Take one ! MEM-y I.

—————————–

——————————————–

———————————–

—————————————————–

—————————————-

————————————-

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

„Kanion” z 2001 roku w aktach Epsteina

Kanion z 2001 roku w aktach Epsteina

Autor artykułu Marek Wójcik 19.02.2026 r.

Wielu dziennikarzy interesuje się opublikowanymi dokumentami ze śledztwa dotyczącego Epsteina. Bardziej interesujące jest jednak to, czego w tych aktach brakuje. 14 lutego 2026 roku audytor danych śledczych opublikował analizę na Redditorze sprawy Epsteina, która wywołała sensację. W oficjalnym zestawie danych EFTA nr 9 Internal Communications Correspondence odkryto ogromną, chronologicznie precyzyjną lukę, tzw. kanion z 2001 roku. Między wrześniem 1998 roku (ostatni numer seryjny EFTA00045000) a styczniem 2002 roku (następny numer seryjny EFTA00070000) brakuje dokładnie 25 000 numerów seryjnych. Nie są to luki spowodowane przypadkiem ani awariami technicznymi – to czysty, systematyczny podział. Jednocześnie w zestawie danych nr 3, Financial Records, brakuje trzech lat kompletnych danych transakcyjnych.

Ogólnie rzecz biorąc, istnieje luka 2,6 miliona stron między około 6,1 miliona stron ogłoszonych przez Departament Sprawiedliwości a około 3,5 miliona stron faktycznie opublikowanych. Cytat z opublikowanego wczoraj na UncutNews.ch artykułu: Co jest tuszowane? 25 000 brakujących dokumentów z okresu tuż przed 11 września: Departament Sprawiedliwości usuwa korespondencję Epsteina z kluczowego okresu. Źródło.

Źródło.

Powyższa grafika dobrze tłumaczy, skąd wzięło się w tym kontekście pojęcie kanionu.

Podobnie wyglądały wykresy przypadków zachorowań na grypę w okresie 2018 do 2022 r.

Jakkolwiek przyczyna jest zupełnie inna. Nauczona doświadczeniem prokurator generalna USA Pam Bondi, kiedy wcześniej opublikowane akta ujawniły szczegóły planowania plandemii, postanowiła tym razem po prostu usunąć tysiące dokumentów wskazujących na planowanie – zapewne nie przez Al-Kaidę – zamachów na World Trade Center z 11 września 2001 roku.

Nigdy nie zapomnij WTC1 i WTC2!
Zapomij WTC7!

Jesteśmy wszyscy oblężeni w bagnie kłamstw. Nie ma dnia ni godziny, żeby z ekranu telewizora nie płynęła propagandowo wystylizowana nieprawda. Od budowy egipskich piramid bez narzędzi, jedynie siłą pracy niewolników, do najnowszych rewelacji świadczących o udziale rosyjskich służb specjalnych w tworzeniu diabelskiego pomiotu wyspy Epsteina. Od procesów moskiewskich Stalina sprzed prawie wieku, do „samobójstwa” Jeffreya Epsteina. Od „skutecznej” szczepionki przeciwko ospie z czasów wojen napoleońskich po zabójcze eliksiry mRNA. Od „ratującego” zęby fluoru po „niebezpieczny” cholesterol.

Można te kłamstwa wymieniać w nieskończoność. Niedawno miałem rozmowę z panią doktor, która postanowiła poświęcić więcej czasu dla mnie, by mnie przekonać do używania statyn przeciwko „straszliwemu” cholesterolowi. Porozmawiamy o tym podczas mojej następnej wizyty u pani doktor…

Nasz świat został zakłamany przez natrętne powtarzane nieprawdy. Gdyby druga wojna światowa inaczej się potoczyła i nie daj Boże Hitler, zwyciężył Stalina, to zgadnijcie, kto dzisiaj byłby symbolem wszelkiego zła? Rolę dzisiejszego Hitlera przejąłby Stalin. Komunizm byłby zły, a faszyzm dobry. Obaj przywódcy byli zbrodniarzami, ale zwycięzca jest zawsze tym „dobrym”. Podobnie ich zbrodnicze, niszczące autentycznego człowieka ideologie.

Przykład, jak właściciele upodabniają się do swych psów.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

O demografii

O demografii

Zorard o-demografii

Wiele ostatnio w Internecie dyskusji o demografii bo coraz więcej osób orientuje się, że wymieramy. Niestety, z tego co widzę absolutnie nikt nie dotyka istoty problemu, zamiast tego toczą się jałowe dyskusje o 500+, żłobkach czy takich bzdurach jak „równy podział obowiązków domowych”. Tymczasem, to są wszystko rzeczy całkowicie nieważne i nie mające istotnego wpływu na demografię.

Istotą problemu jest to, że kobiety nie chcą rodzić i wychowywać dzieci. A nie chcą tego dlatego, że ich status społeczny – a co za tym idzie i poczucie własnej wartości – są kompletnie oderwane od tego czy są matkami i żonami oraz jakimi matkami i żonami są.

To zaś z kolei jest ukoronowaniem trwających już ponad 120 lat intensywnych zabiegów propagandowych, które miały dokładnie taki cel: zniszczenie dzietności rasy białej (aryjskiej). Najważniejszym zaś sposobem na to jest ideologia feminizmu.

Feminizm w swojej istocie opiera się na zaprzeczeniu temu co jest w kobiecie unikalne i zastosowaniu do niej męskiej skali porównawczej (zarówno tej społecznej jak i – w efekcie – wewnętrznej, podług której kobieta ocenia samą siebie). W efekcie kobiety obecnie skupiają się w swoim życiu głównie na tym, co mężczyźni też mogą robić – i zazwyczaj robią lepiej – a nie na tym, co tylko kobiety mogą zrobić: urodzić dziecko i tym, co tylko kobiety mogą zrobić dobrze: odchować malucha do wieku około 4-5 lat.

W istocie macierzyństwo to jedyny unikalny wkład kobiet w życie społeczeństw. Absolutnie wszystko inne mogą też zrobić mężczyźni – poza byciem matką i żoną nie ma nic unikalnego, wyjątkowego, co kobiety wnosiłyby do społeczeństwa. Dlatego w tradycyjnych społeczeństwach ich status i ocena zależały od tego jak realizują ten właśnie unikalny – a zarazem fundamentalny – wkład. Tymczasem feminizm pod płaszczykiem „równouprawnienia”(które jest hasłem kłamliwym w założeniu) doprowadził do tego, że kobiety odrzuciły właśnie to, co czyni je wartościowymi, jedyną rzecz unikalnie kobiecą, w której są niezastąpione.

A kobiety odrzuciły to przede wszystkim dlatego, że obecnie w społeczeństwie polskim – i w społeczeństwach całego gnijącego Zachodu – status kobiety jest kompletnie oderwany od macierzyństwa i rodziny.

Widać to w języku1 – określenie „matka Polka” ma charakter obelgi, określenie „pani domu” zastąpiono pogardliwą „kurą domową”, nikt absolutnie już nie mówi o kimś, że jest lub była „dobrą żoną”2 – i tak dalej. Widać to w stosunku do nielicznych już rodzin wielodzietnych, które większości kobiet kojarzą się z patologią – matki licznej gromadki dzieci spotykają się ze zdziwieniem, współczuciem i politowaniem ze strony innych kobiet.

Widać to w zachowaniu kobiet, które odkładają zamążpójście, partnerów dobierają nie jako przyszłych ojców ale pod kątem „wspólnych zainteresowań” (co samo w sobie jest idiotyczne) a jeśli nawet dopuszczają zostanie matką prawdziwego dziecka (a nie lansowanego obecnie w mediach „psiecka”) to maksymalnie jednego i późno, to jest wtedy kiedy „ustabilizują się zawodowo”. Następnie dziecko jak najszybciej odstawić od piersi (jeśli w ogóle było nią karmione) i czym prędzej wepchnąć do żłobka3 żeby wrócić do „kariery”4.

Widać to wreszcie w tym czym te kobiety się chwalą – a widać to obecnie świetnie na Facebooku, Instagramie czy TikToku. Chwalą się swoimi osiągnięciami, swoimi podróżami, zakupami. Rzadko kiedy chwalą się swoimi dziećmi, ich mężowie – o ile ich mają – pojawiają się tam rzadko i raczej jako tło. I o ile fiksacja na punkcie wyglądu to nic złego – to u zdrowej psychicznie kobiety normalne – to już zajmowanie się karierą zdecydowanie nie.

Przy tym kobiety niewiele co wnoszą do „rynku pracy”. Mógłbym tu napisać dużo o fikcyjnych a często szkodliwych stanowiskach – całych działach PR, HR itp. w firmach, w których tysiące kobiet marnują swoje życie utrudniając do tego pracę innym. Mógłbym pisać o idiotycznych wysiłkach zachęcania kobiet do zawodów technologicznych i nauk ścisłych (z którymi większość z nich nie chce mieć nic wspólnego, a te, które się teym zajmują w większości radzą sobie słabiej od swoich kolegów). Ale po co – wszyscy to wiemy, stykamy się z tym na codzień, tylko nie mówimy o tym głośno bo można za to wylecieć z pracy.

Doszło już do tego, że kobiety odurzone tym szaleństwem uważają, że ich kariera i zarobki uczynią je bardziej atrakcyjnymi dla mężczyzn – co jest całkowitym absurdem. Żaden mężczyzna nawet na to nie spojrzy a jeśli już to raczej w kategoriach negatywnych – każdy normalny mężczyzna chciałby mieć w domu kobietę, a nie drugiego faceta robiącego karierę.

Przy tym kobiety zdecydowanie gorzej radzą sobie ze stresem w pracy, zdecydowaniej gorzej znoszą typowe dla firm hierarchie i sytuacje, zdecydowanie częściej tworzą koterie, zajmują się plotkami i zakulisową obmową, a kiedy wreszcie – o zgrozo – zostają szefami dużo częściej znęcają się psychicznie nad podwładnymi, szczególnie innymi kobietami. Krótko mówiąc: kobiety w firmach są często toksyczne dla siebie samych – i dla innych. To również wie każdy, kto ma jakiś staż pracy w większej organizacji.

Ale praca kobiet nie ma tak naprawdę twarzy „niezależnej prezeski” czy „programistki”5. Ma twarz kelnerki, kucharki, ekspedientki w sklepie, sprzątaczki, krawcowej i tak dalej. Nie są to wszystko fajne i rozwijające zajęcia – nie jest to nic, co byłoby bardziej społecznie wartościowe od macierzyństwa. Właściwie jedyne wyjątki – prace, gdzie kobiety faktycznie lepiej sobie radzą – to pielęgniarki, opiekunki i przedszkolanki. Tak się jednak składa, że to są akurat prace mało poważane w sensie statusu społecznego – i nisko płatne.

Niezależnie jednak od wykonywanej pracy kobieta, która pracuje uważa się za lepszą od tej, która zajmuje się domem i wychowuje dzieci. A uważa tak, bo taki przekaz płynie od dekad z mediów, do tego dziewczynki przyucza szkoła, tym wreszcie chwalą się przed nią jej koleżanki i znajome. Nawet jeśli ich „osiągnięcia” nie są takie jak pokazywanych im w mediach wzorców to i tak czują się bliżej tych wzorców niż owej pejoratywnej „matki Polski” i „kury domowej”. W istocie kobiety w większości nie określają już swojej tożsamości poprzez macierzyństwo ale właśnie przez swój zawód!

Dopóki to nie ulegnie radykalnej zmianie – a więc dopóki status społeczny kobiety nie będzie ściśle związany z macierzyństwem i rodziną – nie będzie żadnej poprawy demografii.

Najlepszym na to dowodem jest fakt, że rodziny wielodzietne istnieją obecnie w Polsce właśnie w tych niszowych społecznościach, w obrębie których status kobiety zależy od macierzyństwa i rodziny a nie „kariery”: tradycyjni katolicy, Opus Dei, niektóre zbory protestanckie. I dzieje się tak pomimo tego, że te środowiska podlegają tej samej negatywnej presji ekonomicznej a więc wysokiemu opodatkowaniu, które utrudnia mężczyźnie utrzymanie żony i rodziny.

Musiałaby więc nastąpić radykalna zmiana kultury. Macierzyństwo musiałby znów stać się najważniejsze, musiałoby stać się podstawą dumy i tożsamości kobiet. Bezdzietność powinna stać się powodem do wstydu i żalu. Matka z gromadką dzieci powinna spotykać się z powszechnym szacunkiem a ze strony innych kobiet z zazdrością.

Innymi słowy musielibyśmy wrócić do stanu kultury z połowy XIX wieku względnie sięgnąć po wzorce narodowo-socjalistyczne z lat 1933-39 (kiedy to udało się zasadniczo zwiększyć dzietność i status matek w społeczeństwie niemieckim – choć, przynać trzeba, nie było ono pod tym względem aż tak zdegenerowane jak współczesne, więc niejako mieli łatwiej).

A to przecież nie wszystko – w tym tekście skupiam się na toksycznej ideii feminizmu, ale jest on świetnie osadzony w powszechnym materialistycznym hedoniźmie dotyczącym obu płci. A dzieci i rodzina nie są wcale łatwe i proste – w istocie dużo łatwiej być „psycholoszką” pieprzącą bzdury równie pogubionym niż być matką. Ojcem zresztą też nie jest łatwo być. Dzieci są wymagające i nie da się twierdzić, że ich rodzenie i odchowanie jest zawsze łatwe i przyjemne. Owszem, daje unikalną satysfakcję i ciągłość – ale ta przychodzi później, po latach, a współcześnie chcemy przyjemności tu i teraz.

Zatem, aby wyrwać feminizm z korzeniami tak radykalna zmiana kultury musiałaby też skruszyć fundament materialistycznego hedonizmu, w którym owe korzenie tkwią.

Wydaje mi się to dużo trudniejsze niż usunięcie antyrodzinnych mechanizmów ekonomicznych. By takiej zmiany dokonać nie wystarczyłoby odzyskać suwerenność – trzeba by mieć siłę zdolną pójść wbrew przekonaniom większości i wychować nowe pokolenia w wartościach dokładnie odwrotnych do tych, które wyznają ich rodzice .Po prostu nie wiem jak taką zmianę można by było przeprowadzić, ba, nie widzę siły zdolnej do tego. Przejawia się to choćby w tym, że nie widać nikogo, kto by otwarcie napisał prawdę, którą podzieliłem się wyżej. Jestem przekonany, że nawet aktywistki Konfederacji obruszyłyby się głęboko na takie postawienie problemu a co tu mówić o innych.

Więc, podsumowując, albo zastąpią nas czarni i inni kolorowi nachodźcy, którzy rozmnażają się na potęgę albo – scenariusz lepszy – będzie nas dużo, dużo mniej ale wtedy musimy ostro i radykalnie bronić Polski (i Europy) przed zadeptaniem przez nachodźców.

Sami sobie, drodzy czytelnicy, odpowiedzcie która z tych opcji jest bardziej prawdopodobna.

  1. Jest też charakterystyczne, że kobiety coraz częściej nie przyjmują nazwiska męża a określenia w rodzaju „Pani Dyrektorowa Iksińska” całkowicie wyszły z użycia. ↩︎
  2. Aspekt „dobrej żony” nie jest bez znaczenia – żeby wychować zdrowego psychicznie człowieka musi on wzrastać w stabilnej rodzinie przez co najmniej 20 lat. Jeśli rodzina ma takich ludzi wychować więcej oznacza to, że para musi wytrwać razem – i to najlepiej w jakiej-takiej harmonii – przez 30-40 lat. To naprawdę jest ogromne osiągniecie – i rola dobrej żony jest tu niebagatelna. ↩︎
  3. Żłobki to zło. Małe dzieci powinny być w domu, przede wszystkim z matką. Powinno się żłobki eliminować a nie otwierać właśnie w trosce o dzieci. Powinny być całe kampanie społeczne: „Oddajesz dziecko do żłobka? Jesteś złą matką, złym człowiekiem.” ↩︎
  4. Tak na marginesie – to też wyjaśnia czemu coraz więcej młodych mężczyzn nie jest zainteresowanych związkami z kobietami. Skoro seks mogą mieć przygodny z pomocą „aplikacji randkowych” a praktycznie żadna kobieta nie chce zostać matką ich dzieci i zająć się ich ogniskiem domowym, to w istocie po co się bawić w związek? Całe szczęście, że biologia jeszcze wciąż działa – gdyby nie to byłoby dużo, dużo gorzej. ↩︎
  5. Tak na marginesie pisałem o tym: Kto buduje oprogramowanie? ↩︎

Po co publikują dokumenty Epsteina?

Autor artykułu Marek Wójcik 18. lutego 2026 po-co-publikuja-dokumenty-epsteina

Wyobraź sobie, że jesteś szantażowany. Stoisz wysoko w hierarchii władzy, jesteś prezydentem USA. W ciągu jednego roku premier maleńkiego kraju odwiedza cię siedem razy i grozi opublikowaniem kompromitujących materiałów, jeśli nie spełnisz jego wielkiego marzenia i nie zaatakujesz silnie uzbrojone państwo – wroga tego szantażysty. Masz do wyboru wywołać trzecią wojnę światową lub odebrać szantażyście jego moc i samemu opublikować te materiały. W obu przypadkach skutek musi być katastrofalny.

Tak, Trump nie dążył do pokazania dokumentów śledztwa tej ohydnej zbrodni, ale wyraził w końcu zgodę na ich publikację. W ten sposób Netanyahu został wystrychnięty na dudka i nie ma już czym grozić swojemu „przyjacielowi” [no, usunięciem z Urzędu we wstydzie – oraz śmiercią – można zawsze. MD].

Zaczernione w dokumentach nazwiska sprawców zostaną bez trudu rozpoznane nawet przez mainstreamowych pseudodziennikarzy. Jedni „odkryją” sprawstwo demokratów, inni republikanów. Tę grę medialno-polityczną znają chyba wszystkie narody naszego globu.

Co na temat Epsteina sądzi Tucker Carlson?
Źródło:
Telegram 16.02.2026 r. 15:49.

Jeśli moje, przedstawione na wstępie analizy są słuszne, zobaczymy wkrótce bardziej niezależną od koszernego ogona machającego psem, politykę Stanów Zjednoczonych. Zbliżające się na jesieni półmetkowe wybory (midterm 2026) w USA są poważną przeszkodą dla dyktatorskich zapędów Trumpa. Z reguły słuszne założenia, takie jak wyrzucenie z kraju nielegalnych migrantów nie musiały być przecież realizowane w takim pośpiechu, który nieuchronnie powoduje spadek poparcia dla takiej polityki. Jeszcze gorzej wypadła walka z wenezuelskimi rybakami na Morzu Karaibskim (według Trumpa Amerykańskim).

Ktoś wziął całą dokumentację i przekształcił ją w interaktywną grafikę, w której można kliknąć i zbadać wszystkie powiązania i „sieci spiskowe”. Jeśli znasz angielski, to możesz pobawić się w tropiciela śladów działalności Epsteina, klikając tutaj.
Źródło:
Telegram 13.02.2026 r. 20:58.

Oczywiście, że na wyspie Epsteina odbywały się często kryminalne orgie, które doprowadzały nieraz do śmierci ludzi. Nie wszyscy, którzy przebywali na tej wyspie, brali w nich udział. Jasne, że wśród multimilionerów są tacy, którzy szukają nielegalnych, czytaj zbrodniczych przeżyć. Z obawy przed wykryciem nie organizowali tego sami, a tu podawano im je na talerzu – nieraz nawet dosłownie. Ci, których takie „atrakcje” nie interesują przybyli na wyspę zboczeńców po to, by nawiązać ważne kontakty niekoniecznie cielesne. Miliarder nie musi lecieć na wyspy dziewicze, by zaznać przyjemności, może je sobie zapewnić we własnej okolicy.

Dla biedniejszych niedysponujących nawet milionem dolarów pobyt na tej wyspie wiązał się z przyspieszeniem kariery. Nikt im nie zarzuci antysemityzmu czy innej bzdury, by rzucać kłody na drodze ku szczytom władzy. Takie posłuszne marionetki ma praktycznie każde państwo w swoich ośrodkach władzy.

Chciałbym podkreślić, że samo przebywanie na wyspie Epsteina i także wspólne, zmontowane lub nie, zdjęcia nie są dowodami winy. Równie dobrze można zarzucić policjantom zachowanie kryminalne, skoro mają do czynienia z przestępcami.

Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com

Marchewka i kij

Marchewka i kij

Stanisław Michalkiewicz felieton    Portal Informacyjny „Magna Polonia” 19 lutego 2026

michalkiewicz

Timeo Danaos et dona ferentes” (Boję się Greków, nawet jak przychodzą z darami). Takie słowa wkłada poeta Wergiliusz w poemacie „Eneida” w usta kapłana Laokoona, który w ten sposób ostrzegał Trojan przed wpuszczeniem do miasta słynnego konia trojańskiego.

Te słowa pasują jak ulał do zaoferowanej Polsce przez władze Unii Europejskiej pożyczki na zbrojenia w kwocie 44 miliardów euro. Rząd pod przewodnictwem szefa Volksdeutsche Partei, obywatela Tuska Donalda przynętę już łyknął, natomiast pan prezydent Karol Nawrocki, podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego dał do zrozumienia, że chciałby poznać więcej szczegółów, których najwyraźniej vaginet obywatela Tuska Donalda mu nie przekazał, podobnie jak stanowiska Rady Ministrów z uzasadnieniem odmowy przystąpienia Polski do Rady Pokoju, do której pan prezydent Nawrocki został zaproszony przez prezydenta USA Donalda Trumpa.

Trudno się dziwić panu prezydentowi, że chciałby poznać więcej szczegółów tej oferty pożyczkowej, bo już na pierwszy rzut oka ma ona cechy znakomicie zaplanowanej przez Niemcy operacji długotrwałego obezwładnienia Polski wobec władz Unii Europejskiej. Żeby lepiej zrozumieć jej cel i charakter, spróbujmy odwołać się do sytuacji opisanej przez Bolesława Prusa w powieści „Placówka”. Kiedyś należała ona do obowiązkowych lektur szkolnych, ale teraz, kiedy znajdujemy się pod rządami Volksdeutsche Partei, to chyba już nie jest.

Otóż Prus pisze tam, jak to nieznani sprawcy ukradli Ślimakowi konie. Nieznani – ale jak się okazało – do czasu – bo po kilku dniach sołtys Grochowski przyłapał na gorącym uczynku kradzieży koni Jaśka Grzyba, syna jednego z najbogatszych gospodarzy we wsi. Jasiek był już przez sołtysa ostrzeżony, a ponieważ ojciec nie bardzo chciał zastosować się do żądań Grochowskiego, ten oświadczył, że skoro tak, to odda Jaśka w ręce władz, jako koniokrada. W tej sytuacji stary Grzyb zmiękł, przystał na żądania sołtysa i zaczął wypytywać Jaśka, czemu to został koniokradem. Jasiek odparł, że namówił go do tego karczmarz Josel. – A tyś po co Josela słuchał? – zapytał go ojciec. – Bom mu winien sto rubli – wyjaśnił Jasiek.

Ta scena pokazuje, jaka to niebezpieczna rzecz, być dłużnikiem, zwłaszcza wierzycieli bezwzględnych, a już szczególnie takich, którym chodzi nie tylko o pieniądze. Komisji Europejskiej, która zaciągnie dług, z którego pożyczy Polsce 44 miliardy euro, na pieniądzach w ogóle nie zależy. Rzecz w tym, że na podstawie ratyfikacji ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, którą w Polsce w roku 2021 przeforsował w Sejmie Jarosław Kaczyński przy pomocy klubu parlamentarnego Lewicy, z udziałem obywatela Czarzastego Włodzimierza, któremu teraz PiS szuka pcheł w sierści, Komisja Europejska zyskała uprawnienie do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii. Ale Komisja tylko te zobowiązania „zaciąga”, natomiast spłacać je muszą już członkowskie bantustany, ile tam na nie wypadnie z rozdzielnika.

Obywatel Tusk Donald i jego zastępca z PSL, obywatel Kosiniak-Kamysz Władysław twierdzą, że spłaty będą łagodne, bo procent jest niski, a spłata rozłożona na długi czas, aż do roku 2070. Wszystko to być może – ale warto pamiętać, że w tym roku budżetowym Polska ma rekordowy deficyt w kwocie 271 mld złotych, zaś dług publiczny już dość dawno przekroczył 3 biliony, czyli trzy tysiące miliardów złotych i stale rośnie. Według niektórych ekspertów, jeśli nic się nie zmieni, Polska koło roku 2030 może otrzeć się o bankructwo, a nawet wpaść w tę pułapkę. Bankructwo państwa oznacza niemożność obsługiwania przez nie własnego długu publicznego, to znaczy – spłacania lichwiarzom procentów. Jak pamiętamy, w takiej sytuacji znalazła się w swoim czasie Grecja, której Niemcy proponowały oddanie im z tego tytułu kilku wysp.

Do tego nie doszło, bo wszystko rozstrzygnęło się w innych kategoriach. Kiedy okazało się, że Grecja zapożyczyła się głównie w niemieckich oraz francuskich bankach, na żądanie Naszej Złotej Pani cała Unia musiała złożyć się na pożyczkę dla rządu greckiego, żeby mógł za tę forsę wykupić swoje obligacje z niemieckich i francuskich banków. W przeciwnym bowiem razie okazałoby się, ze niemieckie banki mają w swoich avoirach bardzo dużo aktywów śmieciowych, co podkopałoby ich reputację. Nazywało się to „ratowaniem Grecji”, ale tak naprawdę cała Unia ratowała niemieckie banki.

Jak to będzie wyglądało w przypadku Polski, która już teraz robi bokami pod ciężarem długu publicznego, a w roku 2030 może otrzeć się o bankructwo? Najwyraźniej ani obywatel Tusk Donald, ani minister-ministrowicz Kosiniak-Kamysz Władysław tym się nie przejmują, bo pewnie wtedy rządzić naszym bantustanem będzie już kto inny i to on będzie musiał się martwić, podczas gdy oni będą się przechwalać, że za ich czasów było więcej śniegu, niż za ich następców. Ale my, obywatele, to co innego. My, nasze dzieci i wnuki, będziemy musieli aż do roku 2070 i dłużej, coraz to większą część bogactwa, jakie wytwarzamy własną pracą, oddawać lichwiarskiej międzynarodówce, więc nic dziwnego, że nasz punkt widzenia na tę sprawę jest inny, niż funkcjonariuszy koalicji 13 grudnia.

Ale nie tylko o to chodzi. Wspomniałem, że operacja zaoferowania Polsce marchewki w postaci pożyczki na zbrojenia, jest znakomicie przez Niemcy przemyślana. Chodzi o to, że żaden tubylczy polityk, a może nawet żaden Polak nie odważy się wystąpić przeciwko tej pożyczce bez ryzyka okrzyknięcia go zdrajcą narodu i państwa. Zatem Polska połknie przynętę – a jak już ją połknie, to będzie musiała nie tylko słuchać brukselskich biurokratów, nawet wbrew własnemu interesowi państwowemu, ale przede wszystkim – porzucić wszelką myśl do „polexicie” nawet po nowelizacji traktatu lizbońskiego. Bo chyba każdy rozumie, że w przypadku „polexitu” o wszelkich „dogodnych” procentach trzeba by natychmiast zapomnieć, podobnie jak trzeba by natychmiast zapomnieć o roku 2070 – bo Bruksela zażądałaby natychmiastowej spłaty pożyczki. A gdyby Polska nie mogła jej spłacić – no bo skąd? – to czy niemieckie koncerny zbrojeniowe nie zażądałyby przypadkiem oddania im wszystkich zakładów należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, zbudowanych i wyposażonych za pożyczone miliardy – bo chyba jakąś formę zabezpieczenia Polska musiała nawet i teraz przedstawić?

Tymczasem na ten temat nic nie wiemy, bo wiemy tylko, że obywatel Tusk Donald załatwił wspaniałą pożyczkę , a minister-ministrowicz Kosiniak-Kamysz Władysław ma wspaniałe pomysły, jak tę forsę wydać, żeby przy tej okazji coś się dostało kolegom z PSL-u. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że pan prezydent Nawrocki też chciałby się czegoś bliżej dowiedzieć. Chciałby – ale czy się dowiedział? Tego nie wiemy, bo przebieg Rady Bezpieczeństwa Narodowego jest ściśle tajny. Możemy jednak się domyślić, że niczego się nie dowiedział, z tego prostego powodu, że ani obywatel Tusk Donald, ani minister-ministrowicz też nic na ten temat nie wiedzą. Obywatel Tusk Donald ma bowiem w zwyczaju rozmaite międzynarodowe porozumienia podpisywać bez czytania, a w tej sytuacji minister-ministrowicz też mógł niczego nie przeczytać, bo i po co, skoro w Berlinie starsi i mądrzejsi wszystko nie tylko przeczytali, ale i napisali?

Stanisław Michalkiewicz

Jak sobie radzić z Judaszami

Jak sobie radzić z Judaszami

Autor: AlterCabrio, 18 lutego 2026

Taktyka wroga jest prosta, łatwa do przewidzenia i dobrze znana z wcześniejszych działań, mimo tego wciąż się sprawdza i wciąż szkodzi. Bierze się to stąd, że bazuje na powszechnych wadach ludzkich, które wciąż szkodzą ludziom od grzechu pierworodnego. Mimo tego więc, że wszystkie te wady i działania wroga są dobrze znane i opisane, ludzie wciąż popełniają te same błędy, dlatego wróg nadal może zwyciężać, rozgrywając nas przeciwko nam. Jeśli jednak w danym systemie występuje wiedza o tych rzeczach, wówczas można zagrożeń uniknąć lub zdusić je w zarodku. Brak wiedzy jest więc błędem, który srogo się mści.

Obraz tytułowy: LINK

Jak sobie radzić z Judaszami

Porady niniejsze służą wszystkim, którzy angażują się w działalność społeczną i polityczną, zmierzającą do odzyskania niepodległości Polski, lub rozważają takie zaangażowanie.

Inni na tą chwilę mnie nie interesują, są to bowiem jednostki, stanowiące milczącą, bierną większość, którą trzeba popchnąć lub pociągnąć do działań. Do tego wszakże potrzebni są ci, których określam Elitą Organiczną Narodu, którzy staną na czele mas. Tacy ludzie już obecnie lub w przyszłości będą się koncentrować wokół Konfederacji Korony Polskiej i Szerokiego Frontu Gaśnicowego, i z myślą o nich właśnie piszę poniższe porady. Tam bowiem, gdzie są ludzie, tam są problemy, wynikające z ich zachowań, te zaś wynikają z przekonań i nawyków, czyli ogólnie formacji. Problemy są zaś rozwiązywalne, do czego potrzebna jest wiedza i wola, aby ją zastosować.

Głównym problemem nadchodzącego czasu będą siły, wrogich wobec niepodległości Polski. Oni będą wysyłać swoich agentów do Korony i Frontu, a także wynajdywać jednostki podatne na korupcję i zdradę pośród obecnych działaczy. Tak służby III RP, wykonując zlecenia krajowe lub zagraniczne rozgrywały różne polskie inicjatywy, które powstały lub mogły powstać i przedstawić realną alternatywę wobec trój-prostytucji III RP.

Tak samo będzie i tym razem, i być może będą w tym brały udział służby nie tylko polskie, ale też cudzoziemskie. Stawką jest bowiem niepodległość, a Braun gra wysoko. Jak dotąd trój-prostytucja stosowała standardowe metody medialne, czyli zamilczanie, blokowanie odstępu do mediów, kłamstwa i oszczerstwa, manipulacje faktami i emocjami, odwracanie uwagi.

Na niewiele się to zdało. Zaatakowano więc samego Grzegorza Brauna, wytaczając proces polityczny, co tylko wzmocniło zainteresowanie Polaków i udzieliło Koronie paliwa politycznego. Okazuje się, że blokada medialna nie działa, a ataki bezpośrednie z zewnątrz wzmacniają Koronę, zamiast osłabiać. Trój-prostytucja zawsze może użyć przemocy, ma do tego środki, w postaci aresztowań, zastraszań i mordów politycznych. To jednak przydałoby sprawie niepodległości męczenników i wzmocniłoby Koronę jeszcze bardziej. Wróg skoncentruje się więc na tym, co potrafi bardzo dobrze, czyli na tworzeniu wewnętrznych konfliktów, rozłamów i kompromitowaniu, zarówno działaczy, liderów, jak i całego ruchu.

Czytaj też:

kiedy Polacy się obudzą

jak odzyskać niepodległość

Taktyka wroga jest prosta, łatwa do przewidzenia i dobrze znana z wcześniejszych działań, mimo tego wciąż się sprawdza i wciąż szkodzi. Bierze się to stąd, że bazuje na powszechnych wadach ludzkich, które wciąż szkodzą ludziom od grzechu pierworodnego. Mimo tego więc, że wszystkie te wady i działania wroga są dobrze znane i opisane, ludzie wciąż popełniają te same błędy, dlatego wróg nadal może zwyciężać, rozgrywając nas przeciwko nam. Jeśli jednak w danym systemie występuje wiedza o tych rzeczach, wówczas można zagrożeń uniknąć lub zdusić je w zarodku. Brak wiedzy jest więc błędem, który srogo się mści. Wielu jednak ludzi nie zaprząta sobie głowy taką wiedzą, zajmując się od razu aktywizmem, czyli wzmożonym działaniem praktycznym.

Na to nakłada się kolejny błąd, czyli dobroludzizm, czyli naiwny humanitaryzm, głoszący, że wszyscy ludzie są dobrzy i mają dobre intencje, a tylko warunki życia są złe. Dobroludzizm obecnie stanowi wiodącą antropologię Kościoła posoborowego, co jest jednym z czynników upadku, stał się jednak również religią kolejnego błędu: demokratyzmu. Ten głosi, że trzeba wszystko ze wszystkimi, i wszyscy muszą się zgodzić ze wszystkim. Te wszystkie błędy są celowymi masońskimi wrzutkami, kabałą dla gojów, wynikającą z Siedmiu Praw Noachitów. Jest to sposób na wewnętrzny paraliż podbijanego narodu, aby talmudyści mogli podbić terytorium bez oporu.

Powszechnym więc błędem wszelkich działań patriotycznych jest przekonanie, że trzeba zaangażować wszystkich, i każdy będzie działał dobrze dla wspólnego dobra. W praktyce życiowej jest inaczej: trzeba zaangażować właściwych, i tylko nieliczni będą kierować się obiektywnym dobrem wspólnoty. Większość będzie działać dla własnej prywaty, kierując się niskimi pobudkami, małostkowością, korzyścią własną, i co najważniejsze, pychą. Mimo tego trzeba jednak dążyć do objęcia ruchem jak najszerszych mas, dlatego liderzy KKP wciąż wzywają Polaków do uczestnictwa w Koronie i Froncie, i coraz więcej Polaków odpowiada na to i przyłącza się. Są to więc działania o charakterze inkluzywnym. Jednak dla skuteczności potrzebni są ludzie, którzy mają cechy ekskluzywne. Jak to więc pogodzić?

Masowość ruchu sprawia, że pojawia się bardzo wielu ludzi. Każdy deklaruje najlepszą wiarę i wolę, i w większości przypadków jest to szczere. Potem jednak przychodzi szarość dnia codziennego i żmudna praca, w której trzeba się liczyć z innymi i podlegać pewnej hierarchii. Nie każdy to zniesie i część się wykruszy. Zostaną jednak ci najbardziej wytrwali i wartościowi, zdatni, aby ponieść sztandar niepodległości. Zatem im więcej ludzi wszelkiego stanu przyjdzie do struktur, tym łatwiej spośród nich będzie można wybrać tych właściwych. A raczej sami się wybiorą, bo selekcja będzie polegała na tym, że to właśnie o ni wytrwają.

Znajdą się jednak również tacy, którzy zechcą wykorzystać struktury do realizacji swoich celów osobistych. Dopóki jest to zgodne z celami całego ruchu, nie jest to przeszkodą, wręcz przeciwnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy cele osobiste stają się sprzeczne z celami ruchu i zaczyna się pompowanie własnego ego. Tacy, co rozpychają się łokciami działają bardzo destrukcyjnie i zniechęcają tych porządnych. Promując siebie, depczą innych, odbierając im wiarę i wolę, a czasem wprost zmuszając do opuszczenia szeregów. Zwykle działają podstępnie, przywdziewając maski i udając kogoś innego. Kupują sobie łaski pochlebstwem, przymilają się, pięknie uśmiechają, garną się do zadań, ale z drugiej strony knują, jątrzą i skłócają. Starają się uzależnić całą strukturę od siebie, swoich usług i wpływów. Jest ich pełno wszędzie, a najwięcej garną się do osób decyzyjnych. Kręcą się jako zausznicy, zapewniając o swoim oddaniu i wierności, pokazując samych siebie jako jedynych sprawiedliwych, krzywdzonych przez innych. Działają zwykle w sitwie dwóch – trzech osób, dzięki czemu zakładają spiski, aby pozbywać się porządnych. Tych oskarżają o własne przewiny. Szczerze rozmawiać z nimi ciężko, bo zawsze udają kogoś innego i zaprzeczają temu, co sami robią. Prawdziwa twarz Judasza zawsze jednak wyjdzie spod maski pokory i wiary, i człowiek taki zawsze zdradzi, a najbardziej zdradzi tego, komu najgorliwiej służył. Tacy bowiem zawsze służą większej władzy, która więcej im zaoferuje. Tacy właśnie ludzie szczególnie ulubieni są przez naszych wrogów. Takich wróg będzie szukał w naszych szeregach, i takich będzie nam podsyłał.

Powyższy opis jest ogólnym wskazaniem, jak zachowują się zdrajcy judaszowi. Chcę tu jednak dać wiedzę użyteczną dziś, aby uniknąć wielkich problemów jutro, a kieruję to do ludzi, tworzących Koronę i Front, aby nie dali się oszukać zdrajcom i by nie tracili ducha, gdy ich spotkają. Dlatego poniżej wyliczę kilka cech szczególnych, po których łatwo rozpoznać można aktualnych Judaszy, lub też tych, którzy są dopiero kandydatami na Judaszów.

Cecha 1: Pycha, czyli „co to nie ja”, matka wszystkich grzechów. Czasem prezentowana jest jako buta, u tych, którzy z racji swego majątku lub pozycji uznali, że nie muszą się kryć. Częściej jednak skrywana jest za pozorem cnoty i fałszywymi uśmiechami. Pycha nigdy nie cofa się przed cnotą, tylko przed siłą, i nie przyznaje się do błędu, uparcie dążąc do postawienia na swoim po trupach.

Cecha 2: Fałszywość, czyli „możesz mi zaufać we wszystkim”, ale bezpodstawne. Zapewnianie o swojej szczerości, oddaniu dla urabianej osoby i oddaniu dla wspólnej sprawy. Im kto bardziej zapewnia o swojej prawdzie, ale nie powołuje się na obiektywne fakty, ale na swoje słowa i emocje, ten więcej chce ukryć innych swych uczuć. Zwykle łączy się z pochlebstwem wobec tych, co mają wyższą pozycję, szczególnie co mają więcej władzy, pieniędzy i wpływów. Zwykle też połączona z oszczerstwem wobec tych, kogo Judasze chcą się pozbyć.

Cecha 3: Ofiaryzm, czyli „jestem dobra/y, a wszyscy inni źli”, i cały świat mnie krzywdzi”. Ofiara losu, świata i wszystkich stara się wzbudzić litość i współczucie, przedstawiając swoją krzywdę jako główny problem świata. Zazwyczaj ukrywa mitomanię i swoje własne winy. Zwykle też osoba taka sama prowokowała trudne sytuacje, aby na innych rzucić oskarżenie o swoją krzywdę.

Cecha 4: Narcyz, czyli „bóg w lustrze”. Człowiek bardzo zapatrzony w siebie i w to, co robi. Czego on sam nie robi, tego świat nie powinien robić. Autorytet sam dla siebie, zmusza wszystkich, aby się poddali. Najważniejsza i najczęstsza cecha: nie słucha innych, tylko siebie. Nie chce i nie potrafi inaczej. Wciąż tylko gada swoje i nie dopuszcza innych do głosu. Ciągle przerywa wypowiedzi innych i nie pozwala dokończyć myśli. Rozmowa z nim to albo potulne słuchanie jego słowotoku, albo kłótnia.

Cecha 5: Ego/Emo, czyli „ja i moja emocja”. Osoby skrajnie skupione na sobie jak powyżej, ale wzbogacone o emocje, nad którymi nie panują. Łatwo wpadają w egzaltację i zachwyt nad czymś, co im się spontanicznie podoba, i równie łatwo zamieniają to w nienawiść. Jakakolwiek próba rozmowy o ich wadach i błędach zamienia się w karczemną awanturę, traktują to bowiem jako atak na siebie i całe swoje życie. Są przewrażliwieni (częściej przewrażliwione) na swoim punkcie, co obejmuje również wygląd. Jeśli nie jest tak, jak te osoby chcą w tym momencie, jest to dla nich tragedia i powód do wściekłego ataku na cały świat. Zwykle koncentruje się na tym, kto akurat jet pod ręką. Połączenie pychy, skrajnego egoizmu, egotyzmu i emocji daje wybuchową mieszankę, która rozsadza wszystkie struktury, co łączy się z zanikiem instynktu samozachowawczego. Osoby Ego/Emo zniszczą wszystko, nawet swoje rodziny i siebie.

