Adolf Hitler zmartwychwstał?

Adolf Hitler zmartwychwstał?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    7 czerwca 2025

No nie, w dzisiejszych zlaicyzowanych czasach, kiedy nawet postępowa część przewielebnego duchowieństwa podważa historyczny charakter Zmartwychwstania, tłumacząc zawile, że to tylko apostołowie tak pragnęli, tak pragnęli, by Pan Jezus zmartwychwstał, że z tego pragnienia zaczęli mieć halucynacje, co w końcu doprowadziło do pojawienia się znienawidzonego chrześcijaństwa, takie rzeczy nie mają prawa się zdarzać – ale od czego reinkarnacja?

Skoro hiszpańscy jezuici modlą się do Pachamamy, którą nawet nieboszczyk papież Franciszek, co to tylko patrzeć, jak zostanie „santo subito”, otoczył postępowym kultem, to niczego wykluczyć nie można tym bardziej, że gwoli lepszego kamuflażu Adolf Hitler mógł wpakować się w wychudzony korpus panującej miłościwie nad Europą Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje.

Starsi ludzie pamiętają, że z tym Hitlerem to były same zgryzoty, nie tylko za życia, ale jeszcze większe – po śmierci – o czym świadczy anonimowy wierszyk, popularny w roku 1945, pod tytułem Gdzie jest Hitler: „

Może w Jaffie, niepoznany,

hoduje słodkie banany (…)

a być może ręka Boża

strąciła go na dno morza

i prosto z zimnej topieli

naprawdę go diabli wzięli?

Jeśli chodzi o Jaffę, to też jest dobry trop, bo czyż kogokolwiek zdziwiłaby informacja, że Hitler wcielił się w izraelskiego premiera rządu jedności narodowej Beniamina Netanjahu, co to właśnie, na oczach całego miłującego pokój świata, realizuje operację ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy i puszcza mimo uszu pompatyczne protesty rozmaitych europejskich eunuchów, czy amerykańskich twardzieli? A dlaczego miałby się nimi przejmować, skoro i jedni i drudzy skaczą przed Żydami z gałęzi na gałąź? W końcu to właśnie Adolf Hitler sformułował ten bon-mot, że „zwycięzcy się nie sądzi” – o czym przekonał się inny wybitny przywódca socjalistyczny Józef Stalin – bo to on, viribus unitis z płomiennymi szermierzami wolności i demokracji, co to najpierw oddali mu pół Europy, żeby wycisnął z niej tyle krwi, ile mu się tam podobało, a potem szalenie współczuli tamtejszym nieborakom, za pośrednictwem swoich wysłanników kazał wieszać siepaczy Hitlera w Norymberdze?.

Wygraj w polu, a wygrasz i w sądzie” – mówił Klucznik Gerwazy – co nabiera aktualności zwłaszcza dzisiaj, kiedy niezawisłe sądy powinność swej służby rozumieją i sypią piękne wyroki, na przykład w Rumunii, czy we Francji – żeby w Europie utrwalić model demokracji kierowanej, bez którego IV Rzesza wpadłaby w jakieś turbulencje?

A IV Rzesza już się nam rysuje w postaci szkicowej, za sprawą amerykańskiego prezydenta Józia Bidena, co to w swoim czasie, w nagrodę za dobre sprawowanie, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Jeszcze nie przebrzmiały echa tego przyzwolenia, jak Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wystąpiła z pomysłem nowelizacji traktatu lizbońskiego. Obejmuje ona aż 270 punktów, z których najciekawsze wydają się trzy: żeby zlikwidować prawo veta, żeby zmniejszyć liczebność Rady Europejskiej z 27 do 15 członków, wskutek czego „małe państwa” – ot na przykład nasz nieszczęśliwy kraj, dowiadywałyby się z „Volkischer Beobachter”, co tam w ich sprawach starsi i mądrzejsi postanowili, no i wreszcie – przekazanie do wyłącznej kompetencji Unii, czyli IV Rzeszy Niemieckiej – 65 obszarów decyzyjnych.

O czym w takiej sytuacji mogłyby jeszcze decydować członkowskie bantustany? Dokładnie o tym samym, o czym decydowały tak zwane „narodowe” republiki sowieckie – jak we własnym narodowym języku sławić czyny Ojca Narodów, Chorążego Pokoju, Józefa Stalina. Teraz Józef Stalin, podobnie zresztą, jak Adolf Hitler, jest już starym nieboszczykiem, ale to może być pozór, bo za sprawą reinkarnacji żyje sobie jak pączek w maśle, niczym doktor Józef Mengele w ciele Madame Gizele w Oleśnicy. Jakże inaczej myśleć, w sytuacji, kiedy to Parlament Europejski, niczym Reichstag pod przewodnictwem Hermana Goeringa, rekomendował przyjęcie – tym razem nie „ustawy o pełnomocnictwach”, która dała Hitlerowi pełną władzę – tylko nowelizację traktatu lizbońskiego – co przecież na jedno wychodzi. Czegóż w tej sytuacji możemy się jeszcze spodziewać?

Ano, kiedy już w Europie utrwali się model demokracji kierowanej, a niezawisłe sądy otrzymają oręż w postaci penalizacji „mowy nienawiści”, to posypie się tyle pięknych wyroków, że więzienia nie pomieszczą nieprzeliczonego tłumu skazańców, dla których trzeba będzie ponownie uruchomić chwilowo nieczynne obozy koncentracyjne, ze słynnym Auświcem na czele. Oczywiście trzeba będzie odtworzyć zniszczoną infrastrukturę, no i zadbać o kadrę nadzorczą – bo nie na darmo Ojciec Narodów Józef Stalin podkreślał, że „kadry decydują o wszystkim” – i praca nad stworzeniem podstaw Nowej Europy, czyli IV Rzeszy wspaniale się rozwinie. Czyż nie w przewidywaniu takiego rozwoju wypadków na czele Rady Muzeum Auświcu postawiona została Madame Barbara Engelking? Niech no tylko w tej sytuacji jakaś Schwein spróbuje podnieść hałasy, to zaraz zostanie umieszczona w areszcie wydobywczym, jak nie przez bodnarowców, to przez innych szermierzy demokracji kierowanej i będzie tam jęczeć i szlochać do końca swoich dni – albo od razu pójdzie do gazu i hałasy ucichną, jak ręką odjął.

Tym wszystkim przedsięwzięciom towarzyszyć będzie racjonalna polityka osiedleńcza, której zasady sformułował w swoim czasie poprzednik naszej Reichsführerin Urszuli Wodęleje, Reichsführer Heinrich Himmler. Oczywiście przy tych wszystkich podobieństwa będą i różnice. Przede wszystkim zmieni się radykalnie pojęcie Herrenvolku, które – za sprawą straszliwej pomyłki Adolfa Hitlera – doprowadziło do tylu tragedii. Jestem pewien, że jeśli Adolf Hitler przesiedlił się w osobę Beniamina Netanjahu, to zrozumiał swój błąd i od tej pory pojęciu Herrenvolku zostanie nadana prawidłowa treść.

Po drugie – wzięte zostaną pod uwagę przemyślenia Alfiero Spinellego, który stał na nieubłaganym stanowisko konieczności likwidacji historycznych narodów europejskich – oczywiście nie fizycznej, żeby nie zdewastować planety do reszty, a poza tym – zapewnić Herrenvolkowi i jego kolaborantom wystarczającą liczbę podatników i kredytobiorców, którym można by pożyczać pieniądze na procent. To zadanie zostanie złożone na pakt migracyjny, a dopływ świeżego materiału ludzkiego zapewni bezcenny Izrael ze swoimi sojusznikami – bo jestem pewien, że przedstawiciele narodów mniej wartościowych nie będą chcieli czekać na ostateczne rozwiązanie, tylko skwapliwie skorzystają z podanej im pomocnej dłoni. Czegóż chcieć więcej?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Nowe doniesienia o wizycie w DPS. Gajewska ugotowana ze swymi ziemniakami

„Wstyd i żenada”.

Nowe doniesienia o wizycie Gajewskiej w DPS.

Wiadomo, co stało się z ziemniakami

7.06.2025 nczas/wstyd-i-zenada-o-wizycie-gajewskiej-w-dps-co-stalo-sie-z-ziemniakami

Kinga Gajewska z ziemniakami
Kinga Gajewska z ziemniakami. / Foto: X

Nie milkną echa wyborczej akcji przeprowadzonej przez poseł Koalicji Obywatelskiej Kingę Gajewską. Polityk podarowała jednemu z seniorów w Domu Pomocy Społecznej worek ziemniaków. Sytuację uwieczniono na zdjęciach i wideo. Pracownicy ośrodka nie kryli oburzenia.

Do zdarzenia doszło w DPS-ie w Nowym Dworze Mazowieckim. Z pomocy ośrodka korzystają osoby po operacjach, udarach, z zaawansowanymi chorobami wieku podeszłego. W placówce mieszka przeszło 170 ludzi, którzy wymagają stałej opieki. Część z nich nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje.

– Część leży, część chodzi, kontakt trudny – powiedział w rozmowie z „Super Expressem” jeden z pracowników.

Jeden z pracowników skomentował też happening wyborczy Kingi Gajewskiej. – Myślałem, że może ciastka mają, cukierki. Czasem ktoś coś przywiezie, żeby starszym umilić dzień – relacjonował.

A oni kartofli nawieźli. Cyrk. Złapali pana Stasia, wracającego akurat ze spaceru. Wręczyli mu worek pięciokilowy, porobili zdjęcia i pojechali, zadowoleni jak po wygranych wyborach – dodał.

Pan Stanisław to około 70-letni mężczyzna, który sam się porusza, ale „kontaktuje słabo”, zmaga się bowiem z demencją. Mężczyzna nie rozumiał, co takiego się stało, że został głównym aktorem politycznej groteski.

– Wstyd i żenada – skwitował krótko pracownik DPS-u.

Przykro. Mamy dobrą opinię, staramy się. A tu nagle jesteśmy na językach wszystkich. Zostaliśmy wykorzystani, a najbardziej nasz pan Stasiu! – dodał inny.

Do sprawy odniósł się także dyrektor placówki Wacław Kerpert. – Trzy tygodnie temu obchodziliśmy 25-lecie naszej placówki. Było bardzo miło – świętowaliśmy wspólnie z naszymi podopiecznymi i pracownikami. Niestety, obecna sytuacja przyćmiła to radosne wydarzenie. W czasie wizyty pani poseł przebywałem na urlopie zagranicznym. Telefonicznie poinformowano mnie, że przyjedzie jakaś delegacja z darami – nie było mowy o żadnych ziemniakach! – powiedział.

Wiadomo, co stało się z niesławnymi ziemniakami. Następnego dnia zostały ugotowane i zjedzone przez wszystkich.

Dom Pomocy Społecznej często przyjmuje rozmaite dary od sponsorów, firm i osób prywatnych. W przypadku ziemniaków również byłoby podobnie – jednak nie w ilości kilku kilogramów, ale co najmniej dwóch ton. Potrzeby ośrodka są bowiem ogromne. Dyrektor wskazał, że nie poinformowano zespołu DPS-u, jaki charakter będzie miało spotkanie.

– Nasza placówka nie uczestniczyła w żadnym spotkaniu o charakterze wyborczym. Moja zasada jest jasna: nie dzielimy polityków według przynależności partyjnej – ani Platforma, ani PiS, ani inne ugrupowania. Dla nas liczy się wyłącznie dobro naszych podopiecznych. Nikt też nie uzgadniał z nami kwestii zdjęć czy filmowania wizyty. Obecnie rozmowa z panem Stanisławem – naszym podopiecznym, którego dotyczy ta sprawa – nie jest możliwa z kilku powodów. Przede wszystkim chcemy zapewnić naszym mieszkańcom spokój i poczucie bezpieczeństwa, bo cała sytuacja odbiła się na nich bardzo negatywnie. Mam już dość obecności ekip telewizyjnych i dziennikarzy wokół naszej placówki – to powoduje niepokój i stres wśród mieszkańców – podkreślił.

Refleksje po-wyborcze z pozycji chuligana i to akademickiego

Trudno żebym nie miał refleksji

z pozycji chuligana i to akademickiego

7 czerwca, 2025 Józef Wieczorek

Trudno żebym nie miał refleksji z pozycji chuligana i to akademickiego

Zakończyła się kolejna kampania wyborcza prezydencka, która była jednocześnie kampanią obrzydliwego hejtu wobec niewygodnego, bo konserwatywnego kandydata. Kampanie nienawiści były znane i z poprzednich wyborów ale ta osiągnęła szczyty co umożliwił rozwój internetu i powstanie różnorakich platform społecznościowych, na których bezkarnie można było się wyżywać, niszczyć z nienawiści, aż do utraty rozumu. W ramach kampanii starano się wykorzystywać starsze materiały, utajnione wcześniej w ramach cenzury internetu.

Odtajniono 50-ty odcinek „Wywiadów z chuliganem” przeprowadzony 7 lat temu z Karolem Nawrockim przez twórcę tego programu – Piotra Lisiewicza.

Niedawno w ramach likwidowania niewygodnego redaktora https://blogjw.wordpress.com/2025/01/31/chuliganska-cancel-cultureczyli-likwidowanie-red-piotra-lisiewicza-i-nie-tylko/  zlikwidowano z przestrzeni publicznej ponad 200 odcinków Jego wywiadów cieszących się dużym zainteresowaniem. [ W Galerii Chuliganerii Polskiej – ocenzurowanej w Wolnej Polscehttps://blogjw.wordpress.com/2023/03/22/w-galerii-chuliganerii-polskiej/] ]

Piotr Lisiewicz jeszcze przed głosowaniem w II turze wyborów informował „Zgodnie z teoriami spiskowymi wywiad z 2017 r. został ukryty, bo mógł by zaszkodzić kandydatowi na prezydenta. W rzeczywistości było odwrotnie – wywiad na YouTube ukrył w ramach cenzorskich zapędów likwidator Radia Poznań z nadania rządu Tuska Piotr Michalak, podobnie jak wszystkie inne odcinki niepoprawnego politycznie programu.   Teraz likwidator ten jeden odcinek przywrócił na kanale, jak napisał „z uwagi na ważny interes społeczny w toku kampanii wyborczej”,.

