Poniższy tekst zawiera opinie i tezy już publikowane w wielu obszernych opracowaniach z którymi się zgadzam. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że jest krótki i mniej wytrwali czytacze Ekspedyta będą w stanie go strawić.
—————————–
Żeby lepiej zrozumieć co się teraz na świecie dzieje, również na Ukrainie, trzeba wiedzieć że:
1. Istnieje grupa obrzydliwie bogatych i zdemoralizowanych ludzi, mających olbrzymi wpływ na organizacje ponadnarodowe i rządy, która ma szatańską wizję urządzenia świata ale oficjalnie to oczywiście chcą nam nieba przychylić. Marek Chodorowski (@MarekTomasz) nazwał ich „Bestią”. Mniej demonicznie można ich określić jako globalistów, Deep State (DS – głębokie państwo) czy jeszcze inaczej.
2. Wybór Trumpa stał się przełomem w tym sensie, że ktoś się postawił Bestii (będę tak pisał bo jest krócej) i nagle okazało się, że może być normalnie a nie idiotycznie. Stany Zjednoczone przestały być z dnia na dzień rozsadnikiem rewolucji neokomunistycznej (tęczowa szmata zniknęła z ambasady US na Pięknej i lewactwo odcięto od funduszy płynących z US).
3. Bestia oczywiście nie zniknęła, bo to struktura jak rak wbudowana w różne tkanki, ale ich pole wpływu w zasadzie zostało ograniczone do państw europejskich, Kanady i Australii.
Jak to się ma do sytuacji w naszym grajdole czyli w eurokołchozie, którego jesteśmy ważną częścią składową, nawet teraz mu przewodniczymy? Ma się jak widać – zapanował znaczny strach u tzw. elit władzy oraz duży dysonans poznawczy wśród różnych pismaków i „autorytetów moralnych”. Nie bardzo wiedzą jak się ustawić. A po prostu USA powiedziało, że zabiera swoje zabawki i teraz będzie się zajmować bardziej sobą niż innymi, że dosyć ładowania kasy w nieswoje projekty. Bujajcie się sami.
Co z Polską? Polska ma teraz hipotetycznie dwie ścieżki po których może się poruszać – iść z Bestią czyli z eurokołchozem albo znormalnieć i próbować podłączyć się do imperium amerykańskiego. Przejdźmy do sprawy bliskiej zagranicy, czyli relacji RP-Ukraina. Poprzedni i obecnie rządzący nie realizują polskich interesów. Relacje z Ukrainą wyglądają jakby cwaniak wysłał jełopa do rozmowy z chamem. Ukraina to żadne państwo, to oligarchia oligarchów, gdzie właśnie oni decydują kto będzie np. prezydentem. W Rosji jest odwrotnie, to Putin decyduje kto będzie oligarchą. Rządząca Ukrainą mafia – powiązana z korporacjami międzynarodowymi, czyli Bestią – eksploatuje jej bogactwa bez oglądania się na czerń a tu jakiś Trump próbuje zakończyć wojnę i położyć łapę na “ich” zasobach. Tak nie może być! Stąd moim zdaniem zagrywka tego farfocla Zełeńskiego w trakcie negocjacji w US, żeby nie doszło do umowy. Być może zerwał porozumienie aby mu sponsorzy łba nie urezali. Teraz okazało się, że jednak trzeba zakończyć wojnę, bo bez US będzie większa demolka. Poza tym Trump ma takie kompromaty na rządzących Ukrainą banderowców, jak widać zmiękli (patrz link do YT na końcu).
A co z tym strasznym Putinem? Przecież śp. Lech Kaczyński, kiedy ratował Gruzję mówił: „… najpierw Gruzja potem Ukraina, Polska, itd. …”. Z Gruzją było tak, że prezydent Bush, którego sekretarzem stanu była Condoleezza Rice, forsował przyjęcie Gruzji i Ukrainy do NATO. W związku z tym w Gruzji wybuchła Rewolucja Róż, w wyniku której prezydent Szewardnadze został obalony i USA zainstalowało swojego agenta Michaiła Sakaszwilego. Z atakiem Rosji na Gruzję było tak jak z rozdawaniem rowerów na Placu Czerwonym … . To Gruzja napadła na Osetię Południową a nie Rosja na Gruzję. Ale w przestrzeni medialnej, a co za tym idzie w głowach jej odbiorców zostało, że to Ruskie napadły na Gruzję.
W końcówce rządów Busha juniora Condoleezza Rice w Wilnie w 2004 złożyła deklarację, że już USA nie będą forsowały przyjęcia Gruzji i Ukrainy do NATO tylko będą pilnowały żeby tam demokracja panowała. Co można przez to rozumieć? Pewnie to, żeby US agenci mogli tam działać. I tak było szczególnie po Majdanie w 2014.
Co okrutny Putin zrobił? Zrobił straszną rzecz – nie dał się otoczyć od zachodu i południa państwami, które deklarowały przystąpienie do NATO. Jak tak mógł?! Jak Sowieci w 1962 zaczęli się ze swoimi rakietami instalować na Kubie to Kennedy ich pogonił – i słusznie. Co prawda w zamian US miała zabrać swoje rakiety z Turcji. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację – Meksyk dogaduje się z Rosją i instalują różne bazy i inne zabawki przy północnej granicy. Proszę o jakieś pomysły co zrobiłoby USA.
Co Putin teraz robi? Otworzył popcorn i śledzi wiadomości ze świata.
Co Putin zrobi? Mam nadzieję że dogada się z Trumpem i zakończy się wojna. Żal tylko, że ta cała awantura sprowokowana przez Bestię pochłonęła tyle żyć. Czy ktoś za to odpowie? Nie wiem, ale raczej nie.
Koniecznie do zobaczenia chociaż do 12 minuty.
A tu komik w garniturku u swojego szefa.
A tu Florcia kontroluje jak przebiega praca twórcza nad powyższym tekstem.
Chińska firma CK Hutchinson sprzedała Amerykanom większościowy pakiet udziałów w dwóch portach nad Kanałem Panamskim.
O transakcji informuje agencja Bloomberga. Chińczycy sprzedali amerykańskiemu przedsiębiorstwu inwestycyjnemu BlackRock 43 porty w 23 krajach, zachowując jedynie obiekty w Chinach.
– „Sprzedaż udziałów przez chińską firmę była okazją do zarobku w czasie, gdy globalne napięcia geopolityczne i bariery handlowe osłabiły perspektywy działalności portowej„.
——————–
Niepewnym pozostaje, czy na liście sprzedanych obiektów znalazł się zarządzany przez CK Hutchinson terminal kontenerowy Gdynia Container Terminal. PAP skontaktowała się w tej sprawie z rzeczniczką prasową Portu Gdynia Kaliną Gierblińską, ta jednak odmówiła komentarza.
Przejęcie przez Amerykanów kontroli nad portami nad Kanałem Panamskim jest realizacją jednego z najważniejszych celów Donalda Trumpa, który wskazywał, że pozostanie portów w rękach chińskich właścicieli zagraża bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych.
– „Panama naruszyła nasze zaufanie, naruszyła ducha naszej współpracy, bo statki amerykańskie podlegają olbrzymim opłatom. Tego nie powinno być, ponadto Kanałem Panamskim pływają statki chińskie, a przecież nie dawaliśmy kanału panamskiego Chinom. Odzyskamy Kanał Panamski” – zapowiadał amerykański przywódca w czasie kampanii wyborczej.
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści
W sobotę 8 marca odbędą się Targi Książki Patriotycznej w Gdyni. Wśród gości znakomici dziennikarze i publicyści m.in. Stanisław Michalkiewicz, Leszek Szymowski, Jacek Międlar, Marcin Rola, Piotr Szlachtowicz, prof. Jerzy Robert Nowak, profesor Adam Wielomski i wielu innych.
Wydarzenie odbędzie się w godzinach 10-16.30 w Domu Rzemiosła przy ulicy 10 lutego 33. Będzie okazja do spotkań z autorami książek, wspólnych fotografii i rozmów na ważne dla naszej ojczyzny sprawy. Wstęp „co łaska” dla opłacenia kosztów organizacyjnych.
Po targach spotkanie z Grzegorzem Braunem w ramach jego kampanii prezydenckiej.
Kontrowersyjna propozycja Elona Muska dotycząca amnestii dla prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego rzuca nowe światło na skomplikowaną sytuację w regionie. W swoim wpisie z 3 marca 2025 roku na platformie X miliarder stwierdził: „Prawda. Choć to nieprzyjemne, Zełenski powinien otrzymać jakąś formę amnestii w neutralnym kraju w zamian za pokojowe przejście do demokracji na Ukrainie”.
Konflikt na Ukrainie ma głębsze korzenie niż powszechnie przedstawiane w zachodnich mediach. Od 2014 roku, po wydarzeniach na Majdanie, nacjonalistyczne grupy inspirowane ideologią Stepana Bandery prowadziły działania wymierzone w rosyjskojęzyczną ludność wschodniej Ukrainy. Te napięcia etniczne, ignorowane przez kolejne rządy w Kijowie, stały się jednym z powodów pierwszej eskalacji konfliktu w Donbasie w 2015 roku.
Pomimo porozumień mińskich, prześladowania ludności rosyjskojęzycznej trwały, co stworzyło pretekst dla Rosji do podjęcia działań określanych przez Moskwę jako „operacja specjalna”. Kreml wielokrotnie wskazywał, że jego celem jest ochrona mniejszości rosyjskiej oraz „denazyfikacja” Ukrainy, odnosząc się do obecności skrajnie prawicowych [nie, to nie „prawica”, to bandyci. md] elementów w ukraińskim życiu politycznym.
Ukraina od lat boryka się z problemem endemicznej korupcji, która nie ustąpiła nawet w obliczu wojny [urosła, synku.. md] . Coraz więcej analityków i polityków w USA, w tym przedstawiciele administracji Trumpa, otwarcie wyraża wątpliwości dotyczące właściwego wykorzystania miliardów dolarów pomocy przekazanej Kijowowi.
Istnieją podejrzenia, że znaczne kwoty mogły zostać zdefraudowane przez ukraińskich urzędników, w tym osoby z najbliższego otoczenia Zełenskiego. Choć konkretne dowody nie zostały jeszcze publicznie przedstawione, pogłoski o finansowych nieprawidłowościach są na tyle poważne, że mogły skłonić Muska do zaproponowania amnestii jako sposobu na rozwiązanie tej drażliwej sytuacji.
Elon Musk, obecnie pełniący rolę doradcy prezydenta Trumpa, może posiadać informacje niedostępne opinii publicznej. Jako osoba blisko związana z amerykańską administracją, prawdopodobnie ma dostęp do danych wywiadowczych, które mogą wskazywać na nieprawidłowości znacznie poważniejsze niż te znane opinii publicznej.
Jego propozycja amnestii może być więc nie tyle oskarżeniem, co aktem politycznej wielkoduszności. Jeśli amerykańskie służby rzeczywiście posiadają dowody obciążające ukraińskiego przywódcę, amnestia byłaby sposobem na umożliwienie pokojowego zakończenia konfliktu bez konieczności stawiania Zełenskiego przed międzynarodowym trybunałem.
Hipoteza, że Zełenski może celowo przedłużać konflikt, aby utrzymać się przy władzy, zyskuje coraz większe uznanie wśród obserwatorów. Stan wojenny wprowadzony po rosyjskiej interwencji zawiesił normalne procedury demokratyczne, w tym wybory. Kadencja prezydenta Zełenskiego formalnie zakończyła się w 2024 roku, jednak nowe wybory nie zostały przeprowadzone, co budzi uzasadnione pytania o legitymację obecnych władz.
Krytycy wskazują, że zakończenie konfliktu oznaczałoby konieczność przeprowadzenia wyborów, których wynik mógłby być niekorzystny dla obecnego prezydenta, zwłaszcza w świetle narastających podejrzeń o finansowe nieprawidłowości.
Istnieje realne prawdopodobieństwo, że po zakończeniu działań wojennych Zełenski mógłby stanąć w obliczu międzynarodowego dochodzenia dotyczącego wykorzystania środków przekazanych Ukrainie przez zachodnich sojuszników. W tym kontekście propozycja Muska dotycząca amnestii jawi się jako pragmatyczne rozwiązanie skomplikowanej sytuacji.
Amnestia w neutralnym kraju pozwoliłaby na pokojowe przekazanie władzy i przeprowadzenie demokratycznych wyborów, jednocześnie unikając potencjalnie destabilizującego procesu sądowego przeciwko byłemu przywódcy.
Propozycja Muska wpisuje się w szerszą zmianę polityki USA wobec konfliktu ukraińskiego. Administracja Trumpa wielokrotnie sygnalizowała chęć zakończenia wojny, nawet za cenę kompromisów, które poprzednia administracja odrzucała.
Prezydent Trump stwierdził publicznie, że „Zełenski nie będzie długo u władzy”, jeśli nie przystąpi do negocjacji pokojowych. Te słowa, w połączeniu z propozycją Muska, sugerują, że Waszyngton może rozważać scenariusz zmiany władzy w Kijowie jako element rozwiązania konfliktu.
Niezależnie od ostatecznego rozwoju wydarzeń, propozycja amnestii dla Zełenskiego stawia ważne pytanie o przyszłość Ukrainy i możliwe drogi zakończenia konfliktu. Jeśli rzeczywiście istnieją poważne dowody obciążające ukraińskiego przywódcę, amnestia mogłaby być rozwiązaniem umożliwiającym pokojowe przekazanie władzy bez dodatkowych wstrząsów dla i tak już zrujnowanego kraju.
Pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi, brzmi: czy ukraińskie społeczeństwo jest gotowe na takie rozwiązanie, i czy międzynarodowa społeczność zaakceptuje amnestię dla Zełenskiego jako cenę za zakończenie konfliktu, który pochłonął już setki tysięcy ofiar?
Stany Zjednoczone zakazały Wielkiej Brytanii dzielenia się informacjami wywiadowczymi z Ukrainą w ramach wycofania wsparcia dla reżimu Wołodymyra Zełenskiego. [Pewnie reszcie Zach. Europy też… md]
Decyzja Donalda Trumpa o zamrożeniu amerykańskiej pomocy wojskowej dla Kijowa wczoraj przyniosła możliwość, że Ukrainie może zabraknąć broni w ciągu zaledwie dwóch do trzech miesięcy.
Ale oprócz pocisków i amunicji, wszystkie brytyjskie agencje wywiadowcze i placówki wojskowe otrzymały również rozkaz wyraźnie zabraniający dzielenia się wywiadem wygenerowanym przez USA, wcześniej znanym jako „Rel UKR” – skrót od Releasable Ukraine.
Od czasu rozpoczęcia konfliktu trzy lata temu Wielka Brytania i inni zachodni partnerzy ds. bezpieczeństwa, tacy jak Australia i Nowa Zelandia, dzielili się taką wiedzą z Ukrainą.
Ale „Mail” dowiedział się, że klasyfikacja bezpieczeństwa na najwyższym szczeblu została usunięta przez Stany Zjednoczone w oczekiwaniu na dalsze powiadomienie – i prawdopodobnie wpłynie na zdolność Kijowa do obrony przed atakiem Rosji.
Zakaz dotyczy takich jak brytyjski GCHQ, agencje szpiegowskie i oddziały wywiadowcze Ministerstwa Obrony.