Cecha 6: Sprawczość udawana, czyli „ja wszystko mogę”. Przedstawiają się jako szczególnie sprawni i utalentowani, albo tacy, którzy wiele mogą i mają wielu możnych przyjaciół. Zwykle jednak ich możliwości są ograniczone, a talenty przesadzone. W ten sposób chcą sobie zrekompensować własną przeciętność, a w tym celu zwykle przywłaszczają sobie dokonania innych ludzi. Nie mają wstydu i skromności, za to wiele tupetu. Ich ofiary zwykle wolą usunąć się w cień, przytłoczone ogromem bezczelności Judaszy.

Cecha 7: Bezczelność ukrywana, czyli „to nie moja ręka, to nie ja, to on”. Stała przyprawa wszystkich pozostałych wad, ale trzeba ją przywołać osobno, jest bowiem bardzo szczególna i bardzo bulwersująca. Szczególnie mocno uderza w struktury społeczne, w tym polityczne i społeczne. Zwykle bowiem Judasze oplatają pajęczą siecią swoich wpływów osoby decyzyjne, za pomocą intryg i pochlebstw. Mają więc tzw. „plecy”, a ludzie poczciwi, nie znający sprawy nie podejrzewają, że za niewinną minką skromności kryje się tak wielka bezczelność. Czasem więc długo trwa, zanim Judasz zostanie wykryty i ukarany, a jego działalność przerwana. Zanim to nastąpi, jego (lub też jej) intrygi gorszą porządnych i odciągają od ruchu.

Cecha 8: Zawiść, czyli „to, co nie moje, niech zginie”. Szczególna nienawiść skierowana do tych ludzi, którzy robią cenne rzeczy dla dobra wspólnego, i robią to dobrze i/lub bezinteresownie. Sami Judasze zwykle są mierni, a tylko udają sprawnych. Najchętniej przywłaszczają sobie dokonania innych, a jeśli nie mogą tego zrobić, starają się zniweczyć to, co ktoś robi, tym bardziej, im jest to lepsze. Nienawidzą lepszych od siebie, a nie mają sprawiedliwości, aby im to przyznać, więc wolą wszystkich lepszych przepędzić, a ich dzieła zawłaszczyć lub zniszczyć. Gdy tacy ludzie obejmują stanowiska decyzyjne, zwykle po trupach innych, nie potrafią zrobić niczego twórczego. Gdy skonsumują już to, co wcześniej zrobił ktoś inny, pozostaje pustka. Gdy w ich otoczeniu pojawia się ktoś nowy, ze świeżymi pomysłami, z energią i pasją, natychmiast atakują go ze szczególną nienawiścią. Wówczas zawiązuje się sojusz wszystkich zawistnych miernot i zmasowane ataki, oparte na oszczerstwach, kalumniach i kłamstwach. Tak Judasze i ich akolici starają się z struktur przepędzić tych, którzy mogą awansować dzięki własnym zasługom. Judasze wolą biernych, miernych i wiernych, bo tacy wszystko zawdzięczają układom i protekcji. Ponieważ nawet w złych sprawach zawistnicy nie są kreatywni, więc oskarżają porządnych o to, co sami robią.

Cecha 9: Bezbłędność pozorna, czyli „ja się nigdy nie mylę”. Pochodna pychy, szczególnie niszcząca u osób na stanowiskach decyzyjnych. Jeśli Judasz zajmie takie, to będzie popełniał błędy, ze złej woli lub dobrej, ale nigdy się nad sobą nie zastanowi i nigdy nie przyzna się do błędu. Nie będzie więc się nawracał, nie przemyśli swojego postępowania, nie pozna rzeczywistości, nie zaplanuje dobrej strategii, a tylko puści się na żywioł, wedle swoich pożądań i emocji. Nie będzie też słuchał dobrych rad, a tylko pochlebstwa. Wciąż będzie popełniać te same błędy i doprowadzi strukturę, której przewodzi do upadku.

Cecha 10: Żądza i antykatolicyzm, czyli „moje chcenie jest prawem powszechnym”. Dotyczy ludzi, którzy kierują się głównie swoim pożądaniem, często nieuporządkowanym. Maskują to często jakimś celem wyższym, np. dobrem Ojczyzny, narodu, konserwatyzmem, antylewactwem. Wciąż jednak chodzi o korek, worek i rozporek. Łączę to z antykatolicyzmem, gdyż ludzi ci zwykle mają negatywny stosunek do Kościoła Katolickiego i naszej wiary. Powód jest prosty: wiara katolicka, na straży której stoi Kościół, nakłada na ludzi pewne ograniczenia i obowiązki, które nałożył Bóg w Trójcy Jedyny. Istnieją one obiektywnie, niezależnie od ludzkich zachcianek i pożądań, i do nich dopasowana jest ludzka natura. Oznacza to, że treść wiary i moralności katolickiej jest dobra dla człowieka i społeczeństwa, także dla narodu i państwa, szczególnie narodu polskiego, którego formacja jest ściśle katolicka, co jest też zgodne z naszymi słowiańsko-lechickimi ustawieniami.

Prawda ta jest dziś podważana, trzeba więc poświęcić ustęp, aby uzasadnić to, co jest oczywiste. Wiara katolicka zakłada, że każdy człowiek ma w sobie duszę nieśmiertelną, stworzoną przez Boga w momencie poczęcia człowieka w łonie jego matki. Każdy człowiek żyje na tym świecie aż do naturalnej śmierci, a w tym czasie ma obowiązek Boga poznawać, Boga czcić i Bogu służyć. Na tej drodze będzie spotykał pokusy, prowadzące do grzechu, podsuwane przez szatana, ale też może zawsze liczyć na łaskę uczynkową, udostępnianą każdemu przez Boga. Jeśli człowiek otworzy się na łaskę, otrzyma ją, i wtedy ma ułatwienia dla walki z pokusami i grzechem.

Człowiek żyjąc na ziemi spotyka innych ludzi i wchodzi z nimi w relacje, i Pan Bóg opisał, jak one powinny wyglądać. Jeśli ludzie tak to wykonują, jak Pan Bóg nakazał, i nie robią tego, co złe, czyli czego Pan Bóg zakazał, tworzą szczęśliwe relacje i sami dostępują szczęścia na tym świecie. Nie jest ono jednak celem samym w sobie życia ludzkiego. Człowiek żyje na tym świecie, aby po śmierci jego dusza została zbawiona przez Pana Boga. Po śmierci stanie przed sądem szczegółowym, gdzie przywołane zostaną wszystkie uczynki i intencje. Jeśli człowiek żył zgodnie z tym, co Pan Bóg chce, otrzyma zbawienie wieczne, w ten sposób, że Pan Bóg okaże mu łaskę i zbawi go. Jeśli człowiek żył niegodnie, odrzucał łaskę Bożą, grzeszył i się nie nawracał, może nie otrzymać łaski zbawczej i wówczas trafi do piekła.

To jest odwieczna nauka Kościoła, przekazana przez Chrystusa, który jest głową Kościoła, przekazana w Piśmie, zwanym Biblią i w Tradycji. Dziś co prawda wielu hierarchów i kapłanów głosi coś innego i postępuje inaczej, co trwa od Soboru Watykańskiego II, ale to jest zdrada Kościoła, która będzie rozliczona. Nie zwalnia to wiernych Kościoła od poznawania i wykonywania jego nauki. Jest ona nie tylko najlepszą nauką moralną, która prowadzi do zbawienia, ale też najlepszą nauką społeczną. Posługuje się bowiem filozofią realistyczną, która jest najlepszym narzędziem poznawczym. Wyznawanie wiary katolickiej jest więc nie tylko moralne, ale również logiczne i społecznie użyteczne. Wiara katolicka uformowała naród polski i zawsze była czynnikiem jednoczącym, umożliwiającym przetrwanie rodzin i narodu, nawet, gdy nie mieliśmy swojego państwa. Gdy wiara upadała, upadał naród, a za nim państwo. Gdy wiara się odradzała, odradzał się naród pełen sił żywotnych, a Polacy odbudowywali swoje państwo i odzyskiwali niepodległość. Przed tym wyzwaniem stoimy teraz.

Wielu jednak katolików daleko odeszło od wiary i poszło w grzechy. Nie chcą się z nich nawracać, bo im tak wygodnie. Wolą grzeszyć nadal, a niektórzy wchodzą w struktury Korony i Frontu, aby pod pozorem czegoś szlachetnego uprawiać swój grzech. To szczególna perfidia, bo ludzie ci często się mocno angażują i wykazują swoja przydatność. Nie robią jednak tego dla dobra wspólnego, ale dla własnej korzyści, aby tym więcej mieć okazji do grzechu. Oni często naśmiewają się z wiary katolickiej, podważają dogmaty i krytykują katolicki porządek moralny. Wykazują, że to nienowoczesne, niemodne, nieskuteczne, że cel uświęca środki, że sprzeczne z wiedzą i wymyślone przez ludzi. Sami posługują się argumentacją, która jest jakoby naukowa, głoszona przez specjalistów, ale naprawdę są to wymysły, wzięte z Talmudu i Kabały, a które służą tylko temu, aby grzesznicy szli za żądzą, a po drodze tratowali wszystko. Tak talmudyści niszczą porządek chrześcijan, aby ich przejąć i zniewolić.

Katolicy nie zmuszają nikogo, aby wyznawał wiarę katolicką, ale starają się nawracać tych, którzy błądzą. Jeśli jednak tworzą własne struktury, oparte na wierze katolickiej, domagają się od tych, którzy do nich wstępują, aby stosowali się do zasad katolickich. Tak jest w Koronie, która jest partią i ma swój statut, a więc wewnętrzny porządek. We Froncie, który jest strukturą nieformalną, jego twórcy i działacze domagają się, aby ci, którzy dołączają, nie sprzeciwiali się zasadom katolickim. Nie oznacza to, że muszą czynnie wyznawać wiarę katolicką, formuła Frontu celowo jest luźna, aby dać szansę także tym, którzy są na bakier z wiarą katolicką. Wiele spustoszeń narobiła antykultura przez ostatnie dekady, wiele zła narobiło posoborowie w Kościele.

Główna jednak na dziś potrzeba to odzyskanie niepodległości, bo bez niej Polacy nie przetrwają fizycznie. Toteż łącznikiem wszystkich ludzi, zapraszanych do Korony i Frontu jest chęć odzyskania niepodległości Polski. Nie można jednak tego zrobić, jeśli jednocześnie podważa się wiarę katolicką. Jeśli więc kto wchodzi, szczególnie do Korony, a czynnie podważa, wyśmiewa i postępuje wbrew wierze i moralności katolickiej, ten jest Judaszem.

Czytaj też:

dlaczego ludzie odchodzą od Kościoła i co z tego wynika

program pozytywny-część pierwsza-religia

SPOSOBY POSTĘPOWANIA WOBEC JUDASZY

KKP jako partia ma swoje wewnętrzne reguły, określone w przepisach, jednak tam, gdzie są ludzie, między rzeczywistością postulowaną a faktyczną zawsze jest różnica. Są więc i będą zdarzać się ludzkie wady, a jeśli będą wypełniały znamiona opisane wyżej, będą szkodzić całemu ruchowi i niechybnie zostaną wyzyskane przez wrogów Polski. Każdego więc, kto zachowuje się w sposób powyżej opisany, należy traktować jako obecnego lub potencjalnego agenta / agentkę wroga. Nie należy więc takich zachowań pozostawiać bez reakcji, i tu też udzielę kilku porad.

Metoda 1. Napomnienie. Błądzących należy napominać, najpierw pojedynczo, potem ze świadkiem, a jeśli i to nic nie da, odciąć się.

Metoda 2. Koalicja. Judasze są samotnikami, bo pycha zawsze prowadzi do samotności, lubią jednak otaczać się gronem akolitów, na których przez pewien czas mają wpływ. Judasz, a także Judaszka jako osobowość psychopatyczna może roztaczać wokół siebie czarodziejską aurę, co jednak zawsze kończy się rozczarowaniem. Póki jednak trwa, akolici Judasza/Judaszki służą mu/jej wierne, i razem z nim/nią szkodzą porządnym. Widząc to, porządni sami powinni organizować się w koalicje, aby postawić tamę grupie Judasza.

Metoda 3. Gromadzenie dowodów. Judasze lubią gromadzić kwity, potwierdzające ich roszczenia, i w tym celu polują na jakikolwiek objaw słabości czy potknięcie innych. Zwykle sami to prowokują, lub manipulują faktami, lub fabrykują je. Trzeba więc, widząc Judasza, gromadzić dowody jego niegodziwości, gdy w końcu sprawa trafi przed wyższą instancję struktury. Należy przy tym baczyć, aby gromadzone dowody służyły sprawiedliwości, a nie prywacie.

Metoda 4. Konfrontacja. Judasze unikają jak mogą konfrontacji ze swoimi wrogami i zwykle wysługują się akolitami lub ludźmi zmanipulowanymi. Gdy jednak ich niegodziwości pokazane są w świetle dnia, tracą cały rezon i pewność siebie. Wówczas kurczą się i jęczą, błagając o miłosierdzie, są bowiem tchórzami. Konfrontację jednak można przeprowadzić wtedy, gdy ma się za sobą koalicję i pewne dowody.

Metoda 5. Cierpliwość. Judasze potrafią snuć swoją intrygę jak pająk sieć, gdy jednak blisko znajduje się cel ich chorobliwej ambicji, którym jest władza, a raczej jej cząstka i namiastka, wtedy hamulce puszczają i odkrywa się ich zaborczość i fałsz. Gdy rzeczywistość nie spełnia ich oczekiwań, wówczas powodują gwałtowne awantury, obrażają się i wychodzą, trzasnąwszy drzwiami. Tak właśnie zachowują się krnąbrne dzieci i Judasze. Jeśli jednak zdążyli zdobyć ważne miejsce w strukturach ruchu, pociągają za sobą innych ludzi, których zmanipulowali i doprowadzają do rozłamu. Cierpliwość porządnych pozwala przetrwać im zawieruchę Judasza, która jest próbą wierności. Ci, którzy mimo Judaszy wytrwają, są szczególnie cenni. Judasze bowiem zawsze byli i będą, ale oni przyjdą, narobią bałaganu i odejdą w niesławie, porządni zaś muszą zostać, aby prowadzić ruch dalej, cel jest bowiem ważniejszy, niż własne ego.

Metoda 6. Interwencja wyższej instancji. Są na to procedury, ale przy dynamicznym rozwoju ruchu trudno je stosować. Należy unikać, jak można, obciążania wyższych instancji relacjami międzyludzkimi, lecz nie wahać się z nich korzystać, gdy zachodzi taka konieczność. Szczególnie gdy Judasz dostanie się na jakieś stanowisko decyzyjne, wówczas często nie ma innego wyjścia. To sytuacja bardzo trudna dla całej partii, całego ruchu, i całej idei. Patrząc na zepsucie wewnątrz ruchu, wielu porządnych ludzi, których wiara nie będzie silna, zwątpi i odejdzie. Należy więc działać bardzo rozważnie i spory załatwiać na poziomie relacji międzyludzkich, wedle metod opisanych powyżej. Jeśli jednak nie da się inaczej, należy działać w koalicji, zarzuty sformułować precyzyjnie, dowody zebrać pewne. Doprowadzić należy do definitywnego rozwiązania sprawy, i tych Judaszy, co nie chcą się nawrócić, usunąć z szeregów. Nigdy jednak nie wolno czynić tego dla prywaty i dla innych osobistych względów. Należy też uwzględnić interes samego Judasza, i dokąd się da, dawać mu możliwość poprawy lub honorowego odejścia. Lepiej bowiem, gdy Judasz odejdzie sam, niż gdy zostanie usunięty, wówczas będzie się mścił i oczerniał cały ruch, co wykorzystają wrogowie. I za żadne skarby nie należy używać tej metody w taki sposób, aby doprowadzać do rozłamu.

Ze wszystkich metod powyższych za najbardziej skuteczną uważam metodę koalicji – niech porządni łączą się więzami przyjaźni, aby przeciwstawić się Judaszom. To nie tylko umocni ruch wewnątrz, ale też uczyni go silniejszym w walce z wrogami Polski. Pojawienie się Judaszy jest również dobrym sposobem, aby poznać wady ludzi w strukturach. Jeśli pojawia się ktoś z konstruktywną energią, a jest zwalczany przez tych, którzy niewiele robią dla sprawy, a najwięcej dla siebie, oznacza to obecność Judasza. Wówczas patrzeć należy, kto staje się judaszowym akolitą. Judasz bowiem zdradzi dla tego, kto mu więcej obieca, a akolici Judasza zawsze pójdą za władzą.

Sprawy takie dzieją się w każdej ludzkiej strukturze, gdyż po grzechu pierworodnym ludzka natura stała się podatna na grzech, ale też możliwa do nawrócenia. Jako Korona i Front dążymy do odzyskania niepodległości Polski, a gdy to się uda, będziemy mieli cele jeszcze większe i donioślejsze. Teraz jednak musimy przejść przez różne choroby wieku dziecięcego, a im więcej ludzi się garnie, tym większa szansa spotkać jakiegoś Judasza lub Judaszkę. Kto chce tego uniknąć, niech nie robi nic, i obserwuje z boku jako widz i komentator. Ale my nie takich pragniemy, lecz szczególnie witamy tych, którzy chcą się z tym wszystkim zmierzyć: z wrogami, z trudnościami, z Judaszami i własnymi słabościami. Niech ci przyjdą i razem z innymi porządnymi odzyskają niepodległość, mimo przypadków Judaszy.

=================================================

Więcej o tym w kolejnych księgach Poradnika świadomego narodu:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

_________________

Jak sobie radzić z Judaszami, Bartosz Kopczyński, 18 lutego 2026

Mariusz Dzierżawski: Organizujemy opór społeczny w obronie normalności


Logo Fundacji Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie.
Dziękuję, że zapoznał się Pan z informacjami o wyroku w Rzeszowie, które Panu wysyłałem. 
Jaki kolejny krok może Pan teraz wykonać?

Wyrok, który nakazuje szkole traktować chłopca jak dziewczynkę, ma na celu utorowanie drogi dla działań aktywistów w całym kraju.
Jeśli nie będzie reakcji społeczeństwa, wkrótce wszystkie szkoły będą musiały kłaniać się przed ideologią, a rodzice stracą wpływ na wychowanie własnych dzieci. Aktywiści dysponują środkami od unijnych instytucji i wielkich korporacji. Stać ich na drogie kancelarie prawne, które będą teraz pozywać kolejne szkoły.

Dlatego piszę do Pana ponownie, tym razem w sprawie akcji naszej Fundacji, które chcemy zorganizować.


Świadomi rodzice i nauczyciele to najlepsza „tarcza” dla dzieci, która chroni szkoły przed ideologią i pozwala w porę zapobiegać sytuacjom takim jak ta w Rzeszowie – jeszcze zanim w ogóle dojdzie do „zarażenia” umysłów uczniów oraz procesów wytaczanych przez lobby aktywistów.

Nasza Fundacja chce docierać do nowych osób i ostrzegać je przed zagrożeniem, co umożliwi reakcję kolejnym rodzicom. Dzięki naszym darczyńcom od początku lutego w całej Polsce udało nam się zorganizować akcje informacyjne i publiczne różańce w 54 miastach i miejscowościach na terenie całego kraju. 

W nadchodzącym tygodniu (19-26 lutego) nasi wolontariusze chcą zorganizować kolejnych 20 takich akcji, aby dotrzeć do tysięcy kolejnych osób.Koszt jednego, wielkoformatowego banneru, widocznego z daleka w trakcie naszych kampanii ulicznych, to ok. 200 zł. Nieco większe są koszty zatankowania samochodu, aby nasi koordynatorzy mogli dojechać do kolejnych miast i pomóc w organizacji akcji na miejscu. Za 100 zł lub 50 zł możemy wydrukować nowe ulotki ostrzegawcze i broszury informacyjne, które rozdamy przechodniom. Kilkaset złotych kosztuje z kolei namiot, którego używamy w trakcie akcji ulicznych, zwłaszcza w trakcie trudnych warunków pogodowych.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest obecnie dla Pana możliwa, aby umożliwić naszym wolontariuszom organizację nadchodzących akcji informacyjnych.
Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
WPŁACAM
Z wyrazami szacunku, 

Mariusz Dzierżawski

Podpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Były książę Andrzej aresztowany. To brat króla Karola III

Tak pisze Grok:

Andrzej Mountbatten-Windsor (dawniej znany jako książę Andrzej, książę Yorku) jest obecnie (19 lutego 2026) postacią centralną w bardzo poważnym postępowaniu karnym w Wielkiej Brytanii.