Efekt okazał się odwrotny od oczekiwanego przez likwidatora – pod odcinkiem są niemal wyłącznie pozytywne komentarze. Przed głosowaniem ten odcinek miał pond 600 tys. odsłonięć (obecnie ponad 700 tys.) gdy przed jego ukryciem przez cenzora ok. 8 tys. -czyli całkiem przeciętną oglądalność tych wywiadów.

Warto zapoznać się z komentarzami, które wskazują, że wywiad miał pozytywny wpływ na przebieg głosownia, czyli niezgodnie z oczekiwaniami cenzorów.


Wywiad z chuliganem odcinek 50 – Karol Nawrocki

Zamieszczam nieco przykładowych komentarzy zachęcając do zapoznania się z uwagą i refleksją

**************************************

@agak8336 1 dzień temu

Zgadzam się z poprzednim wpisem. Ten wywiad pokazal jakim człowiekiem prawdy i patriota Karol Nawrocki był na długie lata przed wyborami. Ten wywiad otwiera mi oczy na głębię tego człowieka. Dzięki!


@jadakoniepobetonie
20 godzin temu

Dziękuję Radio Poznań za pomoc w podjęciu ostatecznej decyzji – wahałem się, ale po tym pięknym i szczerym wywiadzie zagłosowałem na prezydenta Nawrockiego. Ten wywiad potwierdza, że nie jest chorągiewką na wietrze i że zawsze był dobrym człowiekiem i patriotą.

@RobertSzaniawski 2 dni temu

Super przypomnienie i potwierdzenie autentyczności postawy Prezydenta Elekta-Pana Karola Nawrockiego . KOLEJORZ !


@dep4791
5 dni temu

Szkoda ze ludzie aby dojsc do władzy robią taką nagonke na drugiego czlowieka. Fajnie ze trafilem na ten wywiad, Panie Karolu, ma Pan moj glos.

@Tomi-RŚl1920 1 dzień temu

Wystarczyło odpalić ten wywiad w kampanii…byłyby oszczędności … Najważniejsze ,że się ostatecznie udało !!! Bóg,Honor,Ojczyzna !!!

@JoannaK-dr7ky 7 dni temu

ten wywiad trzeba rozsyłać do wszystkich znajomych, sama prawda a nie te pomyje, które wylewają obce media

@MateuszKowal-ox6nm 7 dni temu

Ten wywiad jest dla mnie najlepszym ze wszystkich jakie wdziałem bo poza tym ze KN jest w nim najbardziej naturalny to nie jest zrobiony w kampanii tylko osiem lat temu! Mimo ze jak to mówią czasy się zmieniają to facet cały czas ma te same poglądy i bije od niego patriotyzm ale nie taki sztuczny na czas kampanii tylko autentyczny. Wklejacie ten wywiad gdzie się da i niech jak najwięcej ludzi go zobaczy.

@gosia229 8 dni temu

Dziękuję za ten materiał! Dotychczas mówiłam: Idę głosować przeciwko Trzaskowskiemu. Teraz powiem: Idę głosować ZA NAWROCKIM! Wspaniały życiorys! Niezłomny charakter, pracowitość, honor i waleczność! Wiedza, miłość do naszego kraju i jego szlachetnej historii, z której mamy prawo być dumni, co nie wszystkim się podoba! A przy tym wszystkim rzadko spotykana skromność i prostota.

@mariuszkozik7601 5 dni temu (edytowany)

Młodzi powinni pokazać ten wywiad swoim rodzicom! Może otworzy im oczy na te kłamstwa i oszczerstwa wobec człowieka. To, naprawdę podłe, jak można tak niszczyć i opluwać czyjąś godność.”

******************************

Widać jak ważne są w życiu społecznym rejestracje wywiadów, spotkań, rozmów, które dają szansę na pokazanie prawdziwej twarzy ludzi hejtowanych, poniżanych, wykluczonych z przestrzeni publicznej.

Cenzorzy o tym dobrze wiedzą, stąd usunięcie z przestrzeni publicznej tak ogromnej ilości wywiadów, czasem z osobami prawie nieznanymi, bo wykluczanymi z przestrzeni publicznej, do których i ja należę. Także trzy moje chuligańskie wywiady (42, 142, 175) w których mogłem powiedzieć nieco niewygodnej prawdy są nadal niedostępne. [[ W Galerii Chuliganerii Polskiej – ocenzurowanej w Wolnej Polscehttps://blogjw.wordpress.com/2023/03/22/w-galerii-chuliganerii-polskiej/]

Widać, jest ważny interes społeczny aby nie były widoczne. dostępne w sieci.

Nie jest to nic niezwykłego.  Poziom fałszowania rzeczywistości, nienawiści do prawdy, na naszej najstarszej uczelni, kiedyś korporacji nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy, jest o wiele większy. Mój wywiad (ok. 6 godz.) nagrany ze mną przed 12 już laty w ramach realizacji programu UJ, wprowadzającego obywatela w błąd bo noszący nazwę:„Pamięć uniwersytetu”  nie ukazał się do dnia dzisiejszego. I jak zostałem poinformowany w roku ubiegłym – nie zostanie i już, choć wspierałem ekipę biednego UJ darem materialnym, (telewizor SONY) aby ułatwić realizację tego programu. Nic z tego, ważny interes niepoznania prawdy zaważył na tym, że wywiad (określony przez ekipę realizatorów jako najciekawszy z tych które realizowali) przez siły nadrzędne został zabezpieczony przed opinią publiczną. Uniwersytet abdykujący z poszukiwania prawdy nie może sobie pozwolić aby to prawda a nie kłamstwo/fałsz/manipulacja była górą.

Niestety taki stan rzeczy jest akceptowany przez środowiska akademickie, i nie tylko (także solidarnościowo – opozycyjne) realizujące, mimo ogłoszenia upadku komunizmu jego naczelną powinność – akceptację etyki nikczemnego postępowania” stąd rzeczywisty upadek komunizmu jakoś nastąpić nie może. Dziś nie sposób odróżnić „komucha” od „solidarucha” realizującego principia komunizmu.

Metody niszczenia kandydata na prezydenta, tak bulwersujące środowisko przyzwoitych ludzi, jako żywo w wielu aspektach przypomniało metody stosowne wobec mnie wczasach PRL (zatrudnienie na UJ), jak i w latach transformacji (wręcz gangsterskie i to ze strony aktywistów ‘S”, dziś w KOD) a nawet do dnia dzisiejszego (ataki najbardziej doskonałych akademików kraju).

Rzecz jasna w takiej sytuacji znajdowało się i nadal się znajduje wielu niewygodnych pasjonatów nauki, o czym informuję nieco w moich serwisach NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKI

http://nfamob.wordpress.com/

   LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

 i książkach https://blogjw.wordpress.com/autor/

Niestety nie rozpoczęto nawet realizacji mojego pomysłu opracowania „Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji” ani przenoszenia w stan nieszkodliwości nikczemników i gangsterów akademickich, co postulowałem jeszcze w stanie wojennym (wprowadzony przez 40 laty na ścieżkę dyscyplinarną).

Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla radia WNET https://wnet.fm/2025/06/04/andrzej-duda-tusk-wie-ze-gdyby-probowal-przekrecic-te-wybory-10-mln-polakow-moze-wyjsc-na-ulice/

  mówił:

Trzeba będzie niestety zsumować i dokonać rozliczenia stanu sędziowskiego w Polsce, ale poczynając od roku 1989. Wszystkim sędziom, którzy byli umoczeni w komunizm, odebrać stany spoczynku, jeżeli jeszcze żyją. Po prostu. Zakończyć ich karierę sędziowską, gwałtownie ją przerwać, ponieważ nigdy im się to nie należało, ponieważ nigdy nie byli tak naprawdę – zwłaszcza ci, którzy należeli do PZPR – niezawisłymi sędziami Rzeczypospolitej– zapowiedział prezydent.

Niestety konieczności zsumowania i dokonania rozliczenia stanu profesorskiego poczynając od roku 1989 (a właściwie od 1944) nie podniósł.

Nie znam żadnych badań (historycznych, socjologicznych, psychologicznych, prawnych) nad realizowaniem w środowisku akademickim i nie tylko, najważniejszej powinności w cywilizacji komunizmu -akceptacją etyki nikczemnego postępowania.(György Lukács),

W wyszukiwarce gogle mam takie wyniki po wpisaniu „etyka nikczemnego postępowania”:

Czy tak naprawdę wiadomo co obalono, jak się nie wie co trzeba było obalić? Dla przykładu – naczelnym etykiem UJ jest Jan Hartman i nikt nie chce go obalić!

Niby jaka może być kampania prezydencka skoro jest taki poziom akceptacji etyki nikczemnego postępowania?.

O innych kampaniach nienawiści, gangsterstwa, hejtu, wiemy znacznie mniej, albo nic i w ramach akceptacji nikczemnego postępowania nie ma nawet woli aby takie kampanie poznać

PS.

To nie jest biadolenie, lecz smutne refleksje poparte setkami (co najmniej) tekstów, nagrań, z którymi nie ma polemik, choć są brutalne ataki najwyżej usytuowanych w domenie akademickiej i znamienne milczenie (więc przyzwolenie) pozostałości.

Znajomość metod stosowanych w domenie akademickiej, w formowaniu elit (raczej jego braku) jest znikoma i nie ma woli aby je poznać.

Ja deklaruję (od lat) swoją osobę na drodze do poznania, ale głównie sam te deklaracje realizuję (tak jak mogę, bez wsparcia) https://blogjw.wordpress.com/autor/

Dlaczego nas nienawidzicie?!

Dlaczego nas nienawidzicie?!

https://pch24.pl/dlaczego-nas-nienawidzicie

(Oprac. PCh24.pl)

W tym niepewnym i zmiennym świecie jest jedna rzecz niezmienna i pewna: miłość Boga do ludzi i Jego obietnica. Ludzie pewni Bożej obietnicy zbawienia byli w stanie przetrwać kryzysy światowe: upadek – czy raczej metamorfozy – imperium rzymskiego, chaos polityczny wieków ciemnych, konfrontację z imperializmem islamskim, destrukcję reformacji. Kościół i wiara w zbawczą Ofiarę Chrystusa mogłyby być i powinny być również remedium na współczesny kryzys naszej kultury i cywilizacji – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Tomasz Panfil (KUL, IPN).

Szanowny Panie profesorze, pozwoli Pan, że przedstawię dwa spojrzenia na współczesny świat. Konserwatyści ubolewają, że świat chrześcijański, cywilizacja chrześcijańska jest na skraju upadku. Liberałowie z kolei twierdzą, że Kościół jest wszechpotężny, i to chrześcijanie są dziś najbardziej wpływową grupą na świecie. Która strona ma rację?

Niestety rację ma strona konserwatywna. To co robią bowiem liberałowie to jeden z najbardziej prymitywnych zabiegów. Mam tu na myśli znany od wieków zabieg demonizacji przeciwnika. W wojnie cywilizacyjnej, a z taką mamy obecnie do czynienia, przeciwnika zawsze przedstawia się, jako demona. Demona nie diabła…

Dlaczego?

Ponieważ „największym zwycięstwem diabła, szatana jest to, że udało mu się przekonać ludzi, iż nie istnieje”, jak pisał zmarły pod koniec ubiegłego stulecia szwajcarski intelektualista Denis de Rougemont.

Postępowa Europa, postępowy świat multi-kulti, nie wierzą w diabła, ale wierzą w demony, te z haloweenowych i japońskich horrorów. Liberałowie robią to, co robili im podobni przez stulecia – starają się wzbudzać strach przed tym, kogo obsadzają w roli przeciwnika. Ludzie stygmatyzowanych wrogów zaczynają się bać i/albo nienawidzić i wtedy są skłonni do wielu różnych zachowań, przede wszystkim do aprobowania rozmaitych metod, jakich walczący rzekomo w ich imieniu z wrogiem – w tym wypadku z wszechwładnym Kościołem – będą używać.

Bardzo wyraźnie obserwujemy to w ostatnich miesiącach, że przypomnę chociażby zabiegi władzy i jej propagandy zmierzające do przedstawienia w oczach szerokiej publiczności księdza Olszewskiego i zakonu Sercanów jako gigantycznej, niemalże wszechwładnej mafii, która jak pasożyt żeruje na organizmie państwa. Najgorsze jest to, że ta akcja się udała… Nikt już właściwie nie pamięta, a często nawet nie wie, o co chodzi w sprawie księdza Olszewskiego. Zamiast tego pamiętane są puste, bardzo często niemające pokrycia w rzeczywistości slogany, że ks. Olszewski, jego współbracia tworzą jakąś tajemniczą, potężną strukturę; że nakradli ogromne sumy pieniędzy, że robili biznes na śmiesznych skarpetkach i budowali sobie niemalże pałace.

A co tak naprawdę zrobił ksiądz Olszewski, którego tak się dziś demonizuje? Czy ktoś to jeszcze pamięta?

Raczej mało kto…

No właśnie! Mało kto pamięta, o co naprawdę chodzi… Mało kto wie, jak wyglądają fakty związane z Fundacją Profeto i z wygranym przez nią konkursem grantowym. Wszyscy za to wiedzą, że to jest złowroga struktura, która zapuściła macki w instytucje państwowe, która okradła społeczeństwo na gigantyczne pieniądze.

