Koncern Orlen S.A opublikował skonsolidowany raport za rok 2024 , z którego wynika, że zysk netto grupy Orlen, wyniósł zaledwie niecałe 1,4 mld zł, podczas gdy w roku 2023, wyniósł blisko 21 mld zł, a więc w poprzednim roku był on aż 15-krotnie niższy.
Zarząd Orlenu wprawdzie pisze o konieczności wprowadzenia odpisów na rezerwy związane ze stratami spowodowanymi jego zdaniem przez poprzedników, ale aż 15-krotny spadek zysku netto w 2024 roku jest dosłownie szokujący.
Zwłaszcza, że jak podkreśla obecny europoseł, a poprzednio prezes Orlenu, Daniel Obajtek, w dalszym ciągu firma wręcz „łupi” swoich klientów nabywców paliw na stacjach tej firmy, czy też nabywców gazu i energii elektrycznej, dostarczanych przez spółki znajdujące się w strukturze Orlenu.
Świadczą o tym zysk ze sprzedaży detalicznej paliw ,który wyniósł w 2024 roku 3,1 mld zł i był o 0,9 mld zł wyższy niż rok wcześniej, a także zysk z energetyki ( sprzedaż energii elektrycznej i gazu), który wyniósł 7,9 mld zł i był aż o 3 mld zł wyższy, niż rok wcześniej.
Jednocześnie nowy zarząd Orlenu, pochwalił się najwyższą w historii firmy produkcją energii z gazu i odnawialnych źródeł, oraz największym wydobyciem gazu ,tyle tylko ,że są to rezultaty inwestycji i akwizycji realizowanych przez poprzedni zarząd firmy z prezesem Danielem Obajtkiem na czele. 2.
Według danych zawartych w raporcie, Orlen odnotował znacznie niższą wartość sprzedaży w 2024 roku, wyniosła ona tylko prawie 297 mld zł, podczas gdy rok wcześniej, wyniosła prawie 373 mld zł, a więc była o blisko 1/4 niższa i to mimo tego ,że ceny nośników energii sprzedawanych przez firmę, a więc prądu, paliw i gazu ziemnego, były znacznie wyższe niż rok wcześniej.
Choć wartość sprzedaży spadła o 1/4, to zysk netto jak już wspominałem obniżył się aż 15-krotnie i ten spadek trudno wytłumaczyć odpisami na tworzenie rezerw na spodziewane straty.
Zarząd pochwalił się także, że wszystkie podatki zapłacone przez Orlen w 2024 stanowiły aż 10% dochodów budżetowych ( ok 62 mld zł wpłat do budżetu na 623 mld zł dochodów budżetowych), ale znowu pod tym względem jest znacznie gorzej, niż rok wcześniej. Przypomnijmy, że w 2023 roku, a więc podczas kierowania Orlenem przez poprzedni zarząd z Danielem Obajtkiem na czele, odprowadzone do budżetu państwa przez tą firmę podatki stanowiły aż 15% wszystkich dochodów budżetowych ( ok. 70 mld zł wpłat do budżetu na 574 mld zł dochodów budżetowych).
Przypomnijmy także, że Orlen po kierownictwem prezesa Daniela Obajtka w roku 2023, jak już wspomniałem osiągnął obroty w wysokości blisko 373 mld zł, a więc po ówczesnym kursie blisko 100 mld USD, a zysk netto wyniósł prawie 21 mld zł.
Oznaczało to, że byłemu prezesowi, dzięki fuzjom i przejęciom, a także widocznym już efektom synergii, udało się stworzyć firmę, która jest już potentatem w Europie i pod względem poziomu obrotów, znalazła się w roku 2023 w pierwszej 40-największych europejskich firm.
Niestety ten ogromny sukces, tylko dlatego, że został osiągnięty w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości i przy ogromnym jego wsparciu dla zarządu firmy pod kierownictwem prezesa Obajtka, był cały czas dyskredytowany, a nie dalej, jak właśnie wczoraj, NIK po kontroli dalej kwestionuje tę fuzję.
Przypomnijmy także, przy tej okazji, że łączny zysk netto Orlenu w latach 2016-2023 wyniósł aż 98 mld zł, podczas gdy w czasie 8 letnich rządów PO-PSL w latach 2008-2015, wyniósł zaledwie 2,9 mld zł, czyli był aż 33-krotnie niższy. Ponadto gwałtowne zwiększenie potencjału finansowego Orlenu, pozwoliło na przeznaczenie w latach 2016-2023, aż 90 mld zł na inwestycje (w samym tylko 2023 roku, było to 32,4 mld zł), podczas gdy w latach 2008-2015 nakłady inwestycyjne wyniosły tylko 24,3 mld zł, a więc były blisko 4 -krotnie niższe. Obecny zarząd w ogłoszonym komunikacie chwali się także inwestycjami, tyle tylko, że żadnych własnych nie ma, te o których pisze jak Baltic Power, czy elektrownie gazowe w Grudziądzu i Ostrołęce, to przedsięwzięcia rozpoczęte i poważnie zaawansowane za prezesury Daniela Obajtka.
Te dramatycznie złe wyniki finansowe Orlenu, jak podkreśla Daniel Obajtek, najgorsze od 10 lat, zostały ogłoszone właśnie wczoraj, bowiem także wczoraj NIK prezentował raport pokontrolny związany z fuzją Orlenu z Lotosem. Sensacjami tego raportu pokontrolnego miały być zaniżenie wartości aktywów Lotosu o 5 mld zł z jednej strony, z drugiej wydanie na firmy doradcze w związku z procesem fuzji z Lotosem około 250 mln zł ,co miało odwrócić uwagę od tych fatalnych wyników finansowych Orlenu w 2024 roku.
Ale się się to nie udało, 15-krotnego spadku zysków Orlenu, a także wyraźnego obniżenia wpłat podatków przez tę firmę do budżetu państwa w 2024 roku w stosunku do 2023 roku, nie da się przykryć „dętymi” zarzutami przygotowanymi przez NIK pod kierownictwem prezesa Banasia.
W kampanijnej podróży Rafała Trzaskowskiego po Polsce przyszedł czas na Kielce. Miasto natychmiast wzięło się do przygotowań do wizyty kandydata na prezydenta. Umyto nawet drzewa. I to nie byle jakim sprzętem…
Szef klubu PiS w kieleckiej Radzie Miasta Marcin Stępniewski poinformował, że na przyjazd Rafała Trzaskowskiego szykowany jest Plac Artystów. Myte są nawet drzewa!
W Kielcach przed wizytą Rafała Trzaskowskiego „Zieleń Miejska” myje karcherem korony drzew na Placu Artystów gdzie będzie odbywało się spotkanie
– napisał radny na platformie X.
Okazuje się, że do umycia drzew „Zieleń Miejska” użyła środka do czyszczenia chodników.
Tego jakby było mało to oprócz ciśnienia, które jest zabójcze dla korony drzewa to użyty został środek do czyszczenia zabrudzeń z chodników
Are You Wondering What the 2028 Ecclesial Assembly Will Be Like? Just Look to the 2021 Latin American One
On March 11, from his bed in the Gemelli Hospital—where eight days earlier he almost died—Pope Francis summoned the Universal Church to gather in an ecclesial assembly in October 2028. By then, we may already have a new pope. Seemingly, the idea would be to ensure that the Synod of Synodality attains its conclusive ‘reception’ stage. The pope intends to leave synodality as the main legacy of his pontificate.
The Secretary General of the Synod of Bishops, Maltese Cardinal Mario Grech, told Vatican News that this ecclesial assembly would replace a new synodal assembly on synodality.1 What is the difference? For an assembly to be called synodal, most participants must be bishops. As its name indicates, this is not required in an ecclesial assembly that brings together the entire People of God, composed primarily of lay people, particularly women.
This hypothesis—raised appropriately by the well-known canonist Fr. Gerald Murray in an article for The Catholic Thing2—is confirmed by a lesser-known precedent: the First Ecclesial Assembly of Latin America and the Caribbean. It occurred between 2019 and 2021 and culminated in a hybrid event—in person and virtual—with more than a thousand delegates. Since COVID-19 epidemic restrictions were still in place, 966 delegates were online, and 72 met in person in Mexico City from November 21–28, 2021.3
The initiative for this continental ecclesial assembly came from Pope Francis himself. Leaders of the Latin American and Caribbean Episcopal Council (better known by its Spanish acronym CELAM) asked him for permission to hold the VI General Conference of the Latin American Episcopate. Instead, the pontiff proposed (“prophetically,” according to the organizers) “to give way to a process more in line with our present times: To host an ecclesial and synodal gathering, where the People of God as a whole would be able to participate and have their say,” and thus be able “to undertake new pastoral challenges.”4
As it turned out, the number of prelates in that final meeting in Mexico City was less than a quarter of the participants: only 10 cardinals (1%) and 233 bishops (21%). If we add to them the 264 priests and deacons (24%), clergy representatives were in the minority since the majority consisted of 428 lay men and women (39%) and 160 religious men and women (15%).5
The organizers were proud of this lineup: “This is the first time that we have held an Ecclesial Assembly—and not only an Episcopal Assembly—in our Church, in this region. In this we experience the newness of the Spirit who surprises us and leads us along new paths of conversion and personal, community and institutional renewal.”6
From the outset, the event was seen as a pioneering initiative destined to serve as a future model for the Universal Church. “Both Pope Francis and the General Secretariat of the Synod of Bishops are very interested in listening to the experiences and learnings that emerge from the development of the First Ecclesial Assembly and from the process of listening prior to its realization. We are bringing a novelty to the universal Church by holding for the first time an Ecclesial Assembly in which the various sectors of the People of God are actively participating.”7
As in the past, and notably at the 1968 Medellin Conference,8 “the Church in this region has been a pioneer in many areas of reception of the Second Vatican Council and continues to be so.” Since “a very important fruit of the Amazon Synod has been the constitution of the Ecclesial Conference of the Amazon (CEAMA), an unprecedented ecclesial organism in the universal Church born in June 2020, and which on October 17, 2021, was canonically erected by Pope Francis.”9 Obviously, the unprecedented fact is that it is an ecclesial conference and not an episcopal one like those existing worldwide. In addition, CELAM itself is being restructured, so “the foundations are being laid for a synodal Church in the region.”10 In other words, CELAM will probably cease to be a bishops’ conference and become an ecclesial council comprised of all the baptized.
What are the theological foundations for this Copernican change to Church structures? They are the same ones we denounced in our 2023 study, The Synodal Process Is a Pandora’s Box.11 The document synthesizing the proposals of the Ecclesial Assembly’s listening phase states that the pastoral conversion the Latin American Church requires must be understood “from an ecclesiology characterized by the image of the People of God,” which “comprises all its members as subjects in the Church,” “has a priestly and prophetic character through baptism,” and “is configured by the ‘charisms’ with a multiple and diverse richness of gifts” so that all faithful possess “an instinct of faith—sensus fidei—which helps them to discern what is truly from God.” It follows that “synodality cannot be just a concept or a particular event, but must be embodied in both structures and ecclesial processes” since it is “a natural way of being Church,” where lay people “are an active and creative part in the execution of pastoral projects for the benefit of the community.”12
The Ecclesial Assembly’s first listening phase, held between April and August 2021, aimed “to discern the signs of the times and to heed the cries and hopes of the poor, of our sister mother earth, and of all the People of God.” According to its organizers, about 70,000 people participated: 47,000 in “diverse community spaces” (meaning group meetings), “8,500 as personal contributions,” and 14,000 in thematic reflection forums.13
In an article for Civiltà Cattolica, Peruvian Jesuit Cardinal Pedro Barreto and Mexican layman Mauricio Lopez, co-founder of the Pan-Amazonian Ecclesial Network and former world president of Christian Life Communities (a kind of Jesuit third order for lay people), made a final assessment. Their testimony is expressive because Cardinal Barreto was a member of the Ecclesial Assembly’s animating commission, and Mauricio Lopez was the coordinator of its listening commission. They acknowledge in the article that these 70,000 people are a moderate number of participants concerning the total number of Catholics in the region (350 million). However, they say that it is a significant number considering that the consultation was carried out amid the Covid epidemic and, above all, if compared to “recent ecclesial experiences where participation was reduced to a few dozen people, almost always from official structures.”14
Nonetheless, Cardinal Barreto and Mauricio Lopez recognize that they failed to involve more deeply the voices of the “unlikely” and that, in the delegations sent to Mexico, “the temptation to delegate to groups that are more institutionalized or closer to the thinking of those in leadership positions in the Church has prevailed.” Besides, “they should have played the role of representatives of the various voices of the Church in their countries, but in many cases this was not the case.”15 There is nothing new under the sun because the same happened in the egregious German Synodal Way and the various stages of the Synod on Synodality, except that these two authors recognize it.
