Życzenia Noworoczne 2026

Życzenia Noworoczne 2026

Autor: CzarnaLimuzyna , 2 stycznia 2026

Łaski Bożej, bo tylko ona najskuteczniej pozwoli nam wytrwać w wierze, nadziei i miłości oraz wedle Bożego planu wzmocnienia innych naszych cnót: roztropności (mądrości), sprawiedliwości, umiarkowania i męstwa.

Równocześnie dziękuję wszystkim osobom wykonującym w praktyce redakcyjną robotę za cały miniony rok konsekwentnej pracy.

Dodatek rozrywkowy zmieszany z poważnym

Roztropność? I tę jednak trzeba trzymać w mierze,
Często ona zawodzi, gdy miarę przebierze,
A ścigając zbyt mocno skryte działań tropy,
Gdy obmierza ściganych, czyni mizantropy Ignacy Krasicki

Oby w przyszłym roku zniknął niemiecki premier, czerwony marszałek sejmu, straganiara na czele senatu i reszta tej trzódki. Oby w miastach dojonych przez PO udały się referenda. Pora na to aby Polacy w Polsce doszli do władzy! Tego Wam życzę…a dewianci na margines. Witold Gadowski

Życzę nam wszystkim by 2026 był przygotowaniem do wymiany niemal całkowicie zdegenerowanej elity politycznej. Od tak zwanych demokratów po koncesjonowanych patriotów, która jest proamerykańska, proniemiecka, proukraińska, pro państwa położonego tam gdzie chce. Ale nie propolska. Marcin Palade

Odśnieżanie Warszawy

Zasada przyczynowości

Zasada przyczynowości

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    1 stycznia 2026 michalkiewicz

Co się kryje za zasłoną przyszłości? Od niepamiętnych czasów ludzie chcieli tam zajrzeć – ale to nie jest prosta sprawa. Albo snuli domysły na podstawie bredzenia damy odurzonej wyziewami z głębi ziemskich czeluści, albo próbowali wyśledzić przyszłość z lotu ptaków, ewentualnie z wnętrzności zwierząt zarżniętych ku czci jakiegoś bóstwa – ale nie każdy mógł się tego podjąć, bo to była straszliwa wiedza. Wprawdzie nie tak straszliwa, jak współczesne nauki moczopłciowe, którymi obłąkani docenci duraczą młodzież w parkach jurajskich zwanych pretensjonalnie „uniwersytetami”, ale też budziła szacunek. Toteż odgadywaniem przyszłości zajmowali się augurowie. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, że wszystko jest zapisane w górze, czyli w gwiazdach – i tak powstała astrologia, która również i dzisiaj nie narzeka na brak entuzjastów, zwłaszcza wśród tak zwanych „racjonalistów” – tych samych, co to propagują „Wielką Lechię”. Tu augurów nie potrzeba, bo do wróżenia z gwiazd, czy kart wystarczy tupet. Przekonałem się o tym we wczesnej młodości, gdy pewna Cyganka zaproponowała, że powróży mi z kart. – Z kart, to każdy głupi potrafi – powiedziałem odbierając jej karty. – Niech mi Cyganka powróży bez kart. I powróżyła: „będziesz żył aż do śmierci, aż ci się zawierci” – powiedziała. Każdy przyzna, że to już jest coś. A tu jeszcze, za czasów sowieckich, wśród racjonalistów pojawiła się nowa szkoła odkrywania przyszłości, zalecająca bardzo prostą metodę: wystarczy trochę poczekać.

Ciekawość przyszłości wzrasta zwłaszcza na przełomie lat, czyli w okresie, gdy nasz nieszczęśliwy kraj trwa pogrążony w świątecznej nirwanie. Uprzejmość nakazuje, by wszystkim życzyć wszystkiego najlepszego. Tak bywało do tej pory nawet w Sejmie, gdzie urządzane były „opłatki”, podczas których nad uczestnikami unosiły się gęste opary obłudy. Ciekaw jestem, czy teraz też ta tradycja będzie kontynuowana, czy też ze względu na „rozliczenia”, będące jedynym instrumentem uwodzenia swoich wyznawców przez vaginet obywatela Tuska Donalda, zostanie zerwana, niczym zapalanie Chanuki w Pałacu Namiestnikowskim. Tymczasem Nowy Rok to tylko takie administracyjne makagigi, mające odzwierciedlać zjawiska kosmiczne w postaci obiegu Ziemi dookoła Słońca – i takie tam. Okazuje się, że nie ma niczego, z czego biurokratyczne gangi nie potrafiłyby wycisnąć szmalcu – „tak, jak za okupacji z Żyda”.

Coś jednak musi być na rzeczy, a przynajmniej musiało być, skoro węgierski premier, Paweł hrabia Teleky w liście do Adolfa Hitlera z 24 lipca 1939 roku wspomina o „narodach przewidujących”. („Sytuacja w Europie wciąż jest poważna. Narody przewidujące zaczynają gromadzić zasoby materialne i moralne, aby być gotowym na wszelki wypadek”). Ten hrabia Teleky był człowiekiem poważnym – nie tak, jak nasi ówcześni Umiłowani Przywódcy, którzy w maju 1939 roku deklamowali w Sejmie o „honorze” – a już we wrześniu, jak tylko spadły pierwsze niemieckie bomby, czmychnęli za granicę „szlakiem Marszałka”. Kiedy hrabiemu Teleky zawaliła się jego polityka, to zamiast przedstawiać niezależnym mediom „zakłamane swoje racje” – jak to czynią współcześni statyści – zwyczajnie się zastrzelił. Dzisiaj takich polityków chyba już nie ma; dobrze, jak który nie kradnie – w odróżnieniu od kolaborantów ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, który z miedzianym czołem jeździ po Europie, próbując naciągnąć tamtejszych „chętnych” na kolejne przekazy dla tamtejszych parchów-oligarchów pod pretekstem wojny. Tymczasem „koalicja chętnych” nie bardzo może zmłotować belgijskiego premiera, którego upatrzyła sobie na frajera – tym bardziej, że właśnie powstała „koalicja niechętnych”, którzy o żadnym przekazywaniu ukraińskim parchom-oligarchom zamrożonych ruskich aktywów nie chcą słyszeć.

Mniejsza jednak z tymi przepychankami, bo ciekawsze jest pytanie, czy skoro premier Teleky pisał do Hitlera o „narodach przewidujących”, to czy możliwe jest przewidywanie przyszłości? Na to pytanie musimy odpowiedzieć twierdząco. Świat funkcjonuje bowiem według zasady przyczynowości, która głosi, że z określonych przyczyn muszą wystąpić określone skutki. Ta zasada przyczynowości jest bardzo dobra, a żeby się o tym przekonać, spróbujmy sobie wyobrazić, że jej nie ma. Świat jawiłby się nam wtedy jako chaotyczne kłębowisko, o którym niczego nie moglibyśmy powiedzieć, więc ani nie moglibyśmy opisać świata, ani – tym bardziej – odkryć żadnych praw nim rządzących. Tymczasem dzięki zasadzie przyczynowości możemy i jedno i drugie, to znaczy możemy korzystać z rozumu, który w przeciwnym razie w ogóle nie byłby nam potrzebny, więc pewnie byśmy go nie mieli, jak niektórzy Wielce Czcigodni posłowie w Sejmie.

Czy Polacy są „narodem przewidującym”? To nie jest takie pewne, bo na przykład brytyjski premier Winston Churchill charakteryzował nasz naród jako „lekkomyślny”. Wiedział, co mówi, bo przecież najlepszym dowodem naszej lekkomyślności było to, że zaufaliśmy właśnie jemu. Najciekawsze jest jednak to, że to doświadczenie niczego nas nie nauczyło i nadal pokładamy zaufanie jak nie w jednym cudzoziemskim dygnitarzu, to w drugim. Nic więc dziwnego, ze w tej sytuacji nasz nieszczęśliwy kraj został członkiem „klubu trzeciego miejsca” – czego znakomitą ilustracją był wyjazd obywatela Tuska Donalda do Helsinek, gdzie namawiał się z przedstawicielami mocarstw bałtyckich i Finlandii – jakby tu nastraszyć zimnego ruskiego czekistę Putina.

Najgorsze są nieproszone rady, ale skoro sytuacja w Europie znowu staje się „poważna”, to radziłbym, żeby w charakterze środka odstraszającego ukazać Putinowi panią Kaję Kallas w całej straszliwej postaci. Jeśli ona nie odstraszy Putina, to już nie wiem, co go odstraszy – żeby ogłosił bezwarunkową kapitulację – bo czyż w przeciwnym razie pokój na Ukrainie będzie „sprawiedliwy”? Wbrew pozorom nie jest to pomysł zły, bo ludowe przysłowie poucza, że gdy nawet diabeł nie może, to babę pośle, więc użycie pani Kai Kallas w charakterze środka odstraszającego, byłoby jak najbardziej uzasadnione.

