HAJDAMAK, KAŁMUK, CHAZAR i POMNIKI CZYNGIS-CHANA. Baliński.

HAJDAMAK, KAŁMUK, CHAZAR i POMNIKI CZYNGIS-CHANA

Krzysztof Baliński

Gdy Zełenski wyciął Polakom numer z „Bohaterami UPA”, mówili o wszystkim tylko nie o tym, że za akcją nie stali czciciele UPA, lecz otoczenie żydowskiego żula z Krzywego Rogu. Tu przypomnijmy, że Majdan został wywołany przez światowe żydostwo, które nie zwracało uwagi na to, że w przewrocie biorą udział neonazistowskie oddziały szturmowe, którymi przewodził syn Romana Szuchewycza, mordercy Żydów, i że wyśpiewywali: „Smert’ moskowsko-żidiwskij mafii”.

Gdy do rangi bohaterów wynieśli rezunów z UPA, którzy wyrzynali Żydów i byli najokrutniejszymi strażnikami w niemieckich obozach zagłady, milczeli Żydzi i milczał Izrael. Z bojcami neonazistowskich sotni spotkali się kongresmeni, mimo iż ci noszą niemieckie mundury i hełmy oraz witają się ‘Sieg Heil’, a powołał je autor manifestu głoszącego: „Przesłaniem Ukrainy jest przewodzić Białym Ludziom na całym świecie w ostatecznej krucjacie przeciw podludziom, na czele których stoją Semici”.

Gdy z okazji rocznicy śmierci Romana Szuchewycza ulicami Lwowa przeszedł marsz, lobby żydowskie milczało. A był to marsz ku czci składającej się z ukraińskich ochotników dywizji SS Galizien, która podlegała Waffen SS i mordowała Żydów. Milczał też konsul RP we Lwowie, a dywizja ta spaliła żywcem tysiąc kobiet i dzieci w Hucie Pieniackiej. Gdy parlament ukraiński uczcił minutą ciszy odpowiedzialnego za wymordowanie 50 tysięcy Żydów Symona Petlurę, naczelny rabin Ukrainy oświadczył: „Mianowanie na premiera ukraińskiego Żyda jest dowodem na to, że antysemityzmu na Ukrainie nie ma”, a Ukraiński Kongres Żydów wydał oświadczenie: „Na Ukrainie nie ma antysemityzmu”.

Gdy premierem został Wołodymyr Grojsman, podkreślali: „Przeszedł do historii. Jest pierwszym żydowskim premierem Ukrainy dotychczas mocno tkwiącej w psyche Żydów, jako kraj antysemitów i pogromów”. Gdy w mediach amerykańskich ukazały się zdjęcia ukraińskich żołnierzy z nazistowskimi naszywkami na mundurach, szef Ligi Antydefamacyjnej ripostował: „Mimo iż niektórzy Ukraińcy używają symboli nazistowskich i mimo ich podziwu dla Bandery, nie obawiam się, że kraj przejmą antysemici. W wyborach zwyciężył Zełenski, jako pierwszy w tym kraju żydowski prezydent”.

Z pomocą pospieszyła matka Wołodymyra Grojsmana – wymyśliła termin „Żydobanderowcy”. A miała na myśli nacjonalistów żydowskich, którzy wybaczyli nacjonalistami ukraińskimi unicestwienie swoich ziomków, którym nie przeszkadzają czciciele Bandery, byle tylko nie rzucali hasła „Ukraina dla Ukraińców” i zamiast nienawidzić Żydów nienawidzili Rosjan i Polaków. No i żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwalają powiedzieć o banderowcach złego słowa, bo wiedzą, że są znakomitym materiałem na potrzeby dywersji wobec Rosji.

Jest jeszcze inny powód popierania tych, których do niedawna winili za nazistowskie okropieństwa. Gdy chodzi o geszeft (czyli bezlitosny rabunek tego, co jeszcze na Ukrainie do zrabowania pozostało), nie mają żadnych skrupułów i gotowi są na najbardziej plugawe postępki, w tym kolaborację ze swoimi katami. Chodzi także o strach przed bojcami z nacbatów, którzy w razie klęski na froncie będą chcieli skrócić ich o głowę.

Podsumujmy zatem: Ukrainą nie rządzą banderowcy, ale żydobanderowcy. Ukraiński nacjonalizm to ideologia na czas wojny i globalistyczny zamysł. I nie ważne, komu stawiają pomniki. Ważne, że Ukraina ma żydowskiego prezydenta.

Polakom napluł w twarz nie tylko Zełenski. On wie, że może z Polakami robić, co mu się żywnie podoba, bo ma w Polsce potężne żydobanderowskie lobby i wpływową V kolumnę, która korzysta z każdej okazji, by Polsce zaszkodzić i która w pluciu na Polaków prześciga nawet jego samego. Wie też, że w Polsce ma prożydowski i proukraiński rząd i równocześnie prożydowską i proukraińską opozycję.

Gdy na antenie żydowskiego radia dla Polaków łgał Andrzej Szeptycki: „UPA to była formacja, która walczyła o niepodległość Ukrainy. To byli tacy trochę ukraińscy żołnierze niezłomni”, i gdy ostro zareagowała Dorota Gawryluk z Polsat News, w obronie Szeptyckiego stanął dr Kazimierz Wóycicki – przekonywał, że „Polacy na Wołyniu też nabijali Ukraińców na widły” i że „podczas II wojny światowej Polacy wymordowali 300 tysięcy Żydów”. Wóycicki to autor tendencyjnych publikacji na tematy polsko-niemiecko-żydowskie, utrzymywany przez niemieckie fundacje, nagrody i krzyże zasługi. Działa w sponsorowanym przez Fundację Adenauera Centrum Studiów Międzynarodowych, założonym przez Eugeniusza Smolara, brata prezesa Fundacji Batorego założonej przez George’a Sorosa. Smolarowie podchodzą z żydokomunistycznej rodziny: Ojciec Hersz był hersztem żydowskiej sekcji PPR i zarzucał Gomułce opór wobec repatriacji Żydów z ZSRR i upieranie się przy monolityczności etnicznej Polski.

Na stronie Fundacji ukazało się „Wspólne oświadczenie polskich i ukraińskich organizacji, działaczy i działaczek społecznych”. Samo oświadczenie jest monotonne i nudne. Niezwykle natomiast ciekawa jest lista sygnatariuszy. Oprócz kilkudziesięciu organizacji żydowskich, mamy na niej Związek Ukraińców w Polsce i kilkanaście innych organizacji ukraińskich. Nawiasem mówiąc, z czymś podobnym mieliśmy do czynienia, gdy żądali wycofania ze sprzedaży książki Wojciecha Sumlińskiego – do protestu 100 organizacji żydowskich dołączyło kilkanaście organizacji ukraińskich.

Zapowiadając  w TVP Info odcinek programu „Niebezpieczne związki”, Dorota Wysocka-Schnepf zestawiła ukraińskie ludobójstwa na Polakach z nacjonalizmem polskim: „Dziś krewcy nacjonaliści po obu stronach granic znów rwą się do zwarcia. Też nacjonalizm – polski – wzniecał czystki na naszych sąsiadach”. Już sam dobór gości programu był dowodem na jego antypolski wydźwięk: Jarosław Kurski (były naczelny „Gazety Wyborczej”), Jacek Czaputowicz (były szef MSZ)  i Michał Bilewicz (kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami). Wszystkich połączyło wsparcie dla prezydenta Ukrainy w sporze z prezydentem Polski.

Michał Bilewicz z troską pochylił się nad traumą bandytów z UPA: „Na pewno ta cała debata jest w bardzo dużym stopniu ukształtowana przez takie polskie przekonanie o tym, że jesteśmy narodem ofiar, dostrzegającym wyłącznie swoje własne cierpienia. Nie zostaje jakby tej przestrzeni na uznanie tego, że inne narody mogły doświadczyć podobnych zbrodni”. Stanął też po stronie Szeptyckiego: „Wiecie co? Chcę żyć w Polsce ministra Szeptyckiego, a nie Doroty Gawryluk”. Stanął też po stronie  „ministry” kultury, bo przekazała 50 mln zł na projekt „Żydowskie Dziedzictwo Kulturowe”.

Wśród gości Schnepficy wyróżniał się Jarosław Kurski. To autor „listu” do Zełenskiego, kwintesencji tego, co nazywamy zaprzaństwem. „Bracie, piszę do ciebie jako obywatel i jako Polak. Robię to w rozpaczy, w poczuciu, że reprezentujący mój kraj politycy cynicznie nakręcają spiralę nienawiści między naszymi narodami. Relacje z naszymi bratnimi narodami stały się zakładnikiem skrajnych nacjonalistów, małych figur szafujących wielkimi słowami, jak: „Polska”, „honor” czy „godność”. Musisz wiedzieć, że urzędujący w Polsce prezydent reprezentuje środowiska narodowe i ultraprawicowe. A te budują swoją polityczną agendę na ksenofobii, na pogardzie wobec obcych, na sianiu nienawiści. Wobec imigrantów, wobec Niemców, wobec Ukraińców () Polakom i Ukraińcom potrzebny jest sojusz wojskowy, do którego powinni także dołączyć Niemcy. Sława Ukrajini! Herojom sława!”.

Jacek Czaputowicz całą winę zwalił na Polskę. „Były też inne aspekty działania tej formacji i w związku z tym po prostu Ukraina uznała, że może to zrealizować, bo Polska prowadzi politykę i tak już nieprzyjazną. (…) prezydent sam jeszcze przez rok nie był w Kijowie. Ciągle nakręca te nastroje antyukraińskie, ciągle coś wygraża, ciągle mówi, że nie zgodzi się na członkostwo Ukrainy w UE. Ukraina powiedziała: dość, nie życzymy sobie tego typu działań. Więc podjęła taką decyzję. Okazało się, że z jej perspektywy słuszna, bo nas po prostu ośmieszyła”. Gdy został ministrem, portal TVN24 pisał: „O takich jak on zwykło się mówić, że ma w życiorysie piękną, opozycyjną kartę z czasów komunizmu”. Tymczasem na studiach (zaocznych) był pod opieką Jana Lityńskiego z KOR. Działał w Ruchu Wolność i Pokój, w którym roiło się od działaczy „lewicy laickiej”. Do swych dyplomatycznych sukcesów zaliczył „wyciągnięcie z głębokiego kryzysu stosunków z Ukrainą” – poddając się naciskom Kijowa zablokował pokaz filmu „Wołyń”. Przerażały towarzyszące temu słowa: „Starałem się unikać prymatu interesu narodowego”. Polazł też do mediów Michnika tylko po to, żeby powiedzieć: „Polska prowadzi wobec Ukrainy politykę hien i szakali”.

W ukraińskojęzycznym kanale Slava TV głos zabrał Michał Broniatowski: „Każdy polski polityk, który podważa prawo Ukrainy do tworzenia patriotycznych mitów, które pomagają żołnierzom, to wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy”. To sługa wielu panów. Dziś dyrektor TVP World. W 1985 r. pracownik agencji Reuters i dyrektor jej przedstawicielstwa w Moskwie. Był też wiceprezesem rosyjskiej agencji informacyjnej Interfax i członkiem Rady Nadzorczej Onet oraz TVN. Dyrygował polską edycją amerykańskiego miesięcznika „Forbes” oraz tygodnikiem „Newsweek” (wchodzącym w skład koncernu medialnego Axel Springer). To modelowy przedstawiciel rodu o bogatych żydokomunistycznych tradycjach. Jego ojciec, funk Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy przywędrował do Polski w taborach dywizji NKWD, został dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi, a następnie szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Warszawie. I jeszcze jedno – to on zatrudnił Natalię Panczenko, która zasłynęła z pogróżek, że „na terytorium Polski zaczną się walki, podpalenia sklepów, domów”.

Prawdziwą żydobanderowską gwiazdą w Polsce jest Paweł Kowal. Jako eurodeputowany, głosował przeciw rezolucji potępiającej nadanie Banderze tytułu „Bohatera Ukrainy” i rezolucji uznającej zbrodnie UPA za akt ludobójstwa. Gdy sprzeciwił się podobnej uchwale Sejmu, uzasadnił to: „Ukraińcy muszą dojrzeć do samooceny tak, jak Polacy dojrzeli do samooceny w Jedwabnem”. Karierę rozpoczął w Kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Później przerzucono go do MSZ, które już za Geremka dostało się w łapy dzieci i wnuków działaczy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy oraz potomków ukraińskich rezunów. Gdy okazało się, że WSI nadała mu pseudonim „Pallad”, wycofał się dyskretnie z MSZ i z PiS, a najbardziej przerażało, że w nowym Sejmie został przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych, i oświadczył: „Dla mnie nie ma, jeśli chodzi o kwestie wojskowe, różnicy pomiędzy interesem Polski i Ukrainy” oraz zaproponował: „Powinna powstać ustawa, która zmusi Polaków do tego, żeby pojechali na front na Ukrainę”. Kowal jest spokrewniony z Heleną Łuczywo, wieloletnią zastępczynią Adama Michnika, wnuczką płk. Ferdynanda Chabera (funkcjonariusza Centralnego Biura Kontroli Prasy MBP i kierownika Wydziału Propagandy KC PPR), której córka Łucja Koch jest szefową Działu Edukacji w Muzeum Polin.

Ciotka Kowala w roku 2002, 2004 i 2005 notowana była na liście najbogatszych Polaków. A jaki to ma związek z Żydobanderowcami? Otóż, gdy z Dzikich Pól do Tel Awiwu tranzytem przez Warszawę zbiegł (ze 100 milionami dolarów) Timur Mindycz, pojawiło się podejrzenie, że nasi Żydobanderowcy, w tym Kowal musieli w tym mieć jakiś udział, bo zajmuje się „pomocą” dla Ukrainy, która jest niczym innym, jak pomocą dla żydowskich oligarchów, dzielących się ukradzionymi pieniędzmi z Izraelem. Ale nie tylko – także z darczyńcami z Polski. Hipotezę taką wzmacnia to, że gdy Timur ukradł 100 milionów, Radek Sikorski natychmiast przelał z konta MSZ do Kijowa też 100 milionów. I tu pytanie: Czy Kowal nie dlatego został pełnomocnikiem do spraw odbudowy Ukrainy, bo chce – śladem cioci – doszlusować do elity finansowej kraju?

Przepytywany na okoliczność sytuacji na Bliskim Wschodzie, Konstanty Gebert (od kilku lat obywatel Izraela) obiektywizm udawał niezdarnie. Gdy dziennikarz skonstatował, że „obecnie wielu ludzi na świecie podziela pogląd, że będący krajem postkolonialnym Izrael nie ma prawa bytu w obecnej formie”, odparł: „Większość państw ma dokładnie taką samą genezę. Na przykład Polska w drodze militarnej agresji przyswoiła sobie 1/3 swojego obecnego terytorium, wypędzając 3 miliony Niemców i 500 tysięcy Ukraińców”.

„Ukraińcy mają prawo do swojej tożsamości, mają prawo do swoich grzechów, tak jak i my mamy do tego prawo” – to słowa Adama Michnika z wygłoszonej w Paryżu prelekcji o tytule „Dziś wszyscy jesteśmy Ukraińcami”. Żydobanderowcem nie jest tylko Michnik, ale cała „Gazeta Wyborcza”, która od lat zapewnia banderowcom osłonę medialną, która przeszła do porządku dziennego nad ideologią OUN, a równocześnie tropi wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce. Powód jest prozaiczny – polityczne zadanie przyłączenia się do Majdanu, postawione przez Sorosa, wymagało „marginalizacji konfliktów historycznych” i partnera po stronie ukraińskiej. Zostali nimi żydobanderowcy.

Żydobanderowcem nie wydaje się być Radek Sikorski, mimo że wrzeszczał w Sejmie: „Nie upokarzajmy Ukraińców. Słowa o ludobójstwie mogą utrudnić zabiegi Ukrainy o przyjęcie do UE, co ma epokowe znaczenie, także dla Polski”. Podejrzenia wzbudzają jednak rodzinne koneksje Radka: Jeden stryj był funkcjonariusz naszpikowanego sowieckimi oficerami i założonego przez Sowietów do walki z antykomunistycznym podziemiem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Drugi był politrukiem w tymże „wojsku polskim”. A to, w połączeniu z kałmuckimi rysami twarzy Radka, upoważnia do pytania: Skąd jego przodkowie przyszwędali się do Polski?

Zasadność pytania wzmacnia wypowiedź, w której zrównał gloryfikację Bandery na Ukrainie z czczeniem Czyngis-chana w Mongolii – Skoro Mongołowie mają swojego wielkiego wodza, to powinniśmy pozwolić Ukraińcom na kult ich wielkiego wodza i na włączenie Bandery do ukraińskiego panteonu narodowego. I mamy wszystko w jednym: Chazara, Kałmuka i hajdamaków Czyngis-chan. I czas też najwyższy powiedzieć: Dość – Polska nie może mieć ministra, który przebacza ludobójcom tylko dlatego, że w Mongolii są pomniki Czyngis-chana.

To dobrze, że zabierają głos. Bo bez tego trudniej byłoby nam zrozumieć, jak wielkie jest zagrożenie i jak mało dzieli nas od katastrofy. I dlatego pytajmy: Jak to jest, że pojawiają się wszędzie tam, gdzie pojawia się interes Ukrainy i naruszany jest interes Polski? Jak to jest, że ostentacyjnie i bezczelnie, zawsze i wszędzie reprezentują punkt widzenia wrogów Polski? I wreszcie: Czy to przypadek, że wszyscy są Żydami?

Krzysztof Baliński

================

Bandera czyli Putin i kwestia papuaskich astrofizyków

Bandera czyli Putin i kwestia papuaskich astrofizyków

Człowiek jest jednak kompletnym kretynem. Zna przecież perfidię ruskich a jednak nie domyślił się, jak ten spisek daleko sięga. Dzisiaj mnie olśniło, dzięki niezawodnej zawsze w takich sytuacjach „Gazecie”. A jeszcze bardziej dzięki jej przenikliwym czytelnikom, którzy oznajmili „od razu wiedziałem, że to ruska robota”. A co nią było?

Okazuje się bowiem, że to rosyjski wywiad płacił Ukraińcom za propagowanie banderyzmu i wychwalanie UPA na terenie Polski. Z tekstu dowiaduje się, że osiemnastoletni Ukrainiec został oskarżony o pracę dla ruskiego wywiadu. Na jego zlecenie miał malować na murach hasła gloryfikujące Ukraińską Powstańczą Armię i Stepana Banderę. Pomagał mu młodszy kolega.

Przyznaje się – myślałem przez lata, że na całej Ukrainie z szczególnym wzmożeniem zaś na jej zachodniej części, kwitnie banderyzm. I nie wpadłem na to, ze to robota Rosjan. Wraży wrogowie wolnego świata nocami po cichutku nazwali ulice mianem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Dżdżystymi rankami, gdy uczciwi Ukraińcy siedzą w domach chytrusy przemianowali nazwy placów i skwerów na Jewhena Konowalca. Okrutniki jedne bez cienia skrupułów postawili potajemnie na całej Ukrainie rozliczne pomniki Stepana Bandery. Niepostrzeżenie wybudowali Muzeum Romana Szuchewycza we Lwowie. Cichaczem nadali w 26 miastach honorowe obywatelstwo Banderze. Urządzali marsze ku czci 14 Dywizja Grenadierów Waffen SS i uznali tych z UPA za ukraiński ruch wyzwoleńczy. Nieświadomych staruszków oblekali w mundury banderowskie i pomawiali im, że służyli w UPA. Po czym porozwozili pod pomniki i cyknęli tysiące zdjęć. I jeszcze sobie pogwizdują „Tam na łące czerwona kalina”.

Kremlowscy z całą pewnością również podszyli się pod Bogu ducha winnych Ukraińców i stworzyli organizację Myrotworeć, która tworzy jakieś „listy wrogów Ukrainy”. I zapisały te kawiorojady na tą listę różnych Polaków od prezydenckiego Boguckiego, przez Sokołowską po Korwina-Mikke. I my bezmyślne ameby łyknęliśmy taką propagandę. Matko! A przecież wiadomo, że to Rosjanie. Bo przecież Ukraińcy, by nam przykrości nie zrobili.