The listening commission coordinated by Mauricio Lopez prepared a Narrative Synthesis: Listening at the First Ecclesial Assembly of Latin America and the Caribbean,16 which collected the main speeches in more than two hundred pages and later prepared the aforementioned Document for Community Discernment made available to all of the Ecclesial Assembly’s participants. This Synthesis is valuable because it gathers in an unfiltered manner what the sensus fidei of the People of God is supposedly saying to the Church under the breath of the Holy Spirit. It is a gold mine of information regarding the radical changes that the ecclesiastical nomenklatura and its supporters on different levels seek to introduce in the Church.
To facilitate reading, the topics addressed in this document are presented differently from the order chosen by the coordinating committee. All texts are from the above-mentioned Narrative Synthesis. Only page numbers are shown as we will spare the reader the tedious task of jumping over the numbering of so many notes, since few will be able to check the Spanish original.
1. Clericalism
As was to be expected, theme 2.7, “Clericalism,” within the thematic block 2 (“Illuminating-discerning reality”) (p. 82), served as emotional fuel to instill class struggle between laity and clergy in the Church. The so-called plague of clericalism “gives excessive power to the clergy and hinders the path toward a synodal and outgoing Church” (p. 110). According to the Synthesis, “a pyramidal, hierarchical model of Church is still very present, which ignores the richness of the diversity of ministries and charisms, prevents a communitarian model of animation, and leaves many members who sustain the mission out of service roles” (p. 108). In theme 4.7, “Laity,” they insist that the hierarchical structure “leads to the exclusion of the laity” (p. 184). Forum 31 on the laity is more vehement in its criticism: “We, lay people, are the vast majority of the People of God. Our dignity comes from Baptism. Our vocation is not less worthy than that of the consecrated. We are, therefore, ecclesial subjects and mission protagonists in decision-making. We should not accept being considered collaborators of the consecrated since we have an ecclesial and social co-responsibility that is expressed in the synodal journey” (p. 185).
On the contrary, Basic Christian Communities (BCCs) “are a way of [being] church that resists clericalism” (p. 108) because in them, “there is an awakening, above all of the laity, to recognize their own dignity and ministerial role in the Church, in the spirit of the Second Vatican Council” (p. 108). They contribute to “overcome the clergy-laity division/opposition to move toward a charismatic self-understanding of ecclesial communities from the community-ministries binomial to make possible the synodal conversion, to overcome clericalism” (p. 211). BCCs are the opposite of traditional parishes, which have “little effective lay participation in decision making in the parish (consultation or leadership spaces), or the Church in general” (p. 109).
To combat clericalism, “the first thing that must be revalued is to recognize the baptismal condition of each follower of Jesus, by which we are all called. We are all priests, prophets, and kings independently of the sacraments” (p. 111), so “we must move from the pyramidal power structure to another image with greater horizontality and fraternity, where the egalitarian dignity received through Baptism, and the living experience of community life prevails” (p. 111). This requires “changes in ecclesiastical structures that promote the participation of the people of God at all levels” (p. 112).
2. Synodality
Obviously, the panacea-solution to clericalism is the synodality addressed in theme 2.8 (p. 115). The most significant sign of hope is the ecclesial assembly itself, which is moving toward the goal of a synodal Church of the twenty-first century, which sees “all people with equal dignity as children of God without clericalism, which has been instituted as a caste or superior class, and trusting that the spirit speaks through all men and women” (p. 115), and, therefore, “listens to the voices of all the people of God,” helping them to “come out of the rigid structures that enclose the church” (p. 115). This exit is imperative because “the less democratic and participatory the structures of the organizations are, the more prone they are to abuses of all kinds” (p. 115). In addition, “community self-management” realizes the dream of “a Church of communities” (p. 115). To “get out of a monarchical Church,” it is necessary to ask: “Is it possible that this ecclesial structure allows the emergence of synodality?” (p. 115) For “one recognizes the need to build new church structures where democracy is understood as a way of organizing ourselves with limits in the exercise of power, with responsibilities in its exercise, and with shared and dialogued decision spaces” (p. 115). That is why they regret that “there are no milestones or tools to make visible this great ‘Copernican’ change in the structures of the church” (p. 115) because what matters is “to accept the great change in the structure of the church and let this change desired by all take place” (p. 116), thus demolishing “the anti-Christian ecclesial structures that produce clericalism” (p. 116).
3. Ministerial Feminism
The lay-clergy class struggle becomes particularly virulent in theme 2.5., titled “Women” (p. 95), which states that “what hurts most” (p. 95) concerning the situation of women in the ecclesial sphere is the fact that “some authorities, in many cases, are conservative, sexist, and clericalist” (p. 95), since “a patriarchal theology, which is not liberating, does not consider the thinking of women, and has not adapted to the new reality, is still present in many ecclesial spaces” (p. 99).
According to the “Narrative Synthesis,” the inferior position of women in the Church comes from the fact that “the Church’s hierarchical ascending structure is a blind knot; it is a structure inherited from the Middle Ages,” so “we must work to generate a more communitarian structure and a different dynamic” (p. 99) and “dismantle the sexist and patriarchal church” (p. 100) because “the medieval and patriarchal format that shaped the Church yesterday” (p. 100) still prevails to this day in the dioceses and “the clergy does not want to give up the power for women to participate in co-responsibility as equals” (p. 100). As theme 2.7 later says, clericalism “is expressed in structures designed by men and for men (with macho traits), losing the richness of feminine contribution in many areas” (p. 108).
As a result, “there is no serious reflection on the possibility of receiving ordained ministries for women although the Church is populated by a majority of women.” (p. 95). Therefore, it is necessary to “recognize the work and services of women in the Church by instituting ministries, including the priesthood and diaconate, not under the current clerical scheme but from a synodal experience” (p. 101). This translates into the specific proposal to “ask for changes in the canon law and the ecclesial structure so that women can assume ecclesial ministries / reflect seriously and open themselves to the possibility of ordained ministries (diaconate, presbyteral ministry) at the service of the church of the poor” (p. 97).
In discussing the diaconate, the Synthesis affirms that one of the most important aspects considered during the thematic forum on this topic was that “to think about women and the diaconate, there must be a change of imaginaries; it is necessary to unlearn paradigms and deconstruct outdated models of relationships between men and women[,] not to think about it as a priestly ordination. Overcome the hierarchical pyramidal, kyriarchal,17 and priestly church to become an inclusive and ministerial church of communion. It is fundamental to change these thought structures to move forward and include women again” (p.188).
Logically, the forum participants consider “of the UTMOST IMPORTANCE that current ministries and tasks (especially the priesthood and diaconate) be shared independently of the sex in question, with the certainty that the Holy Spirit works through the male or female servant independently of his/her sexuality” (p. 187). Further, they reiterate, “A synodal church is one that listens to the Spirit and in which roles and functions are assumed based on gifts and not gender” (p. 189).
Therefore, the participants in the Ecclesial Assembly’s listening phase feel hopeful for the “presence of feminist movements in the life of the Church or related to it” (p. 95) and for women’s “real and equal inclusion as neighbors and protagonists,” giving “women in the church voice and vote in places where they do not have them” (p. 97).
A supplementary step would be to allow preaching: “The fact that homilies can only be given by men is an appropriation of the Spirit. To deny women the ability to respond to their vocation is violence and an attack against the Spirit. The Church wants to be a moral voice in the world, but to deny women full membership in the Church is to allow men to continue to exercise violence against women in society” (p.189).
Women theologians can contribute much because “theologies made by women, including feminist theologies in dialogue with feminism and the gender perspective, present critiques of the androcentric vision and offer transformative perspectives for a more inclusive Church that expands spaces for women” (p. 101).
A selection of “Voices of the People of God” supports these demands. Among the pearls presented is this testimony: “Include women once and for all in the liturgy, decision making and Theology management, that is, in the government of the church and its communities with equal rights and obligations” (p. 98).
4. Women Bless Cardinals and Bishops Liturgically
Women’s inclusion in the liturgy saw a practical application during the evening mass on the Ecclesial Assembly’s fourth day, which coincided with the United Nations’ International Day for the Elimination of Violence against Women. At the end of the celebration, Guatemalan Cardinal Alvaro Ramazzini, who presided over the liturgy, read a prepared text inviting the women present to come up to the altar so that we participants “may receive from them a prayer of blessing,” thus “expressing the existing equality between baptized men and women.” Acknowledging his gesture’s unusual nature, he added: “Normally, it is always us men who bless, right? If you agree, let us reverse that at this moment” as an expression of the synodal journey and the commitment to eliminate all violence against women. He concluded: “Let’s ask all women assembly members to bless us, cardinals, bishops, priests, and deacons, pastors of our Christian communities.”18
Having said this, the cardinal and the concelebrants stepped down from the altar, which the women then occupied. Raising their arms as evangelicals, they blessed those present with a formula prepared beforehand, which one of them read into the microphone. All those present, including the ecclesiastics, humbly bowed their heads during the blessing. Ultimately, a concelebrating bishop asked the women to accompany them in the recessional procession, giving them the place of greatest honor between the clergy and the concelebrants.19
This is part of a two article series. Click here to read Part II.
Photo Credit: Asamblea Eclesial, via YouTube / Screenshot
Toward a Synodal ChurchGoing Forth Into the Periphery: Reflections and Pastoral Proposals Drawn From the First Ecclesial Assembly for Latin America and the Caribbean, trans. María Luisa Valencia Duarte (Bogota: CELAM, 2022), 8, https://asambleaeclesial.lat/wp-content/uploads/2022/10/ingles.pdf.
The Second General Conference of the Latin American Episcopate, held in Medellin in 1968, was a milestone in the history of the Latin American Church. It emphasized the “preferential option for the poor,” in whose name bishops adopted a discourse influenced by Marxist categories, promoted a socio-political reading of the Gospel, and fostered an ecclesiology centered on class struggle and material liberation. In this, they weakened the supernatural dimension of the faith and favored revolutionary postures. Medellin opened the door to liberation theology, whose harmful effects included the politicization of the clergy and the migration of millions of lay Catholics to conservative evangelical sects.
Document for Community Discernment, nos. 8, 9, pp. 11, 12.
Document for Community Discernment, no. 9, p. 12.
José Antonio Ureta and Julio Loredo de Izcue, The Synodal Process Is a Pandora’s Box: 100 Questions & Answers, trans. José A. Schelini (Spring Grove, Penn.: The American Society for the Defense of Tradition, Family, and Property, 2023), https://issuu.com/crusademagazine/docs/the_synodal_process_is_a_pandoras_box.
Document for Community Discernment, nos. 5, 16, 18, pp. 16 and 18.
Document for Community Discernment, nos. 30, 32, p. 24.
Barreto and López, “The First Ecclesial Assembly.”
Berliński lekarz opieki paliatywnej jest podejrzany o zabicie co najmniej 15 osób. Wcześniej zakładano, że zabił cztery osoby. Po przeprowadzeniu szerszych dochodzeń berlińska prokuratura przyjęła, że ofiar jest co najmniej 15 – poinformował w środę rzecznik urzędu. Ofiar może być jeszcze więcej.
Uśmiercał seniorów dla… przyjemności
40-latek miał zabić 12 kobiet i trzech mężczyzn w okresie od września 2021 r. do lipca 2024 r. Ofiary były w wieku od 25 do 94 lat – podał portal tygodnika „Spiegel„.
Oskarżony lekarz opieki paliatywnej przebywa w areszcie od sierpnia 2024 roku. Wtedy prokuratura zakładała, że były cztery ofiary. W toku śledztwa, które obejmowało również ekshumację ciał i ich badanie przez patologów sądowych, liczba domniemanych ofiar wzrosła: najpierw do ośmiu, potem do 10. Obecnie śledczy uważają, że jest ich co najmniej 15. Liczba ta może wzrosnąć w miarę kontynuowania śledztwa. Prokuratorzy twierdzą, że medyk uśmiercał seniorów dla… przyjemności.
Sposób działania mordercy
Oskarżony miał podawać swoim ofiarom środek znieczulający, a następnie środek zwiotczający mięśnie bez ich wiedzy i zgody. Ten drugi miał prowadzić do paraliżu mięśni oddechowych, a tym samym do zatrzymania oddechu i śmierci w ciągu kilku minut – informuje „Spiegel”.
Dochodzenie zostało wszczęte w związku z pożarami, które lekarz miał wzniecić w celu zatuszowania zabójstw.
