Plan Coudenhove-Kalergi: Zaprojektowane ludobójstwo białych (część 1)

Plan Coudenhove-Kalergi: Zaprojektowane ludobójstwo białych (część 1)

https://www.theoccidentalobserver.net/2016/10/04/the-coudenhove-kalergi-plan-white-genocide-by-design-part-1

4 października 2016 , dr Lasha Darkmoon

Nagrodzony Nagrodą Nobla ekonomista Joseph Stiglitz zauważył niedawno, że Europa znajduje się na krawędzi „kataklizmu”. Co to może być?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Stiglitz przewiduje rychłą śmierć Europy. Jest to jednak zwodnicze. Europa nigdzie się nie wybiera. Nadal będzie Europą, dopóki jej poszczególne państwa pozostaną nienaruszone. Stiglitz przewiduje śmierć idei przyszłego federalistycznego paneuropejskiego superpaństwa: wielojęzycznego lewiatana z jedną walutą, euro, i bez kontroli granicznych między poszczególnymi państwami. To kontynentalne superpaństwo, Stany Zjednoczone Europy, jest postrzegane jako odpowiednik Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Stiglitz formułuje swoją ponurą prognozę, ponieważ jest rozczarowany Brexitem, doniosłą decyzją Brytyjczyków o uwolnieniu się z macek europejskiego superpaństwa. Stiglitz obawia się, że inne narody w bloku UE mogą wpaść na podobne niebezpieczne pomysły. Wraz z Brexitem 17 milionów ludzi powiedziało „NIE!” byciu rządzonym przez autokratycznych obcokrajowców w innym kraju, z których wielu to niewybieralni biurokraci o wątpliwej proweniencji i odrażających ideologiach.

„Dziś [1 października 2016 roku] mija dokładnie 100 dni od momentu, gdy Wielka Brytania zagłosowała za opuszczeniem Unii Europejskiej”, pisze Quentin Letts w swoim sobotnim eseju dla Daily Mail, ujawniając, jak doniosłe słowa spikera BBC „Wychodzimy” niemal doprowadziły go do szału, gdy po raz pierwszy usłyszał dobre wieści o 4.40 rano w piątek, 24 czerwca. „Usiadłem na łóżku i zalałem się łzami radości”, wspomina. „Nasz kraj zagłosował za ucieczką z obcego więzienia Brukseli i jej antydemokratycznej Komisji. Byliśmy wolni”.

Stiglitz i jemu podobni nie pochwaliliby wzrostu populistycznych nastrojów symbolizowanych przez Brexit, najwyraźniej wierząc, że referenda powinny być traktowane poważnie tylko wtedy, gdy głosy mas pokrywają się z partykularnymi interesami rządzącej elity.

Mówimy tu o zderzeniu dwóch całkowicie niekompatybilnych światopoglądów: między tymi, którzy z jednej strony wierzą, że państwa narodowe są ważne i powinny zachować swoją suwerenność i kontrolę granic, a tymi, którzy z drugiej strony gorąco wierzą, że państwa narodowe nie są ważne i powinny przestać istnieć. Ta druga grupa, która ma obecnie ogromne wpływy, uważa, że należy zniechęcać do nacjonalistycznych nastrojów i że nacjonalizm jest nieokiełznanym złem. Dla tej bardzo potężnej elity, w której Żydzi znajdują się na wyższych szczeblach, liczy się kosmopolityczny internacjonalizm.

Warto zauważyć, że sam Stiglitz należy do żydowskiej elity, więc nie jest zaskoczeniem, że nie pochwala Brexitu. W końcu Brexit był zbiorowym wołaniem o suwerenność narodową. Było to całkowite odrzucenie kosmopolitycznego internacjonalizmu i federalnych superpaństw, takich jak Stany Zjednoczone Europy.

Tylko wtedy, gdy powstanie jeden rząd światowy, argumentują z pasją antynacjonaliści, na ziemi zapanuje pokój. To nie konkurencja jest potrzebna, ale współpraca. Forsowana jest idea, że wszyscy jesteśmy jedną wielką ludzką rodziną i musimy nauczyć się żyć w pokoju i przekuwać nasze miecze na lemiesze. Wszyscy musimy podążać w tym samym kierunku. Żydzi mają nawet zgrabną frazę opisującą to, czego tak bardzo potrzebujemy i pragniemy jako ostatecznego celu ludzkości: tikkun olam w języku hebrajskim, co dosłownie oznacza „naprawę świata”.

Świat można naprawić tylko wtedy, gdy państwa narodowe zostaną zniesione, gdy ludzie będą mogli swobodnie wędrować po nowym ziemskim raju bez granic i paszportów: mieszkać tam, gdzie chcą, pracować tam, gdzie chcą i żenić się z kim chcą ponad podziałami rasowymi.

Jest rzeczą oczywistą, że Żydzi zawsze byli w awangardzie kosmopolitycznego ruchu internacjonalistycznego lub dążenia do jednego rządu światowego. „Będziemy mieć rząd światowy, czy wam się to podoba, czy nie” – powiedział żydowski bankier James Paul Warburg w Senacie USA 17 lutego 1950 roku. „Jedyną kwestią jest to, czy rząd ten zostanie osiągnięty poprzez podbój czy zgodę”.

Skundlenie człowieka nie jest czymś, nad czym należy ubolewać, ludzie ci twierdzą, że jest to coś, czego należy sobie pobożnie życzyć. Jak bowiem „rasizm” może kiedykolwiek powrócić do swojej brzydkiej głowy w świecie bez ras? Argumentuje się, że po osiągnięciu doskonałej mongrelizacji wszyscy będą naprawdę równi. Wraz ze zniknięciem ras i nacjonalistycznych grup etnicznych znikną również różnice w IQ i nie będzie już wstydu z powodu przynależności do grupy o niższym IQ. Większość ludzi będzie jednorodna intelektualnie, z wyjątkiem elitarnej klasy mistrzowskiej, która upewni się, że zasada jednorodności intelektualnej ma zastosowanie tylko do mas.

Wraz z postępem genetycznym, nie będzie już żadnych nadmiernie grubych lub chudych ludzi, ani żadnych wyjątkowo brzydkich lub pięknych ludzi, aby brzydcy czuli się zazdrośni. Wszyscy będą jednolicie szczupli i brązowi: jasny kawowy brąz na półkuli północnej i ciemny czekoladowy brąz na południe od równika, aby uwzględnić długoterminowe skutki tropikalnego słońca. W ironicznych słowach Christiana Millera: „Końcowym rezultatem będzie utopia piękności o skórze mokki”.

W rodzinie ludzkiej zapanuje pokój.

Nikt nie będzie już musiał z nikim walczyć, nikt nie będzie musiał nikogo okradać, ponieważ wszyscy będziemy jedną wielką ludzką rodziną, w której wszystko będzie należało do wszystkich w równym stopniu. Tikkun olam zapoczątkuje Utopię – niebo na ziemi.

Niestety, nie jest to takie proste. Ponownie zacytuję Christiana Millera:

Egalitaryści twierdzą, że „problem rasowy” zniknie, jeśli tradycyjnie białe narody zasymilują się i skrzyżują z populacjami nie-białymi. Niektórzy wyobrażają sobie, że doprowadzi to do utopii brązowoskórych piękności – społeczeństwa bez rasy przez homogeniczną domyślność. Inni uznają ten scenariusz za systematyczną eliminację białej rasy – ludobójstwo białych.

Istnieją oczywiście inne komplikacje.

Niektórzy ludzie będą musieli rządzić ludzką rodziną – tak jak rodzice rządzą i opiekują się swoimi dziećmi – a więc władcy będą musieli należeć do wyższej kasty. Choć teoretycznie wszyscy ludzie będą równi w Nowym Porządku Świata, w praktyce niektórzy będą musieli być równiejsi od innych. Te wyższe istoty będą odgrywać rolę życzliwych dyktatorów, rządząc resztą ludzkości in loco parentis. Będą to, by tak rzec, People Farmers, a ludzie będą ich żywym inwentarzem.

Kim są People Farmers?

Zajmiemy się teraz szczegółowo tym pytaniem i pokażemy, w jaki sposób jest ono powiązane z masową imigracją, wielokulturowością i, pośrednio, z obecną epidemią gwałtów w Niemczech, Szwecji i innych krajach europejskich.

Jednego możemy być pewni: trwający w Europie kryzys migracyjny wydaje się być starannie zaplanowaną katastrofą, a nie nieszczęśliwym wypadkiem. Był on planowany od dziesięcioleci, odkąd hrabia Richard von Coudenhove-Kalergi (1894-1972), austro-węgierski arystokrata, którego matka była Japonką, pojawił się na scenie na początku lat dwudziestych XX wieku i założył Unię Paneuropejską, prototyp Stanów Zjednoczonych Europy. [Są też polskie i rosyjskie korzenie: Pamiętamy o Pani Kalergis, muzie naszych romantyków. MD]

Według hrabiego, który sam był kundlem, miało to być wielokulturowe superpaństwo zamieszkane przez skundlonych Europejczyków. Co więcej, miało znajdować się pod żydowskimi rządami – a raczej pod mandarynatem elitarnych Żydów i oświeconych grup wsparcia nieżydowskich filosemickich żołnierzy, którzy wierzyli równie żarliwie jak Żydzi w tikkun olam i ustanowienie jednego światowego rządu.

Po I wojnie światowej Żydzi byli coraz częściej postrzegani jako urodzeni arystokraci nowej i odradzającej się Europy: zastąpienie zniewieściałej i konającej chrześcijańskiej arystokracji ancien regime’u, która doznała pierwszego poważnego ciosu podczas rewolucji francuskiej (1789-1799).

To właśnie hrabia Richard Eljiro von Coudenhove-Kalergi (odtąd nazywany krótko „hrabią Kalergi”) w 1950 roku zdobył pierwszą nagrodę Coudenhove-Kalergi, obecnie lepiej znaną jako Nagroda Karola Wielkiego. Ta prestiżowa nagroda przyznawana jest co roku (ale czasami na zmianę) światowej sławy mężom stanu za promowanie „integracji europejskiej” – eufemizmu dla wielokulturowości, masowej imigracji z Trzeciego Świata oraz powolnego i ukrytego wymierania białych Europejczyków poprzez mieszanie się, skundlenie i ogólne krzyżowanie z ciemniejszymi rasami Trzeciego Świata. To właśnie hrabia Kalergi, w swoim magnum opus Praktischer Idealismus („Praktyczny idealizm”) z 1925 roku, przewidział przyszły świat zbudowany na założeniu żydowskiej supremacji i późniejszego rozpadu wszystkich innych narodowych grup etnicznych.

Wszystkie odrębne rasy świata zostaną pewnego dnia połączone w jeden skundlony miszmasz, przewidywał z przekonaniem, z jednym wyjątkiem narodu żydowskiego, który pozostanie nienaruszony i nienaruszony.

Poniższy fragment, przesłany mi wczoraj przez jednego z moich korespondentów, sprawił, że usiadłem i pomyślałem; nie miałem pojęcia, że Żydzi są zdolni do tak skrupulatnej koordynacji, wszyscy pracują zgodnie jak armia mrówek (lub rój pszczół), aby doprowadzić do jasno określonego rezultatu, który został wspólnie i milcząco uzgodniony z góry.

Większość ludzi wciąż nie pojęła faktu, że Żydzi są głównymi sprawcami masowej inwazji nie-białych imigrantów do białych krajów i oczywiście tylko do białych krajów.

Przykładami są Job Cohen w Holandii, Barbara Spectre w Szwecji, Ervin Kohn w Norwegii, Anneta Kahane, Angela Merkel i Gregor Gysi w Niemczech, Gerald Kaufman i David Cameron w Anglii, Ronit Lentin i Alan Shatter w Irlandii oraz George Soros i Larry Summers w USA.

Większość Żydów świadomie naciska na nieograniczoną inwazję nie-białych na te narody. Sto lat temu Emma Goldman, Bela Kun, Jacob Javits, Włodzimierz Lenin i ich bolszewiccy współpracownicy realizowali podobny program, pracując na rzecz żydowskiej władzy. Należy zrozumieć, że od dawna żydowską polityką jest obalanie i ludobójstwo białych. (Zobacz tutaj, dodano podkreślenie)

Później zajmiemy się bardziej szczegółowo (w części 2 tego eseju) hrabią Kalergi i jego programem zmiany demografii Europy. Tymczasem poniżej znajduje się krótki film wideo, który pomoże wzmocnić to, co zostało już powiedziane, a także posłuży jako łatwe wprowadzenie do toksycznych pomysłów hrabiego Coudenhove-Kalergi.

Dlaczego „toksyczne”? Ponieważ są to szkodliwe i antydemokratyczne polityki wdrażane przez neobolszewickich zelotów w Unii Europejskiej i poza nią. Wdrożenie tej nikczemnej polityki nieuchronnie oznacza śmierć Europy, jaką znamy. Wydaje się, że program masowej imigracji został złośliwie zaprojektowany w celu skundlenia białych Europejczyków w ich tradycyjnych ojczyznach. Program mieszania ras w ramach Planu Kalergi był zatem naturalnie postrzegany przez wielu białych nacjonalistów – patrz tutaj, tutaj i tutaj – jako ukryta i tchórzliwa forma białego ludobójstwa. Jest to ciche ludobójstwo, które ma odbywać się potajemnie przez kilka pokoleń, a jego białe ofiary są całkowicie nieświadome, że są wyhodowane i zastąpione przez brzydsze, bardziej brutalne podgatunki o niższym IQ.

Ponownie zacytuję Christiana Millera:

Nadrzędnym celem ruchu „otwartych granic” jest zalanie wszystkich tradycyjnie białych narodów milionami nie-białych. Nie popełnij błędu – to nie jest zwykły zbieg okoliczności. Jest to zaplanowane ludobójstwo Białych, stosowane na całym świecie.

Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Belgia, Holandia i Australia: Biali ludzie założyli i zaludnili te narody. Wszystkie te narody działały na podstawie domniemanego mandatu, jeśli nie wyraźnego prawa, że istniały jako Białe narody dla potomstwa Białych założycieli. Wszystkie te narody miały w przeważającej większości białą populację. Teraz, na początku XXI wieku, wszystkie te tradycyjnie białe narody stoją w obliczu wstrząsów demograficznych spowodowanych masową imigracją nie-białych.

Białe populacje tych krajów mają stać się mniejszościami w ciągu zaledwie kilku pokoleń.

Kiedy biali staną się mniejszością w swoich tradycyjnych ojczyznach, gra będzie skończona. To już widać na ścianie. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Niewyobrażalne okrucieństwo będzie losem, który czeka nas i nasze dzieci w nadchodzących dniach – chyba że podejmiemy drastyczne działania w samoobronie. Nie zapominajmy o starym żydowskim przysłowiu: „Kiedy wół pada, wielu jest rzeźników”.

Tusku, to nie prawica – twój rząd obali granica

Tusku, to nie prawica – twój rząd obali granica

Jerzy Karwelis

murz

5 lipca, wpis nr 1364

Się porobiło z tą granicą, wszyscy biegają jak kot z pieprzem, ale sprawę trzeba uporządkować, bo idą rzeczy ważkie. Temat graniczny nagle wybuchł i jedzie jak ogień po słomie i wydaje się, że jest to ostateczny gwóźdź do trumny projektu Tuska. Ten, po nieudanych wyborach na prezydenta, zdaje się misją straceńczą, gdyż im dłużej trwa, tym większy kroi się wycisk za dwa lata w wyborach parlamentarnych. Sondaże Tuskowi spadają, a więc lud chwiejny, tym bardziej podzielony Giertychowską hucpą oszustw wyborczych, i tak ma inklinacje do odwrotu: jedni do ekstremy coraz bardziej zaprzeczającej rzeczywistości, drudzy, pragmatyczni, widzą, że Tusk już chyba władzy w dłuższym horyzoncie nie dowiezie, a więc rozglądają się za jakąś szalupą ratunkową. Pierwsza grupa, zapaleńców Giertychowych, jest konkretna, ale jej narracja potwierdza tylko powody niedawnej przegranej – pogarda do zwycięzców, co nie wróży wzrostu potencjalnych popleczników. Pragmatycy jeszcze się nie objawili całkowicie, ale i oni będą mieli podobne „tuskowe” ukąszenie, a więc odniosą się krytycznie, ale nie za bardzo. Ale tą drogą przeszedł niedawno Hołownia, na co drugi raz naród zdaje się nie dać nabrać.

I tu jeszcze przyszła ta afera z granicą – wydaje się, że nie wiadomo skąd. Ale tak naprawdę ma ona swoje łatwe do znalezienia źródła, a przede wszystkie konsekwencje dla Tuska. Śmiertelne.

Co jest grane?

Zacznijmy od tego skąd to się wzięło. Ano, już od dawna się mówiło, że Niemcy chowają przykre dla Polaków niespodzianki na po-1 czerwca, tak, żeby nie zaszkodzić romansującemu z prawicową narracją lewackiemu kandydatowi – Trzaskowskiemu. Specjalnie na Polaków czekano w Unii z paroma sprawami, które teraz, ekspresowo są włączane. Niemcom przebranym za Unię chodziło tylko o timinig, bo sprawa jest przesądzona, trzymana tylko pod korcem, by wygrali w Polsce, ci, co to mają wygrać. A skoro przegrali, to wcale nie wyłącza tej wstrzymanej kolejki: Mercosur – proszę bardzo, umowa handlowa UE-Ukraina, bez udziału Polski – klepnięta, nowe (nowe?!) cele klimatyczne na pełnej petardzie, no i migracja.

Z migracją jest najciekawiej, bo Tusk pakt migracyjny klepnął w miesiąc po wygranych wyborach parlamentarnych, z tym jeszcze wcześniej trzeba było też poczekać, aż się w Polsce sprawa wyborczo wyjaśni. Unii tak bardzo się spieszyło, że pierwsza zagraniczna wizyta nowego premiera nie miała zwyczajowego charakteru celebry, ale była konkretna – po poklepaniu za wykonanie zadania, ruszył długopis w sprawie migrantów.

Niemcom na tym zależy jak na niczym innym, gdyż to na migracji stoi ich wątpliwa koalicja. Ten temat dało się jakoś obejść faszyzując AfD, ale to był jej – AfD – temat. Niemiecki mainstream przejął ten migracyjny wątek tylko na użytek wyborów, ale wyraźnie nie dowozi, bo nie po to w tej sprawie kłamał. Łgali coś tak jak Trzaskowski na ten temat – nasi wyborcy nie dali nabrać, ale Niemcy (chyba po raz ostatni) – tak. I Merz, kanclerz niemiecki, musi coś z tym zrobić, gdyż rywalizacja partyjna odbywa się teraz na ulicach niemieckich miast, gdzie za mainstream robi pozytywno-pigmentowy tłum. Przy takiej mętnej narracji i skrzeczącej rzeczywistości, oczywiście Pakt Migracyjny został klepnięty, ale wejdzie w życie 1 lipca 2026 roku. Mają więc Niemcy rok czasu, by posprzątać po swojej samobójczej polityce „willkommen”. I sprzątają.

Odpady swej idiotycznej ideologii przerzucają na sąsiadów, którzy się bronią… lepiej od Polski, a w szczególności Dania. Niemcom chodzi o to, żeby – wywołując sztuczną kwestię solidarności innych państw w obliczu efektów niemieckich chorych postępków – móc „równomiernie” rozprowadzić po Europie swoje ludzkie efekty pomyłek, zanim jeszcze wejdzie w życie Pakt Migracyjny. A właściwie uruchomić go podskórnie już teraz, gdyż napięcie polityczne wokół migrantów pęka w Berlinie w szwach. Zwłaszcza, że kombinowana koalicja „wszyscy przeciwko AfD” doprowadziła do koalicyjnego podlizywania się lewicowej Linke, która hołubi przecież nachodźców. A więc, by wilk był syty przed wejściem w życie Traktatu Migracyjnego załatwia się sprawę po cichu z ulubionymi, tuskowymi przyjaciółmi.

Po prostu uprzedza się przyszły mechanizm alokacji do nas nadmiarowych migrantów w sposób pozatraktatowy, mało formalny. Wyłapuje się takich nieazylowych (co ważne) i ciupasem odstawia, choćby i kilkaset kilometrów, do Polski, jako tych, co to domniemywa się (na rympał rzecz jasna), że z Polskich do Niemiec przyszli. Nie ma to nic wspólnego z prawdą, którą nagina się na potrzeby wytłumaczenia choćby i niemieckim lewakom, że migranci wracają do miejsca nadania, zaś na użytek Polaków ta narracja zwraca winę na piastowskich – samiście nie upilnowali, wleźli do Was, to teraz macie coście naważyli.

Konsekwencje

Niemiecki kanclerz ratuje swoją głowę i nie będzie się oglądał na działań tych efekty niekorzystne dla Tuska. Zwłaszcza, że ponoć go nie lubi. A dla Tuska, szczególnie po wyborczej wpadce z Trzaskowskim – sprawa to trudna. Jego dotychczasowy spadek popularności o średnio 7% to reakcja widowni na miotanie się zaraz po wyborach i szarżę Giertycha z fałszowaniem wyborów. No, jak do tego dojdzie jeszcze kwestia granicy, która w tych badaniach nie była jeszcze mierzona, zaś sama sprawa granicy jest rozwojowa – to może być z Donaldem źle.

A jest tu parę aspektów groźnych.

Po pierwsze pokazała się oddolna samoobrona, która ujawniła kilka rzeczy na raz. Główna sprawa to zjednoczenie się wokół sprawy wcale nie kibolskich bojówek, ale całej społeczności, zwłaszcza przygranicznej, której nie jest wszystko jedno. Jej samoobronne zderzenie z dowożącą uchodźców Strażą Graniczną to jawny dowód na niedowład państwa. W dodatku, po przesłuchach, że ma tam SG wesprzeć Żandarmeria Wojskowa okazało się dość groźnie, bo nie wiadomo jak się zachowają mundurowi w tej sprawie, która również dla nich jest ewidentnie po stronie Ruchu Obrony Granic. W końcu widok policjantów gazujących zdesperowanych obywateli może obniżyć morales nie tylko wśród cywili.

Druga sprawa to kwestia Klaudii, zakłutej w Toruniu. To już jest sprawa wręcz ikoniczna i tylko jakiejś nieudolności PiS-u, mówiąc cynicznie, można przypisać komunikacyjne odpuszczenie sprawy. Strona lewacka z samych tylko podpuch robiła awantury na cały kraj, zaludniała ulice i błyskawice, a tu tylko milczący pochód z białymi kwiatami pod siedzibę premiera. A mord był okrutny: wracająca z pracy, dorabiająca doktorantka została najpierw zaatakowana poprzez wykłucie jej oczu śrubokrętem, by nie mogła rozpoznać sprawcy. Sprawa ataku była trzymana przez prawie dwa tygodnie pod medialnym kloszem, nawet po śmierci ofiary – taki to by (i jest) ładunek szkodliwy dla władz.

Trzecia kwestia jest równie ikoniczna jak sprawa śp. Klaudii z Torunia. Oto donoszą ludzie (bo nie media), że z braku miejsc nachodźcy są lokowani po domach dziecka. Ale, ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że są to domy dziecka… działające. To znaczy, że pod jednym dachem, na tych samych korytarzach i stołówkach spotykają się straumatyzowane i tak życiem dzieci z uchodźcami. I na efekty nie trzeba było długo czekać. Oto w jednym z takich „domów dziecka” wzmożeni muzułmanie zaczęli wprowadzać szariat. Na razie zaczęli od sekowania dzieci za ich zdaniem zbyt swobodny ubiór, ale sytuacja – jak to z szariatem – jest rozwojowa.  

Ostatnia ze spraw to sama reakcja Tuska, który widać, że kombinuje jak koń pod górę. W jeden dzień oświadcza, że pogoni… cywilnych obrońców granic, nawet wtóruje mu w tym ekstremalny komentariat, który przerzucił się w jeden dzień z fałszerstw wyborczych na ganianie prawaków na granicy. Czego tu nie było – od nie zdejmowania nogi z gazu w razie zatrzymania, do analiz upadku turystki spowodowanego obawami turystów przed samowolą patroli obywatelskich. Jak już się rozpędziła jednodniowa maszynka – na drugi dzień Tusk, ciach i wprowadził postulowaną kontrolę granic od strony polskiej, która jeszcze dzień wcześniej była równie przez niego jak i jego akolitów – wyśmiewana.

