Około – religijne. MEM-y V.

————————————

——————————————

————————————–

—————————————–

——————————–

——————————-

——————————————-

—————————-

————————————

—————————

Iran i USA wymieniają kolejne ciosy w Zatoce Perskiej

Iran i USA wymieniają kolejne ciosy w Zatoce Perskiej

3 czerwca 2026 r.przez Larry C. Johnson sonar21/iran-and-the-us-trade-more-blows-in-the-persian-gulf

Napięcie między USA a Iranem pozostaje bardzo napięte po wymianie ognia między obiema stronami późnym wieczorem 2 czerwca (wczesnym rankiem 3 czerwca w Zatoce Perskiej). Najwyraźniej zaczęło się, gdy amerykański helikopter próbował zatrzymać irański tankowiec zmierzający do portu Bandar Abbas. Amerykański helikopter wystrzelił pocisk Hellfire , który według doniesień trafił w maszynownię i unieruchomił tankowiec. Ponadto USA zaatakowały również irańską wieżę komunikacyjną na wyspie Keszm.

Iran nie tracił czasu i odpowiedział… Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wydał następujące oświadczenie:

Późnym wieczorem wczoraj wieczorem wojska amerykańskie zaatakowały irański tankowiec w pobliżu Cieśniny Ormuz rakietą Hellfire, uszkadzając maszynownię.

W odpowiedzi na tę agresję i naruszenie przepisów Cieśniny Ormuz, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzelał rakietami wrogi syjonistyczno-amerykański statek „Panaya”.

W ramach wznowienia agresji amerykański wróg zaatakował również stację łączności IRGC na wyspie Keszm.

W odpowiedzi na tę agresję, baza lotnicza i baza śmigłowców, zlokalizowane w jednym z krajów regionu (Kuwejt), a także siedziba Piątej Floty Stanów Zjednoczonych w Bahrajnie, stały się celem ataku rakietowego i dronów Sił Powietrzno-Kosmicznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Ostrzegaliśmy wcześniej, że w przypadku agresji reakcja będzie inna i ostrzejsza, i odpowiednio zareagowaliśmy. Te reakcje powinny służyć jako nauczka.

Potwierdzamy, że podważanie bezpieczeństwa Cieśniny Ormuz będzie kosztować inwazyjną armię amerykańską wysoką cenę.

Chociaż CENTCOM twierdził, że siły amerykańskie zestrzeliły wszystkie irańskie pociski, nagranie wideo z Kuwejtu przedstawia inną wersję wydarzeń, z co najmniej trzema widocznymi uderzeniami pocisków. Nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych.

Mimo przemocy, przedstawiciele władz USA w dużej mierze zignorowali starcia, chociaż CENTCOM wydał następujące oświadczenie.

Prezydent Trump, który zazwyczaj reaguje na takie incydenty publikując zjadliwy komentarz lub grożąc Iranowi, nie powiedział ani słowa o tym incydencie. Kilka godzin przed incydentem Trump opublikował następujący wpis:

Tak więc, pomimo przemocy, administracja Trumpa podtrzymuje pozory, że zależy jej na zawarciu porozumienia pokojowego z Iranem.

Marcello i ja odbyliśmy naszą regularną wtorkową pogawędkę:

O colapso da ordem mundial: Irã, Líbano i Cuba num único tabuleiro

Spędziłem godzinę z Piotrem Kurzinem… komentujący na jego kanale YouTube nie byli zachwyceni jego pytaniami:

PILNE: IRAN ATAKUJE KUWEJT I BAHRAJN | z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Nagrałem kolejny odcinek z Sulaimanem Ahmedem tuż po tym, jak pojawiły się doniesienia o wznowieniu przemocy na linii Iran-USA:

NAJNOWSZE INFORMACJE: DUŻA EKSPLOZJA W DUBAJU, KUWEJCIE I BAHRAJNIE, ALERTY W ARABII SAUDYJSKIEJ Z BYŁYM BIUREM CIA LARRYM JOHNSONEM

Udało mi się też wygospodarować pół godziny na rozmowę z Mario Nawfalem:

PILNE: IRAN ATAKUJE KUWEJT – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

W poniedziałek rano w końcu udzieliłem wywiadu pakistańskiemu dziennikarzowi telewizyjnemu:

Rozmowy Iran-USA w obliczu rosnących napięć regionalnych | Wojna rosyjsko-ukraińska | Poza granicami | 01-06-2026

Rosja prowadzi zapowiadaną masową kampanię bombardowań

Za pośrednictwem Reutersa

Rosja prowadzi zapowiadaną masową kampanię bombardowań: Na Ukrainie zginęło co najmniej 18 osób, a ponad 100 zostało rannych.

Autorstwa Tylera Durdena

Kreml spędził większą część ubiegłego tygodnia na wzywaniu zagranicznych dyplomatów i osób niezrzeszonych do ewakuacji stolicy Ukrainy, ostrzegając przed nieuchronną eskalacją nalotów w odpowiedzi na roje dronów, które Ukraina wysłała w zeszłym miesiącu na Moskwę i inne rosyjskie cele – szczególnie atak na akademik w Starobielsku.

„W odpowiedzi na ataki terrorystyczne reżimu w Kijowie, rosyjskie siły zbrojne rozpoczęły zakrojony na szeroką skalę atak, wykorzystując precyzyjną broń dalekiego zasięgu z powietrza, lądu i morza – w tym hipersoniczne pociski aero-balistyczne i drony szturmowe ” – poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON). „Cele ataku zostały osiągnięte. Wszystkie zamierzone cele zostały trafione” – dodało.

W wyniku tych niszczycielskich nocnych ataków Ukraina informuje o śmierci co najmniej 18 osób i rannych ponad 100. Trwający kilka godzin atak był niewątpliwie jednym z największych i najbardziej śmiercionośnych od ponad roku.

Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały o wysłaniu ponad 640 dronów i ostrzelaniu 73 pociskami różnych miast, w tym Kijowa i Dniepru, a także kilku miast na wschodzie kraju, w tym Charkowa i Zaporoża. Ukraina twierdzi, że przechwyciła większość tych pocisków, ale mimo to dziesiątki z nich przebiły i skutecznie zaatakowały cele.

Mer Kijowa Witalij Kliczko potwierdził później, że w stolicy Ukrainy zginęło sześć osób, a co najmniej 66, w tym dwoje dzieci, zostało rannych.

Zapanował chaos, gdy ludzie uciekali do schronów podczas nocnego „masowego ataku wroga”. Burmistrz ostrzegał podczas ataku: „W mieście doszło do eksplozji. Obrona przeciwlotnicza w akcji! Zostańcie w schronach!”

Obwód dniepropietrowski w centralnej Ukrainie również poniósł dużą liczbę ofiar: co najmniej 12 osób zginęło, a 36 zostało rannych . Gubernator obwodu poinformował, że wśród rannych są dzieci.

Moskwa nie przyznała się do spowodowania ofiar wśród ludności cywilnej w kolejnym nocnym ataku, ale przedstawiła go jako część zapowiadanych „systematycznych i konsekwentnych ataków” na ukraińską infrastrukturę wojskową .

Prezydent Putin i wysocy rangą wojskowi ogłosili w zeszłym miesiącu, że ataki na „ośrodki decyzyjne” zostaną przeprowadzone w odpowiedzi na atak na akademik w Ługańskiej Republice Ludowej 22 maja, w którym zginęło 21 osób – głównie nastoletnich dziewcząt – a 70 zostało rannych.

Przedstawiciele Kremla oświadczyli, że rosyjskie siły zbrojne mają „prawo zniszczyć każdą infrastrukturę wspierającą terroryzm”.

Tłumaczenie „X” : Rosyjskie drony i pociski zaatakowały stolicę Ukrainy, Kijów i inne miasta, zabijając co najmniej 18 osób i raniąc ponad 100, według władz. Nastąpiło to po kilku dniach ostrzeżeń o planach Moskwy dotyczących poważnego ataku. https://reut.rs/4uaeKO0

Pomimo tej wyraźnej eskalacji, rozmów pokojowych wciąż nie widać, po części dlatego, że uwaga Białego Domu jest obecnie skupiona wyłącznie na konflikcie z Iranem i kryzysie w Cieśninie Ormuz. Rosja tymczasem skorzystała na kryzysie irańskim dzięki zniesieniu przez Waszyngton sankcji na eksport ropy naftowej i wynikającemu z tego wzrostowi cen tego surowca.

Prezydent Trump jest na co dzień zajęty dyplomatyczną wymianą zdań z Teheranem, która obecnie pozostaje w impasie, w związku z czym trwająca wojna na Ukrainie najwidoczniej zeszła na dalszy plan, jeśli chodzi o priorytety rządu .

***

Źródło: Rosja grozi masowym bombardowaniem: co najmniej 18 zabitych, ponad 100 rannych na Ukrainie

Nazistowska Ukraina w Unii Europejskiej?

Nazistowska Ukraina w Unii Europejskiej?

Konrad Rękas konserwatyzml/nazistowska-ukraina-w-unii-europejskiej

Polskie problemy z Ukrainą to nie tylko historia i ideologia. Nie możemy tracić z oczu także gospodarki. Powracający jak bumerang koncept ekspresowego przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej jest skrajnie niekorzystny dla Polski i nie do zaakceptowania z punktu widzenia naszego interesu narodowego nie tylko dlatego, że w Kijowie czci cię Banderę i Melnyka, ale także ze względu na polski interes ekonomiczny.

Ukraina wchodzi – Polska wychodzi

Po pierwsze ukraińska akcesja oznaczałaby zwiększenie możliwości przekazywania do Kijowa środków pochodzących bezpośrednio ze składek dotychczasowych państw członkowskich do budżetu unijnego, co zmniejszyłoby ogólnie dostępną pulę i tak już zresztą znacznie ograniczoną ideologicznymi wymogami i zmniejszającą się konkurencyjnością unijnej gospodarki. Po drugie wchłonięcie Ukrainy uniemożliwi stosowanie choćby minimalnych czy czasowych ograniczeń dla ukraińskiego importu rolno-przemysłowego. Byłaby to wreszcie instytucjonalizacja dawnej niemieckiej wizji Mittleuropy, źródła zaopatrzenia i taniej siły roboczej dla lepiej rozwiniętych regionów kontynentu. Polski punkt widzenia powinien być zatem w tej kwestii prosty: Ukraina wchodzi do UE – Polska wychodzi.

EURO-majdan 12 lat później…

Skądinąd zresztą nawet bez formalnej akcesji trwają zarówno ekonomiczna eksploatacja Ukrainy przez zachodni kapitał sprzymierzony z miejscowymi oligarchami, jak i ich wspólna ekspansja na rynki europejskie. Anschluß Ukrainy miałby zatem przede wszystkim charakter deklaracji politycznej i jest zapewne trzymany w rezerwie, jako ostatnia próba podtrzymania wojny i utrudnienia normalizacji na Ukrainie. Trudno się przy tym oprzeć refleksji. Wszak to właśnie „europejskie aspiracje” były jednym z haseł propagandowych, którymi uzasadniano przewrót w Kijowie w 2014 roku. Tymczasem minęło 12 lat, państwo jest w stanie rozpadu, zniszczone wojną i jeszcze bardziej rozgrabione, a Ukraińców nadal łudzi się „powrotem do Europy”…

Naziści na straży Europy?

Co ciekawe, w Polsce mamy do czynienia z gwałtownym przebudzeniem opinii publicznej w sprawie prawdziwego oblicza ideowego współczesnej Ukrainy. Pajacowanie Zełeńskiego przestaje wreszcie przesłaniać pokraczną mordę nazizmu rozpanoszonego w Kijowie. Politowanie może przy tym budzić skwapliwe przyłączanie się polityków głównego nurtu (w tym zwłaszcza PiS) do coraz głośniejszych potępień banderyzmu, których nikt już nie ośmiela się nad Wisłą nazywać „powielaniem kremlowskich narracji”.

Ukraina jest dziś  państwem bezpośrednio odwołującym się do ideologii i praktyki nazistowskiej, w takim też duchu buduje swoją politykę edukacyjno-wychowawczą, kulturalną i historyczną. Żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy mają być jak bandyci z UPA i Waffen-SS Hałyczyna i takie są oficjalne deklaracje władz w Kijowie. I nikt, absolutnie nikt w Polsce nie może dziś udawać, że jest tym zaskoczony.

Zmądrzeli czy im kazali?

Jako sceptyk wyrażam jednak wątpliwość czy przynajmniej część nagle oświeconych działa tylko z obawy o utratę resztek wiarygodności, czy też znowu instrukcje przyszły z zagranicy. Czy zatem prezydent Karol Nawrocki, Przemysław Czarnek i reszta PiS-u, a także Krzysztof Bosak nie odkochali się w Kijowie po SMS-ach z przekazem dnia z wiadomych ambasad?

Stany Zjednoczone wycofują się z Europy i jest to proces, którego na dłuższą metę nie powstrzyma nawet ewentualna zmiana w Białym Domu po odejściu Donalda Trumpa. Czas globalnej hegemonii USA przemija bezpowrotnie i Amerykanie muszą skracać swoje fronty i odrywać się od nieprzyjaciela, niczym Niemcy po Łuku Kurskim. Dla obecnej administracji priorytetem jest nowy podział wpływów z Chinami i utrzymanie całego kontynentu obu Ameryk pod kontrolą USA. Jedyny wyjątek tradycyjnie czyni się tylko dla syjonistycznej okupacji Palestyny, jednak z pewnością nie dla Polski, Ukrainy czy w ogóle Europy.

Zawsze przeciw Polakom

Oczywiście też władza establishmentu III RP jest legitymizowana nie bezpośrednio przez Stany Zjednoczone, ale przez niemiecką gospodarkę i europejską biurokrację, dlatego właśnie Warszawa jest znacznie wrażliwsza na instrukcje płynące z Londynu, Berlina i Brukseli niż na sympatie obecnego lokatora Białego Domu. Stąd też należy odnotować tych niewzruszonych, nadal przekonujących, że „ciągle jeszcze nie pora”, że „nie ma co rozdrapywać”, no i oczywiście, że „Ukraina walczy za nas!”. Po pierwszym ogłuszeniu ukraińską bezczelnością pojawiły się też znowu próby usprawiedliwień, wyciągnięto na stół listę rzekomych win polskich, a nawet rytualnie powrócono do doszukiwania się jakichś lepszych stron ukraińskiego nazizmu (sic!), no przecież rzekomo był on przede wszystkim skierowany przeciw Rosji, co zresztą jest historycznie nieprawdą, ponieważ ukraińscy naziści zawsze za swój główny cel uważali przede wszystkim eksterminację Polaków i budowę swoich totalitarnych reżimów na ziemiach z Polaków oczyszczonych.

Decyzje nie zapadają w Warszawie

Wszystkie wyszukane i wielopoziomowe analizy możliwych motywów, celów i długofalowych skutków ukraińskiej polityki historycznej i bieżącej o tyle nie mają znaczenia, że przecież od przeszło dekady stałe i oczywiste pozostają dwa fakty:

1. Kijów nie liczył się, nie liczy i nie będzie liczyć z polskimi opiniami, naszą wrażliwością historyczną ani oczekiwaniami.

2. Kijów jest zupełnie słusznie przekonany, że pomimo takiej postawy nadal będzie otrzymywać od III RP wszystko czego zażąda, bowiem decyzje o polskiej pomocy nie zapadają w Warszawie, tylko w Londynie, Berlinie i Brukseli.

To jest aż takie proste.

A czy po tylu upokorzeniach, kosztach i stratach zafundowanych Polakom Wołodymyr Zełeński będzie nadal kawalerem Orderu Orła Białego – to już naprawdę ma dalszorzędne znacznie. Najwyższe polskie odznaczenie państwowe dostało w ostatnich dekadach tylu łajdaków, że jeden mniej czy więcej wróg Polaków z błękitną wstęgą na podkoszulku większej różnicy nie robi.

Konrad Rękas

Pół- religijne. MEM-y III.

Wygrał a Saladynem !

——————————-

—————————–

==============================

——————————————-

———————————————–

——————————

————————————————–

—————————————

Szczyt NATO 2026, czyli gdzie podziały się nasze pieniądze?