Zeszłej nocy brytyjski ekspert wywiadu wojskowego Phil Ingram powiedział: „Instrukcja Stanów Zjednoczonych, aby powstrzymać sojuszników przed udostępnieniem wywiadu pochodzącego z USA z Ukrainą, jest tym, czego bym się spodziewał.
„Partnerzy wywiadu USA, w tym Wielka Brytania, mają swoje uprawnienia do przekazywania danych wywiadowczych.
Stany Zjednoczone będą ściśle kontrolować dystrybucję swoich danych wywiadowczych na Ukrainę za pośrednictwem agencji z siedzibą w Kijowie.
Posunięcie to zbiegło się z tym, że USA potwierdziły, że wstrzymały pomoc wojskową dla Kijowa, ponieważ rozłam między dwoma domniemanymi sojusznikami pogłębił się, zanim prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zaoferował wczoraj amerykańskiemu odpowiednikowi Donaldowi Trumpowi gałąź oliwną.
Zeszłej nocy wysoki rangą ukraiński urzędnik powiedział Financial Times: „Mamy od dwóch do trzech miesięcy. Po tym, pozycja będzie dla nas bardzo trudna. Nie będzie to całkowite załamanie, ale będziemy zmuszeni do szybszego wycofania się z niektórych obszarów.
Krytycy sugerowali, że każde długoterminowe zamrożenie wydłużyłoby, a nie skróciło wojnę. [Bzdura. Gdy Ukraina pozbędzie się tego mało lotnego komika z „prezydentury”, stanie się zdolna do negocjacji. md]
Wynika to z faktu, że oczekuje się, że zachęci Kreml do wykorzystania kurczącej się broni i amunicji w Kijowie oraz do rozpoczęcia nowej ofensywy na więcej terytorium.
Rosja zajmuje obecnie około jednej piątej Ukrainy, w tym wschodnie prowincje i półwysep krymski.
Ukraina trzyma się stosunkowo niewielkiej ilości terytorium, które zajęła w ubiegłym roku w prowincji Kursk na południu Rosji.
Obecnie wojska ukraińskie i rosyjskie zmierzą się wzdłuż 600-milowej linii frontu, która stopniowo została wepchnięta głębiej na Ukrainę z powodu rosyjskich postępów.
Decyzja o zawieszeniu pomocy wojskowej zapadła trzy dni po dramatycznym starciu w Gabinecie Owalnym między prezydentami Trumpem a Zełenskim.
Do tej pory Stany Zjednoczone zapewniły Ukrainie pomoc wojskową o wartości 53 mld euro w porównaniu z łączną sumą Europy, która obejmuje Wielką Brytanię, w wysokości 51 mld euro. [Prez. Trump wymienił oficjalnie 300 miliardów.. md]
Podczas gdy teoretycznie Europa może ostatecznie podwoić swoje poparcie dla Ukrainy – i użyć zamrożonych rosyjskich aktywów do płacenia za broń – USA dostarczają dużo wysokiej klasy sprzętu, którego inne państwa nie posiadają.
Wpływ zawieszenia pomocy wojskowej może być odczuwalny najpierw przez ukraińskich cywilów, jeśli ofiarowane przez USA systemy rakietowe Patriot zostaną „uśpione” i nie pozwolą Kijowowi chronić swojego nieba przed rosyjskimi bombardowaniami.
Wczoraj wieczorem sojusznicy NATO wyrazili ubolewanie z powodu tej decyzji. Minister spraw zagranicznych Finlandii Elina Valtonen powiedziała think tankowi w Londynie: „Potrzebujemy Amerykanów militarnie. To zdecydowanie nie powinien być moment, w którym się poddamy. Podobnie jak na polu bitwy, Rosja tak naprawdę nie posuwała się naprzód w ostatnich miesiącach.
Premier Francji Francois Bayrou powiedział, że zamrożenie pomocy jest podobne do porzucenia Ukrainy na rzecz rosyjskiego zwycięstwa.
Powiedział francuskim senatorom: Słowo ‘zawieszenie’ nikogo nie oszukuje.
Zawieszenie w wojnie o pomoc dla zagrożonego kraju oznacza, że kraj zaatakowany jest porzucony i że ktoś akceptuje – lub ma nadzieję – że jego agresor wygrywa. To oczywiście nie do zniesienia”.
Nic dziwnego, że ruch Białego Domu został przyjęty na Kremlu, gdzie rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow powiedział: „Jeśli USA zatrzymają lub zawieszą dostawy, będzie to prawdopodobnie najlepszy wkład w sprawę pokoju”.
Według zachodnich urzędników około 20 proc. sprzętu wojskowego na Ukrainie pochodzi z USA. Około 25 proc. pochodzi z Europy, w tym z Wielkiej Brytanii i innych krajów. Około 55 procent jest finansowane przez Ukrainę i pochodzi z ukraińskiej produkcji.
Przerwa w dostawach, zakaz ten obejmuje cały amerykański sprzęt wojskowy nie przebywający obecnie na Ukrainie, w tym broń w tranzycie i w bazach w Polsce. Dotknie to ponad 790 milionów funtów w broni i amunicji, takich jak rakiety, broń przeciwpancerna i pojazdy opancerzone.
Jeszcze niedawno wojska Ukrainy była liczniejsze: od trzech do jednego na żołnierzy, od pięciu do jednego na artylerii i dziesięć do jednego na pojazdach artyleryjskich w porównaniu z Rosją.
Artyleria, systemy rakietowe kierowane przez GPS i systemy obrony powietrznej Patriot, dostarczane przez USA, są uważane za niezbędne, jeśli Ukraina chce powstrzymać pewną, jednoznaczną porażkę.
Nawet niektóre wyrafinowane brytyjskie systemy uzbrojenia, w tym pociski manewrujące Storm Shadow, polegają na [częściach ze] Stanów Zjednoczonych, aby trafić we właściwe cele.
Matthew Savill, dyrektor nauk wojskowych w Royal United Services Institute (RUSI), powiedział, że Storm Shadow potrzebuje pocisków manekinowych [tj. pozorujących pocisk bojowy] dostarczonych przez USA, aby ingerować [ogłupić] w rosyjską obronę powietrzną.
Wysoce zaawansowane, kosztujące 750 milionów funtów zestawy Patriotów mają kluczowe znaczenie dla ochrony nieba Ukrainy i mogą pokonać najbardziej zaawansowane rosyjskie pociski balistyczne, w tym wystrzelony z powietrza hipersoniczny Kindżał.
Z tego powodu premier Wielkiej Brytanii, Sir Keir Starmer, jest zdeterminowany, aby zabezpieczyć Patriot-y jako część amerykańskiego pakietu lotniczego dla wszystkich europejskich sił pokojowych kierowanych przez Wielką Brytanię.
Do tej pory USA dostarczyły Ukrainie ponad 40 systemów rakietowych High Mobility Artillery (HIMARS), ponad 200 Howitzerów i ponad 300 000 pocisków artylerii kalibru 155 mm .
Wysłała również ponad 3 miliony pocisków artyleryjskich 155 mm, ponad 7000 precyzyjnych pocisków artylerii 155 mm, 1 miliona 105 mm pocisków artyleryjskich i ponad 400 000 pocisków artyleryjskich kalibru 152 mm
Stany Zjednoczone podarowały również ponad 700 000 pocisków moździerzowych, 31 wiodących na świecie czołgów Abrams, ponad 300 wozów bojowych Bradley i około 2000 transporterów opancerzonych piechoty.
Czołg T-72 na poligonie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych w Orzyszu. / Fot. PAP
Polska kontynuuje wspieranie ukraińskich sił zbrojnych. W ramach kolejnego pakietu pomocy wojskowej „przekazała” partię zmodernizowanych czołgów T-72. Według informacji portalu „Army Recognition”, najnowsza dostawa może obejmować nawet około 60 jednostek, które już częściowo trafiły na linię frontu.
Czołgi dostarczono w ramach 46. pakietu pomocy wojskowej, ogłoszonego 24 lutego 2025 roku.
Od początku rosyjskiej inwazji w 2022 roku Polska dostarczyła Ukrainie ponad 280 czołgów T-72M i T-72M1. Przed ostatnią dostawą polski arsenał obejmował około 111 czołgów T-72M1/T-72M1R oraz 172 czołgi PT-91 Twardy. Po najnowszej dostawie liczba ta uległa zmniejszeniu, choć dokładne dane nie zostały podane do publicznej wiadomości.
Nieoficjalnie mówi się, że przed przekazaniem czołgów Ukrainie, przeszły one w Polsce szereg modernizacji. Chodzi o instalację reaktywnego pancerza, ulepszenie systemów optycznych oraz prowadzenie cyfrowych systemów komunikacji.
Czołg T-72 został opracowany w latach 60. XX wieku przez zakłady Uralwagonzawod w Niżnym Tagile jako tańsza alternatywa dla bardziej skomplikowanego modelu T-64. Wszedł do służby w 1973 roku i stał się jednym z najczęściej produkowanych czołgów na świecie – wyprodukowano ponad 25 tysięcy jednostek. Eksportowano go do wielu krajów bloku wschodniego oraz innych regionów świata. Wyposażony w armatę gładkolufową kalibru 125 mm, system automatycznego ładowania oraz kompozytowy pancerz, był wielokrotnie modernizowany w celu poprawy siły ognia, ochrony i mobilności.
Polska rozpoczęła produkcję licencyjną T-72 w zakładach Bumar-Łabędy w Gliwicach w 1982 roku. Warianty produkowane w Polsce obejmowały modele T-72M oraz ulepszony T-72M1, bazujące na radzieckim T-72A. W szczytowym momencie Polska dysponowała aż 597 jednostkami tego typu.
Obecnie Polska skupia się na sprowadzaniu południowokoreańskich K2 Black Panther i amerykańskich M1 Abrams.
Szanowny Panie Mirosławie! Sąd we Wrocławiu nakazał naszej Fundacji zapłacić 50 000 zł Mariuszowi Zimmerowi, byłemu prezesowi Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. W opinii sądu nasza Fundacja naruszyła dobra osobiste Zimmera poprzez publiczne zadanie mu pytania na temat moralnej oceny aborcji dokonywanych w jego klinice. W ubiegłym roku informowaliśmy już o wyroku w sprawie karnej z powództwa Zimmera, teraz wyrok zapadł w pierwszej instancji w trwającym procesie cywilnym. Poza tym w ostatnim czasie wszczęto przeciwko nam m.in. 3 sprawy karne o rzekome „zniesławienie” aktywistów LGBT w Zielonej Górze, oraz 7 spraw karnych i postępowań policyjnych w związku z publicznymi różańcami i akcjami informacyjnymi we Wrocławiu. Zapadły też kolejne wyroki na naszych wolontariuszy. Celem tych sądowo-policyjnych prześladowań jest zmuszenie nas do wycofania się z ratowania dzieci przed aborcją i deprawacją oraz zaniechania mówienia prawdy. Proszę Pana o pomoc, abyśmy mogli dalej walczyć.W lipcu 2024 r. informowaliśmy, że zostałem skazany prawomocnym wyrokiem sądu we Wrocławiu na 5 000 zł grzywny i 15 000 zł zadośćuczynienia za rzekome „zniesławienie” Mariusza Zimmera – byłego prezesa Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników oraz byłego kierownika kliniki ginekologii wrocławskiego szpitala. W ocenie sądów dwóch instancji, dopuściłem się przestępstwa polegającego na tym, iż za pomocą bilbordu zadałem Zimmerowi publiczne pytanie dotyczące moralnej oceny aborcji eugenicznych. Nasza Fundacja od lat stawia aborcjonistom publiczne pytania, których celem jest poruszenie ich sumień i wezwanie do nawrócenia. Sądy uznały jednak, że stawianie pytań o istotę procederu aborcji to przestępstwo.
Oskarżonym w procesie karnym byłem ja. Sądy karne odrzuciły argumentację, że to Fundacja Pro – prawo do życia odpowiada za kampanię przeciw mordowaniu chorych dzieci. Uznały, że to ja osobiście jestem za nią odpowiedzialny. Nie przeszkodziło to teraz sądowi cywilnemu uznać, że odpowiedzialna jest Fundacja i nakazać jej zapłatę 50 000 zł na rzecz Zimmera, który sugerował w mediach, że zakaz aborcji oznacza odebranie lekarzom możliwości „niesienia pomocy” matkom. Wywiesiliśmy billboardy ukazujące ofiarę aborcji, zdjęcie szpitala i pytanie: „Czy okrutne zabójstwo dziecka to pomoc matce doktorze Zimmer?” Oprócz tego na plakacie znajdowała się informacja: „W klinice kierowanej przez prof. Zimmera w latach 2014-2018 abortowano 118 dzieci. Podczas aborcji dzieci najczęściej umierają na skutek uduszenia.”
Na naszym billboardzie pokazaliśmy zdjęcie ofiary aborcji i zapytaliśmy – czy to pomoc matkom? Mariusz Zimmer w wypowiedziach medialnych twierdzi, że tak. Liczba aborcji w jego klinice została potwierdzona przez placówkę. Szpitalne aborcje najczęściej dokonywane są poprzez metodę wywołania sztucznego poronienia, gdzie dziecko rodzi się, ale ma jeszcze niewykształcone płuca więc umiera na skutek uduszenia. To wszystko fakty.
Wprawdzie wyroki te są sprzeczne z logiką, ale są częścią kampanii, którą prowadzą środowiska proaborcyjne przeciw naszej Fundacji. Olbrzymie kary maja zamknąć nam usta i powstrzymać od mówienia i pokazywania prawdy. Represje we Wrocławiu i innych miastach trwają od lat i to właśnie mają na celu.
Bo prawda o aborcji porusza sumienia. Zmusza do myślenia, do zastanowienia się, do refleksji, w tym również nad własnym życiem i postępowaniem. Jednak nie wszyscy są gotowi na kontakt z prawdą. Kolejne procesy, przesłuchania, wyroki oraz inne formy prześladowań takie jak uliczne ataki i napady na naszych wolontariuszy, to często oznaka głębokich wyrzutów sumienia powstałych na widok prawdy o aborcji. Mogłyby one posłużyć do przemiany człowieka na lepsze, ale pod wpływem aborcyjnej propagandy przemieniają się w gniew, agresję i nienawiść. Takie ataki to próba zagłuszenia własnego sumienia. Znanym lekarzom nie wypada jednak bić nas na ulicach. Dobrobyt materialny, uzyskany często za cenę popierania aborcji lub milczenia na jej temat, umożliwia im wynajmowanie kancelarii prawniczych i pozywanie nas. Podobnie postępują inni, wysoko postawieni zwolennicy aborcji i deprawacji oraz aktywiści, opłacani za granty i dotacje płynące z zagranicy.
Aktualnie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się ok. 80 procesów sądowych jednocześnie. W ostatnim czasie, oprócz wyroku, który zapadł na mnie z powództwa Zimmera, we Wrocławiu nieprawomocnie skazany został Adam, koordynator naszych kampanii na Śląsku, który usłyszał wyrok 1500 zł grzywny, oraz Kinga, członek zarządu naszej Fundacji – 800 zł nieprawomocnej kary. Z kolei w Zielonej Górze wszczęto przeciwko nam 3 sprawy karne o rzekome „zniesławienie” aktywistów LGBT. „Zniesławienie” to ma polegać na mówieniu prawdy na temat konsekwencji homoseksualnego stylu życia i założeń tzw. „edukacji seksualnej” mającej objąć wszystkich uczniów w Polsce.
