Pożar jednego budynku w Kairze sparaliżował cyfrową infrastrukturę Egiptu.

Tragiczny pożar w siedzibie Telecom Egypt

sparaliżował cyfrową infrastrukturę kraju

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/tragiczny-pozar-w-siedzibie-telecom-egypt-sparalizowal-cyfrowa-infrastrukture-kraju

Tragiczny pożar, który wybuchł w poniedziałek 7 lipca 2025 roku w siedzibie Telecom Egypt w centrum Kairu, nie tylko pochłonął życie czterech pracowników, ale także ujawnił krytyczną podatność egipskiej infrastruktury telekomunikacyjnej. Płomienie, które strawiły 10-piętrowy budynek Ramses Central, doprowadziły do bezprecedensowego paraliżu cyfrowych usług w całym kraju, zmuszając władze do podjęcia nadzwyczajnych środków zaradczych.

Pożar rozpoczął się na siódmym piętrze budynku około godziny 17-tej czasu lokalnego i szybko rozprzestrzenił się na kolejne kondygnacje. Czterej pracownicy firmy zginęli z powodu zatrucia dymem, pozostając na swoich stanowiskach do ostatnich chwil, próbując chronić kluczową infrastrukturę telekomunikacyjną. Dodatkowo 27 osób zostało rannych, w tym strażacy uczestniczący w akcji gaśniczej. Wstępne dochodzenie wskazuje na zwarcie elektryczne jako prawdopodobną przyczynę tragedii.

Konsekwencje pożaru okazały się katastrofalne dla egipskiej gospodarki. Budynek Ramses Central obsługuje około 40 procent ruchu telekomunikacyjnego w kraju, co spowodowało natychmiastowe zakłócenia w działaniu Internetu, telefonii komórkowej i stacjonarnej. Według organizacji NetBlocks, monitorującej globalną łączność internetową, krajowa przepustowość spadła do zaledwie 62 procent normalnego poziomu. Awaria dotknęła wszystkich głównych operatorów: Vodafone, Orange, WE oraz Etisalat.

Efekt domina szybko objął sektor finansowy. We wtorek rano Egipska Giełda Papierów Wartościowych (EGX) podjęła bezprecedensową decyzję o zawieszeniu handlu na cały dzień. Systemy elektroniczne giełdy nie były w stanie wyświetlać danych cenowych ani przetwarzać transakcji. Bankomaty przestały działać, a płatności kartami były niemożliwe. Bank Centralny Egiptu w trybie awaryjnym podwoił dzienny limit wypłat gotówkowych z 250 tysięcy do 500 tysięcy funtów egipskich, aby złagodzić chaos w systemie bankowym.

Minister telekomunikacji Amr Talaat zapewnił, że pełne przywrócenie usług nastąpi w ciągu 24 godzin poprzez przekierowanie ruchu przez alternatywne centrale. Podkreślił jednak, że sama centrala Ramses pozostanie wyłączona z użytku przez kilka dni. Incydent wywołał pilną debatę o konieczności decentralizacji i zwiększenia redundancji w egipskiej infrastrukturze telekomunikacyjnej, szczególnie w kontekście rosnącej cyfryzacji gospodarki kraju.

Źródła:

Sommer w Jedwabnem. „Pogoń za rabinem Schudrichem”

Sommer w Jedwabnem. „Pogoń za rabinem Schudrichem” [VIDEO+FOTO]

11.07.2025 https://nczas.info/2025/07/11/sommer-w-jedwabnem-pogon-za-rabinem-schudrichem-videofoto

jedwabne ekshumacje
Polacy chcą ekshumacji i prawdy o zbrodni w Jedwabnem / fot. X / Tomasz Sommer

Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” dr Tomasz Sommer był w Jedwabnem, gdzie miały miejsce oficjalne obchody zbrodni na Żydach w czasie II wojny światowej. W trakcie ruszył w „pogoń za rabinem Schudrichem”.

„Nowy zestaw pomników w Jedwabnem z prawdziwą historią na tablicach” – napisał dr Tomasz Sommer, udostępniając ich zdjęcie.

Nowy zestaw pomników w Jedwabnem z prawdziwą historią na tablicach.

Zdjęcie

64,4 tys. wyświetlenia

„Oficjalny pomnik postawiony na miejscu po spalonej stodole od wschodu flankowany jest pomnikiem złożonym z 8 kamieni z tablicami przygotowany przez Wojciecha Sumlińskiego. Od zachodu jest działka wykupiona przez stronę społeczną, na której będą wyświetlane dziś filmy (o ile pogoda pozwoli). Tak więc sytuacja w Jedwabnem robi się ciekawa” – zrelacjonował w kolejnym wpisie.

Ludzi w Jedwabnem coraz więcej.

Zdjęcie

19,1 tys. wyświetleń

https://x.com/i/status/1943286668481483070

[poniższe w oryginale md]

Tomasz Sommer @1972tomek

Pogoń za rabinem Schudrichem, głównym interesariuszem kłamstwa jedwabieńskiego.

https://twitter.com/i/status/1943286668481483070

11,8 tys. wyświetlenia

Iran otrzymuje chińskie baterie rakiet ziemia-powietrze po porozumieniu o zawieszeniu broni z Izraelem

Iran otrzymuje chińskie baterie rakiet ziemia-powietrze

po porozumieniu o zawieszeniu broni z Izraelem

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 11
Pojazdy wojskowe przenoszące rakiety ziemia-powietrze HHQ-9B biorą udział w paradzie wojskowej na placu Tian’anmen w Pekinie, 1 października 2019 r., z okazji 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej.

Iran przejął chińskie baterie rakiet ziemia-powietrze, a Teheran szybko odbudowuje linie obronne zniszczone przez Izrael podczas ostatniego 12-dniowego konfliktu – poinformowały źródła Middle East Eye.

Dostawy chińskich baterii rakiet ziemia-powietrze nastąpiły po zawarciu 24 czerwca faktycznego rozejmu między Iranem a Izraelem, powiedział MEE arabski urzędnik mający wiedzę na temat informacji wywiadowczych.

Inny arabski urzędnik, który chciał zachować anonimowość ze względu na konieczność omówienia poufnych informacji wywiadowczych, stwierdził, że arabscy ​​sojusznicy USA wiedzą o wysiłkach Teheranu mających na celu „wsparcie i wzmocnienie” obrony powietrznej i że Biały Dom został poinformowany o postępach Iranu.

Urzędnicy nie podali, ile pocisków ziemia-powietrze (SAM) Iran otrzymał od Chin od zakończenia walk. Jeden z arabskich urzędników stwierdził jednak, że Iran płaci za SAM-y dostawami ropy naftowej.

Chiny są największym importerem irańskiej ropy naftowej. Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) w raporcie z maja zasugerowała , że ​​prawie 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej i kondensatu trafia do Pekinu.

Od kilku lat Chiny importują rekordowe ilości irańskiej ropy naftowej, pomimo sankcji USA, wykorzystując takie kraje jak Malezja jako węzły przeładunkowe, aby ukryć pochodzenie surowca.

„Irańczycy stosują kreatywne metody handlu” – powiedział MEE drugi arabski urzędnik.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu i prezydent USA Donald Trump podczas spotkania w poniedziałek omówili kwestie Iranu i jego programu nuklearnego.

Pogłębianie relacji

Dostawy te oznaczają pogłębienie relacji Pekinu z Teheranem i następują w momencie, gdy niektórzy na Zachodzie zauważyli, że Chiny i Rosja zachowują dystans wobec Iranu w obliczu bezprecedensowych ataków Izraela.

Podczas konfliktu Izrael uzyskał przewagę powietrzną nad Iranem, niszcząc wyrzutnie rakiet balistycznych i mordując irańskich generałów i naukowców.

Mimo to rząd przetrwał ataki.

Udało mu się również kontynuować ostrzał rakietami balistycznymi Izraela, niszcząc multum newralgicznych miejsc w Tel Awiwie i Hajfie i innych miejscach, zanim Trump, w imieniu Izraela, poprosił Iran o zawieszenie broni.

Pod koniec lat 80. Iran otrzymał pociski manewrujące HY-2 Silkworm z Chin za pośrednictwem Korei Północnej, gdy ten prowadził wojnę z Irakiem.

Republika Islamska użyła tych pocisków do ataku na Kuwejt i tankowiec pływający pod banderą USA podczas tzw. wojen tankowców. W 2010 roku pojawiły się doniesienia, że ​​Iran otrzymał od Chin pociski przeciwlotnicze HQ9.

Uważa się, że Iran wykorzystuje rosyjski system S-300, który może zwalczać samoloty i bezzałogowe statki powietrzne, a także zapewniać pewną obronę przed pociskami manewrującymi i balistycznymi, a także starsze chińskie systemy i lokalnie produkowane baterie, takie jak seria Khordad i Bavar-373.

Kłamliwa zachodnia propaganda twierdzi, że systemy te mają ograniczoną zdolność zestrzelenia amerykańskiego samolotu bojowego F-35, którego operatorem jest Izrael, pomimo faktów zaprzeczających temu twierdzeniu i zademonstrowania pilota F-35 po wzięciu jego do niewoli w wyniku zestrzelenia tego “niezwyciężonego samolotu”.

Chiny sprzedają już Pakistanowi systemy obrony powietrznej HQ-9 i HQ-16. Według doniesień, chiński system HQ-9 ma również posiadać Egipt .

Nie Rosja, Iran otrzymuje ogromną nową dostawę rakiet od… | Objawienie pośród spotkania Netanjahu-Trump | Izrael

Hindustan Times – 9 lipca 2025 r.

Wołanie z Wołynia

Wołanie z Wołynia

https://pch24.pl/wolanie-z-wolynia

Żeby zrozumieć Wołyń, trzeba wiedzieć o rzezi wołyńskiej,

której z kolei nie można zrozumieć po ludzku.

Ludobójstwo na Wołyniu było nielogiczne, opętane.

Odbyła się czystka Polaków z tego terenu. Ale po co? W jakim celu?

Witold Józef Kowalów

=====================================

Och, jakże dzisiaj łatwo polityczne elity rozprawiają o tamtej rzezi. Z jakim przekonaniem o swojej dziejowej  wyjątkowości posłowie przegłosowują ustawę o pamięci ludobójstwa dokonanego na Polakach. Ileż zapału wykazują maszerujący po ulicach neofici wiedzy o kilkuset sposobach zabijania przez OUN-UPA… Tak, miał rację ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski mówiąc, że „Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie”. Dodawał jeszcze, że „ta druga śmierć jest gorsza od tej pierwszej”. Ale, jak mamy nazwać „trzecią śmierć” tych już dwa razy zabitych, śmierć zadawaną dzisiaj po równo: i przez kłamców plakatujących się polityczną poprawnością oraz wyrachowaniem, i przez tych przepełnionych „dobrymi intencjami”, którzy zgodzili się, aby zrównać Ukraińca z banderowcem?

Rodzina

W roku 2002 w pierwszej edycji Literackiej Nagrody im. Józefa Mackiewicza laureatami zostali Władysław Siemaszko i  jego córka Ewa za więcej niż ważną dla polskiej historiografii książkę – „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945”. Dwutomowe dzieło jest nie tylko fundamentalne, ale też „życiodajne”, bo przywróciło Polsce część jej zatraconej tożsamości. Poznałem autorów i – ku swemu zaskoczeniu – odnalazłem jakby własną rodzinę. Dokładnie rzecz ujmując losy tych, których nie tylko mordowano, ale ostatecznie wypędzono z własnych domów, z własnej ziemi, a również usiłowano odebrać im pomięć. W przypadku mojej rodziny (Górscy), jak i rodziny Siemaszków, chodzi o ten kawałek polskiej ziemi nad rzeką Ług przynależny historycznie do tzw. Grodów Czerwieńskich, gdzie z końcem wieku X powstał Włodzimierz Wołyński.

W domach Wypędzonych, w domach cudem ocalałych raczej nie mówiono o Zagładzie. Powody były dwa. Po pierwsze „wieczna przyjaźń” pomiędzy Polską Ludową i Związkiem Radzieckim skutecznie przez kilkadziesiąt lat zacierała prawdę o utraconych przez Rzeczpospolitą kresowych ziemiach, co działo się i w każdym urzędzie i oczywiście w szkole oraz w służalczej kulturze. No bo jakże można było cokolwiek negatywnego mówić czy nawet kojarzyć z naszym ówczesnym „wielkim bratem”, którego oficjalną granicą od roku 1945 była rzeka Bug, a Wołyń przecież za Bugiem?

Drugim powodem była – użyjmy skądinąd medycznego pojęcia – trauma. Jeżeli cokolwiek jako dziecko usłyszałem o wołyńskiej przeszłości swojej rodziny, to tyko od Babci. Moja Mama po prostu bała się tego tematu, bała się tych dziecięcych wspomnień, w których mordercy z UPA przychodzą nad ranem aby „riezać” Lachów. Z perspektywy czasu widzę, że temat „rzezi wołyńskiej” był dużo większym politycznym tabu, niż temat Katynia. I – co szokujące – znów jest na cenzurowanym od wiosny roku 2022, czyli  od rozpoczęcia gorącego zbrojnego konfliktu pomiędzy Ukrainą a Rosją… Chociaż jest jednak inaczej – o ile kiedyś przemilczano, to teraz równie bezczelnie się przekłamuje.

Przywołując rodziny wspomnijmy też o pochodzącym z Podola śp. Szczepanie Siekierce i jego synu Michale, kontynuującym działa ojca związane z Kresami. Pan Siekierka od roku 1990, w ramach utworzonego we Wrocławiu Stowarzyszenie Rodzin Ofiar Ukraińskich Nacjonalistów, dokumentował i w efekcie wydał parutomowe źródła poświęcone ludobójstwu ludności polskiej na terenie kresowych ziem II Rzeczpospolitej. Dzieło, będące niejako kontynuacją pracy Siemaszków, nosi ogólny tytuł – „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach” i dotyczy województw – lwowskiego i stanisławowskiego oraz dodatkowo jest swoistym przewodnikiem rejestrującym na terenie obecnej Polski pomniki, tablice pamięci i mogiły dotyczące pomordowanych przez OUN-UPA.

