Rząd przydzielił Polakom dawki jodu. Można budować elektrownię jądrową. Negocjacje narciarza [od respiratorów] z Chinami o zakup prześcieradeł do pełzania w kierunku cmentarza – w toku.

Rząd przydzielił Polakom dawki stabilnego jodu. Można budować elektrownię jądrową. Dawka na głowę zależna od wieku

——————————

[Negocjacje narciarza z Chinami o zakup prześcieradeł do pełzania w kierunku cmentarza – w toku. Łukasz Szumowski gwarancja powodzenia. MD]

Tomasz Król dziennik.pl/,rzad-przydzielil-polakom-dawki-jodu-mozna-budowac-elektrownie-jadrowa

==========================

Jod chroni (trochę) tylko tarczycę. Od innych promieniowań NIC NIE CHRONI. A tych innych jest 99.9% MD]

===========================

Rząd przydzielił Polakom dawki stabilnego jodu. Można budować elektrownię jądrową. Jaka dawka na głowę?

Po wybudowaniu elektrowni jądrowej zostanie ustanowienia strefa wewnętrzna – jej mieszkańcy (w przypadku wystąpienia zdarzenia radiacyjnego skutkującego uwolnieniem substancji promieniotwórczych do środowiska), otrzymają dawki stabilnego jodu.

Rząd opracowuje rozporządzenie w tej sprawie. Znaczenie będzie miało dopiero po wybudowaniu elektrowni jądrowej.

ile wynosi dawka stabilnego jodu (jodku potasu)

Pojedyncza dawka stabilnego jodu chroni przed wystawieniem na działanie radioaktywnego jodu przez maksymalnie 24 godziny i w większości przypadków podanie jednej dawki jest wystarczające. Jednak w przypadku długotrwałego (ponad 24 godziny) lub wielokrotnego narażenia czy przyjmowania skażonej żywności i wody pitnej, gdy ewakuacja nie jest możliwa, konieczne może być powtórne podanie preparatu. WHO zastrzega, że noworodki, kobiety w ciąży i karmiące piersią oraz osoby powyżej 60. roku życia nie powinny otrzymywać powtórnej dawki jodu. Biorąc pod uwagę zmianę przynależności wymienionych osób do określonych wyżej grup w ciągu kilkuletniego okresu trwałości preparatu, należy zauważyć, że w przypadku wszystkich innych członków populacji, poza osobami powyżej 60. roku życia, należy wyposażyć ludność strefy wewnętrznej w dwie dawki
preparatu w celu profilaktycznego blokowania tarczycy.

[—- Dalej – wyrabia wierszówkę…]

O pieniądzu…

Pieniądz

[Na blog, czy portal pana Liźniewicza natknąłem się przypadkiem, czegoś szukając. Publikuję kilka z jego doskonałych, głębokich artykułów. Ale oczywiście nie mogę i nie chcę skopiować całego portalu. Odsyłam jednak do niego moich co bardziej wnikliwych czytelników. Mirosław Dakowski]

=======================================

bb-i.blog/pieniadz

Wiesław Liźniewicz 18 Comments

Ostatnio jeden z komentujących podesłał mi link do książki Bogowie Edenu Williama Bramley’a. Jest w niej mowa o tym, jak różne bractwa i tajne stowarzyszenia wpływały na bieg dziejów. Sugeruje on również, w oparciu o przytaczane dowody, że ci Nadzorcy, jak ich nazywa, wykonują polecenia istot pozaziemskich. Jestem w trakcie lektury tej książki, ale z ciekawości zajrzałem do rozdziału o pieniądzach, bo uważam je za diabelski wynalazek. Może nie tyle same pieniądze, co inflację, która jest narzędziem do okradania ludzi z ich pracy. Bramley m.in. tak pisał:

„Opisany wyżej inflacyjny papierowy pieniądz stał się nową „wiedzą” wprowadzoną przez rewolucjonistów spod znaku Bractwa. Najwcześniejsza wersja tego systemu została wprowadzona w Holandii w roku 1609, kiedy to Holendrzy i Hiszpanie zawarli rozejm kończący Wojnę Osiemdziesięcioletnią. W wyniku rozejmu utworzono niepodległą Republikę Holenderską i jeszcze w tym samym roku założono oficjalnie Bank Amsterdamski.

Będąc prywatną własnością rozwinął on działalność opartą na wyżej opisanym systemie inflacyjnego pieniądza papierowego. Kierowała nim grupa finansistów, którzy połączyli swoje zasoby metali szlachetnych w celu stworzenia podstawowych aktywów banku. Na mocy wcześniej zawartego porozumienia z holenderskim rządem bank ten pomógł siłom holenderskim w zakończeniu wojny z Hiszpanią poprzez puszczenie w obieg czterokrotnie większej ilości pieniędzy niż wartość jego podstawowych aktywów. Dzięki tym „skredytowanym w 3/4 niczym” pieniądzom holenderskie magistraty mogły finansować konflikt. W tym miejscu ujawnia się główny celu tworzenia inflacyjnego pieniądza papierowego, którym jest umożliwienie narodom prowadzenia wojen i ich przedłużania. Ponadto utrudnia on ludziom wysiłki związane z utrzymaniem własnej egzystencji w warunkach nowoczesnej ekonomii z powodu masowego zadłużenia i pasożytniczego przejmowania dóbr wywoływanego przez ten system. Co więcej, stała inflacja zmniejsza wartość pieniędzy znajdujących się w posiadaniu ludzi, dzięki czemu wartość zgromadzonych przez nich dóbr stopniowo maleje. Dzięki systemowi papierowego pieniądza cele Nadzorców wyrażone w opowieściach o Raju i Wieży Babel zostały znacznie rozszerzone.”

Jednak inflacja pojawiła się znacznie wcześniej. Paul Herrmann w książce Siódma minęła ósma przemija (PIW, 1967) pisze:

„Wreszcie następuje to, co musi nastąpić, gdy wydaje się więcej niż się zarabia: bankructwo państwa. Doszło do tego około roku 300 po Chr., za panowania cesarza Dioklecjana. Człowiek prywatny ogłasza w takich razach upadłość, państwo radzi sobie w inny sposób. Skreśla swe zobowiązania przez rozpętanie inflacji. Tak właśnie zrobił Dioklecjan.

Posiadamy rozpaczliwe relacje ojców, których ciężko zarobione oszczędności, mające zapewnić egzystencję żonie i dzieciom, znikły niby dym na wietrze. Czytamy pełne zdumienia opisy, że kura, która niedawno kosztowała kilka drachm, podskoczyła nagle w cenie do trzydziestu tysięcy drachm, że na dom, który w 267 roku po Chr. był oszacowany na dwa tysiące drachm, można w 307 roku po Chr. uzyskać hipotekę w wysokości 3 800 000 drachm, itd. I podobnie jak Niemcy w miliardach marek, tak ludzie z okresu Dioklecjana liczyli w tysiącach i miliardach drachm.”

Jak widać, nie tylko papierowy pieniądz może być źródłem inflacji. Ci, którzy analizują temat pieniądza, nie stawiają jednak podstawowego pytania: kto go wymyślił? Stwierdzają tylko, że w pewnym momencie rozwój gospodarczy wymusił jego powstanie i w zasadzie do tego się ograniczają. Nawet Willem Middelkoop w książce Wielki reset; Walki ze złotem i koniec systemu finansowego (Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2016) ogranicza się do stwierdzenia:

„Od 700 roku przed Chrystusem ludzie z niemal wszystkich kultur – Majowie, Inkowie, Egipcjanie, Grecy, Rzymianie, Bizantyjczycy, Osmanowie i Arabowie – uważali złoto i srebro za cenne środki wymiany. Z powodu ich szczególnych własności, czyli rzadkości i atrakcyjności, te cenne kruszce na tysiące lat ukształtowały podstawę systemów pieniężnych na całym świecie.”

Dlaczego dalej nie poszedł tym tropem? Jak to się stało, że w tym samym czasie prawie wszystkie kultury uznały oba metale za wygodny środek wymiany? Może było tak, że to ktoś odgórnie podjął taką decyzję. W takim wypadku wypadałoby sobie zadać kolejne pytanie: kto? Być może jest ono zbyt niebezpieczne. Pozostają więc domysły i próba wyciągnięcia wniosków z tych informacji, którymi dysponujemy.

W tym miejscu ujawnia się główny celu tworzenia inflacyjnego pieniądza papierowego, którym jest umożliwienie narodom prowadzenia wojen i ich przedłużania. Tak pisze William Bramley. Czy rzeczywiście tak jest, że do prowadzenia wojen niezbędny jest pieniądz inflacyjny. Gdy się spojrzy na hiperinflację w Niemczech w 1923 roku i na Węgrzech w 1946 roku, to łatwo zauważyć, że powstały one po wojnach. W Polsce była wielka inflacja po stanie wojennym w 1982 roku. Natomiast inflacja z lat 1989 i 1990 nie powstała po wojnie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że inflacja czy hiperinflacja nie pojawia się w czasie wojny. Dowodu nie trzeba daleko szukać. Mamy wojnę na Ukrainie, w którą zaangażowana jest Polska i na potęgę się zadłuża, a złotówka ma się dobrze. [Tu bym zaoponował: Od ćwieerćwiecza inflacja policzona to ok. 46%. Odczuwamy to? To jest przyslowiowe gotowanie żaby. MD]

Jest to nawet logiczne, bo kto chciałby walczyć za pieniądze nic nie warte. Jakkolwiek paradoksalnie by to zabrzmiało, to wojny wymagają stabilnej sytuacji gospodarczej i finansowej. Dopiero po ich zakończeniu można dokonywać eksperymentów.

Bardzo wysoka inflacja czy hiperinflacja pojawia się wtedy, gdy masowo drukowany czy kreowany elektronicznie pieniądz, trafia do rąk mas. Gdy trafia tylko w określone miejsca, tak jak to jest w wypadku firm związanych z przemysłem zbrojeniowym, to jej nie ma. Tak jest obecnie. Wszystko więc zależy od tych, którzy te mechanizmy uruchamiają. Oni mogą wszystko. Mogą skierować strumień pustego pieniądza do wybranych odbiorców, albo mogą rozdać go wszystkim. Nic tu nie dzieje się przypadkiem i nie są to procesy, które dokonują się niezależnie od woli ludzi, a może raczej tych, którzy podporządkowali ich sobie.

==========================

W blogu Pieniądze pisałem:

„Żydzi rządzą pieniądzem od bardzo dawna, ale przed nimi byli Fenicjanie i to prawdopodobnie od nich wiele się nauczyli. Wmówili wszystkim, że rozwój może następować, gdy na rynku jest coraz więcej pieniędzy, a kredyt musi być oprocentowany. A dlaczego nie może być rozwoju, gdy ilość pieniądza jest stała? Gdy ilość pieniądza jest stała, a następuje rozwój, czyli pojawia się na rynku więcej dóbr i usług, to pieniądz zyskuje na wartości. Zysk oszczędzającego polegałby nie na dopisaniu mu odsetek, tylko na tym, że po jakimś czasie za te same pieniądze mógłby nabyć więcej dóbr i usług. Ryzyko kredytobiorcy polegałoby na tym, że w momencie spłaty kredytu ta sama nominalnie ilość pieniędzy miałaby znacznie większą moc nabywczą niż w momencie jego zaciągnięcia. Rola banku sprowadzałaby się do pośrednictwa pomiędzy oszczędzającymi, a kredytobiorcami. I mógłby on tylko pożyczyć pieniądze tych, którzy je tam wcześniej zdeponowali. Nie byłoby żadnej giełdy, żadnych funduszy inwestycyjnych i temu podobnych wynalazków. Po co? Pieniądz zyskiwałby na wartości w miarę rozwoju i upływu czasu. Wszystko byłoby odwrotnie niż teraz. A czy w takiej sytuacji możliwe byłyby jakieś wojny i konflikty zbrojne?”

W powyższym cytacie wspomniałem o giełdzie, to może warto poznać mechanizm jej działania. W sposób bardzo prosty i obrazowy opisał to Bolesław Prus w powieści Emancypantki (PIW, 1957):

„Niech pani wyobrazi sobie, że mój pryncypał, dzięki stosunkom z zagranicą, no i telegramom, na kilkanaście albo i na kilkadziesiąt godzin wcześniej niźli reszta śmiertelników wie o spadaniu lub wznoszeniu się rozmaitych wartości pieniężnych. To pozwala mu kupować z zyskiem jedne papiery i sprzedawać z zyskiem, a przynajmniej bez straty, inne rozmaitym biedakom czy naiwnym, którzy nie otrzymują depesz z zagranicy.

Niech pani doda, że w specjalnej kancelarii mego pryncypała roją się jak muchy w jatce: lichwiarze, kupcy zbożowi, leśni, okowiciani, cukrowi i mnóstwo niewyraźnych figur, między którymi nie brak nawet pana Zgierskiego. Wszyscy ci ludzie działający niby to samoistnie i na własny rachunek są tylko agentami naszego banku. Tam dostają instrukcje, według których kupują i sprzedają zboże, wełnę, domy, place, sumy spadkowe – wszystko, co pani chce. Nie zdziwiłbym się, gdyby w naszym biurze sprzedawano nawet kobiety do tureckich haremów albo niewolników południowo-amerykańskim plantatorom.

U nas wszystko: kupione, sprzedane, wynajęte czy pożyczone, musi przynosić zysk, i to nie byle jaki

W tym miejscu opowiadania pan Kazimierz delikatnie ujął rękę Madzi zasłuchanej i zdumionej. – Ten bankier musi być zdolnym człowiekiem… – wtrąciła Madzia. – Więc ciągnie zysk ze swoich nadzwyczajnych zdolności…

Nie, pani, on wcale nie potrzebuje być zdolnym. On zarabia za to, że jego biuro jet zbiegowiskiem głupców, których kieszenie oporządzają łotry. To biuro jest podobne do lasu, do którego zwabia się zwierzynę, ześwistuje się gończe psy i zawiadamia myśliwych. Myśliwi strzelają zające i dudki, psy dostają ochłapy, a mój pryncypał pobiera myto – od zwierzyny za las, od myśliwych za polowanie, no i coś jeszcze oszczędzana ochłapach wydawanych gończym…”

=============================

Czym zatem jest pieniądz? Kto go wymyślił? Jaka jest jego natura? Czy jest tylko środkiem wymiany? Z tego, co powyżej, wynika, że jest czymś więcej. Jest instrumentem wykorzystywanym do manipulowania procesami gospodarczymi i do podporządkowywania ludzi. Dzięki niemu wywołuje się wojny, rewolucje społeczne, utrzymuje się terrorystów, wszelkiego rodzaju demagogów itp.

Więcej o inflacji w bogach Inflacja w Polsce, Hiperinflacja i Hiperinflacja c.d.

Dekalog a sprawa żydowska.

[Na blog, czy portal pana Liźniewicza natknąłem się przypadkiem, czegoś szukając. Publikuję kilka z jego doskonałych, głębokich artykułów. Ale oczywiście nie mogę i nie chcę skopiować całego portalu. Odsyłam jednak do niego moich co bardziej wnikliwych czytelników. Mirosław Dakowski]

=======================================

Dekalog

Wiesław Liźniewicz bb-i.blog/2024/04/22/dekalog

Podstawą naszego systemu wartości jest Dekalog. Tak jest w przypadku chrześcijaństwa, bez względu na wyznanie. W tym kręgu ludzie od najmłodszych lat przesiąkają nim i utrwala się on głęboko w ich psychice. Naturalnym jest więc dla nas, że nie wolno zabijać, kraść, że trzeba szanować rodziców itd. Taki sposób myślenia przenosimy na innych, również na Żydów.

Taka refleksja nasunęła mi się po przeczytaniu komentarza, w którym jeden z komentujących cytował fragment książki Albina Siwaka Syndrom gotowanej żaby. Była w nim mowa o tym, że Żukow zrobił czystkę w Biurze Politycznym i zlikwidował dwa moskiewskie garnizony NKWD, opanowane przez Żydów. Dla wielu jest to dowód na to, że od tamtego momentu w Związku Radzieckim skończyła się dominacja Żydów i że obecnie w Rosji rządzi niezależny od nich Putin.

Czy tak rzeczywiście jest? W mojej ocenie zadziałała tu kalka Dekalogu. Otóż wielu ludzi nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, w której Żydzi dokonują mordu na swoich współplemieńcach. A oni potrafią to zrobić, bo ich system wartości jest inny. Dekalog narzucili innym, by łatwiej im było podporządkować narody rdzenne. Oni w sytuacjach wyższej dla nich konieczności nie mają takich oporów. W tym wypadku chodziło im o przekonanie narodów rdzennych, że to Rosjanie zamordowali tych Żydów i od tego momentu Rosjanie rządzą, początkowo w Związku Radzieckim, a obecnie w Rosji. Są oni, Żydzi, mistrzami dezorientacji i robienia naiwnym wody z mózgu.

Dowodów na to, że Żydzi nie mają najmniejszych skrupułów, by poświęcić część swojego narodu, jest wiele. Krzysztof Baliński w książce Ministerstwo spraw obcych (Capital sp. z o.o., 2019) m.in. pisze:

Mamy źródła, które ujawniają, co Żydzi ukrywają – haniebny udział w zagładzie własnego narodu, i to że Mordechaja Anielewicza zdradzili ziomkowie, a pierwsze strzały w getcie oddali Żydzi do Żydów za współpracę z Niemcami. Wystarczą tylko źródła sporządzone przez Żydów, bo głos zamordowanych jest najbardziej wiarygodny i najważniejszy… (…) Źródło szczególnie niebezpieczne dla głoszonej od lat żydowskiej narracji, przeczące wszelkim oskarżeniom o współudział Polaków w zagładzie to Kronika getta warszawskiego Emanuela Ringelbluma.

Umschlagplatz (der Umschlagplatz – miejsce przeładunku, punkt przeładunkowy; przyp. W.L.). Szmerling (Żyd, komendant Umschlagplatz) – oprawca z biczem. Zbrodniczy olbrzym Szmerling z pejczem w ręku. Pozyskał łaskę (Niemców). Wierny wykonawca ich zarządzeń. […] Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła dopiero jednak w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swoich braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi – przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów policji żydowskiej byłą przed wojną adwokatami) – sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach kobiety i dzieci, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź […] – zapisał Ringelblum.

Zanotował też: „Pierwsze strzały w getcie w Warszawie padły od Żydów do Żydów jako kara za szpiegostwo i współpracę z Niemcami”. Mordechaj Anielewicz, dowódca „powstania”, został zdradzony przez swoich współbraci. W czasie wojny nie odnotowano przypadku Polaka, który ubrał mundur niemieckiego Gestapo. Tymczasem po getcie warszawskim krążyli Żydzi ubrani w takie mundury. W polskich archiwach zachowały się zdjęcia. (…) Dlaczego 50 esesmanów przy pomocy 200 Ukraińców i tyluż Łotyszów dokonało tak łatwo likwidacji getta?

W wywózce Żydów z getta łódzkiego, jak dowodzą źródła żydowskie, uczestniczyło zaledwie kilku Niemców, którzy przyjeżdżali na pół godziny przed odjazdem pociągu do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem, a ich rola w praktyce sprowadzała się do nadzorowania odjazdu pociągu załadowanego Żydami przez żydowską policję. Dlaczego nie było żadnej próby buntu, zabicia Niemca, nawet próby ucieczki?

Hannah Arendt o roli przywódców żydowskich w zagładzie własnego narodu pisała: „Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej Historii”. Wiedziano o niej wcześniej, ale szczegóły po raz pierwszy wydobył na jaw Raul Hilberg w książce The Destruction of the European Jews:

Zarówno w Amsterdamie, jak i w Warszawie, Berlinie i Budapeszcie można było mieć pewność, że funkcjonariusze żydowscy sporządzą wykazy imienne wraz z informacjami o majątku, zagwarantują odzyskanie od deportowanych pieniędzy na pokrycie kosztów ich deportacji i eksterminacji, będą aktualizować rejestr opróżnionych mieszkań, zapewnią pomoc własnej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do pociągów, na koniec zaś – w ostatnim geście dobrej woli – przekażą nietknięte aktywa gminy żydowskiej do ostatecznej konfiskaty. […] Gdyby nie pomoc Żydów w pracy administracyjnej i działaniach policji wyłapywanie wszystkich Żydów berlińskich byłoby wyłącznym dziełem policji żydowskiej – zapanowałby kompletny chaos bądź też doszłoby do poważnego obciążenia niemieckiej siły roboczej.

Wielu nazistów było Żydami. Można też mówić o „żydowskim przywództwie” nazistowskich Niemiec. Alfred Rosenberg, jeden z najbardziej wpływowych nazistów w otoczeniu Hitlera, ideologiczny architekt III Rzeszy, zaszczepił w umyśle Führera skrajny antysemityzm i teorie wyższości rasowej. Pochodzenia żydowskiego byli: minister propagandy Joseph Goebbels, reichsführer SS Heinrich Himmler, gubernator Generalnej Guberni syn żydowskiego adwokata z Bambergu Hans Frank, gauleiter Julius Streicher, wydawca antysemickiego i antykatolickiego „Der Stürmer”, SS Obersturmbannführer Adolf Eichmann oraz Rudolf Hess. Temu ostatniemu w faszystowskiej karierze nie przeszkodziły nawet wyraziste semickie rysy. Do najbardziej złowieszczych postaci zaliczał się Reinhard Heydrich, po ojcu Süss (o którym Himmler powiedział, iż „zwalczył w sobie Żyda”), szef RSHA, organizacji kontrolującej gestapo, policję kryminalną, wywiad i kontrwywiad. To właśnie on w 1942 roku zorganizował konferencję w Wansee poświęconą „ostatecznemu rozwiązaniu kwestii żydowskiej”.

Amerykański historyk Bryan Mark Rigg ustalił, że w Wehrmachcie mogło służyć co najmniej 150 tysięcy Żydów i mischlingów (der Mischling – mieszaniec; przyp. W.L.). Trafiali również do Luftwaffe, SS i jednostek policyjnych. Wśród nich znalazło się co najmniej 21 generałów, siedmiu admirałów i jeden feldmarszałek. W lotnictwie nie tylko wódz był Żydem, lecz także jego zastępca marszałek Erhard Milch. (…) Adolf Eichmann podczas swojego procesu w Jerozolimie bronił się pokrętnie: „Dlaczego ja? Dlaczego nie miejscowi policjanci, których były tysiące? Zastrzelono by ich, gdyby odmówili wyłapania Żydów przeznaczonych do obozów zagłady. Dlaczego ich nie powiesić za to, że nie chcieli być rozstrzelani? Dlaczego ja? Każdy zabijał Żydów”.

Po wojnie wielu z nich wyjechało do Palestyny. Jeszcze dziesięć lat temu w Izraelu żyło 150 osób pobierających niemieckie emerytury za służbę w Wehrmachcie. Ilu zatem ich musiało być w latach 40? Nie jest żadną tajemnicą, że na odbywające się regularnie w Niemczech zjazdy weteranów z poszczególnych jednostek Wehrmachtu przyjeżdża sporo uczestników z Izraela.

Dlaczego tak dużo Żydów przyjęło rolę kata własnego narodu? Dlaczego Żydzi walczyli i umierali za Hitlera, mimo iż mordował ich ziomków? Dlaczego żydowscy kaci nie zostali ukarani, a w 1950 roku Kneset zwolnił ich od odpowiedzialności karnej za popełnione zbrodnie, sankcjonując religijną tradycję żydowską, zgodnie z którą Żyd ratujący siebie, ma prawo wydać na śmierć swoją rodzinę, i że Żyd nie może narażać swojego życia w obronie drugiego człowieka.

W Izraelu stosują zatem dwa różne kryteria moralności – z góry rozgrzeszają i usprawiedliwiają zachowania Żydów za szeroką kolaborację i współpracę z Niemcami, traktując równocześnie podobne zachowania Polaków jako naganne i godne potępienia. Wojenny koszmar Żydów, którym udało się przeżyć, nikogo w Izraelu nie interesował. Uratowani z Holokaustu uznani zostali za ludzi drugiej kategorii niegodnych miana prawdziwego Izraelity i otoczeni powszechną pogardą. Ich los kłócił się z mozolnie tworzonym wtedy przez władze wizerunkiem państwa zasiedlonego wyłącznie przez walecznych, a nie tchórzliwych. Ocalałych nazywano pogardliwie „sabuni” czyli – „mydłem”, nawiązując do produkowanego przez Niemców w obozach koncentracyjnych mydła z ludzkiego tłuszczu.

