Kilkadziesiąt lat klimatycznego szaleństwa. Skutki widać wszędzie

Kilkadziesiąt lat

klimatycznego szaleństwa.

Skutki widać wszędzie

3.01.2026 Piotr Kowalczak nczas/kilkadziesiat-lat-klimatycznego-szalenstwa-skutki-widac-wszedzie/

Krowy i neutralność klimatyczna
NCZAS.INFO | Krowy i neutralność klimatyczna. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay (kolaż)

Minęło ponad czterdzieści lat od pierwszych zapowiedzi klęsk wywołanych zmianami klimatu, wydano setki mld USD, a nie udowodniono nawet podstawowej tezy, że zmiany stężenia CO2 powodują zmiany temperatury i są przyczyną występowania zjawisk ekstremalnych. W okresie poprzedzającym powstanie Międzyrządowego Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) panował wśród niektórych naukowców pogląd, że nadchodzi ochłodzenie.

W skrajnych przypadkach twierdzono nadejście Epoki Lodowcowej. Później, po 1975 roku, ci sami naukowcy – agresywni w propagandzie nadchodzącej klęski ochłodzenia – zostali aktywnymi współpracownikami IPCC i z wielką gorliwością (prof. Stephen Schneider) zapowiadali nadchodzący okres ocieplenia z oczywiście wielką katastrofą w finale. W obu wariantach katastrofy zapowiadali zarówno identyczne syndromy, jak i skutki obu zjawisk (wzrost częstości i gwałtowności zjawisk ekstremalnych i inne), tylko z odmiennym finałem, który zawsze był katastrofą…

W ciągu ostatnich 32 lat IPCC opublikował 47 raportów na temat potencjalnych zagrożeń związanych ze zmianami klimatu wywołanymi przez człowieka, a mimo to sondaże pokazują, że społeczeństwo nie jest przekonane, że zmiany klimatu są priorytetem. Swoistą wyspę klimatyzmu na świecie z licznymi odstępstwami stanowi Unia Europejska, w której dysputę naukową zastąpiono agresywną propagandą i cenzurą. Tymczasem na świecie obserwuje się odchodzenie czy wprost negowanie tez klimatystów.

Na przykład Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) usunęła z oficjalnej strony informacje o antropogenicznym wpływie na klimat. Zmienił się również ton przekazu. Wcześniejsze sformułowania były jednoznaczne i kategoryczne. Teraz większy nacisk położono na procesy naturalne. Zmieniła się idea uporządkowania przekazu – mniej sloganów, więcej odsyłaczy do dokumentów i danych. To oczekiwany standard: instytucja finansowana z publicznych pieniędzy ma informować i dokumentować, a nie moralizować lub prowadzić spór w imieniu jednej strony. Zmiana bardzo oczekiwana, gdyż spór o stronę EPA jest sporem o coś bardziej znaczącego: czy urzędy mają być uczestnikiem ideologicznego konfliktu, czy mają wrócić do roli technicznego administratora faktów i procedur, czego oczekują podatnicy.

Pecunia non olet!

Zdziwienie wzbudza wydawanie setek miliardów dolarów na badania i przedsięwzięcia związane z przewidywaniem katastrofalnych zmian klimatu bez alternatyw. Nawet wśród klimatystów wychowanych na 97 proc. konsensusie występuje zwątpienie. Tak ujął to jeden głośniejszych przedstawicieli tego gatunku w Polsce: „gdy obserwujemy dyskusję w przestrzeni publicznej, to mamy wrażenie, że jesteśmy w mniejszości. To skutki dezinformacji. Słyszymy: nie róbmy nic, za drogo, nie stać nas, stracimy na tym…”.

Sama prawda, tylko przyczyny inne. Życie to bezwzględna ekonomia; brak sprawdzalności wypowiedzi klimatystów, brak wiarygodnych przepowiedni (tak zwanych scenariuszy IPCC nie można nazwać prognozami, gdyż nie spełniają podstawowych standardów), prymitywna i nachalna propaganda oraz coraz bardziej odczuwalne skutki tych działań w postaci coraz wyższych rachunków stwarzają sytuację zwątpienia, a potem narastającego oburzenia podatników.

