W ostatnich podcastach omawiałem wyczerpywanie się zapasów kilku kategorii amerykańskich pocisków rakietowych i postanowiłem przedstawić Państwu najlepsze dostępne dane, aby pomóc w zrozumieniu ogromu problemu.
Poniższe tabele oparte są na najnowszych publicznie dostępnych analizach CSIS, Instytutu Payne’a i głównych mediów (stan na połowę 2026 roku) i przedstawiają aktualne (moim zdaniem zbyt optymistyczne) szacunki poziomu zapasów tych kluczowych systemów uzbrojenia w USA. Należy pamiętać, że rzeczywiste zapasy są tajne; są to szacunki oparte na wiedzy, pochodzące z dokumentów budżetowych Departamentu Obrony, rejestrów zamówień i wydatków zgłoszonych podczas operacji Epic Fury (wojny USA-Izrael z Iranem).
Rakiety obrony powietrznej:
System
Szacowany stan zapasów przedwojennych
Wydatki (wojna w Iranie)
Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)
Roczna produkcja
Koszt jednostkowy
PAC-3 Patriot (MSE + starsze warianty)
~3000–3500
>1200 zwolnionych
~1500–2000
600/rok (do 2030 r. wzrośnie do 2000)
~\$3,9 mln
THAAD
~500
198 zwolnionych w ciągu pierwszych 16 dni (~40%)
~300 — najbardziej krytycznie wyczerpane
~96/rok (rosnąco do 400)
15,5 mln dolarów
Antyradiacja / SEAD :
System
Szacowany stan zapasów przedwojennych
Wydatki (wojna w Iranie)
Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)
Roczna produkcja
Koszt jednostkowy
AGM-88 HARM
~1500–2000 (szacunkowo)
Nie jest to często poruszane
Nieznany
Ograniczony / malejący
~\$1M
AARGM-ER (następca HARM)
~100–200 (wczesna produkcja)
Nieznany
Nieznany
Rozkręcanie
~\$1,5 mln
Pociski uderzeniowe dalekiego zasięgu (odpalane z lądu i morza)
System
Szacowany stan zapasów przedwojennych
Wydatki (wojna w Iranie)
Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)
Roczna produkcja
Koszt jednostkowy
Tomahawk (TLAM)
~3000–4000
>1000 zwolnionych
~2000–3000
~90/rok (rosnąco do >1000)
~\$3,5 mln
JASSM-ER
~2500–3000
~1100 zwolnionych
~1400–1900
~500–600/rok
~\$1,1 mln
PrSM
~200–300 (nowy system, dostawy rozpoczęte w 2023 r.)
~320 w połączeniu z ATACMS; podobno „cały zapas” został wyczerpany
Krytycznie niski / wyczerpany
~390/rok (rosnąco)
~\2 mln dolarów
ATACMS (starsza wersja)
Pozostało ~800
Znaczna część wykorzystana
~400–500
Nie jest już dostępny
Nie dotyczy
Nie chodzi tu tylko o liczbę pocisków, którymi dysponuje obecnie US CENTCOM (tj. amerykańskie dowództwo wojskowe odpowiedzialne za wojnę z Iranem), ale o całkowitą liczbę pocisków dostępnych dla wszystkich dowództw wojskowych USA.
Jeśli te pociski zostaną równo rozdzielone pomiędzy dwa pozostałe kluczowe dowództwa – tj. EUCOM (Dowództwo Europejskie) i PACOM (Dowództwo Pacyficzne) – zaczynamy rozumieć powagę tego deficytu.
Weźmy przykład pocisku Tomahawk. Załóżmy, że zostało ich 3000 (uważam, że to dość hojne przeszacowanie), a pozostała liczba jest równo podzielona między CENTCOM, EUCOM i PACOM… To oznacza, że każde dowództwo otrzymuje 1000. Czy ktoś chce twierdzić, że w przypadku ostrej wojny z Rosją lub Chinami, EUCOM i PACOM byłyby w stanie prowadzić działania bojowe dłużej niż cztery tygodnie?
Cholera, CENTCOM wystrzelił 850 pocisków w ciągu pierwszych czterech tygodni operacji EPIC FURY.
Oto kolejny poważny problem: wszystkie osiem systemów rakietowych opiera się na pierwiastkach ziem rzadkich – nie ma wyjątków wśród nowoczesnej amerykańskiej broni precyzyjnego naprowadzania. Zależność ta jest niemal powszechna, ponieważ magnesy trwałe z pierwiastków ziem rzadkich są niezastąpione w wysokowydajnych siłownikach, silnikach naprowadzających i układach zawieszenia głowic, które zapewniają celność tej broni. A kto kontroluje łańcuch dostaw tych pierwiastków ziem rzadkich? Chiny!
Przyjrzyj się poniższej tabeli… Szacunkowa zawartość pierwiastków ziem rzadkich w poszczególnych klasach pocisków :
System rakietowy
Całkowita zawartość pierwiastków ziem rzadkich
Pierwotne pierwiastki ziem rzadkich używane
Kluczowe aplikacje
Tomahawk (BGM-109)
~1–3 kg
Nd, Pr, Dy, Tb, Sm, Co
Siłowniki płetw, silniki naprowadzające, radary samonaprowadzające
PAC-3 Patriot (MSE)
~2–5 kg
Nd, Pr, Dy, Tb, Sm, Co
Siłowniki płetw, silniki radarowe, systemy naprowadzania
Przechwytywacz THAAD
~3–6 kg
Nd, Pr, Dy, Tb, Sm, Co
Wyłącz siłowniki pojazdu, gimbale poszukiwawcze, silniki odrzutowe
ATACMS
~1–3 kg
Nd, Pr, Dy, Tb
Siłowniki płetw, silniki naprowadzające
PrSM
~1–3 kg
Nd, Pr, Dy, Tb
Siłowniki płetw, silniki naprowadzające
JASSM-ER
~1–2 kg
Nd, Pr, Dy, Tb, Sm
Siłowniki płetw, stabilizacja głowicy
AGM-88 HARM
~0,5–1,5 kg
Nd, Pr, Dy, Tb
Silniki gimbala Seeker, siłowniki płetw
AARGM-ER
~0,5–1,5 kg
Nd, Pr, Dy, Tb
Silniki gimbala Seeker, siłowniki płetw
Łańcuch dostaw nie dotyczy tylko górnictwa — obejmuje również przetwarzanie, separację i produkcję magnesów , które kontrolują Chiny:
Górnictwo : Chiny ~60% światowej produkcji tlenków metali ziem rzadkich
Rafinacja/Separacja : Chiny ~91%
Produkcja spiekanych magnesów NdFeB : Chiny **~94%**
Analiza Royal United Services Institute (znanego również jako RUSI) wskazuje, że:
Szeroko zakrojona działalność produkcyjna magnesów w Chinach nie tylko zapewnia znaczne oszczędności wynikające ze skali, ale jest również wspierana przez dużą sieć dostawców sprzętu, którzy stanowią podstawę procesu produkcji magnesów.
Tego ekosystemu – pieców przemysłowych, szlifierek, pras i wiedzy technicznej – nie da się szybko odtworzyć. Warto również zauważyć, że kobalt jest tu wyjątkiem – nie jest pierwiastkiem ziem rzadkich, ale jest niezbędny do produkcji magnesów samarowo-kobaltowych (SmCo) stosowanych w radarach rakietowych i siłownikach wysokotemperaturowych. Wydobycie koncentruje się w Demokratycznej Republice Konga, ale Chiny dominują w rafinacji.
Im dłużej Donald Trump kontynuuje wojnę z Iranem, tym większe szkody wyrządza potencjałowi armii USA. Pomyślcie o tym.
Pepe i ja przedstawiamy najnowsze informacje na temat dynamiki dyplomatycznej stojącej za wojną w Iranie:
Nima i ja omawiamy plany Iranu dotyczące wyparcia USA z Zatoki Perskiej:
Mario zapytał mnie o obietnicę Donalda Trumpa, że „sprowadzi piekło” na Iran:
Sulaiman Ahmed również był zafascynowany planami USA dotyczącymi rozszerzenia wojny z Iranem:
Matthew Ehret gościł mnie i legendarnego dziennikarza Martina Sieffa w świetnej dyskusji na temat wojny z Iranem:
Jeszcze kilka tygodni temu mówiło się o „celowych atakach odwetowych” lub „ograniczonych działaniach militarnych”.
Teraz nawet „ Washington Post” pisze w zupełnie innym tonie.
Gazeta otwarcie stwierdza, że USA i Iran „krok po kroku cofają się w kierunku wojny na pełną skalę ”. Inny nagłówek głosi, że USA „są na skraju powrotu do wojny na pełną skalę z Iranem ”. ( The Washington Post )
To niezwykłe. Bo kiedy czołowy amerykański portal medialny zaczyna mówić o „wojnie totalnej ”, zmienia się percepcja opinii publicznej. To, co wcześniej przedstawiano jako konflikt ograniczony, teraz jawi się jako potencjalna wojna obejmująca cały region.
Sama gazeta podaje powód: Każda nowa fala ataków, każdy kontratak i każdy zabity żołnierz przekraczają kolejne „czerwone linie”. Zawieszenie broni praktycznie zawiodło, walki eskalują, a powrót do wojny na pełną skalę wydaje się coraz bardziej prawdopodobny. ( The Washington Post )
Jednocześnie kilka głównych amerykańskich mediów codziennie donosi o nowych nalotach, kolejnych ofiarach wśród żołnierzy amerykańskich i rozszerzeniu działań wojennych na Jordanię, Kuwejt, Bahrajn i Cieśninę Ormuz. Nawet w rządzie USA otwarcie przyznaje się, że operacja ta przeradza się w długotrwały konflikt zbrojny.
Ten rozwój sytuacji pokazuje przede wszystkim jedno: zmienia się dyskurs publiczny. W głównych zachodnich mediach pojawiają się terminy takie jak „powrót do wojny na pełną skalę” czy „wojna totalna” . Nie można na tej podstawie stwierdzić, czy odzwierciedla to rzeczywiste oczekiwania militarne, ocenę dziennikarską, czy też przygotowania polityczne opinii publicznej. Jedno jest jednak pewne: możliwość wybuchu znacznie większej wojny jest teraz otwarcie dyskutowana – i nie jest już marginalizowana.
Jak zwykle, plotki głoszą, że liczba ofiar jest znacznie wyższa, niż przyznają Stany Zjednoczone, zwłaszcza biorąc pod uwagę wstępne doniesienia o „zaginionych żołnierzach”, wciąż uwięzionych pod gruzami. Były pilot sił powietrznych USA opublikował następującą wiadomość:
Dalsze raporty wskazują na zniszczenie dużej liczby amerykańskich samolotów, od śmigłowców Blackhawk po potencjalnie F-15 i bezzałogowe platformy dronów:
Jedną z najgłośniejszych historii dotyczących ataku jest twierdzenie amerykańskich urzędników, że Rosja i Chiny odegrały kluczową rolę w dostarczaniu Iranowi wysokiej jakości celów do ataków na wrażliwe miejsca. Niektórzy twierdzą (patrz poniżej), że Rosja w ostatnich tygodniach kontynuowała dostawy znacznych ilości materiałów do Iranu:
Kongresmen USA Riley Moore był zszokowany „precyzją”, z jaką Iran był w stanie zaatakować amerykańskie obiekty, zwłaszcza w Jordanii, i doszedł do wniosku, że Rosja i Chiny muszą pomagać:Nie można załadować wideo.
Precyzję tę potwierdza fakt, że irańskie rakiety trafiły dokładnie w rejon stacjonowania wojsk w bazie lotniczej Muwaffaq al Salti w Jordanii.
Oto nagranie z ataku – widać irańskie rakiety beztrosko przelatujące obok amerykańskich myśliwców Patriot. Druga część, w 0:15, pokazuje nagranie z wnętrza bazy nagrane przez amerykańskich żołnierzy, którzy zostali trafieni:Nie można załadować wideo.
Druga ważna część historii kręci się wokół faktu, że wojska i zasoby USA są coraz bardziej wypychane z regionu, coraz głębiej w głąb. To nie tylko osłabia możliwości USA w zakresie ataków na Iran, ale także stopniowo koncentruje wojska amerykańskie w newralgicznych obszarach, takich jak baza jordańska, co pozwala Iranowi na ich eliminację.
Jeden z rosyjskich analityków zauważa, że w miarę jak inni sojusznicy Zatoki Perskiej ograniczają działalność USA, Stany Zjednoczone są zmuszone zajmować coraz bardziej niepewne pozycje:
DLACZEGO IRAN SKUPIA SIĘ TERAZ NA JORDANII
Wraz z eskalacją wojny Waszyngton wycofał siły z Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru – krajów bardziej narażonych i politycznie kruchych – i skoncentrował je w Jordanii. Podczas gdy inni sojusznicy z Zatoki Perskiej ograniczali prawa USA do bazowania i przelotów, Jordania po cichu stała się główną platformą amerykańskich operacji powietrznych nad Syrią, Irakiem i całym regionem.
Właśnie dlatego Iran zwrócił się ku niej. Kiedy wróg konsoliduje się w jednym miejscu, to miejsce staje się celem. Atak na bazy w Azraq i King Faisal nie dotyczy pojedynczego lotniska – to próba sprawienia, by goszczenie sił amerykańskich kosztowało więcej, niż jest warte, i zdestabilizowania ostatniej platformy, którą Waszyngton uważał za bezpieczną.
Tempo mówi wszystko: cztery ataki w ciągu pięciu dni, dziesiątki rannych żołnierzy amerykańskich i znaczna liczba uszkodzonych amerykańskich śmigłowców Blackhawk, jak donosi NYT. Iran nie tylko sygnalizuje zamiary – pokazuje również, że nadal posiada znaczne zapasy rakiet i może teraz dotrzeć do miejsca, które Stany Zjednoczone uważały za bezpieczne.
Jordania, w której znajdują się główne amerykańskie bazy lotnicze, zyskała na znaczeniu w okresie poprzedzającym wojnę i na jej początku,gdy Pentagon przerzucił część wojsk z Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru do stosunkowo bezpieczniejszych lokalizacji w Jordanii i Izraelu.Rola tego kraju w operacjach USA tylko wzrosła, ponieważ inni sojusznicy USA w regionie ograniczyli możliwość stacjonowania wojsk i lotów nad ich terytoriami przez Waszyngton,poinformowali przedstawiciele władz USA.
Jak widać, Iran zmusza USA do odwrotu, niszcząc bazy regionalne położone najbliżej samego Iranu. Teraz niektórzy irańscy politycy sugerują nawet, że Iran mógłby przeprowadzić własną ofensywę lądową, aby zająć bazy amerykańskie w sąsiednim Kuwejcie.
Można przypuszczać, że tymi dwiema bazami będą Camp Buehring w północnym Kuwejcie, około 100 km od granicy z Iranem, a być może także Camp Arifjan lub baza lotnicza Ali Al Salem.
Były irański minister spraw zagranicznych Manouchehr Mottaki powiedział również irańskim mediom:
„Moja propozycja jest taka, żebyśmy przeprowadzili atak lądowy na jedną z amerykańskich baz w regionie, pojmali 100 Amerykanów i odwieźli ich do Iranu”.
Nie można załadować wideo.
Najprawdopodobniej to tylko irańska taktyka psychologiczna, mająca na celu zaserwowanie USA własnej „strategicznej niejednoznaczności” i skłonienie ich do zastanowienia się dwa razy przed podjęciem jakiejkolwiek operacji lądowej. Ale biorąc pod uwagę to, co widzimy, wypychając USA z regionalnych baz, kto wie, co może się wydarzyć?
Być może jeśli Trump będzie przeciągał tę wojnę wystarczająco długo, Iran rozproszy amerykańskie aktywa do takiego stopnia, że taki transgraniczny atak na Kuwejt będzie mógł być realny jako ostateczny, upokarzający cios. Trudno odgadnąć intencje kraju, którego całe przywództwo zostało „odnowione” przez wojnę.
Takie nowe kierownictwo mogłoby całkowicie odrzucić dotychczasowe kalkulacje. Na przykład, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu zaproponował niedawno, aby Iran mógł nawet odwrócić swoją doktrynę nuklearną poprzez wycofanie się z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który zabrania Iranowi nabywania broni jądrowej:
Ebrahim Rezaei, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu,powiedział, że Iran może rozważyć wycofanie się z Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), zmianę doktryny nuklearneji zamknięcie cieśniny Bab al-Mandab, a także cieśniny Ormuz, jeśli Stany Zjednoczone przeprowadzą kolejny atak na ten kraj.
Teraz Iran z dumą demonstruje swoją zdolność do odbudowy po amerykańskich atakach. W sieciach pojawiło się mnóstwo filmów pokazujących Iran odbudowujący mosty i tunele, które zostały uszkodzone w wyniku amerykańskich ataków w ciągu ostatniego tygodnia.
Za pośrednictwem tłumaczenia dubbingowego AI: Nie można załadować wideo.
Tunel, o którym mowa w pierwszym powyższym nagraniu wideo, znajduje się podobno na współrzędnych geograficznych 27.5829, 56.2498 , co umiejscowiłoby go tutaj w odniesieniu do Bandar Abbas:
Ostatnio rozmawialiśmy o planie USA, mającym na celu potencjalne odcięcie Bandar Abbas od sąsiednich regionów. Teraz widzimy, że Irańczycy odblokowali już wiele tuneli i naprawiają również mosty.
Należy również zauważyć, że prawdopodobnym wektorem potencjalnego planu „operacji lądowej” dla USA nie byłoby zajęcie samego Bandar Abbas, lecz raczej odcięcie Bandar Abbas w celu odizolowania pobliskiej wyspy Keshm. Keshm jest prawdopodobnie w całości zaopatrywane przez region Bandar Abbas, a zatem odcięcie tego regionu od dostaw z zewnątrz odizolowałoby Keshm, czyniąc go podatnym na ataki.
Wiemy, że Keszm, podobnie jak Charg, jest rozważany przez USA pod kątem jakiejś operacji desantowej. Wyspa Keszm byłaby kluczowa ze względu na swoje strategiczne położenie w samym sercu Cieśniny Ormuz, co teoretycznie pozwoliłoby USA kontrolować cieśninę:
Trump pozostaje niezrażony stratami własnych żołnierzy, określając to wydarzenie po prostu jako „smutne”. Stany Zjednoczone rozpoczynają nową rundę ataków, które eskalowały, uderzając w bardziej krytyczną infrastrukturę Iranu: zeszłej nocy Stany Zjednoczone zaatakowały irańską elektrownię jądrową w Darkhovin , która według MAEA nie zawiera jeszcze żadnych materiałów jądrowych.
Iran ponownie odpowiedział w podobny sposób, niszcząc kluczowy kuwejcki zakład naftowy i „zakład destylacji wody”:
W tym momencie Trump ma mniej planu niż kiedykolwiek wcześniej. Jest teraz uwięziony w klasycznym zugzwangu, który sam stworzył, i musi kontynuować bezcelowe bombardowania, aby zachować swój narcystyczny wizerunek, ponieważ porażka z Iranem zmiażdżyłaby jego ego. Jesteśmy świadkami, jak Irańczycy w krótkim czasie odbudowują wszystko, co zostało zniszczone, jednocześnie nadal uszczuplając amerykańskie aktywa i potencjał w regionie – podobno dziś rano zestrzelono czwarty w ciągu ostatnich kilku dni bezzałogowy samolot bojowy MQ-9 Reaper.
Konflikt przerodził się nie tylko w globalną farsę, ale wręcz w oczywistą osobistą zemstę dla chwiejnego Trumpa, który przelewa resztki świętej krwi i skarbów swojego kraju w szaleńczym pościgu za wiatrakami, który skazał cały jego naród na zagładę. Możemy tylko siedzieć i patrzeć, jak daleko posunie się w tej fanatycznej wyprawie, mając nadzieję, że Sancho sprowadzi go z powrotem na ziemię.
W ciągu ostatnich 24 godzin charakter wojny wyraźnie się zmienił. Nie jest to już przede wszystkim wojna przeciwko pozycjom wojskowym, ale coraz bardziej wojna przeciwko infrastrukturze, od której zależą zwykli ludzie. Każdy, kto chce zrozumieć, dokąd zmierza ten konflikt, powinien zacząć właśnie od tego szczegółu.
Mosty, tunele, zakłady odsalania wody
Potwierdzono uszkodzenie co najmniej czterech mostów, w tym kluczowego połączenia między Bandar Abbas a Szyrazem, którego zniszczenia mówią same za siebie na dostępnych nagraniach. Jednocześnie Amerykanie zaatakowali oba wyjścia z głównego tunelu w pobliżu Bandar Abbas – najwyraźniej w celu odizolowania miasta jako bazy morskiej w południowym Iranie. Według nagrania strona irańska rozpoczęła już naprawę tunelu.
Inne cele obejmowały bazę rakietową Imam Ali na zachodzie kraju, wieżę kontroli żeglugi w porcie Czabahar (Szahid Kalantari Port) nad Zatoką Omańską, której zniszczone pozostałości zostały publicznie wystawione przez amerykańskiego Sekretarza Obrony, zakład odsalania wody morskiej w południowym Iranie oraz eksplozje w Buszehr, Darabie i okolicach Bandar Abbas. (Wyspa Larak, wspomniana w niektórych raportach w tym miejscu, pojawia się w innych dostępnych raportach agencji – jako punkt ostrzegawczy w transmisji radiowej Marynarki Wojennej USA do okrętów, a nie jako lokalizacja tej wieży).
W tym miejscu kryje się rozbieżność, którą należy wyjaśnić, ponieważ wiele mówi ona o naturze tej fazy wojny: Zdecydowana większość wspomnianych celów to infrastruktura cywilna – mosty i tunele użytkowane przez zwykłych ludzi, a nie instalacje wojskowe. Według jednej z relacji, w pojazdach uderzonych w mosty znajdowały się zwykłe rodziny, w tym kierowca ciężarówki i rodzice jadący do szpitala w sąsiednim mieście. Wyraźnie przedstawiam tę relację jako twierdzenie jednej ze stron konfliktu – nie zostało ono niezależnie zweryfikowane. Niezależne potwierdzenie dotyczy jednak samego faktu, że ataki dotyczą mostów i tuneli.
Kto mógłby wywierać wpływ na Waszyngton?
Odpowiedź jest wąsko zdefiniowana: mediatorami nie są państwa trzecie, ale właśnie te reżimy, w których znajdują się amerykańskie bazy. Gdyby wspólnie zadeklarowały swoją ciągłą niechęć do udziału, kontynuacja obecnej kampanii byłaby dla Waszyngtonu praktycznie niemożliwa. Takiej zbiorowej odmowy jeszcze nie zaobserwowano; pakistańskie wysiłki mediacyjne ograniczają się zasadniczo do przekazywania informacji.
W odpowiedzi Iran zaczął atakować zakłady odsalania wody i elektrownie w Kuwejcie. Według Ministerstwa Energii Kuwejtu, uszkodzeniu uległy zarówno zakład odsalania wody, jak i elektrownia. Logika tego jest dwojaka: po pierwsze, Kuwejt, według dostępnych szacunków, zapewnia największe wsparcie dla kampanii amerykańskiej i utrzymuje siły powiązane z potencjalną inwazją lądową. Po drugie, jest to lustrzane odbicie ataków na porównywalne cele cywilne w Iranie – szpitale, w tym szpitale dziecięce, zakłady odsalania wody, mosty i tunele.
Według dostępnych informacji w ciągu najbliższych dwóch, trzech dni spodziewane są poważniejsze ciosy zarówno dla sił amerykańskich, jak i reżimów, które je goszczą.
Dokładność wzrasta – i jest na to techniczne wytłumaczenie.
Iran naprowadzał swoje pociski w poprzedniej dwunastodniowej wojnie za pomocą GPS – systemu kontrolowanego przez Amerykanów, który technicznie jest zdolny do fałszowania współrzędnych. W rezultacie niektóre ataki chybiły celu. Istnieje historyczna analogia: w 1993 roku Stany Zjednoczone zignorowały sygnał GPS chińskiego statku, który podejrzewano – jak się później okazało, niesłusznie – o transport broni chemicznej. Następnie Chiny opracowały własny system nawigacji satelitarnej, który według dostępnych szacunków jest obecnie w trzeciej generacji i przewyższa GPS pod względem możliwości. Iran najwyraźniej przeszedł na ten system 28 lutego – może to tłumaczyć znaczny wzrost dokładności ostatnich ataków.
Geografia jako siła sama w sobie
Stare powiedzenie głosi, że wojna to sposób, w jaki los uczy Amerykanów geografii. Ta lekcja dotyczy nie tylko mapy, ale także inwentaryzacji obozów.
Wzdłuż irańskiego wybrzeża, rozciągającego się na odcinku około 320 kilometrów od Kisz do Sirik, znajduje się około 1000 wyrzutni rakietowych – strona amerykańska po prostu nie jest w stanie ich wszystkich unieszkodliwić.
Iran natomiast zadowala się znacznie mniej inwazyjnym zadaniem metodycznego unieszkodliwienia około dziewięciu celów wojskowych: baz w Kuwejcie, Bahrajnie, Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz obu baz lotniczych w Jordanii, poprzez selektywne niszczenie magazynów, hangarów i składów sprzętu. Wymowny przykład: dron rozpoznawczy stacjonujący w Jordanii, wart około ćwierć miliarda dolarów, musiał zostać pospiesznie przeniesiony na Cypr lub do Włoch, ponieważ pozostanie w pierwotnej lokalizacji stało się zbyt ryzykowne.
Jeśli Iran ukończy te prace, amerykańska obecność wojskowa w Zatoce Perskiej przestanie istnieć w obecnej formie – a Waszyngton nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko uciec się do baz w samym Izraelu, co z kolei uczyniłoby terytorium Izraela kolejnym prawdopodobnym celem. Jeśli Stany Zjednoczone będą kontynuować ataki, cały świat odczuje konsekwencje gospodarcze – nie tylko region, ponieważ dotyczy to globalnego, a nie lokalnego rynku energii – zgodnie z ostrzeżeniem wydanym jeszcze przed obecną eskalacją.