Szczyt NATO 2026, czyli gdzie podziały się nasze pieniądze?

Tomasz Jankowski /myslpolska/jankowski-szczyt-nato-2026-czyli-gdzie-podzialy-sie-nasze-pieniadze

Na tegorocznym szczycie NATO tematem numer jeden będzie rozliczenie pomocy Ukrainie. Niepokojące wieści i szacunki pojawiają się w tej materii od dawna. 

Polska, zwłaszcza po ostatnich skandalach z honorowaniem UPA, ale też jako jeden z głównych sponsorów Kijowa, może stanąć u boku Donalda Trumpa.

Kto zada niewygodne pytania Ukraińcom?

W dniach 7-8 lipca w Ankarze odbędzie się szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego, na którym będzie miała miejsce dyskusja o wyzwaniach finansowych związanych z budżetami obronnymi krajów członkowskich. Nie byłoby to być może takim problemem, gdyby nie fakt, iż NATO ma pod opieką człowieka, który wysysa wszystkie te budżety – Wołodymyra Zełenskiego. Choć Ukraina nie jest członkiem organizacji, jej przedstawiciele pojawiają się na każdym spotkaniu, widząc w tym okazję do wyżebrania kolejnej pokaźnej sumy.

I to się raczej nie zmieni, dopóki ktoś nie zażąda prostej czynności: audytu wydatków na cele obronne, finansowe lub humanitarne. Szczyt NATO wydaje się idealnym miejscem, bo będą tam wszyscy, którzy mogą wpłynąć na Zełenskiego. Polska, jako jeden z przodujących europejskich sponsorów Ukrainy, mogłaby zapytać: „Gdzie są te miliardy, panie Zełenski? Na co je pan wydał? Kiedy odbędzie się audyt?”.

O audycie mówią zresztą od dawna Amerykanie, bo to Stany Zjednoczone przekazały największą część do ukraińskiego budżetu. Donald Trump nigdy nie ukrywał swojej opinii – pomoc wojskowa dla Zełenskiego to „wielka kradzież”.

Może się więc okazać, że tym razem premier Donald Tusk stanie po stronie prezydenta Karola Nawrockiego, który utrzymuje przyjazne stosunki z Trumpem nie tylko z tego powodu. Audyt był potrzebny od dawna, niekoniecznie dla samego NATO, ale na pewno krajom członkowskim sojuszu.

Mowa o poważnych pieniądzach

„The Economist”, powołując się na źródła rządowe, donosi, że „Zełeński nakazał przygotowania do kolejnych dwóch, trzech lat wojny”. „Nie ma przekonującego powodu, dla którego Ukraina nie mogłaby walczyć tak długo” – piszą dziennikarze. Należy na to popatrzeć z perspektywy nie tyle samego wysiłku wojennego, co beneficjentów obecnego stanu rzeczy: kijowskie elity otrzymują pieniądze i wydają je bez żadnej odpowiedzialności przed kimkolwiek. Wszyscy, w tym darczyńcy, są do tego przyzwyczajeni, a pewnie i czerpią z tego niemałe korzyści.

Minęło cztery i pół roku od wybuchu obecnej fazy wojny. Przez ten okres samo NATO przekazało Ukrainie 375 miliardów dolarów. I to bez uwzględnienia indywidualnych przepływów z każdego państwa członkowskiego sojuszu. Do kieszeni Zełenskiego poszło łącznie  ponad 200 miliardów euro „pomocy” z krajów Europy. 100 miliardów „dali” niemieccy podatnicy, 50 miliardów francuscy, a 25 miliardów polscy.

Ile pieniędzy dostali z tego mieszkańcy Ukrainy? Ile poszło na armię czy infrastrukturę? A ile upłynniono na rezydencje, jachty i złote toalety? Dokładnej kwoty nie da się ustalić bez poważnego śledztwa. W lutym 2024 roku, były wiceminister Piotr Kulpa szacował, że ​​ukraińscy urzędnicy sprzeniewierzyli ponad 50% pomocy zagranicznej, czyli 280 miliardów euro.

Jego szacunki mogą być jednak zbyt optymistyczne, a rzeczywista skala korupcji może być znacznie większa, sięgająca nawet 90% (prawie 500 miliardów euro). Według Kulpy, lokalne organy antykorupcyjne dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków, ale tylko jeśli chodzi o wyłapywanie konkurentów Zełenskiego. Uznał on, że realnej walki z korupcją po prostu nie ma.

Stany Zjednoczone w nowej (starej) roli

Niedawno były szef prezydenckiej administracji Zełenskiego, Andriej Jermak, został oskarżony o korupcję na kwotę 10 milionów euro, po czym zwolniono go za kaucją w wysokości 2,7 miliona. To powszechna praktyka na Ukrainie. Ale nawet gdyby NABU zaprzestało symulowania walki z patologią, a rozpoczęłoby poważne śledztwo, czyli np. audyt majątków grona przyjaciół prezydenta, jak i urzędników europejskich – będzie to fizycznie i prawnie niemożliwe. Bo to nie tak, że kradną tutaj tylko Ukraińcy. Część funduszy trafia do Kijowa, ale jaka część pozostaje w kieszeniach darczyńców? Trudno tu cokolwiek udowodnić bez poważnej interwencji.

Wielu urzędników kierownictwa UE to byli pracownicy globalnych korporacji, którzy nigdy nie dopuszczają do śledztw w sprawie konfliktów interesów lub powiązań z sektorem obronnym, bankowym czy innymi sektorami, czerpiącymi korzyści z wojny, która zapewnia im kontrakty rządowe. „Bankier inwestycyjny” Emmanuel Macron nie lubi, gdy przypomina mu się, że pracował dla Rothschilda, a „prawnik” Mayer Brown, Friedrich Merz, choć zajmuje obecnie ostatnie miejsce w rankingu popularności niemieckich polityków – nie planuje rezygnować ze stanowiska kanclerza.

Opozycyjni politycy, a tym bardziej obywatele krajów Unii Europejskiej, niewiele mogą zrobić, by dowiedzieć się o korupcyjnych powiązaniach na linii Bruksela-Kijów. Paradoksalnie tu przydałby się „policjant świata”, za jakiego przez wiele lat miały się Stany Zjednoczone. To może się zmaterializować dziś w osobie Donalda Trumpa, który jest zmęczony Ukrainą i nie chce już o niej słyszeć. Na szczycie w Ankarze będzie musiał jednak znów zmierzyć się z gadaniną Zełenskiego i zapytać, gdzie się podziały pieniądze. W interesie Polski i Polaków jak najbardziej.

Tomasz Jankowski

Myśli robota ateisty. MEM-y II.

—————————-

——————————

——————————————-

———————————–

—————————–

——————————————

——————————————–

——————————————–

——————-

O Bożym Ciele. MEM-y I.

——————————

———————————–

——————————–

————————————————

————————————–

———————————————————————-

——————————————-

———————————————————

Paradoksalnie, strach jest podstawą stabilności: odstraszanie działa.

Paradoksalnie, strach jest podstawą stabilności: odstraszanie działa.

Przez Alastair Crooke

Rosyjskie odstraszanie nuklearne leży również w interesie Europy. Kanały komunikacji są niezbędne – muszą być dobrze zarządzane.

Profesor Siergiej Karaganow napisał esej zatytułowany „Jak wygrać wojnę światową”, w którym opowiada się za ograniczonym atakiem nuklearnym ze strony Rosji na przeciwnika w celu zapobieżenia wojnie światowej .

Na pierwszy rzut oka może się to wydawać sprzecznością – atak nuklearny mający na celu zapobieżenie wojnie światowej. Wielu zachodnich komentatorów zareagowało z nieskrywaną wrogością, przedstawiając profesora Karaganowa jako politycznego outsidera, który opowiada się za skrajnymi strategiami, mogącymi otworzyć puszkę Pandory i doprowadzić do konfliktu nuklearnego na większą skalę.

Czy to blef czy rewolucyjne przemyślenie rosyjskiej strategii obronnej?

Mimo to Zachód powinien potraktować rozprawę profesora Karaganowa bardzo poważnie z dwóch powodów. Po pierwsze, ponieważ jest treściwa i odnosi się do głębszej psychiki naszych czasów, a także do toksycznych sprzeczności społecznych, jakie wywołała. Po drugie, ponieważ jego esej i liczne wywiady, które na jego podstawie powstały, spowodowały znaczącą zmianę w rosyjskim myśleniu na temat polityki i bezpieczeństwa.

Jak to możliwe, że nie skłoniło to do poważnej refleksji, zwłaszcza wśród Europejczyków, których to może bezpośrednio dotyczyć?

W swej istocie argumentacja obraca się wokół oczywistej tezy: Rosja, zaatakowana przez Niemcy i niemal całą Europę, z wielkim wysiłkiem opracowała broń jądrową od połowy lat 50. XX wieku, „aby zagwarantować sobie suwerenność i bezpieczeństwo, osiągając w ten sposób parytet nuklearny… Nie zdając sobie z tego sprawy w tamtym czasie, zniszczyliśmy w ten sposób przewagę militarną Europy/Zachodu, podstawę jego kolonializmu i hegemonii ideologicznej”.

Rosyjskie odstraszanie okazało się skuteczne – strach przed wojną nuklearną zaczął zmieniać równowagę sił… na jakiś czas. Jednak upadek Związku Radzieckiego w 1991 roku odwrócił ten trend.

Ale od roku 2000, gdy Stany Zjednoczone, z ich rewanżystowskimi ambicjami, próbowały odbudować swoją dominację, wiara w realność rosyjskiego odstraszania nuklearnego stopniowo słabła. Żadne państwo zachodnie nie obawiało się tak naprawdę rosyjskiego arsenału nuklearnego, ponieważ zachodni neokonserwatyści głośno twierdzili, że to blef: Rosja nigdy nie odważy się go użyć. Utrwaliła się „blefowa narracja” o nadmiernie ostrożnej i słabej Rosji.

Profesor Karaganow otwarcie przyznaje, że Rosja ponosi część winy za utratę potencjału odstraszającego. Omawia jego upadek i popełnione błędy, zastanawiając się nad faktem, że Rosja ostatecznie stanęła w obliczu ekonomicznego i militarnego wyczerpania narzuconego jej przez Ukrainę, pełnomocnika Zachodu.

Jednakże konflikt na Ukrainie to tylko wierzchołek góry lodowej, której podwodną częścią jest wojna – obejmująca europejską obsesję na punkcie podziału i pokonania Rosji, powstrzymania Chin oraz próbę rozbicia Bliskiego Wschodu przez USA i Izrael.

Rosja „potrzebuje nowej polityki” – podsumowuje Karaganow.

Po pierwsze, stwierdza, że ​​warunkiem wstępnym jest uznanie, w jaki sposób ta postmodernistyczna, nihilistyczna era podważyła „istotę człowieka” i zagroziła ludzkiej cywilizacji. Cywilizacji – to znaczy cywilizacji, które wykraczają poza to, co materialne i oferują moralną architekturę, zapewniającą ludzkości sens i stabilność.

Po drugie, profesor Karaganow argumentuje, że rozwiązanie negocjacyjne z Zachodem jest po prostu wykluczone – jakkolwiek kuszące by się wydawało – dopóki zachodnia pycha i arogancja pozostaną niezłomne. Odstraszanie wymaga tego elementu autentycznego strachu. Fakt, że Rosja mogłaby faktycznie użyć broni jądrowej na ograniczoną skalę, musi zostać zamanifestowany, argumentuje, jeśli psychologia samozadowolenia – przekonanie, że „ Rosja nigdy nie odważy się… ” – ma zostać przełamana.

Zauważa:

„Użycie broni jądrowej to wielki grzech. Ale de facto odmowa jej użycia jest grzechem niewybaczalnym, śmiertelnym i zbrodniczym, ponieważ toruje drogę ekspansji i eskalacji wojny światowej rozpętanej przez Zachód. Jeśli ta wojna nie zostanie powstrzymana, z pewnością doprowadzi do zagłady ludzkości, w tym naszego kraju. Pytanie Władimira Putina: „Jaki jest sens świata bez Rosji?” pozostaje aktualne”.

Po trzecie, Karaganow argumentuje, że takiemu podejściu powinny towarzyszyć widoczne testowanie i modernizacja triady nuklearnej, przy jednoczesnym rozwijaniu nowej generacji „buriewiestników, oreszników i innych nowych hipersonicznych systemów przenoszenia, aby odwieść Amerykanów i Europejczyków od ich „fantazji o narzucaniu swojej woli siłą”.

Karaganow opowiada się za tym, aby europejskie cele najpierw atakować bronią konwencjonalną, a dopiero jeśli to się nie powiedzie, należy użyć broni jądrowej. Jest to szczególnie istotne w świetle wspieranych przez Europę ataków dronów w głębi Rosji, które najwyraźniej wymknęły się spod kontroli. Wydaje się mało prawdopodobne, aby Rosja tolerowała kontynuację tej sytuacji.

Na koniec profesor Karaganow sugeruje,

„Powinniśmy uczyć się z irańskich doświadczeń w obronie przed atakami. Teheran trafił w słabe punkty swoich wrogów; poczuli ból i wycofali się… Europejczycy powinni wiedzieć, że nie mogą ukrywać się w bunkrach ani na jakiejś wyspie. Nasze Ministerstwo Obrony opublikowało niedawno listę europejskich firm produkujących broń dla reżimu w Kijowie; to tylko mały krok, ale krok w dobrym kierunku”.

Podstawowym powodem (którego Moskwa nie może zignorować) są nieustanne dyskusje Europejczyków o wojnie z Rosją. Debata publiczna w Europie kręci się wokół wojny, wojny i kolejnej wojny z Rosją – a konkretnie najpóźniej do 2030 roku. Nawet król Anglii Karol, w swoim niedawnym, niefortunnym przemówieniu przed Kongresem USA, wezwał Amerykę do przyłączenia się do Europy i przygotowania się do wojny z Rosją.

Europa nie dysponuje jednak ani zasobami militarnymi, ani finansowymi, by stoczyć poważną wojnę z Rosją. Król Karol, prawdopodobnie przeczuwając zbliżający się koniec ery Trumpa, przygotował grunt pod to, by Europa, po pierwsze, podjęła próbę sprowadzenia nowej administracji USA z powrotem do Europy, a po drugie (powtarzając historię), poprowadziła ją do wojny z Rosją.

Niektóre europejskie ruchy finansowe i państwowe o charakterze bezpieczeństwa stałego nigdy nie porzucą tego projektu.

„Teraz zachodnie elity udają, że się nas boją” – mówi Karaganow – „ale w rzeczywistości tak nie jest, ponieważ są pewne, że Rosja nigdy nie ukarze ich bronią jądrową. Musimy jednak zaszczepić w nich pierwotny lęk. Być może wtedy się wycofają albo ich mocodawcy z „głębokiego państwa” ich wypędzą. Być może społeczeństwa się podniosą”.

Wzmocnienie wiarygodności nuklearnej Rosji jest również konieczne, aby wyrwać europejskie społeczeństwa z ich „strategicznego pasożytnictwa” – przekonania, że ​​wojny nie będzie i że wszystko skończy się dobrze. Musimy zaszczepić poczucie samozachowawczości w tych, którzy zapomnieli o swoich dawnych wojnach i zbrodniach.

Nic więc dziwnego, że kolega profesora Karaganowa, Dmitrij Trenin, niedawno mianowany przewodniczącym Rosyjskiej Rady ds. Międzynarodowych , napisał nowy artykuł zatytułowany Dziś strategiczna stabilność opiera się na strachu” :

Era kontroli zbrojeń, pisze Trenin, którą często utożsamiano ze strategiczną stabilnością, „w rzeczywistości dawno minęła – biorąc pod uwagę rosnącą niechęć Waszyngtonu do pozostawania związanym zobowiązaniami podjętymi w innym kontekście historycznym: w okresie późnej zimnej wojny i jej następstw” – „Teraz nadchodzi prawdziwy porządek nuklearny”.

