Z satysfakcją informujemy, że koordynatorka Fundacji Życie i Rodzina została uniewinniona w związku ze spaleniem „flagi” na marszu LGBT w Warszawie w 2023 r.
Sąd potwierdził m.in. że 6-kolorowe płótno to nie flaga.
Protest naszej działaczki był słuszny i potrzebny.…
Izraelskie stoiska na targach zbrojeniowych Paris Air Show.
Organizatorzy otwierających się w poniedziałek targów zbrojeniowych Paris Air Show zamknęli stoiska wystawiennicze czterech głównych firm zbrojeniowych Izraela – podała agencja Reutera, powołując się na urzędników izraelskiego ministerstwa obrony.
Przyczyną decyzji było żądnie strony francuskiej by firmy Elbit Systems, Rafael, IAI i Uvision usunęły z targów „broń ofensywną oraz kinetyczną”. Wystawcy odmówili, stoiska zostały obudowane i zasłonięte wzniesionymi naprędce czarnymi ekranami.
Akcję przeprowadzono w środku nocy, gdy izraelscy urzędnicy i firmy zbrojeniowe zakończyły już przygotowywanie ekspozycji. Trzy mniejsze stoiska izraelskie, na których nie ma ofensywnego uzbrojenia oraz stoisko ministerstwa obrony Izraela pozostają otwarte.
Izraelski resort obrony oświadczył w poniedziałek, że „skandaliczna i bezprecedensowa decyzja jest podyktowana względami politycznymi i komercyjnymi (…). Francuzi kryją się za rzekomo politycznymi względami, aby wykluczyć izraelską broń ofensywną z międzynarodowej wystawy – broń, która konkuruje z francuskim przemysłem”.
Sasson Meszar, wiceprezes Elbit Systems, potępił decyzję władz Francji. – Jeśli nie możesz ich pokonać w technologii, po prostu ich ukryj, prawda? – powiedział, wskazując na serię kontraktów, które Elbit wygrał w Europie. Firma Rafael określiła decyzję jako „bezprecedensową, nieuzasadnioną i motywowaną politycznie”, dodając, że w pełni popiera zalecenie izraelskiego ministerstwa obrony o niezastosowaniu się do nakazu usunięcia części sprzętu z ekspozycji.
Francja, długoletni sojusznik Izraela, stopniowo zaostrzyła swoje stanowisko wobec rządu Benjamina Netanjahu w związku z jego działaniami w Strefie Gazy i „interwencjami wojskowymi” za granicą. Po ataku Izraela na Iran prezydent Emmanuel Macron podkreślił, że Francja popiera prawo Izraela do samoobrony, ale w kontekście ataku „nie podziela tego podejścia i potrzeby operacji wojskowej” w Iranie.
Zanim okazało się, że stoiska zostaną zamknięte media informowały, że do najciekawszych prezentowanych przez Izrael broni będzie należeć m.in. Iron Beam (Żelazny Promień) – rodzina systemów uzbrojenia laserowego wysokiej energii firmy Rafael. Iron Beam jest wykorzystywany przeciwko rakietom krótkiego zasięgu, pociskom i dronom. Na wystawie miały być również prezentowane inne systemy obrony powietrznej – Arrow i Barak MX firmy Israel Aerospace Industries.
Jak podkreślił przed otwarciem targów branżowy portal Defense News, w ubiegłym roku Francja odwołała udział izraelskich firm zbrojeniowych w wydarzeniu Eurosatory 2024.
Jak niszczono księdza Stryczka: Twórcy Szlachetnej Paczki odebrano dobre imię, zdrowie i dzieło życia.
Ale się nie poddał. Po siedmiu latach prokuratura ostatecznie umorzyła postępowanie w sprawie mobbingu w Stowarzyszeniu Wiosna.
Po raz pierwszy taka decyzja zapadła w 2022 roku, ale na polecenie Sądu Okręgowego w Krakowie wznowiono ją dwa lata temu. Mimo przesłuchania 750 świadków nie znaleziono podstaw, by oskarżyć założyciela i prezesa „Wiosny” ks. Jacka Stryczka. Medialny wyrok na twórcę Szlachetnej Paczki, najbardziej spektakularnej ogólnopolskiej akcji pomocowej, zapadł dawno i został wykonany już we wrześniu 2018 roku, po publikacji na portalu Onet oraz obrzydliwym paszkwilu w tygodniku „Newsweek”.
Zniszczono autorytet, zdrowie i dobre imię ks. Jacka, zaś stowarzyszenie zrodzone w duszpasterstwie akademickim i zbudowane na przykazaniu miłości wzajemnej przeszło w ręce lewicowych aktywistów.
Trafiony, zatopiony
„Wiosna” była autorskim projektem, a jej założyciel prawdziwą medialną gwiazdą, obsypywaną pochwałami i nagrodami. Dlatego tekst Janusza Schwertnera, przedstawiający księdza jako potwora pomiatającego ludźmi (a zwłaszcza kobietami), wywołał prawdziwy szok. Mimo iż nie było w nim żadnych konkretnych zarzutów, a brak mobbingu w „Wiośnie” potwierdziła od razu kontrola Państwowej Inspekcji Pracy.
W jednym z wywiadów dziennikarz stwierdził: „Z tego, co świadkowie opowiadali, nie wynikało, że w stowarzyszeniu dochodziło do ewidentnych nadużyć czy gróźb. Nie wynikało nawet, że ksiądz cały czas krzyczy na ludzi. Opowiadali raczej o skomplikowanym mechanizmie manipulacji. Obawiałem się tylko, czy potrafię napisać ten tekst tak, żeby czytelnicy nie uznali, iż chodzi jedynie o zwykły konflikt między szefostwem a pracownikami”. Zrobił to na tyle skutecznie (16 kolejnych publikacji!), że w mediach społecznościowych rozpętała się prawdziwa histeria, a kapłan nagle stał się dla wszystkich „trędowaty”. Doszło do tego, że miesięcznik „Press” domagał się pociągnięcia do odpowiedzialności mediów, które przez lata były ślepe na „patologiczne” zachowania ks. Stryczka.
Gdy udało się wymusić na nim rezygnację z kierowania „Wiosną”, Janusz Schwertner napisał na Twitterze: „Tango down, czyli »trafiony, zatopiony«”. W ogólnej psychozie (wiadomo, że trzyma się stronę ofiar, a nie prześladowcy) mało kto zwracał na to uwagę. Podobnie jak na znamienny cytat w „Newsweeku”: „Moja rozmówczyni przyznała, że – jako jedna z inicjatorek powstania tekstu – ma satysfakcję z wygranej wojny”.
Dodajmy, wojny zakończonej „wrogim przejęciem” organizacji z budżetem 20 mln zł i tysiącami wolontariuszy w całym kraju.
Prawie umarłem…
Kiedy prokuratura w 2022 roku po raz pierwszy umorzyła postępowanie, w Onecie na nowo „odgrzano kotlety” sprzed lat. Tytuły w rodzaju „Ks. Stryczek może spać spokojnie” sugerowały, że czarnemu charakterowi po prostu się upiekło. Opowiadano o dziesiątkach pokrzywdzonych osób, które wciąż chcą zeznawać, i o nowych okolicznościach, które lada dzień wypłyną.
– Wzywano wolontariuszy, których nigdy na oczy nie widziałem. Mnie po raz pierwszy przesłuchano dopiero cztery lata po rozpoczęciu postępowania. Atak trwał nieustannie, co odbiło się na moim zdrowiu. Nie mogłem wstać z łóżka, prawie umarłem. Uratowało mnie życie duchowe i moi wychowankowie, lekarze z krakowskiego szpitala uniwersyteckiego – wspomina ks. Jacek.
Tym razem pojawił się też drugi cel ataku, Paweł Zastrzeżyński, który prowadził na łamach „Dziennika Polskiego” własne śledztwo na temat okoliczności przejęcia „Wiosny”. Najpierw z księdza promującego akcję „Lubię ludzi” zrobiono w Onecie psychopatycznego potwora, potem z dociekliwego reportera – „pisowskiego oszołoma” i antyszczepionkowca, prześwietlano dawne teksty i prywatne kontakty, by podważyć jego wiarygodność. Do dziś na forach internetowych wciąż powielane są wpisy zarzucające twórcy Szlachetnej Paczki obsesję i sianie spiskowych teorii. Zwłaszcza gdy zaczął wymieniać w mediach znane nazwiska i kancelarie adwokackie zaangażowane w przejęcie stowarzyszenia.
Chcę bronić innych
Podkreślmy, to nie był jeden tekst, ale wieloletnia medialna kampania oczerniająca ks. Stryczka. Dokonywano całkowitego odwrócenia znaczeń, by zdeprecjonować jego pionierską na polskim gruncie metodę łączenia ludzi bogatych i ubogich (niebezpiecznie się od siebie oddalających), personalizacji pomocy, budowania wspólnoty miłosierdzia. Na określeniu „duszpasterz ludzi biznesu” budowano fałszywy, negatywny wizerunek kapłana-celebryty, choć celebrytów chciał jedynie przyciągnąć do biednych, a sam całe życie jeździł na rowerze. W miesięczniku „Press” sklejano medialne zarzuty z cytatami z jego wypowiedzi o ewangelicznych cnotach, z oczywistą sugestią: patrzcie, co za hipokryta.
Ciągnące się latami postępowanie pozwalało mediom koncernu Axel Springer snuć opowieść o „przemocowym księdzu”, a brak dowodów tłumaczyć rozległością zarzutów (750 świadków!). W ten sposób blokowano jego powrót do życia publicznego i rozliczenie tego, co się stało ze stworzonym przez niego dziełem.
