-nieomylnemu nauczaniu należy się wewnętrzne i religijne przylgnięcie umysłu. Innymi słowy, nie wystarcza ani zewnętrzne podporządkowanie się, ani pełne szacunku milczenie: od wiernego wymaga się, aby szczerze, rozumem i wolą, przylgnął do tego, czego naucza Stolica Apostolska (zob. Pius IX, Quanta cura; Pius XII, Humani generis). Jest prawdą, że istnieją różne stopnie przylgnięcia. Ten, który należy się nauczaniu nieomylnemu, jest przylgnięciem wiary, absolutnym i bezwarunkowym, podczas gdy ten, który należy się nauczaniu nie-nieomylnemu, jest przylgnięciem opartym na cnotach posłuszeństwa i religijności, które nie jest bezwzględne, lecz warunkowe. Niemniej jednak wciąż chodzi o przylgnięcie: pod pretekstem istnienia różnych stopni przylgnięcia nie można przekształcać przylgnięcia w sprzeciw.

Niezgadzanie się z nauczaniem nie-nieomylnym pociąga za sobą w sposób konieczny nieposłuszeństwo wobec papieża, właśnie dlatego, że – jak widzieliśmy – przylgnięcie należne tego rodzaju nauczaniu opiera się na cnotach posłuszeństwa i religijności. Istnieje jednak przypadek, w którym wolno nie dokonywać przylgnięcia: „gdy Kościół, przez władzę równą lub wyższą, postanawia inaczej” (J. Salaverri, De Ecclesia Christi, Matriti 1962, s. 707).

Otóż w przypadku błogosławienia par homoseksualnych, udzielania Komunii św. rozwiedzionym w ponownych związkach itp., Kościół już w przeszłości podjął odmienną i ostateczną decyzję. Jest więc rzeczą godziwą krytykować, także publicznie, dokumenty Magisterium zawierające te błędy. Nie dlatego, że nauczanie nie-nieomylne byłoby samo w sobie fakultatywne, lecz dlatego, że w tym konkretnym przypadku nie jest i nie może być wiążące, skoro jest sprzeczne z tradycyjnym nauczaniem Kościoła.

Czyż Bractwo tak nie postępuje? Konsekracji biskupich z 1 lipca dokonano właśnie w celu kontynuacji publicznego piętnowania błędów obecnych w aktualnym nauczaniu, a tym samym dla zachowania wiary katolickiej w całej jej pełni.

Wskażmy jeden dowód. Otóż za każdym razem, gdy Bractwo starało się dojść do porozumienia z Rzymem, odpowiedź była zawsze taka sama: musicie przylgnąć do soboru i nauczania posoborowego oraz zaprzestać krytykowania współczesnego nauczania papieskiego, jak również jego osoby (por. dokumenty cytowane w aneksie).

Jest też i dowód a contrario. Żaden z instytutów wywodzących się z Ecclesia Dei nigdy nie skrytykował publicznie, w swoich oficjalnych dokumentach, odchyleń aktualnego Magisterium. Jedyne zgromadzenie, które spróbowało to uczynić – Franciszkanie Niepokalanej – zostało zniszczone.

Pojawią się zarzuty, że intencje Bractwa być może były dobre, jednak cel (odrzucenie błędów aktualnego nauczania) nie uświęca środków (konsekracji bez mandatu apostolskiego). Jednak w poprzednim artykule (Ni schismatiques ni désobéissants, „Ani schizmatycy, ani nieposłuszni”) wykazaliśmy, że w obecnej sytuacji konsekracja biskupów bez mandatu apostolskiego nie stanowi ani braku subordynacji, ani schizmy, ani nieposłuszeństwa.

Teologia jest pod tym względem jasna, pod warunkiem, że się ją zna.

ks. Daniel Di Sorco FSSPX

=======================

Aneks

Nowy tekst Deklaracji doktrynalnej musi zawierać paragraf, w którym sygnatariusze explicite zadeklarują przyjęcie nauczania II Soboru Watykańskiego oraz nauczania posoborowego, przyznając wymienionym twierdzeniom doktrynalnym należny im stopień akceptacji. Członkowie Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X muszą uznać nie tylko ważność, lecz także prawowitość rytu Mszy Świętej i sakramentów według ksiąg liturgicznych promulgowanych po II Soborze Watykańskim.

list kard. Müllera do bp. Fellaya, 6 czerwca 2017 r.

Przyrzekam wierność Kościołowi katolickiemu i biskupowi Rzymu, Najwyższemu Pasterzowi Kościoła, Wikariuszowi Chrystusa, Następcy błogosławionego Piotra w jego prymacie oraz Głowie kolegium biskupów, powstrzymując się od wszelkich publicznych oświadczeń przeciwnych jego osobie lub jego Magisterium (por. kan. 1373 i 1365 KPK).

Dykasteria Nauki Wiary, Formula adhaesionis („Formuła przylgnięcia”), dołączona do Procedury pojednania kapłanów pochodzących z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X oraz Procedury pojednania niektórych świeckich pochodzących z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, 2 lipca 2026 r.

Źródło

Podatkowy absurd. Najwyższy VAT [23%] na czystą wodę, a 5% na energetyki

Podatkowy absurd. Najwyższy VAT na czystą wodę, a nie na energetyki

27 lipca 2026 rynekzdrowia/Podatkowy-absurd-Najwyzszy-VAT-na-czysta-wode

Czysta woda mineralna jest w Polsce opodatkowana stawką 23 proc., podczas gdy część energetyków i bezalkoholowych drinków korzysta z preferencyjnej stawki 5 lub 8 proc. Ten podatkowy paradoks wywołuje oburzenie ekspertów i producentów, a sprawa trafiła już do Sejmu, sądu oraz Komisji Europejskiej.

Podatkowy absurd. Najwyższy VAT na czystą wodę, a nie na energetyki
Woda kosztuje nas 23 proc. VAT, a wiele sztucznie słodzonych napojów i energetyków korzysta z 5-procentowej stawki
  • Obecne przepisy sprawiają, że naturalna woda butelkowana objęta jest najwyższą stawką VAT, wynoszącą aż 23 procent. Jednocześnie część przetworzonych napojów słodzonych, bezalkoholowych drinków czy energetyków korzysta z preferencyjnego podatku na poziomie 5 procent – pisze portal wnp.pl
  • Taka sytuacja stoi w rażącej sprzeczności z oficjalną polityką zdrowotną państwa oraz zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia dotyczącymi ograniczania spożycia cukru
  • Spółka produkująca wodę złożyła przeciwko Skarbowi Państwa pozew odszkodowawczy i skierowała oficjalną skargę do Komisji Europejskiej. Temat wywołał również ostrą reakcję posłów

Najzdrowszy napój z najwyższym VAT-em. Podatkowy paradoks w sklepach w Polsce

W Polsce obowiązują przepisy, przez które woda butelkowana została obciążona wyższą stawką podatku niż niektóre sztucznie dosładzane płyny. Taka konstrukcja prawa uderza bezpośrednio w konsumentów i budzi ogromne wątpliwości ekspertów do spraw polityki zdrowotnej.

Naturalna woda mineralna, która stanowi kluczowy zasób strategiczny, jest w Polsce opodatkowana stawką 23 proc. Tymczasem napoje energetyczne, wina i piwa 0 proc. mogą korzystać z preferencyjnej stawki na poziomie 5 proc.

Polski system podatkowy ewidentnie stoi w sprzeczności z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia, ułatwiając finansowy dostęp do niezdrowych napojów. W połowie lipca do Sejmu trafił projekt ustawy mający obniżyć tę niezrozumiałą daninę. Jak zauważa wnp.pl, równolegle firma Nałęczów Zdrój złożyła pozew przeciwko państwu oraz skargę do Komisji Europejskiej, zarzucając naruszenie zasad uczciwej konkurencji.

Przedsiębiorcy domagają się pilnej zmiany tych absurdalnych przepisów, o powody, których Bruksela oficjalnie zapytała już polski rząd.

Czas na świadomość katastrofy

Czas na świadomość katastrofy

Sytuacja w sektorze energetycznym rzeczywiście zaczyna już grozić całemu kontynentowi katastrofą gospodarczą. Wymaga to natychmiastowej reakcji. 

Reakcję poprzedzać musi jednak pojawienie się świadomości społecznej problemu. Na naszych łamach o wadze bezpieczeństwa energetycznego pisze od lat Andrzej Szczęśniak. W oparciu o jego opracowania Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna rozpoczęła kampanię informacyjną pod hasłem „Z grubej rury!”. 

Gazowy szok

Zaczęło się już wkrótce po rozpoczęciu obecnej fazy wojny na Ukrainie od wstrzymania importu gazu. Przypomnijmy, że Polska (wówczas pod rządami Prawa i Sprawiedliwości) była jednym z pierwszych krajów ochoczo i przedterminowo wprowadzających zakaz importu tego surowca z Rosji. W 2022 roku ceny gazu ziemnego na giełdach energetycznych w Unii Europejskiej poszybowały w górę aż o 136%. Zużycie gazu dla celów przemysłowych zmniejszyło się w latach 2021-2023 o 18%. Największe cięcia zużycia gazu przypadły na najbardziej energochłonne branże – przemysł drzewny (spadek o 27%), chemiczny, szklany, hutniczy oraz papierniczy. 

Spadek mocy niemieckiej lokomotywy

Niektórzy cieszą się z powodu spowolnienia niemieckiej gospodarki, uznawanej przez lata za motor napędowy wzrostu ekonomicznego Europy. Nie bardzo jest z czego. Otóż, jak powszechnie wiadomo, Polska jest w dużym stopniu montownią, uzależnioną od kondycji przemysłu naszych zachodnich sąsiadów.

Statystyki pokazujące sytuację niemieckiego biznesu są zaś naprawdę zatrważające: Przez cztery lata, od lutego 2022 roku do marca roku bieżącego, poziom produkcji w branżach energochłonnych (chemia, metalurgia, produkcja szkła i papieru) spadł o 15,2%. Mimo znacznego uzwiązkowienia tych sektorów, niemieckie firmy musiały w ramach zwolnień grupowych zlikwidować 53 tysiące miejsc pracy, co oznacza spadek zatrudnienia w nich o 6,3%. Kryzys dotknął również boleśnie niemieckie społeczeństwo. Niemcy na jedno gospodarstwo domowe musieli w tych latach wydawać od 800 do 2500 euro więcej niż dotychczas na energię. Cena kilowatogodziny energii wzrosła dla odbiorców indywidualnych w drugiej połowie 2025 roku do rekordowych 0,387 euro. 

We Włoszech najmocniejszy cios otrzymali najbiedniejsi 

Równie źle jest we Włoszech. W kraju tym 56% energii elektrycznej pochodzi z elektrowni napędzanych turbinami gazowymi. Ceny detaliczne prądu wzrosły tam w porównaniu z sierpniem 2020 roku o 112%. Wiosną 2022 roku sam wzrost cen paliw doprowadził do zwiększenia inflacji rok do roku o 30%. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego roczne wydatki na rachunki za prąd zwiększyły się o 1400 euro. Najbardziej podwyżki odczuli najubożsi, u których wydatki na ten cel zwiększyły się o 50% w porównaniu z 2020 rokiem. Włoski rząd zaczął szukać alternatywnych źródeł dostaw i zdecydował się na zwiększenie importu gazu skroplonego. W 2024 roku 45% zapotrzebowania Włoch na LNG pokrywały dostawy z Kataru. Nietrudno się domyślić, z jak wielkim wiąże się to ryzykiem, biorąc pod uwagę wojnę w Zatoce Perskiej i zamknięcie żeglugi przez Cieśninę Ormuz. 