Nikt się nie zastanawia, że właściwie dowód prawidłowego wydawania tych pieniędzy jest dosyć naoczny. A są nim stojące budynki, które Fundacja Profeto wybudowała dla osób pokrzywdzonych, potrzebujących. Okazuje się, że dla stygmatyzującej propagandy – na której usługi oddano również instytucje związane z wymiarem sprawiedliwości – te budynki żadnym dowodem żadnym nie są….

Główny zarzut polega na tym, że Fundacja Profeto wystartowała w konkursie, mimo że nie spełniała warunków, których zresztą w warunkach tego konkursu nie było. Ale to nie ważne, że ich nie było. Ważne, że Fundacja ich nie spełniała i za to trzeba księdza oraz urzędniczki, które rozpatrywały podania w tym konkursie trzymać pod kluczem.

No i między innymi w taki sposób demonizuje się przeciwnika…

Kościół jest straszny, Kościół jest wszechwładny… Dlaczego? Bo przecież wszyscy już wiedzieli, że ojciec Rydzyk zajmuje się tym, tamtym i owym i na pewno wyłudzał pieniądze na geotermię… Tutaj znowu – może z wyjątkiem tych, którzy mają ciepło w mieszkaniach – niemal nikt nie analizuje dowodów, z których wynika jasno, że Fundacja, której założycielem był ojciec Tadeusz Rydzyk, rzeczywiście do tych wód geotermalnych się dowierciła i znaczna część Torunia jest ogrzewana właśnie tymi wodami. Ale propaganda zdołała przekonać, że złowroga wszechwładna, struktura Lux Veritas, naciągała państwo na pieniądze, a państwo PiS finansowało jej działania…

Tak to wygląda od wieków i tutaj raczej nic się nie zmieni…

Ludzie z współczesnej nam rzeczywistości w znacznej części przestali rozumieć i rozróżniać coś, co kiedyś, jeszcze nie tak dawno było dobrze rozróżniane. Współczesna publiczność, współczesne społeczeństwo żyjące w znacznej części w rzeczywistości wirtualnej przestało odróżniać fakty od faktów wirtualnych. Fakty, czyli zdarzenia, które zaszły naprawdę od tego, co zostało powiedziane, pokazane, skonstruowane w warstwie… Dzisiaj mówimy o warstwie wirtualnej, a kiedyś mówiliśmy o warstwie kulturowej.

Odróżnienie zdarzeń rzeczywistych od zdarzeń wytwarzanych przez kreatorów propagandy – dzisiaj takimi kreatorami rzekomych zdarzeń są przede wszystkim media – to jest klucz do rozumienia świata. Niestety społeczeństwo daje się nabierać, nie odróżnia świata rzeczywistego od wirtualnego…

Kiedyś człowiek, nawet w czasach komuny wiedział na przykład, że na pierwszej stronie choćby wybitnego szmatławca, jakim była „Trybuna Ludu”, podawano informacje, a opinie odredakcyjne znajdowały się na dalszych stronach. Dzisiaj już tej zasady niegdyś przez wszystkie media respektowanej, że rolą mediów jest to, żeby dostarczyć czytelnikowi informacje o faktach (również tych kulturowych), a dopiero na dalszych stronach jest miejsce odredakcyjnych komentarzy, opinii, podsumowań, wniosków.  Dzisiaj jest wszystko ze sobą pomieszane. Odredakcyjne opinie są na pierwszej stronie. Komentarze, których autorzy wcale się nie silą nawet na to, żeby one były obiektywne dominują i są zamieszczone wśród informacji i faktów.

Ludzie przestają odróżniać. Ludzie wychowywani już od dziesięcioleci przez rozmaitego typu mydlane opery nie odróżniają co jest informacją, a co opinią…

Jeden z aktorów grających rolę niedobrego dyrektora Kalarusa ze szpitala Leśnej Górze opowiadał, że mu ekspedientka w sklepie odmówiła sprzedaży towaru, bo on był wrednym dyrektorem i zwalniał z pracy Zosię Burską. Kobiecie się pomieszały światy… To tylko jeden z przykładów osób, którym miesza się rzeczywistość z fikcją, z fabułą, z narracją wykreowaną przez scenarzystów, pisarzy, redaktorów.

Takich ludzi są dziś miliony i to oni są adresatami różnych działań manipulacyjnych.

Wśród nich znajduje się może nieco mniejszy zbiór – ale też całkiem pokaźny – wierzący, że Kościół jest wszechpotężny, i że rację ma Nitras mówiąc, że trzeba opiłować katolików.

W rzeczywistości jednak – i mówię to z bólem serca – Kościół jest tak słaby jak chyba jeszcze nigdy w ciągu dwóch tysięcy lat swojego istnienia.

Nigdy w dziejach Kościoła samo jego centrum, rdzeń, czyli władze w Rzymie nie działały na niekorzyść Kościoła i sformułowanie „niekorzyść” jest wybitnym eufemizmem z mojej strony. Właściwie należałoby powiedzieć, że wśród hierarchów Kościoła, zwłaszcza kurialistów watykańskich, jest bardzo dużo takich, którzy usiłują Kościół katolicki zniszczyć. Oczywiście zniszczyć nie w znaczeniu burzenia murów świątyń. W imię tolerancji, ekumenizmu, sztucznej jedności, ekspiacji za winy wydumane, usiłują Kościół katolicki pozbawić tożsamości tak jasno określonej w Credo, zatomizować, sprotestantyzować, tak żeby przestał być święty, katolicki, apostolski.

Czy sami wierni nie widzą, co się dzieje?

Wiernym – jako się rzekło wyżej – mylą się sfery. Bardzo rzadko w ostatnim czasie chodzę do Kościoła, w którym Msza Święta jest po polsku. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy miało to miejsce może z trzy razy, ale za każdym razem z przerażeniem patrzyłem na to, co się w tym Kościele dzieje.

Przede wszystkim celebrans przestał być celebransem, a stał się celebrytą. Kazanie wygłasza jakiś kapłan, który w trakcie Mszy wyłania się z zakrystii ni stąd, ni zowąd i zaczyna opowiadać przedziwne rzeczy. Historie, które można wyczytać w „Strażnicy” świadków Jehowy albo historie żywcem wzięte z opowieści zielonoświątkowców, czy też innych protestanckich odłamów. Opowieści sprytnie opracowane, bardzo dobre z punktu widzenia propagandy narracji protestanckich. Opowieści, w których często Bóg się nie pojawia. A ludzie tego nie zauważają… ludzie się wzruszają, bo ksiądz daje świadectwo.

Gdybyśmy spojrzeli spod sklepienia tych nowoczesnych kościołów (tak często przypominających skocznie narciarskie) na nawę, to zobaczylibyśmy, że celebrujący Mszę i wierni stoją w takim kręgu, w którego środku jest pustka. Bóg jest na zewnątrz… Tabernakulum jest gdzieś w bocznej nawie.

Powtórzę raz jeszcze, bo to naprawdę ważne! Spójrzmy na nowoczesny kościół z góry, unieśmy się pod sklepienie. Zobaczymy, że stojący przy ołtarzu, zwróceni twarzą do wiernych kapłani i wierni tworzą krąg z pustym centrum, w którym nie ma Boga. Bóg jest w tabernakulum umieszczonym w bocznej nawie, na bocznej ścianie, tak jakby był wyłączony z tego, co się odprawia w Jego świątyni. Wierni patrzą na kapłana, a kapłan patrzy na wiernych. Taki krąg wzajemnej adoracji, w którym nikt nie stoi twarzą do Boga, nikt się nie zwraca do Boga, wszyscy zwracają się wzajemnie do siebie. Kapłan mówi coś do wiernych, wierni odpowiadają kapłanowi, potem biegają po kościele podając sobie ręce etc. W tym czasie toczy się liturgia. Kapłan dzieli hostię, a wierni odwróceni do tyłu, na boki przybijają piątki… Dla mnie jest to takie… dziwne.

Ale przecież od wielu lat papieże, kardynałowie, biskupi wzywają kapłanów i wiernych, aby dawali świadectwo…

Szanowny Panie redaktorze, co ja chwilę temu powiedziałem? Nigdy w historii Kościoła nie był on narażony na tak straszliwie skuteczny atak od środka. Większość zjawisk szkodliwych dla Kościoła w ciągu dwóch tysięcy lat jego istnienia, działo się na peryferiach Kościoła. Rozmaite herezje pojawiały się na peryferiach. Ktoś odpadał, ktoś się kłócił. Protestanci, Katarzy, Pelagianie, Arianie, Nestorianie, monofizyci, monoteleci, gnostycy etc. To wszystko były spory jakby na zewnątrz Kościoła, na zewnątrz tego pnia drzewa, w którym jedna gałąź usychała, inna owocowała, inna się wynaturzała etc. To było normalne, tak się działo przez stulecia.

Jakby liczyć herezje, czy nawet może nie herezje, tylko właśnie jakieś takie myśli odszczepieńcze, trochę kontestujące nauczanie Kościoła, to było tego mnóstwo. Natomiast zawsze to były ruchy peryferyjne, z dala od centrum.

Centrum bywało chore. Papieże, antypapieże, Alessandro Borgia… Różne rzeczy się działy, ale nawet Borgia nie próbował zniszczyć Kościoła. On ustanawiał swoje dzieci kardynałami, niemal gloryfikował swoją kochankę, gromadził majątek, natomiast nie niszczył doktryny. A w tej chwili biskupi, kardynałowie niszczą doktrynę, niszczą liturgię. I to jest coś, z czym Kościół jeszcze się nigdy nie musiał mierzyć. Jest to niebezpieczeństwo absolutnie straszliwe i wcale nie wiem, jak to się skończy.

Biskup Rzymu Franciszek zatwierdził nową liturgię meksykańską i częścią tej liturgii uczyniono tupanie.

Tupanie?

Tak, tupanie. Tupanie jest częścią liturgii. Nie wiem czy kapłani mają tupać, żeby w ten sposób przywołać… No właśnie kogo? Bożków azteckich?

Przez wieki tupanie raczej było kojarzone z wywoływaniem diabła…

Bóstw chtonicznych, generalnie…

Komunikat Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów mówi, że ryt meksykański dotyczy niektórych grup etnicznych z południowego Meksyku, grup wywodzących się z dawnych Majów. Wprowadzony do liturgii katolickiej taniec oznacza, że stopy wiernych (?) „pieszczą twarz Matki Ziemi, wykonując lekkie ruchy. Twarz Boga jest witana przez ruch w czterech kierunkach wszechświata”. Jak wyglądały religie przedchrześcijańskie w Meksyku? Majowie, w porównaniu do swych północnych sąsiadów Azteków, byli stosunkowo łagodni. Ofiary z ludzi, w tym z małych dzieci, składano tylko niektórym bogom. Watykan twierdzi, że w rycie meksykańskim nawiązuje do tych kultów tradycyjnych. Obok cywilizacji Majów rozwijała się cywilizacja Azteków.

Religia aztecka to jedna z najpotworniejszych rzeczy, które w ogóle ludzkość wymyśliła. Trudno znaleźć coś podobnego do tego, co robili Aztekowie składający swym bóstw tysiące ofiar ludzkich w ofierze, wycinający serca żywym. Chyba tylko małoazjatycki kult Baala mógł się równać z obrzędami azteckimi. I teraz co robi Kościół katolicki? Wprowadza do liturgii jakieś obrzędy przedchrześcijańskie, na razie z religii Majów, a za chwilę może Azteków?

W chwili, kiedy rozmawiamy jeszcze nie wiadomo w którym kierunku to pójdzie i jaki przybierze kształt, ale wygląda to źle. Przywoływanie bóstw chtonicznych w liturgii chrześcijańskiej… Brrr…

Wie Pan profesor, co jest w tym najbardziej podłe? To, że ludzie, którzy tego bronią powołują się na Sobór Trydencki, który przecież nie wprowadził nowej Mszy Świętej, tylko skodyfikował wszystko, co było do tej pory, a poza tym zezwolił na stosowanie rytów starszych niż 200 lat. No to skoro tutaj to tupanie ma ponad 500 lat, to czemu tego nie dopuścić?

Przypomnę, że Pius XII uznał archeologizm za poważny błąd.

Moim zdaniem nie ma takiego plugastwa, którego się dziś nie popełni, żeby rewolucja w Kościele poszła naprzód. Zawsze znajdzie się jakiegoś papieża sprzed II Soboru Watykańskiego, zawsze znajdzie się jakiś przedsoborowy dokument, zawsze znajdzie się coś, na co moderniści i liberałowie w Kościele powołają się poprzez zafałszowanie, zmanipulowanie etc., żeby na końcu powiedzieć: zobaczcie, tak było w przeszłości…

Archeologizm, czyli te wszystkie uprawiane dzisiaj tak chętnie „paschy” zamiast Mszy Świętej, nawiązania do obrzędów pierwszych chrześcijan, święty Pius XII nazywał nierozsądnymi i nieroztropnymi.

Składanie bochenków chleba na ołtarzu, też jest uzasadnianie, że tak robili pierwsi chrześcijanie. No dobrze, ale wtedy Kościół się dopiero tworzył, nie było jeszcze sprecyzowanej doktryny, nie mówiąc o rycie, czy liturgii. Czy z faktu, że w I wieku po Chrystusie chrześcijanie się spotykali w katakumbach i spożywali posiłek, ma wynikać, że również my mamy przynosić sałatkę cezar do kościoła?

Jest ryt wieczysty. Sobór Trydencki dokonał przeglądu wszystkich rytów i liturgii, i opracował jedną liturgię, mówiąc bardzo wyraźnie na wszystkie warianty: jeżeli ktoś uważa, że… niech będzie wyklęty; jeżeli ktoś się nie zgadza, niech będzie wyklęty etc. I jest to Sobór, który bardzo jasno, precyzyjnie dokonał dzieła, ujął wszystkie swoje postanowienia w księgi soborowe, które później przez władców poszczególnych państw były przyjmowane.

Wymyślanie czegoś, co przez Sobór Trydencki zostało zabronione, podpada pod klątwę po prostu, zgodnie z postanowieniami Soboru Trydenckiego.

