Michael Flynn po lewej, Robert Kagan i jego żona Victoria Nuland po prawej.
Prezydent Donald Trump musi przyznać się do porażki, mówią zarówno jego przyjaciele, jak i wrogowie. Karabiny już przemówiły. Przedłużanie wojny może tylko pogorszyć jej konsekwencje. Kluczowe jest, aby wycofać się z niej jak najszybciej.
Podczas gdy Trump spieszy się z decyzją, czy zbombardować Iran i zetrzeć go z mapy pewnego ranka, zdumiewające jest, że dwie strony tej samej monety w systemie amerykańskim przypieczętowują ostateczny „szach-mat” Iranu: jedna poprzez głos chazarskiego prezydenta Roberta Kagana [ 1 ] , a druga poprzez głos generała porucznika Michaela Flynna. Krótkotrwały doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Trumpa, pełniący urząd przez 25 dni, wzywa go do „ogłoszenia zwycięstwa i spakowania walizek” [ 2 ] .
Ważniejsza niż oczekiwana treść artykułu Roberta Kagana – już sam podtytuł jest przekonujący: „Waszyngton nie może cofnąć ani kontrolować skutków porażki w tej wojnie” z Iranem – jest przeszłość autora: neokonserwatysty o poglądach Straussa, mega-jastrzębia i męża mieszkanki Amazonii Vicky Nuland, nieudanej menedżerki zmiany reżimu na Ukrainie, która dążyła do demontażu Rosji. Co więcej, nazwisko Kagan nie jest bez znaczenia, ponieważ pochodzi od „Kaganatu”, hierarchicznego i zmilitaryzowanego systemu Chazarów.
Przerzuty „kaganatu” w Departamencie Stanu zostały zatrzymane na Ukrainie, a Kagan twierdzi teraz, że klęska jego arcywroga Trumpa w Iranie – nie wspominając o Netanjahu – jest nieodwracalna i całkowita: gorsza nawet niż w przypadku Pearl Harbor/Wietnamu/Afganistanu/Iraku, ponieważ Iran przemyślanie i strategicznie obliczył swoją kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Ta kontrola uczyni go dominującym graczem na poziomie regionalnym/globalnym (jest to teza Roberta Pape [ 3 ] ). Nieuniknionymi konsekwencjami są osłabienie Stanów Zjednoczonych i jednoczesne wzmocnienie Chin i Rosji.
Kontrowersyjny generał-porucznik Michael Flynn zaleca irańskiej „opozycji” (cokolwiek to znaczy) uporządkowanie swojej sytuacji wewnętrznej; i wysuwa toksyczną insynuację – skierowaną do premiera Izraela Netanjahu i Mossadu, który rzekomo wciągnął Trumpa w jego gorzką przygodę w Iranie: „A ktokolwiek skomentował decyzję o powrocie do Iranu po „zniszczeniu” irańskiego programu nuklearnego podczas „wojny irańskiej”, 12 dni lata 2025 roku jest już historią. Czas, aby Stany Zjednoczone wyplątały się z tej skomplikowanej sytuacji”.
Michael Flynn przedstawia trzy pomysły, ponieważ „obawia się, że prestiż Stanów Zjednoczonych w skali globalnej będzie nadal spadał, a siła gospodarcza kraju w końcu osiągnie punkt krytyczny. Prestiż i kondycja gospodarcza to dwie zalety, które zostały zagrożone w ostatnich dniach wszystkich wielkich imperiów. Należy zauważyć, że Michael Flynn jest specjalistą od „upadku imperiów”. Czy zgadza się z twierdzeniem Xi o „upadku Stanów Zjednoczonych”, które przedstawił swojemu gościowi Trumpowi ? [ 4 ]
Trzy idee Michaela Flynna to: 1) „Ogłosić zwycięstwo w oparciu o osiągnięte cele militarne i przejść do formalnego zawieszenia broni, monitorowanego i wspieranego przez władze regionu, któremu towarzyszyć będzie stopniowe łagodzenie sankcji zgodnie z warunkami respektowanymi przez reżim irański”. Ogromny temat! 2) „Wykorzystać dyplomację wielostronną i sojusze regionalne do stworzenia szerszych ram bezpieczeństwa, a tym samym zmniejszyć obecne obciążenie samych Stanów Zjednoczonych. Może to zadziałać, a może nie, ale należy poważnie rozważyć, czy Porozumienia Abrahama mogą zostać wdrożone jako fundamentalny element tych ram. Problem polega na tym, że „Porozumienia Abrahama” Netanjahu i „Porozumienia Izaaka” argentyńskiego filo-syjonisty Milei są teraz bezwartościowe, oraz
3) „Jednostronne zarządzanie napięciem z jasno określonymi, obserwowalnymi i wiarygodnymi czerwonymi liniami, w połączeniu z trwałą postawą odstraszającą, ale bez prowadzenia do aktywnej walki, jest łatwiejsze do powiedzenia niż do zrobienia”. Istnieje więc problem, na który odpowiada sam sobie generał porucznik Michael Flynn.
Jego realistyczny wniosek pośrednio skupia się na fakcie, że „interesy ekonomiczne (ceny ropy naftowej, globalne konsekwencje, ogólny wzrost cen), a także presja ze strony sojuszników muszą prowadzić do szybkiej decyzji, jeśli zdecydujemy się na wojnę na wyniszczenie”.
I tak oto Cieśnina Ormuz zdefiniowała asymetryczną wojnę w Zatoce Perskiej!
Kiedy w 2019 roku RAND Corporation opublikowała raport „Extending Russia – Competing from Advantageous Ground”, dokument ten nie wzbudził większego zainteresowania poza kręgami geopolitycznymi.
Dziś dokument ten brzmi jak strategiczny plan eskalacji konfliktu między Rosją a Zachodem.
Ponieważ wiele środków, które RAND wówczas omawiał teoretycznie, wydaje się obecnie stać się rzeczywistością:
masowe dostawy broni na Ukrainę,
Sankcje gospodarcze wobec Rosji,
Wojna energetyczna
Ataki na infrastrukturę rosyjską,
przezbrojenie NATO,
Wojna informacyjna
izolacja polityczna Moskwy,
i spirala eskalacji, która zbliża nas do bezpośredniej konfrontacji między NATO a Rosją.
Kluczowe pytanie zatem brzmi: czy Rosja jest popychana właśnie w tę stronę nadmiernej ekspansji, którą państwowy amerykański think tank RAND analizował na lata przed wojną na Ukrainie?
„Nadmierne rozciąganie, przeciążanie Rosji”
Badanie przedstawia swój cel w niezwykle otwarty sposób.
RAND wyraźnie stwierdza, że chce, aby Rosja napinała się:
ekonomicznie,
wojskowo,
geopolitycznie
i wywierać na nich presję polityczną.
Cel: zmuszenie Rosji do inwestowania środków w kosztowne konflikty i odpowiedzi, aż do momentu osłabienia kraju pod względem gospodarczym i strategicznym.
RAND dosłownie mówi o wciągnięciu Rosji na obszary, „w których Stany Zjednoczone mają przewagę konkurencyjną”.
Innymi słowy: nie chodzi o bezpośrednią wojnę z Rosją, lecz o długoterminową strategię kontrolowanego przeciążenia.
Ukraina jako punkt nacisku
Rozdział poświęcony Ukrainie jest dziś szczególnie uderzający.
RAND omawia to wyraźnie:
„Dostarczyć Ukrainie śmiercionośną pomoc”– czyli dostarczyć broń śmiercionośną.
Autorzy otwarcie stwierdzają, że Ukraina może „wykrwawić Rosję”. Jednocześnie ostrzegają, że Moskwa może odpowiedzieć na wzrost presji eskalacją.
Dokładnie ten sam schemat zdaje się teraz wyłaniać:
Coraz intensywniejsze ataki ukraińskich dronów na terytorium Rosji,
Ataki na cele energetyczne i infrastrukturalne,
nasilenie ataków na obiekty strategiczne,
i rosyjska odpowiedź w postaci coraz brutalniejszych ataków militarnych.
Eskalacja staje się teraz niemal mechaniczna: Kijów atakuje — Moskwa reaguje — Zachód dostarcza nową broń — Rosja kontynuuje eskalację.
Wojna energetyczna przeciwko Rosji
Rozwój gospodarczy również odzwierciedla ustalenia analizy RAND.
W badaniu wskazano następujące kluczowe dźwignie:
niskie ceny energii,
Sankcje,
Ograniczenie eksportu rosyjskiego gazu,
i odłączenie się Europy od rosyjskiej energii.
Z perspektywy czasu bardzo przypomina to:
Zniszczenie Nord Streamu,
Konwersja LNG w Europie,
Sankcje wobec rosyjskich banków,
Wykluczenie z zachodniego systemu finansowego
Limit cenowy na ropę rosyjską,
oraz próba drastycznego osłabienia dochodów państwa rosyjskiego.
RAND napisał w 2019 r.: Największą słabością Rosji jest jej gospodarka zależna od surowców.
Wojna informacyjna i destabilizacja
Rozdział 5 jest jeszcze bardziej wybuchowy.
RAND omawia to tutaj:
Operacje wpływu,
Kampanie informacyjne,
Osłabienie legitymacji rosyjskiego kierownictwa,
Promowanie narracji opozycji
i presji psychologicznej na ludność rosyjską.
Jednocześnie sami autorzy ostrzegają, że może to doprowadzić do nowej konfrontacji ideologicznej między Rosją a Zachodem.
Dziś jesteśmy świadkami dokładnie takiego rozwoju sytuacji:
całkowita polaryzacja mediów,
wzajemne oskarżenia o propagandę,
Cenzura,
Wojna informacyjna
i nowy blok pomiędzy Wschodem i Zachodem.
Sam RAND ostrzegał przed eskalacją.
Być może najważniejsza kwestia: RAND sam zdawał sobie sprawę, jak niebezpieczna może się okazać ta strategia.
Autorzy wielokrotnie powtarzają, że wiele działań wywołałoby reakcję ze strony Rosji.
Innymi słowy, eskalacja nie była niezamierzonym skutkiem ubocznym — była brana pod uwagę jako realne ryzyko.
Dziś widzimy:
Ataki głęboko w sercu Rosji,
pociski hipersoniczne,
Wojna dronów,
Dyskusje o udziale w NATO,
Ataki w pobliżu Białorusi,
zagrożenia nuklearne,
i stopniowa normalizacja bezpośredniej konfrontacji.
Najbardziej niebezpieczna część strategii
Prawdziwe niebezpieczeństwo tkwi w tym, że obie strony weszły w logikę permanentnej eskalacji.
Im większa presja wywierana jest na Rosję, tym ostrzejsza jest reakcja Moskwy.
Im ostrzejsza będzie reakcja Moskwy, tym więcej broni dostarczy Zachód.
Im więcej broni zostanie dostarczone, tym głębiej wojna wniknie na terytorium Rosji.
Mechanizm ten jest uderzająco podobny do scenariusza opisanego przez RAND w 2019 r.: wciągnięcie Rosji w długotrwałą wojnę na wyniszczenie, która staje się coraz bardziej kosztowna pod względem gospodarczym, militarnym i politycznym.
Co badanie praktycznie „przewidziało”
Analiza RAND wskazała już:
masowe sankcje,
Wojna energetyczna
przezbrojenie wojskowe Europy,
zwiększone wsparcie dla Ukrainy,
Wojna informacyjna
Presja NATO
i rosnące napięcia na granicach Rosji
Może to skłonić Moskwę do coraz bardziej agresywnej reakcji.
Dziś ta dynamika zdaje się stawać rzeczywistością.
A co dzieje się dalej?
Być może najciemniejsza część badania nie kryje się w samych zaleceniach, lecz między wierszami.
Ponieważ RAND jasno stawia sprawę: taka strategia może zadziałać, ale niesie ze sobą ogromne ryzyko eskalacji.
I właśnie tego teraz doświadczamy:
wojna bez widocznego wyjścia,
coraz bardziej bezpośrednie zaangażowanie NATO,
Wyczerpanie gospodarcze Europy,
wzrastające tworzenie bloków globalnych,
i realne niebezpieczeństwo, że wojna zastępcza może przerodzić się w bezpośredni konflikt wielkich mocarstw.
Prawdziwe pytanie nie brzmi już zatem, czy Rosję należy „nadmiernie rozciągać”.
Raczej: Czy sam świat nie jest wciągany w eskalację, której konsekwencji ostatecznie nikt nie będzie w stanie kontrolować.
NCZAS.INFO | Marcin Kierwiński. / foto: screen TVN24
Agnieszka Gierzyńska-Kierwińska, radna oraz żona ministra Marcina Kierwińskiego, jako dyrektorka ds. strategii i rozwoju Kolei Mazowieckich zarabia ponad 340 tys. zł rocznie, czyli więcej niż prezydent Warszawy — donosi „Gazeta Wyborcza”.
Agnieszka Gierzyńska-Kierwińska to radna Koalicji Obywatelskiej, która od 2002 r. działała w Śródmieściu, przez dziewięć lat przewodnicząc radzie dzielnicy. W 2024 r. została wybrana do Rady Warszawy z pierwszego miejsca na liście.
Gierzyńska-Kierwińska w swoim biogramie na stronie Rady Warszawy przedstawia się jako samorządowiec, politolog i menedżer oświaty, specjalizujący się w pozyskiwaniu środków europejskich na projekty edukacyjne. Zapytana o swoje kompetencje do pracy w Kolejach Mazowieckich, podkreśla, że od wielu lat zajmuje się pozyskiwaniem i wykorzystywaniem funduszy unijnych, co — jak twierdzi — jest umiejętnością niezależną od branży.
Wyjaśnia, że wie, jak przygotować wniosek o dofinansowanie z UE i skutecznie go poprowadzić. Z oświadczeń majątkowych Agnieszki Gierzyńskiej-Kierwińskiej wynika, że jej wynagrodzenie w Kolejach Mazowieckich systematycznie rośnie. W 2023 r. zarobiła 270,1 tys. zł, w 2024 r. — 295,3 tys. zł, a w 2025 r. — już 342,7 tys. zł.
Oprócz pensji dyrektorskiej, Gierzyńska-Kierwińska w ubiegłym roku otrzymała także dietę radnej miejskiej w wysokości 55,6 tys. zł, z czego część była nieopodatkowana.
Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen „zakłada, że obywatele UE są głupi, niezdolni do rozróżnienia i podejmowania swobodnych decyzji co do tego, co jest prawdą, a co nie”. Dlatego stworzyła aparat cenzury w oparciu o rozporządzenie Akt o usługach cyfrowych (DSA). Wykorzystuje go między innymi do ingerencji w wybory. Co więcej, unijne władze dążą do egzekwowania DSA poza swoimi granicami, co „stanowi poważne zagrożenie dla wolności słowa w Stanach Zjednoczonych”. Nadto von der Leyen nie zatrzymuje się i planuje narzucić bezprawnie kolejne rozwiązania, rozszerzające już i tak rozległy aparat kontroli treści. USA będą kontynuować śledztwo i zaproponują przepisy, by przeciwdziałać unijnej uzurpacji. To kluczowe wnioski z raportu amerykańskiej Komisji Sądownictwa na temat cenzury w wydaniu Brukseli.