Wskutek wyraźnego spadku zainteresowania problemem, a może zmianą trendów w polityce i przede wszystkim w źródłach finansowania, klimatyści poszukują nowych kierunków działalności w zielonym obłędzie.

To zjawisko występuje również w różnych formach w Polsce. Oto komentarz z bloga do wystąpienia jednego z głośniejszych klimatystów polskich: „Pan profesor zaangażowany politycznie, bo zachwala bezemisyjne budownictwo, czyli już podpisaną dyrektywę budynkową (treść dyrektywy – jeśli nie radzisz sobie z doprowadzeniem swojego domu do zeroemisyjności, to państwo ci go zabierze, choć państwo nie będzie miało obowiązku dokonywania remontu do zeroemisyjności). Dyrektywa ta jest zwana dyrektywą wywłaszczeniową i taki może być jej realny skutek, bo cena doprowadzenia domu do założonych przez UE celów jest horrendalna”.

W Polsce doprowadzenie budynku mieszkalnego o powierzchni około 200 m2 do nowych standardów UE szacuje się na 300 tysięcy złotych. Czy jakiś polski naukowiec pracował nad tą dyrektywą? Czy zna konsekwencje wprowadzenia Zielonego Ładu? Na pewno nie, bo tu obowiązuje zasada, że wóz ciągnie konia. Na początku powstaje dokument polityczny, a potem dorabia się ideologię klimatyczną. Nie wolno bez analizy popierać nierealnych rozwiązań, które mogą być dla gospodarki rujnującym obciążeniem, a dla wielu rodzin tragedią.

Socjalne skutki działań klimatystów

Wielką sensację spowodowało wystąpienie Billa Gatesa, od zawsze bardzo aktywnego zwolennika tezy o antropogenicznych przyczynach ocieplenia klimatu, który opublikował kontrowersyjny esej, w którym kwestionuje dotychczasowe priorytety strategii klimatycznej. W swoim wpisie „Three Tough Truths About Climate” pisze, że zamiast obsesyjnie skupiać się na ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych, powinniśmy najpierw zadbać o zdrowie i dobrobyt ludzi w najbiedniejszych regionach świata. Gates uważa, że to nie klimat będzie głównym zabójcą, lecz ubóstwo i brak dostępu do podstawowej opieki medycznej. Jako przykład podaje kraje Afryki Subsaharyjskiej i Azji Południowej, gdzie mieszkańcy są bardziej narażeni na choroby zakaźne czy niedożywienie niż na minimalny wzrost temperatury. O warunkach życia zadecyduje dostęp do czystej wody, energii i opieki zdrowotnej.

Gates zmienił wyraźnie swoje dotychczasowe stanowisko i ku zaskoczeniu klimatystów zaproponował bardziej realistyczne podejście, które łączy kwestie klimatu z rozwojem społecznym. Przypominając, że od 1990 roku światowa liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie spadła o połowę, a dzięki szczepieniom i edukacji zredukowano śmiertelność dzieci. Natomiast klimatyści uważają, że nadmierna koncentracja na rozwoju gospodarczym krajów najuboższych może opóźnić konieczne cięcia emisji, narażając planetę na jeszcze bardziej ekstremalne zjawiska pogodowe. Tymczasem nie udowodniono związku wzrostu częstości i natężenia występowania zjawisk ekstremalnych i wzrostu temperatury. Gates ostrzega, że „wizja »końca świata« może odwracać uwagę od realnych działań i skutkować marnotrawstwem pieniędzy”. Gates i nie tylko on twierdzi, że „programy zdrowotne i edukacyjne w krajach najuboższych przyniosą natychmiastowe korzyści i pozwolą społecznościom lepiej stawić czoła zmianom klimatu”.

