Potrójna porażka Europy

Potrójna porażka Europy

9. września 2026 Marek Wojcik world-scam/potrojna-porazka-europy

Władimir Putin nie zmienił swoich celów wojennych ani na jotę od 2022 roku i pozostaje zdecydowany na dalszą walkę. Donald Trump nie ma żadnego nowego planu pokojowego poza zakończeniem wojny na Ukrainie na warunkach Putina. Kijowowi kończą się pieniądze i ludzie do obrony, tak samo, jak skończyły mu się już rakiety Patriot do obrony przestrzeni powietrznej przed ostrzałem Kremla. Fragment wczorajszego artykułu na spectator.com: Ukraina przegrywa wojnę. Źródło.

Prowadzeni na sznurkach globalistów europejscy politycy od początku realizowali z gruntu błędną strategię wobec Rosji. Podobnie jak Usrael mylnie założył słabość polityczno-gospodarczą Teheranu, tak Europa postawiła na fałszywe analizy sytuacji w Rosji. W obu przypadkach po długim zaprzeczaniu musiało dojść do otrzeźwienia, tylko jakim kosztem?

Nasze podatki trafiają do właściwych miejsc.
W Kijowie, podczas zatrzymania, które miało miejsce 18 sierpnia w dzielnicy Olimpiyska, w pojeździe znaleziono ogromne ilości gotówki.
Śledczy ledwo nadążali z liczeniem.
Źródło: Telegram 06.09.2026 r. 20:13.

Na czym polega ta potrójna porażka Europy?

  1. Sankcje gospodarcze skierowane przeciwko Moskwie uderzyły najmocniej w samą Europę;
  2. Osłabienie militarne Europy przez przekazywanie uzbrojenia i amunicji na Ukrainę, przy jednoczesnym prowokowaniu Kremla;
  3. Odmowa kontaktów dyplomatycznych z Rosją doprowadziła do podobnej reakcji ze strony Moskwy. Teraz Putin słusznie odmawia pertraktacji z europejskimi politykami, traktując ich jak ratlerki szczekające na rozkaz z Davos.

Może ogłaszanie gotowości Europy do wojny z Rosją na rok 2029 to dobra strategia i Putin grzecznie poczeka, aż Europa się dozbroi? W tej strategii medialnej nie chodzi wcale o reakcję Putina. Ważniejsze jest oswojenie Europejczyków z myślą o „nieuniknionej” wojnie z Rosją. Wojnie, która potrzebna jest jedynie globalistom i nie jest istotne, kto ją wygra, ale sam fakt, żeby była. Dlatego właśnie kukiełki grające rolę polityków, ogłaszają gotowość do wojny z Rosją.

Jeśli spojrzeć na wydarzenia ostatniego tygodnia, walka o władzę na Ukrainie przerodziła się niemal w wojnę domową. W środę w Kijowie pracownicy ukraińskiej służby bezpieczeństwa SBU otworzyli ogień do pracowników ukraińskiego wywiadu wojskowego GUR, a w piątek w okno szefa SBU wleciał dron, który określono jako rosyjski – o czym pisał również magazyn „Der Spiegel”. Jednak magazyn „Der Spiegel” nie poinformował następnie, że dron ten został w rzeczywistości wystrzelony w pobliżu Kijowa i w związku z tym również stanowi część wewnątrz ukraińskiej walki o władzę, która eskaluje na naszych oczach, ale o której zachodnie media jak dotąd całkowicie przemilczają. Źródło.

Półki sklepowe błyszczą na Ukrainie brakiem towarów.
Źródło: Telegram 31.08.2026 r. 12:05.

Ta zastępcza wojna z pewnością niedługo się skończy. Kijów będzie zmuszony przyjąć którąś z kremlowskich ofert, które za każdym razem są coraz mniej atrakcyjne dla Ukrainy. Oligarchowie na czele z prezydentem myślą teraz o uratowaniu własnej skóry przed zbliżającą się katastrofą.

Może Soros udzieli Żeleńskiemu prywatnego azylu? Tyle zainwestował już w tym kraju. Raczej w to wątpię, bo miliarderzy są z reguły sknerami i woleliby otruć wyhodowaną przez siebie żmiją, niż ją karmić.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Czego rząd niemiecki żąda od Ukrainy

Thomas Röper anti-spiegel.ru/wadephul-hat-einen-ehrlichen-moment-und-erzaehlt-was-die-bundesregierung-von-der-ukraine-fordert

Europejskie „wartości”

Wadephul ma chwilę szczerości i ujawnia, czego rząd niemiecki żąda od Ukrainy

W wywiadzie minister spraw zagranicznych Wadephul otwarcie stwierdził, że Niemcy chcą czerpać zyski z wojny na Ukrainie. Ta rzadka szczerość po raz kolejny pokazuje, jakie „wartości” Zachód tak naprawdę realizuje na Ukrainie: chodzi o pieniądze dla producentów broni i surowców.

Anti-Spiegel 9 wrzesień 2026

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul był zaskakująco szczery w podcaście „Ronzheimer”, domagając się od Ukrainy składania większej liczby zamówień u niemieckich producentów uzbrojenia:

„W tej chwili nie jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani liczbą zamówień składanych w Niemczech. Dlatego zwróciliśmy się do ukraińskiego rządu z prośbą o przeanalizowanie tej sytuacji i wprowadzenie ulepszeń”.

Dodał, że powiedział to również Zełenskiemu podczas swojej ostatniej wizyty na Ukrainie:

„Jesteśmy z wami, wspieramy was, ale muszę to również wyjaśnić niemieckim podatnikom. Minimum, jakie możecie zrobić, to zaangażować niemiecki przemysł zbrojeniowy we wszystkie projekty zamówień publicznych”.

Czy pamiętacie ostatnią wizytę Wadephula na Ukrainie? Miała ona miejsce 22 i 23 sierpnia, a niemieckie media prześcigały się w euforycznych doniesieniach, świętując wyrazy solidarności Wadephula z Ukrainą. Donosiłem wówczas, że wizyta dotyczyła w rzeczywistości czegoś zupełnie innego i że Wadephul wyraźnie wywierał znaczną presję na Zełenskiego, ponieważ ten odmawiał wdrożenia „reform” jakich żądała UE. Teraz dowiadujemy się od samego Wadephula, że ​​to nie była jedyna krytyka, jaką skierował pod adresem Zełenskiego.

To są prawdziwe „wartości”, których Europejczycy oczekują od Ukrainy. Chodzi po prostu o pieniądze. A także o surowce, ponieważ ukraińskie zasoby naturalne zostały już rozdzielone na 2025 rok, co czyni przyszłe konflikty nieuniknionymi. Szczegóły można znaleźć tutaj anti-spiegel.ru/was-steht-eigentlich-im-rohstoff-deal-zwischen-den-usa-und-der-ukraine/.

Oświadczenie Wadephula spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów w Rosji, ponieważ potwierdza to, co mówi się tam od lat. Jako przykład tłumaczę artykuł opublikowany przez TASS na ten temat.

Początek tłumaczenia :

Zbierając wszystko, co się da: Dlaczego Berlin domaga się od Kijowa wsparcia dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego

Andrej Nizamutdinow o tym, dlaczego państwa europejskie się kłócą i co mają z tym wspólnego Rosja i Ukraina.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul najwyraźniej postanowił spróbować swoich sił w roli windykatora: zażądał od Kijowa zwiększenia liczby zamówień składanych niemieckim przedsiębiorstwom kompleksu wojskowo-przemysłowego (MIC). Minister obiecał również ułatwić powrót na Ukrainę mężczyzn w wieku poborowym, którzy obecnie przebywają w Niemczech.

Najwyraźniej niemieckie władze rozumieją, że reżim rządzący w Kijowie nieubłaganie zmierza ku upadkowi, dlatego spieszą się, by zagarnąć wszystko, co się da. Nawiasem mówiąc, tę samą logikę widać w działaniach przywódców kilku innych krajów europejskich. Nieprzypadkowo w tym samym wywiadzie Wadephul, choć krótko, wyraził gotowość do podjęcia dialogu z rosyjskimi władzami w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Jednak po niedawnych decyzjach o zamknięciu rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn i Domu Rosyjskiego w Berlinie – ogłoszonych zresztą przez samego Wadephula – to zobowiązanie wydaje się, delikatnie mówiąc, wątpliwe.

Wyrwać chociaż kłębek wełny

Jak wiadomo, Niemcy są największym europejskim darczyńcą Ukrainy. Od lutego 2022 roku Berlin przekazał Kijowowi około 43,3 mld euro na pomoc humanitarną i 57,6 mld euro na pomoc wojskową. Łączna kwota niemieckiej pomocy dla reżimu w tym okresie przekroczyła 100,9 mld euro.

Można przypuszczać, że niemieckie elity liczyły na zwrot kosztów poniesionych po klęsce Rosji, na którą tak liczyły. Jednak upadek Rosji pozostaje nieosiągalnym marzeniem – w przeciwieństwie do nieuchronnego upadku reżimu Wołodymyra Zełenskiego. Co więcej, niemiecka gospodarka, pozbawiona przez własne władze lukratywnych dostaw rosyjskiej energii, znajduje się w opłakanym stanie. Jedynym rozwiązaniem pozostaje przedstawienie rachunku Kijowowi.

W wywiadzie dla gazety Bild niemiecki minister spraw zagranicznych skrytykował Zełenskiego i zażądał, aby w większym stopniu uwzględniał interesy Berlina. „Obecnie nie jesteśmy w pełni zadowoleni z wielkości zamówień składanych w Niemczech. Dlatego zwróciliśmy się do rządu ukraińskiego z prośbą o ponowne rozważenie tego podejścia i podjęcie działań naprawczych w tej sprawie” – oświadczył Wadephul.

Według niego „zupełnie naturalne jest, że niemiecki przemysł zbrojeniowy korzysta” z faktu, że jest najbardziej aktywnym dostawcą wsparcia finansowego i wojskowego dla Ukrainy.

Innymi słowy: równie dobrze można by spróbować wyciągnąć kępkę wełny z parszywego barana.

Niech idą na wojnę

Jednak produkcja broni i dostarczenie jej na Ukrainę to dopiero połowa sukcesu. Ktoś musi walczyć tą bronią, a to poważny problem. Szeregi Sił Zbrojnych Ukrainy (UAF) gwałtownie maleją: liczba samych dezerterów sięga dziesiątek tysięcy, nie licząc nieodwracalnych strat, jakie armia ukraińska ponosi każdego dnia. Odnotowano nawet setki ukraińskich żołnierzy, którzy dezerterowali podczas szkoleń w Polsce, Francji, a nawet w Niemczech.

Brutalna przymusowa mobilizacja, od dawna nazywana „mogilizacją”, również niczego nie zmienia. Dlatego reżim w Kijowie potrzebuje pomocy: według Wadephula, w Niemczech kwestia repatriacji ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym do ojczyzny „może, a nawet powinna” zostać podniesiona.

„Wiemy, kto tu mieszka. Na przykład, kto pobiera świadczenia socjalne, kto jest tu zameldowany i jaki ma status rezydenta” – powiedział niemiecki minister spraw zagranicznych. Jeśli te dane zostaną udostępnione ukraińskiemu rządowi, będzie on mógł na przykład wysłać tym mężczyznom pisemne zawiadomienia o podleganiu obowiązkowi służby wojskowej.

W ten sposób druga część umowy jest załatwiona: Ukraina dostanie broń i tych, którzy będą jej używać. A niemiecki kompleks wojskowo-przemysłowy będzie liczył swoje zyski.

Walka o zasoby  

Zrozumiałe jest, że Berlin chce odnieść wielkie zwycięstwo, ale jego partnerzy z UE również nie chcą zostać pominięci – mają swoje własne apetyty.

Kiedy po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu Stany Zjednoczone odmówiły Ukrainie bezpłatnej pomocy wojskowej, podjęto decyzję o utworzeniu programu PURL (Prioritized Ukraine Requirements List), w ramach którego europejskie kraje NATO miałyby pokrywać koszty zakupu amerykańskiej broni, która miała być następnie przekazywana Kijowowi. Jednak Europejczycy szybko stracili zainteresowanie nieustannym finansowaniem amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. W rezultacie, z inicjatywy Komisji Europejskiej, UE utworzyła własny fundusz finansowania dla Ukrainy w wysokości 90 miliardów euro na lata 2026–2027, z czego dwie trzecie ma zostać przeznaczone na zakup uzbrojenia.

Fundusz powstaje poprzez emisję euroobligacji, a odsetki spłaca sama UE. Zatem dla Ukrainy ta pomoc pozostaje nieodpłatna, ale Kijów nie otrzymuje gotówki (ryzyko korupcji jest minimalizowane, choć luki prawne można znaleźć na etapie akceptacji i logistyki). Zamiast tego, Ukraina może jedynie składać zamówienia u europejskich przedsiębiorstw przemysłu obronnego (choć w niektórych przypadkach zakupy z krajów trzecich są również dozwolone). To właśnie o te zasoby toczy się prawdziwa konkurencja między czołowymi europejskimi producentami broni – Niemcami, Francją, Włochami, Szwecją i kilkoma innymi krajami o mniejszym kalibrze.

Wielka Brytania również chciała przystąpić do programu, ale Francuzi temu przeszkodzili: Paryż zażądał od sąsiada-wyspiarza „opłaty wejściowej” w wysokości 6 miliardów euro, co Londyn uznał za niekorzystny warunek.

Żądając od Kijowa specjalnego traktowania niemieckiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, Wadephul w istocie próbował przechytrzyć swoich partnerów z UE. Jednak Paryż i Rzym raczej nie tolerują tej eskapady; prawdopodobnie będą starały się zapewnić sobie przewagę, a także naciskać na Zełenskiego, aby priorytetowo potraktował ich przemysł zbrojeniowy.

Imperialistyczne hieny

Po dobrowolnym zerwaniu stosunków z Rosją i pogrążeniu swoich gospodarek w poważnym kryzysie, kraje UE są teraz gotowe do kłótni o lukratywne kontrakty i nagrody – w tym te na dostawy broni dla Ukrainy. Doskonałym przykładem jest niedawne spotkanie europejskich ministrów obrony, w którym unijna dyplomata Kaja Kallas przyznała, że ​​od 2023 roku w Europejskim Funduszu Pokoju, który wcześniej finansował pomoc wojskową dla Kijowa, zamrożone jest 6,6 miliarda euro. Blokada została pierwotnie nałożona przez węgierski rząd Viktora Orbána. Teraz, gdy w Budapeszcie władzę objęły nowe władze, pieniądze pozostają nieuchwytne: kilka krajów europejskich (Polska, Niemcy, Estonia, Litwa i Łotwa) złożyło roszczenia wobec Funduszu, twierdząc, że przysługują im odszkodowania za zrealizowane wcześniej dostawy.

Doskonały przykład „wartości europejskich”.

Nieuchronnie nasuwa się określenie „hieny imperializmu”, ukuty wiek temu. Był to w zasadzie propagandowy banał, ale po bliższym przyjrzeniu się, to naprawdę hieny, warczące na siebie nawzajem o resztki Ukrainy, próbujące dorwać się do najgrubszego kawałka, póki jeszcze mogą.

Oczywiście, Europejczycy początkowo marzyli o rozdarciu Rosji. Ale skoro to się nie udało, teraz muszą rozdzierać Ukrainę. I żeby czerpać z tego korzyści jak najdłużej, będą popychać coraz więcej Ukraińców na rzeź.

Niech się kłócą. To już niedługo.

Szaleństwo niemieckiej polityki wschodniej

Szaleństwo niemieckiej polityki wschodniej

Glenn Diesen

Poniżej publikujemy treść wpisu na „X” znanego politologa norweskiego Glenna Diesena, autora m.in. książki pt. Wojna na Ukrainie i porządek światowy w Eurazji. Polskie wydanie: Nowy porządek świata po wojnie ukraińskiej. Globalna hegemonia w zwarciu z eurazjatyckim ładem (Capitalbook):

„Niemcy dążą do stworzenia największej armii w Europie, a Europejczycy temu przyklaskują. Niemiecka klasa polityczna jest w pełnej zgodzie w swoim entuzjazmie dla wojny z Rosją, z wyjątkiem opozycyjnej partii „skrajnie prawicowej”.

Nowe wcielenie Hitlera, które prowadzi tę rasistowską „nazistowską partię” sprzeciwiającą się wojnie, czyli Alice Weidel, to lesbijka z partnerką ze Sri Lanki. Merz w pełni popiera ludobójstwo w Gazie, twierdzi, że Izrael „wykonuje naszą brudną robotę”, atakując Iran, chce przejąć inicjatywę w wojnie zastępczej przeciwko Rosji i broni demokracji, miażdżąc dysydentów. Gdy USA zniszczyły Nord Stream, Niemcy obwiniały Rosję. Gdy USA przyznały subsydia, które zachęciły niekonkurencyjne niemieckie firmy do przeniesienia się do USA, Niemcy obwiniały Rosję za swoją de-industrializację. Gdy USA zagroziły aneksją Grenlandii, Merz odpowiedział ostrzeżeniem przed rosyjskim zagrożeniem dla Grenlandii.

Niemcy teraz próbują odwrócić swoją de-industrializację za pomocą kwitnącego budżetu wojskowego. W czasie pierwszej wojny światowej Niemcy przedstawiały swoje działania wojskowe, które doprowadziły do traktatu brzesko-litewskiego, jako wyzwolenie Ukrainy spod władzy Moskwy, podczas gdy w rzeczywistości Niemcy ustanawiały swoją dominację nad regionem.

W czasie drugiej wojny światowej Niemcy ponownie twierdziły, że wyzwalają Ukrainę spod władzy Moskwy, podczas gdy w rzeczywistości traktowały ją jako imperialny podbój. Tym razem Niemcy „wyzwoliły Ukrainę”, obalając jej demokratycznie wybrany rząd wbrew woli większości Ukraińców, by przekształcić ją w państwo frontowe w antyrosyjskim sojuszu wojskowym.

Niemcy wspierały brutalność wobec Donbasu i czystki wśród ukraińskiej opozycji politycznej, mediów opozycyjnych, języka rosyjskiego i Kościoła prawosławnego. Porozumienie pokojowe z Mińska, wynegocjowane przez Niemcy, zostało uznane za oszustwo mające przygotować Ukrainę do wojny, a Niemcy pompowały tam broń.

Podczas gdy większość Ukraińców chce ugody pokojowej, Niemcy bojkotują dyplomację, naciskają na deportację ukraińskich uchodźców i wcielanie ukraińskich kobiet do armii, by podtrzymać wojnę – wszystko pod hasłem „solidarności z Ukrainą”. A jednak klęska wyborcza Merza i jego polityki jest przedstawiana jako zagrożenie dla demokracji, a każda krytyka czyni cię zdrajcą szerzącym rosyjską propagandę. Jak to się skończy?”

Glenn Diesen

Za: X

Ten ponury pajac w Białym Domu: Jeśli Republikanie utrzymają Kongres, obiecuje Amerykanom po 5 tys. dolarów

Trump ma sposób na wyborców? Jeśli Republikanie utrzymają Kongres, obiecuje Amerykanom po 5 tys. dolarów

pch24/trump-ma-sposob-na-wyborcow-jesli-republikanie-utrzymaja-kongres-obiecuje-amerykanom-po-5-tys-dolarow

mid-epa13227443(3).jpg
fot. PAP/EPA/ALBERT PENA

Jeśli Republikanie wygrają w Izbie Reprezentantów i Senacie Stanów Zjednoczonych (…) ze względu na naszą niesamowitą siłę i ekonomiczny sukces, wydam dywidendę każdemu dorosłemu obywatelowi w Stanach Zjednoczonych Ameryki w kwocie 5 tys. dol. – zadeklarował Donald Trump na konwencji wyborczej Republikanów w Dallas 9 września. Nie podał jednak szczegółów swojego planu.

Zdaniem Trumpa zaplanowane na listopad wybory połówkowe w USA to wybór między dobrem i złem. Partię Demokratyczną nazwał „głupkokratami” oraz oskarżył jej przedstawicieli o sprzyjanie komunizmowi. Jego zdaniem zwycięstwo Demokratów oznaczałoby zahamowanie rozwoju kraju, a także ideologiczne zmiany w szkołach, w tym nakłanianie uczniów do lektury dzieł Lenina i Stalina.

Za 55 dni Amerykanie pójdą do urn w jednych z najważniejszych wyborów w naszej historii. Twój głos zadecyduje, czy nasz kraj potknie się na starcie kolejnych 250 lat, czy też ruszy naprzód i nigdy nie będzie oglądał się w tył – powiedział amerykański prezydent. – Pokonamy komunizm w Ameryce i zagłosujemy na amerykańską wolność – dodał.

Prezydent podkreślał również swoje dotychczasowe dokonania. Przekonywał, że podczas jego rządów do USA nie przedostał się żaden nielegalny imigrant, a w najbliższym czasie z kraju ma zostać usunięta znaczna część osób, które już przebywają tam nielegalnie.

Trump kpił przy tym z krytyki ze strony „głupich i słabych” Demokratów oraz ich obaw związanych z rosnącymi kosztami życia oraz konfliktem z Iranem. Problemy dotyczące wysokich cen określił mianem „szwindlu”, zapewniając, że Stany Zjednoczone odnoszą sukcesy i ostatecznie zwyciężą.

W żartobliwym tonie zapowiedział również, że cieśnina Ormuz mogłaby w przyszłości nosić nazwę „cieśniny Trumpa”. – W końcu powinienem coś z tego mieć – stwierdził.

Odbywająca się w Dallas konwencja wyborcza Republikanów jest pierwszym tego rodzaju spotkaniem polityków partii organizowanym przed wyborami połówkowymi, czyli przypadającymi na połowę kadencji prezydenta. Dotychczas tego typu konwencje organizowano wyłącznie w latach wyborów prezydenckich.

Źródło: PAP

Polska wysyła Ukrainie kolejne 215 mln zł.

10.09.2026 fxmag/polska-wysyla-ukrainie-kolejne-215-mln-zl

Chodzi o to, co trafi na front

Wartość wkładu szacuje się na 50 mln euro, czyli ponad 215 mln zł. Polska zobowiązała się przekazać Ukrainie środki obrony powietrznej oraz inne rodzaje uzbrojenia i wyposażenia wojskowego.

Informację potwierdził wiceminister Ministerstwa Obrony Narodowej; Paweł Zalewski. Decyzja została podjęta podczas posiedzenia Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy, na którym omawiano następne pakiety pomocy realizowane w ramach PURL.

Polska jest częścią znacznie większej układanki

Warszawa nie działa sama, lista państw deklarujących wsparcie pokazuje, że pomoc dla Ukrainy ma charakter wielotorowy. Część państw przekazuje pieniądze, część amunicję, drony, paliwo a także środki przeznaczone na konkretne systemy uzbrojenia.