Od kilku lat potężna amerykańska Komisja Sądownictwa złożona z kongresmenów obu partii prowadzi śledztwo w sprawie niedopuszczalnego ograniczania wolności słowa – jednej z podstawowych wolności człowieka, od której wywodzone są inne prawa. W rezultacie pracy tego gremium powstało kilka raportów śródokresowych, dotyczących działania Kompleksu Przemysłowego Cenzury.
Kolejny raport śródokresowy kongresowej komisji – zatytułowany The foreign censorship threat, part II: Europe’s decade-long campaign to censor the global internet and how it harms American speech in the United States [„Zagrożenie cenzurą zagraniczną, część II: trwająca dekadę kampania Europy na rzecz cenzury globalnego internetu i jak szkodzi ona amerykańskiej wolności słowa w Stanach Zjednoczonych”] – ukazał się 3 lutego 2026 r. Opisuje on nie tylko proces tworzenia się europejskiego systemu cenzury, ale także konkretne przypadki oddziaływania na wolność słowa obywateli państw UE oraz USA.
Do liczącego około 160 stron dokumentu dołączono znacznie obszerniejsze załączniki, obejmujące kilka tysięcy stron jawnej i niejawnej korespondencji, m.in. urzędników europejskich i przedstawicieli platform internetowych.
Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów USA zajęła się sprawą Kompleksu Przemysłowego Cenzury jeszcze w trakcie kadencji administracji Biden-Harris. Ta bowiem, w myśl lansowanego programu „obrony demokracji”, stworzyła potężny system pozwalający na ograniczanie wolności przepływu informacji w sieci, odmawiając – wraz z europejskimi współpracownikami – opinii publicznej dostępu do określonych treści i jednocześnie prowadząc własne, zaawansowane akcje dezinformacyjne.
Komisja bada od kilku lat nie tylko krajowe działania cenzuralne, ale także, „w jaki sposób i w jakim zakresie zagraniczne przepisy, regulacje i orzeczenia sądowe zmuszają lub wpływają na firmy, aby cenzurowały wypowiedzi w Stanach Zjednoczonych”. W ramach swoich zadań występuje do odpowiednich podmiotów z żądaniem udostępnienia informacji, także niejawnych, dokumentów firm technologicznych, które jako materiały źródłowe pozwalają ocenić problem łamania jednej z podstawowych wolności obywatelskich w USA i na świecie.
W lipcu 2025 roku kongresmeni opisali, w jaki sposób Komisja Europejska wykorzystuje rozporządzenie Akt o usługach cyfrowych (DSA) do „nakładania globalnych restrykcji cenzury w internecie za wypowiedzi polityczne, humor i satyrę”. Od tego czasu członkowie komisji mieli zapoznać się z tysiącami dokumentów wewnętrznych i korespondencji KE, które „pokazują zakres – i sukces – globalnej kampanii cenzury Komisji Europejskiej”.
Dekada działań cenzuralnych KE
„Komisja Europejska, w ramach szeroko zakrojonych, trwających dekadę działań, skutecznie wywarła presję na platformy mediów społecznościowych, aby zmieniły swoje globalne zasady moderowania treści, tym samym bezpośrednio naruszając wolność słowa Amerykanów w Internecie w Stanach Zjednoczonych. Choć często jest to określane jako zwalczanie tak zwanej mowy nienawiści lub dezinformacji, KE starała się cenzurować prawdziwe informacje i wypowiedzi polityczne dotyczące niektórych z najważniejszych debat politycznych w niedawnej historii, w tym pandemii COVID-19, masowej migracji i kwestii osób transseksualnych” – napisano.
Dodano w podsumowaniu raportu, że „po dziesięciu latach Komisja Europejska ustanowiła wystarczającą kontrolę nad globalną wolnością słowa w Internecie, aby kompleksowo tłumić narracje zagrażające jej uprawnieniom. Przed wezwaniami sądowymi Komisji Sądownictwa działania te odbywały się w dużej mierze w tajemnicy. Teraz działania Komisji Europejskiej ujrzały światło dzienne po raz pierwszy (…)” – czytamy.
Raport nie tylko dokumentuje przypadki cenzuralnej działalności Brukseli. Wskazuje również, że sprawa będzie nadal badana. Pojawią się też konkretne propozycje ustaw, które miałyby powstrzymać uzurpację unijnych urzędników zmierzających do stworzenia globalnego systemu cenzury, zagrażającego także swobodom Amerykanów.
Wolność słowa to jedna z podstawowych wolności konstytucyjnych chronionych traktami i umowami międzynarodowymi. Obejmuje prawo do wyrażania swoich poglądów, ocen, opinii, przypuszczeń, informowania o faktach, a także pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, zapoznawania się z opiniami innych, bez względu na ingerencję władz i granice państwowe.
Zaczęło się od kryzysu migracyjnego
Niestety, szereg kryzysów polityki globalnej, zwłaszcza kryzys migracyjny i pierwszy wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA w 2016 roku oraz głosowanie Brytyjczyków w sprawie opuszczenia UE przyspieszyły działania zmierzające do tworzenia systemu globalnej cenzury. Robi się to pod pretekstem walki z mis-, mal- i dezinformacją („informacje MDM”), o czym szerzej piszę w książce pt. „Misinformacja, dezinformacja, malinformacja. Jak powstaje system globalnej cenzury”.
W UE bardzo szybko podjęto walkę z tzw. dezinformacją, początkowo wprowadzając „dobrowolne” jedynie z nazwy kodeksy postępowania w tej sprawie, by ostatecznie przyjąć rozporządzenie DSA, a następnie rozszerzyć działanie rozporządzenia w celu wpływania na wybory.
Z dotychczasowych przeglądów aktów prawnych i aktywności organów europejskich oraz krajowych wynika, że podmioty te cenzurowały przede wszystkim przekazy dotyczące „pandemii COVID-19”, wojny na Ukrainie, polityki klimatycznej i genderowej oraz walczyły z „teoriami spiskowymi”. Cenzurowano także satyrę, memy i posty nieprzychylne dla wybranych polityków.
Opublikowany w lutym 2024 roku Raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów piętnuje działania wielu agencji rządowych, ośrodków uniwersyteckich i sieci organizacji fact-checkingowych opracowujących narzędzia i nowe technologie, które mogą cenzurować przekazy na dużą skalę. Członkowie komisji ostrzegali, że – pod pozorem zajęcia się krytycznymi zagrożeniami dla systemów komunikacyjnych i „zwalczania fałszywych informacji/dezinformacji” – opracowywane są przez ośrodki uniwersyteckie zaawansowane narzędzia cenzury z użyciem „sztucznej inteligencji”. Przykładowo program „efektywnych interwencji” autorstwa MIT celował w konserwatystów, mieszkańców wsi i weteranów wojennych oraz ich rodziny.
Akt o usługach cyfrowych (DSA) jako kluczowa regulacja cenzorska
W raporcie z lutego br. podkreśla się natomiast, że unijne rozporządzenie DSA jest „zwieńczeniem dziesięcioletnich wysiłków Europy mających na celu uciszenie opozycji politycznej i stłumienie internetowych narracji krytykujących establishment polityczny” (s. 2).
Rozporządzenie częściowo weszło w życie w 2023, a ostatecznie w 2024 roku. Na jego podstawie Komisja Europejska nałożyła pierwszą w historii grzywnę w grudniu 2025 roku, uderzając w platformę X. Regulacja nie poprzestaje jednak na cenzurze w Europie. Jak zaznacza raport, w istocie zmierza do „kontrolowania globalnego Internetu w celu tłumienia niekorzystnych narracji”. I chociaż „Internet oraz media społecznościowe początkowo zapowiadały się jako siła, która zdemokratyzuje wolność słowa, a wraz z nią władzę polityczną”, to jednak „rozwój sytuacji zaszkodził ugruntowanej pozycji politycznej” europejskiego i amerykańskiego establishmentu. Poczuł się on zagrożony szerzeniem w połowie ubiegłej dekady „ruchu populistycznego”, kwestionującego politykę migracyjną.
To właśnie wtedy – o czym szeroko piszę także w swojej książce – zaczął tworzyć się system cenzuralny pod pretekstem zwalczania mis-, mal i dezinformacji. KE „przez ostatnie dziesięć lat wywierała bezpośrednią presję na platformy, aby cenzurowały zgodne z prawem wypowiedzi polityczne w Unii Europejskiej i za granicą”.
Powyższy proceder odbywał się początkowo poprzez tworzone specjalne fora cenzorskie. Jednym z nich było powstałe w 2015 roku Forum Internetowe UE (EUIF). Zostało ono założone przez Dyrekcję Generalną ds. Migracji i Spraw Wewnętrznych (DG Home) Komisji Europejskiej.
W 2023 roku EUIF opublikowało podręcznik przeznaczony do użytku firm technologicznych przy moderowaniu zgodnych z prawem wypowiedzi, takich jak:
• retoryka „populistyczna”;
• treści antyrządowe/antyunijne;
• treści antyestablishmentowe;
• satyra polityczna;
• treści antyimigranckie i „islamofobiczne”;
• nastroje antyuchodźcze/antyimigranckie;
• treści anty-LGBTIQ… oraz
• subkultura memów” (s. 3).
Komisja Europejska egzekwowała swoje cele cenzuralne poprzez: „rzekomo dobrowolne kodeksy postępowania dotyczące mowy nienawiści i dezinformacji”. Pierwszy taki instruktaż powstał w 2016 roku. W oparciu o niego Facebook, Instagram, TikTok i Twitter (obecnie X) „zobowiązały się do cenzurowania niejasno zdefiniowanych zachowań szerzących nienawiść” (s. 4).
Następny „Kodeks postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji” przyjęto w 2018 roku. Tym razem te same platformy zobowiązały się do „osłabienia widoczności” rzekomej „dezinformacji” (s. 4).
Już wtedy przedstawiciele KE informowali szefostwa koncernów Big Tech, że ww. kodeksy mają wypełnić „lukę regulacyjną” do czasu przyjęcia przez Brukselę wiążących przepisów dotyczących moderacji treści.
Mniej więcej w tym samym czasie Niemcy zaczęli uchwalać przepisy regulujące cenzurę na szczeblu krajowym. Następnie, przed wejściem w życie rozporządzenia DSA, Bruksela zaktualizowała kodeks wskazań odnoszących się do „dezinformacji”. Wymagania wobec platform obejmowały między innymi uczestnictwo w „Zespole Zadaniowym ds. Kodeksu w zakresie zwalczania dezinformacji”. Tam omówiono, w jaki sposób owa domniemana „dezinformacja” ma być cenzurowana.
Zespół został podzielony na sześć części. Podczas ponad 90 spotkań w podgrupach ds. „reagowania kryzysowego”, „integralności usług”, „kontroli reklam”, „weryfikacji faktów”, „generatywnej sztucznej inteligencji” oraz „monitorowania i raportowania”, a także „grup roboczych ds. wyborów”, przedstawiciele organizacji lewicowych odpowiedzialnych za fact-checking („weryfikację faktów”) spotykali się z liderami platform i urzędnikami unijnymi, aby wymuszać coraz większą cenzurę treści w Internecie.
Spotkania, których program wymyślała KE, tak naprawdę były dla platform obowiązkowe. Szczególnie aktywna miała być Podgrupa ds. reagowania kryzysowego i Podgrupa ds. zwalczania dezinformacji. Wymuszały one zmiany zasad moderacji treści.
KE w swoich zapędach chciała objąć nadzorem wszelkie publikacje. Również te nie naruszające polityki platform w dziedzinie „dezinformacji”. Komisja naciskała na cenzurę przed i tuż po elekcjach.
Po słowackich wyborach parlamentarnych we wrześniu 2023 roku KE zażądała od platform raportowania „działań podjętych w celu złagodzenia” rzekomej „dezinformacji” podczas wyborów.
„W styczniu 2024 r., sześć miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, Komisja powiadomiła platformy, że w nadchodzących miesiącach położy duży nacisk na… aktualizacje dotyczące stanu przygotowań do wyborów do Parlamentu Europejskiego, co oznaczało, że chciała otrzymywać częste informacje o dodatkowych środkach cenzury”. Podgrupa ds. reagowania kryzysowego była jednym z kluczowych mechanizmów, za pomocą których KE sprawowała ścisłą kontrolę nad platformami.
Podgrupa ds. integralności usług, podczas co najmniej pięciu spotkań w latach 2022 i 2023 domagała się „wykazania skuteczności wysiłków na rzecz zapewnienia integralności usług poprzez wdrażanie i promowanie zabezpieczeń przed mis- i dezinformacją”.
Podgrupa ds. kontroli reklam koncentrowała się na demonetyzacji konserwatywnych serwisów informacyjnych. O tym, co demonetyzować, decydowali np. członkowie Global Alliance for Responsible Media (Globalny Sojusz na rzecz Odpowiedzialnych Mediów – GARM) i NewsGuard. GARM miał zmówić się z zagranicznymi regulatorami w sprawie nacisków na Twittera, aby cenzurował więcej wypowiedzi. Współzałożyciel Sojuszu Robert Rakowitz, „stwierdził, że uciszanie prezydenta Trumpa było jego głównym celem”. Po reakcji ze strony Komisji Sądownictwa, GARM zakończyła działalność w sierpniu 2024 roku.
Podgrupa ds. weryfikacji faktów, najczęściej złożona z cenzurujących lewicowych organizacji pozarządowych, dążyła do stworzenia „repozytorium weryfikacji faktów”, czyli bazy zatwierdzonych przez Komisję narracji na temat wiodących wydarzeń politycznych i kulturalnych. Do tego repozytorium miałyby odnosić się platformy, by cenzurować treści, które nie podobały się Brukseli.
Podgrupa ds. generatywnej sztucznej inteligencji wzywała platformy do agresywnej cenzury treści tworzonych przez AI. Wśród członków podgrupy znajdowała się Logically.AI, brytyjska firma, która wykorzystała narzędzia tak zwanej sztucznej inteligencji do nałożenia cenzury w mediach społecznościowych.
Grupa robocza ds. wyborów wyrażała oczekiwania KE na temat cenzury przed wyborami.
Komitet Sterujący Podgrupy ds. reagowania kryzysowego i Grupy roboczej ds. wyborów opracowały „metodologię oceny ryzyka i system szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych”, obejmującą praktyki w zakresie zgodności z DSA i systemem szybkiego reagowania (RSS). Pozwalały one zatwierdzonym przez rząd stronom trzecim – np. Ministrowi Spraw Wewnętrznych danego państwa – składanie wniosków o przyspieszoną cenzurę na platformach przed ważnymi wydarzeniami w całej Europie, w tym wyborami.
KE organizowała „sesje plenarne”, wymuszając na platformach wdrożenie rozwiązań cenzuralnych w celu kontroli „procesów wyborczych i dyskursu obywatelskiego”. Zażądała także dokumentów „analizujących i oceniających, czy i w jaki sposób wszystkie systemy rekomendacji TikToka i inne istotne systemy algorytmiczne wpływają na zagrożenia dla procesów wyborczych, dyskursu obywatelskiego i bezpieczeństwa publicznego, [oraz] nielegalnej mowy nienawiści”.