Co się stało? Ja tam trochę podśmiechuję się z tych wszystkich analiz lewą ręką przez prawe ucho, jak to obroty ciał niebieskich, geopolityka i subtelności polityczne wpłynęły na tak nagłą zmianę. Donald zrobił po prostu to, co zwykle – wypuścił bąka i w tym samym dniu zrobił badania kto „twierdzi, że śmierdzi, a kto przeciwnie – że pachnie przedziwnie”. I wyszło mu, że jak tak dalej tak pociągnie, jak dalej będzie walczył z obywatelami, po to by nachodźcy mogli tu wjechać, a właściwie, by ich mieli wwozić nasi pogranicznicy robiący za Ubera, to jego dni są policzone. Po takim numerze kolejne badanie dodałoby następne spadki i okazałoby się, że PO spada poniżej Konfederacji. I byłby koniec. Tusk więc pomierzył i zjadł własną żabę, ale nie do końca.

Manewr

Najpierw myślałem, że jak zwykle zejdzie na PiS… i mało się nie pomyliłem. Nowy, niezdarny rzecznik rządu (tak długo oczekiwany i nie wiadomo po co) zapodał na konferencji, że wszystkiemu winien PiS, a więc po raz kolejny dołożył minusy w poparciu Platformy, bo albo lud nie kupuje takiej bzdury, albo jest już tym znudzony.

Wybory pokazały tak naprawdę, że granie w tego dupaka nikogo nie interesuje. Ludzie chcą lepiej żyć, pogarsza im się, i ciągłe spory, że to winien poprzednik niczego tu nie rozwiązują. A tu Szłapka jedzie po PiS-ie, jakby to on szmuglował z Niemiec pigmento-pozytywnych, z czym miałby walczyć PiS-u pupil – Bąkiewicz. No, nie trzyma się kupy.

Ale potem trafiłem na speach Jana Rokity w kanale ZERO i wszystko mi się wyjaśniło. Wyjaśniło mi się, bo Rokita się w tej wypowiedzi strasznie pomylił. Jego teza była taka: nie ma dużego ruchu z Niemiec do Polski, tylko jest przeciwnie. To Polacy mają o wiele więcej nachodźców u siebie, poprzez nieszczelność wschodniej granicy, z litewskim kanałem włącznie. A więc Merz miałby mieć rację, gdy chce kontrolować kto z Polski do niego wjeżdża. Zaś wzmożeni cywile z ROG mają sprawdzać ruch odwrotny, a więc – według Rokity – pomijalnie mały. Czyli to wszystko jest aktem politycznym wymierzonym w Tuska, którego to ma osłabić, zaś żadnych podstaw faktycznych tu nie ma. W związku z tym nie ma się co martwić, Merz ma rację, zaś Tusk jest ofiarą olania tematu przez Niemców, zbiegu okoliczności oraz knowań politycznych przeciwników.

Niestety te ciekawe wnioski wynikają z fałszywych przesłanek. Ruch wciskanych nam uchodźców znacząco wzrósł z w miesiącach maj-czerwiec czterokrotnie w stosunku do średniej z roku 2025. Czyli wcale nie istnieją statystyczne podstawy do dywagacji Rokity. I trzeba od razu zaznaczyć, że nie ma co wierzyć w te statystyki, bo niby skąd? Jest gorzej: Niemcy, skoro robią nielegalny proceder, to przecież nie liczą tego na kartce. Jak złapią u siebie jakiegoś ciemnoskórego wałęsę bez papierów, to piszą mu swój papier, wpisują datę urodzin 1 stycznia roku zawsze przed 2007, by toto było pełnoletnie, wpisują na onepagerze podane przez niego nazwisko i narodowość i piszą mu, że zeznał, że przylazł z Polski i dlatego go tam odstawiają.

I Niemcy mieliby takie coś ewidencjonować? Czynić zapiski swych przestępstw? A z naszej strony jest jeszcze gorzej. Dostajemy jakichś gości na moście, albo i nie. Do niedawna (nie wiadomo czy proceder się ten skończył) niemieckie radiowozy wwoziły takich do Polski, zostawiali na przystankach i hulaj dusza po statystyce. A nawet jak dowiozą nam na nasz posterunek, nawet jak się w tym względzie obsłużymy sami, to i tak spisujemy „zeznania” niemieckie, odstawiamy do naszych ośrodków dla uchodźców (w tym do domów dziecka), po czym wypuszczamy takowych na ulice.

I wystarczyło tylko już po oświadczeniu Tuska sprawdzić reakcję Niemców. Otóż kanclerz stwierdził, że… jest zadowolony. Przysiągł, że żaden azylant z Niemiec nie będzie do nas deportowany. Azylant, a więc taki, co się o azyl ubiega. Ale oni do nas przywożą właśnie takich co się ubiegnąć nie zdążyli, a więc element najgorszy, bo nieprzesiany. A ponieważ my zawiesiliśmy prawo do azylu, to taki bez-azylant ląduje w ośrodku i albo czeka na deportację, albo – częściej – wywalany jest na ulicę. Z papierami spisanymi z niemieckich zmyśleń, bez miejsca pobytu, pracy i (na razie) bez socjalu. Po ulicach więc wędrują tykające bomby. A więc będą nam Niemcy przysyłali, tyle, że bez-azylowców. Merz więc nie skłamał.

Drugi, ciekawy powód zadowolenia kanclerza z ruchu Tuska jest jeszcze bardziej wstrząsający. Otóż Merz powiedział, że to dobry ruch, bo – uwaga! – Polacy wesprą Niemców w przesiewaniu ruchu… Z Polski, nie DO Polski. I Tusk to formalnie potwierdził (17:00). A więc cały pogrzeb na nic. Granice zostaną zamknięte nie po to, by zluzować ROG, nie po to by wyłapywać wątpliwy eksport ludzi z Niemiec, ale po to, by dokładniej patrzeć kto wyjeżdża od nas.

Tak jak przeszliśmy z podwożenia do nas uchodźców ze strony niemieckiej na uberyzację, czyli sami wjeżdżamy do Niemca i zabieramy ładunek do siebie, tak teraz to Niemcy będą nam wciskać kogo chcą, zaś my będziemy wyłapywać towarzyszy w drodze do Berlina. Czyli u nas zostaną ci co mają zostać i to bez traktatu, dojdzie do nich w dodatku porcja przysyłanych z Niemiec.

Smuteczek

Taka to jest prawdziwa reakcja Tuska, czyli jak zwykle. Jest problem, mówimy, że go załatwimy, załatwiamy zaś całkiem odwrotnie. Ale ten numer nie może wychodzić bez końca, zwłaszcza, że i wybory, i pełzający zamach stanu z fałszowaniem wyborów, nie mówiąc już o kompletnie apolitycznej granicy to są rzeczy, których może się nie uda obejść. Nie można bez końca obchodzić wszystko sztuczkami PR-owskim. Jak żongler, który podrzuca coraz więcej przedmiotów o różnej wadze – kiedy ma ich za dużo, to wcale już nie ściąga uwagi publiki, ale może dostać w łeb największym kawałkiem. A ostatnie wybory pokazały odejście ludu od rozemocjonowanej polityki w kierunku pragmatyzmu, który – tak jak bezpieczeństwo – jest bezpartyjny.         

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Koniec ideologii gender? Tragiczne skutki pozostaną na wiele dekad

Koniec ideologii gender? Tragiczne skutki pozostaną na wiele dekad

9.07.2025 Waldemar Krysiak https://nczas.info/2025/07/09/koniec-ideologii-gender-tragiczne-skutki-pozostana-na-wiele-dekad/

LGBT trans
Obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay

Ideologia gender przegrywa powoli na całym świecie. Jej tragiczne skutki – szczególnie nieodwracalnie okaleczone dzieci – pozostaną z nami na wiele dekad, jednak najważniejsze kroki ku skasowaniu genderowego szaleństwa ze świata już zostały poczynione. Ostatnio do krajów, które zaczęły zakazywać transowania nieletnich, dołączyły też USA.

18 czerwca 2025 roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych w sprawie United States v. Skrmetti orzekł stosunkiem głosów 6 do 3, że zakaz tranzycji medycznej nieletnich w stanie Tennessee jest zgodny z konstytucją USA. Prawo to zabrania stosowania blokerów dojrzewania, terapii hormonalnej oraz operacji „zmiany płci” u osób poniżej 18. roku życia. Decyzja ta potwierdziła, że stany mają prawo ograniczać „postępowe eksperymenty”. To poważny cios, którego kilka lat temu transaktywiści pewnie się nie spodziewali!

Zakończony teraz proces dotyczył, dokładnie rzecz biorąc, konstytucyjności prawa stanu Tennessee, które zakazywało stosowania tranzycji w leczeniu dysforii płciowej u nieletnich. Dysforia to niechęć, wstręt lub nawet nienawiść wobec własnego ciała, która w przypadku domniemanego transseksualizmu kieruje się szczególnie wobec cech płciowych. Ktoś, kto odczuwa dysforię płciową, gardzi swoimi genitaliami, zarostem czy nawet głosem i stara się okaleczyć swoje ciało, tak by zaczęło ono pasować do fikcyjnej tożsamości. [Wariat!! Do Tworek!! md].

Transseksualiści „dorabiają” sobie piersi, transseksualistki – przyjmują testosteron, by brzmieć jak płeć przeciwna. Oczywiście przy innych urojeniach byłoby odwrotnie – lekarze staraliby się pozbyć iluzji, zamiast modelować podług niej ciało, dysforia płciowa jest jednak wyjątkiem. Tutaj ciało musi trafić pod nóż, by urzeczywistnić majaki.

Tak przynajmniej było jeszcze niedawno, również w prawie całych USA i wielu innych krajach. Jeżeli ktoś uznał się za transseksualistę, to popychano go w kierunku „zmiany płci”, czyli tranzycji. Nawet jeżeli tym kimś była osoba nieletnia.

Jednak w marcu 2023 roku Tennessee wprowadziło ustawę uniemożliwiającą lekarzom przeprowadzanie genderowych terapii oraz zabiegów chirurgicznych u osób poniżej 18. roku życia w celu potwierdzenia ich „tożsamości płciowej”, jednocześnie zezwalając na te same środki medyczne w innych przypadkach, takich jak leczenie przedwczesnego dojrzewania. Warto bowiem zrozumieć następującą rzecz: tranzycja nie odkrywa per se nic nowego, a jedynie wykorzystuje już istniejące i dopuszczalne zabiegi medyczne, robiąc to jednak niepoprawnie. Zabiegi, które składają się na „zmianę płci”, powstały wszak dawno temu, ale w innym celu: głównie po to, by pomóc właśnie przedwcześnie dojrzewającym dzieciom czy pacjentom z zaburzeniami hormonalnymi i po wypadkach.

Biologia dyskryminuje

Decyzja z Tennessee z 2023 roku spotkała się rzecz jasna z oporem zwolenników ideologii gender. Trzy rodziny z „transseksualnymi dziećmi” wspierane przez lewicowych aktywistów i lekarzy zaskarżyły prawo, twierdząc, że narusza ono „klauzulę równej ochrony przed dyskryminacją” z Konstytucji USA. Argumentacja rodziców, którzy chcieli transować własne dzieci, była dość absurdalna: zakaz okaleczania nieletnich miał według nich dyskryminować na podstawie płci. W prostych słowach: jeżeli jakiś chłopiec chce stać się dziewczynką, brać hormony i być operowany, to ma do tego prawo, nawet jeżeli to tylko dziecko. Wszystko inne byłoby krzywdzące – utrzymywały rodziny.

Przedstawiciele Tennessee, w tym prokurator generalny Jonathan Skrmetti, bronili natomiast ustawy zakazującej transowania nieletnich, powtarzając, że służy ona ochronie młodych obywateli przed nieodwracalnymi skutkami takich terapii.

Ostatecznie John Roberts, prezes Sądu Najwyższego, nie dał się omamić absurdalnej argumentacji o „dyskryminacji” i podtrzymał zakaz transowania dzieci. W swoim uzasadnieniu Roberts napisał, że zakaz transowania nieletnich w Tennessee opiera się na opiniach medycznych i szczególnej ochronie najmłodszych Amerykanów. Dzieci nie są w stanie wyrazić świadomej zgody na szkodliwe, zbędne zabiegi medyczne i dlatego nie wolno im „zmieniać płci”.

Trump kontra gender

Decyzja ta ma dalekosiężne skutki, ponieważ aż 27 stanów w USA wprowadziło podobne ograniczenia od 2021 roku. Tennessee, jako jeden z pierwszych, stał się symbolem oporu wobec ideologii gender. Decyzja w sprawie legislacji w tym stanie będzie teraz pewnie kopiowana na inne regiony, które zaczęły bronić zdrowia dzieci.

Do walki z ideologią gender włączyła się również nowa administracja po amerykańskich wyborach. Prezydent Donald Trump, który ponownie objął urząd w styczniu 2025 roku, wydał szereg rozporządzeń wykonawczych mających na celu ograniczenie „transpraw”. Jednym z pierwszych rozporządzeń Trumpa był zakaz finansowania tranzycji medycznych (istnieją jeszcze te „socjalne”, czyli słynne zaimki i przebieranki) dla osób poniżej 19. roku życia z funduszy federalnych. Inne rozporządzenie Trumpa nakazywało natomiast uznawanie tylko dwóch płci: męskiej i żeńskiej, kasując tym samym „niebinarność” z państwowych dokumentów.

Niektóre stany, takie jak Waszyngton czy Maryland, próbowały zablokować rozkazy Trumpa w lokalnych sądach. Na przykład sędzia federalna w Seattle Lauren King 1 marca 2025 roku przedłużyła blokadę rozporządzenia Trumpa, które miało pozbawiać funduszy instytucje oferujące tranzycję nieletnim. King nie tylko chciała, by dzieci były okaleczane, ale żeby działo się to za państwowe pieniądze.

Jej protest i podobne protesty innych sędziów spełzną jednak pewnie na niczym: ponad połowa Ameryki będzie teraz wolna od okrutnych eksperymentów na dzieciach. W miejscach takich jak Tennessee, Teksas czy Floryda tranzycja nieletnich jest i pozostanie praktycznie niemożliwa.

Świat się zmienia

Sytuacja może się jednak zmienić nawet w najbardziej lewicowych zakątkach USA, gdzie ideolodzy gender jeszcze mają wpływ na lokalne prawodawstwo. Ostatnie lata pokazują bowiem, że nawet medykom coraz trudniej jest bronić genderowych pomysłów. „Dowody naukowe”, na które powoływali się transaktywiści minionych dekach, okazują się być albo wątłe, albo wprost motywowane ideologicznie.

Legalizacja tranzycji medycznych dzieci w USA i innych krajach była wszak w dużej mierze wynikiem działań organizacji takich jak World Professional Association for Transgender Health (WPATH). W zeszłym roku natomiast wyciekły pliki z prywatnego forum aktywistów WPATH, dzięki którym świat przekonał się, że tranzycja najmłodszych okalecza ich ciała na zawsze. W szokujących, opublikowanych wiosną 2024 roku rozmowach z WPATH trans-aktywiści przyznawali wprost, że dzieci nie rozumieją tragicznych konsekwencji tranzycji i że fałszowanie naukowych danych to wśród aktywistów skrajnej lewicy częsta praktyka.

Naukowe dowody na długoterminowe korzyści tranzycji, zwłaszcza u dzieci, są zaś znikome. Badania takie jak przeprowadzone przez Yale, które twierdziły, że tranzycja zmniejsza ryzyko samobójstw, zostały już wielokrotnie skrytykowane za metodologiczne słabości, w tym brak grup kontrolnych i krótkoterminowy zakres.

Zmiany podobne do tych z USA mają też miejsce w innych krajach. Dla przykładu: w Wielkiej Brytanii raport Cass, opublikowany w 2024 roku przez znaną na cały kraj doktor pediatrii i niezależny zespół naukowców, wykazał poważne braki w dowodach na bezpieczeństwo i skuteczność tranzycji medycznych dzieci. Raport oparty na analizie ponad 100 wcześniejszych badań stwierdził, że stosowanie blokerów dojrzewania i hormonów u nieletnich wiąże się z potencjalnymi zaburzeniami w mózgu, w metabolizmie i w strukturze kośćca. W rezultacie Wielka Brytania wprowadziła ścisłe ograniczenia na tranzycję dzieci, zamykając kliniki takie jak Tavistock i zakazując blokerów dojrzewania w większości przypadków.

Szwecja, Finlandia i Norwegia również wprowadziły ograniczenia, uznając tranzycję dzieci za eksperymentalną.

Radość z tego, że wiele krajów porzuca teraz genderowe szaleństwo, jest więc czymś normalnym. Nienormalnym jest zaś fakt, że nieletni tak długo byli okaleczani w imię skrajnie lewicowej ideologii. Skutki genderowego okaleczenia są wszak szokujące.

Tranzycja medyczna zarówno u dzieci, jak i dorosłych, przynosi obiektywną szkodę. Blokery dojrzewania mogą powodować utratę gęstości kości, obniżone IQ i bezpłodność. Terapia hormonalna zwiększa ryzyko zakrzepów krwi, chorób serca i nowotworów. Operacje zmiany płci wiążą się z komplikacjami, takimi jak różne infekcje czy utrata czucia w miejscach intymnych. Długoterminowe skutki psychiczne, w tym żal po tranzycji (tzw. detranzycja), są też coraz częściej zgłaszane w mediach i w gabinetach lekarskich, zwłaszcza przez młodych ludzi, którzy czują, że zostali zbyt szybko skierowani na drogę samookaleczenia.

Polska w tyle

Niestety: Polska jest raczej krajem zapóźnionym, jeżeli chodzi o zrozumienia szkodliwości ideologii gender. To, co inne kraje już przeszły, my będziemy teraz przechodzić. Nasz obecny rząd dopiero zabiera się bowiem za promowanie abnegacji rzeczywistości biologicznej ludzkiego gatunku.

W Polsce partie lewicowe, takie jak Lewica i Zieloni, dążą do ułatwienia tranzycji, w tym tej dla nieletnich. Cel jest prosty: wprowadzić „tranzycję na żądanie”. Ominąć medycynę, oprzeć się na ideologii.

Tym bowiem jest właśnie taka „zmiana płci” on demand – to tranzycja bez opinii od lekarza, która zaczyna się od deklaracji „osoby trans”. Jeżeli ktoś mówi, że jest przeciwnej płci (albo nawet nie ma żadnej), to państwo powinno to respektować. W praktyce oznacza to, iż każdy może przyjąć dowolną tożsamość płciową, a jego/jej dokumenty będą to musiały odzwierciedlać. Na dokumentach jednak się nie kończy. Aktywiści gender domagają się, by państwo finansowało również tranzycję na żądanie wszystkim obywatelom z pieniędzy NFZ. Również dzieciom.

Prawo umożliwiające takie „zmiany płci” weszło już w życie za Odrą, gdzie od minionego listopada nawet 14-letnie dzieci mogą zacząć się transować bez zgody – lub nawet wbrew woli – własnych rodziców. Jeżeli natomiast nie skończyły jeszcze 14 roku życia, to w tranzycji pomoże im urzędnik, ograniczając prawo matki i ojca do decydowania o swoich synach i córkach.

Takie prawo jest obecnie celem polskiej lewicy, która będzie chciała wprowadzić u nas ustawę podobną do niemieckiego Selbstbestimmungsgesetz. Z pewnością prezydent Nawrocki spróbuje ją zatrzymać, ale nawet on nie może wiecznie blokować każdej ustawy rządowej. Możliwe więc, że Polska ułatwi niedługo transowanie swoich najmłodszych obywateli.

Szkoda, że nasz kraj nie podąża za światowymi trendami! Może faktycznie Polak jest mądry dopiero PO szkodzie!

Prognozy nie są przesadnie alarmujące. MEM-y I.

GROK: Trening chatbota trwał 2 miesiące. Właścicielem jest Elon Musk. To on, świnia, pozwolił maszynie używać brzydkich wyrazów – i to nawet po polsku. To już nie jest zabawne, Elonie…

==========================

========================================================

[proszę jakich powierzchownych czytelników ostatnie dekady wyhodowały.. md]

—————————

…preserwation of fire…

===============================

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Trzykrotnie wyszprycowana Australia: Wskaźniki zachorowań na raka turbo gwałtownie rosną.

W pełni (3 krotnie wyszprycowana) Australia ogłasza stan wyjątkowy, ponieważ wskaźniki zachorowań na raka turbo gwałtownie rosną

Australia ogłosiła stan wyjątkowy, ponieważ zachorowania na raka turbo, w tym agresywne przypadki, jak zaawansowany rak jelita grubego, gwałtownie rosną, przytłaczając systemy opieki zdrowotnej.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 8

Zdiagnozowany zaledwie kilka tygodni po zauważeniu nietypowych objawów przypadek Burtona jest przykładem szybkiego wzrostu liczby tych szybko rozprzestrzeniających się nowotworów, co wymaga pilnych działań.

Burton, planujący swój ślub, po raz pierwszy zauważył krew po wizycie w toalecie, odrzucając ją jako jednorazowy przypadek, dopóki nie powróciła sześć tygodni później. Jego lekarz rodzinny zlecił kolonoskopię, zaplanowaną po miesiącu miodowym, która ujawniła druzgocącą diagnozę zaawansowanego raka jelita grubego. Oszałamiające wyniki badań, odzwierciedlające szerszy wzrost liczby agresywnych nowotworów, podkreślają kryzys, który napędza australijskie środki nadzwyczajne w celu rozwiązania tej katastrofy zdrowia publicznego.

Abc.net.au podaje: „To prawdopodobnie podobne do wielu młodych ludzi. A przecież rak nie jest na czele tego, co myślisz, że może być z tobą nie tak” – mówi.

Australijczycy w wieku 30–40 lat mierzą się z niespotykaną dotąd, a w niektórych przypadkach najwyższą na świecie liczbą zachorowań na co najmniej 10 różnych rodzajów raka — a naukowcy za wszelką cenę próbują zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.

To pytanie, z którym pan Burton zmagał się od czasu postawienia diagnozy. Teraz nadszedł czas, który powinien być dla niego radosny — para spodziewa się dziecka, małej siostrzyczki dla swojej starszej córki Isobel.

„To myśli, które przechodzą ci przez głowę o 3 w nocy… czy zrobiłeś coś, na co zasłużyłeś?” – mówi pan Burton.

Termin techniczny określający to zjawisko to wczesny nowotwór, a jego częstość występowania gwałtownie rośnie.

Dane udostępnione organizacji Four Corners przez Cancer Australia, federalną agencję zajmującą się leczeniem raka, przedstawiają niepokojący obraz sytuacji młodych ludzi.

W latach 2000–2024 — wśród osób w wieku 30–39 lat — częstość występowania wczesnego raka prostaty wzrosła o 500 procent, raka trzustki o 200 procent, raka wątroby o 150 procent, raka macicy o 138 procent, a raka nerki o 85 procent.

Niektóre wzrosty zachorowań, na przykład na raka prostaty, można wytłumaczyć zmianami w sposobie diagnozowania — ale większości przypadków nie da się tego wyjaśnić.

„Istnieje około 10 [nowotworów], w przypadku których ten wskaźnik wzrasta w różnym stopniu” – mówi dyrektor naczelna Cancer Australia, Dorothy Keefe.

„Tradycyjnie rak jest chorobą związaną ze starzeniem się, a rak jelita grubego, rak piersi, rak płuc – wszystkie te choroby występują częściej z wiekiem.

Australia nie jest jedynym krajem, w którym obserwuje się wyższy wskaźnik zachorowań na raka u młodych ludzi. Duże ilości danych z rejestrów nowotworów w USA pokazują jeszcze wyraźniejszy trend.

Philip Rosenberg, wybitny biostatystyk zajmujący się nowotworami, który niedawno przeszedł na emeryturę z amerykańskiego Narodowego Instytutu Raka, twierdzi, że istnieje wyraźna różnica w wskaźnikach zachorowań na raka pomiędzy pokoleniem X a pokoleniem wyżu demograficznego.

„Naprawdę bardzo widoczne różnice wystąpiły w przypadku jelita grubego, odbytnicy, tarczycy i trzustki, a także prostaty u mężczyzn oraz w przypadku raka piersi z dodatnim receptorem estrogenowym (ER) u kobiet” – mówi dr Rosenberg.

Niepokojące jest to, że Australia jest światowym liderem, jeśli chodzi o zachorowania na raka jelita grubego.