W ostatnim czasie pisaliśmy także o zapowiedzi Wielkiej Brytanii, która planuje przeznaczyć na pomoc pakiet wart 100 mln funtów. Niemcy mają dostarczyć pociski do systemów Patriot oraz drony, a Holandia 300 mln dolarów na projekt „Linia dronów”. Pomoc zadeklarowała także Norwegia, która wesprze Ukrainę kwotą 200 mln dolarów, która ma zostać przeznaczona na Patrioty.

Część krajów już teraz złożyła deklaracje przyszłego wsparcia finansowego i militarnego. Szwecja planuje przeznaczyć 28 mln dolarów, Litwa 10 mln dolarów, a Hiszpania 2 mln euro na paliwo. Z kolei Estonia zapowiedziała, że będzie kontynuować pomoc na poziomie co najmniej 0,25 proc. swojego PKB. Wciąż widać jednak większą skłonność do pomocy ze strony krajów znajdujących się bliżej frontu; prawdopodobnie z uwagi na własne bezpieczeństwo. Nie inaczej jest w kwestii wydatków na obronność tych państw, w tym także Polski. 

Od Patriotów po paliwo

Partnerzy nie ograniczają się do ogólnej obietnicy „dalszego wsparcia”, bo jak widać i pieniądze i sprzęt trafiają do konkretnych obszarów, w tym obrony powietrznej, systemów Patriot, dronów czy zabezpieczenia paliwowego.

Ukraińskie Ministerstwo Obrony dziękuje wszystkim państwom angażującym się w pomoc, podkreślając, że wsparcie ich znacząco wzmacnia Siły Obrony Ukrainy na polu walki.

Badania uniwersytetu w Hiszpanii ukazują, że dzieci żywione „dietą planetarną” wykazały niedobór jodu (dawniej kretynizm lub matołectwo), witaminy B12 i wapnia

Barbara Nowak: Badania uniwersytetu w Hiszpanii ukazują, że dzieci żywione dietą planetarną wykazały niedobór jodu, witaminy B12 i wapnia. Wniosek jest prosty – to nie jest dobra dieta dla dzieci i młodzieży

9 września 2026 Radio Maryja

Dieta planetarna funkcjonuje już wiele lat w różnych krajach UE. Badania zespołu z uniwersytetu w Hiszpanii opublikowane w 2026 roku mówią o tym, że dzieci żywione „dietą planetarną”, we wszystkich grupach wiekowych, wykazały niedobór jodu, witaminy B12 i wapnia, więc wniosek jest prosty – to nie jest dobra dieta dla dzieci i młodzieży.

Jesteśmy bezsilni wobec niszczenia naszych dzieci, a tak nie powinno być – mówiła Barbara Nowak, była małopolska kurator oświaty, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Od 1 września w szkołach i przedszkolach wprowadzono dietę planetarną dla dzieci.

Według Ministerstwa Zdrowia ograniczenie spożycia mięsa ma wspierać zdrowie dzieci i ograniczać wpływ na klimat oraz środowisko. W rzeczywistości to wprowadzanie kolejnej ideologii i jednocześnie uderzenie w polskie rolnictwo.

– Resort edukacji i resort zdrowia za nic mają dobro dziecka. Pani Barbara Nowacka nie przyjmuje też do wiadomości, że dziecko nie jest małym dorosłym i że intensywnie rozwija się jego układ nerwowy, mózg, mięśnie i kości. W okresie rozwoju szczególnie ważne jest dostarczanie odpowiedniej pod względem ilości odżywczych białka, wapnia, jodu, żelaza, witamin i tak dalej. Mamy już informacje zwrotne, co do tego, jak wygląda i jakie skutki po sobie pozostawia ta „dieta planetarna”, ponieważ jest to wymysł Unii Europejskiej. Dieta planetarna funkcjonuje już wiele lat w różnych krajach UE. Badania zespołu z uniwersytetu w Hiszpanii opublikowane w 2026 roku mówią o tym, że dzieci żywione dietą planetarną, we wszystkich grupach wiekowych, wykazały niedobór jodu, witaminy B12 i wapnia, więc wniosek jest prosty – to nie jest dobra dieta dla dzieci i młodzieży – podkreśliła Barbara Nowak.

Była małopolska kurator oświaty wskazała, że wprowadzenie diety planetarnej do szkół jest działaniem z wykluczeniem rodziców, bo przecież to oni decydują o tym, jak wychowuje się dzieci, więc powinni też decydować co dzieci jedzą.

– Lewacka ideologia wyklucza naukę i uderza w dobro człowieka, traktując go jak bydło, któremu trzeba dać coś do jedzenia, ale nie po to, aby służyło jego rozwojowi, a jedynie zaspokajaniu głodu. To jest to, co oni nazywają dobrostanem i wyraźnie chcą zrównać człowieka ze zwierzęciem. Warto dodać, że konsultacje odnośnie do diety planetarnej prowadziła Sylwia Spurek, która reprezentuje organizację Green REV Institute, dążącą do weganizmu oraz zakładającą, że transformacja systemu żywności i rolnictwa musi iść w kierunku modelu etycznego i sprawiedliwego dla zwierząt. I pani Spurek, która zorganizowała konsultacje i przeprowadziła cały proces wprowadzenia diety planetarnej do szkoły, jest tą osobą, która została wysłuchana przez panią Nowacką, a organizacja Green REV Institute dzisiaj układa dietę żywieniową dla dzieci – zaznaczyła gość Radia Maryja.

Barbara Nowak dodała, że obecnie problem nie dotyczy tylko diety oraz karmienia dzieci w stołówkach, ale dotyczy całej szkoły.

– Rodzice, którzy są świadomi tej całej sytuacji, są ogromnie zaniepokojeni, tym, jak traktuje się ich dzieci. Minister edukacji ogranicza dzieciom dostęp do nauki, deprawuje dzieci chociażby przez tzw. edukację zdrowotną, oprócz tego jeszcze niszczenie zdrowia dzieci poprzez „dietę planetarną”. Jesteśmy bezsilni wobec niszczenia naszych dzieci, a tak nie powinno być.

Ja cały czas czekam na obywatelskie nieposłuszeństwo. Do tego obywatelskiego nieposłuszeństwa wzywałam nauczycieli – zakończyła była małopolska kurator oświaty.

Całość audycji „Aktualności dnia” z udziałem Barbary Nowak dostępna [tutaj].

Czy możliwy jest kolejny atak pod fałszywą flagą na skalę 11 września, biorąc pod uwagę rosnącą desperację Trumpa i Netanjahu?

Czy możliwy jest kolejny atak pod fałszywą flagą na skalę 11 września, biorąc pod uwagę rosnącą desperację Trumpa i Netanjahu?

Autorstwa Kevina Barretta



. Ludobójcza organizacja syjonistyczna jest w kryzysie. Jej poplecznik z syndykatu Epsteina, Trump, daleko traci w sondażach. A wojna Izraela z Iranem, prowadzona z pomocą uprowadzonych sił zbrojnych USA, przeradza się w katastrofalną klęskę.

USA muszą zakończyć wojnę z Iranem i powstrzymać rozlew krwi. Sojusznicy Ameryki są największymi ofiarami powoli rozwijającego się załamania gospodarczego spowodowanego blokadą eksportu ropy naftowej i nawozów z Azji Zachodniej przez państwa Osi Oporu.

W Azji Japonia, Korea Południowa i Tajwan niemal wyczerpały swoje strategiczne rezerwy energetyczne. A w Europie, której gospodarka przemysłowa została sparaliżowana przez zniszczenie gazociągu Nord Stream przez USA, niedobory energii związane z zamknięciem Cieśniny Ormuz pogarszają sytuację. Europa coraz bardziej zmaga się z eskalacją niedoborów oleju napędowego, paliwa lotniczego i oleju opałowego.

Wasale Ameryki w Azji Zachodniej znajdują się w równie tragicznej sytuacji. Kruche gospodarki Jordanii i Egiptu ucierpiały z powodu niedoborów nawozów i rosnących kosztów energii. Oczywiście, amerykańscy niewolnicy petrodolara – ZEA, Kuwejt, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Katar – są gospodarczo duszeni przez kontrolę Osi Oporu nad Ormuz i Bab al-Mandab.

Jeśli te coraz bardziej zdesperowane kraje spróbują żyć z oszczędności, spieniężając swoje obligacje amerykańskie, rynek obligacji załamie się. Bańka spekulacyjna, złożona z ogromnych inwestycji bez znaczącego zwrotu, pęknie. Nastąpi ekonomiczny Armagedon.

A potem jest problem petrodolara. Bazy amerykańskie w tych krajach zostały zdewastowane przez irańskie ataki dronów i rakiet, a większość z nich została praktycznie opuszczona. Jeśli Amerykanie nie poczynią bolesnych ustępstw wobec Iranu, zostaną oni całkowicie wypędzeni z regionu. Zagraża to petrodolarowi – a wraz z nim globalnemu pierścieniowi amerykańskich baz, finansowanemu z „niezwykłego przywileju”, który pozwala amerykańskim oligarchom drukować nieograniczone ilości pieniędzy i zmuszać świat do ich akceptacji.

Stany Zjednoczone stoją zatem przed wyborem: poddać się Iranowi i ograniczyć szkody wyrządzane jego imperium, czy też eskalować konflikt w kierunku apokaliptycznej zagłady. Z perspektywy USA, kapitulacja z jednoczesnym ogłoszeniem zwycięstwa jest zdecydowanie najlepszą opcją.

Ale Izraelczycy widzą to inaczej. Dla nich wojna z Iranem to kwestia przetrwania. Jeśli USA się poddają, a Iran wyjdzie z tego silniejszy niż kiedykolwiek, powstanie odradzająca się oś oporu – dokładnie w momencie, gdy globalna i amerykańska opinia publiczna zdecydowanie zwróci się przeciwko „ludobójczemu bytowi”. To nie tylko położy kres niekończącemu się ekspansjonizmowi projektu „Wielkiego Izraela”, ale prawdopodobnie doprowadzi również do wyzwolenia całej okupowanej Palestyny.

Historycznie rzecz biorąc, straszne rzeczy dzieją się, gdy „Izrael” dostrzega egzystencjalne zagrożenie, a USA pozostają obojętne. W 1963 roku prezydent USA Kennedy obiecał wstrzymać izraelski program zbrojeń nuklearnych. Ojciec założyciel Izraela, Ben Gurion, oburzony nieustępliwością Kennedy’ego, zrezygnował z funkcji premiera w czerwcu 1963 roku i w dużej mierze zniknął z życia publicznego. Źródła kontrolowane przez syjonistów, takie jak Gemini, twierdzą, że Ben Gurion „poświęcił się spokojnemu życiu poświęconemu studiom i pisaniu”. Jednak wielu historyków, w tym Michael Collins Piper i Laurent Guyénot, uważa, że ​​Ben Gurion ukrył się, aby poświęcić się planowaniu zamachu na Kennedy’ego. Po zamachu stanu przeciwko JFK, Lyndon Johnson, izraelski poplecznik, dał zielone światło syjonistycznej broni jądrowej, wojnie ekspansjonistycznej w 1967 roku, a nawet próbie zabójstwa 293 amerykańskich marynarzy na pokładzie USS Liberty.

Jeszcze gorsze rzeczy wydarzyły się w 2001 roku, kiedy amerykańska obojętność wobec projektu Wielkiego Izraela pozwoliła syjonistycznemu tworowi zmierzać ku katastrofie. Gospodarka Izraela była w ruinie z powodu krachu internetowego, osadnicy wyjeżdżali zamiast przybywać, a stały napływ bojowników ruchu oporu i męczenników zamieniał życie w piekło dla tych osadników, którzy zdecydowali się zostać. Prognozy demograficzne wskazywały, że syjonizm był skazany na zagładę, podczas gdy region coraz bardziej jednoczył się przeciwko ludobójczemu tworowi – częściowo dzięki rosnącej islamskiej gorliwości i solidarności.

„Izrael” odpowiedział, przeprowadzając ataki pod fałszywą flagą z 11 września na Amerykę. Masakra World Trade Center i Pentagonu, fałszywie przypisana muzułmanom, wciągnęła Amerykę w wojnę mającą na celu zniszczenie „siedmiu krajów w ciągu pięciu lat” – a mianowicie siedmiu państw, które Izrael uważał za swoich wrogów. Wywołało to również wielopokoleniową falę „permanentnej islamofobii”, która służyła długoterminowym interesom Izraela.

Zamachy stanu związane z zamachem stanu JFK i 11 września ilustrują gotowość Izraela do użycia spektakularnej przemocy wobec Stanów Zjednoczonych, aby zapobiec temu, co postrzega jako kryzysy egzystencjalne. Dziś zbliżająca się klęska w izraelsko-amerykańskiej wojnie z Iranem stanowi dla Izraela matkę wszystkich kryzysów egzystencjalnych. Spektakularny krwawy atak na terytorium amerykańskie, przypisywany Iranowi, mógłby popchnąć Stany Zjednoczone dokładnie w kierunku eskalacji, której Izrael rozpaczliwie pragnie.

Zabić Trumpa?

Izrael mógłby zamordować Trumpa i zrzucić winę za to na Iran. Okrzyki oburzenia w mediach – „musimy dokończyć dzieło, które rozpoczął nasz upadły prezydent Trump” – mogłyby nawet skłonić opinię publiczną USA do poparcia inwazji lądowej na Iran.

Izrael wyraźnie utorował drogę do tego scenariusza. Netanjahu konsekwentnie terroryzował Trumpa twierdzeniami, że Irańczycy czają się za każdym krzakiem, czekając, by go zabić. Ostatnio sfabrykowane przez Izrael twierdzenie, że Iran planuje zestrzelić Air Force One, przekonało Trumpa do wymknięcia się z samolotu w kontenerze cateringowym, pozostawiając na pokładzie swoich doradców i przedstawicieli prasy jako przynętę dla pocisków antytrumpowskich.

Tchórzliwy amerykański prezydent wielokrotnie groził, że jeśli zabije Iran, zostanie on „zmieciony z powierzchni ziemi”, „wysadzony w powietrze” lub „zdziesiątkowany i zniszczony”. W wyjątkowo niespójnym tweecie Trump wykrzyknął:

„1000 pocisków jest załadowanych i wycelowanych w Islamską Republikę Iranu, a tysiące kolejnych natychmiast pójdą w ich ślady, jeśli rząd Iranu spełni swoją groźbę, ogłoszoną w wielu częściach świata, dotyczącą zamachu lub próby zamachu na urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki – w tym przypadku MNIE! Rozkazy zostały już wydane, a armia USA jest gotowa, chętna i zdolna do całkowitego zniszczenia i zniszczenia całego terytorium Iranu w ciągu jednego roku – z możliwością przedłużenia – Chwała Allahowi!”.

W tych i wielu innych podobnych wypowiedziach Trump zdaje się wręcz błagać Izraelczyków, aby go zabili i obwinili za to Iran! Czy prezydent USA naprawdę jest taki głupi?

Twierdzę, że Trump wydaje się cierpieć na osobliwą formę syndromu sztokholmskiego, diagnozę psychiatryczną opisującą, jak więzień lub oprawca rozwija bezmyślną, niewolniczą więź lojalności lub uczucia do swojego porywacza lub oprawcy. W tym przypadku agresywnym porywaczem jest Izrael, który prowadzi z Trumpem kompromat w stylu Epsteina. Ale to nie tylko szantaż: cała kariera Trumpa polegała na byciu przykrywką dla żydowskiej przestępczości zorganizowanej. Jego hotele i kasyna służyły jako miejsca prania brudnych pieniędzy, arena oszustw i spekulacji. Jego programy telewizyjne, w tym konkursy piękności Miss Teen USA, Miss USA i Miss Universe, miały żydowskich gangsterów kalibru Epsteina jako producentów. Jest powód, dla którego szefowie „Kosher Nostry”, Jared Kushner i Steve Witkoff, działają jak marionetki Trumpa. I jest powód, dla którego Netanjahu dzierży klucze do Białego Domu i może wkraczać do środka i wszczynać wojny, kiedy tylko zechce.

Trump czuje się tak przestraszony i bezradny w rękach Izraela i jego żydowskiej mafii, że rekompensuje to sobie tyradami o tym, że Iran chce go zabić – chociaż tak naprawdę wie głęboko, i być może nie do końca świadomie, że to Izrael może go zabić w każdej chwili i najprawdopodobniej zrobi to, kiedy tylko będzie mu to odpowiadało.

Tyradząc o wyimaginowanych irańskich zabójcach, dotknięty syndromem sztokholmskim Trump łudzi się, że zadowala swoich izraelskich porywaczy, a może nawet zasłużył na ich łaskę.

Władza Izraela nad Trumpem i jego zdolność do zabijania go z własnej woli zostały zademonstrowane nie tylko przez syjonistyczne zabójstwo (syjonistycznego) pilnie strzeżonego Charliego Kirka, ale także przez co najmniej dwa z trzech domniemanych zamachów na pomarańczowego pawiana. Elementy proizraelskie w zespole ochrony Trumpa prawdopodobnie były zamieszane w dwa ewidentnie sfingowane ataki na Trumpa: nagłośniony na całym świecie incydent z „obcięciem uszu” w Butler w Pensylwanii oraz farsę związaną z kolacją korespondentów Białego Domu. Ponieważ brak miejsca na szczegółową analizę, prosimy o zapoznanie się z filmami dokumentalnymi Johna Hankeya „Trump in the Crosshairs” (o Butlerze) i „Hoax: The White House Correspondents’ Dinner”.

Uwaga, spoiler: Jest aż nadto oczywiste, że Trump skrupulatnie przećwiczył swój występ w Butler w Pensylwanii i że był równie dobrze przygotowany na zainscenizowany strzał podczas kolacji korespondentów, który spokojnie zniósł z porozumiewawczym uśmiechem, podczas gdy inni, w tym jego żona Melania, wpadli w panikę. Funkcjonariusze Mossadu w zespole ochrony Trumpa, którzy zorganizowali te wydarzenia, niewątpliwie filmowali próby Trumpa. Gdyby Trump kiedykolwiek im nie posłuchał, mogliby upublicznić nagrania, na których ćwiczy rzucanie się na ziemię, otwieranie kapsułki z krwią do wrestlingu i oznaczanie sobie ucha i twarzy czerwonymi smugami, a następnie – wbrew wszelkim przepisom Secret Service – zeskakuje na równe nogi, grożąc pięścią przed flagą, podczas gdy współwinni fotoreporterzy stoją w gotowości i krzyczą: „Walcz, walcz, walcz!”.

Jednakże, ponieważ Trump jest tak żałosnym niewolnikiem – podczas gdy jego potencjalny następca, J.D. Vance, z podejrzliwością patrzy na „wojnę z Iranem w imieniu Izraela” – Izraelczycy raczej nie zamordują swojego najlepszego agenta USA w historii. Zamiast tego mogliby zainscenizować „nieudany” zamach na życie Trumpa za pomocą „irańskiego drona”. Albo mogliby zdetonować radioaktywną „brudną bombę” w Waszyngtonie lub innym prominentnym miejscu, mając nadzieję, że sfingowany irański „atak nuklearny na Amerykę” sprowokuje nuklearny odwet. Z kontrolowanym przez Izrael szaleńcem Trumpem u władzy, mogliby z powodzeniem spełnić to życzenie. Albo mogliby przeprowadzić niszczycielski cyberatak na amerykańską infrastrukturę, wywołując taki chaos, że zdezorientowani, przestraszeni i rozgniewani Amerykanie staliby się podatni na medialną propagandę obwiniającą Iran i wzywającą do inwazji USA. Połączenie powyższych elementów – „brudnej bomby” plus cyberatak plus sfingowany zamach na Trumpa – mogłoby zmaksymalizować chaos i jego wpływ na amerykańską opinię publiczną.

Taka operacja mogłaby mieć na celu stworzenie stanu wyjątkowego, dając Trumpowi pretekst do odwołania wyborów i ogłoszenia się dożywotnim prezydentem, czym coraz częściej grozi. Ten scenariusz idealnie wpisuje się w ruch „End Democracy”, na którego czele stoi syjonistyczny, tech-faszystowski oligarcha Peter Thiel i jego główny ideolog Curtis Yarvin. Rozwiązałoby to również największy problem Trumpa: jak przetrwać wybory w 2026 roku i uniknąć impeachmentu oraz więzienia, pomimo skrajnej niepopularności jego samego i jego partii.

Ale czy Amerykanie daliby się nabrać na kolejną masową operację pod fałszywą flagą?

Komentatorzy z głównego nurtu mediów, tacy jak Tucker Carlson, Candace Owens i Young Turks, coraz częściej wyrażają podejrzenia co do udziału Izraela w zamachu na JFK, operacji pod fałszywą flagą przeciwko USS Liberty, atakach z 11 września, zabójstwie Butlera i zabójstwie Charliego Kirka.

Te i inne głosy niemal krzyczą z dachów, że Izrael jest zdolny do mordowania amerykańskich prezydentów i tysięcy amerykańskich cywilów, jednocześnie wykorzystując kontrolę nad mediami głównego nurtu, by wpędzić naród w wojnę.

Biorąc pod uwagę rosnącą świadomość społeczną na temat izraelskiego zaangażowania w zamachy stanu na Kennedy’ego i 11 września, a także inne okrucieństwa, a także ogromną niepopularność wokół ludobójstwa Izraela w Strefie Gazy, syjoniści ryzykowaliby najpoważniejszą falę krytyki, gdyby przeprowadzili kolejny spektakularny atak pod fałszywą flagą na Amerykę. Jednak biorąc pod uwagę ich arogancką pogardę dla Gojim i ich często demonstrowaną zdolność do unikania kary za gigantyczne zbrodnie, takiego scenariusza nie można wykluczyć.

Źródło: Czy możliwa jest kolejna fałszywa flaga na skalę 11 września, skoro Trump i Netanjahu są coraz bardziej zdesperowani?

„Nieproporcjonalne reakcje”: Ostrzeżenie Iranu dla USA i reżimów Zatoki Perskiej

„Nieproporcjonalne reakcje”: Ostrzeżenie Iranu dla USA i reżimów Zatoki Perskiej

W wywiadzie dla Trends Journal profesor Seyed Mohammad Marandi z Uniwersytetu w Teheranie mówił o gwałtownej eskalacji konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Po ponad sześciu miesiącach wojny, którą Marandi przypisuje Trumpowi, Netanjahu i ich regionalnym sojusznikom, Iran grozi atakami na tankowce i porty w Kuwejcie i Bahrajnie, atakami na bazy amerykańskie oraz strategią „nieproporcjonalnego” odwetu. Marandi uważa, że ​​deeskalacja jest spóźniona i ostrzega przed poważnymi konsekwencjami dla państw Zatoki Perskiej i gospodarki światowej, które i tak już borykają się z problemami.

Zagrożenie dla tankowców i baz

Według doniesień tureckiej agencji prasowej Anadolu, irańska marynarka wojenna zagroziła atakami na tankowce w Kuwejcie i Bahrajnie w odpowiedzi na doniesienia o atakach USA. Marandi uważa, że ​​nie jest to odosobniony incydent, lecz kolejny krok w szybko eskalującej sytuacji.

