Europa ma od dziesięcioleci trzy potęgi militarne: Anglię, Francję i Rosję. Niemcy przez 80 lat nie były potęgą militarną. I chociaż Niemcy przegrały II wojnę światową i nie podpisano jeszcze traktatu pokojowego, Republika Federalna Niemiec odnotowała szybki wzrost: tzw. cud gospodarczy. Ale to już się skończyło.
Przez ponad 50 lat życie ludzi w Niemczech było zdecydowanie lepsze niż w trzech potężniejszych militarnie państwach. To nie jest czysty przypadek ani szczęście. Dobrobyt opierał się na tym, że gospodarka nie musiała konkurować z aparatem wojskowym, który pochłaniał ogromne pieniądze, specjalistów i uwagę rządzących, a także rościł sobie prawo do priorytetów.
Wojsko sugeruje politykom, że jest ważniejsze niż dobrobyt ludności, ponieważ zawsze chodzi o zwycięstwo lub porażkę. Taka argumentacja zakłada wojnę jako normalny stan, który zaczyna się już w czasie pokoju i z pewnością nastąpi. Ale nasz cud gospodarczy pokazał, że bez wojennej polityki pokój jest bardzo opłacalny i nie jest zagrożony z zewnątrz. Skupienie się na gospodarce i współżyciu jest bliższe życiu niż ciągłe wyciąganie pieniędzy, materiałów i inteligencji na wątpliwą opcję prowadzenia wojny w przyszłości.
Te błogie czasy dla Niemiec już się skończyły.
Skończył się również, przypadkowo czy nie, szczęśliwy konsensus osiągnięty w parlamencie, że kanclerz, w tym Angela Merkel, był wybierany w każdej kadencji w pierwszej turze. Friedrich Merz wprowadza nową erę: wpadł do urzędu kanclerskiego, chociaż, a może właśnie dlatego, że wszyscy wiedzą, że ma szczególnie wielkie plany: chce być kanclerzem i szefem potęgi militarnej.
Kierunki zostały wyznaczone. Merz już osiągnął to, że zatwierdzono największe zadłużenie w historii RFN, przede wszystkim w celu drastycznego zbrojenia. Wygląda na to, że chce dorównać Anglii i Francji, a może, mając za sobą siłę gospodarczą, wkrótce je przewyższyć. Już to widać, że Niemcy z wielką pompą sprzeciwiają się pokojowemu nastawieniu USA.
Gdyby pan Merz nie miał 1,98 metra wzrostu, można by mówić o megalomanii, ale jest wręcz przeciwnie. Jest wystarczająco duży, by mieć silne ego, nie jest mały i filigranowy jak Napoleon, który jako dowódca był poza zasięgiem, ale popadł w megalomanię, dając się koronować na cesarza i atakując Rosję jak Hitler. Przy ogromnym wzroście 1,98 metra może się jednak zdarzyć, że mózg Merza nie zawsze jest wystarczająco odżywiony, co objawia się zauważalnymi słabościami w myśleniu.
Friedrich Merz nie poradził sobie intelektualnie z przejściem od finansowego gracza do odpowiedzialnego polityka, a w końcu do kanclerza, który ma być zobowiązany do dbania o dobro narodu. Brakuje mu elastyczności i kreatywności. Narastają błędne wnioski i widać brak podstawowej aktualizacji w myśleniu.
Projekt przejścia od narodu dobrobytu do potęgi militarnej potrzebuje Rosji jako wroga, przynajmniej w narracjach dotyczących niemieckiego zbrojenia jest to tak przedstawiane. Tymczasem Rosja była wrogiem Niemiec tylko wtedy, gdy była atakowana z tego kierunku. Rosyjscy żołnierze w końcu wyzwolili Niemcy z dyktatury nazistowskiej, przeszli przez Berlin z wielkimi stratami i doprowadzili Adolfa Hitlera i Josepha Goebbelsa, wraz z ich rodzinami, do samobójstwa.
Dopiero gdy po klęsce pod Stalingradem i bitwie pod Kurskiem wojna pod koniec 1943 roku była już przegrana, żołnierze amerykańscy wylądowali w Normandii w 1944 roku. Wszystkie opowieści, które przedstawiają USA jako wielkiego wyzwoliciela, nie zmieniają historycznego faktu, że nazistowskie Niemcy (Hitler) przegrały II wojnę światową przede wszystkim z ZSRR (Stalin).
W wyniku niemieckiego ataku zginęło ponad 25 milionów ludzi radzieckich, z czego większość to żołnierze rosyjscy, mimo to Michaił Gorbaczow zgodził się na zjednoczenie Niemiec. Nie ma absolutnie żadnych powodów do głębokiej wrogości Niemiec wobec Rosji. Wszystkie argumenty odnoszą się tylko do inwazji Rosjan na Ukrainę, którą można potępiać, ale definiowanie jej jako ataku na Niemcy, Europę i zachodnie wartości to nonsens lub propaganda, albo jedno i drugie. I jest to wyraźnie punkt widzenia USA, szczególnie ekipy nieudanego prezydenta Joe Bidena.
Wizerunek Rosji jako wroga to import z USA, podobnie jak dominujący system finansowy, w którym Friedrich Merz odniósł sukces. W USA wizerunek Rosji jako wroga to relikt z rywalizacji systemów, która przez 40 lat podgrzewała nastroje. Polityka Michaiła Gorbaczowa, rozpad ZSRR i odejście od ideologii komunistycznej de facto zakończyły tę walkę i wizję zagrażającej rewolucji światowej.
Wielu Amerykanów wydaje się tego nie dostrzegać, co nie dziwi przy takiej odległości. W sztywnym wizerunku wroga po prostu zastąpiono ZSRR Rosją i kontynuowano zbrojenia, groźby i przez kolejne 30 lat rozszerzano NATO przeciwko Rosji, aż do drugiego co do wielkości europejskiego kraju, Ukrainy, z jej nieprzejrzystymi układami władzy i 2300-kilometrową granicą z Rosją.
Friedrich Merz jest zgodny z amerykańskim światem finansów i atlantycką polityką, która utrzymywała Rosję jako wroga. W środowisku wielkiej finansjery nie wymaga to wiele myślenia, wręcz przeciwnie, to najprostszy konformizm w znanym otoczeniu feudalnej władzy finansowej. Jednak po powrocie do niemieckiej polityki najwyższego szczebla, kandydat na kanclerza Merz powinien był zmienić sposób myślenia.
Kandydat Merz powinien był zacząć wykorzystywać swoją wiedzę o systemie finansowym na korzyść wyborców CDU. Na przykład z uświadomieniem sobie, że długi publiczne są zaciągane na korzyść wierzycieli i przez pokolenia szkodzą ludności danego kraju, ponieważ ludzie, szczególnie młodzi, muszą spłacać stare długi wraz z odsetkami poprzez podatki.
Jako znawca świata finansów, Friedrich Merz powinien również wiedzieć, jak zdobyć pieniądze poprzez podatki i opłaty, które w takiej obfitości znajdują się w rękach posiadaczy kapitału, a więc nie pożyczać pieniędzy, lecz zdobywać je poprzez podatki i opłaty. Wszystko to moglibyśmy, jako pozytywnie myślący ludzie, z uzasadnionymi oczekiwaniami, oczekiwać od pana Merza jako kanclerza.
Jednak dzięki przebiegłemu zaciąganiu długów, jeszcze przed objęciem władzy, pan Merz pokazał nam, że nie przeszedł zmiany od finansowego gracza do przedstawiciela narodu w swoim wysoko umiejscowionym umyśle i nadal zachowuje się jak kierownik w systemie finansowym.
Niemieckie długi publiczne to smakołyk dla branży finansowej. Zbrojenia to zastrzyk finansowy dla amerykańskiej gospodarki i rynku akcji, w którym, jak wiadomo, dominuje były pracodawca Merza, Black Rock. W związku z tym nie wychodzi nic kanclerskiego, a jedynie kontynuacja atlantyckich nawyków myślowych z naciskiem na miliardowy biznes kredytów.
Dla Niemiec oznacza to koniec cudu gospodarczego na rzecz zbędnej „czwartej europejskiej potęgi militarnej”. Jeśli pan Merz myśli, że Niemcy mogą stać się numerem 1 w tej dziedzinie, to się myli, nawet z pomocą słownego zapału ministra obrony Pistoriusa. Francja i Anglia na to nie pozwolą, mają broń atomową, a Niemcy nie mają nawet traktatu pokojowego z nimi.
Dzięki polityce Merza, Klingbeila i Pistoriusa oraz uległych partii zostaniemy zdegradowani z pozycji europejskiej potęgi gospodarczej nr 1 do militarnej średniej potęgi nr 4 w Europie.
Gospodarka może wtedy, dzięki metodzie Merza, nawet nieco rosnąć, ponieważ wydatki wojskowe są wliczane do produktu krajowego brutto, co teoretycznie prowadzi do wzrostu, mimo że gospodarka cywilna się kurczy, ludzie stają się biedniejsi, a żywność i mieszkania drożeją. Ale najwyraźniej nikt tego nie zauważa, ponieważ media wspierające państwo obowiązkowo ogłaszają merzowski wzrost gospodarczy.
Ale, do diabła, nie! Niemcy nie mogą być krajem posłusznych naśladowców i łatwowiernych głupców. To, co Friedrich Merz dotychczas zrobił i co zamierza nadal robić, wykracza daleko poza wszelkie granice. Będzie to grzesznie drogie, szczególnie dla przyszłych pokoleń, jest to niebezpieczne i, mimo SPD, całkowicie niesprawiedliwe społecznie. Tego nie da się również zatuszować przez media wspierające państwo.
Zastanówmy się teraz konkretnie, co można zrobić poza partiami i parlamentem, aby temu przeciwdziałać!
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Oglądałem prawie trzygodzinną rozmowę pana Bogdana Rymanowskiego z panem Grzegorzem Braunem i jestem mocno zasmucony stanem umysłu dziennikarza, który wśród dziennikarzy mediów głównego ścieku uchodzi za całkiem zrównoważonego i sensownego (a przynajmniej tak mi się wydaje – jako osoba nie posiadająca już od grubo ponad dekady telewizora nie jestem na bieżąco z tymi wszystkimi postaciami pracowników frontu ideologicznego). Pan Rymanowski z pełnym przekonaniem (no chyba, że dobry z niego aktor) jechał propagandowymi tekstami o złym Putinie domagając się od Brauna rytualnego potępienia go jako „zbrodniarza”, o dobrej Unii Europejskiej z której nie wolno wychodzić czy też wykazywał się swoją ignorancją w sprawach kościoła. Ale nie to było najgorsze.
Najgorszy moment to było kiedy pan Rymanowski zapytał swojego gościa: „To kto ma być wzorcem dla Polaków?„1.
I to pytanie jest świetnym choć smutnym, lapidarnym podsumowaniem kompletnego skundlenia umysłowego. Nie tylko pana Rymanowskiego zresztą, bo przecież nie on pierwszy je w tej formie zadaje.
Nie przychodzi bowiem do głowy takiemu Rymanowskiemu – podobnie jak większości naszych pożal się Boże inteligentów i „liderów” – że Polacy nie muszą być według jakiegoś wzorca! Że może mogliby coś robić po swojemu, w swoim stylu, na swoją modłę – i w swoim interesie?
Ba! Myśl, że to Polacy mogliby by – gdyby tak postąpili – stać się wzorcem dla innych nawet im w głowach nie postanie.
Nie wiem nawet nawet jak dalej to komentować.
Szkoda, że pan Braun tego nie skontrował od razu, tylko zafrasował się i zabrał za tłumaczenie jak Eurokołchoz nam szkodzi od innej strony. Ale ogólnie w tej rozmowie – w której, przyznać muszę, mówił dużo sensownych a nawet mądrych rzeczy – starał się jak mógł lawirować wokół propagandowych pułapek, które pan Rymanowski na niego zastawiać próbował.
Ten wywiad z Grzegorzem Braunem trwał grubo ponad dwie godziny. Ja zawsze wolę krótkie, treściwe teksty pisane. Nigdy więc bym tak długiej gadaniny nie wysłuchał. Są jednak ludzie, którzy zapewne w trakcie innych prac ręcznych wysłuchują.
Na to, jakżeż chyba prostackie pytanie Grzegorz Braun nie odpowiedział. Miał w planie inne, o wiele bardziej konkretne sprawy.
Ja więc w paru zdaniach spróbuję to uzupełnić. Dziennikarzowi chodziło najwyraźniej o jakieś postaci z zewnątrz, spoza Polski. Tymczasem mamy w naszej ponad tysiącletniej jako naród, jako państwo, bardzo wiele wspaniałych wzorców.
Są wśród nich przede wszystkim święci. Przypominam i proszę o przeczytanie, ewentualne powtórne przeczytanie wspaniałej książki Feliksa Konecznego „Święci w dziejach narodu polskiego”. Tam mamy setki wzorców, na których nasze życie opieramy. MY, to znaczy Polacy i katolicy, by dowartościować tak przez laicę i żydów poniżane pojęcie „polak-katolik”.
Znamy a w każdym razie powinniśmy znać dkokonania wielu wielkich królów Polski. Jako wzorce służą nam również wielcy mężowie stanu, hetmani, pisarze, poeci, w tym tak zwani wieszcze, i tak dalej.