Ben-Gurion o Żydach i do Żydów, którzy po wojnie trafili do Izraela powiedział publicznie: „Przeżyli dlatego, że inni musieli za nich umrzeć. […] gdybyście nie byli ostatnimi łotrami, nie stalibyście tutaj przede mną”. Przy czym odniósł te słowa także do tych, którzy ukrywani byli przez Polaków oraz do dzieci żydowskich ukrywanych w klasztorach. Ocalonymi pogardzano aż do 1961 roku, kiedy to posłużyli Ben-Gurionowi w negocjacjach z Adenauerem, od którego wytargował 5 marek niemieckich za każdy dzień pobytu Żyda w Auschwitz (także takiego, który nie był więziony, ale miał zakaz przemieszczania się).

xxx

Mamy więc pewien problem: czy naród żydowski jest narodem w naszym rozumieniu, czyli takim, który poczuwa się do pewnej wspólnoty i ma podobny system wartości i moralności? Czy naród żydowski został wybrany do panowania nad innymi narodami, czy może raczej stanowi narzędzie w ręku tych, których William Bramley, w swojej książce Bogowie Edenu, nazywa Nadzorcami i to raczej oni panują, a Żydzi są tylko wykonawcami ich woli? Zostali oni, a raczej ich część, wybrani na egzekutorów i nie mieli problemów moralnych i etycznych, by w imię jakichś celów poświęcać część swojego narodu. – No właśnie! Czy swojego? A później bez skrupułów przerzucili odpowiedzialność za swoje postępowanie na inne narody. Z drugiej strony uległość ofiar i jakby pogodzenie się ze swoim losem też jest zastanawiająca. Czy jedni i drudzy należeli do tego samego narodu? A może to właśnie ci Nadzorcy byli tymi egzekutorami?

Naziści po wojnie uciekali do Ameryki Południowej, co jest faktem powszechnie znanym. Nie działo się to przypadkiem. Na przełomie XIX i XX wieku wiele niemieckich firm tworzyło swoje filie na tym kontynencie i dzięki temu niemiecka społeczność rosła tam w siłę i była bardzo wpływowa. Echa tego dały jeszcze znać o sobie podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Meksyku w 1970 roku. W ćwierćfinale doszło do spotkania RFN – Anglia, czyli rewanżu za finał z 1966 roku, gdy Anglia pokonała Niemcy 3:2 po kontrowersyjnym golu uznanym przez sędziego liniowego ze Związku Radzieckiego, którym był Azer Tofik Bachramow. Geoff Hurst strzelił tak, że piłka trafiła w poprzeczkę, odbiła się od ziemi i wyszła w pole. Tofik Bachramow stwierdził, że piłka odbiła się za linią i na tej podstawie szwajcarski sędzia Gottfried Dienst uznał gola. Tylko dwa europejskie państwa nie transmitowały meczów z Meksyku: Albania i… Polska. Wtedy Anglia przegrała z Niemcami 3:2. Nie tak dawno temu udało mi się obejrzeć dwa skróty z tego meczu. Pierwszy z niemieckiej telewizji, w której pokazano to, co chcieli Niemcy zobaczyć, czyli wygraną Niemiec 3:2. Mecz w regulaminowym czasie zakończył się remisem 2:2. W dogrywce Niemcy strzelili trzecią bramkę. I na tym koniec niemieckiej wersji.

Drugi skrót pochodził z włoskiej telewizji i tam pokazano to, co działo się dalej, po tym jak Niemcy strzelili trzecią bramkę. Anglicy wyrównali na 3:3, ale sędzia orzekł, że był spalony, choć go nie było i bramki nie uznał. Później w polu karnym, w sytuacji, gdy Anglik wychodził na pozycję sam na sam z bramkarzem, niemiecki obrońca skosił go. To był ewidentny rzut karny, którego sędzia nie podyktował. Skąd pochodził sędzia? Z… Argentyny!

Jednak nie wszyscy naziści uciekali do Ameryki Południowej. Byli tacy, którzy uciekali do… Palestyny. I może to początkowo oni, a obecnie ich dzieci i wnuki, rządzą Izraelem. A skoro tak, to może łatwiej zrozumieć powojenną politykę Izraela i to, co teraz dzieje się w strefie Gazy.

Baliński napisał, że Eichmann podczas procesu w Jerozolimie bronił się pokrętnie:

Dlaczego ja? Dlaczego nie miejscowi policjanci, których były tysiące? Zastrzelono by ich, gdyby odmówili wyłapania Żydów przeznaczonych do obozów zagłady. Dlaczego ich nie powiesić za to, że nie chcieli być rozstrzelani? Dlaczego ja? Każdy zabijał Żydów.

Czy to było pokrętne tłumaczenie? W moim odczuciu logiczne. „Zastrzelono by ich”. Kto? Zastanawia ta forma bezosobowa. Kto ich tak terroryzował, że mieli do wyboru: albo ja zabiję, albo mnie zabiją. Czy można w takiej sytuacji potępiać takie zachowanie? Instynkt samozachowawczy każdego człowieka nie pozostawia mu wyboru. „…gdyby odmówili wyłapania Żydów przeznaczonych do obozów zagłady.” Kto wyznaczył Żydów, których miano wywieźć do obozów? To była bardzo skomplikowana operacja, bo przecież zwożono ich z całej okupowanej Europy. Ktoś też zaopiekował się majątkiem wywiezionych:

…funkcjonariusze żydowscy sporządzą wykazy imienne wraz z informacjami o majątku, zagwarantują odzyskanie od deportowanych pieniędzy na pokrycie kosztów ich deportacji i eksterminacji, będą aktualizować rejestr opróżnionych mieszkań, zapewnią pomoc własnej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do pociągów, na koniec zaś – w ostatnim geście dobrej woli – przekażą nietknięte aktywa gminy żydowskiej do ostatecznej konfiskaty.

Komu te aktywa zostały przekazane? Tego nie wiemy, wiemy natomiast, że Żydzi domagają się od państwa polskiego rekompensaty za mienie pożydowskie, które ktoś wcześniej sobie przywłaszczył. – Perfidia doskonała.

Widać więc, że problem z Żydami jest wielki, bo nawet nie wiemy czy tylko ich można obwiniać za to wszelkie zło, jakie dzieje się na świecie, czy może za nimi kryje się jeszcze ktoś inny.

Masoneria c.d.

Masoneria c.d.

[Na blog, czy portal pana Liźniewicza natknąłem się przypadkiem, czegoś szukając. Publikuję kilka z jego doskonałych, głębokich artykułów. Ale oczywiście nie mogę i nie chcę skopiować całego portalu. Odsyłam jednak do niego moich co bardziej wnikliwych czytelników. Mirosław Dakowski]

=======================================

Wiesław Liźniewicz

W blogu „Masoneria” pisałem o masonerii w sposób ogólny, o jej historii, związkach z judaizmem. W tym blogu chciałbym skupić się na tym, czym jest masoneria, jaki ma system wartości, jak działa. To powinno ułatwić zrozumienie naszej obecnej rzeczywistości. Jeśli komuś wydaje się, że nasze władze działają niekonsekwentnie, że w ich postępowaniu jest wiele sprzeczności, że się ośmieszają, podając wykluczające się dane i statystyki z powietrza itp., to ma rację. Jednak one robią to świadomie, konsekwentnie i z pełną premedytacją. To jest element oddziaływania na ludzką psychikę.

A ludzie coraz bardziej zmęczeni takim działaniem starają się bronić. Pod jednym z dziennych raportów Ministerstwa Zdrowia o nowych przypadkach koronawirusa czytam taki komentarz: Czwarta fala rozpocznie się 01.10.2021 o godzinie 8:00. Ktoś odpisuje: Pandemia utknęła w korku i trochę się spóźni. Inny komentujący odpowiada: Wg moich obliczeń o 8:15. Jeszcze inny pisze: Co za bzdura! Rozpocznie się o 9.13. Wiem to od horbana i simona. –

To dobrze, że poczucie humoru nie opuszcza ludzi, wszak śmiech to zdrowie.

Podstawą moralności i ideologii masońskiej jest materializm i naturalizm, na których opiera się socjalizm i komunizm. Nazwa socjalizm została nadana wszelkim systemom dążącym do przetworzenia społeczeństwa. Co do sposobu dzielą się one (te systemy) na dwa rodzaje: jeden z nich dąży do przeobrażenia rodziny i własności przy pomocy stowarzyszeń, którymi kierowałoby państwo, co jest właściwym socjalizmem; drugi dąży do zniesienia wszelkiej własności osobistej, ustanowienia wspólnoty dóbr (nie będziesz miał nic, będziesz szczęśliwy) i to nazywa się komunizmem. Tak więc ten nowy porządek, nowa normalność, to nic innego, jak realizacja masońskiej wizji społeczeństwa, tej jeszcze sprzed rewolucji francuskiej.

Dobrze to wszystko opisuje Feliksa Eger w swojej książce Historia towarzystw tajnych z 1894 roku. Jej opracowanie stanowi kompilację dzieł badaczy zajmujących się problematyką masonerii. Oparte jest przede wszystkim na rozprawie francuskiego jezuity Nicolasa Deschampsa (1797-1873) Les sociétés secretes et la société ou Philosophie de l’histoire contemporaine, uzupełnionej przez Claudio Janneta, a także na dziełach Saint-Albina, Saint-Andrégo, dra Otto Beurena i innych.

»Masoneria przez długi ciąg swego żywota nie wywieszała wcale sztandaru bezreligijności. Jakkolwiek od dawna już głównym jej zadaniem była walka przeciw Kościołowi, zachowywała jednak do ostatnich jeszcze czasów pozory wiary w Boga. Karta kolońska, najwcześniejszy pisany dokument masoński, wydana jeszcze w r. 1535 zaczynała się od wyrazów: „Na chwałę Wielkiego Budowniczego Świata”. Wyrazy te następnie wypisane były w lożach, od nich zaczynały się wszelkie akta, konstytucje itp., a jakkolwiek pojęcie Boga było fałszywe, pogańskie, gdyż Bóg znaczył to samo, co natura, jednak zachowało się długo i o zniesieniu formułki tej nikt nie pomyślał.

Sztandar niewiary wywieszony dawniej byłby odstręczał większość, zdyskredytował masonerię w oczach ogółu. Jeszcze w r. 1854 ułożony na ogólnym konwencie statut zaczynał się od tych wyrazów: „Celem stowarzyszenia wolnomularzy jest dobroczynność, nauka moralności i pełnienie cnót wszelkich. Podstawą jego: wiara w istnienie Boga, nieśmiertelność duszy i miłość ludzkości”. Od czasu tego postęp na drodze niewiary jest tak szybki, że już w r. 1866 Brat Karol de Gageru na zebraniu lóż niemieckich i amerykańskich odezwał się w te słowa: „Jestem mocno przekonany, że w niedługim czasie ateizm będzie pojęciem całej ludzkości, deizm zaś tylko wspomnieniem przeszłości… Powinniśmy stanąć wyżej nie tylko ponad wszelkie religie, ale ponad wszelką wiarę w jakiegokolwiek Boga… Ateusze są tytanami burzącymi, obalającymi niebo; olbrzymi poruszają głową, wołając na świat cały tonem ogłuszającym: Głupcy tylko sami i same umysły słabe mówią i marzą jeszcze o jakimś Bogu i nieśmiertelności”… Brat Renan, gwiazda uniwersytetu, a za nim na nieszczęście i wielu innych powtarza: „Cześć słońca jest jedyną religią rozumną i mającą podstawy naukowe; słońce jest bogiem wyłącznym naszej planety”. Takie i tym podobne pojęcia Boga musiały się już bardzo rozpowszechnić, kiedy kongres masoński w Metz zebrany w r. 1869 żądał zniesienia przytoczonego wyżej artykułu i zastąpienia go wyrazami: „Podstawą masonerii jest solidarność ludzka”. W r. 1877 Wielki Konwent paryski, zniósł orzeczenie o wierze w Boga i nieśmiertelności duszy i zastąpił je słowami: „Zasadą wolnomularstwa jest zupełna wolność sumienia i solidarność ludzka. Nie wyłącza ona nikogo z powodu jego przekonań religijnych”.

Wywieszenie jawnego sztandaru niewiary wpłynęło na rozdwojenie jedności masonów. Loże Anglii i Stanów Zjednoczonych oderwały się od Wielkiego Wschodu Francji. Przejęły się więcej duchem protestantyzmu, a nawet w rytuale swym dały znaczne miejsce zasadom biblijnym. Straciły tym sposobem cechę bezbożności, jaką przeniknięte były. Lecz działalność lóż angielskich i lóż Ameryki Północnej jest zupełnie odrębną; wszystkie inne idą obecnie pod sztandarem Francji. Hiszpania, Włochy, Niemcy, jawną wyznają niewiarę. W wielu lożach niemieckich zastępują biblię księgą zupełnie czystą, niezapisana, na okładkach której stoi nazwa Bóg, co znaczy, że nic nie nakazuje, niczego nie żąda, niczego nie broni, jednym słowem, że i sam jest niczym. Określenie zaś wyrazu religia dał Brat Gambetta w mowie wygłoszonej na konferencji nad wykształceniem bezreligijnym 29 sierpnia 1881 r.

„Wzniosły ten wyraz religia oznacza związek łączący człowieka z człowiekiem, sprawiający to, że człowiek równy temu, którego spotyka, czci swą własną godność w godności drugiego, kładąc za podstawę prawa: wzajemne szanowanie wolności”.

Towarzystwa tajne pracujące nad wygładzeniem z serc i umysłów pojęcia Boga, życia przyszłego, nad obaleniem religii objawionej, znoszą zarazem wszelkie prawo obowiązujące, a z nim wszelką moralność. To jedno byłoby dostatecznym jej określeniem, lecz wyrazy cnota, moralność, tak często w dziełach, prawach i konstytucjach masońskich używane bywają, tak wielka obłuda ich w tym przypadku i chęć osłonięcia płaszczykiem cnoty zupełnego braku zasad, że obowiązkiem naszym jest cokolwiek się nad tym zastanowić. Wiemy, że wolność i równość pierwotna są głównymi podstawami całej budowy masonerii, są celem jej moralnym, prawdziwą i całą moralnością, wyrażoną przez wszystkie stopnie wtajemniczenia, od najniższego do najwyższego. Według Brata Ragona w 1 stopniu jej uczą, w 2 w niej umacniają, w 3 jej dowodzą i uczą z niej korzystać, w 4 w czyn ją wprowadzają, w 5 opierają na pewnych podstawach, w 6 za nią wynagradzają, w 7 ją uświęcają.

W istocie w stopniu pierwszym wykładają uczniowi, że libella i cyrkiel są symbolami równości i podstawą prawa natury. W tychże samych zasadach utwierdzają stopnie czeladnika i mistrza. W stopniu 4, czyli wybranego wyrywa się pierwszy okrzyk zemsty: Nekam albo Moabo według martynistów. Klejnotem stopnia tego jest sztylet przeznaczony do wytępienia zabójców Hirama (budowniczy świątyni Salomona według legendy masońskiej – przyp. W.L.). Mistrz Ragon wprawdzie objaśnia uczciwym a łatwowiernym członkom masonerii, że zabójcami są gwiazdy: Waga, Niedźwiadek i Strzelec, zabijające i grzebiące corocznie Boga-Słońce, by go znów powołać do życia w czasie wiosennym, jednakże mówi zarazem, że sztylet w znaczeniu moralnym przypomina wybranym, iż powinni bezustannie pracować nad zwalczaniem przesądów, ciemnoty i zabobonów pojętych tak, jak to już nieraz tłumaczyliśmy, a co w stopniu Kadosz uosabia się w papieżu, królach i wojsku.

Lecz zobaczmy teraz, jakie to są te „pewne podstawy” dane w 5 stopniu masonerii. Podstawami tymi są: trójkąt, czyli Natura dzieląca się na trzy królestwa: minerałów, roślin i zwierząt, stanowiąca Trójcę Pana (bożka), czyli Wielkiego Architekta Świata; w znaczeniu zaś moralnym oznaczająca Równość, według której wolnomularz jest królem, prawodawcą, kapłanem i władcą bezwzględnym.

Na takich podstawach oparta moralność masońska szóstym stopniem (kawalera Wschodu) wchodzi w erę nagród, którymi są: wyzwolenie się spod wszelkiej zwierzchności religijnej i cywilnej i wolność myślenia, czyli według obrządku szkockiego – libertas. Świątynia Salomona, czyli Natury zostaje odbudowana, co znaczy, że człowiek staje się wolnym (jak w początkach swego bytu na ziemi) odnośnie do innych ludzi i do wszystkiego, co istnieje. Na koniec uwieńczeniem całej tej moralności w 7 i ostatnim stopniu masońskim jest zaprzeczenie Bóstwa Jezusowi Chrystusowi, zniesienie wiary chrześcijańskiej, apoteoza ognia, jedynego boga świata, cześć lingamu indyjskiemu (upostaciowanemu przez krzyż i różę), symbolu rozradzania się powszechnego, czyli triumf odniesiony przy pomocy równości panteistycznej i materialistycznej prawdy nad kłamstwem, wolności nad niewolą, światła nad ciemnościami, życia nad śmiercią.

Zaprowadzenie równości i wolności pierwotnej, czyli mniemanego stanu natury, zniesienie wszelkiej władzy duchownej i świeckiej jest podstawą całej moralności masońskiej, jak ją pojmuje Wielki Wschód i jak o niej mówią rytuały: francuski, szkocki, Mizraima, templariuszy i ich tłumacze. Takie zasady szerzyli i szerzą iluminaci, karbonariusze, martyniści, fourierzyści, saint-simoniści i najmłodsza ich córka – międzynarodówka.

Jakiekolwiek dzieło masońskie weźmiemy do ręki, w każdym ujrzymy te słowa: „Ludzie rodzą się i pozostają wolnymi i równymi sobie pod względem praw. Najpierwszymi, najistotniejszymi z praw tych, niewygasłymi prawami natury są: wolność i równość”. – Cours philos. Ragon. Zatem człowiek wzięty tak indywidualnie, jak zbiorowo, nie ma prawa wkładać żadnego obowiązku na równego sobie człowieka. Z tego by jednak wynieść należało, że nie tylko profan, ale i wolnomularz i Wielki Wschód i Najwyższa Rada i wszelka inna władza masońska nie ma również prawa tłumaczenia praw natury i narzucania ich innym ludziom. Brat Ragon potwierdza to mówiąc: „Ktokolwiek zresztą choćby był kapłanem misteriów eleuzyjskich (hierofantem) wkłada słowa w usta bogów wolnomularstwa, jest oszustem, tyranem, przywłaszczycielem praw naturalnych człowieka i obywatela.” Ponieważ człowiek z natury swej jest wolnym i równym wszystkim ludziom, nikt nie może i nie potrzebuje ustępować praw swych na korzyść drugich, umowa zatem dobrowolna, nawet kontrakt nie może mieć żadnego znaczenia. Zasadę tę wyraźnie głoszą martyniści. Według ich pojęć obowiązkiem człowieka obywatela jest nie poddawać się żadnemu prawu, nie przyjmować żadnego zobowiązania, słowem niczego takiego, co by go wiązało lub czyniło zależnym od kogokolwiek. Że zaś zasady moralności są zbiorem praw określających wzajemne stosunki i obowiązki człowieka względem Boga, bliźnich i siebie samego, zatem wolnomularstwo, odrzucając te prawa, nie uznaje żadnych zasad moralności ogólnej. Brak ten określa nazwa moralności niezależnej.

O ile do rozszerzenia tej moralności niezależnej przyczynili się tak zwani filozofowie-encyklopedyści francuscy, posłuchajmy Bazota, sekretarza Wielkiego Wschodu: „Masoni przygotowali już umysły do wielkiej rewolucji moralnej, gdy prace filozofów Helvetiusa, Voltaire’a, J.J. Rousseau, Diderota, D’Alemberta, Condorceta, Cabanisa i innych rozlały żywe i potężne światło, jak słońce łączące się z dniem dla powiększenia blasku… Światło masonów i światło filozofów rozeszło się po wszystkich stronach ziemi. Francja odrodzona nie doszła jeszcze do tego stopnia doskonałości, jaką nakazują nauki masonerii i geniusz filozofów, lecz ruch nadany porywa, książki filozofów i loże jawne i tajemne znajdują się wszędzie… Wielkie dzieło dokonanym zostanie… Tak – loże masońskie są nieustającymi szkołami moralności powszechnej, niezależnej od wpływu klimatu, obyczajów, wyznań, zasad politycznych”.

Przyjrzyjmy się cokolwiek tym zasadom: „Człowiek rozumny, powiada Helvetius, wie, że ludzie są tym, czym być muszą; głupi – płodzi głupstwa, jak dzika roślina wydaje dzikie owoce. Złość ludzka jest owocem potrzebnym w ogólnym ogniwie”.

„Człowiekiem rozumnym, powiada J. J. Rousseau, jest według mnie ten, kto we wszystkich nieszczęściach, jakie go dotkną, widzi tylko ciosy ślepego fatalizmu”.

„Społeczeństwo, powiada Diderot, jest tylko dziwnym automatem, w którym wszystko jest zważone, przewidziane, układ kół, ciężary równoważące, sprężyny, obroty, etc”.

„Gdyby człowiek był filozofem, wiedziałby, mówi Lamétrie, że wola jest ściśle określona, że jeżelim cnotliwy z rana, a występny wieczorem, przyczyna tego w krwi leży, Kartusz musi być Kartuszem, a Pyrrhus – Pyrrliusem; jeden ma kraść i zabijać siłą ukrytą, a drugi – jawną”. W innym miejscu: „Nic nie jest bezwzględnie sprawiedliwym lub niesprawiedliwym, nie ma uczciwości ani wielkości, ani zbrodni rzeczywistych”.

Niepodobna byłoby przytaczać wszystkich zdań encyklopedystów w tej materii wygłoszonych, a szczególnie zaś głowy ich przewodniej, filozofa-masona par excellence – Voltaire’a. Gdy tylko dotknie przedmiotu tego, dowodzi zawsze, że

„wolność woli nie istnieje, że jest to wyraz bez znaczenia, że czyny człowieka nie zależą od niego, że wola nasza nie różni się od woli żadnego zwierzęcia, że świat cały jest maszyną podległą odwiecznym prawom, że wszystko, co jest, jest skutkiem natury rzeczy lub skutkiem rozkazu Wszechwładnego Pana, a w jednym czy drugim przypadku, zawsze jesteśmy tylko kołami machiny świata”.

Zatem, według zasad masonerii i głównych jej adeptów, ludzie są automatami, maszynami, kołami poruszanymi przez Boga-Naturę, jak wiatr lub deszcz. Bez wolnej woli nie może być odpowiedzialności za czyny; zresztą według tego zbrodniarz zabijający uczciwego człowieka nie jest winniejszym od odłamu skały miażdżącej przechodnia; zdrajca zaprzedający kraj, wydający przyjaciela jest równie cnotliwy jak wybawca ratujący go od śmierci kosztem własnego życia. Prawa, instytucje społeczne, sądy są władzami ślepymi, niemającymi racji bytu, wyroki jakie wydają, kary jakie wymierzają – niesprawiedliwością bez podstawy. A jednak środkami tymi posługują się ci, którzy ich nie uznają. Tak to gdy odstąpimy od praw przedwiecznych, krążymy w błędnym kole, z którego wyjść niepodobna. Z jednego absurdum wpadamy w drugie i tak bez końca.

Jak działa masoneria?

Weisshaupt pisał do innych przywódców iluminizmu: „Chcąc zostać zawsze panami słów naszych, musimy dać poznać uczniom, że wolno nam mówić o tej samej rzeczy raz w ten, a drugi raz w inny sposób; że stawiamy nieraz pytanie jedynie dla zbadania opinii uczniów i dania im sposobności wyjawienia zdania swego w tym względzie. Wybieg ten wiele złego naprawić może. Niech wiedzą, że dopiero koniec pokaże, które słowa z powiedzianych przez nas za prawdziwe uważać należy. Trzeba w sposób rozmaity traktować kwestie, chcąc nie wpaść w matnię i nie dać przeniknąć niższym prawdziwej naszej myśli. Zdanie to nasze w ten sposób w przewodniku wyrażone być powinno (zostało 3-cim paragrafem prawa areopagitów). Byłoby lepiej jeszcze, środek ten byłby pewniejszym, gdybyście włożyli obowiązek na starszych iluminatów, zmieniania z powyżej wyrażonych przyczyn, sposobu traktowania o przedmiotach, w rozmowach z członkami niższych stopni”.

W przepisach dla stopnia wyższego, zwanego akademickim, wygłasza Weisshaupt następująca zasadę:

„Pragnę bardzo, powiada, zrobić adeptów wzajemnymi szpiegami i szpiegami innych. Spomiędzy nich wybór stanowić będą ci, co więcej upodobania i zdolności okażą do zachowania tajemnicy. Chcę na koniec żeby pracowali nad zbadaniem i wytępianiem przesądów”.

Głównie jednak w naukach dawnych umiejącym pozyskać jego zaufanie i zaciągnąć innych w szeregi iluminatów, zaleca założyciel sekty obowiązek szpiegowania, skrytość i obłudę.

„Starajcie się o cechę doskonałości zewnętrznej i wewnętrznej, o umiejętność udawania tego, czym nie jesteście, ukrywania się, maskowania dla zbadania drugich, żeby tym sposobem móc wniknąć w ich życie domowe, wewnętrzne”.

