Dziś rocznica: Poprawna ocena ofiar Czarnobyla: półtora miliona (jak dotąd)

Poprawna ocena ofiar Czarnobyla: półtora miliona (jak dotąd)

AJ: Ogólna liczba ofiar w ciągu 25 lat od katastrofy na całym świecie przewyższyła milion. Nie wli­czam w to poronień i narodzin martwych dzieci (a to będzie jesz­cze kilkaset tysięcy)

[Z : Zielone Wiadomości, kwiecień/maj 2011, www.zielonewiadomosci.pl   MD]

W tym roku mija 25 rocznica ka­tastrofy czarnobylskiej, tymczasem opinia publiczna jest nadal karmiona mitami o „nieznacz­nych skutkach ekologicznych i zdrowotnych” tej katastrofy, Kłamstwom i przemilczeniom od­powiedzialnych instytucji prze­ciwstawiają się od lat niezależni naukowcy. Z ,,Zielonymi Wiadomościami” rozmawia wybitny ro­syjski biolog i ekolog, profesor ALEKSIEJ W. JABŁOKOW

REDAKCJA „ZW”: Panie pro­fesorze: skąd u Pana – biologa i ekologa – zainteresowanie dzie­dziną energetyki jądrowej?

Prof. ALEKSIEJ JABŁOKOW: Moje zainteresowanie problemami energetyki jądrowej zaczęło się w 1988 roku. Byłem wtedy członkiem pań­stwowej komisji ekspertów do spraw Południowo-ukraińskiej Elek­trowni Atomowej i mogłem szcze­gółowo zapoznać się z budową i działaniem elektrowni jądrowych. Potem, już jako wiceprzewodni­czący Komitetu d.s. Ekologii Rady Najwyższej ZSRR, miałem dostęp do wielu materiałów; zrozumiałem wtedy, że skażenie promieniotwórcze jest jednym z najboleśniejszych problemów Związku Radzieckiego. Jako doradca Prezydenta do spraw. ekologii i ochrony zdrowia miałem możliwość odwiedzić wszystkie ważniejsze zakłady atomowe w Rosji. Na początku lat dziewięćdziesiątych byłem przewodniczącym komisji rządowej, zajmującej się skutkami usuwania odpadów ra­dioaktywnych do rosyjskich mórz, przewodniczyłem również komisji Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej do spraw awa­rii jądrowej w Tomsku-7. Jako przewodniczący państwowej komisji do spraw bezpieczeństwa ekologicznego przy Radzie Bezpieczeństwa Fe­deracji Rosyjskiej zajmowałem się wieloma problemami związanymi z energetyką jądrową, w tym także skutkami katastrofy w Czarnobylu.

W toku tej działalności poznałem wielu zwolenników energii atomo­wej. Często się z nimi spierałem. W końcu napisałem długi arty­kuł w miesięczniku „Nowyj Mir” („Nowy Świat”), który zatytułowa­łem: Mitologia atomowa. To było chy­ba w 1993 roku. Ten artykuł prze­drukował potem niemiecki „Der Spiegel”. Wówczas Aleksander Jan­szyn, wiceprzewodniczący Rosyj­skiej Akademii Nauk zaproponował mi, żebym dokładniej przedstawił moje podejście do problemu ener­getyki jądrowej. Na początku były to prace komisji Rosyjskiej Akade­mii Nauk, zajmującej się dziedzic­twem Władimira Wiernadskiego, po dwóch latach w Moskwie, w wy­dawnictwie Nauka, została wydana książka Mitologia atomowa (1997).

Centrum Polityki Ekologicznej Ro­sji, którego byłem wtedy preze­sem, wydało jeden z rozdziałów tej książki w rozszerzonej wersji jako Mit o niewielkim znaczeniu skutków katastrofy w Czarnobylu (Moskwa, 2001). Jeszcze wcześniej, na dziesię­ciolecie katastrofy, byłem pomysło­dawcą i redaktorem dwóch tomów Konsekwencje katastrofy w Czarnobylu („Zdrowie środowiska i Zdrowie człowie­ka” Moskwa, 1996). Dwa razy prze­mawiałem w Kongresie USA na te­maty jądrowe. W latach 2002 – 2003 byłem jednym z założycieli Euro­pejskiego Komitetu do spraw Ryzy­ka Radiacyjnego.

RED: Niedawno w Nowym Jor­ku ukazała się książka pańskie­go współautorstwa: Czarnobyl. Skutki katastrofy dla ludzi i śro­dowiska. Jak doszło do napisa­nia tej książki?

AJ: Bezpośrednią przyczyną na­szej książki była wcześniejsza pu­blikacja IAEA i WHO („Forum Czarnobylskie”, 2005),. w której prawdę o katastrofie wypaczo­no do takiego stopnia, że wraz z profesorem Wasilijem Nesterenko z Mińska, byłym dyrektorem In­stytutu Energetyki Jądrowej, który po katastrofie w Czarnobylu w całości poświęcił się ratowaniu biało­ruskich dzieci, postanowiliśmy ze­brać w jednej publikacji naukowe dowody mówiące o prawdziwych skutkach katastrofy. Podstawą książki była analiza około pięciu tysięcy publikacji, wydawanych przede wszystkim w językach sło­wiańskich, mało lub w ogóle nie­znanych na Zachodzie.

RED: Czy książka Czarnobyl. Skutki katastrofy dla ludzi i śro­dowiska była publikowana w kra­jach najbardziej dotkniętych: na Białorusi, Ukrainie, w Rosji?

AJ: Początkowo książka zosta­ła wydana w Sankt Petersburgu w wydawnictwie Nauka. Jest sze­roko dostępna, można ją ściągnąć z różnych stron internetowych. 26 kwietnia w Kijowie wyjdzie trzecie, poszerzone wydanie.

RED: Jak ocenia Pan skutki zdro­wotne katastrofy w Czarnobylu. Na czym one polegają i jakie to są schorzenia?

AJ: Łatwiej jest mi powiedzieć, ja­kie choroby nie są związane z katastrofą.

W wyniku Czarnobyla znacznie wzrosły zachorowania na choroby układu krążenia, układu nerwowego, pokarmowego i od­dechowego, a także na choroby układu moczowego. Częstsze sta­ły się choroby endokrynologiczne i onkologiczne, zaburzenia układu odpornościowego, i rzecz jasna ­zaburzenia genetyczne. Dynami­ka zachorowań na poszczególne choroby jest różna. Niektóre z tych chorób były szczególnie widoczne w ciągu pierwszych 10 -15 lat, potem liczba zachorowań zmalała; liczba. zachorowań .na inne scho­rzenia wciąż rośnie.

RED: Jakie będą skutki zdrowot­ne napromieniowania dla następ­nych pokoleń? Jak to się odbiło na zdrowiu reprodukcyjnym?

AJ: Na razie możemy mówić tylko o pierwszych, początkowych skut­kach, ponieważ radionuklidy (cez, stront, pluton i ameryk) jeszcze znajdują się w ekosystemach. Ge­netyczne konsekwencje pierwsze­go wybuchu w 1986 roku (wtedy napromieniowane radionuklida­mi z Czarnobyla w Europie było tysiąc razy większe) będą widocz­ne w ciągu kilku pokoleń. Oczywi­ście liczba ofiar będzie zmniejszać się wraz z upływem czasu.

RED: Dane dotyczące liczby ofiar śmiertelnych katastrofy są bardzo rozbieżne w zależności od źródeł. Według dostępnych w Polsce ofi­cjalnych danych zginęło tylko ok. 100 osób. Jaka jest rzeczywista liczba ofiar według pana badań?

AJ: Ogólna liczba ofiar w ciągu 25 lat od katastrofy na całym świecie przewyższyła milion. Nie wli­czam w to poronień i narodzin martwych dzieci (a to będzie jesz­cze kilkaset tysięcy- jak uważa nie­miecki badacz H. Scherb).

RED: Sto osób a milion, to szoku­jąca rozbieżność: 10 tysięcy razy! Na czym polega różnica pomię­dzy metodologią stosowaną przez Pana do oceny skutków zdrowot­nych Czarnobyla, a np. metodo­logią autorów raportu Chernobyl Legacy (WHO, IAEA)? Chcieli­byśmy, aby nasi czytelnicy mogli wyrobić sobie zdanie co do wia­rygodności obu metod.

AJ: Oficjalna metodologia osza­cowania liczby ofiar opiera się na dosyć umownej, indywidualnej dawce promieniowania. (która jest wyliczana na podstawie ogrom­nej liczby założeń, np. ile człowiek mógł wypić skażonego mleka, ile czasu znajdował się poza pomiesz­czeniem itp.). Poza tym współczynniki, które wykorzystuje się do wylicze­nia ryzyka napromieniowania są bardzo niepewne (bazują na mało wiarygodnych danych o skutkach Hiroszimy i Nagasaki).

My wybraliśmy inne podejście ba­dawcze. Porównaliśmy zachorowa­nia i śmiertelność na silnie i słabo skażonych terenach, które według wszystkich innych wskaźników; z wyjątkiem stopnia skażenia pro­mieniowaniem, są do siebie podob­ne. Takie wyliczenia są dostępne dla Rosji, Białorusi, Ukrainy, a tak­że dla Szwecji i Norwegii. Okazało się, że w ciągu pierwszych 15 – 20 lat po katastrofie poziom śmiertel­ności na silnie skażonych terenach jest większy o około 4%. Opierając się na tych wynikach, można oszacować przybliżoną liczbę ofiar.

RED: Jak ocenia Pan skutki zdro­wotne Czarnobyla w Polsce?

AJ: Według różnych wyliczeń do Polski dotarło około 1% szkodli­wych substancji z Czarnobyla (jeśli wziąć pod uwagę cez-137). W niewielkim stopniu był skażony cały kraj, największe skażenie objęło około 3 – 4 tys. kilometrów kwadra­towych. Skażenie to ma charakter plamisty i jakieś plamy obejmujące dziesiątki kilometrów kwadrato­wych mogły być nie wykryte. Jestem pewien, że jeśli przeanalizowaliby­śmy statystyki dotyczące martwych urodzeń, poronień, zespołu Downa, śmiertelności noworodków – ślad po Czarnobylu będzie widoczny również w Polsce. Na niektórych terenach w znacznym stopniu wzro­sła liczba problemów z tarczycą.

A’ propos, nie znalazłem map ska­żenia Polski innymi radionukli­dami, oprócz cezu-137. A takie skażenie, krótko żyjącymi radionu­klidami: jodem-131, tellurem-132, cezem-l34 i innymi było. Według prognoz M. Malko ogólna liczba zachorowań na raka tarczycy w Polsce w wyniku katastrofy wy­niesie więcej niż 3200 przypadków (w tym około 900 śmiertelnych), białaczki – około 170 (w tym 120 śmiertelnych), innych typów raka – ponad 1700 (około 1000 śmiertel­nych). A trzeba wiedzieć, że rak nie jest główną przyczyną zwiększenia się „poczarnobylskiej” śmiertelno­ści. O stopniu skażenia radioaktywnego w Polsce znacząco i obrazowo mówi pewne zdarzenie: w czerw­cu 1987 roku Bangladesz zwrócił Polsce 1600 ton mleka w proszku ze względu na jego niebezpieczną radioaktywność.

RED: Jakie były społeczne skut­ki katastrofy, co obecnie dzieje się z ewakuowana ludnością, czy mają pracę lub inne środki do ży­cia, czy pomoc medyczna jest za­bezpieczona?

AJ: Nie będę mówił o problemach społecznych, jestem biologiem i ekologiem. Przypomnę tylko, że koszty poniesione przez kraje do­tknięte katastrofą w celu minima­lizacji jej skutków są ogromne. Bia­łoruś w niektórych latach traciła do 25% całego budżetu „na Czar­nobyl”, Ukraina – do 5%, Rosja­ do 1%. W sumie, „czarnobylskie” wydatki tylko tych krajów wynio­sły ponad 550 miliardów dolarów w ciągu 25 lat. A przecież Niemcy, Szwecja, Norwegia, Wielka Bryta­nia i inne kraje do dzisiaj jeszcze wydają ogromne sumy.

RED: Co sądzi Pan na temat pro­pozycji autorów raportu Chermo­byl  Legacy, aby odebrać ludziom zasiłki i przeznaczyć je na inwe­stycje we wspieranie. lokalnej przedsiębiorczości i biznesu?

AJ : Uważają oni, że „czarnobyl­skie” choroby są skutkiem radio­fobii i strachu, a nie promieniowania. Jednak poziom radiofobii na skażonych terenach spada, a licz­ba zachorowań rośnie. I jaka może być radiofobia u myszy i żab, u których spotykamy takie same choroby jak u ludzi, żyjących na skażonych terenach?

RED: Co sadzi Pan na temat skut­ków zdrowotnych obecnej kata­strofy w Fukushimie?

AJ: Katastrofa w Fukushimie jeszcze się nie skończyła, cały czas następuje tam wyciek radionuklidów. W gor­szym wypadku skutki tej katastrofy mogą być cięższe niż w Czarnobylu. Wyliczenia prof. Ouisa Busby we­dług stanu sprzed dwóch tygodni informują o możliwości pojawienia się w ciągu następnych 50 lat do 420 tysięcy dodatkowych zachorowań na raka (połowa z nich w pierwszym dziesięcioleciu).

RED: A jak ocenia pan skutki tej katastrofy dla rolnictwa?

AJ: Na kilku tysiącach kilometrów kwadratowych nie można będzie, jak dawniej, zajmować się rolnic­twem – trzeba będzie zmieniać ży­cie milionów ludzi. Będzie znisz­czone lokalne rybołówstwo (do stu kilometrów od Fukushimy).

Czy skażenie morza będzie postę­powało dalej – na razie nie wiado­mo. Jednak może rozszerzyć się i do tysiąca kilometrów (bez wzglę­du na zmniejszenie się koncentracji dalej od źródła, może mieć miejsce bio-koncentracja i bio-akumulacja radionuklidów, w związku z którą w organizmach żywych koncentra­cja radionuklidów może być więk­sza dziesiątki tysięcy razy).

RED: Czy na skażonych terenach istnieje monitoring dzikiej przy­rody? Czy mógłby pan coś na ten temat powiedzieć?  [około Czarnobyla md]

AJ: Zamknięcie tych terenów (trzydziestokilometrowa strefa) przyciąga wiele zwierząt, ponie­waż nie ma tam presji antropoge­nicznej. Jednak badania pokazują w strefie wysoki poziom mutacji; możemy też obserwować inne negatywne skutki silnego napro­mieniowania. Z zewnątrz wszyst­ko wygląda w porządku, jednak w rzeczywistości strefa – to „czar­na dziura”, mieląca pule genowe. Mikro-ewolucyjne skutki katastro­fy jeszcze czekają na wyjaśnienie.

RED: Był Pan kilka dni temu go­ściem kongresu w Berlinie na te­mat 25-lecia katastrofy w Czarno­bylu. Czy może się Pan podzielić z naszymi czytelnikami wraże­niami z tej konferencji?

To była inicjatywa ruchu „Leka­rze przeciw wojnie nuklearnej” (IPPNW), którzy w swoim czasie otrzymali Pokojową Nagrodę No­bla. W Berlinie w zasadzie odbyły się dwie konferencje – jedna oficjal­na, na której wygłoszono rozmaite wykłady, i druga – publiczna, infor­macyjno-emocjonalna. Obie były na swój sposób ważne~ 26 kwiet­nia w Kijowie będą miały miejsce również dwie konferencje. Jedna ­oficjalna i druga – publiczna. Kon­flikt prawdy z półprawdami nadal będzie aktualny. Przypomnę, że już czwarty rok w Genewie, która jest siedzibą Światowej Organiza­cji Zdrowia ma miejsce beztermi­nowy’ protest: codziennie. od rana do wieczora dwoje, troje ludzi z plakatami: „Powiedzcie prawdę o Czarnobylu!”, „Przypomnijcie so­bie przysięgę Hipokratesa!”, „Ko­niec niegodnemu porozumieniu z IAEA z 1959 r.”

RED: W jaką energię radzi Pan zainwestować polskiemu rządo­wi i dlaczego? Czy ma pan rady dla polskiego rządu?

AJ: Nawet część środków, które Polska planuje wydać na budowę pierwszej elektrowni atomowej (3-4 miliardy euro) starczyłaby na przekształcenie nie ekologicznych elektrowni węglowych w bardziej czyste. W Polsce (tak jak w każ­dym kraju świata)niekończą­ce się źródła niskotemperaturowej energii geotermalnej – w dowol­nym miejscu można wywiercić dziurę w ziemi i na głębokości 1-2 kilometrów otrzymać wodę o tem­peraturze około 100 stopni. To zu­pełnie wystarczy dla dzisiejszych sposobów otrzymania energii elektrycznej. W Polsce są ogromne rezerwy gazu łupkowego. Energia atomowa w Polsce sprawi wiele kłopotów – ekologicznych, ekono­micznych i politycznych.