Panie Mirosławie, będziemy odwoływać się od wyroku, który zapadł z inicjatywy Mariusza Zimmera, oraz od innych nieprawomocnych orzeczeń. Oznacza to kolejne miesiące walki przed sądami w całej Polsce, dojazdy, przesłuchania i rozprawy. Ta walka musi trwać dalej, gdyż rząd planuje już wprowadzenie w naszym kraju totalnej cenzury na wzór zachodni.
Niedawno w Kanadzie po raz kolejny aresztowana została Linda Gibbons – 76 letnia „weteranka” ratowania dzieci przed aborcją. Gibbons po raz kolejny naruszyła tzw. „strefę buforową” wokół aborcyjnego ośrodka śmierci, w ramach której nie wolno organizować zgromadzeń, pikiet ani żadnych akcji, które mogłyby odwieźć wchodzące do środka kobiety od zamiaru aborcji. Gibbons stała w milczeniu przed aborcyjną rzeźnią z plakatem ukazującym płaczące dziecko i napisem „Dlaczego, Mamo? Kiedy mam tak wiele miłości do zaoferowania…”. Wkrótce rozpocznie się kolejny proces Lindy Gibbons, która łącznie spędziła już w więzieniu prawie 11 lat swojego życia za podobne „przestępstwa”.
Podobne „strefy buforowe” wokół aborcyjnych ośrodków śmierci są powszechne na Zachodzie, szczególnie w Kanadzie, Wielkiej Brytanii czy Nowej Zelandii. Na Wyspach Brytyjskich nawet cicha modlitwa jest już uznawana za „myślozbrodnię” i sankcjonowana wysokimi grzywnami i karą więzienia. W Szkocji w październiku zeszłego roku tamtejsze organa państwowe wysłały do obywateli list, w którym zachęcano by donosić służbom na swoich sąsiadów gdy zauważy się, że ci modlą się we własnym domu, który znajduje się w ramach „strefy”.
W podobnym kierunku idzie Polska. Pod największym w Polsce aborcyjnym ośrodkiem, jakim jest szpital w Oleśnicy, trwa nieustanna walka o prawdę i sumienia. Nasi wolontariusze napotykają na wiele prześladowań – są zarówno atakowani i napadani przez agresywnych przechodniów i aktywistów, jak również szykanowani przez policję i urzędników, którzy wszczynają kolejne procesy oraz rekwirują sprzęt należący do naszej Fundacji. W Toruniu niedawno rozwiązano naszą publiczną modlitwę różańcową połączoną z akcją informacyjną na temat aborcji. Podobna sytuacja miała miejsce w Rzeszowie, gdzie naszym wolontariuszom zarzucono popełnienie „wykroczenia” zanim jeszcze w ogóle przyjechali na miejsce planowanej akcji. W Słubicach nasz publiczny różaniec nie mógł się odbyć, gdyż zgromadzenie zostało rozwiązane przez władze miasta zanim się rozpoczęło.W tym samym czasie rząd Tuska intensywnie pracuje nad projektem ustawy mającej zakazać tzw. „mowy nienawiści”, czyli po prostu mówienia prawdy na tematy związane z LGBT, „edukacją seksualną” i aborcją. W świetle takiej ustawy przestępstwem będzie np. nazwanie aktów homoseksualnych grzechem, powołując się przy tym na Pismo Św. Warto zauważyć, że taka ustawa nie weszła jeszcze w życie, ale wyroki za „mowę nienawiści” de facto już są. W ubiegłym roku sąd „prawomocnie” skazał mnie na 15 000 zł kary i rok ograniczenia wolności poprzez przymusowe prace społeczne za organizację kampanii informacyjnej, w ramach której podawaliśmy do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych na temat powiązań pedofilii z homoseksualnym stylem życia. W ocenie sądów „zniesławiało” to aktywistów LGBT i utrudniało im „działalność edukacyjną”. Co istotne, wyroki takie zapadły na nas w Gdańsku i Szczecinie, gdzie osoby powiązane z tamtejszym lokalnym lobby LGBT zostały prawomocnie skazane za pedofilię. Jedną z takich osób był Piotr K. były wiceprezydent Gdańska ds. edukacji, który wdrażał w szkołach „edukację seksualną”.
Prześladowania sądowo-policyjne połączone z wdrażaniem prawnej cenzury to narzędzia totalitarnej opresji, które mają doprowadzić do usunięcia prawdy z przestrzeni publicznej i medialnej. Dlatego musimy walczyć dalej i stawiać opór tym szykanom. 80 równoległych spraw sądowych to dla nas ogromne wyzwanie logistyczne, organizacyjne i finansowe. Tylko w najbliższym czasie potrzebujemy ok. 23 000 zł na dalsze działania. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalszą walkę przed sądami i organizację kolejnych niezależnych kampanii informacyjnych w przestrzeni publicznej. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Sensacyjny artykuł dzisiejszej [10 Kwietnia, 2019] „Gazety Polskiej” o „podmianie czarnych skrzynek” – oparty o akta śledztwa (dokumenty sporządzone zostały przez funkcjonariuszy rosyjskich i znalazły się w aktach rosyjskiego oraz polskiego śledztwa (tom 167, karty 34700, 34702 i 34704 oraz tom 177, karty 43428 i 43429) wybrzmiewa tonem, którym „blogerzy smoleńscy” (posądzani przez rządowych i parlamentarnych z ZP „badaczy katastrofy” – za czasów PO – ale i obecnych! od lat informują o swoich dociekaniach; że mianowicie:
Wszystko wskazuje więc na to, że Rosjanie dokonali niezwykłej w dziejach badania katastrof lotniczych i wręcz niewiarygodnej manipulacji, podmieniając oryginalny rejestrator parametrów lotu na inne urządzenie. Jeśli to prawda, to zarówno rosyjscy, jak i polscy eksperci oraz śledczy opierali się na fikcyjnym materiale dowodowym. (cytat za przedrukiem z GP zamieszczonym tu: https://niezalezna.pl/266972-rosjanie-podmienili-skrzynki-tupolewa-przypominamy-nieznane-rosyjskie-protokoly(link is external)) Jak do tego doszło? Otóż:
10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku Rosjanie znaleźli nieuszkodzone rejestratory lotu polskiego tupolewa, które po zapakowaniu w worki zostały zabrane z wrakowiska i zniknęły. W ich miejscu kilka godzin później pojawiły się identycznie wyglądające skrzynki – tyle że z poważnymi uszkodzeniami. (cytat ze strony j.w.)
Co można powiedzieć o tej „sensacji”?
Na filmie Sławomira Wiśniewskiego („Miał dużo czasu, wyszedł więc ze swoją prywatną, małą kamerą przed hotel, by sfilmować przylot prezydenta. Była mgła, chmury, nic nie widział, tylko słyszał nad sobą silniki samolotu. W końcu zobaczył nad drogą za bardzo przechylone skrzydło, a potem usłyszał huk i dostrzegł dym. Pobiegł. Nie był pewny, że to ten samolot.”), który obiegł cały świat (jako pierwszy ukazał się w rosyjskiej, nie polskiej telewizji) zobaczyć można było owe „skrzynki” ok. 10-tej czasu polskiego.
Widział ten filmik-relację-„dokument” także ówczesny czołowy prezenter TVP1, Piotr Kraśko: Na jednym z ujęć wyraźnie widać jedną z czarnych skrzynek, które tak naprawdę są pomarańczowe, właśnie po to, by łatwiej je było odnaleźć. Czarnymi nazwane zostały jedynie dlatego, że dane z nich są analizowane po wypadkach, a przecież w tych lotniczych niemal zawsze są ofiary. Parę godzin później, gdy usłyszeliśmy oficjalny komunikat, że skrzynek jeszcze nie odnaleziono, wiedzieliśmy, że zlokalizowanie przynajmniej jednej z nich trudne nie będzie. (cytat za: https://www.legimi.pl/ebook-smolensk-10-kwietnia-2010-piotr-krasko,b51605.html#bookParts(link is external)).
Opis ten, jakkolwiek humorystyczny w wierze w rosyjską spolegliwość, potwierdza przytoczone w GP fakty. Pora na ich interpretację:
– media „tuskowe” sprawę zamilczą lub wyśmieją, jak zawsze
– media pisowskie będą dowodzić, że „niebite dowody katastrofy w wyniku zamachu bombowego przed lotniskiem w Smoleńsku” znalazły oto kolejne potwierdzenie
– sensacje GP potwierdzają nasze, blogerskie intuicje, że oto będziemy mieli tytułową maskirowkę maskirowki. Jak to?
Otóż „blogerzy wyklęci” (zarówno „maskirowszczycy” jak ci z Ruchu Uporu – którzy nie zatrzymali się na stwierdzeniu faktu inscenizacji katastrofy, ale szukają odpowiedzi na pytanie: „skoro nie doszło do katastrofy tupolewa, to co się z nim stało?”) dokumentują od lat fakty mówiące, iż przed lotniskiem Siewiernyj w Smoleńsku doszło nie do katastrofy, ale do jej teatralnej inscenizacji z udziałem 1.rosyjskiego ił-a pilotowanego przez majora Frołowa, który trzy razy (a nie „oficjalnie dwa”) przelatywał nad lotniskiem ze zrzutem złomu lotniczego, 2.bomby paliwowo-powietrznej (której detonatorem jest trotyl), która spowodowała wysadzenie w powietrze przygotowanego wcześniej i ukrytego pod białymi plandekami udającymi śnieg (odkrycie prof. Cieszewskiego) kadłuba starego tupolewa z zakładów demontujących wysłużone samoloty (mieszczących się za płotem tego lotniska), 3.fałszywych świadectw typu „film Koli” i świadków (przykłady można mnożyć).
Dlatego też odkrycie fałszywych czarnych (w rzeczywistości pomarańczowych) skrzynek „tupolewa” jest w rzeczywistości jedynie inscenizacją (maskirowką) maskirowki, gdyż ani jedne, ani drugie nie mają z polskim tu-154M 101 nic wspólnego! A nagrania z nich – rzeczywiście zostały sfabrykowane (a nie rzekomo sfałszowane) po to, by całe rzesze „badaczy katastrofy” wprowadzić w błąd.
Jeśli do tego dołożyć idiotyczne „teorie” ruskich trolli (typu „hel” lub „zamach w Warszawie”) uzyskujemy dopiero obraz dezinformacji, jakimi karmi się społeczeństwo od lat (brzoza-bomba).
Zapewniam Was, że nie takie jeszcze sensacje zrobią Wam z mózgu wodę!
Skrzynki musiały zniknąć z polanki, bo były podłożone tak jak i wrak. Kto by fałszywe przewoził do Moskwy? Przecież tam też jakieś są. Rosjanie śmieją się w tarzając po ziemi, czytając rewelacje i odkrycia śledczych z GP.
Najważniejsze w tym temacie są jak piszesz Romku analizy Chrisa Cieszewskiego. Na zdjęciach satelitarnych, robionych 5 dni przed katastrofą, widać wyraźnie „pozostałości śniegu”, lub raczej białe folie, płachty, udające śnieg, lub może nawet obłożone śniegiem, przykrywające prawdopodobnie większe fragmenty podłożonego wcześniej kadłuba samolotu. Ten śnieg 10.04 stopił się, tworząc na zewnątrz niewielkie kałuże, a pod plandekami pozostała sucha ziemia.
O tym, dlaczego Zelenski potraktował Trumpa jako nieistotnego: Za jego arogancją stoi ukryta sieć finansowa
Niebywała arogancja Zełenskiego podczas spotkania z Trumpem
Podczas niedawnego spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem oraz J.D. Vance’em w Białym Domu rozwinęła się zaskakująca dynamika sytuacji:
● Zełenski wykazał się arogancją i lekceważeniem, traktując Trumpa tak, jakby ten nie miał żadnego realnego wpływu na strategię ukraińskiej wojny.
● Pomimo wyraźnego stanowiska Trumpa w sprawie zmniejszenia wsparcia USA, Zełenski nie wykazywał żadnych oznak zaniepokojenia, zachowując się tak, jakby finansowanie Ukrainy przez USA było kwestią drugorzędną.
● Vance zwrócił wręcz uwagę na niestosowny ton Zełenskiego, ale ukraiński przywódca zdawał się robić to celowo, tak jakby chciał skierować do niego pewne przesłanie.
Nasuwa się pytanie: Dlaczego Zelensky czuje się tak pewnie? – Kto tak naprawdę go wspiera, jeśli nie rząd USA?
Zaginione fundusze amerykańskie: Gdzie podziały się pieniądze?
Wiele raportów wskazuje, że miliardy dolarów wysłanych do Ukrainy na wsparcie wojskowe zniknęły lub pozostają nierozliczone.
● Audytom Pentagonu nie udało się prześledzić ogromnej części pomocy wojskowej i finansowej udzielonej Ukrainie od roku 2022.
● Nawet media głównego nurtu, takie jak CBS i Washington Post, przyznały, że jedynie 30% amerykańskiej pomocy wojskowej faktycznie dociera na linię frontu.
● Kilku amerykańskich kongresmenów zażądało przejrzystości, powołując się na obawy, że działania wojenne wykorzystywane są jako masowa operacja prania pieniędzy.
Jeśli więc pieniądze nie docierają do ukraińskich żołnierzy, to dokąd trafiają?
The Rothschild Connection: Finansowanie równoległej sieci Zelensky’ego?
Powtarzający się schemat w ukraińskich przepływach finansowych wskazuje na zachodnie prywatne sieci finansowe, w szczególności te powiązane z rodziną Rothschildów oraz podobnymi elitami bankowymi:
● Ukraiński rząd otrzymywał zorganizowaną pomoc finansową od grup finansowych powiązanych z Rothschildami co najmniej od 2014 roku, tj. od przewrotu na Majdanie.
● Główne ukraińskie aktywa, w tym ziemia, zasoby i przemysł, są wykupywane przez międzynarodowe podmioty finansowe, z których wiele ma powiązania z tymi samymi dynastiami bankowymi.
● Raporty organów nadzoru finansowego sugerują, że duże sumy zachodniej pomocy trafiają na prywatne konta, podmioty offshore i fundusze uznaniowe kontrolowane przez wewnętrzny krąg Zełenskiego.
Jeśli Zełenski ma zabezpieczenie finansowe poza oficjalnymi funduszami państwowymi, to to wyjaśnia, dlaczego nie obawia się utraty amerykańskiego wsparcia wojskowego.
Dlaczego Zełenski uważa Trumpa za nieistotnego?
● Zelenski nie jest zależny wyłącznie od oficjalnej pomocy USA. Ma alternatywnych sponsorów finansowych, którzy zapewniają, że niezależnie od decyzji Trumpa, jego osobiste interesy pozostaną nietknięte.
● Wojna stała się tyleż operacją finansową, co wojskową. Ponieważ miliardy dolarów są przekierowywane do prywatnych sieci, zakończenie wojny oznaczałoby przerwanie lukratywnego przepływu pieniędzy.
● Pewność siebie Zelenski’ego sugeruje, że kluczowe elementy zachodniej elity finansowej chronią go, niezależnie od tego, co zrobi Biały Dom.