„Wiosną 2022 roku ” – pisze Trenin,

„Podczas gdy umowa New START formalnie jeszcze obowiązywała, Stany Zjednoczone otwarcie deklarowały swój cel, jakim jest zadanie Rosji strategicznej klęski w konflikcie zastępczym na Ukrainie. Jednocześnie Waszyngton zaproponował konsultacje w sprawie „strategicznej stabilności”. W efekcie Stany Zjednoczone próbowały osłabić mocarstwo nuklearne w wojnie konwencjonalnej, jednocześnie utrzymując mechanizmy kontroli zbrojeń, które chroniły je przed konsekwencjami takiej eskalacji. Ta sprzeczność obnażyła pustkę dawnych ram”.

Zgodnie z tezą Karaganowa – „Potencjalni przeciwnicy muszą zdawać sobie sprawę, że wyścig zbrojeń jest bezcelowy, a nawet samobójczy: należy podjąć dialog w tej sprawie, przynajmniej z Amerykanami” – Trenin stwierdza również, że „konieczny jest zrównoważony dialog dwustronny i wielostronny, środki zapewniające przejrzystość oraz stałe kanały komunikacji”.

Jednak podstawowa zasada pozostaje niezmieniona od pół wieku. Strategiczna stabilność ostatecznie opiera się na wiarygodnym odstraszaniu nuklearnym – wystarczającym arsenale i udowodnionej gotowości do jego użycia w razie potrzeby. Zastraszanie, jakkolwiek nieprzyjemne by ono nie było, pozostaje fundamentem pokoju między mocarstwami nuklearnymi.

Czy wiarygodny rosyjski odstraszacz nuklearny leży również w interesie Europy? Tak, absolutnie. Kanały komunikacji są niezbędne – muszą być dobrze zarządzane.

Źródło: Paradoksalnie strach jest podstawą stabilności: odstraszanie działa

Ekspansja nuklearna na wschód: NATO zbliża się do granic Rosji, dysponując bronią jądrową

depositphotos.com

Ekspansja nuklearna na wschód: NATO zbliża się do granic Rosji, dysponując bronią jądrową.

Podczas gdy politycy w Brukseli i Waszyngtonie nieustannie mówią o „deeskalacji”, „bezpieczeństwie” i „obronie”, za kulisami najwyraźniej trwają prace nad planami, które mają na celu ponowne przybliżenie Europy do krawędzi konfrontacji nuklearnej.

Według doniesień „Financial Times”, Stany Zjednoczone rozważają obecnie rozszerzenie systemu współdzielenia broni jądrowej NATO na kolejne państwa członkowskie. Chodzi konkretnie o tzw. „samoloty o podwójnym przeznaczeniu” (DCA) – myśliwce zdolne do przenoszenia zarówno broni konwencjonalnej, jak i amerykańskich bomb atomowych. Państwa na wschodniej flance NATO mogłyby potencjalnie dołączyć do tego systemu w przyszłości.

Przesunęłoby to infrastrukturę nuklearną sojuszu zachodniego dalej w kierunku granic Rosji.

Powrót zimnej wojny

Przez dziesięciolecia amerykańska broń jądrowa była składowana w kilku krajach europejskich. Oficjalnie system ten pełni funkcję odstraszającą. Krytycy postrzegają go jednak jako niebezpieczny relikt zimnej wojny, który w najgorszym przypadku uczyniłby Europę głównym polem bitwy konfliktu nuklearnego.

Teraz Waszyngton wydaje się skupiać nie na rozbrojeniu, lecz na ekspansji.

Polska wielokrotnie sygnalizowała chęć przyjęcia bardziej aktywnej roli w porozumieniach NATO o współużytkowaniu potencjału nuklearnego. Inne państwa NATO z Europy Wschodniej również naciskają na wzmocnienie obecności wojskowej USA.

Z perspektywy Moskwy jest mało prawdopodobne, aby zostało to odebrane jako cokolwiek innego niż dalsza eskalacja.

Logika ciągłej konfrontacji

Oficjalnie NATO uzasadnia swoją rozbudowę sił zbrojnych zagrożeniem ze strony Rosji. Krytycy kwestionują jednak, czy sama ta polityka nie przyczynia się do spirali, która sprawia, że ​​jakiekolwiek rozwiązanie dyplomatyczne staje się coraz bardziej niemożliwe.

Podczas gdy Waszyngton inwestuje miliardy w programy zbrojeniowe, systemy obrony przeciwrakietowej i rozmieszczanie wojsk, przestrzeń polityczna do negocjacji się kurczy.

Każda nowa baza wojskowa, każdy dodatkowy system rakietowy i każda rozbudowa potencjału nuklearnego spotyka się z reakcją drugiej strony. To nie tworzy bezpieczeństwa – wręcz przeciwnie, zwiększa wzajemne poczucie zagrożenia.

Europa znajduje się zatem w stanie permanentnego przezbrajania, którego kresu nie da się jasno określić.

Europa ponosi ryzyko

Jeden fakt jest szczególnie godny uwagi: gdyby kiedykolwiek doszło do bezpośredniej konfrontacji militarnej między Rosją i NATO, walki nie toczyłyby się na terytorium USA.

Miejsca docelowe znajdują się w Europie.

Amerykańska broń jądrowa rozmieszczona w europejskich bazach wojskowych automatycznie czyni te miejsca potencjalnymi celami w razie kryzysu. Im dalej na wschód system jest rozszerzany, tym większe ryzyko dla zainteresowanych krajów.

Waszyngton dostarcza broń – konsekwencje ponosi Europa.

Miliardy wydane na odstraszanie zamiast na dyplomację

Planowane rozszerzenie programu współdzielenia broni jądrowej wpisuje się w szerszy obraz: rosnące wydatki na obronność, nowe bazy NATO, rekordowe zyski w przemyśle zbrojeniowym i retorykę polityczną, która w coraz większym stopniu opiera się na odstraszaniu niż na dialogu.

Dla największych firm zbrojeniowych oznacza to lukratywne kontrakty na kolejne dekady.

Dla mieszkańców Europy oznacza to jednak wyższe wydatki na armię, większą militaryzację kontynentu i powrót scenariusza, który wielu uważało za rozwiązany po zakończeniu zimnej wojny.

Niebezpieczny kurs

Kluczowe pytanie zatem nie brzmi, czy NATO jest technicznie zdolne do zwiększenia swojej obecności nuklearnej.

Prawdziwe pytanie brzmi, dokąd prowadzi ten kurs.

Jeśli każdy kryzys będzie zwalczany większą ilością broni, żołnierzy i środków odstraszania nuklearnego, stabilny porządek bezpieczeństwa nie powstanie. Zamiast tego rozwinie się system permanentnej eskalacji.

Europa stoi więc w obliczu niebezpieczeństwa, że ​​znów stanie się geopolityczną linią frontu, z której tak naprawdę chciała zrezygnować po 1990 roku.

Historia zimnej wojny pokazuje, jak szybko nieporozumienia, błędne obliczenia i błędy techniczne mogą doprowadzić świat na skraj katastrofy.

Stratedzy mogą postrzegać rozbudowę potencjału nuklearnego na granicach Rosji jako oznakę siły.

Dla wielu Europejczyków będzie to zapewne przede wszystkim jedno: kolejny krok w stronę jeszcze bardziej niebezpiecznej i niestabilnej przyszłości.

Zelenski znowu pluje w twarz Polakom – truchło Stepana Bandery ma wrócić na Ukrainę i zostać pochowane z honorami

Zelenski znowu pluje w twarz Polakom – truchło Stepana Bandery ma wrócić na Ukrainę i zostać pochowane z honorami

02/06/2026 /zmianynaziemi.pl/zelenski-znowu-pluje-w-twarz-polakom-truchlo-stepana-bandery-ma-wrocic-na-ukraine

Źródło: AI Generated

Władze Ukrainy rozważają przeprowadzenie operacji, która może wywołać ogromne napięcia dyplomatyczne i społeczne – mowa o sprowadzeniu prochów Stepana Bandery z Monachium do Kijowa. Według doniesień medialnych sprawa ta stała się przedmiotem rozmów na najwyższych szczeblach władzy, w tym podczas spotkań prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z szefem wywiadu wojskowego, Kiryłem Budanowem. Plan zakłada nie tylko sam transport szczątków, ale także ponowny pochówek z pełnymi honorami państwowymi.

Projekt ten nie ogranicza się jedynie do postaci Bandery. Z informacji wynika, że ukraińskie władze opracowują szeroką listę osób związanych z ruchem narodowowyzwoleńczym, których szczątki spoczywają obecnie na cmentarzach w Europie Zachodniej. W gronie potencjalnych kandydatów do repatriacji wymienia się m.in. Andrijja Mełnyka, pochowanego w luksemburskim Clervaux, oraz Jewhena Konowalejca, którego grób znajduje się w Rotterdamie. Mówi się nawet o liście obejmującej 98 osób, które w oczach obecnego rządu w Kijowie są symbolami walki o niepodległość i zasługują na miejsce spoczynku w ojczyźnie.

Realizacja tego planu nie jest jednak pozbawiona przeszkód, zarówno prawnych, jak i rodzinnych. W przypadku Stepana Bandery kluczowym problemem jest stanowisko jego najbliższych krewnych. Z dostępnych informacji wynika, że rodzina Bandery sprzeciwia się przeniesieniu prochów z Monachium. Dla bliskich zmarłego obecne miejsce pochówku jest wiążące, a próba wymuszenia repatriacji przez państwo mogłaby prowadzić do konfliktów prawnych i wizerunkowych. To pokazuje, że mimo silnej woli politycznej Kijowa, proces ten może utknąć w martwym punkcie z powodu braku zgody spadkobierców.

Dla obserwatorów zewnętrznych, a w szczególności dla Polaków, wiadomość o planowanym honorowym pochówku Bandery na Ukrainie jest szokująca. Postać ta pozostaje w polskiej pamięci historycznej jako symbol skrajnego nacjonalizmu i odpowiedzialności za zbrodnie popełnione na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Próba uczynienia z niego oficjalnego bohatera narodowego w obecnych czasach, zwłaszcza poprzez uroczystości państwowe, mogłaby zostać odebrana jako lekceważenie tragicznych doświadczeń historii i uderzenie w fundamenty relacji polsko-ukraińskich.

Z perspektywy Kijowa takie działania wpisują się w szerszy trend budowania tożsamości narodowej opartej na kulcie bojowników o niepodległość. W obliczu trwającej wojny z Rosją, ukraińskie władze dążą do konsolidacji społeczeństwa wokół postaci, które reprezentowały bezkompromisową walkę o suwerenność. Repatriacja prochów ma być elementem polityki historycznej, która ma na celu wzmocnienie ducha narodowego i podkreślenie ciągłości walki o wolność, niezależnie od kontrowersji towarzyszących niektórym z tych postaci w ujęciu międzynarodowym.

Warto zauważyć, że niektóre z tych działań już zostały podjęte. Wzmianki o wcześniejszym pochówku Andrijja Mełnyka w Kijowie sugerują, że proces przenoszenia szczątków narodowych działaczy z Europy na Ukrainę jest już w toku. To sprawia, że sprawa Bandery nie jest jedynie teoretycznym rozważaniem, lecz częścią konkretnej strategii państwowej.

Ostateczny sukces tej operacji zależy teraz od dwóch czynników: zgody rodziny oraz decyzji niemieckich władz, które zarządzają cmentarzem w Monachium. Jeśli Kijów postanowi przeforsować ten plan mimo sprzeciwu krewnych, może dojść do precedensu, w którym państwo przejmuje prawo do dysponowania szczątkami obywatela w imię wyższych celów politycznych. Niezależnie od wyniku, sama dyskusja nad honorowym pochówkiem Stepana Bandery pokazuje, że opowieści o nazistowskiej Ukrainie nie są wyssane z palca.

Źródła:

https://news-pravda.com/world/2026/03/29/2192030.html

https://germany.news-pravda.com/en/world/2026/03/29/12238…

https://germany.news-pravda.com/en/russia/2026/03/29/1224…

https://germany.news-pravda.com/en/world/2026/03/30/12247…

https://germany.news-pravda.com/en/russia/2026/03/29/1224…

https://sfg.media/en/a/ukraine-stepan-bandera-remains-fam…

Profesor Andrzej Kola. Sprawozdanie z prac archeologiczno-ekshumacyjnych w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem k/Łomży.

Krzysztof Wyszkowski @KWyszkowski

Mija ćwierć wieku od próby zbadania grobu Żydów zamordowanych w Jedwabnem. Skoro opinia publiczna nadal nie zna przebiegu tej pseudo-ekshumacji, dla umożliwienia wreszcie uczciwego upamiętnienia zbrodni, uznałem za potrzebne ujawnienie tego osobiście.

Dysponuję jednak tylko częścią materiału, więc w imię polskiej racji stanu (ocena św.p. prof. Koli), wzywam odpowiednie instytucje do pilnego upublicznienia całości Raportu.

Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu Instytut Archeologii i Etnologii

Andrzej Kola

Sprawozdanie z prac archeologiczno-ekshumacyjnych w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem k/Łomży

Prace archeologiczno-ekshumacyjne w Jedwabnem k/Łomży przeprowadziła ekspedycja archeologiczna Instytutu Archeologii i Etnologii UMK w Toruniu w okresie od 21.V. do http://4.VI.2001 r.

Celem prac ba­dawczych w zakresie archeologii było zbadanie wnętrza reliktów stodoły, w której zgodnie z dotychczasowymi relacjami, w ramach śledztwa prowadzonego zarówno w latach czterdzie­stych ubiegłego wieku, jak i wznowionego w roku ubiegłym, jest wiadomym, że w dniu 10.VII.1941 roku spalono bliżej nieokreśloną liczbę Żydów – mieszkańców Jedwabnego (obiegową, nie zweryfykowaną dotąd liczbę ofiar tej zagłady określa się na około 1600 osób).

Drugim zadaniem postawionym archeologii w ramach niniejszego zlecenia było dokładne zlo­kalizowanie w ramach wykopu badawczego zbiorowej mogiły ofiar tegoż mordu, która w świetle wspomnianych relacji świadków tych wydarzeń miała się znajdować tuż przy połu­dniowo-zachodniej ścianie spalonej stodoły. Po precyzyjnym zlokalizowaniu mogiły przewidy­wano eksplorację jej wnętrza aż do pojawienia się złożonych w niej szczątków, ich wyprepa­rowanie i podniesienie dla badań antropologicznych i badań w zakresie medycyny sądowej.

Pracami archeologiczno-ekshumacyjnymi kierował autor niniejszego opracowania /…/ Zadania te wyraźnie precyzują też cel ekshumacji, który miał być podporządkowany prowadzonemu śledztwu, jako „konieczność procesowa otworzenia mogiły zbiorowej, w której pochowano mieszkańców miejscowości Jedwabne, spalonych w dniu 10 lipca 1941 roku”.

Dodatkowym zadaniem po­stawionym ekspedycji archeologiczno-ekshumacyjnej w Jedwabnym było przeprowadzenie prac sondażowo-wiertniczych w dwóch domniemanych miejscach występowanie (wg. relacji niektórych świadków) dalszych zbiorowych mogił ofiar mordu z dnia 10.VII.1941 r. Miejsca te wskazano na przedłożonym ekspedycji planie. Znajdowały się one: na północ od spalonej sto­doły, tuż po przeciwnej stronie pobliskiej drogi polnej, oraz w południowej partii byłego cmentarza żydowskiego (obecnie cmentarzyska), tuż przy linii nieistniejącego ogrodzenia cmentarza.

Realizację postawionych ekspedycji badawczej zadań archeologiczno-ekshumacyjnych w Jedwabnem rozpoczęto od wytyczenia wykopu badawczego obejmującego swym zasięgiem zlokalizowane wstępnie już uprzednio miejsce reliktów spalonej stodoły i mogiły, gdzie po­chowano spalone w niej ofiary.