– Ks. Jacek Styczek jest jedną z rozlicznych ofiar tzw. wymiaru sprawiedliwości, który nie działa. Nie mógł ochronić swoich praw przed oszczerczą intrygą, gdyż w Polsce zamiast wymiaru sprawiedliwości mamy jego atrapę w postaci „aparatu od sądzenia” – mówi Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. Ksiądz Jacek już dawno złożył pozew przeciw autorowi tekstu, teraz otwarcie występuje przeciw wydawnictwu, które zniszczyło jego dobre imię.
– Nie mogę pozwolić na to, żeby potencjał wielkiej korporacji medialnej, jaką jest Axel Springer, był wykorzystywany do niszczenia ludzi. Tak właśnie traktuję swoją misję społeczną. Nigdy się nie poddałem i teraz chcę bronić innych. Jest więcej podobnie zniszczonych księży. Nie godzimy się na to, że gdy pada oskarżenie, jesteśmy odsuwani gdzieś na margines, bez względu na to, czy zarzuty są prawdziwe, czy to zwykłe oszczerstwa – mówi ks. Stryczek. Czas na sprawiedliwość Kapłan jest dziś zaangażowany w organizowanie innego swojego spektakularnego projektu – Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, która ma już zasięg globalny. Pół żartem, pół serio mówi, że jest jak James Bond – wstrząśnięty życiowo, ale niezmieszany duchowo.
– Żyjemy w czasach wielkiego zamieszania, nie wiadomo, w co wierzyć, za czym pójść. My stawiamy na ideały, które bierzemy z nauczania Jezusa Chrystusa, sięgamy do Ewangelii. Ten nasz idealizm porządkuje świat, daje nadzieję – mówi o Ekstremalnej Drodze Krzyżowej ks. Jacek. Władze „Wiosny” po długim milczeniu odniosły się do nowej sytuacji. „Stowarzyszenie na żadnym etapie swojego funkcjonowania nie zmieniło swoich wartości i misji” – poinformowano w specjalnym oświadczeniu, dodając, że decyzja prokuratury nic nie zmienia. Chociaż pada sformułowanie: „szanujemy rolę ks. Stryczka jako założyciela WIOSNY”, to w oświadczeniu znajdujemy kolejne oskarżenia: „z dużą konsekwencją mówi rzeczy nieprawdziwe i po ludzku krzywdzące” oraz „inicjował działania, które narażały reputację i dobre imię Stowarzyszenia”. Tłustą czcionką wybito zastrzeżenie, że twórca „Wiosny” „nie jest członkiem Stowarzyszenia i nie ma na nie wpływu”.
Tyle że ks. Jacek do „Wiosny” nie chce wracać, ten rozdział uważa za zamknięty. – Chciałbym jednak, żeby Szlachetna Paczka wróciła w ręce idealistów. Uważam, że obecny zarząd nie ma moralnego mandatu, żeby prowadzić taką działalność – przekonuje. A ponieważ wciąż, mimo nadszarpniętego zdrowia, jest człowiekiem czynu, zainicjował zbiórkę na ten cel na https://pomagam.pl/3f7gbp
– Ksiądz Jacek Stryczek wywalczył tylko prawdę, że padł ofiarą prowadzonej z premedytacją kampanii oszczerstw. Czas na sprawiedliwość oraz naprawę krzywd, których doznał – uważa Andrzej Sadowski.
Skąd wzięła się agresywna agenda Netanjahu, co oznacza „Wielki Izrael” i w jaki sposób przyczyniła się ona do przekształcenia Stanów Zjednoczonych w narzędzie permanentnej wojny na służbie znacznie mniejszego kraju?
==============================
Jak Izrael wykorzystuje USA do swojej polityki?
Żydowski reżim zbombardował irańskie obiekty nuklearne i zamordował kilkunastu naukowców zajmujących się energią atomową, negocjatorów i przywódców politycznych w serii ataków powietrznych. Jak twierdzi Netanjahu, dokonano tego w ramach „samoobrony”. Sekretarz stanu USA Marco Rubio stwierdził, że był to „jednostronny” atak Izraela. Jednakże portal antiwar.com przedstawił zupełnie inną genezę ataku, stwierdzając:
„Wysoki rangą urzędnik izraelski powiedział Jerusalem Post , że Tel Awiw i Waszyngton współpracowały, aby przekonać Teheran, że dyplomacja jest nadal możliwa, po tym jak Izrael był gotowy zaatakować Iran. Zaledwie kilka godzin przed rozpoczęciem masowego ataku Izraela prezydent Donald Trump utrzymywał, że nadal jest zaangażowany w rozmowy.
Izraelska agencja donosi, że „runda negocjacji nuklearnych między USA a Iranem zaplanowana na niedzielę była częścią skoordynowanego oszustwa USA i Izraela, mającego na celu osłabienie czujności Iranu przed piątkowym atakiem”.
Później pojawiły się jeszcze bardziej szokujące szczegóły, przeczące twierdzeniom Izraela, pro-syjnoistycznego prezydenta Trumpa i jego administracji. Barak Ravid z agencji informacyjnej Axios poinformował, powołując się na dwóch anonimowych urzędników izraelskich, że Tel Awiw dostał „ jasne zielone światło od Stanów Zjednoczonych” na rozpoczęcie bombardowań.
Źródła Axios powiedziały, że domniemany rozłam między Trumpem a premierem Izraela Benjaminem Netanjahu został skoordynowany za kulisami.
„Dwóch izraelskich urzędników twierdziło, że Trump i jego współpracownicy tylko udawali, że sprzeciwiają się izraelskiemu atakowi publicznie — i nie wyrażali sprzeciwu prywatnie”— wyjaśniono w raporcie. „Celem, jak mówią, było przekonanie Iranu, że żaden atak nie jest nieuchronny i upewnienie się, że Irańczycy na liście celów Izraela nie przeniosą się do nowych lokalizacji”.
Źródła podały, że Trump i Netanjahu omawiali atak podczas rozmowy telefonicznej w poniedziałek, 9 czerwca br.. Po rozmowie Trump oficjalnie naciskał na Netanjahu, aby nie atakował Iranu, ale była to tylko próba oszukania i zmylenia Iranu.
Ataki zostały przedstawione jako „konieczny krok” w celu zapobieżenia wzbogacaniu uranu przez Iran, który rzekomo był rozwijany w celu produkcji broni jądrowej. Tulsi Gabbard, dyrektor amerykańskiego wywiadu narodowego, oświadczyła, że Iran wielokrotnie temu zaprzeczał. Nawet gdyby doniesienia o rozwijaniu broni jądrowej okazały się prawdziwe, irańskie instalacje jądrowe znajdują się podobno pół mili pod górami i nie da się ich niezawodnie unieszkodliwić nawet przy użyciu broni jądrowej.
„Ataki na Iran mają na celu wywołanie wojny” – ostrzega brytyjsko-irańska naukowiec dr Neema Parvini. Agencja AP News potwierdziła, że irańskie obiekty nuklearne są tak głęboko, że nawet atak USA nie mógłby ich trafić.
Istnieje poważne niebezpieczeństwo, że Donald Trump zostanie wciągnięty w wojnę z Iranem. W kwietniu br., były negocjator ds. Bliskiego Wschodu, Alastair Crooke, ostrzegł: „Idziemy na wojnę”. Powiedział to w kontekście ekspansjonizmu Izraela.
W zeszłym tygodniu Iran ogłosił, że wykradł informacje dotyczące tajnego i niezgłoszonego arsenału nuklearnego Izraela, który z kolei powstał w oparciu o technologię i materiały uzyskane ze Stanów Zjednoczonych.
Iran „ poprzysiągł zemstę”, a amerykański negocjator Steve Witkoff ostrzegł przed „masowymi ofiarami” w Izraelu z powodu odwetu Iranu. Podczas gdy Izraelczycy stają w obliczu środków nadzwyczajnych, prywatny samolot premiera Izraela Benjamina Netanjahu podobno opuścił Izrael i udał się do Grecji.
Istnieją poważne obawy, że izraelskie ataki mogą doprowadzić do niekontrolowanej eskalacji, wciągając Stany Zjednoczone w konflikt regionalny lub światowy. Planowane rozmowy między USA a Iranem w sprawie deeskalacji zostały już odwołane. Jeszcze w czwartek 12 czerwca, a zatem kilka godzin przed atakami, Trump powiedział reporterom: „Słuchajcie, istnieje ryzyko poważnego konfliktu”.
Po atakach Trump zwrócił się do Iranu na portalu Truth Social z apelem o zawarcie umowy, „zanim stanie się jeszcze więcej złego”, ale jego szczerość jest wysoce wątpliwa. Premier Izraela Netanjahu ostrzegł z kolei, że „operacja ta będzie kontynuowana”.
To, co dzieje się w Iranie, wyjaśnia, dlaczego niektórzy analitycy twierdzą,, że nie ma różnicy między rządem USA i Izraela, a rząd amerykański od lat spełnia wszystkie żądania Izraela.
Netanjahu i „Wielki Izrael”
Izrael realizuje strategię militarną regionalnej dominacji od lat 70. XX wieku. Netanjahu, który kiedyś zmienił swoje imię na „ Ben Nitay ”, aby brzmieć bardziej po amerykańsku, rozpoczął budowę sieci wpływów już prawie 50 lat temu. Kiedy jego brat Yonatan zginął w ataku na Entebbe w 1976 roku, Benjamin Netanjahu założył fundację charytatywną jego imienia. Pierwszą na świecie konferencję na temat „międzynarodowego terroryzmu” zwołał już w 1979 roku w Jerozolimie Netanjahu przy wsparciu swojego ojca, Benziona Netanjahu.
