Agresja islamu, zachęty Szambelana don Fekalio: W Warszawie ma powstać wielki meczet. Trzeci !!!

W Warszawie ma powstać wielki meczet. Kasę zbiera kaznodzieja, który chwalił Al-Kaidę

https://www.salon24.pl/newsroom/1374125,kontrowersje-ws-finansowania-nowego-meczetu-kase-zbiera-kaznodzieja-ktory-chwalil-al-ka-ide


Portal warszwa.naszemiasto.pl informuje, że w Warszawie ma powstać trzeci meczet. Obecnie trwa zbiórka pieniędzy na jego budowę, a miałby on stanąć na stołecznej Ochocie. Pomysł jest kontrowersyjny, ponieważ do zbiórki funduszy zachęca kaznodzieja – Amjad Qourshah, który w przeszłości chwalił członków Al-Kaidy oraz wygłaszał niechętne kobietom opinie.

Muzułmańska Fundacja na rzecz Edukacji i Integracji zbiera pieniądze na budowę kompleksu, który ma zawierać m.in. przedszkole, szkołę czy Polski urząd ds. Koranu. Budynek miałby powstać na Ochocie przy ul. Zadumanej. 

Problem pojawia się jednak wokół zbiórki na meczet, zachęca do niej bowiem kaznodzieja, który wygłaszał skandaliczne opinie.

– Wasi braci i siostry z Polski, z Muzułmańskiej Fundacji Edukacji i Integracji, chcą zbudować w stolicy w Warszawie wielki meczet, szkołę, przedszkole, siedzibę władz koranicznych i centrum Da’wah. Ma się tam znaleźć również muzeum, żeby zaprezentować nauki islamu nowym wyznawcom – stwierdził dr Amjad Qourshah.Kontrowersyjne opinie kaznodziei

[Czyi ” Wasi braci i siostry ” ? Moi – na pewno NIE. MIrosław Dakowski]

Nabih Bulos, który jest bliskowschodnim korespondentem Los Angeles Times, pisał w 2016 roku, że na nagraniu z 2014 roku Qourshah krytykował „słaby rząd” za wciągnięcie Jordanii „w wojnę, z którą nie mamy nic wspólnego”. Zasugerował wówczas też, że wszelkie ataki w Jordanii były prawdopodobnie dziełem CIA. Qourshah miał „rozwścieczył także liberałów i świeckich obywateli Jordanii, którzy wielokrotnie wzywali do usunięcia go z oczu opinii publicznej”.

Dziennikarz Los Angeles Times przypomniał, że kaznodzieja nalegał również, aby kobiety nosiły hidżab, wzywał do odwołania uroczystości, podczas których mieszały się płcie oraz sprzeciwił się życzeniu przez muzułmanów „Wesołych Świąt” chrześcijanom.

{Koleś, no to życzę wesołych meczetów – w Arabii. MD]

Z konta Qourshaha w serwisie X wychodzi też, że nie „ceni” ateistów. Na początku kwietnia „podał dalej” post, w którym muzułmanin rozmawia z ateistą. W podpisie wskazano, że argumentacja islamu jest prosta, a argumenty ateistów są „śmieszne”. 

Meczety w Warszawie

W stolicy Polski są obecnie dwa meczety – na ul. Wiertniczej w Wilanowie i przy ul. Bohaterów Września na Ochocie.

Ze strony internetowej Muzułmańska fundacji na rzecz Edukacji i Integracji dowiadujemy się, że „została powołana w odpowiedzi na narastające potrzeby społeczności muzułmańskiej w Polsce w zakresie edukacji i integracji dzieci i młodzieży z zachowaniem tożsamości muzułmańskiej”. W Polsce liczba muzułmanów wynosi około 15–25 tys.

=========================

To Tatarzy z Podlasia, od wieków patrioci polscy. A w Warszawie? jest muzułmanów kilkuset? MD]

Globalny wzorzec eurodebila. Oświata postępowa.

Globalny wzorzec eurodebila

Autor: AlterCabrio , 14 marca 2024 ekspedyt

Gdy runął mur i odzyskaliśmy wolność, zaczęliśmy wybierać swoją drogę rozwoju. Dziś już wiadomo dokładnie, że droga ta nie była naszą, lecz została dokładnie wytyczona przez globalnych kabalistów, rządzących organizacjami ponadnarodowymi, światowymi finansami i wielkimi korporacjami. Obecne posunięcia lewackiego rządu w Polsce są ściśle wpisane w scenariusz budowy federalnego państwa europejskiego, które zarazem zostało pomyślane jako prototyp i oddział państwa globalnego. To, co kojarzy większość opinii publicznej, to likwidacja prac domowych, ograniczenie oceniania i redukcja podstaw programowych. Mniej ludzi wie, że równocześnie planowany jest nowy przedmiot – „wiedza o zdrowiu”, zawierający seksualizację wg standardów WHO i wychowanie genderowe. Również mało kojarzone są wprowadzane równocześnie: Edukacja Włączająca, cyfryzacja, tzw. opieka psychologiczno – pedagogiczna i przechodzenie do Europejskiego Obszaru Edukacji.

−∗−

Globalny wzorzec eurodebila

Zainicjowane przez uśmiechniętą koalicję zmiany w polskiej edukacji spowodowały duży oddźwięk i skłoniły liczne organizacje i inicjatywy społeczne do zainteresowania się tym, co dzieje się w szkole. Rychło wczas, jest to bowiem logiczna konsekwencja całego szeregu procesów, toczących się od lat, którymi próbowaliśmy zainteresować szeroką opinię społeczną, jak dotąd bezskutecznie. Trzeba było dopiero wycięcia z podstawy programowej treści, drogich sercu wielu patriotów i konserwatystów, aby zechcieli zainteresować się tym, co w tych procesach najważniejsze – celową, systemową debilizacją prowadzoną pod dyrekcją Unii Europejskiej i ONZ.

Śledzenie źródeł, historii i przebiegu tych procesów jest wielce intrygujące, chociażby po to, aby zrozumieć, jak globaliści kradną narodom rozum, tożsamość i szanse życiowe przy współdziałaniu elit politycznych i naukowych, przy całkowitym braku wiedzy i zrozumienia przez społeczeństwo tego, co się dzieje i do czego prowadzi. Na taka analizę zabrakłoby jednak tu miejsca, skupię się więc jedynie na lapidarnym przedstawieniu esencji.

Wszelkie zmiany w edukacji państw europejskich odkąd powstała Wspólnota Europejska były przeprowadzane według ram, przez nią narzuconych, zbieżnych z równorzędnymi ramami ONZ. Aby nie popadać w szczegóły, przedstawię je razem. Polska doświadczyła dobrodziejstw tego etapu postępu od samych początków transformacji ustrojowej po 1989 r. Szczegółowa analiza procesów lokalnych i globalnych pozwala stwierdzić, że obecne zmiany w polskiej edukacji zostały zainicjowane od razu po II Wojnie Światowej, a głównym promotorem tamtego etapu był towarzysz Jakub Berman, pełniący różne wysokie stanowiska w aparacie partyjno – rządowym. To wówczas wycięto z podstaw programowych logikę i filozofię i zmieniono historię. Po okresie utrwalenia władzy ludowej pozwolono polskiej szkole na kilkadziesiąt lat zabetonowania systemu. Pośród licznych negatywów tamtej rewolucji należy wskazać przede wszystkim usunięcie niekomunistycznej kadry naukowej z uczelni wyższych i zastąpienie jej nowym narybkiem towarzyszy i współplemieńców towarzysza Bermana. Ci inwaderzy ulokowali się mocno na polskich uczelniach, a ich potomstwo, biologiczne lub duchowe do tej pory okupuje polską naukę, co tłumaczy otwartość środowisk naukowych na antykulturę i brak przeciwdziałania obecnej destrukcji.

Jednak szkolnictwo średnie i podstawowe zdołało się ochronić. Indoktrynacja komunistyczna okazała się tam powierzchowna, a co najważniejsze, utrzymano fundamenty kulturowej edukacji: kanon klasycznych lektur, podstawę programową obejmującą wiedzę obiektywną, związki przyczynowo – skutkowe, tożsamość narodową, paradygmat uczeń – mistrz, wymogi edukacyjne i oceny. Władzy ludowej zależało bowiem na odtworzeniu bazy przemysłowej, a do tego byli potrzebni ludzie, potrafiący pracować. Ominęła nas więc rewolucja kontrkulturowa lat 60-tych i 70-tych, która zaczęła zmieniać zachodnią edukację już wówczas. Nie należy jednak się łudzić, że komuna, rządząca sowietami i Polską była całkowicie inną komuną, niż ta rządząca już wtedy Zachodem. Na metapoziomie była to ta sama formacja religijno – ideologiczna, bazująca na kabale i posługująca się talmudycznym sposobem myślenia i postrzegania świata. W Polsce procesy zniszczenia postanowiono jedynie odroczyć, przygotowując jednocześnie grunt pod rewolucję obecnego czasu. Dzięki obsadzeniu katedr swoimi ludźmi stopniowo formatowano kolejne pokolenie neomarksistów – postmodernistów, wychowujących kolejne pokolenia nauczycieli, przygotowując ich do tego, aby oni sformatowali naród polski do wstąpienia w struktury Unii Europejskiej, a w szerszej perspektywie – do globalnej komuny. Poprzez zaniżanie płac zepsuto więc etos zawodu nauczyciela, obniżając jednocześnie wymogi przyjęcia i ukończenia studiów. Połączono to z polityką feminizacji szkolnictwa i obsadzeniem aparatczykami struktur zawodowych związków nauczycielskich. Było to przygotowanie pod pauperyzację i upodlenie tej profesji, realizowane systemowo i konsekwentnie przez całą historię III RP aż do tej pory. Kabalistyczni globaliści chcieli mieć pewność, że nie znajdzie się żadna siła z wewnątrz systemu edukacji, która będzie w stanie przeciwstawić się ich planom.

Gdy runął mur i odzyskaliśmy wolność, zaczęliśmy wybierać swoją drogę rozwoju. Dziś już wiadomo dokładnie, że droga ta nie była naszą, lecz została dokładnie wytyczona przez globalnych kabalistów, rządzących organizacjami ponadnarodowymi, światowymi finansami i wielkimi korporacjami. Obecne posunięcia lewackiego rządu w Polsce są ściśle wpisane w scenariusz budowy federalnego państwa europejskiego, które zarazem zostało pomyślane jako prototyp i oddział państwa globalnego. To, co kojarzy większość opinii publicznej, to likwidacja prac domowych, ograniczenie oceniania i redukcja podstaw programowych. Mniej ludzi wie, że równocześnie planowany jest nowy przedmiot – „wiedza o zdrowiu”, zawierający seksualizację wg standardów WHO i wychowanie genderowe. Również mało kojarzone są wprowadzane równocześnie: Edukacja Włączająca, cyfryzacja, tzw. opieka psychologiczno – pedagogiczna i przechodzenie do Europejskiego Obszaru Edukacji.

Edukacja Włączająca, o której wiele pisaliśmy jest główną lokomotywą przemian. Jest również zwana „szkołą dostępną dla wszystkich”, „edukacją wysokiej jakości”, „edukacją rozwijającą w pełni potencjał każdego dziecka”, „szkołą zaspokajającą wszystkie potrzeby każdej osoby uczącej się”. Pod tymi określeniami następują piękne hasła: demokracja, równość, sprawiedliwość, otwartość, elastyczność, różnorodność, włączenie, inkluzja. W skrócie chodzi o to, aby do normalnych szkół i normalnego trybu nauczania dla normalnych dzieci włączyć wszystkich tych, którzy z różnych powodów powinni być z niego wyłączeni. Wskazuje się różne grupy „defaworyzowane”, z których główne to: niepełnosprawni, w tym intelektualnie, niedostosowani społecznie, zaburzeni psychicznie i emocjonalnie, migranci. Wszystkich należy włączyć, czyli inkludować, a więc złączyć wszystkich ze wszystkimi. Propaganda inkluzyjna twierdzi, że w ten sposób stworzy się nowe, inkluzyjne społeczeństwo, które będzie się dynamicznie rozwijać, w którym nikt nie będzie dyskryminowany, każdy zostanie doceniony, każdy otrzyma pełnię szans, każdy będzie zaopiekowany, każdego potencjał zostanie dostrzeżony i rozwinięty, a potrzeby każdego dziecka zostaną zaspokojone. Włączenie, czyli bycie razem w środowisku lokalnym z rówieśnikami i całą społecznością jest przedstawione jako warunek niezbędny do budowy szczęśliwego społeczeństwa globalnego i największe pragnienie ludzkości. Wrogiem włączenia jest edukacja, przekazująca wiedzę, sama wiedza, wymogi edukacyjne i ocenianie osiągnięć. Dlatego stopniowo usuwa się te cechy ze szkół, zamieniając instytucje wiedzy na instytucje integracji społecznej, lokalne centra zbiorowej socjoterapii. Program nauczania w takich szkołach musi być dostępny dla wszystkich, również dla upośledzonych, zaburzonych i obcokulturowych migrantów, dlatego redukuje się wymaganą wiedzę do podstaw, niezbędnych dla państwa globalnego.

Szkoła włączająca ma przygotować wszystkich do życia w globalnym społeczeństwie, płynnego dostosowywania się do wymogów rynku pracy i rozwiązywania globalnych problemów ludzkości. Dlatego szkoła inkluzyjna jest jednocześnie szkołą zrównoważonego rozwoju. Wszystkie budynki, procesy, zachowania ludzi, programy nauczania muszą być zrównoważone, co oznacza formatowanie wszystkich do posłuszeństwa celom Agendy 2030. Nie będzie w niej miejsca na wiedzę, związaną z tożsamością narodową, chrześcijaństwem, kulturą grecko – łacińską, wiedzę ogólną i przedmiotową. Niepotrzebna będzie teoria, nauczana będzie tylko praktyka, niezbędną do wykonywania konkretnego zajęcia u konkretnego pracodawcy. Za to szkoła włączająca będzie obficie szafować klimatyzmem i ekologizmem.

Szkoła przyszłości nie może pozostawać w tyle za technologią, musi włączyć samą siebie, nauczycieli, personel, uczniów i rodziców w transformację cyfrową. Cyfryzacja obejmie treści nauczania, procesy uczenia się, materiały edukacyjne i przede wszystkim dobrostan cyfrowy uczniów. Oznacza to oczywiście rezygnację z tego, co nie może być kontrolowane przez centralne serwery. Za to nauka będzie spersonalizowana cyfrowo i dostosowana do każdego ucznia. Zarazem każdy uczeń będzie dostosowany do centralnego systemu.

Nie może zabraknąć wątku wielokulturowości. Różnorodność kulturowa dzięki zabiegom globalistów jest już codziennością szkół Europy Zachodniej i jest przez nich przedstawiana jako wyzwanie i szansa na kulturowe ubogacenie. Należy więc wszystkie szkoły dostosować do wielokulturowej imigracji, a ponieważ wszystkie szkoły wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej zostaną połączone w jeden obszar edukacyjny i jeden wzorzec nauczania, więc polskie szkoły też zostaną przystosowane do wielokulturowości, która dzięki temu będzie także mogła stać się normą również w przyszłym województwie nadwiślańskim.

