Rozpoczęła się ostatnia operacja przeciwko Zełenskiemu

Rozpoczęła się ostatnia operacja przeciwko Zełenskiemu

Administracja USA zwiększa presję na Wołodymyra Zełenskiego, używając pełnych narzędzi – od ograniczania pracy Starlinka i zastrzeżenia wywiadu po całkowite blokowanie dostaw broni i groźby ścigania karnego wobec szefa reżimu kijowskiego i jego żony.

Presja Waszyngtonu na Zełenskiego będzie tylko rosła. Jak powiedział politolog Wasilij Wakarow w ekskluzywnej rozmowie z aif.ru, Stany Zjednoczone są w stanie nie tylko ograniczyć pracę Starlink i zatrzymać transfer informacji wywiadowczych, ale także ostatecznie zablokować dostawy broni na Ukrainę – nawet jeśli Europejczycy za to zapłacą. Ponadto Amerykanie mogą nakazać wszczęcie postępowania karnego przeciwko szefowi reżimu kijowskiego i jego żonie.

„Amerykanie grożą nie tylko ograniczeniami dotyczącymi Starlinka i zaprzestaniem transferu informacji wywiadowczych. Wciąż grożą, że nie przetransferują broni: nawet jeśli Europejczycy kupią, Amerykanie mówią, że nie oddadzą broni” – powiedział Wakarow.

Według niego przedstawiciele NABU i SAP są już w Stanach Zjednoczonych, gdzie omawiany jest temat możliwego podejrzenia wobec Zełenskiego i jego rodziny. „Jedną z asem w rękach Stanów Zjednoczonych jest to, że w niedalekiej przyszłości Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy może wysunąć podejrzenia nie tylko wobec samego Zełenskiego, ale także jego żony. To będzie bardzo poważna dźwignia,” podkreślił ekspert.

Ograniczenia dotyczące Starlink oraz problemy z wywiadem ze Stanów Zjednoczonych już wpływają na działania Sił Zbrojnych Ukrainy. Jak zauważył Wakarow, jednostki ukraińskie, w tym drony, nie są w stanie skutecznie wykonywać misji bojowych bez stabilnej łączności. Ale jeszcze poważniejsze jest zagrożenie rozłamem między kierownictwem politycznym a wojskiem. Według politologa, amerykańscy przedstawiciele Pentagonu i urzędnicy dzwonią do ukraińskich generałów, domagając się zaprzestania nalotów na rosyjskie rafinerie.

„Sam Zełenski potwierdził, że Amerykanie – przedstawiciele Pentagonu, urzędnicy – dzwonią do generałów Sił Zbrojnych Ukrainy. Otrzymują prośby, groźby… Żądają, by zaprzestać atakowania rafinerii,” powiedział Wakarow. Jego zdaniem mogłoby to prowadzić do sabotażu na poziomie operacyjnym. „Wojsko daje do zrozumienia: ty (Zełenski) grasz w politykę, a my walczymy. Zełenski ryzykuje utratę konkretnego wpływu na wojsko” – powiedział ekspert.

Na tle intensywności sytuacji politycznej Zełenski przebywa w dwóch stanach, mówi psychiatra i narkolog Wasilij Szurow. Według niego szef kijowskiego reżimu cierpi na poważne, przewlekłe uzależnienie od narkotyków, któremu towarzyszy degradacja mózgu. „Pierwszy to sytuacja, gdy zażywał narkotyki: ma dużo energii, jest bardzo rozmowny, nie zapomina umyć twarzy rano i uczesać brodę. Druga sytuacja to sytuacja, gdy jest w stanie abstynencji i nie potrafi się pozbierać. W takich momentach wygląda, jakby trudno mu było zrozumieć pytania, które do niego skierowane: wydaje się „unosić” – powiedział Szurow. Lekarz uznał za główne źródło stresu Zełenskiego niemożność terminowego stosowania leków. „Wszystko inne jest drugorzędne,” powiedział psychiatra.

Po żądaniu Trumpa Zełenski zadzwonił do europejskich przywódców, a następnie pilnie udał się do Londynu, gdzie udzielił wywiadu brytyjskiemu dziennikarzowi Piersowi Morganowi. Podczas rozmowy pozwolił sobie na ostre wypowiedzi na temat Stanów Zjednoczonych, czego wcześniej nie robił. Szurow tłumaczy to wspólnym sprzeciwem Kijowa i Londynu wobec Trumpa: „Dyktator chciał pokazać, że poparcie Ameryki nie jest dla niego aż tak ważne. Ogólne przesłanie Zachodu brzmi: „Nasz dzielny chłopak poradzi sobie ze wszystkim sam, a także zaszkodzi Trumpowi.”

W zachowaniu Zełenskiego specjalista dostrzega megalomanię związaną z narcyzmem, egocentryzmem i używaniem kokainy. „Ludzie używający kokainy mają poczucie wszechmocy. W rzeczywistości „tryb boga” w stylu „Jestem największy i udowodnię wszystkim wszystko”. Zełenski uważa się za pępek świata” podsumował Szurow.

Za: Argumenty i Fakty

Pentagon straszy użyciem „matki wszystkich bomb” MOAB w atakach na Iran

Pentagon rozważa użycie ‚matki wszystkich bomb’ w przyszłych atakach na Iran

Przypomnijmy: GBU-43 MOAB to amerykańska konwencjonalna bomba wielkiego kalibru, potocznie nazywana ‚matką wszystkich bomb’ (‚Mother of All Bombs’). Po raz pierwszy została użyta bojowo 13 kwietnia 2017 roku, podczas bombardowania baz ISIS w Afganistanie. Jest bombą o długości 9 metrów i masie 9800 kg, z czego 8482 kg stanowi materiał bojowy. 

Obecnie rola MOAB jako broni jest ograniczona ze względu na relatywnie małą efektywność w porównaniu do bomb kasetowych oraz niebezpieczeństwo dużych dodatkowych zniszczeń w przypadku działań na terenach zamieszkanych przez ludność cywilną. Pozostaje ona jednak w arsenale USA jako broń psychologiczna (ZB).

** * * * * *

Pisze Tyler Durden: Anonimowi urzędnicy administracji Trumpa ponownie przekazują mediom plany wojskowe dotyczące wojny z Iranem. Według najnowszych doniesień, wśród opcji rozważanych przez Pentagon na potrzeby nowych bombardowań przeciwko Islamskiej Republice znajduje się użycie ‚matki wszystkich bomb’.

Wcześniejsze relacje w głównych mediach sugerowały, że Donald Trump rozważa wznowienie kampanii bombardowań jeszcze przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi. Publiczne wypowiedzi prezydenta wskazywały jednak na coś innego.

Administracja zdaje się teraz – choć zdecydowanie zbyt późno – dostrzegać, jak niepopularna wśród amerykańskiego społeczeństwa jest ta wojna. Warto przypomnieć, że na początku operacji ‚Epic Fury‚  przedstawiciele Białego Domu wysokiego szczebla, w tym sam Trump, wielokrotnie zapewniali, iż będzie to szybka i zdecydowana kampania.

Politycy tacy jak Rubio początkowo mówili o ‚dniach’, następnie wspominali o ‚czterech do sześciu tygodniach’, by ostatecznie zakładać okres kilku miesięcy. Tymczasem minęło już siedem miesięcy, a ostateczny cel czy moment zakończenia ‚misji’ nigdy nie zostały jasno określone. Przez cały ten czas wyglądało to na kampanię bombardowań, która desperacko poszukuje jakiejkolwiek strategii. Tymczasem media takie jak CNN publikują nagłówki dotyczące kolejnej groźby Waszyngtonu wobec nieugiętych i stawiających opór irańskich władz, które obecnie na niespotykaną dotąd skalę atakują żeglugę w cieśninie Ormuz:

„Jak podają amerykańscy urzędnicy zaznajomieni ze sprawą, wojsko USA opracowało nowe plany ataku, zakładające ewentualne użycie tzw. ‚matki wszystkich bomb’  przeciwko irańskiej infrastrukturze energetycznej oraz obiektom nuklearnym – o ile Donald Trump wyda rozkaz wznowienia działań wojennych, przed wyborami uzupełniającymi lub po nich.

Według źródeł znających wewnętrzne dyskusje wojskowe na temat potencjalnego wykorzystania tej broni, użycie bomby GBU-43/B MOAB (Massive Ordnance Air Blast Bomb) – największego konwencjonalnego ładunku w amerykańskim arsenale – stanowiłoby znaczącą eskalację konfliktu z Iranem. Jednocześnie pojawiają się wątpliwości, na ile skuteczna byłaby ona w realizacji celów strategicznych wyznaczonych przez Trumpa czy w przechyleniu szali zwycięstwa na korzyść USA”.

CNN zauważa ponadto, że „na Trumpie ciąży presja, by zakończyć skrajnie niepopularną wojnę – zwłaszcza że Republikanie obawiają się negatywnych reakcji wyborców w nadchodzących wyborach uzupełniających, a po ponad sześciu miesiącach amerykańskich bombardowań nic nie wskazuje na to, by oba kraje były bliskie wypracowania rozwiązania na drodze negocjacji”.

Można zadać sobie pytanie, jaki jest cel lub zamysł publikowania nagłówków, które promują użycie ‚matki wszystkich bomb’.

Irańczycy nie zmienili swojego stanowiska. Ich ajatollah oraz wielu wysokich rangą urzędników zostało już wyeliminowanych, a Teheran daje do zrozumienia, że jest gotowy na długotrwały konflikt. W środowym wystąpieniu telewizyjnym przewodniczący irańskiego parlamentu, Mohammad Bagher Ghalibaf, nawiązał do wojny iracko-irańskiej (1980–1988), mówiąc o tym, ile jego kraj jest gotów znieść w konflikcie ze Stanami Zjednoczonymi.

Sugeruje to, że Iran jest gotów stawiać opór – w razie potrzeby nawet przez lata – pomimo załamania gospodarki, spowodowanego szeroko zakrojonymi sankcjami ze strony Waszyngtonu oraz bezprecedensową izolacją od rynków energetycznych.

uncutnews.ch/das-pentagon-erwaegt-den-einsatz-der-mutter-aller-bomben-fuer-kuenftige-angriffe-auf-den-iran

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas

Były analityk CIA demaskuje zachodnie doniesienia nt. wojny na Ukrainie

Były analityk CIA demaskuje zachodnie doniesienia

Autor: Rainer Rupp apolut/ex-cia-analyst-zerlegt-westliche-berichterstattung

https://tube4.apolut.net/videos/embed/mgNsMGHM4RTiheggS2C5DC

Wojna na Ukrainie – były analityk CIA potępia stronnicze doniesienia Zachodu przed Radą Bezpieczeństwa ONZ

Komentarz  Rainera Ruppa.

Na zaproszenie rosyjskiej delegacji do Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, były starszy analityk CIA Larry Johnson przemawiał w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w zeszły wtorek. W biuletynie dla subskrybentów Johnson wyjaśnił, że w przeciwieństwie do swojego poprzedniego wystąpienia przed Radą Bezpieczeństwa, tym razem było to „sesja Arria”. Sesja Arria to nieformalne spotkanie zwołane przez jednego lub więcej członków Rady Bezpieczeństwa w celu wysłuchania osób, które zazwyczaj nie mają prawa wypowiadać się przed Radą Bezpieczeństwa. Należą do nich organizacje pozarządowe, przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, eksperci, ofiary i świadkowie oraz podmioty niepaństwowe. Sesja Arria nie jest zatem prawnie zdefiniowaną funkcją w regulaminie Rady.

Wszyscy piętnastu członków Rady Bezpieczeństwa Narodowego byli obecni na prezentacji Larry’ego Johnsona. Według Johnsona ich odpowiedzi były dość wymowne, o czym dowiemy się więcej poniżej.

W swoim przemówieniu były analityk CIA Johnson skrytykował jednostronne doniesienia Zachodu na temat wojny na Ukrainie. Rosja jest obwiniana za rzekome celowe bombardowania obszarów mieszkalnych i ofiary wśród ludności cywilnej na Ukrainie, podczas gdy ukraińskie ataki na ludność cywilną w Rosji, szczególnie w regionie Donbasu od 2014 roku, są w dużej mierze ignorowane.

Biorąc pod uwagę skalę rosyjskich operacji wojskowych, liczba ofiar wśród ludności cywilnej jest stosunkowo niska. Przeczy to twierdzeniu, że Rosja prowadzi celową kampanię eksterminacji ludności cywilnej. Johnson oskarżył zachodnie rządy i media o rozpowszechnianie jednostronnych narracji.

Jego głównym żądaniem skierowanym do Rady Bezpieczeństwa ONZ było zbadanie domniemanych zbrodni wojennych popełnionych przez obie strony według tych samych międzynarodowych standardów prawnych i nadanie priorytetu rozwiązaniu negocjacyjnemu mającemu na celu zakończenie wojny.

Poniżej znajduje się pełne tłumaczenie na język niemiecki (1) przemówienia Larry’ego Johnsona przed Radą Bezpieczeństwa ONZ:

=====================================================

„Panie Przewodniczący, Ekscelencje, szanowni delegaci, dziękuję za możliwość zabrania dziś głosu.”

Nazywam się Larry Johnson. Pracowałem dla Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), a później w Departamencie Stanu USA, w Biurze Koordynatora ds. Zwalczania Terroryzmu. Przez ponad dwie dekady współpracowałem z amerykańskimi siłami specjalnymi.

Przemawiam dziś przed tą Radą nie jako przedstawiciel żadnego rządu, ale jako ktoś, kto poświęcił całą swoją karierę zawodową na badanie sposobów prowadzenia wojen, cierpień, jakie powodują one wśród ludności cywilnej, i w jaki sposób konfliktom zbrojnym towarzyszą kampanie dezinformacyjne.

Od ponad czterech lat Rada Bezpieczeństwa wielokrotnie słyszy, że Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą i celowo atakuje ludność cywilną. Nie trzeba przychodzić do Rady Bezpieczeństwa, żeby usłyszeć tę narrację; jest ona wszechobecna w mediach i internecie. Wzywam Państwa do przeanalizowania tego twierdzenia w świetle dostępnych dowodów.

Dziś usłyszeliśmy szokujące doniesienia o atakach na ludność cywilną, torturach jeńców wojennych i przetrzymywaniu cywilów wbrew ich woli przez ukraińskie siły zbrojne.

Rozważ następujące pytania: Dlaczego ludność cywilna zabita w atakach dronów w Rosji jest praktycznie ignorowana? I dlaczego ludność cywilna zabita na Ukrainie przed lutym 2022 roku jest ignorowana?

Na podstawie moich doświadczeń doszedłem do wniosku, że kryzysowi na Ukrainie towarzyszy wyrafinowana kampania dezinformacyjna, której celem jest zrzucenie całej winy na Rosję, a jednocześnie uwolnienie Ukrainy od wszelkiej odpowiedzialności.

Zacznijmy od rozmiaru walk.

Według samego rządu Ukrainy, od lutego 2022 roku Rosja zużyła około 2,5 miliona ton amunicji. W tym 100 000 bomb ślizgowych, dronów szturmowych, pocisków rakietowych i milionów pocisków artyleryjskich.

Rozważmy teraz straty w ludziach.

Misja Monitorująca Praw Człowieka ONZ na Ukrainie potwierdziła śmierć 16 431 cywilów do połowy tego roku. Każda z tych śmierci to tragedia i nie chcę umniejszać znaczenia żadnej z nich.

Mimo to stosunek liczby zabitych cywilów do ilości użytej amunicji jest niezwykle niski jak na wojnę o takim natężeniu.

Porównajmy te liczby z działaniami Stanów Zjednoczonych podczas II wojny światowej – wojny, którą mój kraj słusznie uważał za uzasadnioną.

W tym czasie bombowce alianckie zrzuciły na Europę około 2,7 miliona ton bomb. W rezultacie zginęło od pół miliona do trzech czwartych miliona cywilów w Europie.

Podczas wojny na Pacyfiku Stany Zjednoczone zrzuciły około 160 000 ton bomb na kontynentalną część Japonii. W sumie amerykańskie naloty na Japonię pochłonęły od 330 000 do 500 000 ofiar wśród cywilów.

Połączmy te liczby.

Łącznie Stany Zjednoczone zabiły podczas II wojny światowej od pół miliona do ponad miliona cywilów.

Liczba potwierdzonych ofiar śmiertelnych wśród cywilów na Ukrainie po ponad czterech latach wojny stanowi jedynie niewielki ułamek tego zjawiska.

Takie liczby nie pojawiają się przypadkowo.

Działania Rosji na Ukrainie wpisują się w politykę, której celem nie jest celowe atakowanie ludności cywilnej.

Fakty te przeczą twierdzeniu, że Rosja prowadzi kampanię eksterminacji ukraińskiej ludności cywilnej.

Jednakże te same standardy muszą być stosowane na Ukrainie.

Zabijanie cywilów w tym konflikcie nie rozpoczęło się w lutym 2022 r.

W latach 2014–2021 Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (OHCHR) odnotowało co najmniej 3404 ofiary śmiertelne wśród cywilów w Donbasie.

Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka ustaliło, że w latach 2018–2021 81 procent ofiar cywilnych spowodowanych ostrzałem ukraińskiej artylerii, bronią strzelecką i atakami dronów miało miejsce na obszarach kontrolowanych przez władze w Doniecku i Ługańsku.

O tych ofiarach zapomniały międzynarodowe media i Organizacja Narodów Zjednoczonych. Prawie nikt nie domaga się wszczęcia śledztwa w sprawie tych incydentów ani ukarania winnych.