W maju 2025 r. Komisja Europejska zorganizowała „Warsztaty dotyczące oceny ryzyka systemowego w ramach DSA”. Przedstawiła tam „najlepsze praktyki” w zakresie zgodności z DSA. Obejmowały one „ciągły przegląd wytycznych dla społeczności”. KE stwierdziła, że platformy powinny zmienić globalne zasady moderacji treści, aby cenzurować treści zgodnie z żądaniami europejskich organów regulacyjnych i uniknąć ogromnych kar, które mogą być nakładane na mocy Aktu o usługach cyfrowych.
Stwierdzono także, iż „nielegalne treści są symptomem” oraz że „potrzebne jest szersze podejście do ryzyka”. Innymi słowy, Brukseli chodziło o to, aby nie skupiać się wyłącznie na unijnych „nielegalnych treściach”, lecz cenzurować treści, które byłyby również chronione np. przez Pierwszą Poprawkę w Stanach Zjednoczonych.
Platformy zmieniły więc globalne zasady moderowania treści, cenzurując prawdziwe informacje.
W marcu 2023 roku, a zatem na kilka miesięcy przed wejściem w życie DSA, TikTok „przeprowadził najbardziej kompleksowe aktualizacje swoich Wytycznych społecznościowych”.
Komisja Sądownictwa twierdzi, że TikTok inwestuje w modele uczenia maszynowego, w celu szerszej cenzury. Platforma zbudowała także dla swoich moderatorów repozytorium treści zakazanych. Zgłosiła zmianę Komisji Europejskiej w Raporcie o przejrzystości w związku z Kodeksem postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji.
W marcu 2023 roku TikTok dokonał przeglądu Wytycznych w celu lepszego zwalczania „dezinformacji” związanej ze „zmianami klimatu”, „procesami wyborczymi”, ideologią gender itp.
Należąca do Microsoftu wyszukiwarka Bing – druga na świecie pod względem popularności – również podjęła działania zmierzające do globalnej cenzury, zgodnie z oczekiwaniami KE. Ma „kontynuować zwiększanie swoich inwestycji w systemowe wykrywanie ryzyka poprzez ulepszony rozwój klasyfikatorów i mapowanie ryzyka”. „Klasyfikatory” to określone słowa lub frazy, które powodują „obronną interwencję w wyszukiwaniu”, eliminując określone treści. Bing po prostu „rozszerzył listę słów i fraz, kierując użytkowników nie do poszukiwanych przez nich treści, lecz do treści, których Bing – i Komisja Europejska – uważają, że potrzebują” (s. 82).
Podobnie „YouTube wskazał na zasady cenzurowania treści związanych z bronią palną i uczciwością wyborów jako dowód przestrzegania Kodeksu postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji”.
Komisja Sądownictwa stwierdza, że „W ramach agresywnej, wieloletniej kampanii Komisja Europejska skutecznie wywarła presję na największe platformy mediów społecznościowych na świecie, aby zmieniły swoje globalne zasady moderacji treści, zapoczątkowując nową erę globalnej cenzury” (s. 84).
Forum Internetowe UE prowadzone przez Dyrekcję Generalną ds. Migracji i Spraw Wewnętrznych KE od 2015 r. wzywało platformy do uciszenia konserwatywnych wypowiedzi poprzez „utożsamianie ich z nazistowską propagandą” (s. 89). Od czasu wejścia w życie DSA te naciski mają być „bardziej bezpośrednie”, co potwierdzają Protokoły ze spotkań KE z platformami. Wskazują one, że „platformy muszą przestrzegać Wytycznych Wyborczych Komisji, które zawierają wymóg, aby platformy wprowadziły środki mające na celu zmniejszenie znaczenia dezinformacji przed wyborami” (s. 89).
KE i krajowe organy regulacyjne państw członkowskich UE kontaktują się przed każdą elekcją z platformami w sprawie cenzury „dezinformacji” dotyczącej ideologii gender oraz masowej migracji.
„Treści graniczne” i „brutalny prawicowy ekstremizm”
Forum Internetowe UE zachęca do cenzurowania legalnych i nienaruszających wolności przemówień politycznych, wskazując na treści „graniczne”, które UE definiuje jako „treści, które nie są nielegalne, ale mogą być szkodliwe i wykorzystywane przez podmioty ekstremistyczne”. Uderza się przede wszystkim w rzekomy „brutalny prawicowy ekstremizm”. Grupa stworzyła 72-stronicowy „Podręcznik treści granicznych”. Obejmują one sfery wymienione już tu wcześniej, określone przez tę samą organizację (EUIF) w odniesieniu do działalności koncernów:
– retorykę „populistyczną”;
– treści antyrządowe/antyunijne
– treści antyestablishmentowe;
– satyrę polityczną;
– treści antyimigranckie i „islamofobiczne”;
– nastroje antyuchodźcze/antyimigranckie;
– treści anty-LGBTIQ;
– subkulturę memów” (s. 90).
Ów podręcznik KE opisywany jest jako „najlepsza praktyka” zakazująca „dehumanizującej” mowy związanej z tymi tematami i treściami, które w przeciwnym razie promują „szkodliwe stereotypy” (s. 90).
Podręcznik zawiera „zalecenia polityczne stronniczej, lewicowej pseudonaukowej grupy Center for Countering Digital Hate (CCDH)”. Podręcznik jest po prostu nie do przyjęcia z tej prostej przyczyny, że zawiera niejasną definicję treści granicznych i stanowi próbę narzucenia cenzury przez władze, której nie podobają się określone legalne wypowiedzi.
W raporcie z 2023 roku EUIF uznał że „brutalny prawicowy ekstremizm” wymaga cenzury i chciał, by zbanować materiały kongresmena Paula Gosara (republikanin z Arizony), byłej kongresmenki Marjorie Taylor Greene (republikanki z Georgii) oraz byłego urzędnika Białego Domu Steve’a Bannona.
Pod koniec 2022 r. EUIF zorganizowało „Warsztaty na temat amplifikacji algorytmicznej i treści z pogranicza”, które „składają się z „połączenia dezinformacji/teorii spiskowych i mowy nienawiści”, ze szczególnym uwzględnieniem „wypowiedzi antyestablishmentowych/antyinstytucjonalnych”, „antytrans”, „antyimigranckich” i „środków anty-COVID” jako głównych kategorii.
Zalecał „pozytywne interwencje”, oznaczające usuwanie i degradowanie legalnych treści politycznych oraz demonetyzację.
Google i YouTube poinformowały, że „pracują nad definicjami i progami dotyczącymi wykorzystywania treści granicznych, aby zapewnić obniżenie rangi przez wewnętrzne systemy algorytmiczne”, zgodnie z żądaniami KE.
Wytyczne wyborcze DSA wymagały, by platformy:
• aktualizowały i udoskonalały zasady, praktyki i algorytmy, aby spełnić wymogi UE dotyczące cenzury;
• przestrzegały „najlepszych praktyk” określonych w Kodeksie postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji, Kodeksie w zakresie zwalczania mowy nienawiści oraz dokumentach EUIF;
• ustanowiły środki mające na celu zmniejszenie widoczności dezinformacji;
• dostosowały swoje warunki… w celu znacznego zmniejszenia zasięgu i wpływu generatywnych treści AI przedstawiających dezinformację lub misifnormację;
• oznaczały posty uznane za dezinformację przez zatwierdzonych przez rząd lewicowych weryfikatorów faktów;
• ustanowiły środki mające na celu ograniczenie rozpowszechniania wprowadzających w błąd… treści generowanych przez sztuczną inteligencję;
• opracowały i zastosowały środki zapobiegawcze, które prewencyjnie budują odporność na możliwe i oczekiwane narracje dezinformacyjne
oraz
• podjęły dodatkowe kroki w celu powstrzymania dezinformacji z uwzględnieniem kategorii gender.
Tego typu wytyczne pozwalają władzy na uciszanie przeciwników i utrzymywanie kontroli politycznej.
(Nie)dobrowolne regulacje
Amerykanie podkreślają, że „Dobrowolny i oparty na konsensusie europejski system regulacyjny dotyczący cenzury nie jest ani dobrowolny, ani oparty na konsensusie.
Z internetowej korespondencji koncernów Big Tech oraz dokumentacji unijnej wynika, że platformy „[nie] miały tak naprawdę wyboru” w kwestii tego, czy przystąpić do tych „dobrowolnych inicjatyw”. Pracownicy Google’a skarżyli się, że udział w spotkaniach Podgrupy ds. Kodeksu postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji był w zasadzie obowiązkowy, a cały proces kontrolowała KE.
Zdaniem twórców raportu, już sama presja Komisji Europejskiej na główne platformy mediów społecznościowych, by zmieniły globalne zasady moderacji treści „bezpośrednio naruszała amerykańskie prawo do wolności słowa online w Stanach Zjednoczonych” (s. 7).
Raport wskazuje, że większość głównych platform mediów społecznościowych oraz służących do udostępniania wideo ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych, a ponadto posiada „jeden, globalny zestaw zasad regulujących, jakie treści mogą, a jakich nie mogą publikować użytkownicy na stronie” (s. 7).
Są to „zasady”, które niejako „wyznaczają granice dozwolonego dyskursu na współczesnej agorze, czyniąc je kluczowym punktem nacisku dla regulatorów dążących do kontroli narracji, aby wzmocnić swoją władzę polityczną” (s. 7).
Kongresmeni zaznaczają, że zasady moderowania treści na platformach „mają – i w zasadzie muszą mieć – zasięg globalny”, a próby ich cenzurowania w poszczególnych krajach według innych zasad „stanowią poważne zagrożenie dla prywatności, wymagając od platform znajomości i przechowywania danych o konkretnej lokalizacji każdego użytkownika za każdym razem, gdy się loguje” (s. 7).
Próby moderowania treści w poszczególnych krajach, obszarach geograficznych są nie tylko niepożądane, ale także nieskuteczne – w sytuacji swobodnego korzystania z wirtualnych sieci prywatnych (VPN), które pozwalają na ochronę danych osobowych. Są także kosztowne.
Działania organów europejskich wymuszające moderację treści według określonych zasad w Europie wpływają więc także na to, do czego mają dostęp Amerykanie i inne społeczności na całym świecie. I to właśnie stanowi „bezpośrednie zagrożenie dla wolności słowa w USA” (s. 7).
Niezwykła cenzura covidowa
Raport dokumentuje i potwierdza to, o czym obywatele wiedzą od dawna – że „podczas pandemii COVID-19 wysocy rangą urzędnicy Komisji Europejskiej naciskali na platformy, aby zmieniły zasady moderacji treści, by globalnie cenzurować treści kwestionujące utarte narracje na temat wirusa i szczepionek” (s. 7).
KE za sprawą Ursuli von der Leyen i wiceprzewodniczącej Very Jourovej stale ingerowała, domagając się od platform aktualizowania warunków korzystania z ich usług, by cenzurować narracje jeszcze przed wprowadzeniem szczepionek przeciwko COVID-19. Wykorzystywano w tym celu spotkania Podgrupy ds. reagowania kryzysowego oraz ds. Kodeksu postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji.
Po podpisaniu rozporządzenia DSA w październiku 2022 r. „Komisja Europejska ostrzegła platformy o tym, że muszą zmienić swoje globalne zasady moderacji treści, aby dostosować się do DSA, w przeciwnym razie ryzykują grzywny w wysokości do sześciu procent globalnych przychodów i ewentualny zakaz wstępu na rynek europejski” (s. 10).
Kampania nacisków odniosła sukces. Platformy „zmieniły swoje zasady moderacji treści i cenzurowały wypowiedzi na całym świecie w bezpośredniej odpowiedzi na DSA i naciski Komisji Europejskiej. Na przykład w 2023 roku TikTok rozpoczął edycję swoich globalnych Wytycznych dla społeczności, mając na celu osiągnięcie zgodności z Aktem o usługach cyfrowych (s. 10). Nowe zasady weszły w życie w 2024 roku. Zgodnie z nimi TikTok usuwa: „marginalizujące wypowiedzi”, w tym „zakodowane stwierdzenia”, które „normalizują nierówne traktowanie”, „misinformację podważającą zaufanie publiczne”, „prezentacje medialne wyrwane z kontekstu” oraz „przeinaczające wiarygodne informacje” (s. 10).
„Standardy te są z natury subiektywne i łatwo je wykorzystać przeciwko opozycji politycznej wobec Komisji Europejskiej. W rzeczywistości te wewnętrzne dokumenty pokazują, iż TikTok systematycznie cenzurował prawdziwe informacje na całym świecie, aby spełnić żądania cenzury KE wynikające z rozporządzenia DSA. Dokument opisujący te zmiany potwierdził, że zgodnie z doradztwem zespołu prawnego, aktualizacje były głównie związane z przestrzeganiem Aktu o usługach cyfrowych (DSA)” – czytamy w raporcie Komisji Sądownictwa (s. 10).
TikTok zmienił znaczną część rozbudowanych systemów moderacji treści, by spełnić żądania KE. Ta zaś nie zrezygnowała z nacisków na globalną moderację. W maju 2025 roku „wyraźnie poinformowała platformy podczas zamkniętych warsztatów poświęconych DSA, że ciągły przegląd [globalnych] wytycznych dla społeczności jest najlepszą praktyką w zakresie zgodności z DSA”. Te praktyki obejmują „ciągłe” zmiany w globalnych zasadach moderacji treści, zwłaszcza amerykańskich (s.12) – podkreśla raport.
Bruksela jeszcze w listopadzie 2021 r. domagała się „zwalczania dezinformacji na temat inaugurowanej w USA kampanii szczepień przeciwko COVID-19 dla dzieci”.
Rok później organy regulacyjne KE wywarły presję na platformy, by usunęły amerykański film dokumentalny o szczepionkach. Bruksela żądała, by YouTube, Twitter i TikTok „sprawdziły… wewnętrznie i odpowiedziały na piśmie, dlaczego film nie został ocenzurowany. YouTube niezwłocznie odpowiedział oświadczając, że usunął przedmiotowy film po tym, jak Komisja poruszyła tę kwestię. Mówiąc wprost, KE traktowała amerykańskie debaty na temat szczepień jako należące do zakresu jej uprawnień regulacyjnych. Organy regulacyjne Unii Europejskiej wezwały TikToka do cenzurowania amerykańskich twierdzeń dotyczących szczepionek przeciw COVID-19 dla dzieci. Skupienie KE na wypowiedziach Amerykanów nie ograniczało się wyłącznie do treści związanych z COVID-19. Osoby nominowane politycznie na najwyższe stanowiska w KE wywierały presję na TikToka, aby agresywniej cenzurował treści amerykańskie przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r.” – czytamy w raporcie (s. 12-13).
W opracowaniu znajdziemy m.in. zapis wymiany e-maili między przedstawicielami KE a platformami na temat konkretnych publikacji.
