W Dzień Świętości Życia zapraszam Pana do obejrzenia wyjątkowego reportażu.
To historia o Mamie i Dziecku, którzy zostali zaszczuci przez zwolenników aborcji. Gdyby nie presja na aborcję, problemy, które miał Staś, byłyby do opanowania.
A jednak wszyscy wokół chcieli, żeby zabiła synka. Naciskali. Robili awantury.
Aborcja? Tak, jak najbardziej. Na pewno masz problemy psychiczne, wypiszemy kartkę. „A może zabić dziecko niby przypadkiem przy badaniu” – zapytał jeden z ginekologów.
W Dzień Świętości Życia proszę, aby zobaczył Pan reportaż o tym, jak wygląda rzeczywistość aborcyjna w Polsce.
Proszę też o pomoc w dotarciu z tym materiałem do jak najszerszego grona osób.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 25 marca 2025
Adam Grzymała-Siedlecki w swoich wspomnieniach „Rozmowy z samym sobą” opowiada m.in. o niejakim Rakowskim, właścicielu majątku Rudna.
Zadłużony po uszy, którejś wiosny sprzedał był Abramowi z Proszowic na pniu pszenicę z dwudziestu paru morgów. Następnie tę samą pszenicę na pniu sprzedał jeszcze pięciu innym kupcom zbożowym, oczywiście nie informując ich o pozostałych nabywcach. Do odbioru pszenicy wyznaczył wszystkim ten sam wrześniowy dzień.
O szóstej rano z wozami i workami zjawił się pierwszy z nabywców. Rakowski odkłada ładowanie zboża do godziny dziesiątej. Tymczasem już po godzinie przybywają dwaj następni kupcy. Po jakimś czasie zorientowali się, że wszyscy przyjechali w tym samym celu. Pędzą do właściciela majątku po wyjaśnienia, ale ten wyjaśnień odmawia, a kiedy kupcy wracają do swoich furmanek, widzą już dwóch następnych. Wreszcie zjawia się i Rakowski: – czy jest was już tu sześciu? – Jest – odpowiadają zdenerwowani kupcy.
– W porządku – Rakowski na to – na co oni podnoszą klangor: – Co jest w porządku? Jak pan dziedzic mógł coś podobnego! A kiedy ochrypli i opadli z sił, Rakowski skorzystał z chwili ciszy i powiada: – Kochani, radzę wam postąpić po Bożemu, wedle sprawiedliwości. Pszenicy zebrałem 150 korcy z ogonem; jest was sześciu, każdy zabierze po 25 korcy i hajda do domu. Oczywiście żaden z kupców, z których każdy wcześniej zapłacił za całą pszenicę, nie chce o tym nawet słyszeć. – No to nie ma innej rady – powiada Rakowski – tylko wyścig. – Co to jest wyścig?! Jaki wyścig!? – wołają zdenerwowani kupcy.
Na to Rakowski wskazał im dwie bramy, odległe od siebie o jakieś 200 kroków i powiada tak: ustawię was wszystkich sześciu przy jednej bramie, pójdę na ganek i jak strzelę z pistoletu, wy pobiegniecie do drugiej bramy, a który pierwszy dobiegnie, ten zabierze wszystkie 150 korcy. Oczywiście kupcy ani myśleli się zgodzić i znowu podnieśli klangor, ale tym razem Rakowski powiada: chciałem dla was jak najlepiej. Nie zgadzacie się – trudno; zostawiam was, sami już znajdźcie jakieś wyjście. I pożegnał ich.
Po kilku godzinach kłótni, w trakcie której charczeli nienawiścią już nie przeciwko Rakowskiemu, ale przeciwko sobie nawzajem, po południu przyszli do dziedzica, że zgadzają się na wyścig. Podkasali chałaty, Rakowski wystrzelił i wyścig ruszył. Który z orżniętych kupców wygrał i zagarnął 150 korcy pszenicy – tego autor nie podał.
—————————–
A tak się właśnie złożyło, że na półtora miesiąca przed słynną już na cały świat awanturą w Gabinecie Owalnym Białego Domu miedzy prezydentem Donaldem Trumpem, a ukraińskim prezydentem Zełeńskim, 16 stycznia w Kijowie podpisany został między Wielką Brytanią, w imieniu której podpis złożył brytyjski premier Keir Starmer i Ukrainą, w imieniu której swój podpis miał złożyć prezydent Zełeński, układ na 100 lat, o „stuletnim partnerstwie”. Wprawdzie w opublikowanym tekście układu nie ma ani słowa o żadnym odstąpieniu Wielkiej Brytanii na wyłączność ukraińskich złóż metali ziem rzadkich, tylko o całkiem innych, zupełnie niewinnych sprawach – ale przecież w opublikowanym tekście paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku też nie było ani słowa o podziale Europy Środkowej między Rzeszę Niemiecką i Związek Sowiecki – bo te uzgodnienia znalazły się w tajnej części tego porozumienia.
Czy umowa brytyjsko-ukraińska o „stuletnim partnerstwie” zawiera jakąś tajną część? Tego oczywiście się nie dowiemy, bo jak „tajna”, to tajna. Z drugiej jednak strony, jakież zagadkowe przyczyny mogłyby skłonić Wielką Brytanię do zaoferowania Ukrainie aż „stuletniego partnerstwa”? Takie partnerstwo, nawet cztery razy krótsze, musiałoby być umocnione jakimiś realnymi gwarancjami lub zachęcającymi koncesjami ze strony Ukrainy – a cóż dopiero – „partnerstwo stuletnie”?
Wielka Brytania bowiem, bez względu na to, kto akurat nią rządzi, nie jest podobna do naszego nieszczęśliwego kraju, który 2 grudnia 2016 roku podpisał z Ukrainą umowę, według której Rzeczpospolita Polska zobowiązała się do „nieodpłatnego” udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa. Ukraina pozornie zobowiązała się do tego samego, ale zarówno kontekst sytuacyjny w roku 2016, jak i późniejsze wydarzenia, zwłaszcza związane z ukraińskim eksportem rolnym na teren Unii Europejskiej, pokazały, że o żadnej wzajemności ze strony Ukrainy nie ma mowy. Wielka Brytania z całą pewnością takiego głupstwa by nie zrobiła, podczas gdy władze naszego nieszczęśliwego kraju robią jedno głupstwo za drugim i nawet teraz – jak się okazało z buńczucznej deklaracji Księcia-Małżonka – Polska płaci za wykorzystywane na Ukrainie Starlinki, nie żądając nic w zamian.
Dopiero w tym kontekście możemy ocenić słynne „rozliczenia”. Owszem, obóz „dobrej zmiany” podobnie zresztą, jak folksdojcze obywatela Tuska Donalda, grabią, ile się da – ale w proporcji do sum, jakie poszły na darmowe futrowanie Ukrainy zarówno w postaci dostaw broni, jak i w postaci rozmaitych serwitutów nie tylko dla tego państwa, ale i jego obywateli, który pod pretekstem uchodzenia przed wojną, przeszli na utrzymanie polskich podatników, to jakieś okruszki. Okazuje się, że obóz „dobrej zmiany” Naczelnika Państwa nie może licytować się z Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda o różnicę łajdactwa, bo przez ponad roczne rządy vaginetu obywatela Tuska Donalda różnica łajdactwa się wyrównała.
Jeśli już mieliby o coś rywalizować, to już tylko o stopień głupoty – chociaż i to byłoby trudne, jako że obecną ekipę przy sterze uważam za najgłupszą od czasów Bolesława Chrobrego. Bo czyż Bolesław Chrobry ośmieliłby się wystąpić na jakimś wiecu z pomysłem tworzenia Volkssturmu, w dodatku ufundowanego na „przymusowej dobrowolności”? Tymczasem obywatel Tusk Donald, przy pochwalnym popiskiwaniu vaginess ze swojego vaginetu, nawet nie zdaje sobie sprawy z groteskowego charakteru tego pomysłu, nie bez słuszności zapewne uważając, że tubylczy Irokezi, czyli wyznawcy Volksdeutsche Partei, łykną wszystko, nawet jeszcze bardziej piramidalne głupstwa. Ale tak to już jest, jak kogoś i tak już zadowolonego ze swego rozumu, jeszcze Żydowie z warszawskiego Judenratu utwierdzą w tym mniemaniu.
Wróćmy jednak do „stuletniego partnerstwa” brytyjsko-ukraińskiego. Otóż czytamy tam, że dla Wlk. Brytanii najważniejszymi postanowieniami układu jest współpraca wojskowa na Morzu Czarnym. Morzu Azowskim i… Morzu Bałtyckim, do którego Ukraina, przynajmniej na razie, to znaczy – zanim doprowadzi Polskę do zawarcia „unii” – nie ma dostępu. Ale za 100 lat…?
Drugim co do ważności postanowieniem jest „współpraca naukowa i technologiczna” w dziedzinie „opieki zdrowotnej”, agrotechnologii, przestrzeni kosmicznej i dronów. Czy z tą „opieką zdrowotną” przypadkiem nie chodzi o wykorzystanie przez Brytyjczyków założonych na Ukrainie ośrodków produkcji broni biologicznej, dzięki której, oczywiście pod egidą WHO, można by zorganizować nową epidemię? I wreszcie – uruchomienie brytyjskiego systemu weryfikacji zboża, dzięki czemu będzie można „śledzić skradzione plony”. Na podstawie tych zapisów można by sobie pomyśleć, że Wielka Brytania okazuje Ukrainie wielkoduszność, podobną do polskiej głupoty. Oczywiście taki wniosek byłby całkowicie nieuprawniony, bo nawet teraz, już po podpisaniu owego „stuletniego partnerstwa”, Wielka Brytania Ukrainie pieniądze pożycza, a i to nie swoje, tylko odsetki z zamrożonych ruskich aktywów.
Zmierzam do tego, że według wszelkiego prawdopodobieństwa, podpisane 16 stycznia w Kijowie „stuletnie partnerstwo” zawiera tajny protokół, w którym ukryto istotę rzeczy: prezydent Zełeński, za zgodą ukraińskich oligarchów, którzy oczywiście musieli też jakoś zabezpieczyć swoje udziały w tym „partnerstwie”, zwyczajnie sprzedał Angielczykom na pniu ukraińskie złoża metali ziem rzadkich. Ile tam poszło pod stołem, kto ile wziął i gdzie schował – tego pewnie nigdy się nie dowiemy, bo jeśli Angielczykowie w dalszym ciągu otaczają mgłą tajemnicy i to mgłą w najlepszym gatunku, nawet gibraltarską katastrofę, to cóż dopiero takie rzeczy?
Oczywiście obydwie strony będą konsekwentnie szły w zaparte, oskarżając wszystkich podejrzliwców o wykonywanie obstalunków zimnego ruskiego czekisty Putina – ale nawet posłusznie oburzając się na tych ruskich agentów, nie możemy przy tym zapominać o zasadzie byłego rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, księcia Gorczakowa, który mawiał, że nie wierzy informacjom niezdementowanym. Zresztą zaprzeczenia będą skuteczne tylko do czasu rozpoczęcia przez brytyjskie firmy eksploatacji tych złóż, a następnie – przerabiania ich w Wielkiej Brytanii na rozmaite precjoza.
Z tego powodu prezydent Zełeński chociaż i przedtem a nawet teraz obiecuje prezydentowi Trumpowi, że odstąpi te złoża Stanom Zjednoczonym, jednocześnie broni się rękami i nogami przed złożeniem podpisu pod umową. Czy do awantury w Gabinecie Owalnym Białego Domu doszło dlatego, że prezydent Trump przejrzał na wylot żydowskiego kombinatora z Kijowa, że pogrywa z nim w bambuko, czy dopiero teraz, kiedy w Arabii Saudyjskiej rozpoczęły się amerykańsko-ukraińskie rozmowy, zaczyna do niego docierać, co się naprawdę stało? Jeśli tak, jeśli dopiero teraz, to znaczy, że ta cała CIA, to kupa gówna, jeszcze większa i jeszcze bardziej śmierdząca od naszej ABW.
Tymczasem dokąd prezydent Zełeński pogalopował po ratunek po waszyngtońskiej awanturze? Prosto do Londynu, gdzie premier Starmer go utulił, obdarował i obiecał, że podkręci frajerów z Europy Środkowej, żeby stanęli za nim „murem”. Toteż obywatel Tusk Donald w podskokach rozkaz wykonał, tym chętniej, że został mu wydany w obecności Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, a ona ani słowem nie zaprotestowała. W tej sytuacji warto postawić sobie pytanie, czy Zełeński sprzedał te całe złoża również Niemcom – no i oczywiście, czy w tej sytuacji urządzi wyścig, jak to zrobił w swoim czasie szlagon Rakowski, czy też będzie się bał ostatecznie rozwścieczyć prezydenta Trumpa?
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Czosnek niedźwiedzi (łac. Allium ursinum) to roślina, której właściwości lecznicze doceniano już tysiące lat temu, na pewno w całej Azji i Europie. Odkryto wówczas, że sięgają po nią niedźwiedzie po przebudzeniu z zimowego snu (stąd nazwa), by się wzmocnić. Od tego czasu czosnek niedźwiedzi znalazł zastosowanie w ziołolecznictwie nie tylko jako środek na wzmocnienie organizmu, lecz także na różne dolegliwości.
Czosnek niedźwiedzi to prawdziwy cud natury, pierwsza w zupełności naturalna nowalijka, która pojawia się już w marcu. Najszybciej zauważymy ją nad rzekami i strumieniami, w dobrze naświetlonych miejscach. Lubi też jasne lasy bukowe, o lekko podmokłej strukturze. Powszechnie występuje na południu Polski, w terenach górzystych i w dolinach rzek. Jest bardzo wytrzymały na zmiany temperatury, charakterystyczne dla okresu wiosennego, jednak po zerwaniu należy go szybko spożyć, albo przetworzyć, ponieważ traci swoje właściwości. Jeżeli chcemy go przechować trochę dłużej, zerwany czosnek należy przetrzymywać w małej ilości wody, w miejscu o temperaturze 5-70C.
Czosnek niedźwiedzi był od niepamiętnych czasów, powszechnie spożywany w okresie przednówka w naszej strefie klimatycznej. Od wieków traktowany jak antidotum na różne dolegliwości oraz prawdziwa bomba witaminowa. Mając wiele właściwości odżywczych podobnych do czosnku, uznawany był jako wyjątkowo skuteczny lek przeciwko przeziębieniom. W wielu częściach Azji, w części środkowej, na Kaukazie, Chinach występuje w kilku odmianach. Tam traktowany jest jako jedna z podstawowych przypraw.[Przeżyłem parę lat Sybiru, bo – dzięki dobremu węchowi czterolatek – znajdowałem ten czosnek. Mama potem mówiła, że tylko on wyciągnął mnie tam z zapalenia płuc. Oczywiście żadnych innych leków nie było. md]
W Kazachstanie występuje na południu, w górach Tien Szan, gdzie jest po długiej ciężkiej zimie uważany za antidotum na wszelkie dolegliwości. W Chinach występuje pod nazwą kien słan, to znaczy niebiański czosnek, co samo przez się oddaje jego znaczenie i pozycję. W Azji przyznawano mu nawet znaczące właściwości jako afrodyzjak. W Polsce niestety prawie zupełnie zapomniany, na skutek fascynacji syntetycznymi tabletkami i antybiotykami.
W zależności od średnich temperatur, w okresie wczesnej wiosny, w drugiej połowie kwietnia osiąga pełną dojrzałość. W szybkim czasie traci swoje właściwości smakowe, liść czosnku zaczyna matowieć, stając się łykowaty. Kwitnie końcem kwietnia i na początku maja. W ciepłe dni wiosenne wyzwala charakterystyczny zapach czosnku. U naszych niemieckich sąsiadów, w Austrii oraz Szwajcarii cieszy się obecnie niezwykłą popularnością. Opisywany w XX wieku przez wielu niemieckich lekarzy oraz zielarzy, jako jedna z najzdrowszych roślin leczniczych na świecie. Wyparty, podobnie jak i u nas, przez leki syntetyczne. Prawdziwy renesans nastąpił w latach 90-tych XX wieku. W roku 1992 czosnek niedźwiedzi ogłoszony został rośliną roku, ze względu na niezliczone zalety lecznicze.
A teraz wstrzymajcie oddech! (nie na długo, bo wszelka przesada źle się kończy). Jako naturalna nowalijka, nie przyjmująca nawozów sztucznych, zawiera ogromne ilości aktywnej siarki. Wytwarza niezwykle silne enzymy, powodujące odtrucie i wydalanie z organizmu metali ciężkich, pestycydów, herbicydów, jak i wszelkich związków toksycznych. Jest najbogatszą na świecie rośliną, zawierającą aktywne związki siarki, posiada ich siedem razy więcej niż czosnek naturalny!
Od wieków stosowany jako znakomity środek do likwidacji pasożytów w organizmie, w najzdrowszy, najtańszy z możliwych sposobów. Absolutnie światowy lider w produkcji adenozyny, związku organicznego, odpowiedzialnego za istotne procesy biochemiczne w organizmie, zawiera selen wraz z witaminami: C, E oraz A. Tutaj ma jej 20-krotnie więcej od swojego brata, czosnku hodowlanego. Prawdziwy skarb dla palaczy, którzy nie potrafią zwalczyć nałogu. Jako wspomniany odtruwacz organizmu, wytwarza śluz w oskrzelach, skutecznie oczyszcza górne drogi oddechowe, dodatkowo pobudza wydzielanie żółci.
