Kaja Godek: Ustawa o „mowie nienawiści” uderzy w rodzinę, Kościół – w nas wszystkich. O veto prezydenta !

Kaja Godek: ustawa o „mowie nienawiści” uderzy w rodzinę, Kościół – w nas wszystkich

pch24/ustawa-o-mowie-nienawisci-uderzy-w-rodzine-kosciol

(Kaja Godek. Fot. Fundacja Życie i Rodzina)

Z jednej strony mamy ochronę religii i osób konkretnego wyznania. Z drugiej strony, w tej samej ustawie – ochronę seksualnej tzw. „orientacji”.

Te dwa rodzaje ochrony nie mogą zaistnieć razem. Kościół ma za zadanie wskazywać ludziom, że homoseksualizm i jego promocja jest złem, jest grzechem. Z drugiej strony nie można mówić nic złego o homoseksualistach. I co z tym zrobić? Uważam, że praktyka w sądach wyglądać będzie tak, że oni mogą liczyć na uniewinnienia, a nas się będzie skazywało – mówi Kaja Godek, liderka Fundacji Życie i Rodzina.

Jak przyjęła Pani wynik czwartkowego głosowania posłów w sprawie tak zwanej mowy nienawiści?

Zwracam uwagę na najważniejszą chyba rzecz w tej sprawie: to jest preludium. Preludium do wprowadzenia różnych ustaw, które realizują agendę LGBT i które albo są w przygotowaniu, albo już czekają gotowe na uchwalenie. Koalicja rządząca doskonale zdaje sobie sprawę, że Polacy nie chcą tych ustaw, że będą ogromne protesty. Dlatego rządzący potrzebują najpierw zadbać o swego rodzaju środek prewencji – żeby zdusić krytykę wobec agendy LGBT. Z tego powodu zaczynają od penalizacji krytyki wobec LGBT. W momencie, kiedy zostanie ona uchwalona, wjadą wszystkie inne punkty agendy LGBT, na przykład związki partnerskie. Możemy się spodziewać nawet postulatu adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Będzie też przyłożona większa presja na wprowadzenie do szkół elementów demoralizacji pod dyktando homolobby.

Nastąpi też ostra rozprawa z Kościołem. Penalizacja krytyki LGBT jest bowiem wymierzona w znacznej mierze w Kościół katolicki, szczególnie w księży. Księża będą mogli iść do więzienia na przykład za przypomnienie, czym jest grzech sodomski albo cytowanie listów św. Pawła, który pisał wprost, że stosunki homoseksualne to zboczenie.

Rozmawiamy o rozszerzeniu zakresu artykułu 257. Kodeksu karnego, traktującego o znieważaniu. Potocznie mówi się, że dotyczy on „mowy nienawiści”. Jest już od dłuższego czasu kilka kategorii chronionych przez ten artykuł, m.in. wyznanie. Jak jednak obserwujemy, sądy orzekają najczęściej w przypadku profanacji czy bluźnierstw albo obelg kierowanych pod adresem katolików bądź czczonych przez nas świętych, że doszło do jakiejś kreacji artystycznej, dozwolonej publicystyki lub mamy do czynienia z niską szkodliwością czynu. Skąd Pani obawy, że w odniesieniu np. do środowisk LGBT będzie dominować inna interpretacja tego samego artykułu?

Dlatego, że rozmawiamy o przepisach, które się wzajemnie wykluczają. Zwracam uwagę – nawiązując do ostatniego przykładu z księżmi – że nie da się równocześnie chronić środowiska LGBT i chronić Kościoła katolickiego czy duchowieństwa.

Księża są zobowiązani głosić naukę Kościoła, a nauka Kościoła w kwestii zboczeń jest absolutnie jasna. I teraz pojawia się mętlik. Z jednej strony mamy ochronę religii i osób konkretnego wyznania.

Z drugiej strony, w tej samej ustawie – ochronę seksualnej tzw. „orientacji”. Te dwa rodzaje ochrony nie mogą zaistnieć razem. Kościół ma za zadanie wskazywać ludziom, że homoseksualizm i jego promocja jest złem, jest grzechem. Z drugiej strony nie można mówić nic złego o homoseksualistach. I co z tym zrobić? Uważam, że praktyka w sądach wyglądać będzie tak, że oni mogą liczyć na uniewinnienia, a nas się będzie skazywało. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Jak wygląda już teraz sytuacja w sądownictwie, mogę Państwu wiele opowiadać, i to z pierwszej ręki. Właśnie jestem po wyroku w sprawie, która już drugi raz była rozpatrywana w pierwszej instancji. Sędzia nakazał mi przepraszać homo-aktywistów, czego oczywiście nie zrobię, zamierzam ten wyrok apelować. Jest to proces, jaki wytoczyło mi w 2018 roku, w trybie cywilnym 16 działaczy LGBT, obecnie jest ich 15, jeden po drodze zmarł. Na długo przed tym, jak otrzymałam pozew, oni chodzili po różnych lewicowych mediach i opowiadali, po co im ten proces, co jest w pozwie, i co chcą osiągnąć. Poruszyli między innymi wątek, że ponieważ Kodeks karny nie penalizuje tego, co oni nazywają „mową nienawiści”, to muszą uciekać się do środka zastępczego, jakim jest proces w trybie cywilnym. Opisali swoją taktykę wprost.

To, co dzisiaj przeżywamy my – działacze, osoby publiczne, publicyści krytykujący ruch LGBT a potem mający procesy – to jest rzeczywistość, która czeka wszystkich Państwa. Wszystkich. Bo będzie tak: wpis na Facebooku, w którym krytykujecie lobby LGBT albo chociażby śmiejecie się z osób idących w Paradzie Równości i wyglądających głupio – to już podlegać ma penalizacji. Co więcej, to będzie sprawa karna, zupełnie inny proces niż cywilny. Nie będą musieli szukać na siłę powodów, udowadniać, że zaistniało naruszenie jakichś dóbr. Te zachowania będzie ścigał prokurator!

Dalej: głos krytyczny w szkole przeciwko lekcjom, które zawierają propagandę LGBT, też będzie penalizowany. Nie będziecie mogli bronić swoich dzieci. Dalej, kazanie, w którym ksiądz zacznie cytować świętego Pawła, będzie penalizowane.

Ta rzeczywistość, która dotyka dzisiaj nas – publicystów, działaczy, dziennikarzy, osoby publiczne, stanie się udziałem każdego z Państwa. Każdego będzie można pociągnąć do odpowiedzialności, a nawet trzeba będzie.

Trudno znaleźć księdza, który będzie stosował obelgi wobec homoseksualistów, chociaż potępia ich styl życia; mało który krytyk LGBT rzeczywiście wysuwa realne groźby względem tego środowiska bądź konkretnych osób. Więcej agresji – szyderstw, wulgarnych obelg, gróźb, profanacji obrazów naszych świętych – spotyka się po tej drugiej stronie. A to my, katolicy mamy iść do więzienia bo sobie zażartujemy z kobiety noszącej brodę? 

Jesteśmy w sytuacji w pewnym sensie szczęśliwej, będąc bynajmniej nie pierwszym państwem, gdzie próbuje się wprowadzić podobne przepisy. Widzimy, jakie przyniosły one efekty na Zachodzie: uderzyły w zwykłych ludzi. Problemy w szkołach mieli nauczyciele, którzy powiedzieli uczniom, że istnieją „tylko” dwie płcie – pamiętamy casus pana Jose Luisa Barrona Lopeza z Hiszpanii, który został pozbawiony pensji i zawieszono mu prawo do wykonywania zawodu. W Kanadzie za podobne twierdzenie aresztowano jednego z uczniów szkoły – i to nominalnie katolickiej.

Zwrócę jeszcze uwagę na to sformułowanie: „przestępstwa z nienawiści” czy „mowa nienawiści”.

Definicja słownikowa nienawiści mówi o tym, że jest to określone silne odczucie. Jednak nie pisze się prawa w taki sposób by penalizować odczucia albo wmawiać komuś takie bądź inne intencje. Powinno się penalizować konkretne czyny.

Obecnie zaś całe lobby LGBT, ponieważ brakuje im argumentów, szuka zamiennika dla swojej argumentacji. Posuwa się właśnie do wmawiania intencji albo kładzie nacisk na uczucia. Podam znów przykład ze swojego ostatniego procesu. Tydzień temu przed ogłoszeniem wyroku, zdążyłam złożyć zeznania, że skoro geje gwałcą dzieci, to w interesie dzieci jest powiedzieć o tym i ostrzec rodziców. Dostałam wówczas od pełnomocnika powodów pytanie: „czy pani mówiąc to nie zastanowiła się chociaż chwilę, że jakiś homoseksualista może to usłyszeć i zrobi mu się przykro?”.

W taki sposób środowisko LGBT próbuje zrównać z sobą dwie nieporównywalne wartości: fizyczne bezpieczeństwo dzieci i swoje subiektywne odczucia, pytanie, czy w ogóle prawdziwe. Próbują komponent emocjonalny uczynić ważniejszym niż krzywda, która może stać się dziecku. Byłam naprawdę zszokowana, że dostałam pytanie sprowadzone do dylematu: „dlaczego pani ostrzega przed gwałtami na dzieciach, skoro jakiś homoseksualista może to usłyszeć i się źle z tym poczuje?”.

Dojdziemy za chwilę do świata, w którym wartości są absolutnie odwrócone. Dzieci nie są bezpieczne, nie można ostrzegać przed pedofilami bo skupiamy się na tym, czy delikatne serduszka jednego czy drugiego działacza LGBT nie zadrżą ze smutku.

Liczy Pani trochę na weto prezydenckie? Jak się wydaje, to ostatnia instancja, która może zatrzymać tę tragiczną nowelizację Kodeksu karnego.

Ja nie liczę, ja go zdecydowanie oczekuję. Prezydent nie może zostawić Polaków w tej sytuacji! Szczerze mówiąc, trochę się obawiam. Mam bowiem wrażenie, że prezydent Duda pod koniec swojej drugiej kadencji bardzo liczy na posadę w jakimś gremium międzynarodowym i lubi „polityczną poprawność”. Mam na myśli na przykład podpisanie ustawy o finansowaniu in vitro półtora roku temu. Również inne gesty, które wykonywał pod adresem różnych lewicowych lobbies.

Powiem tak: interesem Polski jest weto do tej ustawy, jednoznaczne weto, a nie np. podpisanie nowelizacji i odesłanie jej do Trybunału Konstytucyjnego, bo w takim przypadku nowa ustawa będzie przynajmniej przez jakiś czas obowiązywała. To powinno być jednoznaczne weto – wyrzucenie tych przepisów do kosza na śmieci. Jeśli weto nie nastąpi, to naprawdę za chwilę będziemy wszyscy mieli duży problem. Jak wspomniałam, ta nowelizacja jest przygotowywana jako preludium do wielu innych ustaw realizujących niebezpieczną agendę LGBT – niebezpieczną dla społeczeństwa, godzącą w wolność religijną, zagrażającą tym osobom, które mają najmniejsze możliwości obrony – czyli dzieciom.

Środowiska prorodzinne powinny, Pani zdaniem jakoś pomóc prezydentowi podjąć odpowiednią decyzję? Czy zamierzają to robić?

Myślę, że każdy obywatel powinien w tym momencie żądać od prezydenta weta. Po drodze jest jeszcze Senat, którego skład nie napawa optymizmem. Natomiast uważam, że senatorowie – ci, którzy myślą jeszcze o Polsce – też powinni protestować przeciw tej ustawie.

Co sądzi Pani o postawie PSL, które poparło nowelizację w Sejmie?

Donald Tusk realizuje plan zniszczenia PSL-u. Wyprowadza PSL właśnie w takie rejony jak głosowanie za ustawą o penalizacji krytyki LGBT. To będzie przecież znany fakt na wsiach, w małych miasteczkach – że to PSL pozwolił, żeby środowiska gejów i lesbijek ośmieliły się i żeby duszono wszelką krytykę wobec nich. To głosowanie PSL-owi zaszkodzi. Tusk nakazując ludowcom głosowanie w ten sposób realizuje sprytny plan wyeliminowania tego ugrupowania ze sceny politycznej poprzez odcięcie od ich własnych wyborców.

Rozmawiał Roman Motoła

Wojna a sprawa polska

Wojna a sprawa polska

wojjo

8 marca, wpis nr 1342 Napisał Jerzy Karwelis dziennikzarazy/wojna-a-sprawa-polska

Tego się właśnie obawiałem: że przyjdą nowe czasy, zaś my będziemy jechali po staremu. Nie tylko w szaleństwie bezmyślnej wojny polsko-polskiej, ale przy całkowicie innym tzw. paradygmacie znowu wrócimy do ulubionego zajęcia klasy politycznej III RP – szukania na gwałt patrona. A właściwie jeszcze gorzej – przy zmianie pozycji utartych i wytartych patronów – czy to niemiecko-unijnego czy amerykańskiego – będziemy szukali nie tego, co dla nas lepsze, tylko zapewniali swych odwiecznych panów o swojej bezwarunkowej lojalności. Tylko tyle i tylko taka nam się ostała nasza, pożal się Boże, polska racja stanu.

Taka postawa do niczego nie pasuje i widzą to… nawet nasi patroni. Bo co im z naszych deklaracji lojalności, jak albo nie wiedzą – ci ONI – co z nimi samymi będzie (Niemcy i Europa) albo głupio im nam powiedzieć (jak Amerykanom), że pobite gary, no bo jak tu patrzeć w służalczą mordkę klienta i powiedzieć mu prawdę, której sam chyba się domyśla wypierając fakty? Że kochamy się, że zasługi, ale teraz radźcie sobie sami? Tylko my tego nie widzimy, albo – znowu gorzej – oni tam na polskiej górce widzą swą bezradność, ale nam jej nie ujawnią, bo byśmy ich zapytali jak to się stało z tym porozumieniem bezradności ponad politycznymi podziałami?

Ujawniły się bowiem dwa stronnictwa, co prawda istniejące od dawna, ale teraz wyraźnie po refleksji dni ostatnich ich sytuacja się zaognia. Postawa jest zadziwiająca – dzieje się, panie, ale my tu będziemy i tak stali przy naszym patronie, nawet jak nas będzie od siebie odpędzał. Mamy więc dwa obozy i pewne oboczności, ale najpierw zajrzymy do namiotów plemiennych; na pierwszy rzut idzie PiS.