Węgry i Słowacja pozostały przy imporcie z Rosji

Budapeszt i Bratysława zdecydowały się na pozostawienie lekko tylko zmodyfikowanej struktury importu surowców energetycznych. Węgrzy zdążyli podpisać nową, mającą obowiązywać przez 15 lat umowę z rosyjskim Gazpromem. Oznacza to, że w dalszym ciągu około 70% dostaw gazu nad Dunaj pochodzi z Rosji. 46% energii elektrycznej na Węgrzech generowane jest przez elektrownię atomową w Paks, do której paliwo dostarcza rosyjski Rosatom (ta sama spółka odpowiada za rozbudowę elektrowni). Poprzedni rząd słowacki zapowiadał redukcję importu surowców rosyjskich, ale – mimo podjętych w tej sprawie działań – udało się jedynie zmniejszyć jego udziały z 85% w 2021 roku do 50% w roku 2023. Słowacy również importują paliwo atomowe z Rosji, bo działa u nich w dalszym ciągu elektrownia jądrowa Mochovce. W 2021 roku energetyka jądrowa pokrywała 52% zapotrzebowania na energię elektryczną, zaś w 2023 roku, po otwarciu nowego bloku wspomnianej elektrowni, już 65%. 

Bałtyckie samobójstwo

O republikach bałtyckich, których kondycja gospodarcza podobna jest do demograficznej, czyli krytyczna – trudno nawet wspominać. Odcięły się one energetycznie od Rosji od razu, w pierwszych miesiącach 2022 roku. Litwini byli tak gorliwi, że jako pierwsi w Unii Europejskiej wprowadzili całkowity zakaz importu rosyjskiego gazu skroplonego. Znajdujące się i tak w fatalnej kondycji gospodarki tych niewielkich krajów strzeliły sobie zatem dodatkowo w kolano. 

Polska zapaść

Przejdźmy jednak do sytuacji naszego kraju. Formalnie zrezygnowaliśmy z rosyjskiego gazu pod koniec 2022 roku, gdy przestał obowiązywać nasz poprzedni kontrakt na dostawy wieloletnie z Gazpromem. Nasz system energetyczny opiera się jednak przede wszystkim na węglu. Nasze własne kopalnie w większości przypadków zamknięto, a pozostałe mają być, pod naciskiem unijnej polityki klimatycznej, wygaszone niebawem. Uderzyły w nas w tej sytuacji wahania cen na światowym rynku węgla. W 2022 roku generacja węglowa zabezpieczała nam aż 72% energii elektrycznej. W 2025 roku udało się ten odsetek zmniejszyć do 52,8% (kosztowało to ogromne pieniądze zainwestowane w odnawialne źródła energii), ale w dalszym ciągu nasza energetyka pozostaje w największym stopniu w Europie oparta właśnie na węglu kamiennym i brunatnym. [No i trzeba do węgla powrócić !! MD]

Rząd Mateusza Morawieckiego wprowadził całkowity zakaz istotnego w naszej strukturze zaopatrzenia importu węgla z Rosji już w kwietniu 2022 roku, czyli wcześniej niż cała reszta Unii Europejskiej, stosująca w tej kwestii okres przejściowy. W efekcie z naszego rynku zniknęły wysokokaloryczne gatunki węgla. Ich zamienniki, importowane drogą morską z dalekich krajów, kosztowały natomiast znacznie więcej. Ceny dla odbiorców indywidualnych od sierpnia 2021 roku do sierpnia 2022 roku poszybowały w górę o 157%. W rezultacie średnie gospodarstwo domowe płaci obecnie za energię i ogrzewanie o 3950 złotych więcej niż przed embargiem. W przypadku najuboższych gospodarstw wzrost oznacza obciążenie większe o 34% od dotychczasowych kosztów. W 2022 roku Polska zapłaciła za surowce energetyczne z importu rekordową kwotę 41 mld euro, podczas gdy, dla porównania, w roku 2021 kwota ta wyniosła 21,3 mld euro. Za megawatogodzinę energii zapłacić musieliśmy w szczycie cenowym prawie 1200 złotych. 

Jednocześnie uzależniliśmy się od dostaw z okolic Zatoki Perskiej, lekceważąc dotychczas głoszone hasło o konieczności dywersyfikacji źródeł dostaw. Już w 2024 roku 38% importowanego przez nas LNG pochodziło z Kataru, zaś w 2025 roku 47% ropy trafiającej do polskich rafinerii sprowadziliśmy z Arabii Saudyjskiej. 

Pechowa cieśnina

Bieg wydarzeń, a dokładniej amerykańsko-izraelska agresja na Iran, spowodowały, że cała Europa znalazła się w sytuacji zwiększonego ryzyka odcięcia dostaw z Zatoki Perskiej. W miejsce rosyjskiego gazu sprowadzanego rurociągami zaczęliśmy bowiem importować głownie gaz skroplony drogą morską. 20% światowego handlu LNG odbywa się tymczasem przez Cieśninę Ormuz. 8% wszystkich dostaw do Unii Europejskiej pochodzi na przykład z Kataru (w przypadku Włoch to 45% wszystkich dostaw gazu). 

W warunkach niestabilnych dostaw i braku kontraktów długoterminowych kraje UE coraz częściej zmuszone są do zakupów spotowych gazu na giełdach. Tam jednak konkurować muszą z importerami azjatyckimi, znacznie silniejszymi ekonomiczne. Do tego mamy gigantyczne wahania cen na giełdach surowcowych; w krótkiej perspektywie ceny mogą wzrastać nawet o 40%. 

Środki doraźnie zaradcze

W tej sytuacji poszczególne kraje UE zmuszone zostały do poświęcania ogromnych środków na subsydiowanie cen energii i programy wsparcia skierowane do obywateli oraz biznesu. Według danych OECD tylko w latach 2021-2023 łączne środki wsparcia firm i osób fizycznych z budżetu państwa wyniosły 3,5% PKB we Francji i 2,2% PKB w Hiszpanii. W Niemczech wskaźnik ten osiągnął 2,2% PKB, ale cały uruchomiony przez rząd federalny w Berlinie pakiet pomocowy to już 5% PKB. Nie zapobiegło to procesowi dalszej deindustrializacji. Kolejne firmy ogłaszają przeniesienie produkcji do krajów o niższych cenach energii, przede wszystkim do Azji, ale też do Stanów Zjednoczonych. 

Ogólnoeuropejska iluzja i kontynentalne rozwiązanie

Skończyła się mantra o dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych w Europie. Zastąpiła ją forsowana wbrew własnym interesom derusyfikacja. Nietrudno było przewidzieć, że uzależnienie od dostaw ropy i gazu z krajów Zatoki Perskiej może skończyć się fatalnie. Wystarczyło przeanalizować zapowiedzi Teheranu dotyczące Cieśniny Ormuz, a nawet przypomnieć sobie jej blokadę z lat 1980., z okresu wojny irańsko-irackiej. Nigdy nie był to region stabilny, szczególnie w ostatnich latach. 

Formacje opozycyjne w krajach europejskich próbują organizować się wspólnie na rzecz energetycznego i ekonomicznego ocalenia Europy. Niedawno poseł do Bundestagu z Alternatywy dla Niemiec Steffen Kotré zapowiedział powołanie ogólnoeuropejskiej grupy polityków, ekspertów i przedsiębiorców, która ma wspólnie apelować o przywrócenie zdrowego rozsądku w polityce energetycznej. Z Polski zaproszenie do niej otrzymał poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun.

Ruch na rzecz ocalenia ekonomicznego Starego Kontynentu musi być nie tylko inicjatywą polityczną ponad podziałami. Musi także zjednoczyć przedsiębiorców i przemysłowców zagrożonych bankructwem ze wszystkich krajów UE. Może takie silne lobby zdoła powstrzymać szaleństwo, zanim będzie za późno. 

Mateusz Piskorski 

Czy Stalin był polonofilem?

Czy Stalin był polonofilem?

[Zadziwiający tekst, dziwne argumenty. Chyba skandaliczny. Umieszczam – musimy przemyśleć. Mirosław Dakowski]

Coraz większa świadomość historyczna i polityczna moich rodaków co do zbrodni ukraińskich szowinistów, a także fakt, że coraz więcej Polaków jest świadomych, że kijowski neobanderowski reżim stanowi śmiertelne zagrożenie dla naszej ojczyzny, wywołuje panikę w mediach polskojęzycznych. 

Polskojęzyczne media, grantojedy Sorosa w ostatnim czasie wprost piszą, że trzeba mówić więcej o zbrodniach sowieckich na Polakach. Od kilku lat, żeby przykryć rocznicę ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, promuje się pamięć o Obławie Augustowskiej. [Nie „promuje się” lecz z uporem PRZYPOMINA. M. Dakowski]

Nowy kierunek na zbrodnie komunistyczne 

Obława Augustowska z całą pewnością była zbrodnią, niemniej skala i okoliczności są nieporównywalne z działaniami ideowych poprzedników Kiriłła Budanowa czy Walerija Załużnego. Wielu naiwnych patriotów daje się niestety nabrać na działania ośrodków polskojęzycznych. Od kilku tygodni jankeski oligarcha i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump bredzi o zagrożeniu komunistycznym. [Przecież ono jest – w kolorze zielonym tym razem. MD]

Możemy się zatem spodziewać, że temat prawdziwych i urojonych zbrodni sowieckich na Polakach będzie eksponowany zarówno przez sorosowych grantojedów, jak i ludzi wspieranych przez obecną administrację Stanów Zjednoczonych. Z całą pewnością wiele uwagi zostanie poświęcone Josifowi Stalinowi

Pakt polsko-radziecki

Propaganda w Polsce eksponuje przywódcę ZSRR jako człowieka nienawidzącego Polski i Polaków. Eksponuje się, jakoby Stalin z racji tego, że w 1920 roku nie zdobył Lwowa, pałał jakimiś kompleksami i żądzą zemsty wobec Polski i Polaków. Jest to myślenie oderwane od faktów i rzeczywistości. Za rządów Stalina doszło do normalizacji stosunków polsko-sowieckich. Ignoranci z PiS ubóstwiają Józefa Piłsudskiego i sanację. Tymczasem za czasów rządów Piłsudskiego doszło do podpisania 25 lipca 1932 roku paktu o nieagresji z ZSRR rządzonym już wówczas przez Stalina.

Motywy Operacji Polskiej

Eksponowana w naszej ojczyźnie jest Operacja Polska przeprowadzana przez NKWD w latach 1937-1938. Wiele osób zapomina, że podobne akcje dotyczyły także innych narodów. Była min. Operacja Grecka, Operacja Łotewska, Operacja Niemiecka. Warto dodać, że Stalin miał określone plany co do Polski i czystka ta miała także na celu pozbycie się komunistycznych dogmatyków, którzy nie byliby zainteresowani istnieniem Polski, a chcieliby, żeby nasza ojczyzna stała się częścią ZSRR jako kolejna republika. 