Stany Zjednoczone zerwały Memorandum of Understanding i rozpoczęły nową falę wojny gospodarczej. Sekretarz Skarbu Bessent oświadczył, że USA zamierzają „udusić” naród irański. Teheran przeszedł do ofensywy. USA zaatakowały następnie trzy tankowce – z oburzenia po utracie bezzałogowego pojazdu podwodnego oraz w odpowiedzi na irańskie ataki rakietowe na amerykańskie okręty. Iran planuje obecnie zmasowane ataki na amerykańskie bazy i tankowce w Kuwejcie i Bahrajnie.

Krótko przed wywiadem Marandi napisał na X, że jeśli Trump jeszcze bardziej zaostrzy sytuację, tankowce, statki i porty w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Bahrajnie i Katarze nie będą już bezpieczne. Mieszkańcy tych krajów powinni przygotować się na mroczne czasy; Iran będzie bezkompromisowy. W wywiadzie powtórzył, że jest już za późno na deeskalację. Tej samej nocy siły irańskie zaatakują cele należące do dwóch z tych reżimów, a także bazy amerykańskie w regionie. Irańskie ataki będą dotkliwsze niż amerykańskie. Od teraz reakcje będą „nieproporcjonalne”. Celem było wywołanie głębokiego żalu w USA pod rządami Trumpa za prowadzenie tej wojny i zapobieżenie przyszłym atakom na Iran przez dziesięciolecia.

Złapany amerykański dron podwodny

Marandi dostrzega kluczowy sukces w przechwyceniu amerykańskiego bezzałogowego pojazdu podwodnego w Cieśninie Ormuz. Opisuje go jako najnowocześniejszą, najnowocześniejszą technologię. Stany Zjednoczone zbagatelizowały incydent, twierdząc, że był to pojazd drugiej generacji, pozbawiony najnowszych systemów. Marandi się z tym nie zgadza: to ogromna porażka dla Marynarki Wojennej USA i dla Trumpa. Iran przechwycił pojazd za pomocą walki elektronicznej. To pokazuje zarówno możliwości Teheranu, jak i to, kto tak naprawdę kontroluje Cieśninę Ormuz. Rosja i Chiny mogłyby skorzystać na analizie tego urządzenia.

Niestabilne państwa Zatoki Perskiej i niestabilna gospodarka światowa

Region i gospodarka światowa są znacznie bardziej narażone po miesiącach wojny niż na początku. Sprzymierzone z USA reżimy w Kuwejcie, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Arabii Saudyjskiej stoją teraz na jeszcze bardziej niepewnym gruncie. Jeśli obecna tendencja się utrzyma, globalna gospodarka ucierpi znacznie mocniej niż wcześniej.

Marandi bezpośrednio łączy eskalację działań militarnych ze szlakami naftowymi. Ataki na tankowce i porty Zatoki Perskiej dodatkowo nadwyrężyłyby rynek energetyczny, a tym samym i tak już nadwyrężoną gospodarkę światową.

Negocjacje: „Bierzesz albo odrzucasz”

Zapytany o pole manewru dyplomatycznego, Marandi odwołuje się do rozmów między czołowym irańskim dyplomatą a jego japońskim odpowiednikiem. Teheran nalega, aby Stany Zjednoczone powróciły do ​​pierwotnie uzgodnionego memorandum i w pełni je wdrożyły – zgodnie z interpretacją Iranu. Obejmuje to zakończenie wojny w Strefie Gazy, zakończenie okupacji Libanu i zaprzestanie wszelkich wojen w regionie. Nie będzie żadnych ustępstw. To sytuacja typu „bierz albo odpuść”.

Retoryka Trumpa dotycząca 11 września i kontrnarracja Marandiego

Na krótko przed rocznicą ataków z 11 września Trump oświadczył w Waszyngtonie, że wojna toczy się, ponieważ pewien naród pragnął i prawie posiadł broń jądrową; Iran nigdy nie będzie miał broni jądrowej. Marandi uważa, że ​​powiązanie z 11 września jest przewidywalne, ale nieścisłe.

Stany Zjednoczone twierdziły, że to Al-Kaida przeprowadziła ataki. Jednocześnie Al-Kaida była szkolona i finansowana przez Stany Zjednoczone oraz regionalnych sojuszników, w tym Arabię ​​Saudyjską. Dziesięć lat po 11 września Stany Zjednoczone współpracowały z Al-Kaidą, obalając rządy w Libii i Syrii, a ostatecznie osadziły w Syrii przywódcę Al-Kaidy. Jake Sullivan napisał do Hillary Clinton w 2012 roku, że Al-Kaida jest „po naszej stronie” w Syrii. Dla Irańczyków rodzi to fundamentalne pytania dotyczące oficjalnej narracji o 11 września – w tym o tzw. „tańczących Izraelczykach”, zawaleniu się budynku bez bezpośredniego trafienia i innych okolicznościach. Al-Kaida jest wrogiem Iranu, ale sojusznikiem USA – pomimo 11 września.

Ten fragment odzwierciedla poglądy Marandiego i stanowi część jego argumentacji politycznej, a nie niezależne oświadczenie wydarzeń historycznych.

Żadnego stagnacji, ale wyraźnej eskalacji.

Zapytany, czy sytuacja utknęła w schemacie sporadycznych ataków i kontrposunięć, a Cieśnina Ormuz pozostaje faktycznie pod kontrolą Iranu, Marandi odpowiedział jednoznacznie: Kraj zmierza w kierunku wyraźnej i szybkiej eskalacji. Oświadczenia Trumpa, Hegsetha, a ostatnio Sekretarza Skarbu, wskazywały, że Stany Zjednoczone zamierzają kontynuować wojnę z zapowiadaną intensywnością. W takim przypadku szkody dla światowej gospodarki wzrosłyby znacznie szybciej niż dotychczas.

Wniosek według interpretacji Marandiego

Profesor Marandi opisuje fazę, w której Iran przejął inicjatywę: przechwycenie amerykańskiego okrętu podwodnego, zapowiedź nieproporcjonalnego odwetu oraz zagrożenie dla tankowców uderzeniowych i infrastruktury państw Zatoki Perskiej, a także baz amerykańskich. Uważa, że ​​deeskalacja została zignorowana. Jego zdaniem dyplomatyczne podejście Teheranu jest maksymalistyczne i związane z pierwotnym porozumieniem oraz regionalnymi rezolucjami wojennymi.

Jednocześnie ostrzega, że ​​kruche reżimy w Zatoce Perskiej i i tak już napięta gospodarka światowa raczej nie przetrwają kolejnej eskalacji bez szwanku. Czy zapowiedziane nocne ataki zmaterializują się na skalę, którą nakreśla, dopiero się okaże; jego przesłanie do Waszyngtonu i stolic sojuszniczych w Zatoce Perskiej jest jednoznaczne: od teraz Iran będzie reagował ostrzej niż ataki drugiej strony.

Z Biszkeku do Nowego Delhi: Budowa nowej Eurazji

Z Biszkeku do Nowego Delhi: budowa nowej Eurazji

Wyobraź sobie nowy, wspaniały świat, w którym nowe globalne szlaki handlowe już działają, omijając wszelkie zachodnie wąskie gardła. Teraz wyobraź sobie, że wszystkie transakcje na tych szlakach są przeprowadzane w lokalnych walutach, za pośrednictwem regionalnych platform transakcyjnych i wyłącznie z udziałem inwestycji euroazjatyckich.

Pepe Escobar

W Azji wszystko kręci się wokół osobistych spotkań, czyli „wymiany międzyludzkiej”, jak to ujął prezydent Chin Xi Jinping. Szczyty polityczne i gospodarcze są cenione zarówno ze względu na ich rolę w koordynowaniu wspólnej polityki, jak i jako miejsca, gdzie nikt nie musi tracić twarzy. Konsensus – i wzajemny szacunek – są niezbędne. Oznacza to, że prawdziwa dyplomacja, w przeciwieństwie do kolektywnego Zachodu, ma absolutny priorytet.

Kolejne szczyty w Azji i całej Eurazji mają zazwyczaj ogromne znaczenie. W ubiegłym roku 24. doroczny szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW) odbył się w Tianjinie, którego gospodarzem były Chiny, a zaraz po nim odbyło się Wschodnie Forum Ekonomiczne we Władywostoku na rosyjskim Dalekim Wschodzie. W tym roku 25. rocznica szczytu SOW rozpoczęła się w Biszkeku w Kirgistanie, a następnie we Władywostoku. Cykl zakończy się w przyszłym tygodniu dorocznym szczytem BRICS w New Delhi, którego gospodarzem będą Indie.

W zeszłym roku w Tianjin, Szanghajska Organizacja Współpracy (SCO) zdecydowanie znalazła się w centrum uwagi na świecie jako kluczowa organizacja wielostronna, podczas gdy Chiny dopracowywały swoją starannie opracowaną mapę drogową w kierunku globalnego zarządzania. W tym roku, jak pokazuje deklaracja końcowa z Biszkeku , szczegóły były równie ważne, jak ogólny obraz.

Dwie decyzje ze szczytu szczególnie się wyróżniały: po pierwsze, członkowie SCO jednogłośnie potępili wojnę USA z Iranem. Oznacza to ogólno-euroazjatyckie potępienie, w tym Indii.

Po drugie, członkowie Szanghajskiej Organizacji Współpracy potwierdzili swoje pełne poparcie dla „otwartego, przejrzystego, równego, inkluzywnego i niedyskryminacyjnego wielostronnego systemu handlowego” opartego na prawie międzynarodowym i obejmującego „specjalne traktowanie krajów rozwijających się”.

Handluj, nie prowadź wojny

Biszkek nie tylko jednogłośnie potępił „ingerencję w suwerenność państw” i potwierdził „niepodzielność bezpieczeństwa”, ale także rozpoczął praktyczną realizację Powszechnego Centrum Zwalczania Wyzwań i Zagrożeń Bezpieczeństwa w państwach członkowskich Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

Jest to skuteczny mechanizm przeciwdziałania wojnom hybrydowym i gorącym, które zachodni hegemon u schyłku swojej potęgi rozpętał w krótkich i niekończących się seriach.

Prezydent Rosji Władimir Putin zauważył , że Szanghajska Organizacja Współpracy jest dziś „niemal największym stowarzyszeniem regionalnym nie tylko na naszym wspólnym kontynencie euroazjatyckim, ale na całym świecie”. Jej państwa członkowskie zamieszkuje „prawie połowa ludności świata” i generują „ponad jedną trzecią globalnego PKB”.

Putin podkreślił również, że „obroty handlowe Rosji z krajami SCO przekroczą 400 miliardów dolarów w 2025 roku, a nasze kraje coraz częściej używają walut narodowych do wzajemnych rozliczeń. Ich udział w transakcjach Rosji z członkami SCO przekracza obecnie 98 procent”.

To już główny trend w SOC: ciągłe rozszerzanie handlu walutami obopólnymi. BRICS podąża tą samą drogą.

Podobnie jak Putin, prezydent Iranu Masud Pezeshkian również podkreślił pilną potrzebę utworzenia proponowanego banku rozwoju SCO . Prezydent Rosji stwierdził, że bank ten musi być „jak najbardziej niezależny” od mocarstw, które używają „instrumentów ekonomicznych jako broni”.

Innymi słowy, mocarstwa euroazjatyckie dążą do stworzenia banku rozwoju SOC, który będzie znacznie bardziej niezależny niż Nowy Bank Rozwoju (NDB) – bank BRICS, którego statut jest powiązany z dolarem amerykańskim.

Przez ostatnie sześć lat NDB przyjmował również kraje spoza BRICS. Niektóre z nich później stały się partnerami. Obecnie należą do nich na przykład Algieria, Bangladesz, Kolumbia, Uzbekistan i Zimbabwe. Jednak kapitał subskrybowany wynosi zaledwie 53,6 mld dolarów – zdecydowanie za mało jak na bank rozwoju Globalnego Południa.

Szanghajska Organizacja Współpracy realizuje również strategię współpracy energetycznej , która ma zostać szczegółowo wdrożona do 2030 r. Obejmuje ona szereg projektów, takich jak gazociąg Siła Bajkału – dawniej znany jako Siła Syberii II – z Rosji przez Mongolię, partnera Szanghajskiej Organizacji Współpracy, do Chin.

Zbuduj swoją drogę – dzięki zintegrowanemu systemowi finansowemu

Połączmy teraz Szanghajską Organizację Współpracy z Forum Ekonomicznym we Władywostoku.

Ogromnych wyzwań, jakie niesie ze sobą rozwój Syberii, Arktyki i rosyjskiego Dalekiego Wschodu – priorytetu bezpieczeństwa narodowego, nad którym osobiście czuwa Putin – nie sposób zrozumieć bez śledzenia ważnych dyskusji, jakie odbywają się każdego roku we Władywostoku.

Weźmy na przykład debatę na temat architektury korytarzy transportowych , w której szczegółowo omawiano Transarktyczny Korytarz Transportowy (TATC): zintegrowany, multimodalny system szlaków morskich, kolei, dróg i największych rzek Syberii.

Pod wieloma względami TATC odzwierciedla podobny multimodalny Międzynarodowy Korytarz Transportowy Północ-Południe (INSTC) powiązany z BRICS między Rosją, Iranem i Indiami, a także liczne korytarze Nowego Jedwabnego Szlaku zbudowanego przez Chiny ze wschodu na zachód.

Ambicje Rosji obejmują zarówno przekierowanie przepływu towarów na wschód i południe, jak i integrację Dalekiego Wschodu z powstającym TATC. Plan strategiczny został już przedstawiony w „Jednolitym Planie Działań dla Strefy Arktycznej Federacji Rosyjskiej i Transarktycznego Korytarza Transportowego”.

I tak docieramy do Arktyki – i do Północnej Drogi Morskiej, którą Chińczycy poetycko nazywają Polarnym Jedwabnym Szlakiem.

Ważna dyskusja we Władywostoku z Władimirem Panowem z korporacji nuklearnej ROSATOM, który jest również specjalnym wysłannikiem ds. rozwoju Arktyki, wyjaśniła, że ​​polityka Rosji wobec Arktyki obejmuje nie tylko całodobowy rozwój strategicznej bazy surowcowej przez 365 dni w roku, ale także działania mające na celu „zachowanie tradycji i sposobu życia rdzennych mieszkańców Północy oraz ochronę środowiska”.

W ramach swojej kompleksowej strategii dalekowschodniej Rosja otwiera również Wschodnie Centrum Finansowe – największą reformę instytucjonalną rosyjskiego rynku finansowego w ostatnich czasach, jak wyjaśnił wiceminister finansów Aleksiej Moisejew.

Jeśli chodzi o korytarze żeglugowe, Rosja stawia na Północny Szlak Morski, który jest ligą samą w sobie. Złożoność jest oszałamiająca: jak zbudować zupełnie nowy system, atrakcyjny dla globalnych klientów, w którym żegluga, wsparcie lodołamaczy, infrastruktura portowa i regulacje rządowe muszą się płynnie łączyć?

Putin od razu trafił w sedno sprawy we Władywostoku : Daleki Wschód i Arktyka zostaną połączone w jeden system fizyczny – obejmujący energię, dane, koleje i szlak polarny, który będzie całkowicie niezależny od punktów kontrolnych NATO.

Gwiazdą wydarzenia jest TATC, który biegnie z Sankt Petersburga i Murmańska Północną Drogą Morską do Władywostoku i dalej do wszystkich partnerów w regionie Azji i Pacyfiku. Krótko mówiąc: budują most lądowy niemal od podstaw, wykorzystując stal, lód i energię – a także powiązany z nim system finansowy.

Porównajmy to z INSTC, dzięki któremu trzy kraje BRICS/SCO mogą prowadzić całą swoją wymianę handlową bez napotykania na żadne wąskie gardło, które Waszyngton mógłby zamknąć. Iran służy Rosji jako południowa brama w ramach szerszej strategii przeciwdziałania powstrzymywaniu Zachodu.

Rosja i Chiny skupiają się na maksymalizacji produktywnych inwestycji.

Biszkek i Władywostok łącznie dostarczyły wielu praktycznych przykładów tego, w jaki sposób Eurazja wciąż udoskonala swoją mapę drogową zgodnie z mottem „Zapomnij o Zachodzie”.

Profesor Michael Hudson przedstawia rewolucyjną propozycję dotyczącą tego, co należy zrobić z prawdopodobnie centralnym problemem Globalnego Południa: długiem denominowanym w dolarach. Rozwiązanie, jak podkreśla, musi pochodzić od euroazjatyckich potęg, Rosji i Chin, poprzez „udzielenie pożyczek umożliwiających finansowanie partnerom handlowym i inwestycyjnym, w tym partnerom z Inicjatywy Pasa i Szlaku”.

Oznaczałoby to nic innego jak nowy porządek gospodarczy, w dużej mierze finansowany przez państwa członkowskie SOC/BRICS: Chiny, Rosję i Iran. Wierzyciele nabyliby udziały w gospodarkach tych krajów, których infrastrukturę publiczną finansują za pośrednictwem programów takich jak chińska Inicjatywa Pasa i Szlaku, podczas gdy państwa zależne od ropy naftowej zaciągnęłyby długi wobec Iranu, potencjalnie gwarantowane przez Chiny.

Choć BRICS jest w istocie ugrupowaniem reformistycznym, a nie rewolucyjnym, to jednak, obok SCO, pozostaje wielostronnym rdzeniem dążenia do wielobiegunowości. Nikt nie ma złudzeń co do jakichkolwiek przełomów, które mogą zostać osiągnięte jeszcze w tym tygodniu w New Delhi. Jednak Rosja, Chiny i Iran – wszyscy przy stole negocjacyjnym – mogą wskazać na suwerenne postępy uzgodnione w Biszkeku i Władywostoku.

To oczywiście długa i kręta droga. Dolar amerykański nadal stanowi 57% światowych rezerw walutowych, 54% globalnego fakturowania eksportowego i 89% transakcji walutowych. Należy jednak pamiętać o nieustannym wzroście handlu w walutach lokalnych, wzajemnych i regionalnych: Rosja-Chiny, Rosja-Indie, w obrębie i poza krajami ASEAN, a także o rozwoju panafrykańskiego systemu płatności i rozliczeń. Lista jest długa.

Kraje BRICS mogą być bliskie ustanowienia własnego mechanizmu rozliczeń płatności w walutach lokalnych za pośrednictwem transgranicznego systemu komunikatów finansowych. Aby to osiągnąć, członkowie muszą ukończyć infrastrukturę i wykazać się wspólną wolą polityczną, by pójść na całość – co oznacza pokonanie dominacji dolara w handlu i transakcjach. Doświadczenia z Biszkeku i Władywostoku mogą mieć ogromne znaczenie, jeśli zostaną umiejętnie wdrożone w Nowym Delhi.

Źródło: Od Biszkeku do Nowego Delhi: Budowanie nowej Eurazji

Sieć Morgana w XXI wieku. Z City of London na Wall Street i z powrotem (część 2)

Z City of London na Wall Street i z powrotem (część 2)

Autor: Wolfgang Effenberger apolut/von-der-city-of-london-zur-wall-street-und-zuruck-teil-2

=======================================

pierwsza część jest tu:  dakowski.pl/city-of-london-imponujaca-historia-sukcesu

=================================================================

Z City of London na Wall Street i z powrotem (część 2) | Autor: Wolfgang Effenberger

Sieć Morgana w XXI wieku 

====================================

George Peabody i Junius Morgan stworzyli „światowy rząd” kapitału. 

Londyński Peabody Bank był jednym z pierwszych instytucjonalnych pasów transmisyjnych między stolicą City a szybko industrializującym się amerykańskim rynkiem finansowym. Z tej transatlantyckiej infrastruktury wyłonił się później Morgan, jeden z najważniejszych ośrodków władzy na Wall Street. 

George Peabody urodził się 18 lutego 1795 roku w South Danvers, miasteczku w hrabstwie Essex w północno-wschodnim Massachusetts, około 27 km na północny wschód od Bostonu.

30 kwietnia 1868 roku na jego cześć miasto przemianowano na „Peabody”.

Przed 1838 rokiem Peabody zarabiał na handlu hurtowym i imporcie; od 1837 roku rozpoczął również pośredniczenie w udzielaniu pożyczek rządowych USA i na inwestycje infrastrukturalne europejskim inwestorom ze swojej londyńskiej siedziby. W 1838 roku Peabody rozpoczął działalność bankową w Londynie. Doprowadziło to do założenia w 1851 roku firmy George Peabody & Co. Firma działała głównie pomiędzy kapitałem brytyjskim a handlem amerykańskim, obligacjami rządowymi i papierami wartościowymi kolei. W 1854 roku Peabody zatrudnił jako młodszego wspólnika amerykańskiego kupca Juniusa Spencera Morgana, ojca J.P. Morgana, który wniósł 40 000 funtów. Stanowiło to niecałe 9% ówczesnego kapitału firmy, który wynosił 450 000 funtów.

Sam kapitał pochodził z wcześniejszej kariery Morgana jako odnoszącego sukcesy kupca i finansisty w Nowej Anglii. Zanim przeniósł się do Londynu, był wspólnikiem w bostońskiej firmie handlowo-bankowej JM Beebe, Morgan & Co.

Oficjalna historia korporacyjna JP Morgan potwierdza, że ​​Junius został partnerem Peabody’ego w 1854 roku, zastępując go na stanowisku szefa londyńskiego biura, i że biuro to było ściśle powiązane z JP Morgan & Co. przez dziesięciolecia. Późniejsza reorganizacja londyńskiego biznesu w Morgan Grenfell & Co. w 1910 roku nie oznacza zerwania z tą historią, lecz raczej jej organizacyjną kontynuację. (1) 

Londyńska firma Peabody, Morgan & Co. specjalizowała się w amerykańskich papierach wartościowych, wymianie walut i bankowości korespondencyjnej. Po wybuchu wojny Junius Morgan postawił na Unię i handlował jej obligacjami wojennymi. Londyńska firma, wraz z nowojorskim biurem JP Morgana, wykorzystała przewagę informacyjną i telegraficzną: po doniesieniach o upadku Vicksburga w lipcu 1863 roku, kupili obligacje Unii, zanim zwycięstwo stało się powszechnie znane w Londynie, a ceny odpowiednio wzrosły. Był to spekulacyjny zysk z informacji związanych z wojną i przewidywanych wydarzeń militarnych.

Junius S. Morgan i jego syn John Pierpont (JP) Morgan (ur. 1837), który za 300 dolarów amerykańskich (2) zdołał wykupić się ze służby wojskowej, czerpali zyski z handlu obligacjami Unii podczas wojny secesyjnej w USA (1861–1865).