Konferencja, w której uczestniczyli głównie przedstawiciele władz Izraela, USA i Wielkiej Brytanii, miała na celu zmianę strategii Zachodu z dyplomacji i negocjacji na wojnę oraz podkreśliła strategiczną rolę mediów. Spowodowało to zmianę w polityce USA pod rządami Reagana, które uznało interwencję militarną za odpowiedź na nowe zagrożenia zwiazane z „terroryzmem”. „Terroryści” to w rzeczywistości narody i organizacje, które Izrael uważał za zagrożenie dla planowanych podbojów „Wielkiego Izraela” i jego ekspansji na Bliskim Wschodzie.
Zgodnie z koncepcją Netanjahu, terroryzm nie jest już kwestią dyplomatyczną , lecz „walką cywilizacyjną” między „demokracjami” a państwami „terrorystycznymi”, przy czym same demokracje często angażowały się w akcje terrorystyczne przeciwko niewinnym cywilom, ale uzasadniały to koniecznością „samoobrony”. Jak wiemy, gorączka „walki z terroryzmem” opanowała kolejne rządy USA od 2001 roku.[W tym celu precyzyjnie zorganizowano i przeprowadzono „atak arabów” na dwie Wieże, a ta trzecia zawaliła się ze strachu? md]
Materiały z konferencji z 1979 roku zostały opublikowane w książce autorstwa Netanjahu z 1981 roku, zatytułowanej International Terrorism: Challenge and Response. Co nie mniej ciekawe, podczas drugiej konferencji z 1984 roku ojciec Netanjahu powiedział uczestnikom, że terroryści mieszkają w Syrii, Libii, Iraku i Iranie, czyli wszystkich potencjalnych przeciwnikach Izraela na jego drodze do zdominowania Bliskiego Wschodu.
Plany dotyczące celów wojny z terroryzmem zostały już dawno temu opracowane w Izraelu i polegają na szeregu wojen prewencyjnych z sąsiadami. Podobnie plan budowy „Wielkiego Izraela”, który jest dziś otwarcie celebrowany przez izraelskich ministrów, został opublikowany już ponad 40 lat temu.
Kiedy Żydzi zbombardowali iracki reaktor jądrowy Osirak w 1981 r., Reagan napisał w swoim dzienniku: „Przysięgam, że wierzę, że Armagedon jest bliski”. Izrael nie ostrzegł wcześniej USA.
W 1982 roku Oded Yinon opublikował Plan Syjonistyczny dla Bliskiego Wschodu. Na wewnętrznej stronie okładki znajduje się mapa „Wielkiego Izraela”, na której napisano, że pokazane terytoria zostały uznane przez założyciela syjonizmu, Theodora Herzla, za „Ziemię Obiecaną”. Plan ten, znany jako Plan Yinona, został ogłoszony jako „strategia Izraela na lata 80. XX wieku”. W następnej dekadzie plany te stały się elementem polityki USA.
==============================
W 1996 roku amerykańscy neokonserwatyści napisali raport dla Benjamina Netanjahu. Dokument nosił tytuł „Czysta przerwa: Nowa strategia zabezpieczenia królestwa”. Podkreślał on potrzebę ataków na Iran i Syrię, w których USA byłyby partnerem, oraz odsunięcie Saddama Husseina od władzy. W następnym roku neokonserwatyści Robert Kagan i William Kristol założyli „Project for a New American Century”. W dokumencie stwierdzono m.in.: „Musimy wzmocnić nasze więzi z demokratycznymi sojusznikami i rzucić wyzwanie reżimom wrogim naszym interesom i wartościom”.
W tej wizji na pierwszym miejscu byłby jeden demokratyczny sojusznik, a wrogie reżimy były identyfikowane od dziesięcioleci. Rok przed 11 września, we wrześniu 2000 r., PNAC opublikował książkę„Rebuilding America’s Defenses”. Jej współautorem był Donald Kagan, ojciec Roberta Kagana. W dokumencie wezwano do znaczącego zwiększenia wydatków na cele wojskowe w celu stworzenia „dominującej siły” zdolnej do zwalczania „globalnego terroryzmu”. Ostrzegano, że społeczeństwo amerykańskie nie zaakceptuje tego i że cięcia wydatków na obronność po zakończeniu zimnej wojny sprawią, że stanie się to niemożliwe.
W swojej pracy Kagan postulował całkowitą „transformację” amerykańskiej gospodarki, dyplomacji i postawy militarnej. „Proces transformacji, nawet jeśli przyniesie rewolucyjne zmiany, prawdopodobnie będzie długi, jeśli nie wydarzy się coś katastrofalnego i katalizującego – na przykład nowy Pearl Harbor” – napisał.
Rok po wydarzeniach z 11 września 2001 roku, Netanjahu zwrócił się do Kongresu jako osoba prywatna, aby wezwać Stany Zjednoczone do wojny z Irakiem, aby zapobiec rzekomemu rozwijaniu przez ten kraj broni jądrowej – lub innej broni masowego rażenia.
W ten sposób atak na WTC stał się nowym Pearl Harbor.
12 września 2002 r. Netanjahu powiedział, że USA powinny przyjąć strategię wojny prewencyjnej – i rozważyć zaatakowanie Syrii, Libii i Iranu. Netanjahu ostrzegł, że Irak i Iran są najbliżej opracowania broni jądrowej. Żadne z oskarżeń nie okazało się prawdziwe. Kilka miesięcy później Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA przyjęła w Artykule V doktrynę uderzeń wyprzedzających.
Jak widzimy, z powodzeniem realizuje ją także sam Izrael.
Jak wiemy, po atakach z 11 września 2001 r. rozwinął się ogromny przemysł wojny z terroryzmem. Narodził się sekurytyzm, z szerokimi uprawnieniami władz do nadzoru, które dały początek miliardowemu biznesowi monitorowania wszystkiego i cenzury. Od 2001 roku wydano od ośmiu do dziewięciu bilionów dolarów na wojny z terroryzmem. Całkowity koszt dwóch i pół dekady militaryzacji gospodarki USA szacuje się na 21 bilionów dolarów.
W Izraelu od prawie dekady funkcjonuje sieć stanowiąca swego rodzaju cyfrowy szantaż. Jednostka wywiadowcza 8200 opracowała technologię hakowania telefonów i komputerów, która została wykorzystana do wykradania danych osobowych z telefonów zachodnich prezydentów, premierów oraz urzędników Departamentu Stanu USA. Izraelską technologię wykorzystał np. Mike Waltz, który został zwolniony za próbę wciągnięcia prezydenta Trumpa w wojnę z Iranem – w interesie narodowym Izraela.
============================
Aby zrozumieć działania mające na celu zbombardowanie Iranu, należy przeanalizować sponsorowanie frakcji politycznych w USA i na Zachodzie. Członkowie Izby Reprezentantów i Senatu, którzy wiwatują na rzecz wojny, są finansowani przez machinę wojenną, której pieniądze zostały zebrane lub pożyczone na poczet podatków. To sfinansowało ich całą karierę. Geniusz [może raczej: spryt, zakłamanie… md] Netanjahu i neokonserwatystów polegał na tym, aby uczynić z celów wojennych Izraela przemysł i sprzedać go senatorom, którzy głosowaliby za jego wojnami.
Kto za to wszystko płaci? Jeśli chodzi o życie, to ludzie, których USA zabijają w niekończących się wojnach, takich jak wojna w Iraku, która pochłonęła milion ofiar.
Jeśli chodzi o gotówkę, to podatnicy USA, których pieniądze są wykorzystywane do sponsorowania maszyny śmierci.
Niestety nic nie wskazuje, by dzisiejsze Stany Zjednoczone miały zerwać się z żydowskiej smyczy. Należy raczej brać pod uwagę, że jeśli w atakach odwetowych Iranu zginą jacyś amerykańscy żołnierze lub cywile, administracja Trumpa ruszy na pełno-skalową wojnę z Teheranem. Znów w interesie żydowskim.
Dlaczego Sejm ma być miejscem promowania szkodliwej, głupiej dla Polski ideologii? Dlaczego Sejm ma promować to, co jest coraz częściej już odrzucane, coraz częściej wypychane właśnie jako coś, co jest skrajnie szkodliwe i niewłaściwe.
Myślę, że tutaj trzeba by przyznać Grzegorzowi Braunowi, w tym przypadku, uznać, że to jest postawa wręcz takiego wzorowego obywatela.
Wystawy aktywistów LGBT w Sejmie to nie informowanie albo promocja, ale zawłaszczanie przestrzeni. Plakaty stoją tam jako wyzwanie dla normalności. Nic więcej, jak agresywne znaczenie terytorium. Z czasem powszednieją. I o to właśnie chodzi. To ma być znak, że Sejm (centrum władzy w demokracji) uznaje ideologię za normę i będzie jej bronił. To normalizacja moralnego zła – to ci ideolodzy chcą przecież przyzwolenia na okaleczanie dzieci w tranzycji i demoralizacji w szkolnej seks-edukacji.
Jeżeli jedni symbolicznie zawłaszczają przestrzeń, to inni symbolicznie tę przestrzeń odwojowują. Reakcja symetryczna do akcji. Z tym, że reagujący po prostu wchodzi w konwencję walki o przestrzeń narzuconą przez organizatorów wystawy. Na przyszłość najlepiej po prostu nie zezwalać w Sejmie na cyrki aktywistów i ideologów.