Jakże jednak ma być inaczej z naszym nieszczęśliwym krajem, skoro lekkomyślnie wysuwamy do kierowania państwem osoby możliwie jak najgłupsze? Nie będę wymieniał żadnych nazwisk, bo jeden proces przed nienawistnym sądem mi wystarczy – ale jestem pewien, że każdy wie, o kogo chodzi. Wie – ale gdy chodzi o powierzanie misji sterowania państwem, notorycznie kieruje się lekkomyślnością, jakby nie zdawał sobie sprawy z istnienia zasady przyczynowości. Tymczasem ona jest i działa tak, jak prawo grawitacji – a w tej sytuacji skutki tej przyczyny prędzej czy później muszą się objawić i nic nam nie pomoże skamlanie po kościołach do Pana Jezusa, żeby „uczynił z nami cud”. Nie po to bowiem Stwórca Wszechświata ustanowił zasadę przyczynowości, żeby potem zawieszać ją na każdą prośbę narodów lekkomyślnych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Taizé znowu w Polsce. Humanistyczne piękno pozorów, które zakrywa grzech rozłamu

Taizé znowu w Polsce. Humanistyczne piękno pozorów, które zakrywa grzech rozłamu

Paweł Chmielewski 31 grudnia 2025 pch24.pl/pawel-chmielewski-taize-znowu-w-polsce-humanistyczne-piekno-pozorow-ktore-zakrywa-grzech-rozlamu/

(fot. Wikipedia)

W 2026 roku w Łodzi odbędzie się Europejskie Spotkanie Młodych w Taizé. W przeszłości do takich spotkań dochodziło w naszym kraju już pięciokrotnie. Wspólnota z Taizé jest traktowana przez większość katolików dość bezkrytycznie. Ekumenizm z Taizé, choć w wymiarze czysto ludzkim – humanistycznym – budzi sympatię, od strony religijnej nie jest bynajmniej zjawiskiem neutralnym.

Trzeba uczciwie przyznać, że wspólnota Taizé wykonuje gigantyczną pracę. Problem jednak w tym, że nie jest to praca na rzecz Kościoła katolickiego, tylko niekatolickiego „pan-chrześcijańskiego” niby-kościoła, potępianego przez papieży.

Wspólnotę założył Roger Schütz, szwajcarski protestant, ordynowany w 1944 roku na pastora w Neuenburg. Schütz wywołał skandal w 2005 roku, kiedy podczas Mszy pogrzebowej św. Jana Pawła II przyjął Komunię świętą. Udzielił mu jej sam kard. Józef Ratzinger. Schütz miał wówczas prawie 89 lat. Szwajcarskie media podały wówczas, że Schütz nie przeszedł na katolicyzm, ale Komunię świętą przyjmuje już od lat, bo „od dziesięcioleci bierze udział w celebracji Eucharystii” w Taizé; miałby też „wielokrotnie” otrzymywać Komunię świętą w Watykanie za pontyfikatu św. Jana Pawła II.

Taka postawa ojca-założyciela Taizé wskazuje na fundamentalny problem całej tej wspólnoty: przynależność do Kościoła katolickiego jest postrzegana jako opcjonalna. To jakoby rzecz drugorzędna wobec posiadania wiary w Jezusa Chrystusa. Problem w tym, że sola fides jest zasadą protestantyzmu, a nie katolicyzmu. Wiara jest konieczna do zbawienia – ale to jeszcze nie wszystko. Świadome odrzucenie członkostwa w Kościele katolickim nie może być w żaden sposób akceptowalne. Schütz mógłby twierdzić, że swoją konwersją zraziłby wielu protestantów i w ten sposób postąpiłby nieekumenicznie. To jednak logika świeckiego makiawelizmu, nie Ewangelii. Cel nie uświęca środków – odmowa wstąpienia do Kościoła katolickiego nie może być usprawiedliwiona troską o rzekome zgorszenie protestanckich współbraci danego protestanta in spe konwertyty.

Można postawić tezę, że wspólnota w Taizé jest typowym wyrazicielem idei pan-chrześcijańskiej, którą wyraźnie jako zło (sic) potępił Pius XI w encyklice Mortalium animos z 1928 roku. Ktoś powie: ta encyklika nie ma już żadnego znaczenia, jest przedsoborowa, wyraża postawę sprzed «rewolucji ekumenicznej» Vaticanum II. Cóż, to prawda – Mortalium animos jest tekstem przedsoborowym i trzeba go czytać w odpowiednim kontekście. Warto jednak zastanowić się, dlaczego Ojciec Święty odrzucał ruch pan-chrześcijański. Otóż uważał, że ruch ten żyje fałszywym złudzeniem: że można budować jedność chrześcijan poza Rzymem, a co za tym idzie – poza prawdą. Moim zdaniem nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że to zastrzeżenie jest nadal aktualne: doskonałym przykładem jest właśnie Taizé. Dziś Taizé jest oczywiście tylko jednym z elementów tego pan-chrześcijańskiego ruchu, który rozwija się przede wszystkim w niezliczonych grupach charyzmatycznych, które całkowicie odrzucają podziały na katolików i protestantów.

Wspólnota Taizé wśród uśmiechów i pozornie pięknej retoryki o braterstwie i jedności podkopuje rzymski fundament Kościoła, a ten fundament założył sam Chrystus. Jego wolą jest, aby wszyscy zostali zebrani w jednym świętym, powszechnym i apostolskim Kościele – a nie by wymawiali Jego imię, pozostając w heretyckich wspólnotach.

Chrześcijanie modlą się o jedność. Jedność, która polega na przyzwyczajeniu się do podziału i udawaniu, że różnic nie ma, bo liczy się sola fides – to żadna jedność. To utrwalenie kłamstwa – to niegodziwość, pomimo ludzkiego ciepła i humanistycznego piękna, które zdaje się wylewać ze spotkań w duchu Taizé.

Paweł Chmielewski

Cień żłóbka jest krzyżem – biskup Strickland

Te_Deum laudamus

Cień żłóbka jest krzyżem – biskup Strickland

Wciąż trwa Boże Narodzenie. Kościół kładzie na to nacisk. Rozciąga święta na kilka dni, ponieważ tajemnica jest zbyt wielka, aby można ją było ogarnąć za jednym razem. Radość jest prawdziwa. Niebo się otworzyło. Bóg przyszedł między nas. Słowo stało się ciałem i nic nie może zniweczyć tej radości. Światło świeci i nie jest przytłoczone. Ale ta radość nie jest krucha ani naiwna. Jest wystarczająco silna, aby patrzeć prosto w prawdę.

Dlatego Kościół nie prosi nas, abyśmy zostawili Boże Narodzenie za sobą, kiedy stawia przed nami tych świadków. Prosi nas, abyśmy głębiej zrozumieli Boże Narodzenie. Dziecko w żłobie nie przyszło, aby uczynić świat wygodnym. Przyszło, aby go zbawić. A zbawienie ma swoją cenę.

A pokusa była zawsze taka sama. Kiedy koszt bycia uczniem staje się jasny, kiedy krzyż pojawia się w zasięgu wzroku, instynktownie chce się go złagodzić. Sprawić, by przesłanie było bardziej pocieszające. Uczynić wiarę łatwiejszą do noszenia, przekształcając ją tak, aby nie wywierała zbytniego nacisku na świat. Ta pokusa nie jest nowa, ale jest bardzo obecna.

Widzimy to za każdym razem, gdy Kościół zaczyna mówić bardziej o pocieszeniu niż o nawróceniu, bardziej o synodalności niż o prawdzie, bardziej o towarzyszeniu niż o wierności. Widzimy to, gdy krawędzie Ewangelii są zaokrąglane, aby nikt nie był nią poruszony, nikt nie czuł się wyzwany, nikt nie odczuwał ciężaru Krzyża. Widzimy to, gdy to, co kiedyś było przyjmowane z czcią, jest traktowane jako przeszkoda, gdy to, co kiedyś było przekazywane, jest opisywane jako sztywne, a Kościół zaczyna zapożyczać język i priorytety świata, zamiast oferować światu coś innego.

Ale Chrystus nie przyszedł, aby uczynić świat wygodnym. Kościół nigdy nie miał na celu odzwierciedlania świata tak dokładnie, aby krzyż zniknął z pola widzenia. Kiedy żłóbek zostaje oddzielony od krzyża, wszystko staje się zniekształcone. A radość – prawdziwa radość – zostaje zastąpiona poczuciem bezpieczeństwa. Ale poczucie bezpieczeństwa nie może nas zbawić. Tylko Chrystus może.