● Jego zachowanie podczas spotkania z Trumpem mogło być celowym posunięciem, aby zasygnalizować, że nie jest związany decyzjami Waszyngtonu.
Co to oznacza dla przyszłości
● Jeśli USA przeprowadzą dochodzenie w sprawie brakujących funduszy wojennych, może to wywołać poważny skandal korupcyjny dotykający zachodnich elit oraz ukraińskich urzędników.
● Wyzwaniem dla Trumpa jest nie tylko odcięcie pomocy wojskowej, ale także demontaż sieci finansowych, które chronią Zełenskiego i jego popleczników przed konsekwencjami.
● Jeśli Trump wycofa się, to czy sieci powiązane z Rothschildem wkroczą bezpośrednio, aby wesprzeć Ukrainę? – A może cała struktura upadnie?
Prawdziwa wojna może nie toczyć się na polu bitwy, ale na zapleczu finansowym. Zaś Zelenski, wspierany przez ukryte siły, uprawia niebezpieczną grę.
Przecież Matka Boża wie, czego nam, ludziom potrzeba. Odmawiajmy jednak takie modlitwy często i pokornie, by sobie uświadomić, po której stronie walczymy. A żartobliwie – tam, w Niebie, jest taki Licznik, pokazujący ilu wojowników jest aktualnie na Ziemi.
Walka o przyszłość Europy nabiera tempa. W mocnej i wymownej dyskusji premier Węgier Viktor Orbán i liderka niemieckiej AfD Alice Weidel spotkali się z Mandiner i Weltwoche, aby przedstawić swoją wizję odzyskania Unii Europejskiej z rąk niewybieralnych biurokratów. Ich przesłanie? Europa musi wrócić w ręce suwerennych państw i porzucić nieudaną politykę, która doprowadziła ją na skraj upadku.
„Wyrzućcie biurokratów z Brukseli” – ekskluzywny wywiad z Orbánem i Weidel na temat walki o odzyskanie Europy (wideo w oryg. md)
„Komisja Europejska jest niewybieralną władzą wykonawczą z uprawnieniami ustawodawczymi. Jest to pozorny parlament, który narusza zasady demokracji” – Viktor Orbán.
Walka o przyszłość Europy nabiera tempa. W mocnej i wymownej dyskusji premier Węgier Viktor Orbán i liderka niemieckiej AfD Alice Weidel spotkali się z Mandiner i Weltwoche, aby przedstawić swoją wizję odzyskania Unii Europejskiej z rąk niewybieralnych biurokratów. Ich przesłanie? Europa musi wrócić w ręce suwerennych państw i porzucić nieudaną politykę, która doprowadziła ją na skraj upadku.
AfD i walka o Niemcy
Weidel bardzo otwarcie mówiła o sytuacji w Niemczech, opisując, w jaki sposób AfD stała się jedyną prawdziwą opozycją wobec systemu, który systematycznie i celowo rozmontowywał klasę średnią, tłumił tożsamość narodową i wdrażał samobójczą politykę imigracyjną.
„Niemcy muszą zacząć odbudowę. Jesteśmy drugą największą siłą w kraju i musimy naprawić nasze stosunki z Węgrami i innymi narodowymi rządami w Europie” – oświadczyła.
Wskazała Orbána jako przykład, który Niemcy powinny naśladować: „Viktor Orbán jest przeciwieństwem Angeli Merkel. Merkel prowadziła politykę przeciwko własnemu narodowi, przeciwko własnemu krajowi i zrujnowała Niemcy. Tymczasem Viktor Orbán twardo obstawał przeciwko nielegalnej migracji. Dlatego wspieramy Węgry i ich wysiłki”.
Weidel zauważyła ponadto, że 70% Niemców chce silnej polityki antyimigracyjnej, a mimo to rząd nadal ich ignoruje: „To jest problem demokracji. Ludzie domagają się bezpiecznych granic, ale klasa rządząca odmawia działania”.
Liderka AfD jasno dała do zrozumienia, że pod rządami AfD przyszłość Niemiec będzie wyglądać zupełnie inaczej: „Pierwszego dnia rządu kierowanego przez AfD rozszerzymy dostawy energii, uruchomimy ponownie elektrownie jądrowe, odwrócimy wycofywanie węgla i kupimy gaz i ropę tam, gdzie jest najtaniej – najlepiej z Rosji”. Obiecała również obniżyć podatki, znieść podatek od CO2 i rozpocząć masowe deportacje nielegalnych imigrantów: „W Niemczech mamy nadmierną przestępczość, szczególnie wśród przestępców zagranicznych i nieletnich. Prawo i porządek muszą zostać przywrócone”.https://rumble.com/embed/v6nsgtc/?pub=4
Strategia Orbána na rzecz reform europejskich
Orbán był równie bezpośredni w swojej ocenie Brukseli: „UE to niezorganizowany, nieustrukturyzowany biurokratyczny skład, który jest również drogi. Każda decyzja pochodząca z Brukseli jest szkodliwa”.
Premier Węgier nakreślił deficyt demokratyczny leżący u podstaw dysfunkcji UE: „Komisja Europejska jest niewybieralną władzą wykonawczą z uprawnieniami ustawodawczymi. Jest to pozorny parlament, który narusza zasady demokracji”. Podkreślił pilną potrzebę przywrócenia władzy parlamentom narodowym: „Decyzje muszą być podejmowane przez wybranych przedstawicieli, a nie biurokratycznych „ufoludków z Brukseli” oderwanych od rzeczywistości”.
Zapytany, czy UE jest w ogóle reformowalna, Orbán odrzekł bez ogródek: „Nie znamy jeszcze odpowiedzi, ponieważ nie próbowaliśmy. Jeśli się nie powiedzie, musimy szukać alternatywnych rozwiązań. Priorytetem jest przywrócenie władzy parlamentom narodowym, z dala od Brukseli”. Wyraźnie zaznaczył również, że same Węgry nie mogą uratować Europy: „Niemcy i Francja mają zdolność uratowania Unii Europejskiej. W tej chwili nie widzę, żeby to się miało wydarzyć”.
Europa bez granic czy Europa narodów?
Oboje przywódcy zgodzili się, że obecna polityka migracyjna UE jest katastrofą. „Elity UE prowadzą politykę, która zagraża naszym narodom” – ostrzegł Orbán. „Gdyby ludzie postawili na swoim, kryzys migracyjny zostałby rozwiązany dawno temu”.
Weidel to poparła, wskazując na niepowodzenia rządzących partii w Niemczech: „CDU i CSU całkowicie skopiowały nasz program, ponieważ wiedzą, że mamy rację. Prowadzą kampanię na podstawie naszej polityki, ale nigdy jej nie wdrożą, ponieważ mają zobowiązania wobec Zielonych i Czerwonych”.
Orbán podkreślił, że migracja jest kwestią egzystencjalną: „Przetrwanie Europy zależy od powstrzymania migracji. Jeśli nam się nie uda, Unia Europejska upadnie”. Weidel zgodziła się: „Niemcy można uratować, ale tylko wtedy, gdy ludzie podejmą działania i zażądają zmiany”.
Efekt Trumpa: Nowa era realizmu
Dyskusja naturalnie zeszła na Donalda Trumpa i jego wpływ na globalną politykę. „Trump jest bojownikiem o wolność” – oświadczył Orbán. „Nie pochodzi z polityki, ale wkroczył do walki o suwerenność i interesy narodowe. Rozumie, że migrację należy powstrzymać, że pokój musi być priorytetem nad wojną, a polityka energetyczna musi być ekonomicznie opłacalna”.
Weidel powtórzyła ten pogląd: „Trump stawia Amerykę na pierwszym miejscu. Europa musi zrobić to samo dla swoich ludzi. Zamiast tego ugrzęźliśmy z biurokratycznymi elitami, które odmawiają przewodzenia. AfD jest tutaj, aby to zmienić”.
Orbán przedstawił pięć głównych sposobów, w jakie Trump zmienia świat:
Migracja – „Trump jasno mówi: migracja jest zła i należy ją powstrzymać. Nielegalna migracja jest najgorsza”. _
Wojna i pokój – „Trump chce pokoju, podczas gdy europejscy przywódcy, z wyjątkiem Węgier, chcą pokonać Rosję”. _
Polityka energetyczna – „Nie można ignorować realiów gospodarczych w imię «zielonej polityki».” _
Chrześcijaństwo – „Trump nie wyśmiewa chrześcijaństwa. Na Zachodzie elity traktują chrześcijan jak średniowieczne relikwie”. _
Wolność słowa – „Poprawność polityczna musi zostać zniesiona. Wolność słowa musi zostać przywrócona”.
Przyszłość, o którą warto walczyć
Na zakończenie wywiadu, Weidel wyraziła optymizm: „Niemcy można uratować. AfD rośnie, ponieważ ludzie chcą powrotu do normalności – bezpiecznych ulic, silnych rodzin, bezpieczeństwa ekonomicznego. Alternatywa dla Niemiec jest jedyną partią, która może to zapewnić”.
Orbán był jednak mniej optymistyczny co do trajektorii Unii Europejskiej: „Unia Europejska walczy o przetrwanie. Bez fundamentalnych zmian upadnie”.
Weidel, niezrażona, jasno przedstawiła swoją misję: „Kocham Niemcy. Chcę odzyskać swój kraj. Chcę, aby Niemcy znów mieli normalne życie, bezpieczne ulice, możliwość zakładania rodzin, bezpieczeństwo ekonomiczne. To zostało zdemontowane w ciągu kilku krótkich lat”.
Końcowe słowa Orbána były mocnym ostrzeżeniem: „Węgry skupią się na tym, by stać się silnymi i niezależnymi. Ale Europa? Bez poważnych reform nie przetrwa”.
Patrioci dla Europy: rosnąca siła
Jedno przesłanie było jasne: w Europie pojawia się nowa siła polityczna. Ruchy nacjonalistyczne, na czele których stoją postaci takie jak Orbán i Weidel, przygotowują się do odzyskania kontroli nad Brukselą. Niezależnie od tego, czy poprzez reformy, czy też całkowitą przebudowę, ich wizja zyskuje na popularności.
„Mamy misję historyczną” – oświadczył Orbán. „Musimy oddać władzę ludziom. Czas rządów biurokratów minął”.
— To bardzo symboliczne. Wchodzimy do walki o najgorszy wynik w krajach OECD — mówi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Komentuje w ten sposób prognozy, które zakładają, że wskaźnik dzietności w Polsce za rok spadnie poniżej 1, a w 2030 r. może wynieść tylko 0,8. Taki scenariusz oznaczałby, że idziemy ścieżką Korei Południowej, która zyskała miano najszybciej wymierającego kraju na świecie.
Polska ma olbrzymi problem z demografią. | Foto: Piotr Kamionka / REPORTER / East News
Kolejne dane i prognozy potwierdzają, jak wielki problem demograficzny ma Polska
Z analizy ekonomistów Banku Pekao wynika, że w 2026 r. wskaźnik dzietności w naszym kraju spadnie poniżej 1, a w 2030 r. sięgnie 0,8
To poziomy, które dziś notuje Korea Południowa, okrzyknięta wielokrotnie najszybciej wymierającym krajem na świecie
Polska już dziś jest w czołówce krajów o najniższej dzietności. A wiele wskazuje na to, że będzie już tylko gorzej
W 2024 r. wskaźnik dzietności (z ang. TFR — total fertility rate) w Polsce wyniósł 1,10. To najniższy wynik w Europie i trzeci najgorszy wśród krajów OECD. Słabiej od nas wypadają tylko Chile i Korea Południowa. Tam jest to odpowiednio 0,88 i 0,75. Kobiety przez całe życie rodzą więc średnio mniej niż jedno dziecko.
Jednak najnowsze prognozy analityków Banku Pekao wskazują, że Polska już niedługo powinna doszlusować do tej grupki. Nigdzie indziej wskaźnik dzietności nie spada bowiem w tak szybkim tempie, jak u nas. Demografowie szacują, że do tzw. zastępowalności pokoleń konieczne jest posiadanie TFR na poziomie ponad 2.
Ekonomiści państwowego banku zwracają uwagę, że w porównaniu z 2019 r. liczba urodzeń w naszym kraju spadła już o jedną trzecią. Przypomnijmy, że w 2024 r. w Polsce urodziło się nieco ponad 250 tys. dzieci. Pięć lat wcześniej było to ponad 370 tys.
Co jeszcze bardziej niepokojące, będzie już tylko gorzej. Widać to doskonale na poniższym wykresie.
„Wskaźnik dzietności TFR wyniósł więc 1.10x w 2024 (vs. 1.45x w 2019), a jeśli trendy z roku 2024 się utrzymają to TFR spadnie <1.0x w 2026 i do 0.8x w 2030” — prognozują analitycy (pisownia oryginalna). Tempo spadku jest więc zawrotne.
Powodów jest mnóstwo
Z czego wynika tak drastyczny spadek dzietności w Polsce w ciągu ostatnich lat? — To jest w dużej mierze kwestia liczby urodzeń. Bo skoro spada nam mianownik, czyli liczba kobiet w wieku rozrodczym, to automatycznie oznacza, że licznik, czyli liczba urodzeń, musi spadać jeszcze szybciej — tłumaczy Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Nasz rozmówca podkreśla, że spadek wskaźnika TFR jest też efektem tego, że duża część osób w ogóle się nie decyduje na powiększenie rodziny. — Z badań wynika, że barierą jest przede wszystkim posiadanie pierwszego dziecka. A nam w Polsce zaczyna przybywać osób, które w ogóle nie mają dzieci. Powodów mogą być setki, ale to jest też na pewno efekt opóźniania tej decyzji o potomstwie — tłumaczy Kubisiak.
Problem ten jest wielowymiarowy. — Właśnie przeczytałem informację, że w Polsce ok. dwie trzecie osób studiujących stanowią kobiety. Jeśli więc chciałyby one znaleźć partnera [męża, owieczko.. z „partnerem” nie warto ryzykować dzieci – znudzi się, pójdzie do innej.. md] na uczelni, to automatycznie mają trudniejsze zadania, bo mężczyzn jest tam po prostu mało — kontynuuje ekspert.
Wskazuje też na jeszcze jeden aspekt, o którym dotychczas mówiło się stosunkowo mało. — Czynniki ekonomiczne czy edukacyjne są oczywiście ważne, ale jest jeszcze zjawisko wysoko zawieszonej poprzeczki względem rodzicielstwa. Społeczne oczekiwania wobec rodziców są takie, że dzieci będą się rozwijały na wszystkich możliwych polach, a rodzice będą wiecznie uśmiechnięci i tryskający pozytywną energią. To dla wielu osób, które jeszcze nie mają potomstwa, może być bariera nie do przeskoczenia. Również, gdy patrzą na swoich rówieśników z dziećmi — twierdzi nasz rozmówca.
Gdzie zatem jest dołek dla polskiej dzietności? — Trudno powiedzieć, szczególnie że ostatnie lata zaskakują nas raczej in minus niż in plus. To jest jeszcze bardziej niepokojące. A już samo osiągnięcie poziomu Korei Południowej jest bardzo symboliczne. Wchodzimy do walki o najgorszy wynik w krajach OECD — puentuje Andrzej Kubisiak.
O takim scenariuszu analitycy Pekao pisali już w ubiegłym roku. Teraz powoli zaczyna się on materializować, co widać na poniższym wykresie.
