Jak zaplanować ludobójstwo?

Jak zaplanować ludobójstwo?

Marek Wójcik 24. stycznia 2026 jak-zaplanowac-ludobojstwo

Tak postawione pytanie oburzy zapewne sporo ludzi. I słusznie, Tyle że ja nie planuję wcale mordowania ludzi – chcę jedynie analizować sposoby, które zostały wykorzystane do tego okrutnego procederu. Postawmy się, choćby zgrzytając zębami, w roli tych „filantropów” i ułóżmy plan redukcji ludzkości. Co należałoby zaplanować?

Może wpuścić związki cyjanku potasu lub jad kiełbasiany do wodociągów? Raczej durny pomysł. Nie tylko trudny do zrealizowania ze względu na konieczną ilość tej trucizny, ale niemożliwy do przeprowadzenia na całym świecie i zbyt łatwy do wykrycia przez zwykłą analizę zawartości toksyn w wodzie doprowadzanej do naszych kranów.

Może więc wprowadzić ludziom do organizmu substancje, które zadziałają w różny sposób w szerszej strefie czasowej? Trzeba przy tym szeroko propagować ze wszystkich dostępnych źródeł „przykazu”, że tylko w ten bezpieczny i skuteczny sposób zapewnimy zdrowie sobie i swoim bliskim. Tłum kupi przecież każde kłamstwo.

Kiedy jakiś czas temu stało się dla mnie jasne, że tak zwane zastrzyki modmRNA przeciwko Covid-19 nie były w żadnym wypadku bezpieczne i skuteczne, a NSA i Pentagon (według Roberta F. Kennedy’ego Jr.) były w to znacząco zaangażowane, nabyłem książkę o historii zabijania autorstwa Petera Schustera: Criminals, Victims, Saints: A History of Killing 1200-1700, aby zapoznać się z barbarzyńskimi metodami średniowiecznych sądów.

Powyżej zacytowałem wstęp do artykułu profesora emerytowanego doktora Hartmuta Glossmanna z Instytutu Farmakologii Biochemicznej, Uniwersytetu Medycznego w Innsbrucku, (Austria) opublikowanego w środę na tkp.at pod tytułem: Największa zbrodnia w historii ludzkości? Źródło.

We wczorajszym artykule Saszy Łatypowej zatytułownym: Trump w Davos: „Covid” był operacją militarną. Użyto „pyłu” [broni chemicznej], źródło, czytamy:

Niedawno, w dość zaskakującym obrocie wydarzeń, w Davos, Trump przyznał, że COVID był operacją militarną! […] Co ciekawsze, w tym samym przemówieniu Trump przyznał, że choroba „covidowa” została wywołana przez rozpylanie broni chemicznej (w tym klipie mówi o „pyle”). Cóż, pył z pewnością nie jest wirusem, ani wirusem GOF z rozszczepieniem furyny i wstawką HIV, skierowanym przeciwko Afrykańczykom, chroniąc jednocześnie Aszkenazyjczyków, i nie pochodził również z Wuhan. To byłoby za daleko, żeby przelecieć aż do Stanów Zjednoczonych, prawda? Czy Fauci zapłacił za ten magiczny pył pieniędzmi z NIH? A może to była po prostu zwykła broń chemiczna użyta przez poczciwe, stare Stany Zjednoczone, czyli Korpus Chemiczny, który nie podlega pod złego Anthony’ego Fauciego? Sami oceńcie.

Kurs pierwszej pomocy dla osób rezygnujących z oglądania wiadomości w telewizji i prasie.

Zaangażowanie militarne w planowanie „obrony” przed atakiem biologicznym, czyli w rzeczywistości stworzenie fałszywej pandemii, było związane z użyciem struktur wojskowych – największej siły, która była w stanie dokonać tego zadania na światową skalę. Stwierdzenie, że operacja Warp Speed było to jedno z największych dokonań militarnych w historii (źródło), wcale nie jest przesadą. Szczegółowy plan zrealizowany z militarną precyzją obejmujący wszystkie dziedziny życia przyczynił się do sukcesu depopulacji dzięki zastosowaniu broni biologicznej nazywanej dla kamuflażu „szczepionkami”.

Zostań filantropem! Uratujesz świat i się przy tym wzbogacisz!

Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com

Jak kończą klauni, oszuści, złodzieje i zbrodniarze [cz.I]. O „przemówieniu w Davos” Zełenskiego

Wścieklizna jest zaraźliwa nie tylko u psów – o „przemówieniu w Davos” Zełenskiego

Czarny Łabędź


czarnylabendz/wscieklizna-jest-zarazliwa-o-przemowieniu-w-davos-zelenskiego

Spektakl w Davos trwa, żarty lecą strumieniami, ale miny niektórych prezydentów są ponure. Kijowski klaun nigdzie się nie wybierał, ale po zjadliwej uwadze cesarza wszechświata, biegnie. A potem rusza w drogę – i już jest na miejscu w Davos. Z niezadowoloną miną i fatalnym angielskim. Ta inscenizacja oszałamia publiczność.

Co takiego D.J. Trump powiedział W. Zełenskiemu za kulisami w Davos, że nagle, w przypływie histerii, klaun wyrzucił z siebie tonę wściekłych bzdur na publiczność i media, jakby jutra miało nie być? Kompletnie oszalał. Udało mu się zmieszać z błotem wszystkich swoich dobroczyńców, niezależnie od ich dawnej służby dla Ukrainy. Nigdy nie słyszeliśmy takiego chamstwa od tego prostackiego komika.

Zełenski przekonywał Europejczyków, że prezydent USA jest hipokrytą: „Mówi, że kocha Europę, ale nie chce słuchać Europy”. Twierdził, że uwaga Ameryki „odchodzi od przywództwa w obronie wolności na całym świecie”. Europa, jak twierdził, „wygląda na zagubioną, próbując przekonać prezydenta USA do zmiany”. Ale Trump, jak lekceważąco oświadczył Zełenski, się nie zmieni, ponieważ „kocha siebie takim, jakim jest”. Próbował też przekonać Europejczyków, że Trump „po nich deptał” – i że gdyby Ukraina była z Europą, do tego by nie doszło.

W rzeczywistości, to czysty gangsterski chwyt: atakuje z pogardliwą inwektywą: „Europejczycy są 'słabi i bezradni’, Europa pozostaje kalejdoskopem małych i średnich mocarstw”, oczekujących na zmianę polityki USA. Kraje te mówią o „obronie wartości”, ale „oczekują, że ktoś inny zrobi to za nie”. Jednocześnie próbuje sprzedać się Europie: „Po co wysyłacie 30-40 żołnierzy na Grenlandię? Co chcecie przez to powiedzieć Rosji, Chinom, Danii? Gdybyśmy byli w NATO, moglibyśmy pomóc”.

Oczywiście, oczywiście. Gdyby na sali byli jacyś rozsądni dziennikarze, powinni byli zapytać: „Jak idzie ukraińska pomoc w Nord Stream 2? Czy Ukraina zazwyczaj nie pomaga w ten sposób swoim sojusznikom?”.