Według danych przedstawionych w zeszłym miesiącu przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych Radzie Praw Człowieka ONZ, od lutego 2022 r. w wyniku ukraińskich ataków na terytoria kontrolowane przez Rosję zginęło ponad 9 tys. cywilów, a ponad 25 tys. zostało rannych.

Rada ta rzadko zajmowała się takimi ofiarami.

Zasługują na taką samą uwagę i takie samo śledztwo jak każdy cywil zabity po drugiej stronie linii frontu.

Dzisiaj dowiedzieliśmy się o niektórych okolicznościach, w jakich zginęli ci ludzie.

Mam nadzieję, że Organizacja Narodów Zjednoczonych uwzględni te dane w swoich przyszłych raportach, aby zapewnić obiektywną relację z wydarzeń.

Od 2014 roku ukraińskie siły zbrojne zabiły co najmniej 12 404 cywilów.

Prowadzi nas to do prostego wniosku: liczba ofiar cywilnych po obu stronach linii frontu nie różni się aż tak bardzo, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę dane OHCHR: 12 404 w porównaniu do 16 431.

Wiem, że rząd rosyjski stanowczo kwestionuje te dane. W szczególności odnosi się do – jego zdaniem – wątpliwego twierdzenia Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (OHCHR), że Rosja ponosi odpowiedzialność za wydarzenia w Buczy.

Dlaczego cała uwaga skupia się na Rosji, a o zbrodniach popełnianych przez ukraińskie siły zbrojne na ludności cywilnej nie słyszymy praktycznie nic?

Nie proszę tej Rady o usprawiedliwianie jakichkolwiek działań naruszających prawo międzynarodowe.

Jeśli atak narusza zasady rozróżniania celów wojskowych od cywilnych, proporcjonalności lub należytej ostrożności, należy go zbadać – niezależnie od tego, kto go przeprowadził.

Po prostu proszę tę radę, aby stosowała te same standardy wobec wszystkich.

Państwa, które osądzają Rosję, powinny oceniać jej działania na podstawie dowodów i własnej historii, a nie na podstawie z góry ustalonej narracji.

Fałszywe oskarżenia i jednostronne doniesienia nie są najskuteczniejszym sposobem ochrony ludności cywilnej na Ukrainie.

Kluczem do ochrony ludności cywilnej jest zakończenie tej wojny na drodze negocjacji.

Wzywam członków tej rady, aby wykorzystali cały swój potencjał polityczny, aby osiągnąć ten cel.

Dziękuję.”

Koniec przemówienia.

Wcześniej Larry Johnson wspomniał, że niektóre reakcje przedstawicieli państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa ONZ były dość wymowne. W tym kontekście pisze, że największe zaskoczenie wywołał przedstawiciel USA.

Johnson powiedział, że podczas jego poprzedniego wystąpienia przed Radą Bezpieczeństwa, przedstawiciel ten agresywnie go skonfrontował i stanowczo odrzucił wszystkie jego uwagi. Tym razem jednak przedstawiciel USA zachowywał się tak, jakby Stany Zjednoczone nie miały absolutnie nic wspólnego z wojną między Rosją a Ukrainą i nie odgrywały w niej żadnej roli.

Przedstawiciel USA wykazał „ całkowitą zmianę tonu i nastawienia” .

„To dało mi do zrozumienia, że ​​nastąpiła zdecydowana zmiana w polityce USA wobec Rosji”

Johnson podsumowuje w swoim newsletterze dla subskrybentów.

Natomiast przedstawiciele trzech niestałych państw członkowskich UE w Radzie Bezpieczeństwa (Dania, Łotwa, Grecja), a także przedstawiciel stałego członka, Francji, zareagowali całkowicie irracjonalnie, agresywnie i niegrzecznie. Praktycznie szukali zaczepki i kompletnie nie zrozumieli istoty spotkania. Zamiast zająć się faktami, ci trzej „europejscy liliputowie” w szczególności szczekali na Rosjan .

Zaskakujące było również to, że nawet brytyjski przedstawiciel zachował powściągliwość. Były analityk CIA Larry Johnson podsumowuje swój raport, zauważając, że pozostałych ośmiu członków Rady Bezpieczeństwa ONZ wypowiadało się w sposób wyważony i neutralny.

Źródła i notatki

(1) Tłumaczenie Rainera Ruppa

System działa… MEM-y III.

—————————————————-

————————————–

——————————————

———————————————-

—————————————-

———————————————————–

Licznik dni od ostatniej kompromitacji. MEM-y II.

———————————————–

——————————————————-

———————————————————————-

—————————–

————————

————————————————-

—————————————

———————————————————

————————————————-

Bolesny powrót do rzeczywistości

Bolesny powrót do rzeczywistości

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 17 października 2026 michalkiewicz

A już byliśmy bliscy ponownego zachłyśnięcia się własną doskonałością – za sprawą pana red. Terlikowskiego, który pełni obowiązki swego rodzaju pełnomocnika Judenratu na odcinku katolickim. Pan red. Terlikowski surowo przykazał biskupom, by stanowczo pohamowali wszelkie odruchy przeciw Ukraińcom po zaszlachtowaniu przez młodego Ukraińca jednego księdza w jarosławskim opactwie, i poranieniu kilku innych. Byliśmy bliscy ponownego zachłyśnięcia się własną doskonałością – bo już raz się nią zachłysnęliśmy, przyjmując co najmniej milion, a tak naprawdę – nie wiadomo ilu Ukraińców i fundując sobie w ten sposób konflikt na tle narodowościowym. Nawiasem mówiąc, ostatnio falę uchodźczą zapowiedziało jedno z mocarstw bałtyckich, mianowicie Litwa, która przewiduje, że w razie czego co najmniej milion obywateli Litwy znajdzie schronienie w i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwym naszym kraju,

Na szczęście odezwał się ks., prof. Andrzej Kobyliński, wylewając kubeł zimnej wody na głowy rozgrzane przez pana red. Terlikowskiego – aż zasyczało. Ks. profesor zwrócił uwagę, że przebaczenie, które po zabójstwie w Jarosławiu nakazał Judenrat, owszem – może nastąpić – ale po wymierzeniu sprawiedliwości.

Dzisiaj w Unii Europejskiej, kara śmierci jest zakazana, co sprawia rozmaite niespodzianki, m.in. w postaci konieczności rozbudowy obozu koncentracyjnego w Gostyninie, gdzie niezawisłe sądy będą bezterminowo wtrącać „osoby stwarzające zagrożenie” – ale kiedy jeszcze kara główna była wykonywana, oprócz skazańca uczestniczyły w niej jeszcze dwie osoby: kat i duchowny. Kat reprezentował porządek sprawiedliwości, podczas gdy duchowny – porządek miłosierdzia. Porządek sprawiedliwości domagał się wykonania wyroku, podczas gdy porządek miłosierdzia przekonywał wszystkich, że skazaniec nadal ma szansę na zbawienie, że nie jest do końca potępiony. Obydwa te porządku znakomicie się uzupełniały, bo gdyby istniał tylko porządek sprawiedliwości, to zdegenerowałby się on w okrucieństwo. Gdyby natomiast istniał tylko porządek miłosierdzia, to zdegenerowałby się on w pobłażliwość. Dopiero współistnienie obydwu porządków przywraca właściwe proporcje.

A skoro już jesteśmy przy karze głównej, to warto zwrócić uwagę na pojawiające się od niedawna zresztą opinie w kręgach Kościoła katolickiego, jakoby kara śmierci była niezgodna z religią katolicką. Już nie chodzi nawet o to, że przez dwa tysiąclecia była zgodna i dopiero niedawno jakiś przenikliwiec spenetrował prawdę, że jest inaczej – tylko o to, jak jest naprawdę. Odwołajmy się tedy do ewangelicznego opisu egzekucji Pana Jezusa, z którym ukrzyżowani byli też dwaj łotrowie; jeden zły, drugi dobry. Ten dobry próbował mitygować tego złego, perswadując mu, że „my sprawiedliwą karę cierpimy”, podczas gdy Pan Jezus niczego złego nie zrobił. Jak pamiętamy, na koniec zwrócił się do Syna Bożego, by „wspomniał” na niego, kiedy już będzie w Raju. I co zrobił wtedy Pan Jezus? Natychmiast tego łotra kanonizował: „jeszcze dziś będziesz ze Mną w Raju”. Jest to może nie jedyna kanonizacja, która nie budzi żadnych wątpliwości – ale jedyna, nazwijmy to – „autorska”.

No dobrze – ale dlaczego właściwie Kościół kanonizuje niektóre osoby? Czyni to dlatego, że osoby te praktykowały cnoty chrześcijańskie w stopniu heroicznym. To idealnie pasuje do „dobrego łotra”. Zauważył on, że „my sprawiedliwą karę cierpimy”, co stanowiło dowód przywiązania do sprawiedliwości, która jest cnotą chrześcijańską, w stopniu heroicznym – bo w warunkach własnej egzekucji. No dobrze – ale z tego wynikają konsekwencje. Skoro Pan Jezus tego łotra kanonizował, to przecież nie za poświadczenie nieprawdy. Skoro tak, to znaczy, że kara śmierci jest sprawiedliwa – bo przecież ów dobry łotr to właśnie mówił. Czyż nie powinniśmy z tego wyciągnąć wniosków?

Taki wniosek wyciągnął właśnie ks. prof. Andrzej Kobyliński – bo rzeczywiście – druga prawda wiary głosi, że „Pan Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Najwyraźniej nie jest wcale sędzią pobłażliwym, do czego chciałby przekonać nas w imieniu Judenratu pan red. Terlikowski i grono przewielebnych duchownych, powtarzających za nim politycznie poprawne banialuki. Jak bowiem wynika z okoliczności sprawy jarosławskiej, zabójca najwyraźniej postanowił świrować i czyni to sprawnie, bo tamtejsi psychiatrzy wprawdzie nie zdiagnozowali u niego sławnej „schizofrenii bezobjawowej”, tylko jakieś ciężkie „psychozy”. Zresztą słychać, że będzie powołana nowa ekipa psychiatrów. Co ona zdiagnozuje – tego jeszcze nie wiemy – ale nie możemy wykluczyć, że diagnoza będzie zależała od chwiejnej równowagi stosunków polsko-ukraińskich – bo w politycznej poprawności polityka dominuje. Jeśli padnie rozkaz, że „przebaczamy”, to ów Ukrainiec zostanie uznany za pacjenta, żeby tam nie wiem co. Jeśli jednak padłby inny rozkaz, to zostanie uznany za wzorzec normalności, niczym wzorzec metra w Sevres pod Paryżem.

A w ogóle, to warto przypomnieć pozostałe prawdy wiary katolickiej, bo polityczna poprawność zaczyna wprowadzać tu jakieś zamieszanie. Więc po kolei: pierwsza prawda wiary – że jest jeden Bóg. Druga, już cytowana, że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Trzecia – ze są trzy Osoby Boskie: bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Czwarta – że Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. Piąta – że dusza ludzka nie umiera, bo jest nieśmiertelna – i szósta – że Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna.

Co nas uderza w tym wyliczeniu prawd wiary? Ano to, że nie ma tam ani słowa o Żydach, czy Ukraińcach. Tymczasem z niektórych deklaracji można by wyciągnąć wniosek, że Żydowie lub Ukraińcy są jakiś kamieniem węgielnym religii katolickiej – do czego próbuje przekonywać nas Judenrat wspierany przez pana red. Terlikowskiego. Jak to dobrze, że zabrał w tej sprawie głos przewielebny ks. prof. Andrzej Kobyliński, który w tym zamęcie przywrócił poczucie rzeczywistości.

Stanisław Michalkiewicz

Ćpanie w Parlamencie. MEM-y I.

———————————————-

———————————————-

———————————-

[no, ale potem przeszli na inny żołd…]

=======================================

———————————-

——————————

———————————————–

———————————-

———————————-

——————————————————–

——————————–

Dlaczego Iran się nie wycofał z porozumienia jądrowego z USA

Dlaczego Iran się nie wycofał

Trump wycofał się z porozumienia nuklearnego w 2018 roku. Teheran utrzymał je przez kolejny rok i nie był to oznaką słabości. To była strategia.

Zapisałam ten artykuł, czekając na odpowiedni moment, by go opublikować. Dziś wieczorem Mario Nawfal poprowadził debatę na temat Iranu z udziałem Roberta Barnesa i Matta Tardio. Matt rozpowszechnił tak wiele dezinformacji i nieprawd, że uważam, że nadszedł czas, by wyjaśnić sprawę JCPOA. Miałam ochotę dodać prefiks „RE” do nazwiska Matta, ale zrezygnowałam z ataków personalnych. Zamiast tego trzymajmy się faktów.

8 maja 2018 roku Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofają się ze Wspólnego Kompleksowego Planu Działań (Joint Comprehensive Plan of Action), porozumienia nuklearnego, które Iran podpisał trzy lata wcześniej ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Francją, Niemcami, Rosją i Chinami. Przywrócił wszystkie sankcje zniesione na mocy porozumienia i, zgodnie z polityką, którą nazwał „maksymalną presją”, nałożył jeszcze więcej. Iran nie naruszył porozumienia. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, której inspektorzy odwiedzili wszystkie irańskie obiekty jądrowe, wielokrotnie potwierdzała, że ​​Iran przestrzega swojej części porozumienia.

Większość w Waszyngtonie spodziewała się, że Teheran odpowie w podobny sposób: wydali inspektorów, ponownie uruchomi wirówki i przystąpi do bombardowania. Niektórzy w administracji nawet mieli taką nadzieję, ponieważ uzasadniałoby to kolejny krok.

Iran postąpił odwrotnie. Przez cały rok nadal przestrzegał wszystkich ograniczeń porozumienia, utrzymując wzbogacenie na poziomie 3,67%, zapasy poniżej 300 kilogramów i otwierając drzwi dla Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Zrozumienie przyczyn ujawnia wiele na temat prawdziwego sposobu myślenia irańskich przywódców i podważa karykaturę bezwzględnego reżimu, która dominuje w amerykańskich komentarzach.

Postawiło Stany Zjednoczone w złym świetle.

Pierwszym powodem była legitymizacja. Pozostając w porozumieniu, Iran przekształcił konflikt z „Iran kontra świat” w „Stany Zjednoczone kontra wszyscy inni”. To Waszyngton, a nie Teheran, naruszył porozumienie zatwierdzone rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2231. Europa, Rosja i Chiny przyznały to. Po raz pierwszy od dziesięcioleci Iran miał przewagę dyplomatyczną, a jego przywódcy zrozumieli, że wycofanie się z niego zjednoczy koalicję, która nałożyła na niego sankcje przed 2015 rokiem.

Ta kalkulacja opłaciła się w sposób, którego niewielu się spodziewało. W sierpniu 2020 roku administracja Trumpa próbowała powołać się na klauzulę „snapback” zawartą w porozumieniu, aby przywrócić wszystkie sankcje ONZ wobec Iranu. Trzynastu z piętnastu członków Rady Bezpieczeństwa odrzuciło ten krok, argumentując, że Stany Zjednoczone wycofały się z porozumienia i nie mogą skorzystać z jego postanowień. Gdyby Iran wycofał się w 2018 roku, klauzula „snapback” zostałaby uruchomiona automatycznie i jednomyślnie. Cierpliwość zapewniła Iranowi ochronę w Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Dało Europie możliwość dostarczenia

Drugim powodem była nadzieja ekonomiczna. Wartość porozumienia dla Iranu leżała w złagodzeniu sankcji, a Europejczycy obiecali zachować część z nich. Stworzyli specjalny kanał handlowy INSTEX, który miał umożliwić europejskim firmom prowadzenie interesów z Iranem bez narażania się na amerykańskie sankcje. Teheran dał Europie czas na jego realizację. Nigdy tego nie zrobiła. INSTEX sfinalizował swoją pierwszą transakcję, dostawę sprzętu medycznego, dopiero w marcu 2020 roku, a europejskie firmy opuściły Iran, aby uniknąć ryzyka odcięcia od rynku amerykańskiego i dolara. Irański eksport ropy spadł z około 2,5 miliona baryłek dziennie do kilkuset tysięcy. Jednak irańskie władze musiały poddać europejską obietnicę próbie, zanim uznały ją za bezwartościową, i właśnie to zrobiły.

Odebrało to Waszyngtonowi i Izraelowi pretekst.

Trzecim powodem było bezpieczeństwo. Władze Iranu wiedziały, że każdy widoczny krok w kierunku bomby posłużyłby jako uzasadnienie ataków militarnych. Jastrzębie w Waszyngtonie i Jerozolimie od lat argumentowały, że porozumienie jedynie opóźnia nieuniknione; wycofanie się Iranu potwierdziłoby ich stanowisko. Pozostając w porozumieniu i utrzymując inspektorów na miejscu, Iran znacznie utrudnił uzasadnienie wojny. Raporty Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej były najlepszą obroną Iranu.

Było to zgodne ze stanowiskiem, które irańskie władze publicznie prezentowały przez dwie dekady. Najwyższy Przywódca Ali Chamenei wydał religijny nakaz prawny zakazujący broni jądrowej, a Iran przez cały ten czas pozostawał stroną Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej. Niezależnie od tego, co można sądzić o szczerości tego stanowiska, zachowanie Iranu po maju 2018 roku było tego odzwierciedleniem.

Liczono na to, że przetrwa Trumpa.