Wskaźnik dzietności na poziomie niższym niż 1 oznacza wymieranie społeczeństwa i depopulację. [Ależ skądże !! Wymieranie zaczyna się poniżej 2.20 md]
Prognozy zakładają, że pod koniec tego stulecia Polska będzie już liczyć jedynie 20 mln obywateli.
Jeszcze ważniejsza od wymierania jest jednak zmiana struktury populacji. Starsze społeczeństwo to konieczność zmian w ochronie zdrowia, na rynku pracy czy systemie emerytalnym. O tym również pisaliśmy w Business Insider Polska.
Rząd zapewnia, że widzi problem..
[Dalej następują, dość prześmiewcze, cytaty z bełkotu „rządowego”. md]
Rekordowe wystąpienie Trumpa przed Kongresem. Wojna na Ukrainie, imigracja i „marnowanie milionów na lewicową propagandę”
5.03.2025
Donald Trump w amerykańskim Kongresie. / Fot. PAP/EPA
Podczas swojego pierwszego wystąpienia przed Kongresem po powrocie do władzy prezydent Donald Trump ogłosił, że w ciągu kilku tygodni rządów osiągnął więcej niż jakikolwiek inny prezydent. Mówił też m.in. o gotowości Rosji i Ukrainy do zawarcia pokoju oraz planach odzyskania Kanału Panamskiego, „dostaniu” Grenlandii czy marnowaniu pieniędzy podatników na lewicową propagandę.
Było to pierwsze po powrocie do władzy Trumpa i najdłuższe w historii (trwało godzinę i 39 minut) wystąpienie przed połączonymi izbami Kongresu.
– Sześć tygodni temu stałem pod kopułą Kapitolu i ogłaszałem świt Złotego Wieku Ameryki. Od tego momentu nie było już nic innego, jak tylko szybkie i nieustępliwe działania mające na celu zapoczątkowanie najwspanialszej i najbardziej udanej ery w historii naszego kraju – powiedział.
Stwierdził, że w ciągu 43 dni osiągnął więcej niż większość administracji w ciągu 4 lub 8 lat oraz ocenił, że pierwszy miesiąc jego prezydentury był najlepszy w historii kraju, lepszy nawet od prezydentury George’a Waszyngtona.
Trump powtórzył niemal wszystkie tematy swojego przemówienia inauguracyjnego oraz wystąpień z ostatnich tygodni w kwestiach takich, jak gospodarka, deregulacja, nakładanie nowych ceł, walka z ideologią gender i udział transseksualistów w sportach kobiet. Obwiniał swojego poprzednika Joe Bidena o to, że zostawił kraj w gospodarczej ruinie i twierdził, że z jego winy wzrosły ceny jaj. Prezydent obiecywał też całkowite wyeliminowanie deficytu budżetowego, twierdząc, że pomoże w tym sprzedaż „złotych kart” bogatym cudzoziemcom starającym się o prawo stałego pobytu w USA. Jednocześnie podtrzymywał swoje obietnice obniżek podatków, które mają kosztować budżet ponad 4 bln dolarów.
Walka z nielegalną imigracją
Poza kwestiami kulturowymi, w tym transseksualistów, najwięcej miejsca prezydent USA poświęcił sprawom imigracji, obwieszczając „wielkie wyzwolenie Ameryki” spod „okupacji” migrantów, którzy jego zdaniem zniszczyli amerykańskie miasta.
– Szybko osiągnęliśmy najniższą liczbę nielegalnych przekroczeń granicy, jaką kiedykolwiek odnotowano. Media i nasi przyjaciele z Partii Demokratycznej powtarzali, że potrzebujemy nowej ustawy, aby zabezpieczyć granicę — ale okazało się, że tak naprawdę potrzebowaliśmy tylko nowego prezydenta – mówił Trump. Zaapelował przy tym do Kongresu, by asygnował potrzebne środki na przeprowadzenie „największej operacji deportacyjnej w historii Ameryki”.
Krótko o wojnie na Ukrainie
Sprawom polityki zagranicznej Trump poświęcił stosunkowo niewiele miejsca. Mówiąc o wojnie na Ukrainie, prezydent USA z uznaniem wypowiedział się o liście, który otrzymał od prezydenta Ukrainy Zełenskiego zamieszczonego wcześniej na portalu X, w którym ukraiński lider wyrażał żal z powodu kłótni w Gabinecie Owalnym i deklarował gotowość „by jak najszybciej zasiąść do stołu negocjacyjnego, aby przybliżyć osiągnięcie trwałego pokoju” oraz podpisania umowy o minerałach. Wbrew wcześniejszym doniesieniom Trump nie ogłosił żadnego przełomu w sprawie tej umowy.
– Doceniam ten list. Dostałem go przed chwilą. Jednocześnie prowadziliśmy poważne rozmowy z Rosją i otrzymaliśmy silne sygnały, że są gotowi na pokój. Czyż to nie byłoby piękne? Czas zakończyć to szaleństwo – powiedział Trump.
Trump powtórzył też wielokrotnie wcześniej wyrażaną krytykę wobec Europy, wyolbrzymiając skalę wsparcia USA dla Ukrainy (ponownie mówił o 350 mld dol., podczas gdy w rzeczywistości jest to ok. 120 mld) i bagatelizował wkład Europy (mówił 100 mld, podczas gdy faktycznie jest to ponad 140 mld).
– Niestety Europa wydała więcej pieniędzy na zakup rosyjskiej ropy i gazu niż na obronę Ukrainy – o wiele więcej! A Biden zaaprobował więcej pieniędzy na tę walkę, niż wydała Europa – mówił. Kiedy powiedział, że USA wydały na wsparcie Ukrainy „setki miliardów dolarów”, słowa te zostały przywitane oklaskami Demokratów, na co Trump zarzucił im, że chcą, by wojna trwała „kolejne pięć lat”.
Kanał Panamski i Grenlandia
Prezydent ponownie zapowiedział „odzyskanie Kanału Panamskiego”, twierdząc, że „już zaczął to robić”, wskazując na odkupienie przez amerykański fundusz BlackRock udziałów większościowych w portach nad Kanałem Panamskim od chińskiej firmy Hutchinson. Po raz kolejny mówił też o przyłączeniu Grenlandii do Stanów Zjednoczonych. Tym razem zamiast mówić wprost o aneksji, poparł jednak dążenia mieszkańców wyspy do „określenia własnej przyszłości”.
– Jeśli tak wybierzecie, przyjmiemy was do Stanów Zjednocznych Ameryki – powiedział. Zaraz potem dodał jednak, że Grenlandia jest potrzebna USA „ze względów bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego” i obiecał, że „dostanie ją w ten, czy inny sposób”.
Podczas przemówienia Trump ogłosił również schwytanie terrorysty Państwa Islamskiego, który miał stać za zamachem na bramę Abbey Gate na lotnisku w Kabulu podczas ewakuacji wojsk USA z Afganistanu. Zamach ten zabił 13 amerykańskich żołnierzy i 170 afgańskich cywilów. Prezydent USA stwierdził, że nienazwany przez niego terrorysta jest w drodze do USA.
Podobnie jak podczas przemówienia inauguracyjnego Trump zapowiedział również zatknięcie amerykańskiej flagi na Marsie.
Marnowane pieniądze na lewicową propagandę
Trump mówił też, że dzięki Elonowi Muskowi i kierowanemu przez niego Wydziałowi Wydajności Rządu (DOGE) udało się ustalić, na co USA „marnowały” miliardy dolarów.
– Zidentyfikowaliśmy wstrząsające marnotrawstwo państwowych funduszy – mówił prezydent USA. Wymienił w tym kontekście szereg programów pomocowych, między innymi, „8 mln dolarów na promocję LGBTQI+ w afrykańskim państwie Lesotho, o którym nikt nigdy nie słyszał” oraz „32 mln dolarów na lewicową propagandę w Mołdawii”.
Wiadomo też, że pieniądze na lewicową propagandę szeroko płynęły także do Polski.
Były prefekt Dykasterii Nauki Wiary zaznaczał, że gdy dojdzie już do zwołania przyszłego konklawe, kardynałowie powinni wybrać papież zdolnego do odpowiedzi na antychrześcijańską atmosferę, panującą w Europie i w wielu miejscach „świata zachodniego”. Następca Franciszka powinien umieć przeciwstawić się naporowi islamu, ideologii klimatyzmu i wpływom antychrześcijańskich grup wpływu, mówił.
W trakcie rozmowy z rzymskim korespondentem portalu lifeistenews.com kard. Gerhard Müller odpowiadał na pytanie o to, jaką postacią powinien być papież, który zastąpi Franciszka. Duchowny nie chciał spekulować o możliwej dacie zebrania mającego wyłonić następcę św. Piotra. Zaznaczył jednak, że chrystusowy wikariusz stanie przed koniecznością obrony wiary przed modnymi i wrogimi jej ideologiami.
– Mam nadzieję, że w Kolegium Kardynalskim jest głębsza refleksja o stanie i sytuacji wiary i Kościoła w tym post- chrześcijańskim, czy antychrześcijańskim świecie zachodnim. A także wyzwań islamu, rosnącego na całym świecie pod różnymi postaciami marksizmu, ruchu ekologicznego, czy genderyzmu i transhumanizmu – mówił niemiecki hierarcha.
– Jest silnie antychrześcijański sentyment przeciwko stworzeniu, objawieniu, i odkupieniu – dodawał. –Ideologie i grupy takie jak Fundacja na rzecz Społeczeństwa Otwartego George’a Sorosa, Rockefellerowie- promują silnie antychrześcijańską ideologię. Również żydowski filozof Yuval Noah Harari jest prorokiem tej antychrześcijańskiej i anty-teistycznej wizji świata – zauważał były szef Dykasterii Nauki Wiary.
Zdaniem kard. Müllera podobne okoliczności muszą zostać koniecznie potraktowane poważnie przez głosujących. Hierarcha apelował by skupić się na nich, a nie na „głupich” i powierzchownych kryteriach, takich jak pochodzenie przyszłego papieża, czy jego medialny wizerunek. Jak zaznaczył, czynniki te „nie mają nic wspólnego z papiestwem”.
– W historii Kościoła mamy przykłady papieży, którzy zaszkodzili Kościołowi przez niewłaściwe korzystanie z Urzędu Piotrowego. Jako katolicy całkowicie przyjmujemy naukę naszej wiary o papiestwie (…) ale z drugiej strony nie jesteśmy zmuszeni do usprawiedliwiania wszystkiego, co stało się przez 2 tysiące lat historii Kościoła – zaznaczał kardynał. Jak dodawał, ojcu świętemu przysługuje nie władza absolutna nad wiarą, ale ściśle ustalona zwierzchność, podporządkowana Chrystusowi, który sam jeden jest najwyższym Nauczycielem.
W tym kontekście kard. Müller przypomniał, że każdy papież jest spadkobiercą nie tyle swojego poprzednika, co św. Piotra i cieszy się autorytetem jemu samemu bezpośrednio danym przez Chrystusa. Z tego powodu, jak podkreślił były szef doktrynalnej dykasterii, mylą się Ci, którzy oczekują, że następca Franciszka będzie kontynuował „jego Magisterium”.
– Nie ma „jego doktryny”. Jest tylko jedna nauka Jezusa Chrystusa i papieże nie mają władzy, by rozwinąć swoje własne doktryny – zaznaczał niemiecki purpurat. Jak dodawał, sednem papiestwa jest nauczania i utwierdzanie wiary w Chrystusa. Wszak to właśnie po wyznaniu, że Zbawiciel jest „Synem Boga Żywego” św. Piotrowi został zapowiedziany urząd, który do dziś dziedziczą po nim biskupi Rzymu. Nie chodzi więc o kontynuowanie czyjegokolwiek subiektywnego „stylu”, czy „programu”, ale krzewienie prawdy religijnej i kultu prawdziwego Boga.
Wraz ze Środą Popielcową Kościół rozpoczyna Wielki Post. Od kilku dekad trudno oprzeć się wrażeniu, że nazwa tego okresu jest przesadnie pompatyczna… Czasy zdecydowanej dyscypliny pokutnej przed Wielkanocą to już bowiem przeszłość. Zniesienie większości wymaganej od wiernych wstrzemięźliwości jest blisko związane z rewolucją, domagającą się „rewizji” katolickiej wiary. Zmysłowość, której Kościół przestał się opierać, to jedno z kół zamachowych „nowinkarskiej manii”.
Mistycznemu Ciału Chrystusa pilnie potrzeba dziś powrotu umartwienia, by katolicy odzyskali poczucie dystansu, dzielącego ich od pogańskiego świata – i przestali żądać ukształtowania wiary na jego modłę.
Paweł VI żegna Post
Radykalne zmniejszenie wymagań wstrzemięźliwości w Kościele było jedną ze zmian wprowadzonych w okresie około-soborowym. Zdecydował o nim papież Paweł VI, publikując w 1966 roku Konstytucję Apostolską Paenitemini. Wraz z nią zmieniono dyscyplinę pokutną przewidzianą przez Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku.
Tak zliberalizowanie przez ojca świętego zasady obowiązują do dzisiaj. Tym samym katolików XXI wieku dzieli uderzająco wiele od naszych poprzedników w wierze. Wymogi wstrzemięźliwości – jakie w różnej – ale zawsze poważnej postaci obowiązywały w Kościele – zostały zredukowane niemal do zera. Można tu swobodnie mówić o zmianie jakościowej. Jeszcze przed rokiem 1966 wymagające praktyki ascetyczne były dla katolików doświadczeniem regularnym. Dziś są ewenementem.
Kontrast atmosfery dawnego Wielkiego Postu z tą obecną ukazuje choćby już rzut oka na zasady obowiązujące m.in. za pontyfikatu świętego papieża Piusa X. Prawo zobowiązywało wiernych do spożywania jednego posiłku dziennie, ewentualnie dwóch, w całym okresie Wielkiego Postu, w niektóre dni adwentu i występujące raz na kwartał „suche dni”, wreszcie w wigilie niektórych uroczystości.
Zasady te nieco zelżały wraz z wprowadzonym w 1917 roku, za pontyfikatu Benedykta XV, Kodeksem Prawa Kanonicznego. Post określono na jego kartach jako spożycie jednego posiłku do sytości i dwóch skromniejszych rano i wieczorem, ale z zasady bezmięsnych. Taka dyscyplina dotyczyła wszystkich dni Wielkiego Postu, rzecz jasna nie tych, w których post jakościowy wykluczał też pokarmy mięsne (jak Popielca, Piątków i Sobót). Ścisły post obowiązywał także w „suche dni” czyli występujące raz na kwartał postne środy, piątki i soboty oraz kilka wigilii.
Wymogi zmieniały się więc na przestrzeni lat – ale zawsze obligowały wiernych do regularnego podejmowania wyrzeczeń. Tylko ktoś zdeterminowany, by życzeniowo oceniać zmianę Pawła VI może ignorować fakt, że zerwała ona zupełnie z tym podejściem. Dwa dni ścisłego postu w ciągu całego roku kościelnego oznaczają niemal całkowite pozbycie się tej praktyki z eklezjalnego kalendarza.