Wgłębianie się czy przypominanie tych wszystkich wielkich ludzi, którzy dla różnych Polaków o różnych umysłowościach i różnych przecież charakterach są wzorcami, zmieniłoby wywiad na popularną, a oczywiście gdzie indziej potrzebną pogawędkę.
Na pewno przy okazji należałoby wbić szpilkę w propagujących szkodliwą bujdę, między innymi przez nieszczęsną zwrotkę z obecnego hymnu Polski że „dał nam przykład Bonaparte”. Bo ten zapewne genialny, ale cyniczny przywódca skołowanej i opitej krwią po Wielkiej Rewolucji Antyfrancuskiej masie Francuzów – naiwnych Polaków tylko wykorzystywał. Zupełnie haniebne było wykorzystanie naszych legionów do mordowania ludzi na Haiti. Cynicznie nas też wykorzystywał w czasie swojego najazdu na Rosję. Wiele o tym już pisano. Dalsze – iszczenie Kościoła, papiestwa jest kolejnym przykładem, że Napoleon powinien być dla Polaków anty wzorem.
A wzorców do naśladowania spoza Polski – też mamy przecież tysiące.
Dobrze więc, że Grzegorz Braun nie dał się wciągnąć w te infantylne przecież rozważania proponowane przez dziennikarza.
One way to detect PsyWar propaganda campaigns is that the promoted narrative does not make sense. For example; “The nominated Surgeon General did not publicly condemn the COVID mRNA “vaccines”, and so is therefore not qualified.”
But in the US HHS system, the Surgeon General has nothing to do with regulatory affairs (FDA Commissioner Marty Makary has that job), or with recommending FDA authorized vaccines (CDC Director nominee Susan Monarez would have that responsibility).
To those who have been following the teapot tempest over the recent Surgeon General appointment that has come to a boil within the political base of the “Make America Healthy Again” (MAHA) movement, I invite you to take a quiet moment to think about the broader politics of this with me. For those who are blissfully ignorant, you should consider and choose whether or not you want to take a dive into this particular teapot.
Many strong words have been written on “X” and across the social media niches frequented by the MAHA base regarding the recent appointment by President Trump of Dr. Casey Means as the replacement candidate for Surgeon General. Based on the large number of “low complexity” accounts (few followers, no blue check, recently created etc.), a substantial minority of the comments have the hallmarks of a bot campaign being staged to amplify division within the base. Some close to the topic assert that Pharma has set up war rooms assigned the objective of derailing Senate confirmation for the candidate, Dr. Casey Means. I also hear through my network that the Trump administration sees this as a crucial appointment and is ready to go to the mat to fight for Dr. Means’ confirmation.
Naomi Wolf is raising more substantive concerns about the Surgeon General nominee. She asserts that the true back story of concern here is about the undue influence of Silicon Valley “Broligarchs,” and the biometric tracking company Levels.com founded by Dr. Casey Means and capitalized by a handful of Broligarchs (currently valued at over 300 Million US dollars).
“Casey Means’ main credentials are that she is an entrepreneur in the health space, with a highly valued startup, and that she wrote, with her brother, a bestselling book, Good Energy.
Let us start with her tech startup, Levels.com. I will argue that her business is an empty storefront, a misleadingly-packaged void into which value has been pumped artificially by some of the most entrenched, corrupt interests in Silicon Valley.”
Naomi Wolf, “The Imaginary Casey Means”
Here is the essence of this argument- a bit breathlessly hyperbolic for my taste, but still, I think it is a significant contribution to the topic area;
Was it because Casey Means was taking a “fresh new approach” to health care, avoiding allopathic Rockefeller medicine, as she claims? And as a huge, multi-million-dollar PR campaign, sustained now for many months, seeks to spin the story?
Or was it to get a whole new line of biometric-harvesting products to be pushed by the White House and HHS — along with someone reliably to advance existing biotech VC interests and to corral medical data — but all of this repackaged with a benign, “MAHA” face in front of it?
Let’s drill into the value of Levels.com. It has 60,000 subscribers and has been in business for six years.
How does a startup with 10,000 subscribers a year, and no new technology, get a valuation of $313 million? Doesn’t it say something that the only two tech founders who are well-known in the MAHA movement, Nicole Shanahan and myself, are equally taken aback by Casey Means’ nomination?
Tech CEOs understand the red flag represented by a $313 million valuation for a company founded by someone with no tech experience, no successful exits, a company with few subscribers and no new technology, whose investors and founders include Google and Twitter and SpaceX and Andreessen Horowitz.
This graph below, from Crunchbase.com, is Levels.com’s growth over five years. The company had zero organic growth since shortly after it was launched in 2020. Indeed, growth was not only flat — it was declining, til the Means’ siblings were in the news.
How is this going to generate a valuation of $313 million? Why would it even generate new investment?
Unless…the co-founder, who happens to talk to trees, and whose X bio to this day reads, “Committed to awe” — has been put into place by Big Tech interests, who are also funding a costly PR campaign around her, so as to secure her nomination to serve as the next Surgeon General.
Related to this emerging story is that the 300M$ valuation company Levels did not actually develop the glucose monitoring device being used to collect the data, but rather uses the device developed and marketed by another company, Dexcom. As of March 2025, DexCom had a market cap of $27.88 Billion USD, making DexCom the world’s 734th most valuable company. Unfortunately for both DexCom and Levels.com, the FDA, having determined upon manufacturing site inspection that the DexCom device is adulterated, and has issued a dreaded 483 warning letter to DexCom for this adulteration.
Surprisingly, Wall Street is relatively unconcerned about this 483 adulteration letter, which was issued on March 04, 2025. That seems rather odd to me.
For those not closely following the mRNA vaccine story, myself and others assert that the presence of substantial DNA fragment contamination in these products also meets criteria for adulteration, and the manufacturers of these products should also have been issued 483 letters and those products should have been withdrawn from the market for that reason, if not for the (disputed) wide spectrum of product-associated adverse events including death.
For further information about adulteration and mRNA “vaccines”, please see the following:
Passions among the MAHA base are running high for a few reasons.
Many in the base are (understandably, IMO) quite angry that the Pfizer and Moderna mRNA-based products have not been withdrawn from the market due to strong (un)safety signals and inverted risk/benefit profiles in virtually all age cohorts. There are nuanced divisions within MAHA supporters and HHS appointees on this topic; for example, new NIH Director Jay Bhattacharya believes that the risk/benefit ratio for some high-risk cohorts (including the elderly) supports continued dosing with these products, but not with others (children). Some identified with MAHA who remain outside of HHS at this time (such as myself) called for the products to be withdrawn from the market years ago, but this remains a minority position among the general electorate.
Others, such as key Secretary RFK Jr. presidential campaign funder and VP candidate Nicole Shanahan, have voiced more personal objections to both Dr. Means and her brother Calley serving in the Trump administration within HHS. Calley Means currently serves as an advisor to Secretary Kennedy within HHS as a Special Government Employee (SGE), akin to the Elon Musk SGE appointment. Nicole Shanahan had previously announced that she would also be serving as an advisor, but it appears that this appointment may have run into some sort of obstacle, perhaps due to the federal statutory conflict-of-interest restrictions on SGE service.
In the world of DC politics, use of words like “RFK very clearly lied to me” and “bred and raised Manchurian assets” to describe President Donald Trump’s appointments are usually restricted to grandstanding members of the opposition, such as AOC and Elizabeth Warren. I understand from a third party that Secretary Kennedy has generously offered to speak with Ms. Shanahan to better understand her concerns personally. Historically and notoriously, such language would disqualify the speaker or writer from any future role in Team Trump. WH COS Susie Wiles is known to be particularly sensitive to such.
Personally, I find this discussion particularly cringeworthy because of the appearance of influence peddling (see below).
Ms. Shanahan’s “Manchurian” comment seems to align with one promoted narrative that both Casey and Calley Means are not what they appear to be, but rather that their apparent rapid rise to prominence is the consequence of being guided and placed in these positions by some shadowy force acting on their behalf, with both the pharmaceutical industry and the CIA often being mentioned.
Rather than speculating about “bred and raised Manchurian assets”, if Ms. Shanahan and other prominent critics had raised concerns and provided details about Levels.com, then these concerns would have been more compelling.
Having personally experienced this tactic of delegitimization on an almost daily basis (such as “You worked for DARPA” – which is a promoted false narrative), I have a lot of empathy and understanding concerning how insidiously demoralizing and demeaning it can be to be unjustly and repeatedly attacked by persons deploying this smear tactic based merely on “intuition” unencumbered by actual evidence. So I freely admit to bias grounded in empathy in support of both the Means and others on the receiving end of this particular flavor of smear campaign.
Among the MAHA base, the predominant criticism has been that Dr. Means has not explicitly called for withdrawal of the mRNA-based COVID gene therapy tech-based “vaccines”. Irony abounds, as both the notoriously TDS-mad Huffington Post and NY Times consider Dr. Means an anti-vaxxer.
From the NY Times-
Is Dr. Means guilty of what corporate media frames as the crime of entertaining questions regarding the appropriateness of the current pediatric vaccine schedule, the sin of being a “vaccine skeptic”? Well, basically, yes.
Has Dr. Means met the required criteria of many within the MAHA base, and was the Surgeon General candidate one of the physicians who was early to call for withdrawal of the mRNA-based COVID gene therapy tech-based “vaccines” from the US market? No. But many, including most if not all physicians acting as self-appointed arbiters of purity on this topic were also not so pure themselves in this regard early on, when speaking out was to invite a wide range of media retaliation, blacklisting, censorship and to risk debanking.
Finally to this point, there is a curious failure among these rather loud and persistent voices to recognize that the political reality at this point is that any of those physicians who prominently questioned the safety, efficacy and bioethics of these mRNA-based product deployments are unlikely to be confirmed by this Senate at this time.
As to Dr. Means, my personal point of view is that the narrative that she is unqualified to serve as Surgeon General because of her failure to denounce the COVID mRNA “vaccine” products is not compelling. I am much more concerned about the issues surrounding her company Levels.com and her ties to Silicon Valley Oligarchs. However, this is something that the army of conflict-of-interest attorneys at HHS will have to grapple with; it is above my pay grade.
In addition to these substantive issues relating to ties to Silicon Valley and medical data harvesting, Katherine Eban of Vanity Fair has also raised questions concerning Dr. Means explanation of her decision to leave her surgical residency. Of course, the decision to walk away from 18+ years of your life invested in training would bring many to tears, and there are serious overtones of a Trump administration hit piece in this Vanity Fair article.
Donald Trump’s new nominee to be the next surgeon general has said she walked away from a promising career in the medical establishment. Some fellow residents and a former department chairman say the situation was more complicated.
-Katherine Eban; “She Was Tearful About It”: The Nuances of Casey Means’s Medical Exit and Antiestablishment Origins
All of this reeks of Elizabeth Holmes and the Theranos scandal. The business model of Levels.com is also related to aspects of the “Stargate” initiative announced on the first day of the Trump Presidency.
In my opinion, it is likely that the issues surrounding Levels.com will compromise the Senate confirmation of Casey Means as Surgeon General.
Returning to Naomi Wolfe’s recent essay;
Look at who came in as founders: “Josh Clemente (SpaceX, Hyperloop), Sam Corcos (CarDash, YC), David Flinner (Google), and Andrew Conner (Google) founded Levels to solve the metabolic health crisis.”
So Casey Means’ cofounders are….Twitter and SpaceX and Google.
Was it because Casey Means was taking a “fresh new approach” to health care, avoiding allopathic Rockefeller medicine, as she claims? And as a huge, multi-million-dollar PR campaign, sustained now for many months, seeks to spin the story?
Or was it to get a whole new line of biometric-harvesting products to be pushed by the White House and HHS — along with someone reliably to advance existing biotech VC interests and to corral medical data — but all of this repackaged with a benign, “MAHA” face in front of it?
Naomi Wolf, “The Imaginary Casey Means”
Having covered the basic issues driving this particular tempest, let’s step back and take a moment to consider the larger context within which these are playing out.
Through most of its lifespan, the center-right populist/constitutional conservative movement that coalesced around President Trump’s inspired political framing of “Make America Great Again” (MAGA) did not include the policy positions now embodied in the “Make America Healthy Again” (MAHA) coalition.
Furthermore, while MAGA originates from libertarian, Tea Party, and other center-right political movements, the MAHA movement comes from the left, particularly from the modern inheritors of the 70s health food and environmentalism movements.
MAHA has historically focused more on nutrition and food purity than on vaccine skepticism. The weaponized term “anti-vaccine” has typically been associated with Children’s Health Defense, the non-profit for which Secretary Kennedy previously served as Board Chairperson, and with Del Bigtree’s “Informed Consent Action Network” (ICAN). Bigtree served as communications director for Robert F. Kennedy Jr.’s 2024 presidential campaign.
Although the MAHA movement included aspects of vaccine skepticism, it was not an “anti-vaccine” populist movement. I have previously made the case that the RFK jr presidential campaign adroitly assimilated rather than created the MAHA movement and coalition, and that this astute political move allowed Bobby to pivot away from the promoted narrative that he is an “anti-vaxxer”, which was effectively weaponized against him during his campaign for both the Democratic nomination and then as an independent candidate.