Dlatego Kościół stawia przed nami św. Szczepana, gdy wciąż rozbrzmiewają kolędy. Dlatego przypomina nam o długiej wierności św. Jana Apostoła i cichym świadectwie Świętych Męczenników. Nie są to przerwy. Są to napomnienia udzielane z miłością. Mówią nam, co się dzieje, gdy Chrystus jest naprawdę przyjmowany, i co się dzieje, gdy się Mu opiera.

Radość Bożego Narodzenia nie polega na byciu akceptowanym przez świat. Polega ona na przynależności do Chrystusa. A przynależność do Chrystusa zawsze wymagała odwagi.
Cień żłóbka jest krzyżem. I ten cień pada nadal na Kościół. Dlatego Kościół nie pozwala nam zbyt długo pozostawać w uczuciach, nawet jeśli radość Bożego Narodzenia nadal przenika jego modlitwę. Chce, abyśmy zrozumieli, jakiego rodzaju jest to radość. Nie jest to radość zachowanej pociechy, ale radość przyjętej prawdy.

Święty Szczepan jest pierwszym, który staje w tym cieniu – i w dniu jego święta Kościół stawia go przed nami, gdy radość Bożego Narodzenia jest jeszcze świeża. Nie szuka śmierci. Jest pełen łaski, pełen Ducha Świętego i przemawia, ponieważ Chrystus się narodził, ponieważ Słowo stało się ciałem i nie można go uciszyć. A kiedy nadchodzi cena, Szczepan nie cofa się. Nie przekształca prawdy, aby przetrwać. Wybacza; powierza się Chrystusowi i umiera z imieniem Jezusa na ustach. Krzyż go dosięgnął – nie jako niespodzianka, ale jako dopełnienie tego, co rozpoczęło się w Boże Narodzenie.

Następnie jest św. Jan, umiłowany uczeń, którego Kościół przedstawia nam w dniu jego święta. Oszczędzono mu miecza, ale nie ceny prawdy. Chrystus powierzył mu opiekę nad swoją Matką, a on poniósł jej ból, jakby był jego własnym. On również żyje w cieniu krzyża, choć jego droga jest inna. Pozostaje. Czuwają. Cierpi długą posłuszeństwo wierności. Niesie radość Wcielenia przez lata, podczas gdy świat idzie naprzód, a Kościół się męczy. Jego męczeństwo jest cichsze, ale nie mniej realne. Przypomina nam, że krzyż nie zawsze spada w jednej chwili. Czasami pozostaje na barkach przez całe życie.

A potem są Święci Niewinni. Nie wybierają krzyża, ale są uwięzieni w cieniu, ponieważ przyszedł Chrystus. Władza zawsze drży w obliczu prawdy, a kiedy drży, najpierw uderza w najmniejszych. Ich życie mówi nam coś, co skłania do refleksji, a jednocześnie jest pocieszające: że przyjście Chrystusa obnaża okrucieństwo świata, ale także, że żadne cierpienie nie wymyka się z zasięgu Bożego miłosierdzia. Również tutaj cień krzyża nie jest porzuceniem: jest to miejsce, w którym Bóg zbiera to, co świat niszczy. Podsumowując, te dni uczą nas, jak przeżywać Boże Narodzenie poważnie i autentycznie. Mówią nam, że radość i poświęcenie nie są przeciwieństwami. Są dla siebie stworzone. Pasterze radowali się, ale powrócili do zwykłego życia, uświęconego spotkaniem. Trzej Królowie radowali się, ale nie zostali. Wrócili do domu inną drogą: zmienieni, uważni i nie zgadzający się już z władzami, którym kiedyś służyli. Tak samo jest z nami.

Uklęknięcie przed żłóbkiem nie jest końcem uczniowstwa. Jest początkiem. Oddanie czci Dzieciątku oznacza przyjęcie Krzyża, który On niesie. Świętowanie Bożego Narodzenia oznacza pozwolenie, abyśmy zostali wysłani – do naszych rodzin, miejsc pracy, parafii, do kultury, która nie zawsze przyjmuje prawdę.

Kościół jest bardziej autentyczny, gdy o tym pamięta. Gdy odrzuca wymianę wierności na wygodę. Gdy pozwala, aby cień krzyża pozostał widoczny, nawet w dni świąteczne. Ponieważ gdy zaprzecza się temu cieniowi, żłóbek staje się dekoracją zamiast objawieniem, a radość staje się powierzchowna zamiast zbawcza.

Cień żłóbka jest krzyżem. Zawsze nim był. I nie jest to strata. Jest to obietnica, że Dziecię, które wielbimy, jest Zbawicielem, który odkupuje, Królem, który panuje, i Panem, który idzie ze swoim ludem, nawet gdy wierność kosztuje wszystko.

A Kościół w tych dniach jeszcze bardziej poszerza nasze spojrzenie, ponieważ wie, że potrzebujemy więcej niż jednego rodzaju świadectwa. Daje nam nie tylko męczenników i apostołów, ale także rodzinę – Świętą Rodzinę – która żyje cicho w tym samym cieniu. Święta Rodzina przypomina nam, że krzyż jest synonimem zaufania i wytrwałości – i to również należy do Bożego Narodzenia.

Następnie Kościół przedstawia nam św. Tomasza Becketa, który nie chciał zamienić prawdy na pokój z władzą. Jego męczeństwo jest ostrzeżeniem i świadectwem. Nie szukał konfliktu, ale nie chciał poddać Kościoła wymaganiom państwa. Przypomina nam, że krzyż spada szczególnie ciężko na tych, którym powierzono przewodnictwo, i że wierność czasami kosztuje reputację, pozycję, a nawet samo życie.

Wszystko to nadal należy do Bożego Narodzenia. Dlatego Kościół rozciąga Boże Narodzenie na kilka dni, zamiast skupiać je w jednej chwili. Wie, że tajemnica musi być przeżywana, a nie tylko podziwiana. Radość jest prawdziwa – głębsza niż uczucie, silniejsza niż strach – ale jest to radość, która wie, dokąd zmierza.

Cieniem nad żłóbkiem jest krzyż. A pełne przeżywanie Bożego Narodzenia nie oznacza ucieczki od tego cienia, ale chodzenie w nim, ufając, że Dziecię, które się w nim narodziło, jest tym samym Panem, który zbawia, wspiera i pozostaje ze swoim ludem.

I tak, podczas gdy Kościół nadal śpiewa z radością bożonarodzeniową – podczas gdy Gloria właśnie zniknęła z naszych ust – cień krzyża już rozciąga się na słomie żłóbka. Nie jest to przerwanie Bożego Narodzenia. Jest to jego sens.

Dziecię leżące w ramionach Maryi nie przyszło, aby uczynić świat bardziej komfortowym. Nie przyszło, aby ukoić sumienia, pozostawiając serca niezmienione. Przyszło, aby zbawić – a zbawienie zawsze ma swoją cenę.

Dlatego właśnie w oktawie Bożego Narodzenia Kościół proponuje nam męczenników.

Pamiętajmy o świętym Szczepanie, którego krew spadła jak ziarno na ziemię, a u jego stóp stał młody człowiek imieniem Saul, trzymający w rękach płaszcze tych, którzy go ukamienowali. Pierwszy męczennik Kościoła wygłosił ostatnie kazanie, nie słowami, ale swoją śmiercią. A Bóg przyjął tę krew jako modlitwę.

Ponieważ człowiek, który zgodził się na śmierć Szczepana, pewnego dnia stał się Pawłem, apostołem narodów, co dowodzi, że żadne cierpienie ofiarowane z miłości nigdy nie jest zmarnowane, a żadne świadectwo złożone Chrystusowi nie pozostaje niezauważone przez Boga.

Cień krzyża rozciągał się nie tylko nad Szczepanem, ale także nad Saulu, zapowiadając już przyszłe nawrócenie, które wstrząsnęło światem.

Pismo Święte mówi nam, że ostatnie słowa Szczepana nie były słowami oskarżenia, ale miłosierdzia: „Uklęknął i zawołał donośnym głosem: Panie, nie poczytaj im tego grzechu…” (Dz 7, 59).

Ta modlitwa nie zniknęła w powietrzu. Upadła jak ziarno. Zagnieździło się – tajemniczo, cicho – w duszy Saula. A w czasie wyznaczonym przez Boga to ziarno pomogło spulchniać najtwardszy grunt. Kiedy świat widzi tylko stratę, Bóg już przygotowuje nawrócenie. Kiedy świat widzi tylko krzyż, Bóg już przygotowuje zmartwychwstanie. I ta prawda jest już obecna w żłobie.