Make America Great Forever

Pisowcy mają zagwozdkę. Bez zastanowienia przy takiej rozgrywce rzuciliby się w ramiona Trumpa – co im tam zadrzeć z Europą, czy dać się jednak przypisać do zdrajców orbanowsko -ficowskich. Spokojnie by wystawili się jako (jedyny?) lojalny partner USA, boć to przy nim stali, nawet za Bidena. Ale jest jedna przeszkoda – Rosja. Otóż jest to dla PiS-u nierozwiązywalny dylemat. Z Trumpem choćby do piekła, ale ten Trump właśnie za partnera obrał sobie znienawidzonego przez PiS – Putina. Trzeba by było więc zjeść swój własny język i – pośrednio – dostarczyć tuskom argumentu, że jednak to ten Kaczor to onucowy jest.

Przypomnijmy, że licytowanie się na onucyzm to trwała zabawa polskiej klasy politycznej, kiedy okazało się w rezultacie, że wszyscy są putinowcami, a więc prawdziwi agenci w tym zamieszaniu mogą spać spokojnie. Teraz już widzimy, że osmatyczne poparcie PiS-u dla działań Trumpa jest używane, szczególnie w kampanii na prezydenta, jako bicz onucyzmu PiS-u, trzymanego w ręku tusków. Nie wiadomo dlaczego PiS się tego panicznie boi i zaczyna się tłumaczyć, a tłumaczą się – w polskim mniemaniu – tylko winni. Jest tu więc słaby punkt.

Ale nie najsłabszy. To, że jednocześnie PiS chce się trzymać Trumpa, a ten chce się trzymać Putina, to dla Kaczyńskiego ogólna zagwozdka. Moim zdaniem PiS jest rzeczywiście antyrosyjski, co kiedyś dawało plusy dodatnie temu ugrupowaniu, ale te czasy już minęły. Teraz, kiedy Trump gada z Putinem, odzywa się kandydat jak najbardziej społeczny, czyli Nawrocki, że jak będzie prezydentem to zerwie stosunki dyplomatyczne z Moskwą. Tłumaczy to tym, że Rosja jest państwem zbrodniczym i nie będzie z takim gadał. Ale co, taki Trump to już może? A co – amerykański Donald jest wynajęty do czarnej roboty? To pokazuje głębokie niezrozumienie sytuacji. W obliczu wyjścia Amerykanów z Europy będziemy się musieli dogadywać z Rosją i może modlić, by ta zechciała, albo by Trump to na niej wymusił. A to jest scenariusz nie do pomyślenia dla Kaczyńskiego.

Granie na dudach

Oj tam, Kaczyński – popatrzmy na Dudę. Ten to ma dopiero zagwozdkę: postawił wszystkie polskie karty na Ukrainę i jej zwycięstwo, stał się bardziej ambasadorem jej interesów niż Polski. I zbiera żniwo braku planu „B”. A wystarczyło tylko założyć, że Ukraina tę wojnę przegra, a my się wyprujemy ze wszystkiego, łącznie ze sprawczością w swoim regionie. W końcówce to był już jakiś masochizm – my wszystko, a Kijów… z Niemcami. I okazało się, że Duda tego nie przewidział, co każe nam spytać o jego kalkulacje najbardziej optymistycznego scenariusza. Otóż wychodzi, że celem Dudy było odbicie w tej wojnie co najmniej terenów Ukrainy sprzed inwazji z 2014 roku, jeśli nie zmiana władcy Kremla. To przecież Duda zapewniał, że Rosja przyjdzie jeszcze na kolanach prosić o pokój. Takie były wizje – i to jedyne – horyzontu wsparcia Ukrainy przez Polskę w wykonaniu jej prezydenta. Trzeba przyznać, że rozpaczliwie dziecinne, zwłaszcza że zapalczywość w ich wyznawaniu wskazywała – a fakty to potwierdziły – że Duda innego scenariusza nie miał. A wydarzył się właśnie ten inny.

Najlepiej tę pisowsko-dudzianą zagwozdkę pokazuje ostatnie spotkanie (to 8-10 minutowe) Dudy z Trumpem. Wiadomo bowiem co tam Duda Trumpowi powiedział. Jak się znam na Trumpie to raczej Duda słuchał niż mówił, ale jak się przedarł przez ego pomarańczowo-włosego to ostrzegł go, by Trump nie wierzył Putinowi, bo ten go okłamie, gdyż jest byłym oficerem KGB. Tak, nasz prezydent myślał, że to jakaś rewelacja dla Trumpa, bo ten pewnie był cały czas utrzymywany w błędzie dezinformacji, że Putin był z zawodu burłakiem na Wołdze. Zastanówmy się co o Dudzie i jego ekipie pomyślał wtedy Trump.

On tu wywija z piekłoszczykiem Putinem deal życia, dzieli świat pod pretekstem gadki o marginalnej dla niego Ukrainie, a tu wychodzą Polacy i mu ujawniają rewelację, że jego interlokutor chce go okłamać. A więc – uwaga, uwaga! – nie wolno mu wierzyć. Tak, bo Trump się łudzi biedaczek, że Putin dotrzyma ustaleń tylko dlatego, że będzie mu głupio zawieść zaufanie Trumpa. To jest jakieś szaleństwo polskiego myślenia o sprawach międzynarodowych, które – moim zdaniem – dyskwalifikuje Polaków, a właściwie ich polityczne ekipy, jako poważnych partnerów. Deale na tym poziomie nie polegają na zaufaniu tylko kalkulacji, że takie nowe warunki się opłacają obu stronom i są trwałe tylko do momentu, kiedy okoliczności sprawią, że opłacać się przestaną. Putin dla Trumpa może w tej sytuacji zjadać codziennie niewinne dzieci na śniadanie i nie ma to nic do ważności dealu. A Polacy mu proponują – znowu – politykę opartą na wartościach, do których należy powątpiewanie w zaufanie do osoby, która kłamie zawodowo. Dla Trumpa takie odzywki to kosmos niedojrzałości polskiej klasy politycznej. Widzi, że „dla Polaków można wszystko, zaś z Polakami – nic”.

Znowu Polacy nic nie zrozumieli…

Ciekawe jaka jest w tej sytuacji wizja PiS-u. Że co? Że Trump odejdzie a nas zostawi w wysuniętej kasztelanii? Że będziemy drugim Izraelem, pilnującym jego interesów w Europie? No, bo jaka jest inna wizja? Niech i będzie taka, ale to powrót w stare koleiny. To, że będziemy klientem, to jasne, ale znowu wrócimy do mało autonomicznego partnerstwa. Znowu zaczniemy kupować broń od USA, którą nam oni będą mogli wyłączyć kiedy chcą, a zwłaszcza, jak się będziemy wybierać na Moskwę, gdzie siedzi nowy kolega Trumpa. A jak takie wyłączenia będą wyglądały jak się będziemy bronić? Podobno elektroniczne mapy polskich F kończą się na granicy z Rosją i może nie tylko, bo na granicy z Ukrainą pewnie też.

A to pokazuje, że znowu będziemy niesamodzielni, szastani interesami, jak widać zmiennymi, naszych odwiecznych przyjaciół w dealu opartym na wartościach dawno już nie uprawianych w świecie zaniku soft-power. Oczywiście pod warunkiem, że PiS byłby u władzy i mógłby tak stać z karabinem u nogi. A u władzy nie jest, ale słychać już rachuby, że Trump może u nas postawić na innego niż biednowsko-tuskowego konia. Ale wcale – przy takiej dziecinadzie – nie jest pewne, że wybrałby PiS. No bo co to za partner, który od bandytów wyzywa Trumpa strategicznego koleżkę?

Tak, słyszę te ploteczki o Sowie 2.0, obaleniu tuskowych i romansie z Konfederacją, która w kategorii onucyzmu przecież była nawet wystawiana przed PiS. Ale pewnie będzie gorzej – to znaczy że Trump może całkowicie olać Europę, niech się sama zjada. Poza tym nie wiadomo czego w tej kwestii zażąda Putin, o czym dowiemy się z telewizji.

Ten trop „myślenia” polskiego można rozpoznać dość łatwo. Po pierwszych dniach stuporu wobec wolty Trumpa prawica narodowo-socjalistyczna przycichła, ale narracja się już znalazła. Można ją zauważyć nie tylko w memach wychwalających Trumpa, ale głównie poniżających Zełenskiego. Pajaca, aktorzyny, najlepszego sprzedawcy, ukraińskiego ćwoka w zielonym dresie. To jest poziom polskiego myślenia – od ściany do ściany. A mówimy tu o gościu, co to dostał Orła Białego, najwyższe polskie odznaczenie. Na pstrym, bo amerykańskim, koniu jeździ sława mołojecka u Polaków. Te domorosłe psychoanalizy awantury z Białego Domu mają nam zastąpić myślenie strategiczne. I zastępują, choć to żałośnie żałosne.

Tuski, czyli Make Europe Still Alive

Tusk, też biedaczek, nie ma lekko. No, bo z jednej strony skończyła się zabawa jazdy na gapę, ale wcale nie widać, że jest jakiś tramwaj, do którego się można przesiąść. To znaczy ten tramwaj jest, tylko, że on nie jeździ. Europejski tramwaj nie jeździ już od tak dawna, że – choć duży i zasobny – zardzewiał kompletnie, zaś nie ma go komu popchnąć.

Do tej pory to się siedziało na bocznicy, nadymało, że fajnie, inne tramwaje popylały i zatruwały środowisko, my zaś z wyższością patrzyliśmy się na tych kulisów ze swoich europejskich przedziałów. I jak tu teraz ruszyć de? Po pierwszym szoku, że „jak to?” zaczęła się jak zwykle konferencyjna krzątanina. Narady, konferencje, dysputy. A czas leci. A tu o żadnej solidarności mowy nie ma. Europa z dwa razy większym potencjałem ludzkim i zbrojeniowym (drugi gracz militarny na świecie) nie ma ogarniętego systemu do obrony, co dopiero do wojowania.

Tusk ma słabo, bo widać, że jest w wirze obijania się o ściany. On jest chyba jak Kukiz – ma takie zdanie jak jego poprzedni rozmówca. Raz mówi, że bez USA się nie da, raz, jak pogada w Brukseli, że się da, ba – nawet to lepiej, bo się Europa ogarnie, oczywiście pod światłym przywództwem jego unijnej prezydencji. A tu wszystko przesypuje się przez palce.

Jestem jednak pewien, że akurat Tuski wylądują w „rozwiązaniu” unijnym. Ciągnie swój do swego. A więc pora je tu zarysować, byśmy wiedzieli, w co się angażujemy. Po pierwsze – Niemcy. Nowy kanclerz zadeklarował gigantyczne środki własne na zbrojenia. Niemiec. A to ważne rozróżnienie , bo obok toczy się proces równoległy. Otóż kiedy konie kują geopolitykę, to żaba unijna w postaci Ursuli von der Leyen – podstawia nogę. Finansowaniem dozbrajania Europy ma się zająć Komisja Europejska. I wszystko jasne, że nic z tego nie będzie. Będzie tak, jak z KPO – zrzucą się wszyscy, kasę będzie trzymać i decydować na co wydać Ursula, będzie tymi decyzjami karać i nagradzać, spłacać mają wszyscy, nawet ci, którzy nic nie dostaną, zaś armaty – jak za kowida szczepionki – Ursula będzie zamawiać z Big Militarią esemesami, które znowu się gdzieś skasują. Czyli zarobi, kto ma zarobić, zaś sytuacja militarna się nie zmieni. Takie to mechanizmy szykuje nam wciskająca się tu Unia.

Krążenie jelit

Tak jak w przypadku polskiej klasy politycznej, tak tym bardziej i unijnej nie wierzę, że bez zmiany elit uda się jakoś przejść suchą nogą przez te mokradła. Czasy już inne, a oni kombinują po staremu. To się znowu tylko uda na użytek wewnętrzny, ale tym razem z bardzo szybką zapłatą rachunków za ściemę. Konferencje wydalą z siebie kolejny projekt dłużny, gdy Unia pożyczy „na rynkach” kasę pod zastaw państw-członków, będzie się preferowało zakupy u tych co trzeba, drogo, ale za to późno. Czyli skończy się na tym samym. Moim zdaniem bezwzględnie finansowanie zbrojenia się Europy powinno się odbyć poza organizmem Unii. Inaczej to będzie kosztowna ściema. A taki pozaunijny układ może by wypracował organizacyjną alternatywę dla samej Unii. Może to będzie największy wkład Trumpa w nasz region – nie „obudzenie” Europy, tylko jej przemiana. Mieliśmy bowiem do tej pory dwa scenariusze: trwanie w Unii przy jej gniciu, albo jej gwałtowny koniec, a przynajmniej Polexit, zwany także Polescapem.

Teraz pojawia się trzecia możliwość – powstanie równoległej organizacji konkretu, która poprzez swą podstawową, bo militarną sprawczość, przejdzie szybko na poziom polityczny i przejmie rozsądne zadania europejskie.

Ten trend też, jak ten pisowski, ma swoje memy. A rebour. Tam gdzie jest u pisowców pajac Zełenski, tam zastępuje go pajac Trump. Pomarańczowo-grzywy głupek, który niczego nie rozumie, amerykański chłopek-roztropek z filmów o white trash. Na przemian z zaśpiewami o niszczeniu odwiecznych i uzgodnionych wartości. A przepraszam – jakich wartości? Genderyzmu, cenzury pod pretekstem mowy nienawiści, czy organizowaniu okrągłych stołów w sprawie poradzenia sobie z nieprawilnymi wynikami wyborów? Czyli tym wszystkim, o czym Europejczykom wygarnął wiceprezydent Vance w Monachium? Jak grochem o ścianę. I znowu – nie tylko Polacy – pogrążamy się w spór bez sensu, ale o dużym znaczeniu, bo rachunki za takie zaniechania nie zabrania się za sprawę – są znaczne. Porysujemy sobie znowu kredkami po asfalcie naszej racji stanu, nic nie zrobimy, obrazimy się na rzeczywistość, zamiast wyciągnąć z niej wnioski. Jak się jeden z drugim odwraca ze wzgardą od okropnej rzeczywistości, to ona wcale nie znika, za to można od niej dostać solidnego kopa.

Finis Europae?