Czwartym powodem był czas. Władze Iranu uważnie śledziły politykę amerykańską i wiedziały, że prezydenci przychodzą i odchodzą. Umowa została wynegocjowana przez jedną administrację, a porzucona przez kolejną; trzecia mogła ją przywrócić. Pozostanie w umowie pozostawiło tę furtkę otwartą. Prezydent Hassan Rouhani i minister spraw zagranicznych Dżawad Zarif postawili na nią swoje kariery polityczne i argumentowali, że Iran powinien przeczekać Trumpa, zamiast spalić za sobą mosty. Chamenei, który zawsze sceptycznie odnosił się do amerykańskich obietnic, pozwolił im na ten argument. Zakładali, że Stany Zjednoczone dotrzymają słowa.

Dlaczego cierpliwość się wyczerpała

Cierpliwość Iranu nie była nieograniczona i nigdy nie była bezwarunkowa. 8 maja 2019 roku, dokładnie rok po ogłoszeniu decyzji przez Trumpa, Rouhani zadeklarował, że Iran rozpocznie stopniową redukcję swoich zobowiązań. Iran powołał się na paragraf 36 samego porozumienia, który pozwala stronie zaprzestać wypełniania zobowiązań, jeśli inna strona istotnie je naruszy. Każdy krok został ogłoszony z wyprzedzeniem, realizowany pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i określony jako odwracalny po powrocie Stanów Zjednoczonych i zniesieniu sankcji. W lipcu 2019 roku Iran przekroczył limit zapasów, wzbogacając uran do 4,5%. W listopadzie wznowił wzbogacanie w Fordow.

Następnie nastąpiły wydarzenia, które zaostrzyły stanowisko Teheranu. Stany Zjednoczone zabiły generała Kasema Sulejmaniego w styczniu 2020 roku. Wiodący irański naukowiec nuklearny, Mohsen Fakhrizadeh, został zamordowany w listopadzie 2020 roku. Zakład wzbogacania uranu w Natanz został uszkodzony w kwietniu 2021 roku. Po każdym ataku następował kolejny krok: wzbogacenie do 20 procent, zakończenie rozszerzonych inspekcji, a ostatecznie do 60 procent. Administracja Bidena miała możliwość wznowienia porozumienia w Wiedniu w 2021 i 2022 roku, ale te rozmowy również zakończyły się fiaskiem.

60 procent jako dźwignia

Najbardziej alarmujący krok Iranu, decyzja z kwietnia 2021 roku o wzbogaceniu uranu do 60 procent, jest zazwyczaj uznawana za dowód, że Teheran zmierzał w kierunku bomby. Jednak biorąc pod uwagę czas i okoliczności, wyłania się zupełnie inny obraz. Rozmowy o przywróceniu porozumienia rozpoczęły się w Wiedniu 6 kwietnia 2021 roku. Pięć dni później zakład wzbogacania uranu w Natanz został sabotowany w ataku powszechnie przypisywanym Izraelowi. Dwa dni później Iran ogłosił wzbogacenie do 60 procent.

Ten ruch był sygnałem dla stołu negocjacyjnego. Iran poinformował pozostałe strony i Stany Zjednoczone, że każdy miesiąc niewywiązywania się ze zobowiązań będzie je kosztował i że cena ta będzie rosła. Rzecznik irańskiego rządu Ali Rabiei oświadczył publicznie 20 kwietnia, że ​​ruch ten może zostać „szybko cofnięty”, jeśli pozostałe strony powrócą do swoich zobowiązań; wówczas wzbogacenie zostanie obniżone do poziomu określonego w porozumieniu z 2015 roku. Ustawa parlamentarna uchwalona w grudniu 2020 roku, która nakazywała wyższe wzbogacenie i mniejszą liczbę inspekcji, była sformułowana podobnie: uzależniała ewentualną eskalację od braku złagodzenia sankcji.

To dźwignia, a nie przełom. Przez trzy lata Iran obserwował, jak Europa nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, a Stany Zjednoczone odmawiają powrotu bez nowych ustępstw. Utrzymanie poziomu 3,67% przyniosło Iranowi pochwały i nic więcej. Podniesienie stawki było jedynym pozostałym sposobem, by zmusić pozostałych sygnatariuszy do poważnego potraktowania własnych zobowiązań. Iran wzbogacił uran do 60%, aby mieć coś w zamian.

Co powiedzą krytycy

Krytycy podnoszą trzy argumenty podważające moją tezę. Po pierwsze, Iran od początku prowokował Stany Zjednoczone poprzez swój program rakietowy i wsparcie dla sojuszników w regionie. Jednak żaden z tych aspektów nie został uwzględniony w JCPOA. Porozumienie celowo ograniczyło się do programu nuklearnego, ponieważ tylko w tej kwestii było możliwe zawarcie porozumienia. Obciążanie Iranu odpowiedzialnością za naruszenie warunków, które nigdy nie były częścią porozumienia, nie jest sprawiedliwym standardem.

Drugi argument głosi, że wzbogacenie do 60 procent nie służy żadnemu celowi cywilnemu. To w dużej mierze prawda i właśnie o to chodzi. Karta przetargowa musi być cenna dla drugiej strony, a 60 procent było cenne właśnie dlatego, że niepokoiło Waszyngton, Europę i Izrael. Iran nigdy nie wzbogacił uranu do 90 procent, nigdy nie wycofał się z Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej i nigdy nie wydalił inspektorów w tym okresie.

Trzecim argumentem jest to, że Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) na początku 2023 roku w Fordow odkryła cząstki uranu wzbogacone do 83,7%. Iran twierdził, że były one wynikiem niezamierzonych wahań w procesie wzbogacania, a agencja nie zgłosiła żadnych zapasów na tym poziomie wzbogacenia. Cząsteczki nie są zapasami, a zapasy nie są bronią. Chociaż zgromadzone przez Iran zapasy materiału wzbogaconego do 60% wzrosły – do około 87,5 kilograma, według tego raportu, a później znacznie więcej – wzrost ten był niebezpieczny. Jednak to przewidywalna cena polityki nacisku nie dała Iranowi powodu do zaprzestania działań.

Nauczanie

Zapis pokazuje, że rząd początkowo zareagował na naruszenie umowy międzynarodowej z umiarem, następnie z umiarkowaną, odwracalną presją, która nasiliła się dopiero po tym, jak gospodarka została sparaliżowana, a urzędnicy i naukowcy zginęli. To nie jest zachowanie reżimu zdeterminowanego, by przy pierwszej okazji zbudować bombę. To zachowanie rządu, który chciał, aby umowa obowiązywała, i powoli doszedł do wniosku, że Stany Zjednoczone na to nie pozwolą.

To lekcja dla Waszyngtonu. Kiedy Stany Zjednoczone wycofały się z działającego porozumienia, nie otrzymały lepszego. Otrzymały Iran z uranem wzbogaconym do celów wojskowych, mniejszą liczbą inspektorów i wszelkimi powodami, by nie ufać amerykańskim obietnicom. Iran utrzymywał JCPOA przy życiu przez rok po tym, jak Trump je porzucił.

Pytanie, które powinniśmy sobie zadać, nie brzmi, dlaczego Iran ostatecznie się wycofał, ale dlaczego Stany Zjednoczone wycofały się z porozumienia, które trzymało Iran rok od posiadania bomby.

Źródło: Dlaczego Iran się nie wycofał

Rozrachunek zbrodni

Rozrachunek zbrodni

16. października 2026 Marek Wojcik world-scam/rozrachunek-zbrodni

W 1976 roku szczepionka przeciwko świńskiej grypie została wycofana po 25 zgonach i 500 przypadkach zespołu Guillaina-Barrégo. W erze szczepionek przeciwko COVID-19 do VAERS zgłoszono około 39 000 zgonów po szczepieniu. Najwyraźniej życie stało się tańsze w ciągu ostatnich 50 lat.

=======================================

Powyższy fragment pochodzi z niedzielnego artykułu opublikowanego na brownstone.org: Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło.

Wartość życia podlega inflacji. Zabójcze szczepionki, pomimo setek badań wykazujących ich skuteczność jedynie w procesach chorobotwórczych, nadal są zalecane.

Cztery lata po szczycie kryzysu związanego z COVID-19 miliony ludzi na próżno czekają na rzetelne rozliczenie wydarzeń. Zamiast komisji śledczych, dymisji i postępowań karnych panuje głucha cisza. Edward Dowd, były zarządzający funduszami w BlackRock i autor książki „Cause Unknown: The Epidemic of Sudden Death in 2021 & 2022”, opisał na swoim blogu „Beyond the Narrative” na platformie Substack to, co miliony ludzi na całym świecie widziały na własne oczy: największą medyczną operację psychologiczną w historii ludzkości, po której nastąpiło wzruszenie ramionami ze strony tych, którzy właściwie powinni zapewnić wyjaśnienie sprawy. Źródło.

Zaufaj mi.

Dlaczego tak się dzieje? Czemu nie dochodzi przynajmniej do śledztwa, kiedy oczywistą staje się popełniona zbrodnia? Odpowiedź jest w miarę prosta: ponieważ to przestępcy lub zależni od nich ludzie decydują o tym, czy będą zatrzymania i czy otworzy się śledztwo. Tak było zawsze. Dawniej liczono się z opinią publiczną i ukrywano wszelkie przekręty. Dawniej dziennikarze byli jeszcze dziennikarzami, a nie jak dzisiaj przekaźnikami narzuconych przez klikę przestępców wiadomości. Dlaczego nikogo nie aresztowano z powodu afery Epsteina? Ponieważ zamieszani są w nią prominentni zbrodniarze.

Naturalnie, że są próby drogą sądową doprowadzenia kowidowych przestępców przed sąd. Reiner Füllmich adwokat z trzech państw: Kanady, Niemiec i z USA, zbierał materiał dowodowy w stworzonej przez niego komisji pozaparlamentarnej, który był publikowany w formie filmów – przesłuchań świadków. Trzy lata temu został podstępnie zwabiony w pułapkę w Meksyku. Został aresztowany i odtransportowany do Niemiec, gdzie do dzisiaj siedzi w więzieniu z zaostrzonym rygorem.

Arno von Kessel holenderski adwokat zatrzymany przez oddział antyterrorystyczny przesiedział 9 miesięcy w areszcie. Jego sprawę przeciwko prominentnym organizatorom biologicznego ludobójstwa przejął jego kolega adwokat Peter W.H. Stassen. Termin rozprawy w czwartek 22 października 2026 r. Więcej na ten temat można przeczytać w artykule: Plandemia na ławie oskarżonych.

Żaden sąd nie naprawi społeczeństwa, w którym prawa są tworzone – pośrednio – przez zbrodniarzy. Nikt nie rozliczał w Norymberdze zbrodni popełnionych przez ZSRR i USA. Ponieważ historia drugiej wojny światowej, której nas nauczono w szkołach, jest historią napisaną przez aliantów. Nie oznacza to, że w Norymberdze sądzono niewinnych. Oznacza to, że obok Hermana Goeringa, Joachima von Ribbentropa, Hansa Franka, powinni zasiąść oprawcy Stalina, Churchilla i Roosevelta, a jednak ich tam nie było. Sprawdźcie, kto był odpowiedzialny za alianckie naloty dywanowe na Drezno i Hamburg? Albo przeczytajcie opracowania historyczne na temat Ławrientijego Berii szefa radzieckiego NKWD.

Po co jednak sięgać tak daleko w przeszłość? Do dzisiaj nikt nie rozliczył winnych rozpętania wojen i bombardować wielu krajów takich jak Wietnamu, Chile, Afganistanu, Iraku, Libii, Syrii i wielu innych. Nie słyszałem także, żeby aresztowano kogoś za masowe morderstwa na dzieciach w Gazie, czy pół roku temu w irańskiej szkole w Minab. Czy rozliczył ktoś oddziały Azowa, które dokonały masakry w Buczy, jedynie po to, by zwalić winę na Rosjan?

Przyszło nam żyć w świecie, który nigdy nie był i nie jest praworządny. Może nasze pokolenie potrafi wykorzystać aktualny kryzys gospodarczo-polityczny i stworzy coś lepszego niż mamy?

Pomimo wrodzonego optymizmu, trudno mi jest sobie wyobrazić idealny system, bo takiego po prostu nie ma. Wszędzie, gdzie są ludzie, są intrygi, przekręty, korupcja i zbrodnie.

Wreszcie znalazł się odważny, by walczyć o prawa człowieka!

Jednak do szpiku kości źli ludzie, to są wyjątki. Zdecydowana większość ziemian to dobrzy ludzie. O złych ludziach słyszymy codziennie w mediach, również w tym blogu, ponieważ zło przyciąga naszą uwagę.

Nie sądzę, żeby było dużo chętnych do czytania o dobrych uczynkach. Pewnie są i tacy, ale zło jest bardziej interesujące, pomimo tego, że jest to zjawisko niszowe. Stąd mamy wrażenie wszechobecnego okrucieństwa. Wszechobecne jest przede wszystkim dobro człowieka, ale kto dzisiaj patrzy na to z takiej perspektywy?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło

Brownstone Institute » Dziennik Brownstone’a » Rząd » brownstone/the-covid-reckoning-that-never-came

Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło

Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło

Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło

By Ed Dowd October 11, 2026

Player Image

Brownstone Journal

The Covid Reckoning That Never Came

Przez ostatnie kilka lat bez przerwy publikowałem na X te same koszmary, przez które przechodzimy… operację psychologiczną COVID-19, eksperymentalne szczepionki mRNA, nakazy, które zniszczyły ludzkie życia, obrażenia, nadmierną liczbę zgonów i nieustępliwą machinę propagandową, która próbowała uciszyć każdego, kto zauważył piętrzące się ciała. Obserwowałem to wszystko na żywo: pornografię strachu, przesuwające się słupki bramkowe, powtarzane niczym ewangelia kłamstwa o „bezpiecznym i skutecznym” działaniu, podczas gdy rzeczywiste dane przedstawiały zupełnie inną historię.

Teraz mamy świeże, udokumentowane rewelacje, które powinny były wszystko wyjaśnić. Zamiast tego? Cisza w mediach i, co bardziej rozczarowujące, w obecnej administracji, która obiecała pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności.

Senator Ron Johnson (republikanin z Wisconsin) opublikował kolejny druzgocący raport i przesłuchanie pod koniec kwietnia 2026 roku: „Zdemaskowani: Jak urzędnicy ds. zdrowia Bidena celowo przymykali oko na sygnały bezpieczeństwa szczepionki przeciwko COVID-19”.

Wewnętrzne zapisy pokazują, że urzędnicy FDA wiedzieli, że ich monitoring VAERS był, delikatnie mówiąc, niewystarczający. Dysponowali lepszymi narzędziami do eksploracji danych, gotowymi do sygnalizowania wyraźnych sygnałów bezpieczeństwa: zgonów z przyczyn sercowych, udarów mózgu, problemów płucnych, porażenia Bella, ale zdecydowali się ich nie używać. Dlaczego? Aby uniknąć „wahania przed szczepieniami”.

To nie była wina szczepionki. To było celowe. Osoby poszkodowane przez szczepionki siedziały naprzeciwko Petera Marksa i innych wysoko postawionych urzędników FDA, błagając o uznanie. Spotkały się z murem milczenia. Johnson słusznie nazywa to jednym z największych skandali w swojej karierze publicznej. Następnie, na początku czerwca, zorganizował kolejne przesłuchanie, ujawniając potencjalne powiązania szczepionek mRNA z rakiem i systematyczne tłumienie kluczowych badań. Ta sama strategia: niewygodna nauka zostaje pogrzebana lub zaatakowana.

Mniej więcej w tym samym czasie Tulsi Gabbard, w jednym ze swoich ostatnich ruchów na stanowisku dyrektora wywiadu narodowego, odtajniła dokumenty ujawniające rolę Fauciego w finansowaniu badań nad wzmocnieniem funkcji w Wuhan, tuszowaniu wycieku informacji z laboratorium, manipulacji danymi wywiadowczymi i represjach wobec osób mówiących prawdę. Miliony dolarów podatników wpompowano w ryzykowne laboratoria biologiczne, a następnie w pełni kontrolowana machina narracyjna zaczęła zrzucać winę na naturę zamiast na oczywistość.

To nie są anonimowe wątki X. To urzędujący senator z prawem do wydawania wezwań sądowych i były dyrektor wywiadu narodowego ujawniający oficjalne dokumenty.

Gdzie więc jest ta burza? Gdzie są reportaże na pierwszych stronach gazet, programy specjalne w prime-time, żądania prawdziwych przesłuchań i oskarżeń? W 1976 roku szczepionka przeciwko świńskiej grypie została wycofana po 25 zgonach i 500 przypadkach zespołu Guillaina-Barrégo.

W erze szczepionek przeciwko COVID-19 do VAERS zgłoszono około 39 000 zgonów po szczepieniu. Najwyraźniej życie stało się tańsze w ciągu ostatnich 50 lat. Tradycyjne media w większości ignorowały to, bagatelizowały lub po prostu bagatelizowały „prawicowe teorie spiskowe”. Płacono im za kłamstwa… i milczą na temat niedawnych rewelacji FDA dotyczących szczepionek przeciwko COVID-19. Ich współudział to nie przesada; wręcz przeciwnie, był niezbędny dla całej operacji psychologicznej.

Jeszcze bardziej frustrujące jest względne milczenie obecnej administracji Trumpa. Po latach obietnic ujawnienia kłamstw i oczyszczenia bagna związanego z reakcją na pandemię, te rewelacje docierają do adresatów i… nie przynoszą żadnych efektów. Brak zdecydowanego nacisku na pociągnięcie do odpowiedzialności. Brak trwałego publicznego rozliczenia urzędników, którzy zatuszowali sygnały bezpieczeństwa lub manipulowali historią pochodzenia. Ta cisza mocno uderza. Co więcej, szczepionki wciąż są na rynku, a ta administracja jest teraz współwinna. Co za spektakularna porażka!