Zmysłowość – zaczyn rewolucji
Skrajna liberalizacja postnych wytycznych jest blisko związania z programem zbliżenia Kościoła do świata i trwającą w Kościele rewolucją. Sednem kryzysu chrześcijaństwa jest w pewnym sensie utrata zdolności rozróżnienia dóbr na to nadprzyrodzone, samo w sobie stanowiące wartość i doczesne, ważne o tyle, ile pomocne w drodze do przewyższającego je wiecznego celu. Ascetyczne praktyki oswajają z tą różnicą i uczą dążyć ku „summum bonum”: do Boga. Światowe życie zaciera zaś ten dystans i sugeruje, że liczy się pozytywne doświadczenie i realizacja zachcianek.
„Pośród namiętności najniebezpieczniejsze dla wiary są pycha i zmysłowość. (…) Gdy ona [zmysłowość – red.] opanuje człowieka, wypala w sercu wszystko, co szlachetne i czyste, rozumowi zaś narzuca zasłonę, by nie widział Boga i Jego prawa, a w końcu wmawia mu, że ciało jest jedynym bóstwem, zaś zmysłowa rozkosz jedyną prawdą”, tłumaczył w swojej słynnej „Obronie Religii Katolickiej” św. Józef Sebastian Pelczar. „Oby wszyscy zapamiętali sobie piękne słowa Platona: Kto się oddaje żądzy zmysłowej, lub unosi gniewem, nie będzie miał innych myśli krom niskich i śmiertelnych. Kto zaś z miłości ku prawdzie stara się myśleć o rzeczach nieśmiertelnych i boskich, ten dojdzie do nieśmiertelności i odnajdzie szczęśliwość”, dodawał słynny polski apologeta.
Odwołanie do antyku w rozmyślaniu nad chrześcijańską dyscypliną postną jest jak najbardziej na miejscu. To właśnie w starożytności znajdujemy początki programu ascezy. Samo pojęcie askesis – zaadaptowane do opisu chrześcijańskiego umartwienia – oznacza „trening”. Już św. Paweł Apostoł w Liście do Koryntian odwoływał się do wstrzemięźliwości i ćwiczenia atletów jako wzoru dla chrześcijańskiego życia – z tym, że nakierowanego na zabiegi o nadprzyrodzone dobra.
Ascetyczny porządek
„Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą. Ja przeto biegnę nie na oślep; walczę nie tak, jak gdybym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę (…) (1 Kor 9,24-27)”, czytamy w pierwszym rozdziale pisma apostoła do greckich chrześcijan.
Z Greków jednak nie tylko sportowcy podejmowali umartwienie. Praktykowali je również filozofowie, mając świadomość, że dążenie do cnoty wymaga wyrobienia woli przez stronienie od pustych rozkoszy.
To pochodzenie pojęcia ascezy – doprowadzonej do pełni rozkwitu w chrześcijańskim monastycyzmie – ujawnia jej zadanie. Chodzi o uporządkowanie korzystania z przyziemnych dóbr. Wiemy wszak, że człowiek nie żyje dla ich smakowania. Ma raczej korzystać z nich tak, by dotrzeć do zbawczego celu, którego wartość przewyższa wszystkie z nich. Na tym właśnie polega życie, które św. Tomasz z Akwinu nazwałby rozumnym. Atleci chcąc osiągnąć mistrzostwo rezygnują ze wszystkiego, co mogłoby osłabić wydolność ich ciała… Chrześcijanie zaś podejmują post, by zmierzyć się ze zmysłowymi pragnieniami, które na co dzień skłaniają ich do hedonistycznej przyjemności, która oddala od zbawienia. Rezygnacja z niej to próba skupienia perspektywy na tym, co rzeczywiście pożyteczne i ważne. Marności odsuwa się na właściwie im miejsce.
Pogubienie „światowców”
Dziś z przeprowadzeniem takiego rozróżnienia Kościół ma właśnie olbrzymi problem. To, co pozbawione religijnego znaczenia zaczyna doceniać i pielęgnować… w niektórych wypadkach nawet kosztem spraw świętych. Odejście od praktyk pokutnych jest zarówno owocem, jak i źródłem przekonania, że przyziemne aspiracje i troski same w sobie są godne pochwały…
Dosadnie problem ukazuje m.in. odniesienie ks. Józefa Tischnera do transformacji społecznych w II połowie XX wieku. Ksiądz – filozof z Łopusznej przekonywał niegdyś w rozmowie z Jackiem Żakowskim, że świat zmienił się na dobre przez kilka ubiegłych dekad. Ta szokująca dla myślącego po katolicku czytelnika opinia pokrywa się zresztą z optymizmem, jaki wobec „postępu” deklarował Paweł VI.
Gdzież tu szukać przemian na lepsze? W naporze laicyzacji? W zeświecczeniu małżeństwa? W popularności ateizmu? W pladze rozwodów? Przecież od lat 50- tych w zakresie społecznym zatriumfowały tendencje nieustannie potępianie przez Kościół od XVIII wieku. Jak więc doceniać te ewolucję i wieszczyć udoskonalenie ludzkości dzięki niej?
Powodem optymistycznego postrzegania stopniowego psucia cywilizacji zdaje się być właśnie przecenienie czysto ziemskich czynników, jak gdyby dobrych samych w sobie. Od ks. Tischnera i Pawła VI dowiedzieć się bowiem można, że o zadowalającym rozwoju ludzkości świadczy rozszerzenie się „praw człowieka”, demokracji liberalnej, czy dostatku. Ba! W encyklice „Populorum Progressio” budowa takiego porządku międzynarodowego wskazane została jako niemal para-religijne szczytne przedsięwzięcie.
Trudno dostrzec związek tych czynników z celem człowieka: uświęceniem i oddawaniem czci Najwyższemu. Wszak wiele z osobnych „praw człowieka” Urząd Nauczycielski potępił (wolność wyznania, wolność sumienia) – jako sugerujące, że człowiek ma „prawo” wybrać moralność i wyznanie wedle upodobania. Kto z powodu demokracji liberalnej odniósł pożytek na duszy? Albo jak do Łaski zbliżył kogokolwiek rozrost struktur międzynarodowych, by zabiegał o nie Kościół?
Tym większe zdziwienie budzić muszą współczesne zabiegi o Kościół inkluzywny, w którym znajduje się błogosławieństwo dla każdego. Misyjne posłanie sam papież Franciszek ogłosił niemal nieaktualnym podczas podróży apostolskiej do Azji Wschodniej, namawiając do porzucenia sporów o prawdziwość religii. Zamiast głoszenia Chrystusa to pokojowe i sympatyczne relacje z innowiercami miałyby stanowić kluczowe dobro. Polityka otwartych granic, ekologiczne praktyki wśród wiernych – oto priorytety obecnego pontyfikatu. Apogeum zagubienia Kościoła w świecie.
Logicznym rozwinięciem tej zmiany priorytetów zdaje się logika o. Tomasza Maniury. Znany oblacki duszpasterz młodzieży jeszcze niedawno współprowadził w mediach społecznościowych kanał „Trzy Światy”. W trakcie występów mówił m.in., że „samo życie ma sens”, a szczęście to „bycie ze sobą tu i teraz”… Rozmawiając z kobietą tworzącą filmy pornograficzne określił ją mianem „dobrej” ze względu na jej chęć dobrego odżywiania się, pragnienie przyjaźni, czy poczucie zgodności z sobą…
Podobne słowa to wynik rewolucji zasadzonej na niekontrolowanej zmysłowości, która zaciera granicę między tym, co „dobre”, a tym, co doświadczalnie przyjemne. Dystans między tym, czego ja chcę, a między tym, czego chcieć powinienem, zostaje zanegowany. Gdziekolwiek pragnienia napotykają na jakieś granice, natychmiast pojawia się postępowy program ich zniszczenia. Tak właśnie rodzą się zabiegi o zmianę nauczania co do homoseksualizmu, czy antykoncepcji. Przestroga św. Józefa Sebastiana Pelczara nie może nie pobrzmiewać w uszach. U progu dzisiejszej erozji wiary stoi zmysłowość i rozmiłowanie w światowych dobrach…
Powrót ascezy przegoni nowy humanizm z Kościoła?
To położenie Kościoła w świecie współczesnym przywodzi na myśl jego głęboki kryzys w dobie renesansu. Okres późnego XV i XVI wieku uznawany jest za moment, w którym zrodziła się antychrześcijańska rewolucja, czerpiąca rodowód właśnie ze zmysłowości i pychy czasów. Światowość „odrodzenia” z całą mocą wdarła się wtedy i do Kościoła. Została na tyle „doceniona” przez papieży, że Ci utrzymywali metresy i płodzili potomków…
Zakochanie w zasadach humanizmu kard. Sylwiusz Antoniano wiązał właśnie z aspiracjami do „zreformowania wiary”, wyrażonymi m.in. przez heretycki bunt Marcina Lutra. W swoim traktacie o wychowaniu chrześcijańskim hierarcha zaznaczał, że skłonność do niedowiarstwa i reformatorskie pretensje były w dużej mierze owocem zmysłowego stylu bycia i zgodnego z nim wychowania młodzieży.
Dla uzdrowienia Mistycznego Ciała Chrystusa, obrony przed pseudo-reformatorami i zepsuciem, potrzeba było niczego innego, jak zerwania bliskości z humanistycznym światem. Przywrócenia dyscypliny i surowości obyczajów przeciwko renesansowemu rozpasaniu. Z takich reform zasłynął papież-asceta św. Pius V i Sobór Trydencki, który wytyczył Kościołowi znakomity program na kolejne wieki…
Dziś Kościół stoi przed potrzebą nowej kontrreformacji na podobną modłę. Post, pokuta i asceza będą miały ogromną rolę w podźwignięciu katolicyzmu. Bowiem to te duchowe środki pomagają patrzeć na świat z perspektywy ostatecznych racji. Zagubiony w docenianiu i używaniu doczesności Kościół może tymczasem jedynie ulegać światu… Bo gdzie skarb, tam i serce…
Opustoszałe lotnisko w Jasionce. / Foto: X (screen/kolaż)
Meldunki, które napływają z granicy, z naszego hubu w Jasionce, potwierdzają zapowiedzi strony amerykańskiej – powiedział premier Donald Tusk, odnosząc się do wstrzymania przez USA pomocy dla Ukrainy. Zapowiedział, że w związku z tą sytuację rząd będzie musiał podejmować decyzje w trybie „w jakimś sensie nadzwyczajnym”.
Co oznacza „w jakimś sensie nadzwyczajnym” – tego nie wie nikt. Biorąc pod uwagę dotychczasowe dokonania premiera, wiele jego „decyzji” jest podejmowanych dokładnie w takim trybie. I niczego dobrego to nie przynosi, wręcz przeciwnie.
Jednemu jednak zaprzeczyć się nie da – rzeczywiście to, co dzieje się w Jasionce, jednoznacznie wskazuje na fakt ostatecznego zakończenia wspierania Ukrainy przez USA.[w takiej polityce nic nie jest jednoznaczne, chyba, że Amerykanie wzięli swój beton do domu… MD]
Tak całą sprawę, prezentując przy tym właściwe nagranie wideo, skomentował europarlamentarzysta z Konfederacji, Tomasz Buczek:
„Realne oznaki zakończenia pomocy finansowej USA dla Ukrainy.
Lotnisko Rzeszów – Jasionka. W tym miejscu jeszcze kilkanaście dni temu stało zaplecze logistyczno – magazynowe US ARMY z ciężarówkami i sprzętem wysyłanym na Ukrainę.
Utwardzony plac z płyt betonowych, budowany w ekspresowym tempie w 2022 roku, znika także w takim tempie. Zaledwie w kilka dni usunięto płyty z powierzchni blisko 2 ha i następny w kolejce do likwidacji czekaj już kolejny z takich placów zaplecza technicznego o powierzchni około 4 ha.
Żadne sojusze nie są wieczne. A artykuł 5 NATO nie został nigdy jeszcze przetestowany w praktyce.
Dlatego Konfederacja przestrzegała przed zbyt daleko idącym pacyfistycznym trendom w Polsce i Europie oraz zbyt dużemu pokładaniu nadziei w kwestii bezpieczeństwa militarnego w sojuszom międzynarodowym. Sojusze są potrzebne – to prawda ale bardziej skuteczne będzie bogate państwo, silny naród, własny przemysł zbrojeniowy, liczna armia wyposażona we własne czołgi i sprzęt najwyższych technologii. Tymczasem elita brukselska martwi się klimatem”.
Napięcie między Waszyngtonem a Kijowem osiągnęło nowy punkt krytyczny. Prezydent Donald Trump wydał w poniedziałek rozporządzenie o natychmiastowym wstrzymaniu wszelkiej pomocy wojskowej dla Ukrainy, co wywołało prawdziwe trzęsienie ziemi w stosunkach dyplomatycznych. Decyzja ta została podjęta po tym, co źródła w Białym Domu opisują jako „burzliwą wymianę zdań” między Trumpem a prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.
Zgodnie z informacjami, które dotarły do mediów, zakaz obejmuje nie tylko przyszłe dostawy, ale również te, które są już w drodze na Ukrainę. Oznacza to, że broń transportowana drogą powietrzną, morską, a nawet ta, która znajduje się już w strefach tranzytowych w Polsce, została objęta embargiem. Jest to bezprecedensowy krok, który może drastycznie zmienić bieg wojny ukraińsko-rosyjskiej.
Jeden z doradców Białego Domu, wypowiadający się pod warunkiem zachowania anonimowości, ujawnił, że przedmiotem sporu była kwestia podejścia do negocjacji pokojowych z Rosją. Prezydent Trump oczekuje, że Ukraina podejmie konkretne kroki w kierunku rozmów pokojowych. Amerykanie w przeciwieństwie do Europejczyków, uważają, że nie można w nieskończoność finansować konfliktu, który nie ma strategicznego zakończenia.
Zełenski, który od początku rosyjskiej inwazji w lutym 2022 roku utrzymuje stanowczą postawę wobec agresji Moskwy, miał podobno stanowczo sprzeciwić się naciskom na ustępstwa wobec Rosji. Podczas wideokonferencji z Trumpem, która odbyła się kilka godzin przed wydaniem rozporządzenia, ukraiński przywódca miał argumentować, że każde osłabienie wsparcia militarnego zostanie natychmiast wykorzystane przez siły rosyjskie do przejęcia inicjatywy na froncie. [Niemożliwe. W takim razie nie doszło by do spotkania w Białem Domu. Amerykanie oczekiwali podpisania już uzgodnionej na poziomie ekspertów UMOWY. md]
Szczególnie interesujący jest zakres zamrożonej pomocy. Według informacji przekazanych przez Pentagon, wstrzymane zostały dostawy niezbędnej amunicji, setki wieloprowadnicowych systemów rakietowych, broń przeciwpancerna oraz inne kluczowe aktywa. Dla ukraińskiej armii, która w ostatnich miesiącach borykała się z problemami z zaopatrzeniem, decyzja ta może okazać się katastrofalna.
Trump objął urząd w styczniu 2025 roku z pulą 3,85 miliarda dolarów pozostawionych przez administrację Bidena na pomoc wojskową. Środki te były przeznaczone na transfer broni z amerykańskich zapasów w ramach tzw. uprawnień prezydenckich. Jednak źródła w Pentagonie przyznają, że amerykańskie zapasy są na wyczerpaniu i wymagają pilnego uzupełnienia.