Ciągła zależność od dostaw pa­liwa jądrowego, nierozwiązane nigdzie na świecie ogromne pro­blemy z przechowywaniem od­padów radioaktywnych i, oczywi­ście, nieunikniony wpływ nawet najmniejszych wycieków z elek­trowni atomowej na zdrowie lu­dzi, nie mówiąc już o ryzyku no­wego Czarnobyla czy Fukushimy – ponieważ nie ma bezpiecznych reaktorów atomowych, co by nie mówili na ten temat zwolennicy energii atomowej. Taniość energii jądrowej to jeszcze jedno wielkie kłamstwo jej protagonistów.

RED: Dziękujemy serdecznie!

Mit przystępnej cenowo zielonej energii się skończył

Mit przystępnej cenowo zielonej energii się skończył altershot/mit-przystepnej-cenowo-zielonej-energii-sie-skonczyl

===============================

[Wyjaśniam to, co od trzech dekad próbuję wyjaśnić posłom; bo gdy zostaja ministrami, to głuchną zupełnie;

„Energie odnawialne (jak i każdy prawdziwy postęp) maja sens wtedy, gdy są OPŁACALNE dla chłopa, wójta, małego przedsiębiorcy. Głupotą i ideologią jest wymuszanie czegokolwiek przez rządy, dotacje, media, rotshildy i podobne gówna. Przecież na wszelkich „dotacjach” żeruja głupawe a bezczelne REKINY.

Rząd ma jednak obowiązek budowy wielkich magazynów energii. Technologie są od dawna znane. Opłacalne.

Mirosław Dakowski]

=======================

Postęp na całym świecie utknął w martwym punkcie, ponieważ nikt nie chce przyznać się do rzeczywistych kosztów

W ostatnich latach wszechobecna narracja na temat morskiej energetyki wiatrowej głosiła, że koszty spadają, a energia wiatrowa jest tania. Ale jeśli spojrzeć pod powierzchnię, okazuje się, że sprawy nie wyglądają tak różowo. W ostatnich latach producenci turbin tracili pieniądze z nawiązką. Łącznie w ciągu ostatnich pięciu lat czterech największych producentów turbin poza Chinami straciło prawie 7 miliardów dolarów – i ponad 5 miliardów dolarów w samym 2022 roku. W ubiegłym roku dyrektor generalny producenta turbin Vestas powiedział, że firma straciła osiem procent na każdej sprzedanej turbinie.

Niektóre z tych strat wynikają z kwestii gwarancyjnych – oznacza to, że turbiny nie działały zgodnie z oczekiwaniami, co wymagało od producentów rekompensaty dla deweloperów farm wiatrowych i naprawienia problemów. Prywatnie przypisuje się to presji na coraz większe wiatraki, które trudniej jest naprawić. Wtajemniczeni sugerują, że wzrost mocy na turbinę osiągnął szczyt, przynajmniej na razie.

Straty były jednak również spowodowane strukturami cenowymi zaprojektowanymi w celu zdobycia udziału w rynku oraz agresywnymi deweloperami farm wiatrowych, którzy odmówili zapłaty, często zgarniając miliardy dotacji. Rynek zaczął wyglądać, jeśli nie jak schemat Ponziego, to jak domek z kart zbudowany na najbardziej chwiejnych fundamentach. Wszyscy producenci turbin intensywnie renegocjują umowy i nalegają na lepsze warunki, aby powstrzymać straty, w przeciwnym razie po prostu przerzucą się na inne, bardziej dochodowe działania. Wywiera to presję na deweloperów, którzy teraz udają się do rządów, błagając o więcej dotacji i więcej ulg podatkowych, z których wszystkie muszą zostać opłacone przez podatników lub płatników rachunków.

Aby zwalczyć rosnące zagrożenie ze strony chińskich producentów turbin, UE rozważa wszczęcie dochodzenia w sprawie wykorzystywania przez Chiny dotacji do promowania krajowych producentów turbin. UE nałożyła już cła na chińskie tkaniny z włókna szklanego, które są wykorzystywane w łopatkach turbin wiatrowych. Pełniący obowiązki komisarza UE ds. konkurencji Didier Reynders powiedział, że tani import z Chin może zagrozić europejskim przedsiębiorstwom. Decyzja o tym, czy kontynuować dochodzenie, ma zapaść jeszcze w tym miesiącu, pomimo gniewnej reakcji Pekinu na podobne dochodzenie w sprawie pojazdów elektrycznych.

Projekty morskiej energetyki wiatrowej wysychają na całym świecie. Przez cały 2022 r. w UE nie było żadnych inwestycji w morską energetykę wiatrową poza kilkoma małymi pływającymi projektami. Oczekiwano, że kilka projektów osiągnie zamknięcie finansowe w ubiegłym roku, ale ostateczne decyzje inwestycyjne zostały opóźnione z powodu inflacji, interwencji rynkowych i niepewności co do przyszłych przychodów. Ogólnie rzecz biorąc, w 2022 r. w UE odnotowano jedynie 9 gigawatów nowych zamówień na turbiny, co stanowi 47-procentowy spadek w porównaniu z 2021 r.

Deweloperzy wskazują na rosnące koszty łańcucha dostaw, ale chociaż koszty te rzeczywiście wzrosły, to po prostu pogłębiły straty ponoszone przez producentów. Straty te w większości już istniały, zanim wojna na Ukrainie wywołała globalny wzrost cen. Powodem jest to, że sumy dla tego rynku po prostu się nie sumują: rządy uważają, że subsydiują niedojrzałą technologię, która ostatecznie będzie samowystarczalna. Jednak po ćwierćwieczu subsydiowania rynek ten nie jest już niedojrzały. Po prostu nigdy nie będzie ekonomiczny, dopóki ludzie nie zdadzą sobie sprawy, że pomimo kosztów operacyjnych bliskich zeru, farmy wiatrowe muszą zarabiać dużo pieniędzy, aby spłacić swoje bardzo wysokie koszty kapitałowe, co decydenci polityczni niechętnie przyznają, ponieważ oznaczałoby to porzucenie retoryki „tanich odnawialnych źródeł energii” i przyznanie, że energia odnawialna jest w rzeczywistości bardzo droga.

Z pewnością, dopóki coś się nie zmieni, firmy niechętnie będą kontynuować budowę. W ubiegłym miesiącu, w ramach ostatniej rundy brytyjskiego programu dotacji na odnawialne źródła energii, nie wpłynęła żadna oferta od deweloperów morskich farm wiatrowych, a tylko dwa projekty z zeszłorocznej rundy przeszły do etapu budowy. Wiodący deweloper, Vattenfall, wstrzymał w lipcu prace nad farmą wiatrową Norfolk Boreas, powołując się na rosnące koszty. Niedawno ogłoszony przetarg w Niemczech zakończył się zbyt niską subskrypcją – pomimo tego, że docelowy wolumen został zmniejszony o prawie połowę w trakcie procesu, oferty nadal nie pokrywały oferowanej mocy. Nie jest to bynajmniej pierwsza rozczarowująca niemiecka aukcja wiatrowa, a oferenci preferują bardziej przyjazne komercyjnie aukcje w Holandii.

W Stanach Zjednoczonych, pomimo ogromnego wsparcia oferowanego przez ustawę o redukcji inflacji, projekty farm wiatrowych również borykają się z trudnościami. Orsted, światowy lider w dziedzinie morskiej energetyki wiatrowej, poinformował, że może anulować ponad 2 mld USD kosztów związanych z trzema amerykańskimi projektami – Ocean Wind 2 u wybrzeży New Jersey, Revolution Wind u wybrzeży Connecticut i Rhode Island oraz Sunrise Wind u wybrzeży Nowego Jorku – które nie rozpoczęły jeszcze budowy, twierdząc, że może wycofać się ze wszystkich trzech projektów, jeśli nie znajdzie sposobu na uczynienie ich ekonomicznie opłacalnymi.

W sierpniu rząd USA zorganizował aukcję na dzierżawę morskich farm wiatrowych w Zatoce Meksykańskiej, która nie wzbudziła niemal żadnego zainteresowania deweloperów. Jedna firma, RWE, złożyła ofertę na jeden z trzech obszarów dzierżawy i wygrała z powodu braku konkurencji. Na pozostałe dwa obszary dzierżawy nie złożono żadnych ofert. Analitycy twierdzą, że firmy niechętnie składały oferty, ponieważ stany wzdłuż wybrzeża Zatoki Perskiej nie muszą kupować energii elektrycznej z morskich farm wiatrowych. Tymczasem projekty realizowane u wybrzeży Nowego Jorku domagają się średnio 48-procentowego wzrostu cen gwarantowanych, co może zwiększyć ceny energii elektrycznej w tym stanie o 880 mld USD rocznie.

Długoterminowe kontrakty na energię elektryczną produkowaną przez morskie farmy wiatrowe zostały anulowane, a deweloperzy farm wiatrowych zapłacili wysokie kary. Deweloper Avangrid, spółka zależna hiszpańskiego giganta Iberdrola, anulowała swoje kontrakty na produkcję energii z 804-megawatowego projektu Park City i 1,2-gigawatowego projektu Commonwealth Wind. Firma planuje ponownie rozpisać przetargi na te projekty w przyszłych aukcjach, ale na razie zostały one zakończone. Shell, Equinor i Orsted również starały się anulować lub renegocjować podobne umowy, podczas gdy projekt Ocean Winds-Shell, SouthCoast Wind, zgodził się zapłacić 60 mln USD za anulowanie umów z przedsiębiorstwami użyteczności publicznej w Massachusetts.

W Karolinie Północnej, Duke Energy całkowicie zrezygnował z morskiej energetyki wiatrowej w swoim najnowszym długoterminowym planie energetycznym, faworyzując elektrownie jądrowe, słoneczne i wiatrowe na lądzie. Duke zobowiązał się również do zamknięcia istniejących elektrowni dopiero po uruchomieniu nowych, mając nadzieję na złagodzenie niestabilności sieci, która nękała część kraju w ostatnich latach.

Wszystko to sprawia, że ambicje prezydenta Joe Bidena dotyczące budowy 30 gigawatów morskiej energii wiatrowej wzdłuż wybrzeża USA do 2030 r. są zagrożone, a wielu analityków uważa, że cele te po prostu nie zostaną osiągnięte. Cele te wynikają po części z chęci północno-wschodnich stanów do odejścia od paliw kopalnych – na przykład Nowy Jork postawił sobie za cel zasilanie swojej sieci w 70 procentach energią odnawialną do 2030 roku.

Jednak pomimo zachęt oferowanych przez ustawę o redukcji inflacji (IRA), deweloperzy morskich farm wiatrowych twierdzą, że dotacje IRA są niewystarczające, aby projekty mogły się rozwijać w obecnym środowisku i lobbują na rzecz dodatkowych ustępstw. Urząd ds. Badań i Rozwoju Energii Stanu Nowy Jork, który wdraża stanowy mandat dotyczący morskiej energetyki wiatrowej w wysokości 9 gigawatów do 2035 r., ostrzegł, że opóźnienia we wdrażaniu morskiej energetyki wiatrowej mogą zagrozić realizacji stanowych celów w zakresie odnawialnych źródeł energii i zwrócił się do Departamentu Usług Publicznych Stanu Nowy Jork o zatwierdzenie podwyżek cen w kontraktach z Equinor, BP i Orsted.

Myślenie życzeniowe może zajść tylko tak daleko, aż realia rynkowe zaczną boleśnie dawać o sobie znać. Litania problemów stojących przed morską energetyką wiatrową powinna skłonić decydentów do ponownej oceny założeń dotyczących tego rynku. Odnawialne źródła energii bez wątpienia mają do odegrania pewną rolę w transformacji energetycznej, ale dalsze przekonanie, że są one tanie, pomimo wszystkich dowodów na to, że jest inaczej, jest nieodpowiedzialne. Nie wspominając już o złudzeniach.

autor: Kathryn Porter 

źródło: https://www.telegraph.coKathryn Porter .uk/news/2023/10/10/green-energy-plans-wind-solar-power-myth/

Schemat Ponziego czyli piramida finansowa

Schemat Ponziego, to struktura, w której zysk konkretnego uczestnika zależy bezpośrednio od wpłat kolejnych uczestników piramidy.

Piramida w czystej postaci sprowadza się do struktury, w której zysk danej osoby zależy od wpłat osób znajdujących się niżej w tej strukturze. Działalność piramidy polega zatem na obiecywaniu zysków uczestnikom, przede wszystkim za zwerbowanie do udziału w tej strukturze nowych osób, niż świadczeniu rzeczywistych usług inwestycyjnych.
Piramida w czystej postaci sprowadza się do struktury, w której zysk danej osoby zależy od wpłat osób znajdujących się niżej w tej strukturze. Działalność piramidy polega zatem na obiecywaniu zysków uczestnikom, przede wszystkim za zwerbowanie do udziału w tej strukturze nowych osób, niż świadczeniu rzeczywistych usług inwestycyjnych.

Majóweczka, karkóweczka, czyli na narty w klapkach.

Majóweczka, karkóweczka, czyli na narty w klapkach.

Azja, Pogoda, klimat / By Paweł Klimczewski pawelklimczewski/majoweczka-karkoweczka-czyli-na-narty-w-klapkach

Zaledwie tydzień dzieli nas od majówki i już możemy się pokusić o prognozę pogody. W okresach wiosennym i jesiennym dynamika atmosfery jest tak duża, że wróżenie na dłużej niż kilka dni jest ryzykowne. Przez Polskę przechodzi Niż Genueński, czyli nic fajnego. Latem daje powodzie a teraz może dać w górach śnieg, bo zaciąga z północy zimne powietrze. Szwecja, Norwegia i Finlandia ciągle jest przykrywana nowymi opadami białego puchu, co będzie skutkowało nawrotami zimnych dni w Europie jeszcze przez wiele tygodni.

Prognoza na 1 maja 2024

Mamy w tym roku farta, bo majówka zapowiada się ciepła w naszym nieszczęśliwym kraju. Jeśli kogoś kusi, by zaznać Słońca w Hiszpanii ryzykuje powtórkę z Wielkiej Nocy, gdy przez półwysep iberyjski przetoczył się zimny huragan z deszczem. Ostrzegałem tu: „Zanim polecisz na Baleary obejrzyj izobary.” https://pawelklimczewski.pl/2024/03/27/zanim-polecisz-na-baleary-obejrzyj-izobary/

Wiosna 2024 w Hiszpanii

Tradycyjnie sezon kąpielowy rozpoczynamy w Lewancie, do wyboru, Cypr, Turcja, Syria, Izrael, Egipt. Morze tam będzie miało już pond 20 st. C czyli 5 st. C więcej niż w południowej Hiszpanii. Jednocześnie o 2 godziny jazdy z plaży pod palmami możemy w Turcji wyskoczyć na narty w wysokich górach Taurusu. Słońca jest na tyle dużo, że można śmiało jechać na narty w klapkach lub jak kto lubi. 

Wiosenne narty w Turcji

Rosjanie w Turcji szczególnie lubią takie wyzwania, co daje Turkom wiele radości i gotówki. Kąpielówki i klapki kupujemy na miejscu, także śmiało możemy lecieć bez bagażu, fryzjer 20 zł, pucybut 3 zł. Tureckie śniadanie, po którym do kolacji nic do szczęścia już nie trzeba to nieduży wydatek. Smacznego! O tym jak za kilkaset złotych przejechać całą Turcję pisałem tu: https://pawelklimczewski.pl/2023/11/25/owocowy-zawrot-glowy/

Paweł Klimczewski

======================================

Poniżej info jak można mnie wesprzeć w działalności publicystycznej. Linkując teksty w Social mediach, a nie źródła zapewniamy przychody z reklam dla Meta, tj. FB, Instagram, WhatsApp i innych korporacji.

Możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto: mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334
Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.

Paweł Klimczewski

Wariancja kontra wariactwo.

Wariancja kontra wariactwo.