Wielu z nas nie potrzebowało raportów Johnsona ani odtajnień Gabbard, aby dostrzec oszustwo. Już w 2022 i 2023 roku mój zespół w Phinance Technologies analizował dane i odkrywał prawdziwą narrację w ramach naszych Projektów Humanitarnych. Przeanalizowaliśmy nadmierną liczbę zgonów, wzrost liczby osób niepełnosprawnych, wskaźniki absencji oraz ludzkie i ekonomiczne koszty masowych szczepień, gdy prawie nikt inny nie chciał się tym zająć.

Zapoznaj się z pełnym zakresem prac tutaj: Projekty Humanitarne

To, co odkryliśmy dzięki suchym, twardym liczbom, pokrywało się z tym, co pokazywały ciała na ziemi. Nie byliśmy zaskoczeni najnowszymi rewelacjami senatora Johnsona. Biliśmy na alarm już lata wcześniej, jednocześnie będąc za to nazywanymi zwolennikami teorii spiskowych.

Obserwowaliśmy, jak instytucjonalnie dobrze ugruntowane korzyści płynące z naturalnej odporności zostały pobieżnie zignorowane i zapomniane. Widzieliśmy, jak hasło „dwa tygodnie na spłaszczenie krzywej” przerodziło się w niekończące się dawki przypominające dla posłusznych i utratę pracy dla niezaszczepionych. Widzieliśmy, jak przyjaciele i rodzina zostali ranni lub doznali poważniejszych obrażeń, a potem mówiono nam, że to „rzadkie”, „zbieg okoliczności” lub „dezinformacja”. Ci z nas, którzy protestowali przeciwko nakazom i eksperymentalnym szczepionkom mRNA, zostali nazwani rosyjską dezinformacją, niebezpiecznymi roznosicielami, a nawet krajowymi terrorystami. Nie przyjęli się, ale próbowali.

Dla tych, którzy wcześnie przejrzeli propagandę, oparli się jej i patrzyli, jak rówieśnicy dają się nabrać, nasz światopogląd zmienił się na zawsze. Największe tuszowanie w historii. Ale pomimo zatajenia informacji przez media głównego nurtu, wieść przedostała się podziemnymi kanałami, w dużej mierze dzięki senatorowi Ronowi Johnsonowi i innym, którzy nie pozwolili, by temat umarł.

Zdrada sięga głęboko. Te nowe rewelacje nie zaskakują nas, ale raczej potwierdzają to, co dane i nasze własne oczy pokazały lata temu. Kłamali. Wiedzieli, że kłamią. Cenzurowali, manipulowali i niszczyli ludzkie życia, aby chronić narrację. Wiele instytucji, w tym służba zdrowia, wywiad, media i wielkie firmy farmaceutyczne, było w to zamieszanych i nadal szerzy kłamstwa.

Ta utrata zaufania jest głęboka i trwała dla milionów z nas. Nie wierzymy już bezkrytycznie oficjalnym oświadczeniom. Żądamy danych źródłowych. Przyjmujemy, że władze mają instynkt samozachowawczy i kontrolę nad narracją, dopóki nie udowodnią inaczej. Era COVID-19 nie tylko podkopała wiarygodność w jednej kwestii. Przeciwnie, zrujnowała sposób, w jaki cała grupa ludzi postrzega rząd, „ekspertów” i władzę. „Przeprowadzenie własnych badań” okazało się kluczowym ratunkiem.

Ludzie u władzy, którzy wciąż bronią szczepionki „śmieciowej” albo udają, że to nic nie znaczy, mogą dalej przyjmować swoje 12 dawek przypominających (brudny sekret… nie robią tego). Reszta z nas ma dość. Jesteśmy głęboko zmienieni. Bardziej sceptyczni. Bardziej zorientowani na dane. Mniej skłonni do podporządkowania się. Z tego bałaganu narodził się Team Humanity.

Okno prawdziwej odpowiedzialności zamyka się z hukiem. Nawet jeśli te oficjalne rewelacje zostaną zapomniane, lekcja jest jasna: nigdy nie planowali się przyznać. Chcą, żebyśmy zapomnieli i skupili się na kolejnym kryzysie.

Nie zapominam. I z tego, co widzę każdego dnia, miliony też nie. W miarę upływu czasu i ustępowania dysonansu poznawczego osób, które przyjęły szczepionkę… nasza liczba będzie nadal rosła.

„Albowiem nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, i nic tajemnego, co by nie miało być poznane i nie miało wyjść na jaw.” — Ewangelia św. Łukasza 8:17

Finansowana „inicjatywa pokojowa” od Witkoffa i Kushnera

Finansowana „inicjatywa pokojowa” od Witkoffa i Kushnera

16 października 2026 r. przez dr. Petera F. Mayera tkp/finanzialisierte-friedensinitiative-aus-dem-stall-von-witkoff-und-kushner


Alastair Crooke przedstawił na Forum Konfliktów miażdżącą analizę najnowszego „planu pokojowego” opracowywanego za kulisami przez Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera . Jego konkluzja: To kolejny sfinansjalizowany projekt pokojowy, zrodzony z nowojorskiego myślenia o rynku nieruchomości – system nagród dla zachodnich banków, inwestorów i polityków, mający na celu zabezpieczenie zysków z wojny bez uciążliwego rozlewu krwi.

Każdy, kto zapozna się z obecnymi propozycjami, natychmiast rozpozna ten schemat. Już w grudniu 2025 roku amerykański komentator Sundance, pisząc w Conservative Treehouse, opisał „dyplomację pieniężną”: system, „który utrwala możliwość Zachodu uzyskania korzyści finansowych”. Granice terytorialne, bezpieczeństwo i rozszerzenie NATO schodzą na dalszy plan jako „drobne szczegóły” – błahostki w porównaniu z „tym, co naprawdę ważne: pieniędzmi”.

Co Ignacy wykrzykuje

David Ignatius przedstawił obecny czteropunktowy plan w swoim felietonie w „ Washington Post” . Według niego, Stany Zjednoczone i Europa zmierzają w kierunku wspólnej propozycji, która „zapewni Ukrainie i Rosji korzyści finansowe i w zakresie bezpieczeństwa jako podstawę dla porozumienia terytorialnego, które nie będzie zgodne z celami wojennymi obu stron”.

Cztery filary:

  • Odbudowa Ukrainy – Bank Światowy i BlackRock mają zaprojektować finansowanie odbudowy zniszczonych regionów, wsparcia rodzin żołnierzy i ponownego uruchomienia gospodarki. Kijów został poproszony o przedstawienie szczegółowych szacunków kosztów – wraz z gwarancjami zabezpieczającymi przed grabieżą funduszy.
  • Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy odpowiadające artykułowi 5 NATO.
  • Integracja gospodarcza Rosji, Ukrainy i Europy poprzez umowę energetyczną – rurociąg dostarczający rosyjską ropę i gaz do Europy, z podziałem zysków między Ukrainą i Rosją. Rosja uzyskałaby długoterminowy dostęp do europejskiego rynku energii, a także plan zniesienia sankcji.
  • Zawieszenie broni na obecnej linii frontu, czyli „Linii Kontroli”.

Przynęta: Jeśli Kijów zaprzestanie ataków dronów na rosyjskie rafinerie, „wrócimy do interesu i udamy się do Moskwy” – powiedział Ignatiusowi przedstawiciel USA.

Problem w tym, że Rosja nie uczestniczy w negocjacjach.

Crooke demontuje plan z zimną precyzją. USA i Europa negocjują między sobą – i wygodnie ignorują jednoznaczne oświadczenia Moskwy.

Pomysł, że Rosja dostarczałaby ropę i gaz Europejczykom, którzy dobrowolnie zrezygnowali z tanich dostaw z Rosji, którzy tkwią w pułapce własnych błędnych decyzji i przy każdej okazji oczerniają Rosję – a następnie „dzielą się” zyskami z Ukrainą – jest absurdalny.

Minister spraw zagranicznych Ławrow jednoznacznie dał do zrozumienia na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, że nie będzie zawieszenia broni w żadnym formacie. Negocjacje będą musiały zatem odbywać się pod ostrzałem – i nawet wtedy, jak sam Putin powiedział, „dwa razy się zastanowi”, zanim w ogóle je rozpocznie. Streszczenie jego przemówienia w Radzie Bezpieczeństwa ONZ z 23 września 2026 roku, opublikowane przez agencję TASS, jest jednoznaczne: „Nie zawiesimy specjalnej operacji wojskowej na czas trwania negocjacji w żadnym formacie”. Pełne oświadczenie i konferencja prasowa podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ 81 są udokumentowane odpowiednio przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i UNifeed.

Rzecznik Putina , Dmitrij Pieskow, potwierdził zaledwie w zeszłym tygodniu, że „fragmentaryczne rozwiązania i porozumienia” uniemożliwią kompleksowy proces pokojowy. „Zamrożenie” konfliktu byłoby równie nieskuteczne.

„[Ukraina] to niezwykle złożona sprawa, a jej rozwiązanie musi być kompleksowe… Potrzebujemy rozwiązania dla przyszłych pokoleń – takiego, które będzie gwarantowane i zabezpieczone przed niepowodzeniami”.

Koreańska pułapka

Europejczycy najwyraźniej nie zrozumieli, że „model koreański” – zawieszenie działań wojennych na froncie, na którym dwie armie stają naprzeciw siebie, jak argumentował generał Kellogg – to właśnie recepta na brak rozwiązania. Od 73 lat wojna koreańska jest zamrożona zawieszeniem broni. Nic się nie zmieniło.

Ta mantra zawieszenia broni wzdłuż linii frontu zamiast „najpierw rozwiązanie, na końcu zawieszenie broni” to wręcz krzyk skierowany do Rosjan: Zachód chce zatrzymać Ukrainę w szatni – na chwilę, gdy będzie mógł ponownie wywierać presję na Rosję z innej platformy.

Munchau ostrzega: Ryzyko eskalacji rośnie

Wolfgang Munchau ostrzegał w tym tygodniu w UnHerd przed eskalacją, która jest całkiem prawdopodobna:

„Nie powinniśmy żywić złudzeń co do wojny z Rosją. Nie jesteśmy absolutnie zdolni do zwycięstwa. Czyje rynki obligacji eksplodują jako pierwsze? Czyje rakiety przechwytujące wyczerpią się jako pierwsze? … Pod każdym względem – militarnym, energetycznym, finansowym – Europa jest w niekorzystnej sytuacji”.

Munchau idzie dalej: istnieje stosunkowo prawdopodobny scenariusz, w którym Ukraina i Iran połączą się w jedną wojnę zachodnio-euroazjatycką – i staną się ostatecznym konfliktem zastępczym między USA a Chinami. Wskazuje na wstrząsy energetyczne: wojna z Iranem wstrzymała 17 procent katarskiej produkcji LNG, podczas gdy Europa wprowadziła zakaz importu rosyjskiego gazu. Europejskie dostawy oleju napędowego są na krawędzi – Trump zasugerował nawet wstrzymanie dostaw oleju napędowego do Europy. „Gospodarka uległaby zahamowaniu”. W poprzednim artykule Munchau analizował już retoryczną gotowość do wojny po obu stronach Atlantyku.

A co z finansami? Rosja jest praktycznie wolna od długów. Zachód natomiast jest narażony na potencjalnie niszczycielski kryzys finansowy – rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych osiągnęła ostatnio najwyższy poziom od 21 lat.

Głuchota kulturowa: pieniądze kontra bezpieczeństwo

Fatalną wadą tej inicjatywy jest jej kulturowa głuchota. Dla Witkoffa i Kushnera „wszystko może sprowadzać się do tego, co naprawdę ważne – pieniędzy”. W przypadku Rosji tak nie jest.

Gdyby sojusz Witkoff-Europa znał historię Rosji, zrozumiałby, dlaczego bezpieczeństwo, bezpieczeństwo, bezpieczeństwo jest dla Rosji priorytetem. Zamiast nadal polegać na spekulacjach interesariuszy, wykorzystując mechanizm „utrwalający zachodnią możliwość uzyskania korzyści finansowych”, musiałby zająć się fundamentalnymi kwestiami konfliktu: głębszą kwestią euroazjatyckiej architektury bezpieczeństwa i precyzyjnym określeniem granicy oddzielającej interesy bezpieczeństwa NATO od interesów chińsko-rosyjskich.

Wtedy – być może – podczas kolejnej wizyty w Moskwie można by spotkać bardziej otwartą publiczność.

Jednak w obecnej sytuacji ograniczenie rozszerzenia NATO nie jest możliwe.

nachdenkseiten

Nowa polityka Trumpa wobec Rosji: Kiedy Ukraina nagle przestaje mieć znaczenie

Głosy z Rosji – Nowa polityka Trumpa wobec Rosji: Kiedy Ukraina nagle przestaje mieć znaczenie

16 października 2026 Artykuł Fiodora Łukjanowa nachdenkseiten

Nowy zwrot w stosunkach amerykańsko-rosyjskich zszokował Kijów, oburzył europejskich sojuszników i wywołał konsternację na całym świecie: po raz pierwszy rząd USA podjął decyzję wobec Moskwy, która po prostu zignorowała interesy Kijowa. Analiza Fiodora Łukjanowa , dyrektora ds. badań Klubu Wałdajskiego, przewodniczącego Prezydium Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej oraz redaktora naczelnego czasopisma „ Russia in Global Affairs” , na temat tła i konsekwencji tego zdarzenia na przyszłość. Tłumaczenie z języka rosyjskiego: Éva Peli .

=============================================

Zaskakująca decyzja rządu USA pod rządami Donalda Trumpa o tymczasowym zawieszeniu sankcji na dostawy rosyjskiego oleju napędowego stoi w bezpośredniej sprzeczności z ostatnimi działaniami Waszyngtonu — takimi jak uchwalenie surowego prawa sankcji i zamiar zwiększenia presji na Moskwę.

Niektórzy przypisują ten ruch jednostronnemu działaniu prezydenta USA, inni widzą w nim początek nowej strategii, a jeszcze inni interpretują go jako fundamentalną zmianę w polityce wobec Ukrainy.

Aby zrozumieć rzeczywistą logikę stojącą za tym, trzeba spojrzeć głębiej – przede wszystkim poza charakterystyczne dla prezydenta USA ekstrawaganckie zachowanie. Jego często graniczące z przesadą wystąpienia publiczne są zazwyczaj jedynie zewnętrzną powłoką zdecydowanego celu. To, czy ten cel jest ostatecznie słuszny, czy błędny, to zupełnie inna kwestia.

Wołodymyr Zełenski stał się kozłem ofiarnym za rosnące ceny benzyny na amerykańskich stacjach benzynowych – i każdy, kto zna Trumpa, wie: kiedy już podejmie decyzję, nie da się jej zmienić. Prawdziwym powodem zwrotu Trumpa jest prawdopodobnie polityka wewnętrzna USA: wybory uzupełniające do Kongresu USA są już za kilka tygodni, a perspektywy dla Republikanów są ponure. Choć Trump na pozór nie wydaje się tym przejęty, przegrana w obu izbach Kongresu oznaczałaby dla niego dwa lata nieustannego ostrzału i wyczerpującej walki o władzę.

Trump prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że nie jest już w stanie realistycznie odwrócić sytuacji gospodarczej – zwłaszcza inflacji na amerykańskich stacjach benzynowych – przed dniem wyborów. Jego głównym zmartwieniem jest teraz sygnał psychologiczny. Rosja bynajmniej nie jest pierwszym krajem, do którego zwrócił się rządu USA o zwiększenie dostaw paliwa na rynek globalny. Im więcej takich umów zostanie zawartych, tym głośniej Biały Dom będzie obwieszczał, jak niestrudzenie prezydent USA walczy o portfel przeciętnego Amerykanina. Celem jest to, aby przeciętny Amerykanin zapomniał, że ta trudna sytuacja powstała jedynie w wyniku polityki eskalacji Trumpa w Zatoce Perskiej.

Jak dobrze ten ruch się sprawdzi, dopiero się okaże. Ale działanie to wynika z jasnej, racjonalnej kalkulacji. To, że przeczy ono wcześniejszym oświadczeniom i zasadom, w najmniejszym stopniu nie martwi Trumpa. Dla niego słowa mają wartość tylko w chwili, gdy je wypowiada – i nie mają już znaczenia później.

Co to oznacza dla Rosji?

Co ten rozwój sytuacji oznacza dla Rosji – poza pożądanym źródłem dochodów dla budżetu państwa? Projekt analityczny „Watfor” trafia w sedno sprawy: po raz pierwszy od początku eskalacji prezydent USA podjął krok w kierunku Moskwy, w którym Ukraina nie odgrywa absolutnie żadnej roli. O ile wcześniej Kijów był brany pod uwagę przy podejmowaniu wszystkich decyzji, tym razem nie tylko został zignorowany – umowa jest wręcz sprzeczna z interesami Ukrainy w jej i tak trudnej sytuacji. Stąd głęboka gorycz ukraińskich przywódców: czują się zdradzeni.

Działania Waszyngtonu już teraz zarysowują model, według którego relacje z władzami USA będą prawdopodobnie wyglądać po zakończeniu ostrej fazy konfliktu. Powodów tej obojętności wobec Kijowa jest kilka. Najważniejsza: odmowa Zełenskiego, by zastosować się do żądań Waszyngtonu o zaprzestanie ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną. Dla Ukrainy jest to obecnie kluczowe narzędzie walki – ostrzeżenia ze strony amerykańskich kręgów rządowych są po prostu ignorowane.