Chcąc poznać tych, których iluminat zaciąga w szeregi, powinien mieć każdy notatkę w kształcie dzienniczka (diarium). Śledząc pilnie wszystko, co go otacza, bezustannie badać będzie osoby, z którymi przestaje; przyjaciele, rodzina, nieprzyjaciele, obcy, obojętni mu, wszyscy bez wyjątku będą przedmiotem jego studiów; starać się będzie odkryć ich słabą stronę, poznać ich namiętności, przesądy, stosunki, związki, a głównie ich postępowanie, interesy, majątek, słowem wszystko, co posłużyć może do ich poznania, i zapisze sobie codziennie wszystko, co w tym względzie zauważył. Szpiegostwo, będące obowiązkiem koniecznym każdego iluminata, dwojaką korzyść przyniesie: jedną, ogólną całemu zgromadzeniu i jego zwierzchnikom, drugą jemu samemu. Dwa razy na miesiąc robić ma wyciąg ze swych spostrzeżeń i przedłoży sprawozdanie swe przełożonym, tym sposobem iluminaci wiedzieć będą w każdym mieście lub miasteczku na kogo liczyć, a kogo obawiać się powinni, kogo pozyskać, a kogo usunąć mają.

Posłuchajmy teraz Najwyższej Wenty Włoch przemawiającej do swoich agentów.

Zgniećcie nieprzyjaciela jakimkolwiek by on był; powalcie go, jeżeli potężny, obmową i oszczerstwem, lecz przede wszystkim zgniećcie go w zarodku. Młodzież to głównie wciągnąć potrzeba, ją wnieść, lecz tak zręcznie, żeby się nie spostrzegła, że należy do towarzystw tajnych. Chcąc iść naprzód krokiem wolnym, ale pewnym, po tej niebezpiecznej drodze, dwa warunki zachować trzeba: należy uchodzić za niewinnych i prostych jak gołębie, ale mieć roztropność wężów. Ojcowie wasi, dzieci, żony nawet znać nie powinny tajemnicy kryjącej się w łonie waszym. Gdybyście uważali za pożyteczne uczęszczanie do spowiedzi, w celu oszukania badawczych spojrzeń, winniście zachować jak najgłębsze o rzeczach tych milczenie…Dajcie pokój ludziom starym i dojrzałego wieku, działajcie na młodzież i dzieci. Nie odzywajcie się do nich nigdy słowem bezbożnym lub rozwiązłym, maxima debetur puero reverentia (dziecku należy się najwyższe poszanowanie [Juvenalis] – przyp. W.L.), nie zapominajcie nigdy tych słów poety, one służyć wam będą za tarczę przeciw rozpuście, od której się koniecznie powstrzymać potrzeba w interesie sprawy. Ażeby posłannictwo wasze wydało owoce pożądane, ażebyście mieli prawo wstępu i zabrania miejsca przy domowym ognisku, zachować musicie pozory ludzi poważnych i moralnych. Skoro sobie wyrobicie opinię w kolegiach, gimnazjach, uniwersytetach i seminariach, pozyskacie zaufanie profesorów i studentów, starajcie się olśnić ich umysł opisem dawnej świetności Romy. W sercu każdego Włocha tkwi żal za dawną republiką rzymską. Pomieszajcie, złączcie w jedno wspomnienia, podniecajcie, zagrzewajcie dusze pełne ognia i patriotycznej dumy. Podsuwajcie im, a zawsze w sekrecie, książki nieszkodliwe, poezje odurzające przesadą patriotyzmu, a tak powoli doprowadźcie tych głupców do pożądanej miary. Kiedy we wszystkich punktach Państwa Kościelnego ta codzienna praca rozleje światło naszych idei, wtedy ocenicie mądrość rad tu podanych”.

Tak więc zasadą lóż masońskich wszelkich odcieni jest fałsz, podziemne knowania, kłamstwo, hipokryzja i potwarz. I to jest właśnie przyczyną, dla której tak w obrzędach, jak stopniach, rytuałach, widzimy same sprzeczności, dwuznaczniki, alegorie, wyjaśnienia zbijające się wzajemnie. Ukrycie prawdy, odurzenie, oszukanie adeptów i profanów, jest celem i środkiem. Jeden z najbardziej uczonych masonów, Brat Delaunay, w Przewodniku 33 stopnia szkockiego, książce potwierdzonej przez Wielki Wschód i sprzedawanej jawnie, tak się wyraża w domówieniu dzieła:

„Wynikiem wszystkich tych obrządków jest, że pojęcia najpotworniejsze, legendy najdziwaczniejsze, najwięcej sprzeciwiające się prawdzie historycznej, systemy najbardziej szalone, były zazwyczaj wprowadzane, ustanawiane w celu olśnienia neofity, wywołania u niego poczucia wielkich tajemnic, odurzenia słabego umysłu nadzieją nadzwyczajnych rezultatów, rzadko zaś, a nawet rzec można nigdy, w celu zaszczepienia jakiejś użytecznej prawdy lub rozszerzenia ważnego odkrycia… Wyjąwszy trzech pierwszych stopni, wszystko zresztą jest chimerą, szaleństwem, głupstwem, kłamstwem itp.”.

Nie tylko otwartość i szczerość jest fikcją, ale i wolność sumienia, poszanowanie każdej religii są również fikcjami. Pierwsza kryje najstraszniejszą niewolę, drugie – zagładę ich wszystkich. Toasty, śpiewy, hasła na cześć panujących i rządów, są osłoną spisku pracującego nad ich obaleniem; apoteozy miłości ojczyzny i narodowości, kryją pragnienie zagłady wszelkiej narodowości; wyrazy cnota, moralność, tak często powtarzane, osłaniają pracę dążącą do wytępienia wszelkich zasad moralności. Pojęcie uczciwości daje nam Helvetius, jeden z największych luminarzy masońskich:

„Uczciwość pojedynczego człowieka jest bez żadnego znaczenia dla ogółu. Żadnej lub prawie żadnej nie odnosi on z niej korzyści. Toteż sądzić należy żyjących, jak potomność sądzi umarłych. Ona nie bada bynajmniej czy Juvenal był złym, Owidiusz – rozpustnym, Lukrecjusz – bezbożnym, Horacjusz – rozwiązłym, August – skrytym, Cezar – żoną wszystkich mężów… Cóż zatem znaczy uczciwość?… Człowiek genialny, choćby był występnym, znaczy zawsze więcej od ciebie. Nic to nie stanowi, że ludzie są występni, byle tylko byli światli”.

Zobaczymy teraz jak pojmują przyjaźń profesorowie masońscy Cousin i Damiron:

„Podstawą wszystkich uczuć jest interes, miłość samego siebie – koniecznością, na niej opiera się wszelkie przywiązanie, jest ona jego początkiem i końcem, określa wszelkie dążenia, pcha do wszystkiego, jest przyczyną wszelkich zjawisk… być przejętym dla istoty obcej, niebędącej mną samym, troskliwością, miłością, to niedorzeczna hipoteza”.

Jakże smutne życie tych, dla których już żadne serdeczniejsze nie istnieje uczucie, jak niski ich upadek. Należy się jednak pocieszyć tym, że takich jest niewielu nawet między wyznającymi najskrytsze teorie, bo i u tych w niejednej chwili życia serce żywiej zabije, i ci poczują się ludźmi, choć wszelkie ludzkie uczucia wyrwać z siebie pragną. Ideolog Destutt de Tracy, także mason-filozof nie znający wcale zasad chrystianizmu, którego podstawowym prawem jest miłość i poświęcenie z niej płynące, tak swoje pojęcia w tej kwestii sformułował:

„Ponieważ nie mogę przyjąć prawa, które sprzeciwia się oczywistości, powiem z całą szczerością, że przykazanie tak zachwalone: będziesz miłował bliźniego twego jak siebie samego, jest dowodem zapomnienia o pierwszych warunkach naszej istoty. Maksyma ta jest dowodem najzupełniejszej nieznajomości natury ludzkiej”.

O sławionej owej wolności i braterstwie masonów przekonuje nas to bezwzględnie wymagane posłuszeństwo, w imię którego każdy mason musi być ślepym narzędziem w ręku tych, którzy nim kierują. Przejrzyjmy kronikę zbrodni politycznych lat ostatnich, a właściwie całego prawie ostatniego wieku, bo początku i rozwoju ich szukać musimy w rewolucji francuskiej, a przekonamy się, że to mniemane stowarzyszenie braterstwa jest najdoskonalszą szkoła zbrodni.

„Jeżeli 100 000 głów stawia zaporę, niech wszystkie spadną, my znamy tylko miłość ludzkości. Jeżeli mieszczaństwo stawia opór, trzeba pozbyć się mieszczaństwa… Chcę się zemścić nad mieszczaństwem pieniężnym i arystokratycznym, któremu zawdzięczamy prawa i nędzę naszą. Ono zginąć musi”.

Czyż słowa te nie malują jasno, czym jest w istocie braterstwo i wolność masońska?

Najlepszym uzupełnieniem rysu moralności masonerii są przysięgi, wkładające na członka obowiązek zachowania tajemnicy niepowierzonej, niewyjawiania wyrazów i symbolów znajdujących się we wszystkich przewodnikach, przysięgi posłuszeństwa ślepego, bez względu na Boga i ludzi, na sumienie, prawa krajowe i obowiązki względem ojczyzny; posłuszeństwa wyrokom osobistości nieznanej sobie, choćby ta wydała polecenie niegodne, niesprawiedliwe; przysięgi, która wyrzeka się własnego ciała i duszy i daje prawo życia i śmierci nad sobą. Przysięgi te ponawiają masoni nie tylko przy przejściu ze stopnia na stopień, ale czasem po kilka razy, pozostając na jednym i tym samym stopniu.

W r. 1857 na radzie kawalerów Kadosz w Saint-Germain-en-Laye, przedstawiono pytanie: Do jakiego stopnia przysięga obowiązuje masonów urzędników względem swych braci masonów? Pytanie to zostało nierozstrzygnięte, czym dano do zrozumienia, jaką byłaby istotna odpowiedź. Gdyby bowiem przysięga złożona przez urzędników była uznana za ważną, byłby Wielki Wschód odpowiedź swą niewątpliwie wyjawił. Że jednak przysięga masońska unieważnia każdą inną przysięgę, zostawiono pytanie nierozstrzygniętym publicznie. Ale odpowiedź niedwuznaczną znajdujemy w tylu ofiarach spomiędzy masonów, którzy życiem przypłacili sprzeniewierzenie się sekcie. Przypomnijmy Nasta i Stromayera, dwóch pierwszych założycieli Młodej Europy; Kotzebuego zasztyletowanego przez Sanda; Napoleona III, którego upadek spowodowało sprzeniewierzenie się karbonariuszom; Rossiego, Ludwika Frapolli, osadzonego w pełni zdrowia w domu dla obłąkanych, Emilianiego, Scuriattiego, Lazzoneschiego, Adrianiego, niechcących zgodzić się na krwawe środki przez Mazziniego wprowadzone i tylu innych.«

Zwieńczeniem masońskiej moralności w 7. i ostatnim stopniu jest apoteoza ognia, jedynego boga świata. – To stwierdzenie jest bardzo wymowne, jeśli zwrócimy uwagę na pożary lasów, które od jakiegoś czasu wybuchają w różnych, odległych od siebie miejscach i w różnym czasie.

Jest nim też cześć lingamu indyjskiemu (upostaciowanemu przez krzyż i różę), symbolu rozradzania się powszechnego. A cóż to takiego?

Shiva Lingam, specjalna odmiana jaspisu (skała krzemionkowa – przyp. W.L.), to jeden z najlepszych kamieni wspomagających medytację. Ze względu na swą potężną moc od wieków wykorzystywany był w rytuałach i magii. Jest źródłem duchowej energii.

Ten kamień pełen mocy występuje tylko w wodach świętej rzeki Narmada, w Indiach. Dla Hindusów jest symbolem szczęścia i pomyślności. Zbierany jedynie w porze suchej przez kilka rodzin, które przekazują sobie wiedzę z pokolenia na pokolenie. Osoby te polerują i wygładzają ręcznie lingamy, następnie oddają je do świątyni na modły, co zwiększa ich pozytywną moc. Każdy okaz jest wyjątkowy, nie znajdziemy dwóch takich samych. Z ich niezwykłością wiążą się również pewne hinduskie wierzenia.

Hindusi wierzą, że miliony lat temu właśnie w tym miejscu meteoryt zderzył się z Ziemią. Na skutek ogromnego ciepła od uderzenia meteoryt stopił się z okolicznymi kamieniami, a woda wypłukała je w owalny kształt. Tak powstał święty kamień boga Shivy, Boskiego Istnienia, najważniejszego bóstwa w Indiach. Jego jajowaty kształt utożsamiany jest z pierwotnym, kosmicznym jajem, które dało początek wszystkiemu, jest więc symbolem pierwotnej energii wszechświata. Shiva Lingam występuję w kilku kolorach – szarym, piaskowym i brązowym. Dodatkowe czerwone zabarwienie to wspomniane ślady meteorytu, który utożsamiany jest z żeńską energią. Stąd kamień ten łączy w sobie boskość, żeńskość i męskość. Nazwę Shiva Lingam tłumaczy się jako słup światła. Występuje w przeróżnych rozmiarach, nawet tak dużych jak dorosły człowiek. Więcej tu: https://akademiaducha.pl/shiva-lingam-indyjski-kamien-duchowej-mocy-i-transformacji/

No cóż? Jedni wierzą w Boga i nieśmiertelną duszę, inni – w moc kamieni i boga-ognia. Każdy może wierzyć w to, co chce – tak sądzę.

Jednak niektórzy dostali takiej manii, że uważają, że ich wiara jest lepsza niż inne i te inne należy zwalczać. Tak uważa masoneria. Trudno dziwić się jej. Jest ona żydowskim narzędziem w walce z Kościołem katolickim i pomocnikiem w dążeniu do realizacji ich mesjańskich celów.

Wolność woli nie istnieje, że jest to wyraz bez znaczenia, że czyny człowieka nie zależą od niego, że wola nasza nie różni się od woli żadnego zwierzęcia, że świat cały jest maszyną podległą odwiecznym prawom, że wszystko, co jest, jest skutkiem natury rzeczy lub skutkiem rozkazu Wszechwładnego Pana, a w jednym czy drugim przypadku, zawsze jesteśmy tylko kołami machiny świata.

Ten nowy porządek, o którym nam mówią ci psychopaci, nie został przez nich wymyślony. Nawet nie zdziwiłbym się, gdyby taki Gates czy Schwab nie wiedzieli, że to Voltaire. Być może kazali im tak mówić ich nieznani przełożeni, którzy już dobrze wiedzą, co czynią i skąd czerpią natchnienie.

Zatem, według zasad masonerii i głównych jej adeptów, ludzie są automatami, maszynami, kołami poruszanymi przez Boga-Naturę, jak wiatr lub deszcz. Bez wolnej woli nie może być odpowiedzialności za czyny; zresztą według tego zbrodniarz zabijający uczciwego człowieka nie jest winniejszym od odłamu skały miażdżącej przechodnia; zdrajca zaprzedający kraj, wydający przyjaciela jest równie cnotliwy jak wybawca ratujący go od śmierci kosztem własnego życia. Prawa, instytucje społeczne, sądy są władzami ślepymi, niemającymi racji bytu, wyroki jakie wydają, kary jakie wymierzają – niesprawiedliwością bez podstawy.

Tego w zasadzie nie trzeba komentować. To się dzieje. A sądy obecne, w odróżnieniu od tamtych, nie wydają wyroków, będących niesprawiedliwością bez podstawy. To, że stan sądownictwa jest właśnie taki, jaki jest, jest wynikiem wdrażania w życie ideologii masońskiej. No bo skoro czyny człowieka nie zależą od niego, bo nie ma on wolnej woli, to nie może on za nie odpowiadać. To chyba oczywiste.

Zapewne większość myśli, że „psychuszki” to radziecki wynalazek. Nie! To Związek Radziecki korzystał z wynalazków masonerii, zdradzając tym samym, skąd mu wyrastały nogi. Tylko kto o tym wie?

Po co to wszystko? Po co ten reset, nowy porządek? Nie można było powiedzieć prawdy. Nie można było powiedzieć, że chodzi o realizację mesjańskich celów Żydów, o ich panowanie nad światem poprzez podporządkowanie sobie wszystkich innych narodów. Wymyślono więc pandemię, która ma niby umożliwić reset finansowy. Tylko że, żeby dokonać resetu finansowego, to do tego nie potrzeba pandemii. Reset finansowy jest stary jak świat i żeby było śmieszniej był on praktykowany przez Żydów. Nazywał się on rokiem jubileuszowym. A Kodeks Hammurabiego nakazywał darowanie długów po odbyciu kary trzech lat więzienia. Jak mówił cesarz Hajle Syllasje w wywiadzie z Orianą Fallaci: „W świecie nigdy nie dzieje się nic nowego”. Świat, wydaje się, od początku opierał się na kredycie i od początku nie radził sobie z jego spłatą.

W Starym Testamencie znany był rok jubileuszowy obchodzony co 50 lat, w którym wyrównywały się społeczne nierówności, a każdy był wyzwalany z długów. Symbolizowało to nadanie ziemi przez Boga jedynie w lenno. Rok jubileuszowy obchodzony był po siedmiu latach szabatowych, które obchodzono co siedem lat (7 x 7). – Tak to opisuje Wikipedia.

Problem zadłużenia można by było rozwiązać inaczej, ale chodziło o coś innego, o to, by ci, którzy nie wierzą w te bajki o pandemii, myśleli, że wprowadza się ją po to, by dokonać resetu finansowego, a nie po to, by realizować chore idee sfiksowanego narodu, a może raczej jego chorych na umyśle elit. I tu aż ciśnie się na usta rosyjskie, bardzo obrazowe, moim zdaniem, przysłowie: każdy durak po swojemu s uma schodit.

To znaczy mniej więcej tyle, że każdy dureń wariuje na swój sposób, bo skutków tego, co ci chorzy na umyśle psychopaci chcą wprowadzić w życie, nie da się przewidzieć. Rzucili wyzwanie naturze, tej naturze, którą tak wielbią i do której się odwołują. Bo czymże jest chęć przemienienia człowieka w automat, jak nie wyzwaniem rzuconym naturze. Człowiek jest przecież cząstką natury. I nie chcą się z tym pogodzić, przynajmniej niektórzy, że człowiek, jako część pewnej całości, nie jest w stanie tej całości ogarnąć i zrozumieć.

https://widgets.wp.com/likes/index.html?ver=20240427#blog_id=164054938&post_id=2047&origin=bbidotblog.wordpress.com&obj_id=164054938-2047-662cbd695696b&domain=bb-i.blog

Related

MasoneriaJanuary 9, 2020In „Inne”

Masoneria i wojsko July 6, 2021In „Inne”

11.11November 1, 2021In „Komentarze”

Masoneria, Weisshaupt, Wielki Wschód

O min. „kultury”: – A, kłamczuszek z tego słonika !

Sceny w Telewizji Republika. Oto co zrobił były gwiazdor TVP

Michał Chmielewski 26.04.2024 sport.pl

Po zmianie władzy przyszłość wielu dziennikarzy Telewizji Polskiej stanęła pod znakiem zapytania. Z TVP Sport pożegnał się m.in. Rafał Patyra, którego szybko przygarnięto do Telewizji Republika. Tam 49-latek prowadzi program „Express Republiki”. Podczas ostatniej transmisji Patyra skomentował odejście z rządu Bartłomieja Sienkiewicza, który będzie startował do europarlamentu. – A teraz werble! – powiedział, po czym zaczęło się show.

Patyra i Sienkiewicz

AG, screen https://twitter.com/AnkaPolska

Rafał Patyra pracował w Telewizji Polskiej niemal 20 lat. W tym czasie prowadził programy, takie jak „Teleexpress”, „Dzień dobry, Polsko” czy „Rodzinny ekspres”. Mimo to dziennikarz najbardziej związany był ze sportem. Pojawiał się na wielu najważniejszych imprezach w piłce nożnej czy skokach narciarskich. Po zmianie władzy jego kontrakt z TVP nie został przedłużony. – Nikt formalnie nie powiedział, że nie jesteśmy potrzebni i że jesteśmy zwolnieni. O tym, że nie jesteśmy potrzebni, wnioskujemy po tym, że zablokowano nam przepustki i służbową pocztę – opowiadał w jednym z wywiadów.

Patyra zakpił z Bartłomieja Sienkiewicza na wizji. „Pan pułkownik zgrabnie się zameldował”

Pod koniec stycznia ogłoszono, że Rafał Patyra znalazł nową pracę. 49-latek, podobnie jak wielu dziennikarzy związanych partią Prawo i Sprawiedliwość, trafił do Telewizji Republika. Został prowadzącym programu „Express Republika”, w którym przedstawia najważniejsze wydarzenia danego dnia. Oprócz suchych informacji Patyra może pozwolić sobie również na publicystyczne, a w tym przypadku sarkastyczne komentarze.

W jednym z ostatnich programów były pracownik TVP Sport wymownie skomentował odejście z rządu Bartłomieja Sienkiewicza. Przypomnijmy, 62-latek jest „jedynką” na liście Koalicji Obywatelskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego z okręgu małopolsko-świętokrzyskiego. To sprawiło, że zrezygnował z posady ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Kilka miesięcy temu to za rządów Sieniewicza dziennikarze związani z obecną opozycją byli masowo zwalniani z TVP. W tym gronie znalazł się wspomniany Patyra, który teraz wbił szpilkę w stronę byłego ministra.

– A teraz werble! Tadam! Stało się. Pułkownik Bartłomiej Sienkiewicz, minister kultury i dziedzictwa narodowego, który z ani jednym, ani z drugim nie miał zupełnie nic wspólnego, odchodzi. Milsze od naszego dziedzictwa są mu pieniądze, jakie spodziewa się zarobić w europarlamencie – wypalił dziennikarz TV Republika, który na tę okazję przygotował… dźwiękowe trąbki urodzinowe.

Patyra dziś dał czadu odnośnie Sienkiewicza w

Następnie stacja wyemitowała fragment oświadczenia Sienkiewicza, w którym informuje o swojej rezygnacji. – Pan pułkownik zgrabnie się zameldował – dodał z przekąsem Rafał Patyra. Na tym jednak się nie skończyło. – Polskiej kultury to raczej nie zmartwi. Może nieco uderzy w kulturę osobistą. Dlaczego? No bo człowiek kulturalny to mówi prawdę. A pan minister miesiąc temu mówił tak – kontynuował 49-latek, pokazując kolejne fragmenty wypowiedzi Bartłomieja Sienkiewicza, który zarzekał się, że nie ma zamiaru kandydować do europarlamentu, nazywając go jednocześnie „cmentarzyskiem politycznych słoni”.

– A, kłamczuszek z tego słonika! No, bo chyba można już teraz pana ministra nazywać? Tak czy inaczej, cmentarzysko czeka. Bon voyage – mówił ironicznie Patyra. Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się na początku czerwca.

Putin był gotowy zakończyć wojnę, wszystko było ustalone. „Die Welt” ujawnia „sensacyjny” dokument.

Putin był gotowy zakończyć wojnę, wszystko było ustalone. Niemiecka gazeta ujawnia sensacyjny dokument


[Wziąłem w cudzysłów „sensacyjny”, bo to było wiadome od początku. M. Dakowski]

==============================

dziennik.pl/putin-byl-gotowy-zakonczyc-wojne-wszystko-bylo-ustalone

Porozumienie o pokoju mogło zostać zawarte kilka tygodni po rozpoczęciu wojny w Ukrainie. – To była najlepsza umowa, jaką mogliśmy zawrzeć – mówi teraz w rozmowie z „Die Welt” członek ukraińskiej delegacji, który brał udział w negocjacjach.

Ujawniony przez „Die Welt” projekt traktatu pokojowego, zawiera na 17 stronach zapisy warunków zawarcia pokoju. Jedynym z nich było to, że Ukraina nie wstąpi do NATO. Kolejne mówiły o tym, że Ukraina ma nie produkować ani nie kupować” broni nuklearnej, nie wpuszczać obcej broni i żołnierzy do kraju.

Według dziennika tylko kilka kwestii pozostało nierozstrzygniętych, miały one zostać omówione osobiście na szczycie przez prezydenta Rosji Władimira Putina i prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, ale do szczytu nie doszło.

W odpowiedzi Rosja obiecała, że ​​zakończy wojnę w Ukrainie i zgodziła się, aby Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Chiny i sama Rosja zapewniły Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa. Nie zgodziła się jednak wycofać z Krymu i części Donbasu.

„To była najlepsza umowa, jaką mogliśmy zawrzeć”

Czy Ukraina żałuje, że nie doszło do porozumienia?

To była najlepsza umowa, jaką mogliśmy zawrzeć – mówi teraz w rozmowie z „Die Welt” członek ukraińskiej delegacji, który chce zachować anonimowość.

Teraz Ukraina ponosi straty. „Patrząc wstecz, możemy powiedzieć, że Ukraina miała wtedy silniejszą pozycję negocjacyjną niż obecnie.

Gdyby wojna zakończyła się około dwa miesiące po jej rozpoczęciu, uratowałoby to życie niezliczonych istnień ludzkich” – pisze „Die Welt”.