By Paweł Klimczewski pawelklimczewski/wariancja-kontra-wariactwo

Są oczywiste oczywistości tak oczywiste, że nie zwracamy na nie uwagi w ważnych chwilach. Gdy dawno temu po raz pierwszy usłyszałem o globalnej zagładzie z powodu wpuszczania do atmosfery dymu, uśmiechnąłem się do siebie z uczuciem politowania dla autorów tych rewelacji. Podobne uczucie mam dla bezmyślnych dziennikarzy, którzy na rozkaz szefa powielają mnóstwo głupstw. Całe zawodowe życie zajmowałem się pomiarem, teorią pomiaru, przewidywaniem masowych zachowań społecznych i zazdrościłem ludziom z nauk ścisłych, że mają łatwiznę.

Opisanie liczbami zachowań ludzkich jest trudne, nigdy nie wiemy czego nie wiemy, w fizyce sprawy są banalne, a jednak można na skalę globalną oszukiwać prawie wszystkich. Ważne są dwie sprawy: skala i wariancja. Dziś o skalach i wariatach, o wariancji i wariatach wkrótce.

Od wyboru skali pomiarowej zależy wszystko, co potem mamy myśleć o wynikach. Są skale bezwzględne i one są doskonałe, wręcz boskie. Taką skalą jest liczba jednostek, np. liczba uczniów w klasie. Po policzeniu uczniów możemy mówić, że w klasie A jest dwa razy więcej uczniów niż w klasie B, albo, że jest o 10 więcej itp., itd. Z taką skalą możemy robić wszystko.  Czyli możemy podawać proporcje (ilorazy) i różnice. Nie jest już taką skalą skala ocen, bo, czy jeśli ktoś dostał „tróję” to, czy oznacza, że wie trzy razy więcej niż ten kto dostał „jedynkę”? Nie. Skala ocen szkolnych jest skalą porządkową, ustawia uczniów w kolejce , lepszych przed gorszymi, ale zupełnie nic nie mówi nam o tym, jakie proporcje są między nimi w ich poziomie wiedzy. Są też inne skale, ale to dziś zostawmy.

W pomiarach zjawisk fizycznych musimy operować skalami absolutnymi lub przynajmniej ilorazowymi. Taką skalą jest skala Kelvina, mierzy ona temperaturę materii. Temperatura ciała to średnia ilość energii (kinetycznej) jaką mają poszczególne atomy lub cząsteczki tego ciała. Mówi nam wprost jak szybko drgają lub latają cząstki ciał stałych, cieczy, gazów, czy plazmy.

Lord Kelvin żył na przełomie wieków XIX i XX, 150 lat po genialnym Celsjuszu i miał o wiele łatwiej. Celsjusz był geniuszem, ale nie miał możliwości weryfikacji teorii, że cząstka może mieć zerową energię, czyli przestać się poruszać. Fizycy mówią, że w takiej sytuacji czas przestaje istnieć, lub przynajmniej się zatrzymuje. Gdyby kosmos ostygł do absolutnego zera Kelvinów, wszystko się zatrzyma łącznie z czasem, na szczęście nic takiego nam nie grozi.

Anders Celsius 1701-1744

Celsjusz swą skalę oparł o ludzkie realia, zupełnie arbitralnie oparł ją o wodę. Najzwyklej powiedział arbitralnie, że zero jest, gdy woda zamarza a temperaturę wrzenia wody określił na 100 stopni swej skali i pomiędzy te dwa punkty wpisał 99 kresek, co daje sto stopni. Skala ta jest skalą interwałową, bo mówi tylko, że ciało A mające 37,6 st, C jest cieplejsze o jeden stopień od ciała B o temperaturze 36,6 st, C. Ale, czy oznacza to, że ciało A ma 1/37,6, czyli z ilorazu 2,7%, więcej energii niż ciało B? Inaczej postawmy pytanie: Czy ciało o temp. 200 st. C ma dwa razy więcej, czyli 100% energii niż ciało o temp. 100 st. C? Absolutnie nie. Pomiar temperatury uporządkował Lord Kelvin.

William Thomson lord Kelvin 1824 -1907

Zaczął od tego, że zero jest, gdy cząstki energii nie mają, a na końcu skali jest nieskończoność, po co  się ograniczać. Kwestia stopnia jest zawsze umowna, czyli gęstości z jaką stawiamy kreski od zera do nieskończoności. Jako człowiek niezwykle przewidujący przyjął podziałkę jaką ustalił Celsjusz, na obu skalach 1 stopień to ta sama różnica energii ciał. Fizycy kwantowi ustalili, że zero absolutne Kelvina to −273,15 st. C., czyli zero na skali Celsjusza to +273,15 Kelvinów. 1 kelwin jest jednostką a nie stopniem, podobnie jak kilogram masy, czy amper natężenia prądu elektrycznego. Co z tego wynika? Policzmy: kamień rozgrzany do 200 st. C ma 473,15 Kelwinów, drugi kamień o tej samej masie rozgrzany do 100 st. C ma 373,15 Kelvinów czyli ma o 26,8% energii więcej, a nie 100 % jak sugeruje interwałowa skala Celsjusza.

Zajmijmy  się naszym „pacjentem zero” z temperaturą 37,6 st. C, czy ma on o 2,7% rozgrzane bardziej ciało niż człowiek zdrowy? Nie! Pacjent ma 310,75 Kelvinów, czyli o 0,32% więcej niż człowiek zdrowy.

A teraz zajmijmy się naszymi medialnymi wariatami, który wróżą nam katastrofę przy wzroście temperatury atmosfery o ułamek stopnia. Średnia na ziemi to ok. 15 st. C, czyli 288,15 Kelvinów, wzrost do 288,25 to wzrost energii układu o 0,03% lub jak ktoś woli trzy dziesiąte promila.

Wybuch gwiazdy

Zmiany w bilansie energii na Ziemi na skutek uwarunkowań kosmicznych, takich jak promieniowanie po wybuchach gwiazd mają o rzędy wielkości większą dynamikę i nie mamy na nie żadnego wpływu. W tej sytuacji przypomnijmy, że ilość wody związanej w śniegu na naszej półkuli w tym sezonie ma rekordowe ilości i zanosi się, że nie zdąży stopnieć w trakcie krótkiego, arktycznego lata jak w sezonie ubiegłym, co skutkuje zwiększeniem się lodowo-śniegowej czapy wokół bieguna. Kiedyś skutkiem takiego zlodowacenia wymarły mamuty, kto teraz? „Klimatolodzy” ?

P.s. W kolejny wpisie o tym, że średnia nie wiele mówi nam o zjawisku i bez pomiaru wariancji nie wiemy o świecie prawie nic.

Paweł Klimczewski

Poniżej info jak można mnie wesprzeć w działalności publicystycznej. Obecnie to moje jedyne, skromne źródło dochodów. Linkując teksty w Social mediach, a nie źródła zapewniamy przychody z reklam dla Meta, tj. FB, Instagram, WhatsApp i innych korporacji.

Możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto:

mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334

Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.

Minister rolnictwa Ukrainy „podał się do dymisji”. Podejrzany o nielegalne wejście w posiadanie ziemi wartej 7 mln dolarów. Ponadto[—-]…

Minister rolnictwa Ukrainy podał się do dymisji. W tle poważne zarzuty 

https://niezalezna.pl/swiat/minister-rolnictwa-ukrainy-podal-sie-do-dymisji-w-tle-powazne-zarzuty/516609


„Oświadczenie (Solskiego o podaniu się do dymisji) zostanie rozpatrzone na jednym z najbliższych posiedzeń plenarnych” – napisał Stefanczuk na Facebooku.

Ministerstwo polityki rolnej i żywności zamieściło na swojej stronie wypowiedź Solskiego: „Jeśli Rada Najwyższa przyjmie moją dymisję, będę wdzięczny za taką decyzję, a jeśli postanowi, że mam pracować dalej – będę pracować„.

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) 23 kwietnia poinformowało, że Solski jest podejrzany o nielegalne wejście w posiadanie ziemi wartej 291 mln hrywien (około 7 mln dolarów). Ponadto miał on usiłować nielegalnie przejąć ziemię o wartości 190 mln hrywien (około 4 mln dolarów).

Źródło: niezalezna.pl, PAP 

Ukraina: do dymisji podał się minister rolnictwa. Jest podejrzany o korupcję 

https://pch24.pl/ukraina-do-dymisji-podal-sie-minister-rolnictwa-jest-podejrzany-o-korupcje


Ukraiński szef resortu rolnictwa Mykoła Solski podał się do dymisji. Polityk jest podejrzany o udział w aferze korupcyjnej. Sprawą jego odejścia z urzędu zajmie się Rada Najwyższa parlamentu Ukrainy.

Jak poinformował Rusłan Stefanczuk, przewodniczący ukraińskiej Rady Najwyższej, jeden z ministrów podał się do dymisji. Chodzi o Mykołę Solskiego, ministra polityki rolnej i żywności, który jest podejrzanym w aferze korupcyjnej. „Oświadczenie (Solskiego o podaniu się do dymisji – przyp. red.) zostanie rozpatrzone na jednym z najbliższych posiedzeń plenarnych” – napisał Stefanczuk na Facebooku.

Ministerstwo polityki rolnej i żywności zamieściło na swojej stronie wypowiedź Solskiego.  Polityk ma nadzieję na przyjęcie jego dymisji z urzędu. „Jeśli Rada Najwyższa przyjmie moją dymisję, będę wdzięczny za taką decyzję, a jeśli postanowi, że mam pracować dalej – będę pracować” – napisał.

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) 23 kwietnia poinformowało, że Solski jest podejrzany o nielegalne wejście w posiadanie ziemi wartej 291 mln hrywien (około 7 mln dolarów). Ponadto miał on usiłować nielegalnie przejąć ziemię o wartości 190 mln hrywien (około 4 mln dolarów).

Solski odrzucił te zarzuty. Oznajmił, że wydarzenia wymienione przez NABU miały miejsce w latach 2017-18, gdy był adwokatem i nie pełnił funkcji ministra.

pap logo

Źródło: PAP

Mąż pani Kornhauser „krytykuje” męża pani Applebaum

Mąż pani Kornhauser „krytykuje” męża pani Applebaum

Autor: CzarnaLimuzyna , 25 kwietnia 2024 ekspedyt

O! Progresywna Gazeta.pl pozbawiła mnie imienia i nazwiska, i potraktowała jak dobytek-napisała żona Bosaka odnosząc się do nagłówka: Scheuring-Wielgus ostro do żony Bosaka: To był Pani wybór! Proszę nie robić z siebie matki Polki.

Nikt nie zauważył, że Gazeta, organ wciąż opiniotwórczy dla niemałej rzeszy Olaków wsparł w tym momencie niebagatelny wysiłek umysłowy żony Wielgusa, pani Scheuring, która dokonała niełatwego rozdziału matki od Polki.

Tak było w nagłówku. U mnie w nagłówku jest podobnie, ale w podgłówkach będzie inaczej-wystąpią pod swoimi nazwiskami Duda i Sikorski.

Ten pierwszy w roli prezydenta, i jak donoszą niektóre media, krytykujący drugiego, równie mało chwiejnego w roli ministra ds. spraw leżących poza granicą percepcji i dobrej woli obydwu.

Zaczynając, zadam pytanie zasadnicze, które być może zaskoczy wszystkich lub prawie wszystkich: czy aktualny rząd Tuska jest rządem legalnym? Wiem, że jest to zagadnienie dość kłopotliwe i nie przynoszące dochodów publicystom i komentatorom. Stwierdzenie legalności lub nielegalności tego typu zjawisk ociera się o obrazoburczy okrzyk: król jest nagi! A po co nam taka iluminacja na miarę utraty dochodów z działalności w niszy publicystycznej nazwanej swego czasu przez Ewarysta Fedorowicza komercyjnym brakiem pokory?

Kto ma ambicje się z tym zmierzyć, postara się przeczytać i zrozumieć:

Władza praworządna musi być jednocześnie prawowita

(…) wola, tj. chęć używania środków nakazanych do osiągnięcia celu, żeby miała istotne cechy prawa, musi być normowana przez jakiś rozum. I taki sens ma zdanie, że wola władcy ma moc prawa. W przeciwnym razie wola władcy byłaby raczej nieprawością niż prawem. /Istota prawa według św. Tomasza z Akwinu/

Summa summarum:Ustawy sprzeczne z prawem naturalnym pochodzącym od Boga nie mają racji prawa i nie obowiązują w sumieniu.

Zniżając się jednak do ględy politycznej Dudy i Sikorskiego muszę stwierdzić, że obydwaj panowie podtrzymali wśród gawiedzi przekonanie o zasadniczej różnicy pomiędzy… lub jak kto woli: o dobrodziejstwach dżumy lub o korzyściach płynących z cholery.

Pixabay

Żaden z nich, mówiąc o zagrożeniach dla Polski, nie powiedział o wojnie jaka się toczy przeciw Polsce. Główny front tworzą globalistyczne agendy, a na innej flance korzystając z unijnych okopów są Niemcy w sojuszu z Ukrainą. W jadowitej ponadczasowej gotowości pozostaje żmijowe plemię i nie oszukujmy się, gdy Polska zostanie wciągnięta militarnie do wojny możemy spodziewać się rosyjskiego odwetu.

Cytaty z Sikorskiego

(…) prawo do migracji nie jest prawem człowieka i musi podlegać ograniczeniom, a państwa mają prawo regulować to, kto przybywa na ich terytorium.

Sikorski dodał równocześnie, że „masowa, nieregularna migracja to wyzwanie, które może nie tylko obalać rządy, lecz stanowi zagrożenie dla liberalnej demokracji jako takiej”. Nie jestem pewien co oznacza określenie “jako taka”, ale ta wypowiedź również prosi się o komentarz. To tak jakby powiedzieć, że jedna plaga stanowi zagrożenie dla drugiej plagi toczącej jak pasożyt instytucje upadającej Europy.

(…) Krym to Ukraina. Lwów, Wołyń, dawna Galicja Wschodnia to również Ukraina. Dlatego powtarzam tak, aby usłyszano również na Kremlu: L’wiw ce Ukrajina.

I tak oto minister rządu warszawskiego potwierdza po kilkudziesięciu latach ważność traktatów rozbiorowych w Teheranie i w Jałcie.

Unia Europejska to lewar naszej siły, nasza przyszłość, nasz dom

Zgodnie z prawdą powinno być: Unia Anty-Europejska to gwarancja naszej bezsilności, brak przyszłości i ruina naszego domu.

Podczas naszej prezydencji chcemy również pokazać nierozerwalny związek projektu europejskiego z fundamentalnymi wartościami jak demokracja i rządy prawa. Polska wnosi unikalne doświadczenie – zwycięstwo nad populizmem i pokusami nieliberalnej demokracji.

Potworna brednia. Projekt unijny jest wybitnie antyeuropejski tworzący dynamikę kształtowania nowego totalitaryzmu opartego na ideologii neomarksistowskiej. Demokracja jest tylko i wyłącznie fasadą, a tzw. rządy prawa są w praktyce lewicową nomokracją opartą dodatkowo o klasyczną zasadę faszyzmu: wszystko w Unii, nic poza Unią, nic przeciwko Unii. Były antykomunista, Sikorski tego nie widzi? Były antykomunista, a dziś niczym typowy politruk tworzący fałszywą laurkę dla zachodniej neokomuny. Polska leży pośrodku przynależąc do cywilizacji łacińskiej atakowanej od wieków przez wschodni Mordor, a ostatnio niestety przez Mordor zachodni.

Fragmenty Exposé Sikorskiego pod tym linkiem

A całość na stronie rządowej

Uciekajmy stąd, aby nie zawaliła się na nas ta łaźnia, w której kąpie się wróg prawdy !

Perełki staropolskiej nietolerancji, czyli dlaczego Franciszek nazwał Lutra „doktorem” pch24.pl/perelki-staropolskiej-nietolerancji

Zmiana języka prowadzi do zmiany podejścia, tak że na końcu okazuje się, że nie można już nazwać heretyka heretykiem, zboczeńca zboczeńcem, a złodzieja złodziejem bez narażenia się na sądzenie z paragrafu „mowy nienawiści”. Sięgnijmy do czasów polskiej Kontrreformacji, aby zobaczyć jak nasi ojcowie nie „patyczkowali” się głosicielami błędów przeciwnych prawdzie i moralności…

Czy Polska zawsze była ostoją tolerancji? Posłuchajmy, co Kaznodzieja Narodu, Piotr Skarga, pisał o tym, co dziś nazywamy wolnością religijną: Bójmy się djabelskiej wolności, a tej, którą mamy w rzeczypospolitej na grzechy, bluźnienia i na wolność wiar sobie, jakich kto chce, stanowienia nie rozciągajmy, bo to jest djabelska wolność.