Z wielokulturowością ściśle łączy się porządek mobilności edukacyjnej. Został on przedstawiony w europejskim dokumencie strategicznym „Europa 2030” z 2010 r., a uściślony w zaleceniach Rady Europejskiej „Europa w ruchu – mobilność edukacyjna dla wszystkich” z 2023 r. Otóż klika europejska planuje przenosić ludzi w tę i nazad, jak się jej będzie chciało, a ściślej – jak będą tego potrzebowały korporacje, dla potrzeb swojej konkurencyjności. Ludność Europy dzięki mobilności ma się do tych potrzeb płynnie i elastycznie dostosowywać. Unia chce, aby państwa członkowskie tak się zorganizowały, aby 15% do 25% wszystkich osób uczących się (już się nie mówi o uczniach, tylko o osobach) na wszystkich poziomach kształcenia uczyło się poza krajem pochodzenia. Obejmuje to również dzieci i młodzież. Niemieckie wywózki i stalinowskie przesiedlenia powracają pod szyldem szansy życiowej w ten sposób, aby ludzie sami chcieli (lub musieli) przemieszczać się po całej Europie. Do tych wesołych podróży mają dołączyć migranci spoza Unii, nazywani teraz „uczniami i studentami”. Zrównane zostanie wykształcenie formalne z pozaformalnym, a te – z jakąkolwiek praktyką zawodową. Te nowe wędrówki ludów mają być z planowe i celowe. Znaczy, ordnung muss sein, konkretni ludzie potrzebni będą w konkretnym celu, w konkretnym miejscu, na konkretny czas i do konkretnych zajęć. Mobilność edukacyjna będzie elastycznie łączyć się z mobilnością pracowniczą. Do takich to wesołych celów służą te wszystkie atrakcje z Erasmusem i e-twinningiem na czele.

Taka elastyczność bardzo jest pożądana przez globalno – unijne elity, które chcą pomóc każdemu się odnaleźć. Szkoła przyszłości zapewni każdej osobie możliwość uczenia się przez całe życie. Pamiętajmy, że każdy odnoszący sukcesy obywatel świata, a jednocześnie samorealizujący się europejczyk będzie elastycznie dostosowywał się do płynnie i nieustannie zmieniającej się rzeczywistości, podążając za pracą, wyznaczoną przez inkluzyjny system zatrudnienia. Planiści zakładają, że każdy będzie potrzebował wciąż uczyć się jakichś nowych kwalifikacji, co dotyczy zarówno dzieci, młodzieży i dorosłych. Jednocześnie każdy uczący się obywatel świata i Unii będzie kreatywny, innowacyjny i krytycznie myślący, ucząc się więc nowych rzeczy, powinien jednocześnie zapominać tego, czego nauczył się wcześniej, pod tytułem odrzucania stereotypów i schematów myślenia. Każdy człowiek, znajdujący się pod władzą kabalistów będzie więc mógł dysponować jedynie taką wiedzą, jaka w danym momencie będzie użyteczna dla systemu. Uczenie się przez całe życie dotyczy także osób starszych i młodych matek. Osoby starsze nie powinny być zmuszane do przechodzenia na emeryturę. Kabaliści wiedzą przecież, że każdy chce pracować całe życie, a przymusowa emerytura jest odbieraniem tym osobom szans życiowych i możliwości rozwoju. Dlatego zbawcy ludzkości uwalniają starców od konieczności bezproduktywnego marnowania się na znienawidzonych emeryturach. Zapewniają powrót do szkoły, zdobycie nowych kwalifikacji i mobilność, aby mogli się nadal samorealizować. Nawiasem mówiąc, dzięki temu nie będą już potrzebne emerytury – każdy będzie mógł nadal czynnie zarabiać, zupełnie jak Kuntz Wunderli w „Miłosierdziu gminy” Marii Konopnickiej. Kobietom, mającym małe dzieci również należy umożliwić szybki powrót na rynek pracy, o niczym innym przecież nie marzą. Dziecku należy zapewnić opiekę w zrównoważonym, inkluzyjnym, wielokulturowym żłobku, a mobilna młoda mama będzie mogła radośnie wytchnąć w korporacji, wreszcie uwolniona od tortur patriarchalnej rodziny. O dzietność martwić się nie trzeba – problem załatwi mobilność migracji edukacyjno – pracowniczej.

Każda różnorodna potrzeba każdego dziecka będzie zaspokojona w szkole włączającej. Różnorodność jest, jak pewnie już wiemy, cennym zasobem społeczeństwa i systemu edukacji. Należy więc doceniać każdą różnorodną tożsamość. Każda cecha może być cechą dystynktywną różnorodności, np. nieneurotypowość, różnorodność niepełnosprawności, zachowań, zaburzeń, kultur, zdolności. Wszystko wrzucone do jednego kotła i wymieszane. Z tego wychodzi inkluzyjna zupa, w której każdy jest traktowany indywidualnie, ale systemowo. Wszystko, co się dzieje w szkole ma być projektowane uniwersalnie, czyli dostosowane do każdej osoby uczącej się i jej indywidualnych potrzeb, bez potrzeby indywidualnego dostosowania. Oznacza to indywidualne nauczanie i szkołę specjalną dla wszystkich. System będzie każdego diagnozował i dostosowywał do niego usługi. System będzie określał, ustalał i zaspokajał potrzeby każdego dziecka, a celem będzie jego dobrostan, który będzie musiał być zgodny z potrzebami systemu. Wzorzec dobrostanu określa WHO, i jest on taki sam dla wszystkich, ale metody jego osiągania mogą być różne, oczywiście według tych samych schematów. Upośledzony, zaburzony, normalny i geniusz będą więc traktowani wedle tego samego wzorca. Różnić będą się jedynie bodźce, adresowane indywidualnie. W celu zaspokajania różnorodnych potrzeb budowany jest system Oceny Funkcjonalnej. Oznacza ona rozbudowaną analizę wszystkich cech i zachowań dziecka i jego rodziny. Używając obserwacji, testów psychologicznych i wywiadów badać się będzie jego zdolności, możliwości, ograniczenia, zaburzenia, zainteresowania, preferencje, zachowania, sytuację osobistą, światopogląd rodziców, metody wychowawcze, stosunki w rodzinie. Używając aplikacji i algorytmów wiedza ta będzie wprowadzana do systemu, kategoryzowana i zapisywana na centralnym serwerze. Następnie system wygeneruje raport i zalecenia rozwojowe. Będą one obowiązkowym dla szkoły programem rozwoju dziecka i zaleceniem dla rodziców. Celem będzie dobrostan dziecka określony przez WHO i potrzeby systemu, który później będzie zatrudniał te dzieci jako dorosłych. Zostanie określona ścieżka rozwoju dziecka aż do dorosłości i do określonego przez system stanowiska pracy. Program rozwoju obejmie wszystkie aspekty życia dziecka i wpłynie na życie jego rodziny. Wszelkie czynniki, mogące zaburzyć wyznaczony przez system program rozwoju zostaną zdiagnozowane jako zaburzenia i będą usuwane. Na straży rozwoju dziecka będą stali specjaliści szkolni i pozaszkolni, spięci w jeden system ze służbą ochrony zdrowia, w tym psychicznego oraz aparatem wymiaru sprawiedliwości, oczywiście unijnej.

Szkoła włączająca, rzecz jasna, będzie stosować innowacyjną dydaktykę, znaną jako Ocenianie Kształtujące. Nie jest ono ocenianiem wiedzy, ale ciągłym, interaktywnym ocenianiem postępów ucznia na drodze rozwoju, wyznaczonego przez system. Praca z uczniami jest sprowadzona do rozbudowanej standardowej procedury, dzięki której wiedza merytoryczna jest ograniczana do nieistotnego minimum, za to uczniowie są warunkowani do działania na zasadzie impuls – reakcja. Całości dopełnia zestaw zabaw, udających techniki edukacyjne. Na lekcjach ma się dużo dziać, być kolorowo, radośnie i hałaśliwie. Propaganda głosi, że wtedy dzieci będą się chętnie uczyć same i nabędą odpowiedzialność za swoją naukę. W magiczny sposób uzyskają cechy osób dojrzałych. Atrakcyjne nazewnictwo – kreatywność, innowacyjność, rozwój potencjału, nauczanie dostosowane do potrzeb rozwojowych dziecka – ma na celu ukrycie pochodzenia tej metody. Została ona stworzona i wypracowana w szkolnictwie specjalnym, dla potrzeb dzieci niedorozwiniętych. Następnie postępowi pedagodzy na amerykańskich uczelniach, pracujący za granty globalistycznych fundacji dostosowali te metody do szkolnictwa ogólnodostępnego. Ocenianie Kształtujące sprawdza się dobrze w szkołach specjalnych i dla małych dzieci. Na wyższych etapach edukacyjnych powoduje wyraźnie zmniejszenie wiedzy, spowolnienie rozwoju i uzależnienie uczniów od systemu, sterującego zachowaniami.

Ocenianie Kształtujące stanowi rozwinięcie systemu zarządzania społecznego Skinnera. Jest tu trzech uczestników: system, który określa, jakie zachowania ludzkie są pożądane i dobiera bodźce; nauczyciel, który jest przekaźnikiem impulsów systemowych, ale uważa, że kreatywnie pomaga dzieciom rozwijać swój potencjał; uczeń, przekonany przez nauczyciela, że jest wolny. Wpierw nauczyciel bada przedwiedzę uczniów, czyli to, co już wiedzą i co budzi u nich pozytywne skojarzenia (u Skinnera – badanie wcześniejszej historii warunkowania). Dzięki temu nauczyciel dobiera z zasobów systemowych bodźce, dostosowane do układu nagrody uczniów. Dopiero wtedy może rozpocząć się właściwa praca z uczniami. W etapie pierwszym lekcji nauczyciel wysyła bodziec do wszystkich uczniów (u Skinnera – emisja bodźca pozytywnego). Następnie modeluje reakcje uczniów poprzez podpowiedzi, sugestie i pytania naprowadzające. Robi to w taki sposób, aby reakcje uczniów odpowiadały potrzebom systemu. W etapie drugim uczniowie wykazują reakcje (u Skinnera – reakcja na bodziec). W trzecim etapie nauczyciel bada reakcję każdego ucznia i emituje informację zwrotną, w której wskazuje mu, co zrobił dobrze, na czym powinien jeszcze popracować (unika się stwierdzenia, że uczeń wykonał coś źle lub nieprawidłowo), i jak ma dalej postępować (u Skinnera konsekwencja). W rezultacie uczeń nie ma nabyć wiedzy o rzeczach, ale wiedzy o własnym zachowaniu. Uczeń wie, jak ma się zachowywać, aby otrzymać pozytywną reakcję otoczenia na swoje zachowania. Dodatkowym wzmocnieniem pożądanych reakcji uczniów są podawane przez nauczyciela na początku lekcji kryteria sukcesu. Jest to lista kontrolna warunków, które musi spełnić uczeń, aby uzyskać sukces. Sukcesem dla ucznia jest więc wypełnienie minimalnych wymogów wiedzy, podanych z góry przez nauczyciela. Na końcu lekcji następuje tzw. refleksja, czyli przeprowadzana przez nauczyciela ankieta zadowolenia i odczuć uczniów, dotycząca lekcji. Dzięki temu nauczyciel zdobywa wiedzę o zachowaniach uczniów, co pomaga mu dobrać właściwe bodźce na kolejną lekcję. Taki schemat jest stosowany podczas każdej lekcji. W stosunku do klasycznego nauczania – uczenia się jest to całkowicie odmienne. W modelu klasycznym uczeń poznaje wiedzę o rzeczywistości obiektywnej i sam kształtuje swój sposób myślenia, w modelu kształtującym uczeń poznaje procedury systemowe. Uczniowie, będący w fazie intensywnego rozwoju intelektualnego są więc warunkowani do określonych przez system zachowań, które wchodzą im w nawyk. Consuetudo altera natura hominum.

Jeden z dogmatów Edukacji Włączającej głosi, że to, co jest dobre dla uczniów niepełnosprawnych, jest dobre także dla wszystkich innych. Jeśli więc coś nadaje się dla niepełnosprawnych intelektualnie, nadaje się też dla pełnosprawnych. W ten sposób realizuje się dostępność szkoły włączającej dla wszystkich. Obniżyć poziom nauczania i wymogi tak bardzo, żeby w takiej szkole mógł się uczyć człowiek niepełnosprawny intelektualnie w stopniu głębokim, który nigdy nie wzniesie się na poziom intelektualny wyższy, niż trzyletnie dziecko. Poddani takiej edukacji uczniowie w normie intelektualnej, przebywający w środowisku, w którym na porządku dziennym jest upośledzenie psychiczne i niedorozwój, będą bezwiednie naśladować najbardziej ekspansywne zachowania. W połączeniu z radykalnym obniżeniem poziomu i wymogów oraz powszechną smartfonizacją da to efekt, w którym coraz większa część dorosłej populacji zatrzyma się na poziomie rozwojowym, właściwym dla dwunastolatka, co jest równoznaczne z debilizmem. Taki dorosły człowiek może wykonywać większość prac, ale nie potrafi wyznaczyć i zrozumieć celów działania. Musi więc stale być kierowany. Globaliści mają na to sposób, opracowany przez behawiorystę Burrhusa Frederica Skinnera, który nazwał technologią zachowania. Model ten oparty jest na warunkowaniu behawioralnym sprawczym, a powstał na bazie doświadczeń na zwierzętach. Nadaje się do zarządzania społeczeństwem homo debilis, czyli ludzi, uwarunkowanych do funkcjonowania pod stałą kontrolą i według procedur, a Ocenianie Kształtujące w połączeniu z Oceną Funkcjonalną są głównymi elementami tego systemu. Europejski wzorzec debila jest jednocześnie wzorcem globalnym, tyle, że wyposażonym w tożsamość unijną. Eurodebil jest więc debilem 3xE: european / ecological / electronical.

Edukacja Inkluzyjna bardzo dba o bezpieczeństwo uczennic, uczniów i pozostałych osób uczących się. Szkoła włączająca jest bezpieczna. Rodzice oddychają z ulgą – moje dziecko wreszcie będzie bezpieczne. System zadba o bezpieczeństwo zdrowotne dzieci, łącznie ze szczepieniami pod nadzorem WHO. Najbardziej jednak będzie dbać o bezpieczeństwo psychiczne. Według badań to właśnie przemoc, presja i dyskryminacja, jakich doświadczają młodzi ludzie są głównymi odpowiedzialnymi za problemy psychiczne, depresje i próby samobójcze dzieci i młodzieży. Oczywiście badania są prowadzone dla takiego celu i w ten sposób, aby udowodnić tezy, wmówione społeczeństwu przez globalistów, za pomocą tzw. psychologów i środowisk lewackich, oraz za pośrednictwem globalistycznych mediów. Tzw. specjaliści – psychologowie nie są klasycznymi psychologami, ponieważ nie używają klasycznej psychologii, ale konglomeratu, powstałego z połączenia psychoanalizy Freuda, okultyzmu Junga, antropozofii Steinera, psychologii humanistycznej Perlsa / Rogersa / Maslowa i behawioryzmu. Wszystko to bierze swój początek z kabalistycznej gnozy. Nie służy do zrozumienia człowieka, ale do zapanowania nad jego rozumem i wolą. Wiedza ta zasługuje na miano psychomagii. Psychomagowie tworzą gildię, która zdominowała terapie, poradnictwo psychologiczne i pedagogikę. Gildia ta zwie się psychopedą i jest armią, rzuconą przez globalistów przeciw narodom, a jednocześnie przemysłem, napędzanym przez globalistów i wyciągającym krocie od ludzi, nad którymi panuje. Psychomagowie posługują się neomarksizmem, który traktują jako opis rzeczywistości społecznej. A tam stoi, że sprawcami zła wobec dzieci są nauczyciele i ojcowie. Ci „tendencyjni faszyści” wywierają ciągłą presję na dzieci i zmuszają je do zachowań wbrew ich woli. Zmuszają do nauki i przestrzegania zasad kultury. W ten sposób niszczą doskonałą naturę dziecka i wykrzywiają jego losy w sposób nieodwracalny. Dla neomarksistów i psychopedy jest to więc najgorszy rodzaj faszyzmu – przemoc symboliczna, psychiczna i emocjonalna. Nie jest oddziaływaniem fizycznym, nie da się więc jej obiektywnie stwierdzić, dlatego wystarczą same odczucia dziecka / ucznia. Ponieważ jednak dzieci / uczniowie mogą znajdować się w zależności emocjonalnej od rodziców / nauczycieli, dlatego psychopeda szkolona jest, jak rozpoznawać przemoc nawet tam, gdzie nie da się jej obiektywnie stwierdzić. Jeśli dziecko jest zbyt spokojne, nie integruje się ze wszystkimi, nie uczestniczy w wesołych zabawach klasowych, słowem, jeśli nie zachowuje się tak, jak wszyscy – jest podejrzenie o przemoc domową lub szkolną. Jeśli uczy się dobrze i nie sprawia problemów – to na pewno na skutek presji przemocowych rodziców. Jeśli ubiera się, wygląda i zachowuje na sposób tradycyjny, nie jest wulgarne, a jeśli to dziewczynka, nie jest przesycona seksualizacją – oznacza to przemoc rodzicielską. Jest ona wzmacniana przez kulturowe wzorce społeczeństwa, opartego na katolickim patriarchacie. Dziecko takie trzeba więc czym prędzej wyzwolić i uratować przed zagrożeniem ze strony członków rodziny. Drugi powód cierpień młodzieży to ocenny charakter szkoły. Narzucanie wiedzy, wymogi edukacyjne i oceny stanowią straszną traumę. Winni są ci nauczyciele, którzy wymagają i oceniają.