Fatalne wpływy kosmiczne lub niemieckie

Fatalne wpływy kosmiczne lub niemieckie

  27 kwietnia 2024 Stanisław Michalkiewicz oj, fatalne…

Rosyjski historyk Lew Gumilow twierdził, że przyczyną „pasjonarności”, jakiej od czasu do czasu ulegają rozmaite narody, są wpływy kosmiczne. Że zjawiska kosmiczne mają wpływ na ludzi, to wydaje się oczywiste. Nie mam na myśli astrologii, bo to szamaństwo – ale weźmy np. takie kobiety, których niektóre funkcje życiowe najwyraźniej pozostają pod wpływem Księżyca. A przecież byłoby dziwne, gdyby wpływy kosmiczne manifestowały się tylko w ten sposób. Możliwe, że właśnie one są też przyczyną „pasjonarnosci”, o której mówił Lew Gumilow, tylko ani nie zdajemy sobie z tego sprawy, ani też nie wyobrażamy sobie sposobu, w jaki zjawiska kosmiczne na „pasjonarność” wpływają.

Na przykład „wiatr słoneczny”, czyli strumień korpuskularnego promieniowania, który dzień i noc bombarduje Ziemię z różnym zresztą nasileniem? Jest on hamowany przez magnetyczną osłonę naszej planety, bo w przeciwnym razie promieniowanie to zabiłoby życie na Ziemi, ale przecież część wiatru słonecznego do Ziemi dociera i z pewnością wywołuje rozmaite następstwa z „pasjonarnością” włącznie. Na przykład – czy wiatr słoneczny nie był przypadkiem przyczyną, dla której Niemcy w latach 30-tych i 40-tych tak zafascynowali się Adolfem Hitlerem? Historycy dopatrują się co prawda innych przyczyn, jak np. traktat wersalski – ale czy traktat wersalski mógłby wywołać aż takie skutki i to nie tylko w Niemczech, ale i w Rosji, gdzie z kolei miliony ludzi zafascynowały się gromadką Żydów, z Włodzimierzem Eljaszewiczem Ulianowem, znanym jako „Lenin”, którego matka pochodziła od jakiegoś żydowskiego handełesa ze Starokonstantynowa na Wołyniu, czy Lejbuszem Bronsteinem, znanym jako „Lew Trocki”? Przecież traktat wersalski dotyczył całej Europy, ale zwariowali tylko Niemcy i Rosjanie, a poza tym ci ostatni popadli w obłęd zanim jeszcze doszło do konferencji wersalskiej, więc przyczyny mogą być całkiem inne.

W dodatku wszystko wskazuje na to, że jakiekolwiek by te przyczyny nie były, to – przynajmniej w stosunku do Niemców – wcale nie ustały. Przeciwnie – po pewnym okresie braku aktywności, zaktywizowały się na nowo. Objawiło się to w postaci niewątpliwego obłędu podczas tak zwanego kryzysu migracyjnego, kiedy to z inicjatywy Naszej Złotej Pani, która musiała paść ofiarą tej przypadłości jako pierwsza, bo nie tylko kazała witać miglanców chlebem, solą i kwiatami, ale w dodatku chciała ten swój obłęd narzucić innym europejskim narodom. Jak zauważył Izaak Newton, każda akcja wywołuje reakcję skierowaną w stronę przeciwną, więc w następstwie obłędu, jakiemu uległa Nasza Złota Pani, w Niemczech pojawiła się reakcja w postaci Alternatywy dla Niemiec, którą Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen uznała – obok Konfederacji – za ugrupowanie szkodliwe z punktu widzenia budowy IV Rzeszy.

Ale incydent z miglancami był – jak się okazało – zaledwie wstępem do objawienia się innych form obłędu, zgodnie zresztą ze spostrzeżeniem Rosjan, którzy twierdzą, że każdy durak po swojemu s uma schodit [Каждый дурак по-своему с ума сходит] , co się wykłada, że każdy wariat wariuje na swój sposób. O ile jedni Niemcy zaczęli popadać w wariactwa polityczne, na przykład w postaci klimatyzmu, to z kolei inni powariowali na tle seksualnym. Klimatyzm polega na dopuszczeniu sobie przez wariata do głowy, że klimat zmienia się z powodów antropogenicznych, to znaczy – spowodowanych działalnością ludzi, w związku z tym ludzie powinni im zapobiegać. No i próbują – co właśnie doprowadziło do potężnej powodzi w Dubaju, gdzie jacyś wariaci postanowili „zasiewać chmury”, to znaczy – gwoli sprowadzenia deszczu traktować je jakimiś chemikaliami – co doprowadziło do katastrofy. Teraz oczywiście wszyscy zaprzeczają, jakoby zasiewanie chmur miało miejsce, ale właśnie to utwierdza nas w przekonaniu, że jednak wariaci musieli dojść do głosu.

Znowu okazało się, że „wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie”, zwłaszcza gdy zarazi obłędem jakiegoś dygnitarza. Z kolei przewielebne duchowieństwo Kościoła katolickiego w Niemczech najwyraźniej popadło w obłęd na tle seksualnym. Objawy występują już od dłuższego czasu, ale ostatnio doszło do incydentu, który powinien spowodować interwencję infirmerów. Oto w katedrze św. Piotra w Trewirze, tamtejszy biskup Stefan Akcerman, w towarzystwie pastorów protestanckich odprawił – jeśli można tak nazwać tę liturgię – nabożeństwo promujące rozmaite seksualne dewiacje, jako rzekomo są miłe Stwórcy Wszechświata.

Celebransi na razie wstrzymali się od spółkowania na ołtarzu czy na jego stopniach, ale sytuacja jest rozwojowa, więc pewnie doczekamy się wszystkiego, zwłaszcza gdy obłęd będzie narastał, a wśród przewielebnego duchowieństwa, w charakterze biskupek czy diakonis pojawią się damy. Zresztą rewolucyjna teoria do tej rewolucyjnej praktyki została przygotowana już zawczasu przez Wiktora Emanuela kardynała Fernandeza, który zajął się mistyką płciową, to znaczy – sposobami doświadczania obecności Stwórcy Wszechświata przy pomocy orgazmu. Słowem – będzie się działo – a jestem pewien, że gwoli doświadczenia takich mistycznych odlotów, w kościołach zaroi się również od osób niewierzących, więc przynajmniej ten cel duszpasterski zostanie osiągnięty.

Wspominam o tym, bo po podmiance, jaką za pozwoleniem Naszego Najważniejszego Sojusznika, 15 października ub. roku na pozycji lidera sceny politycznej przeprowadzili u nas Niemcy, pojawiły się symptomy zakażenia obłędem. Oczywiście na pierwszy ogień poszły najbardziej podatne na wariactwo, najsłabsze głowy, którym akurat postawiony na fasadzie nowego vaginetu Donald Tusk powierzył fuchy ministerialne. Nie mówię już o redukowaniu edukacji do absolutnego minimum, to znaczy – by absolwenci potrafili narysować swoje imię i nazwisko, potrafili liczyć do 500 i orientowali się w znakach drogowych – jak to postulował Reichsfuhrer Henryk Himmler w Generalplan Ost, ani wprowadzania do polskich szkół apologetycznych opowieści o Stefanie Banderze – ale o obłędzie na tle problemów vaginalnych. Oto feministra od równości w vaginecie Donalda Tuska, Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula najwyraźniej nie zamierza poprzestać ani na pigułce „dzień po” dla 15-latek, ani nawet na aborcji, bo właśnie wystąpiła z kolejną inicjatywą, by gwoli zabezpieczenia kobiet przed niepożądaną ciążą, można je było na koszt państwa sterylizować.

Myślę, że na tym ten rewolucyjny rozpęd się nie skończy, bo sterylizacja może być tylko wstępem do całkowitego patroszenia kobiet, które w ten sposób uwolniłyby się od menstruacyjnych i wszelkich innych, np. menopauzalnych przypadłości, a poza tym, po wypatroszeniu, zmiana płci nie przedstawiałaby specjalnych trudności. W tej sytuacji wyjaśnienia wymagałoby tylko jedno; czy mianowicie feministry z vaginetu Donalda Tuska, a także i on sam nie wystawiał się aby zbyt długo na działanie wiatru słonecznego, bo jeśli ta przyczyna nie wchodziłaby w grę, to musielibyśmy uznać, że źródłem zarazy znowu stały się Niemcy.

Watykański heretyk o ludziach myślących: „to głupcy”

Watykański heretyk o ludziach myślących: to głupcy

Autor: CzarnaLimuzyna , 26 kwietnia 2024 ekspedyt

Satanistyczne ideologie trans humanizmu mają na celu przekształcenie ludzi w udoskonalonych obywateli piekła już na etapie życia na ziemi. Osoby, które wyrażają swój sceptycyzm lub negują konieczność budowania “nowego porządku” w oparciu o powyższe, są na ogół ludźmi myślącymi. Sam fakt myślenia, aktywności rzadko spotykanej, nie gwarantuje poznania prawdy, ale może znacząco ten proces ułatwić.

Wojna przeciwko Bogu

Niezależnie od śmieszności samego wyrażenia wojna trwa naprawdę, a nowością w tej batalii przeciwko ludziom i Bogu są dodatkowo uruchomione tryby maszynerii – ideologii gender i klimatyzmu. Każda forma sceptycyzmu lub negacji tychże (sprzeciwu wobec teorii i praktyki) wywołuje atak – propagandowy odwet wraz z towarzyszącymi wybuchami nienawiści. Właśnie pod presją owej nienawiści powstał niechlubny projekt o „mowie nienawiści”, tworzony przez ludzi nienawidzących prawdy.

Podobny, bardziej stonowany, rodzaj reakcji ujawniają ostatnio rezydenci Watykanu od Franciszka w dół. Pisząc w dół muszę zaznaczyć, że dno nie jest dokładnie oznaczone. Być może należałoby napisać od Franciszka w górę. Trudno bowiem orzec gdzie dokładnie rezyduje prof. Diabelski w stosunku do położenia ziemskich akolitów i osób, które “nie wiedzą co czynią”, a do takich być może należy również Franciszek.

“W rozmowie z CBS News papież został zapytany o swój osąd tzw. negacjonistów klimatycznych, czyli osób, które nie zgadzają się z rzekomym faktem zmian klimatu, zwłaszcza w aspekcie ich antropogenicznego pochodzenia”

To są ludzie, którzy są głupi; są głupi nawet kiedy pokaże im się badania. Oni w to nie wierzą. Dlaczego? Bo nie rozumieją sytuacji albo mają w tym interes. Ale zmiana klimatu istnieje – powiedział papież Franciszek /PCh24/

Fakt dominującej obecności na świecie ludzi o kondycji głupców i barbarzyńców jest bezsporny, lecz nie chodzi w tym momencie o negację zmian klimatycznych, które następują cyklicznie i zazwyczaj bez udziału człowieka, ale o negację czerwono-brunatnego ładu nazywanego zielonym, który jest używany przez globalistów jako narzędzie “zrównoważonego rozboju”.

Projekt „STOP 447” wrócił do Sejmu. Bąkiewicz: Musimy zatrzymać barbarzyńskie żądania

26 kwietnia 2024 stop-447-bakiewicz-musimy-zatrzymac-to-barbarzynstwo

Projekt „STOP 447” wrócił do Sejmu. Bąkiewicz: musimy zatrzymać barbarzyńskie żądania wypłat odszkodowań organizacjom żydowskim

(fot. screen YouTube / Sejm RP)

Nie sądziłem, że po czterech latach będę znów mógł tutaj referować ustawę pod którą podpisało się ponad 200 tysięcy Polaków. Nie sądziłem również, że będę stał w tym miejscu, gdy jesteśmy w przededniu likwidacji państwa polskiego – powiedział w piątek w Sejmie RP Robert Bąkiewicz – sprawozdawca obywatelskiego projektu ustawy o ochronie własności w Rzeczypospolitej Polskiej przed roszczeniami dotyczącymi mienia bezdziedzicznego, popularnie nazywanego „STOP 447”.

Bąkiewicz na wstępie przypomniał, że w ostatnich dniach rząd złożony z przedstawicieli koalicji 13 grudnia zapowiedział, że przyjmie zmiany traktatowe UE. – Zmiany traktatowe to likwidacja państwa polskiego, likwidacja polskiej niepodległości. W kontekście referowanego przeze mnie projektu ustawy te wydarzenia po prostu muszą w polskich patriotach budzić gniew i sprzeciw – podkreślił, po czym przeszedł do meritum sprawy.

Zebraliśmy ponad 200 tys. podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą „STOP 447”. Inicjatywą, która wychodziła w sprzeciwie wobec nielegalnych, bandyckich żądań organizacji żydowskich, które chcą mieć prawo do tzw. mienia bezdziedzicznego – zaznaczył na wstępie, po czym wyjaśnił, dlaczego żydowskie roszczenia są bezprawne.

Przede wszystkim, co należy podkreślić, mówimy o mieniu bezdziedzicznym, które zgodnie z polskim, ale i cywilizowanym prawem przechodzi na rzecz skarbu państwa. Dlatego prawo ustanowione w USA, czyli tzw. ustawa 447 jest w naszych oczach bezprawiem i jedynie próbą wyłudzenia pieniędzy, bo żydowskie grupy przestępcze roszczące sobie prawo do tych spadków nie mają żadnego do nich tytułu. To hucpa i próba kradzieży polskich pieniędzy – tłumaczył.

Sprawozdawca zwrócił uwagę, że Żydzi nie byli jedynymi ofiarami II Wojny Światowej w Polsce. Mało tego: wielu z nich reprezentowało postawę Juliana Tuwima zapisaną w wierszu:
„Bo chociaż jestem Żyd, jestem przecież Polak.
Polak, bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem.
Polak, bo mi tak w domu rodzicielskim powiedziano”.

Za kogo więc mamy płacić? Za swoich własnych obywateli? Za ludzi, którzy tak często byli po prostu Polakami? Czy nie wybrzmiewa w tym wszystkim jakiś totalny absurd? – pytał Bąkiewicz.

Czas przestać dopasowywać się do roli winnych, gdzie kłamliwie narzucają nam obce państwa i międzynarodowe organizacje role tych winnych. Dlatego jedynymi odszkodowaniami, jakie mogą dotyczyć Polski i Polaków jest dług, który muszą nam spłacić Niemcy – potomkowie zbrodniarzy, bandytów i złodziei, którzy na polskim nieszczęściu zbudowali sobie gospodarczą hossę. Sprawą honoru jest, aby tym wszystkim ludziom, którzy ginęli wykończeni, zagłodzeni, zagazowani zapewnić godną pamięć i nie pozwolić wmówić nam, że jesteśmy winni – mówił dalej sprawozdawca.

Musimy dzisiaj zagłosować za tym, żeby nikt nie miał prawa mówić nam, że Żydzi nie byli obywatelami Polski, że jesteśmy takimi samymi sprawcami jak Niemcy, że jesteśmy cokolwiek komukolwiek winni. Pamiętajmy, kto stał za wywołaniem wojny: Niemcy i Rosja Sowiecka – dwa wielkie totalitaryzmy, a nie polski patriotyzm – stwierdził Bąkiewicz.

Na koniec Bąkiewicz przedstawił bilans polskich strat wojennych w czasie II Wojny Światowej, po czym zapytał: „I my mamy dziś komuś płacić?”. – Nam to dzisiaj mogą zapłacić jedynie Niemcy, którzy niczym paser przetrzymują majątek zgromadzony przez pokolenia Polaków i bogacąc się na tym, co odebrali nam ich ojcowie. Płacić mają nam dziś Niemcy, którzy zachowując się jak łajdacy uczą nas praworządności i demokracji. Niemcy, którzy dziś budując nową rzeszę zwaną dla zmylenia przeciwnika Unią Europejską wpędzają nas w nowe ideologiczne zbrodnie, byle tylko okraść naszą ojczyznę i nasz naród. Bo czymże jest dzisiaj transformacja energetyczna, zielony ład zmuszające nas do biedy i upadku polskiej gospodarki? Czymże jest projekt multi-kulturalizmu i zapowiedź zsyłania nam siłą setek tysięcy imigrantów zarobkowych z innych kręgów cywilizacyjnych? Czymże jest projekt super-państwa, który ma odebrać kompetencje w obszarach przynależnych tylko niepodległym i suwerennym państwom? – wyliczał.

Tak jak wtedy, tak teraz znów musimy zadbać sami o swoją przyszłość. Dlatego nie tylko ze względów materialnych powinniśmy zatrzymać barbarzyńskie żądania wypłat nienależnych odszkodowań, ale przede wszystkim powinniśmy zadbać o prawdę historyczną, gdzie tzw. polityka historyczna staje się potężnym orężem w walce mocarstw. (…) Nie zgodzimy się na żadne działania, które mają zredukować potencjał Polski. (…) Wypłaty odszkodowań za bezprawne żądania spowodowałyby, że Polska nie mogłaby zbudować odpowiedniej siły wojskowej zdolnej do odstraszenia zagrożeń. (…) Przyjęcie tej ustawy to nie tylko żywotnych interesów państwa polskiego, ale i obrona polskiej suwerenności i polskiego honoru – podsumował Robert Bąkiewicz.

Źródło: Sejm RP TG

Piękno zdeptane, kult brzydoty

Piękno zdeptane, kult brzydoty

Izabela Brodacka

Otrzymałam bardzo ciekawą książkę pana Janusza Szewczaka pod tytułem: „ Piękno zdeptane, kult brzydoty” wydaną w 2023 roku przez wydawnictwo „Biały Kruk”. Niedawno odbyła się promocja tej książki. Książka jest bogato ilustrowana i solidnie udokumentowana. Przedmiotem rozważań autora jest dominujący we wszystkich dziedzinach współczesnego życia kult brzydoty. Udało mu się ująć i pokazać na licznych ilustracjach to co niepokoi wielu ludzi, odrzuca ich od galerii malarstwa i sztuk teatralnych, czasami śmieszy lecz częściej budzi przerażenie. Jest tym nie sama brzydota, lecz jej kult. Pozwolę sobie do rozważań autora dorzucić własne obserwacje.

Współpracownik pani Magdy Gessler powiedział mi kiedyś, że prywatnie jest to osoba ciepła, kulturalna, życzliwa ludziom. Jej agresywny sposób zachowywania się w programie „Kuchenne rewolucje”- rzucanie talerzami, poniżanie obsługi i właścicieli wizytowanych restauracji i gospód, wyszukiwanie brudów w szafkach, jest wymuszane przez reżysera programu. Nie oglądam oczywiście podobnych głupot ale czasem czekając na film trafiałam na reklamę programu „Królowa przetrwania”. Występujące w reklamie, zaangażowane do tego programu dziewczyny wyglądały koszmarnie. Skrzeczały i wrzeszczały z wytrzeszczonymi oczami skacząc w kucki rozkraczone jak jakieś upiorne ropuchy. Zapewne na co dzień są to miłe i ładne dziewczyny a takie zachowanie wymuszał na nich format czyli formuła programu. Nigdy również nie zapomnę odcinka programu, który obejrzałam wiele lat temu. Dla niewielkiej nagrody – było to o ile pamiętam 1000 albo 1500 złotych- uczestnik programu musiał wykonać każde wymyślone przez prowadzącego zadanie. W odcinku, który obejrzałam ładna blondynka zgodziła się jeść zupę pomidorową jak pies z miski stojącej na chodniku. Gdy wstała z kolan ze łzami w oczach, z posklejanymi i ociekającymi zupą włosami, rozbawiony prowadzący pogratulował jej odwagi.

Znajomi pracujący w telewizji mówili mi, że taką formułę licznych podobnych programów wymusza przeświadczenie, że podnoszą one oglądalność, bo ludzie lubią oglądać cudze poniżenie. Coś w tym musi być, bo jak inaczej wytłumaczyć popularne obecnie umieszczanie przez nastolatków w sieci filmików ośmieszających i poniżających ich kolegów. Rozwój techniki komputerowej ułatwił praktycznie bezkarne prześladowanie bliźnich.

Psycholog, twórca analizy transakcyjnej, Eric Berne w wydanej w 1964 roku książce pod tytułem: „Games People Play: The Psychology of Human Relationships” , a w Polsce pod tytułem: „W co grają ludzie. Psychologia stosunków międzyludzkich” stwierdza, że istnieją ludzie, którzy czują się wtedy lepiej gdy inni czują się gorzej. Ludzie ci podejmują różne gry, w których wypłatą jest ich satysfakcja odczuwana gdy udało im się popsuć komuś humor, postawić go w niezręcznej sytuacji, upokorzyć. Generalnie -gdy ten ktoś poczuł się gorzej. Coraz częściej myślę, że ludzie właściwie dzielą się na dwie grupy- tych którzy czują się gorzej gdy ktoś inny czuje się gorzej i tych którzy czują się wówczas lepiej.

Dla zrozumienia o czym mówi Berne przytoczę jedną z opisywanych przez niego gier. Otóż gość wyciera sobie buty naszą firanką. Jeżeli zwrócimy mu ostro uwagę naruszamy głęboko w nas wdrukowaną zasadę przyznającą gościowi wyjątkowe prawa, więc czujemy się źle. Jeżeli będziemy udawać, że nie zauważyliśmy wybryku gościa, albo zwrócimy mu uwagę zbyt miękko gość posuwa się dalej w swoich prowokacjach doprowadzając do otwartego konfliktu, w którym zawsze jesteśmy przegrani. Jeżeli potraktujemy gościa tak jak na to zasłużył okazujemy się być małostkowi i nieuprzejmi. Jeżeli nie potrafimy go zdyscyplinować – przegraliśmy rytuał dominacji.

Rytuały dominacji dzielimy ze światem zwierzęcym. Osoby nie znające zwierząt nie rozumieją dlaczego obcy duży pies kładzie im głowę na kolanach i warczy gdy próbują się wyzwolić od tych rzekomych czułości. Pies w ten sposób je dominuje. Podobnie gdy koń kładzie ci głowę na ramieniu nie musi to – choć może – być zwykłym przejawem sympatii. Niedzielni jeźdźcy są zdumieni gdy koń trzymając głowę na ich ramieniu nie pozwala im wyjść z boksu a potem przyciska ich do ściany. Wbrew wszelkim poprawnościowym bredniom trzeba konia ostro skarcić, najlepiej trzepnąć, gdyż eskalacja rytuału dominacji może się stać dla jeźdźca niebezpieczna.

Jak pisze Łysiak w swojej książce „ Stulecie kłamców” kiedyś przed rozkoszowaniem się brzydotą chroniły ludzi bariery społeczne. Przy czym wbrew pozorom brzydota nie jest bynajmniej związana z biedą. Góralskie chaty jakie można jeszcze obejrzeć w wysoko położonej osadzie Studzionki w Ochotnicy Górnej są piękniejsze niż uważna powszechnie i mylnie za architekturę góralską chałupa o wielospadowym dachu wzorowana na witkiewiczowskiej „Willi pod Jedlami”. Uboga góralska chałupa przypominała łemkowską chyżę. Połowę budynku zajmowali kiedyś ludzie, drugą bydło, a strych mógł służyć za stodołę. Takie budynki można było obejrzeć jeszcze w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku w rodzinnej wsi Juliana Przybosia Gwoźnicy. Taka chałupa stała jeszcze do niedawna w przysiółku Kołodzieje w Ochotnicy Dolnej choć służyła wyłącznie jako szopa.

We wsi zapanowały imitacje „Willi pod Jedlami” budowane według typowych projektów. Wyasfaltowano wszystkie kamieniste drogi prowadzące do wysoko położonych osad. Nie ma w tym nic dziwnego ani złego. Ludzie chcą korzystać ze zdobyczy cywilizacji, chcą dojeżdżać do swego domu samochodem a nie drabiniastym wozem i pięknoduchowskie załamywanie rąk nad utratą dawnego wyglądu wsi jest po prostu śmieszne. Jeżeli komuś marzy się kurna chata niech sobie taką chatę kupi i spędza w niej wakacje.

Panu Szewczakowi nie chodzi wcale o powrót do skansenu kulturowego. Jest świadom tego i pisze o tym, że kanony piękna zmieniają się. Niepokoi go kult brzydoty, to rozkoszowanie się, wręcz nasładzanie się (rusycyzm celowy i na miejscu) brzydotą, które jest – jego i moim zdaniem – wskaźnikiem stanu umysłu i ducha współczesnego człowieka.

Friday Funnies: Become Ungovernable. In the face of tyranny. MEMy. Nas też dotyczą…

Friday Funnies: Become Ungovernable

in the face of tyranny

ROBERT W MALONE MD, MS APR 26
 
READ IN APP
 


Based on the votes this week, it appears that it isn’t just Democrats trampling on the flag…









p” for our horse breeding business.


The above is easy to say, not so easy to live by.

But we must all try to resist what is happening in our nation.


The cyberstalking and cyberbullying in this culture is sickening, and they are working to help the government to control us all. By demeaning others, cyberstalking, cyberbullying, and harassing, we have lost focus on the real enemy. 

Online hate has become a very successful business model.

Tyranny is winning worldwide. And frankly, I am really getting tired of the constant on-line personal attacks, lies, defamation and hate.













This little illustrated video relates to much of the cyberstalking and bullying that is going on. I hope you enjoy it as much as I did.

Orban: W tym roku możemy zakończyć hegemonię „postępowego liberalizmu” w Europie i przywrócić suwerenność narodom.