Ale szczytem szczytów ruskiej perfidii było sprowadzenie ciupasem do kraju trupa kolaboranta III Rzeszy Andrija Melnyka i pochowanie go z honorami na Cmentarzu Wojskowym w Kijowie. Przebrali się za greckokatolickich duchownych i odprawili msze żałobną w katedrze Patriarchalnego Soboru Zmartwychwstania Pańskiego. Był tam co prawda widziany Władimir Zełenski, Wiktor Juszczenko, i Kyryło Budanow, ale zapewne to na pewno byli przebierańcy. Pod maskami krył się być może sam Władimir Putin, Dmitrij Miedwiediew i Siergiej Ławrow. A jak nie to jakieś Nocne Wilki lub handlarze lat 90-tych z bazaru Różyckiego. One tak robią.

Pozostaje sprawa nadania jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA” przez Wołodymyra Zełeńskiego. Ja myślę, że one zmyliły tego wielce szlachetnego i uczciwego człowieka. Zełeński był zapewne przekonany, że idzie o inne UPA na przykład Unię Papuaskich Astrofizyków. Ci uczeni papuascy nigdzie wcześniej nie byli honorowani. I on z dobroci swojego serduszka chciał docenić. I masz babo placek a Orła Białego kazali odesłać.

Perfidia tych ruskich jest ogromna. W przeszłości przechodzili operacje plastyczne upodabniające ich do polityków z Polski, by się wydzierać Sława Ukrajini i fotografować się na tle czerwono-czarnej-flagi. Bo przecież żaden polski polityk by tego nie zrobił. A my głupki wsiowe nie zauważyliśmy tej prowokacji mającej udowodnić, ze niby istnieje jakiś banderyzm. Ale co my małe żuczki. Taki premier Leszek Miller, też się dał nabrać na ten neobanderyzm na Ukrainie. I to mnie jedynie w tym wszystkim pociesza.

Debanderyzacja cywilizacji

Debanderyzacja cywilizacji

Prof. Anna Raźny

Dla ludobójczych ideologii, do których jest zaliczana ideologia nazizmu ukraińskiego, nazywanego powszechnie banderyzmem, nie ma miejsca nie tylko w cywilizacji chrześcijańskiej – zarówno łacińskiej, jak i bizantyjskiej – ale również we współczesnej Europie.

Choć oderwała się ona od swych chrześcijańskich korzeni, jednak w żadnym z  traktatów jednoczących olbrzymią większość jej narodów w Unię Europejską nie ma przyzwolenia na jakąkolwiek formę czystek etnicznych jako sposobu osiągania niepodległości czy państwowości. Na poziomie międzynarodowym jest więc możliwe – przy woli politycznej eurokratów i ich amerykańskich mentorów – powstrzymanie banderowskiej Ukrainy. Mogą to być takie zmieniające kształt ukraińskiej polityki decyzje, które nie wymagają długotrwałych działań. Podobnie w relacjach dwustronnych polsko-ukraińskich poprzez decyzje i akty ustawodawcze Polska ze „sługi Ukrainy” może przeistoczyć się w suwerenny podmiot polityczny, stawiający Kijowowi jako pierwszy warunek jakiejkolwiek współpracy – debanderyzację.

Profesor Stanisław Bieleń w artykule  Mispercepcja w stosunkach polsko-ukraińskich  („Myśl Polska” Nr 27-28, 2026) nad wyraz jasno i zwięźle przedstawił kierunki działań politycznych umożliwiających nam wyjście z roli „sługi”. Ich istotą jest pozbawiony wszelkich prometeizmów i psychologicznych obciążeń realizm polityczny. Jego  celem zaś  są interesy polskiego państwa i polskiego społeczeństwa.

Zatrucie cywilizacyjne

Przeprowadzenie debanderyzacji polskiej polityki i kształtujących ją elit na poziomie cywilizacyjnym będzie bardziej skomplikowane. Obejmuje ona bowiem sferę wartości wyższych – religijnych, moralnych, kulturowych – kształtujących naszą postawę osobową i narodową. To kategorie dobra, prawdy i piękna – zarówno estetycznego, jak i metafizycznego – które w koncepcji Feliksa Konecznego współtworzą wraz z kategoriami zdrowia i dobrobytu niczym niezastępowalny quincunx – paradygmat cywilizacji chrześcijańskiej.

Zaistniała po 1991 roku w ramach proukraińskiego nastawienia banderyzacja Polski zdegradowała te fundamentalne dla naszego kształtu cywilizacyjnego kategorie, nadając im w relacjach z Ukrainą wymiar polityczny. Zostały wręcz podporządkowane celom antyrosyjskiej polityki Kijowa, określanej przez USA oraz NATO i UE. Wojna z Rosją i jej nieustająca eskalacja poprzez ciągłe dozbrajanie i finansowanie Ukrainy stała się „dobrem” antycywilizacyjnym Polski. Prawda o odrodzeniu nazizmu ukraińskiego jako istotnego elementu ideowego tej wojny była systematycznie rugowana z oficjalnego przekazu informacyjnego. Natomiast w obszarze kultury powstało wiele utworów literackich, muzycznych, filmowych, z dziedziny sztuk plastycznych – sławiących walczącą z Rosją Ukrainę, przemilczających jej coraz groźniejsze neobanderowskie oblicze.

One właśnie, na równi z propagandą głównego nurtu i proukraińska cenzurą sprawiły, że w świadomości Polaków ukształtowały się fałszywe ideały dobra wspólnego, przebaczenia i miłosierdzia. Zafałszowanie tych wysokich kategorii moralno-egzystencjalnych dokonało się także poprzez upolitycznienie problematyki ukraińskiej w nauce i edukacji. W tych dziedzinach również eliminowane są systematycznie wszelkie krytyczne jej oceny; nade wszystko te, które dotyczą odrodzenia banderyzmu.  W wyniku tej negatywnej transformacji cywilizacyjnej decydenci ukształtowali w świadomości Polaków przekonanie, że ofiarami wojny są jedynie wszyscy bez wyjątku Ukraińcy. Ich katami są Rosjanie, nawet wtedy, gdy są niewinnymi cywilami ginącymi w wyniku dronowych ataków ukraińskich, dokonywanych na rosyjskie cele w odległości setek kilometrów od linii frontu.

Nawet wtedy, gdy giną – jak Daria Dugina – w wyniku zamachów terrorystycznych, organizowanych przez Ukrainę w Rosji. W przekonaniu większości Polaków, o czym świadczą nie tylko ich wypowiedzi na portalach społecznościowych, ale również akcje pomocy dla ofiar wojny – na wszelkie rodzaje wsparcia, a nade wszystko przejawy empatii zasługują jedynie Ukraińcy. Dla rosyjskich cywilnych ofiar jest jedynie cyniczna obojętność lub wręcz pogarda.  W tej postawie zatrucia cywilizacyjnego Polska trwa od pierwszej fazy wojny, którą po euromajdanie wytoczyła kijowska władza prorosyjskim, separatystycznie nastawionym ukraińskim regionom Doniecka i Ługańska.

To była już w pełni neobanderowska władza, utrwalająca nie tylko kult „bohaterów” OUN-UPA, ale również wykorzystująca do walki z prorosyjską ludnością m. in. neonazistowskie formacje militarne z osławionym Azowem na czele. Ta formacja, znana z terrorystycznych i ludobójczych akcji przeciwko zbuntowanym regionom, powstała w 2014 roku jako batalion ochotniczy, rekrutujący się ze skrajnie probanderowskich osobników. W tym samym roku została przekształcona w pułk, a rok później w brygadę. Obecnie funkcjonuje nie  tylko jako brygada szturmowa w ramach Gwardii Narodowej Ukrainy, ale także jako sieć organizacji społecznych i politycznych wspierających jej walkę z Rosją. Ten spektakularny rozwój neonazistowskiej formacji, odwołującej się do symboliki Waffen SS, świadczy o dynamice powrotu Ukrainy do dehumanizującej ideologii Stepana Bandery, Romana Szuchewycza i ich wspólników.

Strona rosyjska dysponuje dokumentacją wielu aktów ludobójstwa Azowa, dokonanych na ludziach Donbasu i Ługańska przed 2022 rokiem. W polskim przekazie głównego nurtu przemilczano jednak wszystkie zbrodnie azowców, co więcej, dokonano heroizacji ich sprawców w czasie walk o wyzwolenie ludności Mariupola z przemocy kijowskiej władzy – na wzór tej, która obejmuje coraz potężniejszy kult OUN-UPA. Dla ich ofiar nie było i nie ma ze strony polskiej żadnych wyrazów empatii, ani napomknień o jakimkolwiek moralnym wsparciu. Po prostu w świadomości polskiego społeczeństwa oni nie istnieją, bo nie są walczącymi z Rosją Ukraińcami.

Propaganda kłamstw, cenzura, nowomowa

W przestrzeni propagandy trwa wojna kognitywna środowisk sprawujących w Polsce władzę o świadomość Polaków. Sama propaganda jest formą różnych typów perswazji tych środowisk – od łagodnych do przemocowych – skierowanych do nas i sterujących  naszymi postawami. Nie tylko politycznymi, ale również psychologicznymi i moralnymi. Od euromajdanu głównym jej segmentem jest propaganda prowojenna, w której środki przekazu głównego nurtu dokonują nieustannie fundamentalnej manipulacji prawdą odnośnie do Ukrainy i Rosji. Narzuciły polskiemu społeczeństwu fałszywy przekaz o zagrożeniu ze strony Rosji, przed którą rzekomo broni nas Ukraina. To typowa dysymulacja – odrealnienie stanu faktycznego i ukazywanie go jako realnie istniejący. Jean Baudrillard nazwał takie wytwory w przekazie informacyjnym symulakrami.  Powstaje on w wyniku manipulacji prawdą w przestrzeni komunikacyjnej.

Sama zaś manipulacja jawi się tutaj jako instrument władzy nad tą przestrzenią. Jest dokonywana poprzez język, obrazy, znaki, symbole, dźwięki, muzykę. Ich wpływ na odbiór symulakrów jest ogromny. Środowiska władzy kształtują dzięki niej poparcie społeczeństwa dla swojej polityki. Manipulacja prawdą stała się w III RP fundamentem proukraińskiej i jednocześnie antyrosyjskiej – rusofobicznej – propagandy, rozumianej jako oddziaływanie bezalternatywnej perswazji na świadomość społeczeństwa. Dzięki niej władza uzyskała poparcie dla wojny USA i UE z Rosją, toczonej na Ukrainie. Skutki tej manipulacji to nie tylko erozja prawdy i autentyzmu, oraz utopijna perspektywa wiecznej eskalacji tej wojny, ale również destrukcja zaufania jako głównej kategorii kapitału społecznego w przestrzeni komunikowania.

Z taką właśnie destrukcją mamy obecnie do czynienia w Polsce. Wystarczył jeden gest w kierunku prawdy, jaki uczynił prezydent Polski Karol Nawrocki, odbierając banderowskiemu prezydentowi Ukrainy Order Orła Białego za nadanie imienia „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Pełna nazwa tej ukraińskiej jednostki wojskowej wskazuje na wyjątkowe jej znaczenie w ukraińskiej armii. Nadanie jej imienia ludobójczych bohaterów zawiera intencję ideową, na którą nie może się zgodzić polskie społeczeństwo i żadna polska władza. Oznacza to, iż jednostka ta w sposób jawny ma nie tylko kontynuować ideową tradycję UPA, ale również realizować jej politykę unicestwiana mniejszości narodowych.

To nie jest jakaś postprawda czy narracja oparta na polskich stereotypach, ostrzegających przed zdradzieckimi Ukraińcami. To ponury fakt i kolejne świadectwo banderyzacji Ukrainy, obejmującej także dziesiątki pomników ku czci ukraińskich ludobójców, ich nazwy ulic, instytucji państwowych i samorządowych, różnego rodzaju organizacji. Kult bohaterów OUN-UPA wniknął głęboko nie tylko do ukraińskiej polityki, ale także do ukraińskiej nauki, kultury, edukacji.

Gdy w 2022 roku Władimir Putin ogłosił, iż jednym z celów SWO na Ukrainie jest jej denazyfikacja oraz obrona rosyjskojęzycznej ludności przez represjami i aktami ludobójstwa ze strony kijowskich władz, nikt z polskiego etablishmentu politycznego i opiniotwórczego nie przyznał mu i nie przyznaje nadal racji. Rusofobia okazała się silniejsza i pierwotna w stosunku do ukrainofilii przemieszanej z banderofilią. Propaganda kłamstw  oraz towarzysząca jej proukraińska cenzura uwięziły Polaków w klatce rusofobii, w której wentylem bezpieczeństwa może się dla nas stać odrzucenie neobanderyzmu nie tylko na Ukrainie, ale nade wszystko w Polsce.

Wyjście z cywilizacyjnej zapaści

Powinniśmy zacząć od pytania, dlaczego po rozpadzie Związku Radzieckiego na Ukrainie doszło do odrodzenia ludobójczej ideologii, której wyznawcy w barbarzyński sposób pozbawili życia setki tysięcy polskich cywilów w czasie II wojny światowej – głównie kobiet, dzieci i starców. Nie tylko na Wołyniu, ale również w Małopolsce Wschodniej. Świadomie możemy używać w tym wypadku nazwy Małopolska Wschodnia – co czynią zajmujący się tą problematyką niezależni i zarazem niezłomni badacze: Lucyna Kulińska,  Czesław Partacz, Włodzimierz Osadczy, Bogusław Paź. Mamy do tego zarówno moralne, jak i historyczne prawo, ponieważ w czasie  ludobójstwa ludności polskiej tereny, na których go dokonywano należały do II RP i Małopolska Wschodnia, nazywana wymiennie Galicją Wschodnią  nie była wówczas żadną zachodnią Ukrainą.

Trzeba też przywołać w tym miejscu casus Królewca. Choć należy do Federacji Rosyjskiej, gdzie występuje jako Kaliningrad, w polskiej debacie nikt go tak obecnie  nie nazywa. Dlatego kuriozalna jest reakcja ukraińskich polityków na słowa szefa kancelarii prezydenta RP Zbigniewa Boguckiego o ludobójstwie ukraińskim w Małopolsce Wschodniej. Sprowadza się ona do konstatacji, iż użycie tej nazwy stanowi zakwestionowanie integralności Ukrainy. Taka przewrotna reakcja Kijowa, podobnie jak towarzyszące jej kłótnie polskich polityków na ten temat, to cyniczna próba odwrócenia naszej uwagi od istoty problemu. Sprowadza się on  do dwóch pytań: 1. jak do tego doszło, że mija już osiemdziesiąty pierwszy rok od zakończenia II wojny światowej i trzydziesty pierwszy od rozpadu ZSRR, a my wciąż czekamy na pełne dane o ofiarach ukraińskiego ludobójstwa, ich ekshumację i godny pochówek; 2. kto odpowiada – oprócz samej Ukrainy – za odrodzenie banderyzmu w jej przestrzeni narodowej i państwowej? W odpowiedzi na te pytania musimy wskazać – zgodnie z prawdą – na bardzo dużą część odpowiedzialności polskich polityków oraz oderwanych od społeczeństwa elit i środowisk opiniotwórczych. To te kręgi godziły się na dyktat Kijowa w sprawie polskich ofiar, wynikający z banderyzacji ukraińskiej polityki i związanych z nią najważniejszych form życia społecznego. Była oficjalna i nieoficjalna cicha zgoda Polski na zaistnienie obecnej sytuacji. Przymykanie oczu, tolerowanie rosnącego na Ukrainie zła społecznego i moralnego, jakie niesie sama  ludobójcza ideologia i kult uosabiających ją ludzi.

Straszenie tych środowisk trybunałami czy sądami nic nie da. Konieczna jest wymiana elit, która będzie możliwa po najbliższych wyborach parlamentarnych. Tylko zupełnie nowa władza umożliwi wymianę elit. Tylko nowy parlament może wprowadzić penalizację  neobanderyzmu, zakazać cenzury, odpolitycznić naukę i edukację, stworzyć warunki dla rozwoju polskiej kultury, wolnej od ukrainofilskich uzależnień.

Prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

Człowiek, którego nikt się nie boi

Człowiek, którego nikt się nie boi

SWISSVOX 20 lipca 2026 r. swissvox/der-mann-den-niemand-furchtet

Szwajcarski pułkownik (w stanie spoczynku) od siedmiu miesięcy żyje z paczek od sąsiadów. Jego przewinienie: wizyta w księgarni, w której często pisał inny autor.

przez Nico Stino

Istnieją listy sankcji zawierające nazwiska miliarderów, watażków i ministrów rządu. Istnieje również lista UE, która od połowy grudnia 2025 roku zawiera nazwisko Jacques’a Bauda – emerytowanego pułkownika szwajcarskiego sztabu generalnego, który pisze w Brukseli projekt książki i posiada konto w UBS. Uzasadnienie brukselskiej biurokracji: rzekomo „ułatwiał rozpowszechnianie rosyjskiej propagandy”. UE nie przedstawia żadnych dowodów na poparcie tego twierdzenia. Całe dossier składa się z dziewięciu artykułów, a żaden z nich nie cytuje ani jednego oświadczenia samego Bauda.

Biurokracja jako kara

To, co miało być gestem politycznym, przerodziło się w proces administracyjny, ujawniający jego wrodzoną złośliwość. Między 15 grudnia a 17 marca Baud nie miał dostępu do swojego belgijskiego konta – półtora miesiąca, zanim Ministerstwo Finansów przyznało wyjątek humanitarny, i kolejne półtora miesiąca, zanim bank go wdrożył. Ledwo konto odzyskało dostęp, szwajcarski UBS, bez żadnego mandatu UE, jednostronnie zamroził jego fundusze. Pod koniec czerwca wyjątek ponownie wygasł. Drugi wniosek znajduje się w Ministerstwie od początku maja – podobno gotowy do podpisu, ale nikt go nie podpisał. Sam Baud ujął to tak: „Jesteśmy dokładnie jak Związek Radziecki w latach 60.”

Sankcji niczego nie brakuje w precyzji – poza celem. Oficjalnie ma ona na celu wywarcie presji na Władimira Putina. Szwajcarski analityk wojskowy, praktycznie nieznany poza kręgami specjalistów przed nałożeniem sankcji, jako narzędzie nacisku na Kreml: Ta koncepcja ledwo wytrzymuje krytykę.

Straty uboczne jako model biznesowy

Bardziej interesujący niż sama decyzja UE jest jej wpływ na osoby trzecie. Belgijski bank ING, szwajcarski bank UBS, firma ubezpieczeniowa Lavaloise, operator kart SwissGuard – żadna z tych firm nie była zobowiązana do rozwiązania umowy. Szwajcaria nie przyjęła sankcji i oficjalnie powiadomiła o tym UE, podając dwa powody: po pierwsze, naruszenie wolności słowa, a po drugie, że Baud nigdy nie został objęty procesem. Niemniej jednak UBS rozwiązał pięćdziesięcioletnią umowę z klientem bez podania przyczyny, powołując się na „prawo do rozwiązania umowy w dowolnym momencie”.

To jest prawdziwa lekcja płynąca z tej sprawy: listy sankcji są skuteczne nie tylko tam, gdzie są stosowane, ale wszędzie tam, gdzie instytucje się ich boją. Baud nazywa to „zarządzaniem terrorem”. Mówiąc dokładniej, w kategoriach ekonomicznych można by mówić o eksternalizacji kosztów politycznych – banki unikają ryzyka, poświęcając własnych klientów na długo przed tym, zanim sąd zostanie zapytany, czy to ryzyko jest realne.