Jak widać, osławiona polska tolerancja bynajmniej nie przez wszystkich traktowana była jako cnota i nie jest to bynajmniej specyfika jakichś domorosłych teologów. Również Tradycja Kościoła, potwierdzona we wspaniałym magisterium papieży przełomu XIX i XX wieku, wyraźnie rozgraniczała prawdę i błąd, nie dopuszczając „rozwadniania” tej pierwszej w imię fałszywie pojętej miłości bliźniego, którą określamy dziś mianem „dialogu”.

Jak nasi ojcowie walczyli z błędem

Nasze postrzeganie stosunku Kościoła do błędów religijnych i filozoficznych jest mocno wypaczone, ponieważ siłą rzeczy przyjmujemy optykę II Soboru Watykańskiego i posoborowych pontyfikatów, które otwierały świat na „wrażliwość” liberalnego świata, gdzie prawda funkcjonuje na równi z błędem. Tymczasem wszystkie Sobory Powszechne były zwoływane w dokładnie odwrotnym celu – aby wyjaśniać i doprecyzowywać naukę Kościoła przeciwko błędom „braci odłączonych”.

Trend apologii prawdziwej wiary połączonej z ostrym, bezkompromisowym potępianiem błędów widać szczególnie silnie u duchownych z okresu Kontrreformacji. Ci wielcy miłośnicy Kościoła, zasłużeni dla krzewienia religii w Polsce, używali języka, który przez współczesną „wrażliwość” niechybnie zostałby uznany za „mowę nienawiści”.

Posłuchajmy jak ks. Stanisław Orzechowski wspominał swoje pobłądzenie w wierzenia protestanckie, którego doświadczył podczas zagranicznych wojaży:

Do ostatniej przyprowadziłem się nędzy, że w ogłodzonej, w wyjedzonej przez szarańczę Saxonji, łaknąłem na sprośną osypkę, którą w bezecnym korycie zabrudzony świniopas Luter dla swojej trzody, krwią niemiecką opasłej, rozczyniał. Kiernosami w tej trzodzie byli: Karlostad, Pomeran, Melachton, Bucer, Zwingli, Ekolampadius, iż już innych zabłoconych wieprzków ominę; my młode jeszcze prosięta chlepaliśmy, co z ich ryjaka kapnęło.

Czy te słowa znanego pisarza religijnego i politycznego świadczą o jego nieuleczalnej mizantropii i umyśle zamkniętym na różnorodność świata? Co do tego pierwszego, można by dyskutować, ale co do drugiego – to właśnie tu zbliżamy się do istoty problemu. Mówimy tu bowiem o heretykach, którzy rozszarpali jedność religijną Europy, wywołując wojny domowe i dopuszczając się licznych zbrodni i bezeceństw.

Zgubny wpływ ich poglądów nie tylko zapoczątkował rewolucyjny rozkład naszej cywilizacji, ale także otworzył przed niezliczonymi duszami szeroką drogę do piekła, odrywając je od Arki Zbawienia, którą jest Kościół Chrystusowy.

Czy wobec takiej wagi zniszczeń i takiego zagrożenia dla dusz możemy powiedzieć, że ks. Orzechowski „przesadził”, tym bardziej, że cytowany fragment stanowi wątek autobiograficzny, czyli autor doświadczył na samym sobie ohydy i opłakanych skutków życia według heretyckich reguł? Rozumiejąc powagę walki o zbawienie, którą toczymy jako członkowie Kościoła Wojującego (a nie „pielgrzymującego”, jak chcą papieże posoborowi), nie będziemy się obrażali o nieco mocniejsze epitety użyte przez działacza Kontrreformacji.

W naszych czasach, gdy z ust papieży wychodzą pochwały pod adresem Marcina Lutra, warto przypomnieć, co mówił o tym arcykacerzu prymas Polski, arcybiskup gnieźnieński Stanisław Karnkowski. We wstępie do Biblii Wujka przyrównał on niesławne wystąpienie Lutra do spadającej gwiazdy opisanej w Apokalipsie św. Jana. 

W roku Pańskim, tego wieku dwudziestym, spadła z nieba na źiemię gwiazda, to iest Marcin Luther niesczęśliwy, stan zakonny z życiem swowolnym a nierządnym, y professyą czystośći z wszeteczeństwem y świętokradztwem odmieniwszy, gdy upornie przy swych błędźiech stał, od Leona Papieża tego imienia dziesiątego, za heretika osądzony, stał się naczyniem szatańskim, przesłańcem Antychristowym, y pomienionych tego wieku sekt y kacerstw głową y patriarchą: iawną a żałosną przeciw kośćiołowi bożemu woynę podniósł – czytamy.

Prymas Karnowski nie miał wątpliwości, że „ojca reformacji” należy nazwać raczej naczyniem szatańskim i uprzedzicielem Antychrysta niż „doktorem Lutrem”, jak raczył się wyrazić Franciszek. Przy okazji, jakże inaczej wyglądał wówczas zakon jezuitów, z którego wywodzi się urzędujący obecnie papież! O tym również wspaniale pisał cytowany autor, wskazując na opatrznościową rolę w zwalczaniu herezji luterańskiej:

Lecz Pan niebieski y w tym niebezpieczeństwie oblubienice swéy nie przepomniał: ale iako niegdy przeciw Ariuszowi Athanazego, przeciw Nestoriuszowi Cyrilla, przeciw Jowinianowi, Wigilancyuszowi i Elwidiuszowi Arcykacerzóm, Hieronima, przeciw Manicheyczykóm y Pelagiuszowi Augustyna: przeciw innym herstóm kacérskim wiary świętéy nieprzyiaciołóm inné sławné obrońce, jakoby na harc y czoło wystawiał: tak tegoż czasu, kiedy Luther na kształt furiiéy piekielnéy z orszakiem niezbożnego towarzystwa, kośćioła powszechnego stateczność wątlić y psować począł, Ignacego Loiolę Societatis Jesu przodka i fundatora jako mężnego kośćioła swego obroncę, wzbudzić raczył: aby on sam siebie y syny swoie przy drugich w kośćiele Bożym wiernych robotnikach, murem domowi Bożemu, przeciw gwałtowi naćierających nieprzyjaćiół, zastawił: aby nauką y pobożnym żywotem ich wiary od heretyków bronił, a między pogany ią sczepił y szerzył, iakoż gdźiekolwiek ta Societas między heretiki mieysce ma, znaczny pożytek za pomocą Bożą czyni.

Polak-ksenofob? Właśnie tak!

Św. Ireneusz, Ojciec Kościoła z II wieku, przekazał podanie o tym, jak Umiłowany Uczeń Pański, św. Jan Ewangelista, uciekał z łaźni miejskiej, gdy zobaczył w niej zatwardziałego heretyka. Miał wówczas wyskoczyć ze słowami: Uciekajmy stąd, aby nie zawaliła się na nas ta łaźnia, w której kąpie się wróg prawdy, Cerynt. W podobnym tonie sam Jan odnosił się do heretyków w swym drugim liście (1, 10-11), gdy przestrzegał: Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go, albowiem kto go pozdrawia, staje się współuczestnikiem jego złych czynów.

Dla zwolenników liberalnego zmieszania prawdy z błędem i dla współczesnych kościelnych „dialogistów” cała historia Kościoła jest zapewne historią nietolerancji. Tymczasem tolerancja dla błędu jest objawem niewdzięczności wobec Boga, który już w samej naturze zapisał szereg prawd, a potem w objawieniu chrześcijańskim dał nam pełen zakres wskazówek do rozumienia świata, unikania zła i osiągnięcia szczęścia wiecznego.

Polska uchodziła dotychczas za kraj wybitnie „ksenofobiczny”, ale to niestety zmienia się w zastraszającym tempie. Jesteśmy coraz mniej przywiązani do tradycyjnych pojęć i zasad, a co za tym idzie coraz mniej odporni na podstępnego wirusa liberalizmu, który na Zachodzie doprowadził już do upadku wszelkiej cywilizacji. Oby „cnota nietolerancji”, którą tak barwnie i soczyście wyrażali autorzy przytoczonych wyżej cytatów, nie wygasła w nas całkowicie i raz jeszcze skłoniła nas do dumy z naszej odrębności i naszego modus vivendi, w którym nie ma miejsca na kompromis z błędem – nawet jeżeli Biskup Rzymu nazywa Lutra „doktorem”, a cele więzienne na świecie zapełniają się sprawcami „zbrodni przeciwko ludzkości”, którzy ośmielili się twierdzić, że Bóg stworzył człowieka kobietą i mężczyzną.

Filip Obara

 Śmiertelność z powodu raka jest szczególnie podwyższona po otrzymaniu trzeciej dawki „wzmacniającej”.

Trzy covidowe „szczepienia” i koniec! 

https://www.youtube.com/watch?v=onww2X-ecfg

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 25
 

Naukowcy z Japonii odkryli, że śmiertelność z powodu raka jest szczególnie podwyższona po „zaszczepieniu” osoby na koronaawirus z Wuhan (COVID-19), a zwłaszcza po otrzymaniu trzeciej dawki „wzmacniającej”.

Doktor John Campbell niedawno przeanalizował recenzowane badanie w swoim podcaście –  . Omówił ujawnione informacje z Angusem Dalgleishem, profesorem onkologii w St. George’s na Uniwersytecie Londyńskim .

Na podstawie wyników badania Campbell zauważył, że od 2021 r. do chwili obecnej w Japonii podniósł wzrost śmiertelności ze wszystkich przyczyn. Badanie przeprowadzono w Japonii i dlatego skupiono się wyłącznie na tym kraju, ale wyniki prawie na pewno można ekstrapolować na Stany Zjednoczone i inne „w pełni zaszczepione” kraje.

W sumie badanie wykazało wzrost śmiertelności o 2,1% w 2021 r., a następnie znacznie bardziej znaczący wzrost śmiertelności o 9,6% w 2022 r., czyli roku podania „zastrzyków przypominających”.

W 2020 r., przed operacją Warp Speed ​​i przyspieszonym wprowadzeniem na rynek tak zwanych „szczepionek”, nie odnotowano znaczącej nadmiernej śmiertelności. Jednak w 2021 r. i później, po tym, jak dwie trzecie populacji Japonii otrzymało trzecią „wzmacniającą” dawkę Covid-19, nastąpił znaczny wzrost nadmiernej śmiertelności.

(Powiązane: Czy wiesz, że zastrzyki z Covid-19 osłabiają odporność i oprócz raka powodują zaburzenia mózgu?)

Ludzie umierają z powodu zastrzyków na Covid-19, a nie na Covid-19

W niektórych przypadkach po operacji Warp Speed ​​częstość występowania niektórych nowotworów wzrosła o prawie 10 procent. Poniżej znajduje się zestawienie zachorowań na nowotwory według rodzaju nowotworu:

• Rak jajnika: wzrost o 2,5 procent w 2020 r., 7,6 procent w 2021 r. i 9,7 procent w 2022 r.

Białaczka: spadek o 0,2 proc. w 2020 r. i wzrost o 1,7 proc. w 2021 r. i 8,0 proc. w 2022 r.

Rak prostaty: wzrost o 1,2% w 2020 r., 5,3% w 2021 r. i 5,9% w 2022 r.

Raki jamy ustnej i gardła: spadek o 0,6 procent w 2020 r. i wzrost o 1,3 procent w 2021 r. i 5,5 procent w 2022 r.

Rak skóry: wzrost o 0,6 procent w 2020 r., 0,1 procent w 2021 r. i 3,2 procent w 2022 r.

Rak macicy: spadek o 1,1 procent w 2020 r. i 1,3 procent w 2021 r. oraz wzrost o 2,5 procent w 2022 r.

Jak widać, liczba zachorowań na raka rośnie wykładniczo z każdym rokiem od rozpoczęcia Operacji Warp Speed. Oczekuje się, że w roku 2024 i później wzrosty te będą jeszcze bardziej zauważalne.

„Ponownie więc widzimy tę silną czasową korelację pomiędzy dość znacząco zwiększonym… wskaźnikiem zachorowalności na raka jajnika a wprowadzeniem tutaj szczepionek” – skomentował Campbell, nazywając każdą dodatkową korelację „kolejnym «dziwnym zbiegiem okoliczności»”.

„Wszystkie wzrosty zgonów z powodu nowotworów są istotne statystycznie. Nadmiar [zgonów] pojawił się w 2021 r. i ponownie wzrósł w 2022 r. Ponadto znaczną nadwyżkę śmiertelności zaobserwowano po sierpniu 2021 r., podczas gdy masowe szczepienia ogółu populacji rozpoczęły się około kwietnia 2021 r.”

Ponieważ rozwój niektórych rodzajów nowotworów może zająć wiele lat, zostały one wyłączone z badań Campbella, które prawdopodobnie będą rozwijane w nadchodzących latach (o ile świat, jaki obecnie znamy, przetrwa chociaż tak długo).

Od pierwszych dni tak zwanej „pandemii” Dalgleish ostrzegał przed tymi i innymi zagrożeniami związanymi z zastrzykami na bazie RNA – ale niewielu go posłuchało. Obecnie miliony ludzi choruje na raka, a w nadchodzących dniach zachoruje na niego znacznie więcej osób.

„To zbrodnia przeciw ludzkości na niezrównaną skalę” – napisał jeden z komentatorów o czystym złu operacji Warp Speed.  „Fakt, że Bill Gates nazywa to «ostatecznym rozwiązaniem», powinien zaniepokoić ludzi” – napisał inny. „Niestety, niewiele osób wie dziś zbyt wiele o Holokauście lub być może przewidziało jego nadejście. Czy sprawcy zostaną osądzeni za swoje zbrodnie? Kto wie, ale jeśli nie sprawiedliwość, z pewnością dosięgnie ich wyrok” [chyba Boga? md].

Jeśli chcesz uzyskać więcej informacji o tym, jak pomóc komuś, kogo znasz, przezwyciężyć szkody zdrowotne zadane mu przez Operację Warp Speed, koniecznie odwiedź stronę Cures.news .

https://www.naturalnews.com/2024-04-24-three-jabs-operation-warp-speed-cancer-genocide.html

======================

mail:

Ta dawka przypomina: „Memento mori”.

Marks i jego związki z satanizmem

Marks i jego związki z satanizmem fronda.pl/Marks-i-jego

Człowiek, który jak mało kto zmienił historię świata przez wpływ swoich teorii, przyszedł na świat w Trewirze 5 maja 1818 roku w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Jego dziadkiem był Meier ha-Levi Marx, rabin żydowskiej gminy w Holandii, pochodzący z rodu słynnego rabina Eliesera ha-Levi z Moguncji. Ojciec Karola, Herschel, jako pierwszy z rodziny otrzymał edukację świecką i przeszedł na luteranizm, aby uwolnić się od zakazu dostępu do stanowisk publicznych, wynikającego z pruskiej ustawy z 1816 roku. Przyjął wtedy niemieckie imię Heinrich. Zdobył wykształcenie prawnicze i był zwolennikiem klasycznego liberalizmu. Henrietta Pressburg, żona Heinricha, pozostała przy judaizmie. Była osobą religijną i bardzo opiekuńczą. Stosunek Karola Marksa do judaizmu był jednak zdecydowanie negatywny. Już w dorosłym wieku powiadał, iż nie należy szukać tajemnicy żydostwa w religii, ale tajemnicy religii w „rzeczywistym Żydzie”. O dzieciństwie Marksa wiadomo niewiele. W wieku sześciu lat, w sierpniu 1824 roku, został on ochrzczony w Kościele luterańskim. Ochrzczono też jego rodzeństwo: Sophie, Hermanna, Henriette, Louise, Emilie i Karoline. Po kilku latach nauki domowej, w 1830 roku Karol rozpoczął naukę w liberalnym gimnazjum, kierowanym przez przyjaciela ojca, Hugo Wyttenbacha. W październiku 1835 roku, w wieku 17 lat, Karol Marks rozpoczął studia filozoficzne i literaturoznawcze na uniwersytecie w Bonn, dzięki czemu uniknął służby wojskowej. W Bonn przystąpił do Klubu Poetów, monitorowanego przez policję ze względu na ich radykalne poglądy.

W 1836 roku Marks przeniósł się na uniwersytet w Berlinie i zaręczył się z Jenny von Westphalen, starszą o cztery lata córką arystokraty. W Berlinie Marks związał się z grupą młodych badaczy pism Hegla – „młodoheglistów”. Odrzucali oni metafizykę Hegla, ale przyjęli jego dialektykę, interpretując ją na sposób materialistyczny. W kręgu „młodoheglistów”, zwanych też „lewicą heglowską”, duch dziejów stał się mechanizmem interpretowanym zgodnie z ideałami ówczesnej apoteozy nauki, a problemem była jedynie rola człowieka w realizacji procesów dziejowych. W kręgu tym popularna stała się „filozofia czynu”, czyli innymi słowy działanie praktyczne w duchu, który można nazwać syntezą niemieckiego romantyzmu z raczej powierzchownym racjonalizmem i apoteozą rewolucji30.