Ekspansja do irackiego Kurdystanu, Jordanii, Kuwejtu i Omanu
W nocy Iran przypuścił zmasowany atak na cele w irackim Kurdystanie; góry dosłownie stanęły w płomieniach, a wtórne detonacje wskazują na trafienie w składy amunicji. Doradca wojskowy Najwyższego Przywódcy oświadczył w wywiadzie dla telewizji państwowej, że kraj wkracza w nową fazę i rozpocznie znacznie intensywniejsze ataki; spodziewano się eskalacji na Morzu Czerwonym, a także wzmożonej aktywności irackich sił oporu, które – według tej oceny – miały lepszy dostęp do zasobów niż Hezbollah, którego linie zaopatrzeniowe były blokowane przez proamerykańskie struktury w Syrii.
Nad Jordanią wykryto co najmniej osiem lub dziewięć pocisków, a także zgłoszono pożary; pojawiły się również doniesienia o płonących obiektach w bazach wojskowych w Kuwejcie. Oman, który wcześniej starał się zachować neutralność, również znalazł się na liście celów, ponieważ pod presją zgodził się na żądania Amerykanów – Iran nie chce robić wyjątków, nawet jeśli decyzja została podjęta pod przymusem. Według lokalnych źródeł, baza w Bahrajnie jest uważana za wyjątkowo dużą; znaczna część ataków wydaje się być wymierzona w technologie i sprzęt, które byłyby potrzebne do potencjalnej operacji lądowej.
Oświadczenie, najwyraźniej pochodzące od sił irańskich, oskarża Waszyngton o ucieczkę z pola bitwy zamiast przyznania się do porażki i ukrywanie tego poprzez ataki na szpitale, mosty, linie kolejowe, lotniska, porty i węzły komunikacyjne. Ponieważ żadna instytucja międzynarodowa nie jest w stanie powstrzymać takich działań, oświadczenie powołuje się na koraniczną normę proporcjonalnego odwetu. Nawiązuje to do poprzedniej 40-dniowej wojny: wówczas katarskie złoże gazu Północ/Południe Pars było jednym z pierwszych celów infrastrukturalnych, a irański kontratak na Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt był tak druzgocący, że Trump publicznie oświadczył, że nie będzie się powtarzał. Iran wydaje się teraz powielać właśnie tę strategię odstraszania.
Dlaczego nie bezpośrednio Izrael?
Krążą dwa wyjaśnienia. Po pierwsze, obecny konflikt to przede wszystkim walka o kontrolę nad Cieśniną Ormuz, a cała koalicja przeciwko Iranowi jest zbudowana wokół Izraela – zwycięstwo Iranu w cieśninie byłoby już strategiczną porażką samego Izraela. Po drugie, lepiej byłoby, gdyby sam Netanjahu wykonał pierwszy krok, ponieważ byłoby to dla niego kosztowne przed nadchodzącymi wyborami, podczas gdy atak ze strony Iranu mógłby, przeciwnie, zapewnić mu poparcie polityczne w kraju.
Jednocześnie pojawiły się doniesienia, że Izrael tworzy nową bazę wojskową w południowym Libanie, w wiosce zniszczonej specjalnie w tym celu – kalkulacja ta sztucznie rozkłada ciężar na dwa fronty, podczas gdy USA prowadzą wojnę bezpośrednio z Iranem. Jednak takie manewry taktyczne nie negują kluczowego faktu strategicznego: kontrola nad cieśniną i postępy programu nuklearnego pozostają w rękach Iranu, niezależnie od tego, co dzieje się na peryferiach.
Stan amerykańskich arsenałów
Na szczególną uwagę zasługuje jeden szczegół. Platforma HIMARS może wykorzystywać trzy rodzaje amunicji: kierowane rakiety wieloprowadnicowe o zasięgu około 20 mil – bezużyteczne przeciwko celom w Iranie; pociski ATACMS o zasięgu około 180 mil – również niewystarczające; oraz niezwykle celny pocisk rakietowy PrSM o zasięgu około 300 mil, który w rzeczywistości byłby wystarczający. Według dostępnych informacji wyprodukowano zaledwie 56 sztuk. Przy zużyciu ośmiu jednostek dziennie, ten zapas teoretycznie wystarczyłby na tydzień.
Rozmieszczone są również pociski Tomahawk, pociski manewrujące JASSM i pociski przeciwradarowe HARM, ale ich zapasy również maleją – globalny arsenał pocisków Tomahawk szacuje się na około 2500 jednostek, przy czym dowództwa regionu Indo-Pacyfiku i Europy korzystają z tej samej puli. Ponieważ magnesy w systemach naprowadzania tych pocisków wykonane są z metali ziem rzadkich kontrolowanych przez Chiny, strat nie da się szybko uzupełnić. Co istotne, słowo „miny” nie pada w żadnym z publicznych oświadczeń – mimo to Iran może w każdej chwili znacznie zmniejszyć rozmiar cieśniny i wstrzymać żeglugę do czasu spełnienia swoich żądań.
Dane o ruchu mówią same za siebie: wczoraj przepłynęło osiem statków, a dzień wcześniej piętnaście – wyłącznie szlakiem północno-irańskim, podczas gdy w południowej części cieśniny nic się nie dzieje. Armatorzy i ubezpieczyciele dawno już zdecydowali, czyja kontrola jest bardziej niezawodna. Pouczające jest tutaj doświadczenie bombardowania Jugosławii: wówczas również dla każdej kampanii infrastrukturalnej znajdowano objazdy – samo zniszczenie mostów raczej nie przezwycięży realiów geograficznych.
Projekt Wolność
Oficjalne stanowisko USA nosi nazwę „Projekt Wolność” – ten sam plan, który próbowano wprowadzić 4 maja, początkowo planowany na dwa tygodnie, ale wstrzymany po 36 godzinach, gdy Arabia Saudyjska odmówiła udostępnienia przestrzeni powietrznej i baz. Cel: unieszkodliwienie wszystkiego, co pozwala Iranowi blokować żeglugę – pocisków rakietowych, dronów, motorówek, systemów dowodzenia, czujników, radarów, logistyki – a jednocześnie osłabienie zdolności Iranu do odwetu na państwach Zatoki Perskiej, bazach USA i Izraelu. Logika: ponieważ Iran nie posiada broni jądrowej, cieśnina jest jego najważniejszym strategicznym atutem i musi zostać mu trwale odebrana.
Zastrzeżenie jest oczywiste: jedyną prawdziwie zwycięską wojną prowadzoną przez Stany Zjednoczone od 1945 roku była pierwsza wojna w Zatoce Perskiej. Rzeczywistość geograficzną można było zasadniczo zmienić tylko na dwa sposoby – wysyłając dwa do trzech milionów żołnierzy, co spowodowałoby straty od 200 000 do 300 000 istnień ludzkich i kosztowałoby od dwóch do trzech bilionów dolarów w ciągu dekady, albo mianując gubernatora takiego jak szach. Obie opcje są dziś równie nieosiągalne. Właśnie o to chodzi w stwierdzeniu, że geografia ma swoją własną moc – a w tym przypadku ta moc jest po stronie Iranu.
Wewnętrzne rozłamy polityczne w USA
Kilka dużych stacji telewizyjnych podobno odmówiło emisji jednego z ostatnich przemówień Trumpa, podczas gdy inne potraktowały je z jawnym sceptycyzmem. Około 100 głosów w Kongresie – większość nie została osiągnięta, ale sam fakt jest wymowny – padło przeciwko kolejnemu pakietowi pomocy wojskowej dla Izraela. Na horyzoncie pojawia się również bardzo realny problem: niedobór oleju napędowego, który według szacunków stanie się krytyczny w ciągu 30 do 45 dni – właśnie wśród kierowców ciężarówek dalekobieżnych i innych konsumentów oleju napędowego, z których znaczna część głosowała na obecną administrację.
Nawet gdyby cieśnina została otwarta dzisiaj, przywrócenie normalnego przepływu ropy i paliwa zajęłoby od dwóch do trzech miesięcy, co uniemożliwia realny powrót do normalnych dostaw przed listopadem.
Arabia Saudyjska, Turcja, Azerbejdżan
Arabia Saudyjska jest jedynym państwem Zatoki Perskiej, którego Iran jeszcze nie zaatakował. Decyzja o ataku na Hutich wydaje się być błędem strategicznym: Rijad sprowokował w ten sposób kontratak na co najmniej jedno, a może dwa lotniska, a także zagroził portowi w Janbu. Szef pakistańskiego Sztabu Generalnego podobno skontaktował się bezpośrednio z saudyjskimi władzami i wezwał do wycofania wojsk, które następnie nastąpiło. W tym kontekście Rada Współpracy Zatoki Perskiej wydaje się dość ironiczna – niewiele wskazuje na jedność między Arabią Saudyjską, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Katarem. Pakistan najwyraźniej próbuje zbudować szerszy panislamski sojusz z Egiptem, Turcją, Arabią Saudyjską, a nawet samym Iranem przeciwko polityce Izraela w regionie – jak dotąd to raczej plan niż rzeczywistość.
Zaleca się ostrożne podejście do Azerbejdżanu i Turcji, ponieważ są to oceny z jednej strony konfliktu: nastroje społeczne w Azerbejdżanie są uważane za proirańskie, podczas gdy Baku kontynuuje relacje biznesowe z Izraelem i dostawy ropy naftowej. Przypisuje się tureckim władzom, że wyświadczyły Izraelowi prawdopodobnie największą przysługę, destabilizując Syrię. Żadne z państw nie jest obecnie oskarżane o bezpośrednie wsparcie militarne ataków na terytorium Iranu.
Wniosek
Ataki na mosty, tunele i zakłady odsalania wody po obu stronach oznaczają przejście do fazy, w której coraz częściej atakowana jest infrastruktura cywilna, a nie wojskowa – jakościowo inny etap niż zaledwie tydzień temu.
Obraz strukturalny pozostaje ten sam: po stronie amerykańskiej zapasy amunicji precyzyjnej, których nie da się uzupełnić w krótkim czasie, maleją, a w regionie tracone są kolejne przyczółki. Po stronie irańskiej stawką jest kontrola nad geografią cieśniny – kontrola, której nie da się podważyć samymi bombardowaniami bez pełnej obecności lądowej, na którą strona amerykańska nie ma ani sił, ani gotowości. To, czy któraś ze stron jest gotowa zaoferować coś więcej niż kolejny cykl ataków i deklaracji, okaże się w nadchodzących tygodniach.
Jak dotąd nie ma na to żadnych oznak z żadnej strony.
W obszernej rozmowie z komentatorem politycznym Dannym Haiphongiem, brazylijski dziennikarz i ekspert geopolityki Pepe Escobar analizuje niedawną eskalację wojny z Iranem. Koncentruje się na atakach na most króla Fahda między Bahrajnem a Arabią Saudyjską, irańskich atakach na infrastrukturę energetyczną i portową w Zatoce Perskiej, tajemniczym zdarzeniu awaryjnym z udziałem myśliwca F-35 oraz rosnącym zagrożeniu, że Jemen i cieśnina Bab al-Mandab zostaną w pełni wciągnięte w konflikt.
Escobar postrzega wojnę jako coś więcej niż konflikt regionalny: dla niego atak jest również skierowany przeciwko integracji gospodarczej Eurazji, Chinom, Rosji i krajom BRICS, a także przeciwko stopniowemu upadkowi systemu petrodolara.
„Most po moście”: Iran odpowiada na ataki na swoją infrastrukturę
Na początku wywiadu Haiphong opisuje nowy poziom irańskich działań odwetowych. Według niego, po tym, jak Stany Zjednoczone zbombardowały kilka mostów w Iranie, Teheran odpowiedział atakiem na strategicznie wrażliwy węzeł komunikacyjny: most im. Króla Fahda, łączący Bahrajn z Arabią Saudyjską.
W tym samym czasie zaatakowano amerykańskie bazy wojskowe w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Mniej więcej w tym samym czasie doszło do awarii myśliwca F-35. Chociaż bezpośredni związek z atakiem irańskim nie został potwierdzony, należy zauważyć, że Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) konsekwentnie bardzo powściągliwie informuje o własnych stratach lub problemach technicznych.
Bahrajn również został mocno dotknięty w nocy. Według doniesień wspomnianych w wywiadzie, rafineria BAPCO i inne kluczowe obiekty infrastruktury energetycznej regionu Zatoki Perskiej zostały zaatakowane przez irańskie rakiety. Jednocześnie CENTCOM poinformował o zaatakowaniu dziesiątek celów wzdłuż południowego wybrzeża Iranu.
Escobar jasno daje do zrozumienia, że jego zdaniem irańskie ataki nie są bezładne. Stanowią część kontrolowanej i stopniowo eskalującej reakcji. Teheran próbuje wyrządzić szkody, nie wyczerpując natychmiast wszystkich możliwości eskalacji.
Przesłanie jest takie, że Iran jest w stanie dotrzeć do strategicznych szlaków transportowych, portów, rafinerii, baz lotniczych i centrów energetycznych sojuszników USA w Zatoce Perskiej. Jak dotąd jednak ograniczył się do wyważonych ostrzeżeń.
Most Króla Fahda jako strategiczny sygnał ostrzegawczy
Most Króla Fahda, o długości około 25 kilometrów, to coś więcej niż zwykłe połączenie drogowe. Łączy on bezpośrednio wyspę Bahrajn z kontynentalną Arabią Saudyjską, a zatem ma ogromne znaczenie gospodarcze, militarne i polityczne.
Escobar wyjaśnił, że sam przejechał przez ten most. Pod względem regionalnego znaczenia można go porównać – z pewnymi ograniczeniami – do Mostu Krymskiego. Nie dlatego, że obie konstrukcje są identyczne, ale dlatego, że pełnią funkcję technicznie zaawansowanych i wysoce symbolicznych łączników politycznych między dwoma strategicznie ważnymi regionami.
W momencie wywiadu prawdziwy rozmiar zniszczeń wciąż nie był jasny. Możliwe, że irański atak początkowo miał być jedynie ostrzeżeniem. Escobar ostrzegał jednak:
„Od tej chwili nie będzie już żadnych strzałów ostrzegawczych”.
Dla niego atak ma zatem mniejsze znaczenie ze względu na natychmiastowe szkody, a większe ze względu na przesłanie, jakie ze sobą niesie. Iran pokazał, że potrafi dotrzeć do kluczowego punktu dla Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej. Jeśli eskalacja będzie się utrzymywać, przyszły atak może być o wiele bardziej destrukcyjny.
Iran mógłby podjąć próbę całkowitego zablokowania mostu, odcinając tym samym Bahrajn, przynajmniej tymczasowo, od bezpośredniego szlaku lądowego do Arabii Saudyjskiej. Byłoby to szczególnie drażliwe, ponieważ Bahrajn jest nie tylko bliskim sojusznikiem Waszyngtonu, ale także siedzibą dowództwa Piątej Floty USA.
Atak na Czabar: Waszyngton nie bombarduje tylko Iranu
Escobar zareagował ze szczególną wściekłością na bombardowanie infrastruktury portowej w Czabaharze w południowo-wschodnim Iranie. Podkreślił, że wieża kontroli lotów, w którą uderzono, nie była pierwotnie instalacją wojskową. Kontrolowała ona cywilny ruch towarowy i funkcjonowanie portu.
Escobar zna ten port z pierwszej ręki. Odwiedził Czabahar na potrzeby filmu dokumentalnego „Złoty Korytarz” i zbadał znaczenie tego miejsca dla przyszłego powiązania gospodarczego Eurazji.
Czabahar znajduje się w prowincji Sistan i Beludżystan nad Zatoką Omańską, niedaleko granicy z Pakistanem. Port jest kluczowym elementem Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe, który ma połączyć Indie, przez Iran, z Rosją, Azją Środkową i innymi krajami.
Korytarz ten umożliwia przekierowanie części handlu z pominięciem tradycyjnych, zdominowanych przez Zachód szlaków handlowych, w szczególności szlaku przez Kanał Sueski. Jednocześnie tworzy nowe możliwości transportu, które nie są całkowicie uzależnione od systemu handlowego opartego na dolarze.
Główna teza Escobara brzmi zatem następująco: Atakując Czabahar, Stany Zjednoczone nie tylko bombardują irański port. Atakują jeden z najważniejszych przyszłych korytarzy transportowych między Rosją, Iranem i Indiami.
Czabahar jest cywilnym centrum nowej euroazjatyckiej architektury handlowej. Atak jest zatem pośrednio skierowany przeciwko kilku państwom jednocześnie.
Escobar ujmuje to drastycznie: ktokolwiek bombarduje Czabar, bombarduje część nowego Jedwabnego Szlaku, a tym samym także Iran, Rosję, Indie i Chiny.
Czabar i Gwadar: dwa porty, jedna strategiczna sieć
Port Gwadar leży zaledwie około 80 kilometrów od Czabaharu po stronie pakistańskiej. Stanowi centralny element chińsko-pakistańskiego korytarza gospodarczego, jednego z najważniejszych projektów w ramach chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Według Escobara, Czabahar i Gwadar stają się coraz bardziej siostrzanymi portami. Gdyby Czabahar był tymczasowo niedostępny z powodu amerykańskich ataków, irańskie towary mogłyby być transportowane drogą lądową do Pakistanu i wysyłane z Gwadaru.
To pokazuje, jak trudno jest faktycznie odciąć Iran od gospodarki. Stany Zjednoczone mogłyby zbombardować poszczególne porty, drogi, mosty czy linie kolejowe. Jednak powstającej sieci alternatywnych szlaków handlowych nie da się łatwo zniszczyć.
Pakistan otworzył kilka korytarzy lądowych dla handlu z Iranem. Dzięki temu Iran może kontynuować eksport, nawet jeśli jego porty w Zatoce Perskiej zostaną zablokowane lub uszkodzone.
Chiny popierają ten rozwój, ponieważ Pekin utrzymuje strategiczne partnerstwa zarówno z Pakistanem, jak i Iranem. Oba kraje są ważnymi elementami Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Escobar uważa, że to jest głębszy powód ataków: Waszyngton próbuje nie tylko uderzyć w dochody Iranu i szlaki transportowe, ale także zakłócić całą sieć euroazjatycką.
Bandar Abbas ma zostać odcięty od reszty Iranu
Oprócz Czabaharu, zaatakowano również mosty i połączenia transportowe w pobliżu Bandar-Abbas. Bandar-Abbas jest najważniejszym portem Iranu w Zatoce Perskiej i ma kluczowe znaczenie dla eksportu energii z tego kraju.
Escobar twierdzi, że osobiście odwiedził również ten port. Opisuje go jako ogromny kompleks i kluczowe centrum irańskiej gospodarki.
Według niego, wśród celów bombardowań znalazł się kluczowy most łączący południe kraju z portem. Ataki te mogą być częścią strategii odcięcia Bandar-Abbas i całego wybrzeża Zatoki Perskiej od wnętrza kraju.
W Iranie pojawiły się nawet głosy, że zniszczenie mostów i szlaków transportowych może być przygotowaniem do późniejszej operacji lądowej. Chociaż Escobar nie wyklucza takiej inwazji, wątpi, by wojska zagraniczne mogły na stałe utrzymać obszar wokół Bandar Abbas.
Region jest silnie zabezpieczony systemami rakietowymi i dronami. Każda próba lądowania lub okupacji na dużą skalę wiązałaby się zatem z niezwykle wysokim ryzykiem.
Według Escobara bardziej bezpośrednim celem amerykańskich ataków jest sparaliżowanie irańskiego handlu, wywołanie niepokojów wśród ludności oraz spowodowanie jak największych zniszczeń w infrastrukturze cywilnej.
Strategia przeciwko populacji
Waszyngton twierdzi, że ataki mają na celu osłabienie irańskich sił zbrojnych. Z wywiadu wynika jednak, że USA coraz częściej celują w cele cywilne i gospodarcze, ponieważ nie są w stanie zdecydowanie zneutralizować irańskiej armii.
Zamiast tego celem jest odizolowanie południa kraju, zakłócenie łańcuchów dostaw i zdławienie irańskiej gospodarki od zewnątrz. Ta strategia nie jest bynajmniej nowa. Od ponad czterech dekad Stany Zjednoczone próbują odciąć Iran od reszty świata poprzez sankcje, embarga, blokady finansowe i izolację polityczną.
Nowością jest to, że ta wojna ekonomiczna przekształca się teraz w otwarte ataki na porty, drogi, mosty i obiekty energetyczne.
Escobar uważa to za celową strategię mającą na celu wyrządzenie jak największych szkód w codziennym życiu cywilów. Celem jest zakłócenie szlaków transportowych, osłabienie łańcuchów dostaw, zniszczenie miejsc pracy i coraz większe utrudnienie życia ludności.
Iran „kontroluje zegar”
Pomimo amerykańskich nalotów, Escobar dostrzega strategiczną przewagę Teheranu. Iran kontroluje tempo konfliktu.
Jego odpowiedź jest codziennie dostosowywana, rozszerzana i udoskonalana. Teheran próbuje wyrządzić znaczne szkody Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom, nie angażując przedwcześnie wszystkich dostępnych środków.
Według Escobara irańskie władze wiedzą, że czas działa na ich korzyść. Stany Zjednoczone ponoszą ogromne koszty logistyczne, finansowe i polityczne związane z obecnością wojskową. Im dłużej trwa wojna, tym większe będą te obciążenia.
Iran z kolei mógłby reagować stopniowo, wybierać cele i w kontrolowany sposób wspinać się po szczeblach eskalacji.
Escobar uważa, że ta właśnie cierpliwość coraz bardziej doprowadza Donalda Trumpa do rozpaczy. Bombardowanie infrastruktury cywilnej jest wyrazem tej frustracji.
Ale takie ataki nie zastraszyłyby Iranu ani nie skłoniłyby go automatycznie do powrotu do negocjacji. Wręcz przeciwnie, mogłyby przynieść odwrotny skutek: znacznie ostrzejszą reakcję Iranu.
Escobar podkreśla, że Teheran jasno określił „czerwone linie”. Jedną z nich jest systematyczne niszczenie infrastruktury cywilnej. Skoro ten próg został już osiągnięty, należy spodziewać się znacznej eskalacji odwetu.
Ataki na amerykańskie siły specjalne i centra energetyczne
W wywiadzie poruszono również kwestię domniemanego irańskiego ataku na amerykańskie siły specjalne w Syrii, w wyniku którego mieli zginąć wysoko postawieni amerykańscy oficerowie i zniszczony został system radarowy.
CENTCOM szybko zdementował te doniesienia. Jednak Haiphong określił je jako nieprzekonujące.
Niezależnie od tego, jasne jest, że Iran coraz bardziej koncentruje swoje ataki na infrastrukturze wojskowej i gospodarczej sojuszników Ameryki w Zatoce Perskiej.
Atak na BAPCO w Bahrajnie jest szczególnie dotkliwy. Firma zarządza kluczową rafinerią i ważnymi obiektami dla regionalnego zaopatrzenia w energię.
Iran pokazuje, że może atakować nie tylko bazy wojskowe. Może również atakować centra gospodarcze, od których zależą monarchie Zatoki Perskiej i cały zachodni rynek energetyczny.
Awaryjny projekt F-35 jako symbol kruchego imperium
Awaria F-35, o której mowa w tytule wywiadu, pozostaje nierozwiązana. Podczas gdy donoszono o irańskich atakach na amerykańskie obiekty w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w tym samym czasie myśliwiec F-35 najwyraźniej napotkał awarię.
Zaangażowanie Iranu nie zostało potwierdzone. Escobar zwraca również uwagę, że flota F-35 od lat boryka się z problemami technicznymi, brakami w konserwacji i wysokimi kosztami operacyjnymi.
Zatem równie prawdopodobne jest, że przyczyną awarii była wada techniczna. Kryje się w tym jednak pewna symbolika: podczas gdy Waszyngton przedstawia swoją najnowocześniejszą broń jako dowód absolutnej przewagi militarnej, systemy te wielokrotnie wykazują istotne słabości w praktycznym użyciu.
F-35 jest zatem przykładem zachodniego przemysłu zbrojeniowego, produkującego niezwykle drogie systemy uzbrojenia, których rzeczywista wydajność często nie spełnia obietnic politycznych.
Zagadkowe zachowanie Arabii Saudyjskiej
Centralną częścią rozmowy jest pytanie o rolę, jaką Arabia Saudyjska odgrywa w tej nowej fazie eskalacji.
Escobar i jego rozmówca tłumaczą, że nawet pakistańscy mediatorzy najwyraźniej nie mają jasnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Rijad podejmuje kroki, które mogą jeszcze bardziej zaostrzyć konflikt.
Atak Arabii Saudyjskiej na pas startowy międzynarodowego lotniska w Sanie w Jemenie jest szczególnie poważny.
Wcześniej irański samolot przebił się przez blokadę lotniska, aby przetransportować jemeńską delegację. W trakcie lotu powrotnego pas startowy w Sanie został zbombardowany. Pilot musiał w ostatniej chwili zmienić kurs na Al-Hudajdę i wylądował tam w trudnych warunkach.
Escobar nazwał pilota bohaterem. Awaryjne lądowanie było możliwe tylko dlatego, że pas startowy w Hodeidzie został naprawiony kilka dni wcześniej.
Zastanawia się, dlaczego Arabia Saudyjska podejmuje działania przeciwko Jemenowi właśnie teraz, skoro między obiema stronami trwa proces porozumienia, a Rijad powinien być zainteresowany uniknięciem kolejnego frontu.
Jemen może wstrząsnąć światowym handlem.