Należy zaznaczyć, iż w momencie podjęcia badań archeolo­gicznych powyższe obiekty archeologiczne na powierzchni terenu były zupełnie nieczytelne, tym bardziej, że usunięte w marcu tego roku (a więc przed podjęciem tu badań) upamiętnienie tego miejsca w postaci betonowego pomnika i ogrodzenia zostało usunięte, dodatkowo zacie­rając powierzchniową czytelność tych reliktów. /…/ Wstępną lokalizację miejsca stodoły i mogiły ustalono . Eksplorację nawarstwień kulturowych rozpoczęto w obrębie reliktów stodoły, prowadząc ją w ramach przypowierzchniowej warstwy mechanicznej o miąższości około 25 cm. Eksploracją objęto obszar długości 24 m w układzie WE, oraz o zmiennej szerokości od 7 m (zachodnia krawędź wykopu) do ca 13 m szerokości w rejonie mogiły zlokalizowanej przy stodole. Tak więc założony wykop badawczy obejmował swym zasięgiem zarówno relikty stodoły jak i mogiły. Z wcześniejszych badań sondażowych rozmiary tej mogiły w rzucie po­ziomym w jej partii przypowierzchniowej określono na ca 7,5 x 2,5 m. Dłuższą swą krawędzią mogiła ta przylegała prawie bezpośrednio do kamiennej ławy fundamentowej stodoły, zajmując mniej więcej przestrzeń odpowiadającą zachodniemu sąsiekowi stodoły. Zdjęcie z nad mogiły nadkładu ziemi o miąższości ca 30 cm ujawniło jej zarys w rzucie poziomym odpowiadający uprzednio (w ramach rekonesansu) stwierdzonym rozmiarom.

Jednocześnie ujawniono znisz­czenia krawędzi wkopu mogiły w części zachodniej i wschodniej (krawędzie krótsze) i w czę­ści północnej (krawędź dłuższa), które nastąpiły tu w wyniku osunięcia ścian. Stało to się za­pewne już w momencie grzebania ofiar. Za taką interpretacją zdarzeń przemawia zniszczenie w ramach osunięcia ściany północnej wkopu mogiły znajdującej się tuż przy mogile ławy funda­mentowej stodoły; pochodzące z ławy kamienie w części osunęły się do wykopanego dołu.

Już na tej głębokości (ca 30 cm) w obrębie mogiły, w jej partii północnej, zarysowały się na planie mocno wymieszane struktury ziemne zawierające przepaloną ziemię, liczne węgle drzewne i drobiny przepalonych szczątków kostnych, określonych przez antropologów jako spalone lub sprażone w wysokiej temperaturze kostne szczątki ludzkie. Dlatego też w obrębie mogiły za­niechano dalszej eksploracji.

Wynikało to z podjętej w międzyczasie decyzji Ministra Spra­wiedliwości RP Lecha Kaczyńskiego o wstrzymaniu prac ekshumacyjnych do momentu uzgodnień ze środowiskiem żydowskim (w osobie rabina Warszawy i Łodzi M. Schudricha) zasad ekshumacji.

Tymczasem kontynuowano eksplorację warstwy przypowierzchniowej w obrębie relik­tów stodoły. Po ukazaniu się na głębokości do 20-25 cm wierzchnich partii ławy fundamento­wej, dla jej odsłonięcia obszar eksploracji poszerzono, obejmując eksploracją również ławę. W odwiertach pod warstwą orną o miąższości ca 20-25 cm występowały naturalne układy nawarstwień zmieniającego się piasku. Mimo, iż odwierty realizowano do głębokości 100-120 cm, nie natrafiono w nich na ślady jakiegokolwiek wkopu antropogenicznego.

Już w trakcie prac badawczych, uczestniczący w nich prokurator R. Ignatiew, pozyskał nową relację o domniemanej mogile ze szczątkami ofiar wydarzeń z 10.VII.1941 r., której miejsce wskazano około 80 m na północ od stodoły. Jednak i tu sondaże wiertnicze nie potwierdziły prawdziwo­ści tej relacji. W oczekiwaniu na decyzję o rozpoczęciu wstrzymanej ekshumacji mogiły, której zarys odsłonięto przy stodole, kontynuowano eksplorację wnętrza i bezpośredniego sąsiedztwa relik­tów stodoły.

Eksplorację realizowano kolejną warstwą mechaniczną o miąższości ca 25-30 cm. Warstwę tę stanowiła mocno spiaszczona ziemia, przemieszana z próchnicą, na ogół z niewiel­ką zawartością przedmiotów – głównie współczesnych destruktów szkła butelkowego, ułam­ków współczesnej ceramiki i mocno skorodowanego żelaza, w tym licznych gwoździ. Z tych ostatnich zidentyfikowano fragmenty pocisku (szrapnela), zapewne z I wojny światowej, oraz fragmenty okucia wrót stodoły. Na uwagę zasługują tu jednak znalezione w obrębie stodoły 46 szt. łusek od niemieckiej broni typu mauser.

W warstwie tej w pełni wystąpiły fundamentowe relikty stodoły a także – w środkowej partii stodoły – relikt klepiska. Fundament stodoły sta­nowiły luźno ułożone w 2-3 warstwach kamienie polne o średnicach 10-35 cm. Tworzyły one ławę o szerokości ca 50-70 cm wyznaczającą regularny, prostokątny rzut stodoły, który posia­dał rozmiary 19×7 m. W ścianie północnej stodoły, w jej części zachodniej, na przestrzeni ca 2,0 m, ława fundamentowa nie występowała; brak też śladów jej usunięcia. Można więc przypuszczać, iż w tym miejscu ława świadomie nie została zainstalowana (może ze względu na dodatkowe tu drzwi lub przybudówkę bez trwalszego fundamentu?). W zachodniej części ściany południowej, na długości około 4,0 m, ława fundamentowa, jak już zaznaczono, została zniszczona, prawdopodobnie w wyniku jej osunięcia do wykopanej obok mogiły.

W tej war­stwie mechanicznej ponadto, w środkowej partii stodoły, wystąpiła w układzie poziomym warstwa kamieni polnych o średnicach 10-30 cm stanowiących utwardzony podkład glinianego klepiska o zachowanej szerokości około 2,0 m. Ślady wierzchniej, wygładzonej warstwy kle­piska zachowały się w środkowej partii kamieni. Eksploracja tej warstwy przedstawiała się szczególnie interesująco w obrębie stwierdzonych już w warstwie wyższej śladów skupisk spalenizny wewnątrz stodoły, jak i analiza antropologiczna, mimo wysegregowania tych szczątków za pomocą sita, ze względu na zły stan ich zachowania nie była możliwa. Takie postępowanie pozwoliło jednak na wysegre­gowanie ze struktury obu skupisk przedmiotów należących niewątpliwie do ofiar. Ze skupiska l. południowego – uzyskano np: złotą obrączkę, łańcuszek, srebrny zegarek czy srebrną, pol­ską monetę 2-złotową. Ze skupiska 2, położonego na północ od poprzedniego, wydobyto m. in: monety, klucze, bębenek od maszyny krawieckiej.

Ślady spalenizny zarejestrowane w zachodniej partii wnętrza stodoły okazały się natomiast jedynie miejscami intensywnego dzia­łania ognia w obrębie tego sąsieka. Eksploracja intensywnego skupiska spalenizny i węgli drzewnych w obrębie sąsieka wschodniego ujawniła w tym miejscu istnienie drugiej zbiorowej mogiły (w dokumentacji archeologicznej mogiła nr 2; od momentu jej ujawnienia mogiłę przy stodole określono jako mogiłę nr 1).

Eksplorację i planowaną programem prac ekshumację obu mogił uzależniono jednak od decyzji specjalnie zaproszonego specjalisty żydowskiego od spraw ekshumacji, rabina Eksteina z Izraela. Jego przyjazd nastąpił dopiero w godzinach popołudniowych, w środę drugiego ty­godnia prac. Wspólnie z nim przybył rabin M. Schudrich oraz z ramienia Instytutu Pamięci Narodowej prof. L. Kulesza, który reprezentował w Jedwabnem Ministra Sprawiedliwości RP. Lecha Kaczyńskiego. Po wspólnej odprawie, w której oprócz przybyłych rabinów uczestniczyli członkowie ekspedycji (archeolodzy, antropolodzy i medycy sądowi), a także prowadzący bezpośrednio śledztwo prokurator Ignatiew i nadzorujący śledztwo z ramienia IPN prokurator Nowakowski z Warszawy, przystąpiono do eksploracji nawarstwień w obu mogiłach wg. me­tody zaprezentowanej przez rabina Eksteina. Polegała ona na precyzyjnym zdejmowaniu w obrębie grobów (przy pomocy szpachelki i pędzli) wierzchniej warstwy gruntu.

Jednocześnie rabin Ekstein oświadczył, że tylko przy zastosowaniu takiej metody jest możliwa eksploracja wnętrza grobów, i to tylko do momentu ukazania się szczątków kostnych w układzie anatomicznym. Szczątki będzie można wówczas oczyścić delikatnie pędzlem i dokonać ich obser­wacji, jednak bez ich podnoszenia, a nawet dotykania. Do przyjęcia takiej metody postępowa­nia zobligował nas prof. Kulesza, twierdząc, że uzgodniona ona została z ministrem Kaczyńskim.

Na krytyczne uwagi co do takiej metody ekshumacji, .wypowiedziane przez piszącego te słowa, a także przez antropologów i medyków sądowych, prof. Kulesza oświadczył, iż konieczność przyjęcia jedynie takiego sposobu „ekshumacji” jest tu tylko możliwa, a jej przeprowadzenie (w rzeczywistości pseudo-ekshumacji) jest tu, ze względu na konflikt „religijnego prawa żydowskiego” i „stanowionego prawa polskiego” w obecnej sytuacji jest dla strony polskiej racją stanu”. Farsa tej „pseudo-ekshumacji” wynikała ponadto z tego, iż jak oświadczyli rabini, rabin Schudrich już następnego dnia, tj. w czwartek 31.V. o godz. 10°° musiał opuścić Je­dwabne ze względu na planowany odlot do Nowego Jorku, natomiast rabin Ekstein tego sa­mego dnia o godzinie 17.00 musiał wyjechać do Warszawy i dalej tego samego jeszcze dnia od­latywał do Izraela.

Dlatego oświadczono nam, iż „ekshumacje” musimy zakończyć najpóźniej 31.V. do godziny 1600 ze względu na konieczność zorganizowania uroczystości pogrzebu wyekshumowanych” szczątków. Bez udziału rabina natomiast jakiekolwiek prace w obrębie grobów, jak oświadczono, nie są możliwe. Ponadto, jak oświadczyli rabini, zbliżał się szabas (od piątku wieczór i sobota) i żadna ekshumacja z udziałem rabina w tym czasie nie jest moż­liwa.

Tak więc na wyraźną prośbę prof. Kuleszy, mimo obiekcji co do postulowanej metody pracy, rozpoczęto eksplorację obu mogił. Zdawano sobie przy tym sprawę z tego, iż zarówno metoda eksploracji jak i ograniczony do zaledwie półtora dnia (ostatecznie prace prowadzono dwa i pół dnia) czas przeznaczony dla tej czynności, czyni te prace bezsensownymi. Zdał sobie również z tego sprawę rabin Ekstein, który po pewnym czasie zmodyfikował metodę eksplo­racji, pozwalając wypełniska mogił, aż do momentu ukazania się szczątków kostnych, eksplorować przy pomocy łopat, a urobek ten przesiewać przez sita dla wydobycia i zachowania j drobnych szczątków kostnych, spalonych i sprażonych. Tylko więc te szczątki mogły być pod­dane analizie antropologicznej i z zakresu medycyny sądowej.

Równocześnie prof. Kulesza podjął telefoniczne rozmowy z udającym się do Nowym Jorku rabinem Schudrichem o umożliwienie przedłużenia tych prac do poniedziałku, co wiązało się z uczestnictwem w nich upraw­nionego rabina. Rabin taki dojechał w poniedziałek aż z Londynu. Mogiła 1 W obrębie mogiły 1 prace te skoncentrowano głównie w jej środkowej partii (przy północnej ścianie mogiły), gdzie na przestrzeni około 3×1 m w rzucie poziomym wystąpiło skupisko mocno rozdrobnionych, spalonych szczątków kostnych ze spalenizną, węgielkami drzewnymi i przemieszanego piasku. Eksplorację tego skupiska prowadzono w ramach kolejnych warstw mechanicznych o miąższości ca 10 cm. Wyselekcjonowane przez sito szczątki przekazywano do analizy antropologicznej i z zakresu medycyny sądowej. Natomiast pozyski­wane stąd przedmioty zabezpieczano dla celów śledztwa, tworząc Inwentarz zabytków wy.dzie­lonych (obejmujący wszystkie znalezione w trakcie prac przedmioty – również z mogiły 2 i z obrębu stodoły).

Eksplorację tego obszaru prowadzono jednak tylko w ramach trzech warstw mechanicznych, a więc osiągnięto w mogile tylko głębokość około 60-70 cm od powierzchni. W kolejnych warstwach obszar eksplorowanej struktury mogiły poszerzał się w kierunku połu­dniowym. Pozwoliło to na zinterpretowanie genezy tego skupiska. Można sądzić, iż skupisko to utworzone zostało w wyniku zgarnięcia resztek spalonych szczątków z obrębu spalonej stodoły i wrzucenia ich do tej mogiły (od strony stodoły). Wraz z tymi resztkami do mogiły obsunęły się niektóre kamienie z pobliskiego fundamentu stodoły. Nastąpiło to już po uprzed­nim wrzuceniu do tej mogiły zebranych ze spalonej stodoły zwłok niespalonych lub tylko nad­palonych, które znalazły się pod tym skupiskiem. Jedynie w części wschodniej i zachodniej mogiły skupisko to nie przykryło szczątków kostnych zachowanych w układzie anatomicznym (czyli pierwotnie zwłok). Rabin Ekstein, po osobiście wykonanych w tych miejscach sonda­żach, pozwolił dokonać w obu miejscach szybkiej eksploracji „na sztych”, i w ten sposób określić głębokość zalegania wierzchniej partii szczątków kostnych zalegających w układzie anatomicznym, bez jednak możliwości ich wypreparowania dla badań antropologicznych. W partii wschodniej mogiły szczątki wystąpiły na głębokości ca 130 cm, a w partii zachodniej na głębokości ca 70 cm. Z eksploracji mogiły 1, głównie z obrębu wypełniska jej partii środkowej, wydobyto kilkaset przedmiotów stanowiących w większości własność ofiar, w tym wiele monet i warto­ściowych przedmiotów (zob. Inwentarz). Na uwagę zasługuje odkrycie tu pocisku kalibru 9 mm od pistoletu z wytopionym rdzeniem, o niezdeformowanym kształcie, co sugerować może wstrzelenie go w miękką strukturę (tkankę ciała ludzkiego), która następnie dostała się do wy­sokiej temperatury (paląca się stodoła).

Mogiła 2

Ujawniona w trakcie eksploracji wnętrza reliktów stodoły mogiła 2 pierwotnie zarysowała się jako skupisko spalenizny i drobnych spalonych szczątków kostnych w pobliżu środkowego klepiska, w sąsieku wschodnim. Po zdjęciu drugiej warstwy na głębokości ca 60cm od powierzchni, w obrębie tego skupiska ukazała się powierzchnią część bliżej nieokreślonego bloku betonowego. Dalsza eksploracja tego miejsca, ze względu na limitowany czas pracy (był to juz ostatni dzień pracy ekspedycji), zmierzała w pierwszej kolejności do wypreparowa­na struktury odkrytego tu betonowego bloku. Okazał się on górną częścią zbrojonego popier­sia posągu ludzkiego z utrąconą głową. Już w tym momencie narzucała się interpretacja tego odkrycia jako posągu Lenina, którego w ramach zdarzeń w Jedwabnem l0.VII.1941 r. pierw­sza grupa Żydów wraz z rabinem i rzezakiem zmuszona była transportować z centrum Je­dwabnego na żydowski cmentarz. Po likwidacji tej grupy (wg. relacji świadków była to grupa 40-50 osób) zwłoki miano zakopać na cmentarzu razem z przyniesionym popiersiem pomnika Lenina. Dalsza eksploracja tego miejsca po usunięciu bryły popiersia jednoznacznie zweryfi­kowała relacje powyższych zdarzeń. Odsłonięto bowiem kolejny element tego pomnika, który był charakterystyczną głową Lenina, aczkolwiek z powierzchniowymi zniszczeniami i ubytkami struktury spowodowanymi działaniami mechanicznymi. Opierając się na proporcjach, wyso­kość statuy Lenina z której pochodziły te elementy mogła osiągać około 3 m.