Aktualny stan (19 lutego 2026)

Został zatrzymany / aresztowany dziś rano w swojej rezydencji na terenie posiadłości Sandringham przez policję (informacje podają m.in. BBC, The Guardian, Daily Telegraph, Onet, RMF24, Polsat News, Interia).

Główny zarzut, na podstawie którego nastąpiło zatrzymanie:

  • Nadużycie władzy publicznej (ang. misconduct in a public office) – przestępstwo urzędnicze o dużym ciężarze gatunkowym w brytyjskim prawie

Policja bada przede wszystkim wątek związany z Jeffreyem Epsteinem, a konkretnie podejrzenia, że Andrzej:

  • przekazywał poufne raporty i dokumenty rządowe Epsteinowi w okresie, gdy był specjalnym przedstawicielem Wielkiej Brytanii ds. handlu (ok. 2010 i wcześniej)
  • mógł dzielić się wrażliwymi informacjami handlowymi / politycznymi z osobą skazaną za przestępstwa seksualne.

Dodatkowo w tle cały czas pozostają wcześniejsze (i nadal nie rozstrzygnięte w sądzie karnym) zarzuty natury seksualnej:

  • seksualne wykorzystanie nieletniej – zarzut Virginii Giuffre (w 2001 r. miała 17 lat) – sprawa zakończona ugodą cywilną w 2022 r. (Andrzej zapłacił kilka milionów funtów bez przyznania się do winy)
  • podejrzenie, że Epstein sprowadził / „wysłał” do Wielkiej Brytanii inną młodą kobietę w celu odbycia stosunku seksualnego z Andrzejem (nowszy wątek z 2025–2026, badany przez policję)
  • powiązania z handlem ludźmi i wykorzystywaniem seksualnym nieletnich w ramach siatki Epsteina (Andrzej zaprzecza)

Krótka chronologia kluczowych wydarzeń

  • 2019 – fatalny wywiad BBC → wycofanie się z życia publicznego
  • 2021–2022 – proces cywilny z Virginią Giuffre → ugoda
  • Październik 2025 – pozbawienie tytułów królewskich (już nie jest „Jego Królewską Wysokością”, nie jest już formalnie księciem Yorku, utracił Order Podwiązki itp.) → od tego momentu oficjalnie nazywa się Andrew / Andrzej Mountbatten-Windsor
  • Luty 2026 – ujawnienie kolejnych maili i dokumentów Epsteina → podejrzenia o przekazywanie tajnych raportów
  • 19 lutego 2026 – zatrzymanie pod zarzutem nadużycia władzy publicznej

Pan Andrzej konsekwentnie zaprzecza wszelkim zarzutom seksualnym i twierdzi, że nie popełnił żadnego przestępstwa. Obecnie trwa wstępne postępowanie – nie postawiono jeszcze formalnych aktu oskarżenia, ale zatrzymanie w takiej sprawie jest bardzo poważnym sygnałem. Sytuacja rozwija się bardzo dynamicznie – dzisiejsze doniesienia uzupełniane są z godziny na godzinę.

======================

A tu zabawne:

Funkcjonariusze potwierdzili aresztowanie, ale nie ujawnili personaliów zatrzymanego.

„W ramach śledztwa zatrzymaliśmy dzisiaj (19 lutego) mężczyznę z Norfolk w wieku sześćdziesięciu kilku lat pod zarzutem nadużycia stanowiska publicznego i przeprowadzamy przeszukania pod adresami w Berkshire i Norfolk. Mężczyzna pozostaje obecnie w areszcie policyjnym” – napisała w wydanym oświadczeniu policja regionu Doliny Tamizy.

Wcześniej dziennik „Daily Telegraph” ujawnił, że do nowego domu byłego księcia podjechało sześć nieoznakowanych samochodów policyjnych.

Dla genetyków było oczywiste: wada letalna, taką ciążę należy zakończyć. Pomogło nam hospicjum perinatalne

proelio.pl/petycje/lekarze-powinni-informowac-o-dzialalnosci-hospicjo

Niedawno natrafiłem na poruszające świadectwo rodziców Blanki, które swego czasu wyemitowała Telewizja Trwam i pomyślałem, że warto, aby Państwo także je poznali. Świadectwo to bardzo dobrze ilustruje, jak istotną rolę pełnią hospicja perinatalne i jak bardzo potrzeba, aby lekarze informowali rodziców dzieci z wadami letalnymi o ich funkcjonowaniu.

Przypominam o naszej petycji do Minister Zdrowia dotyczącej zobligowania lekarzy, aby tak postępowali: proelio.pl/petycje/lekarze-powinni-informowac-o-dzialalnosci-hospicjo

Bardzo prosimy o udostępnienie tej petycji, a tych, którzy jeszcze jej nie podpisali – o nadrobienie tego. 

==============================

Świadectwo rodziców Blanki:

„Podczas badania USG lekarz poinformował nas, że dziecko ma rozległy rozszczep podniebienia i wargi oraz prawdopodobnie wadę serca polegającą na jego nieprawidłowym położeniu w klatce piersiowej. Powiedział, że musi skierować nas do kolejnego ośrodka. Jednocześnie mieliśmy w tej sytuacji ogromne szczęście, ponieważ pan doktor polecił nam konkretną osobę — panią docent Dangel, która pracuje w przychodni USG na Agatowej. Okazało się, że jest to przychodnia działająca przy hospicjum perinatalnym. Nie mieliśmy pojęcia, czym jest hospicjum — do tej pory kojarzyliśmy je wyłącznie z dziećmi chorymi na raka.

Pani docent potwierdziła nieprawidłowości, które wcześniej stwierdził lekarz i zaproponowała przeprowadzenie badań prenatalnych.

Kiedy wykonaliśmy badania prenatalne i okazało się, że nasza córeczka ma nieuleczalną wadę genetyczną, lekarze genetycy poinformowali nas, że musimy podjąć decyzję, czy chcemy przerwać ciążę, czy ją kontynuować. Był to dla nas ogromny szok.

Dodatkowo byliśmy ponaglani, ponieważ był to już dwudziesty tydzień ciąży i na podjęcie decyzji pozostawało bardzo niewiele czasu.

Nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że nie rozważaliśmy takiej możliwości, mimo że jesteśmy wierzącymi katolikami. Przez kilka dni żyliśmy w ogromnej rozterce, zwłaszcza że genetycy nas ponaglali — dla nich sprawa była oczywista: wada letalna, taką ciążę należy zakończyć.

Bardzo pomogło nam wtedy hospicjum. Szczególnie poruszyły mnie słowa, które pani docent Dangel wypowiedziała podczas badania USG: że nie wszystkie te dzieci umierają natychmiast po porodzie, bo są to dzieci, które również potrzebują szansy. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak poważne jest to schorzenie. Nawet jeśli wiemy, że wada jest nieuleczalna, nie wiemy, w jakiej kondycji dziecko się urodzi ani jak długo będzie żyło. To dało mi bardzo dużo do myślenia.

W tym czasie pojechaliśmy do naszych rodziców na uroczystości Bożego Ciała. Uczestniczyliśmy w procesji i nieustannie zastanawialiśmy się, czy to wszystko ma sens. W drodze powrotnej do domu byliśmy świadkami zdarzenia drogowego i pomogliśmy wezwać karetkę. Dwóch chłopców przewróciło się na motorowerze. Wtedy pojawiła się myśl, że ratujemy komuś życie, a sami chcemy odebrać życie własnemu dziecku… Jechaliśmy prosto do szpitala, aby podjąć tę decyzję. Zadzwoniliśmy do hospicjum, a gdy usłyszeli, że jedziemy położyć się na oddziale, poprosili, abyśmy natychmiast przyjechali do nich.

Psycholog z hospicjum usiadła z nami, rozmawiała, opowiadała o rodzinach, którymi się opiekują, o tym, jak wygląda ich praca. Wyjaśniła, że troszczą się nie tylko o chore dziecko, lecz także o całą rodzinę — każdego jej członka. Potrzebowaliśmy takiej iskry, która wyrwie nas z tego zamkniętego kręgu — nadziei, że istnieje miejsce i ludzie, którzy nam pomogą i że nie zostaniemy sami. Po spotkaniu z panią psycholog przestaliśmy myśleć o przerwaniu ciąży.

(…)

Bałam się, jak zareaguję w chwili narodzin mojej córeczki, kiedy ją zobaczę — z wszystkimi wadami, które miała, a rozszczep był znaczny. Ciąża była bardzo trudna emocjonalnie, pozbawiona radości i zachwytu.

Obawiałam się, jaka będzie moja reakcja, czy pokocham to dziecko, czy je przyjmę. Wszystkie obawy zniknęły jednak natychmiast w chwili, gdy ją przytuliłam.

Moment porodu był jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ przeżyłam go równie wspaniale jak poród mojego syna. To był niezwykle wzniosły moment. A uczucie, kiedy położono mi ją na brzuchu, było czymś najpiękniejszym, co można sobie wyobrazić. To było moje dziecko.

Blanka przebywała w szpitalu nieco ponad dwa tygodnie. Po miesiącu w domu pojawiły się problemy z oddychaniem i jedzeniem — były to już symptomy świadczące o tym, że w jej organizmie dzieje się coś niedobrego.

Blanka żyła tylko trzy miesiące. Rozpoznaliśmy moment, w którym zdecydowała się odejść. Odeszła w atmosferze bliskości i spokoju. Byliśmy przy niej, była pogodna, zasnęła na moich rękach.

Dla mnie, jako matki, najważniejsze było to, że to było moje dziecko. Niezależnie od tego, jak bardzo było chore, dałam mu szansę poczuć moją miłość. Dałam mu szansę przyjść na świat. Nie odebrałam mu tej szansy. Zdarza się przecież, że o chorobie dziecka dowiadujemy się nie w trakcie ciąży, lecz później. Czym to się więc różni? W zasadzie tylko tym, że nadejdzie moment porodu. Dziecko już żyje we mnie, dlatego nie mam prawa pozbawić go życia.”

— mówiła mama Blanki w reportażu Telewizji Trwam.

Historia ta dobitnie ukazuje z jak skrajnie odmiennymi postawami można spotkać się w środowisku medycznym oraz jak istotne jest skierowanie do miejsca, w którym można uzyskać pomoc. Dlatego jeszcze raz zachęcam do podpisania i udostępnienia apelu do Minister Zdrowia o zobligowanie lekarzy do informowania matek dzieci z rozpoznaną wadą letalną o możliwości skorzystania z pomocy hospicjum perinatalnego oraz do wystawiania skierowań do takich placówek.
\Pozdrawiam serdecznie
Zbigniew Kaliszuk
Fundacja Grupa Proelio proelio.pl/petycje/lekarze-powinni-informowac-o-dzialalnosci-hospicjo

Wielki Kapitał nie przetrwa bez niewolników

Wielki Kapitał nie przetrwa bez niewolników

Jan Żbik salon24/wielki-kapital-nie-przetrwa-bez-niewolnikow


Niewolnictwo istnieje, ale w wersji nowoczesnej jako „słodkie niewolnictwo” – jesteśmy zakładnikami banków, korporacji i polityków. Zadłużają nas, wywłaszczają i posyłają na śmierć! Czynią to w sposób wyrafinowany, głosząc paradoksalnie, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa.

Struktura świata, którą można nazwać Wielkim Kapitałem – globalnym systemem finansowym, korporacyjnym i bankowym – trwa wyłącznie dzięki istnieniu człowieka zredukowanego do funkcji użytkowej. Innymi słowy, potrzebuje niewolnika. Nie w sensie antycznym, lecz nowoczesnym: pozbawionego realnej własności, zakorzenienia, tożsamości i transcendencji.

Żyjemy w świecie, w którym proces ograniczania ludzkiej autonomii nie ma charakteru przypadkowego. Jego mechanizmy są ekonomiczne i polityczne, a zarazem kulturowe. Aby jednostkę uczynić zależną, należy podkopać materialne podstawy jej niezależności. Kluczowe jest zniszczenie lub przejęcie środków produkcji – fabryk, kopalń, stoczni, warsztatów – wszystkiego, co umożliwia samodzielne wytwarzanie dóbr. Człowiek, który nie produkuje, lecz wyłącznie konsumuje, staje się podatny na kontrolę.

Drugim krokiem jest uzależnienie społeczeństwa od scentralizowanych źródeł żywności i dóbr pierwszej potrzeby. Gdy produkcja zostaje skorporatyzowana, a handel zawłaszczony przez wielkie sieci, jednostka traci możliwość wyboru opartego na lokalności i samowystarczalności. W konsekwencji wspólnota ekonomiczna zostaje rozbita, a jej miejsce zajmuje relacja klient–korporacja.

Kolejny etap to ograniczenie własności. Własność prywatna – rozumiana nie jako abstrakcyjny tytuł prawny, lecz jako realne dysponowanie zasobami – jest fundamentem wolności. Człowiek posiadający ziemię, warsztat czy choćby oszczędności w gotówce nie jest całkowicie zależny od systemu. Nadmierne opodatkowanie, reglamentacja, inflacyjne osłabianie pieniądza czy eliminacja gotówki prowadzą do sytuacji, w której kontrola nad zasobami przechodzi w ręce scentralizowanych instytucji finansowych. Wirtualizacja pieniądza oznacza pełną transparentność obywatela wobec systemu, przy jednoczesnej nieprzejrzystości systemu wobec obywatela.

Jednak ekonomia to tylko połowa procesu. Niewolnik doskonały nie posiada silnych więzi. Dlatego osłabieniu ulega tradycyjna rodzina jako podstawowa wspólnota solidarności i przekazu wartości. Rodzina tworzy sieć wsparcia, która ogranicza zależność od państwa i rynku. Jej erozja zwiększa atomizację jednostek, a atomizacja sprzyja sterowalności.

Podobny los spotyka kulturę i religię. Kultura wysoka, zakorzeniona w tradycji, buduje tożsamość i wprowadza hierarchię wartości. Religia natomiast wskazuje na porządek wyższy niż ekonomiczny. Jeżeli człowiek uznaje, że istnieje autorytet przekraczający władzę pieniądza, staje się wobec niej krytyczny. Z tego powodu sekularyzacja, relatywizm i redukcja kultury do rozrywki nie są zjawiskami neutralnymi. W miejsce transcendencji pojawia się konsumpcja, a w miejsce wspólnoty – spektakl medialny.

Demoralizacja nie musi oznaczać jawnej deprawacji; wystarczy przesunięcie akcentów. Jeśli prokreacja staje się anachronizmem, a odpowiedzialność długofalowa zostaje zastąpiona natychmiastową przyjemnością, społeczeństwo traci orientację przyszłościową. Człowiek skupiony wyłącznie na teraźniejszości nie buduje trwałych struktur – ani rodzinnych, ani narodowych. Staje się mobilnym, wymiennym elementem rynku pracy.

W tym kontekście warto przywołać analizę kapitalizmu przedstawioną w „Kapitał” Karola Marksa. Marks dostrzegał, że kapitał istnieje wyłącznie poprzez wyzysk pracy najemnej. Różnica między jego diagnozą a omawianą tu tezą polega na rozszerzeniu pola eksploatacji: nie chodzi już tylko o wartość dodatkową wytwarzaną w fabryce, lecz o całokształt życia człowieka – jego czas wolny, dane, uwagę, relacje społeczne. Współczesny system finansowy nie ogranicza się do produkcji; kolonizuje sferę kultury i świadomości.

Dlaczego zniewolenie jest warunkiem trwania Wielkiego Kapitału? Ponieważ kapitał, aby się pomnażać, potrzebuje przewidywalności i kontroli. Wolny człowiek – posiadający własność, rodzinę, kulturę, religię i ojczyznę – jest bytem zakorzenionym. Ma lojalności, które nie podlegają rachunkowi zysków i strat. Może odmówić, może wycofać się, może tworzyć alternatywne struktury. Niewolnik natomiast nie ma dokąd wrócić ani czego bronić. Jego tożsamość jest płynna, a zależność – całkowita.

Doskonały niewolnik nie posiada więc rodziny, bo rodzina daje oparcie. Nie ma własności, bo własność daje niezależność. Nie ma kultury ani religii, bo one dają sens wykraczający poza konsumpcję. Nie ma ojczyzny, bo ojczyzna rodzi solidarność i gotowość do sprzeciwu wobec zewnętrznej dominacji.

Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to obserwowane przemiany – ekonomiczne, obyczajowe i technologiczne – można interpretować jako etapy przekształcania obywatela w zarządzalny zasób. Nie chodzi o pojedyncze decyzje polityczne, lecz o systemową logikę: koncentracja kapitału wymaga koncentracji władzy, a koncentracja władzy wymaga redukcji podmiotowości.

W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Wielki Kapitał potrzebuje niewolników, lecz czy społeczeństwa są gotowe zrezygnować z fundamentów swojej wolności w imię wygody, bezpieczeństwa i pozornej stabilności. Filozoficzny spór dotyczy więc nie tylko ekonomii, ale antropologii: kim jest człowiek – autonomicznym podmiotem czy funkcją systemu? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy pozostanie obywatelem, czy stanie się zasobem.

Niewolnictwo istnieje, ale w wersji nowoczesnej jako „słodkie niewolnictwo” – jesteśmy zakładnikami banków, korporacji i polityków. Zadłużają nas, wywłaszczają i posyłają na śmierć! Czynią to w sposób wyrafinowany, głosząc paradoksalnie, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa.

Struktura świata, którą można nazwać Wielkim Kapitałem – globalnym systemem finansowym, korporacyjnym i bankowym – trwa wyłącznie dzięki istnieniu człowieka zredukowanego do funkcji użytkowej. Innymi słowy, potrzebuje niewolnika. Nie w sensie antycznym, lecz nowoczesnym: pozbawionego realnej własności, zakorzenienia, tożsamości i transcendencji.

Żyjemy w świecie, w którym proces ograniczania ludzkiej autonomii nie ma charakteru przypadkowego. Jego mechanizmy są ekonomiczne i polityczne, a zarazem kulturowe. Aby jednostkę uczynić zależną, należy podkopać materialne podstawy jej niezależności. Kluczowe jest zniszczenie lub przejęcie środków produkcji – fabryk, kopalń, stoczni, warsztatów – wszystkiego, co umożliwia samodzielne wytwarzanie dóbr. Człowiek, który nie produkuje, lecz wyłącznie konsumuje, staje się podatny na kontrolę.

Drugim krokiem jest uzależnienie społeczeństwa od scentralizowanych źródeł żywności i dóbr pierwszej potrzeby. Gdy produkcja zostaje skorporatyzowana, a handel zawłaszczony przez wielkie sieci, jednostka traci możliwość wyboru opartego na lokalności i samowystarczalności. W konsekwencji wspólnota ekonomiczna zostaje rozbita, a jej miejsce zajmuje relacja klient–korporacja.

Kolejny etap to ograniczenie własności. Własność prywatna – rozumiana nie jako abstrakcyjny tytuł prawny, lecz jako realne dysponowanie zasobami – jest fundamentem wolności. Człowiek posiadający ziemię, warsztat czy choćby oszczędności w gotówce nie jest całkowicie zależny od systemu. Nadmierne opodatkowanie, reglamentacja, inflacyjne osłabianie pieniądza czy eliminacja gotówki prowadzą do sytuacji, w której kontrola nad zasobami przechodzi w ręce scentralizowanych instytucji finansowych. Wirtualizacja pieniądza oznacza pełną transparentność obywatela wobec systemu, przy jednoczesnej nieprzejrzystości systemu wobec obywatela.

Jednak ekonomia to tylko połowa procesu. Niewolnik doskonały nie posiada silnych więzi. Dlatego osłabieniu ulega tradycyjna rodzina jako podstawowa wspólnota solidarności i przekazu wartości. Rodzina tworzy sieć wsparcia, która ogranicza zależność od państwa i rynku. Jej erozja zwiększa atomizację jednostek, a atomizacja sprzyja sterowalności.

Podobny los spotyka kulturę i religię. Kultura wysoka, zakorzeniona w tradycji, buduje tożsamość i wprowadza hierarchię wartości. Religia natomiast wskazuje na porządek wyższy niż ekonomiczny. Jeżeli człowiek uznaje, że istnieje autorytet przekraczający władzę pieniądza, staje się wobec niej krytyczny. Z tego powodu sekularyzacja, relatywizm i redukcja kultury do rozrywki nie są zjawiskami neutralnymi. W miejsce transcendencji pojawia się konsumpcja, a w miejsce wspólnoty – spektakl medialny.