W Polsce katalizatorem walki z rodzicami i szkołą stała się sprawa Kamilka. Dzięki medialnej histerii, rozpętanej wokół tragedii dziecka, skatowanego przez zwyrodnialca uchwalono tzw. „ustawę Kamilka”, czyli nowelizację Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Nałożyło to na wszystkie placówki, pracujące z dziećmi obowiązek wprowadzenia standardów ochrony małoletnich. Owe standardy dokładnie wpisują się w politykę unijno – globalnych elit. Od 15 lutego wszyscy nauczyciele i pracownicy mają obowiązek zgłaszać wszelkie podejrzenia przemocy domowej. Brak donosu może sprowadzić na tego, kto ośmielił się nie donieść odpowiedzialność dyscyplinarną lub nawet karną. Nauczyciele mają obowiązek zgłaszać wychowawcy, ten – szkolnemu pedagogowi (najczęściej należącemu do gildii psychomagów. W większości są to kobiety). Ten specjalista ma niezwłocznie donieść do władz, które powinny wysłać służby siłowe do podejrzanej rodziny. Policja już dostała instrukcje, aby każdego młodego człowieka pytać o jego dobrostan – jak się czuje w domu i szkole. Bezpieczna szkoła dba także o bezpieczeństwo dzieci na terenie szkoły. W porozumieniu z UNICEF w Polsce szkoli się już doradców ds. dostępności uczenia – DDU, którzy będą dbali o pełną dostępność i zdrowie psychiczno – emocjonalne dzieci. Jeśli w szkole będą jakieś elementy, zakłócające dobrostan uczniów – DDU będzie zmieniał klimat szkoły, a także klimat rodziny. Wystarczy więc jedno słowo niezadowolonego ucznia, a tym bardziej uczennicy, aby rzucić podejrzenie na każdego nauczyciela (w większości są to kobiety). Przy dzisiejszym stanie prawnym każdy nauczyciel w każdej chwili może zostać oskarżony o przemoc. Zwykle takie oskarżenie powoduje publiczny lincz i zwolnienie z pracy. Koleżanki, koledzy, dyrekcja, kuratorium zwykle się odwracają, a media główne i społecznościowe, w powiązaniu z działalnością lewackich fundacji robią resztę. Dziś wystarczy jedno zdanie, aby zniszczyć nauczyciela. Globalno – unijny wzorzec szkoły już przenika do Polski. Nauczyciele mają bać się uczniów i rodziców, bo ci mogą donieść i oskarżyć o przemoc psychiczną, znęcanie się i nękanie. Na przykład negatywna ocena lub odpytywanie na lekcji może zostać tak zinterpretowane. Powinni też obawiać się szkolnych psychomagów, którzy dostali instrukcje pilnego monitorowania szkoły w poszukiwaniu objawów przemocy. Rodzice mają bać się nauczycieli i szkolnych specjalistów, którzy mają obowiązek donosić, a także własnych dzieci, które nieświadomie mogą powiedzieć nieostrożne słowo. Wszyscy mają bać się wszystkich, jak u sowietów. Już trwają szkolenia dla szkolnych psychomagów, jak indoktrynować nauczycielki, aby chciały donosić na rodziców. Używane są przy tym techniki psychomanipulacji, na które szczególnie podatne są kobiety. Przedstawia się maltretowane dziecko i jego oprawcę. Odtąd nauczycielki mają domniemywać przemoc domową u każdego ucznia, a w szczególności uczennicy. Każde zachowanie, zadrapanie, siniak ma być powodem do interwencji służb w rodzinie. Tworzone są już statystyki, pokazujące skalę zła, dziejącego się w rodzinach – przemoc, nękanie, maltretowanie, bicie, molestowanie, gwałty. Armia psychomagów, skierowana do szkół w ciągu ostatnich lat służy między innymi do tworzenia takich statystyk. Są one celową manipulacją, aby stworzyć fałszywy obraz rzeczywistości i rzucić potężne oskarżenie na rodzinę, a szczególnie ojców. Nie należy wierzyć w te statystyki, one zostały napisane już dawno przez marksistowskich psychologów. Pod wpływem tej kłamliwej propagandy nauczyciele mają być szczuci na rodziców, rodzice na nauczycieli, uczniowie na rodziców i nauczycieli, wszyscy na mężczyzn. Na straży powszechnej inwigilacji i kontroli mają stać szkolni psychomagowie, zwykle nieświadomi swojej roli, z umysłami wypranymi na uczelniach i szkoleniach przez uczniów towarzysza Bermana. Tak tworzy się współczesny Urząd Bezpieczeństwa, wdzierający się do narodu przez szkołę. Tak tworzy się nowych Pawlików Morozowów. Wszyscy mają się bać, jedni mają nienawidzić drugich. Machina donosów na nauczycieli i rodziców dopiero zaczyna się rozkręcać.

Szkoła włączająca jest także równościowa, znosi więc wszelkie nierówności we wszystkich kategoriach – wiedzy, płci, religii, kultury, narodowości. Jednocześnie jest różnorodna, więc akceptuje każdą tożsamość. W szczególny sposób dotyczy to tożsamości seksualnej i płciowej. ONZ i UE bardzo szanują i afirmują różnorodność seksualno – płciową, i bardzo wspierają prawa seksualne i reprodukcyjne. Dziecko w wieku 12 lat dowie się już wszystkiego, co powinno wiedzieć o seksie wg WHO. Dowie się, że ma prawo do nieskrępowanej ekspresji seksualnej, do przyjemności samemu lub społecznie, do antykoncepcji, że aborcja jest prawem człowieka, o pigułce wczesnoporonnej, gdzie może uzyskać wsparcie. Dowie się też, że dwie płci to przeżytek i stereotyp, że może sobie to rozwiązać inaczej, że istnieje wiele rodzajów depresji i dysforii płciowej, że ma prawo domagać się swojej własnej drogi do szczęścia, że normy religii chrześcijańskiej są szkodliwe, że prawdziwą wolność osiągnie, jeśli odrzuci wszelkie stereotypy, wpojone przez rodziców i twórczo stworzy swoja nową tożsamość. Jeśli Polska wejdzie do Europejskiego Obszaru Edukacyjnego, to zapewne w krótkim czasie w szkole dzieci będą mogły uzyskać wsparcie w tranzycji płciowej. Globalno – unijna szkoła tworzy bowiem edukację zmieniającą płeć.

Dużo szczegółów jeszcze można opowiedzieć, ale to i tak już wiele. Na tyle dużo, aby to całe unijno – globalne piekło jednoznacznie odrzucić. Dlaczego jednak tak się nie dzieje? Polska nie musi przyjmować żadnych uregulowań spośród powyższych. Jednak przyjmuje wszystkie. Główne przyczyny są dwie – zewnętrzna, czyli skoordynowane dążenia ONZ i UE do zniszczenia normalnej szkoły i wprowadzenia pralni mózgowej, kontrolującej życie uczniów i rodzin. Druga przyczyna jest wewnętrzna, po stronie państwa polskiego, że nie potrafi się temu oprzeć. To, że nie potrafi też dzieli się na dwie przyczyny. Pierwsza przyczyna – brak świadomości narodu oraz czynników decyzyjnych, ponieważ globalno – unijny plan został sprytnie ukryty za szczytnymi hasłami. Druga przyczyna – brak woli. Ten brak woli też dzieli się na dwie przyczyny. Pierwsza to chciwość, bowiem plan ten został wzmocniony nieograniczonymi środkami finansowymi. Druga przyczyna to spadek po towarzyszu Bermanie. Zarówno na uczelniach, w systemie oświaty, w strukturach rządowych i w środowiskach politycznych jest aż nadto pobratymców towarzysza Bermana. Stroją niewinne miny i wygłaszają piękne słowa, są to jednak wciąż ci sami ludzie, przekazujący swoją tożsamość, układy oraz nienawiść do Polski, Polaków i chrześcijaństwa. Dobrali sobie liczne grono szubrawców, którzy za pieniądze zrobią wszystko, i oto mamy główną przyczynę naszych nieszczęść. Coś, co uważamy za elitę, w rzeczywistości jest ośmiornicą sprzedajnych zdrajców, ściśle współpracujących z siłami unijno – globalnymi. Barwy partyjne nie grają tu większej roli.

Na koniec coś optymistycznego. Świadomość niewoli jest pierwszym krokiem do zrzucenia kajdan. Jesteśmy w niewoli, a nasi ciemiężyciele dążą do tego, aby zaostrzyć jej warunki. Dzięki temu jednak ujawniają się oni sami, ich słudzy, narzędzia i cele. Teraz świadomi Polacy muszą wykonać następującą pracę:

  • zadbać o stabilne i trwałe małżeństwo;
  • mieć jak najwięcej dzieci;
  • nie dopuścić do ich deprawacji;
  • zapewnić porządne, narodowo – katolickie wychowanie;
  • budować swoje nieformalne grupy wsparcia, lokalne, regionalne, krajowe;
  • mieć świadomość celu – niepodległe państwo polskie, niezależne od UE i ONZ;
  • zdobywać jak najwięcej wiedzy o polityce, ekonomii, rządzeniu państwem, zarządzaniu społeczeństwem, gospodarką i armią;
  • przekazać tą wiedzę dzieciom;
  • starać się uświadamiać innych, szczególnie tych, co mają lub mogą mieć dzieci;
  • nie tracić wiary, nadziei i miłości – pojmowanej na sposób chrześcijański.

Opisane powyżej mechanizmy, mimo, że straszliwe, są tylko procedurami, a działania wykonują ludzie. Każdy system da się obejść i oszukać, a ten będzie szczególnie niewydolny. Jeśli będziecie trzymali się razem w rodzinie i grupie, przetrwacie. Aż do dnia, kiedy nasza ciemiężycielka potrzaska się w posadach, a wówczas będzie pilna potrzeba wykonać najpierwsze zadanie – wymienić bermanowców na uczciwych Polaków, którzy będą wiedzieli, co trzeba zrobić.

_____________

Globalny wzorzec eurodebila, Bartosz Kopczyński, 13 marca 2024

−∗−

Warto porównać:

Rozpad Europy w dobie przemian kulturowo-politycznych
Cywilizacja powstała w wyniku ograniczenia ludzkiej seksualności. Społeczności, które najbardziej ograniczyły wolność seksualną, osiągnęły najwyższy stopień rozwoju kultury. Wyzwolenie seksualne stało się formą politycznej kontroli, którą stosuje władza, wykorzystując ludzkie […]

_____________

Czas nowego antysystemu
Pojęcie antysystemu należy całkowicie zredefiniować. Nowy antysystem nie może odnosić się już tylko do kontestacji systemu politycznego państwa – musi on brać pod uwagę system globalny, którego dynamiczna ewolucja zmienia […]

_____________

Jak odzyskać niepodległość. Aspekty formalne, materialne i… nasze cechy
Naród jednak nie chce odzyskiwać niepodległości z powodu dwojakiej niewiedzy: nie wie, że ją utracił, i nie wie, że nie jest narodem. Jak to rozumieć? Wydaje się sprzeczne, jednak pozornie. […]

_____________

„Prace domowe to dopiero początek!” – dwugłos ws. zmian w edukacji
W obszarze edukacji najpierw pojawiła się wroga nauczaniu propaganda, potem zwiększono prawa ucznia, jednocześnie likwidując obowiązki, potem uszkodzono procesy, zachodzące w systemie, a w końcu zaproponowano lek na wszystkie bolączki […]

_____________

Chcą całkowicie przebudować myślenie naszych dzieci – Hanna Dobrowolska
Nowy rząd wprowadza rewolucyjną, ukrytą reformę, która ma na celu nie tylko zniszczenie polskiej edukacji, ale przede wszystkim przebudowanie całkowite myślenia naszych dzieci. — Postępująca destrukcja. Całkowicie systemowa, przeprowadzana z […]

−∗−

Tagi:Bartosz Kopczyński, edukacja, Europejski Obszar Edukacyjny, globalizm, Nowacka, ONZ, podstawy programowe, psychologia, UE, Unia Europejska, w towarzystwie

Mit demokracji w służbie eurokracji

Mit demokracji w służbie eurokracji

[Nie znałem tego portalu. Jest świetyny – korzystajcie, państwo bezpośrednio. Mirosław Dakowski]

Dominik Liszkowski 20 marca 2024 wtowarzystwie.pl/mit-demokracji-w-sluzbie-eurokracji/

Wśród rzekomych „europejskich” wartości promowanych przez Unię Europejską, na jednym z pierwszych miejsc znajduje się demokracja. Ciężko nie uznać tego za szczególny przejaw eurokratycznej hipokryzji, kiedy weźmie się pod uwagę sposób funkcjonowania całej tej instytucji. Z demokracją nie ma on nic wspólnego.

Demokracja unijna swoim kształtem przypomina bardzo dobrze znany nam model demokracji ludowej, funkcjonujący niegdyś na terytorium PRL. Unijna demokracja polega na tym, że – podobnie jak w PRL – „obywatele” wybierają swoich przedstawicieli do parlamentu (Europarlament w UE, Sejm w PRL), którego rzeczywiste kompetencje są tak znacznie ograniczone, że organ ten nie posiada żadnego realnego wpływu na kierunek polityki danej organizacji czy też danego państwa. Model ten określamy demokracją fasadową, czyli taką demokracją, w której, choć istnieją z formalnego punktu widzenia procedury demokratyczne, w rzeczywistości nie mają one żadnego wpływu na kształtowanie polityki określonego podmiotu.

To, że w warunkach dzisiejszych, obywatele mają do wyboru znacznie większą ilość partii, reprezentujących bardziej rozmaite spektrum poglądów, nie robi z punktu widzenia faktycznego znaczenia wyborów żadnej różnicy poza tą natury psychologicznej. Wyborca – zazwyczaj kompletny ignorant, nieświadomy fasadowego charakteru organu, do którego wybiera swojego przedstawiciela – jest święcie przekonany, że posiada wpływ na polityczną rzeczywistość.