Nie jest to tylko kwestia polityki, ale także logistyki. USA nie mogą przekazywać sprzętu, którego same pilnie potrzebują do utrzymania własnej gotowości bojowej. Trump po prostu realizuje swoją doktrynę America First.
Decyzja o wstrzymaniu pomocy wprowadza również nowy, nieoczekiwany element do równania – potencjalne odszkodowania dla firm zbrojeniowych. Amerykańskie przedsiębiorstwa, które rozpoczęły już produkcję zamówionego sprzętu na podstawie istniejących kontraktów, mogą domagać się rekompensat finansowych. Według ekspertów prawnych, anulowanie takich umów może kosztować rząd USA dodatkowe setki milionów dolarów.
Rzecznik jednej z największych firm zbrojeniowych w USA potwierdził, że spółka analizuje obecnie sytuację prawną. „Mamy podpisane umowy z rządem federalnym na dostawę sprzętu wartego miliony dolarów. Jeśli te umowy zostaną jednostronnie zerwane, będziemy zmuszeni dochodzić naszych praw” – powiedział w oświadczeniu przesłanym mediom.
Europejscy sojusznicy USA zareagowali z niepokojem na informację o wstrzymaniu pomocy. Kanclerz Niemiec podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej zapowiedział, że Europa musi być gotowa na przejęcie większej odpowiedzialności za wsparcie Ukrainy. „Nie możemy pozwolić, aby Ukraina upadła. To nie jest tylko kwestia bezpieczeństwa Kijowa, ale całego kontynentu europejskiego” – podkreślił.
Z kolei Kreml przyjął wiadomość z satysfakcją. Rzecznik prezydenta Rosji oświadczył, że „decyzja Trumpa pokazuje rosnące zrozumienie w Waszyngtonie dla bezsensowności dalszego podsycania konfliktu”. Dodał również, że „Moskwa zawsze była otwarta na rozmowy pokojowe, ale pod warunkiem uznania realiów na ziemi”.
Ukraińskie Ministerstwo Obrony wydało lakoniczne oświadczenie, w którym zapewnia, że „siły zbrojne Ukrainy są przygotowane na wszelkie scenariusze i nadal będą bronić suwerenności i integralności terytorialnej kraju”. Nie odniesiono się jednak bezpośrednio do decyzji Trumpa ani do możliwości negocjacji z Rosją.
Analitycy wojskowi ostrzegają, że wstrzymanie amerykańskiej pomocy może mieć natychmiastowe konsekwencje na froncie. Ukraińcy już teraz racjonują amunicję artyleryjską. Jeśli dostawy zostaną całkowicie wstrzymane, możemy spodziewać się, że Rosja wykorzysta tę sytuację do przeprowadzenia ofensywy na kluczowych odcinkach frontu.
Niepewność budzi również pytanie, czy decyzja Trumpa jest tymczasowa, czy też zapowiada trwałą zmianę w amerykańskiej polityce wobec Ukrainy. Najbardziej prawdopodobne jest, że to sposób na wymuszenie na Ukrainie zgody na zawieszenie broni i rozpoczęcie rozmów pokojowych, czego Zelenski kategorycznie odmówił.
W międzyczasie, europejscy sojusznicy próbują przekonać Waszyngton do złagodzenia stanowiska. Francuscy i brytyjscy dyplomaci prowadzą intensywne konsultacje z Białym Domem, argumentując, że całkowite wstrzymanie pomocy może doprowadzić do załamania się ukraińskiej obrony, co byłoby strategiczną porażką całego Zachodu.
Niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji, jedno jest pewne – decyzja Trumpa radykalnie zmienia dynamikę konfliktu i może być początkiem nowego rozdziału w wojnie ukraińsko rosyjskiej. Dla Ukrainy, której los zależy od zachodniej pomocy, nadchodzą tygodnie pełne niepewności i trudnych decyzji.
Trump ma prostą ofertę dla Zelenskiego: „załatwiłem wam najlepsze warunki życia, przestańcie walczyć, przestańcie ginąć, zacznijcie zarabiać i odbudowywać swój kraj”. I wtedy pada pytanie Zelenskiego o gwarancje bezpieczeństwa, czego Trump zrazu nie rozumie. Dla niego to jest jasne – układ dogadany jest z Putinem, uwzględnia interesy Rosji, więc nie będzie ona go naruszać co jest gwarancją trwałości układu. Amerykanie zaś będą tam ze swoimi firmami, czyli interesami, co jest drugą gwarancją. Trump nie rozumie, czego boi się Zelenski, USA będą dalej dostarczać Ukrainie wyposażenie wojskowe, ale dla armii obronnej, strzegącej terytorium państwa i bezpieczeństwa obywateli. I na to Zelenski się nie zgodził, dla niego „gwarancje bezpieczeństwa” oznaczają możliwości dalszego prowadzenia wojny z Rosją, aż zostanie pokonana i ukarana. To wyraźnie pokazuje odmienne cele wojny, przyświecające obu przywódcom.
Niniejszy artykuł jest drugą częścią z dwóch. Opracowanie powstało na bieżąco jako komentarz do dynamicznych zmian geopolityki, co ma bezpośredni wpływ na naszą polską sytuację.
Druga część artykułu, koniecznie należy przeczytać cz.I:
Prezydent Trump przygotował umowę amerykańsko – ukraińską, będącą warunkiem wstępnym zawarcia pokoju. Główną częścią, choć nie istotą tej umowy jest porozumienie co do organizacji wydobycia metali ziem rzadkich i podziału zysków pół na pół pomiędzy Ukrainę i USA, oraz refinansowanie części zysków w ukraińską infrastrukturę. Wielu ludzi, także w Polsce obruszyło się – jak tak można, Ukraińcy się wykrwawiają, a ten cyniczny Trump chce na nich zarobić. Unoszą się dalej emocjami, mówiąc o wartościach, godności, patriotyzmie, integralności terytorium. Podejście takie całkowicie ignoruje realia aktualne i historyczne, bazując na innych mitach, które opisałem wcześniej. Jakie są faktyczne cele wojny, zrozumiał prezydent Trump i każdy, kto potrafi myśleć dopiero w trakcie rozmowy w Gabinecie Owalnym, dzięki szczeremu zachowaniu Zelenskiego.
Kluczowym pojęciem są „gwarancje bezpieczeństwa”. Dla Trumpa to zaledwie 2% całego porozumienia, dla Zelenskiego kwestia zasadnicza, czyli 100 %. Rzecz w tym, że pojęcie bezpieczeństwa co innego znaczy dla Zelenskiego i globalistów europejskich, a co innego dla Trumpa i każdego normalnego człowieka. Trump podkreślił, że on jest specjalistą od umów, całe życie to robi i właśnie załatwił świetną umowę dla Ukrainy, którą powinien podpisać Zelenski, który reprezentuje Ukrainę, tym bardziej, że w sytuacji jest bardzo trudnej. Przegrywa wojnę, jego kraj jest niszczony, nie ma żołnierzy, jego ludzie giną, a on całkowicie zależy od pomocy z zewnątrz, głównie z USA, jest więc w głębokim impasie, z którego sam nie wyjdzie.
Teraz więc jego główny sponsor załatwił mu korzystne warunki zakończenia impasu i wyjścia na prostą, dzięki czemu ludzie przestana ginąć, zniszczenia ustaną, Ukraińcy wreszcie zaczną zarabiać na swoich zasobach, czego teraz nie robią, bo giną w walce. Trump wznosi się nad cele ideologiczne, on jest od biznesów, sam chce zarobić, ale najlepszy biznes robi się wtedy, gdy inni też na tym zarabiają, bo wtedy układ jest trwały, gdyż zgodny z interesami wszystkich stron, żadna więc go nie łamie.
Trump ma prostą ofertę dla Zelenskiego: „załatwiłem wam najlepsze warunki życia, przestańcie walczyć, przestańcie ginąć, zacznijcie zarabiać i odbudowywać swój kraj”.
I wtedy pada pytanie Zelenskiego o gwarancje bezpieczeństwa, czego Trump zrazu nie rozumie. Dla niego to jest jasne – układ dogadany jest z Putinem, uwzględnia interesy Rosji, więc nie będzie ona go naruszać co jest gwarancją trwałości układu. Amerykanie zaś będą tam ze swoimi firmami, czyli interesami, co jest drugą gwarancją. Trump nie rozumie, czego boi się Zelenski, USA będą dalej dostarczać Ukrainie wyposażenie wojskowe, ale dla armii obronnej, strzegącej terytorium państwa i bezpieczeństwa obywateli. I na to Zelenski się nie zgodził, dla niego „gwarancje bezpieczeństwa” oznaczają możliwości dalszego prowadzenia wojny z Rosją, aż zostanie pokonana i ukarana.
To wyraźnie pokazuje odmienne cele wojny, przyświecające obu przywódcom. Trump dotąd myślał, że Ukraina broni się przed Rosją, więc jeśli Rosja przestanie ją atakować, zakończy walkę i wróci do pokojowego życia. Zelenski chce jednak czegoś innego – ukarania Rosji, i ciągłej walki aż do jej pokonania, co biorąc pod uwagę różnice potencjałów, w wykonaniu Ukrainy nie jest możliwe nigdy, wymaga więc zaangażowania największych dostępnych sił zbrojnych, czyli amerykańskich, co musi doprowadzić do konfliktu globalnego pomiędzy państwami atomowymi. Cel wojny Zelenskiego znajduje się nawet ponad Rosją, i jest większy, niż jej pokonanie i ukaranie – jest nim wojna dla wojny, która nie kończy się nigdy, zużywa zasoby, mieli narody i zabija ludzi.
Nie jest to oczywiście zdanie jego samego. Ludzie, którzy za tym stoją, których zwę globalistami – gnostykami lubią składać ofiary z ludzi, poprzez aborcję, eutanazję, tranzycję, sterylizację zdrowych ludzi, doprowadzanie do samobójstwa, wojnę, co wyraźnie wskazuje, że poza celami politycznymi – władza, i biznesowymi – zysk istnieje jeszcze jeden, ważniejszy cel, który przyświeca tym, którzy doprowadzili do wojny i chcą ją kontynuować. Jest to cel religijny – złożenie narodów Europy w ofierze Lucyferowi. Im bardziej więc decyzje przywódców europejskich stają się irracjonalne, tym mocniej realizują oni cel religijny – lucyferyczny. Tą świadomość należy zestawić z trzema jeszcze okolicznościami. Zelenski nie jest przywódcą demokratycznego państwa, wybranego z wolnego, świadomego narodu, tylko nominatem oligarchy Kołomojskiego, aktorem, grającym prezydenta, który na to stanowisko wyniesiony został z pozycji nadwornego trefnisia. Jego postępowaniem kieruje więc interes osobisty, związany z aktualnym mocodawcą. Państwo ukraińskie jest zależne od zewnętrznych potęg i zawsze tak było, a ludność Ukrainy nie stanowi narodu w naszym rozumieniu, tylko narodowość. Łącznik tożsamości narodowej i państwowej jest tam więc bardzo słaby. Te wszystkie determinanty państwa ukraińskiego należy podsumować:
brak wyraźnej tożsamości narodowej i państwowej, co skutkuje słabym przywiązaniem do państwa i podatnością na asymilację;
polityka państwa we wszelkich aspektach zależy od zewnętrznych potęg;
przywódca tego państwa zależny jest od mocodawców, reprezentujących zewnętrzne potęgi;
ci mocodawcy należą do ezoterycznych kręgów, mających cele polityczne (państwo światowe i jeden rząd), biznesowe (maksimum zysków, minimum kosztów) i religijne (składanie ludzi w ofierze dla Lucyfera). Im bardziej projekt jest zagrożony, tym bardziej cel religijny dominuje pozostałe.
Aktualnie państwo ukraińskie, wyznaczone do prowadzenia wojny z Rosją, która została wciągnięta i wyznaczona jako agresor, realizuje interesy nie narodu ukraińskiego, tylko globalistów – gnostyków. Obecnie są oni skupieni głównie w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii, a Zelenski jest posłusznym wykonawcą ich polityki.
Głównym celem tej wojny jest prowadzenie wojny, rozszerzanie jej na inne państwa i narody, śmierć ludzi, marnotrawstwo zasobów, destabilizowanie krajów, zwiększenie zadłużenia państw do poziomu niespłacalności, przemieszczenia ludności, przestępczość, gwałty, wyzysk, bieda. Ani władze Ukrainy, ani jej ludność nie są obecnie w stanie sterować swoją polityką inaczej, niż w zależności od kogoś z zewnątrz. Jeśli będą zależeli od globalistów, będą nadal w wojnie. W tej sytuacji projekt Trumpa, przywraca elementarną racjonalność, przerywa działania wojenne i daje podstawy pokojowego bytu, zapewniając finansowanie państwa ukraińskiego i opłacalność dla USA.
W Gabinecie Owalnym zetknęły się więc dwie koncepcje sobie przeciwne – pokoju, reprezentowana przez Trumpa, uzgodniona wcześniej z Putinem, i wojny, uosobiona przez Zelenskiego, posłanego przez globalistów – gnostyków. Te dwie koncepcje nie są możliwe do pogodzenia, a obok siebie usiedli nie dwaj sojusznicy, lecz dwaj wrogowie, z czego początkowo Trump nie zdawał sobie sprawy, a co dobrze wiedział Zelenski. Pokojowa propozycja Trumpa została odrzucona przez Zelenskiego jako sprzeczna z interesami jego mocodawców, chociaż zgodna z interesem Ukraińców. Ani jednak obecny dyktator, ani jego mocodawcy nie reprezentują interesu Ukrainy, tylko swój, globalno – gnostycko – lucyferyczny. Wydaje się, że Trump zrozumiał to dopiero podczas spotkania.
Plan Trumpa
Jego inicjatywa zakończenia wojny i zaprowadzenia trwałego pokoju była jednym z głównych argumentów w kampanii wyborczej. Od razu po objęciu władzy nowy prezydent zabrał się do tej pracy, nawiązując rozmowy ze strona rosyjską. Obydwaj prezydenci nawiązali kontakt telefoniczny, odbywając regularne rozmowy, co potwierdził Trump podczas rozmowy z Zelenskim. Powstał roboczy zespół ekspertów, począwszy od spotkania delegacji obu państw w Stambule. Powstał projekt umowy handlowej między USA a Ukrainą. Zakładał on, że Ukraina stanie się czymś w rodzaju nieformalnego terytorium mandatowego, za którego bezpieczeństwo będą odpowiadały pospołu USA i Rosja, a gwarancją bezpieczeństwa Ukrainy będą interesy obydwu mocarstw, dzięki czemu Ukraina rozpocznie pokojową egzystencję.
Z punktu widzenia państwa upadłego, całkowicie zależnego, wyludnionego, częściowo zniszczonego i zadłużonego oferta uczciwa, gwarantująca stabilność polityczną i warunki do pokojowego rozwoju. Plan ten musiał zostać wcześniej ustalony z prezydentem Putinem, co oznacza, że do zawarcia pokoju pozostał już tylko jeden krok – podpis prezydenta Ukrainy i wprowadzenie planu w życie. Początkowo Zelenski odmawiał podpisania tej umowy, była więc ona negocjowana, aż została zaakceptowana przez obie strony, dzięki czemu było możliwe umówienie spotkania prezydentów USA i Ukrainy w Białym Domu na dzień 28 lutego 2025 r. Dla Trumpa ten dzień był bardzo ważny, i szykował się na swój wielki triumf.