Od roku 2000 częstość występowania raka jelita grubego u osób w wieku od 30 do 39 lat wzrosła o 173 procent — a stadium nowotworu w momencie diagnozy jest często późne, co oznacza, że ​​istnieje większe prawdopodobieństwo, że choroba się rozprzestrzeniła i jest trudniejsza do leczenia.

Dan Buchanan, adiunkt na Uniwersytecie w Melbourne, będący członkiem Centrum Współpracy w zakresie Medycyny Genomicznej Nowotworów, próbuje dowiedzieć się, dlaczego wskaźniki zachorowań na raka jelita grubego w Australii są tak wysokie w porównaniu z resztą świata.

„Statystyki dotyczące wczesnego raka jelita grubego są naprawdę alarmujące” – mówi dr Buchanan.

To zmiana, którą można zaobserwować już na podstawie obserwacji mutacji DNA guza.

„W najmłodszej grupie osób, u których rozwinął się wczesny rak jelita grubego, obserwujemy znacznie większy odsetek osób, u których występuje określony typ wzorca uszkodzeń DNA” – mówi.

Różnica pokoleniowa jest tak wyraźna, że ​​według niego, na podstawie DNA guza, jest w stanie stwierdzić, czy dana osoba jest młoda czy stara.

Jego zdaniem wskazuje to na istnienie czynników lub „narażeń”, które przyczyniają się do wcześniejszego diagnozowania pewnej grupy nowotworów jelita grubego.

Nie jest jednak jasne, co jest przyczyną tych pokoleniowych uszkodzeń — naukowcy zaczynają jednak lepiej to rozumieć.

Diabelnie trudno jest ustalić dokładną przyczynę jakiegokolwiek nowotworu, chociaż wiemy, że wszystkie nowotwory są spowodowane przez uszkodzenia genów.

Trzykrotne “szczepienia” na covida, były niczym innym, jak “kuracją genetyczną”, której rezultaty obserwujemy w najbardziej “wyszczepionych” krajach świata, jak Australia i Nowa Zelandia.

Rytualizacja

Rytualizacja

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    8 lipca 2025 micha

Nawet marszałek Sejmu, obywatel Hołownia Szymon zauważył, że w przypadku młodych ludzi granica między medialną fikcją, a rzeczywistością, coraz bardziej się zaciera i dlatego postulował, by uczniowie nie mogli w szkołach korzystać w telefonów komórkowych. Ale nie tylko młodzież jest narażona na zatarcie granicy między rzeczywistością i fikcją i nie tylko z powodu telefonów komórkowych. Na obywateli dojrzałych telefony może aż tak nie działają, za to działają na nich jeszcze mocniej niezależne media głównego nurtu. Prezentują one swoim entuzjastom, wśród których oczywiście przeważają mikrocefale, fikcyjny obraz świata, chytrze prezentując go jako obraz rzeczywisty.

Na przykład – ostatnie rewelacje o niedoszłym zamachu na ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego na lotnisku w Rzeszowie. Prezydent Zełeński, najwyraźniej poczuł się zapomniany w związku ze skupieniem uwagi świata na konflikcie amerykańsko-izaraelsko-irańskim – co przekłada się na wyniki finansowe Ukrainy – w związku z czym Służba Bezpieki Ukrainy, do spółki z tubylczymi bezpieczniakami z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dostała rozkaz ogłoszenia rewelacji o niedoszłym zamachu. Już sam opis okoliczności – że próbowano i drona i snajpera – aż wreszcie znaleziono jakiegoś wojskowego emeryta, co z miłości do socjalizmu postanowił zamordować prezydenta Zełeńskiego, ale z powodu demencji chyba zapomniał, o kogo chodzi, bo prezydentowi Zełeńskiemu, jak wiadomo, nic się nie stało. Co z żyrowania takich bredni mają bezpieczniacy z ABW – tajemnica to wielka, chociaż dzięki osobistym doświadczeniom z abewiakami, mogę rzucić na to trochę światła.

Oto za pierwszego vaginetu obywatela Tuska Donalda, ABW prowadziła operację „Menora”, to znaczy – wszczęła sprawę operacyjnego rozpracowania przeciwko prof. Jerzemu Robertowi Nowakowi, Waldemarowi Łysiakowi i mnie. Chodziło o to, że ponoć planowaliśmy na rocznicę powstania w getcie warszawskim zrobić coś tak okropnego, że nawet między sobą utrzymywaliśmy to w tajemnicy – aż dopiero energiczna akcja ABW położyła kres tym knowaniom. Domyślam się tedy, że prawdziwe w tej całej sprawie były tylko pieniądze, które sobie abewiacy powypłacali za udaną operację udaremnienia knowań. W przypadku niedoszłego zamachu na prezydenta Zełeńskiego może być podobnie – ciekaw jestem tylko, ile dostali za prezentowanie z całą powagą tych rewelacji funkcjonariusze Propaganda Abteilung z niezależnych mediów głównego nurtu – czy też zostało to wliczone do obowiązków „sług narodu ukraińskiego”. Na przykładu, Judenrat ogłosił ostatnio, że ukraińscy uchodźcy, których Rzeczpospolita wzięła na swoje utrzymanie, stanowią dla Polski prawdziwy dar Niebios, bo to właśnie oni wypracowują tubylczy Produkt Krajowy Brutto. Co Judenrat i w ogóle – Żydowie z tego mają – to sprawa osobna – ale nie będziemy tu tego rozbierać, bo na razie chodzi tylko o zacieranie granicy między rzeczywistością, a fikcją.

Okazuje się, że jest to rutynowa praktyka również w stosunkach międzynarodowych, zwłaszcza gdy osobami dramatu stają się politycy demokratyczni, dla których obraz medialny jest równie ważny, a może nawet ważniejszy, niż obraz rzeczywisty. Jednym z takich polityków demokratycznych jest amerykański prezydent Donald Trump. Usiłuje on zaprezentować się jako mąż, który – jak mawiają wymowni Francuzi – fait la pluie et le beau temps, czyli robi deszcz i pogodę, to znaczy – kręci całym światem według swego uznania. Tymczasem izraelski kacyk, Beniamin Netanjahu, na oczach całego świata ostentacyjnie zlekceważył jego zakazy i zaatakował złowrogi Iran, a na domiar złego izraelscy cadykowie dyskretnie kazali amerykańskiemu prezydentowi, by stanął u boku bezcennego Izraela, bo inaczej będzie z nim brzydka sprawa.

Tedy prezydent Trump wprost wylazł ze skóry, by nie stracić prestiżu, tylko pokazać światowej gawiedzi, że to on pociąga za sznurki. Spełnienie polecenia cadyków w sprawie nalotu „car-bombami” na irańskie podziemne instalacje nuklearne wymagało bowiem trochę czasu na przygotowanie operacji, który prezydent Trump wyzyskał do medialnego puszenia się, że to niby „nikt” nie wie, co on zrobi – i tak dalej. Cadykom oczywiście to nie przeszkadzało, bo ich interesuje prawdziwa władza, a nie jej medialne pozory – ale w końcu, gdy tempus deliberandi minął, Ameryka posłusznie wysłała nad Iran bombowce z „car-bombami”. Jeszcze nie opał kurz po wybuchach, a już i pentagoniaki i sam prezydent Trump otrąbili sukces w tonie wykluczającym jakikolwiek sprzeciw. Funkcjonariusze Propaganda Abteilung w Ameryce i wśród wasali USA na świecie, przyjęli te przechwałki do aprobującej wiadomości, dzięki czemu sprawa przywrócenia nadszarpniętego prestiżu amerykańskiego prezydenta na odcinku medialnym, została jako tako zaklajstrowana. Również izraelski kacyk, Beniamin Netanjahu zrozumiał, że nie ma co przeciągać struny i wylewnie prezydentowi Trumpowi podziękował, co wprawiło tego ostatniego w prawdziwą euforię.

Tymczasem złowrogi Iran dał do zrozumienia, że może zaminować cieśninę Ormuz. Na tak poważną zastawkę, która mogłaby obnażyć bezsilność amerykańskiego prezydenta., Donald Trump zareagował przestrogą, żeby nie stawać po stronie „wroga”. Do kogo ta przestroga mogła być skierowana? Przecież nie do Iranu, tylko ot tak – w przestrzeń, żeby na gawiedzi zrobić wrażenie, że sytuacja jest pod kontrolą.

Toteż Iran, chociaż oczywiście złowrogi, nie tylko taktownie wstrzymuje się z zaminowaniem wspomnianej cieśniny, ale w dodatku, przed wykonaniem uderzenia dalekonośnymi kartaczami na amerykańską bazę w Katarze, ze sporym wyprzedzeniem o tym ataku oznajmił, dzięki czemu i on mógł nie stracić prestiżu i zasłużyć na podziękowanie ze strony prezydenta Trumpa, który już całkiem odzyskał wigor i znowu zaczął odgrywać przedstawienie ze sobą w roli głównej, jako nadzieją świata.

Przypomina to trochę niedawny konflikt między Indiami i Pakistanem, kiedy to jedni i drudzy wprawdzie musieli reagować, by nie stracić prestiżu, ale starali się, by nikomu nie zrobić krzywdy. Pokazuje to, że nie tylko stosunki międzynarodowe, ale i wojny w coraz to większym stopniu ulegają rytualizacji, wskutek czego nie wiadomo do końca, czy mamy rzeczywiście do czynienia z wojną, czy tylko – z jej umiejętnym markowaniem. Toteż, chociaż prezydent Trump ogłosił w nocy z poniedziałku na wtorek 24 czerwca zawieszenie broni między złowrogim Iranem, a bezcennym Izraelem, to obydwa te państwa po staremu oskarżają się nawzajem o obrzucanie się dalekonośnymi kartaczami. Nie tylko bowiem prezydent Trump nie chce stracić prestiżu. Iran też nie chce, a izraelski kacyk nawet gdyby chciał, to nie może przerwać wojny, bo to jego jedyna ucieczka.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Tucker Carlson: Wywiad z prezydentem Iranu Mosoudem Pezeshkianem

Tucker Carlson przeprowadza wywiad z prezydentem Iranu Mosoudem Pezeshkianem

Wideo po angielsku z transkrypcją w języku polskim

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 8

W sensacyjnym wywiadzie z Tuckerem Carlsonem prezydent Iranu Masoud Pezeshkian po raz pierwszy szeroko wypowiada się na temat obecnej sytuacji geopolitycznej, relacji ze Stanami Zjednoczonymi, ataków Izraela na irańskie obiekty nuklearne i swojego kursu politycznego. Rozmowa oferuje rzadkie spojrzenie na perspektywę Iranu w trwającym konflikcie na Bliskim Wschodzie, podkreśla jego gotowość do angażowania się w dyplomację, a jednocześnie podnosi poważne oskarżenia przeciwko Izraelowi i jego roli w eskalacji wojny.

——————————————————–

Tucker Carlson : Panie Prezydencie, dziękuję za wywiad. Jest lub wydaje się, że jest przerwa w wojnie między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Jak myślisz, jak się to skończy? Jak myślisz, jak to powinno się skończyć?

Prezydent Pezeshkian : Nie zaczęliśmy tej wojny i nie chcemy, aby ta wojna trwała w jakikolwiek sposób. Od samego początku dewizą mojej administracji, której zawsze przestrzegałem, było promowanie jedności narodowej w kraju, a także promowanie pokoju, harmonii i przyjaźni z krajami sąsiednimi i resztą świata.

Tucker Carlson : Amerykański prezydent Donald Trump powiedział, że Stany Zjednoczone zbombardowały wasze zakłady wzbogacania, ponieważ rząd Iranu odmówił porzucenia swojego programu nuklearnego i że nie będzie pokoju, dopóki Iran nie porzuci swojego programu nuklearnego. Czy byłbyś skłonny porzucić program nuklearny w zamian za pokój?

Prezydent Pezeshkian : Chcę ci powiedzieć, co się wydarzyło. To Netanjahu, od 1984 roku, stworzył fałszywą mentalność, że Iran dąży do posiadania bomby atomowej. I zasugerował, że Iran próbował opracować bombę atomową w przeszłości i wpoił to do umysłów każdego prezydenta USA od tego czasu i sprawił, że uwierzyli, że chcemy bomby atomowej. Ale prawda jest taka, że ​​nigdy nie staraliśmy się opracować bomby atomowej, ani w przeszłości, ani teraz, ani w przyszłości, ponieważ to jest fałsz. I to przeczy religijnemu dekretowi lub fatwie wydanej przez Najwyższego Przywódcę Islamskiej Republiki Iranu. Tak więc religijnie zabrania nam dążenia do posiadania bomby atomowej. I to zawsze było potwierdzane, dzięki naszej współpracy z MAEA, ponieważ zawsze byli tam, aby zweryfikować i udowodnić, że nigdy nie chcieliśmy mieć bomby atomowej. Ale niestety, ta współpraca została zakłócona przez nielegalne ataki na nasze obiekty jądrowe.

Tucker Carlson : Więc według doniesień prasowych zaprzestaliście współpracy z IAEA, Międzynarodową Agencją Energii Atomowej. Więc zakładam, że reszta świata nie ma możliwości, aby dowiedzieć się, ile uranu wzbogacacie, w jakim zakresie, w jakim procencie jest wzbogacany. Czy jest sposób, aby to zweryfikować, i czy pozwolilibyście innym narodom zweryfikować, że nie budujecie broni jądrowej?

Prezydent Pezeshkian : Panie Carlson, sir, chciałbym zwrócić pana uwagę na fakt, że byliśmy w trakcie rozmów ze Stanami Zjednoczonymi. Prezydent Stanów Zjednoczonych zaprosił nas na te rozmowy, aby spróbować zawrzeć pokój. Powiedziano nam w trakcie tych negocjacji i rozmów, że dopóki nie damy Izraelowi pozwolenia, nie zaatakują nas. I mieliśmy odbyć kolejną rundę rozmów, bardzo niedługo, ale w trakcie tych przygotowań Izrael storpedował stół negocjacyjny. Siedzieliśmy przy stole negocjacyjnym, kiedy to się stało. I robiąc to, całkowicie zrujnowali i zniszczyli dyplomację. Ale odpowiadając na pańskie pytanie dotyczące monitorowania lub nadzoru nad naszym programem nuklearnym, chcę powiedzieć, że jesteśmy gotowi negocjować w tej sprawie. Nigdy nie byliśmy stroną, która wycofała się z przeglądu. Zawsze jesteśmy gotowi na taki nadzór. Ale niestety, w wyniku bezprawnych ataków Stanów Zjednoczonych na nasze centra i obiekty nuklearne, znaczna część sprzętu i obiektów została poważnie uszkodzona. Dlatego nie mamy do nich dostępu. Niestety, nie mamy dostępu. Dopóki ten dostęp nie zostanie przywrócony, będziemy musieli poczekać i zobaczyć, co się stanie i jak bardzo zostały uszkodzone, zanim będziemy mogli przeprowadzić inspekcję.

Tucker Carlson : Doniesienia prasowe mówią, że wierzysz, że twój rząd uważa, że ​​IAEA szpieguje rząd Iranu i przekazuje informacje Izraelowi. Czy wierzysz w to? Jeśli tak, czy masz dowody, które świat mógłby zobaczyć?

Prezydent Pezeshkian : Chcę powiedzieć, że tak, byliśmy nieco pesymistyczni co do działań MAEA, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę, że Izrael może uzyskać informacje z inspekcji przeprowadzanych przez MAEA. Jednak nigdy nie przeszkodziło to MAEA w prowadzeniu działań w Iranie. Mieli pełny dostęp do nadzorowania i monitorowania naszych obiektów jądrowych. Ale w wyniku ostatniego raportu MAEA pojawił się brak zaufania. Charakter raportu i sposób jego sporządzenia dały reżimowi izraelskiemu pretekst i przygotowały grunt pod ich bezprawny i nieautoryzowany atak na nasze obiekty jądrowe. A nawet później MAEA nie potępiła ani nie powstrzymała tych ataków. I to było sprzeczne z prawem międzynarodowym. I to doprowadziło do powszechnej utraty zaufania wśród Irańczyków, irańskich prawodawców i opinii publicznej tutaj.

Tucker Carlson : Wskazałeś, że jesteś zdeterminowany, aby rozwiązać konflikty ze Stanami Zjednoczonymi drogą dyplomatyczną, które wojna podważyła. Czy byłbyś skłonny wznowić dyplomację i czy mógłbyś nam powiedzieć, ogólnie, ale precyzyjnie, jaki rodzaj porozumienia byś zaakceptował?

Prezydent Pezeshkian : Wiesz, wierzę, że moglibyśmy bardzo łatwo rozwiązać nasze różnice i konflikty ze Stanami Zjednoczonymi poprzez dialog i rozmowy. I wiesz, prawo międzynarodowe posłużyłoby jako ramy lub podstawa porozumienia, w którym prawa wszystkich narodów, zwłaszcza narodu irańskiego, byłyby w pełni respektowane. Ale niestety, to Netanjahu swoimi agresywnymi działaniami zniszczył tę dyplomację i te wysiłki. Nigdy nie chcieliśmy niczego innego, jak tylko poszanowania naszych uzasadnionych praw zapisanych w prawie międzynarodowym. Ale jak powiedziałem, to Netanjahu chciał wywołać niepokoje w naszym regionie, wywołał niepokoje i wzniecił napięcia w regionie.

Jak zawsze mówiłem, zawsze dążyliśmy do pokojowego współistnienia. Pokoju. To było moje motto, to było moje przekonanie, to było moje najgłębsze zdanie, że musimy żyć w pokoju i harmonii w tym krótkim i ograniczonym czasie, który dał nam Wszechmogący Bóg, aby żyć w pokoju i harmonii ze wszystkimi. I każdy na świecie powinien żyć w ten sposób. Ale z drugiej strony chciałbym również powtórzyć, że nasi ludzie są wystarczająco zdolni, aby obronić się przed każdym rodzajem ataku. I wierzę, że prezydent Stanów Zjednoczonych może bardzo dobrze poprowadzić region i świat do pokoju i harmonii. Albo, z drugiej strony, poprowadzić ich do nieustannych wojen.

Tucker Carlson : Czy planujesz wznowić negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi, z wysłannikiem Stevem Witkoffem lub kimś innym? A jeśli nie, co Twoim zdaniem się stanie?

Prezydent Pezeshkian : Nie widzimy problemu w wznowieniu negocjacji. Ale zanim to nastąpi, muszę przypomnieć, że z powodu okrucieństw popełnionych przez reżim syjonistyczny, Izrael, nie tylko przeciwko mojemu krajowi, ale w całym regionie, stoimy teraz w obliczu kryzysu, który musimy zostawić za sobą. Nasi dowódcy byli wolni. Spędzili noc w domu ze swoimi rodzinami, bezpieczni. A jednak zostali zamordowani. I to jest uważane za zbrodnię wojenną na mocy prawa międzynarodowego, ponieważ, jak powiedziałem, nie byli na służbie. Nasi naukowcy również zostali zabici i zamordowani, wraz z ich rodzinami, żonami i dziećmi. Oni również zostali zabici. Kobiety w ciąży. Dzieci. Zginęli w okrucieństwach, w atakach reżimu izraelskiego. Tylko dlatego, że chcieli zabić jedną osobę, musieli zburzyć i zniszczyć cały budynek. I w rezultacie zginęło wielu niewinnych ludzi. Wiele osób zostało zabitych. I jak powiedziałem, jest ten kryzys, który musimy zostawić za sobą. Jest warunek, warunek wstępny wznowienia rozmów. Jak możemy ponownie zaufać Stanom Zjednoczonym? Jeśli wznowimy negocjacje, to jak możemy mieć pewność, że w trakcie rozmów reżim izraelski nas znów nie zaatakuje?

Tucker Carlson : Czy sądzisz, że rząd Izraela próbował cię zamordować?

Prezydent Pezeshkian : Tak, próbowali, to prawda. I działali odpowiednio. Ale im się nie udało. A jako prawdziwy wierzący wierzę, że to w rękach Wszechmogącego Boga leży decyzja, kiedy człowiek umrze, a kiedy nie. Jeśli Wszechmogący Bóg tego chce, człowiek może umrzeć, nawet jeśli swobodnie i bez przeszkód chodzi po ulicy. Ale chcę wam jasno powiedzieć, że wcale nie boję się poświęcić siebie dla tej sprawy, dla obrony mojego kraju i zachowania i obrony suwerenności, wolności i niepodległości mojego kraju. Jestem gotów oddać za to swoje życie, oddać swoją krew. I nikt tutaj — mam na myśli żadnego z urzędników rządowych — nie boi się stracić życia broniąc naszego kraju. Ale czy to przyniesie bezpieczeństwo regionowi? Mam na myśli rozlew krwi, morderstwa, zabijanie innych. Czy to przyniesie pokój, harmonię i stabilność regionowi?

Tucker Carlson : Z całym szacunkiem, czy możesz nam powiedzieć, skąd wiesz, że byłeś celem półtora tygodnia temu? Nie widziałem nigdzie potwierdzenia tego. Skąd wiesz na pewno, że próbowali cię zabić?

Prezydent Pezeshkian : Oczywiście, to na pewno nie Stany Zjednoczone stały za zamachem na moje życie. To nie był nikt inny, tylko Izrael. Byłem na spotkaniu. Omawialiśmy nasz plan działania. Ale dzięki informacjom szpiegowskim, które mieli, próbowali zbombardować obszar, na którym odbywało się to spotkanie. Ale jak powiedziałem, to Bóg chce, kiedy człowiek umrze i odda swoje życie. I raz jeszcze chcę podkreślić, że nie boimy się męczeństwa. Nie boimy się poświęcić naszego życia dla naszego ludu, dla naszej niepodległości. Chcę powiedzieć, że ta wojna narzucona przez reżim izraelski doprowadziła do większej solidarności i jedności wśród narodu irańskiego. Po raz kolejny udowodniła, że ​​naród irański, bez względu na to, gdzie się znajduje na świecie, dba o swój kraj, suwerenność i integralność terytorialną swojej ojczyzny. Jak powiedziałem, przyniosło to więcej solidarności i jeszcze bardziej nas zjednoczyło dzięki temu aktowi agresji ze strony reżimu izraelskiego. Moja sugestia jest taka, że ​​rząd Stanów Zjednoczonych powinien uważać, aby nie ingerować w wojnę, która nie jest jego wojną, która nie jest wojną Ameryki. To wojna Netanjahu, która ma swoje diaboliczne machinacje dla całego regionu. On ma swój własny plan, Netanjahu — mam na myśli nieludzki plan. To prowadzenie nieustannych wojen, wojen, które trwają i trwają. I to jest moja sugestia dla Stanów Zjednoczonych: nie dajcie się oszukać Netanjahu, nie dajcie się wciągnąć w tego rodzaju wojnę.

Tucker Carlson : Wielu Amerykanów boi się Iranu. Mówisz, że się nie boisz, ale Amerykanie boją się Iranu. Wierzą, że Iran chce zaatakować Stany Zjednoczone bronią jądrową. Widzą filmy, na których Irańczycy skandują „Śmierć Ameryce” i nazywają nas „Wielkim Szatanem”. Co o tym sądzisz? Czy powinniśmy bać się Iranu?

Prezydent Pezeshkian : Myślę, że to bardzo błędne wrażenie, jakie każdy może mieć na temat Iranu lub Irańczyków. Chcę ci przypomnieć, że Iran nigdy nie najechał innego kraju w ciągu ostatnich dwustu lat. Kiedy mówią „Śmierć Stanom Zjednoczonym”, nie mają na myśli śmierci obywateli Stanów Zjednoczonych ani nawet śmierci urzędników Stanów Zjednoczonych. Mają na myśli śmierć dla przestępczości, śmierć dla zabijania i rzezi, śmierć dla wspierania przemocy i ucisku, śmierć dla zabijania innych, śmierć dla niepewności i niestabilności. To znaczy, czy kiedykolwiek słyszałeś o Irańczyku zabijającym Amerykanina? Czy kiedykolwiek o tym słyszałeś? Albo o terroryście, który był Irańczykiem i przeprowadził atak terrorystyczny na Amerykanów? Nie. To twój prezydent przyznał, że Amerykanie stworzyli ISIS w naszym regionie i są odpowiedzialni za ten fałszywy obraz religii lub muzułmanów na świecie. I raz jeszcze chcę wam powiedzieć i przypomnieć, że nie oznacza to śmierci narodu amerykańskiego ani funkcjonariuszy, ale śmierć zbrodniom i okrucieństwom, zastraszaniu, stosowaniu przemocy i każdemu, kto chciałby stać się wspólnikiem zbrodni popełnianych przez innych.