Siekierko senior był inicjatorem jednego z nielicznych w Polsce upamiętnień naszej Zagłady. Pomnik-mauzoleum pomordowanej ludności polskiej na Kresach Płd.-Wsch. przez OUN i UPA został odsłonięty we Wrocławiu w 1999 r. Cztery lata przed śmiercią Szczepan Siekierka, odbierając przyznaną jego Stowarzyszeniu nagrodę IPN „Kustosz Pamięci Narodowej”, powiedział m.in. te arcyważne słowa: „W minionych latach fałszywie zakładano, że prawda historyczna o ukraińskich zbrodniach miałaby szkodzić polskiej racji stanu”. Czy tezę o minionych latach powtórzył by i dzisiaj?

Autorytety

W październiku 2006 r. mój Teatr Nie Teraz był pomysłodawcą i organizatorem w Tarnowie sesji naukowej pt. „Zagłada. Ludobójstwo na polskich Kresach 1939 – 45”. Myślę, że było to pierwsze tej skali w kraju, a na pewno wyjątkowe spotkanie naukowców i osób dla tytułowego tematu najbardziej kompetentnych. Wyjątkowość wynikała z połączenia faktografii z teatrem, bowiem wypowiedzi prelegentów punktowane były działaniami artystycznymi (w tym także pieśniami). Wszystko odbywało się w wypełnionej po brzegi sali (ok. 400 uczestników, w większości młodzież), a cała przestrzeń została scenograficznie uteatralizowana na spaloną polską wieś z kulminującymi ruinami kościelnej wieży.

Wystąpienia zaproszonych gości uważam do dzisiaj za swoiste kompendium polskiego wołyńskiego holokaustu. Najpierw Ewa Siemaszko (prelekcja „Od walk i terroru do ludobójstwa. Jak doszło do >genocidium atrox< na Kresach?”) uświadomiła słuchaczy co do ideologicznej genezy nacjonalizmu ukraińskiego (a w zasadzie nazizmu) i co do rozmiaru fizycznej eksterminacji ludności polskiej.  Referat dr Lucyny Kulińskiej („Przebieg eksterminacji ludności polskiej na Kresach Wschodnich. Okres planowego ludobójstwa 1943-44„), data po dacie i zdarzenie po zdarzeniu, a wszystko z przypisami do źródeł, wpisuje w dzieje powszechne ten „epizod” II wojny światowej. Natomiast ks. prof. Józef Marecki („Kościół katolicki wobec ludobójstwa na wschodnich Kresach II Rzeczpospolitej. Zarys problematyki”) daje nam szansę na zrozumienie duchowej strony banderowskiego zła, które w jego rozumieniu i dalszych naukowych dociekaniach jest niczym innym jak zbiorowym opętaniem.

Wystąpienie Romualda Niedzielko, historyka z IPN, okazało się być niespodziewanie ważne, czego wtedy jeszcze do końca nie rozumieliśmy („Sprawiedliwi Ukraińcy. Na ratunek polskim sąsiadom skazanym na zagładę przez OUN-UPA”). Gospodarzy sesji reprezentował dr Paweł Juśko („Ludobójstwo ludności polskiej na Wołyniu i Galicji Wschodniej w opinii historiografii polskiej i ukraińskiej oraz na łamach współczesnych podręczników do nauczania historii. Zarys problematyki”) z tematem, który z każdym rokiem staje się ważniejszy, a szczególnie teraz wobec coraz liczniejszej obecności uczniów ukraińskich w polskich szkołach i zadekretowaną przez MEN dostępnością „ukraińskiego programu nauczania”. Ostatnim z prelegentów był ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski z więcej niż ważnym wykładem („Przemilczane ludobójstwo na Kresach. Polskie elity wobec prawdy historycznej o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów i ich ofiarach”). Jedynie słuszne, czyli bezkompromisowe traktowanie historii „rzezi wołyńskiej” przez ks. Tadeusza jest obowiązkiem polskich elit, które muszą się różnić od postawy Andrzeja Dudy, który ledwie dwa lata temu strofował ks. Isakowicza-Zaleskiego, upominającego się konsekwentnie od lat o prawdę i godne pochówki dla pomordowanych, mówiąc, iż „wolałby”, żeby ten „nie zajmował się polityką, tylko zajmował się tym, czym powinien zajmować się ksiądz”.

Racja stanu

Polskojęzyczni politycy i historycy robiący kariery na potakiwaniu chcą nas przekonać, żebyśmy uznali, iż państwowy kult banderowskich rezunów usankcjonowany przez kijowskie władze jest uzasadniony, bo wynika z braku tradycji niepodległościowej Ukrainy, a jedynymi którzy tam walczyli o niepodległość są jedynie takie indywidua jak Lebied, Szuchewycz czy główny ideolog zabijania – „batko Bandera”.

Krakowski profesor, Bronisław Łagowski, stwierdził kiedyś bardzo słusznie, że „dzisiejsza niepodległa Ukraina nie wyrosła z UPA, lecz z Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, która uzyskała niepodległość na mocy umowy białowieskiej. Jelcyn, a nie Bandera dał Ukrainie niepodległość”. Urojenia ukraińskie, wspierane przez interesy anglosaskie, począwszy od rządów Wiktora Juszczenki stały się podstawą ukraińskiej polityki, a nieszczęściem naszego kraju jest bezkrytyczne przyjęcie tej opcji przez rządzący tu na zmianę duopol PO i PiS.

W kontrze do tego mamy histeryczną opozycję, która w kontekście ukraińskim potrafi epatować jedynie nieszczęściem – tym przeszłym i tym, które wisi nad nami w związku z milionową imigracją do Polski ludzi od dwóch dekad indoktrynowanych, co do swoich dziejów. Dla przybyszy ze wschodu „polskie pany” odpowiadają za wszelkie ich nieszczęścia, czyli prawie jak u Żydów wykreowani polscy antysemici-faszyści.

Tymczasem mogło być zupełnie inaczej, czego doświadczyłem w ramach teatralnych peregrynacji po Ukrainie w pierwszych latach jej niepodległości. Nie było tam wtedy żadnych nazistowskich resentymentów, a gro spotykanych osób miało wobec Polaków naturalne poczucie wstydu i winy za  Wołyń. Wystarczyło wtedy oprzeć wzajemne relacje o honorowanie „ukraińskich sprawiedliwych”, co byłoby – swoją drogą – naturalnym przywołaniem faktów. I trudno byłoby o lepszy międzynarodowy tegoż wydźwięk, jak ukazanie tych prawdziwych bohaterów zza Buga, skądinąd również mordowanych przez banderowskich pobratymców. We wszystkich świadectwach i wspomnieniach jest bardzo wyraźnie podkreślany wątek ukraińskiego pomagania Polakom, ostrzegania, a także ukrywania przed rezunami. Tak ocaleli również moi Dziadkowie i ich córka, moja Mama.  

Jeszcze niedawno umieliśmy oddzielić zło od dobra i banderowca od Ukraińca. Dzisiaj te dwa słowa stały się synonimem eksponowanym na wiecach i marszach. Również publicyści epatują takimi emocjonalnymi skrótami, jak np. Jacek Międlar tytułujący swoje filmowe reportaże o „rzezi wołyńskiej” – „Sąsiedzi”. Dokładnie tego samego zabiegu (tytuł!) dokonał w swej antypolskiej książce osławiony Jan Tomasz Gross. Jeszcze niedawno ubolewaliśmy nad spychaniem polskiej pamięci do kościelnej kruchty (tylko tam było możliwym wyeksponowanie np. informacji o Katyniu czy o żołnierzach polskiego podziemia antykomunistycznego). A dzisiaj, po postawieniu w Domostawie „uwięzionego” przez lata pomnika „Rzeź Wołyńska” autorstwa Andrzeja Pityńskiego, są ludzie, którzy nawołują, aby na głównej nekropolii warszawskiej symbolicznie upamiętnić ofiary ludobójstwa na  Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Robią to pod jakże kalekim hasłem: „Wołyń na Powązki”. W czasie, kiedy neobanderowskie środowiska stawiają  na Ukrainie pomniki mordercom Polaków, a nawet żądają takich upamiętnień u nas, dlaczego nie od naszych władz nie żądamy symbolicznej pamięci dla ofiar ludobójstwa, ale w miejscach najważniejszych dla przestrzeni publicznej, np. pod hasłem: „Wołyń na Plac Defilad”.      

Sztuka

Sens budowania przyszłości na prawdzie i bez nienawiści widzę w historii młodego mężczyzny, poety z Krzemieńca. Niemal w przeddzień pamiętnej lipcowej niedzieli 1943 r., do wołyńskiego dowództwa UPA stacjonującego koło Kowla wysłani zostali parlamentariusze reprezentujący polskie władze podziemne. Byli to oficerowie AK – ppor. Krzysztof Markiewicz i por. Zygmunt Rumel oraz woźnica Witold Dobrowolski. Polskich posłów nie uszanowano. Banderowcy w okrutny sposób ich torturowali i ostatecznie rozerwali końmi.

Rumel w wierszu z 1941 r. pt. „Dwie matki” jednoznacznie pokazuje uczucia, które łączyły obie żyjące na tamtej ziemi nacje:

(…) Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy –

W warkocz krwisty plecionej jagodami ros –

Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy –

By serce rozdwojone płakało – jak głos…    

Od dawna uważam, że aby zrozumieć swą tożsamość potrzebujemy wyrażać ją poprzez dzieła artystyczne. Spłacamy wtedy swój dług wobec Pana Boga, który obdarował nas jakimś artystycznym  talentem. Spłacamy też dług wobec Ojczyny i wobec przodków. To bardzo konkretne i uzupełniające się zobowiązania. Tak też rozumiem swoje obowiązki stanu wobec tematyki wołyńskiej. W maju roku 2011 premierę miał spektakl Teatru Nie Teraz „Ballada o Wołyniu”. Niesamowitym jest to, że pomimo upływu lat mamy tutaj do czynienia z wciąż jedynym w Polsce przedstawieniem teatralnym, które prawdziwie opowiada o ludobójstwie popełnionym przez banderowców na Polakach, a jednocześnie, jak to recenzowała Temida Stankiewicz-Podhorecka, jest „wielkie i głębokie jak tragedia antyczna, jest wyjątkowym dziełem artystycznym”.

Wołyń krzyczy o swą mądrą obecność w świadomości Polaków. Jest równie ważny jak pamięć Powstania Warszawskiego, jak pamięć o pokoleniu Żołnierzy Wyklętych.

Tomasz A. Żak

Tytuł tego tekstu wziąłem od religijno-społecznego periodyku „Wołanie z Wołynia”, wydawanego od roku 1994 z różną częstotliwością w Ostrogu w diecezji łuckiej na Ukrainie (po polsku i ukraińsku) przez urodzonego w Zakopanem katolickiego księdza – Witolda Józefa Kowalów.

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ

by TFP.org July 4, 2025

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ
This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ

For the third year, America Needs Fatima’s Sacred Heart of Jesus billboard campaign has swept across America, boldly reminding the nation that June is dedicated to the devotion of the Sacred Heart of Jesus. What began as a grassroots effort with just four billboards in Central Florida—launched as a response to the increasingly dominant LGBTQ messaging during June—has grown steadily, while LGBTQ visibility appears to be waning.

The billboards feature iconic images of the Sacred Heart of Jesus and carry simple yet powerful messages: “June is devoted to the Sacred Heart of Jesus” and “Christ is King.” Strategically placed along busy highways, near tourist destinations, and in commercial centers, the billboards serve as a visible reminder of God’s boundless love for mankind.

Eternal and Natural Law: The Foundation of Morals and Law

Ruby and Domenick Galatolo, active supporters of the American Society for the Defense of Tradition, Family and Property (TFP) and its America Needs Fatima campaign, launched the effort in 2023 in Ocala, Fla. They wanted it to be a counterbalance to the pride symbols that seemed to dominate public spaces. Ruby recalls that when she was growing up, every Catholic home displayed an image of the Sacred Heart, and June was widely recognized as the month to honor the Sacred Heart. She believed that by making this sacred image public again, people would remember its meaning and reunite with Christ’s love. She was right and her simple idea sparked a national movement.

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ - Ocala, Fla.
June is devoted to the Sacred Heart of Jesus billboard in Ocala, Fla.

“I truly feel Our Blessed Mother put the idea for this campaign in my heart,” Ruby said. “When we started, there was a growing sense of disgust and fatigue at how LGBTQ activists were influencing our culture and our children. The time was right to rekindle the true meaning of June’s connection to the Sacred Heart.”

This early effort unexpectedly went viral on social media, even though both Ruby and Domenick had little online presence or experience. Their campaign drew widespread attention across the U.S. and even abroad, notably in countries such as Poland, Austria, Colombia, and Canada.

An anonymous priest from Rockford, Ill., was inspired to compose a prayer for the campaign’s benefactors: “During this month of Your Most Sacred Heart, I pray, O Lord, that all who look upon Your sacred image may be drawn into profound union with You.”

As the movement gained momentum, America Needs Fatima made it part of its call to action, by sending out emails with simple instructions encouraging individuals to raise funds and secure billboard space locally. These emails included contact information for billboard companies and direct links to approved artwork, streamlining the process.

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ - Worcester, Mass.
June is devoted to the Sacred Heart of Jesus billboard in Worcester, Mass.

Mark Fisher, one of the many inspired supporters, received an email and joined forces with a longtime friend to sponsor four billboards around Worcester, Mass.—the second-largest city in the state. Like the Galatolos, he had grown frustrated with the overwhelming LGBTQ presence in his community and was eager for a tangible way to redirect attention to God.