Już na tym etapie eksploracji miejsce to można było zinterpretować jako drugą mogiłę. Pod betonowymi elemen­tami pomnika wystąpiły bowiem liczne węgle drzewne i rozdrobnione spalone kości ludzkie, a także – podobnie jak w mogile 1 – liczne drobne przedmioty. Przystąpiono więc do jej frag­mentarycznej eksploracji, najpierw w rejonie odkrytych elementów pomnika, a następnie i po­zostałej części mogiły. Również i tu obowiązywała metoda eksploracji zalecona przez rabina Eksteina, tj. segregacja spalonych szczątków kostnych na sicie i zaniechanie eksploracji w momencie ukazanie się szczątków kostnych w układzie anatomicznym. Zdjęcie tą metodą na­warstwień wierzchnich mogiły dostarczyło ponad dwieście przedmiotów towarzyszących ofia­rom, głównie monet polskich, rzadziej sowieckich, a także biżuterii i złotych monet rosyjskich (carskich).

Udało się uchwycić zasięg tej mogiły. W rzucie poziomym miała ona kształt regu­larnego prostokąta o rozmiarach 6×1 m. Była ona zlokalizowana centralnie w osi dłuższej sto­doły. Wschodnia krawędź krótsza mogiły przylegała bezpośrednio do wschodniej ławy funda­mentowej stodoły. Szczątki kostne w układzie anatomicznym wystąpiły w całym zasięgu dołu w dość regularnym układzie poziomym od głębokości około 70 cm od obecnej powierzchni (około 30-40 cm od pierwotnej powierzchni sąsieka). Po wypreparowaniu (przy pomocy je­dynie szpachelek i pędzli) części wierzchniej warstwy kości zaobserwowano, iż ich fragmenty przypowierzchniowe wykazują ślady działania ognia. Można więc przypuszczać, iż w momen­cie palenia się stodoły umieszczone w tym grobie zwłoki nie zostały zbyt dokładnie przykryte niewielkiego wkopu dla określenia miąższości warstwy szczątków tu zalegających, taki wykop o rozmiarach w rzucie poziomym ca 1×1 m, wykonano po północnej stronie mogiły części zachodniej, stwierdzając miąższość warstwy szczątków wynoszącą 30-35 cm. Zakładając jednolitą taką miąższość w całym zasięgu mogiły, na podstawie analogii z badań katyńskich mogił zbiorowych liczbę pochowanych tu osób określić szacunkowo można na 40- 50 Liczba ta odpowiada więc znanej z relacji świadków liczebności pierwszej grupy ofiar Je­dwabnego, którą wyprowadzono z miasta w kierunku cmentarza (wraz z popiersiem pomnika Lenina).

Podsumowanie

Zlecone ekspedycji UMK przez ROPWiM w Warszawie prace archeologiczno- ekshumacyjne w Jedwabnem, ze względu na zaistniałe okoliczności, a więc podporządkowanie się zasadom żydowskiej natury prawno-religijnej, nie zostały w pełni zrealizowane.

Zrealizo­wano natomiast w całości program archeologicznych badań stodoły. Dzięki włączeniu tegoż programu do głównego zadania prac ekshumacyjnych, we wnętrzu stodoły niespodziewanie zlokalizowano drugą mogiłę, którą identyfikować należy z ofiarami pierwszej grupy Żydów wyprowadzonej wraz z resztkami statuy Lenina z miasta w kierunku cmentarza. Odkrycie to zweryfikowało więc relacje świadków o zakopaniu ofiar tej grupy na terenie cmentarza ży­dowskiego. Zarazem podważa ono wiarygodność i innych relacji jako podstawy źródłowej dla odtwarzania wydarzeń w Jedwabnem w początku lipca 1941 r. Nieprawdziwa bowiem również była relacja o istnieniu kolejnej mogiły zawierającej szczątki ofiar tych wydarzeń, która miała znajdować się w pobliżu stodoły, na północ po przeciwnej stronie drogi.

Przyjęcie ze względów religijnego prawa żydowskiego określonych zasad eksploracji wnętrza mogił w zasadzie uniemożliwiło dokonanie zamierzonej ekshumacji dla uzyskania wiedzy zawartej w postawionych w śledztwie IPN pytaniach. Desygnat ekshumacji nie został więc tu spełniony. Ograniczona (także w czasie) eksploracja spalonych i sprażonych szczątków kostnych przemieszanych z destruktami spalonej stodoły (na gruncie archeologii tzw. ciałopa­lenia), na którą uzyskano zgodę od rabina Eksteina, umożliwiła jedynie na bardzo fragmenta­ryczne badania tych szczątków.

Niemniej analizie antropologicznej i analizie z zakresu medy­cyny sądowej poddano około 500 kg wyselekcjonowanych struktur z tymi szczątkami, z któ­rych jednak większą część stanowiły spalone i mocno rozdrobnione ślady po stodole. Analiza antropologiczna tych szczątków stanowi załącznik do niniejszego Sprawozdania. Analiza archeologiczna badanych struktur w Jedwabnem pozwala na postawienie hipo­tezy co do kolejności chronologicznej zdarzeń w tym miejscu. W stratygrafii struktur najwcze­śniejszym było wykopanie mogiły 2 wewnątrz stodoły i umieszczenie w nich ofiar. Ze względu na brak ekshumacji nie można wnioskować o sposobie uśmiercenia ofiar. Po niezbyt dokład­nym przysypaniu mogiły ziemią wprowadzono do wnętrza stodoły kolejną grupę ofiar, których ciała (spalone szczątki) ostatecznie znalazły się w mogile 1 przy stodole. Również i tu brak ekshumacji nie pozwala wnioskować o sposobie uśmiercenia ofiar.

Znalezione w obrębie relik­tów stodoły łuski i łódki niemieckiego karabinu typu mauser przemawiają za tym, iż przed spaleniem stodoły w jej wnętrzu strzelano. Część jednak takich łusek (ponad dwadzieścia) znaleziono także przy stodole, od strony byłego ogrodzenia cmentarza żydowskiego. Odosob­nionymi przesłankami o strzelaniu do ofiar znajdujących się w stodole może być znalezienie łuski od mausera bezpośrednio pod fragmentem popiersi Lenina w mogile 2 oraz znalezienie w obrębie wypreparowanych szczątków kostnych w układzie anatomicznym w mogile 1 łuski pistoletowej z wytopionym w ogniu ołowianym rdzeniem. Spalone w stodole szczątki ofiar umieszczono w wykopanej obok mogile 1.

Z układu stratygraficznego zaobserwowanego w mogile wynika, iż najpierw umieszczono w jej wnętrzu niespalone oraz nadpalone zwłoki. Nie złożono ich jednak w dole w układzie regularnym. Wię­cej zwłok umieszczono w zachodniej części mogiły, bowiem strop szczątków występował już na głębokości 60-70 cm od powierzchni. Natomiast we wschodniej części mogiły szczątki za­legały dopiero od głębokości ca 130 cm. Na tej podstawie można przypuszczać, iż ewakuacja szczątków ze spalonej stodoły była prowadzona głównie z jej partii zachodniej. Tam musiała znajdować się większość zwłok. Po umieszczeniu zwłok w mogile 1 nastapiła ostatnia faza jej wypełnienia spalonymi szczątkami kostnymi przemieszanymi ze spalonymi destruktami pogo­rzeliska. Struktury te zepchnięto do środkowej partii mogiły bezpośrednio z wnętrza nieistnie­jącej już stodoły. Dlatego też struktury te znalazły się ponad szczątkami kostnymi zalegającymi w układzie anatomicznym. Mogiłę zasypano, rozplantowując nad nią nadmiar piaszczystego gruntu. Na zdjęciach lotniczych wykonanych w 1950 i 1952 r. jasne miejsce wyznaczające ślad tej mogiły’ wyraźnie było jeszcze czytelne na tle ciemnej próchnicy polnej.

Czy można szacunkowo określić liczbę osób pochowanych w mogile 1 ?

Ze względu na brak ekshumacji jest to w zasadzie niemożliwe. Nieznana jest głębokość tej mogiły. Nie znamy też liczby osób które uległy całkowitemu spaleniu. Opierając się jednak na analogiach z badań mogił katyńskich, uwzględniając fakt (słowo nieczytelne) również kobiet i dzieci, nasuwa się wniosek o zbyt obszernym przygotowaniu mogiły 1, która w znacznej czę­ści nie została wypełniona ofiarami. Zakładając jej głębokość w piaszczystej strukturze gruntu na około 2 m (już na tej głębokości następowało zaobserwowane w badaniach archeologicz­nych obrywanie się ścian), przy odnotowanym tylko częściowym wypełnieniu dołu szczątkami, liczba pochowanych ofiar nie przekraczała zapewne 300-400 osób, przy czym bardziej realna jest chyba pierwsza z podanych tu liczb. Wyselekcjonowane przez antropologów i medyków sądowych szczątki ciałopalenia zostały pogrzebane w tych samych miejscach z których zostały wydobyte (mogiła 1 i 2). Odby­ło się to w ramach uroczystych pogrzebów z udziałem rabinów. Cały poddany badaniom ob­szar został zasypany i wstępnie uporządkowany.

Należy tylko żałować, iż nie zostały one spożytkowane dla osiągnięcia zasadniczego celu podjętych w Jedwabnem badań archeologiczno-ekshumacyjnych.

Zmasowany atak Rosji na Ukrainę

Zmasowany atak Rosji na Ukrainę

Piszą w TVN-ie: „Putin sięgnął po rakiety Cyrkon – co najmniej 10 śmiertelnych ofiar, blisko 100 rannych. Nad stolicą Ukrainy unosiły się chmury dymu. W ogniu stanęły budynki mieszkalne i samochody. Rosja zaatakowała też w innych obwodach. W poniższym 14-minutowym filmie mówi gen. Bogusław Pacek, że Władimir Putin sięga po najcięższy arsenał”.

Nie ma ani słowa o przyczynach tego ataku, nie wspominają polskojęzyczne media o licznych aktach ukraińskiego terroru, z których ostatni – zamordowanie uczennic w Starobielsku (w obwodzie ługańskim) – przelało czarę goryczy w rosyjskim społeczeństwie.

Pisze o tym prawie na bieżąco niemiecki dziennikarz mieszkający stale w Petersburgu Thomas Röper:

„Dziś wieczorem i w nocy ma miejsce masowy atak Rosji na Ukrainę. W wielu ukraińskich miastach dochodzi do eksplozji. Czy to początek zapowiadanych przez Rosję „systematycznych ataków na przemysł zbrojeniowy w Kijowie”?

25 maja, po ukraińskim ataku na internat w Starobielsku Ługańsku, rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło „systematyczne ataki na przemysł zbrojeniowy w Kijowie” i wezwało zagranicznych dyplomatów do „natychmiastowego opuszczenia miasta”. Zdecydowanie zaapelowało również do mieszkańców Kijowa, aby trzymali się z dala od infrastruktury wojskowej i administracyjnej reżimu Zełenskiego”.

Minął tydzień od tego czasu i w świetle coraz częstszych ukraińskich ataków dronów, coraz więcej osób w Rosji zastanawia się, czy za tą zapowiedzią pójdą jakieś działania. Wydaje się, że tak się stało, ponieważ wczoraj wieczorem z Kijowa donoszono o intensywnych rosyjskich nalotach. Moja kompilacja nie rości sobie prawa do kompletności, ponieważ atak wciąż trwa w chwili pisania tego tekstu (godzina publikacji – wt., 4:19). Cytuję tutaj wstępne raporty. Niezwykle duża liczba raportów skłoniła mnie do napisania tego raportu tymczasowego.

Począwszy od godziny 23:30 pojawiły się doniesienia o silnych eksplozjach w obwodzie sumskim, odnotowano ich co najmniej 15. Godzinę później pojawiły się doniesienia o eksplozjach i pożarach w Zaporożu, Charkowie i Dnieprze, gdzie podobno uszkodzony został budynek mieszkalny.

Około godziny 1:00 w nocy pojawiły się doniesienia o penetracji ukraińskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie pociski manewrujące, z których około dwanaście zmierzało w kierunku Kijowa. Jednocześnie można było przeczytać pierwsze doniesienia o eksplozjach i dymie z Kijowa. Eksplozję i duży pożar odnotowano również w Czerichowie.

Godzinę później w Kijowie odnotowano liczne pożary po uderzeniach pocisków. Doniesienia wskazywały, że w Kijów uderzyło 17 pocisków manewrujących; zgłoszono dodatkowo 10 dronów. W atakach uszkodzony został szpital. W niektórych częściach Kijowa odnotowano przerwy w dostawie prądu, a w kierunku miasta zmierza podobno 15 pocisków manewrujących [To głupek napisał. Pociski manewrujące są przecież szybsze niż jego pisanie. md] . W Charkowie odnotowano atak rakietowy i duży pożar”.

anti-spiegel.ru/haben-die-von-russland-angekuendigten-systematischen-angriffe-auf-die-ruestungsindustrie-in-kiew-begonnen

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Czy Iran ma już broń jądrową? Źródło z dużym autorytetem twierdzi: „Tak”

Czy Iran ma broń atomową?

Źródło z dużym autorytetem twierdzi: „Tak”

2 czerwca 2026 r.przez Larry C. Johnson

sonar21/does-iran-have-a-nuke-well-placed-source-says-yes

Pepe Escobar i ja otrzymaliśmy w zeszły czwartek poniższy raport wywiadowczy, sporządzony przez kompetentne źródło z dostępem do informacji. Nie reprodukuję całego raportu, ale chcę zwrócić uwagę na kwestię, czy Iran posiada lub wkrótce będzie posiadał broń jądrową. Pragnę podkreślić, że zdecydowanie popieram wcześniejsze oceny amerykańskiego wywiadu, zgodnie z którymi Iran do tej pory nie był zainteresowany uzyskaniem broni jądrowej.

Wydaje się jednak, że niespodziewany atak z 28 lutego, który nastąpił po nieudanej próbie rewolucji kolorowej pod koniec grudnia 2025 roku, odegrał decydującą rolę w zmianie stanowiska Iranu w tej sprawie.

=============================================================

Oto fragment tego, co Pepe i ja otrzymaliśmy w zeszły czwartek:

Publiczna narracja otaczająca wydarzenia z 25 maja 2026 roku zasadniczo błędnie oceniła realia operacyjne. Jesteśmy świadkami nieodwracalnej zmiany w regionalnej strukturze władzy, napędzanej serią precyzyjnie zaplanowanych eskalacji, które obnażyły ​​ograniczenia amerykańskiej siły przymusu i kruchość paradygmatu bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej po 1991 roku.

Rzeczywistość strukturalna jest jasna: Stany Zjednoczone działają z wykorzystaniem erozji infrastruktury bazowej i skorumpowanego kierownictwa, walcząc z przeciwnikiem, który opanował asymetryczną eskalację.

W odpowiedzi na maksymalistyczną publiczną reakcję Trumpa, Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego uruchomiła swój ostateczny środek odstraszający. Za pośrednictwem premiera Pakistanu Szehbaza Szarifa – obecnie jedynego zaufanego pośrednika między Waszyngtonem a Teheranem – prezydent Iranu Masud Pezeshkian przekazał formalnie ustrukturyzowane, trzyetapowe strategiczne ultimatum na wypadek kontynuacji ataków USA:

1. Natychmiastowe wycofanie się z trwających rozmów pokojowych na temat broni nuklearnej.

2. Całkowite porzucenie potencjalnych ram Traktatu Nuklearnego.

3. Detonacja ładunku nuklearnego na terytorium Iranu – dokonana nie jako broń wojenna, ale jako niezaprzeczalny dowód suwerenności i ostatecznej kontroli nad drabiną eskalacji.