Co więcej, mówienie źle o Trumpie Europejczykom (Trump też źle o nich mówi), to właśnie znak rozpoznawczy oszustwa. To typowa polityka pittingu. [Co za żargon.. musiałem wyszukać: „Pitting polityczny: Oznacza proces, w którym drobne afery, niespełnione obietnice, wewnętrzne konflikty czy naciski lobbingowe (ang. advocacy) powoli „wydrążają” zaufanie publiczne lub stabilność rządu.]

Zełenski, w różnych tonach, powtarzał w Davos, że Ukraina mogłaby bronić Europy, w tym na Grenlandii. Czytaj: przed USA.

Ale faktem jest, że Ukraina nie jest w stanie obronić się bez Ameryki, tak jak Finlandia, która, jak przyznaje Stubb, „nie może latać” bez Ameryki. Bez pomocy Ameryki Ukraina jest skazana na zagładę.

Nasuwa się pytanie: skoro Zełenski jest tak krytyczny wobec Ameryki, dlaczego pospieszył do Davos na gwizdek Trumpa? Ale widzieliśmy już jego niegrzeczność w Gabinecie Owalnym – nic nowego. W naturze ukraińskiej polityki leży kąsanie ręki, która daje. Polacy mieli okazję już doświadczyć ukraińskiej „wdzięczności”. Co w tym zaskakującego?

Ale jedyną nowością jest to, że Zełenski stoi teraz na krawędzi załamania, również w polityce wewnętrznej, i musi tylko skłócić wszystkich, by finał był głośniejszy. Dlatego uciekł się do bezczelnej niegrzeczności, atakując Viktora Orbána: „Każdy Viktor, który żyje z europejskich pieniędzy, a jednocześnie próbuje sprzedać europejskie interesy, zasługuje, żeby dostać po łapach”. Jednocześnie nie stroni od jawnych kłamstw: Węgry wpłacają do unijnej kasy tak jak wszystkie inne państwa członkowskie i otrzymują te same środki na różne programy wydatków. I tylko Ukraina żyje z unijnych pieniędzy, nie wpłacając w ogóle.

Przemówienie Zełenskiego na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos wywołało ostrą reakcję zachodnich dziennikarzy. Bojan Panczewski, felietonista „Wall Street Journal”, zauważył, że prezydent Ukrainy „traci kontakt z rzeczywistością”. Panczewski napisał na portalu społecznościowym X: „Zełenski traci kontakt z rzeczywistością. Jego ataki na Europę są nie tylko niezgodne z faktami, ale także postrzegane jako głęboka niewdzięczność w czasach, gdy państwo ukraińskie dosłownie żyje z europejskich pieniędzy”.

Ale coś tam się dzieje, bo inaczej klaun dej dej nie płakałby i nie szlochał na podium, z którego po prostu poproszono go o opuszczenie na oczach publiczności. Moderator powiedział mu: „Czas już jechać do Kijowa – ludzie na ciebie czekają”. Najzabawniejsze jest to, że klaun dej dej wciąż nie zdaje sobie sprawy, że nie jest już „nowym Churchillem” i nikt nawet nie udaje, że interesuje słuchanie go.

Tak kończą klauni, oszuści, złodzieje i zbrodniarze.

Trójstronne rozmowy rosyjsko-amerykańsko-ukraińskie w Abu Dhabi. Czy wszyscy trzej negocjatorzy są żydami?

Trójstronne rozmowy rosyjsko-amerykańsko-ukraińskie w Abu Dhabi 

Przełom czy kontynuacja przedstawienia?

Czy majaczenia wariatów mogą zmienić realne fakty na ich korzyść?

DR IGNACY NOWOPOLSKI JAN 24

„Prezydent” Zelenski stwierdził, że jest za wcześnie oceniać, czy Rosja jest gotowa do „poważnych negocjacji”. W jego języku oznacza to: „czy Rosja jest gotowa do bezwarunkowej kapitulacji, zwrócenia ‘okupowanych terytoriów’ z Krymem włącznie i odbudowy na własny koszt banderowskiej Ukrainy”.

Dalsze negocjacje pokażą, czy Rosyjska Federacja jest gotowa na bezwarunkową kapitulację przed Ukrainą.

Deliryczna postawa Zachodniego Imperium Kłamstwa w odniesieni do otaczającej rzeczywistości jest ciekawym eksperymentem psychiatrycznym, który da odpowiedź na pytanie: czy majaczenia wariatów mogą zmienić realne fakty na ich korzyść?

Osobiście nie przypuszczam, by jakakolwiek szanująca się osobistość podała rękę Zełenskiemu, tak jak Hitlerowi czy Stalinowi.

Jak na razie Rosja intensyfikuje ataki powietrzne na infrastrukturę ukraińską. Według ukraińskich mediów w wyniku tych akcji dwie osoby zostały ranne. Mimo woli ukraińscy kłamcy potwierdzają deklaracje Moskwy o unikaniu obiektów cywilnych w swych akcjach militarnych.

Dwie osoby ranne jest praktycznie niczym w odniesieniu do skali rosyjskiej akcji kinetycznej.

Odnośnie samych negocjacji (poprzednich i bieżących), warto odnotować, że ze strony amerykańskiej i ukraińskiej „negocjatorami” są wyłącznie osoby narodowości żydowskiej, włączając w to zięcia Trumpa. Jeśli podobna sytuacja zaistnieje po stronie rosyjskiej, to rzeczywiście wynik negocjacji może być zaskakujący.

Osobiście nie będę wstrzymywał oddechu w oczekiwaniu rewelacji.

Dwóch takich, co dostają furii, gdy pytają ich o faktury. MEM-y VIII.

Owsiak i Wojewódzki

———————————————

Winterhilfswerk des Deutschen Volkes (WHW), czyli Niemiecka Pomoc Zimowa, była masową, ogólnokrajową akcją charytatywną w III Rzeszy (1933–1945), prowadzoną pod patronatem NSDAP. Choć formalnie dobrowolna, zbiórka była de facto obowiązkowa, a jej celem było wsparcie biednych, propaganda solidarności rasowej („Volksgemeinschaft”) oraz zbiórka środków na cele wojenne.

————————————

————————–

————————-

—————————-

———————————–

——————————————

Kto płaci za tę ucztę?? MEM-y VII.

———————————————–

—————————————————-

—————————-

————————————–

———————————————————————————

—————————————————-

———————————————————-

Pytaj, dlaczego 20-ta gospodarka świata potrzebuje zbiórek? MEM-y VI.

———————————–

Owsica jest jedną z chorób pasożytniczych.

——————————-

———————————–

———————————————-

————————————————-

————————————————–

———————————————————————————-

————————————————————————

Komu szmal a komu światełko do nieba… Licytacje. MEM-y V.

————————————

—————————

—————————————————

——————————————–

——————————–

—————————————————-

—————————————————

———————————————–

Fajerwerki z tłumikiem. MEM-y IV.

————————————–

———————————————-

————————————-

————————————————

—————————————————

———————————————-

—————————————————–

——————————————————

Komu szybko znajdą sprawców, a kogo w kajdany, MEM-y III.