Fasadowość charakteryzuje zresztą nie tylko unijny proces demokratyczny. Słowo to doskonale odzwierciedla także charakter samego Parlamentu Europejskiego. W przeciwieństwie do parlamentów krajowych, ten europejski nie posiada inicjatywy ustawodawczej, co czyni z niego de facto atrapę parlamentu. Po co więc w ogóle stworzono tego rodzaju organ, jeżeli jego istnienie nie jest w ogóle potrzebne do funkcjonowania całej organizacji? Oficjalnie PE jest „organem prawodawczym”, ale kompetencje te dzieli z Radą Unii Europejskiej. Nie są to więc prerogatywy unikalne. Jedyną wartą wspomnienia realną kompetencją, jaką posiada to możliwość przyjmowania wraz ze wspomnianą Radą dyrektyw – wiążących, lecz nie normatywnych aktów prawa pochodnego. Dyrektywy te zobowiązują państwa członkowskie do wprowadzenia określonych regulacji, lecz jednocześnie nie określają metod ich realizacji.

Parlament teoretycznie dysponuje kompetencjami takimi jak zatwierdzanie Komisji Europejskiej i jej przewodniczącego czy też prawo uchwalania wotum nieufności wobec tejże komisji większością 2/3 głosów, ale w panujących od dekad warunkach totalnej dominacji stanowiących eurokratyczny establishment sił liberalno-lewicowych zarówno w PE, jak i KE, kompetencje te nie mają żadnego realnego znaczenia. Sytuacja mogłaby wyglądać inaczej jedynie w przypadku utraty większości przez wspomniane siły liberalno-lewicowe, co jakkolwiek ciężko sobie wyobrazić. Ponadto, niektóre z kompetencji Parlamentu Europejskiego brzmią wręcz śmiesznie – organ ten może np. wydać w dowolnej kwestii opinię, lecz w żaden sposób i wobec nikogo nie jest ona wiążąca.

Nie jest więc tajemnicą, że istnienie tego biurokratycznego monstrum dla europejskiego podatnika stanowi jedynie obciążenie finansowe. Europejczycy mają w sumie na utrzymaniu liczbę 9947 pracowników PE, plus 705 europosłów z zarobkami przekraczającymi w przeliczeniu na złotówki ponad 40 tysięcy brutto miesięcznie. Roczne utrzymanie całego Europarlamentu to koszt 9,7 miliarda złotych (dane z budżetu za rok 2023). Z kolei utrzymanie tegoż szacownego i bezużytecznego zgromadzenia, którego główne kompetencje sprowadzają się do „możliwości zadawania pytań” i „wydawania opinii”, na przestrzeni całej kadencji kosztuje europejskich podatników 48,5 miliarda złotych!

I tu właśnie tkwi odpowiedź na pytanie o to, dlaczego Parlament Europejski w ogóle funkcjonuje. Z jednej strony – tak jak wspomniałem – jest podstawowym narzędziem unijnej propagandy, podtrzymującym fikcję demokracji, która rzekomo w tej organizacji panuje. Z drugiej strony jest studnią bez dna dla politycznych miernot z całej Europy, tudzież wymarzonym miejscem politycznej emerytury. Z tego też względu żadna pozytywna reforma tej instytucji nie jest możliwa, gdyż wśród osób decyzyjnych wszyscy zainteresowani są podtrzymaniem statusu quo. W niedawnych propozycjach zmian traktatowych UE pojawiła się wzmianka o roli Europarlamentu, lecz jedyne postulaty z nim związane, odnosiły się do przyznania mu inicjatywy ustawodawczej.

Warto tutaj wspomnieć o badaniach dokonanych przez Eurobarometr w roku 2023, gdyż jedno z zadanych pytań brzmiało: Czy chciałbyś, aby Parlament Europejski odgrywał bardziej lub mniej znaczącą rolę? Aż 49% Polaków opowiedziało się za zwiększeniem roli tego organu, przy 36% opowiadających się za jej zmniejszeniem (53% do 30% w skali ogólnoeuropejskiej).

Osobiście dodałbym do tej ankiety pytanie: Czy wiesz jakie kompetencje posiada aktualnie Parlament Europejski? Zakładam, że gdyby uważnie sprawdzić wiedzę na ten temat ankietowanych osób, okazałoby się, że większość z nich nie ma nawet pojęcia, czym jest Europarlament. Wielu ludzi nie rozróżnia go nawet od Komisji Europejskiej.

Kto naprawdę rządzi Unią?

Kto w takim razie sprawuje nad Unią rzeczywistą władzę? Unia posiada naturalnie swój oficjalny organ wykonawczy, którym jest Komisja Europejska, ale, jak dobrze wiemy, ludzie pokroju Ursuli von der Leyen czy wcześniej Jean-Claude’a Junckera są jedynie podwykonawcami, kontynuującymi realizację dawno już z góry nakreślonych strategii. Kto mianuje przewodniczącego tejże komisji? Formalnie jest to Rada Europejska, lecz nie jest tajemnicą, że o nominacji na to stanowisko decyduje w pierwszej kolejności kanclerz Niemiec. W przeszłości zachowywano pozory, wybierając na to stanowisko kandydatów z państw trzecich. W ostatnim rozdaniu doszło jednakże do ugody między stronami niemiecką i francuską, czyli dwoma głównymi siłami UE, które stwierdziły, że czas na zachowywanie pozorów już minął. Niemcy obsadzili stanowisko przewodniczącego KE Ursulą von der Leyen, a Francuzi wydelegowali Christine Lagarde na stanowisko prezesa Europejskiego Banku Centralnego. Czyż to nie kwintesencja demokracji?

Naturalnie, wybór ostatecznie zatwierdzić musi Parlament Europejski, ale – jak już wspominałem – jest to na ogół formalnością, gdyż faktyczna akceptacja ostatecznego kandydata na „pierwszego sekretarza” następuje na długo przed tym, jak w PE odbywa się głosowanie. Nikt nie ma interesu w blokowaniu wyznaczonego kandydata, gdyż przy okazji następuje przecież o wiele większy podział łupów – do rozdzielenia pozostaje o wiele większa ilość intratnych stanowisk, więc ostatecznie grono zadowolonych z obrotu spraw jest wystarczająco duże, by narzucony z góry układ przyklepać.

Warto też odnieść się do aspektów bardzo często pomijanych w kontekście „demokratycznego” funkcjonowania UE, czyli wpływu innych czynników ponadnarodowych oraz pozapaństwowych. Kiedy przyjrzymy się polityce konsekwentnie realizowanej przez UE na przestrzeni ostatnich dekad, dostrzeżemy, że ideologiczna agenda tej instytucji niemal w całej rozciągłości pokrywa się z głównymi postulatami agendy ideologicznej Organizacji Narodów Zjednoczonych, której ostatnią formę znamy jako dokument „Agenda 2030 na rzecz zrównoważonego rozwoju”. W „Sprawozdaniu ogólnym z działalności Unii Europejskiej” za rok 2023 czytamy:

„Pierwszy dokonany przez UE dobrowolny przegląd realizacji Agendy na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030 pokazuje, że Unia jest w pełni zaangażowana w realizację 17 celów zrównoważonego rozwoju, które zostały przyjęte przez wszystkie państwa członkowskie ONZ w 2015 r. UE zdecydowanie umieściła zrównoważony rozwój w centrum swoich działań i podejmuje starania, aby osiągnąć postępy w realizacji Agendy 2030 zarówno w Europie, jak i na całym świecie, wspierając kraje partnerskie w ich działaniach wdrożeniowych. Unia włączyła te cele do swoich polityk, budżetów i planowania długoterminowego. Dzięki kompleksowemu podejściu obejmującemu całą administrację rządową Europejski Zielony Ład odgrywa główną rolę w dążeniu do bardziej zrównoważonej i dostatniej przyszłości dla wszystkich.”

Słowa o dostatniej przyszłości brzmią w tym miejscu niczym żart. Zielony Ład – i nie ma co do tego wątpliwości – prowadzić musi do ekonomicznej zapaści europejskich gospodarek, gdyż na skutek transformacji energetycznej znacząco wzrosną koszty produkcji, a wspomniane gospodarki zatracą całkowicie swoją konkurencyjność. Wspomniany wyżej dokument jest zresztą pełen absurdalnych, politpoprawnych teorii i stwierdzeń, pokazujących jedynie poziom oderwania od rzeczywistości eurokratów. Jeden z podrozdziałów zatytułowano nawet histerycznie „Realia wrzącej planety”, a powielana jest w nim ekoterrorystyczna narracja o nadciągającej apokalipsie i przegrzaniu się Ziemi, co ma służyć jako koronny argument, uzasadniający chorą politykę klimatyczną UE, która nie bierze w ogóle pod uwagę drastycznych konsekwencji ekonomicznych. Jeśli jednakże zawartość tego dokumentu kogoś ciekawi, to jest on dostępny do pobrania na stronach unijnych w wersji polskiej i znajduje się w nim sporo tzw. „smaczków”, pokazujących jak dogłębnie zideologizowaną w duchu neomarksistowskim organizacją jest obecnie Unia.

Więcej na temat unijnego eko-szaleństwa:
Od ekologizmu do klimatyzmu
Czerwony ład unijny

Ponadto – to akurat tajemnicą nie jest – instytucje unijne oblegane są nieustannie przez setki rozmaitych lobbystów, którzy forsują takie rozwiązania prawne na terytorium Unii, które sprzyjałyby rozwojowi reprezentowanych przez nich wielkich korporacji. Doskonałym przykładem takiego sprzężenia jest kwestia tzw. polityki klimatycznej. Tutaj bowiem spinają się ze sobą interesy zarówno ONZ, UE, wielkich korporacji, jak i międzynarodowej finansjery, która na transformacji energetycznej zbija niebotyczne sumy. Wspominałem już niegdyś w innym tekście, o tym, jak światowa finansjera promuje tzw. eko-agendę, gdyż jej forsowanie wymusi na państwach narodowych natychmiastowe działania na ogromną skalę, niemożliwe do zrealizowania za pomocą bieżących budżetów. To z kolei wymusi na państwach zaciąganie ogromnych kredytów, które spłacane przez dekady, będą stanowiły dla banków niekończące się źródło dochodów.

Czy wybory do Parlamentu Europejskiego mają sens?

Należałoby w ogóle zastanowić się czy w przypadku organizacji o tak skomplikowanej strukturze i charakterystyce, jakakolwiek kultura demokratyczna jest możliwa do zaprowadzenia. Odpowiedź brzmi jednoznacznie: nie. Realizacja demokracji w organizacji o tak zróżnicowanym podłożu etnicznym jest niemożliwa. Pojawiały się w przeszłości pomysły, aby w wyborach do PE stworzyć jedną, paneuropejską listę. Jest jednak oczywiste, że zdecydowana większość głosów podyktowana byłaby kryterium narodowościowym (choć zapewne wielu „Polaków” chętnie skorzystałoby z okazji zagłosowania na tak wybitne i miłujące Polskę jednostki jak Timmermans czy Verhofstadt!). Jedyną możliwością zwiększenia znaczenia procesów demokratycznych w UE byłoby przyznanie Parlamentowi większych kompetencji, ale biorąc pod uwagę stan umysłu ludzi zasiadających w tej instytucji, miejmy nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.

Wbrew narracji, którą promują siły kreujące się na „eurosceptyczne”, nadchodzące wybory wcale nie są „decydujące dla przyszłości Unii”. Nawet gdyby siły oceniające krytycznie dotychczasowe funkcjonowanie tej organizacji zwiększyły swoje wpływy w Europarlamencie, nie doprowadzi to do żadnej reformy Unii, gdyż poprzez sam Europarlament nie da się tego zrobić. Unia Europejska celowo została skonstruowana tak, aby żaden demokratyczny proces nie był w stanie wyrwać sterów z rąk eurokratów, zarządzających bizantyjskim w swych rozmiarach aparatem biurokratycznym Komisji Europejskiej. Przy aktualnych politycznych trendach w Europie nie ma też raczej co liczyć na to, by „reformatorski” parlament podjął owocną współpracę z Radą Unii Europejskiej.

Udział w wyborach do Europarlamentu niestety legitymizuje jedynie tę całkowicie zbędną i pasożytniczą instytucję, jak i cały fasadowy proces demokratyczny stworzony przez eurokrację. Z drugiej strony: czy bierność i oddawanie bez walki wolnego pola sojuszowi liberałów, socjalistów, klimatystów i neokomunistów w dalszym rujnowaniu naszego kontynentu jest właściwym wyborem? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Polecamy także:
Homo debilis w służbie idiokracji

Zmierzch i odrodzenie. Czy upadek Zachodu jest nieunikniony?

Zmierzch i odrodzenie. Czy upadek Zachodu jest nieunikniony?

Autor: AlterCabrio , 24 kwietnia 2024 ekspedyt

Pamiętajmy, że cywilizacja rzymska była w stanie wydać Marka Aureliusza sto lat po takich zwyrodnialcach jak Kaligula czy Neron. Czy narodu polskiego nie będzie stać na to, by wykrzesać z siebie jeszcze coś więcej niż Tusk i Kaczyński? Nil desperandum.

Znany cytat mówi, że „trudne czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą trudne czasy”. Trudne czasy to właśnie to, co po współczesnych miernotach dostaniemy w spadku. A wtedy nadejdzie pora na silnych ludzi.

−∗−

Obraz wykorzystany w grafice: „Pochodnie Nerona”, Henryk Siemiradzki (źródło: LINK)

Zmierzch i odrodzenie

„Cóż to za farsa ten cały współczesny liberalizm. Wolność słowa oznacza w naszej cywilizacji współczesnej, że musimy mówić tylko o mało ważnych rzeczach. Nie wolno nam mówić o religii, bo to nie jest liberalne; […] nie wolno mówić o śmierci, bo to przygnębia; nie wolno mówić o narodzinach, bo to niedelikatne. Tak dłużej być nie może. Coś musi przerwać tę dziwną obojętność, ten dziwny drzemiący egoizm, to dziwne osamotnienie milionów jednostek w tłumie” – pisał 120 lat temu Gilbert Keith Chesterton.

Dzisiaj z pewnością Chesterton znacząco rozbudowałby tę wyliczankę wygłaszaną przez postać z powieści Napoleon z Notting Hill, dodając o wiele więcej absurdalnych przykładów kneblowania ust ludzi wolnych oraz znacznie więcej bezwarunkowych nakazów powielania przekazu zgodnego z jedyną słuszną linią głównego nurtu, bez względu na jej zgodność z rzeczywistością.

Przy okazji cytat ten stanowi doskonałą ilustrację potwierdzającą, że procesy, z którymi mierzymy się dzisiaj, a które zwłaszcza w Polsce zintensyfikowały się na przestrzeni ostatnich lat, to w gruncie rzeczy tylko kontynuacja o wiele dłużej trwającej rewolucji, u której podstaw od zawsze kryje się ten sam cel – destrukcja zastanego ładu poprzez terror – dziś nie tyle w wymiarze fizycznym, ile intelektualnym.

O praprzyczynie zapaści

Kryzys cywilizacyjny ma charakter wyjątkowo złożony. Obejmuje on bowiem tak naprawdę sumę zachowań społecznych oraz ich wpływu na funkcjonowanie zbiorowości zorganizowanej w państwo. Nie ulega wątpliwości, że Europa, a w szczególności Europa Zachodnia zerwała więź z cywilizacyjnymi podstawami, na których została zbudowana i w tym oto mieści się praprzyczyna jej cywilizacyjnej zapaści. Ponadto postępująca w całkowicie niekontrolowanym tempie globalizacja stanowi proces, który w jeszcze większym stopniu potęguje i przyspiesza kryzys świata zachodniego – procesem tym jest mianowicie chaos cywilizacyjny, którego najważniejszym skutkiem ubocznym jest chaos pojęciowy.