Dożyliśmy czasów zerwania zasłon. Żyliśmy sobie na tej widowni udawanego teatru. Życie toczyło się gdzie indziej, za kulisami, które urosły do takich rozmiarów, że to my staliśmy się zapleczem. Teraz nam to nagle uświadomiono, tę naszą bezradność. My się łudzimy, że dopiero jak to zauważyliśmy (co poniektórzy) to to się dopiero teraz zaczęło. I gniewamy się na posłańców realizmu. A ta sytuacja trwa od lat, świat wygląda inaczej niż nam się go pokazywało od dawna. A to, że nam się to podobało to wcale nie oznacza, że ten deficyt będzie trwał wiecznie. Że rachunki, im bardziej opóźnione, nie będą tylko większe. Odsłoniły się nam prawdziwe konstrukcje rzeczywistości, a my co robimy? Dalej wywołujemy swych ulubionych aktorów z odwołanego właśnie spektaklu. I buczymy na widowni, że to co się okazało wcale nam się nie podoba.

Smutne to, bo z tego dałoby się wyjść, ale Europa musiałaby wyjść z samej siebie, a na to jej nie stać. Potrzeba byłoby wymiany elit, a alternatywy dla niej nie bardzo widać, o co się obecna elita stara cały czas. Trzeba by było pewnego poziomu świadomości wśród ludu, a ten jest kompletnie ogłupiały albo przekupiony fundowanymi przez państwo socjalnymi bańkami komfortu. Kto pójdzie bronić Europy? Tęczowo-rurkowa armia która walczyła dotąd jedynie o zaimki? Zostają więc, ach cóż za upokorzenie, jedynie kibole? A po drugiej stronie mamy poważnych przeciwników – kałmuckie mordki, które pójdą z chęcią na Europę jeśli Putin im każe. Nasze nieodwiedzane biblioteki spalą na ogniskach, przy których będą sobie pokazywać prawdziwe europejskie trofea – sedesy i pralki z domów byłych panów świata…

Napisał [i przeczytał] Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

ISW: Po utraceniu danych wywiadowczych z USA Ukraina w odwrocie w obwodzie kurskim

ISW: Po utraceniu danych wywiadowczych z USA Ukraina w odwrocie w obwodzie kurskim

10.03.2025 tysol/po-utraceniu-danych-wywiadowczych-z-usa-ukraina-w-odwrocie

Wstrzymanie przekazywania przez USA danych wywiadowczych Ukrainie może być jednym z czynników, które przyczyniły się do sukcesów wojsk rosyjskich w obwodzie kurskim w Rosji; ukraińskie siły znajdują się tam w odwrocie – powiadomił w najnowszym raporcie amerykański think tank Instytut Studiów nad Wojną (ISW).

Ukraińscy żołnierze, zdjęcie poglądowe ISW: Po utraceniu danych wywiadowczych z USA Ukraina w odwrocie w obwodzie kurskim

Ukraińscy żołnierze, zdjęcie poglądowe / PAP/EPA/OLEG MOVCHANIUK

Szybkie postępy Rosjan w obwodzie kurskim

Od 5 marca, gdy wstrzymana została wymiana danych wywiadowczych między USA a Ukrainą, wojska rosyjskie zaczęły znacznie intensywniej nacierać w obwodzie kurskim i wypierać stamtąd broniące się siły ukraińskie – czytamy w raporcie ośrodka analitycznego ISW z Waszyngtonu.

W opracowaniu zaznaczono, że – według informacji ukraińskiego wywiadu wojskowego – ten okres zbiegł się w czasie z szybszymi postępami Rosjan. Źródło w rządzie Ukrainy potwierdziło, że wstrzymanie wymiany danych przez USA było istotnym czynnikiem, który utrudnił działania ukraińskiej armii.

Według ISW Rosjanie nie traktowali wcześniej wyparcia Ukraińców z obwodu kurskiego jako priorytetu, koncentrując się raczej na operacjach w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy.

Trudno udowodnić bezpośredni związek między wstrzymaniem wymiany danych wywiadowczych z USA, a początkiem problemów ukraińskiego zgrupowania wojskowego w obwodzie kurskim. Przedstawiciele Kremla deklarowali jednak zamiar wykorzystania wstrzymania amerykańskiej pomocy wojskowej i wymiany danych wywiadowczych, aby „zadać maksymalne straty” siłom ukraińskim przed możliwym wznowieniem wsparcia USA dla Kijowa – zaznaczono w raporcie.

Duża operacja rosyjskich wojsk

Według rosyjskich komentatorów, cytowanych przez agencję Reutera, Rosjanie posunęli się w poniedziałek naprzód w obwodzie kurskim w ramach dużej operacji okrążania wojsk ukraińskich, mającej na celu zmuszenie tysięcy żołnierzy do ucieczki lub kapitulacji.

Jeden z tzw. blogerów wojskowych, czyli publicystów internetowych, popierających inwazję Kremla na Ukrainę, podał, że rosyjskie wojska opanowały miejscowość Iwaszkowski w obwodzie kurskim i próbują zamknąć Ukraińców w „kotle”, atakując co najmniej z siedmiu kierunków.

W niedzielę Rosjanie odbili kolejne trzy miejscowości w obwodzie kurskim. Wcześniej rosyjskie siły specjalne przeprowadziły natarcie, przemieszczając się we wnętrzu gazociągu w pobliżu miasta Sudża i zaskakując w ten sposób Ukraińców.

Dwa dni wcześniej, w piątek, ukraiński projekt DeepState przekazał, że żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy dokładają wszelkich starań, aby powstrzymać ataki rosyjskich wojsk; najbardziej krytyczna sytuacja panuje na granicy między obwodem kurskim na zachodzie Rosji, a obwodem sumskim na północy Ukrainy. (PAP)

Cuda Guadalupe i przyszłość Ameryki Łacińskiej

Cuda Guadalupe i przyszłość Ameryki Łacińskiej

Alejandro Ezcurra [Artykuł sprzed 13 lat, z Archiwum. Coraz aktualniejszy. MD]

(fot. Joaquín Martínez Rosado ) [Oto, jak moderniści paskudzą otoczenie OBRAZU. Usunąc jednak nie maja sił MD]

Badania nad objawieniami Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe ujawniają dziś coraz bardziej poruszające aspekty wydarzenia związanego z początkami ewangelizacji Meksyku, rzucając jednocześnie prorocze światło na wyjątkową przyszłość Ameryki Łacińskiej.

9 grudnia 1531 roku ponad wzgórzem Tepeyac, w odległości około siedmiu kilometrów od azteckiej stolicy, ochrzczonemu Indianinowi Juanowi Diego ukazała się Maryja, prosząc go o przekazanie biskupowi Juanowi de Zumárraga jej życzenia, aby w miejscu objawienia wybudowano kaplicę ku jej czci. Biskup przyjął wizjonera życzliwie, żądając jednak dowodu na potwierdzenie prawdziwości jego słów. Nazajutrz Juan Diego wyjawił Matce Bożej zastrzeżenia biskupa, w wyniku czego 12 grudnia poleciła mu Ona nazbierać na wzgórzu kwiatów i zanieść je biskupowi. Pomimo środka zimy oraz kamienistości i nieurodzajności miejsca, Juan wspiąwszy się na skałę odnalazł tam obsypane kwieciem krzaki róż. Wkrótce też stawił się przed obliczem biskupa z naręczem kwiatów zawiniętych we własny płaszcz (rodzaj poncha utkanego z włókna agawy, zwanego tilma lub ayate).

Biskup Zumárraga i wszyscy świadkowie nie kryli zdumienia, kiedy Juan rozwinął poncho i na ziemię wysypały się róże. Zdumienie ich wkrótce przerodziło się w ekstazę, gdy na skromnym płaszczu Indianina dostrzegli nieopisanej piękności metyski wizerunek Najświętszej Panienki. Wszyscy upadli na kolana w obliczu cudu…

Ta, która miażdży głowę węża, niweczy antychrześcijański spisek

Cud w Guadalupe ma swój proroczy wymiar, ponieważ jego cel przekracza granicę czasu i oświetla przyszłość Ameryki Łacińskiej. Stanowi on początek całego łańcucha dodatkowych cudów, które do dzisiejszego dnia nieustannie się ujawniają.

Pierwszy z owych cudów dokonał się w dzień ostatniego objawienia Juanowi Diego. Złożony ciężką chorobą wuj wizjonera, Juan Bernardino, przeczuwając nadchodzący koniec, ujrzał Najświętszą Panienkę w takiej samej dokładnie postaci, w jakiej objawiła się Ona jego siostrzeńcowi. Przemawiając doń w jego własnym języku náhuatl, Matka Boża zapowiedziała Juanowi Bernardino uzdrowienie, które też natychmiast się dokonało, jako pierwszy tego rodzaju cud w historii Nowego Świata. Maryja wyjawiła wówczas również swoje pragnienie, by nazywano ją Cuatlaxúpeh, co po aztecku znaczy Ta, która miażdży głowę węża.

Przydomek ów, przekształcony przez Hiszpanów w Guadalupe (z powodu podobieństwa brzmieniowego z tym właśnie estremadurskim miastem znanym z maryjnego sanktuarium), spaja w sobie dwa znaczenia. Pierwsze ma związek z Księgą Rodzaju i biblijną niewiastą miażdżącą głowę szatana, drugie natomiast dotyczy pokonania czczonych przez Azteków demonów Coatlicue i Quetzalcoatla. Zadziwiające jest, że na wzgórzu objawienia, Tepeyac, czczono właśnie Coatlicue – matkę Pierzastego Węża. Nieprzypadkowo zatem Matka Boża wybrała owo miejsce. Przesłanie jest czytelne: Maryja przychodzi, by zastąpić pogański kult Coatlicue prawdziwą wiarą w Jedyną Matkę Jedynego Boga. Cudowne objawienie wydarzyło się zaledwie dziesięć lat po zakończeniu podboju Meksyku; ewangelizacja kraju postępowała nader opornie, nawrócenia były nieliczne i kruche (wielu świeżo ochrzczonych powracało do starych wierzeń). Słyszało się także o spisku azteckich kapłanów, planujących wybicie wszystkich przebywających podówczas w Meksyku Hiszpanów (niewiele ponad dwa tysiące) i powrót do przerażających kanibalistycznych rytów. W roku 1529 biskup Zumárraga skarżył się w gorzkim liście do cesarza Karola V, że jeśli Bóg nie pomoże, ziemia ta zostanie całkowicie zaprzepaszczona.

Cudowne podwójne objawienie zdusiło w zarodku wspomniany spisek. Zaledwie w dwa tygodnie później dokonał się jeszcze jeden spektakularny cud: oto 26 grudnia 1531 roku wizerunek Matki Bożej został przeniesiony z wszelkimi honorami z Meksyku do pierwszej pustelni wzniesionej pośpiesznie na samym Tepeyac. Barwny pochód Indian niósł Najświętszą Panienkę pośród kadzideł, muzyki i tańca, aż do pustelni, gdzie tancerze zainscenizowali bitwę. W pewnej chwili wystrzelona przypadkowo z łodzi strzała przeszyła gardło jednego z uczestników uroczystości, który padł martwy na miejscu. Pośród wielkiego poruszenia, krzyku i płaczu zaniesiono ciało Indianina do stóp wizerunku Najświętszej Panienki błagając o przywrócenie mu życia. W tej samej chwili Indianin powstał żywy i zdrowy, a po strzale, którą mu usunięto pozostała zaledwie mała blizna upamiętniająca cudowne zdarzenie.

Wiadomość o trzech cudach rozeszła się błyskawicznie po całym Meksyku, inaugurując falę nawróceń.

Juan Diego – książę i wojownik

Decydującą rolę w tym kontekście odegrała osoba Juana Diego. W przeciwieństwie do utrwalonego w powszechnym mniemaniu – a ukształtowanego przez sentymentalizm – wizerunku biednego i niewykształconego Indianina z najuboższej klasy społecznej, w rzeczywistości Juan Diego pochodził z książęcego rodu o mocno ugruntowanej pozycji społecznej, a był przy tym wojownikiem i człowiekiem wielkiej kultury. Nadane mu przy urodzeniu imię brzmiało Cuauhtlatohuac, co znaczy: Ten, który przemawia jak orzeł. Jego ojciec, Netzahualpilic, był królem Texcoco, matka zaś – księżniczka Tlacayehuatzin – córką samego Montezumy I. W żyłach Juana Diego płynęła zatem najbardziej błękitna z krwi Meksyku, aztecka imperialna i królewska cziczimecka.

Jego dziadkiem ze strony ojca był słynny cziczimecki król Netzahualcoyotl, filozof i poeta, który kontemplując porządek natury doszedł do przekonania o istnieniu jednego, niewidzialnego Boga – Stwórcy Wszechrzeczy. Ku jego czci ów król-myśliciel skomponował siedemdziesiąt psalmów, przypominających Psalmy króla Dawida. Jako książę, Juan Diego był także żołnierzem – wziął nawet udział w wojnie przeciw Aztekom pod rozkazami Pedra de Alvarado, oficera Corteza. Fakt wyboru przez Najświętszą Panienkę na swego rozmówcę Indianina pochodzącego z arystokratycznego rodu przyczynił się zdecydowanie do wzmożenia późniejszej fali nawróceń.

Żywe źródło cudownej symboliki

Na pierwszy plan jednak wysuwa się sam cudowny wizerunek Najświętszej Panienki z Guadalupe, pełen symboliki, który poruszył do głębi serca Meksykanów – narodu obdarzonego wszak szczególnym zmysłem symbolicznym.

Maryję otaczają chmury. O istotach przybywających z Nieba i do niego przynależnych rdzenni mieszkańcy Meksyku zwykli byli mówić, iż wyłonili się z mgieł i chmur. Kiedy zatem w roku 1519 Montezuma II witał Ferdynanda Corteza jako wcielenie Quetzalcoatla, wypowiedział do niego następujące słowa: Moje serce spozierało ku stronom, skąd przybyliście; wyłoniliście się z chmur i mgieł, aby królować w tych królestwach. Podobne powitanie skierowali azteccy kapłani do pierwszych franciszkańskich misjonarzy przybywających do Meksyku w roku 1524: Przybyliście morzem, spośród chmur i mgieł; Bóg wysłał was między nas, byście byli jego oczami, uszami i ustami. Widząc zatem na płaszczu Juana Diego Panią otoczoną chmurami, pojęli Indianie, iż przybywa ona z Nieba, że w niej widzialne stają się oczy, uszy i usta Boga, a także, iż przybywa Ona, aby królować w tych królestwach.