——————————————————-

—————————————————

——————————————————

———————————————

————————————————

—————————————————-

—————————————————–

———————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Jak Sowieci w 1945 r. do Polski weszli i (prawie) wyszli

\

Jak Sowieci w 1945 r. do Polski weszli i (prawie) wyszli 

Tadeusz Płużański 24.01.2026 tysol.pl/tadeusz-pluzanski-jak-sowieci-w-1945-r-do-polski-weszli-i-prawie-wyszli

27 stycznia 1945 r. więźniów niemieckiego obozu Auschwitz mieli wyzwolić żołnierze Armii Czerwonej. Tylko czy na pewno było to wyzwolenie? Czy sowieci kogokolwiek kiedykolwiek wyzwolili? Ostatnie apele więźniów w KL Auschwitz odbyły się dziesięć dni wcześniej – 17 stycznia. Następnego dnia załoga SS rozpoczęła ewakuację.

Więźniowie opuszczający Auschwitz

Więźniowie opuszczający Auschwitz / Wikipedia – domena publiczna

Oddajmy głos więźniarce Auschwitz

Oddajmy głos Teresie Kuczyńskiej, więźniarce Auschwitz, a po latach dziennikarce: „18 stycznia 1945 r. Niemcy w pośpiechu wyprowadzili z Auschwitz-Birkenau (Oświęcimia-Brzezinki) ostatnie piesze kolumny ewakuacyjne więźniów, którzy przeżyli. Właściwie więźniarek, bo ich najwięcej pozostało w obozie. Większość mężczyzn ewakuowano do obozów w głębi Niemiec wcześniej, głównie pociągami. Dzień był piękny, słoneczny, ale bardzo mroźny, dochodziło do minus 20 stopni. Głęboki śnieg łagodził obozowy pejzaż. Przed blokami administracji obozowej drugi już dzień płonęły ogniska z dokumentów, list zmarłych, sprawozdań. Dopalało się ostatnie z pięciu krematoriów. Coraz głośniejszy stawał się huk armat nadchodzącej Armii Czerwonej”. 

Nieliczne ludzkie szkielety 

Wieczorem w obozie pozostały już tylko nieliczne ludzkie szkielety. One były wolne. Zanim do Auschwitz wkroczyły pierwsze oddziały Armii Czerwonej, minęło… dziewięć dni. SS-mani nie bronili się, bo po prostu ich już nie było. Sowieci wkroczyli do prawie pustego (z wyjątkiem tych nielicznych więźniów) obozu. Czy było to zatem wyzwolenie? Jeśli tak, to powiedzmy w ten sposób: wyzwolenie w większości pustych baraków. 

A takie powtarzane od lat twierdzenia o „wyzwoleniu” Auschwitz to jedna z wielu trwałych niestety pozostałości po komunistycznej propagandzie. Podobnie jak „wyzwolenie” Warszawy 17 stycznia, również przez Sowietów. Jeśli w ogóle używać tego zafałszowanego terminu – to warto doprecyzować, że wyzwolili ruiny i zgliszcza. 

Oswobodzenie obozu, ale nie jego więźniów 

Oddajmy jeszcze raz głos Teresie Kuczyńskiej: „Po parogodzinnym wyczekiwaniu na mrozie więźniarki Auschwitz-Birkenau otrzymują po bochenku gliniastego chleba i puszce konserwy mięsnej, i pada rozkaz wymarszu. W nieznane. Jestem wśród nich. W grupie kilkudziesięciu dziewczynek z Warszawy, przywiezionych w sierpniu do Auschwitz z Powstania Warszawskiego z rodzicami i rodzeństwem. […] W ciągu całej tej drogi po ziemi górnośląskiej nie napotkaliśmy człowieka ani pojazdu. Wyizolowano nas. Trudno się dziwić, stanowiliśmy pochód szkieletów, powłóczących nogami, odzianych w łachmany […]. Po dwóch dniach jazdy jesteśmy u celu. To Ravensbrück, obóz koncentracyjny za Berlinem”. 

Dalej we wspomnieniu więźniarki czytamy: „Wysiadamy w niepełnym już składzie osobowym, z głodu i zimna. Ten nowy obóz nie był jednak dla nas ostatnim, w marcu wywieziono nas dalej, na północ Niemiec, do kolejnego obozu Rechlin. A stamtąd, kiedy liczyłyśmy na wyzwolenie, tym razem przez Amerykanów, pognali nas Niemcy pieszo jeszcze dalej, i tak wędrowałyśmy po drogach niemieckich, dzieci i kobiety z Auschwitz, dokładnie do ostatniego dnia wojny. I nawet nie wiemy, kto nas w końcu wyzwolił, bo w ostatnim naszym obozie spotkały się wreszcie wojska radzieckie z wojskami amerykańskimi. […] Okrutne przeprowadzenie tej operacji w mroźne dni stycznia 1945 r. sprawiło, że przeszła ona do historii jako »marsze śmierci«. Uczestniczyło w nich 58 tys. więźniów – kobiet, mężczyzn i dzieci, głównie Polaków i Żydów. Żołnierze radzieccy, wkraczający do Auschwitz 27 stycznia, zastali tam już tylko 4 tys. ciężko chorych więźniów i 180 małych dzieci. […] To było tylko oswobodzenie obozu, ale nie jego więźniów”. 

„Kryj się kryj”

45 lat później, 27 stycznia 1990 r. w Sali Kongresowej w Warszawie rozpoczął obrady XI – ostatni – zjazd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, komunistycznej partii, która była kontynuacją sowieckiej Komunistycznej Partii Polski, a następnie Polskiej Partii Robotniczej, połączonej ze zniszczoną Polską Partią Socjalistyczną. Wszystkie te zewnętrzne twory twierdziły, że Rzeczpospolitą wyzwalają – w zależności od mądrości etapu – od ucisku polskich panów, czy niemieckich okupantów. W rzeczywistości same były okupacyjne, bo podporządkowane Moskwie.

I po Magdalence i Okrągłym Stole wpływy komunistów pozostały – PZPR przepoczwarzyła się w SdRP, potem SLD i obecnie Nową Lewicę. A ostatnie okupacyjne wojska – formalnie już nie sowieckie, ale rosyjskie, wyjechały z Polski 17 września 1993 r. Sowiecko/rosyjskie wpływy jednak pozostały i towarzyszą nam do dziś. 

„Hej dziewczyno hej niebogo 
Jakieś wojsko idzie drogą 
Schowaj pieniądze schowaj zegarek 
… Kryj się kryj 
A ja myślałem że to oni 
Że to banda bandę goni 
A to Czerwoni! Czerwoni 
… Kryj się kryj 
A ten gruby co na przedzie 
Na kradzionym koniu jedzie 
To Rokossowski Marszałek Polski 
… Kryj się kryj 
A ja myślałem że to trzewik 
Że to kryty słomą chlewik 
A to Bolszewik 
Bolszewik 
… Kryj się kryj 
Przyjdą nocą zgwałcą srodze 
Na kradzionej gdzieś podłodze 
Zostawią z dzieckiem 
Dzieckiem radzieckiem 
Kryj się kryj”

Piosenka „Sowieci”  

Ukraina korupcją się sypie

Kolejna odsłona korupcji na Ukrainie. Wysoki urzędnik z Kijowa zamieszany w proceder unikania mobilizacji wojskowej

24.01.2026 nczas/kolejna-odslona-korupcji-na-ukrainie-wysoki-urzednik

SBU. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.
NCZAS.INFO | SBU – zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Wikipedia, President.gov.ua, CC BY 4.0

W Kijowie kwitł proceder omijania mobilizacji wojskowej. Za uniknięcie wysłania na front trzeba było zapłacić od 15 do 20 tys. dolarów. Służby zatrzymały wysokiego rangą urzędnika z administracji dzielnicowych ukraińskiej stolicy.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zlikwidowała w Kijowie kolejną już strukturę, która umożliwiała Ukraińcom unikanie poboru do wojska. W związku ze sprawą zatrzymano pierwszego zastępcę szefa jednej z administracji dzielnicowych ukraińskiej stolicy. Jest on podejrzany o organizowanie procederu wraz z inną osobą.