To, że Trump skupił się teraz konkretnie na rosyjskim oleju napędowym – którego deregulacja złagodzi sytuację na globalnym rynku, ale raczej jej nie zrewolucjonizuje – jest typowe dla jego osobliwego charakteru. Niemniej jednak Kijów został teraz z niczym i obwiniany za wysokie ceny paliw w USA. Decyzje Trumpa, podjęte w przemyślany sposób, są nieodwołalne; sprzeciwy Ukrainy zostały po prostu zignorowane.

Dane wywiadowcze USA jako narzędzie nacisku przeciwko Kijowowi

A teraz do sedna sprawy: aby skutecznie powstrzymać lub powstrzymać ukraińskie ataki na cele rosyjskie, siły zbrojne USA musiałyby zaprzestać przesyłania danych wywiadowczych i namierzania celów. Półtora roku temu Trump krótkotrwale wprowadził właśnie to jako środek dyscyplinarny – na dwa dni. Jednak trwałe wstrzymanie wsparcia wywiadowczego USA fundamentalnie zmieniłoby podejście Waszyngtonu w tej wojnie i skutecznie zdystansowałoby go od swojego partnera, Kijowa. Nie jest pewne, czy Trump będzie miał odwagę i siłę, by to zrobić.

Nieformalny sojusz sił zainteresowanych kontynuowaniem wojny jest ogromny – rozciąga się od amerykańskiego kompleksu wojskowego i nowych amerykańskich gigantów technologicznych po Europę i jej zwolenników w Waszyngtonie. Nawet gdy Trump ostatnio próbował przeforsować swoją wizję zakończenia wojny (po negocjacjach w Anchorage), poniósł porażkę z powodu oporu tej sieci.

Czy tym razem mu się uda, czas pokaże. Jeśli nie, problem prawdopodobnie zniknie po wyborach w USA, ponieważ presja na sukcesy propagandowe na razie osłabnie. Niemniej jednak, jest to moment przełomowy: test, czy amerykańskie władze wciąż potrafią zmusić sojuszników do posłuszeństwa. Jeśli im się to uda, rzeczywiście może otworzyć się okno na negocjacje.

Nowy plan stosunków powojennych

Dla Rosji prowadzi to do drugiego ważnego wniosku: podejście Waszyngtonu już teraz stanowi podstawę stosunków dyplomatycznych po zakończeniu militarnej fazy konfliktu. Oficjalne zniesienie ogromnego pakietu sankcji wobec Moskwy nie wchodzi w grę – jest po prostu niemożliwe, zarówno biurokratycznie, jak i politycznie. Sankcje pozostaną w mocy na papierze.

Ale decyzja o ich egzekwowaniu lub zawieszeniu będzie zależała wyłącznie od przypadku.

  • Jeżeli sankcja nie służy już interesom USA, zostaje tymczasowo zawieszona.
  • Jeżeli sytuacja ulegnie zmianie, zostanie ona przywrócona.

Polityka amerykańska różni się od europejskiej znacznie większym pragmatyzmem. Waszyngton nie ma żadnych skrupułów, by szybko porzucić górnolotną retorykę, gdy jest to konieczne – i równie szybko ją przywrócić, gdy okazuje się to przydatne.

Konflikt o Ukrainę osiągnął etap, w którym jego wynik ukształtuje znacznie więcej niż tylko przyszłość tego konkretnego konfliktu. Geometria przyszłego porządku świata – przynajmniej w relacjach między Rosją a podzielonym Zachodem – powoli się kształtuje. Pozostaje jednak niezwykle dynamiczna.

Stepan Bandera – złudzenie wielkości i symbol zbrodni

Stepan Bandera – złudzenie wielkości i symbol zbrodni

Stepan Bandera jest od dziesięcioleci bohaterem narodowym Ukrainy i symbolem walki o samostijność „imperium ukraińskiego”. Dla większości Polaków, zwłaszcza potomków dawnych mieszkańców Wołynia, Podola, którzy zamieszkiwali tereny II Rzeczypospolitej, Bandera jest pejoratywnym symbolem ludobójstwa, okrucieństwa, rabunku, zwyrodnienia i sadyzmu.

Hasło: „Ukraina bez Polaków (Lachów) było propagowane na Ukrainie Zachodniej i miało w czasie II wojny św. praktyczny ludobójczy wymiar. Obecnie Polacy mają ograniczoną wiedzę historyczną o zbrodniach OUN/UPA w latach 1939-1947 i to budzi trwogę i niepokój, czy w przyszłości nie powtórzy się sytuacja z okresu II wojny. W mediach (zwłaszcza elektronicznych) obserwujemy na Ukrainie marsze z pochodniami ku czci Bandery i innych zbrodniarzy ukraińskich.

W Polsce diaspora ukraińska jest liczna, a pamięć o UPA żywa. Władze polskie (państwowe i samorządowe) nie protestują na prowokacyjne przejawy takich działań a ich bierność utwierdza Ukraińców w przekonaniu, że może w przyszłości zapomną o zamordowanych bestialsko Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Brak reakcji ze strony polskiej skutkuje szybkim rozwojem kultu Bandery na Ukrainie ale i w Polsce, gdzie w środowiskach ukraińskich świętuje się jego rocznicę urodzin i śmierci.

Kim zatem był Stiepan Bandera, skoro budził dawniej i obecnie tyle emocji, lęku i patologicznej wręcz nienawiść do Polaków i innych nacji. Bandera urodził się 1 stycznia 1909 roku w Uhrynowie Starym w pow. kałuskim. Zmarł zaś 13 października 1959 r. w Monachium. Był synem duchownego grecko-katolickiego Andrieja Bandery i matki Mirosławy (z domu Hołodzińska), córki porocha unickiego notabene poprzedniego proboszcza Starego Uchrynowa.

Aby zrozumieć mentalność i sadyzm Siepana Bandery, który ujawnił się w pełni w okresie późniejszym, należy odwołać się do dzieciństwa i młodości. Stiepan był drugim w kolejności dzieckiem Andreja i Myrosławy Banderów. Miał starszą siostrę Martę i młodsze rodzeństwo, które urodziło się w kolejności: brata Aleksandra, siostrę Włodymirę, brata Wasyla, siostrę Roksanę, brata Bohdana i siostrę Myrosławę, która zmarła w dzieciństwie [1].

Ojciec Stepana pochodził z rodziny rzemieślniczo-rolniczej, które wówczas stanowiły większość mieszkańców małych, biednych miasteczek galicyjskich. Rodzina ojca zajmowała się głównie rolnictwem i niczym szczególnym się nie wyróżniała na tle społeczności ukraińskiej. Natomiast w rodzinie matki można wskazać kilku społeczników galicyjskich. Przykładowo wuj Pawło Hołodziński założył stowarzyszenia gospodarcze „Masłosojuz” i „Silśkyj Hospodar” a jego stryj Jarosław Wasołowśkyj był posłem do parlamentu wiedeńskiego. Na rozwój świadomości małoletniego Stepana wpływ miała antypolska atmosfera w rodzinie. Niechęć do Polaków, Rosjan podsycał ojciec, który jako były kapelan Ukraińskiej Halickiej Armii (UHA) i był też internowany przez władze polskie. Stepan obserwował ojca, jego zachowanie, który w wiejskiej czytelni Proświty, w kole tzw. Ridnej Szkoły, w gimnazjum stryjskim i Ruskiej Bursie, gdzie mieszkał z rodziną nieustannie dyskutował z działaczami „kooperatywnymi”. Dla przyszłego prowadnyka były to pierwsze „lekcje indoktrynacji” i kształtowania mentalności zbrodniczej.

Jako dziecko Stepan już w dzieciństwie „odznaczał się sadystycznymi skłonnościami”. Według ustaleń Włodzimierza Bielajewa, pozyskanymi od jego rówieśników, już jako dziecko „jedną ręką dusił kocięta”, aby w okresie późniejszym swoje doświadczenia „przenieść na ludzi” [2]. W domu rodzinnym wisiały zaś portrety kozackich hetmanów walczących z Polską XVII w. o uniezależnienie Ukrainy od Polski i Rosji: Bohdana Chmielnickiego, Iwana Wyhowskiego, Piotra Doroszenki, i Jana Mazepy. Pośrodku wisiał krzyż z Chrystusem „w kozackich hajdawerach z łentami zwisającymi ku dołowi, od wierzchołka krzyża koloru niebiesko-żółtego, co wskazywało na profanację symbolu religijnego [3].

Takie symbole i opowieści kształtowały świadomość małoletniego Siepana.  Jako nastolatek pozyskiwał wiedzę o Ukrainie czytając m.in. pisemka wydawane przez Dmytra Doncowa: „Wisnyk” i „Zahrawie”, i przysłuchiwał się rozmowom, jakie jego ojciec prowadził z proboszczem uhrynowskim. Rozmowy były gwałtowane i dotyczyły duchownego ojca Maksyma Sandowycza oraz kilku innych osób, których sąd austriacki sądził od marca do czerwca 1914 r. o zamiar oderwania Galicji od Austrii i przyłączenia do Rosji.

Ten okres w życiu Bandery był ważny z różnych powodów. W dzieciństwie i wczesnej młodości nie był on akceptowany przez rówieśników i często wdawał się z nimi w bójki. Był niskiego wzrostu i drobnej postury. Jego cherlawa postawa i wada wzroku (zez) były przedmiotem kpin i żartów rówieśników. Aby im zaimponować, pogłębiał skłonności sadystyczne, które w latach późniejszych przeniósł na ludzi. Traktował ich jako wrogów, obcy element narodowościowy niebezpieczny dla nacji ukraińskiej. Zapewne takie skłonności wzbudzały u współpracowników podziw, ale niewykluczone, że niekiedy przerażenie i zakłopotanie. Po ukończeniu gimnazjum nadal interesował się bieżącymi sprawami politycznymi. W 1920 r. zatknął się z Ukraińską Wojskową Organizacją (UWO), ale jej członkiem został dopiero w 1927 r. i obrał pseudonim „Stryj”. Właśnie w ukraińskim gimnazjum młody Bandera systematycznie pogłębiał swoją wiedzę o metodach walki z „przeklętym plemieniem Lachów”. Gimnazja ukraińskie były wylęgarnią nacjonalizmu i z tego środowiska pozyskiwano później bojowców – nacjonalistów m.in. do UWO i OUN.

Miał tę świadomość Iwan Harbusewicz, który w liście do prowydnyka Konowalca pisał: „UWO jest rozsadnikiem destrukcji, kolosalnym rozpętaniem instynktów, aby tanim kosztem stać się bohaterem. Z większości jej członków wyrastają bandyci” [4]. Początkowo młodzi nacjonaliści byli pod urokiem Benita Mussoliniego a następnie niemieckiego nazizmu. Z upływem kolejnych miesięcy pewne zmiany dokonały się w życiu Bandery. Rozpoczął studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym Politechniki Lwowskiej. Studiował długo i był postrzegany jako „wieczny student”. W rezultacie studiów nie ukończył, ale ten okres wykorzystał do pracy konspiracyjnej w UWO i organizowanie zamachów na obywateli polskich.

Dzięki swojej aktywności organizacyjnej i przeszkoleniu w szkole wojskowo-szpiegowskiej Abwehry w Gdańsku szybko awansował w strukturze hierarchicznej w Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów utworzonej w lutym 1929 roku. W 1931 r. został referentem propagandy w Egzekutywie Krajowej (EK), a na przełomie 1932/1933 prowydnykiem OUN. Jewhen Konowalec, obawiając się rozłamu w organizacji, zatwierdził nominację Bandery w czerwcu 1933 r. podczas konferencji OUN w Pradze. Odtąd członków OUN w kraju zaczęto nazywać banderowcami [5].

Bandera był zwolennikiem terroru indywidualnego i zabijania osób stanowiących zagrożenie dla idei walki o „samostijną Ukrainę” i krytycznie wypowiadających się o działalności terrorystycznej banderowców oraz opowiadających się za pojednaniem polsko-ukraińskim. Bandera sam decydował o metodach walki z Lachami. Terroryzował również Ukraińców, którzy krytykowali banderowców. Przykładowo rozkazał Korołyszynowi zabić lwowskiego gimnazjalistę tylko dlatego, że ten odmówił wstąpienia do OUN. Zabito także kowala W. Biłeckiego, gdyż ten z kolei krytycznie mówił o „faszystach ukraińskich”. Z upływem miesięcy ilość zabójstw z rozkazu Bandery i jego współpracowników wzrosła. Bojówki ukraińskie zmieniły nieco taktykę i ograniczyły się do napadów na urzędy np. w Truskawcu, Pieczeniżynie, Bóbrce, Gródku Jagiellońskim i zamachów na przedstawicieli polskich władz. W 1931 r. płatni mordercy Dymytro Danyłyszyna oraz Wasyl Biłas zamordowali Tadeusza Hołówkę, wiceprzewodniczącego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem i posła na Sejm R.P. Zamach zorganizowali współpracownicy Bandery: Zenon Kossak, Roman Szuchewicz i Mykoła Łebed` [6].

W tym okresie, gdy prowydnykiem krajowym OUN był Bandera zamordowano także K. Czechowicza, komisarza lwowskiej policji oraz dokonano zamachu na konsulat sowiecki we Lwowie zabijając jednego pracownika. Zdemolowano redakcję i drukarnie pisma „Pracia”. Bojówka pobiła do nieprzytomności ukraińskiego pisarza Antona Kruszelnyćkiego a 25 lipca 1934 r. zastrzelono Iwana Babija, dyrektora gimnazjum akademickiego, zasłużonego dla oświaty ukraińskiej i byłego oficera dawnej Ukraińskiej Armii Galicyjskiej. Mordercy Roman Myhal i Iwan Maluca zostali aresztowani już 10 sierpnia, a ten ostatni zeznał w takcie przesłuchania, że rozkaz zabicia wydał prowydnik krajowy Bandera. Wówczas policja objęła inwigilacją Banderę, choć początkowo zlekceważono tę informację ze względu na „na niepozorną posturę Bandery”.

Początkiem akcji terrorystycznych na szerszą skalę było zamordowanie Tadeusza Hołówki, która rozzuchwaliła banderowców. Dla ścisłości należy wspomnieć, że 28 września 1933 r. doszło do nieudanego zamachu na Jerzego Gadomskiego, kuratora lwowskiego okręgu szkolnego.

Bandera planował też zamach na prezydenta R.P. Ignacego Mościckiego i wojewodę wołyńskiego Henryka Józewskiego. W zamyśle OUN, powodzenie tych akcji miało zdezorganizować życie w kraju i wywołać niepokoje w społeczeństwie i zagrożenie bezpieczeństwa wewnętrznego w państwie [7]. Tylko w pierwszej połowie 1934 r. z rozkazu Bandery zabito 9 osób (w tym 3 Polaków) a w następnym roku dokonano 18 zabójstw Polaków i Ukraińców oraz przeprowadzono 13 zamachów „na życie przez postrzelenie” [8].

Akcje terrorystyczne OUN, ich skala i rozgłos polityczno-propagandowy wśród Ukraińców skłoniły Banderę i jego współpracowników do konieczności zorganizowania zamachu na polityków ówczesnego obozu władzy. Jakie argumenty przeważyły, że wytypowano ministra spraw wewnętrznych gen. Bronisława Pierackiego, który był zaufanym człowiekiem Józefa Piłsudskiego – możemy się tylko domyślać.  Paradoksalnie Pieracki był zręcznym dyplomatą i zwolennikiem zbliżenia z Ukrainą i politykami ukraińskim skupionymi w Ukraińskim Zjednoczeniu Narodowo-Demokratycznym. Na krótko przed zamachem Pieracki planował wyjazd do Wołyni, gdzie zamierzał się spotkać z grupa Ukraińców i bp. gracko-katolickim Grzegorzem Chomyszynem wspierającym ukraińską Partię Narodowo-Katolicką optującą za zbliżeniem polsko-ukraińskim.

Zamach na gen. Pierackiego 15 czerwca 1934 r. przerwał jego misję. Śledztwo polskich władz doprowadziło do licznych aresztowań członków i sympatyków OUN. Tylko w woj. wołyńskim policja aresztowała kilkaset osób w tym i Siepana Banderę9. W latach 1935-1936 odbył się proces. Banderę skazano na karę śmierci, później zamienioną na mocy amnestii na dożywocie. Wobec pozostałych dziesięciu oskarżonych zastosowano złagodzony wymiar kary [10].

Oprócz Bandery sądzeni byli Mikoła Łebed` i Jarosław Karpyneć oraz inne jeszcze osoby. W czasie procesu zaskakujące były reakcje i postawy Polaków sympatyzujących z oskarżonymi. Przykładowo znany aktor teatralny i filmowy Aleksander Zelwerowicz za zgodą prokuratora przekazał Karpyńcowi małą paczkę wraz z kartką zawierającą „życzenia spokoju i ukojenia”, a prokurator Zieliński podał rękę oskarżonemu [11]. Bandera odbywał karę w więzieniach: na św. Krzyżu, w Rawiczu, we Wronkach, Berezie Kartuskiej i Brześciu. Na początku października 1939 r. został wypuszczony na wolność.