Jedną z podstawowych różnic między cywilizacjami stanowi odmienny sposób, w jaki definiują one kilka pojęć fundamentalnych, takich jak m.in. dobro, prawda czy piękno. Jeżeli na skutek cywilizacyjnego chaosu dochodzi do sytuacji, w której na terytorium jednego państwa żyją ze sobą grupy ludzi posiadające radykalnie odmienne definicje powyższych pojęć (a nie musi się to wcale wiązać ze zróżnicowaniem na poziomie etnicznym czy religijnym – w samej Polsce stykamy się z tym problemem, choć stanowimy państwo homogeniczne), nieunikniona staje się sytuacja, w której chaos zapanowuje na poziomie pojęciowym, a co za tym idzie aksjologicznym. To z kolei wydatnie utrudnia zgodne i harmonijne funkcjonowanie społeczeństw, gdyż pogrążają się one w nieustającej wojnie kulturowej, w której niemożliwe staje się znalezienie kompromisu, a to z kolei paraliżuje sprawne funkcjonowanie rozbitego wewnętrznie państwa. Nie można bowiem dobra lub prawdy pojmować na dwa różne sposoby, lub też tworzyć nowego ich rozumienia na podstawie jakiegokolwiek kompromisu. Jeśli jedni uważają, że zabicie określonego człowieka z jakiegoś konkretnego względu (np. dlatego, że jeszcze się nie narodził albo jest stary i schorowany) jest dopuszczalne, a inni uznają ten czyn za niedopuszczalny, nie da się osiągnąć kompromisu poprzez np. częściowe zabicie takiego człowieka. Podobnie też nie można za jedną i tę samą prawdę uznawać dwóch całkowicie sprzecznych ze sobą stwierdzeń.

Powyższemu casusowi, a także polskiej kulturowej wojnie domowej należałoby poświęcić osobny tekst, a może nawet i obszerną księgę… Wróćmy więc do tego, co stało się z cywilizacją łacińską i dlaczego znalazła się ona w tak głębokim kryzysie. Jak wspomniałem powyżej, praprzyczyną cywilizacyjnej zapaści jest odejście od cywilizacyjnych fundamentów – etyki chrześcijańskiej, definicji pojęcia prawdy wywiedzionej z filozofii arystotelesowskiej oraz prawa rzymskiego.

Tradycyjna i spójna etyka chrześcijańska przestała być na Zachodzie etyką dominującą – do jej rozmycia doszło nawet w samym Kościele katolickim, co w tym konkretnym przypadku jest w dużej mierze skutkiem rozcieńczenia katolickiej doktryny przez Sobór Watykański II i jego nietrafionych reform, a czego doskonałym przykładem jest coraz bardziej eksperymentatorski (by nie rzec „chaotyczny”) w sferze etycznej pontyfikat papieża Franciszka. Chaos etyczny nie wynika jednakże jedynie z ograniczenia na Zachodzie wpływów religii chrześcijańskiej.

Tradycyjne pojęcia etyczne padły także ofiarą szerzących się przez ostatnie kilkaset lat w świecie Zachodu koncepcji filozoficznych oraz ich ideologicznych mutacji, które niejednokrotnie dążąc do destrukcji tradycyjnego moralnego ładu, otwierały pole do naruszenia granic pomiędzy tym, co dobre i akceptowalne, a co złe i nieakceptowalne. Jest to temat bardzo obszerny, dlatego ograniczę się w tym przypadku do jednej plagi, która rozprzestrzeniła się w świecie Zachodu szczególnie szeroko, a która stanowi fundamentalne zagrożenie dla jakiegokolwiek ładu i poniekąd jest także rezultatem zanikającej cywilizacyjnej tożsamości lub też tożsamości jako takiej w ogóle – jest nią relatywizm.

Encyklopedia PWN tak opisuje relatywizm w etyce: „pogląd głoszący, że wartości etyczne, dyrektywy postępowania, oceny moralne są zmienne historycznie i społecznie; relatywizm etyczny wiąże się z twierdzeniem, że: to, co dla jednych jest dobre, dla innych może być złe; oceny moralne są zmienne w zależności od warunków, w których są wypowiadane, i od tego, przez kogo są wypowiadane”. Ponadto, uzupełniając tę definicję, należałoby dodać wynikającą z niej konkluzję – przyjmując postawę relatywistyczną w etyce, przyjmujemy także postawę, zgodnie z którą nie powinniśmy w żaden sposób ingerować w postępowanie lub zachowanie innych ludzi, gdyż nawet jeżeli robią oni coś, co my sami uznajemy za złe, nie mamy moralnego prawa do tego, by ich osądzać.

Zilustrujmy, jak działa relatywizm w praktyce. Otóż bardzo łatwo dokonać takiej analizy, obserwując sposób, w jaki media lewicowo-liberalne, przesiąknięte relatywizmem do cna, przedstawiają te same czyny, popełnione przez różne osoby. Molestowanie seksualne popełnione przez księdza, to dla nich doskonała okazja do linczu całego Kościoła i stygmatyzowania całej, wielotysięcznej grupy ludzi. Gwałt popełniony przez zwyrodnialca narodowości polskiej, to dla nich doskonały powód do tego, aby publikować szereg artykułów o tym, że jest to de facto problem dotyczący milionów osobników płci męskiej, będących „produktami opresyjnej kultury”. Pobicie żony przez polityka prawicy wywołuje larum (słusznie!) i dyskwalifikuje go z jakiejkolwiek dalszej politycznej kariery.

Tymczasem dokładnie lub prawie dokładnie te same czyny – molestowanie seksualne w redakcji lewicowego medium, gwałt popełniony na kobiecie przez osobę o innym pochodzeniu niż polskie, pobicie matki przez znanego lewicowego polityka – są przez te same media USPRAWIEDLIWIANE, gdyż rzekomo nie można oceniać ich w ten sam sposób.

Tak też powstaje swoisty dualizm – otóż jeżeli jedni ludzie mogą dokonywać czynów zabronionych i zostać natychmiastowo rozgrzeszeni przez moralne autorytety głównego nurtu, a inni za te same czyny zostają skazani na wieczne potępienie, to mamy do czynienia ze swoistym, unowocześnionym podziałem na nadludzi (tych, którym wolno więcej) i podludzi (tych, którym wolno mniej), co z kolei może w określonych przypadkach naruszać inny cywilizacyjny fundament – równość obywateli wobec prawa.

Jeżeli relatywizm rozsadza od środka nasz tradycyjny model etyczny, to – co logiczne – podobnie musi się dziać w przypadku pojęcia prawdy. Prawda nie jest już – jak głosi klasyczna arystotelesowsko-tomistyczna definicja – zgodnością teorii z rzeczywistością. „Relatywizm neguje istnienie obiektywnego kryterium prawdy, uzależniając ją od cech umysłu i narządów zmysłowych poszczególnych podmiotów poznających, od środowiska społecznego, warunków historycznych” (Encyklopedia PWN). Każdy może mieć więc swoją prawdę, a nawet dwie prawdy – czemu nie? Sam osobiście spotkałem się swego czasu w środowiskach akademickich z wygłaszaną zupełnie na poważnie teorią, że coś takiego jak prawda w ogóle nie istnieje. Osoba ta jakkolwiek nie postarała się, aby udowodnić, że powyższe stwierdzenie jest… prawdziwe – przecież wystarczy, że było ideologicznie słuszne!

Wreszcie dochodzimy do trzeciego filaru naszej cywilizacji, czyli prawa rzymskiego i jest to obszar, który w analizach kryzysu bardzo często umyka powszechnej uwadze. Jeżeli bowiem Ius est ars boni et aequi – „prawo jest sztuką tego, co dobre i słuszne”, jak mawiał Celsus, a żyjemy w czasach plagi relatywizmu i nie potrafimy już jednoznacznie określać, co jest „boni et aequi”, prędzej czy później musi się to przełożyć na stan samego systemu prawnego.

Z tego też względu od kilkudziesięciu lat jesteśmy na Zachodzie świadkami procesu agresywnej ideologizacji prawa. Proces ten nazywam ideologizacją, ponieważ naciski na zmiany (przeważnie radykalne, o nieprzemyślanych konsekwencjach) w systemach prawnych wychodzą zazwyczaj ze strony środowisk reprezentujących rozmaite skrajnie lewicowe ideologie. Na skutek tego procesu, do zachodnich, aposteriorycznych systemów prawnych (prawo wysnuwane z doświadczenia i dostosowane do pojęć etycznych), wkradł się całkowicie obcy cywilizacyjnie element prawa apriorystycznego, które wyraża się poprzez tendencję do sankcjonowania stosunków wyimaginowanych, dyktatu odgórnie wymyślonego i narzuconego ładu oraz pojęć.

Idealnym przykładem aprioryzmu jest próba wtłaczania w systemy prawne pojęć sztucznych, wykreowanych na potrzeby ideologii, takich jak np. „mowa nienawiści”. Pojęcia te obejmują tak szerokie i niedefiniowalne spektrum, że można w nich zmieścić mnóstwo przestępstw czy wykroczeń rzeczywistych. Nie da się bowiem tego typu konstruktów ubrać w precyzyjną i niebudzącą zastrzeżeń jednoznaczną definicję. Jest to zresztą całkowicie zbędne i nie przemawiają za tym żadne argumenty praktyczne (tudzież aposterioryczne), a jedynie ideologiczne (apriorystyczne), gdyż w naszym systemie prawnym obowiązują od dawien dawna precyzyjnie oddające istotę problemu przestępstwa przeciwko czci i nietykalności osobistej (w tym zniesławienie i zniewaga).

Zmierzch Zachodu?

Zmierzch Zachodu to tytuł słynnej książki Oswalda Spenglera opublikowanej w dwóch tomach pomiędzy 1918 a 1922 rokiem. Terminem tym posługują się dziś wszyscy na prawo i lewo, lecz zapewne nie robiliby tego, gdyby te gnostycko-ezoteryczne w swoim charakterze „objawienie” niemieckiego myśliciela faktycznie przeczytali w całości. W samym Zmierzchu Zachodu niewiele jest bowiem o… zmierzchu Zachodu.

Nie wspominam jednak o Spenglerze jedynie po to, by wyrazić swoją niechęć do wytworzonej przez niego magicznej frazeologii, poprzez którą nagina on rzeczywistość do swoich teorii. Wspominam o nim, bo wielu współczesnych intelektualistów skażonych jest tym, co roboczo nazwałbym optyką spenglerowską. Chodzi tu mianowicie o postrzeganie cyklu rozwoju cywilizacji jako analogicznych do cyklu rozwoju organizmów biologicznych. Teoria o tym, że cywilizacje przechodzą przez okres młodości, dojrzałości, docierając wreszcie do ostatecznego upadku w okresie starczym – choć brzmi bardzo atrakcyjnie i ze względu na swoją obrazowość łatwo ją sobie przyswoić – ma bowiem niewiele wspólnego z historycznymi faktami.

Istnieją przynajmniej dwie cywilizacje stanowiące żywy dowód jednoznacznie dyskredytujący powyższą teorię (notabene nie jest to myśl występująca jedynie u Spenglera – podobna optyka była już wcześniej powszechnie przyjęta w historiozofii anglosaskiej i niemieckiej), a są to cywilizacja chińska i cywilizacja żydowska. Zarówno ta pierwsza, jak i ta druga, są cywilizacjami liczącymi kilka tysięcy lat. Obydwie przechodziły rozliczne i gwałtowne kryzysy, po których – zgodnie z teorią Spenglera – powinny przetrwać w naszej świadomości jedynie za sprawą podręczników do historii. Tymczasem w czasach współczesnych siła oddziaływania tych dwóch cywilizacji na inne cywilizacje, a także ich wpływ na globalny układ sił, są być może większe niż na jakimkolwiek innym etapie historii.

Oczywiście moglibyśmy przyjąć, że z jakiegoś powodu, wspomniane powyżej cywilizacje wymykają się, z nie do końca znanych powodów, z całego schematu. Spójrzmy więc z drugiej strony na cywilizację rzymską – faktycznie upadłą, której stadia rozwoju można prześledzić dokładnie – od początku, do końca. Tutaj także napotykamy na rozbieżne interpretacje odnośnie tego, kiedy nastąpiło faktyczne apogeum cywilizacyjnej potęgi Rzymu (włącznie z teorią autorstwa słynnego polskiego „ekonomisty”, jakoby Imperium Rzymskie upadło w szczycie swojej chwały), gdyż utożsamianie go jedynie z ekspansją terytorialną, to podejście do tematu zbyt nonszalanckie. Podobnie zresztą w przypadku Rzymu możemy prześledzić kilka okresów sprawiających wrażenie gwałtownych „konwulsji”, po których nie następuje upadek, a cywilizacja jest w stanie z siebie coś jeszcze wykrzesać.

Jeżeli w ogóle istnieje jakiś powtarzalny wzorzec cyklów życia cywilizacji, a szczerze mówiąc, uważam takie zestandaryzowane cykle jedynie za wymysł ludzkiej wyobraźni i rezultat nieustającej dążności do kategoryzowania i schematyzowania wszystkich możliwych procesów, włącznie z tymi wymykającymi się w pełni ludzkiemu poznaniu, to bardziej niż cykl życia żubra, bobra czy łosia przypominają one sinusoidę. Po okresie rozkwitu i wielkości naturalnie przychodzi okres mniejszej lub większej degeneracji, ale nie musi on oznaczać jednoznacznego zmierzchu cywilizacji, gdyż możliwe jest jej odrodzenie i ponowny wzrost potęgi, a po nim kolejny kryzys i kolejne odrodzenie, i tak dalej.

Oczywiście może zdarzyć się tak, że cywilizacyjna degeneracja zajdzie zbyt daleko, a wtedy po cywilizacji pozostają jedynie zgliszcza i kilka dobrze zachowanych ruin. Spengler ma zresztą rację, że znamionami tego agonalnego stadium są dominacja sztucznych wytworów historii i zanik wewnętrznej dynamiki. Jednakże nie jest to stuprocentowo działająca zasada i błędem byłoby poddawać się wizji, której jedynym skutkiem jest prowadzenie ludzi świadomych cywilizacyjnego kryzysu do totalnej bierności i kompletnego paraliżu woli. Jeżeli bowiem przyjmujemy w całości optykę spenglerowską, musimy dojść do logicznej konkluzji, że jakiekolwiek próby przeciwdziałania upadkowi lub tworzenie podwalin pod odbudowę cywilizacyjną nie mają sensu.

Podobnie zresztą kwestia ta wygląda na poziomie kulturowym. Kultury (rozumiane jako lokalne warianty cywilizacji) podlegają przecież podobnym procesom. Kultura polska teoretycznie już dawno powinna skonać w męczarniach, a po powstaniu styczniowym mogło się to nawet przez chwilę wydawać przesądzone. Tymczasem kultura nasza potrafiła fenomenalnie odrodzić się w najmniej oczekiwanym momencie, wydać z siebie Sienkiewicza i Prusa, Matejkę i Malczewskiego, Dmowskiego i Piłsudskiego, gen. Hallera i gen. Rozwadowskiego, by w odpowiednim momencie historycznym zebrać się na jeszcze jeden wielki wysiłek, który przyniósł nam ostatni okres rzeczywistej niepodległości i suwerenności, czyli lata 1918–1939.