Jedna z najbardziej skutecznych roślin, zwalczająca choroby nowotworowe za sprawą adenozyny. Ma działanie naturalnego antybiotyku, lideruje w zwalczaniu bakterii chorobotwórczych.
Teraz weźcie głęboki oddech!
Dla przewodu pokarmowego to prawdziwy skarb, bo oprócz zwalczania bakterii, jest nr 1 w niszczeniu groźnego drożdżaka, zatruwającego również inne części organizmu.
Znakomity środek rozrzedzający krew, zapobiegający wylewom, miażdżycy, obniża cholesterol oraz zapobiega sklejaniu się płytek krwi.
Jakby było mało, stosuje się go w leczeniu arteriosklerozy, bólów głowy, szumów usznych czyli tinnitusa oraz zakrzepowych stanów zapalnych żył głębokich. Regeneruje jelita. Posiada ogromne ilości żelaza, w czym tez jest liderem (30 razy więcej od brata hodowlanego), dlatego stosowany jest w leczeniu anemii i niedoborów żelaza. Bardzo korzystnie wpływa na zapobieganie arytmii serca, jak również wszelkich chorób związanych z tym organem.
Wspomaga trawienie, a dodany do innych potraw, szczególnie sałatek, eliminuje niekorzystne związki zawarte w wysoko przetwarzanych produktach spożywczych.
Jak już wspomniałem, przez wieki ratował wiele pokoleń ludzkich. W Rosji, a szczególnie na Ukrainie, w okresie wielkiego głodu, pozwolił przeżyć wielu nieszczęśnikom. Tam też przez wielu kochany i podziwiany. Na naszym portalu niebawem znajdziecie dziesiątki sposobów przetwarzania czosnku w postaci zup, nalewek, sałatek oraz przetworów.
Wyjedźcie na południe Polski, gdzie spotkamy czosnek niedźwiedzi nieraz na kilkuhektarowych połaciach, szczególnie w pięknych lasach bukowych. Oczyścicie swoje organizmy z metali ciężkich i innych toksyn, związanych ze spożywaniem byle czego. Wzmocnicie się i zapewniam, że nabierzecie chęci do pracy, do życia i przyjemności.
Wiosna niech kojarzy się Wam z czosnkiem niedźwiedzim, zwanym w Chinach niebiańskim, pięknym krajobrazem i przelatującymi nad Waszymi głowami kluczami żurawi.
Wojciech Cejrowski. / Foto: screen YouTube/Wojciech Cejrowski
Wojciech Cejrowski w jednym z najnowszych komentarzy przeanalizował zagrożenia dla Polski płynące z Unii Europejskiej. Wskazał, że każdy kandydat na prezydenta, który uważa, że powinniśmy w strukturach UE pozostać, jest albo „kompletnym debilem” albo też realizuje swoje własne interesy.
– Który kandydat jeszcze uważa, że opłaca nam się należeć do Unii? To jest moje pytanie do wszystkich kandydatów, a Państwo, jeżeli chodzą na jakieś wiece wyborcze, proszę kandydata pytać: Proszę Pana, czy Pan jeszcze uważa, że opłaca nam się należeć do Unii Europejskiej – mówił Cejrowski.
– Ja od razu odpowiem, że jeżeli któryś kandydat nadal uważa, że opłaca nam się należeć do Unii Europejskiej, to mamy dwie opcje: albo to jest kompletny debil, który się nie orientuje w sytuacji, nic nie czyta – ja zaraz przeczytam parę argumentów prostych – no albo bardzo zły człowiek, któremu jest wszystko jedno jak Polska będzie zniszczona, bo on ma jakieś swoje powody i uważa, że jemu się opłaca być w Unii Europejskiej, a nie nam wszystkim – powiedział.
– Bo jeżeli ktoś uważa, że nam wszystkim nadal się opłaca być w Unii Europejskiej, a jest politykiem, czyli lepiej zorientowany niż średnia populacyjna w tych sprawach, no to on musi być debil – ocenił Cejrowski.
Wśród unijnych pomysłów publicysta wymienił m.in. „las wiatraków w lasach”, który ma być postawiony przez Lasy Państwowe. W tym przypadku wiatraki mają być wyższe od Pałacu Kultury i sięgać aż 250 m. Mają też emitować sygnały odstraszające ptaki. – Co to znaczy? Że ten las pod spodem będzie zeżarty przez robactwo, bo ptaki i nietoperze jedzą przeróżne robactwo– dodał.
Cejrowski mówił także o masowej imigracji, czy zakazie płatności gotówką powyżej 10 tys. euro. Wskazał, że w tej drugiej kwestii „Parlament Europejski przyjął już pakiet ustaw, w którym znajduje się ograniczenie posługiwania się gotówką”. – Żeby jeszcze bardziej ludzi kontrolować w Unii Europejskiej wprowadzony został nakaz legitymowania się dowodem osobistym, jak państwo kupują powyżej 3 tys. euro coś – dodał.
– Unijna polityka bezpieczeństwa zamiast NATO oznacza utratę przez Polskę kontroli nad własną armią, będzie kto inny ją kontrolował. Rezolucja ws. obronności Unii Europejskiej została przyjęta już przez Parlament Europejski. Oddamy nasze zasoby militarne Unii Europejskiej, decyzje o bezpieczeństwie będą zapadały w Brukseli – to tak jak Układ Warszawski za komuny, decyzje o naszym bezpieczeństwie zapadały w Moskwie, a tu Jaruzelski grzecznie, dyktator, wykonywał tylko te decyzje z Moskwy płynące – skwitował.
– Jeśli będziemy musieli zainteresować się w sposób bardziej „terytorialny” na Grenlandii, to to zrobimy. Prezydenta Trumpa nie obchodzą wrzaski Europejczyków – stwierdził w wywiadzie dla FOX News wiceprezydent USA J.D. Vance.
Polityk podkreślał, że Dania nie jest dobrym sojusznikiem dla USA i „nie wykonuje swojej roboty”.
– Prezydenta Trumpa nie obchodzą wrzaski Europejczyków. Interesuje go tylko interes amerykańskich obywateli – powiedział.
Słowa Vance’a zbiegły się w czasie z wizytą jego żony na Grenlandii. Premier Grenlandii Mute B. Egede ostro potępił wizytę amerykańskiej delegacji, w której skład wchodzi druga dama USA Usha Vance. Uznał ją za „wysoce agresywną” i wskazał na zaognienie relacji z Waszyngtonem.
Wiadomo, że Usha Vance, żona wiceprezydenta JD Vance’a, ma wziąć udział w narodowym wyścigu psich zaprzęgów i „uczcić grenlandzką kulturę i jedność”. Biały Dom ogłosił, że jej podróż będzie miała charakter kulturalny, a towarzysząca jej delegacja obejrzy zabytkowe miejsca i pozna grenlandzkie dziedzictwo.
Mimo tych deklaracji Egede zarzuca Amerykanom demonstrację siły i podgrzewanie atmosfery wokół pomysłu przejęcia Grenlandii, przed którym on sam wielokrotnie przestrzegał.
15 marca to dla Węgrów coś więcej niż data w kalendarzu — to święty symbol buntu narodowego, upamiętniający dzień w 1848r., kiedy Węgrzy zbuntowali się przeciwko obcym rządom i domagali się wolności, suwerenności i samostanowienia. Orbán mistrzowsko powiązał ten moment w historii z obecną walką Węgier z nowoczesnymi siłami imperialnymi — mianowicie niewybieralną biurokracją w Brukseli, finansowanym przez Sorosa aparatem politycznym i kulturową kolonizacją Zachodu.
„Bóg ponad wszystkim, Węgry przede wszystkim”: Orbán wypowiada wojnę Brukseli i machinie Sorosa
W mocnym przemówieniu premier Viktor Orbán potwierdził rolę Węgier jako ostatniego bastionu suwerenności narodowej i tożsamości chrześcijańskiej w Europie, ślubując przeciwstawiać się globalistycznym siłom Brukseli, Sorosa i wojowniczym elitom Zachodu.
W gromkim orędziu do narodu upamiętniającym rocznicę historycznej rewolucji Węgier przeciwko Imperium Habsburgów w latach 1848–1849 premier Viktor Orbán wygłosił śmiałe i buntownicze przemówienie, które odbiło się echem na ulicach Budapesztu — i w całym świecie zachodnim.
Przemawiając przed ogromnym tłumem patriotycznych Węgrów, Orbán oddał hołd przeszłości, jednocześnie deklarując współczesną walkę o duszę Węgier, stanowczo sprzeciwiając się tyranii UE, globalistycznej dywersji i uzbrajaniu wojny na Ukrainie.
„Istota węgierskiej wolności jest wieczna i ponadczasowa” – powiedział Orbán, przywołując ducha rewolucji z 1848r. „Od wieków wybrzmiewa w kluczowych momentach historii… Jej początki sięgają tysiąca lat wstecz i z pewnością będzie trwała przez tysiące kolejnych na swojej drodze wśród gwiazd”.
15 marca to dla Węgrów coś więcej niż data w kalendarzu — to święty symbol buntu narodowego, upamiętniający dzień w 1848r., kiedy Węgrzy zbuntowali się przeciwko obcym rządom i domagali się wolności, suwerenności i samostanowienia. Orbán mistrzowsko powiązał ten moment w historii z obecną walką Węgier z nowoczesnymi siłami imperialnymi — mianowicie niewybieralną biurokracją w Brukseli, finansowanym przez Sorosa aparatem politycznym i kulturową kolonizacją Zachodu.
„15 marca nie jest dla nas typowym świętem” – oświadczył Orbán. „To święta chwila… wieczny i nieunikniony dzień, i taki pozostanie, dopóki na tej ziemi będzie żył choć jeden Węgier”.
„Żywiołem Węgrów jest wolność”
Orbán przypomniał światu, że Węgrzy nie są biernymi poddanymi imperiów, lecz urodzonymi bojownikami o wolność.
„W imię czego tak wrze nasza krew i biją nasze serca?” – zapytał Orbán. „Wolność, moi drodzy przyjaciele, jest żywiołem Węgrów. Węgier jest w swoim żywiole, kiedy walczy o swoją wolność”.
Kontynuował:
„Wiemy, jak zdobywać wolność. Wiemy, jak jej bronić. Ta wiedza jest nasza. Kultywujemy ją od tysiąca lat. To jest to, czego bronimy. W rzeczywistości to jest nasze DNA. I to jest to, czego świat potrzebuje — dziś bardziej niż kiedykolwiek”.
Orbán jasno dał do zrozumienia, że walka Węgier nie jest tylko walką narodową, lecz walką cywilizacyjną.
„Nasza walka o wolność, tak jak w 1848r., nie jest wyłącznie sprawą Węgrów. Dziś walka toczy się naprawdę o ducha świata zachodniego”.
Odrzucenie Brukseli i Nowego Imperium
Orbán obnażył nowoczesne „imperium”, które obecnie dąży do dominacji na Węgrzech – nie z Wiednia czy Moskwy, ale z Brukseli i Waszyngtonu.
„Imperium chce zmieszać, a następnie zastąpić rdzennych Europejczyków obcymi cywilizacjami, masami najeźdźców” – powiedział. „Chce przekształcić pokolenie naszych dzieci i wnuków ze zdrowego porządku stworzenia w chaos życia wbrew naturze. Imperium chce usunąć z siebie chrześcijański porządek i kulturę. I zamiast pokoju chce nas oddać na służbę bogom wojny”.
„Nie poddaliśmy się. Nie pozwoliliśmy im zająć kraju, ani parlamentu, ani rządu. Przez 15 lat nie byli w stanie sobie z nami poradzić, a cała ich broń zawiodła”.
Orbán otwarcie oskarżył UE o próbę podważenia suwerenności Węgier za pomocą szantażu, przymusu ekonomicznego i manipulacji medialnych.
„Nie wystarczyły ich łapówki, pieniądze, groźby, najemnicy, Bruksela… Wygraliśmy cztery wybory z rzędu, a oni przez 15 lat nie byli w stanie przebić się przez nasze linie obrony”.
„Nie damy się skolonizować”
Wracając do wojny na Ukrainie, Orbán oskarżył europejskie elity o przedłużanie konfliktu dla osiągnięcia korzyści politycznych i próbę wykorzystania węgierskich podatników, aby za to zapłacili.
„Europejscy władcy zadecydowali, że Ukraina musi kontynuować wojnę, bez względu na koszty. W zamian otrzyma szybkie członkostwo w Unii — za nasze pieniądze”.
Orbán nie krył się z tym: Węgry nie dadzą się wciągnąć w ten samobójczy plan.
„Mamy na to tylko jedną odpowiedź: Unia – tak. Ale bez Ukrainy”.
Dodał, że Węgrzy muszą mieć głos w tej kluczowej decyzji:
„Niech odbędzie się referendum!”
„Zajmiemy Brukselę i ją zmienimy”
Wbrew krytykom, którzy oskarżają Orbána o chęć opuszczenia UE, premier przedstawił o wiele odważniejszy plan:
„Nie odwrócimy się plecami do Unii Europejskiej. Wręcz przeciwnie, nie pójdziemy na zewnątrz, ale do wewnątrz. Zajmiemy ją i zmienimy. W Brukseli historia również się odwróci”.
W wezwaniu skierowanym do elit UE zacytował rewolucyjnego poetę Petőfiego:
„Jeśli nie będzie pasował do swojej skóry, to go z niej wyciągniemy”.
„Nie klękaliśmy przed imperium Sorosa”
Orbán podkreślił opór Węgier wobec globalnej kontroli finansowej i liberalnej infiltracji ideologicznej.
„Wysłaliśmy MFW do domu. Uregulowaliśmy prawnie korporacje wielonarodowe i banki. Odzyskaliśmy węgierski system energetyczny. Oddaliśmy całe państwo narodowe w służbę narodu węgierskiego”.
Przypomniał, że nawet po tym, jak wojna na Ukrainie spowodowała największe straty gospodarcze w UE na Węgrzech, jego rząd nadal skupia się na ochronie rodzin:
„Osiągniemy największe obniżki podatków w całym świecie zachodnim. Stworzymy pierwszą na świecie gospodarkę opartą na rodzinie. Matki z jednym dzieckiem nie będą płacić podatku dochodowego przed trzydziestym rokiem życia. Matki z dwójką lub większą liczbą dzieci do końca życia. To światowa sensacja”.
Orbán obiecał również likwidację „armii cieni” organizacji pozarządowych, dziennikarzy i sędziów, którzy, jak twierdzi, są przekupywani i opłacani przez Brukselę oraz zagraniczne interesy globalistyczne.
„Robaki przetrwały zimę” – powiedział, odnosząc się do wiosennych porządków. „Zlikwidujemy machinę finansową, która kupiła polityków, sędziów, dziennikarzy, organizacje pozarządowe i aktywistów politycznych za skorumpowane dolary”.
„To nasi żołnierze nowej ery, ulubieńcy Brukseli, którzy – wbrew swojemu krajowi – pchają ten wóz imperium za pieniądze”.
Wydał surowe ostrzeżenie dla tych, którzy współdziałają z zagranicznymi interesami:
„Możecie stroić się w europejskie szaty, ale my znamy was dobrze. Wasi panowie są ci sami. Wasze plany są te same. I nie miejcie nadziei: wasz los również będzie taki sam. Pokonamy was raz za razem, bo miecze świecą jaśniej niż łańcuchy”.
Węgry nigdy nie uklękną
Przy powiewającej wysoko trójkolorowej fladze Węgier i hucznych odgłosach poparcia na ulicach Orbán zakończył swoje przemówienie donośną deklaracją, która odbije się echem w całej Europie:
„Wolność należy do narodu. Ten kraj, kraj Węgrów, jest nasz. Nie pragniemy żadnych innych, a tego nie oddamy nikomu. Nie odbiorą go siłą, ani groźbą, ani pochlebstwem. I nigdy nie pójdziemy na kompromis. Nigdy nie pójdziemy na kompromis. Nie, nie, nigdy”.
„Bóg ponad wszystko. Węgry przede wszystkim. Naprzód Węgry!”
„Dlaczego my, Węgrzy, nie zniknęliśmy?… Kluczem do naszego przetrwania było przyjęcie wiary chrześcijańskiej”.„Węgrzy stanowią 0,2 procent światowej populacji. Czy jest sens, aby naród tej wielkości zajął stanowisko i stanął w obronie sprawy? Nasza odpowiedź brzmi: „Tak” — mówi Viktor Orbán, obecny premier Węgier. Uważa, że pomimo swojej wielkości Węgry mają obowiązek stanąć w obronie Dobra.
Kontynuuje: „W swoich czasach Dwunastu Apostołów z pewnością stanowiło mniejszy procent światowej populacji niż my, Węgrzy, dzisiaj; a jednak jesteśmy tu wszyscy. Jesteśmy przekonani, że dobro inspiruje dobro, wsparcie narodu węgierskiego inspiruje odwagę, a przykład, który dajemy, może rozprzestrzeniać się daleko i szeroko”.