“We put billboards up along Highway 290 and Route 9, two extremely busy roads in Worcester where we know they’ll be seen,” Mark said. “A friend told me they were a refreshing sight in the midst of all the pride messages—a sign of hope for a return to God. I pray many others feel the same way.”

Mark is already planning to fund billboards closer to the heavily congested city of Boston next year in hopes of reaching even more people.

Others have followed suit this year, raising funds for billboards that have appeared in Times Square, Hollywood, downtown Houston, Sacramento, San Jose, Cincinnati, and countless towns and cities across the nation.

In Bridgeport, Conn., Michael Miller and his community came together to purchase a billboard along busy Route 8 South, just before it merges with I-95.

“The campaign was a great way to honor Our Lord and fight back against an atheistic society trying to replace God with grave sins,” he said. “These billboards are a powerful way to take action and help place Our Lord before every person who drives by.”

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ - Bridgeport, Conn.
June is devoted to the Sacred Heart of Jesus billboard in Bridgeport, Conn.

The Cincinnati Enquirer carried a feature article about the billboards and their impact on the metro area. Reporter Grace Tucker took note of the efforts of ANF supporters Patrick and Mary Ashcraft. She concluded that by the end of June, the couple’s billboards “will have attracted over 5.6 million potential views from the many drivers who use I-71 on a regular basis.”

As the number of Sacred Heart billboards grows, it’s noteworthy that LGBTQ messaging appears to be receding. Media outlets such as the Associated Press, USA Today, and Forbes have reported a notable drop in corporate sponsorships of pride events this year, which has led to scaled-back promotions. Forbes reported, “Gravity Research found a 60% decrease in pride engagement across major companies between 2023 and 2024—and that trend continues.”

That said, LGBTQ activism hasn’t disappeared. One group purchased a digital billboard in the same Ocala location as Ruby Galatolo’s Sacred Heart display. As the digital screen rotates, the LGBTQ message now appears immediately after Ruby’s billboard. While this placement is unfortunate, Ruby remains undeterred.

“This fight is not over,” she said. “But we know who wins.”

For those wanting more information about this campaign, please call 888-317-5571.

Norymberga 2.0 już się rozpoczęła.

ELITY GLOBALISTÓW NAZWISKAMI PRZED SĄDEM W HOLANDII

Jim Ferguson relacjonuje z Holandii —

Dzień po historycznej rozprawie sądowej w Leeuwarden, która może wywołać globalną burzę. Słyszałem to na własne uszy, będąc w sali sądowej: Billa Gatesa. Urszuli von der Leyen. Alberta Burlę. Klausa Schwaba. Marek Rutte. Wszyscy zostali oskarżeni o spisek, bioterroryzm i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Próbowali powstrzymać tę sprawę.

Aresztowali głównego prawnika, Arno van Kessela, zawiązali mu oczy, skuli kajdankami i zamknęli w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Jednak dowody — blisko 200 dokumentów — dotarły do sądu.

Uzyskałem specjalny dostęp do środka. Wraz z szanowaną holenderską dziennikarką Djamilą le Pair byłem świadkiem momentu, w którym kłamstwa zaczęły się rozpadać. To nie było zwykłe przesłuchanie. To był początek czegoś monumentalnego. ‍

Wyrok ma zostać ogłoszony za sześć tygodni. Jeśli tak się stanie, może to skutkować wszczęciem postępowania karnego przeciwko światowym przywódcom.

Świat patrzy. A ludzie się buntują. Media o tym nie napiszą. Tak więc zrobimy: Udostępnij to. Oznacz wszystkich. Dajcie im znać – Norymberga 2.0 już się rozpoczęła.

The Bright Future of AI-powered America – is ours for the taking

The Bright Future of AI-powered America

is ours for the taking

ROBERT W MALONE MD, MS JUL 10
 
READ IN APP
 

Some basic facts about homelessness. The homeless population in the U.S. is growing. Recent data indicates a significant increase nationwide, with 2024 recording the highest number of homeless individuals since tracking began. Over 770,000 people were homeless in 2024, surpassing the previous year by more than 118,000. The homelessness rate increased from 1.75 per 1,000 in 2022 to 2.3 per 1,000 in 2024, representing a 30% rise over the two-year period. Overall, the homeless population increased by 18% from 2023 to 2024. Additionally, chronic homelessness, defined as individuals homeless for at least a year or experiencing repeated episodes, grew by nearly 30% between 2020 and 2023  12345

Under the Biden/Harris administration, the U.S experienced the largest increases in homelessness ever recorded, both in terms of the number of people and the percentage rise. Many experts believe that the federal spending and stimulus measures under the Biden administration contributed to inflation, which in turn drove up rents and home prices. Since 2019, rents have grown by more than 27% and home prices by nearly 50%. This forced many people to live on the streets.

Once people become homeless, it is very difficult to find employment and to lift themselves out of poverty. This leads to a spiral of dysfunctional behavior as people no longer have opportunities for a better future. 

This is our future, unless we change American culture right now.

This is a children’s playground in Oakland, California. Kamala Harris’ hometown It is now completely overrun with a homeless encampment, trash and needles. This is what Gavin Newsom and Democrats have done to California you don’t see reported on the news.

@WallStreetApes

=======================

Not all homeless individuals are without jobs. In the U.S., approximately 53% of those in homeless shelters and 40% of homeless people on the streets are employed in some capacity. 

Many homeless individuals are functionally unemployed. About 66 million Americans, or nearly one in four working-age adults, are functionally unemployed—meaning they are either jobless, unable to find full-time work, or earning less than $25,000 annually. That accounts for 24.3 percent of the workforce 7


Somehow, we have a situation whereby almost 25% of the workforce is functionally unemployed. Yet it is also argued by the experts and industry leaders that we have to import illegal aliens to do our “dirty” jobs. That Americans are incapable or unwilling to mow lawns, do landscaping, garden, do farm work, butcher, houseclean, and even complete basic construction tasks. The list of jobs we rely on illegal immigrants for goes on and on.

Of course, none of these are jobs that AI will replace anytime soon, which is why these “dirty jobs” are the jobs of the future.

But the situation gets worse. Dario Amodei, the CEO of Anthropic, one of the world’s leading creators of artificial intelligence, forecasts that over the next five years, AI could automate or eliminate between 10% and 25% of jobs in advanced economies, with certain sectors and entry-level roles facing even higher risks. The overall global job loss rate due to AI is projected to be between 9% and 14% by 2030, with the most rapid disruption expected between 2025 and 2028 7.

This is the future we all have to prepare for.

Work has become the enemy in the minds of many Americans. For many years now, the USA has been slowly drifting away from core elements of a functional industrialized society. There is a strong belief that a four-year college degree is the best route for most people to achieve success. Pop culture has celebrated the “corner office job,” overlooking the important roles played by the workers and jobs that helped create that office.

Moreover, the traditional and essential roles of maintaining a household and raising a family have been denigrated.

Because of this, many see other pathways to success, like trade schools, apprenticeships, and certification programs, as less valuable or just “alternatives.” Well-meaning parents and counselors often view apprenticeships and on-the-job training as suboptimal options, relegated only to individuals who aren’t suited for a college degree in some manner.

This focus on higher education is in part due to a decline in vocational programs and trades classes in high schools nationwide. Unfortunately, these trends have contributed to a growing skills gap. A gap for which the solution for many small and large businesses is to either hire illegal immigrants or export their labor needs overseas.

Last Monday, I was at an event in DC, speaking with a conservative who matter-of-factly told me that we have to import labor because Americans are not going to go out and cut their grass or clean their own houses anytime soon. 

However, here’s the thing: when things get bad enough, or the stigma is removed from such jobs, they will. And that is the future we have to plan for and enable.

On Sunday, we had dinner with a German family visiting the States. I was speaking to Julian, who is a German housewife. She and I were discussing the dire economic situation in Germany, primarily caused by the large influx of immigrants. The proportion of people in Germany who are immigrants, as well as their children (where both parents are immigrants), is almost 25%.

Juxtapose this with Poland. Immigrants in Poland represent about 7% of the population, and the vast majority of immigrants in Poland are from Europe. Poland’s economy is expanding at one of the fastest rates in the European Union. There is almost no unemployment. Why is this? One of the main reasons is that Poland has not taken on vast numbers of immigrants, unlike Germany. Germany is awash in immigrants who can not find work and are now relying on government services to live. [Nie słyszał o Zełanskim i Ukraińcach? md]

According to Julian, the economy in Germany is so bad that now some Polish people are actually hiring German women to clean their houses. This is an exact reversal of the situation a few years back, when Germans hired Polish women to clean their houses.

Another reason the Polish economy is thriving is that it has a highly skilled labor force. Poland has made significant, ongoing investments in teaching people the trades. This has been achieved through a combination of government funding, employer incentives, and curriculum modernization. The result is that in Poland, a more flexible and industry-aligned vocational education system has been established, equipping both youth and adults with the skills necessary for the modern economy. [fantazjuje… md]

There is a lesson to be learned from all of this for America. We must prepare for a future where trades, including manufacturing, play a significantly larger role in the economy. 

Work must become not an enemy of the middle class as it is now, but their savior. And this major shift in thinking must happen rapidly.

Unfortunately, our primary and secondary schools teach children that attending college is the path to success, implying that without a college education, one cannot achieve a successful career or true mental enlightenment. College has replaced religion as the citadel of knowledge. Teachers are teaching what they were taught in college, that the pathway to success and happiness lies in a “good education.” That the trades are something we hire “others” to do. That the domestic arts are not of value. This has to change. 

The Department of Education should start by creating educational materials for elementary schools that highlight the advantages of entrepreneurship, the requirements of trades careers, and the positive impact on families of such employment. These materials should emphasize that working in an industrialized setting or as a tradesperson offers stability and job security, along with opportunities for family and leisure time. That a career in the trades requires as much or more skill than a college degree. That such a career is desirable and a goal worthy of a young person’s consideration. Additionally, a vocational education system aligned with industry needs must be implemented in high schools immediately. This system should equip students with essential skills for the modern economy, taking into account the impact of AI on various industries. High schools need to stop hiring teachers with four-year degrees and instead hire skilled tradespeople.

The USA has a huge unmet need for tradespeople, and lots of high paying jobs are going begging for applicants/

To Make America Great Again, Make the Trades Great Again!

Of course, this will be implemented on a state-by-state level, as it should be. But as long as we have a Department of Education, it can be used constructively to facilitate these changes.

We can not afford to be like Germany, whereby we have a vast immigrant population and not enough jobs. In the USA, we already have almost 25% of our workforce as functionally unemployed, capped off by a growing illegal immigrant population. This imbalance is unsustainable. Without a strong economy and good jobs, our birth rates will continue to decline, and our nation will stagnate economically. Overnight what constitutes a “good job” has changed, and Americans must adapt to this new reality.

The golden future for America is work. Real work. Not bullshit make-work jobs. 

That means, good-paying jobs that have meaning, but that do not require a college degree. People have to be re-educated to view such jobs as worthy of their time and effort. This will require that our children learn to work again. This will require that many college-educated people be retrained for jobs in the trades. 

For our families, they must reorient to this new reality. Saturday morning chores, which require our children to perform real work, must become the norm again. Families must relearn that the risk-benefit ratio of being outside and playing will cause more injuries, but that is offset by strong, healthy bodies. That children learn that physical work is not to be avoided, but rather to be embraced. That parents set an example and work with their children to clean the house, teach organizational skills – the domestic arts as well as how to use a screw driver, how to mow their lawns, plant vegetables and keep chickens. These basic homesteading skills teach children how to move their bodies and teach muscle memory. A child who has spent their life on their cell phone is not equipped for the world that awaits them.

I had a little chuckle yesterday when someone commented that my homesteading posts seemed elitist because they thought most people couldn’t homestead. But that really isn’t the case at all! Even folks living in apartments can enjoy a vegetable garden or try their hand at hydroponics. Learning a craft like knitting or how to cook to feed a family is all part of the self-sustainability movement. This isn’t elitist; it looks towards a different future. His inability to understand this reality and message reveals that a certain mindset is at play, one that makes it seem like tradecraft and a lifestyle focused on self-sustainability are out of reach for most Americans. 

The cognitive dissonance that homesteading and prepping are elitist, while also viewing the domestic arts and trades as inferior uses of time, is a real phenomenon. This is a result of our educational system and media.

Teaching basic skills in our educational programs is critical to the well-being of society. Home economics must become a core curriculum, along with how to use tools. I took shop classes in high school – woodworking, metalworking, auto, drafting, at the same time I took advanced algebra, chemistry and biology and participated in the California gifted and talented high school training program. I would not have the skill sets I have needed throughout my life if I had not done this. That was California back in the 70s. All gone now, all gone woke.

Modernizing those old educational programs and making them the centerpiece of a model educational system is a critical step in shaping the American economy for the future. Those old-fashioned jobs in industry combined with modern training for skills involving robotics and artificial intelligence have to be elevated to the place in the hearts of Americans that they deserve.

BRUKSELA DOKRĘCA ŚRUBĘ. Komisja Europejska narzuca nowy cel redukcji gazów cieplarnianych – o 90% do 2040 roku!

BRUKSELA DOKRĘCA ŚRUBĘ

DOŁĄCZ DO PILNEJ PETYCJI W OBRONIE PRĄDU W NASZYCH DOMACH

Szanowny Panie Mirosławie

To jest wręcz NIEWYOBRAŻALNE…

Okazuje się, że coraz więcej Polaków rozumie niebezpieczeństwa, jakie do nas nadciągają, natomiast coraz więcej polityków nie tylko nie chce ich zrozumieć, ale wręcz przyspiesza katastrofę!!!

