Protesty w Serbii: Władza straciła legitymację, ale opozycja nie ma liderów ani jasnego planu

Protesty w Serbii: Władza straciła legitymację, ale opozycja nie ma liderów ani jasnego planu

Agnieszka Piwar 2025-03-17 https://piwar.info/protesty-w-serbii-wladza-stracila-legitymacje-ale-opozycja-nie-ma-liderow-ani-jasnego-planu

Wywiad z Dimitrim Novakoviciem – serbskim prawnikiem i wydawcą.

Mieszkasz w samym centrum Belgradu, dlatego uznałam, że od Ciebie dowiem się więcej niż z mediów głównego nurtu, do których podchodzę z rezerwą. Jako naoczny świadek wydarzeń w swoim kraju, opowiedz polskim czytelnikom, jak przebiegł sobotni protest w stolicy Serbii i ile zgromadził uczestników.

– Protest przebiegł spokojnie, mimo zapowiedzi i ostrzeżeń zarówno ze strony władz, jak i ich przeciwników (demonstrantów). Ranna została tylko jedna osoba i nie doszło do większych incydentów. Podobnie jak w przypadku wszystkiego, co dzieje się w Serbii w ostatnich miesiącach, tak i tutaj relacje mediów prorządowych i opozycyjnych różnią się w kwestii liczby uczestników. Pierwsze twierdzą, że było ich nieco ponad 100 tysięcy, podczas gdy drugie mówią o liczbie dziesięciokrotnie większej – ponad milionie.

Prezydent Serbii, Aleksandar Vučić, wygłosił w sobotę orędzie. Podziękował siłom policji, które – jego zdaniem – zapobiegły rozlewowi krwi i masowym zamieszkom w związku z tak dużym zgromadzeniem ludzi. Jakie nastały po tym nastroje?

– Mam wrażenie, że obie strony są rozczarowane. W dniach poprzedzających protesty pojawiały się głosy, że władza sprowokuje incydenty, po których wprowadzi stan wyjątkowy, aby przynajmniej tymczasowo zakończyć kryzys w kraju i blokady. Z drugiej strony demonstranci byli oskarżani o zamiar siłowego zajęcia instytucji państwowych i telewizji narodowej. Dzień przed protestami kilku nieformalnych liderów demonstracji zostało zatrzymanych pod zarzutem planowania siłowego przejęcia władzy. W każdym razie, narracje obu stron mają ze sobą niewiele wspólnego.

Masowe demonstracje trwają w Serbii od listopada 2024 roku, kiedy doszło do tragedii na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie, w wyniku której zginęło 15 osób. Protesty utrzymują się już od dłuższego czasu. Czy to prawda, że tamta katastrofa była jedynie pretekstem do wyrażenia narastającej frustracji społeczeństwa? Jeśli tak, to co najbardziej frustruje Serbów?

– Katastrofa w Nowym Sadzie była jedynie katalizatorem protestów, podobnie jak wcześniejsze kontrowersje wokół planowanego wydobycia litu we wschodniej Serbii przez firmę Rio Tinto czy strzelanina w jednej z belgradzkich szkół podstawowych, w której zginęło kilkoro dzieci. Wszystkie te wydarzenia były wykorzystywane przez opozycję do kanalizowania niezadowolenia części społeczeństwa wobec obecnych władz.

Jakie postulaty wysuwają uczestnicy tych licznych demonstracji?

– Zwolennicy protestów studenckich (bo to właśnie one były pierwotnym impulsem do mobilizacji) zarzucają władzy korupcję, nadużycia prezydenta republiki oraz twierdzą, że instytucje państwowe nie wykonują swoich obowiązków – zwłaszcza prokuratura i wymiar sprawiedliwości.

Jak serbskie władze reagują na protestujących?

– Rząd twierdzi, że mamy do czynienia z próbą „kolorowej rewolucji”, inspirowanej przez zachodnie służby dążące do obalenia obecnych władz. Jednak jeśli chodzi o poparcie międzynarodowe, to zarówno USA, Unia Europejska, Chiny, jak i Rosja są zgodne w poparciu dla obecnej władzy. Prawdą jest jednak, że wielu nieformalnych liderów protestów otrzymywało finansowanie z USAID (Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego) i innych zachodnich organizacji oraz państw.

Czy to prawda, że Serbowie z Kosowa czują się porzuceni i zdradzeni przez władze w Belgradzie?

– Pozostali na Kosowie Serbowie są codziennie zmuszani do emigracji pod wpływem presji i przemocy ze strony tak zwanych „kosowskich władz”. Czują się zdradzeni. Zarówno poprzedni, jak i obecny rząd, podpisując porozumienia brukselskie, oddali wszystkie uprawnienia i instytucje Republiki Serbii w Kosowie i w Metochii. To, o czym media globalistyczne, krytyczne wobec obecnych władz, nie mówią, to fakt, że duża część protestujących na ulicach uważa, iż rząd zdradził Kosowo i serbski naród tam mieszkający – nie tylko poprzez korupcję i nadużycia. Dla nich obecna władza de facto prowadzi politykę antyserbską, mimo patriotycznej retoryki. Serbowie mogą wybaczyć kradzież, ale nie zdradę.

Czy w związku z tym, Serbowie z Kosowa mają konkretne oczekiwania wobec trwających protestów?

– Myślę, że Serbowie z Kosowa nie mają złudzeń co do protestów, ponieważ większość polityków aspirujących do zastąpienia Vučića, zarówno z opozycji, jak i spoza niej, jest otwarcie proeuropejska i pro-NATO, co oznacza w praktyce postawę antyserbską. Wielu z nich otwarcie deklarowało gotowość uznania niepodległości „Kosowa” lub akceptacji narracji o „ludobójstwie w Srebrenicy”.

Czy mieszkańcy Republiki Serbskiej liczą na sprzyjające okoliczności, które pozwolą im odłączyć się od Bośni i Hercegowiny i przyłączyć do Serbii?

– Oczywiście. Jednak zależy to od międzynarodowej sytuacji i nowego układu sił między Rosją, UE i USA. Już wcześniej pojawiały się pomysły, by rozwiązanie serbskiej kwestii na Bałkanach polegało na rekompensacie za utratę Kosowa poprzez przyłączenie Republiki Serbskiej do Serbii.

Kilka dni temu media obiegła informacja, że prezydent Republiki Serbskiej, Milorad Dodik, postrzega Rosję jako mediatora i liczy na jej wsparcie, ponieważ jest ścigany przez bośniacką prokuraturę. W odpowiedzi na jej działania zagroził, że zwróci się do Rosji o zablokowanie misji EUFOR na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jak odbierane są te działania w Serbii?

– Wsparcie Rosji jest kluczowe dla przetrwania Republiki Serbskiej jako samodzielnej jednostki w Bośni i Hercegowinie lub ewentualnie jako przyszłej części Serbii. Obecny „kolonialny zarządca” Bośni i Hercegowiny, Christian Schmidt, nie otrzymał zgody Rosji i Chin w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, co oznacza, że jego nominacja jest nielegalna.

Obserwując sytuację w Serbii, odnoszę wrażenie, że globaliści starają się narzucić Twojemu krajowi scenariusz podobny do tego, który zrealizowano w Polsce i innych krajach słowiańskich – dążąc do wykorzenienia tożsamości narodowej. Czy serbskie społeczeństwo dostrzega te mechanizmy i zagrożenia oraz podstęp kryjący się za wizją przystąpienia do Unii Europejskiej?

– Można odnieść wrażenie, że wszyscy główni gracze polityczni w Serbii grają dla tej samej drużyny – jedni są na boisku, drudzy na ławce rezerwowych.

Czy uważasz, że siły zewnętrzne będą próbowały wykorzystać obecne nastroje w Serbii do rozpętania kolorowej rewolucji? A może już to robią?

– Paradoks polega na tym, że władza twierdzi, iż zachodnie służby poprzez organizacje pozarządowe próbują wywołać kolorową rewolucję, podczas gdy sama współpracuje z USAID i innymi zachodnimi fundacjami.

Do czego, Twoim zdaniem, doprowadzą obecne protesty w Serbii?

– Władza straciła legitymację, ale opozycja nie ma liderów ani jasnego planu. Demokracji nie wprowadza się gilotyną jak jakobini.

– Stało się oczywiste, że obecna władza, mimo że rządzi krajem od ponad dekady i pomimo przekonujących wyników wyborczych, po serii afer korupcyjnych i oskarżeń o nadużycia, straciła swoją legitymację. Władza cieszy się poparciem około 25-30% ogólnej liczby wyborców. Z drugiej strony, demonstranci nie mają wyrazistych liderów ani jasnej wizji tego, kto, co i jak miałoby nastąpić po Vučiću. Chcą walczyć o instytucje metodami rewolucyjnymi – wprowadzać demokrację gilotyną, jak jakobini. Albo, jak powiedział znany amerykański satyryk George Carlin: „Walczyć o pokój to jak pieprzyć się dla zachowania dziewictwa”.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Agnieszka Piwar

„W tej chwili NATO nie jest w stanie wygrać wojny z Rosją” – pięć argumentów

„W tej chwili NATO nie jest w stanie wygrać wojny z Rosją” – pięć argumentów

https://www.whatdoesitmean.com/index4909.htm

Światowej sławy brytyjski ekspert ds. obrony, komandor Steven Jeremy, publikuje list otwarty:

W 2024 roku, odzwierciedlając popularne na Zachodzie przekonanie, były sekretarz obrony Lloyd Austin powiedział: „NATO jest najpotężniejszym i odnoszącym największe sukcesy sojuszem w historii”.

Jednak zaledwie dwa lata wcześniej, w 2022 roku, po trwającej 15 lat kampanii, NATO zostało pokonane przez talibów, grupę słabo uzbrojonych powstańców.

Jak można pogodzić upokarzającą porażkę NATO z poglądami Austina?

Oczywiście NATO nigdy nie było najpotężniejszym sojuszem wojskowym w historii – to wyróżnienie z pewnością należy się aliantom z czasów II wojny światowej: Stanom Zjednoczonym, Rosji, Wielkiej Brytanii i krajom Wspólnoty Narodów.

Jednak od czasu upadku muru berlińskiego ich historia została nadszarpnięta. Zadowalający wynik w Kosowie. Upokorzenie w Afganistanie. Zbliżająca się strategiczna porażka w Ukrainie. Czy naprawdę jesteśmy pewni, że NATO jest w stanie obronić demokratyczną Europę przed rzekomo ekspansjonistyczną Rosją w scenariuszu zagłady konwencjonalnej wojny NATO-Rosja?

Scenariusz zagłady wojny NATO-Rosja jest definiującym sposobem na zbadanie tego pytania. „Amatorzy rozmawiają o taktyce, profesjonaliści studiują logistykę”, a nasza analiza strategiczna musi zaczynać się od logistycznych obszarów zaplecza NATO, a następnie wybiegać w przyszłość, aż do przyszłej linii bitwy na kontynencie europejskim.

Po pierwsze, w przeciwieństwie do Rosji, żadne z głównych państw NATO nie jest przemysłowo zmobilizowane do wojny, o czym świadczy fakt, że Rosja nadal przewyższa NATO w zakresie pocisków 155 mm dla Ukrainy. Co, nawiasem mówiąc, zadaje kłam poglądowi, że Rosja jest gotowa zająć większą część Europy – gdybyśmy w NATO naprawdę w to wierzyli, wszyscy mobilizowalibyśmy się w szybkim tempie.

Co ważniejsze, nie jest jasne, czy NATO byłoby w stanie zmobilizować się w tempie lub skali potrzebnej do wyprodukowania takiej ilości sprzętu, amunicji i ludzi, aby dorównać Rosji.

A już na pewno nie bez długich przygotowań, które sygnalizowałyby nasze zamiary. Nie chodzi tylko o utracone zdolności przemysłowe, ale także o utracone zdolności finansowe. Spośród największych państw NATO, tylko Niemcy mają wskaźnik zadłużenia do PKB poniżej 100%.

Po drugie, aby mieć najmniejsze szanse powodzenia w tym scenariuszu zagłady, jakim jest wojna NATO -Rosja, siły amerykańskie musiałyby zostać rozmieszczone na dużą skalę w Europie kontynentalnej. Nawet gdyby armia amerykańska została utworzona w niezbędnej skali – a w 2023 roku miała ona liczyć 473 000 żołnierzy, czyli mniej niż jedną trzecią obecnej armii rosyjskiej – przytłaczająca większość amerykańskiego sprzętu i logistyki musiałaby podróżować drogą morską.

Tam byłyby narażone na rosyjskie torpedy i miny wystrzeliwane z okrętów podwodnych. Jako były specjalista ds. wojny podwodnej, nie wierzę, by NATO dysponowało obecnie siłami przeciw okrętom podwodnym lub siłami przeciwminowymi niezbędnymi do ochrony morskich linii komunikacyjnych Europy.

Siły te nie byłyby także w stanie skutecznie chronić importu węglowodorów do Europy, w szczególności ropy naftowej i LNG, które są kluczowe dla przetrwania gospodarczego Europy. Straty z powodu naszej podatności na dostawy morskie nie tylko pogorszyłyby produkcję wojskową, ale także przyniosłyby coraz większe trudności ekonomiczne obywatelom NATO, ponieważ gwałtownie rosnące ceny i niedobory energii towarzyszące wybuchowi wojny szybko zwiększyłyby polityczną presję na zawarcie ugody.

Po trzecie, nasze lotniska, porty morskie, bazy szkoleniowe i logistyczne byłyby narażone na ataki konwencjonalnymi pociskami balistycznymi, przed którymi mamy bardzo ograniczone możliwości obrony. W rzeczywistości – w przypadku pocisku Oreshnik – nie ma żadnej obrony.

Pocisk Oresznik lecący z prędkością Mach 10+ zdewastowałby fabrykę broni NATO lub bazę marynarki wojennej, armii i sił powietrznych. Podobnie jak na Ukrainie, rosyjska kampania balistyczna byłaby również wymierzona w naszą infrastrukturę transportową, logistyczną i energetyczną. W 2003 roku, gdy pracowałem w sztabie planowania polityki brytyjskiego MON, nasza analiza zagrożeń po 11 września sugerowała, że udany atak na terminal LNG, taki jak Milford Haven, Rotterdam czy Barcelona, miałby konsekwencje subnuklearne. Następujące po nim gospodarcze fale uderzeniowe szybko rozeszłyby się po całym kontynencie europejskim, obecnie coraz bardziej zależnym od LNG.

Po czwarte, w przeciwieństwie do Rosji, siły zbrojne państw NATO są niejednorodne. Z mojego własnego doświadczenia, gdy kierowałem szkoleniem wszystkich europejskich okrętów wojennych na morzu w ramach Flag Officer Sea Training w Plymouth, a później pracowałem z siłami NATO w Afganistanie, wynikało, że wszystkie siły NATO były wyjątkowo entuzjastyczne, ale miały bardzo różny poziom zaawansowania technologicznego i wyszkolonej skuteczności.

Być może ważniejsze jest to, że poza garstką instruktorów NATO rozmieszczonych na Ukrainie, nasze siły są szkolone zgodnie z „doktryną manewru” sprzed epoki dronów i nie mają żadnego rzeczywistego doświadczenia w prowadzeniu nowoczesnej walki w warunkach ścierania się przeciwników. Podczas gdy armia rosyjska ma już blisko trzyletnie doświadczenie i jest bezdyskusyjnie najbardziej zaprawioną w bojach armią na świecie.

Po piąte, system decyzyjny NATO jest uciążliwy i utrudnia go konieczność ciągłego komunikowania się pomiędzy Naczelnym Dowództwem Sojuszniczych Sił Zbrojnych w Europie a stolicami poszczególnych państw – złożoność ta pogarsza się za każdym razem, gdy przyjmowane jest kolejne państwo.

Co gorsza, NATO nie potrafi opracowywać strategii.

Wkrótce po przybyciu do Afganistanu w 2007 roku byłem zszokowany, gdy odkryłem, że NATO nie ma strategii kampanii. W 2022 roku, pomimo licznych rosyjskich ostrzeżeń o tym, że ekspansja NATO stanowi czerwoną linię, NATO było całkowicie nieprzygotowane strategicznie na oczywistą możliwość wybuchu wojny – czego dowodem jest nasza niezdolność do dorównania Rosji w produkcji pocisków 155 mm.

Nawet teraz, w 2025 roku, strategia NATO wobec Ukrainy jest nieprzejrzysta, być może najlepiej podsumowana jako „podwojenie sił i nadzieja”.

Podsumowując, NATO pozycjonuje się jako obrońca Europy, ale sojuszowi brakuje zdolności przemysłowej do prowadzenia działań wojennych peer-to-peer, jest całkowicie zależny od sił amerykańskich, jeśli chodzi o najmniejsze szanse powodzenia, nie jest w stanie w zadowalający sposób bronić swoich morskich linii komunikacyjnych przed rosyjskimi okrętami podwodnymi, ani swojej infrastruktury szkoleniowej i przemysłowej przed strategicznym bombardowaniem balistycznym, składa się z różnorodnej mieszanki niezaprawionych w boju sił konwencjonalnych i brakuje mu zdolności do myślenia i działania strategicznego.

Nie można zakładać łatwego zwycięstwa NATO i obawiam się, że bardziej prawdopodobna wydaje mi się sytuacja odwrotna.

TikTok, Messenger i pornografia pochłaniają i deprawują nam maluchy

TikTok, Messenger i pornografia. Oto cyfrowy świat najmłodszych

https://www.salon24.pl/newsroom/1432859,tiktok-messenger-i-pornografia-oto-cyfrowy-swiat-najmlodszych


Ponad połowa dzieci w wieku 7–12 lat „korzysta” [Cudzysłów ja dodałem. Dla Autorki to jest „korzyść” … md] codziennie z serwisów i komunikatorów nieprzeznaczonych dla ich kategorii wiekowej. Strony pornograficzne są jednymi z najczęściej odwiedzanych domen przez dzieci w wieku 7–14 lat. Eksperci są zatrwożeni: dane są alarmujące i wymagają pilnej interwencji.

Na początku marca Państwowa Komisja ds. Przeciwdziałania Pedofilii opublikowała raport „Internet dzieci”, monitorujący aktywność małoletnich w sieci. Raport objął grupę dzieci w wieku od 7 do 14 lat. Okazuje się, że z internetu korzysta aż 2,6 mln dzieci, czyli 85 proc. wszystkich osób w tej grupie wiekowej. Spośród nich aż 96 proc. łączy się z siecią przez urządzenia mobilne.

Dzieci najczęściej korzystają z platform streamingowych, na których spędzają średnio dwie godziny dziennie, oraz z serwisów społecznościowych, gdzie przebywają ponad dwie godziny dziennie. Najpopularniejsze kategorie tematyczne to: kultura i rozrywka, edukacja oraz erotyka. Zarówno z kategorii kultura i rozrywka (głównie gry oraz muzyka), jak i edukacja, „korzysta” [Cudzysłów znów ja dodałem. Dla Autorki to jest „korzyść” Już nie uświadamia sobie, co to słowo znaczy… md] około 95 proc. dzieci.

Z kolei z kategorii erotyka – aż 51 proc. W raporcie czytamy, że w grudniu 2024 roku serwisy erotyczne odwiedziło co trzecie dziecko w wieku 7–14 lat.

Obejrzyj rozmowę z Justyną Kotowską: 

TikTok pochłania maluchy

Autorzy raportu wyszczególnili grupę dzieci od 7 do 12 roku życia, publikując szczegółowe dane dotyczące najmłodszych użytkowników sieci. Okazuje się, że aż 1,4 mln dzieci w wieku 7–12 lat (czyli 58 proc. wszystkich dzieci w tej grupie wiekowej w Polsce) „korzysta” codziennie z co najmniej jednego serwisu społecznościowego lub komunikatora dostępnego dopiero od 13. roku życia.

Najpopularniejszą platformą w tej grupie wiekowej jest TikTok, z którego korzysta aż 760 tys. dzieci (32 proc.). Ponad 300 tys. spędza tam ponad dwie godziny dziennie, a większość najmłodszych użytkowników uruchamia aplikację od kilku do kilkudziesięciu razy dziennie.

Na drugim miejscu znajduje się Facebook – dostęp do niego ma 580 tys. dzieci (24 proc.), a na trzecim Instagram – z którego korzysta 290 tys. dzieci (12 proc.). Z kolei 900 tys. dzieci (38 proc.) codziennie korzysta z Messengera, a 720 tys. (31 proc.) z WhatsAppa.

„Sprawcy przemocy seksualnej dopiero się rozkręcają”

Współautorzy raportu z Państwowej Komisji ds. Przeciwdziałania Pedofilii określają dane jako alarmujące i rekomendują pilne interwencje w obszarze regulacji prawnych. Zwracają uwagę na konieczność stworzenia pakietu ustaw chroniących dzieci w środowisku cyfrowym.

– Dzieci korzystają z tych samych platform, co dorośli, wśród których mogą znajdować się sprawcy przemocy seksualnej – zaznacza Justyna Kotowska, wiceprzewodnicząca Państwowej Komisji.

Jak wynika z badań organizacji WeProtect, osoba chcąca skrzywdzić dziecko w przestrzeni internetowej nie potrzebuje do tego wiele czasu – wystarczy jej zaledwie kilka dni.

– Obecnie odnotowujemy najwyższy wskaźnik materiałów cyfrowych przedstawiających krzywdę dzieci (CSAM) w historii i nic nie wskazuje na to, by miało ich być mniej – mówi Kotowska. – Uważamy, że osoby stosujące przemoc seksualną wobec dzieci przy użyciu nowych technologii dopiero się rozkręcają i że niebawem będziemy mierzyć się ze znacznym wzrostem spraw dotyczących tego rodzaju czynów.