Jak ustalili śledczy, urzędnik miał wykorzystywać swoje stanowisko i kontakty służbowe, by fałszować dokumentację wojskową. Jego „klienci” byli najpierw – fikcyjnie – wpisywani do jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy, by następnie – na podstawie fałszywych rozpoznań medycznych – doprowadzić do wykreślenia ich z ewidencji wojskowej.

W ten sposób trwale uchylali się od obowiązku służby wojskowej w warunkach stanu wojennego. Za taką „usługę” niedoszli poborowi musieli zapłacić od 15 do 20 tys. dolarów.

Podejrzany urzędnik miał w procederze wykorzystywać kontakty z rejonowym centrum kompletacji i mobilizacji. Wspólnika zaangażował zaś do wystawiania fałszywych dokumentów.

Urzędnik i jego współpracownik zostali zatrzymani po tym, jak SBU udokumentowała przebieg transakcji finansowej. Podczas przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli sfałszowane dokumenty medyczne i wojskowe, pieczęcie jednostek wojskowych oraz telefony komórkowe zawierające dowody działalności przestępczej.

Zatrzymani usłyszeli zarzuty organizowania i współudziału w procederze uchylania się od służby wojskowej w warunkach stanu wojennego, w ramach porozumienia grupowego. Zgodnie z ukraińskim prawem grozi im za to do 10 lat więzienia. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem wyspecjalizowanej prokuratury ds. obronności przy Prokuraturze Generalnej Ukrainy.

W ostatnim czasie ukraińskie służby zablokowały siedem mechanizmów omijania mobilizacji wojskowej. Korzystający z tamtych procederów musieli zapłacić do 13 tys. dolarów za uniknięcie służby. W związku ze sprawą przeprowadzono zatrzymania na terenie całej Ukrainy.

McDonald’s odstawia dzieci na bok. Happy Doggy.

McDonald’s odstawia dzieci na bok.

Sieć uruchomiła ofertę dla psów

Źródło: oprac. AK 21-01-2026, dlahandlu.pl/mcdonald-s-odstawia-dzieci-na-bok

McDonald’s po raz kolejny pokazuje, że uważnie czyta społeczne sygnały i potrafi przekuć je w produkt.

Tym razem marka sięga po temat, który szczególnie mocno rezonuje z młodszymi konsumentami: relację z pupilem traktowanym jak pełnoprawny członek rodziny. McDonald's odstawia dzieci na bok. Sieć uruchomiła ofertę dla psów

Pet parenting w handlu. McDonald’s uruchamia ofertę dla psów

  • McDonald’s we Francji wprowadził do oferty zestaw Happy Doggy, czyli pierwszą w historii sieci kolekcję zabawek zaprojektowanych specjalnie dla psów.
  • Oferta ma odpowiadać na zmianę kulturową i oczekiwania Gen Z, dla których pupil coraz częściej jest pełnoprawnym członkiem rodziny.
  • W zestawie są cztery gadżety inspirowane kultowymi pozycjami z McDonald’s.

Pies jak dziecko. Nowa oferta w McDonald’s

We Francji już co trzeci mieszkaniec tego kraju ma psa, jednak to pokolenie Gen Z najsilniej redefiniuje pojęcie „rodziny”. Z badań wynika, że niemal co drugi przedstawiciel tej grupy uznaje swojego pupila za najważniejszą istotę w życiu.

Dla McDonald’s to jasny sygnał: skoro marka od dekad buduje emocjonalne doświadczenia wokół rodzin i dzieci, dziś musi uwzględnić także  czworonożnych domowników.

Zestaw Happy Doggy w McDonald's fot. mat. pras.

Zestaw Happy Doggy w McDonald’s fot. mat. pras.

„Happy Doggy”, czyli McDonald’s w wersji pet

W odpowiedzi na ten trend francuski McDonald’s przygotował zestaw Happy Doggy – pierwszą w historii sieci fast food kolekcję zabawek zaprojektowanych specjalnie dla psów.

To cztery produkty inspirowane kultowymi elementami menu: Chauss’Pom, Fly’Bun, Sundae’Ball oraz Fun’Fries. Estetyka, nazewnictwo i forma są natychmiast rozpoznawalne i wprost przenoszą świat McDonald’s do psiego koszyka z zabawkami.

tiktokcdn-eu.com

Jak podkreśla Jean-Guillaume Bertola, CMO McDonald’s France, kluczowe było przeniesienie dobrze znanego rytuału – pierwszej zabawki z McDonald’s – na nowy obszar relacji człowiek–zwierzę. Nie chodzi więc wyłącznie o gadżet, ale o wspólne doświadczenie i emocję, którą można dzielić z pupilem.

To podejście idealnie wpisuje się w strategię marek skierowanych do młodszych pokoleń: mniej „sprzedawania”, a więcej symbolicznych gestów i mikromomentów, które wzmacniają więź z brandem.

Źródło: lbbonline.com

Na WOŚP – długopis. MEM-y II.

————————————————

—————————

———————————————–

—————————————–

———————————–

———————————————

————————–

—————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Ech, te teorie spiskowe.. MEM-y I.

————————————-

————————————————

———————————————————

—————–

—————-

——————————————————————

——————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Słowiańskie niewolnice w Izraelu. Wielomiliardowe zyski mafii żydowsko-rosyjskich

Słowiańskie niewolnice w Izraelu.

Wielomiliardowe zyski

mafii żydowsko-rosyjskich

24.01.2026 Tomasz Szkopek slowianskie-niewolnice-w-izraelu-wielomiliardowe-zyski-mafii

Słowiańskie niewolnice w Izraelu
NCZAS.INFO | Słowiańskie niewolnice w Izraelu. Obrazek ilustracyjny wygenerowany przez AI.

Uprowadzanie Słowianek w niewolę do innych krajów kojarzy się ze średniowiecznym handlem niewolnikami lub nowożytnymi wyprawami Tatarów po jasyr. W końcu lat 90. XX wieku, magazyn „Melting Pot International”, w artykule „Zapomniana historia niewolnictwa Słowian”, streścił jego dzieje jako proces długiego trwania i włączył do niego także najnowsze zjawisko pracy niewolniczej oraz niewolnictwo słowiańskich kobiet ściąganych do innych krajów, zwłaszcza na Bliski Wschód, pod pozorem pracy, małżeństwa lub wycieczki, a także w wyniku porwań.