Aktualnie klątwa, czy też ekskomunika jest nakładana nie na modernistów, tylko bardziej na wiernych Tradycji, ale to temat na inną dyskusję i mam nadzieję, że kiedyś uda nam się ją przeprowadzić.

Wracając do naszego głównego wątku: może jest tak, że upadek cywilizacji, upadek świata chrześcijańskiego już nastąpił? Imperium Osmańskie przez 100 ostatnich lat swego istnienia było „Imperium w głowach”, a samo mocarstwo już dawno dogorywało. Może z cywilizacją chrześcijańską jest to samo, jest to cywilizacja już „tylko w głowie”.

Zadał mi Pan redaktor strasznie skomplikowało pytanie. Chce Pan, aby moja odpowiedź była szczegółowa, czy ogólna? Szczegółowa powinna mi zająć jedynie pięć, może sześć godzin…

Pozwoli Pan profesor, że spojrzę na zegarek… Mamy 5 minut…

No to odpowiem bardzo ogólnie. Imperium Rzymskie trwało w ludzkich umysłach przez lat kilkaset po jego rzekomym upadku i to we wszystkich aspektach.

Cesarz Otton III w roku 1000 przyjechał do Gniezna, jako cesarz czego?

Świętego Imperium Rzymskiego…

Tak właśnie. W czasach dynastii ottońskiej dodano – choć nieformalnie – do tej nazwy frazę „Narodu Niemieckiego”. Otton przyjechał do Gniezna jako cesarz Świętego Imperium Rzymskiego.

Thietmar jak pisze o Ottonie, to pisze na przykład: „przesunął swoje legiony ze wzgórz w doliny” albo odwrotnie. Nie pisze o oddziałach wojowników niemieckich, pisze o legionach. Pisze o Senacie, pisze o imperatorze, o orłach legionowych… Chrobry używa tytułu Princeps. To jest tytuł rzymski, który trudno w jakikolwiek sposób przetłumaczyć na łacinę średniowieczną, czy na średniowieczną strukturę władzy, bo w średniowiecznej strukturze władzy po prostu czegoś takiego nie było.

Więc to Imperium trwa. Łacina była językiem, którym się wszyscy posługiwali. Wszyscy płacili denarami, wszyscy posługiwali się prawem rzymskim, wszyscy maszerowali rzymskimi drogami. Wszyscy modlili się w kościołach wybudowanych przez Rzymian, na których szczytach zatknięto krzyże.

To Imperium trwało! Ono się zmieniło. Stało się imperium chrześcijańskim, ale to nadal był Rzym.

Więc pytanie, czy Rzym upadł, czy trwał?

I tak samo można sobie zadać pytanie, czy jeżeli ludzie wierzą w Jezusa Chrystusa, Boga i człowieka, który umarł na Krzyżu za człowieka, to czy chrześcijaństwo upada, czy istnieje?

Jeżeli patrzymy na kardynała Fernandeza, możemy powiedzieć, że tak, chrześcijaństwo upadło. Jeśli spojrzymy na tych, którzy wprowadzają tupanie do liturgii również możemy powiedzieć, że chrześcijaństwo upadło. Ale ludzie wciąż wierzą… Niestety są oni zwodzeni na manowce, ponieważ nie są biegli w doktrynie.

Teologia to bardzo trudna nauka, dzieląca się w dodatku jeszcze na całe mnóstwo działów. Wierni nie są teologami. Wierni ufają kapłanom, a to kapłani sprowadzają wiernych na manowce. Niektórzy w dobrej woli, myśląc, że skoro mądrzy hierarchowie tam w Watykanie coś takiego wymyślili, to znaczy, że jest to dobre… Jeżeli Sobór coś postanowił, to chyba to jest dobre, prawda?

A tymczasem bywa różnie…

Ja myślę, że wciąż jeszcze pełne kościoły ludzi świadczą o tym, że tam gdzie powinien być, to tam Chrystus jest: w ludzkich tęsknotach, nadziejach, pobożności czy chociażby wierności obyczajom ojców, dziadów, przodków. To znaczy, że chrześcijaństwo istnieje. Natomiast znacznie poważniejszy problem pojawia się, jeżeli zaczniemy się zastanawiać nad innymi aspektami cywilizacji. Wiara w ludziach jest. Niestety często jest sprowadzana na manowce przez pasterzy. Owieczki błądzą, kiedy pasterze błądzą. Owieczki idą bowiem za pasterzem. Nie bez przyczyny właśnie taką przypowieść Chrystus opowiadał. Zresztą Chrystus powiedział bardzo wyraźnie: uderz w pasterza, a owce się rozproszą.

Więc dlaczego ci, którzy walczą z Kościołem uderzają w księży? Po to, żeby owce się rozproszyły. Po to, żeby wierni byli zdezorientowani. Żeby nie wiedzieli komu wierzyć, w co wierzyć, jak wierzyć. Ale ludzie chcą wierzyć. I to jest wciąż jeszcze wielka szansa i nadzieja, że może się uda. Ale to znowu jest temat na zupełnie inną rozmowę.

Wracając do Pana pytania: nie da się przeprowadzić prostej granicy między „głowami” a „budynkami”. To jest znacznie bardziej skomplikowane. W głowach ludzie często mają miszmasz, bałagan, chaos, dezorientację.

Ludzie chcą, tylko nie wiedzą jak. Albo myślą, że to co robią jest… O właśnie, tu powinno paść te słowa, od których powinniśmy zacząć i wokół których właściwie krążymy… Chodzi o „wartości absolutne”.

Walka z cywilizacją chrześcijańską przede wszystkim jest walką z wartościami i to wartościami absolutnymi. Nie ma ich wiele: prawda, dobro i piękno. To są trzy wartości absolutne. I to z nimi trwa walka.

Właściwie każdemu z tych pojęć powinniśmy poświęcić jakby osobny rozdział, bo są to pojęcia absolutne, tak jak Bóg jest Absolutem. Tak samo te pojęcia się łączą z Bogiem.

Chrystus mówi wyraźnie: „Ja jestem prawdą”. Więc walka z prawdą jest w gruncie rzeczy walką z Bogiem.

A co się ludziom wciska do głów? Całe mnóstwo ludzi powtarza jakieś bzdurne slogany typu, prawda leży po środku. Ja najczęściej słyszałem ten zwrot przy okazji spotkań poświęconych powojennemu podziemiu antykomunistycznemu. Zawsze na takim spotkaniu trafił się ktoś mówiący: Kto miał rację, to nie wiadomo, bo prawda leży pośrodku”. No i wtedy ja pytałem: czy naprawdę sądzi pani, pan, że prawda leży między wylotem lufy pistoletu kata, a karkiem wiernego Polsce żołnierza? Bo tam jest ten środek… między wylotem lufy a potylicą. Czy tam jest prawda? No i wtedy najczęściej była konsternacja.

I możemy równie płynnie tutaj podejść do drugiego pojęcia, czyli do dobra. Jeżeli dziewięćdziesięciu dziewięciu opowie się po stronie zła, a tylko jeden po stronie dobra, czy będzie to znaczyć, że zło stało się dobrem? Nie! I odwrotnie!

Dobro jest po prostu dobrem, niezależnie od tego, co mówią sondaże. Proszę zwrócić uwagę:  bardzo usilnie forsuje się pomysł referendum w sprawie tzw. aborcji. No ale cóż to będzie znaczyć? Że jeśli większość poprze zło, to wówczas to zło stanie się dobrem? To przecież tak nie działa…

I tutaj wracamy, Panie profesorze, to problemu pasterzy i owiec. W roku 2023 kardynał Matteo Zuppi stwierdził w wywiadzie, że ustawy 194 [zezwalającej na tzw. aborcję we Włoszech]” nie można dotykać” i że stanowi ona „ważne świeckie prawo”… 

Kiedyś Kościół stał na stanowisku bardzo mądrym i słusznym, że żadna władza świecka nie może ingerować w prawa przyrodzone, w prawa naturalne, ponieważ one nie podlegają prawu stanowionemu. Dlatego mówimy o prawo naturalnym i prawie stanowionym, to są w znacznej części odrębne sfery. Na tym polega nasz związek z cywilizacją rzymską.

Rzymianie też mieli dwie sfery, IUS i LEX. LEX, czyli prawo stanowione i IUS, czyli to prawo naturalne, wynikające z wartości absolutnych.

W latach 30. na KUL-u pracował jeden z najmłodszych profesorów prawa w historii Polski, czyli profesor Czesław Martyniak. I on sformułował takie stwierdzenie, że nic co moralnie naganne nie powinno być prawnie dozwolone. W przepiękny sposób połączył prawo naturalne z prawem stanowionym, moralność i prawo.

Prawo stanowione nie może być sprzeczne z prawem moralnym, nie może dopuszczać zła, nie może zabraniać dobra. Oczywiście, ta historia ma smutny epilog: kiedy do Polski wkroczyli niemieccy Kulturträgerzy w roku 1939, to profesora Martyniaka rozstrzelali w Wigilię Bożego Narodzenia 1939 roku. Można powiedzieć, że w ten oto obrazowy sposób cywilizacja zła zwyciężyła.

Profesor Martyniak przegrał, leży w grobie, a ci, którzy go zabili, zdaniem niektórych polityków powinni wyznaczać kierunek rozwoju Europy. Ale to on miał rację! Nie ma znaczenia, że on zginął, a ci, którzy go zabili, być może wojnę przeżyli. Prawda nie przeszła na ich stronę! Prawda po prostu jednocześnie i została pogrzebana w tym samym grobie razem z profesorem Martyniakiem, i jest wciąż żywa.

Bo on mówił prawdę.

Nie da się prawdy ustalić w drodze referendum, głosowania, ani tym bardziej w drodze jakiegokolwiek sondażu. To jest sprzeczne z fundamentami naszej cywilizacji.

Jest zbrodnią wobec cywilizacji ludzkiej, naszej, rzymsko-łacińskiej, separowanie prawa od moralności.

Ta rozmowa jest częścią cyklu PCh24 pt. „Miejsca ginącej cywilizacji”. Będziemy rozmawiać m. in. o opactwie Cluny, świątyni Hagia Sophia, opactwie Canterbury i innych miejscach, które na pierwszy rzut oka przegrały z rewolucją, ale nadal „istnieją w głowach” niczym Cesarstwo Rzymskie. Co Pana zdaniem musiałoby się stać, aby wybuchła katolicka kontrrewolucja, aby zatrzymać te wszystkie szaleństwa, o których rozmawialiśmy i pokazać światu Chrystusa na nowo, ale ortodoksyjnie?

Pokazywać Chrystusa na nowo próbował – i niestety wciąż próbuje – Kościół posoborowy. I tak się w tej koncepcji zapędza, że odrywa się od skały, na której powinien stać niewzruszenie. Najważniejszym zadaniem Kościoła jest nieustannie aktualizować Ofiarę Chrystusa, uzmysławiać wiernym, że Zbawiciel jest z nimi w każdej godnie odprawionej Mszy Świętej, która winna kończyć się zapewnieniem, że możemy iść spokojnie, bo Ofiara za nas i za cały świat właśnie została spełniona.

Przeraża mnie coraz częstsze udzielanie Komunii w milczeniu. A przecież powinny padać – jak padały przez tysiąclecia i jak padają w rycie nadzwyczajnym – słowa nadziei Corpus Domini nostri Iesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam – Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niech strzeże duszy twojej na żywot wieczny.

W tym niepewnym i zmiennym świecie jest jedna rzecz niezmienna i pewna: miłość Boga do ludzi i Jego obietnica. Ludzie pewni Bożej obietnicy zbawienia byli w stanie przetrwać kryzysy światowe: upadek – czy raczej metamorfozy – imperium rzymskiego, chaos polityczny wieków ciemnych, konfrontację z imperializmem islamskim, destrukcję reformacji. Kościół i wiara w zbawczą Ofiarę Chrystusa mogłyby być i powinny być również remedium na współczesny kryzys naszej kultury i cywilizacji. Jak mówią słowa hymnu Veni Creator Spiritus:  

Nieprzyjaciela odpędź w dal,
I Twym pokojem obdarz wraz,
Niech w drodze za przewodem Twym
Miniemy zło, co kusi nas.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

Rosja obwinia W. Brytanię za ataki dronów na swoje lotniska

Rosja obwinia Brytanię za ataki dronów na swoje lotniska

Ambasador Rosji w Brytanii Andriej Kelin oskarżył Wielką Brytanię, twierdząc, że Ukraina musiała otrzymać pomoc w niedawnych atakach dronów.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 7

Oskarżając Brytanię o odegranie głównej roli w tajnej operacji poprzez dostarczanie informacji wywiadowczych, Kelin ostrzegł, że ataki Ukrainy grożą eskalacją konfliktu do „III wojny światowej”

W wywiadzie dla Sky News powiedział, że działania Ukrainy „sprowadzają konflikt na inny poziom eskalacji” i ostrzegł, że Kijów „nie powinien próbować wciągać w III wojnę światową”.

Sky News podaje: Ponad sto ukraińskich dronów zostało rozmieszczonych na terenie Rosji w ciągu weekendu, niszcząc ponad 40 samolotów bojowych w ataku, który Wołodymyr Zełenski powiedział, że „bez wątpienia przejdzie do historii” .

Ambasador Kelin oskarżył Brytanię, mówiąc, że Ukraina musiała brać udział w atakach.

„[Tego] rodzaju atak obejmuje oczywiście dostarczanie bardzo zaawansowanej technologii, tak zwanych danych geoprzestrzennych, co może być wykonane tylko przez tych, którzy je posiadają. A to jest Londyn i Waszyngton” – powiedział.

„Nie wierzę, że Ameryka [jest w to zaangażowana], prezydent Trump zdecydowanie temu zaprzeczył, ale Londyn nie zaprzeczył.