Demoralizacja nie musi oznaczać jawnej deprawacji; wystarczy przesunięcie akcentów. Jeśli prokreacja staje się anachronizmem, a odpowiedzialność długofalowa zostaje zastąpiona natychmiastową przyjemnością, społeczeństwo traci orientację przyszłościową. Człowiek skupiony wyłącznie na teraźniejszości nie buduje trwałych struktur – ani rodzinnych, ani narodowych. Staje się mobilnym, wymiennym elementem rynku pracy.

W tym kontekście warto przywołać analizę kapitalizmu przedstawioną w „Kapitał” Karola Marksa. Marks dostrzegał, że kapitał istnieje wyłącznie poprzez wyzysk pracy najemnej. Różnica między jego diagnozą a omawianą tu tezą polega na rozszerzeniu pola eksploatacji: nie chodzi już tylko o wartość dodatkową wytwarzaną w fabryce, lecz o całokształt życia człowieka – jego czas wolny, dane, uwagę, relacje społeczne. Współczesny system finansowy nie ogranicza się do produkcji; kolonizuje sferę kultury i świadomości.

Dlaczego zniewolenie jest warunkiem trwania Wielkiego Kapitału? Ponieważ kapitał, aby się pomnażać, potrzebuje przewidywalności i kontroli. Wolny człowiek – posiadający własność, rodzinę, kulturę, religię i ojczyznę – jest bytem zakorzenionym. Ma lojalności, które nie podlegają rachunkowi zysków i strat. Może odmówić, może wycofać się, może tworzyć alternatywne struktury. Niewolnik natomiast nie ma dokąd wrócić ani czego bronić. Jego tożsamość jest płynna, a zależność – całkowita.

Doskonały niewolnik nie posiada więc rodziny, bo rodzina daje oparcie. Nie ma własności, bo własność daje niezależność. Nie ma kultury ani religii, bo one dają sens wykraczający poza konsumpcję. Nie ma ojczyzny, bo ojczyzna rodzi solidarność i gotowość do sprzeciwu wobec zewnętrznej dominacji.

Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to obserwowane przemiany – ekonomiczne, obyczajowe i technologiczne – można interpretować jako etapy przekształcania obywatela w zarządzalny zasób. Nie chodzi o pojedyncze decyzje polityczne, lecz o systemową logikę: koncentracja kapitału wymaga koncentracji władzy, a koncentracja władzy wymaga redukcji podmiotowości.

W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Wielki Kapitał potrzebuje niewolników, lecz czy społeczeństwa są gotowe zrezygnować z fundamentów swojej wolności w imię wygody, bezpieczeństwa i pozornej stabilności. Filozoficzny spór dotyczy więc nie tylko ekonomii, ale antropologii: kim jest człowiek – autonomicznym podmiotem czy funkcją systemu? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy pozostanie obywatelem, czy stanie się zasobem.

Jan Żbik

Żydowski szariat: Globalny spisek „praw Noego”, część II.

Żydowski szariat: Globalny spisek praw Noego, część II.

Jeśli myślałeś, że Sharia jest zła,

to jeszcze nic nie widziałeś.

Jewish Shariah: The Global Conspiracy of the Noahide Laws, Part II

dropbox Paul Craig Roberts

Przez prawie pięćdziesiąt lat się działo coś niezwykłego. Pojawiło się publiczne prawo, całkiem bez kontroli. Co byś pomyślał, gdyby Kongres formalnie uhonorował przywódcę rabinicznego za promowanie uniwersalnego kodeksu prawnego wyciągniętego z prawa talmudycznego, a później osadzonego język w ustawie federalnej, deklarując te zasady moralnego fundamentu cywilizacji?

Dlaczego prezydenci obu partii wielokrotnie to potwierdzali i dlaczego przywódcy ewangeliczni nigdy poważnie nie badają implikacji jurysdykcyjnych?

W ten weekend Top Shelf Preserve wyciągnie te nici. Pyta, kto definiuje powszechne prawo moralne dla narodów, w jaki sposób ramy te osiągnęły ponadpartyjne uznanie instytucjonalne, a dlaczego prawie nikt nie ostrzegał przed teologicznym drobnym drukiem [fine print md]. Pełne dochodzenie jest dostępne wyłącznie dla subskrybentów I2I Premium

=============================================

W marcu 1983 roku prezydent Ronald Reagan stanął w Gabinecie Owalnym obok wiceprezydenta George’a H.W. Busha. Przed nimi leżał ozdobny, ceremonialny zwój. Przez cały dzień, podczas trzech oddzielnych ceremonii na Kapitolu, każdy członek Senatu i Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych złożył swój podpis na dokumencie. „Narodowy Zwój Honoru” uhonorował 81. urodziny rabina Menachema Mendla Schneersona, świętując jego „wizję i duchowe przywództwo światowe” oraz propagowanie Siedmiu Praw Noachidzkich jako uniwersalnych zasad moralnych dla całej ludzkości.

Podobnie jak chrześcijaństwo naucza, że cała flora i fauna Boża zostały stworzone, aby służyć ludzkości, Scneerson nauczał, że poganie istnieją wyłącznie po to, by służyć Żydom. Sneerson twierdził: „Cała rzeczywistość nie-Żyda to tylko marność. Jest napisane: »A obcy będą strzec i paść twoje trzody« (Izajasz 61,5). Całe stworzenie pogan istnieje tylko ze względu na Żydów”. 

Przy tysiącach odrębnych okazji Schneerson wprost twierdził, że nie-Żydzi są z natury bliżsi zwierzętom niż Żydom. 

Wracając do „Zwoju Honoru” Schneersona, podpisał go każdy członek Kongresu.  Każdy… jeden. W tym samym roku Reagan osobiście napisał do Schneersona, chwaląc „historyczną tradycję wartości i zasad etycznych, które stanowiły fundament społeczeństwa od zarania cywilizacji, kiedy znane były jako Siedem Praw Noachidzkich, przekazanych przez Boga Mojżeszowi na Górze Synaj”. [??? a co z dziesięciu Przykazaniami md??

Reagan nie chwalił Dziesięciu Przykazań ani Prawa Naturalnego zakorzenionego w teologii chrześcijańskiej. Popierał talmudyczne prawo rabiniczne.

Osiem lat później, w 1991 roku, Kongres uchwalił, a prezydent George H.W. Bush podpisał ustawę publiczną nr 102-14, formalnie deklarując, że Stany Zjednoczone zostały „oparte na Siedmiu Uniwersalnych Prawach Noego” i że te talmudyczne zasady „stanowiły fundament społeczeństwa od zarania cywilizacji”.

W ten sposób rząd USA oficjalnie przyjął ewidentnie fałszywą narrację historyczną i włączył ją do ustawy federalnej jako ustalony fakt. Ameryka przecież nie została zbudowana na prawie talmudycznym.

Podczas gdy „Amerykanie z Fox News” latami krzyczeli o pochodzeniu szariatu, rzeczywiste, obce ramy religijne zyskały w Ameryce większą władzę instytucjonalną niż islam. Ramy te wyraźnie nauczają, że dusze nie-Żydów są ontologicznie niższe od dusz Żydów i istnieją ostatecznie po to, by służyć Żydom. A ewangeliccy strażnicy nie tylko milczeli. Wielu aktywnie pomagało w ich promowaniu. 

CZYM SĄ PRAWA NOACHIDÓW?

Siedem Praw Noachidzkich nie pochodzi z Biblii. Pochodzą z Talmudu Babilońskiego, a konkretnie z Traktatów Sanhedryn 56a-60a, wyprowadzonych z rabinicznej egzegezy Księgi Rodzaju 2:16.

Siedem przykazań to: zakaz bałwochwalstwa, zakaz bluźnierstwa, zakaz zabójstwa, zakaz kradzieży, zakaz niemoralności seksualnej, zakaz spożywania mięsa wyrwanego z żywego zwierzęcia oraz obowiązek ustanowienia sądów.

Na pierwszy rzut oka wydają się one podstawowymi zasadami etyki cywilizacyjnej. Nie zabijaj, nie kradnij, ustanawiaj prawo i porządek. Kto mógłby się temu sprzeciwić? 

Oto, czego ewangeliccy strażnicy nie powiedzą ci nawet w drobnym druku.

Kara śmierci, o której nigdy nie słyszałeś.

Z samego Talmudu, Sanhedrynu 57a, pochodzi następujące stwierdzenie: „Noachida [poganin], który przekroczy te siedem przykazań, zostanie stracony przez ścięcie”. Jest to autentyczne, skodyfikowane prawo talmudyczne. Majmonides sformalizował je w swoim autorytatywnym kodeksie prawnym z XII wieku, Miszne Tora, w rozdziale zatytułowanym Hilchot Melachim 9:14. Nigdy nie zostało ono uchylone ani zrewidowane przez autorytety rabiniczne. Talmud określa ścięcie głowy jako metodę egzekucji nie-Żydów, którzy naruszają przykazania Noachidów, a średniowieczny konsensus rabiniczny potwierdził to stanowisko.

Różnica w egzekwowaniu, która ujawnia hierarchię. Te same fragmenty Talmudu, które ustanawiają te prawa, stanowią również, że są one egzekwowane wobec nie-Żydów surowiej niż analogiczne prawa żydowskie wobec Żydów. Według Sanhedrynu 57a i Encyklopedii Talmudit, nie-Żyd ponosi odpowiedzialność za bluźnierstwo „nawet z jednym z boskich atrybutów”, podczas gdy Żyd ponosi odpowiedzialność za bluźnierstwo tylko wtedy, gdy wymawia w całości Niewypowiedziane Imię. 

Nie-Żyd ponosi odpowiedzialność za aborcję płodu, podczas gdy Żyd nie ponosi odpowiedzialności w tych samych okolicznościach. Goj odpowiada za kradzież „nawet mniejszą niż [grosz]”, podczas gdy prawo żydowskie wymaga kradzieży o określonej minimalnej wartości, aby ponieść odpowiedzialność.

Standardy proceduralne również się różnią. Goj może zostać skazany i stracony na podstawie zeznań jednego świadka, podczas gdy prawo żydowskie wymaga dwóch świadków w sprawach zagrożonych karą śmierci.

Goj nie wymaga ostrzeżenia przed egzekucją, podczas gdy prawo żydowskie wymaga, aby oskarżony został ostrzeżony bezpośrednio przed popełnieniem czynu i potwierdził otrzymanie ostrzeżenia. Talmud ustanawia dwupoziomowy system prawny z jednym zestawem standardów dla Żydów i bardziej surowym dla wszystkich innych.

Kto decyduje, co stanowi bałwochwalstwo? Nie ty decydujesz, czy twój kult stanowi bałwochwalstwo. Twój kościół nie decyduje. Twoja tradycja teologiczna nie decyduje. To autorytety rabiniczne podejmują tę decyzję.

Historycznie rzecz biorąc, wiele z nich orzekało, że chrześcijański kult trynitarny stanowi bałwochwalstwo na mocy pierwszego prawa Noachidów.

Średniowieczny autorytet Majmonides uważał chrześcijaństwo za problematyczne z punktu widzenia ścisłego monoteizmu. W ramach surowych ram noachidzkich, egzekwowanych przez sądy rabiniczne, ortodoksyjne chrześcijaństwo trynitarne mogło zostać uznane za naruszenie kary śmierci. Czcisz Jezusa jako Boga, a autorytety rabiniczne mogłyby orzec, że narusza to zakaz bałwochwalstwa. Przewidzianą karą jest śmierć przez ścięcie. 

To nie jest teoria spiskowa. To proste orzecznictwo talmudyczne, skodyfikowane przez autorytatywne źródła rabiniczne. Tymczasem większość Amerykanów nie ma pojęcia, że przez prawie pięćdziesiąt lat zorganizowana kampania zapewniła bezprecedensowe instytucjonalne uznanie prawa talmudycznego na najwyższych szczeblach amerykańskiego rządu. Operacja była systematyczna, dobrze finansowana i zadziwiająco skuteczna.

Operacja Dostępu do Białego Domu

Rabin Abraham Shemtov był stałym ambasadorem Schneersona w Waszyngtonie od lat 70. do 90-tych. XX wieku. Nie był okazjonalnym gościem, lecz stałym uczestnikiem. Jego rola była wyraźnie rozumiana w kręgach Chabadu jako „ambasadora Rebbego w Białym Domu”.

 Shemtov regularnie przewodził delegacjom Chabadu, spotykając się z urzędującymi prezydentami, i utrzymywał osobiste relacje z każdym prezydentem, od Richarda Nixona po Billa Clintona. W 1984 roku prezydent Reagan mianował go członkiem Narodowej Rady Doradczej ds. Edukacji Dorosłych. Z powodzeniem lobbował w Kongresie za uchwaleniem corocznych rezolucji „Dnia Edukacji USA” i zapewnił Schneersonowi Złoty Medal Kongresu w 1995 roku, czyniąc Schneersona pierwszym przywódcą religijnym, który kiedykolwiek otrzymał to wyróżnienie.

Nie była to okazjonalna kurtuazja międzywyznaniowa. Był to zinstytucjonalizowany dostęp na najwyższych szczeblach władzy, konsekwentnie utrzymywany przez dekady przez obie administracje, zarówno republikańską, jak i demokratyczną. Każdy prezydent od Jimmy’ego Cartera w 1978 roku wydawał coroczne proklamacje z okazji „Dnia Edukacji USA” ku czci Schneersona. Clinton chwalił program Noachidów. George W. Bush uhonorował spuściznę Schneersona. Obama wydawał proklamacje niezmiennie. Trump entuzjastycznie popierał tę tradycję. Biden to podtrzymał. 

Przez prawie pół wieku władza wykonawcza promowała talmudyczne prawo rabiniczne jako fundament moralny Ameryki, przy dwupartyjnym poparciu, a establishment ewangelicki nie zareagował.

Instytut Kodeksu Noachidów posiada oficjalny status konsultacyjny przy Radzie Gospodarczej i Społecznej ONZ. Upoważnia to organizację do udziału w posiedzeniach ONZ, do występowania na forach ONZ oraz do składania pisemnych oświadczeń organom ONZ. W listopadzie 2015 roku, w tym samym roku, w którym ONZ przyjęła Agendę 2030, Instytut zorganizował w siedzibie ONZ szczyt zatytułowany „Mobilizacja etyki kulturowej i religijnej na rzecz Agendy 2030”. Szczyt zgromadził przedstawicieli ONZ, przywódców religijnych różnych wyznań oraz przedstawicieli rządów, aby omówić integrację etyki religijnej z globalnymi celami rozwoju.

Ronald Perelman, mający miliardy dolarów i prezes MacAndrews & Forbes Holdings, jest osobistym uczniem rabina Abrahama Shemtova.

Schneerson osobiście nazywał Perelmana „swoim partnerem” w działalności charytatywnej. Perelman pełni funkcję krajowego przewodniczącego Amerykańskich Przyjaciół Lubawicz i jest głównym dobroczyńcą finansowym spraw Chabadu. Oto miliarder i finansista z wewnętrznego kręgu ruchu, który skutecznie lobbował na rzecz Prawa Publicznego 102-14. Udokumentowałeś dostęp instytucjonalny przez pięć dekad. Posiadasz status konsultacyjny ONZ. Masz proklamacje prezydenckie od każdej administracji. Śledź pieniądze, dostęp i pozycjonowanie instytucjonalne, a zobaczysz, że to głęboko, głęboko tkwi w globalnym aparacie władzy. 

TEOLOGICZNA TRUCIZNA

Jak wspomniano powyżej, człowiek, który otrzymał wszystkie te rządowe zaszczyty, którego nauki były chwalone przez prezydentów i zapisane w prawie federalnym, nauczał wyraźnie, że nie-Żydzi posiadają fundamentalnie niższe dusze i istnieją ostatecznie po to, by służyć Żydom. 

To jest fundamentalna teologia Chabadu. Tanja jest fundamentalnym tekstem chasydyzmu Chabadu, napisanym w 1796 roku przez założyciela ruchu. Schneerson nauczał na podstawie tego tekstu przez całe życie i nigdy mu nie zaprzeczył. 

Tanja naucza, że Żydzi posiadają dwie dusze: duszę zwierzęcą, jak wszyscy ludzie, oraz duszę boską, określaną jako „rzeczywisty fragment Boskości”. Poganie posiadają tylko jedną duszę, duszę zwierzęcą, i nawet ta dusza jest „z natury mniej święta niż ludzka dusza Żyda”. Tanja wyraźnie stwierdza o duszach pogan: „nie zawierają one żadnego dobra”. [To samo w Polsce głosi otwarcie Engelking, dawna kochanka Boniego. md]

Dalej czytamy: „Dusze narodów pogańskich pochodzą z trzech nieczystych kelipotów [skorup duchowej nieczystości]”. Z tomu Likkutei Sichos, zbioru wykładów Schneersona, pochodzą następujące bezpośrednie cytaty: „Różnica między Żydem a nie-Żydem wynika z powszechnego zwrotu: »Rozróżniajmy«. Mamy tu do czynienia z sytuacją całkowicie odmiennych gatunków.

1 428

Ciało osoby żydowskiej jest zupełnie innej jakości niż ciała wszystkich narodów świata”. I dalej: „Cała rzeczywistość nie-Żyda jest tylko marnością. „Całe stworzenie nie-Żyda jest tylko dla Żydów” (niektóre z nich wskazałem w Części 1 w zeszłym tygodniu). Nawet dobre uczynki nie-Żydów są podejrzane w tym kontekście. Stanowisko talmudyczne, potwierdzone w nauczaniu Chabadu, głosi, że „wszelka dobroczynność uczyniona przez nie-Żydów służy jedynie powiększeniu ich pychy”.

Nie-Żydzi nie mogą czynić prawdziwie dobrych uczynków, ponieważ ich dusze pochodzą z nieczystości. Nie jest to nauka jakiegoś marginalnego ekstremisty, którego Chabad odrzucił. Jest to teologia człowieka, który otrzymał podpisy wszystkich członków Kongresu na Narodowym Zwoju Honoru z 1983 roku, Złoty Medal Kongresu, coroczne proklamacje prezydenckie przez prawie pięćdziesiąt lat, pochwały Reagana jako przykład „wiecznej ważności” oraz federalne uznanie poprzez Ustawę Publiczną 102-14 podpisaną przez Busha.

A ewangelicy nie powiedzieli ani słowa. Ewangelicy (jak Mike Huckabee (na zdjęciu poniżej) współpracowali z Chabadem w inicjatywach międzywyznaniowych, a przywódcy ewangelikalni uczestniczyli w wydarzeniach z okazji Dnia Edukacji, a uczelnie chrześcijańskie gościły prelegentów Chabadu. Ci sami ochroniarze, którzy napisali czterdzieści artykułów o teologii islamskiej, nigdy nie ostrzegli swoich ludzi, że czczą przywódcę religijnego, który nauczał, że dusze pogan są z natury niższe i istnieją po to, by służyć Żydom.

obraz.png

Jak wyjaśniłem w Części I, wielu wyznawców Chabadu wierzy, że Schneerson jest Mesjaszem, nawet po jego śmierci w 1994 roku. Niektórzy uważają, że tak naprawdę nie umarł, lecz „zniknął” i pozostaje fizycznie obecny, lecz niewidzialny. Inni wierzą, że umarł, ale zmartwychwstanie. 

Artykuł w Haaretz z 2007 roku udokumentował wyznawców Chabadu, którzy wierzą, że Schneerson jest wcielonym Bogiem. Jeden z nich wyjaśniał: „Rebe jest połączeniem Boga i człowieka. Rebe jest Bogiem, ale jest też fizyczny”. 

Żółte banery w całym Izraelu do dziś głoszą: „Niech żyje Rebe Król Mesjasz na wieki”.

DLACZEGO JEST GORSZE NIŻ SZARIA

Ewangeliccy przywódcy spędzili dekady ostrzegając przed szariatem. Napisali książki o pełzającym szariacie, uchwalili antyszariatowe ustawodawstwo na szczeblu stanowym i zebrali fundusze na to zagrożenie. 

Prawo noachidzkie zyskało jednak w Stanach Zjednoczonych pozycję instytucjonalną, jakiej szariat nigdy nie zdołał osiągnąć, i pod kilkoma istotnymi względami stanowi jeszcze bardziej podstępne zagrożenie dla cywilizacji zachodniej. Szariat nie ma oficjalnego poparcia ze strony rządu USA. Spotyka się z aktywnym sprzeciwem prawnym; wiele stanów uchwaliło ustawy antyszariatowe, świadomość społeczna jest wysoka, a instytucje ewangelickie jednolicie się mu sprzeciwiają.