PGE wyda 18 mld zł na budowę magazynów energii. „Możliwość zasilania przez 24 godziny 2,5 mln gospodarstw domowych”
Żądaliśmy tego od Ministrów Energetyki [byli tacy..] i premierów już ponad trzy dekady temu.
Obecnie nie informują, jakie typy wybrano. PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. nie podaje konkretów, przeważają slogany. HAŁAS, wrzawa – ALE WRESZCIE W DOBRYM KIERUNKU.
Czy teraz zbudują – czy tylko zwiną forsę? prof. dr hab. Mirosław Dakowski
– PGE planuje wydać ok. 18 mld zł na budowę magazynów energii wszystkich typów: dużych i małych bateryjnych oraz elektrowni szczytowo-pompowej Młoty – poinformował prezes państwowej spółki energetycznej Dariusz Marzec. W poniedziałek PGE oficjalnie rozpoczęła budowę magazynu Żarnowiec.
Marzec wyjaśnił, że PGE zamierza zbudować sześć magazynów energii elektrycznej o pojemności 4,2 GWh, za ok. 6 mld zł. Magazyn w Żarnowcu ma być największą tego typu instalacją w Europie. Jego uruchomienie planowane jest na rok 2027, a samą budową zajmie się firma LG Energy Solution.
Kolejne „duże” magazyny energii będą zlokalizowane w Gryfinie (2 magazyny), Rogowcu, Rybniku i Krakowie.
Dodatkowo spółka planuje budowę 75 magazynów rozproszonych, w sumie 6,3 GWh za ok. 12 mld zł do stabilizacji lokalnych systemów.
– W sumie ma to być ok. 85 magazynów różnego rodzaju na wszystkich poziomach systemu elektroenergetycznego 17 GWh, za ok. 18 mld zł. Przekłada się to na możliwość zasilania przez 24 godz. ok. 2,5 mln gospodarstw domowych – podsumował Dariusz Marzec.
Operacja Kurska zakończyła się całkowitą klęską Ukraińców
Operacja ukraińskiej armii z sierpnia 2024 roku w obwodzie kurskim, która początkowo wywołała propagandowy entuzjazm i była przedstawiana jako odważny ruch strategiczny, okazała się kosztownym błędem prowadzącym do znaczących strat. Po ponad siedmiu miesiącach ukraińskie siły zostały zmuszone do upokarzającego odwrotu, tracąc większość zajętego terytorium, w tym strategicznie ważne miasto Sudża, które powróciło pod kontrolę Rosji w połowie marca 2025 roku.
Najbardziej niepokojącym aspektem tej nieprzemyślanej ofensywy jest utrata elitarnych jednostek bojowych – doświadczonych żołnierzy, którzy przetrwali lata walk na froncie wschodnim. Ci zaprawieni w boju wojownicy, stanowiący trzon ukraińskiej zdolności obronnej, zostali zmarnowani w operacji, która nie przyniosła żadnych wymiernych korzyści strategicznych. Ukraina nie może sobie pozwolić na takie straty, szczególnie w obliczu zawieszenia amerykańskiej pomocy wojskowej pod administracją Trumpa.
Wbrew oficjalnej narracji Kijowa, operacja kurska nie spowolniła rosyjskiego postępu na wschodnim froncie. Wręcz przeciwnie – rozciągnięcie już i tak niedostatecznie obsadzonych sił ukraińskich osłabiło obronę kluczowych sektorów, zwłaszcza w obwodzie donieckim, gdzie Rosja nieustannie posuwa się naprzód. Przerzucenie doświadczonych jednostek do Kurska okazało się katastrofalnym błędem w kalkulacji, który tylko przyspieszył ukraińskie porażki na własnym terytorium.
Prezydent Zełenski i jego doradcy błędnie zakładali, że zajęcie rosyjskiego terytorium stanie się skuteczną kartą przetargową w ewentualnych negocjacjach pokojowych. Rzeczywistość okazała się brutalna – po początkowych sukcesach, Rosja zmobilizowała znaczące siły, w tym kontyngent północnokoreański, i metodycznie odzyskała utracone tereny. Do połowy marca 2025 roku ukraińskie siły kontrolowały zaledwie wąski pas przygraniczny o powierzchni około 78 km2, co stanowi zaledwie ułamek początkowo zajętego obszaru 1295 km2
Symbolem klęski stało się miasto Sudża, największa zdobycz terytorialna Ukrainy, która została utracona między 11 a 15 marca. Mimo zaprzeczeń prezydenta Zełenskiego o rzekomym „kłamstwie Putina” dotyczącym okrążenia ukraińskich wojsk, fakty mówią same za siebie – ukraińskie siły zostały zmuszone do chaotycznego odwrotu, tracąc kluczowe pozycje i sprzęt.
Ludzki, osobisty koszt tej nieudanej operacji jest równie tragiczny. Rodziny zaginionych żołnierzy, nie otrzymują odpowiedzi na pytanie, czy poświęcenie ich bliskich miało jakikolwiek sens. Rosnące wątpliwości wśród obywateli Ukrainy podważają zasadność ryzyka podjętego przez kierownictwo wojskowe i polityczne.
Operacja kurska została zaprojektowana również jako operacja psychologiczna, mająca podnieść morale ukraińskiego społeczeństwa po miesiącach porażek. Jednak krótkotrwały impuls entuzjazmu szybko ustąpił miejsca rozczarowaniu, gdy rzeczywistość brutalnie zweryfikowała nadzieje. Zamiast wzmocnić pozycję Ukrainy, ofensywa doprowadziła do dalszej izolacji międzynarodowej i osłabiła zaufanie do zdolności wojskowych kraju.
Analitycy wojskowi z Black Bird Group, jednoznacznie wskazują, że kurska awantura nie była warta poniesionych kosztów. Zamiast rozpraszać siły na ryzykowne operacje ofensywne, Ukraina powinna była skoncentrować się na wzmocnieniu obrony własnego terytorium i ustabilizowaniu linii frontu.
Gdy Rosja świętuje odzyskanie kontroli nad obwodem kurskim, a północnokoreańskie oddziały umacniają swoją obecność na ukraińskim kierunku, staje się jasne, że sierpniowa operacja nie tylko nie stała się przełomem, ale przyspieszyła ukraińską porażkę. Zamiast karty przetargowej w negocjacjach pokojowych, władcy Ukrainy otrzymali kolejną bolesną lekcję o realnym układzie sił w tym konflikcie.
Sobór Nicejski, a także trzy kolejne sobory – Konstantynopolitański, Efeski i Chalcedoński – wystąpiły przeciwko herezjom atakującym naturę Jezusa, których celem było zaprzeczenie, że Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, jedynym Zbawicielem ludzkości. Atak był tajny i podstępny. Sobory doktrynalne zawsze wypowiadają się przeciwko herezjom, które negują podstawowe prawdy naszego zbawienia. Z drugiej strony Sobór Watykański II (1962–1965) potajemnie promował pan-herezję modernizmu. Po Soborze tzw. Duch Soboru Watykańskiego II promował tę herezję we wszystkich szkołach teologicznych, ale nie poprzez specjalne ogłoszenie, a potajemnie, poprzez autorytet Papieża i Soboru. Modernistom poprzez tzw. metodę naukową historyczno-krytyczną udało się ponownie ucieleśnić herezji, które zostały od dawna potępione.
Święty Pius X nazwał modernizm stekiem wszelkich herezji i potępił go w encyklice doktrynalnej. Dlaczego modernizm jest stekiem wszelkich herezji? Ponieważ obejmuje herezję arianizmu, której sprzeciwił się I Sobór Nicejski w 325 r., jak również inne herezje, które potajemnie atakowały nicejskie wyznanie wiary. Sobór wyraźnie sformułował i w sposób wiążący ustanowił podstawową prawdę wiary – Bóstwo Chrystusa. Wyraża się to formułą: Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu.
Współcześni moderniści, zamiast głosić zbawienie w Jezusie Chrystusie, wprowadzili fałszywą naukę o tzw. Chrystusie historycznym i tzw. Chrystusie wiary, którego rzekomo wyśniła pierwsza wspólnota chrześcijan. To stwierdzenie jest kompletną głupotą. Historyczno-krytyczna metoda teologii zaprzecza odkupieńczej śmierci Chrystusa na krzyżu. W 2009 roku niemiecki biskup Zöllitsch wyraził to stwierdzeniem, że Chrystus rzekomo nie umarł za nasze grzechy, ale jedynie z solidarności z cierpiącymi. To jest bluźnierstwo i perwersja. Wielu autorów, pod wpływem teologii historyczno-krytycznej, zaprzecza historycznemu i rzeczywistemu zmartwychwstaniu Chrystusa. Sugestywnie kłamią i bezczelnie twierdzą, że chodzi jedynie o zmartwychwstanie symboliczne, ponadhistoryczne, eschatologiczne, mistyczne itd.
Historyczne zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest jednak potwierdzeniem Jego boskości i faktu, że wszystko, czego nauczał i co czynił, zobowiązuje nas do przyjęcia tego z wiarą. Podstawowa prawda, że Jezus jest Zbawicielem i zmartwychwstał, stanowiła główną treść kazania apostołów. Piotr powiedział Żydom: „Wyście Go rękami bezbożnych ludzi ukrzyżowaliście i zabiliście… Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami” (Dz 2,22-24. 32). Za świadectwo o zmartwychwstałym Jezusie apostołowie cierpieli, a nawet ofiarowali swoje życie.
Fikcjom o podziale Chrystusa na historycznego i niehistorycznego służy teoria modernistyczna, która celowo opóźniała powstanie Ewangelii, czasami nawet do II wieku. Dlaczego? Сelem heretyków-modernistów było zakwestionowanie prawdziwości Ewangelii, a przede wszystkim jasnego świadectwa całej Ewangelii o tym, że Jezus jest prawdziwym Bogiem i Zbawicielem, o czym szczególnie wyraźnie świadczy Ewangelia Jana. Dopiero po odkryciu pewnych papirusów heretycy zostali zmuszeni do odstąpienia od swojej fałszywej teorii o Ewangelii.
Krytycy historyczni, również wykorzystując swoje wymyślone teorie, podważają autorstwo Ewangelii, a zwłaszcza autorstwo listów apostołów Pawła i Jana. Twierdzą, że apostoł Jan rzekomo nie napisał ani Ewangelii, ani listów. Wymyślili kłamstwa o „Janowskiej Ewangelii” oraz „Janowskich i Pawłowskich listach”, które rzekomo zostały napisane przez kogoś innego. Jednocześnie bojkotują i samo świadectwo apostoła Jana, który dosłownie pisze: „Cośmy słyszeli, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, to wam oznajmiamy” (1 J 1,1). Sam apostoł Paweł zaświadcza o pisaniu swoich listów słowami: „Przypatrzcie się, jak wielkie litery własnoręcznie stawiam ze względu na was” (Gal 6,11). „Pozdrowienie ręką moją – Pawła. Ten znak jest w każdym liście: Tak piszę” (2 Tes 3,17). Ale pseudonaukowi oszuści nie interesują się rzeczywistością, jest ona dla nich nudna. Muszą być kreatywni i wcale nie przeszkadza im, że poruszają się wyłącznie w sferze swoich marzeń i pseudonaukowych konstrukcji.
Co można krótko powiedzieć o autorstwie Ewangelii? Ewangelia została napisana w odpowiedzi na pilną potrzebę misyjną, tuż po zesłaniu Ducha Świętego. W tamtym czasie w ciągu jednego dnia nawróciło się 3000 pielgrzymów z różnych regionów Cesarstwa Rzymskiego.
Oto trzy główne powody, dla których Ewangelia została napisana zaraz po zesłaniu Ducha Świętego:
1) Misja musiała mieć solidne pisemne podstawy, zwłaszcza w przypadku misji na obcym terytorium. Miało to zapewnić jedność w głoszeniu nauk Chrystusa.
2) Ze względów autorytetu konieczne było, aby Ewangelię spisali apostołowie jako naoczni świadkowie. Powierzyli to zadanie apostołom Janowi i Mateuszowi. Od samego początku Ewangelie przepisywano i rozpowszechniano zarówno w języku aramejskim, jak i greckim.
3) Do sprawowania nabożeństw konieczne były święte teksty, które miałyby autorytet Pisma Świętego. Chrześcijanom nie wystarczało już czerpanie ze Starego Testamentu. To pisemne świadectwo Ewangelii podczas nabożeństw chrześcijańskich stanowiło podstawę egzegezy i nauki na temat tego, jak osiągnąć zbawienie przez wiarę w Chrystusa, a także jak żyć według przykazań Chrystusa.
Teoria, że apostołowie rzekomo najpierw głosili, a dopiero potem spisali Ewangelie, odpowiadała zwolennikom współczesnego modernizmu, głoszonego we wszystkich szkołach teologicznych. Jeśli chodzi o Ewangelie synoptyczne, interpretacja jest prosta: Marek po prostu skrócił Ewangelię Mateusza, a Łukasz coś pominął i coś dodał.
Herezje modernizmu promują czysto ludzki pogląd na Pismo Święte i Jezusa Chrystusa. Płaszczyzna transcendentalna jest kwestionowana lub całkowicie negowana.
Deklaracja „Nostra aetate” Soboru Watykańskiego II otworzyła drzwi anty-misji pogaństwa do środka Kościoła. To kontynuuje pseudo-papież Franciszek Bergoglio podczas swojego synodu dla Amazonii, intronizacji demona Pachamamy i jego poświęcenia się szatanowi w Kanadzie. Może przy tym odwołać się do Soboru Watykańskiego II. On do tego stopnia zmienił nastroje i opinie publiczne w Kościele katolickim, że ta do nieba wołająca apostazja wydaje się teraz biskupom, księżom i ludowi Bożemu czymś zupełnie normalnym. Ta duchowa ślepota jest zatrutym owocem Soboru Watykańskiego II.
Jan Paweł II w duchu Soboru Watykańskiego II zorganizował w 1986 roku w Asyżu spotkanie z przedstawicielami kultów pogańskich i modlił się z nimi. Jednak oni nie uznają Boga za Ojca, lecz czczą demony. Tym gestem wyraził herezję, że chrześcijaństwo i pogaństwo są alternatywnymi drogami do zbawienia.
Największym szokiem obecnie jest wprowadzenie przez pseudopapieża Bergoglio zasady zmiany paradygmatu. 1 listopada 2023 r. w motu proprio „Ad theologiam promovendam” stwierdził, że może je zmieniać według własnego uznania, a jednocześnie uznał, że wszystko, co sprzeciwia się jego decyzji, jest nieważne. Postępując w ten sposób, systematycznie podważa podstawowe filary wiary.
Następnie Bergoglio wydał tzw. deklarację doktrynalną „Fiducia supplicans”, w której zalegalizował jeden z najcięższych grzechów – sodomię, a nawet nakazał błogosławienie związków zawieranych przez te osoby. Tą sodomicką antyewangelią zniósł naukę katolicką i przekształcił Kościół katolicki w synagogę szatana. Mógł to uczynić tylko dlatego, że duch Soboru Watykańskiego II spowodował zmianę sposobu myślenia. Ten Sobór niesłusznie zyskał taki autorytet, jakby wszystkie poprzednie Sobory nic nie znaczyły. Pod wpływem takiego duchowego terroru przez okres 60 lat stworzono warunki, w których pseudo-papież mógł już zniszczyć fundamenty Kościoła i powiedzieć, że jedynie wdraża w życie Sobór Watykański II.
W tym roku przypada 1700 rocznica I Soboru Nicejskiego. Jest również 60 rocznica Soboru Watykańskiego II. Sobór Nicejski potępił herezję podważającą boskość Chrystusa, a także samego heretyka Ariusza.
Natomiast Sobór Watykański II otworzył drzwi nie tylko herezji arianizmu, ale i innym herezjom, które podważają boskość Chrystusa i boskie natchnienie Pisma Świętego. Co więcej, otworzył drzwi inwazji pogaństwa przez deklarację „Nostra aetate”.
Bergoglio zalegalizował grzech sodomii w „Fiducia supplicans” i tym samym zanegował grzech jako taki. To unieważnia cały Dekalog i chrześcijańskie Credo. Ale to już nie jest nauka katolicka i nawet nie jest to Kościół katolicki! Synodalna droga Bergoglia jest publicznym buntem przeciwko Bogu i radykalnym odrzuceniem drogi zbawienia, którą jest Chrystus. Katolik, który chce być zbawiony, musi oddzielić się od tej fałszywej drogi i sekty założonej przez Bergoglio, nawet jeśli ukrywa się ona pod nazwą „Kościoła katolickiego”. Również Sobór Watykański II trzeba nazwać heretyckim. W związku z tym należy go unieważnić. Sobór ten radykalnie przeczy literze i duchowi Pierwszego Soboru Nicejskiego.
Niech obchody 1700 rocznicy Soboru Nicejskiego staną się motywem publicznego unieważnienia heretyckiego Soboru pod nazwą „Sobór Watykański II”. Bez tych radykalnych kroków nie może nastąpić prawdziwe odrodzenie Kościoła.