Z Panem akurat mogę być szczery, gdyż znamy się nie od dzisiaj. Należy Pan do grona naszych wspaniałych Darczyńców, wspiera Pan nasze akcje, o czym wiem i pamiętam. I raz jeszcze za to dziękuję.

I mówiąc szczerze, nie mogę ukryć własnego zdumienia, gdy czytam wiadomość sprzed dosłownie kilku dni: Komisja Europejska narzuca nam nowy cel redukcji gazów cieplarnianych – o 90% do 2040 roku!

To jeszcze większe zaostrzenie już drakońskich celów, jak np. zawarty w pakiecie Fit for 55 do Zielonego Ładu cel redukcji o 55% do 2030 roku. Kolejna dekada ma stanowić już totalne dokręcenie śruby nam wszystkim. Bo przecież to my za to zapłacimy cierpieniem, zubożeniem i być może nawet utratą własnego majątku…

Realizacja takiego scenariusza oznacza nie tylko likwidację polskiego górnictwa, ale właściwie dekarbonizację całej gospodarki – łącznie z transportem oraz z rolnictwem. Tego oczywiście nie wytrzyma nasz Krajowy System Elektroenergetyczny, bo jak miałby udźwignąć dostawy prądu do kolejnych milionów aut elektrycznych oraz mieszkań?!

 Przecież to obłęd, prosta droga do regularnych blackoutów i cofnięcia nas w rozwoju o stulecia!!

I dlatego postanowiłem Panu o tym napisać, gdyż my w naszym gronie dobrze wiemy, w jak wielkie kłopoty wpakowały nas w minionych kilku latach polskie władze, z obecnym rządem na czele.

Wskutek fatalnych decyzji, takich jak zasypania i wręcz zniszczenia czynnych kopalń posiadających jeszcze ogromne złoża węgla, jak również wobec braku remontów istniejących i zaniechania budowy nowych elektrowni, w najbliższych latach w Polsce może zacząć brakować prądu.

Dlatego też od kilku tygodni prowadzimy kampanię protestacyjną, w ramach której zbieramy podpisy pod petycją do premiera Donalda Tuska oraz liderów rządowej większości w Sejmie:

NIE dla likwidacji polskich elektrowni i zniszczenia górnictwa – wysyłam protest! 

Mamy też uruchomioną zrzutkę środków na promocję tej petycji i pomnożenie liczby sygnatariuszy. Serdecznie zachęcam Pana do włączenia się w tę zbiórkę: 

Wspieram protest w obronie polskiej energetyki, aby podpisało go więcej Polaków 

Powiem Panu, że naciskamy na polityków coraz mocniej, co zdaje się… przynosić pierwsze efekty. Mianowicie:

  1. Licznik naszej petycji przekroczył 10 000 sygnatariuszy! Z tej okazji postanowiliśmy złożyć dotychczas zebrane podpisy bezpośrednio w kancelarii premiera Donalda Tuska.Jak może Pan zobaczyć na powyższym zdjęciu, byłem w tym celu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i uzyskałem pisemne potwierdzenie przyjęcia petycji.
  2. Polski rząd wychodzi poza dotychczasowe puste obietnice wyborcze. Jak wiemy, rządzący do tej pory obiecywali ochronę polskiej gospodarki i interesów obywateli, a jednocześnie podpisywali niemal wszystko, co przedstawiono im w Brukseli. Czy zatem wobec skrajnie radykalnej propozycji Komisji Europejskiej ten scenariusz się powtórzy?Ministerstwo Klimatu i Środowiska stwierdza jednak (rychło w czas!), iż „propozycja celu redukcji emisji na poziomie 90 proc. nie odpowiada w ogóle na pytanie, jak ten cel miałby być zrealizowany. Komisja Europejska nie pokazuje ani drogi dojścia do takich redukcji, ani kosztów, ani nawet narzędzi. W naszej ocenie przedstawiony cel jest nierealistyczny i będziemy sprzeciwiać się jego przyjęciu w takim kształcie”.

Czy widzi to Pan? Tak, wiem, że takie pojedyncze oświadczenie niewiele jeszcze znaczy i jesteśmy obecnie daleko od sukcesu w naszej wspólnej sprawie, ale sam język, którym zaczął posługiwać się rząd, to niewątpliwie efekt presji społecznej, w tym inicjatyw takich, jak nasza kampania petycyjna oraz akcja informacyjna na rzecz uświadomienia Polakom, czym w rzeczywistości jest „Europejski Zielony Ład” i co w praktyce będzie dla nas oznaczać jego realizacja…

Jestem przekonany, że gdy pomnożymy naszą obecną liczbę podpisów – np. do 50 000 lub nawet 100 000 – a następnie nagłośnimy sam fakt ich zebrania, Donald Tusk nie będzie mógł kolejny raz schować głowy w piasek.

Dlatego bardzo Pana proszę o włączenie się jeszcze dziś w tę akcję poprzez wsparcie dowolnym datkiem naszego obywatelskiego apelu o pilne ratowanie polskich elektrowni węglowych i kopalń, aby wkrótce nie zabrakło nam prądu:

ZATRZYMAJMY TO SZALEŃSTWO! Wspieram protest w obronie polskiej energetyki 

A zabraknąć może, czego już nie ukrywa już nieliczne, ale wpływowe lobby klimatyczne, które forsuje wymuszenie ograniczeń w korzystaniu z prądu.

Nie możemy np. zakładać, że wszystkie jeżdżące obecnie po Polsce i po innych krajach samochody spalinowe zostaną jeden do jednego wymienione na elektryki. Byłoby to niezrównoważone ze względu na związane z tym ogromne potrzeby w zakresie pozyskiwania energii i surowców

– to są słowa przedstawicielki „Koalicji Klimatycznej”, które zacytował Business Insider, opisując nowe propozycje Komisji Europejskiej.

Czy widzi Pan ten obłęd?! Chcą nam zabrać to, co obecnie mamy i zamiast powrotu na ścieżkę rozwoju i bogacenia się, pogrążyć całe społeczeństwo – pozbawić własności, w tym osobistego transportu oraz limitować prąd przypadający na pojedynczą osobę.

NIGDY nie możemy się na to zgodzić!

Bardzo Pana proszę: uczyńmy tę inicjatywę kampanią ogólnonarodową – głosem społeczeństwa, które stanowczo sprzeciwia się nowej bolszewickiej nawałnicy, która coraz bardziej nieudolnie kryje się pod fasadą troski o planetę.

Nie pozbawiajmy się prądu z węgla! Dołączam do obywatelskiej petycji 

Poniższy link prowadzi do strony głównej naszej petycji – bardzo liczę na Pana udział w niej poprzez podpisanie, a jeśli to także możliwe – poprzez wpłatę choćby małego datku na jej rozpropagowanie (tutaj link do strony ze zrzutką).

Wiem, że nasz sukces w postaci zmobilizowania setek tysięcy Polaków i nagłośnienia sprawy na poziomie ogólnopolskim jest możliwy. Nie czekając na zebranie całej zakładanej kwoty, już uruchomiliśmy pewne działania płatne i widzimy pierwsze ich owoce, szczególnie w postaci dużej liczby osób dołączających do nas z Facebooka.

W praktyce oznacza to, że już za kwotę 40 zł możemy pozyskać od 50 do nawet 125 kolejnych osób, które podpiszą petycję. Jeśli wpłaci Pan np. 100 zł, przełoży się to odpowiednio na 125 -312 pozyskanych osób. To trudne do wyobrażenia, ale te mechanizmy naprawdę tak działają – Pana jeden datek naprawdę może sprawić, że kolejnych TRZYSTA osób zaprotestuje razem z nami. I oni zapewne też powiedzą o tej kampanii swoim znajomym…

Wybór kwoty pozostawiam Pana możliwościom i hojności.

Przy czym nie zapominam o jednym: o Pana dotychczasowym wsparciu, za które raz jeszcze dziękuję! Pragnę też podziękować za poświęcony czas i udział w naszych petycjach, które przecież w pełni realizujemy dzięki takim polskim patriotom jak Pan. Działamy bowiem bez pobierania jakichkolwiek środków publicznych, czy też grantów od dużych korporacji. Jesteśmy wyłącznie dla Was i stąd cieszy mnie każda kolejna możliwość kontaktu z Panem.

Proszę przyjąć moje pozdrowienia dla Pana oraz dla Pana bliskich.

Sławomir Skiba - zdjęcie

Sławomir Skiba
Fundacja Wolność i Własność

OPEC zawiesił udział WSJ, NYT, FT, Reuters i Bloomberga w konferencji naftowej

Bezprecedensowe środki,

czy pierwsze nieśmiałe próby walki z ZIK?;

OPEC zawiesił udział WSJ, NYT, FT, Reuters i Bloomberga

w konferencji naftowej

Najwyższy czas na powiedzenie ZIK (zachodniemu imperium kłamstwa) NIE!

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 10

Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) nie akredytowała agencji Bloomberg News pomimo wielokrotnych próśb i nie wyjaśniła swojej decyzji. Wykluczone zostały również „New York Times”, „Financial Times”, „Wall Street Journal” i „Reuters”, rozszerzając zakaz nałożony przez grupę dwa lata temu. Inne agencje informacyjne uzyskały dostęp do konferencji, która odbędzie się w środę i czwartek.

Większość spotkań odbywa się obecnie online, pozbawiając dziennikarzy tradycyjnej możliwości zadawania pytań ministrom przed i po decyzjach dotyczących produkcji.

Tegoroczne seminarium odbywa się w czasie, gdy grupa walczy o utrzymanie kontroli nad rynkiem ropy naftowej w czasie, gdy Wall Street jest niemal jednomyślnie pesymistycznie nastawiony do perspektyw cen ropy w drugiej połowie roku.

Minister ropy Arabii Saudyjskiej, książę Abdulaziz bin Salman, faktyczny przywódca OPEC, publicznie skrytykował dziennikarzy za „błędne” relacjonowanie wydarzeń w grupie. Dziennikarze i szefowie agencji prasowych byli bardzo rozczarowani tym podejściem, ponieważ spotkania sojuszu dostarczają cennych informacji do analizy krótkoterminowych perspektyw najważniejszego rynku surowcowego.



Zakaz działalności głównych agencji prasowych był bezprecedensowym krokiem mającym na celu cenzurowanie informacji pochodzących z głębi kierownictwa kartelu naftowego. Od teraz oczekuje się, że takie środki będą stosowane na stałe.

Europa w uścisku Nowej Chazarii, cz.3

Europa w uścisku nowej Chazarii, cz.3

Autor: AlterCabrio , 10 lipca 2025

Przedstawiamy trzecią część z minicyklu, wprowadzającego w obecną sytuację geopolityczną. Przyszłość każdego z nas zależy od zmian w geopolitycznej układance, a ta ostatnio układa się po nowemu. Nie można jednak dowiedzieć się z mediów głównego nurtu, jak przebiega przebudowa. Media niezależne też nie wszystkie stają na wysokości zadania. Staramy się te braki uzupełnić i dostarczyć kompleksową wiedzę.

−∗−

Obraz tytułowy: LINK

Europa w uścisku nowej Chazarii, cz.3

Przedstawiamy trzecią część z minicyklu, wprowadzającego w obecną sytuację geopolityczną. Przyszłość każdego z nas zależy od zmian w geopolitycznej układance, a ta ostatnio układa się po nowemu. Nie można jednak dowiedzieć się z mediów głównego nurtu, jak przebiega przebudowa. Media niezależne też nie wszystkie stają na wysokości zadania. Staramy się te braki uzupełnić i dostarczyć kompleksową wiedzę.

Wcześniejsze części:

Europa w uścisku nowej Chazarii-cz.I

Europa w uścisku nowej Chazarii-cz.II

Mówi się za Feliksem Konecznym, że bizantynizm zakorzenił się w niemieckich umysłach poprzez kontakty z Bizancjum, za pośrednictwem małżeństwa cesarza Ottona II z bizantyńską księżniczką Teophano, córką Konstantinosa Sklerosa. Nic dziwnego, że wraz z księżniczką przybyły do Cesarstwa wzorce kulturowe i ustrojowe. To jednak za mało, aby ukształtować charakter całego wielkiego państwa, jego władzy, elit i pojęć, motywujących uczucia ludu i decyzje możnych.

Musi tkwić coś głębiej, coś bardziej pierwotnego, uwodzącego umysły, przekazywanego w genach, w dziecięcych kołysankach, w bajkach i legendach, w pieśniach ludu, w historiach, opowiadanych przy ogniu, a nawet w krajobrazie. Drugie Cesarstwo, nazwane z czasem (nieoficjalnie) Sacrum Imperium Romanum – Święte Cesarstwo Rzymskie, było rzymskim tylko z nazwy. Faktyczną tożsamość tego tworu ujawnia inna jego nazwa – I Rzesza Niemiecka, Erstes Reich, którego trzonem było Królestwo Niemieckie – Reich der Deutschen. Było to więc państwo wielonarodowe, założone i zarządzane przez Teutonów, zwanych przez Rzymian Germanami, którymi przewodzili wówczas Sasi, bliscy sąsiedzi Jutów i Anglów.