Pamiętajmy, że cywilizacja rzymska była w stanie wydać Marka Aureliusza sto lat (oczywiście w przybliżeniu – uwaga dedykowana frustratom, którzy czytają nas tylko po to, by doszukiwać się błędów i pisać na ten temat paszkwile) po takich zwyrodnialcach jak Kaligula czy Neron.

Czy narodu polskiego nie będzie stać na to, by wykrzesać z siebie jeszcze coś więcej niż Tusk i Kaczyński? Nil desperandum. Znany cytat mówi, że „trudne czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą trudne czasy”. Trudne czasy to właśnie to, co po współczesnych miernotach dostaniemy w spadku. A wtedy nadejdzie pora na silnych ludzi. Ktoś musi jednakże wykonać pracę u podstaw, która umożliwi im wreszcie przywrócenie prawowitego ładu, a to może nastąpić tylko wtedy, gdy Zachód powróci do tych wartości, które stanowią o jego istocie.

______________

Zmierzch i odrodzenie, Dominik Liszkowski, 24 kwietnia 2024

−∗−

Warto porównać:

‘Zmierzch Zachodu’ czyli ponadczasowość Spenglera
Niemiecki historyk-filozof napisał w 1922r., że wielowiekowa cywilizacja zachodnio-europejsko-amerykańska znajduje się w permanentnym i nieodwracalnym upadku we wszystkich przejawach życia, w tym religii, sztuki, polityki, życia społecznego, gospodarki i nauki. […]

______________

Atak na człowieczeństwo albo czy Spengler miał rację
Tak więc jedyną rzeczą, która łączy obecną, rozmyślnie zorganizowaną napaść na kulturę z postawioną sto lat temu przez Spenglera diagnozą upadku zachodniej kultury, jest właśnie to: kontrolowany upadek kultury. Tylko […]

−∗−

Tagi:aposterioryczne systemy prawne, chaos cywilizacyjny, chaos pojęciowy, cywilizacja chińska, cywilizacja żydowska, Dominik Liszkowski, Gilbert Keith Chesterton, ideologizacja prawa, kultura, Oswald Spengler, prawo apriorystyczne, relatywizm, w towarzystwie, zmierzch zachodu

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Europejska prokuratura: Aresztowania covidowych aferzystów. [Ponad 600 milionów euro]. W Polsce – dobrzy lekarze tępieni sądowo, a przestępcy chronieni…

Medycy niepożądani

25.04.2024 Leszek Szymowski nczas.info

W czasie, gdy w Polsce sądy lekarskie karzą tych, którzy wyłamywali się od głoszenia jedynie słusznej narracji w sprawach pandemicznych, europejska prokuratura zaczyna aresztowania covidowych aferzystów.

600 milionów euro – tyle, zdaniem europejskiej prokuratury, zdefraudowano w jednym tylko z wątków pomocy wypłacanej przez Unię Europejską na odbudowę gospodarek zniszczonych pandemią koronawirusa. To pierwsze międzynarodowe śledztwo, które doprowadziło do aresztowań wpływowych urzędników – nieformalnych beneficjentów wielkiej afery. Śledztwo w sprawie nadużyć związanych z okresem pandemii zatacza coraz szersze kręgi, a pod lupą prokuratury znalazła się nawet sama szefowa Komisji Europejskiej – Ursula von der Leyen. Gdy w krajach UE prokuratura przystępuje do rozliczania tej afery – być może największej w historii Eurosojuzu – w Polsce trwa akcja wykluczania niezależnych medyków z zawodu.

Do aresztu

Oficjalny komunikat Prokuratury Europejskiej, brzmi: 4 kwietnia władze aresztowały 22 osoby w czterech krajach europejskich w ramach śledztwa w sprawie podejrzenia oszustwa na kwotę 600 milionów euro związanego z odzyskaniem środków pieniężnych z tytułu Covid-19, podała prokuratura (…). W wyniku dochodzenia w sprawie rzekomej siatki przestępczej, która przypuszczalnie przejęła fundusze, przeprowadzono dziesiątki nalotów i aresztowań we Włoszech, Austrii, Rumunii i na Słowacji. Organizacja przestępcza jest „podejrzana o wyłudzenie 600 milionów euro z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF) dla Włoch.

Z oficjalnych informacji, podanych przez biuro europejskiej prokuratury z siedzibą w Luksemburgu wynika, że Guardia di Finanza – włoska policja zwalczająca przestępczość finansową – na polecenie prokuratury zamroziła 600 milionów euro w bankach, na kontach należących do osób podejrzewanych o przestępstwa. Na razie zarzuty w sprawie usłyszały 22 osoby, z czego osiem trafiło do aresztu, 14 umieszczono w areszcie domowym, a jednemu (księgowemu) zakazano wykonywania zawodu. Według śledczych podejrzani stworzyli grupę przestępczą, aby wyłudzić część środków przeznaczonych dla Włoch w ramach odbudowy gospodarki dotkniętej pandemią Covid-19.

O co dokładnie chodziło? W 2022 roku UE stworzyła program RRF, aby dofinansować kraje, których gospodarki najbardziej ucierpiały w wyniku pandemii koronawirusa. Przeznaczono na to 720 miliardów euro. Jednym z głównych beneficjentów programu były Włochy wskazane przez UE jako kraj najbardziej dotknięty pandemią. Tyle, że z całej puli przyznanej dla Italii, 660 milionów euro trafiło do prywatnych osób i związanych z nimi spółek. Było to możliwe dzięki fikcyjnej dokumentacji uzasadniającej przepływy pieniężne. Teraz wielka afera skończy się na salach sądowych.

Na celowniku

To jednak nie najgłośniejszy wątek afery covidowej. Ta sama Prokuratura Europejska wszczęła również śledztwo dotyczące decyzji podejmowanych przez szefową KE – Ursulę von der Leyen. Chodzi o zakup 2 miliardów szczepionek przeciw koronawirusowi. Decyzję tę podjęła właśnie von der Leyen w najważniejszym okresie pandemii. Prokuratorzy zdobyli dowody, iż w czasie, gdy badania nad szczepionką jeszcze trwały, von der Leyen negocjowała umowę wartą dziesiątki miliardów euro za pomocą SMS-ów wymienianych z prezesem koncernu Pfizer – Albertem Bourlą. Sama von der Leyen przyznała, że zna Bourlę i spotykała się z nim, natomiast odmówiła ujawnienia treści SMS-ów twierdząc, że nie może ich znaleźć w telefonie. Sprawa jest tym bardziej śmierdząca, że koncern Pfizer jest właścicielem spółki, w której dyrektorem jest Heiko von der Leyen – prywatnie mąż szefowej KE. Oficjalne skargi przeciwko decyzjom von der Leyen zgłosiły rządy Polski, Słowacji i Węgier, jednak nasz kraj oficjalnie skargę wycofał, po tym gdy szefem rządu został Donald Tusk. Co jeszcze ustaliła europejska prokuratura – tego nie wiadomo. Jednak wszystko wskazuje na to, że mamy właśnie do czynienia z ogromną aferą polityczno-kryminalną i być może największą aferą korupcyjną w historii Unii Europejskiej.

Niewygodne tematy

To, co wiemy o kulisach śledztw europejskiej prokuratury, dowiedzieliśmy się dzięki pracy dziennikarzy Financial Times i Politico. Nie wiadomo, czy wątki afery covidowej obejmują również Polskę. A w naszym kraju również byłoby co badać. Pilnego rozliczenia wymaga zakup respiratorów przez wiceministra Cieszyńskiego. Dostawcą miała być firma należąca do handlarza bronią – Andrzeja Izdebskiego. Zniknęło około 60 milionów złotych, sam zaś handlarz wyjechał do Albanii i tam – według oficjalnej wersji – zmarł, ale zrobił to w taki sposób, że nie wiadomo, czy skremowano jego, czy kogoś innego. Osobny wątek śledztwa powinien dotyczyć nadużyć władzy przy okazji pandemii, w tym niszczenia biznesów (zwłaszcza gastronomicznego). Tyle, że polska prokuratura nie kwapi się do tego działania.

Zamknąć usta

A jakie sprawy toczą się w związku z pandemią przed polskimi sądami? Analizując oficjalne komunikaty prokuratury, dochodzi się do wniosku, iż sprawy covidowych nadużyć nie są traktowane priorytetowo. Kierowana przez Adama Bodnara prokuratura zajmuje się ściganiem lekarzy odmawiających dokonywania aborcji, rozbijaniem zespołu śledczego wyjaśniającego tragedię smoleńską oraz, co istotne, wprowadzaniem przepisów sankcjonujących tzw. „mowę nienawiści”. Sprawy covidowe zajmują natomiast sądy lekarskie.

11 kwietnia przed Naczelnym Sądem Lekarskim odbyła się rozprawa odwoławcza w procesie doktora Zbigniewa Martyki – wirusologa, którego w grudniu 2022 Okręgowy Sąd Lekarski w Krakowie pozbawił na rok prawa do wykonywania zawodu. Powodem były wypowiedzi Martyki sceptyczne wobec przymusu szczepień i niezgodne z jedynie słuszną linią obowiązującą w środowisku lekarskim. Przewodniczącym składu sędziowskiego był prof. zw. dr hab. n. med. Waldemar Hładki (specjalizacje: chirurgia ogólna, ortopedia i traumatologia, medycyna ratunkowa). Członkowie sądu to lek. Anna Szeliga (internistka) oraz lek. Bohdan Szpak (chirurg). W roli oskarżyciela wystąpił lek. Jerzy Sławiński (medycyna ratunkowa). Żadna z w/w osób nie miała nic wspólnego ze specjalizacją z chorób zakaźnych.

Akt oskarżenia przeciwko Martyce został napisany na podstawie opinii biegłego – dra Pawła Grzesiowskiego (pediatry). Grzesiowski został powołany na biegłego jako immunolog, tymczasem okazało się, że zlecenie od Okręgowego Sądu Lekarskiego wprawdzie przyjął, ale specjalizacji z dziedziny immunologii nigdy nie miał. W tak grubymi nićmi szytej sprawie nawet sąd lekarski nie miał innego wyjścia, jak odrzucić ekspertyzę Grzesiowskiego. W tej sytuacji w aktach sprawy nie znalazł się żaden dowód obciążający Martykę.

Przed tym samym Naczelnym Sądem Lekarskim stanęła również dr hab. n. med. Dorota Sienkiewicz – prezes Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców. Także ona odwołała się od decyzji Sądu Lekarskiego w Białymstoku, który na okres 1 roku zakazał jej wykonywania zawodu. Powodem było to, że prof. Sienkiewicz skierowała w 2022 roku do młodych Polaków apel ostrzegający ich przed eksperymentalnymi preparatami inżynierii genetycznej zwanych mylnie szczepionką przeciw Covid-19. Prof. Sienkiewicz podnosiła, że te preparaty są „nieskuteczne, niebezpieczne i nienależycie przebadane”.

To, co najbardziej szokuje, to fakt, iż żaden z członków gremium sędziowskiego orzekającego w sprawie pani profesor Sienkiewicz nie widział powodu, aby wyłączyć się ze względu na brak obiektywizmu. A brak ten wynika z tego, że część sędziów, mająca wydać wyrok w sprawie, korzysta ze środków finansowych pochodzących od koncernów farmaceutycznych. Jedną z nich jest rzecznik dyscyplinarny białostockiej Izby Lekarskiej, która wnioskowała o ukaranie doktor Sienkiewicz. Rzecznik tylko w jednym roku otrzymała 12 tysięcy złotych od Astra Zeneca (ustalenia Jana Pospieszalskiego).

Wielka patologia

Opisane procesy sądowe mają tę dobrą stronę, że pokazują dwie gigantyczne patologie: korupcyjne związki części środowiska lekarskiego z producentami leków oraz nadmierne rozpasanie sądów lekarskich, które arbitralnie decydują o tym, kto ma, a kto nie ma prawa do wykonywania zawodu. Tymczasem o tym ostatnim powinien decydować przede wszystkim pacjent, a nie skorumpowane sądownictwo medyczne.

Bylica piołun a rak płuc.

[tylko informuję, nie zachęcam, bo nie moja specjalość. MD]

https://twitter.com/BarbaraOneillAU/status/1783287594689651190

Roślina ta zabija 98% komórek nowotworowych w zaledwie 16 godzin! Niedawno odkryto, że piołun pomaga zabić 98% komórek raka płuc i to w zaledwie 16 godzin! Co więcej, eksperymenty dowodzą, że piołun nie ma negatywnego wpływu na zdrowe komórki płuc. Kiedy podczas innego eksperymentu naukowcy dodali żelazo do artemizyny, a następnie przyłączyli je [?? in vitro?? md] do tkanki płucnej, głównie tkanki płucnej zakażonej nowotworem, artemizynina oddziaływała na „złe” komórki, pozostawiając „zdrowe” komórki nietknięte.

Bylica w proszku: ziele należy zmielić na proszek i zażywać 0,5 łyżeczki 5-6 razy dziennie po posiłku, stopniowo zmniejszając ilość do trzech razy dziennie przez tydzień. Proszek z bylicy jest skuteczniejszy niż napar z bylicy. Sok z piołunu: wyciska się go przed kwitnieniem z liści i gałęzi i przyjmuje 1 łyżkę soku z miodem 3 razy dziennie przed posiłkami.

=======================================

Bylica piołun : medonet.pl/zdrowie,bylica—wlasciwosci

wikipedia/Artemisia_absinthium

========================================

Barbara Oneill @BarbaraOneillAU

This plant kills 98% of cancer cells in just 16 hours! Wormwood has recently been found to help kill 98% of lung cancer cells, and in just 16 hours! Moreover, experiments prove that wormwood has no negative effects on healthy lung cells. When, during another experiment, scientists added iron to artemisinin and then attached it to lung tissue, mostly cancer-infected lung tissue, artemisinin affected the „bad” cells while leaving the „healthy” cells untouched. Mugwort powder: the herb should be ground into a powder and taken 0.5 teaspoon 5-6 times a day after meals, gradually reducing to three times a day, for a week. Mugwort powder is more effective than an infusion of mugwort. Wormwood juice: it is squeezed before flowering from leaves and branches and take 1 tablespoon of juice with honey 3 times a day before meals.

Child rapist is allowed to stay in the UK after arguing being deported back to Eritrea would harm his mental health

Child rapist is allowed to stay in the UK after arguing being deported back to Eritrea would harm his mental health – as Home Office refuses to name him for 'legal reasons’

By John James 22 April 2024

109 View comments

A child rapist from Eritrea who was jailed for raping a teenage girl will not be deported back to his home country after arguing that it would harm his mental health. 

The rapist was caged for his crimes and had been due to be deported ten years ago in 2014. 

However, the fiend appealed arguing that he could not be properly treated for PTSD and depression in the East African country, the Sun reports. 

[w oryginale jeszcze dłuuuuugo.. , ale pieprzą. MD]

Po szczepieniu Pfizer: „Ciemność, ciemność widzę !!”

Dr KathrynPhD- typer of typos @KathMLee1

A vaccine so good it makes you blind within 8 hours. This is unbelievable. mRNA is poison

They Keep Saying Its Rare @mRNAdeaths

A 47-year-old man presented with visual loss in the right eye 8 h after the first dose of the #Pfizer #mRNA vaccine. https://karger.com/cop/article/14/1/234/843907/Central-Retinal-Vein-Occlusion-after-mRNA-COVID-19?searchresult=1

Zdjęcie

Bluźnierstwo: Biden robi znak krzyża – popierając aborcję

pl.news Bluźnierstwo: Biden robi znak krzyża popierając aborcję

Przemawiając na wiecu promującym aborcję na Florydzie 23 kwietnia 2024 r., prezydent Biden uczynił znak krzyża.
Biden słuchał przewodniczącej Partii Demokratycznej Florydy Nikki Fried, która potępiła stanowisko republikańskiego gubernatora Rona DeSantisa w sprawie zakazu aborcji po szóstym tygodniu ciąży.
Przewodniczący CatholicVote Brian Burch oskarżył Bidena o kpienie z wiary: „Decyzja Bidena o uczynieniu znaku krzyża w celu wsparcia ekstremizmu aborcyjnego jest nikczemną szaradą, która próbuje dokooptować świętą praktykę w celu wsparcia jego nowej religii aborcyjnej”.
Dodał: „Gest Bidena sugeruje, że jest on albo strasznie naiwny, albo stetryczały, albo bezdusznie obojętny na podstawowe przekonania milionów chrześcijan w Ameryce”.

BKP: Różnica między kościelną ekskomuniką a Bożą anatemą


Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu  byzcathpatriarchate@gmail.com

——————————————-

BKP: Różnica między kościelną ekskomuniką a Bożą anatemą

Najsurowszą karą kościelną za naruszenie dyscypliny kościelnej jest kościelna ekskomunika, czyli wykluczenie z organizacji kościelnej. Ale to jeszcze nie znaczy, że osoba ukarana jest wykluczona z Mistycznego Ciała Chrystusa. Przykładami są św. Joanna d’Arc, męczennik Jan Hus czy arcybiskup Lefebvre. Na nich była wygłoszona kościelna ekskomunika, ale Boża anatema na nich nie spadła. Nie zostali przez Boga wykluczeni z Mistycznego Ciała Chrystusa. Udowodniono, że Jan Hus nie głosił żadnych herezji. W rzeczywistości został spalony za pragnienie prawdziwej reformy kapłaństwa. Fałszywie oskarżona została również Joanna d’Arc i była spalona. Podobnie abp Lefebvre był przez Jana Pawła II absurdalnie wykluczony z organizacji kościelnej za wierność nauce Chrystusa. Tak jak Joanna d’Arc została później zrehabilitowana, tak i ekskomunikowani Jan Hus i arcybiskup Lefebvre powinni zostać zrehabilitowani i kanonizowani przez Watykan.

W przeciwieństwie do kościelnej anatemy, tutaj jest Boża anatema – wykluczenie z Mistycznego Ciała Chrystusa. Ona ipso facto spada za głoszenie innej ewangelii, jak wskazano w liście do Gałacjan 1:8-9. Bożą anatemę za inną ewangelię ściągnął na siebie i obecny pseudo-papież Franciszek. Stał się martwym członkiem Ciała Chrystusa. Mimo to nadal okupuje urząd papieski. Tragedią jest, że niema tutaj żywego kościoła, który zrealizowałby jego wykluczenie przed Bogiem. Poza tym dosłownie tragikomedią jest to, że osoby, które ściągnęły na siebie Bożą anatemę, zostały przez Bergoglio ogłoszone świętymi, czyli wzorem do naśladowania.

Obecnie dyskutowana jest kwestia, czy pseudo-papież Franciszek jest prawomocnym czy nieprawomocnym papieżem. Przepisy kościelne przewyższają Boże Prawo, które brzmi: „Ale nawet gdyby… anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” (Ga 1:8-9).

Bergoglio przyjął antyewangelię i tym samym wykluczył się z Ciała Chrystusa – Kościoła. Ponadto sam głosi antyewangelię nie tylko prywatnie, ale także publicznie i nadużywa w tym celu najwyższego, czyli Chrystusowego autorytetu! Tutaj już nie trzeba, aby jakiekolwiek świadkowie ani władza kościelna udowodniła jemu to, co sam publicznie udowodnił. Poprzez słowa i gesty ipso facto wielokrotnie wykluczył się z Ciała Chrystusa – Kościoła.

Czym jest Ewangelia Chrystusa? Jest na to jasna odpowiedź – jest to nauka Chrystusa o zbawieniu, która jest nierozerwalnie związana z Jezusem Chrystusem. Dlatego każdy, kto uwierzy w Ewangelię, przyjmuje jednocześnie Jezusa i zbawienie. Ewangelii Chrystusa nie można łączyć z herezjami, które zaprzeczają jej istocie.

Jezus powiedział: „Pokutujcie i wierzcie (gr. en) w Ewangelię” (Mk 1:15). A także: „… głoście ewangelię… kto uwierzy (w ewangelię)… będzie zbawiony, kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16:15 i nast.)

Jaka jest „inna ewangelia”, o której mówi list do Galacjan 1:8-9? Inną ewangelią jest heretycka nauka antychrysta, która zaprzecza podstawowym prawdom koniecznym do zbawienia. Kto przyjmuje inną ewangelię, czyli antyewangelię, odrzuca Jezusa Chrystusa, a tym samym i zbawienie. Taka osoba ipso facto ściąga na siebie Bożą anatemę  – wykluczenie – oddzielenie od Chrystusa, niezależnie od tego, czy anatema jest wygłoszona, czy nie. Jeśli nie będzie pokutować, to znaczy, jeśli nie wyrzeknie się herezji i ducha fałszywej ewangelii, zostanie na wieki potępiona.

Z Pismem Świętym, ogłaszającym Bożą anatemę (Ga 1:8-9) jest zgodna i bulla dogmatyczna Pawła IV „Cum ex apostolatus officio”. Mówi o tym, że wszystko, co robi papież-heretyk, jest nieważne. On jest wykluczony z Kościoła i nikt nie może go już słuchać. Potwierdza to również wypowiedź św. Roberta Bellarmina: „Jawny heretyk jest 'ipso facto’ zdetronizowany… Dlatego Papież ,który jest jawnym heretykiem, automatycznie przestaje być papieżem i głową, tak jak automatycznie przestaje być chrześcijaninem i członkiem Kościoła”.

Heretycki modernizm został potępiony przez papieży Piusa IX i Piusa X. II Sobór Watykański wyznaczył kierunek, który kościelnie ekskomunikuje prawowiernych. W rzeczywistości sam Sobór znalazł się bezpośrednio pod Bożą anatemą. Jest nieważny, ponieważ potajemnie promował drogę antyewangelii, drogę odstępstwa, prowadzącą do wiecznej zagłady.

Pokutować oznacza nazwać prawdę prawdą, heretyka heretykiem, a również heretycki Sobór heretyckim. Również powinni być prawdziwie nazwani heretykami i jego inicjatorzy i promotorzy, w tym soborowi i posoborowi papieże. Na nich ciąży ipso facto Boża anatema. Na razie ta prawda jest bojkotowana, ale trzeba ją zaakceptować. Jeśli ten krok pokuty nie zostanie podjęty, nie może się rozpocząć prawdziwa odnowa Kościoła! Tylko prawowierne nauczanie zapewnia katolikom zbawienie. Przywrócenie go jest wolą Bożą.

Heretycki Sobór Watykański II należy nazwać heretyckim. Obecny arcyheretyk Bergoglio uzupełnia jego program i ducha. Wdraża i aktualizuje aggiornamento II Watykana z homoseksualistami, transseksualistami, bałwochwalcami i czarownicami, czczącymi demona Pachamamę.

Tragedią jest, że obecni biskupi i księża milczą o tym, bo boją się kościelnej ekskomuniki. Ale Bożej anatemy i wiecznego piekła nie boją się. Jest to znak wewnętrznego odstępstwa, tchórzostwa i wyrzeczenia się Chrystusa i Jego Ewangelii.

Dlatego w tym krytycznym czasie, drodzy biskupi i kapłani, wzywamy was: Wstawiajcie się za Jezusem Chrystusem i Jego Ewangelią! Nie bójcie się, że Bogiem anatemizowany arcyheretyk Bergoglio lub jego homo-sieć, będzie was tzw. ekskomunikować. Jezus jasno powiedział: „Wyłączą was ze swoich synagog… będą was prześladować”, ale pamiętajcie – czeka was za to wieczna nagroda w niebie!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr              + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

Patrz wideo w języku czeskim: https://vkpatriarhat.org/cz/?p=48488

https://rozdil.wistia.com/medias/i2w1f3lu58  //rumble.com/v1c9ccl-rozdl.html

Różnica między kościelną ekskomuniką a Bożą anatemą

vkpatriarhat.org/en/?p=22027  /english/

W polskich szkołach rozpoczną się lekcje „edukacji seksualnej” prowadzone według standardów opracowanych w Niemczech.

Fundacja Pro-Prawo do życia

Rząd Donalda Tuska podjął kolejną decyzję – już wkrótce w polskich szkołach rozpoczną się lekcje „edukacji seksualnej” prowadzone według standardów opracowanych w Niemczech.
Dla zmylenia rodziców będą się ukrywać pod nazwą nowego przedmiotu „Edukacja zdrowotna”.
Autorem podstawy programowej tego przedmiotu będzie seksuolog Zbigniew Izdebski – współpracownik Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) odpowiedzialnej razem z rządem Niemiec za „Standardy Edukacji Seksualnej” przewidujące naukę dzieci masturbacji i wyrażania przez dzieci zgody na seks. Izdebski to również współpracownik instytutu, którego twórca przeprowadzał pedofilskie eksperymenty na dzieciach oraz uczeń polskiego seksuologa, który popierał legalizację seksu dorosłych z dziećmi.
Innymi słowy: już teraz chcą nam w Polsce zrobić to samo co w Niemczech – narzuconą centralnie deprawację w szkołach! Wszystkie dzieci są w niebezpieczeństwie. Musimy dotrzeć do rodziców z prawdą o zagrożeniu i stanąć do walki!Edukacja seksualna wchodzi do polskich szkół [foto]W Ministerstwie Edukacji Narodowej trwają prace nad wdrożeniem do wszystkich polskich szkół nowego przedmiotu „Edukacja zdrowotna”. Niech Pana nie zmyli ta pozytywnie brzmiąca nazwa, gdyż w praktyce ukrywa się pod nią tzw. „edukacja seksualna„. Chodzi o uśpienie czujności rodziców, wychowawców i nauczycieli, aby nie stawiali oporu i bezrefleksyjnie pozwolili dzieciom na udział w deprawacyjnych lekcjach.

Rząd Tuska wyznaczył już koordynatora zespołu odpowiedzialnego za powstanie tego przedmiotu i opracowanie do niego podstawy programowej. Został nim seksuolog prof. Zbigniew Izdebski. 

Izdebski to współpracownik Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), czyli organizacji, która wydała „Standardy Edukacji Seksualnej w Europie” – dokument wskazujący jak ma przebiegać tzw. „edukacja seksualna” dzieci (obok WHO, współautorem Standardów jest BZgA – agencja niemieckiego ministerstwa zdrowia, podległa rządowi Niemiec). Wedle tych Standardów prowadzi się deprawacyjne lekcje w krajach Zachodu, szczególnie w Niemczech, gdzie udział w nich jest przymusowy dla każdego dziecka, a rodzicom grożą kary finansowe i więzienie za odmowę udziału dzieci w warsztatach deprawacji. Wedle tych samych standardów, opracowanych przez WHO i Niemców, mają być „edukowane seksualnie” dzieci w Polsce. 
Standardy te zakładają m.in. przekazywanie dzieciom wiedzy na temat: 

4-latkom: masturbacji
6-latkom: wyrażania zgody na seks
9-latkom: pierwszych doświadczeń seksualnych


Wedle Standardów WHO/BZgA, już u dzieci w wieku 6-9 lat należy rozwijać rozumienie pojęcia „akceptowalny seks” oraz przekazywać dzieciom informacje na temat „praw seksualnych dzieci”. To wszystko ma prowadzić do tego, że nieco starsze dzieci mają posiadać „umiejętności negocjowania i komunikowania się w celu uprawiania bezpiecznego i przyjemnego seksu.” Trzeba w tym momencie zaznaczyć, że WHO jest agencją należącą do Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ, która jakiś czas temu wydała raport mówiący o tym, że państwa powinny szukać prawnych możliwości legalizacji współżycia między dorosłymi a nieletnimi, o ile tylko nieletni „zgodzą się” na takie współżycie.  

Proszę w tym kontekście zwrócić uwagę na inne powiązania Zbigniewa Izdebskiego. Izdebski jest byłym współpracownikiem i uczniem profesora Andrzeja Jaczewskiego, który opowiadał się za legalizacją seksu dorosłych z dziećmiZdaniem Jaczewskiego, dobrowolne i świadome kontakty seksualne dorosłych z dziećmi od 9 roku życia nie powinny być karalne. Pogląd ten zbiega się z wytycznymi WHO, wedle których 9-letnie dzieci powinny uczyć się o pierwszych doświadczeniach seksualnych. Jaczewski pisał też m.in., że: 

„Pedofile często są dobrymi wychowawcami. Tylko to nie są ci, którzy z tymi dziećmi kopulują, lecz ci, co lubią się przytulić, pogłaskać, poklepać nawet po tyłku, popatrzeć, jak ten dzieciak półgoły biega na basenie i koniec. I byłoby rzeczą złą, gdyby ich eliminować, bo oni nic złego nie robią”.

Zbigniew Izdebski wiele mówił publicznie o Andrzeju Jaczewskim, określając go jako swojego „mistrza” i „przyjaciela”. Teraz ten przyjaciel Jaczewskiego będzie odpowiadał za podstawę programową „edukacji seksualnej”, która swoim zasięgiem ma objąć wszystkie szkoły w Polsce. To jednak nie wszystko. Zbigniew Izdebski jest również współpracownikiem Instytutu Kinseya, placówki „naukowej”, której założyciel przeprowadzał przerażające eksperymenty pedofilskie na dzieciach. 

Alfred Kinsey to „ojciec założyciel” współczesnej seksuologii. Kilkadziesiąt lat temu badał „przeżycia seksualne” niemowląt od 4 miesiąca życia dzieci (!). Zdaniem Kinseya, 4 miesięczne dziecko jest zdolne do „pełnych przeżyć seksualnych”. Jak Kinsey doszedł do takich wniosków? Zlecił pedofilom gwałcenie niemowląt dla celów „naukowych”. W ramach „badań naukowych” sprawdzano w praktyce jakie reakcje u maleńkich dzieci przyniesie stymulacja seksualna. Te przerażające zbrodnie pedofilskie zostały dokonane na kilkuset dzieciach. W kolejnych dziesięcioleciach Instytut Kinseya stał się jedną z wiodących na świecie instytucji z zakresu seksuologii. W oparciu o „badania” Kinseya przeszkolono w USA oraz Europie Zachodniej tysiące tzw. „edukatorów seksualnych”, którzy następnie ruszyli do szkół, aby „edukować” dzieci. 

Zbigniew Izdebski jest współpracownikiem Instytutu Kinseya od 2010 roku. Jego powołanie do grona „ekspertów” tej instytucji skomentowała wtedy Gazeta Wyborcza, publikując artykuł na temat Izdebskiego zatytułowany: „Nasz człowiek w Instytucie Kinsey’a”.

To właśnie takie środowisko stoi za nowym przedmiotem, który decyzją rządu Donalda Tuska już wkrótce ma zostać wprowadzony do polskich szkół. „Edukacja seksualna”, ukrywająca się pod nazwą „Edukacji zdrowotnej” ma zacząć się już w podstawówce. W MEN i kilku innych ministerstwach trwają właśnie nad tym prace, które koordynuje Zbigniew Izdebski.

W ten sposób spełni się żądanie aktywistów LGBT, którzy od dawna domagają się objęcia wszystkich dzieci w Polsce „edukacją seksualną”. Nasza Fundacja od 10 lat prowadzi w całym kraju kampanię „Stop pedofilii”, której celem jest dotarcie do Polaków z prawdą o tym zjawisku. Za pomocą niezależnych akcji społecznych ostrzegamy, że „edukacja seksualna” to po prostu systemowa przemoc seksualna wobec dzieci.

Wystarczy spojrzeć, jak taka „edukacja” prowadzona jest na Zachodzie, szczególnie w Niemczech, gdzie już kilkadziesiąt lat temu wdrożono Standardy WHO/BZgA – nauka masturbacji już od przedszkola, zachęcanie dzieci do rozwiązłości seksualnej i oglądania pornografii, namawianie do aktów homoseksualnych i oddawania się homoseksualnemu stylowi życia, promocja aborcji, aż w końcu nauka wyrażania zgody na seks, w domyśle również z dorosłymi. Jak pisał w swoich książkach Andrzej Jaczewski, „mistrz” Zbigniewa Izdebskiego: 

“W historii pedagogiki znane są przypadki, kiedy piastunki masturbowały małe dzieci, by je uspokoić lub uśpić. Znane są opisy etnografów, z których wynika, że dorośli w szczepach pierwotnej kultury masturbowali dzieci ku ich zadowoleniu. Nie ma naukowych podstaw, by przyjąć, że takie postępowanie tym dzieciom zaszkodziło.”

Rozmaici deprawatorzy seksualni i aktywiści LGBT chcą być właśnie takimi „piastunkami” naszych dzieci. Tak ma wyglądać współczesna „pedagogika”, która wdziera się do naszych szkół. Musimy stanąć do walki i to powstrzymać!

To od naszej reakcji zależy, czy plany deprawatorów wejdą w życie. Od reakcji rodziców, nauczycieli i wychowawców w swoich miastach, w swoich szkołach, w swoich kuratoriach oświaty, w swoich lokalnych społecznościach. Jeśli jako społeczeństwo będziemy bierni, deprawacja obejmie nasze dzieci, nasze wnuki oraz dzieci naszych znajomych i przyjaciół. Żadne dziecko nie ucieknie od zgorszenia – tego chcą deprawatorzy. Ofiarą będzie każda rodzina. 

Nasza Fundacja mobilizuje Polaków do działania i organizuje opór w całej Polsce. Ruszamy z kolejnymi akcjami społecznymi na ulicach i mobilnymi kampaniami informacyjnymi. Musimy dotrzeć do rodziców i ostrzec ich przed zagrożeniem. Równolegle, zachęcamy wszystkich rodziców, aby już teraz podejmowali decyzje odnośnie przyszłości swoich dzieci i swoich rodzin – o przeniesieniu dzieci do małych, zaufanych, lokalnych szkół lub przejściu na edukację domową (w tym roku szkolnym już prawie 54 000 polskich dzieci uczy się w ramach edukacji domowej, do której przechodzą kolejne rodziny. Taką edukację prowadzą m.in. wolontariusze naszej Fundacji, którzy służą pomocą w tym temacie – prosimy o kontakt e-mailowy). 
Takie akcje muszą być w całej Polsce [foto]Wiele osób jest biernych wobec ofensywy deprawatorów seksualnych na Polske myśląc, że ich dzieci i ich rodziny jakimś cudem ominie zagrożenie. Jeśli nie staniemy do walki, to nie ominie i nie będzie się dało przed nim uciec. W Niemczech „edukacja seksualna” według standardów WHO jest obowiązkowa, a za odmowę udziału dzieci rodzicom grozi więzienie. 
W Polsce trwają obecnie prześladowania za mówienie o zagrożeniach związanych z „edukacją seksualną”. W styczniu zostałem za to skazany na rok ograniczenia wolności. W marcu nasz kierowca Jan Bienias został skazany na 30 000 kary za organizację akcji „Stop pedofilii”. Przeciwko naszej Fundacji toczy się aktualnie ponad 130 procesów sadowych.
Po co chcą nas uciszyć? Dlaczego nas atakują? Aby prawda nie dotarła do Polaków i aby można było przeforsować nowy przedmiot do szkół. Dzisiaj prześladują nas, jutro będą prześladować wszystkie rodziny w Polsce i zmuszać dzieci do deprawacji. 

Pomimo represji musimy organizować kolejne akcje uliczne, przejazdy furgonetek, wystawy i kampanie billboardowe. Walka będzie się nasilać. W najbliższym czasie potrzebujemy na ten cel ok. 15 000 zł.
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dotarcie do społeczeństwa z ostrzeżeniem przed „Edukacją zdrowotną”, która w praktyce będzie systemową deprawacją seksualną polskich dzieci.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPWTzw. „edukacja seksualna” to po prostu przemoc seksualna wobec dzieci.

Musimy stawić opór, musimy dotrzeć do rodziców z ostrzeżeniem. Proszę Pana o włączenie się w akcję i wsparcie naszych działań. 
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia 
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Victor Orban jest jedynym europejskim przywódcą, który ma odwagę działania

Węgierski premier ujawnia: To jest wielki plan elit dla Europy

Victor Orban jest jedynym europejskim przywódcą, który ma odwagę działania i uczciwe zamiary w stosunku do obywateli!

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 23
 
 

Premier Węgier Viktor Orban zacytował artykuł napisany przez miliardera George’a Sorosa dla Project Syndicate w 2015 roku podczas spotkania w Brukseli, które początkowo zostało zakazane, ale potem dopuszczone zezwolone.

[Następnego dna jednak rozgonione przez „emira Kirę”: Konferencja National Conservatism (NatCon), z udziałem m.in. premiera Węgier Viktora Orbana i byłego premiera Polski Mateusza Morawieckiego, została przerwana przez Emira Kirę, burmistrza dzielnicy Sainte-Josse-ten-Noode w Brukseli. Na miejscu interweniowała nawet belgijska policja. md]

Soros ujawnia w nim swój wielki plan dla Europy. To plan składający się z sześciu kroków. Soros dosłownie pisze, że UE musi co roku przyjąć co najmniej milion osób ubiegających się o azyl.

Punkt drugi: wystarczające finansowanie ma kluczowe znaczenie. Według Sorosa UE powinna zapewnić każdemu ubiegającemu się o azyl 15 000 euro na zakwaterowanie, opiekę i edukację, aby zwiększyć atrakcyjność przyjazdu do UE dla osób ubiegających się o azyl.

ORBAN: „Nie mówimy tu o 10 latach przypadkowych historii. To plan wdrożony. To jest napisane. Został opublikowany. On jest znany. Walczymy ze zorganizowanym gangiem zwanym Imperium George’a Sorosa”.

Soros pisze również, że należy stworzyć bezpieczne trasy dla osób ubiegających się o azyl, aby mogły dotrzeć z Grecji i Włoch do krajów docelowych.

Orban powiedział dalej, że Soros umieścił swoje marionetki na wszystkich ważnych stanowiskach.

W 2017 r. dochodzenie wykazało, że miliarder ma w kieszeni setki (byłych) eurodeputowanych, w tym Guya Verhofstadta.

Soros chce sprowadzić do UE wielu imigrantów, zintegrować Ukrainę z UE i maksymalnie spowolnić Rosję. I tak się stało.

„Przyszłość Europy jako całości jest zagrożona” – ostrzegł rzecznik rządu Zoltan Kovacs. Zastanawiał się, jak Soros może rozmawiać z europejskimi przywódcami za zamkniętymi drzwiami.

Ten plan jest przeciwko nam. Chodzi o zmianę Europy – powiedział Orban w Brukseli.

https://uncutnews.ch/ungarischer-premier-verraet-das-ist-der-grosse-plan-der-eliten-fuer-europa

O małpie Boga, winie i drzewie figowym

https://gloria.tv/share/dzdAoiU72HRm3sRHsNwwVG98W

O małpie Boga, winie i drzewie figowym

Internet “prawdę ci powie”. W różnych opracowaniach a nawet wykładach dostępnych w sieci, pojawia się informacja, że diabeł był określany w okresie patrystycznym jako “małpa Boga” (simia Dei) m.in. przez Tertuliana i św. Augustyna z Hippony. Problem w tym że przeszukując dostępne zasoby literatury patrystycznej trudno takie określenie znaleźć. Określenie to wygląda zatem na późniejszy anachronizm.

Żyjący w II wieku po Chrystusie Św. Justyn Męczennik w swojej pierwszej Apologii (Cap. 54) pisze o poganach i kierujących nimi demonach, że słysząc co mówili prorocy o Chrystusie, nie zrozumieli tego właściwie, lecz imitowali to co powiedziano o Chrystusie. Wymienia przy tym przykłady mitów np. o Bellerofoncie i Pegazie, który zaniósł go do nieba, o Perseuszu, który miał się narodzić z dziewicy czy o Asklepiosie, który miał uzdrawiać wszystkie choroby. Według Justyna powstała pod wpływem demonów mitologia pogańska jest zatem naśladownictwem prawdziwego przesłania chrześcijańskiego.

Żyjący na przełomie II i III stulecia po Chrystusie Tertulian w traktacie De baptismo (Cap. 5) pisze z kolei tak tak (tekst za“Igitur si idolo, natura aquae quod propria [materia] sit abluendi, auspici emundationis blandiuntur, quanto id verius aquae praestabunt per dei auctoritatem a quo omnis natura earum constituta est: si religione aquas medicari putant, quae potior religio quam dei vivi agnitio? [3] Hic quoque studium diaboli recognoscimus res Dei aemulantis, cum et ipse baptismum in suis exercet. Quid simile? Immundus emundat, perditor liberat, damnatus absolvit?”

Na przykładzie Chrztu Tertulian pokazuje tu zapał diabła w naśladowaniu rzeczy Bożych, próbującego nawiązać rywalizację z Bogiem, naśladującego rzeczy Boże (studium diaboli… res Dei aemulantis). Zwiedzeni bowiem przez diabła z powodu tego że oczyszczanie jest właściwe wodzie poganie próbują szukać względów fałszywych bóstw jako pośredników w oczyszczeniu. Jak konkluduje Tertulian “zauważamy tu także gorliwość diabła naśladującego by rywalizować rzeczy Boże, który również stosuje chrzest u swoich”, pytając retorycznie “czy nieczysty oczyszcza, prowadzący na zatracenie wyzwala, potępiony uwalnia?”

Motyw naśladownictwa przez diabła Boga podnosi żyjący na przełomie III i IV w. po Chrystusie, piszący po grecku św. Metody w swoim Symposionie czyli Uczcie Dziesięciu Panien (tekst grecki J. P. Migne w Patrologia Graeca t. 18, tł. ang. tu, Dyskurs X, Cap. 5). Podaje on tam podobieństwo drzewa figowego, z uwagi na słodycz i doskonały smak swych owoców będącego typem rajskich rozkoszy, które diabeł, zwiódłszy w ogrodzie Eden człowieka, wykorzystał, nakłaniając by ukrył nagość ciała pod liściem figowym, co św. Metody łączy z przyjemnością zmysłową.

Podaje również przykład winnicy Noego, który upił się w wyniku pokusy winem, stanowiącym erzac duchowej radości. Noego, z którego diabeł zakpił, pozostawiając nagim. Jak pisze dalej św. Metody: “nieprzyjaciel, dzięki swej mocy, zawsze naśladuje postaci cnoty i prawości, nie po to by naprawdę szerzyć ich praktykowanie, lecz w celu zwiedzenia i z obłudy. Albowiem, aby nakłonić do śmierci tych, którzy od śmierci uciekają, przybiera na zewnątrz barwy nieśmiertelności. I dlatego pragnie wydawać się figą lub winem i dostarczać słodyczy i radości, i “podaje się za anioła światłości” (2 Kor 11), usidlając wielu pozorem pobożności.”

Św. Metody nawiązuje też do ewangelicznej relacji o drzewie figowym, tym “fałszywym, udekorowanym rozmaicie by zwodzić” aż Pan sprawił, że uschły fałszywe gałęzie, “imitacja prawdziwych gałęzi” (Mt 21,19). Przypomina że prawdziwym krzewem winnym jest Chrystus (J 15,1) i zestawia owocne drzewo figowe z Duchem Świętym (Iz 38,21), którego owoce – miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, 23 łagodność, opanowanie – opisuje Paweł Apostoł Galatom (Ga 5,22-23). Pod takim krzewem winnym i pod takim drzewem figowym “każdy będzie siadywał (…) i nie będzie tego, kto by niepokoił” (Mi 4,4). “Jest pewne, że ci, którzy znaleźli schronienie i odpocznienie w Duchu oraz w cieniu Słowa, nie będą się niepokoili ani lękali tego, który zasiewa niepokój w sercach ludzi” – konkluduje św. Metody.

Tadeusz Kaktus: Piękne, i oświecające. Wielokrotnie zastanawiał mnie fakt przenikania w mitologiach i wierzeniach elementów, które potem niosło Objawienie Boże. Stąd racjonaliści mówią, że nasza święta religia jest zlepiona z wierzeń pogan a tymczasem szatan znając plany Boże prześmiewczo ustanowił rytuały, wierzenia, mity mające zdyskredytować prawdę objawioną, i zdewaluować ją, jak się pojawi.
I dziś, choć dowody na prawdziwość naszej wiary każdy uczciwy umysł uznać musi, to u nieuczonych, niemyślących ludzi wywołuje się przekonanie, że objawienie Boże to tylko synteza pogańskich wierzeń i zwyczajów i że religia wyrosła tylko na ludzkiej potrzebę religijności, i na przesądach pokoleń a nie na obiektywnej prawdzie objawionej przez Boga naprawdę. I ludzie w to wierzą tylko dlatego, że szatan elementy zbawczego planu zdradzał i ujawniał, by je wykrzywić i wyśmiać, zanim się wydarzyły w historii.

Tarczyński. Już wielu takich oratorów było, a jak przyszło do czynów…

Ekonomat @ekonomat_pl

Tarczyński wygarnął Ursuli von den Leyen i Weberowi wszystko, co myśli o ich polityce – zarówno jeśli chodzi o Zielony Ład, jak i migrantów. To szaleństwo skończy się po tych wyborach. Uczynimy Europę potęgą, my, konserwatyści. Przegracie te wybory! – grzmiał #Tarczyński w kierunku von den Leyen. Europa nie jest bezpieczna. Niemcy – 6 milionów przestępstw, historyczny rekord, a wy chcecie to kontynuować?! – dodał, celując palcem w Webera. Jest moc? Dobrze gada, co? Byle to nie była gadka-szmatka, bo już wielu takich oratorów było, a jak przyszło do czynów… #UE #greendeal #Migracion #ILLEGALimmigrants #paktmigracyjny #Wybory #parlament

7 389 Wyświetlenia 53 Wpisy podane dalej 196 Polubień

Zaszufladkowano do kategorii O Polskę | Otagowano

Jeśli znasz osobę, która została uszkodzona w wyniku szczepionki przeciwko Covid, podnieś jedną rękę do góry. Jeśli znasz więcej niż jedną…

Kevin – WE THE PEOPLE – DAD @bambkb

„Jeśli znasz osobę, która została uszkodzona w wyniku szczepionki przeciwko Covid-19, podnieś jedną rękę do góry. Jeśli znasz więcej niż jedną osobę, podnieś obie ręce do góry” Obejrzyj reakcję…

This lady asks a room full of people in Canada : “If you know a person that has been injured by the COVID vaccine, lift one hand up. If you know more than one person, lift two hands up” Watch this shocking response from the crowd

https://twitter.com/i/status/1782772106796597335