Tucker Carlson : Dwóch irańskich ajatollahów wydało fatwy przeciwko Donaldowi Trumpowi. Co to dokładnie oznacza i jaka jest twoja ocena?

Prezydent Pezeshkian : O ile mi wiadomo, nie wydali żadnych dekretów ani fatw przeciwko żadnej osobie ani przeciwko Donaldowi Trumpowi osobiście, a przede wszystkim nie ma to nic wspólnego z rządem Iranu ani z Jego Eminencją Najwyższym Przywódcą Iranu. Tak naprawdę fatwa miała na myśli potępienie zniewagi religii lub osób religijnych. I tak naprawdę powiedzieli, że jest to godne ubolewania, jest to niedopuszczalne. Tak więc nie była skierowana przeciwko prezydentowi Stanów Zjednoczonych ani żadnej innej osobie. I mogą być ludzie z własnymi pomysłami i opiniami, ale zapewniam: znaczenie tej fatwy nie powinno być interpretowane jako groźba przeciwko jakiejkolwiek osobie.

Tucker Carlson : Czy Iran kiedykolwiek w przeszłości aktywnie wspierał próbę zamachu na Donalda Trumpa?

Prezydent Pezeshkian : To jest dokładnie to, co próbują ci powiedzieć, co Netanjahu próbuje zasugerować i w co chce, żeby uwierzyli twoi ludzie lub prezydent twojego kraju. Ale to nieprawda, ponieważ Netanjahu, jak powiedziałem, ma własny plan. Chce wciągnąć Stany Zjednoczone w nieustanne wojny, jak powiedziałem, i przynieść więcej niepewności, niestabilności i niepokojów do całego regionu.

Tucker Carlson : W Stanach Zjednoczonych mieszka wielu obywateli Iranu. Niektórzy mówią, że są to uśpione komórki, terroryści działający na rozkaz waszego rządu. Czy wydalibyście teraz oświadczenie dla obywateli Iranu mieszkających w Stanach Zjednoczonych, aby nie dopuszczali się aktów przemocy w Stanach Zjednoczonych?

Prezydent Pezeshkian : To, co mi teraz mówisz, to pierwsze, co o tym słyszę, od ciebie lub kogokolwiek. Wiesz, Irańczycy są znani ze swojej wiedzy, ze swojej erudycji, ze swojej uprzejmości, z bycia cywilizowanymi. Czy widziałeś coś innego u nich? Inny rodzaj zachowania lub agresywne zachowanie? Czy ktoś kiedykolwiek widział u nich coś, co budziłoby obawy? Jak powiedziałem, to właśnie próbuje wbić ci do głowy Izrael. Rozprzestrzeniają informacje, że Irańczycy mogą być zdolni do takich rzeczy. Ale to jest całkowicie nieprawdziwe, ponieważ Irańczycy z natury są za pokojem i spokojem i nadal próbują uczynić to faktem, w jakiś sposób wpłynąć na umysły decydentów i obywateli Stanów Zjednoczonych i nastraszyć ich, aby zaangażowali się w wojnę w moim regionie, która nie zapewni żadnych interesów Stanom Zjednoczonym. Stany Zjednoczone nie są zainteresowane angażowaniem się w jakąkolwiek wojnę w moim regionie.

Tucker Carlson : Nie tak dawno temu, podczas rewolucji irańskiej, kiedy Iran miał stosunki z Izraelem i stosunki handlowe z Izraelem i podobno kupował broń od Izraela. Co się stało? Jak to się zmieniło? Kto to zmienił i dlaczego?

Prezydent Pezeshkian : Wiecie, sam Izrael jest winny, bo spójrzcie, co zrobili w Palestynie, w Strefie Gazy, przez ostatnie kilka lat, co zrobił Netanjahu, zabijając kobiety i dzieci, bombardując szkoły i szpitale, a także obszary cywilne i mieszkalne. I to jest po prostu ludobójstwo. Zablokowali żywność, lekarstwa i pomoc humanitarną dla Strefy Gazy. To miało negatywny wpływ na sposób, w jaki mój kraj i cały region postrzegają Izrael, i mam na myśli, że ich własne zachowanie i ich własne działania są winne, ponieważ to jest niedopuszczalne, to, co zrobili w moim regionie. I o ile wiem, nigdy nie otrzymaliśmy żadnej broni od Izraela. I chcę wam powiedzieć, nawet w tamtym czasie nie chcieliśmy broni, nie chcieliśmy wojen, nie chcieliśmy walczyć z Irakijczykami. To była wojna, która została nam narzucona. I tak jak ta wojna została nam narzucona przez reżim izraelski, nie zaatakowaliśmy Izraela. Oni zaatakowali nas.

Tucker Carlson : Czy pod koniec wymiany dyplomatycznej ze Stanami Zjednoczonymi możesz sobie wyobrazić świat, w którym amerykańskie firmy znów inwestują w Iran, sankcje są zniesione, a w regionie panuje pokój? Czy to jest twój cel? Czy uważasz, że to możliwe?

Prezydent Pezeshkian : Wiecie, tak było od samego początku mojej kadencji. Przede wszystkim starałem się prowadzić politykę wewnętrzną, solidarność i jedność, jeszcze bardziej jednoczyć naród irański. Potem staraliśmy się nawiązać lepsze stosunki z naszymi sąsiadami, krajami sąsiadującymi z Iranem. A potem odbyłem tę rozmowę z Jego Eminencją Najwyższym Przywódcą Iranu i podczas niej Jego Eminencja podkreślił, że nie ma żadnych ograniczeń i nic nie stoi na przeszkodzie, aby inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych przyjechali do Iranu i dokonywali tam inwestycji na dużą skalę, nawet w tej chwili. I nigdy nie było żadnych ograniczeń, nic nie stało na przeszkodzie, aby przyjechali do Iranu. I takie jest przekonanie Najwyższego Przywódcy Iranu. Ale jeszcze raz, chcę powiedzieć, że to Izrael nie chce, aby takie rzeczy działy się w regionie. Izrael nie chce widzieć pokoju i spokoju w regionie. Ale chcę powtórzyć, że prezydent Stanów Zjednoczonych, pan Trump, jest wystarczająco zdolny, aby poprowadzić region ku pokojowi i lepszej przyszłości, i postawić Izrael na jego miejscu lub wpędzić w nieskończoną otchłań lub grzęzawisko. To wojna, w którą Netanjahu chce wciągnąć Stany Zjednoczone lub prezydenta Stanów Zjednoczonych. To prezydent Stanów Zjednoczonych musi wybrać, o której ścieżce ci mówiłem. I jak ci mówiłem, nic nie stoi na przeszkodzie działalności handlowej, przemysłowej lub gospodarczej amerykańskich biznesmenów i inwestorów. I oczywiście, jeśli istniało jakieś ograniczenie, to było ono spowodowane sankcjami USA, a nie przez nas.

Tucker Carlson : Panie Prezydencie, moje ostatnie pytanie: gdybyśmy wybuchli wielką wojną, czy Iran, czy mógłby pan oczekiwać pomocy ze strony Rosji i Chin, pomocy militarnej i gospodarczej od swoich sojuszników, Rosji i Chin?

Prezydent Pezeshkian : Przez wszystkie te lata polegaliśmy tylko na Bogu i nadal polegamy na Nim. Potrafimy się bronić, stać na własnych nogach i bronić naszego kraju, naszej integralności terytorialnej, aż do ostatniej kropli krwi. Jak już wielokrotnie mówiłem, nie chcemy wojen. Nie chcemy rozwijać broni jądrowej. A ten fałszywy obraz, ta fałszywa mentalność, która została stworzona w umysłach amerykańskich decydentów i urzędników, jest wynikiem diabolicznych machinacji podżeganych przez Netanjahu i reżim izraelski oraz ich polityki wojennej.

A prezydent Stanów Zjednoczonych powinien wiedzieć, że kolejna wojna tylko rozprzestrzeni więcej niestabilności na Bliskim Wschodzie. I nie będzie w interesie ani korzyści prezydenta USA ani administracji USA, aby podążać w tym kierunku lub w tamtym kierunku. Zamiast tego muszą wybrać pokój i spokój, co osobiście zdecydowanie popieram i do czego oczywiście dąży również moja administracja i mój kraj. Wierzę również, jak powiedziałem, że prezydent Stanów Zjednoczonych ma wystarczającą władzę, aby powstrzymać Izrael i Netanjahu, powstrzymać ich i zastąpić podżeganie do wojny, rozlew krwi i konflikt pokojem i spokojem.

Tucker Carlson : Panie Prezydencie, dziękuję za podzielenie się swoją perspektywą. Doceniam to.

Prezydent Pezeshkian : Dziękuję za danie mi okazji, aby opowiedzieć, co dzieje się w moim umyśle i sercu. I mam nadzieję, że pokój i spokój zapanują nie tylko dla narodu Stanów Zjednoczonych, dla urzędników Stanów Zjednoczonych, ale dla całego świata, a szczególnie dla narodu mojego regionu. Dziękuję jeszcze raz.

Zalety akumulatorów litowo- żelazowo-fosforanowych.

[Uwaga: To reklama producenta, więc…- właśnie, uwaga. md]

https://kon-tec.eu/blog/poradniki/kompendium-wiedzy-nt-akumulatorow-lifepo4-od-kon-tec

Kompendium wiedzy nt. akumulatorów LiFePO4 od Kon-TEC

W poniższym artykule zebraliśmy podstawowe informacje na temat akumulatorów litowo-żelazowo- fosforanowych. Zachęcamy do przeczytania odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania dotyczące akumulatorów LiFePO4.

Akumulator litowo-żelazowo-fosforanowy (LiFePO4) – co to?

To rodzaj akumulatora elektrycznego. Charakteryzuje się lepszą żywotnością i większym bezpieczeństwem niż akumulatory litowo-jonowe. Akumulatory LiFePO4 zyskują na znaczeniu przede wszystkim ze względu na dynamiczny rozwój rynku samochodów elektrycznych. Są też chętnie wybierane przez właścicieli camperów czy jachtów.

Zalety akumulatorów LiFePO4

Bezpieczeństwo, wysoka wydajność i długa żywotność – to główne zalety akumulatorów litowo- żelazowo-fosforanowych. Choć LiFePO4 często mają wyższą cenę, ostatecznie, biorąc pod uwagę, cały okres eksploatacji produktu, minimalną konieczność konserwacji, rzadkie wymiany, są one opłacalną inwestycją i inteligentnym rozwiązaniem długoterminowym.

Czy akumulatory LiFePO4 są bezpieczne?

Tak. Ze względu na swój skład chemiczny, akumulatory LiFePO4 są bezpieczne. Oparte na fosforanach oferują stabliność termiczną i chemiczną, co gwarantuje wzrost bezpieczeństwa w stosunku do baterii litowo-jonowych. Zastosowane w bateriach LiFePO4 ogniwa litowo-fosforanowe są niepalne. W przypadku niebezpiecznych zdarzeń losowych, takich jak np. kolizja czy zwarcie, LFP nie wybuchają ani nie zapalają się.

Czy akumulatory LiFePO4 są toksyczne?

Baterie LiFePO4 nie zanieczyszczają środowiska. Zawierają mniejsze ilości metali ziem rzadkich (w porównaniu do akumulatorów litowo-jonowych). Akumularory LiFePO4 są nietoksyczne.

Jak ładować akumulatory LiFePO4?

Do ładowania zaleca się używania dedykowanej ładowarki od producenta. Dopuszcza się stosowanie ładowarek od innych producentów, jednak stosujący musi mieć pewność kompatybilności sprzętu.
W przypadku akumulatorów LiFePO4 od Kon-TEC ładowarki posiadają własny procesor i technologię sterowania sygnałem PWM, która zapewnia wysoką sprawność i stabilność parametrów oraz niską emisję i energooszczędność. Ładowarki zapewniają pełne naładowanie akumulatora bez niebezpiecznego przeładowania. Jest to możliwe dzięki automatycznej kontroli prądu i napięcia ładowania.

Jaka jest żywotność akumulatorów LiFePO4?

Żywotność to liczba cykli ładowania-rozładowania-ładowania, które bateria może wytrzymać bez pogorszenia wydajności. Pojedynczy cykl ładowania to taki, w którym bateria jest rozładowywana od stanu pełnego naładowania, a następnie ponownie ładowana. Typowa żywotność baterii LFP to ok. 3500- 5000 cykli. W praktyce oznacza to, że akumulator działa optymalnie przez siedem do dziesięciu lat.
Dopiero po tym okresie następuje powolna degradacja.

Układ BMS – co to?

BMS to układ zarządzający działaniem akumulatora litowo-jonowego. Skrót pochodzi od nazwy w języku angielskim – Battery Management System.

Po co w akumulatorze system BMS?

Najważniejsza funkcja układu BMS to zabezpieczenie akumulatora przed przeładowaniem, które może prowadzić do trwałego uszkodzenia baterii lub wywołać niebezpieczne dla otoczenia skutki (takie jak pożar czy wybuch). Układ BMS zapewnia także równomierny stopień naładowania poszczególnych ogniw, co prowadzi do zbalansowania całego akumulatora. Te funkcje powodują wydłużenie żywotności akumulatora. Przyczyniają się także do efektywniejszego wykorzystania jego całkowitej pojemności.

BMS w akumulatorze – jak to działa?

W przypadku pasywnego systemu BMS, kiedy układ stwierdzi maksymalne naładowanie jednego z ogniw, rozprasza w postaci ciepła ewentualny ładunek nadmiarowy. W przypadku aktywnego systemu BMS, układ „przenosi” nadmiarowy ładunek na wspólną szynę. Pozwala to na transportowanie ładunku z ogniw naładowanych bardziej do tych naładowanych mniej. Zapewnia także szybki proces balansowania ogniwa.

Czym jest balanser i jak działa?

Balanser to urządzenie służące do utrzymywania na tym samym poziomie napięć akumulatorów, połączonych ze sobą w układzie szeregowym.
Gdy moc pojedynczego akumulatora nie jest w stanie zaspokoić naszych potrzeb, montujemy grupę akumulatorów razem. Zasada działania balansera polega na pomiarze napięć dwóch akumulatorów połączonych w magazyn energii, wyznaczeniu punktu środkowego szeregu akumulatorów oraz transferze energii z akumulatora o wyższym napięciu do akumulatora o niższym napięciu.

Czym jest magazyn energii?

Magazyny energii Kon-TEC to wysokiej jakości akumulatory LiFePO4. Służą magazynowaniu energii w budynkach mieszkalnych. To rozwiązanie umożliwiające przechowywanie zielonej, darmowej energii słonecznej lub obniżające koszt energii z sieci w szczycie zapotrzebowania. Produkty te sprawdzają się również się w przypadku zasilania awaryjnego. Zapewniają normalną pracę budynku mieszkalnego nawet w przypadku braku zasilania z sieci lub złej pogody.
 

Czym jest głębokość rozładowania akumulatora i ile wynosi w przypadku baterii LiFePO4?

Z angielskiego depth of discharge (DoD) to poziom, do którego bateria może zostać rozładowana bez jej uszkodzenia. Głębokość rozładowania baterii LFP wynosi 100%. Akumulatory LiFePO4 to tzw. akumulatory do głębokiego rozładowania. Oznacza to, że można wykorzystać całą zgromadzoną w akumulatorze energię bez obaw o jego uszkodzenie.

Gdzie akumulatory LiFePO4 znajdują zastosowanie?

  • Zamienniki dla akumulatorów AGM/GEL
  • Kampery i nadwozia specjalistyczne
  • Specjalistyczne pojazdy elektryczne
  • Jachty i katamarany, houseboaty
  • Silniki elektryczne
  • Wózki i skutery inwalidzkie
  • Hybrydowe systemy fotowoltaiczne
  • Urządzenia magazynowania energii
  • Systemy podtrzymywania zasilania budynku
  • Turbiny wiatrowe
  • Oświetlenie awaryjne
  • Urządzenia i zabawki 12V
  • Źródło zasilania dla inwerterów 12V~/230V~

Dlaczego warto zainwestować w dobry akumulator LiFePO4?

Akumulatory LiFePO4 poszczególnych producentów różnią się między sobą przede wszystkim jakością wykorzystanych ogniw oraz elektroniki zabezpieczającej. Oba elementy mają olbrzymi wpływ na ostateczną rzeczywistą żywotność zakupionego akumulatora. Jeżeli faktycznie chcemy zainwestować w dość drogą technologię, jaką są akumulatory LiFePO4 ze względu na ich oczekiwaną długą żywotność, nie warto decydować się na półśrodki, kupując najtańszy model dostępny na rynku. Doświadczenie pokazuje, że niekoniecznie dotrzymują one deklarowanych parametrów użytkowych oraz eksploatacyjnych. Dlatego warto zainwestować w akumulatory renomowanych producentów, takich jak np. Kon-TEC. Inwestycja taka zwróci się z nawiązką. Dobry akumulator LiFePO4 można bezproblemowo użytkować przez wiele lat.

Polską energetyką rządzą durnie – urzędnicy (MRiT). Blokują magazyny energii.

MRiT zatrzyma polskie magazyny energii. Jak deregulacja ograniczy ich rozwój?

energetyka/mrit-zatrzyma-polskie-magazyny-energii

13 czerwca Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) opublikowało projekt rozporządzenia dotyczącego warunków technicznych, jakim mają podlegać budynki oraz ich usytuowanie. Propozycja ministerstwa znacząco wpływa na magazyny energii m.in. podniesie koszty ich instalacji nawet o 40-60 proc. czy zakaże instalacji w pomieszczeniach, w których mogą przebywać ludzie albo wręcz uniemożliwi ich montaż.

Jak zaznacza Paweł Lachman, prezes zarządu PORT PC: “Obostrzenia obecnie proponowane przez MRiT są zdecydowanie przesadzone i nieadekwatne do skali zagrożenia”.

Magdalena Melke: 13 czerwca MRiT opublikowało projekt rozporządzenia, według którego magazyny o pojemności do 20 kWh będą zwolnione z pozwolenia na budowę. Wydawałoby się, że jest to dobra wiadomość w kontekście deregulacji i wspierania branży magazynów energii?

Paweł Lachman, prezes zarządu PORT PC:

Stwierdzenie, że jest to „deregulacja”, wydaje się dużym uproszczeniem, a wręcz jest odwrotnie. Domowe magazyny energii nie podlegały konieczności pozwolenia na budowę. Magazyny energii, w tym te o pojemności powyżej 10 kWh, nie są jeszcze standardem, jednak biorąc pod uwagę to, jak drastycznie spadły ceny tych urządzeń w ostatnich latach, możemy się spodziewać, że niedługo staną się one standardowym rozwiązaniem domowym pozwalającym na rozwój energetyki prosumenckiej. Przyspieszą go nie tylko na poziomie domów jednorodzinnych, lecz także innych budynków np. komercyjnych.

Z tej perspektywy, wprowadzenie wymagania pozwolenia na budowę przy instalacji magazynów energii znacząco ograniczy liczbę osób, które będą chciały zastosować tego typu rozwiązanie we własnym domu. Chciałbym podkreślić, że w ciągu ostatnich 10 lat ceny magazynów energii spadły niemal ośmiokrotnie i widzimy ciągle potencjał do kontynuacji tego trendu – tym bardziej, że sprzyja temu coraz większa skala ich produkcji oraz rosnąca pojemność.

Dodatkowo, przepis proponowany przez MRiT nie nadąża za rzeczywistym rozwojem technologii produkcji, np. w zakresie wykorzystania w magazynach energii właściwie niepalnych technologii LFP [litowo-żelazowo-fosforanowe md] . Można też odnieść się do badań niemieckich, gdzie rzeczywista palność magazynów energii porównywana jest do pozostałych sprzętów AGD. Tymczasem projekt WT 2025 narzuca te same bardzo rygorystyczne wymagania niezależnie od rzeczywistego poziomu ryzyka. Nie różnicuje się np. magazynów LFP, które są niepalne, od innych rozwiązań. Obowiązek stosowania czujek dymu, samoczynnych urządzeń gaśniczych czy BMS bez określenia normy – to przykłady nadmiernej regulacji oderwanej od praktyki i dostępnych technologii.

I kolejny istotny argument. Magazyny będą niedługo motorem napędowym transformacji energetycznej budownictwa: ułatwią efektywną elektryfikację w kontekście dużego udziału energii pochodzącej z OZE (nawet do 60 proc. w skali rok w przypadku ogrzewania, ciepłej wody czy energii elektrycznej w domach jednorodzinnych). Jeśli jednak ich przyszłym użytkownikom zaczniemy stawiać tak drastyczne wymagania formalne, to znacząco osłabimy ten potencjał.

Aktualnie nie jest wymagane żadne pozwolenie, aby użytkować magazyn energii, jednak według proponowanego rozporządzenia jego instalacja może być znacznie utrudniona. Magazyny powyżej 10 kWh montowane wewnątrz budynków będą wymagały m. in. umieszczenia w wydzielonym technicznie pomieszczeniu o odpowiedniej odporności ogniowej, obowiązkowej czujki dymu, sygnalizacji pożarowej czy stałego, samoczynnego urządzenia gaśniczego.

Czy takie obostrzenia są konieczne dla obiektów tego typu, skoro akumulator w aucie elektrycznym najczęściej ma pojemność 60 kWh lub wyższą i jest zaparkowany w zwykłym garażu?

Jeżeli przyjrzymy się pojemności typowego domowego magazynu energii (10 kWh), wówczas zwykły, 5-cio litrowy kanister z benzyną znacznie przewyższa go pod tym względem (ok. 50 kWh). Dopuszczalne do przechowania 30 kg peletu drzewnego to 150 kWh energii. Sam samochód elektryczny stojący w garażu ma baterię 40-50 kWh. Naturalnie takie porównania są pewnym uproszczeniem, jednak ukazują absurdy proponowanych przez ministerstwo rozwiązań.

Jeśli mówimy o specjalnego rodzaju zabezpieczeniach już przy 10 kWh, wówczas znacząco ograniczamy rozwój tej technologii – jeśli nie uniemożliwiamy. Zakłada się przy tym, że magazyn energii jest technologią palną, pomimo rozpowszechniania technologii LFP oraz wbudowanych systemów zabezpieczeń, chroniących przed ryzykiem.

Zwróćmy również uwagę na nierówne traktowanie technologii. Z 30 tys. pożarów budynków w Polsce, blisko 1 tys. to pożary sadzy w kominach, a niemal 2 tys. powodują kotły na paliwa stałe. Nie słyszymy jednak o sytuacjach, w których ministerstwo chciałoby wprowadzić rozporządzenie wymagające specjalnego pozwolenia na zamontowanie kotła grzewczego.

Czy Pańskim zdaniem projekt rozporządzenia “broni się” merytorycznie?

Obostrzenia obecnie proponowane przez MRiT są zdecydowanie zbyt wysokie, szczególnie w kontekście zmian technologicznych, jakie dokonują się w sektorze magazynów energii oraz oceny ryzyka stosowania tych urządzeń w budynkach. W mojej opinii kształt ustawy wynika z braku wiedzy oraz obaw dotyczących nowej technologii.

Rozporządzenie MRiT to dobitny przykład nierównego traktowania technologii – tym bardziej szkodliwego, że magazyny energii są jednym z kluczowych elementów zielonej transformacji w budynkach. Gwarantują nam efekt synergii przy upowszechnianiu pomp ciepła, samochodów elektrycznych i zwiększaniu udziału OZE w systemie.

Przewidujemy, że boom fotowoltaiczny nastąpi m.in. dzięki szerokiemu zastosowaniu magazynów energii. Z punktu widzenia strategii UE, ukierunkowanie inwestycji na energetykę prosumencką jest jednym z najbardziej obiecujących i zgodnie z analizami może zapewnić do 30-40 proc. energii produkowanej i zużywanej w przyszłości w Polsce.

Chciałabym, żeby to wybrzmiało: rozumiem, że magazyny energii nie stanowią poważnego zagrożenia z perspektywy bezpieczeństwa pożarowego?

Nowe technologie magazynów energii w niedalekiej przyszłości będą całkowicie bezpieczne. Nieustannie trwają prace nad nowymi rozwiązaniami, ponieważ – m.in. ze względu na samochody elektryczne – powstaje wiele projektów mających zapewnić większe bezpieczeństwo użytkowania i zmianę chemii baterii elektrycznych. Widoczny progres w zakresie obniżania cen powoduje, że wkrótce konsumenci będą chcieli zabezpieczyć się przed możliwymi awariami zasilania poprzez zakup magazynu energii.