17 września

Na wydarzenia z 17 września 1939 roku przyjmuję polski punkt widzenia. Niemniej trzeba zwrócić uwagę na pewne fakty. 12  września 1939 roku na konferencji w Abbeville Francja i Wielka Brytania spisały naszą ojczyznę na straty i stało się jasne, że nie będzie ofensywy francuskiej. To skłoniło Stalina do wywiązania się z umowy z III Rzeszą. Państwo polskie było wtedy w ruinie, a sanacyjni dygnitarze pędzili limuzynami do granicy z Rumunią, wierząc, że zagranicą nadal będą mieć wpływy i będą rządzić Polakami (szybko Anglicy i Francuzi wymienili jedne marionetki na inne). 

Brak porównania do Niemców i Ukraińców 

Stalin przyłączył ziemie wschodniej Polski do ZSRR. Jednak trudno, żeby było inaczej, skoro w granicach sprzed 1 września 1939 roku Polacy stanowili niecałe 70%, a na terenach będących pod kontrolą ZSRR po 17 września 1939 roku odsetek moich rodaków był jeszcze niższy. Na terenach pod kontrolą Związku Radzieckiego mogła funkcjonować polska kultura, literatura (oczywiście pod warunkiem nie krytykowania ideologii panującej w ZSRR). Represje były wymierzone w niechętne ZSRR polskie grupy społeczne, w przeciwieństwie do terenów pod kontrolą Niemiec, nie było zagrożone biologiczne przetrwanie narodu polskiego. Kierownictwo ZSRR dokonywało zbrodni na Polakach, jednak nie miało to charakteru ludobójczej eksterminacji, jak to robili Niemcy, a w szczególności ich ukraińscy kolaboranci. 

Ludobójstwo: zasadnicza różnica 

Zygmunta Berlinga uważam za polskiego patriotę, który wyzwolił polskie ziemie z rąk Niemców i ich ukraińskich kolaborantów. Berling, podobnie jak wielu innych oficerów, był realistą i zgodził się podjąć współpracę z ZSRR. Katyń to oczywiście zbrodnia sowiecka. Niemniej polscy oficerowie zginęli tam z przyczyn ideologicznych. Oczywiście będę potępiał każdą zbrodnię na Polakach, niemniej wszelkie zbrodnie, jakie miały miejsce na Polakach dokonywane przez państwo ze stolicą w Moskwie lub Petersburgu miały charakter ideologiczny i polityczny. Bolszewicy, Rosjanie nigdy nie planowali dokonać ludobójstwa na naszym narodzie, w przeciwieństwie do Niemców i ich ukraińskich kolaborantów.  

Komu przeszkadzał Sikorski?

W  kwestii śmierci generała Władysława Sikorskiego – Naczelnego Wodza i premiera,  na Gibraltarze 4 lipca 1943 roku mam pewną hipotezę. Zawsze przy tego typu zdarzeniach patrzę kto zyskuje. Zyskała jedynie Wielka Brytania. Mogła dalej mamić i wykorzystywać naiwnych Polaków. Wiele na to wskazuje, że Sikorski zdał sobie sprawę z okoliczności międzynarodowych i w tamtym czasie zdecydował się na bezpośredni sojusz z Iosifem Stalinem.

Miejsce Sikorskiego zajął Stanisław Mikołajczyk, który na początku był brytyjską, a potem amerykańską marionetką. Na temat poziomu oderwania od rzeczywistości tego człowieka świadczy fakt, że uznawał, że powstanie warszawskie będzie stanowiło atut w rozmowach ze Stalinem. Kolejni politycy rezydujący w Londynie byli coraz bardziej oderwani od rzeczywistości. 

Granice Stalina

Polacy w obliczu sowieckiej agresji 17 września 1939 roku stawiali opór. Inaczej postąpili Rumuni, którzy w czerwcu 1940 roku oddali bez walki ZSRR Besarabię i Północną Bukowinę. Część terenów przyłączonych do ZSRR wróciło do Polski, podczas gdy granica z Rumunią nie uległa zmianie. Anglosasi po II wojnie światowej chcieli, żeby Wrocław i Szczecin pozostał przy Niemcach. Z drugiej strony nic nie oferowali Polakom na wschodzie, ponieważ w przypadku potencjalnego konfliktu z ZSRR zbrodniarze z UPA byliby im potrzebni. Z drugiej strony silna Polska nigdy nie była na rękę Anglosasom. Czy komuś się to podoba, czy nie – współczesne granice naszej ojczyzny (nie idealne, ale dobre) zawdzięczamy Stalinowi. 

Czerwony banderowiec 

Stalin był otwarty co do wschodnich granic naszej ojczyzny. Niestety generał Władysław Sikorski w grudniu 1941 roku zastosował znaną od wielu lat praktykę polityczną wśród naszych przywódców, czyli wszystko albo nic – i nie negocjował wschodniej granicy Polski ze Stalinem, bojąc się wziąć odpowiedzialność na siebie. O tym, że Stalin nie miał jasno ułożonej granicy wschodniej świadczy fakt, że powstał lwowski okręg PPR.

Uważam, że miasta takie jak Grodno i Lwów mogły być po wojnie w granicach naszej ojczyzny, niestety PPR była opanowana w dużej mierze przez elementy niepolskie i nie myślące po polsku. Potężny był lobbing na rzecz przyłączania tych ziem do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej forsowany przez czerwonego banderowca, jakim był Nikita Chruszczow

Bez procesów antykościelnych 

Stalinizm w Polsce nie przybrał formy bardziej zbrodniczej niż w innych demoludach. W przeciwieństwie do innych demoludów, w naszej ojczyźnie nie było procesów pokazowych opozycji wewnątrz partii rządzącej. W Czechosłowacji skazano na śmierć Rudolfa Slánskiego (sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji ), na Węgrzech odbył się proces László Rajka (jeden z liderów Węgierskiej Partii Komunistycznej). Władysław Gomułka i jego współpracownicy byli więzieni, jednak procesów pokazowych z powodu nacisków Stalina nie zorganizowano. W naszej ojczyźnie nie dokonano także procesów politycznych głowy kościoła w przeciwieństwie do Węgier. 

Anglosascy manipulatorzy

Josif Stalin był z całą pewnością  geniuszem politycznym, psychopatą i zbrodniarzem. W swojej polityce nie kierował się uprzedzeniami względem Polski i Polaków, a dążył do budowy imperium. W jego planach nasza ojczyzna miała być zwasalizowana, ale nigdy nie miała stać się częścią ZSRR i Stalin zawsze dostrzegał odrębność narodową i ideologiczną Polaków od innych narodów i państw. Najwięksi wrogowie Polaków, którzy od wieków wykorzystują naiwnych Polaków do swoich celów będą chcieli po raz kolejny odgrzać kwestię prawdziwych i urojonych zbrodni sowieckich. Administracja Stanów Zjednoczonych Ameryki otwarcie wspiera kijowski reżim.

Jankesi muszą jakoś wykorzystać po raz kolejny naiwnych Polaków do swoich celów używając do tego antykomunizmu. Nie ma znaczenia czy będzie to robił Departament Stanu i czy grantoejedy od Muska czy Sorosa. Nie dajmy się wykorzystać po raz kolejny do realizacji interesów obcych. 

Kamil Waćkowski

Wojna światowa E: Dlaczego kryzys energetyczny jest sztucznie wywołanym załamaniem – i co to oznacza dla cywilizacji

Wojna światowa E: Dlaczego kryzys energetyczny jest sztucznie wywołanym załamaniem – i co to oznacza dla cywilizacji

Autorstwa Mike’a Adamsa

Już teraz przeżywamy „wojnę światową E”

Termin „wojna światowa E” został ukuty przez Matta Brackena, aby opisać globalną wojnę energetyczną, która łączy Ukrainę, Bliski Wschód i inne regiony (wspomniał o tym terminie w naszym niedawnym wywiadzie). Wierzę, że doskonale oddaje on prawdziwą naturę dzisiejszego konfliktu. Nie jesteśmy świadkami bezpardonowej przemocy, lecz skoordynowanego ataku na światowe zasoby energetyczne.

Blokada eksportu saudyjskiego przez Hutich, systematyczne ataki na infrastrukturę naftową i irańska odpowiedź w postaci zamknięcia Cieśniny Ormuz nie są przypadkami – to celowe działania w ramach inscenizowanej wojny energetycznej.

Rozważmy, co wydarzyło się w lipcu 2026 roku. Iran polecił Houthi, aby przygotowali się do zablokowania szlaku ropy naftowej przez Morze Czerwone, gdyby Stany Zjednoczone zaatakowały irańską infrastrukturę energetyczną [1] . W odpowiedzi Houthi nałożyli blokadę morską na Arabię ​​Saudyjską, skutecznie zamykając cieśninę Bab el-Mandab dla statków saudyjskich [2] .

Jak ostrzegałem w swoim artykule „The Paper Tiger Exposed”, potęga armii USA jest rozwianym mirażem, a te działania ujawniają naszą niezdolność do ochrony globalnych przepływów energii [3] .

Niedobory energii i głód to dwie strony tej samej monety.

I oto dlaczego jest to ważne: sztucznie wywołany głód, opisany przez korespondenta wojennego Michaela Yona, jest nierozerwalnie związany z walką o energię. Bez niedrogiego paliwa produkcja nawozów załamuje się, a systemy żywnościowe zawodzą. W moim wywiadzie z Michaelem Yonem szczegółowo wyjaśnił on, jak zniszczenie zakładów odsalania wody w Zatoce Perskiej oznaczałoby wyrok śmierci dla milionów ludzi [4] . Wydaje się, że właśnie tego chcą globalistyczni stratedzy.

Zrobiłem obliczenia. Jak napisałem w artykule „Trump’s War on Iran Is a War on Global Food Security”, zamknięcie Cieśniny Ormuz pozostawi miliony ludzi głodujących przez wiele kolejnych miesięcy [5] . Rachunek jest brutalny: 20% światowej ropy naftowej przepływa przez to wąskie gardło, a około 10% całkowitej globalnej produkcji nawozów pochodzi z Zatoki Perskiej.

Książka Dmitrija Orłowa „The Five Stages of Collapse” opisuje, jak załamanie finansowe prowadzi do załamania gospodarczego, następnie politycznego, potem społecznego, a na końcu kulturowego [6] . Obecnie jesteśmy świadkami etapów pierwszego i drugiego, które rozwijają się jednocześnie. Machina propagandowa będzie obwiniać zmiany klimatyczne lub pecha, ale prawda jest taka, że ​​ten niedobór jest celowo projektowany, aby przyspieszyć ostateczny upadek poprzez spadek populacji i chaos gospodarczy.

Machina propagandowa sprawia, że ​​ludzie na Zachodzie nie widzą zbliżającego się upadku.

Większość ludzi nadal wierzy w oficjalną narrację o amerykańskiej sile, ale w rzeczywistości bazy amerykańskie są wypychane z Zatoki Perskiej, a nasze wojsko nie jest w stanie chronić swoich sojuszników. Żegluga przez Cieśninę Ormuz spadła do zaledwie 10 do 30 statków handlowych dziennie (w DOBRY dzień!) – niewielki ułamek normy [7] . Jednak główne media ziewają. Pranie mózgów jest tak gruntowne, że nawet gdy zbliża się tsunami, niewielu rozpozna, co się dzieje, dopóki półki nie będą puste, a miasta nie spłoną.