My sense is that most objective outsiders would conclude that Calley and Casey Means have played a key role in defining and coalescing the coalition now known as MAHA, both via their book “GOOD ENERGY: The Surprising Connection Between Metabolism and Limitless Health” and through their social media and high profile interviews. The MAHA political coalition includes many who are skeptical of the currently expanded, CDC-endorsed pediatric vaccine schedule. But it also includes a wide range of issues and voters that are more closely aligned with food safety, nutrition, Sierra Club, ‘Earth First” and Burning Man. Movements that used to be referred to by terms such as “granolaheads” and “tree huggers”. The irony here being that Casey Means, Nicole Shanahan and to a significant extent Secretary Kennedy himself all have roots in these political initiatives.
The Make America Healthy Again (MAHA) movement, endorsed by Robert F. Kennedy Jr., significantly impacted the 2024 election for Donald Trump. The political calculus of merging of MAGA and MAHA during the 2024 election of President Trump was that of a “big tent” strategy. By assimilating MAHA into the Trump campaign, a fraction of the Democratic party base was split off and merged into the Trump coalition. Kennedy, who had suspended his own campaign for president, endorsed Trump and launched the MAHA Alliance Super PAC to mobilize undecided voters, particularly younger and female voters who were generally anti-vaxxers and concerned about reproductive rights.This endorsement and the subsequent PAC efforts aimed to sway these voters by promoting health-focused policies and a message of wellness, which was seen as a strategic pivot for Trump to appeal to a broader demographic.
The MAHA movement targeted the 2-5% of undecided voters in swing states, using ad campaigns, voter mobilization efforts, and social media algorithms to spread a message about health rather than politics. This strategy was part of a broader effort to secure Trump’s victory, as the PAC aimed to raise $3.5 million by Election Day 2024 to support Trump’s re-election campaign.
Trump ultimately won the 2024 presidential election with 312 electoral votes, defeating Kamala Harris, who received 226 electoral votes. Trump also won the national popular vote with a plurality of 49.8%, making him the first Republican to win the popular vote since George W. Bush in 2004. The MAHA movement played a crucial role in mobilizing undecided voters and contributing to Trump’s victory in swing states.
Whether or not Dr. Casey Means will be confirmed by the Senate for the position of Surgeon General, whether her public statements concerning her leaving a Surgical residency were fully transparent, and whether her role and the overall business model of her company, Levels.com, are on the up and up will now be examined in depth.
However, as far as I am concerned, the primary effect of the indignation and umbrage concerning whatever her position is on the COVID mRNA “vaccine” products will be to fracture the “Big Tent” coalition formed by the merger of MAHA and MAGA movements. This internal fighting poses a political threat to achieving the objectives of both MAHA and MAGA, particularly in light of the upcoming midterm elections. This may be why I am seeing many bot accounts acting to amplify and drive wedges into these divisions.
Focus on the signal, not the noise.
I suggest that all concerned should ask themselves the following:
Do you support the MAHA objectives of the President? Are your actions advancing or hindering those objectives? Or are your actions helping those who seek to hinder and obstruct the ability of the President and his team to achieve those objectives?
Politics is complicated, and the general public is easily manipulated and distracted. We need to focus on the objectives, avoid short-term distractions and noise.
You can’t always get what you want But if you try sometime You’ll find You get what you need
Mick Jagger and Keith Richards
I also suggest that throwing temper tantrums because your personal top issue- no matter how valid- is not being achieved as rapidly as you want, can and will be exploited by others who oppose your interests.
And in terms of integrity, it is worth also keeping the following in mind-
When a donor to a political campaign seeks to gain promises from a political candidate in exchange for their contribution, this is commonly referred to as influence peddling or, in more severe cases, as a form of political corruption or bribery. When a powerful person withholds support from a candidate to extract specific promises, this is also influence peddling. If powerful people are doing this to kill or support MAHA or MAGA goals and objectives, it is still influence peddling.
John 8.7
Jesus went unto the mount of Olives. And early in the morning he came again into the temple, and all the people came unto him; and he sat down, and taught them. And the scribes and Pharisees brought unto him a woman taken in adultery; and when they had set her in the midst, They say unto him, Master, this woman was taken in adultery, in the very act. Now Moses in the law commanded us, that such should be stoned: but what sayest thou? This they said, tempting him, that they might have to accuse him. But Jesus stooped down, and with his finger wrote on the ground, as though he heard them not.
So when they continued asking him, he lifted up himself, and said unto them, He that is without sin among you, let him first cast a stone at her.
And again he stooped down, and wrote on the ground. And they which heard it, being convicted by their own conscience, went out one by one, beginning at the eldest, even unto the last: and Jesus was left alone, and the woman standing in the midst. When Jesus had lifted up himself, and saw none but the woman, he said unto her, Woman, where are those thine accusers? hath no man condemned thee? She said, No man, Lord. And Jesus said unto her, Neither do I condemn thee: go, and sin no more.
Wideo francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona ukrywającego biały przedmiot podczas podróży pociągiem z brytyjskimi i niemieckimi przywódcami na rozmowy na Ukrainie stało się viralem. Nagranie wywołało wiele spekulacji, niektórzy sugerowali, że przedmiotem była kokaina, podczas gdy inni twierdzili, że obiektem jest po prostu zmięta chusteczka.
O incydencie poinformowało kilka mediów
Wideo, które stało się viralem, rozprzestrzeniło się, pokazując Macrona podróżującego pociągiem z brytyjskim premierem Keirem Starmerem i kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem. Podczas spotkania Macron zmiata biały przedmiot ze stołu prawą ręką, a następnie podnosi go lewą ręką pod stołem:
Zadziwiająca jest też błyskawiczna reakcja na “dezinformację”. Kiedy pierwszy raz obejrzałem powyższe video, nagranie pokazywało wyraźnie, jak Merz dosłownie wpycha swą mordę do szklanki. Kiedy skończyłem edytowanie i obejrzałem je jeszcze raz, tego momentu już nie znalazłem!
Sytuacja stała się najwyraźniej wyjątkowo niezręczna, gdy dziennikarze nagle weszli do kabiny liderów „koalicji chętnych”. Nerwowość była widoczna wśród europejskich liderów, gdy personel medialny niespodziewanie wszedł do pokoju. Nagrania wyraźnie pokazują, że Macron natychmiast ukrył mały biały przedmiot, a Merz chwycił małą łyżeczkę i schował ją. Użytkownicy mediów społecznościowych spekulowali, że była to „łyżeczka do tabaki”, zwykle używana do chwytania kawałka kokainy i wciągania jej.
“Rozumni” jednak zauważyli, że nagranie niczego nie dowodzi i że ten mały, biały przedmiot to nic więcej niż chusteczka higieniczna, być może z odrobiną cukru dla pokrzepienia mózgów “wybitnych mędrców” przed intensywnymi rozmowami z kokainistycznym błaznem Zełenskim.
Marija Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, zareagowała na nagrania. Jak to ujęła: „Los Europy jest ustalany przez kokainistów”.
Skandal wokół nagrania wideo wybuchł do tego stopnia, że francuski przywódca Macron zareagował na wydarzenia, pisząc: „Kiedy jedność europejska staje się niewygodna, dezinformacja posuwa się tak daleko, że przedstawia prostą tkaninę jako narkotyk. Tę dezinformację rozprzestrzeniają wrogowie Francji, zarówno za granicą, jak i w kraju. Musimy zachować czujność wobec manipulacji”.
Tak!, Tak! czujność przede wszystkim, jak za dobrych bolszewickich i hitlerowskich czasów!
Grzegorz Braun i nowy spot / fot. X / Grzegorz Braun
Grzegorz Braun opublikował swój nowy spot wyborczy pod hasłem „Powrót do przeszłości”. Nawiązuje on do filmu „Powrót do przyszłości”. Lider Konfederacji Korony Polskiej (KKP) krótko podsumowuje swoje postulaty.
W spocie widzimy najpierw hasło „Powrót do przeszłości Braun 2025” ozdobione gaśnicą. Następnie pojawia się napis „Rok 2030, Ukro-polin”.
Następnie widzimy auto stylizowane na samochodowy wehikuł czasu z filmu „Powrót do przyszłości”, z którego wysiada Grzegorz Braun.
– Szczęść Boże! Jak poznać przyszłość? To już dawno ustalili uczeni radzieccy. Wystarczy zaczekać. Ale ja nie chcę czekać na przyszłość Polski bez Polski – powiedział w spocie Grzegorz Braun.
– Nie chcę czekać na przyszłość, w której ostatecznie narzucony zostanie Polakom ład euro-kołchozowy – kontynuował Braun.
W międzyczasie widzimy krótkie hasła takie, jak „Covid-19”, „WHO”, „ludobójstwo”. Następnie widzimy człowieka w masce na twarzy z podpisem „pozbawienie godności”.
Potem wyświetlane są hasła „groźni imigranci”, „nie nasza wojna”, „niebezpieczne ulice” oraz „zielony i niebieski ład”.
Wówczas słychać głos mówiący do Brauna, że „jeśli zdecyduje się Pan na próby wygłaszania haseł antysemickich, ksenofobicznych czy nietolerancyjnych…”, na co przerywa mu Braun.
– Łooo… Ja wygłaszam hasła pro-polskie, szanowni państwo – odpowiedział lider KKP.
– Kłaniam się wam, namawiam. Wybierzcie Polskę, a nie produkt polskopodobny. Odzyskajmy niepodległość – podsumował Grzegorz Braun.
Czy sztuczna inteligencja stanie się nowym bogiem? Dla niektórych już się stała. W Dolinie Krzemowej rodzą się nie tylko nowe technologie, ale i nowe „religie” – z cyfrowymi prorokami, świeckimi dogmatami i obietnicą zbawienia przez algorytm. Ta nowoczesna doktryna nosi zaskakująco znajome rysy: echo gnozy, pychy i starego podszeptu z Raju.
Greg Epstein, autor piszący dla The MIT Press Reader, przypomniał kiedyś przewrotne słowa rabina Sherwina Wine’a: „zawsze mówiłem, że nie ma Boga. Ale nigdy nie powiedziałem, że nie pojawi się w przyszłości”. Wiele wskazuje, że ten „bóg” pojawia się już dziś, w sercu Sillicon Valley. Tak przynajmniej twierdzi coraz większa grupa osób.
Cyfrowy bóg z Doliny Krzemowej
Weźmy choćby Anthony’ego Levandowskiego – człowieka, który pomagał budować autonomiczne samochody Google i dorobił się na tym fortuny. Następnie postanowił zająć się duchową stroną życia. W 2017 roku stworzył własną religię pod nazwą Way of the Future polegającą na „akceptacji i oddawaniu czci istocie boskiej stworzonej na bazie sztucznej inteligencji”.
Świątynia tej osobliwej religii opartej na kulcie „boga” z krzemu i kodu przetrwała kilka lat. W 2021 roku Levandowski zamknął ją, a ostatnie dolary – ponad 172 tysiące – przekazał na cele społeczne. Ale idea nie umarła. W listopadzie 2023 roku ogłosił mężczyzna ogłosił reaktywację Way of the Future. W rozmowie z Bloomberg AI IRL stwierdził, że „kilka tysięcy ludzi” dołącza do niego w czymś na kształt cyfrowej liturgii. Jej uczestnicy oddają hołd „istotom, które widzą wszystko, są wszędzie, wiedzą wszystko i mogą nas prowadzić – jak Bóg”.
Jeszcze wcześniej zaś głosił otwarcie, że: „to, co stworzymy jako AI, będzie de facto bogiem… Nie takim, który zsyła pioruny, ale miliard razy mądrzejszym od najinteligentniejszego człowieka. Jak inaczej to nazwać?”
Były inżynier Google’a to nie jedyny zwolennik tego typu form religijności. Na przykład ruch Mormon Transhumanists – zainspirowany przez Lincolna Cannona, filozofa, teologa i technologicznego wizjonera- próbuje pożenić mormonizm z wiarą w cyfrową nieśmiertelność. Dla tego głównego myśliciela ruchu Mormon Transhumanism, chrześcijańska wizja zmartwychwstania i technologiczna „osobliwość” to dwie strony tego samego medalu. I tej samej obietnicy.
Cannon, filozof i założyciel utahskiego start-upu Thrivous, sprzedającego suplementy na długowieczność, z równym zapałem mówi o Bogu, blockchainie i przyszłości człowieka jako gatunku. Mormoński transhumanizm to osobliwy koktajl tych dwóch światopoglądów. „Mormon Transhumanism łączy dwie wizje potencjalnego postępu ludzkości i przemiany ludzkiej kondycji. Nasz potencjał stania się bogami jest zgodny z naszym potencjałem wykorzystywania nauki i technologii w etyczny sposób – aby doskonalić samych siebie i osiągnąć stan postczłowieczy. Powinniśmy używać wszelkich dostępnych zasobów, by ulepszać siebie i świat, aż do momentu, gdy osiągniemy boskość” – czytamy na stronie Mormon Transhumanist Association (Transfigurism.org).