Powyższe skojarzenie wzmacniały trzy inne symbole graficzne pozwalające Indianom dostrzec w Matce Bożej królową całego świata: promienie słoneczne, które biły od Jej postaci i otaczały Ją, a także księżyc u Jej stóp oraz gwiazdy na Jej płaszczu i ponad Jej głową.

12 grudnia to w Meksyku dzień zimowego przesilenia, najważniejszy punkt w religijnym kalendarzu Azteków czczących tego dnia słońce – zwycięzcę ciemności. W wizerunku z okrycia Juana Diego Maryja wyłania się wprost ze słońca. Aztekowie czcili także boga nocnego słońca, Tezcatlipoca. Widząc Maryję depczącą księżyc rozumieli, że wielkości jej nie da się porównać z rodzimym bóstwem, szczególnie iż jeden z ich obyczajów wojennych kazał głosić własne zwycięstwo poprzez przydeptanie nogą głowy pokonanego. W tym kontekście Najświętsza Panienka symbolicznie jawi się jako ta, która odnosi wielkie zwycięstwo nad pogaństwem.

W odróżnieniu jednak od postaw przyjmowanych przez straszliwe azteckie bóstwa, delikatnie pochylona na znak pokory głowa Maryi i złożone do modlitwy, jakby błagające dłonie kazały Indianom przypuszczać, że Pani ta nie jest boginią, lecz matczyną pośredniczką ku Komuś znacznie niż Ona ważniejszemu – ku prawdziwemu Bogu. A ponieważ twarz jej – twarz pięknej młodej Metyski – przywodziła na myśl Indianom ich własne rysy twarzy, Matka Boża z Guadalupe stała się im od razu niezwykle bliska.

Ponadto, Maryja ma na sobie białą koszulę, jaką nosiły meksykańskie dziewczęta, i tunikę w kolorze różowym, charakterystyczną dla zamężnych Meksykanek, fioletowa zaś szarfa, związana nieco powyżej pasa, i nieznaczna wypukłość brzucha sugerują stan błogosławiony. Ubiór Matki Najświętszej symbolizuje więc, że jest ona równocześnie żoną, dziewicą i matką. Powyższa symbolika przemówiła do Indian w sposób niespotykany, wywołując bezprecedensową w historii Kościoła lawinę nawróceń.

W epoce ateizmu cuda przeczą rozumowi

Meksykański wizerunek Matki Najświętszej krył w sobie jednak jeszcze inne cudowne symbole, których odkrycie Stwórca pozostawił wiekom późniejszym, a dokładniej naszym niewiernym i apostatycznym czasom, zapowiadając jakby nowe i najbardziej tajemnicze nawrócenie…

Oto bowiem badania naukowe, którym po raz pierwszy poddano cudowną tilmę w roku 1666, a później w roku 1787, wykazały zgodnie, że wizerunek nie jest dziełem ani pędzla, ani żadnego innego znanego człowiekowi narzędzia oraz że jego doskonałego stanu nie da się wytłumaczyć. Żywotność włókna agawy, z którego wykonano poncho Juana Diego, nie przekracza dwudziestu lat, szczególnie szybko zaś ulega ono zniszczeniu poddane działaniu wilgotnego kalcytowego powietrza, właściwego dla miejsca, w którym do dziś przebywa.

Diagnozę tę potwierdził w roku 1954 światowej sławy hiszpański specjalista w dziedzinie technik malarskich, profesor Francisco Campsa Ribera, zauważając ponadto, iż grubo tkana materia nie mogłaby stanowić podłoża dla rysunku równie delikatnego. Nie znalazł zresztą na niej śladów pędzla.

Jeszcze bardziej zaskakuje fakt niemożności stwierdzenia na wizerunku z Guadalupe obecności farby. W roku 1936 profesor Uniwersytetu w Heidelbergu, Richard Kühn, Żyd z pochodzenia i przyszły laureat nagrody Nobla w dziedzinie chemii (1938), stwierdził autorytatywnie, że cudowny wizerunek nie zawiera żadnego znanego człowiekowi barwnika, czy to pochodzenia zwierzęcego, czy roślinnego bądź też mineralnego.

Zdjęcia obu stron tilmy wykonane w podczerwieni przez Jesúsa Castaño w 1946 roku potwierdzają brak najmniejszych śladów pędzla lub innego znanego narzędzia. Wraz z Całunem Turyńskim meksykański wizerunek Matki Najświętszej odpowiada więc greckiemu terminowi acheiropoietos (dosłownie: „nie ręką ludzką uczyniony”).

Fakt ten został ponownie potwierdzony na podstawie zdjęć w podczerwieni wykonanych w roku 1979 przez naukowców z NASA, Jody Branda Smitha i Philipa S. Callaghana. Ich badania wykazały, że użyta technika nie jest znana w historii malarstwa. Jest niezwykła, niezrozumiała i niepowtarzalna.

Acheiropoietos

Równie trudno zrozumieć, w jaki sposób nie blakną barwy wizerunku, lecz po upływie bez mała pięciu wieków pozostają nasycone, do tego na tkaninie, która powinna ulec zniszczeniu po zaledwie kilkudziesięciu latach, a do dziś pozostaje w doskonałym stanie.

To jeszcze nie wszystko. W roku 1929 fotograf Alfonso Marcué odkrył w prawym oku postaci Matki Boskiej odbicie obrazu mężczyzny, prawdopodobnie Juana Diego lub biskupa Zumárragi. Niestety, antykatolicka nagonka rozpętana wówczas w Meksyku uniemożliwiła kontynuowanie badań. W roku 1951 grafik, Carlos Salinas, studiujący powiększone zdjęcia wizerunku rozpoznał tę samą figurę odbitą w rogówkach obu oczu. Fakt ów potwierdziła komisja złożona z 20 osób – okulistów, chemików, optyków i plastyków – w wyniku trwających osiem lat badań.

Trzej wybitni okuliści, Rafael Torija Lavoignet, Enrique Graue Díaz-González oraz Amado Jorge Kuri, przebadawszy (każdy z osobna) oczy guadalupskiego wizerunku przy pomocy precyzyjnych instrumentów optycznych, doszli do wspólnego wniosku, iż oczy Matki Bożej sprawiają wrażenie „żywych”. Graue badający je za pomocą nowoczesnego oftalmoskopu odkrył lśnienie źrenic: Wpuszczając wiązkę światła w źrenicę Matki Bożej z Guadalupe, odkrywa się lśnienie tęczówki, a oko nagle zyskuje głębię. To nieprawdopodobne! Jej oczy przypominają oczy żywego człowieka.

Na tym jednak niespodzianki się nie kończą. W grudniu 1981 roku astronomowie z obserwatorium Laplace’a w Meksyku: P. Mario Rojas i Juan Homero Hernández Illescas dowiedli, że gwiazdy widniejące na płaszczu Matki Boskiej odpowiadają pozycjom konstelacji na meksykańskim niebie rankiem dnia objawienia, czyli 12 grudnia 1531 roku. Od prawej strony rozpoznać można gwiazdozbiory Wagi, Skorpiona, Hydry, Centaura oraz Krzyż Południa, od lewej zaś – gwiazdozbiory Wolarza i Wielkiej Niedźwiedzicy oraz Warkocz Bereniki, Psów Gończych, Byka i Smoka. Oto symbolika Królowej Nieba!

Dodajmy jeszcze jeden poruszający szczegół – poncho Juana Diego wisi na metalowej płycie, której temperatura nie przekracza 15°C, a jednak temperatura tkaniny wynosi dokładnie 36,5°C, co odpowiada normalnej temperaturze ludzkiego ciała.

Wspaniała przyszłość katolickiej Ameryki Łacińskiej

Bez wyjątku każde z odkryć dokonanych w XX wieku wymyka się naukowemu wyjaśnieniu. Stajemy zatem wobec cudu, który dokonał się blisko pięć wieków temu i który do dziś dokonuje się wciąż na nowo.

Jak dziś należy odczytać ów cudowny łańcuch zdarzeń i znaków? Jakie przesłanie zwiastuje? Bez wątpienia Najświętsza Panienka pragnie zbliżyć się do wiernych z Meksyku i całej Ameryki Łacińskiej na niespotykaną dotąd skalę. W tej bliskości jest jakiś wielki niebiański zamysł. Dobrotliwe oczy Matki wpatrzone w metyski kontynent zdają się wyrażać szczególne upodobanie.

Co więcej, fakt, iż amerykańska rasa odbija się w miłosiernych oczach Matki, nadaje cudowi z Guadalupe wymiar proroczy. Zwiastuje nam jasną jak słońce pewność, że głównym bohaterem światowego triumfu Niepokalanego Serca Maryi, który sama zapowiedziała w Fatimie, będzie Ameryka Łacińska – kontynent maryjny z samej swej istoty. A będzie bohaterem wyjątkowym, tu bowiem narodzi się nowa chrześcijańska cywilizacja o niewyobrażalnej wielkości.

Alejandro Ezcurra

Chucpa Zdradka. Radosław Sikorski ustawiony do pionu przez Elona Muska i Marca Rubio

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/radoslaw-sikorski-ustawiony-do-pionu-przez-elona-muska-i-marca-rubio-po-niefortunnej

Radosław Sikorski ustawiony do pionu przez Elona Muska i Marca Rubio po niefortunnej wymianie wiadomości na X


Dzisiejsza aktywność ministra Radosława Sikorskiego w mediach społecznościowych zakończyła się dyplomatyczną katastrofą. Zaledwie kilka nieprzemyślanych słów wystarczyło, by wywołać międzynarodowy skandal i narazić Polskę na gniew amerykańskich partnerów.

W czasach, gdy solidarność Zachodu jest kluczowa dla bezpieczeństwa, polski minister postanowił publicznie rzucić wyzwanie zarówno rządowi USA, jak i jednemu z najbardziej wpływowych biznesmenów świata Elonowi Muskowi. Rezultat? Upokarzająca lekcja z dyplomacji, która może kosztować Polskę więcej niż tylko wizerunkową wpadkę.

Dyplomatyczna wpadka polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego wywołała międzynarodowe reperkusje i naraziła Polskę na pogorszenie relacji z kluczowym sojusznikiem. Wszystko zaczęło się 9 marca, gdy Elon Musk, właściciel SpaceX, zwrócił uwagę na strategiczne znaczenie systemu Starlink dla ukraińskich sił zbrojnych, pisząc na platformie X: „Mój system Starlink jest kręgosłupem ukraińskiej armii. Cała ich linia frontu zawaliłaby się, gdybym go wyłączył”.

Zamiast zachować dyplomatyczną powściągliwość, Sikorski natychmiast przystąpił do konfrontacji, twierdząc publicznie, że to Polska finansuje Starlinki dla ukraińskiej armii kwotą około 50 milionów dolarów rocznie. Polski minister posunął się nawet do niejasno sformułowanej groźby poszukiwania innych dostawców, kwestionując wiarygodność SpaceX – firmy, która odgrywa kluczową rolę w systemie bezpieczeństwa NATO.

Reakcja ze strony amerykańskiej była natychmiastowa i miażdżąca. Sekretarz Stanu Marco Rubió bezpośrednio oskarżył Sikorskiego o „zmyślanie”, zaprzeczając jakoby ktokolwiek groził odcięciem Ukrainy od systemu. Polityk przypomniał polskiemu ministrowi o konieczności okazania elementarnej wdzięczności wobec amerykańskiego wsparcia: „Powiedz 'dziękuję’, bo bez Starlinka Ukraina dawno by przegrała tę wojnę, a Rosjanie byliby teraz na granicy z Polską”. 

Jeszcze ostrzej zareagował sam Musk, który nie pozostawił suchej nitki na wypowiedzi Sikorskiego: „Zamknij się, mały człowieczku. Płacisz niewielką część kosztów. I nie ma zamiennika dla Starlinka”. Konfrontacyjny ton polskiego ministra doprowadził do upokarzającej sytuacji, w której światowej sławy przedsiębiorca publicznie sprowadził szefa polskiej dyplomacji do parteru.

Co gorsza, Sikorski najwyraźniej zdał sobie sprawę z powagi swojego błędu, gdyż w kolejnym tweecie napisał do Rubio po prostu „Dziękuję” – co wielu obserwatorów odebrało jako wymuszony akt pokory po wcześniejszym brawurowym wystąpieniu.

Incydent obnażył nie tylko brak dyplomatycznego wyczucia polskiego ministra, ale także typową dla europejskiego establishmentu arogancję wobec amerykańskich sojuszników. Sikorski, powielając schematy myślowe charakterystyczne dla europejskiej lewicy, zdawał się zakładać, że wszyscy muszą podzielać jego punkt widzenia, ignorując przy tym strategiczne znaczenie amerykańskich firm technologicznych dla bezpieczeństwa Europy.

Wpadka dyplomatyczna ma poważne implikacje. W czasie, gdy Polska potrzebuje silnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, minister odpowiedzialny za polską dyplomację publicznie podważa wiarygodność amerykańskiego partnera i kwestionuje jego wkład w pomoc Ukrainie. Sikorski zdaje się nie rozumieć, że bez technologicznego wsparcia USA, symbolizowanego przez system Starlink, europejskie wsparcie finansowe miałoby znacznie mniejsze znaczenie.

Cała sytuacja podkreśla również nieporadność polskiej polityki zagranicznej. Zamiast dyskretnie rozwiązywać ewentualne nieporozumienia kanałami dyplomatycznymi, polski minister spraw zagranicznych wybrał publiczną konfrontację, która zakończyła się jego kompromitacją i zmusiła do uniżonego „dziękuję” po otrzymaniu lekcji od amerykańskich partnerów.

Wymiana pokazała również, że europejskie elity polityczne, do których należy Sikorski, często nie doceniają rzeczywistego wkładu USA i prywatnych amerykańskich firm w bezpieczeństwo Europy, preferując zamiast tego publiczne przepychanki, które ostatecznie szkodzą wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej.

==============

To chucpa. Nauczyła go Jabłoneczka. Mirosław Dakowski

Abp Jędraszewski: Postawienie człowieka w miejscu Boga prowadzi do szaleństwa. To szaleństwo dociera do Polski

Abp Jędraszewski: postawienie człowieka w miejscu Boga prowadzi do szaleństwa. To szaleństwo dociera do Polski

https://pch24.pl/abp-jedraszewski-postawienie-czlowieka-w-miejscu-boga-prowadzi-do-szalenstwa-to-szalenstwo-dociera-do-polski

(fot. prtscr/youtube/Archidiecezja Krakowska)

„Niechaj w tym świętym czasie modlitwy i nawrócenia codziennie we wszystkich kościołach jubileuszowych Archidiecezji Krakowskiej rozbrzmiewa gorące, skierowane do Boga wołanie w intencji nauczania religii w szkołach i odsunięcia niebezpieczeństwa moralnej deprawacji dzieci i młodzieży. Niechaj to samo błaganie pojawi się we wszystkich parafiach w ramach każdej niedzielnej Modlitwy Wiernych” – pisze w liście pasterskim na Wielki Post 2025 metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski.