 Prawo noachidzkie uzyskało jednomyślne uznanie Kongresu na mocy dokumentu z 1983 roku podpisanego przez wszystkich członków i ustawy publicznej 102-14 z 1991 roku, proklamacji prezydenckich wydawanych corocznie przez prawie pięćdziesiąt lat przez każdą administrację, statusu konsultacyjnego ONZ, udokumentowanego dostępu do Białego Domu przez dekady, wsparcia finansowego miliarderów i zerowego sprzeciwu ewangelików. Strażnicy milczeli, podczas gdy wielu aktywnie uczestniczyło w obchodach Dnia Edukacji. Przejęcie instytucjonalne już nastąpiło.

Harmonia międzyreligijna. 

Oszustwo jest gorsze niż przejrzysty podbój, ponieważ przynajmniej w przypadku szariatu wiesz, z czym się mierzysz. Zgodnie z szariatem konwertyci osiągają pełną równość. Arab i muzułmanin z Nigerii stoją na równi przed prawem islamskim. System jest religijny, a nie rasowy

Prawo Noachidów opiera się na teologii duszy rasowej, zgodnie z którą Żydzi posiadają dusze boskie, a poganie jedynie dusze zwierzęce, skażone nieczystością. 

Nie można tego zmienić poprzez konwersję. Nawet poganie, którzy przechodzą na judaizm, są rozumiani w kategoriach kabalistycznych jako posiadający dusze pogańskie, które należy „dostosować”. Nie ma drogi do równości. System ustanawia stałą hierarchię opartą na urodzeniu, łącząc prawo religijne z determinizmem biologicznym.

Szariat ma wysokie standardy dowodowe dotyczące kary śmierci i szeroką ochronę proceduralną. Prawo Noachidów, skodyfikowane w Talmudzie, nakłada surowsze kary na pogan za identyczne czyny. Zgodnie z szariatem, interpretacja odbywa się w społecznościach muzułmańskich, gdzie islamscy uczeni debatują i rozwijają prawo. Zgodnie z prawem Noachidów, jedynie autorytety rabinackie mogą interpretować prawa obowiązujące nie-Żydów. Nie-Żydzi nie mają głosu. 

Szariat przyznaje chrześcijanom status „Ludu Księgi”. Chrześcijanie żyją jako dhimmi pod rządami islamu, które są podporządkowane i niesprawiedliwe, ale mogą praktykować chrześcijaństwo. Prawo Noachidów wtłacza chrześcijaństwo w kategorie talmudyczne.

 Twoja wiara jest albo akceptowalna, jeśli autorytety rabinackie przyznają wyjątek, albo jest bałwochwalstwem karanym śmiercią. Nie możesz powoływać się na autorytet Chrystusa. Otrzymujesz status, jaki przyznaje ci rabiniczna interpretacja.

Zwolennicy szariatu są szczerzy i mówią: „Zastąp swój system naszym”. Zwolennicy Noachidów twierdzą, że „twój system zawsze był nasz, po prostu o tym nie wiedziałeś”.

Prawo Publiczne 102-14 głosi, że Ameryka została „założona na” Siedmiu Prawach Noachidów. Jest to ewidentnie fałszywe. Cywilizacja zachodnia rozwinęła się z filozofii grecko-rzymskiej, teologii chrześcijańskiej i oświeceniowej teorii politycznej. Jednak twierdzenie to jest obecnie ujęte w prawie federalnym. Historyczna narracja została przepisana. To nie podbój, ale coś gorszego: twierdzenie, że podbój już się dokonał, a ty tego nie zauważyłeś.

NIEZGODNOŚĆ CYWILIZACYJNA.

Sedno konfliktu teologicznego polega na tym, że klasyczne chrześcijaństwo protestanckie naucza, że narody odpowiadają bezpośrednio przed Chrystusem. Wielki Nakaz Misyjny posyła uczniów do wszystkich narodów, aby nauczali je przestrzegać wszystkiego, co nakazał Chrystus. Chrystus ma pełnię władzy w niebie i na ziemi. 

Teologia noachicka naucza, że narody odpowiadają zgodnie z rabiniczną interpretacją Tory. Poganie są związani prawami ustanowionymi za pośrednictwem żydowskich kategorii przymierza. Autorytety rabiniczne definiują, co stanowi naruszenie.

To fundamentalny spór o suwerenność.

Kto ma prawo definiować uniwersalne prawo moralne? Chrystus czy rabini? Teologia chrześcijańska czy jurysprudencja talmudyczna? Nie można zaakceptować zarówno autorytetu Chrystusa, jak i równoległego systemu prawnego opartego na przymierzu, który pomija Chrystusa, by związać narody jurysdykcją rabiniczną. Kiedy moralne fundamenty twojej cywilizacji zostaną zredefiniowane jako zawsze talmudyczne, kiedy Kongres je ogłosi, kiedy prezydenci je proklamują, kiedy zostaną osadzone w prawie federalnym, nie masz do czynienia z hipotetycznym przyszłym zagrożeniem, lecz z dokonanym podbojem ideologicznym. Wielka Ewa*) szeroko mówi o pochodzeniu szariatu, ostrzega przed wpływami islamu, bije na alarm o zagrożeniach dla wolności religijnej i organizuje polityczny opór wobec obcych religijnych systemów prawnych.

*) „Big Eva” (skrót od Big Evangelicalism – „Wielki Ewangelikalizm”)
————————————————–

Ale jeśli chodzi o prawo Noachidów, otrzymujesz ciszę. Nie dostajesz żadnych artykułów od The Gospel Coalition analizujących prawo publiczne 102-14, żadnych rezolucji ERLC sprzeciwiających się federalnemu uznaniu prawa talmudycznego i żadnych felietonów Russella Moore’a ostrzegających kongregacje. Zamiast tego mamy pozytywny udział, ewangelikalnych przywódców obecnych na obchodach Dnia Edukacji, partnerstwa międzyreligijne z Chabadem i profesorów seminariów chwalących moralne przywództwo Schneersona. Strażnicy uznali, że krytyka czegokolwiek związanego z żydowskim przywództwem religijnym równa się antysemityzmowi. Filosemityzm stał się akceptowalną formą religijnej kapitulacji.

Ci sami przywódcy, którzy krzyczeli o uzyskaniu przez organizację islamską statusu konsultacyjnego ONZ, milczeli, gdy osiągnęła go organizacja noachicka. Kiedy ktoś dokumentuje instytucjonalne przejęcie i problemy teologiczne, strażnicy odpowiadają samym oskarżeniem: jesteś antysemitą, skoro w ogóle podnosisz te kwestie.

Oskarżenie działa jak klisza zamykająca myśl, która ucisza dociekania, zanim rozpocznie się analiza. Tak właśnie wygląda kontrolowana opozycja. Pasterze, którzy powinni bić na alarm, zamiast tego współpracują z tym, czemu rzekomo sprzeciwiają się w innych kontekstach. Podczas gdy teoretycy spiskowi gonią za fantazjami o gilotynach szariatu, urzędnicy rządowi USA podpisują się pod systemem prawnym fałszywej religii, która – ironicznie rzecz biorąc – obejmuje faktyczną dekapitację.

Pytanie nie brzmi, czy prawo Noachidów zostanie wdrożone jutro poprzez jakąś dramatyczną transformację. Pytanie brzmi, dlaczego zagraniczny religijny system prawny, który naucza o ontologicznej niższości nie-Żydów, zyskał większą legitymację instytucjonalną w USA niż jakikolwiek inny, podczas gdy ewangelikanie nie tylko milczeli, ale aktywnie uczestniczyli.

===========================================

Czytasz tę analizę, ponieważ niewielu innych ją opublikuje. My dokonaliśmy innego wyboru. Dlatego subskrybujesz I2I. To udokumentowana, dobitna analiza, której strażnicy zdecydowali, że ich odbiorcy nie powinni widzieć. Zasługujesz na to, by wiedzieć, co popierali twoi przywódcy, twierdząc, że bronią cywilizacji chrześcijańskiej.

Siedem przykazań Noachidów rządzi Ameryką [światem???]

Prawa Noachidów

Prawa Noachidów

Paul Craig Roberts  paulcraigroberts.org/the-noahide-laws

Czy słyszałeś kiedyś o Prawach Noachidów?   Prawdopodobnie nie. Oto one: dropbox.com/Feb-14.pdf

Nie, nie są one antysemicką teorią spiskową. Można je znaleźć w HJ Res 104, wspólnej rezolucji przyjętej przez Izbę Reprezentantów i Senat, a następnie podpisanej przez prezydenta George’a W. Busha, nadającej jej status prawa publicznego.  Wspomniany powyżej artykuł stwierdza, że ustawa ta podporządkowuje Amerykanów prawu żydowskiemu, które traktuje nie-Żydów z pogardą.

Według cytowanego powyżej artykułu, w żydowskich doktrynach rabina Menachema Schneersona, zwolennika HJ Res 104, nie-Żydzi są gorsi od Żydów i istnieją tylko po to, by im służyć. Nie-Żydzi mają jedynie dusze zwierzęce, w przeciwieństwie do dusz żydowskich, które „mają w sobie prawdziwy fragment Boskości”.

Autor artykułu dostrzega cywilizacyjną niezgodność między prawami Noachidów, zatwierdzonymi przez rząd USA, a chrześcijaństwem:

„Główny konflikt teologiczny między chrześcijaństwem a judaizmem jest następujący: klasyczne chrześcijaństwo protestanckie naucza, że narody odpowiadają bezpośrednio przed Chrystusem. Wielki Nakaz Misyjny posyła uczniów do wszystkich narodów, aby nauczali je przestrzegać wszystkiego, co nakazał Chrystus. Chrystus ma wszelką władzę w niebie i na ziemi.

Teologia noachicka naucza, że narody odpowiadają zgodnie z rabiniczną interpretacją Tory. Poganie są związani prawami ustanowionymi za pośrednictwem żydowskich kategorii przymierza. Autorytety rabini definiują, co stanowi naruszenie. (Tyle w kwestii historycznego mitu „wartości judeochrześcijańskich”).

„To fundamentalny spór o suwerenność. Kto ma prawo definiować uniwersalne prawo moralne? Chrystus czy rabini? Teologia chrześcijańska czy jurysprudencja talmudyczna? Nie można akceptować zarówno autorytetu Chrystusa, jak i równoległego systemu prawnego opartego na przymierzu, który pomija Chrystusa, by związać narody jurysdykcją rabiniczną. Kiedy moralne podstawy waszej cywilizacji zostaną zredefiniowane jako zawsze talmudyczne, kiedy Kongres je ogłosi, kiedy prezydenci je proklamują, kiedy zostaną osadzone w prawie federalnym, nie mamy do czynienia z hipotetycznym przyszłym zagrożeniem, lecz z dokonanym podbojem ideologicznym ”. dropbox.com/scl/fi/lr3uiu4482uvit2op3ifb/Feb-14

Zafascynowany twierdzeniami zawartymi w artykule, zbadałem prawa Noachidów. Istnieją, podobnie jak wspólna rezolucja Kongresu je popierająca, podobnie jak ich poparcie ze strony prezydentów Cartera, Reagana, obu Bushów, Clintona, Obamy, Bidena, a z pewnością także Trumpa, ponieważ lobby izraelskie wymaga rezolucji popierającej te prawa co roku.

Oto niektóre informacje uzyskane w wyniku moich badań:

Ustawa publiczna 102-14 (HJ Res. 104), uchwalona 20 marca 1991 r. i ustanowiona 26 marca 1991 r. „Dniem Edukacji USA”. Podpisana przez prezydenta George’a H.W. Busha, ta wspólna rezolucja uznała wagę wartości etycznych, w szczególności odwołując się do Siedmiu Praw Noachidzkich jako fundamentu cywilizacji, a jednocześnie oddając hołd wysiłkom edukacyjnym rabina Menachema Mendla Schneersona.

Rząd Stanów Zjednoczonych pod rządami prezydentów Reagana, Busha i Clintona stworzył, posługując się eufemizmem edukacji (na przykład Wspólna Rezolucja Izby Reprezentantów nr 173 i Ustawa Publiczna nr 102-14), podwaliny pod ustanowienie talmudycznych „sądów sprawiedliwości”, którymi mieli zarządzać uczniowie następcy Szneura Zalmana w Chabadzie, rabina Menachema Mendla Schneersona. rublev-museum.livejournal.com

Ustawa publiczna 102-14 pierwotnie była rezolucją HJ Res 104, wspólną rezolucją przyjętą przez Izbę Reprezentantów i Senat, a następnie podpisaną przez Prezydenta, co nadało jej status prawa publicznego . Wspólne rezolucje mogą stać się prawem publicznym po ich uchwaleniu, mając taką samą moc prawną jak ustawy. Określenie „prawo publiczne” potwierdza ich formalne uchwalenie. Rozbieżności wynikają z niezrozumienia procesów legislacyjnych lub terminologii. Zapoznanie się z oficjalnymi dokumentami Kongresu lub stronami internetowymi rządów pozwala na wyjaśnienie statusu i historii legislacyjnej ustawy. justanswer.com/5th-legal-opinion-needed-please-text-public-law

Czy Prawa Noachidów zostały uznane przez jakiekolwiek rządy? Przykazania Noachidów są uznawane przez przywódców w wielu krajach.   asknoah.org/have-the-noahide-laws-been-recognized-by-any-governments   

Uniwersalność tych zasad i ich globalne znaczenie zostały uznane w 1982 r. przez prezydenta Ronalda Reagana, gdy mówił o „wiecznej ważności Siedmiu Praw Noachidzkich [jako] kodeksu moralnego dla nas wszystkich, bez względu na wiarę religijną” (Proklamacja z okazji Narodowego Dnia Refleksji, 4 kwietnia 1982 r.).

Siedem lat później, w 1989 roku, prezydent George H.W. Bush nie tylko ogłosił, że te „wartości biblijne stanowią fundament cywilizowanego społeczeństwa”, ale także uznał, że „społeczeństwo, które ich nie uznaje lub nie przestrzega, nie może przetrwać”.

Zrozumiał, że te „zasady moralnego i etycznego postępowania, które stanowiły podstawę wszystkich cywilizacji, pochodzą częściowo z wielowiekowych Siedmiu Praw Noachidzkich”. I przy okazji zauważył ich pochodzenie: „Prawa Noachidzkie to w rzeczywistości siedem przykazań danych człowiekowi przez Boga, zapisanych w Starym Testamencie…” (Proklamacja 5956 – Dzień Edukacji, USA 1989 i 1990, 102 Stat. 3016, 14 kwietnia 1989 r.)

Zarówno Senat, jak i Izba Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych w 1991 roku, jednomyślnie i ponadpartyjnie, uznały, że ta „historyczna tradycja wartości i zasad etycznych… na których zbudowano nasz wielki Naród… stanowiła fundament społeczeństwa od zarania cywilizacji, kiedy znana była jako Siedem Praw Noachidzkich”. Kongres Stanów Zjednoczonych zrozumiał, że „najnowsze osłabienie tych zasad… doprowadziło do kryzysów, które nękają i zagrażają strukturze cywilizowanego społeczeństwa”. W związku z tym ostrzegali nas, że „bez tych wartości i zasad etycznych gmach cywilizacji stoi w poważnym niebezpieczeństwie powrotu do chaosu”. (Public Law 102-14, 102d Congress, 1. sesja, HJ Res. 104)

Inni światowi przywódcy przyłączyli się do apelu o dalsze przestrzeganie i znajomość tych praw. Na przykład Herman Van Rompuy, prezydent Unii Europejskiej, napisał (w lipcu 2014 r.), że dąży do większego „rozpowszechniania uniwersalnych wartości znanych jako Prawa Noachidów”, a generał dywizji Michael Jeffery, gubernator generalny Australii, ubolewając w liście z 2008 r. nad rozpadem rodzin oraz nadużywaniem narkotyków i alkoholu we współczesnym społeczeństwie, napisał, że wierzy, iż przestrzeganie fundamentalnych wartości Praw Noachidów może być antidotum na te bolączki społeczne. Wystarczy spojrzeć na spustoszenie, w którym żyjemy dzisiaj, aby uznać słuszność tych prawdziwych twierdzeń.

===========================

Komentarze PCR:

Dla mnie nie jest jasne, czy prawa Noachidów są niezależne od poglądów ich pomysłodawców na temat wyższości Żydów.

Wydaje się oczywiste, że wiele rządów USA uznało, że Stany Zjednoczone zostały zbudowane na fundamencie praw żydowskich. Czy te administracje prezydenckie rozumiały, co podpisują, czy też żydowscy sponsorzy kampanii twierdzili, że podpisanie tej petycji   przyniesie im ogromne żydowskie wsparcie finansowe i wiarygodny żydowski głos?   Czy reprezentacja syjonistyczna – neokonserwatyści z podwójnym obywatelstwem z administracji Reagana, Busha i innych – wykorzystała propagandę, że Izrael jest jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie i wiernym sojusznikiem Ameryki, aby zmusić Kongres i amerykańskich prezydentów do uchwalenia prawa, które implikuje moralne rządy Izraela nad Ameryką?

Czy Kongres i prezydenci USA oświadczyli, że Ameryka opiera się na prawie żydowskim, które definiuje nie-Żydów jako sługi Izraela? Jeśli tak, to czy nasi prezydenci zostali w to wmanewrowani, nie rozumiejąc tego?

Pytanie, które pozostaje, brzmi: czy religijne deklaracje, niezależnie od ich źródła, mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Czy musimy się martwić, jak religia w naszych czasach niewiary religijnej wystawia nas na dominację i ucisk ze strony Żydów?   Czy Żydzi w ogóle potrzebują wiary religijnej, by nami rządzić, skoro mają Holokaust, starannie pielęgnowany status ofiary i niewiarygodną moc swoich pieniędzy, by finansować amerykańskie kampanie polityczne, które decydują o tym, kto zasiada w Kongresie i Białym Domu?

Czy religia, podobnie jak wszystko inne, nie została wyparta przez siłę pieniędzy?

W XII wieku Alain z Lille oświadczył: „Teraz nie liczy się Cezar, liczy się tylko pieniądz”. 

Czyż nie tak wygląda nasza sytuacja dzisiaj?

Co się stało w Rzeszowie? Czy Konstytucja działa w majtkach?

Co się stało w Rzeszowie?

Stronazycia.

Groźny wyrok zapadł w ostatnich dniach w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie. Sąd nakazał szkole zwracanie się do ucznia żeńskim imieniem „Wiktoria”, gdyż młody chłopak uważał się za dziewczynę.

Sąd w swojej argumentacji wskazał na art. 30 Konstytucji RP, który gwarantuję ochronę godności człowieka. Proszę zwrócić uwagę na absurdalność tej logiki – zakłada ona, że godność ucznia została naruszona, gdyż został on nazwany… swoim własnym imieniem.

Sąd, ulegając presji radykalnej ideologii, zarzucił dyrekcji i nauczycielom „uporczywe misgenderowanie”, co w nowomowie aktywistów oznacza po prostu nazywanie człowieka jego imieniem, i zobowiązał szkołę do przeprosin oraz pokrycia kosztów procesu.

Na tym właśnie polega istota ideologii LGBT, która wdziera się do polskich szkół, polskiego systemu prawnego i sądownictwa – na zaprzeczeniu podstawowym, biologicznym faktom na temat tego, kim jest człowiek.

Chcę wesprzeć działania Fundacji ostrzegające Polaków przed tą ideologią

Ideologia ta usiłuje wmówić społeczeństwu, że prawda obiektywna nie istnieje, a rzeczywistość zależy wyłącznie od subiektywnych odczuć. Jeśli chłopak czuje się dziewczyną – wszyscy mają udawać, że nią jest. Jeśli ktoś czuje się „osobą niebinarną” – wszyscy mamy łamać zasady zdrowego rozsądku i języka polskiego, by nie urazić jego „tożsamości” (a raczej jej braku…).

To systemowe kłamstwo prowadzi do destabilizacji psychiki, zwłaszcza u ludzi młodych, oraz do utraty sensu życia. Tożsamość płciowa jest elementem tożsamości człowieka w ogóle. Skoro młody człowiek odrywa się od swojej biologicznej natury, to skąd ma wiedzieć kim jest?

Wprowadzanie chaosu w sferę płciowości niszczy fundamenty osobowości. Stąd właśnie bierze się tak duża liczba samobójstw, prób samobójczych i okaleczeń w środowisku osób identyfikujących się z LGBT. To nie „brak akceptacji” zabija nastolatki, ale kłamstwo, w którym każe się im żyć.