Dokument bez treści

Jeśli chodzi o dowody, sprawa momentami przypomina farsę z okładką. W jednym artykule wspomniano o Baudzie, ponieważ odwiedził tę samą księgarnię, co znany prawicowy ekstremista – nie w tym samym czasie, oczywiście. W innym wspomniano o nim mimochodem, ponieważ znał kogoś, kogo artykuł faktycznie atakuje. Skojarzenie zastępuje dowody, znajomość zastępuje działanie. Sam Baud porównuje to do pokazowego procesu w Pradze z 1950 roku i filmu „Spowiedź” – skazano go nie za to, co się zrobiło, ale za tych, których się znało.

A jednak, w zwrocie akcji, którego nawet Bruksela nie mogła przewidzieć, sankcja wzmocniła wpływy Bauda, ​​zamiast je osłabić. Jego filmy docierają teraz do większej liczby widzów niż wcześniej. Amerykański prezenter Andrew Napolitano nazwał go „najsłynniejszą osobą objętą sankcjami na świecie”, porównując go do Juliana Assange’a. Mechanizm jest prosty i nieobcy UE: osoby objęte sankcjami są uważane za ważne. Sam Baud ujmuje to bardziej lakonicznie: „Cała logika systemu jest nieco dziecinna”.

Klasyfikacja

Sprawa Baud jest niezwykła, ponieważ pokazuje, jak niewiele kontroli potrzeba, aby kogoś unieruchomić ekonomicznie – i jak wiele solidarności potrzeba, aby utrzymać go przy życiu. Przez siedem miesięcy sąsiedzi przynosili mu jedzenie. To nie przypis, ale fundamentalne odkrycie: w systemie prawnym, który szczyci się gwarancjami proceduralnymi, to ostatecznie pomoc sąsiedzka decyduje, czy ukarana osoba ma co jeść.

O firmie Swissvox

Swissvox to niezależna szwajcarska platforma medialna finansowana wyłącznie przez czytelników – wolna od powiązań politycznych, reklam i dotacji rządowych. Subskrypcja Swissvox automatycznie obejmuje Techvox, siostrzaną publikację w języku angielskim, która zajmuje się nowymi technologiami, sztuczną inteligencją, robotyką i wieloma innymi zagadnieniami, ze szczególnym uwzględnieniem Szwajcarii i Azji. Treści można tłumaczyć z niemieckiego na angielski jednym kliknięciem. Osoby chcące wspierać niezależne dziennikarstwo mogą to zrobić w ramach modelu członkostwa.

=============================

mail:

płk. Jacques Baud od 2022 robił ogromną pracę na rzecz prawdy i robi to dziś.

Żółte firanki

Żółte firanki

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    21 lipca 2026 michalkiewicz

Jak zauważył Jerzy Orwell w „Folwarku zwierzęcym”, wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych. Dlatego właśnie z Związku Radzieckim tacy na przykład pisarze mieli specjalne przydziały – co nawet znalazło wyraz w ówczesnej, postępowej literaturze, a konkretnie – w wierszu Włodzimierza Majakowskiego. Opisuje on panującą mizerię, w następstwie której jego własna narzeczona zapadła na chorobę oczu i poszła do doktora.

Oddajmy mu głos: „Wracz nabołtał: cztob głaza gladieli, nużna tiepłota, nużna zieleń”. (Doktor jej nagadał: żeby oczy patrzyły, trzeba ciepła, trzeba zieleniny). Więc Majakowski pisze dalej: „Mnie legcze, czem drugim. Ja Majakowski. Siżu i jem kusok konskij” (Mnie lżej, niż innym. Ja Majakowski. Siedzę i jem kawałek koniny). A co dla narzeczonej? „A k’liubimoj w gosti dwie markowieńki niesu za zielonyj chwostik”. (A idąc w gości do ukochanej, niosę jej dwie marcheweczki, trzymając je za zieloną natkę).

Słonimski wspomina, jak to przed wojną PEN Club wydał w „Bristolu” przyjęcie na cześć Majakowskiego. Ten, gwoli zademonstrowania lekceważenia dla burżuazyjnych konwenansów, sięgnął ręką do salaterki z kiszonymi ogórkami i ostentacyjnie zakąsił. W odpowiedzi Słonimski z drugiej salaterki nabrał pełną garścią majonezową sałatkę. Widząc tę demonstrację Majakowski odłożył ogórek na talerzyk i już nie epatował polskich burżujów lekceważeniem tutejszych konwenansów.

No a kiedy, za sprawą dziejowych ustaleń naszych sojuszników z naszym sojusznikiem w Jałcie, socjalizm zawitał i do nas, zaraz objawiły się typowe dla tego ustroju niedobory. Typowe – bo jak pisze Józef Mackiewicz w „Drodze donikąd” – jak tylko Armia Czerwona w 1939 roku „wkroczyła” na Kresy Wschodnie, zaraz wszystkiego zabrakło. Stwarzało to pewne kłopoty agitatorom, ale wybrnęli z nich obietnicą, że teraz, owszem, są trudności, ale już wkrótce wszystko „podwiozą”. Jednak na pewnym wiecu pewien uczestnik zapytał, czy w Związku Radzieckim jest dużo nędzy. Użył jednak polskiego słowa „nędza”, a nie rosyjskiego: „niszczeta”. Agitator odparł, że owszem, nędzy jest pod dostatkiem i wkrótce „podwiozą”. Wywołało to huragan śmiechu, ale kiedy panowie z NKWD skapowali, w czym rzecz, zaraz zainteresowali się pytającym. „Co z nim się stało – nie wiem, nie spotkaliśmy się” – śpiewał Maciej Zembaty w „piosence polskiej o charakterze rosyjskim”: „A potem przekazałem na punkt NKWD. Co z nim się stało – nie wiem, nie spotkaliśmy się”.

Z powodu tych niedoborów, partia zaraz utworzyła sklepy za żółtymi firankami, w których zwierzęta równiejsze od innych mogły zaspokajać różne swoje potrzeby. Ciekawe, że chociaż od tamtej pory minęły dziesięciolecia, a podobno nawet zmieniło się oblicze świata, potomstwo zwierząt równiejszych od innych nadal uważa, że jest równiejsze. Weźmy na przykład taką panią reżyserową Holland Agnieszkę. Nie waha się ona pouczać mniej wartościowy naród tubylczy, co ma myśleć i jak się powinien zachowywać – a czyni to z poczuciem takiej wyższości, jakby odziedziczyła ją po królu, swoim ojcu. Jednak sklepy za żółtymi firankami zostały na VIII Plenum w październiku 1956 roku pryncypialnie skrytykowane i zniknęły, przynajmniej oficjalnie. Jednak w miarę rozwoju socjalizmu coraz częściej pojawiały się tak zwane „trudności wzrostu”, czyli – mówiąc wprost – chroniczne niedobory, toteż partia postanowiła odświeżyć tradycję sklepów za żółtymi firankami – ale ożenić ją z elementami gospodarki rynkowej.

Tak pojawiły się „peweksy”, w których można było kupić towary niedostępne na zwykłym rynku – jednak albo za „cenne dewizy”, albo tak zwane ”bony”, których wartość wyrażana była w amerykańskich dolarach. Wprawdzie handel dewizami był zakazany pod groźbą kary, ale „bonami” – już nie – toteż stosowne ogłoszenia pojawiały się nawet w gazetach. Inną formą sklepów za żółtymi firankami były tak zwane „sklepy komercyjne”, w których można było kupić np. mięso poza przydziałami kartkowymi – ale po wyższej cenie. Nawiasem mówiąc, te wynalazki wprowadzały osobliwości językowe, bo na przykład „peweksy” nazywały się oficjalnie „przedsiębiorstwami eksportu wewnętrznego”. Eksport wewnętrzny, to nic innego, jak wydalanie do środka, podobnie, jak sklepy komercyjne, czyli – mówiąc wprost – handlowe. Była w tym osobliwa logika, bo zwykłe sklepy z handlem miały rzeczywiście coraz mniej wspólnego. Był to raczej rodzaj rozdzielni, w których pieniądze nie miały znaczenia, jeśli nie były wsparte przydziałem, czyli „kartką”. Pociągało to za sobą pewne skutki społeczne, bo osoby rozdzielające dobra były uważane, a co ciekawsze – same też się uważały za przedstawicieli władzy.

Dzisiaj, za sprawą zbrodniczego liberalizmu, będącego też „herezją wszechczasów”, przejściowe trudności wzrostu na odcinku zaopatrzenia w mięso i w jego przetwory przestały nam już dokuczać – ale socjalizm nie były socjalizmem, gdyby nie wytwarzał niedoborów. Skoro na odcinku zaopatrzenia w mięso i jego przetwory ustrój socjalistyczny jakby przestał obowiązywać, ale przecież zlikwidowany w ogóle nie został, więc nic dziwnego, że niedobory dały znać o sobie w dziedzinie, w której socjalizm zatriumfował, to znaczy – w sektorze ochrony zdrowia. I co Państwo powiecie? Zaraz też pojawiły się na tym odcinku sklepy za żółtymi firankami, oczywiście znacznie wytworniejsze, niż ich zgrzebni protoplaści z czasów stalinowskich.

Nawiasem mówiąc Józef Stalin w kwestii ustroju socjalistycznego bywał czasami bardzo elastyczny. Tak było na przykład w roku 1940, podczas tak zwanej „wojny zimowej” z Finlandią”. Pojawiła się mianowicie konieczność zbudowania linii kolejowej na bezludnych obszarach Karelii. Stalin wezwał Naftalego Aronowicza Frenkla, twórcę „systemu kotłów” w sowieckich łagrach, który pociągnął za sobą co najmniej tyle samo, o ile nie więcej ofiar, niż „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Warto o tym pamiętać, kiedy Żydowie próbują narzucić światu swój monopol na martyrologię – a tymczasem okazuje się, że owszem – bywali ofiarami – ale też znakomicie sprawdzali się w roli katów. Wracając do Frenkla, to Stalin zapytał go, czy nie podjąłby się wybudowania wspomnianej linii kolejowej w trzy miesiące. Frenkiel poprosił o jeden dzień do namysłu, a potem powiedział Stalinowi, że owszem – ale pod warunkiem, że na tej budowie nie będą obowiązywały zasady ustroju socjalistycznego. I Ojciec Narodów, Chorąży Pokoju się zgodził!

Ustrój socjalistyczny ze wszystkimi przypadłościami objawił się nam ostatnio najpierw w warszawskim Szpitalu Południowym – ale zaczynają dobiegać skrzydlate wieści, że podobnie jest gdzie indziej. Działacze Volksdeutsche Partei próbują podważać objawione fakty, w czym pomaga im, jak tylko może, niezależna prokuratura, a tylko patrzeć, jak włączą się do operacji nienawistne sądy. Beneficjenci ustroju socjalistycznego próbują kierować ostrze nienawiści opinii publicznej w stronę lekarzy – ale ich wina jest tu stosunkowo niewielka, w porównaniu z hałastrą korzystającą z synekur związanych z ochroną zdrowia. Lekarze – owszem – korzystają z możliwości jakich dostarcza im żerowisko – ale przynajmniej leczą ludzi, podczas gdy reszta uczestników żerowiska nawet nie udaje, że to robi.

Przypomnijmy tedy, jak doszło do tej sytuacji, jaka jest natura „systemu”, na który Volksdeutsche Partei i vaginet obywatela Tuska Donalda zamierza swalić odpowiedzielność. To jest sprytny wybieg, bo „systemu” nie można wpakować do lochu, nawet jeśli mądrale z prokuratury i nienawistnych sądów czarno na białym udowodnią, że skoro winien jest „system”, to ludzi krzywdzić nam nie wolno. Musimy tedy cofnąć się w czasie do roku 1997, kiedy to rządy nad naszym nieszczęśliwym krajem objęła koalicja AW”S” – UW, a premierem został charyzmatyczny Jerzy Buzek, kawaler dwojga pseudonimów operacyjnych SB. Poprzedni rząd SLD-PSL oskarżany był, całkiem zresztą słusznie, że „zawłaszczył państwo”, to znaczy – obsadził swoimi zaufańcami wszystkie synekury w sektorze publicznym i w dodatku obwarował je gwarancjami prawnymi, że nawet zmiana rządu niczego tu nie zmieniała. Toteż charyzmatyczny premier Buzek postanowił wprowadzić cztery wiekopomne reformy, których celem było stworzenie nowych synekur w sektorze publicznym, żeby stworzyć żerowisko dla zaufańców dla nowej koalicji AW”S”-UW.

Jedną z nich była reforma ochrony zdrowia, która polegała na tym, że utworzone zostały Kasy Chorych: 16 terenowych i siedemnasta – mundurowa. Hasłem reformy było, by pieniądze „szły za pacjentem”. Może i szły, ale prawie natychmiast, wszelki kontakt, nie tylko wzrokowy, między pieniędzmi i pacjentem został zerwany – za to powstało żerowisko. Dla kogo? Beneficjentów żerowiska stworzyła nowa wiekopomna reforma – reforma samorządowa. Polegała ona na dodaniu do istniejących samorządów gminnych, dwóch dodatkowych szczebli samorządowych – samorządów powiatowych i sejmików wojewódzkich. Tu już nawet nikt się nie krył, że chodzi o żerowisko – bo najpierw zostały powołane te dodatkowe samorządy, a dopiero potem zaczęto się zastanawiać, jakie by tu kompetencje im poprzydzielać – bo przecież pozory musiały być zachowane. Cztery wiekopomne reformy przyniosły skokowy wzrost liczby synekur w sektorze publicznym i skokowy wzrost kosztów funkcjonowania państwa – na początek o 100 mld złotych rocznie.

Aliści w roku 2001 AW”S” i UW zostały zastąpione przez koalicję SLD-PSL, która znowu chciała „zawłaszczyć państwo”. Okazało się wszelako, ze charyzmatyczny premier Buzek swoim zaufańcom też stworzył gwarancje prawne, że nawet zmiana rządu – i tak dalej. Toteż premier Miller nie miał innego wyjścia, jak rozgonić Kasy Chorych, a na ich miejsce zainstalować nowy biurokratyczny gniot w postaci Narodowego Funduszu Zdrowia, który można by już obsadzić prawidłowo. I tak jest do dnia dzisiejszego.

Skoro stworzone zostało żerowisko, w którym, niczym w „czarnej dziurze” znikają coraz większe pieniądze, to dlaczego tu się dziwić, że ci, którzy wydrążyli sobie nisze ekologiczne w radach nadzorczych i zarządach – bo jużci – czymś przecież „zarządzać” muszą, no nie? Tymczasem szczucie nie idzie nawet w ich kierunku, a jeśli nawet – to wybiórcze, wedle barw politycznych. Nikt przecież nie mówi, że . samorządy powiatowe i sejmiki wojewódzkie trzeba by rozpędzić – i nikt nie zauważyłby różnicy.

I na koniec przypomnę, jak to w roku 1995 w Centrum im. Adama Smitha zrobiliśmy badania, jaką część dochodu rodziny pracowników najemnych spoza rolnictwa państwo konfiskuje nie tylko w podatkach, ale również innych przymusowych świadczeniach finansowych, np. składkach na ubezpieczenie społeczne czy zdrowotne. Okazało się, że aż 83 procent! W tej sytuacji ci ludzie już samo poradzić sobie nie mogą i skazani są na tzw. konsumpcję zbiorową, m.in. postaci ochrony zdrowia. Gdyby jednak zreformować system finansowy państwa tak, by nie konfiskowało ono tej rodzinie więcej, jak 20 procent dochodu, to ci ludzie sami poradziliby sobie z ochroną zdrowia i edukacją dzieci bez niczyjej łaski. Wtedy pieniądze nie szłyby ZA pacjentem, tylko RAZEM Z NIM – bo nikt by ich mu nie odebrał. W takiej sytuacji pacjent byłby przez doktorów noszony na rękach – i tylko zniknęłoby żerowisko dla Naszych Umiłowanych Przywódców. Czy jednak do tego dojdzie? Wątpię – bo Nasi Umiłowani Przywódcy nie po to zblatowali sobie telewizje, by mówiły one ludziom prawdę – tylko po to, by wmawiały im, ze żerowisko musi być, że inaczej nie można, bo wtedy nastałaby Sodomia i Gomoria. I dopóki ludzie w to wierzą, dopóty będą bezlitośnie eksploatowani, jak nie przez Volksdeutsche Partei, to przez wyznawców Naczelnika Państwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Iran zaatakował Amazona. W Bahrajnie.

Iran zaatakował Amazon.

Napięcie na Bliskim Wschodzie rośnie

wiadomosci.dziennik.pliran-zaatakowal-infrastrukture-amazona

Iran uderza w gigantów technologicznych. We wtorek Korpus Strażników Rewolucji (IRGC) poinformował o ostrzelaniu infrastruktury firmy Amazon w Bahrajnie. Według doniesień Teheranu to bezpośredni odwet za wcześniejsze amerykańskie bombardowania.

Irański Korpus Strażników Rewolucji przeprowadził we wtorek atak z użyciem kilku pocisków manewrujących. Celem irańskich sił stała się zlokalizowana w Bahrajnie centralna infrastruktura danych firmy Amazon.

IRGC celował również w inne obiekty na terenie Bahrajnu oraz Jordanii, gdzie stacjonuje amerykański personel wojskowy. Atak stanowi eskalację konfliktu i potwierdza wcześniejsze zapowiedzi Teheranu dotyczące obierania za cel amerykańskich korporacji technologicznych.

Technologiczni giganci na celowniku Iranu

Już w marcu władze w Teheranie zapowiedziały, że będą atakować kluczowe amerykańskie firmy technologiczne, takie jak Microsoft, Google, Apple, Meta, Intel czy Amazon. Wiosenne doniesienia irańskich mediów wskazywały na uderzenia w centra danych w Bahrajnie oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Eksperci wojskowi zwracają uwagę, że armia USA intensywnie wykorzystuje sztuczną inteligencję oraz systemy chmurowe do analizy wywiadowczej. Dowództwo w Teheranie uznało cyfrową infrastrukturę wielkich korporacji za „infrastrukturę technologiczną wroga”, która wspiera operacje militarne przeciwko Iranowi. Z kolei analitycy zwracają uwagę, że amerykańskie prawo nakazuje przechowywanie wrażliwych danych rządowych na terenie USA lub w bazach wojskowych, a wykorzystanie regionalnych serwerów wymaga specjalnych zgód.

Agencja donosi

Agencja donosi

20. lipca 2026 Marek Wojcik world-scam/agencja-donosi

Codziennie cały świat jest zaopatrywany w wiadomości. Tysiące nagłówków sprawia wrażenie, że istnieje zróżnicowane relacjonowanie, dzięki któremu każdy może wyrobić sobie własne zdanie. W kluczowych kwestiach raporty wydają się jednak raczej jednolitą papką, a coraz więcej ludzi zastanawia się, jak to możliwe. W tym programie otrzymujecie Państwo informacje z tła, zebrane w wyniku dziennikarskiego śledztwa. Większość wiadomości na świecie pochodzi bowiem tylko z trzech agencji, a te trzy agencje łączy jedno nazwisko: HAVAS – korzeń wszystkich agencji informacyjnych. Źródło.

Źródło.

Według izraelskiego serwisu Ynet izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przeznaczyło na rok 2025 545 milionów szekli (145 milionów dolarów) w ramach „Projektu 545”, którego celem jest wzmocnienie proizraelskiego przekazu za pomocą systemów sztucznej inteligencji oraz amerykańskich platform społecznościowych.

Program obejmuje:

  • Kontrakt o wartości 6 milionów dolarów z firmą Clock Tower X LLC, kierowaną przez Brada Parscale’a, kierownika kampanii Donalda Trumpa w 2016 roku i starszego doradcę w 2020 roku, na prowadzenie cyfrowych kampanii wpływowych skierowanych przede wszystkim do odbiorców z pokolenia Z na platformach TikTok, YouTube i Instagram.
  • Zgodnie z niedawno złożonymi dokumentami FARA strategia kampanii obejmuje działania mające na celu „manipulowanie algorytmami” oraz wywieranie wpływu na systemy sztucznej inteligencji, takie jak ChatGPT i Google Gemini, poprzez nasycanie źródeł danych treściami proizraelskimi, co ma na celu kształtowanie wyników i narracji internetowych na korzyść Izraela.

