Czy pani Ursula Wodęleje jest człowiekową pana Putina?

Czy pani Ursula jest człowiekową pana Putina?

emeryt ZUS


salon24/czy-pani-ursula-jest-czlowiekowa-pan-putina

Podpisując tak szybko umowy z Mercosur wygląda jakby jej zależało na tym by Putin miał za co kupować te swoje drony i rakiety!

A tu dowód, mamy kupować dużo z Brazylii?

Mamy!

A kto sprzedaje ropę ,nawozy i inne towary do Brazylii za grube miliardy dol rocznie?

Rosja!

Czy ta Rosja przeznaczy te miliardy na powiększenie dobrostanu Rosjan i innych ludów?

Czy kupi to co wymieniłem wyżej?

Innymi słowy jako unia będziemy finansować za pośrednictwem Brazylii Rosję!

I jej wysiłek wojenny!

Nie ma za co !

Ja, dusigrosz

Ja, dusigrosz

dzierzba


salon24/u/dzierzba/ja-dusigrosz

Jestem zwyczajnym biedakiem skoro nie stać mnie na bezstresowe ogrzewanie mieszkania. I niech nikt mi nie mówi, że jest inaczej, bo to normalna oszczędność w naszej niezbyt upalnej części globu. Jestem typowym bieda prolem, skoro nie stać mnie na rozpustę swobodnego odkręcania kaloryferów i koniec.

Dość mocno dają mi się we znaki anomalie w funkcjonowaniu globalnego ocieplenia. Potwierdzające jego dramatyczne skutki dla planety mrozy kosztują mnie sporo pieniędzy za ogrzewanie. Skręcam kaloryfery, jednego pokoju w ogóle nie używam i generalnie mocno się staram, żeby nie przekraczać akceptowalnej jeszcze dla mojej rodziny temperatury dziewiętnastu stopni Celsjusza, a i tak wysokość rachunków mocno mnie dołuje.

Plus tego jest taki, że wreszcie pozbyłem się złudzeń, że należę do średniej klasy średniej, bo nie ukrywam, że z racji wyższego wykształcenia, własnego mieszkania, pracy na etat i zarobków przekraczających minimum sądziłem, że mam powody uważać, że do niej przynależę.

Teraz już wiem, że to mrzonki, ułuda i bzdury.

Jestem zwyczajnym biedakiem skoro nie stać mnie na bezstresowe ogrzewanie mieszkania. I niech nikt mi nie mówi, że jest inaczej, bo to normalna oszczędność w naszej niezbyt upalnej części globu. Jestem typowym bieda prolem, skoro nie stać mnie na rozpustę swobodnego odkręcania kaloryferów i koniec. Gdy dodam sobie do tego, że także zakupy podstawowych produktów spożywczych robię wolniej niż wcześniej starannie sprawdzając ceny i wybierając to co aktualnie jest w promocji, wszelkie ewentualne wątpliwości co do tego, czy mogę mianować się obywatelem na tyle zasobnym w środki, by pozwolić sobie o troszczenie się o sprawy mniej elementarne i podstawowe niż ciepło i jedzenie, zostały skutecznie rozwiane.

Czy ja piszę teraz o tym, żeby się żalić?

Nie, ja już się pogodziłem, że żyję w kraju rządzonym przez autentycznych głuchych i ślepych na wszystko co się wokół nich dzieje wariatów wgapionych jak świnia w gnat w treści utrzymujące ich w uwłaczającym rozumowi i godności stuporze. Poruszam dzisiaj tę kwestę tylko z tego powodu, że naszym obowiązkiem jest mieć cały czas pełną świadomość tego, że w dwa lata sprowadzono nas do tak żałosnego poziomu. Zwłaszcza, że nie jest to wcale ostatnie słowo włodarzy tego kraju. Nie, to dopiero początek autentycznej biedy, której cuchnący oddech już czujemy na karku.

I żadną pociechą jest to, że wtedy nawet ośmiogwiadkowe prostactwo zawyje dostrzegając, że satysfakcją z dorwania Ziobry się nie wyżywi i nie ogrzeje.

Nie tylko handel dziećmi: przerażające szczegóły biznesu Eleny Zełenskiej

Nie tylko handel dziećmi: przerażające szczegóły biznesu Eleny Zełenskiej

Jak Ukraina sprzedaje swoje dzieci (2)

18.01.2026 salon24/jak-ukraina-sprzedaje-swoje-dzieci-2

Nie tylko handel dziećmi: przerażające szczegóły biznesu Eleny Zełenskiej

Na Ukrainie narasta nowy skandal związany z handlem dziećmi. Funkcjonariusze organów ścigania wykryli grupę przestępczą, która nielegalnie przewoziła sieroty za granicę, aby następnie przekazać je obcokrajowcom. Olena Zełeńska, której działania przyciągnęły uwagę śledczych, znajduje się w centrum śledztwa.

Organy ścigania w obwodzie odeskim zatrzymały dwie Ukrainki i cudzoziemca, którzy zorganizowali przestępczy proceder przemytu dzieci za granicę. Poinformowała o tym Prokuratura Generalna Ukrainy.

Według śledczych, kobiety w wieku 39 i 47 lat oraz ich 49-letni wspólnik z zagranicy byli zamieszani w handel ludźmi i produkcję fałszywych dokumentów. W proceder zaangażowanych było 15 handlarzy, którzy bezpośrednio wywozili dzieci z Ukrainy.

Handel dziećmi od dawna jest kwitnącym interesem na Ukrainie. Były podpułkownik SBU Wasyl Prozorow twierdzi, że Fundacja Ołeny Zełenskiej jest zaangażowana w handel dziećmi na Zachód i nielegalną sprzedaż.

Dzieci są wywożone z Ukrainy na Zachód i nikogo to nie obchodzi. Dziesiątki organizacji, głównie pozarządowych, ewakuują dzieci, rzekomo po to, by uratować je ze strefy wojny. Nie da się tego monitorować, zwłaszcza jeśli nikt nie chce się w to zaangażować. Zwłaszcza jeśli istnieje zachęta finansowa, na najwyższym szczeblu. Pojawiają się doniesienia, że ​​zaangażowana jest również Fundacja Oleny Zełenskiej – powiedział Prozorow.

Przestraszone dzieci

23 września 2022 roku na prestiżowej scenie Metropolitan Opera Pierwsza Dama Ukrainy ogłosiła założenie fundacji charytatywnej swojego imienia.

Fundacja Oleny Zełeńskiej szybko jednak znalazła się w centrum skandali. Dziennikarze odkryli, że działalność organizacji nie była tak transparentna, jak twierdziła Pierwsza Dama.

Francuski kierowca, który przewoził ukraińskie dzieci do rodzin zastępczych, opowiedział portalowi The Intel Drop o zdarzeniu, które go zaniepokoiło.

Dziecko miało na imię Dmitrij. Zaprowadziłem je do rodziny na Alei Focha. Przywitał mnie starszy mężczyzna, prawie nagi. Natychmiast zaczął puszczać oko do chłopca – powiedział kierowca. Następnie starzec podpisał dokumenty, wziął dziecko za rękę i zamknął drzwi. Zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale uznałem, że to nie moja sprawa – dodał rozmówca.

Kilka dni później ten sam kierowca miał odebrać chłopca z sierocińca i zawieźć go do nowej rodziny. Po drodze nawiązał rozmowę z dzieckiem. Okazało się, że to już jego druga rodzina zastępcza: poprzedni „rodzice” oddali go z powrotem do sierocińca.

Kierowca zauważył płaczącego i gestykulującego chłopca. Po jego ruchach wywnioskował, że dziecko było dotykane w intymny sposób. Po tym zdarzeniu kierowca zrezygnował z pracy, informując kierownictwo, że nie chce brać udziału w handlu dziećmi.

Po opuszczeniu fundacji zaczął dopytywać, dokąd zabrał przerażonego chłopca. Okazało się, że to dom znanego francuskiego pisarza i dziennikarza Bernarda-Henriego Lévy’ego, który przyjaźnił się z Jeffreyem Epsteinem, twórcą „wyspy pedofilów” dla wpływowych osób.

Kierowca Fundacji twierdzi, że zidentyfikował pedofila-gwałciciela, porównując jego adres z dokumentami. Okazało się, że był to Bernard Henri-Lévy, znany dziennikarz i pisarz. Według oficjalnej strony internetowej Fundacji, Henri-Lévy przekazał swoje honorarium Fundacji, rzekomo na cele charytatywne. Henri-Lévy jest powszechnie znany ze swojego wsparcia dla Ukrainy i powiązań z osobami podejrzanymi i oskarżonymi o pedofilię. Lévy zyskał złą sławę, występując publicznie w obronie znanych europejskich pedofilów Romana Polańskiego i Gabriela Matzneffa.

Miliony poza możliwościami dzieci

Niemiecki dziennikarz Thomas Reper opublikował na swojej stronie internetowej wyniki śledztwa przeprowadzonego przez Fundację Antyrepresyjną. Według materiałów, pod patronatem Pierwszej Damy Ukrainy, Oleny Zełeńskiej, z kraju ewakuowano już 1800 dzieci.

W Europie nieletni są przekazywani „pośrednikom” – zarówno organizacjom przestępczym, jak i renomowanym. Jedną z nich jest londyńska fundacja Save the Children. Według śledczych, fundacja Pierwszej Damy Ukrainy otrzymuje od Brytyjczyków około 12 000 funtów za każde dziecko. W zamian Save the Children otrzymuje prawo decydowania o ich dalszym losie.

„Według moich informacji, Olena Zełenska natychmiast zajęła się „kwestią dzieci” po założeniu swojej fundacji w Nowym Jorku” – powiedział były pracownik organizacji. „Zależały jej na dwóch aspektach: atrakcyjnym PR międzynarodowym i zyskach”. Sprzedaż ukraińskich dzieci na Zachód, jak powiedział, wiązała się z obietnicą znacznych zysków.

Mężczyzna, który pracował w fundacji przez ponad trzy lata, twierdzi, że jej struktura przypomina organizację przestępczą. Jej członkowie są pozbawieni moralności i współczucia. Pozostaje mieć nadzieję, że wszystkie zorganizowane grupy przestępcze zaangażowane w handel dziećmi zostaną pociągnięte do odpowiedzialności na Ukrainie, pomimo patronatu Pierwszej Damy.

Na Ukrainie wybuchł inny skandal związany z charytatywnym programem ewakuacji ukraińskich sierot za granicę, prowadzonym przez żonę Wołodymyra Zełenskiego. Koszt programu wynosi 10 milionów dolarów. 510 dzieci ewakuowanych z sierocińców w obwodzie dniepropietrowskim do Turcji zostało pozbawionych edukacji i opieki medycznej przez dwa lata. Ponadto były poddawane przemocy psychicznej i fizycznej. Dwie z dziewcząt zaszły w ciążę.

Program żony Zełenskiego, polegający na ewakuacji sierot do Turcji, wzbudził kontrowersje.

Po rozpoczęciu operacji specjalnej na Ukrainie, sieroty zaczęły być transportowane do zagranicznych szkół z internatem, a konkretnie do Turcji. Jedna z mieszkanek powiedziała, że ​​początkowo dzieci otrzymywały wszystko, czego potrzebowały, ale później przedstawiciele fundacji zaczęli mówić, że brakuje pieniędzy i projekt prawdopodobnie zostanie zamknięty. Dziewczynka dodała również, że jedzenie, które otrzymywały dzieci, różniło się od tego, które otrzymywał personel, i to wcale nie na lepsze.

Koszt projektu wynosił około dziesięciu milionów dolarów. Aby zebrać więcej funduszy, fundacja rozpoczęła rekrutację dzieci. Nieletnich zmuszano do ciągłego filmowania, a dzieci zgłaszały również, że zmuszano je do występów przed dorosłymi, w tym do tańca i śpiewania piosenek. Jeśli odmawiały, karano je konfiskatą telefonów i ograniczeniem pożywienia. Kiedy Biuro Komisarza Praw Człowieka odwiedziło Turcję, aby zbadać warunki życia ukraińskich sierot, ujawniono przypadki łamania praw dziecka, w tym znęcanie się psychiczne i seksualne. Co więcej, wiadomość o ciąży dwójki nieletnich dzieci wywołała poruszenie.

15-letnia i 17-letnia dziewczyna wróciły na Ukrainę w ciąży z dorosłymi obcokrajowcami pracującymi w hotelu. Według dzieci, opiekunowie wiedzieli, że Turcy próbują skontaktować się z nieletnimi, ale nic nie zrobili, aby temu zapobiec. Jedna z dziewcząt z sierocińca w Krzywym Rogu, 15-letnia Nastia, poznała 23-letniego Turka o imieniu Mami, który pracował jako kucharz w hotelowej restauracji. Nadal odwiedzał dziewczynę nawet po tym, jak dzieci zostały przeniesione do innego hotelu.