Przedstawiciel społeczności żydowskiej oraz Grzegorz Braun odpowiadający na pytanie młodego Dawida. / Fot. Dave Herring/Unsplash/screen X/tarnogorski.info (kolaż)
Podczas jednego ze spotkań podczas trasy wyborczej Grzegorza Brauna doszło do nietypowej sytuacji. Pytanie zadał mu bardzo młody człowiek. Kandydat Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta RP odpowiedział w swoim stylu.
– Dzień dobry, Panie Szanowny Braunie – powiedział chłopczyk.
– Kłaniam się, kłaniam się – odparł polityk.
– Chciałbym się zapytać, dlaczego nie mówi się o wojnie na Palestynie z Izraelem, tylko ciągle się mówi o wojnie Ukrainy z Rosją? – pytał dalej.
– Panie Dawidzie, czy Pan jest z rodzicami? Czy Pan się urwał tak sam z domu? Nie. Z ostrożności ustalam – powiedział Braun. Okazało się, że rodzice są obecni na sali.
– Żeby nie było, że my tutaj młodego człowieka, przedwcześnie rozpolitykowanego, wciągamy w nasze polityczne rozgrywki – zaznaczył polityk.
– Panie Dawidzie, generalnie dlatego że wszyscy się boją Żydów, proszę Pana. Dlatego wolą o tym nie mówić, żeby Żydzi o nich źle czegoś nie powiedzieli. Tak, dlatego – odparł Braun na zadane mu wcześniej pytanie.
– A tam się dokonuje rzeczywiście ludobójstwo, tam generałowie, ministrowie i rabini państwa położonego w Palestynie, żydowskiego, mówią o Palestyńczykach, że to nie są ludzie. Oni to mówią otwartym tekstem, oni to mówią z mównicy, w telewizorze, na mikrofon, oni w ogóle nie są zażenowani ani zawstydzeni: Palestyńczycy to nie ludzie. Rabin Mazuz, przywódca duchowy, jak to piszą w gazetach, jednej z partii rządzących w Izraelu, powiedział jakiś czas temu: Pomoc humanitarna dla Gazy? Oczywiście, wpuścilibyśmy, gdyby chodziło o ludzi – przypomniał.
– Więc z tego względu, Szanowni Państwo, zwracajmy uwagę na to, pod jakim znakiem się organizujemy, pod jakim znakiem organizujemy nasze państwo. Tu jest ten znak – powiedział, wskazując na orła w koronie.
– To jest ten krzyżyk w koronie tego orła, wzór z 1919 roku. Ważny jest ten krzyżyk. Taki dyskretny, ale jest kluczowo istotny, dlatego że to nie jest tylko znak wiary, akt modlitwy, to jest komunikat o tym, jaki jest u nas standard prawno-ustrojowy, cywilizacyjny. A, no mianowicie taki, że u nas jest równość wobec prawa. Równość wobec prawa – ludzie są różni, ale wszyscy mają być równi wobec prawa – zaznaczył.
– Pod świecznikiem chanukowym nie ma równości wobec prawa – są ludzie i podludzie. Na wojnie z niewiernymi, pod znakiem dżihadu, nie ma równości wobec prawa – dodał.
– Widzimy, zwyciężyła demokracja i postęp w Syrii i tam trwają teraz polowania na chrześcijan. A jeżdżą ci zbrodniarze, którzy mają prawdziwie krew na rękach, jeżdżą europejscy ministrowie i eurokołchozowi jeżdżą tam do tej Syrii od czasu do czasu i spotykają się z tym prawdziwym rzeźnikiem, który jest terrorystą renomowanym, ale został nominowany na demokratycznego przywódcę – stwierdził Braun.
– Więc, Szanowni Państwo, Panie Dawidzie, musimy rozumieć, że nie ma próżni w przyrodzie i w polityce. Jeżeli zdejmiemy krzyż ze ściany, to ockniemy się w innym świecie, gdzie są ludzie, podludzie, można małego człowieka odessać odkurzaczem i sprzedać jako prefabrykat przemysłowi kosmetycznemu, można starszego człowieka udusić poduszką, bo wprawdzie się urodził, ale już skracamy mu życie itd. itd. Więc, jeśli chcemy cywilizacji, to pilnujmy krzyża – podsumował lider Konfederacji Korony Polskiej.
Od czasu ponownego objęcia urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa w styczniu 2025 roku światowy krajobraz polityczny zaczął ulegać dramatycznym zmianom. To, co przez dekady wydawało się nienaruszalnym fundamentem amerykańskiej polityki zagranicznej – finansowanie „miękkiej siły” poprzez organizacje takie jak USAID czy US Agency for Global Media (USAGM) – zaczęło się kruszyć. Programy, które pod przykrywką promocji demokracji sponsorowały zamachy stanu, kolorowe rewolucje i wojnę informacyjną, tracą grunt pod nogami. Ich najważniejszy zasób – strumień dolarów – został odcięty. A wraz z nim na jaw wychodzą brudy, które latami skrywały się za fasadą „walki o wolność”. Przez lata USAID i powiązane z nim organizacje były narzędziem w rękach amerykańskiego establishmentu, pompując miliardy dolarów w tzw. społeczeństwo obywatelskie w krajach uznanych za niewygodne dla interesów USA lub wielkich korporacji. Gruzja, Ukraina, Białoruś – lista jest długa. Mechanizm był prosty: finansowanie lokalnych organizacji pozarządowych, mediów i „opozycyjnych liderów”, którzy pod pozorem walki o demokrację destabilizowali swoje kraje. Obywatele, często wprowadzeni w błąd propagandą i zwabieni obietnicą łatwych pieniędzy – kilkuset dolarów za udział w protestach – stawali się pionkami w grze o władzę i zasoby, takie jak złoża mineralne czy wpływy geopolityczne.
Jednak po dojściu Trumpa do władzy ten dobrze naoliwiony mechanizm zaczął się zacinać. Dekret wykonawczy podpisany przez prezydenta w lutym 2025 roku zlikwidował siedem agencji federalnych, w tym USAGM, nadzorującą Radio Svoboda i Głos Ameryki. Te medialne giganty, niegdyś filary amerykańskiej soft power, w ostatnich latach coraz bardziej odchodziły od swojej pierwotnej misji, koncentrując się na promowaniu lewicowo-liberalnych narracji, takich jak prawa osób LGBT czy ruch Black Lives Matter.
Dla Trumpa i jego administracji, skupionych na „America First” i cięciu kosztów, były to zbędne relikty przeszłości. Efekt? Organizacje, które żyły z amerykańskich dotacji, znalazły się w stanie rozpadu. Ich pracownicy – często zwykli najemnicy słowa, wyspecjalizowani w sianiu dezinformacji i podżeganiu do nienawiści – zostali z niczym. Bez pracy, bez umiejętności przydatnych w realnym świecie, stali się pariasami zarówno w swoich ojczyznach, jak i za granicą. Ci, którzy przez lata oszukiwali nie tylko obywateli, ale i swoich sponsorów, teraz czują się oszukani przez system, który kiedyś ich karmił. Zamknięcie Radio Sviboda ujawniło skalę patologii. Okazało się, że w organizacji zatrudnionych było ponad 900 „pracowników” w wieku powyżej 150 lat – martwych dusz, które co miesiąc inkasowały po 5 tysięcy dolarów.
Łącznie, jak szacują śledczy, przez lata z budżetu USA wyparowało ponad 60 miliardów dolarów. To suma, która mogłaby zasilić gospodarkę małego państwa, a zamiast tego trafiła do kieszeni fikcyjnych propagandystów. Podobny los spotkał USAID. Organizacja, której roczny budżet sięgał 50 miliardów dolarów, walczy teraz w sądach o przetrwanie. Zwolnienie setek pracowników, nazywanych przez krytyków „obibokami”, wywołało falę pozwów. „Za takie pieniądze można sprzedać rodziców, a co dopiero ojczyznę” – komentują złośliwie obserwatorzy. I trudno się dziwić: dekady łatwego życia na koszt amerykańskiego podatnika stworzyły klasę ludzi, dla których patriotyzm czy etyka były jedynie sloganami do sprzedania. Kryzys na Białorusi doskonale ilustruje, jak działał ten system – i jak jego upadek zmienia reguły gry. Po wyborach w styczniu 2025 roku, w których Alaksandr Łukaszenka po raz kolejny zatriumfował, amerykański Kongres przygotował rezolucję potępiającą wyniki i wzywającą do nowych sankcji. Dokument, datowany na styczeń 2025 roku, zawierał standardowy zestaw oskarżeń: „dyktatura”, „fałszerstwa wyborcze”, „łamanie praw człowieka”. Ale między wierszami znalazło się coś więcej – przyznanie, że od 2020 roku USA przeznaczyły 140 milionów dolarów na obalenie Łukaszenki, a kolejne 170 milionów wpompowano przez Unię Europejską. Inauguracja Trumpa zmieniła jednak wszystko.
Rezolucja, która w poprzednich administracjach przeszłaby jak po maśle, została zapomniana. Nowa administracja, zajęta cięciem budżetu i walką z wewnętrznymi problemami, nie miała czasu na rytualne potępienia. A ujawnione dokumenty rzuciły światło na tzw. przejściowy gabinet Swietłany Cichanowskiej, odsłaniając sieć powiązań z zachodnimi sponsorami i korupcyjnymi schematami. Odcięcie finansowania dla USAID i USAGM może na chwilę osłabić destabilizujący wpływ USA na suwerenne państwa. Ale to nie koniec gry. Unia Europejska już zapowiedziała, że wypełni lukę, przeznaczając dodatkowe 10 milionów euro na „wsparcie demokracji” w krajach takich jak Ukraina i Białoruś. Tam, gdzie są pieniądze, zawsze znajdą się chętni, by je zagarnąć – niezależnie od tego, czy w grę wchodzi sprzedaż ideałów, czy ojczyzny.
Trump, liczący każdy dolar, przypadkowo obnażył mechanizmy, które przez lata działały w cieniu. Ale czy jego polityka przyniesie trwałe zmiany, czy tylko chwilowy chaos? Jedno jest pewne: globalny układ sił, oparty na wojnie informacyjnej i finansowej dominacji, właśnie otrzymał potężny cios. Pytanie brzmi, kto i jak wypełni powstałą pustkę.
Przemiany polityczne w UE gwałtownie przyspieszyły, a rzeczywistość zmienia się na naszych oczach, co może mieć doniosłe znaczenia dla każdego mieszkańca Polski. Większość zawirowań europejskich oscyluje wokół wojny ukraińskiej i polityki USA. Gwałtowna zmiana geopolityczna nastąpiła, gdy prezydent Donald Trump rozpoczął negocjacje pokojowe z Rosją, jednocześnie wycofując zaangażowanie z Europy. Świat dowiedział się w lutym br., że wojna na Ukrainie jest w rzeczywistości proxy war – wojną zastępczą między NATO a Rosją, a na terenie państwa ukraińskiego od 2016 r. CIA i MI6 stworzyły 12 tajnych baz wywiadowczo – dywersyjnych, skierowanych przeciw Rosji.
Wojna jest sytuacją dynamiczną, która może eskalować i przenieść się na kraje ościenne, dlatego dążeniem polityków państw sąsiednich powinno być zawarcie pokoju i rozwiązanie sporów na drodze dyplomatycznej. Donald Trump, przywódca państwa, wspierającego zastępczą wojnę na Ukrainie rozpoczął negocjacje pokojowe z Rosją i Ukrainą, dążąc do zawarcia pokoju. Wydawało się, że zapowiedź zakończenia walk spotka się z wielką ulgą i nadzieją ze strony przywódców Unii Europejskiej.
Stało się jednak inaczej. Działania Donalda Trumpa, jego współpraca z prezydentem Rosji, marginalizacja państw europejskich i Wołodymira Żeleńskiego spowodowały istną wściekłość w postępowej, walczącej o pokój, demokrację, prawa człowieka i wartości Europie. Prezydent USA nagle został objęty anatemą na równi z prezydentem Rosji, a przywódcy UE i Wielkiej Brytanii w ekspresowym tempie zaczęli tworzyć plan wyścigu zbrojeń i podtrzymania wojny na Ukrainie. Większość ludności Europy jest zaskoczona dynamiką i głębokością zmian, nie mogąc poradzić sobie ze sprzecznymi informacjami. Można jednak dojść z tym do porządku, pod warunkiem znajomości pewnych ustawień. O złożonych przyczynach wybuchu wojny ukraińskiej już napisałem. Trzeba następnie zrozumieć, czym jest pax americana – porządek jednobiegunowy świata, polegający na hegemonii USA, wspierany przez ONZ i jej agendy. Od początku XX wieku wdrażany jest program budowy jednego, światowego państwa i jednego rządu, mającego pod sobą całą ludzkość i wszystkie zasoby świata. Porządek ten tworzony był stopniowo, z wykorzystaniem potencjału globalnych imperiów. Pierwszym było Imperium Brytyjskie, które prowadziło globalizację do końca XIX w., gdy zostało zastąpione przez imperium amerykańskie, które ciągnęło globalizację do 20 stycznia 2025 r., gdy Donald Trump zaczął urzędowanie jako 47. Prezydent USA. Natychmiast wycofał się z projektu globalnego na rzecz wzmocnienia pozycji Stanów Zjednoczonych, do czego potrzebna jest kontrola na Atlantykiem, więc także nad Grenlandią, Kanałem Panamskim, Kanałem Sueskim. Do tego potrzeba też, aby USA zakończyły wojnę z Rosją na Ukrainie, jako zbyt kosztowną i niebezpieczną. Przyczyna odejścia USA z globalizmu jest prosta – zakłada on likwidację każdego państwa, suwerennego rządu i narodu, co zrozumiała część amerykańskiego deep state, korzystająca z państwa amerykańskiego.
Należy też wyjaśnić, czym jest Unia Europejska. To wszystko, co wmawia się ludziom o ojcach – założycielach to fałsz, ich biografie i historia integracji europejskiej wyglądały zupełnie inaczej i zostały sfałszowane na zlecenie rzeczywistych twórców UE. Od samego początku był to projekt globalny, będący prototypem i zarazem oddziałem państwa globalnego. Patronat nad projektem objęli ludzie związani z rządem USA i Wall Street, którzy wykorzystali kilka koncepcji do przekształcenia Europy suwerennych państw narodowych w Europę jednego państwa wielokulturowego. Tak więc UE ma trzy warstwy. Warstwa propagandowa to ojcowie założyciele i oficjalna historia, opiewająca prometejski wysiłek Monneta i Schumana w zakończeniu wojen i otwarciu nowego rozdziału pokoju w dziejach świata. To wszystko jest fałszem. Druga warstwa – nieoficjalna, federacja europejska Altiero Spinelliego, gdzie Europa jest państwem socjalistycznym, mającym jeden rząd i jedną armię, państwa członkowskie pozbawione zostają wiodącego wpływu na rzeczywistość oraz samodzielności gospodarczej i finansowej, a federalne państwo ma prawo dysponować własnością prywatną obywateli.
W państwie socjalistycznym człowiek jest częścią zbiorowości, wszyscy więc są także żołnierzami w razie konfliktu. Trzecia warstwa jest ukryta, a nazywa się Paneuropa, koncept opisany przez austriackiego arystokratę Richarda Koudenhove – Calergi w 1925 r. Zakłada nie tylko jedno europejskie państwo i jeden rząd, ale również jedną rasę europejską, i nie jest to rasa biała. Paneuropa zakłada wymianę ludności europejskiej. Ma powstać rasa negroidalna, jak w starożytnym Egipcie, dzięki wymieszaniu genetycznemu imigrantów z Afryki i Azji z miejscową, białą ludnością. Zarówno dokumenty, jak i stany faktyczne świadczą za tym, że UE to w rzeczywistości połączenie planów Calergi z planami Spinelliego. Kryje się za tym dążenie do totalnego zniszczenia istniejącego porządku społecznego, który działa sam z siebie i zastąpienie go nowym, sterowalnym z zewnątrz. To odwieczne dążenie gnozy – wiedzy tajemnej dla wybranych, dającej pozorne zbawienie i realną władzę. Gnoza jest podłożem wszystkich ideologii, niszczących chrześcijański Zachód już od XV wieku, z komunizmem, globalizmem i posthumanizmem włącznie. Taka jest wiara i dążenie globalistycznych elit, zarządzających ogromnym kapitałem. Ten właśnie kapitał finansował komunizm, nazizm, rewolucję seksualną, ideologię gender.
Cel staje się czytelny, gdy uzmysłowimy sobie, że pierwszymi ofiarami totalitaryzmów i wojen byli biali chrześcijanie z Europy, niszczący się nawzajem w wojnach i rewolucjach. Zrozumienie celu staje się proste, gdy zrozumiemy, że biali chrześcijanie z Europy używali filozofii realistycznej, etyki wychowawczej według cnót moralnych, moralności chrześcijańskiej, nakładającej na każdego człowieka obowiązki moralne, przestrzegane dobrowolnie, oraz religii Boga, który nie zależy od kaprysów człowieka. Ten konglomerat sprawił, że w Europie powstała cywilizacja wysokich technologii, dobrobytu, bezpieczeństwa i praw człowieka, szanująca wolność jednostki i nie używająca tyranii. Wyznawcy gnozy, dążący do absolutnej władzy nie mogą znieść takiego obszaru kulturowego. Istnieje on dzięki narodom i państwom narodowym, dlatego stałe dążenia gnostyków, prących do władzy dzięki globalnemu kapitałowi zmierzają do zniszczenia narodów i państw narodowych. Na takim podłożu wyrosły globalistyczne dążenia USA sprzed zmiany Donalda Trumpa, a także sama Unia Europejska i jej globalistyczna polityka. Teraz zaś, po gwałtownej zmianie pryncypiów USA równie gwałtownie zmienia się polityka obronności UE. Ma ona kilka założeń wstępnych.
