Hodowanie debili z udziałem feministry Edukacji Barbary Nowackiej.

Nieobowiązkowe prace domowe w szkołach podstawowych. Konferencja prasowa z udziałem feministry Edukacji Barbary Nowackiej

3.04.2024 www.gov.pl/edukacja/konferencja-prasowa-w-sprawie

[feministra – to moje wyjaśnienie. MD]

Odejście od obowiązkowych prac domowych to więcej czasu dla uczniów i uczennic na przygotowanie się do lekcji, rozwijanie zainteresowań, aktywność fizyczną i odpoczynek. Od kwietnia obowiązują nowe przepisy dotyczące prac domowych w szkołach podstawowych.

Na tle białej ścianki z napisami Ministerstwo Edukacji Narodowej stoi trzy kobiety i mężczyzna. Przed nimi ustawione na statywach dwa mikrofony, przed jednym z nich stoi minister Nowacka i mówi.

W pierwszym dniu szkoły po Świętach Wielkanocnych w praktyce zaczęło obowiązywać rozporządzenie Ministra Edukacji dotyczące prac domowych w szkołach podstawowych. W klasach I-III prace domowe pisemne i praktyczno-techniczne nie są zadawane – z wyjątkiem ćwiczeń pisemnych usprawniających motorykę małą – a w klasach IV-VIII prace domowe są nieobowiązkowe i nieoceniane. Zamiast oceny, uczeń uzyskuje od nauczyciela informację zwrotną na temat poprawności i jakości wykonanej pracy.

Minister edukacji Barbara Nowacka wskazała konkretne korzyści wynikające z nowych przepisów.

Uczniowie i uczennice w końcu zyskują czas na przygotowywanie się do lekcji, czytanie książek, a także, co bardzo ważne, rozwijanie swoich zainteresowań, aktywność fizyczną i odpoczynek – powiedziała feministra Nowacka.

Jak podkreśliła, to szkoła jest miejscem, w którym dzieci się uczą, szkoła musi też wyrównywać szanse i uczyć uczciwości.

Nieobowiązkowe prace domowe to ważny krok w kierunku nowoczesnej szkoły, a także szkoły bez fikcji. Nie może być tak, że nauczyciel stawia ocenę za pracę, którą tak naprawdę wykonała sztuczna inteligencja. Postęp technologiczny jest bardzo szybki, a szkoła musi za nim nadążać – podkreśliła feministra edukacji.

Zastępca dyrektora Instytutu Badań Edukacyjnych Tomasz Gajderowicz wskazał, że podstawą przyjętych rozwiązań prawnych są m.in. badania naukowe.

Efekt edukacyjny prac domowych w przypadku szkoły podstawowej jest bardzo mały

Feministra puściła bąka. Ojciec ostrzegał „przed taką minister”.

Ojciec ostrzegał „przed taką minister”. Szokująca zapowiedź Dziemianowicz-Bąk [VIDEO w NCz, mi się nie chce tego kopiować…]

29.03.2024 ojciec-ostrzegal-przed-taka-minister

[Minęły już niestety czasy, gdy do dobrego tonu należało nie natrząsanie się z nazwisk. Szkoda. MD]

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. / foto: PAP

Nowa władza chce wiedzieć, kto opiekuje się dzieckiem podczas nieobecności rodziców. – To informacja dla nas, dla systemu – zapowiada minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Rząd Tuska planuje wprowadzić dodatek w wysokości 1500 złotych dla rodziców, którzy potrzebują skorzystać z opieki nad dzieckiem. Wszystko ma być rejestrowane, nawet jeśli ktoś zdecyduje się powierzyć dziecko na przykład babci.

Na antenie Radia ZET o pomyśle władzy mówiła minister Dziemianowicz-Bąk. Jak podkreśliła, potencjalny opiekun miałby być weryfikowany przez system

W naszej propozycji pojawia się rzeczywiście taki wymóg, żeby zawrzeć jakiegoś rodzaju umowę – mówiła minister.

Umowa miałaby być zawierana nawet pomiędzy rodzicami a dziadkami, ciociami czy wujkami dziecka. – Tak, żeby zgłosić, kto konkretnie opiekuje się dzieckiem. To nie jest tylko kwestia jakiegoś układu pomiędzy rodzicem, a osobą sprawującą opiekę, to jest także informacja dla nas, dla systemu, czy to dziecko jest powierzone o sobie bezpiecznej – twierdzi Dziemianowicz-Bąk.