To, co stało się w Rzeszowie, ma znaczenie dla każdego rodzica i nauczyciela w całej Polsce. Wyrok stanie się wzorem postępowania dla szkół obawiających się drogi procesowej w podobnych sytuacjach. Dyrektorzy, chcąc uniknąć kosztownych procesów i nagonki medialnej, będą niejako przymuszani zwracać się do uczniów tak jak ci tego sobie zażyczą pod wpływem ideologii LGBT.

Mechanizm tego działania jest następujący:

Aktywiści LGBT za pomocą mediów społecznościowych (Facebook, Tik-Tok, Instagram, Youtube itp.) destabilizują psychikę uczniów, promując modę na „transpłciowość” i namawiają młodzież do aktywizmu. Zaczadzeni ideologią LGBT uczniowie otrzymują profesjonalną pomoc prawną od organizacji LGBT, które dzięki milionowym dotacjom otrzymywanym od wielkich korporacji, ambasad zachodnich państw i Unii Europejskiej, wynajmują drogie kancelarie prawne. Ich cel jest prosty: na drodze prawnej i sądowej zastraszać lokalne społeczności.

O tym, jak ten mechanizm terroru działa w praktyce, przekonał się niedawno młody wolontariusz naszej Fundacji, Samuel. Jak informowaliśmy w styczniu, Samuel był prześladowany w swoim liceum tylko za to, że zwrócił uwagę na absurdalną sytuację. Jeden z uczniów jego szkoły chodził po korytarzu w psiej obroży na szyi, do czego zachęcają aktywiści LGBT na tzw. „paradach równości”. W sprawie Samuela zostało zorganizowane specjalne zebranie na szkolnym korytarzu z udziałem wielu uczniów i nauczyciela. Jak relacjonuje Samuel:

„Padło do mnie pytanie o mój pogląd na temat ubioru w szkole. Odpowiedziałem, że nie rozumiem, dlaczego pewien uczeń chodzi po szkole z obrożą na szyi, co może kojarzyć się ze zwierzęceniem oraz tzw. paradami równości, gdzie aktywiści LGBT przebierają się w skórzane stroje psów. W odpowiedzi nauczycielka podeszła do mnie na środek z tym uczniem mającym obrożę na szyi i spytała się mnie, co mi się nie podoba w jego ubiorze. Odpowiedziałem, że obroża. Nauczycielka powiedziała, że ona nie ma nic przeciwko takiemu ubiorowi i nawet jeśli ten uczeń przyszedłby w całości przebrany za psa do szkoły, to jej by to nie przeszkadzało.”

Sytuacja ze szkoły Samuela oraz szkoły w Rzeszowie może się powtórzyć w każdej szkole w Polsce. Wyrok sądu w Rzeszowie daje paliwo kolejnym osobom do tego, aby dochodzić ideologicznych i deprawacyjnych żądań na drodze prawnej.

Co robić, aby się przed tym bronić?

Najważniejsza jest świadomość rodziców, którzy powinni wiedzieć co się dzieje i podejmować osobistą reakcję w swoim środowisku lokalnym. Rodzice muszą patrzeć dyrekcjom szkół na ręce, muszą interweniować, gdy w szkole ich dziecka pojawiają się aktywiści lub gdy szkoła ulega presji poprawności politycznej. Rodzice, nauczyciele oraz inne rodziny powinny też wspierać się nawzajem w wychowaniu i tworzyć środowiska wolne od ideologii.

Nasza Fundacja działa każdego dnia, aby tę świadomość kształtować. Pomagamy również rodzicom, którzy się do nas zgłaszają w obszarach takich jak:

– wybór właściwej szkoły dla dziecka,

– przejście na edukację domową,

– używanie smartfonów i elektroniki przez dzieci.

Pomagamy także rodzinom, których dzieci padły ofiarą ideologii LGBT – radzimy, kontaktujemy z ekspertami (godnymi zaufania kapłanami i psychologami).

Tworzymy również środowiska lokalne. W najbliższym czasie nasze publiczne akcje informacyjne i różańce odbędą się w kilkudziesięciu miastach Polski. Harmonogram i lokalizacje akcji można znaleźć na naszej stronie. Każdy może wziąć udział w tych akcjach i poznać na nich inne osoby ze swojej miejscowości, które myślą podobnie. Dzięki temu można wspierać się wzajemnie i pomagać sobie.

Jeżeli uważasz, że to co robimy jest słuszne, wesprzyj te działania. Nasza Fundacja nie ma wsparcia od wielkich korporacji i międzynarodowych koncernów. My możemy liczyć tylko na ludzi dobrej woli.

. PLN

. PLN

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667

Fundacja Pro – Prawo do życia,
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22,
05-800 Pruszków

Dla przelewów zagranicznych:
IBAN PL79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Kod BIC Swift: INGBPLPW

Prosimy o podanie w tytule wpłaty także adresu e-mail.

====================================

mail:

Sąd niby powołał się na konstytucję, a nie zrobił podstawowej rzeczy NIE USTALIŁ STANU FAKTYCZNEGO. Miał delikwenta przed sobą, więc powinien go wziąć w ustronne miejsce i sprawdzić co ma w gaciach/majkach. Dopiero potem orzekać.


Konstytucja o ile wiem nie działa w majtkach! Nie wiem, czy jest jakiś paragraf, który określa jak się powinno ustalać płeć dziecka. Czy wielotysięczna historia ludzi to za mało wobec psycholi, którzy zakładają takie sprawy jak ta w Rzeszowie? 
Pozdrawiam

Alina

MON chciało szkolić żołnierzy z genderyzmu. Obśmiano i oprotestowano. Wycofali.

MON chciało szkolić żołnierzy z genderyzmu.

Było to możliwe przez decyzję z czasów PiS.

Resort Kosiniaka-Kamysza wydał komunikat

18.02.2026 nczas/mon-chcialo-szkolic-zolnierzy-z-genderyzmu

Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz i LGBT. Obrazek ilustracyjny. Źródło: PAP/pixabay
NCZAS.INFO | Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz i LGBT. Obrazek ilustracyjny.

MON poinformowało o wycofaniu z programu szkoleń uzupełniających na ten rok tematykę genderową. To zasługa nagłośnienia medialnego.

„Blask Online” poinformował w poniedziałek, że żołnierze mają przejść szkolenie zatytułowane „Prawa człowieka i perspektywa gender w operacjach wojskowych”.

To wywołało sprzeciw wielu wojskowych. Jeden z żołnierzy powiedział anonimowo portalowi, że „nie ma to nic wspólnego z codzienną służbą”.

Po nagłośnieniu sprawy idiotyzm został odwołany.

„Szanowni Państwo, informujemy, że temat szkolenia uzupełniającego dot. gender na 2026 r. został zaproponowany przez Przewodniczącą Rady do Spraw Wojskowej Służby Kobiet i zatwierdzony przez Departament Kadr MON. Decyzją Ministra Obrony Narodowej punkt ten został wycofany z programu szkoleń uzupełniających na 2026 rok” – napisano w komunikacie MON.

„Przypominamy, że szkolenia takie mogą być organizowane na podstawie decyzji poprzedniego Ministra Obrony Narodowej – DECYZJA Nr 95/MON MINISTRA OBRONY NARODOWEJ z dnia 9 lipca 2020 r. w sprawie Metodyki szkolenia żołnierzy z przedmiotów 'Kształcenie obywatelskie’ oraz 'Profilaktyka i dyscyplina wojskowa’ (Dz.Urz.MON.2020.114 z dnia 14 lipca 2020 r.)” – podkreślono.

Latem 2020 roku szefem MON był Mariusz Błaszczak z PiS.

Dziś usłyszeliśmy, że w wojsku będą gender wprowadzać. Nie można poddawać się takim szantażom ludzi nierozumnych, którzy prowadzą do tego, żeby wypchnąć Stany Zjednoczone z Europy – skomentował Błaszczak, unikając meritum sprawy.

Sąd zmusza szkołę do kłamstwa


Fundacja Pro-Prawo do ŻyciaDzień dobry Panie Mirosławie.
Piszę do Pana, aby poinformować, że sąd w Rzeszowie prawomocnie nakazał szkole zwracanie się do chłopca żeńskim imieniem „Wiktoria”, gdyż uczeń uważa się za dziewczyną Co więcej, Sąd uznał, że nazywanie ucznia zgodnie z jego płcią to rzekome naruszenie godności człowieka, a szkołę zmuszono do przeprosin.

To niebezpieczny precedens, który otwiera drogę działaniom przeciwko szkołom w całej Polsce. Czy dyrektorzy i nauczyciele będą teraz zmuszani do uznawania ideologicznych absurdów?

W tekście na naszej stronie opisujemy kulisy tej sprawy oraz przypominamy historię naszego młodego wolontariusza Samuela, który spotkał się z podobną presją w swojej szkole: → Przeczytaj tekst na naszej stronie
Sprawa z Rzeszowa może teraz stać się wzorem dla aktywistów w szkołach na terenie całej Polski. Rodzice i nauczyciele powinni być świadomi tej sytuacji, aby móc odpowiednio reagować.

Dlatego zachęcam do przeczytania krótkiego tekstu, w którym wyjaśniamy również, co nasza Fundacja robi w tej sprawie i jakie działania podejmujemy w obronie uczniów i ich rodzin. Z wyrazami szacunku, 
Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życiaKRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Co oznacza Środa Popielcowa i dlaczego popiół?

Co oznacza Środa Popielcowa i dlaczego popiół?

Co oznacza Środa Popielcowa i dlaczego popiół?

polskakatolicka/co-oznacza-sroda-popielcowa-i-dlaczego-popiol

Wielki Post zaczynamy od posypania głów popiołem.

Środa Popielcowa nazywana jest również Popielcem lub Wstępną Środą. To dzień, kiedy w Kościele katolickim rozpoczyna się 40-dniowy okres Wielkiego Postu.

Zwyczaj posypywania głowy popiołem w naszej wierze katolickiej ma bogatą historię, głębokie znaczenie i bogatą symbolikę.

Zwyczaj ten zapoczątkowany został już we wczesnym średniowieczu, kiedy to skruszeni grzesznicy publiczni poddawali się czterdziestodniowej pokucie. Biskup błogosławił pokutne włosiennice oraz popiół, który – zgodnie z biblijną tradycją pokutną – wysypywano na ich głowy.

Z czasem wszyscy chrześcijanie, zarówno grzesznicy publiczni, jak i prywatni, zapragnęli skorzystać z tej praktyki. W 1091 r. papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele.

Środa Popielcowa jest pierwszym dniem okresu Wielkiego Postu, symbolizującym czterdzieści dni postu Chrystusa na pustyni. Przypada na czterdzieści sześć dni przed Wielkanocą, dlatego jest to święto ruchome — można je obchodzić od 4 lutego do 10 marca.

Popiół nałożony na czoło, wykonany z palm z Niedzieli Palmowej poprzedniego roku, jest błogosławiony, nasycany kadzidłem i nawilżany odrobiną wody święconej lub oleju jako środka wiążącego. Tak przygotowany popiół jest uznawany za sakramentalium.

Popiół jako sakramentalia

Chociaż sakramentalia nie udzielają łaski tak jak sakramenty, to są pewnym podobieństwem sakramentów, ponieważ są widzialnymi, dotykalnymi i słyszalnymi znakami, które pomagają przygotować nasze dusze do przyjęcia łaski.

I tak na przykład, kiedy wchodzimy do kościoła, zanurzamy palec w wodzie święconej i czynimy znak krzyża, korzystamy z sakramentu, wody święconej, aby wprowadzić się w stan modlitwy. Przy odpowiednim skupieniu i krótkiej modlitwie skruchy, woda święcona może nawet odpuścić grzech powszedni.

Kościół katolicki jest pełen sakramentaliów, świętych przedmiotów, słów i rytuałów, które możemy zobaczyć, dotknąć i usłyszeć, aby pomóc przekazać naszemu duchowi postawę otwartości na Łaskę.

Popiół używany w Środę Popielcową, któremu towarzyszą słowa 

„Pamiętaj: z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” oraz „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, 

wprowadza nas w stan pokuty i pokory, który jest postawą potrzebną do owocnego, pełnego Łaski Wielkiego Postu.

Przetłumaczony artykuł pochodzi ze strony www.americaneedsfatima.org

Reiner Fuellmich, Wybór terapeutyczny i cena wolności słowa

Reiner Fuellmich, Wybór terapeutyczny i cena wolności słowa

Autor: ICIC Law / Seba Terribilini

Reiner Fuellmich, Therapeutic Choice and the Price of Speech 

W relacjach rozpowszechnianych przez jego zwolenników, dr Reiner Fuellmich jest przedstawiany jako znany niemiecki prawnik, który w dobie COVID-19 wykorzystał swoją reputację eksperta od prawa konsumenckiego jako publiczną krucjatę – najbardziej widocznym przykładem jest „Komitet Śledczy ds. Koronawirusa”, platforma do przeprowadzania długich wywiadów, w której uczestniczyli naukowcy, lekarze, prawnicy i dysydenci z wielu krajów.

Ta widoczność stała się początkiem jego prawnego koszmaru. Sprawa, jak opisują media wspierające, nie jest przedstawiana jako rutynowy wewnętrzny spór, lecz jako zderzenie władzy politycznej z prawnikiem, który nie przestawał zadawać pytań. Główne zarzuty wobec niego, określane różnie jako nadużycie zaufania lub defraudacja funduszy, są przedstawione jako formalna podstawa zatrzymania.

Jego obrońcy twierdzą jednak, że ważniejszym problemem jest jego rola w kwestionowaniu oficjalnych narracji na temat pandemii, i opisują jego ściganie i zatrzymanie jako prześladowanie polityczne, a nie sprawę dotyczącą tego, co normalnie uznawano by za oskarżenia białych kołnierzyków.


Dr Reiner Fuellmich jest znany i szanowany na całym świecie za swoją pracę jako prawnik specjalizujący się w prawach konsumenta oraz za wygrane w ważnych procesach sądowych przeciwko korporacjom takim jak Volkswagen, Kühne & Nagel i Deutsche Bank. Był jednym z pierwszych, którzy dostrzegli, że środki podjęte w związku z COVID-19 są zbrodniami przeciwko ludzkości i wraz z trzema innymi prawnikami postanowił powołać Komitet Śledczy ds. Koronawirusa, aby zbadać działania rządów, instytucji publicznych i środowiska medycznego podczas tzw. „pandemii”.

Dzięki wyjątkowym wysiłkom śledczym i konsultacjom z ponad 150 naukowcami i ekspertami z całego świata, a także licznymi sygnalistami z firmy Pfizer, WHO, CDC i ONZ, zebrał on istotne dowody na to, co nazwał „największą zbrodnią przeciwko ludzkości, jaką kiedykolwiek popełniono”.

-Dr Robert Malone

Aby zapoznać się ze szczegółami przypadku Reinera, przeczytaj całą historię dr. Reinera Fuellmicha.

Niezależnie od tego, jaką etykietę zastosujemy, scenariusz jest teraz znany każdemu śledzącemu przypadki sprzeciwu w krajach Zachodu po 2020 roku: osoba publiczna staje się kontrowersyjna; uruchamia się mechanizm prawny; areszt tymczasowy wydłuża się; dostęp do komunikacji zawęża się; a osoba w centrum upiera się, że sam proces jest karą. Zwolennicy podkreślają warunki odosobnienia, długość i strukturę postępowania oraz szerszy kontekst, w którym Niemcy – i szerzej Europa – traktowały pewne formy sprzeciwu wobec medycyny i polityki jako coś bliższego zagrożeniu niż debacie.

Dlatego właśnie słyszeliście tę nazwę. A teraz o tym, co zmieniło się po ostatniej dużej aktualizacji, którą wielu z was zobaczyło w połowie 2025 roku.

Po 19 sierpnia 2025 r.: próby uciszenia, nowe oświadczenia i coraz liczniejszy chór

W październiku 2025 roku rozeszło się oświadczenie przypisywane Fuellmichowi, opisujące drastyczne zaostrzenie ograniczeń w jego możliwościach komunikacji. Według tego raportu, jego dostęp do telefonu został ograniczony do „dwóch połączeń po 20 minut tygodniowo”, z monitoringiem, a także podobno zabroniono mu podawania nazwisk osób powiązanych ze sprawą.

W tym samym transkrypcie Fuellmich przedstawił ograniczenia jako próbę pozbawienia go głosu w życiu publicznym. Jedno zdanie brzmi jak uderzenie młotkiem:

„Nie będę mógł już wydawać żadnych oświadczeń…”

Następnie przypisał naciski konkretnym podmiotom, zarzucając im współpracę między oskarżycielką a prokuraturą. Według jego słów (według transkrypcji) twierdził, że prokurator „napisał do tego więzienia, żeby mnie uciszyć” i że więzienie „musi wykonywać rozkazy”.

Jeśli intencja była cicha, nie okazała się skuteczna.

Do stycznia 2026 r. w kanałach wsparcia Fuellmich ponownie zaczęły krążyć dodatkowe  aktualizacje „poczty głosowej” , przedstawiane jako wiadomości „przed uciszeniem” – tytuł, który, celowo lub nie, czyta się jak ostrzeżenie na kurczącej się przestrzeni dla sprzeciwu.

Mniej więcej w tym samym okresie pojawiło się „nowe oświadczenie” przypisywane Fuellmichowi, utrzymane w tonie zarówno buntowniczym, jak i znużonym. Dwa zdania w szczególności oddają postawę człowieka, który wierzy, że otaczająca go machina ma na celu przełamanie wytrzymałości:

„Próba uciszenia mnie i nas wszystkich nie powiodła się”.

„Będziemy kontynuować.”

W międzyczasie poparcie dla Fuellmich skonsolidowało się w postaci odrębnego medialnego dzieła: składanki wideo „FREE REINER FUELLMICH” wyprodukowanej przez filmowca Philippe Carillo i Sebę Terribiliniego.

Lista uczestników ma znaczenie – nie dlatego, że sława coś udowadnia, ale dlatego, że sygnalizuje, jak Fuellmich stał się symbolem w szerszym ekosystemie wolności medycznej. Opublikowana lista uczestników obejmuje arcybiskupa Carlo Marię Viganò, senatora Queensland Malcolma Robertsa, Calina Georgescu, Mary Holland, Bryana Ardisa, Sucharita Bhakdiego, Andrew Bridgena, Paula Craiga Robertsa, Petera Koeniga, Celię Farber, Grega Reese’a i Johna O’Looneya – i wielu innych.

Innymi słowy: cokolwiek by nie myśleć o tezie Fuellmicha na temat okresu COVID, jego zwolennicy nie traktują jej jako sprawy lokalnego sądu niemieckiego. Traktują ją jako test dla zagwarantowanych praw demokracji.

Rdzeń koncepcyjny: wybór terapeutyczny, mowa i zdrowie wolnych społeczeństw

Zacznij od najprostszego ciągu logicznego – bo najprostsze ciągi są często najtrudniejsze do złamania.

A) Zwolennicy Fuellmicha twierdzą, że został zatrzymany, ponieważ walczył o wolność wyboru terapii.


W ich ujęciu sprawa jest następstwem jego nacisku na to, aby pacjenci i lekarze mieli możliwość rozważenia ryzyka, korzyści, niepewności i pojawiających się dowodów – bez scentralizowanego organu kryminalizującego odstępstwa.

Określenie „wybór terapeutyczny” brzmi klinicznie, wręcz biurokratycznie. Ale w istocie chodzi o wolność rozumowania w czasie rzeczywistym: o leczenie człowieka na oczach pacjenta, kierując się profesjonalną oceną, świadomą zgodą oraz „nauką i sumieniem” (by zapożyczyć stare europejskie sformułowanie). W praktyce ta wolność zależy od czegoś jeszcze bardziej podstawowego.

B) Wybór terapii jest nierozerwalnie związany z wolnością słowa.
Jeśli lekarze nie mogą otwarcie mówić o obserwacjach klinicznych, zdarzeniach niepożądanych, wczesnych hipotezach czy alternatywnych protokołach – jeśli nie mogą krytykować polityki bez profesjonalnego odwetu – wówczas „wybór” staje się mirażem. Nie można wybrać tego, o czym nie wolno mówić.

To nie jest abstrakcyjny punkt. W lutym 2025 roku, na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, wiceprezydent USA J.D. Vance wyraźnie ostrzegł, że wolność słowa w Europie jest „w odwrocie”, wskazując na rosnącą potrzebę kontrolowania dyskursu pod hasłem „pilnowania dezinformacji”.