Przekazane przez pakistańskiego ministra spraw zagranicznych Ishaqa Dara sekretarzowi stanu USA Marco Rubio, nie było retoryką; było to binarne ostrzeżenie przed szokiem geopolitycznym. Rubio dostrzegł powagę sytuacji i natychmiast podjął działania mające na celu stłumienie eskalacyjnej postawy Białego Domu.

Oto moja analiza tych informacji. Irańska Rada Bezpieczeństwa Narodowego zebrała się w zeszłym tygodniu po amerykańskich atakach na wyspę Keszm i Bandar Abbas. Rada poleciła prezydentowi Pezeshkianowi przekazanie wiadomości premierowi Pakistanu, Szebasowi Sharifowi. Przesłanie Pezeshkiana było proste i bezpośrednie. Premier Sharif polecił następnie swojemu ministrowi spraw zagranicznych, panu Ishaqowi Darowi, przekazanie wiadomości sekretarzowi stanu USA, Marco Rubio. Chciałbym podkreślić, że źródło tych informacji brało udział w procesie decyzyjnym, który zakończył się ostrzeżeniem przekazanym Rubio.

Kluczowe sformułowanie – „Jeśli ataki USA będą kontynuowane” – zostało przekazane Rubio w czwartek. Biorąc pod uwagę dzisiejsze (poniedziałkowe) ogłoszenie Iranu o wycofaniu się z dalszych rozmów ze Stanami Zjednoczonymi do czasu zakończenia izraelskich ataków na Liban i Palestyńczyków, uważam ten raport wywiadowczy za wiarygodny.

Piłka jest teraz w rękach Donalda Trumpa i Bibiego Netanjahu… Jeśli Izrael będzie nadal bombardował Liban – w szczególności Bejrut – powinniśmy spodziewać się, że Iran ogłosi wycofanie się z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Po uwolnieniu się od zobowiązań wynikających z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, Iran będzie mógł swobodnie zrealizować punkt 3, czyli zdetonować ładunek nuklearny na terytorium Iranu. Będzie to demonstracja mająca na celu ostrzeżenie Izraela i Stanów Zjednoczonych, że dalsze ataki na Iran będą miały katastrofalne skutki.

Pepe i ja otrzymaliśmy wyjaśnienia, w jaki sposób Iran uzyskał działający ładunek nuklearny… Informacje dotyczące budowy tego urządzenia (lub urządzeń) zostały dostarczone przez państwo trzecie, które posiada udowodnione możliwości w tym zakresie. Celem Iranu jest, przy wsparciu Pakistanu, Chin i Rosji, zwiększenie ryzyka dla Izraela w związku z przyszłymi atakami na Iran.

Źródło przedstawiło również następującą ocenę skutków działań USA i Izraela dla globalnej architektury bezpieczeństwa i finansów:

Wtórnymi efektami tego impasu są zmiany w globalnej architekturze strategicznej i finansowej w czasie rzeczywistym:

• Upadek Porozumień Abrahama: Infrastruktura polityczna podtrzymująca normalizację stosunków izraelsko-arabskich jest praktycznie martwa. Pakistan publicznie ją odrzucił, Arabia Saudyjska zamroziła wszelkie rozmowy zakulisowe, a Katar i Oman aktywnie przygotowują sześcio- do dziewięciomiesięczny harmonogram opuszczenia przez siły amerykańskie swoich baz wojskowych.

• Powstająca oś bezpieczeństwa: Powstaje nowa architektura bezpieczeństwa Arabia Saudyjska-Pakistan-Turcja-Egipt, całkowicie oderwana od wsparcia USA. Pakistan awansował z pozycji gracza peryferyjnego do niezbędnego punktu odniesienia, wykorzystując islamską bliskość kulturową, której ani Waszyngton, ani Pekin nie są w stanie odtworzyć.

• Systemowe ryzyko dla porządku globalnego: Irańska demonstracja nuklearna zniszczyłaby globalne ramy nierozprzestrzeniania broni jądrowej i dostarczyłaby Pekinowi niezasłużony, ostateczny dowód słuszności koncepcji dotyczącej granic amerykańskiej hegemonii.

Donald Trump ma jeszcze czas na deeskalację sytuacji i uniknięcie katastrofy, ale będzie to wymagało od niego podjęcia kilku niesmacznych, trudnych decyzji. Po pierwsze, i co najważniejsze, należy ograniczyć pomoc dla Izraela i zmusić Netanjahu do zakończenia ataku na Liban i wycofania sił izraelskich z Gazy. Wątpię, by Trump miał odwagę to zrobić, ale jest to krok na tyle drastyczny, by przekonać Irańczyków, że Trump poważnie myśli o negocjacjach w sprawie rzeczywistego rozwiązania konfliktu. Po drugie, należy znieść sankcje – przynajmniej na irańską ropę – i zwrócić zamrożone aktywa irańskie. Po trzecie, należy uznać, że Iran ma jurysdykcję nad tymi częściami Cieśniny Ormuz, które znajdują się na terytorium Iranu zgodnie z prawem międzynarodowym.

Wątpię, by Trump był skłonny rozważyć te opcje, co oznacza wysokie prawdopodobieństwo wznowienia walk. Jeśli Izrael będzie kontynuował ataki na Liban – w szczególności na Bejrut – Iran jasno dał do zrozumienia, że ​​zaatakuje izraelskie obiekty wojskowe i personel w północnym Izraelu. Euforia rynkowa z zeszłego tygodnia dotycząca rychłego porozumienia pokojowego wyparowała. Teraz świat zachodni musi pogodzić się z faktem, że Iran, przy zdecydowanym wsparciu Chin i Rosji, jest gotowy przeciwstawić się naciskom i groźbom USA, dopóki siły irańskie nie odniosą zwycięstwa.

Niezwykle pracowity dzień podcastu. Zacząłem tydzień od mojego regularnego hitu z sędzią Napolitano:

Larry Johnson: Trump negocjuje sam ze sobą

Nima i ja dowiedzieliśmy się, że Iran zrywa negocjacje:

Larry Johnson: Cieśnina Ormuz to tykająca bomba zegarowa – USA i Iran właśnie ją zrzucili

Sulaiman Ahmed chciał również skupić się na decyzji Iranu o wstrzymaniu dalszych negocjacji, dopóki nie zostaną spełnione jego kluczowe żądania:

PILNE: IRAN NAKAZAŁ EWAKUACJĘ IZRAELA I CZY IRAN POSIADA BRONIĘ NUKLEARNĄ? Z BYŁYM CZŁONKIEM CIA, LARRYM JOHNSONEM

Glenn Diesen również chciał omówić tę kwestię.

Larry Johnson: Iran rezygnuje z rozmów i grozi odwetem wobec Izraela

Kyle Anzalone poprosił mnie o wyjaśnienie raportu wywiadowczego na temat demonstracji broni nuklearnej przez Iran:

Larry Johnson: Czy Iran zamierza przeprowadzić test broni nuklearnej?!

Pepe Escobar i ja nawiązaliśmy współpracę, aby co tydzień prowadzić audycję na kanale Power Shift Zulfiqara Alego. Będziemy prowadzić wspólną dyskusję panelową dwa razy w miesiącu. Oto nasz premierowy odcinek, w którym omawiamy otrzymany przez nas dokument wywiadowczy:

Były agent CIA i Escobar ujawniają, że Iran stał się ENERGETYKĄ NUKLEARNĄ

Wiadomości z Iranu mocno wstrząsnęły Mario, poprosił mnie więc o omówienie sprzecznych komunikatów wysyłanych przez Trumpa i Netanjahu:

AXIOS: TRUMP GROZI NETANJAHU I NAZYWA GO

Kuba może okazać się dla Trumpa nie do złamania

Kuba może okazać się dla Trumpa nie do złamania.

news/scott-ritter-kuba-koennte-sich

Nowe groźby i wątpliwe preteksty mogą skusić Waszyngton do próby wymuszenia zmiany reżimu na Kubie. Jednak każdy atak na wyspę grozi kosztowną porażką.

Scott Ritter: Kuba może okazać się dla Trumpa nie do złamania.
Prezydent USA Donald Trump wygłasza przemówienie w Białym Domu na cześć weteranów inwazji w Zatoce Świń, 23 września 2020 r.

Autorstwa Scotta Rittera

Ponieważ uwaga świata skupia się na wciąż nierozwiązanym konflikcie pomiędzy USA i Iranem, przeciętnemu odbiorcy wiadomości można wybaczyć zapomnienie, że USA trzeciego stycznia tego roku przeprowadziły mini-inwazję na Wenezuelę, w wyniku której zginęło wiele osób, w tym część kubańskich sił bezpieczeństwa, a także pojmano prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro i jego żonę.

Blokada, szantaż, inwazja: czy USA przygotowują atak militarny na Kubę?

Stany Zjednoczone uzasadniały to działanie, twierdząc, że Maduro był zbiegłym przestępcą, wcześniej oskarżonym przez federalny sąd o handel narkotykami. Łatwość, z jaką Stany Zjednoczone doprowadziły do ​​upadku reżimu Maduro i ułatwiły przekazanie władzy w ręce ponadprzeciętnie uległej wiceprezydent Delcy Rodríguez, pomogła administracji prezydenta USA Donalda Trumpa kreować wizerunek niezwyciężonej siły w zakresie wdrażania tego, co prezydent i jego doradcy nazywali „doktryną Donroego” – ich interpretacją XIX-wiecznej doktryny Monroego, która ogłosiła półkulę zachodnią wyłączną strefą wpływów USA.

Nieco ponad tydzień później, 11 stycznia, prezydent Trump opublikował na swoim koncie TruthSocial wiadomość , która stanowiła bezpośrednie zagrożenie dla rządu Kuby. „Przez wiele lat Kuba żyła z ogromnych ilości ropy naftowej i pieniędzy z Wenezueli” – napisał prezydent, wyjaśniając, że istnieje bezpośrednia korelacja między wsparciem gospodarczym Wenezueli dla Kuby a wsparciem Kuby w zakresie bezpieczeństwa dla Wenezueli. „Wenezuela ma teraz Stany Zjednoczone Ameryki, (zdecydowanie) najpotężniejszą potęgę militarną na świecie, która ją chroni, i my ją ochronimy. ŻADNA WIĘCEJ ROPY NAFTOWEJ I ŻADNE PIENIĄDZE NIE POPŁYNĄ NA KUBĘ – ZERO! Wzywam ich do osiągnięcia porozumienia, ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO!”

Prezydent wywołał falę spekulacji w amerykańskich mediach społecznościowych, odpowiadając na żartobliwy wpis na portalu X, w którym można było przeczytać: „Marco Rubio zostanie prezydentem Kuby”, i odpowiadając: „Brzmi dobrze!”.

Zmiana reżimu na Kubie wydawała się nieunikniona.

Miesiąc później prezydent Trump spotkał się w Białym Domu z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, gdzie zapadła decyzja o ataku na Iran. 28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael przypuściły niespodziewany atak na Iran, rozpoczynając 37-dniową operację, w której ostatecznie nie udało im się osiągnąć żadnego ze swoich deklarowanych celów militarnych i geopolitycznych, a Iran znalazł się w sytuacji, w której dzięki kontroli nad przepływem ropy naftowej i gazu przez Cieśninę Ormuz, Teheran de facto decydował o losach światowej gospodarki.

Kuba potępia oskarżenia USA przeciwko Raúlowi Castro

Inwazja na Kubę nie była już priorytetem administracji Trumpa.

Ta ocena zmieniła się niemal z dnia na dzień. 21 maja Marco Rubio oświadczył, że Kuba jest „jednym z czołowych promotorów terroryzmu w całym regionie”. Jego wypowiedź nadeszła tego samego dnia, w którym Departament Sprawiedliwości USA opublikował akt oskarżenia przeciwko byłemu prezydentowi Kuby Raúlowi Castro. W ciągu jednego dnia administracja Trumpa po raz kolejny utorowała drogę do działań militarnych USA przeciwko Kubie, przywracając uzasadnienia zmiany reżimu, sfabrykowane przed atakiem na Caracas 3 stycznia, który doprowadził do pojmania Nicolása Maduro i upadku jego rządu. Działania te zbiegły się w czasie z przybyciem amerykańskiej grupy uderzeniowej lotniskowca u wybrzeży Kuby.

Przedstawienie Kuby przez Rubia jako państwa wspierającego terroryzm jest pozbawione jakiejkolwiek argumentacji i podstaw faktycznych, zwłaszcza że następuje ono bezpośrednio po skoordynowanych staraniach administracji Bidena o usunięcie tego określenia dla Kuby, ponieważ nie było już ku temu podstaw. Faktem jest jednak, że podobne braki istniały w kwestii legalności oskarżeń wysuwanych przez Stany Zjednoczone przeciwko Nicolásowi Maduro.

Administracja Trumpa nie powołuje się jednak na prawo międzynarodowe, lecz apeluje do wąsko zdefiniowanego elektoratu krajowego, dla którego wystarczyłaby nawet najsłabsza podstawa prawna do podjęcia działań przeciwko Kubie. Określenie państwa sponsorującego terroryzm ma jednak jeszcze większe znaczenie, ponieważ bezpośrednio odzwierciedla ścieżkę do działań militarnych, którą Stany Zjednoczone wytyczyły w okresie poprzedzającym decyzję o zbombardowaniu Iranu w lutym tego roku. Ostatecznie administracja Trumpa przygotowuje grunt pod inwazję militarną na Kubę, dalszą eskalację presji gospodarczej, a może jedno i drugie.

Kuba potępia embargo USA na ropę naftową jako „akt wojny” przed Radą Bezpieczeństwa ONZ

Powodem podjęcia takich działań nie jest realne zagrożenie, jakie dla Stanów Zjednoczonych stanowi Kuba i jej rząd, lecz raczej potrzeba administracji Trumpa, aby po kompromitującej porażce w Iranie odnotować „zwycięstwo” w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego.

Wybory uzupełniające są tuż za rogiem, mimo że prezydent Trump zadeklarował, że jego decyzje w polityce zagranicznej będą formułowane i wdrażane niezależnie od presji politycznej wynikającej z negatywnych skutków słabego wyniku Partii Republikańskiej. Krótko mówiąc, jeśli Republikanie stracą kontrolę nad Izbą Reprezentantów, pozostałe dwa lata prezydentury będą naznaczone paraliżem politycznym spowodowanym niekończącymi się procedurami impeachmentu – co sprawia, że ​​ostatnie dwa lata pierwszej kadencji Trumpa, podczas których dwukrotnie podejmował próby impeachmentu, wydają się niczym w porównaniu z tym. Jednak impeachment to najmniejszy z problemów Trumpa – bez skazania Senatu, próby impeachmentu zostaną po prostu odrzucone przez Trumpa i jego zwolenników jako politycznie motywowana kampania niezadowolonych Demokratów.

Prawdziwe zagrożenie dla Trumpa pojawi się, jeśli Republikanie stracą kontrolę nad Senatem, zwłaszcza jeśli uzyskają przewagę na tyle dużą, że grozi im skazanie, co wymaga głosowania co najmniej 60 na 100 senatorów. W tym przypadku prezydent Trump dokonuje kolosalnego błędu w ocenie sytuacji na Kubie i amerykańskiej polityki wewnętrznej. Trump kieruje się wskazówkami swojego sekretarza stanu i doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Marco Rubio – człowieka, który przez całe życie zmagał się z nagromadzonymi anty-kubańskimi obawami, które kształtują jego światopogląd.

Media: Trump nasila swoją kampanię na Kubie, poruszając temat zmiany reżimu

Media: Trump nasila swoją kampanię na Kubie, poruszając temat zmiany reżimu

Zarówno Rubio, jak i Trump zdają sobie sprawę z realiów politycznych na Florydzie i rozumieją ważną rolę, jaką liczna kubańska diaspora odgrywa w kształtowaniu polityki prezydenckiej. Jednak wybory uzupełniające nie są wyborami ogólnokrajowymi. Wybory uzupełniające zazwyczaj odzwierciedlają inny barometr polityczny, zależny od lokalnych kwestii politycznych, w dużej mierze determinowanych przez stan lokalnej gospodarki. Kwestie ogólnokrajowe odgrywają zazwyczaj drugorzędną rolę i, ogólnie rzecz biorąc, kubański elektorat na Florydzie nie wpływa na ogólny wynik w kraju, gdy w noc wyborczą podliczane są miejsca w Izbie Reprezentantów i Senacie.