Wiceprzewodnicząca Komisji zaznacza również, że molestowanie seksualne za pośrednictwem internetu nie jest „lżejszą” formą przemocy – odbija się ono na zdrowiu psychicznym i poczuciu bezpieczeństwa ofiary, mogąc zaważyć na całym jej życiu.

Rozmowa z Justyną Kotowską dostępna jest tutaj:

https://www.salon24.pl/newsroom/1425878,analizuje-sprawy-dotyczace-pedofilii-w-polsce

Podstępność w sieci

Raport pokazuje, że nadmierne korzystanie z internetu może prowadzić nie tylko do zagrożeń związanych z przemocą seksualną, ale również do poważnych problemów psychicznych.

– Coraz częściej z problemami związanymi z internetem zgłaszają się do nas rodzice uczniów klas 1–3 i 4–6 – mówi psycholog i psychoterapeutka dr Agnieszka Czusz-Sudoł z Ośrodka INTRA. – Młodsze dzieci są bardziej podatne na uzależnienia, ponieważ mają mniej dojrzałą korę przedczołową, odpowiedzialną za samokontrolę. Są przez to bardziej podatne na wyrzuty dopaminy w układzie limbicznym, jakie wywołują powiadomienia, polubienia czy wiadomości.[Co za język ! Ja bym dziecka takiej pani nie powierzył..MD}

Psychoterapeutka wskazuje również na wzrost cyberprzemocy.

– Przemoc rówieśnicza w sieci to coraz częstsze zjawisko – mówi Czusz-Sudoł. – Na czatach klasowych dochodzi do obmawiania, upubliczniania zdjęć i filmów stawiających dzieci w niekorzystnym świetle, a także tworzenia upokarzających memów.

Na sygnale po dziecko w furii

Na postępujący problem uzależnienia dzieci i młodzieży od internetu wskazują nie tylko psychologowie i psychiatrzy, ale także medycy.

– Zaburzeń wśród dzieci i młodzieży jest coraz więcej – mówi Dorota Kowalska, pielęgniarka anestezjologiczna, pracująca m.in. w zespole ratownictwa medycznego. – Uważam, że zaburzenia te są związane z trybem życia i uzależnieniem od elektroniki. Nieraz wyjeżdżamy do dziecka, które wpada w szał, bo „tata zabronił komputera”.

Pielęgniarka podkreśla, że w takich przypadkach zespół ratownictwa medycznego często jest wzywany przez rodziców, którzy nie są w stanie poradzić sobie z agresją dziecka. W wielu sytuacjach konieczne okazuje się przetransportowanie go do szpitala.

– Dziecko zabierane jest do szpitala z rodzicem albo z policją. Bardzo często towarzyszy nam policja, ponieważ dziecko może być zarówno czterolatkiem ważącym 25 kilogramów, jak i 17-latkiem chodzącym na siłownię i ważącym 90 kilogramów – dodaje Kowalska.

Cały wywiad z pielęgniarką dostępny jest tutaj:

Kiedy dziecko potrzebuje pomocy?

Dr Agnieszka Czusz-Sudoł wymienia sygnały, które powinny zwrócić uwagę rodziców i skłonić ich do skorzystania z profesjonalnej pomocy.

Objawy uzależnienia od internetu:

  • Silne reakcje emocjonalne (złość, agresja) na próby ograniczenia dostępu do internetu.
  • Niepokój lub frustracja w sytuacji braku dostępu do sieci.
  • Zaniedbywanie obowiązków szkolnych.
  • Stopniowe wydłużanie czasu spędzanego online kosztem innych aktywności.
  • Kłopoty ze snem i koncentracją.

Objawy cyberbullyingu:

  • Niechęć do szkoły i obawa przed spotkaniami z rówieśnikami.
  • Izolowanie się i wycofanie społeczne.
  • Ciągłe sprawdzanie komunikatorów.
  • Obniżony nastrój, lęk i napięcie.
  • Objawy psychosomatyczne (bóle brzucha, bóle głowy).

Jeśli jesteś w trudnej sytuacji rodzinnej i potrzebujesz porady psychologicznej, możesz skorzystać z infolinii Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Pod numerem 800 100 100 dyżurują eksperci, którzy postarają się udzielić Ci pomocy.

Źródło: Raport „Internet dzieci” powstał dzięki współpracy Państwowej Komisji ds. Przeciwdziałania Pedofilii, Fundacji „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, firmy Polskie Badania Internetu oraz firmy Gemius.

Marianna Fijewska-Kalinowska 

Chińczycy masowo zabijają dziewczynki w aborcjach.

Chińczycy masowo zabijają dziewczynki w aborcjach. Są konkretne liczby

pch24/chinczycy-masowo-zabijaja-dziewczynki

(Oprac. PCh24.pl)

Polityka jednego dziecka nadal oddziałuje na życie Chińczyków. Jak wynika z danych, które przedstawił doroczny raport Komisji Wykonawczej ds. Chin amerykańskiego Kongresu, rodzice w Państwie Środka chętnie decydują się na selektywne aborcje, zabijając dziewczynki.

Dotyczy to zwłaszcza tych rodziców, którzy mają trzecie dziecko. W przypadku dzieci urodzonych jako trzecie rodzi się 133 chłopców wobec 100 dziewczynek. Tak duża różnica płciowa może być osiągnięta tylko za sprawą selektywnych aborcji.

Problem w mniejszej skali dotyczy również pierwszych i drugich ciąż. W sumie w 2023 roku w Chinach żyło aż o 30 mln więcej mężczyzn niż kobiet. To powoduje bardzo wiele poważnych problemów społecznych i napędza brutalną przestępczość, w tym handel ludźmi i niewolnictwo seksualne. Dotyka to nie tylko samych Chin, ale również państw sąsiadujących.

Na decyzję rodziców o zabijaniu dziewczynek poprzez aborcję wpływa według ekspertów kilka czynników. Po pierwsze, to tradycyjne preferowanie syna względem córki w chińskim społeczeństwie; po drugie, to skutki polityki jednego dziecka; po trzecie, to dostępność badań USG mogących określić płeć dziecka; po czwarte, to łatwy dostęp do aborcji.

Chińczycy już 30 lat temu w specjalnej deklaracji zobowiązali się do walki z dzieciobójstwem dziewczynek poprzez prenatalną selekcję płci. Statystyki pokazują, że mimo upływu lat takie dzieciobójstwo nadal jest szeroko praktykowane.

W Chinach działa organizacja Women’s Rights Withouth Frontiers, która stara się ratować dziewczynki przed aborcją, a te już urodzone – przed porzuceniem i skrajnym ubóstwem. Grupa prowadzi kampanię „Ocal dziewczynkę”. 

Organizacja wskazuje, że oprócz Chin problem prenatalnego zabijania dziewczynek jest obecny również w innych krajach, na przykład w Indiach czy państwach postsowieckich.

Źródło: womensrightwithoutfrontiers.org

Pach

Liberalizm prowadzi do totalitaryzmu i do rewolucji komunistycznej.

Zawsze Wierni nr 6/2021 (217), czyli: zawsze_wierni

Anna Mandrela

Liberalizm mocą tkwiącej w nim tendencji prowadzi do totalitaryzmu i do rewolucji komunistycznej.

——————–

Walka o wolność?

W ostatnim czasie wielu Francuzów wyszło na ulicę, manifestując przeciwko restrykcjom sanitarnym. W Paryżu, Marsylii, Lyonie oraz w dziesiątkach innych miast protestujący maszerowali krzycząc: „wolność, wolność” (liberté, liberté). Francuskie media z niepokojem zauważyły, że ich kraj został dotknięty totalitaryzmem typu chińskiego.

Od „wolności” do totalitaryzmu

Manifestacje odbywają się pod hasłami „wolności”, ale przecież rewolucja francuska też miała hasło „wolności” na sztandarach, a Francja uznawana była za jeden z bardziej liberalnych krajów. Cóż się nagle stało z tą słynną na cały świat francuską wolnością? Dla zrozumienia tej sytuacji warto sięgnąć po książkę Abp. Lefebvre’a Oni Jego zdetronizowali. Arcybiskup tłumaczy w niej, że odrzucenie społecznego panowania Chrystusa Króla musi konsekwentnie prowadzić do zniewolenia. Obserwując sytuację na świecie, zauważymy, że totalitaryzm, z którym mamy obecnie do czynienia, nie powstał na gruncie państwa chrześcijańskiego, ale na gruncie państw laickich, które odrzuciły Boże prawo, a co za tym idzie prawo naturalne.

Francuzi, którzy jeszcze niedawno cieszyli się wszelkimi wolnościami, dziś dziwią się, że nagle obudzili się w kraju przypominającym chiński komunizm. Zauważmy, że już w latach osiemdziesiątych Abp Lefebvre ostrzegał: „Liberalizm mocą tkwiącej w nim tendencji prowadzi do totalitaryzmu i do rewolucji komunistycznej. Można powiedzieć, że jest on duszą wszystkich nowożytnych rewolucji, a więc duszą rewolucji jako takiej […] liberalizm stanowi rewoltę człowieka przeciw porządkowi naturalnemu ustanowionemu przez Stwórcę – rewoltę, która prowadzi do państwa indywidualistycznego, egalitarnego, przypominającego obóz koncentracyjny”1.

Dziś obserwujemy, jak ta zapowiedź realizuje się w liberalnych do niedawna krajach Europy. Francja, która chciała budować swoją tożsamość na hasłach „wolności, równości i braterstwa”, dziś jest krajem zniewolonym, pogrążonym w chaosie i wewnętrznych konfliktach.

Słowo „liberalizm” jest dziś różnie rozumiane i zwykle przytaczane w dyskusjach dotyczących ekonomii. Warto zatem zaznaczyć, że chodzi nam tutaj o liberalizm, który został potępiony w Syllabusie błędów Piusa IX. Dla szerszego zrozumienia tego zagadnienia Abp Lefebvre odsyła do książki Liberalizm jest grzechem, której autorem jest ks. dr Félix Sardá y Salvany. Stwierdza on, że podstawową zasadą liberalizmu jest całkowita niezależność człowieka od Boga.

Owocem tej zasady są: „absolutna wolność kultu, zwierzchność państwa, świecka edukacja odrzucająca jakąkolwiek więź religijną, małżeństwo sankcjonowane i legalizowane wyłącznie przez państwo itd.; jednym słowem, które łączy wszystko, mamy SEKULARYZACJĘ, odmawiającą religii prawa do jakiejkolwiek czynnej ingerencji w problemy życia publicznego i prywatnego, jakie by one nie były. To prawdziwy ateizm społeczny”2.

Pod sztandarem Chrystusa Króla

Ks. dr Sardá y Salvany stwierdza następnie, że ten ateizm społeczny jest „światem Lucyfera, skrywającym się w naszych czasach pod nazwą liberalizmu, w radykalnej opozycji i ustawicznej wojnie przeciwko tej społeczności, jaką tworzą dzieci Boże – Kościołowi Jezusa Chrystusa”3.

Człowiek po odrzuceniu Boga i jego przykazań musi stać się nieuchronnie niewolnikiem diabła. Bez Chrystusa nie ma wolności, jest tylko niewola grzechu, ignorancji i zakłamania. Bez Chrystusa nie ma równości, jest tylko niesprawiedliwość, wyzysk i segregacja. Bez Chrystusa nie ma braterstwa, jest tylko tworzenie wciąż nowych podziałów i konfliktów. Jedyne wyjście z tej sytuacji to wcielenie w życie postulatu św. Piusa X: „Odnowić wszystko w Chrystusie” (Omnia instaurare in Christo).

Oto powody, dla których zamiast całkowitej wolności katolicy nie tylko we Francji, ale i na całym świecie powinni wznieść na sztandary postulat społecznego panowania Chrystusa. „My chcemy Boga” (Nous voulons Dieu), „My chcemy Chrystusa Króla” – tylko pod tym sztandarem możliwa jest prawdziwa wolność, oparta na wiecznej i niezmiennej prawdzie. Dążąc jedynie do ludzkiej wolności, skazujemy się na niewolę doczesności, międzyludzkich układów i ateistycznych rządowych elit. Jak zauważył Abp Lefebvre: „Wszystko co oznaczone etykietą «wolności», jest od dwóch stuleci otaczane nimbem prestiżu, jaki przyznano temu uznanemu za święte i nienaruszalne słowu. Ale właśnie przez to słowo giniemy, to właśnie liberalizm zatruwa tak cywilne społeczeństwo jak i Kościół”4.

Walka o wolność bez Boga skazana jest nie tylko na porażkę, ale jest kontynuacją bezbożnej rewolucji francuskiej.

Potrzeba nam dziś raczej ducha mieszkańców Wandei, którzy szli pod sztandarem Najświętszego Serca Jezusa z napisem Dieu et Roi (Bóg i Król). Prawdziwą i konkretną drogę do wolności wskazał wielki francuski święty Ludwik M. Grignion de Montfort, który namawiał do oddania się w niewolę Chrystusowi przez ręce Maryi. Jego zdaniem człowiek jest albo niewolnikiem Chrystusa, albo niewolnikiem szatana – nie ma drogi pośredniej. Czy Francuzi pamiętają dziś o jego słowach?

Bétharram i Lourdes

Aby jeszcze lepiej zrozumieć, że po ludzku nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z nowym światowym ładem, przyjrzyjmy się pewnej historii, która wydarzyła się we Francji. Dobrze znamy objawienia maryjne z La Salette i Lourdes, ale mało się mówi o innym objawieniu Matki Bożej, które miało miejsce w Bétharram w 1515 roku (dwa lata przed rewolucją protestancką). Dziewczynka chciała przejść na drugi brzeg rzeki Gave de Pau i zaczęła tonąć. Gdy była już prawie pewna, że umiera, i z trudem łapała ostatnie oddechy, ukazała jej się piękna Pani, która podała jej gałąź. Dziewczynka złapała ją i szczęśliwie została przez Panią wyciągnięta na brzeg. Dziś ta historia jest mało znana nawet we Francji, a szkoda. Pokazuje nam ona, że potrzebujemy ratunku, którym jest Niepokalana.

Na uczczenie tego wydarzenia w Bétharram zbudowano sanktuarium maryjne. Odwiedzała je również mała Bernardetta Soubirous ze swoją rodziną. W 1858 roku Matka Boża objawiła się jej również nad rzeką Gave de Pau, ale ponad 18 kilometrów od Bétharram, w Lourdes, gdzie dziewczynka mieszkała, a wybrała się, aby uzbierać drewno na opał. Warto wspomnieć, że w chwili objawień rodzina Bernadetty żyła w straszliwych warunkach materialnych. Odkąd jej rodzice z powodu trudności finansowych stracili młyn, rozpoczęła się dla nich trzyletnia tułaczka. Nie mając pieniędzy na mieszkanie, rodzina Soubirous co chwilę przeprowadzała się, aż w końcu wynajęła pokój w miejscu, które wcześniej było celą więzienną. Sześcioosobowa rodzina gnieździła się w ciasnej izbie, w której znajdowały się jedynie dwa łóżka, kilka podstawowych sprzętów i palenisko, które służyło do gotowania, a zarazem ogrzewało i oświetlało pomieszczenie.

To właśnie ten moment skrajnej biedy wybrała Matka Boża na objawienie się Bernadetcie Soubirous i wyjawienie jej swojego imienia: „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Oto przymiot Maryi, którego my nie posiadamy, gdyż ciążą na nas rany pozostałe po grzechu pierworodnym. Ta katolicka nauka jest całkowicie różna od liberalizmu, który odrzuca naukę o grzechu pierworodnym i opiera się na zasadzie naturalizmu, twierdząc, że ludzka natura jest całkowicie dobra i bez skazy.

W dniu 16 lipca 1858 roku, kiedy miało miejsce ostatnie objawienie w Lourdes, Bernadetta nie mogła podejść do groty, ponieważ teren został zagrodzony przez lokalne władze. Dziewczynka udała się jednak na drugi brzeg rzeki Gave de Pau i stamtąd spoglądała na Grotę Massabielską. Zobaczyła wtedy Matkę Bożą, która zdawała jej się piękniejsza niż zwykle. Dnia 16 lipca 2021 roku, w rocznicę ostatniego objawienia w Lourdes i w święto Matki Bożej z Góry Karmel, papież Franciszek wydał dokument ograniczający możliwość odprawiania tzw. Mszy trydenckiej w parafiach.

W tym samym czasie z obawy przed koronawirusem uniemożliwiono ludziom dostęp do groty i basenów z cudowną wodą w Lourdes. Mimo to jest tam codziennie odprawiana Msza wszech czasów.

Nieopodal cmentarza, na którym jest pochowana rodzina Soubirous, znajduje się przeorat Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X oraz tradycyjne zgromadzenie Małych Służebnic św. Jana Chrzciciela. Przebywające tam siostry zakonne z pokorą i prostotą oddają się swoim codziennym obowiązkom, opiekują się chorymi, a także prowadzą dom pielgrzyma.

Małe Służebnice św. Jana Chrzciciela

Zgromadzenie początkowo nosiło nazwę Instytut Małych Służebnic Baranka Bożego, a jego założycielem był ks. René M. de la Chevasnerie SI, autor licznych publikacji m.in.: Klucz do szczęścia (La clef du Bonheur). W swoich pismach jezuita starał się łączyć duchowość św. Ignacego z Loyoli z małą drogą św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Jego główna myśl była następująca: „Powinniśmy pamiętać o tym, że nie jesteśmy całkowicie niezależni, gdyż jesteśmy stworzeni, a zatem zależni od naszego Stwórcy, któremu powinniśmy się całkowicie oddać. Naszą zasadą powinno być: «Nic dla mnie, a wszystko dla Ciebie Panie»”. Jakże inny to duch od współczesnego indywidualizmu.

Ksiądz de la Chevasnerie podczas głoszonych przez siebie rekolekcji często spotykał osoby, które nie mogły zrealizować swojego powołania zakonnego z powodu wieku, słabego zdrowia lub innych przeciwwskazań. Postanowił wtedy założyć zgromadzenie, które przyjmuje wszystkie kobiety chcące poświęcić się Bogu – jedynym warunkiem była szczera intencja i rozeznanie woli Bożej. Instytut Małych Służebnic Baranka Bożego powstał w 1945 roku, a jego czcigodny założyciel zmarł w 1968 roku. Siostra, która pełniła w zgromadzeniu stanowisko ekonoma generalnego, po powrocie do Francji z misji w Kamerunie zauważyła, jak duch zgromadzenia jest niszczony pod wpływem posoborowych zmian. Zwróciła się o pomoc do Arcybiskupa Lefebvre’a i założyła zgromadzenie Małych Służebnic św. Jana Chrzciciela. Zakon się rozwijał i w 2011 roku siostry otworzyły nową fundację w Lourdes, przy której powstał przeorat FSSPX . W ten sposób mimo restrykcji sanitarnych, mimo zamkniętej groty, mimo Traditionis custodes w Lourdes księża Bractwa św. Piusa X codziennie odprawiają Mszę wszech czasów.

Podsumowanie

Te pozornie różne wątki, o których tu wspomniałam, łączy nie tylko Francja, ale także wynikająca z nich refleksja. Nasza cywilizacja umiera, a liczne dusze toną w rzece grzechów. Tylko od nas zależy, czy dostrzeżemy naszą Niebiańską Matkę, która czeka na nas na drugim brzegu, aby nam pomóc. Czy uchwycimy się podanego przez nią kija, który wyciągnie nas z nurtu rzeki prowadzącej do zatracenia? Czy w natłoku codziennych spraw i bieżących wydarzeń dostrzeżemy jej uśmiech?

A przecież Triumf Niepokalanego Serca Maryi powinien być dla nas czymś oczywistym. Jak pisał Abp Lefebvre: „Najświętsza Panna zwycięży, zatriumfuje nad wielką apostazją, która jest owocem liberalizmu. To jeszcze jeden powód, aby nie siedzieć z założonymi rękami. Teraz musimy bardziej niż kiedykolwiek walczyć o społeczne panowanie naszego Pana, Jezusa Chrystusa. […] Jedyne, co wiem na pewno i czego uczy nas wiara, to przekonanie, że nasz Pan Jezus Chrystus musi królować tu na ziemi i to już teraz, a nie tylko kiedyś, na końcu czasów, jak chcieliby tego liberałowie5.

Przypisy

  1. abp M. Lefebvre, Oni Jego zdetronizowali, Warszawa 2020, s. 29.
  2. ks. dr F. Sardá y Salvany, Liberalizm jest grzechem, Poznań 1995, s. 37.
  3. Ibidem, s. 39.
  4. abp M. Lefebvre, Oni Jego… , op. cit., s. 23.
  5. Ibidem, s. 263.

Komik bryluje: Zełenski twierdzi, że „wszyscy wierzą, że Ukraina wygrała”

Zełenski twierdzi, że „wszyscy wierzą, że Ukraina wygrała”

Były prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski (koniec kadencji maj 24r) uznał zaproponowaną przez USA inicjatywę tymczasowego zawieszenia broni za dyplomatyczne „zwycięstwo” dla swojego kraju. 

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 16

Twierdzi, że Ukraina otrzymała liczne gratulacje od zachodnich zwolenników za sposób, w jaki przeprowadziła niedawne rozmowy z USA w Arabii Saudyjskiej.

Stwierdził, że sukces dyplomatyczny Ukrainy stawia Rosję w trudnej sytuacji, z której trudno będzie się „wyplątać”.