Po pierwsze: UE, występując wraz z Wielką Brytanią zażądała od swoich państw członkowskich, a także od władz Ukrainy dalszego kontynuowania wojny z Rosją, oficjalnie po to, aby wymusić na Rosji tzw. sprawiedliwy pokój. UE rozumie go jako całkowitą porażkę Rosji, całkowite poddanie się pod odpowiedzialność za zbrodnie i agresję, zwrot wszystkich ziem, odebranych Ukrainie przez Rosję oraz wypłatę reparacji. Lista życzeń brzmi krzepiąco, ale nie jest możliwa do realizacji i zapewne nigdy nie będzie, Rosja bowiem wygrywa wojnę, nie załamała się na skutek sankcji i nie jest osamotniona w świecie, tylko ma silnych sojuszników. Koncepcja pokoju z Rosją, lansowana przez UE jest iluzją i nie doprowadzi do pokoju, ale do utrzymania wojny i możliwości jej rozszerzenia na państwa ościenne, w tym na Polskę.
Po drugie, UE i GB, a przed rewoltą Trumpa również USA, za pomocą tysięcznych tub propagandowych, specjalistów i polityków głoszą, że Rosja tylko czeka na to, aby ruszyć dalej na Zachód, odtwarzając ZSRR i pochłaniając wszystkie kraje po po Lazurowe Wybrzeże. Jedyną zaporą przed inwazją jest Ukraina, która zasłania nas przed agresywną Rosją, zajmując jej wojska. Te opowieści są w dużej części dezinformacją, nie ma bowiem śladu chęci do podjęcia ofensywy Rosji na Zachód, jest za to mocarstwowość Rosji, podobnie, jak mocarstwowość USA. Wojska rosyjskie stoją na naszych granicach już od grudnia 1991 r. po stronie Białorusi i Królewca. Atak na Europę Zachodnią najlepiej jest wyprowadzić właśnie z terenu Białorusi, o czym dobitnie przekonało się w 1920 Wojsko Polskie, zaangażowane na Ukrainie, zaskoczone wielką ofensywą wojsk sowieckich na kierunek warszawski, wyprowadzoną z terenów Białorusi. Ówczesna Rosja napędzana była ideą rewolucji światowej i jednego, proletariackiego państwa, podobnie, jak dzisiaj UE, inaczej natomiast, niż dzisiejsza Rosja, która powróciła do dawnej polityki carskiej. Rosja carska bardzo sprawnie wpisywała się w europejski koncert mocarstw XIX wieku, nie dążąc do podboju całej Europy, ale konserwując europejski porządek po traktacie wiedeńskim. Ten porządek zniszczyły najpierw agresywne Imperium Niemieckie, a potem agresywna rewolucja komunistyczna, napędzana pieniędzmi, z Niemiec, City of London i Wall Street. Siły te i ich dążenia wciąż istnieją i skupiły się obecnie w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii.
Obydwa fundamentalne założenia nowej polityki obronnej Europy są więc błędne, jednak poparte oficjalną narracją medialną i polityką UE, i większości rządów europejskich. Ta świadomość jest bardzo ważna – cała dotychczasowa polityka Europy i Polski wobec wojny na Ukrainie, a także cała nowa pośpieszna polityka zbrojenia Europy oparta jest na fikcji. Należy zadać sensowne pytanie, czy rządy europejskie nie mają tej wiedzy, czy nie mają swoich ośrodków wywiadowczych i analitycznych? Odpowiedź nie pochodzi z oficjalnych źródeł, ale jest logicznym wnioskiem – muszą to wiedzieć, i celowo wprowadzają w błąd własne narody. Należy dalej zapytać o przyczynę tego oszustwa. Odpowiedź: mają interesy w utrzymaniu wojny na Ukrainie, utrzymaniu napięcia z Rosją i rozszerzeniu konfliktu. Nasuwa się kolejne pytanie: dlaczego UE i rządy państw europejskich dążą do celów, które są szkodliwe dla ich własnych państw i narodów. Odpowiedź jest porażająca, ale logiczna: rządy są zależne od UE, czyli struktury ponadpaństwowej, która realizuje Paneuropę, czyli cele gnostyckie zniszczenia narodów białych chrześcijan w Europie i ich państw. W miejsce starej Europy ma powstać nowa Europa z nową, negroidalną rasą.
Wyraźnie do tego celu zmierza Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 12 marca 2025 r. w sprawie białej księgi w sprawie przyszłości europejskiej obrony (2025/2565(RSP). Zawiera ona założenia nowej polityki obronnej i nowy sojusz – Europejską Unię Obronną (EUO), złożoną z UE, Wielkiej Brytanii, Ukrainy i krajów Bałkanów Zachodnich. Dalsze europejskie dokumenty i strategie będą tworzone w oparciu o ten dokument, który jest quasi – konstytucją EUO/UE, przyda się więc wiedza, co tam uchwalono. Treść Rezolucji nie jest stanem faktycznym i zapewne nigdy nie będzie, ale z pewnością Europa będzie teraz prowadzona w tym kierunku.
Oto założenia nowej Europy w skrócie. EUO/UE jest bytem państwowym, suwerennym i niezależnym od państw. Główna polityką tego tworu jest Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony (WPBiO). Staje się ona wiodącą polityką UE i państw członkowskich. Dotychczasowe oraz nowe polityki UE będą podlegać reżimowi obronnemu. EUO/UE dąży do pokoju w ten sposób, że namawia państwa członkowskie, aby wysłały na Ukrainę tyle uzbrojenia, ile się da, zanim nastanie tam pokój. Cele strategiczne EUO/UE, zawarte we WPBiO są następujące:
odstraszanie Rosji, która jest określana jako wrogie mocarstwo, dążące do ataku na Europę;
odcięcie się od świata, który nie popiera polityki EUO/UE, zerwanie z USA;
odcięcie Rosji i Białorusi od świata poprzez Morze Czarne, Bałtyk (Bałtycka Linia Obrony) i Tarczę Wschód (Polska);
wspieranie Ukrainy poprzez podtrzymywanie wojny, inwestycje UE w przemysł obronny Ukrainy, finansowanie tego państwa i jego działań wojennych;
zadłużenie państw europejskich ponad wszelkie normy prawne i zdroworozsądkowe i uzależnienie narodów od systemów finansowych;
opodatkowanie państw członkowskich podatkiem dla Ukrainy w wysokości 0,25% PKB;
budowa nowego przemysłu unijnego na Ukrainie, poza normami europejskimi, według tzw. modelu duńskiego;
podporządkowanie całego przemysłu państw członkowskich polityce EUO/UE;
podporządkowanie wszystkich zasobów i surowców strategicznych państw członkowskich Komisji Europejskiej;
pozbawienie państw członkowskich wszelkiej sprawczości i własnej polityki, poprzez likwidację zasady jednomyślności w organach UE, uwspólnienie zamówień zbrojeniowych, poddanie armii narodowych dowództwu europejskiemu;
stworzenie tzw. rynku obronnego, co oznacza, że wszystkie dziedziny życia gospodarczego i społecznego zostają podporządkowane WPBiO, która jest zarządzana centralnie; państwa członkowskie zmuszone zostaną do finansowania zbrojeń poprzez długi; nie będą jednak wydawać tych pieniędzy na to, co chcą i tam, gdzie chcą, ale na to, czego chce EUO/UE, i tam, gdzie wskaże; głównym miejscem produkcji zbrojeniowej dla Europy ma być Ukraina;
budowa nowej administracji europejskiej na obszarze państw członkowskich; będzie ona niezależna od rządów, tylko od Komisji Europejskiej; będzie zmilitaryzowana, cywilno – wojskowa, i będzie realizować cele EUO/UE;
utrzymywanie na terytorium UE stałego stanu wojennego, nazywanego gotowością; jest on głównie skierowany wobec obywateli UE poprzez działania profilaktyczne i zabezpieczające;
budowę europejskiego sztabu generalnego, dysponującego siłami zbrojnymi państw członkowskich;
przyjecie fińskiej koncepcji obrony całkowitej, która zakłada, że wszystkie zasoby cywilne, w tym zasoby ludzie mogą zostać wykorzystane do celów wojskowych.
To krótkie wyliczenie pozwala zrozumieć, w jakiej sytuacji znajduje się Polska. Europejskie bezpieczeństwo jest iluzją, nie ma służyć do realnej obrony przed realnym atakiem Rosji. Europa nie ma takich sił, które mogłyby obronić kogokolwiek przed takim atakiem, i długo jeszcze ich nie będzie miała, zapewne nigdy. Wiązanie się z bezpieczeństwem europejskim to wchodzenie w groźna iluzję – nie da żadnego bezpieczeństwa, bo go nie ma, ale wciąga do wojny z Rosją, utrzymując stałą wrogość i podtrzymując wojnę na Ukrainie.
Europejskie inwestycje, szumnie zapowiadane będą prowadzone głównie na Ukrainie i tam się przeniesie część europejskiego przemysłu, poza kontrolę narodów Europy. Finansowanie tych zbrojeń będzie więc także finansowaniem Ukrainy. Dodatkowo konfiskacie mają ulec rosyjskie aktywa, zamrożone przez Grupę G7, a środki mają zostać przekazane Ukrainie na prowadzenie wojny z Rosją, co może stanowić casus belli wojny światowej.
Państwa stracą władzę nad czymkolwiek, wszystko bowiem zostanie podporządkowane Komisji Europejskiej i sztabowi generalnemu. Cały przemysł, całe zasoby, cała gospodarka, całe wojsko, całe zakupy, całe inwestycje, całe społeczeństwo ma się docelowo znaleźć pod wspólnym, cywilno – wojskowym zarządem tych dwu ośrodków. Wszystkie zakupy zbrojeniowe będą musiały być dokonywane w Europie, czyli w praktyce na Ukrainie. Oznacza to zerwanie sojuszu wojskowego z USA, które zakupami broni w Ameryce warunkuje jego trwanie.
Społeczeństwa zostanę poddane reżimowi stanu wojennego i stale będą musiały być gotowe na wojenną mobilizację, pod unijnym dyrektoriatem cywilno – wojskowym. Polska znajduje się na froncie poprzez Tarczę Wschód, na której musi być ciągłym wrogiem Rosji i Białorusi. W razie ataku będziemy mogli liczyć na takie same wsparcie, jakie otrzymaliśmy w 1939 r., i na takie same skutki dla ludności cywilnej. Koncepcja całkowitej obrony w polskich warunkach oznacza, że całe społeczeństwo, nie tylko mężczyźni, ale też kobiety i dzieci zostaną uznani przez EUO/UE za siłę militarną, i to będzie właściwa Tarcza Wschód – żywe tarcze, złożone z polskiej ludności cywilnej, osłaniające UE przed atakiem Rosji. Dla naszych majętności oznacza to taktykę spalonej ziemi – niszczenie wszystkiego, co może się przydać przeciwnikowi.
Wejście Polski do Europejskiej Unii Obronnej, będącej odtąd flagowym projektem politycznym Unii Europejskiej oznacza więc takie same zapewnienie bezpieczeństwa, jakie Polska otrzymała od Wielkiej Brytanii i Francji w marcu 1939 r., i to płynące z tych samych centrów decyzyjnych. Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony nie oznacza obrony Polski i bezpieczeństwa Polaków. W rzeczywistości oznacza to zapewnienie bezpieczeństwa władzy Unii Europejskiej nad narodami i obronę interesów City of London, Paryża, Brukseli, Berlina i Kijowa. Nie będzie to również odstraszaniem Rosji, Europa nie ma czym odstraszać jej licznych zagonów pancernych, sił powietrznych i rakietowych, nieprzebranej ciżby piechoty. Jest to raczej wabieniem Rosji do ataku na Europę, którego pierwszą ofiarą będzie Polska i Polacy, czyli żywe tarcze Wschód. Płonąca planeta może więc rzeczywiście nastać na polskiej ziemi, wystawionej na ataki bez żadnej ochrony sojuszników. Ich całe zaangażowanie pójdzie bowiem na ochronę europejskich interesów na Ukrainie.
To nie jest nic nowego, obecna polityka UE przypomina dążenia Związku Sowieckiego, który nie umarł, tylko na chwilę się ukrył, wyemigrował na Zachód i teraz odradza się pod postacią Unii Europejskiej, Europejskiej Unii Obronnej i Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony.
Dla bardzo wielu ludzi to był dobry czas. To był czas, kiedy można było pracować z domu, czyli pracować średnio rzetelnie, średnio sprawnie. Dla wielu z tych ludzi bardzo kuszącą sytuacją była akcja, w której mogą się powydzierać na kogoś ze swoich sąsiadów, na ludzi nieznajomych spotkanych w sklepie, że ci nie mają czegoś na gębie założonego, że ci nie utrzymują dystansu itd. Bo nie czarujmy się, wielu ludzi jest pełnych jakiegoś takiego jadu, jakiejś zawiści. Taka sytuacja, kiedy rząd na talerzu daje ci możliwość wydzierania mordy na bliskich sobie lub ludzi nieznajomych sobie, funkcjonowanie z pozycji tej moralnej wyższości, to jest okazja, z której wielu z tych ludzi skorzysta.
−∗−
5 lat po największym przekręcie w historii! Dlaczego niewiele się zmieniło?
−∗−
BONUS:
Władze sanitarne straszą błonicą, stręczą szczepienia, ale nie mówią wszystkiego
„Zaszczep swoje dzieci i siebie – nie pozwólmy wrócić chorobom zakaźnym” – nawoływało kilka dni temu w mediach społecznościowych Ministerstwo Zdrowia. Jako koronny przykład rzekomo ogromnego zagrożenia kryjącego się za zwalczonymi już dawno a znów odnotowanymi ostatnio w Polsce przypadłościami, resort przytacza błonicę. We wpisie próżno znaleźć jednak informację, że nawrót choroby do Europy ma najprawdopodobniej związek z przybywającymi na nasz kontynent masami afrykańskich imigrantów. Po drugie – szczepionki przeciwko błonicy zawierają groźny dla zdrowia Tiomersal, o czym propaganda również milczy.
Jeden z typowych dla propagandy strachu materiałów ukazał się w sobotę na portalu radia RMF. – Przypadki pojawienia się błonicy, której możemy zapobiegać właściwie w pełni, pokazują, że to już nie jest jakieś wirtualne ryzyko – cytuje autor tekstu słowa profesora Krzysztofa Pyrcia z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego – eksperta dobrze znanego z czasów tak zwanej pandemii Covid-19.
Tekst pokazuje błonicę jako niebezpieczną chorobę odpowiedzialną za epidemie wybuchłe w połowie zeszłego wieku, a następnie pokonaną dzięki akcjom szczepień.
„Obecnie w europejskich krajach zgony z powodu błonicy zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat, zwykle u niezaszczepionych dzieci. Inaczej jest np. w Afryce – tylko w Nigerii od maja 2024 r. do połowy marca 2025 r. na błonicę zmarło ponad 1300 osób” – czytamy.
Temat powraca do mediów w Polsce z powodu przypadku chłopca zakażonego tą chorobą. Sześciolatek wrócił z błonicą po wakacjach na Czarnym Lądzie. Drugi pacjent to osoba dorosła, diagnozowana i leczona w jednym z wrocławskich szpitali. Choć nie ma jeszcze jednoznacznego orzeczenia, wykazuje typowe dla błonicy objawy.
– Przypadki pojawienia się błonicy, której możemy zapobiegać właściwie w pełni, pokazują, że to już nie jest jakieś wirtualne ryzyko. To nie jest jakaś daleka przyszłość, tylko po prostu to jest rzeczywistość, która nas czeka, jeżeli nie potraktujemy ostrzeżeń poważnie – stwierdził prof. Pyrć.
„Według niego [prof. Pyrcia] najważniejsze jest to, żeby pojawił się jasny przekaz, że sprawa jest poważna i nie powinno się unikać szczepień. Podkreśla, że nie chodzi o indywidualne przekonania czy wybory, ale o bezpieczeństwo wspólne” – czytamy w artykule.
Zatem dwa (a właściwie 1,5 – potencjalny drugi nie jest jeszcze oficjalnie stwierdzony – PCh24.pl) przypadki przesądzają, zdaniem eksperta o tym, że konieczność zaszczepienia się jest – niczym Ojczyzna – naszym „zbiorowym obowiązkiem”.
– To nie jest kwestia tego, że ktoś będzie uciekał, bo wierzy, nie wierzy. To jest sprawa poważna, która dotyczy nas wszystkich, bezpieczeństwo nas, naszych dzieci. I to pokazuje, że państwo traktuje sprawę poważnie – zaznaczył profesor Pyrć.