Problem kosztów i skutków socjalnych działań klimatystów jest także ważny w krajach rozwiniętych. W naszym kraju ponad dwa miliony ludzi żyje poniżej granicy ubóstwa!

Zmiana trendu i poszukiwanie nowej, dojnej krowy

Działania klimatystów od początku istnienia IPCC budziły sprzeciw ze strony części naukowców, a nawet protesty rządów (Indie, Australia). Obecnie coraz częściej pojawiają się bardzo krytyczne uwagi dotyczące działań klimatystów.

Dr Harold Lewis (Uniwersytet Kalifornijski), profesor fizyki, opisał tę rzeczywistość: „Oszustwo związane z globalnym ociepleniem, napędzane miliardami dolarów, skorumpowało tak wielu naukowców… To największe i najbardziej udane pseudonaukowe oszustwo, jakie widziałem w moim długim życiu jako fizyk”. I jest to coraz częściej spotykane stanowisko.

Prowadziłem badania prac Klubu Rzymskiego i IPCC. Wyniki, które część z Państwa już zna, przedstawiłem w swojej książce „Zmiany klimatu” dostępnej na sklep-niezalezna.pl. Moje wnioski: działania IPCC mają negatywny wpływ na podejmowanie decyzji związanych z ochroną środowiska, gospodarowaniem wodą, planowaniem przestrzennym, działaniami w rolnictwie i innych ważnych dziedzinach życia. Szczególnie niebezpiecznie są rozwijane przez wyznawców IPCC błędne oceny dotyczące genezy różnych wydarzeń np. Arabskiej Wiosny, migracji ludności, a także rozpowszechniane mity na przykład dotyczące spadku wielkości stada niedźwiedzi polarnych i Antropocenu.

Raporty IPCC są wydawane nie tylko z licznymi błędami, a także znacznymi różnicami pomiędzy ustaleniami zawartymi w podstawowych dokumentach IPCC Raportach i Podsumowaniach dla decydentów. Poddałem krytycznej ocenia dane pomiarowo-obserwacyjne stanowiące podstawę opracowań IPCC. Wskazałem na kilkunastu przykładach przeróbki wyników obserwacji i pomiarów, można wprost stwierdzić fałszowanie w skali, która budziła sprzeciwy świata nauki i propozycje wprowadzenia ochrony surowych wyników obserwacji. Skrytykowałem efektywność modeli klimatycznych IPCC i sposób ich wykorzystania. Wobec negowania przez klasyków IPCC wystąpienia w przeszłości między innymi Małej Epoki Lodowcowej, Średniowiecznego Okresu Ciepła przedstawiłem opisy tych okresów, szczególnie akcentując ich wpływ na ówczesne życie, a także zmieniające się zasięgi roślinności na Ziemi.

Obecnie wskutek coraz większej opozycji wobec prac IPCC, klimatyści szukają nowych zagrożeń, które mogłyby stanowić nowe źródło dochodów.

Czarnym koniem wyścigu są zmiany prądów oceanicznych. I sprawa nabiera rozpędu! Już rozważane są nawet scenariusze przymusowej migracji ludności w przypadku całkowitego załamania systemu prądów oceanicznych. Taką zagrywkę już znamy z historii działalności IPCC. Prądy oceaniczne stanowią swoisty system klimatyzacji Ziemi. Prądy ciepłe wpływają na wzrost temperatury powietrza oraz sumy opadów atmosferycznych, a prądy zimne powodują spadek średniej temperatury powietrza oraz zmniejszenie sumy opadów atmosferycznych. Przykładowo ciepły Prąd Północnoatlantycki, stanowiący przedłużenie Golfsztromu, przyczynia się do ocieplenia klimatu Skandynawii, a zimny Prąd Benguelski występujący u południowo-zachodnich wybrzeży Afryki przyczynił się do powstania pustyni Namib. Ten naturalny system klimatyzacyjny pracuje od tysięcy lat (por. rys. 1).