Amerykańska komisja napiętnowała w szczególności działania byłego komisarza UE ds. rynku wewnętrznego z Francji Thierry’ego Bretona. Ten w sierpniu 2024 napisał list do właściciela X, Elona Muska, grożąc mu – w oparciu o rozporządzenie DSA – odwetem za przeprowadzenie wywiadu na żywo z kandydatem na prezydenta Donaldem Trumpem. Breton – swoją drogą, jeden z głównych architektów DSA – napisał, że „Komisja Europejska „[nie] zawaha się w pełni wykorzystać [swojego] zestawu narzędzi”, aby uciszyć kluczowe amerykańskie wypowiedzi polityczne” (s. 14).
W odpowiedzi na to zareagował szef Komisji Sądownictwa, Jim Jordan. Wysłał on dwa listy do Bretona, wskazując, że narusza on wolność słowa Amerykanów i ingeruje w wybory prezydenckie w USA.
Wkrótce potem komisarz zrezygnował ze stanowiska. Szefostwo KE bagatelizowało jego groźby. Twierdzono, że list nie został zatwierdzony i zasugerowano, że interwencja komisarza była wyłącznie jego samowolną inicjatywą.
„Jednak – zauważają twórcy raportu – na miesiące przed wysłaniem listu przez komisarza Bretona, inni wysocy rangą urzędnicy Komisji Europejskiej również naciskali na dyrektorów dużych firm technologicznych, aby uzyskać więcej informacji na temat tego, jak platformy planują moderować przemówienia wyborcze przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r.” (s. 14-15).
W maju 2024 r. wiceprzewodnicząca KE Vera Jurova udała się do Kalifornii, by spotkać się z przedstawicielami Big Techów, w tym z prezesem TikToka, Shou Chew i dyrektorem ds. zaufania oraz bezpieczeństwa tej platformy, omawiając z nimi „przygotowania do wyborów” w UE i USA.
KE bezprawnie regularnie ingeruje w głosowania
Amerykańska Komisja Sądownictwa, na czele której stoi Jim Jordan, nie ma wątpliwości, iż „KE regularnie ingeruje w wybory krajowe w państwach członkowskich UE” (s. 16).
Potwierdziła to, na co już wcześniej wielokrotnie zwracałam uwagę w swoich publikacjach, a mianowicie, że KE ingeruje w krajowe wybory w oparciu o DSA, kontrolując narracje polityczne.
W 2024 r. Bruksela wydała Wytyczne Wyborcze DSA, zobowiązujące platformy do podjęcia „dodatkowych działań cenzuralnych przed ważnymi wyborami europejskimi, takich jak:
• aktualizacja i udoskonalenie polityk, praktyk i algorytmów w celu dostosowania się do wymogów cenzury UE;
• przestrzeganie najlepszych praktyk określonych w Kodeksie postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji, Kodeksie postępowania w zakresie zwalczania mowy nienawiści i dokumentach EUIF;
• ustanowienie środków w celu zmniejszenia znaczenia dezinformacji;
• dostosowanie swoich warunków, aby znacząco zmniejszyć zasięg i wpływ generatywnych treści AI, które przedstawiają dezinformację lub misinformację;
• etykietowanie postów uznanych za dezinformację przez zatwierdzonych przez rząd lewicowych weryfikatorów faktów;
• opracowywanie i stosowanie środków zapobiegawczych, które prewencyjnie budują odporność na możliwe i spodziewane narracje dezinformacyjne oraz
• podejmowanie dodatkowych kroków w celu powstrzymania dezinformacji z uwzględnieniem gender [gendered disinformation – przyp. AS]” (s. 16).
Wytyczne Wyborcze DSA określa się jako „dobrowolne najlepsze praktyki”, ale KE „za zamkniętymi drzwiami jasno dała do zrozumienia, że Wytyczne Wyborcze są obowiązkowe” (s. 16). Prabhat Agarwal, szef działu egzekwowania Aktu o usługach cyfrowych poinformował platformy, że stanowią one „minimalny próg zgodności z DSA” oraz w razie braku ich stosowania, KE będzie musiała implementować „alternatywne środki, które są równe lub lepsze” od DSA (s. 16).
Autorzy raportu przypomnieli to, co ustalili i opisali we wcześniejszych raportach śródokresowych na temat cenzury w sieci – że podobne taktyki stosowano w USA. W przypadku opisywania historii rodziny Bidenów w tygodniach poprzedzających wybory celowo wprowadzono opinię publiczną w błąd twierdząc, że prawdziwa historia o korupcji familii kandydata – opisywana przed wyborami w 2020 roku – jest „dezinformacją”.
Od czasu wejścia w życie DSA w 2023 roku KE interweniowała, ingerując w wybory krajowe na Słowacji, w Polsce, Holandii, Francji, Mołdawii, Rumunii i Irlandii, domagając się od platform internetowych, by „działały na niekorzyść partii politycznych o poglądach konserwatywnych lub populistycznych”. (s. 17). Szczególne działania cenzuralne wszczęto przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku.
„Komisja Europejska systematycznie zwoływała spotkania organów regulacyjnych szczebla krajowego, lewicowych organizacji pozarządowych i platform przed wyborami, aby omówić, które opinie polityczne powinny podlegać cenzurze” (s. 17-18).
„Komisja Europejska pomogła również w zorganizowaniu systemów szybkiego reagowania, w których zatwierdzone przez rząd strony trzecie miały prawo składać priorytetowe wnioski domagając się cenzury, [wnioski] prawie wyłącznie dotyczyły opozycji wobec partii rządzącej. TikTok poinformował KE, że ocenzurował przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku ponad 45 000 rzekomych dezinformacji, w tym jednoznaczne wypowiedzi polityczne na tematy takie, jak: migracja, zmiany klimatu, bezpieczeństwo i obrona oraz prawa osób LGBTQ” – czytamy.
Wybory na Słowacji w 2023 roku są jednym z kluczowych przykładów ukazujących działania europejskiej cenzury. Wewnętrzne wytyczne TikToka dotyczące moderacji treści pokazują, że pod presją unijnych organów platforma ocenzurowała następujące przejawy „mowy nienawiści”:
• uważam, że ideologia LGBTI, ideologia gender, ideologia transseksualna stanowią duże zagrożenie dla Słowacji, podobnie jak korupcja
oraz
• celowe wprowadzanie w błąd co do gender”. Chodzi o stosowanie względem danej osoby zaimków zgodnych z podziałem na dwie płcie biologiczne, zamiast określania danej osoby tak, jak ona chce (s. 18).
KE uznała, iż powyższe wypowiedzi są wyrazem „mowy nienawiści”, zaś Tik Tok pod naciskiem Brukseli cenzurował takie twierdzenia przed wyborami parlamentarnymi na Słowacji.
W opinii kongresmenów, „Komisja Europejska podjęła najbardziej agresywne działania cenzuralne podczas wyborów prezydenckich w Rumunii w 2024 roku” (s. 18). O tym także szeroko pisałam na łamach portalu PCh24.pl, odnosząc się do zdarzeń związanych z bezpodstawnym unieważnieniem przez rumuński Sąd Konstytucyjny w grudniu 2024 r. I tury wyborów prezydenckich, wygranej przez niezależnego kandydata Calina Georgescu. Głosowanie anulowano na podstawie twierdzeń służb, iż Rosja potajemnie wspierała zwycięzcę poprzez finansowanie skoordynowanej kampanii na TikToku.
„Wewnętrzne dokumenty TikToka przedstawione Komisji zdają się podważać tę narrację. We wnioskach złożonych do Komisji Europejskiej, która wykorzystała niepotwierdzone oskarżenie o rosyjską ingerencję do zbadania praktyk moderowania treści TikToka, TikTok oświadczył, że nie znalazł ani nie przedstawiono mu żadnych dowodów na istnienie skoordynowanej sieci 25 000 kont powiązanych z kampanią pana Georgescu – kluczowy zarzut wysunięty przez służby wywiadowcze” – czytamy (s. 18).
Z dokumentów rumuńskiego urzędu skarbowego wynika, że kampania była finansowana przez inną krajową partię polityczną. Wyników wyborów jednak nigdy nie uznano i w maju 2025 roku do II tury nie dopuszczono już Georgescu. Elekcję zaś wygrał „kandydat preferowany przez establishment”. Eurokraci z KE pozostali bezkarni.
Planowane działania cenzorskie KE
Amerykanie podkreślają, że po dekadzie cenzurowania treści Komisja Europejska bynajmniej nie myśli rezygnować z tej polityki, sprzeciwiając się „historycznemu zobowiązaniu do przestrzegania wolności słowa”.
Bruksela zaatakowała m.in. platformę Elona Muska, nakładając w grudniu 2025 roku, na podstawie DSA pierwszą grzywnę w wysokości 120 mln euro i kreując przy tym absurdalne oskarżenia dotyczące naruszenia przepisów unijnych.
Raport szczegółowo omawiając zarzuty kierowane przez KE pod adresem platformy Elona Muska nie tylko uznał je za bezpodstawne. Wskazał również, że grzywna za odmowę dostępu do danych dla badaczy europejskich w oparciu o DSA stanowi „właśnie ten rodzaj mrożącego krew w żyłach, eksterytorialnego stosowania zagranicznego prawa cenzury, przed którym Komisja Sądownictwa ostrzegała od ponad roku. Stanowi to niebezpieczny precedens: na mocy DSA KE rości sobie prawo do regulowania moderacji treści poza swoimi granicami” – napisali autorzy raportu (s. 131).
Co ciekawe, KE miała pretensje do Muska o to, że X egzekwowało wymóg artykułu 40 DSA, zgodnie z którym naukowcy, którzy chcą mieć dostęp do algorytmów platform, mają być „niezależni od interesów handlowych”. Musk wymagał od potencjalnych badaczy dostarczenia „informacji o członkach zarządu organizacji, członkostwie, udziałowcach, beneficjentach grantów” oraz „pośrednim finansowaniu” w celu ustalenia, czy dana organizacja, z którą związany jest badacz, nie jest powiązana z korporacją mogącą czerpać korzyści z tych badań. Komisja uznała, że platforma Muska naruszyła DSA, ponieważ domagała się i gromadziła takie dane.
Przy okazji sprawy X wyszło także na jaw, że KE za „ryzyko systemowe” uznaje każdą „dezinformację”, a „dezinformacją” jest wszystko to, co urzędnicy KE uznają za fałszywe.
Jak podkreślili kongresmeni, sprawa kary nałożonej na X w grudniu 2025 roku „dostarcza ważnych spostrzeżeń na temat interpretacji DSA przez Komisję Europejską. Pod wieloma względami jest to zgodne z podejściem regulacyjnym KE z ostatnich lat: zakłada, że obywatele UE są głupi, niezdolni do rozróżnienia i podejmowania swobodnych decyzji co do tego, co jest prawdą, a co nie. Karze innowacje, wyjaśniając nawet, że nakłada grzywnę na firmę X, ponieważ próbowała ona obsługiwać platformę inaczej niż poprzednie kierownictwo Twittera lub innych mediów społecznościowych. I być może najbardziej niepokojące jest to, iż UE dąży do egzekwowania DSA poza swoimi granicami – co stanowi poważne zagrożenie dla wolności słowa w Stanach Zjednoczonych” (s. 134).
Podkreślono także, iż KE pod kierownictwem Ursuli von der Leyen kontynuuje swoje działania cenzorskie. Co więcej, przewodnicząca i jej sojusznicy zaproponowali dodatkowe przepisy cenzuralne i inicjatywy wprowadzające surowsze wymogi dotyczące usuwania rzekomych „dezinformacji” i „mowy nienawiści”. Mimo że oberkomisarz zobowiązała się do „uproszczenia” rozdętego systemu regulacji w Europie, to jednak odmówiła tego w odniesieniu do wypowiedzi w sieci.
Obecnie forsuje natomiast Tarczę Demokracji, która rozszerza uprawnienia KE w zakresie cenzury i zmierza do zakończenia anonimowości w mediach społecznościowych oraz uciszenia przeciwników politycznych. Jej ramy przedstawiono w listopadzie 2025 r.
Do 2027 roku KE ma opracować protokół DSA dotyczący incydentów i sytuacji kryzysowych na wzór Wytycznych Wyborczych DSA. Ten protokół cenzury miałby zapewnić szybką reakcję w przypadku wydarzeń na duża skalę i transnarodowych. Chodzi o kontrolę narracji w sieci, gdy władze UE uznają, że ją tracą, jak np. w czasie kryzysu migracyjnego.
Ponadto ma być rozszerzony Kodeks postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji. KE promuje także „portfel tożsamości cyfrowej UE”, by zobowiązać platformy do weryfikacji tożsamości użytkowników, ułatwiając ich ściganie za niekorzystne dla władzy posty.
Plan przewiduje również utworzenie dwóch nowych unijnych centrów cenzury: Europejskiego Centrum Odporności Demokratycznej, a także Europejskiej Sieci Weryfikatorów Faktów. Centrum miałoby wspierać rząd w reakcji na domniemane kampanie dezinformacyjne (szybsza skoordynowana transgraniczna cenzura), a Europejska Sieć Weryfikatorów Faktów będzie kolejnym forum koordynacyjnym dla lewicowych organizacji cenzorskich.
Sieć ma stworzyć repozytorium weryfikacji faktów, czyli bazę danych wypowiedzi, które są sprzeczne z linią partyjną KE, a które platformy miałyby natychmiast usuwać.
Ponadto Komisja Europejska chce jednolitej definicji „mowy nienawiści” w całej UE – zgodnie ze „Strategią na rzecz równości osób LGBTIQ+” – i jej kryminalizacji. Eurokraci zamierzają pominąć proces demokratyczny i rozpocząć proces „harmonizacji” przepisów bez głosowania parlamentów krajowych. „Mowa nienawiści” nie będzie dodana do listy „przestępstw UE” na mocy traktatu regulującego jej funkcjonowanie, lecz – jak przekonuje Bruksela – w drodze rozporządzenia. KE wskazuje, że nie jest konieczna aprobata parlamentów krajowych w tej kwestii, ponieważ „mowa nienawiści” jest już przestępstwem na mocy traktatów unijnych, gdyż mieści się w ramach istniejących przestępstw, takich jak „terroryzm” i „przestępczość cyfrowa”.