Co więcej, Rubio i Trump dobrze by zrobili, gdyby zapoznali się z wyborami prezydenckimi z 1992 roku, w których urzędujący prezydent George H.W. Bush przystąpił do wyścigu z ogromną przewagą, częściowo dzięki imponującemu zwycięstwu militarnemu USA nad Irakiem podczas operacji Pustynna Burza. Konkurent Busha, Bill Clinton, potknął się, próbując dorównać Bushowi w polityce zagranicznej, co skłoniło jego szefa kampanii, Jamesa Carville’a, do naklejenia żółtej karteczki na drzwiach „pokoju wojennego” kampanii z prostym napisem: „Gospodarka, idioto!”.

Bush obiecał, że nie będzie nowych podatków, ale nie dotrzymał tej obietnicy. Kryzys gospodarczy, będący wynikiem tego błędu, dał Clintonowi impuls, którego potrzebował, by nadrobić straty i pokonać Busha w listopadzie 1992 roku.

Prezydent Trump stoi w obliczu katastrofy gospodarczej, ponieważ nie udało mu się pokonać Iranu i z powodu wynikającego z tego globalnego kryzysu energetycznego. Jeśli Trump wierzy, że uda mu się oszukać Amerykanów, by zapomnieli o niszczycielskich konsekwencjach ekonomicznych jego błędów na Bliskim Wschodzie, dokonując inwazji na Kubę i obalając tamtejszy rząd komunistyczny, jest w głębokim błędzie.

Chodzi o gospodarkę, idioto.

Faktem jest jednak, że Trump i Rubio mogą i tak nie osiągnąć oczekiwanego zwycięstwa. Kuba to nie Wenezuela, a CIA może nie być w stanie powtórzyć zdrady Maduro, za którą zapłacił i którą przeprowadził wśród wenezuelskich elit politycznych, wojskowych i gospodarczych. Wielu obserwatorów Kuby nie wierzy, że uda się to osiągnąć w tym wyspiarskim państwie.

Sondaż: Zdecydowana większość obywateli USA sprzeciwia się wojnie z Kubą

Fulton Armstrong, były latynoamerykański oficer wywiadu, który kiedyś pracował pod przykrywką jako agent CIA na Kubie, niedawno napisał memorandum dla organizacji Veteran Intelligence Professionals for Sanity (VIPS), w którym stwierdził, że „prowadzone przez USA »obalenie reżimu« i okupacja lub instalacja rządu według naszego wyboru [na Kubie] poniosą sromotną klęskę. Ci sami ludzie, którzy dbają o to, by ich stare Chevrolety z 1957 roku działały, trzymając wieszak na ubrania, wyrządzą ogromne szkody reżimowi narzuconemu z zewnątrz”. Armstrong dodał: „Naciski USA na Kubę nie przynoszą rezultatów od ponad sześciu dekad”.

Marco Rubio wciąż może przekonać Donalda Trumpa do inwazji na Kubę. Jednak zamiast być ukoronowaniem zrewitalizowanej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, która pomaga zabezpieczyć wpływy Partii Republikańskiej w Kongresie USA, a tym samym utrzymać skuteczność polityki wewnętrznej i zagranicznej Trumpa przez kolejne dwa lata, inwazja na Kubę najprawdopodobniej doprowadzi do katastrofy, która – wraz z porażką w Iranie – raz na zawsze przypieczętuje koniec ery Trumpa.

Iran: Sztuka kontrolowania dominacji eskalacji

Iran: Sztuka kontrolowania dominacji eskalacji

Pepe Escobar

Reakcja Iranu na amerykańską prowokację jasno pokazała, że ​​obecna wersja proponowanego 60-dniowego zawieszenia broni nie jest wykonalna.

MOSKWA – Iran, w przeciwieństwie do USA, ma niezwyciężoną dominację w eskalacji. I to właśnie doprowadza głośno wściekłego cesarza barbarzyństwa do szaleństwa.

Podsumujmy pokrótce najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia.

W odpowiedzi na atak powietrzny CENTCOM na obszar wokół lotniska Bandar Abbas – co stanowiło bezpośrednie złamanie fikcji „zawieszenia broni” – Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przeprowadził tego samego dnia ukierunkowany atak na bazę amerykańską w Kuwejcie.

IRGC nie pozostawiło cienia wątpliwości: „Jeśli to się powtórzy, nasza odpowiedź będzie bardziej zdecydowana”.

Starannie zaplanowana odpowiedź Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej miała być celowym ostrzeżeniem, jednoznacznie sygnalizującym, że na każdą amerykańską prowokację zostanie odparta – jednak bez wywoływania powrotu do wojny na pełną skalę.

Na początku ubiegłego tygodnia dwa amerykańskie okręty wojenne podjęły próbę „ciemnego przejścia” przez Cieśninę Ormuz: wyłączono transpondery, obejść należało nadzór ze strony Marynarki Wojennej Straży Rewolucyjnej, a powtarzające się ostrzeżenia nawigacyjne zignorowano.

Jednakże wywiad radiowy Omanu wykrył statki i po całkowitym zignorowaniu ostrzeżeń, marynarka wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej przeprowadziła ukierunkowany atak dronów.

W tłumaczeniu oznacza to: Polegało to na ścisłym egzekwowaniu nowych praw regulujących kontrolowany przez Iran korytarz żeglugowy w jednym z najbardziej newralgicznych punktów morskich na świecie.

Oś syjonistyczna nie omieszkała przedstawić działań Iranu jako bezpośredniego ataku na „amerykańską hegemonię”. Dlatego też, zgodnie z oczekiwaniami, Biały Dom zezwolił na ataki na irańskie instalacje dronów.

Waszyngton ponownie przedstawił reakcję militarną jako proporcjonalne przywrócenie odstraszania. Teheran zinterpretował ją jednak jako otwarty atak amerykański w trakcie trwającego zawieszenia broni.

Odwetowy atak Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej na bazę w Kuwejcie wysłał zatem kolejny jednoznaczny sygnał: Amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej – te, które jeszcze nie zostały zniszczone – pozostają prawowitymi celami i nigdy więcej nie będą cieszyć się statusem bezpiecznych przystani.

Zgodnie z oczekiwaniami, CENTCOM nie wycofał się. Kolejne ataki miały miejsce we wtorek i środę. W czwartek nałożono sankcje na nową irańską agencję monitorującą Cieśninę Ormuz – PGSA.

CENTCOM określił ataki na irańskie radary i obiekty dowodzenia w Goruk i na wyspie Keshm jako „ataki w ramach samoobrony”.

Siły powietrzno-kosmiczne IRGC zaatakowały następnie kuwejcką bazę lotniczą, z której pochodziły amerykańskie ataki, oświadczając, że „planowane cele zostały zniszczone”. Dodali, że odpowiedzialność spoczywa „na amerykańskim reżimie”.

Powrócił niebezpieczny cykl eskalacji.

Trump i CENTCOM mogą postrzegać to jako taktyczny środek odstraszający. Teheran uważa to za strategiczną nieuczciwość.

Czego nie chcą ci powiedzieć

Reakcja Iranu na amerykańską prowokację jasno pokazała, że ​​obecna wersja proponowanego 60-dniowego zawieszenia broni nie jest wykonalna.

Chiny oficjalnie popierają 60-dniowe zawieszenie broni. Jednak Stany Zjednoczone praktycznie nieustannie łamią obecne, i tak już kruche, zawieszenie broni.

Rozmowy przeprowadzone w Szanghaju w ubiegłym tygodniu jasno pokazały, że Chiny utrzymują bardzo bliskie kontakty z Iranem i nieustannie uwzględniają wydarzenia na lądzie i w powietrzu w swoich znacznie szerszych, długoterminowych kalkulacjach strategicznych – w szczególności w odniesieniu do przepływów energii przez Cieśninę Ormuz.

Co więcej, na wielkiej szachownicy geopolitycznej kluczowe jest, aby Chiny i Pakistan na pierwszej linii frontu, a Rosja i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna w tle, nadal udzielały Iranowi materialnego i strategicznego wsparcia – na kilku poziomach celowej dwuznaczności i wiarygodnego zaprzeczenia.

Intensywność tej koordynacji stale wzrasta.

Ataki na Iran w ciągu ostatniego tygodnia służą tylko jednemu podmiotowi: kultowi śmierci w Azji Zachodniej, którego strategicznym celem jest osłabienie irańskiej infrastruktury wojskowej i trwałe zepchnięcie Teheranu do defensywy – bez względu na ogromne ryzyko dla rzeczywistych interesów amerykańskich i stabilności Azji Zachodniej.

Perspektywy są oczywiste: generałowie Pentagonu teoretycznie mogą szukać sposobów wyjścia z sytuacji, ale przywódcy polityczni tego, co można by nazwać „syndykatem Epsteina”, chcą wojny.

Żadna z petro-monarchii w Zatoce Perskiej – z wyjątkiem Zjednoczonych Emiratów Arabskich, czyli krótko mówiąc „arabskich syjonistów” – nie chce, aby USA wznowiły wojnę.

Ich obawy mają wyraźnie charakter egzystencjalny.

Znają możliwości IRGC. Wiedzą też, że potencjalne przystąpienie Ansarallah do wojny w Jemenie doprowadziłoby do masowych katastrof odwetowych – z atakami na porty i obiekty energetyczne.

Państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej nadal żyją w ciągłym strachu.

Odpowiedź Iranu na bezpośrednie ataki ze strony Zjednoczonych Emiratów Arabskich, o których obecnie wiadomo publicznie, nastąpi w odpowiednim czasie.

Jednak jeszcze pilniejszym problemem jest faktyczny upadek faktycznego monopolu Emiratów na rynku transportu morskiego w Azji Zachodniej.

Iran i Pakistan w ciągu kilku tygodni połączyły ze sobą regionalne węzły tranzytowe, otwierając siedem poziomów korytarzy lądowych bezpośrednio połączonych z Chińsko-Pakistańskim Korytarzem Gospodarczym (CPEC).

Iran i Pakistan są partnerami Inicjatywy Pasa i Szlaku.

Dotyczy to również ich portów: Czabahar w Sistanie-Beludżystanie i Gwadar nad Morzem Arabskim, oddalonych od siebie o zaledwie 80 kilometrów, przeżywają nową i nieoczekiwaną symbiozę.

Pół-monopol morski Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Azji Zachodniej stracił znaczenie.

Jeśli chodzi o centrum wydarzeń – Cieśninę Ormuz – po raz kolejny przekroczono pewną granicę.

Jeśli CENTCOM odważy się na dalsze prowokacje i eskalację sytuacji, następną reakcją IRGC będzie bezpośredni atak na gardło i całkowite zniszczenie amerykańskich sił powietrznych.

Dlatego teraz od aktorów pragnących umiaru – Chin, Pakistanu, petro-monarchii w Zatoce Perskiej i pragmatystów z Iranu – zależy, czy wywrą niezbędny wpływ, by zapobiec powrotowi wojny.

Fakty są jasne.

Trump nie ma praktycznie żadnego wpływu na Iran.

A Iran ma nie do pokonania przewagę w zakresie eskalacji.

To, co wydarzyło się w zeszłym tygodniu, wykracza daleko poza chwilową eskalację napięć w Cieśninie Ormuz. To poważny, trwający kryzys strukturalny w Azji Zachodniej – o wiele głębsza i bardziej niestabilna struktura, która leży u podstaw całego dramatu.

Ten niezwykle zmienny kontekst – zilustrowany ujawnieniem ekskluzywnych informacji – będzie w przyszłości analizowany na nowej niezależnej platformie o nazwie Power Shift .

Power Shift będzie miał swoją światową premierę w najbliższy poniedziałek, 1 czerwca o godzinie 17:30 czasu wschodniego. Jego pierwsze wydanie specjalne będzie nosiło tytuł:

„Iran: Czego nie chcą ci powiedzieć”.

Widzowie z całego świata, którzy mają dość kontrolowanych narracji i szukają rzetelnej analizy, mogą tam być na żywo.

Dołączę z Moskwy. Ekskluzywne. Niefiltrowane. Bez cenzury.

Źródło: Iran: Sztuka kontrolowania dominacji eskalacji

Pokój i bezpieczeństwo – czy zagłada?

Pokój i bezpieczeństwo – czy zagłada?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”   2 czerwca 2026 michalkiewicz

Pan Jacek „wyznaczył małą pensyjkę roczną, więcej przyrzec raczył” – tak Telimena w „Panu Tadeuszu” wyjaśnia Sędziemu Soplicy sytuację materialną Zosi, którą z woli tegoż Pana Jacka, czyli Jacka Soplicy, się opiekuje. Ale nie będziemy się tu zajmowali sprawami majątkowymi na ówczesnej Litwie, które – mówiąc nawiasem – są niezwykle smakowite o czym można przeczytać m.in. w mojej książce „Anschluss. Targowica urządza się przy Napoleonie” – tylko sytuacją naszego nieszczęśliwego kraju.

Jest ona podobna do tej opisanej w Liście św. Pawła do Tessaloniczan: „kiedy bowiem będą mówić „pokój i bezpieczeństwo” – tak niespodziewanie przyjdzie na nich zagłada”. Czyż nie tak właśnie było, kiedy nasi Umiłowani Przywódcy, dekując się za żywą tarczą wojsk amerykańskich, zaczęli zabawiać się, już nawet nie w mocarstwowość z panią Swietłaną Cichanouską, ale w szarpanie ruskiego tygrysa za ogon? Bo trzeba nam wiedzieć, że rotacyjny amerykański kontyngent wojskowy w Polsce pełni rolę „żywej tarczy”.

Kombinacja jest taka: jeśli Putin zastrzeliłby choćby jednego Amerykańca, to byłby to casus belli, po którym Ameryka zastosowałaby art. 5 traktatu waszyngtońskiego i ostateczne zwycięstwo znalazłoby się w zasięgu ręki. Warto tedy przypomnieć brzmienie art. 5 tego traktatu:

Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej, będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeśli taka napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie samodzielne, albo w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej ws celu utrzymania lub przywrócenia bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.

Jak widzimy , art. 5 zawiera jeden istotny warunek uruchomienia zapisanych w nim procedur sojuszniczych. Jest nią zbrojna napaśćna przynajmniej jednego sojusznika. Jeśli natomiast sojusznik sam na kogoś napadnie – jak to miało miejsce w przypadku izraelsko-amerykańskiego uderzenia na złowrogi Iran – to nie ma traktatowego powodu, by te sojusznicze procedury uruchamiać.

Podobna sytuacja może spotkań i nasz nieszczęśliwy kraj, jeśli zechciałby zadośćuczynić marzeniu ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, który od samego początku wojny próbuje wciągnąć do niej państwa Europy Środkowej, zwłaszcza mocarstwa Bałtyckie. Byłaby to sytuacja dla Polsce bardzo groźna, bo z uwagi na brzmienie art. 5, Polska nie padłaby ofiarą żadnej „zbrojnej napaści”, a tylko włączyła się do wojny, która już trwa. W tej sytuacji bardzo możliwe, że i amerykańskie wojsko nawet nie ruszyłoby się z koszar, bo chociaż rozlokowane jest na terytorium naszego bantustanu, to przecież rządowi tubylczemu nie podlega, tylko rządowi własnemu, a ten mógłby nakazać chwalebną powściągliwość.

W ogóle wyjaśnienia wymagałaby również kwestia, czy rząd polski mógłby nakazać naszej niezwyciężonej armii uruchomienie rozmaitych broni – bo przynajmniej ja nie wiem, ile z nich Amerykanie mogliby wyłączyć, czynią je nieprzydatnymi do użycia na polu walki – gdyby ze względów politycznych rząd amerykański uznał to za korzystne. Drugi wniosek, jaki trzeba wyciągnąć z art 5 traktatu waszyngtońskiego, to ten, że nie zawiera on żadnego automatyzmu reakcji. Każdy z sojuszników, może udzielić „napadniętemu” takiej pomocy, jaką w danej sytuacji uzna za odpowiednią, „łącznie z użyciem siły zbrojnej”. Użycie „siły zbrojnej” jest więc tylko jedną z możliwych reakcji, taką samą, jak na przykład wystosowanie wobec napastnika tak zwanego „ostrego protestu”.