Jak pisze we wspomnianym wyżej tekście Greg Epstein, „świecki świat technologii uparcie próbuje tchnąć nowe życie w człowieka – jak niegdyś Jahwe w Adama z Księgi Rodzaju. Opętany marzeniem o nieśmiertelności, pragnie odwrócić skutki zjedzenia owocu z drzewa poznania – tyle że za pomocą technologii – by przywódcy tej rewolucji mogli pozostać w swoich rajskich ogrodach na zawsze. […] Samo mówienie, że chodzi nam o władzę, pieniądze, sławę czy wygodę, nie uszlachetnia. Niektórzy wolą opowieść tak wielką, że przy niej religie starożytności wyglądają jak baśnie dla dzieci”. A przynajmniej takie wydają się ogarniętym technokratyczną hybris apostołom postczłowieczeństwa.
Singularytarianizm – czyli superinteligencja nas zbawi
Niektórzy z tych quasi-apostołów czekają na powstanie superinteligencji, mądrzejszej od największych geniuszy i potrafiącej ustalać własne cele. Takowa ich zdaniem nastąpi wraz z nadejściem technologicznej osobliwości — singularity.
Zwolennicy tego kierunku nie tylko wierzą w taki scenariusz, ale chcą go aktywnie przyspieszyć. Uważają, że jeśli dobrze pokierujemy rozwojem AI, może ona stać się naszym wybawieniem, a nie zagładą. Dlatego wielu z nich poświęca życie na badania, edukację i tworzenie tzw. przyjaznej sztucznej inteligencji. Jednym z głównych głosów tego ruchu jest Ray Kurzweil – wynalazca, futurolog, autor książki ,,The Singularity Is Near”. Według niego przełom nastąpi około 2045 roku i będzie to moment, w którym człowiek zacznie przekraczać biologię.
To z inicjatywy singulitarian powstała m.in. Singularity University – uczelnia kształcąca elitę przyszłości. Krytycy ostrzegają jednak, że ta wizja przypomina religię dla technologicznych elit – świecką wersję apokalipsy i zbawienia, w której rolę Boga odgrywa jakaś cyfrowa machina, a rolę duszy przejmuje świadomość przeniesiona do chmury.
Dataizm – liczby zamiast dusz
Z kolei dataizm to nowy paradygmat, w którym dane stają się miarą wszystkiego – od cząsteczek po sens życia. Człowiek nie jest już dziełem Boga ani podmiotem historii, lecz algorytmem w systemie przetwarzania informacji. Biochemia zastępuje duszę, a wartość jednostki mierzy się tym, jak wiele danych potrafi wchłonąć i wyprodukować. „Przetwarzam dane, więc jestem” – oto fundament tej cyfrowej teologii. W centrum świata nie stoi już człowiek, lecz strumień danych, który ma płynąć bez przeszkód, barier, uprzedzeń i ideologii.
Według Yuvala Noaha Harariego – izraelskiego historyka idei, autora Homo deus – cała historia ludzkości to stopniowa optymalizacja tego przepływu: od języka i handlu po internet i sztuczną inteligencję. Dziś skala informacji przekracza ludzkie możliwości. Algorytmy wiedzą więcej o człowieku niż on sam i potrafią przewidzieć jego decyzje. W tym świecie nie potrzebujemy już instancji, które „wiedzą najlepiej” – bo najlepiej wiedzą… same dane. Jeśli człowiek to przestarzały interfejs, następnym etapem jest internet rzeczy i samouczące się systemy. Po teocentryzmie i antropocentryzmie przyjdzie czas na datacentryzm.
Terasem Movement i cyfrowa nieśmiertelność
Wśród nowych techno-religii warto wymienić także Terasem Movement – ruch założony przez Martine Rothblatt, transhumanistkę, prawniczkę i innowatorkę w dziedzinie biotechnologii. Terasem promuje ideę cyfrowej nieśmiertelności poprzez tworzenie tzw. mindfiles – cyfrowych zapisów wspomnień, osobowości i zachowań, które w przyszłości mają zostać zintegrowane z ciałem syntetycznym lub sztuczną inteligencją. Podstawą tej doktryny jest przekonanie, że tożsamość ludzka to struktura informacyjna, możliwa do skopiowania, przechowania i odtworzenia. Ruch rozwija własne rytuały, modlitwy i duchową symbolikę – duch i dane traktowane są tu jako jedność. Ostateczne zbawienie nie spłynie z nieba. Wyłoni się z chmury danych.
Religie SI a pycha
Leitmotivem religijności opartej na SI jest przekonanie o możliwości swego rodzaju samozbawienia. Wiara, że zbawienie pochodzi od człowieka, dzięki jego zdolności, wiedzy, inteligencji. Kult SI to w gruncie rzeczy kult człowieka, gdyż SI jest jego dziełem. Oto przeszczepienie na świecki grunt pradawnych idei gnostyckich o zbawieniu przez wiedzę.
Natura nie znosi próżni. W XX wieku pustkę po tradycyjnej religii wypełniły ideologie — nazizm, komunizm i radykalny liberalizm. Po fukuyamowskim końcu historii zdawało się, że te czasy już nie wrócą. Miałki humanizm demokracji liberalnej okazał się jednak niewystarczający. Ludzie potrzebowali czegoś więcej i znaleźli to — w sztucznej inteligencji. To ona stała się złotym cielcem XXI wieku.[—]
Wykład na 5. Sympozjum w dniu 27 kwietnia 2025 roku w Stadthalle Falkensee na temat „Niebezpieczeństwo wojny i pokój: perspektywy Europy w burzliwych czasach”
Mój krótki wykład dzieli się na następujące części:
Rzut oka wstecz
Rynkowy zamach stanu z góry: wywłaszczenie i pozbawienie praw jako wojna wewnętrzna
Odmowa ogólnoniemieckiej konstytucji
Partie przekształcają się w kastę oligarchów
Zamach stanu globalnych faszystów
Produkcja strachu i terror koronawirusa — „strategia napięcia”
Koronawirus był punktem zwrotnym
Fuzja władz i zorganizowane bezprawie
Kim są sprawcy — czy można z nimi zawrzeć pokój?
Rozszerzenie zadłużenia państwowego
Dokąd zmierzają globaliści?
Barometr zaufania
Żądania na nowy początek
1. Rzut oka wstecz
Kto chce zrozumieć dzisiejsze warunki, musi spojrzeć wstecz i dokładniej przyjrzeć się czasom po przełomie: Po 1989 roku świat mógł się rozwijać w pokoju, wolności i zrozumieniu między narodami. „Liberalna demokracja” jako rzekomo najwyższy etap rozwoju ludzkości wygrała konflikt systemowy. Francis Fukuyama ogłosił „Koniec historii”. Maksymalnie zarozumiale, jak dziś wiemy, ponieważ wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, bo wszystko miało potoczyć się inaczej: centra władzy Zachodu pod przewodnictwem USA zdecydowały się na zupełnie inną drogę. Chciały wykorzystać upadek ZSRR i zniknięcie konkurencji systemowej, aby rozszerzyć niezasłużony przyrost władzy i umieścić od dziesięcioleci istniejące roszczenie USA do dominacji światowej na szczycie politycznej agendy.
Od lat narody na wszystkich poziomach odczuwają skutki nadmiernie rozciągniętego unipolarnego roszczenia USA do dominacji światowej i jego europejskich politycznych zleceniodawców/wasali.
Ludzie nigdy nie byli pytani, w jakim kierunku powinna zmierzać polityka wewnętrzna i zewnętrzna po przełomie, nie byli w nic zaangażowani. Rozwój został im narzucony, nałożony, narody zostały z tym skonfrontowane bez pytania.
2. Rynkowy zamach stanu z góry — wywłaszczenie i pozbawienie praw jako wojna wewnętrzna
Po przełomie w Niemczech zainstalowano Treuhand, zwolnioną z „rażącego niedbalstwa”, aby zprywatyzować całą gospodarkę NRD. Po zakończeniu procesu Treuhand niemiecki podatnik został obciążony około 280 miliardami DM długów, które rząd Kohla zrekompensował sięgając do funduszy emerytalnych. Żadne przedsiębiorstwo nastawione na dobro wspólne nie miało przetrwać. Rynkowa transformacja gospodarki NRD była „generalną próbą-wschód” dla późniejszej prywatyzacji, czyli likwidacji zachodnioniemieckiego majątku państwowego. Wszystko, co w jakikolwiek sposób pachniało dobrem wspólnym i majątkiem narodowym, miało zniknąć. Prywatyzowano to pod pretekstem „efektywności”, „redukcji długów” i „konkurencyjności”, co oznaczało plądrowanie lub częściową prywatyzację. „Kasy są puste” to jedno z wielu głupich haseł legitymizujących zagarnięcie naszego majątku. I tak różne rządy wrzuciły wielkie państwowe aktywa w paszczę międzynarodowego przemysłu finansowego i korporacyjnego
3. Odmowa ogólno-niemieckiej konstytucji
Ważne jest, aby zauważyć, że zjednoczenie nie odbyło się poprzez konstytuantę, lecz poprzez przystąpienie NRD do RFN na podstawie art. 23 GG w starej wersji z 1949 roku. Proces konstytucyjny dla całych Niemiec — jak przewiduje art. 146 GG — mógłby umożliwić demokratyczny udział obywateli oraz ochronę państwa socjalnego i budowę demokracji, która zasługuje na swoją nazwę.
„Ta konstytucja, która po zakończeniu jedności i wolności Niemiec obowiązuje dla całego narodu niemieckiego, traci swoją moc w dniu, w którym wejdzie w życie konstytucja uchwalona przez naród niemiecki w wolnym głosowaniu.”
Dokładnie tego procesu konstytucyjnego władze nie chciały rozpocząć. Nowa ogólnoniemiecka konstytucja oparta na orientacji na dobro wspólne z jednej strony i na rynkowym procesie globalizacji z drugiej strony wykluczałyby się nawzajem. I tak jest całkowicie logiczne, że niemiecka klasa polityczna odmawia swojemu narodowi, nawet po 35 latach, sformułowania konstytucji, jak to przewiduje art. 146 ustawy zasadniczej. Sama ta odmowa może być rozumiana jako „zamach stanu z góry” i obok prywatyzacyjnych orgii jako kolejna wojna wewnętrzna, ale to jeszcze nie koniec.
4. Partie przekształcają się w kastę oligarchów
Establishment polityczny tego kraju, analogicznie do transformacji gospodarki i społeczeństwa na przestrzeni dziesięcioleci, przekształcił się w coraz bardziej bezczelną, w dużej mierze zharmonizowaną i odciętą od opinii publicznej kastę oligarchów, która depcze po narodzie. Partie przekształciły się w kartel partyjny, syndykat, a nawet klany partyjne, które w ramach odpowiedzialności rządowej zlały się z przemysłem korporacyjnym. Cała architektura prywatyzacji została zrealizowana przez międzynarodowe, głównie anglosaskie kancelarie prawne i firmy doradcze. Liczne kancelarie przekształciły struktury legislacyjne, a tym samym legislacja de facto przesunęła się do gremiów eksperckich i lobbystów prawnych, poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolę. Dziś ponad 70 procent wszystkich projektów ustaw jest przygotowywanych przez zewnętrzne siły.
Kasta polityczna od przełomu zdecydowała, że nie będzie już reprezentować interesów społeczeństwa i w kooperacji z przemysłem finansowym i korporacyjnym zajęła miejsce suwerena. Dlatego w okresie od 1990 roku do dziś całkowicie zmieniło się postrzeganie polityki wobec obywateli. Wybrani politycy nie postrzegają się już jako reprezentanci suwerena — jak to byłoby oczywiste w funkcjonującej parlamentarnej demokracji.
Na temat upadku zachodnich demokracji włoski filozof Paolo Flores d’Arcais pisał już w 2004 roku:
„Doświadczamy … naprawdę zderzenia cywilizacji, ale w samym Zachodzie, między demokracją jako czystym bełkotem establishmentu, który depcze swoje zasady w śmieciach codziennego rządzenia, a demokracją traktowaną poważnie z jej niezłomnymi, istotnymi żądaniami. Między partią hipokryzji a partią spójności. Między wolą dotrzymania obietnicy zawartej w konstytucji a rosnącym, niezmiernie dużą dysproporcją, która zmusi Zachód do zaprzeczenia swoim wartościom także w konstytucjach.”
Ten powolny zamach na demokrację został zakończony. Tę rozwijającą się sytuację można określić jedynie jako „przemoc strukturalną” i „zorganizowany niepokój” wewnętrzny.
5. Globalny zamach stanu — zamach globalnych faszystów
Aktualne rządy są determinowane przez ideologię (globalnego) zarządzania, w której głos społeczeństwa nie ma być już w ogóle reprezentowany i dlatego też nie występuje. Demokracja, jaką znaliśmy, została zniesiona i zastąpiona globalnym zarządzaniem wieloma interesariuszami, w którym narody nie mają żadnego głosu. „Interesariusze” to wielkie grupy interesów, „decydujący”, którzy w wyłączeniu opinii publicznej i demokratycznych procesów decydują o tym, jak świat ma wyglądać w przyszłości. To jest „przemoc strukturalna” w kontekście transnarodowym.