Dalej następuje znana z czasów Covid-19 świecka „litania” do zbawiennej wakcyny. Czytamy zatem: „systemowo powinno się zwiększać świadomość, że nie szczepiąc swoich dzieci, nie odnawiając swoich szczepień, zagrażamy swojemu życiu, obciążamy system służby zdrowia, ale zagrażamy też życiu i zdrowiu innych”.
W tym miejscu autor artykułu na portalu RMF24 Karol Żak płynnie przechodzi do obwieszczonej już przez głównego inspektora sanitarnego dr. Pawła Grzesiowskiego akcji kontroli kart szczepień obowiązkowych wszystkich dzieci w Polsce. Chodzi o uszczelnienie systemu, któremu – w związku z niepokojącymi alarmami niezależnych lekarzy i naukowców – próbuje się wymknąć w imieniu zdrowia własnych dzieci coraz więcej rodziców.
Zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych oraz rozporządzeniem ministra zdrowia, władze administracyjne chcą uszczęśliwić polskie dzieci ochroną aż przed 13 chorobami zakaźnymi. Gdyby ktoś miał wątpliwości co do jakości tej ochrony – jest ona objęta rygorem obowiązkowości.
Dla porównania – w Niemczech obligatoryjne jest jedno szczepienie do 18. roku życia.
„Zaszczep swoje dzieci i siebie – nie pozwólmy wrócić chorobom zakaźnym” – krzyczy w mediach społecznościowych Ministerstwo Zdrowia. Wpis zamieszczony 19 marca straszy skutkami rozprzestrzeniania się w naszym kraju nie tylko błonicy, lecz także krztuśca, tężca, odry, polio… „Obowiązkowe szczepienia zatrzymały epidemię, ale zaniedbanie szczepień sprawia, że choroba wraca. Szczepienia obowiązkowe to nie wymysł! Zostały wprowadzone, aby chronić nas przed groźnymi chorobami, których skutki mogą być tragiczne” – czytamy dalej.
O czym nie mówi wybiórcza propaganda
W kontrze do coraz powszechniejszej w polskojęzycznych mediach propagandy zabrali głos medycy, którzy podczas covidowego reżimu sanitarnego dali się poznać z głoszenia opinii niezależnych wobec głównego nurtu lekarskiego i medialnego.
Doktor Paweł Basiukiewicz zwrócił uwagę na prawdopodobny czynnik potencjalnego powrotu błonicy do Europy. Zacytował dane mówiące o przypadkach występowania tej choroby na Wyspach Brytyjskich.
„W 2022 r. w Anglii odnotowano 76 przypadków błonicy (*C. diphtheriae*), z czego 72 wśród osób ubiegających się o azyl, co potwierdza grubo ponad 70 i przewagę wśród imigrantów (94,7%). Dane UKHSA wskazują, że outbreak dotyczył głównie młodych mężczyzn przybywających z krajów endemicznych. Angielskie statystyki prawdopodobnie odzwierciedlają sytuację w UK”.
Do wpisu odniósł się biolog medyczny dr n. med. Piotr Witczak: „Ludzie, hipokryci rozkręcają histerię z powodu dwóch przypadków błonicy w PL wylewając hejt na rodziców niezaszczepionych dzieci, a sami nie doszczepiają się przeciw błonicy co 10 lat oraz popierają imigrację” – napisał.
W kilku kolejnych komentarzach rozwinął temat.
„@MZ_GOV_PL też może kłamać, a co tam! Kto im zabroni?” – spytał retorycznie na Twitterze (X). Przytoczył w tym miejscu jedno z twierdzeń kolportowanych przez ministerstwo: „Choroba [błonica], która w Polsce nie występowała od ponad 20 lat dzięki stosowanym szczepieniom”.
„W okresie 2023-2024 zdiagnozowano w Polsce 3 przypadki błonicy i siedzieliście cicho. Ochrona poszczepienna przed błonicą trwa ok 10 lat, a większość dorosłych się nie doszczepia…no więc gdzie te epidemie skoro większość obywateli nie ma już ochrony? Ochrona poszczepienna przeciwko błonicy nie jest sterylizująca, tzn. nie zapobiega zakażeniu ani transmisji. Osoba zaszczepiona może być nosicielem bakterii i przenosić je na innych” – odpowiedział biolog medyczny.
Zapytał również: „I teraz fundamentalne pytanie… czy chronią nas bardziej szczepienia czy warunki sanitarne i odżywienie? Skoro większość dorosłych nie doszczepia się na błonicę co 10 lat i szacuje się, że poziom ochrony poszczepiennej (odporność niesterylizująca! osoba zaszczepiona może zarażać i transmitować) całego społeczeństwa wynosi zaledwie 30%? I czy w związku z tym korzyść przyjęcia kilku dawek szczepionki przewyższa ryzyko powikłań?” – napisał dr n. med. Piotr Witczak.
Wskazał również między innymi na zagrożenia związane z obecnością w szczepionkach przeciwko błonicy niebezpiecznej substancji. Zamieścił cytat jednego ze wskazujących na to zagrożenie badań:
„Źródłem narażenia na zatrucie rtęcią jest tiomersal, stosowany w wielu szczepionkach, m.in. przeciw grypie, tężcowi, meningokokom, jako adiuwant zwiększający odpowiedź immunologiczną organizmu na wprowadzony antygen (Rosenblatt i Stein, 2015; Geier i in., 2015; Harry i in., 2004). Badania przeprowadzone przez Rodriguesa i in. (2010) udowodniły, że rtęć z tiomersalu gromadzi się w mózgu, nerkach i wątrobie, przy czym jego poziom jest znacznie wyższy niż we krwi. Po ekspozycji na tiomersal rtęć gromadzi się w mózgu głównie w postaci nieorganicznej (63 %), podczas gdy reszta pozostaje w wysoce toksycznych formach rtęci organicznej: etylortęć (13,5 %) i metylortęć (23,7 %)”.
Badania nad wpływem szczepień na zdrowie młodych pokoleń stało się medycznym priorytetem nowego rządu Stanów Zjednoczonych. Bierze się to z faktu dużej liczby badań naukowych wskazujących na związek obecności m.in. związków rtęci w organizmach na prawdziwą falę przypadków autyzmu oraz szeregu innych chorób przewlekłych, w tym autoimmunologicznych.
O tym jednak milczy ministerstwo zdrowia, jego sprawdzeni eksperci i media.
If you don’t know what freedom is, better figure it out now!
Komentarze:
AlterCabrio 23 marca 2025 godz. 20:42‘To nie był test’Był. Głównie na inteligencję, ale nie tylko.‘Bo nie czarujmy się, wielu ludzi jest pełnych jakiegoś takiego jadu, jakiejś zawiści.’Nie czarujmy się, nie od wczoraj i nie od czasu ‘pandemii’.—–A co do artykułu i również materiału wideo. Na pana dr Pawła to lepiej się nie powoływać. Szczególnie w kontekście preparatów. Nie tylko tych najsławniejszych.
To jeden z najważniejszych filmów, jakie kiedykolwiek nagrałem na mój kanał. Dotyczy bowiem nie tylko zrozumienia przeszłości i sposobów, dzięki którym udało się rozpędzić ogólnoświatową panikę. Dzięki tej panice, stojące na szczytach osoby i organizacje finansowe zdołały – bez jednego wystrzału – przejąć masę majątku z rąk drobnych właścicieli, zgarnąć miliardowe zyski z publicznej kasy oraz umożliwiły politykom wprowadzenie zamordystycznych, totalitarnych działań, które w żaden sposób nie były zgodne z lokalnymi konstytucjami czy ustawami. A wszystkie te efekty udało się osiągnąć bardzo szybko i jednocześnie w ponad 180 krajach całego Świata.
Dlaczego nie zmieniło się? Dlaczego jest tak samo lub gorzej? Dlatego, że od kilku dekad ludzkość po raz pierwszy w historii żyje w nierzeczywistym świecie – hipnoza, symulakrum, psychoza indukowana…matriks. Ogromna część wydarzeń podawana w formie medialnej narracji tworzącej różne historie – nie istnieje w rzeczywistości lub jest luźno z nią powiązana, nadziewana pojedynczymi faktami.Nie zmieniło się na poziomie behawioralno – poznawczym ponieważ zastosowano potężne bodźce.
O prawdę nie będą się upominać na pewno asystenci wirtualnego dr. Mengele w Polsce, którzy – jak wspomniał R. Pogoda – dostali za udział w przedstawieniu 900 mld złotych.
18 lipca tego roku będziemy obchodzić 150. rocznicę uroczystego zdefiniowania dogmatu o nieomylności papieskiej, dogmatu, którego powstaniu towarzyszyły liczne kontrowersje i który do dzisiaj jest jeszcze czasem niepoprawnie rozumiany.
„Bazylika św. Piotra w Rzymie, to arcydzieło geniuszu Bramantego, Michała Anioła, Maderny, zachwyca i czaruje widza, tak ogromem swych rozmiarów, jak i finezją artystycznego wykończenia. Wiele prawd wiary spotykamy tu wyrażonych w szacie wymownych symbolów. Kiedy miniemy tzw. Konfesję św. Piotra, czyli ołtarz papieski, stajemy przed ołtarzem «katedry» św. Piotra, która późnym wieczorem czy wczesnym rankiem tonie w powodzi światła. Strumienie łagodnej i miłej poświaty spływają na Stolicę Piotrową z unoszącej się ponad nią gołębicy, symbolu Ducha Świętego. Jasne światło, które rozprasza mroki, ciemności, to symbol nadzwyczajnej i ciągłej pieczy Ducha Świętego nad katedrą św. Piotra, czyli symbol nieomylności papieskiej”1.
Nieomylność
Zdefiniujmy na początku pojęcie nieomylności Kościoła. Jest to „własność nadprzyrodzona od Boga Kościołowi udzielona, przez którą on, strzegący skarbu wiary i nauczający jej, zawsze od wszelkiego błędu jest wolny”2. Inaczej mówiąc, „nieomylność strzeże urząd nauczycielski w poznaniu prawdy objawionej oraz uniemożliwia sformułowanie fałszywego sądu odnośnie do prawd przez Boga objawionych”3. Od nieomylności należy odróżnić natchnienie, bezgrzeszność oraz wszechwiedzę.
Natchnienie jest pozytywnym działaniem Ducha Świętego na rozum i wolę piszącego. Mocą tego działania Bóg stał się autorem ksiąg Pisma Świętego i tak np. twierdzenia i sądy św. Pawła są twierdzeniami i sądami samego Boga. Nieomylność nie wyklucza takiego pozytywnego działania, ale jej istota polega na szczególniejszej pieczy i kontroli Bożej, aby w nauczanie magisterium nie wkradł się błąd z dziedziny wiary i obyczajów.
Nieomylność nie oznacza także bezgrzeszności ani świętości. Przedstawiciele urzędu nauczycielskiego Kościoła mogą niestety w życiu moralnym grzeszyć. Nieomylność polega więc na braku omyłki a nie grzechu; uniemożliwia błędy merytoryczne i logiczne.
Nieomylność to też nie wszechwiedza, czyli nie jest tożsama z pełnym posiadaniem wszelkiej wiedzy dotyczącej Bożych tajemnic. Kościół nauczający zna tylko tę część prawdy, którą Pan Bóg ludziom objawił jako potrzebną do zbawienia, a jednocześnie Kościół rozważa nad tym, jak ją najlepiej wyrazić i podać do wierzenia. Nieomylność wyklucza korekty. Co raz zostało zdefiniowane jako nieomylne, nieomylnym pozostaje już na zawsze. Nieomylne orzeczenie, czyli dogmatyczna definicja, jest uroczystym i autentycznym potwierdzeniem faktu objawienia, mianowicie, że taka a taka prawda jest na pewno przez Boga objawiona. Z tego wynika kolejny wniosek ważny dla zrozumienia tej nadzwyczajnej własności Kościoła: nieomylność nie zawiera żadnego nowego objawienia, służy natomiast coraz lepszemu rozumieniu objawienia Bożego raz na zawsze danego ludziom przez Boga.
Urząd Nauczycielski w Kościele stanowią papież i zjednoczeni z nim biskupi4. Chrystus Pan ustanowił ten urząd, aby prawdę Bożą objawioną w Piśmie św. i Tradycji wiernie przechowywał, wyjaśniał i całemu światu głosił. Rozróżniamy dwa sposoby funkcjonowania Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, zwyczajny i nadzwyczajny. Oba znamionuje dar nieomylności w zakresie wiary (doktryny) i obyczajów (moralności). Biskupi nauczają nieomylnie albo zgromadzeni pod przewodnictwem papieża na soborze powszechnym, albo rozproszeni po świecie, ale pozostający w jedności z papieżem5. Innymi słowy, „Biskupi są nieomylni, gdy na soborze pod przewodnictwem papieża uchwalają coś w rzeczach wiary lub obyczajów i gdy w swych diecezjach nauczają jednomyślnie prawd wiary lub obyczajów”6. Jest to zwyczajne nauczanie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Nadzwyczajne nauczanie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła to nauczanie samego papieża, który przemawia w sposób uroczysty (ex cathedra). Dalsza część artykułu będzie rozwinięciem kwestii nieomylności nauczania samego papieża, czyli nadzwyczajnego nauczania Urzędu Nauczycielskiego Kościoła.
Nieomylność papieska
Najpierw przywołajmy definicję dogmatyczną z konstytucji Pastor aeternus, określoną na IV sesji I soboru watykańskiego dnia 18 lipca 1870 r.:
„My zatem, wiernie zachowując tradycję otrzymaną od początku wiary chrześcijańskiej, na chwałę Boga, naszego Zbawiciela, dla wywyższenia religii katolickiej i dla zbawienia narodów chrześcijańskich, za zgodą świętego soboru, nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że gdy biskup Rzymu przemawia ex cathedra, to znaczy, gdy wykonując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, na mocy swego najwyższego apostolskiego autorytetu określa naukę dotyczącą wiary lub moralności obowiązującą cały Kościół, dzięki opiece Bożej obiecanej mu w [osobie] św. Piotra, wyróżnia się tą nieomylnością, w jaką boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności. Dlatego takie definicje biskupa Rzymu – same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła – są niezmienne”7.
Warto już teraz zwrócić uwagę na pewien fakt. Powyższa definicja znajduje się w tekście konstytucji w rozdziale czwartym, który nosi tytuł O nieomylnym nauczaniu biskupa Rzymu. Ta formuła została specjalnie wybrana zamiast formuły O nieomylności biskupa Rzymu. Dlaczego tak się stało? Chodziło o to, aby wykluczyć możliwość niepoprawnego rozumienia dogmatu przez tych, którzy ze słowa „nieomylność” wyciągają błędne wnioski albo zbyt szeroko je tłumacząc, albo niepoprawnie przekładając na języki obce.
Już pobieżna lektura tej definicji pozwala zauważyć, że wyrażeniem, które rozstrzyga o jej poprawnym pojmowaniu, jest to króciutkie ex cathedra. Dosłownie tłumacząc oznacza ono „z katedry [świętego Piotra]” i w języku teologicznym oznacza najwyższą instancję nauczania. Aby uniknąć złego rozumienia tych słów, dodał sobór ich krótkie wyjaśnienie. Po pierwsze, papież jest nieomylny jako pasterz i nauczyciel wszystkich chrześcijan. Papież, jako widzialna głowa całego Kościoła jest bowiem najwyższym nauczycielem objawionych przez Boga prawd; jest także najwyższym kapłanem, najwyższym prawodawcą w Kościele oraz najwyższym sędzią w sprawach kościelnych. Jednak dar nieomylności posiada papież tylko wtedy, kiedy wykonuje swój urząd najwyższego nauczyciela. Po drugie, papież jest nieomylny „na mocy swego najwyższego apostolskiego autorytetu”. Efektem użycia autorytetu jest zobowiązanie podwładnych do przyjęcia tego, co dany autorytet nakazuje. Papież orzeka więc jakąś prawdę nieomylnie, kiedy zobowiązuje wiernych do jej przyjęcia i zachowania. Po trzecie, papież jest nieomylny, kiedy określa naukę wiary albo moralności. W rozdziale trzecim konstytucji czytamy, że „wobec niej [tzn. władzy jurysdykcyjnej biskupa Rzymu] obowiązani są zachować hierarchiczne podporządkowanie i prawdziwe posłuszeństwo pasterze i wierni wszelkiego obrządku i godności, każdy z osobna i wszyscy razem, i to nie tylko w sprawach wiary i moralności, ale także w kwestiach dotyczących dyscypliny i kierowania Kościołem rozproszonym po całym świecie”8. Zakres najwyższej papieskiej władzy jest więc znacznie szerszy niż zakres papieskiej nieomylności. Ta ostatnia dotyczy, jak napisano dalej w rozdziale czwartym konstytucji, tylko dwóch dziedzin, mianowicie, kwestii wiary i zasad moralności. Po czwarte, „obowiązującą cały Kościół”, co oznacza, że podane rozstrzygnięcie obowiązuje wszystkich, a nie tylko jakąś część wiernych.