Spekulacje na obligacjach Unii w czasie wojny wzmocniły pozycję sieci ojców i synów. Jednak największy wzrost bogactwa nastąpił głównie po 1865 roku, kiedy Stany Zjednoczone rozbudowały linie kolejowe, zrestrukturyzowały dług publiczny, a przedsiębiorstwa przemysłowe potrzebowały kapitału. JP Morgan był w stanie ułatwić napływ brytyjskiego kapitału i znacząco wzmocnić swoją pozycję w tym procesie. (3) 

Po przejściu Peabody’ego na emeryturę w 1864 r. Junius kontynuował zarządzanie firmą pod nazwą JS Morgan & Co.

Ujawnia to ważną linię ciągłości:

Londyn był wówczas centralnym międzynarodowym ośrodkiem kredytowym, giełdowym i ubezpieczeniowym. Amerykańscy dłużnicy, firmy kolejowe, domy handlowe i budżety publiczne mogły tam uzyskać dostęp do europejskiej płynności finansowej – ale na warunkach negocjowanych w City.

Peabody i Morgan działali zatem w roli pośredników, ubezpieczycieli i zaufanych organów: zajmowali się amerykańskimi projektami inwestycyjnymi w imieniu brytyjskich inwestorów, a jednocześnie uzależnili dostęp Stanów Zjednoczonych do kapitału londyńskiego od banków prywatnych.

Funkcja ta pozostała prywatna. Nie była ani demokratycznie legitymizowana, ani nie była w pierwszej kolejności ukierunkowana na interes publiczny. Jej logika opierała się na wiarygodności kredytowej, zabezpieczeniach, prowizjach, udziale w rynku i stabilnych warunkach politycznych.

Junius Morgan nie tylko sprowadził do Londynu „kapitał amerykański”. Wręcz przeciwnie, uczynił londyńską potęgę finansową czynnikiem decydującym o industrializacji USA – zwłaszcza tam, gdzie koleje, obligacje rządowe i finansowanie dużych korporacji wymagały długoterminowego kapitału.

Historia Wall Street nie zaczyna się w Nowym Jorku. Prowadzi wąskimi uliczkami londyńskiego City, przez kursy walut, obligacje, finansowanie handlu i prywatną władzę kilku banków kupieckich. Kiedy George Peabody przyjął Amerykanina Juniusa Spencera Morgana do swojego londyńskiego banku w 1854 roku, nastąpił przełomowy moment: brytyjski kapitał uzyskał uprzywilejowany dostęp do rozwijającego się rynku amerykańskiego, a Stany Zjednoczone mogły finansować przyspieszenie swojego przemysłu za pośrednictwem kanałów kredytowych City.

Londyn zapewnił kapitał, Nowy Jork zorganizował jego rozlokowanie. To powiązanie było prekursorem potęgi Morganów, która później, za pośrednictwem Wall Street, znacząco wpłynęła na koleje, przemysł na dużą skalę i politykę finansową.

Ci, którzy kontrolują kanały kredytowe, często decydują, które państwa, firmy i gałęzie przemysłu mogą się rozwijać – i za jaką cenę.

Junius Spencer Morgan finansował amerykańskie koleje głównie poprzez inwestowanie brytyjskiego kapitału w amerykańskie papiery wartościowe za pośrednictwem swojego londyńskiego banku. Był nie tyle bezpośrednim budowniczym, co centralnym pośrednikiem, bankierem emisyjnym i gwarantem wiarygodności kredytowej między amerykańskimi firmami kolejowymi a europejskimi rynkami kapitałowymi.

Był to międzynarodowy most kredytowy: brytyjskie oszczędności finansowały amerykańską infrastrukturę, a Morgan Bank odpowiadał za selekcję, lokowanie, realizację i reputację. Junius Morgan jest zatem uważany za kluczowego gracza w tym powiązaniu między brytyjskim a amerykańskim rynkiem kapitałowym.

Dobitnym przykładem skłonności Morgan Bank do ryzyka jest linia kolejowa Baltimore & Ohio: kiedy straty zmusiły ją do zadłużania się na długi termin, a obligacje stały się trudne do ulokowania, Junius i JP Morgan zorganizowali syndykat bankowy, który kupował i utrzymywał papiery wartościowe do czasu poprawy warunków rynkowych. Całkowita wyprzedaż trwała lata. To było autentyczne podejmowanie ryzyka, a nie zwykłe pośrednictwo.

Zwłaszcza na rynku, na którym informacje o odległych liniach kolejowych w USA były niekompletne, nazwa Morgan była zatem sygnałem dla europejskich inwestorów: bank zweryfikował sprawę i narażał swoją reputację. To wotum zaufania pozwoliło spółkom kolejowym pozyskać kapitał na korzystniejszych, a nawet bardziej opłacalnych warunkach. 

Porównanie Peabody/Morgan z Rothschild/Baring w XIX wieku

Peabody/Junius Morgan był rozwijającym się anglo-amerykańskim domem emisyjnym w XIX wieku; Rothschild i Baring byli starszymi, bardziej wpływowymi finansowo i politycznie powiązanymi domami wiodącymi londyńskiego świata finansów. Ich wspólną cechą było wykorzystywanie Londynu do łączenia finansowania handlu, transakcji wymiany walut i lokowania międzynarodowych papierów wartościowych – jednak ich geograficzne obszary działania i bazy wpływów znacznie się różniły. (4)

Baring był uważany za wiodący londyński dom akceptacyjny i kantorowy w XIX wieku oraz drugi najważniejszy dom emisyjny po Rothschildzie w zakresie emisji zagranicznych. Jednocześnie utrzymywał szczególną przewagę nad amerykańskimi obligacjami kolejowymi.

Zdecydowaną przewagą Rothschildów była ich międzynarodowa sieć rodzinna. Pięć rodów mogło koordynować przekazy, złoto, weksle i płatności ponad granicami państwowymi w czasie, gdy telegraf dopiero się rozwijał, a banki państwowe nie przejęły jeszcze swojej późniejszej roli międzynarodowych stabilizatorów.

Skupiono się na  finansowaniu państwowym oraz finansowaniu europejskich wojen i długu państwowego.

Na przykład w 1818 roku (pięć lat po wojnach wyzwoleńczych) londyńska firma zorganizowała pożyczkę dla Prus w wysokości 5 milionów funtów; podczas kryzysu płynnościowego w latach 1825–1826 udało jej się również zaopatrzyć Bank Anglii w znaczną ilość kruszcu bijącego monety.

Koleje były ważne dla Rothschilda, ale głównie jako uzupełnienie państwowej polityki infrastrukturalnej w Europie. Przykłady sięgają od Kolei Północnej Francji z 1845 roku, przez austro-włoskie finansowanie kolei, po brazylijskie, rosyjskie i indyjskie projekty kolejowe. Rothschild był zatem zasadniczo kontynentalnym europejskim i państwowym finansistą władzy – a nie przede wszystkim mediatorem amerykańskiego boomu kolejowego. (5)

Baring: Handel atlantycki i obligacje zagraniczne 

Firma Baring Brothers powstała w branży handlu międzynarodowego. Jej podstawowa działalność obejmowała handel towarami, wekslami i finansowanie handlu; później firma połączyła tę działalność z emisją zagranicznych obligacji rządowych i korporacyjnych. (6)

Na arenie transatlantyckiej Baring początkowo utrzymywał bliższe relacje z Peabody/Morgan niż z Rothschildem: obie firmy kupowały amerykańskie papiery wartościowe na własny rachunek i działały jako brokerzy lub domy emisyjne dla nowych emisji amerykańskich w Europie. Baring był jednak znacznie bardziej zdywersyfikowany i wcześniej zintegrował się z rynkiem globalnym. Negatywne aspekty stały się szczególnie widoczne w 1890 roku: nadmierna koncentracja w Argentynie doprowadziła do kryzysu Baringa. Na krótko przed kryzysem, w latach 1885–1890, firma promowała papiery wartościowe i inwestycje o wartości nominalnej zbliżającej się do 20 milionów funtów w argentyńskim sektorze kolejowym.

Peabody/Morgan: amerykański specjalista

Peabody & Co., a później JS Morgan & Co., zajmowały specyficzną niszę: wiarygodne pośrednictwo między stanami USA i firmami potrzebującymi kapitału z jednej strony a londyńskimi inwestorami z drugiej. Ich działalność obejmowała obligacje rządowe, weksle i finansowanie handlu, ale coraz częściej przekierowywała się na finansowanie amerykańskiej infrastruktury, zwłaszcza kolei.

Firma była szczególnie narażona podczas kryzysu zadłużenia publicznego USA po 1837 roku. Amerykańskie papiery wartościowe były niekiedy polemicznie określane na londyńskiej giełdzie jako „amerykańskie papiery wartościowe”. Baring i Peabody czasami sami kupowali takie papiery wartościowe i jednocześnie starali się o nowe emisje wśród europejskich inwestorów. To właśnie doświadczenie w zakresie ryzyka i wynikająca z niego sieć informacyjna stały się później przewagą konkurencyjną Morganów. (7)

W przeciwieństwie do Rothschilda, Peabody/Morgan nie posiadała równie silnej europejskiej sieci rodzinnej. W przeciwieństwie do Baringa, firma koncentrowała się bardziej na rynku amerykańskim. To ukierunkowanie okazało się korzystne w dłuższej perspektywie: wraz z ekspansją przemysłową Stanów Zjednoczonych, środek ciężkości międzynarodowych finansów korporacyjnych coraz bardziej przesuwał się do Nowego Jorku, gdzie JP Morgan wykorzystywał oś Londyn-Nowy Jork, ustanowioną przez Peabody i Junius Morgan, do restrukturyzacji kolei, dużych IPO i fuzji.

Klasyfikacja władzy-polityczna

Instytucje te nie były jedynie „pożyczkodawcami”. Decydowały, które państwa, projekty i firmy uzyskają dostęp do kapitału międzynarodowego, po jakim oprocentowaniu i na jakich warunkach. Ich władza opierała się na trzech czynnikach:

  • Kontrola nad informacjami, korespondencją i międzynarodowymi metodami płatności.
  • Zdolność do badania, nabywania i umieszczania papierów wartościowych u inwestorów.
  • Kapitał reputacyjny: Nazwa wiodącej firmy obniżała postrzegane ryzyko niewypłacalności nabywców.

Rothschild zdominował główne europejskie finansowanie rządowe w pierwszej połowie wieku; Baring był szczególnie silnym konkurentem Londynu w handlu, emisjach zagranicznych i Ameryce; Peabody/Morgan stał się wyspecjalizowanym kanałem infrastrukturalnym i finansowym dla USA. Ta hierarchia nie była absolutna: firmy współpracowały przy pojedynczych dużych emisjach, a jednocześnie konkurowały o mandaty, opłaty, przewagę informacyjną i dostęp polityczny. (8)

Od Juniusa do JP Morgana

Podczas gdy Junius Morgan od lat 50. XIX wieku rozbudowywał transatlantycką infrastrukturę kapitałową i dystrybucyjną, jego syn JP Morgan wykorzystał ją później do zdobycia o wiele bardziej bezpośredniej pozycji władzy w amerykańskim przemyśle kolejowym – poprzez restrukturyzację niewypłacalnych kolei, mandaty zarządcze i fuzje.

JP Morgan mógł polegać na swoim ojcu jako londyńskim agencie, zyskując w ten sposób dostęp do brytyjskich inwestorów, którzy chcieli inwestować w amerykańskie koleje. „Morganizacja” lat 80. i 90. XIX wieku – restrukturyzacja i konsolidacja przedsiębiorstw kolejowych – nie była zatem wyłącznie dziełem Juniusa Morgana, ale późniejszą ekspansją transatlantyckiej sieci emisji i pożyczek, którą pomógł stworzyć.

Według Lance’a E. Davisa i Roberta E. Gallmana brytyjskie aktywa zagraniczne wzrosły z około 208 milionów funtów w 1850 r. do 1,065 miliarda funtów w 1875 r., 2,397 miliarda funtów w 1900 r. i 3,990 miliarda funtów w 1913 r. (9)

W dekadach poprzedzających rok 1914 przeciętny brytyjski eksport netto kapitału sięgał nawet 9 procent brytyjskiego PKB rocznie.

Strategicznie ważne przejęcie White Star Line przez JP Morgan 

W 1902 roku Morgan połączył kilka firm żeglugowych, tworząc International Mercantile Marine Company (IMM). White Star był okrętem flagowym i centralnym elementem firmy. Inne firmy IMM to American Line, Red Star Line, Leyland Line, Atlantic Transport Line i Dominion Line. (10)

Nie kupił przedsiębiorstwa żeglugowego w zwykłym tego słowa znaczeniu, lecz raczej potężną dźwignię przez Atlantyk Północny:

Pasażerowie, poczta, fracht, emigracja i dostęp rynków europejskich do amerykańskich kolei i korporacji przemysłowych. Jego celem była racjonalizacja konkurencji – język ówczesnej koncentracji, dyscypliny taryfowej i prywatnej kontroli nad szlakami transportowymi.

Konkurencję na północnym Atlantyku należy łagodzić poprzez wspólne zarządzanie, skoordynowane rozkłady jazdy i stabilizację stawek frachtowych. Współpracownicy Morgana wyobrażali sobie, że zamiast konkurowania wielu linii o tych samych pasażerów, pocztę i ładunki tego samego dnia, odjazdy będą racjonalnie rozłożone. (11)

Firmy żeglugowe miały zostać połączone z sieciami kolejowymi, na które Morgan również miał wpływ finansowy. Miałoby to wydłużyć łańcuch dostaw z portów europejskich przez Atlantyk do amerykańskich sieci kolejowych i rynków. 

Politycznie i strategicznie ważna potęga morska

IMM miała stać się trzonem potężnej amerykańskiej floty handlowej. Współczesne i późniejsze relacje jednoznacznie łączą projekt Morgana z eksportem amerykańskich towarów i ekspansją wpływów USA w Europie. (12)

Chociaż White Star pozostała zarejestrowana w Wielkiej Brytanii i podlegała brytyjskim regulacjom, od 1902 roku znajdowała się całkowicie pod kontrolą amerykańskiego IMM. To właśnie sprawiło, że przejęcie stało się politycznie i ekonomicznie wrażliwe: historycznie brytyjska firma żeglugowa, której statki były zarejestrowane w brytyjskim rejestrze marynarki wojennej, stała się częścią zdominowanego przez USA konglomeratu finansowo-żeglugowego.(13)

IMM był częścią planu JP Morgan, mającego na celu konsolidację nie tylko banków, kolei i przemysłu, ale także transatlantyckiego transportu i przepływów handlowych w ramach prywatnego konglomeratu. Jego ambicje wydawały się nieograniczone.

Włączenie White Star Line do konglomeratu żeglugowego Morgana uczyniło Titanica i jego siostrzane statki – zwłaszcza Olympic i Britannic, ukończone po zatonięciu – symbolem prywatnego projektu konsolidacji: kapitał ze świata finansów miał nie tylko konsolidować firmy, ale także organizować transatlantycką infrastrukturę przewozów towarowych, pocztowych, migracyjnych i pasażerskich. Z tymi trzema gigantami mórz, JP Morgan prawdopodobnie miał nadzieję zdominować oceany świata. Okazało się jednak, że jest inaczej.

20 września 1911 roku brytyjski krążownik HMS Hawke staranował prawą burtę RMS Olympic w pobliżu wyspy Wight swoim dziobem . Śledztwo przeprowadzone w tamtym czasie i późniejsza sprawa sądowa wykazały, że odpowiedzialna jest Olympic , a raczej White Star Line. W rezultacie firmy ubezpieczeniowe odmówiły wypłaty odszkodowania. Po zatonięciu Titanica pojawiły się pogłoski, że to nie Titanic uderzył w górę lodową przed zatonięciem, ale raczej jego uszkodzony i przemalowany statek siostrzany, Olympic, w celu uzyskania odszkodowania z ubezpieczenia. Plotki te utrzymują się do dziś, twierdząc, że J.P. Morgan pierwotnie planował rejs Titanikiem, ale odwołał go w ostatniej chwili. Przeciwnicy J.P. Morgana, tacy jak John Jacob Astor IV, Isidor Straus i Benjamin Guggenheim, zginęli wraz z Titanikiem.

Tragiczna prawda jest już wystarczająco poważna: Titanic wpłynął na zamarznięty akwen z dużą prędkością, ostrzeżenia o lodzie i warunki widoczności nie zostały odpowiednio uwzględnione w celu zapewnienia bezpiecznej żeglugi, pojemność łodzi ratunkowych była niewystarczająca dla wszystkich na pokładzie, a wiele łodzi zostało zwodowanych bez wystarczającej liczby załogi. Brytyjskie śledztwo z 1912 roku jednoznacznie przypisało stratę zderzeniu z górą lodową przy nadmiernej prędkości. (14)

Udokumentowana historia władzy nie implikuje udowodnionego morderstwa ani spisku ubezpieczeniowego. Koncentracja władzy gospodarczej jest udokumentowana, natomiast rzekome celowe zatopienie Titanica nie. (15)

Britannic zatonął na Morzu Egejskim w 1916 roku po wpłynięciu na minę – w trakcie I wojny światowej. Jego zatonięcie było zatem wydarzeniem wojennym, a nie dowodem skoordynowanego, zaplanowanego sabotażu. Tylko (nowy?) Olympic mógł kontynuować działalność jako liniowiec pasażerski do 1935 roku.

Dlaczego projekt się nie powiódł 

Morze okazało się bardziej uparte niż Wall Street. Flagi narodowe, brytyjskie interesy, niemiecka konkurencja, prawo antymonopolowe i chronicznie zawyżony bilans udaremniły planowaną dominację na Atlantyku. Kiedy IMM sprzedał linię White Star Line brytyjskim inwestorom w 1926 roku, nie było to zaprzeczeniem żądnych władzy ambicji Morgana, lecz raczej oznaką jego porażki gospodarczej w sektorze, którego nie dało się trwale ustrukturyzować jak kolei czy trustu przemysłowego.

Koncepcja Morgana była ekspansywna, ale jego faktyczna władza nad północnym Atlantykiem pozostała ograniczona. IMM nie był w stanie w pełni zintegrować swoich głównych konkurentów: w szczególności Cunard, a także duże niemieckie firmy HAPAG i Norddeutscher Lloyd, zachowały niezależność. Porozumienia z niemieckimi liniami i porozumienie z rządem brytyjskim nie zastąpiły całkowitego przejęcia.

W żegludze statki, porty, załogi i bandery narodowe pozostają powiązane z państwami, dotacjami oraz interesami marynarki wojennej i bezpieczeństwa. Trust finansowy nie może kontrolować tych czynników tak łatwo, jak przedsiębiorstwo przemysłowe.

Amerykańskie prawo antymonopolowe i opozycja polityczna ograniczyły powstawanie kompleksowych monopoli.

Linia White Star Line utraciła część swoich podstaw ekonomicznych po I wojnie światowej, a sama IMM znalazła się pod presją zadłużenia i spadku zysków. (16)

Sprzedaż stanowiła zatem wycofanie się z nieudanego projektu konsolidacji międzynarodowej. W 1926 roku IMM sprzedało linię White Star Line brytyjskiej Royal Mail Steam Packet Company za około 7 milionów funtów. (17)

Sam Morgan zmarł w 1913 roku. Decyzja o późniejszej sprzedaży White Star Line w 1926 roku nie została zatem podjęta osobiście przez niego, lecz przez zarząd International Mercantile Marine Company (IMM), którą stworzył. Sprzedaż weszła w życie 1 stycznia 1927 roku.

Wczesne finansowanie Ententy w latach 1914/1915 przez JP Morgana Jr.

Firma JP Morgan & Co. – już nie pod zarządem JP Morgana seniora, który zmarł w marcu 1913 r., lecz pod zarządem JP Morgana Jr. (  Jack Morgan) – zaczęła wspierać Ententę finansowo i materialnie nawet w okresie neutralności USA, na długo przed przystąpieniem USA do wojny w kwietniu 1917 r. (18)

Już na początku 1915 roku Morgan został mianowany przez rząd brytyjski centralnym agentem zakupów w USA; formalne brytyjskie „Porozumienie Handlowe” zostało zawarte w styczniu 1915 roku. Podobne porozumienie obowiązywało we Francji od maja 1915 roku. W rezultacie firma obsługiwała większość amerykańskich zamówień dla Wielkiej Brytanii i Francji – od żywności i bawełny po stal, chemikalia, amunicję i inny sprzęt wojenny. (19)

Początkowo rola Morgana polegała głównie na połączeniu zaopatrzenia, przetwarzania płatności i udzielania pożyczek krótkoterminowych. Stworzyła jednak również ścisłe powiązanie materialne i finansowe między kontynuacją wojny Ententy a interesami sieci Morgana.

W marcu 1915 roku konsorcjum pod przewodnictwem Morgana wyemitowało w Nowym Jorku obligacje francuskie o wartości 50 milionów dolarów. Jesienią 1915 roku syndykat Morgana zorganizował emisję obligacji anglo-francuskich o wartości 500 milionów dolarów (5%, pięcioletni termin zapadalności) – była to wówczas największa emisja obligacji zagranicznych na Wall Street. (20)

Do czasu przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny w 1917 roku Morgan pośredniczył w zakupach dla aliantów o łącznej wartości blisko 3 miliardów dolarów. Bank zazwyczaj pobierał prowizję w wysokości około 1 procenta od tych zakupów; szacuje się, że prowizja ta wyniosła około 30 milionów dolarów. (21)

Do momentu przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny 6 kwietnia 1917 r. prywatne pożyczki USA dla Ententy wynosiły około 2,0–2,25 miliarda dolarów amerykańskich; dla porównania, do Niemiec trafiło zaledwie około 27–35 milionów dolarów amerykańskich. Daje to – w zależności od definicji statystycznej i daty odniesienia – stosunek około 60–80:1 na korzyść Ententy. (22)

Jednak powiązania finansowe miały znaczenie polityczne: uzależniały część amerykańskiego kapitału finansowego i przemysłowego od przetrwania, a ostatecznie sukcesu Wielkiej Brytanii i Francji. Sam Morgan później zaprzeczył przed Senatem, jakoby pożyczki te wciągnęły Stany Zjednoczone w wojnę. Niezależnie od tego samousprawiedliwienia, ryzyko niewypłacalności aliantów było realne dla amerykańskich pożyczkodawców i dostawców i stanowiło istotny czynnik w ówczesnej debacie. (23)

Twierdzenie, że „ Morgan finansował Ententę i w ten sposób wciągnął USA do wojny ” jest samo w sobie przekonujące, ale należy je również rozpatrywać w kontekście amerykańskich interesów bezpieczeństwa i gospodarki oraz czynników polityki wewnętrznej, a także w kontekście wojny podwodnej.

7 maja 1915 roku RMS Lusitania został storpedowany u południowych wybrzeży Irlandii przez niemiecki okręt podwodny U-20 pod dowództwem komandora porucznika Walthera Schwiegera i zatonął w ciągu około 18 minut. Podczas swojego ostatniego rejsu z Nowego Jorku do Liverpoolu przewoził ładunek o wartości wojskowej. (24) Lusitania została zarejestrowana w Admiralicji jako jednostka rezerwowa lub pomocnicza, przeznaczona do służby jako uzbrojony krążownik pomocniczy; pojawiła się również w odpowiednich spisach morskich w 1914 roku. 