W 1841 roku Marks obronił pracę doktorską na temat „Różnice między demokrytejską i epikurejską filozofią przyrody”. W pracy tej widać fascynację Epikurem, rozumianym w duchu Tytusa Lukrecjusza Karusa oraz jego poetyckiej wizji świata, zawartej w poemacie „O naturze wszechrzeczy” i opartej na buncie przeciw bogom. Marks był już wtedy wojującym ateistą. Jeszcze w 1837 roku napisał wiersz „Blada dziewica”, w którym ujawnił swoje ateistyczne poglądy:

A zatem niebo utraciłem, wiem to dobrze.
Moja dusza, niegdyś wierna Bogu,
Została wybrana do piekła.

Trudno orzec, na ile była to poza, a na ile autentyczne zaangażowanie po stronie Zła, ale, jak pisze Robert Payne, biograf Marksa, „były momenty, gdy Marks zdawał się opętany przez demony (…) momenty (…) które mogą jeżyć włosy na głowie”. Cztery lata później w wierszu „Gracz” Marks skreślił następujące słowa:

Z Szatanem zawarłem pakt.
On me nuty kreśli i wybija takt,
Ja gromko wygrywam śmierci marsz31.

Wprawdzie Marks polemizował ze Stirnerem w kwestii jego indywidualizmu, ale z Bogiem walczył nie mniej gorliwie. Próba stworzenia przez Marksa etyki ateistycznej skończyła się jednak, jak zobaczymy, niewiele lepiej niż szaleńcze pomysły Stirnera. Być może był to właśnie rezultat uwiedzenia Marksa przez Zło. W młodzieńczej poezji Marksa wątki satanistyczne pojawiają się bowiem dość wyraźnie. Pisał on na przykład w poemacie „Oulanem” (1839), którego tytuł jest anagramem słowa Emanuel, czyli „Bóg z nami”:

Oulanem! Oulanem! To słowo rozbrzmiewa jak śmierć, po czym przedłuża się aż do wygaśnięcia. Zatrzymaj się! Ja go trzymam! I oto wznosi się wtedy z mego umysłu, jasne jak powietrze, spojone jak moje kości. Lecz ja mam siłę gnieść was moimi ramionami i miażdżyć was, z siłą huraganu, podczas gdy nam wspólnie otwiera się przepaść rozwarta w ciemnościach. Zatoniecie aż do głębin, a ja pójdę z wami, śmiejąc się”.

Związki młodego Marksa z myślą satanistyczną są często lekceważone, choć jego nienawiść do Boga i wiary w Niego jest stałym elementem w jego poglądach i twórczości.

W czerwcu 1843 roku Karol Marks wziął ślub z Jenny. Był to ślub cywilny, ale także kościelny. Miejscem zawarcia tego ostatniego był kościół w Kreuznach. O ślubie kościelnym młoda para szeroko informowała, co mogło być zasłoną dymną przed policją pruską, która bacznie przyglądała się działaniom młodego radykała. W październiku tegoż roku Marks wyjechał z żoną do Paryża, gdzie urodziła się ich córka Caroline.

Badacze marksizmu często zastanawiają się nad różnicami w poglądach „młodego” i dojrzałego Marksa. Oczywiście poglądy Marksa ewoluowały, ale stawały się w latach czterdziestych XIX wieku jedynie coraz wyrazistsze. Nie można przy tym abstrahować od fermentu społecznego i etnicznego, który toczył w tym okresie zarówno Królestwo Prus, Rosję, jak i cesarstwo habsburskie oraz Francję. Władzy arystokracji ziemskiej i carów sprzeciwiali się chłopi estońscy i łotewscy w latach 1807–1815 i Polacy w Powstaniu Listopadowym 1830–1831. Wielonarodowa monarchia habsburska była podminowana dążeniami narodowościowymi Polaków, Węgrów, Włochów, Czechów, Słowaków, Chorwatów i Słoweńców. Wreszcie królowie Prus musieli się liczyć z dążeniami ogromnej części swych poddanych mówiących po polsku, a Powstanie Wielkopolskie 1848 roku wstrząsnęło monarchią pruską. Problemy etniczne nie ominęły także Wielkiej Brytanii, która, szczycąc się przodownictwem w światowym wyścigu gospodarczym, prowadziła politykę kolonialną wobec swych irlandzkich poddanych. Poza odśrodkowymi ruchami narodowymi, zagrażającymi istniejącym mocarstwom, stabilność europejskiej sceny politycznej osłabiały ruchy dośrodkowe, a więc tendencje zjednoczeniowe w rozproszonych państwach włoskich i niemieckich. Rodzący się kapitalizm przyniósł poważne napięcia społeczne między przedsiębiorcami i robotnikami, w których ci pierwsi często bezlitośnie wykorzystywali swoją przewagę ekonomiczną. Szczególną kulminacją ruchów narodowowyzwoleńczych była Wiosna Ludów 1848 roku, gdy władzą w Berlinie i Wiedniu zatrzęsły powstania polskie i węgierskie oraz gdy zaczął się powolny proces jednoczenia państw włoskich i niemieckich. Ruchy te zostały zdławione siłą. Austria zyskała wsparcie Rosji w stłumieniu powstania węgierskiego, król Prus uratował tron, mobilizując swych poddanych przeciw powstaniu polskiemu, a Anglicy wygłodzili Irlandczyków.

W okresie tych burzliwych wydarzeń dojrzewała rewolucyjna ideologia Marksa, którą sformułował on w „Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa” (1844), „Ideologii niemieckiej” (1845), „Tezach o Feuerbachu” (1845), „Nędzy filozofii” (1847) i wreszcie w „Manifeście partii komunistycznej” (1848), który Marks sformułował wraz ze swym najbliższym współpracownikiem, Friedrichem Engelsem (1820–1895). Zawarli oni w tym manifeście radykalny program rewolucji społecznej. Obalenie starego porządku przemocą stało się życiowym mottem Marksa i Engelsa, choć o tym, jak ma wyglądać nowy porządek, nie pisali prawie wcale.

W 1848 roku Marks został oskarżony o nawoływanie do oporu zbrojnego przeciw rządowi pruskiemu, ale sąd uniewinnił go w lutym 1849 roku. Wyjechał jednak do Paryża, a stamtąd do Londynu, gdzie spędził resztę życia. Utrzymywał się z publicystyki i finansów Engelsa. W latach 1851–1852 był współpracownikiem „New York Tribune”. W „Osiemnastym brumaire’a Ludwika Bonapartego” Marks przeanalizował rezultaty rewolucji lat 1848–1851. Był też działaczem politycznym, choć mało skutecznym. W 1864 roku współtworzył Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników, czyli I Międzynarodówkę, ale gdy w 1869 roku jego przyjaciel i uczeń Wilhelm Liebknecht założył socjaldemokratyczną partię robotniczą, Marks zaczął się dystansować od politycznego ruchu robotniczego, w istocie pogardzając rewolucjonistami pochodzącymi spośród prawdziwych robotników.

Całe tygodnie spędzał Marks w British Library, ślęcząc nad książkami. Pisał do Engelsa: „jestem maszyną skazaną na pochłanianie książek”. Trudno jednak nazwać Marksa uczonym. Jak stwierdził Paul Johnson, „nie interesowało go dochodzenie do prawdy, ale jej głoszenie”. Wedle słów Karla Jaspersa Marks nie był badaczem, lecz głosicielem „prawdy doskonałej”. Postawę Marksa można zilustrować znanym powiedzeniem, iż jeśli fakty nie potwierdzały jego teorii, tym gorzej dla faktów. Charakter Marksa, lepiej niż pseudouczone wywody, ukazują jego poetyckie metafory w rodzaju „jesteśmy małpami zimnego Boga” lub ulubione cytaty z „Fausta” Goethego w rodzaju „wszystko, co istnieje, zasługuje na zgubę”. Wydaje się, że główną motywacją Marksa była nienawiść do zastanego świata i pycha. Był bowiem znakomitym polemistą i świetnie przejmował bon moty innych autorów, takie jak zdanie Heinricha Heinego, że „religia jest opium ludu”, czy hasło Louisa Blanca: „od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb”. W polemikach zaperzał się i wybuchał wściekłością, nie szczędząc oponentom rasistowskich i antysemickich wyzwisk. Nawet w życiu rodzinnym był apodyktyczny i egocentryczny. Nigdy nie płacił służącej przydzielonej przez teściową, a co więcej, miał z tą służącą dziecko. Prowadził niezdrowy tryb życia i miał niemal dziecinnie niefrasobliwy stosunek do pieniędzy .

Największym paradoksem kariery Marksa było to, że niezwykłą popularność zdobyły jego teorie, podczas gdy w praktyce politycznej czego się nie dotknął, zamieniało się w porażkę ze względu na jego charakter. W 1872 roku Marks doprowadził do przeniesienia I Międzynarodówki do Nowego Jorku, co ostatecznie dobiło tę organizację. W następnych latach pracował nad „Kapitałem”, ale dzieło to ukończył po jego śmierci Engels. Marks zmarł 14 marca 1883 roku w Londynie i został pochowany na tamtejszym cmentarzu Highgate. Teorie Marksa ożywiały dalsze pokolenia, choć raczej paraliżowały je ideowo.

*****

Fragment książki „Bezbożność, terror i propaganda. Fałszywe proroctwa marksizmu”, profesor Wojciech Roszkowski, Wydawnictwo Biały Kruk.

Publikacja za zgodą Wydawnictwa.

PRZYPISY

1 Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii, (Warszawa: PWN, 1970), t. II, ss. 45–56 i nn; Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, (Kraków; „Znak”, 2005), ss. 16–17.

2 Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii, ss. 160–183.

3 James H. Billington, Płonące umysły. Źródła rewolucyjnej wiary, (Wrocław: Wektory, 2012), s. 48 nn.

4 Władysław Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, (Warszawa 2000), s. 292.

5 Alan Bloom, Umysł zamknięty, (Warszawa, 1997), ss. 232 i 301.

6 Współcześni badacze, jak np. prof. Winfried Schröder, zauważają, że myśliciele ci byli przekonani o istnieniu bóstw, choć różnie to rozumieli; chodzi raczej o możliwość teoretyczną. Natomiast oskarżenie o bezbożność mogło zakończyć się w starożytności śmiercią. Platon podkreślał (Prawa), że wiara w istnienie bogów jest podstawą porządku prawnego i moralnego (przyp. red.).

7 Jan Meslier, Testament, (Kraków: PWN, 1955).

8 Paul-Henri d’Holbach, System przyrody, (Warszawa: PWN, 1957); Marian Skrzypek, Holbach, (Warszawa: Wiedza Powszechna, 1978).

9 Ludwik Feuerbach, Wykłady o istocie religii, (Warszawa: PWN, 1981).

10 Cyt. wg: Marcel Neusch, U źródeł współczesnego ateizmu, (Paris: Édition du Dialogue, 1980), s. 23.

11 Max Stirner, Jedyny i jego własność (Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 1995), ss. 4, 6, 51, 55, 119, 222, 247, 356 i 392.

12 Robert Nisbet, History of the Idea of Progress, (New Brunswick, N.J.: Transaction Publishers, 1994), rozdziały 1–4.

13 John Bagnell Bury, The Idea of Progress. An Inquiry into Its Origin and Growth, (New York: Dover Publications Inc., 1955), s. 43.

14 David Simpson, „Francis Bacon (1561–1626)”, Internet Encyclopedia of Philosophy, http://www.iep.utm.edu/bacon (22 III 2014).

15 Giambattista Vico, Nauka nowa, tłumaczenie Jan Jakubowicz, oprac. Sław Krzemień-Ojak (Warszawa: PWN, 1966).

16 Piotr Szymaniec, „Condorcet i religia postępu”, http://bibliotekacyfrowa.pl/Content/21955/005.pdf (22 X 2021).

17 Piotr Mazurkiewicz, Wiara, nadzieja, polityka, (Kraków: Ośrodek Myśli Politycznej, 2022), ss. 80 i 92.

18 James H. Billington, Płonące umysły, ss. 48 nn.

19 http://www.legifrance.gouv.fr/Droit-francais/Constitution/Declaration-des-Droitsde-l-Homme-et-du-Citoyen-de-1789 (29 III 2014).

20 http://history.hanover.edu/texts/civilcon.html (29 III 2014).

21 Reynald Secher, Ludobójstwo francusko-francuskie, (Warszawa: Iskry, 2003), s. 15.

22 James H. Billington, Płonące umysły, ss. 59–62.

23 Grzegorz Kucharczyk, Christianitas. Od rozkwitu do kryzysu, (Warszawa: Prohibita, 2015), s. 24.

24 Mieczysław Żywczyński, Historia Powszechna 1789–1870, (Warszawa: PWN, 1996), ss. 132–139.

25 Leszek Kołakowski, Główne nurty marksizmu, ss. 52–70; Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii, t. II, ss. 209–216, cytaty ze ss. 213 i 216.

26 Franciszek Pająk, Filozofia Tommaso Campanelli 1568–1639, (Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, 1980).

27 Étienne-Gabriel Morelly, „Code of Nature (1755)” http://www.historyguide.org/intellect/morelly.html (7 IV 2014).

28 „Letters of Marx and Engels 1848”, http://marxists.org/archive/marx/works/1848/letters/48_04_05.htm (8 IV 2014).

29 Paul Johnson, Intelektualiści, (Warszawa: Editions Spotkania, 1988), ss. 65 i 70.

30 Leszek Kołakowski, Główne nurty marksizmu, ss. 71–100.

31 Cytaty według: „Marsz Marksa. Z prof. Paulem Kengorem, autorem książki ‘Diabeł i Karol Marks’ rozmawia Piotr Włoczyk”, Do Rzeczy, 21–28 XII 2020 r., ss. 70–71.

32 Leszek Kołakowski, Główne nurty marksizmu, ss. 140–143.

33 https://egzorcyzmy.katolik.pl/sataniczne-wiersze-marksa (2 III 2023); Dariusz Rozwadowski, Kościół w obliczu rewolucji, (Warszawa: Prohibita, 2021), s. 20.

34 Karol Marks, Fryderyk Engels, „Manifest partii komunistycznej”, https://web.archive.org/web/20180127223741/http://www.filozofia.uw.edu.pl/skfm/publikacje/marks-engels01.pdf (12 X 2022).

35 Paul Johnson, Intelektualiści, ss. 66–95.

mp/Wydawnictwo Biały Kruk

Niedziela. Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

28.04.24 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

23/04/2024 przez antyk2013

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.


      Zapraszamy 28 kwietnia, niedziela, na 90 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski.

Zaczynamy o 14,00, pod pomnikiem św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej.

Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Szczegóły na plakacie.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Share

Kategorie Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Siedlce Tagi Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Siedlce

Piątek, Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

26.04.24 Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

25/04/2024przez antyk2013

Nasze Różańce święte uratują Polskę!

Zapraszamy w piątek 26.04 od godz.15.00 do Parafii Matki Boskiej Królowej Świata.

Share

Kategorie Bielsko-Biała, Msze św. za Ojczyznę, Nabożeństwo Różańcowe Tagi Bielsko Biała, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, różaniec za Ojczyznę

28.04.24 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

Leon XIII wyjaśnia, czym jest wolność słowa

Leon XIII wyjaśnia, czym jest wolność słowa fronda

 Tak opisuje błędny pogląd na wolność słowa Leon XIII w encyklice „Libertas”:

Zastanówmy się nieco nad wolnością słowa i wyrażania pismami tego wszystkiego, co się tylko spodoba. Ta wolność, jeżeli nie jest należycie miarkowaną, ale statek i granicę przekracza, to nie potrzeba nawet mówić, iż nie może mieć racji prawa. Prawo bowiem, to moralna moc, o której jak powiedzieliśmy i co częściej powtarzać należy, niedorzecznie byłoby utrzymywać, iż ją natura dała porównie i pospólnie tak prawdzie jak kłamstwu, zacności i brzydocie. Prawem jest, aby to, co jest prawdziwym, co jest uczciwym, swobodnie i roztropnie w państwie rozszerzać, iżby się stało własnością jak największej liczby osób; natomiast sprawiedliwe jest, aby kłamstwa opinie, ponad które nie masz większej zarazy dla umysłu; dalej występki, które ducha i obyczaje psowają, stłumiała pilnie publiczna władza, iżby się ze zgubą rzeczypospolitej nie zdołały rozpościerać.