Przejdźmy do aspektów finansowych. O ile mogą się zwiększyć koszty instalacji magazynów energii w wyniku zaproponowanych przepisów?

Według mojej wiedzy, rozporządzenie MRiT może spowodować wzrost kosztów nawet o 40-60 proc w przypadku małych magazynów. Jednak w praktyce wiele zapisów czyni montaż magazynów o pojemności powyżej 10 kWh niemal niemożliwym – np. wymóg wydzielonego pomieszczenia technicznego tylko dla magazynu, co w budownictwie jednorodzinnym jest kompletnie nierealne. Ogranicza to inwestycje nie tylko kosztowo, ale również formalnie – np. poprzez brak możliwości spełnienia wymogów w istniejących budynkach. Dużym problemem będzie zapewne dodatkowe zniechęcenie potencjalnych prosumentów, wynikające z piętrzenia przed nimi problemów administracyjnych i biurokratycznych. To wszystko będzie miało to bardzo negatywne skutki nie tylko dla sektora magazynów energii, lecz również dla rozwoju OZE, energetyki prosumenckiej i postępu elektryfikacji w Polsce.

W jaki sposób zmieniliby Państwo przepisy zaproponowane w rozporządzeniu? Czego Państwu jako sektorowi brakuje, czy MRiT odpowiada na Wasze zapytania?

Powstają inicjatywy sektorowe, w których również uczestniczymy, jak chociażby wystosowanie listu otwartego do Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Nie chcę ujawniać jeszcze szczegółów tej sprawy, lecz możemy się ich spodziewać w ciągu najbliższych dni.

Nie zapominajmy, że przepisy przeciwpożarowe są domeną państwa członkowskiego, w związku z czym nie ograniczają nas rozporządzenia ani dyrektywy unijne. Musimy więc wypracować własny kompromis, który gwarantując bezpieczeństwo użytkowe, nie ograniczy jednocześnie rozwoju tej wartościowej technologii.

Czy ministerstwo kontaktowało się z Państwem przed stworzeniem projektu rozporządzenia?

Z tego co wiem, nie. Tym bardziej jesteśmy zdziwieni proponowanym rozporządzeniem. Co więcej, projekt nie definiuje nawet czym jest magazyn energii – czy obejmuje tylko część akumulatorową, czy również falownik. Takie nieprecyzyjne zapisy będą generować problemy interpretacyjne i techniczne, np. dla systemów typu „all in one”, gdzie odłączenie części obwodów nie jest technicznie możliwe.

Magazyny energii stanowią fragment układanki zielonej transformacji i przedstawione rozwiązanie jest działaniem przeciwko energetyce rozproszonej. Tymczasem istotą zachodzących zmian jest jak największe zbliżenie energetyki do indywidualnych konsumentów, zwiększenie jej rozproszenia oraz efektywności.

Świetnie ilustruje to następujący przykład: dziś, aby móc statystycznie zużyć w naszych domach pewną ilość energii, tracimy 2 razy taką ilość w systemie ogólno-energetycznym. Oznacza to, że efektywność energetyczna naszego całego systemu energetycznego wynosi ok. 1/3. Natomiast efektywna elektryfikacja i energetyka prosumencka korzystają z technologii, które cechuje o wiele większa efektywność, sprawiając, że nie tracimy tak wiele energii. Zarówno samochody elektryczne, jak i pompy ciepła są co najmniej trzykrotnie bardziej efektywne niż ich odpowiedniki spalinowe. Magazyny są niezwykle istotnym elementem całości układanki – bez ich udziału, zielona transformacja w budynkach się zatrzyma.

Ministerstwo, niestety, nie przedstawiło nam wcześniej propozycji przygotowywanych zmian, jednak − z tego co obserwujemy jest spora szansa, że MKiŚ wesprze nasze uwagi, a samo MRiT ponownie analizuje przedstawiony projekt.

Proszę powiedzieć, jaki obecnie jest stan magazynów energii w Polsce jeśli chodzi o rządowe wsparcie i zainteresowanie prosumentów? Ile potrzeba magazynów, aby wesprzeć rozwój OZE?

W tym zakresie możemy brać przykład od naszych niemieckich sąsiadów, gdzie ponad 70-80 proc. fotowoltaiki domowej jest montowana razem z magazynami energii. Jestem przekonany, że w interesie polskiego rządu i Polskich Sieci Elektroenergetycznych jest upowszechnienie podobnego modelu. Zdecydowanie pomocnym okazał się program „Mój Prąd”. Tu trzeba jasno powiedzieć, że dopiero połączenie fotowoltaiki z magazynem energii zapewnia spory sens ekonomiczny i technologiczny w kontekście aktualnego systemu rozliczeń energii z fotowoltaiki.

Dziękuję za rozmowę.

Nowe przepisy mogą wejść w ciągu kilku miesięcy, obecnie znajdują się na etapie opiniowania. Termin zgłaszania uwag mija już 13 lipca.

Rolnicy wsparli Ruch Obrony Granic. Przyjechali na granicę z Niemcami

Rolnicy wsparli Ruch Obrony Granic. Przybyli na granicę z Niemcami

7.07.2025 17:57 tysol/rolnicy-wsparli-ruch-obrony-granic-przybyli-na-granice-z-niemcami

Na granicy polsko-niemieckiej pojawili się rolnicy. Dołączyli do członków Ruchu Obrony Granic, by wyrazić solidarność i wspólnie zwrócić uwagę na skandal nielegalnej migracji.

Rolnicy zmierzający w stronę granicy z Niemcami Rolnicy wsparli Ruch Obrony Granic. Przybyli na granicę z Niemcami

Rolnicy zmierzający w stronę granicy z Niemcami / screen video x.com

Lubieszyn: Rolnicy przybyli na granicę

W poniedziałek w miejscowości Lubieszyn, przy zachodniej granicy Polski, pojawili się rolnicy. Ich obecność to wsparcie dla Ruchu Obrony Granic, który prowadzi działania mające na celu monitorowanie i przeciwdziałanie przerzutom nielegalnych migrantów z Niemiec.

Szczecin teraz. Rolnicy jadą na przejście graniczne w Lubieszynie wesprzeć i obrońców granic – informuje na platformie X Tomasz Duklanowski, były red. naczelny Radia Szczecin, publikując nagranie wideo jadących traktorów. 

Tym samym rolnicy zawiesili swój trwający w Szczecinie protest przeciwko polityce rządu Donalda Tuska, a w szczególności wdrożeniu umowy UE–Mercosur. 

Polski rząd wprowadza kontrole na granicy z Niemcami i Litwą

7 lipca zostały przywrócone tymczasowe kontrole graniczne z Niemcami i Litwą – na okres 30 dni. Komendant główny Straży Granicznej gen. dyw. Robert Bagan wskazał, że na granicy z Niemcami wyznaczono 52 punkty kontroli, z czego 16 to stałe punkty kontrolne. Na granicy z Litwą wytypowano 13 miejsc kontroli, w tym 2 stałe.

Sytuacja na granicy z Niemcami

Przypomnijmy, że to Niemcy w dużym stopniu wywołali kryzys migracyjny w Europie. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapraszała migrantów do Niemiec i prowadziła politykę „herzlich willkomen”, a niemieckie ośrodki wpływu uderzały w kraje Unii Europejskiej, które nie chciały się tej polityce podporządkować.

Obecnie ciągle trwa proceder podrzucania do Polski przez Niemców nielegalnych imigrantów przy bierności polskich służb. Nie ma wiarygodnych danych na temat liczby przerzucanych imigrantów. 

Polskiej granicy broni Ruch Obrony Granic Roberta Bąkiewicza i Jacka Wrony oraz liczne ruchy obywatelskie. Rząd Donalda Tuska grozi obywatelom patrolującym polską granicę, a niemieckie media lamentują, że „Ruch Obrony Granic uderza w niemiecką politykę migracyjną”.

Czym jest Ruch Obrony Granic?

Ruchu Obrony Granic to ogólnopolska inicjatywa społeczna powołana przez Roberta Bąkiewicza, której celem jest obrona Polski przed masową migracją i zagrożeniami z nią związanymi. Chodzi nie tylko o ochronę granic fizycznych, ale również o obronę naszej tożsamości narodowej, kultury i wspólnoty społecznej poprzez wywieranie presji na terenie całej Polski.

Jak czytamy na stronach organizacji, ROG sprzeciwia się planom, które mogłyby prowadzić do przymusowego osiedlania migrantów w Polsce i zmiany struktury naszego społeczeństwa. Ruch ma za zadanie budować świadomość społeczną, organizować obywateli oraz wywierać wpływ na politykę państwa, zawsze w sposób zgodny z prawem i w duchu patriotyzmu.

Tomasz Duklanowski @TDuklanowski

Szczecin teraz. Rolnicy jadą na przejście graniczne w Lubieszynie wesprzeć i obrońców granic

z Szczecin, Polska 148,6 tys. wyświetlenia

Tusk i migranci. Czy zdrajca może się opamiętać?

Tusk i migranci. Czy zdrajca może się opamiętać?

Filip Obara https://pch24.pl/tusk-i-migranci-czy-zdrajca-moze-sie-opamietac/

W sprawie imigrantów na zachodniej granicy ktoś powiedział: Czekamy aż rząd się opamięta. Moim zdaniem grupa trzymająca władzę nie może się opamiętać. Dlaczego? Bo opamiętanie oznacza powrót do normy, a dla nich normą są zdrada i działanie na rzecz obcych interesów.

Władza nie działa, dlatego obywatele biorą sprawy w swoje ręce – taki był jasny przekaz uczestników patroli obywatelskich, z którymi rozmawiał na granicy Krzysztof Stanowski. – Czekamy aż rząd się opamięta i zacznie robić to, za co mu płacimy – powiedziała pod koniec programu Magdalena Sosnowska z Konfederacji.

Dlaczego uważam, że rząd się nie opamięta i nie zacznie robić tego, za co mu płacimy? A nawet jak zacznie, to nie dlatego, że się opamiętał…

Samobójcze „elity”

Chapeau bas dla redaktora Stanowskiego za pokazanie po raz kolejny rzeczywistości, której nie prezentują media głównego nurtu. Również za mimowolne obnażenie samobójczej postawy lewicowo-liberalnych elit.

Przedstawicielem „frakcji samobójczej” na spotkaniu w Gryfinie był Andrzej Radziwinowicz z Partii Zielonych. Nie ma sensu przytaczać jego wypowiedzi, dość je streścić. Plątając się w dwuznacznościach ów lokalny samorządowiec stwierdzał jednocześnie, że jest „przeciwko nielegalnej imigracji” i (nie wprost, ale do tego to zmierzało) że należy szanować uczucia imigrantów, którzy mogliby poczuć się urażeni, gdyby wszystkich wrzucono do jednego worka.

Otóż nie. Rząd zgodnie z logiką porządku miłości ma jedno naczelne zadanie: dbać o dobro własnych obywateli. Jeżeli jakikolwiek obcy straci dobre imię (a nawet życie – choćby przy próbie sforsowania granicy), to nie powinno być poważnym zmartwieniem dla sprawiedliwej władzy. Natomiast jeżeli jakikolwiek (choćby jeden) obywatel Polski miał ucierpieć z powodu humanitarnego traktowania obcych, władza popełniłaby niewybaczalny grzech zaniedbania obowiązków.

Rząd nie ma prawa ryzykować życiem, zdrowiem i dobrem Polaków w imię jakichkolwiek przekonań o prawach człowieka czy też w imię opinii, jaką cieszy się na europejskich salonach albo w komisji pani von der Leyen. Rząd ma jasno określone obowiązki i skupiają się one wyłącznie na dobru wspólnym Polaków. Dopiero gdy to dobro jest zabezpieczone, władza ma prawo myśleć o altruistycznym działaniu na rzecz obcych.

Jeszcze jedna rzecz jasno wybrzmiała na spotkaniu w Gryfinie: Już wiemy, do czego prowadzi samobójcza polityka użalania się nad imigrantami. Widzimy to na Zachodzie i nie chcemy tego w Polsce. Dlatego nie ma taryfy ulgowej dla imigrantów, wobec których należy zastosować prostą i zdecydowaną politykę: WSZYSTKICH WON! (te słowa akurat nie padły, ale taki był przekaz).

Rządy zdrajców

Sposób myślenia radnego Radziwinowicza pokazał typowy modus operandi tzw. państwa polskiego: stosować prawa człowieka wobec obcych i bandytów to priorytet, a że ucierpią na tym Polacy? To furda! Wszak za to mocodawcy swoich pionków nie rozliczą.

Tak jest zbudowany system państwowy w III RP i nie ma tu wiele do rzeczy, która partia akurat rządzi. Spójrzmy choćby na kodeks karny, który w oczywisty sposób faworyzuje bandytów i doprowadza do sytuacji, w której praworządny obywatel boi się bronić. Trywialne byłoby przytaczanie wszystkich przykładów, ale jeden mimo wszystko przywołajmy. Chodzi o milicję obywatelską. Wiadomo, z czym ona nam się kojarzy. Tymczasem milicja obywatelska to prostu grupka mieszkańców, która chwyta za broń, by wspomóc władzę w utrzymaniu bezpieczeństwa. W różnych państwach Unii Europejskiej istnieją prawa dające ludziom taką możliwość. Ale nie w Polsce.

Uczestnicy patroli obywatelskich, którzy pojawili się na konferencji Kanału Zero w Gryfinie, z uporem maniaka powtarzali, że ich akcja jest „pokojowa” i obsesyjnie odżegnywali się od „chuligaństwa”. To jest właśnie ten absurdalny kozi róg, w który zagnała nas władza niesprawiedliwa w Polsce. Powiedzmy to jasno: państwo nie działa. Obywatele nie są bezpieczni. Dlatego obywatele nie muszą siedzieć jak myszy pod miotłą i mają prawo wziąć sprawy w swoje ręce. Niekoniecznie pokojowo.

Paradoks polega na tym, że to my płacimy zdrajcom u władzy, jak wskazała cytowana wcześniej Magdalena Sosnowska, ale to nie my jesteśmy ich mocodawcą. Oni nie poczuwają się do tego, by wypełniać wobec nas swoje obowiązki. Żaden z nich nigdy nic podobnego nawet nie powiedział. Żaden z nich do niczego podobnego nigdy się nie zobowiązał, a nawet jeżeli, to była to jedynie wyborcza retoryka.

To nie Ameryka, gdzie istnieje i wciąż gdzieniegdzie funkcjonuje ideał władzy z ludu i dla ludu. To demokracja fasadowa i władza nie uznaje tu żadnych danych od Boga praw, których miałaby przestrzegać. Dlatego jeżeli nawet rząd Tuska zrobi coś w kwestii imigracji, to nie dlatego, że się opamięta, ale dlatego, że tak wyjdzie ze słupków poparcia, a motywem będzie niechęć do oddania władzy PiS-owi, nie zaś dobro Polski i Polaków.

To niby oczywiste, ale warto rozumieć, na czym świat stoi, żeby nie dać się omamić.

Filip Obara

Ks. Guy Pages: Muzułmanie szczerze nas nienawidzą

Ks. Guy Pages: Muzułmanie szczerze nas nienawidzą , 8 lipca 2025

Grafika: PCh24.pl

Nie znam żadnej innej religii, w której bóstwo nakazuje eksterminację chrześcijan, konkretnie nazwanych, a raczej konkretnie wskazanych. Tak więc Islam sam w sobie ma potencjał, by zniszczyć chrześcijaństwo, ponieważ jest z natury antychrystem, czy nam się to podoba, czy nie.

Kim może być przychodzący po Chrystusie, jeśli nie antychrystem?

Paweł Chmielewski: Czy to nie za mocne, tak rozpoczynać dialog z muzułmanami?

Ks. Guy Pages: Wszystko zależy od tego, co chcemy uzyskać. Czy dialog służy po prostu docenieniu rozmówcy, czy też jego celem jest wspólne poszukiwanie prawdy.

Dlatego też chrześcijanin, który ma być świadkiem prawdy, ma obowiązek poruszyć tę kwestię. Jak bowiem powiedział Jezus, jeśli będziecie zachowywać moje słowa, poznacie prawdę. A prawda was wyzwoli.

Nie możemy więc traktować dialogu jako celu samego w sobie. W przeciwnym razie popadamy w gadulstwo, a gadulstwo jest grzechem.

Dlatego Jezus w Ewangelii nie mówi tylko po to, by mówić. Mówi, aby doprowadzić umysły swoich rozmówców do poznania prawdy.

Dopóki będą muzułmanami, nie mogą zostać zbawieni.

Islam uniemożliwia im bowiem wiarę w Jezusa Chrystusa i przyjęcie chrztu. Islam jako taki jest antychrystem, ponieważ świadomie i dobrowolnie odrzuca chrześcijańskie objawienie, twierdząc, że Jezus nie jest Bogiem, nie umarł i nie zmartwychwstał.  I właśnie to jest zasadniczym sensem istnienia islamu, zastąpienia chrześcijaństwa.

Zatem muzułmanin, dopóki jest muzułmaninem, nie może zostać zbawiony. Jezus wyraźnie powiedział, kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony. Zatem szczere poszukiwanie prawdy musi doprowadzić muzułmanina do odejścia od islamu.

Należy wyraźnie odróżnić, jak wspomniałeś w swoim pytaniu, religię od muzułmanów. Religia to jedno, a muzułmanie to drugie. Muzułmanie są kochani przez Boga, który, jak mówi Jezus, zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, a słońce wschodzi nad dobrymi i złymi.

Muzułmanie otrzymują więc naturalne dary, tak samo jak chrześcijanie i wszyscy inni ludzie. Dzięki temu mogą rozwijać naturalne cechy ludzkie. Ale nie jesteśmy zbawieni dzięki naszym cechom, cnotom i zasługom.

Jesteśmy zbawieni dzięki bezinteresownemu darowi Boga, który wymaga od nas wiary. Jest to dar bezinteresowny, ale trzeba go pragnąć i o niego prosić.

O przyjmowaniu muzułmanów do Europy

W swoim drugim liście napisał (Św. Jan) – jeśli ktoś przychodzi do was bez Ewangelii, nie przyjmujcie go do domu. Każdy kto go wita uczestniczy w jego złych uczynkach.

Święty Paweł w drugim liście do Koryntian, rozdział szósty, wersy czternaście do szesnaście mówi Jaka jedność między Chrystusem a Antychrystem? Jaka jest jedność między światłością a ciemnością? Jakie jest połączenie między wiernym a niewiernym?

Tak więc islam jako taki, jak już powiedziałem, nie ma innego powodu istnienia niż zniszczenie kościoła i zastąpienie go samym sobą. Nie wierzymy, jak napisał papież Franciszek w Abu Zabi wraz z wielkim imamem Al-Azhar, że Bóg pragnie pluralizmu religii, tak jak pragnie pluralizmu ras, kultur, kolorów, skóry, północy. Nie wierzymy w to.

Nie wierzymy również, że wszystkie religie prowadzą do Boga. Wierzymy, że tylko Jezus Chrystus prowadzi do Boga.

Europa mogła się rozwijać, utrzymując islam poza swoimi granicami. A dzisiaj, jak pan wspomniał, ponieważ Europa nie jest już chrześcijańska, islam powraca. Ale islam niesie ze sobą tylko śmierć ludzkości, śmierć duchową, śmierć wieczną.

O stosunku do muzułmanów

Przyjmowanie muzułmanów jako ludzi to jedno. Musimy ich kochać.

Nie możemy ich krzywdzić. Musimy pozwolić im mieć to, czego potrzebują, aby mogli żyć jak ludzie. Ale oddawanie im szacunku jako muzułmanom jest zdradą Chrystusa

Herezje Franciszka i co z nimi zrobi nowy papież Leon XIV?

Paweł Chmielewski: … mamy teraz nowego papieża i pytanie, czy spodziewa się ksiądz czegoś lepszego po Leonie XIV, a może Leon XIV powinien po prostu skorygować wypowiedzi Franciszka na temat Islamu.

Ks. Guy Pages: Nie tylko w stosunku do Islamu jest wiele takich rzeczy. Bardzo chciałbym, aby następca Franciszka unieważnił wszystkie decyzje dotyczące nie tylko religii innych niż chrześcijaństwo. Wiele z jego wypowiedzi jest heretyckich, np. kiedy mówi, że Bóg kocha nas wszystkich i zbawi nas wszystkich, że ma nadzieję, że piekło będzie puste, że można błogosławić pary homoseksualne, że osoby rozwiedzione i ponownie zawarte związki małżeńskie mogą przyjmować komunię, że każda religia prowadzi do Boga itd. Dlatego oczekuję, że następca Franciszka unieważni i uzna za niebyłe wszystkie takie heretyckie deklaracje papieża Franciszka. Nie byłby to pierwszy taki przypadek w historii.

Paweł Chmielewski: Kto zatriumfuje na końcu czasów? Chrystus czy Mahomet?

Ks. Guy Pages: Uważam, że Jezus zapowiedział nam Islam. Wiecie, jest to przypowieść z Ewangelii św. Mateusza rozdział 13…

Jest oczywiste, że Islam został sprowadzony na świat przez diabła. Jezus zapowiedział nam więc nadejście Islamu. W Apokalipsie widzimy bestię o siedmiu głowach, która chce pożreć kobietę i dziecko, czyli dziewicę Maryję i Jezusa, ale także Kościół i chrześcijan.

Siedem głów, ponieważ wróg Chrystusa ma wiele twarzy. To może być głowa komunizmu, masonerii, islamu i tym podobnych. Historia zna wielu wrogów Chrystusa.

Czy Polska jest krajem okupowanym?

Czy Polska jest krajem okupowanym?

Autor: CzarnaLimuzyna , 8 lipca 2025

AIX

W okresie ostatnich kilkunastu lat pojawiło się kilka nazw określających prawdziwy, nie urojony, lecz prawdziwy status Polski jako kraju i państwa obdarzonego oficjalną nazwą III RP. Ich autorami są nie tylko publicyści, ale także politycy.

  • – PRL bis
  • – Polin
  • – Ukropolin
  • – Kraj należący do kogoś za granicy
  • – Eurokołchozowy land
  • – Państwo z tektury

Jesteśmy w sytuacji w pewnym sensie nie do odwrócenia, ponieważ jesteśmy „krajem posiadanym przez kogoś z zagranicy”

–  słowa te wypowiedział w roku 2017 Mateusz Morawiecki zweryfikowany do roli premiera III RP przez znanego żydowskiego „porno-rabina”. W rozmowie z Bronisławem Wildsteinem Morawiecki poruszał się tylko w sferze zależności gospodarczych. Nie poruszył równie ważnych aspektów braku suwerenności politycznej i monetarnej Polski.

Niewykluczone, że byliśmy pierwszym portalem, który zwrócił uwagę na słowa Morawieckiego.

„Tu jest Polin” – oznajmił swego czasu Andrzej Duda. Te i inne określenia są używane coraz częściej jako opisujące realne znaczenie państwa polskiego.

Sterowność

„Jeżeli suwerenne państwo będziemy rozpatrywać jako system autonomiczny, zaś jego rozwój jako proces autonomiczny, wówczas stosunki międzynarodowe możemy opisać jako wzajemne oddziaływania sterownicze państw jako systemów lub procesów autonomicznych, którego celem jest uzyskanie jak największego udziału w procesach sterowania międzynarodowego” (J. Kossecki, „Naukowe podstawy nacjokratyzmu”, Warszawa 2015, str. 190).

Udział ten mierzy się stosunkiem mocy swobodnej państwa do całkowitej mocy swobodnej wszystkich państw na świecie.

Udziały w sterowaniu międzynarodowym liczone według metody polskich cybernetyków (tamże, str. 190 i następne) w czerwcu 2024 roku wyniosły: Chińska Republika Ludowa – 25,8%, Stany Zjednoczone Ameryki – 13,5%, Japonia – 9%, Federacja Rosyjska – 8%, Niemcy i Austria – 6%, Indie – 3,4%, Wielka Brytania – 3%, Republika Korei – 2,9%, Ukraina – 2,7%, Francja – 2,4%.  Na resztę świata przypada pozostające 23,3% sterowania /za “Myśl Polska”/

Polska nie działa w swoim interesie. “Koszerność” zamiast sterowności

Jedynym polskim politykiem  spośród czołówki kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta, jedynym, który powiedział wprost, że Polska nie jest krajem niepodległym był Grzegorz Braun. Karol Nawrocki, Rafał Trzaskowski wraz z pozostałymi kandydatami lewicy, Sławomir Mentzen we wszystkich swoich wypowiedziach aż do dziś podtrzymują szkodliwe złudzenie sprawczości i autonomii organizmu państwowego i klasy politycznej w Polsce. W praktyce wszystko decyduje się bez Polski i najczęściej przeciw Polsce, a jeżeli już gdzieś pojawia się przedstawiciel III RP, to pełni on rolę klakiera i użytecznego idioty.