Jerzy Kwaśniewski/ Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris/X
Znamy tę scenę, a w każdym razie możemy sobie ją wyobrazić… Zbuntowany nastolatek albo nastolatka wykrzykuje nam – chrześcijańskim rodzicom, opiekunom, wychowawcom – w twarz: Jestem wolnym człowiekiem! Nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć i w co mam wierzyć! Co rzec na takie dictum?
Jak się zachować w obliczu tego ewidentnego odcięcia się od „wiary ojców”? Z jednej strony – mamy przecież świadomość, że w tym stanie emocjonalnym nasz podopieczny-oponent żadnej rady nie posłucha. Z drugiej, wiemy, że – choć to trudne – musimy trzymać nerwy na wodzy, by w ogóle jakakolwiek rozmowa z nim była możliwa. Trzeba zachować spokój, by nie stracić resztek autorytetu. I tak oto trwając w stanie wewnętrznego napięcia, mamy w głowie mętlik…
Cierpliwie słuchajmy
W takich sytuacjach warto – choć nie jest to rzecz prosta – wprowadzić odrobinę humoru i nieco luźniejszej atmosfery… Każdy musi jednak znaleźć na to swoje sposoby. I najważniejsze: spróbujmy cierpliwie i z dużą dozą życzliwości wysłuchać swej pociechy albo swego wychowanka. Często jest tak, że gdy młody człowiek się otworzy, powie wszystko, co mu leży na sercu i na wątrobie. Młodzi są wyczuleni na hipokryzję, kłamstwo, raczej nie znoszą sztywności i pompatyczności. No i chcą być wysłuchani. Jeśli nam się ta sztuka uda, będziemy mogli dowiedzieć się wiele o ich stanie ducha, obawach, fascynacjach, idolach…
„Ofiara” idola?
Nie wolno nam tego zaprzepaścić, bo tak to już jakoś jest, że dopiero po wyrzuceniu z siebie wszystkich wątpliwości, frustracji, żalów, oczekiwań i nadziei, młody człowiek może – choć nie musi (przynajmniej nie od razu)! – zacząć słuchać co my mamy do powiedzenia. Jeśli już dojdziemy do głosu, warto mu uświadomić – może nawet mimochodem, że jego postawa: jestem wolnym człowiekiem i nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć…, nie do końca jest konsekwentna. Bo najczęściej jest tak, że nasz młody rozmówca staje się de facto „ofiarą” innych. Mimo że jest święcie przekonany o oryginalności swych poglądów, to tak naprawdę, w zdecydowanej większości przypadków, są one recepcją światopoglądu np. jakiegoś znanego i sprytnego celebryty albo idola – muzyka, rapera, youtubera, ewentualnie polityka, pisarza, guru… I to właśnie ten sprytny idol-celebryta mówi mu jak ma żyć!
Nie mamy takiej pokusy?
Bądźmy jednak uczciwi. Czy często my, dorośli, nie mamy tak samo? Czy nie uwierają nas pewne reguły społecznego współżycia, zasady, Boże przykazania? Czy nie przyjmujemy za swoje poglądów wyrażanych przez różne medialne „autorytety”? – To jest moje życie i niech ksiądz, papież, Pan Bóg nie wtrącają się! – ileż razy pokusa takiego „niezależnego” myślenia pojawia się także w głowie rodzica czy opiekuna… Sprzeciw, a nawet bunt i potrzeba niezależności są wpisane w naturę człowieka. To owoc wolnej woli. Oczywiście niektóre zasady życia społecznego czy religijnego mogą nas „krępować”, ale czy nie są potrzebne? Czy znaki drogowe, które ograniczają samowolę kierowcy, nie zwiększają zakresu wolności i bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu drogowego?
Pokora kontra pycha
Oczywiście w „starciu” ze zbuntowanym nastolatkiem niekiedy może nam się wydawać, że stoimy na straconej pozycji: Przecież nic do niego nie trafia… Czy jednak mamy się poddać? Nigdy! Musimy bowiem pamiętać, że młody człowiek bacznie obserwuje nasze zachowanie, nasz wysiłek. Tylko nasza determinacja i cierpliwość mogą przynieść rezultaty.
Jest duża szansa, że młoda osoba, która szermuje hasłami niezależności, wolności czy nieliczenia się ze zdaniem innych, jest przeciwnikiem systemów totalitarnych. Dobrze jest ukazać jej wtedy, że dokładnie w ten sam sposób myśleli i, co gorsza, działali wielcy tyrani – Hitler, Stalin, Mao Tse Tung. Oni kroczyli drogą pychy, egotyzmu… Można zapytać naszego młodego przyjaciela, czy chce podążać tą samą drogą? Psalmista mówi: Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe (Ps 131,1). To jest odwrotność pychy. Nie bójmy się więc zadać synowi, córce, podopiecznemu takich pytań:
Czy jest możliwe, żebyś dopuścił(a) inną opinię o sobie i swoim światopoglądzie? Czy jesteś w stanie zaakceptować myśl, że możesz się mylić; że twój sposób myślenia, choć wypływający ze szlachetnych pobudek, może być błędny?
Pycha prowadzi nas do przekonania, że wszystko co mam, zawdzięczam tylko sobie, własnej mądrości i własnej zapobiegliwości. Przeciwieństwem pychy jest pokora, czyli stanięcie w prawdzie o sobie. A prawda jest taka, że nie na wszystko mamy wpływ. Natomiast na pewno wszystko, co posiadamy, kim jesteśmy i jak się nam powodzi, zależy od Boga.
Nie można się okłamywać, że jest się kimś ważnym i mądrym bez Boga. Słowo Boże mówi, że bez Chrystusa – który jest zaprzeczeniem pychy – jesteśmy zagubionymi grzesznikami i żadne nasze osiągnięcia nie są w stanie nam pomóc. Co najwyżej będziemy eskalować bez końca nasze oczekiwania, żądania, a to droga donikąd, która kończy się frustracją, depresją, poczuciem bezsensu, zazdrością i nienawiścią względem bliźnich…
Tylko miłość jest twórcza
By jednak móc próbować przekonać młodzieńca do przyjęcia chrześcijańskich zasad i wartości, sami musimy nimi żyć. A po czym można poznać wyznawców Jezusa Chrystusa? Po miłości. – Tylko miłość jest twórcza – mawiał wielki św. Maksymilian Kolbe. Tak było na początku chrześcijaństwa, kiedy poganie, jak pisze Tertulian, nawracali się, widząc miłość, która królowała wśród chrześcijan: – Patrzcie, jak oni się miłują! – wołali.
By nie być gołosłownym, posłużmy się przykładem. Jeden z ojców pustyni, św. Pachomiusz z Egiptu, w wieku 20 lat został wcielony do armii rzymskiej. Jego oddział stacjonował w jakimś ciasnym lokum w Tebach. Żołnierze byli potwornie zmęczeni i głodni, a na dodatek przerażeni sposobem traktowania przez dowódców. Tymczasem już pierwszego wieczoru kilkoro nieznanych im osób przychodziło ich odwiedzić. Pocieszali dobrym słowem, przynosili jedzenie i picie. – Dlaczego ci ludzie są dla nas tak dobrzy, choć przecież jesteśmy dla nich obcy? – pytał wzruszony Pachomiusz. – To chrześcijanie – ktoś odpowiedział.
I to spotkanie zrobiło na nim ogromne wrażenie. Po powrocie do Egiptu przyjął chrzest. A później założył klasztor… Takie są owoce autentycznego świadectwa danego przez chrześcijan.
Verba docent, exempla trahunt
I na koniec… Żeby zminimalizować ryzyko odcięcia się syna czy córki od rodziców, zerwania z „wiarą ojców” – gorący apel do tych drugich. Otóż, Kochani Rodzice, zróbcie wszystko, co w Waszej mocy, by chronić swoje ognisko domowe, by pielęgnować miłość, wierność i uczciwość małżeńską – a dzięki temu stać na straży nierozerwalności swego związku sakramentalnego. To jest podstawa.
Następnym krokiem jest wyznawanie i przekazywanie najmłodszym nieskażonej wiary Chrystusowej, oswajanie od najmłodszych lat z dyscypliną i wyrzeczeniem, przekazywanie wiedzy o właściwie kierowanej seksualności połączonej z odpowiedzialnością czy zachęcanie nastolatka do szybkiego poszukiwania pierwszej pracy – choćby dla samego kształtowania charakteru!
Ojcowie i Matki – spędzajcie ze swymi dziećmi jak najwięcej czasu, pokazujcie im piękno stworzonego świata, zabierajcie je od małego na wycieczki, do muzeów, do filharmonii, zwiedzajcie z nimi zabytkowe kościoły. Uczcie skromności, porządku i domowych obowiązków, oswajajcie je z Pięknem, Dobrem, Prawdą. Kochajcie je – słowem i czynem – módlcie się za nie i ofiarujcie wszelkie przeciwności.
I pamiętajmy: Verba docent, exempla trahunt – Słowa uczą, ale przykłady pociągają. Wychowanie młodego człowieka polega na prowadzeniu go własnym chrześcijańskim przykładem. Wtedy jest szansa, że przyjmie Bożą wizję swego życia albo powróci do wiary po chwilowym zauroczeniu „wolnością”.
Przez lata były niemal nierozłączne: parady „Pride” i wielkie międzynarodowe korporacje. Zwłaszcza w czasie największego tego typu wydarzenia w Holandii – amsterdamskiej „Canal Parade” – obecność gigantów takich jak Facebook czy Amazon była głośna i wyraźna.
W tym roku ich zabraknie. Co oznacza ta nagła nieobecność?