W środę, 16 kwietnia 2025 roku, w szpitalu w Oleśnicy przerwano milczenie wobec zbrodni.
Europoseł Grzegorz Braun oraz poseł Roman Fritz, wraz z koordynatorami terenowymi Fundacji Życie i Rodzina na Dolny Śląsk, przeprowadzili interwencję poselską po tym, jak w tej placówce zamordowano dziecko. Feluś został zabity zastrzykiem z chlorku potasu, mimo że był już gotowy do narodzin.
Dziecko mogło się urodzić żywe. Zamiast tego, ktoś zdecydował, że jego serce trzeba zatrzymać – świadomie, metodą stosowaną kiedyś w obozach koncentracyjnych.
Dyrektor szpitala, Agnieszka Cholewińska, w trakcie interwencji odmówiła udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące użycia chlorku potasu. Mimo że chodziło o zabicie dziecka, odwlekła odpowiedź i konsekwentnie unikała przekazania opinii publicznej konkretnych informacji.
W międzyczasie, w pobliskim gabinecie przebywała Gizela Jagielska – osoba, która wykonała zastrzyk w serce Felka i mogła posiadać wiedzę na temat przebiegu tej i innych aborcji.
W obawie, że opuści miejsce zdarzenia przed przybyciem organów ścigania, posłowie i obrońcy życia dokonali obywatelskiego zatrzymania Jagielskiej i zablokowali drzwi do pomieszczenia, pozostawiając aborterkę do dyspozycji policji i prokuratury. Jagielska szarpała się z posłami, dlatego wezwana na miejsce policja wylegitymowała ją także pod kątem ukarania za naruszenie nietykalności cielesnej posła.
Dzięki determinacji interweniujących prawda nie została całkowicie zamieciona pod dywan. Policja przyjęła zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa – Gizela Jagielska będzie się musiała tłumaczyć z aborcji na Felku oraz z tego ile razy i w jakich okolicznościach stosowała chlorek potasu, by zabić inne dzieci.
Dyrektor szpitala Agnieszka Cholewińska ma natomiast 14 dni, aby odpowiedzieć na 18 szczegółowych pytań związanych z używaniem chlorku do zabijania dzieci w jej placówce.
======================
Szanowny Panie,
To dopiero początek. Musimy działać dalej.
Kontynuujemy kampanię przeciw aborcji w Oleśnicy:
organizujemy protesty i akcje społeczne pod szpitalem,
walczymy o nagłośnienie sprawy Felka – wciąż zbyt wiele osób w ogóle nie wierzy, że w Polsce zabito dziecko gotowe do narodzin,
domagamy się wyciągnięcia konsekwencji wobec pseudolekarzy, którzy dopuszczają się zbrodni na dzieciach,
przygotowaliśmy petycję o zatrzymanie aborcji w Oleśnicy,
jesteśmy na pierwszej linii w trakcie najtrudniejszych interwencji z politykami,
nastajemy w porę i nie w porę, jesteśmy za to prześladowani.
Sytuacja w Oleśnicy nabrzmiewa – oni chcą mordować kolejne dzieci i nie można zaprzestać działań prolife.
Czy może Pan wesprzeć działania Fundacji – te, które już podjęliśmy (i już wygenerowały koszty) oraz te, które jeszcze przed nami?
Proszę o wsparcie w Wielkim Tygodniu, gdy śmierć starła się z życiem. I wszyscy tak bardzo chcemy, aby życie wygrało.
Czy może Pan przekazać wsparcie w wysokości, jaką uzna za właściwą, na walkę z aborcją w największym centrum aborcyjnym w Polsce?
PS – Działanie na pierwszej linii frontu jest niezwykle wymagające. Generuje koszty, które możemy pokrywać wtedy, gdy pomagają w tym dobrzy ludzie – tacy jak Pan.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
W czasach, gdy Polska była przedmurzem chrześcijaństwa, to królowie stawali na czele narodu, broniąc nie tylko granic, ale i wiary. Niezłomni wobec obcych potęg, wierni Bogu i Ojczyźnie – to oni budowali suwerenną, dumną Rzeczpospolitą. Który z nich był największy? Kto najlepiej uosabiał etos katolickiego monarchy, wiernego tradycji, narodowi i Bożemu porządkowi? Dziś szukamy króla, który nie tylko rządził, ale prowadził Polskę drogą chwały i prawdy. O „najlepszego króla Polski” portal PCh24.pl zapytał: profesorów Polita, Kornata i Polaka oraz Red. Naczelnego magazynu „Polonia Christiana” Jerzego Wolaka.
Prof. Jakub Polit
Najbardziej zasłużonym królem Polski był Jogaila, zwany u nas Władysławem. Jego fundamentalną zasługą – i to wobec wszystkich narodów, którymi władał – było przyjęcie chrześcijaństwa w obrządku łacińskim. Całkiem w XIV w. możliwe przyjęcie prawosławia skutkowałoby zniknięciem narodu litewskiego (byłby się zrutenizował) oraz sąsiadowaniem dziś Polski z dwustumilionową Rosją. Odrębność narodów białoruskiego i ukraińskiego powstała bowiem na skutek przeniesienia na ich teren przez katolicką Polskę elementów kultury zachodniej.
Jagiełło w ciągu długiego panowania (sukcesem było już jego utrzymanie zwłaszcza po śmierci żony-koregentki) zrealizował niemal wszystkie swe cele. Złamał potęgę Zakonu Niemieckiego. Nie skusił się blaskiem oferowanej przez husytów korony czeskiej, co skompromitowałoby go w Europie i zdegradowało argumenty moralne podnoszone (zręcznie) w propagandowym pojedynku z Zakonem. Utrzymywał w sumie niezłe stosunki ze swym szwagrem, cesarzem Zygmuntem Luksemburskim i miał jakiś udział w zaleczeniu przez tego monarchę wielkiej schizmy zachodniej. Znakomicie rozwinął potencjalnie bardzo trudną współpracę tak ze swą pierwszą żoną – samodzielnym władcą mającym w Polsce silniejszą pozycję niż on –i z wybitnym bratem stryjecznym, któremu oddał zarzadzanie Litwą. I Jadwiga, i Witold stali się dla króla oparciem, a całkiem łatwo mogli być wyjściem do katastrofy. Na wschodzie zręcznie, bez wojny, szachował potęgę moskiewską kontaktami z Nowogrodem, Pskowem a przede wszystkim Tatarami, podczas gdy jego syn Kazimierz dopuścił do pożarcia przez Moskwę niemal wszystkich państw na wschodnim pograniczu Litwy. Na niwie kultury też ma nieśmiertelne dokonania, odnowiwszy – niemal ufundowawszy na nowo – uniwersytet w Krakowie, choć po łacinie nie czytał i był miłośnikiem muzyki i sztuki raczej w duchu bizantyjskim. Owszem, odnośnie uniwersytetu zasługę dzieli z dorównującą mu, a może i przewyższającą w wielu dziedzinach żoną, która jednak jako osoba dorosła panowała bardzo krótko. Ten ostatni fakt ilustruje jednak dodatkową zaletę króla – umiejętność współpracy z wybitnymi indywidualnościami, często właśnie przez niego wynajdowanymi. Wreszcie – last but not least – był człowiekiem szczerze pobożnym i (przynajmniej po chrzcie) łagodnym. Przez 48 lat rządów w Polsce nie skazał na śmierć nikogo.
Prof. Marek Kornat
Zacznę w sposób może zaskakujący, chociaż to już ocenią czytający niniejszy wywód. Wszyscy trzej Bolesławowie, jeśli chodzi o dynastię piastowską, czyli Chrobry, Śmiały i Krzywousty (niekoronowany), byli na pewno jednostkami wybitnymi. Problem przy ich dogłębniejszej ocenie polega na tym, że nie wiemy o nich za wiele. Brzmi to banalnie, ale jest podstawowym mankamentem. Mamy bardzo mało źródeł do ich czasów, o czym powszechnie wiadomo. Najlepszym przykładem jest fakt, iż wiemy bardzo niewiele o tle konfliktu Bolesława Śmiałego z biskupem Stanisławem i w wyroku śmierci, który król nieszczęśliwie wydał, przez co wyrządził sobie wielką szkodę. Ci trzej władcy, w mojej opinii, byli władcami wybitnymi jako jednostki, jednak to nie z ich grona wybrałbym najlepszego władcę Polski.
Kiedy wspominamy monarchów elekcyjnych, władcami wybitnymi byli Stefan Batory i Władysław IV. (Jeden i drugi nie zostawili niestety następcy. Batory nie miał potomka, Władysław czwarty utracił królewicza Jana Zygmunta).
Wielkim przywódcą był bez wątpienia Jan III Sobieski zwłaszcza w początkowych latach swojego królowania zwieńczonych fenomenalnym zwycięstwem pod Wiedniem. Miał jednak bardzo ciężkie końcowe lata panowania.
Przy takich ocenach, dla mnie kluczowym kryterium jest skala zmiany na lepsze jaka pod panowaniem danego monarchy się dokonuje. I tu widzę dwie równorzędne postaci, co do których mam głębokie przekonanie o ich wielkości. Są to Kazimierz Wielki i Kazimierz Jagiellończyk.
Jeśli chodzi o Kazimierza Wielkiego, to rzeczywiście mamy dość wszechstronne owoce jego panowania, ale również jeden minus, chociaż za niego król odpowiada w ograniczonym stopniu. Te walory, to jest przede wszystkim skonsolidowanie wewnętrzne świeżo odnowionego królestwa, oraz wielki awans Polski w stosunkach międzynarodowych. W czasach Kazimierza Wielkiego Polska znaczy wiele, wiele więcej niż wcześniej od załamania się państwa Bolesława Krzywoustego.
Kazimierz Wielki buduje gospodarkę. Inauguruje wschodni kierunek polskiej polityki zagranicznej inkorporując Ruś Halicką w 1340 roku. Nie dopuszcza do rozbioru kraju, na który się wówczas zanosiło, używając umiejętnie dyplomacji. Jako król troszczył się o siłę władzy królewskiej; bronił, tłumił bezwzględnie sprzeciw wobec siebie (vide konfederacja Maćka Borkowica w 1354), uważając, że silny rząd jest gwarancją powodzenia kraju.
A ten jeden, jedyny minus to jest niestety brak legalnie zrodzonego syna, no bo Kaśko słupski to był naturalny syn Kazimierza, ale zrodzony poza małżeństwem.
Kazimierz Jagiellończyk zaś to jest monarcha, który konsoliduje to wspólne wielkie państwo, jakim jest Polska związana jako Korona z Wielkim Księstwem Litewskim pod panowaniem jego ojca Władysława. To jest monarcha, który panuje bardzo długo i ma sukcesy. Jednym z nich jest odblokowanie dostępu Bałtyku, który przez lata był dla nas zajęty przez państwo Zakonu Krzyżackiego. Nasuwa się pytanie: czy udałoby się to jego następcom, którzy mieli coraz słabszą władzę? Czy zdobyliby się oni na to, aby podjąć walkę z Krzyżakami o tak wielką stawkę, jaką podjął Kazimierz Jagiellończyk w wojnie trzynastoletniej, zwieńczoną pierwszym pokojem toruńskim (1466).
Druga sprawa to jest w przypadku Kazimierza Jagiellończyka wielka idea polityki dynastycznej w Europie Środkowej, czyli osadzenie Jagiellończyków na tronach, przede wszystkim na tronie węgierskim. To dało podstawy polityki dynastycznej, która po śmierci króla nie była niestety kontynuowana. Załamała się pod Mohaczem w r. 1526. Ale to było bardzo doniosłe i mocarstwowe przedsięwzięcie. W zasadzie można śmiało powiedzieć, że Kazimierz Jagiellończyk to monarcha, który wyprowadził Polskę do rangi mocarstwa w Europie.
I tak oto dla mnie najlepszymi władcami Polski są ex aequo Kazimierz Wielki i Kazimierz Jagiellończyk.
Prof. Wojciech Polak
W historii Polski mamy tylko dwóch królów, którzy dosłużyli się przydomka Wielki. Są to Bolesław Chrobry, inaczej Wielki, i Kazimierz Wielki.
Bolesław Chrobry był królem, który dzięki swoim śmiałym posunięciom, dzięki swojej dumie, poczuciu niezależności potrafił ocalić Polskę przed losami Czech, które w tym czasie, gdy on odnosił sukcesy nad Niemcami, oddawały się im w lenno, stawały się krajem Rzeszy Niemieckiej. Chrobry o czymś takim nie chciał słyszeć i zawsze występował jako suwerenny monarcha.