Udokumentowany ładunek obejmował 4200 skrzyń metalowych nabojów zawierających około 4,2 miliona naboi do karabinów i karabinów maszynowych, 1250 skrzyń łusek odłamkowych oraz 18 skrzyń detonatorów. W amerykańskich dokumentach odnotowano również, że na pokładzie nie znajdowały się żadne materiały wybuchowe, zgodnie z definicją zawartą w ówczesnych przepisach amerykańskich; detonatory uznano za niewybuchowe w rozumieniu tej klasyfikacji. Ładunek został zgłoszony w manifeście. (25)

Dla rządu niemieckiego Lusitania stanowiła uzasadniony cel militarny ze względu na swój ładunek wojenny. Fakt, że przewoziła ładunek o znaczeniu militarnym, nie był zatem późniejszą spekulacją, lecz udokumentowanym faktem. (26)

20 września 1917 roku senator Bob LaFollette, republikański kandydat na prezydenta, który przegrał z Wilsonem, odniósł się do incydentu z Lusitanią i doktryny sekretarza stanu Lansinga, zgodnie z którą obecność obywateli amerykańskich na pokładzie dowolnego statku zapewniała immunitet. LaFollette twierdził: „Cztery dni przed wypłynięciem Lusitanii prezydent Wilson został osobiście poinformowany przez sekretarza stanu Bryana, poprzednika Lansinga, że ​​Lusitania przewozi 6 000 000 sztuk amunicji, nie licząc materiałów wybuchowych; i że pasażerowie, którzy zamierzali podróżować statkiem, robili to z naruszeniem przepisów naszego kraju”, po czym Bryan wyjaśnił znaczenie Ustawy o pasażerach z 1812 roku. Przemówienie wywołało oburzenie w Białym Domu i Senacie. Powołano komisję w celu wydalenia senatora. Aby usprawiedliwić się przed Senatem, Bob LaFollette zażądał kompletnych dokumentów przewozowych Lusitanii. To ujawniłoby całą sprawę. W rezultacie dokumenty przewozowe zostały szybko utajnione, a wniosek o wydalenie wycofano. Jednak 21 września prezydent Wilson zatwierdził już ogólnokrajową kampanię czujności przeciwko LaFollette’owi i jego zwolennikom. (27)

Kwestionowana neutralność USA przed przystąpieniem do wojny w 1917 r. 

Stany Zjednoczone ogłosiły neutralność na początku I wojny światowej, 4 sierpnia 1914 roku, formalną proklamacją prezydenta Woodrowa Wilsona. Początkowo dotyczyło to wojen między Austro-Węgrami a Serbią, Niemcami a Rosją oraz Niemcami a Francją; Wielka Brytania została następnie włączona do wojny po jej przystąpieniu. (28)

Wilson ogłosił nie tylko państwo, ale także wszystkich obywateli USA i osoby podległe amerykańskiej suwerenności, zobowiązaniem do ścisłej i bezstronnej neutralności. Proklamacja ta opierała się na amerykańskich ustawach o neutralności, traktatach oraz obowiązującym wówczas „prawie narodów”, czyli prawie międzynarodowym. (29)

Dokładniej rzecz biorąc oznaczało to:

  • Zakaz werbowania i wyposażania żołnierzy na potrzeby wypraw zbrojnych którejkolwiek ze stron konfliktu z terytorium USA.
  • Zabronione jest wykorzystywanie amerykańskich portów przez okręty wojenne stron walczących jako baz operacyjnych lub punktów obserwacyjnych.
  • Zaopatrzenie okrętów wojennych było ściśle ograniczone: dozwolone było dostarczanie żywności, niezbędnych napraw i tylko tyle węgla, ile było potrzebne do dotarcia do najbliższego portu macierzystego. (30)

Kluczowe ograniczenie amerykańskiej neutralności polegało na tym, że nie była ona rozumiana jako neutralność handlowa w znaczeniu całkowitego embarga gospodarczego. Departament Stanu wyraźnie wyjaśnił 15 sierpnia 1914 r.: Handel z państwami walczącymi nie zostanie zawieszony z powodu wojny w Europie. Sprzedaż i eksport kontrabandy przez osoby prywatne lub firmy nie były również zakazane na mocy prawa o neutralności USA. (31)

19 sierpnia 1914 roku Wilson ponownie zaapelował do społeczeństwa o bezstronność nie tylko „w praktyce”, ale także „w myślach”. Biorąc pod uwagę silne powiązania europejskie wielu obywateli USA i powiązania gospodarcze z walczącymi stronami, miało to znaczenie polityczne, ale nie znosiło prawa do prywatnego handlu zagranicznego. 

To właśnie ten rozdział między neutralnością państwa a handlem prywatnym sprawił, że transporty takie jak ten na Lusitanii były prawnie możliwe – mimo że w sposób oczywisty i przeważający przynosiły korzyści Wielkiej Brytanii i jej sojusznikom. Dostawy do Niemiec były praktycznie niemożliwe z powodu blokady Niemiec, która naruszała prawo międzynarodowe.

We wrześniu 1914 r. Waszyngton nie złożył formalnego protestu przeciwko brytyjskiej polityce blokady, gdyż była ona sprzeczna z prawem międzynarodowym.

Dopiero po rozszerzeniu polityki Londynu i Paryża w marcu 1915 roku o dalekosiężną blokadę wszystkich niemieckich dostaw, fundamentalny konflikt prawny stał się jasny i publicznie przedmiotem amerykańskiej noty. Późniejsze stanowisko USA, że tak zwana blokada była „nieskuteczna, nielegalna i nie do obrony”, nie powinno zatem być przedstawiane jako bezpośrednia reakcja na wydarzenia z września 1914 roku. (32)

Rząd USA w praktyce zaakceptował brytyjską blokadę Niemiec w jej kluczowej, wczesnej fazie, początkowo nie podnosząc fundamentalnej kwestii prawnej jako przedmiotu protestu dyplomatycznego. Dopiero eskalacja konfliktu w 1915 r. skłoniła Waszyngton do wydania formalnego i bardziej zasadniczego sprzeciwu. 

Na papierze neutralni, ale gospodarczo powiązani z Ententą: wojna USA i Europy od 1914 r.

I wojna światowa przekształciła Stany Zjednoczone z kraju będącego głównym dłużnikiem w czołowego wierzyciela i potęgę przemysłową. Boom gospodarczy początkowo opierał się na eksporcie i pożyczkach dla Ententy, a od 1917 roku dodatkowo na masowym finansowaniu zbrojeń przez rząd – co skutkowało wysokimi zyskami i pełnym zatrudnieniem, ale także wysoką inflacją i napięciami społecznymi.

W momencie wybuchu wojny w 1914 roku gospodarka USA znajdowała się w recesji. Po niej nastąpił 44-miesięczny boom: Wielka Brytania, Francja i inni sojusznicy kupowali żywność, surowce, maszyny, stal, chemikalia i broń z USA.

Przed 1915 r. amerykańska nadwyżka eksportowa wynosiła zazwyczaj 200–600 milionów dolarów rocznie; w latach 1917–1918 przekraczała 3 miliardy dolarów rocznie, a w 1919 r. osiągnęła około 4 miliardów dolarów.

Wzrost popytu zapoczątkował boom przemysłowy, szczególnie w sektorze stali, inżynierii mechanicznej, przemysłu stoczniowego, chemicznego, rolnictwa i amunicji. Wraz z przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do wojny w kwietniu 1917 roku, rząd federalny na masową skalę przeniósł produkcję z dóbr cywilnych na wojskową; do 1918 roku co najmniej 20 procent całkowitych zasobów narodowych było wykorzystywane na cele wojenne.

Bezrobocie spadło z 7,9% do 1,4%. Miliony ludzi zostało powołanych do wojska, podczas gdy rozwijający się przemysł domagał się dodatkowej siły roboczej. Przyspieszyło to Wielką Migrację Afroamerykanów z wiejskiego Południa do ośrodków przemysłowych na Północy i Środkowym Zachodzie.

Według szacunków, wartość handlu z aliantami wzrosła z około 800 milionów do 3 miliardów dolarów.

Napływ złota z Europy w celu zapłaty za dostawy do USA zwiększył podaż pieniądza w USA i wzmocnił pozycję Nowego Jorku jako międzynarodowego centrum finansowego wobec Londynu.

Całkowity koszt wojny prowadzonej przez Stany Zjednoczone szacuje się na około 32 miliardy dolarów, co stanowi około 52% ówczesnego produktu krajowego brutto. Jednocześnie Departament Skarbu zaciągnął pożyczki w wysokości około 23 miliardów dolarów w kraju i pożyczył około 12 miliardów dolarów 20 krajom zagranicznym. 

Zwycięzcy, inflacja, kryzys powojenny

Firmy z kontraktami w sektorze zbrojeniowym, stalowym, chemicznym, żeglugowym i eksportowym generowały bardzo wysokie zyski. Dlatego rząd wprowadził podatek od nadmiernych zysków w ustawie o dochodach wojennych z 1917 roku: w zależności od zwrotu z kapitału, „nadmierne zyski” były opodatkowane stawką od około 20 do 60 procent.

Jednak dla wielu pracowników wyższe dochody stanowiły jedynie ograniczony realny zysk. Wskaźnik cen konsumpcyjnych wzrósł o około 50 procent między 1915 a 1918 rokiem; inne dane pokazują, że ceny konsumpcyjne wzrosły mniej więcej dwukrotnie w całym okresie wojny. Siła nabywcza znalazła się pod presją, a strajki i spory pracownicze nasiliły się.

Po 1918 roku gwałtowny wzrost popytu, napędzany wojną, załamał się. Przejście na produkcję w czasie pokoju, bardziej restrykcyjna polityka pieniężna i deflacja doprowadziły do ​​ostrej recesji w latach 1920/21. Wojna na stałe uczyniła Stany Zjednoczone najważniejszym międzynarodowym pożyczkodawcą, ale jednocześnie pozostawiła po sobie nadwyżki mocy produkcyjnych, wysoki poziom zadłużenia prywatnego i publicznego oraz podatność na późniejsze spory o zadłużenie między aliantami.

Po I wojnie światowej Stany Zjednoczone doświadczyły początkowo silnej fali inflacji, a w 1919 roku jednego z największych strajków w historii. Połączenie wygasających przepisów wojennych, rosnących kosztów utrzymania, demobilizacji i konfliktu o władzę związków zawodowych doprowadziło do ostrego kryzysu społecznego.

Z Sarajewa do Kijowa: sojusze, plany wojenne, zbrojenia i wojna gospodarcza 

W 1914 r. sztywne układy sojusznicze doprowadziły do ​​katastrofy międzynarodowej z powodu lokalnego konfliktu. Dziesięcioletnie przygotowania do wojny (prowadzone przez brytyjski Komitet Obrony Imperium od 1904 r.), a także plany Sztabu Generalnego i mobilizacji stworzyły ograniczenia, które natychmiast wybuchły.

Do 2026 roku sztywne konstelacje sojusznicze, takie jak NATO, Grupa Wsparcia Ukrainy, oraz dwustronne zobowiązania w zakresie bezpieczeństwa ponownie staną się bastionami przeciwko Rosji i jej partnerom strategicznym. Ponad dziesięć lat temu, we wrześniu 2014 roku, Stany Zjednoczone przyjęły dokument „Zwycięstwo w złożonym świecie 2020–2040”, który nakazuje siłom zbrojnym USA przygotowanie się w ciągu najbliższych dekad do wyeliminowania zagrożenia ze strony Rosji i Chin. Od 2015 roku ukierunkowane manewry na dużą skalę, ruchy wojsk, rozmieszczenie wojsk, interoperacyjność i koncepcje operacyjne tworzą polityczne i operacyjne zależności w zakresie ścieżek.

Wojna ekonomiczna nie jest jedynie efektem ubocznym. Podczas I wojny światowej alianci opierali się na blokadzie morskiej Niemiec, podczas gdy Niemcy prowadziły wojnę podwodną przeciwko brytyjskim liniom zaopatrzeniowym. Obecnie sankcje, kontrola eksportu oraz walka o energię i wysokie technologie również dążą do długoterminowego osłabienia bazy ekonomicznej przeciwnika. (33)

Wojna na Ukrainie wykazuje cechy globalizującej się konfrontacji wielkich mocarstw: tworzenie bloków, zbrojenia, wojna ekonomiczna, integracja wojskowo-techniczna partnerów i wysokie ryzyko eskalacji. Podobnie jak w 1914 roku, szczególne zagrożenie leży nie tyle w pojedynczym czynniku, co w połączeniu logiki sojuszu, przygotowanych opcji militarnych i stopniowej normalizacji coraz bardziej bezpośredniego zaangażowania w konflikt.

Obecnie rozpoznanie dronów, zdjęcia satelitarne i cyfrowo połączone systemy kierowania ogniem sprawiają, że duże skupiska wojsk są szybciej widoczne i bardziej podatne na ataki. Przyczynia się to do wyniszczenia, umocnienia frontów i dużego zużycia amunicji, ale nie zastępuje po prostu wojny okopowej z lat 1914–1918.

W obecnej konfrontacji na Ukrainie City of London jest centrum sankcji, płatności, ubezpieczeń, handlu energią, mobilizacji kapitału i odbudowy. Chociaż JPMorgan Chase nie jest już centralnym państwowym finansistą, jako duży bank i doradca nadal może odgrywać znaczącą rolę w mobilizacji kapitału prywatnego na rzecz odbudowy. (34)

Po wybuchu wojny w 1914 roku powstała firma JP Morgan & Co., która miała być brokerem kredytowym i zaopatrzeniowym dla Londynu i Paryża. Do 2026 roku JPMorgan Chase jest globalnym graczem na rynkach kapitałowych; jego rola polega bardziej na doradztwie, finansowaniu i mobilizacji inwestycji niż na wyłącznym monopolu rządowym w zakresie zamówień publicznych.

Najsilniejsza paralela leży nie w utożsamianiu aktorów, lecz w logice eskalacji: konflikt regionalny, poprzez sojusze, planowanie wojskowe, integrację zbrojeń i współzależność gospodarczą, staje się konfrontacją na skalę mocarstw. Kluczowa różnica polega na tym, że współczesność charakteryzuje się odstraszaniem nuklearnym, zinstytucjonalizowanymi strukturami dowodzenia oraz globalnymi systemami informacyjnymi i finansowymi.

W 1914 roku sieć sojuszy przekształciła wojnę regionalną w wojnę europejską, a ostatecznie globalną. Dziś gęstsza, zintegrowana technologicznie i wspierana bronią jądrową sieć NATO, koalicji partnerskich, zobowiązań bezpieczeństwa i wojny gospodarczej nie tworzy automatycznie dynamiki wojny światowej – ale stwarza stałe ryzyko stopniowej eskalacji.

JPMorgan stawia na Londyn: ogromna siedziba jako sygnał dla centrum finansowego w erze sankcji, przezbrojeń i odbudowy. 

JP Morgan inwestuje w długoterminowe możliwości organizacji dużych przepływów kapitału, ryzyka, płatności i usług doradczych w europejskim obszarze finansowym. W czasach sankcji, finansowania zbrojeń, konfliktów energetycznych i handlowych oraz przewidywanych projektów odbudowy Ukrainy, ma to istotne znaczenie ekonomiczne i geopolityczne – bez sugerowania bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego z wojną.

Brytyjskie wsparcie dla Ukrainy obejmuje pomoc wojskową, a także finansowanie budżetowe, ze środków Banku Światowego i eksportowe; jednocześnie londyński rynek kapitałowy stara się mobilizować prywatne środki na odbudowę, na przykład za pośrednictwem funduszu Ukraine Reconstruction ETF notowanego na Londyńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych od marca 2026 r. (35)

JPMorgan Chase ogłosił plany budowy nowej siedziby głównej w Wielkiej Brytanii w dzielnicy Riverside South w Canary Wharf – około 5 kilometrów na wschód od centrum City of London. 

Plany zakładają około 280 000 metrów kwadratowych (trzy miliony stóp kwadratowych) powierzchni biurowej dla maksymalnie 12 000 pracowników. Mierząca około 265 metrów wieża może stać się najwyższą w Canary Wharf. Koszt projektu, zaprojektowanego przez Foster + Partners, szacowany jest na około trzy miliardy funtów, a jego budowa ma potrwać około sześciu lat po uzyskaniu pozwoleń. (36)

Budynek ten należy rozumieć jako długoterminowy sygnał lokalizacji, infrastruktury i władzy: bank na stałe wiąże znaczną część swojej europejskiej działalności z Londynem i inwestuje w przyszłość brytyjskiego centrum finansowego pomimo Brexitu, niepewności geopolitycznej i debaty na temat upadku dużych centrów biurowych. (37) 

W ten sposób koło się zamyka: to, co w XIX wieku zaczęło się jako prywatny kanał kredytowy między Londynem a Stanami Zjednoczonymi, dziś stoi niczym szklana wieża w Canary Wharf. Oś City of London-Wall Street nie jest jedynie historycznym przypisem, lecz trwającą strukturą władzy.

Ich prawdziwy skandal tkwi nie tylko w skali, ale także w strukturze bodźców: wojna nie jawi się już jako katastrofa polityczna, której należy zapobiegać za wszelką cenę, lecz jako wymierny biznes z ryzykiem, zyskami i kolejnymi kontraktami. Tam, gdzie zniszczenie staje się opłacalnym towarem, pokój traci na znaczeniu.

+++

Notatki i źródła 

Wolfgang Effenberger, urodzony w 1946 roku, zdobył dogłębną wiedzę na temat „pola bitwy nuklearnej” w Europie, przygotowywanego przez USA, służąc jako kapitan w niemieckich siłach zbrojnych. Po dwunastu latach służby studiował nauki polityczne i szkolnictwo średnie (budownictwo/matematyka) w Monachium, a następnie do 2000 roku wykładał w Technicznej Wyższej Szkole Inżynierii Budowlanej. Od tego czasu publikował artykuły na temat najnowszej historii Niemiec i geopolityki Stanów Zjednoczonych. Do jego najnowszych publikacji należą: „Czarna Księga UE i NATO” (2020), „Niedoceniana potęga” (2022) oraz „Od wojny do porządku światowego” (2026).

+++

1) https://en.wikipedia.org/wiki/J._S._Morgan_%26_Co.

2) J.P. Morgan, urodzony w 1837 roku, a zatem w wieku poborowym, nie brał udziału w wojnie. Zgodnie z Ustawą o rekrutacji z 1863 roku, poborowy mógł początkowo uiścić opłatę w wysokości 300 dolarów lub zapewnić zastępstwo.

3) https://www.fool.com/investing/general/2015/06/27/how-jp-morgan-built-his-net-worth.aspx

4) https://academic.oup.com/book/11202/chapter/159696559

5) https://www.docutren.com/historiaferroviaria/Semmering2004/pdf/01.pdf

6) https://baringarchive.org.uk/wp-content/uploads/2022/10/Yousseff-Cassis-Baring-Brothers-A-London-Merchant-Bank-in-historical-and-comparative-perspective.pdf

7) https://academic.oup.com/book/5233/chapter/147915094

8) https://academic.oup.com/book/11202/chapter/159696559

9) Zobacz Lance E. Davis i Robert E. Gallman: Ewolucja rynków finansowych i międzynarodowe przepływy kapitału. Wielka Brytania, Amerykanie i Australia, 1865–1914 (2001)

10) https://www.ggarchives.com/SteamshipLines/IMM/index.html

11) https://titanichistoricalsociety.org/international-mercantile-marine-company/

12) https://digitalcommons.usf.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=9538&context=etd

13) http://www.rms-republic.com/reference/13_Original_Ownership_Interests.pdf

14) https://www.nature.com/articles/089581d0

15) https://en.wikipedia.org/wiki/White_Star_Line

16) https://digitalcommons.usf.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=9538&context=etd

17) https://www.nytimes.com/1926/11/28/archives/white-star-bought-by-the-royal-mail-for-34000000-announcement-in.html

18) https://www.jpmorgan.com/GB/en/about-us

19) https://encyclopedia.1914-1918-online.net/article/house-of-morgan/

20) https://fraser.stlouisfed.org/files/docs/publications/books/intallydebt_fisk_1924.pdf

21) https://www.jpmorgan.com/GB/en/about-us

22) https://history.state.gov/historicaldocuments/frus1918Russiav03/d36

23) https://encyclopedia.1914-1918-online.net/article/house-of-morgan/

24) https://www.archives.gov/exhibits/eyewitness/html.php?section=18

25) https://history.state.gov/historicaldocuments/frus1914-20v01/d384

26) https://encyclopedia.1914-1918-online.net/article/lusitania-sinking-of-1-1/

27) Wolfgang Effenberger/Konrad Löw: Pax Americana. Historia mocarstwa światowego od jego anglosaskich korzeni do dnia dzisiejszego. Monachium 2004, s. 230

28) https://www.history.navy.mil/research/publications/documentary-histories/wwi/1914/ttl-president-woodro.html

29) https://www.history.navy.mil/research/publications/documentary-histories/wwi/1914/ttl-president-woodro.html

30) https://www.history.navy.mil/research/publications/documentary-histories/wwi/1914/ttl-president-woodro.html

31) https://history.state.gov/historicaldocuments/frus1914Supp/d422

32) https://history.state.gov/historicaldocuments/frus1916Supp/d1

33) https://ora.ox.ac.uk/objects/uuid:7447b96b-d30d-44a7-9aa4-db332ed4810c/files/srr1720497

34) https://www.gov.uk/government/publications/uk-support-to-ukraine-factsheet/uk-support-to-ukraine-factsheet

35) https://www.gov.uk/government/publications/uk-support-to-ukraine-factsheet/uk-support-to-ukraine-factsheet

36) https://www.theguardian.com/business/2026/apr/07/jp-morgan-clears-hurdle-canary-wharf-tallest-tower-london-city-airport

37) https://www.reuters.com/business/finance/jpmorgan-build-huge-new-uk-hq-canary-wharf-2025-11-27/

Czy powinniśmy spodziewać się nowego kryzysu rakietowego na skraju Europy?

Czy powinniśmy spodziewać się nowego kryzysu rakietowego na skraju Europy?

Aleksiej Gromyko o tym, dlaczego Europa przejęła rolę jastrzębia

Aleksiej Gromyko

Aleksiej Gromyko , członek korespondent Rosyjskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk

8 września, tass-rug/opinions

© IMAGO/piemags za pośrednictwem Reuters Connect

Ostatnia wizyta Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie, najbliższych doradców prezydenta USA Donalda Trumpa, jak można było się spodziewać, nie przyniosła przełomu w rozwiązaniu kryzysu ukraińskiego. Co więcej, główne zagrożenia dla bezpieczeństwa, z jakimi zmaga się dziś Rosja, nie pochodzą z Waszyngtonu, lecz ze stolic europejskich, które nieustannie wysyłają broń do Kijowa, aby przeciwstawić się Rosji. Niemcy są niewątpliwie czołowym jastrzębiem w Unii Europejskiej. Fakt, że obecny kanclerz Friedrich Merz, wnuk nazistowskiego urzędnika, kieruje obecnie militaryzacją Niemiec, podczas gdy Niemka Ursula von der Leyen (której dziadek był również wysokim rangą funkcjonariuszem w III Rzeszy) kieruje Komisją Europejską, nadaje tej sytuacji ponury, historyczny wydźwięk.