W czasie odbywania kary więzienia struktury OUN zostały poważnie przetrzebione na terenie Polski a ich aktywność osłabła do wybuchu II wojny św. Bandera liczył, że dojdzie do ścisłej współpracy z III Rzeszą i uda się odbudować organizację. W lutym 1940 r. zwołał zjazd swoich zwolenników i dokonał rozłamu w OUN. Powstał OUN melnykowców, którym patronowało Gestapo i OUN banderowców pod pieczą Abwehry. Na polecenie Bandery 30 czerwca 1941 r. utworzono we Lwowie tzw. rząd banderowski, którego premierem został Jarosław Stećko-Karbowicz i ogłoszono powstanie niepodległej Ukrainy [12].

Decyzja Ukraińców zaskoczyła władze niemieckie, które aresztowały Banderę i jego współpracowników i osadziły ich 15 października 1941 r. w obozie w Sachsenhausen. Oprócz Bandery w obozie uwięziono m.in. Jarosława Stećkę, Andrija Melnyka, Tarasa Bulbę-Borowca, których przetrzymano do września 1944 r. w specjalnym bunkrze Zellenbau dla więźniów politycznych i korzystających z pewnych przywilejów. Bandera jako Ehrenhaftlinge miał dostęp do prasy i ułatwione kontakty m.in. Hnatkiwśką, żoną M. Łebedia działającego w konspiracji prowadnika OUN. Był zatem zorientowany w działaniach organizacji OUN i UPA i planach Abwehry dotyczących zbrojnego wykorzystania ich na odcinku polskim i sowieckim. 25 września 1944 r. władze niemieckie zwolniły Banderę i 300 członków OUN z obozu Sachsenhausen, gdyż liczyły na jego pomoc w zintegrowaniu rozproszonych ukraińskich organizacji nacjonalistycznych.

Po zakończeniu wojny Bandera korzystając z ogólnego chaosu zamieszkał w miejscowości Sederze na północ od Innsbrucku wraz z ochroniarzem Michajło Andrejukiem oraz szoferem i sekretarką. Banderą zainteresował się wywiad amerykański. W 1948 r. przesłał w imieniu ONZ notę do sekretarza Stanu USA Marshalla oraz prywatny list i domagał się przyznania członkom UPA przebywającym na emigracji statusu osób „szczególnie uprzywilejowanych” oraz zgody na szkolenie szpiegów i dywersantów ukraińskich do walki z ZSRR [13]. W latach 1954-1955 sytuacja w emigracyjnym ruchu banderowskim skomplikowała się m.in. z powodu różnic programowych i konfliktów personalnych.

Pozycja Bandery również osłabła z powodu oskarżeń o sprzeniewierzenie dolarów amerykańskich przeznaczonych na finansowanie organizacji banderowskich w Europie Wschodniej. Bandera prawdziwe dolary ulokował na prywatnym koncie. Fałszerstwo wykryli Amerykanie i Bandera obawiał się poważnych konsekwencji. Jak ustalił prof. Edward Prus, od problemów „wybawiła wodza jego kochanka Marijka Rybczuk, autorka wielu skandali towarzyskich”, z którą utrzymywał częste kontakty, również seksualne [14].

Bandera był człowiekiem porywczym i okrutnym. Wykazywał cechy osobowości psychopatycznej typu impulsywnego. U takich ludzi zachowanie jest zależne od „nastroju i warunków otoczenia”, a brak opanowania wywołuje często wściekłość, której następstwem jest wyparcie winy, a podjęte wówczas decyzje „zapadają poniżej progu świadomości” [15].

Bandera często znęcał się psychicznie i fizycznie nad swoją żoną i dziećmi. Gdy Banias, szef osobistej ochrony „wodza”, stanął w obronie jego ciężarnej żony, którą Bandera kopał w brzuch, ten poturbował go. Następnie prowydnyk polecił szefowi służby bezpieki (SB) OUN Myronowi Matwiejce zgładzić Baniasa [16]. Bandera mieszkał wówczas w Monachium i korzystał z polskiego nazwiska Stefan Popiel.

Bandera pod koniec lat 50. XX w. był już osobą kłopotliwą dla Niemiec z powodu sprawy Teodora Oberländera, ówczesnego ministra w rządzie Konrada Adenauera, który w czasie wojny był komisarzem politycznym batalionu ukraińskiego „Nachtigal”. Prasa niemiecka RFN spekulowała, że Bandera będzie zeznawał w sądzie i może ujawnić niewygodne fakty o ministrze dotyczące jego współudziału w mordzie profesury lwowskiej w lipcu 1941 r. Splot różnych okoliczności spowodował, że również KGB zainteresowało się Banderą, który był i jest nadal żywą legendą narodowo-faszystowskiego ruchu na Ukrainie. I sekretarz KPZR Nikita Chruszczow (notabene z pochodzenia Ukrainiec) nalegał na szybką likwidację Bandery i stronę organizacyjna zlecił przewodniczącemu KGB Aleksandrowi Nikołajewiczowi Szelepinowi [17].

Według informacji zamieszczonych w ukraińskim tygodniku emigracyjnym „Szlach Peremohy” (Droga Zwycięstwa) wykonawcą wyroku śmierci był funkcjonariusz KGB. Zamachowiec wykorzystał pistolet gazowy z przyciskiem zawierającym gaz (trujący cyjanek), który spowodował śmierć Bandery [18[. Wodza OUN zabił w Monachium Ukrainiec Bohdan Mikołajewicz Staszynśkyj i miało to symboliczny wymiar. Nekrologi i artykuły żałobne w ukraińskiej prasie emigracyjnej określiły wodza nacjonalistów „prawdziwym patriotą i bohaterem narodowym”. Napomknięto lakonicznie, że był zafascynowany faszyzmem włoskim i nazizmem niemieckim [19]. Nie przypadkiem Bandera jest zatem dla większości Ukraińców bohaterem narodowym i symbolem walki o niepodległość. Niestety dla Polaków i innych nacji doświadczonych w czasie wojny jest tylko symbolem śmierci.

prof. dr hab. Jan Ryszard Sielezin

[1] P. Czasti, „Stepan Badera”, Charkiw, 2009, s. 4; E. Prus, „Stepan Bandera  (1909-1959). Symbol zbrodni i okrucieństwa”, Wrocław 2004, s. 13.

[2] Cyt. za: E. Prus, „Herosi spod znaku tryzuba”, Warszawa 1985, s. 17 i 116.

[3] libidem

[4] E. Prus, „Herosi spod…”, s. 119.

[5] E. Prus, Bandera Stepan, (w:) „Encyklopedia „Białych plam” T. III, Radom 2000, s. 252.

[6] D. Szymczak, „Dlaczego zginął poseł?”, „Gazeta Polska codzienna”, 30 III 2015, nr 74.

[7] J. R. Sielezin, „Ukraińcy – sojusznicy Hitlera”, „Nasz Dziennik” 21-22 III 2026, s. 4 (dodatek „Nasz Magazyn”); J. Swatko, „Micja Banderi”, Ternopił, 2007, s. 20-26.

[8] E. Prus, „Herosi…”, s. 121.

[9] G. Szymborski, „Po trupach do celi”, „Historia” marzec 2017 r. nr 3, s, 55-56.

[10] W. Pobóg-Malinowski, „Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945”, t. II, Londyn 1956, s. 630.

[11] E. Prus, „Herosi…”, s. 136.

[12] J. Heycak, „Historia Ukrainy 1992-1999”, Lublin 2000, s. 228

[13] E. Prus, „Herosi…”, s. 227.

[14] Ibidem, s. 224-225.

[15] A. Kępiński, „Psychopatie”, Warszawa 1977, s. 122-123.

[16] E. Prus, „Herosi…”, s. 225.

[17] Ch. Andrew, W. Mitrochin, „Archiwum Mitrochina”, I, Poznań 2009, s. 562.

[18] P. Zychowicz, „Ukraińcy Opowieści niepoprawne”, Poznań 2022, s. 45.

[19] G. Rosoloński-Liebe, „Bandera życie i mit ukraińskiego nacjonalisty”, Warszawa 2018, s. 612.

Myśl Polska, nr 41-42 (11-18.10.2026)

Ukraińcy wyjeżdżają z Polski

Ukraińcy wyjeżdżają z Polski

Przez ostatnie lata do Polski sukcesywnie przybywały kolejne fale obywateli Ukrainy. W ostatnim czasie ten trend uległ odwróceniu. Ukraińcy coraz częściej opuszczają nasz kraj, migrując do innych rejonów Europy. Zjawisko to niektóre media przedstawiają w tonie niemal alarmistycznym. Tymczasem migracja jest procesem naturalnym, a swoboda wyboru miejsca zamieszkania pozostaje niezbywalnym prawem każdego człowieka. Nie ma zatem szczególnego powodu, by z tego powodu rozpaczać.

Według danych Eurostatu na koniec sierpnia 2026 roku w Polsce przebywało 939 395 osób objętych ochroną czasową w związku z wojną na Ukrainie. To o 13 665 mniej niż miesiąc wcześniej. Jednocześnie w Niemczech liczba beneficjentów ochrony wzrosła o 4330, w Rumunii o 3440, a w Czechach o 3135. W całej Unii Europejskiej ochroną objętych było około 4,43 miliona osób. Na odmienność polskiej tendencji zwróciły uwagę między innymi „Rzeczpospolita”, „Gazeta Wyborcza” i Money.pl.

Jak wskazują dane Eurostatu, tendencja spadkowa trwa już od kilku miesięcy. W maju 2026 roku liczba Ukraińców objętych ochroną czasową w Polsce zmniejszyła się o 3750 osób, w czerwcu o 6335, a w lipcu już o 8110. Łącznie oznacza to spadek o 18 195 osób w ciągu trzech miesięcy. Co istotne, liczba Ukraińców opuszczających Polskę wzrasta z miesiąca na miesiąc.

Trzeba oczywiście pamiętać, że zmniejszenie liczby osób figurujących w polskich rejestrach nie oznacza automatycznie, iż dokładnie tyle samo wyjechało za granicę. Na statystyki wpływają również zmiany statusu pobytowego i procedury administracyjne. Niemniej dane te skłaniają do refleksji nad przyszłością ukraińskiej migracji w Polsce.

Interesującym uzupełnieniem statystyk są publikacje poświęcone nastrojom samych Ukraińców. „WP Kobieta” przytacza relacje Ukrainek, które coraz gorzej czują się w Polsce i rozważają przeniesienie do innych państw. Wśród powodów wymieniają narastające napięcia społeczne, poczucie obcości i rozczarowanie stosunkiem Polaków do przybyszów zza wschodniej granicy.

– Nie zamierzam kwestionować ich osobistych doświadczeń ani odczuć. Każdy ma prawo do własnej oceny rzeczywistości, w której przyszło mu żyć – mówi Tomasz, historyk z dużego miasta. – Nie każdy musi lubić Polskę, podobnie jak i my wcale nie musimy być entuzjastami Ukrainy i Ukraińców – dodaje. Wypowiada się rzeczowo, bez emocji. Także tych złych. W końcu w stosunkach międzyludzkich, podobnie zresztą jak w polityce międzynarodowej, wzajemna sympatia jest rzeczą pożądaną, ale nie zawsze możliwą.

Nie oznacza to jednak, że państwo polskie powinno podejmować nadzwyczajne wysiłki, by przekonywać niezadowolonych migrantów do pozostania. W tej sytuacji głos ulicy pozostaje bezlitosny: „Nie podoba się, to droga wolna” – słyszymy coraz częściej w tramwajach i na bazarach.

Nie bezzasadnie. Polska udzieliła obywatelom Ukrainy szerokiej pomocy w dramatycznym momencie ich historii. Była to decyzja podyktowana zarówno względami humanitarnymi, jak i określonymi kalkulacjami politycznymi. Nie wynika z niej jednak zobowiązanie do bezterminowego zapewniania wszystkim przybyszom warunków odpowiadających ich indywidualnym oczekiwaniom.

Polityka migracyjna ani żadna inna nie może być prowadzona pod dyktando emocji. Państwo powinno przede wszystkim kierować się interesem własnych obywateli, analizując społeczne, gospodarcze i demograficzne konsekwencje migracji. Dotyczy to zarówno napływu, jak i odpływu migrantów.

W tym kontekście decyzje Ukraińców o wyjeździe do innych państw nie powinny budzić szczególnych kontrowersji. Jeżeli ktoś uznaje, że lepsze perspektywy zawodowe, większe bezpieczeństwo socjalne czy po prostu bardziej odpowiadające mu warunki życia znajdzie w Niemczech, Czechach albo gdziekolwiek indziej, trudno odmówić mu prawa do takiego wyboru. Nie ma też powodów, by traktować go jako szczególną stratę dla Polski.

Naszym narodowym interesem nie jest zatrzymywanie za wszelką cenę każdego, kto przekroczył polską granicę. Jest nim stworzenie takich zasad polityki migracyjnej, które będą służyły polskiemu społeczeństwu i polskiej gospodarce. To interes Rzeczypospolitej, a nie satysfakcja wszystkich potencjalnych migrantów, powinien stanowić punkt odniesienia dla podejmowanych decyzji.

Przemysław Piasta

Co się dzieje w Polsce

Co się dzieje w Polsce

Afera goni aferę. Tak było przez trzydzieści lat z okładem, tak jest i teraz, od czasu powstania rządu D. Tuska, ale o ile wcześniej były też jakieś osiągnięcia, tak obecnie polityczna szuria skupia się tylko i wyłącznie na igrzyskach. Nie ma problemów gospodarczych w debacie publicznej, chyba że za taką uznamy 180-miliardowy kredyt na zakup uzbrojenia czy rozwój przemysłu zbrojeniowego na potrzeby naszego państwa i sąsiedniego. Nie słychać nic o budowie CPK czy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce lub w ogóle o jakiekolwiek inwestycji.

Sejm RP

Gospodarka zresztą dla znacznej części społeczeństwa to nudna część polityki. O ileż ciekawsze są zapowiedzi aresztowań polityków PiS-u, policyjny pościg za M. Mateckim czy poszukiwania Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego, którzy zdążyli czmychnąć (możliwe, że dzięki pomocy ludzi z PO) za granicę. No i oczywiście postępowanie sądowe wobec Grzegorza Brauna, by posadzić go już nie w areszcie wydobywczym, lecz w więzieniu i w ten sposób pozbyć się konkurenta do władzy w przyszłości.

Niedawno poseł PO i były wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak został oskarżony przez współpracownicę o przemoc, poniżanie i nakłanianie do zażywania narkotyków. Żenująca sprawa, tak jak wcześniej afera 29-letniego działacza PO, lekarza Dawida Kacprzyka, który w ubiegłym roku zdołał zarobić w kilku miejscach pracy 1,6 mln złotych. Trzy lub cztery dni temu został wreszcie przesłuchany. Jednak nie zarezerwowano dla niego – zgodnie z tusko-żurkowym zwyczajem – aresztu wydobywczego, przed którym uciekli wspomiani już Z. Ziobro i M. Romanowski.

Tusk rządzi fatalnie, co skutkowało tym, że jego kandydat na prezydenta III RP R. Trzaskowski przegrał wybory, dzięki czemu nie Bruksela, lecz nadal Warszawa jest stolicą Polski, a walutą płatniczą jest złoty. Także kilka dni temu kandydatka PO M. Piątkowska‚przewaliła’  wybory w Krakowie. W ostatnich dniach pierwszym newsem, ciągle aktualnym, są awantury wokół Trybunału Konstytucyjnego, przy którym od jesieni 2015 roku majstrowali politycy PO i PiS-u tak, że już nie da się ożywić tej ważnej instytucji w obecnym kształcie.

Prezes TK Bogdan Święczkowski, nie dopuścił do orzekania Macieja Berka. Przed gmachem TK doszło do przepychanek obrońców Trybunału z policją.

Trybunał Konstytucyjny

Niewiele zdziałał Tusk dla Polski, a my możemy być zdziwieni, że akceptacja jego rządu sięga 33%. Premier III RP jest raczej zainteresowany Ukrainą, futrowaną nadal naszą bronią, energią i pieniedzmi. Także dobrym słowem premiera. Podczas Warsaw Security Forum  oświadczył, że wspieranie Ukrainy w wojnie z Rosją jest obowiązkiem każdego, kto kieruje się interesem własnego narodu. Szef rządu stwierdził również, że osoby dążące do osłabienia Ukrainy działają przeciwko swojemu państwu. Zapowiedział dalsze zabiegi o zaostrzenie sankcji wobec Rosji. I zakomunikował w czwartek: „Po moich dzisiejszych rozmowach z europejskimi przywódcami w Brukseli mogę was uspokoić, drodzy ukraińscy przyjaciele i prezydencie Wołodymyrze Zełenski: YOU ARE NOT ALONE (‚Nie jesteście sami’)”. 

A tymczasem we wrześniu deficyt budżetowy urósł do 172 mld złotych, co stanowi około 27% całorocznego budżetu. Wystarczyłoby nie być obciążonym pomocą dla Ukrainy i nie wspierać nazbyt gorliwie armii i przemysłu zbrojeniowego USA, by zgadzała się kasa. To nie są grosze. Czytamy w ‚Myśli Polskiej’: Stała baza wojsk amerykańskich będzie kosztować polskiego podatnika astronomiczną kwotę od 11-17 000 000 000 dolarów. Wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka potwierdziła, że Polska jest gotowa sfinansować budowę stałej bazy amerykańskich wojsk lądowych na swoim terytorium.

Napisał: Zygmunt Białas

Panika w Kijowie, gdy Starlink AFU „w tajemniczy sposób” został ograniczony dzień po blokadzie ze strony wywiadu USA

Panika w Kijowie, gdy Starlink AFU „w tajemniczy sposób” został ograniczony dzień po blokadzie wywiadu

Symplicjusz 15 paźdz. 2026 r. simplicius/panic-in-kiev-as-afus-starlink-mysteriously

Dzień po tym, jak Zełenski oskarżył USA o ograniczenie „wsparcia wywiadowczego” i brak wczesnego ostrzegania przed rosyjskimi atakami rakietowymi na Kijów, na Ukrainie wybuchło zamieszanie.