Słuszne jest, aby zboczenia rozpasanego umysłu, które bez wątpienia przyczyniają się do obałamucenia nieuczonego tłumu, powściągała tak samo powaga ustaw, jak zamachy gwałtu przeciw słabszym. I to tym bardziej, że znacznie większa część obywateli albo wcale nie potrafi, albo też nie bez największej trudności, oprzeć się kuglarstwom i sztuczkom dialektyki, zwłaszcza wtenczas, gdy te namiętnościom schlebiają. Dozwólcie każdemu z nieograniczoną swobodą mówić i pisać, a nie pozostanie nic świętego i nie zaczepionego: nie oszczędzą nawet owych największych i niewzruszonych zasad natury, które za wspólne, a zarazem najszlachetniejsze dziedzictwo rodzaju ludzkiego uważać należy.

Tak więc po stopniowym przysłanianiu prawdy, cieniami, co często się zdarza, zapanuje z łatwością zgubny i różnoraki błąd mniemań. Z takiego stanu odniesie swawola tyle korzyści, ile wolność szkody: tym obszerniejszą bowiem i więcej ubezpieczoną staje się wolność, im silniej spętaną swawola. Lecz w materiach wolnych, które Bóg roztrząsaniu ludzi pozostawił, dozwolonym jest oczywiście myśleć, co się podoba, i swe myśli wolno wypowiadać, natura nie sprzeciwia się temu: taka bowiem wolność nie doprowadziła nigdy ludzi do przytłumienia prawdy, raczej często do jej zbadania i wykrycia.

MEMy. Tylko osiem.

===============================

 Mądra kobieta nie używa tabletki PO. Używa rozumu PRZED.

——————-

==============================

Papież Leon XII

============================

=============================================

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Covid we Francji. Bilans masowej kontroli nad obywatelami

Covid-19 we Francji. Bilans masowej kontroli nad obywatelami

Redakcja Konserwatyzm.pl

chrolowska-covid

Francja w marcu 2020 r. była jednym z krajów, które w celu powstrzymania pandemii Covid-19, przyjęły najbardziej restrykcyjne zasady lockdownu. Historyk i socjolog Nicolas Mariot przyjrzał się temu eksperymentowi masowego posłuszeństwa:

Wiosną 2020 r. wszystkie rządy znalazły się w tej samej sytuacji w tym samym czasie – musiały, jak powiedział wówczas premier Holandii, podejmować 100% decyzji na podstawie 50% informacji. Państwa członkowskie przyjęły jednak radykalnie różne polityki. W Europie pięć krajów południowych – Francja, Włochy, Hiszpania, Grecja i Cypr – zastosowało jedne z najsurowszych środków, łącznie z zaświadczeniami, poddając wszelkie przemieszczanie się ich ludności surowym zasadom, monitorowanym przez siły porządkowe. Jednocześnie kraje skandynawskie, takie jak Szwecja, Finlandia, Dania, Norwegia i Holandia, a także Szwajcaria i Bułgaria, przyjmując takie same środki zdrowotne jak w innych krajach (noszenie masek, zakaz zgromadzeń, zalecenia dotyczące mycia rąk itp.), pozostawiły obywatelom swobodę przemieszczania się. W rezultacie we Francji liczba osób odwiedzających tereny zielone wiosną 2020 r. była o połowę mniejsza niż zimą, podczas gdy w Danii podwoiła się w tym samym okresie.

W podejściu do ludności ton również był inny. Podczas gdy prezydent Emmanuel Macron czterokrotnie powtórzył 16 marca w swoim przemówieniu do Francuzów słynne zdanie „Jesteśmy w stanie wojny” przeciwko „wrogowi sanitarnemu, co prawda” ale „nieuchwytnemu i postępującemu”, prezydent Republiki Federalnej Niemiec Frank-Walter Steinmeier oświadczył, że „nie, ta pandemia to nie jest wojna”. Holenderskie władze opublikowały natomiast podręcznik komunikacji dotyczący wirusa zakazujący stosowania języka wojennego na rzecz przesłania podkreślającego wymiar zbiorowy walki z Covidem.

We Francji dekretem z 23 marca prefekci i burmistrzowie zostali zachęceni do „wykorzystania w pełni swoich uprawnień policyjnych” i „wprowadzenia bardziej restrykcyjnych środków – niż te podjęte na szczeblu krajowym – gdy okoliczności prawne tego wymagają”. I nie zawahali się skorzystać z tej władzy. Siedemnaście prefektur wprowadziło godziny policyjne dla obywateli, trzydzieści dla sklepów, dziewięć departamentów wybrało obie opcje; ponad dwieście gmin również wprowadziło własne godziny policyjne, które nałożyły się – lub nie – na te prefektur. Ograniczenie przemieszczania się zostało zaostrzone: osiemdziesiąt trzy departamenty nałożyły ograniczenia w dostępie do miejsc natury i relaksu, czasami z absurdalnym uzasadnieniem, jak: „lockdown to nie wakacje!”, lub z dziwacznymi zapisami, jak: „zakaz kupowania bagietki lub jednej gazety naraz”, lub jeszcze: „zakaz siadania na ławkach miejskich”. Te różne dodatkowe środki często prowadziły do zerwania z jedną z fundamentalnych zasad uzasadnienia lockdownu: równości wszystkich wobec zakazów.

Chociaż Włochy były pierwszym europejskim krajem narażonym na wirusa, który podjął drastyczne środki, to kraje, które później przyjęły najbardziej restrykcyjne zasady, nie były bardziej zagrożone pod względem zdrowotnym niż inne. Różnica w reakcji jest wyraźnie związana z przyzwyczajeniami do przymusu ze strony rządów: pokazujemy, że im więcej państwo europejskie ma policjantów na mieszkańca, lub im bardziej przyzwyczajone jest do naruszania wolności publicznych, tym bardziej zamknęło swoją ludność. W związku z pandemią odżyły więc stare nawyki karania populacji. Dla Francji polityka ta prawdopodobnie świadczyła również o braku zaufania władz do zdolności mieszkańców do przestrzegania zalecanej polityki. Kraj ten wyłaniał się z kryzysu „żółtych kamizelek” i manifestacji przeciw reformie emerytalnej, więc rządzący prawdopodobnie obawiali się wrogiej reakcji.

Francja była jednym z niewielu krajów, które wprowadziły słynne pozwolenie samemu sobie na opuszczenie miejsca pobytu (attestation de sortie), które zostało przedstawione jako środek zachęcający ludzi do wzięcia za siebie odpowiedzialności, a które szybko stało się narzędziem masowych kontroli. Przemieniając każdego w swojego własnego policjanta, to właśnie ten system (zapożyczony od Włochów) pozwolił na wyludnienie przestrzeni publicznej. We Francji zostało w tym czasie przeprowadzonych 21 milionów kontroli. W niektórych departamentach liczba kontroli równała się liczbie dorosłych mieszkańców.

Jak wytłumaczyć fakt, że ludność w dużej mierze przestrzegała tych bardzo restrykcyjnych zasad? Są dwie hipotezy wyjaśniające, dlaczego 80% populacji zgodziło się pozostać w domach: strach przed wirusem i strach przed policją. Przeprowadzone badanie (Vico) pokazało, że przez cały ten okres nie więcej niż 50% osób przestrzegało zaleceń zdrowotnych (noszenie maski, mycie rąk itp.). Tak więc sam strach przed wirusem nie wystarczy, aby wyjaśnić masowe przestrzeganie zasad.

Musimy również podkreślić bardziej horyzontalny wymiar posłuszeństwa, jakim jest porównanie z innymi. Faktem jest, że wiele osób chciało dać przykład i/lub upewnić się, że ich sąsiedzi nie korzystają z przywilejów, choćby najmniejszych. Eksplozja liczby donosów w tym okresie (skierowanych do burmistrzów, posterunków policji lub lokalnych stacji radiowych) jest oznaką tej fundamentalnej troski: zasady nie są kwestionowane, o ile ich stosowanie wydaje się nie pozostawiać miejsca na arbitralność. Wreszcie, ważne jest, aby podkreślić usunięcie wszelkiej ludzkiej obecności z przestrzeni publicznej: bary i parki były zamknięte, plaże i lasy zakazane, a nocne oświetlenie często wyłączone. Wszystkie te środki doprowadziły do tego, co nazwaliśmy „obawą przed byciem na zewnątrz”. W szczególności dla kobiet wyjście w opuszczone miejsce stało się niepokojącym doświadczeniem z obawy przed światem zewnętrznym, który stał się nieprzyjazny.

Wszyscy widzieliśmy przerażające obrazy Chińczyków uwięzionych lub brutalnie wyrzucanych ze swoich domów, trzeba jednak zwrócić uwagę na znaczną różnicę między Chinami a Francją: w Chinach to zawsze motyw zdrowotny decyduje o ustanowieniu nowych zasad. Lockdown jest stosowany w różnych prowincjach sukcesywnie w zależności od rozprzestrzeniania się epidemii i różnie w zależności od statusu osób – „negatywny”, „kontakt” lub „zakażony”. W przeciwieństwie do Francji, nigdy nie dotyczy wszystkich obywateli jednocześnie i w tym samym wymiarze.

Byłem bardzo zaskoczony, widząc, że nie tylko żadne duże media, ale także żaden zespół badawczy we Francji, a nawet, o ile się nie mylę, w Europie, nie był zainteresowany podsumowaniem tego okresu, nie z punktu widzenia zdrowia, ale z punktu widzenia regulacji. A przecież z tego doświadczenia można wyciągnąć wiele wniosków – nie jesteśmy bowiem odporni na kolejną pandemię. Co więcej, z perspektywy czasu widzimy, że lockdown, który zostało zaakceptowany, ponieważ dotyczył wszystkich, niezależnie od klasy społecznej, wieku, poziomu dochodów czy miejsca zamieszkania, był w rzeczywistości stosunkowo nierówny w sposobie jego stosowania, ze względu na dużą swobodę daną władzom lokalnym oraz siłom porządkowym. Wreszcie, jako historyk specjalizujący się w wojnie 1914-1918, badałem już taki eksperyment posłuszeństwa na dużą skalę. I byłem zaskoczony, że nowa forma świętej unii uzasadniająca zawieszenie wolności i niekontrolowanego rządu może zostać powtórzona niemal identycznie sto lat później.

Źródło: https://lejournal.cnrs.fr/articles/covid-19-bilan-dune-surveillance-massive

Opracowała i tłumaczyła Anna Chrołowska

za: https://annachrolowska.substack.com

Feliks Koneczny i teoria cywilizacji

Feliks Koneczny i teoria cywilizacji

Dominik Liszkowski 14 grudnia 2022 wtowarzystwie.pl/feliks-koneczny-i-teoria-cywilizacji

W erze globalizacji nauki o cywilizacjach zdają się nabierać znaczenia szczególnego. Wiedza o nich – w czasach gdy na Zachodzie przeprowadza się utopijne projekty budowy „nowego wspaniałego świata” scalającego ludzkość w jedną uniwersalną „cywilizację” – to jeden z kluczy do zrozumienia współczesnej rzeczywistości. Klucz ten zostawił nam w swoim dorobku wybitny polski uczony – Feliks Koneczny.

O Konecznym i jego dorobku

Feliks Koneczny urodził się 1 listopada 1862 roku. Jego rodzina trafiła do Polski z Moraw, pod koniec wieku XVII. Przez całe życie związany był z ziemią krakowską. Ukończył studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim zdobywając tytuł doktorski już w 1888 roku. Przed nastaniem odrodzonego państwa polskiego większość swojego życia zawodowego, bo aż 23 lata (1897–1920), spędził pracując w Bibliotece Jagiellońskiej. Jego kariera naukowa błyskawicznie rozwinęła się w wolnej Polsce – w 1919 roku rozpoczyna pracę na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, gdzie w 1920 roku zostaje mianowany profesorem nadzwyczajnym, a w 1922 roku otrzymuje tytuł profesora zwyczajnego. Tam też pozostaje aż do roku 1929, kiedy to decyzją Ministerstwa Wyznań i Oświaty Publicznej zostaje przeniesiony w stan spoczynku. Decyzja ta miała zresztą charakter polityczny, gdyż Koneczny zarzucał ówczesnemu sanacyjnemu obozowi rządzącemu oraz jego przywódcy Józefowi Piłsudskiemu turanizm. Koneczny powraca więc do Krakowa gdzie pozostaje aż do swojej śmierci 10 lutego 1949, przeżywając po drodze lata wojenne i niemiecką okupację.[1]

Dorobek Konecznego podzielić można według dwóch głównych obszarów jego zainteresowań – historycznych oraz cywilizacyjno-filozoficznych. Najbardziej znane dzieła historyczne Feliksa Konecznego to Dzieje Polski (1902), Dzieje Rosji (1917) oraz Dzieje Śląska (1897), lecz jego zainteresowania w tej dziedzinie były znacznie szersze niż historie poszczególnych państw czy obszarów o czym świadczą publikacje takie jak m.in. Geografia historyczna (1905) czy Święci w dziejach narodu polskiego (1937–1939).  

Kompleksowe dzieła na temat cywilizacji Koneczny opublikował stosunkowo późno, bo dopiero w latach 30-tych, mając już lat ponad 70. Jedno z jego najważniejszych dzieł O wielości cywilizacji zostało wydane w roku 1935. Trzy lata później ukazała się kolejna bardzo ważna książka w jego dorobku – Rozwój moralności. Niezwykle wartościowe i łatwo dostępne w dniu dzisiejszym książki takie jak Cywilizacja bizantyńska, Cywilizacja żydowska, Państwo w cywilizacji łacińskiej, Prawa dziejowe czy O ład w historii po raz pierwszy zostały wydane po jego śmierci, dopiero w latach 70-tych i 80-tych w Londynie.

[Wydawał Jędzrzej Giertych – w ogromnym trudzie i biedzie. M. Dakowski]

Poza tym Koneczny był wytrawnym publicystą, a jego artykuły ukazywały się m.in. w Przeglądzie Powszechnym, Świecie Słowiańskim, Myśli Narodowej (lata 30-ste), a także w Tygodniku Warszawskim oraz Niedzieli bezpośrednio po II wojnie światowej (1946–1947). Koneczny nie pisał jednak wyłącznie o historii i cywilizacjach. We wcześniejsze fazie jego działalności intelektualnej interesowała go chociażby kwestia edukacji co dostrzec można w publikacjach takich jak Geneza pedagogiki (1889).         

Czym jest cywilizacja

Według Konecznego cywilizacja to metoda ustroju życia zbiorowego. Gdybyśmy chcieli ująć tę samą definicję w prostszych słowach moglibyśmy powiedzieć, że cywilizacja to sposób w jaki zorganizowane jest życie społeczne na co składają się poszczególne elementy stanowiące o jego obliczu takie jak m.in.: państwo, gospodarka, edukacja, polityka czy religia. To jaki charakter ma dana cywilizacja jest według Konecznego zdefiniowane przez to co on sam określa jako quincunx – pięć fundamentalnych kategorii bytu: prawdę i dobro (kategorie duchowe), zdrowie i dobrobyt (kategorie materialne) oraz piękno (kategoria duchowo-materialną).

Aby cywilizacja mogła funkcjonować harmonijnie, aby podtrzymywała swoją żywotność, kategorie te musi charakteryzować współmierność – sposoby ich definiowania czy też postrzegania nie mogą  być względem siebie sprzeczne. Wówczas bowiem nieunikniony jest wewnątrz-cywilizacyjny chaos.[2]

Cywilizacja a kultura

Kwestią, która do dnia dzisiejszego pozostaje problematyczną w dyskusjach na temat cywilizacji jest kwestia rozróżnienia między pojęciami cywilizacji i kultury. Dla Konecznego kultura to po prostu odmiana, wariant lokalny danej cywilizacji.[3] Tak oto przykładowo cywilizacja łacińska składa się z kultur takich jak m.in. kultura polska, włoska, hiszpańska czy francuska.

Chaos pojęciowy bierze się z tego, że w wielu kręgach historiozoficznych – a przede wszystkim jest to tradycyjny sposób myślenia historiozofów niemieckich oraz angielskich – pojęcia kultury i cywilizacji stanowią albo pojęcia praktycznie nierozróżnialne albo na swój sposób ze sobą sprzeczne.