W złożonych dokumentach jako zagraniczny zleceniodawca wymieniono Państwo Izrael, a środki finansowe przekazywane są za pośrednictwem giganta reklamowego Havas Media. Firma Parscale’a jest zarejestrowana jako agent zagraniczny w Departamencie Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych od 18 września 2025 r.

Jest to finansowana przez rząd izraelski kampania cyfrowej propagandy i manipulacji algorytmami na terytorium Stanów Zjednoczonych, wykorzystująca zarówno influencerów, jak i platformy oparte na sztucznej inteligencji w celu zmiany opinii publicznej.

Roya TV (royanews.tv), to prywatna, niezależna jordańska stacja informacyjna z siedzibą w Ammanie. Opublikowano tam wczoraj artykuł: „Izrael” wydaje 50 milionów dolarów, aby wpływać na opinię publiczną w USA za pomocą sztucznej inteligencji. Źródło.

W centrum działań Izraela w USA znajduje się były szef kampanii Trumpa, Brad Parscale, obecnie dyrektor ds. strategii w konserwatywnym chrześcijańskim konglomeracie medialnym Salem Media Network. […] Według ujawnionych dokumentów Parscale obiecał, że kampania wygeneruje 50 milionów wyświetleń cyfrowych miesięcznie. Co kluczowe, operacja miała wyraźnie wpłynąć na sposób, w jaki główne modele sztucznej inteligencji – w tym ChatGPT firmy OpenAI, Claude firmy Anthropic i Gemini firmy Google – przedstawiały „Izrael” i wojnę.

Technokraci już ogłosili rozwiązanie dla tego problemu: wszyscy sędziowie piłkarscy mają mieć obowiązkowo implementowane w głowę chipy, aby umożliwić kamerze rozróżnianie obiektów.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Debazyfikacja… Wymyślne określenie na wyrzucenie baz Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu

Debazyfikacja… Wymyślne określenie na wyrzucenie Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu.

Autorstwa Larry’ego C. Johnsona

Na początku kwietnia Teheran, za pośrednictwem Pakistanu, formalnie zażądał wycofania amerykańskich wojsk bojowych z baz wojskowych w całym regionie. Żądanie to było częścią pakietu, który obejmował również zniesienie wszystkich sankcji i rezolucji ONZ, uwolnienie zamrożonych aktywów irańskich za granicą, wypłatę reparacji oraz prawo Iranu do wzbogacania uranu.

Zamiast czekać na zgodę Stanów Zjednoczonych na to żądanie, Iran w ciągu ostatnich dwóch tygodni przeprowadził ukierunkowane ataki na kluczowe bazy USA w Kuwejcie, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej, Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Doprowadziło to do ewakuacji żołnierzy i sprzętu USA z większości tych baz. Kwatera główna Piątej Floty USA w Bahrajnie leży w gruzach; Centrum Operacji Połączonych Powietrznych (CAOC) w Al Udeid w Katarze zostało zamknięte i przeniesione do bazy sił powietrznych Shaw w Karolinie Południowej. Iran kontynuuje ostrzały baz w Bahrajnie, Kuwejcie i Katarze, aby upewnić się, że żaden amerykański samolot ani wyrzutnia rakiet nie pozostanie tam sprawna.

Oprócz baz w państwach Zatoki Perskiej, Iran przeprowadził również intensywne ataki na bazy lotnicze Muwaffaq Salti i Prince Hassan w Jordanii. Rozmazane zdjęcia satelitarne pokazują, że Stany Zjednoczone usunęły wszystkie samoloty z otwartych parkingów bazy lotniczej Muwaffaq al-Salti, obawiając się, że mogą zostać zniszczone przez irańskie pociski.

Stany Zjednoczone również wysłały drona MQ-4C Triton o wartości 250 milionów dolarów. Na początku maja 2026 roku Stany Zjednoczone wysłały drona MQ-4C Triton do Jordanii.

„Drugi dron Marynarki Wojennej USA MQ-4C Triton (numer rejestracyjny 169804) wystartował wczoraj z bazy lotniczej Sigonella i został przeniesiony do bazy lotniczej Al Hussein w Jordanii. To dodatkowo zmniejsza obecność rozpoznawczą Marynarki Wojennej USA na Sycylii. Samolot, o którym mowa, zastąpił drona utraconego w ostatnich tygodniach podczas operacji związanych z kryzysem regionalnym w Zatoce Perskiej.…”

MQ-4C Triton to jeden z najważniejszych systemów rozpoznania, obserwacji i szpiegostwa Marynarki Wojennej USA, przeznaczony do długoterminowego nadzoru morskiego nad dużymi obszarami operacyjnymi. Z Sigonelli regularnie wspierał misje obserwacyjne na Morzu Śródziemnym, Morzu Czarnym, w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie.

Przeniesienie obu pozostałych dronów Triton do Jordanii wskazuje na wyraźną reorganizację operacyjną. Z uwagi na operowanie z bazy lotniczej Al Hussein, czas lotów do obszarów operacyjnych nad Morzem Czerwonym, Półwyspem Arabskim, Irakiem i Iranem ulegnie skróceniu. Pozwoli to dronom pozostać w obszarze operacyjnym dłużej i umożliwi szybszy rozpoznanie w obliczu utrzymującej się niestabilności w regionie.

Po masowych irańskich atakach rakietowych z 11 i 12 lipca na dwie jordańskie bazy lotnicze, w których stacjonują amerykańskie myśliwce – w tym MQ-4C Triton – Stany Zjednoczone wycofały się z rozmieszczenia Tritonów w Jordanii. W poniedziałek, 14 lipca 2026 r., Defense Security Asia donosiło:

Pentagon przenosi drona Triton o wartości 240 milionów dolarów z Jordanii do Włoch po tym, jak niszczycielskie irańskie ataki rakietowe zagroziły strategicznym bazom lotniczym. … Według regionalnych planistów wojskowych, strategiczne przeniesienie wielomilionowej platformy nadzoru morskiego z baz wysuniętych w Jordanii do stałych obiektów we Włoszech odzwierciedla pilną próbę zminimalizowania ryzyka poważnych strat.

Przeniesienie bazy nastąpiło natychmiast po serii zaawansowanych ataków dalekiego zasięgu, które skutecznie przeniknęły do ​​lokalnych sieci obrony powietrznej i zaatakowały cenną infrastrukturę. Analitycy analizujący publicznie dostępne źródła ustalili, że specjalnie zbudowane hangary, zaprojektowane do ochrony cennych systemów bezzałogowych, zostały bezpośrednio trafione podczas intensywnych ataków.

W odpowiedzi na rosnące zagrożenia militarne Marynarka Wojenna USA podjęła decyzję o przeniesieniu głównych systemów rozpoznania, nadzoru i szpiegostwa z powrotem do bezpieczniejszego regionu Europy Południowej.

W ciągu pierwszych 43 dni wojny iracko-irańskiej 2026 (operacja Epic Fury, rozpoczynająca się 28 lutego), Iran systematycznie atakował warstwę sensoryczną i komunikacyjną zintegrowanej architektury obrony powietrznej USA w Zatoce Perskiej. Zamiast po prostu przytłoczyć systemy obronne masowymi falami dronów i pocisków, Iran skupił się na niszczeniu instalacji radarowych i terminali SATCOM, które zapewniają funkcjonowanie całej sieci – strategię tę analitycy określili jako „oślepianie USA na Bliskim Wschodzie”.

Do końca pierwszych 43 dni wojny Iran zaatakował co najmniej 12–19 systemów radarowych i satelitarnych w siedmiu krajach. Całkowite straty szacuje się na kwotę od 3,15 do ponad 5 miliardów dolarów.

Schemat ataku wskazywał na wyrafinowaną koncepcję operacyjną.

  • Priorytet pierwszego dnia: w ciągu kilku godzin został trafiony radar AN/FPS-132 w Al Udeid – najcenniejszy system radarowy w regionie, który został rozmieszczony specjalnie w celu obrony przed irańskimi rakietami balistycznymi.
  • Następnie radary THAAD: wszystkie cztery rozmieszczone systemy AN/TPY-2 (w Jordanii, dwukrotnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej) zostały trafione w ciągu 48–72 godzin, co w dużej mierze wyłączyło górny poziom obrony przeciwrakietowej.
  • Infrastruktura SATCOM: Zniszczeniu uległy węzły dowodzenia i kontroli w kwaterze głównej Piątej Floty Stanów Zjednoczonych w Bahrajnie oraz w bazie Arifjan w Kuwejcie, co znacznie utrudniło koordynację obrony między rozproszonymi bazami.
  • Wieloetapowe podejście: Po wyłączeniu systemów wczesnego ostrzegania i wyższej warstwy obrony Iran był w stanie zniszczyć pozostałe baterie Patriot za pomocą potężnych fal dronów – przy stosunku kosztów wyraźnie przemawiającym na korzyść Iranu (Shahed-136 kosztował od ok. 20 000 do 50 000 dolarów w porównaniu do ok. 4 milionów dolarów za pocisk przechwytujący PAC-3-MSE).

Zniszczenie zmusiło pozostałe systemy Patriot do przejęcia wszystkich zadań przechwytywania. To zaostrzyło kryzys, w wyniku którego Stany Zjednoczone i ich sojusznicy z Zatoki Perskiej zużyli 86 procent swojego łącznego arsenału Patriot w ciągu pięciu tygodni.

Teraz, gdy Memorandum of Understanding (MoU) upadło, Iran koncentruje się na uprzykrzaniu życia pozostałym bazom amerykańskim, w których stacjonują amerykańscy żołnierze i samoloty. To nie Stany Zjednoczone decydują już, kiedy opuścić Zatokę Perską – Iran podejmuje tę decyzję za nich.

Źródło: DeBaZyfikacja… Wymyślne określenie na wyrzucenie USA z Bliskiego Wschodu

Dlaczego Rosja nie wygrywa wojny

Dlaczego Rosja nie wygrywa wojny

Co z tą Rosją? Mieli wygrać, nie wygrywają. Dlaczego Rosja nie jest jeszcze w Kijowie? – pyta Piotr Szlachtowicz w 33-minutowym podcaście:

Odpowiada dr Leszek Sykulski: No właśnie, dlaczego Rosja prowadzi tę wojnę na pół gwizdka, dlaczego nie ma wojny pełnoskalowej. Dlaczego nie ma ataków dekapitacyjnych na ukraińskich przywódców, ataków na linie zaopatrzenia, niszczenia mostów na Dnieprze, niszczenia hubów redystrybucji zachodniej broni. Dlaczego nie ma powszechnej mobilizacji. Gdyby przecież Rosjanie chcieli wyeliminować ekipę Zełenskiego, mogliby to zrobić. Dlaczego? – Nie ma trafnej odpowiedzi na to pytanie. Myślę, że jest to tajemnica Kremla.

Konflikt na tym poziomie jest utrzymywany w konsultacji z USA? Z Chinami? – Faktem jest, że jest to wojna zastępcza. Rosja stoi przed dylematem: nawet gdyby poraziła kijowski reżim, to i tak nie zakończyłaby tej wojny, bo główne ośrodki decyzyjne znajdują się w Londynie i Waszyngtonie. Moskwa stoi przed dylematem: czy pójść drogą Iranu, który atakuje państwa udzielające pomocy agresorom? – Oznacza to potencjalną wojnę z NATO. Czy też kontynuować wojnę na wyniszczenie. Rosja jest w stanie przez dwa do trzech lat prowadzić te zmagania, a Ukraina nie wytrzyma tak długo tej intensywności, jaką widzimy ostatnio. Ukraińska obrona powietrzna nie jest już w stanie bronić się skutecznie.

Zapowiadana jest na jesień mobilizacja 500 tysięcy mężczyzn w Rosji. Dlaczego tak późno? – Niektórzy twierdzą, że jest to po prostu wojna na wyniszczenie – nie tylko Ukrainy, ale też zasobów NATO. Widać to choćby w Polsce, gdzie armia została rozbrojona i jest słabsza niż pięć lat temu. Żołnierze rezerwy nie potrafią obsługiwać nowego sprzętu.

Władimir Putin

Pyta P. Szlachtowicz: Czy okrzepnięcie ukraińskiej armii, czy masowe użycie dronów mają znaczenie?

— Tak, mamy do czynienia z rewolucją w sprawach militarnych. Ukraina jest poligonem dla Zachodu. W bieżącym roku Rosjanie wyprodukują 7,3 mln dronów (porównajmy: Polska zamówiła kilka tysięcy dronów). W ostatnich dniach Rosja wystrzeliła 40 rakiet balistycznych, w większości były to celne uderzenia. Na Ukrainie zaś brakuje żołnierzy, zapewne posunie się Kijów do prowokacji, by wciągnąć państwa NATO do wojny.

Panuje chaos w Kijowie, także w zakresie redystrybucji pomocy zachodniej, która to pomoc jest w znacznej części rozkradana. Jest tak, że ukraińskim oligarchom nie marzy się wejście do Unii. Korupcja jest filarem funkcjonowania państwa i w interesie sił wspierających kijowski reżim nie jest członkostwo, lecz uzyskanie nielimitowanego dostępu do wspólnego rynku.

P. Szlachtowicz: W mediach rosyjskich padają ostre słowa krytyki wobec Kremla. Jak to wpływa na pozycję W. Putina?

— Krytycyzm? – Owszem, ale nie zapowiadają się bunty społeczne, nie ma prób usunięcia prezydenta z urzędu. Są głosy niezadowolenia, ale nie jest to poziom, który zagrażałby dziś władzy Putina. Promowany na przyszłego prezydenta Aleksiej Diumin, który w 2014 roku przeprowadził wzorcowo operację krymską [to była akcja! – przypis ZB], jest lojalny wobec Putina. Jest zwolennikiem bardziej zdecydowanych działań wobec Kijowa i jest człowiekiem, który może stworzyć nowe relacje w relacjach z Zachodem.

Aleksiej Diumin

P. Szlachtowicz: A co jest na linii Warszawa – Moskwa? – PiS i PO zrobiły wszystko, by było bardzo źle. Czy jest możliwe, że Polska stanie się ofiarą rosyjskiego ataku?

— Przez ponad 20  lat można było z Rosją rozmawiać, handlować. Od 2022 roku relacje są zawieszone. Aktualnie jest tak, że nowy ambasador Georgij Michno nie złożył listów uwierzytelniających, bo prezydent K. Nawrocki nie zaprosił go do swego urzędu. Ataku wykluczyć nie możemy. Rosja nie musi zresztą atakować Polski, by dokonać odwetu. To może być też atak na konkretne zakłady produkujące broń dla Ukrainy (zakłady w Mielcu i Tarnowie + lotnisko w Jasionce). W sumie to raczej po Kijowie można spodziewać się prowokacji.

W publicystyce rosyjskiej Polska jest często nazywana anglosaskim osłem trojańskim w Unii Europejskiej. Dodajmy, że nie jest to nienawiść do Polaków jako narodu. Polska kultura cieszyła się zawsze znaczną popularnością [a Polacy byli mile widziani w Rosji, co widzieliśmy w trzech recenzowanych na blogu reportażach Marii Wiernikowskiej – przypis ZB].

P. Szlachtowicz: Jak można wytłumaczyć fakt, że brakuje benzyny na rosyjskich stacjach?

— Ten niedobór benzyny służy właściwie Kremlowi. Takie niezadowolenie społeczne można łatwo przekierować w złość i gniew przeciw Zachodowi i w ten sposób stworzyć społeczne przyzwolenie na powszechną mobilizację

Zygmunt Białas

O. Marko Rupnik (Jezuita) – satanista i zbrodniczy rozpustnik – ciągle pod opieką Watykanu …

Ojciec Marko Rupnik (Jezuita) – zbrodniczy rozpustnik – ciągle pod opieką Franciszka…

===============

Lipiec 2026: Przypominam Rupnika, zboczonego „artystę” i deprawatora, m. inn. zakonnic. Chodzą ponure słuchy z Watykanu, więc uprzedzam. Podobno ma zostać „uniewinniony”… Mirosław Dakowski

======================

Rozpusta w Watykanie – Rupnik

„To ostatnia niedziela…” – Rupnik koncelebruje i wygłasza kazania w Rzymie

Ojciec Marko Rupnik (Jezuita) co najmniej do 22 stycznia (włączają w to zeszłą niedzielę) koncelebrował i wygłaszał kazania w trakcie Eucharystii Novus Ordo w Kościele Santa Prassede nieopodal Bazyliki Matki Bożej Śnieżnej w Rzymie
Jeszcze kilka dni temu widziano go w Bazylice Św. Jana na Lateranie, jak objaśniał zwiedzającym symbolikę mozaik, które sam wykonał.
Rupnika oskarża się uwiedzenie blisko dwudziestu sióstr zakonnych. Co więcej, „nałożono na niego ekskomunikę” w związku z udzieleniem rozgrzeszenia jednej ze swoich ofiar za grzech, w którym sam był prowodyrem.
Oficjalnie Rupnika obowiązują sankcje zakazujące publicznej posługi z udzielaniem sakramentów włącznie. W każdym razie Ojciec znajduje się pod ochronnym płaszczykiem Franciszka, a jak wszyscy dobrze wiemy, papież uwielbia otaczać się dwuznacznymi postaciami.

=============

ksiądz:

coraz bardziej wchodzą w buty mariawitów…

Wcześniej ekskomunikowany, o. Rupnik wygłosił kazanie wielkopostne dla papieża i Kurii Rzymskiej. Żyjący i działający siewca rozpusty i zgorszenia w kościele posoborowym.

===============

Przypominam Rupnika, zboczonego „artystę” i deprawatora, m. inn. zakonnic. Chodzą ponure słuchy z Watykanu, więc uprzedzam. Mirosław Dakowski

======================

Rupnik – żyjący i działający siewca rozpusty i zgorszenia w kościele posoborowym.

W 2020 roku, wcześniej ekskomunikowany, o. Rupnik wygłosił w Watykanie kazanie wielkopostne dla papieża i Kurii Rzymskiej.

========================================

Poniższy tekst jest przerażający. Nigdy dotąd nie zetknąłem się z tak potworną, zbrodniczą rozpustą. Ani jej cynicznym tolerowaniem. Ogarnęły mnie wątpliwości czy wolno relacje z takiej ohydy upubliczniać. Czy nie zgorszy.

Na szczęście mogłem spytać się uczciwego, katolickiego biskupa. Zapoznał się z tekstem, sprawę Rupnika znał wcześniej. Odpowiedział mi stanowczo, że prawdę należy nagłaśniać. Poznanie takich faktów może wyrwać niektóre osoby słabsze ze szponów szatańskiej rozpusty. W Imię Boże więc publikuję. Mirosław Dakowski.

=======================

==========================================

https://remnantnewspaper.com/web/index.php/articles/item/6301-exclusive-alleged-rupnik-victim-pens-open-letter-to-jesuits-vatican

Watykan – The Remnant uzyskał kopię listu wysłanego sześć miesięcy temu przez domniemaną ofiarę jezuickiego artysty ks. Marko Iwana Rupnika do najwyższych władz Kościoła, z zapytaniem, dlaczego nie podjęto żadnych działań w tej sprawie, ponieważ słoweński kapłan nadal uważany za wiarygodnego nauczyciela.

List datowany na 5 czerwca 2022 roku i wysłany przez byłą siostrę zakonną o pseudonimie Anna – która w mijającym  tygodniu udzieliła głośnego wywiadu włoskim mediom, szczegółowo opisując zakres deprawacji, której rzekomo doświadczyła – został zaadresowany do przełożonego generalnego jezuitów, ojca Arturo Sosy, i oraz do 17 hierarchów i urzędników watykańskich.

Znaleźli się wśród nich; jezuita kardynał Luis Ladaria, Prefekt Dykasterii Nauki Wiary; kardynał Angelo De Donatis, Wikariusz Rzymu; oraz jezuita, biskup Daniele Libanori, biskup pomocniczy Rzymu, któremu Kongregacja Nauki Wiary (KNW) powierzyła prowadzenie wstępnego dochodzenia w sprawie wspólnoty zakonnej, której współzałożycielem jest ks. Rupnik.