Osiemdziesiąt jeden lat po 2 września 1945 roku – oficjalnym zakończeniu II wojny światowej i wejściu ludzkości w erę nuklearną – europejski teatr działań wojennych (ETO) wkracza w nową, wybuchową fazę globalnej konfrontacji. I to z własną, unikalną specyfiką.

Zmiana graczy

Jednym z kluczowych skutków tej wojny było nie tylko powstanie Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), ale także fundamentalna zmiana charakteru samej wojny. 6 i 9 sierpnia 1945 roku Stany Zjednoczone zrzuciły bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki, co stanowiło jak dotąd jedyny przypadek użycia broni jądrowej w walce. Jednak w kolejnych latach dawni sojusznicy, po wspólnym pokonaniu nazistowskich Niemiec i ich państw satelickich oraz militarystycznej Japonii, przystąpili do zimnej wojny. Kwestia europejskiego teatru działań wojennych ponownie stała się kluczowa – tym razem w konfrontacji dwóch supermocarstw militarnych, Związku Radzieckiego i zamorskich Stanów Zjednoczonych, które aktywnie wykorzystywały swoje geopolityczne wpływy w regionie europejskim.

To właśnie w Europie podczas zimnej wojny zgromadzono ogromne zapasy taktycznej broni jądrowej (TNW). Zachód uważał wówczas, że NATO potrzebuje potężnego arsenału sił niestrategicznych, aby odstraszyć państwa Układu Warszawskiego, które miały przewagę w zakresie broni konwencjonalnej. Jednak po rozwiązaniu Układu Warszawskiego i upadku ZSRR strony skutecznie zamieniły się rolami: Rosja od dawna (i słusznie) postrzega swoją TTN jako niezbędny element odstraszania.

Pod koniec zimnej wojny i bezpośrednio po niej zapadły historyczne decyzje, które radykalnie zmniejszyły skalę konfrontacji militarnej w Europie. Na przykład w 1987 roku ZSRR i Stany Zjednoczone podpisały Traktat o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych średniego i krótkiego zasięgu (INF). W latach 1991 i 1992 przyjęto tzw. inicjatywy prezydenckie dotyczące redukcji taktycznej broni jądrowej na dużą skalę w Europie, a jednocześnie zredukowano arsenały konwencjonalne zgodnie z Traktatem o konwencjonalnych siłach zbrojnych (CFE).

Eliminacja pocisków rakietowych krótszego zasięgu, 1988© Walentin Kuzmin/TASS

Od tego czasu jednak sytuacja na linii styku między Rosją a NATO uległa drastycznej zmianie w wyniku rozszerzenia sojuszu, w tym przystąpienia Finlandii (2023) i Szwecji (2024). Strefa buforowa uległa niemal całkowitemu rozpadowi. Po jednostronnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF w 2019 roku, Waszyngton zignorował wielokrotne propozycje Moskwy dotyczące wprowadzenia moratorium na rozmieszczanie pocisków rakietowych średniego zasięgu w Europie i innych regionach.

W tej sytuacji Rosja utrzymuje duże zapasy taktycznej broni jądrowej, napędzane przewagą NATO w siłach konwencjonalnych oraz rozmieszczeniem amerykańskich bomb termojądrowych w Niemczech, Włoszech, Belgii, Holandii i Turcji. Waszyngton kontynuuje „wspólne misje nuklearne” ze swoimi sojusznikami, których skala dopiero ostatnio wzrosła. Tymczasem Moskwa po raz pierwszy rozmieściła taktyczną broń jądrową poza swoim terytorium – na Białorusi, odzwierciedlając amerykańską politykę „rozszerzonego odstraszania” i praktyki nuklearne NATO.

Ćwiczenia nuklearne między Rosją a Białorusią, 2026© Biuro Prasowe Ministerstwa Obrony Rosji/TASS

Taki stan rzeczy na styku Europy prowadzi do szybkiej degradacji mechanizmów wzajemnego odstraszania.

Czynnik relacji USA-Europa

Co więcej, w ostatnich latach tempo wzrostu zagrożeń militarnych w Europie znacznie przewyższało pogarszanie się stosunków rosyjsko-amerykańskich. Co więcej, rośnie zagrożenie powtórki europejskiego kryzysu rakietowego z pierwszej połowy lat 80. – najgroźniejszego epizodu zimnej wojny od czasu kryzysu kubańskiego z 1962 roku. Jednak tym razem, moim zdaniem, jeśli wyścig zbrojeń w dziedzinie pocisków średniego zasięgu zostanie w pełni wznowiony na europejskim teatrze działań wojennych, nowe zagrożenia mogą przewyższyć te sprzed 40 lat.

W przeciwieństwie do ery bipolarnej, w euroatlantyckim systemie bezpieczeństwa narastają obecnie tendencje odśrodkowe. W Europie Zachodniej narastają wątpliwości co do wiarygodności amerykańskich gwarancji w obliczu „strategicznego odłączenia się” Waszyngtonu od sojuszników. Proces ten przebiega jednak falami. Planując redukcję sił konwencjonalnych w Europie, Stany Zjednoczone mogą obrać przeciwną drogę w zakresie „rozszerzonego odstraszania”, zwiększając arsenał taktycznej broni jądrowej w tym obszarze.

W ramach procesu przenoszenia ciężaru militarnego, Europejczycy aktywnie rozwijają już własne zdolności konwencjonalne, w tym rakietowe. Co więcej, pomimo kojącej retoryki Departamentu Stanu, mającej na celu złagodzenie eskapad Trumpa, de-europeizacja interesów polityki zagranicznej USA podsyca zainteresowanie stworzeniem autonomicznego „europejskiego odstraszania nuklearnego” opartego na arsenałach Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza Francji. W dłuższej perspektywie grozi to poszerzeniem grona państw posiadających broń jądrową.

Jednak to oderwanie niekoniecznie oznacza zerwanie więzi wojskowych. Waszyngton po prostu próbuje przerzucić ciężar finansowy i przemysłowy na swoich sojuszników, domagając się od nich większej autonomii w ramach tzw. NATO 3.0.

W tej podwójnej konfiguracji Rosja mogłaby stawić czoła pojawieniu się w Europie lądowych systemów uderzeniowych dalekiego zasięgu, wyłącznie europejskich lub amerykańskich, bądź produkowanych wspólnie. Chociaż obecnie są one projektowane z głowicami konwencjonalnymi, nie wyklucza się w przyszłości zastosowania komponentu nuklearnego. Zamierzenia Waszyngtonu i Berlina, wyrażone we wspólnej deklaracji w sprawie planów rozmieszczenia pocisków rakietowych średniego i krótszego zasięgu do 2024 roku, za rządów Bidena, zostały na razie odłożone na półkę wraz z powrotem Trumpa, ale sama opcja pozostaje aktualna.

Jednocześnie Amerykanie regularnie importują do Europy morskie systemy rakietowe z mobilnymi wyrzutniami Mk 70 (rzekomo na potrzeby ćwiczeń wojskowych). Wcześniej miało to miejsce na duńskiej wyspie Bornholm, obecnie w Norwegii. Ich charakterystyka jest podobna do wojskowych systemów rakietowych Typhon, które Pentagon testował już w regionie Azji i Pacyfiku: na Filipinach, w Japonii i Australii.

Co więcej, w wyniku fragmentacji euroatlantyckiego systemu bezpieczeństwa, niektóre systemy dalekiego zasięgu mogą znaleźć się pod kontrolą różnych ośrodków decyzyjnych i charakteryzować się różnym stopniem autonomii – od poszczególnych państw narodowych po struktury NATO i UE.

Szare strefy i czerwone linie

O ile w 1987 roku eliminacja całej klasy broni wymagała porozumienia między zaledwie dwiema stronami – ZSRR i USA – o tyle w przyszłości architektura kontroli będzie musiała zostać zbudowana w drodze złożonej serii traktatów dwustronnych lub wielostronnych. Sytuację dodatkowo pogarsza fundamentalna zmiana w geografii militarnej: nowe systemy rakietowe, w tym hipersoniczne, mogą pojawić się w bliskim sąsiedztwie głównych ośrodków strategicznych Rosji.

Historyczne doświadczenie trwałego odstraszania opierało się na wyważonych działaniach Moskwy i Waszyngtonu, do których dołączyły m.in. Paryż i Londyn. Jednak procesy zapoczątkowane w drugiej połowie lat 90. XX wieku w dużej mierze zniszczyły fundamenty tego zjawiska. W obliczu ostrego kryzysu ukraińskiego niemal wszystkie kanały komunikacji politycznej, wojskowej i eksperckiej między stronami konfliktu zostały zerwane. W ich wzajemnych percepcjach coraz częściej pojawiają się szare strefy i czerwone linie. Na Zachodzie Rosję oskarża się o planowanie użycia siły militarnej przeciwko niejądrowym członkom NATO, podczas gdy w naszym kraju panuje silny niepokój o agresywne zamiary sojuszu wobec obwodu kaliningradzkiego. Tymczasem sam Trump wielokrotnie kwestionował mit „rosyjskiego zagrożenia”, ale europejska „partia wojny” nadal go propaguje.

Percepcja strategicznych zagrożeń wynikających z położenia geograficznego jest zaostrzana przez wstrząsy klasycznego „dylematu bezpieczeństwa”. Jedna strona postrzega dominację przeciwnika w systemach dalekiego zasięgu na europejskim teatrze działań wojennych jako krytyczną asymetrię, podczas gdy druga tłumaczy swoje działania przewagą przeciwnika w siłach konwencjonalnych. W tym kontekście szybki rozwój technologii wojskowej napędza niepewność.

Czy to oznacza, że ​​„złoty wiek” zrównoważonego odstraszania dobiegł końca wraz z wygaśnięciem większości kluczowych traktatów o kontroli zbrojeń i rozbrojeniu?

Kilka ważnych porozumień podpisanych w czasie zimnej wojny nadal obowiązuje – przede wszystkim Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) oraz Traktat o całkowitym zakazie prób jądrowych (CTBT). W tym kontekście warto przywołać wspomnienia radzieckiego dyplomaty Rolanda Timerbajewa. Opisał on, jak na początku lat 80., „gdy napięcia w stosunkach radziecko-amerykańskich osiągnęły apogeum”, radziecki minister spraw zagranicznych Andriej Gromyko zauważył, że reżim nierozprzestrzeniania broni jądrowej „był jedyną jedwabną nicią łączącą wówczas oba mocarstwa”. Dziś wciąż istnieje kilka takich nici, ale wielu jest chętnych do zerwania tych więzi.

Głównym problemem naszych czasów jest to, że o ile przez ostatnie prawie 80 lat Waszyngton był głównym inicjatorem eskalacji w stosunkach z ZSRR/Rosją i inicjatorem nowych rund wyścigu zbrojeń, o tyle obecnie rolę tę z entuzjazmem przyjmują stolice europejskie. Zakorzeniła się tam niebezpieczna iluzja: że wymuszona militaryzacja może zmusić nasz kraj do porzucenia fundamentalnych interesów narodowych.

Jednakże oczywiste jest, że rozmieszczenie systemów uderzeniowych, w tym systemów „głębokiego, precyzyjnego uderzenia”, w pobliżu granic państwa oficjalnie uznanego za przeciwnika militarnego, nie może być postrzegane inaczej niż jako eskalacja i bezpośrednie zagrożenie. 

Promyk nadziei?

Wizyty Witkoffa i Kushnera w Moskwie i Kijowie 5 i 6 września mogą utorować drogę do ożywienia pełnoprawnego dialogu. Europejczycy od dawna nalegali na swój udział w negocjacjach, a po dwóch obecnych rundach – amerykańsko-rosyjskiej i amerykańsko-ukraińskiej – doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii zostali włączeni w ten proces.

Spotkanie prezydenta Rosji Władimira Putina, specjalnego wysłannika prezydenta USA Stevena Witkoffa i Jareda Kushnera© Michaił Metzel/Biuro Prasowe Prezydenta Federacji Rosyjskiej/TASS

Jednak najbardziej radykalna część Europy, na czele z Niemcami i Wielką Brytanią, nadal z maniakalną uporczywością rozgrywa kartę „rosyjskiego zagrożenia”, cynicznie wykorzystując ją między innymi do rozwiązywania swoich wewnętrznych problemów politycznych (czytaj: utrzymania władzy).

Właśnie dlatego, biorąc pod uwagę obecną sytuację, ścieżka europejska wydaje się najbardziej problematyczna. Najważniejsze jest teraz zrozumienie, czy strona amerykańska jest gotowa zaangażować się poważnie i kompleksowo w proces negocjacyjny, a nie wracać do niego na marginesie, pośród prowokacyjnych manewrów dyplomatycznych europejskich sojuszników.

Bardzo dobra wiadomość. Zwycięstwo rozsądku w sądach wojskowych.

Bardzo dobra wiadomość

09.09.2026 wolnemedia/bardzo-dobra-wiadomosc

Do rzadkości należą racjonalne oceny stanu obronności naszego kraju i gdybanie o losach ewentualnej wojny. Znacznie więcej od dziennikarzy i polityków mogą mieć do powiedzenia na ten temat sami żołnierze. Przykładem racjonalnej postawy nie są upolitycznieni generałowie, ale skromny dowódca, porucznik Szymon Fijał. Podczas debaty dotyczącej zagrożenia wojną stwierdził on: „Podzielone zdania jednych o tym, że wojna jest nieuchronna, drugich, że wojny nie będzie, nie należy tak rozpatrywać, ale musimy dążyć, by wojny nie było. Bo jeśli dojdzie do wojny, to wszystkie nasze działania i rozważania, co robić, by było dobrze, spełzną na niczym”.

Aktualnie porucznik rezerwy Szymon Fijał, w 2021 roku za ujawnienie nieprawidłowości w wojsku, został oskarżony o naruszenie prawa, za co spotkały go działania odwetowe. Porucznik Fijał, wspólnie ze stowarzyszeniem „Bronimy Munduru – Dla Przyszłych Pokoleń”, przyczynił się do zatrzymania szczepień w polskim wojsku.

Wydawać mogło się, że człowiek najzwyczajniej wykorzystał deklarowaną publicznie „dowolność” przyjmowania preparatów o niezweryfikowanych następstwach, ale dla władzy wojskowej, czyli zwierzchników i wojskowej prokuratury, czyn porucznika Fijała był tożsamy z aktem szpiegostwa. Pod tym zarzutem toczył się przeciwko niemu proces przez pięć lat. Sąd powołał blisko 50 świadków, których zeznania miały potwierdzić prokuratorską tezę. Pan Szymon Fijał miał świadomość, że przy tak radykalnej kwalifikacji czynu (art. 130 Kodeksu karnego) groziło mu od pięciu do 30 lat lub dożywotnie więzienie.

Wojna ze społeczeństwem wymaga opanowania i wewnętrznej mobilizacji do walki. Porucznik stanął na wysokości zadania jako dowódca, mimo wielu upokorzeń. Jednym z nich był wniosek prokuratora o zakaz noszenia munduru.

Zaskakuje wysoka świadomość przygotowanego do służby żołnierza, który w debacie dziennikarzy o wojnie daje receptę, mówiąc: „Ja mam taką receptę, jak zatrzymać wojnę – trzeba pokonać psychomanipulację, którą nas rozgrywają partie polityczne”. Dalsze, celne spostrzeżenia dotyczą upartyjnienia wszystkich instytucji państwowych, niezależnie od tego, która partia nominalnie sprawuje rządy. Ten stan nie omija Wojska Polskiego, które jest nieme albo wyjątkowo zgodne z partią pełniącą rolę administratora państwa. „Gdyby było inaczej, wtedy niekonstytucyjne rozkazy nie miałyby szans. Nie byłoby mowy, by polski żołnierz, który przysięgał bronić Narodu i stać na straży Konstytucji, robił coś odwrotnego, a pośrednio dokonywałby ludobójstwa na własnym narodzie” – argumentuje porucznik Fijał.

Członkowie wspomnianego stowarzyszenia doświadczali przeszukań przeprowadzanych przez służby, porucznikowi przedstawiano fabrykowane przeciwko niemu zarzuty, których ranga pozwoliła Wojskowemu Sądowi Garnizonowemu uznać go jednak za niewinnego. Obserwując działania Ministerstwa Obrony Narodowej w toku toczącej się sprawy, doprowadzono do tego, że w wojsku nie ma już żadnego z żołnierzy, którzy sprzeciwili się przyjęciu wstrzyknięcia odporności. Zostali wyrzuceni.

Kolejnym etapem utajonego rozbrojenia, jak relacjonuje porucznik Fijał, jest morale armii w sferze obrony koniecznej. Załatwiając sobie na własną rękę potwierdzenie szczepień, niektórzy stanęli pod zarzutem działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Dla zmniejszenia wyroku sypali jeden drugiego. W desperacji, w obronie przed opresyjnością władzy, ratowali oni swoje zdrowie i życie oraz los rodzin, a własną postawą ratowali obronność narodu. Jeśli jeszcze tym żołnierzom stwarzane są warunki uniemożliwiające działanie w ramach samoobrony, siła bojowa armii pozostanie jedynie w ministerialnych papierach, przesądzając o ostatecznej utracie zdolności obronnych i suwerenności państwa.

Jak potwierdziły wyniki doświadczeń – im mniej zaszczepionych, tym silniejsza i liczniejsza jest armia. Amerykańskie komercyjne linie lotnicze straciły znaczną liczbę pilotów na skutek rezygnacji z pracy, gdy zażądano od nich stosowania się do zaleceń medycznych. Dlatego szybko odstąpiono od obowiązku poddania się zaleceniom przyjmowania preparatów, a w wojsku zaniechano całkowicie podporządkowania się wymogom medyczno-sanitarnym.

Jak może społeczeństwo i żołnierze wzajemnie wspierać się we wspólnej sprawie – pozostaje pytaniem otwartym dla wszystkich dobrze życzących sobie i Polsce, mimo rozproszenia wynikającego z zatrudnienia w mało przyjaznych instytucjach państwowych.

Przykładem pożytecznego współdziałania jest praca realizatorki Konkretnego Kanału, rejestrującej wystąpienie pana porucznika Szymona Fijała na spotkaniu w Wałbrzychu 24 kwietnia 2024 r.

Sukces żołnierza w wieloletnich potyczkach z sądownictwem ma krzepiący finał.

Prokurator Sławomir Stępniak domagał się w kasacji przekazania sprawy z powrotem do pierwszej instancji. W kolejnym, osobiście przekazanym przez uniewinnionego komunikacie, po pięciu latach Szymon Fijał przekazuje informacje o całkowitej i ostatecznej wygranej w Sądzie Apelacyjnym. Decyzją tej instancji, podjętą 16 kwietnia 2026 r., oddalony został wniosek kasacyjny prokuratora Sławomira Stępniaka, uznany za zupełnie bezzasadny. Sprawa została zamknięta ostatecznie.

Kolejnym postanowieniem Wojskowego Sądu Garnizonowego w Lublinie z 16 sierpnia 2026 r. był nakaz zwrócenia prywatnych nośników zabezpieczonych podczas przeszukań.


Źródło: WolneMedia.net

Politycy poza kontrolą

Politycy bez odpowiedzialności

8 września 2026 r. swissvox/politiker-ohne-haftung

W Bernie i innych stolicach europejskich obowiązuje niepisane prawo: ci, którzy trwonią pieniądze podatników, negocjują umowy za plecami ludzi lub zagrażają dostawom energii, rzadko ponoszą osobiste konsekwencje. Rzemieślnik ponosi osobistą odpowiedzialność za niedbałą pracę. Właściciel MŚP stoi w obliczu ruiny po złej decyzji. Polityk z długim stażem, w najgorszym przypadku, rezygnuje z pracy i przechodzi na dożywotnią emeryturę. Często po tym następuje awans do organizacji międzynarodowej lub pozarządowej.

Właśnie ten rozdźwięk opisał w niedawnym wystąpieniu prawnik z Zurychu i były radny kantonu SVP, Valentin Landmann. Twierdzi on, że nie chodzi już o dobrobyt obywateli ani o ich budżety, ale o utrzymanie władzy, pielęgnowanie przyjaźni i zachowanie przywilejów. Elita polityczna żyje w hermetycznej bańce. W przypadkach rażącego nadużycia władzy lub kolosalnych błędów planistycznych nie ma mowy o zbiorowym sprzeciwie, lecz o całokształt działań tuszujących.

Podatnik zawsze płaci rachunek.

Wojna jako odwrócenie uwagi

Ten schemat staje się szczególnie niebezpieczny, gdy kryzysy zewnętrzne i agresywna retoryka służą jako tarcza moralna. Dopóki podsycany jest strach i utrzymywany scenariusz ciągłego zagrożenia, mało kto zadaje niewygodne pytania o miliardy dolarów wypłaconych za granicę, rosnące koszty azylu czy erozję neutralności. Krytyka jest moralnie zniesławiana, uciszana lub etykietowana jako opowiadanie się po którejś ze stron w wojnie.

Pod pretekstem bezpieczeństwa narodowego lub europejskiego można egzekwować stan wyjątkowy, ograniczać prawa podstawowe i piętnować krytyków jako wrogów państwa. Konflikty zewnętrzne umacniają władzę w kraju. Podczas gdy społeczeństwo zmaga się ze stresem, wygórowanymi czynszami i malejącą siłą nabywczą, elity kreują się na arenie międzynarodowej na zbawców świata.

Landmann postrzega to jako fundamentalne zagrożenie dla demokracji bezpośredniej. Szwajcaria i Europa nie potrzebują polityków, którzy zabiegają o względy obcych państw lub kryją się za wojennymi hasłami, by ukryć własne niepowodzenia. Potrzebne są mechanizmy, które skutecznie sankcjonują złe decyzje i nadużycia władzy. Państwo nie może paść ofiarą oderwanych od rzeczywistości elit.

Neutralność jako ochrona – czy jako obciążenie

Odnosząc się do neutralności, Landmann wskazuje na prosty fakt historyczny. Przez ponad 100, a właściwie 200 lat Szwajcaria dobrze żyła z neutralnością zbrojną. Uznały ją nawet państwa, które dziś często oskarża się o brak uznania – jak Rosja. Dopóki Szwajcaria działa zgodnie z Konwencją o Neutralności, jest ona uważana za terytorium nietykalne.

Jeśli przestanie być neutralne, stanie się stroną wojującą. Wtedy bomba równie dobrze mogłaby spaść na Berno lub Zurych.