Hierarcha komentuje na początku słowa Ewangelii z niedzielnej Mszy Świętej, opisujące kuszenie Pana Jezusa. „Pokusa, aby upaść przed szatanem i oddać mu pokłon, nieustannie pojawia się w dziejach ludzkości, dogłębnie targanych walką o rządy nad światem. Zawarte w nich jest wielkie zmaganie o duszę człowieka – zmaganie, w którym główną rolę odgrywają ulubione narzędzia działania złego ducha: pieniądz i kłamstwo, a w ich tle pojawiają się dwa grzechy główne: pycha i chciwość. W obecnych czasach szerzone powszechnie kłamstwo sięga rzeczy najbardziej świętych i fundamentalnych – kłamstwo odnośnie do Boga i do człowieka” – czytamy.

Pierwszym krokiem jest próba podmiany Boga na człowieka, co jednak bynajmniej nie czyni z człowieka „pierwszej istoty na świecie”, na czym właśnie polega kłamstwo szatana. Utraciwszy zaś więź ze Stwórcą, człowiek popada w coraz większy obłęd, dochodząc do absurdów w rodzaju wymyślania rzekomych nowych płci. „W miejsce pięknego, pełnego radości i dumy człowieka, świadomego swej godności bycia Bożym dzieckiem, pojawia się jego karykatura, która z wielką siłą domaga się równocześnie tego, ażeby wszystkie środowiska społeczne, w tym także środowiska związane z naukami przyrodniczymi, padały przed nią na twarz i ją powszechnie uznawały” – pisze abp Jędraszewski.

Autor listu zwraca uwagę, że ten niebezpieczny trend dociera również do Polski.

„Ostatnio ta sytuacja przybiera w Polsce bardzo konkretny i budzący ogromny niepokój kształt. W polskich szkołach pragnie się bowiem za wszelką cenę ograniczyć prawdziwe nauczanie o Bogu i człowieku, a równocześnie wprowadzić – pod płaszczykiem troski o zdrowie – przedmiot, w którym będzie się praktycznie deprawowało umysły i serca nawet małych jeszcze dzieci. Wraz z tym w niektórych środowiskach pojawiają się postulaty, aby wprowadzić ustawowy zakaz ich spowiadania – aby, tym samym, zamknąć im możliwość sakramentalnego powrotu do Boga” – wskazuje. 

Wiemy, że za tymi programami, których korzenie tkwią w założonej dokładnie wiek temu tzw. szkole frankfurckiej o jednoznacznych korzeniach marksistowskich, znajdują się ogromne pieniądze, które płyną ze strony Unii Europejskiej a do niedawna także ze strony USA, jak również od różnych tzw. organizacji pozarządowych. Na kłamstwa odnośnie do Boga i człowieka nigdy bowiem pieniędzy nie brakowało, ani też, niestety, nie brakuje” – dodaje.

Odpowiedzią na ten kryzys powinno być przestrzeganie pierwszego przykazania i pamięć o tym, o czym mówił św. Augustyn: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na właściwym miejscu”.

Hierarcha przypomniał też, że początek Wielkiego Postu nawiązuje do Chrystusowego wezwania: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1, 15). Mamy się nawrócić – to znaczy na nowo całym sercem pragnąć żyć cudownymi zbawczymi sokami, wypływającymi z tego winnego krzewu, którym Jest Chrystus, czyli żyć łaskami sakramentów Chrztu i Eucharystii, które swe źródło znajdują w Jego przebitym na krzyżu boku. To nawrócenie wymaga od nas postawy czujności i wierności, aby nie ulec podszeptom złego ducha” – pisze arcybiskup, apelując pod koniec o modlitwę za hospitalizowanego w ciężkim stanie papieża Franciszka.

Źródło: diecezja.pl

„Bez tej technologii Rosja byłaby u waszych granic”, „Zamknij się mały człowieczku”. Marco Rubio i Elon Musk ostro odpowiadają Sikorskiemu

„Bez tej technologii Rosja byłaby u waszych granic”, „Zamknij się mały człowieczku”. Marco Rubio i Elon Musk ostro odpowiadają Sikorskiemu

zamknij-sie-maly-czlowieczku

(fot. PAP/Radek Pietruszka)

„Polska powinna podziękować, bo bez tej technologii Ukraina już dawno przegrałaby tę wojnę, a Rosjanie byliby teraz na granicy z Polską”, napisał szef dyplomacji USA Marco Rubio odpowiadając na wpis szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego. Wtórował mu Elon Musk, który w odpowiedzi na wpis Sikorskiego napisał „Zamknij się mały człowieczku”.

„Mój system Starlink jest podstawą ukraińskiej armii. Jeśli go wyłączę, cały front upadnie”, napisał w niedzielę na platformie X Elon Musk. „To, czym jestem naprawdę zmęczony, to wieloletnia rzeź i zastój, które Ukraina nieuchronnie przegra”.

„Każdy, komu zależy, kto umie myśleć i naprawdę to rozumie, musi chcieć zatrzymać tę maszynkę do mielenia mięsa. Pokój teraz!”, wezwał miliarder.

W odpowiedzi na słowa Muska szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski opublikował wpis o następującej treści:
„Starlinki dla Ukrainy są finansowane przez polskie Ministerstwo Cyfryzacji kosztem około 50 milionów dolarów rocznie. Abstrahując od etyki grożenia ofierze agresji, jeśli SpaceX okaże się niewiarygodnym dostawcą, będziemy zmuszeni szukać innych dostawców”.

Słowa Sikorskiego spotkały się ze stanowczą reakcją sekretarza stanu USA Marco Rubio. „Nikt nie groził odcięciem Ukrainy od Starlinka”, napisał amerykański polityk. „I podziękuj, bo bez Starlinka Ukraina już dawno przegrałaby tę wojnę, a Rosjanie byliby teraz na granicy z Polską”, dodał. 

W język nie gryzł się także Elon Musk. „To, co napisał Rubio, jest absolutnie prawdziwe”, przekazał w jednym ze wpisów.

Z kolei odnosząc się do wpisu Sikorskiego miliarder napisał: „Zamknij się mały człowieczku. Płacisz niewielką część kosztów. I nie ma zamiennika dla Starlinka”.

Ukraina doszła do punktu, w którym nie ma już za bardzo kim walczyć.

Ukraina doszła do punktu, w którym nie ma już za bardzo kim walczyć. Moskwa wciąż ma mięso armatnie, Kijów już nie

ukraina-nie-ma-juz-kim-walczyc-moskwa-wciaz-ma

Ukraina doszła do punktu, w którym nie ma już za bardzo kim walczyć – mówi w opublikowanym na platformie YouTube komentarzu Rafał Ziemkiewicz.

Publicysta „na spokojnie” analizuje słynną kłótnię między Donaldem Trumpem, a Wołodymyrem Zełenskim w Białym Domu. Jego zdaniem prezydent USA chciał dać do zrozumienia prezydentowi Ukrainy, że pompowanie kolejnych miliardów dolarów w Ukrainę, aby ta stawiała opór Rosji nie ma już sensu.

W ocenie RAZ-a Donald Trump mógłby przekazać na rzecz Ukrainy kolejne pieniądze i kolejną broń, ale tego nie zrobi, ponieważ Zełenski „nie ma kart w ręku”. O jakie karty chodziło Trumpowi? O ludzi! – To jest podstawowy element tej całej rozgrywki – wyjaśnia RAZ.

Może jeszcze kilkadziesiąt tysięcy poborowych gdzieś Zełenski znajdzie. Mało prawdopodobne, żeby dopadł tych, którzy się ukrywają m.in. na terenie Unii Europejskiej i zmusił ich do służby wojskowej, ale nawet jeśli, to potencjał się wyczerpał. Armia ukraińska goni resztką sił – tłumaczy publicysta.

Ziemkiewicz zwraca uwagę, że wprawdzie Rosja też straciła mnóstwo ludzi, ale ona ma dużo większą populację niż Ukraina. Poza tym Rosja „pozbyła się” mniejszości etnicznych”, które „nie były jej potrzebne” oraz „ludzkiego śmiecia”, czyli przestępców odsiadujących wieloletnie wyroki, którzy zostali wysłani na front. – Poza tym Rosja zawsze może kupić sobie dowolną liczbę niewolników z Korei Północnej i nimi ten front zatykać. Rosja jeszcze ma mięso armatnie. Ukraina nie ma mięsa armatniego – dodaje.

I to jest problem, a nie broń dla Ukrainy. Broń można by gdzieś jeszcze znaleźć, broń można by teoretycznie wyprodukować, ale ktoś musi broń obsługiwać, a ludzie na Ukrainę masowo nie pojadą – podsumowuje Rafał Ziemkiewicz.

Koszty Starlinków dla Ukrainy pokrywa polskie Ministerstwo Cyfryzacji, czyli podatnik.

Polacy płacą Ukraińcom za Internet od Elona Muska

9.03.2025 polacy-placa-ukraincom-za-internet-od-elona-muska

Radosław Sikorski
Radosław Sikorski. / foto: PAP

Koszty Starlinków dla Ukrainy pokrywa polskie Ministerstwo Cyfryzacji – napisał w odpowiedzi na niedzielny wpis Elona Muska na X szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. Jeśli SpaceX okaże się niewiarygodnym dostawcą, będziemy zmuszeni szukać innych – zaznaczył.

Musk – szef Departamentu Wydajności Państwa (DOGE) USA i właściciel firmy SpaceX dostarczającej internet przez satelity systemu Starlink – napisał w niedzielę na platformie X: „Mój system Starlink jest podstawą ukraińskiej armii. Jeśli go wyłączę, cały front upadnie”.

„Starlinki dla Ukrainy są finansowane przez polskie Ministerstwo Cyfryzacji kosztem około 50 milionów dolarów rocznie. Abstrahując od etyki grożenia ofierze agresji, jeśli SpaceX okaże się niewiarygodnym dostawcą, będziemy zmuszeni szukać innych dostawców” – odpowiedział Muskowi na X Sikorski.

Ministrowi Sikorskiemu przypominamy, że Ministerstwo Cyfryzacji nie ma żadnych własnych pieniędzy, tylko wydaje to, co zrabowało Polakom. Zdanie powinno więc brzmieć: „Starlinki dla Ukrainy są finansowane przez polskich podatników.”

Musk w swoim wpisie niedzielnym zaznaczył, że „to, czym jestem naprawdę zmęczony, to wieloletnia rzeź i zastój, które Ukraina nieuchronnie przegra” – dodał. „Każdy, komu zależy, kto umie myśleć i naprawdę to rozumie, musi chcieć zatrzymać tę maszynkę do mielenia mięsa. Pokój teraz!” – wezwał miliarder.

W zamieszczonym obok wpisie zaapelował do nałożenia sankcji na „10 największych oligarchów Ukrainy, szczególnie tych z willami w Monako”. „To (wojna) zakończyłoby się błyskawicznie, to rozwiązanie tego problemu” – uznał Musk.

SpaceX dostarczyła Ukrainie od początku rosyjskiej inwazji dziesiątki tysięcy terminali podłączonych do sieci satelitarnej Starlink. Urządzenia te zapewniają ukraińskim żołnierzom utrzymanie łączności w trudnych warunkach frontowych.

Opozycja euro-pikusiów przeciw inicjatywom Trumpa

Europejska opozycja przeciw inicjatywom Trumpa

9.03.2025 Autor:Bogdan Dobosz https://nczas.info/2025/03/09/europejska-opozycja-przeciw-inicjatywom-trumpa

Donald Trump. Foto: PAP/EPA
Donald Trump. Foto: PAP/EPA

Emanuel Macron, prezydent Francji, który miesiącami przeciągał rozmowy z Putinem, teraz „ostrzega przed pokojem, który byłby kapitulacją”. W wywiadzie dla „Financial Times” opublikowanym w piątek, 14 lutego, prezydent Francji Macron powątpiewał, czy jego rosyjski odpowiednik Władimir Putin jest „szczerze” gotowy na „trwałe” zawieszenie broni. To ten sam prezydent, który jeszcze długie tygodnie po rosyjskiej inwazji starał się dalej z Putinem negocjować. Teraz prezydent Francji ostrzegał, że pokój byłby równoznaczny z „kapitulacją” Ukrainy.

Pokój, który jest kapitulacją, to zła wiadomość dla wszystkich – powiedział Emmanuel Macron, w pośredniej odpowiedzi na inicjatywy Donalda Trumpa. W czasie zawierania tzw. porozumień mińskich Paryż uważał inaczej. Podobnie było zaraz po agresji rosyjskiej i ciągłych telefonach na Kreml. Teraz Emmanuel Macron podkreśla, że to Europejczycy muszą zasiąść do stołu negocjacyjnego w sprawie przyszłej architektury bezpieczeństwa kontynentu i zwołał spotkanie w Paryżu.

Słowa i czyny Macrona to pośrednio echa wystąpienia wiceprezydenta USA JD Vance’a na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Wywołało ono szok establishmentu UE. Niemcy protestowały przeciw ingerencji USA w „wewnętrzne sprawy” kraju i swoje wybory, Wielka Brytania rządzona przez lewicową Partię Pracy czerwieniła się za zarzut prześladowania chrześcijan modlących się za dzieci nienarodzone, Rumunia łykała wstyd za łamanie demokracji i unieważnione wybory prezydenckie, a inne kraje mogły brać do siebie krytykę za ograniczanie wolności słowa, cenzurę czy wpuszczanie do siebie mas imigrantów, które niszczą ich społeczeństwa.

Vance przypomniał „tubylczym” politykom, że „żaden wyborca na tym kontynencie nie poszedł do urn, żeby otworzyć wrota dla milionów niekontrolowanych imigrantów”. Poruszył również kwestię wolności słowa, wyjaśniając, że ta wolność wyraźnie „słabnie”, zwłaszcza w Europie, a administracja Donalda Trumpa będzie „walczyć w obronie wolności słowa”, bo „w Waszyngtonie jest nowy szeryf w mieście”.