Tytulatura Cesarstwa przywodziła wciąż żywą pamięć Cesarstwa Karola Wielkiego, które z kolei uznawało się za kontynuację Rzymu Cezarów, zarówno w swej warstwie politycznej, jak i kulturowej. Rzesza Niemiecka, zwana Cesarstwem z cesarskim Rzymem nie miała niczego wspólnego, poza tym, że przodkowie jej założycieli byli zwykle Rzymowi wrodzy. Cesarstwo Karolingów mogło rościć sobie pretensje do cesarskiej sukcesji, leżąc na terenach dawnego Imperium Romanum, a Frankowie Saliccy pod wodzą Meroweusza walczyli u boku Rzymian na Polach Katalaunijskich. 20 czerwca 451 r. w miejscu, zwanym Campi Catalaunici starły się dwie wielkie armie – rzymska pod dowództwem Flawiusza Aecjusza, zwanego ostatnim Rzymianinem, oraz huńska, pod wodzą Attyli, zwanego Biczem Bożym. Obydwie armie wsparte były przez sojusznicze plemiona, jednym z sojuszników rzymskich byli Frankowie Saliccy. Armia Hunów poniosła wtedy wielką klęskę, co złamało jej dotychczasową potęgę. Dwa lata później Bicz Boży zmarł podczas własnej nocy poślubnej, w łożu z germańską księżniczką Ildico. Historyk Jordanes podaje, że przyczyną bezpośrednią był krwotok z nosa, który zalał płuca, a pośrednią – pijaństwo i nadmierny wysiłek seksualny. Po śmierci Attyli jego imperium rozpadło się, a Hunowe zeszli z dziejowej sceny.

Bitwa na Polach Katalaunijskich była ostatnim przebłyskiem świetności Rzymu, a Frankowie wzięli w nim udział. Meroweusz założył dynastię Merowingów, która stanęła na czele państwa. Dynastia ta została zastąpiona przez Karolingów w wyniku zamachu stanu, uznanego jednak przez papieża Leona III. W Boże Narodzenie, 25 grudnia 800 roku w Bazylice św. Piotra w Rzymie papież Leon III nałożył Karolowi Wielkiemu na głowę cesarski diadem, a potem ukląkł przed władcą składając hołd. Znak był wiadomy – władza pochodzi od Boga, Cesarz jest pomazańcem Bożym, ale nie jest najwyższym kapłanem. Tym jest Papież, i bez jego aktu koronacji nikt nie może zostać Cesarzem. Obydwie władze zostały rozdzielone, a ich wzajemne relacje zdefiniowane jako współzależność.

Germańsko-saska Rzesza Niemiecka obejmowała część ziem dawnego Cesarstwa Karolingów. Sasi wykorzystali zarówno tytulaturę cesarską, jak i religię chrześcijańską do ugruntowania swej władzy. Na ile szczere były to intencje, Bóg to wie, z pewnością jednak było tam również instrumentalne wykorzystanie chrześcijańskich symboli i znaczeń, połączone ze skrytą wrogością wobec nich. Sasi, tak samo, jak znaczna część ziem Rzeszy Niemieckiej nie byli nigdy częścią Imperium Romanum. Żyjąc na ziemiach pradawnej Germanii, odziedziczyli wrogość Teutonów do Rzymu. W Cesarstwie Karola Wielkiego Sasi długo opierali się chrystianizacji, aż w końcu zostali w czasie wojen saskich w latach 799-800 brutalnie i krwawo zmuszeni do chrztu przez Karola. Mieli więc powody aby nienawidzić zarówno Rzymu, jak i chrześcijaństwa, tak samo, jak gnostycy. Połączyło ich coś jeszcze – zamiłowanie do mitu. Widać to w germańskich legendach, sagach, pieśniach, nordyckiej mitologii, choćby w Pieśni o Nibelungach, wspaniale sportretowanej przez Wagnera.

Istnieje źródło mocy i władzy – Złoto Renu, pozostające pod opieką Cór Renu. Wotan, wódz bogów zlecił dwóm braciom – olbrzymom Fafnerowi i Fasoltowi budowę nowej siedziby bogów – Walhalli. Jako honorarium zgodził się oddać im Freję, boginię miłości, radości i płodności. Olbrzymi zjawiają się po zapłatę, biorą Freję, pomimo protestów bogów i zgadzają się oddać ją za Złoto. Zostało ono jednak wcześniej wykradzione przez karła Mime, a później odebrane mu przez karła Alberyka, który, by skorzystać z jego mocy, wyrzekł się miłości. Jego karły wykuły hełm, pozwalający przybierać dowolną postać, oraz pierścień, dający władzę. Złoto zostało podstępem odebrane Alberykowi przez Wotana i Lokiego, nałogowego kłamcę i cynika, potrafiącego wykorzystać pychę Alberyka przeciwko niemu. Utraciwszy Złoto, Alberyk przeklął każdego posiadacza pierścienia, który odtąd musiał umrzeć. Bogowie oddali złoto olbrzymom, Freja została uwolniona, dwaj bracia pokłócili się o pierścień, Fafner zabił Fasolta, klątwa pokazała swoją moc. Bogowie triumfalnie wkroczyli do Walhalli po tęczowym moście Bifroście. Ta historia uruchomiła sekwencję zdarzeń, która prowadzi do Ragnarok – końca świata, w którym Walhalla wraz z bogami gorzeje w wielkim pożarze świata, który musi najpierw spłonąć, aby odrodzić się, świeży i zielony, bez wojen i cierpień. Współcześni Niemcy wciąż wierni są swoim mitom, do których powrócili po odrzuceniu chrześcijaństwa i powrocie do gnozy, co dokonało się dzięki Rewolucji Lutra. Od tamtej pory nienawidzą Rzymu jako tego, który próbował ich podbić, i tego, których ich ochrzcił. Mentalnie Niemcy od czasów Lutra są jednocześnie na tęczowym moście, wkraczając do Walhalli, oraz w mrocznym Lesie Teutoburskim, gdzie we wrześniu 9 roku plemienne hordy Arminiusza-Hermana wymordowały trzy rzymskie legiony, dowodzone przez Publiusza Kwinktyliusza Warusa. Tęczowa Walhalla, połączona z mordowaniem Rzymian – oto główny napęd okrętu o nazwie Niemcy.

Germanie, którzy pod wodzą Ottona I z saskiego rodu Ludolfingów w 962 r. uznali się za Cesarstwo, zarazem rzymskie, chrześcijańskie i niemieckie, połączyli w jedno żywioły, które mogły pozostać w pokoju tylko pod warunkiem zachowania wierności chrześcijaństwu. Było to możliwe, chrześcijaństwo udziela swojej siły każdemu, kto chce je przyjąć i w nim wytrwać. Neo-rzymscy Teutoni woleli jednak mit od wiary, władzę od dobra i gnozę od prawdy. Długo trwały wewnętrzne zmagania, w których Cesarz próbował, wzorem Bizancjum zostać zwierzchnikiem Papieża, kimś w rodzaju zastępczego Boga na ziemi, Papiestwo zaś stało na gruncie nadrzędności władzy duchowej nad świecką. Kulminacją rywalizacji był spór o inwestyturę i słynne upokorzenie cesarza Henryka IV, który w styczniu 1077 r. w Kanossie musiał ukorzyć się przed papieżem Grzegorzem VII. Co prawda później Cesarz wrócił do znaczenia, wygrywał bitwy, obalił nawet Papieża, a kolejni cesarze dalej potrafili odnosić świetne zwycięstwa i wznosić się na wyżyny potęgi, również wobec papiestwa. Jednak Kanossa zmieniła wszystko, cały świat ujrzał upokorzonego Cesarza, który dla odzyskania swej władzy zmuszony jest prosić Papieża o łaskę. Cesarz odtąd nie mógł już być bogiem. Papiestwo zadało potężny cios gnostyckiemu państwu, rosnącemu w sercu Europy. Ale nie tylko ono.

Ekspansja Imperium miała kilka wymiarów i kierunków. Najważniejszym był kierunek ideowy – przejście od katolicyzmu do gnozy, podporządkowanie i wchłonięcie papiestwa i Kościoła przez Imperium, po to, aby Imperium stało się kościołem, łączącym władzę świecką i religijną, a potem każdą inną. Były jeszcze dwa kierunku terytorialne – na zachód i na wschód. Ekspansja terytorialna na zachód została powstrzymana przez Franków, zwanych już wówczas Francuzami. Ich przywiązanie do narodowej monarchii i do wiary katolickiej zaowocowało stanowczą odmową uznania prerogatyw cesarskich względem królów Francji. Królowie mieli swoich legistów, badających prawo rzymskie i kanoniczne. Baldus de Ubaldis i Bartolous de Saxoferrato, ludzie dziś nieznani dali początek ideologii monarchii francuskiej, niezbędnej wówczas, tak samo przydatnej dzisiaj: rex est imperator in regno suo (król jest cesarzem w swoim królestwie), non ratione imperii, sed imperio rationis (nie z racji cesarza, lecz z nakazu rozumu). Drugi kierunek ekspansji terytorialnej prowadził na wschód – drang nach osten. To tam kolejne pokolenia kulturtregerów próbują zanieść wyższą cywilizację i wciąż okazują się cywilizacyjnie niżsi. Niemieckie parcie napotkało na krzepką przeszkodę – państwo polskie, rządzone przez Mieszka i Bolesława, rdzennych władców rodzimej dynastii. To państwo, jedno z najstarszych państw świata, które zatrzymało pochód gnozy ku ziemiom Chazarii, a stamtąd do panowania nad światową wyspą i nad światem. Niemcy nigdy nie zrozumieli, z czym się u nas spotykają, tak historycznie, jak i dzisiaj. Nie zdają sobie sprawy, że wyższa cywilizacja łacińska jest właśnie u nas, i zawsze była naszym naturalnym normotypem, a oni nieustannie szturmują nas gnozą, która zawsze musi użyć kłamstwa i przemocy. My też mieliśmy swoich legistów: Stanisława ze Skarbimierza i Pawła Włodkowica, a poza tym zastępy zbrojnych pod Cedynią, Głogowem, Wrocławiem, Płowcami, Grunwaldem, Koronowem, Świecinem, Byczyną, i na wielu innych polach bitew z niemieckim żywiołem, prącym na wschód.

Rzesza Niemiecka, zwana Świętym Cesarstwem Rzymskim okazała się niezdolna do wykonania zadania. Na zachodzie powstrzymana przez Francuzów, na wschodzie przez Polaków, ideowo przez katolicyzm i papiestwo. Spór papiestwa z cesarstwem nie był sporem o władzę, lecz o kształt władzy. Cesarstwo chciało jedności, prowadzącej w konsekwencji do totalitaryzmu, papiestwo chciało zachowania pluralizmu, umożliwiającego wolność polityczną, a z nią – każdą inną.

Z narzędzia, użytecznego do realizacji gnostyckich planów w Europie, Cesarstwo zmieniło się w przeszkodę, jako czynnik wzmacniający jedność polityczną, religijną i ideową Europy. Katolickie cesarstwo zostało przeznaczone do zniszczenia, tak samo, jak Kościół Katolicki i wszystkie inne państwa i narody, które ośmieliły się pozostać katolickie. Z jednością Kościoła i Europy postanowiono poradzić sobą za pomocą wypróbowanych metod fermentu religijnego. Tak zwana Reformacja, czyli bunt Lutra, oparta na starych gnostyckich wzorach, wzbogaconych o nową szatę pojęć powiódł się dlatego, że trafił na odpowiedni moment polityczny. Książęta Rzeszy chcieli zostać w swoich państwach i państewkach udzielnymi władcami równymi cesarzowi, a usłużny kapitał, już wówczas należący do gnostyków i penetrujący Europę tylko czekał, aby finansować rosnące potrzeby udzielnych władców. Potrzeby dworu władcy i jego możnych są znaczne, trzeba się przecież odpowiednio prezentować, każde państwo musi posiadać swoje atrybuty, a to kosztuje. Najlepszą inwestycją była i nadal jest wojna, można bowiem finansować obydwie strony konfliktu, albo ktoś wygra, albo wszyscy przegrają, i zawsze górą są bankierzy.

Reformacja przyniosła Europie kilka fal wojen politycznych, nazywanych dla niepoznaki religijnymi, rozbicie ideowe Europy na śmiertelnie skonfliktowane obozy, przebudowę zachodniej i środkowej części kontynentu. Największa transformacja o najdonioślejszych skutkach, trwających do dziś polega na zmianie treści pojęć. Świat protestancki inaczej niż katolicki postrzega tak fundamentalne kwestie, jak dobro i zło, prawda i fałsz, prawa i obowiązki, wolność i zniewolenie, zbawienie i potępienie. Gnostycy dokonali głębokiego podziału, działając pozornie sprzecznie ze swoimi ideami, dążącymi do jedności wszystkiego. Było to jednak podzielenie i skłócenie świata katolickiego, co jest jak najbardziej w interesie gnozy jako niezbędny warunek państwa światowego. Ordo ab chao, solve et coagula – tak brzmią zasady masońskie i alchemiczne.

Walka ideowa na polu religii i filozofii to najważniejszy front gnostyków, determinuje bowiem to, co ludzie myślą i co robią, a ludzie są najważniejszym zasobem planety. Pamiętajmy jednak, że treść potrzebuje formy, gnostycy potrzebują państw. Są to dla nich konieczne byty polityczne, zdatne do tego, aby przejąć nad nimi kontrolę z zewnątrz i realizować dalekosiężne cele. Można wówczas posługiwać się państwem, jego władzą, zasobami i mieszkańcami jakby zdalnie sterowanym pojazdem, mającym nawet załogę, która myśli, że wszystkim kieruje sama, a w rzeczywistości jest kierowana przez ukrytych nawigatorów. Pamiętano o przywiązaniu Teutonów do mitu, co jest warunkiem niezbędnym, aby wierzyć i słuchać gnozy. Posłużono się Rzeszą Niemiecką, w czasie, gdy wtajemniczeni mieli już świadomość, że nie spełni ona pierwotnego zadania, wciąż jednak nadawała się do realizacji celów pośrednich. Takim celem było wyemanowanie z Rzeszy nowej siły, która może stworzyć państwo i zarządzać nim. Użyto rycerskiego Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zwanego u nas Krzyżakami, od czarnych emblematów w kształcie krzyża. Zakon nie miał wezwania Najświętszej Marii Panny, tylko szpitala pod tym wezwaniem. Oficjalnym celem Zakonu było krzewienie chrześcijaństwa i walka z pogaństwem.