Dziecko owinięte w pieluszki jest już owinięte cieniem krzyża. Słoma, która je teraz otacza, pewnego dnia ustąpi miejsca drewnu, które je przebije. A jednak z tego cierpienia wyniknie zbawienie, miłosierdzie i nawrócenie serc, o których nigdy nie sądziliśmy, że mogą się zmienić.

Dlatego Boże Narodzenie nie jest kruche: jest bez strachu! Ponieważ Wcielenie nie cofa się przed ciemnością. Wchodzi w nią.

Nie prosimy więc o wiarę, która nic nas nie kosztuje. Prosimy o wiarę, która może zmienić świat, zaczynając od naszych serc.

Abyśmy mogli uklęknąć przed żłóbkiem, wiedząc, do czego to prowadzi. Abyśmy mogli stanąć przed krzyżem, ufając temu, co Bóg może jeszcze z niego wynieść. I abyśmy nigdy nie zapomnieli, że nawet teraz – a zwłaszcza teraz – Bóg działa w sposób, którego jeszcze nie widzimy.

Cień na żłóbku nie jest końcem historii. To jej początek!
Niech Bóg Wszechmogący was błogosławi,
Ojciec, Syn i Duch Święty.
Amen.
Biskup Joseph E. Strickland
Biskup emerytowany

L’ombra della mangiatoia è una croce

Ostatnie MEM-y 2025

———————————-

——————————————–

—————————————————

———————————————-

————————————————————–

——————————————

———————————————-

————————————-

———————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Potęga Rotszyldów

Potęga Rotszyldów

31. grudnia 2025 Marek Wójcik world-scam.com/potega-rotszyldow/

Historia rodu Rothschildów brzmi jak spełnienie amerykańskiego marzenia. Od pucybuta do miliardera – tak w skrócie brzmi opowieść o początkach finansowej potęgi tego rodu.

Dom pod Zielonym Znakiem przy Judengasse we Frankfurcie nad Menem, od 1786 lub od 1787 roku siedziba rodziny Rothschildów. Źródło.

Mayer Amschel Rothschild (1744 – 1812), żyjący we Frankfurcie nad Menem przy ulicy Judengasse, wysłał swoich 5 synów do największych miast Europy tamtego okresu, stworzyli oni wówczas pierwszy Międzynarodowy System Bankowy. W 1789 roku, kiedy ostatnia wojna trwała do 1815 roku, czyli w bardzo, bardzo krótkim okresie, mówiono, że żaden rząd ani król nie rozważałby wojny bez wsparcia Rothschildów, ponieważ tak niesamowicie wpływowi i potężni się stali. Te słowa wypowiedziała Hannah Rothschild podczas wywiadu dla CNBC.

Urywek z wywiadu z Hannah Rothschild.
Polski tekst Marek Wójcik. Źródło.

Zapytacie zapewne, po co zawracać sobie głowę rodziną zblazowanych miliarderów? Pytanie zasadne, odpowiedź także: ci ludzie mieli i mają większy wpływ na losy Europy i świata niż cesarzowie i rządy większości krajów, w których sprawy mieszają się tak skutecznie od ponad dwóch wieków. Ich wpływ przejawiał się między innymi:

  • Finansowanie rządów;
  • Podżeganie do wojen;
  • Finansowanie obu stron konfliktu;
  • Pomnażanie kapitału dzięki kredytom wojennym i kontrybucjom;
  • Ciche sterowanie dyplomacją.

Wojny nadal wymagają pieniędzy. Państwa nadal potrzebują kredytów. A ci, którzy dysponują płynnością finansową, często decydują o tym, jakie działania są „nieuniknione”.

Można łasić się do miliarderów z nadzieją, że skapnie z ich bogactwa kilka dolarów, można też ich nienawidzić, bo nic nie kapie. Jeśli chodzi o pieniądze, to nie ma takiej podłości, której narwani marzyciele o łatwym wzbogaceniu się, by nie popełnili. Z pewnością nie wszyscy, jednak z ręką na sercu, kto z was nie pragnął kiedykolwiek, by otrzymać propozycję przyjęcia pieniędzy za jakąś grzeczność.

Zdecydowana większość z nas nigdy nie była w takiej sytuacji, dlatego trudno jest nam odpowiedzieć, jak my byśmy się zachowali. Z filmu Niemoralna propozycja: Czy mógłbyś mi pożyczyć swoją żonę? Na przykład za milion dolarów? Niejeden zgodziłby się pewnie za mniejszą kwotę, ale nie cena jest tu problemem. Problem polega na tym, jak potem żyć z tą świadomością?

Czyż nie byłoby naturalnym odruchem dać po mordzie takiemu zadufanemu w sobie dupkowi z kasą? Przecież mądra żona doceniłaby taką reakcję, a głupia no cóż, czy warto o taką walczyć? Pieniądze – to jedynie papier ze znaczkami, który jest uznawany za coś cennego, ale tym nie jest.

Jestem Jakub Rothschild, moja rodzina jest właścicielem tych banków. Stworzyłem państwo Izrael, mordując Palestyńczyków.
JESTEŚMY „ŻYDAMI”, o których wszyscy ciągle mówią.
Majątek każdego z 11 członków mojej rodziny jest wart 222 miliardy dolarów.
Jesteśmy 11 najbogatszymi ludźmi na świecie.
Posiadamy całe narody, decydujemy o wszystkim.

Zapewne pan Jakub Rothschild nie wypowiedział tych słów, ale doskonale opisują sytuację jego rodziny.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

MERCOSUR zniszczy polskie rolnictwo!

MERCOSUR zniszczy polskie rolnictwo!

Rolnicy mówią PCh24, co się wydarzy

[RAPORT] – PCH24.pl

Paweł Chmielewski


pch24.pl/mercosur-zniszczy-polskie-rolnictwo-rolnicy-mowia-pch24-co-sie-wydarzy

W całej Polsce odbywały się protesty przeciwko podpisaniu umowy z krajami MERCOSUR przez Unię Europejską. Portal PCh24 dotarł do rolników w kilku województwach. Nie mają wątpliwości: umowa z MERCOSUR to gwóźdź do trumny polskiego rolnictwa. Trzeba ją bezwzględnie zatrzymac.

Cieśle pod Oleśnicą, S8, województwo dolnośląskie

 – Żadnej umowy z krajami Mercosur w przedstawianej formie! Koszty produkcji są najwyższe od lat, gdyż ceny płodów są najniższe (jeszcze sprzed wejścia do UE), a środki produkcji, jak nawozy, opryski, paliwo, koszty amortyzacji – najwyższe od lat – mówi Dominik Nikody, rolnik z Oleśnicy.

 Jak rolnicy oceniają dotychczasowy dialog z Ministerstwem Rolnictwa? – Dialog z ministrem to mydlenie oczu. Sprawa wygląda tak, że niby mówią, że są przeciwni umowie, a już mówią o jakiś klauzulach ochronnych przyjmowanych w poprawkach do umowy na komisjach w europarlamencie. Wystawili europosła Hetmana jako osobę cudotwórczą, tylko nie dopowiadają, że żadna z tych ich poprawek nie została pozytywnie przegłosowana – mówi rolnik z Oleśnicy. – Można to podsumować „ są za a nawet przeciw”, lub” chcieliby być tylko trochę w ciąży”. My mówimy Nie! Dość! Stop! – dodaje.

 – Przypominamy, że w umowie o handlu z Ukrainą też były klauzule ochronne z myślą o krajach przyfrontowych. Czy one zadziałały? Wiemy jakim krachem się to skończyło. Do dziś nie możemy się z tego krachu odbić – przypomina Dominik Nikody.

W gminie strajki odbywały się w trzech punktach. W sumie było osiemdziesiąt traktorów.

 Hajnówka, województwo podlaskie

 – Umowa z Mercosur to kolejny gwóźdź do trumny, w której są rolnicy. Umowa z Mercosur to głwony postulat – zwłaszcza jej odrzucenie. Umowa cofnie europejskie rolnictwo – rolnictwo, które jest najbardziej restrykcyjne na świecie – mówi Hubert Ojdana, rolnik z Hajnówki, organizator jednego z protestów na Podlasiu. – Koszty to bzdurne przepisy Unii Europejskiej. Ameryka Południowa i Ukraina mogą stosować tanie środki ochrony, dawno zakazane w UE. Nie będziemy w stanie konkurować z tymi krajami poprzez koszty. Paliwa mają tańsze, dotacje większe, mnie obostrzeń – wylicza rolnik z Podlasia.

 Hubert Ojdana brał również udział w spotkaniach, nie tylko w sejmie. – Było wiele spotkań, w których brałem udział, było wiele obietnic – czekam na ich realizację – mówi. – Jako człowiek honoru, obietnice stawiam sobie wysoko. Jeśli nie zostaną zrealizowane to protesty będą mocniejsze, silniejsze i bardziej zdecydowane – dodaje rolnik.