Powściągliwość pod wpływem presji politycznej
Podczas tegorocznej „Canal Parade” w Amsterdamie widać istotną zmianę: międzynarodowe koncerny, m.in. Amazon i Facebook, rezygnują ze wsparcia dla wydarzenia. Jeszcze do niedawna brały udział w słynnej na całym świecie paradzie łodzi, dziś jednak milczą.
Dlaczego?
Powodem jest presja polityczna, zwłaszcza ze strony Ameryki. Firmy nie chcą narażać się na konfrontację i zmieniają kurs. Amazon informuje, że skupia się teraz na „innych działaniach marketingowych”, a jednocześnie ogranicza swoją politykę personalną: określenia takie jak „osoba transpłciowa” po cichu znikają z ofert pracy.
Ciche odejście „pasażerów na gapę”
Organizatorzy nazywają te firmy „pasażerami na gapę” – to znaczy: uczestniczyły w paradzie głównie dla poprawy wizerunku, a nie z przekonania. Ich wycofanie się można odczytać jako pozytywny sygnał: im mniej promuje się grzechy przeciwko naturze, tym lepiej.
To zjawisko pokazuje, że fasada pustych kampanii pro-LGBT zaczyna pękać pod naporem realnej presji z zewnątrz.
Nie należy jednak zbyt szybko ogłaszać zwycięstwa. Wiele firm holenderskich – takich jak ING, Heineken czy PwC – nadal wspiera to wydarzenie. Parada jest wręcz całkowicie wyprzedana, co pokazuje, że agenda LGBT cieszy się nadal silnym poparciem w środowisku biznesowym w Holandii.
Holenderskie oddziały w rozkroku
Niektóre lokalne oddziały międzynarodowych firm próbują znaleźć kompromis. Przykładowo, Deloitte Nederland nie bierze w tym roku udziału w paradzie, ale organizuje „ponton stacjonarny” przy brzegu kanału. Z kolei A&O Shearman – po połączeniu z amerykańską kancelarią – również zachowuje większą ostrożność.
Wciąż są sponsorami, ale zmienili formę zaangażowania: zamiast pełnowymiarowej łodzi, na wodzie pojawi się tylko niewielka tratwa, a z oficjalnych materiałów usunięto słownictwo związane z „równością” i „inkluzywnością”.
To dowód, że wpływ ruchu konserwatywnego jest odczuwalny nawet w liberalnej Holandii – choć wciąż wiele firm traktuje udział w „Pride” jako gest oporu.
Krok we właściwym kierunku – ale to jeszcze nie zwrot
Wycofanie się największych graczy z parady to niewątpliwie krok w dobrym kierunku. Pokazuje, że nachalna promocja ideologii sodomskich przestaje być czymś oczywistym.
Ale z nadmiernym optymizmem trzeba uważać: parada łodzi wciąż pozostaje wielką sceną dla firm, które traktują „różnorodność” jako narzędzie marketingowe. KLM z dumą zapowiada swój udział i sponsoring World Pride 2026.
Dla osób broniących rodziny, wszechobecna propaganda tęczy wciąż jest powodem do niepokoju.
Do powrotu społeczeństwa ku wartościom, które stawiają rodzinę i naturalny porządek moralny w centrum – jeszcze daleka droga.
Członkowie ruchu Changed / fot. changedmovement.com
Byli działacze LGBT w Kalifornii w ubiegłym tygodniu protestowali przeciwko zakazowi leczenia homoseksualistów. Są to homoseksualiści i zmiennopłciowcy, którzy głośno przyznają, że ich idiotyczne wybory były podyktowane traumami i zaburzeniami. Teraz chcą, by pomagano takim osobom – i by można było leczyć homoseksualistów, którzy tego chcą.
W Sacramento w Kalifornii odbyła się manifestacja homoseksualistów z grupy Changed.
– Każda z tych cennych osób ma niesamowitą historię o tym, jak sobie radziła (radząc sobie z impulsami LGBT) i czego potrzebowała, aby poruszać się zgodnie z sumieniem, ze swoimi przekonaniami wiary – powiedział cytowany przez lifesitenews.com Ken Williams, współzałożyciel Changed.
Changed to organizacja zrzeszająca osoby niegdyś utożsamiające się z totalitarnym ruchem LGBT. Dziś „świętują miłość Jezusa i Jego wolność i pocieszenie w naszym życiu”.
– Domagamy się, aby nasi przedstawiciele uchylili złowrogi zakaz terapii umożliwiającej zmianę płci dla nieletnich w Kalifornii – mówili członkowie ruchu Changed.
– Siedem lat temu znaleźliśmy się na tych schodach, ponieważ ustawa AB 2943 zagrażała naszej zdolności do [wyleczenia się ze zboczenia] i które chcemy udostępnić innym — opowiadał Williams, który jako młody człowiek zmagał się z niechcianym pociągiem do osób tej samej płci.
– Proszę, nie odbierajcie nam wolności sumienia, wolności wyznawania wiary, wolności słowa — kontynuował.
W manifestacji wziął udział także Joe Dallas, przedstawiony jako „doradca biblijny” południowej Kalifornii. W młodości odczuwał homoseksualne skłonności, mimo bycia chrześcijaninem.
– Siły stojące za naciskami Kalifornii na zakazanie terapii patrzą na to, co robimy, jako na coś, co raczej złowieszczo nazywają „terapią konwersyjną”. Powiedzieliby, że „jest to destrukcyjna praktyka, ponieważ jeśli ktoś jest lesbijką lub gejem, musiał się taki urodzić. Dlatego próba zmiany jest szkodliwa”. A to jest nieprawda !! Dlatego każdy, kto opowiada się za zmianą [czyli powrotem do normalności md] , musi zostać uciszony, nawet jeśli dana osoba chce zmiany – mówił Dallas.
– Dzisiaj sprzeciwiamy się zgubnemu kłamstwu, że ludzie nie mogą się zmienić [czyli powrót do normalności md] — mówił z kolei Dean Reynolds, prawnik główny doradca National Center for Law and Policy, przedstawiając grupę byłych osób LGBT.
– Dzisiaj jesteśmy tutaj, aby powiedzieć ustawodawcom, aby przestali ignorować naszych byłych członków LGBTQ i udawać, że nie istnieją, uchwalając daleko idące ustawy ograniczające terapię umożliwiającą zmianę [czyli powrót do normalności md]— kontynuował Reynolds.
[Jakiż przewrotny, wykrętny język !! ciągle muszę wyprostowywać !! MD]
Jennifer Roback Morse, założycielka i prezes Ruth Institute stwierdziła, że „nikt nie rodzi się gejem”.
– Przeprowadzono ogromne badanie ludzkiego genomu, które udowodniło, że nie ma „genu gejowskiego” — powiedziała Morse, zauważając, że badania bliźniaków jednojajowych również wykazały, że gen homoseksualny nie istnieje.
– Twierdzenie, że powinniśmy zakazać terapii, opiera się na radykalnym [ale nieprawdziwym md] twierdzeniu na temat osoby, które mówi, że rodzisz się gejem i nie możesz się zmienić. Jednak jeden kontrprzykład wystarczy, aby obalić nieprawdziwe twierdzenie, że nikt nie może się zmienić – podkreśliła i dodała, że „mamy wiele kontrprzykładów”.
– Teoria „urodzeni gejami” jest martwa. Musi umrzeć i zostać pochowana – stwierdziła Jennifer Roback Morse.
Jessica Rose, która przedtem identyfikowała się jako mężczyzna, choć jest kobietą przyznała, że gdyby proponowane prawo zakazujące pomocy homoseksualistom uchwalono w 2018 roku, dalej uznawałaby się za mężczyznę, gdyż pomoc jej byłaby zakazana.
– A teraz stoję przed wami, trzy i pół roku bez testosteronu, mając możliwość posiadania dzieci i karmienia piersią, nawet po operacjach, nawet po bólu – podkreśliła.
Na manifestacji przemawiało wiele innych osób, które opowiedziało swoje historie, jak od zaburzeń udało się im wrócić do normalności. Jednak lewackie władze stanu Kalifornia uważają najwyraźniej, że to coś złego.
36-latek został oskarżony o napaść seksualną i zamordowanie 13-miesięcznego chłopca,.
Jamie Varley z Lancashire został oskarżony o morderstwo małego chłopca, Prestona Daveya, po jego śmierci w Blackpool 27 lipca 2023 roku.
Roczne dziecko zostało przywiezione do szpitala Blackpool Victoria Hospital około godziny 19:15 tego wieczoru, ale wkrótce potem zmarło w cierpieniach.
Varley, który jest nauczycielem, jest również oskarżony o wiele przypadków napaści, okrucieństwa i nieprzyzwoitych zdjęć związanych z dziećmi.
Był w trakcie adopcji Prestona wraz ze współoskarżonym Johnem McGowanem-Fazakerleyem, lat 31, który również pojawił się w sądzie.
36-latek zabrał głos tylko po to, aby potwierdzić swoją tożsamość podczas krótkiego, pięciominutowego przesłuchania w sądzie magistrackim w Lancaster w piątek.
Oskarżony jest również oskarżony o jeden zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci, dwa przypadki napaści poprzez penetrację dziecka, pięć zarzutów okrucieństwa wobec dzieci, jeden zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i jeden zarzut napaści seksualnej na dziecko.
Jest on również oskarżony o 10 przypadków robienia nieprzyzwoitych zdjęć dziecka, jeden zarzut rozpowszechniania nieprzyzwoitych zdjęć dziecka, dwa przypadki posiadania nieprzyzwoitych pseudo zdjęć dziecka i jeden zarzut posiadania skrajnie pornograficznego obrazu.
Sędzia okręgowy Richard Thompson, zwracając się do Varleya, powiedział: „Jest pan oskarżony o szereg przestępstw.