Nieomylność papieska ma taki sam zakres jak nieomylność, „w jaką boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności”. Nie wynika jednak z tego, by nawet w dogmatycznych dekretach, bullach itp. wszystko, co tam się znajduje musiało być uważane za wchodzące w zakres nieomylności. O tym będzie jeszcze mowa w dalszej części tego artykułu. „Takie [nieomylne] definicje biskupa Rzymu – same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła – są niezmienne”. W tym miejscu nie jest oczywiście powiedziane, że papież może sprzeciwić się wszystkim biskupom i samemu ogłosić to, co jest przeciwko np. Tradycji. Słowa te oznaczają po prostu, że nieomylność papieska nie jest zależna od zgody Kościoła, tj. biskupów całego świata. Orzeczenie papieskie nie uzyskuje bowiem znamienia nieomylności dopiero wtedy, kiedy biskupi całego świata je potwierdzą. To nie dom (tj. Kościół) dla fundamentu (papieskiego prymatu), ale fundament dla domu ma być gwarancją stabilności. Nieomylność wynika z udzielonego papieżowi specjalnego, boskiego wsparcia. Jeśli nieomylne definicje papieskie są niezmienne, to siłą rzeczy nie mogą dotyczyć spraw dyscyplinarnych, które z natury swojej są zmienne.
Cechy nieomylnego orzeczenia papieskiego
Jakie cechy orzeczenia papieskiego wskazują na to, że to orzeczenie jest nieomylne? Żadna szczególna forma ani określone słowa nie są wymagane. Papież jest wolny w doborze słów. Teolodzy jednak uznają za konieczne występowanie dwóch cech. Po pierwsze, przedmiotem orzeczenia papieskiego musi być nauka dotycząca wiary lub/i moralności. Po drugie, papież, jako najwyższy nauczyciel, musi dać jasno do zrozumienia, że orzeczenie, które ogłasza, jest obowiązujące dla wszystkich katolików, a przy tym nieodwołalnie rozstrzyga poruszaną kwestię. Wśród używanych słów w takich orzeczeniach spotyka się najczęściej następujące: „definiujemy”, „rozstrzygamy”, „nauczamy” itp. oraz deklarację „niech będzie wyklęty” ten, kto zaneguje zdefiniowaną prawdę. Te dwie cechy muszą być ze sobą powiązane. Jeśli dane wystąpienie papieskie ich nie posiada, nie może uchodzić za nieomylne. Z tego powodu wszelkiego rodzaju papieskie rady czy zachęty, rozważania czy słowa kierowane przez papieża do kościołów lokalnych lub innych wspólnot określonych geograficzne, a także do określonych grup społecznych nie mogą podlegać nieomylności. Jeśli wobec danej wypowiedzi papieskiej istnieją wątpliwości, czy jest ona ex cathedra czy nie, to należy zwrócić się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o wyjaśnienie. Prawo wątpliwe bowiem nie obowiązuje.
Co nie jest nieomylne?
Podsumowując należy stwierdzić, że nie są nieomylne:
treści, które papież pomyślał, powiedział, zrobił czy zarządził nie jako głowa Kościoła powszechnego tylko jako prymas Włoch czy biskup Rzymu lub prywatny teolog,
polecenia czy zarządzenia papieża dotyczące pojedynczych osób i opinie o osobach,
odpowiedzi papieskie na pytania od biskupów czy innych osób,
niewydanie orzeczenia dogmatycznego, które powinno zostać sformułowane, a papież ze względu na teologiczne kontrowersje tego nie uczynił, zamiast tego nałożył na spierające się strony obowiązek milczenia,
wypowiedzi papieża w codziennym życiu albo w napisanych przez niego książkach czy listach,
wyrazy poparcia papieża dla jakiejś opinii teologicznej czy jakiegoś rozwiązania teologicznej trudnej kwestii,
encykliki czy bulle papieskie itp. brane w całości (in extenso), chyba że papież wyrazi wolę, by było inaczej,
rozstrzygnięcia kongregacji rzymskich, chyba że papież dane rozstrzygnięcie ogłosi ex cathedra.
Oczywiście jeśli jakiś akt, dokument czy wypowiedź, nie ma cechy nieomylności, to nie oznacza, że zawiera błąd. Akt taki jedynie nie zawiera rozstrzygnięć ostatecznych, wyczerpujących i nie mogących być już nigdy potem na nowo sformułowanych.
Oto ciekawy przykład ilustrujący omawiane zagadnienie. W encyklice Ad diem illum z 1904 r., św. Pius X napisał następujące słowa: „[Maryja] przewyższa wszystkich świętością i złączeniem z Chrystusem i przez Chrystusa została przybrana do dzieła zbawienia ludzkości, wysługuje nam dzięki łaskawości Bożej (de congruo) to, co Chrystus wysłużył nam równoważnie do swojej godności Zbawiciela (de condigno), i jest pierwszą rozdawczynią wszystkich łask”9. Czy powyższy cytat jest wypowiedzią nieomylną papieża? Czy papież tymi słowami określił dogmat o Wszechpośrednictwie Najświętszej Maryi Panny? Oczywiście nie. Święty Pius X w tej encyklice nie wyjawił zamiaru, aby ogłosić tę prawdę ex cathedra. Brakuje więc tutaj wymaganej cechy orzeczenia nieomylnego. Warto dodać, że niektórzy biskupi domagali się od papieża i biskupów ogłoszenia na II Soborze Watykańskim dogmatu o Matce Bożej Pośredniczce wszystkich łask. Gdyby św. Pius X już to zrobił, prośba taka byłaby niepotrzebna.
Innym ciekawym przykładem znamiennego doboru słów jest dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny ogłoszony w 1950 r. Brzmi on tak: „[…] ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga, że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej”10. Pius XII nie rozstrzygnął tutaj kwestii, czy Najświętsza Maryja Panna zmarła czy nie. Ta kwestia jest nadal otwarta. Jej ewentualne przyszłe rozstrzygnięcie nie zmieni jednak sensu wydanego już orzeczenia dogmatycznego. Widzimy więc z jaką starannością został ten dogmat sformułowany. Z jednej strony wydano definitywne rozstrzygnięcie, z drugiej strony pozostawiono teologom otwarte pole do dyskusji nienaruszające istoty samego orzeczenia.
Zarzuty przeciwko nieomylności papieskiej
Wśród krytyków dogmatu o nieomylności papieskiej byli niektórzy tzw. liberalni katolicy, a wtórowali im oczywiście protestanci. Jeden z zarzutów sformułował protestancki teolog A. Harnack, który nieco ironicznie twierdził, że dogmat o nieomylności papieża pozwoli papieżom podpierać dowolne treści autorytetem Ducha Świętego. Zarzut ten jest całkowicie bezpodstawny, gdyż jak już wcześniej zostało wspomniane, nieomylność nie dotyczy nowego objawienia. Objawienie, jak katolikom wiadomo, zostało zakończone wraz ze śmiercią ostatniego apostoła. Prawda ta jest dogmatem wiary. Zresztą papież w żadnej sytuacji nie może sprzeciwić się Pismu św. i Tradycji. W konstytucji Pastor aeternus czytamy: „Duch Święty został bowiem obiecany następcom św. Piotra nie dlatego, aby z pomocą Jego objawienia ogłaszali nową naukę, ale by z Jego pomocą święcie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie przekazane przez apostołów, czyli depozyt wiary”11. Podobną myśl znajdujemy w oświadczeniu episkopatu niemieckiego na temat stosunku prymatu papieskiego do urzędu biskupiego. Oświadczenie to wydano w 1875 r. w odpowiedzi na okólnik kanclerza Rzeszy Bismarcka z 1872 r. To wystąpienie niemieckich biskupów Pius IX potwierdził jako trafny wyraz nauki katolickiej. Oto co w nim czytamy: „Pogląd wreszcie, że papież stał się «mocą swojej nieomylności władcą całkowicie absolutnym», opiera się na zupełnie błędnym zrozumieniu dogmatu o nieomylności papieskiej. Jak to Sobór Watykański w jasnych i wyraźnych słowach zaznaczył i jak wynika z samej istoty rzeczy, nieomylność ta jest jedynie przymiotem najwyższego papieskiego Urzędu Nauczycielskiego. Ten zaś posiada taki sam przedmiot, jak nieomylny Urząd Nauczycielski Kościoła w ogóle i jest związany nauką Pisma św. i Tradycji, jak również z doktrynalnymi rozstrzygnięciami Urzędu Nauczycielskiego Kościoła”12. Nauka, która sprzeciwia się Pismu św. i Tradycji czy wcześniejszym rozstrzygnięciom nie jest prawidłowa, a co dopiero nieomylna. Teolodzy prawosławni popadali w inny błąd. Zwracali mianowicie uwagę na dawne występki moralne papieży i z tego powodu katolicką nauką o nieomylności papieskiej gardzili. Było to jednak wspomniane na początku błędne utożsamienie nieomylności z bezgrzesznością.
Podsumowanie
Podsumowaniem tego artykułu niech będą słowa biskupów zgromadzonych na III Soborze Konstantynopolitańskim skierowane do papieża Agatona (678–681 r.), który potępił herezję o jednej jedynej woli w Chrystusie. Są one świadectwem wiary w nieomylność papieską. Oto one: „Tobie, jako zwierzchnikowi całego Kościoła i pierwszej biskupiej stolicy, pozostawiliśmy decyzję, co czynić należy. Stoisz bowiem na niewzruszonej skale wiary. Z rozkoszą przeczytaliśmy list (to prawdziwe wyznanie wiary), wysłany od ojcowskiej Waszej Świątobliwości do najpobożniejszego cesarza; (list ten) uznajemy za natchnioną decyzję Głowy Apostołów, przezeń rozpędziliśmy zastęp heretycki świeżo powstały […] W potępieniu heretyków wtórował nam naczelny wódz apostołów, wspierał nas naśladowca Piotra i następca na Jego stolicy, objaśniający boską tajemnicę w liście. Wyznanie wiary, od Boga napisane, przyniosło stare miasto Rzym. Patrzyliśmy wprawdzie na papier i atrament, ale przez Agatona przemawiał Piotr”13.
Przypisy
↑Ks. W. Lohn TJ, Chrystus Nauczający. Ustanowienie i skład Urzędu Nauczycielskiego, Kraków 1927, s. 129.
↑Ks. J. Tylka, Dogmatyka katolicka. Część ogólna, Tarnów 1900, s. 295.
Badania naukowe z ostatnich lat jednoznacznie wskazują na niepokojący trend – od około 2010 roku obserwujemy systematyczny spadek zdolności poznawczych zarówno wśród młodzieży, jak i dorosłych. Jest to szczególnie widoczne w obszarach związanych z koncentracją uwagi, myśleniem analitycznym oraz umiejętnościami matematycznymi. Co ciekawe, proces ten rozpoczął się na długo przed pandemią COVID-19, która jedynie pogłębiła istniejące już problemy.
Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów (PISA), realizowany przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), dostarcza twardych dowodów na ten negatywny trend. Wyniki testów PISA, przeprowadzanych wśród 15-latków z krajów członkowskich, pokazują systematyczny spadek w kluczowych obszarach kompetencji. W 2022 roku średnie wyniki OECD wyniosły zaledwie 472 punkty w matematyce, 476 w czytaniu i 485 w naukach przyrodniczych, co stanowi znaczący regres w porównaniu z latami wcześniejszymi.
Jeszcze w 2010 roku średni wynik z matematyki oscylował wokół 493 punktów, podobnie było z czytaniem, natomiast nauki przyrodnicze osiągały nawet 501 punktów. Spadek jest więc nie tylko zauważalny, ale wręcz alarmujący – w ciągu zaledwie dwunastu lat nastąpiło obniżenie średnich wyników o ponad 20 punktów w niektórych dziedzinach. Szczególnie niepokojący jest fakt, że trend ten najbardziej dotyka kraje zachodnie, w tym Stany Zjednoczone i państwa europejskie.
Sytuacja nie wygląda lepiej w przypadku dorosłych. Program Międzynarodowej Oceny Kompetencji Dorosłych (PIAAC) ujawnia równie niepokojące statystyki. Dane z 2017 roku pokazują, że aż 33% dorosłych Amerykanów posiada niskie umiejętności matematyczne, co oznacza, że są w stanie wykonać jedynie najprostsze operacje, takie jak liczenie czy sortowanie. Trudności sprawiają im bardziej złożone zadania, jak interpretacja danych przedstawionych na wykresach czy wykonywanie obliczeń procentowych.
Ten odsetek jest bliski wskazywanym w innych badaniach 35% dla USA, podczas gdy w innych krajach rozwiniętych średnia wynosi około 25%. Dla porównania, w Chile odsetek dorosłych z niskimi umiejętnościami matematycznymi sięgał w 2015 roku aż 61,9%, co pokazuje ogromne zróżnicowanie między poszczególnymi państwami, ale jednocześnie potwierdza skalę problemu w perspektywie globalnej.
Co jest przyczyną tego zjawiska? Eksperci wskazują przede wszystkim na rosnącą zależność od technologii cyfrowych. Smartfony, media społecznościowe i nieustanny dostęp do internetu fundamentalnie zmieniły sposób, w jaki przetwarzamy informacje. Jesteśmy bombardowani ogromną ilością bodźców, co prowadzi do powierzchownego, fragmentarycznego przetwarzania treści, kosztem głębokiego, analitycznego myślenia.
Nadmierne korzystanie z ekranów ma wielowymiarowy wpływ na nasze funkcje poznawcze. Badania opublikowane w ScienceDirect pokazują, że ciągłe przełączanie uwagi między różnymi aplikacjami i bodźcami prowadzi do zmniejszenia zdolności koncentracji oraz skrócenia czasu uwagi. Dodatkowo, niebieskie światło emitowane przez ekrany może zakłócać rytm dobowy i prowadzić do problemów ze snem, co z kolei negatywnie wpływa na konsolidację wiedzy i ogólne funkcjonowanie poznawcze.
Media społecznościowe stanowią szczególne zagrożenie. Algorytmy zaprojektowane, by maksymalizować nasz czas spędzany na platformach, promują szybkie przewijanie treści (scrolling) i konsumpcję krótkich, łatwych do przyswojenia informacji. To z kolei prowadzi do zaniku umiejętności skupienia się na dłuższych, bardziej złożonych treściach. Badania publikowane w Frontiers in Cognition potwierdzają, że szczególnie młodzi dorośli, wychowani w erze cyfrowej, wykazują coraz większe trudności z utrzymaniem uwagi przez dłuższy czas.
Jednakże wpływ technologii cyfrowych na nasze zdolności poznawcze nie jest jednoznacznie negatywny – co stanowi interesujący, nieoczekiwany aspekt całego zagadnienia. Jak wskazują badania cytowane przez Open Colleges, odpowiednio dobrane technologie cyfrowe mogą wspierać rozwój pewnych aspektów poznania. Na przykład, niektóre gry komputerowe mogą poprawiać pamięć roboczą, umiejętności wielozadaniowe czy nawet inteligencję płynną.
Kluczowym czynnikiem wydaje się być sposób korzystania z technologii. Aktywne, celowe i umiarkowane wykorzystanie narzędzi cyfrowych może przynosić korzyści poznawcze. Natomiast bierne, bezrefleksyjne i nadmierne korzystanie prowadzi do negatywnych skutków. Nieustanne powiadomienia i bodźce z mediów społecznościowych mogą prowadzić do tzw. zmęczenia poznawczego, co dodatkowo upośledza nasze zdolności myślenia.
Warto również zwrócić uwagę na neurobiologiczny aspekt tego zjawiska. Media społecznościowe i smartfony zaprojektowano w sposób stymulujący wydzielanie dopaminy – neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za uczucie przyjemności i nagrody. Otrzymywanie powiadomień, polubień czy wiadomości aktywuje ośrodki nagrody w mózgu, co prowadzi do rozwoju nawyków, a w skrajnych przypadkach nawet uzależnień behawioralnych.
Badania publikowane w PMC wskazują, że nadmierne korzystanie z technologii cyfrowych może prowadzić do objawów przypominających zespół deficytu uwagi, a także przyczyniać się do izolacji społecznej. To z kolei negatywnie wpływa na ogólne funkcjonowanie poznawcze i emocjonalne.
Implikacje spadku zdolności poznawczych są daleko idące i dotyczą wielu obszarów życia społecznego. W sferze edukacji obserwujemy coraz większe trudności uczniów z przyswajaniem złożonych treści i rozwiązywaniem problemów wymagających analitycznego myślenia. Nauczyciele zgłaszają, że uczniowie mają problemy z koncentracją podczas lekcji trwających 45 minut, a czytanie dłuższych tekstów stanowi dla nich wyzwanie.
W kontekście rynku pracy, spadek umiejętności matematycznych i analitycznych może prowadzić do niedoboru wykwalifikowanych pracowników w sektorach wymagających takich kompetencji, jak inżynieria, nauki ścisłe czy finanse. Już teraz pracodawcy zgłaszają trudności ze znalezieniem kandydatów posiadających odpowiednie umiejętności analityczne.
Z perspektywy społecznej, obniżenie zdolności krytycznego myślenia może czynić obywateli bardziej podatnymi na manipulację i dezinformację. W erze fake news i postprawdy, umiejętność krytycznej analizy informacji staje się kluczowa dla funkcjonowania demokracji.