 – Atmosfera była spokojna, nikt nikomu nie utrudniał ruchu – mówi organizator protestu na Podlasiu.

 Namysłów, województwo opolskie

 – Najważniejszym postulatem podczas dzisiejszego protestu jest „STOP dla Umowy z Mercosur” – mówi Krzysztof Piech, rolnik z powiatu Namysłów. – Można wręcz rzec, że jest to nieomal jedyny postulat na dziś. Polskiego i europejskiego rolnictwa nie stać dziś na podjęcie ryzyka nierównej konkurencji z tańszą i wątpliwą jakości żywnością z drugiego końca świata. My nie produkujemy drożej dlatego, że nie umiemy tego robić efektywnie, tylko oni mają niższe koszty produkcji, bo dysponują tanią ziemią pochodzącą np. z wylesień Puszczy Amazońskiej i mogą używać tanich środków chemicznych, które w Europie dawno zostały wycofane. W konsekwencji ta żywność zawierająca pozostałości tych pestycydów może stanowić niebezpieczeństwo zdrowotne dla naszych konsumentów. Dalej, nie równa konkurencja może doprowadzić do likwidacji polskiego i europejskiego rolnictwa i utraty niezależności żywnościowej. Zatem Umowa o Wolnym Handlu z Mercosurem, to wspólny problem Rolnika i Konsumenta – wylicza rolnik.

 Jakie są obecnie największe koszty produkcji w rolnictwie? – Pytanie o koszty jest bardzo pojemne. Powiem tak, generalnie dzisiaj wszystkie środki do produkcji rolnej tzn. nawozy, środki ochrony roślin, nasiona i paliwo mają niekorzystnie wysoki, zaburzony stosunek do cen płodów rolnych. Jednak to nie tzw. koszty bezpośrednie, które wymieniłem stanowią dziś największy problem. Polskie Rolnictwo w ciągu ostatnich trzydziestu lat poniosło olbrzymie koszty transformacji ustrojowej. Musieliśmy powiększać gospodarstwa kupując i dzierżawiąc ziemię. Braliśmy na to kredyty. Zwiększanie areału gospodarstw pociągało za sobą konieczność inwestycji w nowoczesne, większe i wydajniejsze ciągniki i maszyny. Po prostu zasugerowano nam, że „musimy doganiać Zachód”. To wszystko spowodowało, że ponosimy olbrzymie koszty kapitałowe w skali której nie ma żaden kraj „Starej Unii” – wyjaśnia rolnik.

 – My, rolnicy postulujemy konieczność rozwiązywania nurtujących nas problemów. Ministerstwo zdaje się nas wysłuchiwać, ale nie idą za tym rozwiązania, a jedynie „wymówki” w rodzaju: „Rozumiemy Was”, „Wiemy, że jest trudno, ale zrozumcie też nas, co my możemy na to poradzić?” I takie tam. Niby wola jest, ale sprawczości brak. Poza tym wydaje się, że Ministerstwo Rolnictwa jest w kleszczach zależności od rządu i premiera. Nawet najlepsza wola, najcudowniejszego ministra na nic się zda, jeżeli brak zrozumienia dla problemów rolnictwa i rolników, wyżej – podkreśla Krzysztof Piech, rolnik z województwa opolskiego.

 Kukowo, DK65 Olecko-Ełk, województwo warmińsko – mazurskie

 – Nie protestujemy przeciwko komukolwiek. Protestujemy, bo bez polskiego rolnika nie ma polskiej żywności, a bez niej nie ma bezpieczeństwa kraju – mówi Konrad Krupiński, rolnik. – Najważniejsze jest natychmiastowe zatrzymanie niekontrolowanego importu żywności spoza Unii Europejskiej, w tym umów takich jak Mercosur – wskazuje.

 – Polski rolnik produkuje według rygorystycznych norm, ponosi ogromne koszty energii, paliwa i środków produkcji, a jednocześnie musi konkurować z towarem wytwarzanym bez tych zasad. To nie jest wolny rynek – to systemowe niszczenie polskiego rolnictwa. Bez ochrony rynku żaden inny postulat nie ma sensu – podkreśla Konrad Krupiński. – Największym obciążeniem są energia i paliwo, bo bez nich produkcja po prostu staje. Do tego dochodzą nawozy, środki ochrony roślin oraz narastająca biurokracja, która nie poprawia jakości żywności, a jedynie podnosi koszty – dodaje. –Problemem nie są tylko ceny – problemem jest to, że rolnik nie ma wpływu na cenę sprzedaży. Produkujemy coraz drożej, a sprzedajemy coraz taniej. To prowadzi do bankructw, a nie do rozwoju – zaznacza.

 Jak można ocenić dotychczasowy dialog z Ministerstwem Rolnictwa? – Ten dialog jest w dużej mierze pozorowany. Są spotkania i deklaracje, ale brakuje realnych decyzji i ochrony rynku. W czasie, gdy „trwają rozmowy”, kolejne gospodarstwa znikają z mapy Polski, a import wjeżdża bez przeszkód. Rolnicy nie potrzebują kolejnych konsultacji – potrzebują konkretnych działań tu i teraz – wyjaśnia rolnik.

 Szubin i Żnin, województwo kujawsko – pomorskie

 – Mimo wielu organizacji rolniczych działających w Polsce potrafimy zjednoczyć się i działać wspólnie co pokazały dzisiejsze protesty. Jest to sygnał dla rządzących, że żarty się skończyły. Nie zamierzamy dłużej patrzeć na ich nieróbstwo, żądamy efektów. Mamy nadzieję, że uda się przez nasze działania wywrzeć presję na polityków i decydentów. Płacimy za ich utrzymanie z naszych podatków i łaski nie robią, niech  nie gadają, a zaczną działać – mówi Marcin Wroński, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w kujawsko – pomorskim, radny powiatu inowrocławskiego z Konfederacji, sadownik.

 – Takie protesty dodatkowo jednoczą środowisko rolne, jest pełna mobilizacja, nie odpuścimy. Dziś był to protest ostrzegawczy, w styczniu idziemy na ostro. Umowa z MERCORUR do kosza, zatrzymanie idiotycznego Zielonego Ładu, nie” dla liberalizacji handlu z Ukrainą, działania poprawiające tragiczną sytuację na rynku zbóż, warzyw, trzody chlewnej, cukru, mleka i innych. To nasze postulaty – podkreśla Marcin Wroński.

Protest przeciwko umowie UE – Mercosur odbył się w ponad stu siedemdziesięciu lokalizacjach.

Mercosur. Nie damy się !! Obrazy.

———————————–

—————————————-

———————————————–

—————————————————————————–

——————————————————

—————————————————–

——————————————————

——————————————————–

Rewolucja „październikowa” a Rosjanie

Oto, jak cierpiano w Rosji

Date: 29 dicembre 2025Author: Uczta Baltazara

Maurizio Blondet  babylonianempireoto-jak-cierpiano-w-rosji

Petersburg pogrążony jest w chaosie, pełen pijanych dezerterów, którzy zabijają oficerów i policjantów; wszędzie słychać chaotyczne salwy karabinowe. Nowy rząd nie kontroluje niczego; nie wie, jak zapewnić zaopatrzenie miast; żołnierze pozostający na froncie pozostają bez rozkazów a armia rozpada się.

Jaka jest pierwsza decyzja Kiereńskiego? – Ta, którą uważa za najpilniejszą i najbardziej potrzebną?

Pierwsza decyzja, podjęta 3 marca, dotyczy wpisania żydowskich pełnomocników procesowychktórym wcześniej nie wolno było samodzielnie prowadzić spraw sądowych – do rejestru adwokatów. To los dyskryminowanych Żydów jest najpilniejszą sprawą, którą należy się zająć i to natychmiast.

20 marca Kiereński, „we współpracy z członkami biura delegowanego przy żydowskich deputowanych” do Dumy, uchyla ustawą „wszelką dyskryminację osób ze względu na ich wyznanie, doktrynę religijną lub narodowość”.

Jest to pierwszy akt prawny nowej Rosji. „Na prośbę biura [delegatów żydowskich w Dumie], Żydów jako takich w rezolucji nie wymieniono”.

Rząd Kiereńskiego nie utrzymuje się długo. Leon Trocki obala go w wyniku zamachu stanu: do władzy dochodzą bolszewicy.

Jaki jest problem, którego rozwiązanie wydaje się być najpilniejsze dla nowego reżimu?

„Walka z antysemityzmem” – tak głoszą Izwiestia z 28 kwietnia. Lenin wydaje następujący rozkaz Sowietom: „Zwrócić najwyższą uwagę na antysemicką propagandę prowadzoną przez duchowieństwo; podjąć najbardziej radykalne środki w celu stłumienia kontrrewolucji i propagandy popów”; zaleca „środki zapobiegawcze”przeciwko wszelkim przejawom antysemityzmu.