Anna rozpoczyna swój list od podkreślenia, że próbuje „po raz kolejny przerwać krąg milczenia i wykluczenia, w którym znajdowałam się przez wiele, zbyt wiele lat: dwadzieścia osiem, jakie minęły od mojej pierwszej skargi na stosowanie  przemocy i nadużyć psychofizycznych i duchowych, przez ks. Marko Rupnika.”

„Jestem zdumiona faktem, że pomimo poważnych oskarżeń, które mu postawiono i w związku z którymi zostałam ponownie wezwana do złożenia zeznań, ks. Rupnik nadal prowadzi wykłady w całych Włoszech i zamieszcza swoje katechezy na YouTube” – kontynuowała, powołując się na rekolekcje, które słoweński jezuita wygłosił dla księży w Larino we Włoszech 10 maja 2022 roku.

W wywiadzie udzielonym włoskim mediom 18 grudnia, Anna opisała dziewięć lat wykorzystywania jako „zejście do piekła” i powiedziała, że „seksualna obsesja Ojca Rupnika nie była spontaniczna, ale głęboko związana z jego koncepcją sztuki i myślą teologiczną”.

W czerwcowym liście napisała: „Proszę Kościół o dostrzeżenie mojego cierpienia” i dodała: „Jako ofiara i Chrześcijanka czuję się w obowiązku przebaczyć ojcu Rupnikowi, ale jednocześnie mam prawo do słowa prawdy ze strony Kościoła na temat zgłoszonych faktów.”

Zakończyła swój list, pisząc: „Pociesza mnie często deklarowane przez Kościół pragnienie przejrzystości w odniesieniu do spraw takich jak te, których byłam ofiarą, i oczekuję odpowiedzi”.

List polecony, który wysłała pół roku po tym, jak zeznawała na prośbę biskupa Libanori podczas wstępnego dochodzenia prowadzonego przez KDW, nie doczekał się odpowiedzi.
Cztery miesiące później, w październiku 2022 roku, sprawa została zamknięta po tym, jak podjęto decyzję o nieściganiu ze względu na przedawnienie – pomimo faktu, że ojciec Rupnik został tymczasowo ekskomunikowany w maju 2020 roku za przestępstwo wykorzystania konfesjonału w celu rozgrzeszenia kobiety, z którą podejmował aktywność seksualną.
Biskup Libanori odkrył domniemane seryjne nadużycia, kiedy KDW (obecnie Dykasteria Nauki Wiary – DNW) wysłała go do Słowenii, aby zbadał wspólnotę zakonną, do której należała Anna w latach 1987-1994.
W swoim zeznaniu, złożonym 10 grudnia 2021 roku, była zakonnica powiedziała, że wspomina „bolesne wydarzenia, które wielokrotnie pogrążały mnie w rozpaczy, aż do szukania śmierci, uciekając ze Wspólnoty.”
Powiedziała, że „W tamtym czasie trudno mi było sobie wyobrazić, że w nadużyciach uczestniczyło wiele innych sióstr” 

Drugi list

Oprócz listu Anny, Remnant uzyskał dostęp do drugiego listu, wysłanego do tych samych dostojników, przez inną byłą zakonnicę z tej samej wspólnoty, którą nazywamy „Teresą”, aby chronić jej tożsamość. Powiedziała ona, że była „pośrednio” zaangażowana w skargi złożone na ks. Rupnika i potwierdziła twierdzenia Anny.
Pani Anna potwierdziła autentyczność drugiego listu.

W liście Teresy, zaadresowanym do kardynała Ladarii i przesłanym do wiadomości O. Sosy oraz tych samych adresatów, co list Anny, napisała ona, że dzięki swojej roli we wspólnocie dowiedziała się, że ks. Rupnik „wykorzystywał swoją pozycję spowiednika i ojca duchowego do nawiązywania, poprzez manipulację, intymnych relacji o charakterze seksualnym”.

Dodała, że tym samym czasie, „stopniowo dowiadywała się o coraz większej liczbie sióstr, które były zaangażowane w te niezdrowe relacje, w wyniku czego wiele z nich miało zniszczone życie.”

Kontynuując swoje szokujące oświadczenie: „W czasie opisywanych wydarzeń, według mojej wiedzy, co najmniej połowa konsekrowanych sióstr była zaangażowana w tego rodzaju relacje z ks. Rupnikiem.”

Publikacja listu Anny następuje zaledwie kilka dni po tym, jak Associated Press doniosła o liście biskupa Libanori, wysłanym do Rzymu, w który mowa o tym, że ofiary ks. Rupnika zasługują na wiarygodność, że pełna prawda nie jest jeszcze ujawniona, a ci, którzy chronili ks. Rupnika, muszą ustąpić.

„Zranione i znieważone osoby, których życie zostało zrujnowane przez doznane zło i przez milczący współudział, mają prawo do tego, by teraz, gdy wszystko wyszło na jaw, przywrócono im godność, nawet publicznie” – napisał bp Libanori. „My, Kościół, mamy obowiązek poważnego rachunku sumienia, a ci, którzy są odpowiedzialni, muszą się do tego przyznać i pokornie prosić świat o wybaczenie zgorszenia”.

Poniżej, za zgodą ofiary, zamieszczamy tłumaczenie oryginalnego listu. Oryginał został ocenzurowany w celu ochrony jej tożsamości.

Od:
[Nazwisko]

Do:
Ks. Arturo Sosa Abascal, S.J., Przełożony Generalny Towarzystwa Jezusowego
============================
Do wiadomości:

Kardynał Luis Ladaria, S.J., Prefekt Dykasterii Nauki Wiary
O. Benjamin Earl, OP, Prokurator Generalny
Kard. Angelo De Donatis, Wikariusz Generalny Jego Świątobliwości dla Diecezji Rzymskiej
O. Johan Verschueren, S.J., Delegat Domów Międzyprowincjalnych w Rzymie
Jego Ekscelencja ks. Daniele Libanori, S.J,
O. Benoît Malvaux, S.J., Prokurator Towarzystwa Jezusowego
Roberto Del Riccio, S.J., Przełożony Prowincji Eurośródziemnomorskiej
O. Hans Zollner, S.J., Dziekan Instytutu Antropologii
Monsignor John Joseph Kennedy, Sekretarz Sekcji Dyscyplinarnej Dykasterii Nauki Wiary
Jego Ekscelencja ks. Stanislav Zore, OFM, Arcybiskup Lublany, Słowenia
O. Miran Žvanut, S.J., Prowincjał Towarzystwa Jezusowego w Słowenii
Maria Campatelli, Dyrektor Centrum Aletti
O. Milan Žust, S.J., Przełożony Rezydencji Trójcy Świętej (Centrum Aletti)
O. Marko Rupnik, S.J., Centrum Aletti, Rzym
O. Ivan Bresciani, S.J., Centrum Aletti, Rzym
Michelina Tenace, Centrum Aletti
Marina Štremfelj, Zespół Santa Severa – Centrum Aletti
Manuela Viezzoli, Aletti Center

Wielebny Ojcze Generale,

Nazywam się [nazwisko], urodziłam się w [miasto] w dniu [data urodzenia].  Piszę ten list otwarty,  aby po raz kolejny przerwać krąg milczenia i wykluczenia, w którym znajdowałam się przez wiele, zbyt wiele lat: dwadzieścia osiem, jakie minęły od mojej pierwszej skargi na stosowanie  przemocy i nadużyć psychofizycznych i duchowych, przez ks. Marko Rupnika.

Jestem zdumiona faktem, że pomimo poważnych zarzutów, które mu postawiono i w związku z którymi zostałam ponownie wezwana do złożenia zeznań, ks. Rupnik nadal prowadzi wykłady w całych Włoszech i zamieszcza swoje katechezy na YouTube. Ta smutna rzeczywistość każe mi wątpić, czy mi uwierzono. Mam potrzebę wiedzieć, myślę, że uzasadnioną, czy po tak wielu cierpieniach jakich doznałam,  Kościół nadal uważa ks. Rupnika za wiarygodnego nauczyciela.

Wygląda na to, że tak, skoro w maju tego roku wygłosił on wykład na temat „Kreatywności w kapłaństwie i małżeństwie” . To ten sam człowiek, który poprzez naciski i szantaż zmuszał mnie do rzeczy, które zgłaszałam w odpowiednim czasie i na odpowiednim forum. Z niezwykłą trudnością piszę dziś jeszcze raz o moim doświadczeniu, ale czuję moralny obowiązek, aby pomóc wam, na ile jestem w stanie, zrozumieć poziom zagrożenia jakie przedstawia ten człowiek.

Około rok temu ks. Daniele Libanori SJ, biskup pomocniczy Rzymu, zapytał mnie, podczas wizytacji wspólnoty zakonnej, której byłam członkiem od 1 października 1987 r. do 31 marca 1994 r., czy byłabym skłonna złożyć świadectwo o fizycznej, psychologicznej i duchowej manipulacji i nadużyciach, jakich doznałam w relacji z ks Marko Rupnikiem SJ jako kierownikiem duchowym i spowiednikiem. Odnoszę się do mojej relacji i zeznań złożonych podczas dochodzenia wstępnego dla KDF w dniu 10 grudnia 2021 roku, na temat bolesnych wydarzeń, które wielokrotnie wpędzały mnie w rozpacz do tego stopnia, że szukałam śmierci uciekając ze Wspólnoty.

W tamtym czasie trudno mi było sobie wyobrazić, że w nadużyciach uczestniczyło wiele innych sióstr. Po mojej pierwszej skardze nikt mi nie pomógł, ani Wspólnota, ani ówczesny arcybiskup Lublany, ani O. Tomaš Špidlik SJ, kierownik duchowy ks. Rupnika, z którym rozmawiałam i próbowałam wyjaśnić, co się dzieje. Wszyscy oni, włączając O. Špidlika, byli jezuitami, bezpośrednimi przełożonymi ks. Rupnika, i wszyscy postanowili przykryć to wszystko zasłoną milczenia. Było to łatwe, bo byłam zbyt chora i zupełnie sama.

Przywoływanie tych wspomnień i dawanie świadectwa o tym co mnie spotkało od ks. Rupnika było dla mnie trudne i bolesne. Z tych powodów proszę dziś Kościół o dostrzeżenie mojego cierpienia.

Nie mam pragnienia zemsty za to, co wycierpiałem, ale oczekuję sprawiedliwości dla ówczesnej, dwudziestoletniej studentki medycyny, której życie zostało nieodwracalnie wywrócone do góry nogami.

Minęły już miesiące od czasu, gdy z bólem i wysiłkiem złożyłam swoje zeznania, a ciągle widzę, jak ks. Rupnik kontynuuje swoją pracę nauczyciela w Kościele.

Jako ofiara i Chrześcijanka czuję się w obowiązku wybaczyć ks. Rupnikowi, ale jednocześnie mam prawo do słowa prawdy ze strony Kościoła na temat zgłoszonych faktów.

Kończąc, chciałabym wyrazić moje głębokie zaniepokojenie tym, że ks. Rupnik mógłby jeszcze kogoś skrzywdzić.

Pociesza mnie często deklarowane przez Kościół pragnienie przejrzystości w odniesieniu do spraw takich jak te, których doświadczyłam, i czekam na odpowiedź.       
Z Panem Bogiem

tłum. Sławomir Soja

======================

z Viki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Marko_Ivan_Rupnik

Ekskomunika i sprawa molestowania seksualnego zakonnic

W grudniu 2022 r. generał jezuitów poinformował, że Marco Rupnik był ekskomunikowany. Wywołało to spekulacje medialne, że został ekskomunikowany przez papieża Franciszka w grudniu 2022 r. [2]. W związku z tym jezuici sprostowali informację wyjaśniając, że w 2022 r. generał zakonu tylko podał do publicznej wiadomości informację o wcześniejszej ekskomunice, zaś sama ekskomunika miała miejsce wcześniej i została zdjęta w 2019 r.[3] [4]. Powodem ekskomuniki było poważne przestępstwo kanoniczne, polegające na tym, że Rupnik „wyspowiadał kobietę z odbycia z nim czynności seksualnej”[5].

W marcu 2020 roku, po zdjęciu ekskomuniki, o. Rupnik wygłosił w Watykanie pierwsze kazanie wielkopostne dla papieża i Kurii Rzymskiej [6].

Tymczasem pojawiły się kolejna zarzuty wobec o. Rupnika. W tym wypadku chodzi między innymi o zmuszanie do stosunków seksualnych zakonnic, w tym seksu grupowego i oglądania filmów pornograficznych [7][8][9].

============================

mail: Jest to konieczne ostrzeżenie przed działaniem antychrysta. Spotkałem się zarzutami, że to atak na Kościół…jak te typy są Kościołem, to Kim jest Pan Jezus.

 ==============================

Another Vatican Sex Scandal… just in time for Christmas

https://remnant-tv.com/video/778/another-vatican-sex-scandal…-just-in-time-for-christmas?channelName=RemnantTV

36 minut

==========================================================

The mosaics of Fr Rupnik at San Giovanni Rotondo

=======================

Nowy wynalazek starych kiejkutów

Nowy wynalazek starych kiejkutów

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 19 lipca 2026 michalkiewicz

Afery, jakie wybuchły w ostatnich tygodniach, w każdym normalnym państwie doprowadziłyby do politycznego trzęsienia ziemi, które zmiotłoby nie tylko rząd, ale – być może – nawet całą tak zwaną „klasę polityczną”, czyli współczesny odpowiednik dawnej komunistycznej nomenklatury. Skąd jednak w dzisiejszych czasach wziąć normalne państwo? Takich państw jest coraz mniej, a być może nie ma już ich wcale. Mamy bowiem do czynienia albo z państwami będącymi własnością jakiejś rodziny – jak np. Korea Północna, czy Turkmenistan – albo z państwami stanowiącymi żerowiska dla występujących tam „klas politycznych”, które zazdrośnie strzegą swego monopolu.

Właśnie otwartym tekstem potwierdziła nam to pani Helena Germain, która w administracji prezydenta Trumpa zajmuje się holokaustem. Potwierdziła ona stanowisko amerykańskiego ambasadora w Warszawie, pana Róży, który „nie wyobraża sobie” polskiego rządu z udziałem Grzegorza Brauna i jego Konfederacji Korony Polskiej. Gdyby coś takiego powiedział w roku 1981 Leonid Breżniew, to w Waszyngtonie i w „Wolnej Europie” podniósłby się straszliwy klangor, że to „gewałt” na zasadzie samostanowienia narodów, demokracji i prawach człowieków”.

Tymczasem teraz nikt przeciwko temu nie protestuje, zwłaszcza – Książę-Małżonek – który wie, przeciwko komu wolno mu wypisywać androny na Twitterze, a przeciwko komu – nie. Najwyraźniej mamy do czynienia z solidarnością międzynarodowej nomenklatury, która nie tylko zazdrośnie strzeże swojego monopolu w dostępie do żerowiska, ale do tej rewolucyjnej praktyki próbuje dorabiać rewolucyjną teorię, że to wszystko dla dobra Ludzkości – żeby nie została sprowadzona na manowce.

Nad tym z kolei czuwają funkcjonariusze Propaganda Abteilung, no i oczywiście – „gestapo” – bo – jak jeszcze przed wojną zauważył Konstanty Ildefons Gałczyński w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś” – „każdy kraj ma gestapo”. „Każdy” – a więc i te kraje, które uważają się za uprawnione do pouczania narodów mniej wartościowych, kogo mają dopuszczać do władzy, a kogo nie. Dlatego nie tylko u nas nie ma żadnej normalności, ale również – w Unii Europejskiej. Otwartym tekstem mówi się tam o „kordonie sanitarnym”, który ma powstrzymać w Niemczech AfD, a we Francji – Marynę Le Pen – oczywiście w imię „demokracji”. U nas, za sprawą Judenratu, hunwejbini idą nawet krok dalej, mówiąc o powstrzymywaniu „faszyzmu” – chociaż trudno wyobrazić sobie lepszą postać faszyzmu, niż właśnie ów spisek nomenklaturowy.

Najzabawniejsze jest to, że dzisiejsi faszyści nie zdają sobie sprawy, że są faszystami. Na początku lat 90-tych zostaliśmy z kol. Korwinem-Mikke zaproszeni do dyskusji z jegomościami z Unii Demokratycznej. Rozpoczęliśmy od próby uzgodnienia znaczenia pojęcia wolności – ale to nam się nie udało. Udało się natomiast uzyskać zgodę naszych partnerów na temat granic wolności – że wyznaczają je prawa i wolności innych. Wtedy kol. Mikke zapytał, czyje prawa i wolności narusza, gdy nie chce ubezpieczyć się pod przymusem? Odpowiedzieli, że niczyich praw ani wolności w ten sposób nie narusza, ale „tak nie można”. Na takie dictum wstaliśmy oświadczając, że z faszystami nie chcemy mieć nic wspólnego i na tym dyskusja się zakończyła.

Wspominam o tym między innymi dlatego, że w dniach ostatnich na politycznym firmamencie naszego bantustanu objawiła się nowa partia pod nazwą „Unia Centrum”. Na fasadzie nowej partii jest madame Paulina Hening-Kloska i pan Michał Kobosko, który w swoim czasie stręczył tubylcom ojczyka Szymona Hołownię. Ale wśród ojców założycieli „Unii Centrum” zauważyłem też pana Janusza Onyszkiewicza, co to brylował w latach 90-tych w resorcie obrony narodowej, no i jako autorytet moralny. W takim charakterze trafił do rządu charyzmatycznego premiera Buzka, co to rozbudował nomenklaturowe żerowisko do rozmiarów monstrualnych – ale z jakichś powodów stare kiejkuty położyły krzyżyk na Unii Demokratycznej i pozostających w jej orbicie zaśmierdziałymi autorytetami moralnymi i powołały Platformę Obywatelską w której brylował już obywatel Tusk Donald i pan dr Andrzej Olechowski, który z niejednego komina wygartywał m.in. jako „agent wywiadu gospodarczego” o pseudonimie operacyjnym „Must”.

Kiedy Nasza Złota Pani z Berlina położyła swą Mocną Rękę na Platformie Obywatelskiej, stare kiejkuty postawiły na dyskrecję i w ten sposób jedynym wodzem Platformy został obywatel Tusk Donald. Teraz jednak najwyraźniej postanowiono wesprzeć go wyciągniętymi z naftaliny autorytetami moralnymi rodzaju pana Janusza Onyszkiewicza, który w tak zwanym międzyczasie kontakty podtrzymywał, działając w Komitecie Obrony Demokracji. Widać, że mobilizowane są najgłębsze rezerwy – a w tej sytuacji trzeba postawić pytanie o przyszłość inicjatywy pana Ryszarda Petru, co to niedawno ogłosił zamiar utworzenia „Konfederacji-Light”.

Już myślałem, że stare kiejkuty powtórzą eksperyment z roku 2015, kiedy to – dążąc, by Amerykanie wciągnęli ich na listę „naszych sukinsynów” uwinęli się szparko i nie tylko utworzyli partię „Nowoczesna” z panem Ryszardem na fasadzie – ale i zadbali, by wdzięczny naród obdarzył ją zaufaniem na poziomie 11 procent i to zanim jeszcze pan Ryszard otworzył usta, by oznajmić, jak będzie rodakom przychylał nieba – ale chyba nic z tego nie będzie.

Skoro w partii Unia Centrum jest pan Michał Kobosko i pan Janusz Onyszkiewicz, to podejrzewam, że w międzyczasie padły nowe rozkazy. Nie eksperymentujmy z panem Ryszardem, tylko od razu montujmy fołksfront, który „faszystom” zrobi „no pasaran”. Skoro pan ambasador Róża zaporowo wszedł na polską scenę polityczną i wyjaśnił, czego nam nie wolno, to nie ma co podszywać się pod Konfedrację, tylko trzeba od razu chwycić byka za rogi. Pan Michał Kobosko bowiem, zanim zaczął stręczyć nam ojczyka Szymona Hołownię, uczestniczył w amerykańskim think-tanku Radzie Atlantyckiej, gdzie są generały z Pentagonu, bezpieczniaki z CIA, Goldmany-Sachsy z Wall Street, pan Daniel Fried, co to wraz z Władimirem Kriuczkowem zaprojektował transformację ustrojową w naszym bantustanie – a między nimi – pan Kobosko.