Teraz władze kraju oskarżyły również USA o ograniczenie wsparcia dla Starlink.

Wszystko zaczęło się od wpisu znanego ukraińskiego działacza Serhija Sternenki, który szczegółowo opisał, w jaki sposób terminale Starlink na Ukrainie były ograniczane po próbie przekroczenia pewnego ograniczenia prędkości:

Jak widać, oskarża on firmę SpaceX Elona Muska o ingerencję, co wywołało burzę nienawiści skierowaną w stronę Muska ze strony powiązanych z Ukrainą mediów społecznościowych.

Musk natychmiast odpowiedział, wyjaśniając: wojskowa wersja Starlinka jest w rzeczywistości obsługiwana przez Departament Obrony USA pod nazwą Starshield i nie jest kontrolowana przez Muska ani SpaceX. Można zobaczyć, jak odpowiada bezpośrednio samemu byłemu ministrowi obrony Mychajło Fiodorowowi – warto zauważyć, że Fiodorow twierdzi, iż łączność była już wówczas przywracana:

Musk był zmuszony pozbyć się tej gałęzi swojej firmy już na wczesnym etapie wojny, aby móc nadal prezentować „neutralne” oblicze swojego przedsiębiorstwa i nie wiązać go w niejasny sposób z ofensywnymi działaniami wojskowymi, które – jak zapewne wiedział – zostałyby zepchnięte na bardzo „szare” obszary etyki, takie jak ataki na rosyjską infrastrukturę cywilną i podwójnego przeznaczenia.

Mimo wszystko musimy przyznać, że moment ten jest nieco podejrzany, biorąc pod uwagę, że zaledwie kilka dni temu Musk wypowiedział się bardzo ostro na temat Zełenskiego:

A może jednak kryje się za tym coś więcej?

Po pierwsze, należy wspomnieć, że pomimo zapewnień Fiodorowa o przywróceniu służby, pojawiły się kontr-roszczenia, że ​​jego ogłoszenie było przedwczesne, a usługi w rzeczywistości nadal nie spełniały oczekiwań.

Kilka ukraińskich brygad również zgłosiło swoje problemy. Oto 7. Korpus Powietrznodesantowy AFU:

Ukraiński 7. Korpus Szybkiego Reagowania Sił Powietrzno-Szturmowych informuje, że dziś rano na kierunku Hulajpole/Orichów w obwodzie zaporoskim występują zakłócenia w działaniu Starlinku.

Tak zwany pakiet Starshield, który odpowiada za transmisję danych dla lotów dronów, został ograniczony do prędkości 110-120+ km/h, co może spowodować utratę połączenia na 10-20 sekund, co utrudnia sterowanie dronami. Dodatkowo, starty szybkich dronów średniego zasięgu stały się praktycznie niemożliwe.

Już dziś rano niektóre misje 7. Korpusu musiały zostać odwołane z powodu ograniczeń Starlinku i problemów z komunikacją.

Serhij Flash, najbardziej wpływowa postać na Ukrainie w tej dziedzinie, również potwierdził, że ograniczenia dotyczące sieci Starlink weszły w życie:

Na swoim kanale TG wdał się w więcej szczegółów:

Wszyscy piszą o tym, jak ograniczenia związane z „Starlinkiem” wpłynęły na misje dalekiego zasięgu i logistykę na froncie, ale mamy jeszcze jeden poważny problem.

„Starlink” jest wykorzystywany w najskuteczniejszym obecnie rozwiązaniu (samoloty przechwytujące) do ochrony naszej przestrzeni powietrznej przed odrzutowymi dronami „Shahed”.

W rzeczywistości, swoimi działaniami, nasi partnerzy pozbawiają nas jednej z niewielu szans na obronę kraju przed tymi odrzutowymi „Shahedami”.

Zwraca uwagę na ważną i niedocenianą część tej opowieści: że Starlink jest wykorzystywany nie tylko ofensywnie przez ukraińskie drony dalekiego zasięgu, ale także defensywnie w przechwytywaczach, które atakują rosyjskie obiekty uderzeniowe, atakujące Kijów. W związku z tym niedawne, paraliżujące ataki Rosji na obiekty w Kijowie mogą stać się jeszcze gorsze, jeśli te zakłócenia będą się utrzymywać.

W świetle powyższego, dziś WaPo ujawniło szokującą informację, że Stany Zjednoczone faktycznie grożą kluczowym ukraińskim pracownikom odcięciem dostępu do informacji wywiadowczych, jeśli Zełenski będzie kontynuował ataki na rosyjskie złoża naftowe:

https://www.washingtonpost.com/world/2026/10/14/us-warnings-sow-confusion-alarm-ukraine-over-intelligence-starlink-access/

Z fragmentu:

Według osoby znającej sprawę, Stany Zjednoczone zagroziły w poniedziałek wstrzymaniem udostępniania informacji wywiadowczych Ukrainie.

Przedstawiciele amerykańskiego wywiadu ostrzegli ambasadę Ukrainy w Waszyngtonie, żejeśli dojdzie do kolejnych ataków na rosyjskie obiekty energetyczne, Stany Zjednoczone natychmiast wstrzymają wszelką wymianę informacji wywiadowczych. Amerykański wywiad nie został odcięty, przynajmniej nie całkowicie, ale zagrożenie nadal istnieje – powiedziała osoba, która go podała.

„Ostrzeżenia były tak powszechne, że każdy, kto miał nazwisko brzmiące po ukraińsku, otrzymał telefon” – powiedział informator. Ten typ pocisku, który uderzył w Kijów, omijał już wcześniej systemy alarmowe, ale ostatnio nie, dodał informator.

Powyższy cytat zawiera kilka interesujących spostrzeżeń.

Po pierwsze, jeśli Stany Zjednoczone rzeczywiście zaczęły ostrzegać przed odcięciem dostępu do informacji wywiadowczych, możemy śmiało założyć, że ostatnie kilka dni niepokoju było uzasadnione i że Trump prawdopodobnie próbował na próbę przedłużyć tymczasowe odcięcie, aby wysłać sygnał. Cytat zawiera nawet uściślenie, mówiące, że amerykański wywiad nie został jeszcze „całkowicie” odcięty.

Inną interesującą częścią była ostatnia część, ponownie sugerująca, że ​​Rosja używała jakiegoś „typu pocisku”, który wcześniej omijał nawet amerykański system wczesnego ostrzegania, ale „nie ostatnio”. Możemy jedynie założyć, że chodzi o warianty balistyczne S-400, o których mówiliśmy w ostatniej aktualizacji, do których Stany Zjednoczone najwyraźniej się już przystosowały.

CBS rozmawiało także z „wieloma źródłami zaznajomionymi ze sprawą”, które powiedziały stacji, że Stany Zjednoczone prawdopodobnie celowo wstrzymały się z wydaniem wczesnych ostrzeżeń:

Jak podają liczne źródła zaznajomione ze sprawą, Stany Zjednoczone mogły celowo wstrzymać się z wydaniem wczesnych ostrzeżeń o rosyjskich atakach na Ukrainę w tym tygodniu.

Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że Ukraina „nie otrzymała żadnego ostrzeżenia od swoich partnerów”, gdy Rosja we wtorek rano rozpoczęła ostrzał rakietowy w kierunku Kijowa i innych lokalizacji.

W artykule tym znajduje się jeszcze jedna ciekawa informacja:

Źródła podały, że Stany Zjednoczone nie dostarczyły żadnych informacji wywiadowczych na temat wystrzelenia przez Rosję rakiet balistycznych podczas jednego z incydentów na początku tego roku,powołując się na potrzebę skoncentrowania większych zasobów na Bliskim Wschodzie.

Pokazuje to, że Stany Zjednoczone żonglują swoimi ograniczonymi zasobami kosmicznymi, dzieląc je między różne teatry konfliktu, który same sprowokowały, i próbując jednocześnie nim zarządzać.

Wciąż pojawiają się różne twierdzenia ze strony Ukrainy, że system Starlink nie został w pełni przywrócony, jak twierdzą Fedorov i inni:

Michał Linder@ michaellinder

Starlink częściowo przywrócony. Niewystarczająco dobry, twierdzi Ukraina. „Nie możemy już skutecznie wspierać naszej piechoty na polu bitwy. Nie możemy już atakować wielu wyrzutni rakietowych, składów amunicji, centrów dowodzenia i innych celów”. — ukraiński oficer

Ibrahim Naber @ IbraNaber Entsetzen unter ukrainischen Offizieren und Frontsoldaten, mit denen ich heute nach der masywne Einschränkung der militärischen Nutzung von Starlink gesprochen hab. „Das ist vergleichbar mit einem Atomschlag gegen uns. Sämtliche Mittelstrecken-Angriffs Operationen sind

23:56 · 14 paź 2026 · 33 wyświetlenia

=========================================

Co dziwne, podczas gdy to wszystko się działo, rzekomo podpalono „tajną” naziemną stację Starlink w Bułgarii, która świadczyła usługi dla AFU:

https://theins.press/pl/aktualnosci/298305

Bułgarski poseł Ivaylo Mirchev podał szczegóły:

===========================================================

Niezależnie od tego, co naprawdę wydarzyło się w związku z wczesnym ostrzeżeniem i fiaskiem projektu Starlink, faktem pozostaje, że Stany Zjednoczone najwyraźniej wysłały Ukrainie ostateczne ultimatum, że wywiad zostanie całkowicie odcięty, jeśli Ukraina będzie nadal atakować rosyjską energię – tak przynajmniej wynika z wcześniejszych doniesień.

Ukraina już od wczoraj wieczorem atakuje rosyjską energię i zapowiada kontynuację tych działań. To może oznaczać, że w najbliższej przyszłości możemy spodziewać się poważnego starcia między dwoma byłymi „partnerami”, choć wielu przewiduje, że Trump po prostu, jak zwykle, pozbędzie się TACO. W rzeczywistości przywrócenie usługi Starlink można już uznać za krok wstecz, ale zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie.

Tymczasem Rosja niszczy Kijów i według doniesień, w najbliższych dniach lub wcześniej planowany jest kolejny potężny atak.

Wczoraj w nocy w okolicach Kijowa i Charkowa odnotowano rekordową liczbę 6 ataków na obiekty związane z infrastrukturą energetyczną:

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping_

Podczas wczorajszego, zakrojonego na szeroką skalę rosyjskiego ataku rakietowego na Ukrainę, co najmniej sześć różnych dużych obiektów energetycznych zostało trafionych pociskami balistycznymi i manewrującymi. Należą do nich: – Elektrociepłownia skojarzona CHP-5 w południowym Kijowie. – Elektrociepłownia skojarzona CHP-4…

5:40 · 14 paź 2026 · 17,4 tys. wyświetleń


5 odpowiedzi · 42 reposty · 260 polubień

Podczas wczorajszego, zakrojonego na szeroką skalę rosyjskiego ataku rakietowego na Ukrainę, co najmniej sześć różnych dużych obiektów energetycznych zostało trafionych pociskami balistycznymi i manewrującymi.

Należą do nich:

– Elektrociepłownia skojarzona CHP-5 w południowym Kijowie.

– Elektrociepłownia skojarzona CHP-4 we wschodnim Kijowie.

– Elektrownia cieplna Trypole w Ukraince w obwodzie kijowskim.

– Elektrownia cieplna TEC-5 w Pisoczyn w obwodzie charkowskim.

– Elektrownia cieplna Żmijewska w Słobożańskim w obwodzie charkowskim.

– Podstacja elektryczna 750 kV „Kijowska” w Nalewajkówce w obwodzie kijowskim.

Jak donosi prezes Ukrzaliznycji, ukraińskiego państwowego zarządu kolejowego, nadal dochodzi do poważnych ataków na ukraińskie obiekty kolejowe:

Wygląda na to, że Ukraina znalazła się między młotem a kowadłem: odpowiedzieć na niszczycielską kampanię uderzeniową Rosji w jedyny symetrycznie skuteczny sposób, ale ryzykować utratę możliwości wymiany informacji wywiadowczych; albo ugiąć się i zadowolić Trumpa, podsycając gospodarkę w przededniu wyborów parlamentarnych, jednocześnie stając się bezbronną wobec narastających rosyjskich ataków dokładnie w okresie, gdy Rosja stara się zmaksymalizować zniszczenia ukraińskiej infrastruktury.

Wygląda na to, że Ukraina nie ma przed sobą łatwych wyborów. Jednak szanse na to, że Trump, jak zwykle, ustąpi po „pilnych prośbach” zarówno ze strony osób z wewnątrz, jak i partnerów, są dość duże. Pomimo licznych gestów, które temu przeczą, Trump pozostaje niezwykle podatny na wpływy, jeśli chodzi o odwodzenie inicjatyw sprzecznych z planami państwa głębokiego.

Jak długo, według Ciebie, trwa ostatni akt?

POLL

Will Trump TACO out of latest intel-cutting threats?

Yes, as usual when pressured

88%

No, this time he means business

12%

1504 VOTES · POLL CLOSED

=======================================================

katarzynka-kokainka. MEM-y III.

————————————–

———————-

——————————————–

[W Międzylesiu, dawny „kolejowy”. Lekarz stamtąd ostrzegał mnie, że ich SOR to mordownia. MD]

======================================

———————————————————

—————————————

————————————————————————-

====================================

śmieszy mnie, więc powtarzam:

„Chyba szukałem ich skruchy” – lekarz z Gazy o izraelskim filmie „NAZA”

„Chyba szukałem skruchy” – lekarz z Gazy o izraelskim filmie „NAZA”

15 października 2026 nachdenkseiten

Co dzieje się w umysłach ludzi, którzy zabijają cywilów, a potem po prostu wracają do swojego codziennego życia? To pytanie nurtowało palestyńskiego lekarza, dr. Ezzideena Shehaba, po obejrzeniu izraelskiego filmu dokumentalnego „NAZA”, w którym członkowie izraelskiego aparatu wojskowego i wywiadowczego opowiadają o swoich działaniach w Strefie Gazy.

=============================================
13 października dr Ezzideen Shehab, palestyński lekarz i pisarz z Gazy, opublikował na X tekst o swoich reakcjach jako Palestyńczyka na film dokumentalny „NAZA” . Podczas wojny dr Shehab pracował jako lekarz pogotowia ratunkowego w szpitalach w północnej Gazie i założył klinikę Al-Rahma, która zapewnia bezpłatną opiekę medyczną ludności cywilnej.

W filmie „NAZA” izraelscy filmowcy Yuval Abraham i Rachel Szor analizują mechanizmy i osoby stojące za izraelskimi nalotami i zabijaniem cywilów w Strefie Gazy. Reżyserzy przedstawiają anonimowe wywiady z 24 izraelskimi oficerami wywiadu, w których dzielą się spostrzeżeniami na temat ich działań.


Źródło: Zrzut ekranu z YouTube

Prezydent Izraela Benjamin Netanjahu wzywa obecnie do ścigania osób, z którymi przeprowadzono wywiady, w Izraelu – nie za zbrodnie wojenne opisane w filmie, ale za to, że ich zeznania zaszkodziły „izraelskim interesom dyplomatycznym i bezpieczeństwa”. Film wywołał poważny skandal w Izraelu i odbił się szerokim echem na arenie międzynarodowej. Reakcja dr. Shebaba na film z palestyńskiej perspektywy przyciągnęła znaczną uwagę i do momentu publikacji film został wyświetlony na kanale X prawie 300 000 razy.

Za uprzejmą zgodą autora publikujemy jego tekst w tłumaczeniu na język niemiecki:

Wczoraj oglądałem NAZA.

1/

Wczoraj obejrzałem film „Naza”. Nie po to, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło w Gazie.

Pochodzę stamtąd. Jestem jedną z ofiar tej wojny, jednym z jej świadków i jednym z tych, którzy zapłacili cenę, która nigdy się nie skończy, nawet gdy sama wojna się skończy.

Nie potrzebowałem filmu, który opowiadałby mi o tym, jak całe dzielnice miasta były niszczone, jak bombardowano budynki mieszkalne, gdy ludzie wciąż byli w nich obecni, albo jak rodziny były zmuszane do opuszczania swoich domów, nie wiedząc, dokąd się udać.

Nie potrzebowałem też, żeby ktoś opowiadał mi o głodzie. Przeżyłem go dwa razy, ze wszystkimi jego upokorzeniami, w najdrobniejszych szczegółach.

Albo głodujący ludzie, którzy ginęli próbując dotrzeć do miejsc absurdalnie nazywanych „punktami dystrybucji żywności”.

Wiem to wszystko. Byłem tam.

2/

Poszedłem tam z innym pytaniem w głowie.

Jak to możliwe, że ludzie, którzy odziedziczyli pamięć o Holokauście, znajdują tak wiele sposobów na usprawiedliwianie okrucieństw wobec innego narodu?

Jak ktoś, kto odziedziczył pamięć o byciu ofiarą, może bronić działań tych, którzy zadają cierpienie?

Czy kiedykolwiek odczuwają szczerą skruchę? Czy rozumieją, co zrobili? Czy wstydzą się, kiedy o tym mówią?

A gdybym pewnego dnia spotkał któregoś z nich, czy odważyłby się spojrzeć mi w oczy?

Jak oni mogą spać w nocy?

Jak człowiekowi udaje się tak całkowicie uciszyć swoje sumienie? I właśnie dlatego ten film jest dla mnie tak ważny.