W tym samym 1918 roku, Lenin nagrywa „specjalne przemówienie na temat antysemityzmu”, które jest rozpowszechniane za pomocą płyt gramofonowych.

27 lipca 1918 r. reżim, który właśnie wymordował rodzinę cara, uchwala specjalną ustawę mającą na celu „wyeliminowanie antysemityzmu”: „Rada Komisarzy Ludowych oświadcza, że ruch antysemicki stanowi zagrożenie dla sprawy rewolucji”.

W Kronstadzie dochodzi jednak do buntu robotników i marynarzy pro-bolszewickich. Narzekano między innymi na “brutalne traktowanie popów”. Robotnicy z Archangielska napisali do gazety „Prawda”, sygnalizując: „Profanowane, brudzone i plądrowane są wyłącznie cerkwie prawosławne, nigdy synagogi. Śmierć z głodu i chorób zabiera setki tysięcy niewinnych istnień wśród Rosjan”, podczas gdy „Żydzi nie umierają ani z głodu, ani z powodu chorób”. Wobec owych robotników zastosowano „najbardziej radykalne środki” nakazane przez Lenina i wiadomo, co ten termin oznaczał. https://en.wikipedia.org/wiki/Kronstadt_rebellion

Wielki filozof i teolog Siergiej Bułgakow potwierdził z bólem w roku 1941: «Prześladowania chrześcijan w Rosji przewyższyły wszystkie znane w historii prześladowania… aczkolwiek wpisane w program bolszewizmu, prześladowania te znalazły najbardziej gorliwych wykonawców w osobach żydowskich „komisarzy”».

D.S. Pasmanik, żydowski historyk rewolucji bolszewickiej, napisał: „Bolszewizm stanie się dla głodujących Żydów z miast, zawodem porównywalnym do dotychczasowych zawodów krawca, farmaceuty czy poborcy podatkowego”.

W roku 1919, wielu nowych bolszewików przeniosło się do Moskwy. Pewien David Abzel opowiada w swojej biografii, że opuścił rodzinny Czernihów na prowincji, aby udać się do stolicy, dokąd już wcześniej przeniosły się dwie ciotki, „bogate kupczynie”.

Jedna z jego ciotek, Liola, mieszkała teraz w hotelu „National”, rezydencji dla członków partii (tzw. Pierwszym Domu Sowietów). Sąsiad o nazwisku Ulrich żartował: „Dlaczego nie otworzymy synagogi w National? – Tu są wyłącznie Żydzi…”. https://en.wikipedia.org/wiki/Hotel_National,_Moscow

Zaczyna się komunistyczny głód spowodowany represjami wobec rolników (kułaków); w roku 1922, nad Wołgą panuje klęska głodu. Nie dotyczy to jednak rezydencji sowietów.

Ich lokatorzy otrzymują pomoc od American Relief Administration (ARA), organizacji utworzonej przez prezydenta Hoovera w celu niesienia pomocy głodującym w Rosji: w paczkach znajduje się „kawior, ser, masło, wędzony jesiotr… nigdy nie brakowało ich na naszych stołach”. https://en.wikipedia.org/wiki/American_Relief_Administration

Dzieciom członków partii mieszkających we wspomnianych rezydencjach sowieckich podawano „amerykańskie śniadania: ryż z mlekiem, gorącą czekoladę, białe bułki i jajka na talerzykach”.

Lenin w swojej pracy zatytułowanej „O kwestii żydowskiej w Rosji” (z przedmową Shimona Dimansteina, rok 1924): „Fakt, że znaczna część żydowskiej inteligencji osiedliła się w rosyjskich miastach, bardzo pomógł rewolucjiJeśli udało nam się przejąć aparat państwowy i zrestrukturyzować go, to wyłącznie dzięki tejże grupie nowych urzędników – bystrych, wykształconych i wystarczająco kompetentnych”.

„Swoją doskonałą organizację, bolszewizm zawdzięcza działaniom komisarzy żydowskich” – zauważa wspomniany już wcześniej Pasmanik.

„Ukraińska Ceka składała się w 80% z Żydów” – pisze Bruce Lincoln, amerykański historyk rewolucji bolszewickiej

G. Korolenko, socjalrewolucjonista, stwierdza w roku 1919: „Wśród bolszewików jest wielu Żydów. Ich brak taktu i arogancja rażą i irytują… zwłaszcza w Czeka, gdzie wszędzie pojawiają się żydowskie rysy twarzy, co drażni tradycyjne odczucia”  narodu.

L.V. Kritchevski, który w 1999 roku przyczynił się do powstania zbiorowego dzieła historycznego „Żydzi i rewolucja rosyjska”, opublikowanego jednocześnie w Moskwie i Jerozolimie, zbadał niegdyś tajne dokumenty dotyczące personelu aparatów represji.

„W czasach »czerwonego terroru«”, pisze, „mniejszości narodowe stanowiły 50% centralnego aparatu WCzK-i oraz około 70% stanowisk kierowniczych w aparacie”. Jakie mniejszości narodowe?

Wielu Łotyszy, niemało Polaków i Żydów.

„Wśród sędziów śledczych odpowiedzialnych za walkę z kontrrewolucją połowa była pochodzenia żydowskiego”.

Wiadomo, kim byli owi sędziowie. Spośród tysięcy nazwisk wstarczy wymienić Matvieja Bermana https://en.wikipedia.org/wiki/Matvei_Berman, który w 1932 r. awansował na stanowisko dyrektora całego systemu gułagów, a w 1936 r. został wiceministrem NKWD, tj. przyszłego KGB; albo Jacova Agranova https://en.wikipedia.org/wiki/Yakov_Agranov, czekistę, który zasłynął „prowadzeniem okrutnych przesłuchań uczestników powstania w Kronsztadzie”; czy też Lwa Iljicza Injira, który został głównym księgowym całego systemu gułagów, mianowanym na to stanowisko przez swojego współwyznawcę Iejowa („weterana NKWD, który w swoich przemówieniach często cytował Talmud”), a który wraz z Genrichiem Jagodą kierował tym olbrzymim archipelagiem.

Kiedy w 1933 roku zakończono budowę kanału Morze Białe-Morze Bałtyckie, gdzie zginęły setki tysięcy rosyjskich, azjatyckich i ukraińskich więźniów zmuszanych do pracy przy temperaturze -50°C i o głodzie, twórcy owego gigantycznego, ludobójczego dzieła reżimu zostali nagrodzeni medalami i odznaczeniami: Jagoda, komisarz NKWD; Matvej Berman, szef Gułagu; Semion (Shimon) Firin, nazorca robót; Lazar Kogan, szef budowy; Jakow Rappoport, jego zastępca; Naftali Frenkel, szef budów prowadzonych nad Morzem Białym.

Wszyscy oni byli Żydami.

Zastanawiając się nad tym faktem, żydowski historyk Gabriel Landau: „Uderza nas to, czego najmniej spodziewaliśmy się znaleźć w środowisku żydowskim: okrucieństwo, sadyzm, przemoc, które wydawały się być tak obce ludowi dalekiemu od wszelkiej wojny. Ci, którzy wczoraj nie umieli jeszcze posługiwać się karabinem, odnaleźli się w roli katów i oprawców”.

W roku 1923, inny Żyd, Bieckerman, pisał: „Dzisiaj Żyd jest wszędzie, na wszystkich szczeblach władzy. Rosjanin widzi go u steru w Moskwie, u steru w stolicy nad Newą (Petersburg), u steru Armii Czerwonej, tej niezrównanej machiny samozniszczenia… Rosjanin widzi w Żydzie sędziego i kata; na każdym kroku spotyka Żydów którzy nie są komunistami, ale przejmują wszystko w swoje ręce i działają na rzecz władzy radzieckiej… Nic dziwnego, że Rosjanin utwierdza się w opinii, że obecna władza jest żydowska, że jest stworzona dla Żydów, że służy ich interesom: i to właśnie ta władza potwierdza go w tym przekonaniu”.

Rewolucja rozszerzyła się na Europę Wschodnią, zachowując te same cechy. Na Węgrzech spośród 49 komisarzy 31 było Żydami. Kiedy na premiera wybrano Sandora Garbai, który nie był Żydem, Rakosi zażartował: „Trzeba było kogoś, kto mógłby podpisywać wyroki śmierci w sobotę”.

W Moskwie krążyło popularne powiedzenie: «Dla Rosjan – Syberia, dla Żydów – Krym» – miejsce wypoczynku.