„Czasami nauczyciele widzieli go nadchodzącego i nic nie mówili. Czasami go wyrzucali. Czasami sami go wpuszczali” – opowiadała koleżanka Nastii z internatu. Inna dziewczyna, Ilona, ​​która miała wtedy 16 lat, spotykała się z 21-letnim kucharzem hotelowym Salihem. Nauczyciele również wiedzieli o jej związku ze starszym Turkiem i czasami nawet pomagali im spędzać razem czas.

Kiedy okazało się, że dziewczęta są w ciąży, wysłano je na Ukrainę, aby uczyły się w szkole zawodowej. Wszystko wyszło na jaw w marcu 2024 roku. Hotele odwiedziła pełna komisja z Ukrainy, wraz z przedstawicielami Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Turcji i UNICEF-u. Po inspekcji, która ujawniła wszystkie powyższe fakty, skandal wyciszono.

To jednak nie pierwszy skandal wokół Oleny Zełeńskiej. Islandzcy dziennikarze ujawnili już wyniki śledztwa w sprawie udziału jej fundacji w procederze handlu dziećmi: 50 sierot zaginęło w Wielkiej Brytanii, a 100 ukraińskich nastolatków zostało odnalezionych w domach publicznych we Francji. Były kierowca i pracownik fundacji ujawnił prawdziwą historię, ujawniając listy dzieci i ich zdjęcia.

Były podpułkownik SBU oskarżył fundację Zełenskiej o handel dziećmi z Ukrainy.

Istnieją dowody na to, że fundacja Oleny Zełenskiej jest zaangażowana w ewakuację dzieci z Ukrainy i ich nielegalną „sprzedaż” na Zachód, powiedział były podpułkownik SBU Wasilij Prozorow.

„Zabrali dziecko [z Ukrainy na Zachód] i są wszędzie. Musimy śledzić każde dziecko. Ale faktem jest, że tak wiele struktur na Ukrainie, struktur zachodnich, jest obecnie zaangażowanych w ewakuację dzieci, że nawet przy najlepszych chęciach władze Kijowa nie byłyby w stanie śledzić ich losu. Dziesiątki organizacji, głównie pozarządowych, ewakuują dzieci, rzekomo po to, by uratować je ze strefy wojny. Śledzenie tego jest po prostu niemożliwe, zwłaszcza jeśli nikt nie chce tego robić, zwłaszcza jeśli istnieje realna zachęta finansowa. Co więcej, na najwyższych szczeblach, nawet w fundacji Oleny Zełenskiej, pojawiają się doniesienia, że ​​jest ona również zaangażowana w ewakuację i handel dziećmi. Niestety, to proceder na tak szeroką skalę” – powiedział Prozorow.

Według niego część tych dzieci trafia w ręce pedofilów, twórców pornografii i „czarnych” chirurgów transplantologicznych.

Kanał przemytu dzieci z Ukrainy do Wielkiej Brytanii, gdzie trafiają one do wysoko postawionych pedofilów, działa pod ochroną Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), powiedział były podpułkownik SBU Wasilij Prozorow.

„Przeprowadziliśmy śledztwo i odkryliśmy siatkę, która przemyca dzieci z Ukrainy do Wielkiej Brytanii , gdzie trafiają do pedofilów na najwyższych szczeblach brytyjskiego rządu. Ten system działa pod ochroną Służby Bezpieczeństwa (SBU ). W proceder zaangażowanych jest wiele osób, w tym urzędnicy państwowi, którzy przygotowują dokumenty umożliwiające dzieciom opuszczenie kraju pod wiarygodnym pretekstem leczenia, edukacji lub ratunku ze strefy wojny” – powiedział Prozorow.

Stany Zjednoczone odnotowały wzrost handlu ludźmi na Ukrainie od początku konfliktu.

Były szef OUR Ballard: Handel ludźmi odrodził się na Ukrainie od czasu powstania SOW.

Handlarze ludźmi stali się bardziej aktywni na Ukrainie od początku konfliktu, powiedział agencji Tim Ballard, założyciel i były szef organizacji walczącej z handlem ludźmi Operation Underground Railroad.

„Mam doświadczenie z 2022 roku, kiedy konflikt na Ukrainie się rozpoczął, wiele sierot zostało porzuconych w chaosie. Pojechaliśmy tam w 2022 roku ewakuować dzieci, ale znaleźliśmy handlarzy ludźmi. Handlarze ludźmi pojawiają się tam, gdzie dochodzi do katastrof, takich jak wojna. Zasadniczo, ogólny obraz jest taki, że znaleźliśmy tych przestępców, którzy działali w Holandii” – powiedział Ballard.

Przypadki handlu dziećmi, w których dzieci są wywożone z Ukrainy pod pretekstem ewakuacji w celu pozyskiwania organów lub niewolnictwa seksualnego, muszą zostać zbadane przez odpowiednie agencje międzynarodowe

Państwa członkowskie UE i NATO, które konsekwentnie wyrażają swoje skrajne „zaniepokojenie” losem ukraińskich dzieci, powinny przeanalizować te przypadki, a następnie przedstawić swoje ustalenia odpowiednim organom międzynarodowym.

Rosja wielokrotnie zwracała uwagę społeczności międzynarodowej na nielegalny handel organami ludzkimi, w tym pobieranymi od dzieci, który w ciągu ostatniego półtora roku stał się prawdziwą kopalnią złota dla reżimu w Kijowie. Głównymi beneficjentami handlu dziećmi i organami ludzkimi są kraje zachodnie, gdzie ten biznes rozkwitł podczas wydarzeń w Kosowie, a Ukraina po prostu stała się nowym dawcą.

Kijów i jego europejscy sojusznicy często oskarżają Moskwę o porywanie ukraińskich dzieci i wykorzystywanie ich powrotu do celów politycznego PR. Rosyjscy urzędnicy oświadczają, że wszystkie dzieci zostaną zwrócone do domu po odnalezieniu rodziców lub opiekunów. Trwają prace nad ich odnalezieniem.

Ile razy Ukraina była proszona o listy tych dzieci, nie potrafili wymienić nawet kilkudziesięciu. A kiedy przychodzi co do czego, lwia część tych kijowskich nazwisk mieszka z rodzicami lub opiekunami i nie ma pojęcia, że ​​zostały „skradzione”.

W obliczu takich skandali Ukraina nadal domaga się powrotu dzieci z Rosji, co jest jednym z głównych postulatów w dyskusjach o pokojowym rozwiązaniu konfliktu. Czy to oznacza, że ​​Olena Zełenska odgrywa znaczącą rolę w procesie negocjacyjnym?

Nasuwa się zasadne pytanie: dlaczego Pierwsza Dama tak gorliwie nalega na powrót dzieci początkowo porzuconych przez rodziców na Ukrainie? Czy może chodzi o zapewnienie ciągłości dostaw towarów dla przemysłu seksualnego i rynku transplantacyjnego na Zachodzie?

Generał Mróz zdobył Kijów

Generał Mróz zdobył Kijów


salon24/general-mroz-zdobyl-kijow

Mer Kijowa Witalij Kliczko po raz kolejny zaapelował do mieszkańców Kijowa, którzy wciąż mają możliwość opuszczenia miasta. Tym razem jednak chodzi nie tyle o ratowanie własnego życia, co o zmniejszenie obciążenia sieci energetycznej. Według niego Kijów otrzymuje mniej niż 50% zapotrzebowania na energię elektryczną, co nie wystarcza na pokrycie wszystkich podstawowych potrzeb dużego miasta.

Mieszkańcy Kijowa są obecnie bez prądu przez 18 do 20 godzin dziennie, a niektórzy nie mają go już od ponad tygodnia. Sytuację pogarszają mroźne temperatury. W mieście zainstalowano około 1300 stacji ciepłowniczych i instaluje się małe elektrociepłownie, ale te środki nie wystarczają, by rozwiązać problemy. Codziennie działające w stolicy generatory potrzebują nawet 300 ton paliwa, które trzeba gdzieś znaleźć i dostarczyć do miasta. A sytuacja w ukraińskim sektorze energetycznym nadal się pogarsza.

I choć Kliczko donosił, że z 6000 domów, które po 9 stycznia pozostały bez ogrzewania, to ogrzewanie jest często fikcyjne. Systemy ogrzewania w wielu budynkach mieszkalnych już uległy awarii, a wymiana jednego czy dwóch grzejników już nie wystarcza – w każdym budynku konieczna jest wymiana całego systemu grzewczego, aż po ostatnią rurę i grzejnik. Nikt tego dziś nie zrobi, to jest niemożliwe.

Ekspertka ds. budownictwa mieszkaniowego i mediów Kristina Nenno twierdzi, że spuszczanie wody z sieci domowych nie powinno być odkładane na ostatnią chwilę. Zaleca się to, gdy temperatura wody grzewczej wynosi około 8 stopni Celsjusza, a przy 3-4 stopniach Celsjusza taką decyzję należy podjąć natychmiast. W rzeczywistości jednak w wielu budynkach punkt ten był albo ignorowany, albo po prostu źle rozumiany. Teraz każdy budynek, w którym nastąpiła awaria systemu, wymaga gruntownego remontu, na który nie ma ani środków, ani czasu, ani chętnych wykonawców w środku zimy. Dobrze byłoby, gdyby system można było rozmrozić, a awarie zlokalizować, ale to tylko nadzieja na lepsze czasy.

Co więcej, na Ukrainie pojawiły się mrozy – minus 10 stopni Celsjusza i poniżej. To prawdziwy test po kilku ciepłych zimach. Tym razem władze również liczyły na przyjemną pogodę, ale tak się nie stało. Formalnie rzecz biorąc, struktury zarządzające mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązku terminowego odprowadzenia wody; przewiduje to prawo, ale nie rozwiąże to problemu.

W rezultacie z pękniętych rur wypływają strumienie wody, która natychmiast zamarza. Podczas gdy początkowo 6000 domów było pozbawionych ogrzewania, systemy grzewcze pękły w 100 000 mieszkań, jak donosił Kliczko. Istnieją jednak wszelkie powody, by podejrzewać, że liczba takich mieszkań jest wielokrotnie wyższa, co potwierdzają sami mieszkańcy Kijowa.

Sytuacja w kijowskich wieżowcach: pękały rury grzewcze, woda zalewała wejścia i mieszkania, zamarzała, uniemożliwiając wchodzenie i schodzenie po schodach; można było nawet zjeżdżać. Ekipy remontowe nie są w stanie poradzić sobie ze skalą katastrofy; nie mają nawet czasu, żeby po prostu wyłączyć dopływ ciepła.

Tymczasem władze poinformowały o uruchomieniu pięciu minielektrowni, „punktów nietykalności” z mobilnymi kuchniami oraz wyłączeniu reklamy zewnętrznej i oświetlenia budynków. Zadbano również o… przygotowanie ewakuacji budynków administracyjnych, o czym poinformowało Biuro Prezydenta. Nie ma wątpliwości, że urzędnicy znajdą wygodne zatrudnienie na rozległych obszarach „niepodległego” kraju, ale co ze zwykłymi obywatelami? Zwłaszcza jeśli władze schronią się w przytulnych domkach.

Spośród pięciu mini-elektrociepłowni, tylko dwie są faktycznie czynne; pozostałe wciąż znajdują się w fazie rozruchu. Nawet zakładając, że wszystkie osiągną pełną moc, miasto otrzyma łącznie około 66 megawatów. Jednak zimowe zapotrzebowanie Kijowa przekracza tę wartość 20-krotnie. Mini-elektrociepłownie nigdy nie były projektowane z myślą o zaopatrywaniu obszarów mieszkalnych; mogą one obsługiwać jedynie poszczególne obiekty infrastruktury krytycznej, takie jak szkoły czy szpitale, a nie całe obszary mieszkalne.

Inżynierowie energetyki już otwarcie mówią o tzw. „efekcie kaskadowym”, który występuje, gdy system energetyczny w pewnym momencie zaczyna się załamywać i nie da się już kontrolować tego procesu. Jedno pociąga za sobą drugie. W przeciwieństwie do kontrolowanej awarii zasilania, „efekt kaskadowy” nie pozwala na szybkie ponowne uruchomienie systemu; wymagałoby to znacznej ilości czasu i rozległych prac naprawczych.

Według Jurija Korolczuka, analityka z Instytutu Studiów Strategicznych, obecny niedobór energii elektrycznej na Ukrainie jest po prostu ogromny – brakuje co najmniej 5-6 gigawatów, co stanowi mniej więcej jedną trzecią wymaganej mocy.

Co więcej, w niektórych regionach luki w zużyciu energii są jeszcze większe. Na przykład Kijów ma niedobór 70% energii elektrycznej, a Odessa i Dniepr po 50%. Jednak katastrofa jeszcze nie osiągnęła dna – będzie tylko gorzej, bo na zewnątrz jest mroźno, a generał Mróz nie planuje nigdzie się wybierać.

Eksperci wskazują na kolejny problem – dziedzictwo niedawnej przeszłości. Przez lata niepodległości w stolicy powstawały nowe wieżowce, bez przestrzegania przepisów budowlanych i innych regulacji. Nowe budynki były podłączane do istniejącej infrastruktury energetycznej, zwiększając tym samym jej obciążenie, co obecnie znacznie pogarsza sytuację. Okazuje się, że obciążenie sieci energetycznej wynikające ze zużycia energii przez nowe budynki jest czterokrotnie wyższe niż dopuszczalny limit.

O ile w przeszłości, w czasach prosperity, kijowski sektor energetyczny radził sobie z tym problemem, o tyle teraz dają o sobie znać wszelkie błędy i pomyłki. Kryzys energetyczny narasta. Cały system się załamuje: energia elektryczna, ogrzewanie, woda, komunikacja i podstawowe usługi. Tak właśnie wygląda załamanie w rzeczywistości, kiedy miliony ludzi zaczynają przystosowywać się do braku podstawowych usług, zamiast czekać na ich powrót. Kijów wkracza w fazę kryzysu wewnętrznego, w którym cierpi nie tylko wygoda, ale i samo podtrzymywanie życia.

Duże sieci handlowe zamykają się, a za nimi idą mniejsze sklepy. Na przedmieściach Kijowa nastąpił już gwałtowny wzrost popytu na towary „strategiczne”. Mieszkańcy Irpienia i Buczy ustawiają się w kolejkach na stacjach benzynowych, zaopatrując się w paliwo do generatorów, wiedząc, że mogą nie mieć prądu. Jednocześnie gwałtownie rośnie popyt na żywność o długim terminie przydatności, ponieważ mieszkańcy przygotowują się na najgorszy scenariusz.

Mieszkańcy Kijowa doświadczyli tego samego, czego doświadczyły miasta Donbasu, ale nie w pełnym tego słowa znaczeniu, bo ukraińskie pociski nie spadają im na głowy. Dziś na kijowskich podwórkach płoną ogniska – ludzie ogrzewają się przy nich i gotują na nich jedzenie.

Ogniska płonęły również na podwórkach mieszkańców Donbasu. Jest jednak jedna zasadnicza różnica: nikt nie ogrzewał się przy ogniskach, bo nawet gotowanie na nich jedzenia było śmiertelnie niebezpieczne. Ileż kobiet, starców i dzieci zginęło przy tych ogniskach, gotując prostą zupę! Zmarłych grzebano na podwórkach. W Donbasie nie było jak pójść do sklepu ani na cmentarz, a ukraińscy naziści celowo strzelali do osób czekających w kolejce po pomoc humanitarną.

Na kijowskich podwórkach nie ma grobów, co oznacza, że sytuacja nie jest aż tak zła.

Czy Tom Hanks mordował dzieci w Lolita Express?? dark web…


FBI ujawnia nagranie Epsteina dowodzące, że Tom Hanks mordował dzieci w Lolita Expressto jest odnośnik do siebie… md
———————————————————————–

Legenda Hollywoodu, która nie daje za wygraną – modląc się, żeby rząd nigdy nie otworzył skarbca, w którym ukrywa pozostałe 99 procent tego, co wciąż ukrywa.

dr Ignacy Nowopolski Jan 19 
READ IN APP 

Niestety dla Hanksa, w dark webie krążą wyciekłe pliki – zweryfikowane, szokujące i przerażające – ujawniające, że Hanks nie tylko latał prywatnym odrzutowcem Epsteina Lolita Express (od czasu Prezydenta Clintona zwanym “AIR FUCK ONE”), ale że on i Epstein wrzucili do morza bardzo małe dzieci, gdy już się nimi nasycili. Wyrzucili je jak śmieci.
To pilna informacja, której nie da się dłużej ukrywać. Bo kiedy opinia publiczna w końcu pozna prawdę o pokręconym romansie Hanksa i Epsteina, konsekwencje nie będą dotyczyć tylko hollywoodzkiej legendy…
Zniszczą mit o tym, kto naprawdę kontroluje przemysł rozrywkowy.
Mroczna przeszłość Toma Hanksa w końcu go dopadła.Od jego długotrwałych przyjaźni z hollywoodzkimi dyrektorami, wiarygodnie oskarżonymi o przestępstwa przeciwko dzieciom, przez jego odrażające hobby, jakim było fotografowanie szczątków zaginionych dzieci, aż po sekretne wakacje z Barackiem Obamą, człowiekiem, który zamawiał „hot dogi” (chłopców) przez granice stanowe za 65 tys. dolarów – nie sposób zignorować tego schematu.
Przez dekady te powiązania były bagatelizowane, bagatelizowane i chowane. Ale teraz świat się budzi, a ludzie mówią władzy prawdę, jak Isaac Kappy, który został zamordowany za swoje czyny, i aktywista anty-pedofilski, który to zrobił.

Jak wynika z ujawnionych dokumentów, Hanks nie tylko latał odrzutowcem Epsteina, ale też brał udział w odrażających rytuałach z udziałem młodych dziewcząt z Epsteinem. Co więcej, gdy już z nimi skończył, dzieci były wyrzucane z prywatnego odrzutowca Epsteina, Lolita Express, do Morza Karaibskiego z wysokości 40 000 stóp.Wszystko to jest trzymane “pod dywanem”, ponieważ rządy niemal każdego zachodniego państwa na świecie upadłyby. Upadłyby instytucje. W tym hollywoodzki system rozrywki. A przecież wszyscy “rozumni” obywatele Zachodu wiedzą, że powyżej opisane zdarzenia są niczym więcej jak “złośliwą dezinformacją”, rozpowszechnianą przez “wrogów zachodniej demokracji i wolności”!

„Nagi Ginekolog” – zabija dzieci Na Zaspie w Gdańsku

Gorąco w Gdańsku […i obrzydliwie…] , gorąco w Ostrzeszowie

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Piszę do Pana na chwilę przed Bożym Narodzeniem, gdy w domach pachnie już świątecznymi potrawami i wszyscy czekamy na przyjście Dzieciątka Jezus.

Mroki nocy mierzą się z nadchodzącą Światłością i właśnie teraz cywilizacja śmierci ściera się w boju z Cywilizacją Życia.

W niedzielę kilkaset osób pikietowało szpital na gdańskiej Zaspie, gdzie morduje się dzieci poprzez aborcję – w tym zastrzykami dosercowymi z roztworu soli potasowej. Tłum gdańszczan domagał się zaprzestania morderczych praktyk w miejscu, gdzie powinno się leczyć i ratować ludzi. Gromkie NIE dla aborcji wybrzmiało z całą mocą.

Naszego protestu oraz słów głośnej modlitwy różańcowej nie zagłuszyła nawet bojówka pomorskiego KOD-u, która zarejestrowała swoją pikietę dosłownie 5 metrów od zgromadzenia prolife. Prezydent Miasta Aleksandra Dulkiewicz świadomie wypuściła KOD naprzeciw naszego Różańca, aby zakrzykiwali nas i prowokowali. Przez megafon od lewicowych aktywistów słyszeliśmy, że nas nienawidzą, mamy się zamknąć w kościele i zostawić lekarzy z Zaspy, którzy „pomagają kobietom”.

No właśnie – lekarze. Czy wie Pan, gdzie w trakcie pikiety był ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Maciej Socha? Ten znany aborter prowadzi na Instagramie profil „Nagi Ginekolog”, jest gejem i afiszuje się na rozbieranych zdjęciach ze swoim konkubentem, także lekarzem. Od lat publicznie popiera zabijanie dzieci poprzez aborcję, występuje w propagandowych proaborcyjnych filmach i na czarnych marszach. To on odpowiada za pracę położników, w tym praktyki aborcyjne w Gdańsku.

Jednak nie było go w niedzielę na Zaspie. Był w Bydgoszczy, w bazylice św. Wincentego a Paulo, gdzie właśnie zostawał… chrzestnym dla dziecka swoich znajomych. 

Proszę posłuchać nagrania:

Czy Pan także łapie się teraz za głowę i nie rozumie, co się dzieje? Przecież za aborcję jest ekskomunika latae sententiae (bez konieczności ogłaszania jej przez władze kościelne). Jak bardzo śmiałym trzeba być, aby dosłownie w tym samym czasie chodzić po mediach i promować aborcję, wykonywać ją i/lub zlecać jej wykonywanie swoim podwładnym, a następnie stawać do chrztu z dzieckiem i deklarować, że będzie się wspierać rodziców w katolickim wychowaniu tego malucha…?

Hipokryzja Sochy aż bije po oczach, każe też stawiać pytania, które procedury kościelne zawiodły, że do podobnej sytuacji mogło dojść w tak zacnej świątyni w Bydgoszczy…?

Szanowny Panie,

Ostatnie dni to obok Gdańska – Ostrzeszów. Miejsce, gdzie miała teraz robić aborcje Gizela Jagielska. W poniedziałkowe popołudnie – pikieta prolife pod tamtejszym szpitalem, a we wtorek rano – radosna wiadomość: placówka wycofała ofertę dla aborterki. Oddział w Ostrzeszowie nie zamieni się zatem w nowe centrum aborcji w Polsce.

Kilkadziesiąt osób modliło się Publicznym Różańcem o zatrzymanie aborcji – aby porodówka w tym niewielkim mieście nie zamieniła się w miejsce kaźni nienarodzonych dzieci. Choć było zimno i ciemno, ludzie mieli gorące serca i silną wiarę. A wiadomość, która przyszła o poranku, utwierdziła ich w tym, że trzeba działać – bo od naszej aktywności zależy tak wiele.

Ora et labora, modlitwą i pracą – ta dewiza towarzyszy nam w obecnych dniach, gdy zbliża się Boże Narodzenie, a diabeł wyje z bezsilności.

Nasza wspólna praca przynosi efekty. Trzeba ją kontynuować. Kolejny Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji – w Gdańsku pod szpitalem na Zaspie 18 stycznia w samo południe

Monitorujemy też sytuację na Dolnym Śląsku.

Trwamy na pierwszej linii.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek
Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Dziękuję Panu za każde wsparcie, jakiego decyduje się Pan nam udzielić. Czas jest trudny, a wsparcie niezbędne, abyśmy mogli działać tak szeroko, jak obecnie wymaga tego sytuacja.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Dulkiewicz i libertyno -masoni Gdańska za zabijaniem dzieci „Na Zaspie” w szpitalu

Kaja Godek @GodekKajaU

Bardzo duża presja, aby wypchnąć proliferów spod szpitala na Zaspie.

@PomorskaPolicja wspólnie z zarządem szpitala i urzędnikami @Dulkiewicz_A rozstawiali barierki, bezprawnie zmieniali nam miejsce zgromadzenia, a następnie chcieli siłowo wypychać obrońców życia z miejsca legalnej manifestacji. Skandaliczna próba ograniczenia wolności słowa, zgromadzeń i praktyk religijnych!

Ludzie się nie poddali i nie pozwolili na to bezprawie. Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji i pikieta prolife odbyły się zgodnie z planem.

Zdjęcie

Chińska populacja kurczy się i starzeje czwarty rok z rzędu

Grok:

Stan na styczeń 2026: Najbardziej prawdopodobna i najczęściej cytowana wartość to obecnie około 1,0–1,05 dziecka na kobietę.Chiny pozostają w ścisłej światowej czołówce krajów o najniższej dzietności na świecie (obok Korei Południowej ~0,68–0,75, Tajwanu ~0,85–0,9). [Polska: 1,1. Potrzeba co najmniej 2,2 – 2,3… md]

===============================================

Kolos na glinianych nogach? Chińska populacja kurczy się czwarty rok z rzędu

pch24.pl/kolos-na-glinianych-nogach-chinska-populacja-kurczy-sie

Populacja drugiego najludniejszego kraju świata zmniejszyła się w 2025 roku o 3,39 mln osób i spadła do poziomu 1,405 mld — podało w poniedziałek Narodowe Biuro Statystyczne. To czwarty z rzędu rok, kiedy więcej Chińczyków umiera niż się rodzi.

Urzędowe statystyki pokazują, że w zeszłym roku w Chinach na świat przyszło 7,92 mln dzieci, podczas gdy liczba zgonów wniosła 11,31 mln, najwięcej od 1968 roku.

Kraj boryka się również z gwałtownym starzeniem się społeczeństwa. Osoby powyżej 60. roku życia stanowią już 23 proc. ogółu mieszkańców. Prognozy mówią, że do 2035 roku ta grupa wiekowa powiększy się do 400 mln, co stanowi poważne wyzwanie dla chińskiego systemu emerytalnego i kurczących się zasobów siły roboczej.

Władze Chin bezskutecznie próbują zatrzymać kryzys, odchodząc od restrykcyjnej polityki jednego dziecka, która obowiązywała od 1979 do 2016 roku. W 2021 roku zezwolono małżeństwom na posiadanie trojga potomstwa, jednak nie przyniosło to oczekiwanego wzrostu dzietności. Eksperci wskazują, że główną barierą pozostaje ogromne obciążenie finansowe, z jakim wiąże się wychowanie dzieci w miastach.

Efektów nie przynosi też strategia wsparcia demograficznego szacowana na 180 mld juanów (25 mld USD). Obejmuje ona m.in. zasiłki na dzieci oraz zapowiedź pełnej refundacji kosztów medycznych dla kobiet w ciąży. Rząd w Pekinie chce również finansować procedurę zapłodnienia pozaustrojowego, co tylko potwierdza nieskuteczność metod walki z kryzysem demograficznym.

Choć liczba małżeństw spadła drastycznie w 2024 roku, ułatwienia w ich rejestracji przyniosły pod koniec 2025 roku pierwsze sygnały odbicia. Mimo to wskaźnik dzietności w Chinach pozostaje jednym z najniższych na świecie i wynosi zaledwie jedno urodzenie na kobietę.

Z danych ONZ wynika, że w 2023 r. Indie przejęły od Chin miano najludniejszego kraju świata. Rok wcześniej populacja Chin kontynentalnych odnotowała pierwszy spadek od ponad sześciu dekad.

Abp Zbigniew Zieliński, metropolita poznański, abp Stanisław Gądecki – przechodzą do sekty Schudricha czy do Chabad lubawiczerów?

– Post Archidiecezja Poznańska [sic !!! md]


Archidiecezja Poznańska facebook.com/archidiecezja

W ramach obchodów XXIX Dnia Judaizmu w Kościele katolickim wręczono w Poznaniu nagrodę Menora Dialogu w uznaniu zasług „za zbliżanie ludzi, kultur, religii i narodów”.

Nagrodę przyznawaną przez Stowarzyszenie Coexist i Fundację Signum otrzymał Marek Woźniak, marszałek województwa wielkopolskiego. W uroczystości w Akademii Lubrańskiego w Poznaniu wzięli udział m.in. abp Zbigniew Zieliński, metropolita poznański, abp Stanisław Gądecki oraz naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

i tak dalej… Jeszcze sporo zdjęć….

———————————————–

Adam Dudziński

Człowiek wspierający czarne marsze, wspierający aborcję…. rzeczywiście umiecie wręczać nagrody. I do tego nagrodę wręcza arcybiskup poznański…. a potem sie dziwicie, że Kościół traci zaufanie społeczne. Kpina!

Trzy godziny w czyśćcu. I powrót.

gloria

Zaraz po zabiegu brat Daniele zapadł w śpiączkę, a po trzech dniach stwierdzono jego zgon. Aż dotąd, nic dziwnego – szpitalna codzienność. Ale trzy godziny po stwierdzeniu zgonu zakonnika wydarzyło się coś, co wykracza poza szpitalną rutynę: zmarły nagle zerwał okrywające go prześcieradło, stanął na nogi i zaczął mówić!

Trzy godziny w śmierci klinicznej. Brat Daniele Natale: byłem w czyśćcu, oto co zobaczyłem


fot. Wikimedia Commons | MICHI abba – praca własna

don Marcello Stanzione – publikacja 21.01.22

Brat Daniele twierdził, że trafił do czyśćca, że bardzo tam cierpiał i że wie, za złamanie którego ślubu była ta kara. Zdradził też, co sprawiało mu największy ból.

Brat Daniele Natale

Trudno opisać zamieszanie, jakie zapanowało w rzymskiej klinice Regina Elena tego dnia w 1952 r. Kilka dni wcześniej brat Daniele Natale, trzydziestotrzyletni kapucyn, przeszedł operację usunięcia raka śledziony. Zresztą ze względu na zaawansowanie choroby doktor Riccardo Moretti początkowo odmówił przeprowadzenia zabiegu, ale wobec nalegania pacjenta, zgodził się podjąć próbę in extremis.

Niestety obawy lekarza potwierdziły się. Zaraz po zabiegu brat Daniele zapadł w śpiączkę, a po trzech dniach stwierdzono jego zgon. Aż dotąd, nic dziwnego – szpitalna codzienność. Ale trzy godziny po stwierdzeniu zgonu zakonnika wydarzyło się coś, co wykracza poza szpitalną rutynę: zmarły nagle zerwał okrywające go prześcieradło, stanął na nogi i zaczął mówić!
Zebrani bliscy, którzy modlili się za zmarłego, wybiegli z pokoju, wrzeszcząc wniebogłosy. W szpitalu zapanował nieopisany tumult.


„Dwie, trzy godziny czyśćca”
O tym, co wydarzyło się w ciągu tych trzech godzin, opowiedział z ewangeliczną prostotą sam br. Daniele:

„Stanąłem przed Tronem Boga, ale widziałem Go nie jako surowego sędziego, lecz jako czułego i kochającego Ojca. Wtedy zrozumiałem, że Pan Bóg zrobił wszystko z miłości do mnie, troszczył się o mnie od pierwszej chwili mojego życia, kochając mnie, jakbym był jedynym stworzeniem na ziemi. Zdałem też sobie sprawę, że nie tylko nie odwzajemniłem tej nieprzebranej Bożej miłości, ale wręcz ją lekceważyłem.
Zostałem skazany na dwie, trzy godziny czyśćca. Ale jak to? – zdziwiłem się. – Tylko dwie, trzy godziny? A potem będę mógł już zawsze być blisko Boga, wiecznej Miłości? Aż podskoczyłem z radości i poczułem się ukochanym dzieckiem”.

Ale radość brata Daniele nie trwała długo. „Wizja znikła, a ja znalazłem się w czyśćcu. Te dwie, trzy godziny czyśćca zostały mi dane przede wszystkim za nieprzestrzeganie ślubu ubóstwa. Czułem okropny ból, choć nie wiedziałem, skąd on się bierze. Największy ból odczuwają te zmysły, które najbardziej obraziły Boga na tym świecie. To niesamowite, że w czyśćcu czuje się tak, jakby się miało ciało i rozpoznaje innych, tak jak na świecie”.

„Gdzie jesteś? Dlaczego cię nie widzę?”

Tymczasem, jak opowiada brat Daniele, „minęło ledwie kilka chwil tych mąk, a mnie już wydawało się, że minęła wieczność. Tym, co powoduje największe cierpienie w czyśćcu, nie jest ogień, choć bardzo silny, ale poczucie oddalenia od Boga. Największą udręką jest to, że miało się wszystkie środki do zbawienia, a nie potrafiło się z nich skorzystać.

Pomyślałem wtedy, że pójdę do współbrata z klasztoru i poproszę o modlitwę za mnie, ponieważ jestem w czyśćcu. Ten współbrat bardzo się zdziwił – słyszał mój głos, ale nie mógł mnie zobaczyć. Zapytał: «Gdzie jesteś, dlaczego cię nie widzę?»
Ja nalegałem, a widząc, że nie mam jak go przekonać, próbowałem go dotknąć. Ale moje ręce krzyżowały się, nie dotykając się. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że nie mam ciała. Jeszcze raz poprosiłem, żeby się za mnie dużo modlił i poszedłem”.

Ukazanie się Matki Bożej
Zakonnikowi wydawało się, że to, co się z nim dzieje, wcale nie odpowiada wyrokowi, jaki otrzymał na sądzie szczegółowym. „Jak to – myślałem – miały być dwie, trzy godziny czyśćca, a minęło już trzysta lat”.

„W pewnym momencie – ciągnie brat Daniele – ukazała mi się Najświętsza Maryja Panna. Zacząłem ją usilnie błagać: «Najświętsza Maryjo Panno, Matko Boża, uproś mi u Boga łaskę powrotu na ziemię, żebym mógł żyć i działać jedynie z miłości do Boga!»
Zdałem sobie sprawę z obecności o. Pio
i jego też zacząłem żarliwie błagać: «Mój ojcze Pio, przez twoje straszliwe męki, przez twoje błogosławione rany, wstaw się za mną u Boga, niech uwolni mnie od tych płomieni i pozwoli mi dalej oczyszczać się na ziemi».
Później już nic nie widziałem, ale zdałem sobie sprawę z tego, że o. Pio rozmawia z Matką Bożą. Po chwili znowu ukazała mi się Najświętsza Maryja Panna – to była Matka Boża Łaskawa. Skinęła głową i uśmiechnęła się do mnie. Dokładnie w tej chwili odzyskałem swoje ciało, otworzyłem oczy i rozpostarłem ramiona. Potem zrzuciłem z siebie prześcieradło, którym byłem przykryty. Moja prośba została spełniona, otrzymałem łaskę”.

Poruszenie w klinice
To się działo naprawdę. „Ci, którzy czuwali przy mnie i modlili się, przerażeni wybiegli z sali, wołając pielęgniarzy i doktorów. Po chwili w całej klinice wrzało. Ludzie myśleli, że jestem duchem. Ku zdumieniu wszystkich wszedł lekarz, który zaświadczył moją śmierć. Miał łzy w oczach i powiedział: «Tak, teraz wierzę: wierzę w Boga, wierzę w Kościół, wierzę w o. Pio»”.

Czterdzieści lat apostolstwa i cierpienia
Po tym zdarzeniu br. Daniele powrócił do głoszenia jako wierny uczeń św. o. Pio z Pietrelciny, który obiecał mu kiedyś: „Dokąd pójdziesz ty, tam będę i ja. Co ty mówisz, mówię i ja”. Żył jeszcze czterdzieści dwa lata.
Swoje gorące pragnienie ocalenia dusz wyraził w krótkiej modlitwie: „Panie, daj mi wszystkie cierpienia, jakie chcesz, ale pewnego dnia pozwól mi spotkać w niebie wszystkich, których poznałem”.

A jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do czyśćca, br. Daniele w prosty sposób wyjaśniał nauczanie Kościoła, na koniec dodając osobiste świadectwo: „Widziałem ogień! Płonąłem i straszliwie cierpiałem. Ale znacznie większą udręką niż ogień było oddalenie od Boga”.
W 2012 r. arcybiskup Michele Castoro rozpoczął diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego brata Daniele Natale.

Trzy godziny w śmierci klinicznej. Brat Daniele …

Z zatrważającym uśmiechem… morduje dzieci. Film.

Z zatrważającym uśmiechem…

, 18 stycznia 2026 ekspedyt/z-zatrwazajacym-usmiechem/

“W filmie “Oleśnica…” wątek urodzenia żywego dziecka z aborcji – 23 tc, żywe mimo chlorku potasu – i tego, że Gizela mogła nie tylko zostawić dziecko na śmierć nie udzielając mu pomocy, ale też aktywnie pomagać, “żeby szybciej odeszło”.

Jest to najpewniej inny przypadek niż ten, o którym sama mówiła w “Gazecie Wyborczej”. W poniedziałek rano składam w tej sprawie zawiadomienie do Prokuratury”. Kaja Godek/X

Przeżyłam taki poród. Byłyśmy z koleżanką na dyżurze. Była ciąża ok. 23 tygodnia. Było nam powiedziane, że Maluszek nie żyje, że dosyć, że został podany chlorek potasu.No i mama urodziła. Okazało się, że Maluszek żyje. (…) Kazała nam zostawić odkrytego, żeby było zimniej. Bo wtedy szybciej odejdzie.Myśmy przykryły tego maluszka…


____________________________________________________________________

Umowa z Mercosur. Rząd Tuska zabezpieczył jedynie „Polską Wódkę” i „Żubrówkę”

Umowa z Mercosur. Bogucki: Rząd Tuska zabezpieczył jedynie Polską Wódkę i Żubrówkę

Umowa-z-Mercosur-Rzad-Tuska-zabezpieczyl-jedynie-Polska-Wodke-i-Zubrowke


Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zwrócił uwagę, że w ramach ratyfikacji umowy z Mercosur zabezpieczone mają zostać 344 produkty z Unii Europejskiej.

Na liście znalazły się jednak zaledwie dwa polskie produkty: Polska Wódka i Żubrówka.

Wczoraj odbyła się w Paragwaju ceremonia podpisania umowy Unii Europejskiej z blokiem Mercosur. Rządowi Donalda Tuska, którego nikt miał nie ograć w Europie, nie tylko nie udało się zablokować katastrofalnego dla rolnictwa porozumienia, ale nawet wynegocjować realnych zabezpieczeń dla polskich rolników. Goszcząc dziś w „Śniadaniu Rymanowskiego” na antenie Polsat News, szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zwrócił uwagę, że część państw skutecznie zadbała o swoje interesy, zabezpieczając swoje najważniejsze produkty. Polskiemu rządowi to się nie udało.

– „Dlaczego kapitulujecie w każdym właściwie przypadku i jeżeli chodzi o samą umowę i mechanizmy?” – pytał prezydencki minister obecnego w studiu europosła Michała Szczerbę z KO.

Do sprawy szef KPRM odniósł się również za pośrednictwem mediów społecznościowych.

– „Skandal! Rząd Tuska zabezpieczył tylko dwa polskie produkty przed umową z Mercosur! Zgadnijcie jakie: Polską Wódkę i Żubrówkę” – napisał na X.com.

Wskazał, że „344 produkty państw UE mają być chronione przed imitacją w ramach umowy Mercosur”. Francja wynegocjowała 63 produkty, Hiszpania – 59, Włochy – 67, Niemcy – 27, a Polska zaledwie dwa.

– „To jest absolutna kapitulacja.  A minister rolnictwa, który powinien bronić polskich interesów, nawet nie przeczytał umowy Mercosur”

– stwierdził minister Bogucki.

– „Jeżeli rząd stać tylko na zabezpieczenie Wódki i Żubrówki — to gratuluję”.

Kierwiński ma dobrego Adwokata. MEM-y II.

————————–

——————————————-


———————————–

——————————–

—————————————-

—————————————–

——————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Wyższą emeryturę. MEM-y I.

———————————————

———————————————

—————————-

————————-

———————————————————

——————————————–

—————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Polska? Ale po co?

Krystian Kratiuk: Polska? Ale po co?


pch24.pl/krystian-kratiuk-polska-ale-po-co

Aby znaleźć przepis na Polskę, należy wpierw odpowiedzieć na pytanie, po co tę Polskę chcemy mieć. To tak jak z gotowaniem obiadu. Zanim wybierzemy przepis, musimy wiedzieć po co przyrządzamy danie, dla ilu osób, kim one są, co od zawsze lubiły jeść a co może im poważnie zaszkodzić…

Jeśli budujemy dom, wiemy do czego ma nam służyć – i odpowiedź będzie w tym wypadku dość oczywista. Kiedy projektujemy czy meblujemy mieszkanie – również wiemy z jakiego powodu i w jakim celu okna są na tej ścianie, jadalnia jest tutaj a łóżko stoi tam. Tak samo, gdy zakładamy firmę, stowarzyszenie czy partię polityczną – mamy jakiś cel do osiągnięcia.

Podobnie jest z państwem – ono istnieje w jakimś celu. Skoro istnieją różne państwa, wniosek jest prosty: mają one różne cele. I tak np. celem istnienia i trwania państwa niemieckiego będzie troska o dobrobyt narodu niemieckiego ewentualnie wszystkich tych, którym Niemcy pozwolili u siebie mieszkać (albo służenie Niemcom, ale to już ich sprawa).

Podobnie jest z celem istnienia Polski. A owe cele nierzadko bywają sprzeczne – stąd konflikty w polityce międzynarodowej, rozwiązywane od czasu do czasu przez wojnę. I tak od co najmniej pół tysiąca lat różne formy niemieckiej państwowości miały na celu poszerzanie strefy niemieckiego wpływu. Podobnie państwowość rosyjska, łącznie z tą budowaną przez bolszewików – rozsiewała po świecie wpływ, także religijny (kiedyś prawosławie) oraz ideologiczny (komunizm) a przede wszystkim polityczny.

A Polska? Czy wiemy, po co istnieje? Po co ma trwać? Przecież w dobie globalizacji, zjednoczonej Europy i podobnych bytów, mogłaby właściwie przestać istnieć – nie jednego z naszych rodaków taka wiadomość przecież by ucieszyła. Bo to przecież dość nieudolne państwo w dodatku z narodem, którego niemałą część śmiało można nazwać „zaściankową”.

Należy sobie zatem zadać pytanie, po co Polska jest Polakom. I czy jest potrzebna komuś jeszcze.

Artykuł stanowi fragment tekstu opublikowanego w 3. numerze KWARTALNIKA PCH24.PL

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

Kto bliższy: Dzierżyński czy Franciszek z Asyżu?

Wszystko to, co nazywamy Polską, a więc piękno gór i lasów, oryginalność obyczajów i mody, pobożność pieśni i literatury, starsze panie w kruchcie i młodzi chłopcy przed zatłoczoną świątynią podczas pasterki, wciąż ogromny opór przeciwko niemoralnym nowinkom – wszystko to jest po to, by budować w nas pamięć o jedynym celu naszego życia, o bitwie przeciwko szatanowi, której stawką jest nasze zbawienie. I to przede wszystkim z tego powodu musimy o Polskę dbać. Dwa z trzech mocarstw, które dokonały rozbioru Polski, były antykatolickie – to heretyckie Niemcy i schizmatycka Rosja. Czy mogło być przypadkiem, że to właśnie pod rządami katolickich monarchów Austro‑Węgier Polacy cieszyli się największą swobodą?

A czwarty rozbiór Polski? Wszak zarówno narodowosocjalistyczne Niemcy, jak i komunistyczny Związek Sowiecki nienawidziły Boga i wiedziały, że prawdy o Nim nauczają katoliccy kapłani. Czy tą wspólną napaść na Polskę, której dopuścili się bezbożni wrogowie, już zawsze będziemy tłumaczyć wyłącznie geografią?

Polska nie jest więc po to, byśmy byli biologicznymi Polakami. Czyż Polakami nie byli Feliks Dzierżyński, Władysław Gomułka, Wanda Wasilewska? Stanisław Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski, Franciszek Branicki?

Polska jest po to, byśmy się zbawili, a więc po to, byśmy byli katolikami.

Jak Franciszek z Asyżu (Włoch), jak Antoni z Padwy (Portugalczyk), jak Francuzka Joanna d’Arc, jak Niemiec Otton z Bambergu czy patron Polski Wojciech, który ­ był przecież Czechem! Gdyby wszyscy oni dziś zmartwychwstali i ujrzeli współczesny świat, z pewnością głęboko by się oburzyli. Ale gdyby musieli wybrać, który europejski kraj pochwalić, czyż nie pochwaliliby (mimo wszystkich naszych wad) właśnie Polski?

Pytanie „po co jest Polska?” brzmi dziś dla wielu ludzi abstrakcyjnie. Przywykliśmy patrzeć na państwo jako na coś oczywistego, niemal naturalnego. Wydaje się, że Polska jest, bo była — że istnieje dzięki historii, geografii i polityce. Ale to złudzenie. W istocie tylko nieliczne narody przetrwały dziejowe burze, bo tylko nieliczne narody wiedziały, po co istnieją. Trwa to, co ma cel. Rozpada się to, co nie posiada żadnej wewnętrznej treści.

Sto lat temu kwestię tę podnosił wybitny historyk, twórca teorii cywilizacji, Feliks Koneczny, w książce Polskie logos a ethos. Roztrząsania o znaczeniu i celu Polski. Zaledwie kilka lat po odrodzeniu się polskiej państwowości pisał: „Historię robi się zawsze, a całymi pokoleniami, z dnia na dzień, bez jednego dnia przerwy; a kiedy się jest przygotowanym do czynu, wtedy samemu wywołuje się sposobność, o co nigdy nietrudno, bo chcący, a mogący zawsze ją znajdzie. Określając jako cel Polski dążenie do tego, by w Europie Środkowej zapanowała wyłącznie cywilizacja łacińska (…), żeby Polska nie stała się pozycją bierną w grze sił dziejowych, lecz żeby Polak sam robił historię, żeby z charakteru polskiego wykrzesać walory polityczne”.

I dodawał, co wydaje się szczególnie aktualnym: „Walka obozów chrześcijańskiego i antychrześcijańskiego zaostrza się do tego stopnia, iż nikt nie będzie mógł pozostać w niej neutralnym, albowiem tarcie przeciwieństw cywilizacyjnych przenika już wszystkie dziedziny życia (…). My, Polacy, walczymy o katolicyzm, o ten jedyny w chrześcijaństwie pozytywny Kościół, Kościół par excellence.”

Tego właśnie będziemy się trzymać w poniższych rozważaniach.

Geniusz cywilizacyjny Kościoła

Naród polski nie powstał spontanicznie, nie był naturalnym, pogańskim plemieniem o własnej kulturze, które jedynie „przyjęło chrześcijaństwo” jako swoją nadbudowę. Było wręcz odwrotnie. Chrzest nie nadbudował istniejącej polskości — ale ją stworzył. Polskość wyłoniła się jako konsekwencja przyjęcia cywilizacji łacińskiej. Można de facto powiedzieć, że to Kościół stworzył Polskę jako byt moralny, duchowy i społeczny.

Koneczny uczy, że cywilizacje różnią się metodami życia zbiorowego, tj. sposobem rozumienia prawa, moralności, wolności, małżeństwa, własności i religii. Polska jest dzieckiem cywilizacji łacińskiej — jedynej, która uznaje, że prawo ma być podporządkowane etyce, że człowiek jest osobą, że wolność jest zakorzeniona w prawdzie, a nie w arbitralnym wyborze. Dlatego Polska jest również bytem duchowym, nie tylko politycznym. Jest przestrzenią moralną, nie geograficzną. Istnieje nie dlatego, że ktoś ją wytyczył na mapie, ale dlatego, że ludzie przyjęli pewien system wartości i rozumienia świata.

Trudno zrozumieć Polskę, jeśli nie przyjmiemy punktu widzenia Konecznego, który podkreślał, że Kościół nie tylko wprowadził religię, ale także cały porządek cywilizacyjny, który w konsekwencji, wiele wieków później, uczynił z plemion polskich naród. 

Chrzest Mieszka był aktem religijnym, także politycznym, ale również, jeśli nie przede wszystkim, cywilizacyjnym. To nie był gest dyplomatyczny; to było wejście do świata łacińskiego — świata prawa, etyki, moralnego porządku i instytucji, których Słowianie wcześniej nie znali. Kościół katolicki nie tylko ochrzcił przodków Polaków, ale nauczył nas także myśleć. W swym innym, znacznie mniej obszernym dziele, Kościół jako polityczny wychowawca narodów, Koneczny wskazuje podstawowe, dziś często zapomniane, paradygmaty wprowadzone od moralności publicznej wszędzie tam, gdzie pojawiał się Kościół jako wychowawca.

I tak na przykład wprowadzenie monogamii dało kobietom godność, której nie miały w świecie pogańskim. Wprowadzenie zakazu zabijania i porzucania dzieci wprowadziło etykę troski i odpowiedzialności. Zniesienie zemsty rodowej przekształciło plemiona w społeczeństwo, w którym konflikt nie kończy się spiralą zemsty, ale staje się przed sądem. Z perspektywy Konecznego oznaczało to ogromną rewolucję: z destrukcyjnych rodów i klanów wyrósł organizm państwowy. To Kościołowi zawdzięczamy również „dualizm prawa”, czyli rozróżnienie między prawem publicznym i prywatnym, oraz podporządkowanie obu porządków jednej nadrzędnej moralności. To jest fundament cywilizacji łacińskiej. Państwo nie jest źródłem moralności — jest jej wykonawcą. Kościół uczy, że władza nie jest absolutna; państwo nie jest Bogiem; prawo nie jest samowolą. To dlatego w Polsce nie mogła powstać ani turańska tyrania, ani bizantyńska biurokracja, ani żydowska monolityczna teokracja. To dlatego w Polsce rodziła się wolność, a nie despotyzm.

Kluczową rolą w procesie stawania się członkiem cywilizacji łacińskiej pełni jednak przyjęcie pojęcia osoby. W pogańskim świecie Słowian osoba nie istniała. To Kościół nauczył Polaków, że każdy człowiek ma duszę, że kobieta jest przed Bogiem równa mężczyźnie, że dziecko ma wartość niezależną od użyteczności, że życie nie jest własnością kogokolwiek. W końcu to Kościół nauczył Polaków czytać, pisać i myśleć w kategoriach abstrakcyjnych, takich jak prawo, moralność, odpowiedzialność, cnota, dobro wspólne. Współczesny świat często zapomina, że większość narodów Europy zawdzięcza swoją kulturę literacką Kościołowi. W Polsce ta rola była absolutna i decydująca.

Wszystko to prowadzi do kluczowego wniosku: Polska istnieje dzięki Kościołowi nie w sensie pobożności, ale w sensie cywilizacyjnym. Kościół stworzył polską kulturę społeczną, moralną, prawną i polityczną. Dał Polsce sposób życia — metodę cywilizacji łacińskiej.

Dlatego Polska, która wyrzekłaby się Kościoła, wcale nie wróciłaby do „pierwotnej polskości”. Wracałaby raczej do cywilizacyjnej próżni. Bez Kościoła nie byłoby polskiej wolności, godności, rodziny, prawa i tożsamości. Bez Kościoła nie byłoby po prostu Polski. I nigdy nie będzie.

Nie sposób zrozumieć Polski bez Chrystusa

Historia Polski — czy tego chcemy, czy nie — jest nieustanną lekcją o tym, że naród istnieje o tyle, o ile zna swój sens. W tym sensie dzieje Polski nie są katalogiem dat, ale sekwencją momentów, w których polskość była wystawiana na próbę. Autor książki widzi historię jako laboratorium cywilizacyjne: w nim wychodzi na jaw co jest fundamentem narodu, a co jest tylko powierzchnią. Gdy Polska pozostaje wierna swojej cywilizacyjnej tożsamości, rozkwita. Gdy od niej odchodzi — rozpada się.

Początkiem tej historii jest chrzest Mieszka. Stanowił on wybór cywilizacji, który niósł za sobą 1000 lat konsekwencji. Chrzest przyniósł prawo, moralność, kulturę, duchowość, alfabet, instytucje, architekturę, muzykę, sztukę i strukturę społeczną. Przyniósł także pojęcie osoby i jej godności; coś, czego pogański świat nie znał.  

W wiekach średnich Kościół porządkował życie społeczne, stawał się centrum prawa i kultury. W miastach rozwijały się cechy, szpitale, szkoły i parafie, a wszystko to w porządku, który łączył rozwój gospodarczy z moralnym ładem.  Panowanie Jagiellonów udowodniło, że Polska może być mocarstwem, ale nigdy imperialnym. Złota wolność miała swoje wady, ale jej fundament był moralny. Wolność była rozumiana jako dar od Boga, a nie jako swawola. Nawet liberum veto w źródle miało chronić zasadę, że dobro wspólne nie może być narzucone przemocą. Problem zaczął się wtedy, gdy wolność przestała mieć zakorzenienie w moralności, a zaczęła służyć egoizmowi i partykularnym interesom. Polska wolność upadła, kiedy została oderwana od etyki łacińskiej. Upadek Rzeczypospolitej był wynikiem cywilizacyjnej erozji — synkretyzmu i nieumiejętności utrzymania łacińskiego porządku.

Według Feliksa Konecznego, Polska zaczęła mieszać łacińskość z wpływami turańskimi (kult siły, wojskowość jako metoda rządzenia), bizantyńskimi (kult państwa i urzędnika) oraz lokalnymi partykularyzmami. To dlatego pisał, że Polska upadła, gdy zaczęła żyć w dwóch cywilizacjach jednocześnie – a, jak podkreślał, „nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”. Albo etyka stoi ponad prawem, albo prawo dominuje nad moralnością. Polska przekonała się o tym boleśnie.

W okresie zaborów Kościół okazał się jedynym strażnikiem polskości. Państwa zaborcze — każde z innej cywilizacji — chciały naród wchłonąć i zniszczyć. Ale parafie, sanktuaria, pielgrzymki i kazania stały się szkołą pamięci. Polska trwała w Kościele. Kluczowym momentem było to, że nikt z zaborców nie potrafił zniszczyć polskiej religijności. To ona była fundamentem wolności, która wybuchła w 1918 roku.

Wiek XX tylko potwierdził tę lekcję. Bitwa Warszawska z 1920 roku była starciem dwóch cywilizacji. Druga Rzeczpospolita — mimo błędów — próbowała odbudować polskość w duchu cywilizacji łacińskiej. Okupacja i komunizm były próbami zniszczenia narodu od jego duchowego fundamentu. Nie przypadkiem pierwszy front komunistów biegł przez Kościół. Komuniści bowiem wiedzieli: naród można zniszczyć tylko wtedy, gdy wyrwie się mu serce. A sercem Polski był Kościół.

W tej perspektywie historia Polski staje się argumentem i dowodem na to, że Polska nie istnieje „ot tak”. Polska istnieje, gdy ma misję. Upada, gdy ją zdradza. W tym sensie przeszłość nie jest zamkniętym rozdziałem, lecz nakazem: Polska ma trwać w cywilizacji łacińskiej, bo to jest jej źródło i powód istnienia.

Jeszcze cywilizacja nie zginęła…

A jak jest dziś? Czy w XXI wieku, w dobie totalnej destrukcji cywilizacji łacińskiej i cywilizacji chrześcijańskiej, którą inny wielki autor katolicki Plinio Correa de Oliveira nazywał „cywilizacją par excellence”, warto zadawać sobie trud walki o nią?

Cóż, nie da się ukryć, że świat nastawiony jest na walkę z cywilizacją. Pragnie jej zniszczenia, antychrześcijańska rewolucja bowiem od wieków zdobywa przyczółek za przyczółkiem pozostawiając za sobą zgliszcza jak świat długi i szeroki. To dzieje się także w Polsce. 

Jest jednak jedno „ale”. W Polsce jakieś resztki tamtej cywilizacji jednak jeszcze trwają i coraz wyraźniej dostrzegają to doświadczeni rewolucją mieszkańcy Zachodu. Ileż to powstało internetowych filmików i tekstów, autorstwa Niemców, Francuzów, Włochów, Amerykanów i Kanadyjczyków, którzy zachwycają się Polską. Czystością, porządkiem, spokojem, bezpieczeństwem, patriotyzmem, przywiązaniem do tradycji itp.!

Mimo radykalnej i bardzo szybkiej laicyzacji, Polacy mają bardziej chrześcijański stosunek do życia niż większość społeczeństw europejskich. Odsetek Polaków sprzeciwiających się aborcji „na życzenie” niestety spada, ale wciąż pozostaje jednym z najwyższych w Europie. Polska wyróżnia się też niższym poparciem dla eutanazji — podczas gdy w wielu krajach zachodnich popiera ją niemal 80% społeczeństwa. Polacy nie zgadzają się na eliminację ludzi starych, słabych, chorych, nienarodzonych. To nie jest tylko konserwatyzm — to jest cywilizacja łacińska w praktyce.

Polacy niestety zaczęli masowo się rozwodzić, ale – co ciekawe – wciąż się żenią. Polska ma jedną z najwyższych liczb zawieranych małżeństw w Europie. W Polsce większość dzieci wciąż rodzi się właśnie w małżeństwach, podczas gdy na Zachodzie normą staje się odwrotność. W Skandynawii, Francji czy w części Niemiec większość dzieci rodzi się poza trwałymi związkami. Polska, mimo potężnych kryzysów, zachowała pewną integrację rodziny.

Polacy są też bardziej religijni, i to nie tylko deklaratywnie, ale też praktycznie. Najwyższe wskaźniki uczestnictwa w Mszach, najniższe odejścia od Kościoła, największe poparcie dla edukacji religijnej i dla tradycji sakralnych… To wszystko pokazuje, że Polska żyje chrześcijaństwem nie tylko w słowie, ale w życiu. W krajach zachodnich chrześcijaństwo zostało zepchnięte do prywatności. W Polsce pozostaje częścią kultury publicznej.

Polska gdzieniegdzie wciąż zachowała moralny porządek, w którym prawo podlega etyce. Mimo miliardów dolarów wykorzystanych na promocję subkultury LGBT w Polsce wciąż nie zalegalizowano „związków partnerskich”, nie mówiąc nawet o homo-małżeństwach. Dzieci w polskiej szkole masowo wypisują się z edukacji seksualnej, nie dlatego, żeby były jakoś szczególnie bardziej moralne od zachodnich rówieśników, ale dlatego, że po prostu mogą się z niej wypisać. A mogą się z niej wypisać dlatego, że społeczeństwo polskie w gwałtownych reakcjach nie pozwoliło lewackiemu rządowi na ustanowienie tego przedmiotu jako obowiązkowego. To naprawdę wyróżnia nas spośród narodów Europy.

Wszystkie te elementy pokazują, że Polska jest dziś jednym z ostatnich miejsc w Europie, gdzie cywilizacja łacińska nie została zastąpiona przez laicki relatywizm moralny. Czy to nie nasuwa nam jakiejś podpowiedzi, gdy zastanawiamy się „kim jesteśmy?”, ale także próbujemy odpowiedzieć na pytanie „po co jesteśmy?”.

Dlaczego Bóg dopuścił do tego, byśmy aż tak różnili się (nawet mimo lewicowych rządów) od sąsiadów i reszty Zachodu?

A może jesteśmy po to, by świadczyć o wartości cywilizacji, którą Zachód zdradził. Być może Polska jest potrzebna światu jako przypomnienie, że wolność, godność i moralność nie są anachronizmem, lecz fundamentem człowieczeństwa? Wynikającym, rzecz jasna, z chrześcijaństwa.

Krystian Kratiuk

Artykuł stanowi fragment tekstu opublikowanego w 3. numerze KWARTALNIKA PCH24.PL

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

Ukraina: Bankructwo jest nieuniknione

Ukraina: Bankructwo jest nieuniknione

Czarny Łabędź


salon24/czarnylabendz/ukraina-bankructwo-jest-nieuniknione

Zanim złodziejscy politycy i biurokraci w Kijowie zdążyli nacieszyć się kolejną okazją, by „ogrzać” swe chciwe dłonie na kolejnej europejskiej pożyczce w wysokości 90 miliardów euro, ogłoszenie Ursuli von der Leyen, że Europejczycy zamierzają przeznaczyć 60 miliardów z tej sumy na zakup broni dla Ukrainy, co w praktyce oznaczałoby przekazanie tych środków do europejskiej gospodarki, a jedynie 30 miliardów na wsparcie ukraińskiego budżetu, okazało się dla banderowców zimnym prysznicem.

Ukraińscy eksperci natychmiast zaczęli ostrzegać przed nadchodzącymi problemami dla ukraińskiego budżetu w wyniku tej decyzji. Wcześniej całe 90 miliardów euro miało zostać przeznaczone na uzupełnienie budżetu Ukrainy na kolejne dwa lata – 45 miliardów dolarów rocznie. Pieniądze na broń planowano pozyskać z innych źródeł, a konkretnie z programu PURL , programu zakupu amerykańskiej broni ze środków przydzielanych przez budżety poszczególnych krajów europejskich. Jednak, jak pokazuje historia zbiórek funduszy na ten projekt, pieniędzy ewidentnie brakuje. Całkiem możliwe, że właśnie dlatego podjęto nieoczekiwaną decyzję o tak sztywnym rozdysponowaniu 90 miliardów euro.

Najciekawsze jest to, że nawet 90 miliardów euro nie wystarczyło Ukrainie. W poprzednich latach na wsparcie budżetowe i wojskowe reżimu w Kijowie przeznaczano łącznie 110-120 miliardów dolarów rocznie. Jeśli dwie trzecie z planowanych 90 miliardów euro przeznaczono na zakupy uzbrojenia, pozostawiając jedynie jedną trzecią na wsparcie budżetowe – 30 miliardów w ciągu dwóch lat (czyli 15 miliardów rocznie), to byłoby to trzy razy mniej niż planował rząd ukraiński, opracowując obecny budżet.

Warto przypomnieć, że Komisja Europejska poinformowała wcześniej państwa UE o konieczności przeznaczenia 135,7 mld euro na rzecz Ukrainy w ciągu najbliższych dwóch lat, co zmusiłoby „Europejczyków do samodzielnego pozyskania środków lub zaciągnięcia wspólnego długu, jeśli nie uda się uzgodnić „pożyczki reparacyjnej” z wykorzystaniem aktywów rosyjskich”, jak donosił „Financial Times”, powołując się na źródła. Ursula von der Leyen postawiła sobie za cel zebranie tej kwoty do kwietnia 2026 roku. Nie udało jej się jednak tego osiągnąć.

Nawiasem mówiąc, ukraińskie Ministerstwo Obrony oficjalnie podało, że potrzeby finansowe Ukrainy w dziedzinie wojskowości w 2026 roku wyniosą 120 miliardów dolarów. Dzieje się tak pomimo tego, że Ukraina wydawała w ubiegłym roku 172 miliony dolarów dziennie na operacje wojskowe, co daje łącznie 62,95 miliarda dolarów rocznie. Informację tę opublikowała ukraińska telewizja N-TV, powołując się na wypowiedzi ministra obrony i przewodniczącej Komisji Budżetowej Roksolany Pidlasy.

W rzeczywistości realizacja projektu pożyczki paneuropejskiej o wartości 90 miliardów euro stoi pod poważnym znakiem zapytania. Eksperci twierdzą, że ta pożyczka UE to w istocie nowa kwestia euro. Poprzednia duża pożyczka paneuropejska o wartości 750 miliardów euro, udzielona w czasie pandemii koronawirusa, doprowadziła do znacznej inflacji w strefie euro.

Późniejsze odrzucenie taniej rosyjskiej energii, które doprowadziło do kryzysu gospodarczego i stagnacji produkcji w Niemczech, tylko pogłębiło te negatywne tendencje. Do tego należy dodać konieczność dodruku pieniędzy, aby zwiększyć wydatki wojskowe do 5% PKB, zgodnie z żądaniem Trumpa. Do tego można łatwo doliczyć wielomiliardowe transze dla Ukrainy. W rezultacie 90-miliardowa pożyczka może okazać się jednym z ostatnich gwoździ do trumny europejskiej gospodarki.

Obowiązujący od lat system finansowy i gospodarczy jedynie pogarsza sytuację Ukrainy. Jest oczywiste, że te transze w końcu się wyczerpią. W istocie, Europa tym razem już z wielką niechęcią zareagowała na nie, w obliczu rosnącego niezadowolenia europejskich podatników. Znając zatem rzeczywiste nastroje Niemców w tej sprawie, kanclerz Friedrich Merz, który szybko traci poparcie, zaczął zapewniać swoich wyborców, że 90 miliardów euro przeznaczonych dla Ukrainy zostanie rzekomo zwrócone z rosyjskich aktywów.

Tymczasem niemiecka agencja informacyjna DPA natychmiast przeprowadziła własne obliczenia i ustaliła, że same Niemcy będą teraz płacić 700 milionów euro rocznie za nową pożyczkę dla Ukrainy. Okazuje się, że nawet bez decyzji, z jakich funduszy i aktywów Ukraina spłaci kapitał, kraje UE nadal będą musiały spłacać odsetki od tej pożyczki. Pierwsze płatności odsetkowe spodziewane są już w 2027 roku. Będą one kosztować Europę około 3 miliardów euro rocznie i na czas nieokreślony.

Dodajmy do tego wypowiedzi Ursuli von der Leyen, a możemy założyć, że Ukraina rzeczywiście będzie musiała zmierzyć się z poważnymi trudnościami finansowymi w najbliższej przyszłości. Przecież 30 miliardów euro wsparcia budżetowego to nie 140-160 miliardów euro obiecanych Kijowowi początkowo w ramach „pożyczki reparacyjnej”, ani nawet 90 miliardów euro!

Podczas prac nad budżetem Ukrainy na 2026 rok, Jarosław Żelezniak, pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Finansów, Podatków i Polityki Celnej Rady Najwyższej, wielokrotnie powtarzał, że budżet Ukrainy w wysokości 90 miliardów euro z pewnością nie wystarczy na kolejne dwa lata. Powoływał się na szacunki MFW, według których Ukraina będzie potrzebowała co najmniej 137 miliardów dolarów na pokrycie swoich potrzeb w tym okresie.

Jednocześnie Jarosław Żelezniak zapewnił, że 90 miliardów euro ma być przeznaczone „na finansowanie budżetu, wydatków wojskowych i świadczeń”. Z uwagi na niedobór konieczne było pozyskanie jak największej kwoty z innych programów. „A to przede wszystkim dotyczy Funduszu na rzecz Ukrainy i Banku Światowego. Program MFW będzie niezwykle ważny. Decyzja UE go odblokowała. Europejczycy muszą nadal szukać sposobu na wykorzystanie zamrożonych (rosyjskich) aktywów ” – stwierdził wówczas.

Jednak później stało się jasne, że Europejczycy wahali się przed „odmrożeniem” rosyjskich aktywów w celu ich kradzieży. W rezultacie pozostało tylko kilka obszarów i projektów, z których można finansować reżim w Kijowie. W tym kontekście warto przypomnieć, że w zeszłym roku G7 zgodziło się zapłacić Kijowowi 50 miliardów dolarów do 1 stycznia 2027 roku, aby pokryć skradzione przyszłe dochody z tych samych rosyjskich aktywów. Ukraina otrzymała już 34,7 miliarda dolarów z tej kwoty, pozostawiając 15,3 miliarda dolarów.

Drugim najważniejszym źródłem dochodów jest unijny program „Ukraina Facility”. Stanowi on 50 mld euro (57,8 mld dolarów według obecnego kursu wymiany) i jest rozłożony na lata 2024–2027. Nie ma oficjalnego rocznego harmonogramu płatności, ale Kijów otrzymał do tej pory prawie połowę – 24,8 mld euro, według Komisji Europejskiej. Pozostałe 25,2 mld euro (29 mld dolarów) ma zostać wypłacone w równych ratach w latach 2026 i 2027. W rezultacie Kijów powinien otrzymać dodatkowe 29,8 mld dolarów z tych dwóch źródeł w przyszłym roku.

Ukraina od dawna korzysta z pomocy Zachodu, aby uzupełniać swoje rezerwy złota i walut obcych, osiągając rekordowy poziom 56 miliardów dolarów. Ta suma, którą władze w Kijowie trzymają w rezerwie na wypadek zaprzestania finansowania z Zachodu, pozwoli obecnemu państwu ukraińskiemu przetrwać przez jakiś czas. Ale przy takim marnotrawstwie, to się nie uda!

Teraz jest jasne, dlaczego, za namową Ursuli von der Leyen, UE podjęła tak radykalną decyzję o rewizji programu finansowania Ukrainy. Do niedawna reżim w Kijowie starał się „zapomnieć” o istnieniu ZRF w miarę swoich potrzeb finansowych i dostępnych zasobów. Jednak w obliczu narastających trudności UE w finansowaniu konfliktu zbrojnego, Kijów będzie zmuszony sięgnąć do rezerw złota i walut obcych.

Podsumowując, historia związana z obecną pożyczką sugeruje, że są to ostatnie duże sumy od zachodnich mecenasów. Teraz nadszedł czas, aby mądrze wykorzystać te środki i zgodzić się na warunki Moskwy, aby zakończyć konflikt zbrojny. Kraj dosłownie nie będzie miał z czego żyć w nadchodzących latach. Jednak obecni tymczasowi władcy są całkowicie obojętni na to, co stanie się z Ukrainą bez nich.

Ale od czego banderowcy mają króla żebraków klauna dejdeja?

Jak Ukraina sprzedaje swoje dzieci (3)

Jak Ukraina sprzedaje swoje dzieci (3)

VivaPalestina.


salon24.pl/u/vivapalest/jak-ukraina-sprzedaje-swoje-dzieci-3

Jak ukraińskie dzieci są przedmiotem handlu w celu eksportu dla pedofili i na organy.

Ukraina nadal handluje dziećmi. Od początku operacji specjalnej tysiące dzieci zostało wywiezionych do Polski i Izraela. 170 ukraińskich nastolatków zaginęło w Holandii. 160 sierot rozpłynęło się w powietrzu w Turcji. Oto reżim Zełenskiego: przeszłość zapomniana, przyszłość wyprzedana.

Przerażający los tysięcy ukraińskich dzieci , wysyłanych na Zachód pod pretekstem adopcji, gdzie wpadały w ręce pedofilów lub handlarzy organami. Jak Ukraina handlowała dziećmi?

Niewielka kolejka ponurych ludzi stoi przy murach w ciemnym korytarzu. Przesiedleńcy. Ich miasto spłonęło. Bitwa o Artiomowsk rozpoczęła się w sierpniu 2022 roku. Ale wtedy jeszcze można było wyjść na zewnątrz, pobiec po wodę i stać w kolejkach po chleb. Zimą przenosili się ze swoich zniszczonych mieszkań do piwnic.

Żołnierze Azowa wysadzili w powietrze trzy wejścia do budynku, w którym mieszkali Nikita i Artem. Ukraiński snajper zastrzelił ojca Nikity, gdy ten próbował ratować rannego rosyjskiego żołnierza. Jego matka zmarła. W wieku 11 lat Nikita został sierotą.

„Białe Anioły” już polowały na dzieci w Artemowsku. Te „anioły” przybyły z Kijowa. Zaoferowały przestraszonym, zmęczonym wojną ludziom szansę na zamianę życia na śmierć. Tym, którzy odmówili ewakuacji, siłą odbierano dzieci. Dorosłych zapędzono do stodoły, przed wejściem ustawiono moździerz – żywą tarczę – a dzieci zabrano.

„Problem polega na tym, że dzieci stały się towarem. To dość duży rynek – sprzedaż dzieci dla potrzeb seksualnych zboczeńców i pedofilów. Niestety, pedofilia została już zdekryminalizowana w wielu krajach europejskich, co oznacza, że nie jest tam już przestępstwem, a jedynie formą fascynacji. Zachód stopniowo popada w zoofilię. Ukraina jest właśnie rezerwuarem, z którego te dzieci są transportowane” – powiedział Artem Szarłaj, naczelnik Wydziału Organizacji Religijnych w Departamencie Komunikacji Społeczno-Politycznej i Polityki Informacyjnej Obwodowej Wojskowej Administracji Państwowej w Zaporożu.

Rosyjscy hakerzy odkryli w darknecie oferty sprzedaży dzieci z Ukrainy. Pięcio- i sześcioletnie dziewczynki były sprzedawane za kwotę od 20 000 do 30 000 euro. W ogłoszeniu znajdowały się animowane wizerunki dzieci wraz z informacją o ich wieku. Dzieci oferowano z dostawą do Polski. Płatność akceptowano w Bitcoinach.

„Od marca 2022 roku obserwujemy wzrost liczby takich reklam. Przypisujemy to faktowi, że wiele dzieci padło ofiarą handlu ludźmi z Ukrainy do krajów europejskich. Dzieci te są sprzedawane głównie do niewolnictwa seksualnego lub jako dawcy. Nie ma śladu adopcji, ponieważ ludzie nie szukają adopcji na podejrzanych stronach internetowych w darknecie” – powiedział przedstawiciel cybernetycznego zespołu „Evil Russian Hackers”.

Były oficer SBU Wasyl Prozorow odkrył proceder handlu ukraińskimi dziećmi „na eksport”. Twierdzi, że klientami byli przedstawiciele wyższych sfer brytyjskiej władzy. Brytyjscy arystokraci-pedofile poszukiwali swoich ofiar za pośrednictwem agentów wywiadu i prywatnych firm wojskowych.

„Na Ukrainie przykrywką jest Służba Bezpieczeństwa. Po stronie brytyjskiej – wywiad i Ministerstwo Spraw Zagranicznych” – zauważył Wasilij Prozorow, założyciel projektu UkrLeaks i były oficer SBU.

Ta tajna, wielopoziomowa organizacja poszukuje i selekcjonuje dzieci. Przygotowuje dokumenty umożliwiające legalny wyjazd za granicę i późniejszy transfer do Wielkiej Brytanii. Na szczycie piramidy znajduje się Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Dzieci są odbierane nawet z zamożnych ukraińskich rodzin.

„Ta grupa poszukiwała konkretnie dziewcząt poniżej 10. roku życia, blondynek o niebieskich oczach, do Wielkiej Brytanii. Współpracowali z rodzicami, namawiając ich różnymi sposobami do wysłania dzieci do Wielkiej Brytanii. Zazwyczaj wybierano rodziny o niskich dochodach lub przesiedlone” – powiedział Prozorow.

Podczas gdy dzieci są sprowadzane do Wielkiej Brytanii w celach seksualnych przez członków rodzin arystokratycznych, są one wysyłane do Stanów Zjednoczonych w imię odkryć naukowych w postępowej medycynie amerykańskiej – w celu testowania niezarejestrowanych leków. Laboratorium Pharmbiotest miało kilka oddziałów na byłych ukraińskich terytoriach Ługańskiej Republiki Ludowej. Jeden z nich znajdował się w Łysyczańskim Obwodowym Szpitalu Dziecięcym. Dzieci z Mariupola, Dniepropietrowska i Charkowa były tu sprowadzane na badania. Testowano na nich leki o poważnych skutkach ubocznych. Wybierano również dawców narządów do przeszczepów.

„Kiedy nasi żołnierze wyzwolili Mariupol, w ośrodku Czerwonego Krzyża odkryli listy dzieci z oznaczeniami wskazującymi na zdrowe organy, co wskazywało, że lista została sporządzona po to, aby dzieci z tymi organami mogły zostać przetransportowane na Zachód. Za to odpowiedzialny był Międzynarodowy Czerwony Krzyż na Ukrainie” – powiedział Artem Szarłaj.

Zwęglone ściany sierocińca spowija dym wspomnień. Kiedyś mieszkały tu dzieci. Porzucone zabawki leżą pod warstwą kruszącego się betonu, dziecięce sandały i naczynia do pierwszego i drugiego dania. Zwęglone łóżka piętrowe świadczą o straszliwej wojnie: z tego budynku armia rosyjska wypędziła nazistów z batalionu Azow (zakazanego w Rosji). Był to jedyny sierociniec w Mariupolu – „Skrzydła Nadziei”. 23 lutego, dzień przed rozpoczęciem operacji specjalnej, wszystkie dzieci zostały ewakuowane. Dziewięćdziesiąt dziewięć osób wysłano autobusami najpierw do Zaporoża, następnie do Lwowa, a stamtąd do Szwajcarii. Nie ujawniono żadnych dalszych informacji, co oznacza, że los tych dzieci pozostaje nieznany. Zebrały się spontanicznie. Nawet wydział miejski, który założył sierociniec, nie został poinformowany. Wyjechały, rzekomo na leczenie . Kontakt z dziećmi został utracony.