Rys. 1 Mapa prądów oceanicznych. Źródło: https://img.freepik.com/free-vector/ocean-currents-on-world-map-background_1

Błędy klimatystów

Kiedyś klimatyści błędnie wyobrażali sobie, że regulując stężenie CO2, będziemy mogli sterować klimatem. Klimatyści mają dwa podstawowe cele: walkę ze zmianami klimatu i ograniczenie stężenia CO2 (CO2 to przecież podstawowy budulec roślin).

Podstawową cechą klimatu jest jego zmienność, która trwa tak długo jak historia Ziemi. Przez ponad 6100 lat (czyli 60 proc. obecnego okresu ocieplenia interglacjalnego) temperatura była wyższa niż obecnie. Spośród dziewięciu wcześniejszych, znaczących okresów ocieplenia od zakończenia ostatniej epoki lodowcowej, pięć charakteryzowało się szybszym tempem wzrostu temperatury, a siedem większym całkowitym wzrostem temperatury. Co więcej, każdy z poprzednich cykli ocieplenia charakteryzował się znacznie wyższymi temperaturami niż obecnie.

Rys. 2. Zmiany temperatury powietrza w ciągu ponad ostatnich dziesięciu tysięcy lat. Źródło: https://co2coalition.org/facts/

Jedyną stałą cechą temperatury jest to, że nigdy nie jest stała. Potwierdza to powyższy wykres (rys. 2), który przedstawia 10 000-letnią historię zmian temperatury od końca ostatniej epoki lodowcowej. Wykres przedstawia duże wahania temperatury, znacznie większe niż te obserwowane w ciągu ostatnich 150 lat. Każda z tych zmian była spowodowana wyłącznie przez siły natury. Ci, którzy propagują pogląd, że działania człowieka są główną przyczyną zmian temperatury, powinni wyjaśnić, dlaczego siły natury nagle i niewytłumaczalnie przestały działać na początku XX wieku. Obecny trend ocieplenia jest naturalnym rezultatem szczęśliwego zakończenia Małej Epoki Lodowcowej.

Wbrew wypowiedziom klimatystów, że dzisiejsze stężenie CO2 jest bezprecedensowo wysokie, obecny poziom dwutlenku węgla jest bliski historycznego minimum. Średnie stężenie CO2 w ciągu ostatnich 600 milionów lat wynosiło ponad 2600 ppm, to prawie siedem razy więcej niż obecne stężenie i 2,5 razy więcej niż najgorszy scenariusz przewidywany przez IPCC na rok 2100. Mamy zbyt niskie stężenie CO2 na Ziemi. Potwierdza to rys. 3, a przede wszystkim potrzeby roślin… Najlepszym dowodem na to jest wzrastające zazielenienie Ziemi postępujące ze wzrostem stężenia CO2.

Rys. 3. Przebieg wysokości stężenia CO2 w ciągu ostatnich 600 milionów lat. Źródło: https://co2coalition.org/facts/

Obecne niskie stężenie CO2 pozbawia rośliny pożywienia, którego potrzebują do osiągnięcia pełnego potencjału wzrostu poprzez fotosyntezę. Wzrost stężenia CO2 poprawi również gospodarkę wodną roślin i poprawi ich odporność na występujące okresy suszy. Rys. 4 przedstawia wyniki badań wpływu stężenia CO2 na rozwój roślin.

Rys. 4 Zdjęcie ilustruje zależność wzrostu sosen rosnących w normalnym powietrzu oraz w powietrzu wzbogaconym o dodatkowe 150, 300 i 450 ppm CO2. Źródło: https://co2coalition.org/facts/

Fotografia przedstawia korzystny wpływ wzrostu stężenia CO2 na rozwój roślin. Zdjęcie wykonano ponad 40 lat temu, a więc przed okresem największej propagandy IPCC, trudno zatem podejrzewać autora o jakąkolwiek stronniczość.