„Morderstwo Prestona Daveya, nieumyślne spowodowanie śmierci, gwałt przez penetrację, szereg napaści na tle seksualnym, ciężkie uszkodzenie ciała, a także posiadanie, robienie i rozpowszechnianie nieprzyzwoitych i ekstremalnych obrazów.
– Wie pan, o co chodzi, i rozumie pan/pani?
Varley, który miał na sobie beżową koszulkę polo z ciemnymi włosami do kołnierzyka i blond pasemkami, skinął głową w odpowiedzi.
Po tym, jak został oskarzony, jego współoskarżona, McGowan-Fazakerley, została przeprowadzona na ławę oskarżonych na drugie krótkie przesłuchanie. [płeć?? md]
Jest oskarżony [-a] o dopuszczenie do śmierci dziecka, a także dwa przypadki okrucieństwa wobec dziecka i jeden zarzut napaści seksualnej na dziecko.
Oskarżony, ubrany w dżinsy i bluzę z wizerunkami sów i półksiężyców, potwierdził swoją tożsamość i został tymczasowo aresztowany.
Wszystkie zarzuty dla obu mężczyzn, obejmujące okres od marca do lipca 2023 roku, dotyczą Prestona Daveya.
Varley został zawieszony jako nauczyciel w South Shore Academy w Blackpool, kiedy został aresztowany w 2023 roku, poinformował Cidari Multi-Academy Trust, który obecnie prowadzi szkołę.
Obaj mężczyźni, którzy mieszkali w Grimsargh w pobliżu Preston, pojawią się w poniedziałek w Sądzie Koronnym w Preston.
Prokurator generalna Suzanne Llewellyn powiedziała wcześniej: „Prokuratura Koronna zezwoliła na postawienie w stan oskarżenia dwóch mężczyzn w związku ze śmiercią 13-miesięcznego chłopca w Blackpool”.
36-letni Jamie Varley z Grimsargh w hrabstwie Lancashire został oskarżony o morderstwo małego Prestona Daveya, a także o szereg poważnych przestępstw seksualnych i okrucieństwa wobec dzieci.
31-letni John McGowan-Fazakerley z Grimsargh w hrabstwie Lancashire został oskarżony o dopuszczenie do śmierci dziecka, a także o okrucieństwo wobec niego i przestępstwa seksualne.
„Koronna Służba Prokuratorska ściśle współpracowała z policją w Lancashire po przeprowadzeniu szczegółowego śledztwa policyjnego w celu dokonania przeglądu dostępnych dowodów i doradztwa w sprawie odpowiednich zarzutów.
„Zdajemy sobie sprawę z głęboko niepokojącego charakteru zarzucanych przestępstw – przypominamy jednak wszystkim zainteresowanym, że postępowania karne przeciwko tym oskarżonym są obecnie w toku i mają oni prawo do sprawiedliwego procesu.
„Niezwykle ważne jest, aby w internecie nie było żadnych doniesień, komentarzy ani informacji, które mogłyby w jakikolwiek sposób zaszkodzić temu postępowaniu”.
Poniższe cytaty George’a Orwella zostały wybrane nie tylko ze względu na ich literacką wartość, ale przede wszystkim na to, jak trafnie diagnozują i wyjaśniają zjawiska, które nadal są obecne w naszym życiu. Orwell mistrzowsko opisywał mechanizmy władzy, manipulacji informacją oraz naturę ludzką, które nie straciły na aktualności. Te cytaty mogą stać się dla ciebie inspiracją do głębszego przemyślenia rzeczywistości, w której żyjesz, i pomóc w podejmowaniu bardziej świadomych decyzji. Warto je nie tylko przeczytać, ale również zastanowić się, jak można zastosować je w codziennych sytuacjach.
„Wolność to prawo mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.” Źródło: „Rok 1984”
Orwell zwraca tu uwagę na istotę prawdziwej wolności. W czasach, gdy coraz częściej boimy się mówić otwarcie, ze względu na możliwe konsekwencje, jego słowa są przypomnieniem, że wolność nie polega na potakiwaniu większości, ale na mówieniu prawdy – nawet jeśli jest ona niewygodna. Współczesne społeczeństwo często zmaga się z problemem autocenzury i ograniczania dyskusji. Orwell przypomina nam, że prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie mamy odwagę mówić to, co uważamy za słuszne, nawet jeśli inni się z tym nie zgadzają.
„Kto kontroluje przeszłość, ten kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, ten kontroluje przeszłość.” Źródło: „Rok 1984”
Ten cytat jest ostrzeżeniem przed manipulacją historią. Orwell pokazuje, że ci, którzy mają władzę nad informacją, mogą kształtować zarówno przyszłość, jak i naszą pamięć o przeszłości. W dzisiejszym świecie, gdy dostęp do informacji jest łatwy, ale ich wiarygodność często kwestionowana, jego słowa są wyjątkowo aktualne. Musimy być świadomi, że to, jak postrzegamy przeszłość, ma bezpośredni wpływ na to, jak podejmujemy decyzje dzisiaj. Warto zatem krytycznie podchodzić do narracji, które są nam serwowane przez media i polityków.
„W świecie powszechnego oszustwa, mówienie prawdy to akt rewolucyjny.” Źródło: „Rok 1984”
W erze fake newsów i manipulacji medialnych, ten cytat nabiera szczególnego znaczenia. Orwell podkreśla, jak wielkim wyzwaniem może być głoszenie prawdy, zwłaszcza gdy większość społeczeństwa jest zwodzona. Zamiast podążać za tłumem, Orwell zachęca, byśmy zawsze starali się docierać do sedna rzeczywistości, nawet jeśli wymaga to wysiłku i odwagi. W codziennym życiu może to oznaczać krytyczne podejście do informacji i nieuleganie manipulacjom.
„Najbardziej straszliwą rzeczą w totalitaryzmie nie jest to, że zabija, ale to, że niszczy duszę.” Źródło: „Zapiski na marginesie”
Orwell nie tylko ostrzegał przed brutalnością reżimów totalitarnych, ale także przed ich subtelnym wpływem na psychikę ludzi. To nie tylko o fizyczne represje chodzi, ale o długotrwałe niszczenie indywidualnej tożsamości, swobody myślenia i moralności. W czasach, gdy coraz więcej społeczeństw boryka się z ograniczaniem wolności osobistej pod przykrywką różnych ideologii, te słowa Orwella przypominają nam, że najcenniejszą rzeczą, którą powinniśmy chronić, jest nasza wolność myśli i duszy
.„Każde pokolenie wyobraża sobie, że jest inteligentniejsze od poprzedniego i mądrzejsze od następnego.” Źródło: Esej „Zwierciadło pisarza”
Ten cytat to nie tylko ironiczny komentarz na temat ludzkiej pychy, ale także przypomnienie, że nasza percepcja świata jest często ograniczona przez czas, w którym żyjemy. Orwell podkreśla, że każde pokolenie myśli o sobie w wyjątkowy sposób, a jednak popełnia podobne błędy, jakie popełniali jego poprzednicy. To ostrzeżenie przed arogancją i skłonność do refleksji – by uczyć się z przeszłości i nie zakładać, że wiemy wszystko.
„Ludzie mogą być szczęśliwi tylko wtedy, gdy nie zakładają, że celem życia jest szczęście.” Źródło: Esej „Londyn w ruinach”
Orwell zadaje tu pytanie o sens poszukiwania szczęścia, sugerując, że obsesyjne dążenie do niego może prowadzić do frustracji. Prawdziwe spełnienie nie leży w próbach osiągnięcia stałego szczęścia, ale w zaakceptowaniu, że życie to zarówno radości, jak i trudności. Ten cytat może inspirować nas do zmiany podejścia do codziennych wyzwań, przypominając, że poczucie spokoju i zadowolenia często przychodzi wtedy, gdy nie próbujemy go wymusić.
„Im bardziej społeczeństwo odchodzi od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, którzy ją głoszą.” Źródło: „Rok 1984”
To mocne spostrzeżenie Orwella idealnie oddaje dynamikę współczesnych debat społecznych. W świecie pełnym dezinformacji i przekłamań, prawda staje się czymś niewygodnym, a ci, którzy ją wyrażają, często spotykają się z oporem i wrogością. Orwell pokazuje, że stawanie w obronie prawdy wymaga ogromnej odwagi. Ten cytat może inspirować do walki o autentyczność i szczerość w relacjach, nawet wtedy, gdy oznacza to przeciwstawienie się opinii większości.
„Jako grupa zmagająca się z wykluczeniem i dyskryminacją wyrażamy solidarność z innymi mniejszościami” – napisali kilka tygodni temu w komunikacie rozesłanym mediom wyznawcy szatana w Polsce, zapowiadając, że wezmą udział w tzw. „marszu równości”.
Na głównej stronie organizacji „Global Order of Satan” czytamy z kolei, że sataniści otwarcie wspierają wszelkie ruchy sodomickie i genderowe, gdyż „szatan nie wyklucza”. Z banerem o takiej treści pojawili się na samym marszu.
Sataniści pojawili się na tzw. „marszu równości” w Warszawie. Podczas serwisu informacyjnego prowadząca wiadomości w TVN24 połączyła się z dziennikarzem, który relacjonował Marsz Równości w Warszawie. Reporter opowiadał, jak na imprezie jest barwnie, jak fantastycznie i jaka panuje wyjątkowa atmosfera. W pewnym momencie odwrócił się i… lekko zaniemówił. Za jego plecami szli sataniści z wielkim banerem, przedstawiającym diabła.