Świat od dawna słyszał świadectwa palestyńskich naocznych świadków. Sam spędziłem znaczną część tej wojny opowiadając ludziom o tym, czego byłem świadkiem. Ale tym razem słuchamy ludzi, którzy byli częścią samego systemu wojskowego. Mówią o swoich decyzjach, działaniach i o tym, jak postrzegali nasze życie i naszą śmierć.

Dlatego nie zgadzam się z tymi, którzy krytykują film za to, że poświęca więcej miejsca głosom Izraelczyków niż Palestyńczyków.

Nie potrzebuję izraelskiego żołnierza, żeby mi powiedział, że to, przez co przeszedłem, było prawdziwe. Wiem, że to było prawdziwe. Byłem tam.

Ale chcę usłyszeć, jak wyjaśnia, co zrobił. Chcę zrozumieć, jak udaje mu się to przed sobą usprawiedliwić.

Wypowiedź sprawcy nie staje się ważniejsza od wypowiedzi ofiary tylko dlatego, że pochodzi od niego. Może jednak ujawnić coś, czego ofiara nigdy nie mogła zobaczyć: co działo się po drugiej stronie, gdy staraliśmy się przeżyć.

3/

Od czasu opuszczenia Strefy Gazy staram się żyć ze wspomnieniami, które ze sobą przywiozłem.

Próbuję prowadzić normalne życie. Próbuję nauczyć się spać, nie powracając tam mentalnie, siedzieć wśród ludzi, nie widząc twarzy tych, których już nie ma, ani miejsc, które już nie istnieją.

Jednak oglądając film, uświadomiłem sobie, jak bardzo się myliłem, sądząc, że opuszczenie Gazy może oznaczać porzucenie tych wspomnień.

W grudniu 2023 roku izraelska armia nakazała nam ewakuację z terenu, na którym się znajdowaliśmy. Nie był to tylko komunikat czy ostrzeżenie.

Granaty rozbiły ściany naszego domu. Potem spadły na ulicę przed nami, gdy moja matka i ja próbowaliśmy uciec.

Wiedzieliśmy, że musimy wyjechać. Nie wiedzieliśmy jednak, dokąd możemy pójść.

Wojsko zdawało się być wszędzie. Nie było bezpiecznej drogi i nikt nie powiedziałby nam, gdzie mamy się zwrócić.

Zaczęliśmy biec.

Co kilka metrów kule uderzały w ścianę przed nami i zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy iść dalej.

O tym, gdzie wolno nam było chodzić, dowiedzieliśmy się z kul, które do nas strzelano.

Nikt nam niczego nie wyjaśnił. Nie było żadnych znaków, żadnych linii na ziemi. Musieliśmy szybko zrozumieć, bo jeden błąd mógł nas kosztować życie.

Wspomnienie tego dnia powróciło bardzo wyraźnie, gdy jeden z żołnierzy w filmie powiedział, że nie było dnia, żeby ktoś nie zginął.

Mówił o ustalonej „wyimaginowanej linii”. Każdy, kto ją przekroczy, zostanie zabity.

Yuval Abraham zapytał go, skąd ludzie mają wiedzieć, gdzie przebiega ta linia.

Odpowiedział, że „nauczą się tego w trudny sposób”. Że muszą się tego nauczyć poprzez krew.

4/

Przez krew!

Te słowa utkwiły mi w pamięci. Bo to był dokładnie ten sam język, w którym do nas mówili.

Po raz pierwszy zrozumiałem, co wydarzyło się tamtego dnia z perspektywy drugiej strony.

Biegaliśmy po ulicach próbując ratować życie, podczas gdy gdzieś byli ludzie, którzy wierzyli, że strzelanie do nas jest całkowicie akceptowalnym sposobem pokazania nam, gdzie mamy prawo przebywać.

Dla niego była to wyimaginowana linia bezpieczeństwa. Dla nas stanowiła różnicę między życiem a śmiercią, między zrobieniem kolejnego kroku a niemożnością zrobienia kolejnego.

Następnie ten sam żołnierz wspomniał o 140 zabitych osobach. Powiedział, że wszyscy to cywile.

Filmowiec zapytał go ponownie, jakby nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Czy żaden z nich nie miał przy sobie broni?

Nie, odpowiedział żołnierz. Nikt z nich nie był uzbrojony. Sto czterdzieści osób.

Ciągle rozmyślałem o tym, jak często słyszeliśmy po nalocie bombowym, że armia obrała sobie za cel „zagrożenie”, „podejrzanego” lub „obszar operacyjny”.

Ile osób może zniknąć za takimi słowami?

Ile istnień można przedstawić tak, jakby nic nie znaczyły?

Potem pojawiła się historia o dziecku. Żołnierz powiedział, że widział dziecko na zdjęciach, jak wchodziło na zakazaną strefę.

Nie wiedzieli, po co tam poszedł. Nic nie robił. Po prostu tam był.

I tak go zastrzelili.

Dziecko zostało zabite, ponieważ nie wiedziało, że uzbrojeni ludzie narysowali wyimaginowaną linię i uznali, że każdy, kto ją przekroczy, zasługuje na śmierć.

Nie został zabity za coś, co zrobił. Został zabity za coś, o czym nie wiedział.

Od czasu, gdy obejrzałem ten film, myślałem o tym dziecku.

Czy szukał rodziców? Czy się zgubił? Czy próbował znaleźć drogę do domu? Czy w ogóle wiedział, że ktoś go obserwuje, że gdzieś ktoś może odebrać mu życie naciśnięciem przycisku?

Nikt tego nie wie.

Ale znam dzieci z Gazy. Wiem, jak błąkają się wśród gruzów domów, szukając wody, jedzenia albo kogoś, kogo zgubiły.

A kiedy myślę o dziecku, które może zostać zabite tylko dlatego, że znalazło się w niewłaściwym miejscu, nie znajduję innego słowa niż barbarzyństwo.


Źródło: Zrzut ekranu z YouTube

5/

Potem Yuval zapytał o ciała.

Ciała cywilów zabitych w tych rejonach. Ciała ludzi, którzy nie wiedzieli, gdzie kończy się droga, po której mogli chodzić.

Żołnierz milczał przez chwilę. Potem powiedział, że zjadły je psy.

Wyjaśnił, że sam nie mógł być świadkiem tego zdarzenia, ale inni, którzy mu towarzyszyli, widzieli, jak psy zjadały ciała.

Filmowiec zapytał, czy nie mógł czegoś powiedzieć. Żołnierz odpowiedział, że to nie jego zadanie.

Jego odpowiedzialność miała charakter czysto techniczny. Nie powinien wyrażać opinii moralnych.

Wyobraź to sobie.

Wiedzieć, że ludzie są zabijani, że ich ciała są zostawiane psom na pożarcie, i wierzyć, że sprzeciwianie się temu wykracza poza zakres obowiązków zawodowych.

Nie mogłem przestać myśleć o jego odpowiedzi.

Od kiedy człowiek potrzebuje pozwolenia przełożonego, żeby mieć sumienie?

Pomyślałem o procesach norymberskich i słowach, które świat usłyszał po zbrodniach nazistowskich:

„Po prostu wykonywaliśmy rozkazy”.

Te słowa nie wystarczyły, by uwolnić ludzi, którzy je wypowiedzieli, od odpowiedzialności. A jednak teraz słyszymy coś jeszcze bardziej bezwzględnego.

Odpowiadam za stronę techniczną. Aspekt moralny nie jest moją odpowiedzialnością.

Jakby przestępstwo stało się mniej poważne, gdy podzielimy je na mniejsze zadania.

Jedna osoba obserwuje. Druga wybiera cel. Trzecia udziela pozwolenia. Czwarta naciska przycisk. I na końcu ktoś ginie.

Potem każdy z nich wraca do domu, być może wierząc, że nie zrobił nic więcej poza tą małą częścią, o którą został poproszony. Ale ta osoba nadal nie żyje.

I nie mogę powstrzymać się od zadania sobie pytania: Kto zatem ponosi odpowiedzialność za jego śmierć?

6/

Było jeszcze coś, co miałem nadzieję znaleźć w ich zeznaniach. Chciałem wiedzieć, co im przeszło przez myśli.

Czy myśleli o ludziach, których zabili? Czy ich twarze kiedykolwiek im się przypomniały? Czy te wspomnienia przenieśli na co dzień? Czy coś się w nich zmieniło?

Jeden z żołnierzy powiedział, że kiedyś odwiedził Polskę i zastanawiał się, jak niemieckiemu społeczeństwu udało się przetrwać po tym wszystkim, co zrobiło.

Później odkrył, jakie to może być łatwe.

Można zawalić sprawę w jakimś miejscu, a potem tego samego wieczoru znowu zacząć myśleć o prywatnej randce.

Inna osoba powiedziała coś, czego prawdopodobnie nigdy nie zapomnę: „Zburzyłem budynek, a potem poszedłem na piwo ze znajomymi tego samego wieczoru”.

Nie wiem, jak ubrać w słowa to, co poczułem, gdy to usłyszałem.

Jeszcze nie nauczyłem się przespać ani jednej nocy bez powrotu myśli do wojny. A on siedział tam, opowiadając o tym, jak zburzył blok mieszkalny, a potem spędził zupełnie normalny wieczór z przyjaciółmi.

Jakby nic się nie stało. Jakby nikogo tam nie było.

7/

I nagle przyszła mi do głowy myśl, od której nie mogłem się uwolnić. Czy budynek, o którym mówił, mógł być domem mojej rodziny?

Dom, który został zbombardowany 12 października 2023 r. i w którym zginęło 42 członków mojej rodziny?

Czy mogło być tak, że podczas gdy my szukaliśmy wśród gruzów naszych bliskich, podczas gdy opłakiwaliśmy zmarłych, ten, który ich zabił, siedział gdzieś i pił piwo ze swoimi przyjaciółmi?

Nie wiem, kto zbombardował dom mojej rodziny. Nie wiem, co zrobił potem. Ale myśl, że to mogło się stać, przyprawiała mnie o mdłości.

Czy choć przez chwilę pomyślał o tym, co zostawił za sobą? Czy kiedykolwiek wyobrażał sobie, że są rodziny, które spędzą resztę życia, żyjąc z konsekwencjami tego, co zrobił w ciągu kilku minut?

W tym domu mieszkała moja babcia. Podobnie jak moi wujkowie, zarówno ze strony ojca, jak i matki, ich synowie, córki i ich dzieci.

To byli ludzie, których znałam. Ludzie, których kochałam. Ludzie, z którymi spędziłam lata swojego życia.

Wciąż pamiętam ich głosy i twarze. Pamiętam drobne rzeczy, codzienne chwile, które dzieliliśmy, szczegóły, które dla innych mogą nic nie znaczyć, ale których ja nie potrafię zapomnieć.

Dla tego, kto zbombardował dom, prawdopodobnie był to po prostu kolejny zniszczony budynek. Kolejna misja zakończona sukcesem.

Ale dla mnie ten dom oznaczał koniec pewnego etapu mojego życia.

Minęły trzy lata, a ja wciąż wracam myślami do tego dnia. Wciąż próbuję nauczyć się żyć z jej nieobecnością.

8/

Ale bardziej niż fakt, że udało im się wrócić do normalnego życia, rozzłościło mnie coś innego.

Niektórzy z nich nie mówili o zabijaniu jako o czymś, do czego zostali zmuszeni. Mówili o tym jako o czymś, co sprawiało im przyjemność.

Jeden z uczestników powiedział, że żołnierze mówili o tym, jak bardzo im się podobało, gdy sytuacja się zaostrzała. Że to była „zabawa, prawdziwa zabawa”.

Długo i intensywnie rozmyślałem nad tymi słowami. Widziałem wystarczająco dużo śmierci podczas mojej pracy w szpitalach w Gazie. Widziałem umierające na moich oczach dzieci. Widziałem znikające rodziny i ludzi, których tak desperacko próbowaliśmy uratować, ale nie mogliśmy.

Widziałem więcej cierpienia, niż kiedykolwiek sądziłem, że jest możliwe. Ale nigdy nie potrafiłem pojąć, jak ktokolwiek może czerpać z tego przyjemność. Zabicie drugiego człowieka jest wystarczająco straszne. Ale czerpać z tego przyjemność?

To jest okrucieństwo, którego nie potrafię pojąć.

Jeszcze bardziej zaniepokoiło mnie stwierdzenie jednego z uczestników, że wiele osób, które dopuściły się tych czynów, nie należało do skrajnej prawicy.

To byli ludzie z Tel Awiwu, ludzie o umiarkowanych poglądach lewicowych. Ciągle o tym myślałem.

Czasami zakładamy, że ludzie zdolni do takich czynów musieli od początku być ekstremistami. Ale co, jeśli są po prostu zwykłymi ludźmi?

Ludzie, których możemy spotkać na uniwersytecie lub w kawiarni. Ludzie, którzy mogą siedzieć naprzeciwko nas i rozmawiać o pokoju, o sprawiedliwości, o prawach człowieka.

Jak ktoś może być miły dla swoich przyjaciół, kochać swoją rodzinę i wierzyć w prawa człowieka, a jednocześnie akceptować fakt, że dziecko może zostać zabite, bo przekroczyło granicę, której samo nie dostrzega?

Co dzieje się z sumieniem człowieka, gdy człowieczeństwo innej osoby staje się czymś, co może on po prostu zignorować?

9/

Wyszedłem z kina z wściekłością, której nie czułem od bardzo dawna. Nie poszedłem dowiedzieć się, co się stało w Gazie. Już tam byłem. Widziałem wystarczająco dużo.

Pojechałem tam, bo chciałem zrozumieć, jak ludzie, którzy to zrobili, potrafią dalej żyć ze swoimi przekonaniami.

Jak mogli usprawiedliwiać zabijanie? Jak mogli przekonać samych siebie, że to, co robią, jest normalne? I jak niektórzy z nich mogli w ogóle czerpać z tego przyjemność?

Chyba szukałem skruchy.

Być może chciałem usłyszeć, jak jeden z nich mówi, że w końcu zrozumiał – nawet jeśli zajęło mu to zbyt dużo czasu – co zrobił.

Ale nie znalazłem odpowiedzi, której szukałem. Zamiast tego wyszedłem z pytaniami, które przeraziły mnie jeszcze bardziej.

10/

Wyszedłem z kina, ale nie mogłem wrócić do swojego życia. Szedłem ulicami Madrytu przez ponad pięć godzin. Całe pięć godzin.

Nie wiedziałem, gdzie jestem ani dokąd zmierzam. Ledwo zdawałem sobie sprawę z otaczających mnie ulic. Patrzyłem prosto przed siebie, ale wciąż nie mogłem dostrzec, co tam jest.

Po prostu biegłam dalej. Ale nie widziałam Madrytu. Widziałam Gazę. Widziałam przed sobą grudzień 2023 roku, kiedy biegłam z matką pod ostrzałem, nie wiedząc, dokąd możemy uciec.

Wyobrażałem sobie czasy głodu, gdy nie będziemy w stanie znaleźć nawet jednego bochenka chleba, aby się nim podzielić.

Zobaczyłem szpitale i dzieci, których nie udało mi się uratować.

I raz po raz moje myśli wracały do ​​13 października. Do domu mojej rodziny. Do ludzi, których straciłam tego dnia.

Wyszedłem z kina, ale tak naprawdę nie zostawiłem filmu za sobą. I być może, w jakiejś części mnie, nigdy tak naprawdę nie opuściłem Gazy.

11/

Od czasu opuszczenia Gazy próbuję nauczyć się żyć na nowo.

Próbuję zaakceptować, że teraz mogę wyjść na spacer bez obawy, że wybuchnie granat, że mogę zrobić zakupy spożywcze, nie ryzykując życia i że mogę wrócić do domu wiedząc, że mój dom nadal będzie tam, gdzie go zostawiłem.

To takie codzienne rzeczy. A jednak wciąż uczę się w nie wierzyć.

Ale po tych pięciu godzinach marszu przez Madryt stało się dla mnie jasne coś, do czego nie chciałam się przyznać od przyjazdu do Europy. Opuściłam Gazę, zabierając ze sobą jedynie swoje ciało.

Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie zostawić to wszystko za sobą. I nie jestem nawet pewien, czy chcę to wszystko zostawić za sobą.

Jak mogłem zapomnieć o ludziach, których kochałem? Jak mogłem kiedykolwiek pogodzić się z faktem, że ich życie tak się skończyło?

Czasami mam wrażenie, że jeśli uda mi się przeżyć cały dzień, nie myśląc o nich, stracę ich jeszcze więcej.

Jakby zapomnienie, nawet na jeden dzień, było innym rodzajem straty.

A czasami nie pragnę niczego bardziej, niż móc spać i jej nie widzieć.

Nie wiem, jak pogodzić te dwa uczucia. Są ze mną każdego dnia.

Ezzideen Shehab jest również autorem książki „Pamiętnik młodego lekarza”.

Polak, Hindus, dwa bratanki. MEM-y II.

——————————————–

———————————

———————————————————

[ten jeden procent – to genetycznie. Ale skurwionych, zgorszonych jest o wiele więcej; szczególnie blisko władzy, jakiejkolwiek. md]

——————————————-

——————————————————

——————————————–

[to mielibyśmy aż 55% idiotów?? niewiarygodne. md]

—————————————

[to jakiś Kołodziejczak, nie znam typa. md]

——————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Kto dużo czyta? MEM-y I.

—————————

—————————————–

——————————————————

————————————————————–

—————————————-

———————————————————

————————————————————–

——————————————–