To jedna z wielu mistyfikacji, w jakie obfituje historia, i to mistyfikacja tak gruba i bezczelna, że prawie nikt jej nie widzi. Zakon tworzyli w większości ministeriałowie z Rzeszy, podlegli większym feudałom, czyli średniozamożni rycerze, których status był niższy niż wolnych rycerzy Rzeszy, którzy podlegali samemu cesarzowi. W Polsce takie rozwiązania były prawie nieznane, u nas wszyscy byli formalnie równi, natomiast w Rzeszy ministeriał, który wywodził się z niewolników i jeńców wojennych, drogę do wyższych godności widział zwykle zamkniętą. Wykorzystano więc grupę ambitnych ludzi, ograniczanych przez porządek prawny, tworzących znaczną siłę społeczną. Krzyżaccy zakonnicy, będąc w Ziemi Świętej zetknęli się z ezoteryczną wiedzą, której wzbraniano wstępu do Europy. Swoje fascynacje przynieśli na kontynent, przedstawiając się jednocześnie jako bardzo prawowierni katolicy, mając stałe wsparcie cesarza, elit Rzeszy i Europy Zachodniej. Polaków bardzo dużo trudu kosztowało przekonanie Europy o niecnych celach Krzyżaków, lecz daliśmy radę i wygraliśmy europejską wojnę propagandową z Zakonem. Celem tej organizacji od początku jej bytności w Europie nie było to, co podawano do publicznej wiadomości, lecz coś innego. Krzyżacy po ich wyparciu z Ziemi Świętej dążyli konsekwentnie do budowy własnego państwa, zarządzanego według całkowicie nowych metod. Udało im się na ziemiach Polaków i Prusów, dzięki oszustwu i fałszerstwu. Cesarz Fryderyk II Hohenstauf, heretyk i świętokradca wydał w 1235 r. Złotą Bullę z Rimini, w której m.in. nadawał Krzyżakom na własność ziemie, należące do kogoś innego, również do Polski, uznawał się za lennego seniora Zakonu i całej Polski, a także za nadrzędnego władcę całej Europy. Stauf zachował się podobnie do Unii Europejskiej, podobnie uzurpatorsko i bezczelnie. Fryderyk był jeszcze lepszy, bo nie tylko, że fałszował nadanie Konrada Mazowieckiego, to jeszcze podrabiał sam siebie, cofając datę wydania dokumentu do 26 marca 1226 r. i rejestrując taką fałszywkę w kancelarii cesarskiej.

Państwo Zakonu Krzyżackiego było ewenementem, całkowicie sztucznie stworzonym bytem państwowym, zarządzanym technokratycznie. Początkowo Zakon stworzył bardzo atrakcyjne warunki dla osadników, ściągając ich z Rzeszy i zachodniej Francji. Potem jednak zaczęło się to, co zwykle – przykręcanie śruby, co też jako żywo przypomina UE. Państwo Zakonu było więc trzecią inwestycją państwową gnostyków, po Imperium Chazarów i Rzeszy Niemieckiej. Poza zdobywaniem doświadczeń twór ten miał trzy jeszcze cele. Celem pierwszym była kontynuacja parcia na wschód, czego Rzesza, mając na wschodzie państwo polskie nie mogła już prowadzić. Celem drugim była likwidacja tegoż niewygodnego polskiego państwa. Celem trzecim – uchwycenie przyczółka w okolicy głównej magistrali handlowej Eurazji, czyli światowej wyspy. Krzyże na płaszczach i tarczach były tylko przykrywką, tak samo, jak dziś przykrywką są wartości unijne, udające europejskie, oraz synodalny modernizm, udający Kościół Katolicki.

Państwo polskie stanęło w obliczu wielkiego zagrożenia swojego istnienia. Polska nie uległa Zakonowi, pokonała go w kilku wojnach, w czym dopomogła sama ludność państwa zakonnego, woląc władzę normalnych ludzi niż technokratów. Polacy nie wykorzystali jednak okazji do całkowitej likwidacji tego sztucznego tworu, a było ich kilka. To największa polska wina wobec świata – że w porę nie zdusiliśmy pruskiej hydry. Nie byłoby rozbiorów, wojen światowych, rewolucji w Rosji, komunizmu, Unii Europejskiej. Państwo krzyżackie bardzo długo służyło gnostykom za wygodne narzędzie do przebudowy Europy, i w pewnym sensie służy do dziś, duch pruski bowiem dokonał zjednoczenia Niemiec w 1871 roku, powołał II Rzeszę, potem III Rzeszę, a potem Unię Europejską. Po drodze państwo krzyżackie przeszło rebranding, bez wyrzutów sumienia zamieniając się w pierwsze luterańskie państwo świata w 1525 roku. Wielki Mistrz Zakonu Albrecht Hohenzollern pod namową Lutra zrzucił zakonny płaszcz, wyszedł z Kościoła, przyjął luteranizm i został świeckim władcą technokratycznego państwa, zwanego odtąd Prusami. Od tamtego momentu jego władcy mogli już knuć to, czego chcieli, i co szeptali im do ucha ich gnostyccy ukryci preceptorzy. W środku Europy powstało coś, co zaczęło pełnić tą samą rolę, którą odegrać miała Chazaria. Judaizm talmudyczny zastąpiony został przez luteranizm, co po odpowiedniej ewolucji daje ten sam efekt w postaci normatywizmu prawniczego, praworządności unijnej i tzw. wartości europejskich. Przewodnicząca Komisji Europejskiej oświadczyła, występując w 2022 roku na hebrajskim uniwersytecie Negev, że Europa to wartości Talmudu. Niczego więc nie trzeba się domyślać, wszystko wyraźnie zostało powiedziane. Prusy nie były jednak jedyną inwestycją państwową gnostyków. Najwyraźniej zdali sobie sprawę, że aby zapanować nad sercem Europy nie wystarczy być w tym sercu, bo są tu krzepkie państwa narodowe, trzymające się katolicyzmu – Francja, Austria i Polska. Aby pokonać ich siłę, trzeba było kompletnej przebudowy Europy, a do tego potrzebowano państwa morskiego, które może dopłynąć wszędzie, a którego jednocześnie nie można pokonać, bo jest za morzem. Wybór padł na Anglię, jako kolejny przyczółek gnostyckiej władzy w Europie i na świecie.

Ciąg dalszy nastąpi …

Na tym kończę publikację serii o Chazarii na tym portalu. Został już napisany ciąg dalszy, prowadzący do naszych czasów. Wszystko, co dotąd napisałem i opublikowałem na ten temat, oraz to, co zostało napisane i nieopublikowane znajdzie się w nowej książce, wydanej już niebawem przez Instytut Wiedzy Społecznej im., Krzysztofa Karonia. Proszę wyglądać tej książki. Jej roboczy tytuł na dzień dzisiejszy to „Uścisk Chazarii”.

A tymczasem polecam „Poradnik Świadomego Narodu”, księga I już dostępna.

„Poradnik świadomego narodu” dostępny tutaj: LINK

________________

Europa w uścisku nowej Chazarii, cz.3, Bartosz Kopczyński, 10 lipca 2025

Charków: Rosyjskie [mobilne przed startem] rakiety Iskander niszczą fabryki zbrojeniowe

[film propagandowy strony rosyjskiej]

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 10

9 lip 2025 Rosja po raz kolejny zintensyfikowała swoją kampanię rakietową, uwalniając potężny system Iskander-M w fali śmiercionośnych precyzyjnych uderzeń na Ukrainie. Ukraińska fabryka bezzałogowych statków powietrznych w Charkowie, stanowisko dowodzenia w Odessie i fabryka silników rakietowych w Dnieprze zostały zniszczone — wysyłając wiadomość nie słowami, ale zniszczeniem.

Wspierana przez ogromny wzrost produkcji rakiet — do 700 Iskanderów w samym 2024 roku — rosyjska fabryka w Wotkińsku szybko się rozwija, produkując zarówno konwencjonalne, jak i zdolne do przenoszenia broni jądrowej rakiety balistyczne. Mając ponad 600 rakiet już w rezerwie i rosnący łańcuch dostaw obejmujący ponad 10 wykonawców zamówień obronnych, Rosja wyraźnie przygotowuje się do przedłużającego się konfliktu.

Tymczasem Stany Zjednoczone starają się wysłać dodatkowe systemy Patriot na Ukrainę. Ale czy nie jest już za późno?

Oreshnik. Nowa rosyjska broń strategiczna. Nie muszą szachować jądrowymi.

Zapomnij o atomówkach. Oto nowa rosyjska broń odstraszająca.

===============================

Oreshnik to nie tylko pocisk. To prototyp przyszłej logiki wojennej: wystarczająco szybki, aby uderzyć przed wykryciem, wystarczająco wytrzymały, aby uniknąć przechwycenia i wystarczająco potężny, aby kształtować decyzje jeszcze przed rozpoczęciem wojny.

======================================

© RT / Dmitry Kornev / RT 7 lipca 2025

https://www.rt.com/russia/621105-forget-nukes-russias-deterrence

Dlaczego Rosja nie musi uciekać się do broni nuklearnej, aby osiągnąć swój cel – i jak Oresznik jasno to pokazuje.

Tuż przed świtem 21 listopada 2024 roku na niebie nad Dnieprem pojawiła się ognista kula. Nie był to meteor. To nie był dron.

Eksplozja, która nastąpiła później – precyzyjna, głęboka i niesamowicie cicha na powierzchni – rozerwała ogromny obiekt obronny Jużmasz w południowo-wschodniej Ukrainie. Materiał filmowy z tego ataku rozprzestrzenił się w ciągu kilku godzin, zebrany zarówno przez analityków open source, jak i służby wywiadowcze. Jednak dopiero po potwierdzeniu przez prezydenta Rosji Władimira Putina, świat otrzymał nazwę dla tego, czego był świadkiem:

Oresznik – nowy rodzaj rosyjskiego pocisku balistycznego.

Oreshnik, zdolny do osiągania prędkości powyżej 10 Mach, przetrwania temperatury do 4000C i dostarczania siły kinetycznej, która rywalizuje z taktyczną bronią jądrową, jest nie tylko szybki. Jest inny.

W ciągu niecałego roku przeszedł od tajnego prototypu do produkcji seryjnej, z potwierdzonymi planami rozmieszczenia na Białorusi do końca 2025 roku. Jego pojawienie się sugeruje, że Rosja zmienia zasady strategicznego odstraszania – nie poprzez eskalację łamiącą traktaty, ale poprzez coś cichszego, subtelniejszego i potencjalnie równie decydującego.

Czym więc dokładnie jest pocisk Oresznik? Skąd się wziął, jakie są jego możliwości i jak może zmienić pole bitwy?

RT wyjaśnia, co do tej pory wiadomo o najnowszym rosyjskim przełomie w dziedzinie niejądrowej broni strategicznej.

Jak działa Oresznik

Pocisk, który uderzył w zakład Jużmasz w Dniepropietrowsku (znanym na Ukrainie jako Dniepr), nie pozostawił po sobie spalonego krajobrazu ani spłaszczonego obwodu. Zamiast tego analitycy badający zdjęcia satelitarne zauważyli wąską strefę uderzenia, zawalenie się konstrukcji poniżej poziomu gruntu i niemal chirurgiczne uszkodzenie powierzchni. To nie skala zniszczeń się wyróżniała, ale ich kształt.

Ta sygnatura wskazywała na coś nowego. Zgodnie z dostępnymi danymi i obserwacjami ekspertów, Oreshnik przenosi głowicę penetrującą typu klastrowego, prawdopodobnie składającą się z wielu podpocisków o dużej gęstości. Detonacja następuje dopiero po tym, jak ładunek wbije się w cel – konstrukcja ta ma na celu maksymalizację wewnętrznych uszkodzeń utwardzonej infrastruktury wojskowej.

Putin stwierdził, że głowice Oresznika są w stanie wytrzymać temperatury do 4000C. Aby przetrwać takie ciepło i pozostać stabilnym przy prędkości końcowej, ładunek musiałby być zamknięty w zaawansowanych materiałach kompozytowych – prawdopodobnie w oparciu o ostatnie osiągnięcia w dziedzinie żaroodpornej ceramiki i struktur węglowo-węglowych stosowanych w hipersonicznych rakietach szybujących.

Jedną z charakterystycznych cech systemu jest jego zdolność do utrzymywania prędkości hipersonicznej podczas końcowej fazy lotu.

W przeciwieństwie do tradycyjnych głowic balistycznych, które zwalniają podczas opadania, Oreshnik podobno utrzymuje prędkość przekraczającą Mach 10, a być może Mach 11, nawet w gęstych warstwach atmosfery.

Umożliwia to uderzenie z ogromną energią kinetyczną, zwiększając penetrację i niszczycielską siłę bez konieczności stosowania dużego ładunku wybuchowego.

Przy takich prędkościach nawet nienuklearna głowica bojowa staje się bronią strategiczną. Skoncentrowane uderzenie o dużej prędkości wystarcza do zniszczenia bunkrów dowodzenia, stacji radarowych lub silosów rakietowych. Skuteczność tej broni nie zależy od promienia wybuchu, ale od precyzyjnego dostarczenia wysokiej energii. To sprawia, że jest ona zarówno trudniejsza do wykrycia, jak i do przechwycenia.

Pod względem doktrynalnym Oreshnik reprezentuje nową kategorię: Niejądrowy strategiczny pocisk balistyczny. Zajmuje on przestrzeń pomiędzy konwencjonalnymi systemami uderzeniowymi dalekiego zasięgu a nuklearnymi ICBM – z wystarczającym zasięgiem, prędkością i energią uderzenia, aby zmienić obliczenia pola bitwy, ale bez przekraczania progu nuklearnego.