Chodziło jej m.in. o to, czy babcia nie znajduje się np. w rejestrze pedofilów. – Oczywiście ja tu tutaj nie chce sugerować niczego, ale musimy dmuchać na zimne – powiedziała. Dodała, że wszystko to miałoby być działaniem na rzecz „bezpieczeństwa dzieci”.

Pomysł podpisywania umowy z najbliższą rodziną na opiekę nad dziećmi jawi się jako kompletne wariactwo. Lewica daje też do zrozumienia, że rodzice nie wiedzą, co jest dla dzieci najlepsze, a wie to oczywiście system z armią urzędników na czele, która będzie potencjalnego opiekuna sprawdzać. Dziemianowicz-Bąk i jej świta chcą ingerować w każdy aspekt rodzinnego życia i nawet się z tym nie kryją. Minister przecież mówi wprost, że najważniejsza jest „informacja dla nas, dla systemu”.

W tym miejscu możemy tylko przypomnieć niedawne opinie ojca Dziemianowicz-Bąk, Remigiusza Dziemianowicza. Pisał on, że jeżeli jego córka zostanie ministrem edukacji, to współczuje dzieciom, ponieważ „wpadną w pełen nowomowy nazi-bolszewicki socrealizm”. „Ale niech ludzie nie skarżą się potem że jest syf, ostrzegam przed taką minister” – skwitował.

Feministra i politolożka: “Produkowanie energii z prądu”.

POLSKA2050: PRODUKOWANIE ENERGII Z PRĄDU

Tak bredzi Paulina Hennig-Kloska. Feministra klimatu i środowiska , politolożka i ekonomistka….

Skandaliczne propozycje feministry Nowackiej. Historia bez Ks. Piotra Skargi, „Wyklętych” i bohaterów czasu okupacji

14 lutego 2024

Skandaliczne propozycje Nowackiej. Historia bez Ks. Piotra Skargi, „Wyklętych” i bohaterów czasu okupacji

Przedstawione przez Ministerstwo Edukacji Narodowej plany cięć programowych dotyczyć będą również treści omawianych na lekcjach historii. W ramach „odciążenia” uczniów resort Barbary Nowackiej zaproponował odejście od przedstawiania uczniom kluczowych elementów dziejów ojczystych. Z kursu podstawowego zniknąć ma Powstanie Wielkopolskie, a nawet na rozszerzeniu nie będzie wymagana znajomość wybitnych wojskowych Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Z podstawy wypaść mają liczne informacje o kulturotwórczej roli chrześcijaństwa, Ks. Piotrze Skardze, czy Św. Maksymilianie Marii Kolbe.

Od 12 do 19 lutego trwać mają pre-konsultacje zaproponowanych przez resort Barbary Nowackiej zmian w podstawie programowej. O tym, jakie treści mają z lekcji zniknąć, dowiedzieć się można z dokumentów przedstawionych na ministerialnej stronie internetowej.

Resort Barbary Nowackiej planuje zaoszczędzić czas na lekcjach historii skreślając z programu wiele wiadomości o cywilizacyjnej roli chrześcijaństwa. Z zakresu wymaganej wiedzy o czasach starożytnych zniknie wymóg zrozumienia „kulturotwórczej nowości” objawionej religii. Z kolei podczas nauki o wczesnym średniowieczu, uczniowie nie będą musieli już poznawać znaczenia pojęcia „Christianitas”, ani doniosłej roli cywilizacyjnej mnichów iro- szkockich. Wiedza o reformie gregoriańskiej – kluczowej przecież dla historii powszechnej – konieczna będzie jedynie dla realizujących kurs rozszerzony.

Licealiści nie będą już poświęcać uwagi współdziałaniu pierwszych polskich władców z Kościołem dla utrwalenia suwerenności kraju, a nawet na rozszerzeniu nie znajdzie się miejsce na opis sporu króla Bolesława Śmiałego ze Św. Stanisławem. Konieczność rozumienia zagrożenia zewnętrznego ( szczególnie niemieckiego) dla Polski Piastów zostanie przeniesiona na „rozszerzenie”.

Uwaga poświęcona chrześcijaństwu ma ucierpieć nawet na zajęciach dotyczących kultury wieków średnich. Uczniowie nie będą już mówili o chrześcijaństwie „jako podstawie ścisłej więzi wiary i rozumu, ze szczególnym uwzględnieniem wpływu Św. Tomasza z Akwinu”.