Victor Orban: w tym roku możemy zakończyć liberalną hegemonię w Europie i przywrócić suwerenność pch24.pl/victor-orban

(fot. EPA/SZILARD KOSZTICSAK HUNGARY OUT / PAP)

W tym roku możemy zamknąć niechlubną erę cywilizacji zachodniej, zbudowaną na hegemonii postępowego liberalizmu, ustanawiając w jej miejsce suwerenny porządek świata – mówił premier Viktor Orbán w dniu otwarcia węgierskiej edycji CPAC (Konferencja Konserwatywnej Akcji Politycznej). Zaznaczył też, że w czasie, gdy „postępowo-liberalny ocean pochłonął Europę”, to Węgry „cudownie ostały się jako wyspa konserwatyzmu”.

Orbán wskazał, że liberalny porządek odniósł porażkę, ponieważ sprowadził na świat wojny, chaos, niepokoje, upadek gospodarek i zamieszanie. Zwolennicy liberalizmu doszli do momentu, gdy ich rolą nie jest reprezentowanie narodu, ale wdrażanie własnych ideologii. Dokonali przy tym podziału świata na rzekome „demokracje” i „autokracje”, twierdząc, że ich rolą jest prowadzenie krucjaty przeciwko samozwańczo osądzanym autokracjom.

Ten porządek świata wyprodukował przywódców, którzy nie nadają się do tego zadania, popełniają błędy za błędami i ostatecznie pędzą ku własnej zgubie – kontynuował, charakteryzując przywódców liberalnych jako zwolenników kontroli ideologicznej, do której każdy musi się dostosować, ponieważ – według ich narracji – pokój na świecie nastanie, gdy wszyscy się podporządkują. Kiedy ich słucham, wydaje mi się, że ci niezdarni przywódcy wiedzą mniej o pokoju na świecie niż uczestniczki konkursu piękności – ironizował premier Węgier.

Jak podkreślił, nadszedł moment, by zastąpić ten porządek innym – suwerennym porządkiem, w którym interes narodowy determinuje działania poszczególnych państw. W tym porządku za słuszne przyjmuje się to, co stanowią reprezentujący naród politycy, a nie to, co dyktują organizacje pozarządowe, korporacje, media oraz „podejrzani eksperci i głupkowaci akademicy”.

Victor Orbán zaznaczył przy tym, że oznacza to zakończenie projektu, jakim jest „społeczeństwo otwarte” George’a Sorosa. W zamian za to należy postawić na poważne państwa, które faktycznie chronią swoich obywateli.

Podkreślił, że zwolennicy liberalnego zamordyzmu siedzą obecnie w Unii Europejskiej i Waszyngtonie. Odnosząc się do wyborów do europarlamentu, zachęcił do walki o to, by przeważyła koncepcja suwerenności. – Podejmujemy się w tym roku ich stamtąd wypędzić. Niech wreszcie nadejdzie era zwolenników suwerenności, powróćmy na pokojową i bezpieczną ścieżkę, która uczyniła Zachód wielkim! Uczyńcie Amerykę znów wielką, uczyńcie Europę znów wielką, śmiało, Donaldzie Trumpie, śmiało, europejscy zwolennicy suwerenności! – apelował.

Orbán przekonywał, że świat stoi obecnie przed szansą wyparcia postępowo-liberalnej hegemonii. Wróg jest wprawdzie silny i pozbawiony moralnych skrupułów, ale wyczuwa zmiany nastrojów w kierunku konserwatywnym i boi się, że zostanie wyparty.

Mają władzę i nie zawahają się użyć dostępnych im środków. Tak jak to zrobili to w przeszłości komuniści, teraz postępowcy podejmują pięć kroków, aby przekształcić instytucje państwowe w narzędzia ucisku – mówił, wskazując na owe pięć kroków, którym są kolejno: przedefiniowanie tego, co normalne w celu odwrócenia znaczeń; szerzenie owej „odwróconej normalności” przy pomocy aparatu państwa; zidentyfikowanie osób o „niebezpiecznych poglądach”; szczucie mediów i aktywistów politycznych na osoby stanowiące rzekome zagrożenie; a na końcu okrzepnięcie tego porządku we wszystkich instytucjach publicznych.

Źródło: hungarianconservative.com FO

„Nasi synowie wkrótce będą walczyć i umierać w piekle Ukrainy za multimiliarderów w Ameryce”. Wypowiedź Holendra do Parlamentu Europejskiego.

„Nasi synowie wkrótce będą walczyć i umierać w piekle Ukrainy za multimiliarderów w Ameryce”

Wypowiedź z Parlamentu Europejskiego video i tłumaczenie

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 26

Izrael zbombardował ambasadę Iranu w Syrii. Następnie Iran zbombardował dwa odległe lotniska wojskowe w Izraelu. Nagle cała UE jest przeciwko Iranowi, ponieważ łamie on tam wszystkie prawa człowieka. Nonsens – stwierdził poseł do Parlamentu Europejskiego Marcel de Graaff w Parlamencie Europejskim.

„Iran najwyraźniej musi zostać ukarany za wspieranie Rosji. I dlatego mówię wszystkim obywatelom UE: to właśnie robią wasi przywódcy w UE” – powiedział de Graaff.

Chwalą naszą wolność, ale zmuszają ludzi do szczepień. Chwalą naszą demokrację, ale cenzurują i demonizują opozycję. Chwalą nasz dobrobyt, ale zabierają nam pieniądze i zastępują je cyfrowymi punktami lojalnościowymi – wymienia poseł.

„Ogłaszają pokój, ale nasi synowie wkrótce będą musieli walczyć na Ukrainie i umrzeć za multimilionerów w Ameryce, ponieważ kończą im się żołnierze po pół milionie zabitych i niepełnosprawnych”.

Ale cóż, UE nie dyskryminuje. W piekle Ukrainy mogły zginąć także dzieci imigrantów.

Minister obrony Rosji Szojgu powiedział we wtorek, że od lutego 2022 roku zginęło prawie 500 000 ukraińskich żołnierzy.

De Graaff wezwał społeczeństwo do głosowania przeciwko UE w nadchodzących wyborach.

Seria wściekłych ataków na Ordo Iuris! Kłamstwa powieliły zaraz OKO․press, Wprost i Wysokie Obcasy.

Ordo Iuris
Szanowny Panie,w ostatnich tygodniach mamy do czynienia ze wzbierającą falą ataków na Ordo Iuris. Już w styczniu Ordo Iuris zamieszczono na „czarnej liście” ministra Sienkiewicza, obok CARITAS czy TV Republika. Następnie, nie mogąc pozbawiać nas finansowania, które pochodzi wyłącznie od naszych Przyjaciół i Darczyńców, przystąpiono do kampanii oszczerstw i pomówień.
Portal Onet udostępnił swoje łamy Klementynie Suchanow, która powtórzyła teorie spiskowe Tomasza Piątka o rzekomych rosyjskich powiązaniach Instytutu. Kłamstwa powieliły zaraz OKO․press, Wprost i Wysokie Obcasy. Przez media społecznościowe przetoczyła się lawina wulgarnego hejtu. Rzesza anonimowych trolli internetowych powielała wyssane z palca zarzuty i wulgarne, personalne ataki, wzywając do delegalizacji Ordo Iuris i wtrącenia naszych ekspertów do więzień…Radykałowie zawsze bali się siły naszych merytorycznych argumentów oraz skuteczności naszych interwencji. Dlatego – nie będąc w stanie podjąć rękawicy w uczciwej debacie z ekspertami Ordo Iuris – od lat starają się za wszelką cenę zniszczyć wiarygodność Instytutu w oczach naszych Przyjaciół i Darczyńców. W kolejnych oszczerczych artykułach próbują doszukiwać się źródeł naszego finansowania na całym świecie, tworząc kolejne (wzajemnie ze sobą sprzeczne) teorie spiskowe… Ale tak naprawdę doskonale wiedzą o tym, że naszą największą siłą jest nasza całkowita niezależność finansowa, którą możemy się cieszyć dzięki tysiącom polski rodzin.

I właśnie to jest przyczyną ich wściekłości!
Bo gdy rząd Donalda Tuska rozpoczął walkę z organizacjami społecznymi, broniącymi życia, rodziny i wolności – wiele z nich utraciło płynność finansową. Ale nas nie udało się zatrzymać, bo niezależność finansowa od polityki zawsze była fundamentem działalności naszego Instytutu.Zdając sobie z tego sprawę, radykałowie postanowili znowu zaatakować Ordo Iuris!Jednego z youtuberów oburzyła szeroko wypromowana akcja „Zadzwoń do posła”, w ramach której wielu naszych sympatyków dzwoniło lub wysyłało e-maile do polskich parlamentarzystów, by obudzić ich sumienia i przekonać do odrzucenia czterech aborcyjnych projektów ustaw. Youtuber postanowił zemścić się na nas i wezwał widzów do masowego dzwonienia na numery telefonów podane na stronie internetowej Instytutu Ordo Iuris.Oprócz tego youtuber zagroził, że wykorzysta posiadane przez siebie rzekomo adresy e-mail naszych sympatyków, by przesłać im oszczercze materiały na temat Ordo Iuris.
Próba nieuprawnionego wykorzystania danych adresowych to przestępstwo, ale to nie zraża naszych wrogów… 
]
Jeśli w najbliższych dniach dotrze do Pana podejrzany e-mail, proszę o kontakt, abyśmy mogli podjąć stosowne kroki prawne.

Wobec tej fali kłamstw i ataków kluczowe znaczenie ma jednak systematyczne i rzetelne demaskowanie manipulacji na temat Ordo Iuris – tak, by każdy mógł samodzielnie przekonać się o tym, że nie mają one żadnych podstaw w faktach. Najpierw odpowiadamy na szczególnie bezczelne próby powiązania nas z rosyjskimi wpływami, międzynarodowymi sektami, kalifornijskimi winiarzami i niemiecką arystokracją (tak, Tomasz Piątek doszukiwał się naszego finansowania w każdej z tych grup!).Już niedługo każdy będzie mógł przeczytać na stronie Ordo Iuris systematyczne odpowiedzi na każdą bzdurę wypisywaną na nasz temat. Z radością podkreślimy przy tym, że od lat publikujemy wszystkie sprawozdania finansowe i merytoryczne, a nasze newslettery transparentnie pokazują całą naszą działalność. Wobec naszych Przyjaciół i Darczyńców nie mamy żadnych tajemnic.
Na naszej stronie internetowej opublikowaliśmy też analityczny tekst publicystyczny redaktora Dominika Zdorta, który w przeszłości publikował w Rzeczpospolitej, Newsweeku czy Tygodniku TVP. Artykuł ujawnia mechanizmy manipulacji, służące przyklejaniu łatek rosyjskich powiązań wszystkim prawicowym i konserwatywnym instytucjom, politykom, dziennikarzom i ekspertom. Ofiarą takich manipulacji pada nie tylko Instytut Ordo Iuris, ale wiele innych osób i organizacji, które nie boją się sprzeciwić potężnym lobbystom ideologii gender, aborcji i globalistom, atakującym suwerenność państw narodowych.Autorom kłamstw na temat Ordo Iuris odpowiadamy także na drodze sądowej. Obecnie przed polskimi sądami toczą się między innymi procesy, które wytoczyliśmy liderkom proaborcyjnych protestów – Marcie Lempart i Klementynie Suchanow, które powtarzały kłamstwa o związkach Ordo Iuris z Rosją  oraz  urzędującemu Ministrowi Spraw Zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu, który zarzucił nam, że jesteśmy „fundamentalistyczną sektą”, która wspiera gminy ustanawiające „strefy wolne od LGBT”. Proces wytoczyliśmy także brukselskiemu aktywiście Neilowi Datta, który kłamstwa o Ordo Iuris rozpowszechniał na forum Parlamentu Europejskiego.Wszystkie te działania – zarówno procesowe, jak i analityczne – zabierają nam czas, który wolelibyśmy przeznaczyć na pomoc polskim rodzinom i konkretną pracę w obronie życia, rodziny, wolności i suwerenności naszej Ojczyzny. Nie możemy jednak pozostawać bierni wobec ataków na wiarygodność Instytutu. Kłamstwa na nasz temat doprowadziły w przeszłości do kilku prób blokowania działalności Ordo Iuris na forum unijnym, gdzie coraz częściej zapadają decyzje kluczowe dla przyszłości naszego Narodu i naszych dzieci. Ponadto uderzają one w wiarygodność i renomę naszego Instytutu w oczach wielu osób, które mogłyby wspierać naszą działalność – całkowicie uzależnioną od wspólnoty Darczyńców i Przyjaciół Instytutu Ordo Iuris.
Świadomi bezprecedensowego zagrożenia, nie możemy ulec. Musimy odeprzeć zalew kłamstw i manipulacji uderzających w nasze dobre imię, aby móc nadal stanowić tamę, która broni polskich rodzin przed antycywilizacyjnymi projektami ideologów lewicy.Zazwyczaj proszę Pana o wsparcie naszych działań na rzecz ofiar bezprawia, czy w obronie wolności, życia i suwerenności. Dzisiaj ośmielam się jednak prosić o wsparcie finansowe, które przeznaczymy na walkę o dobre imię naszego wspólnego działa, którym jest Ordo Iuris. Bardzo dziękuję za każdy gest wsparcia!
Ordo Iuris na czarnej liście rządu TuskaSygnał do ostatnich ataków na Instytut Ordo Iuris dał… rząd.Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bartłomiej Sienkiewicz umieścił Ordo Iuris na swojej czarnej liście organizacji chrześcijańskich, konserwatywnych oraz patriotycznych, z którymi instytucjom państwowym nie wolno współpracować. Obok nas znalazły się na niej tak zasłużone instytucje jak Caritas Polska, Centrum Ochrony Praw Chrześcijan, Diakonia Ruchu Światło-Życie, Fundacja św. Benedykta, Ruch Odnowy w Duchu Świętym, Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich, Towarzystwo Salezjańskie czy Tygodnik DoRzeczy.
Wszystkie te organizacje obecna władza uznała za niegodne wsparcia czy jakiejkolwiek współpracy ze stroną rządową.
Jednak umieszczenie na tej liście Instytutu Ordo Iuris miało także inny cel i efekt – była to sugestia, że Ordo Iuris otrzymywało w ostatnich latach jakiekolwiek pieniądze z budżetu państwa. W efekcie, padliśmy ofiarą ataków, podważających naszą niezależność finansową.Aby nie pozostawiać żadnych wątpliwości czy niedomówień, opublikowaliśmy oświadczenie, w którym stanowczo zaprzeczyliśmy wszelkim doniesieniom o rzekomym finansowym publicznym Ordo Iuris oraz podkreśliliśmy, że tworzenie takich „czarnych list” przypomina „praktyki stosowane przez najgorsze totalitarne reżimy, które swoje rządy rozpoczynały od eliminacji ludzi i organizacji ocenianych jako zagrożenie”.
Gdy w Wielkim Tygodniu prokuratura i służby państwowe podjęły czynności w związku z rzekomymi nieprawidłowościami mającymi zachodzić w Funduszu Sprawiedliwości – aktywista LGBT – Bart Staszewski we wpisie opublikowanym w serwisie X twierdził, że służby przeszukują… biuro Ordo Iuris. W ten sposób nie tylko wbrew faktom zarzucił nam łamanie prawa, ale również sięganie po środki publiczne.
Natychmiast wezwaliśmy aktywistę do usunięcia oszczerczego wpisu i opublikowania przeprosin. Staszewski na nasze żądanie usunął wpis, ale do tej pory nie opublikował przeprosin. Dlatego wkrótce aktywista LGBT będzie musiał wytłumaczyć się ze swojego wpisu przed sądem.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Skąd się wzięły kłamstwa o Ordo Iuris?Większość oszczerstw i fake newsów godzących w dobre imię naszego Instytutu jest powielaniem fałszywych tez przedstawionych w publikacjach Tomasza Piątka i Klementyny Suchanow. Artykuły Piątka, w których bezpodstawnie oskarżał Ordo Iuris o powiązania z Władimirem Putinem, zostały usunięte ze strony internetowej „Gazety Wyborczej”. Ich miejsce zajęły oświadczenia informujące o tym, że publikacje usunięto, ponieważ w opinii Instytutu Ordo Iuris naruszały jego dobra osobiste.Z kolei w przypadku liderki proaborcyjnych „czarnych marszów” Klementyny Suchanow, kłamliwe ataki na Ordo Iuris stały się już dawno głównym tematem całej jej działalności społecznej, publicystycznej i pisarskiej. Suchanow wiele uwagi poświęciła Ordo Iuris w swojej książce pt. „To jest wojna: kobiety, fundamentaliści i nowe średniowiecze”. Wśród wielu niestworzonych historii na nasz temat, aktywistka oskarżyła nas o to, że chcemy „obalić prawa człowieka”. Każdy, kto odwiedzi naszą stronę internetową, może z łatwością znaleźć informacje wskazujące na to, że jest zupełnie odwrotnie. Ordo Iuris od samego początku bezkompromisowo broni prawdziwych praw człowieka, zwracając uwagę, że ich fundamentem jest prawo do życia. Nic więc dziwnego w tym, że Suchanow w książce nie przedstawia żadnych argumentów na poparcie swojej oszczerczej tezy.Jeszcze bardziej absurdalnie wypadają zarzuty o rzekome powiązania Ordo Iuris z organizacjami odpowiedzialnymi za… nieudaną próbę zamachu na św. Jana Pawła II, które aktywistka przeplata z oskarżeniami o bycie sektą, zmierzającą do budowy państwa religijnego w naszym kraju. W swojej chęci zdyskredytowania naszego Instytutu Suchanow posuwa się nawet do sugerowania swoim czytelnikom, że Ordo Iuris popiera stosowanie przemocy, terroru i tortur.Odpowiedzieliśmy radykalnej aktywistce pozwem. Żądamy od niej usunięcia kłamliwych treści z przestrzeni publicznej, złożenia pisemnych przeprosin oraz zapłaty stosownego zadośćuczynienia. Niestety sąd wyznaczył terminy dwóch najbliższych rozpraw dopiero na rok 2025.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskNaszą jedyną winą jest… skutecznośćDowodów na poparcie swoich oszczerczych wobec Ordo Iuris wypowiedzi nie potrafił też przytoczyć Radosław Sikorski, którego pozwaliśmy za twierdzenie, że wspieramy gminy ustanawiające „strefy wolne od LGBT”. Obecny Minister Spraw Zagranicznych oskarżył nas o bycie „fundamentalistyczną sektą”. Zeznając w sprawie, polityk przyznał, że w naszym kraju nie istnieją żadne strefy, na tereny których nie mogłyby wchodzić osoby o skłonnościach homoseksualnych. Co więcej, podkreślił, że sprawa stref została rozdmuchana przez aktywistów LGBT, którzy „zrobili z tego happening (…), żeby wygrać spór”.Pytany przez sąd o nasz rzekomy „fundamentalizm” Sikorski odpowiedział, że „Ordo Iuris jest ewidentnie inspirowane fundamentalizmem chrześcijańskim i uważa, że ta teza nie wymaga żadnego uzasadnienia”. Jego zdaniem, na naszą niekorzyść mają przemawiać nasze sukcesy. Polityk zarzucił nam, że jesteśmy „bardzo wpływowym lobby politycznym, które według swoich kategorii osiągnęło spore sukcesy”, czego przykładem jest „wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie drastycznego zaostrzenia okoliczności, w których może dojść do przerwania ciąży”. Pomimo tego, że minister Sikorski nie przedstawił dowodów na poparcie swoich tez, sąd pierwszej instancji oddalił nasze powództwo. Sąd uchylił się przy tym od rozstrzygania o tym, czy polityk mówił prawdę czy kłamał, uznając jego słowa za „prywatną opinię”. Złożyliśmy w tej sprawie apelację.Sukces odnieśliśmy za to w sprawie przeciwko innemu radykalnemu politykowi – Pawłowi Rabiejowi, który oskarżył nas na Twitterze o bycie „sektą”, która „działa na granicy prawa” i stanowi „zagrożenie” dla Polaków. Sąd pierwszej instancji nakazał byłemu wiceprezydentowi Warszawy przeproszenie Ordo Iuris i zapłacenie zadośćuczynienia. Paweł Rabiej, który przez trzy lata nie odbierał pozwu (musiał doręczyć mu go komornik) i nie stawiał się na wezwanie sądu, po otrzymaniu wyroku zaocznego złożył od niego sprzeciw, co spowodowało, że proces musiał ruszyć na nowo.Toczymy także dwa postępowania przeciwko liderce czarnych marszów, Marcie Lempart, która w wywiadzie dla Onetu nazwała Ordo Iuris „sadystami”, którym „zawdzięczamy projekt zamykania kobiet w więzieniach za poronienia”. Druga sprawa dotyczy wpisu aktywistki w mediach społecznościowych, w którym Lempart napisała, że Ordo Iuris to „opłacani przez Kreml fundamentaliści”.

Brukselski aktywista staje przed polskim sądem

Niestety rozpowszechniane przez radykałów kłamstwa na temat Ordo Iuris przekroczyły granice naszej Ojczyzny i dotarły na forum Unii Europejskiej. Znany z ataków na Polskę radykalny „aktywista” Neil Datta powtórzył oszczerstwa polskich radykałów w Parlamencie Europejskim podczas publicznego wysłuchania Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) oraz Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM). W swoim wystąpieniu Datta przedstawił szereg kłamstw i manipulacji na temat Ordo Iuris. Zarzucił nam posiadanie agendy, w której znajduje się między innymi „legalizacja przemocy domowej” i tworzenie „stref wolnych od LGBT”.Aby wzmocnić swój przekaz, przygotował prezentację ze slajdami, które bezpośrednio obrazowały zarzuty wobec Instytutu. Wystąpienie Datty było transmitowane na żywo na stronach Parlamentu Europejskiego i tłumaczone na wszystkie języki urzędowe UE. Oszczerstwa pod naszym adresem aktywista wcześniej opublikował w dwóch artykułach w internecie.
Odpowiadając na kłamstwa Datty, złożyliśmy przeciwko niemu pozew do polskiego sądu, żądając publikacji pisemnych przeprosin na stronach, gdzie aktywista rozpowszechniał swoje fake newsy, na stronie internetowej jego organizacji oraz na portalach Facebook i X. Domagamy się także zadośćuczynienia za naruszenie naszego dobrego imienia i renomy w wysokości 100 000 zł.
Niedawno odbyła się rozprawa, podczas której osobiście odpowiadałem na szereg pytań i odkłamałem mnóstwo mitów na temat Instytutu Ordo Iuris. Szczegółowo ustosunkowałem się do zarzutów Neila Datty, informując sąd o tym, że Ordo Iuris nigdy nie zgłaszało ani nie popierało postulatu legalizacji przemocy domowej, a krytyka Konwencji Stambulskiej, upatrującej źródeł przemocy domowej w tradycyjnym modelu rodziny, nie ma nic wspólnego ze wsparciem przemocy. Miałem też okazję, by… opowiedzieć o początkach Instytutu i o różnych działaniach analitycznych i procesowych, które podejmujemy.Sam Neil Datta, który osobiście pojawił się w warszawskim sądzie, nie potrafił ani w pismach procesowych, ani w czasie swojego przesłuchania wykazać, dlaczego postawił takie zarzuty. Jego pełnomocnik w mowie końcowej twierdziła, że miał on do tego prawo, bo Instytut Ordo Iuris próbuje kolonizować prawa człowieka, a tak naprawdę to chce je odbierać. Wyrok ma zostać ogłoszony w połowie maja.
Razem zrealizujmy misję Ordo Iuris
Wypracowany przez lata pozytywny wizerunek Instytutu Ordo Iuris to nieoceniony kapitał, dzięki któremu prawnicy Instytutu wraz z naszymi Darczyńcami i Przyjaciółmi mogą skutecznie realizować misję Ordo Iuris polegającą na obronie życia, małżeństwa, rodziny, wiary i wolności przed rewolucyjnymi zakusami genderowych ideologów.
Aby uderzyć w wiarygodność naszego wspólnego dzieła, radykałowie rozpowszechniają fake newsy na nasz temat. Konieczność walki z nimi to konkretne koszty, który możemy ponosić tylko i wyłącznie dzięki ludziom takim jak Pan.Doceniając wartość każdej przekazanej Ordo Iuris złotówki, bronimy dobrego imienia Instytutu jedynie wówczas, gdy autorem oszczerstw jest osoba lub instytucja, której społeczne znaczenie dodaje wiarygodności wylewanym na nas kalumniom. Jednak nawet te starannie wyselekcjonowane sprawy generują znaczące koszty. Wszczęcie każdego takiego postępowania wymaga zabezpieczenia co najmniej 8 000 zł.Wygrywając każdą taką sprawę, możemy odzyskać część poniesionych w związku z nią kosztów. W ten sposób nie tylko dowiedziemy prawdy i ukarzemy radykałów, licząc że to zniechęci potencjalnych naśladowców pragnących zaistnieć oczerniając nasz Instytut, ale także obronimy wiarygodność, co wprost przekłada się na skuteczność i skalę naszych działań.
Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu prawnicy Ordo Iuris będą mogli odeprzeć oszczercze ataki na nasz Instytut i wciąż skutecznie realizować naszą wspólną misję obrony cywilizacji łacińskiej.

Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Jeśli kampania pomówień i fake newsów pod naszym adresem odniesie sukces, społeczne zaufanie do Ordo Iuris zostanie podważone, w rezultacie czego nie będziemy mogli bronić naturalnego ładu prawnego tak skutecznie jak dotychczas.
Dlatego z całą stanowczością podejmujemy się obrony dobrego imienia Instytutu przed sądami. Liczę, że z Pana pomocą pokonamy oszczerców, uderzających w misję Ordo Iuris. Dlatego jeszcze raz bardzo Pana proszę o wsparcie tych działań.P.P.S. Chciałbym także zaprosić Pana na Mszę św. w intencji Darczyńców Instytutu Ordo Iuris, która zostanie odprawiona w środę 1 maja o godz. 17:00 w kościele pw. Wszystkich Świętych przy pl. Grzybowskim 3/5 w Warszawie.Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris

O odpadach radioaktywnych z ew. reaktorów w Polsce. To tykająca bomba jądrowa, której zapalnik został starannie schowany.

Gdzie są „bezpieczne mogilniki”?

O odpadach radioaktywnych w Polsce. Decyzje łobuzów i dyletantów. A pewnie też łapowników. To tykająca bomba jądrowa, której zapalnik został przed nami starannie schowany.

Mirosław Dakowski. 22. XII. 2022.

Od kilku dziesięcioleci w Polsce nie tyle decyzje w sprawach energetyki jądrowej, co propaganda na ten temat, zlecana jest niefachowcom. Decyzje istotne podejmowane są chyba daleko i przekazywane „do wykonania”.

Przez jakiś czas w drugim dziesięcioleciu XXI wieku próbą wykonywania formalnie zajmowali się geodeci z zawodu – Aleksander Grad z małżonką. Cytuję z tamtych czasów, już po kompromitacji: „Aleksander Grad złożył dymisję z funkcji prezesa spółki PGE EJ 1, Grad zostanie członkiem Rady Nadzorczej Tauron Polska Energia”. Potem, bezkarnie, bez śledztwa o wyjaśnienie, co zbudowano za użyte nasze 200 [ponad] milionów złotych – przeszli do biznesów prywatnych. Pozatem: Żona niejakiego GRADA [byłego ministra] ma zgarniać kokosy przez 30 lat!

Powtórzę, bo to charakterystyczne dla tematu: W tym czasie na propagandę pro-jądrową wydano i zwinięto ponad 200 000 000 zł, bez żadnych decyzji pozytywnych, merytorycznych.

W tym mniej więcej czasie również pewna pańcia, mówię o pani Trojanowskiej, która nie miała żadnych publikacji z energetyki jądrowej, była „szefową od spraw energetyki jądrowej”, a pieniądze i ułatwienia wystąpień w telewizjach i na konferencjach na propagowanie otrzymywał podszywający się pod profesurę propagandzista [od lat 60-tych zeszłego wieku !! ] Andrzej Strupczewski, który niestrudzenie kłamał – i dalej kłamie. Pisaliśmy o tym wielokrotnie. Skąd się wzięła Hanna Trojanowska? Przed dziesięcioleciem pisałem : Polowanie na profesurę profesora – a poszukiwanie prawdy .

Również w poprzednich dziesięcioleciach za biznes kupowania energetyki jądrowej wziął się niejaki Jacek M, zbieżność nazwisk z kanclerzem Niemiec jest zapewne przypadkowa, więc ją pominę. Otóż ten człowiek wziął ogromne prowizje, komuś obiecując, że przez swoje możliwości w rządzie przepchnie zakup przez Polskę jakiś reaktorów energetycznych. Gdy zaś się okazało się, że we władzach państwa jest skompromitowany jako agent [nieistotne już jakich mocarstw], żalił się swoim [i naszym] znajomym, skąd weźmie pieniądze na oddanie tej prowizji, które już przepuścił [przy wódeczce mówił kumplom, że to 5% od wartości kontraktu…]. No, ale życzliwi opiekunowie z zagranicy uczynili go, pewnie w nagrodę, prezesem jakiegoś banku, chyba się nazywał Solidarność- Rothschild ?

Obecnie w Polsce również jest dużo propagandy, pojawiają się artykuły żurnalistów, którzy najróżniejsze bajeczki podają do wierzenia jako „niewątpliwą prawdę”. Któryś z nich, nie pamiętam czy to był pan Wątróbka, czy Wiech, mówił o tym, że nie powinniśmy się obawiać o pozostające po pracy reaktorów odpady radioaktywne, bo tym zajmą się Panowie z zagranicy.

Ostatnio, w grudniu 2022 roku ujawniono, że narzucany przez bankruta jądrowego z Ameryki, Westinghouse kontrakt na budowę paru elektrowni jądrowych, nie zawiera jednak klauzuli zwrotu i ewentualnie utylizacji wypalonego paliwa przez Amerykanów.

Jednym z kłamstw szerzonych przez propagandystów jest to, że mówią: przecież można w zakładach utylizacji wypalonego paliwa odzyskać znajdujące się w paliwie pierwiastki rozszczepialne jak uran i wszystkie izotopy plutonu, „co rozwiązuje kwestię”.

Jest w tym totalna nieznajomość rzeczy i jednocześnie próba bezczelnego kłamstwa. Mianowicie, po pierwsze w zakładach tego typu jak la Hague we Francji odzyskiwano rzeczywiście pierwiastki rozszczepialne, ale były z tym związane ogromne koszty, oraz wiele spowodowanych przez radioaktywność, śmierci pracowników. To również generuje ogromne koszty. Zakład miał być zamknięty z tych powodów. Podobny zakład istniał też w Japonii, ale również okazał się tak niebezpiecznym, jak i niezwykle drogim w użytkowaniu.

Natomiast najważniejsze w tym jest to że to były zakłady tylko do wydzielenia, odzyskania części pierwiastków rozszczepialnych, właśnie jak uran i pluton.

[The non-recyclable part of the radioactive waste is eventually sent back to the user nation.]

Natomiast pozostaje cała masa fragmentów rozszczepienia [ponad 90% rozpadów w zużytym paliwie], która z powodu swojej radioaktywności będzie wydzielała ciepło, a również jeszcze groźniejsze promieniowania alfa i gamma, trwające niektóre przez dziesiątki lat, inne przez dziesiątki tysięcy lat [jak pluton-239, czas połowicznego rozpadu to 24 tysiące lat].

Otóż nigdzie na świecie nie ma składowisk, w których wysoko promieniotwórcze izotopy mogłoby być bezpiecznie składowane przez najbliższe 10 lat czy 50 000 lat !! Przeczytałem teraz, szukając materiałów do tego artykułu, informacje w jakiejś prasie pseudo-naukowej w Polsce, że – jakżeż – w Stanach Zjednoczonych jest Waste Isolation Pilot Plant, we wnętrzu skał granitowych miejsce składowania „odpadów radioaktywnych bezpieczne, do którego przywożą w beczkach odpady radioaktywne, są tam starannnie sprawdzane i składowane” – właśnie we wnętrzu masywu granitowego. Byłem poruszony.

Dopiero na koniec tego pochwalnego artykułów zauważyłem, że dotyczy to bardzo nisko aktywnych czyli nisko skażonych elementów jak jakieś rękawiczki, szpitalne tampony, fartuchy osób, które mogły otrzeć się o promieniotwórcze izotopy i podobne elementy. Są to elementy nie wymagające chłodzenia czyli bardzo nisko aktywne. Pozostałości po paliwie jądrowym są miliony a może nawet miliardy razy bardziej aktywne i one wymagają stałego chłodzenia przez najbliższe tysiące lat.

=================================

A sowieci wiedzieli lepiej, oni niczego się nie boją:

Potworną katastrofą składowiska odpadów radioaktywnych, ukrywaną nawet przed rosyjskimi fizykami jądrowymi, był wybuch [termiczny, nie jądrowy !!], w Kisztym w kombinacie Majak [na Uralu]. 29 września 1957 r. wybuchły zbiorniki z radioaktywnymi odpadami. Siła wybuchu odpowiadała 70-100 tonom trotylu. Chmura radioaktywna objęła Czelabińsk, obwód swierdłowski i tiumeński. Promieniowanie osiadło na powierzchnia 20 tys km2, 5000 ludzi dostało dawkę powyżej 100 rentgenów. [To dane sowieckie, znacznie zaniżone].

[Parę lat później był tam następny „chemiczny” wybuch – równie groźny, równie utajniony]

=========================

Koncern Westinghouse, który stara się nam w Polsce wepchnąć swoje reaktory, których nikt na świecie praktycznie nie kupuje, ma jednak orędowniczkę w postaci takiej pani Żorżety, która po zwinięciu majątku trzech kolejnych mężów stała się na starość damą i dyplomatką. Parę lat temu była ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Polsce, i z wielką nieudolnością i bezczelnością narzucała premierowi, rządowi między innymi konieczność zakupienia od jej kolegów z Westinghouse reaktorów jądrowych.

Okazuje się że gadania takiej pańci – w dziedzinie nauk ścisłych i logiki – totalnej idiotki, zostały przez władze w Polsce poważnie wzięte pod uwagę! Ostatnio podobno już został parafowany czy nawet podpisany kontrakt. Jednak, jak dowiedzieliśmy się z przerażeniem, nie ma tam klauzul o odbiorze wypalonego paliwa przez kontrahenta amerykańskiego.

Wskazuje to, że po stronie polskiej tą sprawą zajmują się tylko dyletanci, socjologowie, politycy i podobne nieuctwo. Głosy i wskazania uczonych są ignorowane.

Powtarzam więc z uporem;

Na świecie w roku 2022 nie ma [jeszcze??] ani jednego składowiska na elementy wysokoaktywne, czyli na wypalone paliwo z reaktorów, które by zapewniało bezpieczeństwo na lat kilkadziesiąt, nie mówiąc już o bezpieczeństwie i zapewnieniu energii do chłodzenia tych elementów na przestrzeni lat kilkuset. Czy warto wspominać, podkreślać, przypominać, że konieczne byłoby zapewnienie takiego bezpieczeństwa co najmniej na parę tysięcy lat? Dziś znalazłem następujące zdanie: „Finlandia jest pierwszym i jedynym krajem na świecie, który rozpoczął budowę stałego składowiska odpadów radioaktywnych na swoim terenie”. https://biznesalert.pl/finlandia-biznes-magazynowanie-odpadow-radioaktywnych/

Czy więc Polska skazana jest na naśladowanie tylu nieszczęsnych krajów, które nie wiedzą, co zrobić z piekielnie promieniującym wypalonym paliwem? Przecież w Fukushima jednym z najtrudniejszych problemów po katastrofie z 11 marca 2011 było i dalej jest – stopienie się [meltdown] zużytych prętów paliwowych MOX, składowanych „tymczasowo” na piętrze budynku reaktora nr 4.

Co chcecie zrobić, idioci, z gorącym kartoflem, tfu, gorącym tak termicznie, jak i jądrowo, rdzeniem?? Rdzeniami !!??!!

Jakoś to będzie” ???

================

Przed 11 laty pisałem: Gdzie, jak i za ile będzie składowane paliwo?

            O tym, gdzie, jak i za ile będzie składowane wypalone paliwo, ile realnie kosztować będzie zabezpieczenie na wieczne czasy zużytego reaktora, zwolennicy koncepcji jądrowej nie wspominają. Nieznany mi jest sposób uwzględniania kosztów śmierci dziesiątków tysięcy górników rud uranowych i pracowników zakładów wzbogacania uranu i oczyszczania plutonu. A koszty chorób? W analizie takiej muszą pozatem być jawnie uwzględniane tak koszty inwestycyjne, eksploatacyjne, jak i realne koszty paliwa.

Tylko takie 'uogólnione koszty’ można i należy porównywać z kosztami produkcji energii z różnych źródeł kopalnych, z energii odnawialnych, czy też z kosztami zwiększenia potencjału energetycznego poprzez poszanowanie energii.

==================

Dotąd nie wyciągnięto żądnych wniosków… Potwierdzam 26 kwietnia 2024, w 38-mą rocznicę wybuchu jądrowego w Czarnobylu, którego tragiczne skutki ciągle obciążają Białorusinów i Ukraińców.

Niedoszłe energetyczne El Dorado

Wokół kosztów Energetyki Jądrowej

Mirosław Dakowski, maj 2011

Wieloznaczność pojęcia KOSZTY

Gdy kupujemy jaja czy jabłka na targu, wybieramy: towar powinien wyglądać jak świeży, kobiecie sprzedającej powinno dobrze patrzeć z oczu, najlepiej – powinna nam być znana choć od miesięcy. Wtedy wybieramy towar tańszy i płacimy od razu. Uczenie nazywa się to OVN (OVer Night).

Ja mam zwyczaj dodawać przekornie: Kupiłem taniej i lepszy produkt. Często jest to prawdą. Tak naturalne reguły stosują się jednak tylko do prostych zakupów.

            Gdy młodzi (lub względnie młodzi) chcą kupić dom – w obecnych czasach zwykle muszą rozejrzeć się za kredytem. Czyli – kupić najpierw pieniądze, za przyszłe zobowiązania. Tu już powyższe kryteria są trudne do spełnienia. Sprzedawca pieniędzy to zwykle anonimowy BANK, warunki, jakie stawia, są zwykle dla normalnego człowieka mało zrozumiałe, część z nich (najważniejsza!) jest ukryta w postaci t.zw. fine print (drobny druczkiem). Raty, zmienne stopy, stopy wymiany, czy jakieś spekulacje na giełdzie określają ostateczny koszt zakupu naszego domu. Jest on zwykle znacznie, często wielokrotnie wyższy, niż przy zakupie za gotówkę. A kupujemy od rekino-podobnego, anonimowego banku, lub „od państwa”, cokolwiek by to ostatecznie znaczyło.

„Nietrafione inwestycje”

            Gdy w swojej bezgranicznej bezczelności „tamci” (zwani eufemistycznie „finansistami”) się przeliczą, to padają nie tylko wielkie sieci przedsiębiorstw pożyczkowych  (np. Fannie Mae and Freddie Mac), lecz i miliony kredytobiorców, czyli ludzi:

Wynagrodzenie rabusia: 400 mln dol. : „…Podczas zeznań przed komisją Kongresu, jeden z większych złodziei – szef upadłego banku inwestycyjnego Lehman Brothers, Richard Fuld Jr, przyznał, że otrzymał z firmy w ramach wynagrodzenia za pracę 400 mln dol. I pieniądze te może zachować dla siebie, mimo że doprowadził do bankructwa bank, a do ruiny miliony ludzi!…”

Padają też setki banków realizując przy tym zyski prezesów i rad nadzorczych. A mózgi tego rabunku np. Alan Greenspan (ponoć z Bełżca) i później Ben Shalom Bernanke – inkasują swoje potwornej wysokości prowizje i „przepraszają za nieudane inwestycje”. Miliony ludzi tracą dorobek życia.

Pojęcie „ceny” czegokolwiek traci w tej sytuacji sens.

Dochodzimy do transakcji zawieranych między konsorcjami banków, a np. rządami państw. Są jeszcze bardziej niejasne i zagmatwane. Przypomnę w charakterze ilustracji, że na początku lat 90-tych dług po PRL-u, po epoce Gierka, który jednak kazano nam spłacać, wynosił 23 miliardy dolarów. Niedługo narósł do 42 miliardów ówczesnych dolarów. O absurdach, których my, zwykli płatnicy, nie rozumieliśmy i nie rozumiemy, świadczą m.inn. następujące fakty: Papiery dłużne po-PRL-owskie chodziły na światowych rynkach wtórnych w cenie 11-16 % ich wartości nominalnej (por. FOZZ). Komuś się ten handel opłacił. Potem wielomiliardowe pakiety długów „skonsolidowano” (używano były też inne słowa-wytrychy), obniżono dwukrotnie (czyli do połowy!!), a banki i państwa, które „Gierkowi” pożyczały i tak miały ogromne zyski.

            Podobnie jest teraz z „bankructwem” Islandii, Hiszpanii czy Grecji w UE.

            Dla przykładu z dziedziny EJ: w USA dla ożywienia zamówień na elektrownie jądrowe rząd dawał gwarancje kredytowe (przejmował więc ryzyko – ale na barki obywateli). Pozwolił również, by urzędy regulujące ceny zgodziły się na nakładanie zwiększonych opłat na konsumentów. Powstał paradoks: „tańsza energetyka jądrowa –wyższe ceny energii elektrycznej”.

Olkiluoto i Flamanville

[Poniższe, zaznaczone italikiem analizy i rozumowania wzięte są z pracy: Steve Thomas Ekonomika energetyki jądrowej, odnośnik na dole artykułu *)  ]

Te dwie elektrownie są szczególnie istotne, ponieważ stanowią jedyne obiekty generacji III+, które pozwoliły na zebranie już pewnych do­świadczeń – chociaż jest to doświadczenie jedy­nie w zakresie budowy, a nie eksploatacji.

Olkiluoto

Fińskie zamówienie na Olkiluoto 3 przemysł jądrowy postrzegał jako szczególnie ważne, po­nieważ zdawało się przeczyć znanej prawdzie, że liberalizacji rynków nie da się pogodzić z za­mówieniami na siłownie atomowe. Złożone 3 grudnia 2003 roku zlecenie na budowę reaktora Olkiluoto 3 było pierwszym zamówieniem w Eu­ropie Zachodniej i Ameryce Północnej od czasu realizacji obiektu Civaux 2 we Francji (1993) oraz pierwszym zamówieniem na reaktor generacji III/III+ pochodzącym spoza regionu Pacyfiku. Od 1992 roku fiński sektor jądrowy starał się uzyskać zgodę parlamentu na piątą instalację w kraju. Pro­jekt uzyskał ostatecznie akceptację w 2002 roku i bardzo ożywił całą branżę, a zwłaszcza koncern Areva NP. Przedstawiciele sektora zakładali, że obiekt ten będzie po ukończeniu instalacją poka­zową i źródłem referencji dla potencjalnych przy­szłych nabywców reaktorów EPR.

Finlandia jest częścią nordyckiego rynku energetycznego, obejmującego także Norwegię, Szwecję i Danię. Region ten uważa się powszech­nie za najbardziej konkurencyjny rynek energii na świecie. Finlandia cieszy się także dobrą opi­nią jako kraj eksploatujący już na swoim teryto­rium cztery reaktory, więc pojawiły się wielkie na­dzieje znalezienia odpowiedzi na liczne pytania związane z „renesansem energetyki jądrowej”. Jeżeli jednak przyjrzymy się tej transakcji bliżej, okaże się, że zawiera ona kilka elementów, które dowodzą, że nie została zawarta na warunkach reprezentatywnych dla pozostałych rynków.

Podana w 2004 roku cena kontraktowa Olkiluoto 3 wynosiła 3 mld EUR za elektrownię o mocy 1 600 MW. Następnie w publikacjach pojawiały się kwo­ty 3,2 mld oraz 3,3 mld EUR, Fiński organ dozoru jądrowego STIJK zatwierdził plany bezpieczeństwa obiektu w marcu 2005 roku, a w sierpniu 2005 roz­poczęto pierwsze istotne prace budowlane. W cza­sie gdy podpisywano kontrakt, jego cena stanowiła równowartość ok. 3,6-4 mld USD (w zależności od przyjętej wartości kontraktu), albo w przeliczeniu ok. 2250-2475 USD/kW (przy kursie 1 EUR= 1,2 USD). Koszt ten obejmował finansowanie projektu oraz dwa rdzenie reaktora; bez uwzględnienia odsetek kapitałowych i uwarunkowanych inflacją wzrostów cen (mówi się również o cenie „Overnight”) koszty za kilowatogodzinę byłyby zatem trochę niższe, chociaż koszty finansowe – o czym poniżej – przy bardzo ni­skim oprocentowaniu kredytu (2,6%) były niskie.

Chociaż opublikowane koszty znacznie prze­wyższały docelową wartość dla branży, podawaną jeszcze kilka lat wcześniej (1 000 USD/kW), krytycy i tak postrzegali je jako próbę przyciągnięcia klien­tów atrakcyjną ceną. Areva NP próbowała namówić EDF oraz przedsiębiorstwa niemieckie od końca lat 90. XX wieku do złożenia zamówienia na EPR i istniały obawy, że w przypadku nieotrzymania w miarę szybko żadnego zlecenia zacznie tracić kluczowych pracowników, a sama konstrukcja stanie się przestarzała. Areva NP potrzebowała także swoistego „okna wystawowego” dla technolo­gii EPR, a Olkiluoto 3 mogłoby posłużyć jako źródło referencji przy kolejnych zamówieniach. Dodat­kową zachętą było to, że na życzenie klienta Areva zaoferowała projekt „pod klucz”, z gwarancją stałej ceny końcowej, a także wzięła na siebie odpowie­dzialność za zarządzanie budową oraz za obiekty towarzyszące, czyli znacznie większy zakres prac niż tylko dostarczenie „części jądrowej” obiektu. Były to zadania, w których realizacji Areva nie miała wprawy. W przypadku 58 reaktorów PWR dostar­czonych przez poprzednika Arevy NP (Framatome) do Francji oraz na rynki zagraniczne (m.in. do Chin i RPA) tymi pracami i usługami zajmował się EDF.

Jak wynika z innych źródeł, projekt Olkilu­oto borykał się z poważnymi trudnościami od rozpoczęcia budowy [por. Nabici w REAKTOR (Finowie) ]. W marcu 2009 roku przy­znano, że ma on co najmniej trzy lata opóźnienia i przekroczył planowane koszty o 1,7 mld EUR. W sierpniu 2009 roku Areva NP ujawniła, że sza­cunkowe koszty osiągnęły poziom 5,3 mld EUR, co przy kursie wymiany 1 EUR=l,35 USD ozna­czałoby w przeliczeniu 4 500 USD/kW.

Kontrakt stał się także przedmiotem zażartego sporu mię­dzy Arevą NP i fińskim klientem, Teollisuuden Voitna Oy. Areva NP domaga się odszkodowania w wysokości ok. 1 mld EUR za rzekome błędy TVO, które z kolei – w kontr-pozwie z 29 stycznia 2009 roku – żąda od Arevy 2,4 mld EUR za opóź­nienia w realizacji projektu.

Nie wydaje się prawdopodobne, żeby udało się rozwiązać wszystkie problemy, które doprowadzi­ły do opóźnień i przekroczenia budżetu. Ostatecz­ny koszt projektu będzie znacznie wyższy niż pla­nowano. Rezultatem pozwu i kontr-pozwu Arevy i TVO będzie ustalenie – w ramach arbitrażu – jaka część nadwyżki kosztów przypadnie na daną fir­mę. Niezależnie od tego jest jednak jasne, że oba­wy inwestora co do kosztów i perspektyw ukończe­nia obiektu są w dalszym ciągu uzasadnione.

Flamanville

EDF zamówił ostatecznie reaktor EPR w stycz­niu 2007 roku. Ustalono, że nowy obiekt zostanie umieszczony w wykorzystywanej już przez EDF lokalizacji – Flamanville. Moc reaktora zwiększo­no do 1 630 MW, a prace rozpoczęto w grudniu 2007 roku. W maju 2006 EDF ocenił koszt pro­jektu na 3,3 mld EUR. Według ówczesnego kur­su (1 EUR=1,28 USD) stanowiło to równowartość 2590 USD/kW. Koszt ten nie obejmował jednak pierwszego załadunku paliwa, więc łączne koszty OVN były trochę wyższe. Kalkulacja nie obejmo­wała także kosztów finansowych.

EDF nie zdecydował się na projekt „pod klucz” obejmujący obiekty towarzyszące i postanowił sam zarządzać podwykonawcami – np. w zakresie dostawy turbogeneratora. Nie wiadomo, w jakim stopniu wpłynęły na tę decyzję złe doświadczenia z Olkiluoto, a w jakim potrzeba podtrzymywania własnego potencjału i umiejętności.

W maju 2008 roku francuski urząd dozoru jądrowego zarządził tymczasowe wstrzymanie prac z powodu problemów z jakością wylewa­nej betonowej płyty fundamentowej obudo­wy bezpieczeństwa. W związku z tym Areva skorygowała swoje prognozy i stwierdziła, że obiekt zostanie ukończony w 2013 roku (czyli z rocznym opóźnieniem). Jednak w listopa­dzie 2008 roku EDF oświadczył, że opóźnienie jest do nadrobienia, a budowa zostanie ukoń­czona w pierwotnym terminie (2012). EDF przyznał także, że prognozowany koszt budowy Flamanville wzrósł z 3,3 do 4 mld EUR. Suma ta stanowiła wtedy w przeliczeniu (po kursie l EUR= 1,33 USD) równowartość 3 265 USD/kW, czyli zdecydowanie więcej niż w przypadku ceny kontraktowej na Olkiluoto (wg. pewnej wersji oficjalnych danych), ale znacznie poniżej poziomu cen w Stanach Zjednoczo­nych oraz rzeczywistych kosztów fińskiego obiektu. Ponadto związki zawodowe pracow­ników zatrudnionych w projekcie twierdziły, że budowa Flamanville ma co najmniej dwuletnie opóźnienie. Przedstawiciel Arevy sugerował, że koszt instalacji EPR wyniesie przynajmniej 4,5 mld EUR, chociaż nie wspomniał, czy cho­dzi o koszty OVN.