Escobar uważa, że saudyjski atak na Sanę może skłonić Ansarallah i jemeńskie siły zbrojne do aktywnego wzięcia udziału w wojnie.
Jeśli Jemen zablokuje cieśninę Bab al-Mandab, konsekwencje tego będą trudne do przecenienia.
Bab al-Mandab to jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską, a tym samym Kanał Sueski z Oceanem Indyjskim.
Blokada miałaby wpływ nie tylko na transport ropy naftowej i gazu, ale i na znaczną część światowego handlu kontenerowego.
Escobar opisuje trójkąt strategiczny:
Cieśnina Ormuz na wschodzie,
Bab al-Mandab na południu,
Sana, a raczej Jemen, znajduje się w centrum regionalnej eskalacji.
Gdyby cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab zostały zamknięte lub stały się niemal nieprzejezdne jednocześnie, najważniejsze szlaki eksportowe energii w Azji Zachodniej mogłyby się załamać.
Arabia Saudyjska miałaby wówczas niewiele alternatyw. Eksport przez Zatokę Perską zostałby zablokowany. Jednocześnie port Janbu nad Morzem Czerwonym mógłby być zagrożony. Rurociąg Wschód-Zachód, którym transportowana jest saudyjska ropa naftowa na wybrzeże Morza Czerwonego, również mógłby stać się celem ataku.
Taki scenariusz byłby dla królestwa katastrofalny pod względem gospodarczym.
Escobar ostrzega, że Arabia Saudyjska działa wbrew własnym interesom, ponownie angażując się w konflikt z Jemenem.
Cena ropy naftowej na poziomie 200 dolarów – a nawet znacznie powyżej
Wywiad nawiązuje do wcześniejszych obliczeń Goldman Sachs. Według tych obliczeń, przedłużająca się blokada Cieśniny Ormuz mogłaby początkowo podnieść cenę ropy do 150 dolarów, później do 200 dolarów, a w skrajnym przypadku nawet znacznie wyżej.
Escobar zakłada, że jednoczesna blokada cieśnin Ormuz i Bab al-Mandab jeszcze bardziej przyspieszyłaby wzrost cen.
W takim przypadku cena ropy mogłaby potencjalnie wzrosnąć do 200 dolarów w ciągu tygodnia.
Decydującym czynnikiem nie jest sama cena ropy naftowej. Gdyby obie cieśniny zostały zablokowane, znaczna część eksportu energii z Azji Zachodniej uległaby zahamowaniu. Jednocześnie koszty transportu, składki ubezpieczeniowe i czas dostaw drastycznie wzrosłyby.
Gospodarka światowa nie jest przygotowana na taki szok.
Dżabal Ali i Fudżajra w centrum uwagi
Iran już dał jasno do zrozumienia, że inne porty w państwach Zatoki Perskiej mogą stać się potencjalnymi celami.
Dotyczy to w szczególności Dżabal Ali w Dubaju, jednego z największych portów kontenerowych na świecie.
Fudżajra również odgrywa kluczową rolę. Port leży poza Cieśniną Ormuz w Zatoce Omańskiej i jest uważany za najważniejszą alternatywną trasę dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdyby Ormuz został zablokowany.
Po atakach wspomnianych w wywiadzie, operacje w Fudżajrze najwyraźniej częściowo lub całkowicie ustały. Nawet ograniczony atak wystarczył, aby tymczasowo sparaliżować port.
Dla Escobara jest to kolejne ostrzeżenie: jeśli niewielki atak może dotknąć tak ważne miejsce, trudno przewidzieć konsekwencje masowego ataku na Dżabal Ali i inne duże porty.
Atak na most króla Fahda, uderzenie na Fudżajrę i ataki na BAPCO należy zatem rozumieć jako elementy tej samej strategii. Iran pokazuje, że może uderzyć w ekonomiczne filary swoich przeciwników, nie angażując przy tym pełnego potencjału militarnego.
Zaplanowane zniszczenie światowej gospodarki?
W prawdopodobnie najbardziej wybuchowej części wywiadu Escobar przedstawia dalekosiężną teorię. Zapytany, dlaczego Waszyngton jednocześnie eskaluje działania przeciwko Iranowi, atakuje Chiny, rozważa nowe operacje przeciwko Kubie i otwiera kolejne fronty globalne, odpowiada, że istnieje prawdopodobnie tylko jedno logiczne wytłumaczenie:
„Zaplanowana implozja światowej gospodarki”.
Escobar wyraźnie przedstawia to założenie jako własną ocenę, a nie jako udowodniony fakt. Twierdzi jednak, że słyszał podobne rozważania od dobrze poinformowanych osób.
Jego teza jest taka, że część amerykańskich elit władzy mogła dojść do wniosku, iż nie da się już powstrzymać gospodarczego i geopolitycznego upadku USA.
Z tej perspektywy kontrolowany lub celowo wywołany kryzys globalny mógłby zostać wykorzystany do dewaluacji niezrównoważonych długów, reorganizacji struktur finansowych, a następnie zbudowania nowego systemu.
W tym kontekście Escobar mówi o nowym znaczeniu „Wielkiego Resetu”: nie chodzi o uporządkowaną restrukturyzację systemu, lecz przede wszystkim o jego celowe zniszczenie.
Formułuje on możliwą logikę w następujący sposób: jeśli istniejącego porządku nie da się w żaden sposób uratować, można go całkowicie zburzyć, ograniczyć część zysków, wyeliminować długi, a następnie spróbować zacząć wszystko od nowa.
Ta teoria pozostaje spekulatywna. Pokazuje jednak, jak Escobar interpretuje pozornie sprzeczną amerykańską politykę zagraniczną.
Trump jako posłaniec, a nie decydent
Escobar nie uważa Donalda Trumpa za faktycznego twórcę tej strategii.
Twierdził, że Trump był jedynie posłańcem i narzędziem publicznym w rękach potężniejszych interesów. Jego zdaniem, faktyczne decyzje zapadały w sieci agencji wywiadowczych, elit finansowych, kompleksu wojskowo-przemysłowego i zakorzenionych struktur władzy państwowej.
Nadrzędnym celem jest neutralizacja trzech stanów, które w Waszyngtonie uważane są za zagrożenie egzystencjalne:
Rosja,
Chiny,
Iran.
Te trzy państwa łączą coraz silniejsze więzi poprzez strategiczne partnerstwa.
Rosja reprezentuje potęgę militarną i nuklearną. Chiny stanowią największe wyzwanie geoekonomiczne. Iran kontroluje kluczowe położenie geostrategiczne w Azji Zachodniej oraz wzdłuż kluczowych szlaków energetycznych i handlowych.
Bezpośrednia wojna z wszystkimi trzema państwami byłaby niekontrolowana. Dlatego Waszyngton stara się je osłabić poprzez wojny zastępcze, sankcje, destabilizację polityczną, kampanie informacyjne i ukierunkowane ataki militarne.
Wojna z Iranem jako wojna z BRICS
Escobar ostro krytykuje kraje BRICS. Chociaż Iran jest pełnoprawnym członkiem grupy, nie było zdecydowanej wspólnej odpowiedzi na ataki.
Bombardowanie Czabaharu uderza nie tylko w irańską infrastrukturę. Ponieważ port jest częścią Korytarza Północ-Południe, atak jest również skierowany przeciwko Rosji i Indiom. Ze względu na powiązania z Inicjatywą Pasa i Szlaku, dotknięte są również Chiny.
Oznaczałoby to w praktyce, że kilka państw BRICS zostałoby zaatakowanych jednocześnie.
Escobar określił dotychczasową reakcję grupy jako słabą i rozczarowującą. BRICS powinien stworzyć system, który chroniłby swoich członków ekonomicznie i politycznie przed presją Zachodu.
Obejmowało to alternatywne systemy płatności, handel w walutach krajowych i szlaki transportowe pozostające poza kontrolą Zachodu.
Prace nad tym trwają, ale zdecydowanie za wolno.
Koniec petrodolara
Escobar uważa, że wojna jest konfliktem o fundamentalnym znaczeniu dla globalnego porządku finansowego.
Coraz więcej krajów próbuje prowadzić handel poza dolarem. Chiny internacjonalizują juana. Rosja, Iran i inne kraje coraz częściej używają walut narodowych. W krajach BRICS trwają dyskusje na temat wielostronnych systemów płatności, cyfrowych jednostek rozliczeniowych i nowych mechanizmów handlowych.
Petrodolar był przez dekady centralnym filarem amerykańskiej potęgi. Dopóki ropa naftowa będzie handlowana głównie w dolarach na całym świecie, popyt na amerykańską walutę będzie ogromny.
Jeśli główni eksporterzy energii i kraje importujące zaczną rozliczać transakcje dotyczące ropy naftowej i gazu w innych walutach, Waszyngton straci istotną przewagę ekonomiczną.
Escobar uważa więc, że ataki na Iran stanowią próbę obrony systemu petrodolara.
Iran jest nie tylko znaczącym producentem energii. Kraj ten leży również na kluczowych szlakach handlowych między Azją, Europą, Rosją, Oceanem Indyjskim i Zatoką Perską.
Z tej perspektywy suwerenny Iran, który ściśle współpracuje z Rosją i Chinami, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdominowanego przez Zachód porządku finansowego i handlowego.
Integracji euroazjatyckiej nie da się już zatrzymać.
Escobar opisuje integrację gospodarczą Eurazji jako pociąg, który już odjechał ze stacji.
Chiny, Rosja, Iran, Pakistan i wiele państw Azji Środkowej są ze sobą coraz bardziej połączone poprzez linie kolejowe, porty, rurociągi, drogi i systemy płatnicze.
Stany Zjednoczone mogły opóźniać realizację poszczególnych projektów, wywierać presję na stany i niszczyć infrastrukturę. Nie mogły jednak całkowicie zatrzymać całego procesu.
Obecność amerykańska w Eurazji maleje w dłuższej perspektywie. Podczas gdy Stany Zjednoczone utrzymują silną obecność wojskową w Japonii, Korei Południowej i kilku innych krajach, wpływy Rosji i Chin rosną w Azji Środkowej, Azji Zachodniej i dużej części Azji Południowej.
Wiele państw Globalnego Południa nie postrzega zatem wojny z Iranem jako konfliktu odosobnionego. Postrzegają ją jako wojnę przeciwko gospodarczej emancypacji Globalnego Południa i przeciwko BRICS.
Chiny jako niewidzialny mediator
Kolejnym tematem wywiadu jest rola Chin za kulisami.
Pekin jest żywotnie zainteresowany stabilnymi relacjami między Iranem, Arabią Saudyjską i Pakistanem. Chiny importują duże ilości ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej oraz gazu i innych produktów energetycznych z Iranu.
Jednocześnie Pakistan jest ściśle zintegrowany z Inicjatywą Pasa i Szlaku poprzez Chińsko-Pakistański Korytarz Gospodarczy.
Według Escobara, zbliżenie między Arabią Saudyjską a Iranem początkowo rozpoczęło się od mediacji rosyjskiej. Moskwa prowadziła oddzielne rozmowy z obiema stronami, a następnie przekazała piłkę dyplomatyczną Chinom.
Pekin ostatecznie zakończył proces publicznie i pośredniczył we wznowieniu stosunków dyplomatycznych między Rijadem i Teheranem.
Chiny przede wszystkim chcą stabilności, wolnego handlu i bezpiecznych szlaków transportowych w Azji Zachodniej.
Wojna z Iranem i niejasne stanowisko Arabii Saudyjskiej zagrażają wieloletniej pracy dyplomatycznej.
Pakistan między Iranem a Arabią Saudyjską
Pakistan znajduje się w szczególnie trudnej sytuacji.
Kraj utrzymuje bliskie stosunki z Iranem i korzysta z handlu transgranicznego. Jednocześnie ma sojusz wojskowy z Arabią Saudyjską.
Dowódca pakistańskiej armii Asim Munir odwiedził Rijad na krótko przed nową eskalacją konfliktu i rozmawiał z następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem, o zacieśnieniu współpracy wojskowej.
Z wywiadu wynika, że sojusz ten zawiera gwarancje bezpieczeństwa, które mogą uznać atak na Arabię Saudyjską za atak na Pakistan.
Iran z kolei, według oceny Escobara, nie zamierza obecnie atakować Arabii Saudyjskiej. Teheran domaga się jednak wyjaśnienia, czy Rijad działa jedynie przeciwko Jemenowi, czy też może prowadzi podwójną grę i ponownie uczestniczy w amerykańskich atakach na Iran.
Pakistan musi zatem zapewnić obie strony, że konflikt nie wymknie się spod kontroli.
Escobar podaje niepotwierdzone informacje, według których Islamabad już zaapelował do Saudyjczyków o ustąpienie, gdyż dalsza eskalacja może „wszystko wysadzić w powietrze”.
Walka o władzę w Arabii Saudyjskiej?
Escobar uważa, że działania Arabii Saudyjskiej nie były w pełni kontrolowane przez następcę tronu Mohammeda bin Salmana.
Według pakistańskich mediatorów, MbS wspierał wysiłki na rzecz osiągnięcia porozumienia z Iranem. Atak na Sanę mógł zatem być również wyrazem wewnętrznych walk o władzę w saudyjskim reżimie.
Zarówno w kręgu władzy królewskiej, jak i poza nim istnieją osoby wrogo nastawione do następcy tronu.
Działania militarne sabotujące zbliżenie dyplomatyczne z Iranem mogły zatem być również atakiem na politykę MbS.
Escobar podkreśla jednak, że ta możliwość nie została potwierdzona. Zachowanie Arabii Saudyjskiej pozostaje w momencie wywiadu w dużej mierze niewytłumaczalne.
Ansarallah decyduje sam
Escobar krytykuje zachodnie media za częste przedstawianie Ansarallah w Jemenie jedynie jako irańskiego sojusznika.
Doniesienia, że siły jemeńskie czekały jedynie na rozkaz z Teheranu nakazujący zamknięcie Bab al-Mandab, są fałszywe.
Dodał, że osobiście rozmawiał z członkami rady politycznej Ansarallah. Decyzje zapadły w jemeńskim kierownictwie, a nie były jedynie dyktowane przez Iran.
Iran i Ansarallah są sojusznikami, ale Jemeńczycy działają niezależnie.
Zamknięcie Bab al-Mandab jest w Sanie postrzegane jako ostateczny środek wywierania nacisku – porównywalny ze strategiczną „opcją nuklearną”.
Dlatego natychmiastowa i całkowita blokada nie jest absolutnie konieczna. Niemniej jednak należy spodziewać się reakcji po ataku na lotnisko w Sanie.
Wszystko wisi na włosku
Pod koniec wywiadu Escobar ostrzega przed niezwykle niebezpiecznym momentem.
Cała regionalna sieć mediacji między Iranem, Arabią Saudyjską, Pakistanem, Chinami, Omanem, Katarem i Turcją wisi na włosku.
Jedna zła decyzja może całkowicie zniweczyć wysiłki dyplomatyczne.
Atak na Sanę miał właśnie taki potencjał. Gdyby Arabia Saudyjska zaostrzyła sytuację, Ansarallah mogłaby zamknąć Bab al-Mandab. Iran mógłby znacząco rozszerzyć ataki na porty, centra energetyczne i strategiczne szlaki transportowe państw Zatoki Perskiej.
Stany Zjednoczone mogłyby w odpowiedzi odpowiedzieć wznowieniem bombardowań.
Wojna z Iranem stałaby się regionalnym konfliktem, który bezpośrednio zagroziłby globalnym dostawom energii i handlowi światowemu.
Wniosek: Waszyngton bombarduje stary porządek i przyspiesza nowy
Analiza Pepe Escobara przedstawia obraz wojny, której znaczenie wykracza daleko poza Iran, Izrael i Stany Zjednoczone.
Atak na Czabahar jest zatem skierowany przeciwko nowym euroazjatyckim szlakom handlowym. Bombardowanie irańskich mostów i portów ma na celu izolację gospodarczą kraju.
Jednak irańskie ataki na Bahrajn, Fudżajrę i most króla Fahda pokazują, że przeciwnicy Teheranu również posiadają wysoce wrażliwą infrastrukturę.
Reakcja Iranu była jak dotąd kontrolowana, ale coraz bardziej ostra. Iran dowodzi swojej zdolności dotarcia do kluczowych centrów energetycznych i handlowych Zatoki Perskiej.
Gdyby cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab zostały zablokowane jednocześnie, konflikt mógłby wywołać globalny szok gospodarczy.
Główne przesłanie Escobara brzmi następująco: Stany Zjednoczone próbują militarnie powstrzymać rozwój nowego porządku euroazjatyckiego. Jednak z każdym atakiem na porty, linie kolejowe, mosty i szlaki handlowe mogą przyspieszać właśnie ten proces, któremu chcą zapobiec.
Chiny, Rosja, Iran i Pakistan zacieśniają swoje powiązania pod wpływem presji zewnętrznej. Alternatywne szlaki transportowe zyskują na znaczeniu. Handel walutami narodowymi rośnie. Petrodolar stopniowo traci na znaczeniu.
Waszyngton może zniszczyć infrastrukturę. Ale nie może trwale zbombardować geograficznej, gospodarczej i politycznej reorganizacji Eurazji.
Każdy, kto polega wyłącznie na oświadczeniach zachodnich rządów i ich medialnym nagłośnieniu, może uwierzyć, że wojna z Iranem praktycznie się skończyła. Przesłanie z Waszyngtonu brzmi niezmiennie od tygodni: amerykańska siła ognia rośnie, irańska maleje, a kapitulacja Teheranu to tylko kwestia czasu. Admirał Cooper niedawno z dumą ogłosił ponad 5500 trafień i zatopienie ponad 60 statków. Wiceprezydent Vance, rozmawiając z Joe Roganem, przedstawił obraz podzielonego reżimu między „fanatykami” a „pragmatykami”, czekającymi tylko na odpowiedni sygnał, by się poddać. Zastępca szefa sztabu Stephen Miller wyraził to wprost: czy to poprzez bombardowania, blokady, czy też dławienie gospodarcze, ostatecznie „ten reżim” zmieni swoje postępowanie.
Zestawienie tej retoryki z faktami materialnymi wyłania inny obraz. I właśnie w tej rozbieżności – między narracją polityczną a możliwościami fizycznymi – tkwi fundamentalny błąd kategorialny zachodniej polityki wobec Iranu.
Rachunek, którego nikt nie upublicznia
Ograniczenia techniczne amerykańskiej wojny w Zatoce Perskiej można obiektywnie zweryfikować. Pociski ATACMS, podobnie jak te wystrzeliwane przez HIMARS, mają zasięg od 160 do 240 kilometrów – sama Cieśnina Ormuz ma około 300 kilometrów szerokości. Po prostu nie są w stanie przekroczyć cieśniny. Spośród precyzyjnie kierowanych pocisków PRSM, które faktycznie docierają do irańskich wód przybrzeżnych, wyprodukowano zaledwie 56. Przy zużyciu około siedmiu jednostek dziennie, zapas ten ledwo starczy na tydzień.
Arsenał Tomahawków, szacowany na około 2400 jednostek i malejący do 1800, musi być również podzielony między dowództwa europejskie i indo-pacyficzne – a produkcja jednego Tomahawka wymaga 18 metali ziem rzadkich, których Chiny nie dostarczają. Straty nie mogą być zatem szybko uzupełniane. W tym kontekście jakiekolwiek rozmowy o operacji lądowej – takie jak często powtarzane twierdzenia o zdobyciu wyspy Kisz – wydają się całkowicie nierealne. Sam transport lotniczy 2000 żołnierzy wymagałby około dwudziestu lotów samolotami C-17, nie wspominając o braku infrastruktury odbiorczej: baza logistyczna, która umożliwiła rozmieszczenie wojsk w regionie w latach 1991 i 2003, jest obecnie uważana za w dużej mierze zniszczoną. Porównywalna struktura umożliwiająca rozmieszczenie większych sił lądowych po prostu już nie istnieje w regionie.
Państwa Zatoki Perskiej jako prawdziwi przegrani
Podczas gdy Waszyngton mówi o zwycięstwie, mapa maluje inny obraz. Jordańska baza lotnicza w Al-Azraq została trafiona, a port Fudżajra w Emiratach Arabskich został sparaliżowany atakiem rakietowym po tym, jak dwa supertankowce zostały już uszkodzone. Dron Shahed-136 bez przeszkód zaatakował największy magazyn zaopatrzeniowy amerykańskiej obecności wojskowej w Kuwejcie. Cały pas wybrzeża na południe od Basry do Maskatu został w ten sposób skutecznie zneutralizowany jako baza operacyjna – a Kuwejt, który przekształcił się z partnera w wysunięty przyczółek, stał się głównym celem.
To nie jest dygresja, ale sedno sprawy: monarchie Zatoki Perskiej ponoszą koszty konfliktu, którego strategiczną logikę dyktują Waszyngton i Tel Awiw. Niedawny atak Arabii Saudyjskiej na pozycje Huti w Jemenie – posunięcie, które zagroziło jedynej alternatywnej trasie eksportu saudyjskiej ropy przez porty Morza Czerwonego, takie jak Janbu – pokazuje, jak bardzo zdezorientowane są mocarstwa regionalne. Huti natychmiast odpowiedzieli atakami na saudyjskie lotniska, po czym Rijad gwałtownie się wycofał.
Metafora współzależności trafnie opisuje sytuację: Katar jest najbliżej wycofania się z jednostronnego sojuszu z Waszyngtonem, Arabia Saudyjska wydaje się gotowa pójść w jego ślady, a Bahrajn i Kuwejt ryzykują wciągnięcie w orbitę wpływów odpowiednio Iranu i Iraku.
Jedno memorandum, dwie narracje
Kluczowym elementem dla zrozumienia eskalacji jest spór dotyczący podpisanego w czerwcu Porozumienia o Porozumieniu – a konkretnie Artykułu 5, który regulował bezpieczne przejście przez cieśninę. Oficjalna wersja, przedstawiona przez Vance’a w podcaście, głosi, że irańscy radykałowie wpadli w panikę, gdy cena ropy spadła po otwarciu cieśniny i otworzyli ogień do statków – Stany Zjednoczone jedynie zareagowały.
Fakty przedstawiają inną historię. Memorandum wyraźnie przekazało kontrolę nad protokołem tranzytowym Iranowi za pośrednictwem Gwardii Rewolucyjnej. Zobowiązywało Teheran jedynie do podpisania klauzuli o wzajemnej nieagresji. Jednak zaledwie kilka dni po jego podpisaniu Stany Zjednoczone utworzyły własny „korytarz południowy” – co stanowiło jawne naruszenie uzgodnionej struktury, bez żadnego uzasadnienia w samym dokumencie. Ostrzelano jedynie statki, które sprzeciwiły się irańskiemu protokołowi; dopiero wtedy Stany Zjednoczone odpowiedziały odwetem. To właśnie tam, a nie wcześniej, rozpoczął się obecny cykl wzajemnych ataków.
Znamienna jest również niespójność w ich własnej komunikacji: w ciągu kilku godzin Centralne Dowództwo USA poinformowało z jednej strony o ataku na statek handlowy pod banderą obcą na wodach międzynarodowych – poza jakąkolwiek strefą blokady – a z drugiej o ataku na cele irańskie, powołując się na Teheran jako zagrożenie dla żeglugi cywilnej. Oskarżają wroga o dokładnie to, co sami właśnie zrobili.
Wewnętrzna walka o władzę w Białym Domu
Fakt, że Vance przyznał się w tak głośnym gronie – że stoi w obliczu tajnej, dobrze finansowanej kampanii przeciwko jego wysiłkom negocjacyjnym, wspieranej częściowo przez struktury powiązane z byłym sztabem wyborczym Trumpa i izraelskimi kręgami finansowymi – sugeruje poważną walkę o władzę.
Po jednej stronie jest Vance, który dąży do rozwiązania w drodze negocjacji; po drugiej Stephen Miller, uważany za przedstawiciela bezkompromisowej linii pro-izraelskiej i, według dostępnych szacunków, mający znaczący wpływ na rzeczywisty program. Fakt, że kontrolowany przez Demokratów Senat w tym tygodniu zablokował ustawę o pomocy w obronie narodowej (NDAA) – pod przewodnictwem Berniego Sandersa i Chrisa Van Hollena – pokazuje, że jednomyślny konsensus w sprawie kontynuowania wojny już nie istnieje, nawet w Waszyngtonie.
Co słychać z Teheranu
Każdy, kto zada sobie trud spojrzenia poza medialną fasadę, napotka niezwykle jasne stanowisko. Na konferencji w Meszhedzie, której przewodniczył przewodniczący irańskiej Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej, stwierdzono jednoznacznie: Iran nie oczekuje od Stanów Zjednoczonych przestrzegania jakiegokolwiek porozumienia pod żadnym pozorem. Stanowisko to wynika nie z uporu, lecz z trzeźwej obserwacji 47 lat sankcji, zabójstw na zlecenie i aktów sabotażu – oraz z religijnego i politycznego przekonania, że poddanie się nie wchodzi w grę, nawet kosztem znacznych strat.
To kluczowy punkt, którego systematycznie brakuje w retoryce zwycięstwa Waszyngtonu: społeczeństwa, które postrzega siebie jako ofiarę niesprawiedliwego ataku, trudno zmusić do kapitulacji siłą. Presja z większym prawdopodobieństwem wzmocni determinację do oporu niż gotowość do ustępstw – schemat, który wielokrotnie potwierdzał się od czasów Pearl Harbor i często przywoływanego „śpiącego tygrysa”.
Kto skorzysta na sequelu?