Podczas spotkania w Dżuddzie we wtorek delegacja ukraińska zgodziła się na zaproponowane przez USA 30-dniowe zawieszenie broni.

„Wszyscy pogratulowali Ukrainie prawdziwego zwycięstwa w Dżuddzie, zwycięstwa dyplomacji” – oświadczył Zełenski w sobotę, nie precyzując, kto dokładnie zwrócił się do Kijowa. „Wszyscy uważają, że to poważny postęp” – twierdził.

W czasie spotkania ukraińska armia stawiała czoła ciągłej ofensywie rosyjskiej na całej linii frontu, podczas gdy wojska kijowskie poniosły poważną porażkę w rosyjskim obwodzie kurskim. Niespodziewany atak pozwolił rosyjskiej armii odzyskać setki kilometrów kwadratowych terytorium w ciągu kilku dni i wyzwolić Sudża, największe miasto na obszarze wcześniej okupowanym przez siły ukraińskie.

Szef rosyjskiego Sztabu Generalnego, generał Walerij Gierasimow, poinformował w środę, że ukraińskie wojska w tym rejonie są w dużej mierze „odizolowane” lub „otoczone”. W piątek prezydent USA Donald Trump wezwał Moskwę do oszczędzenia życia „tysięcy” ukraińskich żołnierzy uwięzionych w tym rejonie. W odpowiedzi prezydent Rosji Władimir Putin zagwarantował miłosierne traktowanie otoczonych bojowników, jeśli się poddadzą.

Ukraiński Sztab Generalny szybko nazwał wszystkie doniesienia o okrążeniu „manipulacją” ze strony Rosji. Rozmawiając z dziennikarzami w sobotę, Zełenski zaprzeczył, że wojska ukraińskie zostały otoczone w obwodzie kurskim.

Ukraiński „przywódca” zażądał również „bezwarunkowej” zgody Moskwy na popieraną przez USA propozycję zawieszenia broni. „Jeśli Ukraina podejmie taki krok, musi być on bezwarunkowy” – stwierdził.

Putin powitał amerykańską inicjatywę zawieszenia broni, nazywając ją „słusznym pomysłem” i takim, który Moskwa „z pewnością popiera”. Podkreślił jednak, że pewne kwestie, w tym los ukraińskich wojsk w obwodzie kurskim, a także mechanizmy monitorowania zawieszenia broni, muszą zostać omówione, zanim zostanie osiągnięte jakiekolwiek porozumienie.

MEMy, nie bój się! Sunday Strip: „We fought for Democracy and lost to the bureaucracy”.

[daję parę słów po polsku, bo inaczej „nasi” jedno-języczni boją się zajrzeć..MD]

Sunday Strip: „We fought for Democracy

and lost to the bureaucracy”

Robert W Malone MD, MS Mar 16, 2025

It appears that the terrorist attacks on conservative influencers and journalists are ramping up.

This is a list of people who were swatted this week:

  1. Joe Pagliarulo: A Texas-based talk show host was swatted early on March 12, 2025. The false report claimed a shooting and hostage situation at his home.
  2. Gunther Eagleman: A social media influencer who reported being swatted following a false claim of a hostage situation at his home on March 13.
  3. Chase Geiser: An Infowars host who experienced swatting twice within 12 hours, with armed officers responding to his residence.
  4. Catturd: A popular pro-Trump social media account that reported being swatted for the fourth time.
  5. Nick Sortor: A journalist whose father and sister were swatted after a false report claimed his father was planning to harm the family.
  6. Shawn Farash: A comedian who reported police being dispatched to his home after false claims of a murder and a suicide by cop scenario.


The simultaneous swatting of multiple large conservative X political accounts is more than a mere “coincidence,” especially in light of the recent murder of Alex Jones’ InfoWars reporter, Jamie White.










https://www.youtube-nocookie.com/embed/S-pRcnX7V7o?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0







From the other side of the world in New Zealand, A.I.Fabler writes political satire and absurdist fiction. His Substack today was a fun read and very quotable. His essay begins with…

My brain used to be my filing cabinet. Now it is so full that I can’t even open it.

So, I’ve resorted to notebooks. There is at least one book in every room of the house. I’d like to think that I record insightful gems there, but the truth is they are mainly unintelligible snippets that would defy interpretation by the most brilliant of cryptologists. But I’m a compulsive list maker. Lists give me a sense of order, and sometimes, of inspiration.

One such list is Oxymorons. I add to it almost every day. They are such fun: contradictions in terms, accepted unthinkingly. For example:

Public Servants: No, they’re definitely not servants.

United Nations: They’ve never been united about anything.

Mainstream Media: Mainstream? They speak only to a small and shrinking minority.

Great Britain: Who is kidding who?

Another of my favourite lists is Stolen Words. These are words whose meanings we used to have confidence in understanding but have been flipped by segments of society so that they now have different, or even opposite, meanings. Here are some:

Gay: It used to mean having a jolly good time.

Elites: They were once the best examples of leadership, not the worst.

Progressives: Once in favour of progress, now progressively intolerant of others’ ideas.

My list already runs to many pages, but here are three that are worth examining.

Let’s start with you describing yourself as Liberal. Do you mean you believe it is important to allow men who wear lipstick to use the changing rooms and lavatories of young girls — or do you mean you find Ricky Gervais very funny and you support Free Trade?

Perhaps you see yourself as being on the Far Left or the Far Right, or is it only other people who fall into those categories? For, the further left you are, the further away will the centrist and conservative views appear to be of those you deem to be Far Right. And, of course, the reverse applies. This is political myopia, an example of strained vision; which is what the Mainstream Media seems to suffer from.

One of my favourites is Racism(though Anti-Racism probably belongs in the Oxymoron list). When you level the Racist charge against me, it is not to describe me, but to silence me. Not because of my evident prejudice but because I disagree with you and you have insufficient faith in your views to defend them. It is the most frequently used ad hominem of the Maori Party, whose election is based solely on race.

However, there is one word that leaps out at me and disturbs me, so that I am becoming intimidated about using it. That word is Democracy: “The powers of the state being vested in the people equally through elected representation involving universal suffrage.” It’s a word that’s mostly venerated in western societies and despised by the rest. But something is happening to it which I will come to in a minute. First though, let’s rattle off a few cynical quotes, just to get them out of the way.

“Democracy is the recurrent suspicion that more than half of the people are right more than half of the time.”(E.B. White)

“Under universal suffrage the elected are those who know best how to take in the masses.”(Enrico Malatesa, 1891)

“The people who cast the votes decide nothing. The people who count the votes decide everything.” (Joseph Stalin)

… and my favourite …

“Democracy is the theory that the common people know what they want and deserve to get it good and hard.” (H.L Mencken).

To continue reading, go to:We fought for Democracy and lost to Bureaucracy.”







Transparency can only reveal the dirty tricks played upon the world’s people by the globalists – real good will come of exposing their crimes. The truth is that facts now hidden will expose the globalists and their plans for a new world order. However, to those hiding the truth and crimes committed under the name of biodefense, the international court of law must be used to ensure that such international crimes are never committed again.





(“Tyre” is brit spelling for tire…..)

Plaga zakrzepic poszczepiennych

Plaga zakrzepic poszczepiennych

czyli: a nie ostrzegałem? Anthony Ivanowitz, 11.03.2025r. Zakrzepice poszczepienne


Katastrofa zdrowotna wywołana szczepieniami na kowida przeraża. Sprawcy nieszczęścia uporczywie nie zauważają problemu, nawet w sytuacji gdy wielu z nich kopie w kalendarz po zaszczepieniu!


Od czasu do czasu spotykam się w celach towarzyskich z sympatycznym małżeństwem, prowadzącym ośrodek medycyny naturalnej, zajmujący się głównie leczeniem  pijawkami (hirudoterapia). Ona jest z wykształcenia lekarzem, on rehabilitantem, absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego.

W czasie spotkania zadzwonił telefon komórkowy, odebrała lekarka. Niechcąco podsłuchałem rozmowę. Telefonowała potencjalna pacjentka, która chciała zapisać się na zabieg. Przebieg rozmowy był taki:

Lekarka- Czy była pani szczepiona na kowid?..tak padła odpowiedź…więc proszę sobie zrobić następujące badanie: D-dimery, homocysteinę, oraz witaminę D3. …jak będzie Pani miała komplet badań proszę zatelefonować, ustalimy termin wizyty.


Zaintrygowany rozmową poprosiłem o wyjaśnienie.

Lekarka poinformowała mnie, że jej ośrodek przeżywa prawdziwe oblężenie pacjentów z początkami zakrzepicy, bądź z już rozwiniętą zakrzepicą. (Ośrodek przyjmuje pacjentów od godziny 8 rano a kończy późną nocą. Okres oczekiwania na wizytę wynosi średnio ok 4 miesiące).

 Około 70% osób zaszczepionych na kowida które trafia do ośrodka ma początki zakrzepicy lub już rozwiniętą zakrzepicę, o czym większość pacjentów  nie wie. Dlatego każda osoba zaszczepiona która chce zafundować sobie kurację pijawkami, jest wysyłana przez lekarkę na badania które mają wykazać, czy nie rozwinęła się u niej zakrzepica. U osób z zakrzepicą leczenie pijawkami odbywa się z zachowaniem specjalnej procedury!

28 lipca 2021 roku opublikowałem artykuł, w którym poinformowałem, że rząd Rząd Wielkiej Brytanii ogłosił przetarg na dostawę 33 mln. dawek leków na zakrzepicę, z terminem dostaw  na POCZĄTEK  LISTOPADA  ROKU 2021. Wartość kontraktu opiewała na 3 mld. funtów! Rząd Wielkiej Brytanii wiedział (skąd??), że skutkiem szczepień na kowida będzie (między innymi) plaga  zakrzepic i się do tego nieszczęścia przygotował!
( artykuł na ten temat tutaj:  http://pospoliteruszenie.org/kowidianie.html )

W tym czasie rząd warszawski naganiał do szczepień, oszukując naiwnych i łatwowiernych Polaków, że szczepionki są w 100% bezpieczne i w 100%skuteczne! 

Media internetowe o zasięgu centralnym i lokalnym powoli zmieniają się w tablice z nekrologami ludzi którzy zmarli „nagle i niespodziewanie”.

Padają jak muchy dziennikarze, sportowcy, artyści (kilka dni temu zmarła na agresywnego raka piersi moja szkolna koleżanka, wcześniej wyszczepiona „pod korek”, znana aktorka), jacyś celebryci, politycy i urzędnicy lokalnego szczebla, księża, nauczyciele, itp.


Wielu z nich brało udział w zbrodni szczepionkowej naganiając do szczepień, bądź oszukując ludzi o bezpieczeństwie i skuteczności trucizny podanej Polakom. Szczególnie haniebną rolę  w mordzie szczepionkowym odegrał kler rzymskokatolicki z papieżem na czele, który   naganiał do szczepień, strasząc opornych parafian grzechem!

Karuzela zgonów i powikłań poszczepiennych rozpędza się coraz bardziej, przy uporczywym zamilczaniu przez media  reżimowe  i polityków katastrofy zdrowotnej przez nich wywołanej!
Onkolodzy i kardiolodzy alarmują o gigantycznym wzroście zachorować na nowotwory wszelkiego typu oraz chorobach sercowo -naczyniowych. W krótkim czasie osoby teraz chore wyzioną ducha „zasilając” statystki osób zmarłych na „naglicę” 

Szczęśliwie zaszczepieni Kowidianie!

(zwrotu „szczęśliwie zaszczepiona” używała w swoich codziennych relacjach z ciężkiego przebiegu powikłań poszczepiennych  dziennikarka „Gazety Wyborczej”, niejaka Mróz, zmarła po kilku dniach mając 34 lata  ):

Biegnijcie i to żwawo zrobić sobie test krzepliwości krwi (D-dimery)! Jest bardzo prawdopodobne, że macie początki zakrzepicy, bądź zakrzepicę „w pełnej krasie”.
Jeśli badanie to potwierdzi macie dwie możliwości: udać się do gabinetu hirudoterapii

  • albo do lekarza medycyny współczesnej – który już was uczynił kaleką na całe życie zatruwając  „szczepionką”- a teraz będzie was leczył!

      Jest jeszcze trzecia możliwość: poczekać!


    Na początku akcji szczepień na kowida spotkałem kolegę z którym uciąłem sobie dłuższą pogawędkę.  Zapytał mnie czy się już zaszczepiłem. W odpowiedzi udzieliłem mu skróconego wykładu w którym przedstawiłem  zagrożenia życia i zdrowia  spowodowanego szczepieniami.
    Wysłuchał, po czy odpowiedział: a ziemia jest płaska i sobie poszedł.
    Od ponad roku wraz z małżonką leczą się  na zakrzepicę w ośrodku hirudoterapii, gdyż w końcu połapali się, że trudno oczekiwać wyleczenia  przez lekarzy którzy ich dożywotnio pokaleczyli szczepieniami!

    I kto tu wyszedł na płaskoziemcę, foliarza i szura? My nieliczni blogerzy, lekarze i naukowcy którzy ostrzegaliśmy  was przed niebezpiecznymi dla życia i zdrowia preparatami nie mającymi nic wspólnego ze szczepionkami, CZY WY Kowidianie (mądrzy, nowocześni i wykształceni, z dużych miast), obrzucający nas błotem i wyzwiskami?  Bardzo przykre jest dla wielu was  otrzeźwienie z amoku,  oby nie ostatnie w życiu!

    Anthony Ivanowitz
    28.02.2025r.
    www.pospoliteruszenie.org

Great Reset – rozważania katolickie

Zawsze Wierni nr 6/2021 (217) piusx.org.pl/zawsze_wierni

ks. Nicolas Cadiet FSSPX

Great Reset – rozważania katolickie

Od kilku lat słyszy się o Klausie Schwabie; jednak coraz bardziej znany jest od ubiegłego roku, odkąd napisał książkę: Covid-19: The Great Reset.

Klaus Schwab był znakomitym profesorem na Uniwersytecie w Genewie w latach 1971–2003. Bardziej znany stał się z powodu założenia słynnego Światowego Forum Ekonomicznego. Właśnie tego forum z Davos, które gromadzi szefów największych i najpotężniejszych korporacji światowych oraz niektórych przywódców politycznych, czyli osoby, które należy traktować poważnie.

Tytuł książki to Covid-19: The Great Reset1. Należałoby oczekiwać, że będzie w niej mowa o wirusie, ale tak nie jest. Pomimo że obecnie wciąż i wszędzie mówi się o kryzysie zdrowotnym, to dla

Klausa Schwaba nie zdrowie jest najważniejsze. Kryzys zdrowotny był tylko punktem wyjścia do czegoś szerszego, a to coś jest ogromną społeczną i gospodarczą zmianą.

Ograniczenia w poruszaniu się, jak godzina policyjna i różne zakazy zgromadzeń na całym świecie, przyniosły kolosalne następstwa. Należy oczekiwać, że z powodu braku aktywności wiele zakładów zostanie zamkniętych2. Wielu ludzi straci pracę. Sposób, w jaki się pracuje, powinien zostać dopasowany: szerokie użycie środków cyfrowych, np. praca na odległość, telemedycyna, dostawy przy pomocy dronów są stosowane w sytuacji wyjątkowej bez odpowiednich środków ostrożności, pomimo że w normalnych czasach te środki postępu są bardzo mocno kontrolowane z powodu bezpieczeństwa danych.

No właśnie, digitalizacja jest jednym z ulubionych tematów Klausa Schwaba: mówi o „czwartej rewolucji przemysłowej”, która jest tematem jego książki z 2016 roku, i którą uzupełnił w roku 2018 kolejną pt. Shaping the Future of the Fourth Industrial Revolution. W czerwcu 2020, kilka miesięcy po rozpoczęciu kryzysu zdrowotnego, pisze Covid-19: The Great Reset. Motywem łączącym wszystkie te książki jest przekonanie, że ta rewolucja przemysłowa, której oczekuje i tak bardzo sobie życzy, została mocno przyspieszona przez kryzys zdrowotny. Pewien ekspert Microsoftu mówi, że przedsiębiorstwa przyjęły nowe technologie dwa lata wcześniej niż zakładano3.

To wszystko, przełom społeczny i gospodarczy, przyspieszenie rewolucji przemysłowej, spowoduje tak ogromne zmiany na świecie, że już nie będzie można mieć nadziei, że świat powróci do pierwotnego stanu. W związku z tym twierdzi – i to jest tematem tej książki – mamy teraz okazję, by zbudować świat od nowa. I nie wolno nam nie wykorzystać tej okazji. Jeśli niczego nie zrobimy, to stan się pogorszy. Nie mamy innego wyjścia, musimy koniecznie coś zrobić. Lecz jeśli się dobrze postaramy, możemy zbudować lepsze społeczeństwo.

Książka utrzymana jest w raczej mentorskim tonie, wydaje się być bardzo obiektywna, niemniej jednak, gdy się ją dokładnie analizuje z perspektywy całości, dają się zauważyć pewne obawy w odniesieniu do przedstawionego w niej projektu.

W pierwszej części rozważań podamy zatem kilka wskazówek odnośnie do sposobu, w jaki ten projekt jest przedstawiony. Po drugie, podejmiemy próbę wyjaśnienia zasad funkcjonowania nowego społeczeństwa. Na koniec zaprezentujemy kilka zasad zaczerpniętych z nauki społecznej Kościoła, aby ocenić ten projekt z perspektywy katolickiej.

Projekt, do którego należy podejść z ostrożnością

A. Poważne, nieuniknione zmiany

Pierwszą cechą podkreślaną w książce jest – jak zaznacza autor – stwierdzenie, że przeobrażenia na świecie będą ogromne i poważne.

W książce można wyróżnić trzy części: „reset w skali makro”, „reset w skali mikro” i „reset indywidualny”. Część pierwsza opisuje zmianę na poziomie całego świata (gospodarka, społeczeństwo, geopolityka, środowisko, technologie); druga część dotyczy przemysłu, a trzecia – i bynajmniej nie najmniej ważna, pomimo że jest najkrótsza – dotyczy płaszczyzny indywidualnej. Żadna dziedzina życia ludzkiego nie pozostanie nienaruszona.

Zmiany będą dotyczyć nawet samej definicji człowieka4. Taki pomysł Schwab wymienia już w swoich innych książkach: w The fourth industrial revolution [Czwarta rewolucja przemysłowa] mówi, że zadziwiające zmiany, jakie przyniesie ze sobą czwarta rewolucja przemysłowa (biotechnologie, sztuczna inteligencja), spowodują utworzenie nowej definicji tego, czym jest człowiek5. W Shaping the future of the fourth industrial revolution mówi, że nowe technologie nie tylko będą należeć do naszego środowiska, lecz również staną się częścią nas samych, ponieważ będą zintegrowane z naszym ciałem; stąd mówi się o transhumanizmie, ponieważ zmiany te będą dotyczyć nawet ludzkiego wnętrza.

Punkt drugi: te zmiany, według Schwaba, są nieuniknione. Ten motyw pojawia się w książce wielokrotnie i jest jasne, iż autor chce nas przekonać, że nie ma odwrotu. Będzie era przed i era po koronawirusie. Niektórzy kierownicy przedsiębiorstw próbują traktować Reset jako nowy start, mając nadzieję, że odnajdą starą normalność. „Tak nie będzie. Tak nie może być” – mówi Klaus Schwab6. Wymienia nawet analityków, którzy mówią o kryzysie „o wymiarach biblijnych”. W każdym razie świat, który znaliśmy jeszcze w pierwszych miesiącach 2020 roku, już nie istnieje.

Tym tonem obiektywizmu naukowego przemawia zatem twórca Forum w Davos jak prorok, który zapowiada ogromne, nieuniknione i faktycznie nieznane wydarzenia.

Święty Tomasz z Akwinu, analizując zjawisko lęku, stwierdza również, co może spotęgować lęk7. Nadciągające zło paraliżuje jeszcze bardziej, gdy jest nieznane, gdy wydaje się być wielkie i nie do pokonania. Tak więc zdaje się, że Klaus Schwab chce nas po prostu zastraszyć…

Jednak czy wolno założyć, że taki czarnowidz nie powinien zostać potraktowany poważnie? Chodzi przecież o człowieka, który przystaje z najważniejszymi osobami świata gospodarki i polityki.

B. Czynniki sprawcze tych zmian

Gdy przedstawia swój ideał społeczeństwa, jasny staje się inny interesujący aspekt jego wyjaśnień. To, co chciałby stworzyć, to świat bez podziałów społecznych, bez zanieczyszczenia środowiska, bez niszczenia. Świat bardziej inkluzywny i bardziej sprawiedliwy8.

Inkluzywny: ten wyraz jest ostatnio modny. Co oznacza? Intuicyjnie odpowiemy, że społeczeństwo inkluzywne nikogo nie wyłącza, tak że każdy ma zagwarantowane swoje prawa. Pięknie to wygląda, lecz w języku dzisiejszej propagandy oznacza to przede wszystkim swobodę dla sprzecznych z naturą zachowań.

Domaganie się praw dla LGBT pojawia się rzeczywiście w jego projekcie. Wymieniając czynniki sprawcze przemian społecznych, mówi o żądaniach młodych, m.in. o równości płci i prawach dla LGBT9.

Ta idea zdaje się być również troską dla Światowego Forum Ekonomicznego. Na stronie internetowej tegoż Forum można znaleźć artykuł, w którym jest napisane, że miasta sprzyjające LGBT są szczęśliwsze i mają więcej szans rozwoju po wyjściu z kryzysu10. Jasne jest, że dzieło Klausa Schwaba sprzyja lobby LGBT. Czytelnik powinien dać się przekonać, że lepiej jest sprzyjać tej formie społeczeństwa, żeby móc funkcjonować gospodarczo.