Stany Zjednoczone

Dużo najnowszych prognoz kosztorysowych przed­siębiorstw nadeszło ze Stanów Zjednoczonych. Szacun­ki te mogą okazać się bardziej wiarygodne niż szacunki z innych krajów, ponieważ przedsiębiorstwa w USA muszą przedłożyć wiarygodne wyliczenia, aby uzyskać gwarancje kredytowe. Powinny także udokumentować  koszty (które będą ponosić) stanowym urzędom regu­lacji. Do szacunków amerykańskich można już także dodać dane z trzech rozstrzygniętych przetargów oraz doświadczenia z Olkiluoto i Flamanville.

Tabela : Koszty budowy elektrowni jądrowych w USA

ObiektTechnologia Szacunkowy koszt (w mld USD) Szacunkowy koszt w USD/kW
Bellefonte 3, 4AP 10005/6-10/4*2 500-4 600
Lee l, 2AP 100011*4900
Vogtle 3/ 4AP 10009,94190
Summer 2/ 3AP 1000H/54900
Levy l/ 2AP 1000145900
Turkey Point 6, 7AP 100015-183100-4500
South Texas 3, 4ABWR176500
Grand GulfESBWR10+6 600+
River BendESBWR10+6600+
Bell BendEPR13-158 100-10 000
FermiESBWR106600+

*) te szacunki to „koszty OVN”, czyli over night, czyli tak, jakbyśmy wyjęli portmonetkę i zapłacili. Pozostałe zawierają koszty odsetek

————

W tabeli zestawiono najnowsze szacunki kosz­tów budowy elektrowni jądrowych w USA. Z tabeli tej wynika kilka spostrzeżeń. Pierwsze jest takie, że większość szacunków – zwłaszcza tych najlepiej do­pracowanych – dotyczy konstrukcji AP 1000. Razem z ABWR są to jedyne dwie konstrukcje, które mają za sobą procedurę dopuszczeniową NRC (chociaż obie są teraz ponownie oceniane) – i łatwiej jest oszacować koszty budowy, ponieważ konstrukcja jest zbliżona do ostatecznej. Trudno jednak wyciągnąć jednoznaczne wnioski na podstawie tej tabeli – poza takim, że obecne szacunki okazują się co najmniej cztery razy wyższe niż koszty podawane przez branżę jądrową (1000 USD/ kW) jeszcze pod koniec lat 90. ubiegłego wieku oraz że pod koniec 2009 roku koszty nie przestawały rosnąć. Podstawa podanych kosztów jest zróżnicowana: nie­które obejmują finansowanie, a inne koszty przesyłu, bezpośrednie porównania nie są więc wiarygodne.

Podsumowanie

Jest oczywiste, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat koszty budowy nowych elektrowni jądrowych wzrosły kilkukrotnie – prawdopodobnie ponad pięciokrotnie – i nie widać żadnych oznak spowol­nienia tempa tego wzrostu. Doświadczenia z przeszło­ści dowodzą, że wszędzie tam, gdzie ustalono rze­czywiste koszty budowy, okazywały się one znacznie wyższe niż ich szacunki. Natomiast większą trudność sprawia określenie, czy bieżące szacunki są faktycznie znacząco wyższe od kosztów rzeczywistych, a jak tak, to dlaczego szacowane koszty wzrosły aż w takim stopniu.

Najnowsza brytyjska elektrownia jądrowa, Sizewell B, która nie przeżywała istotnych trudności podczas budowy, kosztowała ok. 3 mld. GBP, co pokrywało się z ówczesnymi szacunkami i odpowiadało także kosztom elektrowni amerykańskich, ukończonych w latach 90. Być może konstruktorzy zakładali, że nowe elektrownie – pozbawione „bagażu”, którego zastosowanie stało się konieczne w reaktorach, aby sprostać wymogom bezpieczeństwa po awariach w Three Mile Island i w Czarnobylu – będą mogły spełnić te wymogi dzięki znacznie prostszym kon­strukcjom (tańszym i sku­teczniejszym). Możliwe, że takie postrzeganie proble­mu okazało się iluzją, a kon­strukcje nie stały się wcale mniej skomplikowane. Wydaje się, że konieczność zapewnienia ochrony przed skutkami uderzenia sa­molotu również okazała się bardziej uciążliwa, niż przewidywała branża jądrowa.

Koszt l 000 USD/kW także nie był prawdopo­dobnie wynikiem procesu „oddolnego” (przyjmu­jącego za podstawę opracowania projektowe ), lecz „odgórnego” (czyli rozważań, że takiego właśnie kosztu potrzeba, żeby zapewnić energetyce jądro­wej konkurencyjność). Krótko mówiąc, cena l 000 USD/kW była narzuconym z góry celem, pozba­wionym podstaw technicznych.

Realistyczna ocena kosztów dla ewentualnej EJ w Polsce

            Obecnie reaktory mają moce rzędu 1 600 MW. Do szacunkowych porównań kosztów przyjmę koszt w przeliczeniu na 1 kW mocy elektrycznej z EJ.

W materiałach propagandowych lobbystów EJ jeszcze niedawno pisało się (i „udowadniało” na naukawych, propagandowych  konferencjach), że koszt 1 kW do się ograniczyć do 1 tys. $. Gdy jednak przystąpiono do trochę poważniejszych rozmów, mówiono o 1.2 tys. $/kW.

            Przed Fukushima propagandyści w Polsce przekonywali „rząd” że elektrownia z czterech reaktorów po 1600 MW może kosztować 32 miliardy złotych, tj. ok. 10 mld $. Dałoby to koszt znormalizowany do 1 kW: ok. 1600 $/kW.

            Z tej „najnowszej” generacji reaktorów (zaprojektowanych  jednak przed dwoma dziesięcioleciami) zwanej zachęcająco  „3+”  w Europie budowane są jedynie dwa reaktory: Flamanville we Francji (zamówienie z 2007 roku) i  Olkiluoto w Finlandii. W maju 2006 EDF (Electricité do France) ocenił koszt uruchomienia projektu na 3.3 mld. EUR. Stanowiło to wtedy równowartość 2 600 USD/kW. Jednak jak zwykle przy budowie EJ, koszt wzrósł . W 2008 EDF szacowało go na ok. 4 mld. EUR, co wynosiło równowartość 3265 USD/kW (odnośniki i przeliczniki w dobrej, powyżej cytowanej źródłowej pracy „Ekonomika energetyki jądrowej . Aktualizacja” Steve Thomasa).

Koszty EJ w USA podane są w powyższej Tabeli. Są one bardziej wiarygodne, niż podawane w innych częściach świata, bo w USA przedsiębiorstwa muszą przedstawiać wiarygodne wyliczenia, aby uzyskać gwarancje kredytowe.

Rozrzuty kosztów są ogromne: od jednego do dziesięciu.

Nie uwzględniają kosztów składowania wypalonego paliwa z prostej przyczyny: NIGDZIE na świecie nie ma składowisk ostatecznych. Są więc one niewyobrażalnie drogie. Jedyny wyjątek, to składowisko w Finlandii, ale jest ono małe i jego bezawaryjne użytkowanie przez najbliższe 100 tysięcy lat budzi duże, coraz większe wątpliwości.

Co można odpowiedzieć na argument, że ”może inwestycja jest droga, ale .. prąd potem będzie tani..”. Jak widać z powyższych analiz, koszty kredytów, ryzyka, składowisk przyszłościowych, przeróbki paliwa i usuwania starych, silnie radioaktywnych elektrowni nie są jawnie uwzględniane w ocenach kosztów. Więc przerzucane są w ceny „prądu”, czyli na użytkowników. Obecnych i przyszłych. Nie widać żadnych przesłanek, by przy tak ustanowionych wkładach kapitałowych ceny energii elektrycznej dla użytkownika były niewielkie.

Konkluzje proste

Koszty EJ przez ostatnie pół wieku systematycznie i znacznie rosną.

Nie ma w EJ „efektu skali”, czyli zmniejszania kosztów jednostek ze wzrostem urządzeń.

Koszty najdroższej dotąd odmiany energetyki odnawialnej – słonecznej fotowoltaiki (PV) obniżają się tak szybko, że nawet one stały się już  porównywalne z kosztami EJ.

Nowe zabezpieczenia i uwarunkowania EJ po FUKUSHIMA  koleiny raz podniosą koszty EJ o 30-40 %.

CODA

Największe przedsiębiorstwa energetyczne w Polsce mają zdolności kredytowe ok. 16-17 miliardów zł (ok. 5 mld $) (wg. prof. Władysława Mielczarskiego, np. Zielone Wiadomości, kwiecień 2011 Program energetyki jądrowej to ślepa uliczka dla polskiej gospodarki ).

Budowa elektrowni jądrowych, wspomnianych przez związanych z rządem propagatorów EJ, ma objąć cztery elektrownie po cztery reaktory po 1 600 MW każdy. Razem (docelowo??) 16 reaktorów.  Czyli 25 GW mocy podstawowej, nie nadającej się do regulacji. Byłaby to więc katastrofa energetyki od strony podażowej.

Prof. Mielczarski, za informacjami płynącymi z ministerstwa gospodarki, ocenia koszt pierwszej elektrowni na 40 mld złotych, t.j. na poniżej 1 600 $/kW. Jak wykazaliśmy powyżej, jest to koszt co najmniej dwukrotnie niedoszacowany.

Nawet taki kosztorys w sposób oczywisty jest nierealizowalny z pieniędzy i kredytów dostępnych dla polskich firm energetycznych, polskiej gospodarki.

Zobaczmy jednak, jedynie jako ćwiczenie wyobraźni i umysłu, dalsze konsekwencje finansowania „najtańszej energetyki” dla Polski.

Jeśli za realną miarę kosztów weźmiemy stan finansowy reaktorów EPR (tych „na trzy plus”…) w Europie w budowie, to koszty te mieszczą się w widełkach między 3.3 k$/kW a 4.5 k$/kW. [Pamiętajmy, że w USA dochodzą jednak do 10 k$/kW ].

Przeliczmy to, dla uzmysłowienia sobie skali i wagi sprawy, na jedną elektrownię oraz na projektowane cztery.

Jedna: co najmniej      6.4 GW * 3.3 k$/kW = 21 Mld $ = 60 Mld zł

A góra widełek:           6.4 GW * 4.5 k$/kW =  29 Mld $ = 90 Mld zł

Pomnóżmy to przez cztery, bo jak wspominał nasz UKOCHANY PRZYWÓDCA, w planach ma 4 elektrownie:

Jest to między 240 miliardów złotych  a 360 miliardów złotych 

Jeśli uwzględnimy spodziewane podwyżki „po FUKUSHIMA” rzędu 40%, to zapłacić mamy:

Od 336 miliardów złotych, a góra widełek  to 500 miliardów złotych.

Są to liczby niewyobrażalne nie tylko dla laika (mgr. historii, socjologii itp.) ale i dla inżynierów, fizyków , matematyków. Przy tak astronomicznych sumach niezbędne są gwarancje rządowe, co ewidentnie sprawi, że owe koszty poniesiemy my, nasze wnuki i prawnuki.

Czy mają może Państwo w portmonetce taką sumę, by zapłacić na warunkach OVN, czyli jak tej „babie z jajami” z początku artykułu?

Profesor Mielczarski i inni rozsądni energetycy wnioskują z takich i podobnych zestawień liczb, że Polska sobie EJ nie sprawi. Jest Pan optymistą, Profesorze. Miałby Pan rację, gdyby o losie gospodarki decydowali Polacy.

Dlatego na początku artykułu umieściłem rozdział „Nietrafione inwestycje”, jakby czego innego dotyczący.

Otóż komiwojażerowie EJ z USA i Francji mogą użyć „argumentu nie do odrzucenia”: [dodaję w 2021: Była taka, Żorżeta.. ]

My u was będziemy budować elektrownie jądrowe. Jeśli zbudujemy, będziemy mogli eksportować energię elektryczną na przykład  do Niemiec, Francji czy Danii. Z zyskiem dla nas. A czy zbudujemy czy nie, inwestować będziemy (t.j. znajdziemy banki kredytujące) np. w zamian za przekazanie nam własności złóż gazu łupkowego oraz złóż węgla kamiennego. Nie potraficie przecież tego gazu wydobyć. Kopalnie zostały co prawda zniszczone w ostatnich 20-tu latach, więc dla was nie są wiele warte. A my już sobie z nimi jakoś poradzimy.

A jeśli technologia „na trzy plus” okaże się równie zawodna, jak dotychczasowe technologie EJ na przestrzeni pół wieku? A, to już wasz, tubylców, problem. Od Niemiec jest wystarczająco daleko, a i wiatry są tu zwykle zachodnie. To samo dotyczy składowisk wypalonego paliwa i starych, promieniujących reaktorów. Może spróbujecie upchać gdzieś za Uralem?

No, dawajcie sobie, dzielni Polacy, radę! Jeśli potrafiliście szarżować z lancami na czołgi, to i teraz dacie se radę!

No, NAPRZÓD do Postępu i Zwycięstwa!

Vive la Pologne!!

*) Steve Thomas, Ekonomika energetyki jądrowej, marzec 2010,

Polecam też inne publikacje Fundacji im. Heinricha Bőlla:

– Gerd Rosenkranz, „Mity energetyki jądrowej: Jak oszukuje nas lobby energetyczne”, oraz

– Antony Froggatt i Mycle Schneider, „Systemy na rzecz zmian: Energia jądrowa kontra efektywność energetyczna i źródła odnawialne”.
Prace te analizują głównie osiągnięcia Europy zachodniej ,w szczególności Niemiec. Przypominam analizę sprzed 10 lat. Jest ciągle aktualna. Oczywiście – koszty w tym czasie wzrosły, a bezpieczeństwo ZMALAŁO. 4 grudzień 2021

Dodam jeszcze uwagę z 2013 roku, ciągle aktualną:

=====================geodetów spod Kłaja Gradów…

Oi ! Ostatni reaktor energetyczny w Japonii wyłączony. W ciągu ćwierćwiecza ilość reaktorów jądrowych energetycznych zmalała z ok. 440-tu do poniżej 400-tu. Koszt jednostkowy (za 1 MWe) wzrósł w tym czasie dwa do trzech razy, gdy w innych działach energetyki koszty szybko malały.

U nas – żywimy z EJ geodetę wioskowego Grada i jego rodzinę (też są to „eksperci”), a sprawdzeni, starzy oficerowie, jeszcze GRU i Informacji Wojskowej też testują swą wieczną niezbędność. I okupują prezesury, rabują profesury, dyrektury czy inne synekury.  Co, Haniu, trzymamy się? [Taka była, zdaje się, Trojanowska?? Osiadła na swoim, jak rodzinka geodetów spod Kłaja, Gradów.]

M. Dakowski

Wypadek w elektrowni jądrowej koło Sztokholmu – ostrzeżenie dla krajów Bałtyku. FORSMARK – 22 MINUTY PRZERAŻENIA.

Wypadek w elektrowni jądrowej koło Sztokholmu – ostrzeżenie dla krajów Bałtyku.

FORSMARK 22 MINUTY PRZERAŻENIA

dakowski.pl/archiwum

[Przypominam naszym milusińskim rządowym psychologom i innym „ekspertom” od EJ. 2023. MD]

[Gerd Rosenkranz, „Mity energetyki jądrowej: Jak oszukuje nas lobby energetyczne”, , str. 9, wyd. Fundacja im. Heinricha Bőlla ]

Jest 25 lipca 2006 roku, godzina 1319, gdy elektrycy pracujący poza elektrownią jądrową Forsmark w Szwecji doprowadzają do zwarcia w stacji rozdzielczej. Takie rzeczy się zdarzają ­wszędzie tam, gdzie obracają się wielkie turbiny i gdzie trzeba odprowadzić gigantyczne ilości energii wyprodukowanej w blokach elektrowni. Zwykłe takie zakłócenie w sąsiedniej sieci nie powoduje w żadnej elektrowni jądrowej poważ­nych kłopotów. Systemy zabezpieczeń są przy­gotowane na podobne sytuacje. Reaktor jest wtedy odłączany od uszkodzonej sieci, zanim jeszcze zewnętrzne zwarcie dotrze do urządzeń elektrycznych reaktora. W najgorszym przypad­ku następuje automatyczne wyłączenie reaktora, a – jako że promieniowane fragmentów rozszczepiania w jego wnętrzu trwa jeszcze przez wiele dni i miesięcy – systemy chłodzenia awaryjnego stopniowo powinny obniżać temperaturę re­aktora aż do osiągnięcia bezpiecznego stanu.

Ale w tamten wtorek w Forsmark nic nie działa normalnie. Ponieważ odłączenie od sieci następuje zbyt wolno i właściwie drobne zakłóce­nie wywołuje całą kaskadę dalszych komplikacji, posłuszeństwa odmawia duża część zabezpie­czeń elektrycznych w bloku I reaktora wodnego wrzącego (BWR). Nie działają dwa z czterech dieslow­skich agregatów, które miały w przypadku awa­rii zasilać urządzenia sterowania reaktorem oraz pompy chłodzenia awaryjnego. Przez nieznoś­nie długie 22 minuty najbardziej krytycznej fazy awarii ekrany w nastawni są ciemne, czujniki nie przesyłają żadnych sygnałów dotyczących reakcji łańcuchowej w reaktorze, nie działa nawet część głośników, przez które ogłasza się alarm i za­rządza ewakuację. Nie docierają najważniejsze informacje – o położeniu prętów sterujących do regulacji szybkości reakcji w rdzeniu czy o po­ziomie chłodziwa w zbiorniku reaktora. Dopiero gdy jednemu z techników udaje się ręcznie uru­chomić oba agregaty Diesla i przywrócić zasilanie systemów pomiarowych i zabezpieczających, ten „lot po omacku” wreszcie się kończy.

 Szwedzka instytucja nadzorująca instalacje atomowe (SKI) ustaliła dość szybko, że bezpośred­nim czynnikiem, który wywołał sekwencję zdarzeń w reaktorze wodnym wrzącym, było uszkodzenie dwóch falowników, wskutek czego nie włączyły się planowo dwa z czterech silników w siłowniach awaryjnych.

Dokładnego przebiegu procesów podczas decydującej fazy awarii dużej części sy­stemu zabezpieczeń nie udało się zrekonstruować. Pozostały zagadką.

Co najdziwniejsze, eksperci nie potrafili wyjaśnić, dlaczego z czterech iden­tycznych pod względem konstrukcji falowników, odpowiedzialnych za prawidłowy rozruch agre­gatów awaryjnych, połowa zadziałała tak, a druga połowa inaczej. Pewne było na koniec jedno: gdy­by wszystkie zadziałały tak samo, istniałoby duże prawdopodobieństwo utraty kontroli nad reakto­rem. Wtedy bowiem zawiodłyby wszystkie cztery ciągi systemu zabezpieczeń reaktora, co – jak przy­znał szwedzki nadzór – „doprowadziłoby do wyłą­czenia zasilania prądem przemiennym wszystkich siłowni awaryjnych i tym samym do zdarzenia, którego zaistnienie nie było zakładane w procedu­rach bezpieczeństwa” (Gesellschaft filr Anlagen­und Reaktorsicherheit, 2006). Taka awaria nie zo­stała przewidziana w żadnej instrukcji, nie istniały więc żadne procedury – a prawdopodobnie także możliwości – jej opanowania.

Sytuacja, która miała miejsce w południe owego letniego dnia w 2006 roku na szwedzkim wybrzeżu Bałtyku, była przerażająco podobna do dwóch wydarzeń, które od kilkudziesięciu lat kła­dą się ponurym cieniem na historii cywilnego wy­korzystania energii jądrowej – katastrof reaktorów w Harrisburgu w USA (w marcu 1979 roku) oraz Czarnobylu na Ukrainie (w kwietniu 1986 roku).

[pisane przed Fukushima – md]

Trudne do pojęcia błędy w zakresie plano­wania, niewłaściwy montaż ważnych części, niewybaczalna partanina podczas konserwacji urządzeń oraz naiwna wiara w zaawansowaną, bardzo czułą technikę – to wszystko już było. Nie tylko w Harrisburgu i Czarnobylu: podobne błędy popełniano również w zakładzie przerobu paliwa jądrowego w brytyjskim Sellafield [to była miejscowość Windscale, ale po strasznej katastrofie jądrowej w 1957 roku zmieniono nawet nazwę miejscowości MD], w japońskim reaktorze powielającym Monju czy zakładzie przerobu zużytego paliwa w Tokaimura, niemie­ckich elektrowniach jądrowych Brunsbüttel czy Krümmel nad Łabą.

Tam, gdzie pracują ludzie, po­pełniane są błędy. Może­my mówić o szczęściu, że nie każda awaria, opisy­wana zawsze jako „niewy­tłumaczalny” splot popeł­nionych błędów, jest tak brzemienna w skutki jak katastrofa z 1986 roku dla Ukrainy i jej sąsiadów. W bloku numer l elektrowni jądrowej Forsmark, ok. 100 km na północ od stolicy kraju Sztok­holmu, skończyło się na 22 minutach strachu i przerażenia osób obsługujących reaktor oraz na istotnych wątpliwościach co do wiarygodności operatora elektrowni, szwedzkiego państwowego koncernu Vattenfall, który od tamtej pory dal już podstawy do kolejnych krytycznych pytań – tym razem dotyczących swoich niemieckich obiektów w Brunsbütteł i Krümmel.

Nazwa Forsmark stała się symbolem przy­puszczalnie najbardziej spektakularnego wy­padku w europejskim reaktorze jądrowym od katastrofy w Czarnobylu.

Fachowcy w kraju i za granicą, którzy próbowali zrekonstruować prze­bieg tamtych zdarzeń, stwierdzili z przerażeniem, że cała sytuacja w Forsmark mogła mieć znacznie gorsze skutki i takich gorszych skutków można się w każdej chwili spodziewać.

Dziś rocznica: Poprawna ocena ofiar Czarnobyla: półtora miliona (jak dotąd)

Poprawna ocena ofiar Czarnobyla: półtora miliona (jak dotąd)

AJ: Ogólna liczba ofiar w ciągu 25 lat od katastrofy na całym świecie przewyższyła milion. Nie wli­czam w to poronień i narodzin martwych dzieci (a to będzie jesz­cze kilkaset tysięcy)

[Z : Zielone Wiadomości, kwiecień/maj 2011, www.zielonewiadomosci.pl   MD]

W tym roku mija 25 rocznica ka­tastrofy czarnobylskiej, tymczasem opinia publiczna jest nadal karmiona mitami o „nieznacz­nych skutkach ekologicznych i zdrowotnych” tej katastrofy, Kłamstwom i przemilczeniom od­powiedzialnych instytucji prze­ciwstawiają się od lat niezależni naukowcy. Z ,,Zielonymi Wiadomościami” rozmawia wybitny ro­syjski biolog i ekolog, profesor ALEKSIEJ W. JABŁOKOW

REDAKCJA „ZW”: Panie pro­fesorze: skąd u Pana – biologa i ekologa – zainteresowanie dzie­dziną energetyki jądrowej?

Prof. ALEKSIEJ JABŁOKOW: Moje zainteresowanie problemami energetyki jądrowej zaczęło się w 1988 roku. Byłem wtedy członkiem pań­stwowej komisji ekspertów do spraw Południowo-ukraińskiej Elek­trowni Atomowej i mogłem szcze­gółowo zapoznać się z budową i działaniem elektrowni jądrowych. Potem, już jako wiceprzewodni­czący Komitetu d.s. Ekologii Rady Najwyższej ZSRR, miałem dostęp do wielu materiałów; zrozumiałem wtedy, że skażenie promieniotwórcze jest jednym z najboleśniejszych problemów Związku Radzieckiego. Jako doradca Prezydenta do spraw. ekologii i ochrony zdrowia miałem możliwość odwiedzić wszystkie ważniejsze zakłady atomowe w Rosji. Na początku lat dziewięćdziesiątych byłem przewodniczącym komisji rządowej, zajmującej się skutkami usuwania odpadów ra­dioaktywnych do rosyjskich mórz, przewodniczyłem również komisji Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej do spraw awa­rii jądrowej w Tomsku-7. Jako przewodniczący państwowej komisji do spraw bezpieczeństwa ekologicznego przy Radzie Bezpieczeństwa Fe­deracji Rosyjskiej zajmowałem się wieloma problemami związanymi z energetyką jądrową, w tym także skutkami katastrofy w Czarnobylu.

W toku tej działalności poznałem wielu zwolenników energii atomo­wej. Często się z nimi spierałem. W końcu napisałem długi arty­kuł w miesięczniku „Nowyj Mir” („Nowy Świat”), który zatytułowa­łem: Mitologia atomowa. To było chy­ba w 1993 roku. Ten artykuł prze­drukował potem niemiecki „Der Spiegel”. Wówczas Aleksander Jan­szyn, wiceprzewodniczący Rosyj­skiej Akademii Nauk zaproponował mi, żebym dokładniej przedstawił moje podejście do problemu ener­getyki jądrowej. Na początku były to prace komisji Rosyjskiej Akade­mii Nauk, zajmującej się dziedzic­twem Władimira Wiernadskiego, po dwóch latach w Moskwie, w wy­dawnictwie Nauka, została wydana książka Mitologia atomowa (1997).