W Marszu Równości wzięła udział organizacja satanistyczna Global Order of Satan, czyli międzynarodowa organizacja zrzeszająca satanistyczne społeczności, której – jak sami o sobie piszą – „celem jest rozwijanie ideałów satanistycznych oraz kultu własnego ja, a także ochrona tych, którzy są uciskani przez dominację religijną”.
„Tak jak w ubiegłych latach, maszerujemy razem – głośno, dumnie i bez kompromisów. Charty, demony i różki na tęczowo. Dołącz do nas i pokaż, że równość, wolność i bunt przeciw opresji to nasze wspólne wartości” – możemy przeczytać w opisie wydarzenia na Facebooku.
Co ciekawe, na liście organizacji partnerskich marszu znalazły się m.in. koncern farmaceutyczny Moderna, a także moloch biznesowy Goldman Sachs. Widocznie nie przeszkadza im promowanie zboczeń oraz satanizmu.
„Marsz Równości” został niespodziewanie zakłócony przez innych lewicowych aktywistów. Ci zablokowali przejazd jednej z ciężarówek biorących udział w pochodzie i oblali czerwoną farbą tęczowy kontener. Ich celem nie było zaszkodzenie dewiantom, ale zamanifestowali wsparcie dla Palestyńczyków, mordowanych przez żydowskich ludobójców. Zamieszanie trwało kilkanaście minut. Po nim pochód ruszył dalej, wzdłuż wyznaczonej trasy.
W marcu tego roku członkowie „kościoła” szatana intronizowali go rytualnie na króla Polski, wznosząc hasło: „Niech ciemność nas wyzwala, niech rozum nas prowadzi”.
NASZ KOMENTARZ:
Z tym rozumem coś u satanistów wyjątkowo krucho, skoro ochoczo skazują się na wieczne potępienie. Niemniej dobrze się stało, że tak jawnie afiszują się ze wsparciem ideologii sodomitów i neo-łysenkistów, a tym drugim to w ogóle nie przeszkadza. Pokazuje to z kim tak naprawdę przyszło nam walczyć.
To czyste [? najbrudniejsze !! md] zło, zło ostateczne.
Należy pamiętać, że oficjalne źródła i/lub źródła chroniące przemysł szczepionek pandemicznych będą odnosić się wyłącznie do infekcji covid. Nie przyznają, że to białko kolca SARS-CoV-2 jest czynnikiem patologicznym lub bronią biologiczną. Dlaczego?
Nie wspomną publicznie o patogeniczności białka kolca, ponieważ gdyby to zrobili, musieliby przyznać, że białko kolca, broń biologiczna , która jest we wszystkich zastrzykach przeciwko covidowi – inaktywowanych szczepionkach wirusowych, szczepionkach wektorowych wirusowych i zakodowana w szczepionkach mRNA – powoduje szkodę, którą, jak twierdzą, powoduje infekcja covidowa. Chodzi o przesiewanie propagandy w celu znalezienia ukrytej prawdy w narracji, a nie o to, by wywołać reakcję słowami, których używają. Na przykład w tym przypadku, gdy jest odniesienie do „infekcji covidowej”, należy je odczytać jako „zastrzyk covidowy”.
Jeśli SARS-CoV-2 został uwolniony lub „wyciekł” pod koniec 2019 r. lub na początku 2020 r. w celu wywołania pandemii, nie udało się, ponieważ nie wywołał pandemii, a osoby, które zostały zarażone, doświadczyły sezonowych objawów przeziębienia lub grypy.
Prawdziwa pandemia różnych chorób i schorzeń rozpoczęła się od wprowadzenia tak zwanych „szczepionek” przeciwko covidowi; krótko mówiąc, było to zakażenie przez wstrzyknięcie, co doprowadziło do pandemii zaszczepionych .
Czytając streszczenie artykułu Just the News poniżej, powinniśmy również pamiętać, że Moderna, wspólnie z amerykańskim Narodowym Instytutem Alergii i Chorób Zakaźnych („NIAID”), wysłała kandydatów na szczepionkę mRNA przeciwko koronawirusowi na Uniwersytet Karoliny Północnej w Chapel Hill 12 grudnia 2019 r., mimo że w tym czasie nie istniało żadne zagrożenie, rzeczywiste, postrzegane ani wytworzone, ze strony koronawirusa. Jest to istotne nie tylko ze względu na charakter szczepionek, ale także ze względu na miejsce ich wysłania.
Dr David Martin wielokrotnie ogłaszał, że od 2002 r. nie było naturalnie występującego koronawirusa. „[Od 2002 r.] istniał zmodyfikowany patogen. Zmodyfikowany przez Ralpha Barica z University of North Carolina w Chapel Hill, gdzie w 2002 r. opatentował on „zakaźny, wadliwy replikacyjnie klon koronawirusa” — powiedział w zeszłym roku w The Alex Jones Show . Innymi słowy, od 2002 r. Ralph Baric i inni opracowują broń biologiczną, wykorzystując koronawirusa jako platformę.
Koronawirusy są jednym z wirusów powodujących przeziębienia zimą lub wczesną wiosną. Dr Martin sugeruje, że każdego roku od 2002 r. przeziębienia przypisywane koronawirusom były wywoływane przez wirus stworzony przez człowieka. Potwierdzają to brytyjskie wytyczne dotyczące chemikaliów, biologii, radiologii i energii jądrowej („CBRN”) dla NHS, służb ratunkowych i agencji zdrowia publicznego. „Ludzkie koronawirusy obecnie nie występują naturalnie w Wielkiej Brytanii… Pierwsze wysoce patogenne ludzkie choroby koronawirusowe pojawiły się w 2003 r. (koronawirus SARS)… SARS został po raz pierwszy zidentyfikowany w południowych Chinach pod koniec 2002 r.”, stwierdzają wytyczne Public Health England .
Najwyraźniej w UE nie chcą zrozumieć, jak blisko Zełenski, Netanjahu i Trump doprowadzili świat do możliwej wojny nuklearnej. Ja dotąd nigdy nie wyjaśniono, co te trzy osoby i ich działania mają ze sobą wspólnego i co to oznacza.
Może to brzmieć dziwnie stwierdzenie, że Zełenski, Netanjahu i Trump razem znacznie przybliżyli świat do wojny nuklearnej, ponieważ Trump i Zełenski nie przepadają za sobą, a Zełenski i Netanjahu nie mają ze sobą wiele wspólnego. Ale rzeczywiście istnieją niepokojące powiązania.
Nieodpowiedzialne ‚igraszki’ Zełenskiego
Kiedy Ukraina zaatakowała 1 czerwca kilka rosyjskich lotnisk wojskowych i stacjonujące tam rosyjskie bombowce strategiczne, prawie nikt na Zachodzie najwyraźniej nie zrozumiał, co to oznacza.
Brawurowy atak dronów na rosyjskie bazy lotnicze. Płoną bombowce strategiczne
Brawurowy atak dronów na rosyjskie bazy lotnicze. Płoną bombowce strategiczne – to powtarzający się tytuł odnośnych tekstów
Bombowce strategiczne są częścią rosyjskich sił nuklearnych, a zgodnie z rosyjską (a tym bardziej amerykańską) doktryną atomową taki napad jest podstawą do ataku nuklearnego, ponieważ osłabienie sił nuklearnych jednej strony mogłoby dać drugiej stronie możliwość pierwszego uderzenia atomowego, na które strona atakowana mogłaby nie być już w stanie odpowiedzieć.
Innymi słowy: Zełenski nie tylko zaatakował rosyjskie bombowce, ale także globalną kontrolę zbrojeń nuklearnych i zaryzykował wojnę nuklearną. To jednak nie powstrzymuje europejskich mediów i polityków przed świętowaniem ataku Zełenskiego, który z radością nazywają ‚operacją Pajęczyna’.
Spekulowałem, że Zełenski niemal wywołał wojnę nuklearną; teraz jest wstępne potwierdzenie. Były brytyjski dyplomata Alastair Crooke, cytując anonimowego rosyjskiego generała, powiedział, że w tym momencie świat był bliżej wojny nuklearnej niż podczas czasu kryzysu kubańskiego. Powiedział:
„Słuchajcie, byliśmy tak blisko wymiany nuklearnej jak podczas kryzysu kubańskiego. Nigdy nie byliśmy tak blisko. Putin był wściekły. Więc nie słuchajcie ludzi, którzy mówią: ‚Och, wiecie, bagatelizujemy to’. Nie bagatelizujemy tego. Sytuacja jest bardzo poważna”.
Krótko po ataku na Ukrainę Putin i Trump odbyli rozmowę telefoniczną i według Crooke’a Putin był bardzo konkretny podczas rozmowy – ‚nie przebierał w słowach’ i był ‚dość bezpośredni’.
Crooke nie wymienił nazwiska rosyjskiego generała, ale prawdopodobnie był to emerytowany generał Jewgienij Buszynski, którego słowa zostały zacytowane niemal dosłownie przez byłego analityka CIA Larry’ego Johnsona, który obecnie bierze udział w konferencji w Moskwie.
Johnson napisał, że według Buszynkiego Putin był ‚wściekły’ i uważał atak na bombowce strategiczne za zdradę nowego układu START o kontroli strategicznej broni jądrowej przez Waszyngton.
Powodem tego jest to, że traktat wymaga, aby USA i Rosja parkowały swoje bombowce z bronią nuklearną w miejscu, w którym będą mogły swobodnie je obserwować swoje satelity obserwacyjne. To jedyny powód, dla którego rosyjskie bombowce strategiczne były tak niechronione na lotniskach, co pozwoliło Kijowowi atakować bombowce stosunkowo prostymi dronami.