Od topoli do leszczyny: początki systemu Oresznik

Chociaż system rakietowy Oresznik znalazł się w centrum uwagi opinii publicznej w 2024 roku, jego korzenie technologiczne sięgają dziesięcioleci wstecz. Architektura, filozofia projektowania, a nawet jego nazwa są zgodne z linią ukształtowaną przez jedną instytucję: Moskiewski Instytut Technologii Termicznej (MITT).

Założony podczas zimnej wojny w celu opracowania zaawansowanych systemów rakietowych na paliwo stałe, MITT od dawna odpowiada za niektóre z najbardziej wyrafinowanych rosyjskich mobilnych platform strategicznych. Należą do nich Temp-2S, Pionier, a później rodzina Topol – pierwsze rosyjskie mobilne międzykontynentalne pociski balistyczne.

Konwencja nazewnictwa pozostała zaskakująco spójna przez lata. Większość pocisków MITT nosi nazwy drzew: Topol (topola), Topol-M, Osina (osika), Yars (rodzaj jesionu), Kedr (cedr). Nowy system, Oreshnik (Leszczyna), wpisuje się w tę tradycję – zarówno symbolicznie, jak i organizacyjnie.

Analitycy uważają, że Oresznik może być częściowo oparty na RS-26 Rubież, mobilnym ICBM opracowanym przez MITT i testowanym w latach 2011-2015. RS-26 był zasadniczo skróconą wersją rakiety Yars ICBM, zaprojektowaną do przeprowadzania precyzyjnych uderzeń na średnich dystansach. Prace rozwojowe zostały po cichu wstrzymane w połowie 2010 roku – prawdopodobnie w odpowiedzi na ograniczenia traktatu INF, który zabraniał stosowania pocisków rakietowych o zasięgu 500 – 5 500 km.

Traktat ten już nie obowiązuje. Po formalnym wycofaniu się USA w 2019 roku Rosja mogła wznowić rozwój w dziedzinie, która była zamrożona przez dziesięciolecia. Pojawienie się Oresznika zaledwie pięć lat później sugeruje, że jego podstawowe komponenty – systemy napędowe, moduły celownicze i mobilne podwozie – były już bardzo zaawansowane.

[dla chętnych: w oryginale jest trochę czytelniejsza md]

Produkcja i wdrożenie: Od prototypu do Białorusi

To, co zaczęło się jako jednorazowe uderzenie operacyjne, przekształciło się w pełnowymiarowy program zbrojeniowy. W czerwcu 2025 roku, podczas spotkania z absolwentami najlepszych rosyjskich akademii wojskowych, Putin ogłosił, że system rakietowy Oresznik wszedł do produkcji seryjnej.

„Ta broń okazała się niezwykle skuteczna w warunkach bojowych i to w bardzo krótkim czasie” – stwierdził.

Szybkość tego przejścia – od debiutu na polu bitwy do masowej produkcji – jest godna uwagi. Sugeruje to, że zarówno system rakietowy, jak i wspierająca go infrastruktura dojrzewały po cichu w tle, prawdopodobnie w oparciu o wcześniejsze badania prowadzone w ramach programu RS-26.

Jeszcze bardziej znaczący niż sama produkcja jest plan rozmieszczenia pocisków. 2 lipca 2025 roku, podczas obchodów Dnia Niepodległości w Mińsku, białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka publicznie potwierdził, że do końca roku pierwsze jednostki Oresznika będą stacjonować na Białorusi.

„Uzgodniliśmy to z Putinem w Wołgogradzie” – powiedział Łukaszenko. „Pierwsze pozycje Oresznika będą na Białorusi. Widzieliście, jak działa ten system. Będzie tutaj przed końcem roku”.

Posunięcie to ma zarówno logistyczne, jak i strategiczne znaczenie. Białoruś od dawna dostarcza wytrzymałe mobilne podwozia dla rosyjskich systemów rakietowych – w tym tych używanych przez Oresznika.

Ta synergia przemysłowa sprawia, że Mińsk jest naturalnym centrum rozmieszczenia, ale to coś więcej niż tylko wygoda techniczna.

Z minimalnym zasięgiem 800 km i maksymalnym podobno prawie 5500, Oresznik stacjonujący na Białorusi miałby w zasięgu praktycznie całą Europę Środkową i Zachodnią. Dla Rosji stanowi on nienuklearny wysunięty środek odstraszania. Dla NATO, wprowadza on nową klasę zagrożeń – szybkich, precyzyjnych i trudnych do przechwycenia, a jednocześnie pozostających poniżej progu odwetu nuklearnego.

W praktyce, otwiera to również drzwi do ewentualnej wspólnej rosyjsko-białoruskiej struktury dowodzenia operacjami rakietowymi poza terytorium Rosji – co jeszcze bardziej sformalizowałoby integrację wojskową między tymi dwoma państwami.

Oresznik znajduje się na przecięciu szybkości, precyzji i strategicznej dwuznaczności. Oto jak wypada w porównaniu z najpotężniejszymi systemami rakietowymi na świecie. [tabela powyżej]

Nowa doktryna bez broni jądrowej

Przez dziesięciolecia termin „broń strategiczna” był synonimem broni nuklearnej – narzędzia ostateczności, wykorzystywanego nie do użycia, ale do odstraszania. Oreshnik zmienia to równanie.

Łącząc zasięg międzykontynentalny, prędkość hipersoniczną i zdolność precyzyjnej penetracji, system ten wprowadza nowy poziom siły: Taki, który znajduje się poniżej progu nuklearnego, ale znacznie powyżej konwencjonalnej artylerii dalekiego zasięgu lub pocisków manewrujących.

W przeciwieństwie do głowic nuklearnych, ładunki Oreshnika mogą być używane bez wywoływania globalnego potępienia lub ryzyka eskalacji poza kontrolą. Jednak ich niszczycielski potencjał – zwłaszcza w stosunku do wzmocnionych celów wojskowych lub infrastruktury krytycznej – czyni z nich wiarygodne narzędzie strategicznego odstraszania.

Jest to sedno tego, co możemy nazwać „doktryną odstraszania nienuklearnego”: Zdolność do osiągania celów na polu bitwy lub celów politycznych za pomocą zaawansowanych systemów konwencjonalnych, które naśladują strategiczny wpływ broni jądrowej – bez przekraczania granicy.

W tych wyłaniających się ramach Oreshnik to nie tylko pocisk. To prototyp przyszłej logiki wojennej: wystarczająco szybki, aby uderzyć przed wykryciem, wystarczająco wytrzymały, aby uniknąć przechwycenia i wystarczająco potężny, aby kształtować decyzje jeszcze przed rozpoczęciem wojny.

Linia porozumienia i walki. Michalkiewicz

Linia porozumienia i walki

Stanisław Michalkiewicz 10 lipca 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5855

Wprawdzie nie zanosi się na to, by wybory parlamentarne odbyły się wcześniej, niż w roku 2027, przede wszystkim z powodu nieśmiałości pana prezydenta Andrzeja Dudy. Jak wiadomo, jest on bardzo bliskim przyjacielem amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, ale mimo tej zażyłości, nie potrafi przezwyciężyć onieśmielenia, które niekiedy wręcz go paraliżuje. Tak było w listopadzie 2018 roku, kiedy to odbył w Białym Domu 20-minutową rozmowę w cztery oczy – ale kiedy podczas urządzonego tego samego wieczoru w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie przyjęcia z okazji 100-letniej rocznicy odzyskania niepodległości, zapytano pana prezydenta, czy poruszył w tej rozmowie sprawę ustawy nr 447, pan prezydent odparł, że nie – bo strona amerykańska tego nie zaproponowała”.

Najwyraźniej i teraz prezydentowi Trumpowi nie przyszło do głowy, by zaproponować panu prezydentowi Dudzie przeprowadzenie w Polsce przesilenia rządowego, do którego niezawodnie by doszło, gdyby ktoś z Centralnej Agencji Wywiadowczej zadzwonił do wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza i powiedział jemu tak: wiecie, rozumiecie, Kosiniak, wy chyba jesteście przyjacielem Stanów Zjednoczonych, co? Na takie dictum wicepremier z pewnością odpowiedziałby po angielsku: tak toczno, Wasze Wieliczestwo! – No widzicie, Kosiniak – usłyszałby w odpowiedzi. – My tu do was z sercem na dłoni, a wy co? Pokażcie no jakiś dowód przyjaźni – ot na przykład – po co wam ten sojusz z folksdojczami? Pluńcie na nich, odwróćcie sojusze, a my pomyślimy, czy nie zrobić was premierem waszego bantustanu.

Niestety taki pomysł nie przyszedł do głowy prezydentu Donaldu Trumpu – ale być może by przyszedł, gdyby pan prezydent Andrzej Duda zręcznie mu go podsunął, nie czekając na przyzwolenie z jego strony. Jednak – jak mawiał pan Ignacy Rzecki z „Lalki” – „co tam marzyć o tem!” No to w jaki sposób pan prezydent Andrzej Duda zamierza zostać tubylczym premierem? Myśli, że kto mu to załatwi?

Mniejsza jednak o to, bo wszyscy rozumiemy, że z powodu nieśmiałości pana prezydenta Dudy o żadnym przesileniu rządowym w Polsce nie usłyszymy przynajmniej przed 6 sierpnia. Tymczasem sondażownie opublikowały sondaż, z którego wynika, że Volksdeutsche Partei została zdystansowana przez PiS, a w koalicji tworzącej vaginet obywatela Tuska Donalda wystąpiła masakra. Wprawdzie im dalej do wyborów, tym mniej trzeba przejmować się sondażami, bo sondażownie wykonują zamówienia na obstalunek – ale najwyraźniej obywatel Tusk Donald jeszcze nie ochłonął z wrażenia po wyborach prezydenckich przerżniętych przez obywatela Trzaskowskiego Rafała i na widok tego sondażu musiał się przelęknąć do tego stopnia, że zapowiedział nie tylko zamknięcie granicy z Niemcami i Litwą, ale nawet – wypowiedzenie konwencji ottawskiej o minach przeciwpiechotnych – bo zamierza zaminować granicę z Białorusią, żeby utrudnić migrantom przenikanie przez tę granicę, a poza tym – o czym nie trzeba głośno mówić – żeby zniechęcić miejscowych „aktywistów” do pełnienia roli przewodników i opiekunów. Muszę przypomnieć, że od razu to proponowałem, zamiast budować wielkim kosztem mur, przez który migranci podobno przechodzą, kiedy tylko chcą. Inna sprawa, że na zaminowaniu granicy nikt by się nie obłowił, natomiast przy budowie muru – aaa, to co innego! Teraz jednak mur stoi, forsa została rozdzielona, więc można śmiało granicę minować.

Zwraca jednak uwagę asymetria między planami uszczelnienia granicy wschodniej i uszczelnienia granicy zachodniej. O ile plan uszczelnienia granicy wschodniej nabiera charakteru radykalnego, o tyle plan uszczelnienia granicy zachodniej takim radykalizmem się nie charakteryzuje. Z deklaracji obywatela Tuska Donalda wynika bowiem, że w kwestii uszczelnienia granicy z Niemcami zamierza on stosować strategię deklarowaną przez generała Jaruzelskiego w latach 80-tych, to znaczy – „linię porozumienia i walki”. W tej strategii chodziło o to, by generał Jaruzelski porozumiał się ze swoimi konfidentami, albo z innego powodu zaufanymi przedstawicielami „lewicy laickiej”, a potem – żeby viribus unitis rozprawili się ze znienawidzoną „ekstremą”, co to próbowała sypać piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów.

Ta strategia udała się w stu procentach; widowisko telewizyjne: „Obrady Okrągłego Stołu”, zostało obsadzone prawidłowo zarówno po stronie rządowej, jak i tak zwanej „społecznej” – dzięki czemu znaczna część obywateli myślała, że to wszystko naprawdę. Tym razem chodzi o coś innego. Obywatele zaniepokojeni bezradnością vaginetu obywatela Tuska Donalda wobec niemieckiej policji, która kiedy tylko chciała wjeżdżała sobie na polskie terytorium z transportami migrantów i ich tu zostawiała, niczym starosta kaniowski Mikołaj Bazyli Potocki, co to za jednego Żyda, któremu kazał udawać kukułkę i pod tym pretekstem zastrzelił, odesłał do zaprzyjaźnionego pana brata całą furmankę Żydów – no a Straż Graniczna musiała potem rozwozić delikwentów po „centrach integracji”, kwaterować ich, karmić, poić i tak dalej. Toteż obywatele postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i utworzyli „obywatelskie patrole”.

W tej sytuacji „linia porozumienia i walki” polega na tym, że obywatel Tusk Donald będzie się „porozumiewał” z Niemcami, a walkę prowadził z obywatelskimi patrolami. Niemcy to rozumieją i tak, jak wcześniej, to znaczy – podczas kampanii prezydenckiej – dali obywatelu Tusku Donaldu dyspensę na rozmaite myślozbrodnie w rodzaju „ siłowej linii piastowskiej”, czy „repolonizacji gospodarki” – byle tylko tubylcy wybrali obywatela Trzaskowskiego Rafała – tak i teraz pozwolili mu na przywrócenie kontroli – ale pod warunkiem, że te „obywatelskie patrole” wypali ogniem i żelazem. Do czego to bowiem podobne, że w bantustanie, właśnie przygotowywanym do przerobienia na Generalną Gubernię, jakieś Schweine tworzą samowolne patrole? Przecież już Adolf Hitler powiedział, że w zjednoczonej Europie tylko Niemcy będą mogli nosić broń, a nie jacyś tubylcy. Co prawda nie do końca się to udało i już w 1944 roku broń w Europie nosił, kto tylko chciał, aż dopiero Stalinowi udało się przywrócić prawo i porządek – ale skoro już samowolki się pojawiły, to trzeba dmuchać na zimne.