Centrum Polityki Ekologicznej Ro­sji, którego byłem wtedy preze­sem, wydało jeden z rozdziałów tej książki w rozszerzonej wersji jako Mit o niewielkim znaczeniu skutków katastrofy w Czarnobylu (Moskwa, 2001). Jeszcze wcześniej, na dziesię­ciolecie katastrofy, byłem pomysło­dawcą i redaktorem dwóch tomów Konsekwencje katastrofy w Czarnobylu („Zdrowie środowiska i Zdrowie człowie­ka” Moskwa, 1996). Dwa razy prze­mawiałem w Kongresie USA na te­maty jądrowe. W latach 2002 – 2003 byłem jednym z założycieli Euro­pejskiego Komitetu do spraw Ryzy­ka Radiacyjnego.

RED: Niedawno w Nowym Jor­ku ukazała się książka pańskie­go współautorstwa: Czarnobyl. Skutki katastrofy dla ludzi i śro­dowiska. Jak doszło do napisa­nia tej książki?

AJ: Bezpośrednią przyczyną na­szej książki była wcześniejsza pu­blikacja IAEA i WHO („Forum Czarnobylskie”, 2005),. w której prawdę o katastrofie wypaczo­no do takiego stopnia, że wraz z profesorem Wasilijem Nesterenko z Mińska, byłym dyrektorem In­stytutu Energetyki Jądrowej, który po katastrofie w Czarnobylu w całości poświęcił się ratowaniu biało­ruskich dzieci, postanowiliśmy ze­brać w jednej publikacji naukowe dowody mówiące o prawdziwych skutkach katastrofy. Podstawą książki była analiza około pięciu tysięcy publikacji, wydawanych przede wszystkim w językach sło­wiańskich, mało lub w ogóle nie­znanych na Zachodzie.

RED: Czy książka Czarnobyl. Skutki katastrofy dla ludzi i śro­dowiska była publikowana w kra­jach najbardziej dotkniętych: na Białorusi, Ukrainie, w Rosji?

AJ: Początkowo książka zosta­ła wydana w Sankt Petersburgu w wydawnictwie Nauka. Jest sze­roko dostępna, można ją ściągnąć z różnych stron internetowych. 26 kwietnia w Kijowie wyjdzie trzecie, poszerzone wydanie.

RED: Jak ocenia Pan skutki zdro­wotne katastrofy w Czarnobylu. Na czym one polegają i jakie to są schorzenia?

AJ: Łatwiej jest mi powiedzieć, ja­kie choroby nie są związane z katastrofą.

W wyniku Czarnobyla znacznie wzrosły zachorowania na choroby układu krążenia, układu nerwowego, pokarmowego i od­dechowego, a także na choroby układu moczowego. Częstsze sta­ły się choroby endokrynologiczne i onkologiczne, zaburzenia układu odpornościowego, i rzecz jasna ­zaburzenia genetyczne. Dynami­ka zachorowań na poszczególne choroby jest różna. Niektóre z tych chorób były szczególnie widoczne w ciągu pierwszych 10 -15 lat, potem liczba zachorowań zmalała; liczba. zachorowań .na inne scho­rzenia wciąż rośnie.

RED: Jakie będą skutki zdrowot­ne napromieniowania dla następ­nych pokoleń? Jak to się odbiło na zdrowiu reprodukcyjnym?

AJ: Na razie możemy mówić tylko o pierwszych, początkowych skut­kach, ponieważ radionuklidy (cez, stront, pluton i ameryk) jeszcze znajdują się w ekosystemach. Ge­netyczne konsekwencje pierwsze­go wybuchu w 1986 roku (wtedy napromieniowane radionuklida­mi z Czarnobyla w Europie było tysiąc razy większe) będą widocz­ne w ciągu kilku pokoleń. Oczywi­ście liczba ofiar będzie zmniejszać się wraz z upływem czasu.

RED: Dane dotyczące liczby ofiar śmiertelnych katastrofy są bardzo rozbieżne w zależności od źródeł. Według dostępnych w Polsce ofi­cjalnych danych zginęło tylko ok. 100 osób. Jaka jest rzeczywista liczba ofiar według pana badań?

AJ: Ogólna liczba ofiar w ciągu 25 lat od katastrofy na całym świecie przewyższyła milion. Nie wli­czam w to poronień i narodzin martwych dzieci (a to będzie jesz­cze kilkaset tysięcy- jak uważa nie­miecki badacz H. Scherb).

RED: Sto osób a milion, to szoku­jąca rozbieżność: 10 tysięcy razy! Na czym polega różnica pomię­dzy metodologią stosowaną przez Pana do oceny skutków zdrowot­nych Czarnobyla, a np. metodo­logią autorów raportu Chernobyl Legacy (WHO, IAEA)? Chcieli­byśmy, aby nasi czytelnicy mogli wyrobić sobie zdanie co do wia­rygodności obu metod.

AJ: Oficjalna metodologia osza­cowania liczby ofiar opiera się na dosyć umownej, indywidualnej dawce promieniowania. (która jest wyliczana na podstawie ogrom­nej liczby założeń, np. ile człowiek mógł wypić skażonego mleka, ile czasu znajdował się poza pomiesz­czeniem itp.). Poza tym współczynniki, które wykorzystuje się do wylicze­nia ryzyka napromieniowania są bardzo niepewne (bazują na mało wiarygodnych danych o skutkach Hiroszimy i Nagasaki).

My wybraliśmy inne podejście ba­dawcze. Porównaliśmy zachorowa­nia i śmiertelność na silnie i słabo skażonych terenach, które według wszystkich innych wskaźników; z wyjątkiem stopnia skażenia pro­mieniowaniem, są do siebie podob­ne. Takie wyliczenia są dostępne dla Rosji, Białorusi, Ukrainy, a tak­że dla Szwecji i Norwegii. Okazało się, że w ciągu pierwszych 15 – 20 lat po katastrofie poziom śmiertel­ności na silnie skażonych terenach jest większy o około 4%. Opierając się na tych wynikach, można oszacować przybliżoną liczbę ofiar.

RED: Jak ocenia Pan skutki zdro­wotne Czarnobyla w Polsce?

AJ: Według różnych wyliczeń do Polski dotarło około 1% szkodli­wych substancji z Czarnobyla (jeśli wziąć pod uwagę cez-137). W niewielkim stopniu był skażony cały kraj, największe skażenie objęło około 3 – 4 tys. kilometrów kwadra­towych. Skażenie to ma charakter plamisty i jakieś plamy obejmujące dziesiątki kilometrów kwadrato­wych mogły być nie wykryte. Jestem pewien, że jeśli przeanalizowaliby­śmy statystyki dotyczące martwych urodzeń, poronień, zespołu Downa, śmiertelności noworodków – ślad po Czarnobylu będzie widoczny również w Polsce. Na niektórych terenach w znacznym stopniu wzro­sła liczba problemów z tarczycą.

A’ propos, nie znalazłem map ska­żenia Polski innymi radionukli­dami, oprócz cezu-137. A takie skażenie, krótko żyjącymi radionu­klidami: jodem-131, tellurem-132, cezem-l34 i innymi było. Według prognoz M. Malko ogólna liczba zachorowań na raka tarczycy w Polsce w wyniku katastrofy wy­niesie więcej niż 3200 przypadków (w tym około 900 śmiertelnych), białaczki – około 170 (w tym 120 śmiertelnych), innych typów raka – ponad 1700 (około 1000 śmiertel­nych). A trzeba wiedzieć, że rak nie jest główną przyczyną zwiększenia się „poczarnobylskiej” śmiertelno­ści. O stopniu skażenia radioaktywnego w Polsce znacząco i obrazowo mówi pewne zdarzenie: w czerw­cu 1987 roku Bangladesz zwrócił Polsce 1600 ton mleka w proszku ze względu na jego niebezpieczną radioaktywność.

RED: Jakie były społeczne skut­ki katastrofy, co obecnie dzieje się z ewakuowana ludnością, czy mają pracę lub inne środki do ży­cia, czy pomoc medyczna jest za­bezpieczona?

AJ: Nie będę mówił o problemach społecznych, jestem biologiem i ekologiem. Przypomnę tylko, że koszty poniesione przez kraje do­tknięte katastrofą w celu minima­lizacji jej skutków są ogromne. Bia­łoruś w niektórych latach traciła do 25% całego budżetu „na Czar­nobyl”, Ukraina – do 5%, Rosja­ do 1%. W sumie, „czarnobylskie” wydatki tylko tych krajów wynio­sły ponad 550 miliardów dolarów w ciągu 25 lat. A przecież Niemcy, Szwecja, Norwegia, Wielka Bryta­nia i inne kraje do dzisiaj jeszcze wydają ogromne sumy.

RED: Co sądzi Pan na temat pro­pozycji autorów raportu Chermo­byl  Legacy, aby odebrać ludziom zasiłki i przeznaczyć je na inwe­stycje we wspieranie. lokalnej przedsiębiorczości i biznesu?

AJ : Uważają oni, że „czarnobyl­skie” choroby są skutkiem radio­fobii i strachu, a nie promieniowania. Jednak poziom radiofobii na skażonych terenach spada, a licz­ba zachorowań rośnie. I jaka może być radiofobia u myszy i żab, u których spotykamy takie same choroby jak u ludzi, żyjących na skażonych terenach?

RED: Co sadzi Pan na temat skut­ków zdrowotnych obecnej kata­strofy w Fukushimie?

AJ: Katastrofa w Fukushimie jeszcze się nie skończyła, cały czas następuje tam wyciek radionuklidów. W gor­szym wypadku skutki tej katastrofy mogą być cięższe niż w Czarnobylu. Wyliczenia prof. Ouisa Busby we­dług stanu sprzed dwóch tygodni informują o możliwości pojawienia się w ciągu następnych 50 lat do 420 tysięcy dodatkowych zachorowań na raka (połowa z nich w pierwszym dziesięcioleciu).

RED: A jak ocenia pan skutki tej katastrofy dla rolnictwa?

AJ: Na kilku tysiącach kilometrów kwadratowych nie można będzie, jak dawniej, zajmować się rolnic­twem – trzeba będzie zmieniać ży­cie milionów ludzi. Będzie znisz­czone lokalne rybołówstwo (do stu kilometrów od Fukushimy).

Czy skażenie morza będzie postę­powało dalej – na razie nie wiado­mo. Jednak może rozszerzyć się i do tysiąca kilometrów (bez wzglę­du na zmniejszenie się koncentracji dalej od źródła, może mieć miejsce bio-koncentracja i bio-akumulacja radionuklidów, w związku z którą w organizmach żywych koncentra­cja radionuklidów może być więk­sza dziesiątki tysięcy razy).

RED: Czy na skażonych terenach istnieje monitoring dzikiej przy­rody? Czy mógłby pan coś na ten temat powiedzieć?  [około Czarnobyla md]

AJ: Zamknięcie tych terenów (trzydziestokilometrowa strefa) przyciąga wiele zwierząt, ponie­waż nie ma tam presji antropoge­nicznej. Jednak badania pokazują w strefie wysoki poziom mutacji; możemy też obserwować inne negatywne skutki silnego napro­mieniowania. Z zewnątrz wszyst­ko wygląda w porządku, jednak w rzeczywistości strefa – to „czar­na dziura”, mieląca pule genowe. Mikro-ewolucyjne skutki katastro­fy jeszcze czekają na wyjaśnienie.

RED: Był Pan kilka dni temu go­ściem kongresu w Berlinie na te­mat 25-lecia katastrofy w Czarno­bylu. Czy może się Pan podzielić z naszymi czytelnikami wraże­niami z tej konferencji?

To była inicjatywa ruchu „Leka­rze przeciw wojnie nuklearnej” (IPPNW), którzy w swoim czasie otrzymali Pokojową Nagrodę No­bla. W Berlinie w zasadzie odbyły się dwie konferencje – jedna oficjal­na, na której wygłoszono rozmaite wykłady, i druga – publiczna, infor­macyjno-emocjonalna. Obie były na swój sposób ważne~ 26 kwiet­nia w Kijowie będą miały miejsce również dwie konferencje. Jedna ­oficjalna i druga – publiczna. Kon­flikt prawdy z półprawdami nadal będzie aktualny. Przypomnę, że już czwarty rok w Genewie, która jest siedzibą Światowej Organiza­cji Zdrowia ma miejsce beztermi­nowy’ protest: codziennie. od rana do wieczora dwoje, troje ludzi z plakatami: „Powiedzcie prawdę o Czarnobylu!”, „Przypomnijcie so­bie przysięgę Hipokratesa!”, „Ko­niec niegodnemu porozumieniu z IAEA z 1959 r.”

RED: W jaką energię radzi Pan zainwestować polskiemu rządo­wi i dlaczego? Czy ma pan rady dla polskiego rządu?

AJ: Nawet część środków, które Polska planuje wydać na budowę pierwszej elektrowni atomowej (3-4 miliardy euro) starczyłaby na przekształcenie nie ekologicznych elektrowni węglowych w bardziej czyste. W Polsce (tak jak w każ­dym kraju świata)niekończą­ce się źródła niskotemperaturowej energii geotermalnej – w dowol­nym miejscu można wywiercić dziurę w ziemi i na głębokości 1-2 kilometrów otrzymać wodę o tem­peraturze około 100 stopni. To zu­pełnie wystarczy dla dzisiejszych sposobów otrzymania energii elektrycznej. W Polsce są ogromne rezerwy gazu łupkowego. Energia atomowa w Polsce sprawi wiele kłopotów – ekologicznych, ekono­micznych i politycznych.

Ciągła zależność od dostaw pa­liwa jądrowego, nierozwiązane nigdzie na świecie ogromne pro­blemy z przechowywaniem od­padów radioaktywnych i, oczywi­ście, nieunikniony wpływ nawet najmniejszych wycieków z elek­trowni atomowej na zdrowie lu­dzi, nie mówiąc już o ryzyku no­wego Czarnobyla czy Fukushimy – ponieważ nie ma bezpiecznych reaktorów atomowych, co by nie mówili na ten temat zwolennicy energii atomowej. Taniość energii jądrowej to jeszcze jedno wielkie kłamstwo jej protagonistów.

RED: Dziękujemy serdecznie!

Mit przystępnej cenowo zielonej energii się skończył

Mit przystępnej cenowo zielonej energii się skończył altershot/mit-przystepnej-cenowo-zielonej-energii-sie-skonczyl

===============================

[Wyjaśniam to, co od trzech dekad próbuję wyjaśnić posłom; bo gdy zostaja ministrami, to głuchną zupełnie;

„Energie odnawialne (jak i każdy prawdziwy postęp) maja sens wtedy, gdy są OPŁACALNE dla chłopa, wójta, małego przedsiębiorcy. Głupotą i ideologią jest wymuszanie czegokolwiek przez rządy, dotacje, media, rotshildy i podobne gówna. Przecież na wszelkich „dotacjach” żeruja głupawe a bezczelne REKINY.

Rząd ma jednak obowiązek budowy wielkich magazynów energii. Technologie są od dawna znane. Opłacalne.

Mirosław Dakowski]

=======================

Postęp na całym świecie utknął w martwym punkcie, ponieważ nikt nie chce przyznać się do rzeczywistych kosztów

W ostatnich latach wszechobecna narracja na temat morskiej energetyki wiatrowej głosiła, że koszty spadają, a energia wiatrowa jest tania. Ale jeśli spojrzeć pod powierzchnię, okazuje się, że sprawy nie wyglądają tak różowo. W ostatnich latach producenci turbin tracili pieniądze z nawiązką. Łącznie w ciągu ostatnich pięciu lat czterech największych producentów turbin poza Chinami straciło prawie 7 miliardów dolarów – i ponad 5 miliardów dolarów w samym 2022 roku. W ubiegłym roku dyrektor generalny producenta turbin Vestas powiedział, że firma straciła osiem procent na każdej sprzedanej turbinie.

Niektóre z tych strat wynikają z kwestii gwarancyjnych – oznacza to, że turbiny nie działały zgodnie z oczekiwaniami, co wymagało od producentów rekompensaty dla deweloperów farm wiatrowych i naprawienia problemów. Prywatnie przypisuje się to presji na coraz większe wiatraki, które trudniej jest naprawić. Wtajemniczeni sugerują, że wzrost mocy na turbinę osiągnął szczyt, przynajmniej na razie.

Straty były jednak również spowodowane strukturami cenowymi zaprojektowanymi w celu zdobycia udziału w rynku oraz agresywnymi deweloperami farm wiatrowych, którzy odmówili zapłaty, często zgarniając miliardy dotacji. Rynek zaczął wyglądać, jeśli nie jak schemat Ponziego, to jak domek z kart zbudowany na najbardziej chwiejnych fundamentach. Wszyscy producenci turbin intensywnie renegocjują umowy i nalegają na lepsze warunki, aby powstrzymać straty, w przeciwnym razie po prostu przerzucą się na inne, bardziej dochodowe działania. Wywiera to presję na deweloperów, którzy teraz udają się do rządów, błagając o więcej dotacji i więcej ulg podatkowych, z których wszystkie muszą zostać opłacone przez podatników lub płatników rachunków.

Aby zwalczyć rosnące zagrożenie ze strony chińskich producentów turbin, UE rozważa wszczęcie dochodzenia w sprawie wykorzystywania przez Chiny dotacji do promowania krajowych producentów turbin. UE nałożyła już cła na chińskie tkaniny z włókna szklanego, które są wykorzystywane w łopatkach turbin wiatrowych. Pełniący obowiązki komisarza UE ds. konkurencji Didier Reynders powiedział, że tani import z Chin może zagrozić europejskim przedsiębiorstwom. Decyzja o tym, czy kontynuować dochodzenie, ma zapaść jeszcze w tym miesiącu, pomimo gniewnej reakcji Pekinu na podobne dochodzenie w sprawie pojazdów elektrycznych.

Projekty morskiej energetyki wiatrowej wysychają na całym świecie. Przez cały 2022 r. w UE nie było żadnych inwestycji w morską energetykę wiatrową poza kilkoma małymi pływającymi projektami. Oczekiwano, że kilka projektów osiągnie zamknięcie finansowe w ubiegłym roku, ale ostateczne decyzje inwestycyjne zostały opóźnione z powodu inflacji, interwencji rynkowych i niepewności co do przyszłych przychodów. Ogólnie rzecz biorąc, w 2022 r. w UE odnotowano jedynie 9 gigawatów nowych zamówień na turbiny, co stanowi 47-procentowy spadek w porównaniu z 2021 r.

Deweloperzy wskazują na rosnące koszty łańcucha dostaw, ale chociaż koszty te rzeczywiście wzrosły, to po prostu pogłębiły straty ponoszone przez producentów. Straty te w większości już istniały, zanim wojna na Ukrainie wywołała globalny wzrost cen. Powodem jest to, że sumy dla tego rynku po prostu się nie sumują: rządy uważają, że subsydiują niedojrzałą technologię, która ostatecznie będzie samowystarczalna. Jednak po ćwierćwieczu subsydiowania rynek ten nie jest już niedojrzały. Po prostu nigdy nie będzie ekonomiczny, dopóki ludzie nie zdadzą sobie sprawy, że pomimo kosztów operacyjnych bliskich zeru, farmy wiatrowe muszą zarabiać dużo pieniędzy, aby spłacić swoje bardzo wysokie koszty kapitałowe, co decydenci polityczni niechętnie przyznają, ponieważ oznaczałoby to porzucenie retoryki „tanich odnawialnych źródeł energii” i przyznanie, że energia odnawialna jest w rzeczywistości bardzo droga.

Z pewnością, dopóki coś się nie zmieni, firmy niechętnie będą kontynuować budowę. W ubiegłym miesiącu, w ramach ostatniej rundy brytyjskiego programu dotacji na odnawialne źródła energii, nie wpłynęła żadna oferta od deweloperów morskich farm wiatrowych, a tylko dwa projekty z zeszłorocznej rundy przeszły do etapu budowy. Wiodący deweloper, Vattenfall, wstrzymał w lipcu prace nad farmą wiatrową Norfolk Boreas, powołując się na rosnące koszty. Niedawno ogłoszony przetarg w Niemczech zakończył się zbyt niską subskrypcją – pomimo tego, że docelowy wolumen został zmniejszony o prawie połowę w trakcie procesu, oferty nadal nie pokrywały oferowanej mocy. Nie jest to bynajmniej pierwsza rozczarowująca niemiecka aukcja wiatrowa, a oferenci preferują bardziej przyjazne komercyjnie aukcje w Holandii.

W Stanach Zjednoczonych, pomimo ogromnego wsparcia oferowanego przez ustawę o redukcji inflacji, projekty farm wiatrowych również borykają się z trudnościami. Orsted, światowy lider w dziedzinie morskiej energetyki wiatrowej, poinformował, że może anulować ponad 2 mld USD kosztów związanych z trzema amerykańskimi projektami – Ocean Wind 2 u wybrzeży New Jersey, Revolution Wind u wybrzeży Connecticut i Rhode Island oraz Sunrise Wind u wybrzeży Nowego Jorku – które nie rozpoczęły jeszcze budowy, twierdząc, że może wycofać się ze wszystkich trzech projektów, jeśli nie znajdzie sposobu na uczynienie ich ekonomicznie opłacalnymi.

W sierpniu rząd USA zorganizował aukcję na dzierżawę morskich farm wiatrowych w Zatoce Meksykańskiej, która nie wzbudziła niemal żadnego zainteresowania deweloperów. Jedna firma, RWE, złożyła ofertę na jeden z trzech obszarów dzierżawy i wygrała z powodu braku konkurencji. Na pozostałe dwa obszary dzierżawy nie złożono żadnych ofert. Analitycy twierdzą, że firmy niechętnie składały oferty, ponieważ stany wzdłuż wybrzeża Zatoki Perskiej nie muszą kupować energii elektrycznej z morskich farm wiatrowych. Tymczasem projekty realizowane u wybrzeży Nowego Jorku domagają się średnio 48-procentowego wzrostu cen gwarantowanych, co może zwiększyć ceny energii elektrycznej w tym stanie o 880 mld USD rocznie.

Długoterminowe kontrakty na energię elektryczną produkowaną przez morskie farmy wiatrowe zostały anulowane, a deweloperzy farm wiatrowych zapłacili wysokie kary. Deweloper Avangrid, spółka zależna hiszpańskiego giganta Iberdrola, anulowała swoje kontrakty na produkcję energii z 804-megawatowego projektu Park City i 1,2-gigawatowego projektu Commonwealth Wind. Firma planuje ponownie rozpisać przetargi na te projekty w przyszłych aukcjach, ale na razie zostały one zakończone. Shell, Equinor i Orsted również starały się anulować lub renegocjować podobne umowy, podczas gdy projekt Ocean Winds-Shell, SouthCoast Wind, zgodził się zapłacić 60 mln USD za anulowanie umów z przedsiębiorstwami użyteczności publicznej w Massachusetts.

W Karolinie Północnej, Duke Energy całkowicie zrezygnował z morskiej energetyki wiatrowej w swoim najnowszym długoterminowym planie energetycznym, faworyzując elektrownie jądrowe, słoneczne i wiatrowe na lądzie. Duke zobowiązał się również do zamknięcia istniejących elektrowni dopiero po uruchomieniu nowych, mając nadzieję na złagodzenie niestabilności sieci, która nękała część kraju w ostatnich latach.

Wszystko to sprawia, że ambicje prezydenta Joe Bidena dotyczące budowy 30 gigawatów morskiej energii wiatrowej wzdłuż wybrzeża USA do 2030 r. są zagrożone, a wielu analityków uważa, że cele te po prostu nie zostaną osiągnięte. Cele te wynikają po części z chęci północno-wschodnich stanów do odejścia od paliw kopalnych – na przykład Nowy Jork postawił sobie za cel zasilanie swojej sieci w 70 procentach energią odnawialną do 2030 roku.

Jednak pomimo zachęt oferowanych przez ustawę o redukcji inflacji (IRA), deweloperzy morskich farm wiatrowych twierdzą, że dotacje IRA są niewystarczające, aby projekty mogły się rozwijać w obecnym środowisku i lobbują na rzecz dodatkowych ustępstw. Urząd ds. Badań i Rozwoju Energii Stanu Nowy Jork, który wdraża stanowy mandat dotyczący morskiej energetyki wiatrowej w wysokości 9 gigawatów do 2035 r., ostrzegł, że opóźnienia we wdrażaniu morskiej energetyki wiatrowej mogą zagrozić realizacji stanowych celów w zakresie odnawialnych źródeł energii i zwrócił się do Departamentu Usług Publicznych Stanu Nowy Jork o zatwierdzenie podwyżek cen w kontraktach z Equinor, BP i Orsted.

Myślenie życzeniowe może zajść tylko tak daleko, aż realia rynkowe zaczną boleśnie dawać o sobie znać. Litania problemów stojących przed morską energetyką wiatrową powinna skłonić decydentów do ponownej oceny założeń dotyczących tego rynku. Odnawialne źródła energii bez wątpienia mają do odegrania pewną rolę w transformacji energetycznej, ale dalsze przekonanie, że są one tanie, pomimo wszystkich dowodów na to, że jest inaczej, jest nieodpowiedzialne. Nie wspominając już o złudzeniach.

autor: Kathryn Porter 

źródło: https://www.telegraph.coKathryn Porter .uk/news/2023/10/10/green-energy-plans-wind-solar-power-myth/