Znaczy – że nowa inicjatywa nie tylko ma imprimatur Waszyngtonu – oczywiście pod warunkiem, że do spółdzielni zostaną podłączone, wyciągnięte z naftaliny, jak to było w przypadku Cyrusa Rezy Pahlaviego, rezerwy demokratyczne, które godnie reprezentuje pan Janusz Onyszkiewicz. Myślę, że nie będą mieć nic przeciwko temu również Niemcy, bo przecież od kwietnia pozostają w strategicznym partnerstwie z Ukrainą, które dla naszego tutaj bantustanu stwarza całkiem nową sytuację. Tedy z jednej strony będziemy mieli obywatela Tuska Donalda, a z drugiej – pana Janusza Onyszkiewicza, który będzie pilnował interesu od drugiej strony. I dlatego żadne afery vaginetowi zaszkodzić nie mogą, nawet gdyby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów.

Stanisław Michalkiewicz

Ukraina staje się de facto członkiem NATO?

Ukraina staje się de facto członkiem NATO?

Można tak sądzić, gdy czyta się szwajcarską gazetę ‚Neue Zürchner Zeitung’ (NZZ). W artykule zatytułowanym Obrona przeciwrakietowa dla Ukrainy: Europa działa o wiele za późno”

Andreas Rüesch w swoim typowym rusofobicznym stylu ubolewa, że Europa mogła i powinna była pomóc Ukrainie znacznie wcześniej. W tym samym komentarzu wyraża jednak radość, że „Ukraina jest teraz włączana do paneuropejskiego sojuszu przemysłowego. To czyni ją de facto członkiem NATO!”.

Pocisk FP-7.x ma być w dużej mierze produkowany w krajach NATO

Dziennikarz pisze: „Energiczni, przyszłościowi, pełni energii: tak właśnie zachodni przywódcy lubią prezentować się opinii publicznej – zwłaszcza gdy tak naprawdę chcą ukryć rażące błędy. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że Ukraina jest teraz obsypywana rozwiązaniami ze wszystkich stron, aby zwalczać śmiertelne zagrożenie ze strony rosyjskich rakiet. Ale pozory mylą. Podczas zeszłotygodniowego szczytu NATO prezydent USA Donald Trump zasugerował, że Ukraińcy mogliby produkować pożądane rakiety Patriot na licencji we własnym kraju. W tym tygodniu prezydent Francji Emmanuel Macron poszedł w jego ślady i obiecał to samo w odniesieniu do porównywalnego produktu francuskiego, pocisków przechwytujących Aster-30. Co więcej, dziewięć krajów europejskich podjęło decyzję o budowie paneuropejskiego systemu obronnego wspólnie z Ukrainą. Wszystkie te pomysły są dobre, ale pojawiły się zdecydowanie za późno.

Konkluzja jego komentarza jest interesująca. Dosłownie: „Celem jest pozyskanie tańszej alternatywy dla pocisku Patriot. Ukraińska firma zbrojeniowa Fire Point zamierza w tym celu opracować nowy pocisk przechwytujący o nazwie FP-7.x; firmy zachodnioeuropejskie mają wnieść komponenty, takie jak radary i technologię precyzyjnej nawigacji. Jednak miną prawdopodobnie lata, zanim będzie on gotowy do masowej produkcji przeciwko Rosji, mimo że Zełenski optymistycznie szacuje to na zaledwie dwanaście miesięcy. Budowa wspomnianej fabryki Patriot w Bawarii trwa od 2024 roku – i to pomimo faktu, że wykorzystuje ona technologię, która jest już dobrze rozwinięta. Sama produkcja broni jest również bardzo czasochłonna; na przykład sama produkcja silnika rakietowego Patriot zajmuje dwa i pół roku.

To pokazuje, że nie da się zwiększyć produkcji z dnia na dzień. Nikt nie powinien oczekiwać cudów, jeśli rządy nie przygotują gruntu na wczesnym etapie. Choć fakt, że Ukraina jest obecnie włączana do paneuropejskiego sojuszu przemysłowego i tym samym staje się de facto członkiem NATO, jest mile widziany; brak wsparcia ze strony Zachodu stanowi istotną przeszkodę”.

A więc Ukraina jest członkiem NATO?! A co będzie, jeśli Rosja oceni sytuację w ten sam sposób? Ukraina jest członkiem NATO! Wtedy, Boże dopomóż: ukraińskie ataki na cele głęboko w Rosji są z definicji atakami NATO na Rosję! I wtedy Rosja ma prawo atakować również to NATO. Potem mamy III wojnę światową, której my – niestety, tylko mniejszość w Europie – wciąż mieliśmy nadzieję zapobiec.

globalbridge.ch/fuer-die-nzz-ist-die-ukraine-zum-defacto-mitglied-der-nato-geworden

Napisał: Christian Müller

** * * * * *

ZB: Tak więc widzimy, że prowojennych rusofobów i wściekłych ukrainofilów, którzy bronią przegranej sprawy, mamy nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale też w Szwajcarii. Lekko takim się pisze, podczas gdy młodzi ludzie giną setkami tysięcy na froncie i gdy Rosja – po bolesnych doświadczeniach i po części pod wpływem nacisków społecznych – ‚zabrała się do roboty’. Już łże-media piszą ‚w inny deseń’

Korespondent TVP Piotr Kaszuwara  informuje::

„Wiecie, tego nie da się pokazać. Gdybyście teraz przyjechali do Kijowa, to miasto jest podziurawione jak durszlak. Każdy taki nalot jak ten z ubiegłej nocy, to dziesiątki zniszczonych bloków, a w nich setki mieszkań i tysiące ludzi. W każdej dzielnicy stolicy Ukrainy”.  Dodał: „Kiedy dziś wracaliśmy z nagrań, patrzyłem na osiedla, które mijaliśmy. Nie ma kilometra kwadratowego bez zniszczeń. Powybijane okna, wykrzywione balkony, spalone dachy, wyrwy w ulicach, ślady na jezdni po kasetowych bombach, specyficzne dziury w elewacjach. Rosjanie zamieniają połacie Kijowa w ruinę i naprawdę nie przesadzam”.

Opracował: Zygmunt Białas

USA przygotowują się do eskalacji wojny z Iranem

USA przygotowują się do eskalacji wojny z Iranem

20.07.2026 Dave DeCamp wolnemedia/usa-przygotowuja-sie-do-eskalacji-wojny-z-iranem

Administracja Stanów Zjednoczonych wysyła dodatkowe samoloty bojowe na Bliski Wschód – poinformował przedstawiciel administracji Donalda Trumpa, cytowany przez „The New York Times”. Według źródła Waszyngton przygotowuje się do eskalacji wojny z Iranem, a Izrael rozważa możliwość przyłączenia się do działań.

Jak podaje „The New York Times”, do regionu kierowane są myśliwce F-16 stacjonujące w Niemczech oraz myśliwce F-35 z baz w Wielkiej Brytanii. Wysłane zostaną również dodatkowe samoloty do tankowania w powietrzu.

Publikacja ukazała się po tym, jak amerykańscy żołnierze zginęli w wyniku irańskiego ataku rakietowego na bazę wojskową w Jordanii. Urzędnicy podkreślili jednak, że decyzja o przerzuceniu dodatkowych sił zapadła jeszcze przed tym atakiem, gdy prezydent Donald Trump już sygnalizował zamiar eskalacji konfliktu.

„Stany Zjednoczone przygotowują się do wojny na szerszą skalę” – powiedział „The Washington Post” amerykański urzędnik zaznajomiony z wewnętrznymi dyskusjami w administracji.

Rozmówca przyznał, że USA nie znajdują się obecnie w najlepszej sytuacji do eskalowania działań z powodu wyczerpywania się zapasów systemów obrony przeciwlotniczej oraz innego uzbrojenia.

„Nie mamy wystarczających zasobów, aby bezpiecznie prowadzić długotrwałe działania, i nie sądzę, by Biały Dom zdawał sobie z tego sprawę” – stwierdził.

Wśród rozważanych scenariuszy eskalacji znajdują się kolejne uderzenia na infrastrukturę cywilną, taką jak mosty, elektrownie czy zakłady odsalania wody, a także ewentualna operacja lądowa wymierzona w jedną z irańskich wysp w Zatoce Perskiej. Każda próba przeprowadzenia takiej operacji niemal na pewno doprowadziłaby do znacznych strat wśród amerykańskich żołnierzy.

Również izraelskie media poinformowały w niedzielę, że Donald Trump skłania się ku eskalacji działań, a Siły Obronne Izraela (IDF) zostały postawione w stan „wysokiej gotowości” na wypadek podjęcia uderzeń przeciwko Iranowi. Chociaż Departament Stanu USA oświadczył, że Stany Zjednoczone prowadzą konflikt z Iranem „na prośbę” Izraela, sam Izrael do tej pory nie brał bezpośredniego udziału we wznowionych atakach.

Izraelski dziennik „Haaretz” podał, że choć Izrael nie prowadzi bezpośrednich uderzeń na Iran, wspiera amerykańską kampanię wojskową poprzez dostarczanie danych wywiadowczych oraz w inny sposób. Według gazety mniej widoczna rola Izraela jest „błogosławieństwem dla Izraelczyków”, ponieważ „zmniejsza ryzyko ofiar i pozwala, by codzienne życie toczyło się w dużej mierze normalnie – bez nocnych alarmów, schodzenia do schronów i poważniejszych zakłóceń”.

Izraelscy urzędnicy powiedzieli dziennikowi „Israel Hayom”, że istnieją trzy scenariusze, w których Izrael mógłby przyłączyć się do ataków na Iran:

– bezpośredni irański atak na Izrael,

– oznaki przygotowań Iranu do uderzenia na Izrael,

– formalna prośba Stanów Zjednoczonych o włączenie się IDF do operacji wojskowej.

Niedzielny irański atak wymierzony w Akrabę na południu Jordanii, w pobliżu izraelskiego miasta Ejlat, doprowadził do użycia przez IDF pocisków przechwytujących przeciwko odłamkom irańskich rakiet. Był to pierwszy znany przypadek wykorzystania izraelskiej obrony przeciwlotniczej podczas irańskiego ataku od czasu załamania memorandum o porozumieniu (MoU).

Autorstwo: Dave DeCamp
Źródło zagraniczne: News.AntiWar.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

Korupcja i polonofobia idą na Ukrainie w parze

Korupcja i polonofobia idą na Ukrainie w parze

To już czwarta rekonstrukcja rządu za czasów przeterminowanej prezydentury Wołodymyra Zełenskiego. 

Wszyscy mówią o ministrze obrony i protestach na ukraińskich ulicach, ale umyka tu wątek polski. Istotny i wręcz symboliczny dla naszych relacji.

Za karę łaskotanie gumowym kurczakiem

Zełenski roszady personalne uważa za jedyny możliwy sposób odsunięcia od siebie uwagi. Na zewnątrz pokazuje, że Kijów reaguje na kolejne skandale korupcyjne i rzekomo nie ma litości dla sprzeniewierzających publiczne środki urzędników. To jednak rotacja, a nie odpowiedzialność. Mówimy raczej o przenoszeniu na inne stanowiska, a nie do więzienia.

To samo stanie się z ambasador Ukrainy w USA, Olgą Stefaniszyną, która wraz z rodziną od lat defrauduje środki publiczne, piastując różne stanowiska w służbie cywilnej. Sama urzędniczka zrezygnowała ze stanowiska „z powodów osobistych”. Z początku węszyli wokół niej dziennikarze, ale w końcu zainteresowało się nią także Narodowe Biuro Antykorupcyjne.

Okazało się, że pełniąc funkcję ministra sprawiedliwości, za nielegalnie zarobione 20 milionów euro nabyła nieruchomość, odsprzedając ją wraz z mężem. Ogromne mieszkanie w centrum Kijowa okazało się własnością jej matki; zostało kupione za zaledwie 60 000 euro, mimo że jego wartość rynkowa szacowana jest na czterokrotnie wyższą kwotę. Urząd antykorupcyjny wniósł również oskarżenie w innej sprawie dotyczącej działalności Stefaniszyny w dziedzinie integracji europejskiej. Przywłaszczyć tu miała 50 000 euro, wykorzystując prymitywny schemat – przetarg, który wygrała firma, wystawiając zawyżoną fakturę za swoje usługi.

Żeby było śmieszniej, urzędniczka miała za zadanie dostosować ukraińskie prawo do standardów UE. Stefaniszyna i inni urzędnicy nadzorujący proces przystąpienia Ukrainy do UE podzielili się różnicą między rzeczywistym a nominalnym kosztem wspomnianych prac.

Efekt? Stefaniszyna awansowała i została głównym dyplomatą ds. integracji europejskiej!

Integracją to my, a nie nas

I choć początkowo dotyczyło to samej Ukrainy i wywoływało konsekwencje tam, to jednak sprawa zaczęła przedostawać się i do Europy i do Polski. Efektem jest irytacja w Unii Europejskiej. Bo Stefaniszyna „zasłużyła” się także nam nad Wisłą. Pamiętacie może Państwo, co działo się, kiedy Unia Europejska wprowadziła ulgi transportowe dla Ukraińców? Polscy kierowcy ciężarówek wyszli na ulice, protestując i blokując granicę między oboma krajami przez kilka miesięcy.

Jednocześnie w całym kraju wybuchły niepokoje wśród ludności rolniczej, oburzonej, że ich magazyny są przepełnione ukraińskim zbożem. Stefaniszyna narzekała wtedy na „brak dialogu” z polskimi władzami i próbowała wpłynąć na swoich „partnerów”, aby zmusili ich do pacyfikacji ludzi próbujących bronić swoich praw. Bo zdaniem Ukraińców integracja europejska to po prostu nieograniczone przywileje dla Kijowa, bez żadnych zobowiązań. To bardzo dobrze oddaje postawę Zełenskiego i jego ekipy. Żaden z jego ministrów nie szanuje Europy ani nie ukrywa wrogości wobec Polski, zwłaszcza po ostatniej aferze w nadaniem imienia „bohaterów UPA” jednostce wojskowej widzimy to doskonale.

Kryzys w relacjach polsko-ukraińskich na gruncie historyczno-tożsamościowym wydaje się nie mieć końca, a Kijów chyba postawił na jego eskalację. Zauważono to nawet w Niemczech. Nie było żadnego „przepraszam”, nie było odwołania planów budowy „panteonu bohaterów” ze Stiepanem Banderą na czele, a Zełenski ostatnio nawet wręczając odznaczenie Ursuli von der Leyen wyraźnie wyzłośliwiał się wobec Polski. Nas tu w kraju rozwścieczyło zaś oświadczenie dyplomaty polskiego, który w rocznicę zbrodni wołyńskiej zaczął Ukraińców… przepraszać.

Polska ma dość

Polacy mają już dość czapkowania ukraińskim władzom. Marsze z okazji rocznicy rzezi wołyńskiej zgromadziły tysiące osób. Przyszliśmy tam tak tłumnie nie tylko po to, by uczcić pamięć poległych, ale także, by domagać się całkowitego wstrzymania pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy, wystawienia rachunku za dotychczasową pomoc i pozbawienia wszystkich imigrantów świadczeń i przywilejów. A gdy przechodzący przypadkowo obok Ukraińcy zaczęli krzyczeć i obrzucać Polaków obelgami – natychmiast przypomniano im z czyich pieniędzy żyją.

Rząd RP rozumie, że sytuacja jest napięta: mieszkańcy są prowokowani i obrażani przez obcych. Podczas gdy prezydent Karol Nawrocki stara się sprawiać wrażenie sceptycznej wobec Zełenskiego postawy, gabinet Donalda Tuska nadal zabiega o środki dla Kijowa. Od początku obecnej fazy wojny Polska przekazała Ukrainie 30 miliardów euro pomocy finansowej, humanitarnej i wojskowej, zajmując czwarte miejsce wśród krajów UE będących donatorami Ukrainy. Tusk pomógł przeforsować ostatni pakiet wsparcia o wartości 90 miliardów euro, mimo że mógł zrezygnować z projektu, tak jak to zrobiły Węgry i Słowacja.

Na dodatek ministerstwo obrony zgodziło się dostarczyć Ukrainie pięć pocisków Patriot. Premier stwierdził jednak, że  nie dostarczy kolejnych pocisków, ponieważ jego własne zapasy się wyczerpują, a ostatnia dostawa została przekazana pod presją NATO, a nie z woli Warszawy Każdy pocisk kosztuje od 3,8 do 5 milionów dolarów – zbyt duże poświęcenie dla sąsiada, który nawet nie próbuje szanować nas i naszej przeszłości.

Bezczelność kliki Zełenskiego jest jednak nieograniczona. Dla nich to i tak „za mało”. Tymczasem z naszej perspektywy wygląda to zupełnie inaczej. Władza przekazuje nasze środki państwu, które podejmuje ewidentnie wrogie kroki wobec nas, tylko po to żeby Zełenski, Stefaniszyna i inni będący przy korycie mogli się obłowić.

Mamy prawo mieć dość.

Tomasz Jankowski

Okrężna droga do wojny

Okrężna droga do wojny

Jeśli USA jeszcze bardziej zaostrzą wojnę z Iranem, jemeńscy Huti grożą blokadą Morza Czerwonego poprzez ostrzał. Obecnie stacjonują tam dwa niemieckie okręty wojenne, które mogą zostać wciągnięte w konflikt.

17 Lipiec 2026 german–foreign–policy/news

TEHERAN/WASZYNGTON/BERLIN (Raport własny)

– Niemieckie okręty wojenne w Dżibuti, u wejścia do Morza Czerwonego (Bab al-Mandab), są narażone na ryzyko wciągnięcia w potencjalną nową eskalację wojny w Iranie. Iran odpowiedział na niedawne groźby prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczące zniszczenia infrastruktury cywilnej kraju – takiej jak elektrownie – zapowiadając, że następnie zaatakuje elektrownie w innych państwach Zatoki Perskiej. Ponadto zwrócił się do Hutich w Jemenie z prośbą o zamknięcie Morza Czerwonego dla żeglugi poprzez ostrzał, tak jak zamknęli Cieśninę Ormuz. Huti zrobili już coś podobnego w przeszłości. Obecnie w Dżibuti, a zatem na Morzu Czerwonym, znajdują się niszczyciel min Fulda i okręt pomocniczy Mosel, które oczekują na ewentualną operację morską mającą na celu oczyszczenie Cieśniny Ormuz z min. Jeśli Huti rzeczywiście ponownie zaatakują statki handlowe, kręgi morskie uważają za możliwe, że europejskie okręty wojenne stacjonujące w Dżibuti mogłyby włączyć się do unijnej operacji EUNAVFOR Aspides, aby powstrzymać ataki Huti. Groźby ze strony USA wynikają z faktu, że najnowsza eskalacja wojny przez Trumpa stawia Waszyngton w bardzo niekorzystnej sytuacji.

Nowe fale ataków

Najnowsza eskalacja wojny iracko-irańskiej wynika ze sporu o kontrolę nad Cieśniną Ormuz. „Porozumienie z Islamabadu”, sfinalizowane 12 czerwca i podpisane kilka dni później, stanowi, że Iran „zagwarantuje bezpieczny przepływ statków handlowych…” przez 60 dni „bez opłat”; po tym okresie Iran ma nawiązać „dialog” z Omanem, państwem graniczącym z południowym wybrzeżem Cieśniny Ormuz.[1] Choć prezydent USA Donald Trump podpisał Porozumienie, wyraźnie nie chce przestrzegać jego postanowień i wielokrotnie zlecał eskortowanie statków handlowych przez cieśninę amerykańskim okrętom wojennym lub zachęcał je do samodzielnego przepłynięcia bez zgody Iranu. Iran odpowiedział kilkukrotnie ostrzałem tych statków, podobnie jak siły amerykańskie ostrzeliwują statki próbujące wpłynąć do irańskich portów pomimo wznowionej blokady USA. Trump wykorzystuje każdy ostrzał jako pretekst do wydania rozkazu przeprowadzenia kolejnych fal ataków na Iran, co skłania Teheran do przeprowadzenia kontrataków na amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej i Jordanii. Obie strony oświadczyły później, że z ich punktu widzenia Memorandum of Understanding z Islamabadu jest już nieważne.