Chrobry był butnym i dumnym władcą, który zdawał sobie sprawę z potęgi swojego księstwa. A gdy poprzez różne czynniki uniemożliwiono mu koronację królewską, to nie pytając się nikogo o zgodę, ani papieża, ani cesarza, koronował się w 1025 roku. I nikt już tego faktu, że Polska jest Królestwem, czyli jest w tej pierwszej lidze państw europejskich już w przyszłości nie podważał.
Wielkość Kazimierza Wielkiego polegała z kolei na czymś innym. Polska świeżo zjednoczona w dużym stopniu za sprawą jego ojca – Władysława Łokietka potrzebowała umocnienia i rozbudowy i to właśnie zapewnił jej Kazimierz, co oddaje przysłowie, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną.
Kazimierz Wielki zdawał sobie sprawę, że rekuperacja, odzyskanie tego, co Polska straciła na Zachodzie jest niemożliwe, że Śląsk czy Pomorze muszą jeszcze trochę zaczekać, żeby wrócić do Polski. Zaczął więc wielką politykę wschodnią, przyłączenie Rosji Halicki w części Podola, Wołynia.
To były posunięcia, które nie miały charakteru przejściowego, tylko miały charakter trwały. Polska zwiększyła swoją siłę, potencjał. Potencjał równocześnie ruszyła w kierunku wschodnim, gdzie jak się okazało były olbrzymie możliwości.
Tak więc tych dwóch królów z pewnością zasługuje na przystanek Wielki.
Jerzy Wolak
Najlepszym polskim królem była Jadwiga Andegaweńska (1374-1399), córka Ludwika Węgierskiego. Powszechnie nazywa się ją królową, ale to niewłaściwe określenie, oznaczające żonę króla, czyli osobę o drugorzędnym znaczeniu politycznym, nierzadko pozostającą w cieniu swego królewskiego małżonka. Tymczasem Jadwiga została ukoronowana na króla Polski (in regem Poloniae coronata) i była jej faktycznym władcą – panią przyrodzoną (domina naturalis), czyli dziedziczką królestwa i założycielką przyszłej dynastii. Po koronacji Jagiełły państwem rządziło zgodnie dwóch królów o przenikających się wzajemnie kompetencjach – i w tym układzie to raczej Władysław pozostawał w cieniu swej królewskiej małżonki przewyższającej go dostojeństwem, cnotą i autorytetem.
Dobrego władcę oceniamy po tym, co po sobie zostawił. Owoce krótkiego panowania młodej Andegawenki okazały się trwalsze i bardziej długofalowe od znacznie niekiedy spektakularniejszych doraźnie poczynań innych naszych królów.
To wszak ofiara dwunastoletniej Jadzi (która w dzisiejszych czasach chodziłaby do piątej lub szóstej klasy szkoły podstawowej) wprowadziła Polskę na drogę mocarstwowości. Śmiało można sądzić, że bez zgody tej wykształconej i dystyngowanej panienki z dworu, który słynął z wykwintu na całą ówczesną Europę, na mariaż z pogańskim niedźwiedziem ze żmudzkiej puszczy nie byłoby dzisiejszej Polski.
Przesada? Żadną miarą! Nasza dzisiejsza tożsamość wywodzi się z Rzeczypospolitej Obojga Narodów, której by nie było, gdyby nie wcześniejsze dokonania Jagiellonów, którzy nigdy nie zasiedliby na krakowskim tronie, gdyby nie Jadwiga. A bez nich odrodzone niedawno piastowskie królestwo bardzo łatwo mogłoby nie wytrzymać ciśnienia strefy zgniotu krzyżacko-cesarsko-moskiewsko-osmańskiego, i koniec wieku XV mógł ujrzeć realny finis Poloniae. Co niedługo później stało się faktycznym udziałem ojczyzny Jadwigi, którą opuściła ona na rzecz Polski.
oprac. Tomasz Kolanek
=======================
mail, RW:
W jednym tekście trzech uczonych mężów roi się od błędów.
Władysław Jagiełło był Rusinem, po matce księżniczce twerskiej. Był ochrzczony w Prawosławiu, skąd inaczej ceniłby wschodnią sztukę religijną (katedra na Wawelu, Sandomierz, kaplica Św. Trójcy w Lublinie). Chrzest łaciński przyjął pro forma. Taki podwójny chrzest był praktykowany i później.
Kazimierz IV (Kaźko słupski, nie Kaśko) był synem Bogusława V i Elżbiety Kazimierzówny, córki Kazimierza Wielkiego. A więc legalnym wnukiem, a nie nieprawym synem króla Polski.
Mówiło się Ruś Halicka, nie Rosja Halicka.
Nie wchodzę w upodobania autorów. Każdy ma prawo mieć swoje. Dobrze, że na wzajem się znoszą.
Majątek Tetiany K. ujawniony w mieszkaniu / fot. SBI
RMF FM poinformowało o wielkiej aferze na Ukrainie z polskim wątkiem w tle. Chodzi o Tetianę K., szefową komisji ekspertyz medycznych z Chmielnickiego. Miała wystawiać fałszywe zaświadczenia o niepełnosprawności, dzięki którym Ukraińcy unikali wcielenia ich do armii. Zgromadziła ogromny majątek. Na razie w jej mieszkaniu znaleziono 6 mln dolarów w gotówce, biżuterię oraz inne kosztowności. W trakcie nalotu na mieszkanie próbowała wyrzucić przez okno dwa worki z pieniędzmi, w których znajdował się milion dolarów.
„Polskie organy ścigania wszczęły postępowanie po zawiadomieniu Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, który wykrył potężne transfery pieniędzy z Ukrainy do państwowych i prywatnych banków w Polsce. Pieniądze trafiały do oddziałów w Krakowie, Wrocławiu i Szczecinie” – podaje rmf24.pl.
Konta zostały zablokowane. Prokuratura przekazała natomiast śledztwo ukraińskim organom ścigania. Te znalazły u podejrzanej potwierdzenia przelewu do Polski 590 tys. dolarów.
„Tetiana K. była szefową komisji orzeczniczej, która wystawiła zaświadczenia o niepełnosprawności mężczyzn w wieku poborowym. Uzyskało je między innymi całe kierownictwo prokuratury obwodu chmielnickiego. Po ujawnieniu procederu do dymisji podał się prokurator generalny Ukrainy” – czytamy.
W ubiegłym roku w domu i w miejscu pracy Tetiany K. przeprowadzono rewizję.
„Natrafiono na 6 milionów dolarów w gotówce, biżuterię i inne kosztowności. Dwa worki z 500 tys. dolarów w każdym próbowała wyrzucić przez okno” – podaje rmf24.pl.
SBI poinformowała, że „funkcjonariusze organów ścigania znaleźli pieniądze w mieszkaniu w prawie każdym zakamarku – w szafach, szufladach, wnękach”.
„Przejęli również dokumenty potwierdzające nielegalną działalność urzędników i pranie przez nich pieniędzy za pośrednictwem różnych projektów biznesowych” – przekazało SBI w komunikacie.
Rmf24.pl zaznacza, że „warto wspomnieć”, iż „również syn i mąż kobiety pełnili ważne funkcje”.
„Ołeksandr Krupa był szefem regionalnego funduszu emerytalnego, a głowa rodziny, Wołodymyr Krupa, do 2021 r. kierował departamentem w państwowej służbie audytu w obwodzie chmielnickim. Gotówkę z Ukrainy miał wywozić jej mąż i synowa. Tetiana K. przebywa obecnie w areszcie” – czytamy na rmf24.pl.
Przy okazji widzimy, jak głupi jest przepisy nakazujący cenzurowanie wizerunku i nazwisk podejrzanych. W tekście występuje „Tetiana K.”, która ma męża i syna o nazwisku „Krupa”, ale udajemy, że wizerunek podejrzanej jest „chroniony”.
„Rodzina Tetiany K. zgromadziła ogromny majątek. Mowa o 30 nieruchomościach m.in. we Lwowie i Kijowie, dziewięciu luksusowych samochodach i kompleksie hotelowo-restauracyjnym. Poza granicami Ukrainy rodzina posiada nieruchomości w Austrii, Hiszpanii i Turcji. W zeznaniach podatkowych rodzina nie uwzględniła całości majątku” – poinformowało rmf24.pl.
Will we listen, or will we keep building on blood?
The Stones Still Cry Out: Holy Week’s Political Reckoning
By Guest Author David Gornoski
Holy Week is no mere ritual rehearsal for Christians; it’s a political dynamite keg, detonating the myth of human order built on blood. Jesus’ trial, crucifixion, and resurrection expose the scaffolding of power—then and now—as a rickety structure held together by scapegoats and silenced victims. As we navigate our fractured polis in 2025, the Passion narrative demands we confront the same temptations: to cheer for Barabbas, to wash our hands with Pilate, or to abandon the One who reveals the stones crying out for justice.
The Gospels unravel the political with surgical precision. Jesus enters Jerusalem to Hosannas, a king on a donkey, mocking the pomp of empire. Days later, the crowd—fickle as any mob—trades him for Barabbas, a man whose name in the earliest texts is Jesus Barabbas, a violent revolutionary mirroring the establishment’s own brutality. The symmetry is no accident. Barabbas represents the allure of might-makes-right, the seductive promise of force to bind us against a villain. Sound familiar? Our politics thrives on this old magic trick: rally the crowd against a demonized other—be it a marginalized group or a foreign foe in some proxy war. Yet the cross exposes this as a lie. The knowledge of the Lord, as Habakkuk 2 foretold, fills the earth like water, not through conquest but through the slain Lamb who unmasks the guilt we project onto scapegoats.
Habakkuk’s warning haunts Jesus’ words. The prophet condemns cities founded on bloodshed, their walls built with “unjust gain” (Hab. 2:12). In ancient practice, this wasn’t metaphor—immurement, the ritual sacrifice of victims sealed in foundations, was the cornerstone of many societies. Jesus alludes to this when he predicts the stones will cry out if the crowd falls silent (Luke 19:40). And silent they became, abandoning him to the cross. Yet the stones did cry out—not just in the temple’s rubble in 70 AD, but in the resurrection’s seismic ripple. The Passion revealed Israel’s hypocrisy: a nation claiming purity while rejecting prophets, excluding lepers, and mirroring the pagan sacrifices it condemned. Jesus, the cornerstone, becomes both the first victim buried under the city’s weight and the capstone lifted high on the cross, exposing the violence propping up every polis—Jewish, Roman, and ours.
Consider Caiaphas’ chilling logic: “It is better that one man die than the whole nation perish” (John 11:50). This is the scapegoat mechanism laid bare, the crowd’s dispersion of guilt onto a single figure to preserve order. Gentile societies did the same, projecting violence onto mythological gods to obscure their shame. The cross dismantles this. Jesus, numbered among the transgressors, reveals the victim’s innocence, shattering the unanimous fervor that binds societies against a “guilty” other. Pilate and Herod, rivals united in his persecution (Luke 23:12), show how power aligns to excise the misfit who disturbs the status quo. The Sanhedrin fears the crowd; Pilate fears revolt; Herod plays the sycophant. Politicians, then as now, are weak before the mob’s volatility.
The Gospels texts didn’t just expose politics, they transformed it. Jesus’ followers, emboldened by the resurrection, cared for plague-stricken pagans when Rome’s elite fled. Their nonviolent witness won hearts, forcing the empire to adapt. By the fourth century, Rome adorned itself with the cross—a scandal we can scarcely grasp today. Imagine a meek libertarian dissident like Ron Paul becoming the rallying symbol for both our parties; even that falls short of this historical scandal. A tortured, abandoned God, forgiving his killers, was no mere mascot. Yet Rome’s conversion was half-baked. It abandoned gladiatorial games and overt sacrifice but clung to slavery and war. Christianity’s demystification of guilt-projection clashed with sacrificial violence like oil and water, leaving Rome ripe for schism and collapse.
Today, the stones still cry out. Every story of victims—whether nonviolent prisoners like those Steve Bannon met in jail, or casualties of wars we fuel in Israel-Gaza or Ukraine-Russia—haunts our collective conscience. Jesus tied the stones’ cries to Jerusalem’s fall in 70 AD, when Israel’s zeal for violence mirrored Rome’s and left both exposed as complicit in the same sin. America stands at a similar crossroads. Our politics, like Caiaphas’, justifies flesh-and-blood victims for “national security” or “progress.” We cheer Barabbas-types—leaders promising strength through exclusion or war—while ignoring the Lamb who redefines polis not as the victors’ club but as the refuge for the least of these.