Co możemy zrobić, aby odwrócić ten trend? Eksperci sugerują konieczność wielowymiarowego podejścia. W szkołach powinno się kłaść większy nacisk na rozwijanie umiejętności głębokiego czytania, krytycznego myślenia i rozwiązywania złożonych problemów. Ważne jest również uczenie świadomego korzystania z technologii cyfrowych – nie demonizując ich, ale promując ich refleksyjne i celowe wykorzystanie.
Rodzice powinni modelować zdrowe nawyki korzystania z technologii i ustalać jasne granice czasu ekranowego dla dzieci. Regularne przerwy od urządzeń elektronicznych, tzw. „cyfrowy detoks”, mogą pomóc w regeneracji zdolności poznawczych i redukcji zmęczenia informacyjnego.
Na poziomie indywidualnym, warto wprowadzić praktyki wspierające koncentrację i głębokie myślenie – regularne czytanie dłuższych tekstów, medytację uważności czy zajęcia wymagające skupienia, jak gra na instrumencie czy rozwiązywanie łamigłówek.
Technologie cyfrowe na stałe wpisały się w krajobraz naszego życia i nie ma powrotu do świata bez nich. Wyzwaniem, przed którym stoimy, jest nauczenie się korzystania z nich w sposób, który będzie wspierał, a nie osłabiał nasze zdolności poznawcze. Wymaga to świadomego wysiłku na poziomie indywidualnym, ale także systemowych zmian w edukacji i kulturze korzystania z mediów cyfrowych.
Spadek zdolności poznawczych od 2010 roku to nie tylko abstrakcyjny problem badawczy – to realne wyzwanie, które może mieć głębokie konsekwencje dla przyszłości naszego społeczeństwa. Im wcześniej podejmiemy skoordynowane działania, by mu przeciwdziałać, tym większe szanse na odwrócenie tego niepokojącego trendu.
„Albo Polska będzie katolicka albo nie będzie jej wcale”
(Kardynał Stefan Wyszyński Prymas Polski)
Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński kochał Polskę. Jego słowa o miłości do Ojczyzny są nadal aktualne. Zachęcamy do lektury Jego tekstów. „Kiedyś mnie zabraknie, ale wy to sobie przypomnicie”.
„Rodzina zawsze była mocą Narodu, bo jest ona kolebką, Betlejem dla Narodu. Naród będzie jutro taki, jaką dzisiaj jest rodzina”.
„Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”
„Na każdym kroku walczyć będziemy o to, aby Polska, Polską była, aby w Polsce po Polsku się myślało”.
Dla nas po Bogu największa miłość – to Polska!
„Musimy po Bogu dochować wierności przede wszystkim naszej Ojczyźnie i narodowej kulturze polskiej. Będziemy kochali wszystkich ludzi na świecie, ale w porządku miłości. Po Bogu więc, po Jezusie Chrystusie i Matce Najświętszej, po całym ładzie Bożym, nasza miłość należy się przede wszystkim naszej Ojczyźnie, mowie, dziejom i kulturze, z której wyrastamy na polskiej ziemi. I chociażby obwieszczono na transparentach najrozmaitsze wezwania do miłowania wszystkich ludów i narodów, nie będziemy temu przeciwni, ale będziemy żądali, abyśmy mogli żyć przede wszystkim duchem, dziejami, kulturą i mową naszej polskiej ziemi, wypracowanej przez wieki życiem naszych praojców. Stąd istnieje obowiązek obrony kultury rodzimej”. (Kraków, 1974 r.)
Czy chcesz Polski bezdzietnej, Polski bez wiary w Boga i ludzi?
„Stańcie teraz wobec rzeczywistości rodzimej i zapytajcie każdy siebie: Jakiej ja chcę Polski? Czy zastanawiam się nad tym kiedykolwiek? Czy chcesz Polski bezdzietnej, w której tak wiele nienarodzonych Polaków idzie … do kanałów? Czy chcesz Polski bez wiary w Boga i ludzi, a więc i bez ideałów, bez porywów i wzlotów, bez zdolności do poświęcenia i ofiary? Nawet na froncie w obliczu wroga trzeba w coś wierzyć, aby być zdolnym do bohaterstwa. Ale wiara i poświęcenie potrzebne sa nie tylko na froncie wojennym, lecz także na froncie pracy, obowiązku, zawodu, nauki, codziennego trudu i wysiłku. Wszędzie potrzebna jest wiara żywych ludzi w Boga Żywego”. (Warszawa, 1972 r.)
Naród, który odcina się od historii podcina korzenie własnego istnienia
„Naród musi zachować swoją bogatą przeszłość i musi się nią szczycić. Wszystko, co o tej przeszłości mówi, ma dla młodych pokoleń znaczenie wychowawcze. Polska bowiem ma wspaniałą przeszłość, ma swoje dzieje, kulturę, literaturę, sztukę, rzeźbę. Musimy więc nieustannie nawiązywać do przeszłości! Naród bez przeszłości jest godny współczucia. Naród, który nie może nawiązać do dziejów, który nie może wypowiedzieć się zgodnie ze swoją własną duchowością – jest narodem niewolniczym. Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi, który wychowuje młode pokolenie bez powiązań historycznych – to naród renegatów! Taki naród skazuje się dobrowolnie na śmierć, podcina korzenie własnego istnienia”. (Warszawa, 1972 r.)
Ziemi ojczystej trzeba zawsze bronić
„Z przeszłości naszej możemy czerpać ostrzeżenie na przyszłość. Ziemi ojczystej trzeba zawsze bronić, a bronić jej można wtedy, gdy tkwimy w niej korzeniami jak drzewa. O wiele trudniej jest bronić Ojczyzny z miast, o ileż łatwiej ją wówczas zniszczyć! Trudniej wrogom dotrzeć do każdej wsi, do każdego zagonu, do każdej chaty, gdzie mieszkają ludzie związani głębokim uczuciem umiłowania ziemi, która daje i wsi, i miastu chleb nasz powszedni, o który modlimy się do Ojca darów niebieskich”. (Warszawa, 1980 r.)
Nie jesteśmy dzisiejsi, nie jesteśmy tylko na dziś.
„Jesteśmy narodem, który ma przekazać w daleką przyszłość wszystkie moce nagromadzone przez tysiąclecie i spotęgowane w czasach współczesnych. Chcemy żyć i możemy żyć! Naród nie jest na dziś, ani też na jutro. Naród jest, aby był!” (Warszawa 1981 r.)
Ratujcie prawo człowieka do urodzenia!
„Ratujcie w Polsce człowieka! Ratujcie nowe życie! Ratujcie prawo człowieka do urodzenia się na polskiej ziemi! (…) W tej chwili najważniejszą rzeczą jest, aby Polska nie stoczyła się na ostatnie miejsce w świecie w przyroście naturalnym ludności. Jesteśmy na samym dnie – nie tylko Warszawa która niemal ze wszystkich miast globu ma najniższy procent przyrostu naturalnego – ale cały Naród stacza się poniżej możliwości egzystencji”. (Warszawa 1969 r.)
Nie możemy sami siebie poniewierać
„Nienawiścią nie obronimy naszej Ojczyzny, a musimy jej przecież bronić. Brońmy jej więc miłością! Naprzód między sobą, aby nie podnieść przeciw nikomu ręki w Ojczyźnie, w której ongiś bili nas najeźdźcy. Nie możemy ich naśladować. Nie możemy sami siebie poniewierać i bić. Polacy już dość byli bici przez obcych, niechże więc nauczą się czegoś z tych bolesnych doświadczeń. Trzeba spróbować innej drogi porozumienia – przez miłość, która sprawi, że cały świat, patrząc na nas, będzie mówił: „Oto, jak oni się miłują”. (Niepokalanów 1969 r.)
To Bóg rządzi narodami!
„Często nie możemy tego pojąć i zrozumieć. Ale gdy spojrzymy, choćby jednym rzutem, na dzieje naszej Ojczyzny, zrozumiemy to doskonale. Przecież po ostatnim rozbiorze Polski uważano, że wszystko skończone, że Polska nigdy więcej nie odzyska wolności. Czyniono na ten temat wielki krzyk w całej Europie. Krzyczał car na Zamku Warszawskim. A w dniach wybuchu II Wojny Światowej dyktator wołał: „Skończona Polska!”. Tylko na Watykanie papież Pius XII mówił o Polsce, która nie chce umrzeć, i która nie umrze. Mówił tak dlatego, że był człowiekiem wierzącym. Wierzył, że Bóg rządzi narodami”. (Warszawa 1977r.)
(Kardynał Stefan Wyszyński Prymas Polski)
Źródło: Stefan Wyszyński, Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce, Częstochowa 2001
—————————-
Wybrał:
--
Jan Rybski
Inicjator-Założyciel
Inicjatywa na Rzecz Nowej Polski "BASTA!"
Wychodzę właśnie z siedziby ONZ w Nowym Jorku z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Komisja ds. Statusu Kobiet (CSW) właśnie się zakończyła. I wreszcie – WRESZCIE – mogę powiedzieć te słowa, które przez cały tydzień chciałam wykrzyczeć:
WYGRALIŚMY!
Ty i ja walczyliśmy. Stawiliśmy zdecydowany opór. I powstrzymaliśmy jeden z największych proaborcyjnych ataków, jakie kiedykolwiek widzieliśmy na forum ONZ!
Dzięki TWOJEJ presji ostateczna Deklaracja Polityczna CSW — tegoroczny, wysokiej rangi dokument ONZ, który kształtuje globalną politykę — została pozbawiona kluczowych proaborcyjnych zapisów.
Aborcja NIE jest prawem człowieka. I dzięki Tobie NIGDY nim nie będzie!
Nie potrafię wyrazić, jak ogromną ulgę i radość teraz czuję. To była intensywna walka — dwa miesiące pełne strategicznych narad, spotkań z delegacjami i przygotowań do późnych godzin nocnych, które doprowadziły do dziesięciu wyczerpujących dni w siedzibie ONZ.
Lobby aborcyjne zastosowało każdą możliwą sztuczkę: podstępne poprawki, presję w ostatniej chwili, ukryte przypisy, tajne klauzule… wszystko, co tylko możliwe.
Ale Ty i ja trwaliśmy niezłomnie.
Dzięki presji, jaką zbudowaliśmy, dzięki naszej współpracy z kluczowymi delegacjami — udało nam się powstrzymać najgorsze. Najbardziej niebezpieczne zapisy dotyczące aborcji nie znalazły się w ostatecznej Deklaracji Politycznej. To ogromne zwycięstwo!
Ale nie przyszło to łatwo.
Po drugiej stronie było widać desperację — i szybko przerodziła się w agresję…
W pewnym momencie moja droga koleżanka, Lucia, została zaatakowana tylko za to, że broniła głosu pro-life. Za to, że stanęła w obronie życia — Twojego głosu, mojego głosu i głosu nienarodzonych.
Tak wyglądała wrogość, z jaką musieliśmy się mierzyć na każdym kroku.
Ale każda sekunda, każda nieprzespana noc, każda ofiara — to wszystko było tego warte.
I naprawdę, to zwycięstwo jest Twoją zasługą.
Każdy moment, każde spotkanie, każda zmiana w tekście, każdy zdobyty fragment — to efekt strategii możliwej dzięki Twojemu wsparciu.
Jest jeszcze tak wiele do opowiedzenia, i wkrótce podzielę się z Tobą kolejnymi historiami.
Ale nie mogłam czekać ani sekundy dłużej, żeby Ci powiedzieć: TO TY pomogłeś odnieść to zwycięstwo!
Wyjeżdżam z Nowego Jorku z dumą za to, co razem osiągnęliśmy. Odnieśliśmy OGROMNE zwycięstwo.
Osiągnęliśmy to, na czym nam zależało. Ty również możesz być z tego dumny — ja jestem zachwycony!
Dziękuję, że walczysz w tej bitwie razem ze mną. Wiem, że często to powtarzam, ale naprawdę — to by się NIE UDAŁO bez CIEBIE.
Pomogłeś powstrzymać jeden z największych proaborcyjnych nacisków w historii — to naprawdę ogromne osiągnięcie! Dziękuję!
Sebastian Lukomski i cały zespół CitizenGO
PS. Po wszystkim, przez co przeszliśmy — nieustannych spotkaniach, nieprzespanych nocach, ogromnej presji, a nawet atakach i agresji, z jaką musieliśmy się mierzyć tylko za to, że stanęliśmy w obronie życia — to zwycięstwo znaczy wszystko. I to wszystko dzięki Tobie.
Dzięki Tobie udało się zablokować zapis o „powszechnym dostępie do aborcji” w międzynarodowym prawie. Ten jeden zwrot mógł otworzyć drogę agendom ONZ do wywierania nacisku na rządy na całym świecie. Ale Ty i ja to zatrzymaliśmy.
Na wypadek sytuacji kryzysowej musimy przygotować zapasy wody, jedzenia nie wymagającego obróbki termicznej, leków, baterii, worków na śmieci. Przydać się może także wiaderko ze szczelną pokrywą jako prowizoryczne WC – powiedział PAP rzecznik Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, razem z MSWiA oraz MON, pracują nad Poradnikiem kryzysowym, który ma pomóc Polakom przygotować się do przetrwania trudnych sytuacji, jakie się mogą zdarzyć – zarówno podczas pokoju, jak i wojny. Będzie on po części wzorowany na poradniku „Bądź gotów”, jaki RCB wydało trzy lata temu oraz na szwedzkiej broszurze pt. „W razie sytuacji kryzysowej lub wojny”.
Zanim jednak ów poradnik trafi do naszych rąk – w wersji cyfrowej ma to nastąpić już w kwietniu – PAP zapytała Piotra Błaszczyka z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa m.in. o to, jak radzić sobie z kwestiami higienicznymi.
Błaszczyk podkreślił, że kluczową sprawą jest zgromadzenie zapasów żywności (najlepiej nie wymagającej obróbki termicznej, a więc konserw lub zawekowanych potraw) oraz wody.
„Rekomendujemy, by przygotować dwa litry wody na osobę dziennie, czyli 14 litrów na tydzień, to może nie jest dużo, ale pozwoli przetrwać” – zaznaczył.
Przypomniał, że – jeśli mamy w domu zwierzęta towarzyszące – warto także zadbać o zapas karmy dla nich.
Rzecznik RCB wyraził nadzieję, że w każdym gospodarstwie domowym znajduje się apteczka zawierająca środki opatrunkowe oraz leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Jednocześnie wyraził nadzieję, że osoby, które na stałe przyjmują jakieś leki zadbają, aby mieć ich na tyle, „by zapewnić sobie odpowiedni poziom bezpieczeństwa zdrowotnego”.
Zapytany o to, w jaki sposób, np. w przypadku wystąpienia black-outu, kiedy zabraknie także bieżącej wody, zaspokajać swoje potrzeby fizjologiczne, odparł, że aczkolwiek jest to wstydliwa kwestia, warto o tym pomyśleć zawczasu i znaleźć sposób, który jest higieniczny i dla nas optymalny.
Zauważył, że Szwedzi w swoim poradniku radzą, aby oddawać stolec do woreczków, które potem można wyrzucić, bądź po prostu do worków na śmieci. Moczu nie trzeba „spuszczać”, gdyż sam spłynie, natomiast w razie „większej potrzeby” swoją rolę może spełnić także wiaderko ze szczelną pokrywą, którego zawartość opróżnimy, gdy już będzie można wyjść z domu.
W wywiadzie udzielonym amerykańskiemu dziennikarzowi Tuckerowi Carlsonowi w piątek powiedział, że Rosja nie ma zamiaru dokonywać inwazji na inne kraje europejskie, odrzucając takie obawy jako „absurdalne”.
Poproszony o komentarz na temat deklaracji Wielkiej Brytanii, że jest gotowa wysłać wojska na Ukrainę, aby pomóc zagwarantować potencjalne porozumienie pokojowe między Moskwą a Kijowem, Witkoff zasugerował, że brytyjscy decydenci chcą być „jak Winston Churchill”, który ostrzegał, że „Rosjanie będą maszerować przez Europę”.
Zapytany przez Carlsona, czy jego zdaniem Rosja chce to zrobić, Witkoff odpowiedział: „W 100% nie”.
„Uważam, że to absurdalne, nawiasem mówiąc. Mamy coś takiego jak NATO, czego nie mieliśmy w II wojnie światowej” – dodał.
Moskwa również nie chce „wchłonąć Ukrainy”, według Witkoffa.
Witkoff argumentował, że Rosja już osiągnęła swoje cele w konflikcie. „Odzyskali te pięć regionów. Mają Krym i dostali to, czego chcieli. Więc po co im więcej?”
W referendum w 2014 r., po wspieranym przez Zachód zamachu stanu w Kijowie, Krym zdecydowaną większością głosów opowiedział się za przyłączeniem do Rosji. Jesienią 2022 r. tak samo zdecydowały obwody doniecki, ługański, chersoński i zaporoski.
Wywiad Witkoffa ukazał się po tym, jak na początku tego miesiąca odbył on rozmowy twarzą w twarz z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w ramach dyplomacji mającej na celu mediację w zakończeniu konfliktu na Ukrainie. Po rozmowach zasugerował, że całkowite zawieszenie broni może zostać osiągnięte w ciągu „kilku tygodni”, dodając, że USA mogą złagodzić sankcje wobec Moskwy po osiągnięciu porozumienia.