Na czym polega okupacja?

Główną cechą władzy okupacyjnej w Polsce jest gorliwa, sprawiająca wrażenie obłąkanej, realizacja obcych – szkodliwych, określanych mianem globalistycznych, unijnych, niemieckich i innych – dyrektyw. Decyzje te nie są dyskutowane, a towarzysząca temu propaganda jest skrojona na miarę przysłowiowego debila, który jest gotowy skoczyć (przedterminowo) w przepaść absurdu, w ramach poparcia dla ogłoszonego planu zagłady.

Doskonałym przykładem jest sprawa tzw. migracji czyli zalewania Polski przestępcami, a także co stanowi normę na zachodzie, osobami na granicy upośledzenia intelektualnego i moralnego – legalnymi czy nielegalnymi, nie ma to żadnego znaczenia. W tragicznym kontekście zamordowania kolejnego Polaka okazało się, że odpowiedzialna za tragiczne wydarzenia grupa Kolumbijczyków pracuje na terenie niemieckiej firmy otrzymującej coroczne dotacje od polskiego podatnika i niepłacącej podatku CIT.

Konfrontacja, pacyfikacja, kontynuacja – plan Tuska

Plan depopulacji i systematycznego zastępowania rdzennej ludności „Ukropolin” ma być kontynuowany. Zamiast blokady migrantów na granicy niemieckiej oraz deportacji Tusk ogłosił blokadę informacyjną (ułatwiającą cenzurowanie wydarzeń w mediach) i zagroził represjami w formie: „mandatów, środków przymusu bezpośredniego i zatrzymania”. Został wydany zakaz lotów prywatnych dronów i wedle wielu interpretacji zakaz fotografowania.

* * *

Współczesna władza okupacyjna to tymczasowe sprawowanie władzy na danym terytorium bezpośrednio lub pośrednio przez ośrodki decyzyjne innego państwa lub organizacji międzynarodowych. Podejmowane decyzje zazwyczaj stoją w rażącej sprzeczności z interesem okupowanego narodu, a zakres ich szkodliwości jest odwrotnie proporcjonalny do siły narodowego oporu.

Unia Europejska, czyli gra w benkle

 [gra w benkle – trzy karty]

Unia Europejska, czyli gra w benkle

kelkeszos https://www.salon24.pl/u/qqc1968/1452410,unia-europejska-czyli-gra-w-benkle

Zapewne niewiele jest osób nie znających „kultowych” w polskiej kinematografii scen z „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, gdy Franek Dolas organizuje grę w „trzy karty” na arabskim bazarze, bezlitośnie łupiąc handlujących tam wszelkimi dobrami spożywczymi. Niewielu z nas jednak miało okazję obserwować taką atrakcję na żywo, a już zwłaszcza w niej uczestniczyć, przynajmniej na poziomie indywidualnym, bo już społecznie – to coraz częściej i wbrew własnej woli.

„Trzy karty”, „trzy kubki”, albo „miasta”, też zresztą trzy, to tak zwane benkle, stara jak świat gra z różnych targowisk, bazarów, jarmarków, czy innych ludzkich skupisk, na których łatwo znaleźć „frajera” i go „zgolasić” jak to plastycznie ujmowała warszawska gwara. Benkle zmieniały się co do formy, nigdy nie tracąc zasady działania. Osobiście pamiętam ich ostatnie wcielenie w postaci „miast”. Organizatorzy dysponowali planszą podzieloną na trzy rzędy liczb przypisanych do miast: Warszawa, Poznań, Kraków i trzema kostkami. Obstawiało się „miasto” i można było wygrać trzykrotność stawki, o ile suma wyrzuconych kostkami liczb, zgadzała się z tą zawartą w obstawionym rzędzie. Jakimś cudem jednak przeważnie wypadało inne „miasto”. Benklarze grasowali głównie w okolicy ulicy Targowej, gdzie był nie tylko słynny Bazar Różyckiego, ale też popularna kolektura wyścigów konnych. Oczywiście działali też na samych wyścigach, zwłaszcza po zakończeniu gonitw, przy głównych wyjściach, albo na przystanku autobusu „W”. Technologia była prosta, główny krupier krzyczał coś w stylu „ludzie, zwariowałem pieniądze rozdaję”, albo „postaw na Kraków, dawną stolicę Polaków”, „zyskasz pieniądze i sławę jak postawisz na Warszawę”, kilku jego wspólników pozorowało grę, w której oczywiście bezbłędnie trafiali i czekali na frajerów.

Wypisz wymaluj Unia Europejska. Z tą jedną różnicą, że w przypadku jakiegoś zagrożenia cały interes można było zwinąć dosłownie w kilkanaście sekund, a z drugiej strony – nie stawać się ofiarą tego kantu, na równie starej jak benkle zasadzie – nie graj Wojtek, nie przegrasz portek.

Niestety w sensie społecznym wpadliśmy w pułapkę zastawioną przez benklarzy z najwyższej półki, urzędujących na dachu Europy, w różnych Davosach i innych tego typu kurortach, posługujących się naganiaczami tak sprofilowanymi, aby żaden frajer do ograbienia nie miał szans umknąć. To już nie tylko wrzaskliwe media, ale najtęższe mózgi ze wszystkich dziedzin nauki, z tytułami i zasługami przygniatającymi maluczkich do gleby, jak niegdyś ordery na piersiach sowieckich generałów. Terror w czystej postaci, bo to właśnie dosłowne znaczenie łacińskiego słowa – zglebienie, wdeptanie w ziemię. Jak wyjdzie taki profesor i przemówi, do ludzi zawodów i zajęć zbędnych, jak rolnicy, rzemieślnicy, górnicy, robotnicy, to ich obowiązkiem jest padnięcie na twarz przed autorytetem i opróżnienie kieszeni do ostatniego moniaka, bo wirus, bo planeta płonie, bo kryzys demograficzny, chaos prawny, wojna, Putin, dziura ozonowa, antysemityzm, faszyzm i homofobia.

Współcześni benklarze mają rozmach………, działają na wielką skalę i potrafią ogrywać całe państwa i narody, przekonane przy tym, że uczestniczą w uczciwej grze i mają szansę w niej wygrać. Tak oczywiście nie jest bo nawet jeśli w założeniach Unii Europejskiej znalazły się jakieś szlachetne przesłanki, to tylko po to, aby zwabić frajerów. Mamy w zasobach myśli polskiej całe zestawy dzieł opisujących tego typu europejskie „uniwersalizmy”, ale z zasobów tych korzystać ani chcemy, ani umiemy. Niestety te niemoc dotyczy nie tylko modnych „liberalnych elit”, ale także, co piszę ze smutkiem, prawicowych publicystów, z rzadka i pobieżnie odwołujących się do rodzimych autorów, stojących zazwyczaj w zapomnianych kątach, niemniej zapomnianych półek.

Szkoda, bo w zakresie obrony przed benklarzami, albo znacznie bardziej jednoznacznymi i brutalnymi bandziorami, jak Prusacy, mamy ogromne doświadczenia, wbrew pozorom do dziś przydatne i to na bardzo praktycznym poziomie. Jako społeczność stoimy przed otwartym na oścież problemem – Unia Europejska, do której dążyliśmy całą parą i pod pełnymi żaglami, która przez dziesięciolecia wydawała się organizmem uczciwym i wydajnym, gwarantującym postęp, właśnie stała się sceną oszukańczej gry, organizowanej przez naszych sąsiadów, którzy nigdy nie byli nam przyjaźni. [Zadziwiające: KTO tak „myślał” ? Ja takich nie znałem i nie znam. MD]

Tracimy w tym przedsięwzięciu i zasoby, i już niestety ludzi mordowanych przez narzuconych przybyszy.  Niemcy pokazali swoją naturę „raubritterów”, będącą niezbywalnym elementem ich tożsamości i nie ma w tym zakresie żadnej nadziei na zmianę. Tu historia jest jednoznaczną nauczycielką życia.

Mamy i my swoje atuty, ale aby je wykorzystać musimy sobie zdać sprawę, w jakiej znaleźliśmy się sytuacji. Gramy w benkle, niechcący i bez możliwości odstąpienia, przynajmniej na razie. Musimy zatem ograć benklarza. Trudne, ale wykonalne, nawet Franek Dolas w końcu przegrał, tyle że z innym Polakiem, o bystrym spojrzeniu. 

Przy całej tragifarsie jaką w ostatnich tygodniach okazało się już zupełnie jawnie nasze państwo, pojawiły się w nim prądy niosące nadzieję. Publiczność chce wydajnego i sprawnego państwa, a przy tym coraz powszechniej zaczyna dostrzegać, że jego niszczenie to sprawka zewnętrznych oszustów i współdziałających z nimi, opłacanych z pochodzących z grabieży środków, naszych pseudo elit, które szczęśliwi tak zaryły w glebę, że nie mają już żadnego autorytetu, wzbudzając co najwyżej powszechną pogardę, co tyczy głównie prawników, choć na szczęście nie wszystkich, bo dobrzy i uczciwi przedstawiciele tego zawodu, będą nam w walce z benklarzami bardzo potrzebni.

Z Unii nie wyjdziemy, nie będzie żadnego „polexitu”, bo psychologicznie jest on niemożliwy do przeprowadzenia. Mamy natomiast piękną i bardzo długą już tradycję walki z oprawcami, przy wykorzystaniu ich własnych systemów, co pokazuje historia porozbiorowa, gdy dobrze i naturalnie wyselekcjonowana autentyczna elita narodowa, była w stanie przeprowadzić Polskę przez największe w dziejach kryzysy, na dodatek wobec każdego zaborcy stosując inne instrumenty i korzystając z różnych form walki.

Teraz też to jest możliwe, bo jesteśmy w nierównie lepszej sytuacji, wciąż dysponując własnym państwem i silnie zintegrowaną społecznością. To wielkie atuty, ale żeby je wykorzystać musimy sobie to jednoznacznie uświadomić – gramy z oszustami i nie możemy zrezygnować z gry. Wynik będzie zależał od stopnia rozpoznania przez nas zasad oszustwa i użycia ich przeciwko benklarzom. W tym wypadku wojna ma charakter prawny, a nie militarny, choć trzeba też pamiętać, że każde prawo musi być poparte siłą egzekucji. To przy tym ważny trop i podpowiedź w walce dla naszych polityków, uczciwie myślących o wyrwaniu Polski z obecnej matni. Imperium sprawuje ten, kto może wyegzekwować rozkaz. Przed prawdziwą siłą ustępuje każdy kanciarz.

==================================

[no i co dalej, synku? To był zaśpiew, ale jak to wykonać? Może ktoś wymyśli, to prześlijcie mi. MD]

Wojna 4.0, czyli „pacyfistyczna” Dolina Krzemowa idzie do wojska

Wojna 4.0, czyli Dolina Krzemowa idzie do wojska

Grzegorz Górny


Dwie precyzyjne operacje wojskowe przeprowadzone w krótkim odstępie czasu – ukraińska „Spider Web” i izraelska „Rising Lion” – pokazują, że weszliśmy w nowy etap prowadzenia wojen, w którym decydujące znaczenie ma sztuczna inteligencja. Maleje znaczenie przewagi liczebnej, a rośnie pierwszeństwo AI. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie zaangażowanie branży Big Tech, która w przemyśle zbrojeniowym i transformacji technologicznej sił zbrojnych dostrzegła szanse na rozwój i duże pieniądze.

Do tej pory liderzy sektora IT obnosili się ze swoimi pacyfistycznymi poglądami. Często w używanej przez siebie retoryce i symbolice nawiązywali do kontrkultury lat sześćdziesiątych z jej sprzeciwem wobec „brudnej” wojny w Wietnamie. Ich hasłem było: „make love not war”. Teraz jednak się to zmienia, a przykładem może być zawarta pod koniec maja umowa o partnerstwie strategicznym między dwoma cyfrowymi gigantami z Kalifornii: Meta i Andruil. Celem współpracy między obu firmami jest opracowanie wojskowych systemów wirtualnej rzeczywistości. Koncerny mają rozwijać systemy sztucznej inteligencji, robotyki, rzeczywistości rozszerzonej i systemów autonomicznych dla celów zbrojeniowych.

Zuckerberg i Luckey – wielkie rozstanie

Symboliczne są losy właścicieli obu spółek. Palmer Luckey nazywany bywa „złotym dzieckiem” branży IT. Jeszcze jako nastolatek wynalazł i opatentował pierwszy na świecie zestaw do wirtualnej rzeczywistości. W 2012 roku, mając zaledwie 20 lat, założył firmę Oculus VR, którą dwa lata później sprzedał Facebookowi na 2,3 miliarda dolarów. Młody miliarder nie zamierzał iść na emeryturę, lecz nadal pracował dla koncernu jako jeden z dyrektorów. W marcu 2017 roku niespodziewanie opuścił jednak Facebooka i zakończył współpracę z Oculus VR.

Z materiałów ujawnionych później przez „The Wall Street Journal” wynika, że powodem rozstania była dotacja w wysokości 9 tysięcy dolarów udzielona podczas kampanii wyborczej przez Luckeya jednej z organizacji, które wspierały Donalda Trumpa i krytykowały Hillary Clinton. W tamtym czasie dla potentatów z Doliny Krzemowej nie było większej zbrodni niż popieranie kandydata republikanów. Zaczęto więc naciskać na Facebooka, by zakończył współpracę z niepoprawnym politycznie geniuszem. Według nowojorskiej gazety także Zuckerberg miał wywierać wówczas presję na Luckeya. W efekcie ten ostatni odszedł z koncernu. Zatrudnił jednak prawnika, który wywalczył dla niego 100 milionów dolarów odszkodowania za zwolnienie z powodów politycznych.

Trzy miesiące po odejściu z Facebooka Palmer Luckey założył firmę Anduril specjalizującą się w wykorzystaniu wysoko zaawansowanych technologii w branży wojskowej. Rozpoczął też współpracę z administracją Donalda Trumpa, produkując dla straży granicznej systemy nadzoru i kontroli granicy między USA a Meksykiem. Dziś Anduril to lider innowacji w sektorze zbrojeniowym, a jego wartość wyceniana jest na 30,5 miliarda dolarów.

Zuckerberg i Luckey – wielkie pojednanie

Jeszcze niedawno pojednanie dwóch skłóconych ze sobą panów wydawało się nierealne. Zuckerberg sympatyzował z demokratami, a Luckey wspierał republikanów, zaś temperatura sporów kulturowych w USA, a zwłaszcza w poprawnej politycznie Dolinie Krzemowej, uniemożliwiała porozumienie. W zeszłym roku wszystko się jednak zmieniło. Najwięksi potentaci branży IT przeszli na stronę Trumpa. Zuckerberg poleciał do Mar-a-Lago, by złożyć hołd nowemu prezydentowi.

Pierwszy wspólny projekt obu koncernów pod nazwą „EagleEye” ma na celu stworzenie wizjerów wojskowych najnowszej generacji, które pozwolą żołnierzom wykrywać z daleka drony, identyfikować ukryte cele i kontrolować autonomiczne systemy uzbrojenia. Meta wnosi w wianie swój system sztucznej inteligencji Llama, a Andruil własną platformę Lattice. To pierwsze ze wspólnych przedsięwzięć mających na celu zmianę technologicznego oblicza amerykańskiej armii.

Partnerstwo strategiczne Zuckerberga i Luckeya to najbardziej spektakularny przykład wejścia sektora IT do przemysłu zbrojeniowego. Innym jest podpisanie przez Microsoft (we współpracy z Andruil) opiewającego na 22 miliardy dolarów kontraktu IVAS na produkcję dla armii USA zaawansowanego systemu słuchawkowego opartego na rzeczywistości rozszerzonej. Wynalazek ma na celu poprawę świadomości sytuacyjnej żołnierzy poprzez nakładanie obrazów z czujników i innych informacji na ich pole widzenia. 

W tym samym kierunku podążają nie tylko Meta i Microsoft, lecz także Palantir i OpenAI, które już produkują dla amerykańskiej armii zaawansowane systemy nadzoru i analizy wywiadowczej. To nie przypadek, że w 2024 roku w startupy IT w sektorze obronnym w USA zainwestowano 3 miliardy dolarów. Dolina Krzemowa żegna się więc ze swoimi pacyfistycznymi hasłami, zasilając innowacjami kompleks przemysłowo-zbrojeniowy.

Nowy wyścig zbrojeń 4.0

Przebieg wojen między Ukrainą a Rosją oraz między Izraelem a Iranem wskazuje na nieuchronną konwergencję technologii cywilnych i wojskowych, co zwiększać będzie rolę produktów podwójnego zastosowania. Broń, która w najbliższej przyszłości rozstrzygać będzie o losach bitew, już dziś produkowana jest nie w ściśle tajnych laboratoriach wojskowych, lecz w tych samych centrach technologicznych, w których jeszcze niedawno milenialsi, siedząc przy biurkach ozdobionych tęczowymi flagami jedli w przerwie na lunch swe wegańskie potrawki, popijając kawę ze Starbucksa i zastanawiając się, jak przeciwdziałać globalnemu ociepleniu.

Kto się nie załapie na ten nowy wyścig zbrojeń, ten stoi na przegranej pozycji. W tym kontekście widać tylko dwie światowe potęgi, które łączą siłę militarną z technologiczną. To Stany Zjednoczone i Chiny. W tym obszarze Rosja zdecydowanie od nich odstaje, a jej dystans do liderów stale powiększa się. Z mniejszych państw z powodu swego zaawansowania technologiczno-wojskowego liczą się także Izrael, Korea Południowa i Tajwan.

Niestety, w tej konkurencji kraje Unii Europejskiej pozostają daleko w tyle nawet za Ukrainą, która stała się swoistym poligonem testowania nowych rodzajów broni. Musimy pamiętać, że w czasach sowieckich Ukraina była jednym z centrów przemysłu zbrojeniowego (w zakładach Jużmasz w Dniepropietrowsku, dziś Piwdenmasz w Dniprze, produkowano np. międzykontynentalne rakiety balistyczne zdolne przenosić głowice jądrowe). Dziś wojna wymusza na Ukraińcach wytwarzanie innowacyjnych technologii wojskowych, które od razu znajdują zastosowanie na polach bitew.

A jak wygląda w tej konkurencji Polska? Czy ktoś w polskim rządzie w ogóle myśli o tych sprawach?

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/734106-wojna-40-czyli-dolina-krzemowa-idzie-do-wojska

Twierdza suwerenności: Konieczna nowa doktryna migracyjna RP

Twierdza suwerenności: nowa doktryna migracyjna RP

Maciej Świrski


https://wpolityce.pl/polityka/733813-twierdza-suwerennosci-nowa-doktryna-migracyjna-rp

I. Polska musi się bronić. Strategia cywilizacyjna wobec kryzysu migracyjnego

Polska stoi dziś przed jednym z najpoważniejszych wyzwań XXI wieku: próbą rozbicia jej suwerenności za pomocą presji migracyjnej, wojny poznawczej i demontażu tożsamości narodowej. To nie jest już problem społeczny ani wyzwanie administracyjne – to konfrontacja cywilizacyjna. Bez zdecydowanej, systemowej odpowiedzi Polska stanie się strefą tranzytową, pozbawioną granic, wpływu na własne losy i zdolności obronnych. Strategia cywilizacyjna musi być odpowiedzią nie tylko na presję zewnętrzną, ale i na wewnętrzną kapitulację elit politycznych, które nie rozumieją wagi zagrożenia.

II. Warunek wstępny: zmiana władzy jako warunek polityki suwerennej

Wszystkie środki polityczne, legislacyjne i organizacyjne przedstawione w tym dokumencie mają jeden, absolutnie niezbędny warunek: zmianę władzy w Polsce. Obecny rząd, zakotwiczony w ideologicznej agendzie Brukseli i Berlina, nie tylko nie przeciwdziała destrukcji państwa, ale aktywnie ją wspiera. Pod pozorem integracji europejskiej, praw człowieka i rzekomej solidarności migracyjnej realizuje plan rozpuszczenia polskiej tożsamości w masie ludnościowej, której celem nie jest integracja, lecz destabilizacja.

Zmiana władzy to nie jest tylko zmiana personalna – to przejęcie instytucji, odbudowa zdolności państwa do samodzielnego działania i przywrócenie ducha suwerenności. Nowy rząd musi mieć jasny mandat społeczny i polityczną wolę zerwania z logiką podległości wobec zagranicznych centrów decyzyjnych. To oznacza: wypowiedzenie paktu migracyjnego, przywrócenie kontroli granicznej, delegalizację NGO-sów wspierających migrację, zbudowanie krajowego systemu ochrony granic i tożsamości oraz powołanie Ośrodka Analizy i Monitoringu Wojny Poznawczej w BBN.

Bez zmiany władzy żaden z kolejnych kroków nie będzie możliwy. Będzie to tylko kosmetyka przy przyspieszającej katastrofie. Tylko rząd zdolny do konfrontacji z Brukselą i Berlinem, mający wsparcie narodu i instytucji państwowych, może zrealizować plan obrony Polski przed rozpadem i unicestwieniem kulturowym.

III. Polska nie ma długu kolonialnego. Odrzucenie fałszywej narracji postkolonialnej

Jednym z najbardziej niebezpiecznych narzędzi wojny poznawczej wymierzonej w państwa Europy Środkowej jest narzucenie im tzw. „narracji postkolonialnej”. Zakłada ona, że kraje zachodnioeuropejskie mają wobec Azji i Afryki dług historyczny wynikający z epoki kolonializmu – i że z tego długu wynika moralny obowiązek przyjmowania imigrantów, transferów finansowych oraz dostosowywania systemów społecznych do oczekiwań ludności napływowej.

Polska nie ma żadnych zobowiązań wobec byłych kolonii europejskich, ponieważ sama była ofiarą kolonializmu – rosyjskiego, pruskiego i austriackiego. W czasie, gdy Francja eksploatowała Maghreb, a Wielka Brytania podbijała Indie, Polska nie istniała na mapie. Nasz naród był poddany rusyfikacji, germanizacji, egzekucjom elit i wywózkom na Sybir. Nie jesteśmy spadkobiercami imperiów – jesteśmy ich ofiarami.

Dlatego narracja o „polskim długu kolonialnym” jest intelektualnym fałszem i politycznym atakiem. Próby wtłaczania Polski w schemat winy – rzekomo za „kolonizację Ukrainy” czy „szlachecki imperializm” – są nie tylko ahistoryczne, ale i skrajnie nieuczciwe. Opierają się na ignorancji, celowym odwracaniu pojęć oraz próbie narzucenia Polsce roli, której nigdy nie pełniła.

Polska ma prawo – i obowiązek – odrzucić tę narrację w całości. Nie będziemy przyjmować migrantów z krajów, których problemy są bezpośrednim skutkiem kolonializmu Francji, Belgii czy Niemiec. Nie zaakceptujemy też tezy, że każdy, kto wjeżdża do Europy, ma prawo „zadomowić się” w Polsce. U podstaw suwerenności leży prawo do wyboru, kto i na jakich zasadach może przebywać na naszym terytorium. I to prawo musimy przywrócić – bez kompleksów, bez tłumaczeń, bez usprawiedliwień.

IV. Kontrola terytorium i egzekwowanie prawa – nowa rola Straży Granicznej i służb porządkowych

Ochrona granic nie może kończyć się na pasie granicznym. Dziś musimy mówić o pełnym, aktywnym systemie kontroli terytorium Rzeczypospolitej pod względem obecności, statusu i działań cudzoziemców. Nielegalna migracja to nie tylko problem wjazdu – to problem stałej obecności nieidentyfikowanych jednostek na naszym terytorium, funkcjonujących w szarej strefie, poza systemem podatkowym, prawnym i społecznym.

Dlatego konieczne jest:

Należy przekazać Straży Granicznej pełne uprawnienia operacyjne na całym terytorium Polski, a nie tylko w strefie nadgranicznej. SG powinna mieć prawo do zatrzymywania, sprawdzania tożsamości, umieszczania w detencji oraz deportacji nielegalnych cudzoziemców w dowolnym miejscu kraju – bez konieczności działania w porozumieniu z Policją.