Ostatecznie, kluczowe pytanie materialistyczne pozostaje: Kto tak naprawdę korzysta na tej wojnie? Nie gospodarka amerykańska, która jest już znacząco obciążona przez strategiczne rezerwy ropy naftowej na najniższym poziomie od 1983 roku i rosnącą różnicę między cenami oleju napędowego a benzyny. Nie państwa Zatoki Perskiej, których infrastruktura staje się polem bitwy konfliktu, którego nie sprecyzowały. I nie widać nawet spójnej doktryny wojskowej – uzasadnienia są zbyt arbitralne, oscylując między „dobrobytem dla naszych wnuków”, swobodnym przepływem ropy naftowej a zagrożeniem nuklearnym, a żadne z tych uzasadnień nie jest spójne z rzeczywistymi działaniami rządu USA.
Pozostaje znana sytuacja: gospodarka wojenna, która pozostaje opłacalna dla poszczególnych podmiotów – czy to poprzez opcje put i call na kontrakty terminowe na ropę naftową, czy poprzez przemysł zbrojeniowy – podczas gdy koszty są uspołeczniane.
Wojna karmi jedną klasę, podczas gdy rzeczywiste zmiany strategiczne dawno już obróciły się przeciwko ogłoszonemu zwycięzcy. Stany Zjednoczone nie działają już jako hegemon w Zatoce Perskiej, lecz jako chwiejne supermocarstwo, którego retoryka staje się coraz bardziej oderwana od jego fizycznych możliwości. Każda nowa obietnica eskalacji ze strony Waszyngtonu zasługuje zatem przede wszystkim na analizę: czy jest poparta realnymi możliwościami, czy też stanowi jedynie kolejną próbę retorycznego zamaskowania strategicznego impasu.
Trump kontynuuje swoją neokonserwatywną „wieczną wojnę” z Iranem, nie mając żadnego planu ani widocznego końca. Najnowsze doniesienia wskazują na jego zamiar eskalacji ataków na irańską infrastrukturę cywilną, taką jak elektrownie i inne obiekty, w nadchodzących tygodniach.
Bardziej niepokojące doniesienia twierdzą, że Trump nadal planuje jakiś rodzaj ataku lądowego. Zastrzeżenie jest takie, że prawdopodobnie będzie on dotyczył wysp, a nie wojsk amerykańskich – a przynajmniej nie z amerykańskimi żołnierzami na czele ataku.
Sam Trump to zasugerował, sugerując, że inne kraje Zatoki Perskiej powinny dostarczyć wojska lądowe.
„Mamy innych ludzi, którzy przeprowadziliby dla nas kampanię naziemną”.
W rzeczywistości w zamieszczonym powyżej fragmencie wywiadu Trump ujawnia kilka bardzo wymownych rzeczy.
Po pierwsze, zwróćcie uwagę na to, co mówi o nieuderzaniu w terminale naftowe na wyspie Kharg. Twierdzi, że stanowią one znaczną część światowej gospodarki, co potwierdza to, o czym mówimy od miesięcy – że Trump jest w pewnym sensie w pułapce, ponieważ pomimo całego swojego rozgłosu, strzeliłby sobie w stopę, niszcząc irańską infrastrukturę naftową, ponieważ zrujnowałoby to jego własną gospodarkę, a także światową.
Ale bardziej znacząca strategicznie była jego wypowiedź: „Jeśli cofniemy ich wystarczająco daleko i głęboko, to [zajmę wyspę Kharg]”.
Tutaj wyraźnie przyznaje się do dwóch rzeczy:
Stany Zjednoczone nie mają obecnie możliwości zajęcia wyspy Kharg, ponieważ jest ona zbyt niebezpieczna . Irańskie siły zbrojne są nadal obecne, co spowodowałoby spustoszenie i ofiary wśród żołnierzy amerykańskich.
Wygląda na to, że plan Trumpa zakłada długotrwałe bombardowanie regionu przybrzeżnego w celu osłabienia irańskiej zdolności uderzeniowej i odrzucenia jej „na tyle głęboko”, by zapewnić wystarczająco bezpieczny korytarz, którym wojska mogłyby wylądować na wyspie Kharg.
„Idealnym” świętym Graalem Trumpa jest oczywiście przejęcie irańskich instalacji naftowych na wyspie Kharg i tym samym kradzież ropy – co byłoby dla niego prawdziwym ciosem łaski. Jednak prawdopodobieństwo, że się to powiedzie, jest bardzo małe.
WSJ potwierdza, że podobne plany wciąż pojawiają się w umysłach oszukanych przywódców USA:
Próba zajęcia wyspy Kharg, głównego irańskiego centrum eksportu ropy naftowej, zaszkodziłaby krajowemu przemysłowi naftowemu, ale jednocześnie naraziłaby siły amerykańskie na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Amerykańscy urzędnicy i analitycy twierdzą, że wojska byłyby łatwym celem dla irańskich pocisków rakietowych i dronów.
Emerytowany generał piechoty morskiej Frank McKenzie powiedział, że Stany Zjednoczone nadal powinny rozważyć operację na wyspie Kharg. „Powinniśmy o tym pomyśleć, ponieważ posiadanie irańskich ziem będzie istotnym czynnikiem w przyszłych negocjacjach z Iranem” – powiedział w niedzielę w programie „Face the Nation” w CBS News.
W skrajnym przypadku Trump ma możliwość przeprowadzenia dużej i kosztownej operacji lądowej, mającej na celu przejęcie terytorium wokół szlaku wodnego, którego skaliste brzegi stwarzają wyjątkowe wyzwania. Wymagałoby to zaangażowania tysięcy żołnierzy w operację, która prawdopodobnie trwałaby miesiące.
Iran przygotowywał się na ewentualną inwazję już przed wojną. Paramilitarny Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej liczy 190 000 żołnierzy, wraz z regularną armią kraju, i specjalizuje się w walkach z lepiej uzbrojonymi przeciwnikami.
Operacja lądowa na irańskim wybrzeżu naraziłaby wojska amerykańskie na ogromne ryzyko ataków z tyłu kraju, powiedział David Des Roches, były urzędnik ds. obronności USA zajmujący się Zatoką Perską.
Niektórzy zaś uważają, że Stany Zjednoczone przygotowują teraz grunt i „kształtują pole bitwy” na taką właśnie możliwość:
Jak wspomniano powyżej, wczoraj Stany Zjednoczone faktycznie uderzyły w kilka kluczowych mostów łączących nadmorski region Bandar-Abbas z sąsiednimi zachodnimi regionami Larestan i Szyraz:
Przypomnijmy, że izraelski plan zakładał wysłanie wojsk kurdyjskich przez granicę iracką do Iranu, a niedawno Stany Zjednoczone wszczęły w Iraku swoisty antyirański zamach stanu. Spekuluje się, że miały one na celu przygotowanie gruntu pod atak lądowy na Iran, poprzez osłabienie irańskich sojuszników w Iraku.
Trump może naiwnie liczyć, że inne kraje Zatoki Perskiej staną na wysokości zadania i zaoferują podobne wsparcie, co jest raczej mało prawdopodobne.
Trump jest karmiony dezinformacją na temat Iranu przez swoje skorumpowane przez Mossad rury. Na przykład, spójrzcie na poniższą wymianę zdań, w której Trump demonstruje całkowity brak wiedzy – a nawet troski – o to, ile siły bojowej pozostało Irańczykom:
Zatem: „Nikt nie wie”, ile rakiet ma Iran, nawet Trump czy Stany Zjednoczone. Ale bez obaw, Iran „wkrótce zostanie pokonany”, zauważa nonszalancko chełpliwy prezydent USA:
Could not load video.
Jeśli chodzi o Hormuz, CENTCOM nadal udaje, że jest w pełni „otwarty”, podczas gdy nawet neutralni przewoźnicy morscy śmieją się USA w twarz:
Przeczytaj poniższą wymianę zdań, o której donosi WSJ, a będziesz się śmiać do rozpuku:
Z drugiej strony Trump wydaje się uważać, że „ropa płynie jak nigdy dotąd”, co potwierdza kolejny szalony wywód:
Niektórzy eksperci sugerują obecnie, że Iran może „przesadzać” ze swoją pozycją w Hormuzie, ponieważ kraje Zatoki Perskiej powoli przekierowują ropę naftową rurociągami śródlądowymi, do tego stopnia, że teoretycznie Hormuz nie miałby już dla Iranu żadnych wpływów.
Problem z tą tezą polega na tym, że nie rozumie ona istoty całej wojny. Hormuz stał się dogodnym punktem odniesienia dla administracji USA, po części dlatego, że po przegranej wojnie z Iranem, Trump uważa, że wyzwolenie Hormuz może posłużyć jako szybki sposób na ucieczkę i kontrolę szkód, aby uratować twarz.
W rzeczywistości Ormuz nie ma nic wspólnego z niezdolnością USA do pokonania Iranu, obalenia jego przywódców i przekształcenia kraju w podzielone państwo klienckie i republikę bananową w jednym.
Ormuz nie miał nic wspólnego z niezdolnością USA do obrony swoich baz przed atakami irańskimi, które uszkodziły lub zniszczyły znaczną część najważniejszych amerykańskich aktywów regionalnych. Usunięcie Ormuz z równania nie zmieniłoby faktu, że bezcelowa kampania bombardowań USA nie jest w stanie sparaliżować państwa irańskiego do punktu, z którego nie ma już odwrotu.
Krótko mówiąc: Iran skutecznie obronił się przed zmasowanym atakiem ze strony Izraela i USA, wykorzystując własne środki militarne, które mają niewiele wspólnego z Ormuz i niewiele się od niego zależą.
Oczywiście, cieśnina nakłada na USA pewien rodzaj presji, ponieważ ożywienie gospodarcze powoli się wyczerpuje, a ceny ropy rosną. Ale nawet gdyby to odjąć, wciąż pozostają inne ważne „czynniki”, takie jak kurczące się zapasy broni w USA, słabnący krajowy kapitał polityczny itp.
Nie wspominając już o tym, że Iran mógłby zaatakować nowo proponowane rurociągi i infrastrukturę, co w zasadzie całkowicie przekreśliłoby cały projekt.
Najnowsze zdjęcia satelitarne pokazują, że najnowsze ataki Iranu ponownie zniszczyły większą część baz USA i ich sojuszników.
Nadal nie odnotowano żadnych ofiar, a po irańskich atakach ponownie zauważono dużą liczbę samolotów C-17 przystosowanych do ewakuacji medycznej opuszczających region.
Iran przeprowadza zmasowane ataki na kluczowe obiekty USA i sojuszników
▪️Zdjęcia satelitarne pokazują rezultaty ataków Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej na amerykańską stację radarową nadzoru morskiego na skałach Salam, a także na radar obrony powietrznej w rejonie Ghanam w Omanie. ▪️Iran ogłosił również ataki na trzy budynki w kompleksie wojskowym Zaid w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz na bazę króla Faisala w Jordanii.
Flota samolotów MQ-9 Reaper również była dalej masakrowana, kolejny samolot został zestrzelony przez siły irańskie:
Could not load video.
Kolejny amerykański bezzałogowy samolot rozpoznawczo-szturmowy MQ-9A Reaper zestrzelony przez irańską obronę przeciwlotniczą został odnaleziony w górach okręgu Dehloran, w południowej części prowincji Ilam, graniczącej z Irakiem.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) informował wcześniej, że jeden z jego systemów obrony przeciwlotniczej zestrzelił MQ-9A gdzieś w pobliżu Andimeshk, na północy prowincji Chuzestan. Musi to być ten sam dron, ponieważ okręgi Andimeshk i Dehloran graniczą bezpośrednio ze sobą.
Stany Zjednoczone ponownie rozpoczęły masowy transport lotniczy z Europy na Bliski Wschód, w tym wysyłanie większej liczby myśliwców, co może oznaczać kolejne rundy ataków:
Biorąc pod uwagę ostatnią aktywność amerykańskiej floty transportowej w regionie, wydaje się, że Amerykanie ponownie gromadzą zasoby na potrzeby ataków na Iran. Most powietrzny działa z niemal taką samą intensywnością, jak przed rozpoczęciem operacji „Epic Fury”.
Wybitny irański naukowiec Seyed Marandi twierdzi, że Trump z całą pewnością planuje pewnego rodzaju inwazję lądową, we współpracy z sojusznikami z Zatoki Perskiej:
Wszystko zależy od tego, czy Trump uważa, że irański odstraszacz został „dostatecznie cofnięty” w głąb lądu, jak zasugerował na samym początku. Gdyby jego doradcy poinformowali go, że obszar jest bezpieczny, mógłby podjąć jakąś próbę, ale wszystko wskazuje na to, że potrzeba by było dużo czasu na dalsze bombardowanie i degradację irańskich aktywów, aby w ogóle zbliżyć się do takiego punktu.
Iran z drugiej strony nadal grozi zamknięciem Bab Al-Mandab, traktując to jako ostateczną dźwignię eskalacji, gdyby USA przystąpiły do bombardowania irańskich elektrowni i innych kluczowych obiektów infrastruktury cywilnej.
Na pożegnanie, w materiale filmowym, ukazującym bezsilność USA w walce z Iranem w Ormuz, można usłyszeć łamiący się głos Rubia, który histerycznie zachowuje się jak „Karen”, grożąc jednocześnie kontaktem z departamentem „HR” ONZ w sprawie Iranu:
Could not load video.
Jaki jest cel ONZ? – pyta – skoro organizacja ta odmawia podjęcia działań w sprawie dominacji Iranu nad Ormuzem.
No cóż, zobaczmy, Marco: Hormuz był całkowicie otwarty, zanim rozpocząłeś niesprowokowaną wojnę agresywną z Iranem. Teraz twój urzędujący prezydent nie tylko wysadza statki w cieśninie – tak jak robi to Iran – ale, niczym w lustrzanym odbiciu, planuje nawet zacząć pobierać opłaty od krajów tranzytowych.
Szkoła Ameryk (Escuela de las Américas) jest niezwykłym przejawem zinstytucjonalizowanej manipulacji politycznej oraz terroru. Szkoła ta powstała z inicjatywy Waszyngtonu i miała (i ma nadal) za zadanie utrzymanie amerykańskiej kontroli nad latynoamerykańskimi państwami poprzez zapewnienie sobie wpływu na armie i policje tych krajów.
Szkoła ta, pomimo że jej motto brzmi: „Wolność, Pokój, Braterstwo”, jest w Ameryce Łacińskiej powszechnie znienawidzona z powodu aktywności, jaką prowadzi w krajach rozciągających się na południe od Rio Grande. Od 2001 roku występuje ona pod nazwą hiszpańską Instituto del Hemisferio Occidental para la Cooperación en Seguridad (Instytut Współpracy w dziedzinie Bezpieczeństwa Półkuli Zachodniej) lub angielską The Western Hemisphere Institute for Security Cooperation. Nazwa hiszpańska jest częściej stosowana, gdyż językiem wykładowym szkoły jest język hiszpański. Starsze określenie szkoły, Escuela de las Américas, jednak się utrwaliło i potocznie do dziś jest stosowane. Szkoła mieści się w Fort Benning (obecnie przemianowanym na Fort Moore) w stanie Georgia, USA. Obecnym szefem szkoły jest pułkownik Michael P. Rogowski.
Szkoła została założona w 1946 roku w zachodniej części strefy Kanału Panamskiego, znajdującej się pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Szkoła wówczas nazywała się Centro de Entrenamiento Latinoamericano. División de Tierra (Centrum Szkolenia Latynoamerykańskich Sił Lądowych), a jej siedzibą był Fort Amador. Już w 1949 roku szkołę przeniesiono do Fort Gulick w innej części strefy kanałowej, zmieniając jednocześnie jej nazwę na Escuela del Caribe de Ejército de EE. UU. (Szkoła Amerykańskiego Wojska w Rejonie Karaibów). W 1963 roku otrzymała nową nazwę – Escuela de las Américas (lub School of the Americas – SOA), ale wśród nacji latynoskich jest określana najczęściej mianem Academia de Asesinos (Akademia Morderców).
Przed jej gmachami w Panamie odbywały się nieustanne demonstracje domagające się zamknięcia szkoły. Jako że wszystkie te protesty odbywały się w atmosferze niechęci do Stanów Zjednoczonych, Ronald Reagan przeniósł szkołę do Fort Benning, gdzie funkcjonuje do dziś. W szkole kształcą się żołnierze i oficerowie latynoscy, często osiągający dzięki temu awanse na wysokie szarże. Zadaniem oficjalnym szkoły było poprawianie kwalifikacji żołnierzy z krajów latynoskich w dziedzinie ćwiczeń artyleryjskich, reperacji pojazdów wojskowych, zajęć z działań piechoty, poprawiania ogólnej sprawności fizycznej, a nawet kuchni wojskowej. W istocie rzeczy uczniowie szkoły od początku przechodzą intensywny kurs ideologiczny Bezpieczeństwa Narodowego, oparty na amerykańskiej doktrynie wojennej. Utrzymanie stabilizacji danego państwa jest podstawą tej narracji. Nie bierze się pod uwagę, że system wyzysku i ograbiania miejscowych gospodarek przez amerykańskie koncerny siłą rzeczy zaburza tę właśnie stabilność.
Wychowankowie
Szkoła Ameryk w czasie swego długiego istnienia wyedukowała ponad 60 000 żołnierzy latynoskich, w tej liczbie 10 prezydentów, 38 ministrów obrony i 70 różnego rodzaju komendantów wojskowych. Jej absolwenci stanowili dość homogeniczny zestaw ludzi, który tworzyli głównie żołnierze i policjanci. Dzięki poparciu szkoły, a tym samym rządu Stanów Zjednoczonych, wielu z nich awansowało na wysokie rangi oficerskie. Wśród nich wymienić można takich wojskowych jak: gen. Jorge Rafael Videla, gen. Roberto Eduardo Viola, gen. Leopoldo Galtieri określający się jako „pupilek Waszyngtonu” (przywódcy faszystowskiej junty rządzącej Argentyną w latach 1976–1983), gen. Hugo Banzer (dyktator Boliwii w latach 1971–1978 oraz 1997–2001, odpowiedzialny za 4000 zaginionych i zabitych), gen. Manuel Contreras (szef osławionej tajnej policji DINA, zwanej powszechnie „gestapo Pinocheta”), gen. Hernán José Guzmán Rodríguez (Kolumbia, współpracujący z faszyzującymi bojówkami narkotykowymi Muerte a Secuestradores), Raoul Cédras (dyktator Haiti w latach 1991–1994), Guillermo Rodríguez (dyktator Ekwadoru w latach 1972–1976), kapitan Juan Oreldo Urbine (Urugwaj), Vladimiro Montesinos (Peru, szef wywiadu wojskowego w rządzie dyktatora Alberto Fujimoriego), gen. Efraín Ríos Montt (dyktator Gwatemali w latach 1982–1983), gen. Gustavo Adolfo Álvarez Martínez (dowódca szwadronów śmierci w Hondurasie w latach 1981–1984) etc.
Przez Akademię Morderców przewinęło się mnóstwo ludzi różnego autoramentu. Jednym z ciekawszych przypadków był Luis Arce Gómez, boliwijski gangster narkotykowy. Poprzez matkę był blisko spokrewniony z „królem kokainy” Roberto Suárezem Gómezem. W 1980 roku „król kokainy” sfinansował prawicowy, wojskowy zamach stanu w Boliwii, który przeprowadził generał Luis García Meza. W zamian za wsparcie narkomafia została wynagrodzona teką ministra spraw wewnętrznych, którą otrzymał Luis Arce Gómez. Zamach stanu wspomógł także żyjący jeszcze wtedy „kat Lyonu”, Klaus Barbie, który zwerbował dla generała Mezy kilkuset faszystów z Europy Zachodniej. Generał Meza i Arce Gómez rządzili około półtora roku. Przez ten czas wysłali na tamten świat ponad 500 osób, a 4000 umieścili w więzieniach.
Nie wszystkim swoim wychowankom Szkoła Ameryk zdołała jednak zepsuć psychikę. Peruwiański generał Juan Velasco Alvarado, wychowanek Akademii Morderców, w 1968 roku przeprowadził w Peru zamach stanu w interesie Indian i rolników. Przeprowadził reformę rolną, wywłaszczył za odszkodowaniem niektóre amerykańskie koncerny. Uczynił język keczua (quechua) językiem równoprawnym obok hiszpańskiego. Jego pogrzeb w 1975 roku był wielką manifestacją poparcia społecznego i żalu z powodu śmierci generała. W pogrzebie wzięło udział około milion osób. Trochę podobnym przykładem był prezydent Panamy, Manuel Noriega, zwany „Ananasem”. Początkowo współpracował z CIA, ale później odrzucił żądania Reagana, by renegocjować warunki użytkowania Kanału Panamskiego. W odpowiedzi w 1989 roku doczekał się amerykańskiej inwazji. Został pojmany i w Miami skazany na 40 lat więzienia za handel narkotykami (media amerykańskie zarzucały mu także oglądanie pornografii, skłonności homoseksualne, noszenie czerwonych kalesonów etc.).
Zupełnie odmiennym przypadkiem jest sprawa sławetnego Augusto Pinocheta. Był on wychowankiem Akademii Morderców, o czym wzmiankuje wiele publikacji, ale ostatnio pojawił się trend negowania jego związków z tą szkołą. Sztuczna Inteligencja twierdzi, że Pinochet nie studiował w Escuela de las Américas, mimo że wszystkie jego posunięcia bezdyskusyjnie wskazują, że w tej szkole odebrał odpowiednie nauki. Wydaje się, że obecnie Szkoła Ameryk pragnie się odciąć od tego „gwiazdora”, którego wyczyny są doskonale znane międzynarodowej opinii publicznej.
Metody działania
Szkoła przeżyła wstrząs ideologiczny i mentalny po zwycięstwie rewolucji na Kubie. Waszyngton uznał, że jego strefa wpływów, doskonale wyrażona przez doktrynę Monroe, może zostać zagrożona. W efekcie kursy ideologiczne stały się prawdziwym praniem mózgów. Uczono tam nienawiści do lewicowości we wszystkich przejawach, do związków zawodowych i do autochtonów, którzy zostali uznani za element niepewny. Czynniki decyzyjne w Waszyngtonie uznały, że muszą zastosować bardziej bezwzględne i okrutne metody, by utrzymać wpływy i dominację w Ameryce Łacińskiej.
W 1963 roku pod patronatem Jamesa J. Angletona, członka mrocznej organizacji Skull & Bones i pracownika Uniwersytetu Yale, CIA stworzyła podręcznik tortur zwany „Kubark Counterintelligence Interrogation”. W 1983 roku CIA wydała następne tego typu dzieło pt. „Human Resource Exploitation Training Manual”. Nazwa Kubark była zaszyfrowanym skrótem odnoszącym się do samej CIA. Kubark był dokumentem ściśle tajnym i przez około 30 lat nikt nie wiedział o jego istnieniu. Był jednym z podstawowych podręczników, na bazie którego szkolono tysiące adeptów Szkoły Ameryk. Agenci CIA określali Kubark mianem „inteligentnego przesłuchania”.
Wstępne metody postępowania związanego z przesłuchaniem obejmowały psychiczne zastraszanie, wyznaczanie nagrody pieniężnej za głowę poszukiwanego, zmuszanie do przyjmowania narkotyków i różnych innych substancji psychoaktywnych, takich jak temazepam, etanol, hioscyna, tiopental etc. By szantażować przesłuchiwanego, zalecane było porywanie członków jego rodziny i ewentualne pastwienie się nad nimi. Fizyczne znęcanie się nad pochwyconym obejmowało m.in.: bicie, kopanie, wieszanie ze związanymi na plecach rękami, trzymanie głowy przesłuchiwanego przez pewien czas w mocno nasolonej wodzie, kłucie, przypalanie prądem elektrycznym szczególnie unerwionych miejsc, głodzenie, nieustanne wybudzanie ze snu.
Nauczycielami byli często członkowie amerykańskich, elitarnych jednostek specjalnych, np. Zielonych Beretów. Pewien żołnierz salwadorski wspominał, jak pewnego dnia Zielone Berety przyprowadziły do jego garnizonu 16-letniego chłopca, oskarżonego o przynależność do partyzantki, i kazały miejscowym żołnierzom wbijać mu bagnety w palce i wyrywać paznokcie. Chłopca poddano także innym torturom, w skutek których zmarł.
Wszyscy pochwyceni musieli zostać rozebrani do naga i byli często przetrzymywani z kapturem na głowie, z założonymi kajdanami na rękach i nogach. Schwytanych umieszczano w ukrytych, zaimprowizowanych obozach koncentracyjnych. Obozy te lokowano najczęściej w niepozornych miejscach, na peryferiach miast albo w buszu, z daleka od siedzib ludzkich. W Chile, w okresie dyktatury Pinocheta, jednym z większych i bardziej znanych obozów koncentracyjnych była Villa Grimaldi w Santiago, przy Avenida José Arrieta 8200. „Gościła” w swoich murach ponad 4500 osób. Zwano ją także Cuartel Terranova i wsławiła się wyjątkowo okrutnymi torturami. Szefem Villa Grimaldi był brygadier Miguel Krasnoff, Chilijczyk pochodzący z rodziny Kozaków dońskich, urodzony w Austrii. Był dowódcą Brygady Caupolicán, znanej z licznych potajemnych porwań ludzi, zabójstw i stosowania tortur. Miguel Krasnoff był wychowankiem Szkoły Ameryk i był odpowiedzialny za śmierć około 70 osób, w tym za zabójstwo generała Carlosa Pratsa, przeciwnika spisku Pinocheta w 1973 roku.
W Argentynie, w okresie rządów prawicowej junty (1976–1983) szefem policji w prowincji Buenos Aires był generał Ramón Camps, wychowanek Escuela de las Américas. Zarządzał on siecią 29 obozów koncentracyjnych rozsianych na terenie tej prowincji. Ramón Camps miał na sumieniu 32 zabójstwa, 120 przypadków torturowania schwytanych, 2 gwałty, 2 porody sprowokowane torturami, 18 przypadków okradania więźniów, 214 porwań etc. Proces, jaki prowadzono przeciwko niemu, nie przyniósł jednak sprawiedliwości, gdyż w 1990 roku neoliberalny prezydent Carlos Menem udzielił mu ułaskawienia.