Na tym zakończę. Tym, którzy pytają, z jakich źródeł czerpać informacje, podaję nazwisko: Sołżenicyn.

Jego książka „Dwa wieki razem” zawiera bardzo dokładne i obszerne przypisy, które tutaj pomijam: Sołżenicyn zadbał o to, aby cytować prawie wyłącznie rosyjskich autorów żydowskiego pochodzenia.

Tak oto cierpiano w Rosji.

Sołżenicyn zadaje sobie pytanie, czy bolszewizm byłby równie okrutny i równie bezwzględny, gdyby jego przywódcami byli Rosjanie. Nie odpowiada na to pytanie. Mówi jednak, że Rosjanie zostali zdewastowani.

Co najmniej 60 milionów zginęło w perfekcyjnie zarządzanych gułagach. Kolejne 22 miliony zginęło w wojnie z Niemcami, w której ci, którzy zginęli uratowali swoimi ciałami miliony Żydów. Naród rosyjski został okaleczony, na zawsze zdeformowany, wyzuty z energii przez ową ogromną tragedię.

Czyż więc nie należałoby czcić również jego holokaustu?

Sołżenicyn prosi i wzywa do pokuty: „Czy istnieje zagrożenie, że trgo rodzaju sytuacja może się powtórzyć? – W tym duchu, naród żydowski powinien odpowiedzieć za swoich rewolucjonistów-morderców oraz rzesze osób, które stanęły do ich dyspozycji. Nie chodzi tu o odpowiedź przed innymi narodami, ale przed samym sobą, przed własnym sumieniem i przed Bogiem”.

(opublikowano 14 marca 2006 roku)

INFO: https://www.effedieffe.com/index.php?option=com_content&task=view&id=5357&Itemid=100021

……………..

TRZEBA PRZYPOMNIEĆ: Kaźń Romanowów była morderstwem rytualnym http://web.archive.org/web/20200120091217/http://ram.neon24.pl:80/post/141261,kazn-romanowow-byla-morderstwem-rytualnym

Świetlana przyszłość. MEM-y VI.

—————————————————————–

——————————————————–

——————————————————————————

————————————–

————————————-

——————————————————–

—————————————————————————————

————————————————-

——————————————————————–

————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Sylwestrowe życzenia. MEM-y V.

—————————–

——————————-

———————————————–

—————————————————————

———————————————————

————————————————————————-

—————————————————————

——————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Prognoza Michalkiewicza na 2026 rok. „Czarno to widzę!”

Prognoza Michalkiewicza na 2026 rok. „Czarno to widzę!”

Autor:Stanisław Michalkiewicz 31.12.2025

Przepowiednia Stanisława Michalkiewicza na 2026 rok.
NCZAS.INFO | Przepowiednia Stanisława Michalkiewicza na 2026 rok. / foto: Pixabay/screen Rumble (kolaż)

Po objawionej na ostatnim „szczycie” UE odmowie przekazania Ukrainie zamrożonych rosyjskich aktywów widać wyraźnie, że entuzjazm wobec dalszego futrowania pieniędzmi tamtejszych parchów-oligarchów zaczyna wygasać. Obok „koalicji chętnych” grupującej przywódców, których podejrzewam o branie łapówek od Ukraińców, powstała „koalicja niechętnych”, której stanowisko najwyraźniej przeważyło.

Wygląda zatem na to, że Ukraina będzie musiała pójść na kompromisy podyktowane przez Amerykanów – bo nie bardzo mi się chce wierzyć, że państwa europejskie ostatecznie zgodzą się na zaciągniecie długu i przekazanie Ukrainie 90 mld euro.

A ponieważ – jak zauważył Napoleon – do prowadzenia wojny potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy, to w przypadku ich braku trzeba będzie wojnę zakończyć. Jak to się skończy dla Zełenskiego – to sprawa osobna, bo wyborów prezydenckich na pewno nie wygra, więc będzie zadowolony, jeśli zdąży wyjechać do Izraela, szlakiem przetartym przez Timura Mindycza.

Słowem – miała rację ambasadoressa USA przy NATO, która jeszcze na początku wojny twierdziła, iż najbardziej prawdopodobnym jej zakończeniem, będzie zamrożenie konfliktu.

Ryzyko rozbioru

To jednak rodzi dla Polski pewne ryzyko, ale nie dlatego, że – jak utrzymują nasi Umiłowani – po zamrożeniu konfliktu na Ukrainie Putin runie na Europę – tylko że państwa Europy Środkowej, wśród których najbardziej podskakują, pokrzykują, przytupują i machają rękami mocarstwa bałtyckie – mogą doprowadzić do upragnionej wojny z Rosją, którą Niemcy następnie wykorzystają do ponownego rozbioru Europy. Rządząca obecnie Polską niemiecka agentura takie ukoronowanie swoich starań przyjęłaby z zadowoleniem.

Dopóki bowiem z Polsce rządzi niemiecka agentura perspektywy realizacji projektu Trójmorza, do czego nawiązuje nowa amerykańska strategia bezpieczeństwa, oddalają się w mglistość z uwagi na nieprzejednaną wrogość zarówno obywatela Tuska Donalda i jego vaginetu, jak i Naczelnika Państwa i jego gangu wobec Węgier Wiktora Orbana. Jeśli zatem Amerykanie nie doprowadzą do odpowiedniego ukształtowania sceny politycznej w naszym bantustanie, to będziemy skazani na scenariusz niemiecki.

Czarno to widzę!

A on zaczyna rysować się już w szczegółach. Volksdeutsche Partei nie ukrywa przecież, że rozpoczęcie procesu Grzegorza Brauna przed nienawistnym sądem jest zaledwie wstępem do delegalizacji obydwu Konfederacji, która nastąpi niezwłocznie po obsadzeniu wakatów w Trybunale Konstytucyjnym przez nienawistnych sędziów przewidywalnych.

Nienawistny sąd rejestrowy dostanie natomiast rozkaz blokowania pod każdym pretekstem prób zarejestrowania nowych partii w miejsce zdelegalizowanych.

Dodatkowo Mateusz Morawiecki właśnie doprowadza do neutralizacji PiS, w następstwie czego scenę polityczną naszego bantustanu zdominuje Volksdeutsche Partei, która prostą drogą doprowadzi nas do Generalnej Guberni – bo tylko takiego statusu możemy spodziewać się w ramach IV Rzeszy…

Uczmy się!! MEM-y IV.

———————————————–

————————————

—————————————————————————————–

——————————————————

—————————————————-

————————————

——————————————————

——————————————————-

——————————————————-

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Wystrzałowy Sylwester. MEM-y III.

—————————————————-

———————————————-

————————-

————————–

—————————————

————————————————–

———————————————————

—————————————————————–

——————————————–

————————————

—————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Fakty. W filmach to się nie kończy dobrze. MEM-y II.

—————————————————————-

—————————————————

——————————————-

————————————–

——————————————–

————————————

—————————————————

——————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Wspominki sylwestrowe. MEM-y I.

spoko, to tylko przypomnienie…

——————————————

—————————————————-

————————————————–

———————————————

——————————————

————————————————–

————————————————

————————-

———————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Biuro matrymonialne „Piekielny zaułek” traci klientów

Biuro matrymonialne „Piekielny zaułek” traci klientów

Autor: CzarnaLimuzyna, 30 grudnia 2025

AIX

Na pierwszy ogień poszli pracodawcy. Zgodnie z nowymi przepisami w ogłoszeniu o pracę nie może być wymieniona pleć – zamiast poszukuję hydraulika, strażaka, opiekunki do dzieci trzeba napisać inaczej, na przykład: poszukuję osoby znającej się na rurach i uszczelkach, osoby gaszącej pożary, potrafiącej wywalić z kopa zatrzaśnięte drzwi i wynieść na plecach zaczadzoną staruszkę – bez względu na pleć – dopisuję na wszelki wypadek, po prostu nie wiem czy płeć staruszki może być wymieniona w ogłoszeniu.

Anna Maria Ameba nie kryje zadowolenia

To są regulacje unijne wykluczające dyskryminacje ze względu na płeć – mówi w wywiadzie radiowym

Pani Ameba cieszy się również z innego powodu. W trakcie rekrutacji na stanowisko, które aktualnie zajmuje, jej także udało się uniknąć dyskryminacji. Dyskryminacji ze względu na inteligencję. To właśnie dlatego wygrała, jak to się mówi, w cuglach.

To jeszcze nie koniec. Podobno kolejnym obszarem, po rynku pracy, z którego ma zniknąć “dyskryminacja ze względu na pleć”, jest rynek matrymonialny.