Należy utworzy sieć ośrodków odosobnienia i deportacyjnych, zarządzanych bezpośrednio przez Straż Graniczną – nie przez cywilną administrację, która w przeszłości wykazywała się opieszałością i współpracą z aktywistami migracyjnymi.

Należy przekształcić cywilną administrację ds. cudzoziemców w strukturę paramilitarną, podporządkowaną służbom, z dyscypliną operacyjną i realną odpowiedzialnością za wydane decyzje.

Jednocześnie należy przyjąć ustawową zasadę: nielegalny pobyt w Polsce jest przestępstwem. Osoba przebywająca bez podstawy prawnej podlega obowiązkowemu zatrzymaiu deportacji w ciągu 10 dni do kraju pochodzenia lub kraju, który uzna ją za swojego obywatela. System readmisji musi być twardy, bez możliwości przedłużania procedur, apelacji, zamulania systemu.

Na poziomie komunikacji publicznej, Polska powinna jasno powiedzieć: nielegalna migracja nie będzie akceptowana. Nie ma prawa do bycia nielegalnym imigrantem. Nie ma „praw człowieka do bycia tu”. Są tylko obowiązki względem prawa Rzeczypospolitej.

V. Koniec pobłażania: kryminalizacja nielegalnej migracji i delegalizacja struktur wspierających jej rozwój

Państwo, które przymyka oko na naruszenia własnego terytorium, staje się z czasem terytorium bez państwa. Polska przez zbyt długi czas tolerowała obecność organizacji, które – pod pretekstem „pomocy humanitarnej” – uczestniczyły w procederze przemytu ludzi, ukrywania nielegalnych cudzoziemców, sabotowania działań Straży Granicznej i podważania autorytetu państwa. Ten etap musi się zakończyć – nie przez debaty, lecz przez ustawowe działania o charakterze egzekucyjnym.

Polskie prawo musi jasno i jednoznacznie stwierdzić: pomoc w nielegalnym przekraczaniu granicy, organizowanie transportu, ukrywanie lub wspieranie osób nielegalnie przebywających na terytorium RP będzie kwalifikowane jako zbrodnia przeciwko bezpieczeństwu państwa. Działalność fundacji, stowarzyszeń i osób fizycznych wspierających migrację nielegalną musi zostać uznana za działalność przestępczą – niezależnie od ich intencji czy ideologicznej otoczki. Przestępstwo przeciwko państwowości nie staje się cnotą tylko dlatego, że jego sprawca cytuje Preambułę do Konstytucji lub wiesza na szyi szalik z napisem „solidarność”.

Wraz z nowym ustawodawstwem należy przeprowadzić pełny audyt organizacji pozarządowych działających w obszarze migracji, tożsamości, pomocy prawnej i integracyjnej. Każdy podmiot, który utrzymywał kontakty z przemytnikami ludzi, udzielał schronienia osobom nielegalnym, utrudniał działania służb, ukrywał dane cudzoziemców lub prowadził działalność informacyjną nakłaniającą do nielegalnego przekraczania granic – powinien być zdelegalizowany i objęty odpowiedzialnością karną. Mienie takich organizacji – zarówno nieruchomości, jak i środki finansowe – powinno zostać zabezpieczone w ramach postępowania o zagrożenie dla interesu publicznego.

Nie chodzi o zemstę ani represje – chodzi o przywrócenie elementarnej zasady cywilizacji łacińskiej: że prawo obowiązuje, że granica ma znaczenie, a działania antypaństwowe spotykają się z reakcją państwa.

Jednocześnie należy jasno stwierdzić: nielegalny pobyt cudzoziemca na terytorium Rzeczypospolitej nie będzie więcej tolerowany. Nie będzie okresów przejściowych, amnestii, wyjątków ani naginania zasad. Każda osoba przebywająca nielegalnie podlega zatrzymaniu – a następnie deportacji w trybie natychmiastowym, nie dłuższym niż 10 dni. W przypadku braku dokumentów, państwo polskie może wykorzystać środki nacisku dyplomatycznego wobec państw pochodzenia, w tym zawieszenie relacji dyplomatycznych, handlowych lub wizowych, aż do czasu skutecznej readmisji.

Aby te działania były skuteczne, należy wykorzystać uprawnienia wynikające z Konstytucji RP w zakresie wprowadzenia stanu nadzwyczajnego w przypadku masowego napływu ludności z zewnątrz, co stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, porządku konstytucyjnego i ciągłości państwa. Stan wyjątkowy umożliwia szybkie zawieszenie części przepisów unijnych (np. Schengen), przejęcie pełnej kontroli nad ruchem transgranicznym, uszczelnienie granicy oraz odcięcie kanałów przemytu i infiltracji. To nie tylko prawo – to obowiązek w sytuacji, gdy państwo musi bronić siebie przed zapaścią.

VI. Wypowiedzenie paktu migracyjnego i budowa regionalnej koalicji suwerenności

Nie można bronić granic narodowych, pozostając lojalnym wobec systemu prawnego, który odbiera państwu możliwość decydowania, kto przekracza jego terytorium. Taką sytuację mamy dziś w Unii Europejskiej. Mechanizm relokacji migrantów, będący osią nowego paktu migracyjnego UE, opiera się na zasadzie przymusu podległego strukturze brukselskiej – a nie na zgodzie obywateli danego kraju. To nie jest współpraca – to wymuszenie. I jak każde wymuszenie – musi zostać odrzucone.

Dlatego Polska, kierując się nadrzędną zasadą suwerenności i bezpieczeństwa narodowego, powinna wypowiedzieć pakt migracyjny UE i zakwestionować jego obowiązywanie na terytorium Rzeczypospolitej. Nie będzie to działanie antyunijne. To akt państwowej samoobrony w warunkach, w których Bruksela działa na szkodę interesów narodowych Polski, wykorzystując system prawa do wprowadzania zmian demograficznych, społecznych i kulturowych bez zgody obywateli.

Proces wypowiedzenia powinien zostać rozpoczęty niezwłocznie po objęciu władzy przez nowy rząd – przez uchwałę Sejmu i oficjalną notyfikację Komisji Europejskiej. Powinno mu towarzyszyć zawieszenie wykonywania mechanizmu relokacyjnego na mocy decyzji Rady Ministrów, powołującej się na nadrzędność Konstytucji Rzeczypospolitej oraz artykuły mówiące o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa państwa.

Wypowiedzenie paktu nie może być gestem symbolicznym – musi być częścią szerszej strategii. Polska powinna zainicjować regionalną koalicję państw Europy Środkowej i Południowej, które – podobnie jak Polska – nie mają kolonialnej przeszłości, nie zgadzają się na przymusowe relokacje i są gotowe wspólnie sprzeciwić się unijnej inżynierii demograficznej. Potencjalnymi partnerami są: Węgry, Czechy, Słowacja, Rumunia, Bułgaria, Litwa, Chorwacja, Słowenia oraz Grecja.

Celem tej koalicji powinno być: stworzenie wspólnego frontu sprzeciwu wobec migracyjnej inżynierii Brukseli, koordynacja działań prawnych i dyplomatycznych (pozwy do Trybunału Sprawiedliwości UE, weto budżetowe, wspólne deklaracje parlamentarne),wsparcie infrastruktury ochrony granic, w tym wspólne szkolenia, zakup technologii i wymiana informacji, zaprojektowanie wspólnego modelu wsparcia dla państw pochodzenia migrantów, który byłby alternatywą wobec unijnego „multikulturalizmu przymusowego”.

Wypowiedzenie paktu migracyjnego będzie testem nie tylko dla polskiej klasy politycznej, ale i dla zdolności całego regionu do obrony swojej kultury, tożsamości i suwerenności. Jeśli nie teraz – to nigdy. Jeśli nie Polska – to kto?

VII. Polski Plan Marshalla dla państw pochodzenia – kontrolowana pomoc w miejsce niekontrolowanej migracji

Zatrzymanie nielegalnej migracji nie może opierać się wyłącznie na murach, detencjach i deportacjach. Musi towarzyszyć im strategia oddziaływania na państwa pochodzenia, których obywatele – z biedy, chaosu, korupcji lub chciwości przemytników – decydują się na nielegalne przekroczenie granic Europy. Polska, jako kraj o rosnącym znaczeniu politycznym i gospodarczym, ma dziś możliwości, by opracować swój własny, autonomiczny plan oddziaływania międzynarodowego – nie pod dyktando Brukseli czy Berlina, lecz zgodny z naszym interesem narodowym.

Ten plan powinien przybrać formę wielostronnego programu pomocowego, zwanego roboczo Polskim Planem Marshalla dla krajów pochodzenia migrantów. Jego cele byłyby dwojakie:

Zatrzymanie migracji u źródła – poprzez poprawę warunków bytowych, stabilizację lokalnych gospodarek i redukcję motywacji migracyjnych. Zbudowanie dźwigni nacisku politycznego na rządy tych państw – aby aktywnie współpracowały z Polską w zakresie readmisji i repatriacji swoich obywateli.

Program ten powinien opierać się na zestawie starannie dobranych zachęt, które byłyby ściśle warunkowe i w pełni kontrolowane przez stronę polską. Oto filary tego podejścia:

1. Umowy readmisyjne z pakietem korzyści

Z każdym państwem pochodzenia należy podpisać umowę readmisyjną, której centralnym warunkiem będzie przyjmowanie przez te państwa swoich obywateli deportowanych z Polski – w trybie natychmiastowym, bez prób sabotowania procesu poprzez „brak dokumentów”, „brak zgody” czy „trudności techniczne”. W zamian Polska może zaoferować: bezzwrotne granty infrastrukturalne,ułatwienia wizowe dla legalnych pracowników (w ściśle kontrolowanych branżach),szkolenia zawodowe i instytucjonalne dla administracji publicznej tych państw. Możliwości szkoleń dla administracji państwowej w dziedzienach cyfryzacji, regulacji medialnej, organizowania systemu edukacji it.

2. Pakiety dobrowolnego powrotu z kontrolą egzekucji

Polska może zaoferować przebywającym u nas cudzoziemcom pakiety dobrowolnego powrotu – obejmujące pomoc logistyczną, bilet powrotny, a nawet wsparcie finansowe pod warunkiem trwałego opuszczenia terytorium Polski i podpisania zobowiązania o niepowracaniu. Osoby, które skorzystają z programu, muszą być weryfikowane przez placówki dyplomatyczne, a dane przekazywane służbom. Program ten musi być również nadzorowany przez służby graniczne i kontrwywiadowcze, aby nie stał się kanałem pozorowanej migracji wahadłowej.

3. Preferencyjne relacje handlowe i edukacyjne – ale tylko za realną współpracę

Polska może zaproponować wybranym państwom: otwarcie preferencyjnych linii kredytowych dla ich eksporterów,dostęp do polskich uczelni w ramach umów dwustronnych (z limitem osób i pełną kontrolą pobytu),programy szkoleniowe dla administracji, sił porządkowych i służb specjalnych, realizowane w Polsce przez polskie instytucje państwowe.

Ale wszystko to wyłącznie w zamian za pełną współpracę w zakresie zwalczania nielegalnej migracji, przyjmowania deportowanych, udostępniania danych oraz ograniczania działalności przemytników ludzi.

4. Transfer know-how, nie transfer populacji

Polska nie może powielać błędów Zachodu, który zamiast eksportować wiedzę – importował populację. Nasz model powinien być dokładnie odwrotny: Polska może eksportować wiedzę, technologię, metody zarządzania kryzysowego, cyfryzację, edukację, podstawowe umiejętności zawodowe. Ale nie będzie importować ludzi, którzy nie mają powodu przebywać w Polsce. Nie będziemy amortyzować demograficznego wybuchu Afryki, ponieważ nie jesteśmy jego przyczyną.

VIII. Środki nacisku wobec państw pochodzenia

Pomoc dla państw pochodzenia nielegalnych migrantów – choć niezbędna jako element stabilizacji – musi być zawsze sprzężona z możliwością zastosowania presji, sankcji i odmowy współpracy, gdy państwa te odmawiają przyjęcia własnych obywateli, utrudniają proces readmisji lub wspierają działania przemytników ludzi. Polska – działając samodzielnie, ale również w ramach regionalnej koalicji suwerenności – musi stworzyć spójny system środków nacisku. Będzie on zarówno odstraszający, jak i wymuszający współpracę.

1. Zawieszenie współpracy dyplomatycznej i gospodarczego wsparcia

Państwa, które odmawiają przyjęcia deportowanych migrantów, nie mogą liczyć na kontynuację relacji na warunkach dotychczasowych. Polska powinna: zawieszać działalność ambasad i konsulatów tych państw na terenie RP,odwoływać własnych przedstawicieli z tych krajów do czasu wznowienia readmisji,zamrażać umowy gospodarcze, granty rozwojowe oraz kontrakty z udziałem kapitału publicznego z tymi państwami.

To nie są gesty symboliczne – to poważne narzędzia wpływu na elity polityczne i ekonomiczne krajów, które często mają interes w migracji swoich obywateli, traktując ją jako wentyl dla własnej niewydolności wewnętrznej.

2. Zakaz wydawania wiz i sankcje osobowe

W przypadku braku współpracy readmisyjnej należy natychmiast: wstrzymać wydawanie wiz obywatelom danego kraju (zarówno wiz turystycznych, jak i pracowniczych),wprowadzić sankcje osobowe wobec urzędników, polityków i dyplomatów tych państw – odmowa wjazdu do Polski, konfiskata majątku na terytorium RP, odmowa uznania immunitetów dyplomatycznych w sprawach dotyczących migracji.

Zasada musi być prosta: jeśli twoje państwo nie przyjmuje swoich obywateli – twoi obywatele nie mają czego szukać w Polsce.

3. Publiczne wskazanie krajów niechętnych współpracy

Polska powinna raz na kwartał publikować białą i czarną listę państw: na białej – kraje, które współpracują w zakresie readmisji, zwalczania przemytu ludzi, wymiany danych;na czarnej – kraje, które sabotują współpracę, utrudniają identyfikację obywateli i wspierają migrację poprzez dyplomatyczne uniki.

Taka lista powinna być powiązana z polityką grantów, dostępem do funduszy, a także współpracą uniwersytetów, firm i instytucji państwowych. Kraje niechętne współpracy muszą ponosić tego koszty.

4. Cybernetyczne i informacyjne środki presji

Wobec państw aktywnie wspierających szlaki przemytnicze – poprzez fałszowanie dokumentów, organizowanie transportu przez ambasady lub udostępnianie terytorium – Polska powinna: prowadzić działania kontrwywiadowcze i cybernetyczne, uderzające w kanały komunikacji przemytników, ujawniać dokumenty i dowody współudziału tych państw w migracyjnych działaniach hybrydowych, przedkładając je na forum międzynarodowe (np. ONZ, OBWE),zamykać konta bankowe i blokować przelewy związane z podejrzaną działalnością migracyjną.

5. Asymetryczne sankcje w ramach grupy państw regionu

Jeśli działania Polski zostaną skoordynowane z krajami Grupy Wyszehradzkiej i Bałkanów, możliwe będzie zastosowanie sankcji regionalnych, takich jak: odmowa tranzytu przez państwa regionu dla obywateli krajów „niechętnych”, wspólne ograniczenia wizowe, regionalne embargo na produkty lub usługi kluczowe dla danych reżimów.

Tylko zestawienie zachęt i realnych konsekwencji pozwoli zatrzymać migrację u źródła – a nie powielać błędów Berlina, który przez dekady nagradzał bierność i sabotaż, nazywając je „dialogiem rozwojowym”.

XIII. Służby specjalne w nowym paradygmacie wojny poznawczej i ochrony tożsamości narodowej

Nowoczesne państwo nie może dłużej traktować swoich służb specjalnych jako struktur służących wyłącznie do działań kontrwywiadowczych, zwalczania terroryzmu i ochrony informacji niejawnych. Współczesne zagrożenia przyjmują formy bardziej podstępne: wojna poznawcza, infiltracja kulturowa, dekonstrukcja tożsamości i przechwytywanie kodów symbolicznych narodu. To nie są zjawiska abstrakcyjne – to precyzyjnie zaplanowane operacje, prowadzone m.in. przez rosyjskie, niemieckie, chińskie i transnarodowe struktury wpływu.

Jeśli Polska chce przetrwać jako suwerenny podmiot kulturowy i polityczny, musi przedefiniować misję i kompetencje służb specjalnych w duchu ochrony tożsamości, struktury poznawczej narodu oraz odporności cywilizacyjnej.

1. Wojna poznawcza jako realne pole działań operacyjnych

Służby powinny przyjąć definicję wojny poznawczej jako operacji mającej na celu zmianę: percepcji zagrożeń (np. redefiniowanie migracji jako „szansy kulturowej”), kategorii moralnych (np. uznanie suwerenności za przejaw ksenofobii), tożsamości historycznej (np. reinterpretowanie polskiej historii przez pryzmat rzekomego „kolonializmu wschodniego” względem Ukrainy), języka debaty publicznej (np. narzucanie języka inkluzywności jako narzędzia wymazywania granic społecznych i etycznych).

Zadaniem służb – zwłaszcza ABW i SWW – musi być identyfikacja tych procesów, ich źródeł (zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych), kanałów transmisji oraz wykonawców.

2. Ośrodek Analizy i Monitoringu Wojny Poznawczej w BBN

Kluczowym instrumentem koordynacyjnym powinno być powołanie Ośrodka Analizy i Monitoringu Wojny Poznawczej w strukturze Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) – aby był poza bezpośrednim wpływem konkurencyjnych interesów służb i fluktuacji budżetowych.

Ośrodek ten powinien: prowadzić ciągły, warstwowy monitoring przestrzeni informacyjnej i symbolicznej kraju, wykorzystywać zaawansowane algorytmy AI do wykrywania wzorców dezinformacji, kampanii demoralizacji i prób zmiany języka publicznego, analizować dane OSINT i HUMINT pod kątem strukturalnych ataków poznawczych na zbiorowe myślenie Polaków, identyfikować wewnętrzne ośrodki kapitulacji mentalnej (NGO, uczelnie, media, granty zagraniczne) i przeciwdziałać im narzędziami polityki kontrwywiadowczej oraz budowy narracji obronnej.

3. Od biernej obserwacji do aktywnego przeciwdziałania

Służby nie mogą poprzestawać na monitorowaniu i raportowaniu. Muszą przejść do fazy aktywnej: zakłócanie operacji poznawczych poprzez kontrkampanie informacyjne, przejmowanie sieci narracyjnych i podstawianie nowych wzorców semantycznych, dekonspiracja kanałów transferu treści wrogich (influencerzy, think-tanki, fundacje), blokowanie funduszy zagranicznych wykorzystywanych do inżynierii społecznej, generowanie własnych ofensywnych operacji poznawczych przeciw ośrodkom destabilizacji (np. fundacjom niemieckim, które prowadzą działania demoralizacyjne i pseudohistoryczne na terenie Polski).

4. Własna AI dla bezpieczeństwa narracyjnego

Państwo polskie powinno zbudować własny, suwerenny system AI – algorytm suwerenności poznawczej – który: analizuje codziennie przestrzeń mediów społecznościowych, telewizji, edukacji i kultury, rozpoznaje wzorce ataku na tożsamość narodową, religię, etos, tradycję, historię i język, alarmuje o próbach masowej zmiany postaw – zanim utrwalą się w zbiorowej świadomości.

System ten musi być zbudowany w Polsce, na polskich danych, z gwarancją braku obcych bibliotek i punktów dostępu. W tym celu należy stworzyć Państwowy Instytut Algorytmicznej Odporności Tożsamościowej – w partnerstwie służb, wojska, uczelni i niezależnych środowisk intelektualnych.

5. Ochrona dziedzictwa symbolicznego i rozpoznanie „agentury wpływu kulturowego”

Służby muszą również objąć ochroną system dziedzictwa symbolicznego: monitoring programów edukacyjnych, grantowych, kulturalnych i religijnych, które wprowadzają alternatywne kody tożsamościowe pod pozorem nowoczesności, tolerancji czy europeizacji, dekonspiracja agentury wpływu kulturowego: wykładowców, autorów, artystów, liderów NGO, którzy współpracują ze strukturami ideologicznymi obcych państw (np. niemieckimi fundacjami politycznymi, sieciami Sorosa, wahabitami, tzw. koalicjami równościowymi), identyfikacja linii przekazu i ich źródeł – na wzór analizy pochodzenia propagandy w czasie zimnej wojny.

Polska może przetrwać tylko wtedy, gdy obroni swój język, swoją pamięć i swoją tożsamość. A dziś to właśnie w tej sferze toczy się najbardziej podstępna wojna – cicha, ale skuteczna. Służby specjalne muszą wejść na ten front z nową misją, nowymi narzędziami i nieograniczoną determinacją.

X. Straż Graniczna i Administracja ds. Cudzoziemców jako elementy nowej architektury bezpieczeństwa wewnętrznego

Dotychczasowy model zarządzania polityką migracyjną w Polsce oparty był na założeniu, że zjawisko migracji można kontrolować za pomocą procedur administracyjnych, formularzy i systemu kwotowego. To podejście – powielane zresztą bezmyślnie z rozwiązań zachodnich – całkowicie ignorowało fakt, że współczesna nielegalna migracja jest narzędziem wojny hybrydowej. Dlatego konieczne jest przeorganizowanie całej struktury administracyjnej obsługującej sprawy cudzoziemców, a w szczególności – wzmocnienie i przekształcenie Straży Granicznej w służbę o rozszerzonym zakresie działania i kompetencji.

1. Przekształcenie Straży Granicznej w formację paramilitarną o uprawnieniach porównywalnych z Żandarmerią

Straż Graniczna nie może być wyłącznie formacją kontrolującą pas przygraniczny. Musi zostać przekształcona kompetencyjnie do zdolnościami operacyjnymi na całym terytorium kraju. Nowe zadania Straży Granicznej powinny obejmować: kontrolę cudzoziemców w każdym województwie, a nie tylko w pasie przygranicznym, prowadzenie ośrodków odosobnienia i deportacyjnych na zasadzie ośrodków administracyjnych o charakterze tymczasowym,przeprowadzanie akcji poszukiwawczych, zatrzymań i deportacji cudzoziemców przebywających nielegalnie na terytorium RP, możliwość współpracy operacyjnej z ABW, Policją i Służbą Więzienną, Żandarmerią Wojskową, stałe patrole i kontrole legalności pobytu na dworcach, w hostelach, hurtowniach i zakładach pracy.

Uprawnienia funkcjonariuszy Straży Granicznej powinny zostać rozszerzone do poziomu, który umożliwi skuteczne ściganie przestępstw migracyjnych – nie tylko wykroczeń.

2. Przeniesienie administracji ds. cudzoziemców do resortu spraw wewnętrznych – jako służby o charakterze ochronnym

Obecna struktura Urzędu ds. cudzoziemców – działająca w trybie biurokratycznym, rozproszona i niemająca dostępu do informacji operacyjnych – jest niewydolna, spóźniona i podatna na manipulację. Konieczne jest: włączenie całości struktur odpowiedzialnych za legalizację pobytu i rozpatrywanie wniosków azylowych do resortu spraw wewnętrznych, podporządkowanie ich służbom ochrony granic i wywiadu – aby każdy przypadek był rozpatrywany w kontekście bezpieczeństwa narodowego, a nie jedynie formalnej zgodności dokumentów, zautomatyzowanie systemu rejestracji i monitorowania pobytu cudzoziemców – z centralną bazą danych, aktualizowaną przez AI w czasie rzeczywistym (np. alerty przy złamaniu warunków pobytu), połączenie systemów meldunkowych, podatkowych, ZUS i rejestrów wynajmu lokali z systemem Straży Granicznej, tak by śledzenie nielegalnego pobytu było natychmiastowe i skuteczne.

3. Centralna rejestracja, obowiązek meldunkowy i kontrola finansowania diaspor

Każdy cudzoziemiec przebywający w Polsce – niezależnie od statusu – powinien być: objęty obowiązkiem meldunkowym, którego naruszenie będzie skutkować automatycznym zatrzymaniem i deportacją. Cudzoziemcy będą zarejestrowani w Centralnym Rejestrze Obecności Cudzoziemców (CROC), prowadzonym przez nową agencję bezpieczeństwa migracyjnego, kontrolowany pod kątem źródeł utrzymania, przynależności religijnej, powiązań środowiskowych i kontaktów z diasporami o wysokim poziomie radykalizacji.