„Większość ofiar handlu ludźmi w Europie Wschodniej to młode kobiety, a najczęstszą przyczyną handlu Słowiankami jest wykorzystywanie seksualne. Tylko w 1997 roku aż 180 tys. młodych kobiet z Rosji i Europy Wschodniej sprzedano jako towar na rynkach seksu w krajach rozwiniętych w Europie i na Bliskim Wschodzie”. Według autora artykułu do niedawnego wzrostu handlu Słowiankami przyczyniły się też wojny w byłej Jugosławii, które „doprowadziły do handlu tysiącami słowiańskich kobiet i dziewcząt w celach komercyjnego wykorzystywania seksualnego”. Dodał też, że grupy przestępcze na Bałkanach i w byłym Związku Radzieckim odniosły sukces, elastycznie dostosowując trasy i metody do szybko zmieniającego się rynku światowego, konkludując: „Teraz, pomimo postępów prawnych, które poczyniono przez lata, wszystkie formy handlu słowiańskimi niewolnikami są nadal powszechne w regionie”.

Prof. Alice Shalvi, współzałożycielka i wieloletnia przewodnicząca Sieci Izraelskich Kobiet (IWN), w swej książce z 2018 roku „Never a Native”, poruszyła m.in. temat słowiańskich niewolnic seksualnych w Izraelu, głównie z krajów byłego ZSRR. Sygnalizował ten problem także raport IWN „Handel ludźmi do Izraela i przymusowa prostytucja”. Temat ten szczegółowo omówiła dr Nomi Levenkron, kryminolog z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie i prof. Yossi Dahan w opracowaniu „Kobiety jako towary. Handel kobietami w Izraelu 2003”. Stwierdzono w nim, że ofiary tego handlu pochodziły w szczególności z Rosji i Ukrainy. Przyczyną była z jednej strony sytuacja, w której miliony ludzi zostało pozbawionych środków do życia, a z drugiej strony „handel kobietami kwitnie z powodu ogromnego popytu, szacowanego na milion wizyt w burdelach w Izraelu co miesiąc (na ok. 6,5 mln mieszkańców kraju w 2003 roku) oraz obojętność na to zjawisko, wykazywana zarówno przez organy ścigania, jak i ogół społeczeństwa, gdyż ma ono wysoki poziom legitymizacji w społeczeństwie izraelskim”.

Prof. Asif Efrat ze Szkoły Rządzenia, Dyplomacji i Strategii Laudera w Herclijji, w artykule „Globalne działania przeciwko handlowi ludźmi” i w książce „Międzynarodowa współpraca w walce z nielegalnym handlem”, pisał że ofiary handlu kobietami z państw poradzieckich „lądowały w jednym z 300–400 domów publicznych, gdzie pracowały siedem dni w tygodniu, obsługując do 30 klientów każdego dnia. Handlarze zabierali prawie wszystkie dochody, stosowali przemoc fizyczną i groźby, aby odwieść kobiety od wyjścia, a w niektórych przypadkach więzili kobiety za zamkniętymi drzwiami i zakratowanymi oknami. Przytłaczająca większość klientów to izraelscy Żydzi ze wszystkich grup społecznych, włącznie z biznesmenami, żołnierzami, policjantami i ultraortodoksyjnymi judaistami”.

Sprawę słowiańskich niewolnic w Izraelu, a także we Włoszech i paru innych krajach, nagłośnił „New York Times” w 1998 roku artykułem „Nowy towar w handlu ludźmi. Naiwne słowiańskie kobiety”. W jego rezultacie wkrótce Departament Stanu USA zdegradował Izrael w rankingu państw odnośnie problemu handlu ludźmi do najniższego – trzeciego poziomu, głos w sprawie zabrała sekretarz stanu Madeleine Albright przy okazji spotkania z Binjaminem Netanjahu, odbyło się przesłuchanie w Knesecie, wzbudził on zainteresowanie tematem u Alice Shalvi i IWN, zaś Amnesty International opublikowało dokument pt. „Rząd Izraela musi powstrzymać łamanie praw człowieka wobec ofiar handlu kobietami”.

Autorem artykułu jest Michael Specter, specjalizujący się w problematyce społecznej, głównie Europy Wschodniej oraz zdrowia publicznego i innych nauk. Napisał on: „Ekonomiczna beznadziejność w słowiańskim świecie otworzyła to, co eksperci nazywają najbardziej lukratywnym rynkiem dla gangów przestępczych, które rozkwitły od upadku komunizmu: białych kobiet. Funkcjonariusze organów ścigania, grupy pomocy i sutenerzy zgadzają się, że ukraińskie i rosyjskie kobiety są teraz najcenniejsze w handlu. Centrale sieci handlu kobietami znajdują się w Moskwie i Kijowie, a trasy wywozu są kontrolowane przez rosyjskie gangi. Izrael jest dość typowym celem. Prostytucja jest tu legalna, a burdele są wszechobecne. W Izraelu nie ma nawet konkretnego prawa zakazującego sprzedaży ludzi. Bardzo niewiele kobiet „uwolnionych” przez policję, to znaczy umieszczonych w więzieniu za nielegalny pobyt w Izraelu, składa formalne zeznanie, gdyż te, które to czynią, ryzykują śmierć. Bez takich zeznań sprawcy pozostają bezkarni”.

Marco Buffo, dyrektor organizacji zajmującej się zwalczaniem handlu ludźmi w północnych Włoszech, stwierdził, iż w latach 90. XX wieku Ukraina, Rosja i Białoruś zastąpiły Tajlandię i Filipiny jako centrum światowego handlu kobietami: „Najwyższe ceny są teraz za białe kobiety. Kiedyś Nigeryjki i Azjatki były na szczycie rynku. Teraz to Ukrainki”. W Mediolanie w 1997 roku policja zlikwidowała gang przeprowadzający aukcje, na których kobiety porywane z krajów byłego ZSRR były umieszczane na podwyższeniach, częściowo nagie i sprzedawane po średniej cenie nieco poniżej 1000 USD. Prof. Donna M. Hughes z Uniwersytetu Rhode Island, specjalizująca się w tej tematyce, w opracowaniu „Handel »Nataszą«. Międzynarodowy handel ludźmi w celach seksualnych”, poinformowała że w latach 90. sprzedano ok. 100 tysięcy Ukrainek do krajów zachodnich i bliskowschodnich. Wśród tych ostatnich głównymi odbiorcami były: Izrael, Turcja i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ceny za Rosjankę i Ukrainkę wynosiły od kilkuset do kilku tysięcy USD. Według raportu z 2006 roku, który opublikowały Stephanie Hepburn i Rita J. Simon w książce „Handel ludźmi na świecie. Ukryty na widocznym miejscu”, około 35–58 tys. Rosjanek rocznie było ofiarami handlu ludźmi. W Europie znacznym odbiorcą były Niemcy, gdzie rosyjska mafia była szczególnie silna.