W praktyce wobec osób uznawanych za zakłócające stabilizację oprawcy stosowali zarówno tortury zalecone w podręcznikach Kubark, jak i wykazywali się inwencją własną. Doskonałą ilustracją takiej inwencji jest sprawa amerykańskiej siostry zakonnej, urszulanki, Dianny Ortiz. W 1989 roku przebywała ona w Gwatemali z misją edukacyjną i dobroczynną wśród Majów z grupy Ixil. Pewnego dnia została porwana przez żołnierzy gwatemalskich i zaciągnięta do obozu ukrytego w posterunku policji. Tam poddano ją brutalnym przesłuchaniom trwającym 24 godziny. Przesłuchania były przerywane biciem, kopaniem i zbiorowymi gwałtami. Po powrocie na wolność lekarze naliczyli na jej ciele ponad 111 ran spowodowanych tym, że oprawcy gasili na jej plecach płonące papierosy. Gdy Dianna była już półżywa, przesłuchujący wrzucili ją do dołu, w którym leżały trupy razem z żywymi ludźmi, dogorywającymi po torturach. Przypuszczalnie zakończyłaby wtedy życie, ale wśród przesłuchujących był rodowity Amerykanin, którego rozpoznała po angielskim akcencie, z jakim mówił po hiszpańsku. Kumple zwracali się do niego Alejandro. Otóż tenże Alejandro zaproponował, by jej jeszcze nie dobijać. Dzięki temu przeżyła. W stolicy Gwatemali domagała się zadośćuczynienia u ministra obrony Gwatemali, generała Héctora Gramajo – człowieka bezpośrednio odpowiedzialnego za represje, jakich doznała. Gramajo był wychowankiem Escuela de las Américas i ściśle współpracował ze służbami amerykańskimi. Oczywiście nie podjął on tematu i dalej działał zgodnie z dotychczasowym kursem. Wobec tego siostra Dianna przedstawiła swój przypadek w USA, domagając się sprawiedliwości. Rząd Ronalda Reagana odpowiedział jej ustami Thomasa Stroocka, amerykańskiego ambasadora w Gwatemali. Oświadczył on, że Stany Zjednoczone nie mają nic wspólnego z podobnymi okrucieństwami i nie partycypują w nich…
Walka o prawdę i uchylenie rąbka tajemnicy
Prezydent Jimmy Carter, który poważnie traktował pojęcie praw człowieka, zawiesił działalność szkoły. Ronald Reagan po objęciu prezydentury ponownie ją jednak otworzył i udzielił jej szerokiego poparcia. Praktyki wychowanków Akademii Morderców przez długie dziesięciolecia pozostawały w ukryciu. Nikt też nie wiedział o istnieniu podręczników tortur. W 1990 roku amerykański ksiądz Roy Bourgeois stworzył organizację SOA-Watch, która miała uważnie śledzić działalność Escuela de las Américas. Inicjował też protesty przed siedzibą szkoły w Fort Benning. Za taką działalność ksiądz Bourgeois i inni aktywiści zostali aresztowani i skazani wyrokiem sądu na cztery lub więcej lat więzienia.
Działalność Escuela de las Américas była nawet dla niektórych kongresmenów podejrzana. W 1993 roku deputowani Partii Demokratycznej – Marty Meehan, Joseph Kennedy i Joseph Moakley – wystąpili z wnioskiem o zamknięcie szkoły albo przynajmniej o zmniejszenie jej finansowania. W 1996 roku, za prezydentury Billa Clintona, zdecydowano się odtajnić podręczniki stosowane przez nauczycieli z Akademii Morderców. Były to m.in.: „Terrorismo y guerrilla urbana”, „Estudio de Interrogación”, „Inteligencia de Combate”, „Manual de Estudios Contra-Inteligencia” etc. Mimo odsłonięcia rąbka tajemnicy, różni politycy amerykańscy nadal podważali wyczyny wychowanków szkoły. Dick Cheney utrzymywał, że były to tylko nieautoryzowane błędy.
Niektóre wyczyny
Pierwszy szef junty argentyńskiej, generał Jorge Rafael Videla (1976–1981), stanął w 2010 roku przed sądem za popełnione zbrodnie w 1256 przypadkach. Zarzucano mu m.in. bezpośrednią odpowiedzialność za zabicie 29 osób, poddanie torturom 32 osób, zagrabienie mienia 35 osobom etc. Został skazany na dożywocie. Zmarł w 2013 roku.
Do historii przeszły wyczyny faszystowskiego batalionu Atlacatl. Dowódcą był pułkownik Domingo Monterrosa, wychowanek Akademii Morderców. Duża część żołnierzy batalionu również przeszła szkolenie w tej akademii. W grudniu 1981 roku batalion Atlacatl napadł na miejscowość El Mozote. Jego ludzie zabili tam 978 osób – kobiet, mężczyzn i dzieci. Mężczyźni przed śmiercią zostali poddani torturom w miejscowym kościele. Najmłodsze dzieci miały po kilka miesięcy lub lat. Monterrosa zarzucał mieszkańcom El Mozote, że byli sympatykami lewicowej partyzantki. W 1982 roku żołnierze z Atlacatl zamordowali w miejscowości El Calabazo ponad 200 osób płci obojga. Jednym z głośniejszych mordów było zabójstwo arcybiskupa Óscara Arnulfo Romero, wielkiego obrońcy pokoju i praw człowieka. 23 marca 1980 roku wygłosił on pamiętną homilię, w której w imię chrześcijańskich wartości apelował do żołnierzy salwadorskich, by nie wykonywali rozkazów strzelania do ludzi. Dzień później został zabity przez członków szwadronów śmierci. Zleceniodawcą wymienionych zbrodni był czołowy polityk salwadorskiej prawicy, major Roberto d’Aubuisson – wychowanek Akademii Morderców.
W Kolumbii 18 000 żołnierzy przeszło trening w Escuela de las Américas. Jednym z bardziej „zasłużonych” wychowanków szkoły był generał Agustín Ardila Uribe, komendant 4. Dywizji armii kolumbijskiej. W 1984 roku przeszedł on trening w Escuela de las Américas. W 1992 roku napadł na miejscowość Mapiripán w departamencie Meta. Jego oddziały ściśle współpracowały z faszystowskimi i narkotykowymi bojówkami Autodefensas Unidas de Colombia. W Mapiripán żołnierze i bojówkarze zamordowali ponad 77 wieśniaków płci obojga, ścinając im głowy, podrzynając gardła i wypruwając wnętrzności. Armia i bojówkarze zarzucali mieszkańcom Mapiripán, że sympatyzowali z lewicową partyzantką.
Escuela de las Américas do dziś wykazuje się wielką aktywnością w obronie amerykańskiego i zachodnioeuropejskiego kapitału. W 2018 roku boliwijscy oligarchowie z prowincji Santa Cruz i amerykańskie służby postanowiły pozbyć się demokratycznie wybranego prezydenta Evo Moralesa, któremu prawica zarzucała, że chce być dożywotnim dyktatorem. Bunt w Santa Cruz mógł być łatwo stłumiony, gdyż nie miał szerokiego poparcia w społeczeństwie, ale naczelny dowódca armii boliwijskiej, generał Williams Kaliman, i szef policji, Vladimir Yuri Calderón, opowiedzieli się za oligarchami i zażądali dymisji prezydenta. Evo Morales musiał się ukrywać, a prawicowa bojówka przeszukiwała jego mieszkanie. Przypuszczalnie Morales zostałby wówczas zabity, ale prezydent Meksyku, Andrés Manuel López Obrador, wysłał do Boliwii meksykański samolot wojskowy, który zdołał odnaleźć Moralesa i zabrać go bezpiecznie do Meksyku. Zarówno Kaliman, jak i Calderón byli wychowankami Escuela de las Américas. Oprócz nich w armii boliwijskiej działali wówczas tacy wychowankowie szkoły jak: burmistrz miasta Cochabamba, kapitan Manfred Reyes Villa (mózg tego zamachu), pułkownik Remberto Siles Vázquez, pułkownik Teobaldo Cardozo Guevara, pułkownik Julio César Maldonado Leoni, pułkownik Oscar Aguirre etc.
W obecnej, po-chavezowskiej Wenezueli tymczasowa prezydent Delcy Rodríguez, w ramach wymiany kadr wojskowych, postawiła na czele armii generała Gustavo Gonzáleza Lópeza – znanego z brutalności adepta Akademii Morderców. Rząd Delcy Rodríguez ściśle współpracuje z Waszyngtonem, zajmując się powolną likwidacją reform Cháveza oraz Maduro i przygotowaniem gruntu pod powrót neoliberalizmu. W takich warunkach możliwe będą wybuchy społecznego niezadowolenia. Wychowanek Akademii Morderców jako wódz armii wenezuelskiej może być w tych warunkach bardzo przydatny.
Warto na koniec zastanowić się, ilu ludzi straciło życie na skutek długotrwałej aktywności Szkoły Ameryk. Autor tego tekstu wyznaje, że nie natrafił na żadną wiarygodną i wyczerpującą statystykę. Biorąc pod uwagę duży zasięg czasoprzestrzenny działania szkoły, wydaje się, że ofiar było bardzo dużo – może nawet setki tysięcy. Czas pokaże, czy liczba ludzi, którzy zostali zamordowani lub ponieśli ciężki uszczerbek na zdrowiu skutkiem działalności Szkoły Ameryk, kiedykolwiek zostanie w pełni ujawniona.
Zawieszenie broni w Zatoce Perskiej powróci, o ile Prezydent Izraela dogada się z prezydentem USA w tej właśnie sprawie. Jeśli się nie dogadają, to też będziemy mieli do czynienia z wielką mową Trumpa, w której ogłosi, że Iran błaga go o koniec działań wojennych, a on się zlituje ze względów humanitarnych.
Dlaczego? Ponieważ za trzy i pół miesiąca odbędą się w USA wybory do obu izb parlamentu zwane połówkowymi. Wcześniej, bo 27 października, odbędą się w Izraelu wybory prezydenckie.
Wiem, wielu z was uważa, że gdyby wybory cokolwiek zmieniały, byłyby zakazane. Zgodzę się z twierdzeniem, że wybory są teatrzykiem wykorzystującym niskie pobudki wyborców łasych na „kiełbasę”, ale nikt chyba nie zaprzeczy, że wybór Trumpa bardzo dużo zmienił na świecie.
Powiecie jasne – zaatakował Iran, dozbraja ciągle Ukrainę, rozpętał cyrk z cłami i kłamie, jakby sam w te brednie wierzył. Kłamie, bo jest politykiem – to chyba wyjaśnia jego zachowanie, chociaż mógłbym wymienić sporo polityków, którzy kłamią bardziej inteligentnie.
Ruch na drodze Bandar Abbas–Rudan w południowym Iranie został wznowiony po tym, jak wczesnym rankiem stała się ona celem amerykańskiego ataku wojskowego. Źródło: Telegram 18.07.2026 r. 11:02.
Irańska armia poinformowała, że w piętnastej fazie operacji jej celem były schrony dla samolotów, miejsca postojowe dla samolotów, składy paliwa w bazie lotniczej Sheikh Isa w Bahrajnie, a także kilka strategicznych mostów, a wszystko to przy użyciu dronów szturmowych. Bazę lotniczą Sheikh Isa opisano w dokumencie jako jeden z najważniejszych ośrodków operacyjnych i logistycznych wspierających amerykańskie siły powietrzne i morskie w regionie, zaznaczając, że pełni ona funkcję kluczowej bazy dla operacji wojskowych USA przeciwko celom regionalnym, szczególnie Iranowi.
Zdjęcia satelitarne przedstawiające zniszczenia amerykańskiego systemu Patriot w pobliżu Erbilu w Iraku. Źródło: Telegram 17.07.2026 r. 11:42.
Trump w wywiadzie wypowiedział szczere i całkowicie bezinteresowne słowa uznania pod adresem JFK: „John Kennedy był wspaniałym facetem, przystojnym. Mówią, że był drugim najprzystojniejszym prezydentem Stanów Zjednoczonych”. Tylko nie pytajcie go, kto jest pierwszy. Nie pytajcie, kto zajmuje pierwsze miejsce w tym rankingu. Nie róbcie tego! Fragment wywiadu na YouTube.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Za pierwszej komuny popularna była anegdotka o bacy, którego agitator namawiał do wstąpienia do kołchozu. – Oddalibyście baco do kołchozu konia? – Oddołbym. – A krowę też byście oddali? – Oddołbym. – A owiecki? Owiecki też byście oddali? – Ni, owiecek nie oddom. – Jakże to baco? Konia byście oddali, krowę byście oddali, a owiecek nie chcecie oddać? Dlaczego? – Bo mom.
Dlaczego o tym wspominam? Właśnie media doniosły o „historycznym” głosowaniu kongresmenów Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów Kongresu w sprawie pomocy dla Izraela. Jak wiadomo, rząd Stanów Zjednoczonych regularnie wspiera Izrael kwotą około 4 mld dolarów rocznie. Autorzy książki „Lobby izraelskie w USA” piszą, że Izrael jest jedynym państwem, które z tej pomocy nie musi się rozliczać, więc pożycza tę forsę Ameryce na wysoki procent. Chętnie w to wierzę, bo od dziesiątków lat każdy prezydent USA przy zaprzysiężeniu składa Izraelowi coś w rodzaju hołdu lennego.
Prezydent przyrzeka mianowicie, że Ameryka będzie „wspierała” Izrael, bez względu na to, co on będzie robił. Znakomitą ilustracją tej lennej zależności Stanów Zjednoczonych od Izraela była wizyta Benjamina Netanjahu jeszcze za pierwszych jego rządów. Akurat izraelski Kneset podjął uchwałę o włączeniu Jerozolimy do terytorium państwowego Izraela. Było to sprzeczne z linią polityki amerykańskiej, która wtedy stała na stanowisku, że Jerozolima powinna zachować status międzynarodowy.
Jednak Beniamin Netanjahu przemawiając w Kongresie powiedział, że „Jerozolima nie będzie podzielona już nigdy. NIGDY!” – powtórzył z naciskiem. Na tę sprzeczną z linią polityki amerykańskiej deklarację część kongresmanów wstała i zaczęła izraelskiego premiera oklaskiwać na stojąco. Widząc to, inni kongresmani, wprawdzie z ociąganiem, niemniej jednak, też zaczęli wstawać i klaskać. Niechby no tak który nie wstał, to zaraz amerykańscy Żydowie zrobiliby z niego marmoladę.
Dlatego teraz, kiedy premier Netanjahu przemawia w Kongresie, to żaden tamtejszy twardziel się nie ociąga, tylko wstaje i klaszcze, zanim jeszcze mówca rozpocznie swoje przemówienie.
Cóż zatem takiego się stało, że aż ponad stu twardzieli z Partii Demokratycznej poparło poprawkę o skasowaniu pomocy dla Izraela? Nie jest tajemnicą, że Partia Demokratyczna robi bokami, więc każdy sposób uwodzenia tamtejszych suwerenów wydaje się dobry, a zwłaszcza – sposób bezpieczny. Ten sposób zaś był całkowicie bezpieczny, bo ponad 300 członków Izby Reprezentantów głosowało za odrzuceniem tej poprawki, czyli – za utrzymaniem dotychczasowej pomocy dla Izraela.
Trudno by kongresmani z Partii Demokratycznej nie wiedzieli, jaki będzie wynik głosowania, więc mogli podjąć próbę uwodzenia amerykańskich suwerenów – że oto są przeciwko wspieraniu Izraela – całkowicie bezpiecznie.
Tak samo zachował się Wielce Czcigodny prof. Przemysław Czarnek, kierując do Sejmu projekt przewidujący wstrzymanie dalszego futrowania Ukrainy. Z pewnością potrafi on liczyć do 460, więc nie mógł nie zdawać sobie sprawy, że jego projekt nie ma żadnych szans w głosowaniu. Zatem nie chodziło mu o to, by w jakikolwiek sposób ugodzić w Ukrainę i jej interesy, tylko – by stworzyć wrażenie, że gdyby PiS miał władzę, to natychmiast futrowanie Ukrainy by wstrzymał. A dlaczego zależało mu na wywołaniu takiego wrażenia?
Bo PiS coraz wyraźniej zaczyna czuć na plecach gorący oddech Konfederacji, która – zwłaszcza Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna – od samego początku opowiadała się przeciwko bezmyślnemu, nieodpłatnemu futrowaniu Ukrainy przez Polskę.
Teraz, kiedy na naszych oczach legła w gruzy cała polityka wschodnia zarówno w wydaniu PiS, jak i Platformy Obywatelskiej, w społeczeństwie narasta nie tylko świadomość tej katastrofy, ale i niechęć do dalszych poświęceń dla Ukrainy. Stało się to jasne zwłaszcza po proklamowaniu w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego.
Ta proklamacja oznacza, że Niemcy na razie porzuciły linię Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, na rzecz linii, jaką przyjęło Cesarstwo Niemieckie w roku 1917, pozwalając na utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, żeby szachować Rosję i utrzymywać w ryzach Polaków. W rezultacie Polska nie jest już ani Niemcom, ani Ukrainie do niczego potrzebna, więc obserwujemy cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z polityki europejskiej,
Tak było w Londynie, gdzie Polska w ogóle nie została zaproszona i tak było we Francji, gdzie „koalicja antybalistyczna” powstała też bez Polski – której uczestnictwu sprzeciwiła się Ukraina – podobnie jak bez mocarstw bałtyckich. Tak oto na naszych oczach kształtuje się na wschodniej flance NATO rodzaj „szarej strefy”, która w perspektywie może z jednej strony być niemieckim posagiem, wniesionym z okazji reaktywowania strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego i sprowadzeniu Ukrainy do pierwotnej roli, dając jej tylko terytorialną rekompensatę kosztem Polski za tereny utracone już teraz na rzecz Rosji.
Bo przecież to cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z europejskiej polityki nie jest celem samym w sobie, tylko narzędziem, przy pomocy którego będzie można osiągnąć cel w postaci przesunięcia Ukrainy na zachód, Niemiec – na wschód, a pozostałą resztę przeznaczyć dla Żydów, którzy będą wreszcie mogli zrealizować swoje majątkowe roszczenia w ramach obcinania kuponów od holokaustu.
Cóż mamy o tym myśleć, zwłaszcza po niedawnym potwierdzeniu przez specjalistkę Departamentu Stanu od holokaustu, panią Helenę Germain. Nawiasem mówiąc, któż może być lepszym specjalistą od holokaustu, jak nie Germanowie płci obojga? Nie o to jednak chodzi, tylko o deklarację pani Germany, że „nie wyobrażamy sobie” polskiego rządu z udziałem Grzegorza Brauna i Konfederacji Korony Polskiej.
Krótko mówiąc, w Polsce może być tylko rząd na miarę wyobraźni specjalistów Departamentu Stanu od holokaustu.
Gdyby coś takiego powiedział w 1981 roku Leonid Breżniew, to w USA i „Wolnej Europie” podniósłby się klangor pod Niebiosa – że to „gewałt” na zasadzie samostanowienia narodów i demokracji. Tymczasem nasi Umiłowani Przywódcy, jak jeden mąż, a właściwie – jak jeden mężyk stanu w rodzaju Księcia-Małżonka – podkulili pod siebie ogony.
W dodatku Naczelnik Państwa natychmiast postawił do pionu Wielce Czcigodnego Przemysława Czarnka, potwierdzając w ten sposób podejrzenia, że jest on tylko wydmuszką Jarosława Kaczyńskiego, jak wielu innych absolwentów Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA, gdzie przyszli dygnitarze szkolą się, jak realizować amerykańskie interesy, kiedy już stare kiejkuty dopuszczą ich do żerowiska.
W obliczu szybko eskalującej wojny z Iranem, Trump najwyraźniej nie miał w czwartek wieczorem nic lepszego do roboty niż werbalny atak na Chiny za rzekomą ingerencję w wybory w 2020 roku. Chcę od razu jasno powiedzieć, że moim zdaniem Donald Trump został pozbawiony udziału w wyborach w 2020 roku, ale nie z powodu ingerencji zagranicznej. To było tradycyjne oszustwo wyborcze. W rzeczywistości Departament Sprawiedliwości Trumpa i FBI gromadzą w Georgii dowody, które prawdopodobnie potwierdzą, że Georgia oszukała Trumpa. Ale to historia na inny dzień.
================================================
W czwartek wieczorem Trump wygłosił w godzinach największej oglądalności 30-minutowe przemówienie w Sali Wschodniej, w którym przedstawił następujące twierdzenia:
Kradzież danych rejestracyjnych wyborców. Trump powiedział, że pliki rejestracyjne wyborców w 18 stanach, zawierające łącznie 220 milionów rekordów wyborców, zostały „kupione, skradzione lub zhakowane przez Chiny” i że Chiny dokonały „prawdopodobnie największej kradzieży danych wyborczych w historii”. Dodał, że pliki zawierały nazwiska, adresy i przynależność polityczną. Nazwał to „bezprecedensowym koszmarem dla bezpieczeństwa wyborów”. Przypisał te informacje grupie zadaniowej Białego Domu i Prezydenckiej Radzie Doradczej ds. Wywiadu Zagranicznego.
Produkcja kart do głosowania. Twierdził, że chińska ingerencja obejmowała „próbę wyprodukowania nielegalnych kart do głosowania” dla Bidena.
Zatuszowanie. Stwierdził, że „głębokie państwo” starało się ukryć „skalę złowrogiej ingerencji Chin w wybory” i że agencje wywiadowcze nie poinformowały wcześniej ani Białego Domu, ani Kongresu o włamaniu.
Jego motywem było to, że Chiny nie chciały, aby został ponownie wybrany – „walczyli jak diabli, żeby uniemożliwić wygraną Donalda Trumpa” – i zasugerował, że chińska ingerencja doprowadziła Bidena do władzy.
Maszyny. Powiedział, że dokumenty, które wkrótce zostaną opublikowane, pokażą, że państwa i grupy zagraniczne miały możliwość wpływania na działanie elektronicznych maszyn do głosowania i gromadzone przez nie informacje. Powtórzył również niepotwierdzone twierdzenia, że Wenezuela próbowała manipulować amerykańskimi wyborami.
Ale zwróćcie uwagę, czego nie twierdził i czego nie może udowodnić – mianowicie, że Chiny wydrukowały karty do głosowania wstępnie wybrane dla Bidena i przemyciły je do kilku stanów, dając w ten sposób Bidenowi zwycięstwo.
O Boże! Co za bzdura. Ani jednego dowodu na to, że Chiny przemycały głosy lub manipulowały nimi, a mimo to wielu, którzy obserwowali Trumpa, było przekonanych, że to Chiny są wrogiem i należy się z nimi surowo rozprawić. To, co Trump zrobił dziś wieczorem, to jeden z najbardziej rażących przykładów propagandy mającej na celu wzniecenie wrogości.
W czasach, gdy Stany Zjednoczone są całkowicie uzależnione od Chin w kwestii pierwiastków ziem rzadkich, Trump uznał, że to dobry moment, by obrazić Chiny i zagrozić im. Myślałem, że Trump już sięgnął dna w dyplomacji… Myliłem się, bo sięgnął nowego dna. Nie zdziwiłbym się, gdyby Chiny ponownie podwoiły swoje wsparcie dla Iranu, by doprowadzić do upokarzającej porażki USA.
[Uważam argumenty autora za anty-ludzkie, anty-moralne. ukazują jednak satanizm strony Izrael – USA, md]
„Scenariusz Putina”: Czy Iran powtarza strategiczne błędy Rosji?
Feliks Abt
Analiza strategicznych paraleli między działaniami Władimira Putina na Ukrainie a zachowaniem Iranu w konflikcie z Izraelem i USA ujawnia uderzające podobieństwo:
Oba państwa wielokrotnie wymieniały inicjatywę militarną na ostrożność dyplomatyczną. Obserwatorzy geopolityczni i zagraniczni krytycy – zwłaszcza amerykański ekonomista polityczny Paul Craig Roberts – twierdzą, że Teheran systematycznie powiela kluczowe błędy geopolityczne Moskwy.
Według Robertsa, zarówno Moskwa, jak i Teheran wplątały się w cykl reaktywny, pozwalając wrogim koalicjom z czasem się umacniać. Dopóki Iran nie porzuci tego niepewnego, defensywnego nastawienia, ryzykuje, że podąży dokładnie tą samą trajektorią strategiczną, którą przypisuje się Rosji: permanentnie przedłużający się konflikt, rosnące wrogie koalicje i stale kurczący się obszar bezpieczeństwa.
Paul Craig Roberts jest amerykańskim ekonomistą politycznym, autorem i byłym urzędnikiem państwowym. Uzyskał doktorat z ekonomii na Uniwersytecie Wirginii i pełnił funkcję zastępcy sekretarza skarbu ds. polityki gospodarczej za prezydentury Reagana, gdzie był jednym z głównych architektów ekonomii podaży („Reaganomiki”). Później pracował jako zastępca redaktora naczelnego i felietonista w „The Wall Street Journal” oraz publikował liczne felietony w „Business Week” , „Scripps Howard News Service” i „Creators Syndicate”. Obecnie jest wybitnym niezależnym analitykiem geopolitycznym i krytykiem zachodniej polityki zagranicznej.
Sednem krytyki Robertsa – którą często podzielają krajowi obserwatorzy w Moskwie i Teheranie, często niesłusznie określani przez zachodnie media mianem „twardogłowych” – jest wskazanie siedmiu strukturalnych słabości wspólnych dla obu krajów:
1. „Negocjacje zamiast zwycięstwa” Roberts twierdzi, że zarówno Moskwa, jak i Teheran regularnie wybierają negocjacje, zawieszenia broni i sygnały dyplomatyczne zamiast zdecydowanych działań militarnych.