Johnson podkreślił również, że USA i Rosja zbliżyły się w tym momencie do wojny nuklearnej bardziej niż od czasu kryzysu kubańskiego. Pytanie brzmi, czy Putin naprawdę wierzy Trumpowi, gdy ten twierdzi, że nic nie wiedział o przygotowaniach do ataku na Ukrainę. I właśnie tutaj w grę wchodzi Netanjahu i jego atak na Iran.
Czy Trump okłamał Putina?
Podczas rozmowy telefonicznej między Trumpem a Putinem, która miała miejsce 4 czerwca, Trump podobno poprosił Putina o mediację w negocjacjach USA – Iran w sprawie umowy nuklearnej z Iranem, z którym Rosja utrzymuje dobre stosunki, na co Putin był gotowy.
Dym nad Teheranem po izraelskim ataku /AFP/EAST NEWS
Jeśli jednak jest prawdą, że Izrael przygotowywał się do ataku na Iran od miesięcy i że Trump, jak sam teraz mówi, został o tym poinformowany, to oznaczałoby to, że Trump wiedział o izraelskich planach ataku i bezlitośnie okłamał Putina – i to w fazie negocjacji amerykańsko-rosyjskich, w których nacisk nadal był położony na odbudowę nadszarpniętego zaufania.
Oznaczałoby to oczywiście, że Putin nie uwierzyłby już ani jednemu słowu Trumpa, które dotyczyłoby ukraińskiego ataku na rosyjskie bombowce strategiczne i faktu, że Trump rzekomo nic nie wiedział o tych planach.
To tylko spekulacja i nie chcę uprawiać czarnowidztwa, ale jeśli tak jest, prawdopodobnie oznaczałoby to de facto koniec wszelkich negocjacji między Rosją a USA. Konsekwencje tego mogą być straszne dla całego świata.
Ale europejscy politycy i media świętują operację ‚pajęczą sieć’ Zełenskiego i również uważają wojnę Netanjahu z Iranem za całkowicie akceptowalną. Biegną w kierunku własnej ruiny i nawet nie zdają sobie z tego sprawy.
Były prezydent Francji Nicolas Sarkozy został pozbawiony Legii Honorowej, najwyższego francuskiego odznaczenia, po wyroku skazującego byłego szefa państwa za korupcję – wynika z dekretu, cytowanego przez AFP.
Nicolas Sarkozy – były prezydent Francji
Dziadek urodzony jako Aaron Mallah, był greckim Żydem pochodzącym z Salonik
Sarkozy pozbawiony Legii Honorowej
Jak zauważyła agencja, to drugi przypadek w historii Francji, kiedy przywódca państwa został pozbawiony tego odznaczenia. W 1945 r. Legię Honorową odebrano marszałkowi Philippe’owi Petain za zdradę stanu i współpracę z nazistowskimi Niemcami podczas II wojny światowej. Adwokat byłego prezydenta oświadczył, że Sarkozy „przyjmuje do wiadomości” tę decyzję. Zauważył jednocześnie, że Europejski Trybunał Praw Człowieka nie wydał jeszcze orzeczenia w sprawie jego odwołania.
W grudniu 2024 r. Sąd Kasacyjny odrzucił apelację prezydenta Francji w latach 2007-2012 od wyroku trzech lat więzienia, w tym dwóch w zawieszeniu, za korupcję i handel wpływami. W praktyce oznaczało to rok aresztu domowego i noszenie bransoletki elektronicznej, którą zdjęto w połowie maja ze względu na wiek skazanego. W styczniu Sarkozy skończył 70 lat.
Prawicowi politycy krytycznie podchodzili do idei pozbawienia Sarkozy’ego Legii Honorowej. Prezydent Francji Emmanuel Macron wyraził pod koniec kwietnia opinię, że „nie byłaby to dobra decyzja”. Jak dodał, „ważne jest, aby byli prezydenci byli szanowani”.
Czym jest Legia Honorowa?
Legia Honorowa to najwyższe francuskie odznaczenie państwowe, ustanowione w 1802 r. przez Napoleona Bonaparte i przyznawane za wybitne zasługi cywilne lub wojskowe. Zgodnie z opublikowanym w niedzielę dekretem, Sarkozy został również pozbawiony Orderu Narodowego Zasługi, ustanowionego w grudniu 1963 r. przez ówczesnego prezydenta Charles’a de Gaulle’a.
Last week, I was walking back from the store and saw one of those „Lost Cat” flyers taped to a pole. It had a blurry photo and dramatic phrases like „please help us find Mr. Whiskers” which for some reason made me laugh more than it should have. Maybe it was the Comic Sans. Maybe it was the fact that the cat looked like it hated everyone, including the person who made the flyer. Either way, I got the dumb idea to make one myself. But with a fake dog.
So I went home, opened up Word and made the most ridiculous flyer I could think of. I said the dog’s name was „Chunky.” I described him as „half Pomeranian, half mystery”. I used a random Google image of a scruffy little mutt with giant eyes and his tongue hanging out like he’d just seen something unseeable.
I printed out six copies and taped them around my block. It was just supposed to be funny. I never expected anything to come of it.
Until yesterday evening.
I was making dinner when I heard a knock at the door. I opened it, and this guy, probably in his 30s, pretty normal-looking, was standing there holding a leash. On the end of it was a dog.
Not just any dog.
Chunky.
The exact same scruffy, bug-eyed, tongue-out menace from the flyer.
The guy smiled and said: „I think this is your dog. I found him wandering near the park.”
I froze. My brain just… stalled. I had no idea what to say. So I said the dumbest possible thing, which was, „Chunky?!”
He nodded like that confirmed it. „Yeah! He came right up to me. I recognized him from the flyer by the laundromat.”
Now, here’s the part where a sane person would explain the situation. Tell the truth. Say: „Actually, this was a joke and that’s not my dog.”
Instead, I said „Oh my God, thank you so much.” And took the leash.
Now I have a dog.
Or something that resembles a dog. Chunky is… not right. He growled at my toaster. He barked at the fridge for 20 straight minutes and then peed on my welcome mat. He sleeps on his back with all four legs stiff like he’s trying to summon something.
I took him to the vet today, mostly to see if he had a chip. No chip. The vet looked at him for a solid ten seconds and then said „Well. That’s a dog, alright.” No follow-up. Just that.
So now I’m stuck in this weird reality where I made up a dog, and the universe handed him to me like, „Okay, let’s see what you do with this.”
Chunky is currently asleep under my bed. I can hear him snoring from here. I don’t know where he came from. I don’t know who he used to belong to. But I guess he’s mine now.
This whole situation feels like I made a meme and the meme came to life and now lives in my apartment.
This is why I shouldn’t be left alone with a printer.
[W związku z brutalną agresją Izraela na odległy przecież kraj, naród – umieszczam parę wspomnień. Jestem sybirakiem , ale Mamie nie udało się dotrzeć do Jangi -Jul .. Jeszcze trzy lata byliśmy w tym sowieckim piekle. MD]
Historia polskich tułaczy II wojny światowej w Iranie
30 lipca 1941 – po ataku III Rzeszy na ZSRR – między Polską a ZSRR zawarto porozumienie podpisane przez premiera rządu RP na uchodźctwie generała Władysława Sikorskiego oraz ambasadora ZSRR w Londynie Iwana Majskiego. Układ Sikorski-Majski zawarty z myślą o wspólnej walce w koalicji antyhitlerowskiej, przywracał – zerwane po agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 – stosunki między oboma państwami oraz pozwolił na powstanie Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR pod dowództwem generała Władysław Andersa. W dodatkowym protokole Stalin zagwarantował amnestię dla polskich obywateli deportowanych w latach 1939-1941 przez NKWD w głąb Związku Radzieckiego: więźniów Gułagu, przetrzymywanych w więzieniach śledczych NKWD, jeńców wojennych czy zmuszanych do pracy w kołchozach.
Wraz z Armią Andersa do Iranu dotarło 120 tysięcy wychodźców, w tym aż 40 tysięcy kobiet i dzieci. Tułaczy przyjęły m.in. Meszched, Kazwin, Isfahan, Ahwaz, Teheran. Najwięcej Polaków znalazło dach nad głową w Isfahanie, nazywanym miastem polskich dzieci. Społeczność polska w czasie swojego pobytu w Iranie była bardzo aktywna: wychodziły polskie gazety, powstały szkoły (w 1945 roku przeprowadzono nawet egzaminy dojrzałości), placówki wychowawcze i opiekuńcze dla osieroconych dzieci, celebrowano święta państwowe, urządzano zawody sportowe, powołano Towarzystwo Studiów Irańskich w Teheranie.
W 1945 roku na zaproszenie ówczesnego premiera Nowej Zelandii część Polaków wyemigrowała do tego kraju. Inni trafili do Indii, Afryki i Libanu. Niektórzy wrócili do Polski. Obecnie najważniejszym świadectwem obecności w Iranie polskich wychodźców z ZSRR w czasie II wojny światowej jest istnienie kilku polskich cmentarzy, które przetrwały dzięki zaangażowaniu irańskiego państwa. O obecności Polaków przypomina również ulica Warszawska w Teheranie.
Na wystawie prezentujemy nieznane zdjęcia archiwalne, pochodzące z prywatnych irańskich kolekcji. Ekspozycja nie tylko przypomina o życiu Polaków w Iranie, jest również hołdem dla Irańczyków, których życzliwość i gościnność zostały na zawsze w pamięci uratowanych tułaczy. Wystawa przygotowana przez Ambasadę Islamskiej Republiki Iranu w Polsce była prezentowana wcześniej w siedzibie Wspólnoty Polskiej w Warszawie z inicjatywy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.