Jeżeli przyjmiemy pogląd, zgodnie z którym kulturę powinno definiować się jako całościowy dorobek dziejów ludzkości to samo pojęcie cywilizacji mieści się w ramach tak właśnie pojmowanej kultury. Z drugiej strony niektórzy badacze pojęcia te sobie przeciwstawiają – w takim przypadku pojęcie cywilizacji odnosi się do aspektów materialnych, a pojęcie kultury do aspektów o wymiarze duchowym.

Jeden z najbardziej znanych niemieckich historiozofów Oswald Spengler, autor słynnego dzieła Zmierzch Zachodu, cywilizacje postrzega w sposób, który można by określić biologicznym posługując się zresztą w swoich rozważaniach szeregiem pojęć charakterystycznych stricte dla nauk biologicznych. Według niego cywilizacje są niczym organizm – rodzą się, dojrzewają, przechodzą przez okres swojego szczytu rozwojowego, a następnie starzeją się i umierają (o podobnym kręgu rozwojowym cywilizacji pisze także Arnold Toynbee). Przeciętny cykl ich istnienia Spengler wyznacza na około 1000 lat. Teoriom Spenglera przypisuje się charakter mocno spekulatywny, a samemu autorowi aspiracje do pełnienia roli „proroka”. Podejście to stoi zresztą w sprzeczności ze stonowanym nastawieniem Konecznego, który w swoich badaniach bazował przede wszystkim na metodzie indukcyjnej.

Według Konecznego cywilizacje nie muszą wcale podążać taką samą drogą rozwoju jak organizm biologiczny, a co za tym idzie nie muszą umrzeć i w dowolnym momencie – jeżeli zostaną spełnione określone warunki, jeśli zostanie przywrócona harmonia i współmierność – mogą się odrodzić. Spójrzmy chociażby na przykłady cywilizacji chińskiej oraz cywilizacji żydowskiej. Pierwsza z nich to cywilizacja, która istnieje od kilku tysięcy lat lat. Zgodnie z poglądem Spenglera zniknąć z areny dziejów powinna już dawno temu. Tymczasem Chiny po ogromnym kryzysie cywilizacyjnym w wieku XIX i wielkim rewolucyjnym chaosie wieku XX wkraczają w erę, która już dziś daje im pozycję jednego z dwóch największych mocarstw świata, a wkrótce uzyskać mogą globalną hegemonię o jakiej przez czas swojego istnienia nie mogły nawet pomarzyć. Podobnie też cywilizacja żydowska, która istnieje od ponad 3000 lat przetrwała do dnia dzisiejszego i to pomimo niespotykanego w skali innych cywilizacji rozproszenia po świecie.         

Różnice między Spenglerem a Konecznym uwidaczniają się także w ich sposobie postrzegania historii. Według Spenglera historia ma charakter liniowy – cywilizacje żyją obok siebie nie wchodząc sobie w drogę. Według Konecznego historia jest paralelna – różne cywilizacje są na różnym etapie swojej własnej historii i ścierają się, a w skrajnych przypadkach może między nimi dojść do walki na śmierć i życie (co kontrastuje się z teorią Spenglera, według której żyją one obok siebie nie wpływając na siebie wzajemnie). Pogląd ten w dzisiejszych czasach został zresztą spopularyzowany przez Huntingtona w dziele Zderzenie cywilizacji. Warto pamiętać jednak, że Koneczny pisał o tym kiedy Huntington był jeszcze małym chłopcem.

Quincunx

Tak jak wspomniałem już wcześniej, quincunx Konecznego składa się z pięciu kategorii bytu: prawdy i dobra (kategorie duchowe), zdrowia i dobrobytu (kategorie materialne) oraz piękna (kategoria duchowo-materialna). Sposób definiownia tych pięciu wyżej wymienionych pojęć decyduje o charakterze danej cywilizacji.

Warto przyjrzeć się kwestii quincunxu z punktu widzenia współczesnego kryzysu cywilizacji łacińskiej. Wielu krytyków teorii Konecznego twierdzi, że cywilizacji łacińskiej zwyczajnie już nie ma. Oczywiście jednoznaczne określenie stanu cywilizacyjnego współczesnej Europy wydaje się być dzisiaj wyzwaniem karkołomnym i potrzeba by umysłu co najmniej dorównującego umysłowi Konecznego by pokusić się o kompleksową analizę tego zagadnienia. Niemniej jednak to, że w dzisiejszych czasach praktycznie wszystkie z kategorii stanowiących quincunx Konecznego uległy w naszej cywilizacji wypaczeniu, że wewnątrz zbiorowości stanowiącej naszą cywilizację ludzie postrzegają te kategorie na rozmaite, często obce cywilizacyjnie sposoby, nie jest dowodem na to, że cywilizacja łacińska nie istnieje i odrodzić się nie może. Wręcz przeciwnie – to że nadal istnieje spora (choć malejąca) część zbiorowości, która pozostaje przy tradycyjnym dla naszej cywilizacji postrzeganiu kategorii prawdy, dobra, zdrowia, dobrobytu i piękna świadczy o tym, że cywilizacja ta pozostaje przy życiu – brakuje jej jednak od dłuższego czasu harmonijnego i współmiernego charakteru, przez co żyjemy w czasach permanentnego kryzysu cywilizacyjnego.

Spójrzmy chociażby na pojęcia takie jak prawda, dobro i piękno. W kręgach współczesnej lewicy dosyć popularną stała się teza o tym, że prawda nie istnieje. Jednocześnie zgodnie z dogmatem relatywistycznym twierdzi się, że prawd może być wiele – każdy bowiem ma swoją prawdę, która zależy od indywidualnego punktu widzenia (chaos pojęciowy to zresztą dla lewicy chleb powszedni i jedno z podstawowych narzędzi politycznego działania).

Nie jest istotne czy zgodzimy się z pierwszą czy drugą teorią  – to co jest istotne to zaprzeczenie istnienia prawdy uniwersalnej.

Podobnie też podążając lewicowym tokiem myślenia nie istnieje żadna prawda historyczna – istnieją tylko narracje. Zastanawiam się jednak czy intelektualni troglodyci wygłaszający takie tezy mieliby podobną odwagę wygłaszania ich np. na kongresach poświęconych pamięci Holocaustu. Łatwo bowiem domyślić się co oznaczałoby przyjęcie dogmatu zgodnie, z którym prawdy historycznej nie ma. Można by wtedy przecież dowolnie twierdzić, że pewne wydarzenia historyczne w ogóle nie miały miejsca.

Pojęcie dobra w naszej cywilizacji, jak i cała jej etyka, ma swoje korzenie w Ewangelii. Twierdzenie, że cywilizacja łacińska nie istnieje w momencie, w którym przykładowo w obrębie kultury polskiej nadal etyka chrześcijańska stanowi etykę dominującą (nawet wśród wielu ateistów czy też zagorzałych wrogów chrześcijaństwa, którzy przyswoili ją sobie w procesie inkulturacji i choćby się tego wypierali nie zmieni to faktu, że zostali przez nią ukształtowani) zdaje się wynikać jedynie z przemądrzałości ludzi takie tezy głoszących. Choć widzimy w naszych czasach rozprzestrzenianie się pod wpływem ideologicznego prymatu liberalizmu bardzo prymitywnej w swoim charakterze etyki sytuacyjnej, charakterystycznej dla pewnych innych cywilizacji, nie jest to etyka w społeczeństwie dominująca.

Warto też przyjrzeć się wspomnianemu pojęciu piękna, którego dekonstrukcja przebiega w czasach współczesnych również w tempie bardzo szybkim. Tradycyjnie rozumiane pojęcie piękna pochodzące jeszcze z czasów starożytnej Grecji – utożsamiane z zachowaniem właściwych proporcji kształtów, harmonii barw i dźwięków – nie spełnia w dzisiejszych czasach wymagań politpoprawnego establishmentu. Dlaczego? Odrzuca się bowiem oczywistą prawdę w kwestii tego, że przeciwieństwem piękna jest coś co powszechnie określamy brzydotą. Współcześnie nie można przykładowo określić człowieka, który umyślnie oszpeci się do takiego stopnia, w którym przestaje przypominać istotę ludzką jako brzydkiego – w sposób ten wyrazilibyśmy bowiem swoją nietolerancję i brak akceptacji względem odmienności. Podobnie też według współczesnych rewolucjonistów pojęć i języka wyrazem największego artyzmu może być sprzedany za kilkadziesiąt milionów obraz przedstawiający fekalia, ponieważ jego piękno tkwić może w wyjątkowych walorach dostrzegalnych jedynie przez ich twórcę.

Wypaczone pojęcia prawdy, dobra i piękna rozprzestrzeniają się po Zachodzie w tempie zastraszającym, jednakże wewnętrzna walka o wartości, która nadal toczy się w niejednym państwie na kontynencie europejskim (czego Polska zdaje się być jednym z najbardziej wyrazistych przykładów) jest świadectwem tego, że na jego terytorium pozostają w dalszym ciągu pewne żywotne ośrodki cywilizacji łacińskiej. Jeżeli ośrodki te wytrzymają napór antycywilizacji i nie skapitulują  w walce o wartości, w momencie wielkiego załamania, które nieuchronnie czeka zajmujący się intensywnie swoją własną autodestrukcją Zachód, ludy Europy poszukujące ładu, stabilizacji i normalności zwrócą swoje oczy w kierunku tego ośrodka, który podoła wyzwaniu i stanie się bastionem cywilizacji.

Cywilizacje współczesne i różnice między nimi

Koneczny w swoich pracach wyróżnia 22 cywilizacje historyczne. Z tych 22 cywilizacji do czasów współczesnych przetrwało siedem: bramińska, żydowska, chińska, turańska – cywilizacje o rodowodzie starożytnym – oraz arabska, bizantyńska, łacińska – cywilizacje o rodowodzie średniowiecznym.

Cywilizacje różnią się między sobą na rozmaite sposoby. Istnieją dwie cywilizacje sakralne – żydowska i bramińska – w których quincunx definiowany jest w całości przez religie stanowiące ich fundament (judaizm i braminizm), jedna cywilizacja o charakterze półsakralnym – arabska (islam odgrywa w niej rolę fundamentalną, ale jak pokazuje przykład muzułmanów z Azji Środkowej przynależących do cywilizacji turańskiej, fakt bycia muzułmaninem nie jest równoznaczny z przynależnością do cywilizacji arabskiej w związku z czym nie jest to cywilizacja w pełni sakralna) oraz cywilizacje niesakralne: bizantyńska, łacińska, chińska i turańska.[4]

Warto w tym momencie wspomnieć o niewłaściwym sposobie posługiwania się powszechnie pojęciem cywilizacji chrześcijańskiej z punktu widzenia Konecznego. Nie ma bowiem i nie było nigdy jednej cywilizacji chrześcijańskiej, podobnie zresztą jak i jednej cywilizacji europejskiej. Elementy chrześcijańskie posiada zarówno cywilizacja łacińska, jak i bizantyńska, a na co zwraca uwagę sam Koneczny – co jest dziś faktem dość powszechnie zapomnianym – w czasach średniowiecza istotną siłę w cywilizacji turańskiej stanowili nestorianie (w odróżnieniu jednak od cywilizacji łacińskiej podporządkowali się cywilizacji, a nie cywilizację sobie w związku z czym nestorianizm już dawno przeszedł do historii, podczas gdy cywilizacja turańska trwa). Chrześcijaństwo jednak nie określa całościowo quincunxu cywilizacji łacińskiej czy bizantyńskiej tak jak ma to miejsce z judaizmem w cywilizacji żydowskiej. W cywilizacji łacińskiej elementem stricte chrześcijańskim jest jedynie dobro (wspomniana już wcześniej etyka chrześcijańska).[5]

Cywilizacja łacińska zbudowana jest bowiem na trzech filarach: etyce chrześcijańskiej, prawie rzymskim i greckiej filozofii. Według Konecznego jedną z najbardziej unikalnych cech tej cywilizacji jest niezależność władz kościelnych od władz świeckich. Jest to zresztą jeden z tych elementów, które stanowią o fundamentalnym rozróżnieniu między cywilizacją łacińską a bizantyńską, gdzie władza świecka stoi ponad władzą kościelną lub sama ją stanowi czego ukoronowaniem była średniowieczna idea cezaropapizmu.

W miejscu tym warto wspomnieć o jednej z najbardziej oryginalnych tez Konecznego, zgodnie z którą głównym rozsadnikiem cywilizacji bizantyńskiej na kontynencie europejskim stały się Niemcy, gdzie wpływy bizantyjskie zaczęły się zaznaczać już w X wieku, kiedy to cesarz Otton II poślubił bizantyjską księżniczkę Teofano. Później jeszcze silniejszym ogniwem cywilizacji bizantyńskiej wewnątrz świata niemieckiego mieli okazać się Krzyżacy, którzy elementy tejże cywilizacji przyswoili sobie już podczas działalności prowadzonej przez nich na terenach Bliskiego Wschodu. W przyszłości cywilizacyjna spuścizna pozostawiona przez Krzyżaków odrodzić się miała pod nową postacią w Królestwie Prus, które z perspektywy czasu można postrzegać jako państwo, w którym bizantynizm osiągnął swój cywilizacyjny szczyt.[6] W międzyczasie miała też miejsce w Niemczech rewolucja luterańska, która poszczególnym niemieckim książętom pozwoliła na przerwanie łacińskiej tamy poprzez zerwanie więzi z Rzymem i wdrożenie w życie klasycznego bizantyńskiego podejścia do spraw religii, które do historii przeszło pod hasłem cuius regio, eius religio. Protestantyzacja Niemiec miała zresztą także bardzo duży wpływ na „bizantynizację” kościoła katolickiego w tym kraju, który w XXI wieku odgrywa rolę największego mąciciela w świecie katolickim, a jego główną cechą charakterystyczną stała się uległość wobec dyktatu ideologicznego władzy świeckiej.

Koneczny pisał też, że o charakterze narodowym Niemców decyduje to jaki czynnik cywilizacyjny (łaciński czy bizantyński) jest w danym momencie czynnikiem w państwie niemieckim dominującym. Czynniki te można zresztą przedstawić na jeszcze jeden sposób – niemiecki oraz pruski.

Zdaje się, że to wraz ze wzrostem znaczenia politycznego Królestwa Prus zaznaczała się w obrębie kultury niemieckiej przewaga cywilizacji bizantyńskiej osiągając punkt kulminacyjny w czasach ery bismarckowskiej. Z punktu widzenia XXI wieku dla wielu ludzi postrzeganie kwestii charakteru narodowego Niemców przez ten pryzmat może wydawać się absurdalne z racji ostatecznej likwidacji państwa pruskiego ponad 100 lat temu. Jednakże duch pruski w narodzie niemieckim bez wątpienia całkowicie nie zanikł, a jeżeli spojrzymy na współczesne różnice w podejściu chociażby do kwestii takich jak państwo narodowe czy budowa europejskiego superpaństwa federalnego, które dość ostro zarysowują się między Niemcami a Polską, ich genezy możemy dopatrywać się właśnie w kategoriach konfliktu cywilizacyjnego.

Argumentem przemawiającym za teorią bizantynizmu niemieckiego może być także fakt, że nie było na kontynencie europejskim państwa pozostającego w obrębie bezpośredniego oddziaływania cywilizacji łacińskiej, w którym tożsamość narodowa zrodziłaby się tak późno (według Konecznego na początku XIX wieku). Ma to znaczenie z tego względu, że według Konecznego tylko w cywilizacji łacińskiej wykształciło się w pełni pojęcie narodu (przenikając stąd później do innych cywilizacji), a jest to w linii prostej spuścizna jedynej cywilizacji starożytnej, którą charakteryzowała podobna cecha, czyli cywilizacji rzymskiej, z której wytworzył się naród rzymski. Chociaż Cesarstwo Bizantyjskie istniało przez ponad 1000 lat to przez cały ten czas nie wykształciły się w nim nawet zalążki narodu bizantyjskiego.

We współczesnych czasach jako Europejczycy często miewamy problemy ze zrozumieniem specyfiki państw afrykańskich, azjatyckich czy (w mniejszym stopniu) południowoamerykańskich gdzie pojęcie narodowości jest pojęciem relatywnie nowym (Afryka), pojęciem zupełnie inaczej definiowanym i rozumianym (Azja) lub pojęciem ciągle dojrzewającym (Ameryka Południowa).

Wynika to z faktu, że przyglądając się państwom, które ukształtowały się na wspomnianych kontynentach stosujemy do nich ściśle europejskie kryteria pojęciowe, których nie da się przełożyć w skali 1:1.