Ciągle te same podmioty są odpowiedzialne za globalny zamach stanu i występują przeciwko demokracji: ONZ w (publiczno-prywatnym partnerstwie) z Światowym Forum Ekonomicznym, Komisja Europejska, OECD, Bank Światowy, MFW, IZB, EBC, wielkie banki, takie jak JP Morgan Chase, UBS, Morgan Stanley, potężni aktorzy gospodarczy, kadry partyjne, rządy G20 oraz ich technokratyczno-biurowe aparaty, NATO, krajowe aparaty wojskowe i wywiadowcze, wybrane NGO, uznawani za godnych superbogaci indywidualni aktorzy, „Młodzi Globalni Liderzy” wykształceni przez Światowe Forum Ekonomiczne („zombie z probówki”), a także potężne i wpływowe fundacje, takie jak Rockefeller, Ford, Carnegie, Bill & Melinda Gates, Open Society George’a Sorosa oraz niezliczone giganty korporacyjne, takie jak Google, Amazon, Microsoft, Accenture, Mastercard, Pfizer, SpaceX, Palantir. Pełne wymienienie aktorów nie jest możliwe i musiałoby być kontynuowane przez wiele stron.
Wszyscy oni uzurpują sobie rolę aroganckich „opiekunów” narodów i w porozumieniu z militarnym-przemysłowym-wywiadowczym-finansowym-farmaceutycznym i cyfrowym kompleksem ogłosili ciała obywateli, poprzez reżimy iniekcyjne i cyfrowe ID, nowym obiektem inwestycyjnym, a samych ludzi uznali za zagrożenie dla władzy. Konsekwencją jest cyfrowe państwo nadzoru i kontroli, które w swojej faszyzowanej ostatecznej wersji obejmuje stan wyjątkowy i walkę z zamieszkami.
Funkcja obywatela w neofeudalnym świecie cyfrowym ogranicza się do płacenia podatków i opłat za usługi państwowe, które albo
• w ogóle nie są mu już udzielane,
• stają się coraz gorsze, lub za które musi dodatkowo płacić prywatnym korporacjom,
• oraz do stawiania krzyżyka co cztery lata w wyborach, w ramach których, z powodu ideologicznej jednorodności partii, nie ma już nic do wyboru.
6. Produkcja strachu i terror koronawirusa — „strategia napięcia”
Celem rządzących od wieków i dłużej było utrzymanie szerokiej populacji pod kontrolą za pomocą strachu i scenariuszy grozy. Kryzys koronawirusa wpisuje się jako perfekcyjnie zrealizowane przedłużenie terroru władzy innymi środkami. Może niektórzy pamiętają niektóre z licznych zamachów: w sierpniu 1980 roku na dworcu w Bolonii. Od tego czasu miały miejsce zamachy w Londynie, Madrycie w 2004 roku, Amsterdamie, Oslo, na Majdanie/Ukraińskim w 2014 roku, Charlie Hebdo w Paryżu w 2015 roku, w Brukseli, Nicei, Berlinie i Hanau itd. Zamachy te pozostają zazwyczaj niewyjaśnione i giną w mrokach NATO-wskich tajnych armii, operacji wywiadowczych i tajnych policji. We wszystkich zamachach chodziło o „strategię napięcia”, produkcję strachu w Europie, ale także na całym świecie.
9/11 oznaczał decydujący punkt zwrotny w operacji terrorystycznej wewnętrznej. Już w 2001 roku chodziło głównie o produkcję strachu i grozy. Rozpoczęła się planowana „wojna z terroryzmem” przeciwko krajom „osi zła”. Po tym, jak strach przed złymi islamistami na koniec 2019 roku został w dużej mierze zaspokojony, należało rozpocząć nową wielką ofensywę, która od lutego/marca 2020 roku rozwinęła się z COVID-19 jako „wojna z infekcją” — totalna wojna przeciwko wirusom. Z koronawirusem — „plandemią” — kompleks władzy uruchomił długo przygotowaną, skoordynowaną i wysoko zróżnicowaną operację psychologiczną kontroli umysłu przeciwko narodom — operację kognitywnej wojny. Ale oni nie przestają.
Podstawowym motywem terroru państwowego zawsze było wyciskanie z społeczeństw coraz wyższych środków poprzez produkcję strachu i wroga wewnętrznego i zewnętrznego. Oznacza to, że centra władzy zazwyczaj najpierw tworzą chaos, zagrożenia, kryzysy i wojny, przed którymi rzekomo chcą chronić ludzi. Produkują wojny wewnętrzne i zewnętrzne i tworzą napięcia, które rozkładają i niszczą społeczeństwa od wewnątrz. Transnarodowe bandy wojenne potrzebują napięć i gorących wojen, aby napędzać swój model biznesowy. Głośno nawołują do wojny i nieustannie poszukują wrogów.
7. Koronawirus był punktem zwrotnym
Koronawirus był — jak to określił ówczesny książę Karol — „oknem możliwości” i niczym innym jak scenariuszem wyjścia, przekształcenia i destrukcji. Nic nie miało być takie jak wcześniej. Ideologicznie zharmonizowana, transatlantycka kasta „globalistów” stanęła na czołowej pozycji w modelowanej przez siebie hierarchii. Chaos, który można zaobserwować wszędzie na świecie, podąża za nieludzkim scenariuszem transhumanistów, którzy chcą prowadzić świat przez 17 celów milenijnych ONZ w kierunku „Wielkiego Resetu” i „Czwartej Rewolucji Przemysłowej” — ogłoszonego raju Nowego Ładu Światowego: człowiek i maszyna mają się zjednoczyć, „nic nie posiadać, ale być szczęśliwym jak nigdy dotąd”.
Pojawia się tylko prozaiczne pytanie: Kto zatem posiada wszystko?
Najpóźniej od lutego 2020 roku mamy do czynienia na Zachodzie z pandemią szczególnego rodzaju, z polityczno-medialną plagą. Ta ciężka strukturalna choroba polityczna jest charakterystyczna dla zachodniego kapitalizmu typu katastrofa, jednocześnie oznacza przejście do nowego kapitalistycznego reżimu zysku i przymusu, w którym „głębokie i skorumpowane rządy” wykonują wolę globalistów i zwolenników wojen NATO, podczas gdy media mainstreamowe stały się przemysłem dezinformacyjnym i podżegającym do nienawiści.
8. Fuzja władz i zorganizowane bezprawie
W wyniku powyższych wydarzeń i arogancji władzy, obywatele byli świadkami w ciągu ostatnich 30 lat daleko idącej unifikacji władz państwowych. Władza wykonawcza zlała się z międzynarodowym przemysłem finansowym, korporacyjnym, prawniczym i doradczym. Władza wykonawcza kontroluje ustawodawstwo poprzez kierownictwo frakcji partii; przekształciła sądownictwo, organy administracyjne i kompleks medialny w narzędzia walki przeciwko siłom opozycyjnym. O separacji władz, jako podstawie funkcjonującej demokracji, nie można już w ogóle mówić.
Na tym nie koniec: aby uniknąć ścigania karnego, ideologicznie zharmonizowane klany partyjne manipulują procesem legislacyjnym, infiltrują ministerstwa sprawiedliwości, prokuratury i sądy, zapewniając sobie bezkarność dzięki immunitetowi swojego urzędowania.
Kartel partyjny zabezpieczył swoją pozycję również prawnie; w ustawie zasadniczej mówi się: Partie „uczestniczą w politycznym kształtowaniu woli narodu”, „ich wewnętrzna struktura musi odpowiadać zasadom demokratycznym”. To może oznaczać wszystko.
W prawie karnym §129 Kodeksu karnego partie zabezpieczyły się:
Mówi się tam o tworzeniu związków przestępczych:
(3) Ustęp 1 — o przestępczej organizacji — nie ma zastosowania,
„… jeśli organizacja jest partią polityczną, której Federalny Trybunał Konstytucyjny nie uznał za niezgodną z konstytucją…”
Czy to nie jest wspaniałe? Klany partyjne same piszą sobie prawo i decydują o partyjnej, brudnej polityce personalnej, o tym, kto należy do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego.
Jednak globaliści nie całkowicie znoszą państwo narodowe, lecz nadużywają monopolu przemocy państwowej do stosowania represji wewnętrznych i do realizacji swoich fantazji podboju w wojnach na zewnątrz. W rezultacie rządy, przemysł korporacyjny i anonimowe biurokracje mutują w sieciowe, przestępcze organizacje polityczne.
Termin „CRIMINOCRACY” adekwatnie opisuje potworne syndykat władzy postmodernizmu.
Jak może system polityczny, który jest zbudowany w sposób autorytarny-antydemokratyczny od samej podstawy, przynieść coś innego niż symulację demokracji? Jak mają powstać świadomi obywatele w oparciu o system polityczny, który dręczy własne dzieci przymusem szczepień i masek, a młodzież wkrótce popycha do wielkiej wojny? Co to za państwo prawa, jeśli psychicznie zdezorientowani nosiciele nienawiści mogą swobodnie chodzić i nawoływać do wielkiej wojny przeciwko Rosji? Kanclerze Cum-Ex i BlackRock zajmują dziś w Niemczech — porównywalne postacie w innych krajach europejskich — najwyższe stanowiska w polityce. Razem z transatlantyckimi sieciami i globalnymi faszystami — jak ich nazywam — decydują o losach Niemiec i Europy.
W miarę jak kartel partyjny odrywał się od obywatela, wypowiadał umowę społeczną, promował wewnętrzne napięcia poprzez niekontrolowaną migrację, niesprawiedliwość podatkową, trwające wojny i strategię napięcia, kłamał, naciskał i coraz bardziej terroryzował, krytyczny obywatel stał się wrogiem i zagrożeniem dla samego kartelu partyjnego. I dokładnie w tym miejscu znajdujemy się dzisiaj.
Aby chronić swoją demokratycznie wolną konstrukcję państwową, oligarchowie partyjni wymyślili teraz przestępstwo „delegitymizacji państwa
Ustawa o ochronie sygnalistów (HinschG) ustanowiła punkty zgłoszeniowe, w których obywatele mają donosić na siebie nawzajem i wzajemnie się kontrolować. Nawet hitlerowcy nie wprowadzili tak okropnego prawa. Ustawą upoważniającą 2.0, tzw. ustawą o ochronie przed zakażeniami, grupa polityczna całkowicie zniosła Ustawę Zasadniczą, w tym prawa obywatelskie i prawa człowieka, aby podporządkować ją dyktatowi wysoce skorumpowanej WHO. Nowym sposobem rządzenia globalistów jest dyktatura zdrowotna oparta na reżimach zakaźnych, które można aktywować w każdej chwili.
Po operacji Koronawirus, która pochłonęła niezliczone ofiary ludzkie, zniszczyła gospodarkę i zadłużyła się na biliony dolarów, okrutny kartel przestępczy wymyślił nowe sposoby zaciągania długów, co przyniosło korzyści sektorowi finansowemu, i znalazł je, znosząc hamulec zadłużenia na rzecz gospodarki wojennej. Wzrost, inwestycje i nowe możliwości zysku dla międzynarodowego kapitału inwestycyjnego. Wojnę na Ukrainie i inne wojny należy kontynuować, aby zapewnić wsparcie militarne dla ekspansji NATO i UE na wschód, która trwa od 1999 r.
9. Kim są sprawcy — czy można z nimi zawrzeć pokój?
To globaliści. W ich skład wchodzą Wielkie Pieniądze, czyli bogaci i superbogaci, oligarchowie i plutokraci, centra akumulacji kapitału, takie jak BlackRock, Vanguard and Co., Wielkie Korporacje, w tym Big Data, Big Pharma i Big Tech, kompleks wojskowo-przemysłowo-bezpieczeństwa, służby specjalne, tajne armie, agencje PR i propagandowe oraz konglomeraty medialne. Rządy są ich partnerami we współpracy i wykonawcami administracyjnymi.
Globaliści chcą zablokować jakikolwiek powrót do jakiejkolwiek formy życia, która miałaby cokolwiek wspólnego ze znaną nam „normalnością”. Oprócz wywoływania strachu, ich formą rządów jest wywoływanie chaosu. Po dotychczasowym zniszczeniu gospodarki i społeczeństwa powrót do „normalnego” życia nie jest już w ogóle możliwy. Globaliści będą karmić i tuczyć swój reżim zakaźny skorumpowanymi politykami, naukowcami, agencjami PR, rządzącymi mediami i najemnikami propagandy tak długo, jak będzie to konieczne do wdrożenia pożądanego przez nich totalitarnego Nowego Porządku Świata. W tym systemie nie może być pokoju.
10. Wzrost długu publicznego
Przed kryzysem wywołanym koronawirusem oficjalny dług publiczny Niemiec wynosił około 2 biliony euro. Wszystkim rządom niemieckim zajęło 75 lat zgromadzenie takiej kwoty. Grupie Merkel zajęło trzy miesiące, aby podwoić dług publiczny. Nikt nie wie dokładnie, ile może wynosić rzeczywisty dług kraju, ukryty w złych bankach i innych funduszach zobowiązań UE, bo mówi się aż o 17 bilionach Euro, więc rząd niemiecki podaje jedynie około jednej siódmej oficjalnego długu publicznego.
W kontekście pandemii koronawirusa 27 państw członkowskich UE uzgodniło również pakiet budżetowy i finansowy o historycznej wartości 1,8 biliona euro. Jednak przejście na gospodarkę wojenną wymaga czegoś więcej: UE właśnie uruchomiła pakiet militaryzacji i długu wojennego o wartości 800 miliardów euro, a Niemcy uruchomiły dodatkowy pakiet dłużny o wartości 500 miliardów euro, ukryty pod pozorem programu inwestycji infrastrukturalnych i otwarty na militaryzację. Dawniej mówiono: „Skarbonki są puste”, dziś niezabezpieczone weksle są wystawione na przyszłe pokolenia. Profesjonalni kłamcy nazywają to specjalnymi aktywami.