Finansowanie diaspor z zagranicy powinno zostać objęte obowiązkiem pełnej jawności i zatwierdzenia przez służby, a niezgłoszone przelewy lub darowizny – traktowane jako przestępstwo.

4. Ośrodki detencyjne i deportacyjne: w trybie wojennym, nie biurokratycznym

Zamiast powolnych i opieszałych procedur cywilnych, Polska powinna przyjąć tryb specjalny dla nielegalnych migrantów: osoby zatrzymane za nielegalny pobyt trafiają natychmiast do ośrodka detencyjnego, w ciągu 10 dni następuje deportacja do kraju pochodzenia – bez możliwości odwołania i bezdyskusyjnie, jeśli nie posiadają prawa pobytu, odmowa współpracy lub zatajanie tożsamości skutkuje przeniesieniem do ośrodka o zaostrzonym rygorze i wpisem na czarną listę UE.

Straż Graniczna powinna zarządzać tymi ośrodkami jak jednostkami specjalnymi, z personelem przeszkolonym do kontaktu z grupami potencjalnie agresywnymi, a nie jak cywilne służby opiekuńcze.

XI. Kontrola terytorium – od odzyskania granic do nadzoru wewnętrznego

Nie można mówić o suwerenności państwa, jeśli jego granice są nieszczelne, a cudzoziemcy – przebywający nielegalnie lub pod pozorem legalności – poruszają się po kraju bez nadzoru, organizując równoległe struktury, tworząc enklawy kulturowe i omijając systemy prawne oraz fiskalne. Polska musi odzyskać pełną kontrolę nad swoim terytorium – nie tylko linią graniczną, ale każdą dzielnicą, wioską i miastem, gdzie dochodzi do tworzenia przestrzeni poza kontrolą państwa.

1. Stała kontrola legalności pobytu w całym kraju

Straż Graniczna, jako wyspecjalizowana formacja, powinna otrzymać uprawnienia do kontroli legalności pobytu cudzoziemców na całym terytorium Polski, nie tylko w strefie przygranicznej. Oznacza to: regularne kontrole w miejscach koncentracji cudzoziemców: bazarach, hostelach, skupiskach sezonowych, placach budowy, fabrykach, punktach gastronomicznych, działania operacyjne prowadzone wspólnie z Policją i Inspekcją Pracy, ale pod dowództwem SG, identyfikację i rozbijanie siatek pomocowych dla nielegalnych migrantów, w tym wynajmujących im mieszkania, zatrudniających na czarno i wystawiających fikcyjne umowy.

Celem nie jest ściganie ludzi z przypadku, lecz likwidacja ekosystemu przemytniczego (human trafficking), zorganizowanych kanałów przemytniczo-paraspołecznych, które umożliwiają obcym funkcjonowanie poza kontrolą państwa.

2. Geografia ryzyka: mapowanie stref nielegalnej obecności

Należy stworzyć system stałego mapowania terytorium kraju pod kątem: liczby cudzoziemców, ryzyka przestępczości migracyjnej, powstawania enklaw etnicznych niepoddających się polskiemu prawu i nadzorowi.

Takie dane muszą być gromadzone w systemie zintegrowanym z AI i analizowane codziennie – jak prognoza pogody w służbach ratowniczych. Jeśli powstaje „martwa strefa” – miejsce, gdzie nie wchodzi urząd, a organizacje „pomocowe” przejmują kontrolę nad lokalnym życiem migracyjnym – państwo musi tam natychmiast wracać z pełnym zakresem swoich uprawnień.

3. Zarządzanie ośrodkami odosobnienia jako narzędzia kontroli

Straż Graniczna powinna bezpośrednio zarządzać wszystkimi ośrodkami detencyjnymi i deportacyjnymi. Ośrodki te nie mogą być elementem humanitarnej opieki – lecz instrumentem kontroli i szybkiej izolacji zagrożenia. Ich zadaniem powinno być: szybka izolacja osób przebywających nielegalnie lub odmawiających współpracy, weryfikacja tożsamości, kontaktów i potencjalnych powiązań przestępczych lub ekstremistycznych, deportacja w trybie natychmiastowym po ustaleniu podstawy prawnej.

Każda osoba przebywająca w Polsce bez legalnego statusu powinna wiedzieć, że jeśli zostanie zidentyfikowana, nie ma żadnej ścieżki legalizacji, lecz tylko droga do deportacji. To musi działać prewencyjnie.

4. Monitoring wewnętrzny z użyciem technologii

Na wzór systemów izraelskich i węgierskich, Polska powinna zainwestować w: sieć kamer rozpoznających twarze i porównujących z bazą SG, czujniki ruchu i systemy alertowe na obszarach granicznych, dworcach, punktach tranzytowych, rozszerzenie rejestrów danych o funkcję predykcji zachowań na podstawie algorytmów – np. identyfikacja grup planujących „zbiorowe” przejścia graniczne lub fikcyjne rejestracje.

System ten ma służyć prewencji, nie masowemu nadzorowi obywateli – lecz musi być skuteczny wobec środowisk nielegalnych, przemytniczych i obcych służb operujących na naszym terytorium.

5. Zasada: każdy metr Polski musi być objęty jurysdykcją państwa

Nie może być w Polsce żadnej „szarej strefy kulturowej”, żadnej „enklawy specjalnego traktowania”, żadnej „przestrzeni różnorodności”, gdzie organy państwowe nie wchodzą „żeby nie prowokować”. Państwo musi mieć obecność symboliczną, instytucjonalną i operacyjną w każdym miejscu kraju.

Straż Graniczna, wspierana przez Policję, ABW i wywiad, powinna być stałym aktorem obecnym na ulicy, w powiecie, na lotnisku, w porcie i w każdej większej firmie zatrudniającej cudzoziemców. To nie jest radykalizm – to minimum odpowiedzialności za bezpieczeństwo narodowe.

XII. Odpowiedzialność państw trzecich i ofensywa dyplomatyczna: Niemcy, Białoruś, Czechy, Litwa, Ukraina

Polska nie jest samotną wyspą na mapie Europy. Jej granice to również granice Unii Europejskiej, ale – jak pokazuje rzeczywistość ostatnich miesięcy – sąsiedzi Polski nie zawsze działają jako sojusznicy. W wielu przypadkach świadomie lub biernie umożliwiają presję migracyjną na Polskę, wspierają logistykę przemytu ludzi, nie reagują na łamanie prawa przez cudzoziemców ani nie przyjmują z powrotem swoich obywateli. Konieczne jest przedefiniowanie polskiej dyplomacji migracyjnej na twardą politykę interesów, opartą na sankcjach, umowach warunkowych i bezpośrednim nacisku.

1. Niemcy – źródło destabilizacji systemowej

Niemcy odgrywają kluczową rolę w destabilizacji systemu migracyjnego Europy Środkowej. To z ich terytorium, przy pełnym przyzwoleniu federalnych i landowych władz, cudzoziemcy są „zrzucani” przez granicę do Polski. Niemcy świadomie nie deportują migrantów, a zamiast tego tworzą mechanizm wypychania ich przez granicę polsko-niemiecką. To forma presji politycznej i próby przerzucenia kosztu własnych błędów ideologicznych (Willkommenskultur) na sąsiadów.

Odpowiedź Polski musi być bezwzględna: wezwanie ambasadora Niemiec i wręczenie noty protestacyjnej, czasowe zamknięcie wybranych przejść granicznych w razie powtarzających się incydentów, pozwanie Niemiec przed Trybunał Sprawiedliwości UE za systemowe naruszanie prawa Schengen i zasady odpowiedzialności państwa pierwszego wniosku azylowego (Dublin), kampania międzynarodowa obnażająca niemiecką hipokryzję i szkodliwy eksport problemów, zawieszenie dwustronnych programów migracyjnych, edukacyjnych i NGO-sowych do czasu zmiany postawy Berlina.

2. Białoruś – hybrydowy agresor i konieczność pełnej blokady granicy

Białoruś, pod kontrolą reżimu Łukaszenki i na usługach Moskwy, od 2021 roku prowadzi wobec Polski i państw bałtyckich zorganizowaną operację destabilizacji przy użyciu presji migracyjnej. Przerzut ludzi z Azji i Afryki, eskortowanie ich przez służby białoruskie, udzielanie im wsparcia w sprzęcie i wskazywanie tras przemarszu – to wszystko ma znamiona działań wojennych prowadzonych środkami asymetrycznymi. Na tej granicy zginął polski żołnierz – sierżant Mateusz Sitek.

Wobec tego Polska musi przestać traktować granicę z Białorusią jako „trudną, ale działającą” i przyjąć zasadę całkowitego zamknięcia. To oznacza: fizyczne zamknięcie wszystkich przejść granicznych – drogowych, kolejowych i pieszych – do odwołania, zablokowanie ruchu towarowego i osobowego, z wyjątkiem konwojów humanitarnych do niezależnych struktur białoruskich (np. Kościół katolicki, organizacje demokratyczne), zawieszenie jakichkolwiek relacji gospodarczych, w tym współpracy regionalnej i kontaktów samorządowych, wprowadzenie strefy buforowej o rozszerzonym dozorze – z całodobowym nadzorem, uzbrojeniem optoelektronicznym i dronowym, czujnikami ruchu i wsparciem sił specjalnych.

Jedynym kanałem kontaktu powinny być noty dyplomatyczne przekazywane przez ambasady w państwach trzecich lub kanały wojskowo-operacyjne w celu uniknięcia przypadkowej eskalacji. Ale stan relacji powinien jasno sygnalizować: Polska uznaje reżim Łukaszenki za organizatora ataku hybrydowego i traktuje go jako podmiot wrogi.

3. Litwa i Czechy – cisi beneficjenci „przesunięcia problemu”

Litwa i Czechy nie są agresorami, ale w praktyce nie współpracują z Polską w zakresie kontroli migracyjnej, a czasem umożliwiają tranzyt cudzoziemców przez swoje terytorium – wiedząc, że ostatecznym celem przerzutu są granice RP.

Dlatego należy: zażądać zawarcia dwustronnych umów o natychmiastowej readmisji każdej osoby zatrzymanej w pobliżu granicy, jeśli istnieje dowód, że przeszła z ich terytorium, rozpocząć stałe patrole trójgraniczne i monitorować współczynnik readmisji – z karami finansowymi za odmowę, powiązać udział w funduszach regionalnych, projektach infrastrukturalnych i energetycznych z postawą migracyjną wobec Polski – koniec z beztroską współpracą, gdy ktoś nie chroni wspólnej granicy.

4. Ukraina – partner, ale także źródło problemu

Polska jest sojusznikiem Ukrainy w wojnie z Rosją. To nie zmienia faktu, że Ukraina nie może być traktowana jako podmiot stojący ponad odpowiedzialnością międzynarodową. Problem nielegalnych migrantów przechodzących przez Ukrainę do Polski istnieje, podobnie jak przypadki nadużyć w systemie ochrony czasowej, fałszywych tożsamości i prób przemycania ludzi spoza Ukrainy pod przykrywką wojny. Istnieje też problem nieasymilującej się mniejszości ukraińskiej w Polsce, która pozostaje pod wpływem ukraińskiej polityki historycznej.

Polska powinna: żądać ścisłej kontroli granicznej na granicy UA-PL – zbudowanej przy współudziale SG RP i SBGS Ukrainy, powiązać dalsze programy pomocy dla Ukrainy z reformą ich systemu migracyjnego, który obecnie jest dziurawy i skorumpowany, egzekwować obowiązek readmisji obywateli Ukrainy łamiących prawo pobytu w Polsce, rozpocząć współpracę z ukraińskimi służbami w zakresie prewencji przestępczości migracyjnej i przerzutów ludzi z Azji przez terytorium UA. Uzależnić pomoc Ukrainie od uznania polskich postulatów historycznych – na przykład natychmiastową zgodę na ekshumację ofiar ludobójstwa na Wołyniu w 1943 roku.

Dyplomacja musi służyć bezpieczeństwu, a nie sentymentom. Polska nie może pozwolić na dalsze wykorzystywanie swojej otwartości do przemytu ludzi, destabilizacji wewnętrznej i politycznych rozgrywek obcych państw. Musi być gotowa do twardej konfrontacji dyplomatycznej i używania środków nacisku – nie tylko deklaracji.

Zakończenie: Strategia Ostatniej Granicy – Polska jako twierdza suwerenności **

Polska stoi dziś na ostatnim bastionie cywilizacyjnym Europy. W obliczu kryzysu migracyjnego, który nie jest już spontanicznym ruchem ludności, lecz zorganizowanym narzędziem wojny poznawczej, asymetrycznej i demograficznej – musi podjąć działania ostateczne, zdecydowane i systemowe. Nie wystarczą deklaracje, półśrodki ani kompromisy. Nie można prowadzić polityki bezpieczeństwa narodowego, gdy podstawowe pojęcia – granica, obywatelstwo, tożsamość, prawo – zostały zrelatywizowane przez ideologię dekonstrukcji i interesy obcych centrów decyzyjnych.

Polska nie może pozwolić sobie na dalsze złudzenia. Musi uznać, że toczy się wojna – nie z czołgami, lecz z narracjami. Nie z bombami, lecz z mapami kulturowymi. I że w tej wojnie granica nie przebiega tylko przez Białowieżę czy Kuźnicę, ale przez każde polskie miasto, szkołę, parafię i redakcję. Stawką tej wojny nie są tylko decyzje polityczne, ale przyszłość samego pojęcia Polska.

Dlatego konieczna jest pełna mobilizacja instytucjonalna, legislacyjna, dyplomatyczna i społeczna. Odbudowa suwerennego państwa zaczyna się od kontroli granic, ale kończy się na odbudowie ducha narodowego – odpornego na szantaż moralny, świadomego własnej historii i gotowego do walki o własny los. Musimy jasno powiedzieć: Polska nie będzie skansenem woli Brukseli ani zapleczem ludnościowym dla utopii multikulturowej. Będzie państwem, które – jak kiedyś – wyznacza linię obrony cywilizacji.

Jeśli dziś nie powiemy „dość”, jutro nie będzie już komu mówić „jeszcze Polska nie zginęła”. To nie jest wybór polityczny. To jest obowiązek cywilizacyjny.

Afera «Epstein» za rządów Trumpa: Nie było żadnej listy klientów, nie było morderstwa…

Afera «Epstein»: Nie było żadnej listy klientów, nie było morderstwa…

Data: 7 luglio 2025Author: Uczta Baltazara 1 Commenta

W suchym i ostatecznym tonie, amerykański Departament Sprawiedliwości (odtąd DOJ) i FBI formalnie zamknęły śledztwo w sprawie Jeffreya Epsteina, jednego z najbardziej mrocznych dossier dotyczących kondycji współczesnej władzy w USA. Nie ma żadnej listy. Nie było żadnego szantażu. Nie było też żadnego morderstwa. Miało miejsce jedynie samobójstwo. A wszystko to deklarowane jest przez administrację, która obiecywała rzucić światło na mroczne sprawy establishmentu.

1. Nota: nie było klientów, nie ma mowy o spisku

Zgodnie z wewnętrzną notatką opublikowaną kilka godzin temu przez portal Axios https://www.axios.com/2025/07/07/jeffrey-epstein-suicide-client-list-trump-administration, Departament Sprawiedliwości stwierdza:

  • Nie istnieje żadna „lista klientów”;
  • Nie wykryto dowodów świadczących o szantażowaniu osób publicznych;
  • Epstein popełnił samobójstwo. Nie stwierdzono zaangażowania w to osób trzecich.

Aby wzmocnić oficjalną narrację, władze opublikowały materiał filmowy z więzienia federalnego Manhattan MCC, zarówno w wersji oryginalnej, jak i tej „ulepszonej”, który ma wykazać brak jakichkolwiek nietypowych wejść lub przemieszczeń w celi Epsteina w nocy z 9 na 10 sierpnia 2019 roku. W ten sposób potwierdzono oficjalną narrację: samobójstwo przez powieszenie się, jak już wcześniej zostało to stwierdzone w raporcie lekarza sądowego.

2. Paradoks: „oficjalna” prawda pojawia się za rządów Trumpa

Najbardziej uderzającym faktem jest nie tylko treść noty, ale także moment jej publikacji. I to nie żaden progresywny czy liberalny rząd ogłosił zamknięcie sprawy, ale właśnie nowa administracja Trumpa, która na stanowiska szefów FBI powołała dwóch byłych «propagandystów konspiracji» należących do kręgów MAGA: Kasha Patela i Dana Bongino – obydwu znanych w przeszłości z wypowiedzi, w których sugerowali zamordowanie Epsteina.

Przez wiele lat, front konserwatywny budował wokół postaci Epsteina symbol elity dewiantów, którą należało zdemaskować: bankierów, członków rodzin królewskich, polityków, filmowców, naukowców. Ale dziś to właśnie ci, którzy obiecali zemstę, przypieczętowują ciszę.

3. Elon Musk przerywa milczenie (a następnie wycofuje się)

Miesiąc przed opublikowaniem noty, Elon Musk (obecnie pozostający oficjalnie w konflikcie z Trumpem) stwierdził w poście opublikowanym na platformie X, że Donald Trump był wymieniony w plikach dotyczących Epsteina. Oświadczenie zostało później usunięte, ale nie wcześniej niż po rozpętaniu fali domysłów.

Odpowiedź byłego prezydenta przyszła za pośrednictwem jego prawnika Davida Schoena (tego samego prawnika, który bronił go podczas drugiego impeachmentu https://en.wikipedia.org/wiki/David_Schoen): brzmiała: żadnego zaangażowania, zero przestępstwa.. Musk następnie wycofał się, mówiąc o „przesadzie”, ale publiczny rozdźwięk pozostał. A wraz z nim podejrzenie, że coś zostało powiedziane za dużo.

Tymczasem sam Elon Musk znał Epsteina i spotkał się z nim przynajmniej jeden raz – w roku 2012. https://radaronline.com/p/details-surface-jeffrey-epstein-unknown-encounter-elon-musk-2012/

4. Nie ma listy; brak przejrzystości

Departament Sprawiedliwości potwierdził, że dalsze materiały nie zostaną ujawnione. Oficjalne powody to:

  • Ochrona prywatności ofiar;
  • Obecność treści o charakterze pornografii dziecięcej;
  • Ryzyko zniesławienia potencjalnie niewinnych osób.

Nie wyjaśniono jednak, dlaczego dokumenty już znane opinii publicznej, takie jak dzienniki lotów Epsteina lub skonfiskowane notatniki telefoniczne, są teraz lekceważone lub pomijane w raporcie.

  • Dzienniki lotów (telegram).
  • Akta Epsteina (The Guardian).
  • Odtajnione zostało ponad 900 stron dokumentów, które dotyczą osób powiązanych z przestępcami seksualnymi Jeffreyem Epsteinem i Ghislaine Maxwell, a także ich współpracowników biznesowych i ich oskarżycielek.
  • Elite Paradise Papers.
  • Raport OIG stwierdza, że kamery cyfrowe w sekcji, gdzie przebywał Epstein w Metropolitan Correctional Center, były niesprawne w momencie jego śmierci. Strażnicy nie przeprowadzali obowiązkowych kontroli, a protokół uwzględniał obecność współwięźnia, który nie został przydzielony do celi.

5. Wątek Mossadu: hipotezy, pominięcia, rzeczywiste powiązania

Aspektem pominiętym w nocie jest możliwy związek między Epsteinem a wywiadem izraelskim. Analitycy badający sprawę podejrzewali, że Epstein funkcjonował jako zbieracz kompromatów na zlecenie służb zagranicznych. Najważniejsze odniesienia to:

  • Ari Ben-Menashe, były agent wywiadu izraelskiego, stwierdził, że Epstein był sterowany przez kręgi powiązane z Mossadem. Oświadczenia te nigdy nie zostały sformalizowane w dokumentach sądowych, ale zostały zebrane przez dziennikarzy śledczych (JFeed, Times of Israel).
  • Ojciec Ghislaine, Robert Maxwell, był szpiegiem Mossadu zaangażowanym w rozpowszechnianie oprogramowania PROMIS (telegram).
  • Epstein posiadał nieruchomości wyposażone w ukryte kamery oraz powiązania z MIT Media Lab, Uniwersytetem Harvarda i pokrewnymi fundacjami, co zostało udokumentowane przez Ronana Farrowa na łamach The New Yorker.

Jednak nota Departamentu Sprawiedliwości nie wspomina o jakimkolwiek dochodzeniu w sprawie funduszy offshore, spółek fasadowych lub trustów zarejestrowanych na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, skąd Epstein miał przesyłać pieniądze do fundacji oraz osób wpływowych. Według Bloomberga wartość aktywów przekraczała 600 milionów dolarów.

6. Zamknięcie nie oznacza wyjaśnienia

Oficjalna narracja jest klarowna, stanowcza i “pożyteczna”: Epstein powiesił się. Był “drapieżnikiem” odosobnionym. Nie istnieje żadna sieć. Nie ma innych osób, które należałoby oskarżyć. Ale owa minimalistyczna retoryka sama w sobie jest wskazówką. Dlaczego ci sami ludzie, którzy obiecali obnażyć system, dziś archiwizują go aktem formalnym? – Dlaczego najbardziej medialna sprawa stulecia zamykana jest bez jakiegokolwiek dokumentu odtajnionego? – Sprzeczności bynajmniej nie ulegają rozproszeniu:

  • Dlaczego Epstein był więziony w warunkach odbiegających od normy, z zepsutymi kamerami i śpiącymi strażnikami?
  • Dlaczego najlepiej strzeżona cela w Ameryce pozwoliła, by samobójstwo najbardziej niebezpiecznego dla elit człowieka „prześlizgnęło się jej przez palce”?
  • Dlaczego zebrany materiał nie może zostać zinwentaryzowany publicznie, w formie zredagowanej?

Odnosi się wrażenie, że dokument, o którym mowa nie służy mówieniu prawdy, ale zablokowaniu przekazu. Nie jest konkluzją, ale interwencją o charakterze przerywającym. Nie jest odpowiedzią, ale nakazem milczenia. I jak każdy nakaz milczenia, pozostawia za sobą rosnące echo pytań. Ponieważ sprawa Epsteina to nie tylko przypadek. To pewien próg.

Nie reprezentuje starcia między prawdą a kłamstwem, ale wewnętrzny konflikt między elitami rywalizującymi ze sobą – które łączy jednak wspólny kod ezoteryczny, język inicjacyjny, który przekształca nadużycie we władzę, a władzę w narrację.

Trump, który od dawna obiecywał demontaż «głębokiego państwa», ostatecznie pozostawił “ołtarz” nietknięty: nie doszło do jakichkolwiek ujawnień, do jakiegokolwiek zerwania mrocznego paktu. Tak jakby jego rolą było pełnienie funkcji wbudowanego strażnika, któremu powierzono zadanie kanalizowania podejrzeń, bez jednoczesnego naruszania “świątyni”.

Na scenie teatru „bractw”, gdzie loże, think tanki i aparaty wymieniają się przysługami i przykrywkami, poprawność polityczna jest jedynie strojem ceremonialnym niewymawialnego porządku: ortodoksją rytualną, przydatną do ukrywania prawdziwych sojuszybynajmniej nie ideologicznych, ale symbolicznych, inicjacyjnych, kabalistycznych.

W tym kontekście Epstein nie jest anomalią, ale funkcją: punktem styku seksu i władzy, szantażu i kontroli, dominacji i wiedzy okultystycznej. Jest perwersyjnym kapłanem systemu, który nie ogranicza się do ukrywania, ale który oddziałuje poprzez to, co ukrywa.

Od Platona po Renesans magiczny, aż do Dugina i „czwartego logosu” https://www.amazon.it/Quarto-Logos-Portuguese-Jan-Ellam-ebook/dp/B07FL2PFQZ, powraca gnostycyzm: wiedza, która ma zbawić tylko nielicznych – moc, która chce kształtować człowieka jako materię alchemiczną. Ale prawda ewangeliczna odrzuca wszelką inicjację: jest objawiana pokornym, a nie wtajemniczanym; jest oferowana słabym, a nie wybrańcom ciemności.

Prawdopodobnie, prawdziwym skandalem nie jest to, co kryje dossier dotyczące Epsteina, ale to, co ujawnia: że elity nie niosą z sobą ratunku i że władza – kiedy klęka przed tajemnicą nieprawości – przestaje rządzić i zaczyna składać ofiary.

INFO: https://www.laveritarendeliberi.it/epstein-lista-mossad-trump/ (wszystkie odniesienia w oryginale artykułu)