The Passion’s political implications are radical. It reveals power as a house of cards, sustained by silencing victims. The resurrection vindicates those victims, proving that no empire, no mob, can bury the truth. Jesus’ movement upended history toward the marginalized, as he predicted. But it also warns us: clinging to sacrificial violence—be it cultural scapegoating or global wars—dooms us to Rome’s fate. The cross haunts every nation, breaking us into rivalry and schism until we repent.
America must choose now. Nonviolence and repentance are not moral platitudes; they are political necessities. The alternative is more rubble, more cries from the stones we’ve buried. Holy Week is not a call to nostalgia and private religion but to revolution—a revolution of the heart that dismantles the altars of might-makes-right. The Lamb has spoken.
Will we listen, or will we keep building on blood?
Szanowny Panie Mirosławie! Wstrząsające słowa padły z ust wiceminister zdrowia Urszuli Demkow. Zapytana o zabójstwo Felka w szpitalu w Oleśnicy powiedziała, że wstrzyknięcie trucizny w serduszko chłopczyka było jedynym sposobem, aby Felek nie urodził się żywy, bo gdyby się urodził, to zgodnie z prawem lekarze musieliby go ratować. Felek żył, więc trzeba go było zabić.
Przypomina to fragment z Ewangelii na Wielki Piątek, kiedy Żydzi domagali się przed Prokuratorem Judei śmierci Pana Jezusa mówiąc: „My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć”. Podobnie dzisiaj, na naszych oczach, zabity został niewinny Felek. Według prawa i aborcyjnych wytycznych Prokuratora Generalnego powinien umrzeć, więc zabito go zastrzykiem z chlorku potasu. Dwa tysiące lat temu „aktywiści” krzyczeli: „ukrzyżuj!”, a tłum gapiów biernie patrzył na mękę Zbawiciela. Dzisiaj aktywiści i media krzyczą: „abortuj!”, a tłumy biernie patrzą na zabójstwo Felka i mordowanie innych dzieci w łonie matek. Od tego, co każdy z nas zrobi, gdy krzywda dzieje się „jednemu z tych braci moich najmniejszych”, zależy nasza przyszłość – zarówno doczesna jak i wieczna.Wiceminister zdrowia Urszula Demkow zabrała głos na temat zabójstwa Felka w 9-tym miesiącu ciąży w szpitalu w Oleśnicy. Jak powiedziała na antenie Polsat News:
„To dziecko urodziłoby się żywe i zdolne do życia. I dlatego zgodnie z polskim prawem neonatolodzy natychmiast by przystąpili do ratowania tego dziecka. Więc jedyny sposób, żeby ono nie urodziło się żywe, to wykonanie zastrzyku z chlorku potasu dosercowo jeszcze jak to dziecko znajduje się w łonie matki.”
Na uwagę prowadzącego program dziennikarza, że polskie prawo pozwala zabić dziecko w 9-tym miesiącu ciąży, Demkow odpowiedziała krótko:
„No wiem.”
Panie Mirosławie, Felek żył, więc trzeba było go zabić w łonie matki, bo gdyby się urodził, to musiałby się nim zająć lekarz i go ratować. Oto przerażające konsekwencje „kompromisu aborcyjnego” i panującego w Polsce nieludzkiego prawa, wedle którego zabójstwo dziecka w 9-tym miesiącu ciąży jest legalne, ale minutę po jego urodzeniu już nie. Na to wszystko nakładają się wytyczne rządu i Prokuratora Generalnego, w świetle których aborcja powinna być domyślną procedurą dla kobiet w ciąży.
Przypomina nam to wydarzenia sprzed 2000 lat, kiedy Żydzi chcieli zamordować Pana Jezusa i argumentowali przed Piłatem, Prokuratorem Judei, mówiąc:
„My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć”.
Liczni agitatorzy krzyczeli przy tym „ukrzyżuj, ukrzyżuj!”, a następnie tłumy gapiów biernie patrzyły, jak Zbawiciel niósł krzyż, cierpiał i umierał na Golgocie. Dzisiaj aktywiści aborcyjni krzyczą: „abortuj, abortuj!”, a tłumy ludzi biernie patrzą na cierpienie i mordowanie dzieci w łonach matek, takich jak celowo i intencjonalnie zabity w Oleśnicy Felek.
Wielu ludzi dobrej woli ma duży wpływ na opinię społeczną, duże zasięgi oddziaływania, rozpoznawalność w mediach lub lokalnie wśród ludzi w swoim miejscu zamieszkania. Wielu świadomych sytuacji ludzi jest autorytetami dla innych. Wielu ludzi dysponuje pieniędzmi. Wielu innych aktywnie śledzi wydarzenia w Polsce i na świecie, czytając komunikaty niezależnych mediów i organizacji.
Co takie osoby robią, gdy media w całej Polsce mówią o brutalnym zabójstwie Felka? Gdy na jaw wychodzą kolejne, wstrząsające informacje na temat okrutnych aborcji na polskich dzieciach?
Tacy ludzie są uśpieni, w głębokim letargu.
Wylewająca się z mediów i przestrzeni publicznej propaganda od lat wmawia naszemu społeczeństwu, że aborcja to „temat zastępczy”, że to „nic takiego”, że są ważniejsze tematy, którymi należy się zająć i którym powinno się poświęcić uwagę. Celem tej propagandy jest uśpienie Polaków w sprawie mordowania dzieci, aby nie reagowali, gdy aborcjoniści będą zabijać kolejnych niewinnych.
Informacje o okrutnym zabójstwie Felka oraz kolejnych makabrycznych zbrodniach aborcyjnych, wykonywanych np. poprzez maszyny ssące rozrywające maleńkie ciała dzieci na kawałki, budzą przerażenie. Ale aborcjoniści nie są wszechpotężni. Nie mają żadnych „supermocy”, ani wyjątkowych możliwości. Dzieciobójcy odnoszą sukcesy dlatego, że ludzie dobrzy są bierni, gdy zabija się dzieci.
Do zwycięstwa zła potrzeba tylko tego, aby ludzie dobrzy nic nie robili. Dlatego trzeba mobilizować Polaków do walki, budzić sumienia naszego społeczeństwa, publicznie głosić prawdę i modlić się oraz wywierać presję na zmianę barbarzyńskiego prawa, które pozwala na zabijanie dzieci. Tym zajmuje się nasza Fundacja.
Felek został zabity w oleśnickim szpitalu na podstawie formalnej przesłanki „zagrożenia zdrowia psychicznego” jego matki, która umożliwia zabicie dziecka na żądanie do końca ciąży. Przed takim rozwojem sytuacji ostrzegamy głośno od 2020 roku, kiedy Trybunał Konstytucyjny zdelegalizował aborcję na podstawie podejrzenia dziecka o chorobę lub wadę genetyczną. Nasza Fundacja od razu mówiła, że właśnie tak będzie wykorzystywane złe i wadliwe prawo – do zabijania dzieci na żądanie do końca ciąży na podstawie przesłanki „psychiatrycznej”. Jeszcze dłużej, bo od ponad 14 lat, alarmujemy, że w praktyce polskie prawo u nie chroni życia dzieci.
Dlatego nieustannie walczymy o życie – od 2011 roku prowadzimy inicjatywę ustawodawczą „Stop aborcji”, pod którą zebraliśmy ponad milion podpisów. Zorganizowaliśmy tysiące kampanii w przestrzeni publicznej – akcji informacyjnych, publicznych różańców, wystaw i akcji furgonetkowych. Wywieramy nieustanną presję i docieramy do Polaków z prawdą o aborcji. Jesteśmy za to prześladowani. Za to, że nie zgadzamy się na żaden „kompromis” z mordowaniem dzieci.
Tylko jednego dnia, 4 kwietnia br., do sądów wpłynęły 43 wnioski o ukaranie nas za naszą działalność. Oskarżony w tych wnioskach jestem ja oraz Adam, koordynator naszych akcji na Śląsku, w tym kampanii, które prowadzimy pod szpitalem w Oleśnicy.
7 kwietnia zapadły na mnie dwa wyroki przed sądami we Wrocławiu – łącznie 1200 zł grzywny. Tego samego dnia odbył się proces naszej wolontariuszki Kasi, której postawiono zarzut przewodniczenia zgromadzeniu antyaborcyjnemu przed szpitalem w Oleśnicy.
8 kwietnia zapadł wyrok przeciwko naszym wolontariuszom Adamowi, Janowi oraz Martynie, którzy zostali ukarani grzywnami za organizację akcji antyaborcyjnej pod wejściem do szpitala w Oleśnicy.
9 kwietnia nasza wolontariuszka Marta dwukrotnie w ciągu jednego dnia była przesłuchiwana na policji w Rzeszowie w związku z organizacją akcji antyaborcyjnych na terenie miasta. Dwa tygodnie temu Marta miała 7 przesłuchań na policji jednego dnia.
10 kwietnia odbyła się rozprawa naszego wolontariusza Jana, który odwoływał się od wyroku 2000 zł grzywny za organizację akcji pod szpitalem w Oleśnicy.
To tylko mały fragment prześladowań sądowo-policyjno-administracyjnych z ostatnich dni. W całej Polsce przeciwko nam toczy się aktualnie ponad 80 procesów sądowych. Każdego dnia nasi wolontariusze są również prześladowani na ulicach, gdy modlą się i pokazują prawdę o aborcji – spotykają ich obelgi, wyzwiska, plucie, ataki, napady fizyczne, w tym agresja z użyciem niebezpiecznych przedmiotów takich jak noże i tasaki.
Pomimo tych represji, chcemy dalej walczyć, ponieważ życie kolejnych dzieci jest zagrożone, a polskie prawo pozwala na ich bezkarne mordowanie. Aborcja to morderstwo. Kompromis z aborcją to zgoda na mordowanie niewinnych.
Pan Jezus powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Dlatego proszę Pana o przekazanie wielkopostnej jałmużny na ratowanie życia dzieci przed aborcją, dotarcie do kolejnych ludzi z prawdą o zabijaniu dzieci, zmobilizowanie Polaków do działania w obronie życia oraz na obronę naszych wolontariuszy przed prześladowaniami sądowymi.
Może Pan przekazać 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolną inną kwotę, jaką uzna Pan za stosowną, i w ten sposób umożliwić naszej Fundacji kolejne, codzienne działania w Oleśnicy, w przestrzeni publicznej w całej Polsce, w internecie oraz przed sądami.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Służby rozbiły gang zajmujący się sutenerstwem i handlem ludźmi. Śledczy zatrzymali 18 osób, a wobec 15 z nich właśnie skierowano do sądu akt oskarżenia. Akcję przeprowadzili funkcjonariusze krakowskiego Centralnego Biura Śledczego Policji na polecenie małopolskiego pionu PZ Prokuratury Krajowej.
Grupa przestępcza działała co najmniej od kwietnia 2023 do maja 2025 roku, operując na terenie Krakowa, Warszawy, Wrocławia i Poznania. Jej członkami byli przede wszystkim Ukraińcy, a także Polacy.
– Przestępcy wykorzystywali głównie Ukrainki – często będące w trudnej sytuacji życiowej – werbując je do świadczenia usług seksualnych. Jedną z kobiet najęto podstępem, płacąc pośrednikowi 50 tys. zł. Zyski z jej pracy oszacowano na 120 tys. zł – przekazał rzecznik CBŚP podkom. Krzysztof Wrześniowski.
Według ustaleń, gang mógł zarobić na przestępczej działalności co najmniej milion złotych. Usługi seksualne mogło świadczyć kilkadziesiąt kobiet. Całość funkcjonowała jak dobrze zorganizowany biznes.
W skład grupy wchodziły także osoby werbujące kobiety, fotografowie wykonujący im zdjęcia zamieszczone następnie w anonsach publikowanych na portalach internetowych, telefonistki aranżujące spotkania z klientami oraz kierowcy zapewniający ich transport do miejsca świadczenia usług seksualnych, za które można było zapłacić również blikiem.
– Pierwsze zatrzymania miały miejsce w maju 2024 roku. Wówczas funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 12 osób – 10 obywateli Ukrainy i 2 Polaków – zaznaczył Wrześniowski.
Akcję przeprowadzono równolegle w kilku miastach, m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu i Karpaczu.
– Trzy osoby usłyszały zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą – przekazała prok. Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej.
Kolejna akcja odbyła się w marcu 2025 roku – tym razem na terenie Wrocławia. Zatrzymano 6 kolejnych osób (5 obywateli Ukrainy i 1 Polaka).
Prokuratura postawiła im zarzuty udziału w grupie przestępczej, handlu ludźmi oraz prania pieniędzy. W czasie przeszukań zabezpieczono m.in. kilkadziesiąt telefonów służących do kontaktu z klientami.
– Dodatkowo jedna z osób oskarżona została o udzielanie kokainy kobietom, które pod „opieką” grupy świadczyły usługi seksualne – dodała prok. Calów-Jaszewska.
Grozi im kara 15 lat więzienia. Sprawa nadal jest „rozwojowa„.
Wszystko się wydało. Straż Graniczna i burmistrz chcieli po cichu stworzyć ośrodek dla imigrantów
16.04.2025
Imigranci wprowadzani przez Straż Graniczną do ośrodka dla imigrantów / fot. ilustracyjne / fot. X / Służby w akcji (AI)
W Porębie ma powstać ośrodek zamknięty dla imigrantów. Co ciekawe, burmistrz poinformował o tym dopiero z powodu narastających plotek. Przedtem próbował informację ukryć. Mieszkańcy zapowiadają dziś wielki protest w tej sprawie.
O sytuacji poinformował profil „Służby w akcji” na X.
„Mamy oficjalne potwierdzenie. Straż Graniczna prowadzi wstępne rozeznanie w zakresie otworzenia nowego ośrodka dla cudzoziemców w związku z możliwością większego zagrożenia migracyjnego. Pod uwagę brane są lokalizacje w 6 województwach” – napisano na profilu „Służby w akcji” na X.
Mamy oficjalne potwierdzenie. Straż Graniczna prowadzi wstępne rozeznanie w zakresie otworzenia nowego ośrodka dla cudzoziemców w związku z możliwością większego zagrożenia migracyjnego. Pod uwagę brane są lokalizacje w 6 województwach. Szczegóły jutro rano. Zdjęcie ilustracyjne ośrodek dla cudzoziemców
·
94,7 tys. wyświetlenia
W kolejnym poście wyjaśniono, że Straż Graniczna „prowadzi obecnie działania mające na celu ocenę możliwości utworzenia ośrodka dla cudzoziemców w południowej części Polski”.
„Inicjatywa ta wiąże się z potencjalnym wzrostem presji migracyjnej” – czytamy.
Według informacji od Straży Granicznej, na którą powołuje się profil, „celem planowanego ośrodka jest zwiększenie bezpieczeństwa w tym rejonie Polski i całej Europy”.
„Wśród analizowanych lokalizacji znajdują się województwa: podkarpackie, małopolskie, śląskie, opolskie oraz dolnośląskie. Oficjalnie jednym z rozważanych miejsc jest teren przylegający do Oddziału Zewnętrznego w Ciągowicach, który wchodzi w skład Zakładu Karnego w Wojkowicach (woj. śląskie)” – napisano.
Co ciekawe, „informację o planowanej budowie przekazano jedynie burmistrzowi Poręby, którego jako jedynego zaproszono na rozmowy”. Dopiero w wyniku coraz głośniejszych plotek „burmistrz podzielił się informacją z mieszkańcami”.
„Teren gdzie ma powstać ośrodek, leży na granicy gminy Poręba i gminy Łazy. Jednakże to miejscowości Turza i Ciągowice z gminy Łazy będą sąsiadującymi z ośrodkiem. To właśnie Ci mieszkańcy są oburzeni i źli, że nie było żadnych konsultacji, rozmów. Nie uspokajają ich zapewnienia, że będzie to ośrodek zamknięty” – czytamy w poście na X.
Sam burmistrz Ryszard Spyra „zapewnia, że budowa ośrodka jest dobra dla okolicznych gmin i broni inwestycji”.
„Dziś na godzinę 15-tą pod urzędem miasta w Porębie mieszkańcy zapowiadają protest. My postaramy się dla was dowiedzieć o pozostałych ewentualnych lokalizacjach w innych województwach” – poinformował profil „Służby w akcji” na X.
Dwa identyczne szalety, ta sama firma, jedna stolica i aż 319 tysięcy złotych różnicy w cenie. Toaleta w Parku Skaryszewskim kosztowała niemal dwa razy więcej niż jej bliźniaczy odpowiednik – ujawnił Marcin Dobski na portalu tvrepublika.pl.
fot. Tiktok – Jan Bodakowski Najsłynniejsza toaleta w Warszawie
Opinią publiczną przed kilkoma tygodniami poruszyła toaleta w Warszawie za 650 tys. złotych. Oddanie szaletu do użytku kosztowało dokładnie 647 tys. złotych. Co więcej, dotarcie do niego przez rozległe błoto było możliwe tylko dla najbardziej zmobilizowanych. Teraz rozsypane są tam trociny za kolejne 10 tys. złotych.
Jak ustalił Marcin Dobski, identyczny szalet, który postawiła ta sama firma, mieści się w Parku Żeromskiego na Żoliborzu.
„Cena? 328 tys. złotych. Obie inwestycje zrealizowała spółka Hamster Polska z Rybnika, rodzinnego miasta żony prezydenta Warszawy” – czytamy.
Potwierdziła to Republice Karolina Kwiecień-Łukaszewska, rzecznik prasowy, Zastępca Kierowniczki Działu Edukacji:
„czas realizacji wyniósł 8 miesięcy. Całkowity koszt inwestycji, w tym koszt dokumentacji projektowej oraz demontażu starej toalety, wyniósł 327 966,54 zł”.
Toaleta znajduje się przy wejściu do parku od strony ulicy Mierosławskiego i przy świeżo wyremontowanym placu zabaw. Od początku prowadzi do niej betonowa ścieżka.
Via Trocina – tak internauci żartobliwie nazywają ścieżkę z wiórów wysypaną do toalety w Parku Skaryszewskim w Warszawie. Inwestycja Rafała Trzaskowskiego kosztowała blisko 650 tysięcy złotych.
Toaleta publiczna w Parku Skaryszewskim, oddana z pompą pod koniec grudnia 2024 roku, miała być nowoczesnym udogodnieniem dla mieszkańców. Zamiast tego stała się miejskim memem.System nie działa prawidłowo, płytki odpadają z elewacji. A to dopiero początek listy wstydu. Warszawiacy przecierają oczy ze zdumienia. Jak to możliwe, że inwestycja za grubo ponad pół miliona sypie się po kilku miesiącach?
Toaleta za 650 tysięcy nie działa. Ludzie śmieją się w głos z tej inwestycji. Foto: Krzysztof Burski / newspix.pl
Szalet miejski postawiony na tyłach przepompowni, od strony ulicy Międzynarodowej na Pradze-Południe, postawiono w ramach Budżetu Obywatelskiego.
Choć górnictwo jest deficytowe [to jedynie na skutek obłędnych zasad narzuconych z UE md], „eksperci” wskazują, że być może warto dokonać rewizji podejścia do branży – zauważa w środę „Dziennik Gazeta Prawna”.
Wydobycie węgla w Polsce rokrocznie spowalnia, co wpisuje się w założenia krajowej polityki energetycznej, zgodnie z którą udział tego surowca w miksie energetycznym ma spadać – czytamy .
„DGP” przypomina, że w 2024 r. polscy górnicy wyfedrowali 44 mln t węgla – w roku poprzednim było to 48,4 mln t, a 10 lat wcześniej 72,5 mln t. Od lat 90. spadek krajowej produkcji wynosi średnio 2,7 mln t [rocznie md].
[słusznie miniony PRL górnicy żegnali produkcją 190–200 mln ton. A uczeni oceniali pokłady w Polsce wystarczające na 700 – 800 lat. md]
Ale światowi liderzy w produkcji węgla kamiennego jak Chiny, Indie i Indonezja od lat zwiększają moce wydobywcze. Efekt: chińska i indyjska produkcja stanowi dziś ponad 50 proc. globalnej podaży. Taki sam kierunek amerykańskiemu przemysłowi wydobywczemu narzucił też Donald Trump.
„Węgiel pozostaje najtańszym stabilnym paliwem. Kraje rozwijające się, a także rozwinięte o dużej chęci dalszego rozwoju, chętnie korzystają z tego, często własnego, paliwa. W kolejnych latach spodziewam się wzrostu wydobycia również w Australii czy RPA, gdzie tylko w tym roku uruchomiono dwie nowe kopalnie” – wskazał Paweł Bogacz z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, cytowany na łamach dziennika.
Gazeta zwraca uwagę, że mniejszy sentyment do węgla ma jednak polski rząd. Rok temu w rozmowie z Money.pl minister przemysłu Marzena Czarnecka – która w Radzie Ministrów odpowiada za kopaliny – oceniła, że polskie górnictwo jest w stanie „tragicznym”, a Polska „tonie w węglu”. Od początku swojej kadencji Czarnecka utrzymywała jednak, że harmonogram zamykania kopalń, uzgodniony przez branżę jeszcze za czasów rządów PiS, będzie przez obecną władzę honorowany. Ostatnia kopalnia ma być zamknięta w 2049 r.
Najważniejszą kandydaturą w tej chwili, jeśli chodzi o tę postać medialną, pompowaną, bardzo pompowaną sztucznie przez obóz rządowy – Rafał Trzaskowski, jest postacią szczególną. Wszystkie jego klęski, a tylko takie ma, są cały czas zamieniane w propagandzie w jego niezwykłe zwycięstwa. I to są zwycięstwa sromotne. Tak to trzeba nazwać, bo tam, gdzie on się nie nadaje, gdzie nie daje sobie rady, jest później komentowane, że on to wygrał. To jest dla tych, którzy albo nie oglądali, albo nie rozumieją tego, co oglądali.
Więc socjotechnicznie jest to metoda w jakiś sposób skuteczna. I taka w zamierzeniu ma być.
−∗−
LESZEK ŻEBROWSKI. DEBATY PREZYDENCKIE – HIT CZY KIT?
Główny Inspektor Sanitarny Paweł Grzesiowski. Foto: PAP
Zapowiadana przez GIS pod wodzą dr Pawła Grzesiowskiego kontrola kart szczepień rozpoczęła się 1 kwietnia. Główny Inspektor Sanitarny chce poznać szczegółowe statystyki szczepień dzieci w Polsce, od urodzenia do 19. roku życia. Chodzi o przyjmowanie preparatów przeciw 13 chorobom zakaźnym. GIS grozi rodzicom niegodzącym się na przymusowe szczepienia postępowaniami i karami.
„Karta uodpornienia” jest indywidualną dokumentacją medyczną pacjenta, w której dokonywane są wpisy i informacje dotyczące wszystkich szczepień, jakie zostały przeprowadzone od chwili urodzenia. Dokumenty te zakłada zwykle personel oddziałów noworodkowych i następnie trafiają do kolejnych placówek medycznych, w których mali pacjenci otrzymują świadczenia opieki zdrowotnej.
Od początku kwietnia trwa kontrola tych kart pod kątem kompletności. Wnioski będą opisane przez inspektorów sanitarnych w stosownych protokołach.
– Tym efektem kontroli sumarycznym, przez nas oczekiwanym, będzie poznanie statystyki zaszczepionych dzieci w Polsce przeciwko 13 chorobom zakaźnym, które są objęte obowiązkiem szczepień w Polsce, od urodzenia do 19. roku życia. Mamy taką nadzieję, że również poznamy, jak wiele osób jest niezaszczepionych i jakie są przyczyny tego, że dzieci nie są szczepione – mówił agencji informacyjnej Newseria dr n. med. Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny.
– Rodzice słysząc o kontroli, w tej chwili częściej odwiedzają punkty szczepień, a więc już możemy powiedzieć, że pewien efekt pozytywny kontroli jest, dlatego że chyba część osób zapomniała po prostu o uzupełnieniu szczepień i już w tej chwili wiemy, że więcej jest osób chętnych do szczepienia. Druga sprawa to to, że punkty szczepień zaczynają też przyglądać się dokumentacji, która w nich była czy w nich jest, nie wszyscy na bieżąco analizują karty szczepień i regularnie wysyłają do Inspekcji Sanitarnej zgłoszenia osób nieszczepionych, więc teraz też widzimy wzmożoną liczbę przesyłanych do nas zgłoszeń dzieci nieszczepionych – tłumaczył Grzesiowski.
– Możemy z góry założyć, że pewna część dzieci jest poza systemem, czyli na przykład karta jest pusta, dziecka nie ma, nie zgłaszało się do lekarza, trzeba będzie wyjaśniać, czy to dziecko nie jest pod opieką innej przychodni, więc to będzie na pewno ten pierwszy etap, to będzie weryfikacja tych dzieci, których nie mamy danych. Druga sprawa to kwestia dociekania, jaka jest przyczyna nieszczepienia, wiemy, że wiele dzieci jest zwalnianych ze szczepień z przyczyn medycznych, te nie będą przedmiotem naszych działań – podkreśla Główny Inspektor Sanitarny.