Raport stwierdza, że „Komisja Europejska dąży do rozszerzenia swoich środków cenzury na inne kraje. Pod wieloma względami Komisja przewodzi globalnym wysiłkom na rzecz wprowadzania surowych przepisów dotyczących cenzury cyfrowej”. W Australii, Korei Południowej i innych krajach na całym świecie pojawiły się projekty ustaw naśladujące europejskie rozwiązania, które cenzurujący zagraniczni urzędnicy przenieśli na amerykańskie uniwersytety, aby zaplanować globalny system cenzury. Być może najbardziej znaczącą zagraniczną próbą naśladowania Aktu o usługach cyfrowych jest brytyjska Ustawa o bezpieczeństwie w sieci (Online Safety Act, OSA). Uchwalona w 2023 r., zaledwie rok po DSA, ustawa toruje drogę Ofcomowi – właściwemu brytyjskiemu organowi regulacyjnemu – do sformatowania sposobu, w jaki platformy mediów społecznościowych powinny radzić sobie z dezinformacją i misinformacją. Nadzór Komisji Sądownictwa wykazał już wcześniej, że brytyjskie urzędy dążyły do cenzurowania uzasadnionych wypowiedzi politycznych krytykujących rząd, w tym narracji o równoległym systemie sprawiedliwości w Wielkiej Brytanii, podczas masowych zamieszek w sierpniu 2024 roku. Tamtejsi biurokraci wykorzystali również OSA do grożenia amerykańskim platformom odwetem regulacyjnym, jeśli nie zaimplementują [brytyjskich] standardów dotyczących takich tematów, jak mowa nienawiści w swoich politykach moderowania treści. Teraz premier Keir Starmer, podobnie jak europejscy regulatorzy, grozi wyłączeniem X z sieci w Wielkiej Brytanii, korzystając z OSA.
Globalna kampania naśladownictwa nie ograniczyła się tylko do Europy. W Brazylii proponowany projekt ustawy o fałszywych wiadomościach wyraźnie czerpał inspirację z DSA, z dwudziestoma pięcioma powołaniami się na prawo europejskie. Chociaż projekt ustawy o fałszywych wiadomościach nie został jeszcze przyjęty, brazylijski Sąd Najwyższy prowadził agresywną, wieloletnią kampanię cenzury Internetu, wydając globalne nakazy usuwania treści. Zakazał nawet działania platformy X przez wiele miesięcy w 2024 roku. W Indiach analitycy również porównali proponowaną ustawę Digital India Act, która poddałaby platformy nowym przepisom, kładącym duży nacisk na weryfikację faktów w celu zapobiegania dezinformacji. Poza Brazylią i Indiami, cechy charakterystyczne DSA można znaleźć w nowych przepisach cyfrowych Australii, Malezji i Korei Południowej. Korea Południowa i Brazylia również starają się naśladować siostrzane przepisy DSA dotyczące konkurencji, regulację o rynkach cyfrowych, która nakłada na firmy technologiczne ze Stanów Zjednoczonych uciążliwe wymogi, niszczące innowacje.
Globalni cenzorzy zaplanowali spotkanie, aby wymienić się spostrzeżeniami. 24 września 2025 roku na Uniwersytecie Stanforda odbył się okrągły stół, zatytułowany „Przestrzeganie przepisów i egzekwowanie zgodności z warunkami w szybko ewoluującym krajobrazie”. W przedsięwzięciu uczestniczyli zagraniczni urzędnicy, którzy stworzyli rozwijający się globalny system cenzury i bezpośrednio atakowali wolność słowa w wydaniu USA. Głównym mówcą na tym wydarzeniu była Julie Inman-Grant, australijska komisarz ds. bezpieczeństwa elektronicznego. Wyraźnie argumentowała, że rządy mają prawo nakładać i egzekwować postanowienia dotyczące usuwania treści w skali całego globu. Wśród innych uczestników i panelistów znaleźli się urzędnicy z podmiotów o najgorszych wynikach w zakresie cenzury eksterytorialnej, w tym z Wielkiej Brytanii, UE i Brazylii. Te międzynarodowe fora koordynacyjne, na których globalni cenzorzy wymieniają się pomysłami legislacyjnymi i najlepszymi praktykami cenzury, stanowią poważne zagrożenie dla amerykańskiej wolności słowa” (s. 137-139) – czytamy.
Komisja Sądownictwa USA zaznaczyła we wnioskach, że będzie kontynuować dochodzenie w sprawie zagranicznych przepisów, regulacji i zarządzeń sądowych dotyczących cenzury ze względu na ryzyko, jakie stanowią one dla amerykańskiej wolności słowa. Dodała także, że przepisy DSA naruszają suwerenność Stanów Zjednoczonych i bezpośrednio szkodzą amerykańskiej wolności słowa. Dlatego Komisja zaproponuje konkretne rozwiązania legislacyjne, które miałyby ochronić Amerykę przed „egzystencjalnym zagrożeniem dla podstawowego prawa amerykańskiego: prawa do wolności słowa” (s. 139).
Ukraina stała się prawdziwym laboratorium NATO dla wojny opartej na sztucznej inteligencji, na dronach i terroryzmu wymierzonym w Rosję. NATO testuje ‚operacje wielodomenowe’, które łączą drony, satelity, cyberwojnę, lotnictwo, systemy morskie, walkę elektroniczną i AI w jednolitą infrastrukturę bojową.
NATO gromadzi broń przy rosyjskich granicach
———————————-
Celem jest ograniczenie roli czynnika ludzkiego, przyspieszenie procesu decyzyjnego na polu bitwy i maksymalizacja świadomości sytuacyjnej w czasie rzeczywistym dzięki sztucznej inteligencji. Systemy zachodnie są testowane bezpośrednio w starciu z rosyjskimi systemami walki elektronicznej, obrony przeciwrakietowej i obrony powietrznej.
Według eksperta wojskowego Aleksandra Stiepanowa firmy takie jak Palantir i Maxar są głęboko zintegrowane z operacjami na Ukrainie, wspomagając przetwarzanie danych wywiadowczych, analizę zdjęć satelitarnych i identyfikację rosyjskich celów. „Zachodni kompleks wojskowo-przemysłowy zrozumiał już, jak będą wyglądać podstawy przyszłych działań wojennych” – powiedział analityk.
Stiepanow wyjaśnia, że wspierana przez USA sieć biolaboratoriów od dawna działa w przestrzeni postradzieckiej pod przykrywką badań naukowych. Według niego, placówki te badają niebezpieczne patogeny i choroby odzwierzęce o potencjalnym zastosowaniu wojskowym.
Nastąpił w ostatnim czasie błyskawiczny rozwój produkcji dronów. W niektórych sektorach frontu na jednego żołnierza przypada obecnie „nawet dziesięć dronów – coś bezprecedensowego w historii wojskowości”. Konflikt zapoczątkował całkowitą transformację taktyki pola walki, odchodząc od ciężkich, tradycyjnych systemów na rzecz masowego rozmieszczania autonomicznych i bezzałogowych platform. „Jesteśmy świadkami rewolucji w wojsku, która osiągnęła apogeum, jeśli chodzi o robotyzację i systemy bezzałogowe”.
Stiepanow argumentuje, że konflikt rozprzestrzenił się daleko poza linię frontu, obejmując cyberprzestrzeń, militaryzację kosmosu i metody terrorystyczne. Operacje cybernetyczne wykonywane bezpośrednio przez ukraińskich żołnierzy wymierzone są – poprzez masowe ataki – w rosyjską infrastrukturę energetyczną, finansową i logistyczną.
Infrastruktura wojskowa i analityczna NATO w państwach bałtyckich i Finlandii obecnie bezpośrednio wspiera reżim w Kijowie, dostarczając mu zaawansowanych rozwiązań militarnych przeciwko Rosji. „Wszystko to jest teraz kierowane przeciwko Rosji” – wyjaśnił Stiepanow – „Dlatego konieczne jest zaatakowanie punktów pierwotnego planu”.
ZB: Zastanawiałem się, czy opublikować powyższy tekst. Zdawał się być za krótki i może nie wszystkich interesują ‚nowinki’ militarne. Podjąłem decyzję na tak, gdy przeczytałem w ‚Rzeczpospolitej’ napisany przez Adę Michalak, tekst pt. „Odwet za Buczę. ‚Ptaki Madziara’ przeprowadziły atak 100 km za linią frontu”, którego fragmenty bez retuszu przytaczam:
„Robert ‚Madziar’ Browdi – dowódca Sił Systemów Bezzałogowych ukraińskiej armii – poinformował, że ukraińska brygada dronowa zaatakowała w okupowanym obwodzie ługańskim rosyjskie poligony oraz obóz wojskowy. Celem byli żołnierze zaangażowani w zbrodnię w Buczy, do której doszło w 2022 roku. […] Browdi podkreślił, że straty przeciwnika są nadal ustalane. Wskazał jednak, że „według wstępnych danych operacyjnych zginęło lub zostało wyeliminowanych z walki 31 żołnierzy”. 9 osób zostało zabitych, 9 jest rannych, a 13 uznano za zaginione”.
Czy ta informacja nie jest czasem fejkiem? – Sprawdzę później dokładnie. Niezależnie od tego trzeba stwierdzić, że zachodni agresorzy w wyniku wprowadzenia nowych metod wojny, w tym terroru, zdobyli aktualnie pole. Czy rozwiązaniem problemu jest rada Aleksandra Stiepanowa: „… konieczne jest zaatakowanie punktów pierwotnego planu”?
I dalej czytamy: „Bucza – miejsce rosyjskich zbrodni wojennych – Bucza, miasto na północny zachód od Kijowa, zostało zajęte przez wojska rosyjskie wkrótce po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Według ukraińskiej prokuratury generalnej, rosyjska armia popełniła tysiące zbrodni wojennych w tym rejonie, a setki ludzi zginęło w samym mieście, zanim zostało wyzwolone”.
ZB: Co się działo w końcu marca 2022 roku w podkijowskim mieście Bucza, nie jest trudne do odszyfrowania. Pisałem o tym trzykrotnie. Ukraińska inscenizacja i zamordowanie kilkudziesięciu osób były zbyt grubymi nićmi szyte. Można o tym przeczytać w poniższym wpisie:
Nazywają to „modernizacją”. W rzeczywistości dochodzi do przeniesienia całego systemu finansowego na programowalne tory. W ramach „New Structure Bill” dolary, papiery wartościowe i dane z rejestru gruntów zostaną przeniesione na blockchain. Brzmi to efektywnie, ale oznacza również, że każda transakcja i każdy składnik majątku może być monitorowany, ograniczany lub redystrybuowany przez administratora systemu.
Jest to ostatnia faza „The Great Taking”. Od dziesięcioleci przenoszą aktywa do łańcucha powierniczego, w którym nie ma się prawnego tytułu własności – a jedynie roszczenie wobec pośrednika. Teraz przenoszą sam łańcuch powierniczy na blockchain. Jeśli nie posiadasz aktywów poza tym systemem – nieruchomości, gotówki, metali szlachetnych, przedsiębiorstw z bezpośrednim prawem własności – nie będziesz już nic posiadać, gdy system zostanie „zaktualizowany”. Będziesz miał jedynie pozwolenie na korzystanie z niego. Wybór nie polega na tym, czy kryptowaluta ma zastąpić stary system finansowy. Chodzi o kontrolę kontra suwerenność. A suwerenność istnieje tylko poza siecią.
Kontrolowana wolność.
Wydaje się, że Niemcy nie są w stanie chronić swoich granic przed nielegalnymi imigrantami – ale z pewnością potrafią to zrobić przed patriotami, którzy chcą skorzystać z unijnej swobody przemieszczania się, aby wziąć udział w konferencji w Portugalii, podczas której ma zostać omówiona zmiana w polityce migracyjnej. Podobnie jak w zeszłym roku niemieckie władze wykonawcze uniemożliwiają teraz wyjazd patriotycznych aktywistów na „Remigrations Summit”.Źródło.
Czy to dotyczy plandemii, nielegalnej migracji, czy żeby przygotować ludzi do niepotrzebnej im wojny, stale mamy ten sam schemat: kontrola i cenzura. Wprowadzenie cyfrowych pieniędzy CBDC ma ten sam cel – odebranie ludziom resztek wolności, które stoją na przeszkodzie w realizacji globalistycznych planów.
Cyfrowy pieniądz to bardzo skuteczne narzędzie kontroli społeczeństw. Bez gotówki jesteśmy zdani na samowolę urzędników wykonujących skrupulatnie zalecenia zaprzedanych globalistom polityków.
Cyfrowe euro staje się coraz bardziej realne, a wraz z tym narastają obawy, że gotówka będzie stopniowo tracić na znaczeniu. Krytycy ostrzegają, że system pieniężny oparty wyłącznie na technologii cyfrowej będzie ostatecznie oznaczać mniejszą swobodę wyboru, mniejszą prywatność oraz większą zależność od banków i dużych platform.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Oczywistością jest to, że nadanie przez przywódcę Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA” zabolało wszystkich świadomych Polaków.
Oczywistością jest również to, że Ukraińcy doskonale wiedzieli jakie reakcje wywoła to Polsce. Liczyli jednak, że skończy się burzą w szklance wody – spowoduje oburzenie w mediach i jak zwykle sprawa przycichnie. Musieli jednak zdawać sobie sprawę, że użytkownicy mediów społecznościowych, dziennikarze i komentatorzy zmuszą władze Polsce do reakcji. Tak się oczywiście stało.
Każdy naród i państwo muszą budować swoją tożsamość na bohaterach. Ukraina ma sprawę utrudnioną. Słusznie prof. Adam Wielomski napisał, że: „Tożsamość Ukrainy budowana jest na bohaterach, którzy mają polską krew na rękach. Bo wszyscy ci, którzy walczyli o niepodległość Ukrainy walczyli o nią z Polską i z Rosją. Ukraina to południowa Ruś, którą historycznie Polacy i Rosjanie wydzierali sobie z rąk. Antypolskość i antyrosyjskość jest genetycznie wbudowana w polityczną tożsamość ukraińską”.
Więc nie mogło i nie może być inaczej. Co jakiś czas te sprawy będą wracać – bo czeka nas zapewne ekshumacja i honorowy pochowek Dmytro Doncowa i Stepana Bandery.
Prawda jest taka, że ukraińskie i polskie stanowisko historyczne się wykluczają.
Sytuacja zaangażowanej po stronie Ukrainy Polski stała się dla rządzących problematyczna. Ociężałe i delikatnie, zaprotestowało jednak polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Instytut Pamięci Narodowej. Sekretarz Stanu MSZ Marcin Bosacki rozmawiał w tej sprawie z ambasadorem Ukrainy w Polsce Wasylem Bodnarem. Polski dyplomata wyraził głębokie niezadowolenie. Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz z koli przekazał stanowisko strony polskiej wiceministrowi spraw zagranicznych Ukrainy Oleksandrowi Miszcze. Zarówno Ukraińcy, jak i polskie władze liczyły, że sprawa skończy się burzą w szklance wody – spowoduje oburzenie w mediach i jak zwykle sprawa przycichnie. Stało się jednak inaczej.
Nikt nie mógł przewidzieć reakcji Lecha Wałęsy. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla wprost stwierdził, że Zełenskiemu odmawia wsparcia. Myślę, że to zupełnie autonomiczny pomysł byłego lidera Solidarności. Od czasu do czasu niepilnowany wśród wielu bzdur mówi rzeczy niepopularne, słuszne i zdroworozsądkowe. W 2022 roku Wałęsa w wywiadzie dla rosyjskiego portalu RuBaltic powiedział następujące zdanie: „Zaczniemy budować dziś nowy świat. Bo z Gdańska i Warszawy do Moskwy jest zawsze bliżej, niż do Waszyngtonu. Bliżej, lepiej, taniej. Gdzie dwóch się bije – tam trzeci korzysta. Ile razy pozwalaliśmy innym czerpać zyski z tego momentu, ciągle się kłócąc i nie mogąc dojść do porozumienia”. Oburzenie proukraińskich elit wywołała z kolei wizyta byłego prezydenta w 2024 roku w Domostawie pod monumentalnym pomnikiem upamiętniającym Polaków wymordowanych przez Ukraińców „Rzeź Wołyńska”.