„Doskonale wiemy, jak bardzo zaangażowany jest Londyn, jak głęboko zaangażowane są siły brytyjskie we współpracę z Ukrainą”.

W środę Donald Trump powiedział, że Władimir Putin powiedział mu „bardzo stanowczo” , że Rosja „będzie musiała odpowiedzieć na niedawny atak na lotniska”.

O roli Prezydenta-Elekta w obecnej sytuacji

Michalkiewicz o

„nowoczesnej Generalnej Guberni”.

Wskazał na rolę Nawrockiego

7.06.2025 michalkiewicz-o-nowoczesnej-generalnej-guberni-rola-nawrockiego

Stanisław Michalkiewicz ocenił, co może dziać się w najbliższych tygodniach w naszym kraju. Odniósł się do sytuacji rządu po przegranych przez kandydata Koalicji Obywatelskiej Rafała Trzaskowskiego wyborach prezydenckich.

W kolejnym tygodniu w Sejmie ma się odbyć głosowanie nad wotum zaufania dla rządu Donalda Tuska. Koalicja jednak pęka w szwach i daje się słyszeć głosy wzywające do wymiany premiera.

– Zawsze jest tak, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą – przypomniał w rozmowie z DoRzeczy Michalkiewicz.

– W tej chwili w koalicji trwa, można powiedzieć, próba ustalenia „ojcostwa” porażki Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich. Jednym z głównych kandydatów do tej roli jest Donald Tusk, który niełatwo może się od tej odpowiedzialności uchylić. Tym bardziej że niektórzy koalicjanci, i to nie tylko z PSL-u, wprost domagają się jego dymisji – dodał.

W ocenie publicysty „w szczególnie trudnej sytuacji” jest PSL. Przypomniał, że „Władysław Kosiniak-Kamysz po pierwszej turze wyborów bezwarunkowo poparł Rafała Trzaskowskiego”.

– Tymczasem po drugiej turze okazało się, że aż 80 proc. mieszkańców wsi zagłosowało na Karola Nawrockiego. To rodzi pytanie: kogo właściwie reprezentują obecne władze PSL-u? Skoro nie rolników, ani mieszkańców wsi, to kogo? – zaznaczył.

– Nie wykluczam, że w związku z tym fermentem – nie tylko w PSL-u, ale też po stronie Lewicy – termin głosowania wotum zaufania może zostać ponownie przesunięty. Już raz to się wydarzyło, na wniosek Szymona Hołowni po rozmowie z Donaldem Tuskiem. Może się okazać, że po prostu nie znajdzie się odpowiednia większość, by to wotum przeszło – skwitował.

Michalkiewicz odniósł się także do pytania o możliwe scenariusze współpracy między rządem a nowym prezydentem Karolem Nawrockim. – Jeszcze nie wiadomo, co się wyłoni z tej fermentacji w koalicji rządzącej. Czy pojawi się jakieś „młode wino”, czy raczej stary ocet? Karol Nawrocki nie został jeszcze zaprzysiężony – nadal urzęduje prezydent Andrzej Duda, który, jak sam powiedział po rozmowie z Nawrockim, próbował go „przekabacić” na, że tak powiem, sługę narodu ukraińskiego. Nie wiadomo, z jakim skutkiem. Z pewnością będą podejmowane rozmaite próby wpływu na prezydenta elekta – wskazał.

Jak podkreślił, zarówno Duda jak i Nawrocki są „wynalazkami” Jarosława Kaczyńskiego. Teraz politolodzy zachodzą w głowę, „czy i kiedy Karol Nawrocki «zerwie się ze smyczy?»”.

– Problem w tym, że nie ma on własnego zaplecza politycznego. Gdyby próbował się uniezależnić zbyt szybko, odciąłby się od jedynego źródła politycznego tlenu. Moim zdaniem, Nawrocki może próbować stopniowo luzować tę smycz, ale całkowicie się jej nie pozbędzie. Nie wiążę z nim nadziei na samodzielną, silną prezydenturę – ocenił

– Może natomiast próbować blokować działania rządu, Donalda Tuska lub ewentualnie innego, przy użyciu dostępnych, legalnych środków – dodał.

– Prawda jest taka, że obecnie nie bardzo możemy coś zrobić, by odwrócić ześlizg Polski w kierunku – nazwijmy to nowoczesnej Generalnej Guberni. Jedyne, na co możemy liczyć, to że prezydent elekt Karol Nawrocki uniemożliwi Donaldowi Tuskowi – lub komukolwiek z jego otoczenia – podejmowanie działań nielegalnych. I w tym sensie mam nadzieję, że przynajmniej w tym zakresie odegra on istotną rolę – skwitował Michalkiewicz.

Węgry zakazały wywieszania flag LGBT na urzędach państwowych

Węgry zakazują wywieszania flag LGBT na urzędach

6 June 2025 Damian Drozd

Węgierski rząd wydał dekret zakazujący eksponowania flag LGBT na budynkach instytucji państwowych. Władze uzasadniają decyzję koniecznością ochrony dzieci oraz ograniczeniem propagandy LGBT w przestrzeni publicznej.

5 czerwca 2025 r. węgierski rząd opublikował rozporządzenie zakazujące „umieszczania symboli odnoszących się do orientacji seksualnych i tożsamości płciowych” na budynkach instytucji państwowych. Rozporządzenie weszło w życie z dniem publikacji.

Przepisy obejmują budynki należące do instytucji rządowych, spółek z większościowym udziałem Skarbu Państwa, Narodowego Banku Węgier oraz szkół publicznych.

Wyłączone z regulacji pozostają nieruchomości należące do władz lokalnych i samorządów.

Jak podkreślono w uzasadnieniu rozporządzenia, jego celem jest „zapewnienie ochrony i prawidłowej opieki niezbędnej dla rozwoju fizycznego, psychicznego i moralnego dzieci” oraz powstrzymanie „propagandy LGBT ”.

Ustawa weszła w życie w symbolicznym momencie, w tym czasie rozpoczyna się 30. edycja festiwalu LGBT Budapest Pride. W reakcji na decyzję władz centralnych burmistrz Budapesztu, Gergely Karácsony, opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie ratusza z wywieszoną flagą tęczową. „Węgry to nie to samo co rząd i Budapeszt nie jest tożsamy z rządem. Festiwal Budapest Pride jest świętem wolności nas wszystkich” – napisał.

Węgierski rząd przyznał, że zakaz ma charakter przede wszystkim symboliczny, ponieważ wywieszanie takich flag na budynkach rządowych nie było dotąd powszechną praktyką. Rozporządzenie wpisuje się jednak w szerszy kontekst działań legislacyjnych podejmowanych przez rząd Viktora Orbána.

W 2010 r. węgierski parlament uchwalił ustawę o ochronie dzieci, która zakazuje propagandy seksualnej skierowanej do dzieci poniżej 18 roku życia, promowania i przedstawiania homoseksualizmu lub zmiany płci w mediach, edukacji i reklamie.

W 2020 r. Zgromadzenie Narodowe odrzuciło ratyfikację konwencji stambulskiej. Z kolei w grudniu 2023 r. powołano Urząd Ochrony Suwerenności, którego zadaniem jest przeciwdziałanie zewnętrznym wpływom politycznym.

W połowie marca br. parlament Węgier przyjął nowelizację ustawy o zgromadzeniach,  która w praktyce uniemożliwia organizację parad LGBT. Przepisy przewidują możliwość nakładania grzywien na organizatorów wydarzeń, które „przedstawiają lub promują” homoseksualizm w obecności osób poniżej 18. roku życia. Kilka dni temu węgierska policja odrzuciła wniosek o zgodę na zorganizowanie pod koniec czerwca marszu LGBT w Budapeszcie. Mimo to organizatorzy zapowiedzieli jego przeprowadzenie.

Karol Nawrocki odpowiada na groźby niemieckiego europosła: Polska nie podda się szantażowi

Karol Nawrocki odpowiada na groźby niemieckiego europosła: Polska nie podda się szantażowi

– Polska nie jest państwem, które za szantaż finansowy będzie posłuszna wobec linii jakiegokolwiek innego państwa – oznajmił nowo wybrany prezydent Karol Nawrocki w rozmowie z Telewizją Republika. Odniósł się w ten sposób do gróźb niemieckiego europosła w sprawie środków europejskich.

Autor: Mateusz Święcicki nawrocki-odpowiada-na-grozby-niemieckiego-europosla

Moritz Körner@fdp_nrw – x.com Moritz Körner

Wotum zaufania, które Polska otrzymała po wyborach parlamentarnych, wyczerpało się. Okres karencji w rozwiązywaniu problemów z praworządnością w Polsce dobiegł końca. Rząd polski musi teraz uchwalić wszystkie ustawy, które przywrócą rządy prawa w Polsce. Jeśli nowo wybrany prezydent zbojkotuje niezbędne reformy praworządności swoim wetem, UE będzie musiała ponownie zamrozić fundusze dla Polski – stwierdził po zwycięstwie Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich niemiecki europoseł Moritz Koerner.

W czwartek wieczorem w rozmowie z Telewizją Republika do tych słów odniósł się prezydent-elekt.– Jeśli wydaje się panu europosłowi, że będzie stosował wobec dumnego narodu z ponad tysiącletnią tradycją, wobec prezydenta wybranego przez Polaków szantaż finansowy, czy ekonomiczny to się pomylił – powiedział.

My mamy prawo do tego, aby decydować o przyszłości polskiej, partnerskie relacje budować z Niemcami, w których musi wybrzmiewać, że chcemy rozwiązać sprawę reparacji wojennych, mamy prawo do tego, żeby pomimo dobrych relacji handlowych i finansowych z Niemcami dbać o naszą zachodnią granicę, żeby nie zalewali nas nielegalni imigranci”.

I dodał: „Myślę, że ten polityk – nie wiem ilu jest takich w Niemczech – powinni przyzwyczaić się do tego, że oto Polska jest niepodległym państwem, nie ma w sobie kompleksu i będzie rozwijała się pomimo tego typu słów„.

Odnosząc się do tego, iż w przeszłości UE blokowała środki Polsce, oznajmił, że nie obawia się tego, iż w kampanii wyborczej również stosowano wobec niego szantaż finansowy.

– W wewnętrznym sporze udało się bez pieniędzy, bez środków finansowych, bez subwencji niewypłaconej bezprawnie partii, która mnie popierała Prawu i Sprawiedliwości, wygrać wybory prezydenckie. Tym samym, gdy słyszę szantaż finansowy jednego z europosłów myślę, że ma do przepracowania pewne tematy ze stosunków międzynarodowych – .

Polska nie jest państwem, które za szantaż finansowy będzie posłuszna wobec linii jakiegokolwiek innego państwa. My jesteśmy sąsiadami. Chcemy budować partnerskie relacje i z tego, co wiem, to jest ta sama Unia Europejska, która w zakresie praworządności nie odezwała się ani razu w ciągu sześciu miesięcy nierównej często i niezgodnej momentami z prawem kampanii wyborczej”

– podkreślił.

Rząd Meloni: Bunty migrantów i blokady dróg to poważne przestępstwa

Rząd Meloni robi swoje.

„Dekret o bezpieczeństwie” zatwierdzony.

Bunty migrantów i blokady dróg

to poważne przestępstwa

6.06.2025 rzad-meloni-bunty-migrantow-i-blokada-drog-to-powazne-przestepstwa

Giorgia Meloni. Foto: PAP/EPA
Giorgia Meloni. Foto: PAP/EPA

Włoski Decreto Sicurezza czyli dekret o bezpieczeństwie został zatwierdzony przez Senat. Ustanawia m.in. 14 nowych przestępstw, 9 zaostrzeń kar oraz szereg środków mających na celu zwiększenie bezpieczeństwa publicznego, ochronę funkcjonariuszy służb oraz walkę z przestępczością zorganizowaną.

Premier Giorgia Meloni napisała z tej okazji, że „Ostateczne zatwierdzenie Dekretu Bezpieczeństwa przez Senat oznacza, że ​​Rząd podejmuje decydujący krok w celu wzmocnienia ochrony obywateli, grup najbardziej narażonych oraz żołnierzy. Z determinacją walczymy z nielegalnymi okupacjami domów, przyspieszamy eksmisje i chronimy rodziny, osoby starsze i uczciwych właścicieli, którzy zbyt często są pozostawieni samym sobie w obliczu nie do zniesienia niesprawiedliwości”. Dodała: „Legalność i bezpieczeństwo są filarami wolności. I będziemy ich bronić z determinacją”.

Opozycja mówi o „łamaniu praw człowieka”. Media lewicowe skrytykowały Dekret Bezpieczeństwa 2025, nazywając go zbyt represyjnym. Zaalarmowano też agendy ONZ i UE, które twierdzą, że dekret „zagraża wolności słowa i prawom człowieka”

Główne punkty dekretu to walka z plagą nielegalnego zajmowania okupacji domów i mieszkań przez „dzikich lokatorów”. Za taką okupację będzie teraz groziło do 7 lat więzienia, a policja będzie mogła eksmitować dzikich lokatorów bez nakazu sądowego.

Jest też wsparcie dla służb mundurowych. Funkcjonariusze mogą nosić prywatną broń bez zezwolenia poza służbą, spowodowanie obrażeń funkcjonariusza podczas służby będzie kwalifikowane jako przestępstwo. Zaostrzono też kary za przemoc, opór lub zniewagi wobec funkcjonariuszy.

Dekret ustanawia, że za bunty w więzieniach i ośrodkach dla migrantów będzie kara od 1 do 5 lat więzienia. Nielegalne blokady dróg to już nie wykroczenie, a przestępstwo zagrożone karą do 2 lat więzienia, jeśli blokada jest przeprowadzona w sposób zorganizowany przez jakąś grupę.