Część rodziców odmawia szczepienia swoich dzieci bez podania przyczyn. – To będziemy chcieli w następnym etapie przeanalizować dokładniej, co to są za rodziny, skąd się wziął i jaki jest ten mechanizm, dla którego nie chcą szczepić, jaka jest też rola tego punktu szczepień w ewentualnych mediacjach czy w jakichś kontaktach z taką rodziną, bo wiemy, że tu jest bardzo różnie, niektóre punkty szczepień bardzo aktywnie próbują nawiązać kontakt z takimi rodzinami, inne mniej. Więc chcemy to także przeanalizować i dopiero potem będziemy planowali konkretne kolejne kroki – zaznaczył Grzesiowski.
– Przepisy w Polsce są bardzo jasne, jeżeli stwierdzamy, że ktoś uchyla się uporczywie od szczepień, wówczas podlega karom i procedurze egzekucji, więc tutaj my nie możemy działać wbrew prawu. Natomiast najpierw trzeba się upewnić, że ta rodzina uchyla się od szczepień w sposób uporczywy, czyli odmawia szczepień bez podawania żadnej przyczyny, nie stawia się na wizyty. Musimy poznać historię takich rodzin, bo przecież jest w Polsce w tej chwili wdrożonych wiele postępowań przeciwko właśnie rodzicom, którzy nie szczepią swoich dzieci – mówił Główny Inspektor Sanitarny.
Dodał jednak, że nie wszyscy rodzice podlegają karom w tym samym zakresie. – Na przykład są dzieci, które przyjęły część szczepień, części szczepień rodzice odmawiają, więc też nie możemy wszystkich traktować jednakowo. To jest kwestia też dociekania, co, która rodzina, jakie szczepienia ma zaległe i ewentualnie wznowienia dialogu z taką rodziną – zaznaczył.
Według prawa za „uchylanie się” od obowiązkowych szczepień dzieci mogą grozić kary administracyjne i karne. Obowiązek poddania dzieci szczepieniom ochronnym nakłada na rodziców lub opiekunów prawnych art. 5 ustawy z 5 grudnia 2008 roku o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Maksymalne, jednorazowe grzywny, jakie może nałożyć Powiatowy Inspektor Sanitarny, mogą dochodzić do 10 tys. zł, ale mogą być nakładane wielokrotnie. Rodzice mogą otrzymać także mandat karny do 500 zł za każde dziecko, jeśli odmówią wykonania szczepienia i nie podadzą przy tym „uzasadnionych powodów”. Zdarza się, że w przypadku „uporczywego uchylania się” od tego obowiązku sprawa trafia do sądów opiekuńczych, które mogą zdecydować o ograniczeniu władzy rodzicielskiej w sytuacji, jeśli państwo uzna, że brak szczepienia „narusza dobro dziecka”.
Obecnie polskie prawo nie nakłada żadnych obowiązkowych szczepień dla dorosłych. Mowa jest jedynie o zalecanych szczepieniach. To oznacza, że nie ma właściwie żadnych mechanizmów, które pozwalałyby zweryfikować, ilu dorosłych jest zaszczepionych, a ilu nie.
– Można się jedynie zastanawiać nad ankietą czy dobrowolnym poddaniem się tego rodzaju badaniu, natomiast nie ma mechanizmu, który by w Polsce w jakikolwiek sposób umożliwiał kontrolę szczepień u dorosłych. Owszem, można by się zorientować, ponieważ mamy w tej chwili szczepienia zalecane, objęte już elektroniczną kartą szczepień, można by się zastanowić nad takim spojrzeniem, ile szczepień jest wykonanych w ramach tego mechanizmu, natomiast ponieważ elektroniczna karta szczepień weszła właściwie od 2024 roku, to dane są naprawdę bardzo, bardzo szczątkowe – przyznał Grzesiowski.
Na początku kwietnia inspektorzy sanepidu rozpoczęli kontrole kart szczepień dzieci i nastolatków. W tym samym czasie do placówek medycznych zaczęły wpływać prośby o wypisanie najmłodszych pacjentów. Jaki jest tego cel? W praktyce dziecko znika z radarów państwa – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.
Zbyszek Kaczmarek – Gazeta Polska
Jak wynika z informacji przekazanych DGP przez dyrektorów placówek podstawowej opieki zdrowotnej, przed uruchomieniem przez głównego inspektora sanitarnego powszechnego spisu szczepień deklaracje dotyczące rezygnacji z usług przychodni były rzadkością i trafiały się raz na kilka miesięcy.
„Dziś jest ich co najmniej kilka w tygodniu. Tylko w ubiegłym miałam informacje o siedmiu. A są przychodnie, które mają ich nawet po 10” – wyjaśnia cytowana przez „DGP” Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. Joanna Zabielska-Cieciuch, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego i lekarka rodzinna z Białegostoku, informuje z kolei o dwóch–trzech deklaracjach składanych w tygodniu.
„Mamy już kilkanaście przychodni, które mierzą się z takim zjawiskiem” – zaznacza.
Zdaniem Tomasza Zielińskiego, lekarza i współwłaściciela przychodni, jest to sposób na ukrycie dziecka przed systemem obowiązkowych szczepień ochronnych.
Szczepionki” przeciwko COVID-19 z modyfikowanym mRNA: lekcje wyciągnięte z badań klinicznych, szczepień powszechnych oraz zespołów bio-farmaceutycznych
Poniżej prezentujemy jedno z 13 badań, których tłumaczenie przez tłumacza przysięgłego z języka angielskiego, w trybie ekspresowym, nakazał Naczelny Sąd Lekarski dr hab. n. med. Dorocie Sienkiewicz, a do którego nie odniósł się nawet jednym słowem. Koszt tłumaczenia wyniósł 40 000 zł.
Aktualna wiedza medyczna została demonstracyjnie zignorowana, przez ideowy front fundamentalistów szczepionkowych opłacanych przez Big Pharmę, dowodząc tym samym, że obecnie dyskusja na temat zasadności wprowadzania kolejnych szczepionek odeszła od nauki opartej na dowodach w kierunku szamanizmu z elementami zaklinania rzeczywistości.
Kim są ludzie, którzy sami postawili się w roli sędziów nie mając do sprawowania takiej funkcji żadnych predyspozycji moralnych, prawnych ani naukowych?
Streszczenie badania pod powyższą grafiką. Całe badanie do pobrania pod artykułem (50 str.) pdf
International Journal of Vaccine Theory, Practice and Research
[Międzynarodowe Czasopismo Teorii, Praktyki i Badań nad Szczepionkami]
IJVTPR
„Szczepionki” przeciwko COVID-19 z modyfikowanym mRNA: lekcje wyciągnięte z badańklinicznych, szczepień powszechnych oraz zespołów bio-farmaceutycznych, część 2
Streszczenie
„Szczepionki” na bazie nanocząsteczek lipidowych przeciwko COVID-19 ze zmodyfikowanym mRNA (mRNA) nie są klasycznymi szczepionkami antygenowymi, ale prolekami opartymi na technologii terapii genowej. Odnotowano drastyczny poziom nieprawidłowego i zaniżonego zgłaszania ryzyka i nieprawidłowości zdrowotnych w przeprowadzonych przez Pfizer i Modernę badaniach tych produktów.
Dotąd miliony dorosłych na całym świecie zgłosiły ciężkie i poważne działania niepożądane w kontekście produktów mRNA przeciw COVID-19, pojawiają się więc uzasadnione obawy dotyczące podawania ich niemowlętom i młodszym grupom wiekowym, dla których COVID-19 stwarza jedynie minimalne ryzyko.
Początkowe twierdzenia na poparcie narracji, że zastrzyki genowe są „bezpieczne i skuteczne” w zakresie ograniczenia ciężkiej postaci choroby, hospitalizacji i śmierci opierały się na
wadliwych badaniach, niewystarczających analizach i niewłaściwych, często nieetycznych praktykach sprawozdawczych. Wybrane ramy czasowe dla tych badań rejestracyjnych (dwa miesiące dla Pfizer, trzy miesiące dla Moderna) były zdecydowanie zbyt krótkie, aby umożliwić bezstronną ocenę potencjalnych poważnych działań niepożądanych, pominięto także standardowe protokoły badań.
a szczepionek za pośrednictwem platformy bezpieczeństwa szczepionek ratunkowych Brighton Collaboration w celu oceny działań niepożądanych o szczególnym znaczeniu (AESI) odnotowanych w badaniach mRNA przeciw COVID-19.
Bardziej rozległe badanie Pfizer wykazało istotne o 36% wyższe ryzykopoważnych zdarzeń niepożądanych w grupie otrzymującej mRNA w porównaniu do grupy otrzymującej placebo, a także czterokrotnie wyższe ryzyko poważnych działań niepożądanych o szczególnym znaczeniu w porównaniu do ryzyka hospitalizacji z powodu COVID-19.
W obu badaniach rejestracyjnych zastrzyki modmRNA wiązały się ze zwiększonym ryzykiem udaru niedokrwiennego, krwotoku mózgowego, żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, ostrego zespołu wieńcowego i innych stanów, o których wiadomo, że skracają oczekiwaną długość życia.
Do tej pory w literaturze medycznej udokumentowano miliony ciężkich i zagrażających życiu działań niepożądanych związanych z produktami mRNA przeciw COVID-19.
Skuteczność:
Niedawna metaanaliza syntetyzująca wyniki 68 badań oceniających skuteczność zastrzyków mRNA przeciw COVID-19 wykazała znaczny spadek skuteczności szczepionki w czasie, z dolną granicą przedziałów ufności sugerującą, że może ona spaść do poziomu bliskiego zeru między 168 a 195 dniem od podania. Po pojawieniu się wariantu Omicron skuteczność szczepionki nawet na poziomie bazowym spadła poniżej progu WHO „odpowiedniej odpowiedzi na szczepienie”. W związku z tym, od czasu wprowadzenia szczepionki Omicron, nie zaobserwowano praktycznie żadnych istotnych korzyści z podawania mRNA (zarówno dawek podstawowych, jak i przypominających) w zakresie zapobiegania zakażeniom, hospitalizacjom i śmiertelności z powodu SARS-CoV-2.
Działania niepożądane:
Co ciekawe, wiele z początkowych odkryć na temat działań niepożądanych pochodziło z samego zespołu biofarmaceutycznego [Bio-Pharma Complex], po pośpiesznym procesie zatwierdzenia EUA. Poufne dokumenty Pfizer wykazały około 1,6 miliona działań niepożądanych od sierpnia 2022 r. Jedna trzecia tych zdarzeń została sklasyfikowana jako „poważne”, niezmiennie skutkując koniecznością udzielenia pomocy w nagłych wypadkach, hospitalizacją, trwałym kalectwem, a nawet śmiercią. Do urzędowych baz danych, w szczególności VAERS w USA, Yellow Card w Wielkiej Brytanii, EudraVigilance w Unii Europejskiej oraz VigiBase, globalnej bazy danych WHO zgłaszającej działania niepożądane produktów leczniczych, zgłoszono liczne przypadki uszczerbku zdrowotnego i zgonów związane z mRNA.
Badanie zgłoszeń działań niepożądanych do VAERS i EudraVigilance wykazało „znaczne nadmierne ryzyko zgonu, hospitalizacji i sytuacji zagrażających życiu dla wszystkich szczepionek COVID-19 w porównaniu ze szczepionkami przeciw grypie, a szczególnie duże względne ryzyko zakrzepicy, krzepnięcia i reakcji ze strony narządów płciowych…”
W przeglądzie systematycznym z 2022 r. wśród poważnych działań niepożądanych związanych z zastrzykami modmRNA wymieniono zapalenie mięśnia sercowego, zapalenie osierdzia, małopłytkowość i różne skutki neurologiczne (takie jak drgawki i zdarzenia w obrębie twarzy).
Obecnie, cztery lata po publikacji raportów z badań rejestracyjnych, które doprowadziły do pospiesznej i masowej ogólnoświatowej kampanii „szczepień”, ani jedno duże kontrolowane badanie kliniczne nie wykazało, by zastrzyki zmRNA mogły zmniejszyć liczbę ciężkich przypadków zachorowania, hospitalizacji i śmiertelności. W świetle tego faktu „bezpieczna i skuteczna” mantra powtarzana przez zespół biofarmaceutyczny w trakcie pandemii musi zostać uznana za naukowo błędną, a ponadto niebezpieczną z punktu widzenia zdrowia publicznego.