Cenzura, ignorowanie opinii wyborców i prześladowanie chrześcijan to według Vance’a największe zagrożenie dla Europy. Politykę moderacji mediów społecznościowych w Europie porównał do cenzury z czasów sowieckich. Zakpił też z krytyki Muska: „Jeśli amerykańska demokracja przetrwała 10 lat łajania ze strony Grety Thunberg, wy przetrwacie kilka miesięcy Elona Muska” i zacytował przy tym wezwanie Jana Pawła II („Nie lękajcie się!”) nawołując, by europejscy liderzy nie bali się woli własnych wyborców… Cytat z papieża wywołał nawet ripostę Donalda Tuska, który tłumaczył, że „każdy, kto cytuje słowa Jana Pawła II (…) powinien pamiętać, że miały one na celu wzmocnienie oporu narodu polskiego przeciwko dominacji rosyjskiej”. Jak zwykle kłamał, bo słowa te dotyczyły akurat komunizmu, który teraz premier sam wspiera w formie marksizmu kulturowego, który rozpanoszył się na poziomie eurokołchozu.

Wróćmy jednak do Francji, której media pisały o „lekcji udzielonej Europejczykom” w tematach imigracji, demokracji, wolności słowa. „Le Figaro” stwierdzał, że już „pierwszego dnia Konferencji Bezpieczeństwa, wybrzmiała godzina konfrontacji między Stanami Zjednoczonymi a Starym Kontynentem”, a „w ciągu miesiąca rozpadł się sojusz zawarty przez zachodnich zwycięzców II wojny światowej, wzmocniony czterdziestoletnią zimną wojną”. „Le Figaro” stwierdzało, że przemówienie Vance’a było „chaotyczne” i „pełne jadu”.

Podobnie inne gazety. „Le Point” oceniało, że „J. D. Vance szokuje Europejczyków jadowitym przemówieniem” i prowadzi „kampanię na rzecz swojego modelu demokracji, »wolności słowa«, tej koncepcji wolności wypowiedzi, która nie zna europejskich ograniczeń przeciwko mowie nienawiści, wezwaniom do przemocy, propagowania rasizmu, antysemityzmu”. „Bohater i zwolennik Trumpa wśród wieśniaków z Ohio wygłosił miażdżącą krytykę Starego Kontynentu” – z wyższością stwierdzał komentator tygodnika, dla którego było to „kazanie” i „frontalny atak, który wywołał u publiczności dreszcze”.

Dziennik „Le Monde” stwierdzał, że w Monachium J. D. Vance „wypowiedział Europie wojnę ideologiczną”. Gazeta porównywała nawet przemówienie wiceprezydenta USA z 2025 roku, do wystąpienia w tym miejscu Putina w roku 2007. „Dwie daty, dwa wrogie przemówienia, które wywołały symetryczny szok wśród elit obronnych i dyplomatycznych, które co roku gromadzą się w stolicy Bawarii”. Gazeta „Le Parisien” skupiła się na kwestii regresu „wolności słowa” w Europie i sprawie aborcji oraz „rzekomym” prześladowaniom obrońców życia poczętego. Publiczne France Info komentowało przemówienie Vance’a krótko: „W Monachium wiceprezydent USA JD Vance jeszcze bardziej pogłębił przepaść między Waszyngtonem a jego europejskimi sojusznikami, szczególnie Niemcami”.

Mainstreamowe media francuskie miały trudności z przełknięciem jasno stawianych tez i obroną wartości, które do tej pory klasyfikowały jako „język skrajnej prawicy”. W przypadku polityka nr 2 wielkiego mocarstwa, przypinanie takiej łatki nie jest już tak proste, więc mają problem. Wpływ zmiany administracji w USA na politykę UE widać już zaledwie miesiąc od inauguracji prezydentury Donalda Trumpa.

Po mediach do kontrataku przystąpiły też elity polityczne. Na wezwanie Macrona do Paryża polecieli unijni politycy… Francuskie media nazajutrz pisały, że „kilkunastu europejskich przywódców zaprezentowało mniej więcej zjednoczony front przeciwko Trumpowi i Putinowi”. Przypomniano, że „na zakończenie trzyipółgodzinnego spotkania nie zapadła żadna spektakularna decyzja”, a „Europejczycy” próbują pozostać w grze…

Koniec kroplówki dla lewactwa

Odcięcie amerykańskiej kroplówki finansowej przez prezydenta Donalda Trumpa dla różnych „postępowych” organizacji wywołało prawdziwy kociokwik całej lewicy światowej. Przypomnijmy, że 20 stycznia Donald Trump podpisał rozporządzenie wstrzymujące na 90 dni wszystkie międzynarodowe programy pomocowe. Za większość pomocy zagranicznej USA odpowiada USAID (istniejącą od 1961 r. Amerykańska Agencja ds. Rozwoju Międzynarodowego) i Departament Stanu. Na razie lewicowi sędziowie blokują dekret Trumpa, ale na wiele organizacji „pozarządowych” padł blady strach utraty dotacji… rządowych.

W roku 2022 przekazano rożnym organizacjom 61,7 mld dolarów. Pokaźna część tej kasy zasilała lewicowych darmozjadów. USAID działał w ponad 100 krajach świata, a z amerykańskich pieniędzy korzystały również organizacje pozarządowe działające w Polsce, jak m.in. Polskie Forum Migracyjne, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Kampania Przeciw Homofobii, czy też wydawcy „Krytyki Politycznej”, „Kultury Liberalnej” i „Tygodnika Powszechnego”. Kociokwik słychać też we Francji. Miejscowa prasa ubolewa, że 10 tysiącom dzieci w Demokratycznej Republice Konga grozi śmierć głodowa… Stany Zjednoczone są bowiem głównym źródłem finansowania Action Against Hunger France.

Czy jednak o dzieci tutaj chodzi? Pojawiły się głosy, że USAID stała się „największą korupcyjną maszyną w dziejach ludzkości”, a amerykańska lewica za setki miliardów dolarów budowała „nowy wspaniały świat”. Portal Atlatnico pytał nawet, czy „fala uderzeniowa” tej decyzji Trumpa dotrze i do Francji? Portal przypominał, że „prasa postanowiła skupić się wyłącznie na aspekcie humanitarnym” decyzji, ale pieniądze i działania USAID „ewidentnie nie ograniczają się wyłącznie do celów humanitarnych”. Atlantico zauważa, że „ogromna część europejskich mediów jest w dużej mierze zaopatrywana ze środków USAID, co idzie w parze z infiltracją ze strony Stanów Zjednoczonych”. Na liście organizacji pozarządowych, które żyły z pieniędzy USA są m.in. stowarzyszenia, takie jak Connexio, które specjalizuje się w „szkoleniach dla migrantów”, Secours Islamique Français, Médecins du Monde, Lekarze bez Granic, czy Acted, które działa na rzecz „solidarności międzynarodowej”. W sumie około 182 tylko francuskich organizacji pozarządowych skorzystało z dofinansowania ze środków USAID.

Ciekawa jest opinia, że mówienie o „organizacjach pozarządowych” jest dość paradoksalne, ponieważ są one bezpośrednio zależne od finansowania rządowego i tylko dlatego mogą istnieć. Atlantico wskazuje, że tzw. pomoc humanitarna „stała się narzędziem w służbie geopolityki”. USAID regularnie wspierał organizacje pozarządowe propagujące teorie płci, programy klimatyczne, lobbing LGBT itp. Wbrew temu, co sugerują po decyzji Trumpa media, jednak pomoc żywnościowa i pomoc wojskowa nie zostaną zawieszone. USAID była wykorzystywana do promowania idei LGBT np. w Afryce Subsaharyjskiej, finansowała stowarzyszenia LGBT na Węgrzech czy w Polsce. Donald Trump prawdopodobnie rozwiąże USAID, a następnie ponownie włączy tę agencję do Departamentu Stanu. Wygrana Donalda Trumpa będzie miała wpływ na trendy polityczne, społeczne i kulturowe na całym świecie a „wstrząsy tektoniczne burzą stare chore porządki” – zauważa Atlantico i dodaje, że United States Agency for International Development (USAID), która w teorii miała nieść pomoc na całym świecie, w praktyce zajmowała się „przerabianiem tego świata wedle lewackiej, obłąkańczej modły”.

Niemcy w drodze do „Indii”- Realizują się marzenia Führera.

Niemcy w drodze do „Indii”

Stanisław Michalkiewicz, „Goniec” (Toronto)    9 marca 2025 michalkiewicz

Świat nie może ochłonąć z wrażenia po awanturze w Białym Domu, z udziałem prezydenta Trumpa, wiceprezydenta Vance’ a i ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, któremu, po uwagach prezydenta Trumpa o „dyktatorze” i prezydenta Putina o potrzebie przeprowadzenia na Ukrainie wyborów przed ewentualnym zawieszeniem broni, Najwyższy Sowiet w Kijowie konwalidował status prezydencki. Przebieg awantury jest znany, więc nie ma co go tu opisywać, natomiast warto rozebrać sobie z uwagą, dlaczego właściwie do awantury doszło.

Punktem wyjścia do tej analizy jest odpowiedź na pytanie, jakim państwem jest Ukraina. Otóż jest to oligarchia oligarchów. Oligarchowie są też i w Rosji, ale tam, to Putin decyduje, kto może zostać oligarchą, podczas gdy na Ukrainie, to oligarchowie decydują, kto może zostać prezydentem. Toteż trudno się dziwić, że właśnie oni, którzy eksploatują Ukrainę bez oglądania się na tamtejsze, plebejskie mięso armatnie, nie mogli być zadowoleni z tego, że rękę na ukraińskich zasobach chce położyć amerykański prezydent. Dlatego prezydent Zełeński już dwa razy kiwnął prezydenta Trumpa w tej sprawie – ale tym razem miał podpisać warunki bezwarunkowej kapitulacji Ukrainy przez Stanami Zjednoczonymi.

Podobno tuż przed spotkaniem w Białym Domu odebrał pilny telefon z Kijowa. Z kim rozmawiał, co usłyszał – tego oczywiście nie wiem, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby usłyszał coś takiego: nie podpisuj, frędzlu, tej umowy, bo urżniemy ci łeb. Toteż nie miał innego wyjścia, jak odegrać przed prezydentem Trumpem skecz pod tytułem „sługa narodu”. Myślę, że prezydent Trump tego się nie spodziewał, bo w przeciwnym razie nie urządzałby rozmowy przed kamerami, w obecności tłumu dziennikarzy. I dopiero gdy „sługa narodu” uraczył go mocarstwowymi deklaracjami i ostrzeżeniami, że nic Ameryce nie pomoże nawet Ocean Atlantycki, zorientował się, co tu prezydent Zełeński odstawia i zaczął sprowadzać go na ziemię, uświadamiając, że bez Ameryki nie ma żadnych atutów i może wyjść z tego spotkania z fiutem w garści, z którego będzie oddawał gniewne strzały bez prochu w stronę Putina. I tak się właśnie stało, a w dodatku, kiedy już kamery wyłączono, a delegacja ukraińska znalazła się w pokoju obok, po dwóch minutach przyszła pani, która oznajmiła, iż prezydent Trump prosi, by Ukraińcy „jak najszybciej” opuścili Biały Dom.

Najwyraźniej prezydent Zełeński początkowo nie zdawał sobie sprawy, co nabroił, bo w wywiadzie dla jakiejś stacji telewizyjnej powiedział, że przecież „nie zrobił nic złego” – ale zanim jeszcze doleciał do Londynu na europejskie szczytowanie, mimo trwającego nadal zaczadzenia własną propagandą, zaczęło do niego to i owo docierać. A co do szczytu europejskiego w Londynie, to warto zwrócić uwagę, że jego organizatorem był premier Wielkiej Brytanii, która przecież do Unii Europejskiej już nie należy.

Tymczasem tymczasowy europejski „prezydent” czyli obywatel Tusk Donald był tam tylko jednym z zaproszonych i to wcale nie najważniejszych gości – bo ważniejszy był oczywiście prezydent Macron, Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen i turecki prezydent Erdogan. Jak było do przewidzenia, również londyńskie szczytowanie zakończyło się na niczym, jeśli nie liczyć pożyczki w kwocie 2,6 mld euro dla Ukrainy.

Warto dodać, że ani Zjednoczone Królestwo, ani Unia nie pożyczają Ukrainie pieniędzy własnych, tylko dochody z odsetek od zamrożonych w Europie rosyjskich aktywów.

Co tu gadać, to tylko polskie władze były takie głupie, że 2 grudnia 2016 roku podpisały z Ukrainą umowę iż „nieodpłatnie” będą udostępniać jej zasoby całego państwa.

Poza tym uczestnicy szczytu nawet nie musieli prezydentowi Zełeńskiemu kupować w prezencie szklanego nocnika, żeby zobaczył, co narobił, tylko życzliwie mu poradzili, żeby poszedł do Canossy, bo bez Ameryki – ręka, noga, mózg na ścianie! Periculum in mora tym bardziej, że już następnego dnia po awanturze pojawiły się w mediach informacje, że USA „wstrzymuje” pomoc wojskową dla Ukrainy, a dwa dni później – że Pentagon wstrzymał cybernetyczne operacje przeciwko Rosji. Czy prezydent Trump pozwoli prezydentowi Zełeńskiemu, żeby go kiwnął w tej samej sprawie trzeci raz – nie mam pojęcia. Ja bym go już do Białego Domu nie zapraszał, tylko wysłał mu umowę i to znacznie surowszą, do Kijowa, żeby ją podpisał bez skreśleń i dopisków i odesłał – bo jak nie – no to niech się buja z Putinem na własną rękę. USA bez samostijnej Ukrainy jakoś sobie poradzą, natomiast samostijna Ukraina bez Ameryki – już niekoniecznie.

Na tle tej awantury jeszcze raz się potwierdziło, że Niemcy są państwem poważnym. Zaledwie w odstępie dwóch dni pojawiły się tam głosy o potrzebie rozciągnięcia francuskiego parasola nuklearnego nad Niemcami. Najwyraźniej w Berlinie zwietrzono okazję do utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, które bez USA chyba by nie przetrwało – no i do położenia wreszcie niemieckiego palca na francuskim atomowym cynglu. Dopiero na tym tle możemy ocenić beznadziejność deklaracji obywatela Tuska Donalda, podobnie jak innych Umiłowanych Przywódców, że będą stać za Ukrainą „aż do końca”.