Rosyjski schemat : Putin wielokrotnie zabiegał o rozwiązania dyplomatyczne (np. porozumienia mińskie i rozmowy o bezpieczeństwie z NATO). Te przerwy pozwoliły Ukrainie i Zachodowi na zbrojenia, podczas gdy Rosja nie egzekwowała własnych „czerwonych linii”.
Paralela irańska : Teheran rutynowo akceptuje zawieszenia broni, prowadzi długie rozmowy i wydaje ostrzeżenia zamiast podejmować zdecydowane i dynamiczne działania.
Cena strategiczna : Negocjacje dają przeciwnikom czas na wzmocnienie swojej pozycji i nakładają ograniczenia polityczne na stronę skłonną do negocjacji.
2. Mentalność defensywna. Kluczowym błędem obu rządów jest fundamentalnie defensywna postawa, która pozbawia je strategicznej inicjatywy.
Postawy reaktywne : Rosja konsekwentnie reaguje na eskalację działań Zachodu, zamiast przejąć kontrolę nad narracją. Podobnie Iran przygotowuje się do przyjęcia ciosów, zamiast proaktywnie ponosić koszty.
Metafora nożyczek : Roberts zauważa, że Iran dysponuje tylko „jednym ostrzem nożyczek” – zdolnością obronną – nie posiadając jednocześnie ostrza ofensywnego, które mogłoby wymusić korzystny wynik konfliktu.
3. Moralna powściągliwość, która szkodzi samym sobie: Oba narody kładą zbyt duży nacisk na międzynarodową legitymację moralną – postawę, którą ich przeciwnicy postrzegają jako strategiczną słabość.
Wyrachowana powściągliwość Rosji : Moskwa opowiada się za przedłużającą się wojną na wyniszczenie i strukturalnie ogranicza swoje działania, aby chronić własnych żołnierzy i uniknąć masowych ofiar wśród ludności cywilnej po stronie przeciwnika. Co więcej, Rosja konsekwentnie sięga po środki dyplomatyczne i prawne; na przykład Moskwa wezwała do międzynarodowego śledztwa w sprawie masakry w Buczy – za którą została uznana za odpowiedzialną – ale spotkała się z odmową ze strony mocarstw zachodnich.
Kontrastujące stanowisko wroga na Ukrainie : Z kolei siły ukraińskie – w pełni uzbrojone, wyszkolone i wspierane logistycznie przez NATO – nie przywiązują wagi do infrastruktury cywilnej. Po zamachu stanu w 2014 roku, który doprowadził do obalenia demokratycznie wybranego rządu Ukrainy, nowy reżim w Kijowie regularnie ostrzeliwał głównie rosyjskojęzyczny region Donbasu, atakując rynki i osiedla mieszkaniowe.
Ideologiczne ograniczenia Iranu : Teheran przestrzega surowych ograniczeń religijnych i etycznych, które ograniczają jego skuteczność militarną. Iran z wyprzedzeniem ostrzegł Katar przed atakiem na wspólne złoże gazu, aby umożliwić ewakuację cywilnych pracowników, a także wydał podobne ostrzeżenia przed atakami na północny Izrael, aby umożliwić ucieczkę ludności. Teheran celowo unika ataków na infrastrukturę krytyczną, taką jak zakłady odsalania wody – które natychmiast sparaliżowałyby Izrael i państwa Zatoki Perskiej – ponieważ uważa taką wojnę totalną za grzech. Jest to zgodne z oficjalną fatwą religijną Iranu, która surowo zabrania produkcji i używania broni jądrowej.
Historyczny precedens powściągliwości : Ta religijna powściągliwość sięga czasów wojny iracko-irańskiej. Kiedy wspierany przez Zachód reżim Saddama Husajna użył niemieckiej broni chemicznej, zabijając lub okaleczając ponad 100 000 irańskich żołnierzy i cywilów, irańscy przywódcy religijni kategorycznie odrzucili wezwania do odwetu chemicznego, kierując się względami moralnymi.
Kontrastujące podejście przeciwnika na Bliskim Wschodzie : W jaskrawym kontraście, przeciwnicy Iranu działają bez takich operacyjnych skrupułów. Maksymalizują zniszczenia kinetyczne zarówno w celach wojskowych, jak i cywilnych, niszcząc całe bloki mieszkalne, szkoły, placówki medyczne i miejsca kultu.
Retoryka powściągliwości : Roberts odrzuca defensywne banały, takie jak irańskie stwierdzenie: „Nie atakujemy ludzi, jedynie się bronimy”, jako zasadniczo nieproduktywne w kontekście nowoczesnej wojny.
Negatywny efekt : mocarstwa zachodnie i ich przedstawiciele w żadnym wypadku nie są pod wrażeniem asymetrycznej powściągliwości moralnej. Rezygnując z dominacji eskalacji, aby uchodzić za odpowiedzialnych, Putin i irańscy przywódcy osiągają dokładnie odwrotny skutek – zachęcają swoich przeciwników do dalszych działań.
4. Brak konieczności narzucania niemożliwych do udźwignięcia kosztów: Podstawową zasadą strategii wojskowej jest to, że konflikty kończą się dopiero wtedy, gdy przeciwnikowi narzucono niemożliwy do udźwignięcia koszt. Oba reżimy nie spełniają tego standardu.
Błędy Iranu : Teheran zapowiada ataki rakietowe z wyprzedzeniem, minimalizuje liczbę ofiar wśród ludności cywilnej, atakuje odizolowane bazy amerykańskie zamiast bezpośrednio atakować Izrael i pozostawia infrastrukturę Arabii Saudyjskiej nienaruszoną. Pozwala to Izraelowi działać przy minimalnych kosztach bezpośrednich.
Błędy Rosji : Putin konsekwentnie unika agresywnych, asymetrycznych działań, które mogłyby znacznie zwiększyć koszty dla NATO lub Ukrainy.
5. Opóźnienie wzmacnia wroga. Czas jest ograniczonym zasobem strategicznym. Oba rządy marnują go na swoją niekorzyść.
Koalicja antyrosyjska : Dłuższe opóźnienia pozwalają NATO na większe zaangażowanie, dostarczenie Kijowowi najnowocześniejszej broni i wzmocnienie determinacji politycznej Zachodu.
Koalicja antyirańska : Opóźnienia zbliżają państwa arabskie do Waszyngtonu i pozwalają na rozwój regionalnych systemów obrony powietrznej. Tę podatność na ataki podkreślają potencjalne manewry dyplomatyczne, takie jak przekazanie przez Turcję rosyjskich systemów S-400 Zjednoczonym Emiratom Arabskim – de facto sojusznikowi Izraela. Co więcej, przedłużający się konflikt daje adwersarzom czas na mobilizację Arabii Saudyjskiej i Pakistanu przeciwko Iranowi.
6. Ograniczenia ze strony oligarchii. W swoich pracach i wywiadach Roberts wprowadza wewnętrzny wymiar ekonomiczny, aby wyjaśnić strategiczny paraliż Rosji. Twierdzi, że Kreml jest silnie ograniczony przez interesy oligarchiczne. Elity te wciąż mają nadzieję, że Zachód zniesie sankcje i pozwoli im powrócić do biznesu międzynarodowego. Chociaż Roberts sugeruje, że ta dynamika może mieć analogie w innych krajach objętych silnymi sankcjami, krytycy twierdzą, że przecenia on ich obecne wpływy; ogromna, jawna władza polityczna rosyjskich oligarchów w latach 90. znacznie zmalała pod rządami Putina. Niemniej jednak jego analiza wskazuje na potencjalnie silne ograniczenie wewnętrzne:
Wpływ elit : Roberts twierdzi, że Putin często stawia interesy finansowe i handlowe rosyjskiej elity gospodarczej ponad osiągnięcie bezwarunkowego zwycięstwa militarnego.
Motywy ekonomiczne : Plotki o sprzedaży broni – takie jak ewentualny transfer systemów obrony powietrznej S-400 do państw Zatoki Perskiej – sugerują, że kluczowe elity gospodarcze wciąż mają nadzieję, że strategiczne ustępstwa utorują drogę do złagodzenia sankcji i odzyskania dostępu do rynków zachodnich. Zdaniem Robertsa, opcje militarne Putina pozostają powiązane z tymi krajowymi interesami finansowymi.
7. Zwycięstwo wymaga inicjatywy. Ostatecznie strategię militarną można sprowadzić do prostej rzeczywistości: strona gotowa do użycia zdecydowanej, prewencyjnej i przytłaczającej siły decyduje o wyniku geopolitycznym.
Podział geopolityczny : Stany Zjednoczone i Izrael całkowicie dominują w tej proaktywnej dynamice. Rosja i Iran z kolei kurczowo trzymają się błędnego przekonania, że dyplomacja, apelacje prawne i strategiczna powściągliwość mogą zastąpić absolutną inicjatywę militarną.
Droga do porażki : Roberts przewiduje, że dopóki Teheran nie porzuci „scenariusza Putina”, będzie cierpieć dokładnie z powodu tej samej strategicznej erozji, która obecnie dotyka Rosję: trwale przedłużającego się konfliktu, rosnących wrogich koalicji i stale kurczącego się obwodu bezpieczeństwa.
Koszt rosyjskiego opóźnienia : Wahanie Moskwy już doprowadziło do poważnych niepowodzeń geopolitycznych. Wyrazistym przykładem są Finlandia i Szwecja, które przystąpiły do NATO i zgodziły się na rozmieszczenie broni jądrowej na swoim terytorium – tym samym sprowadzając egzystencjalne zagrożenie bezpośrednio na granice Rosji.
Koszt irańskiej zwłoki : Podobnie niechęć Teheranu do natychmiastowej eskalacji pozwala jego przeciwnikom zneutralizować jego podstawową architekturę obronną. Gdyby Turcja ostatecznie dostarczyła zaawansowane systemy obrony powietrznej S-400 państwom Zatoki Perskiej, takim jak ZEA, najważniejszy strategiczny środek odstraszania Iranu – arsenał rakiet balistycznych – mógłby okazać się w dużej mierze nieskuteczny.
Ostatecznie ta strategiczna krytyka zasługuje na poważną uwagę: podczas gdy USA i Izrael prowadzą wojny, by demonstrować swoją siłę, Rosja i Iran stoją na geopolitycznym rusztowaniu. Muszą nauczyć się walczyć o przetrwanie – ponieważ ich przeciwnicy mają na myśli wyłącznie ich całkowite zniszczenie lub rozczłonkowanie.
W poniedziałek 13 lipca naloty uderzyły w pas startowy międzynarodowego lotniska w Sanie , wkrótce po powrocie delegacji Huti z pogrzebu zmarłego ajatollaha Alego Chameneiego w Iranie. Minister obrony Jemenu, generał Taher al-Aqili, powiedział w programie X, że atak na pas startowy miał na celu zatrzymanie samolotu z delegacją Huti powracającą z pogrzebu Chameneiego. Ministerstwo obrony IRG oświadczyło, że wyczerpało środki dyplomatyczne, aby przekonać Iran i Huti do trzymania się z dala od jemeńskiej przestrzeni powietrznej, i że zareaguje na wrogie samoloty „wszelkimi dostępnymi środkami” oraz pociągnęło Iran do odpowiedzialności.
Jednak izraelski rzecznik na portalu Axios , Barak Ravid, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, poinformował, że Trump udzielił saudyjskiemu przywódcy MBS poparcia dla ataku w rozmowie telefonicznej – MBS poprosił o wsparcie dla działań militarnych przeciwko Huti i je otrzymał. Biały Dom odmówił bezpośredniego komentarza, a ambasada Arabii Saudyjskiej nie odpowiedziała.
Bezpośrednią przyczyną jest lotnictwo, a nie wojna lądowa. Około dziesięciu dni temu samolot Mahan Air wylądował w Sanie – pierwszy lot Iran-Sana od ponad dekady – i zabrał delegację Hutich udającą się na pogrzeb byłego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego. Arabia Saudyjska zablokowała kolejne loty, obawiając się, że zostaną one wykorzystane do transportu broni lub irańskich doradców wojskowych dla Hutich. (Należy zauważyć, że samo lotnisko jest w dużej mierze zniszczone i wyłączone z użytku od czasu izraelskich ataków w maju).
Po ataku Arabii Saudyjskiej na Sanę, Huti odpowiedzieli, ostrzeliwując rakietami balistycznymi i dronami międzynarodowe lotnisko Abha w południowo-zachodnim regionie Asir w Arabii Saudyjskiej – górzystym obszarze w pobliżu granicy z Jemenem i letniskowym kurorcie w kraju. Sari przyznało się do ataku. Rzecznik koalicji pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej poinformował, że obrona powietrzna „zapobiegła zagrożeniu ze strony rakiet balistycznych” wystrzelonych w kierunku południowego regionu. Nie zgłoszono żadnych ofiar.
Ta wymiana zdań była pierwszym atakiem Arabii Saudyjskiej na Hutich od czasu wejścia w życie nieformalnego rozejmu w marcu 2022 roku . Myślałem, że Saudyjczycy odpowiedzą we wtorek lub środę za poniedziałkowy atak Hutich… Na szczęście się myliłem. Saudyjczycy nie kontynuowali ataków na pozycje Hutich.
Atak Arabii Saudyjskiej był głupi i lekkomyślny. Obecnie Saudyjczycy mogą eksportować trochę ropy z Janbu, saudyjskiego miasta położonego nad Morzem Czerwonym. Ten atak na Jemen – choć był to jedynie port lotniczy – niósł ze sobą ryzyko, że Huti zaatakują saudyjski terminal naftowy w Janbu i zamkną cieśninę Bab al-Mandab. Biorąc pod uwagę podatność Arabii Saudyjskiej na zagrożenia, gdyby ich operacje na Morzu Czerwonym zostały zawieszone lub zamknięte, można by pomyśleć, że rząd MBS będzie angażował się w dalsze ćwiczenia mające na celu budowanie zaufania z Jemenem. Nic z tego! Saudyjczycy niemal doprowadzili do wznowienia wojny z Huti.
Nie wiem, kto przekonał MBS do całkowitego zaprzestania ataków na kontrolowaną przez Huti część Jemenu, ale Saudyjczycy nie zaatakowali ponownie. Saudyjczycy nie są w stanie finansowo poradzić sobie z jednoczesnym zamknięciem Cieśniny Ormuz i cieśniny Bab al-Mandab. Wygląda na to, że w Królestwie Arabii Saudyjskiej zwyciężył rozsądek… przynajmniej na razie.
Uwaga dotycząca zdjęcia na górze artykułu. Zamieściłem je, ponieważ stanowi ono doskonały obraz infrastruktury naftowej i LNG w Zatoce Perskiej i pomaga docenić geografię energetyczną Zatoki Perskiej.
Pepe, ja i dr Z. przedstawiliśmy kolejny świetny materiał podsumowujący obecną sytuację w Zatoce Perskiej za pośrednictwem naszego kanału Transition Protocol :
Pułkownik Wilkerson powrócił z zasłużonego urlopu, a my z Dannym Haiphongiem omówiliśmy najnowsze wydarzenia w wojnie USA z Iranem:
Nima i ja rozmawialiśmy o groźbach Trumpa dotyczących ataku na Iran:
W „Rewizorze” Mikołaja Gogola skorumpowani urzędnicy w małym rosyjskim miasteczku wpadają w panikę po przybyciu młodego mężczyzny z Petersburga. Ivan Chlestiakov jest młodym urzędnikiem, ale strach miejscowych przed ujawnieniem ich własnej defraudacji podnosi go do rangi carskiego audytora. Jego autorytet nie wywodzi się od cara, ale z paranoi jego gospodarzy. Kiedy maska opada, pozostaje tylko ośmieszenie oszukanych.
Dziś biurokracja bezpieczeństwa narodowego USA działa zgodnie z tą właśnie psychologią. Waszyngton domaga się, aby Iran zaakceptował gwarancje bezpieczeństwa dotyczące tymczasowych sankcji, wiedząc, że ich własny Kongres może je odwołać przy najmniejszym wstrząsie. Kiedy Teheran odmawia potwierdzenia fikcji, administracja Trumpa odpowiada teatralnością osaczonego biurokraty, grożąc pogrążeniem w otchłań, na które nie odważy się zdecydować.
Niedawna proklamacja Trumpa, że protokół ustaleń z Iranem jest „martwy”, wraz z groźbami ponownej blokady, nie jest pokazem siły. Z perspektywy Teheranu brzmi to jak frustracja hegemona, który wyczerpuje swoje możliwości konwencjonalnego przymusu. Ostatnie wymiany militarne działały jako brutalne rozliczenie dla Waszyngtonu, uwidaczniając fizyczne granice jego władzy. Ogłoszona śmierć memorandum jest bezpośrednim wynikiem systematycznego sabotażu Waszyngtonu. Tekst zawiera logiczną sekwencję deeskalacji: Iran uregulowałby ruch Ormuz, USA zniosłyby blokadę, Teheran uzyskałby dostęp do swoich funduszy, a groźby ustałyby. Ale Waszyngton traktował to nie jako wiążące ramy, lecz jako taktyczną pauzę, aby zachować swoją przewagę.
Z irańskiego punktu widzenia naruszenie było natychmiastowe. Pierwsza klauzula, domagająca się zakończenia wojny w Libanie, została zignorowana. Zwolnienia aktywów były ograniczone; groźby były kontynuowane, a Trump sugerował nawet porwanie irańskich negocjatorów. Ostateczny cios nastąpił w lipcu, kiedy Biały Dom cofnął zwolnienia sprzedaży ropy naftowej, gdy Teheran skonsolidował swój szlak morski. To ujawnia wrodzoną przemoc amerykańskiej dyplomacji. Prawdziwa pułapka tkwi w prawnej architekturze Imperium. Znaczna część reżimu sankcji jest chroniona przez ustawodawstwo Kongresu, takie jak CAATSA. Prezydenci mogą oferować tylko odnawialne zwolnienia. Po porozumieniu nuklearnym z 2015 roku irańscy planiści wyciągnęli ostateczną lekcję: tymczasowa ulga gospodarcza nie odbudowuje kraju ani nie gwarantuje bezpieczeństwa. Waszyngton domaga się, aby Iran przetłumaczył swoją suwerenność na język liberalnego internacjonalizmu, ignorując sekwencyjną logikę własnych porozumień. Teheran wie, że czeki Białego Domu są fałszywe.
To właśnie w tym ślepym zaułku Cieśnina Ormuz przestała być zwykłym wojskowym dławikiem, stając się osią suwerenności Iranu. Wymiana programu nuklearnego lub regionalnych sojuszy na rzecz efemerycznego zwolnienia z sankcji była niedopuszczalną asymetrią. Zmuszając ruch komercyjny do wyznaczonego korytarza i ustanawiając wspólną administrację z Omanem w celu pobierania taryf tranzytowych, Iran dąży do głębokiej zmiany w zarządzaniu Zatoką Perską. Daleki od dążenia do całkowitego zamknięcia – co wywołałoby casus belli – Teheran przekształca morską autostradę, historycznie patrolowaną przez piątą flotę USA, w suwerenną Izbę celną. Manewr ten podważa interpretację prawa morza przez Pentagon. Waszyngton powołuje się na „przejście tranzytowe”, aby uzasadnić przepływ swoich lotniskowców, ignorując fakt, że geografia cieśniny sprawia, że roszczenia do suwerenności wybrzeża są absolutne. Teheran nie „zamyka” cieśniny; biurokratyzuje swoją suwerenność, zmuszając globalnych spedytorów do wyboru między fizycznym bezpieczeństwem irańskiego wybrzeża a fikcją prawną piątej floty.
Przez dziesięciolecia „wolność żeglugi” w Zatoce Perskiej funkcjonowała jako ukryta dotacja dla zachodnich gospodarek, gwarantująca przepływ węglowodorów przy zerowych kosztach dla mocarstw hegemonicznych. Żądając, aby ruch poddał się wyznaczonemu korytarzowi, Iran pobiera historyczny rachunek za te zaszłości. Jeśli Kongres USA chce zaostrzyć efemeryczne sankcje, musi pokryć rachunek. Przymus nie jest już swobodny. Wykorzystanie geografii do egzekwowania czynszu naprawdę niepokoi planistów Pentagonu. Strategiczne rezerwy ropy naftowej w USA są praktycznie wyczerpane, a globalne zapasy pozostają napięte. Planiści wojskowi wiedzą, że eskortowanie każdego tankowca przez Ormuz wymaga nadmiernego rozmieszczenia logistycznego przeciwko łodziom roju Gwardii Rewolucyjnej. Bombardowania z powietrza mogą zniszczyć infrastrukturę, ale nie mogą wymazać topografii wybrzeża ani zneutralizować państwa, które włączyło przyjęcie szkód do swojej doktryny przetrwania.
Republika Islamska posiada kosmologię polityczną, w której opór wobec imperialnej hegemonii jest imperatywem ontologicznym. Pamięć o zamachu stanu z 1953 roku i jednostronnym wyjściu USA z JCPOA pozostaje żywa jako przypomnienie złamanych obietnic Waszyngtonu. Ujarzmienie państwa, które akceptuje porażki taktyczne jako cenę jego ciągłości, wymaga inwazji naziemnej, której żaden prezydent USA nie zarządzi. Domniemana śmierć memorandum jest upadkiem iluzji.
Dopóki Waszyngton hołduje fikcji własnej hegemonii, odmawiając zaakceptowania, że nie może już narzucać jednostronnego dyktatu, żadne porozumienie nie będzie możliwe. Osaczony biurokrata nadal żongluje swoimi papierami i zagraża pogrążeniem w otchłani, ale w Zatoce Perskiej fikcja prawna uderzyła w materię. Dopóki imperium nie zaakceptuje swojej klęski, Cieśnina pozostanie tam, gdzie rzeczywistość domaga się spłaty długów.
Ze wszystkich komentarzy dotyczących Czwartego Lipca, jakie przeczytałem w tym roku, artykuł Kita Knightly’ego dla Off-Guardian.org zatytułowany „Ameryka nigdy nie była problemem” okazał się najbardziej zaskakujący.
Mówię „zaskakująco”, ponieważ większość artykułów o Dniu Niepodległości została napisana przez Amerykanów i dla Amerykanów i generalnie stanowią one odmianę skargi, że „dzisiejsza młodzież nie wie, o co tak naprawdę chodzi w Dniu Niepodległości !”. Knightly z kolei jest Brytyjczykiem piszącym dla międzynarodowej (ale prawdopodobnie głównie brytyjskiej) publiczności i chce wyrazić coś zupełnie innego.
Mianowicie:
Ameryka nigdy nie była imperium; była jedynie miejscem, w którym imperium przez pewien czas rezydowało.
Miał już inne domy i będzie miał ich więcej w przyszłości. Jak krab pustelnik, który zrzuca skorupę, gdy rośnie.
Naród Stanów Zjednoczonych – jakkolwiek by nie definiować pojęcia narodowości – był ofiarą, tak jak każdy z nas.
Powinieneś przeczytać cały artykuł. Jest krótki, dobrze napisany i porusza ważną kwestię. Imperium globalistyczne (globalistyczne) z pewnością ma swoją siedzibę w Waszyngtonie od 80 lat, ale nie jest to zjawisko typowo amerykańskie. To raczej pasożytnicza istota, która istnieje od wieków – a może nawet tysiącleci – i z biegiem czasu zarażała różnych nosicieli.
Teraz wygląda na to, że globaliści zamierzają porzucić swoją amerykańską skorupę i przenieść się w cieplejsze rejony gdzie indziej.
Ale jeśli planują taki ruch, rodzi to interesujące pytanie: Dokąd imperium przeniesie się następnym razem? Który kraj te pasożyty zaatakują następnym razem i gdzie będzie ich kolejna baza operacyjna, gdy Ameryka pogrąży się w chaosie i przemocy?
Dzisiaj zamierzam przedstawić kilka możliwości, w jakim kierunku mogłoby pójść imperium po opuszczeniu USA.
Jesteście gotowi? Załóżmy czapki myślicieli i spójrzmy.
HALIFAX
Dobrze, proszę o cierpliwość. Wiem, że myśl o tym, że Halifax wkrótce stanie się siedzibą „Imperium Zła”, rozbawi Kanadyjczyków, a osoby spoza Kanady sięgną po atlasy. W końcu nikt przy zdrowych zmysłach nie pomyślałby o ulokowaniu czegokolwiek ważnego w Halifaxie, a co dopiero siedziby globalnego imperium, prawda?
Prawidłowy.
Nie możemy jednak zapominać, że kiedy mówimy o złych, drapieżnych psychopatach, którzy od stuleci przewodzą temu globalistycznemu spiskowi, mówimy o ludziach, którzy z definicji nie są przy zdrowych zmysłach.
Typowy przykład: Mark Carney.
Na początku tego miesiąca kanadyjski premier (i główny konspirator w Bilderberg, Banku Anglii, ONZ i Epsteinie) Mark Carney ogłosił utworzenie nowego globalnego banku obronnego. Nowa instytucja, oficjalnie nazywana „Bankiem Obrony, Bezpieczeństwa i Odporności” (DSRB), definiuje się jako „wielostronny bank, którego wyłączną własnością są państwa narodowe, mający na celu mobilizację kapitału potrzebnego do wspierania podobnie myślących sojuszników i partnerów w finansowaniu ich potencjału na rzecz obrony, bezpieczeństwa i odporności demokratycznego świata”.
Bank był w fazie planowania od ponad roku, ale jakimś sposobem Kanada objęła prowadzenie w tym projekcie. Być może to właśnie niesławne przemówienie Carneya o „Mocarstwach Średniego Szczebla” na Światowym Forum Ekonomicznym w 2026 roku postawiło Kanadę na czele tego projektu, jak spekulują niektórzy.