Propozycje zmian mogą poważnie zaciążyć na znajomości dziejów epoki „sarmackiej”. Z kursu rozszerzonego zniknie wymóg znajomości najwybitniejszych strategów wojskowych I Rzeczpospolitej, w tym Jana Karola Chodkiewicza, czy Stanisława Żółkiewskiego.

Uczniowie nie będą także musieli rozumieć źródeł utożsamiana Polski z „przedmurzem chrześcijaństwa”. Z nauki o dziejach ojczystych zniknie wymóg poznania programu odnowy politycznej ks. Piotra Skargi oraz tego zawartego w „Ślubach Lwowskich” Jana Kazimierza. Zmiany pogorszą również pełną znajomość dziejów oświecenia i Rewolucji Francuskiej. Z kursu rozszerzonego znikną wiadomości o ludobójstwie w Wandei.

Wygląda na to, że prawdziwa dewastacja dokona się w programie poświęconym czasom zaborów. Uczeń „dostrzega kluczowe znaczenie utrzymania i przekazywania polskiego kodu kulturowego (wiara, język) dla podtrzymania świadomości narodowej” – mówi wymóg, którego skreślenie z podstawy zaproponował resort Barbary Nowackiej. Zdolność charakteryzacji przejawów ożywienia życia religijnego Polaków w przeddzień odzyskania niepodległości ma zostać zaś przeniesiona na „rozszerzenie”. Z podstawowego wymiaru kursu mają również zniknąć informacje o Powstaniu Wielkopolskim – choć data jego wybuchu jest przecież świętem państwowym.

Szokujące propozycje ministerstwo wystosowało również względem omówienia wieku XX. Wiedza o współpracy hitlerowskich Niemiec i ZSRR ma być wymagana wyłącznie od uczniów podchodzących do matury rozszerzonej, podobnie jak znajomość różnic programów politycznych Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego.

Z zakresu nauczania skreślono wymóg znajomości przykładów heroizmu Św. Maksymiliana Marii Kolbego, czy Witolda Pileckiego… Ireny Sendlerowej, rodziny Ulmów i innych.

W podstawie ministerstwo zaproponowało również wstrząsającą zmianę językową. Z programu ma zniknąć nauka o „ludobójstwie Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej”. Zamiast niej uczniowie mają poznawać dzieje „konfliktu polsko- ukraińskiego” na tych terenach.

Zastanawiające są również propozycje resortu względem nauki o okresie powojennym. Nawet z rozszerzonego programu mają zniknąć treści poświęcone bezkarności nazistów po wojnie, czy rozwojowi radykalizmu islamskiego. Ministerstwo proponuje pozbycie się wymogu omówienia „form zniewalania Polaków przez reżim komunistyczny” oraz losów „Żołnierzy Wyklętych”. Kontrowersje wokół problemów dekomunizacji i lustracji po 1989 roku mają być omawiane wyłącznie na „rozszerzeniu”.

To zaledwie część skandalicznych zmian, jakie zasugerowało kierowane przez Barbarę Nowacką ministerstwo. Wymownie przemodelowany ma zostać również tekst uzasadnienia programu nauczania oraz opis celu edukacji historycznej. Z tego ostatniego usunięte mają zostać całe akapity mówiące o patriotycznym celu edukacji historycznej.

Źródło: men.gov.pl FA

Feministra “zdrowia”Leszczyna powołała Zespół… z konfliktami interesów …

Zdrowia @Leszczyna

Piotr Witczak

@PiotrWitczak_

Minister Zdrowia @Leszczyna

powołała zespół 11 ekspertów, którzy będą doradzać w zakresie epidemiologii, profilaktyki, diagnostyki i terapii chorób zakaźnych Powołano osoby z konfliktami interesów, które bezkrytycznie naciskały na szczepienia i propagowały pseudonaukową segregację sanitarną W związku z powyższym zachodzi podejrzenie graniczące z pewnością, że “doradztwo” tej grupy ekspertów będzie stronnicze, nastawione na maksymalizację zysków koncernów i celowe generowanie masowej histerii w celu wygenerowania emocjonalnego zapotrzebowania na produkty farmaceutyczne Przeczytaj cały wątek i podaj dalej, społeczeństwo powinno o tym wiedzieć!