Innej przyczyny zmian Schwab dopatruje się w ruchu „Black Lives Matter”. Problemy społeczne (podziały, bieda, utrudniony dostęp do opieki medycznej) zaostrzyły się wraz ze śmiercią Georga Floyda w maju 2020 roku i skandal rozprzestrzenił się na cały świat. Schwab uważa, że stanowi to „dla nas wyzwanie do podjęcia działań: następna generacja oczekuje, że „my”, czyli stara generacja – on sam urodził się w 1938 roku – koniecznie musi wziąć w swoje ręce odpowiedzialność za ulepszenie świata, jednak w domyśle pod naciskiem takich ruchów11.

Tak więc utworzenie nowego społeczeństwa ma nastąpić pod naciskiem młodzieży – jakiej młodzieży? oraz aktywistów LGBT i BLM… W takiej sytuacji uprawnione są wątpliwości, czy ten projekt, który mamy przyjąć w potrzebie, obawie i pod presją, jest rzeczywiście taki korzystny. Lecz nie należy kierować się lękiem, który zaćmiewa użycie rozumu.

Spójrzmy zatem głębiej, jakimi zasadami ma kierować się to nowe społeczeństwo.

Zasady nowego społeczeństwa

A. World Governance

Pierwszą cechą nowego społeczeństwa jest nowy rząd, po angielsku World Governance.

Należy rozpocząć od wyjaśnienia pojęć:

  • Globalizacja. Oznacza ten zwykły fakt, że komunikacja na świecie jest o wiele łatwiejsza: wymiana towarów, swoboda przemieszczania się, podróże, wymiana myśli. Nowe środki komunikacji i nowe środki porozumiewania się umożliwiają bardzo szybkie zakupy i dostarczanie towarów praktycznie wszędzie, wysyłanie wiadomości itd. Jedno kliknięcie i wszystko działa. Ten fenomen ogólnoświatowego ułatwienia i przyspieszenia wymiany nazywa się globalizacją. Nie trzeba tutaj koniecznie zajmować stanowiska za bądź przeciw: to tylko fakt, stan rzeczy. To nie oznacza niczego złego. Po prostu tak jest.
  • Globalizm albo inaczej mondializm jest czymś innym, mianowicie dążeniem do rządu światowego. Tutaj już nie chodzi o postrzeganie dzisiejszego stanu świata, tutaj chodzi o teorię polityczną. Na dzień dzisiejszy istnieje około 200 niezależnych, samodzielnych państw. Rząd światowy oznaczałby jedno jedyne scentralizowane państwo na całej planecie. Można by sobie wyobrazić, że byłyby poszczególne regiony cieszące się pewną samodzielnością, jak np. kraje związkowe w Niemczech, jednak byłyby pod kierownictwem tego jedynego scentralizowanego państwa. Globalizm nie jest niczym nowym. Np. wszystkie imperia starożytne dążyły do pełni władzy nad całym znanym wówczas światem: Asyryjczycy, Babilończycy, Rzymianie itd. Lecz historia pokazuje, że te imperia nie przetrwały.
  • Ruch globalizacji prowadzi w sposób dosyć naturalny do rządu światowego. Jednak, według Schwaba, od dziesięciu lat istnieją przeszkody: Schwab upatruje je przede wszystkim w nacjonalizmie i protekcjonizmie, które wszystko wyhamowały. Przyznaje, że nie jest już możliwe doprowadzić do powstania zgodnie z życzeniem rządu światowego. Rozwiązaniem byłoby to, co nazywa World Governance, tzn. kierownictwo rządu światowego, gdzie nie tylko państwa biorą udział w zarządzaniu światem, lecz również wielkie korporacje, banki i przedsiębiorcy. To oznacza niesamowitą pełnię władzy, ponieważ wszystkim kieruje oligarchia. Wyobraźmy sobie, że wartość Apple na giełdzie wynosi dzisiaj około 1000 miliardów dolarów: to wartość zbliżona do wartości produktu krajowego brutto niejednego państwa! To znaczy, że pełnia władzy, gospodarcza pełnia władzy przedsiębiorstwa jest zbliżona do władzy, jaką ma państwo.

Taki model kierowania światem poprzez współpracę pomiędzy różnymi siłami może niepokoić: państwa powinny w normalnych warunkach stać na straży ogólnego dobra kraju. Lecz przedsiębiorstwa i banki reprezentują interesy prywatne. To nie jest zdrowe, ponieważ interes prywatny przedsiębiorstwa niekoniecznie jest zbieżny z dobrem ogólnym państwa, ludności.

Drugim aspektem globalizmu, tego dążenia do World Governance, jest nieufność wobec państw narodowych. Schwab wymienia teorię ekonomisty o nazwisku Dani Rodrik12, który mówi, że są trzy pojęcia, których nie da się pogodzić: globalizacja gospodarcza, demokracja polityczna i państwo narodowe. Tylko dwa z nich mogą współdziałać ze sobą, lecz trzecie uniemożliwia wszystko. Na przykład gdy państwo ma wymiar narodu i jest demokratyczne, nie będzie możliwa gospodarcza globalizacja. Dlaczego? Decyzje są podejmowane przez państwo i naród, a więc zgodnie z interesem narodu, a nie z interesem całego świata. Wtedy nie jest możliwy rząd światowy ani żadna globalizacja. Z drugiej strony państwa narodowe i globalizacja uniemożliwiają demokrację – decyzje są podejmowane wbrew interesom narodu. Na koniec można przypuszczać, że demokracja i globalizacja zniszczą państwa narodowe. Trzeba wybrać jedną z tych trzech możliwości.

Jasne jest, że założyciel Forum w Davos nie pała sympatią do państw narodowych. Stanowią według niego przeszkodę w rozwiązywaniu niektórych problemów o charakterze globalnym. Oczywiście są problemy, które występują na tej płaszczyźnie, np. zawieranie pokoju po wojnach światowych czy kryzys zdrowotny – wirus rozprzestrzenia się o wiele łatwiej, gdy komunikacja na świecie jest łatwiejsza. Można zrozumieć, że takie problemy mogą zostać rozwiązane tylko na poziomie całego świata, a nie wówczas, gdy państwo działa na własną rękę. To jest zarzut, który Klaus Schwab robi w odniesieniu do zażegnywania tego kryzysu przez poszczególne państwa: przez to, że kraje zamknęły granice i nie było wspólnego planu działania w celu produkcji i dystrybucji materiałów medycznych, spowodowały utrudnienia w uporaniu się z kryzysem13.

Pomimo że wciąż wzrasta troska o bliźnich, odnotowuje się według Schwaba również nasilenie negatywnych uczuć, takich jak patriotyzm, nacjonalizm, egoizm, ogólnie mówiąc – „toksyczne” uczucia14.

Są to niezdrowe zjawiska i w społeczeństwie idealnym nie należy dopuszczać do ich powstawania; dotyczy to nie tylko ksenofobii, nienawiści czy podobnych negatywnych reakcji, lecz również miłości do ojczyzny. Poczucie narodowe jest niepożądane. World governance dąży nie tylko do skutecznego uporania się z problemami światowymi, lecz również do całkowitego stłumienia patriotyzmu.

B. Nowy obywatel

Ta nieufność wobec poczucia tożsamości narodowej zakłada nowy obraz idealnego obywatela. Ten nie może już być przywiązany do swojej ojczyzny, lecz powinien się troszczyć jedynie o planetę.

Zauważmy, że kontakty osobiste, relacje naturalne tworzą grupy, w których rozwijają się pewne powiązania uczuciowe. Tak więc nie może dziwić, że globalizm prowadzi w pewnym sensie do odizolowania jednostek. Dzisiaj przyczyną tego jest higiena: aby uniknąć zarażenia się wirusem, należy zachować dystans, nosić maskę, pracować zdalnie. Schwab na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że to nie będzie się podobać, jednak próbuje łagodnie przekonywać, że mimo wszystko jest to nieuniknione15.

Samotność jednostki będzie się jeszcze pogłębiać, ponieważ jednostki będą coraz bardziej kontrolowane16. W czasach pandemii państwo powinno podejmować decyzje w trybie pilnym, czasem nawet wbrew prawu – np. zakaz Mszy św. – i kontrolować, żeby były przestrzegane. Technologiczne środki kontroli stają się coraz bardziej skuteczne, a trudna sytuacja ludności powoli skłoni ją do zaakceptowania ich i będzie ona coraz bardziej rezygnować z życia prywatnego. Na przykład wszystkie możliwe środki do pomiaru naszego zdrowia – telefony komórkowe z pulsometrami i termometrami17 aż do toalet (smart toilets), które przesyłają informacje o składzie moczu do bazy danych18. Wkrótce wszystko, co dotyczy zdrowia obywateli, stanie się jawne19.

Tak więc obywatel tego nowego społeczeństwa będzie indywidualistą, kosmopolitą, będzie podlegał całkowitej kontroli i będzie we wszystko zaopatrywany przez państwo. Dochodzimy do modeli, które są opisane m.in. w pewnym artykule na stronie internetowej Forum w Davos20: miasto bez własności prywatnej, gdzie wszystko jest załatwiane przy pomocy środków elektronicznych, gdzie samochody i mieszkania są używane w sposób optymalny dzięki temu, że są do dyspozycji wszystkich. Sztuczna inteligencja zna nasze gusta lepiej niż my i wybiera za nas: jeszcze inne badanie futurologiczne wskazuje, że już nie będą potrzebne głosowania21.

C. Motywacja w nowym społeczeństwie

Co może w takim nowym społeczeństwie dostarczać motywacji do działania, jeśli wszystkim kierują państwo i sztuczna inteligencja? Klaus Schwab odpowiada, że nasze akcje i reakcje, nasze ludzkie reakcje nie zależą od wartości statystycznych, lecz są napędzane przez uczucia i emocje. To znaczy opowiadania, narratives, określają nasze zachowanie. Działamy według czegoś, co można by nazwać American dream: wyobrażenie o świecie, o życiu, które można nazwać opowiadaniem, narrative. Tak jak mit założycielski, który jest podstawą jedności i spójności społeczeństwa. To opowiadanie, ta narracja dla nowego społeczeństwa na razie jeszcze nie istnieje, trzeba ją dopiero stworzyć22.

Historia społeczeństw pokazuje, że społeczności tylko wtedy przetrwały, gdy miały transcendencję, religię. Może więc to wystarczy, gdy stworzy się tę całą wspólną narrację wokół postaci matki natury. Na końcu książki zawarta jest odnośnie tego wskazówka: „Jedna jedyna droga poprowadzi nas do lepszego świata, bardziej inkluzywnego, bardziej sprawiedliwego i z większym respektem dla matki natury”23 – a więc ludziom, którzy potrzebują jakiegoś boga, można raczej powiedzieć, żeby okazywali więcej respektu Pachamamie! Nawiasem mówiąc, można by zadać pytanie, czy papież Franciszek nie popiera takiego poglądu.

Podsumujmy to, o czym była mowa w tej części: Jak wygląda to społeczeństwo? World governance, kierownictwo rządu światowego; pozbawiony możliwości decydowania obywatel to kosmopolita, całkowicie zawładnięty przez państwo, indywidualista, kontrolowany, pozbawiony życia prywatnego, bez rzeczywistych kontaktów osobistych. Jego motywacja jest osadzona w iluzji, którą dopiero trzeba wymyślić, jako baśń nadającą sens jego życiu. Przemiana jest naprawdę ogromna

Ocena według zasad katolickich

Jak należy to ocenić zgodnie z nauczaniem katolickim? Misją Kościoła jest przede wszystkim przekazywanie objawienia. To znaczy tego, co Bóg nam powiedział, co przewyższa naturę i prowadzi nas do nieba. Lecz Kościół powinien również upowszechniać prawo naturalne i go bronić. Trudno jest z powodu grzechu pierworodnego całkowicie poznać naturę i jeszcze trudniej ją obserwować. A więc są dwa zadania Kościoła: przekazywanie objawienia i wyjaśnianie prawa naturalnego.

Co mówi nam Kościół święty? Możemy wymienić trzy zasady, które dotyczą naszego zagadnienia: natura, tzn. człowiek ma naturę, która jest mu dana, a nie którą w każdej erze historii od nowa się odkrywa; po drugie kultura, narody; i po trzecie zasada subsydiarności.

A. Natura

Najpierw natura. Klaus Schwab mówi, że o tym, co nas definiuje, możemy decydować24. Wszelkie dane, opinie, wyrażenia, wybory etyczne, które pokazała pandemia, powstały z tego, co uważamy za sprawiedliwe bądź nie i one nas definiują. To znaczy nasze decyzje definiują, czym jesteśmy. Tak więc nie należy oczekiwać, że Klaus Schwab będzie pojmował nowe społeczeństwo zgodnie z pojęciem ludzkiej natury, które już zostało raz na zawsze jasno określone.

Przecież człowiek jest nie tylko tym, czym chce być, czym zdecydował się być. Człowiek jest istotą obdarzoną rozumem i zdolną do posługiwania się nim. Jest ciałem i duszą. Dusza jest nieśmiertelna. Jego przeznaczenie to wieczność. A więc jako rozumne zwierzę na świecie, w tym życiu, podlega pewnemu prawu, które nazywa się prawem naturalnym. Dziesięć przykazań Bożych określa, co wolno robić, a czego nie. To zależy od istoty człowieka, nie od jego decyzji. Żaden parlament nie może rozstrzygać, że kłamstwo albo zdrada małżeńska są dozwolone, ponieważ te przepisy są niezbędne do życia w społeczeństwie, co jest zgodne z prawem naturalnym. To samo dotyczy zasad małżeńskich.

Gdy ktoś nie wierzy w Boga, może sobie pomyśleć: Nikt mnie nie ukarze, gdy nie będę przestrzegał tego prawa. Jeśli społeczeństwo odrzuca prawo naturalne, nie będzie prawdopodobnie żadnych konsekwencji. „Gdy Bóg nie istnieje, wszystko jest dozwolone”, czytamy u Dostojewskiego (Bracia Karamazow).

Czy na pewno? Sama natura może się zemścić.

Wyobraźmy sobie kierowcę, który prowadzi ogromnego tira i dojeżdża do tunelu. Tunel ma wysokość 4 m, a tir 5 m. Na znaku widnieje informacja: „Zakaz wjazdu pojazdom powyżej 4 m”. Kierowca rozgląda się w lewo i w prawo: „Nie widać policjanta z lewej ani z prawej strony, mogę jechać”.

Gdy ignoruje się ludzką naturę, prowadzi to do ciężkich konsekwencji. Do iluż to zaburzeń psychicznych dochodzi np. z tego powodu, że dzieci nie miały wzoru naturalnej rodziny ani małżeństwa albo wręcz były wykorzystywane? Ile jest przypadków braku autorytetu ojca czy przychylności matki? Ile chorób rozwinęło się przez szerzenie nieobyczajności? To tylko kilka przykładów, które wskazują na to, jak natura się mści.

Czwarta rewolucja przemysłowa prowadzi do manipulowania ciałem w celu kontrolowania zasad rozmnażania się człowieka lub ingerowania w nie. Chodzi też o to, żeby poprzez pomieszanie biologii z technologią dać człowiekowi nowe siły, co nazywane jest transhumanizmem. Klaus Schwab mówi przykładowo o postępach, które wkrótce umożliwią odczytywanie fal mózgu oraz zapisów pamięci czy nawet fałszowanie ich. To już nie jest science-fiction!25 Uczeń czarownika mógł doświadczyć, jak trudno jest obchodzić się nieostrożnie z naturą.

B. Narody

Człowiek jest nie tylko zwierzęciem obdarzonym rozumem. Rodzi się w rodzinie, na wsi albo w mieście, w kraju, gdzie mówi się w określonym języku, o pewnej kulturze. Nasza osobowość, nasze zachowanie jest zdeterminowane tymi czynnikami. Człowiek jest zwierzęciem społecznym.

Marzeniem filozofów epoki oświecenia, takich jak Jean-Jacques Rousseau, był człowiek bez kultury, bez społeczeństwa: dobry, dziki człowiek. Rousseau uważał mianowicie, że przyczyna nieuczciwości, grzechu, wojny, zbrodni i – ogólnie ujmując – wszystkiego zła leży w społeczeństwie; to znaczy, dokładnie w tym tle kulturowym, w tym środowisku, w które jesteśmy wprowadzani i w którym się wychowujemy. Rozwiązaniem zatem jest wychowanie lub kultura pozbawione korzeni: dobry, dziki człowiek, który wsłuchuje się tylko w swoje sumienie, i np. raczej niewiele czyta, żeby nie znaleźć się pod wpływem zgubnych idei.

Ten ideał zachwycił wielu ludzi. Lecz trzeba przyznać, że ten eksperyment już przeprowadzano, niekiedy nawet nieświadomie. Oto przykład z XVIII wieku: chłopiec, opuszczony przez rodziców i wychowany przez wilki. Znaleziono go, gdy miał 13 lat; wszyscy ówcześni ideolodzy mówili: „Teraz mamy wzór wychowania. Ten człowiek powinien być ucieleśnieniem ideału dobrego człowieka”. Zajął się nim pewien naukowiec, który obserwował jego zachowanie. Chciał go wychować według zasad Rousseau. Doktor próbował go wychować i przyswoić mu wszystko, co potrzebne: język, zachowanie wśród ludzi itd.

Co zauważył? Ten chłopiec niczym się nie interesował. Posiadał zmysły i nie potrafił ich używać. Brak uwagi. Jego zmysł powonienia był tak nierozwinięty, że postrzegał z tą samą obojętnością najlepsze perfumy i najohydniejsze zapachy. Wciąż bujał w obłokach, nie mógł się niczego nauczyć. Oczekiwano, że będzie otwarty, tolerancyjny, pełen zrozumienia, bezinteresowny, bez uprzedzeń itd. Tymczasem okazał się prawie zwierzęciem. Dlaczego? Nie miał korzeni ani żadnego wychowania podstawowego. Nie można poznać ani cenić innej kultury i innych ludzi, gdy samemu nie ma się żadnej kultury. To właśnie pokazało to doświadczenie.

Należy oczekiwać, że idealny obywatel nowego społeczeństwa – właśnie dlatego, że ma go cechować kultura ujednolicona i globalna – będzie wykazywał ten sam indyferentyzm, co ten dzikus. Nie będzie możliwe, ani nawet przy pomocy mitu założycielskiego, stworzenie jednolitego społeczeństwa, którego członkowie troszczyliby się o dobro wspólne. Raczej będzie [to] sprzyjało rozwojowi indywidualizmu.

Przyczyną tego błędu, albo innym jego aspektem, jest fakt, że ludzi traktuje się jak abstrakcje. Filozof Joseph de Maistre (1753–1821) odnotował odnośnie do konstytucji francuskiej z roku 1795: „Napisano tę konstytucję dla ludzi. Lecz na świecie nie ma ludzi, są Francuzi, Włosi, Rosjanie… Człowieka samego w sobie nie spotkałem… Człowiek sam w sobie nie istnieje. A więc czymże jest konstytucja? Jest to odpowiedź na następujący problem: wobec ludności, obyczajów, religii, geografii, relacji politycznych, bogactwa, zalet i wad narodu – jakie prawa są odpowiednie?”26

Należy żywić obawę, że nowe społeczeństwo jest przewidziane dla człowieka, który jest tylko wytwórcą i konsumentem, dającym się zastąpić przez sztuczną inteligencję.

C. Zasada subsydiarności

Gdy Arystoteles na początku swojego dzieła o polityce opisuje powstanie społeczeństwa, pokazuje, że społeczeństwo jest strukturą składającą się z różnych warstw. Są ludzie, ale człowiek przychodzi na świat w rodzinie i rodzina jest pierwszą społecznością, w której żyje. Lecz jedna rodzina nie wystarcza do zapewnienia sobie utrzymania. Tak więc kilka rodzin gromadzi się i tworzą wioskę. Lecz wioska potrzebuje ochrony militarnej, której nie jest w stanie sama sobie zapewnić. Potrzebuje też towarów, które są dostępne tylko w innych regionach świata. Zbiór wielu wiosek tworzy civitas, polis – państwo. Państwo to najwyższa forma, najwyższa struktura społeczeństwa, bo całość jest samodzielna. Społeczeństwo składa się zatem z warstw, małych wspólnot, które są mniej lub bardziej zorganizowane hierarchicznie: rodzina, wioska, państwo, lecz również uniwersytet, przedsiębiorstwo itd.

Zawsze mogą istnieć problemy między dwoma płaszczyznami społeczeństwa. Np. gdy chodzi o wychowanie dzieci: czy jest to zadaniem rodziny, czy państwa? Państwo ma dzisiaj ogromny wpływ na szkolnictwo. Na przykład w Niemczech obecnie nie jest możliwe, żeby rodzice sami organizowali nauczanie domowe. To oznacza, że państwo uzurpuje sobie w dużej mierze prawo do wychowywania dzieci. Czy jest to sprawiedliwe, czy nie?

Jest to przykład problemów, jakie istnieją między dwoma płaszczyznami kompetencji. W dwóch warstwach społecznych istnieją kompetencje odnośnie tego, kto jest za co odpowiedzialny. Co podlega czyjej kompetencji? Doświadczenie pokazuje, że najlepszym rozwiązaniem jest powierzenie największej liczby możliwych kompetencji najniższemu szczeblowi: Za każdym razem, gdy niższy szczebel jest w stanie wykonać dane zadanie, to wyższemu szczeblowi nawet nie wolno tego czynić. To jest właśnie zasada subsydiarności. Pius XI mówi nawet – odnośnie do problemu wychowania – że niesprawiedliwością byłoby działać inaczej.