Adam nie jest już najmłodszym handlowcem. Od niedawna mieszka w wielkiej metropolii. Hołdując zaściankowym zwyczajom, chcąc zawrzeć związek małżeński, postanowił zaoszczędzić czas i skorzystać z… outsourcingu. Zlecił Agencji znalezienie odpowiedniej kandydatki na żonę, która prócz zdolności do kopulacji będzie również zdolna urodzić dziecko i prowadzić dom.

– Ma pan dość wygórowane oczekiwania, ale postaramy się panu pomóc – usłyszał od agenta matrymonialnego.

Jakież było jego zdziwienie, gdy otrzymał pierwszy zestaw ofert z pokaźną liczbą mężczyzn.

– Co się dzieje? Przecież mieliście szukać mi żony – spytał

– Niestety, jesteśmy zobligowani regulacją

– Czym?

– Regulacją, która nakłada na nas obowiązek szukania bez względu na płeć.

Jeżeli ktoś uważa, że żart jest przesolony, proszę odsłuchać rozmowy z panią Amebą. Przy okazji, nazwa Biura Matrymonialnego wynikła z regulacji.

Wymieramy. Najszybciej Polska powiatowa. Wskaźnik dzietności spada tam poniżej jednego dziecka na kobietę.

Polska powiatowa wymiera. Wskaźnik dzietności spada tam poniżej jednego dziecka na kobietę

pch24.pl/polska-powiatowa-wymiera-wskaznik-dzietnosci-spada-tam-ponizej-jednego-dziecka-na-kobiete

(PCh24TV)

Już w dziewięćdziesięciu powiatach wskaźnik dzietności wynosi poniżej jednego dziecka na kobietę. Dzietność powyżej średniej krajowej jest w rejonach skupionych wokół największych miast – podaje wtorkowy „Puls Biznesu”.

Dziennik przypomina, że w 2024 r. wskaźnik dzietności TFR (Total Fertility Rate) dla całego kraju wyniósł 1,099.

„To najniższy poziom w historii tych badań. W uproszczeniu wskaźnik tej wielkości oznacza, że tysiącowi par urodzi się 1099 dzieci. To oznacza, że obecnie do zastępowalności pokoleń jest nam bardzo daleko — żeby ją uzyskać, wskaźnik powinien wynosić co najmniej 2,1” – wskazuje „PB”.

„Jeszcze bardziej ponury obraz wyłania się ze szczegółowych danych GUS. W 90 z 380 powiatów, wliczając miasta na prawach powiatu, wskaźnik dzietności wynosi już poniżej 1. Najgorzej jest w Sopocie, gdzie TFR to zaledwie 0,57 – mniej niż w Korei Południowej, zajmującej pod tym względem ostatnie miejsce wśród państw OECD” – czytamy w „Pulsie Biznesu”.

Dziennik podkreśla, że w danych GUS trudno odnaleźć korelację między dzietnością a innymi czynnikami. „Z jednym wyjątkiem — dzietność powyżej średniej występuje w powiatach wokół największych miast, choć w samych miastach jest z nią bardzo słabo” – podaje „PB”.

Źródło: PAP

Czy Berlin wkrótce legnie w gruzach?

 Czy Berlin wkrótce legnie w gruzach?

Tylko jedno może jeszcze zapobiec samobójstwu Europy.

https://freede.tech/meinung/265510-liegt-berlin-bald-in-ruinen

Napisała: Wiktoria Nikiforowa Opracował: Zygmunt Białas

Jeśli Europa rozpocznie nową wojnę z Rosją, jednym z głównych winowajców będzie kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Pytanie brzmi, czy apatyczne masy w Niemczech zdołają na czas obalić swoich podżegających do wojny polityków.

Mówiąc o szybkiej militaryzacji UE, ważne jest, aby nie rozkładać odpowiedzialności równo między wszystkich. Po pierwsze, nie ma w Europie ani jednego narodu gotowego maszerować na front wschodni, śpiewając tam i umierając. Bez względu na to, jak bardzo stara się propaganda, ani Polacy, ani Niemcy, ani Bałtowie nie chcą masowo iść na wojnę z Rosjanami. W internecie jest mnóstwo podżegaczy wojennych, ale w rzeczywistości mało kto jest na tyle głupi, by chcieć koczować w okopach.

Po drugie, wojna toczy się również między europejskimi szefami państw i rządów właśnie w tej sprawie. Za Viktorem Orbánem i premierem Robertem Fico, którzy otwarcie sprzeciwiają się agresywnym planom Brukseli, kroczą szefowie rządów Włoch, Austrii i Czech, starając się unikać zajęcia stanowiska. Potężne partie, takie jak francuskie Zgromadzenie Narodowe i niemiecka Alternatywa dla Niemiec, sprzeciwiają się wojnie z Rosją.

Bądźmy szczerzy: jeśli Europa rozpocznie z Rosją nową wojnę, jednym z głównych winowajców będzie kanclerz Niemiec. Za nim stoi legendarny kompleks militarno-przemysłowy, który stał się motorem napędowym niemieckiej gospodarki, powiązania z wiodącym na świecie mega-funduszem  BlackRock, którego interesy nadal reprezentuje, oraz jego nienasycone pragnienie, by zasłynąć jako kanclerz Czwartej Antyrosyjskiej Rzeszy. Czy musimy pamiętać, jak kończą tacy kanclerze i gdzie później znajdują się ich zwęglone szczątki?

Kilka dni temu znany amerykański ekonomista Jeffrey Sachs zwrócił się do Merza w liście otwartym. Przypomniał w nim o ogromnym historycznym długu Niemiec wobec Rosji: To dzięki radzieckim władzom Niemcy otrzymały w 1990 roku szansę na zjednoczenie i stanie się motorem napędowym gospodarki Europy. Moskwa otrzymała wówczas od Niemców wszelkiego rodzaju zapewnienia, że rozwój kraju będzie pokojowy i nie będzie stanowił zagrożenia dla Rosji. Złożono niezliczone obietnice dotyczące nierozszerzania NATO. Zostały one jednak niemal natychmiast złamane.

Już w 1999 roku Niemcy uczestniczyły w bombardowaniach Serbii przez NATO. Następnie uznały Kosowo. Opowiadały się za przystąpieniem do NATO państw Europy Wschodniej i państw bałtyckich. W 2014 roku stały się gwarantem porozumienia między prezydentem  Wiktorem Janukowyczem a opozycją, które zostało natychmiast zerwane. Trzymały się porozumień mińskich, mimo że wiedziały, że Kijów nie ma zamiaru ich realizować. Teraz doszło do faktycznego aktu agresji wobec Rosji, przeprowadzonego przez ukraińskich pełnomocników.

Niemcy wyraźnie widzą otchłań, w którą ich przywódca pogrąża kraj. Poparcie dla Merza spada z każdym tygodniem. Ludzie protestują przeciwko militaryzacji i wprowadzeniu obowiązkowego poboru. Zdecydowana większość Niemców nie chce pójść w ślady Hitlera i stać się wrogiem Rosji.

Żołnierze sowieccy świętują w Berlinie1945 rok – żołnierze radzieccy świętują w Berlinie

Niemcy mają jednak niewiele sił, aby temu zapobiec. Kanclerz, nie wybrany przez naród, lecz mianowany przez swoich politycznych kolegów, opracowuje plany ‚obrony przed rosyjską agresją’. Nazistowscy przywódcy uzasadniali swoją inwazję na ZSRR właśnie taką retoryką – trudno w to uwierzyć, ale oni również ‚bronili się’  przed bolszewikami.

Jak ta militarna przygoda skończy się dla Niemiec, jest już jasne. Choć Ukraina jest dla Rosjan częścią świata rosyjskiego, nie ma sentymentów wobec Republiki Federalnej Niemiec. Wręcz przeciwnie, narasta poczucie, że Józef Stalin wykazał się w 1945 roku nadmiernym humanitaryzmem.

Jedynym ratunkiem dla Niemców – i dla całej Europy – jest pomysł Jeffreya Sachsa. Chodzi o spełnienie wszystkich rosyjskich żądań bezpieczeństwa, rezygnację z rozszerzenia NATO i nadanie Ukrainie neutralnego statusu.

Oczywiste jest, że kanclerz Merz raczej nie będzie skłonny do tego. Dlatego Niemcy muszą zrobić wszystko, co w ich mocy, aby doprowadzić do zmiany w swoich elitach politycznych – tylko wtedy będą mieli szansę na nawiązanie normalnego dialogu z Moskwą.

Pytanie brzmi, czy apatycznym masom uda się na czas obalić swoich podżegających do wojny polityków. Merz bowiem praktycznie zapowiada atak na Rosję w nadchodzących latach. Czas ucieka. Do upadku Berlina nie jest już daleko.

https://freede.tech/meinung/265510-liegt-berlin-bald-in-ruinen

Napisała: Wiktoria Nikiforowa

Opracował: Zygmunt Białas