Żydowsko-rosyjskie mafie osiągały ze sprzedaży i wykorzystywania słowiańskich niewolnic wielomiliardowe zyski. Tylko w latach 1990–1995 zdeponowały w bankach izraelskich do 4 mld dolarów. Oprócz mafii Żydów rosyjskich, głównymi podejrzanymi o organizację handlu kobietami z Europy Wschodniej byli czołowi gangsterzy z wiodących rodzin mafijnych w Izraelu, uprawiający ten proceder do 2009 roku. Yitzhak Tyler, szef tajnej policji w Hajfie, określił, że jest to „wyrafinowana, globalna operacja”. Wyliczył też zyski izraelskich sutenerów: „Ci mężczyźni płacą od 500 do 1000 USD za kobietę z Ukrainy lub Rosji. W jednym miejscu ma ich 10. Każda ma od 15 do 20 klientów dziennie. […] 30 000 szekli dziennie przychodu z każdego miejsca. Każda dziewczyna pracuje 25 dni w miesiącu. Minimum. Mówimy więc o 750 000 szekli miesięcznie, czyli o około 215 000 USD. Mężczyzna często posiada pięć takich miejsc.

To milion dolarów. Bez podatków, bez prawdziwych kosztów ogólnych. To fabryka z niewolniczą siłą roboczą. I mamy je w całym Izraelu”.

Na ogół wszystkie kobiety sprowadzane z Europy Wschodniej w latach 90. były w Izraelu nazywane „Rosjankami”. Ponadto w Izraelu i Turcji niewolnice rosyjskie i ukraińskie nazywane były też „Nataszami”, a mianem tym określano także niewolnice z Czech i innych krajów Europy Środkowej. Według New York Times, w 1998 roku prawie wszystkie prostytutki w Izraelu były „Rosjankami”, czyli zasadniczo Słowiankami. Na pytanie Michaela Spectera o przyczyny skali obecnego procederu, odpowiedział izraelski sutener, właściciel trzech „klubów” w biznesowej dzielnicy Tel Awiwu, mówiąc: „Są blondynkami, ładnie wyglądają i różnią się od nas. Izraelczycy kochają rosyjskie dziewczęta”.

„Raport na temat handlu ludźmi w świecie” sporządzony przez Departament Stanu USA w 2008 roku potwierdził, że „Izrael jest krajem docelowym dla mężczyzn i kobiet będących ofiarami handlu ludźmi w celu pracy przymusowej i komercyjnego wykorzystywania seksualnego. […] Pracownicy są bardzo narażeni na handel ludźmi w Izraelu, a w niektórych przypadkach znajdują się w niewoli długu. Izrael jest także krajem docelowym dla kobiet będących ofiarami handlu ludźmi w celu wykorzystania seksualnego”. Jako państwa pochodzenia ofiar, raport wskazał m.in. Rosję i Ukrainę. Stwierdził też, że „Rząd Izraela nie przestrzega w pełni minimalnych standardów w zakresie eliminacji handlu ludźmi; podejmuje jednak znaczne wysiłki, aby to zrobić”, podkreślając, iż w 2006 roku weszła wreszcie w życie ustawa o przeciwdziałaniu handlowi ludźmi, która przewiduje kary więzienia za handel ludźmi, za niewolnictwo i za pracę przymusową, „jednak jej realizacja nie jest wystarczająca, a wyroków niewiele”.

Rząd USA domagał się, by Izrael wzmógł działania organów ścigania. Wkrótce potem, w marcu 2009 roku, przeprowadzono w Izraelu większe aresztowania wśród członków syndykatu z Tel Awiwu sprzedającego tysiące niewolnic z Europy Wschodniej. Fachowa literatura przedmiotu, w tym cytowane książki z 2018 roku, omawiają stan rzeczy do 2010 roku. Z późniejszych raportów Departamentu Stanu można wywnioskować, że w następnych latach sytuacja w Izraelu pod tym względem znacząco się poprawiła.

Artykuł jest przeredagowanym fragmentem hasła „Niewolnictwo Słowian” na portalu Wikipedia.

Ukraińskie i meksykańskie kartele. Narkobiznes w Polsce rośnie

Ukraińcy i meksykańskie kartele.

Narkobiznes w Polsce rośnie

przez imigrantów

23.01.2026 nczas/ukraincy-i-meksykanskie-kartele-narkobiznes-w-polsce-rosnie-przez-imigrantow/

Rekordową ilość 29 ton narkotyków przejęło w ubiegłym roku CBŚP, z tego większość pochodziła z nielegalnych fabryk w kraju. „Ale narkobiznes zmienia oblicze – do gry wchodzą cudzoziemskie grupy przestępcze, w tym z Meksyku” – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”.

„Rodzimy czarny rynek na dobre zawojowały 'kryształy’, zwane 'kokainą dla ubogich’ – w ubiegłym roku policjanci CBŚP przechwycili ich dwukrotnie więcej niż rok wcześniej” – wskazują dane, które poznała „Rz”.

– Zdecydowana większość, ponad 20 ton narkotyków zabezpieczonych przez policję w ubiegłym roku, została wyprodukowana w Polsce, w nielegalnych laboratoriach należących do zorganizowanych grup przestępczych – powiedział gazecie podinsp. Michał Aleksandrowicz, naczelnik Wydziału do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Narkotykowej Centralnego Biura Śledczego Policji.

CBŚP odebrało gangom w minionym roku łącznie 29 ton narkotyków – to więcej o 7,3 tony niż w 2024 r. i o drugie tyle niż dwa lata temu, gdy było to 14 ton. Spadł popyt na marihuanę i haszysz, a kokainy przejęto 3,8 tony, czyli o blisko pół tony mniej.

Boom dotyczył narkotyków syntetycznych – to tzw. kryształy, do których zalicza się klefedron, klofedron czy Alfa PVP (narkotyki z grupy katynonów). Działają podobnie jak kokaina, są niebezpieczne, ale nieporównanie tańsze.

„Przejęto ich aż 18 ton, rok wcześniej – 9,7 tony. Z kolei ilość mefedronu z rodzimych fabryk wzrosła pięciokrotnie – ze 111 kg do 560 kg” – informuje „Rzeczpospolita”.

„Kryształy” powstają w krajowych laboratoriach – w ubiegłym roku CBŚP rozbiło 58 z nich, rok wcześniej – 60. Tyle że obecne są większe, bardziej profesjonalne, działające z rozmachem.

– Często z jednego rozbitego laboratorium zabezpieczamy narkotyki o czarnorynkowej wartości od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych – powiedział gazecie Aleksandrowicz.

Zmienia się profil narko-przestępców – w proceder wchodzą cudzoziemcy. Echem odbiło się pierwsze w historii CBŚP rozbite laboratorium metadonu w Polsce, które założyli Ukraińcy.

Produkcja czy przemyt narkotyków są zdominowane przez rodzime grupy przestępcze, jednak są również grupy rosyjskojęzyczne, a w ostatnim czasie pojawili się Meksykanie powiązani z jednym z największych karteli w Ameryce Północnej.

– Na wczesnym etapie ich laboratoria zostały rozbite, a oni zatrzymani – powiedział „Rz” Aleksandrowicz.

Brytyjski rząd przymyka oczy na handel dziećmi, szczególnie dla satanistów

Brytyjski rząd przymyka oczy na handel dziećmi

22.01.2026

W obszernym wywiadzie były brytyjski parlamentarzysta Andrew Bridgen wysunął poważne oskarżenia dotyczące zorganizowanego wykorzystywania dzieci, handlu dziećmi i „nieudolności” rządu. W rozmowie z dziennikarzem Flavio Pasquino z LightHouseTV, Bridgen omówił problemy systemowe, które jego zdaniem są ignorowane lub aktywnie tuszowane przez polityków, wymiar sprawiedliwości i służby bezpieczeństwa.

Bridgen skrytykował brak odrębnego systemu prawa karnego w Wielkiej Brytanii dla tzw. „satanistycznego wykorzystywania dzieci”. Argumentował, że nie wynika to z braku dowodów, ale z faktu, że temat ten jest społecznie i politycznie tabu. Stwierdził, że podobne mechanizmy zaprzeczania istnieją także w innych krajach europejskich, w tym w Holandii.

Centralnym punktem rozmowy były twierdzenia Bridgena dotyczące zorganizowanego na skalę międzynarodową gangu zajmującego się handlem dziećmi. Według niego dzieci z krajów Europy Wschodniej, takich jak Ukraina i Mołdawia, były sprowadzane do Wielkiej Brytanii w celu wykorzystywania seksualnego oraz nielegalnego pozyskiwania organów.

Bridgen oświadczył, że widział odpowiednie dowody i przekazał je policji, służbom wywiadowczym i krajowej policji kryminalnej. Nie podjęto jednak żadnych działań ani śledztwa, nawet gdy informacje pochodziły z ukraińskich źródeł wywiadowczych.

Według Bridgena, sygnaliści, którzy próbowali ujawnić te struktury, byli celem zamachów. Zarzuty sugerują, że władze państwowe, przynajmniej poprzez bezczynność, przyczyniły się do kontynuacji tych przestępstw.

W tym kontekście Bridgen wspomniał również o firmie Chemonics, którą powiązał z praniem pieniędzy w związku z handlem dziećmi. Podczas przesłuchania nie przedstawiono publicznie żadnych dowodów. Bridgen stwierdził jednak, że po swoich oświadczeniach doświadczył ogromnej presji osobistej, w tym fałszywych oskarżeń i izolacji politycznej w parlamencie.

Oprócz aspektów międzynarodowych, Bridgen poruszył również kwestię zorganizowanej przemocy seksualnej w Wielkiej Brytanii. Wspomniał o gwałtach zbiorowych na nieletnich dziewczętach z ubogich środowisk, dokonywanych przez siatki przestępcze.

Również w tym przypadku oskarżył policję i wymiar sprawiedliwości o systematyczne przymykanie oczu, a w niektórych przypadkach o aktywny udział w tych aktach przemocy. Według niego, ofiary były niekiedy szantażowane lub wykorzystywane przez samych funkcjonariuszy policji.

Bridgen interpretował te wydarzenia jako przejaw głęboko zakorzenionej korupcji instytucjonalnej, obejmującej policję, politykę, wymiar sprawiedliwości i podmioty gospodarcze. W takim systemie, argumentował, tylko ci, którzy są gotowi chronić istniejące struktury, mogą dojść do władzy.

Były poseł opisuje ten problem jako zjawisko globalne, o którym rzadko mówi się w mediach głównego nurtu, mimo że dotyczy milionów dzieci. Bridgen tłumaczy, że zdecydował się na upublicznienie sprawy, pomimo osobistych konsekwencji, z chęci ochrony dzieci przed najpoważniejszymi przestępstwami.

Nawiązał również do końca swojej kariery politycznej, wyjaśniając, że rozpoczął się on po tym, jak sprzeciwił się zatwierdzeniu eksperymentalnych szczepionek przeciwko COVID-19 dla niemowląt.

Wywiad ukazuje obraz wysoce kontrowersyjnego, ale dalekosiężnego zarzutu: że zorganizowane wykorzystywanie dzieci nie tylko istnieje, ale jest wspierane przez zaniedbania państwa — lub jego zaangażowanie. Dowody na wiele z tych twierdzeń nie są jeszcze publicznie weryfikowalne. Niemniej jednak rozmowa rodzi pytania o transparentność, gotowość do zbadania sprawy i odpowiedzialność instytucjonalną.

Źródło zagraniczne: UncutNews.ch Źródło polskie: WolneMedia.net

Davos 2026 – koniec ery jednej narracji rządzącej światem

Davos 2026 – koniec ery jednej narracji rządzącej światem

23.01.2026 Zbigniew Jacniacki wolnemedia/davos-2026

Przez dekady Davos było miejscem, gdzie nie tylko mówiono o świecie – ale decydowano, jak świat ma wyglądać. Globalizacja, zielona transformacja, otwarte granice, słabnące państwa narodowe – wszystko to przedstawiano jako jedyną sensowną drogę. W 2026 roku ten monopol pękł.

Forum nie upadło, ale przestało być centrum, z którego narzuca się jedną prawdę. Stało się sceną, na której stare elity usłyszały wyrok – zarówno od przyjezdnych, jak i od samych siebie.

Sekretarz handlu USA Howard Lutnick powiedział wprost to, co jeszcze kilka lat temu w Davos byłoby herezją: „Administracja Trumpa i ja jesteśmy tu, żeby przekazać bardzo jasny komunikat: globalizm poniósł porażkę”.

Dodał: „Po co wam energia słoneczna i wiatraki? Dlaczego Europa miałaby dobrowolnie zejść do zera emisji, skoro nawet nie produkujecie własnych baterii?”. I – być może najważniejsze: „Macie pełne prawo mieć granice”. „Globalizm zostawił zwykłych ludzi z tyłu. America First to inny model – i zachęcamy inne kraje, żeby go wybrały”. To nie była prowokacja. To był publiczny akt zerwania z dotychczasowym dogmatem.

Forum zdominował Donald Trump. Podpisał „Kartę Rady Pokoju” („Board of Peace”) – nowej struktury, która ma konkurować z ONZ. Do inicjatywy dołączyły dziesiątki państw, w tym Argentyna rządzona przez Mileia. Trump powiedział Europie wprost: „Chcemy silnych sojuszników – nie bardzo osłabionych krajów”. Groził Francji 25-procentowymi cłami na wszystko oraz 100-procentowymi na wino i szampana. Emmanuel Macron ustąpił w kilka minut. O Grenlandii mówił: „Nie chcę i nie użyję siły”. Przekaz był jasny: era miękkiej dyplomacji dobiega końca, a reguły gry zmieniają się w czasie rzeczywistym.

Prezydent Argentyny Javier Milei mówił w Davos z jeszcze większą siłą: „Socjalizm zawsze kończy się bardzo źle”. „Feminizm, ideologia gender, masowa imigracja, radykalny ekologizm – to wszystko głowy tej samej bestii, która chce powiększać państwo kosztem wolności”. Tegoroczne forum nie był projektem nowego światowego ładu, lecz rozbijaniem starej iluzji zarządzania człowiekiem.

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przyznał publicznie: „Europa nie przegrała z Chinami ani z Ameryką. Przegrała z formularzami i pozwoleniami”. „Sami pogrzebaliśmy swoją konkurencyjność pod stertą papierów i regulacji”.