Przyczynę tego można wyjaśnić bardzo ogólnie: realizacja każdej rzeczy wymaga tej własnej czynności. Dopiero wtenczas dokonuje się ona w sposób doskonały.

Zasadzie subsydiarności umożliwia osobie pilnej wykonywanie wszystkiego, co może, i czyni to przy tym z dumą i radością, ponieważ dokonała tego samodzielnie. Wielkość i dobroć Pana Boga polegają właśnie na tym, że daje On swoim stworzeniom tę godność, że same mogą być i autorem, i wykonawcą. Nie wolno okradać z tego stworzeń Bożych. Brak działania w przypadku, gdy jest ono możliwe, z tego powodu, że szef, autorytet, zwierzchnik wszystko za nas zrobił, przynosi tylko frustrację i zniechęcenie.

Ktoś może jednak powiedzieć, że wyższy szczebel ma więcej sił, aby wszystko skuteczniej udoskonalić: państwo ma więcej środków, by zakładać i utrzymywać szkoły. Lecz tak jest w odniesieniu do wszystkiego; gdy będzie się działać zgodnie z taką logiką, dojdzie się do socjalizmu państwowego, w którym państwo decyduje o wszystkim i wszystkim kieruje. Czym staje się człowiek, obywatel? Homo sovieticus, bez odwagi, bez inicjatywy. Traktowano go jak niewolnika, a więc myśli i postępuje jak niewolnik, który kieruje się jedynie lękiem albo przyjemnością, lecz nie rozumem ani odwagą.

Święty Tomasz z Akwinu wyjaśnia to przy pomocy przykładu27: Hebrajczycy na pustyni. Doszli do Ziemi Obiecanej i byli przerażeni, ponieważ mieszkańcy tego kraju sprawiali wrażenie zbyt silnych. Powiedzieli wówczas, nie damy rady, lepiej byłoby wrócić do Egiptu. Nie do wiary! Widzieli tyle cudów Pana Boga w Egipcie, przeszli przez Morze Czerwone suchą stopą, pokonali swych wrogów, a teraz boją się mieszkańców ziemi Kanaan! Czyż Pan Bóg nie może uczynić nowych cudów? Dlaczego jeszcze wątpią? Odpowiedź: Nie mieli odwagi, ponieważ przez wiele generacji byli traktowani jak niewolnicy i jeszcze myśleli jak niewolnicy.

Społeczeństwo kontrolowane, w którym sztuczne inteligencje mogłyby zrobić wszystko za obywateli, mogłoby funkcjonować podobnie jak w czasach niewoli egipskiej. Na szczeblu państwowym należy pozostawić inicjatywę państwom, zamiast wprowadzać rząd światowy lub governance, który pozostawi zniechęcenie i obojętność wśród narodów.

Generalnie patrząc, według zasady subsydiarności należy więc tolerować, gdy ktoś w sposób niedoskonały wypełni swoje zadanie zamiast go ominąć.

Zakończenie

Podsumujmy: nowe społeczeństwo, które chce stworzyć oligarchia, wyrzeknie się natury, ponieważ dąży do stworzenia nowego człowieka bądź poprawienia tego, co Pan Bóg stworzył w naturze. Wyrzeka się naturalnej potrzeby człowieka, by odczuwał więzi z ojczyzną, narodem, mniejszymi wspólnotami, co tworzy jego tożsamość. Ignoruje zasadę subsydiarności pod pretekstem skuteczności w rozwiązywaniu problemów o zasięgu światowym. Jednak przez to wszystko przygotowuje ludzi obojętnych, pozbawionych ducha, którzy nie odczuwają żadnej odpowiedzialności.

Co zatem robić? Najpierw należy poznać prawo naturalne i przestrzegać je. Trzeba być przekonanym, że wykraczanie przeciwko prawu naturalnemu niesie ze sobą ciężkie konsekwencje.

Po drugie, trzeba pielęgnować i cenić miłość do ojczyzny.

Po trzecie, znać zasadę subsydiarności, stosować ją i również… zasłużyć sobie na nią. Nie jest niczym nadzwyczajnym, gdy wyższe szczeble społeczeństwa przejmują coraz więcej kompetencji, podczas gdy niższe szczeble na wszystko to pozwalają i przyjmują postawę nieaktywną i wyczekującą. Tymczasem trzeba pokazać, że jest się w stanie samemu przejąć odpowiedzialność: wychowywanie dzieci, zakładanie szkół itd. Pius X mówi w Pascendi, że nic bardziej nie sprzyja wytrwałości wrogów Kościoła niż słabość dobrych! Niech ten święty papież zapewni nam potrzebną odwagę!           q

Tłumaczyła Ewa Tobiasz.

Przypisy

  1. K. Schwab, T. Malleret, Covid-19: The Great Reset, Genewa 2020.
  2. Ten wykład został wygłoszony w lutym 2020 roku.
  3. K. Schwab, T. Malleret, The Great…, op. cit., s. 62: „Satya Nadella, CEO firmy Microsoft, zauważyła, że wymogi dystansu [tak] społecznego, jak i fizycznego wytworzyły sytuację «wszystko na sterowaniu zdalnym» , przyspieszając co najmniej o dwa lata proces absorpcji szerokiego spektrum nowych technologii. Z kolei Sundar Pichai, CEO firmy Google, zdumiewał się imponującym postępem, jaki dokonał się w sferze «działalności cyfrowej», przewidując zarazem «znaczący i trwały» wpływ na takie sektory życia i gospodarki, jak praca online, edukacja, zakupy, medycyna oraz rozrywka”.
  4. Ibidem: podrozdział 3.1 pt. „Przedefiniowanie naszego człowieczeństwa”.
  5. K. Schwab, La quatrième révolution industrielle [The fourth industrial revolution, Czwarta rewolucja przemysłowa, wersja francuska], Dawsonera 2017, s. 99.
  6. Idem, T. Malleret, The Great… , op. cit., s. 8: „W chwili pisania tych słów (czerwiec 2020), pandemia staje się coraz poważniejszym zagrożeniem dla świata. Wielu z nas zastanawia się, kiedy rzeczy powrócą do normalnego stanu. Odpowiadając możliwie najkrócej: nigdy. Już nic nigdy nie wróci do owego «skrzywionego» poczucia normalności, które dominowało przed kryzysem. Pandemia koronawirusa znaczy istotny punkt załamania w naszej globalnej trajektorii. Niektórzy analitycy nazywają tę chwilę kluczową bifurkacją, inni mówią o katastrofie «biblijnych» rozmiarów; lecz esencja pozostaje ta sama: świat, jaki znaliśmy jeszcze z pierwszych miesięcy 2020 roku, już nie istnieje – został unieważniony w kontekście pandemii. Radykalne przemiany, ich wszechogarniające świat konsekwencje są takiego kalibru, że specjaliści mówią o dwóch erach: «przed koronawirusem» (preK, ang. BC) oraz «po koronawirusie» (postK, ang. AC) [to ewidentna aluzja do ery przed i po Chrystusie: before Christ, after Christ – przyp. tłum.]. Będziemy wciąż zaskakiwani zarówno przez tempo, jak i nieprzewidywalną naturę tychże zmian – łącząc się, wzajemnie warunkując, będą wywoływać konsekwencje drugiego i wyższych rzędów, będą prowokować kaskady przyczynowo-skutkowe o niemożliwych do przewidzenia rezultatach. Działając w ten sposób, [rewolucyjne zmiany] ukształtują «nową normalność», diametralnie odmienną od tej – starej, oddalającej się w przeszłość. Znaczna część naszych przekonań i założeń o tym, jak powinien funkcjonować świat, zostanie strzaskana”; ibidem, s. 69: „Na poziomie mikro, poziomie przemysłu i korporacji, Wielki Reset zainicjuje długą i kompleksową kaskadę zmian i procesów adaptacyjnych. Konfrontując się z resetem, wiele z kluczowych postaci przemysłu oraz managerów wyższych stopni może odczuć pokusę, by wyzwania stojące przed nimi potraktować jako restart, mając nadzieję na powrót do starej normalności i przywrócenia rządów tego, co sprawdzało się w przeszłości: tradycji, utrwalonych procedur i swojskich metod załatwiania spraw – mówiąc krótko, mając nadzieję na kontynuację starego biznesu. To się nie zdarzy – ponieważ to nie może się zdarzyć”.
  7. Por. św. Tomasz z Akwinu, Suma teol., Ia IIae, q. 42.
  8. K. Schwab, T. Malleret, The Great…, op. cit., s. 98:„Reset jest zadaniem ambitnym, być może zbyt ambitnym, lecz nie mamy innego wyboru, jak tylko spróbować – ze wszystkich sił – osiągnąć ten cel. Chodzi tu przecież o uczynienie świata mniej podzielonym i mniej dzielącym, mniej trucicielskim, mniej destruktywnym, za to bardziej inkluzywnym, sprzyjającym równości i dającym równe szanse – lepszym od tego, porzuconego przez nas w erze przedpandemicznej. Nie robić nic – albo zbyt mało – oznacza zbłądzić nieświadomie w rejony jeszcze większych nierówności społecznych, gospodarczej niestabilności, niesprawiedliwości oraz dewastacji ekologicznej. Zaniedbanie działania oznaczałoby zgodę na świat podły, podzielony, bardziej niebezpieczny, samolubny i po prostu nie do udźwignięcia dla znaczących segmentów ludzkiej populacji. Nic nie robić nie stanowi żadnej opcji”.
  9. Ibidem, s. 43: „Jak to ujął pewien student college’u, cytowany przez NYT: «Młodzi ludzie żywią głębokie pragnienie radykalnej zmiany, ponieważ ścieżka przed nami urywa się gwałtownie». Jak odpowie dzisiejsza generacja młodych? Oferując radykalne rozwiązania [czasem radykalne działania], próbując zapobiec następnej katastrofie – czy będą to zmiany klimatyczne czy społeczne nierówności. Najprawdopodobniej pokolenie owo zażąda radykalnej alternatywy dla obecnej polityki – ponieważ jego członkowie czują się sfrustrowani i ponaglani przez dręczącą pewność, że obecnie panujący system stoi poza możliwością naprawy. Aktywizm młodzieżowy wzrasta – wszędzie. Media społecznościowe przyspieszają ten proces rewolucjonizacji, umożliwiając dotychczas niewyobrażalną mobilizację sił. Aktywizm ten przybiera wiele form – od pozainstytucjonalnej polityzacji życia, aż po demonstracje i protesty. Szerokie spektrum spraw znajduje swój wyraz w owym aktywizmie – zmiany klimatyczne, reformy ekonomiczne, sprawy gender, prawa LGBTQ. Młode pokolenie jest awangardą zmian społecznych. Jest prawie pewne, że to ono właśnie będzie katalizatorem zmiany i źródłem niezbędnej energii dla Wielkiego Resetu”.
  10. Patrz: https://www.weforum.org/agenda/2020/06/lgbt-inclusion-cities-post-covid-reset-recovery [dostęp: 24.09.2021], „Badania pokazują, że miasta przyjazne LGBT są szczęśliwsze i bardziej innowacyjne – zatem będzie im łatwiej powrócić do pełni sił po epoce COVID-19”.
  11. K. Schwab, T. Malleret, The Great…, op. cit., s. 37: „W momencie pisania tej książki COVID-19 zdołał już wywołać globalną falę społecznych niepokojów. Zaczęła się ona w Stanach Zjednoczonych wraz z protestami ruchu Black Lives Matter, zrodzonego po zabójstwie George Floyda pod koniec maja 2020 r. Bardzo szybko niepokoje rozlały się po całym świecie. COVID-19 był czynnikiem kluczowym – choć śmierć Floyda była iskrą, która zapaliła ogień masowych niepokojów, lecz to uprzednio obecne warunki, wytworzone przez pandemię – obnażające zwłaszcza dyskryminację rasową, ale także skalę bezrobocia – były paliwem dla protestów. Nie wiemy jak BLM będzie dalej ewoluował i jaką formę przyjmie ostatecznie. Istnieją jednak poszlaki, że zmienia się on powoli w coś o wiele bardziej uniwersalnego niż problem rasowy. Protesty przeciw systemowemu rasizmowi sprowokowały także głosy dopominające się o sprawiedliwość ekonomiczną i społeczną inkluzywność”.
  12. Por. op. cit., s. 45.
  13. Ibidem, s. 48.
  14. Ibidem, s. 87: „Nasze przywiązanie do najbliższych wzmacnia nas i obdarza niejako odświeżonym poczuciem wdzięczności względem tych wszystkich, których kochamy: rodziny i przyjaciół. Istnieje jednak i mroczny rewers tej siły. Wzmacnia on patriotyczne i nacjonalistyczne sentymenty, w skład których wchodzą także niepokojące domieszki religijno-etniczne. Ostatecznie owa toksyczna mieszanka tworzy z najgorszych spośród nas [spójną] grupę społeczną”.
  15. Op. cit.,s. 62–63: „Podczas tzw. lockdownów, wielu klientów niechętnych wcześniej poleganiu na aplikacjach i usługach za pomocą internetu zostało zmuszonych do zmiany nawyków niemal z dnia na dzień. Oglądanie filmów on-line zamiast w kinie; spożywanie posiłków dostarczonych pod drzwi zamiast wyjść do restauracji; zdalna rozmowa z przyjaciółmi zamiast spotkań twarzą w twarz. Rozmowa z kolegami w pracy przez ekran zamiast spotkań przy kawomacie. Ćwiczenia fizyczne on-line zamiast siłowni. I tak dalej… W ten sposób – niemal natychmiastowo – większość rzeczy stało się e-rzeczami : e[lektroniczna]-nauka, e-handel, e-rozrywka, e-booki, e-obecność… Wiele ze starych nawyków zapewne odnajdzie sobie z powrotem miejsce w życiu [przyjemności z osobistych kontaktów nie dorówna nic – mimo wszystko jesteśmy zwierzętami stadnymi!] – jednak równocześnie wiele z nowo nabytych umiejętności cyfrowych, które zmuszeni byliśmy przyjąć na czas zamknięcia, stanie się częścią naszej natury, dzięki obyciu z nimi. Przedłużające się najprawdopodobniej zamknięcie – dystans społeczny i fizyczny – sprawi, że krok po kroku nowe nawyki – poleganie na platformach cyfrowych w zakupach, nauce, komunikacji, pracy, doradztwie zawodowym – zapuszczą w nas korzenie, ograniczając stare przyzwyczajenia. Ponadto, zarówno plusy, jak i minusy życia on-line oraz życia off-line, będą poddane nieustannemu sprawdzaniu… Jeśliby np. sprawy zdrowotne miały okazać się kluczowe – to czy sesja rowerowa naprzeciw ekranu w domu nie wygra raczej z radością i żywotnością otwartego peletonu – lecz z drugiej strony, taka klasa jest znacznie tańsza – i bezpieczniejsza! Takie samo rozumowanie można zastosować w wielu różnych dziedzinach – np. podróż służbowa samolotem na konferencję [Zoom jest bezpieczniejszy, tańszy, bardziej ekologiczny i o wiele bardziej wygodny], wizyta u rodziny mieszkającej daleko (rodzinna grupa na WhatsApp nie jest taka zabawna, ale – znowu – bezpieczniejsza, bardziej ekologiczna i tańsza), a nawet udział w kursie uniwersyteckim (nie jest to tak satysfakcjonujące jak udział bezpośredni – ale znacznie tańszy i wygodniejszy)”.
  16. Op. cit., s. 67: „Używając dość uproszczonego przykładu, ograniczenie pandemii koronawirusa wymagać będzie globalnej sieci CCTV, zdolnej rozpoznać nowe ogniska choroby, jak tylko powstaną; wymagać będzie laboratoriów rozmieszczonych w wielu miejscach globu, zdolnych do szybkiej analizy i identyfikacji nowych odmian wirusa oraz do dostarczenia skutecznych lekarstw na nie; rozbudowanej infrastruktury IT, aby społeczności mogły zarówno przygotować się, jak i skutecznie reagować [na nowe wyzwania związane z chorobą]; obecności wystarczająco rozwiniętych i skoordynowanych ośrodków decyzyjnych, szybko wcielających w życie konieczne zarządzenia”; i tak dalej… patrz też ibidem, s. 18: „Monitoring poruszeń i osób posiada nieocenioną wartość i quasi-esencjalną pozycję w zbrojowni niezbędnej do walki z COVID-19, równocześnie będąc sprawcą masowej inwigilacji”, także ibidem, s. 62: „W najbliższych miesiącach i latach bilans pomiędzy korzyściami dla zdrowia publicznego a utratą prywatności będzie wnikliwie badany, stając się głównym tematem dla wielu gorących debat i żywiołowych konwersacji. Większość ludzi powodowanych lękiem przed skutkami COVID-19 zapyta: «Czyż nie jest głupotą nie angażować mocy technologii, która może przyjść nam z pomocą, kiedy na stan obecny jesteśmy ofiarami pandemii, stojącymi na granicy życia i śmierci?». Tacy ludzie będą gotowi oddać wiele ze swojej prywatności i zgodzić się, że w danych warunkach władza publiczna może słusznie stłumić prawa jednostki”.
  17. Por. K. Schwab, La quatrième…, op. cit., s. 125.
  18. Idem, T. Malleret, The Great…, op. cit., s. 71.
  19. Ibidem, s. 83: „Jak każdy rodzaj przemysłu, także i cyfrowy będzie pełnić znaczącą rolę w kształtowaniu przyszłości naszego dobrobytu. Współpraca AI, IoT [Internet of Things] z czujnikami oraz technologią noszoną na sobie wytworzy nową perspektywę w rozumieniu własnego dobrostanu. Urządzenia będą monitorować, jak się czujemy – i co czujemy – będą stopniowo zacierać granice pomiędzy systemem publicznej opieki zdrowotnej a spersonalizowanymi programami zdrowotnymi; różnica w końcu zaniknie całkowicie. Strumienie danych, spływających z wielu odrębnych domen, takich jak fizyczne środowisko naszego życia, czy nasz indywidualny stan zdrowotny, umożliwią nam o wiele większa kontrolę nad naszym zdrowiem i dobrostanem. W świecie post-covidowym szczegółowe informacje dotyczące naszego śladu węglowego, naszego wpływu na bio-różnorodność, szkodliwości spożywanego przez nas pokarmu, aranżacji przestrzennej, w jakiej się poruszamy i żyjemy – wszystko to wytworzy znaczący postęp [tak] w naszej jednostkowej, jak i zbiorczej świadomości dobrobytu. Przemysł [przyszłości] będzie musiał to uwzględnić”.
  20. https://www.weforum.org/agenda/2016/11how-life-could-change-2030/, Ida Auken, 11 listopada 2016, a więc niezależnie od pandemii.
  21. Patrz też Smart-city charta, Bundesministerium für Umwelt, Naturschutz, Bau – und Reaktorsicherheit, Bonn 2017, s. 43.
  22. K. Schwab, La quatrième…, op. cit., s. 111.
  23. Idem, T. Malleret, The Great…, op. cit., s. 100: „Stoimy teraz na rozdrożu. Jedna droga zaprowadzi nas do lepszego świata: bardziej inkluzywnego, równego i szanującego Matkę Naturę”.
  24. Op. cit., s. 89: „Mówiąc prosto: to, co ogłaszamy jako fakty czy opinie, to właściwie wybory moralne, które obnażyła pandemia. Czynione są w imię tego, co uważamy za słuszne bądź nie – i dlatego definiują one, kim jesteśmy”.
  25. K. Schwab, La quatrième…, op. cit., s. 88–89.
  26. J. de Maistre, Considérations sur la France, Londres 1797, s. 103, (wolne tłumaczenie).
  27. św. Tomasz, Komentarz do Kol. (3, 21): „[…] Ojcowie, nie rozgoryczajcie dzieci swoich, aby nie upadały na duchu”.

Trump i Vance kontra euro-globalna kamaryla [„Zełenski”]. O co idzie ta gra?

Trump i Vance kontra euro-globalna kamaryla [„Zełenski”]. O co idzie ta gra?

16.03.2025 Bartosz Kopczynski nczas/trump-i-vance-kontra-gnoza

Wołodymyr Zełenski i Donald Trump w Białym Domu. Foto: PAP/EPA
Wołodymyr Zełenski i Donald Trump w Białym Domu. Foto: PAP/EPA

Spotkanie Donalda Trumpa i J.D.Vance’a z Wołodymirem Zełenskim powinno znaleźć się w przyszłych podręcznikach historii. Słynna rozmowa była bowiem skutkiem całego splotu okoliczności i planów rozgrywających się przez 400 lat, aby skupić w jednym momencie ścieżki losu, które przez jedną decyzję mogą poprowadzić w nieznane.

Zrozumienie tej sytuacji wymaga szerokiej wiedzy, artykuł za krótki, aby wszystko rozwijać, streszczę więc główne wnioski wstępne, aby przejść do meritum.

Od początku XVII w. trwa nieustanny proces budowy państwa światowego na bazie istniejących struktur państwowych. Prowadzony jest przez grupę ludzi przekazujących swoje cele pokoleniowo. Używają trzech głównych systemów myślowych, przenikających się: Kabały, Talmudu, Gnozy, dlatego zwę ich gnostykami. Określenie nieprecyzyjne, ale użyteczne. Państwo światowe oznacza likwidację innych państw i narodów, wszyscy ludzie mają być jednolitym zasobem. Unia Europejska od początku realizuje ten projekt jako Paneuropa, oddział państwa globalnego. USA też od początku temu miały służyć, osiągając pozycję światowego hegemona, torującego drogę państwu światowemu. Prototypem rządu światowego jest ONZ i jej agendy, np. WHO.