To ostrzeżenie pojawia się w momencie, gdy parlament odrzuca inicjatywę neutralności, a Rada Federalna uznaje obecną praktykę za wystarczającą. Inicjatywa ma na celu wyraźniejsze zapisanie w konstytucji zasady trwałej i zbrojnej neutralności. Przeciwnicy postrzegają to jako ograniczenie zakresu działania Szwajcarii. Zwolennicy widzą w tym gwarancję demokracji bezpośredniej i bezpieczeństwa.

Fakt pozostaje faktem: w Szwajcarii nikt tak naprawdę nie pociąga polityka do odpowiedzialności. Najgorsze, co może się zdarzyć, to przedwczesne odsunięcie od władzy. Nawet to zdarza się rzadko. Ci, którzy wyrządzają szkody, często deklarują je jako nieodzowną europejską konieczność. I wielu łatwo ulega wpływom.

Politycy muszą na nowo uświadomić sobie, przed kim odpowiadają: przed własnym narodem i przed nikim innym. To nie kwestia nastrojów społecznych, ale fakt konstytucyjny. O tym, czy będzie to miało konsekwencje, decyduje nie biurokratyczna bańka w Bernie, ale wyborcy.

80. rocznica poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał prymas Hlond

80. rocznica poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał prymas Hlond

Paweł Kubala 8 września 2026, prawy/80-lat-temu-prymas-august-hlond-zawierzenie-jasna-gora

prymas August Hlond

80. rocznica niezwykłego zawierzenia, którego dokonał prymas Hlond

08.09.2026 Paweł Kubala

8 września 2026 roku mija 80 lat od jednego z najbardziej masowych aktów religijnych w powojennej historii Polski. Tego dnia w 1946 roku prymas August Hlond, na czele całego episkopatu, dokonał na Jasnej Górze poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi.

W uroczystości wzięło udział – według relacji z epoki – około miliona wiernych. Rocznica zbiega się w tym roku z jubileuszem 200-lecia Żywego Różańca, co Kościół w Polsce świętuje wspólnie właśnie dziś na Jasnej Górze.

Kraj zniszczony i zagrożony. Prymas Hlond podejmuje odważną decyzję

Akt z 1946 roku nie był gestem odosobnionym ani przypadkowym. Zapadł w konkretnym momencie historycznym: Polska wychodziła z wojennych zniszczeń, a jednocześnie władzę w kraju systematycznie przejmowali komuniści. Decyzję o dokonaniu zawierzenia biskupi podjęli już 3–4 października 1945 roku, podczas swojej pierwszej powojennej konferencji na Jasnej Górze. Ze względu na postępującą sowietyzację kraju przygotowania prowadzono początkowo w konspiracji – oficjalna informacja pojawiła się dopiero w liście pasterskim episkopatu na Wielki Post 1946 roku, podpisanym przez kard. Hlonda.

Samo przygotowanie miało charakter trójstopniowy i objęło praktycznie cały naród: akt poświęcenia wypowiadano najpierw w parafiach i rodzinach (7 lipca), potem na szczeblu diecezjalnym (15 sierpnia), następnie we wspólnotach zakonnych (19 sierpnia), by ostatecznie zamknąć całość ogólnopolską uroczystością na Jasnej Górze 8 września. Władze komunistyczne ostrzegały, że udział w obchodach będzie traktowany jako wystąpienie przeciw nowej władzy – mimo to na Jasną Górę przybyły tłumy.

Doniosły akt na Jasnej Górze

W niedzielę 8 września 1946 roku Mszę świętą na Szczycie Jasnogórskim celebrował krakowski kardynał Adam Sapieha. Sam Hlond odczytał tekst Aktu poświęcenia narodu, powtarzany przez zgromadzonych wiernych. Padły w nim m.in. słowa: „Tobie i Twojemu Niepokalanemu Sercu poświęcamy siebie, naród cały i wskrzeszoną Rzeczpospolitą”.

Geneza aktu sięga wojennych doświadczeń samego kardynała Hlonda. Na emigracji we Francji, w okolicach Lourdes, prymas zetknął się na przełomie lat 1941–1942 z pamiętnikami ojca Augustyna Kordeckiego o obronie Jasnej Góry, a rozmowy z Piusem XII po powrocie do kraju utwierdziły go w przekonaniu o konieczności poświęcenia ojczyzny Niepokalanemu Sercu Maryi.

W tle pozostawało przesłanie fatimskie z 1917 roku, w którym – według katolickiej tradycji objawień – mowa była o poświęceniu Rosji Niepokalanemu Sercu i o groźbie rozprzestrzenienia się „błędnych nauk” w razie zlekceważenia wezwania. W 1942 roku Pius XII dokonał pierwszego poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi, zachęcając poszczególne episkopaty do podobnych aktów narodowych – prymas Hlond wpisał Polskę w ten szerszy, ogólnokościelny ruch.

To nie było jednorazowe wydarzenie

Dzieło zapoczątkowane przez prymasa Hlonda kontynuował kard. Stefan Wyszyński, który ułożył Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego (1956) i zainicjował Wielką Nowennę przygotowującą Polaków do obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski w 1966 roku. Akt zawierzenia został formalnie odnowiony przez polski episkopat 6 czerwca 2017 roku w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem – w setną rocznicę objawień fatimskich.

Także dziś na Jasnej Górze wierni zebrali się, aby odnowić zawierzenie dokonane przez prymasa Hlonda. Ogólnopolskie spotkanie modlitewne odbyło się zgodnie z zapowiedzianym programem: o 9.30 na placu jasnogórskim rozpoczęła się rejestracja grup pielgrzymkowych i odbiór aktów zawierzenia, o 10.00 miały miejsce powitanie, konferencja i wspólna modlitwa różańcowa, a o 11.00 rozpoczęła się Msza święta odpustowa, sprawowana z udziałem częstochowskiej Kapituły Archikatedralnej, która tego dnia obchodziła zarazem własne święto patronalne i 75-lecie powołania kapituły. Po Eucharystii odnowiono Akt poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi – wydarzenie to stanowiło jednocześnie drugą diecezjalną stację jubileuszu 200-lecia Żywego Różańca, założonego przez błogosławioną Paulinę Jaricot.

Mszy przewodniczył metropolita częstochowski abp Wacław Depo. W homilii przypomniał okoliczności aktu z 1946 roku, dokonanego – jak podkreślił – w warunkach narastającego reżimu komunistycznego, i zastrzegł, że ani tamto zawierzenie kard. Hlonda, ani późniejsze akty prymasa Wyszyńskiego i Jana Pawła II nie powinny być odczytywane jedynie jako zapis przeszłości. Zdaniem metropolity zawierzenie musi pozostawać „żywym, osobowym” aktem każdego wiernego i całego narodu, a jego owocem powinny być konkretne praktyki: codzienny różaniec, spowiedź i Komunia święta oraz nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Abp Depo mówił też o postępującej sekularyzacji, określając ją mianem „przyspieszonego kursu pełzającej apostazji”.

Przeor Jasnej Góry o. Grzegorz Prus w słowie powitania nawiązał do 80. rocznicy aktu Hlonda i pobłogosławił ziarno na zasiew, zgodnie z tradycją związaną z przypadającym tego dnia świętem Matki Bożej Siewnej. Dyrektor Sekretariatu Fatimskiego na Krzeptówkach, ks. dr Krzysztof Czapla SAC, komentując znaczenie rocznicy jeszcze przed uroczystościami, zwracał uwagę na kontekst historyczny aktu z 1946 roku: „Fatima rodzi się w Polsce, gdy nasza Ojczyzna jest bezbronna, zniszczona, ograbiona, bezsilna militarnie”. W tym samym duchu formułował też ocenę, że przesłanie fatimskie – jego zdaniem – wciąż nie jest w Polsce w pełni zrealizowane.

Wojna ma trwać latami – a Stany Zjednoczone wciąż są [i będą] w nią zaangażowane

depositphotos.com

Niedawne spotkanie NATO 8 września ujawniło: Wojna trwa latami – a Stany Zjednoczone wciąż są w nią zaangażowane (wideo)

Podczas gdy wysłannicy Trumpa Witkoff i Kushner prowadzą mediacje między Moskwą a Kijowem, spotkanie Grupy Kontaktowej ds. Ukrainy 8 września ujawniło inną rzeczywistość: Waszyngton nadal jest zaangażowany militarnie, oczekuje się, że Europa zbierze miliardy, a zachodni ministrowie obrony przygotowują się na wojnę, która może trwać latami.

Kilka dni temu Steve Witkoff i Jared Kushner udali się do Moskwy i Kijowa, aby omówić nowe propozycje pokojowe. Nie osiągnięto przełomu. We wtorek odbyło się 36. spotkanie Grupy Kontaktowej ds. Ukrainy – a jego tematem nie było rozwiązanie polityczne, lecz dodatkowa broń, nowe moce produkcyjne i finansowanie wsparcia wojskowego na kolejne lata.

Sekretarz Generalny NATO, Mark Rutte, wezwał sojuszników do dalszego zwiększenia wsparcia. 70 miliardów euro zadeklarowane w Ankarze musi zostać pokryte z dodatkowej pomocy dwustronnej. „Narody muszą pójść jeszcze dalej. Nie mamy wyboru” – oświadczył. Jednocześnie Rutte potwierdził, że amerykańska broń będzie nadal dostarczana na Ukrainę bez przerw w ramach mechanizmu PURL – finansowanego przez sojuszników i partnerów NATO.

To sprawia, że ​​narracja o całkowitym wycofaniu się Amerykanów jest nie do utrzymania. Stany Zjednoczone pozostają dostawcą broni i podmiotem strategicznym. Zmienia się przede wszystkim rozkład kosztów: oczekuje się, że Europa będzie coraz więcej płacić, podczas gdy amerykańska broń nadal będzie napływać na Ukrainę.

Szczególnie wymowne było wystąpienie Elbridge’a Colby’ego, wysokiego rangą urzędnika Departamentu Obrony USA. Wyjaśnił on, że Rosja odbudowuje swoje siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy. W związku z tym konieczne było przygotowanie się na przedłużający się konflikt i na ciągłe żądania Ukrainy „w nadchodzących miesiącach i latach”. Należało również rozważyć inne możliwe scenariusze.

To nie jest przypadkowa uwaga.

Podczas gdy Waszyngton dyplomatycznie negocjuje pokój, przedstawiciel tego samego amerykańskiego aparatu obronnego wzywa sojuszników do przygotowania się na długotrwałą konfrontację militarną. Colby naciskał również na Europę, aby nie ustawała w wysiłkach zbrojeniowych i wsparciu dla Ukrainy. Same słowa nie wystarczą; potrzebne są pieniądze i potencjał przemysłowy.

Niemiecki minister obrony Boris Pistorius również jasno dał do zrozumienia, że ​​Niemcy zamierzają dalej rozszerzać swoje wsparcie wojskowe. Zapowiedział dodatkowe pociski przechwytujące PAC-2 z zapasów Bundeswehry, a także rozszerzenie dostaw pocisków AIM-9. Kontynuowane będą dostawy systemów IRIS-T i pocisków kierowanych. Ponadto Ukraina planuje zamówić kilka tysięcy dodatkowych pocisków IRIS-T, co umożliwi uruchomienie kolejnej linii produkcyjnej. Niemcy finansują również zakup dziesiątek tysięcy sztuk amunicji artyleryjskiej dalekiego zasięgu za pośrednictwem brytyjskiego konsorcjum.

Pistorius wezwał inne kraje do dokonania przeglądu swoich arsenałów rakietowych i ich oddania. Jego apel brzmiał: „Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, wybierzcie Ukrainę”. Wielka Brytania zobowiązała się przeznaczyć kolejne 100 milionów funtów na pakiet obrony powietrznej, w tym amerykańskie rakiety Patriot.

Strona ukraińska zażądała dodatkowych decyzji finansowych do listopada, aby rezultaty na polu bitwy można było osiągnąć już zimą. Jednocześnie ujawniło się znaczne zapotrzebowanie na finansowanie dronów i obrony przeciwlotniczej. Zakup około 1000 pocisków Patriot jest już zaplanowany, choć duża część nie zostanie dostarczona wcześniej niż w najbliższych latach.

Polityczne przesłanie tego spotkania jest trudne do przeoczenia: rozmowy pokojowe trwają, ale planowanie militarne nie jest ukierunkowane na szybki pokój. Jest ukierunkowane na długą wojnę.

Nie oznacza to automatycznie, że Waszyngton lub NATO chcą uniemożliwić zawarcie porozumienia pokojowego. Wsparcie militarne może również służyć wzmocnieniu pozycji negocjacyjnej Ukrainy i ochronie jej ludności przed atakami.

Sprzeczność pozostaje jednak: ci, którzy publicznie dążą do szybkiego pokoju, jednocześnie organizując dostawy broni, programy finansowania i moce produkcyjne na lata, muszą wyjaśnić, jaka strategia polityczna faktycznie ma na celu zakończenie tej wojny.

Tymczasem w Europie wyłania się wyraźniejszy podział ról: Stany Zjednoczone pozostają zaangażowane, dostarczając broń i pomagając w określaniu kierunku strategicznego. Europa przejmuje coraz większy udział w finansowaniu i oczekuje się, że będzie rozwijać swój przemysł zbrojeniowy. Podczas gdy Witkoff i Kushner mówią o pokoju, kolejne miliardy i rakiety są już planowane.

Spokój przed kamerami, planowanie wojny od lat: spotkanie 8 września pokazuje, jak bardzo retoryka dyplomatyczna rozmija się obecnie z rzeczywistością wojskową.

Źródło: Sekretarz generalny NATO uczestniczy w wirtualnym spotkaniu Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy

Francja rezygnuje z systemu kaucyjnego. Miasta i gminy mają mieć wolność wyboru

Francja rezygnuje z systemu kaucyjnego.

Miasta i gminy mają mieć wolność wyboru

Joanna Kędzierska 09.09.2026 zielonagospodarka/francja-rezygnuje-z-systemu-kaucyjnego-miasta-i-gminy-maja-miec-wolnosc-wyboru

Francja rezygnuje z systemu kaucyjnego. Miasta i gminy mają mieć wolność wyboru - ZielonaGospodarka.pl

Francja rezygnuje z planów wprowadzenia obowiązkowego systemu kaucyjnego dla butelek plastikowych, proponując zamiast tego, by miasta i gminy tworzyły systemy dobrowolne.

Decyzja o odstąpieniu od wymogu stosowania kaucji za butelki plastikowe jest wynikiem trwających trzy miesiące konsultacji z władzami miast, producentami butelek oraz firmami zajmującymi się recyklingiem. W Unii Europejskiej przyjęto przepisy mające na celu ograniczenie negatywnego wpływu opakowań na środowisko, które zakładają, że od 2030 roku zakazane będą opakowania z tworzyw sztucznych jednorazowego użytku dla większości świeżych owoców i warzyw w partiach o wadze poniżej 1,5 kg. Regulacje te nakazują również, aby do 2030 roku 10% większości napojów było sprzedawanych w opakowaniach wielokrotnego użytku. Wiele państw członkowskich UE, takie jak m.in. Portugalia, Polska, Dania, Szwecja, Finlandia, Litwa, Niemcy czy Holandia wprowadziły już obowiązkowe systemy kaucyjne dla butelek plastikowych. 

Władze lokalne we Francji argumentowały, że nowy, odrębny system kaucyjny zakłóciłby i skomplikowałby istniejącą infrastrukturę odbioru odpadów komunalnych oraz recyklingu. Krytycy ostrzegali też , że budowa nowej infrastruktury i obsługa administracyjna systemów kaucyjnych zwiększyłyby koszty ponoszone przez gminy, nie gwarantując przy tym lepszych rezultatów w porównaniu z obecnymi rozwiązaniami. Przeciwnicy wskazywali, że obywatele już płacą lokalne podatki za wywóz odpadów, przez co system kaucyjny mógłby być postrzegany jako dodatkowe obciążenie finansowe.

Liberalni syjoniści to źli gnojkowie. Czemu ???

Liberalni syjoniści to źli gnojkowie

Podczas niedawnego wystąpienia w Hampton Institute Hillary Clinton stwierdziła, że ​​„pierwszym i najważniejszym” przewinieniem Benjamina Netanjahu jest szkoda, jaką wyrządził Izraelowi i jego reputacji.

Caitlin Johnstone 6 września 2026 r. caitlinjohnstone-au/liberal-zionists-are-evil-shitbags

===========================================

Podczas niedawnego wystąpienia w Hampton Institute Hillary Clinton stwierdziła , że ​​„pierwszym i najważniejszym” przewinieniem Benjamina Netanjahu jest szkoda, jaką wyrządził Izraelowi i jego reputacji.

„Nikt nie powinien mieć wątpliwości, jak poważnie Netanjahu zaszkodził, przede wszystkim, Izraelowi” – ​​powiedziała Clinton. „A po drugie, postrzeganiu Izraela przez ludzi nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie, i to musi zostać naprawione”.

Szczególnie mocno naciskała na tę część „najważniejszego” podczas mówienia. Naprawdę mocno w nią włożyła jajniki.

To jest liberalny syjonizm w pigułce. Problemem nie jest Izrael niszczący życie Palestyńczyków, ale Benjamin Netanjahu niszczący wizerunek publiczny Izraela. Problemem nie jest samo ludobójstwo, ale to, że ludobójstwo szkodzi izraelskim interesom wizerunkowym.

Nie obchodzi ich ludzkie cierpienie. Nie interesują ich prawa człowieka. Zależy im tylko na kontrolowaniu narracji.

Widzieliśmy to zilustrowane kilka lat temu w tyradzie ówczesnego sekretarza stanu Antony’ego Blinkena, który narzekał na to, jak krążące w internecie filmy z izraelskimi okrucieństwami „zdominowały narrację” i mają „bardzo, bardzo trudny wpływ na narrację”.

Problemem nie jest to, co się dzieje, ale HISTORIA ludzi na temat tego, co się dzieje. Całe to ludobójstwo, czystki etniczne, apartheid i nadużycia byłyby w porządku, gdyby syjoniści mogli kontrolować narrację, jaką ludzie na ten temat opowiadają. Benjamin Netanjahu jest nielubiany nie dlatego, że jest ludobójczym potworem, ale dlatego, że jego ludobójcza potworność utrudnia skuteczne administrowanie propagandą imperialną.

[filmik w oryg. md]

Pośród okrucieństwa administracji Trumpa łatwo zapomnieć, że lwia część zabójstw w Strefie Gazy miała miejsce za rządów Joe Bidena. Łatwo zapomnieć o kłamstwach Bidena o zdjęciach ściętych niemowląt i jego fałszywych twierdzeniach , że dane Ministerstwa Zdrowia Gazy dotyczące zgonów są niewiarygodne. Łatwo zapomnieć o tym, jak rzecznik Departamentu Stanu Matthew Miller zawsze wykręcał się od pytań na galerii prasowej o ludobójstwo z ohydnym uśmieszkiem na twarzy . Łatwo zapomnieć o wszystkich uczestnikach DNC, którzy zasłaniali uszy , gdy demonstranci przeciwko ludobójstwu wymieniali nazwiska palestyńskich dzieci zamordowanych przez Bidena w Strefie Gazy.

W pełni zaakceptowali ludobójstwo Izraela. Rozkoszowali się nim.

A teraz, tuż przed wyborami uzupełniającymi, byli wysocy rangą urzędnicy Bidena powiedzieli prasie , że żałują, iż nie zrobili więcej, aby powstrzymać masową rzeź militarną Netanjahu. 

Taki był plan od zawsze. Zawsze wiedzieli, że mogą po prostu dać Izraelowi wszystko, czego zapragnie, a potem krzyknąć: „Ups! Popełniliśmy błąd!”, żeby ukryć swoje dziedzictwo po popełnieniu zbrodni. I teraz właśnie to robią. Zaplanowali to, gdy bomby były już wysyłane.

Dzieje się tak, gdy Demokraci z Izby Reprezentantów pomagają Republikanom uchwalić dwupartyjny projekt ustawy , który w istocie zmusza amerykańskie uniwersytety do partnerstwa z państwem Izrael, pozbawiając je funduszy federalnych, jeśli podejmą decyzję o wycofaniu inwestycji z tworu syjonistycznego. 

A teraz czołowi izraelscy urzędnicy otwarcie mówią, że nadszedł czas na dokończenie czystek etnicznych w Strefie Gazy, a minister obrony Israel Katz i minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gvir promują w ostatnich dniach plan masowej czystki. Wszystko to stało się możliwe dzięki celowemu zniszczeniu Strefy Gazy przy pełnym poparciu Partii Demokratycznej.

Tacy właśnie są. Nigdy nie pozwól im o tym zapomnieć.

Liberalni syjoniści to po prostu zwolennicy Izraela, którzy chcą, by cieszył się on większym poparciem społecznym. Pragną atrakcyjnego, czarującego Izraela w stylu Obamy, który dyskretnie morduje i znęca się nad Palestyńczykami, jednocześnie propagując mit „rozwiązania dwupaństwowego” i wygłaszając kwieciste hasła o równości i pokoju. Nie znoszą dzisiejszego Izraela w stylu Trumpa, który nie stara się ukryć swojej sadystycznej natury.

[filmiki opuszczam md]

Niestety dla nich, dzisiejszy Izrael jest jedynym Izraelem w menu. Okazuje się, że nie da się stworzyć rasistowskiego państwa opartego na rasistowskiej ideologii bez zdominowania go przez jawnych i głośnych rasistów. Izrael w stylu Trumpa, który dał początek Netanjahu, Ben Gwirowi i Smotriczowi, jest naturalnym ukoronowaniem wszystkiego, czym Izrael jest i zawsze był.

Nie ma powrotu. Twoja liberalna maska ​​miłego faceta nigdy więcej nie zakryje twarzy Izraela. Świat na zawsze zobaczy projekt syjonistyczny takim, jakim jest. Ta pasta do zębów nigdy nie wróci do tubki.

Teraz wystarczy, że świat zjednoczy się, by zlikwidować ludobójcze państwo apartheidu. Bo wszyscy wiemy, że to trzeba zrobić.

Meandry demokracji…

by opolczykpl opolczykpl/meandry-demokracji

Meandry demokracji…

.


.
Biorąc na zdrowy rozum, demokracja powinna być najlepszym i najsprawiedliwszym systemem społeczno-politycznym. Ale już w starożytnej Helladzie miała wrogów i to wśród najwybitniejszych filozofów: Platona i Arystotelesa. Sokrates nie był jej z założenia przeciwny, choć dostrzegał widoczne w niej zagrożenie: tyranię bezmyślnej i głupiej większości. Przypisuje się mu zdanie: Demokracja jest tylko tak dobra, jak edukacja, która ją otacza. I tu widać, jeśli to rzeczywiście powiedział, przebłysk jego geniuszu.

Demokracja, nawet w wydaniu parlamentarnym, w którym posłowie reprezentują wyborców, aby była systemem rzeczywiście dobrym, musi spełniać dwa warunki:

– Większość wyborców musi być roztropna, rozsądna, zdolna do krytycznego i samodzielnego myślenia, mająca pojęcie o otaczającej nas rzeczywistości, odporna na psychomanipulacje medialne, poczuwająca się do współodpowiedzialności za państwo i losy społeczeństwa.