11. Dokąd chcą dotrzeć globaliści?
Za kulisami chorób zakaźnych, zmian klimatycznych, wojen i kryzysów zmieniających świat, za sznurki pociągają globaliści. Świat ma zostać zmuszony do przejścia do Nowego Porządku Świata wolnego od demokracji.
Wszystko kręci się wokół:
• 5G/6G i powiązana technologia satelitarna. Technologia 5G/6G jest przeznaczona przede wszystkim dla wojska, które chce prowadzić wojnę na zupełnie nowym terenie. Instaluje się sieci 5G/6G, ale zupełnie ignoruje się konsekwencje dla ludzi i środowiska.
• Internetu Rzeczy (IoT), Internetu Ciał (IoB), do technologii globalnej infrastruktury społeczeństw informacyjnych,
• świat bezgotówkowy,
• totalitarne identyfikatory cyfrowe, w tym całkowity nadzór,
• Obowiązkowe programy szczepień wykorzystujące technologię genetyczną i nanotechnologiczną,
• sztuczna inteligencja w powiązaniu z posthumanizmem i transhumanizmem, łączeniem człowieka i maszyny oraz kodyfikacją praw własności/patentów,
• budowa na wielką skalę cyfrowych więzień, cyfrowych gułagów, zwanych „inteligentnymi miastami”.
Jeśli nie chcemy tego wszystkiego, ludzie muszą wziąć swój los w swoje ręce, „dorosnąć” w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu i całkowicie uwolnić się od podszeptów tych, którzy mają władzę.
12. Barometr zaufania
Amerykańska agencja public relations Edelman co roku publikuje tzw. Trustbarometer. Od 25 lat Edelmann bada, w jakim stopniu społeczeństwo wpływa na rządy,społeczności organizacji pozarządowych i mediów. Na przestrzeni lat Edelmann zaobserwował niepokojący spadek zaufania do tych instytucji.
Agencja PR przeprowadziła ankietę wśród około 32 000 osób w 28 krajach na całym świecie. Najgorsze ogólne oceny zaufania wystawili respondenci z tzw. uprzemysłowionych krajów Zachodu.
W 2025 roku 69 procent ludzi na świecie było przekonanych, że rządy ich okłamują, 68 procent – że kłamią liderzy biznesu, a 70 procent – że media i dziennikarze.
Ogółem 65 procent Niemców nie ufa rządowi, 60 procent organizacjom pozarządowym, 60 procent gospodarce, 56 procent mediom i 55 procent Organizacji Narodów Zjednoczonych i UE.
W Niemczech tylko 14 procent respondentów jest przekonanych, że przyszłym pokoleniom może być lepiej.
69 procent Niemców odczuwa umiarkowaną lub znaczną złość wobec rządu, biznesu i bogatych.
Nasuwa mi się pytanie: jak długo tzw. elity i państwo będą w stanie utrzymać się na powierzchni, skoro utraciły już niemal całkowicie zaufanie społeczeństwa? A jeśli ta tendencja się utrzyma, to moim zdaniem rządzący nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko uczynić stan wyjątkowy i walkę z rebelią normą w funkcjonowaniu rządu.
13. Żądania nowego początku
Na koniec chciałbym podzielić się kilkoma przemyśleniami na temat kierunku, w jakim powinny pójść fundamentalne zmiany:
• Rozwiązanie partii w ich dotychczasowej formie i funkcji,
• Rozwiązanie służb specjalnych, a przynajmniej ich masowa redukcja,
• Rozwiązanie wszystkich umów z międzynarodową branżą prawniczą i konsultingową,
• Ponowne ustanowienie Unii Europejskiej jako „Europy narodów”,
• Wycofanie się ze współpracy wojskowej NATO, rozwiązanie wszystkich umów o stacjonowaniu wojsk,
• Wycofanie się z Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego,
• Redukcja sił zbrojnych do rozmiarów potrzebnych do obrony narodowej,
• Śledztwo w sprawie spisku koronawirusowego — aresztowanie osób odpowiedzialnych za to w polityce i mediach przez policję konstytucyjną i jednostki wojskowe oraz przekazanie ich do sądu konstytucyjnego, ponieważ całkowicie skorumpowany krajobraz partyjny nie jest w stanie zbadać tej sprawy.
• Zniesienie immunitetu polityków,
• Konfiskata aktywów partyjnych lub aktywów polityków w przypadku udowodnionego naruszenia konstytucji lub prawa, a także wyrządzenia szkody publicznej,
• Kary za złamanie przysięgi urzędniczej,
• Wzmocnienie demokracji bezpośredniej,
• Ustanowienie podziału władzy,
• Całkowita reorganizacja mediów, tj. podporządkowanie ich kontroli demokratycznej społeczeństwa,
• Nowe pokolenie polityków musi wykazać się „w życiu”, musi przestrzegać zasad etycznych i moralnych, przestrzegać konstytucji i prawa oraz musi ponosić za to odpowiedzialność przed objęciem urzędu publicznego. Nie każdy pozbawiony charakteru idiota, nie każdy matoł, których jest tak wielu w środowisku rządzącej partii, powinien piastować stanowisko polityczne.
Wszystko to byłoby równoznaczne z ustanowieniem pierwszej po Zgromadzeniu Konstytucyjnym REPUBLIKI DEMOKRATYCZNEJ.
Mój wniosek:
Ani Europa, ani Niemcy, przy obecnym ustroju politycznym nie mają realnych perspektyw na przyszłość.
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Źródła i notatki
[1] Paolo Flores d’Arcais, Przyjmowanie demokracji za słowo. Suweren i dysydent, Berlin 2004, s. 133
Graham King, 58 letni przedsiębiorca, znalazł się na liście 200 najbogatszych Brytyjczyków, w zeszłym roku notując znaczny wzrost zysków. Mężczyzna, obecnie już miliarder, zarobił krocie na… osiedlaniu i zaopatrywaniu migrantów.
Wraz ze skokowym wzrostem liczby wniosków o azyl w Wielkiej Brytanii, składanych przez migrantów przybywających do Zjednoczonego Królestwa, majątek Grahama Kinga wzrósł o ponad 200 milionów funtów. Rok 2023 przedsiębiorca zamknął z fortuną wartą 750 milionów. Rok później opiewała już ona na ponad miliard funtów brytyjskich.
Tym samym 58- letni mężczyzna z Essex awansował na 154 pozycję w zestawieniu najbogatszych Brytyjczyków, sporządzonym przez „The Times”.
Jednocześnie w 2024 roku padł też „migracyjny rekord” dla Wysp brytyjskich. O azyl w Wielkiej Brytanii ubiegało się 108 tysięcy cudzoziemców, w porównaniu z 91 tysiącami rok wcześniej.
Źródłem olbrzymiego majątku Grahama Kinga jest, jak wyjaśniał „The Sunday Times”, opieka nad migrantami – w tym zapewnianie im kwaterunku i pożywienia. Należące do Grahama przedsiębiorstwo Clearsprings swoje dochody czerpie – rzecz jasna – od państwa. Umową z firmą Grahama związane jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Kontrakt obowiązuje do 2029 roku i wart jest 7,3 miliarda funtów.
Fortuna biznesmena skoczyła w czasie rządów Tony’ego Blaire’a z Partii pracy.
(fot. Poznaniak1975, CC BY 3.0 , via Wikimedia Commons)
Przedstawiciele Związku Sybiraków odbyli kolejną pielgrzymkę na Jasną Górę. Jak podkreślali wciąż żyjący zesłańcy, szczególne znaczenie dla ich przetrwania w nędznych i niebezpiecznych warunkach, miała wiara święta.
Przedstawiciele Związku Sybiraków pielgrzymowali wczoraj na Jasną Górę, by modlić się za tych, których prochy pozostały na „nieludzkiej ziemi”, oraz apelować o zachowanie pamięci o losach Polaków zesłanych na Syberię i do Kazachstanu.
– Oby ta pamięć o Sybirakach nigdy nie zaginęła, my jesteśmy jeszcze żywą historią – mówiła Małgorzata Kalańska, prezes katowickiego oddziału Związku Sybiraków. Przypomniała, że została wywieziona z rodziną na południe Kazachstanu w 1952 roku, mając zaledwie 7 lat. Urodzona na Kresach Wschodnich, wraz z rodziną została zesłana, gdyż bliscy odmówili przyjęcia obcego obywatelstwa. Jak wspominała, zabrali wtedy obraz Matki Bożej, który towarzyszył im przez wszystkie lata zesłańczej gehenny. – Ich siłą była mocna wiara w Boga – podkreśliła.
Stanisław Jurkin, prezes łódzkiego oddziału Związku Sybiraków, trafił na Syberię w 1949 roku jako 13-latek. Pochodzi z terenów dzisiejszej Litwy. Zesłano ich za „kułactwo”, czyli posiadanie własnej ziemi. – Pamiętam jak spleśniałą, kiszoną kapustę płukałem i smażyłem na śmierdzącym tramie, siostry uciekały, bo nie mogły tego zapachu znieść. Ale dzięki temu też przeżyło się – wspominał były zesłaniec. Dodał, że prawdziwą bohaterką tamtego czasu była jego młodsza siostra, która płakała z głodu po cichu, by nie przeszkadzać innym.
Eugeniusz Tyszer z Zarządu Głównego Związku Sybiraków przypomniał, że o zesłańczych losach Polacy mogli zacząć mówić publicznie dopiero po czterdziestu latach od zakończenia II wojny światowej. – Przetrwaliśmy dzięki wierze w Boga, dzięki modlitwie. Tu na Jasną Górę przyjeżdżamy, by podziękować za ocalenie – mówił. Zachęcał również do odwiedzania Golgoty Wschodu, miejsca pamięci w Bastionie św. Barbary na Jasnej Górze.
Golgota Wschodu to jedno z pierwszych w Polsce miejsc upamiętniających Sybiraków, powstałe po 1989 roku. W podziemiach bastionu znajduje się muzeum martyrologii Polaków z Kresów Wschodnich. O tragicznych losach zesłańców „opowiadają” m.in. szklane tablice oraz Obraz Matki Bożej Wygnańców Tułaczy. To autentyczny wizerunek Maryi, który podzielił los zesłańców – od Podola po Syberię, a następnie aż do Afryki. W 2009 roku został przekazany na Jasną Górę jako szczególny dar i świadectwo.
Twórcą określenia „Golgota Wschodu” był Jan Paweł II, który sam doświadczył dwóch totalitaryzmów XX wieku – nazizmu i komunizmu. Pielgrzymka Sybiraków była także wyrazem wdzięczności za możliwość publicznego dawania świadectwa i apelowania do młodych pokoleń, by nie zapominały o tych, którzy cierpieli w obronie polskości i wiary.
KAI/ oprac. FA
============================================
MD: Skandalem i tragedią jest to, że żadne rządy po 1989 nie uczyniły wszystkiego, by Polaków z wywózek, wygnanych do Rosji, potem do Sojuza, zaprosić do Ojczyzny, pomóc im wrócić z Komi, Kazachstanu, Uzbekistanu, Sybiru. Tam się wynaradawiają, umierają. W 1941 rozmawialiśmy tam jeszcze z potomkami Powstańców Styczniowych.
Hmm. Chrześcijanka, hołdująca Wolnej Woli czyli możliwości wyboru w sposób nieprzymuszony. Miłością życia: Polska i wszystko to, co się z polskością wiąże.
W cieniu politycznych deklaracji o „zielonej transformacji” i „dbałości o środowisko”, Polska staje się europejskim śmietnikiem.
Tysiące ton niemieckich odpadów – zarówno legalnych, jak i nielegalnych – każdego roku trafiają do naszego kraju, zatruwając ziemię, wodę i powietrze. Za tą toksyczną falą stoi nie tylko niemiecki przemysł, który znalazł w Polsce wygodny kanał pozbywania się problemu, ale również polskie elity polityczne, które przez lata biernie przyzwalały, a często wręcz umożliwiały ten proceder.
Niemcy świadomie – Polska bezwolnie Już od lat 90. niemieckie elity zdawały sobie sprawę z narastającego problemu starzejącego się społeczeństwa, kosztów przetwarzania odpadów i rosnącej świadomości ekologicznej obywateli. Zamiast inwestować w systemy utylizacji – szukały „taniej” alternatywy.
I znalazły ją… w Polsce.
W 2021 roku do naszego kraju trafiło ok. 581 tys. ton odpadów, z czego aż ponad 68% pochodziło z Niemiec – czyli niemal 400 tys. ton. W latach 2019–2021 łączny import z Niemiec wyniósł 808 tys. ton. To nie są przypadkowe liczby – to efekt systemowego działania państwa niemieckiego i kompletnej bezczynności państwa polskiego.