Dekret zaostrza walkę z terroryzmem, lichwiarskimi pożyczkami, wprowadza dodatkowe kary za oszustwa wobec seniorów, i odnosi się także do migracji. Ci będą musieli okazywać np. pozwolenia na pobyt przy zakupie karty SIM do telefonu.

Rosja zaatakowała krytyczną infrastrukturę Ukrainy

Rosja zaatakowała

wczoraj wieczorem

krytyczną infrastrukturę Ukrainy

Wczoraj wieczorem Rosja zaatakowała szereg ważnych obiektów infrastrukturalnych na Ukrainie, poinformował kanał Telegram Mash.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 6

„Wstępnie, Kijowska TPP-5 została uszkodzona. To najpotężniejsza elektrownia cieplna w okolicy” – podaje kanał.

Mash cytuje oświadczenie szefa Wojskowej Administracji Miejskiej w Kijowie, który poinformował, że w niektórych dzielnicach na lewym brzegu Kijowa możliwe są przerwy w dostawie prądu.

Ponadto ukraińskie kanały piszą o eksplozjach w Czernihowie, Sumach i Odessie.

Jednocześnie 4 czerwca rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało o atakach na koncentracje personelu i sprzętu Sił Zbrojnych Ukrainy w obwodzie sumskim. W raporcie stwierdzono, że jednostki dwóch brygad zmechanizowanych, brygady czołgów, brygady desantowej, brygady Jaeger, brygady obrony wybrzeża, pułku desantowego, dwóch pułków szturmowych, a także jednostki centrum sił specjalnych GUR w rejonach miejscowości Iskrikivschina, Petrushevka, Sadki, Yunakovka, Novaya Sich, Pisarevka, Choteni, Pavlovka i Velykyi Prikol zostały pokonane.

Wcześniej ujawniono, że podczas ostatniej rozmowy telefonicznej prezydentów Rosji i Stanów Zjednoczonych, Władimira Putina i Donalda Trumpa, rosyjski przywódca powiedział, że akty terrorystyczne przeprowadzone przez Ukrainę przeciwko celom cywilnym w Rosji nie pozostaną bez odpowiedzi. Według Trumpa próbował on odwieść Putina od tego, ale prezydent Rosji pozostał stanowczy w swoim zdaniu.

Prezydent Rosji powiedział później również, że nie da się negocjować pokoju z państwem, które obrało ścieżkę terroryzmu. Według wielu rosyjskich ekspertów i dziennikarzy Ukraina przekroczyła czerwoną linię i przeszła teraz do aktywnych działań terrorystycznych, które doprowadzą do rozszerzenia tego konfliktu zbrojnego.

Friday Funnies: Celebrity Boxing: Presidential style

Friday Funnies: Celebrity Boxing:

Presidential style

ROBERT W MALONE MD, MS JUN 6
 
READ IN APP
 











Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.

Upgrade to paid



Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share









As I wrote about California’s reparations efforts a couple of years back and put out a warning – reparations are coming. First, California and then the movement is spreading to other blue states, as they follow suit.

Here is an update:

Funding for Reparations Initiatives in California: The 2024-2025 state budget allocates up to $12 million for reparations-related efforts. Some of this money will be used to establish an agency to oversee future (direct) reparations.

Here is the thing about creating new bureaucracies – once they are set up, they become leviathans. 

Expect big tax increases in Californian’s future.



True Story:

“Turns out I’m really good at killing people. Didn’t know that was gonna be a strong suit of mine.” 

-Barack Obama, reflecting on his Middle East Drone operations



For those living under a rock, who haven’t been following the break-up of Elon and Musk – the summary posts in the two images below pretty much sum up everything…







This whole X thread by Ron Coleman is pretty darn funny!



This is gloriously funny, commonsense advice – for everyone.


Fałszywe kazania Leona XIV. Obejrzały i usłyszały to-to miliony

Fałszywe kazania Leona XIV.

Te nagrania obejrzały miliony

6.06.2025 nczas/falszywe-kazania-leona-xiv-te-nagrania-obejrzaly-miliony

papiez leon xiv
Papież Leon XIV / fot. YT / Vatican News – English

Setki wygenerowanych przez sztuczną inteligencję fałszywych kazań papieża Leona XIV trafiło do internetu; obejrzały je miliony osób – poinformowała agencja Ansa. Jak dodała, platformy, na których pojawiły się takie sfabrykowane nagrania, usunęły już wiele z nich.

Blisko miesiąc po wyborze papieża materiały stworzone przy użyciu AI zalewają, jak zaznaczono, YouTube i TikToka. Trafiły tam setki rzekomych kazań i przemówień Leona XIV po angielsku i hiszpańsku.

Emerytowany profesor Uniwersytetu Waszyngtońskiego Oren Etzioni, założyciel organizacji TrueMedia.org, walczącej ze zjawiskiem tzw. deepfake, wyjaśnił: „Panuje naturalne zainteresowanie tym, co nowy papież ma do powiedzenia, bo ludzie nie znają dotąd jego poglądów i jego stylu. To doskonała okazja do tego, by siać zamęt poprzez dezinformację wygenerowaną przez sztuczną inteligencję”.

Po tym, gdy platforma YouTube została zawiadomiona o 26 kanałach, na których publikowano fałszywe nagrania, zamknęła 16 z nich za naruszenie przepisów i wprowadzanie odbiorców w błąd.

Również TikTok, gdzie krążyły takie wideo, usunął te materiały.

Wcześniej jednak, jak podkreśliła Ansa, zobaczyły je miliony osób.

=======================

Szkoda, że nie podają jakie „poglądy” mu wciskają. Widzielibyśmy autorów M. Dakowski

Ronin, to samuraj, który stracił swojego pana. Wygląda na to, że takim roninem będzie Europa.

Ronin

Marucha w dniu 2025-06-05 https://marucha.wordpress.com/2025/06/05/ronin/

Ronin, to w dawnej Japonii samuraj, który stracił swojego pana. Wygląda na to, że takim roninem będzie Europa.

Thierry Meyssan w swoim kolejnym i jak zwykle szalenie ciekawym artykule przewiduje kolejne posunięcia Donalda Trumpa. Podobnie jak Gilbert Doctorow spodziewa się on pozostawienia Europy samej sobie. A to może się zakończyć rozpadem nie tylko Unii Europejskiej, ale także NATO.

*** Początek tłumaczenia ***

Donald Trump oddziela Stany Zjednoczone od Unii Europejskiej

autor: Thierry Meyssan

W przeciwieństwie do tego, co myśleliśmy w 1991 roku, upadek „amerykańskiego imperium” nie będzie przypominał upadku ZSRR. Zachodnioeuropejscy sojusznicy Waszyngtonu zamierzają je utrwalić, z ich przywódcą lub bez niego. Wynika z tego, że prezydent Donald Trump porzuci ich na polu bitwy.

Po oddzieleniu Stanów Zjednoczonych od „rewizjonistycznych syjonistów” rządzących w Izraelu, prezydent Trump oddziela je od NATO i Unii Europejskiej: nie chce już, aby jego kraj miał cokolwiek wspólnego z „amerykańskim imperium” i jego spadkobiercami, ukraińskimi „integralnymi nacjonalistami”.

Po oddzieleniu Stanów Zjednoczonych od Izraela [1], Donald Trump zaczął oddzielać je od Unii Europejskiej. Podobnie jak w przypadku Izraela, najpierw sprawiał wrażenie, że pozostawia członkom UE i Wielkiej Brytanii carte blanche, a następnie zaczął się izolować.

Przypomnijmy: prezydent Trump przekonał zachodnich przywódców, że mogą samodzielnie walczyć z Rosją na Ukrainie. Na licznych spotkaniach w Paryżu, Londynie i Kijowie przywódcy UE i Wielkiej Brytanii próbowali ogłosić, że wspólnie zapewnią bezpieczeństwo kontynentu w obliczu niebezpieczeństwa „rosyjskiej inwazji”. Przewidywali umieszczenie wszystkich swoich krajów pod brytyjskim i francuskim parasolem nuklearnym, a nie pod parasolem Stanów Zjednoczonych. Przewidywali wojnę kontynentalną przeciwko Rosji i reorganizację sojuszy wokół Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Polski.

A potem: nic. Stany Zjednoczone zawiesiły koordynację z UE [2]. Nie konsultują już ze sobą jednostronnych środków przymusu podejmowanych wobec Rosji. Siedemnasty pakiet unijnych „sankcji” był ostatnim uzgodnionym w Brukseli z Waszyngtonem. Osiemnasty będzie samodzielnym. Ogłoszono, że będzie większy niż kiedykolwiek, ale bez Stanów Zjednoczonych jest już skazany na porażkę.

W ramach Rady Europy Stany Zjednoczone obserwują przygotowania „międzynarodowego trybunału karnego do osądzenia rosyjskich zbrodni na Ukrainie”, ale trzymają się od tego z daleka [3]. Ich zdaniem taki trybunał nie ma sensu. Trybunały karne w Norymberdze i Tokio powstały po zwycięstwie aliantów nad nazizmem, ale ten przewiduje zwycięstwo nad Rosją ukraińskich „integralnych nacjonalistów”, którzy kolaborowali z nazistami. Nie został on zatwierdzony przez Organizację Narodów Zjednoczonych i nie ma na to szans, biorąc pod uwagę rosyjskie prawo weta.

Dziś Wielka Brytania i UE muszą stawić czoła faktom. Nie mają środków militarnych do realizacji swojej polityki. Zamknęły się w swoich sprzecznościach, potępiając ukraińskie ofiary wśród ludności cywilnej, będące skutkiem rosyjskiej specjalnej operacji wojskowej, jednocześnie wyrażając zadowolenie ze znacznie większych palestyńskich ofiar wśród ludności cywilnej spowodowanych izraelską wojną z Hamasem. Zdystansowały się od Stanów Zjednoczonych, które nie są przez nich traktowane poważnie.

Pozostała im jeszcze jedna broń: konfiskata rosyjskich aktywów, które już zamrozili. Umożliwiłoby im to odbudowę Ukrainy bez konieczności płacenia za nią. Ale konfiskata aktywów z powodów politycznych jest naruszeniem praw własności. Taka decyzja byłaby nieodwracalna. Jest to możliwe tylko w czasie wojny. Konfiskata tych aktywów oznacza zatem wypowiedzenie wojny wrogowi kilkakrotnie potężniejszemu niż Wielka Brytania i UE razem wzięte.

Pomijając fakt, że ich armie nie wytrzymałyby dwóch dni w wojnie z Rosją, UE przestraszyłaby wszystkich swoich partnerów na całym świecie: jeśli możliwe jest skonfiskowanie rosyjskich aktywów, dlaczego Bruksela miałaby na tym poprzestać i nie skonfiskować również aktywów państw, które nie potępiły Rosji?

Postawmy sprawę jasno. Prezydent Donald Trump ogłosił, że od teraz będzie wymagał od wszystkich sojuszników przeznaczania 5% ich PKB na wydatki wojskowe. Ponieważ jest to niemożliwe do osiągnięcia – oznacza to podwojenie wydatków – wyjście Stanów Zjednoczonych ze zintegrowanego dowództwa NATO było do przewidzenia.

Jednocześnie prezydent wielokrotnie zapewniał, że Unia Europejska została stworzona, aby zaszkodzić Stanom Zjednoczonym, podczas gdy UE jest cywilnym ramieniem „amerykańskiego imperium”, którego wojskowym ramieniem jest NATO.

Teraz, po ustaleniu, że ani Wielka Brytania, ani UE nie są w stanie rzucić wyzwania „amerykańskiemu imperium”, że ich przywódcy są zależni od „amerykańskiego imperium” ze szkodą dla swoich obywateli i że odmawiają wolności i niezależności, Waszyngton zrywa z nimi wszelkie więzi.

Należy pamiętać, że Donald Trump nie atakuje zachodnich Europejczyków. On po prostu pozwala im dryfować w pogoni za jakąś mrzonką.

Dla tych, którzy tak jak ja przewidywali rozpad NATO i UE od czasu rozpadu Związku Radzieckiego, jest to krok naprzód. Ale dla Brytyjczyków i obywateli Europy jest to katastrofa.

W nadchodzących miesiącach będziemy świadkami pojednania Stanów Zjednoczonych i Rosji. Wszystko, co organizowało nasz sposób myślenia, zostanie wyrzucone na śmietnik historii. Nadszedł czas, aby ludzie Zachodu wymienili swoje elity i przemodelowali swoje społeczeństwa. Są na to zupełnie nieprzygotowani.

Podczas gdy w 1991 roku przewidywaliśmy rozpad „amerykańskiego imperium” na wzór ZSRR, widzimy, że prezydent Donald Trump zamierza zrealizować zupełnie inny scenariusz. Podobnie jak Michaił Gorbaczow, chce przywrócić swój kraj do jego korzeni (Make America Great Again!), ale jego europejscy sojusznicy chcą przedłużyć imperium.

Administracja UE w Brukseli nadal nie zaakceptowała tego kowboja. Mają nadzieję, że zostanie on wkrótce zamordowany lub że przegra wybory w połowie kadencji i zostanie zmuszony do podporządkowania się.

W pewnym sensie stawką jest dziś koniec zimnej wojny, kiedy to służby NATO utrzymywały rządy w Europie Zachodniej. Przywódcy UE, począwszy od Ursuli von der Leyen i Kaji Kallas, są bezpośrednimi potomkami tych tajnych operacji. Są dziećmi „amerykańskiego imperium” i zamierzają je utrzymać.

[1] “Donald Trump Decouples the United States from Israel”, by Thierry Meyssan, Translation Roger Lagassé, Voltaire Network, 13 May 2025.

[2] «Russland-SanktionenEnde der Absprache mit den USA», Florian Flade & Ben Huebl & Joerg Schmitt, Süddeutsche Zeitung, 27. Mai 2025.

[3] Press Release 3526: “The Justice of Victors Who Have Lost”,” Voltaire, International Newsletter – No. 135 – May 30, 2025.