– Media, nazywane niekiedy czwartą władzą, a w ogłupianiu społeczeństw mające w zachodnich fasadowych demokracjach parlamentarnych pierwszorzędne znaczenie, musiały by być mediami neutralnymi, obiektywnymi, niezależnymi od biznesu i polityki.

Rzeczywistość na zachodzie niestety jest taka, że ogromna większość społeczeństw, czy to w Niemczech, Francji, Anglii, Polsce czy usraelu, jest zbieraniną ignorantów sterowanych medialną propagandą, a media głównego ścieku kłamią, zmyślają, mataczą, ogłupiają i tworzą fikcyjny obraz rzeczywistości, prawdziwy matriks. I stąd od lat widzimy, że wciąż w kolejnych farsach wyborczych wygrywają skompromitowane mafie polityczne służące interesom finansowych elit kolektywnego zachodu. A tam, gdzie są one w wyborach zagrożone, to albo unieważniają przegrane wybory, albo delegalizują partie mogące korporacyjnej mafii partyjnej zagrozić, bądź groźnym kandydatom uniemożliwiają udział w wyborach wyrokami sądowymi. A ogromna większość zachodnich społeczeństw śpi, nie dostrzega manipulacji i nadal wierzy w zachodnią demokrację.

Wczoraj znajoma, Niemka, powiedziała w rozmowie ze mną, że dobrze by było, gdyby w Niemczech wprowadzono referenda. Spytałem ją – wierzysz naprawdę, że przy tak ogromnym odurnieniu większości Niemców referanda coś dadzą? Spojrzała na mnie i powiedziała – no tak, masz rację, to nic nie da.

Polską scenę polityczną znam mniej niż niemiecką, przez co zajmę się głównie tą drugą. To, co tu, w Niemczech, wyrabia się pod płaszczykiem „obrony demokracji”, musi przerażać każdego rzecznika demokracji. Fundamentem demokracji musi być wolność słowa i równouprawnienie wszystkich politycznych partii. Rzeczywistość jest taka, że za byle słówko można zostać okrzyczany ruską wtyką, w łże-mediach jakakolwiek wyważona wypowiedź o Rosji jest niedopuszczalna, a jedna z partii politycznych jest wściekle zwalczana, choć Ustawa Zasadnicza (zastępująca tu konstytucję)  gwarantuje wszystkim partiom politycznym równe prawa. „Obrońcy demokracji” depczą własną Ustawę Zasadniczą, budują system faszystowski, faszystoidalną dyktaturę, będąc przy tym święcie i głęboko przekonanymi, że bronią demokracji i wolności.

.

Sami sobie nakładają kajdany i chcą je nałożyć wszystkim.

Jak funkcjonuje fasadowa zachodnia demokracja w Niemczech, dobrze obrazuje sytuacja po wyborach do Landtagu w Saksonii Anhalt. Zwalczana medialnie i politycznie  ogniowym murem (Brandmauer) partia AFD zdobyła najwięcej głosów – 43,8 %. Dotychczas rządząca CDU straciła prawie 20 % i osiągnęła ledwo 17,2 % i drugie miejsce. Inne agenturalne partie politycznego kartelu (zaliczam do nich i „Lewicę” – Die Linke) osiągnęły: SPD – 9,3 %, Zieloni – 8,9%, (pseudo) Lewica (Die Linke) – 8,6 %. oraz nieomal tak samo jak AFD zwalczany Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) – 5,3 proc. FDP, przez dziesięciolecia będąca w Berlinie etatowym koalicjantem zarówno CDU jak i SPD, została „zatopiona” i nie weszła do kolejnego już Landtagu z wynikiem 2,6 %.  W obliczu tak ogromnej  przewagi AFD nad kartelem politycznym (CDU, SPD, Zieloni, Die Linke, FDP) tylko i wyłącznie AFD zasługuje na demokratyczny mandat tworzenia rządu krajowego. A jednak kartel polityczny, mimo totalnej politycznej klęski, chce utworzyć własny rząd, choć pod względem ilości krzeseł w Landtagu sama AFD ma tyle samo miejsc (39), co cztery agenturalne partie politycznego kartelu razem wzięte: CDU, SPD, Zieloni i Die Linke (15+8+8+8=39). Języczkiem u wagi będzie więc także znienawidzona partia „stalinówki” Wagenknecht – BSW. Niemniej – powtarzam, gdyby zasady demokracji miały jakiekolwiek znaczenie w Niemczech, tylko i wyłącznie AFD powinna mieć prawo do tworzenia rządu. Ale kto tam patrzy na demokrację – ruskich onuc do władzy dopuścić nie można.

W obecnej wykładni w Niemczech demokratą jest ten, kto popiera partie rządzące w Berlinie. Kto jest innego zdania, jest wrogiem demokracji, prawicowym ekstremistą, neonazistą i czym tam jeszcze, naturalnie i „antysemitą”.

A w sumie, biorąc na „zdrowy rozum”, właśnie w Landach wschodnich, na terenie byłej NRD, AFD powinna mieć najmniejsze poparcie. Jest wszak za normalizacją stosunków z Rosją. A to w NRD stacjonowało prawie pół miliona Czerwonoarmistów. I tam rusofobia powinna być silniejsza. Widocznie jednak pamięć o tamtej „sowieckiej okupacji” nie aż tak straszna jest – i nie jest tak eksploatowana medialnie jak w Polsce. Ale decydujący wpływ na stosunek wschodnich Niemców do AFD i politycznego kartelu miała picdemia i jej zamordystyczna dyktatura, jak i zamordyzm w sprawie Rosji oraz niszczenie gospodarki w imię zielonej szajby w czasach rządów w Berlinie koalicji SPD-Zieloni-FDP. W byłej NRD co najmniej połowa ludności pamięta dyktaturę Honeckera, bo była to dyktatura. I stąd protesty anty-kowidowe były tam znacznie silniejsze niż w „starych” Landach, w byłych Niemczech Zachodnich. Oni po prostu lepiej niż zachodni „rodacy” dostrzegali kowidowy totalitaryzm, gorszy niż honeckeryzm i bardziej zdecydowanie i masowo przeciwko niemu protestowali. Nadal też trwają tam protesty i demonstracje przeciwko budowanej dyktaturze. I przeciwko niszczeniu gospodarki. Niemcy wschodni, mniej zdemoralizowani i rozleniwieni dobrobytem, są bardziej  czuli na swobody obywatelskie, oraz bardziej odpowiedzialni w sprawach dotyczących państwa. No i dlatego w poprawie stosunków z Rosją widzą ratunek dla upadającej gospodarki.

Mnie osobiście ucieszyło tak miażdżące zwycięstwo AFD, ale tylko na zasadzie Schadenfreude – radości z powodu katastrofalnej politycznej porażki politycznego kartelu, będącego na łańcuchu elit finansowych. Zasłużył na to rzeczywiście.

Ale to zwycięstwo AFD powinno być dla Polski ostrym sygnałem ostrzegawczym. Nie mam tu nawet na myśli ciągotek rewizjonistycznych, widocznych w szeregach AFD. Rozmawiałem z wieloma sympatykami, odwołującymi się do tradycji kajzerowskich Niemiec. Chcą granic z roku 1914:

.

.

Obwodu Kaliningradzkiego naturalnie Rosji nie odbiorą – ale co z resztą? Breslau, Stettin, Danzing, Posen, Kattowitz, Oppeln – to może być w ich zasięgu. Jeśli AFD stanie się główną partią rządzącą w Berlinie, a do tego może dojść szybciej, niż się spodziewamy i zabiegać będzie o dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją, Moskwa z powodów taktycznych i strategicznych pójdzie na to. Dla Moskwy „nawrócenie” się Berlina na pro-rosyjskość będzie śmiertelnym ciosem dla zachodniej, wściekle antyrosyjskiej polityki. Bruksela bez Berlina okaże się bezsilna. Londyn ma na Kremlu przechlapane na zawsze, Paryż prawdopodobnie też. Ale Berlin ma dla Kremla znaczenie symboliczne, taktyczne i strategiczne – i na żarliwe prośby AFD o wybaczenie zareaguje pozytywnie. A wtedy Polska, rządzona przez kreatury typu Tuski, Kaczyńskie, Nawrockie, Sikorskie i reszta tego ukropolińskiego barachła znajdzie się w niemiecko-rosyjskich kleszczach.

Dla Niemiec Polska zawsze była przeszkodą w ekspansji na Wschód – już od czasów pierwszych Piastów. ZSRR była wiarygodnym gwarantem naszych Ziem Zachodnich, Ziem Odzyskanych. Ale czy obecnie Moskwa, widząc rządców Ukropolinu z pianą na pyskach, żądnych mordowania Rosjan, chcących Rosję wdeptywać w ziemię, będzie się troszczyła o nasze Ziemie Zachodnie, okupione krwią setek tysięcy Czerwonoarmistów, skoro w Niemczech jeszcze nie burzy się pomników Armii Czerwonej, a w Polsce tak. Pod niemieckim zarządem łatwiej będzie Rosji opiekować się cmentarzami Czerwonoarmistów na Ziemiach niegdyś Odzyskanych. A pamięć o poległych w Wojnie Ojczyźnianej jest w Rosji święta.

Czeka nas jeszcze też kolejna masowa, wielomilionowa emigracja z Ukrainy, być może już tej zimy. Szacunki mówią o 5-7 milionach nowych uchodźców. Sytuacja polityczna, gospodarcza, finansowa i militarna kijowskiej junty jest katastrofalna. Ostatnio, według doniesień, w Kijowie doszło nawet do strzelaniny pomiędzy rywalizującymi tajnymi służbami cywilnymi i wojskowymi. Atak dronem na siedzibę SBU był dziełem ukraińskiego HUR, odpowiednika rosyjskiego GRU, a nie Rosji.

.

.

Tam, w tym neobanderowskim kotle, brakuje jeszcze wojny służb o władzę i wpływy.

Z dużym prawdopodobieństwem tej zimy kijowska junta nie przetrwa. Stąd kijowski ćpun apeluje o zakończenie wojny jeszcze przed zimą. Pat i Pataszon (Witkoff i Kushner) nie osiągnęli w Moskwie nic. Rosja na polu walki zamierza osiągnąć wyznaczone cele. I osiągnie.

Nad Polską zbierają się naprawdę czarne chmury. Wprawdzie nastroje ślepo pro-ukraińskie w Polsce maleją, ale wrogość wobec Rosji nie. Większości Polaków brakuje instynktu pro-państwowego – kierowania się racją stanu, dobrem państwa, troską o gospodarkę. Zwyciężają rozbudzane i utrwalane od wieków nastroje wrogości do wschodniego, potężnego sąsiada.

Dotychczas w naszej historii bywało już, że gdy Niemcy i Rosja podawały sobie, ponad głowami Polaków, ręce, kończyło się to dla Polski i Polaków źle. Nie mówię, że AFD jutro dojdzie do władzy, ale może to jednak nastąpić dosyć szybko. Rzecz w tym, żeby Polska wyprzedziła Niemcy i pierwsza zadbała o naprawę stosunków z Rosją. Czy ktokolwiek w warszawce, w sprzedajnych elitach jednak o tym pomyśli? Wątpię. I to napawa mnie obawą.

Większość Polaków jak lunatycy, lub ludzie z zawiązanymi oczami daje się prowadzić w przepaść rusofobii.

.

.

Nie ma niestety w Polsce partii, która – jak AFD w Niemczech – chciałaby naprawy stosunków z Rosją, i która zdobyłaby w jednym województwie tak oszałamiające zwycięstwo. Konfederacji Grzegorza Brauna daleko jeszcze do AFD.

Gdybym był Niemcem, skakałbym do góry z radości po wyborach w Saksonii Anhalt. Ale jestem Polakiem i wynik tych wyborów napawa mnie obawą. Niemcy prędzej czy później zwrócą się z przeprosinami w stronę Rosji, a Polska znajdzie się w strefie zgniotu między tymi państwami. Co z niej wtedy zostanie, aż boję się myśleć…

opolczyk

.

Izrael niszczy dowody ludobójstwa w Strefie Gazy

Caitlin Johnstone

Izrael niszczy dowody ludobójstwa w Strefie Gazy

Państwo Izrael powinno mieć na swojej fladze buldożer Caterpillar D9

==================================================

Caitlin Johnstone 7 września 2026 r. caitlinjohnstone-au/israel-is-destroying-evidence-of-genocide-in-gaza

==================================================

Pamiętacie, jak ciągle słyszeliśmy, że oficjalna liczba ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy jest zaniżona, bo tysiące ciał jest uwięzionych pod gruzami?

Cóż, wygląda na to, że Izrael przemieszał te szczątki wraz z gruzami, niszcząc w ten sposób dowody ludobójstwa.

Drop Site News informuje :

Palestyńskie Centrum ds. Osób Zaginionych i Przymusowo Zaginionych oskarżyło Izrael o niszczenie dowodów, które mogłyby umożliwić identyfikację tysięcy Palestyńczyków pochowanych pod gruzami Gazy lub ujawnić los osób przymusowo zaginionych.

Centrum informuje, że siły izraelskie codziennie usuwają setki ton gruzu ze zniszczonych dzielnic w zamkniętych strefach wojskowych. Jego rozkruszenie i usunięcie mogłoby doprowadzić do rozdrobnienia ludzkich szczątków, zmieszania ich z gruzem i odpadami, zatarcia lokalizacji miejsc pochówku oraz zniszczenia DNA i innych dowodów kryminalistycznych.

Około 7000 Palestyńczyków nadal uznaje się za zaginionych w Strefie Gazy, w tym około 4000–5000 osób jest prawdopodobnie uwięzionych pod ruinami.

„Te miejsca to nie tylko odpady budowlane” – ostrzegło centrum. Zaapelowało o pilną interwencję ONZ i Czerwonego Krzyża, dostęp dla ekip ratowniczych i kryminalistycznych oraz niezależny nadzór nad usuwaniem gruzu w przyszłości.

W zeszłym miesiącu raport Euro-Med Human Rights Monitor oszacował, że „co najmniej 10 milionów ton gruzu zostało usuniętych, skruszonych lub przeniesionych z ich pierwotnych miejsc na obszarach znajdujących się pod bezprawną kontrolą wojskową Izraela”.

„W ostatnich tygodniach Euro-Med Monitor śledził codziennie prawie 100 izraelskich ciężarówek opuszczających Strefę Gazy z gruzami” – czytamy w raporcie. „Ciężarówki te przewożą gruz do nieujawnionych miejsc w Izraelu i dalej na południe od okupowanego Zachodniego Brzegu. Władze Izraela nie podały szczegółów dotyczących ilości usuwanego materiału, tras, miejsc docelowych ani sposobu jego wykorzystania. Nie zezwoliły również na niezależny nadzór nad sortowaniem, ważeniem ani procesem transportu. Ten brak przejrzystości znacznie utrudnia śledzenie transportowanego materiału, identyfikację dowodów lub odzyskanie ewentualnych szczątków ludzkich”.

Euro-Med Monitor zauważa, że ​​usunięcie to nastąpiło w czasie, gdy Izrael jest wciąż objęty dochodzeniem Międzynarodowego Trybunału Karnego w sprawie zbrodni ludobójstwa, dodając, że Statut Rzymski uznaje „niszczenie, manipulowanie lub utrudnianie gromadzenia dowodów” za czyny przestępcze, które utrudniają wymierzanie sprawiedliwości przez MTK, jeśli są dokonywane umyślnie.

W sprawie ludobójstwa RPA przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości sąd orzekł , że „Państwo Izrael podejmie skuteczne środki w celu zapobieżenia zniszczeniu i zapewnienia zachowania dowodów związanych z zarzutami dotyczącymi czynów objętych zakresem artykułu II i artykułu III Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa przeciwko członkom grupy palestyńskiej w Strefie Gazy”.

Zobowiązania te są ewidentnie ignorowane, gdyż Izrael stara się ukryć dowody swoich zbrodni.

[nie kopiuję filmików. Są w oryginale. md]

W niedzielę Palestyńczycy w Strefie Gazy zorganizowali masowy pogrzeb około 100 osób, w tym 60 dzieci. Osoby te nie zostały zabite niedawno; masowy pogrzeb odbył się, ponieważ ich ciała odnaleziono spod gruzów zniszczonych budynków w dzielnicy Zeitoun w Strefie Gazy.

Właśnie tego typu wydarzeniom stara się zapobiec Izrael, oczyszczając kraj ze zniszczeń będących pozostałością po ludobójczym ataku.

Zazwyczaj nie myśli się o sprzęcie budowlanym jako o narzędziu ludobójstwa, ale w okupowanej Palestynie właśnie do tego służy ten sprzęt. Używają go do burzenia domów. Do grzebania ofiar. Do ukrywania dowodów.

Państwo Izrael powinno mieć na swojej fladze buldożer Caterpillar D9.

Przyznają: Ukraina przegrywa wojnę, a strategia Europy zawiodła

Getty Images za pośrednictwem Spectator

Przyznają: Ukraina przegrywa wojnę, a strategia Europy zawiodła.

Przez lata zachodnie stolice donosiły, że Rosja jest osłabiana sankcjami, Ukraina wzmacniana dostawami broni, a zwycięstwo militarne Kijowa jest tylko kwestią czasu. Teraz, spośród wszystkich publikacji, brytyjski „ Spectator” wyciąga druzgocący wniosek . „Ukraina przegrywa wojnę” – pisze Owen Matthews, zastępca redaktora naczelnego magazynu i autor książki o wojnie Putina. Jego analiza nie jest rosyjską historią sukcesu, lecz rozliczeniem z polityką Zachodu.

Obietnice Zachodu spotykają się z rzeczywistością.

Matthews dostrzega trzy trzeźwiące wnioski z niedawnych rozmów Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie i Kijowie: Putin nie porzucił swoich celów wojennych, Trump nie ma nowego planu pokojowego poza porozumieniem na warunkach rosyjskich, a Kijowowi kończą się pieniądze, żołnierze i amunicja przeciwlotnicza.

Inicjatywa dyplomatyczna nie przyniosła przełomu. Podczas gdy Waszyngton mówi o korzyściach ekonomicznych płynących z zakończenia wojny, Zełenski określa walkę o Donbas jako wojnę o przetrwanie.

Szczególnie niepokojące są wydarzenia w wojsku. Rosja coraz częściej rozmieszcza szybsze i bardziej precyzyjne drony szturmowe, opracowuje ekonomiczne systemy pocisków manewrujących i zwiększa produkcję pocisków balistycznych. Ukraiński doradca ds. technologii obronnych, Serhij Bieskrestnow, ostrzega, że ​​ataki stały się silniejsze niż obrona. Nie oczekuje się, że Ukraina otrzyma tej zimy wystarczającą liczbę pocisków, aby w pełni chronić swoje miasta.

Sankcje, broń, dyplomacja: potrójna porażka

Prawdziwą bombą artykułu jest jednak krytyka Europy przez Matthewsa. Mówi on o potrójnej porażce: Sankcje ogłoszono z wielką pompą, podczas gdy rosyjskie zakupy energii były kontynuowane; ważne systemy uzbrojenia zostały wstrzymane z obawy przed eskalacją lub ze względu na własne interesy obronne Europy; a przede wszystkim Europa odmówiła poważnego rozważenia negocjacji z Moskwą, jednocześnie nieustannie zachęcając Ukrainę do walki.

Matthews podważa w ten sposób centralną strategię wojenną Zachodu. Powtarzane obietnice wspierania Kijowa „tak długo, jak będzie to konieczne” i „z wszelkimi niezbędnymi środkami” określa jako zasadniczo mylące. Zachód, jak twierdzi, wzbudził oczekiwania, których nie był w stanie spełnić. Jednocześnie nie zdołał sparaliżować gospodarczo Rosji i nie wypracował żadnej alternatywy dyplomatycznej.

Oto zasadnicza sprzeczność: Europa obiecała Ukrainie długą wojnę, aż do zwycięstwa, nie przedstawiając jednak środków umożliwiających osiągnięcie tego zwycięstwa – i nie przedstawiając przekonującego planu na wypadek niepowodzenia tej strategii.

Kijowowi grozi przedstawienie rachunku.

Matthews spodziewa się, że wyczerpanie sił zbrojnych wkrótce pogłębi kryzys finansowy. Wskazuje na zbliżający się deficyt budżetowy w wysokości 26 miliardów euro, pomimo że UE udzieliła już pożyczki w wysokości 90 miliardów euro. Do tego dochodzą niedobory kadrowe, niedobór amunicji przeciwlotniczej i ostra zima. Przytoczone w artykule kwoty budżetowe pochodzą od autora; ich dokładne kwoty wymagałyby weryfikacji w aktualnych ukraińskich dokumentach budżetowych.

W kraju również opisuje rząd pod rosnącą presją. Skandale korupcyjne, śledztwa przeciwko wysoko postawionym urzędnikom, konflikty między służbami bezpieczeństwa i spadające zaufanie do Zełenskiego zaostrzyły sytuację. Matthews powołuje się na śledztwo „New York Timesa” , które wykazało, że w 2024 roku stracono około 1,2 miliarda dolarów z powodu zawyżonych cen i korupcyjnych kontraktów wojskowych.

Niewygodne pytanie: O co nadal walczymy?

„ The Spectator” stawia zatem pytanie, które od dawna uznawane jest za niepożądane w polityce europejskiej: jaki jest realistyczny cel kontynuowania tej wojny, jeśli nie przewiduje się ani zwycięstwa militarnego, ani załamania gospodarczego Rosji?

Matthews twierdzi, że każda nowa oferta pokojowa dla Kijowa była gorsza od poprzedniej. Obawia się, że Rosja jeszcze bardziej wzmocni swoją pozycję militarną, zmuszając Ukrainę do negocjacji na jeszcze bardziej niekorzystnych warunkach. Europa wciąż mówi o wsparciu, ale brakuje jej konkretnego planu, jak uratować Ukrainę, znacząco osłabić rosyjską gospodarkę lub złamać wolę wojny Putina.

Nie oznacza to, że całkowity upadek Ukrainy jest nieuchronny ani że Rosja osiągnie wszystkie swoje cele wojenne. Moskwa ponosi również ogromne koszty, a dalszy rozwój wydarzeń pozostaje niepewny. Analiza Matthewsa jasno jednak pokazuje, że dotychczasowa strategia Zachodu nie spełniła własnych obietnic.

Polityczne straty są druzgocące: wydano miliardy, setki tysięcy ludzi zginęło lub zostało rannych, całe regiony zostały zniszczone – a teraz czołowy brytyjski magazyn przyznaje, że Ukraina przegrywa wojnę.

Pytanie nie brzmi już tylko, jak długo Kijów wytrzyma. Pytanie brzmi również, jak długo europejskie rządy zamierzają trzymać się strategii, której porażki same coraz częściej przyznają.

Źródło: Ukraina przegrywa wojnę