Dlatego też sięgnięto po strategiczną rezerwę w osobie pana red. Tomasza Terlikowskiego, który podzielił się projektem racjonalizatorskim, by policja „skuła” tych wszystkich „panów z Ruchu Obrony Granic”, a następnie „wywiozła ich po prostu”. Pan red. Terlikowski taktownie nie pisze, gdzie policja ma tych „skutych” wywieźć – ale i bez tego domyślamy się, że do chwilowo nieczynnych obozów koncentracyjnych, których uruchomienie staje się w tej sytuacji palącą koniecznością.

Stanisław Michalkiewicz

Roberto de Mattei: O szkodach, jakie wyrządził Kościołowi II Sobór Watykański

Roberto de Mattei:

O szkodach, jakie wyrządził Kościołowi

II Sobór Watykański

https://pch24.pl/roberto-de-mattei-o-szkodach-jakie-wyrzadzil-kosciolowi-ii-sobor-watykanski

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Sobór Watykański II jest być może soborem ważniejszym nawet od Nicejskiego. Nie ze względu na pożytki, które przyniósł, ale szkody, jakie wyrządził. Pisze o tym włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

Czy istnieje związek między Soborem Nicejskim, który odbył się w 325 roku, a Soborem Watykańskim II, ostatnim z dwudziestu jeden soborów uznanych za ekumeniczne, który zakończył się 8 grudnia 1965 roku?

W liście napisanym 29 czerwca 1975 r. do ks. Marcela Lefebvre’a, który krytykował Sobór Watykański II, papież Paweł VI stwierdził, że „Sobór Watykański II jest nie mniej autorytatywny, a nawet pod pewnymi względami ważniejszy niż Sobór Nicejski” (por. „La Documentation Catholique”, 58 (1976) s. 34). Stwierdzenie to wywołało wówczas zdumienie. Sobór Nicejski przekazał nam podstawowe prawdy wiary katolickiej, wyrażone później w tak zwanym Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskim, które jest odmawiane w każdą niedzielę podczas Mszy Świętej. Sobór Watykański II nie zdefiniował żadnych prawd ani nie potępił żadnych błędów, przedstawiając się jako sobór duszpasterski, a nie dogmatyczny.

Jak można przypisywać kontrowersyjnemu soborowi duszpasterskiemu większe znaczenie niż Kościół przypisuje swojemu pierwszemu soborowi ekumenicznemu?

A jednak, z punktu widzenia nie teologii, ale historii, stwierdzenie Pawła VI nie jest nieprawdziwe, nawet jeśli chodzi o coś innego, niż miał na myśli papież Montini. Aby spróbować to wyjaśnić, oprę się na interesującym artykule belgijskiego filozofa Marcela de Corte (1905-1994), który ukazał się w 1977 r. we francuskim czasopiśmie „Itineraires” pod tytułem Nicée et Vaticanum II (nr 215, s. 110-141).

W IV wieku naszej ery, na początku ery konstantyńskiej, modną filozofią wśród pogańskich elit był neoplatonizm Plotyna (203-270). Pomimo faktu, że rzymski uczeń Plotyna, Porfiriusz (234-305), ukazał silnie antychrześcijański charakter tego systemu religijnego, nie brakowało zwolenników spotkania wiary chrześcijańskiej z filozofią plotyńską. W szczególności aleksandryjski kapłan Ariusz próbował połączyć trynitarny system hipostaz Plotyna z chrześcijańskim dogmatem o Trójcy Świętej.

W chrześcijańskiej Trójcy Świętej istnieją trzy boskie Osoby: Ojciec, Syn i Duch Święty. Ta centralna tajemnica chrześcijaństwa została objawiona przez Boga i chociaż nie jest sprzeczna z rozumem, nie została rozumowo wytworzona.

Plotyn opracował tymczasem system filozoficzny, zgodnie z którym istnieją trzy hipostazy: Jednia (to Hen), która jest pierwszą, abstrakcyjną i nieokreśloną zasadą; Intelekt (nous), który jest poziomem bytu i myśli; oraz Dusza świata (psyche), która łączy świat rozumny ze światem zmysłowym. Te trzy hipostazy wywodzą się z siebie nawzajem poprzez konieczną emanację, nie mając tych samych stopni bytu. Nie mamy tu do czynienia z rzeczywistością nadprzyrodzoną, ale z umysłową i rozumową konstrukcją.

Ariusz, przesiąknięty neoplatonizmem, twierdził, że Osoba Syna emanowała z Osoby Ojca i umieścił Osobę Ducha Świętego na jeszcze niższym poziomie, odmawiając przypisania Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu tej samej boskiej substancji. Syn i Duch Święty nie byli współistotni Ojcu, a jedynie do Niego podobni. Sobór Nicejski potępił tę próbę „przekształcenia” dogmatu trynitarnego zgodnie z ówczesną filozofią i ogłosił, że Syn nie jest »podobny« do Boga, ale jest prawdziwie Bogiem, „współistotnym z Ojcem”. W języku greckim różnica wynosi zaledwie jotę; „współistotny” mówi się homoousios, podczas gdy „podobny” mówi się homoiousios. Symbol Nicejski używa słynnego przymiotnika homoousion, „współistotny” z Ojcem, aby przeciwstawić się Ariuszowi, który używa terminu homoiousion („podobny do Ojca”), inspirowanego bezpośrednio przez Plotyna.

Za tę tezę Atanazy był sześciokrotnie wygnany i ekskomunikowany przez papieża Liberiusza: współistotność trzech boskich Osób jest sercem Symbolu Nicejskiego i naszej chrześcijańskiej wiary.

Sobór Watykański II, w przeciwieństwie do Soborów Nicejskiego, Trydenckiego i Watykańskiego I, przedstawiał się jako sobór duszpasterski, ale nie może być soboru duszpasterskiego, który nie jest również dogmatyczny. Sobór Watykański II zrezygnował z definiowania nowych dogmatów, ale zdogmatyzował duszpasterstwo, przyjmując współczesną filozofię, zgodnie z którą prawda myśli jest weryfikowana w działaniu. Tradycyjna teologia dogmatyczna została odłożona na bok i zastąpiona „filozofią działania”, która z konieczności niesie ze sobą subiektywizm i relatywizm.

Teologia pastoralna Soboru Watykańskiego II stanowi zerwanie z teologią dogmatyczną Soboru Nicejskiego, właśnie ze względu na jej roszczenie do dostosowania się do immanentyzmu współczesnej filozofii. Aby wejść w zgodność ze światem, Kościół musi odłożyć na bok swoją doktrynę i powierzyć historii weryfikacji jej prawdy. Ale to właśnie wyniki nowej teologii pastoralnej dowiodły jej porażki. Wystarczy zapytać, ilu ludzi chodzi do kościoła w niedziele i w co wierzą, aby to zrozumieć.

Marcel De Corte uważał modernistycznego filozofa Maurice’a Blondela (1861-1949) za tego, który wprowadził immanentyzm i prymat działania do teologii pastoralnej Soboru Watykańskiego II. Jeśli, jak twierdzi Blondel, nie jest możliwe spekulatywne wykazanie istnienia Boga ani boskiego pochodzenia katolicyzmu, to ześlizgnięcie się w subiektywizm i filozofię praxis jest nieuniknione. 4 czerwca 2025 r. arcybiskup Aix i Arles, monsignore Christian Delarbre, oficjalnie otworzył proces beatyfikacyjny Maurice’a Blondela w kościele Saint Jean de Malte w Aix-en-Provence, który był kościołem parafialnym Blondela. To wyraz uznania jego teologicznego i filozoficznego dorobku w rozwoju posoborowego chrześcijaństwa.

Powróćmy do stwierdzenia Pawła VI, że „Sobór Watykański II jest nie mniej autorytatywny, a nawet pod pewnymi względami ważniejszy niż Sobór Nicejski”.

Sobór Watykański II był z pewnością ważnym i w tym sensie autorytatywnym soborem, ale jego historyczne znaczenie nie wynika z pożytków, jakie przyniósł Kościołowi, jak miało to miejsce w przypadku Soboru Nicejskiego, ale z bardzo poważnych problemów, które spowodował. Jeśli II Sobór Watykański ma odcisnąć większe piętno na historii niż Sobór Nicejski, to dlatego, że kryzys religijny naszych czasów jest poważniejszy i głębszy niż kryzys ariański.

Szkody, które przewidział abp Lefebvre, a którym zaprzeczał Paweł VI, są dziś obiektywną rzeczywistością. Teologia pastoralna Soboru Watykańskiego II uległa w ciągu sześćdziesięciu lat od jego zakończenia swoistemu samo-obaleniu, a historyk nie może tego nie zauważyć.

Roberto de Mattei Corrispondenza Romana

Pach

Geopolityka Żydów – prof. Adam Wielomski

Geopolityka Żydów – prof. Adam Wielomski

Autor: AlterCabrio , 9 lipca 2025

Czy Izrael to tylko kraj? A może kluczowy gracz w globalnej układance sił?

Zapraszamy na mocne, analityczne i otwarte spotkanie poświęcone tematowi geopolityki Żydów – w kontekście państwa Izrael, jego roli w światowej polityce, wpływów, zagrożeń i wewnętrznych napięć. Przyjrzymy się nie tylko bieżącym konfliktom zbrojnym i sojuszom, ale również historii, ideologii i strategii, które kształtują decyzje podejmowane w Jerozolimie, Tel Awiwie, Waszyngtonie i Teheranie.

Poruszymy m.in.:
jak Izrael zarządza konfliktem i narracją wokół siebie,
– jakie znaczenie mają żydowskie elity w kluczowych państwach świata,
– co wiemy, a czego nie mówi się głośno o polityce wewnętrznej Izraela,
– jakie są scenariusze dalszego rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie,
– oraz jakie miejsce w tym wszystkim zajmuje Polska i Europa
.

To spotkanie nie będzie poprawne politycznie.
To będzie uczciwa, ostra i rzetelna rozmowa o tematach, które zbyt długo były pomijane.
Dla ludzi myślących. Dla tych, którzy nie boją się prawdy.

−∗−

Geopolityka Żydów – prof. Adam Wielomski

Hiszpanie za deportacją 8 milionów imigrantów i ich dzieci

Adam Gwiazda @delestoile

Nareszcie ktoś! Vox otwarcie opowiada się za deportacją 8 milionów imigrantów i ich dzieci, w tym legalnych, którzy nie integrują się z hiszpańskim obyczajami.

Rocío de Meer, rzeczniczka partii, twierdzi, że proces będzie złożony, ale konieczny dla przetrwania narodu hiszpańskiego. Propozycja obejmuje audyt obywatelstwa i deportację m. in. przestępców, osób narzucających obce religie czy żyjących na koszt państwa.

https://elpais.com/espana/2025-07-07/vox-habla-ya-abiertamente-de-deportar-a-ocho-millones-de-inmigrantes-y-sus-hijos.html

Zdjęcie

·

52,5 tys. wyświetleń

DZIEŃ SĄDU W HOLANDII – PFIZER, GATES, RUTTE I VON DER LEYEN PRZED SĄDEM ZA ZBRODNIE PRZECIWKO LUDZKOŚCI

https://amg-news.com/breaking-judgment-day-in-the-netherlands-a-historic-court-case-begins-wednesday-in-leeuwarden-as-em0477-puts-pfizer-gates-rutte-and-von-der-leyen-on-trial-for-crimes-against-humanity

PILNE: DZIEŃ SĄDU W HOLANDII – HISTORYCZNA SPRAWA SĄDOWA ROZPOCZYNA SIĘ W ŚRODĘ W LEEUWARDEN, GDY EM0477 STAWIA PFIZER, GATES, RUTTE I VON DER LEYEN PRZED SĄDEM ZA ZBRODNIE PRZECIWKO LUDZKOŚCI

PILNE: DZIEŃ SĄDU W HOLANDII – HISTORYCZNA SPRAWA SĄDOWA ROZPOCZYNA SIĘ W ŚRODĘ W LEEUWARDEN, GDY EM0477 STAWIA PFIZER, GATES, RUTTE I VON DER LEYEN PRZED SĄDEM ZA ZBRODNIE PRZECIWKO LUDZKOŚCI

============================

To pierwszy globalny sąd rozliczający się z wielowątkową machiną zmowy, w której Pfizer, współwinne rządy i niewybrane elity zorganizowały operację masowego ataku medycznego .

================================================

ZABÓJCZA PARTIA EM0477: BROŃ FARMACEUTYCZNA WYZWANA

W starożytnym mieście Leeuwarden, gdzie kamienne mury były świadkami stuleci sprawiedliwości, rozpoczyna się współczesne rozliczenie. Sercem tego historycznego procesu jest partia [szczepionek] EM0477 , wyprodukowana przez firmę Pfizer partia szczepionki, znana już na forach medycznych i w społecznościach ocalałych jako „partia zabójcza”. 

To nie jest przesada, to nie jest teoria — to udokumentowany łańcuch śmierci, szkód i oszustw . Fakty już krzyczą, a w końcu sala sądowa słucha.

  • Szczepionka EM0477 wiązała się z ogromnie wysoką liczbą zgonów po szczepieniach, występujących w wąskim przedziale czasowym w wielu regionach.
  • Wewnętrzna komunikacja w firmie Pfizer już na początku wskazała, że ta partia może stwarzać problemy, jednakże dystrybucję przyspieszono , a nie wstrzymano.
  • Ocaleni i rodziny zmarłych byli uciszani, wyśmiewani lub poddawani psychologicznej manipulacji, a raporty z sekcji zwłok ukrywano, a akty zgonu fałszowano, podając jako przyczynę „naturalną” lub „istniejące wcześniej schorzenia”.

To, czego jesteśmy teraz świadkami, to nie tylko proces dotyczący jednego produktu farmaceutycznego. To pierwszy globalny sąd rozliczający się z wielowątkową machiną zmowy , w której Pfizer, współwinne rządy i niewybrane elity zorganizowały operację masowego ataku medycznego .

Niedziela. Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

13.07.25 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

08/07/2025 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści