USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

Escobar: USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

USA kontra BRICS: Globalna walka o władzę, której nikt nie może ignorować – to tytuł wywiadu, którego znany analityk geopolityki Pepe Escobar udzielił sędziemu Andrew Napolitano 18 marca 2026 r. w programie Judging Freedom.

W obliczu gwałtownej eskalacji na Bliskim Wschodzie Escobar analizuje wybuchową sytuację i jej dalekosiężne konsekwencje dla porządku światowego.

Konflikt między USA a sojuszem BRICS osiągnął nowy, niebezpieczny poziom. Podczas gdy Zachód, na czele z USA i Izraelem, podejmuje działania militarne przeciwko Iranowi, wielobiegunowy projekt BRICS rozpada się od wewnątrz.

Escobar kreśli ponury obraz: atak na irańską cywilną infrastrukturę energetyczną oznacza przejście do wojny totalnej, która może wtrącić światową gospodarkę w otchłań.

Ostateczna eskalacja: atak na South Parks

Escobar stanowczo podkreśla, że ​​ostatnie wydarzenia stanowią punkt, z którego nie ma powrotu.

Izrael – wspierany i pod presją Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – wspólnie z USA zbombardował rafinerię na złożu gazu South Pars, największym na świecie złożu gazu. Złoże to jest współdzielone przez Iran i Katar (North Dome).

Atak nie był wymierzony w cele wojskowe, lecz w cywilną infrastrukturę energetyczną. Escobar interpretuje to jako próbę gospodarczego i politycznego upadku państwa irańskiego.

Iran zareagował natychmiast, wydając nakaz ewakuacji licznych obiektów energetycznych w Zatoce Perskiej i grożąc odwetem: atakiem objęte mają zostać rafinerie w Arabii Saudyjskiej (np. Samref i Jubail), pole gazowe Al-Hosn w Emiratach Arabskich, kompleks petrochemiczny Mesaieed (powiązany z Chevronem) oraz rafinerie Ras Laffan (fazy 1 i 2) w Katarze – w tym największy na świecie terminal eksportowy gazu.

Escobar cytuje irańskie źródła: „Jesteśmy gotowi na wojnę totalną”.

Ceny ropy naftowej już wcześniej przekraczały 150 dolarów za baryłkę; eksperci spodziewają się cen na poziomie 200 dolarów lub więcej.

Escobar twierdził, że USA i Izrael ignorują globalne konsekwencje gospodarcze. Ich cel: zniszczenie wszystkich struktur oporu w Iranie.

Poprzednie próby, takie jak zamachy (np. na ajatollaha Chameneiego) lub bombardowania, nie powiodły się z powodu zdecentralizowanej irańskiej „strategii mozaikowej”, która nie naruszała podziemnych baz rakietowych i dronów. [Ani 31 niezależnych (w razie napaści) dowódców okręgów wojskowych md]

Aby zapewnić ciągłość, mianowano nowych przywódców, takich jak Saeed Jalili (były szef programu nuklearnego).

Bez drogi powrotnej: Cena wojny totalnej

Escobar ostrzega: To już nie jest ograniczony konflikt.

Iran od dawna domagał się wycofania wszystkich amerykańskich baz wojskowych z Azji Zachodniej, reparacji i rozwiązania problemu Libanu jako warunków zawieszenia broni.

Negocjacje zakończyły się fiaskiem; specjalny wysłannik USA Steve Witkoff wysyłał SMS-y do irańskiego ministra spraw zagranicznych, ale bezskutecznie.

Trump wydaje się być „poza rozsądkiem” i „całkowicie kontrolowany” przez „logikę psychozabójcy”, a jego siłą napędową jest rozpacz po nieudanych planach.

Gospodarka światowa stoi w obliczu katastrofy: wojna energetyczna w Zatoce Perskiej zniszczyłaby łańcuchy dostaw, spowodowałaby gwałtowny wzrost inflacji i wzrost cen benzyny w USA do 150 dolarów za galon.

Cieśnina Ormuz: Iran wprowadza nowe zasady

Iran nie blokuje cieśniny Ormuz całkowicie, a wręcz ją reorganizuje.

Escobar opisuje system „poboru opłat”: tankowce płacą w petrojuanach (nie dolarach), kontaktują się z irańskimi władzami i płyną blisko irańskich wód terytorialnych.

Pakistański tankowiec (Karaczi) niedawno dokonał tego pomyślnie – zapłata w Petro-Yuan, cło na rzecz Iranu, trasa wzdłuż granicy irańskiej.

Mogłoby to potencjalnie przynieść Iranowi 70 miliardów dolarów rocznie i jeszcze bardziej zmarginalizować dolara amerykańskiego.

BRICS w kryzysie: zdrada i upadek

Istota tytułu: Konflikt USA kontra BRICS.

Escobar, który sam pochodzi z kraju BRICS, uważa, że ​​sojusz jest „w głębokiej śpiączce”.

Indie pod rządami Modiego „zdradziły wszystkie ścieżki” dla BRICS:

  • Modi uległ naciskom Trumpa i zmniejszył import rosyjskiej ropy, powracając później do pierwotnego planu – ale teraz Rosja nie przyznaje żadnych zniżek, jedynie ceny spot.
  • 48 godzin przed „uderzeniem dekapitacyjnym” przeciwko Iranowi (28 lutego 2026 r.) Modi odwiedził Izrael, nazywając go „ojczyzną”, a Indie „ojczyzną” – otwartym sojuszem z „Syndykatem Osi”.

Powody: transakcje zbrojeniowe z Izraelem, ideologiczna bliskość suprematyzmu hinduistycznego i syjonizmu, interesy finansowe indyjskich elit.

Escobar: „Jeśli to nie jest zdrada, to co nią jest?”

Arabia Saudyjska i Emiraty (członkowie BRICS) podburzyły Trumpa przeciwko Iranowi – należy je wykluczyć.

BRICS mógłby przetrwać bez Indii, najlepiej poprzez zawieszenie lub upomnienie (np. ze strony Ławrowa). Jednak uprzejmość (zwłaszcza ze strony Rosji) temu zapobiega.

BRICS jako nadzieja na wielobiegunowy porządek świata jest „martwy” – przynajmniej do następnego szczytu w Indiach.

Perspektywy: Świat na krawędzi

Escobar podsumowuje pesymistycznie: Nikt nie śpi tej nocy.

Konflikt grozi zniszczeniem światowych zasobów energii, dalszym osłabieniem dolara i rozpadem BRICS.

Iran jest przygotowany na asymetryczne, zmasowane ataki na amerykańsko-izraelskie bastiony. USA stawiają wszystko na zmianę reżimu – ale Iran trzyma się mocno.

Wywiad ten pokazuje, że konflikt pomiędzy USA i BRICS nie jest już abstrakcyjną koncepcją.

Objawia się to bombami na polach gazowych, gwałtownym wzrostem cen i zrywaniem sojuszy.

Wizja wielobiegunowa umiera – albo wyłania się na nowo z chaosu.

Następne godziny i dni zadecydują, czy świat pogrąży się w niekontrolowanej wojnie energetycznej i gospodarczej.

Escobar: Iran zmierza ku totalnej wojnie przeciwko kultowi zmarłych

Escobar: Iran zmierza ku totalnej wojnie przeciwko kultowi zmarłych.

Pepe Escobar

Paraliż strukturalny. Starannie zaprogramowany. Nie do zatrzymania. Już w toku.

Atak na irańskie pole gazowe Południowy Pars – największe na świecie – stanowi ostateczną eskalację.

Neokaligula, w swoim typowym tchórzliwym i pyskatym „prawdopodobnie społecznym” trybie, desperacko próbuje zrzucić winę na kult śmierci w Azji Zachodniej i uwolnić się od wszelkiej odpowiedzialności: twierdzi, że Izrael zaatakował Południowy Pars „z gniewu” i że USA „nic nie wiedziały o tym konkretnym ataku”. Katar „w żaden sposób nie był w to zamieszany”. Iran zaatakował katarski gaz ziemny w odwecie „opierając się na fałszywych informacjach wywiadowczych”.

To wszystko? Czy mamy po prostu dalej tańczyć?

Raczej nie. Przeciwnie, kult śmierci otwarcie wykorzystał syjonistyczne media w USA, aby przedstawić całą sprawę jako wspólną operację – wciągnąć imperium chaosu i grabieży jeszcze głębiej w aroganckie bagno; wpędzić je w totalną wojnę energetyczną o niszczycielskich konsekwencjach; i całkowicie nastawić petromonarchiczne państwa Zatoki Perskiej przeciwko Iranowi (które już wcześniej podjęły działania przeciwko Iranowi, zwłaszcza Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar).

NeoKaligula może się chwalić, ile chce. Ale oczywiste jest, że operacja o takiej wrażliwości i skali – jako sposób wywierania presji na Teheran – wymaga głębokiego zaangażowania ze strony CENTCOM-u i aprobaty prezydenta.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada zatem, że Waszyngton po raz kolejny traci kontrolę nad własną polityką zagraniczną – jeśli kiedykolwiek ją miał.

Wszyscy zaangażowani w konflikt aktorzy, których niezdolność do czytania szachownicy została wielokrotnie udowodniona, najwyraźniej wierzyli, że Teheran ugnie się po ataku na jego krytyczną infrastrukturę energetyczną.

Jak można było przewidzieć, reakcja Iranu była dokładnie odwrotna: ostra eskalacja. Lista celów kontrataku została natychmiast opublikowana i ma być ściśle przestrzegana, począwszy od katarskiej rafinerii Ras Laffan.

Obserwuj obiekty LNG

Można by sądzić, że NeoKaligula próbuje zdystansować się od niekontrolowanego, całkowicie zdesperowanego kultu śmierci, potencjalnie oferując Teheranowi drogę ucieczki, a jednocześnie przyznając, że zniszczenie Południowego Parsu miałoby katastrofalne skutki, jednocześnie zobowiązując się do „masowego zniszczenia” Południowego Parsu (nie należy oczekiwać spójności umysłu od szalonego, megalomańskiego, narcystycznego gangstera).

W tragedii w South Pars stawką są instalacje LNG („pociągi”).

Pociąg” składa się z komponentów do przetwarzania, oczyszczania i konwersji gazu ziemnego na LNG. Nazwa ta wynika z faktu, że urządzenia – zwłaszcza systemy sprężarek – są zorganizowane sekwencyjnie w celu przemysłowego przetwarzania i skraplania gazu ziemnego.

Projekt Qatar 2 w dużej rafinerii Ras Laffan był koordynowany przez Chiyoda i Technip, japońsko-brytyjskie joint venture. To samo dotyczy obiektów 4 i 5, które należą do największych instalacji LNG na świecie.

Obiekty te są obsługiwane przez Qatar Gas, ExxonMobil, Shell i ConocoPhillips. W rzeczywistości są to obiekty powiązane z Ameryką i Zachodem – a zatem, z irańskiej perspektywy, legalne cele.

Na świecie jest tylko 14 takich obiektów – i nie będzie przesadą stwierdzenie, że zachodnia „cywilizacja” jest od nich zależna. Wymiana jednego z nich zajmuje od 10 do 15 lat. Wszystkie 14 obiektów znajduje się w zasięgu irańskich pocisków balistycznych i hipersonicznych. Przynajmniej jeden z nich został podpalony podczas irańskiego kontrataku. Sytuacja jest więc tak poważna.

Pierwsza wojna totalna z udziałem zaawansowanych technologii w Azji Zachodniej

Eskalacja konfliktu w Południowym Parsie była nieunikniona po tym, jak nowe zasady ustanowione przez Iran w Cieśninie Ormuz rozwścieczyły syndykat Epsteina.

To nie potencjał militarny irańskich dronów i pocisków, a raczej panika zachodnich ubezpieczycieli skutecznie zablokowała drogę. Później Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił, że droga jest otwarta dla Chin, dla innych państw negocjujących – takich jak Bangladesz – oraz dla państw Zatoki Perskiej, które wydaliłyby ambasadorów USA.

W końcu wprowadzono nowe zasady. Działają one następująco:

  • Jeśli Twój ładunek został sprzedany w Petroyuan, możesz mieć prawo do bezpłatnego przewozu.
  • Musisz zapłacić opłatę.
  • Dopiero wtedy możesz przejść – wzdłuż irańskich wód w pobliżu wyspy Keshm, a nie środkiem drogi.

Irański minister spraw zagranicznych Araghchi jasno i jednoznacznie stwierdził: „Po wojnie opracujemy nowe mechanizmy dla Cieśniny Ormuz. Nie pozwolimy naszym wrogom korzystać z tego szlaku wodnego”. Cokolwiek się stanie dalej, Cieśnina Ormuz będzie odtąd miała stały punkt kontrolny pod irańską kontrolą.

Profesor Fouad Azadi, którego miałem przyjemność spotkać w Iranie lata temu, stwierdził już, że w przyszłości statki będą musiały płacić 10% cło. Mogłoby to generować do 73 miliardów dolarów rocznie – wystarczająco dużo, aby zrekompensować szkody wojenne i sankcje USA.

Iran jest już w trakcie czegoś, co można w zasadzie określić jako pierwszą w Azji Zachodniej totalną wojnę z udziałem zaawansowanych technologii.

Jak wyjaśniają irańscy analitycy, strategicznie oznacza to mnóstwo nowych koncepcji.

Po pierwsze, „Wielkie Ograniczenie”, realizowane za pomocą wysoce precyzyjnej strategii wyniszczania. Cel przesunął się z Sił Obronnych Izraela (IDF) na zniszczenie izraelskiej infrastruktury cywilnej.

Następnie mamy „łamacza tarcz o prędkości 16 Machów” – z technologicznie najlepszymi modelami Khorramshahr-4 i Fattah-2, które osiągają prędkość 16 Machów (5,5 km/s).

Oznacza to, że podczas gdy wróg wciąż próbuje obliczyć trajektorię przechwycenia, głowica już uderzyła. Prowadzi to do „paradoksu obrony o sumie zerowej”: Izrael wydaje miliony na obronę – praktycznie bez szans na sukces, podczas gdy Iran osiąga trafienia przy stosunkowo niewielkim wysiłku.

Następnie przedstawiono „doktrynę czterech organów witalnych”.

9-milionowa populacja Izraela jest zależna od zaledwie dwóch głównych portów głębinowych. Dlatego Teheran w ramach swojej strategii paraliżu strukturalnego koncentruje się na czterech newralgicznych punktach:

  • Uduszenie hydrologiczne: atak na 85% zasobów wody pitnej poprzez pięć zakładów odsalania
  • Protokół Blackout: Atak na elektrownię Orot Rabin
  • Blokada żywnościowa: Atak na porty w Hajfie i Aszdodzie (importujące 85% pszenicy)
  • Dekapitacja energetyczna: Atak na rafinerie w Hajfie

Paraliż strukturalny. Starannie zaprogramowany. Nie do zatrzymania. Już w toku.

Źródło: Iran przechodzi do wojny totalnej przeciwko kultowi śmierci

Nie opłakujmy demokracji

Autor artykułu Marek Wójcik

1222. Nie opłakujmy demokracji

20. marca 2026 world-scam/nie-oplakujmy-demokracji/

… prawo międzynarodowe jako zamknięty i wiążący system prawny nie istnieje, a wręcz nigdy nie istniało. Wreszcie prawda wychodzi na jaw. Prawda, która z niezrozumiałych już powodów była przez pewien czas utrzymywana w tajemnicy, ukrywana i głośno zaprzeczana. Prawo międzynarodowe? Strach na wróble, nicość – w najlepszym razie usprawiedliwienie arbitralnych działań zwycięzców, choć nawet to nie jest już konieczne. Siła wyższa nie musi się usprawiedliwiać. Gdzie byśmy skończyli, gdybyśmy to zrobili, a raczej skąd się wzięliśmy? Źródło.

Nie płaczmy za demokracją. Mieliśmy zaledwie jej pozory, a teraz i te nam zabrano. Czy ktoś wymyślił jakiś działający system polityczny, gdzie rządzi naprawdę rozsądek, a celem jest dobro człowieka oraz jego środowiska? Wszystko, co nam przychodzi do głowy to więcej kontroli. Właśnie to otrzymujemy, więc nie ma się czym przejmować. Prawda?

Może dodajmy nowe kadry kontrolerów, kontrolujących już tych, co właśnie kontrolują? To brzmi jak obsesja kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Może jednak demokracja bezpośrednia? Działa od lat w Szwajcarii i globalistom udało się także i ją przechytrzyć.

Nie mam gotowej recepty na bolączki naszego świata. Może ktoś z 8 miliardów ludzi poda jakieś rozsądne rozwiązanie?

W geopolityce zawsze działała jedna jedyna reguła: ten ma rację, kto może ją poprzeć dominującą siłą. Ta reguła połączona z indoktrynacją sfery politycznej najważniejszych państw pozwoliła osiągnąć dodatkową przewagę. Wczorajszy atak Izraela na rafinerię South Pars w Bandar Kangan nad Zatoką Perską – jeśli wierzyć Trumpowi, a ja mu nie wierzę – nastąpił wbrew woli pechowego kandydata do pokojowej nagrody Nobla.

Wiemy przecież, że zarówno amerykańskie samoloty wojskowe, jak i rakiety, kontrolowane są przez Pentagon. I istnieje możliwość blokady także na odległość. A kto by tam blokował najważniejszego sojusznika, szczególnie kiedy ten posiada haki Epsteina na ważnych polityków w Waszyngtonie? Takie są więzi przyjaźni i tak działa polityka. Ten, kto kupił wyspę Little Saint James w archipelagu Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych (wyspę Epsteina), posiada – jak to zwykł mówić Trump – odpowiednie karty made in Israel.

Gra Trumpa w wielowymiarowe szachy.

No właśnie, jakie karty ma teraz Trump? Ma największą armię świata i wsparcie Estonii w walce o wolność dla tankowców w Cieśninie Ormuz. Ma największy na świecie lotniskowiec z zepsutą kanalizacją, spaloną pralnią i niedoborem 600 koi dla załogi. Wygląda na to, że znalazł się chętny na zakup tego okrętu-miasta.

—————

Po tym nakreśleniu ramy sytuacyjnej przyszedł najwyższy czas na sprawozdanie z działań wojennych z ostatnich godzin. Dzień 20. izraelsko-amerykańskiej wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Źródło.

Krążą niepotwierdzone pogłoski, że razem z premierem Netanjahu zginął także radykalny Minister Bezpieczeństwa Izraela Itamar Ben-Gvir.

Izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gvir opublikował film przedstawiający platformę egzekucyjną przygotowaną specjalnie do wieszania Palestyńczyków.
Źródło:
Telegram 18.03.2026 r. 20:38.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Fałszywa narracja, którą chcą nam sprzedać: Larry Johnson ujawnia propagandę w wojnie z Iranem

Fałszywa narracja, którą chcą nam sprzedać: Larry Johnson ujawnia propagandę w wojnie z Iranem

W niezwykle aktualnym i brutalnie szczerym wywiadzie z podcasterem Dannym Davisem, były analityk CIA i ekspert ds. Bliskiego Wschodu Larry Johnson bezlitośnie obalił oficjalną retorykę zwycięstwa rządu USA i jego sojuszników.

Podczas gdy rzecznik Pentagonu Pete Hegseth i prezydent Trump mówią o „rozbitej” armii irańskiej i rychłym zwycięstwie, Johnson maluje zupełnie inny obraz: Iran jest bardziej odporny niż kiedykolwiek, zachodnie systemy obrony powietrznej są na skraju wyczerpania, gospodarka już teraz cierpi – a USA ryzykują strategiczną katastrofę.

Johnson, współpracownik Sonar21.com i wieloletni ekspert w dziedzinie regionu, bezpośrednio porównuje obecną propagandę do błędnych kalkulacji z początku wojny na Ukrainie w 2022 roku. Wtedy, przez tygodnie, twierdzono, że Rosja jest „skończona” i nie ma już pocisków rakietowych. Dziś dokładnie ta sama narracja jest tworzona na temat Iranu – i jest ona równie nieprawdziwa.

Irańska ofensywa rakietowa: liczby mówią co innego

Podczas gdy Hegseth ogłosił prasie, że irańskie możliwości „nadal maleją”, a jego własne „rosną”, wykres codziennych irańskich ataków rakietowych i dronów pokazuje dokładnie odwrotną sytuację. Po początkowym spadku w pierwszych kilku dniach (kiedy Iran celowo używał starszych, 10-15-letnich modeli, aby „wyprzedzić” zachodnie systemy obrony powietrznej), liczba ataków systematycznie rośnie od 7.-8. dnia. Iran ponownie wystrzeliwuje więcej pocisków dziennie – a są to systemy nowocześniejsze, precyzyjniejsze i potężniejsze.

Powód: amerykańskie i izraelskie systemy obronne są wyczerpane. Johnson oblicza: Całkowita produkcja pocisków THAAD od początku masowej produkcji wynosi zaledwie 900 sztuk. Ponieważ do wystrzelenia jednego pocisku balistycznego zazwyczaj potrzebne są dwa pociski THAAD, wystarcza to na maksymalnie 450 wystrzeleń. Iran wystrzelił już ponad 1000 pocisków balistycznych – samo to teoretycznie uczyniłoby THAAD bezużytecznym.

Sytuacja nie jest lepsza w przypadku pocisku PAC-3 (Patriot): do końca 2025 roku wyprodukowano maksymalnie 4620 egzemplarzy. Co najmniej 1000 z nich trafiło na Ukrainę, a pozostałe wykorzystano w poprzednich misjach. W najlepszym razie pozostało 2620 pocisków – wystarczająco dużo, aby zniszczyć około 1000 celów balistycznych. Po tym okresie produkcja zostaje wstrzymana.

Johnson potwierdza z własnego źródła, że ​​amerykańska baza w regionie Zatoki Perskiej całkowicie wyczerpała zapasy pocisków PAC-3 w zeszłym tygodniu. Co więcej, wskaźnik skuteczności przechwytywania jest niższy niż 10-20%. To wyjaśnia, dlaczego coraz więcej irańskich pocisków dociera do celu.

Podziemna twierdza: dlaczego USA „nic nie widzą”

Zachód twierdzi, że „zniszczył wszystkie wyrzutnie”. Johnson śmieje się: najnowocześniejsze irańskie pociski wystrzeliwane są z kilometrowych podziemnych silosów i systemów tuneli. Obiekty są tak głębokie, że satelity nie są w stanie ich wykryć. To gra „Whac-a-Mole” na skalę przemysłową: wyrzutnia pojawia się, odpala i znika. USA niszczą puste otwory.

Jednocześnie staje się jasne: Iran nigdy nie miał klasycznej marynarki wojennej ani sił powietrznych w zachodnim rozumieniu – i nie potrzebował ich. Zamiast tego Teheran opiera się na śmiercionośnej straży przybrzeżnej z małymi łodziami, dronami morskimi i przede wszystkim arsenałem rakietowym. Ten arsenał pozostaje nietknięty.

Zestrzelenie F-35 – nieudany SEAD

Krótko przed emisją Pentagon potwierdził, że samolot F-35 został trafiony nad Iranem i zmuszony do awaryjnego lądowania. Johnson postrzega to jako ostateczny dowód na to, że system tłumienia obrony powietrznej wroga (SEAD) zawiódł. Stany Zjednoczone nadal wykonują niemal wyłącznie loty z oddaleniem poza irańską przestrzeń powietrzną. Twierdzenie, że można „latać gdziekolwiek, nie będąc ostrzelanym”, jest po prostu kłamstwem.

Izraelski atak na Północny Pars – eskalacja i samozniszczenie gospodarcze

Izrael zaatakował złoże gazu Północny Pars w Zatoce Perskiej – wspólny projekt irańsko-katarski, który dostarcza również energię elektryczną do Iraku.

Stracono 31 000 megawatogodzin, a Katar i Irak są wściekłe. Iran zapowiedział natychmiastowy odwet. Johnson postrzega to jako punkt zwrotny: Teheran wypowiedział „wojnę totalną” i chce wypędzić USA z Zatoki Perskiej. Albo Waszyngton zniszczy Iran (co jest niemożliwe bez katastrofy humanitarnej), albo musi się wycofać.

Konsekwencje ekonomiczne są już dramatyczne: indeks Dow Jones stracił 10% od początku wojny (z ponad 50 000 do 45 000 punktów). Ceny benzyny rosną o 8–10 centów co dwa do trzech dni – na Florydzie już o całego dolara za galon. Tankowanie 20-galonowego zbiornika kosztuje o 20 dolarów więcej. Przy cotygodniowym tankowaniu daje to dodatkowe 1000 dolarów rocznie – zagrożenie dla źródeł utrzymania milionów obywateli USA, którzy żyją od wypłaty do wypłaty.

Olej napędowy jest o 2 dolary droższy, co podnosi ceny wszystkich surowców. Do tego dochodzi utrata 20–25% światowych mocy produkcyjnych skroplonego gazu ziemnego (LNG) (Katar + Izrael). 35% światowych nawozów bazuje na gazie ziemnym – ceny rosną o 25–50%. Półkula północna zmaga się z kryzysem plonów.

Johnson ostrzega: To nie jest problem krótkoterminowy, ale początek globalnej niestabilności.

Trump, Hegseth i łańcuch kłamstw

Trump twierdził na portalu Truth Social, że Izrael zaatakował pole gazowe „z gniewu” – mimo że Stany Zjednoczone koordynują każdy lot za pośrednictwem Centrum Operacji Połączonych Powietrznych (CAOC) w Al-Udeid. Johnson: „Trump kłamie i wie, że kłamie”.

Później Trump zagroził nawet zniszczeniem całego złoża South Pars, jeśli Iran zaatakuje Katar – mimo że Katar jest bliskim sojusznikiem, a Irak jest zależny od tego gazu. Czysta niekonsekwencja.

Konferencja prasowa Hegsetha jest wyśmiewana przez Johnsona jako „reklama zaburzeń erekcji” („Jutro będziemy więksi!”). Generał Keith Kellogg twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest „otwarta, wystarczy odwaga”. Johnson ripostuje sucho: „Gdyby żaba miała skrzydła, nie uderzyłaby się w nią, skacząc po niej”. Cieśnina jest całkowicie osłonięta irańskimi pociskami i bateriami nadbrzeżnymi – nawet zajęcie Wyspy Kharg („Wyspy Węża”) byłoby samobójstwem. Chiny i Rosja mogą przez nią przepłynąć, ale statki amerykańskie i izraelskie nie.

Brian Hook (były specjalny wysłannik) porównuje wojnę z Iranem do „sukcesów” Izraela w walce z Hamasem i Hezbollahem. Johnson to demaskuje: Hamas wciąż istnieje po 2,5 roku, Hezbollah zniszczył wczoraj siedem czołgów Merkava i nadal ostrzeliwuje rakietami. Pomysł „demilitaryzacji” Iranu zakłada 4-milionową armię i kosztuje 2 biliony dolarów – nie do pomyślenia.

Tulsi Gabbard i oszustwo „nadchodzącego ataku nuklearnego”

Joe Kent zrezygnował ze stanowiska zastępcy dyrektora Wywiadu Narodowego, ponieważ nie dostrzegał „bezpośredniego zagrożenia nuklearnego” i uważał, że Stany Zjednoczone zostały „wciągnięte” w wojnę przez Izrael i media. Podczas przesłuchania dyrektor Departamentu Wywiadu Narodowego, Tulsi Gabbard, nie potwierdziła, że ​​amerykańskie agencje wywiadowcze dostrzegły takie zagrożenie.

Johnson nazywa to „hańbą” i „politycznym oszustwem”. Zadaniem dyrektora wywiadu narodowego jest przedstawienie właśnie takiej oceny – a nie unikanie jej.

Nadużycia religijne i bankructwo moralne

Pod koniec wywiadu Davis pokazuje przemówienie Pete’a Hegsetha, który zwraca się do swojego 13-letniego syna: „Zginęli za ciebie, żeby twoje pokolenie nie musiało doświadczyć nuklearnego Iranu”. Johnson i Davis, obaj pobożni chrześcijanie, są zbulwersowani. Jezus jest tu wykorzystywany jako podżegacz wojenny.

Johnson: „Jezus kocha również Irańczyków”.

Zamiast tego chrześcijanie powinni modlić się, aby osoby odpowiedzialne za tę sytuację opamiętały się – również z powodu 170 irańskich dziewcząt zabitych w atakach.

Wniosek: Polityka autodestrukcyjna

Larry Johnson wydaje druzgocący werdykt: Stany Zjednoczone pogrążyły się w wojnie, której nie mogą wygrać ani militarnie, ani gospodarczo. Osłabiają własną obronę powietrzną, ryzykują konflikty z Chinami lub Rosją bez amunicji i niszczą globalną gospodarkę.

Iran utrzymuje swoją pozycję – dzięki tunelom, rakietom i woli wyparcia USA z regionu. Narracja „my wygrywamy, oni upadają” jest właśnie tym: narracją.

Rzeczywistość jest przyspieszającą katastrofą, która już teraz dotyka każdego Amerykanina w postaci wyższych cen i spadających cen akcji.

Ci, którzy chcą usłyszeć prawdę, nie muszą słuchać komunikatów prasowych Pentagonu – ale analityków takich jak Larry Johnson, którzy odmawiają przyjęcia oficjalnego kłamstwa.

Wojna z Iranem jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła.

Abraham a Izrael. Całe potomstwo Abrahama już otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”, Izrael chce ją odebrać !

Abraham a Żydzi. To potomstwo Abrahama otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”

====================================

MD: Ta prosta analiza wybija obecnie broń – argumenty m. inn. z dusz 60 milionów „chrześcijańskich syjonistów” w USA. I oczywiście z ust notorycznych kłamców – propagandzistów Izraela.

Dlatego umieszczam ją jeszcze raz, z prośbą gorąca, by moi czytelnicy tę analizę publikowali w innych portalach.

—————————

Domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama

całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest zupełnie bezpodstawne

=====================================================================

 Juliusz Franciszek Susak

Historia Abrahama zajmuje w Biblii miejsce szczególne, ponieważ od jego potomstwa wywodzi się znaczna część ludów zamieszkujących Bliski Wschód. Według biblijnego przekazu Abraham miał ośmiu synów z trzema kobietami, a ich potomkowie dali początek licznym narodom i plemionom regionu. Najstarszym z synów był Izmael, urodzony z niewolnicy Hagar w czasie, gdy żona Abrahama, Sara, pozostawała jeszcze bezdzietna. Później, w bardzo podeszłym wieku Abrahama i Sary, narodził się Izaak – syn uznawany w tradycji biblijnej za dziecko szczególnej obietnicy.

Po śmierci Sary Abraham związał się jeszcze z Keturą, która urodziła mu sześciu kolejnych synów: Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. W ten sposób rodowód Abrahama rozgałęził się na kilka linii, które z czasem zaczęły zamieszkiwać różne części rozległego obszaru Bliskiego Wschodu.

Potomstwo poszczególnych synów odegrało znaczącą rolę w kształtowaniu etnicznej mapy regionu. Od Izaaka, poprzez jego synów Jakuba i Ezawa, wywodzą się odpowiednio Izraelici oraz Edomici. Z kolei Izmael w tradycji biblijnej i islamskiej uważany jest za przodka wielu ludów arabskich, które rozprzestrzeniły się na Półwyspie Arabskim i w sąsiednich krainach. Synowie Ketury natomiast zostali według przekazu odesłani „na wschód” i dali początek różnym ludom pustynnym i koczowniczym. Szczególnie znani byli Madianici, wywodzący się od Midiana, z którymi Izraelici wielokrotnie wchodzili w relacje handlowe i polityczne. W ten sposób potomkowie Abrahama stopniowo zasiedlili ogromny obszar rozciągający się między Egiptem a Mezopotamią.

W Biblii pojawia się również obietnica, że potomstwo Abrahama otrzyma ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat” [Księga Rodzaju, 15,18]. Gdy zestawi się ten opis z dzisiejszą mapą polityczną, okazuje się, że obejmuje on region, w którym znajdują się współcześnie takie państwa jak Izrael, Palestyna, Jordania, Liban, Syria, Irak oraz części Egiptu i Arabii Saudyjskiej.

W sensie historycznym i demograficznym obszar ten od tysiącleci zamieszkują ludy, które tradycja wywodzi właśnie od synów Abrahama. Arabowie, Żydzi oraz inne narody semickie regionu są więc w szerokim znaczeniu potomkami tej samej postaci biblijnej.

Jednocześnie Biblia podkreśla pewien szczególny aspekt dziedzictwa Abrahama. Choć miał on wielu synów, głównym spadkobiercą jego majątku oraz przymierza z Bogiem został Izaak. Pozostali synowie otrzymali dary i zostali wysłani w inne strony, gdzie zakładali własne rody i wspólnoty. Ten motyw stał się później ważny dla tradycji religijnej judaizmu i chrześcijaństwa, które akcentują linię Izaaka i jego potomków.

Z drugiej strony tradycja islamska przywiązuje dużą wagę do osoby Izmaela jako przodka Arabów. W efekcie różne religie i kultury regionu odwołują się do Abrahama, ale podkreślają inne elementy jego dziedzictwa.

Patrząc szerzej, postać Abrahama stała się symbolem wspólnego pochodzenia wielu narodów Bliskiego Wschodu. Choć historia tych ludów naznaczona jest konfliktami i rywalizacją, ich tradycje religijne i genealogiczne wskazują na wspólny punkt wyjścia. W tym sensie Abraham pozostaje nie tylko bohaterem starożytnego przekazu biblijnego, lecz także symbolicznym przodkiem ogromnej rodziny narodów, których losy przez tysiąclecia splatały się na przestrzeni między Nilem a Eufratem.

Reasumując:

Jeśli spojrzeć na biblijną historię Abrahama w szerokiej, historycznej perspektywie, można dojść do wniosku, że obietnica dana mu przez Boga rzeczywiście znalazła swoje spełnienie. W Księdze Rodzaju pojawia się zapowiedź, że Abraham stanie się „ojcem wielu narodów”, a jego potomstwo będzie liczne i rozprzestrzeni się na rozległych ziemiach. Z biegiem czasu właśnie tak się stało.

Jak już wiemy Abraham miał ośmiu synów z trzech kobiet: Izmaela z Hagar, Izaaka z żony Sary oraz sześciu synów z Ketury – Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. Każda z tych linii rodowych rozwinęła się w osobne wspólnoty i plemiona, które stopniowo zasiedlały coraz większe obszary Bliskiego Wschodu.

Potomkowie Izaaka stworzyli naród izraelski, którego historia jest szeroko opisana w Biblii. Z kolei od Izmaela wywodzą się liczne plemiona arabskie, które rozprzestrzeniły się na Półwyspie Arabskim oraz w sąsiednich krainach. Synowie Ketury dali początek kolejnym ludom pustynnym, które zamieszkiwały tereny na wschód od Kanaanu, w rejonach dzisiejszej Arabii i Jordanii. W rezultacie potomstwo Abrahama zaczęło wypełniać niemal całą przestrzeń między Egiptem a Mezopotamią.

Biblijna obietnica mówiła również o ziemi rozciągającej się „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”. Gdy zestawi się ten opis z dzisiejszą mapą, obejmuje on region, w którym znajdują się współcześnie takie kraje jak Izrael, Palestyna, Jordania, Liban, Syria, Irak oraz części Egiptu i Arabii Saudyjskiej.

Właśnie na tych terenach od tysięcy lat żyją narody wywodzące się – w tradycji biblijnej i historycznej – z różnych linii potomstwa Abrahama. Żydzi, Arabowie i inne ludy semickie regionu należą w szerokim sensie do tej samej genealogicznej rodziny.

Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że zapowiedź o licznych narodach i o zasiedleniu wielkiego obszaru rzeczywiście już się wypełniła.

Potomkowie Abrahama nie tylko przetrwali przez tysiąclecia, ale także stali się główną ludnością ogromnego regionu świata. Choć późniejsze interpretacje religijne koncentrowały się często na roli jednej linii rodowej, sama rzeczywistość historyczna pokazuje, że cała przestrzeń między Nilem a Eufratem została już zamieszkana przez różne gałęzie tej samej abrahamowej rodziny.

W tym sensie Abraham pozostaje symbolem wspólnego początku wielu narodów Bliskiego Wschodu. Historia jego synów pokazuje, jak z jednego rodu powstała rozległa sieć ludów, kultur i tradycji, które do dziś kształtują oblicze tego regionu. Dlatego można powiedzieć, że biblijna obietnica o licznych potomkach i wielkiej ziemi znalazła swoje spełnienie w historii i geografii świata.

Warto wspomnieć, że jakby „ojciec” Izraelitów nie wziął za żonę kobiety ze swojej linii rodowej i nie miał z tym problemu. Teściem Mojżesza był Jetro, kapłan i przywódca plemienia Madianitów. Mojżesz poślubił jego córkę Seforę, gdy przebywał na wygnaniu w ziemi Madian.

Mojżesz uciekł z Egiptu po tym, jak zabił Egipcjanina bijącego Hebrajczyka. Wtedy schronił się w kraju Madianitów, gdzie spotkał córki Jetry przy studni i pomógł im napoić trzodę. Gdy wróciły do domu i opowiedziały ojcu o nieznajomym, Jetro zaprosił Mojżesza do swojego domu. Z czasem Mojżesz zamieszkał u niego i poślubił jego córkę Seforę.

Madianici byli ludem wywodzącym się od Midiana, jednego z synów Abrahama i Ketury. Oznacza to, że teść Mojżesza pochodził z linii potomków Abrahama, choć z innej gałęzi niż Izraelici.

Oznacza to, że choć Madianici nie należeli do Izraelitów, byli w tradycji biblijnej dalszą gałęzią tej samej rodziny wywodzącej się od Abrahama. W tym sensie Mojżesz nie wchodził w relację z całkowicie obcym ludem.

Relacja Mojżesza z Jetrem przedstawiona jest wręcz bardzo pozytywnie. Gdy Mojżesz uciekł z Egiptu i znalazł się w ziemi Madian, Jetro przyjął go do swojego domu i oddał mu za żonę swoją córkę Seforę. Mojżesz przez wiele lat mieszkał w jego rodzinie i pracował jako pasterz jego stad. Właśnie podczas tego pobytu, według Księgi Wyjścia, Mojżesz doświadczył objawienia Boga przy gorejącym krzewie, które zapoczątkowało jego misję wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu.

Co więcej, gdy później Izraelici wyszli z Egiptu, Jetro odwiedził Mojżesza na pustyni. Biblia opisuje ich spotkanie jako serdeczne i pełne wzajemnego szacunku. Z biblijnego punktu widzenia nie ma więc śladu konfliktu czy napięcia z powodu pochodzenia teścia Mojżesza. Przeciwnie – przedstawiony jest on jako mądry doradca i człowiek, który uznaje Boga Izraela. Pokazuje to, że w najstarszych opowieściach biblijnych relacje między różnymi gałęziami potomków Abrahama mogły być nie tylko pokojowe, ale także oparte na współpracy i wzajemnym szacunku.

Zatem domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama

całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest bezpodstawne.

Knajacki menel o mentalności żula. MEM-y

—————————————

—————————————–

[Ale to nie jest rabin „Polski”, lecz żydów w Polce…]

================================

———————————————————

—————————————————

—————————————–

——————————————————

————————————————–


—————————————————–

——————————————————-

——————————————————-

————————————————–

———————————————–


——————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Rakieta agresorów uderzyła w irańską elektrownię jądrową w Buszehrze

Izraelska lub amerykańska rakieta uderzyła w irańską elektrownię jądrową w Buszehrze

19/03/2026 zmianynaziemi/izraelska-lub-amerykanska-rakieta-uderzyla-w-iranska-elektrownie-jadrowa-w-buszehrze

[Zdjęcie sprzed ataku]

17 marca 2026 r. wieczorem świat przez kilka godzin wstrzymał oddech. Nieidentyfikowany pocisk trafił w teren irańskiej elektrowni jądrowej Buszehr – jedynej działającej komercyjnej elektrowni atomowej w Iranie. Na szczęście nie doszło do uszkodzenia reaktora ani wycieku materiałów radioaktywnych. Ale sam fakt, że do takiego zdarzenia w ogóle doszło, wystarczył, by alarm podnieśli eksperci, dyplomaci i agencje monitorujące bezpieczeństwo nuklearne na całym świecie.

Jako pierwsze informację potwierdziło Międzynarodowe Agencja Energii Atomowej. „IAEA została poinformowana przez Iran, że pocisk trafił w teren elektrowni jądrowej Buszehr we wtorkowy wieczór. Nie zgłoszono uszkodzeń obiektu ani obrażeń wśród personelu” – czytamy w komunikacie opublikowanym na platformie X. Dyrektor generalny agencji Rafael Grossi zaapelował o „maksymalną powściągliwość podczas konfliktu, aby uniknąć ryzyka wypadku nuklearnego”. Podobne oświadczenia wydały irańska Organizacja Energii Atomowej oraz rosyjski Rosatom, który jest operatorem i głównym dostawcą technologii dla tej elektrowni.

Rosatom precyzyjnie opisał miejsce uderzenia: pocisk trafił w teren przylegający do budynku służby metrologicznej, w bliskiej odległości od czynnego bloku energetycznego. Prezes koncernu Aleksiej Lichaczow podkreślił, że nie odnotowano żadnych strat – ani finansowych, ani technicznych, ani ludzkich. Dodał jednak, że zagrożenie wyraźnie rośnie wraz z eskalacją konfliktu. Wcześniej, jeszcze przed incydentem z 17 marca, Lichaczow ostrzegał, że ataki w okolicach Buszehru są wymierzone w obiekty wojskowe, ale ryzyko przypadkowego trafienia w infrastrukturę nuklearną stale się zwiększa.

Elektrownia w Buszehrze ma długą i burzliwą historię. Budowę rozpoczęła w 1975 r. niemiecka firma Kraftwerk Union na zlecenie szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. Rewolucja islamska w 1979 r. przerwała prace, a w latach 80. obiekt był wielokrotnie bombardowany przez Irak podczas wojny irańsko-irackiej. Projekt wznowiła Rosja w 1995 r. i to właśnie dzięki rosyjskim technologiom i specjalistom pierwszy blok reaktora – wodny ciśnieniowy (PWR) o mocy 1000 MW – został uruchomiony w 2011 r. Od kilku lat trwają prace nad 2 dodatkowymi blokami o tej samej mocy, jednak ich budowa została wstrzymana z powodu trwającego konfliktu.

Buszehr leży nad Zatoką Perską, około 750 km na południe od Teheranu. To położenie ma kluczowe znaczenie nie tylko strategiczne, ale też humanitarne. Wody Zatoki Perskiej są źródłem dla odsalarni, które dostarczają wodę pitną milionom mieszkańców Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu i innych krajów regionu. Poważne uszkodzenie reaktora i uwolnienie substancji radioaktywnych do morza mogłoby doprowadzić do zamknięcia tych instalacji i wywołać kryzys humanitarny o trudnych do przewidzenia rozmiarach. Na szczęście tym razem do tego nie doszło – poziomy promieniowania pozostają w normie, a elektrownia pracuje stabilnie.

Incydent wpisuje się w kontekst szerszego konfliktu, który wybuchł pod koniec lutego 2026 r. Siły amerykańsko-izraelskie przeprowadziły serię intensywnych uderzeń na cele w Iranie – instalacje wojskowe, elementy programu nuklearnego i rakietowego. Wcześniejsze ataki dotknęły m.in. bazę marynarki wojennej w okolicach Buszehru oraz wyspę Kharg. Sam reaktor pozostawał do tej pory poza zasięgiem uderzeń, co wielu analityków interpretowało jako świadomy wybór – nikt nie chciał ryzykować katastrofy nuklearnej. Trafienie z 17 marca – czy to celowe, czy będące efektem rozlotu odłamków – zburzyło tę niepisaną granicę.

Rosja ostro potępiła incydent i wezwała wszystkie strony do deeskalacji wokół obiektów nuklearnych. Rosatom poinformował, że na terenie elektrowni nadal przebywa kilkuset rosyjskich specjalistów – mimo wcześniejszych częściowych ewakuacji. Monitoring promieniowania prowadzony jest nieprzerwanie.

Buszehr różni się od takich obiektów jak Natanz czy Fordow, które są instalacjami wzbogacania uranu i które były atakowane wcześniej. To cywilna elektrownia z wielostopniowymi systemami bezpieczeństwa, zaprojektowana zgodnie z nowoczesnymi standardami. Jednak żaden system bezpieczeństwa nie jest odporny na bezpośrednie trafienie pociskiem dużej mocy. Tym razem skończyło się na ostrzeżeniu. Pytanie, czy zostanie ono usłyszane, zanim dojdzie do czegoś, czego nie da się już cofnąć.

Źródła:

https://www.indiatoday.in/world/story/iran-bushehr-nuclea…

https://www.themoscowtimes.com/2026/03/03/rosatom-ceo-war…

https://www.reuters.com/world/projectile-hits-near-irans-…

https://www.reuters.com/world/russias-rosatom-condemns-st…

https://www.jfeed.com/middleeast/bushehr-nuclear-plant-st…

https://www.roic.ai/news/projectile-strikes-near-irans-bu…

==========================

W obiekcie znajdowali się pracownicy rosyjskiej agencji Rosatom, którzy pracują nad budową dodatkowych reaktorów. Jak podała NEXTA, trwają przygotowania do trzeciej fali ewakuacji pozostałych na miejscu 480 Rosjan.

Trump 2.0. – Uczyńmy Amerykę Zbrodniarzem ! „Make America Criminal”

Trump 2.0. – uczyńmy Amerykę zbrodniczą! „Make America Criminal”

Tomasz Jankowski myslpolska/jankowski-trump-2-0-uczynmy-ameryke-zbrodnicza

168 zamordowanych irańskich uczennic z Minab może za sobą pociągnąć do grobu Donalda Trumpa, przynajmniej w politycznym rozumieniu tego pojęcia. 

Choć Amerykanie próbowali na różne sposoby tej zbrodni zaprzeczyć, to jednak nawet w Stanach Zjednoczonych mało kto ma wątpliwości co do sprawstwa.

Nic o tym nie wiem, ale to Iran jest winny

Formalnie struktury państwa prowadzą śledztwo, ale na tyle ślamazarnie, że za podobną pracę wzięli się dziennikarze. Specjaliści z BBC Verify, CNN i Deutsche Welle przeanalizowali zdjęcia satelitarne i dane geolokalizacyjne. Potwierdzili, że w szkołę jednocześnie uderzyły trzy pociski Tomahawk. I choć jednocześnie dziennikarze „New York Timesa” i Reutersa wskazali na niedaleko znajdującą się bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, to fakt posiadania „nieaktualnych” danych niewiele już wizerunkowo pomoże.

Bo Donald Trump szedł w zaparte i posuwał się do coraz to bardziej absurdalnych tez. Według jednej z nich, Irańczycy mieli Tomahawka… kupić na wolnym rynku i dokonać ataku na własnych obywateli. Zapewne po to, by teraz Trumpa i jego administrację skompromitować.

Przeciwnicy polityczni natychmiast podchwycili te wymysły prezydenta. Lider większości w Senacie Chuck Schumer nazwał wypowiedzi Trumpa „niezwykle idiotycznymi”, dodając: „Mówi wszystko, co mu przyjdzie do głowy, niezależnie od tego, jaka jest prawda”.

W obliczu lawiny krytyki Trump zdał sobie sprawę, że jego improwizowane uwagi tylko dolewają oliwy do ognia. Nowa strategia obronna Białego Domu polega na całkowitym ignorowaniu problemu, a prezydent zdaje się mówić „nic o tym nie wiem”. Pentagon prawdopodobnie dokładnie wie, kto jest odpowiedzialny za zbrodnię w Minab, ale dowództwo wojskowe nadal ukrywa się za wewnętrznym dochodzeniem. Przyznanie się do jednej z największych zbrodni wojennych w historii nowożytnej poważnie podważyłoby casus belli USA przeciwko Iranowi. Zwłaszcza co do narracji Waszyngtonu o „reżimie terrorystycznym” i rzekomym pragnieniu ajatollahów, by zaatakować Amerykę.

Wielopoziomowa wpadka wizerunkowa

W rezultacie administracja próbuje zmienić temat. Sekretarz Wojny Pete Hegseth ucieka się do teatralnych konferencji prasowych, gdzie oskarża media o stronnicze relacjonowanie wojny. Podczas niedawnego briefingu skarżył się, że stacje takie jak CNN, Fox News i MSNBC ignorują heroizm amerykańskich pilotów i złożoność tankowania w powietrzu. Hegseth wyraźnie tęskni za medialnym środowiskiem z czasów inwazji na Irak w 2003 roku, kiedy to w amerykańskim społeczeństwie dominował silny konsensus prowojenny.

To się jednak „ne vrati”.

Bo choć rząd może wpływać na relacje telewizyjne, nie jest w stanie kontrolować mediów społecznościowych. Internet jest zalewany zdjęciami i filmami przedstawiającymi ofiary śmiertelne w Iranie, cierpienie ludności cywilnej i masowe pogrzeby 168 uczennic. Z drugiej strony viralowe nagrania pokazują ludzi urządzających przyjęcia i świętujących wesela w piwnicach i na parkingach podziemnych Tel Awiwu. Ten jaskrawy kontrast uderza także w wizerunek Izraela, znowu uchodzącego za agresora.

Nie śpi także opozycja. Demokraci aktywnie wykorzystują śmierć uczennic w wewnętrznych walkach politycznych, skutecznie łącząc tragedię z wybuchem „nielegalnej wojny”. Zbrodnie wojenne na Bliskim Wschodzie w połączeniu z masowymi deportacjami i zabójstwami lewicowych aktywistów w Minneapolis, szybko stają się podstawą do uruchomienia procedury impeachmentu prezydenta. Przynajmniej retorycznie.

Ameryka jest sama?

Trump pochopnie rozpoczął działania militarne przeciwko Teheranowi, nie doceniając potencjału militarnego Iranu i jedności jego przywództwa politycznego. Podobnie jak Stany Zjednoczone, Islamska Republika Iranu opiera się na zakorzenionych instytucjach. Usunięcie najwyższego przywódcy nie zburzyło struktury dowodzenia w kraju, pozostawiając Waszyngton w kropce, bo bez planu awaryjnego. Nikt w Białym Domu nie potrafi już określić celów tej wojny.

A przecież przed konfliktem administracja Trumpa przygotowywała się do wizyty w Chinach 1 kwietnia. Stratedzy mogli założyć, że Stany Zjednoczone skutecznie odetną Pekin od wenezuelskiej i irańskiej ropy naftowej, kontrolując jednocześnie linie dostaw z państw Zatoki Perskiej. Prezydent wyobrażał sobie, że będzie dyktował warunki kapitulacji Xi Jinpingowi w trwającej wojnie handlowej, ale już wiadomo, że te plany całkowicie wzięły w łeb. Może dlatego wizyta zostałaprzełożona”.

Ameryka została z tą wojną sama sobie i próbuje się nią podzielić. Apele o ochronę Cieśniny Ormuz skierował Waszyngton i do europejskich członków NATO i do… Chińczyków. Od Trumpa odwraca się także Turcja, gdzie demonstracyjnie składano hołd ofiarom ataku na szkołę i rozprawiano o tym kto następny. Do tego wszystkiego doszła jeszcze… oscarowa gala, gdzie było wyjątkowo dużo filmów irańskich, jeden z nich zatytułowany To był tylko wypadek.

Tomasz Jankowski

SAS odwołuje tysiąc lotów. Paliwo lotnicze podwoiło cenę w 10 dni

SAS odwołuje tysiąc lotów. Paliwo lotnicze podwoiło cenę w 10 dni i branża nie ma pomysłu, co z tym zrobić

19/3/2026 zmianynaziem/sas-odwoluje-tysiac-lotow-paliwo-lotnicze-podwoilo-cene-w-10-dni

Skandynawskie linie lotnicze SAS ogłosiły, że w kwietniu odwołają co najmniej 1000 lotów. Powodem jest gwałtowny wzrost cen paliwa lotniczego wywołany konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie. To pierwszy tak duży europejski przewoźnik, który zdecydował się na tak radykalne cięcia w siatce połączeń. Branża lotnicza obserwuje sytuację z niepokojem, bo nie widać szybkiego wyjścia z kryzysu.

Wszystko zaczęło się od zamknięcia Cieśniny Ormuz i ataków na infrastrukturę naftową w regionie. Cieśnina to kluczowy szlak transportowy dla paliwa lotniczego dostarczanego z Bliskiego Wschodu do Europy i Azji. Gdy przestała być bezpieczna dla tankowców, ceny kerozyny poszybowały w górę w tempie, jakiego branża nie widziała od dekad. W ciągu zaledwie 10 dni tona paliwa lotniczego podrożała z około 830 do ponad 1600 dolarów. To wzrost o niemal 100 %.

Dla linii lotniczych paliwo stanowi zazwyczaj od 20 do 30 procent wszystkich kosztów operacyjnych. Przy takim skoku cen matematyka robi się brutalna. SAS jako pierwszy zdecydował się działać otwarcie i przyznał, że część połączeń po prostu przestała być opłacalna. Jeszcze w marcu linia skasowała kilkaset lotów krajowych w Norwegii i Danii, w tym połączenia z Kopenhagi do Oslo. W kwietniu skala cięć ma być znacznie większa.

Dyrektor generalny SAS Anko van der Werff nie owijał w bawełnę. Stwierdził wprost, że jeśli sytuacja się nie zmieni, linia będzie musiała podnosić ceny biletów. Na razie firma skupia się na ograniczeniu strat przez redukcję lotów, które generują największe koszty przy najmniejszych przychodach. Chodzi przede wszystkim o krótkie trasy krajowe, gdzie marże i tak są niskie, a zużycie paliwa w przeliczeniu na pasażerokilometr jest stosunkowo wysokie.

Na tej sytuacji próbuje skorzystać norweski konkurent Norwegian Air. Linia zapowiedziała dodanie 120 dodatkowych lotów, żeby przejąć pasażerów, którzy stracili rezerwacje w SAS. To sprytny ruch, ale Norwegian też operuje na tym samym rynku paliwa i prędzej czy później poczuje te same koszty.

Kryzys nie dotyczy wyłącznie Skandynawii. Air France-KLM, Ryanair, Qantas, Cathay Pacific i Air India zapowiedziały podwyżki cen biletów. Część linii rozważa zmianę tras, żeby ominąć niestabilny region. Problem w tym, że dłuższe trasy to więcej spalonego paliwa, a więcej spalonego paliwa to wyższe koszty, które i tak w końcu trafią do ceny biletu. Pasażer zapłaci więcej tak czy inaczej.

Eksperci branżowi ostrzegają, że nawet jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie szybko się zakończy, ceny paliwa nie wrócą od razu do poprzednich poziomów. Rynki surowcowe potrzebują czasu, żeby się ustabilizować, a infrastruktura logistyczna musi zostać odbudowana lub przekierowana. Prognozy mówią o miesiącach podwyższonych cen, a nie tygodniach. Dla linii operujących z cienkimi marżami to może oznaczać poważne problemy finansowe.

Warto przypomnieć, że branża lotnicza wciąż nie w pełni otrząsnęła się ze skutków pandemii. Wiele linii latami odbudowywało płynność finansową i zmniejszało zadłużenie. Nagły skok kosztów paliwa trafia więc w moment, gdy rezerwy finansowe wielu przewoźników są wciąż skromniejsze niż przed 2020 rokiem. SAS sam przeszedł przez postępowanie restrukturyzacyjne i wrócił na rynek jako odmłodzona firma. Teraz znów staje przed egzystencjalnym wyzwaniem.

Dla pasażerów planujących loty w najbliższych miesiącach sytuacja jest jednoznaczna: należy spodziewać się wyższych cen biletów i mniejszej liczby dostępnych połączeń, szczególnie na krótkich trasach krajowych i regionalnych. Ci, którzy mają już zarezerwowane loty z SAS na kwiecień, powinni śledzić komunikaty linii, bo lista odwołań będzie się rozrastać.

Kryzys paliwowy odsłonił też strukturalną słabość europejskiego lotnictwa: jego silne uzależnienie od dostaw ropy z Bliskiego Wschodu. Przez lata tania kerozyna była jednym z filarów modelu tanich lotów. Teraz ten filar się chwieje, a branża nie ma gotowej odpowiedzi na pytanie, co dalej.

Źródła:

https://www.euronews.com/travel/2026/03/18/sas-to-cancel-…

https://www.independent.co.uk/travel/news-and-advice/scan…

https://www.thelocal.dk/20260317/airline-sas-cancels-norw…

https://www.dailymail.co.uk/travel/article-15656725/Major…

https://www.telegraph.co.uk/business/2026/03/17/first-eur…

https://www.gbnews.com/news/world/scandinavian-airlines-s…

Rzeczpospolita przedzawałowa. Jak wprowadzić JOW?

Rzeczpospolita przedzawałowa

Jarosław Warzecha


salon24.pl/u/jaroslawwarzecha/rzeczpospolita-przedzawalowa

System wyborczy w naszym pięknym Kraju jest chory. A razem z nim jest chora cała najjaśniejsza Rzeczpospolita. To przecież użycie metody d’Hondta sprawiło, że do Sejmu RP wszedł niejaki poseł Czarzasty, choć jako pierwszy na liście wyborczej dostał prawie dwa razy mniej głosów niż ostatni na tej liście – Czarzasty 22 332 głosy, Łukasz Litewka 40 651 głosów.

 To dzięki wadliwej w naszych warunkach społecznych i politycznych metodzie d’Hondta, taki poseł Czarzasty, mimo swojej, mówiąc bardzo oględnie mało chwalebnej przeszłości i politycznej i nie tylko ( choćby afera Rywina), został marszałkiem sejmu i tym samym drugą osobą w Państwie. Sytuacja absolutnie kuriozalna, nie do pomyślenia w kraju demokratycznym – chyba, że jest to demokracja „ taka jak my ją rozumiemy”.

 Metoda d’Hondta w naszym Kraju nie oddaje rzeczywistych preferencji społecznego poparcia w wyborach do sejmu. Jest poza tym szczególnie podatna na wyborcze manipulacje, fałszerstwa.

 Konstytucjonaliści nie tylko w Polsce, od dawna, jeżeli nie od zawsze twierdzą, że im prostszy system wyborczy, tym wierniej oddaje prawdziwe poparcie wyborców i tym trudniejszy do sfałszowania.

 W wyborach prezydenckich i senackich od początku sprawdza się znakomicie system większościowy. Wielu przyzwoitych posłów zdarło głos w walce o wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych i wprowadzanie jednoznacznych zasad systemu większościowego – wygrywa ten kto ma największą liczbę głosów.

 Czy system większościowy może mieć swoje słabości? Oczywiście. Jak każdy system stworzony przez człowieka. Nawet najmocniejsze banki nie są w stu procentach bezpieczne.

 Oczywiste, że wprowadzenie zmian w ordynacji wyborczej to zmiana Konstytucji. A to wymaga co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Senat: Bezwzględna większość głosów. 

 Art. 96 ust. 2 Konstytucji, mówi między innymi, że wybory do Sejmu są Proporcjonalne. I to jest ta istotna przeszkoda we wprowadzeniu JOW.

 Pytanie zatem zasadne – czy różni czarzaści mają dalej dewastować Państwo Polskie, czy też czas najwyższy by uzdrowić stan przedzawałowy Rzeczypospolitej?

  To oczywiste, że do tego będzie potrzeba daleko, a nawet bardzo daleko posuniętych kompromisów politycznych i morza, jeżeli nie oceanu dobrej woli, ze strony polityków dla których Polska jest rzeczywiście najważniejsza.

 Tym bardziej, że główne prawo Murphy’ego mówi : „Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie źle”.  A ono także w polityce, naszej polskiej, sprawdziło się już wielokrotnie.

Burza na szczycie UE [czyli w nocniku]. Orban zablokował gigantyczną pożyczkę dla Ukrainy

Burza na szczycie UE. Orban zablokował gigantyczną pożyczkę dla Ukrainy

19.03.2026 15:32 tysol/burza-na-szczycie-ue-orban-zablokowal-gigantyczna-pozyczke-dla-ukrainy

Weto Węgier wobec wielomiliardowej pożyczki dla Ukrainy wywołało ostrą reakcję unijnych przywódców. Viktor Orban uzależnia swoją decyzję od wznowienia dostaw ropy, podkreślając, że chodzi o bezpieczeństwo jego kraju.

Viktor Orban

Viktor Orban / PAP/EPA/OLIVIER MATTHYS

Orban blokuje decyzję UE

Premier Węgier Viktor Orban zablokował 90 miliardów euro pożyczki dla Ukrainy podczas szczytu Unii Europejskiej w Brukseli. Decyzja wywołała oburzenie wśród unijnych liderów.

Jak relacjonowało RMF, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa skrytykował ten ruch podczas zamkniętych rozmów. Jest to niedopuszczalne – ocenił stanowisko Węgier.

Zmiana stanowiska Budapesztu

Spór dotyczy zmiany stanowiska Węgier. W grudniu ubiegłego roku Orban zgodził się na udzielenie Ukrainie pożyczki, jednak teraz ją blokuje. W tle jest trwająca kampania wyborcza.

Zdaniem części unijnych polityków takie działanie narusza zasadę lojalnej współpracy między państwami członkowskimi.

Żadne państwo członkowskie wcześniej nie przekroczyło tej czerwonej linii – alarmuje Antonio Costa.

Z oceną przewodniczącego zgodzili się inni liderzy, w tym premier Donald Tusk.

Ropa kluczowym warunkiem

Jeszcze przed szczytem Orban zapowiedział, że Węgry nie poprą żadnych korzystnych decyzji dla Ukrainy, dopóki nie zostaną wznowione dostawy ropy rurociągiem Przyjaźń.

Transport rosyjskiej ropy został wstrzymany pod koniec stycznia po uszkodzeniu infrastruktury w wyniku rosyjskiego ataku na Ukrainę. Kijów poinformował, że rurociąg jest naprawiany, jednak Węgry i Słowacja oskarżają Ukrainę o celowe blokowanie tranzytu.

Słowacja nie blokuje, UE reaguje

Mimo podobnej sytuacji Słowacja nie zdecydowała się na zablokowanie pożyczki. Antonio Costa podziękował premierowi tego kraju za respektowanie wcześniejszych ustaleń.

„Kwestia przetrwania”

Orban jasno stawia warunki dotyczące relacji z Ukrainą.

Dopiero po odblokowaniu tranzytu ropy będzie można otworzyć nowy rozdział – powiedział Viktor Orban.

Premier Węgier podkreślił, że brak dostaw surowca to dla jego kraju „kwestia przetrwania”.

Vaginet wpada w furię [epicką?]

Vaginet wpada w furię

Stanisław Michalkiewicz  19 marca 2026 michalkiewicz

Nie jest dobrze. Po wtorkowym spotkaniu u pana prezydenta Karola Nawrockiego z udziałem prezesa NBP Adama Glapińskiego w sprawie programu SAFE i alternatywy, rozpętała się furia – z tą różnicą, że tym razem nie chodzi o Wielki Izrael, tylko o Generalną Gubernię. Obywatel Tusk Donald skomentował propozycję, by pieniądze w kwocie 180 mld złotych dla naszej niezwyciężonej armii wygenerować z rezerw NBP, szacowanych na ponad bilion złotych – jako „program SAFE zero złotych” . Głównym argumentem było to, że NBP przez ostatnie lata nie odnotowywał zysków, tylko straty.

Ale jeśli nawet NBP nie odnotowywał zysków, które – w przypadku odnotowania – musiałby przekazać rządowi na pożarcie, to nie znaczy, że nie ma rezerw. Te rezerwy są, zarówno w obcych walutach, jak i w postaci ponad 500 ton złota. Prezes Glapiński w dzień po spotkaniu u prezydenta wspominał, że jeśli cena złota by rosła, np. w związku z „Epicką furią”, albo innymi furiami, to z samej różnicy ceny można wygenerować pieniądze. Ale obywatelu Tusku Donaldu, podobnie, jak Księciu-Małżonku, nic nie przemawiało do przekonania. Przeciwnie – vaginet obywatela Tuska Donalda najwyraźniej zmobilizował stado autorytetów moralnych, zależnych albo od vaginetu, albo od starych kiejkutów, albo wreszcie – od Sanhedrynu, który w Polsce ma przecież swoje żywotne interesy, a także prześwietną Generalicję naszej niezwyciężonej armii.

Całe to towarzystwo zaczęło oskarżać pana prezydenta Nawrockiego jeśli nie o ignorancję – na tym odcinku wyróżniał się zwłaszcza pan prof. Leszek Balcerowicz, który najwyraźniej przyzwyczaił się do przytłaczania wskazanych mu nieubłaganym palcem osób swoim mniemanym autorytetem. Ci, którzy nawet mniemanym autorytetem nikogo nie byliby w stanie przytłoczyć, jak na przykład Wielce Czcigodny pan Trela – dawniej z SLD, obecnie z Lewicy – bez ceregieli oskarżają pana prezydenta o „zdradę”. Widać, że poruszone zostały Moce niebieskie, ziemskie i piekielne – a ta sytuacja skłania do postawienia pytania o przyczyny takiej zapamiętałości i determinacji.

Najwyraźniej w całej tej sprawie nie chodzi o pieniądze dla naszej niezwyciężonej, bo prezes NBP wskazał na źródła alternatywnego finansowania. To, że mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, nie przyjmują tego do wiadomości, to jeszcze nie dowód, że żadnych pieniędzy nie ma. Nikt bowiem nie zaprzecza, że NBP ma rezerwy szacowane na ponad bilion złotych, a w tej sytuacji uruchomienia 20 procent z nich nie jest przedsięwzięciem niewykonalnym. Żeby ominąć konstytucyjny zakaz finansowania deficytu budżetowego kredytem NBP, wystarczyłoby – jak to miało miejsce w latach poprzednich – że Bank Gospodarstwa Krajowego wyemituje obligacje na sumę 180 mld złotych – co jest legalne – a następnie NBP, w ramach „inwestowania” swoich avoirów, „zainwestuje” w te obligacje – co też jest legalne – i po krzyku.

Jak pisze w książce „Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza” nieżyjący już amerykański ekonomista Murray Rothbard, System Rezerwy Federalnej kreuje pieniądze dosłownie z niczego. Zapisuje sobie, dajmy na to, że ma 100 mld dolarów. Tych pieniędzy fizycznie nie ma, ale to nic nie szkodzi, żeby z tej puli napożyczać forsy bankom komercyjnym. Banki komercyjne kredytują z tych pożyczek firmy i obywateli, i w ten sposób z niczego rodzą się prawdziwe pieniądze – bo firmy i obywatele muszą spłacać długi naprawdę. Powoduje to oczywiście inflację – ale to jest „podatek emisyjny” – jak ją nazywał noblista Milton Friedman. Kombinacja z rezerwami NBP aż taka kozacka nie jest, bo te rezerwy rzeczywiście istnieją. Zatem nie o pieniądze tu chodzi.

A jeśli nie o pieniądze, to o co?

Snop światła na tę sprawę rzuca „mechanizm warunkujący”, jakim obwarowana jest pożyczka SAFE. Chodzi o to, że Komisja Europejska pod byle pretekstem – jak to było w przypadku KPO – może wstrzymywać wypłaty kolejnych transz pożyczki. W ten sposób może dyscyplinować nieszczęsnego dłużnika, by skakał przed nią z gałęzi na gałąź. Po drugie – jak w niepojętym przypływie szczerości wychlapała Wielce Czcigodna Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, mająca w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę pełnomocnika do spraw SAFE – cztery do pięciu procent” od tych prawie 44 miliardów euro od razu powędruje na Ukrainę. To oczywiście nieprawda, bo nie „cztery do pięciu”, tylko prędzej piętnaście – a jak będzie trzeba – to i 50 procent tej sumy trafi na Ukrainę.

Ale to by jeszcze nie uzasadniało aż takiej determinacji, jakiej dowody składa obywatel Tusk Donald, zadowolony ze swego rozumu Książę-Małżonek i zmobilizowane stado mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu. Ponieważ z obfitości serca usta mówią, to wyjaśnienie przyczyn tego zacietrzewienia przyszło od rzecznika Komisji Europejskiej, który wychlapał, że Komisja Europejska Polsce kazała przyjąć program SAFE. To znaczy – przykazała vaginetowi obywatela Tuska Donalda, który otrzymał zadanie wkręcenia naszego nieszczęśliwego kraju w ten program. Bo trzeba nam wiedzieć, że chociaż oprocentowanie SAFE jest podobno „korzystne”, to z uwagi na wieloletni termin spłaty, Polska musiałaby oddać Komisji Europejskiej prawie dwa razy tyle, ile by dostała. Obywatelu Tusku Donaldu to oczywiście nie przeszkadza, bo w roku 2070 prawdopodobnie będzie on już starym nieboszczykiem, podobnie jak i Książę-Małżonek, chociaż sprawia wrażenie niezwykle żywotnego.

Ale co z naszym nieszczęśliwym krajem? Ano – SAFE zostało pomyślane jako instrument trwałego uzależnienia Polski od Komisji Europejskiej, w której coraz więcej kompetencji zagarnia dla siebie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje. Najwyraźniej musiała opatrzyć rozkaz przyjęcia przez Polskę programu SAFE zagrożeniem, że w przeciwnym razie powyrywa Donaldu Tusku i Księciu-Małżonku nogi z tyłka. Może nie dosłownie, chociaż i tego wykluczyć z góry przecież nie można – ale mogła uzależnić od tego możliwość kontynuowania świetnych karier. Toteż ze zrozumieniem w tej sytuacji przyjmujemy do wiadomości pogróżki obywatela Tuska Donalda, że w razie zawetowania ustawy o SAFE, vaginet przystąpi do realizowania „Planu B”, to znaczy – wzięcia tej pożyczki na tak zwany „rympał”, bez oglądania się na żadne konstytucyjne dyrdymały.

W tej sytuacji Polska zostałaby, wraz z całą naszą niezwyciężoną armią, wprowadzona na świetlisty szlak, wiodący do Generalnej Guberni – bo w IV Rzeszy taki właśnie los wypadł naszemu nieszczęśliwemu krajowi. Tymczasem, kiedy „takie oto zabawy i spory” się u nas odbywają, „Epicka furia” powoli ogarnia również Europę i to w pobliżu naszego nieszczęśliwego kraju. Właśnie Rumunia zaoferowała Amerykanom swoje terytorium, jako kolejną bazę do ataku na złowrogi Iran. O ile pamiętam, to na terenie Rumunii jest amerykańska baza, podobna do tej u nas, w Redzikowie na Pomorzu. Skoro zatem „Epicka furia” zatacza coraz szersze kręgi, to w pewnym momencie może objąć nie tylko Rumunię, ale i nasz nieszczęśliwy kraj.

Stanisław Michalkiewicz

Girls School Bomber. MEM-y II.

———————————

——————————————

——————————————–

—————————————-

—————————————————-

————————————————

———————————————

——————————————

——————————

———————————————–

Niezamierzone [przez USA] konsekwencje irańskiego oporu

Niezamierzone konsekwencje irańskiego oporu

przez Thierry’ego Meyssana voltairenet-org/article 17 marca 2026 r.

Stawiając opór nielegalnemu atakowi Izraela i Stanów Zjednoczonych na swój kraj, Irańczycy doprowadzili do ujawnienia się „papierowego tygrysa”. W ciągu kilku dni udowodnili, że wyrafinowana i droga broń Pentagonu nie nadaje się do ich wysoce ekonomicznego stylu prowadzenia wojny. Zdestabilizowali globalny rynek ropy naftowej, który gwarantuje dolara amerykańskiego. Wreszcie, przedstawili nową koncepcję, nad którą zastanawiają się wszyscy przeciwnicy dominacji anglosaskiej. Skłoniła ona już Chiny do całkowitej rewizji planów obronnych w przypadku ataku USA na Tajwan.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja)

Wojna z Iranem jest inna niż wszystkie. Po raz pierwszy nie ma znaczenia, które cele zostaną zniszczone. Bohaterowie koncentrują się na ekonomicznych konsekwencjach swoich działań. To doświadczenie rewolucjonizuje sposób prowadzenia wojny i skłoniło już Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą do rewizji planów bojowych.

Dron Shahed kosztuje około 35 000 dolarów. Aby mu przeciwdziałać, Stany Zjednoczone musiałyby wystrzelić dwa pociski Patriot, każdy kosztujący 3,3 miliona dolarów. Jeśli pozwolą dronowi Shahed trafić w cel – jakikolwiek – będzie to oznaczać, że nie są w stanie obronić siebie ani swoich sojuszników. Wystrzeliwując drona, Iran prawie na pewno zmusi Stany Zjednoczone do wydania 6,6 miliona dolarów, czyli około 188 razy więcej niż wynosi irańska inwestycja.

Stany Zjednoczone posiadają system antydronowy Merops, ale znajduje się on dopiero w fazie testów na Ukrainie od półtora roku. Systemy te są również rozmieszczone wzdłuż granic Polski i Rumunii. Pentagon zdecydował się na odsłonięcie wschodniej granicy NATO, aby wprowadzić Merops do Zatoki Perskiej.

„Otrzymaliśmy konkretną prośbę ze strony Stanów Zjednoczonych o pomoc w ochronie” przed irańskimi systemami dronów – powiedział 12 marca niewybrany ponownie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Ukraińscy oficerowie natychmiast udali się do Zatoki Perskiej.

Co więcej, Stany Zjednoczone od lat eksperymentują z laserami przeciw-dronowymi. To bardzo ekonomiczne rozwiązanie, ale na razie nie wiadomo, jak ta broń mogłaby zostać wykorzystana, nie mówiąc już o masowej produkcji. Upłynie wiele lat, zanim Pentagon użyje jej na polu bitwy.

Co więcej, zapasy rakiet Patriot kurczą się na naszych oczach. Nawet jeśli Pentagon utrzymuje dostępne zapasy w tajemnicy, wszystkie inne możliwości sprowadzenia Patriotów na Bliski Wschód są ujawniane. Wiadomo jedynie, że amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy może produkować nie więcej niż 700 jednostek rocznie, podczas gdy Iran wystrzelił już kilka tysięcy pocisków Shahed.

Tutaj skupiamy się wyłącznie na misjach niszczenia dronów Shahed. Obrona Stanów Zjednoczonych i Izraela przed pociskami dalekiego zasięgu to nie tylko problem finansowy, ale i krótkoterminowy: wyczerpywanie się zapasów pocisków przechwytujących THAAD, których tygodniowo można produkować zaledwie około dziesięciu  [ 1 ] .

W każdym razie Stany Zjednoczone oficjalnie wydały 5,6 miliarda dolarów na amunicję w ciągu pierwszych dwóch dni nielegalnej wojny z Iranem  [ 2 ] . Kwota ta wzrosła do 11,3 miliarda dolarów zgodnie z oświadczeniem Pentagonu dla Kongresu z 10 marca. W przypadku 1444 zabitych Irańczyków odpowiada to kosztowi około 8 milionów dolarów na ludzkie życie od 12 marca, zgodnie z danymi irańskiego Ministerstwa Zdrowia  [ 3 ] . Najdroższa wojna w historii.

Dla porównania, Irańczycy doświadczyli dwóch poważnych traum: I wojny światowej – w której w Iranie zginęło więcej ludzi niż w Niemczech i Francji razem wziętych – która pochłonęła około 6 milionów ofiar. Wojna narzucona im przez Irak pochłonęła co najmniej 500 000 ofiar. Zrozumiałe jest zatem, że obecne kilkaset ofiar nie powali tego kraju na kolana.

Kolejną irańską innowacją jest odwet Teheranu na sąsiadach. Opierając się na prawie międzynarodowym i oświadczeniach przywódców Izraela i USA, Iran zaatakował amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej i Lewancie. Nie mam tu na myśli ataków libańskiego Hezbollahu (Partii Boga) i irackiej Saraya Awliya al-Dam (Brygady Krwawych Strażników), a jedynie ataki irańskie.

Iran z niepokojem przypomniał Zachodowi o rezolucji 3314 (XXIX) z 14 grudnia 1974 r.  [ 4 ] . Przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ bez głosowania, wyjaśnia ona pojęcie agresji, o którym mowa w Karcie San Francisco. Prasa międzynarodowa, zdominowana przez Anglosasów, przekonała się, że prawo międzynarodowe zabrania wjazdu na terytorium obce. Na tej podstawie Zgromadzenie Ogólne ONZ potępiło rosyjską specjalną operację wojskową na Ukrainie. Iran ożywił ten zapomniany tekst.

Tekst ten upoważnia do użycia siły w celu wsparcia „ludów podległych reżimom kolonialnym lub rasistowskim”, podobnie jak ma to miejsce w przypadku rosyjskiej pomocy dla republik Donbasu (artykuł 7). Zakazuje on nie tylko agresji na Iran ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych, ale także udziału w takiej agresji państw trzecich, na terenie których znajdują się bazy wojskowe Izraela lub USA (artykuł 3). Wynika z tego, że Iran ma prawo do odwetu na terytoriach państw Zatoki Perskiej i Lewantu.

Widzimy, że państwa te są zaniepokojone reakcją Iranu i że ich gospodarki są sparaliżowane. Państwa te, głównie te w Zatoce Perskiej, są znaczącymi producentami ropy naftowej. Dlatego starają się uwolnić od Izraela i Stanów Zjednoczonych, które wcześniej zapewniały im bezpieczeństwo, a teraz ponoszą odpowiedzialność za ich nieszczęście. Gdyby ich pragnienie niepodległości skłoniło je do sprzedaży ropy nie w dolarach amerykańskich, ale w innych walutach, wartość dolara gwałtownie spadłaby. W rzeczywistości wartość ta nie jest gwarantowana przez PKB Stanów Zjednoczonych, ale przez międzynarodowy rynek węglowodorów.

Kiedy prezydent Nicolás Maduro został porwany, podkreślaliśmy, że Stany Zjednoczone nie dążyły do ​​przejęcia znacznych rezerw ropy naftowej tego kraju, lecz do przywrócenia handlu ropą opartego na dolarze. To, co odniosło sukces w Wenezueli, może zakończyć się porażką na Bliskim Wschodzie i oznaczać początek końca Stanów Zjednoczonych.

To, co dzieje się obecnie na Bliskim Wschodzie, nagle staje się inspiracją dla wszystkich krajów, które narzekają na dominację Stanów Zjednoczonych, począwszy od Chin.

Pekin przygotowuje się do konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi i Japonią o swój region Tajwanu. Należy pamiętać, że Chiny nie zamierzają okupować tej wyspy, ale uważają każdą próbę przyznania jej niepodległości za akt agresji  [ 5 ] . Z perspektywy Chin Czang Kaj-szek nie miał prawa do secesji, a Tajwan pozostaje regionem chińskim. Kuomintang, partia następcza Czang Kaj-szeka, zgodziła się, a jedynie bardzo mała Demokratyczna Partia Postępowa (DPP) prezydenta Lai Ching-te dąży do niepodległości. Ta kwestia pojawia się tylko dlatego, że Stany Zjednoczone ją podnoszą.

Pekin właśnie zdał sobie sprawę, że prawo międzynarodowe zezwala na odwet przeciwko amerykańskim bazom wojskowym w regionie Azji i Pacyfiku w przypadku agresji ze strony USA. W jednej chwili Armia Ludowo-Wyzwoleńcza zrewidowała wszystkie swoje plany [5]. Nie skierowała już pocisków w stronę Tajwanu, lecz w stronę 24 amerykańskich baz wojskowych w regionie.

Wszystkie państwa, w których znajdują się amerykańskie bazy wojskowe i przewidują problemy, z jakimi borykają się obecnie państwa Zatoki Perskiej i Lewantu, podążają za tym trendem. Nie ma wątpliwości, że wkrótce zakwestionują obecność tych baz.

Abstrahując od konfliktu irańskiego, wydaje się obecnie, że irański model oporu narzuca się wszystkim, którzy spodziewają się konfliktu militarnego z Waszyngtonem, i że rewolucjonizuje on nasze pojmowanie równowagi sił.

Ważne jest, aby zrozumieć, że Stany Zjednoczone dały się zmanipulować własnej propagandzie. Były przekonane, że wydarzenia po upadku banku Ayandeh spowodowały ponad 40 000 ofiar, wszystkie przypisywane Gwardii Rewolucyjnej. To oczywiście całkowita nieprawda. Większość ofiar była wynikiem ataków ISIS i paniki wywołanej przez snajperów na dachach, w wyniku której zginęli zarówno protestujący, jak i policjanci. Rzeczywista liczba ofiar jest co najmniej sześciokrotnie niższa.

Przekonywali również samych siebie, że wszyscy ci demonstranci byli „antyrządowi”, zakładając, że ci, którzy domagali się zwrotu aktywów bankowych, byli z konieczności przeciwni ajatollahowi Aliemu Chameneiemu. W ten sposób wrzucili do jednego worka protestujących ekonomicznie, przeciwników religijnego totalitaryzmu i tych, którzy chcieli być rządzeni na wzór zachodni. Teraz odkrywają, że można dać się zrujnować systemowi bankowemu, żywić urazę do mułłów, fascynować się około czterdziestoma zachodnimi kanałami telewizyjnymi nadającymi amerykańskie seriale w języku perskim, a mimo to bronić swojego kraju.

Ta błędna kalkulacja, porównywalna z tą, która w 1979 r. doprowadziła do rezygnacji i ucieczki szacha Rezy Pahlawiego oraz do zorganizowania powrotu imama Ruhollaha Chomeiniego z Francji, obecnie prowadzi ich do klęski militarnej, a nawet do ich upadku.

Thierry Meyssan Tłumaczenie Horsta Frohlicha. Korekta Wernera Leuthäussera.

Kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze zniszczony – Iran jednym atakiem obnażył szaleństwo europejskiego Zielonego Ładu

Kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze

został zniszczony –

Iran jednym atakiem obnażył

szaleństwo europejskiego Zielonego Ładu

19/03/2026 – zmianynaziemi/kompleks-gazowy-ras-laffan-w-katarze-zostal-zniszczony-iran-jednym-atakiem-obnazyl

Przez lata unijni urzędnicy przekonywali, że gaz ziemny to bezpieczny pomost między węglową przeszłością a odnawialną przyszłością. Wystarczyła jedna salwa irańskich rakiet, by ten most runął. Atak na Ras Laffan w Katarze – największy obiekt skraplania gazu na świecie – nie jest tylko kolejnym epizodem bliskowschodniego konfliktu. To brutalny rachunek wystawiony Europie za dekadę energetycznego szaleństwa.

18 marca 2026 r. irańskie pociski uderzyły w kompleks Ras Laffan Industrial City. QatarEnergy potwierdziła „rozległe uszkodzenia”. Wybuchły pożary, instalację ewakuowano, produkcję LNG wstrzymano. To nie był pierwszy atak – już 2 marca drony irańskie zmusiły Katar do zawieszenia eksportu. Ale marcowy uderzenie rakietowe to już zupełnie inna skala zniszczeń. Ras Laffan odpowiada za około 20% światowej produkcji skroplonego gazu ziemnego. Jego główni odbiorcy to Europa i Azja. Trudno o bardziej czuły punkt całej globalnej energetyki.

Tło konfliktu jest złożone. Pod koniec lutego 2026 r. Izrael zaatakował irańskie pole gazowe South Pars – to samo, które Iran współdzieli z Katarem. Teheran odpowiedział uderzeniami na infrastrukturę Zatoki Perskiej. Prezydent Trump zagroził publicznie, że jeśli Iran ponownie zaatakuje Ras Laffan, Stany Zjednoczone zniszczą całe South Pars. Jednocześnie powstrzymał Izrael przed dalszymi nalotami na irańskie instalacje naftowe. Katar wydalił irańskich dyplomatów. Arabia Saudyjska zgłosiła ataki na własne rafinerie. Region płonie – i to dosłownie.

Skutki dla rynków energii są natychmiastowe i dotkliwe. Ceny ropy Brent od początku konfliktu wzrosły o ponad 20 dolarów, oscylując między 92 a 103 dolarami za baryłkę. Gaz ziemny w Europie – notowany na giełdzie TTF – drożeje w tempie, którego analitycy HSBC nie przewidywali nawet w czarnych scenariuszach. Wzrosty sięgają 40% powyżej prognoz na cały 2026 rok. Cieśnina Ormuz jest częściowo zablokowana. Europejskie elektrownie gazowe, które miały być filarem transformacji energetycznej, stoją przed widmem przestojów. Niemcy, Holandia, Polska – kraje, które w ostatnich latach postawiły na import LNG jako alternatywę dla rosyjskiego gazu – mogą wkrótce zmierzyć się z poważnymi problemami z dostawami energii.

I tu dochodzimy do sedna. Przez ostatnie kilkanaście lat Komisja Europejska budowała Zielony Ład na fundamencie, który okazał się piaskiem. Gaz miał być paliwem przejściowym – czystszym od węgla, tańszym od atomu, łatwiejszym do wdrożenia niż OZE w skali przemysłowej. Po 2022 roku, gdy Rosja zakręciła kurek, Bruksela z entuzjazmem zastąpiła rosyjskie dostawy katarskim i amerykańskim LNG. Nikt nie zadał głośno pytania: co się stanie, gdy Bliski Wschód stanie się areną kolejnej wojny? Teraz pytanie zadaje sama rzeczywistość – i odpowiada na nie płonącym kompleksem w Katarze.

Zielony Ład nie był tylko programem klimatycznym. Był projektem politycznym opartym na założeniu, że świat pozostanie w miarę stabilny, a handel energią będzie funkcjonował wedle reguł wolnego rynku. Geopolityka to założenie właśnie skasowała. Europa uzależniła się najpierw od Rosji, potem od Zatoki Perskiej, i za każdym razem płaci cenę tej naiwności. System handlu emisjami ETS, nakładany na europejski przemysł i energetykę jak kaftan bezpieczeństwa, w obliczu kryzysu okazuje się narzędziem autodestrukcji. Włochy i Niemcy już żądają jego zawieszenia. Debaty w Parlamencie Europejskim i Radzie UE z 19–20 marca mogą przynieść decyzje, które jeszcze miesiąc temu byłyby nie do pomyślenia.

Osiem państw – Hiszpania, Holandia, Dania i inne – ostrzega przed krokiem wstecz w polityce klimatycznej. Ale gdy obywatele stają przed perspektywą blackoutów i rachunków za energię, które pożerają połowę pensji, ideologiczne zobowiązania klimatyczne szybko tracą na wadze. Węgiel, przez lata przedstawiany w Brukseli niemal jako substancja toksyczna, nagle wraca na salony jako gwarancja bezpieczeństwa energetycznego.

Dla Polski to moment, który może zmienić krajową politykę energetyczną. Spółki węglowe notowane na GPW – LW Bogdanka i Jastrzębska Spółka Węglowa – znalazły się w zupełnie nowej sytuacji rynkowej. Rosnące ceny węgla energetycznego i koksowego, połączone z możliwym zawieszeniem lub ograniczeniem ETS, oznaczają wyższe marże i odbudowę pozycji sektora, który jeszcze niedawno był skazywany na likwidację. Bogdanka dostarcza węgiel do elektrowni, które teraz mogą być jedyną realną rezerwą mocy. JSW produkuje koks dla hutnictwa, które w warunkach kryzysu energetycznego może wrócić do sprawdzonych technologii. Polskie bloki gazowe o łącznej mocy około 3000 MW mogą stanąć z braku surowca. Kopalnie, które jeszcze rok temu zasypywano pod presją unijnych regulacji, nagle okazują się aktywem strategicznym.

Nie należy jednak popadać w euforię. Powrót do węgla to rozwiązanie doraźne, nie strategiczne. Polska potrzebuje energetyki jądrowej, rozbudowy OZE i uniezależnienia się od jakichkolwiek zewnętrznych dostaw paliw – niezależnie czy płyną z Rosji, Kataru czy Stanów Zjednoczonych. Kryzys pokazuje tylko, że droga do tej niezależności była blokowana przez regulacje, które bardziej służyły interesom politycznym niż realnym potrzebom bezpieczeństwa.

Atak na Ras Laffan to nie lokalny incydent. To zwierciadło, w którym Europa powinna przejrzeć się bez retuszu. Obraz jest nieprzyjemny: kontynent, który przez lata mylił pobożne życzenia z polityką energetyczną, stoi teraz przed konsekwencjami własnych decyzji. Komisja Europejska ma szansę wyciągnąć wnioski. Pytanie, czy ideologia okaże się silniejsza niż rzeczywistość.

Źródła:

https://www.reuters.com/world/middle-east/qatarenergy-rep…

https://www.aljazeera.com/news/2026/3/18/qatar-says-iran-…

https://www.bbc.com/news/articles/c93j37egjdeo

https://www.cnbc.com/2026/03/18/iran-war-qatar-ras-laffan…

https://www.bbc.com/news/articles/c78x83lpgngo

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-03-18/qatar-…

Od sodomii do genderyzmu – historia ideologizacji zaburzeń płciowych

Od sodomii do genderyzmu – historia ideologizacji zaburzeń płciowych

W ostatnich dekadach tzw. „ruch LGBT” stał się jednym z najbardziej wpływowych nurtów kulturowych i politycznych Zachodu. Jednak – jak wskazują niektórzy analitycy – jego rozwój coraz częściej wykracza poza pierwotne postulaty dotyczące ochrony przed dyskryminacją i przyjmuje formę szerokiego projektu ideologicznego, do którego akceptacji, społeczeństwa nie są już zachęcane, ale zmuszane. Analiza opublikowana przez Instytut Ordo Iuris wskazuje, że współczesny aktywizm dewiacyjny jest elementem głębszej transformacji kulturowej, której celem jest zmiana rozumienia rodziny, płci i ludzkiej seksualności.

Od sodomii do genderyzmu – historia ideologizacji zaburzeń płciowych. Według autorów opracowania ruch dewiacyjny początkowo odwoływał się do retoryki praw obywatelskich. Aktywiści przedstawiali swoje postulaty jako walkę o równość wobec prawa i ochronę przed dyskryminacją. Z czasem jednak agenda zaczęła się rozszerzać.

Jak zauważają autorzy analizy, hasła emancypacyjne przekształciły się w szeroki projekt zmiany norm społecznych – od redefinicji małżeństwa po promowanie nowych koncepcji płci i seksualności. W tym ujęciu nie chodzi już wyłącznie o prawa jednostek, lecz o przebudowę całego porządku kulturowego. Proces ten można obserwować w wielu krajach zachodnich, gdzie w ciągu ostatnich lat rozszerzano zakres przywilejów dla związków jednopłciowych oraz wprowadzano nowe regulacje dotyczące tożsamości płciowej.

Krytycy współczesnego aktywizmu LGBT zwracają uwagę, że jego rozwój łączy się z rozpowszechnieniem ideologii określanej jako „gender”. W jej ramach płeć nie jest już traktowana jako biologiczna cecha człowieka, lecz jako konstrukt społeczny, który można dowolnie definiować.

Tego typu koncepcje – zdaniem ich przeciwników – prowadzą do podważenia podstawowych kategorii antropologicznych i kulturowych. Tradycyjne rozumienie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, ukierunkowanego na rodzinę i wychowanie dzieci, zostaje zastąpione wizją relacji opartych wyłącznie na indywidualnym wyborze. Według analizy takie zmiany mogą prowadzić do osłabienia instytucji rodziny i zatarcia różnic między różnymi formami relacji społecznych.

Autorzy opracowania wskazują, że współczesny aktywizm sodomicko-genderowy działa często poprzez stopniowe przesuwanie granic akceptacji społecznej. Najpierw pojawia się postulat tolerancji i ochrony przed przemocą, następnie żądanie pełnej równości prawnej, a w kolejnym etapie – zmiana definicji instytucji takich jak małżeństwo czy rodzina. W efekcie dochodzi do sytuacji, w której – jak twierdzą krytycy – tradycyjne normy społeczne zaczynają być przedstawiane jako przejaw dyskryminacji, a sprzeciw wobec nowych idei bywa marginalizowany lub stygmatyzowany.

Debata o ruchu dewiacyjnym stała się dziś jednym z najważniejszych sporów kulturowych w świecie zachodnim. Z jednej strony zwolennicy podkreślają potrzebę ochrony praw mniejszości seksualnych. Z drugiej – krytycy wskazują na konsekwencje cywilizacyjne i kulturowe związane z redefinicją podstawowych pojęć dotyczących człowieka i rodziny.

Według autorów analiz publikowanych przez Ordo Iuris współczesna promocja homoseksualizmu i tzw. „płynnej płci” w ramach ideologii genderyzmu/neołysenkizmu nie jest wyłącznie spontanicznym ruchem społecznym. W ich ocenie ma ona charakter ideologiczny i stanowi element szerszej strategii zmiany norm społecznych.

Z tej perspektywy współczesna promocja dewiacji nie jest jedynie kwestią indywidualnych wyborów czy praw mniejszości. Krytycy tego nurtu postrzegają ją jako projekt kulturowy, który zmierza do osłabienia tradycyjnej rodziny oraz zakwestionowania biologicznego i społecznego rozumienia płci i seksualności człowieka, tak by przekształcić społeczeństwo w plastyczną masę, którą można potem urobić w dowolnym kierunku.

Dlatego spór o aktywizm dewiacyjny nie dotyczy wyłącznie polityki czy prawa. W rzeczywistości jest to debata o fundamentach cywilizacji. O tym, czym jest rodzina, kim jest człowiek i jakie wartości mają stanowić podstawę ładu społecznego w przyszłości. Biorąc pod uwagę, że sporowi towarzyszą też starcia związane z aborcją i eutanazją, jest to bój cywilizacji z antycywilizacją. Bój w którym każdy z nas musi opowiedzieć się po jednej ze stron.

USA jak w narkotycznym cugu. „The Spectator” wieszczy rychły koniec trumpizmu

USA jak w narkotycznym cugu. „The Spectator” wieszczy rychły koniec trumpizmu

pch24.pl/usa-jak-w-narkotycznym-cugu-the-spectator-wieszczy-rychly-koniec-trumpizmu

Życie wyborcy Donalda Trumpa przypomina codzienność uzależnionego od heroiny: przeżywasz regularne napady przerażenia i śmiertelnego zagrożenia, których ostatecznym rezultatem jest – w najlepszym razie – powrót do normalności – pisze Christopher Caldwell na łamach brytyjskiego konserwatywnego tygodnika „The Spectator”.

„Rok temu, cła wprowadzone w Dzień Wyzwolenia, niemal doprowadziły do paraliżu amerykańskiej gospodarki, zanim Chiny łaskawie odpuściły sobie tę sprawę. Potem pojawiła się jeszcze bardziej lekkomyślna decyzja o przyłączeniu się do Izraela w bombardowaniu irańskiej instalacji jądrowej w Fordow” wymienia publicysta.

Caldwell przekonuje, że wraz atakiem na Iran z 28 lutego, szczęście w końcu opuściło Donalda Trumpa. Jego niefrasobliwe decyzja skończyła się dla wszystkich fatalnie: polityk wciągnął Stany Zjednoczone w kolejną długą wojnę na Bliskim Wschodzie, doprowadził do kryzysu paliwowego na całym świecie i spowodował globalny wzrost nastrojów antyamerykańskich. Do tego potężnie zachwiał zaufaniem sojuszników z NATO.

Co najbardziej istotne, decyzję o zaatakowaniu Iranu Trump zdradził oczekiwania swojego własnego żelaznego elektoratu. Influencerzy, którzy uważani byli dotychczas za rzeczników trumpizmu – Joe Rogan, Tucker Carlson, Megyn Kelly, Candace Owens – zareagowali na inwazję z niedowierzaniem. W konsekwencji „Trump może bawić się prezydenturą przez następne trzy lata (o ile nie dojdzie do impeachmentu), ale wzajemny szacunek między nim a jego ruchem został zerwany, a jego rewolucja zasadniczo dobiegła końca” – ocenia publicysta.

Caldwell sugeruje, że spadek notowań Trumpa wynika przede wszystkim z jego charakteru; przekonaniu o własnej nieomylności, czy absolutnej niewrażliwości na nawet najmniejszą krytykę. Charyzmatyczna aura prezydenta USA z jednej strony pozwoliła wygrać wybory, ale w dłuższej perspektywie – doprowadziła do szeregu katastrofalnych decyzji. Brytyjski autor sugeruje, że w ten sposób na naszych oczach objawia się słabość amerykańskiego systemu prezydenckiego, którego pierwotny charakter przywróciła „kontrrewolucja” MAGA.

Paradoksalnie – tłumaczy publicysta – trumpizm był ruchem na rzecz demokracji. Donald Trump szedł do wyborów z hasłem rozprawienia się z „głębokim państwem” (ang. deep state), rozumianym jako nieformalna władza ukryta w sieci powiązań pomiędzy władzami uniwersyteckimi, liderami opinii, tajnymi służbami, organizacjami pozarządowymi czy instytucjami finansowymi. Ponowny wybór Donalda Trumpa oznaczał powrót do pierwotnej wersji systemu pomyślanego przez Ojców Założycieli, gdzie decyzji prezydenta nie ogranicza silne „społeczeństwo obywatelskie” ze swoimi instytucjami.

„Właśnie dlatego przed 1788 rokiem nikt nie odważył się wprowadzić systemu prezydenckiego na wzór amerykański i właśnie dlatego postępowcy ograniczyli uprawnienia prezydenta poprzez stworzenie „głębokiego państwa”. Bez tego istnieją w rzeczywistości tylko dwa zabezpieczenia przed samowolną władzą wykonawczą. Po pierwsze, społeczeństwo musi wybrać osobę o nienagannym charakterze i oddanej sprawie publicznej, a po drugie, osoba ta musi przestrzegać konstytucji” – podkreśla Caldwell.

Zdaniem autora, Amerykanie nie spodziewali się, że wady charakteru Trumpa mogą stanowić dla nich zagrożenie w sferze polityki zagranicznej. Dzisiaj politykę Stanów Zjednoczonych wobec Iranu kształtuje na dobrą sprawę zięć Trumpa, Jared Kushner blisko związany z premierem Izraela, oraz jego przyjaciel z branży nieruchomości, Steve Witkoff. Żaden z nich nie został zatwierdzony przez Senat, jak to jest wymagane w przypadku czołowych dyplomatów i członków gabinetu, a Kushner nie opublikował nawet oświadczenia majątkowego.

„Nie można winić Netanjahu za to, że wykorzystał tę sytuację – prawdopodobnie jego kraj już nigdy nie będzie miał do czynienia z tak łatwowiernym prezydentem” – podkreśla Caldwell. Choć Trump niejednokrotnie wykazał się zaskakująca umiejętnością wychodzenia z sytuacji kryzysowych, to – zdaniem publicysty – „nie pozwoli to jego ruchowi przetrwać”. Prezydent USA wydaje się bowiem kompletnie ignorować sygnały płynące z wnętrza własnego elektoratu.

„Trump realizuje obecnie politykę tych samych ekspertów z think tanków i propagatorów demokracji, z którymi obiecał walczyć. Wygląda na to, że minęło już wiele miesięcy, odkąd ludzie, w imieniu których prowadził kampanię, choćby przemknęli mu przez głowę” – konkluduje Caldwell.

Źródło: spectator.com

PR

Cieśnina Ormuz – bardzo dziwne przeciąganie liny

Cieśnina Ormuz – bardzo dziwne przeciąganie liny

The Strait of Hormuz – A Very Strange Tug-of-War, Kit Knightly, Mar 18, 2026

Autor: AlterCabrio , 18 marca 2026

W ciągu kilku godzin od pierwszych nalotów bombowych w ramach „Epic Fury” zachodnie źródła donosiły, że Iran zamknął cieśninę Ormuz.

Następnie Iran stwierdził, że tego nie zrobił, ale groził, że to zrobi.

Wtedy wkroczyli zachodni ubezpieczyciele, wymuszając zamknięcie cieśniny poprzez odmowę ubezpieczania statków przepływających przez cieśninę…

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Źródło: AI

Cieśnina Ormuz – bardzo dziwne przeciąganie liny

Od czasu, gdy USA i Izrael rozpoczęły wojnę – przepraszam, „ukierunkowaną, ograniczoną operację bojową” – trudno było o jakieś konkretne fakty.

W bardziej niż zwyczajowo niejasnej narracji wojennej, powiedziano nam, że Iran wygrywa ORAZ przegrywa, w zależności od tego, kogo zapytaliśmy. To wojna o zmianę reżimu, ale jednocześnie nią nie jest. Zginęło wielu irańskich urzędników, a niektórzy wrócili. Netanjahu również przez chwilę nie żył. Mówiło się też o taktycznej broni nuklearnej.

Nigdzie ta mgła wojny nie jest tak gęsta jak w Cieśninie Ormuz, na temat której nie sposób uzyskać *ekhem* odpowiedzi.

Relacja jest tak dynamiczna i pełna sprzeczności, że przywołuje obrazy skomplikowanej gry „tak, i…”, w którą grają członkowie grupy improwizacyjnej, którzy mają zupełnie inne cele wobec tej historii i potajemnie się nienawidzą.

W ciągu kilku godzin od pierwszych nalotów bombowych w ramach „Epic Fury” zachodnie źródła donosiły, że Iran zamknął cieśninę Ormuz.

Następnie Iran stwierdził, że tego nie zrobił, https://x.com/AJENews/status/2031775096101015743ale groził, że to zrobi.

Wtedy wkroczyli zachodni ubezpieczyciele, wymuszając zamknięcie cieśniny poprzez odmowę ubezpieczania statków przepływających przez cieśninę.

Następnie Donald Trump powiedział, że armia amerykańska ubezpieczy statki i zaoferowała im również eskortę wojskową.

Potem powiedziano nam, że Iran nie może zamknąć Cieśniny, nawet gdyby chciał, ponieważ jego flota została całkowicie zniszczona.

Następnie prasa podała, że ​​Iran zaminował Cieśninę „około tuzinem min”, pomimo że irańscy urzędnicy całkowicie temu zaprzeczyli.

Co dziwniejsze, nawet sekretarz wojny USA, Pete Hegseth, zaprzeczył obecności min, mówiąc na konferencji prasowej: „Nie mamy na to żadnych dowodów”.

Co nasuwa ciekawe pytanie: skoro oba rządy zaangażowane w tę wojnę twierdzą, że nie ma min, to kto twierdzi, że miny są? I dlaczego?

Kto podważa decyzje Pentagonu i irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych? I dlaczego zdecydowana większość prasy daje wiarę tym słowom?

Niestety, jeśli na miejscu znajdują się miny, Marynarka Wojenna USA nie jest w stanie nic z tym zrobić, ponieważ we wrześniu wycofała ze służby cztery trałowce, a następnie w styczniu opuściła nimi ten obszar.

Biorąc pod uwagę, że zaminowanie Cieśniny przez Iran jest oczywistym potencjalnym rezultatem każdego konfliktu, a to konflikty, w którym Stany Zjednoczone zapewne brały udział dziesiątki razy w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, jest to tak niewiarygodna „niekompetencja”, że można ją uznać za swoisty autosabotaż.

Niektórzy politycy sugerowali ostatnio, że można użyć dronów do usuwania min, aby utrzymać linię handlową otwartą, ale prasa natychmiast położyła kres tym pomysłom, donosząc, że „drony do usuwania min nie eliminują ryzyka związanego z oczyszczaniem Ormuz”.

W związku z tym prasa i politycy toczą debatę na temat najlepszego sposobu usunięcia min, których obecność nie została potwierdzona, a obie strony oficjalnie twierdzą, że te nie istnieją.

Tymczasem Iran oferuje bezpieczne przejście przez Cieśninę statkom z Chin, statkom [podmiotów] płacących w juanach lub po prostu każdemu, kto grzecznie poprosi. Co zdaje się sugerować, że mówią prawdę o braku min.

Co ponownie nasuwa pytanie, dlaczego mediom tak bardzo zależy na obecności tych min.

Wszystkie te sprzeczności generują listę pilnych pytań:

  • Czy Cieśnina Ormuz jest otwarta czy zamknięta?
  • Jeśli zamknięta, kto ją zamknął i w jaki sposób?
  • Dlaczego Marynarka Wojenna USA nie jest w stanie utrzymać otwarcia Cieśniny?
  • Czy Iran ma jeszcze jakieś okręty wojenne? Czy zostały zatopione?
  • Czy rozmieszczono miny? I ile ich jest?
  • Czy w przypadku rozmieszczenia min Iran mógłby zaoferować bezpieczne przejście, tak jak rzekomo to robi?

…na które albo nie ma żadnej odpowiedzi, albo jest ich mnóstwo, i w dodatku sprzecznych.

Wydaje się oczywiste, że znaczna część establishmentu chce zamknięcia Cieśniny Ormuz, a przynajmniej wmówienia wszystkim, że jest zamknięta. Ogólne powody są oczywiste: podniesienie cen, kultywowanie niedoborów i paniki. Chaos. A jeszcze lepiej, kosztowny chaos. Najlepszy rodzaj chaosu.

Ale wygląda też na to, że Donald Trump i jego otoczenie nie chcą zamknięcia Cieśniny i twierdzą, że jest otwarta i można ją utrzymać otwartą.

Stąd możemy jedynie przypuszczać, że te wzajemne oskarżenia –

„zamknięta!”

„Nie, jest otwarta”

„Zdecydowanie zamknięta – i zaminowana!”

„Nie, otwarta, otwarta, otwarta, otwarta”

„Zamknięta, zamknięta, zamknięta, zamknięta – wszędzie miny…”

Dwóch kierowców kłóci się o kierownicę, podczas gdy samochód szaleńczo lawiruje po drodze.

Ta walka o kierunek rozwoju wydarzeń wydaje się trwać. Jeszcze wczoraj Trump błagał sojuszników z NATO o pomoc w utrzymaniu cieśniny otwartej. Wygląda jednak na to, że nie zamierzają mu pomóc.

Prasa planuje z wyprzedzeniem, przewidując, że skutki gospodarcze zamknięcia Ormuzu będą się utrzymywać również po zakończeniu wojny.

Nagłówek z Financial Times

Dlaczego Ormuz będzie nas prześladować długo po zakończeniu tej wojny

I dalej stwierdza…

Trump nie jest w stanie ponownie otworzyć tego ważnego szlaku morskiego, ogłaszając zwycięstwo i odchodząc. Zamiast tego jego wojna z Iranem – a konkretnie kwestia Cieśniny Ormuz – zdefiniują resztę jego prezydentury i mogą dręczyć jego następców.

Dzieje się tak, ponieważ zamknięcie cieśniny stwarza zarówno natychmiastowy kryzys, jak i długoterminowy dylemat strategiczny. Obecny problem polega na tym, że im dłużej jest ona zamknięta, tym większe jest zagrożenie globalną recesją. Przyszły dylemat polega na tym, że Iran zdaje sobie sprawę, że kontrola nad Cieśniną Ormuz daje mu całkowitą kontrolę nad światową gospodarką. Nawet jeśli na krótko rozluźni swoją kontrolę, może ją ponownie zacieśnić w przyszłości.

Widzicie?

W ruchu rodem z filmu „Wag the Dog” [idiom. odwracanie uwagi -AC] ubezpieczyli tę narrację przed każdym, czy to przed Pezeshkianem/Trumpem/Hegsethem/Netanjahu, czy przed każdym, kto nagle stwierdzi, że wojna się skończyła i w ten sposób pokrzyżuje plany.

Mówią nam, że nawet jeśli to się stanie, nawet jeśli strony dojdą do porozumienia i zakończą działania wojenne, to i tak będziemy „prześladowani” przez Ormuz i będziemy „odczuwać skutki zamknięcia” długo po zakończeniu walk.

To wszystko wyjaśnia, prawda?

Zamknięcie Cieśniny Ormuz ma kluczowe znaczenie dla szerszego kontekstu.

Możliwe, że na czas nieokreślony.

Pytanie brzmi, co będzie dalej.

_________________

The Strait of Hormuz – A Very Strange Tug-of-War, Kit Knightly, Mar 18, 2026