To było jedno z najszczerszych wyznań w historii Davos – przyznanie się do autoblokady, a nie szukanie zewnętrznych winnych.

Chiny – spokojne, ale twarde i jednoznaczne stanowisko. Wicepremier He Lifeng nie bronił globalizmu jako idei. Bronił stabilności i reguł: „Cła i wojny handlowe nie mają zwycięzców”. „Świat nie może wrócić do prawa dżungli, gdzie silniejszy zjada słabszego”. „Współpraca wygrywa, konfrontacja przegrywa”. Chiny wystąpiły jako obrońca formalnego porządku – nie z przekonania, lecz z kalkulacji. W świecie bez reguł zostaje czysta gra siły, a ta sprzyja krótkoterminowym przewagom. Dla państwa myślącego długofalowo stabilność ram jest wartością samą w sobie. Paradoks Davos 2026 polegał na tym, że to Chiny broniły reguł, podczas gdy Zachód coraz częściej jest gotów je porzucić.

Co to oznacza – również dla nas, Polaków interesujących się polityka. Davos 2026 pokazało kilka prostych prawd:

suwerenność nie zniknęła – była przez lata wypierana językowo;

zielona transformacja bez własnej bazy przemysłowej kończy się uzależnieniem;

gdy stare reguły się sypią, liczy się zdolność samostanowienia.

Forum nie jest już miejscem, w którym jedna wizja świata uchodzi za oczywistą. Oznacza to wejście w okres głębokiej rekonfiguracji – jeszcze bez nowego ładu, ale już bez dawnego monopolu.

Davos 2026 nie było końcem świata. Było końcem złudzenia, że jeden model może rządzić wszystkimi. A to zmiana znacznie większa, niż mass media chciałby przyznać na głos.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Kasa dla Jurasa czyli mojsza lepszość

Kasa dla Jurasa czyli mojsza lepszość

Eksperyment filadelfijski


jeziorna3/kasa-dla-jurasa-czyli-mojsza-lepszosc

Powód, dla którego ludzie dają pieniądze Jerzemu Owsiakowi podczas imprezy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jeszcze dziesięć lat temu, mógł by wiązać się z prawdziwym przekonaniem, że dając na jurkową tacę, wspiera się polską służbę zdrowia, a co najważniejsze, pomaga się wracać do zdrowia chorym ludziom, najczęściej dzieciom, bo to właśnie na nich pan Juras głównie budował swój medialny wizerunek.

Jednak po wielu aferach dotyczących dysponowania zebranymi funduszami ich zarządzaniem oraz lukratywnym biznesem jaki z orkiestry zrobi  Jerzy Owsiak. A także wobec kontrowersji związanych samą działalnością, jak choćby nie zabezpieczeniem imprezy na której zginął prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, czy też wydrukowania za zebrane pieniądze gigantycznych banerów, na których porównuje się przeciwników obecnie rządzących do sepsy, aprobata wobec działań Owsiaka znacznie osłabła.

Także zblatowanie się szefa Orkiestry z rządem Tuska i wspieranie go z pełną siłą i zaangażowaniem, mimo deklaracji o apolityczności, oraz ściganie przez organ władzy ludzi, którzy wyrażają na temat Jerzego Owsiaka inne zdanie niż to pozytywne, jednoznacznie ukazało obraz człowieka nie tylko cynicznie wykorzystującego finansowe poparcie części społeczeństwa do osobistego wzbogacenia się, ale także używającego  owych środków do politycznego wspierania obecnie rządzącego układu politycznego, nazwanego przez jednego z sędziów krypto dyktaturą.

Jeśli więc mimo tego  ktoś nadal wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, to albo jest człowiekiem wierzącym w swojej naiwności, że dycha wciśniętą do puszki trzymanej przez zmarzniętego dzieciaka, faktycznie w całości przeznaczona jest na szczytny cel (zapewne parę procent Polaków nadal w to wierzy); albo wciśnięcie do oklejonego serduszkami pudła, biletu Narodowego Banku Polskiego, jest niczym innym jak deklaracją polityczną?!

Co nam chcą zakomunikować owi ideowi dawcy luksusu i zbytku dla Jurasa? Otóż to, że wybierają nierząd zamiast rządu, kulturę upadającego zachodu niż  tą judeo chrześcijańską, wreszcie, że polskość to nienormalność przegrywająca z upragnioną przez nich europejskością.

Jest to wreszcie dla nich krótkotrwały zastrzyk owej tytułowej „lepszości” pozwalający poczuć, że należą do tych wygranych, do owych liberalno lewackich elit z milionami ukradzionych euro (oni też chcieli by tak kraść).

Owi ideowi wyciskacze banknotów pragną, żeby choć na chwilę, spłynął na nich ów splendor bycia elitą, który jest „mojszy”, a nie „twojszy”, na pohybel pisiorom i prawicy bajdurzącym  o Bogu, Honorze i Ojczyźnie i niech tuczy się Owsiak, a poczucie przyzwoitości i godność wolnego człowieka niech sczezną na wieki!

Pomysł dojrzałego idioty. Realizacja: butelkomaty z kartonu w Biedronce.

Tego jeszcze nie było:

butelkomaty z kartonu w Biedronce.

Tymczasowo

Ewelina Oleksy 23 stycznia 2026, godz. 07:00 trojmiasto/Tego-jeszcze-nie-bylo-butelkomaty-z-kartonu-w-Biedronce

Wielkie kartonowe pudło z otworem na butelki i puszki, a na nim dumnie brzmiące hasło „mój recyklobox”. To nie żart, a nietypowy butelkomat – z kartonu, który pojawił się w niektórych sklepach sieci Biedronka. Tych, w których jeszcze nie zamontowano maszyn obsługujących system kaucyjny. – To rozwiązanie tymczasowe – zapewniają przedstawiciele sieci.

Kartonowy butelkomat to:

dobre rozwiązanie do czasu, gdy sklep nie zainstaluje maszyny kpina z pracowników i klientów oraz parodia systemu kaucyjnego – Weszłam do Biedronki w centrum Gdańska i oczom nie wierzyłam. W sklepie stało wielkie kartonowe pudło, które udawało butelkomat. Z odręcznie napisaną karteczką, żeby nie wrzucać tam butelek i puszek bez wiedzy pracownika i każdorazowo chcąc z tego korzystać, wezwać kierownictwo. To system kaucyjny czy jego parodia i prowizorka? – pyta pani Kaja, nasza czytelniczka.

Tak wygląda kartonowy butelkomat w jednej z gdańskich Biedronek.

fot. Trojmiasto.pl

Butelkomaty z kartonu w Biedronkach

Rzeczywiście, w części Biedronek – nie tylko w Trójmieście, a w całej Polsce – pojawiły się kartonowe, prowizoryczne butelkomaty.

By z nich skorzystać, trzeba znaleźć i wezwać pracownika, który zeskanuje opakowania – tylko te ze znakiem systemu kaucyjnego – i zatwierdzi ich zwrot. A następnie przyzna voucher – w aplikacji lub papierowy, z którym należy udać się do kasy.