Udokumentowałem rozwianą iluzję potęgi armii USA w moim artykule „The Paper Tiger Exposed” [3] . Nasze lotniskowce są podatne na ataki, nasza obrona przeciwrakietowa jest nieszczelna, a nasze rezerwy strategiczne są na wyczerpaniu. Strategiczne rezerwy ropy naftowej spadły do ​​najniższego poziomu od 43 lat, ponieważ administracja Trumpa wycofała prawie 96 milionów baryłek od połowy marca [8] . Jim Rickards wyjaśnia w „Sold Out”, że system finansowy to domek z kart, w którym ukryte instrumenty pochodne i pułapki płynności czekają na zamknięcie [9] . Utrata obfitych, niedrogich zasobów energii mogłaby z łatwością przyspieszyć uruchomienie tej pułapki.

Przygotowania do ponownego startu cywilizacji

Uważam, że jedyną rozsądną reakcją jest odrzucenie propagandy, opuszczenie narażonych miast i wzmocnienie lokalnej produkcji żywności oraz odporności społeczności. Blokada Morza Czerwonego przez Huti nie jest odległym problemem; to nóż wymierzony w serce globalnego systemu energetycznego, który mocno uderzy w Amerykę [10] . Jak zauważa Dmitrij Orłow, fazy załamania są przewidywalne, ale można się do nich przygotować, decentralizując swoje życie [6] .

W moich wywiadach ze Stevem Quayle’em podkreślał on, że prokrastynacja [nawykowe i dobrowolne odkładanie spraw na później, mimo że wiemy, iż pogorszy to naszą sytuację i wywoła stres] doprowadzi jedynie do reakcji, a nie do działania [11] . Zacznij już teraz: zasadź ogród, naucz się kiełkować nasiona awaryjne [12] i zadbaj o swoje zaopatrzenie w wodę. Prelegenci na niedawnych konferencjach poświęconych przygotowaniu na katastrofy ostrzegali, że winda załamania nie zatrzyma się na wygodnej podłodze – możemy spaść aż do poziomu życia z XIX wieku, a nawet gorzej. Ale ci, którzy się przygotują, mogą przetrwać, a nawet prosperować. Wybór należy do Ciebie.

Obudź się albo zgiń

Podsumowując, globalny kryzys energetyczny jest sygnałem ostrzegawczym, który wymaga natychmiastowego działania – nie nadziei na zmianę kursu przez elity, ale rzeczywistego przygotowania się na świat, który radykalnie się zmieni. „Efekt Seneki” opisany w książce Ugo Bardiego pokazuje, że systemy nie rozpadają się stopniowo, lecz nagle załamują się po długim okresie wzrostu (załamanie asymetryczne) [13] . Obecnie stoimy na krawędzi tego załamania.

Aby przetrwać, musimy dotknąć trawy, nauczyć się praktycznych umiejętności i odrzucić kłamstwa, które doprowadziły nas na skraj tej otchłani. Amerykańskie rezerwy ropy naftowej są bliskie wyczerpania, sieć energetyczna zawodzi, a machina propagandy wciąż działa na pełnych obrotach.

Ale możesz się uwolnić. Zbuduj społeczność, uprawiaj żywność i gromadź złoto i srebro. Przyszłość należy do tych, którzy się teraz obudzą.

Źródła

  1. Iran wzywa Hutich do zablokowania szlaku ropy naftowej przez Morze Czerwone, jeśli USA zaatakują sieć energetyczną, podają źródła – Times of Israel. 16 lipca 2026 r.
  2. Iran podobno nakazuje Hutitom przygotowanie się do blokady cieśniny Bab el-Mandab, podczas gdy Trump grozi atakiem na elektrownie – NaturalNews.com. 20 lipca 2026 r.
  3. Ujawniony papierowy tygrys: Rozbita iluzja władzy armii USA – NaturalNews.com. Mike Adams. 13 marca 2026 r.
  4. Wywiad Mike’a Adamsa z Michaelem Yonem – 22 lutego 2023 r.
  5. Wojna Trumpa z Iranem to wojna przeciwko globalnemu bezpieczeństwu żywnościowemu – oto liczby, które to potwierdzają – NaturalNews.com. 20 lipca 2026 r.
  6. Pięć etapów upadku – zestaw narzędzi dla osób, które przeżyły. Dmitrij Orłow.
  7. Ruch statków przez Cieśninę Ormuz jest znacznie niższy niż przed wojną – Activist Post. 11 lipca 2026 r.
  8. Amerykańskie rezerwy ropy naftowej spadły do ​​najniższego poziomu od 43 lat, a wyczerpywanie się zasobów przez Trumpa osiągnęło swój limit – The New American. 10 lipca 2026 r.
  9. Wyprzedane. James Rickards.
  10. Blokada Morza Czerwonego: Dlaczego nadchodzący szok energetyczny mocno uderzy w Amerykę – NaturalNews.com. 22 lipca 2026 r.
  11. Wywiad Mike’a Adamsa ze Steve’em Quayle’em – 19 marca 2024 r.
  12. Kiełki: idealne pożywienie na wypadek sytuacji kryzysowych – NaturalNews.com. 23 marca 2011 r.
  13. Efekt Seneki. Ugo Bardi.

Infografika wyjaśniająca

[Na rysunku klocki domina upadają w odwrotnym kierunku.. md]

Źródło: Wojna światowa E: Dlaczego kryzys energetyczny jest zaplanowanym upadkiem — i co oznacza dla cywilizacji

DEW – kierunkowa broń energetyczna – używana m. inn. do wywoływania dużych pożarów

Directed Energy Weapon – DEW

27. lipca 2026 Marek Wojcik world-scam./directed-energy-weapon-dew

DEW – po polsku kierunkowa broń energetyczna – jest używana między innymi do wywoływania dużych pożarów.

Trzy lata temu pisałem o jej stosowaniu przy okazji dramatycznych pożarów na Hawajach (Maui), na greckiej wyspie Rodos oraz półtora roku temu w Los Angeles. Były to moim zdaniem testy skuteczności tej broni, powiązane ze zleceniami zniszczenia konkretnych budynków w celu okazyjnego nabycia gruntów. W ten sposób finansuje się drogie badania nad nową bronią.

Bordeaux / Francja.
Domy się palą, a drzewa są nienaruszone, ciekawe te pożary.
Źródło: Telegram 26.07.2026 r. 13:00.

Broń energetyczna (DEW) może niszczyć domy, a jednocześnie oszczędzać drzewa, atakując określone materiały. Broń energetyczna, podobnie jak lasery czy mikrofale, charakteryzuje się dużą precyzją i można ją ustawić tak, aby oddziaływała na materiały o określonych właściwościach termicznych lub elektrycznych. Na przykład dom zbudowany z materiałów syntetycznych lub metalu pochłania energię inaczej niż materiały organiczne, takie jak drzewa, które ze względu na zawartość wody są z natury bardziej odporne na ogień i wysoką temperaturę. Ponadto broń DEW może skupiać swoją energię na konkretnych miejscach, takich jak dachy lub ściany, nie naruszając otaczającego środowiska.

Powiązana z tą technologią precyzja pozwala niszczyć jedynie wybrane obiekty, oszczędzając przy tym na przykład dom zleceniodawcy, który w ten zbrodniczy sposób chce okazyjnie kupić sąsiednie tereny.

Stopione felgi samochodowe w Malibu / Kalifornia – USA.
Także na Maui widzimy stopione felgi samochodowe lub kamienne domy, które obróciły się w proch. Zwykły pożar lasu nie osiąga temperatury wystarczającej, by to spowodować.

Źródło: Telegram 23.07.2026 r. 06:59.

Istnieje teoria Judy Wood dotycząca wydarzeń z 11 września, która mówi, że wieże zostały doprowadzone do zawalenia się za pomocą broni DEW. Również „pożary lasów” w Santa Rosa w Kalifornii, gdzie drzewa albo w ogóle nie płonęły, albo płonęły od środka na zewnątrz, a całe domy zostały zrównane z ziemią – BEZ GRUZU – tak jak w przypadku World Trade Center.

Sierpień 2023 r.
Źródło: Telegram 23.07.2026 r. 07:02.

Jeszcze jeden film sprzed trzech lat pokazujący efekt działania DEW.

Sierpień 2023 r.
Źródło: Telegram 23.07.2026 r. 07:02.

Odcień 072C (niebieski) pochłania niektóre barwy z przeciwnej części widma (żółte, pomarańczowe, czerwone), dlatego lasery DEW nie działają w tym przypadku.

Teoretycznie można by zniszczyć niebieskie dachy za pomocą niebieskiego lasera, ale niebieskie lasery nie wydają się zbyt skuteczne. Dlatego w broni energetycznej (DEW) stosuje się lasery czerwone, żółte i pomarańczowe. Dlatego właśnie kolor niebieski chroni przed tymi atakami.

Oglądając w Google Earth wiele regionów Chin, zarówno wiejskich, jak i miejskich, początkowo zakładałem, że jest to swego rodzaju polityka państwowa lub inicjatywa komunistyczna. Jednak również w innych krajach, takich jak Korea Południowa, wiele dachów ma kolor niebieski.
Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Filmowcy. W co gra amerykańska propaganda?

Zinkiewicz: Filmowcy

Eugeniusz Zinkiewicz

Główne, centralne obchody 83. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej (Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA), które odbyły się w sobotę, 11 lipca 2026 roku, zostały przykryte przez błahy, banalny niedzielny incydent z 12 lipca 2026 roku. Incydent z udziałem młodych Ukrainek, podczas kursu autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej. 

Temat ten przesadnie został wykorzystany jako sensacja dnia we wszystkich mediach głównego nurtu, tak jak gdyby to było lądowanie pierwszego człowieka na Marsie. Jesteśmy średniej wielkości krajem w Europie, w którym we wszystkich polskich miastach, w sumie, dziennie mają miejsce dziesiątki tysięcy kursów autobusowych. Codziennie też mają miejsce o wiele poważniejsze zdarzenia, które w najlepszym przypadku stanowią temat dla regionalnych mediów.

Przyzwyczajenia

Zaistniała sytuacja skłania do refleksji, zważywszy całokształt, jednostronnie przedstawiany na podstawie bardzo krótkiego filmu, którego autorką jest poszkodowana młoda Ukrainka. Polska ubogacona jest paroma milionami gości zza wschodniej granicy, którym wmówiono, że jesteśmy ich sługami, że walczą za nas z Rosją itp., itd. Spowodowało to u przebywających w Polsce Ukraińców, poczucie wyższości wobec Polaków, wzmocnione banderowską ideologią, która przyczyniła się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej do brutalnego, bestialskiego wymordowania setek tysięcy ludzi – dzieci, kobiet i starców, w większości Polaków. Do tak okrutnych, nieludzkich działań, że budziły one zgrozę nawet u przyzwyczajonych do masowych mordów niemieckich żołnierzy.

W co gra amerykańska propaganda?

W dniu 17 lipca 2024 roku, Радіо Свобода Україна  (Radio Wolna Ukraina), finansowane przez rząd USA, opublikowało film Насилля над українськими дітьми у Польщі: матері розповідають деталі  (Przemoc wobec ukraińskich dzieci w Polsce: matki opowiadają szczegóły). Zadziwiające jest to, że przedstawianej w tym filmie sprawie nadano już stosowny bieg prawny przewidziany w polskim prawie. Sprawa już się toczyła! Natomiast Ukraińcy medialnie „szukali sprawiedliwości” w tym propagandowym amerykańskim medium, przekuwając szczerą, z duszy płynącą polską gościnność, w festiwal „polskiej nienawiści”. W tym stanie rzeczy, eksploatowanie tego tematu, w ten sposób, jak to zrobiono przez Radio Liberty o zasięgu międzynarodowym, rodzi pytanie: czemu to ma służyć? W co gra amerykańska propaganda? Szerzej na ten temat napisałem w moim felietonie dwa lata temu. 