No dobrze – a jak już nadejdzie ów koniec? Co dalej? O „sprawiedliwym pokoju” można bredzić, ile dusza zapragnie – czy jednak którekolwiek państwo europejskie jest gotowe włączyć się do wojny o ten „sprawiedliwy pokój”? Obawiam się, że takiego państwa nie ma – może z wyjątkiem naszego nieszczęśliwego kraju, którego Pan Bóg najwyraźniej doświadcza, stawiając na jego czele coraz głupsze ekipy. I to w momencie, gdy na naszych oczach będzie się tworzył nowy, polityczny porządek w Europie! Jakie karty dostanie Polska w tym nowym rozdaniu? Czy jakieś atuty, czy tylko same blotki?

Na razie Umiłowani Przywódcy nawet się nad tym nie zastanawiają, bo nie wiedzą nawet, co myślą, jako że ani z Ameryki, ani z Berlina nie padły żadne nowe rozkazy. Toteż nie tylko Umiłowani Przywódcy, ale za nimi, jak za panią matką – również funkcjonariusze Propaganda Abteilung, stają w coraz większym rozkroku – między Ameryką, a Ukrainą i „Europą”. W coraz większym – bo między IV Rzeszą, która właśnie stoi w obliczu możliwości dochrapania się własnej armii i położenia niemieckiego palca na francuskim atomowym cynglu, a Ameryką – rozziew nie tylko staje się coraz większy – ale w dodatku pośrodku rozciąga się Ocean Atlantycki. Jeśli zatem ktoś będzie trwał w tym rozkroku zbyt długo, to ryzykuje, że umoczy sobie w Atlantyku tyłek, a kto wie – może nawet się utopi.

Szczególnie rozdarte serce w tej sytuacji musi mieć pan prezydent Andrzej Duda, któremu chyba już nic nie pomoże – chyba, żeby w ramach tasowania europejskich kart, zrealizowało się jego marzenie, któremu dał wyraz przed dwoma laty w przemówieniu z okazji 3 maja – żeby Polska zawarła z Ukrainą „unię”. Ponieważ każda myśl, raz rzucona w powietrze, prędzej, czy później znajdzie swego amatora, to jeśli z uwagi na bezczynność pana prezydenta Dudy, w marcu nie nastąpi przesilenie rządowe w naszym kraju, to prezydent Trump może zniechęcić się do politykowania również z Polską, machnie ręką i pozwoli Niemcom, zrealizować swoje marzenia o niemieckich „Indiach” w Europie Wschodniej – o których w „Rozmowach przy stole” tak pięknie mówił wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Europejska weryfikacja rzeczywistości: Bez USA nie ma NATO ani Ukrainy

Europejska weryfikacja rzeczywistości: bez USA nie ma NATO ani Ukrainy

Źródło: european-reality-check-without-the-us-there-is-no-nato-and-no-ukraine

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 9

Czy reszta świata ma prawo do pieniędzy i bezpieczeństwa USA? To pytanie, które nigdy nie jest zadawane, gdy media establishmentu wściekają się na sprzeciw Donalda Trumpa wobec utrzymania status quo na Ukrainie. Rozważmy przez chwilę sytuację z perspektywy przyjaciół (sojuszników).

Wyobraź sobie bogatego mężczyznę, do którego przyjaciele często zwracają się z prośbą o pożyczkę, której ci przyjaciele rzadko spłacają. On udziela jej z hojności, ale zaczyna podejrzewać, że jego przyjaciele są zainteresowani tylko jego portfelem. Więc ogłasza, że ​​próbuje uporządkować swoje finanse i nie będzie pożyczał żadnych pieniędzy przez następne 90 dni.

Czy jego przyjaciele reagują ze zrozumieniem? Nie. Nazywają go przestępcą i płaczą bez końca, że ​​ich rodziny będą głodować, a świat się rozpadnie, jeśli nie będzie dalej napełniał ich bezdennych gardeł gotówką. Sugerują nawet, że zasługuje na zemstę za to, że ośmielił się prosić ich o utrzymanie.

Mając takich przyjaciół, kto potrzebuje wrogów?

To była podstawowa dynamika między amerykańskim podatnikiem a resztą zachodniego świata przez wiele dekad. Poziom zależności, jaki Europa miała od Ameryki, jest oszałamiający. Ilość funduszy, która przepływa przez Atlantyk każdego roku, aby zapewnić „sojusznikom” dobre wyżywienie i ochronę, jest ogromna. Większość populacji nie zdaje sobie nawet sprawy, jak nierównoważna jest relacja między Ameryką a resztą świata. Aby to zobrazować, spójrzmy na jeden aspekt relacji USA kontra Europa: wydatki na obronę.

Na długo przed pokazem sztucznych ogni w Białym Domu między ekipą Trumpa a prezydentem Ukrainy Władimirem Zełenskim europejskie rządy coraz częściej dyskutowały o możliwości „armii UE” i NATO bez udziału USA. Brytyjscy urzędnicy wraz z tymi z Niemiec i Francji bawili się koncepcją wojsk lądowych na Ukrainie, co bez wątpienia przyspieszyłoby III wojnę światową z Rosją.

Przywódcy polityczni i zwolennicy mediów zalewają media społecznościowe, aby okazać poparcie dla Zełenskiego jako nowego zbawcy UE, a wielu zasugerowało, że Europa może łatwo wypełnić pustkę, którą pozostawiły Stany Zjednoczone. To niebezpieczne złudzenie.

Na przykład USA stanowią około 70% całości rocznych łącznych wydatków obronnych krajów NATO. Żaden inny kraj nie zbliża się do tego.

W latach 2023-2024 wydatki te wyniosły ponad 860 miliardów dolarów . Najbliższym członkiem NATO pod względem budżetu sojuszu są Niemcy z 68 miliardami dolarów. Finansowanie NATO jest uwzględnione w całkowitym pakiecie wydatków na obronę Ameryki.

Według indeksu wydatków na obronę RAND Corporation, USA ponoszą 47% ciężaru , znacznie przewyższając każdego innego członka NATO. Podczas gdy oficjalny budżet NATO wynosi 3,5 miliarda dolarów, nie odzwierciedla to ciężaru, jaki NATO poniesie, jeśli pójdzie na wojnę. Od członków z największymi armiami i wydających najwięcej na obronę oczekuje się, że wydadzą najwięcej zasobów w konflikcie.

Media stale błędnie przedstawiają nierównowagę wydatków NATO, porównując opłaty NATO jako procent PKB. To bzdura. Liczy się sama kwota wydatków na obronę, a nie stosunek do PKB. Gdy rozpatruje się to w prawdziwych kategoriach, nie ma argumentu – Stany Zjednoczone są zasadniczo dojną krową wojskową dla całego zachodniego świata. Bez Stanów Zjednoczonych nie ma NATO.

Jeśli chodzi o Ukrainę, sytuacja jest bardziej mętna, ale wnioski są takie same; oczekuje się, że USA poniosą ciężar. Pomoc USA dla Ukrainy do tej pory waha się od 120 do 180 miliardów dolarów, w zależności od źródła. Zełenski twierdzi, że 100 miliardów dolarów z tych pieniędzy „nigdy nie dotarło na Ukrainę”. Nie ma żadnego potwierdzenia w żadną stronę. Na razie załóżmy, że Zełenski jest źle poinformowany.

Wykres całkowitych wydatków między USA a innymi krajami zachodnimi pokazuje, że UE udziela dużej pomocy, ale przyjrzyj się bliżej zobowiązaniom wojskowym, a stanie się jasne, że UE wydała minimalną kwotę na rzeczywistą obronę Ukrainy. USA są głównym dostawcą broni, amunicji i innego sprzętu używanego do faktycznej walki w wojnie. Bez USA obrona Ukrainy ulegnie przyspieszonemu załamaniu.

Aby było jasne, Ukraina nie ma prawa do amerykańskich dolarów podatkowych ani amerykańskiej pomocy wojskowej.

Europa nalega, że ​​wojna musi trwać nawet bez pomocy USA, ale ich zdolność do finansowania i prowadzenia wojny jest ograniczona. W rezultacie wywołaliby III wojnę światową i przegraliby. Wiara, że ​​więcej pieniędzy lub więcej uzbrojenia zapobiegnie utracie Ukrainy lub koncesjom na ziemię dla Rosji, jest irracjonalna. Największym problemem Ukrainy jest siła robocza, a nie pieniądze, a żadna kwota pieniędzy nie potroi ukraińskich sił na froncie wschodnim.

Porozumienie pokojowe powinno zostać wynegocjowane już dawno temu.

Na razie wygląda na to, że elity europejskie gorączkowo próbują zmobilizować poparcie społeczne wokół rozszerzenia konfliktu i utworzenia scentralizowanego wojska UE. Zajmie im to lata i nigdy nie zbliży się do poziomu finansowania, jaki zapewniły Stany Zjednoczone. Nie wspominając już o tym, że młodsi, rodzimi Europejczycy nie są zainteresowani dołączeniem do walki.

Rozłam Zachodu w sprawie Ukrainy jest głębokim wydarzeniem w historii. Niektórzy powiedzą, że to był moment, w którym USA „porzuciły swoich sojuszników” i pozwoliły Rosji wygrać. Ci, którzy mają rozum, powiedzą, że to był moment, w którym USA przestały przyczyniać się do problemu i zaproponowały rozwiązanie, podczas gdy Europa głupio odmówiła słuchania.

Biedna Europa: zaprzeczenie, upadek, rozpad

Biedna Europa: zaprzeczenie, upadek, rozpad

Autorka: Laura Hollis; conservativedailynews/poor-europe-denial-decline-demise

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 9
Biedna Europa: zaprzeczenie, upadek, upadek – Laura Hollis

Ach, biedna Europo, znałam ją dobrze. Kontynent nieskończonego żartu, najwspanialszej fantazji. Gdzie są teraz twoje kpiny? Twoje igraszki? Twoje pieśni? Twoje błyski wesołości?

Przy odrobinie przeprosin dla Williama Szekspira, Europie wiedzie się niewiele lepiej niż martwemu błaznowi dworskiemu Yorickowi, którego czaszkę trzyma książę Hamlet, gdy recytował poprawną wersję powyższych wersów w słynnej sztuce Barda.

Niemcy przeprowadziły wybory parlamentarne do Bundestagu w zeszły weekend. Nic dziwnego, że socjaldemokraci — obecnie sprawujący władzę — wypadli fatalnie, zdobywając jedynie 16,4% głosów, a kanclerz Olaf Scholz odchodzi. Chadecy, na czele z Friedrichem Merzem, zdobyli 28,5% oddanych głosów; najwięcej, ale nie większość, co oznacza, że ​​partia Merza będzie musiała utworzyć koalicję z jednym lub kilkoma przedstawicielami innych partii.

Równie nie zaskakujące — przynajmniej dla tych, którzy zwracają uwagę — było to, że Alternatywa dla Niemiec, czyli AfD, partia kierowana przez Alice Weidel, zajęła drugie miejsce, zdobywając ponad 20% głosów. AfD jest krytykowana w mediach jako „skrajnie prawicowa” (mająca na celu przywołanie widma faszyzmu lub nazizmu), ale kamieniem węgielnym platformy AfD są bezpieczne i dostatnie Niemcy oraz — co najważniejsze — koniec masowej migracji, na którą pozwoliło kilka ostatnich niemieckich rządów — w tym Scholza i jego poprzednika, Angeli Merkel — za przyzwoleniem brukselskich eurokratów.

Niemcy są ponadprzeciętnie sfrustrowani poziomem migracji do swojego kraju, szczególnie z krajów muzułmańskich na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, oraz odpowiadającemu temu wzrostowi przestępczości i przemocy. Według artykułu Politico z 2024 r. cudzoziemcy stanowią 15% populacji Niemiec, ale odpowiadają za aż 41% przestępstw.

Ostatnie głośne przestępstwa w Niemczech tylko zwiększyły oburzenie opinii publicznej: Saudyjski imigrant wjechał samochodem w jarmark bożonarodzeniowy w Magdeburgu w grudniu, zabijając sześć osób i raniąc prawie 300. W zeszłym miesiącu w Aschaffenburgu imigrant dźgnął nożem malucha, podobnie jak interweniującego Niemca, który próbował uratować życie dziecka. Obywatel Afganistanu wjechał samochodem w tłum w Monachium na kilka dni przed wyborami do Bundestagu. A dzień przed wyborami syryjski uchodźca dźgnął nożem turystę przy berlińskim pomniku Holokaustu, ogłaszając, że chce „zabić Żydów”.

Biorąc pod uwagę to tło i wzrost poparcia dla AfD w tym roku, można by pomyśleć, że Merz i jego chadecy byliby chętni do współpracy z partią Weidla, aby osiągnąć większość w niemieckim parlamencie. Ale Merz jasno dał do zrozumienia, że ​​nie ma takiego zamiaru, woląc zamiast tego zjednoczyć się z osłabionymi socjaldemokratami, których politykę niemieccy wyborcy właśnie zdecydowanie odrzucili.

Niestety, Niemcy idą w tym względzie śladem Anglii i Francji, których obywatele mają już serdecznie dość problemów wywołanych nieograniczoną migracją, a także opresyjnymi regulacjami i przejęciem władzy przez globalistów.

Anglia zagłosowała za opuszczeniem Unii Europejskiej („Brexit”) w 2016 r., ale jej obywatele cierpieli z powodu serii nieodpowiedzialnych premierów, z których żaden nie był skłonny zrobić tego, co konieczne, aby dać krajowi suwerenność polityczną i ekonomiczną, której domagają się jej obywatele. Jej obecny premier, Keir Starmer, ma 61% dezaprobaty i wydaje się, że reprezentuje niewiele, poza blokowaniem dochodzeń w sprawie zagranicznych gangów gwałcicieli i ściganiem obywateli Anglii, którzy protestują przeciwko masowej migracji.

Podobnie, gdy Francja przeprowadziła własne wybory parlamentarne w zeszłym roku, partia Narodowa Marine Le Pen — która prowadziła kampanię na rzecz wyeliminowania masowej migracji i przywrócenia pokoju i porządku w głównych miastach Francji — została potępiona jako „skrajnie prawicowa” i faszystowska. Zdobyła znaczną liczbę miejsc, ale nie mogła przejąć władzy, gdy „centrowa” partia Renaissance prezydenta Francji Emmanuela Macrona i kilka lewicowych frakcji zgodziły się wycofać niektórych kandydatów, aby uniknąć dalszego podziału głosów.