Badania (Idso, 2013) 83 upraw wykazało, że zwiększenie stężenia CO2 o 300 ppm zwiększy wzrost roślin średnio o 46 proc. we wszystkich badanych uprawach. Z drugiej strony wiele badań wskazuje na negatywny wpływ środowiska o niskiej zawartości CO2. Na przykład Overdieck (1988) wskazał, że w porównaniu z obecnym stanem rzeczy wzrost roślin został zahamowany o 8 proc. w okresie poprzedzającym rewolucję przemysłową, przy niskim stężeniu CO2 wynoszącym 280 ppm. Zatem proponowane wbrew faktom i bez podstaw naukowych próby redukcji stężenia CO2 są szkodliwe dla roślin, zwierząt i ludzkości.

Skutki szaleństwa widać wszędzie

Opisano już negatywny wpływ klimatystów we wszystkich kierunkach działań człowieka. Na przykład w przemyśle produkcja stali w Europie spadła do najniższego poziomu od 1960 roku. Firmy energochłonne przenoszą fabryki za ocean lub do Azji, bo w Europie po prostu nie stać ich na rachunki za prąd. W rolnictwie rezygnacja z gazu ziemnego stanowiącego podstawowy surowiec do produkcji nawozów azotowych grozi w wymiarze globalnym klęską głodu. Nawozy azotowe żywią obecnie około połowy populacji światowej. Według profesorów Lindzena i Happera – autorów raportu o skutkach polityki klimatycznej – bez użycia nieorganicznych (azotowych) nawozów pochodzących z paliw kopalnych, świat po prostu nie osiągnie podaży żywności potrzebnej dla wsparcia 8,5 do 10 miliardów ludzi (por. rys. 5).

Rys. 5. Udział ludności świata karmionej plonami uzyskiwanymi dzięki zastosowaniu nawozów sztucznych. Źródło: Lindzen, R. and Happer, W. (2025) Physics Demonstrates That IncreasinGreenhouse Gases Cannot Cause Dangerous Warming, Extreme Weather or Any Harm. CO2 Coalition, 3–43.

Taką dziedziną, gdzie polityka klimatyczna UE spowodowała już stan klęski, jest sztuczna inteligencja. Tu podstawę sukcesu stanowi możliwość pozyskania wielkich zasobów energii niezbędnych dla pracy centrów danych. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że zużycie prądu przez centra danych na świecie podwoi się do 2030 roku, odpowiada to obecnemu zapotrzebowaniu Japonii. W Stanach Zjednoczonych potrzeby energetyczne centr danych zużywać będą nieomal połowę wzrostu zapotrzebowania na energię w najbliższych pięciu latach. A do końca dekady przetwarzanie danych w Ameryce pochłonie więcej prądu niż wszystkie energochłonne gałęzie przemysłu razem wzięte.

Dlatego na świecie trwa wyścig w rozbudowie możliwości produkcji energii elektrycznej. Istnieją plany uruchomienia zamkniętych kopali węgla.

Postępuje rozbudowa infrastruktury energetycznej. Tymczasem w Unii Europejskiej ceny energii są 2–2,5 razy wyższe niż w USA, a gaz kosztuje pięciokrotnie więcej. W 2024 roku gospodarka UE urosła zaledwie o 0,7–0,8 procent – w tym samym czasie Chiny odnotowały wzrost rzędu 4,5 procent, a Ameryka 2,2 procent. Firmy energochłonne przenoszą fabryki za ocean lub do Azji, bo w Europie po prostu nie stać ich na rachunki za prąd. Europa nie ma szans na jakąkolwiek konkurencję, uniemożliwia to najdroższa energia na świecie i najbardziej restrykcyjne regulacje. Kolejna rewolucja technologiczna rozstrzygnie się w elektrowniach i na liniach wysokiego napięcia. I wszystko wskazuje na to, że Europa nie ma żadnych szans (zmianynaziemi.pl).