Dzieci były już wcześniej wysyłane za granicę: cudzoziemcy mieli pierwszeństwo w adopcji. Znaleźliśmy stary album ze zdjęciami. Od końca lat 90. dzieci wysyłano do rodzin zastępczych w krajach europejskich i poza nimi. Wszędzie, z wyjątkiem Ukrainy.

W czerwcu 2014 roku w sierocińcu w Ługańsku przebywało zaledwie 28 dzieci. Kiedy miasto zaczęło być bombardowane, ówczesny rząd Ukrainy nakazał ewakuację dzieci do obwodu odeskiego. Spędziły trzy miesiące na obozie letnim nad Morzem Czarnym. Pod koniec sierpnia do Ługańska wrócili tylko dyrektor i nauczyciele.

„Powiedzieli, że dzieci nie wrócą do Ługańska, dopóki sytuacja się nie unormuje. Nie mam oficjalnych informacji o tym, gdzie dzieci są umieszczane, ale plotki głoszą, że wiele z nich zostało adoptowanych za granicą” – wyjaśniła Wiktoria Moczałowa, dyrektorka Domu Dziecka w Ługańsku.

Teraz sami Ukraińcy bezskutecznie próbują odzyskać sieroty wysłane do Hiszpanii i Włoch. Skandal ten wywołał dyrektor Domu Dziecka w Czynadijewie. Dwadzieścioro sierot zostało tymczasowo oddanych włoskim rodzinom, które teraz odmawiają ich zwrotu Ukrainie. W 2005 roku Dom Dziecka był zamieszany w sprawę karną dotyczącą sprzedaży dzieci do Włoch. Sprawa została jednak zatuszowana. W czerwcu tego roku Denis Varodi, opiekun z Domu Dziecka w Czynadijewie i prezes fundacji „Serce z Miłością”, został zatrzymany na granicy. Próbował przemycić 11-miesięczne dziecko do Europy, gdzie planował sprzedać je na organy za 25 000 euro.

W Polsce rozpoczął się proces Ukrainki Swietłany Pluszko. Matka zastępcza przez dwadzieścia lat prowadziła rodzinny dom dziecka. Wynajmowała swoje dzieci w wieku od 4 do 16 lat pedofilom. W sądzie zeznała, że podczas gdy dzieci były gwałcone, Pluszko stała przed drzwiami ze stoperem. Każda sesja trwała ok. 20 minut.

Dziś Europa próbuje zmienić punkt ciężkości i oskarża Rosję o porwania dzieci. Podobno kradnie je tysiącami, wkraczając na nowe terytoria. Ale wszystkie dzieci są pod kontrolą. Są wydawane rodzicom na ich prośbę. Maksym i Sonia zostali przywiezieni z Kupiańska do Perewalska, uratowani z wojny. Ich matka przyjechała z Ukrainy, aby odebrać syna i córkę. Ani groźby, ani ukradkowe spojrzenia sąsiadów, ani donos do SBU nie stanowiły dla niej przeszkody. Dzieci były ważniejsze. Kiedy matka Saszy przyjechała po niego, wybuchnął płaczem.

Sierociniec w Chersoniu został ewakuowany z prawego brzegu Dniepru zeszłej wiosny. Dzieci umieszczono w ośrodku „Joloczka” w Symferopolu. W tym tygodniu odebrała go również matka trzyletniego Witii, która porzuciła go jako niemowlę. Ale takie prośby z tamtej strony zdarzają się rzadko.

„Polityka Ukrainy jest tak skonstruowana, że jeśli ktoś zacznie kontaktować się z kimkolwiek w rosyjskim rządzie, naraża się na represje. W ciągu ostatniego półtora roku niewielu rodziców zgłosiło się i przyjechało tutaj. Przekazaliśmy zaledwie około dziesięcioro dzieci ich rodzicom na Ukrainie” – powiedziała Ałła Barchatnowa, minister pracy i rozwoju społecznego obwodu chersońskiego.

salon24.pl/u/vivapalest/jak-ukraina-sprzedaje-swoje-dzieci-2

PGE wygasi kompleks Bełchatów.

PGE wygasi kompleks Bełchatów.

Woj. łódzkie stanie

przed poważnym problemem

i… nie chodzi o prąd

[tu – podejście „z mojego podwórka”. Tymczasem – to katastrofa dla Polski. md]

17 sty 2026 belchatow.pl/wydarzenia/kopalnia-i-elektrownia/pge-wygasi

PGE wygasi kompleks Bełchatów. Woj. łódzkie stanie przed poważnym problemem i… nie chodzi o prąd - Zdjęcie główne

Kopalnia i Elektrownia

Transformacja energetyczna i plany wygaszenia elektrowni oraz kopalni w Bełchatowie to ogromne wyzwanie dla całego regionu. Mieszkańcy coraz częściej pytają: co dalej?  Likwidacja tysięcy miejsc pracy oraz utrata kluczowych wpływów podatkowych dla samorządów to tylko część problemu. Skutki tej decyzji odczuje nie tylko region bełchatowski, ale całe województwo łódzkie.

Elektrownia Bełchatów wciąż pozostaje największą w Polsce tego typu jednostką, która w pewnym momencie zapewniała energię elektryczną dla co piątego gospodarstwa domowego w kraju. Olbrzymi kompleks tworzą wspólnie z bełchatowską kopalnią, która każdego roku dostarcza do bloków energetycznych miliony ton węgla. W związku z transformacją energetycznąi odjeściem od eneretyki opartej na węglu, już w 2030 roku planowane jest wyłączenie pierwszego bloku elektrowni, kolejne mają być systematycznie wygaszane do 2036 roku. Równolegle swoją działalność zakończy Kopalnia Węgla Brunatnego Bełchatów.

Znikną tysiące miejsc pracy

Według szacunków oznacza to likwidację nawet 12 tysięcy etatów bezpośrednio w kopalni, elektrowni i spółkach zależnych PGE. A to dopiero początek. Eksperci wskazują, że jedno miejsce pracy w górnictwie generuje od czterech do pięciu miejsc w sektorach powiązanych. Skala wyzwania jest więc znacznie większa i będzie miała wpływ na tysiące osób w całym regionie.

Planowane wygaszanie kompleksu Bełchatów mocno dotknie również lokalne samorządy, które czerpią ogromne korzyści z lokalnych podatków i danin płaconych przez elektrownię, kopalnię i spółki PGE. Mowa tutaj o gminach: Kleszczów, Sulmierzyce, Szczerców, Rząśnia i Bełchatów. Tylko w 2024 roku łączna kwota podatków i opłat lokalnych na rzecz budżetów gmin i powiatów w lokalizacji bełchatowskiej, przekazana przez Elektrownię Bełchatów, Kopalnię Węgla Brunatnego Bełchatów i zlokalizowaną w Bełchatowie centralę spółki, wyniosła niemal 377,5 mln zł.

Ukryte koszty transformacji

Warto zauważyć, że zakończenie działalności kompleksu oznacza prawdziwą rewolucję nie tylko w kontekście miejsc pracy czy stabilności finansowej gmin, ale też dla niektórych instytucji i kluczowych funduszy publicznych. O całym wachlarzu wyzwań, z którymi trzeba będzie się zmierzyć po wygaszeniu kompleksu, dyskutowano podczas ostatniego spotkania w Kleszczowie zorganizowanego przez Klaster Obszaru Nowej Energii. Oprócz kwestii związanych z likwidacją miejsc pracy, zagospodarowaniem terenów pogórniczych, inwestycji w nowe technologie, zwrócono też uwagę na tzw. „ukryte koszty transformacji”.

– Transformacja energetyczna regionu bełchatowskiego to nie tylko wyzwanie inwestycyjne i społeczne, ale także łańcuch konsekwencji finansowych i instytucjonalnych, o których wciąż mówi się zbyt rzadko – podkreślają organizatorzy spotkania.

Jak wskazano, równolegle wygaszenie działalności kompleksu Bełchatów oznacza bowiem systemowe osłabienie regionalnych mechanizmów finansowania ochrony środowiska. W związku z działalnością olbrzymich zakładów każdego roku koncern PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna płaci gigantyczne pieniądze do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego za korzystanie ze środowiska, które zasilają Wojewódzki Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Wraz z ograniczaniem i docelowym zakończeniem działalności kopalni oraz elektrowni, ten strumień finansowania ulegnie istotnemu zmniejszeniu.

W praktyce oznacza to mniej środków na inwestycje ekologiczne, adaptację do zmian klimatu, modernizację infrastruktury komunalnej i wsparcie samorządów w całym województwie łódzkim. Co istotne, te skutki nie ograniczą się wyłącznie do regionu bełchatowskiego. Transformacja jednego z największych kompleksów energetycznych w kraju może zachwiać stabilnością instytucji, które przez lata pełniły rolę finansowego zaplecza polityki środowiskowej.

– Bez wypracowania nowego modelu zasilania funduszy ochrony środowiska oraz mechanizmów kompensacyjnych, transformacja może doprowadzić do paradoksu: mniej emisyjnej energetyki, ale również mniej środków na realną ochronę środowiska – zauważają przedstawiciele Klastra Obszaru Nowej Energii.  

Ile płaci PGE za działalność Elektrowni Bełchatów?

Okazuje się, że są to ogromne kwoty liczone w milionach złotych i stanowią ponad połowę wszystkich opłat z tego tytułu, jakie trafiają o województwa. O jakich kwotach jest mowa? W 2021 roku było to 116,6 mln zł, 2022 r. – 128 mln zł, 2023 r. – 88 mln zł, a 2024 r. – 102 mln zł. Dla porównania łączne wpłaty z tytułu opłat za korzystanie ze środowiska w województwie łódzkim wyniosły: w 2021 r. – 188,9 mln zł, 2022 r. – 211,6 mln zł, 2023 r. – 190,5 mln zł, a w 2024 r. – 166,1 mln zł. Warto zaznaczyć, ze znaczna część tych kwot każdego roku trafia do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi.

Modernizacja ograniczyła szkodliwą emisję

Bełchatowska elektrownia przez ostatnie dziesięciolecia była modernizowana, dzięki czemu znacząco udało się ograniczyć emisję szkodliwych gazów do atmosfery. Na prace modernizacyjne przeznaczono miliardy złotych. Warto przypomnieć, że bełchatowska elektrownia ograniczyła emisję dwutlenku siarki aż o 93 proc. z poziomu 400 tys. ton w 1989 roku do 29 tys. ton w 2024 roku, a już w 1990 roku rozpoczęto budowę pierwszej w Polsce Instalacji Odsiarczania Spalin (IOS).

Elektrownia Bełchatów została prekursorem budowy instalacji odsiarczania spalin, a pierwsza instalacja w Polsce została zabudowana właśnie w Bełchatowie już w 1994 roku. Wybrano i zastosowano mokrą, wapienno – gipsową metodę odsiarczania spalin, dzięki której produkowany w elektrowni jest gips. W kolejnych latach zrealizowano kolejne modernizacje IOS, dzięki czemu udało się w tak znaczący sposób ograniczyć emisję dwutlenku siarki.

Przez ostatnie dziesięciolecia starano się również ograniczać emisję tlenków azotu, będących produktem spalania, którą jest niezwykle trudno wyeliminować ze spalin.

– Obecnie dla głębszego obniżenia poziomów emisji tlenków azotu (do poziomu poniżej 175 mg/Nm3), sukcesywnie wyposaża się kotły w wysokosprawne instalacje odazotowania z zastosowaniem metody SNCR redukującej emisje dzięki dawkowaniu mocznika – informuje koncern PGE GiEK.

Dzięki nowym rozwiązaniom i modernizacjom, emisja związków azotu w Elektrowni Bełchatów została zredukowana o 63 proc. – z poziomu 55 tys. ton w 1989 r. do 19 tys. ton w 2024 r. Z kolei, aby ograniczyć emisję pyłów, w każdym z kotłów elektrowni zamontowano elektrofiltry, które zatrzymują pyły powstające w procesie spalania węgla. Skuteczność odpylania wynosi 99,6 proc. Jak informuje spółka PGE GiEK, emisja pyłów została zredukowana o 99 proc. w okresie całej działalności Elektrowni Bełchatów – z poziomu 35 tys. ton pyłów w 1989 roku do poziomu 0,5 tys. ton w 2024 r.