Byłoby absurdem określanie narodem w europejskim rozumieniu tego słowa Nigeryjczyków, gdyż populacja Nigerii składa się z ponad 250 grup etnicznych posługujących się ponad 500 językami i upłynie zapewne jeszcze bardzo dużo czasu nim tożsamość narodowa stanie się dla wszystkich tych grup etnicznych tożsamością stawianą wyżej od tożsamości plemiennej. Nie powinniśmy więc stosować uproszczeń wynikających z przyzwyczajenia do sytuacji, w której państwo = naród, gdyż poza kontynentem europejskim jest to w skali świata zjawisko stosunkowo rzadko spotykane.

Uzupełniając rozważania na temat bizantynizmu warto zaznaczyć, że posiada on wiele cech charakteryzujących także cywilizację turańską. To co łączy te cywilizacje to ich „gromadny” charakter oraz całkowite podporządkowanie społeczeństwa (jeśli można o nim mówić) państwu. W cywilizacji łacińskiej jest odwrotnie – to państwo oparte jest na społeczeństwie. Stąd też etatyzm stanowi jedną z najbardziej charakterystycznych cech bizantynizmu, a Koneczny dostrzega w nim także zalążki „państwa totalnego”.[7]

„Totalitarny” – jak określilibyśmy to używając współczesnych pojęć – wymiar jest też cechą charakterystyczną cywilizacji turańskiej. W turańszczyźnie nie możemy mówić o społeczeństwie w takich kategoriach do jakich na Zachodzie jesteśmy przyzwyczajeni – tam bowiem zbiorowość organizowana jest na wzór jednej wielkiej formacji militarnej kierowanej przez despotycznego jedynowładcę, a prawa jednostki nie mają żadnego znaczenia. W historii cywilizacja ta osiągała wielkie sukcesy za sprawą swojej niezrównanej sprawności militarnej, a jej szczytowym okresem był czas panowania nad Imperium mongolskim Czyngis-chana (1182–1237). Do czasów współczesnych na terytorium Europy turańszczyzna przetrwała na ziemiach rosyjskiej i ukraińskiej.

Musimy mieć jednak świadomość, że turańszczyzna słowiańska posiada swój wyjątkowy charakter ze względu na to, że przez wiele wieków pozostawała w bezpośrednim, bliskim kontakcie z cywilizacjami łacińską, bizantyńską i żydowską, które także w znaczącym stopniu na nią wpływały.

Nie możemy więc podchodzić do niej jako cywilizacji „prymitywnej” – jak często próbuje się to dziś robić pod wpływem emocji wojennych – bo taka nigdy nie wytworzyłaby umysłów pokroju Dostojewskiego czy Tołstoja. W dzisiejszych czasach szczególnie często słyszy się komentarze ludzi zdziwionych faktem, że Rosjanie „nie chcą demokracji” i „zgadzają się na wojnę Putina”. Niezrozumienie takiego stanu rzeczy wynika właśnie z tego, że ludzie, których to dziwi nie biorą pod uwagę kluczowego w tej kwestii czynnika, czyli mianowicie różnic cywilizacyjnych i wynikającego z nich odmiennego sposobu tradycyjnego pojmowania roli państwa, społeczeństwa czy też religii.

Czytaj także: Dugin kontra Putin

Na koniec tej części warto wspomnieć o tym, że Koneczny postrzegał Polskę, w której przyszło mu żyć (musimy pamiętać, że mówimy o wielonarodowej, wielokulturowej i niejednolitej pod względem wyznania II RP) jako państwo będące jednym z najbardziej niejednolitych cywilizacyjnie w ówczesnym świecie. II RP była państwem, na którego terytorium istniały równocześnie cywilizacje: łacińska, bizantyńska, turańska i żydowska. Myślę, że niecałe 100 lat później możemy zaryzykować stwierdzenie, że we współczesnej Polsce nadal ścierają się ze sobą elementy wszystkich tych cywilizacji, a uwidacznia to postępująca na wielu różnych płaszczyznach polaryzacja społeczeństwa – szczególnie w kwestiach światopoglądowych. Bez wątpienia zmieniły się jednak proporcje i siła wpływów wspomnianych cywilizacji ze względu zmiany w charakterze etnicznym państwa.

Koneczny a teraźniejszość

Żyjemy w czasach permanentnego chaosu cywilizacyjnego. Procesy globalizacji z jednej strony, oraz wewnętrznego rozkładu zachodnich kultur i społeczeństw z drugiej, postępują w tempie błyskawicznym. Sięgnięcie po Konecznego nie tylko pozwala nam lepiej poznać historię cywilizacji, ale wyposaża nas także w narzędzie ułatwiające nam lepsze zrozumienie tego dlaczego żyjemy w takim świecie w jakim żyjemy, dlaczego procesy gnilne mające miejsce od długiego już czasu wewnątrz naszej cywilizacji prowadzą nas w kierunku tak ponurym oraz dlaczego lewackie wizje „nowego wspaniałego multikulturowego świata” to niemożliwa do zrealizowania utopia, której realizacja może na dłuższą metę jedynie spotęgować kryzys cywilizacyjny.

Feliks Koneczny był bez wątpienia jednym z najwybitniejszych polskich umysłów XX wieku, a jednak dla zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa pozostaje postacią kompletnie anonimową. Musimy to uczciwie zresztą przyznać, że nasze narodowe zaniedbania intelektualne sięgają znacznie dalej. System edukacji III RP nigdy nie podjął tak naprawdę próby odkurzenia prawdziwego intelektualnego dorobku wielkich polskich uczonych z czasów przedwojennych. Społeczeństwo wychowane przez III RP nie posiada praktycznie żadnej wiedzy o historycznym dorobku polskich nauk humanistycznych (włączając w to masy dyplomowanych matołów wyprodukowanych przez zdegenerowany system edukacji wyższej stojący na nieporównywalnie niższym poziomie niż ten przedwojenny).

Jednocześnie polska młodzież w zastraszającym tempie ulega procesowi kulturowej prymitywizacji związanej z nieograniczonym napływem rynsztokowej, masowej antykultury amerykańskiej spod znaku hamburgera i netflixa.

Czytaj także: Inżynierowie świata i ich pomysł na edukację

Tym bardziej należy więc docenić wytężone prace niektórych polskich wydawnictw, które na przestrzeni ostatnich kilku lat wypuściły na rynek niezliczoną ilość wartościowych nowych wydań dzieł wybitnych umysłów polskich czasów XX-lecia międzywojennego – w tym Feliksa Konecznego. Oby stały się one dla nas odtrutką na pseudointelektualny ściek produkowany współcześnie przez establishmentowych „wybrańców” III RP, którzy w swojej pysze i wyniosłości stawiają się dziś na piedestale, a przedwojennej – zasługującej na to miano – elicie intelektualnej, którą sami często pogardzają jako „średniowieczną” i „zacofaną”, nie sięgają nawet do pięt.


[1] Tadeusz Stanisław Grabowski, „Feliks Koneczny (Biografia) (1 XI 1862 – 10 II 1949)”. Kwartalnik Historyczny LVII. Warszawa 1949. W F. Koneczny, O ład w historii.
[2] Feliks Koneczny, O wielości cywilizacji.
[3] Feliks Koneczny, O ład w historii.
[4] ibidem.
[5] ibidem.
[6] Feliks Koneczny. Bizantynizm niemiecki.
[7] Feliks Koneczny. O ład w historii.

Źródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Koneczny#/media/Plik:Feliks_Koneczny.JPG

Dominik Liszkowski

Sytuacja Ukrainy w obecnych realiach geopolitycznych – Czyli koszt projektu „Samostijnej”

Sytuacja Ukrainy w obecnych realiach geopolitycznych

Czyli koszt projektu „Samostijnej”

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 25

Stany Zjednoczone uchwaliły niedawno pomoc dla Ukrainy w wysokości ponad 62 miliardów dolarów. Z tej sumy tylko niewielki ułamek trafi do Kijowa, jedynie na dolarowe pensje i schematy korupcyjne głównych członków reżimu, bez czego rozbiegli by się po świecie do z góry przygotowanych „sanktuariów”. 

Gros funduszy pozostanie w Stanach w formie wieloletnich kontraktów dla firm zbrojeniowych.  Przy czym kilka procent z tego wróci do Waszyngtonu jako kontrybucje dla tzw. „political action committees” (PAC), jak  w „rozwiniętej zachodniej demokracji” zwane są łapówki.

Wracając do wątku ukraińskiego należy podkreślić, że w  obecnym czasie  ukraińska armia ponosi straty w wysokości tysiąca zabitych i trwale okaleczonych – na dzień.

Minister spraw zagranicznych Kuleba wprowadził zakaz obsługiwania w konsulatach na terenie Europy obywateli ukraińskich w wieku poborowym, by zmusić ich do powrotu i służby w „obronie ojczyzny”.

Do czasu ich wątpliwego powrotu, reżim kijowski ucieka się do powtórki rzezi wołyńskiej z 1943/4 roku w formie proxy (zastępczej).  Pasuje to logicznie do niezaprzeczanej już przez nikogo wojny proxy NATO z Rosją na Ukrainie.

Kiedy to na początku wojny z Sowietami, Niemcy sformowali dywizję SS Galiczyna, planowali jej użycie w wojnie z bolszewikami.  Niestety na widok czerwonej armii, banderowcy wzięli nogi za pas i zdezerterowali. Dlatego też władze niemieckie spożytkowały ją w akcjach pacyfikacyjnych.  Ulubionym zajęciem banderowców było mordowanie bezbronnych i to w możliwie okrutny sposób.  Doświadczyło tego na sobie ponad 200 tysięcy polskich kobiet i dzieci na Wołyniu.   

Również obecnie, wszelkie próby użycia Azowa, czy Prawego Sektora w walce z Rosją spełzły na niczym.  „Bohaterscy bojownicy Bandery”, nie słuchali rozkazów i wiali.

Zmusiło to dowództwo ukraińskie do użycia ich jako „formacji zaporowych”, na podobieństwo jednostek NKVD za plecami armii czerwonej.  Sowieccy żołnierze nie mieli wyjścia, jeśli się wycofywali wpadali pod ogień NKVD, jeśli poddawali się Niemcom, czekała ich śmierć głodowa w obozach.  Taki właśnie system stanowił podwaliny zwycięstwa Sowietów w II Wojnie światowej.

Obecnie reżim kijowski wtłacza w ukraińskie mundury członków mniejszości narodowych z obszarów anektowanych przez ZSRR pod koniec II WW (Węgrów, Słowaków, Rumunów) i wysyła do rosyjskiej „maszynki do mielenia mięsa”.  Polaków omija ten chwalebny los z tej prostej przyczyny, że zostali już wymordowani we wspomnianej rzezi wołyńskiej.  Przy czym nie liczę tu polskich najemników wspierających Kijów, których  ponad dwa tysiące pochowano dotychczas na cmentarzu wojskowym w Olsztynie.

Pomimo tych wysiłków, szanse Kijowa na choćby tylko utrzymanie status quo, są równe zero. Banderowskie formacje zaporowe uniemożliwiają co prawda wycofywanie się wojsk z linii frontu, ale w przeciwieństwie do Niemców, Rosjanie traktują jeńców w sposób humanitarny.  Dlatego teraz poddają się oni obecnie całymi formacjami.  

Na Ukrainie mieszka teraz nie więcej niż 20 milionów osób, głównie kobiet, dzieci i inwalidów wojennych.  Infrastruktura i przemysł leżą w ruinach, czarnoziem w dużym stopniu jest skażony zubożonym uranem z zachodniej amunicji, oraz  chemiczną i bakteriologiczną bronią. [Sądzę, że to przesada: Przecież walki trwają jedynie na wąskim pasku na wschodzie. A i tam – mało takiej aminicji użyto – bo droga md]

Rosja zdaje sobie dobrze sprawę z ogromu problemów czekających na wyzwolicieli Ukrainy i według wszystkich oficjalnych i nieoficjalnych deklaracji, planuje przyłączenie do Federacji jedynie etnicznych terenów rosyjskich, na wschód od Dniepru i na południu do Odessy. 

W rezultacie czego pozostanie do zagospodarowania ogromny zdewastowany obszar lądowy Wołynia, Galicji itp. , na którym będą funkcjonować krwiożercze, uzbrojone banderowskie formacje, gotowe „rjezać”, każdego kto nawinie się pod rękę. 

Pomimo tak odpychającego wizerunku, prawdopodobnie Słowacy, Rumuni i Węgrzy zdecydują się jednak na inkorporację zrabowanych im terytoriów.  O dziwo nawet Białoruś zgłasza pretensje do północnej części Wołynia.

Jaki będzie los pozostałych obszarów byłej Ukrainy, ciągle pozostaje za zasłoną tajemnicy.

Nie należy też zapominać o jeszcze gorszym scenariuszu, jak próbują nam zafundować amerykańscy władcy (jakkolwiek by ich zwać: oligarchowie finansowi/globaliści/deep state/neocons/ neotrockiści):  ZAGŁADY NUKLEARNEJ.

Agresja islamu, zachęty Szambelana don Fekalio: W Warszawie ma powstać wielki meczet. Trzeci !!!

W Warszawie ma powstać wielki meczet. Kasę zbiera kaznodzieja, który chwalił Al-Kaidę

https://www.salon24.pl/newsroom/1374125,kontrowersje-ws-finansowania-nowego-meczetu-kase-zbiera-kaznodzieja-ktory-chwalil-al-ka-ide


Portal warszwa.naszemiasto.pl informuje, że w Warszawie ma powstać trzeci meczet. Obecnie trwa zbiórka pieniędzy na jego budowę, a miałby on stanąć na stołecznej Ochocie. Pomysł jest kontrowersyjny, ponieważ do zbiórki funduszy zachęca kaznodzieja – Amjad Qourshah, który w przeszłości chwalił członków Al-Kaidy oraz wygłaszał niechętne kobietom opinie.

Muzułmańska Fundacja na rzecz Edukacji i Integracji zbiera pieniądze na budowę kompleksu, który ma zawierać m.in. przedszkole, szkołę czy Polski urząd ds. Koranu. Budynek miałby powstać na Ochocie przy ul. Zadumanej. 

Problem pojawia się jednak wokół zbiórki na meczet, zachęca do niej bowiem kaznodzieja, który wygłaszał skandaliczne opinie.

– Wasi braci i siostry z Polski, z Muzułmańskiej Fundacji Edukacji i Integracji, chcą zbudować w stolicy w Warszawie wielki meczet, szkołę, przedszkole, siedzibę władz koranicznych i centrum Da’wah. Ma się tam znaleźć również muzeum, żeby zaprezentować nauki islamu nowym wyznawcom – stwierdził dr Amjad Qourshah.Kontrowersyjne opinie kaznodziei

[Czyi ” Wasi braci i siostry ” ? Moi – na pewno NIE. MIrosław Dakowski]

Nabih Bulos, który jest bliskowschodnim korespondentem Los Angeles Times, pisał w 2016 roku, że na nagraniu z 2014 roku Qourshah krytykował „słaby rząd” za wciągnięcie Jordanii „w wojnę, z którą nie mamy nic wspólnego”. Zasugerował wówczas też, że wszelkie ataki w Jordanii były prawdopodobnie dziełem CIA. Qourshah miał „rozwścieczył także liberałów i świeckich obywateli Jordanii, którzy wielokrotnie wzywali do usunięcia go z oczu opinii publicznej”.

Dziennikarz Los Angeles Times przypomniał, że kaznodzieja nalegał również, aby kobiety nosiły hidżab, wzywał do odwołania uroczystości, podczas których mieszały się płcie oraz sprzeciwił się życzeniu przez muzułmanów „Wesołych Świąt” chrześcijanom.

{Koleś, no to życzę wesołych meczetów – w Arabii. MD]

Z konta Qourshaha w serwisie X wychodzi też, że nie „ceni” ateistów. Na początku kwietnia „podał dalej” post, w którym muzułmanin rozmawia z ateistą. W podpisie wskazano, że argumentacja islamu jest prosta, a argumenty ateistów są „śmieszne”. 

Meczety w Warszawie

W stolicy Polski są obecnie dwa meczety – na ul. Wiertniczej w Wilanowie i przy ul. Bohaterów Września na Ochocie.

Ze strony internetowej Muzułmańska fundacji na rzecz Edukacji i Integracji dowiadujemy się, że „została powołana w odpowiedzi na narastające potrzeby społeczności muzułmańskiej w Polsce w zakresie edukacji i integracji dzieci i młodzieży z zachowaniem tożsamości muzułmańskiej”. W Polsce liczba muzułmanów wynosi około 15–25 tys.

=========================

To Tatarzy z Podlasia, od wieków patrioci polscy. A w Warszawie? jest muzułmanów kilkuset? MD]