Kalibracja polityczna

Obawy powinny budzić zmienne poglądy klimatystów podążających za potrzebami polityki. Wprowadzono nawet pojęcie kalibracja polityczna. Prof. Judith Curry porównała mechanizm tego procesu do wozu ciągnącego konia. „Twoje finansowanie, podwyżka pensji, twoja sprawa o etat zależą od zgody na konsensus. Tak naprawdę chodzi o karierowiczostwo i zasoby. Wszyscy muszą tańczyć w tym samym rytmie, jeśli chcą zdobyć uznanie zawodowe i awans zawodowy” – uważa dr Curry, emerytowana profesor Georgia Institute of Technology, opisując stan nauki i badań nad klimatem w ostatnich latach.

Wielka plajta owadzia: Ÿnsect zbankrutował, przepalając 600 milionów dolarów

[Jóź o tym pisałem, ale warto szerzej poznać umysł przeciwnika – i jego rezultaty. md]

Wielka plajta owadzia: Ÿnsect zbankrutował, przepalając 600 milionów dolarów – w tym 200 milionów euro z kieszeni podatników UE

Date: 1 gennaio 2026Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/wielka-plajta-owadowa-ynsect-zbankrutowal-przepalajac-600-milionow-dolarow-w-tym-200-milionow-euro-z-kieszeni-podatnikow-ue

Francuski startup będący symbolem Agendy 2030, zbankrutował. Mamy do czynienia z łatwo przewidywalną katastrofą spowodowaną budową bezużytecznej giga-fabryki, szalonymi kosztami produkcji oraz negatywną odpowiedzią rynku. Oto, jak niszczy się rzeczywistą wartość w imię „ekologii”.

Wyglądało to na idealną fabułę hollywoodzkiego filmu science-fiction, “pobłogosławioną” nawet przez samego Iron Man’a. Zamiast tego, jak to często bywa, gdy „zielona” ideologia próbuje nagiąć do siebie prawa termodynamiki i ekonomii – przebudzenie okazało się brutalne. Ÿnsect, francuski startup będący symbolem rewolucji białkowej opartej na owadach, został postawiony w stan likwidacji sądowej. Mówiąc wprost: zbankrutował.

Ale to nie tylko bankructwo firmy; to de profundis modelu przemysłowego forsowanego na siłę przez Brukselę i Agendę 2030, która spaliła masę kapitału. Mówimy o ponad 600 milionach dolarów, z których znaczna część – około 200 milionów euro – pochodziła bezpośrednio z kieszeni europejskich i francuskich podatników. Wszystko po to, by wyprodukować żywność, której nikt nie chciał jeść, za cenę, na którą nikt nie mógł sobie pozwolić. Doskonały sposób na pokazanie, jak ideologia zniszczyła publiczne pieniądze.

Kronika “śmierci” zapowiedzianej

Kurtyna opadła kilka tygodni temu; prawie cztery lata po tym, jak Robert Downey Jr. (za pośrednictwem swojej FootPrint Coalition) wychwalał zalety firmy w programie „Late Show” podczas weekendu Super Bowl 2021. Deklarowanym celem było „zrewolucjonizowanie łańcucha żywnościowego”. Wynik? – Katastrofa finansowa o gigantycznych rozmiarach.

Firma, nie mogąc znaleźć nabywcy, który uratowałby sytuację, zlicytowała swoje aktywa. Ostatni CEO, Emmanuel Pinto, specjalista od restrukturyzacji, musiał przyznać się do porażki, wyrażając nadzieję, że zgromadzona „wiedza techniczna” nie zostanie utracona. Marne to pocieszenie dla tych, którzy w robaki mączne zainwestowali miliony.

Dane liczbowe katastrofy: czyli kiedy rachunek zysków i strat okazuje się bezlitosny

Aby zrozumieć absurdalność całej operacji, wystarczy spojrzeć na dane liczbowe, tj. te prawdziwe, oczyszczone z propagandy ESG (Environmental, Social, and Governance):

Kapitał pozyskany: ponad 600 milionów dolarów.

Obroty (2021): Zaledwie 17,8 miliona ( co więcej, liczba ta jest zawyżona przez wewnętrzne transfery między spółkami zależnymi).

Strata netto (2023): 79,7 mln EUR.