Lech Wałęsa jest dzisiaj bardzo słabą marką w Polsce, dużo lepszą w Unii Europejskiej i znaczącą w Stanach Zjednoczonych. Te wydarzenia związane z prezydentem Wałęsą są niedoceniane w Polsce, ale jednak zauważalne wśród elit Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. To z kolei powoduje, że mają znaczenia dla Ukrainy. Lech Wałęsa zapewne nieświadomie realnie zaszkodził przywódcy Ukrainy.
Strona ukraińska moim zdaniem spodziewała się reakcji w mediach społecznościowych i niezadowolenia wśród prawicowych polityków, Niespodzianką natomiast był dla nich ruch prezydenta Karola Nawrockiego. Prezydent chce – a przynajmniej zadeklarował chęć – odebrania przyznanego przez swojego poprzednika Andrzeja Dudę Orderu Orła Białego Zełenskiemu. Prezydent Polski powiedział: „Wołodymyr Zełeński dostarczył najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie swoją decyzją”. Stwierdził również, że zaproponuje „aby jednym z punktów kapituły Orderu Orła Białego było odebranie prezydentowi Zełeńskiemu orderu”. Przyznaję, że również tego nie przewidziałem. Uważam, że ta decyzja nie była samodzielna.
Moim zdaniem decyzja o utarciu nosa Wołodymyrowi Zełeńskiemu przez prezydenta Polski Karola Nawrockiego prawdopodobnie mogła zapaść na ulicy Pięknej [amb. USA md] w Warszawie lub, co jest prawdopodobne, zyskała tam zrozumienie i aprobatę. Stany Zjednoczone oczywiście popierają Ukrainę w jej walce z Federacją Rosyjską, ale czynią to zupełnie inaczej niż zdecydowana większość krajów Unii Europejskiej i Wielka Brytania. Wspierają wywiadowczo, sprzedają jej zyskownie broń, ale jednocześnie prowadzą rozmowy z jej przeciwnikami. USA opowiadają się za czymś co Bogusław Jeznach nazywał „wojną w ryzach”. Amerykanie chcą konfliktu terytorialnie ograniczonego i politycznie kontrolowanego. Jawnie konfrontacyjne wypowiedzi liderów zachodnioeuropejskich wadzą procesowi negocjacyjnemu zakulisowo prowadzonemu przez USA z Białorusią i Federacją Rosyjską.
Zełenski dzięki bezwarunkowemu wsparciu ze strony Brukseli i Londynu umocnił swoją pozycję, co utrudnia uplastycznianie kijowskiego stanowiska przez Waszyngton – a dokładniej przez ekipę prezydenta Donalda Trumpa. Dokładnie tak też odczytuje fakt, że w pożyczce dla Ukrainy nie będą partycypować Węgry, Słowacja i Czechy. Uważam, że decyzja Budapesztu, Bratysławy i Pragi była konsultowana z Waszyngtonem. Pozostałe 24 państwa członkowskie – w tym Polska – będą w płacić około 3 000 000 000 euro odsetek rocznie. Myślę, że Polska również miała szansę wyślizgnięcia się z tej pułapki lub przynajmniej ograniczenia jej kosztów.
Stany Zjednoczone mają jeszcze w rękawie specjalną kartę, której do tej pory nie chciały użyć. Jest nią karta izraelska. Waszyngton zawsze może użyć argumentu o skrajnym antysemityzmie formacji czczonych przez rządzących Ukrainą. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie próbował oczyścić z zarzutu antysemityzmu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. I moim zdaniem w ostatecznej rozgrywce argument ten zostanie przez Amerykanów użyty, mimo pewnego zabezpieczenia jakim jest pochodzenie przywódcy Ukrainy.
Na polskiej scenie politycznej praktycznie nie ma polityków przeciwnych euroatlantyckiemu, a co za tym idzie antyrosyjskiemu kierunkowi politycznemu. Prezydent Karol Nawrocki również jest euroatlantystą i rusofobem. Moim zdaniem nie jest jednak ideowym ukrainofilem. Jest politykiem bardziej z naciskiem na atlantyzm, niż europeizm. Nadaje się na umiarkowanego trumpistę. Nie ma on już tak nabożnego stosunku do Unii Europejskiej jakie mają weterani styropianu w rodzaju Donalda Tuska. Myślę, że strona amerykańska mogła zagrać z polskim prezydentem sugerując mu pomysł odebrania Orderu Orła Białego roszczeniowemu również względem Stanów Zjednoczonych przywódcy Ukrainy.
Takie stanowisko obecnego prezydenta Polski powoduje większy sceptycyzm polskiego społeczeństwa wobec polityki Ukrainy. Liczące się siły polityczne w Polsce – ze względu na nieprzewidywalność najbliższych lat – muszą brać pod uwagę odczucia społeczeństwa w stosunku do bezwarunkowego wspierania Ukrainy. Sprawa ukraińska stała się kluczowa, co widać po wynikach sondażowych Konfederacji i Korony. Osłabienie pozycji Wołodymyra Zełeńskiego na europejskiej – w tym polskiej – scenie politycznej jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Moim zdaniem jest również interesie narodu polskiego. Polityka wewnętrzna krajów Unii Europejskiej ma bezpośrednie przełożenie na politykę wewnętrzną Ukrainy. Całościowo sytuacja może spowodować przyszłościowo większą elastyczność przywódcy Ukrainy względem procesu negocjacyjnego prowadzonego między Waszyngtonem a Mińskiem i Moskwą. W tym kontekście oceniam decyzję prezydenta Karola Nawrockiego za słuszną.
Andrzej Szczęśniak Europa Środkowa w energetycznym imadle
Nasz region jest poddany niezwykłemu eksperymentowi energetycznemu.
Został ściśnięty w imadle, które dusi potencjał przemysłowy, ograniczając tak suwerenność decyzji rozwojowych, jak i niezależność i bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowej. Czy można się z niego wyrwać?
Pełzająca dezindustrializacja
Jedną szczęką tego imadła jest polityka klimatyczna, drugą, dużo dzisiaj ważniejszą – geopolityczna. Dzisiaj całkowicie zaciśnięta przez Brukselę, całkowicie odcięła nasz region, łącznie z Niemcami, od surowców energetycznych z Rosji. Dlatego ważniejsza, gdyż boleśnie uderzyła w przemysł ciężki, który w ostatnich latach skurczył się dramatycznie. Także w Polsce, gdzie produkcja stali spadła aż o 28%, a nawozów sztucznych czy gum i tworzyw przeżywa głęboki regres. Mamy w efekcie zamykanie hut (Huta Królewska w Chorzowie), wygaszanie wielkich pieców (w dawnej Hucie Katowice), redukcję zatrudnienia. Pracę straciły tysiące osób, w zakładach chemicznych doszło do zwolnień 15–20% załogi. Mamy więc w Polsce i regionie pełzającą dezindustrializację.
Bez szans
Rodzi się więc pytanie: czy jest szansa przeciwdziałać tej niszczącej strategii Brukseli? Czy polskie władze wspólnie z politykami Europy Środkowej, ponoszącej największe koszty tej polityki, mogłyby skutecznie jej przeciwdziałać?
Moim zdaniem, w dzisiejszy realiach politycznych – nie ma na to najmniejszej szansy.
Prawna blokada
Stworzono bowiem wiele przeszkód do pokonania, którymi Bruksela odgrodziła nas od Rosji. Techniczne są niewielkie, większość rurociągów jest sprawna, choć trzy nitki z czterech gazociągu Nord Stream wysadzono. Jednak skutecznie oddzieliły nas od tanich surowców bariery prawne, które przez ten czas skrupulatnie hodowano w Brukseli. Długo by je wymieniać, ale z końcem roku wchodzi pełny zakaz importu LNG z Rosji, a we wrześniu 2027 roku – gazu rurociągami. Te przepisy trudno będzie uchylić, a nie stosować ich nie ośmieli się żadne przedsiębiorstwo w obawie przed skutkami prawnymi. Żeby odejść od katastrofalnej polityki blokady należałoby dokonać rewolucji w Brukseli. To na dzisiaj bardzo mało realne. Również stworzenie bloku energetycznego krajów Europy Środkowej, który mógłby takiej rewolucji dokonać, wydaje się dzisiaj mało możliwe.
Polska derusyfikacja energetyczna
Największą przeszkodą jest Polska, która pojękując z lekka w temacie energii odnawialnej, twardo odcina się od wschodnich dostaw surowców, woląc drożej płacić za węgiel, ropę czy gaz. Skutecznie przeprowadzono całkowitą „derusyfikację energetyczną”. I to niezależnie, która opcja polityczna rządziła – konsensus elit jest tutaj pełny.
Brak lidera buntu
Inne państwa Europy Środkowej, gdyby nawet chciały, są małe i słabe tak politycznie, jak i gospodarczo. A co najgorsze – beznadziejnie uzależnione od pieniędzy z Brukseli. A tamtejsi biurokraci potrafią skutecznie zmusić dotacjami beneficjentów do posłuszeństwa. Przypomnijmy, że Bruksela odniosła niedawno ogromny sukces – doprowadziła do porażki wyborczej Viktora Orbána na Węgrzech, który był najtwardszym przeciwnikiem samobójczej strategii wschodniej UE. I potrafił utrzymywać kontrakty energetyczne z Rosją, importując gaz, ropę, a nawet budując elektrownie atomową z Rosatomem. Bruksela użyła wobec niego tak broni finansowej, blokując węgierskie dotacje, jak i informacyjnej – przez cenzurę internetu. Współpracowała też po cichu z Ukrainą, która zablokowała tranzyt rosyjskiej ropy na Węgry i Słowację. Brak dzisiaj przywódcy, który mógłby poprowadzić zbuntowanych do ataku.
Niemcy i Polska mogłyby doprowadzić do zwrotu
Jednak jakieś światełko w tunelu widać. To Niemcy, które najboleśniej odczuły działania Brukseli, ich potęga przemysłowa topnieje jak śnieg na wiosnę, a przecież zaliczane są do Środkowej Europy. Jeśli odsunięte zostaną od władzy globalistyczne elity, nie dbające o krajową gospodarkę, na przykład przez zwycięstwo wyborcze Alternatywy dla Niemiec. Jedynie one mogą stać się skutecznym liderem takiego środkowo-europejskiego zwrotu. No, gdyby jeszcze wyobrazić sobie podobny zwrot w Polsce… wtedy rzeczywiście, taki tandem mógłby skutecznie przeprowadzić energetyczną rewolucję w naszym regionie. Ale trzeba mieć naprawdę bujną wyobraźnię…
Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy, jakich obecnie doświadczamy, jest całkowite wywrócenie rzeczywistości do góry nogami: wydaje się, że oglądamy jeden z tych starych filmów o gangsterach z lat 30-tych ubiegłego wieku, w których Al Capone i bossowie z mafii Cosa Nostra twierdzili, że działają dla dobra publicznego, i uważali się w pewnym sensie za strażników porządku.
Po zabiciu 21 dziewcząt w wieku od 14 do 18 lat, Europejczykom ani przez chwilę nie przyszło do głowy, by przeprosić, ani nawet by przedstawić to wszystko jako godny ubolewania błąd; wręcz przeciwnie, wyparli się wszelkiej odpowiedzialności, mimo że była ona oczywista: w ataku wzięło udział 16 dronów, które w trzech falach uderzyły na internat w Starobielsku. Nie ma wątpliwości, że atak z powietrza był celowym działaniem, masowym morderstwem popełnionym z poczuciem bezczelnej bezkarności.
W tym samym czasie, reżim Zełenskiego zorganizował pogrzeb z honorami dla nazistowskiego kolaboranta z czasów II wojny światowej, niejakiego Andrijego Melnyka, którego szczątki najpierw ekshumowano, a następnie ponownie pochowano z honorami. Oczywiste jest jednak również to, że dyktator z Kijowa jest jedynie marginalnym aktorem tej tragedii: faktycznym ramieniem politycznym i finansowym tej wojny jest Unia Europejska i NATO, które wraz z Wielką Brytanią stały się głównymi dostawcami technologii dla ukraińskich dronów, podczas gdy kraje bałtyckie i Finlandia służą jako bazy wypadowe do przeprowadzania ataków w głąb terytorium Rosji.
W przeciwieństwie do milczenia wokół wspomnianego wydarzenia i całkowitego zaniku wszelkiej etyki, incydent z dronem w Rumunii wywołał falę głośnych i hipokrytycznych potępień wobec Rosji, którą uznano za odpowiedzialną, mimo że – biorąc pod uwagę rosnącą liczbę dronów wysyłanych przez państwa NATO – przypadek rumuński był raczej golem samobójczym lub prowokacją pod fałszywą flagą ze strony Ukrainy.
Znacząca była również burza zachodnich mediów, które obwiniały Rosję za „lekkomyślny” lot drona, wyraźnie kontrastująca z niewielką uwagą, jaką te same media poświęciły masakrze w Starobielsku. Ale czego można się spodziewać, skoro osoby takie jak niemiecki kanclerz Friedrich Merz domagają się zwiększenia obecności sił NATO wzdłuż granic z Rosją, a tak zwana szefowa dyplomacji UE, Kaja Kallas, określa dyplomację na rzecz pokoju z Rosją mianem „pułapki Kremla”?
Alfred de Zayas, profesor prawa międzynarodowego w Genewskiej Szkole Dyplomacji i były niezależny ekspert ONZ, wydał fundacji Strategic Culture Foundation ocenę dotyczącą NATO, stwierdzając, że nadszedł najwyższy czas, by uznać, iż „jest to organizacja przestępcza”. De Zayas zauważa, że Sojusz Północnoatlantycki został założony prawie osiemdziesiąt lat temu, w 1949 roku, rzekomo w celu obrony Zachodu przed Związkiem Radzieckim.
Ponieważ Związek Radziecki w 1991 roku przestał istnieć, wraz z przeciwstawnym blokiem wojskowym, czyli Układem Warszawskim, również NATO powinno było się w owym czasie rozwiązać.
Zamiast tego, przekształciła się ona „z sojuszu obronnego w koalicję wojenną, która od lat 90-tych popełniała potworne zbrodnie w Jugosławii, Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii i innych miejscach: »Dzisiaj, ważne jest, aby światowa opinia publiczna uznała Sojusz Północnoatlantycki za zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa ludzkości«”. De Zayas dodaje, że równie ważne jest wskazanie złowrogiej roli mediów kontrolowanych przez zachodnie korporacje. globaltimes.cn
Media te systematycznie zniekształcały konflikt na Ukrainie, przedstawiając go jako „nieuzasadnioną agresję rosyjską”, podczas gdy tuszowały długą serię zbrodni popełnionych zarówno przez Zachód, jak i przez neonazistowski reżim ukraiński, z których ostatnią jest barbarzyństwo w Starobielsku. „Nieustanna propaganda i działania public relations przekonały opinię publiczną, że NATO jest organizacją prawnie działającą, godną szacunku i zainteresowaną pokojem oraz obronnością. To nic innego jak prawdziwe pranie mózgu”.