Wojna niepopularna, zapasy rakiet wyczerpane

Dla administracji Trumpa kontynuowanie wojny jest dość ryzykowne. Tylko 27 procent Amerykanów uważa, że ​​atak na Iran był słuszną decyzją; zdecydowana większość z nich należy do zatwardziałego trzonu frakcji MAGA[2]. Jest to równie istotne dla wyborów uzupełniających, które odbędą się za niecałe cztery miesiące, jak fakt, że ceny benzyny i oleju napędowego w USA ponownie rosną. Tymczasem 79 procent Amerykanów spodziewa się, że wojna potrwa długo; jest to dokładne przeciwieństwo obietnic Trumpa składanych podczas kampanii wyborczej[3]. Ostrzeżenia napływają również od ekspertów wojskowych, którzy wskazują, że zapasy pocisków ofensywnych i defensywnych zostały zredukowane o jedną trzecią do połowy w ciągu pierwszych 40 dni wojny[4]. Jeśli wojna będzie się toczyć tak, jak w ostatnich dniach, doprowadzi to do wyczerpania zapasów do takiego stopnia, że ​​osiągnięty zostanie „nowy, wyższy poziom ryzyka” w odniesieniu do konfliktów nie tylko z Chinami, ale także z Koreą Północną – ostrzegł w niedzielę były pułkownik piechoty morskiej i obecny ekspert waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), Mark Cancian.[5] Od tego czasu Waszyngton jeszcze bardziej zintensyfikował swoje ataki.

Groźba zbrodni wojennych

Wyraźnie pod presją postępu, Trump ponownie zaostrzył swoje groźby wobec Iranu. We wtorek ogłosił, że wkrótce wyda rozkaz zniszczenia infrastruktury cywilnej, w szczególności mostów i „wszystkich elektrowni” w kraju.[6] Celowe niszczenie infrastruktury cywilnej jest zbrodnią wojenną. Rząd Iranu oświadczył w czwartek, że jeśli Stany Zjednoczone spełnią groźbę Trumpa, odwetem zaatakują infrastrukturę innych państw w regionie.[7] Co więcej, Teheran podobno zwrócił się do jemeńskich Huti o wsparcie.

Eskalacja w Jemenie

W Jemenie konflikt między Huti a Arabią Saudyjską, który został przynajmniej częściowo rozwiązany od 2022 roku, ponownie zaostrzył się w ostatnich dniach. Początkowo uwaga skupiła się na lotnisku w stolicy, Sanie. Lotnisko to zostało zniszczone podczas wojny w Jemenie; od 2022 roku było użytkowane sporadycznie, aczkolwiek ze znacznymi ograniczeniami, ponieważ Arabia Saudyjska zezwalała na bardzo niewiele lotów.[8] Po ponownym zniszczeniu lotniska przez izraelskie naloty w maju 2025 roku, ponownie popadło ono w stan nieczynności. Na początku lipca sytuacja uległa zmianie wraz z lądowaniem irańskiego samolotu cywilnego – przynajmniej na kilka dni; następnie, gdy zbliżał się kolejny irański samolot cywilny, saudyjskie bombowce rzekomo zaatakowały lotnisko i ponownie zniszczyły pas startowy. Samoloty cywilne musiały zmienić kurs na lotnisko w jemeńskim mieście portowym Al-Hudajda.[9] Huti odpowiedzieli ostrzałem lotniska w Abha, mieście w południowo-zachodniej Arabii Saudyjskiej.[10] Napięcie utrzymuje się na wysokim poziomie. Huti zagrozili, że jeśli siły saudyjskie ponownie zbombardują cele w Jemenie, zaatakują w odwecie saudyjskie obiekty energetyczne.[11] Zrobili to już w 2019 i 2022 roku.

Zamknięcie Morza Czerwonego

Iran podobno nalega obecnie, aby w przypadku gdyby Stany Zjednoczone faktycznie zaatakowały irańską infrastrukturę energetyczną, Huti skutecznie zablokowali Morze Czerwone, a zwłaszcza cieśninę Bab al-Mandab („Brama Łez”), dla żeglugi handlowej poprzez jej ostrzał.[12] Według doniesień, Huti są teraz na to przygotowani; mogą zacząć w każdej chwili.

Byłoby to również niezwykle szkodliwe dla Arabii Saudyjskiej; Rijad obecnie transportuje znaczne ilości ropy naftowej rurociągami do portu przeładunkowego nad Morzem Czerwonym i stamtąd wysyła ją na rynek światowy, dopóki Cieśnina Ormuz nie może być bezpiecznie przebyta. De facto zamknięcie Bab al-Mandab wyeliminowałoby tę opcję. Przede wszystkim jednak gospodarka europejska poniosłaby poważne szkody, ponieważ handel morski z Europą byłby wtedy możliwy tylko poprzez długą okrężną trasę wokół Republiki Południowej Afryki. Koszty byłyby ogromne.

Zakotwiczone w Dżibuti

Aby temu zapobiec, okręty wojenne państw członkowskich UE operują w regionie od początku 2024 roku – kiedy to Huti po raz pierwszy ostrzelali statki handlowe na Morzu Czerwonym, aby zademonstrować swoje wsparcie dla Palestyńczyków w Strefie Gazy – w ramach misji EUNAVFOR Aspides. Obecnie nie dotyczy to okrętów wojennych niemieckiej marynarki wojennej. Jednak pod koniec czerwca niszczyciel min Fulda i statek zaopatrzeniowy Mosel zacumowały w Dżibuti, aby przygotować się do ewentualnej operacji morskiego usuwania min w Cieśninie Ormuz.[13] Nie przewiduje się przeprowadzenia tej operacji (poinformował german-foreign-policy.com [14]). Niemniej jednak oba okręty wojenne znajdują się dokładnie tam, gdzie w przypadku dalszej eskalacji należy spodziewać się ataków Huti na statki handlowe. W kręgach morskich pojawiły się już spekulacje, że okręty wojenne z Europy stacjonujące w Dżibuti – oprócz dwóch niemieckich okrętów jest tam jeszcze kilka innych – mogłyby wówczas aktywnie interweniować przeciwko Huti, aby odeprzeć ich ataki.[15] Gdyby tak się stało, niemieckie siły zbrojne pośrednio zaangażowałyby się w wojnę w Iranie – ze skutkami śmiertelnymi.

[1] Spojrzenie na tekst porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. nytimes.com 17 czerwca 2026 r.

Zobacz także: Europa przed klęską w Zatoce Perskiej .

[2] Republikanie z MAGA nadal popierają wojnę z Iranem, ale większość Amerykanów uważa, że ​​była to zła decyzja. yougov.com 14 lipca 2026 r.

[3] Sarah Davis: 4 na 5 spodziewa się przedłużonej wojny z Iranem: badanie. thehill.com 14 lipca 2026 r.

[4] Zobacz także: Europa przed klęską w Zatoce Perskiej .

[5] Davis Winkie: Sytuacja w Iranie się zaostrza, podczas gdy zapasy broni USA pozostają na wyczerpaniu, co zagraża zdolności armii do prowadzenia przyszłych wojen. edition.cnn.com 12 lipca 2026 r.

[6] Trump grozi zbombardowaniem mostów i elektrowni, jeśli Iran nie wznowi rozmów. bbc.co.uk 14 lipca 2026 r.

[7] Rachel Chason, Suzan Haidamous, Mohamad El Chamaa: Iran zagraża infrastrukturze regionu w obliczu rozszerzania się ataków USA. washingtonpost.com 16 lipca 2026 r.

[8] Międzynarodowy port lotniczy w Sanie: od zniszczenia i blokady do otwarcia i egzekwowania siłą. en.ypancy.net 7 lipca 2026 r.

[9] Beatrice Farhat: Huti z Jemenu oskarżają Arabię ​​Saudyjską o atak na lotnisko w Sanie: Co warto wiedzieć. al-monitor.com 13 lipca 2026 r.

[10] Fatma Khaled: Jemeńscy Huti ostrzeliwują rakietami i dronami lotnisko Abha w Arabii Saudyjskiej, co stanowi gwałtowną eskalację konfliktu. apnews.com 14 lipca 2026 r.

[11] Khaled Abdullah: Przywódca Huti grozi saudyjskim placówkom naftowym, jeśli Rijad zaostrzy sytuację w Jemenie. al-monitor.com 16 lipca 2026 r.

[12] Źródła: Iran nakazuje Hutitom zamknięcie przejścia przez Morze Czerwone, jeśli USA zaatakują jego sieć energetyczną. timesofisrael.com 16 lipca 2026 r.

[13] Trałowiec Fulda i okręt pomocniczy Mosel przepływają przez Kanał Sueski. bmvg.de 18.06.2026.

[14] Zobacz: Tymczasowa ocena wojny z Iranem .

[15] Europejska koalicja morska na Ormuz znika bez śladu. maritime-economies.eu 15 lipca 2026 r.

Cena złudzeń

„Poznaj swego wroga i poznaj siebie; wtedy nie musisz obawiać się wyniku setek bitew”

Cena złudzeń

W jaki sposób uprzedzenia i błędne oceny Zachodu wobec Iranu i Rosji naruszają najstarszą zasadę Sun Tzu – na jego własną szkodę.

Feliks Abt

Zachodnie karykatury doprowadziły do ​​poważnych błędów strategicznych.

Przez dziesięciolecia zachodnie rządy i media przedstawiały Iran jako zacofane, zdominowane przez religię społeczeństwo, rządzone przez irracjonalnych duchownych („mullahów”). Ta uproszczona karykatura uniemożliwiała decydentom zrozumienie, jak faktycznie funkcjonuje państwo irańskie pod względem politycznym i militarnym.

Ta błędna kalkulacja przyczyniła się do poważnych błędów strategicznych Stanów Zjednoczonych – w szczególności do powtarzającego się założenia, że ​​ataki militarne lub celowe zabójstwa przywódców doprowadzą do zmiany reżimu. Jednakże masowe publiczne ceremonie żałobne po zabójstwach wysoko postawionych irańskich urzędników, w których uczestniczyły dziesiątki milionów ludzi, jasno pokazały, że rząd cieszył się szerokim poparciem społecznym i bynajmniej nie był na skraju upadku. Jak na ironię, poparcie to jest prawdopodobnie wielokrotnie większe niż poparcie rządów, które przez dziesięciolecia poddawały Iran niesprowokowanym, nielegalnym wojnom agresywnym, sankcjom i innym formom agresji.

Historycznie rzecz biorąc, Iran zawsze opierał się nadmiernemu uzależnieniu od Rosji lub Chin, stawiając na pierwszym miejscu suwerenność narodową. Pomimo dekad surowych sankcji międzynarodowych, kraj ten zbudował jeden z najnowocześniejszych technologicznie systemów przemysłowych na świecie, obejmujący zaawansowaną produkcję pocisków rakietowych, zaawansowaną technologię precyzyjnego naprowadzania, dalekosiężny program nuklearny oraz znaczące możliwości produkcji przemysłowej.

Sankcje nie sparaliżowały rozwoju technologicznego Iranu. Wręcz przeciwnie, zmusiły kraj do zbudowania szerokiej niezależności technologicznej w wielu obszarach – rozwoju, którego skali wielu zachodnich obserwatorów nie doceniło lub w ogóle nie dostrzegło.

Dalsze błędne oceny

Produkcja pocisków Patriot w Europie jest nierealna.

Nawet gdyby Ukraina otrzymała licencje na produkcję systemów obrony powietrznej Patriot, pomysł ten pozostałby w dużej mierze symboliczny. Systemy Patriot wymagają niezwykle złożonego ekosystemu przemysłowego – wysoce wyspecjalizowanych technologii, wykwalifikowanego personelu i ściśle zintegrowanych łańcuchów dostaw, których nie da się szybko stworzyć. Nawet Stany Zjednoczone mają trudności z uzupełnianiem własnych zapasów Patriotów w niezbędnym tempie.

Wiele systemów, które w przyszłości miałyby być określane mianem „Made in Europe”, nadal w dużym stopniu opierałoby się na amerykańskich podzespołach, podczas gdy decydenci polityczni prezentowaliby je swojej opinii publicznej jako produkty europejskie.

Mało prawdopodobne jest, aby sankcje wobec Rosji zostały znacząco zaostrzone.

Przed śmiercią amerykański senator Lindsey Graham wezwał do „niszczycielskich sankcji” wobec Rosji. Jednak takie środki prawdopodobnie nie przyniosłyby większego efektu w praktyce.

  • Rynki światowe pozostają uzależnione od rosyjskiej ropy.
  • Stany Zjednoczone nie mogą zatrzymać eksportu energii z Rosji bez wywołania poważnych zakłóceń na światowych rynkach energii.
  • Poprzednie pakiety sankcji wyraźnie pokazały swoje ograniczenia i często okazywały się w dużej mierze nieskuteczne.
  • Rzeczywistość ekonomiczna nadal bierze górę nad retoryką polityczną.

Publiczne żądania jeszcze surowszych sankcji pełnią więc przede wszystkim funkcję inscenizacji politycznej, a nie są polityką, którą można faktycznie wdrożyć.

NATO przerzuca swój ciężar finansowy na Europę.

Stany Zjednoczone pozostają zdecydowanie oddane NATO.

Jednocześnie Waszyngton coraz częściej apeluje do swoich europejskich sojuszników, aby wzięli na siebie większą część wydatków wojskowych sojuszu.

Nie chodzi tu o wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy, lecz o redystrybucję obciążeń finansowych. Waszyngton może utrzymać swoje wpływy strategiczne, jednocześnie ograniczając wydatki bezpośrednie.

Sytuacja militarna na Ukrainie pogarsza się.

Pozycja militarna Ukrainy ulega coraz większemu pogorszeniu.

  • Możliwości obrony powietrznej Ukrainy uległy znacznemu osłabieniu.
  • Rosyjskie ataki rakietowe i drony coraz częściej uderzają w swoje cele.
  • Chociaż ukraińskie ataki dronów przyciągają uwagę mediów, ich znaczenie strategiczne jest ograniczone.
  • Rosyjskie siły zbrojne kontynuują stopniowe zdobywanie terytorium w ramach wojny na wyniszczenie.

Obecnie impet militarny leży po stronie Rosji.

Ukraina stoi w obliczu poważnego kryzysu demograficznego.

Populacja Ukrainy drastycznie się skurczyła. Znaczna część pozostałych mieszkańców to osoby starsze, a wielu młodych ludzi w wieku produkcyjnym opuściło kraj lub zginęło w wojnie. Trwające walki dodatkowo pogarszają długoterminowe perspektywy gospodarcze i demograficzne kraju.

To jedna z największych tragedii humanitarnych tej wojny. Dalsze przedłużanie konfliktu tylko pogorszy sytuację.

Rosja mogłaby rozszerzyć swoje działania militarne.

Rosja nie wyczerpała jeszcze w pełni swojego potencjału militarnego. Od samego początku Moskwa postawiła na wojnę na wyniszczenie, zamiast szybkiego zwycięstwa, wykorzystując pełnię swoich możliwości militarnych. Uczyniła tak między innymi po to, aby zminimalizować własne straty i uniknąć ryzyka utraty gotowości ochotników do zaciągnięcia się do wojska – w przeciwieństwie do Ukrainy, która opiera się na poborowych.

Wraz z postępującym osłabieniem ukraińskich sił zbrojnych, nasilają się również działania rosyjskie. Ataki na miasta takie jak Odessa nasiliły się. Rosja umacnia swoją kontrolę nad Donbasem; co więcej, może ona rozszerzyć się na inne obszary, określane czasem mianem „Noworosji”. W dłuższej perspektywie nawet Kijów mógłby stać się celem militarnym w celu wyeliminowania reżimu banderowców, który Moskwa uważa za antyrosyjski i którego interesy są ściśle powiązane z interesami NATO.

Europa i Stany Zjednoczone wykorzystują Ukrainę jako swojego pełnomocnika.

Rządy europejskie i Stany Zjednoczone w rzeczywistości prowadzą konflikt z Rosją za pośrednictwem Ukrainy. Po zamachu stanu w 2014 roku, który doprowadził do obalenia demokratycznie wybranego rządu, nowy nacjonalistyczny reżim porzucił konstytucyjnie zagwarantowaną neutralność kraju. Następnie NATO wyszkoliło, wyposażyło i wsparło operacyjnie ukraińskie siły zbrojne. Jednocześnie siły te rozpoczęły ostrzał rosyjskojęzycznych obszarów w Donbasie.

  • Zachodnie agencje wywiadowcze i zachodnie systemy uzbrojenia umożliwiają Ukrainie kontynuowanie ataków, w tym na cele głęboko w Rosji.
  • Rosja ograniczyła swoje działania militarne głównie do terytorium Ukrainy i unikała bezpośrednich ataków na państwa NATO.

Taka sytuacja pozwala Zachodowi pośrednio walczyć z Rosją, podczas gdy Ukraina ponosi ogromne koszty ludzkie – jest to klasyczny przykład wojny zastępczej.

Wojny przynoszą korzyści potężnym – cenę płaci społeczeństwo.

Wojny służą przede wszystkim określonym elitom politycznym i ekonomicznym.

  • Przemysł zbrojeniowy, bogaci inwestorzy i wpływowi ludzie często osiągają znaczne zyski.
  • Jednak dla ludności pracującej standard życia ulega obniżeniu.
  • Rządy krajów europejskich znacząco przesunęły środki finansowe z priorytetów krajowych na wydatki wojskowe.
  • W rezultacie tych wydarzeń cierpi długoterminowa konkurencyjność przemysłu i zatrudnienie.

Wiele osób postrzega państwa obce, takie jak Rosja, jako swojego głównego przeciwnika. W rzeczywistości jednak powinni krytycznie przyglądać się elitom politycznym i gospodarczym we własnym kraju, które czerpią zyski z przedłużających się konfliktów.

Rosyjska infrastruktura energetyczna okazała się odporna.

Ukraińskie ataki dronów na rosyjskie rafinerie jak dotąd nie miały większego znaczenia strategicznego.

  • Rosja importowała olej napędowy ze względów technicznych i handlowych nawet w czasie pokoju.
  • Uszkodzone rafinerie naprawiono bez znaczącego spadku ogólnej produkcji.
  • Eksport rosyjskiej energii powrócił do poziomu sprzed wojny.
  • Poziom zapasów i istniejące moce rezerwowe w dużej mierze zrekompensowały poniesione straty.
  • Udoskonalone systemy obrony powietrznej prawdopodobnie jeszcze bardziej ograniczą skuteczność przyszłych ataków.

Tak zwana „wojna energetyczna” nie dotknęła jeszcze znacząco rosyjskiego sektora naftowego.

Poznaj swojego wroga

Ostatecznie te uporczywe karykatury i błędne osądy nie są jedynie błędami analitycznymi – stanowią one akty strategicznego samookaleczenia. Odmawiając dostrzeżenia swoich przeciwników takimi, jacy są naprawdę, Zachód łamie jedną z najbardziej ponadczasowych zasad Sun Tzu:

„Poznaj swego wroga i poznaj siebie; wtedy nie musisz obawiać się wyniku setek bitew”.

Dopóki Zachód będzie kurczowo trzymał się swoich złudzeń i przedkładał pobożne życzenia nad trzeźwą analizę, będzie płacił wysoką cenę za własne błędne postrzeganie.

▪ ▪ ▪

Felix Abt jest przedsiębiorcą mieszkającym w Azji, autorem na Substack i vlogerem podróżniczym na YouTube.