*** Koniec tłumaczenia ***

============================================

W artykule brakuje mi jednego wątku: dlaczego Unii Europejskiej tak potrzebna jest wojna na Ukrainie. Podzielam tu zdanie Państwa Wielomskich, że nie tyle Unii, ile niemieckim elitom ta wojna jest potrzebna do zbudowania europejskiego imperium pod wodzą Niemiec. A brak amerykańskiej kurateli jest im na rękę.

Straszenie „zagrożeniem rosyjską inwazją” jest metodą do budowania wspólnej europejskiej armii, która będzie służyła do ewentualnej pacyfikacji nieposłusznych krajów. Pani Wielomska porównuje dotychczasowe działania Niemiec w ramach Unii do metod, jakimi Prusy doprowadziły do zjednoczenia Niemiec. Podobieństwa są zadziwiające!

https://youtube.com/watch?v=YIbOQJCYol8%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Meyssan ma rację, że czekają nas ciekawe czasy. Ma także rację, że zachodnie kraje będą zmuszone przemodelować swoje społeczeństwa, ale są do tego zupełnie nieprzygotowane. Powiedziałbym raczej: obecnie są nieprzygotowane.

O ile w innych krajach taki proces przemodelowania mogę sobie wyobrazić, to w naszym kraju jest on praktycznie niemożliwy. W naszej 1000-letniej historii jedynie przez krótkie okresy czasu mieliśmy elity, które kierowały się dobrem kraju. Przez większość naszej historii nie mieliśmy silnego państwa. Nie mam tu na myśli siły militarnej, ale siłę i sprawność aparatu państwowego.

Nie mamy tego także w dzisiejszej Rzeczpospolitej. Nie mamy elit, które potrafiłyby zanalizować położenie naszego kraju i wybrać najkorzystniejszą dla nas strategię, a nieliczne jednostki, które próbują to robić, nie są słuchane. Jesteśmy naiwni jak dzieci w naszym rozumieniu polityki. Nie znamy historii własnego kraju i nie rozumiemy, że przez wiele stuleci byliśmy umiejętnie manipulowani, wpychani w niepotrzebne powstania, wojny i bezsensowne sojusze.

[Ależ NIE ! Elity są – ale na razie nie mają dostępu do Głównego Ścieku. Widać je jednak w internecie. Mirosław Dakowski]

Byliśmy szczuci na Rosję, która przez większość czasu nie była dla nas żadnym zagrożeniem. Podobnie jest dzisiaj. Straszy się nas Rosją, ale prawdziwym zagrożeniem są Niemcy i Ukraina! Ale przeciętnemu obywatelowi nikt tego nie wytłumaczy!! To do nikogo nie dociera!! Fakt, wiem to z własnego doświadczenia, że dojście do takich wniosków wymaga ogromu pracy, zdobycia wiedzy, przełamania uprzedzeń i schematów myślowych. To przejście przez dysonans poznawczy.

Jestem przekonany, że w innych krajach europejskich proces przebudowy będzie trudny, ale w końcu się powiedzie, gdyż kraje te mają elity, które są w stanie poprowadzić społeczeństwa przez ten trudny okres. Dla naszego kraju nie widzę najmniejszych szans. Czeka nas katastrofa, która albo nas otrzeźwi, albo zmaże jako kraj i naród z mapy świata.

robertwaterski https://pecuniaolet.wordpress.com

Trzaskowski finansował kampanię na lewo? Jest zawiadomienie do prokuratury

Trzaskowski finansował kampanię na lewo?

Jest zawiadomienie do prokuratury

5.06.2025 https://nczas.info/2025/06/05/trzaskowski-finansowal-kampanie-na-lewo-jest-zawiadomienie-do-prokuratury/

Rafał Trzaskowski. Foto: PAP
Rafał Trzaskowski. Foto: PAP

„Do prokuratury trafią zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa w postaci nielegalnego finansowania kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego” – poinformował portal dorzeczy.pl. Zawiadamiającym jest przedsiębiorca Radosław Tadajewski, a jego pełnomocnikiem mec. Bartosz Lewandowski.

Tadajewski i mec. Lewandowski poinformowali o zawiadomieniu w mediach społecznościowych.

Składam 4 zawiadomienia do prokuratury w związku z: nielegalnym finansowaniem kampanii Koalicji Obywatelskiej w 2023, nielegalnym finansowaniem kampanii Rafała Trzaskowskiego w 2025, kupowaniem głosów oddanych na Rafała Trzaskowskiego przez Romana Szełemeja (członka Platformy Obywatelskiej, Prezydenta Wałbrzycha), nielegalnym finansowaniem kampanii Rafała Trzaskowskiego przez TVP w Likwidacji” – napisał na X Tadajewski.

W rozmowie z dorzeczy.pl powiedział, że kampania prezydencka wzbudziła w nim gniew.

– Przez lata czytałem w Onecie o sobie jako czarnym charakterze. Te same metody zastosowano przeciwko kandydatom konserwatywnym – powiedział Radosław Tadajewski.

– Nie zgadzam się na to. Użyję wszelkich dostępnych obywatelowi Polski narzędzi, aby wyjaśnić wszystkie nieprawidłowości obecnego rządu i jego popleczników w mediach – przekonywał i dodał, że „raport OBWE i zawiadomienia do prokuratury to dopiero początek”.

Ocenił, że „po bezprecedensowej kampanii oszczerstw motywowanych politycznie skierowanych przeciwko Karolowi Nawrockiemu, Sławomirowi Mentzenowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu i całemu obozowi konserwatywnemu czara goryczy się przelała”.

„Przyszła pora na bardziej stanowcze działania. Przyszła pora na ukaranie winnych” – napisał Tadajewski.

„Miejsce przestępców jest w więzieniu, a nie mediach i polityce” – dodał.

„Użyję wszelkich dopuszczalnych przez prawo krajowe i EU środków, swoich kompetencji i zasobów żeby winni opisanych na wstępie przestępstw ponieśli adekwatną karę. Nie zatrzyma tego ani politycznie sterowana prokuratura, ani brudne działania Onet, TVN24 czy TVP w Likwidacji (jak te opisane w raporcie OBWE)” – czytamy.

Zwrócił się też do Adama Bodnara.

„Pomimo tego, że niektóre z zawiadomień mają po kilkaset stron- podeślę Ci kopię do biura. Pewnie będziesz chciał pokazać swoim mocodawcom” – podkreślił Tadajewski.

=====================

Do sprawy odniósł się też pełnomocnik przedsiębiorcy mec. Bartosz Lewandowski.

„W imieniu p. Radka Tadajewskiego kierujemy pierwsze zawiadomienia o możliwości przestępstwa do Prokuratury w związku ze wsparciem kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego, które stanowiły ingerencję w demokratyczny proces wyborczy” – napisał na X prawnik.

Dodał, że „finansowe wsparcie kampanii, przy wykorzystaniu podmiotów zagranicznych, miało miejsce nawet po ujawnieniu tego faktu przez dziennikarzy śledczych”.

„Okazało się, że nie jest to wyjątek i tego rodzaju praktyki miały także miejsce w roku 2023 r. w trakcie wyborów parlamentarnych” – czytamy.

„onadto w wywiadzie udzielonym 30 maja 2025 r. dla TV Wałbrzych oraz w materiale wideo opublikowanym na YouTube, obecny Prezydent Wałbrzycha p. Roman Szełemej należący do partii Platforma Obywatelska zadeklarował, że w razie zwycięstwa Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich, mieszkańcy Wrocławia otrzymają dwa dni darmowego wstępu do Zamku Książ – instytucji zarządzanej przez gminną spółkę miejską, co wskazuje na możliwość popełnienia czynu zabronionego z art. 250a § 2 KK” – twierdził Lewandowski.

„Niedopuszczalne jest bowiem w demokratycznych standardach kampanii wyborczej oferowanie określonych korzyści (np. zwolnień z opłat) w zamian za głosowanie w określony sposób” – podkreślił.

Następnie wskazał, że „zawiadomienie skierowane do Prokuratury będzie również obejmowało wątpliwości dotyczące wsparcia udzielonego przez media publiczne komitetowi wyborczemu Rafała Trzaskowskiego podczas organizacji słynnej debaty w Końskich 11 kwietnia 2025 r.”.

„Wiele wskazuje na to, że koszty tego wydarzenia (w tym koszty np. emisji sygnału) poniosła spółka publiczna, a tym samym działania te można rozpatrywać nie tylko z punktu widzenia przepisów dot. czynów zabronionych z Kodeksu wyborczego, ale także działania na szkodę spółki (art. 296 KK)” – napisał mec. Lewandowski.

Następnie ocenił, że prokuratura powinna „dokładnie i w pełnym zakresie zbadać czy nastąpiła nielegalna ingerencja w proces demokratyczny w Polsce”. Jego zdaniem, „to jest kwestia fundamentalnych zasad funkcjonowania Rzeczypospolitej Polskiej”.

EKSHUMACJI NIE BĘDZIE, bo nie chcą tego Żydzi, Niemcy i Tusk

EKSHUMACJI NIE BĘDZIE, bo nie chcą tego Żydzi, Niemcy i Tusk

Krzysztof Baliński

Zakończone prace ekshumacyjne w dawnej wsi Puźniki to dla nas wszystkich rzecz o niezwykłym ciężarze historycznym. Zrealizowane zostały w bardzo trudnych warunkach, niestabilnej sytuacji w Ukrainie, która od trzech lat broni się przed rosyjską agresją. Ale dla nas wszystkich jest to społeczny, polityczny, dyplomatyczny, ale też psychologiczny przełom, który jest efektem wieloletnich rozmów. Wierzę, że będzie miał kluczowe znaczenie dla dbałości o pamięć historyczną” – ogłosiła Hanna Wróblewska, szefowa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. „Ekshumacje w Puźnikach zakończone. Fundacja ma zamiar wystąpić o zgodę na poszukiwania drugiego dołu” – to słowa Macieja Dancewicza, wiceprezesa Fundacji Wolność i Demokracja, która otrzymała ukraińską zgodę na „ekshumację”.

Nic natomiast o sprawcach mordów i o tym, że wśród ukraińskich żądań warunkujących ekshumację było wyłączenie z identyfikacji niemowląt i małych dzieci, co w sposób oczywisty zmienia znacząco ich liczbę i ukrywa, jak ginęły. Ujawnili za to: „Wielkość wykopu mogiły w Puźnikach, to obwód ok. 13 m. Mogiła ma 4,4 na 1,60 m. Zorientowana na osi północ-południe, a jej głębokość to pół metra”. A co do „drugiego dołu” to Leon Popek z IPN przytoczył kiedyś liczbę miejscowości objętych ukraińskim ludobójstwem kwalifikujących się do ekshumacji: Ponad 4 tysiące miejsc ze szczątkami zamordowanych Polaków wrzuconych do bagien, studni, rowów, rzeczek, dołów śmierci.

Przypomnijmy, że gdy 13 września 2024 r. podczas spotkania szefów polskiego i ukraińskiego MSZ, ogłoszono ukraińską zgodę, media zalała lawina komentarzy: „Wreszcie będziemy mogli godnie upamiętnić ofiary rzezi wołyńskiej” „Doczekaliśmy się przełomu”. „Na ten moment czekały pokolenia Polek i Polaków”; „Tak wygląda skuteczna dyplomacja – rozwiązujemy dziś sprawę, której nie udało się zamknąć wcześniejszym rządom”, a w kilka godzin po spotkaniu szef ukraińskiego IPN stanowczo oświadczył: „Dopóki strona polska nie odnowi obiektu ku czci OUN-UPA na Górze Monastyrz i nie zacznie odnawiać innych zdewastowanych obiektów tego typu w Polsce, nie będzie zgody na poszukiwania i ekshumacje”.

Jeszcze bardziej groteskowo wyglądała reakcja gabinetu Tuska: „Rząd tworzy dokładny spis wszystkich grobów Ukraińców z UPA i ich pomników, które są na polskim terytorium”. Paweł Kowal, szef Rady ds. współpracy z Ukrainą polecił natomiast wojewodom podkarpackiemu i lubelskiemu sporządzenie spisu wszystkich grobów Ukraińców z UPA oraz ich pomników. Tu wyjaśnienie – w Monastyrze stoi nagrobek-pomnik ukraińskich bandytów, którzy zamordowali pasażerów pociągu osobowego w lesie pod wsią Zatyle. Innymi słowy, Ekshumacja w zamian za remont pomników zbrodniarzy UPA i wzniesienie nowych. To był szczyt bezczelności. Kpiny z Polaków. Dowód na kolaborację ze spadkobiercami Bandery i na to, że rząd pokornie godzi się na kłamstwa, w imię dogadzania Ukrainie. To była także precyzyjnie skoordynowana w czasie akcja mająca wpłynąć na wynik wyborów w Polsce.

Intrygę zaplanowali wcześniej. Kiedy za rządów Mateusza Morawieckiego pojawiła się informacja, że Ukraina „zezwoliła na poszukiwania, ekshumację i upamiętnienia polskich ofiar”, szybko okazało się, że zgoda dotyczy tylko wsi Puźniki. W ramach skleconej na chybcika akcji, Morawiecki udał się w okolice wsi, gdzie „uczcił” ofiary stawiając w szczerym polu zbity z dwóch kijów krzyż. Już wtedy zgodę na „ekshumację” otrzymała Fundacja Wolność i Demokracja, która od dawna działa na rzecz odnowienia pomnika na górze Monastyrz. Dlaczego ona? Odpowiedź jest prosta. Chodziło o propagandowy gest dla umocnienia lobby ukraińskiego w rządzie Morawieckiego i o wyeliminowanie z prac ekshumacyjnych Leona Popka oraz Krzysztof Szwagrzyka z IPN, którzy wcześniej się tym zajmowali. I tu wiadomość z ostatniej chwili: Prezes PiS miał zaproponować Karolowi Nawrockiemu, by w swej prezydenckiej kancelarii zatrudnił Marka Kuchcińskiego, wiceprezesa PiS, Ukraińca z Przemyśla, który, gdy był wojewodą podkarpackim, szczególną aktywność wykazał w załatwianiu pochówku dla bandytów z UPA i remontowaniu ich pomników oraz był bohaterem nagrań z podkarpackiego burdelu prowadzonego przez Ukraińców, którym wcześniej pomógł w szybkim uzyskaniu polskiego obywatelstwa.