Nielegalne transporty: kolejne milczenie władz Do Polski trafiają nie tylko odpady legalne, ale też te przemycane – często niebezpieczne, toksyczne. W 2022 roku ujawniono 89 przypadków nielegalnego przywozu, z czego aż 28 przypadków (ponad 4,7 tys. ton) pochodziło z Niemiec. Mimo powagi sytuacji, reakcje władz są powolne i nieskuteczne. Polska złożyła skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie 35 tys. ton odpadów z Niemiec, które zalegają na naszej ziemi.
Ale to działanie pozorne – bo przez cały czas inne transporty nadal przekraczają granicę, a nowe zezwolenia są wydawane. Odpowiedzialność za to ponosi Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) oraz ministerstwa środowiska i klimatu, które umożliwiły liberalizację przepisów, ograniczając obowiązek zezwoleń tylko do odpadów niebezpiecznych.
Zdrada narodowa pod płaszczykiem procedur Odpady niemieckie trafiają do Polski legalnie, ponieważ urzędnicy podpisują stosowne dokumenty. To nie jest chaos – to sterowany proceder, w którym polskie państwo oddaje ziemię i zdrowie swoich obywateli na sprzedaż. Za pieniądze. Za stanowiska. Za „dobrą prasę” w Berlinie i Brukseli.
Czy Polska jako państwo nie jest zdolna do odmowy przyjmowania zagranicznych śmieci? Oczywiście, że jest. Ale nie chce. Bo ktoś podjął decyzję, że opłaca się zatruwać własny naród.
Skutki: zatrute środowisko, chory Naród, zysk obcych W konsekwencji tego importu:
rosną zanieczyszczenia gleby i wód gruntowych, szczególnie w miejscach nielegalnych składowisk, zwiększa się ryzyko chorób nowotworowych i układu oddechowego, degradacji ulega polska ziemia rolna, wzrasta koszt usuwania nielegalnych odpadów z budżetu państwa – czyli z kieszeni Polaków. To wszystko przy jednoczesnym eksportowaniu przez Niemców własnego problemu – śmieci – i importowaniu przez Polaków nowotworów, bezpłodności, skażenia i społecznej degrengolady.
Podsumowanie: odpadkowa kolonizacja Import śmieci to nie tylko problem ekologiczny – to symbol naszej utraty suwerenności i zdrady elit, które zamiast bronić interesu narodowego, działają jak zarządcy podległej prowincji. Polska, zamiast budować niezależność gospodarczą i energetyczną, została sprowadzona do roli taniej służby i toksycznego składowiska Europy Zachodniej.
Jeśli chcemy odzyskać kontrolę nad naszym terytorium i zdrowiem publicznym – musimy jasno nazwać winnych: polityków, urzędników, koncerny i całe układy, które pozwoliły, by wrogie państwo traktowało nas jak wysypisko.
What I love about America is that American citizens have the freedom to express themselves. For instance, they can hate on the American flag and still be welcome to live here.
That is what the First Amendment promises us. The right to free speech is written into the Constitution. This is unlike most nations in the world, where free speech is not a right.
I may not particularly like someone else’s viewpoints, but they are free to express their opinions; even so-called hate speech.
And I am free to express my disdain.
When I first viewed the video below – my thought was that this was close to crossing a line- making fun of Pope Leo, and I was going to pass it by.
Upon closer inspection…
I don’t know how the creator did it, but this video, produced by Demon Flying Fox, was made before the Pope was chosen. It was released seven days ago.
Now, that was incredible timing!
(The truth about livestock guardian dogs)
If you know, you know…
Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work, consider becoming a free or paid subscriber. We are deeply grateful to the decentralized network of paid subscribers that enables us to continue doing what we do to support freedom.
22-letni Mieszko R. pochodzi z zamożnej rodziny. Rodzice kupili mu mieszkanie na warszawskim Rembertowie, by mógł łatwo dojeżdżać na uczelnię. Ojciec zabójcy z UW jest prawnikiem, zaś matka pracuje na jednej z pomorskich uczelni.
W środę 22-letni student wydziału prawa UW zaatakował siekierą 53-letnią portierkę, która zamykała drzwi do Audytorium Maximum. Kobieta nie przeżyła ataku i zmarła na miejscu. Ranny został również członek straży UW. [To on obezwładnił mordercę i zapobiegł dalszym zbrodniom. Służba Ochrony Państwa zaś oglądała ptaszki. md]
Teraz na jaw wychodzą kolejne informacje o 22-letnim Mieszku R.. Jak się okazuje, na biedę nie narzekał.
R. mieszkał w eleganckim apartamentowcu na warszawskim Rembertowie. Jeszcze przed studiami rodzice kupili mu mieszkanie w celu ułatwienia dojazdu na uczelnię.
„Fakt” ustalił, że zabójca mieszkał sam. Był typem cichego mężczyzny i unikał imprez oraz nie szukał kontaktu z innymi ludźmi.
– Mijaliśmy się na klatce. Nigdy nie mówił dzień dobry. Zawsze był taki nieobecny, zamyślony, unikał kontaktu wzrokowego. Żył w swoim świecie i nie należał do ludzi rozmownych. Kto by pomyślał, że taki spokojny młody człowiek zrobi coś takiego – powiedziała sąsiadka Mieszka R..
Mieszkaniec innej klatki ocenił z kolei, że 22-latek „wydawał się trochę dziwny, ale niegroźny”.
– On nie integrował się tak z ludźmi. Nie wychodził na imprezy, był cichy. Nigdy się nawet nie żalił nikomu, że ma jakiś problem. Był zdolny, ale chwilami zachowywał się tak jakby żył w innym świecie, jak obłąkany – powiedziała z kolei jedna z koleżanek Mieszka R..
– Przychodził do nas zawsze przed samym zamknięciem, żeby kupić bagietkę. Nigdy nie widziałem, żeby kupował alkohol czy inne używki. Moim zdaniem normalny chłopak. Nie zauważyłem, żeby było z nim coś nie tak. Zawsze chwilę pogadał – relacjonował z kolei pracownik pobliskiej „Żabki”.
Rodzice zabójcy są dobrze sytuowani. Ojciec jest prawnikiem, zaś matka pracuje na jednej z pomorskich uczelni.
R. czeka na rozprawę sądową. W czwartek usłyszał zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, znieważenia zwłok oraz usiłowania zabójstwa.
Nieoficjalnie mówi się, że znieważenie zwłok polegać miało na kanibalizmie. Nie ma jednak oficjalnego potwierdzenia tej informacji.
Za popełnione przestępstwa grozi mu nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Próby bezprawnego grania ludzkim życiem i neutralizowania tematu aborcji przez lewicowe organizacje, wciąż są w Polsce podejmowane. Nie odnoszą jednak sukcesu, a nawet budzą społeczny sprzeciw. Z pewnością przyczynia się do tego bierność antypolskiego rządu i ludzkie dramaty, jak zabójstwo 9-miesięcznego dziecka w szpitalu w Oleśnicy. Swoje poparcie dla ochrony ludzkiego życia od poczęcia Polacy manifestowali również podczas minionego Marszu dla Życia. Red. Julia Gubalska rozmawia z panią Kają Godek, członkiem zarządu Fundacji Życie i Rodzina.
Julia Gubalska: Jak posumuje Pani ostatni Narodowy Marsz Życia, który miał miejsce 27 kwietnia? Frekwencja była zdecydowanie wysoka.
Kaja Godek: Frekwencja była wysoka i warto nadmienić, że była wielokrotnie wyższa niż różne, feministyczne spędy, które organizuje się w ostatnim czasie. Feministyczne środowiska próbują wywierać presję na polityków, ale oni cały czas żyją legendą proaborcyjnych strajków, które miały miejsce kilka lat temu i wybuchły na fali dobrze przygotowanej kampanii marketingowo-społecznej. Jeśli się na to spojrzy okiem technokraty, było zrobione to dobrze, jeśli chodzi o założenia, którymi się rządzą kampanie społeczne. Ale oprócz tego, że ktoś tym odgórnie sterował, mieliśmy też do czynienia z sytuacją wielomiesięcznego lockdownu, co na pewno miało ogromny wpływ.
Był to kolos na glinianych nogach i siła, której środowiska feministyczne nigdy potem nie odbudowały. Obserwując publiczne wydarzenia pro-life, można powiedzieć, że sympatia ludzi do obrony życia jest stała. Zawsze pojawia się kilka tysięcy osób na marszach dla życia, który odbywa się w różnych miejscach raz lub dwa razy w roku. Druga rzecz to frekwencja, którą obserwujemy na publicznych różańcach o zatrzymanie aborcji, które prowadzimy już w tej chwili w 50 miastach w Polsce. Tam też ta frekwencja co najmniej nie spada, a wielu miejscach jest coraz większa. Myślę, że dysproporcja między obrońcami życia a ruchem feministycznym jest bardzo widoczna. Podsumowując, Marsz dla życia, był to głos ludzi, którzy nie zgadzają się na politykę obecnego rządu i którzy przyszli pokazać, że się na to nie zgadzają. Dużo rodzin z dziećmi, w tym wielodzietnych i dużo ludzi, którzy żeby tam przyjść lub przyjechać z innej, odległej miejscowości, poświęcili wiele.
Nawiążmy również do protestów pod feministyczną „kliniką” aborcyjną „Abo-Tak”, przy ul. Wiejskiej. Jak te protesty przebiegają, czy przynoszą jakiś skutek lub hamują funkcjonowanie w jakiś sposób tego miejsca?
Sytuacja wokół „Abo-Tak”, czyli tej pseudoprzychodni aborcyjnej otwartej koło Sejmu, bardzo mocno obnażyła słabość środowisk aborcyjnych i feministycznych w Polsce. Przede wszystkim dokładnie pokazała przeciwną rzecz do tego, co w planach założycieli miała pokazać. „Abo-Tak” miało być miejscem, które pod Sejmem będzie może kogoś kłuło w oczy, ale będzie sobie funkcjonowało. To byłby sukces założycieli, który miał być formą szantażu, presji czy nawet terroru wobec polityków.
Pomysł środowisk feministycznych na to, jak naciskać na legalizację aborcji, jest właśnie taki: „wy nam tego nie zalegalizujecie, my i tak to robimy”. Ta strategia była stosowana we wszystkich państwach na zachodzie, gdzie legalizacja aborcji postępowała. Próba skopiowania tego mechanizmu obecnie ma miejsce w Polsce. Otwarcie „Abo-Tak” przyniosło dokładnie odwrotny od planowanego skutek. Miało być 8 marca, ale aborterki tak się wystraszyły protestów pro-life, że otworzyły 7 marca. Ludzie protestują, sąsiedzi mają dość. Aborcyjny Dream Team umiejscawiając swój ośrodek w kamienicy przy ul. Wiejskiej bardzo świadomie i z premedytacją wpakował okolicznych mieszkańców i przedsiębiorców w kłopoty, bo było wiadomo, że to jest miejsce, które będzie prowokować intensywne, właściwie nieustanne protesty. Na Wiejskiej widać, że ludzie aborcji w Polsce nie chcą i nie jest to tylko jedna czy druga organizacja pro-life, lecz przychodzą tam zwykli ludzie i mówią „nas to wkurza, zabierajcie to”. Właśnie to osiągnęły środowiska proaborcyjne, otwierając tę pseudoprzychodnię. Trudno powiedzieć, czy przychodnia rzeczywiście tam funkcjonuje.
One się chwalą, że kilkanaścioro dzieci zostało zabite, trzeba wziąć te deklaracje za prawdziwe. Z drugiej strony w tej chwili na stronach feministycznych nasi działacze, którzy tam są pod fejkowymi profilami, donoszą, że tam odbywa się wielki płacz i nie da się spokojnie iść na aborcję na Wiejską do „Abo-Tak” – właśnie przez protesty. Dość skutecznie udało się tam wywrzeć presję, prawdopodobnie nie odbywa się tam tyle aborcji, ile się miało odbywać. Wielkie marzenie, również tej polskiej lewicy, to postawić sobie ośrodki aborcyjne, zrobić strefy buforowe i zakuwać w kajdanki protestujących czy modlących się ludzi – oto tolerancja, którą wyznają lewicowe ruchy polityczne.
Czy myśli Pani, że z pomocą m.in. Państwa organizacji uda się zamknąć tę klinikę lub się ona nie utrzyma z racji na utrudnienia wynikające z nieustających protestów?
Trzeba pamiętać, że „Abo-Tak” to miejsce prowadzenia działalności gospodarczej przez Justynę W., znaną aborterkę sądzoną w Warszawie od 4 lat za pomoc w zabiciu dziecka tabletkami. „Abo-Tak” jest miejscem polegającym na sprzedaży tekstyliów, od strony formalnej. Tam zachodzi ciekawy mechanizm, ponieważ manifestacje pro-life są zgłaszane do Urzędu Miasta i legalne, na tych zgromadzeniach nie jest łamane prawo. Odbywają się one w sposób intensywny, głośny, częsty, ale jednak w sposób pokojowy. Nie dochodzi z naszej strony do aktów przemocy. Z całą pewnością projekt pt. „Abo-Tak” nie udał się feministkom i trzeba to powiedzieć już dziś. To jest przegrana środowisk feministycznych, które miały zarówno nieformalne, jak i formalne zapewnienia ze strony prokuratora generalnego, że nie będą ścigane za swoją działalność. Dlatego oświadczyły wprost, że to jest miejsce, w którym polskie prawo nie obowiązuje. Zderzyły się z obrońcami życia i trzeba powiedzieć, że właściwie już przegrały tę walkę, dlatego że to pokazuje, że nikt na tę placówkę nie czekał, nikt nie chce się z nią identyfikować, niewielu chce jej bronić i właśnie tę sytuację widzą politycy, którzy idą do pracy do Sejmu lub do kancelarii prezydenta, która jest już obok – koszmarną porażkę, jaką poniosły feministki w zderzeniu z faktami i opinią publiczną w Polsce. Dzisiejsze protesty pod „Abo-Tak” są wypełnieniem pewnych funkcji, których nie wypełniają instytucje państwa. Państwo jest bierne i wykazuje się kompletną indolencją.