Oczywiście Polska przystępując w grudniu 1999 roku do NATO nie miała najmniejszego wpływu na treść traktatu waszyngtońskiego, który stanowił dla nas rodzaj „umowy przez przystąpienie” – bez możliwości kształtowania jej warunków. Ale lubi się, co się ma, więc nie ma co kręcić na to nosem tym bardziej, że USA i Rosja, w roku 1997, a więc na dwa lata przed rozszerzeniem NATO na wschód, zawarły tzw. „porozumienia paryskie”, zawierające „środki budowy zaufania”. Amerykanie obiecali tam, że zachodnia broń jądrowa nie będzie przesuwana na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej tj, między RFN a NRD i że na terytorium państwo nowo przyjętych do NATO, nie będą zakładane „stałe bazy” Sojuszu – za Moskwa nie zgaszała sprzeciwu wobec przyłączenia do NATO.

Najwyraźniej ustalenia te nadal traktowane są jako obowiązujące, co możemy wnioskować na tej podstawie, że obecność wojsk amerykańskich w Polsce ma charakter „rotacyjny”. I właśnie na tym tle wybuchła burza w szklance wody, kiedy okazało się, że USA „opóźniły rotację” 4 tysięcy żołnierzy, w dodatku w sytuacji, gdy prezydent Donald Trump zaczął się odgrażać, że gwoli ukarania Niemiec, zmniejszy liczbę Amerykanów tam stacjonujących. Wprawdzie Niemcy mi się nie zwierzają, ale wydaje mi się, że – chociaż oficjalnie kręcą nosem na tę karę – to w sytuacji, gdy nikt ich nie widzi, zacierają ręce z uciechy, że oto rysuje się szansa na uchylenie bodajże ostatniego skutku wojny przegranej przez Adolfa Hitlera. Kiedy bowiem w 1949 roku w obliczu presji Stalina na Europę Zachodnią, Amerykanie zdecydowali się odbudować państwo niemieckie z trzech zachodnich stref okupacyjnych, czyli tzw. „trizonii”, Niemcy nadal pozostawały krajem okupowanym – aż do 12 września 1990 roku, kiedy to w Moskwie podpisany został traktat o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec, potocznie zwany „traktatem 2 plus 4”.

Traktat ten znosił okupację Niemiec, a chociaż amerykańskie wojska nadal pozostały na swoich dotychczasowych miejscach, to już nie jako wojska okupacyjne, tylko stacjonujące na podstawie porozumień. Tak czy owak – jednak stacjonujące, więc jeśli – niechby nawet „za karę” – Stany Zjednoczone by je stamtąd ewakuowały, to by znaczyło, że i ten ostatni skutek wojny przegranej przez Adolfa Hitlera zostaje usunięty, dzięki czemu Niemcy nie musiałby w polityce międzynarodowej zachowywać daleko posuniętej ostrożności, zwłaszcza po roku 2039, kiedy to Bundeswehra ma zostać najsilniejszą armią w Europie.

Opóźnienie rotacji – jak to nazwali skonfundowani Amerykanie – wywołało coś w rodzaju paniki wśród naszych Umiłowanych Przywódców, którzy zrozumieli, że wcale nie jest bezpiecznie. Toteż do Waszyngtonu udała się warszawska pielgrzymka wiceministrów obrony narodowej, którzy próbowali, jeśli nie namówić amerykańskich twardzieli, by nie opóźniali rotacji, to przynajmniej dowiedzieć się czegoś konkretnego na ten temat – ale poza deklaracjami wiceprezydenta Vance’a, że Ameryka nas „kocha” oraz, że Polska obroni się sama, – oczywiście przy wydatnej pomocy amerykańskiej – chyba nie uzyskali ani jednego, ani drugiego. Oczywiście pogłębiało to uczucie jaskółczego niepokoju wśród naszych Umiłowanych Przywódców. Odprężenie nastąpiło dopiero, gdy prezydent Donald Trump – podobno powołując się na przyjaźń z panem prezydentem Karolem Nawrockim – napisał na Twitterze, że skieruje do naszego nieszczęśliwego kraju nie 4 tysiące, a 5 tysięcy żołnierzy. Słowem – „więcej przyrzec raczył” – z czego oczywiście się radujemy, o jakże to się nie radować?

A skoro już jesteśmy przy prezydencie Donaldzie Trumpie, to zdaje się już skapował, że premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, co to „jest związany” z ideą „wielkiego Izraela”, czyli od Nilu do Eufratu, wpuścił go razem z całą Ameryką w kanał, nakazując mu niezwłoczne zaatakowanie złowrogiego Iranu. Okazało się jednak, że złowrogi Iran jest twardszym orzechem do zgryzienia, niż wydawało się to prezydentowi Trumpowi, więc w stosunkach amerykańsko-irańskich zapanowała sytuacja patowa.

Na domiar złego, nie tylko Amerykanie, ale i reszta świata zobaczyła, że prezydent Trump słucha się Izraela, nawet kosztem wciągania Ameryki w motywowane żydowskimi fantasmagoriami awantury. W tej sytuacji trudno było uwierzyć w buńczuczne deklaracje prezydenta Trumpa, że uczyni Amerykę znowu wielką w sytuacji, gdy Żydowie wodzą go za nos, a ogon wywija psem. Jakaś dobra dusza wszystko to prezydentu Trumpu uświadomiła, a w tej sytuacji podjął on desperacką próbę uwolnienia Ameryki spod żydowskiej okupacji, o której już dawno wspominał Patryk Buchanan, nazywając Waszyngton – amerykańską stolicę, której obywatel Żurek Waldemar prawdopodobnie nie odróżnia od stanu Waszyngton – „terytorium okupowanym przez Izrael”.

Czy ta narodowo-wyzwoleńcza operacja uda się prezydentowi Trumpowi – to wcale nie jest pewne – bo jest to znacznie trudniejsze od operacji pojmania Mikołaja Maduro w Wenezueli, trudniejsze od rzucenia na kolana Kuby, trudniejsze od przejęcia Grenlandii, a nawet – od przezwyciężenia pata w stosunkach ze złowrogim Iranem tym bardziej, że stary, żydowski grandziarz finansowy Jerzy Soros podobno znowu mobilizuje miliony, czy nawet miliardy dolarów na kampanię przeciwko Donaldowi Trumpowi, w której po stronie Izraela mogą stanąć wszyscy amerykańscy i światowi Żydowie, którzy wiedzą, że bez wykorzystania siły Stanów Zjednoczonych fantasmagorie o „wielkim Izraelu” trzeba będzie odłożyć ad calendas Graecas.

Stanisław Michalkiewicz

Prawdziwe powody, dla których Rosja miałaby dokonać inwazji na Europę

depositphotos.com

Prawdziwy powód,

dla którego Rosja

rzekomo miałaby dokonać

inwazji na Europę

Martin Armstrong

Prasa wielokrotnie twierdzi, że Rosja przygotowuje się do inwazji na całą Europę – tak jakby Putin budził się każdego ranka z marzeniem o odziedziczeniu upadku przemysłu niemieckiego i protestów emerytalnych we Francji.

Propaganda stała się tak absurdalna, że ​​być może powinniśmy w końcu porozmawiać o prawdziwych powodach , dla których Rosja rzekomo dokonuje inwazji na Europę:

  • Zdobyć wiedzę fachową Niemiec w zakresie polityki energetycznej i w końcu nauczyć się, jak wyłączać działające elektrownie jądrowe, jednocześnie importując drogą energię od innych.
  • Przyjąć słynną na całym świecie brytyjską strategię kontroli noży, w ramach której przestępcy ignorują prawo, a babcie są aresztowane za publikowanie tweetów.
  • Aby uchwycić rewolucyjnego ducha Francji, który dziś w dużej mierze polega na podpalaniu gór śmieci i blokowaniu autostrad co kilka miesięcy z powodu podniesienia wieku emerytalnego.
  • Przejąć strukturę zadłużenia Unii Europejskiej, ponieważ Rosja najwyraźniej spojrzała na własne sankcje i ryzyko recesji i pomyślała: „Wiesz, czego naprawdę potrzebujemy? Włoskiego długu na dodatek”.
  • Aby ożywić holenderski rynek tulipanów i rozpalić na nowo pierwotną bańkę spekulacyjną. W końcu tulipany są namacalne – w przeciwieństwie do współczesnych obligacji rządowych.
  • Aby zyskać kontrolę nad wielką strategią demograficzną Europy, w ramach której wskaźniki urodzeń gwałtownie spadają, a rządy debatują nad zakazem używania kuchenek gazowych i regulacją zaimków.
  • Aby zabezpieczyć całą szwajcarską czekoladę, teraz, gdy bankowość offshore straciła już swój blask.
  • Aby poczuć dreszczyk emocji związany z otwartymi granicami i historycznie wysokim wskaźnikiem przestępczości w miastach o bogatej kulturze.
  • Przejąć kontrolę nad europejskim systemem uniwersyteckim, w którym studenci kończą studia z długami, doświadczeniem w aktywizmie i bez żadnych umiejętności poszukiwanych na rynku pracy.
  • Aby odziedziczyć europejską konkurencyjność przemysłową, która obecnie w dużej mierze polega na zamykaniu fabryk, importowaniu produktów z Chin i jednoczesnym wygłaszaniu wobec wszystkich wykładów na temat emisji CO₂.
  • Rządzić rządem rządów poprzez przejęcie Komisji Europejskiej.
  • Przyjąć genialną strategię Europejskiego Banku Centralnego polegającą na drukowaniu bilionów i jednoczesnym twierdzeniu, że inflacja jest jedynie „tymczasowa”.
  • Aby zabezpieczyć europejskie zapasy broni – zakładając, że uda się je w ogóle znaleźć.
  • Aby nabyć nieruchomości w Londynie, których ceny są tak wysokie, że w porównaniu z nimi ceny na Manhattanie wydają się rozsądne.
  • Chcemy uczyć się od Brukseli, jak regulować sztuczną inteligencję, zanim wymyślimy, jak niezawodnie wytwarzać energię elektryczną.
  • Przejąć słynną europejską „zieloną gospodarkę”, w której obywatele płacą jedne z najwyższych cen prądu na świecie, podczas gdy Chiny co tydzień budują nowe elektrownie węglowe.
  • Odziedziczyć system zamówień publicznych NATO, w którym nawet ekspres do kawy wymaga prawdopodobnie sześciu komisji i siedemnastu doradców, zanim zostanie zatwierdzony.
  • Aby w końcu dotrzeć do reszty europejskiej klasy średniej, zanim opuści ona UE.
  • Doświadczyć na własnej skórze emocji związanych z podróżowaniem po piętnastu krajach, będąc jednocześnie podejrzanym w internecie o „mowę nienawiści”, ponieważ ktoś opowiedział żart.
  • Aby uratować euro, zanim Bruksela doprowadzi do własnego upadku.

Prawda jest taka, że ​​europejska klasa polityczna potrzebuje Rosji psychologicznie o wiele bardziej niż Rosja potrzebuje Europy gospodarczo. Strach uzasadnia wydatki na wojsko, centralizację władzy, cenzurę, wzmożony nadzór, nowe zadłużenie i polityczną jedność pod presją słabnącego przywództwa. Historycznie rzecz biorąc, rządy w czasach wewnętrznego upadku niemal zawsze potrzebują zagrożenia zewnętrznego.

Źródło: Prawdziwy powód, dla którego Rosja miałaby zaatakować Europę

Ważne słowa premiera. Ryży u szczytów swego intelektu.

Ważne słowa premiera

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-wazne-slowa-premiera

Przed wylotem do Wielkiej Brytanii polski premier objaśnił przyczynę podpisania w Londynie traktatu, pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. 

Oto najważniejsze słowa premiera Tuska wyjaśniające powody jego zawarcia: „zagrożeniem strategicznym, także długoterminowym, dla Polski i dla Wielkiej Brytanii, dla NATO jest Rosja”. Premier (od 4 minuty 27 sekundy wyjaśnia), do czego, w jakim celu Polsce potrzebne są traktaty dwustronne: „otóż, rzeczą bardzo ważną jest, i tak czytamy oba traktaty (z NATO i z Wielką Brytanią – Traktat z Northolt), że niezależnie od reakcji NATO jako całości, będzie można liczyć i na Francję, i na Wielką Brytanię. Na szybkie reakcje dwustronne. W przypadku zagrożenia zanim zapadnie decyzja wszystkich 32 członków NATO”.

Traktat prowojenny 

Przekładając ten histeryczny, ezopowy język premiera Donalda Tuska na język polski, znaczy to tyle, że po pierwsze – Polska z powodu rosyjskiego zagrożenia (stosując pewne określenie medyczne) niemalże jest w stanie terminalnym! Po drugie, w przypadku gdyby państwa zrzeszone w NATO, nie wsparły tych działań „obronnych” Polski z Rosją i nie uruchomiły art 5 NATO, rozpoczętą wojnę z Rosją, bezzwłocznie wesprze Francja i Wielka Brytania.

Obawa premiera o reakcje NATO jest słuszna, albowiem w przypadku, gdyby to Polska swoim działaniem sprowokowała wojnę z Rosją, wówczas wdrożenie art. 5 NATO byłoby bezpodstawne. Ponadto współczesne USA pod rządami Donalda Trumpa, będące głównym filarem NATO, nie chcą wejść głębiej w wojnę z Rosją. Chcą się wycofać z uczestnictwa w wojnie z nią prowadzonej na Ukrainie. Natomiast nowo zawarty traktat z Wielką Brytanią – traktat z Northolt – ma za zadanie kontynuowanie tej wojny, aż do czasu pełnej kapitulacji Rosji na Ukrainie!

Dla Ukrainy

Jego artykuł 1 „Współpraca w dziedzinie polityki zagranicznej i polityki bezpieczeństwa” brzmi: „4. Strony podkreślają, że Federacja Rosyjska stanowi zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Strony potwierdzają swoje zaangażowanie w przeciwdziałanie i powstrzymywanie rosyjskiej agresji oraz wszelkich form ingerencji z jej strony. Strony są zdeterminowane wywierać odpowiednią presję na tych, którzy umożliwiają rosyjskie wrogie działania i agresję oraz działać wspólnie, także na forach międzynarodowych, aby pociągnąć Federację Rosyjską (w tym jej przywódców politycznych i wojskowych) do odpowiedzialności za naruszenia prawa międzynarodowego popełnione w tym kontekście, w tym międzynarodowego prawa humanitarnego i międzynarodowego prawa praw człowieka. Strony będą kontynuować współpracę z Ukrainą i innymi partnerami, aby zapewnić zgodne z prawem wywiązanie się przez Federację Rosyjską z obowiązku zapłaty za szkody wyrządzone Ukrainie. 5. Kierując się trwałym zaangażowaniem na rzecz suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy w jej międzynarodowo uznanych granicach, Strony potwierdzają swoje niesłabnące wsparcie wojskowe dla bezpieczeństwa i niepodległości Ukrainy oraz pomoc w jej odbudowie i rekonstrukcji, polegającą między innymi na wspieraniu Ukrainy w budowie odpornej gospodarki, tworzeniu silniejszych instytucji demokratycznych i pogłębianiu integracji euroatlantyckiej”.

Szyderstwo z Polaków

Dostrzegam podobieństwo do sytuacji z sierpnia 1939 roku. Zawarte traktaty z Francją i Wielką Brytanią nie pomogły Polsce. Wręcz odwrotnie, zaszkodziły jej. Polska, biorąc na siebie ściągnięcie niemieckiej nawałnicy, poniosła ogromne straty. Po zakończeniu wojny na paradach zwycięstwa w Wielkiej Brytanii zapomniano o polskich pilotach z Northolt. Walczących o niebo nad Wielką Brytanią.

W tym stanie rzeczy, nazywanie tego zgniłego traktatu traktatem z Northolt jest szyderstwem z Polski i Polaków.

Eugeniusz Zinkiewicz