Europa powoli popełnia samobójstwo. A jednak w kraju po kraju tak zwani centryści walczą o utrzymanie władzy, o znalezienie sposobu na uspokojenie i odwrócenie uwagi rozgniewanych obywateli, jednocześnie wesoło podążając swoją obecną drogą do zniszczenia.

Niemcy wkrótce odkryją to, co zrozumiały miliony Brytyjczyków i Francuzów: że nie można „moderować” i powracać do zdrowego rozsądku, gdy siły sprzymierzone z nami za wszelką cenę chcą nas zniszczyć.

Kraje europejskie sprowadziły miliony ludzi z krajów, których wartości i kultura są całkowicie sprzeczne z zachodnią cywilizacją. Ich produkcja energii, ekspansja gospodarcza i potencjał rolniczy są ograniczane przez absurdalne regulacje mające na celu złagodzenie „zmiany klimatu” i spełnienie mrzonek takich jak „zero netto” i „15-minutowe miasta”. Ich rządy nie chronią własnych obywateli przed przestępczością, ale nie mają problemu z akceptacją brutalnego i mizoginicznego zachowania imigrantów z innych krajów.

Nawet jeśli partia populistyczna wygrywa wybory, trudno jest zrealizować wolę społeczeństwa. Na przykład we Włoszech partia Giorgii Meloni Bracia Włosi (Fratelli d’Italia, czyli FdI) wygrała wybory parlamentarne w 2022 r., dzięki czemu Meloni została pierwszą kobietą premierem w historii kraju. Jednak reformy imigracyjne FdI są blokowane przez sędziów aktywistów, którzy twierdzą, że przepisy UE zastępują prawa państw członkowskich, a ta sprawa jest obecnie rozpatrywana przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości. (W bardzo interesującym zwrocie akcji Komisja Europejska właśnie w tym tygodniu ogłosiła poparcie dla stanowiska Meloni. Jak pisze brukselski dziennikarz Tamas Orban w internetowej publikacji European Conservative, „To pokazuje, że Komisja Europejska nie może już dłużej ignorować żądań państw członkowskich UE dotyczących właściwego rozwiązania kryzysu migracyjnego”).

Na tym etapie nie jest jasne, jak TSUE orzeknie w kwestii kontroli Włoch nad migracją w granicach kraju. Ale jasne jest , że zbyt wielu europejskich przywódców politycznych zaprzecza niebezpieczeństwom, z jakimi borykają się ich własne kraje. Pozostaje pytanie, czy znajdą wolę polityczną, aby zmienić kurs, zanim Europa, którą wszyscy znaliśmy, zostanie zredukowana do szkieletu swojej dawnej jaźni?

Jak USAID pomogło w korporacyjnym przejęciu ukraińskiego rolnictwa

Jak USAID pomogło w korporacyjnym przejęciu ukraińskiego rolnictwa

Marucha 2025-03-08 marucha/jak-usaid-pomoglo-w-korporacyjnym-przejeciu-ukrainskiego-rolnictwa

Niedawny esej zatytułowany „The Real Purpose of Net Zero” autorstwa Jeffereya Jaxona postawił tezę, że obecna wojna Europy z rolnikami w imię zapobiegania zmianom klimatycznym jest ostatecznie zaprojektowana w celu wywołania głodu.


Jaxon nie spekuluje na temat motywów globalistycznych; ostrzega ludzkość przed szybko rozwijającą się rzeczywistością, którą można zaobserwować w perwersyjnych kłamstwach przeciwko krowom, poniżaniu europejskich rolników jako wrogów Ziemi oraz apelach WHO, WEF i ONZ o dietę opartą na roślinach, całkowicie zależną od GMO, syntetycznych nawozów i środków agrochemicznych.

Rewelacje na temat niegodziwych czynów orwellowskiej „Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego” (USAID) ujawniają plan do totalitarnej kontroli nieświadomie finansowanej przez amerykańskich podatników. Tajne machinacje USAID od dawna skupiają się na kontrolowaniu lokalnych i globalnych dostaw żywności jako „miękkiej kolonizacji” przez międzynarodowe korporacje chemiczne, rolnicze i finansowe.

Europejscy rolnicy buntujący się przeciwko polityce klimatycznej, dzikiej przyrodzie i „prawom zwierząt” są zwiastunami tej zaciskającej się globalistycznej pętli.

Początki obecnego globalistycznego planu „uratowania ludzkości przed zmianami klimatycznymi” bezpośrednio nawiązują do niesławnego Raportu Kissingera , który wzywał do kontrolowania światowych dostaw żywności i rolnictwa jako części globalistycznej współpracy między państwami narodowymi i organizacjami pozarządowymi w celu promowania interesów bezpieczeństwa narodowego USA i „uratowania świata” przed przeludnieniem za pomocą „technologii redukcji płodności”. Raport Kissingera z 1974 r. został stworzony przez USAID, CIA i różne agencje federalne, w tym USDA.

Przewińmy do wojny w Iraku w 2003 r., usprawiedliwionej propagandą strachu o broni masowego rażenia i neokonserwatywnymi bzdurami o ratowaniu narodu irackiego. Okupacja Iraku pod przewodnictwem USA stała się drapieżnym, spekulacyjnym szwedzkim stołem dla kolonizujących korporacji zarządzanych przez USAID. Irak jest dziedzicem miejsca narodzin ludzkiej cywilizacji, co stało się możliwe dzięki wczesnemu rolnictwu Mezopotamii: wiele zbóż, owoców i warzyw, które obecnie żywią świat, zostało tam wyhodowanych.

Iraccy rolnicy odzyskali 97% swoich zapasów nasion z własnych zbiorów przed inwazją USA. Za Paula Bremera, Reguła 81 ( nigdy w pełni niewdrożona ) dążyła do wprowadzenia upraw GMO i opatentowanych odmian nasion, gdy Cargill , Monsanto i inne korporacje napadły na spustoszony wojną kraj, wykorzystując amerykańskie pieniądze podatkowe i USAID.

Ten podręcznik został wdrożony w bardziej dyskretny sposób podczas wojny na Ukrainie, ponownie zaaranżowanej przez USAID . Przed rosyjską inwazją 24 lutego 2022 r. Ukraina była spichlerzem Europy, zakazując technologii GMO i ograniczając własność ziemi do Ukraińców.

W ciągu kilku miesięcy od interwencji USA, USAID pomogło w demontażu tych zabezpieczeń w imię „ reform rolnych ”, wolnego rynku, wsparcia finansowego, poprawy wydajności rolnictwa i ratowania narodu ukraińskiego. W ciągu zaledwie dwóch lat ponad połowa gruntów rolnych na Ukrainie stała się własnością zagranicznych inwestorów.

Nasiona GMO i technologia dronów zostały „podarowane” przez Bayer Corporation, a firmy takie jak sprzedawca nasion GMO Syngenta i niemiecki producent chemikaliów BASF stały się dominującymi „interesariuszami” rolnymi na ogarniętej wojną Ukrainie. Rosja może się wycofać, ale zagraniczne długi Ukrainy, degradacja gleby i łagodna kolonizacja pozostaną.

ONZ, WTO, WHO i WEF spiskują, by rozpowszechniać fałszywą narrację, że krowy i chłopi niszczą planetę, a monokultura GMO zależna od chemikaliów, nawozy sztuczne i opatentowane sztuczne mięsa i burgery z robakami muszą zostać wdrożone w trybie pilnym (jeśli to konieczne, siłą), aby uratować ludzkość.

Argument, że pestycydy i nawozy sztuczne (wytwarzane z gazu ziemnego, czyli metanu) są zbawienne, jest ewidentnie fałszywy. Są jednak wysoce dochodowe dla firm chemicznych, takich jak Bayer, Dow i BASF.

Jefferey Jaxon ma całkowitą rację. Holandia zobowiązała się do solidnego rozwoju rolnictwa po nazistowskim embargu , które celowo wywołało masowy głód po ich współpracy z siłami alianckimi w operacji Market Garden. Francja szczyci się największą populacją krów w całej Europie. Kultura Irlandii jest ściśle związana z rolnictwem jako częścią jej traumy podczas ( wspieranego przez Brytyjczyków ) głodu ziemniaczanego w Irlandii.

Korporacyjna/NGO-skała wyrywająca obecnie z korzeniami i atakująca rolników w tych krajach i w całej UE w imię powstrzymania zmiany klimatu i ochrony dzikiej przyrody jest bezpośrednim odgałęzieniem wielkiego dystopijnego planu Kissingera, wprowadzonego przez USAID w 1974 r.

Amerykanie obserwują protesty europejskich rolników z daleka, w dużej mierze nieświadomi, że większość amerykańskiego rolnictwa została wchłonięta przez Big Ag Borg pokolenia temu. Kontrola waluty powiązana z (polityczną, środowiskową i ekonomiczną) kartą wyników kredytowych obiecuje urzeczywistnienie demonicznego planu Kissingera: „Kontroluj żywność, kontroluj ludzi”.

Współcześni ludzie cierpią na podwójną pychę, która oślepia ich na rozważania nad prawdą hipotezy Jaxona: kultowe zaufanie do technologii, połączone z irracjonalną wiarą w ich postrzeganą wyższość moralną nad poprzednimi cywilizacjami (Wendell Berry nazywa to „historyczną dumą”).

Jednak tak długo, jak ludzkość miała zdolność do wyrządzania krzywdy innym dla osobistych korzyści, ludzie wymyślali sposoby kontrolowania żywności dla władzy lub zysku. Wojna oblężnicza polegała zazwyczaj na głodzeniu obrońców murów zamkowych do poddania się.

Nawet jeśli globalistyczne propozycje kontroli żywności mają dobre intencje, monolityczny, monokulturowy, zależny od przemysłu światowy system żywnościowy jest czyhającą katastrofą humanitarną. Berry zauważył:

W wysoce scentralizowanym i uprzemysłowionym systemie zaopatrzenia w żywność nie może być małej katastrofy. Niezależnie od tego, czy jest to „błąd” produkcyjny, czy zaraza kukurydzy, katastrofa nie jest przewidywana, dopóki nie zaistnieje; nie jest rozpoznawana, dopóki nie stanie się powszechna.

Obecne dążenie do zdominowania globalnej produkcji żywności przy użyciu systemów przemysłowych jest kamieniem węgielnym całkowitego globalistycznego panowania nad całą ludzkością.

„Znak Bestii”, bez którego żaden Amerykanin nie kupi ani nie sprzeda towarów – w tym broni, kul, czy hodowanych w fabrykach hamburgerów i kotletów z krykieta – jest o krok. Pan Jaxon ma rację, że ci przywódcy „znają te podstawowe historyczne i aktualne fakty” i że „[r]olnicy są narażeni na niebezpieczeństwo z powodu polityki rządowej [klimatycznej]… i że pozwala się na to”. USAID aktywnie zasiewa i podlewa tę dystopię od dziesięcioleci.

Klaus Schwab i Bill Gates są tak samo w pełni świadomi tej fundamentalnej prawdy, jak Henry Kissinger w 1974 r. USAID pomogło wszystkim trzem.

Po utracie niemal wszystkich swoich małych gospodarstw rolnych w ciągu ostatniego stulecia Amerykanie znacznie wyprzedzili Europejczyków w niemal całkowitym uzależnieniu od żywności przemysłowej.

Taki jest plan.

John Klar https://brownstone.org/articles/how-usaid-assisted-the-corporate-takeover-of-ukrainian-agriculture/

Nad. „Carlos”.

Co byś zrobił, gdyby powiedziano ci, że nie ma nadziei? Ksiądz połączył piękne z pożytecznym.

Filip Marinov <petycje@citizengo.org>
Reply-to:polska@citizengo.org

Co byś zrobił, gdyby powiedziano Ci, że nie ma nadziei?

Poddałbyś się? A może walczyłbyś—z wiarą?

Dziś chcę podzielić się z Tobą niezwykłą historią, która głęboko mnie poruszyła – świadectwem wiary, modlitwy i potęgi hojności.

Ksiądz Ryszard Kaźmierczak, 73-letni salezjanin, stanął wobec diagnozy, której nikt nie chciałby usłyszeć – rak szpiku kostnego.

Bez lekarstwa. Bez leczenia. Bez nadziei.

Lekarze odesłali go do domu.

Jednak ksiądz Ryszard nie był sam. Ludzie modlili się w jego intencji. On sam również trwał na modlitwie. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego.

Znajomy misjonarz skontaktował się z nim i powiedział:

„Na misjach leczymy to inaczej niż w Europie”.

Czy to był znak? On w to uwierzył.

Z nadzieją posłuchał rady i zaczął przyjmować prosty lek, kosztujący zaledwie 12 złotych za opakowanie.

Mijały miesiące. Siły wracały. Przytłaczające zmęczenie znikało.

A potem, w sierpniu 2024 roku, lekarz spojrzał na najnowsze wyniki i wypowiedział słowa, których nikt się nie spodziewał:

„Ojcze, ojciec jest zdrowy”.

Zszokowany, wyszeptał: „To musi być jakiś cud”.

Lekarz spojrzał na niego i odpowiedział: „Tak, to jest cud”.

Jednak ta historia nie kończy się na uzdrowieniu – jej prawdziwe piękno kryje się w tym, co nastąpiło później.

Gdy odzyskał zdrowie, ks. Ryszard zadał sobie jedno pytanie:

„Jak mogę się odwdzięczyć?”

Znał odpowiedź.

Przekazał swoją darowiznę CitizenGO.

„Od dłuższego czasu wspieram działalność CitizenGO, a więc troskę o życie, rodzinę i wolność na całym świecie”.

Jego historia jest żywym dowodem na to, że Bóg wciąż działa na tym świecie i czyni CUDA.

Przeczytaj pełne świadectwo ks. Ryszarda i poczuj siłę wiary! 

➡️ [Kliknij tutaj i zobacz to piękne świadectwo]

❤️ Czy ta historia poruszyła Twoje serce?

Czy kiedykolwiek w swoim życiu doświadczyłeś momentu, w którym Boża łaska stała się dla Ciebie wyraźnie odczuwalna?

Chciałbym poznać Twoją historię. Odpowiedz na tę wiadomość i podziel się nią.

Historia księdza Ryszarda oraz jego nazwisko zostały udostępnione za jego pełną zgodą.

Z wdzięcznością i serdecznymi pozdrowieniami,

Filip Marinov z całym zespołem CitizenGO