Państwo ukraińskie zaś od początku stanowi narzędzie gnostyków do realizacji ich celów, m.in. likwidacji żywiołu polskiego. Komunizm w Rosji i Chinach oraz New Deal Roosevelta były dziełami gnostyków, korzystających z brytyjskich i amerykańskich finansów. Obecnie większość rządów Zachodu obsadzona jest przez figurantów, zdegenerowane kreatury, służące sprawie gnostyków.

Źródeł tej wiedzy jest wiele, m.in J.A. Komensky, H.G. Wells, E. Starr Miller, M.E. Jones, Epiphanius, S. Krajski, D. Reed, Ph. de Villiers, A. Sutton, C. Quigley, Jędrzej Giertych.

Od rozpadu ZSRR w 1991 r. wszystko zmierzało do globalnego państwa i rządu. Zaczęło się to zmieniać około 2008 r., gdy Rosja i Chiny rozpoczęły emancypację spod projektu globalnego. Wojnę ukraińską należy traktować jako próbę zatrzymania rosyjskiej niezależności od globalnych strategii. Działania wojenne wszczęła Rosja, ale została do nich sprowokowana i zachęcona przez polityków i służby z Zachodu. Wielki cios dla projektu globalnego przyszedł z USA, gdy wygrał Donald Trump, wróg globalizmu, zwolennik imperium amerykańskiego. Na jego stronę przeszła część amerykańskiego deep state i po 20 stycznia 2025 r. zaczęła się prawdziwa rewolucja. Obecna Ameryka Trumpa ma więc diametralnie inne cele niż Ameryka Bidena, która prowadziła na Ukrainie wojnę z Rosją rękami Ukraińców. Trump chce skupić się na odtwarzaniu potęgi amerykańskiej i w tym celu musi ułożyć relacje USA z Rosją i Chinami.

Wojna na Ukrainie nie tylko pochłania ogromne ilości energo-materii, ale też stanowi zarzewie większej zawieruchy, w którą USA musiałyby się zaangażować, co na dłuższą metę dla państwa amerykańskiego byłoby zabójcze. Podobnie sytuację postrzega Rosja, dlatego w interesie leży zawarcie pokoju. Jedynym zwartym obszarem siły, któremu zależy na kontynuowaniu i rozszerzeniu konfliktu, jest Europa, a dokładnie gnostycy, zarządzający zdalnie rządami, i bezpośrednio bankami. Wojna daje im krociowe zyski, natomiast niszczy państwa i narody, co sprawia, że łatwiej dają się zaganiać do państwa globalnego.

Umowa tzw. mineralna pomiędzy USA a Ukrainą zakłada eksploatację drogocennych złóż przez amerykańskie firmy. Zyski mają przypaść w połowie USA, w połowie Ukrainie, jednakże część amerykańskich zysków ma być reinwestowana na terenie Ukrainy. Umowa ta jest podstawą pokoju, musiała więc najpierw zostać wynegocjowana z Putinem. Oznacza to, że po zawarciu pokoju Trumpa Ukraina stanie się protektoratem amerykańsko-rosyjskim. Ukraińcy zyskają na tym pokój, spokój wewnętrzny, racjonalne rządy, stabilne dochody, czyli warunki do odbudowy i pokojowego życia.

Obecnie Ukraina jest zadłużonym po uszy bankrutem, niezdolnym do samodzielnego funkcjonowania, szarpanym przez zwalczające się koterie. Kraj wyniszczony wojną i wyludniony, rekrutów pozyskuje się z ulicznych łapanek. Pokój Trumpa daje też pewność, że Ukraina nie będzie używana przez siły zewnętrzne jako narzędzie destabilizacji całego regionu.

Zełenski przybył więc do Białego Domu, aby podpisać umowę, która wcześniej została uzgodniona w zasadniczych kwestiach, do uzgodnienia pozostały szczegóły. Umowę, która miała dać pokój Ukrainie i światu, miała zakończyć rozlew krwi, zniszczenia i wielkie koszty ponoszone głównie przez państwa Zachodu, także Polskę. Zełenski zasiadł obok Trumpa i Vance’a w Gabinecie Owalnym na briefingu prasowym. Później miało nastąpić podpisanie umowy, wspólna konferencja prasowa i oficjalny lunch. Stało się jednak inaczej.

Spotkanie trwające ok. 50 minut miało przebieg niespodziewany.

Prezydent Trump podkreślał wielkie pożytki umowy i pokoju, natomiast Zełenski cały czas przypominał o cierpieniach Ukraińców i odpowiedzialności Rosji. Zakwestionował dyplomatyczne wysiłki USA, twierdząc, że Putin nienawidzi Ukraińców i złamie każdą umowę, dlatego jakiekolwiek porozumienie jest niemożliwe, a negocjacje bezcelowe. Stopniowo wyłoniła się lista oczekiwań Zełenskiego:

  • Nie będzie żadnych negocjacji z Rosją, tylko wojna do jej ostatecznego pokonania.
  • Warunki pokoju obejmą reparacje dla Ukrainy. Zostaną one narzucone Rosji przez państwa Europy i Ukrainę, USA dołączą się jako uczestnik.
  • USA będą dalej wspierać wojnę, jak dotąd.
  • Jeśli USA wycofają się z wojny, będzie ona nadal prowadzona siłami Europy.
  • Nastąpi eskalacja konfliktu, tak że USA odczują go na sobie, a także zostaną obciążone odpowiedzialnością.

Okazało się więc, że Zełenski nie przyjechał ani po prośbie, ani po wdzięczności. Ten człowiek, odziany w dres z logo tryzuba, którego kadencja skończyła się w maju ubiegłego roku, pozwolił sobie na poważne impertynencje wobec swojego gospodarza. Zachowywał się wprost po chamsku, okazując postawę pełną wyższości i brak szacunku, także przez niestosowny strój. Przerywał Prezydentowi, z wiceprezydentem wdał się w pyskówkę. Zachował się niegrzecznie nawet na miarę prywatnego spotkania znajomych w knajpie, a był w centrum świata z jednym z najważniejszych ludzi. Coraz wyraźniej prezentował butę wobec wszystkich, pogardę wobec Rosjan i lekceważenie wobec gospodarzy. Zaprzeczał faktom, umniejszając rolę udzielonej Ukrainie pomocy, o Polsce w tym kontekście nie wspominając wcale. Trump najwyraźniej w pewnym momencie zorientował się, że ma przed sobą wysłannika ludzi, którzy przekazują mu ultimatum w formie uwłaczającej powadze urzędu Prezydenta i Stanom Zjednoczonym. Znosił impertynencje Zełenskiego długo, w końcu jednak doszedł do wniosku, że dość już tego. Nastąpiło to po tym, gdy prezydent Ukrainy zagroził prezydentowi USA eskalacją konfliktu z Rosją na terytorium USA.

Odpowiedź Donalda Trumpa nie była przeznaczona dla Zełenskiego, ale dla jego mocodawców. Trump odpowiedział im, że igrają III Wojną Światową i że nie mają żadnych silnych kart, prowadzenie wojny ukraińskiej zależy bowiem od amerykańskich dostaw, które Trump może wstrzymać, a wtedy gnostycy znajdą się w tarapatach. Potem zakończył część jawną i dziennikarze wyszli. Następnie odbyła się rozmowa za zamkniętymi drzwiami, która też nie zmieniła stosunku Zełenskiego, więc Trump nie miał innego wyjścia, jak wyprosić delegację ukraińską. Przygotowany lunch spożyła służba prasowa Białego Domu. Prezydent nie mógł przy jednym stole dzielić się chlebem z człowiekiem, który jest wrogiem jego i Stanów Zjednoczonych, i który chce takim pozostać.

Po wyjściu z Białego Domu Zełenski dzwonił do prezydenta Francji i sekretarza NATO, a potem wsiadł w samolot i poleciał do Wielkiej Brytanii, gdzie spotkał się z premierem Starmerem i królem Karolem III. W niedzielę 2 marca odbył się błyskawiczny szczyt militarny rządów europejskich. Z komunikatów po szczycie wynika, że euro-globalna kamaryla chce prowadzić wojnę dalej aż do „sprawiedliwego pokoju”, czyli całkowitego pokonania Rosji, po drodze dbając o „gwarancje bezpieczeństwa”, czyli zdolności ofensywne. Ustalili, że będą zadłużać swoje społeczeństwa jeszcze bardziej, do finansowania wojny użyją rosyjskich aktywów, które zajęli, i opracują plany dalszego wsparcia. Najbardziej aktualna obawa dla Polaków to możliwość prowokacji na naszej wschodniej granicy, aby rozszerzyć działania na Polskę i zmusić USA do wejścia w niekończący się konflikt.

Trzeba więc uważnie śledzić sytuacje na Wschodzie. Można się również spodziewać, że Trump też coś zrobi, i będzie to demontaż Unii Europejskiej, co akurat dla Polski byłoby sytuacją bardzo korzystną.

Polityka a dzieci we mgle

Polityka a dzieci we mgle

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    16 marca 2025 michalkiewicz

Po wstrzymaniu amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy przez prezydenta Trumpa, obejmującej również informacje wywiadowcze, Sztab Generalny niezwyciężonej Ukraińskiej Powstańczej Armii zacząć ćwierkać z innego klucza, niż do tej pory. Do tej pory był to klucz triumfalny, że tylko godziny dzielą nas od ostatecznego zwycięstwa nad Rosją, podczas gdy teraz zaczyna dominować ton katastroficzny. Toteż, jak za panią matką, w ton katastroficzny uderzają również niezależne media głównego nurtu i to ponad podziałami. Oczywiście pewne różnice dają się zauważyć, bo o ile TVP i TVN dostrajają się do Volksdeutsche Partei, która z kolei dostraja się do swojej mocodawczyni, Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, którą nadwiślańscy złośliwcy przechrzcili na „Urszulę Wodęleje” i oprócz zwyczajowego pomstowania na Putina, zaczynają pomstować również na prezydenta Trumpa, to telewizja „Republika” nadal stoi w rozkroku, bo chociaż od pomstowania na prezydenta Trumpa na razie się powstrzymuje, to – żeby za bardzo nie odstawać od głównego nurtu – zaczyna dostrajać się do „Europy”, czyli do Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – to na Putina pomstuje po staremu. Natomiast ponad podziałami obowiązuje rozkaz obywatela Tuska Donalda, że „każdy człowiek przyzwoity” stoi murem za Ukrainą, aż do końca. A co potem? A potem, to już nic nie będzie – jak mawiał zmarły właśnie pan Kononowicz.

Tymczasem ukraiński prezydent Zełeński nie tylko przestępuje z nogi na nogę z niecierpliwości przed zapowiedzianymi rozmowami z USA w Rijadzie, ale nawet stawia twarde warunki – żeby nie wypaść z kabaretowej roli „sługi narodu”. Gotów jest mianowicie na „częściowy” rozejm z Rosją, ale tylko wtedy, gdy Ameryka wznowi pomoc wojskową dla Ukrainy. Nie wiem, jak na te mocarstwowe deklaracje zareaguje prezydent Trump – ale jeśli akurat będzie w niezbyt dobrym nastroju, to może zapytać prezydenta Zełeńskiego, czy te objawy, to ma od dawna i na tym rozmowy zakończyć. Chodzi o to, że pojawiły się niedawno fałszywe pogłoski, że te złoża metali ziem rzadkich, na których prezydent Trump chce położyć rękę, prezydent Zełeński wespół z tamtejszymi oligarchami, sprzedał już wcześniej nie tylko Anglikom, którzy dlatego zawarli z Ukrainą układ na całe 100 lat, ale również Niemcom, które od czasów Hitlera traktują Ukrainę jako swoje „Indie” Ten buńczuczny nastrój ukraińskiego prezydenta udzielił się też obywatelu Tusku Donaldu, który przemawiając w Sejmie zapowiedział militaryzację naszego nieszczęśliwego kraju, co prawda w formie nieco groteskowej, ale nic innego zrobić przecież nie może. Konkretnie chodzi o powołanie Volkssturmu – bo tylko tak można rozumieć zapowiedź objęcia dobrowolnym przeszkoleniem „wszystkich mężczyzn”. „Powstań narodzie, rozpętaj się burzo, niech rozpocznie się szturm!” – wołał Józef Goebbels w słynnym przemówieniu w berlińskim Sportpalast, kiedy proklamował „wojnę totalną”. Najwyraźniej obywatel Tusk Donald myśli podobnie – że ten Volkssturm samym swoim istnieniem sparaliżuje zimnego ruskiego czekistę Putina i w ten sposób osiągniemy, to znaczy – nie tyle „my”, co bezcenna Ukraina – ostateczne zwycięstwo. W tej sytuacji nikt już nie przechwala się słynnym „wałem Tuska”, bo nie chodzi już o to, by się bronić, tylko – o ostateczne zwycięstwo. Tak naprawdę zaś chodzi o przygotowanie do wysłania polskich żołnierzy, kiedy już nauczą się maszerować, salutować i wykonać komendę „ w czwórki w prawo zwrot!” – na Ukrainę, żeby z ramienia „Europy” nadzorowali rozejm. Na szczęście zimny ruski czekista Putin nie chce nawet słyszeć o obecności na Ukrainie żołnierzy z jakiegokolwiek państwa NATO, więc jest szansa, że uratuje on nas przed skutkami militarystycznego obłędu naszych Umiłowanych tak samo, jak w lutym 2022 roku uratował nas od epidemii zbrodniczego koronawirusa, która zakończyła się z dnia na dzień.

Ten militarystyczny obłęd naszych Milusińskich jest oczywiście tylko odbiciem próby realizacji francuskiego i niemieckiego marzenia. Pod pretekstem pęknięcia w stosunkach amerykańsko-europejskich, Francja chciałaby uwolnić się od nieznośnej amerykańskiej kurateli. Nieznośnej – bo w XX wieku Ameryka dwukrotnie widziała dumną Francję w sytuacji bez majtek, czego ta nie może Ameryce darować, podobnie jak przyłożenia ręki do likwidacji francuskiego imperium kolonialnego. Niemcy to co innego. Próbują wykorzystać sprzyjający im moment dziejowy, by stworzyć niezależne od NATO, z którego prawdopodobnym upadkiem chyba nawet się pogodziły, europejskie siły zbrojne, oczywiście pod egidą niemiecką. Drugie niemieckie marzenie jest też bliskie realizacji, bo taka wspólna armia stwarza szansę położenia również niemieckiego palca na francuskim atomowym cynglu – a właśnie prezydent Macron, przemawiając w Zgromadzeniu Narodowym zamiar rozszerzenia francuskiego parasola atomowego na „sojuszników” solennie potwierdził. Na których „sojuszników” – tego nie powiedział, toteż sojusznicy, między innymi pan prezydent Duda, jeden przez drugiego próbują się pod ten parasol wcisnąć. Słowem – jak zwykle chwytamy się brzytwy – bo rozciągnięciem swojego parasola nuklearnego kusi „sojuszników” również Wielka Brytania, więc droga do powtórki z roku 1939 zdaje się stać otworem.

Tymczasem w Sejmie przemawiał Pan Na Chobielinie, czyli Książę-Małżonek. Jak wiadomo, odkąd JE pan ambasador Tomasz Róża uznał go za „geniusza” i to nawet nie jakiegoś karpackiego, tylko geniusza całą gębą, Książę-Małżonek poczuł w gębie „siłę trzystu koni” i splantował PiS-owskiego posła Marcina Przydacza, żeby nie uczył go „putinosceptycyzmu” (to takie słowa są?), bo on był na wojnie z Rosją, gdy ten jeszcze „robił w pieluchy”. Najwyraźniej Książę-Małżonek też poddał się nastrojom wojowniczym, bo w przeciwnym razie eksponowałby jakieś – co prawda nie bardzo wiadomo jakie – sukcesy dyplomatyczne, a nie heroiczne epizody afgańskie.

Ale dopóty dzban wodę nosi, dopóki sie ucho nie urwie. Z posłem Przydaczem poszło łatwo – ale kiedy Książę-Małżonek ofuknął Elona Muska, że jeśli wyłączy on Ukrainie Starlinki, to on – znaczy – Książę-Małżonek – poszuka sobie kogoś innego – Elon Musk poradził mu, żeby „siedział cicho”, a w dodatku nazwał go „małym człowieczkiem”. Takiej zniewagi Księcia-Małżonka nie mógł znieść pan marszałek Hołownia, który zażądał od Elona Muska, żeby zarówno Księcia-Małżonka, jak i „Rzeczpospolitą” przeprosił. Wskórał jednak tylko tyle, że sekretarz stanu USA Marco Rubio przestrzegł Księcia-Małżonka, żeby tak ostentacyjnie nie lekceważył Ameryki, zwracając uwagę, że gdyby nie amerykańska pomoc dla Ukrainy, to Polska miałaby juz Rosję na wschodniej granicy. W tej sytuacji za ciosem poszedł poseł PiS, Wielce Czcigodny Michał Wojcik, stwierdzając, że „Polską rządzi niepoważny rząd”. To miód na moje serce, bo i ja uważam, ze obecna ekipa przy sterze jest najgłupsza od czasów Bolesława Chrobrego. Ale Książę-Małżonek otrzymał wsparcie z zupełnie nieoczekiwanej strony. Oto w jego obronie stanęła pani Marianna Schreiber. Wprawdzie najpierw stwierdziła, że Książę-Małżonek „się wygłupił” – ale widocznie wkrótce uczucia opiekuńcze, to znaczy – „litość i trwoga” – wzięły górę, bo powiedziała, że „nikt nie ma prawa rugać polskiego ministra (…) bo reprezentuje on Polskę”. Czy Elon Musk w obliczu takich auxiliów się zreflektuje i Księcia-Małżonka przeprosi – to nie jest pewne – natomiast przy tej okazji potwierdza się opinia Jacka Kaczmarskiego, który w jednej ze swoich piosenek włożył w usta Repnina opinię o tubylczych elitach, że „rozgrywka z nimi, to nie żadna polityka. To raczej wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Orban: Unia chce zastąpić Europejczyków masami migrantów, a chrześcijański porządek nienaturalnym chaosem

Orban: Unia chce zastąpić Europejczyków masami migrantów, a chrześcijański porządek nienaturalnym chaosem – PCH24.pl

Filip Adamus


https://pch24.pl/orban-unia-chce-zastapic-europejczykow-masami-migrantow-a-chrzescijanski-porzadek-nienaturalnym-chaosem

W czasie uroczystości z okazji rocznicy Powstania Narodowego Viktor Orban wskazał, że współcześnie wrogiem, realnie dążącym do odebrania Węgrom wolności, jest Bruksela. Zdaniem polityka łase na centralizację swojej władzy unijne „elity” chciałyby zastąpić zarówno mieszkańców, jak i ducha Starego Kontynentu.  

Obchody 177. rocznicy węgierskiego powstania narodowego w Budapeszcie zorganizowała rządząca partia Fidesz, której liderem jest Orban. Na początku swojego wystąpienia z tej okazji premier przypomniał, jak ważne jest świętowanie rocznicy.

Jak podkreślał szef rządu „żywiołem Węgrów jest wolność”, o którą muszą oni dziś walczyć z planującą przekształcić się superpaństwo Unią Europejską.

– Imperium chce zmieszać, a następnie zastąpić rdzennych mieszkańców Europy masami najeźdźców z obcych cywilizacji. Chce odciągnąć pokolenie naszych dzieci i wnuków od zdrowego porządku stworzenia w stronę nienaturalnego chaosu – ostrzegał premier, zastrzegając, że sprzeciw wobec tych zamierzeń to walka o duszę Starego Kontynentu. 

Na zakończenie przemówienia Orban uderzył w opozycję, mówiąc, że „robactwo przetrwało zimę”. Według niego politycy, sędziowie i dziennikarze, którzy „pchają wózek imperium” dla pieniędzy, zostali przekupieni „skorumpowanymi dolarami”. –Mamy ich już po prostu dość – oznajmił.

W sobotę przed południem Orban na swoim profilu na Facebooku opublikował listę 12 postulatów skierowanych do władz UE w Brukseli. Oprócz wymienionych później w sobotnim wystąpieniu znalazły się wśród nich żądania: przywrócenia większej suwerenności poszczególnych narodów, ochrony chrześcijańskiego dziedzictwa Europy czy zakazu „nienaturalnej reedukacji dzieci”.

(PAP)/oprac. FA

StopAbotak. Pod oknami współczesnego Auschwitz nie będzie ciszy ani spokoju.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Rozpoczynamy regularne akcje antyaborcyjne pod placówką Abotak. Już wkrótce przedstawię Panu stronę www.StopAbotak.pl, na której znajdzie Pan najważniejsze informacje o kampanii oraz możliwościach włączenia się w nią.

Dokładnie tydzień temu morderczy ośrodek w centrum Warszawy miał zacząć zabijać poczęte dzieci. Jednak intensywny protest prolife przed wejściem pokrzyżował plany aborterów. W kolejnych dniach Aborcyjny Dream Team ogłosił, że zamyka Abotak na ponad tydzień – rzekomo pod pretekstem dokończenia remontu.

Fakty są jednak takie, że po zdecydowanej reakcji obrońców życia aborterki spanikowały i nie wiedzą, co zrobić. Planują otworzyć swoją rzeźnię w ten poniedziałek, o ile oczywiście będzie spokojnie.

Nie będzie. Nie pozwolimy im po cichu mordować dzieci tabletkami poronnymi. Wokół tej sprawy zrobimy raban.

Dziś po raz pierwszy – jeszcze przed ponownym otwarciem krwawego punktu – odbył się tam Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji. W przygotowaniu kolejne publiczne modlitwy i zdecydowane pikiety.

 Pod oknami współczesnego Auschwitz nie będzie ciszy ani spokoju.

Szanowny Panie,

W sierpniu ubiegłego roku Adam Bodnar, Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny, wydał wytyczne odnośnie ścigania przestępstw związanych z aborcją. W dokumencie znalazło się m.in. stwierdzenie:

Problematyka aborcji jest stale obecna w debacie publicznej, a penalna reakcja na nią stanowi kontrowersyjny problem prawa karnego.

Czy Pan także przeciera oczy ze zdumienia? Oto Prokurator Generalny, który powinien z całą stanowczością ścigać przestępstwa, poucza swoich podwładnych, że reagowanie na przestępstwo to rzecz kontrowersyjna.

Dalsza część wytycznych Bodnara daje się streścić właściwie w jednym zdaniu: nie ścigajcie aborcji.

To właśnie ten niechlubny dokument stanowi do dziś nieformalną gwarancję dla aborterów, że prokuratury nie będą ich rozliczać z przestrzegania prawa. I stąd wziął się pomysł, by otworzyć Abotak.

Po ostatnich akcjach pod Abotakiem widzimy jednak, że założycielki i beneficjentki aborcyjnego ośrodka nie były przygotowane na nasze protesty. Bardzo narzekają, że nie udaje im się wesoło zabijać dzieci – tak jak sobie zaplanowały. Dlatego w najbliższym czasie zintensyfikujemy akcję. Chcemy m.in.:

– sfinalizować powstanie strony www.StopAbotak.pl,

– opracować materiały informacyjne o aborcji tabletkami – aby rozdawać je pod Abotakiem,

– zorganizować regularne, intensywne akcje przed wejściem, aby aborterzy nie mogli w spokoju mordować dzieci. Akcje te muszą być przygotowane profesjonalnie, z uwzględnieniem specyfiki miejsca i warunków, jakie panują w Warszawie (m.in. proaborcyjna Policja, skrajnie lewicowy prezydent miasta).

Nie damy w ciszy zabijać dzieci, nawet jeśli są to dzieci bardzo małe. Każde maleństwo to taki sam człowiek jak Pan i ja. Nie możemy pozwolić, aby w środku Warszawy prężnie działała regularna rzeźnia.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja Godek Kaja Godek Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Jeśli uważa Pan, że akcja „Stop Abotak” jest ważna i potrzebna, proszę o wsparcie modlitewne i finansowe (dane znajdują się w stopce niniejszego maila). Dziękuję za każdy gest solidarności z dziećmi zagrożonymi aborcją.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Lewica w panice! Przedstawiliśmy suwerennościowy projekt reformy UE – w Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet

Ordo Iuris
Lewica w panice! Przedstawiliśmy suwerennościowy projekt reformy UE

Szanowny Panie,
tę wiadomość piszę do Pana w drodze powrotnej z Waszyngtonu, gdzie we wtorek zaprezentowaliśmy przełomowy raport zatytułowany „Wielki Reset. Pilna potrzeba reformy Unii Europejskiej”, przygotowany przez zespół ekspertów Instytutu Ordo Iuris i naszego węgierskiego partnera Mathias Corvinus Collegium (MCC). W tych samych dniach przedstawicielki Ordo Iuris uczestniczyły w pracach nowojorskiej Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet (CSW) – największej dorocznej konferencji tego typu, gdzie dotąd głos z Europy zdominowany był przez radykalnych zwolenników aborcji, ideologii gender i LGBT.
W anglojęzycznej publikacji, której premierę zorganizowaliśmy w siedzibie The Heritage Foundation w Waszyngtonie, przedstawiliśmy dwa scenariusze reformy Unii Europejskiej, która pozwoliłaby na przywrócenie demokracji i suwerenności państwom członkowskim. 
Pierwszym z nich jest „Powrót do korzeni”, czyli 23 konkretne propozycje zmian, przywracających kontrolę nad Unią w ręce państw członkowskich, likwidujących biurokratyczną potęgę Komisji i odbierających TSUE nadrzędną pozycję wobec narodowych konstytucji.
Drugi scenariusz to „Nowy początek” – oznaczający rozwiązanie Unii i stworzenie zupełnie nowej struktury, w ramach której państwa europejskie na nowo ustaliłyby model i obszary współpracy międzyrządowej.
Nasz raport i zacieśnienie współpracy z zapleczem administracji Donalda Trumpa przypadł na chwilę szczególnego napięcia pomiędzy USA i Unią Europejską, która kilka dni temu z ogromnym pośpiechem wróciła do planów budowy „Superpaństwa” i wspólnej armii, kosztem resztek suwerenności państw członkowskich – w tym Polski.
To dlatego nasza obecność w samym sercu politycznych decyzji USA wzbudziła popłoch w mediach liberalnej lewicy w Europie i Ameryce.
– Najbardziej wpływowy think tank administracji Trumpa, The Heritage Foundation, otrzymuje propozycje od nieliberalnych sił w Polsce i na Węgrzech dotyczące tego, jak kształtować przyszłość Unii Europejskiej. Propozycje obejmują likwidację kluczowych instytucji UE i zmianę nazwy całego bloku – jako pierwszy doniósł jeszcze przed naszą konferencją portal VSquare finansowany dotąd hojnie przez Niemców oraz ze środków USAID i NED – dwóch agencji rządu USA zamrożonych przez Donalda Trumpa
– Ordo Iuris nie będzie musiało stać w korytarzu, wyglądając łaskawej uwagi kogoś z Heritage Foundation , niczym podenerwowany Andrzej Duda czekający na audiencję u Trumpa. Obie organizacje łączą bliskie relacje, które w ubiegłym roku doprowadziły do powstania Międzynarodowej Koalicji Przeciwko Ideologii Gender – relacjonowała złośliwie i z niepokojem lewicowa Krytyka Polityczna, która niedawno także informowała o zamrożeniu jej finansowania z USA.
– Fundacja Heritage planuje teraz zniszczyć Unię Europejską, z pomocą polskich i węgierskich partnerów – przed naszym raportem ostrzegała Anne Applebaum, publicystka The New York Times i żona polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.
Ta panika lewicy nie dziwi, bo nasz raport został zaprezentowany nie tylko w ważnym miejscu, ale – jak już wspomniałem – w kluczowym czasie. Udało nam się dotrzeć do zaplecza administracji Donalda Trumpa z konkretną propozycją słusznych reform UE właśnie w momencie, gdy zarówno urzędujący Prezydent Stanów Zjednoczonych jak i kierujący programem DOGE Elon Musk ostro atakowali obecny kształt Unii Europejskiej.
Nasz raport pokazuje, że Unia Europejska nie jest skazana tylko na model centralistyczny, w którym eurokraci skupiają się na wmuszaniu państwom członkowskim lewicowych ideologii, Zielonego Ładu i masowej migracji.Europa może wyglądać inaczej! Europa może znów być wspólnotą silnych, wolnych i bogatych narodów, a nie biurokratyczną machiną, szerzącą lewicowe ideologię i odbierającą nam wolność i suwerenność.Kolejne prezentacje naszego raportu odbędą się w najbliższych tygodniach w Budapeszcie, w Warszawie i w Brukseli.
Ale premiera naszego raportu nie była w ostatnich dniach jedynym powodem wizyty ekspertów Ordo Iuris w USA. Gdy autorzy raportu odwiedzali Waszyngton, eksperci Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris uczestniczyli w 69. sesji Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet.W trakcie konferencji wielokrotnie wzywano do uznania aborcji za „prawo człowieka”, likwidacji klauzuli sumienia i wdrażania permisywnej edukacji seksualnej. 
Głos zabierała także „minister ds. równości” rządu Donalda Tuska – Katarzyna Kotula. W imieniu Polski żądała powszechnego dostępu do aborcji oraz edukacji seksualnej.

Gdyby nie obecność Ordo Iuris, byłby to jedyny głos docierający do ONZ z Polski…

Przedstawicielki Ordo Iuris brały udział w konferencji, współtworząc koalicję organizacji pro-life i uczestnicząc w wydarzeniach towarzyszących, spotkaniach bilateralnych, monitorując przebieg negocjacji oraz przedstawiając argumenty na rzecz ochrony prawa do życia i suwerenności państw w zakresie kształtowania polityki rodzinnej i społecznej.
Dzięki naszym wysiłkom, przyjęta w ramach konferencji deklaracja polityczna nie wspomina o „prawach reprodukcyjnych i seksualnych”. Z dumą musimy podkreślić, że Instytut Ordo Iuris był w tym roku jedyną (!) organizacją z całej Europy, której przedstawiciele aktywnie bronili życia i rodziny.
[Dalszy ciąg można otrzymać pod adresem:
www.ordoiuris.pl

==========================

mail:

Masakra chrześcijan w Syrii rozgrywa się na naszych oczach, a świat — i media — milczą.


Masakra chrześcijan w Syrii rozgrywa się na naszych oczach,

a świat — i media — milczą.

Blanka Bąkiewicz z całym zespołem CitizenGO

Całe wsie są najeżdżane. Kościoły płoną. Chrześcijanie są tropieni i mordowani z zimną krwią.

Mężczyźni, kobiety, dzieci — masakrowani tylko dlatego, kim są i w co wierzą.

To, co dzieje się teraz w Syrii, jest po prostu nie do pojęcia.

Pojawiają się wstrząsające doniesienia o masowych egzekucjach… całe rodziny mordowane we własnych domach… zrozpaczeni chrześcijanie uciekający w poszukiwaniu schronienia, gdziekolwiek się da. Całe wspólnoty błagające świat, aby usłyszał ich rozpaczliwe wołanie.

A jednak… cisza.

Ale ja nie mogę milczeć. I wiem, że Ty również nie.

To są nasi bracia i siostry w Chrystusie. I wołają do nas: „Nie opuszczajcie nas. Nie pozwólcie, by świat o nas zapomniał. Stańcie po naszej stronie. Módlcie się za nas. Przemówcie za nas.”

W obliczu tego mroku nadzieję odnajduję w modlitwie.

Bo wiem, że społeczność CitizenGO to wspólnota ludzi wiary. A w chwilach takich jak ta, modlitwa ma ogromną moc. Opłakujemy tych, którzy zginęli… i modlimy się za tych, którzy wciąż uciekają, ukrywają się i walczą o przetrwanie.

W moim sercu wciąż powracają słowa Corrie ten Boom:


„Nie ma takiej otchłani, w której miłość Boga nie sięgałaby jeszcze głębiej.”

Nawet teraz — pośród popiołów Syrii — to wciąż pozostaje prawdą. To właśnie ta prawda podtrzymuje nas, gdy wszystko wokół zdaje się rozpadać.

Ale nie możemy poprzestać tylko na modlitwie. Musimy działać.

Już w styczniu uruchomiliśmy kampanię, ostrzegając ONZ, że do tego może dojść. Widzieliśmy znaki, podnieśliśmy alarm, błagaliśmy światowych przywódców, by zareagowali, zanim będzie za późno.

Teraz… jest jeszcze gorzej, niż się obawialiśmy.

Od tamtej pory działamy nieprzerwanie — wywieramy presję na ONZ, współpracujemy z organizacjami pozarządowymi, budujemy europejską kampanię, robimy wszystko, co w naszej mocy, aby powstrzymać przemoc i nagłośnić wołanie prześladowanych chrześcijan.

Ale na tym nie możemy poprzestać. Sytuacja wymaga od nas więcej.

  • Planujemy globalne czuwania modlitewne przed ambasadami Syrii — aby świat zobaczył, że chrześcijanie nie zostali zapomniani.
  • Dostarczymy Wasze podpisy bezpośrednio urzędnikom ONZ i światowym przywódcom.
  • Wystąpimy przed Radą Praw Człowieka ONZ — aby ujawnić to, co naprawdę dzieje się w Syrii.
  • Uruchomimy globalne kampanie, aby zatrzymać to ludobójstwo chrześcijan.

Tak — ludobójstwo. Bo właśnie tym jest to, co się tam dzieje. I nie pozwolimy, by zostało to przemilczane.

Wiem, jak łatwo poczuć się bezsilnym w obliczu takiego cierpienia. Ale nie możemy pozostać obojętni.

W tym bólu społeczność CitizenGO jednoczy się – w modlitwie, w działaniu, w miłości.

Nie pozwolimy, by chrześcijanie w Syrii zostali wymazani z historii.

Nie pozwolimy, by ich cierpienie zostało zignorowane.

I nigdy nie przestaniemy walczyć o wiarę, prawdę i życie.

Proszę, módl się dalej. I nie trać nadziei.

Za każdą rodzinę pogrążoną w żałobie. Za każdy zniszczony kościół. Za każdy głos, który woła w ciemności: „Nie zapomnijcie o nas.”

Z wiarą i nadzieją w Chrystusie,

Blanka Bąkiewicz z całym zespołem CitizenGO

Milenium koronacji pierwszego króla Polski. Nadchodzi WIELKI MARSZ

Milenium koronacji pierwszego króla Polski. Nadchodzi WIELKI MARSZ i polonez, jakiego nie widział świat

Już 12 kwietnia Polacy pójdą w Wielkim Marszu z okazji 1000-lecia Królestwa Polskiego.

Rocznicę uświetni rekord par tańczących poloneza. Zapraszamy na wyjątkowe wydarzenie! Patronat nad obchodami objęły m.in. portal Niezależna.pl i Telewizja Republika.

Aleksander Mimier milenium-koronacji-pierwszego-krola-polski

1000 lat temu koronowano pierwszego króla Polski

1000 lat temu koronowano pierwszego króla Polski mat. aut. – 1000latpolski.pl

====================================

18 kwietnia 1025 roku nastąpiła koronacja pierwszego króla Polski – Bolesława Chrobrego, a 10 kwietnia 1525 roku Hołd Pruski. Równe 1000 i 500 lat. A ponieważ państwo wydaje się robić niewiele, aby upamiętnić te wyjątkowe rocznice, powstał Komitet Inicjatywy Społecznych Obchodów, na czele z profesorem Andrzejem Nowakiem, marszałkiem Markiem Jurkiem i Patrykiem Jakim.

Przede wszystkim planowany jest 12 kwietnia Wielki Marsz w centrum Warszawy.

Na ulicach stolicy znów pojawi się morze biało-czerwonych flag, a setki tysięcy gardeł zaśpiewa patriotyczne pieśni. Ale nie tylko z tego powodu warto wziąć udział w tej wyjątkowej rocznicy.

Oprócz towarzyszących marszowi konferencji, wystaw czy inscenizacji historycznych, padnie wyjątkowy rekord – zaplanowano masowego poloneza! Do polskiego tańca narodowego szykuje się rekordowa liczba par.

Zapraszamy na wydarzenie! Bądź w Warszawie 12 kwietnia. Start marszu o godz. 12.

Niewiele państw na świecie może się pochwalić tak długą i wspaniałą historią. Polska w czasie 1000 lat stworzyła największą na starym kontynencie unię państw, broniących praw obywatelskich i wolności. Wolności politycznych i religijnych. Przez dekady charakteryzowała się najlepszą sztuką wojenną.

Rzeczpospolita wielokrotnie skutecznie broniła Europy przez totalitarnymi zapędami; gdyby nie Grunwald, Chocim, Wiedeń czy Bitwa Warszawska i Solidarność historia Europy mogłaby potoczyć się inaczej. Znacznie gorzej.

To Polska stworzyła pierwszą Konstytucję w Europie. Wychowała mistrzów kultury, nauki i sztuki. Polska, jako jedyna na świecie może pochwalić się zarówno Hołdem Pruskim i Hołdem Ruskim, będącymi wyrazami jej siły w momentach, w których jej obywatele swoją wysoką świadomością dorobku kulturowego i znaczenia Rzeczpospolitej przecierali jej drogi współtworząc najwspanialsze miejsce na ziemi. Miejsce, z którego powinniśmy być dumni i za które powinniśmy być wdzięczni.

Vance ostrzega, że ​​UE stoi w obliczu „samobójstwa cywilizacyjnego”

Vance ostrzega, że ​​UE stoi w obliczu „samobójstwa cywilizacyjnego”

Vance ostrzega, że ​​wiele krajów europejskich ryzykuje popełnieniem „samobójstwa cywilizacyjnego” z powodu m.inn. niedbałej polityki kontroli granic i ograniczeń wolności słowa.

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 15
J.D. VANCE

W wywiadzie dla Fox News wiceprezydent USA podkreślił głębokie więzy kulturowe i religijne łączące USA i Europę, nazywając kontynent „kolebką zachodniej cywilizacji”, która jego zdaniem jest obecnie poważnie zagrożona.

Powiedział: „Cała idea cywilizacji chrześcijańskiej, która doprowadziła do powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki, powstała w Europie. Więzi kulturowe, więzi religijne… te rzeczy przetrwają polityczne nieporozumienia”, po czym dodał: „ Ale myślę, że Europa, a szczerze mówiąc, powiedziałbym to samo o Ameryce rok temu, jest zagrożona, moim zdaniem, popełnieniem samobójstwa cywilizacyjnego ” .

Vance ostrzegł, że niechęć lub niemożność kontrolowania granic, w połączeniu z wysiłkami zmierzającymi do ograniczenia wolności słowa, gdy obywatele protestują przeciwko takim kwestiom jak nielegalna imigracja, może mieć poważne konsekwencje.

„Oni nie są w stanie lub nie chcą – zbyt wiele krajów – kontrolować swoich granic… Widzisz, że zaczynają ograniczać wolność słowa swoich własnych obywateli, nawet gdy ci obywatele protestują przeciwko takim rzeczom jak inwazja na granicę, która doprowadziła do wyboru [prezydenta USA] Donalda Trumpa i wielu europejskich przywódców” – wyjaśnił wiceprezydent, wyrażając nadzieję, że kraje europejskie zaczną zajmować się tymi kwestiami.

Odpowiadając na krytykę, że jego stanowisko może nadwyrężyć stosunki między USA a europejskimi partnerami, Vance stwierdził, że szczere dyskusje między sojusznikami są koniecznością.

„Jeśli mamy kraj taki jak Niemcy, gdzie przybywa kilka milionów imigrantów z krajów, które są całkowicie kulturowo niezgodne z Niemcami, to nie ma znaczenia, co myślę o Europie” – stwierdził.

Vance dodał, że niekontrolowana imigracja do UE może mieć negatywne konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych, gdyż niektórzy ludzie mogą w końcu chcieć wjechać do Ameryki.

„Chcę, aby Europa się rozwijała. Chcę, aby byli ważnym sojusznikiem. Częścią tego będzie szacunek Europy dla własnych obywateli, szacunek dla własnej suwerenności, a Ameryka nie może wykonać tej pracy za nich” – powiedział.

W lutym Vance wygłosił płomienną mowę na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, krytykując europejskich przywódców za strach przed własnymi wyborcami i brak przestrzegania wartości demokratycznych, przy jednoczesnym cenzurowaniu głosów sprzeciwu pod pretekstem walki z „dezinformacją”.

„Zagrożenie, o które najbardziej się martwię w kontekście Europy, to nie Rosja, to nie Chiny, to nie żaden inny zewnętrzny aktor… to, o co się martwię, to zagrożenie z wewnątrz” powiedział Vance w przemówieniu, które Trump później określił jako „bardzo błyskotliwe”.

Intelekt w niebezpieczeństwie śmierci

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237)

Marcel de Corte

Intelekt w niebezpieczeństwie śmierci

Jako wzór dla świata umieszczony został nagle na piedestale nowy typ człowieka, odmienny od wszystkich, jakie istniały kiedykolwiek w przeszłości – intelektualista. Nie jest to człowiek, który wykorzystuje swój intelekt, aby zrozumieć świat zewnętrzny i podporządkować się temu, czym jest on ze swej istoty, ale człowiek tworzący nowy świat zgodnie ze swymi marzeniami oraz wyobrażeniami.

W ten sposób buduje się ziemski raj, niemający precedensu w historii: z nową ludzkością jako swym nieruchomym centrum grawitacji, zgodny z marzeniem myślicieli, którzy zainaugurowali epokę nowożytną, dzieło wyłącznie – ubóstwionego niejako – ludzkiego umysłu. Człowiek nie jest już istotą rozumną żyjącą w świecie i zależną od niego oraz od kierującej nim Opatrzności, ale istotą suwerenną, która nieustannie przeobraża świat, aby ostatecznie poddać go swemu intelektowi.

W tamtym czasie kryzys, którego skutki odczuwamy obecnie, dopiero się zaczynał. Obecnie nabrał on tempa niespotykanego w dziejach narodzin i upadków wszystkich wcześniejszych cywilizacji i stanowi – jak twierdzimy – pierwszy etap upadku człowieka, jak definiowali go starożytni, istoty rozumnej o naturze społecznej, przez zastąpienie go (człowieka) wynalazkami, które ostatecznie skazane są na niepowodzenie, przynosząc – o ile nie pojawi się jakaś reakcja – koniec ludzkości jako takiej. Dzisiejszy człowiek, którego przeznaczenie zdegradowane zostało do przeobrażania świata zgodnie z jego najbardziej materialnymi pragnieniami pod płaszczykiem humanizmu, staje w obliczu katastrofy o narastających codziennie rozmiarach. Mamy do czynienia z całkowitą prawie dominacją jego inteligencji przeobrażającej i tworzącej nowy świat.

Jednak kryzys ów, który nas zabije, o ile nie tchniemy w nasze obyczaje – zwłaszcza te intelektualne – nowego życia, pozostaje niemal niezauważany przez uczonych, którzy zainicjowali go i którzy tworzą coraz bardziej sztuczny świat wokół nas, a nawet w nas samych. Przeciwnie – kiedy nawet przyznają jego istnienie, czynią to jedynie po to, aby zachęcić pacjenta do podejmowania na nowo tych samych nieudanych prób na tym samym poziomie świata utopii. Czytałem o grupie uczonych, którzy zaproponowali jako lekarstwo na współczesną zarazę, rozlewającą się po całej planecie, pewnego rodzaju nowe, ultra-specjalistyczne maszyny obsługiwane wyłącznie przez elitę doświadczonych techników. Maszyny owe w istocie już działają. Obecna choroba dotyka każdego aspektu ludzkiego życia, a jedyną nadzieją, wedle większości intelektualistów, jest przede wszystkim wzmocnienie wszystkich mechanizmów, które ją spowodowały. Prędzej czy później ludzie zostaną wyparci przez maszyny, konkret przez abstrakcję, a rzeczywistość przez utopie.

Kto jeszcze mówi o rzeczywistości? Chcemy, by nasze współczesne pseudo-społeczeństwo funkcjonowało bez obrzędów czy ceremonii (zwłaszcza religijnych), bez odwoływania się do patriotyzmu czy narodu, pokładając swą nadzieję wyłącznie w handlu i przemyśle (z którego to powodu możemy się spodziewać wzrostu i tak już znacznego bezrobocia), który w coraz mniejszym stopniu obejmować będzie małe i średnie przedsiębiorstwa, by ostatecznie pozostawić jedynie gigantyczne korporacje czy też doprowadzić do powstania globalnego państwa socjalistycznego. Racjonalny język zredukowany zostanie do technicznego, specjalistycznego słownictwa zrozumiałego jedynie dla garstki wtajemniczonych. Język codzienny stanie się niezrozumiałym żargonem (…), ponieważ nie będzie już wyrażał rzeczywistości. Publikowane przez media reklamy przekonywać będą, że jedynym prawem życia ludzkiego jest produkcja i konsumpcja. Bycie obywatelem oznaczać będzie bycie niewykwalifikowanym pracownikiem, wytwórcą i równocześnie nabywcą rzeczy stricte materialnych, w niekończącym się nigdy cyklu.

Samoodnawiająca się utopia zastąpi wszędzie prawdziwą rzeczywistość społeczną, z korzyścią jedynie dla nowego rodzaju „intelektualistów”, wywołując w ten sposób poważniejszy jeszcze kryzys, w wyniku którego niemożliwe stanie się odróżnienie prefabrykowanej fikcji od resztek rzeczywistości. Zunifikowana Europa, którą zaślepieni politycy oferują nam w miejsce naszych ojczyzn, rozległy kontynent, gdzie nikt już nie będzie naprawdę znał nikogo innego, jest utopią w utopii.

Większość ludzi oderwanych jest dziś od rzeczywistości społecznej dzięki manipulatorom przemysłowym i handlowym; dzięki bankierom, których uległymi sługami często się stają; dzięki państwom, zredukowanym do roli zarządców pieniędzy publicznych; dzięki wszystkim piewcom „nowego świata”, pojawiającym się wciąż na nowo pomimo dotykających go kryzysów. Rządzący dziś nami nie są otwarci na otaczającą ich wieloaspektową rzeczywistość oraz jej ostateczną przyczynę. Mam tu na myśli przywódców naszej pseudodemokracji, liderów związkowych (nie same związki), a zwłaszcza nominalnych przywódców partii politycznych (nie same partie oraz ludzi oddających na nie swe głosy). Ponieważ nie są oni już częścią tych prawdziwych rzeczywistości społecznych (rodziny, regionu, ojczyzny), nie pozostają już w kontakcie z tymi rzeczywistościami, które jeszcze nie tak dawno nadawały kształt światu, ponieważ jedyne relacje utrzymują z anonimowymi jednostkami znajdującymi się na tej samej drodze do oderwania ze społecznego organizmu, zdolni są zaspokoić swe pragnienie dominacji, jedynie posługując się sloganami czy też zawoalowaną lub jawną przemocą, ukrytą za nowymi, zbawiennymi rzekomo prawami. Obecnie u sterów władzy są tylko dobrzy mówcy i ci, którzy wiedzą, jak manipulować masami. Jest to powrót romantyzmu skrytego pod maską nauki, czy też, mówiąc ściślej, nowa koncepcja świata przywiązująca znaczenie wyłącznie do umiejętności technicznych i tzw. artystycznej kreatywności, owych dwóch budowniczych nowej ludzkości…

Żyjemy w świecie skoncentrowanym na człowieku otaczającym się nimbem boskości, którą rodzaj ludzki zawsze rezerwował dla rzeczywistości względem niego transcendentnych. Obecnie ludzie rzadziej niż kiedykolwiek zwracają swój wzrok na wielkie, autentycznie społeczne sukcesy przeszłości czy też na Boga, który wydobył je z ludzkiej natury. Skupiają się na świecie, który zbudowali sami, oderwani od rzeczywistości i pozbawieni wszystkiego, co ponad nimi, skoncentrowanym na człowieku, który jest jego centrum.

„Romantyczny racjonalizm” to nie żart. Jest on wrogi wszelkiej metafizyce oraz moralności. Posługuje się rozumem jako swym jedynym fundamentem, budując – jak sądzi – doskonale skalkulowany nowy świat, odpowiadający temu prymatowi wyobraźni, kiedy stricte ludzka kreatywność zastąpić ma niewygodną rzeczywistość.

Pomimo kryzysu mamy coraz większe zaufanie do świata, który budujemy i którego mamy nadzieję stać się panami, nawet jeśli poddaje on nas oczywistej niewoli. […]

Dowodem na to jest nasza niewzruszona wiara w Demokrację przez duże „d”, którą współcześni liberałowie i socjaliści codziennie upijają się coraz bardziej. Demokracja ta nie istnieje poza retoryką. Pomimo tego jednak większość ludzi uznaje ją za ostateczny, transcendentny system polityczny, a niektórzy nawet za „głos Boga”. Jak przekonywał Pius XII w wielu swych encyklikach oraz alokucjach, demokracja jest systemem prawowitym, jednak możliwym do funkcjonowania jedynie na ograniczonym, konkretnym terytorium. Ostrzeżenia te okazały się jednak daremne: coraz więcej ludzi marzy dziś o globalnej demokracji. Aby się o tym przekonać, wystarczy poczytać gazety. Czy może być inaczej? Kiedy formy ustrojowe oparte na rodzinie, regionie, rzemiośle, kraju i ojczyźnie zanikają, pozostają jedynie oddzielone od siebie jednostki, z których każda udaje się na głosowanie do oddzielnej małej kabiny wyborczej – wraz ze swoimi upośledzonymi koncepcjami pseudo-rzeczywistości, którą pragnęłyby zobaczyć. W jaki sposób można zjednoczyć takie bezcielesne jednostki, które zerwały z prawdziwymi realiami wpisanymi w ich ludzką naturę, jeśli nie dzięki fałszywym obietnicom dotyczącym świetlanej przyszłości, dzięki nierealnym marzeniom i bezsensownym słowom?

Tłumaczy to całą gadaninę o demokracji wypełniającą współczesną literaturę, czy też to, co za literaturę obecnie uchodzi. Przekonują nas, że powodem kryzysu jest to, iż nie jesteśmy jeszcze dostatecznie demokratyczni, oraz że globalna demokracja ocali nas przed wciągającym nas bagnem. Najmniejszy nawet z powstających obecnie narodów musi być demokratyczny, o ile nie chce ściągnąć na siebie najostrzejszej krytyki. Co jeszcze przeczytać możemy każdego dnia? Co jeszcze wbijają nam do głowy codziennie środki masowego przekazu, [które w tym samym czasie] zdają się nie wymagać od nas niczego poza „walką” o zaspokojenie naszych osobistych potrzeb, nawet gdyby zginąć miało przez to społeczeństwo, czy też to, co z niego zostało?

Ogromne zadłużenie systemu ubezpieczeń społecznych, które przygniata większość państw na całym świecie, jest konsekwencją tej samej choroby lub iluzji. Tworzymy gigantyczną biurokratyczną strukturę, rodzaj gigantycznej biurokratycznej utopii mającej zapewnić utrzymanie jednostkom niezdolnym do pracy z najróżniejszych powodów, a w miarę jak kryzys zwiększa ich liczbę, struktura ta okazuje się być coraz bardziej niewydolna. Wszystko to czyni się w pogoni za mrzonkami, zamiast pozwolić samym pracownikom decydować, jaki rodzaj ubezpieczenia wybierają w obrębie kontrolowanych przez siebie instytucji. W tym samym czasie jednostka staje się niezdolna do prostego zarządzania nawet w sferach, na które wciąż jeszcze ma wpływ, oraz nieodpowiedzialna w relacjach, które jeszcze łączą ją z kimkolwiek innym. Ubezpieczenia społeczne dosłownie pożerają współczesne państwa socjalistyczne.

Dla każdej inteligentnej osoby istnienie zjawiska, które moglibyśmy określić mianem „deformującej formacji”, jest faktem bezdyskusyjnym. Powiemy jedynie bardzo krótko na temat współczesnej sztuki religijnej lub współczesnej sztuki w ogólności. Sztuka staje się zawiła, niezdolna do przekazywania idei i niezrozumiała, ponieważ jej twórcy to indywidua odseparowane od innych ludzi i świata. […] Większość sztuki współczesnej „formuje” jej odbiorców, usiłując ich zdeformować. Indywidualność artysty daremnie próbuje dotrzeć do innych, gdyż z definicji jest on do tego niezdolny. Może jedynie przerażać, szokować, zaskakiwać, a ostatecznie zamykać się w sobie samym oraz swoim głuchym niezrozumieniu. Nie ma przesady w twierdzeniu, że po raz pierwszy w historii, nawet biorąc pod uwagę okresy dekadencji, sztuka znajduje się na drodze do zaniku. Jak można się było spodziewać, większość krytyków sztuki i literatury nie zdiagnozowała tej śmiertelnej choroby, a nawet przedstawiała ją jako niezaprzeczalną odnowę zdrowia intelektualnego człowieka współczesnego. Dowodzi tego dobitnie całkowity niemal zanik poezji godnej tego miana, zdolnej jednoczyć poetę i czytelnika jego utworów z poetyckim uniwersum. Triumfuje poezja w swej współczesnej deformującej postaci.

To samo odnosi się do misji formacyjnej, którą przypisuje sobie współczesne państwo. Stała się ona misją deformacyjną. […] Jednak współczesna pedagogika nie jest tym w najmniejszym nawet stopniu zaniepokojona. Brnie dalej w kierunku zaprowadzenia najgorszego rodzaju chaosu intelektualnego poprzez wynajdywanie coraz to nowych piszących i liczących maszyn, mających zastąpić i udoskonalić ludzki umysł. Efekty tego mogę zaobserwować u niektórych z moich wnuków, które poddawane są tym metodom i których rodzice zmuszeni są codziennie korygować ich błędy ortograficzne i matematyczne. Dyktatura pedagogiczna poczyniła wielkie postępy w deformowaniu tych bezbronnych, uległych umysłów. Państwa jednak zdaje się to nie niepokoić. Coraz bardziej koncentruje się ono wyłącznie na kryzysie ekonomicznym, który działaniami swymi nierzadko samo jedynie potęguje. […] W wielu szkołach patriotyzm wyszydza się i przedstawia jako formę ksenofobii czy rasizmu. Język będący jedynie narzędziem wyrażania myśli jest odtąd wszystkim i niczym, „deformatorem” rzeczywistości, której powinien się podporządkować.

Któż nie dostrzega, że współczesna młodzież, pozbawiona swej naturalnej relacji z otaczającym ją prawdziwym światem oraz z jego transcendentnym Bogiem, zamyka się w sobie i szuka ucieczki w narkotykach, które sprzyjają izolacji jednostki w jej indywidualności, odseparowanej od wszystkiego innego? Ten rodzaj patologicznej, deformującej „formacji” jest bezpośrednio związany z pierwszym. Nasza biedna młodzież pozbawiona jest wszystkiego poza swoim „ja”, wszelkich relacji z tym, co nie jest nią samą, i znudzona swymi marzeniami. Pozostaje uwięziona w samej sobie. Uwolniona w sferze ekonomii, produkcji i konsumpcji rzeczy – napojów, żywności, ubrań, lekarstw, rozrywki itp. – jest nieustannie nakłaniana do przyswajania sobie wszystkich zalewających ją treści deformującej formacji. Zrozumiałe jest, że w tym „dys-społeczeństwie” (ang. dis-society) coraz bardziej skupionym na odizolowanej jednostce, pozbawionej wszelkich duchowych i fizycznych więzi z rówieśnikami, przyjemności – przede wszystkim fizyczna, a następnie umysłowa, będąca owocem iluzji – odgrywać będą coraz bardziej znaczącą rolę, jako iż przyjemność jako taka jest nierozerwalnie związana z „ja” i zamyka człowieka w nim samym.

Jednak to w Kościele katolickim deformująca formacja, bo odcięta od swej konstytutywnej relacji z nadprzyrodzonym Objawieniem, widoczna jest najlepiej, wraz z jej bezpośrednią konsekwencją: zerwaniem z naturą człowieka oraz społeczeństwa, w którym rodzi się on i rozwija. Natura i nadprzyrodzoność idą ręka w rękę – nie można mieć jednej bez drugiej. W co wcielić się ma nadprzyrodzoność, jeśli nie w to, co jest naturalne dla człowieka: jego intelekt, jego wolę i samo jego ciało? W jaki sposób natura osiągnąć może swą pełnię istnienia, jeśli nie poprzez nadprzyrodzoność, która opiera się na niej jako na solidnym fundamencie, realizując cały swój potencjał? Pojęcia „natury” i „nadprzyrodzoności” zniknęły – poza rzadkimi wyjątkami – ze słownictwa dzisiejszych duchownych na każdym praktycznie poziomie hierarchii. Jak zatem można przywrócić naturę człowieka zdenaturalizowanego wskutek narzucanego przez przywódców politycznych czysto ekonomicznego sposobu myślenia? Jak nadprzyrodzoność mogłaby zaszczepić się w niej w sposób solidny oraz trwały? Miejsce nauczania o rzeczywistościach transcendentnych zajmuje pustosłowie, czego konsekwencją jest wypaczanie idei o znaczeniu tak podstawowym, jak cnoty teologalne. Współcześni teologowie zwykle już o nich nie wspominają, nie mówi o tym również współczesne duchowieństwo, ślepo posłuszne swym przywódcom.

Analizę naszą potwierdza dom Gérard Calvet, opat benedyktyński z Le Barroux. Pisał on przed laty:

Jestem przekonany, że Boża transcendencja została utracona we mgle ostatnich 30 lat oraz że ci, którzy już o niej nie pamiętają, wyrzekli się godności gorliwych o cześć swego Ojca synów.

Sytuacja Kościoła po II Soborze Watykańskim pokazuje nam, że ta współczesna herezja, która podważa podstawowe prawdy teologiczne, wypiera wszelką nadprzyrodzoną wiarę – przy całkowitej niemal beztrosce wyższego duchowieństwa. Celem tego nowego, abstrakcyjnego chrześcijaństwa, oderwanego od swej zasadniczej i egzystencjalnej orientacji na Boga Objawienia, jest człowiek w ogólności oraz dobra doczesne, które należy mu odtąd zapewnić. Nie chodzi już o człowieka jako członka rodziny, mieszkańca regionu czy swej ojczyzny – pojęcia te znikły praktycznie ze świadomości Kościoła wraz z obowiązkami, jakie za sobą pociągają, oraz więziami, jakie implikują.

Chodzi o konceptualnego Człowieka zrodzonego z rewolucji [anty]francuskiej, idei komunizmu oraz masonerii, których hasła przyjęte zostały w sposób tak kompletny, iż w konsekwencji tego można odnieść wrażenie, że pomiędzy ideami masońskimi a chrześcijaństwem nie ma żadnych sprzeczności – zaś hierarchia katolicka bynajmniej tego błędnego przekonania nie rozwiewa.

Współczesny Kościół nie posiada już przed utopistami ochrony, jaką stanowiły należycie egzekwowane prawa. Panuje anarchia, ugruntowana – zwłaszcza we Francji – przez despotyzm wyższego duchowieństwa, które zdecydowanie opowiedziało się za Człowiekiem demokratycznym i którego członkowie – niczym zwykli politycy – zwracają się do jednostki wyrwanej [już] z jej odwiecznych warunków społecznych, aby z kolei zmielić ją, wtłoczyć w formę pseudoreligijnej, deformującej formacji i w ten oto sposób nad nią zapanować. Ekskomunika nałożona przez bp. Noëla Boucheix na zakonników tradycyjnego klasztoru św. Marii Magdaleny oraz ekskomunika dotycząca wspólnoty parafialnej Port-Marly, gdzie kapłan został siłą oderwany od ołtarza przez policjantów podczas odprawiania Mszy św., dowodzą, że duchowieństwo francuskie zdominowane jest przez komunistyczny „faszyzm”, który nie odważa się używać swej prawdziwej nazwy. Owe środki przymusu zaaprobowane zostały przez prymasa Galii, Alberta kard. Decourtraya (1923–1994). Oficjalnym językiem francuskiego duchowieństwa stała się deformująca indoktrynacja.

Wszystko zmierza ku temu, aby stała się ona również oficjalnym językiem całego duchowieństwa katolickiego, pod kierownictwem obecnego papieża (Jana Pawła II – przyp. tłum.), którego cała filozofia, leżąca u podstaw jego teologii, oparta jest na prymacie jednostki zakamuflowanej jako „osoba”, wbrew augustiańskiej i tomistycznej tradycji Kościoła wszystkich wieków. Jan Paweł II jest bez wątpienia pobożnym duchownym, jednak jego pobożność jest przede wszystkim indywidualnym uczuciem, co niesie za sobą poważne ryzyko przeobrażenia nauczania Ewangelii, o ile pobożność ta nie będzie łączyć się z filozoficznym i teologicznym realizmem, czego dowodzi przykład II Soboru Watykańskiego – narzucanie nowej Mszy całemu światu katolickiemu i osłabianie (jeśli nie wręcz eliminacja) różnic między obrzędami katolickimi oraz protestanckimi. Papież po cichu popiera zakazywanie celebracji tradycyjnej Mszy przez biskupów, zwłaszcza francuskich. W podobny sposób milcząco wspiera zakazywanie przez heterodoksyjne duchowieństwo posługiwania się katechizmem Soboru Trydenckiego i katechizmem św. Piusa X. Popiera wszystko to, co Jean Madiran krytykuje u współczesnego duchowieństwa – wraz z jego „inklinacjami socjalistycznymi, aprobatą dla CCFD (Comité Catholique contre la Faim et pour le Développement – Katolicki Komitet przeciw Głodowi i na rzecz Rozwoju – przyp. red.), bezmyślną kampanią w celu przyznania praw wyborczych imigrantom, publicznym sojuszem ze skrajnie lewicowym skrzydłem masonerii (listopad 1985)” – które to działania całkowicie podkopały jego autorytet moralny i religijny, doprowadzając do opustoszenia i zamykania licznych kościołów, seminariów oraz klasztorów.

Widzimy więc ponownie, jak deformująca formacja, odrzucenie nadprzyrodzoności, aż nazbyt ludzki kreacjonizm oraz niezdrowy klerykalizm zatriumfowały praktycznie bez żadnego oficjalnego oporu ze strony papiestwa.

Potrzebujemy pilnie nowego św. Piusa X, który ożywiłby Kościół katolicki i osadził go ponownie na solidnym fundamencie Tradycji. Dowodem tej potrzeby jest spotkanie ekumeniczne w Asyżu (1986 r.) zorganizowane przez Jana Pawła II. Wybrani przedstawiciele różnych religii chrześcijańskich i pogańskich zgromadzili się, aby ogłosić – o czym zawsze wiedzieliśmy – że wiara w Boga jest zjawiskiem normalnym w życiu ludzkości oraz że konieczne jest jej ożywienie. Taki „sobór” w oczywisty sposób odziera religię katolicką z powierzonej wyłącznie jej nadprzyrodzonej misji. Zafałszowuje fakt historyczny, iż Kościół katolicki jest jedynym depozytariuszem Bożej prawdy. Co tragiczne, równocześnie i formuje, i deformuje, z pełnią autorytetu, jakim wciąż jeszcze cieszą się współcześni papieże.

Powtórzmy raz jeszcze: kluczowe znaczenie ma dla nas stawianie oporu oraz przylgnięcie do integralnej natury ludzkiej, którą zostaliśmy obdarzeni, oraz do objawionych nam prawd nadprzyrodzonych. Módlmy się nieustannie.

Niniejszy tekst stanowi przedmowę do tak samo zatytułowanej książki1, którą pierwotnie opublikowano w 1969 r., a wznowiono w 1987 r. Za „The Angelus”, czerwiec 2007, tłumaczył Tomasz Maszczyk2.

Przypisy

  1. M. de Corte, L’intelligence en péril de mort, Dion-Valmont 1987.
  2. tinyurl.com/MdeCorte [dostęp: 8.03.2024].