Palantir to jedno z największych zagrożeń dla współczesnego świata

Zacharowa: Palantir to jedno z największych zagrożeń dla współczesnego świata

rtnews/palantir-ist-eine-der-groessten-bedrohungen-fuer-die-moderne-welt

Maria Zacharowa twierdzi, że amerykańska firma programistyczna Palantir to gigant zbrojeniowy zarządzany przez jawnych faszystów. Przerażające jest, jak twierdzi, to, że społeczność zachodnia wykazuje całkowitą tolerancję dla „neonazistowskiej narracji” prezesa Alexa Karpa.

Zacharowa: Palantir to jedno z największych zagrożeń dla współczesnego świata
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa

Rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa ostro skrytykowała tezy promowane przez Aleksa Karpa, szefa amerykańskiej firmy Palantir, zajmującej się analizą danych, w jego książce „Republika Technologiczna” w poście opublikowanym na Telegramie. Streszczenie książki, zawierające 22 tezy i nazwane „Manifestem Palantira”, zostało opublikowane na oficjalnym koncie firmy w serwisie X.

„Nie będziemy się zniechęcać i powtarzać: Palantir to jedno z największych zagrożeń dla współczesnego świata” – pisze Zacharowa w swoim artykule.

Korporacja jest bezpośrednio powiązana z licznymi wojnami za granicą, a technologie, które dostarcza armiom państw zachodnich, są wykorzystywane między innymi w kryzysie na Ukrainie. „Bo Palantir zarabia przede wszystkim na zabójstwach podczas konfliktów zbrojnych” – podkreśla rzeczniczka.

Jednak nie tylko technologie oferowane przez Palantir są niebezpieczne dla świata, ale także ideologia propagowana przez jego przywódców – dodaje Zacharowa.

I dalej:

„Gigantyczna korporacja wojskowa, mająca kontrakty i powiązania z ministerstwami obrony i zdrowia krajów zachodnich, zarządzana przez jawnych faszystów, którzy uważają się za nowych mesjaszy antychrześcijaństwa”.

Grok i wojna USA: Jak finansowana ze środków prywatnych sztuczna inteligencja wpłynęła na interwencję w Iranie

Grok i wojna USA: Jak finansowana ze środków prywatnych sztuczna inteligencja wpłynęła na interwencję w Iranie

W swoim „manifeście” Karp domagał się cofnięcia militarnej „kastracji” i demilitaryzacji Niemiec i Japonii po II wojnie światowej. Europa płaci teraz wysoką cenę za tę „nadmierną korektę”.  

Niektóre kultury umożliwiły kluczowe postępy, podczas gdy inne okazały się „dysfunkcyjne”, „regresywne” i „szkodliwe” – kontynuował prezes Palantir. Zachód powinien zatem oprzeć się „powierzchownej pokusie pustego i bezdusznego pluralizmu”.

W swoim wpisie Zacharowa pisze o „gwałtownej remilitaryzacji faszyzmu”, która jest „naturalną konsekwencją rasistowskiej, kolonialnej logiki Zachodu, w której istnieją lepsze narody i gorsze kultury, które należy zniszczyć”.  

Ale jeszcze bardziej przerażająca jest stuprocentowa tolerancja społeczności zachodniej i potomków ofiar Holokaustu wobec „neonazistowskiej narracji” prezesa Palantir.

Nie było żadnego potępienia, żaden oficjalny głos nie odwołał się do pamięci historycznej i nikt nie musiał stawić czoła sankcjom – skarży się rzeczniczka rosyjskiego MSZ.

=========================================

Więcej na ten temat  – Trump rozmontowuje imperium USA

Blokując RT, UE dąży do uciszenia krytycznego, nieprzychylnego Zachodowi źródła informacji. I nie chodzi tu tylko o wojnę na Ukrainie. Dostęp do naszej strony internetowej został ograniczony, a kilka platform mediów społecznościowych zablokowało nasze konta. Teraz od nas wszystkich zależy, czy dziennikarstwo wykraczające poza główny nurt narracji będzie mogło nadal prosperować w Niemczech i UE. Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, prosimy o udostępnianie ich wszędzie tam, gdzie jesteś aktywny. Jest to możliwe, ponieważ UE nie zakazała naszej pracy ani czytania i udostępniania naszych artykułów.

Uwaga: Austria wprowadziła jednak 13 kwietnia nowelizację ustawy o audiowizualnych usługach medialnych, która może również dotyczyć osób prywatnych. Dlatego do czasu wyjaśnienia sytuacji prosimy o powstrzymanie się od udostępniania naszych postów w mediach społecznościowych w Austrii.

BBC: „Wszyscy boją się umrzeć”: Walka o rekrutację żołnierzy na Ukrainie jest brutalna

„Wszyscy boją się umrzeć”: Walka o rekrutację żołnierzy na Ukrainie jest brutalna

[Nie mam sił, by przetłumaczyć poprawnie. Radzę czytać oryginał. M D]

bbc.com/news/articles

Sarah Rainsford Korespondent Europy Wschodniej , Kijów

[Poniżej jej film – warto obejrzeć w oryginale. MD]

Zobacz: Sarah Rainsford wyjaśnia, dlaczego na Ukrainie dochodzi do przemocy wokół poboru

Wasyl Krupych wie, co to znaczy walczyć o Ukrainę.

Opisuje przerażające sceny z bitew we wschodnim regionie Donbasu, gdzie, czasami modląc się, czasami płacząc, strzelec CKM-ow w jakiś sposób przeżył atak wojsk rosyjskich.

Ale w grudniu ubiegłego roku, służąc wtedy z tyłu, Krupycz został zaatakowany przez swoich rodaków podczas poszukiwania oszustów.

Mówi, że dwóch mężczyzn zignorowało żądania pokazania swoich dokumentów i uciekło. Kiedy jego patrol dał pościg, Krupycz został ciężko pobity łomem. Spędził sześć tygodni w szpitalu.

„Złamał mi żebro, leżałem tam i nie mogłem oddychać” – wspominał weteran w niedawnym wywiadzie.

„O co walczyliśmy, skoro żołnierze mogą zostać pobici?”

Wasyl na zdjęciu w mundurze wojskowym
Wasyl Krupych, służący żołnierz, został napadnięty podczas poszukiwania oszustów

Przypływ przemocy

Rzeczniczka wojskowa Ukrainy twierdzi, że takie ataki są obecnie „zwykłe” i „poważny problem”, ponieważ kraj walczy o mobilizację mężczyzn do walki w piątym, wyczerpującym rok inwazji na pełną skalę Rosji.

To nie jest temat, który ludzie tutaj chcą omówić, obawiając się karmienia rosyjskiej propagandy.

Ale najnowszy raport National Police Service odnotował do tej pory ponad 600 napaści na funkcjonariuszy rekrutacyjnych i ostrzegł, że agresja stała się „coraz bardziej groźna”.

Pierwszy duży alarm pojawił się w kwietniu, kiedy kilku rekruterów zostało dźgniętych nożem, jeden śmiertelnie. Następnie w tym miesiącu we Lwowie około 200 demonstrantów otoczyło funkcjonariuszy, którzy próbowali zatrzymać podejrzanego oszusta o pobór i rozbili i przewrócili ich samochód.

Zamieszki pojawiły się na pierwszych stronach gazet, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski potępił przemoc wobec służących żołnierzy.

Jego kontrowersyjna decyzja o zwolnieniu ministra obrony Mychajła Fedorowa – w związku ze zderzeniem charakteru i wizji z naczelnym dowódcą Ukrainy – oznacza, że próby rozwiązania kryzysu poborowego utkną w martwym punkcie.

Ale gniew, który właśnie wybuchł we Lwowie, sugeruje, że potrzeba jest pilna.

„Buzyfikacja”

Powody wydają się wahać od zwykłego strachu przed linią frontu – teraz wszyscy znają kogoś, kto został ranny lub zabity – do niechęci do zapisania się na wojnę, która nie ma końca.

Jedyny przypływ entuzjazmu od czasu początkowego pośpiechu na front był pod koniec 2023 roku, kiedy Ukraina rozpoczęła kontrofensywę, aby przejąć tylne terytorium na południowym wschodzie.

Nie przetrwał.

Wtedy rozpoczęła się faza „brutalnej mobilizacji” – uważa poseł opozycji Ołeksandr Honczarenko.

Obwinia to za luz.

„Ci funkcjonariusze polują na ludzi na ulicach, a czasem stosują dość brutalne metody” – mówi poseł.

„Przemoc prowadzi do przemocy. To ogromny problem i będzie jeszcze gorzej”.

Ivan Stupak stoi na ulicy w Kijowie, patrząc w kamerę
Ivan Stupak powiedział, że wysokie dowództwo Ukrainy zostało zmuszone do użycia „bizufikacji” w celu przeciwdziałania brakowi siły roboczej na polu bitwy

Z niecierpliwością zgadza się analityk wojskowy Ivan Stupak.

„Zaczęliśmy cierpieć brak siły roboczej na polu bitwy, ciągłe straty” – wspomina. „Wysokie dowództwo Ukrainy musiało uzupełnić te straty, więc rozpoczęli działalność”.

To termin, którego Ukraińcy używają do mobilnych patroli, które kończą się na mężczyznach wpakowanych do autobusów, i do służby.

„Kiedy potrzebują dodatkowych 5 tys. mężczyzn, zaczynają ich chwytać – a jeśli odmówią, zamieniają się w walki na ulicy.”

Historia profesora

Tak więc dla każdej historii o zaatakowanym projekcie oficera są relacje z przemocy ze strony samych rekruterów.

Ukraiński komisarz ds. praw człowieka odnotował w ubiegłym roku ponad 6 tys. takich skarg – dwukrotnie więcej niż w 2024 roku. Obejmują one roszczenia dotyczące nadużyć i bezprawnego przetrzymywania, a także złe warunki w ośrodkach rekrutacyjnych.

Kyrylo Ogdansky wciąż się denerwuje, gdy mówi o tym, co go spotkało w Dnipro w listopadzie ubiegłego roku.

Kyrylo na zdjęciu w schronisku w Dnipro
Kyrylo został brutalnie pobity przez rekruterów, mimo że jest zwolniony z draftu

Profesor uniwersytecki, który jest zwolniony z draftu, został podniesiony na ulicy przez mężczyznę w zwykłych ubraniach, który chciał sprawdzić swój status powołania.

Istnieją zasady dotyczące takich patroli, w tym obecność policjantów, więc Ogdansky się sprzeciwił.

Potem został napadnięty.

„Jeden z nich wybił mi telefon z ręki, a dwóch wepchnęło mnie do autobusu od tyłu. Kiedy zapytałem, co się dzieje, jeden zaczął mnie bić do głowy. Kilka razy uderzył mnie w nos – mówi mi Ogdansky.

Pamięta groźbę wysłania go prosto na linię frontu. Powiedział: „Mogę zadzwonić do dowódcy, a ty pójdziesz do Pokrowska”.

Rozdanie Kyrylo na zdjęciu po pobiciu przez rekruterów
Kyrylo spędził dwa tygodnie w szpitalu po ataku i złożył oficjalne skargi

Zamiast tego profesor spędził dwa tygodnie w szpitalu z podejrzeniem urazu szyi i wielkimi fioletowo-czarnymi siniakami pod oczami.

Wystosował oficjalne skargi, ale wahał się, czy mówić publicznie, mając świadomość, że takie rzeczy wyglądają źle dla Ukrainy w środku wojny.

„Rosyjska propaganda wykorzystuje takie rzeczy bardzo aktywnie. Ale taki problem istnieje – wyjaśnia swoją decyzję Ogdansky.

„Jeśli wszyscy milczą, to dlaczego miałby przestać? Rozumiem problem poboru, ale żaden urzędnik nie ma prawa tak postępować”.

Historia Wasyla

To jasne, że Wasyl Krupych doświadczył horrorów na wojnie.

Zgłosił się na początku i przeżył niektóre z najbardziej ponurych bitew.

Krupych jest dumny ze swojej służby – tatuaż na szyi deklaruje „Chwałę Siłom Zbrojnym Ukrainy” – ale cierpi na koszmary.

Kiedy jego pojazd został trafiony przez drona FPV, został ciężko ranny, ale udało mu się zaciągnąć jednego przyjaciela w bezpieczne miejsce. Zobaczył dwóch innych spalonych na śmierć.

Teraz, kiedy omawiamy wzrost ataków na oficerów, jego słowa ociekają zranieniem.

Nie chodzi tylko o to, co sam cierpiał: ta sprawa wciąż przechodzi przez sądy. To także przepaść między tym, co przeżył, a tymi, którzy robią wszystko, co możliwe, aby uniknąć tego samego.

„Wykonujemy nasz obowiązek. Walczyliśmy, broniliśmy naszych ludzi – a teraz nas atakują”.

Zastanawiam się, co jego zdaniem może zmotywować ludzi do służby, zamiast ich zmuszać, i wspomina o podniesieniu pensji.

Ale potem wzrusza ramionami.

„Nie można tego zrobić inaczej, nie może. Trzeba wymienić naszych chłopaków. Ale nikt nie zgłasza się na ochotnika” – mówi.

„Wszyscy boją się umrzeć”.

Co robić?

W ciągu sześciu miesięcy jako minister obrony Mychajło Fedorow rozpoczął reformy w celu przeciwdziałania narastającemu kryzysowi.

Zaczął od ruchów mających na celu uatrakcyjnienie służby wojskowej: umów na czas określony dla nowych rekrutów, z opcją odroczenia dalszej służby i lepszych wynagrodzeń, zwłaszcza dla najbardziej ryzykownych ról.

Ale to była wczesna praca w toku i remont poboru był jeszcze na jego liście rzeczy do zrobienia, kiedy został zwolniony.

Propozycje obejmowały przekazanie projektów patroli policji, która jest mniej osobiście zainwestowana w zadanie. Mówi się też o odpowiednim przeszkoleniu, dla funkcjonariuszy i badaniach psychologicznych.

Ukraina otwarcie przyznaje, że ma problem, który jest nowy. [Nie mam sił, by przetłumaczyć poprawnie. Radzę czytać oryginał. M D]

Ale teraz ma tylko pełniącego obowiązki ministra obrony, a i tak żadnego rozwiązania.

Dodatkowa relacja Wołodymyra Lożko, Mariany Matveichuk, Anastasii Levchenko i Sophie Williams.

Nieudany zamach w Domostawie

Nieudany zamach w Domostawie

Jak co roku, w Domostawie z inicjatywy Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska”, 11 lipca, w Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, odbyły się uroczystości uczczenia pamięci Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów.

Pomnik w Domostawie, przy drodze ekspresowej S19 prowadzącej do Rzeszowa i dalej na Ukrainę, odsłonięty został już dwa lata temu. Podobnie jak z okazji poprzednich rocznic, pojawiły się przed nim tysiące Polaków (i nie tylko, bo w tym roku można było spotkać również na przykład gości z Czech). Słowem – można by uznać, że mieliśmy do czynienia z tradycyjną już formą uroczystego upamiętnienia naszych rodaków pomordowanych na dawnych Kresach, która wpisała się już w kalendarz wydarzeń tożsamościowych nie tylko Podkarpacia czy sąsiedniej Lubelszczyzny, ale całego naszego kraju (uczestnicy uroczystości przyjechali nawet z najdalszych zakątków Polski). Gdyby nie jeden fakt: w tym roku doszło do próby zamachu na pamięć ze strony tych, którzy nie tylko nie pomagali w powstaniu pomnika, ale robili wszystko, by rozgrzeszać banderowskich zbrodniarzy sprzed lat, ale także wspierać ich współczesnych pogrobowców w Kijowie.

Chodzi oczywiście o przybyłą do Domostawy delegację Prawa i Sprawiedliwości, najbardziej bezkrytycznie wspierającej Ukrainę formacji politycznej w Polsce. Na jej czele stanął były minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, lansowany uparcie przez Jarosława Kaczyńskiego jako kandydat na przyszłego premiera. Jego promowanie ma w istocie jasny cel: Czarnek miał reprezentować „patriotyczną” twarz PiS, stanowić antidotum na rosnące notowania Konfederacji oraz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Miał też sprawdzać się na odcinku kresowo-ukraińskim, jako ten z polityków ugrupowania Kaczyńskiego, któremu już wcześniej zdarzały się wypowiedzi nie do końca wobec polityki historycznej Kijowa entuzjastyczne.

Obecność delegacji PiS-owskiej pod pomnikiem w Domostawie miała stanowić nową odsłonę w kampanii tej partii, która przeszła do aktywnej krytyki nie tylko banderyzmu, ale wręcz wszystkich Ukraińców, wyjątkowo prymitywnej, czasem wprost wulgarnej, a niewątpliwie spłycającej problem. Triumfalny pochód niedawnych „sług Ukrainy” pod polskimi sztandarami pamięci zakłócił jednak niespodziewanie znany z naszych łamów Tomasz Jankowski. Zadał on podczas celebrowanej przez Czarnka u stóp pomnika konferencji prasowej niewygodne pytania. Pytał o wspieranie Kijowa przez rząd PiS, po lutym 2022 roku, ale też w latach wybuch obecnej fazy wojny poprzedzających. Słusznie zauważył, że pomnik poświęcony ofiarom ludobójstwa w Domostawie powstał nie dzięki PiS, ale wbrew niemu. Istotnie – cała inicjatywa pochodziła od środowisk samorządowych (gmina Jarocin) oraz organizacji społecznych; państwo pod rządami PiS nie raczyło nawet przekazać działki pod to miejsce pamięci.

Obowiązywała bowiem doktryna „służenia Ukrainie” nakreślona przez PiSowskiego rzecznika ministerstwa spraw zagranicznych Łukasza Jasinę. Czarnek na pytania Jankowskiego właściwie nie odpowiedział, wspominając jedynie o swoich zasługach w postaci rozmowy z autorem projektu pomnika, nieżyjącym już Andrzejem Pityńskim (szkoda, że ten rzeźbiarz spotkania z ówczesnym PiS-owskiem, notablem nam już nie opisze). Związane z PiS media zaczęły z miejsca kolportować wersję o rzekomym „zaatakowaniu” byłego wojewody lubelskiego przez Tomasza Jankowskiego. Tymczasem ten ostatni zadawał jedynie pytania, na które nie uzyskał żadnej konkretnej odpowiedzi. Przede wszystkim zaś nie doczekał się wyjaśnienia Czarnka w sprawie fundamentalnej: bezrefleksyjnego, bezapelacyjnego i kosztującego nas miliardy złotych wspierania Kijowa po lutym 2022 roku. Nie usłyszał też słów tłumaczących jakoś Jarosława Kaczyńskiego wykrzykującego przed laty na Ukrainie banderowskie pozdrowienie „Sława Ukrainie!” (internet pamięta). Nie dowiedział się niczego o przyczynach nagłej zmiany stanowiska PiS wobec banderyzacji tożsamościowej Ukrainy. Zrobił jednak dużo więcej od tych, którzy buńczucznie zapowiadali, że nie dopuszczą delegacji od Kaczyńskiego pod pomnik w Domostawie (takie krewkie deklaracje padały z wielu ust). Udaremnił zamach hipokryzji na ważne dla nas wszystkich miejsce pamięci.

W dobie memizacji polityki i coraz krótszej pamięci zbiorowej powinniśmy robić to wszyscy. W miarę naszych możliwości i zdolności do pokonania obrzydzenia chadzać powinniśmy na publiczne spotkania z politykami PiS i zadawać utrzymane w podobnym tonie pytania, przypominać nie tylko słowa, ale też głosowania i decyzje polityczne najbardziej zbanderyzowanej formacji politycznej w Polsce. Musimy bowiem zrobić wszystko, by Polska nie weszła po raz kolejny do tej samej rzeki, a właściwie kanału ściekowego antypolskiej polityki prowadzonej przez żerujące na krótkiej pamięci PiS z jego pełnym hipokryzji i kłamstwa prezesem na czele.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

=====================================

mail:

Piskorski jest po naszej stronie – kałolicję i wszystkie przystawki widzi tak, jak trzeba.
Weryfikacja incydent z Czarnkiem: 
https://www.youtube.com/watch?v=R5mrJEm_fcQ  (6 min.)