To, czy ktoś zgadza się z jego poglądami politycznymi, nie ma tu znaczenia. Związek koncepcyjny jest bezpośredni: gdy mowa się zawęża, debata kliniczna się zawęża; gdy debata kliniczna się zawęża, wybór terapeutyczny zamienia się w nakaz.

Dlatego zwolennicy Fuellmicha interpretują jego ograniczenia komunikacyjne – monitorowanie rozmów, ograniczenia w zakresie podawania nazwisk urzędników, ostrzeżenia o „zakazach dalszych oświadczeń” – jako coś więcej niż administrację więzienną. Odczytują to jako nowoczesną europejską metodę „zabezpieczania” wypowiedzi w celu ochrony demokracji: nie należy z nią dyskutować – wystarczy ograniczyć ją do dwóch dwudziestominutowych okienek tygodniowo.

C) Argument „zdrowia” wykracza poza medycynę, obejmując politykę żywnościową.
Przesłanie Fuellmicha (i szerszy ekosystem wokół niego) wielokrotnie podkreślało, że długoterminowa odporność to nie tylko protokoły awaryjne i leki. Chodzi również o zdrowie metaboliczne i żywieniowe – profilaktykę, zdolność do samoleczenia oraz redukcję obciążenia chorobami przewlekłymi poprzez lepszą politykę żywieniową i edukację.

Jedno ze streszczeń sesji (RWM – link nie działa w pełni w USA) z jego platformy wywiadów wyraźnie podkreśla „profilaktykę i samoleczenie” poprzez „ukierunkowane odżywianie”, w tym „inicjowanie ketolizy” jako przykład strategii metabolicznej.

Nie trzeba romantyzować tego zjawiska, żeby dostrzec sedno sprawy: populacje z mniejszą liczbą przewlekłych chorób metabolicznych są mniej podatne na kryzysy; systemy, w których panuje otwarta debata, szybciej dokonują korekt; a społeczeństwa, które traktują odmienność poglądów jako patologię, z czasem stają się kruche – ponieważ tracą zdolność do samonaprawy, która jest podstawowym mechanizmem funkcjonowania demokracji.

Dokąd to prowadzi: MAHA, MEHA i sprawa zwana „Reiner”

W Stanach Zjednoczonych hasło „Make America Healthy Again” (MAHA) stało się skrótem dla szeroko zakrojonego ponownego skupienia się na zdrowiu metabolicznym, jakości żywności, profilaktyce chorób przewlekłych i sceptycyzmie wobec przejętych instytucji. Równoległy nurt w Europie, „MEHA”, „Make Europe Healthy Again”, miałby zaczynać się od tych samych trzech filarów:

1. zdrowsza dieta i polityka stawiająca na pierwszym miejscu profilaktykę,

2. wolność terapeutyczna oparta na świadomej zgodzie i osądzie klinicznym,

3. i podstawa, która sprawia, że pierwsze dwa są realne: wolność słowa.

W tym kontekście Fuellmich staje się kimś więcej niż oskarżonym. Staje się symbolem tego, co się dzieje, gdy społeczeństwo traktuje jawne śledztwo jako działalność wywrotową. A symbole mają znaczenie – nie dlatego, że zastępują dowody, ale dlatego, że pokazują, gdzie leżą linie podziału.

Zakończmy zatem kwestią ludzką, przedstawioną wprost.

Fuellmich jest człowiekiem, który zaryzykował i stracił swoją wolność, stabilność ekonomiczną i karierę, aby bronić podstawowych wolności: słowa, sumienia i prawa do wyboru metod leczenia, w warunkach, które określa jako karne i nacechowane politycznie.

Stany Zjednoczone, z ich architekturą konstytucyjną opartą na enumeratywnie określonych prawach, nie powinny uchylać się od takiego testu. Przejrzysty monitoring, uwaga opinii publicznej i pryncypialne naleganie na należyty proces to nie „zagraniczna ingerencja”. To właśnie są one winne sobie nawzajem wolne społeczeństwa – zwłaszcza gdy głos jest spychany w cień, jedna monitorowana rozmowa telefoniczna na raz.


Prevost i dwie pannice przy ołtarzu. Reklama adidasów?

Prevost i dwie pannice przy ołtarzu

Date: 17 febbraio 2026Author: Uczta Baltazara 2 Commenti

W niedzielę 15 lutego 2026, miała miejsce pierwsza Msza Święta odprawiona przez Prevosta w rzymskiej parafii; odbyła się w kościele Santa Maria Regina Pacis w nadmorskiej dzielnicy Ostia vaticannews/papa-leone-xiv-visita-parrocchia-ostia-messa-regina-pacis

W uroczystości uczestniczyły dwie ministrantki – przynajmniej jedna z nich nosiła trampki marki Adidas.

===============================================

Christopher Hale @ChristopherHale

For the first time during his pontificate, Leo XIV is being served by an altar girl. I’m a big fan of the Adidas sneakers she chose to wear for the occasion.

1,1 mln wyświetlenia

Mirosław Dakowski

Christopher Hale @ChristopherHale

I think this is great chance for an @Adidas @Pontifex collaboration.

Zdjęcie

Christopher Hale

====================================

===========================================================

============================

————————————-

Przypomnijmy, że akceptacja dziewcząt w prezbiterium jest etapem na drodze do realizacji jednego z największych marzeń synodalnych heretyków: święceń kapłańskich dla kobiet.

Jest zimno – bo jest ciepło!

Jest zimno – bo jest ciepło!

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl)    17 lutego 2026 michalkiewicz

Nie ma to, jak posłuchać fachowca – i oświeci i uspokoi. Kilka dni temu obejrzałem sobie rozmowę, jaką przeprowadził pan red. Jarosław Gugała ze specjalistką od walki ze zbrodniczym klimatem. Jak wiadomo, ludzkość, pod przewodnictwem Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, walczy ze zbrodniczym klimatem, który złośliwie się ociepla, co grozi spłonięciem „planety”, przeciwko czemu jeszcze niedawno protestowali przedstawiciele „Ostatniego Pokolenia”, którzy w tym celu przyklejali się do jezdni i czekali, aż policja ich odklei, a następnie zawiezie na rozmowę z obywatelem Tuskiem Donaldem, który ukoi ich lęki i powie, jak zapobiec ostatecznej katastrofie.

Teraz „Ostatniego Pokolenia” jakoś na jezdniach nie widać. Pewnie czeka, aż zaistnieją dogodniejsze warunki do protestowania, no bo jakże protestować w taki mróz? Przewidziała to jeszcze za głębokiej komuny szansonistka, wyśpiewując: „W taki mróz, w taki mróz, to nie pora na wyznania w taki mróz. W taki mróz!. W taki mróz, w taki mróz, przestań mówić, już zabraniam w taki mróz.” W piosence chodziło o wyznania miłosne – a cóż dopiero, gdyby ktoś chciał w taki mróz ocalać „planetę” przed ostateczną katastrofą?

Wróćmy jednak do specjalistki, która zasypała pana red. Jarosława Gugałę potokiem słów, a wobec tej lawiny nawet on, chociaż przecież z niejednego komina wygartywał, wydawał się bezradny. Również i ja, chociaż tylko słuchałem, nie bardzo rozumiałem, co właściwie specjalistka pragnie przekazać telewizyjnej publiczności. Trudność polegała na tym, że z jednej strony musiała podtrzymywać dogmat o globalnym ociepleniu, bo „zdecydowana większość” uchwaliła, że w nie wierzy – ale z drugiej strony – taki mróz i to nie tylko u nas, ale nawet w Ameryce!? Gdyby mróz był tylko u nas, no to sprawa byłaby względnie prosta. Można by wszystko zwalić na Putina, że dmucha na zimne w ramach klimatycznej, kremlowskiej dywersji – ale skoro fala mrozów nawiedziła Amerykę, to sprawa oczywiście szalenie się komplikuje. Ale w naszym fachu nie ma strachu, toteż po głębszym zastanowieniu, wydestylowałem z potoku słów pani specjalistki sens, który sprowadzał się do wyjaśnienia, że jest zimno, bo jest ciepło.

Ten przypadek podobny jest do opisanej przez Antoniego Słonimskiego postaci Mieczysława Limanowskiego, który wprawdzie w kołach teatralnych „uchodził za stuprocentowego dyletanta”, ale to nie przeszkadzało np. Juliuszowi Osterwie w poddawaniu się jego osobliwym interpretacjom. Oto pewnego razu na tak zwanej „czytanej” próbie sztuki w „Reducie” Limanowski wyjaśniał znaczenie spotkanego w tekście słowa „krowa”. – No cóż – powiedział – krowa, to znaczy mleko, mleko, to znaczy matka, no a matka, to znaczy ziemia. W tym miejscu sekretarka zwróciła uwagę, że „krowa”, to pomyłka, bo tak naprawdę w tekście sztuki było słowo „królowa”. Ale Limanowski spokojnie interpretował dalej: no cóż, królowa, to znaczy matka, matka, to znaczy mleko, a mleko, to znaczy ziemia. Takiemu nie dasz rady! – posumował obecny na próbie Słonimski. Bardzo możliwe, że z tych właśnie powodów prezydent Donald Trump nie zostawił suchej nitki na specjalistach od walki ze złowrogim klimatem, twierdząc, że to „oszustwo”, albo coś w tym rodzaju.

Więc chociaż spotkał nas, jak to zwyczajnie bywało za komuny, jeden z czterech kataklizmów, jakie regularnie nawiedzały nasz nieszczęśliwy kraj (wiosna, lato, jesień i zima), to przecież są i dobre wiadomości. Już nie mówię o wyjaśnieniu, że jest zimno, bo jest ciepło – bo przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do jeszcze bardziej karkołomnych wyjaśnień – ale o informacji o prawomocnym zakończeniu „polskiego wątku” sprawy pana Sławomira Nowaka. Został on mianowicie uniewinniony ze wszystkich fałszywych zarzutów, dzięki czemu obywatel Tusk Donald będzie mógł teraz obwozić go po wiecach Volksdeutsche Partei, żeby każdy mógł sobie obejrzeć, jak wygląda człowiek niewinny.

Takie rzeczy nie są u nas spotykane zbyt często, ale teraz, skoro pan Nowak uzyskał od niezawisłego sądu prawomocny certyfikat niewinności, to trzeba to chyba wykorzystać w działalności politycznej, bo – jak mówi poeta – „nie jest światło, by pod korcem stało, ani sól ziemi do przypraw kuchennych”. Wprawdzie ukraiński wątek sprawy pana Nowaka nie został chyba jeszcze prawomocnie wyjaśniony – ale jestem pewien, że obywatel Tusk Donald, podczas swojej najnowszej pielgrzymki do Kijowa i tę sprawę załatwi z wyrozumiałym prezydentem Zełeńskim, na którym podobno psy wiesza piękna ongiś Julia Tymoszenko – obecnie w areszcie wydobywczym pod zarzutami korupcyjnymi.

Gdyby obywatelu Tusku Donaldu zabrakło w tej rozmowie argumentów na korzyść pana Nowaka, to w czynie społecznym przypominam fragment „Posłania do narodów Europy Wschodniej” uchwalonego przez Zjazd Solidarności jesienią 1981 roku: „głęboko czujemy wspólnotę naszych losów”. Jestem pewien, że prezydent Zełeński słysząc te słowa, wspomni nie tylko na piękną ongiś Julię Tymoszenko, ale i na Timura Mindycza, a przede wszystkim – na Andrzeja Jermaka, który gdzieś przepadł bez śladu na froncie wschodnim.

Tymczasem fala mrozów przyczyniła się również do wzbogacenia rewolucyjnej teorii. Oto w Jaroszowej Woli w powiecie piaseczyńskim, wykoleiło się osiem cystern z olejem napędowym. Pociąg jechał ze Szczecina do Chełma, co świadczy o tym, że olej napędowy musiał zostać załadowany w szczecińskim porcie. A skąd się tam znalazł? To tajemnica, której chyba nikomu wyjawić nie wolno, bo po zdemaskowaniu rosyjskiego szpiega w Ministerstwie Obrony Narodowej obywatel Tusk Donald zobligował obywateli do wzmożonej czujności, a w tej sytuacji tylko patrzeć, jak Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zacznie wykrywać ruskich szpiegów pod każdym krzakiem, tak jak do tej pory wykrywał antysemitników i nienawistników – a nienawistne sądy już czekają, żeby sypnąć im piękne wyroki i w ten sposób wyrównać proporcje między skazanymi a uniewinnionymi.

A przecież na Ośrodku świat się nie kończy, więc obywatele wezwani do wzmożonej czujności, też będą chcieli się wykazać. Ale nie wybiegajmy zbyt daleko w przyszłość, bo przecież chodzi o wzbogacenie rewolucyjnej teorii, która dopiero później zostanie przełożona na rewolucyjną praktykę. Otóż przy okazji tej katastrofy wyjaśniło się, że jej przyczyną była „dywersja klimatyczna”. Najwyraźniej służby, mimo intensywnych – w co nie wątpię – poszukiwań, nie natrafiły w okolicach torowiska ani na paszporty „obywateli Ukrainy” w służbie Putina, ani na inne ślady prowadzące po nitce do kłębka, więc nie było innej rady, jak wzbogacić rewolucyjną teorię o nowy rodzaj dywersji – dywersję klimatyczną.

Nie da się ukryć, że ten wynalazek rzuca nowe światło na świętą sprawę walki ze złowrogim klimatem, który najwyraźniej poczuł się przez ludzkość przyparty do muru i zaczął walczyć z ludzkością.

Stanisław Michalkiewicz

Rozpoczyna się Wielki Post – czas nawrócenia i pokuty

Rozpoczyna się Wielki Post – czas nawrócenia i pokuty

pch24.pl/rozpoczyna-sie-wielki-post-czas-nawrocenia-i-pokuty

Wielki Post to czas czterdziestodniowego przygotowania do najważniejszej chrześcijańskiej uroczystości – Wielkanocy, czyli Świąt Paschalnych. Okres ten rozpoczyna Środa Popielcowa, natomiast kończy liturgia Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowana w Wielki Czwartek, w tym roku obchodzony 2 kwietnia. W orędziu na tegoroczny Wielki Post papież Leon XIV zachęca: „Zacznijmy rozbrajać nasz język, rezygnując z ostrych słów, pochopnych osądów, mówienia źle o nieobecnych, którzy nie mogą się bronić, oraz unikając oszczerstw”.

W Środę Popielcową, na znak żałoby i pokuty, głowy wiernych obecnych na Eucharystii zostaną posypane popiołem. Popiół ten, powinien pochodzić z zeszłorocznych palm poświęconych w Niedzielę Palmową. Należy pamiętać, że tego dnia obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post ścisły (można spożyć trzy posiłki w ciągu dnia, w tym tylko jeden do syta). Reguła dotycząca wstrzemięźliwości dotyczy wiernych powyżej 14. roku życia, a post ścisły, osoby pełnoletnie, aż do 60. roku życia.

Chociaż w tym dniu nie ma natomiast obowiązku uczestniczenia we Mszy św., Kościół zaleca jednak udział w liturgii, ze względu na pokutny charakter dnia rozpoczynającego Wielki Post. Obrzędowi posypania głów popiołem towarzyszą słowa: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”.

Wielki Post jest przede wszystkim czasem pokuty i nawrócenia. Wspominając słowa Chrystusa, Kościół na ten okres przypomina trzy drogi przybliżenia się do Boga: post, jałmużnę i modlitwę.

W Piśmie Świętym liczba 40, stanowi wyraz pewnej dłuższej całości, czasu przeznaczonego na jakieś konkretne zadanie człowieka lub zbawcze działanie Boga. W Wielkim Poście Kościół odczytuje i przeżywa nie tylko czterdzieści dni spędzonych przez Jezusa na pustyni na modlitwie i poście przed rozpoczęciem Jego publicznej misji, ale i trzy inne wielkie wydarzenia biblijne: czterdzieści dni powszechnego potopu, po których Bóg zawarł przymierze z Noem; czterdzieści lat pielgrzymowania Izraela po pustyni ku ziemi obiecanej; czterdzieści dni przebywania Mojżesza na Górze Synaj, gdzie otrzymał on od Jahwe tablice Dekalogu.

W tym czasie dominującym kolorem szat liturgicznych jest fiolet, oprócz czwartej niedzieli (jeśli jest taki zwyczaj w danej parafii), kiedy kapłani przywdziewają róż, oraz niedzieli Męki Pańskiej (zwanej Palmową), gdy zakładają szaty czerwone.

Liturgia w Wielkim Poście jest wyciszona – podczas Eucharystii nie śpiewa się hymnu „Chwała na wysokości Bogu” (z wyjątkiem przypadających w Wielkim Poście uroczystości, np. św. Józefa – 19 marca, czy Zwiastowania Pańskiego – 25 marca) oraz aklamacji „Alleluja”, którą zastępuje „Chwała Tobie, Królu wieków” albo „Chwała Tobie, Słowo Boże”. Inaczej wygląda także Liturgia Godzin – nie odczytuje się hymnu „Ciebie, Boga, wysławiamy”, opuszcza się także zawołanie „Alleluja”.

Ołtarze nie są w tym czasie ozdabiane kwiatami. W wielu kościołach obowiązuje zwyczaj ustawiania krzyża, by wierni mogli ucałować rany Chrystusa.

Wyjątkowym dniem, w którym nie obowiązują wymienione zastrzeżenia, jest Niedziela Laetare (łac. „Wesel się”), przypadająca w IV Niedzielę Wielkiego Postu.

Okresy i dni pokuty są w Kościele katolickim specjalnym czasem ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi, m.in. poprzez inicjowanie dzieł charytatywnych i misyjnych. W czasie Wielkiego Postu wierni mają powstrzymywać się od uczestnictwa w zabawach. To czas medytacji nad Męką Chrystusa, czemu służą specjalne wielkopostne nabożeństwa, np. Droga Krzyżowa, czy Gorzkie żale.

Zalecany jest też udział w rekolekcjach, pomagających dobrze przeżyć czas przygotowania do Paschy. Rekolekcje (łac. recolligere – zbierać na nowo) – to kilkudniowy okres poświęcony odnowie duchowej poprzez modlitwę, konferencje oraz spowiedź, by znowu zbierać – w głowie i w sercu – bogactwo chrześcijańskiej wiary. Nauki te mogą być otwarte lub zamknięte. Pierwsze to typowe rekolekcje parafialne w Kościele, które trwają zwykle cztery dni, wliczając niedzielę. W tym czasie głoszone są specjalne rekolekcyjne kazania; zazwyczaj jest także okazja do spowiedzi. Rekolekcje zamknięte, czyli wyjazdowe, są trochę dłuższe i odbywają się zwykle w ośrodkach rekolekcyjnych. Wierni, którzy nie mogą uczestniczyć w nich fizycznie mogą wykorzystać możliwość, którą dają środki masowego przekazu: rekolekcje radiowe, internetowe, czy na Facebooku.

Wielki Post jest także okresem przygotowania katechumenów do chrztu. Każda niedziela wprowadza w kolejne tajemnice wiary, a na Wielkanoc podczas Wigilii Paschalnej udzielany jest chrzest.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przygotowanie do świąt Zmartwychwstania trwało tylko czterdzieści godzin. W późniejszym czasie przygotowania zabierały cały tydzień, aż wreszcie około V w. czas ten wydłużył się. Po raz pierwszy o poście trwającym czterdzieści dni wspomina św. Atanazy z Aleksandrii w liście pasterskim z okazji Wielkanocy z 334 r.

Wielki Post kończy się w Wielki Czwartek, kiedy to katolicy rozpoczną obchody Triduum Paschalnego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Niedziela Wielkanocna przypada w tym roku 4 kwietnia.

W Orędziu na tegoroczny Wielki Post, papież Leon XIV wskazuje, że post to nie tylko wstrzemięźliwość od pokarmów, lecz ćwiczenie się w porządkowaniu pragnień i uczenie się odpowiedzialności za bliźnich. „Zacznijmy rozbrajać nasz język, rezygnując z ostrych słów, pochopnych osądów, mówienia źle o nieobecnych, którzy nie mogą się bronić, oraz unikając oszczerstw” – zachęca papież w orędziu zatytułowanym: „Słuchać i pościć. Wielki Post jako czas nawrócenia”.

Starajmy się nauczyć się ważyć słowa i pielęgnować uprzejmość: w rodzinie, wśród przyjaciół, w miejscach pracy, w mediach społecznościowych, w debatach politycznych, w środkach przekazu, we wspólnotach chrześcijańskich. Wtedy wiele słów nienawiści ustąpi miejsca słowom nadziei i pokoju” – apeluje Leon XIV.

Źródło: KAI