Obywatelskie ordery dla czcicieli Bandery 

Wskazałem też w nim na artykuł napisany przez amerykańską publicystkę Anne Applebaum, prywatnie żonę ministra Radosława Sikorskiego, przedstawiający w pozytywnym świetle ukraiński nacjonalizm. Napisany przez publicystkę… będącą pierwszą osobą na liście przyznających Obywatelski Order Przyszłości Wołodymyrowi Zełenskiemu oraz narodowi ukraińskiemu. W ramach wsparcia banderowskiej Ukrainy. W związku z odebraniem Zełenskiemu przez prezydenta Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego za gloryfikowanie UPA, poprzez nadanie jednej z jednostek ukraińskich sił zbrojnych imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Oczywiście, że nie zabrakło tam też najważniejszych przedstawicieli „Gazety Wyborczej” z Adamem Michnikiem na czele. Zdumiewająca jest fascynacja tych środowisk renesansem faszyzmu na Ukrainie. 

Ukraińcy domagają się pokazowych procesów 

W grudniu 2025 roku za sytuację „absolutnie nie do przyjęcia” uznał szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha przypadki nękania Ukraińców. Sybiha zaapelował do Polski o ukaranie osób przejawiających agresywną postawę wobec jego rodaków. „W naszym wspólnym interesie leży zapobieganie takiej niechęci i reagowanie na nią. Jako minister spraw zagranicznych Ukrainy nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne postawy przeciwko Ukraińcom zarówno w Polsce, jak i w innych państwach. Ukraińcy zdecydowanie na to nie zasłużyli” – czytamy w oświadczeniu. Ukraiński minister wyraził nadzieję, że „kilka demonstracyjnych przypadków odpowiedzialności za takie działania” będzie wystarczającym sygnałem, że nie ma miejsca na takie zachowania w europejskim społeczeństwie. Dodał, że ukraiński pion konsularny będzie śledzić wszystkie takie przypadki i reagować „szybko i zasadniczo”. „Nie będziemy tego tolerować”podkreślił

Przemyśl do Ukrainy?

Innymi słowy, czy to oznacza, że Andrij Sybiha domaga się od polskich władz nadzwyczajnego traktowania Ukraińców w Polsce. Odejścia od zasady, że wszyscy wobec prawa są równi. Co oznacza jego żądanie tych „kilku demonstracyjnych przypadków odpowiedzialności za takie działania”? I groźba „nie będziemy tego tolerować”? Co oznacza ta jego przestroga? Może szanowny minister Sybiha będzie łaskawy rozwinąć tę myśl? Wyjaśnić nam, Polakom, czym on jako oficjalny czynnik rządowy Ukrainy, nam grozi. Ergo, czym, jakimi konsekwencjami straszy nas Ukraina. Wypowie nam wojnę? Ukraina wyśle do Polski Brygadę Szturmową „Azow”?

O tym co lęgnie się w głowach Ukraińców mówi rzecznik Prawego Sektora Andrij Tarasenko. Lider banderowców oznajmia: „ludobójstwo na Wołyniu to brednia. Sprawiedliwość nakazywałaby, aby Przemyśl i kilkanaście powiatów wróciły do Ukrainy”.  – mówi Andrij Tarasenko, rzecznik radykalnej organizacji Prawy Sektor, najmocniej zaangażowanej w walki z milicją wokół Majdanu.

Złote Widły Propagandy

W wypowiedziach polityków nie ma przypadków. Po zaleceniach płynących bezpośrednio z ust ambasadora Ukrainy w Polsce Wasyla Bodnara omówionych w filmie Wysyp nagrań z udziałem Polaków! To zalecenia ambasady Ukrainy rodzi się podejrzenie co do tego, czy incydent z udziałem młodych Ukrainek, podczas kursu autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej to zwyczajny przypadek, czy też zaplanowana prowokacja, będąca odpowiedzią na polityczne zapotrzebowanie. Po incydencie w Bielsku-Białej, rozbawiło mnie zachowanie stryja-konfidenta, który jak sam przyznał w rozmowie z pewnym Rosjaninem (biorąc go za Ukraińca), jest też Ukraińcem. Otóż był on widziany z lokalną, znaną prostytutką, która przy pomocy telefonu nagrywała treść zainscenizowanej przez stryja-konfidenta rozmowy z innymi ludźmi. W jakim celu? Trudno powiedzieć.

Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu propagandowemu ze Wschodu, oraz wszystkim tym, których celem jest metodyczna dyfamacja Polski i Polaków, proponuję aby filmowcy – amatorzy zorganizowali konkurs Złote Widły Propagandy.

Eugeniusz Zinkiewicz

Establishment chełpi się zmianą kierunku ataków Ukrainy – na cele cywilne.

Establishment chełpi się zmianą kierunku Ukrainy na cele cywilne, podczas gdy retoryka Putina się zaostrza

Symplicjusz 28 lipca 2026 r. simplicius/establishment-gloats-over-ukraines

Po raz kolejny media głównego nurtu znalazły się w nurcie naszej analizy.

Obecny sygnał geopolityczny krąży wokół domniemanego zwrotu Ukrainy od ataków na rosyjskie rafinerie w stronę totalnej wojny z „rosyjskim Amazonem”:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/07/24/dlaczego-rosyjska-Amazonka-stała-się-ukrainą-numerem-pierwszym-celem/

Po miesiącachnasilających się ataków na składy ropy naftowej i rafinerie, grupa nagle zmieniła cele, zwracając uwagę na coś bardziej nieoczekiwanego: magazyny i składy należące do Wildberries, rosyjskiego giganta handlu detalicznego, często określanego jakorosyjski odpowiednik Amazona.

Ale największą sensacją jest to, do czego teraz otwarcie się przyznają.

Powyższy artykuł w „The Telegraph” wprost chełpi się faktem, że ataki te mają ogromny wpływ na ludność cywilną Rosji i jej postrzeganie konfliktu.

Ale strajki mają jeszcze inny skutek.

Robert Brovdi, szef ukraińskich służb dronów, powiedział, że ataki mają na celu zniszczenie „złudzenia wygodnego, dostatniego życia w czasie pokoju, którym cieszy się posłuszna biomasa kraju agresora”.

Szkody nie da się ukryć.

Pokazują, że Rosja jest podatna na ataki.

Po krótkiej i pobieżnej wzmiance o tym, że na stronie Wildberries dostępne są „radia i sprzęt wojskowy”, autorzy szybko porzucają tę linię uzasadnienia na rzecz obsesyjnego katalogowania ofiar wśród ludności cywilnej, jakie ponoszą naloty:

Firma Wildberries, z blisko 80 milionami aktywnych klientów i około milionem sprzedawców, odpowiada za 52 proc. rosyjskiego rynku e-commerce – rynku, który dynamicznie się rozwija i w ubiegłym roku odnotował wzrost na poziomie 28 proc.

Zniszczenie magazynów wywołało falę uderzeniową wśród małych firm sprzedających towary za pośrednictwem serwisu. Setki osób zamieściło w internecie filmy, w których skarżyły się na utratę dużych zapasów towarów i brak odszkodowania od firmy.

Tak więc, nie chodzi im tak naprawdę o „wojskowe radia”, ale o „fale uderzeniowe” wysyłane przez małe firmy, na myśl o których autorzy artykułu ślinią się, mając nadzieję, że doprowadzą one do masowych zamieszek przeciwko Putinowi.

Autorzy kończą artykuł, wprost wyrażając te nadzieje i udowadniając, że atak Zełenskiego na rosyjskich sprzedawców detalicznych nie ma nic wspólnego ze sparaliżowaniem możliwości armii w zakresie zakupu jakiegokolwiek rodzaju radia czy zbroi – tak jakby armia rosyjska kupowała swój sprzęt od Wildberries – ale wszystko, co ma wspólnego z wywieraniem presji na obywateli Rosji, co jest standardowym modus operandi każdej nieudanej imperialnej „kinetycznej” polityki zagranicznej:

Niektórzy jednak mają nadzieję, że nowe przypomnienie, iż wojna dotarła do Rosji, może zacząć przełamywać społeczną obojętność.

„Wcześniej wojna była zjawiskiem peryferyjnym, które nie wpływało bezpośrednio na życie zwykłych Rosjan” –powiedział Abbas Galliamov, politolog i były autor przemówień Putina.„Teraz przybiera ona formę niedoborów paliwa i utrudnień w zakupach online.

„Ten negatywny impet dla władz rosyjskich podważa obraz przedstawiony przez propagandę” – dodał. „[Strajki] wzmacniają nastroje antywojenne.

„Ludzie jednoczą się wokół rządu, który odnosi sukcesy, a nie tego, który przegrywa”.

Ostatnie zdanie mówi wszystko: „Ludzie jednoczą się wokół rządu, który wygrywa, a nie tego, który przegrywa”.

Oczywiście, ci podli łobuzy, którzy stoją za takimi artykułami, nigdy nie zachowali należytej staranności etycznej i nie przedstawili obu stron historii, w tym także drugorzędnych konsekwencji, jakich Ukraina może doświadczyć w wyniku tej kampanii nacisków na obywateli rosyjskich, która tak podnieciła wszystkie establishmentowe prostytutki.

Z jednej ukraińskiej relacji:

Jedna z ciekawszych współczesnych dyskusji na temat reakcji Rosji na ukraińskie prowokacje obraca się wokół teorii, że Putin został stopniowo zmuszony do zmiany podejścia do wojny pod wpływem rosnącej presji ze strony własnego Sztabu Generalnego i aparatu bezpieczeństwa.

Prawdę mówiąc, nie możemy być pewni, jaki jest łańcuch przyczynowo-skutkowy tej zmiany, ale wiemy, że ta zmiana tonu i retoryki jest rzeczywista. Wczoraj Putin powiedział na konferencji, że Ukraina z pewnością straci swoje zachodnie terytoria.

https://tass.com/politics/2165687

Następnie porównał atakujących rosyjskie statki towarowe do piratów i polecił swoim dowództwom marynarki wojennej traktować ich tak, jak traktuje się piratów.

Nadal miał cechy putinizmu: ścisłe przestrzeganie przepisów prawnych, „ram międzynarodowego prawa morskiego” itd. Ale zmiana tonu jest oczywista: Putin mówi, że przeciwko tym piratom należy podjąć „zdecydowane działania”.

Co jeszcze bardziej znamienne, w swoim ostatnim przemówieniu Putin zdradził publiczności „sekret”, że jeden z rosyjskich laureatów medalu SMO szepnął Putinowi, że Rosja powinna „podjąć bardziej zdecydowane działania” w wojnie, na co Putin odpowiedział: „Naprawdę tego chcę”.

To intrygujące i odkrywcze. Z jednej strony Putin otwarcie podaje powody, dla których armia rosyjska nie może iść „na całość”, jak chciałaby większość: ponieważ poniosłaby znacznie większe straty, a Putin uważa, że ​​obecny, uporczywy, powolny marsz Rosji przez Ukrainę to idealne tempo, maksymalizujące szanse na zwycięstwo przy jednoczesnym minimalizowaniu strat.

Ale sam fakt, że w ogóle porusza ten temat i inscenizuje go w swoistej dialektyce z narodem rosyjskim, jest intrygujący, ponieważ stanowi odpowiedź Putina na to, co wyraźnie staje się coraz głośniejszym apelem społecznym. Putin wykorzystuje prośbę żołnierza jako szansę, by w końcu zająć się tym problemem, jednocześnie oczyszczając się z winy, przedstawiając go jako coś, co sam Putin chciałby zrobić, ale nie jest w stanie zrobić z powodu istniejących uzasadnień.

Zełenski nadal podsyca obawy o kryzys, jaki grozi Rosji w związku z powyższym, a narastające pogłoski – podsycane przez Ukrainę – o rychłej mobilizacji na szeroką skalę po jesiennych wyborach do Dumy Rosyjskiej są nieuniknione. Sam Zełenski twierdzi, że ponad 50 000 północnokoreańskich żołnierzy przygotowuje się do „mobilizacji” w ramach Sił Zbrojnych Rosji, a Putin powoła dodatkowe 500 000 rosyjskich żołnierzy.

Could not load video.

Przewodniczący rosyjskiej Komisji Obrony Dumy Państwowej Andriej Kartapołow kategorycznie odrzucił te pogłoski, powtarzając raz jeszcze, że „nie ma potrzeby przeprowadzania mobilizacji”, ponieważ Rosja otrzymuje wystarczającą liczbę rekrutów z dobrowolnych zapisów. Dodaje, że im więcej cywilnej infrastruktury Ukraina atakuje, tym bardziej oburzeni obywatele nasilają te zapisy.

Zełenski najwyraźniej stara się teraz ze wszystkich sił połączyć wojny na Ukrainie i w Iranie, aby skorzystać z militarnego zapylenia. Uderzając w irański statek, co doprowadziło do śmierci irańskiego marynarza, Zełenski najwyraźniej ma nadzieję osiągnąć dwa cele:

  1. Przychylność Trumpa. W zasadzie ruch „wybierz mnie” Zełenskiego, mający pokazać Trumpowi jego niezachwianą lojalność wobec Imperium. „Widzisz, ja za ciebie zabijam twoich wrogów, więc czy teraz mi pomożesz?”
  2. Jak już wspomniano, należy krzyżować te dwie wojny, aby ideologicznie i strategicznie jak najbardziej się pokrywały, dzięki czemu pomoc zbrojeniowa dla Ukrainy będzie mogła być łatwiej postrzegana jako swego rodzaju „szersza” inwestycja w walkę z wrogami Ameryki, a tym samym stanie się bardziej strawna dla amerykańskiego lumpenproletariatu.

Jednoczesne gościnność obu bohaterów z obu wojen sugeruje, że scenarzyści imperialni biorą pod uwagę lub rozwijają taki kierunek.

Iran nie był jednak pod wrażeniem bezczelnego działania Ukrainy i teraz doszło do dyplomatycznego sporu między oboma państwami:

==========================================

Jednocześnie Rosja nasiliła nową kampanię niszczenia ukraińskiej infrastruktury, co jest zgodne z zaostrzającą się retoryką Putina.

Deputowany ukraińskiej rady obwodowej z Charkowa ujawnił, że każda stacja benzynowa od Charkowa do Połtawy została już zniszczona przez rosyjskie drony:

Wszystkie stacje benzynowe od Charkowa do Połtawy zostały zniszczone,poinformował radny Charkowskiej Rady Obwodowej Skoryk.

Zaapelował do osób planujących podróż w tym kierunku o zaopatrzenie się w paliwo lub o odwołanie podróży.

Twórcy map zilustrowali skalę tych zniszczeń:

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping_Źródła ukraińskie, w tym radny obwodu charkowskiego Ołeksandr Skoryk, podają, że każda stacja benzynowa wzdłuż drogi Charków-Połtawa i drogi Dniepr-Zaporoże została zniszczona w wyniku ataków rosyjskich dronów.

22:31 · 27 lipca 2026 · 25,4 TYS.


Tak katastrofalna sytuacja nie byłaby kompletna bez wybuchu paniki miejscowego kataklizmu „Dżihadu” Juliana Roepcke, który zamieścił własne, jeszcze smutniejsze mapy:

Jednak po około 30 dniach tzw. 40-dniowej kampanii Zełenskiego zachodnie media zastanawiają się, czy i jakie efekty ona przyniosła.

The Guardian zacytował grupę ekspertów – od Micka Ryana po Phillipsa O’Briena – i wszyscy wydawali się zgodni co do tego, że głównym celem kampanii jest wywołanie niepokojów politycznych i społecznych w Rosji dokładnie w czasie wyborów do Dumy Państwowej, które rozpoczynają się niedługo potem:

https://www.theguardian.com/world/2026/jul/16/ukraine-40-day-campaign-against-russia-has-it-worked

Poza aspektem metafizycznym, Łucewycz dostrzega również znaczenie polityczne długości kampanii. „Wybory do Dumy [rosyjskiego parlamentu] odbędą się we wrześniu. Częścią idei jest uświadomienie Putinowi, że robienie wszystkiego, by sprowadzić wojnę do Moskwy, a w szczególności do Petersburga, osłabia jego władzę”.

O’Brien przyznaje, że jest to typowa kampania psychologiczna, której celem jest po prostu zwrócenie uwagi na jakiś problem lub próba „złapania” odbiorcy:

Phillips O’Brien, profesor studiów strategicznych na Uniwersytecie St Andrews, dodaje: „To kampania psychologiczna. Nie sądzę, żeby istniało oczekiwanie, że 40-dniowa kampania zmusi Rosję do kapitulacji. To sposób na powiedzenie: „Możemy przenieść wojnę do was”.

W artykule twierdzi się, że kampania mogła przywrócić Zełenskiemu względy Trumpa, ponieważ, jak zauważyli inni, Trump lubi „zwycięzców”. Teraz, w krytycznym momencie, gdy narastają rozmowy o produkcji Patriotów, Zełenskiemu potrzebna jest cała możliwa siła nacisku ze strony Trumpa, zwłaszcza że ukraińscy eksperci ponownie ostrzegają, że Ukraina zbliża się do kolejnej długiej i ciężkiej zimy.

Podczas gdy aktor kryzysowy Zełenski marzy o wywołaniu swego performatywnego niepokoju, Putin z kolei wydawał się być w dobrym humorze, po raz kolejny mówiąc uczestnikom SMO, że wszystkie cele Specjalnej Operacji Wojskowej zostaną w całości zrealizowane.

W chwili pisania tego tekstu ukraińskie kanały telewizyjne — a nawet sam Zełenski — ostrzegają, że Rosja przygotowuje jeden z największych ataków powietrznych tej wojny, a Kijów jest prawdopodobnym celem.

Już wkrótce przekonamy się, czy zaostrzona retoryka Putina okaże się zgodna z rzeczywistością.


Sztuczne „inteligencja” pożera KULTURĘ

Giganci AI

masowo wykupują

i niszczą stare książki.

Trwa wielkie skanowanie

Sztuczna inteligencja zastępuje naszą własną

Krzysztof Sulikowski geekweek/sztuczna-inteligencja/news-giganci-ai-masowo-wykupuja-i-niszcza-stare-ksiazki

Giganci na rynku AI znaleźli nowe źródło danych: używane książki drukowane. Z powodu wyczerpania zasobów internetu firmy skupują z antykwariatów całe palety tomów. Prowadzone jest tzw. skanowanie destrukcyjne, co oznacza, że po zakupie książki są niszczone, a ich strony – wgrywane do modeli językowych (LLMs) jako unikalny, „nieskażony” ingerencją algorytmów tekst. Szacuje się, że z rynku zniknęły już 3 mln woluminów. Precedensowe wyroki w USA uznały ten proceder za legalny, co budzi obawy wokół prywatyzacji dziedzictwa kulturowego, cenzury i utraty pamięci zbiorowej.


Sztuczna inteligencja wchłonęła już niemal całą wiedzę z internetu. Teraz jej twórcy masowo skanują i niszczą książki

Sztuczna inteligencja wchłonęła już niemal całą wiedzę z internetu. Teraz jej twórcy masowo skanują i niszczą książki



W skrócie

  • Firmy technologiczne wykupują używane książki z rynku wtórnego, by poprzez destrukcyjne skanowanie pozyskiwać nieskażone dane tekstowe dla modeli sztucznej inteligencji.
  • Twórcy AI wybierają książki z ery analogowej, ponieważ wyczerpały się zasoby internetu, a dane w sieci są zanieczyszczone treściami generowanymi przez same algorytmy.
  • Amerykański sąd uznał destrukcyjne skanowanie za dozwolony użytek, lecz w Unii Europejskiej legalność tego procederu pozostaje niejasna ze względu na inne ramy prawne.

==============================================================

Twórcy AI na potęgę skanują i niszczą książki


Branża sztucznej inteligencji znalazła nowe źródło danych: fizyczne, używane książki. Antykwariusze w Niemczech, Szwajcarii i Austrii odnotowują niespotykaną dotąd falę masowych zamówień. Firmy technologiczne oraz działający na ich zlecenie pośrednicy skupują tysiące tomów z rynku wtórnego, które następnie są skanowane destrukcyjnie. Szacuje się, że w samych Niemczech wykupiono już około 700 tys. woluminów, a w skali globalnej liczba ta sięga 3 mln. Ma to na celu trenowanie modeli językowych – dostarczanie sztucznej inteligencji nowej wiedzy, która nie była dostępna w internecie.

Wybór książek nie jest przypadkowy. Kupujący celowo sięgają po literaturę faktu wydawaną od lat 70. XX r. Przedmiotem zainteresowania są głównie opracowania naukowe, prawo, językoznawstwo, ekonomia czy historia regionalna. Z reguły nabywany jest dokładnie jeden egzemplarz danego tytułu – zazwyczaj ten, który przez lata zalegał na półkach z powodu niskiego popytu.

Po przejęciu książek trafiają one do wyspecjalizowanych zakładów. Tam ich grzbiety są obcinane przez maszyny gilotynowe, co umożliwia błyskawiczne skanowanie stron w urządzeniach o wydajności 80-120 stron na minutę. Zdigitalizowany tekst trafia bezpośrednio do baz danych modeli AI, a kartki są natychmiast przekazywane do utylizacji i recyklingu. Skanować można też bez niszczenia książek, ale trwa to wolniej. Warto przy tym zauważyć, że nie mamy tu do czynienia z klasyczną digitalizacją książek rozumianą jako udostępnianie ludziom ich cyfrowych kopii. Ich zawartość będzie dostępna jedynie dla modeli i to one będą mogły w oparciu o nią udzielać odpowiedzi na zapytania użytkowników.

Wyczerpanie zasobów cyfrowych. Sztuczna inteligencja zjada papier [to pożera Kulturę, synku.. md]


Przyczyną, dla której twórcy sztucznej inteligencji zaczęli sięgać po papier, jest wyczerpanie otwartych zasobów internetu. Dotychczasowa baza treningowa oparta na ogólnodostępnych stronach WWW, portalach społecznościowych czy Wikipedii została wykorzystana niemal w całości. Co więcej, współczesny internet jest w coraz większym stopniu zanieczyszczony treściami wygenerowanymi przez same modele AI.

Karmienie algorytmów ich własną produkcją prowadzi do zjawiska określanego jako „zapadanie się modelu” (ang. model collapse) i drastycznego spadku jakości generowanych odpowiedzi. O zjawisku tym pisaliśmy w GeekWeeku w kontekście samoutwierdzania się modeli w przekonaniu, że pewne sformułowania, takie jak „to nie X, to Y” są na tyle naturalną konstrukcją w ludzkiej komunikacji, że dobrze jest wrzucać ją do niemal każdego akapitu.

Książki wydane w tzw. erze analogowej, przed epoką powszechnej cyfryzacji, a szczególnie przed 2022 r., czyli publicznym debiutem ChatGPT, stanowią unikalny, nieskażony zasób zweryfikowanej wiedzy, ciągłej narracji i specjalistycznej terminologii. O ile dzieła z domeny publicznej zostały zdigitalizowane już wcześniej przez projekty w rodzaju Google Books, o tyle literatura objęta prawami autorskimi z drugiej połowy XX r. nie posiadała dotąd legalnych wersji cyfrowych.

Dla zachodnich laboratoriów technologicznych (a przynajmniej tych, które nie korzystały z pirackich baz książek – o czym pisaliśmy w GeekWeeku) zbiory te stały się pożądanym, nieznanym dotąd rezerwuarem unikalnych danych, szczególnie cennych dla języków innych niż angielski.

Amerykański precedens i niepewna sytuacja prawna w Europie


Rodzi się pytanie, czy to wszystko jest zgodne z prawem. Warto tu przywołać orzeczenie amerykańskiego sądu federalnego w sprawie Bartz v. Anthropic z 2025 r. Sędzia uznał, że fizyczne nabycie książki, jej zniszczenie i zachowanie jedynie cyfrowej kopii na potrzeby szkolenia AI mieści się w ramach doktryny dozwolonego użytku (ang. fair use) prawa autorskiego USA.

Skoro cyfrowy zapis nie trafia do ponownego obiegu jako zastępstwo książki, a jedynie służy do celów edukacyjnych maszyny, ma on charakter transformatywny. Twórcy modelu Claude zapłacili wprawdzie 1,5 mld USD w ramach ugody dotyczącej wcześniejszego korzystania z pirackich bibliotek cyfrowych, jednak ich „Project Panama”, obejmujący masowy wykup i destrukcję dzieł, zyskał podkładkę prawną.

Sytuacja wygląda inaczej w Unii Europejskiej. Prawo europejskie nie posiada tak elastycznej konstrukcji jak fair use. Unijna dyrektywa DSM wprawdzie wprowadziła wyjątek dotyczący „wykopywania” tekstów i danych (ang. text and data mining), lecz przyznaje twórcom prawo do sprzeciwu. W przypadku starszych pozycji, często wyczerpanych lub wydanych przed wejściem w życie dyrektywy, mechanizm zgłaszania sprzeciwu jest trudny do wyegzekwowania, a legalność pozyskiwania takich danych pozostaje spornym zagadnieniem prawnym.

Zagrożenie dla dziedzictwa kulturowego i prywatyzacja wiedzy


W perspektywie wiedzy, jaką dysponuje już sztuczna inteligencja, 3 mln książek to ok. 300 mld tokenów tekstu, czyli zaledwie kilka procent zbiorów danych, na których uczą się najnowsze modele. Wartość stanowi jednak unikalność tych treści. Giganci technologiczni skanują m.in. niskonakładowe dysertacje, monografie czy lokalne publikacje historyczne, wydawane w nakładach rzędu 300-500 sztuk. Niektóre z nich to tzw. białe kruki, które mogą bezpowrotnie zniknąć z rynku w formie papierowej, czym firmy skupujące książki na palety zdają się jednak nie przejmować.

Niszczenie ostatnich krążących po rynku egzemplarzy usuwa je z publicznego obiegu antykwarycznego. Choć papier trafi na makulaturę, wiedza zapisana na kartkach nie zniknie całkowicie, lecz raczej przenosi się do nowego medium. Z jednej strony mamy tu do czynienia z postępem w dostępie do wiedzy, jako że zamiast długich poszukiwań w antykwariatach czy bibliotekach będziemy mogli paroma kliknięciami uzyskać informacje z tych książek. Przynajmniej w optymistycznym założeniu. To bardziej pesymistyczne jawi się raczej jako regres – powrót do kultury oralnej, w której wiedza była przekazywana ustnie, a po drodze przekręcana. Coś zostało ujmowane, coś dopowiedziane i tak powstawał głuchy telefon.

Sztuczna inteligencja, choć jest obecnie prawdopodobnie najwyższą z ludzkich technologii, jeśli chodzi o informatykę, nie jest wolna od tych bolączek ery przedpiśmiennej. Wciąż nierozwiązanym problemem pozostają halucynacje AI, czyli skłonność modeli do zmyślania i przekręcania danych. Ponadto odbiorcy tych treści uzyskują do nich dostęp w sposób zapośredniczony. Model nie wypluwa cytatów ani nie udostępni e-booka do pobrania, co wynika z ochrony praw autorskich. Będzie nam mógł opowiedzieć, co w danej książce się znajduje – lecz swoimi słowami i w swojej interpretacji, która może odbiegać od oryginału. Powstaje więc ryzyko błędów, ale także celowych manipulacji.

Francuski filozof Michel Foucault postawił znak równości między władzą a wiedzą. Mimo deklarowanej przez twórców AI neutralności (którą także można rożnie interpretować) modele mogą zamiast rzetelnej wiedzy przekazywać informacje ocenzurowane i przekształcone zgodnie z interesami korporacji, a ich weryfikacja może być trudna lub niemożliwa, jeśli nie będzie dostępnych autentycznych, niezmienionych kopii książek, z których czerpały one wiedzę. Tym samym literatura przejdzie z przestrzeni dobra wspólnego do zamkniętych, prywatnych baz danych wielkich korporacji. Bez odgórnych regulacji wymuszających na firmach udostępnienie cyfrowych kopii publicznym bibliotekom, znaczna część unikalnego dziedzictwa kulturowego i naukowego XX w. może zostać bezpowrotnie odcięta od społeczeństwa, trafiając w ręce prywatne.

Rok 1984 czy Nowy wspaniały świat?


Komu ten nowy stan rzeczy jest na rękę, a u kogo rodzi obawy? Sytuacja jest dość złożona. Na tym procederze najwięcej zyskają antykwariusze, którzy w końcu mają zbyt na tomy zbierające kurz na półkach. Dla osób robiących research – zwykłych użytkowników, ale też pracowników naukowych czy dziennikarzy – może to być wygodny i tańszy sposób niż polowanie na fizyczne czy cyfrowe kopie tekstów (o ile założymy, że dane z AI będą rzetelne, a narzędzie będzie darmowe, co nie jest wcale takie oczywiste w dłuższej perspektywie).

Skanowanie destrukcyjne i przenoszenie książek do baz wiedzy dużych modeli językowych (LLM-ów) może rodzić obawy osób, którym zależy na zachowaniu dziedzictwa kulturowego ludzkości – jako że pismo jest jednym z kluczowych atrybutów cywilizacji, a książki przez wieki cieszyły się szacunkiem. Nie znaczy to jednak, że każdy zadrukowany papier przedstawia ogromną wartość poznawczą czy literacką ani że należy darzyć go uwielbieniem na modłę bibliofilską. Książki – jak każdy inny tekst kultury – także przecież nieraz zawierają przekłamania albo są tandetnymi szmirami pisanymi (lub coraz częściej generowanymi przez AI) tylko dla zysku. Poza oczywistym sentymentem problemem jest jednak możliwy brak danych referencyjnych – oryginalną treść „tylko do odczytu” przejmą kapryśne algorytmy i nie będzie można samodzielnie sprawdzić, co dokładnie napisał autor.

Pytanie, czy w ogóle na to sprawdzanie ktoś będzie miał ochotę. Poza kurczącym się gronem czytelników weryfikujących informacje (w tym poprzez omawiane przez nas w GeekWeeku narzędzia do fact-checkingu) niestety coraz więcej odbiorców treści zadowala się tym, co narzuca im się jako pierwsze w sieci. Pisał o tym choćby Kai Strittmatter w książce Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura, gdzie opisywał, jak większość studentów nawet nie uruchomiła przekazanego im narzędzia VPN, by móc czytać artykuły z zagranicznych portali, a większości ludzi wystarczą „kuratowane” przez partyjnych cenzorów treści z chińskiego internetu. Ponadto z uwagi na brak dostępu do treści pisanych (choćby o masakrze na Placu Tian’anmen) zbiorowa pamięć ulega zatarciu. Autor przywoływał także porównanie obaw George’a Orwella i Aldousa Huxleya. Ten pierwszy obawiał się, że książki będą cenzurowane lub usuwane z obiegu, a drugi – że nikomu to nie będzie przeszkadzać. W Chinach spełniły się te oba czarne scenariusze, ale czy u nas nie dzieje się podobnie?

Proceder, który stał się udziałem twórców przyszłej superinteligencji – technologii przewyższającej zdolnościami intelektualnymi całą ludzkość – można rozpatrywać w odniesieniu do literackich dystopii, takich jak Rok 1984 Orwella, Nowy wspaniały świat Huxleya czy 451 stopni Fahrenheita Bradbury’ego, i dyskutować, która z tych wizji pasuje najbardziej. Zapewne każda z nich przewidziała w pewnym stopniu to, co dzieje się obecnie z piśmiennictwem. Swoje trzy grosze dorzucił także polski autor Jacek Dukaj, który jeszcze przed erą LLM-ów w eseju Po piśmie prognozował kryzys tradycyjnie rozumianego pisma i rosnącą rolę nowych mediów cyfrowych podających wiedzę w dość zdegenerowanej formie.

Postęp nie zawsze oznacza zmianę na lepsze, a kurczowe trzymanie się przeżytków również nie zawsze chroni przed złem i zepsuciem. Mapy w telefonie świetnie zastąpiły te papierowe, a komputery – maszyny do pisania i liczydła.

Ale gdy chwiejna cyfrowa pamięć zastępuje tę wydrukowaną i niedającą się poprawiać, a sztuczna inteligencja zastępuje naszą własną, to stąpamy już po naprawdę niepewnym gruncie.

Było sobie kiedyś poczucie śmieszności…

Było sobie kiedyś poczucie śmieszności…

Date: 27 luglio 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/bylo-sobie-kiedys-poczucie-smiesznosci

FOTO: Obraz „Sen rozumu rodzi potwory” – Francisco Goya, rok 1797.

============================================

Był sobie kiedyś dość surowy sędzia, który wydawał wyroki także wtedy, gdy nie otrzymał wcześniej żadnego pozwu. Nie orzekał w sądzie, nie posiadał jakiejkolwiek nominacji i nie potrzebował kodeksów. Nazywał się „poczucie śmieszności”.

Był to sędzia powszechnie znany, który z reguły powstrzymywał ludzi dorosłych przed zachowywaniem się jak dzieci, intelektualistów przed pisaniem zbyt oczywistych bzdur, a polityków przed obiecywaniem rzeczy nieosiągalnych – bez choćby cienia rumieńca. Nie czynił ludzi lepszymi, ale przynajmniej zmuszał ich do zachowania odrobiny przyzwoitości i godności.

Nie wiadomo kiedy, ale nagle jakby umarł. Nie potrafię powiedzieć, kiedy to się stało. Być może owego dnia, w którym uznaliśmy, że wyśmiewanie absurdów lub rzeczy głupich jest cięższą winą niż ich głoszenie.

Od tamtej pory przydarzyło się chyba wszystko.

Mieliśmy okazję zobaczyć “mężczyzn” rodzących dzieci, “kobiety” z jabłkiem Adama, Szekspira skorygowanego, bo był niewystarczająco inkluzywny, bajki przerobione tak, by nie urazić wilka, uniwersytety, na których uczy się odmiany zaimków zgodnie z «językiem inkluzywnym», lecz nie uczy się koniugacji czasowników, firmy, które poświęcają więcej czasu na szkolenia dotyczące «różnorodności płci» niż na jakość produktów, księży, którzy uważają, że jedynym grzechem prawdziwie godnym potępienia jest przestrzeganie Katechizmu oraz autentyczne głoszenie Ewangelii.

Każda nowość została przedstawiona jako “osiągnięcie cywilizacji“. Ten, kto odważył się choćby uśmiechnąć w tej sprawie, był natychmiast oskarżany o to, że jest zacofany, bezduszny, głupi – ponieważ nie zrozumiał złożoności owego zjawiska – zaś w “ciężkich” przypadkach – o to, że jest niebezpiecznym przestępcą, którego należy surowo ukarać.

Choć przecież, poczucie śmieszności pełniło niezwykle cenną funkcję społeczną. Strach przed byciem wyśmianym powstrzymywał przez wieki mnóstwo ludzi przed mówieniem lub robieniem idiotyzmów. Był to naturalny środek przeciwdziałający nadmiernemu ideologizowaniu. Jeśli jakaś teoria nie była w stanie obronić się przed śmiechem, prawdopodobnie nie zasługiwała na upowszechnianie, a tym bardziej na traktowanie jej poważnie.

Dziś, dzieje się coś odwrotnego. Jeśli jakaś teoria wywołuje śmiech, problemem nie jest owa teoria, lecz ten, kto się z niej śmieje. Co więcej, im bardziej jest ona śmieszna i absurdalna, tym bardziej traktuje się ją poważnie, podczas gdy wyśmiewanie się z niej uważane jest za najgorsze z przestępstw.

Nie wolno żartować, nie wolno podkreślać sprzeczności w niej zawartych, bo ktoś mógłby poczuć się “urażony”. Poczucie humoru, które przez wieki było najskuteczniejszą bronią przeciwko fanatyzmowi i przeciwko władzy, jest obecnie uważane za formę przemocy.

Zadziwiające. Wielkie ideologie XX wieku często bardziej obawiały się satyry niż demonstracji ulicznych. Reżim może przetrwać protesty, ale rzadko kiedy przetrwa, gdy staje się przedmiotem drwin. Dlatego totalitaryzmy nigdy nie darzyły sympatią tych, którzy sprawiali, że ludzie się śmiali.

Dzisiaj, we współczesnych tzw. demokracjach, mechanizm, o którym mowa wydaje się funkcjonować podobnie jak w najgorszych dyktaturach. Nie odpiera się argumentów tych, którzy wskazują na absurdalność czegoś, lecz usiłuje się raczej uniemożliwić im to, oskarżając ich o brak wrażliwości, tolerancji lub szacunku, jeśli nie wręcz o podżeganie do nienawiści. Skutkiem tego jest całkowite zaniknięcie granicy między tym, co poważne, a tym, co groteskowe.

Każdego ranka czytamy informacje, które jeszcze trzydzieści lat temu wydawałyby się scenariuszem filmu „Potwory” w reżyserii Dino Risiego. Tyle że nikt już się z nich nie śmieje, bo tłumaczy nam się, że wszystko to jest “potwornie” poważne. it.wikipedia.org/wiki/I_mostri

Chesterton zauważył, że kiedy ludzie przestają wierzyć w Boga, kończą na tym, że tracą zdrowy rozsądek. Prawdopodobnie, dotyczy to również poczucia śmieszności. Kiedy cywilizacja traci poczucie śmieszności, z czasem grozi jej utrata poczucia rzeczywistości i w końcu zaczyna traktować poważnie każdy absurd. A cywilizacja, która nie potrafi już śmiać się ze swoich szaleństw, jest skazana, prędzej czy później, na to, by doświadczyła ich skutków na własnej skórze.

INFO: aldomariavalli.it/cera-una-volta-il-senso-del-ridicolo

Oś euroazjatycka – nowa geometria władzy

Oś euroazjatycka – nowa geometria władzy

Artykuł opiniotwórczy Dirka Ellerbrocka apolut/die-eurasische-achse-eine-neue-geometrie-der-macht

Kiedy Donald Trump niedawno po raz pierwszy wspomniał o „osi euroazjatyckiej” – Chinach, Rosji, Iranie i Korei Północnej – nie było to jedynie retoryczne przypomnienie. Pepe Escobar podjął ten termin podczas swojego niedawnego briefingu podczas Protokołu Przejściowego (25-26 lipca) i umieścił go w odpowiednim kontekście: Waszyngton nieświadomie odnosi się w ten sposób do zjawiska, które narasta od lat, ale do tej pory prawie nie zostało nazwane.

Od „osi zła” do „osi euroazjatyckiej”

„Oś zła” z 2002 roku zgrupowała Iran, Irak i Koreę Północną pod wspólnym wizerunkiem wroga. Model ten został opracowany na wzór NATO: poszukuje się traktatów, list członkowskich i struktur dowodzenia. Według Escobara, właśnie tego brakuje w obecnej konstelacji – i to właśnie utrudnia jej zrozumienie. Chiny i Rosja zajęły miejsce Iraku, podczas gdy Korea Północna pozostaje. Jednak to, co się wyłoniło, nie jest zamkniętym sojuszem z traktatem założycielskim, lecz raczej siecią nakładających się relacji dwustronnych: strategicznych partnerstw, powiązań energetycznych, kanałów dyplomatycznych i współzależności gospodarczej. Chiny utrzymują bliskie stosunki z Rosją i Iranem, Rosja z Chinami i Iranem, Iran z obydwoma, a Korea Północna z Rosją i Chinami. Pakistan z kolei pełni rolę mediatora między Iranem a państwami Zatoki Perskiej – według Escobara, przy wsparciu Chin.

SCO jako przykład

Jak ta logika działa w praktyce, pokazało, według Escobara, tegoroczne spotkanie ministrów spraw zagranicznych Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW) w Kirgistanie. SOW została założona w czerwcu 2001 roku – trzy miesiące przed 11 września – jako „Szanghajska Piątka”, pierwotnie w celu zwalczania terroryzmu i separatyzmu w Azji Środkowej. Dziś, jak twierdzi Escobar, jest to przede wszystkim platforma geopolityczna i geoekonomiczna, a nie sojusz wojskowy: Moskwa i Pekin uważają strukturę wzorowaną na „azjatyckim NATO” za niepotrzebną prowokację dla USA. Ministrowie spraw zagranicznych Iranu, Rosji, Chin i Pakistanu zasiedli przy stole podczas spotkania, a rozmowy dwustronne toczyły się na marginesie – na przykład między irańskim ministrem spraw zagranicznych Araghchi a jego rosyjskimi i chińskimi odpowiednikami. Indie były obecne, ale według Escobara odgrywały podrzędną rolę.

Według Wang Yi Chiny jednoznacznie popierają wysiłki mediacyjne Pakistanu między Iranem a USA i wzywają obie strony do powrotu do podpisanego Memorandum o porozumieniu – sygnał, który według Escobara jest również skierowany do państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej, z którymi Chiny utrzymują bliskie stosunki energetyczne, szczególnie w zakresie importu ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej.

Iran jako punkt centralny zablokowanej eskalacji

Tłem dla tej sytuacji jest trwająca od końca lutego eskalacja napięć między USA a Iranem. Według Larry’ego Johnsona, Iran zniszczył już amerykańskie naziemne stacje radarowe w regionie – w bazie lotniczej Al Udeid w Katarze, w różnych bazach w Kuwejcie oraz w kwaterze głównej 5. Floty w Bahrajnie.

W rezultacie Stany Zjednoczone są w praktyce uzależnione od samolotów rozpoznawczych P-8, aby zrekompensować powstałą lukę wywiadowczą. Kwatera główna Centralnego Dowództwa Sił Powietrznych musiała zostać przeniesiona z Al Udeid do bazy lotniczej Shaw w Karolinie Południowej. Johnson informuje również o braku komunikacji między odpowiednimi centrami dowodzenia, co wskazuje na brak przygotowań do zakrojonego na szeroką skalę amerykańskiego ataku powietrznego w krótkim okresie.

Równocześnie zaostrzył się konflikt między Arabią Saudyjską a jemeńską grupą Ansar Allah (Huti). Po ataku na delegację w Sanie, Huti odpowiedzieli blokadą transportu saudyjskiej ropy przez cieśninę Bab al-Mandab, a następnie zaatakowali rafinerię Dżizan – która według Escobara jest najnowocześniejsza – należącą do Saudi Aramco; szacuje się, że obiekt będzie wyłączony z eksploatacji przez kilka miesięcy. Ewentualny atak na terminale naftowe w Janbu jest możliwym scenariuszem dalszej eskalacji konfliktu.

W tym kontekście Escobar i Johnson stwierdzają, że stanowisko Teheranu się nie zmieniło: jest on gotowy na działania dyplomatyczne, pod warunkiem że Stany Zjednoczone będą przestrzegać swoich zobowiązań wynikających z Memorandum o porozumieniu – formuły, która według obu autorów była wielokrotnie przedstawiana Waszyngtonowi w ostatnich tygodniach za pośrednictwem mediacji pakistańskiej.

„Niepodzielność bezpieczeństwa”

Jedną z koncepcji, którą Escobar uważa za kluczową, jest „niepodzielność bezpieczeństwa” – idea, że ​​bezpieczeństwo państwa nie może być trwale zagwarantowane kosztem bezpieczeństwa jego sąsiadów. Koncepcja ta, argumentuje Escobar, kieruje dyplomacją euroazjatycką, ale jest praktycznie nieznana w amerykańskim myśleniu o bezpieczeństwie. Od 1945 roku amerykański system bezpieczeństwa opiera się na sieci baz i zobowiązań sojuszniczych, które zazwyczaj definiują jego własną pozycję w stosunku do osłabienia innych. Koncepcję, która podważa właśnie tę przesłankę, trudno pogodzić z utartymi kategoriami.

Przenieś się do Azji Zachodniej zamiast na Ukrainę

Być może najbardziej niezwykła teza Escobara dotyczy miejsca faktycznej zmiany geopolitycznej. Przez długi czas Ukraina była uważana za arenę, na której miała się rozstrzygnąć nowa mapa euroazjatycka. Escobar dostrzega obecnie decydujący punkt zwrotny w Azji Zachodniej: w Cieśninie Ormuz, na Morzu Czerwonym oraz w dyplomacji między Teheranem, Islamabadem i Pekinem. Początek tej euroazjatyckiej integracji umiejscawia na początku XXI wieku, z rosnącym impetem w latach 2010-2020 i przyspieszeniem w latach 2020-2030 – proces, którego konsolidację datuje na lata 30. i 40. XXI wieku.

Niezależnie od tego, czy podzielamy tę ocenę, czy nie, zwraca ona uwagę na zmianę, która obecnie zachodzi nie tyle na froncie ukraińskim, co wzdłuż korytarzy handlowych i energetycznych Zatoki Perskiej – obraz ten pokrywa się z obserwacjami na temat logiki blokady Ormuzu i dyplomacji Zatoki Perskiej z ostatnich tygodni.