Zdjęcie

Przewodniczący – prof. dr hab. Robert Flisiak Na zdjęciu “skromny” wykaz konfliktów interesów Pana Profesora, znajdziecie w tej publikacji z 2022 r.: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/34863359/

Zdjęcie

Między innymi wynagrodzenia za konsultacje od producenta szczepionek mRNA Pfizera i granty/kontrakty od Gilead – producenta leków przeciwwirusowych, w tym na covid https://gilead.com/purpose/advancing-global-health/covid-19 A tu czytamy, że Pan Prof Flisiak dostał kasę za “konsultacje i wykłady od firm Moderna i Pfizer” (2023) https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/37766178/ Tak, to ten sam Prof Flisiak, który wbrew dostępnym danym naukowym uważał, że grypa zniknęła dzięki maseczkom https://twitter.com/PiotrWitczak_/status/1455854694446903296 To również ten sam Prof Flisiak, który oskarżył @a_niedzielski

@MZ_GOV_PL o zabójstwo tysięcy Polaków, bo zaniechali wprowadzenia paszportów covidowych https://twitter.com/PiotrWitczak_/status/1526167174901006336 Zupełnie przypadkiem i dla dobra nas wszystkich otrzymujący wynagrodzenie od Pfizera i Moderny Prof Flisiak lobbuje za paszportami covidowymi… W zespole jest również – dr hab. Jerzy Jaroszewicz, który w publikacji z 2023 raportuje wynagrodzenie za konsultacje i raporty dla Gilead, Moderny i Pfizera… https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/37766178/ I rzeczywiście chętnie wykłada na konferencjach pod patronatem Pfizera: https://termedia.pl/Konferencja-Skutki-Long-COVID-u-pacjentow-z-Intro,2016,25530.html

Zdjęcie

Dalej mamy Panią dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz, która jest pierwszym autorem badania z 2023, w którym co prawda zadeklarowała brak konfliktu interesów, ale badanie finansował Pfizer (zlecił wykonanie badania firmie P95)

Zdjęcie

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/37071404/https://p-95.com Pana Prof Parczewskiego chyba nie muszę przedstawiać, proponował godzinę policyjną dla niezaszczepionych: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/koronawirus-doradca-premiera-proponuje-godzine-policyjna-dla-niezaszczepionych/texgrkm Pan Profesor Parczewski był obecny na “International Workshop on COVID-19 Vaccines 2022 – December Edition” – wspieranej przez…nie zgadniecie kogo…Pfizera! https://academicmedicaleducation.com/meeting/international-workshop-covid-19-vaccines-2022-december-edition Kolejni na liście, tj. Prof Małgorzata Pawłowska (wynagrodzenia od AbbVie, Gilead, Merck i Roche), Prof Anna Piekarska (wynagrodzenia od AbbVie, Gilead, Merck, and Roche), prof. dr hab. Krzysztof Tomasiewicz (AbbVie, Alfa Wasserman, BMS, Gilead, Janssen, Merck, Roche, Merck), dr hab. Dorota Zarębska-Michaluk (AbbVie, Gilead, Merck) podpisali się pod apelem do premiera i prezydenta o podjęcie prac nad aktami prawnymi, które pozwolą na weryfikację szczepień pracowników oraz ograniczających dostęp niezaszczepionym do miejsc publicznych w zamkniętych przestrzeniach https://tvn24.pl/biznes/z-kraju/koronawirus-w-polsce-weryfikacja-szczepien-pracownikow-apel-do-premiera-i-prezydenta-specjalistow-chorob-zakaznych-st5506126 W zespole powołanym przez Panią Minister Leszczynę nie zabrakło również Pana prof. dr hab. Krzysztofa Pyrcia, który kieruje zespołem ViroGenetics Team, a ten stanowi część projektu europejskiej inicjatywy na rzecz walki z koronawirusem (CARE) finansowanej przez Pfizera i Fundację Billa i Melindy Gatesów https://twitter.com/PiotrWitczak_/status/1550011958878928897 Jest i Pan dr hab. Piotr Rzymski, który otrzymywał wynagrodzenie od Pfizera i Moderny https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/37766178/ Członkiem Zespołu jest również Pan prof. dr hab. Jacek Wysocki, który pobierał wynagrodzenie od Astra Zeneca, GSK, Moderny i Pfizera https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/37766178/ Prof. Flisiak, Wysocki, Pyrć, Rzymski świetnie współpracują od początku pandemii na rzecz promowania szczepionek przeciw covid i podpisali się pod tezami, na które nie było dowodów lub dowody były niewystarczające, np. “Szczepionki mRNA uważane są za bardzo bezpieczne ze względu na: brak możliwości modyfikowania DNA pacjenta, brak możliwości zaistnienia infekcji, szybką degradację mRNA ze szczepionki do nieszkodliwych składników i jego podobieństwo do mRNA naturalnie występującego w komórkach, oraz bardzo niewielką dawkę konieczną do wywołania efektu terapeutycznego” https://termedia.pl/pobierz/510199f9504e6518a4cd548f9ee2326a/ Obecnie wiemy, że byli w błędzie, a dokument przypominał bardziej ulotkę promocyjną szczepionek przeciw covid Ci sami Panowie Prof Rzymski, Flisiak, Pyrć i Wysocki wykazali się zatem niebywała hipokryzją publikując tę pracę, w której opowiadają się za bezwzględną cenzurą i twierdzą: “Fałszywe twierdzenia na temat szczepionek COVID-19 wygłaszane przez pracowników służby zdrowia, naukowców i pracowników akademickich nie powinny być dłużej tolerowane”