W przeciwieństwie do nieustannie wydawanych przez przemysł farmaceutyczny komunikatów, trzy duże, dobrze zaprojektowane badania kohortowe wykazały, że wielokrotne podanie modmRNA prowadzi do zwiększenia wskaźników COVID-19, natomiast brak podania szczepionki zapewnia lepszą ochronę w porównaniu z przyjęciem jednej lub kilku dawek.
Dzieci:
W listopadzie 2023 r. CDC alarmująco wprowadziło zastrzyki mRNA przeciw COVID-19 do harmonogramu szczepień dzieci, z zaleceniem podania jednej dawki zaktualizowanej lub „aktualnie stosowanej szczepionki” wszystkim dzieciom po ukończeniu szóstego miesiąca życia.
Zalecenie to jest bezpodstawne i moralnie okrutne, biorąc pod uwagę, że niemowlęta i dzieci bardzo rzadko chorowały na COVID-19, liczby te należy uznać za niezwykle znikome w porównaniu z przypadkami uszkodzenia mięśnia sercowego i innymi dobrze udokumentowanymi uszczerbkami spowodowanymi zastrzykami modmRNA. Co więcej, nie przeprowadzono żadnych kontrolowanych badań klinicznych z udziałem dzieci w celu należytego przetestowania bezpieczeństwa produktów „wspomagających” mRNA (zgodnie z ustalonymi standardami naukowymi dla klasycznych szczepionek lub produktów terapii genowej). Amerykańska Akademia Pediatrii beztrosko poparła decyzję CDC, stwierdzając, że „dodanie szczepionki przeciwko COVID do aktualnego zalecanego harmonogramu szczepień jest bezpieczne”. Nawet po oficjalnej deklaracji administracji Bidena o zakończeniu „krajowego stanu zagrożenia COVID” w maju 2023 r., wiele systemów szkolnych zadziwiająco nadal wywiera presję – a w niektórych przypadkach wymaga – by uczniowie „zaszczepili się” przeciwko chorobie, która ma prawie zerowy wskaźnik śmiertelności w przypadku infekcji u osób poniżej 40 roku życia .
Praktycznie wszystkie dzieci zostały już narażone na kontakt z koronawirusem, a tym samym posiadają trwałą odporność komórek T, która jest znacznie skuteczniejsza niż jakakolwiek teoretyczna ochrona zapewniana przez nieprzetestowane zastrzyki mRNA (patrz część 1). Stosunek ryzyka do korzyści może być niewyobrażalnie duży w świetle różnych powikłań sercowo-naczyniowych, neurologicznych i nowotworowych (z których wiele może być znacznie opóźnionych w czasie) omówionych w kolejnych akapitach. Nawet jeśli niektóre z tych schorzeń są rzeczywiście „rzadkie”, jak twierdzi wiele artykułów, biorąc pod uwagę ich ogromną liczbę i prawdopodobieństwo, że wiele powikłań objawia się ze znacznym opóźnieniem, sugerowałoby to wysoki stosunek ryzyka do korzyści dla dzieci i młodych dorosłych. Dane z dużego badania kontrolnego nad bezpieczeństwem farmakoterapii wskazują na nierównowagę w zgłaszaniu działań niepożądanych ze strony układu immunologicznego wśród nastolatków po podaniu mRNA przeciw COVID-19.
Ponieważ obecnie nie mamy żadnego dostrzegalnego sposobu przewidywania wystąpienia poważnych działań niepożądanych, karygodne wydaje się utrzymywanie tego schematu niczym rosyjskiej ruletki w kontekście podawania niemowlętom i małym dzieciom, zwłaszcza w drodze przymusu lub obowiązku.
Produkty mRNA
Pierwotnie produkty mRNA przeciw COVID-19 były podawane zgodnie z twierdzeniem, że syntetyczny mRNA, zamknięty w rzekomo ochronnych nanocząsteczkach lipidowych (LNP), pozostanie w mięśniu naramiennym po wstrzyknięciu. Twierdzenie to okazało się ewidentnie fałszywe, ponieważ późniejsze badania biodystrybucji wykazały rozprzestrzenianie się syntetycznych kwasów nukleinowych w całym ciele, a następnie ogólnoustrojowe wytwarzanie białka kolca. Gdy białko kolca dostanie się do krwiobiegu, rozprzestrzenia się ogólnoustrojowo i utrzymuje się przez co najmniej 6-8 miesięcy. W rezultacie wydaje się, że może przyczyniać się do szeregu działań niepożądanych.
Jednym z powodów, dla których długotrwała ogólnoustrojowa dystrybucja mRNA jest problematyczna, jest fakt wykazania, iż substytucja N1-metylopseudourydyny urydyną w tych produktach sprzyja błędom w procesie odwrotnej transkrypcji. Nawet niewielkie błędy transkrypcji mogą powodować istotnie szkodliwe skutki chorobowe. Kiedy wyskaluje się je dla dużej populacji, ulegają one zwielokrotnieniu, przez co stają się katastrofalne.
W niniejszej pracy przyglądamy się prolekom opartym na genach podawanym ponad połowie populacji świata w okresie czterech lat, co jest niekontrolowanym eksperymentem na skalę globalną z potencjalnie negatywnymi skutkami, które mogą objawiać się przez kolejne dziesięciolecia.
Podsumowując, składniki produktów mRNA przyczyniają się bezpośrednio do złożonych, słabo poznanych i nieprzewidywalnych działań niepożądanych. Składniki te obejmują:
Nanocząstki lipidowe. W szczególności zajmujemy się poddającymi się jonizacji lipidami kationowymi (lipidami, które w środowisku kwaśnym przyjmują ładunek dodatni). Wiadomo, że poddające się jonizacji lipidy kationowe są toksyczne, ponieważ indukują kaskady pro-apoptotyczne i prozapalne (Cui i in., 2018). Niemniej jednak są one niezbędnym składnikiem produktów mRNA, mającym na celu wzmocnienie produktywnej syntezy białka kolca z mRNA.
Glikol polietylenowy (PEG). Jako jeden z głównych adiuwantów w szczepionkach mRNA przeciwko COVID-19, PEG jest powszechnie uważany za główny czynnik poszczepiennego
wstrząsu anafilaktycznego, dobrze udokumentowanego potencjalnego bezpośredniego poważnego działania niepożądanego u osób wrażliwych po podaniu mRNA.
Koniugacja PEG z nanocząsteczkami zwiększa ich immunogenność, powodując aktywację dopełniacza, a następnie ostrą i zagrażającą życiu reakcję.
W ostatnich badaniach niezależnych badaczy wykryto plazmidowe DNA bakterii E. coli. Inne zanieczyszczenia genetyczne, potencjalnie związane z technologią mRNA, obejmują pozostałości DNA,
hybrydy DNA-RNA (lub ich fragmenty), dwuniciowe (ds) RNA i krótkie, skrócone mRNA .
Zidentyfikowano także inne składniki zastrzyków modmRNA, ale nie są one przedmiotem niniejszego artykułu.
Szczątkowe fragmenty DNA zawierające sekwencję SV40
Zaskakującym i potencjalnie niepokojącym odkryciem w próbkach produktu modmRNA firmy Pfizer była obecność promotora wirusa Simian 40 (SV40). SV40, onkogenny wirus DNA pierwotnie wyizolowany w 1960 r. ze skażonych szczepionek przeciwko polio, wywołuje chłoniaki, guzy mózgu i inne nowotwory złośliwe u zwierząt laboratoryjnych.
Dane immunologiczne pochodzące od pacjentów chorych na raka wskazują, że w ich surowicy stwierdzono wyższą częstość występowania przeciwciał przeciwko SV40 w porównaniu z osobami zdrowymi (Rotondo i in., 2019). Metaanaliza oparta na połączeniu różnych danych od 1793 pacjentów z rakiem wykazała znaczne wysokie ryzyko SV40 w powiązaniu z guzami mózgu, nowotworami kości, chłoniakiem nieziarniczym i międzybłoniakiem złośliwym.
Chociaż promotor SV40 był nieobecny w fiolkach wykorzystanych podczas badań rejestracyjnych, zidentyfikowano go we wszystkich badanych fiolkach BioNTech pobranych z rozpowszechnionych publicznie partii. W dniu 6 grudnia 2023 r. Naczelny Lekarz stanu Floryda, Joseph Ladapo skontaktował się z FDA i CDC z pytaniami dotyczącymi oceny bezpieczeństwa i wykrycia miliardów fragmentów DNA na dawkę szczepionki mRNA.
W dalszej części artykułu szczegółowo przedstawiona jest analiza kliniczna i epidemiologiczna, wraz z kategoryzacją poważnych działań niepożądanych po produktach mRNA przeciw COVID-19 za pomocą krótkiego, systemowego konspektu każdej z sześciu domen potencjalnych powikłań: (1) sercowo-naczyniowej, (2) neurologicznej, (3) hematologicznej; (4) immunologicznej, (5) onkologicznej i (6) reprodukcyjnej.
…………………..
Biorąc pod uwagę obszerne doniesienia o powikłaniach związanych z przyjęciem szczepionki mRNA wśród milionów dorosłych na całym świecie, istnieją uzasadnione obawy dotyczące podawania tych proleków genowych niemowlętom i młodszym grupom wiekowym, u których występuje wyjątkowo niskie ryzyko poważnych powikłań COVID-19.
Ponownie wzywamy rządy na całym świecie do wprowadzenia moratorium na produkty mRNA do czasu przeprowadzenia odpowiednich badań bezpieczeństwa i toksykologicznych oraz otwartego udostępnienia ich społeczności naukowej.
Dwóch młodych sportowców wymaga reanimacji, ośmiu innych trafia do szpitala – ale jedno kluczowe pytanie jest systematycznie ignorowane.
Leuven, Belgia – Miało to być duże wydarzenie sportowe, ale półmaraton Mistrzostw Europy w ten weekend zakończył się dramatycznie dla wielu uczestników. Dwóch biegaczy w wieku dwudziestu kilku lat straciło przytomność w trakcie biegu i trzeba było ich reanimować. Ośmiu innych sportowców trafiło do szpitala. Tylko w sobotę w półmaratonie wzięło udział około 10 000 osób.
Belgijskie media podchodzą do sprawy ostrożnie, ale za tymi trzeźwymi doniesieniami kryje się coś wybuchowego: młodzi, aktywni sportowo ludzie coraz częściej padają ofiarą zawałów podczas zawodów – często z zatrzymaniem akcji serca.
„Nowa normalność”
Flamandzki lekarz rodzinny Frank Peeters podsumowuje to gorzkim zdaniem:„Nowa normalność”. Zdanie, które ma trwały wpływ.
W rzeczywistości przypadek Leuven nie jest odosobnionym przypadkiem. Zaledwie w zeszłym tygodniu zginęło dwóch uczestników popularnej imprezy kolarskiej We Ride Flanders . Jeden z nich – holenderski sportowiec amator – zmarł na skutek nagłej niewydolności serca.
Jedno pytanie, którego nikt nie chce zadać
Neurolog Jan Bonte odpowiedział na incydenty jasnymi słowami: „Chciałbym poznać diagnozę medyczną. Czy to była arytmia serca?” Obaj biegacze, których reanimowano, nadal przebywają w szpitalu i najwyraźniej są przytomni. Dla Bonte był to dziwny szczegół: „Zazwyczaj ludzie trafiają na oddział intensywnej terapii po zatrzymaniu akcji serca i są schładzani. Jeśli w tym przypadku tak nie jest, czy resuscytacja była w ogóle konieczna?”
Między wierszami zadaje pytanie, które zadaje sobie coraz więcej osób – a którego brakuje w oficjalnych oświadczeniach.
Badanie JAMA pokazuje wzrost – ale brakuje hipotezy
Najnowsze badanie opublikowane w czasopiśmie Journal of the American Medical Association (JAMA) ujawnia uderzającą tendencję: w latach 2020–2023 odnotowano znacznie więcej zatrzymań akcji serca podczas maratonów i półmaratonów w USA niż w latach ubiegłych (2014–2019). Autorzy podają kilka możliwych przyczyn, ale jednej ciągle brakuje : związku z nowymi metodami leczenia wprowadzonymi od 2021 r
====================================
M. Dakowski:
Przecież normalnym badaczom narzuca się: Ilu z nich przyjęło szprycę na kowid, ile razy. Porównać z nie-szczepionymi i z przypadkami sprzed kowida. Już takie postawienie sprawy sugeruje wynik, prawda?