Kontra Zelenskiego
Spotkanie w Gabinecie Owalnym przebiegło jednak zupełnie inaczej. Trump skupił się na pozytywnych skutkach porozumienia na przyszłość, kurtuazyjnie przechodząc do porządku dziennego nad przyczynami wojny i historią zawirowań poprzednich administracji USA. Dużo mówił, jakie pożytki dla USA i Ukrainy przyniesie nowa sytuacja. Natomiast Zelenski od samego początku próbował skierować uwagę i rozmowę na odpowiedzialność Rosji za cierpienia Ukraińców. Użył sztuczek emocjonalnych, pokazując fotosy ukraińskich jeńców w rosyjskiej niewoli. Konsekwentnie zmierzał do obciążenia Rosji całością odpowiedzialności za wojnę i uznania tego państwa za czyste zło, walczące z narodem ukraińskim z powodu nienawiści Putina.
Gdy Trump mówił o pokojowej współpracy, eksploatacji zasobów, odzyskaniu włożonych w Ukrainę środków i bogaceniu się, Zelenski odpowiedział, że wojna ma się toczyć aż do całkowitego pokonania Rosji, USA mogą odzyskać swoje należności konfiskując majątek, należący do Rosjan, a Rosja ma płacić reparacje. Według Zelenskiego, dopóki Rosja nie zostanie całkowicie pokonana, zawsze będzie atakować Ukrainę, więc Zelenski oczekuje od USA dalszych dostaw broni aż do całkowitego pokonania Rosji.
Trump odpowiedzialnością za wojnę obciążył administrację Bidena, o Putinie twierdził, że można z nim rozmawiać, jak z każdym innym przywódcą, a Rosję traktować jak każde inne państwo. Zelenski temu zaprzeczał coraz gwałtowniej, przywołując różne przykłady z przeszłości, kiedy Rosja nie dotrzymała zobowiązań.
W pewnym momencie doszło do wymiany zdań między wiceprezydentem J.D.Vance’em a Zelenskim, podczas której Vance mówił o drodze dyplomatycznej do zawarcia pokoju z Federacją Rosyjską. To zostało frontalnie zaatakowane przez Zelenskiego, który podważył jakiekolwiek możliwości dyplomatycznej drogi porozumienia z Rosją. To był kluczowy moment podjęcia decyzji.
W tym czasie Trump milczał, słuchał i zapewne to wtedy pojął, że celem wojny na Ukrainie jest Wojna, a Zelenski nie przyjechał, aby podpisać umowę, ale by żądać od Trumpa dalszej wojny. Oficjalnie przyjechał zawrzeć porozumienie, ale zrobił wszystko, aby do niego nie doszło.
Trump chciał pokoju, współpracy i bogacenia się, Zelensky niekończącej się wojny, a od Trumpa potrzebuje broni i dalszego zaangażowania, jeszcze większego, niż dotąd. Trump zorientował się, że nie ma do czynienia z partnerem biznesowym, ale z rywalem politycznym, który ma cele zupełnie inne, niż oficjalnie deklaruje. Zelenski nie przyjechał więc, aby wynegocjować lepszą umowę dla Ukrainy, ale by zmusić Trumpa do zupełnie innej umowy, i by narzucić mu warunki swoje, a raczej jego mocodawców.
Najwyraźniej Trump zdał sobie sprawę z tego, że ma obok siebie herolda globalistów – gnostyków, dążących do wiecznej wojny, który nie ma najmniejszego zamiaru akceptować czegokolwiek, co mają do zaoferowania Trump i Putin. Zelenski przekazał wyraźną wiadomość – „masz być cicho i słuchać, czego od ciebie chcemy, a potem grzecznie to wykonać”. Trump musiał szybko podjąć decyzję, co odpowiedzieć.
Ultimatum Zelenskiego
Wybrnięcie z sytuacji ułatwił mu sam Zelenski. Cały czas rządca Ukrainy zachowywał się konfrontacyjnie. Samym swoim strojem – ciemnoszarym dresem z logo tryzuba – okazał brak szacunku dla miejsca i gospodarza. Prezydent Trump ubrany był w garnitur w kolorach flagi państwowej. Zelenski został przyjęty jako gość w Gabinecie Owalnym Białego Domu, w miejscu nie byle jakim, szczególnie dla komika, awansowanego na prezydenta, który już nim przestał formalnie być.
Prezydent USA mógłby go więc w ogóle nie przyjmować, jednak dla dobra sprawy administracja USA potraktowała go jak pełnoprawną głowę państwa. Mamy w Polsce wiele mądrych przysłów, jedno z nich brzmi: „nie masz większego chama, jak z chama zrobić pana”. Człowiek, traktowany jak prezydent Ukrainy, niegdysiejszy komik grający przyrodzeniem na fortepianie, głowa państwa, potężnie zadłużonego i zależnego został przyjęty przez swojego największego wierzyciela, prezydenta USA w Gabinecie Owalnym.
Tam Zelenski pozwolił sobie na niespotykane w historii dyplomacji impertynencje. Podważył wysiłki administracji Trumpa zmierzające do zawarcia pokoju; zakwestionował wynegocjowane zawieszenie broni z Rosją; obniżył prestiż międzynarodowy USA, zapowiadając, że porozumienie pokojowe zostanie zawarte przez Ukrainę i Europę z udziałem USA; przerywał wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych, wchodził w słowo, nie pozwalał dokończyć; okazywał brak szacunku, butę i pychę, zachowywał się, jakby on tam był panem, a prezydent USA jego sługą. Do wiceprezydenta J.D. Vance’a zwracał się po imieniu jak do kolegi, mimo, że było to oficjalne spotkanie. To wszystko Donald Trump zniósł z wielką cierpliwością, w obecności personelu Białego Domu, wysokich urzędników amerykańskich, wyższych oficerów, dyplomatów, dziennikarzy. Wyjaśnił sam, że pozwala, aby ta sytuacja trwała tak długo, aby Ameryka się przekonała, z czym ma do czynienia.
Przyszedł jednak moment, który przelał czarę, gdy Zelenski zaczął wprost grozić Trumpowi, zapowiadając, że wojna, która trwa na Ukrainie przeniesie się do Ameryki. Zapowiedział mianowicie, że jeśli USA nie będzie nadal wspierać wojny z Rosją tak, jak dotychczas, wojna rozleje się tak, że USA odczują to pomimo odległości. W tym momencie Trump postanowił kończyć sprawę i dobitnie wyjaśnił Zelenskiemu, jaka jest jego sytuacja, jak bardzo jest zależny od USA, że nie ma żadnych atutów i jak niedobrze robi, nie podpisując umowy. Dobitna przemowa Trumpa skierowana była nie tyle do Zelenskiego, ile do jego mocodawców. Następnie wyproszono dziennikarzy i dalsze rozmowy toczyły się już za zamkniętymi drzwiami, krótko jednak, gdyż Trump uznał, że nie ma możliwości podpisania umowy i poprosił delegację ukraińską o opuszczenie Białego Domu. Nie zaproszono Ukraińców nawet na lunch, tylko w sposób jawny poczęstowano posiłkiem służbę prasową Białego Domu, o czym nie zapomniano poinformować.
Można wysnuć wniosek następujący. Trump zaproponował Zelenskiemu umowę ratującą jego kraj przed upadkiem, a jego samego przed poważnymi kłopotami. Umowa ta była częścią szerszego porozumienia z Putinem, dotyczącego pokoju na Ukrainie i nowej architektury bezpieczeństwa światowego. Trump myślał, że Zelenski reprezentuje Ukrainę i się zgodzi, ale na miejscu okazało się, że jego gość przyjechał w imieniu globalistów – gnostyków, nie po to, aby podpisać umowę, ale by przedstawić Trumpowi ultimatum – żądania jego mocodawców, używających obecnie państw europejskich do swoich celów. Żądania te można streścić następująco:
USA nie będą prowadzić żadnych negocjacji z Rosją. Ewentualne negocjacje możliwe są tylko z inicjatywy globalistów, działających przez państwa Europy Zachodniej z udziałem Ukrainy, a USA mogą być co najwyżej doproszone bez głosu stanowczego.
USA będą wspierać wojnę ukraińską tak, jak dotąd, niezależnie, jak konflikt dalej będzie przebiegał.
Pokój z Rosją możliwy jest dopiero wtedy, gdy zostanie ona pokonana, tj. nie będzie w stanie dalej prowadzić wojny i zgodzi się na wszystkie warunki globalistów.
Jeśli USA nie wejdą do powyższego porozumienia, wojna na Ukrainie będzie nadal prowadzona siłami Europy.
Nastąpi eskalacja konfliktu i wciągnięcie do działań USA, które zostaną za to obciążone odpowiedzialnością.
Wynika z tego dobitnie zdumiewający obraz rzeczywistości. Celem wojny na Ukrainie jest prowadzenie wojny z Rosją. Charakter zmagań sprawia, że wojna ta ma potencjał długiego trwania. W jej trakcie przepalane będą zasoby narodów, one same po kolei będą wciągane do działań, a ludzie będą wciąż ginęli. USA jest zmuszane do zaakceptowania tego układu, a jeśli się nie zgodzą, może wybuchnąć III Wojna Światowa. Rządy Europy Zachodniej są zainteresowane przede wszystkim dwiema rzeczami: tzw. „sprawiedliwym pokojem” i tzw. „gwarancjami bezpieczeństwa”.
„Sprawiedliwy pokój” oznacza całkowite pokonanie Rosji, co zmusi jej władze do przyjęcia żądań globalistów. „Gwarancje bezpieczeństwa” dla Ukrainy to utrzymywanie tego państwa w zdolności do prowadzenia trwałej wojny. „Gwarancje bezpieczeństwa” dla Europy to zdolność dalszego wspierania państwa ukraińskiego w wojnie przeciw Rosji z możliwością wprowadzenia własnych narodów do działań.
Na to ultimatum Donald Trump nie przystał. Widać było, podczas wymiany zdań między Vance’em z Zelenskim, jak waży w myślach odpowiedź, zdanie wielkiej wagi, być może decydujące o losach świata. Gdyby zgodził się z Zelenskim, wysiłek państwa amerykańskiego zostałby skierowany na dalszą wojnę, z perspektywą jej stopniowej eskalacji, miałby jednak spokój od globalistów do końca kadencji. Skoro jednak się nie zgodził, musi spodziewać się ciągłych ataków na jego administrację, zaburzeń wewnętrznych, prób gwałtownej eskalacji wojny ukraińskiej.
Odrzucenie ultimatum Zelenskiego przez Trumpa było mocne i jednoznaczne. Odrzucił projekt III Wojny Światowej, co wyraził wprost. Nie dopuścił go do jednego stołu, co ma znaczenie symboliczne. Nie mógł podzielić się z nim chlebem, bo to oznaczałoby poddanie się Trumpa Zelenskiemu i Stanów Zjednoczonych globalistom.
To, co Trump powiedział i pokazał Zelenskiemu, nie było przeznaczone dla niego, on bowiem jest tylko posłańcem, ale dla tych, którzy go wysłali. Gdyby Trump uległ, losy świata potoczyłyby się zgodnie z planem, nakreślonym przez globalistów – gnostyków już 400 lat temu. Stało się jednak inaczej. W ciągu tych krótkich minut zapadły decyzje, które sprawiły, że plan przestał obowiązywać, a dalszy przebieg zdarzeń jest nieprzewidywalny.
Przyczyny zachowania Zelenskiego
Możemy się jedynie domyślać, dlaczego ukraiński komik próbował tak bardzo poniżyć Prezydenta USA. Przyczyna pierwsza to polecenia wydane przez globalistów, aby storpedował umowę, którą miał podpisać, i aby tak pokierował rozmową, by skompromitować Donalda Trumpa, a świat nabrał przekonania, że brak pokoju utrzymuje się przez jego emocje. To się nie udało, zamiast tego cały świat poznał arogancję i niestosowność Zelenskiego. Przyczyna kulturowa tkwi w normotypie turańskim, skojarzonym z myśleniem talmudycznym,, tym bardziej, że Zelenski w krótkim czasie awansował od estradowca do bohatera „wolnego świata”.
Przyczyna psychologiczna, to przyzwyczajenie do robienia wszystkiego bez konsekwencji. Przyzwyczaiła go do tego Europa, w szczególności Polska, wobec której mógł sobie pozwolić na każdą potwarz bez żadnej reakcji. Politycy polskojęzyczni jakoś tak się umówili, że każdy płaszczy się i przymila wobec tego osobnika, któremu wolno symbolicznie pluć w twarz nawet Prezydentowi RP. Przyzwyczajenie drugą naturą, myślał, że skoro można tak wobec Polski, to można wszędzie, i w osobie Trumpa doznał szoku, ten bowiem nie pozwolił się obrażać i wygnał impertynenta z domu.
Przyczyna najważniejsza – wie, że za nim stoją siły globalistów, używające państw Europy Zachodniej.
Co dalej
Natychmiast po wyjściu z Białego Domu Zelenski przeprowadził dwie rozmowy telefonichne – do prezydenta Emmanuela Macrona i Sekretarza Generalnego NATO Marka Rutte. Potem wsiadł w samolot i poleciał nie na Ukrainę, tylko do Londynu, gdzie jeszcze tego samego dnia został przyjęty przez premiera Wielkiej Brytanii Keitha Starmera i króla Karola III. Europejscy przywódcy zwołali na niedzielę 2 marca specjalny szczyt bezpieczeństwa „Zabezpieczając naszą przyszłość”, przy czym należy właściwie rozumieć, co znaczy słowo : naszą. W organizacji tej szybkiej narady dużą rolę odegrał premier rządu warszawskiego Donald Tusk, zaproszono też premiera Kanady Justina Trudeau, szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, prezydenta Turcji Erdogana, i oczywiście Wołodymira Zelenskiego.
Ciekawe towarzystwo: Macron, siłą łamiący swój naród, domniemany małżonek pedofila; Rutte, uśmiechnięty, miły pan na rowerze, który jako premier Holandii w czasie pandemii skasował Święta Bożego Narodzenia, a na ludzi nasłał esmanów z psami; Starmer, który tuszował proceder gwałtów imigranckich gangów na białych dziewczynkach, wsadzający ludzi do więzień za wpis w socjal mediach i za modlitwę; Tusk, o którym dobrze wiemy, słuchać hadko; Trudeau, pogromca Konwoju Wolności, klawisz Kanady, promotor eutanazji dla wszystkich, wsadzający ludzi za cokolwiek, Leyen, dostawczyni szczepionek obowiązkowo ratujących unijne życie. Zelenski z pewnością poczuł się wśród swoich.
Pomyśleć, komu prezydent nadał Order Orła Białego. Słuchać hadko.
Postanowienia szczytu nie są w całości jawne, warto jednak przeanalizować to, co wiadomo, ale to materia na kolejny artykuł.
W roku 1970 uczniowie rozwiązywali następujące zadanie: „Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Koszty uzyskania przychodu wyniosły 4/5 tej kwoty. Jaki procent stanowił zysk drwala?”
W roku 1990: „Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?”
W roku 2000: „Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa kosztowało go 4/5 tej kwoty – czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?”
A w roku 2020? „Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.”