🤡

….i zadeklarowali brak konfliktu interesów https://mdpi.com/2076-393X/9/2/109

Uważam, że z takim Zespołem jesteśmy gotowi na kolejną “pandemię X”, którą już śmiało ogłosiły

@WHO @wef

——————-

·

37,7 tys. Wyświetlenia

Idiotyzmy poniżej poziomu głąba ze szkoły podstawowej, może “specjalnej”. Tutejsza feministra chce dziesięciokrotnego zmniejszenia emisji CO2 do 2040..

Szaleństwo klimatyczne minister Zielińskiej. „Politico” o szoku w Brukseli 

https://pch24.pl/szalenstwo-klimatyczne-minister-zielinskiej-politico-o-szoku-w-brukseli/


Europejskich polityków zszokowała nadgorliwa postawa polskiej sekretarz stanu z ministerstwa klimatu i środowiska.

W poniedziałek Urszula Zielińska zadeklarowała w Brukseli poparcie dla celu redukcji emisji dwutlenku węgla aż o 90 procent do 2040 roku. [Inaczej pisząc – DZIESIĘĆ RAZY MD ]

W lutym Komisja Europejska powinna ogłosić nowy cel redukcji emisji dwutlenku węgla na rok 2040. Większość państw nie chce radykalnych cięć ze względu na kryzys wysokich kosztów życia. Pogłębiłby się on dramatycznie wraz z przyjęciem bardziej „ambitnych” celów klimatycznych. Zmusiłoby to rządy do wprowadzenia kompleksowych regulacji ograniczających konstytucyjne wolności obywateli i w szybkim tempie likwidującej produkcję, a także konsumpcję przemysłową oraz rolną. Stąd europejskich polityków wdrażających politykę klimatyczną zszokowała postawa przedstawicielki polskiego rządu.

W KE trwają prace nad propozycją dotyczącą celu klimatycznego na rok 2040. Obecne prawo o klimacie zobowiązuje UE do redukcji emisji o 55 procent do 2030 roku i osiągnięcia tak zwanej neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla do 2050 r. Jednocześnie KE musi zaproponować w przyszłym miesiącu cel pośredni na 2040 r.

Europejska Naukowa Rada Doradcza ds. Zmian Klimatu, powstała na mocy rozporządzenia Europejskie prawo o klimacie latem zeszłego roku, wskazała, że cel zerowej emisji netto dwutlenku węgla nie będzie możliwy do osiągnięcia do 2050 r., jeśli o 10 lat wcześniej nie zredukuje się emisji aż o 90 – 95 procent.

Unijny komisarz ds. działań w dziedzinie klimatu Wopke Hoekstra zobowiązał się „bronić” celu 90-procentowej redukcji do 2040 roku, doskonale wiedząc, że będzie to wymagało narzucenia obywatelom drastycznej polityki. Jeszcze w październiku podczas przesłuchania w europarlamencie potwierdził, że Komisja Europejska będzie musiała „zbadać” radykalne rozwiązanie polityczne, zmuszając do „zmiany stylu życia, w tym zmiany diety”, jako sposobu na osiągnięcie tego celu.

Komisja musi przygotować wniosek ustawodawczy dotyczący ustalenia unijnego celu klimatycznego na rok 2040 w ciągu sześciu miesięcy od pierwszego globalnego podsumowania porozumienia ONZ w ramach porozumienia paryskiego. Podsumowanie to zakończono podczas grudniowego szczytu klimatycznego COP28 w Dubaju.

Państwa członkowskie UE już mają trudności z osiągnięciem celów na rok 2030. Mierzą się z potężnymi i gwałtownymi protestami, chociażby rolników. Ludzie odczuwają coraz większe koszty energii, które przekładają się na rosnącą inflację i kryzys wysokich kosztów życia.

Kontynuacja polityki klimatycznej, a zwłaszcza zwiększanie ambicji dramatycznie pogorszy stan finansów wielu milionów Europejczyków, doprowadzając najpewniej do licznych protestów.

Podczas grudniowego spotkania ministrów środowiska Komisja wyraziła niezadowolenie z przedstawionych dotychczas krajowych planów w zakresie klimatu i energii (NECP). Nie pozwolą one osiągnąć trzech głównych celów na koniec tej dekady, to jest: podwojenia udziału odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym UE do 42,5 procent, przy jednoczesnym obniżeniu całkowitego zużycia energii aż o 11,7 proc., dzięki czemu chciano doprowadzić do zmniejszenia emisji netto o 55 proc. w porównaniu z 1990 rokiem.

Kraje spóźniły się także z przedstawieniem swoich planów. Termin był wyznaczony na czerwiec ubiegłego roku, zaś do listopada plany przedstawiło 21 państw.

Po dokonaniu oceny spóźnionych planów przez Komisję, 21 grudnia ub. roku unijny organ wykonawczy ogłosił, że wszczyna postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przeciwko Austrii, Bułgarii i Polsce w związku z przekroczeniem prawnego terminu.

Bruksela naciska na zwiększenie ambicji klimatycznych. Do 30 czerwca br. państwa powinny przesłać do KE ostateczne plany w dziedzinie energii i klimatu, po uwzględnieniu zaleceń Komisji.

W związku z ustalaniem celu redukcji emisji do 2040 r. swoją deklaracją zaskoczyła minister Urszula Zielińska, świeżo mianowana sekretarz stanu w ministerstwie klimatu i środowiska. 15 stycznia zadeklarowała w Brukseli, że Warszawa od teraz będzie realizować ambitne działania klimatyczne.

 Przyjechałam tu z wiadomością, że Polska zwiększy wysiłki w walce ze zmianami klimatu. (…) Musimy wykonać naszą część zadania. Będę przekonywać do tego resztę członków rządu – oznajmiła. Dodała, że nasz kraj opowiada się za redukcją emisji aż o 90 procent do 2040 r. i „nowy rząd pod przewodnictwem Donalda Tuska nie będzie już blokować działań UE na rzecz klimatu”. Co więcej, wskazała, że trzeba przyspieszyć realizację celów klimatycznych i „reszta Europy może liczyć na to, że Polska zwiększy swoje wysiłki w tym zakresie”. Dodała, że „zobowiązania Europy są zobowiązaniami Polski”.

„Politico” przyznaje, że „Zielińska zaskoczyła apelem, aby UE mierzyła wysoko pomimo rosnącego sprzeciwu wobec zielonego prawodawstwa”. Przedstawicielka KO miała „naciskać na osiągnięcie celu zgodnego z radami doradców naukowych UE, którzy wzywali do cięć o co najmniej 90 procent”.

UE „absolutnie musi przyjąć ambitne cele i my musimy przyjąć cel redukcji emisji o 90 procent” – stwierdziła. Polityk Partii Zielonych, która dostała się do Sejmu z listy KO, tłumaczyła później, że Polska nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska w sprawie celu bloku na rok 2040.

Na razie jedynie Dania publicznie poparła cel redukcji emisji dwutlenku węgla o 90 procent. Inne stolice wstrzymują się z tak radykalnymi deklaracjami w związku z przewidzianymi na czerwiec tego roku wyborami do Parlamentu Europejskiego. W kilku krajach trwają protesty, głównie rolników.

Węgry, które od połowy roku będą sprawować prezydencję w UE, opowiadają się za mniej ambitnymi „zielonymi regulacjami”. Zamierzają nawet przenieść debatę w sprawie celu do 2040 na szczyty przywódców UE w Brukseli, gdzie decyzje podejmowane są w drodze konsensusu i węgierski przywódca będzie mógł zastosować prawo weta.

Jak na razie rządy części państw nie sfinalizowały jeszcze swojego stanowiska. Kwestia ta nawet jest bardzo drażliwa z politycznego punktu widzenia. Te kraje, które wyznaczyły sobie ambitne cele – jak sugeruje „Politico” – „nie poparłyby wyraźnie wysokiego celu”.

Za ambitniejszą polityką klimatyczną [tj. prowadzącą do KATASTROFY md] – poza Danią – opowiada się Austria. Niemcy nie zajęły jeszcze stanowiska, oznajmił Sven Giegold, sekretarz stanu w ministerstwie klimatu, który reprezentował Berlin podczas poniedziałkowych rozmów. Rząd niemiecki mierzący się z protestami rolników i maszynistów, a także szukający oszczędności budżetowych po decyzji trybunału o niegodności z prawem przekierowania pożyczek covidowych na tak zwaną zieloną politykę, jest podzielony w kluczowych kwestiach klimatycznych.

6 lutego powinna ukazać się oficjalna propozycja KE dotycząca polityki klimatycznej do roku 2040. Sugeruje się, że będzie ona zawierała opis trzech różnych scenariuszy. Jeden będzie zakładał 90-procentowy cel redukcji emisji do 2040 roku, jak zaleciła rada naukowa. Inny ma zakładać nawet ambitniejszy cel.

Wdrożenie “ambitnej” polityki klimatycznej będzie się wiązało z dramatyczną redukcją produkcji przemysłowej, rolnej i konsumpcji. Wiele towarów będzie musiało zniknąć z rynku. Jednocześnie nastąpi gwałtowny wzrost kosztów życia, co wyniknie z wysokiego opodatkowania, chociażby energii, paliw i żywności. Pojawi się też szereg dodatkowych wymogów i odgórnych regulacji dotyczących nowych standardów urządzeń, efektywności energetycznej, elektromobilności. Promowana będzie dieta robaczana, sztucznie produkowane mięso i weganizm. Ograniczona zostanie możliwość korzystania z samochodów itp.

Źródła: euronews.com, politico.eu AS

Matthias 16 styczeń 2024

Ciekawe jakie wykształcenie ma pani minister, pewnie jakaś politologia, socjologia “niepełnosprawnych” albo inna administracja genderyzmem ???

Feministra klimatu chce żeby loty samolotem były droższe. Dla dobra najuboższych. Lekcja neo-logiki.

Kotula z Nitrasem biorą się za sport. Feministra i skazaniec – o równouprawnieniu w boksie i zapasach ???

Kotula z Nitrasem biorą się za sport. „Bo kobiet na wysokich stanowiskach jest niewiele”

8.01.2024 Autor:Maciej Sołdan

Minister do spraw równości Katarzyna Kotula. Foto: PAP
Minister do spraw równości Katarzyna Kotula. Foto: PAP

We wtorek będę rozmawiała z ministrem sportu Sławomirem Nitrasem o działaniach antydyskryminacyjnych i przemocy w sporcie oraz o możliwych rozwiązaniach, które polski rząd może wprowadzić „na cito” – zapowiedziała ministra ds. równości Katarzyna Kotula.

„Spotykamy się we wtorek w sprawach antydyskryminacyjnych i przemocy w sporcie” – poinformowała lewaczka.

Jak podkreśliła, chodzi także o dyskryminację kobiet w związkach sportowych, „bo kobiet na wysokich stanowiskach jest niewiele – nie tylko w Polsce”.

„Próby zmian były w tej kwestii podejmowane m.in. we Francji czy w Stanach Zjednoczonych, a zmiany antydyskryminacyjne działy się przy sprawach dotyczących przemocy seksualnej” – twierdzi ministra do spraw nie wiadomo czego.

Ministrem Sportu w rządzie Tuska jest skazany prawomocnie za kłamstwo wyborcze aparatczyk PO ze Szczecina Słamowir Nitras.

======================================

mail:

A czy te kobiety, które obcięły sobie piersi i kazały przysztukować winidurowa rurkę – biegają z mężczyznami na 100 metrów, lub z nimi podnoszą ciężary?