W jaki sposób firma z przychodami z niewielkiej sieci sklepów zdołała pozyskać międzynarodowy kapitał? – To proste: sprzedając ideologicznie pomalowaną mrzonkę. Inwestorzy – w tym francuski publiczny bank inwestycyjny Bpifrance  oraz tzw. impact funds, takie jak Astanor Venturesuwierzyli w narrację „zrównoważonego rozwoju”nie zważając na logikę rynkową. https://en.wikipedia.org/wiki/Impact_investing

Błąd strategiczny oraz brak zdrowego rozsądku

Podstawowy problem Ÿnsect i znacznej części przemysłu hodowli owadów ma charakter ekonomiczny, zanim jeszcze kulturowy.

W idealnym, cyrkularnym świecie, owady powinny jeść odpady organiczne, aby przekształcić je w wysokiej jakości białka. Ale rzeczywistość przemysłowa jest inna: aby produkować na dużą skalę, Ÿnsect skończył na karmieniu swoich owadów ubocznymi produktami zbożowymi.

I tu znajduje się punkt krytyczny kwestii: owe zboża już bezpośrednio są używane jako pasza dla zwierząt. Używanie ich do karmienia owadów, którymi następnie karmione są zwierzęta, dodaje jedynie kosztowny i marnotrawny etap. Wystarczyła podstawowa, zdroworozsądkowa ocena, by zdać sobie sprawę, że był to idiotyczny pomysł, ale tzw. Zielonym się on podobał, więc wg. nich, tak czy inaczej, musiał się powieść.

Rynek pasz dla zwierząt stanowi tzw. commodity zdominowane przez cenę. Żaden rolnik nie kupi mączki z owadów, jeśli kosztuje ona trzy razy więcej niż soja, tylko po to, by uszczęśliwić Gretę Thunberg. Ÿnsect zdał sobie z tego sprawę zbyt późno, desperacko próbując zwrócić się ku rynkom o wyższej marży:

1. Pet Food: karma dla psów i kotów (rynek rentowniejszy, ale nasycony).

2. Żywność dla ludzi: porażka przepowiedziana.

Przejęcie holenderskiej firmy Protifarm w roku 2021, specjalizującej się w produkcji robaków przeznaczonych do spożycia przez ludzi, było szczytem chaosu. Kupując firmę, ówczesny dyrektor generalny Antoine Hubert przyznał, że rynek ten pozostanie marginalny. Kupowanie firm z marginalnych sektorów przy jednoczesnym przepalaniu kapitału to nie „strategia”  ale samobójstwo.

“Katedra na pustyni”: Giga-fabryka Ÿnfarm

Fatalnym błędem, który przyprawiłby o rumieniec każdego przyzwoitego ojca rodziny lub przedsiębiorcę “starej szkoły”, była budowa Ÿnfarm. Przedstawiana jako „największa i najdroższa farma owadów na świecie”, wspomniana giga-fabryka znajdująca się w północnej Francji pochłonęła setki milionów euro.

Tragikomiczny szczegół owego przedsięwzięcia? – Zbudowano ją zanim zweryfikowano model biznesowy i ekonomikę jednostki.

W Europie mamy do czynienia z powtarzającym się nałogiem: finansujemy slajdy PowerPoint i katedry na pustyni, ale zapominamy o uprzemysłowieniu opartym na realnym popycie. Profesor Joe Haslam z IE Business School trafił w sedno: “Ÿnsect to studium przypadku tzw. gap europejskiego. Finansujemy „moonshots” (»projekty wizjonerskie«), ale rezygnujemy z logicznej industrializacji”.

Nie jest to przypadek odosobniony: Krach firmy ENORM Biofactory

Każdy, kto myśli, że to tylko francuski pech, powinien zreflektować się. W listopadzie, duńska firma ENORM Biofactorykolejny gigant hodowli owadów – również ogłosiła upadłość po nieudanej próbie restrukturyzacji. Schemat jest identyczny:

  • Ogromne inwestycje początkowe (CAPEX).
  • Koszty operacyjne nie do udźwignięcia (OPEX).
  • