Rocznicowa pielgrzymka do Pana Naszego

Rocznicowa pielgrzymka do Pana Naszego

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)    17 marca 2024 za wszelką cenę

12 marca 1999 roku „drogi Bronisław”, czyli prof. Bronisław Geremek, przez panią Magdalenę Albright, co to, jako Żydówka, nie była pewna, czy jest Czeszką, czy może Serbką, do spółki z „profesorem” Władysławem Bartoszewskim, mianowany naszym „Skarbem Narodowym”, złożył w Waszyngtonie dokumenty ratyfikacji przez Polskę traktatu waszyngtońskiego z 1949 roku – i w ten sposób Polska została przyjęta do NATO. Był to jeden z etapów ustanawiania przez Amerykanów i Sowieciarzy nowego porządku politycznego w Europie, ponieważ porządek jałtański przestał być aktualny, a Sowieciarzom nie opłacało się bronić go za wszelką cenę.

Cokolwiek złego by o nich nie powiedzieć, to nie są oni tak głupi, jak nasi Umiłowani Przywódcy. Na przykład taki, który niedawno powiedział, że Ukraina musi z Rosją wygrać „za wszelką cenę”. Tak może mówi tylko idiota, bo „wszelka cena” może oznaczać na przykład również istnienie państwa polskiego. Ale to nie wina idioty, bo jego tak Pan Bóg stworzył, tylko naszych rodaków, którzy idiotów wysuwają na najwyższe stanowiska państwowe.

Wróćmy jednak do wątku głównego. Ustanawianie nowego porządku politycznego w Europie rozpoczęło się od spotkania Michała Gorbaczowa z prezydentem Reaganem w Genewie w marcu 1985 roku i podczas tego spotkania Amerykanie podjęli sowiecką ofertę wspólnego ustanowienia nowego porządku. Już rok później, po spotkaniu w Reykjaviku okazało się, że istotnym elementem tego porządku będzie ewakuacja imperium sowieckiego ze Środkowej Europy. Powstającą wskutek tego próżnię polityczną próbowały wypełnić państwa Europy Środkowej zgrupowane w „Heksagonale”, ale Niemcy w początkach lat 90-tych, przy pomocy USA, które bombardowały Serbię, bez trudu je rozgoniły i od tej pory tę próżnię wypełniają Niemcy, rozszerzając na Europę Środkową Unię Europejską, której są politycznym kierownikiem i stwarzając w ten sposób odpowiednie warunki dla restytucji IV Rzeszy.

Ale IV Rzesza, którą właśnie pod kierownictwem niemieckim Europa za amerykańskim przyzwoleniem buduje, nie ma własnych sił zbrojnych, bo wcześniej wszystkie próby stworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, spotykały się ze stanowczym amerykańskim: „NIET!” Rzecz w tym, że kiedy w roku 1954 Amerykanie zdecydowali się na remilitaryzację Niemiec, to znaczy – na pozwolenie Niemcom na posiadanie armii, to na wypadek, gdyby Hitler zmartwychwstał, godząc się w roku 1955 na utworzenie Bundeswehry, wmontowali ją w całości w struktury NATO, za pośrednictwem których ją kontrolują. Pomysł utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO jest więc pseudonimem wyprowadzenia Bundeswehry spod tej amerykańskiej kurateli, co byłoby uchyleniem jeszcze jednego skutku wojny przegranej przez Adolfa Hitlera. Toteż o ile Amerykanie nie mieli nic przeciwko temu, by Niemcy podporządkowały sobie politycznie i ekonomicznie Europę Środkową, a nawet im w tym pomogli, to uważali, że militarnie to oni muszą Europę kontrolować. Wyrazem tego dążenia było właśnie włączenie Europy Środkowej do obszaru NATO.

Również i to zostało uzgodnione, nie tyle z Sowietami, bo Związek Sowiecki już wtedy nie istniał, tylko z Rosją. W 1997 roku Rosjanie, nie wysuwając sprzeciwu wobec rozszerzenia NATO na Europę Środkową, zawarli z Amerykanami w Paryżu porozumienie dotyczące – jak to nazwano – „środków budowy zaufania”. Obejmowały one m.in. zakaz przesuwania zachodniej broni jądrowej na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej oraz zakaz zakładania na obszarze państw nowo-przyjętych do NATO stałych baz Sojuszu. Dlatego też w roku 1999 NATO zostało rozszerzone na obszar Europy Środkowej bezkonfliktowo.

Na tym jednak nie skończył się proces ustanawiania w Europie nowego porządku politycznego. Istotnym krokiem w tym kierunku był tzw. „reset” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, przeprowadzony przez prezydenta Obamę 17 września 2009 roku. Prezydent Obama wycofał Stany Zjednoczone z aktywnej polityki w Europie Środkowej, w powstałą wskutek tego polityczną próżnię natychmiast wypełnili „strategiczni partnerzy”, czyli Niemcy i Rosja. Kolejny istotny krok został zrobiony 20 listopada 2010 roku na szczycie NATO w Lizbonie, gdzie proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. NATO i Rosja ze śmiertelnych wrogów stały się „strategicznymi partnerami”. Było to ukoronowanie 25 lat prac nad ustanawianiem nowego porządku politycznego w Europie – porządku „lizbońskiego”. Jego najważniejszym postanowieniem było wspomniane strategiczne partnerstwo NATO-ROSJA, którego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, a z kolei jego kamieniem węgielnym był podział Europy na strefę niemiecką i strefę rosyjską – prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbengtrop-Mołotow. Prawie – bo republiki bałtyckie, które w roku 1939 znalazły się po wschodniej stronie tego kordonu, teraz znalazły się po stronie zachodniej – w NATO.

I kiedy wydawało się, że klamka zapadła na 50, a może nawet na 100 lat, prezydent Obama, któremu nie udało się, gwoli udelektowania bezcennego Izraela, zorganizować koalicji państw europejskich przeciwko syryjskiemu tyranowi, przypisując swoje niepowodzenie intrygom zimnego ruskiego czekisty Putina, z tej irytacji w 2013 roku wysadził porządek lizboński w powietrze. Jak ujawniła Wiktoria Nuland, USA wyłożyły 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „majdanu” w celu wyłuskania tego kraju z rosyjskiej strefy. W ten sposób wyleciało w powietrze „strategiczne partnerstwo” NATO-Rosja i cały porządek lizboński, a na Ukrainie sytuacja stała się płynna, aż wreszcie doszło do otwartej wojny w lutym 2022 roku.

Ta wojna przeszła w stan chroniczny, co sprawia, że nawet prezydent Józio Biden, który zachęcił prezydenta Zełeńskiego do odrzucenia porozumień mińskich, co zostało przez Putina wykorzystane jako pretekst do inwazji, chciałby się teraz jakoś z tej awantury wyplątać tym bardziej, że ukraińskiego mięsa armatniego zaczyna brakować. W tej sytuacji pojawiają się pomysły, by do wojny z Rosją popchnąć takie państwa, jak np. Polska. Jak pokazał ostatnie szczyt UE w Paryżu, panu prezydentowi Dudzie, podobnie, jak Generalnemu Gubernatorowi Donaldowi Tuskowi, szalenie imponuje taki awans na kreatorów światowej polityki. Obawiam się, że właśnie w tym celu Pan Nasz z Waszyngtonu Józio Biden 12 marca wezwał przed swoje oblicze zarówno pana prezydenta Dudę, jak i Generalnego Gubernatora Tuska, żeby w ramach zapłaty za radosny przywilej przyjęcia do NATO, wyznaczyć im zadania.

Jakie to będą zadania tego nie wie ani pan prezydent Duda – bo w wygłoszonym 11 marca orędziu do naszego mniej wartościowego narodu tubylczego, nie bardzo wiedział, co powiedzieć – podobnie jak nie wie tego Generalny Gubernator, który w dodatku będzie musiał zadania przekazane mu przez Pana Naszego Józia Bidena, jakoś skoordynować z zadaniami, jakie wyznaczyła mu niedawno Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Prawda wypowiadana publicznie nie jest mile widziana. Polityka klimatyczna.

Prawda zabolała. Gorzkie słowa Jakiego o PiS i Morawieckim. „Ktoś te wszystkie dziadostwa w UE podpisywał”

17.03.2024 prawda-zabolala-gorzkie-slowa-jakiego

Patryk Jaki.
Patryk Jaki. / Fot. PAP

Polityka klimatyczna coraz mocniej wkracza w nasze życie. Na kilka słów prawdy w tym temacie zdecydował się Patryk Jaki z Suwerennej Polski. Piotr Müller, były rzecznik rządu PiS zasugerował mu, że lepiej, aby prawdy nie mówił publicznie, tylko co najwyżej uwagi przekazywał „w gronie do tego przeznaczonym”.

Unia Europejska, w imię „walki z globalnym ociepleniem”, prowadzi agresywną politykę klimatyczną, która wpływa na nasze życie. Na razie powoli, ale w kolejnych latach mocno przyspieszy. Warto w tym miejscu wspomnieć chociażby o dyrektywie budynkowej, która nakazuje remonty wszystkich budynków w ten sposób, by było „eko”, o zakazie sprzedaży samochodów spalinowych i zezwoleniu na produkcję jedynie drogich elektryków czy o nowym systemie handlu emisjami CO2 (ETS2), przez który wszyscy zapłacimy znacznie więcej za energię.

To jedynie pierwsze z brzegu przykłady polityki klimatycznej UE, jest tego znacznie więcej. Na zdecydowaną większość z tych rzeczy godził się rząd PiS-u, choć oczywiście nie ulega żadnej wątpliwości, że rząd Tuska będzie robił dokładnie tak samo.

Politycy PiS-u, z byłym premierem Mateuszem Morawieckim na czele, lubią teraz opowiadać, jak to oni sprzeciwiali się klimatyzmowi i innym szkodliwym pomysłom UE. Tymczasem Patryk Jaki, z partii Zbigniewa Ziobry, która współtworzyła rząd PiS-u, zebrał się na kilka słów prawdy i przypomniał po prostu fakty.

Europoseł uderzył przede wszystkim w Morawieckiego oraz prezydenta Andrzeja Dudę. – Ktoś te wszystkie dziadostwa w Unii Europejskiej podpisywał. Ktoś za to odpowiada. To nie jest tak, że u nas nie ma ludzi za to odpowiedzialnych – powiedział podczas spotkania z wyborcami Jaki.

Wyraził obawy, że jeśli Morawiecki ponownie zostanie premierem, „nie daje gwarancji, że nie będzie tak samo”.

Ta wypowiedź, choć prawdziwa, bardzo nie spodobała się „człowiekowi Morawieckiego”, byłemu rzecznikowi rządu PiS, Müllerowi. Zarzucił, że Jaki szkodzi obozowi i zasugerował, że prawda wypowiadana publicznie nie jest mile widziana. „Kolegę Patryka Jakiego zachęcam do rozmów w gronach do tego przeznaczonych” – rozpoczął wpis Müller.

„Celowo spłaszczasz dyskusję na temat decyzji rządu w sprawach unijnych żeby “coś się przykleiło”. Szkodzisz tym obozowi. A decyzje w tych obszarach były przyjmowane wyłącznie na poziomie całego kierownictwa PiS-u. Wiesz o tym doskonale. Choć może już Patryk uwierzyłeś, że przerosłeś Prezesa, Premiera i Głowę Państwa. Szkoda, że takiej energii nie przełożyliście na działania w prokuraturze, sądach (np. pełnej cyfryzacji – w 8 lat dało się zrobić!)” – twierdzi były rzecznik rządu PiS.

Uważa ponadto, że postawa Suwerennej Polski odebrała PiS-owi kilka punktów procentowych w wyborach październikowych, a na koniec dodał, że uderza się w Donalda Tuska, a nie „swoich”.

W podobnym tonie Jakiego zaatakował Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych w rządzie PiS-u. Jaki odparł na to wszystko, że „nie było żadnej zgody kierownictwa na Fit55 i te zielone głupoty”. „To wyłączna odpowiedzialność Morawieckiego. Jednak jak była to chętnie zobaczę. Można wkleić” – napisał na Twitterze/X. W dalszej części wpisu dodał, że jego prawie całe wystąpienie było atakiem na Tuska i polecił kolegom z obozu politycznego przesłuchanie całego wystąpienia, a nie odnoszenia się jedynie do fragmentu uderzającego w PiS.

[Pyskówka – w oryginale. M.D.]

Komplementy

16 marca  2024 r. | Nr 11/2024 (663)
Komplementy
Małgorzata Todd

       Szanowni Państwo!
       Kto z nas nie lubi komplementów? Pytanie jest oczywiście retoryczne. Otrzymywanie ich odbywa się w sposób tradycyjny, lub nowoczesny. Dobrym przykładem może być Sienkiewicz. Pisarz cieszył się wielką estymą u współczesnego mu pokolenia, jak i następnych. Jego prawnuk budzi grozę miłośników kultury i aprobatę „wielkopańskiej” hołoty, która dorwała się do władzy.
       Tolerowanie i dotowanie głupoty wszelakiej w teatrze zaowocowało w pełni, zwłaszcza teraz, po grudniowym przewrocie. Niszcząc niewygodne nagrania, w rewolucyjnym zapale, „silni ludzie” Sienkiewicza natrafili na „skarby” stanu wojennego. I oto 4 marca 2024 r. Teatr Telewizji wyemitował arcy-bełkot wyprodukowany w stanie wojennym. Cóż za symboliczne, a właściwie oczywiste, nawiązanie rządzącej koalicji do 13 grudnia! Telewizyjni „artyści” prześcigają się w lizusostwie. Pierwsze miejsce w tej dyscyplinie zajął ostatnio pewien reżyser nazywając Wałęsę intelektualistą.
       Komplementy, podobnie jak obelgi, stały się towarem. Każdy może je nabyć w internecie. „Polubienia” i hejt, to już tylko towar. Tusk, jako namiestnik brukselek, płaci za hejt na nas, naszymi pieniędzmi z naszych podatków. Kółko się zamyka, bowiem, łatwo było przewidzieć, że po anty-PiS, przyjdzie, a może już przyszła, kolej na anty-kulturę.

Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Strachy na lachy! Bo telewizory i monitory straszą ludzi „na okrągło”, co zabija [głupków].

Strachy na lachy!

Tylko prawda jest ciekawa. anthony

Czyli jak nie dać się zabić pandemii strachu, rozsiewanej przez Chazarów!


System strachu, czyli strachy na Lachy!

Kilka ostatnich lat pokazało, ze tak zwane systemy demokratyczne opierają swe działanie na  straszeniu ludzi przez chazarskie media i polityków od rana do wieczora, tak aby wpędzić ich w zabójczą spiralę stresu, który po przekroczeniu pewnego poziomu zabija ludzi pewnie i szybko.

W wymyślaniu strachów chazarskie media i politycy tej samej nacji są mistrzami świata. Mamy się bać wszystkiego: globalnego ocieplenia, pandemii chorób których jeszcze nie ma i nigdy nie będzie, wojny światowej i agresji Putina na Polskę, głodu i zagłady rolnictwa, plam na słońcu i wybuchu wulkanów na Marsie, kryzysu energetycznego i demograficznego, itp, itd.

Suma strachów serwowana ludziom przez Chazarów przekłada się na gigantyczny stres, który stanowi ogromne zagrożenie dla życia i zdrowia obywateli, co latach 60 ubiegłego wieku udowodnił  polski psycholog Józef Kozielecki.

Badał on wpływ silnego stresu na organizmy różnych ssaków, w tym na organizmy szczurów. W jednym z doświadczeń umieścił on przed klatką ze szczurami głośnik który emitował odgłosy walki szczura z kotem. Po kilku godzinach wszystkie szczury zginęły z powodu ataku serca!

Od kilku lat jesteśmy poddawani identycznemu eksperymentowi, z tym, że w klatce siedzimy my ludzie, zaś głośnik emitujący odgłosy walki szczura z kotem, zastąpiły telewizory i monitory komputerów, straszące ludzi „na okrągło”.  Efekt powinien być ten sam co w przypadku szczurów: przerażeni ludzie powinni „wyciągać nogi” w masowej skali, gdyż reakcja ssaków na bodźce stresowe jest podobna!

Jak nie dać się zabić strachem?

W przypadku szczurów wystarczyłoby wyłączyć głośnik, w przypadku ludzi recepta jest taka sama: wyłączyć szczekaczki zwane mediami, a jeśli już ktoś chce je oglądać i słuchać to powinien zawsze uruchamiać prosty filtr oddzielający propagandę od prawdy, czyli eliminujący paraliżujący strach!

Każdą informację podawaną przez Chazarów należy „odwrócić” o 180 st i dopiero po tym zabiegu jest ona prawdziwa i pozbawiona ładunku strachu.
I tak dla przykładu: jeśli Chazarzy straszą nas jakąś pandemią której jeszcze nie ma i która zabije większość ludzi na całym świecie, , to po „odwróceniu” o 180 informacja ta staje  pozbawiona strachu, gdyż  wynika z niej, że żadnej pandemii nie będzie i nikogo ona nie zabije.

Jeśli chazarskie media od rana do wieczora straszą nas wojną atomową, to po zabiegu „odwrócenia” okazuje się, że żadnej wojny atomowej nie będzie, gdyż po wojnie atomowej nie byłoby już komu ani udzielać kredytów ani się o nie ubiegać! A tego żaden Chazar by nie zdzierżył!
I tak dalej i tym podobne.
Jeśli Chazarzy naganiają do jakichkolwiek szczepień,  które według nich są dobrodziejstwem,  to po „odróceniu” informacja brzmi: unikaj szczepień jak diabeł święconej wody, gdyż  Chazarzy chcą cię nimi zabić albo pokaleczyć, 

Mamy prosty mechanizm pozbawienia globalnej mafii chazarskiej podstawowego mechanizmu  zastraszania ludzi poprzez media o zasięgu globalnym!
Wyłączyć szczekaczki albo podawane przez nie informację zawsze „odwracać” o 180 st.

To zawsze działa i tym różnimy się od szczurów, że „szczekaczki” możemy odłączyć zaś szczury w doświadczeniach Kozieleckiego takiej możliwości nie miały! Zmarły więc na szczurzą  „naglicę” podobnie jak i duża część szczepanów wystraszonych „inwazją Marsjan na ziemię”, gdzie Marsjanami były…wirusy kowida, których nikt nigdy nie wyizolował i nie udowodnił, że one istnieją!

Anthony Ivanowitz 16.03.2024r. www.pospoliteruszenie.org

Głośny klimatysta Franciszek o konieczności włączania „mądrości przodków”

15 marca 2024 nauka-musi-sluchac-madrosci-przodkow

Nauka musi słuchać „mądrości przodków”. Nowy pomysł Franciszka na walkę ze zmianami klimatu

Papież Franciszek zasugerował, że „mądrość przodków” praktykowana wśród ludów pierwotnych pomoże uszlachetnić programy walki ze zmianą klimatu, tak by uwzględniały sprawiedliwy podział dóbr, troskę o bioróżnorodność i szacunek dla życia na Ziemi.

Papież Franciszek w czwartek przewodził refleksji na temat wkładu rdzennych ludów Amazonii i włączania „mądrości przodków” do wysiłków podejmowanych na rzecz łagodzenia skutków zmian klimatycznych.

„Otwarty dialog pomiędzy wiedzą rdzennych ludów a nauką, między społecznościami wychowanymi na mądrości przodków a środowiskami naukowymi, może pomóc stworzyć bardziej integralny i skuteczniejszy sposób przezwyciężenia kryzysów związanych z dostępnością wody, zmianami klimatycznymi, głodem i różnorodnością biologiczną” – powiedział papież w czwartek w Watykanie.

„Kwestie te, jak dobrze wiemy, są ze sobą powiązane” – dodał.

Uwagi te zostały skierowane do uczestników konferencji „Wiedza ludów tubylczych a nauka”, sponsorowanej przez Papieską Akademię Nauk i Papieską Akademię Nauk Społecznych, która odbyła się w Watykanie w dniach 14-15 marca.

Podczas wydarzenia obecni byli przedstawiciele papieskich akademii, grup tubylczych, naukowców i organizacji międzynarodowych. Zgromadzeni debatowali nad tym, w jaki sposób tradycje tubylcze mogą zostać zintegrowane z konwencjonalną nauką, aby ubogacić globalne polityki dotyczące zmian klimatu, utraty różnorodności biologicznej, bezpieczeństwa żywnościowego i zdrowia.

Źródło: catholicnewsagency.com PR

=====================

mail:

A tyłków nie? Poczują się niedocenione.

Poglądy zatwierdzone i niebezpieczne

Poglądy zatwierdzone i niebezpieczne

Stanisław Michalkiewicz,  serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)    16 marca 2024 michalkiewicz

Do tego, że nasz Gubernator Generalny, na razie dla zmyłki używający tytułu prezesa Rady Ministrów, od czasu do czasu musi meldować się u Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Zresztą – jakże ma być inaczej, skoro pamiętamy, że co prawda to nie obecna Reichsfuhrerin, tylko poprzednia, czyli Nasza Złota Pani mocną ręką najpierw uchroniła Donalda Tuska, w którym sobie upodobała, przed zemstą starych kiejkutów, co to uznały, że zanadto się rozbrykał i trzeba mu przytrzeć rogów – a potem przeniosła na brukselskie salony, gdzie zrobiła z niego człowieka? Stare kiejkuty zaś rozgniewały się na Donalda Tuska, że przy pomocy Petera Vogla, którego kazał aresztować, chciał poluzować sobie smyczkę, na której był przez stare kiejkuty prowadzony. W odwecie za tę samowolkę odpaliły one aferę hazardową, a następnie postawiły Donaldu Tusku szlaban na kandydowanie w wyborach prezydenckich i kazały tak uchwalić ustawę hazardową, żeby było dobrze. I tak się stało – aż zaniepokojona losem Donalda Tuska Nasza Złota Pani załatwiła mu nagrodę im. Karola Wielkiego – co było przestrogą, że jeśli odtąd ktoś podniesie na niego rękę, to władza ludowa mu tę rękę odrąbie. Stare kiejkuty aluzję w lot zrozumiały i okazało się, że „nie było” żadnej afery hazardowej – ale Nasza Złota Pani na wszelki wypadek mocną ręką przeniosła Donalda Tuska na brukselskie salony, gdzie zrobiła z niego człowieka – no a dalszy ciąg znamy.

Kiedy amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za dobre sprawowanie, w marcu ub. roku pozwolił Niemcom, by urządzały Europę po swojemu, Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen zaaranżowała podmiankę na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, wyznaczając jednocześnie Donaldu Tusku zadanie likwidacji III RP i przekształcenie jej w Generalne Gubernatorstwo, jako nierozerwalne ogniwo IV Rzeszy. Toteż Donald Tusk na czele swego vaginetu (Wielce Czcigodna Redakcja Prawy.pl dlaczegoś przerabia mi słowo „vaginet” na „gabinet”, a to przecież nie to samo), realizuje operację pod kryptonimem „Przywracanie Praworządności”, w ramach której ma carte blanche nie tylko na usuwanie sędziów, ale – jak zajdzie potrzeba – nawet na wrzucanie ich do dołu z wapnem, żeby w ten sposób zrobić miejsce dla fagasów wskazanych przez stare kiejkuty, które już dopilnują, by w Generalnym Gubernatorstwie w miejsce polskiego safandulstwa zapanowała – jakby to ujął wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler – „fanatyczna” dyscyplina.

Jak widzimy zadanie jest poważne, a przecież na tym nie koniec, bo gwoli nadania likwidacji III RP właściwej dynamiki, trzeba nasz nieszczęśliwy kraj wepchnąć do wojny z Rosją w taki sposób, by nie rodziło to żadnych zobowiązań dla Sojuszu Atlantyckiego – bo jeśli Polska włączyłaby się do trwającej już wojny w dodatku po stronie państwa, które przecież do NATO nie należy, to żadne procedury sojusznicze z art. 5 traktatu waszyngtońskiego nie miałyby zastosowania, bo one wchodzą w grę tylko w razie „zbrojnej napaści” na państwo członkowskie. W tej sytuacji trudno się dziwić, że nasz Gubernator Generalny co i rusz musi nie tylko zdawać sprawę Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen do dotychczasowych postępów w realizowaniu postawionego przed nim zadania i na przykład wyobrażam sobie, że po udanej prowokacji w związku z demonstracją rolników pod Sejmem, co to bluźnili przeciwko „Zielonemu Ładowi”, Reichsfuhrerin mogła poklepać Donalda Tuska po plecach i powiedzieć mu po niemiecku: wot maładiec! – ale również wysłuchać wskazówek co do nowych zadań, zwłaszcza w kwestii wepchnięcia Polski do wojny; jak ma być i jakim patriotycznym bajerem tę operację uzasadniać mniej wartościowej ludności tubylczej.

To wszystko to są sprawy oczywiste i nie byłoby żadnej potrzeby, by je tu przypominać, gdyby nie niedawna deklaracja Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, dotycząca wskazania nieubłaganym, choć wypielęgnowanym palcem, tych ciemnych sił, które sypią piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów i przeszkadzają w wypełnianiu niemieckiego dzieła odbudowy IV Rzeszy. Chodzi o Alternatywę dla Niemiec w samych Niemczech i Konfederację w Polsce. Potwierdza to moje podejrzenia, że Konfederacja była rodzajem wypadku przy pracy; nie tylko stare kiejkuty, ale i w BND ktoś musiał zaspać, wskutek czego na tubylczej scenie politycznej naszego bantustanu pojawiła się ta przez nikogo nie zatwierdzona formacja. Kiedy w dodatku okazało się, że wykazuje ona cechy trwałości, to musiała zapaść decyzja o rozpoczęciu operacji neutralizowania Konfederacji, aż upodobni się ona pod każdym względem do formacji zatwierdzonych, jak na przykład Prawo i Sprawiedliwość, jak Volksdeutsche Partei z satelitami i wreszcie – jak Trzecia Droga, w ramach której Nasz Najważniejszy Sojusznik, którego dotychczasowy Naczelnik Państwa coraz bardziej ideologicznie uwierał, nastręczył naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu jasnego idola w osobie sezonowego pana marszałka Szymona Hołowni, który chyba ostatnio przedawkował mefedron. Jest to preparat produkowany w bezcennym Izraelu, którym faszeruje się coraz więcej młodych, wykształconych, z wielkich miast – również w naszym nieszczęśliwym kraju. Jednym ze skutków zażywania tego specyfiku jest gwałtowny wzrost pewności siebie; zadowolenia ze swego rozumu i w ogóle. Dzięki temu lepiej rozumiemy przyczyny, dla których sezonowy pan marszałek Szymon Hołownia niedawno oświadczył, że „wgniecie w ziemię” złego, zimnego ruskiego czekistę Putina. Najwyraźniej musiał przedawkować, bo zażywanie umiarkowane dotychczas pomagało mu tylko w odgrywaniu roli kierownika Sejmu. Otóż zwolennicy teorii spiskowych podejrzewają, iż bezcenny Izrael eksportuje nie tylko rozmaite „Pegasusy”, ale również rozmaite mefedrony, by w ten sposób mniej wartościowe narody tubylcze wprowadzać w stany euforyczne, dzięki którym w życiu politycznym pojawiają się takie postacie, jak Wielce Czcigodna pani Kotula, czy moje faworyty z Lewicy – i tą metodą przygotowywać sobie grunt do łatwiejszego ich wyszlamowania i zdominowania.

Nawiasem mówiąc, niedawno okazało się, że wyznawanie teorii spiskowych może już wkrótce zostać zakazane. Nie mówię o ich potępieniu przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, bo z tym mamy do czynienia już od dawna, z tym, że Judenrat wyznawców niedozwolonych teorii spiskowych pozbawia waloru przyzwoitości. Tymczasem w amerykańskim Kongresie jest pani Marjorie Taylor Greene, uważana za „królową teorii spiskowych”. Niedawno nie tylko skrytykowała ona byłego brytyjskiego premiera Dawida Camerona, który molestował amerykańskich polityków, żeby dali forsę Ukrainie, ale nawet zaproponowała mu, by pocałował ją w d… A w ogóle to ośmieliła się bluźnić nie tylko przeciwko zbrodniczemu koronawirusowi, ale również – przeciwko szczepionkom, na których Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen podobno się obłowiła, że daj Boże każdemu. W związku z tym FBI uznało, że takie poglądy są niedopuszczalne z punktu widzenia „bezpieczeństwa narodowego”. Ciekawe, że podobnie uważa ruska FSB, z tą różnicą, że z punktu widzenia „bezpieczeństwa narodowego” Rosji niedopuszczalne są trochę inne poglądy, niż w Ameryce – ale co do zasady wszystko się zgadza.

Stanisław Michalkiewicz

Eurokomuniści szykują nowy cios. W samochody. Czas, by poszli na śmietnik, jak Attyla, Dżingis-chan czy Hitler.

Eurokomuniści szykują nowy cios. Nie będzie wolno remontować aut

magnapolonia

Zieloni komuniści z Unii Europejskiej pracują nad kolejnym uderzeniem w posiadaczy aut spalinowych. Tym razem chcą uprzykrzyć życie właścicielom starszych samochodów.

Eurokomuniści szykują nowy cios w kierowców. Już niedługo w życie mogą wejść przepisy, które dotkliwie zabolą właścicieli starszych aut. Zgodnie z unijną, utopijną polityką, silniki spalinowe już w niedalekiej przyszłości mają przejść do historii. W związku z tym pojawiły się informacje dotyczące planu Unii Europejskiej mającego na celu ograniczenie napraw starszych pojazdów.

Rozporządzenie w tej sprawie, opracowane przez Komisję Europejską już oczekuje na ratyfikację. Ma ono na celu stopniowe wycofywanie starszych pojazdów na rzecz samochodów “przyjaznych dla środowiska”. Dokument oczekujący na zatwierdzenie przez Parlament Europejski i Radę Europejską, wprowadza nowe pojęcie „pojazdu resztkowego”.

“Pojazdy resztkowe” to w rozumieniu eurokomunistów (konkretnie programu „Fit for 55”) samochody, w których wystąpiły awarie głównych podzespołów, takich jak silniki, skrzynie biegów, hamulce lub układ kierowniczy oraz takie, które zostały uznane za stare (mające ponad 15 lat). Po oznaczeniu pojazdów jako “resztkowe”, nie będą one mogły być poddawane znaczącym naprawom i prawdopodobnie będą musiały być zezłomowane.

Rozporządzenie określa warunki, w jakich pojazd będzie mógł być uznany za nienaprawialny technicznie lub za uszkodzony. Mają to być m.in. rozległe uszkodzenia, takie jak przecięcie, spawanie, przypalenie, zanurzenie lub wykazujące nieodwracalne wady techniczne.

Nie wiadomo w jaki sposób te przepisy mają być egzekwowane. Można sobie wyobrazić zaraz produkcji i obrotu częściami zamiennymi do starszych pojazdów na terenie samego eurokołchozu, jednak czy za remont auta np. przy pomocy kupionych “na zapas” części, będą jakieś grzywny, kary więzienia? Czy  eurokomuniści zakażą zamawiania części z wolnego świata via np. aliexpress? Nie ma też na razie żadnych szczegółowych informacji o tym, co z pojazdami rejestrowanymi jako zabytkowe oraz kiedy przepisy o braku możliwości napraw starszych aut mogłyby wejść w życie.

Przypomnijmy: sztandarowym projektem Unii jest wprowadzenie do 2035 roku zakazu produkcji i sprzedaży nowych samochodów z silnikiem spalinowym, z wyłączeniem pojazdów zasilanych potencjalnymi przyszłymi paliwami syntetycznymi (nad którymi dziwnym trafem pracują akurat Niemcy).

Wykorzystanie pojazdów “niskoemisyjnych” lub “bezemisyjnych” to wciąż pieśń przyszłości, jednak rodzi się pytanie, jak to będzie się miało do rzeczywistości. Jak wiadomo, Polska jest pod względem nasycenia rynku tzw. “elektrykami” daleko w tyle za Niemcami czy Francją.

Co więcej, w całej Europie kurczy się sprzedaż elektryków, a zieloni komuniści, równolegle z walką z motoryzacją, dążą do zamykania elektrowni opartych na paliwa kopalne. Wygląda więc na to, że żyjący w bańce informacyjnej politycy z Brukseli, coraz bardziej abstrahują od realiów. Efektem ich działań będzie zniszczenie europejskiej gospodarki, ku uciesze Indii i Chin. Polaków z kolei czeka przesiadka na rowery oraz przerwy w dostawach prądu.

Niedziela. Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę.

17.03.2024 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

12/03/2024 przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia
Share

Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białstok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Pobicie Kisiela. Pisarz, który postawił się „dyktaturze ciemniaków”. Ta dyktatura – rediviva?

Pobicie Kisiela. Felietonista, który postawił się „dyktaturze ciemniaków”.

kisiel-ktory-postawil-sie-dyktaturze-ciemniakow

Stefan Kisielewski -pisarz, kompozytor, myśliciel, publicysta. A także felietonista. [md]

56 lat temu, 11 marca 1968 roku, w bramie swego domu w zaułku przy ulicy Kanonii na tyłach katedry św. Jana na Starym Mieście został pobity Stefan Kisielewski przez „nieznanych sprawców”, którymi okazali się ORMO-wcy.

Przyczyną napaści i pobicia była opozycyjna postawa Stefana Kisielewskiego w PRL, a szczególnie słowa przez niego wypowiedziane na zebraniu oddziału warszawskiego Związku Literatów Polskich 29 lutego 1968 r. Nawiązując do decyzji ekipy Władysława Gomułki, ograniczającej możliwości publikacji i działalności ludzi kultury, Kisiel wypowiedział brzemienne dla niego w skutkach zdanie: „Opowiadam się za rezolucją kolegi Kijowskiego, która stawia sprawę całościowo na tle tej skandalicznej dyktatury ciemniaków w polskim życiu kulturalnym, jaką obserwujemy od dłuższego czasu”.

Władysław Gomułka, który poczuł się osobiście urażony tą wypowiedzią, w publicznym przemówieniu oskarżył Kisielewskiego i grupę niepokornych pisarzy o nielojalność i pobieranie państwowych dotacji:
„Te dotacje i subwencje powstają z pracy narodu, z pracy tych, których jaśnie oświecony wróg Polski Ludowej – Kisielewski, określił pogardliwie mianem ciemniaków”.

Kazimierz Kłos w paszkwilanckim artykule Dyktatura ciemniaków opublikowanym na łamach „Życia Warszawy” uznał Kisielewskiego za „wojującego katolika”, wspierającego działania niemieckich biskupów i „dywersyjnych ośrodków emigracyjnych”.

11 marca posłowie z koła „Znak, w tym Kisiel, złożyli interpelację do premiera Józefa Cyrankiewicza w sprawie wydarzeń na wyższych uczelniach.

Wieczorem w bramie swego domu w zaułku przy ulicy Kanonii na tyłach katedry św. Jana na Starym Mieście został pobity przez „nieznanych sprawców”, którymi okazali się ORMO-wcy. Nagle usłyszał: „A teraz, sku***synu, za to dostaniesz” – tymi słowami „nieznani sprawcy” zwrócili się do Stefana Kisielewskiego, zaczynając go tłuc i masakrować. Bili pięściami i milicyjnymi pałkami.

Pobicie Kisiela było jedną z szykan władz komunistycznych przeciwko niezależnemu publicyście. Wyrzucono go z Wydawnictwa Muzycznego, w którym pracował, skasowano zlecenie na zamówioną muzykę do filmu. Na trzy lata stracił też prawo do pisania felietonów w „TP”.

Natomiast poeta Włodzimierz Holsztyński upamiętnił napaść na Kisielewskiego wierszem:

„Na pobicie pisarza

nie wygra oko z żyletką
przegrają żebra z łomem
ciało dla życia ludzkiego
jest ledwo kruchym domem

choć pięknem wiecznym zdumiewa
krucha jest ludzka powłoka
z rozciętej brwi krew spływa
do zdumionego oka”

Polityk o Ukrainie: „Europejczycy finansują państwo skorumpowane do szpiku kości, które grozi terroryzmem”

Węgierski poseł o Ukrainie: „Europejczycy finansują państwo skorumpowane do szpiku kości, które grozi terroryzmem” [WIDEO]

László Toroczkai wprawo/wegierski-posel-o-ukrainie-europejczycy-finansuja-panstwo-skorumpowane

Przewodniczący węgierskiej partii parlamentarnej Mi Hazánk (Nasza Ojczyzna) odpowiedział na groźby, które on i Węgrzy otrzymali od ukraińskich ekstremistów. Jego stanowisko w kwestii Ukrainy jest stanowcze.

Poseł László Toroczkai w opublikowanym nagraniu informuje, że mniejszość węgierska zamieszkująca tereny Zakarpacia, od 2015 roku otrzymuje groźby i jest atakowana przez Ukraińców. Wskazuje, że ukraińskie ustawy oświatowe o języku państwowym z 2017 i 2019 roku ograniczyły prawa Węgrów zamieszkujących na Zakarpaciu w zakresie języka ojczystego.

Polityk przywołuje przykłady świadczące o narastającej nienawiści Ukraińców do Węgrów: palenie węgierskich plag, burzenie pomników, nękanie przez służby specjalne, groźby odebrania terenów węgierskich, zastraszanie członków formacji takich jak Mi Hazánk.

Węgierski parlamentarzysta stawia sprawę jasno: Ukraina nie powinna mieć wstępu w szeregi Unii Europejskiej.
Możecie mi grozić, a nawet mnie zabić. Udowodnilibyście tylko jedną rzecz każdemu obywatelowi Europy, że Europejczycy finansują państwo, które nie tylko jest państwem skorumpowanym do szpiku kości, ale które również prześladuje mniejszości i grozi terroryzmem pokojowemu państwu członkowskiemu UE – mówi Toroczkai.

Apel węgierskiego posła zasługuje na rozpowszechnianie!

Dość polityki UE ! ! — 81% Polaków wspiera protesty rolników. Pomóż!

„Sylwia Mleczko, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Zwracam się do Państwa z ważnym komunikatem dotyczącym naszej wspólnej sprawy – obrony naszych rolników.

Najnowsze badania przeprowadzone przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) ujawniają, że aż 81% naszych współobywateli wspiera protesty rolników. 

To nie jest zwykła statystyka – to silny głos nas wszystkich, którzy mówimy: „Dość polityki UE!”

Dodatkowo 85% z respondentów jest przekonanych, że nadszedł czas na zdecydowane ograniczenie importu produktów rolnych z Ukrainy. Dlaczego? Ponieważ zdajemy sobie sprawę, że stawka to nie tylko ceny, ale przede wszystkim jakość i bezpieczeństwo tego, co spożywamy. Nasze zdrowie i dobrostan są zagrożone!

To nasza wspólna bitwa – bitwa o przyszłość polskiego rolnictwa, nasze bezpieczeństwo żywnościowe i ochronę naszego dziedzictwa.

Ta walka dotyczy również Zielonego Ładu i jego wpływu na nasze życie. Mimo podzielonych opinii większość z respondentów (53%) jasno wskazuje, że nie możemy poświęcić wydajności i jakości naszej produkcji na rzecz niespójnych regulacji UE.

Czy pomogą nam Państwo, proszę, by nasza petycja zdobyła jeszcze więcej podpisów? Swoje poparcie pokazało już ponad 50.000 osób!

Nasi rolnicy i hodowcy to nie tylko dostawcy żywności. Są obrońcami naszej ziemi, tradycji i przyszłości. Ich głosy, które teraz wybrzmiewają głośno w protestach, odzwierciedlają nasze własne obawy.

Zachęcam Państwa do przyłączenia się do tej walki – walki, która jest walką nas wszystkich, ponieważ wspierając naszych rolników, pomagamy siebie nawzajem. 

Pozdrawiam Państwa serdecznie,

Sylwia Mleczko i zespół CitizenGO

PS Jeśli już podpisali Państwo petycję, uprzejmie proszę udostępnić ją innym, by zwiększyć jej wpływ.

Eurokraci niczym komuniści epoki Gierka. Idziemy zatem na zderzenie.

14 marca 2024 pch/eurokraci-niczym-komunisci-epoki-gierka

Eurokraci niczym komuniści epoki Gierka? Rafał Ziemkiewicz: wygrywa opcja „ani kroku w tył”

„Fala rolniczych protestów budzi zapewne wśród eurokratów reakcje podobne, jak swego czasu wśród komunistów strajk sierpniowy; w każdym razie moment historyczny dla UE jest podobny, jak wtedy dla PRL”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz.

Publicysta przypomina, jakie propozycje pojawiały się w sierpniu 1980 roku ze strony komunistów. Jedni doradzali Gierkowi, żeby kazał strajkującą stocznię zbombardować. Inni z kolei twierdzili, że trzeba szukać porozumienia.

„Gierek posłuchał tych drugich, zapewne dlatego, że pamiętał, jak skończył jego poprzednik.

Eurokraci tego doświadczenia nie mają, dlatego wśród nich wygrywa opcja ani kroku w tył”..

Zielony Ład, polityka klimatyczna i wszystko, co z niej wynika, to ideowe pryncypia, od których odstępować nie wolno, choćby nie wiem co. Tym łatwiej tak twierdzić, kiedy żyje się z dala od rzeczywistości, w bizantyjskiej bańce wypełnionej luksusem, nowomową i ideologicznym czadem”, wskazuje autor „Wielkiej Polski”.

Idziemy zatem na zderzenie, które komisarze, eurokraci różnej rangi i liderzy lewicowych rządów uważają za z góry wygrane. „Zapewne się mylą. Problem w tym, że zderzenie z rzeczywistością będzie bolesne nie tylko dla nich samych”, podsumowuje RAZ.

Źródło: tygodnik „Do Rzeczy”

================================

mial:

Fotowoltaika – i śmierć? Eurokraci ze wszystkich sił walczą o wywołanie kryzysu energetycznego

Fotowoltaika albo śmierć? Eurokraci ze wszystkich sił walczą o wywołanie kryzysu energetycznego

pch24/fotowoltaika-i-smierc-eurokraci

(fot. Pixabay)

„Już od 2025 r. nie będą dozwolone dotacje na zakup kotłów gazowych. Z kolei od 2030 r. nie będzie można montować takich urządzeń w nowych nieruchomościach. Decyzja Unii Europejskiej to totalny zwrot akcji, gdyż w ostatnich latach kotły na gaz są w Polsce bardzo popularne, w dużej mierze dzięki dotacjom z programu Czyste Powietrze”, pisze na łamach serwisu GazetaPrawna.pl Jan Wojtal.

Publicysta przytacza dane, z których wynika, że tylko od 2018 r. zawarto ponad 660 tys. umów na wymianę źródeł ciepła. W zdecydowanej większości wymiana ta polegała na zamianie pieców węglowych na kotły gazowe. „Według danych Centralnej Emisyjności Budynków z marca 2023 r. ponad 3.2 mln gospodarstw domowych w Polsce ogrzewa swoje domy właśnie gazem”, zauważa.

Zgodnie z planem eurokratów do 2030 roku ma nastąpić „zmniejszenie średniego zużycia energii w budynkach mieszkalnych o 16 proc.”. Z kolei do roku 2035 ma ono wynosić 20-22 proc. mniej. „Nowa dyrektywa wprowadza też obowiązek instalacji fotowoltaicznych na dachach budynków. Przykładowo, po 31 grudnia 2029 r. instalacje fotowoltaiczne będą musiały być na wszystkich nowych budynkach mieszkalnych i zadaszonych parkingach, które do nich będą przylegać”, czytamy w serwisie.

Bruksela chce, aby do roku 2050 wszystkie budynki na terytorium Wspólnoty stały się zeroemisyjne. „W praktyce oznacza to zakaz instalowania pieców na paliwa kopalne w nowych budynkach i stopniowe usuwanie takich pieców z już istniejących obiektów. (…) Właściciele już istniejących budynków, które ogrzewane są węglem, eko-groszkiem, gazem lub olejem opałowym, będą musieli pozbyć się pieców do 2040 r. i zastąpić je zeroemisyjnymi instalacjami”, podkreśla Wojtal. Chodzi o instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła i przydomowe wiatraki.

Źródło: GazetaPrawna.pl

Michalkiewicz: Wysuwam projekty racjonalizatorskie

magnapolonia

Stanisław Michalkiewicz: Wysuwam projekty racjonalizatorskie

Po powrocie Naszych Umiłowanych Przywódców z Waszyngtonu, gdzie amerykański prezydent Józio Biden kazał im pożyczyć w Ameryce  2 miliardy dolarów, za które kazał kupić w Ameryce śmigłowce “Apacz” i 1700  pocisków rakietowych typu “powietrze-powietrze” i “powietrze-ziemia”, co wskazuje, że nie są one chyba przeznaczone do obrony przeciwlotniczej, a raczej – do napadu powietrznego – pogrążyliśmy się w uczuciach mieszanych.

Z jednej strony radujemy się – bo jakże tu się nie radować, skoro Nasz Najważniejszy Sojusznik dopuścił do ucałowania ręki nie tylko pana prezydenta Andrzeja Dudę, nie tylko Generalnego Gubernatora Donalda Tuska, nie tylko Księcia-Małżonka, którego amerykańskie media awansowały na “pana Applebaum” (“Pan Applebaum idzie na wojnę”), ale nawet pana Pawła Grasia.

Grasia, który Donalda Tuska pilnował już podczas pierwszej kadencji w latach 2007-2014, potem również w Brukseli na salonach, no i teraz też, co chwalebnie świadczy o ciągłości naszego życia politycznego pod starymi kiejkuty. Z drugiej jednak strony się martwimy, jak spłacimy te 2 miliardy dolarów, zwłaszcza gdyby się okazało, że te śmigłowce i te rakiety będziemy musieli za darmo przekazać Ukrainie na podstawie umowy z 2 grudnia 2016 roku.

Wprawdzie parafował ją złowrogi Antoni Macierewicz, ale chyba nie z własnej inicjatywy, tylko na polecenie Naszego Najważniejszego Sojusznika, więc nie tylko Donald Tusk, ale nawet pan minister Sienkiewicz wie, że podważać jej nie wolno – i to jest drugi dowód ciągłości naszego życia politycznego w otoczeniu Naszych Sojuszników, którzy przecież lepiej wiedzą, co jest dla nas naprawdę dobre.

Więc ten dług, podobnie jak wszystkie inne, trzeba będzie spłacić i to szybko, bo nie sądzę, żeby banksterzy, którzy forsę nam pożyczali, chcieli czekać, aż Polska zostanie wepchnięta do wojny w Rosją. Wtedy bowiem będą tu trupy, ruiny i zgliszcza, więc nie będzie z czego zaspokajać nie tylko wierzytelności, ale nawet “roszczeń” które wiszą przecież nad nami na podobieństwo gradowej chmury.

Tą właśnie potrzebą tłumaczę sobie nacisk pana ministra Adama Bodnara, żeby konfiskować samochody kierowcom, którzy zostaną przyłapani na jeździe w stanie wskazującym. Akurat odwiedziła go pani Vera Jurova, która przybyła do naszego bantustanu, żeby nam podarować “silną demokrację”, która obmyśliła dla nas Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen.

Taka demokracja charakteryzuje się silną ręką, przed którą nie oprze się niczyja własność – zgodnie z znamionażyczeniem Klausa Schwaba, co to organizuje w Davos sabaty, podczas których obecne tam wory złota tłumaczą tym wszystkim mężzykom stanu – jak ma być. A ma być tak – jak mówił poeta – że “wszystko mu (to znaczy – obywatelowi) się odbierze, by mógł własnością gardzić szczerze”.

W takiej sytuacji nie będzie się buntował nawet gdyby przeznaczono go na mięsko armatnie – jak to miało miejsce w przypadku sowieckiego żołnierza, którego przesłuchiwał politruk: “Wodku budziesz pit`? – Nie budu. – A kurit` budiesz? – Niet, nie budu. – A j…t` budiesz? – Nie budu. – A zizń za rodinu atdasz? – Atdam, na ch… mnie takaja żizń!” I o to właśnie chodzi, żeby obywatele nie mieli już nic do stracenia oprócz życia, które w tych okolicznościach także wydaje się niewiele warte.

Żeby jednak tempo odzyskiwania samochodów odpowiadało rozbudzonym oczekiwaniom banksterów, trzeba by wprowadzić do całej procedury bodźce materialnego zainteresowania. Pod koniec lat 60-tych próbował zrobić to towarzysz Bolesław Jaszczuk, a partia rozpętała nawet wokół tego dyskusję. Nikt co prawda nie wiedział, o co konkretnie chodzi, podobnie jak podczas dyskusji nad tak zwaną “synodalnością”, którą nakazał przeprowadzić papież Franciszek – ale przecież przy tego rodzaju przedsięwzięciach nie chodzi o żadne konkrety, tylko – żeby zrobić szum.

I to się udało, a teraz partia, to znaczy pardon – oczywiście nie żadna “partia”, tylko papież Franciszek ze swoimi kolaboranty zrobi, co tam będzie chciał, podpierając się “wolą ludu” wyrażoną podczas “konsultacji społecznych” – bo tak chyba trzeba zakwalifikować dyskusję nad “synodalnością”.

Żeby tedy nadać procesowi odzyskiwania samochodów znamiona konkretności, w czynie społecznym zgłaszam projekt racjonalizatorski, żeby policjant, którzy przyłapie kierowcę na jeździe w stanie wskazującym, a także niezawisły sędzia, który orzeknie konfiskatę samochodu – bo zakładam, że w ramach przywracania praworządności zaangażuje się do tego niezawisłe sądy – dostawali od każdego skonfiskowanego auta jakiś procent.

W tej sytuacji każdego dnia konfiskowane będą tysiące samochodów, które można będzie sprzedać obywatelom Ukrainy i w ten sposób połączyć piękne z pożytecznym – a banksterzy będą zadowoleni i nie będzie mowy, by któremuś włosy stawały dęba – jak to było w roku 1980, kiedy to “legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba” – śpiewał Andrzej Rosiewicz.

Ten projekt racjonalizatorski w czynie społecznym  zgłaszam w momencie, kiedy nasz Generalny Gubernator Donald Tusk, prosto z Waszyngtonu, pogalopował na spotkanie “trójkąta weimarskiego”, podczas którego złoży sprawozdanie dla Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, a z kolei ona – oczywiście po naradzie ze starszymi i mądrzejszymi – wyznaczy Donaldu Tusku następne zadania. W tójkącie weimarskim bowiem – podobnie jak w trójkącie małżeńskim – ktoś musi zostać wydymany, a doproszenie tam Donalda Tuska pokazuje, kto to ma być.

Nie jest to może zadanie zaszczytne, ale nie zapomninajmy, że nie o zaszczyty tu chodzi, tylko o poświęcenie dla Poski, a w tych sprawach Donald Tusk nadaje się, jak mało kto. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Nasi Sojusznicy z “trójkąta”, w porozumieniu z Naszym Najważniejszym sojusznikiem, wepchną Polskę do wojny z Rosją, to znaczy – nie tyle może z Rosją, bo w Rosji są porządni ludzie w rodzaju wdowy po Aleksieju Nawalnym i inni przyjaciele pana redaktora Michnika – co ze zbrodniarzem Putinem.

Tego właśnie nie może już się doczekać pan generał Roman Polko, któremu najwyraźniej życie tak obrzydło, że aż się rwie, by “powstrzymać bandytów Putina”. Szkoda, że pan generał niczym już nie dowodzi, ale od czegóż pomysły racjonalizatorskie? Toteż w czynie społecznym składam wniosek racjonalizatorski, by panu generałowi Romanowi Polko powierzyć komendę nad brygadą, czy może nawet dywizją zwolenników tezy, że wojna, jaką USA prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca, to jest “nasza wojna” – i wysłać  ją na front.

Jeśli zwycięży – to czegóż chcieć więcej, a jeśli zostanie rozgromiony, to czyż komukolwiek w Polsce pęknie od tego serce?

Krótka, cyfrowa smycz z piekła rodem

Krótka, cyfrowa smycz z piekła rodem

Blog / By Paweł Klimczewski pawel/klimczewski.

Krótka, cyfrowa smycz z piekła rodem

Europa będąc po II Wojnie Światowej zdominowana przez USA toczy z zamorskim „sojusznikiem” wojnę gospodarczą, która czasem wchodzi w tryb „kinetyczny”, jak w przypadku wysadzenia gazociągu z Rosji do Niemiec.

Wysadzenie Nord Stream 26 września 2022 roku

Tym razem Komisja Europejska nałożyła na amerykańskiego giganta Apple gigantyczną karę 1.9 miliarda dolarów za praktyki monopolistyczne. Wg komisji Apple „ograniczyło możliwość twórców aplikacji informowania użytkowników urządzeń Apple o alternatywnych, tańszych możliwościach zakupu muzyki dostępnej w Internecie poza ekosystemem Apple. Jest to nielegalne. Dotknęło to miliony europejskich konsumentów, którzy nie mogli dokonać swobodnego wyboru, gdzie, w jaki sposób i za jaką cenę kupić subskrypcje do strumieniowego przesyłania muzyki”.

aa.com.tr 5.03.2024

Komisja powinna w praktyce podobnymi karami ukarać wszystkich producentów telefonów i systemów operacyjnych na te urządzenia. Internet został wylansowany jako bezkresna przestrzeń wolności obywatelskiej i konsumenckiej. Jest to nadal prawdą, ale tylko w stosunku do garstki użytkowników komputerów stacjonarnych używających Linux lub starych wersji systemów Windows czy OS. Tylko tam użytkownik zachowuje namiastkę swobody w dostępie do informacji i ofert handlowych, cały obecny cyfrowy świat to prowadzenie stada owiec na krótkiej smyczy od strzyżenia do strzyżenia.

„Adam i Ewa”, Tycjan, olej na desce, ok. 1550

Strony i aplikacje nie mające odpowiednich certyfikatów dużych koncernów są bezlitośnie tępione przez wyszukiwarki i platformy społecznościowe. Użytkownicy większości telefonów praktycznie już nie mają wpływu na ustawienia przeglądarek i wbrew woli użytkowników, są nieustannie inwigilowani, a treści im dostarczane są skrupulatnie dobierane przez AI w celu maksymalizacji zysku z reklam i sprzedaży. Te z kolei są przedmiotem handlu między korporacjami.

Epoka wyszukiwarek się kończy i przechodzimy w fazę indywidualnego prowadzenia każdego internauty przez osobistego, niewidzialnego asystenta AI, który będzie cierpliwie, przez dekady, przez całe nasze życie sączył nam treści programując naszą osobowość niczym wąż sączący Ewie w ogrodzie Eden „nowe prawdy”.

Internet? Tak, ale nie w telefonie !

Od 3 lat prowadzę tę stronę, jest tu już blisko 1000 felietonów na wiele tematów, była czynna gdy blokowano mi FB. Polecam wsparciu moją twierdzę, info poniżej.

Paweł Klimczewski

Poniżej info jak można mnie wesprzeć w działalności publicystycznej. Obecnie to moje jedyne, skromne źródło dochodów. Linkując teksty w Social mediach, a nie źródła zapewniamy przychody z reklam dla Meta, tj. FB, Instagram, WhatsApp i innych korporacji.

Możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto:

mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334

Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.

To idzie młodość, młodość…

To idzie młodość, młodość…

By Paweł Klimczewski

Skoro kobieta ma mieć prawo wyboru i pozbyć się dziecka, to i małoletnie dziecko też powinno mieć wybór i np. móc bezkarnie zamordować swoich rodziców. Lewico, masz nowy cel!

Już Pawlik Morozow doniósł na swoich rodziców pozbywając się ich ze swego życia komsomolca, patron gotowy !

Pawlik Morozow

Powyższy kontrowersyjny wpis zrobiłem w intencji prostego wytłumaczenia lewicy konsekwencji ich pomysłów, bo ja widać oni nie potrafią ich sami pojąć. Skąd ten masowy brak rozumu ?

Obecna lewica nie ma już nic wspólnego z obroną ludzi bezradnych. Współczesna „lewicowość” jest jedynie pochodną defektów intelektualnych ludzi wychowanych w cieplarnianych warunkach. Wewnętrzna niespójność, brak logiki, skrajna naiwność i zwykła głupota to jest przejaw głębokich deficytów intelektu, czy jak ktoś woli rozumu.

Jacek Malczewski, „Młodość”, 1916 r.

Mniej radykalny przykład lewackiej głupoty niż mordowanie własnych nienarodzonych dzieci to np. zwolnienie z podatków ludzi do 26 roku życia, to pozorny gest w stronę młodych. Finał tego rozwiązania jest taki, że gdy młody człowiek kończy magiczne 26 lat jego dochody gwałtownie spadają o podatek. Jeśli będzie się upierał, że chce podwyżkę kompensującą mu ten spadek, szef weźmie do pracy nowego 23-latka a nasz 26-latek staje się niekonkurencyjny w stosunku do młodszych kolegów. Zostaje emigracja lub praca na czarno, ewentualnie ostry spadek dochodów w wieku, gdy czas zakładać rodzinę. Czyli zamiast rodziny „układ”, zamiast dzieci piesek. Genialne! A 18-latkowie pędzą na wybory, aby przypieczętować swój marny los. Młodość 100 lat temu była bardziej atrakcyjna.

Paweł Klimczewski

Poniżej info jak można mnie wesprzeć w działalności publicystycznej. Obecnie to moje jedyne, skromne źródło dochodów. Linkując teksty w Social mediach, a nie źródła zapewniamy przychody z reklam dla Meta, tj. FB, Instagram, WhatsApp i innych korporacji.

Możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto:

mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334

Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.

Czy temperatura na Ziemi drgnie o ułamek stopnia, gdy tradycyjna produkcja przemysłowa i populacja wzrosną dwadzieścia RAZY?

Czy temperatura na Ziemi drgnie o ułamek stopnia, gdy tradycyjna produkcja przemysłowa i populacja wzrosną o 2000% ?

By Paweł Klimczewski pawelklimczewski/czy-temperatura-na-ziemi-drgnie-o-ulamek-stopnia

Jest szereg publikacji o tym, że to para wodna jest głównym czynnikiem efektu cieplarnianego i pisałem o tym przy okazji demaskacji twórczości pewnego profesora https://pawelklimczewski.pl/2024/01/25/czekamy-na-wyjasnienia-z-uniwersytetu-im-mikolaja-kopernika-albo-mianujemy-nowego-czarnoksieznika-z-krainy-oz/ .

Absorpcja podczerwieni w wybranych gazach

Temperatura powietrza zależy tylko od tego, ile ono pochłonie promieniowania podczerwonego emitowanego przez planetę, głównie oceany i rozgrzane w dzień kontynenty. Atmosfera nie jest ogrzewana przez Słońce. Słońce wysyła do nas światło widzialne, dla którego powietrze jest przezroczyste. Światło to nagrzewa ciała nieprzeźroczyste, te nagrzane emitują podczerwień, dla której atmosfera nie jest przeźroczysta. Różne gazowe składniki mają różną zdolność do zatrzymywania energii cieplnej, czyli przejmowania fal podczerwieni, co skutkuje przyspieszeniem drgań takiej cząsteczki gazowej, po ludzku mówiąc podgrzaniem.

Pierwszy wykres pokazuje, w jakim stopniu wyłapuje podczerwień i się rozgrzewa para wodna (H2O żółte) i dwutlenek węgla (CO2 zielone) dla różnych zakresów widma podczerwieni. To już wiemy z poprzedniego artykułu. Miałem wiele rozmów o tym, jak to w praktyce przekłada się na temperaturę atmosfery.

Gatunek obojętny dla atmosfery

Zanim to wyjaśnimy, przypomnijmy sobie, że atmosfera to cieniutki welon rzadkich gazów wokół ziemi, w proporcji jak cienka skórka pomarańczowa z rzadkiego gazu na wielkiej planecie złożonej z gorącej magmy pod kilometrami skał oraz głębokimi na kilka km oceanami, które pokrywają 71 % Ziemi. Oceany w strefie zwrotnikowej pochłaniają potężne ilości energii Słonecznej i rozprowadzają ją po całym globie, atmosfera jest ostatnim ogniwem łańcucha przekazywania tej energii i wysyła nadmiar ciepła bezpowrotnie w Kosmos. Prosta zasada, że im ciało jest cieplejsze w stosunku do otoczenia tym więcej energii wysyła powoduje, że planeta ma automatyczny termostat chroniący przed nagłymi zmianami temperatury. Z powodu kolosalnie dużej ilości ciepła w oceanach przez „nagłe zmiany” należy rozumieć okresy dekad, czy nawet stuleci.

Przemysł, źródło bogactwa ludzkości

Order uśmiechu dla tego, kto znajdzie w sieci info na temat proporcji energii cieplnej oceanów vs atmosfera, internet jest zasypany kłamstwami brzmiącymi np.: „Mit: Za wzrost temperatury odpowiadają oceany, oddające …”. Aby dziś coś znaleźć w sieci wartościowego trzeba przekopać ocean śmieci.

Z pierwszego wykresu wynika, że para wodna o rząd wielkości absorbuje więcej ciepła oddawanego przez planetę, co jest właśnie efektem cieplarnianym, dzięki któremu jest życie na Ziemi, bez tego efektu Ziemia byłaby skuta lodem. Dwutlenku węgla jest niecałe 0,04%, pary wodnej 100 razy więcej. Aby ustalić jak to się przekłada na temperaturę mieszanki wielu gazów trzeba dokonać obliczeń uwzględniających ciepło właściwe poszczególnych gazów z uwzględnieniem procesu przekazywania energii na drodze zderzeń cząsteczek innym gazom, głównie azotowi i tlenowi, których jest ponad 90% a w efekcie cieplarnianym mają efekt znikomy. Znalazłem na dnie śmietnika zwanego internetem, pracę naukową na ten temat: „Wpływ wzrostu stężenia CO2 w atmosferze na proces absorpcji promieniowania termicznego Jan Kubicki, …

Zależność absorpcji podczerwieni w atmosferze od stężenia CO2

Jest tam wykres, z którego wynika jasno, że przy obecnym stężeniu CO2 atmosfera absorbuje 85% podczerwieni (15% umyka w Kosmos), a gdy nakopcimy tak, że stężenie CO2 się podwoi wynik podskoczy o 1,2%. Obecny efekt cieplarniany powoduje, że nie mamy na Ziemi średnio -19 st. C tylko +15 st. C, czyli grzeje nas o 34 st. C. 1,2% z tego daje 0,4 st. C średnio na całym świecie, ale natychmiast następuje zwiększenie radiacji ciepła w skrajnie zimny Kosmos, czyli końcowy efekt będzie znacznie mniejszy niż to 0,4 st. C. To wszystko w sytuacji, gdy stężenie CO2 w atmosferze się podwoi, ale jak to zrobić skoro nasza cywilizacja jest odpowiedzialna za 5% CO2, jakie trafia do atmosfery, reszta, 95 % to skutek erupcji wulkanów, procesów biologicznych na Ziemi, itp. Obliczenia są tu proste: 5% to 1/20, aby podwoić sumę, czyli otrzymać 200% dzisiejszego stanu, musimy zwiększyć emisję CO2 20 razy!

Jedynym rozwiązaniem, aby podnieść temperaturę atmosfery o znacznie mniej niż 0,4 st. C jest zbudowanie 20 razy więcej, niż obecnie elektrowni węglowych, cementowni, mieszkań z paleniskiem, koksowni, używanych samochodów, rafinerii itp., itd. Czyli, gdy tradycyjna produkcja przemysłowa i populacja wzrosną o 2000%. Do roboty!

Paweł Klimczewski

Poniżej info jak można mnie wesprzeć w działalności publicystycznej. Obecnie to moje jedyne, skromne źródło dochodów. Linkując teksty w Social mediach, a nie źródła zapewniamy przychody z reklam dla Meta, tj. FB, Instagram, WhatsApp i innych korporacji.

Możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto:

mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334

Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.