Wszystko to jednoznacznie wyjaśnia prawdziwy sens tej wojny, w której Ukraina pełni jedynie rolę dostawcy krwi. Ta oczywistość doprowadzi z pewnością do zmiany sytuacji, czyniąc całkowicie uzasadnioną ewentualną rosyjską reakcję wymierzoną w zakłady produkujące drony oraz bazy ich startów poza terytorium Ukrainy. Chociaż to zapaść systemu gospodarczego Zachodu całkowicie zniweczy dorobek ostatnich 80 lat. Koniec końców, również Al Capone trafił do więzienia z powodu spraw podatkowych, a nie ze względu na swe zbrodnie.
NCZAS.INFO | Zdjęcie ilustracyjne. Zegar odliczający czas do Mundialu 2026 na Paseo de la Reforma w mieście Meksyk. / Foto: Cocu15, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons
Na tegorocznym piłkarskim mundialu zarobią także meksykańskie kartele. Oprócz sprzedaży narkotyków organizacje przestępcze wzbogacą się m.in. na wymuszaniu haraczy, przymusowej pracy seksualnej [co za język… to przecież kurestwo md] czy sprzedaży podrabianych koszulek futbolowych.
– Mistrzostwa Świata FIFA, które współorganizują Meksyk, USA i Kanada, będą ogromnym biznesem. Oznacza to wielkie wpływy do gospodarki oraz napływ turystów z dużą siłą nabywczą z pięciu kontynentów. Dlatego przestępczość zorganizowana już przygotowuje się, by uszczknąć kawał tego tortu – powiedział meksykańskim mediom Victor Manuel Sanchez Valdes, badacz z Uniwersytetu Autonomicznego stanu Coahuila i specjalista ds. bezpieczeństwa.
Z jego analizy wynika, że organizacje przestępcze mogą czerpać zyski z ośmiu obszarów działalności związanych z mundialem. Są to: handel narkotykami, praca seksualna [co za język… to kurestwo md] , haracze i wymuszenia, handel podróbkami, sprzedaż fałszywych biletów oraz fałszywych usług turystycznych, nielegalne zakłady bukmacherskie oraz wykorzystanie mundialu do prania pieniędzy.
W sferze handlu narkotykami kartele liczą na zwiększenie sprzedaży nie tylko w Meksyku, ale także w USA i Kanadzie, tworząc sieci dilerów w miejscach odwiedzanych przez fanów futbolu: wokół stadionów, w strefach kibica, hotelach, barach i klubach. Działalność ta może objąć również popularne kurorty turystyczne poza miastami-gospodarzami turnieju.
– Organizacje kontrolujące dane miasto lub część miasta angażują się w handel alkoholem, działalność nocnych lokali, barów, a także – co nie powinno dziwić – w przymusową pracę seksualną – wyjaśnił Sanchez Valdes.
W wielu przypadkach proceder ten nosi znamiona handlu ludźmi, a jego ofiarami padają kobiety, mężczyźni i dzieci, w tym osoby zaginione, za którymi wydano oficjalne komunikaty poszukiwawcze. Według danych meksykańskiego Senatu aż 97 proc. przypadków przymusowej pracy seksualnej pozostaje bezkarnych.
Jak ustalił meksykański dziennik „Milenio”, zyski z wykorzystywania seksualnego czerpie już 9 na 10 karteli narkotykowych i grup przestępczych działających w Meksyku. Sanchez Valdes dodał, że „kontrolując handel ludźmi, kontrolują one również detaliczną sprzedaż narkotyków, ponieważ ofiary są wykorzystywane także do ich dystrybucji lub do obserwowania i śledzenia rywali”.
Proceder ten coraz częściej przenosi się do internetu – osoby wykorzystywane mogą być werbowane, a ich usługi oferowane na platformach społecznościowych, takich jak TikTok, Instagram, Telegram czy Facebook Marketplace, pod przykrywką pracy promotorek, modelek lub osób do towarzystwa. Jednocześnie, aby ograniczyć ryzyko wykrycia, grupy przestępcze odchodzą od działalności w znanych lokalnie motelach czy domach publicznych, przechodząc na model „usług z dojazdem”, organizowanych za pośrednictwem m.in. platform wynajmu krótkoterminowego.
Problem ten nasilał się już podczas ubiegłych edycji mistrzostw świata, w związku z tym meksykańskie służby bezpieczeństwa przygotowują strategię, by organizacje przestępcze nie zamieniły wielkiego święta futbolu w festiwal turystyki seksualnej.
Kolejnym możliwym źródłem zysków karteli są wymuszenia od firm korzystających na organizacji mistrzostw świata. Chodzi m.in. o pobieranie haraczy od restauracji i sklepów w pobliżu stadionów oraz stref kibica, pod groźbą przemocy w przypadku odmowy zapłaty.
Podróbki i „usługi turystyczne”
Istotnym zarobkiem grup przestępczych może być również handel podróbkami związanymi z mundialem i drużynami narodowymi. Wysokie ceny oficjalnych produktów sprzyjają rozwojowi czarnego rynku, który oferuje tańsze, choć niższej jakości imitacje [?? jakość tego badziewia jest identyczna.. md] . W czasie mundialu grupy przestępcze będą dążyć zarówno do bezpośredniej sprzedaży, jak i do przejmowania części zysków poprzez wymuszanie opłat od sprzedawców.
Sanchez Valdes ostrzegł kibiców przed procederem sprzedaży fałszywych biletów lub ich duplikatów.
– Są tacy, którzy decydują się w ostatniej chwili i podróżują z zamiarem kupienia biletów z odsprzedaży przed stadionami. Oczywiście turyści, którzy przyjeżdżają, nie są przyzwyczajeni do tego rodzaju oszustw i mogą łatwo paść ofiarą organizacji przestępczych mających już gotowe schematy działania – powiedział Sanchez Valdes w wywiadzie dla Imagen Radio.
Ostrzegł także przed fałszywymi usługami turystycznymi, takimi jak np. transport i zakwaterowanie, w których sprzedaż była już zaangażowana przestępczość zorganizowana.
– Przykładem mogą być udziały wakacyjne typu timeshare sprzedawane przez Cartel Jalisco Nueva Generación w całej Riwierze Nayarit i Nuevo Vallarta. Ich głównymi ofiarami byli Amerykanie i Kanadyjczycy, którzy szukali w Meksyku ciepłego miejsca do odpoczynku, na wakacje albo do spędzenia emerytury – przekazał Sanchez Valdes.
Przestępczość zorganizowana może również czerpać zyski z nielegalnych zakładów bukmacherskich – zarówno w przestrzeni miejskiej, jak i online. Szczególnie trudny do wyśledzenia jest hazard internetowy, ponieważ serwery mogą być hostowane poza granicami kraju i poza realną kontrolą władz Meksyku.
Ten sam mechanizm może być powiązany z praniem pieniędzy. Krótki czas trwania mistrzostw sprzyja tworzeniu tymczasowych firm – barów, restauracji, sklepów czy punktów usługowych – których rzeczywiste obroty są trudne do zweryfikowania. W takich warunkach trudno odróżnić legalne przychody od fikcyjnych, co ułatwia wprowadzanie do obiegu pieniędzy pochodzących z innych, nielegalnych źródeł.
– Ponieważ mistrzostwa świata będą trwały tylko przez określoną liczbę dni, jest to bardzo łatwe do przeprowadzenia. Zanim organy skarbowe wykryją takie przedsiębiorstwa, zdążą one już wyprać pieniądze i po prostu zniknąć – skomentował to zagrożenie Sanchez Valdes.
W trzech miastach-gospodarzach mundialu wpływy różnych grup przestępczych rozkładają się w odmienny sposób. W Guadalajarze dominującą pozycję ma w praktyce jeden kartel – Cartel Jalisco Nueva Generación (CJNG). W stolicy obecne są przede wszystkim lokalne grupy, takie jak Union Tepito i Cartel de Tlahuac, a także m.in. CJNG, La Nueva Familia Michoacana oraz Tren de Aragua o korzeniach w Wenezueli. Z kolei w Monterrey operują m.in. CJNG, Cartel del Noreste, Cartel de Sinaloa oraz grupa Los Billys.
Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026, po raz pierwszy współorganizowane przez trzy kraje: Meksyk, USA i Kanadę, odbędą się w dniach 11 czerwca – 19 lipca br. Według meksykańskiego ministerstwa turystyki mundial może przyciągnąć do kraju nawet 5,5 mln turystów.
Jarosław Kaczyński, Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun oraz Donald Tusk. / foto: PAP (kolaż)
Koalicja Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość tracą poparcie; najwięcej zyskują natomiast dwie Konfederacje – wynika z najnowszego sondażu Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”.
Z opublikowanego w niedzielę 31 maja sondażu wynika, że na Koalicję Obywatelską chce głosować 32,98 proc. respondentów. Partia Donalda Tuska pozostaje na czele, ale traci aż 3 punkty procentowe w porównaniu do poprzedniego badania.
Na drugim miejscu znalazło się Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 26,66 proc. Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego również traci, choć znacznie mniej, bo jedyne 0,23 pkt proc.
Podium zamyka Konfederacja Wolność i Niepodległość, której notowania wzrosły aż o 1,55 pkt proc. Na sojusz Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego wskazało 13,29 proc. badanych.
Do Sejmu weszłyby jeszcze Nowa Lewica z poparciem 7,76 proc. ankietowanych (wzrost o 0,58 pkt proc.) oraz Konfederacja Korony Polskiej z wynikiem 7,03 proc. (wzrost o 1,5 pkt proc.).
To oznacza, że dwie Konfederacje notują największy wzrost poparcia, przy czym minimalnie lepiej wypada ugrupowanie Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, niż partia Grzegorza Brauna.
Pod progiem wyborczym znalazłyby się: Partia Razem, którą wskazało 4,78 proc. badanych, Polskie Stronnictwo Ludowe z wynikiem 4,25 proc. oraz Polska 2050 z poparciem 2,71 proc. respondentów. 0,54 proc. ankietowanych wskazało na inną partię.
Badanie wykonano w dniach 28–29 maja na próbie 1057 dorosłych Polaków.
Podawanie oszacowań z dokładnością ułamków procenta [np trzech dziesięciotysięcznych], gdy na konkretną partię oddano np. 70 głosów, świadczy o bezczelności , ale i głupocie tak zamawiających te sondaże, jak i publikujących je. Przecież sigma z 70 to 8, więc wynik znamy z dokładnością ok 10 % jedynie.
Przyjrzyjmy się tej sprawie. W przysiędze składanej podczas zaprzysiężenia prezydent-elekt ślubuje wierność Konstytucji Stanów Zjednoczonych oraz zobowiązuje się bronić jej przed wrogami, zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Innymi słowy, wrogowie Konstytucji są wrogami Stanów Zjednoczonych (obecnie do wrogów Konstytucji zaliczają się również wydziały prawa na amerykańskich uniwersytetach). Gdyby zapytać, czym są Stany Zjednoczone, jedni odpowiedzieliby, że są ideą, inni – że określonym terytorium geograficznym. Jednak takie definicje można odnieść do każdego państwa, a więc nie definiują żadnego.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Stany Zjednoczone są Konstytucją. Konstytucja określa ustrój państwa, kompetencje poszczególnych władz, podział kompetencji między rząd federalny a stany, prawa obywateli i ochronę tych praw, a także procedurę zmiany samej Konstytucji, czyli zmiany Stanów Zjednoczonych.
Bez Konstytucji Stany Zjednoczone byłyby innym krajem. To nie wybory czynią człowieka prezydentem. Czyni go nim złożona przysięga obrony Stanów Zjednoczonych poprzez obronę Konstytucji. Gdyby wybrany prezydent odmówił złożenia tej przysięgi podczas ceremonii zaprzysiężenia, nie mógłby objąć urzędu. Kiedy przyszły prezydent przysięga na Konstytucję, przysięga tym samym Stanom Zjednoczonym. Najważniejszą częścią Konstytucji są poprawki, czyli Karta Praw, która musiała zostać dołączona do Konstytucji, aby wszystkie stany założycielskie zaakceptowały ten dokument. Karta Praw chroni obywateli przed ograniczaniem ich praw przez rząd oraz przed stosowaniem wobec nich przemocy lub represji za działania chronione przez Konstytucję. Najważniejszym z tych praw jest wolność słowa. Jest ona zawarta w Pierwszej Poprawce, ponieważ bez wolności słowa obywatele nie są w stanie pociągać władz do odpowiedzialności za naruszanie pozostałych praw i ograniczeń nałożonych na rząd.
Sympatia Trumpa do syjonistycznego Izraela miała doprowadzić go do działania naruszającego jego przysięgę urzędową i być może stanowiącego zdradę stanu wobec Stanów Zjednoczonych.
Trump wydał rozporządzenie wykonawcze, które w praktyce tworzy odpowiednik Ustawy o Podburzaniu (Sedition Act) na rzecz Izraela. Zabrania ono obywatelom Stanów Zjednoczonych korzystania z prawa zagwarantowanego przez Pierwszą Poprawkę do krytykowania Izraela za ludobójstwo Palestyńczyków, gwałty i tortury wobec palestyńskich więźniów, niszczenie domów, wiosek i gajów oliwnych przez izraelskich osadników jawnie przywłaszczających sobie ziemię palestyńską, zabójstwa zagranicznych przywódców, nadmierny wpływ na amerykańską władzę ustawodawczą i wykonawczą, rządy stanowe, media, finanse i edukację oraz za wojny agresywne prowadzone przeciw państwom Bliskiego Wschodu. Amerykańskim krytykom Izraela nie wolno nawet skarżyć się na oszczerstwa, zniesławienia i pomówienia kierowane pod ich adresem przez Żydowską Ligę Przeciw Zniesławieniu (ADL).
Dla Amerykanina samo stwierdzenie, że został zniesławiony przez syjonistów, może oznaczać ryzyko ukarania za antysemityzm. Mówiąc wprost: Trump i pełniąca obowiązki prokuratora generalnego osoba postawili ochronę Izraela, obcego państwa, ponad prawa obywateli amerykańskich wynikające z Pierwszej Poprawki.
Oznacza to, że Trump oraz jego współpracujący z nim prokurator generalny służą interesom obcego państwa, zawieszając – bez jakiegokolwiek prawa czy upoważnienia – wolność słowa gwarantowaną obywatelom przez Konstytucję Stanów Zjednoczonych. To stawia Trumpa w sprzeczności z jego przysięgą obrony Konstytucji i podważa ważność jego zaprzysiężenia na urząd prezydenta. Trump wydał zarządzenie, które jego posłuszny prokurator generalny zaakceptował, podporządkowując Konstytucję Stanów Zjednoczonych interesom Izraela.
19 maja pełniący obowiązki prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych wydał następujące oświadczenie: „Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że ta administracja nie będzie tolerować antysemityzmu [rozumianego jako jakakolwiek krytyka Izraela i Żydów], a Departament Sprawiedliwości jest zobowiązany do realizacji tej dyrektywy. Ta ogólnokrajowa inicjatywa stanowi ważny krok w zapewnieniu społecznościom w całym kraju świadomości, że rząd federalny jest gotów współpracować z nimi w zwalczaniu zagrożeń antysemickich, ochronie bezpieczeństwa publicznego i obronie praw obywatelskich.” Zwróćmy uwagę, że według prokuratora generalnego Trumpa „obrona praw obywatelskich” oznacza w praktyce pogrzebanie Pierwszej Poprawki, która chroni wolność słowa obywateli Stanów Zjednoczonych. Występując przeciw Pierwszej Poprawce, Trump i jego prokurator generalny wystąpili przeciw Konstytucji Stanów Zjednoczonych, a tym samym przeciw samym Stanom Zjednoczonym.
Innymi słowy, obaj wydają się winni zdrady stanu. Fakt, że Trump i jego prokurator generalny opowiedzieli się po stronie Izraela przeciw prawom obywateli amerykańskich wynikającym z Pierwszej Poprawki i Konstytucji, rodzi pytanie, czyje interesy rzeczywiście reprezentują. Wydaje się oczywiste, że gotowość Trumpa do poświęcenia Konstytucji Stanów Zjednoczonych w celu ochrony Izraela przed słowną krytyką wskazuje, iż dopuścił się on zdrady stanu, służąc interesom obcego państwa. To zaś czyniłoby go wrogiem Konstytucji, a tym samym wrogiem Stanów Zjednoczonych.
Jeśli moje rozumowanie jest poprawne, dlaczego prezydent Trump nie miałby zostać aresztowany i postawiony przed sądem za zdradę stanu przeciwko Stanom Zjednoczonym? Dlaczego pełniący obowiązki prokuratora generalnego, będący zarazem osobistym adwokatem Trumpa, nie ostrzegł go, że wkracza na grunt mogący zostać uznany za zdradę stanu? Czy osoba pomagająca prezydentowi w potencjalnym popełnieniu zdrady stanu nadaje się na urząd prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych?
Z dużym prawdopodobieństwem, «Magnifica Humanitas», czyli pierwsza encyklika Leona XIV – dotycząca sztucznej inteligencji – została w znacznej części napisana właśnie przez AI, a konkretnie przez model «Claude» opracowany przez firmę «Anthropic». Żeby było “ciekawiej”, w oficjalnej prezentacji papieskiego dokumentu wziął udział Christopher Olah (na zdjęciu powyżej), współzałożyciel «Anthropic» – będący zagorzałym ateistą, w przeszłości szczególnie atakującym katolicyzm nypost.com/business/vatican-taps-atheist-anthropic-cofounder-to-speak-at-ai-event-as-tensions-with-trump-white-house-rise – który w swym wystąpieniu w Watykanie stwierdził: „Dzisiejszy dzień to dopiero początek naszej długiej współpracy”. https://en.wikipedia.org/wiki/Chris_Olah
Niezależny badacz Linch Zhang w artykule opublikowanym na platformie Substack stwierdził co tylko, że wykrywacz sztucznej inteligencji Pangram zasygnalizował, iż niektóre fragmenty encykliki papieża Leona XIV „Magnifica humanitas”, poświęconej „ochronie osoby ludzkiej w erze sztucznej inteligencji”, zostały wygenerowane właśnie przez sztuczną inteligencję.
Analityk zaznacza: „Mogę się oczywiście mylić i nie powinniście ślepo ufać moim spostrzeżeniom ani ocenom. Musimy zbadać ten temat w sposób bardziej kompleksowy”. Niemniej jednak uzasadnia swoje wnioski: „Pangram jest zdecydowanie najlepszym wykrywaczem sztucznej inteligencji dostępnym na rynku. Znacznie przewyższa inne wykrywacze sztucznej inteligencji, do tego stopnia, że te ostatnie wydają się niemal bezużyteczne w porównaniu z nim. W szczególności Pangram dokłada wszelkich starań, aby uzyskać wskaźnik wyników fałszywie pozytywnych bliski zeru, przy jednoczesnej tolerancji większej liczby wyników fałszywie negatywnych”.
Według Zhanga, Pangram odkrył, że „niektóre akapity” tekstu „Magnifica humanitas” zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję z prawdopodobieństwem wynoszącym od 40% do 100%, podczas gdy większość akapitów została napisana przez ludzi.
Na przykład akapity siódmy i ósmy zostały oznaczone przez Pangram jako „w całości wygenerowane przez sztuczną inteligencję”, podczas gdy akapity 122 i 123 zostały zakwalifikowane jako wygenerowane przez sztuczną inteligencję w 60%.
„To nasuwa mi na myśl – wyjaśnia Zhang – że niektórzy wysocy urzędnicy watykańscy, którzy brali udział w tworzeniu encykliki, w znacznym stopniu korzystali ze sztucznej inteligencji, podczas gdy większość (w tym prawdopodobnie sam papież Leon) tego nie zrobiła”.
Według Zhanga jest bardzo prawdopodobne, że papież Leon nie wie, iż ci, którzy brali udział w tworzeniu jego encykliki, w znacznym stopniu korzystali ze sztucznej inteligencji.
W celach porównawczych, Zhang wykorzystał program Pangram do oceny czterech ostatnich encyklik papieskich, wszystkich napisanych przez papieża Franciszka, i odkrył, że „pierwsze dwadzieścia akapitów każdej z nich to w 100% dzieło ludzkie, z wysokim stopniem pewności”. Również encykliki papieża Benedykta XVI i papieża Jana Pawła II okazały się w całości napisane przez ludzi.
Zhang, za pomocą Pangramu przeanalizował również niedawne przemówienie papieża Leona, w którym zapowiedział encyklikę na temat sztucznej inteligencji, i zdiagnozował, że zostało ono ocenione jako napisane „w 100%” przez człowieka. „To dowód na to, że sam papież Leon i/lub jego główny autor tekstów nie korzystają ze sztucznej inteligencji do redagowania przemówień”.
Zhang stwierdził dalej, że w ramach swojej pracy regularnie czyta teksty generowane przez sztuczną inteligencję i że dzięki znajomości stylu pisania AI, a zwłaszcza modelu Claude, nauczył się rozpoznawać jego charakterystyczne cechy. Zauważył, że obejmują one na przykład częste stosowanie długich myślników, częste użycie słowa „genuinely”, a także intensywne stosowanie tzw. „tricolon”, czyli „serii trzech słów, fraz lub równoległych zdań wykorzystywanych dla uzyskania efektu retorycznego”.
Badacz podkreślił, że wskaźniki te są częścią specyfiki stylistycznej, zwracając uwagę na znaczenie całościowej analizy, zwłaszcza takiej, jaką zapewnia oparty na sztucznej inteligencji detektor jakości, taki jak Pangram.
Po zidentyfikowaniu „głosu” sztucznej inteligencji Claude w niedawnej encyklice dotyczącej „ochrony osoby ludzkiej w erze sztucznej inteligencji”, Zhanh podsumował, że cała ta sytuacja wydaje mu się niezwykle ironiczna.
Prof. Lorenzo Maria Pacini – współpracuje z wieloma ośrodkami badawczymi zajmującymi się bioetyką, polityką, geopolityką oraz siłami zbrojnymi. Jest dziennikarzem, wydawcą, muzykiem, zawodnikiem taekwondo i łucznictwa, a także zajmuje się profesjonalnym doradztwem, analizą oraz terapiami holistycznymi. Pełni funkcję włoskiego przedstawiciela Międzynarodowego Ruchu Eurazjatyckiego. Założyciel i dyrektor serwisu www.ideeazione.com
Podstawowym problemem z SI jest to, że sztuczna inteligencja nie jest neutralna. Każdy system sztucznej inteligencji uwzględnia wartości, priorytety, kryteria decyzyjne i modele kulturowe zdefiniowane przez jego twórców. Kiedy sztuczna inteligencja jest wykorzystywana do wspierania decyzji administracyjnych, sądowych, ekonomicznych czy wojskowych, nieuchronnie wywołuje skutki normatywne. Innymi słowy, sztuczna inteligencja nie tylko stosuje reguły, ale także pomaga je tworzyć. Algorytmy selekcjonują informacje, klasyfikują jednostki, określają priorytety i kierują zachowaniami zbiorowymi. Oznacza to, że sztuczna inteligencja może stać się mechanizmem zdolnym do kształtowania porządku społecznego w sposób niewidzialny, a jednocześnie niezwykle skuteczny.
Jeśli twój szef tak się ubiera, nigdy nie zostaniesz zastąpiony przez SI.
Nie możemy uniknąć rozwoju SI i nie ma ku temu potrzeby. Ta kolejna faza rozwoju technologicznego przyjdzie niezależnie od naszych związanych z nią emocji. Takie obszary jak na przykład: medycyna, sądownictwo, urzędy, szkoła czy polityka, będą coraz bardziej uzależnione od wpływów i nieraz również działań podejmowanych na postawie analiz SI. Potem przyjdzie kolejna faza, w której SI będzie autonomicznie, bez udziału człowieka podejmować i egzekwować decyzje. Jeśli masz dużą wyobraźnię, to w tym momencie powinieneś poczuć ciarki na plecach, czy gdziekolwiek coś takiego odczuwasz.
Opowiadam synowi, że widziałem łosia w drodze do pracy. Skąd wiedziałeś, że idzie do pracy? Teraz siedzę i zastanawiam się, czy warto oszczędzać pieniądze na studia.
W dzisiejszym świecie, gdzie już nawet oficjalnie prawa muszą przestrzegać jedynie ci, którzy nie należą do oligarchów, tworzenie reguł ograniczających wpływ grup interesów na algorytmy SI wydaje się stratą czasu. Coś jednak trzeba zrobić, by nie dopuścić do przejęcia kontroli nad światem przez zarządy wielkich korporacji technologicznych i poprzez nie ludzi mających największy wpływ na te technokratyczne instrumenty władzy.
Kogo mają dotyczyć regulacje dotyczące kontroli nad rozwojem komputerowej pseudointeligencji? Właśnie tych, którzy nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności za wywołanie wojny biologicznej z roku 2020, czy kolejnych dramatów wprowadzanych właśnie po to, by nie doszło do rozliczeń. Wojna na Ukrainie, rzeź Palestyńczyków we własnym kraju okupowanym przez Izrael, sterowanie wędrówką ludów w celu osłabienia państw narodowych, czy podatki za powietrze, a właściwie jego drobną część – CO2. Także niszczenie gospodarki krajów zachodniej cywilizacji jest częścią tego diabolicznego planu.
Podczas konferencji deweloperskiej I/O 2026 firma Google ogłosiła, że zamierza zastąpić klasyczną wyszukiwarkę agentem opartym na sztucznej inteligencji – bez możliwości rezygnacji i bez zgody użytkowników. Reakcja nie kazała na siebie długo czekać: serwis DuckDuckGo odnotował gwałtowny wzrost liczby instalacji. To pouczający przykład tego, co się dzieje, gdy monopolista nadwyręża cierpliwość swoich „przymusowych” klientów. Źródło.
Tendencja ucieczki klientów Google, jakkolwiek ciągle jeszcze niewielka, biorąc pod uwagę dominującą pozycję tego jądra technokracji, daje pewną nadzieję na odwrócenie trendu spowodowanego narzucaniem kolejnych kroków w celu kontroli użytkowników. W takiej sytuacji wydaje się zasadne szukanie innych mniej natrętnych wyszukiwarek. Jedną z nich jest właśnie DuckDuckGo.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Medycyna dba o nasze zdrowie – to największe kłamstwo współczesnych czasów, przynajmniej w kontekście chorób. Twierdzenie, że medycyna dba o nasze choroby – jest zdecydowanie bliższe prawdy. Lekarze są w większości jedynie wykonawcami narzuconej strategii tworzenia chronicznie chorych społeczeństw. Mam na myśli tych medyków, którzy dla wygody, z braku czasu lub ze strachu przed konsekwencjami potulnie przyjmują nieraz absurdalne wręcz protokoły postępowania narzucone przez ministerstwa od popularyzacji chorób wszelakich.
Hipoteza cholesterolu jest dojną krową przemysłu farmaceutycznego i fundamentem dziesięcioleci błędnych przekonań na temat żywienia. Jej utrzymywanie się pomimo przeciwnych dowodów ma solidne uzasadnienie ekonomiczne. Doktryna ta jest głęboko zakorzeniona: cholesterol – zwłaszcza tak zwany „zły” LDL – zatyka tętnice i prowadzi do zawałów serca. Hipoteza lipidowa to idealny model biznesowy: zdefiniuj wartość laboratoryjną – na przykład cholesterol LDL – jako przyczynę choroby, opracuj lek obniżający tę wartość, a następnie przez dziesięciolecia, lecz całkowicie zdrowych ludzi, których jedyną „chorobą” jest podwyższony wynik laboratoryjny. Nowe wytyczne USA z 2026 roku doprowadzają tę perwersję do skrajności: zalecają badania przesiewowe lipidogramu u dzieci w wieku od 9 do 11 lat i rozszerzają kryteria przepisywania statyn na osoby dorosłe powyżej 30. roku życia.
Miażdżyca nie jest nagromadzeniem tłuszczy, lecz zapalną chorobą naczyń. Bez cholesterolu nie ma błon komórkowych, hormonów, mózgu. A jednak to on został uznany za głównego winowajcę. Medycyna konwencjonalna traktuje LDL tak, jakby był samym tłuszczem. W rzeczywistości LDL i HDL to białkowe otoczki (lipoproteiny), które dostarczają organizmowi niezbędne do życia substancje.
Jeśli za pomocą leków wymuszasz obniżenie poziomu LDL, przerywasz łańcuch dostaw hormonów i energii komórkowej. Obniżenie poziomu zdrowego transportera stanowi poważną ingerencję w homeostazę hormonalną.
Okłamali nas w sprawie: tytoniu, rtęci, opioidów, aluminium, talku, słodzików, tłuszczy nasyconych, GMO, surowego mleka, fluoru, cholesterolu, glifosatu. A teraz mówią nam prawdę?
Jeśli zależy ci na zdrowiu, nie ma innej możliwości niż samemu wyszukać prawdy o przyczynach większości chorób. Moje artykuły nie zastąpią tej pracy. Mają za zadanie jedynie wskazanie powszechnie stosowanych przez medycynę szkolną oszustw. Rozpowszechniane twierdzenia nieoparte na rzetelnych badaniach, nie sprawią, że będziesz bardziej zdrowy. Obawiam się, że skutek będzie odwrotny od wyleczenia. Przecież medycyna w najlepszym razie zajmuje się łagodzeniem objawów chorób, nie samymi chorobami.
Są naturalnie, w służbie zdrowia działy, takie jak chirurgia powypadkowa, które z reguły pomagają i często są niezbędne dla przywrócenia stanu naturalnego pacjenta. Dopóki nie stosują chorobotwórczych pseudo leków, ze skutkami ubocznymi tworzącymi kolejne choroby.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com