Fundacja, która w swoim statucie ma: „Troskę o pamięć pomordowanych na Wschodzie i „promowanie wiedzy o antykomunistycznym podziemiu w Polsce”, dała tym samym przyzwolenie na wypromowanie narracji tych, którzy mordowali Polaków na Wschodzie. Stworzyła też ukraińskim mediom okazję do podania, że premier Polski odwiedził „miejsce zbrodni dokonanej przez Sowietów”, bo w dniu wbicia przez Morawieckiego krzyża z patyków, ukraiński portal „Suspilne Nowyny” napisał: „UPA zaatakowała wieś – centrum polsko-bolszewickiej agresji, z powodu żołnierzy AK i współpracujących z sowietami Polaków” i „Według doniesień ukraińskiego podziemia „w Puźnikach działał oddział polskiego podziemia nacjonalistycznego”, a przyczyną zniszczenia wsi była „działalność jednostki zbrojnej AK, która z nadejściem władzy radzieckiej na teren naszego obwodu automatycznie przekształciła się w tak zwany ‘istribitielnyj batalion’, które formowano pod egidą NKWD”.

A był to dokonany z wyjątkowym bestialstwem przez oddział UPA przy wsparciu ukraińskiej czerni, mord na niemal wyłącznie polskich kobietach, dzieciach i starcach. Najtragiczniejszym momentem masakry było zamordowanie bagnetami i kolbami karabinów kilkudziesięciu kobiet i dzieci próbujących schować się w kryjówkach w rowie przebiegającym przez wieś. O tym, jak wyglądały Puźniki po najściu bandy UPA, mówi wnuczka jednej z ofiar: „Znajdowano ludzi z siekierami w plecach, bez oczu, uszu bez rąk, dzieci z przebitym gardłem bagnetem”. Głównym sprawcą był Petro Chamczuk, który najpierw służył w Armii Czerwonej, a potem w niemieckich oddziałach Schutzmannschaft wykorzystywanych do akcji przeciwko ludności cywilnej, w tym masowych egzekucji Żydów. Gdy Niemcy batalion Chamczuka rozformowali, przeszedł do UPA, stając na czele sotni Siry Wowky (Szare Wilki), która dokonała zbrodni. W 2014 r. w Czortkowie, czyli niedaleko Puźnik, Chamczukowi wzniesiono pomnik, bo na Ukrainie uważany jest za bohatera.

Fundację Wolność i Demokracja w stu procentach finansują dziesiątkami milionów Kancelaria Premiera, ministerstwa, Senat i spółki skarbu państwa. Jej kierownictwo i większość pracowników to Ukraińcy. Chociaż ma w statucie: „Pomoc Polakom na Wschodzie”, „Kultywowanie pamięci o polskim dziedzictwie kulturowym i polskiej historii Kresów” oraz „Wspieranie rozwoju oświaty polskiej”, zajmuje się wyłącznie pomocą dla Ukraińców. Na swojej internetowej witrynie szczyci się: wyekspediowaniem na Ukrainę blisko 100 „TIR-ów z pomocą humanitarną dla Ukrainy, ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym, pomocą dla kilkunastu ukraińskich szpitali wojskowych oraz opracowaniem i dystrybucją „Biznesowego ABC dla uchodźców z Ukrainy”. Krótko mówiąc, zamiast Polakom na Wschodzie, pomaga ciemiężycielom Polaków, w tym potomkom morderców Polaków na Wschodzie (także tym koczującym w Polsce).

Fundację założył i przez wiele lat kierował Michał Dworczyk, zausznik Morawieckiego, który ma wiele innych „zasług” na tym polu: To on kierował akcją przesiedlenia milionów Ukraińców do Polski i rozdał na ten cel 40 miliardów. To on ambasadorem RP w Kijowie zrobił Jana Piekło, który rzeź wołyńską nazwał: „Epizod bratobójczej walki między Ukraińcami a Polakami”. To z jego poręki dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej w Kijowie został były prezes fundacji Robert Czyżewski, który (poza szczyceniem się ukraińskimi korzeniami) głosił: „Jak się Ukraińcy uparli stawiać pomniki Banderze, to może my powinniśmy odpuścić. Może niech przez polskie gardło przejdzie, że ten cel ukraiński jednak był słuszny. Strona polska również nie jest bez winy, bo reakcja polska w latach 1944/45 była brutalna i również naznaczona akcjami o charakterze zbrodni wojennych”. To on wiceprezesem inkryminowanej fundacji zrobił Macieja Dancewicza, wcześniej naczelnika w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, odpowiedzialnej za zaniechania w upamiętnianiu zbrodni UPA na Polakach.

To nie jestprzełom”. To przekręt. To zasłona dymna. To pozorowane działania uzgodnione z Ukraińcami, które stworzyły Tuskowi okazję do szczycenia się dyplomatycznymi sukcesami oraz spacyfikowania nastrojów antyukraińskich. I nie chodzi tylko o zmowę. Jest gorzej – to Tusk (a wcześniej Morawiecki) podpowiada Zełenskiemu, żeby nie przepraszał, żeby nie pozwalał na prawdziwe ekshumacje, bo to kłóci się z wizją ukrainizacji Polski i burzy misternie utkaną intrygę z powołaniem Ukropolin. I tu pytanie: Jeśli dogadują się za kulisami z obcymi, to czy nie jest to spisek, czyli przestępstwo?

Nie będzie zgody na prawdziwe ekshumacje. Rządzące Ukrainą żydowskie klany nie ustąpią, bo wiedzą, że nie chcą tego nowojorscy Żydzi, którzy nie zgadzają się na polską martyrologię, gdyż monopol na tym polu przysługuje tylko Żydom. Także banderowsko-hajdamackie klany wiedzą, że Żydzi wybaczyli im kolaborację z Hitlerem w unicestwieniu Żydów i żydowskim niedobitkom nie pozwalają powiedzieć na Banderę złego słowa, bo są znakomitym materiałem dla realizacji planów budowy Niebiańskiej Jerozolimy.

Ekshumacji pomordowanych Polaków nie będzie również dlatego, że żydowscy oligarchowie pozwolili ukraińskim nazistom zbudować silną banderowską tożsamość dla ich lepszej kontroli. I z tych powodów przemilczają powszechny na Ukrainie antysemityzm oraz kult odpowiedzialnych za śmierć setek tysięcy Żydów. Ich wcześniejsze krytyczne podejście skończyło się, gdy premierem został Wołodymyr Grojsman. Doszło do unikalnego fenomenu – Ukraiński Kongres Żydów wydał specjalne oświadczenie, że na Ukrainie antysemityzmu nie ma, a żydowskie media i rabini podkreślać zaczęli, że na Ukrainie antysemityzmu nie ma, „bo nikt nie sprzeciwiał się, aby Żyd został premierem”. Wątek „Ukraina to najbardziej przyjazne Żydom miejsce na ziem” zdominował propagandę żydowską po wyborze Zełenskiego, a wszelkie wzmianki o zbrodniach UPA na Żydach kontrowano argumentem, że Ukraina ma żydowskiego prezydenta. Doszło do prawdziwej semantycznej rewolucji – potomkowie morderców Żydów są hołubieni przez Żydów, bo zgadzają się na rządy żydowskiego komika, osadzonego w pałacu prezydenckim przez żydowskiego oligarchę.

Jaki może być jeszcze inny powód? Chodzi o coś całkiem prozaicznego. Z polskiego doświadczenia wiemy, że gdy chodzi o „geszeft” (w tym przypadku o bezlitosny rabunek tego, co jeszcze na Ukrainie do zrabowania pozostało) Żydzi nie mają żadnych skrupułów i gotowi są na najbardziej plugawe postępki, w tym kolaborację ze swoimi katami. A co do Zełenskiego to chodzi o strach przed członkami „nacbatów”, którzy za klęskę w starciu z Rosją i wytrzebienie ukraińskiej populacji będą chcieli skrócić go o głowę. A co do Tuska to nakazali mu to Niemcy, którzy tematem „Rzeź Wołyńska” i tym samym ekshumacjami nie są zainteresowani, bo to oni przymykali oczy na zbrodnie UPA, bo to oni wyszkolili i uzbroili morderców (w tym sotnię Chamiuka), a po wojnie przygarnęli, darowali zbrodnie i pozwolili na aktywność na terenie RFN.

Ale nie tylko Żydzi ukraińscy. Także w Polsce czynny udział w promowaniu takiej narracji bierze udział środowisko skupione  wokół „Gazety Wyborczej”, które tropiąc wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce, przeszło do porządku dziennego nad ideologią pogrobowców OUN-UPA. Dowodem jest choćby Anne Applebaum, która ukraińskiemu nacjonalizmowi udzieliła dyspensę i zrównał zbrodnie banderowców z akcją „Wisła”: „W końcu czerwca 1947 siłom interwencyjnym udało się wreszcie, część z liczącej sobie 140 tys. społeczności ukraińskiej wypędzić z jej siedzib, wepchnąć do brudnych bydlęcych wagonów i przesiedlić na północ i zachód Polski. To był krwawy i bezwzględny proces, tak samo krwawy i bezwzględny jak wymordowanie mieszkańców Wołynia trzy lata wcześniej”. Do takiej machinacji wciągnęła Radka, który w Sejmie grzmiał: „Nie upokarzajmy Ukraińców. Słowa o ludobójstwie mogą utrudnić zabiegi Ukrainy o przyjęcie do UE, co ma epokowe znaczenie, także dla Polski” i który „za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej” uhonorował prezesa ukraińskiego IPN, gdy placówka ta właśnie zablokowała ekshumacje. Innymi słowy, dla Żydówki i dla jej męża każda ofiara jest godna upamiętnienia, byle nie polska.

Żydzi nie dopuszczają do zrównywania innych ofiar z Holokaustem, bo status największej ofiary w dziejach ludzkości wiąże się z namacalnymi korzyściami. My robimy dokładnie odwrotnie. Nie tylko godzimy się na wykorzystywanie polskiej martyrologii przez innych, ale sami podsuwamy pomysły. Przykładem jest porównanie ukraińskich ofiar wojennych do Katynia. Tymczasem przypominanie zbrodni na Polakach powinno być naszym orężem w zwalczaniu obowiązującego na świecie paradygmatu: Ofiarami byli wyłącznie Żydzi, a współsprawcami Polacy. Przypomnijmy, że już wcześniej pozwoliliśmy, aby Powstanie Warszawskie zostało wyparte przez „powstanie” w getcie.

Ukraińcy naśladują w tym Żydów. Podobnie jak Żydzi, arogancko zachowują się wobec „naszych” polityków i traktują jak chłopców na posyłki. Ich chucpa polega także na tym, że grillują polskich pachołków (tak, jak Żydzi szabesgojów), w tym Dudę, mimo iż ten śmieszny człowieczek trajkocze na okrągło o interesach Ukrainy. Polaków nie tylko nie szanują, ale nimi gardzą. Nie tylko wymuszają na nich własną narrację historyczną, ale każą (tak, jak Żydzi) rozpowszechniać ją po świecie za polskie pieniądze. Spektakularnym przykładem jest podejście do ekshumacji. Z tym, że ekshumacji na Wołyniu nie chcą kaci, a ekshumacji w Jedwabnem nie chcą ofiary. A pozwalają sobie na to wszystko, bo widzą, jacy jesteśmy słabi wobec Żydów, którzy nas poniżają, a my, dla ich udobruchania, zwracamy pożydowskie majątki.

A wszystko to możliwe dlatego, że relacje polsko-ukraińskie są modelowane przez mniejszość ukraińską (tak, jak polsko-żydowskie przez mniejszość żydowską). Gdy weźmiemy do ręki listę uczestników rozmów polsko-ukraińskich w kwestiach „ekshumacyjnych”, to nie sposób doszukać się tam strony polskiej. I tu pytanie: Czy partnerem Drohobycza powinni być Ukraińcy z Fundacji Wolność i Demokracja, a partnerem Zełenskiego wnuk bandyty z UPA, w dodatku ożeniony z Żydówką? Stosowanie przez Kijów schematów żydowskich w polityce historyczne jest tym bardziej skuteczne, że „Nasi” ustępstwami Ukrainy nie są zainteresowani. Wręcz przeciwnie – wyręczają ambasadora Ukrainy w wyciszaniu wszelkich głosów domagających się ekshumacji, a nawet podpowiadają, jak to robić! Gdy doradca prezydenta Ukrainy ujawnił, że Polska „zgodziła się zapomnieć o tak zwanej rzezi Wołyńskiej”, nie było dementi polskiego MSZ. Gdy Duda, podpierając się słowami Zełenskiego „Wobec tego, co zrobili Polacy cała historia jest nieważna”, ogłosił: „Trudna historia obu narodów straciła znaczenie w obliczu konieczności zjednoczenia”, nikt nie protestował.

Co robić? Wstrzymać ekshumacje. Nie godzić się na pomniki morderców. Przełomem może być tylko zburzenie na Ukrainie wszystkich pomników Bandery i Szuchewycza i potępienie odpowiedzialnych za rzeź oraz Muzeum Kresów w miejsce Muzeum Polin, a w nim ekspozycja o ludobójstwie na Wołyniu. No i wzięcie spraw w polskie ręce, ustalenie, kto ponosi odpowiedzialność za bezeceństwa i wymiecenie żelazną miotłą z Polski banderowskich jaczejek.

Krzysztof Baliński