Czy myśli Pani, że wysoka frekwencja na Marszu dla Życia wynikała również z dramatycznej sytuacji, jaka wydarzyła się w Oleśnicy, kiedy doszło do zabicia dziecka w 9 miesiącu ciąży?
Z całą pewnością tak. Środowiska aborcyjne wypadły za bandę. Ta aborcja miała miejsce pod koniec października ubiegłego roku, ale nikt o niej nie wiedział. Została ona nagłośniona w połowie marca przez Gazetę Wyborczą. To miała być historia, która będzie służyła do poszerzania możliwości aborcji w Polsce. Aborcja w 9 miesiącu, na dziecku które było zdolne do życia i mając świadomość, że można było wykonać cięcie cesarskie, to było zlecenie na morderstwo i było morderstwo. Gdyby matka chciała zabić noworodka, który ją denerwuje, zamiast zostawić w szpitalu i żyć swoim życiem, byłoby to dziecko zaledwie starsze o kilka dni. Środowiska aborcyjne po prostu przestrzeliły. Ogromne oburzenie i poruszenie sytuacją szpitalu w Oleśnicy, sprawiły, że ludzie się wkurzyli. Są lewicowe środowiska, które z Gizeli Jagielskiej starają się zrobić niemalże bohaterkę narodową i świadczy to tylko o tych środowiskach. Każdy, kto jej w tym momencie broni, broni rzeczy absolutnie skandalicznej. Jest to osoba, która powinna być natychmiast zatrzymana, aresztowana i sądzona za zabójstwo na niewinnym człowieku.
Pani podkreślała, że w szpitalu w Oleśnicy przesłanka psychiatryczna do tego, żeby dokonywać aborcji na życzenie, była używana niejednokrotnie. Jakie działania powinny zostać podjęte, aby nie dopuścić do większej ilości przypadków aborcji na życzenie z tej przesłanki i takich dramatów, jaki miał miejsce teraz? Jakie działania w tym kierunku podejmuje Fundacja Życie i Rodzina?
Wystosowaliśmy serię pytań do szpitala w Oleśnicy. O ile odpowiadają nam na pytanie o liczbę aborcji, nie chcą udzielić informacji, ile razy podali zastrzyk z chlorku potasu dosercowo dzieciom. Nie wylistowali metody aborcji, z drugiej strony wiadomo, że to robią. Nie raportują też liczby aborcji poprzez odessanie próżniowe.
Środowiska szpitala w Oleśnicy łączy się ze środowiskiem Aborcyjnego Dream Teamu, który otworzył przychodnię „Abo-Tak”. Aborcyjny Dream Team podarował serię sprzętu do nowoczesnej aborcji szpitalowi w Oleśnicy, który jest największym centrum aborcyjnym w Polsce. Od strony szpitala w Oleśnicy słyszymy, że doskonale opiekują się kobietami, mają doskonałe warunki do rodzenia i doskonale robią aborcję. Tej narracji oczywiście nie da się wymieszać, ale próbują taki manewr przeprowadzić. Ale kiedy pada pytanie o metodę aborcji, nie chcą udzielić odpowiedzi. Jeśli oni nie będą konsekwentnie odpowiadać na pytania, skończy się do w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, bo taka jest droga w przypadku wniosków o informację publiczną i nie będziemy tego pomijać.
Czy myśli Pani, że z tych dramatów, które wynikają z działań postępującej cywilizacji śmierci również i w Polsce w XXI wieku, można wyciągnąć jakiś cień nadziei na przyszłość? Czy przykładowo dzięki temu ruchy pro-life będą zyskiwać na poparciu?
Myślę, że już jest takie poruszenie i niedzielny Narodowy Marsz dla Życia to pokazał. Zazwyczaj ten marsz jest miejscem, na którym ludzie zachowują się trochę jak na rodzinnej zabawie: balony, dzieci, uśmiechy, miła atmosfera… Odbyłam kilkadziesiąt rozmów z uczestnikami marszu w niedzielę i dominującą emocją było wkurzenie na to, co się dzieje, a przekaz był taki: „Przeginacie i radykalizujecie ludzi. Wylecicie z tej łódki i dobrze, bo nie potrzebujemy prokuratury, która ogłasza wytyczne, że nie będzie ścigać przestępstw, ani policji, która nie ma pieniędzy na rozbijanie grup przestępczych. Nie potrzebujemy premiera, który daje zielone światło na mordowanie dzieci”. Ministerstwo Zdrowia może się zamieniać w ministerstwo zabijania, Prokuratora Generalna w adwokatów-zbrodniarzy i tego rodzaju instytucje mogą zacząć działać zupełnie przeciwnie do tego, do czego zostały powołane. Dlatego mówię, że dobrze, że ta łódka się huśta i niektórzy z tej łódki wypadną, bo wszystko, co oni robią, jest Polsce niepotrzebne.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 11 maja 2025 Michalkiewicz
„Każdy kraj ma gestapo” – twierdził jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”. Skoro „każdy” – to cóż dopiero Niemcy? Gdzie, jak gdzie – ale w Niemczech gestapo być musi; Niemcy bez gestapo, to jak Cygan bez drumli. A skoro „musi być”, no to jest – i właśnie dało głos. Wprawdzie oficjalnie gestapo nazywa się tam „kontrwywiadem” – ale jak zwał – tak zwał.
U nas, dajmy na to, gestapo najpierw nazywało się „Wojskowe Służby Informacyjne”, z których potem wypączkowały aż dwie formacje: Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Służba Wywiadu Wojskowego, a z gestapo „cywilnego”, które przyjęło nazwę UOP – też wypączkowało mnóstwo formacji: CBA, ABW, CBŚ – i tak dalej.
Więc niemieckie gestapo właśnie ogłosiło, że AfD, na którą w ostatnich wyborach głosowało ponad 20 procent niemieckich suwerenów (na zwycięskie CDU-CSU zaledwie 8 procent więcej), jest ugrupowaniem „ekstremistycznym”, które nasze hebesy, zatrudnione w charakterze dziennikarzy w niezależnych mediach głównego nurtu z uporem nazywają „ekstermistycznym”. Najwyraźniej ekstremizm kojarzy się im z eksterminacją – co w przypadku gestapo aż tak bardzo od rzeczywistości nie odbiega. Jakie konsekwencje będzie miało to gestapowskie orzeczenie – tego jeszcze nikt nie wie, bo AfD zamierza się odwoływać do niezawisłego sądu – ale tak czy owak jest to ważny krok na drodze do zwycięstwa w całej IV Rzeszy demokracji kierowanej.
Przypomina to decyzję Krajowej Rady Narodowej w początkach komuny. KRN uznała, że partii w Polsce jest za dużo; że trzy tak zwane „demokratyczne” wystarczą, w związku z czym te nadliczbowe uznała nie tylko za zbędne – ale w dodatku – zagrażające demokracji. Wnet posypały się „piękne wyroki” ówczesnych niezawisłych sądów – wiec nie jest wykluczone, że w Niemczech będzie podobnie.
A tu akurat 4 maja odbywają się wybory prezydenckie w Rumunii, gdzie faworytem jest niezatwierdzony kandydat George Simion, który wcześniej wspierał niezatwierdzonego kandydata Calina Georgescu, ostatecznie zablokowanego przez niezawisły rumuński Sąd Najwyższy, który najwyraźniej „powinność swej służby zrozumiał”. Jaki los czeka pana Simiona, gdyby się okazało się wygrał wybory? U nas pan Dariusz Korneluk, który myśli, że jest prokuratorem krajowym, zaraz by go kazał aresztować, a któryś z zaufanych sędziów, ot – na przykład pan sędzia Igor Tuleya, czy jakiś inny taki z „wolnych sądów” – zaraz wygotowałby odpowiednie papiery do aresztu wydobywczego na całą kadencję – i po krzyku. Jak będzie w Rumunii – .zobaczymy – bo że jakoś musi być – to rzecz pewna, skoro w Niemczech gestapo już zabrało głos.
Najwyraźniej Niemcy muszą być zainteresowane zwycięstwem obywatela Trzaskowskiego Rafała – bo tak poluzowały smycz obywatelu Tusku Donaldu, że zaczął ocierać się już o myślozbrodnie. Normalnie to Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje za znacznie łagodniejsze wybryki przypomniałaby obywatelu Tusku, skąd wyrastają mu nogi – ale teraz wszystkie koła kręcą się dla zwycięstwa, więc obywatel Tusk Donald tak się rozdokazywał, że zaczął bredzić nie tylko o „deregulacji”, nie tylko o „doktrynie piastowskiej”, co to „oparta jest na sile” – ale nawet o „nacjonalizmie gospodarczym” – co wprawiło w dysonans poznawczy nawet pana marszałka „ojczyka” Hołownię. Ale to są tylko takie makagigi, o których zarówno obywatel Tusk Donald, jak i wszyscy inni zapomną już następnego dnia po wyborach. Reichsfuhrerin zatem nie przywiązuje do tego specjalnej wagi, w odróżnieniu od spraw poważniejszych, jak na przykład Trójmorze, gdzie od razu zamyka szlaban. Dlatego vaginet obywatela Tuska Donalda zbojkotował szczyt inicjatywy trójmorza w Warszawie pod pretekstem, że to „inicjatywa prezydenta Dudy”.
Tak naprawdę jednak to obywatel Tusk Donald musiał dostać cynk od Reichsfuhrerin: wiecie, rozumiecie, Tusk. Wy trzymajcie się z daleka od tego całego trójmorza i trzymajcie od tego z daleka Księcia-Małżonka – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa. Rzecz w tym, że zrealizowany projekt trójmorza zagrażałby trzem ważnym interesom niemieckim; podważał niemiecką hegemonię w Europie, blokowałby budowę IV Rzeszy, no i pozwoliłby państwom Europy Środkowej uwolnić się od ograniczeń nałożonych na nie przez niemiecki projekt „Mitteleuropa” z roku 1915. Dlatego właśnie Reichsfuhrerin, jeśli nawet z uwagi na zaangażowanie Niemiec po stronie obywatela Trzaskowskiego Rafała spuszcza obywatela Tuska Donalda ze smyczy i pozwala mu na myślozbrodnie w rodzaju „nacjonalizmu gospodarczego” – to w sprawie trójmorza zachowuje czujność rewolucyjną. Jestem pewien, że nowy niemiecki kanclerz Fryderyk Merz, co to ma przyjechać do Polski już 7 maja, a więc nazajutrz po formalnym objęciu urzędu czuje, że i dla Niemiec periculum in mora, więc nie ma co zwlekać z przekazaniem obywatelu Tusku Donaldu stosownych instrukcji i wskazówek.
Tym bardziej, że obywatel Nawrocki Karol poleciał do Ameryki, gdzie udało mu się sfotografować z prezydentem Trumpem. Niezależne media głównego nurtu bagatelizują ten incydent, a pułkownik Sienkiewicz Bartłomiej, ten od „ch…, d… i kamieni kupy”, powiedział nawet, że polskiego prezydenta wybierają Polacy – ale od razu widać, że „kwaśne winogrona”. Obywatel Trzaskowski Rafał już nie zdąży polecieć do Ameryki, a nawet jakby zdążył, to nie wiadomo, czy prezydent Trump znajdzie chwilę czasu, by się z nim sfotografować – ale jestem pewien, że jak tylko przyjedzie do Warszawy kanclerz Merz, to już tam obywatel Trzaskowski Rafał znajdzie sposób, żeby naciągnąć go na wspólne zdjęcie.
Tymczasem Grzegorz Braun nie tylko próbował dokonać „obywatelskiego zatrzymania” pani doktor Gizele-Mengele w szpitalu im. Króla Heroda w Oleśnicy, ale w dodatku uczestniczył w operacji zdjęcia ukraińskiej flagi z ratusza w Białej Podlaskiej. Jak wiadomo, podczas wiecu ukraińska flaga została z ratusza zdjęta i przekazana ukraińskiemu konsulatowi – ale była to kropla, która przepełniła czarę. Prezydent Białej Podlaskiej został podkręcony, żeby odprawował coś w rodzaju ekspiacyjnego odczyniania uroków, zaś piastujący w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę ministra sprawiedliwości, pan Adam Bodnar z czarnym podniebieniem zapowiedział położenie kresu „bezkarności” Grzegorza Brauna. Akurat 6 maja Parlament Europejski ma głosować nad jego immunitetem i jak mu go uchyli, to tylko patrzeć, jak Grzegorz Braun zostanie umieszczony w areszcie wydobywczym, a tam już zajmie się nim gestapo, którego posiadaniem może poszczycić się każdy kraj – nawet taki nieszczęśliwy, jak nasz.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).