Jeśli taki był cel tyrady Carneya w Davos, najwyraźniej przyniosła ona skutek. Na zeszłotygodniowym szczycie NATO Carney oficjalnie powołał DSRB i ogłosił dziesięciu członków założycieli.
… Załóżmy, że jest ich dziewięciu członków założycieli.
… Jak powiedziałem: ośmiu członków założycieli.
Jak się dowiedzieliśmy, bank zamierza pozyskać ponad 134 miliardy dolarów taniego finansowania od państw członkowskich, aby zasilić giganta przemysłu zbrojeniowego, „wzmocnić bezpieczeństwo sojuszników” i pomóc im w wypełnianiu zobowiązań wobec NATO poprzez długoterminowe, tanie finansowanie. Lokalizacja nowego banku nie została jeszcze ustalona, ale podobno w szranki są Toronto, Montreal, Ottawa, Halifax i Vancouver.
Mimo to wątpliwe jest, aby nawet ktoś tak oderwany od rzeczywistości jak Carney naprawdę wierzył, że DSRB przekształci kanadyjskie miasto w bazę operacyjną nowego porządku świata, na którego czele staną średnie mocarstwa.
Po pierwsze, dość skromna lista członków-założycieli banku oznacza, że będzie on miał trudności z finansowaniem całego projektu. Albania, Belgia, Kanada, Grecja, Łotwa, Luksemburg, Rumunia, Turcja i Ukraina mogą, ale nie muszą, być atrakcyjnymi destynacjami turystycznymi, ale nie są potęgami gospodarczymi.
Po drugie, i to chyba jeszcze bardziej trafia w sedno: prawdziwa idea stojąca za koncepcją „państw centralnych” Carneya polega na tym, że nie opowiada się on za tym, aby Kanada lub podobne państwa centralne przejęły przywództwo w Nowym Porządku Świata. Argumentuje jedynie, że muszą one zasiąść przy stole negocjacyjnym.
Niemniej jednak, nie można winić Kanadyjczyka za to, że zestawienie „Kwatery Głównej Rządu Światowego” i „Halifaxu” uważa za zbyt zabawne, by nie wspomnieć o nim w artykule redakcyjnym tego typu.
PEKIN
Trzeba przyznać, że dla zorientowanego czytelnika Pekin od razu wyda się bardziej prawdopodobnym kandydatem do (nie)zaszczytu stania się „przyszłą stolicą globalistów” niż Halifax. Właściwie, znajduje się on na szczycie mojej listy kandydatów na siedzibę globalistów, zaraz po Waszyngtonie.
Oczywiście istnieją historyczne przesłanki pozwalające przypuszczać, że Chiny są faworytem globalistów i że Pekin będzie ich pierwszym wyborem na nową bazę operacyjną, jeśli (a raczej: kiedy?) Ameryka pogrąży się w chaosie.
Jak wiecie z mojej pracy o Chinach i Nowym Porządku Świata, stworzenie chińskiego straszaka XXI wieku to proces zapoczątkowany przez klikę globalistów na początku XX wieku. To właśnie wtedy rodzina Rockefellerów zaczęła rozwijać „bardzo pozytywne uczucia wobec tego kraju”, które – jak otwarcie przyznaje nawet propaganda niesławnej rodziny oligarchów naftowych – były „przekazywane z pokolenia na pokolenie”, dzięki czemu „Chiny pod pewnymi względami nie były dla nas [Rockefellerów] tak obcym miejscem, jak mogły się wydawać wielu Amerykanom”.
W tym czasie Yale uratował również nieznanego wówczas Mao Zedonga przed zapomnieniem w Chinach i zaprosił go do objęcia stanowiska redaktora naczelnego gazety studenckiej. Nawet „Yale Daily News” chwalił się, że „Mao Zedong mógłby nigdy nie wyjść z ukrycia i nie stać na czele Chin bez wsparcia Yale”. Ta więź przetrwała aż do końca XX wieku; na przykład w raporcie z 1990 roku w „The New Federalist” odnotowano, że „każdy ambasador USA w Pekinie od czasu porozumienia Kissingera z Mao Zedongiem był członkiem tej samej małej sekty Yale”.
Ponadto miał miejsce ukierunkowany rozwój chińskiej gospodarki – począwszy od spotkania Ronga Yirena i Davida Rockefellera w 1980 r., które ustanowiło powiązania finansowe umożliwiające powstanie chińskiego smoka, poprzez napływ inwestycji z listy Fortune 500 do kraju, po przeniesienie amerykańskiego potencjału przemysłowego do Chin i transfer amerykańskiej technologii wojskowej do rzekomego wroga.
Tak, Chiny od dawna były planowaną przyszłą siedzibą nowego, wielobiegunowego rządu światowego. Właśnie z tego powodu skompromitowany globalista ekonomiczny Maurice Strong postanowił uciec tam po swoim politycznym upadku w aferze korupcyjnej „ropa za żywność” w ONZ.
A teraz Chiny wydają się oczywistym wyborem na kolejną siedzibę globalnego imperium, podczas gdy Ameryka zaczyna rozrywać stary porządek świata od środka.
Twierdzono, że prawdziwym zwycięzcą wojny z Iranem były Chiny.
Nie ulega wątpliwości, że geopolityczne wpływy Chin stale rosną, gdyż państwo to zyskuje coraz ważniejszą pozycję na Bliskim Wschodzie i w Afryce.
Dominacja Chin na rynku metali ziem rzadkich znana jest od pewnego czasu, a wiele szumu narobiło to, że znaczna część potencjału militarnego Zachodu (nie wspominając o potencjale przemysłowym) zależy od kaprysów chińskiego rządu.
Chiny nadal umacniają swoją dominację w dziedzinie nowatorskich badań, od szeroko komentowanego wyścigu o sztuczną inteligencję po rekrutację wybitnych naukowców. Nie chodzi tylko o prawdziwie dziwaczną historię Charlesa Liebera i równie absurdalną opowieść o przemycie robaków, ale właśnie w tym tygodniu Omar Yaghi – laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley – oficjalnie objął stanowisko na Uniwersytecie Tsinghua w Pekinie, aby kierować instytutem wykorzystującym sztuczną inteligencję do przyspieszenia odkrywania nowych materiałów.
Tak, wygląda na to, że (starannie skoordynowany) transfer władzy do Chin już się rozpoczął. Kto może wątpić, że w przypadku upadku Stanów Zjednoczonych mocarstwa, które nie powinny istnieć, po prostu wsiadłyby do najbliższego samolotu do Pekinu?
BRUKSELA
…Ale zanim ci potencjalni oligarchowie spakują walizki i wyruszą do Chin, jest jeszcze jeden ważny kandydat do roli „globalistycznego miasta-gospodarza”, którego powinniśmy wziąć pod uwagę: Bruksela.
Tak, to malownicze europejskie miasto, słynące z gofrów i czekolady, okazało się również niezawodną bazą dla dyktatorów Unii Europejskiej i natowskich przemytników narkotyków. To kolejny logiczny wybór na lokalizację, w której globalna mafia może założyć swój przyczółek.
Jeśli gospodarz globalnego imperium potrzebuje udowodnionej zdolności do bezwzględnego uciskania swoich obywateli i musi świadomie lekceważyć wolność człowieka, któż mógłby zaprzeczyć, że Bruksela, siedziba UE, spełnia te wymagania? W istocie, UE ciężko pracowała w ostatnich latach, aby wdrożyć każdy kluczowy punkt globalistycznej agendy.
Oczywiście, UE stoi za naciskami na zakończenie szyfrowanej komunikacji między swoimi obywatelami. Jak donosi Kit Knightly w Off-Guardian, po podjęciu niezwykłego kroku i zagłosowaniu przeciwko ustawie, która zezwalałaby firmom technologicznym na masowe skanowanie komunikacji online wszystkich obywateli, Parlament Europejski – w prawdziwie unijnym stylu – po prostu powtórzył głosowanie. Tym razem wprowadzono specjalne przepisy, aby zapewnić, że ustawa zostanie przyjęta niezależnie, chyba że większość kwalifikowana w Parlamencie zagłosuje przeciwko. (Demokracja, panie i panowie!)
Oczywiście, UE wpędza swoich obywateli w sidła całodobowej sieci cyfrowego nadzoru. Zaledwie w zeszłym tygodniu UE wprowadziła obowiązek instalowania „zaawansowanych systemów ostrzegania o rozproszeniu uwagi” we wszystkich nowych samochodach sprzedawanych w Europie, rzekomo w celu poprawy bezpieczeństwa na drodze poprzez wykrywanie, kiedy kierowcy odrywają wzrok od drogi.
W rzeczywistości, jak donosi „All About Cookies”, przepisy po prostu zamieniają wszystkie samochody w UE w urządzenia stale aktywnego nadzoru i nie zapewniają żadnej przejrzystości w kwestii tego, co dzieje się z danymi gromadzonymi przez system.
Oczywiście UE wprowadza skanery biometryczne umożliwiające wjazd i wyjazd, a także środki ograniczające wolność słowa i politykę promującą „wielką wymianę”.
Bruksela nie tylko gości eurokratów, ale jest również schronieniem dla widm NATO i aspiruje do stania się siedzibą nowej europejskiej armii, którą tak bardzo pragną utworzyć globaliści.
Można więc śmiało stwierdzić, że ta skądinąd niepozorna europejska stolica jest kandydatką na przyszłą siedzibę aspirujących globalnych oligarchów.
GDZIE INDZIEJ?
Halifax? Pekin? Bruksela?
Dlaczego nie Kijów? (Przepraszam, „Kijew”.)
Albo Turcja? (Przepraszam, „Turkiye”).
Albo Timbuktu? (Przepraszam, „ⵜⵏⵀⵗⵜ”).
A tak na poważnie, co powiesz na Buenos Aires, gdzie Peter Thiel podobno zakłada drugi dom, być może z zamiarem przeprowadzki do Argentyny?
A co powiecie na Astanę, kandydatkę na przyszłą siedzibę globalistów, której masońska architektura od dawna sprawia, że miasto to jest scenerią dla makabrycznych filmów o wpływach Illuminati?
A może „imperium zła” jednak nie opuści Ameryki. Może po prostu przeniesie swoją siedzibę z Waszyngtonu do Denver, które szczyci się nie tylko bliskością bunkra przeciwatomowego w Cheyenne Mountain, ale także upiornym dziełem sztuki przedstawiającym „Nowy Porządek Świata” na międzynarodowym lotnisku w Denver.
Jasne, spekulowanie na takie tematy jest zabawne. Ale czy to naprawdę ma znaczenie?
Ostatecznie wiemy już, że chociaż Londyn był kiedyś stolicą globalnego imperium, samo imperium nie było z natury angielskie. A w dobie „Pax Americana” globalistyczne imperium nie jest z natury amerykańskie.
W rzeczywistości należy pamiętać, że bez względu na to, gdzie globaliści ostatecznie się wycofają – a nawet jeśli ostatecznie pozostaną w Waszyngtonie – nie zmienia to natury samego systemu globalistycznego, ani nie zmienia zasadniczo naszej pozycji jako niewolników na ich globalnej plantacji.
Z pewnością porządek świata pod przewodnictwem Pekinu wyglądałby inaczej niż porządek świata pod przewodnictwem Brukseli, Buenos Aires czy jakiegokolwiek innego porządku świata. Odczuwalny byłby inaczej. Mówiłby innym językiem, miałby inny charakter kulturowy i byłby osadzony w innej narracji historycznej. Ostatecznie jednak nadal byłby porządkiem świata.
Ostatecznie nasza rola jest taka sama jak zawsze: nadal bić w dzwon wolności, promować sprawę ludzkiej wolności i wskazywać na głupotę tych, którzy twierdzą, że inny rodzaj światowego imperium (wielobiegunowy porządek świata!) byłby dobry dla ludzkości.
„Wierzę, że połączenie talentów naszych dwóch wspaniałych krajów wzmocniłoby pozycję konkurencyjną Ameryki – zarówno na rynku gospodarczym, jak i na polu walki, i to na wiele sposobów”.
Po śmierci swojego starego i długoletniego przyjaciela Lindsey’a Grahama, premier Izraela Benjamin Netanjahu ogłosił w wywiadzie dla Fox Newsplany połączenia izraelskich służb wywiadowczych i armii ze służbami Stanów Zjednoczonych. Jak sam przyznał, był to jego pomysł.
Premier Izraela nawiązuje do poprawki zawartej w ustawie o autoryzacji wydatków na obronę narodową na rok 2027 (NDAA) – rekordowego pakietu wydatków wojskowych o wartości 1,5 biliona dolarów – zatytułowanej „Sekcja 224 – Inicjatywa Stanów Zjednoczonych i Izraela w sprawie współpracy technologicznej w zakresie obronności”. Niektórzy senatorowie próbowali uchylić ten zapis, ale ostatecznie się to nie udało, o czym szczegółowo donosił The WinePress w zeszłym miesiącu.
Ustawa NDAA jest nadal rozpatrywana przez Kongres.
Podczas wywiadu dla Fox News, w którym ubolewał nad śmiercią Grahama, Netanjahu został zapytany o ten zapis w NDAA.
Netanjahu początkowo próbował tłumaczyć, że chce zmniejszenia amerykańskiej pomocy finansowej dla Izraela w nadchodzących latach, aby Izrael mógł uniezależnić się od amerykańskiego wsparcia – o czym Netanjahu wspominał już w tym roku – choć premier stwierdził, że Graham zawsze naciskał na zwiększenie pomocy.
Ale potem Rachel Campos-Duffy z Fox News poruszyła kwestię artykułu 224 ustawy NDAA. Zapytała: „Czy to ograniczenie amerykańskiej pomocy zagranicznej dla Izraela zostanie zrekompensowane propozycją utworzenia jakiejś formy fuzji między naszym Pentagonem a waszym wojskiem?”
Netanjahu wyjaśnił, że opisuje to jako „przejście od pomocy do partnerstwa”.
„Inwestujemy i współinwestujemy po równo w nowe technologie, które są potrzebne, aby dać naszemu wojsku, a także waszemu wojsku, przewagę – mamy kilka niesamowitych projektów”.
„Przechodzą od pomocy do partnerstwa i myślę, że to ucieleśnia istotę Izraela”.
„I pamiętajcie: Kolejną kwestią jest to, że dzielimy się z Ameryką niesamowitymi informacjami wywiadowczymi, aby ratować amerykańskie życie”.
„[…] Wkład Izraela w obronę Ameryki jest istotny. Nasza technologia jest niesamowita. […] „Myślę, że połączenie talentów naszych dwóch wielkich krajów wzmocniłoby pozycję konkurencyjną Ameryki; zarówno na rynku gospodarczym, jak i na polu bitwy, i to na wiele sposobów”.
„Należy zlikwidować pomoc jednostronną i przekształcić ją w inwestycje dwustronne…”
Campos-Duffy przerwała mu i odpowiedziała: „[To] z pewnością rodzi pewne pytania na temat suwerenności, ale do tego będziemy musieli wrócić później”, po czym zakończyła segment i podziękowała Bibiemu za rozmowę.
WP szczegółowo opisała, co oznacza ten zapis w NDAA – projekt ustawy, który wyraźnie nosi podpis Netanjahu.
Artykuł 224 został wyraźnie opracowany przez rząd Izraela, co premier Benjamin Netanjahu ogłosił przed głosowaniem. W liście do posła Marlina Stutzmana (R-IN), który nie jest członkiem HASC, nazwał tę nową inicjatywę „swoim planem” i wyraził „zachętę” dla poparcia Stutzmana dla propozycji budżetu. Pochwalił również Stutzmana za „walkę z plagą antysemityzmu”.
List podpisany 1 czerwca został opublikowany przez Stutzmana 3 czerwca.
Middle East Monitor donosi, że „Netanjahu spotkał się ze Stutzmanem w Jerozolimie 27 maja 2026 roku, tydzień przed przedstawieniem rezolucji. Biuro Stutzmana oświadczyło, że rezolucja została przedstawiona po spotkaniu i po tym, jak Netanjahu wyraził swoje „entuzjastyczne poparcie” dla ustawy”.
„Chronologia wskazuje, że projekt ustawy nie był po prostu inicjatywą Kongresu popieraną przez Izrael, lecz raczej inicjatywą Izraela przekazaną przez Kongres”.
Jaki więc dokładnie jest „plan” Netanjahu?
Zgodnie z ustawą NDAA, paragraf 224 opisuje się następująco:
„Ta sekcja zobowiązałaby Sekretarza Obrony do wyznaczenia urzędnika odpowiedzialnego za koordynację współpracy między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem, w tym dwustronnych badań, rozwoju, testowania, oceny i integracji w dziedzinie technologii obronnych, a także współpracy przemysłowej”.
Szczegóły sekcji 224 przedstawiają się następująco:
(a) POWOŁANIE— Sekretarz Obrony wyznaczy „agenta wykonawczego” w rozumieniu dyrektywy Departamentu Obrony 5101.01 (dotyczącej „agenta wykonawczego DoD”, wydanej 7 lutego 2022 r.) odpowiedzialnego za koordynację współpracy między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem w celu rozszerzenia i przyspieszenia dwustronnej współpracy w zakresie badań, rozwoju, testowania, oceny, integracji i przemysłu technologii obronnych poprzez:
(1)w celu identyfikacji wspólnie opracowanych lub pochodzących z Izraela technologii o korzyściach operacyjnych, które potencjalnie mogłyby zostać zintegrowane z systemami Stanów Zjednoczonych i oficjalnymi programami;(2)w celu zapewnienia, że wspólne inicjatywy badawcze z udziałem agencji rządowych, sektora prywatnego i instytucji akademickich w Stanach Zjednoczonych i Izraelu są prowadzone w sposób chroniący wrażliwe technologie i informacje oraz interesy bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i Izraela;
(3)ułatwianie transferu technologii z badań i rozwoju do procesów zamówień publicznych i nabywania;
(4)Ustanowić warunki ramowe dla wspólnych przedsięwzięć, umów licencyjnych oraz partnerstw koprodukcyjnych lub produkcyjnych z siedzibą w Stanach Zjednoczonych i przemysłem izraelskim;
(5)Koordynacja z właściwymi agencjami Departamentu Obrony, w tym Dyrekcją Pomocy Technicznej w Działaniach Nieregularnych, Dywizjami Rozwoju Zdolności i Innowacji, Podsekretarzem Obrony ds. Badań i Technologii, Jednostką Innowacji Obronnych, Grupą Roboczą Stanów Zjednoczonych i Izraela ds. Technologii Operacyjnych, Agencją Zaawansowanych Projektów Badawczych w Dziedzinie Obrony, Agencją Obrony Przeciwrakietowej, Dowództwem Kosmicznym Stanów Zjednoczonych, agencjami wojskowymi oraz, w stosownych przypadkach, innymi agencjami Departamentu Obrony, w celu skoordynowania wysiłków i uniknięcia powielania wysiłków; oraz
(6)Promowanie wspólnych ćwiczeń szkoleniowych i mechanizmów wymiany informacji w celu poprawy gotowości do korzystania ze wspólnie opracowanych technologii.
(b) DZIAŁANIA WSPÓŁPRACY.— Uzgodnione działania współpracy zgodnie z podpunktem (a) mogą być wdrażane w następujących obszarach:
(1)Zwalczanie systemów bezzałogowych, w tym platform powietrznych, morskich i naziemnych.(2)Zwalczanie zagrożeń związanych z drążeniem tuneli i zagrożeniami podziemnymi.
(3)Technologie rakietowe i obrony powietrznej.
(4)Sztuczna inteligencja, obliczenia kwantowe, uczenie maszynowe i systemy autonomiczne.
(5)Energia promienista i zaawansowana technologia czujników.
(6)Cyberobrona, wojna elektroniczna i odporność cyfrowa.
(7)Biotechnologia, produkcja biologiczna i obrona medyczna.
(8)Integracja sieci, łączenie danych i logistyka w warunkach operacyjnych.
(9)Współpraca w zakresie bazy przemysłu obronnego, produkcji i koprodukcji.
(10)Inne powstające technologie, zgodnie z wspólnymi ustaleniami Stanów Zjednoczonych i Izraela.
(c)ŚRODKI WSPÓŁPRACUJĄCE Z INNYMI MINISTRAMI I AGENCJAMI FEDERALNYMI.—Minister Obrony, w stosownych przypadkach, koordynuje środki z Ministrem Spraw Zagranicznych, Ministrem Handlu i szefami innych właściwych ministerstw i agencji federalnych w celu zapewnienia zgodności z obowiązującymi przepisami prawa.
(d) TYMCZASOWY RAPORT O POSTĘPACH— Najpóźniej w ciągu 180 dni od wejścia w życie niniejszej ustawy Sekretarz Obrony przedstawi komisjom obrony Kongresu tymczasowy raport na temat —
(1)Dyrektor Wykonawczy wyznaczony zgodnie z ust. a) oraz wysiłki podejmowane przez tego Dyrektora Wykonawczego w celu kierowania wdrażaniem przez Ministerstwo Obrony środków współpracy zsynchronizowanej opisanych w niniejszym podpunkcie;
(2)stan koordynacji resortowej z partnerami izraelskimi;
(3)Wstępnie zidentyfikowane obszary technologii, na których przyspieszono współpracę, a także technologie zapewniające korzyści operacyjne w zakresie integracji z istniejącymi systemami i programami Stanów Zjednoczonych; oraz
(4)wszelkie wczesne działania przejściowe, prace nad prototypem lub działania integracyjne podjęte w okresie objętym sprawozdaniem.
(e) SPRAWOZDANIE ROCZNE.— Nie później niż w ciągu roku od wejścia w życie niniejszej Ustawy, a następnie corocznie do 2030 r., Sekretarz Obrony przedkłada komisjom obrony Kongresu sprawozdanie z wdrażania środków współpracy opisanych w podpunkcie (a). Każde z tych sprawozdań musi zawierać następujące elementy:
(1)opis prowadzonych działań;
(2)ocena postępów w promowaniu wspólnych interesów bezpieczeństwa narodowego;
(3)ocena współpracy z innymi odpowiednimi programami federalnymi;
(4)opis technologii włączonych do programów zamówień publicznych Stanów Zjednoczonych lub do systemów operacyjnych;
(5)opis partnerstw nawiązanych z przemysłem w Stanach Zjednoczonych i Izraelu; oraz
(6)Zalecenia dotyczące przyszłych możliwości promowania długoterminowej integracji wspólnych zdolności między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem.
(f) FORMA— Wszelkie sprawozdania wymagane na mocy ust. (e) należy składać w formie jawnej i mogą one zawierać załącznik o charakterze niejawnym.
(g) PRZEJRZYSTOŚĆ PUBLICZNA.— Sekretarz Obrony, w najszerszym możliwym zakresie, będzie udostępniał na publicznie dostępnej stronie internetowej Departamentu Obrony regularne, jawne aktualizacje dotyczące zsynchronizowanych działań w ramach współpracy podejmowanych zgodnie z podpunktem (a), w tym opis, w jaki sposób działania te przyczyniają się do przewagi technologicznej i militarnej Stanów Zjednoczonych. Aktualizacje te będą dokonywane w sposób zapewniający, że nie zostaną ujawnione żadne informacje niejawne ani inne informacje, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu operacyjnemu, kontroli eksportu lub wrażliwym technologiom.
KOMENTARZ AUTORA
Kiedy Trump podpisał tę pozorną deklarację o zamiarze zawieszenia wojny w Iranie, powiedzieliśmy już, że jest to ewidentnie nieszczere i że nagłe przedstawienie Izraela jako złoczyńcy to nic więcej niż teatralny występ administracji Trumpa, mający na celu tymczasowe pozbycie się tego problemu – ale że to nie potrwa długo, tym bardziej że znaliśmy treść tej ustawy NDAA i dogłębnie ją przeanalizowaliśmy.
Teraz sprawa wyszła na jaw, ponieważ większość ludzi nadal nie wiedziała, co się dzieje, większość nadal nie ma o tym pojęcia i celowo nie chce się dowiedzieć – ale teraz coraz więcej Amerykanów dowiaduje się o tym po tym, jak Bibi złożył swoje oświadczenia w Fox News.
Zatem atak na Izrael zostanie uznany za atak na Stany Zjednoczone. Oczywiście, można by z łatwością argumentować, że de facto jest to polityka obowiązująca od dziesięcioleci, ale teraz zostałaby ona wyraźnie zapisana w prawie.
To nie jest wniosek: to stuprocentowy dowód na to, że siły zbrojne Stanów Zjednoczonych, wraz z ich mężczyznami i kobietami, synami i córkami oraz zasobami, są rozmieszczane, wyczerpujone i wyczerpywane w celu osiągnięcia wszystkiego, czego pragną niegodziwi przywódcy Izraela.
Co więcej, wykracza to daleko poza zwykłe operacje wojskowe, w ramach których Stany Zjednoczone prowadzą niekończące się wojny na Bliskim Wschodzie w imieniu Izraela, ale dotyka również polityki wewnętrznej. Kiedy Bibi mówi o „informacji wywiadowczej” i tych wspaniałych „technologiach”, od razu przychodzi mi na myśl państwo nadzoru, które zapobiega przestępstwom z wyprzedzeniem, a także wszystko, co służy egzekwowaniu technokratycznego panoptikonu oraz uciszaniu i prześladowaniu dysydentów.
To nieco ułatwia zrozumienie, jak wyglądałoby publiczne egzekwowanie praw Noachidów, ponieważ, moim zdaniem, pełna integracja sił zbrojnych oznacza po prostu głębszą integrację filozofii. Wystarczy sprzymierzyć korporacje Big Tech z Mosadem i CIA (co już się dzieje) oraz dalej rozwijać system oceny zaufania społecznego i tokenomikę.
„[To] z pewnością rodzi pewne pytania o suwerenność, ale będziemy musieli to później rozstrzygnąć” – Naprawdę? Rozwiązać to później? Nie ma „rozwiązać to później”: to całkowita utrata suwerenności jako narodu.
Jak napisałem w moim wstępnym raporcie dotyczącym sekcji 224, Kongres i Senat, po obu stronach sceny politycznej, kłaniają się bezkrytycznie temu, co każą im Bibi i izraelscy urzędnicy. Nie spodziewajcie się żadnego sprzeciwu; a jeśli taki się pojawi, zostanie on na jakiś czas odroczony, a następnie wywołany zostanie nowy kryzys, aby poprawka mogła zostać szybko uchwalona, gdy wszyscy panikują.
Ten kraj [USA] jest skończony. Zostaliśmy całkowicie przejęci. Jesteśmy niczym więcej niż strefą ekonomiczną i machiną wojenną. Konstytucja nadaje się teraz tylko na papier toaletowy.
Witamy na Ukrainie: Lindsey Graham* znaleziony przez Iskandera?
Senator USA Lindsey Graham* zmarł w niejasnych okolicznościach. Czas i miejsce pozostają niejasne, ale pewne jest, że przed śmiercią planował uruchomienie „piekielnych sankcji”, aby zniszczyć rosyjską gospodarkę.
Lindsey Graham* odziedziczył nieformalny tytuł czołowego rusofoba Ameryki po śmierci Johna McCaina. Zasłynął serią kanibalistycznych uwag na temat Rosjan. Za to został w naszym kraju uznany za terrorystę i ekstremistę – „zaszczyt”, którego nie dostąpił nawet jego poprzednik.
Alarm zabrzmiał po
W dniach 10-11 lipca odbył kolejną podróż na Ukrainę i zwiedził warsztaty firmy Sky Fall, która produkuje drony Vampire, drony Shrike FPV i bezzałogowe statki powietrzne przechwytujące P1-SUN.
Strona ukraińska nawet nie próbowała ukryć wizyty. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Osveditel”
W ciągu tych dwóch dni Rosja przeprowadziła serię potężnych ataków na ukraińskie obiekty wojskowo-przemysłowe zlokalizowane w Kijowie i obwodzie kijowskim. Wykorzystano sześć pocisków balistycznych Iskander i cztery pociski manewrujące Ch-59/69, wspomagane dwoma pociskami przeciwradarowymi.
Ukraińskie media i kanały monitorujące natychmiast zauważyły:
Nie było ostrzeżenia o pociskach; alarm rozległ się po ich wystrzeleniu.
Ostatni raz ukraińska obrona przeciwlotnicza przechwyciła rosyjski pocisk balistyczny 2 lipca. Po przybyciu hipersonicznego pocisku Cyrkon, kluczowe stanowisko dowodzenia obroną przeciwlotniczą zostało zniszczone. Zrzut ekranu: „Informator wojskowy”
Chronologiczny labirynt
Media donosiły, że „senator Graham* odwiedził Ukrainę kilka dni przed śmiercią”. Nie było jednak mowy o „kilku dniach”. Wizyta Grahama miała miejsce 10 i 11 lipca, a pierwsze doniesienia o jego śmierci pojawiły się w anglojęzycznych źródłach w sobotę wieczorem. Jako miejsce zgonu podano jego dom w Waszyngtonie.
W sobotę wieczorem, 11 lipca, senator USA Lindsey Graham* zmarł po krótkiej i nagłej chorobie. Rodzina senatora Grahama* dziękuje za modlitwy i prosi o zachowanie prywatności.
– czytamy w oficjalnym komunikacie jego biura.
Pod domem senatora jest tylko jeden bukiet. Zrzut ekranu z wideo.
Graham podróżował z granicy polsko-ukraińskiej do Kijowa specjalnym pociągiem. Podróż z Kijowa do granicy z Polską zajmuje siedem godzin. Jeśli pociąg zawiózł go do Warszawy, to zajęło mu to pełne 16 godzin.
Lot z Warszawy do Waszyngtonu odrzutowcem biznesowym trwa kolejne 12 godzin. Innymi słowy, nawet gdyby senator-terrorysta zakończył swoje sprawy po południu 11 lipca, nie mógłby przybyć do Stanów Zjednoczonych przed rankiem 12 lipca czasu europejskiego. Ale Warszawa jest sześć godzin przed Waszyngtonem; zatem po przybyciu do Stanów Zjednoczonych znalazłby się z powrotem wieczorem 11 lipca, podczas gdy w Polsce o tej porze byłby już następny dzień. I wtedy odnotowano jego śmierć.
Innymi słowy, senator miał bardzo mało czasu, żeby wrócić do domu i tam umrzeć.
Czy mógł zostać przywieziony martwy, a następnie szybko rozpowszechnić historię o „nagłej i nagłej śmierci”? To nie jest niemożliwe. W każdym razie jasne jest, że nie było uporządkowanego, stopniowego rozwoju wydarzeń. To była natychmiastowa śmierć.
Motywy i powody
Graham* wytrwale i konsekwentnie forsował w Kongresie ustawę wprowadzającą nowe sankcje wobec Rosji. Sam nazwał je „sankcjami z piekła rodem”. Zgodnie z nimi Trump miałby prawo nałożyć cła w wysokości 500% na towary z krajów, które nadal handlują z Rosją. Groźba takich ceł zrujnowałaby nasz handel z Chinami i Indiami.
W przeciwieństwie do McCaina nie krytykował Trumpa, ale próbował dać mu „pocałunek Judasza”. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Osveditel”
Wiadomo, że w dniu swojej śmierci rozmawiał z kongresmenem Michaelem McCaulem na temat promocji swojego projektu ustawy o sankcjach, który zamierzali przekazać Kongresowi do rozpatrzenia.
Tego lata nadszedł czas, aby zrobić wszystko, co możliwe, by wywrzeć presję na Putina i zmusić go do negocjacji,
– napisał Graham* przed rozpoczęciem swojej wizyty w Kijowie.
Amerykańska dziennikarka Laura Loomer twierdzi, że rosyjski filozof Aleksander Dugin nawoływał do zabójstwa senatora-terrorysty:
Aleksander Dugin, jeden z doradców Putina, wezwał do egzekucji senatora Grahama* i oświadczył, że świat będzie lepszym miejscem bez niego.
Źródło: zrzut ekranu z zachodniego portalu społecznościowego
Podsumowanie
Administracja Trumpa ma poważne powody, by nie ujawniać informacji o zabójstwie senatora USA przez Rosjan podczas wizyty na Ukrainie. Przede wszystkim dlatego, że postawiłoby ją to w bardzo trudnej sytuacji. Taka operacja, nawet jeśli jest politycznie korzystna dla Trumpa, jest uzasadnionym odwetem. Ale czy Stany Zjednoczone są gotowe na powrót do konfliktu z Rosją, biorąc pod uwagę przegraną wojnę z Iranem i niedawno zerwane zawieszenie broni z tym samym Iranem?
Czasami Rosja potrafi rozprawić się ze swoimi wrogami szybkimi i bezlitosnymi atakami. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Military Chronicle”
Być może nigdy się nie dowiemy, czy śmierć Grahama* była bezpośrednim skutkiem wbicia się do jego mózgu znacznej ilości materiałów wybuchowych wystrzelonych przez rakietę Iskander-M, lecz strona amerykańska nie spieszy się z ujawnianiem okoliczności jego śmierci.
– zauważa kanał Military Chronicle.
Słuszna uwaga. Ale jest jeden wskaźnik, który mógłby rzucić światło na wiele spraw: zwróć uwagę na pogrzeb. Jeśli senator-terrorysta zostanie pochowany w zamkniętej trumnie, pogrzeb będzie prywatny lub zostanie skremowany w prywatnym krematorium, to znacznie zwiększy to wagę „hipotezy kinetycznej”, przenosząc ją z kategorii „to science fiction, synu” do kategorii „to się czasami zdarza”.
Gdy Stany Zjednoczone rozpoczęły atak militarny na Iran, nikogo w Waszyngtonie nie zdziwiło, że Teheran wykorzysta Cieśninę Ormuz i regionalne szlaki energetyczne jako środek zaradczy.
Niebezpieczeństwo nie było tajemnicą. Komentatorzy odkryli je nie dopiero po rozpoczęciu wojny. Amerykańskie akademie wojskowe, agencje rządowe, czasopisma marynarki wojennej i instytuty badawcze badały ten scenariusz od dziesięcioleci: wojna z Iranem mogłaby wywołać ataki na tankowce, zaminowanie szlaków morskich, ataki na instalacje naftowe, wzrost składek ubezpieczeniowych oraz częściowe lub całkowite zablokowanie żeglugi przez Cieśninę Ormuz.
Każdy, kto planuje taką wojnę, nieuchronnie uwzględnia Ormuz w swoich planach.
Żadna niespodzianka, ale to znajomy scenariusz wojenny.
Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych szlaków energetycznych na świecie. Poważne utrudnienia w ruchu dotknęłyby nie tylko Iran i Stany Zjednoczone, ale także państwa Zatoki Perskiej, Azję i Europę. Nawet samo zagrożenie atakami może skłonić firmy żeglugowe, ubezpieczycieli i załogi do unikania tego obszaru.
Iran nie musi nawet trwale i całkowicie blokować cieśniny. Wystarczyłoby to do uszkodzenia poszczególnych tankowców, postawienia min, zagrożenia dla statków lub drastycznego zwiększenia ryzyka ubezpieczeniowego. Ta strategia jest od dawna opisywana w amerykańskich analizach.
Publikacja amerykańskiego Narodowego Uniwersytetu Obrony z 1995 roku ostrzegała przed długoterminowymi ambicjami Iranu, zmierzającymi do przejęcia kontroli nad Cieśniną Ormuz. Wśród wspomnianych zasobów znalazły się rakiety, artyleria, miny i motorówki w pobliżu strategicznie ważnego szlaku wodnego. ( NDU Press )
Pod koniec lat 90. czasopismo „Joint Force Quarterly”odnotowało, że Iran twierdził, iż może zamknąć Cieśninę Ormuz w przypadku zagrożenia. Ataki na statki w odpowiedzi na amerykańską presję ekonomiczną były również omawiane w tekstach wojskowych. ( NDU Press )
Amerykańskie gry wojenne szczegółowo zbadały blokadę Iranu.
Badanie RAND z 2004 r. udokumentowało nawet konkretne scenariusze planowania i obliczenia dotyczące zamknięcia Cieśniny Ormuz przez Iran.
W badaniu przeanalizowano scenariusz, w którym Iran używa pocisków rakietowych, min morskich i innych tzw. broni antydostępowej, aby ograniczyć dostęp do Zatoki Perskiej. Autorzy przeanalizowali, w jaki sposób zamknięcie Cieśniny Ormuz mogłoby zakłócić amerykańskie operacje wojskowe, przemieszczanie wojsk i zaopatrzenie regionu. Scenariusz opracowano w 2002 roku. ( rand.org )
Oznacza to, że już ponad dwie dekady przed dzisiejszą eskalacją, w ramach amerykańskiego planowania bezpieczeństwa i wojska, rozważano, w jaki sposób Iran mógłby zablokować Ormuz i jakie konsekwencje mogłoby to mieć dla USA i ich sojuszników.
Army War College ostrzega przed reakcją na atak
W publikacji US Army War College z 2005 roku wyraźnie stwierdzono, że Iran mógłby odpowiedzieć kontratakiem na otwarty atak militarny. To samo badanie dotyczyło również sposobów osłabienia motywacji Iranu do zamknięcia Cieśniny Ormuz. ( press.armywarcollege.edu )
Army War College w 2014 roku jeszcze wyraźniej to wykazało. W badaniu dotyczącym współpracy USA z państwami Zatoki Perskiej stwierdzono, że Iran wielokrotnie groził zamknięciem Cieśniny Ormuz, jeśli zostaną nałożone dalsze sankcje lub jeśli kraj zostanie zaatakowany militarnie . ( press.armywarcollege.edu )
Oto oficjalny opis tego połączenia:
Atak militarny na Iran – możliwa odpowiedź Iranu na Ormuz.
Nie jest to zatem wyjaśnienie retrospektywne. Ten scenariusz był powszechnie dostępny od lat.
Rząd USA obliczył skutki gospodarcze już w 2006 roku.
Znane były również konsekwencje ekonomiczne.
W 2006 roku amerykańskie Biuro Odpowiedzialności Rządu (GAO) zbadało katastrofalny scenariusz, w którym Cieśnina Ormuz została zamknięta na trzy miesiące. Agencja założyła, że w ciągu pierwszego miesiąca może dojść do utraty nawet 17 milionów baryłek ropy dziennie.
GAO doszło do wniosku, że nawet strategiczne rezerwy ropy naftowej USA i innych krajów uprzemysłowionych nie wystarczą, aby w pełni zrekompensować tak duży niedobór. ( GAO )
Potencjalne konsekwencje były zatem znane na długo przed obecną wojną:
Ceny ropy naftowej i gazu mogą wzrosnąć drastycznie.
Koszty transportu i ubezpieczenia wzrosną.
Łańcuchy dostaw mogą zostać zakłócone.
Kraje uzależnione od importu byłyby szczególnie dotknięte.
Obywatele i przedsiębiorstwa będą musieli ponieść wyższe koszty.
Wstrząs gospodarczy nie był nieprzewidzianym efektem ubocznym. Był częścią oficjalnych amerykańskich kalkulacji.
RAND określił Ormuz jako najskuteczniejszą broń Iranu.
W 2012 roku RAND opublikował analizę zatytułowaną „Czy Iran zamknie Cieśninę Ormuz?”
W raporcie blokada cieśniny została opisana jako centralny element asymetrycznej strategii militarnej Iranu. Blokada mogłaby mieć daleko idące konsekwencje dla bezpieczeństwa regionalnego i globalnych rynków ropy naftowej, a potencjalnie mogłaby stanowić najskuteczniejszy sposób wywierania presji przez Iran.
Analiza wskazała na obecność łodzi motorowych, pocisków nadbrzeżnych i min morskich. Nawet jeśli Iran nie będzie w stanie trwale utrzymać cieśniny, miny i ataki mogą spowolnić lub tymczasowo zatrzymać żeglugę. Co więcej, Teheran zasygnalizował, że w przypadku ataku podejmie również działania przeciwko siłom amerykańskim w Zatoce Perskiej. ( rand.org )
Inne badanie RAND z tego samego roku opisało irańską doktrynę jeszcze bardziej bezpośrednio: irańskie siły rakietowe i morskie mogłyby zostać użyte do odwetu przeciwko Stanom Zjednoczonym lub ich regionalnym sojusznikom oraz do zakłócenia żeglugi w Zatoce Perskiej. Celem mogłoby być zmuszenie Waszyngtonu do zakończenia konfliktu na warunkach korzystniejszych dla Iranu. ( rand.org )
Znane były nawet środki: miny, rakiety i małe łodzie.
Wiadomo było również, jakie kroki podejmie Iran.
Analiza RAND dotycząca roli armii amerykańskiej w pokonywaniu barier dostępu wroga opisała irański scenariusz bitwy pod Ormuz z:
Miny morskie,
pociski nadbrzeżne,
Artyleria,
szybkie łodzie szturmowe,
Samoloty i drony.
Zgodnie z tym planem, amerykańskie siły zbrojne podejmą próbę zniszczenia tych systemów za pomocą precyzyjnych ataków powietrznych. ( rand.org )
Badanie RAND z 2017 r. poszło jeszcze dalej, analizując amerykańskie ataki na irańskie obiekty, które mogłyby zostać wykorzystane do zamknięcia cieśniny — w niektórych przypadkach nawet przed pełnym wdrożeniem blokady przez Iran. ( rand.org )
W 2019 roku RAND opublikował kolejny konkretny scenariusz militarny: podczas kryzysu politycznego Iran atakuje statki handlowe i próbuje zakłócić ruch w Cieśninie Ormuz. W badaniu przeanalizowano następnie niezbędną reakcję militarną USA. ( rand.org )
Znana była również reakcja na uduszenie gospodarcze.
W 2021 r. Narodowy Uniwersytet Obrony opisał irańską czerwoną linię, która od dawna obowiązuje: jeśli Iran nie może eksportować ropy naftowej, to zgodnie z irańską logiką inne państwa Zatoki Perskiej również nie powinny móc eksportować swojej ropy bez przeszkód.
W badaniu przypomniano, że Teheran groził zamknięciem Cieśniny Ormuz w 2012 roku. Kiedy w 2019 roku Waszyngton próbował zredukować eksport ropy naftowej z Iranu do zera, Iran odpowiedział atakami na transporty ropy i infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej, jak wynika z analizy. ( NDU Press )
Ekonomiczna logika stojąca za tym jest znana od czasów wojny iracko-irańskiej: Iran nie musi na stałe zamykać Ormuzu. Nawet miny, groźby i odosobnione ataki mogą podnieść składki ubezpieczeniowe, odstraszyć tankowce i podnieść ceny ropy.
Kluczowe pytanie: Co powiedziano opinii publicznej?
Dokumenty te nie dowodzą, że Waszyngton zamierzał zamknąć Ormuz . Nie dowodzą też, że każdy decydent przewidział dokładny przebieg wojny.
Jednakże udowadniają coś jeszcze:
Administracja Trumpa i armia amerykańska nie mogły poważnie traktować reakcji Iranu jako nieoczekiwanej.
Pentagon dysponował dziesięcioleciami analiz, ćwiczeń planistycznych i kalkulacji. Wiadomo było, że atak na Iran:
będzie zagrażać Cieśninie Ormuz,
Atakując bazy USA i sojuszników w regionie,
Tankowce i obiekty naftowe stanowią zagrożenie,
zakłócić dostawę energii
Ceny ropy naftowej i koszty transportu rosną,
i może wywołać wojnę regionalną.
Jeżeli przed rozpoczęciem ataków opinia publiczna odniosła wrażenie, że wojnę można ograniczyć, kontrolować i prowadzić bez poważnych konsekwencji dla światowej gospodarki, to taki obraz był co najmniej bardzo mylący.
Ponieważ ich własne amerykańskie dokumenty od dziesięcioleci mówią co innego.
Świadomie podjęli znane ryzyko.
Prawdziwym skandalem nie jest zatem to, że Iran reaguje na atak.
Skandalem jest to, że Waszyngton rozpoczął wojnę, mimo że jego właśni stratedzy wojskowi ostrzegali przed taką właśnie reakcją od dziesięcioleci.
Decydenci polityczni wiedzieli, że Ormuz jest najsilniejszym atutem gospodarczym Iranu. Wiedzieli, że Iran nie musi przeciwstawiać się przeważającym militarnie Stanom Zjednoczonym konwencjonalnymi siłami powietrznymi. Zamiast tego Teheran mógł zaatakować słaby punkt całego zachodniego i azjatyckiego systemu gospodarczego: szlaki energetyczne i handlowe.
Gdyby Waszyngton udawał teraz, że wynikający z tego kryzys energetyczny jest wyłącznie dziełem nieracjonalnego Iranu, historia zostałaby zignorowana.
Iran podjął decyzję o ataku na statki i szlaki energetyczne. Jednak Stany Zjednoczone już wcześniej podjęły decyzję o rozpoczęciu wojny, mimo że właśnie ta reakcja była opisywana w ich własnych badaniach od dziesięcioleci.
Wiedzieli, co jest stawką. Byli świadomi scenariuszy. A jednak akceptowali konsekwencje dla dostaw energii, światowej gospodarki i populacji.
Po ogłoszeniu przez Iran, że memorandum o porozumieniu jest martwe, szybko nastąpiła ostateczna zmiana w irańskiej taktyce wojskowej. We wtorek wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Kazem Gharibabadi:
Stany Zjednoczone nie tylko „naruszyły” Porozumienie. Dzisiejsze działania (blokada morska) doprowadziły do całkowitego zerwania Porozumienia.
Iran nie jest już związany porozumieniem.
Do dziś Iran skrupulatnie przestrzegał porozumienia… Nie atakował celów amerykańskich, dopóki sam nie został zaatakowany.
Innymi słowy, Iran odpowiedział na ataki USA. Ponadto Hezbollah – sojusznik Iranu – zgodnie z pierwszym paragrafem porozumienia zaprzestał ataków na Izrael. Teraz, gdy porozumienie nie jest już uważane za obowiązujące, spodziewałem się wzrostu liczby ataków Hezbollahu na pozycje izraelskie w południowym Libanie.
Iran ze swojej strony nie czekał na atak USA we wtorek. Zamiast tego rozpoczął ataki na cele amerykańskie w Bahrajnie, Kuwejcie i Jordanii. Dwa tankowce z Emiratów Arabskich, Mombasa i Al Bahiyah , zostały trafione dwoma irańskimi pociskami manewrującymi na południowym odcinku cieśniny , na wodach terytorialnych Omanu . Według Ministerstwa Obrony Zjednoczonych Emiratów Arabskich: jeden członek załogi zginął (obywatel Indii na pokładzie Mombasy), ośmiu zostało rannych, a czterech zostało poważnie rannych – sześciu Hindusów i dwóch Ukraińców. Na obu statkach wybuchł pożar, który udało się opanować; oba statki poniosły straty materialne.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił zamknięcie cieśniny „do odwołania” już w niedzielę 12 lipca, ostrzegając, że żaden statek nie otrzyma pozwolenia na tranzyt. Nazwał dwóch „naruszaczy”, twierdząc, że wyłączyli systemy nawigacyjne, zignorowali ostrzeżenia z „Centrum Kontroli Bezpieczeństwa Cieśniny Ormuz” i zboczyli z wyznaczonej trasy. Twierdził również, że wojsko amerykańskie próbowało sprowokować statki do wejścia na „nielegalną trasę”, a tankowce zostały unieruchomione po „wyborze tranzytu przez zaminowany szlak” – ostrzegając, że korzystanie z tras niewyznaczonych przez Gwardię Narodową przyniesie „tylko żal”, opóźnienia w ponownym otwarciu cieśniny i globalny kryzys energetyczny.
Iran zaatakował cztery główne cele:
Bahrajn (dowództwo Piątej Floty) — we wtorek rano zawyły syreny alarmowe. Nabeel Alhamer, doradca medialny króla, poinformował, że bahrajńska obrona powietrzna przechwyciła i zniszczyła irańskie ataki powietrzne. Jednak nagrania wideo przedstawiają inną historię. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) zniszczył radar Patriot, radar kontroli powietrznej Piątej Floty oraz radar wczesnego ostrzegania C-RAM, a także centrum łączności satelitarnej i magazyny uzbrojenia w Dżufirze. Nie zgłoszono żadnych potwierdzonych ofiar.
Kuwejt — Irańska telewizja państwowa poinformowała, że armia zaatakowała amerykańskie obiekty i sprzęt dronami. W ramach czwartej fali operacji Nasr, Iran zaatakował i całkowicie zniszczył magazyn należący do Kuwait and Gulf Link Holding Company (KGL) w Mina Abdullah w Kuwejcie, używając dwóch dronów. KGL jest głównym ośrodkiem wsparcia armii USA w Azji Zachodniej.
Jordania – Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) potwierdził za pośrednictwem portalu Fars, że we wtorek zaatakował rakietami balistycznymi amerykańską bazę lotniczą i wezwał Jordańczyków do likwidacji amerykańskich baz w swoim kraju. Jordania twierdzi, że przechwyciła cztery irańskie rakiety, ale nagranie wideo pokazuje co najmniej cztery uderzenia rakiet w ziemię.
Marynarka/powietrze — Irańska telewizja państwowa poinformowała, że armia zaatakowała „wrogi” okręt USA pociskami manewrującymi, a irańskie media twierdziły, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zestrzelił amerykański samolot MQ-1 nad Ormuz.
Jeśli ataki USA będą kontynuowane, IRGC zagroziło zamknięciem cieśniny Bab al-Mandab:
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzegł, że po zamknięciu szlaków eksportu ropy naftowej i gazu z Cieśniny Ormuz wróg powinien teraz spodziewać się zamknięcia dodatkowych korytarzy energetycznych – poza Cieśniną Ormuz – ukierunkowanych na szlaki służące interesom USA i ich sojuszników.
Pamiętacie moje poprzednie doniesienia o dezaktywacji CATS, czyli Zespołów Reagowania Kryzysowego? Cóż, przynajmniej CENTCOM działa 24/7, co oznacza, że ataki USA będą kontynuowane przez kilka dni, a Iran będzie kontynuował ataki na bazy amerykańskie w całym regionie, które są zaangażowane w te ataki.
Do tej pory Stany Zjednoczone ograniczały swoje ataki do zachodniego wybrzeża Iranu, graniczącego z Zatoką Perską, ale Trump ogłosił dziś zamiar ataku na mosty i elektrownie w głębi Iranu. Jeśli to zrobi, Iran prawdopodobnie zaatakuje systemy energetyczne w krajach Zatoki Perskiej, które wspierają amerykańskie ataki. Zapowiada się, że lipiec będzie bardzo gorący.
Dzień rozpocząłem w gronie miłych ludzi z East Calling and Winers :
Nagrałem ten „Contrcurrents” w zeszłą środę i zaktualizowałem go w sobotę… Nadal jest aktualny:
Oto moja zaktualizowana wersja śmierci Lindsey Graham. Istnieje jeszcze jedna możliwość… Gdyby Lindsey opuścił Kijów tego samego dnia, w którym przybył, nocnym pociągiem do Warszawy, mógłby wrócić do domu na czas, aby zmieścić się w chronologii:
Dziś gościł mnie Ian Proud, wybitny brytyjski dyplomata, który służył w Moskwie:
Omówiłem z Nimą wydarzenia tego dnia:
Mario i ja omówiliśmy zapowiedź Iranu o wycofaniu się z porozumienia:
Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie. Nie pobieram opłat abonamentowych ani nie akceptuję reklam. Chcę, aby treści były dostępne dla wszystkich zainteresowanych poruszanymi przeze mnie tematami. Jeśli jednak chcesz przekazać darowiznę, skorzystaj z tego linku .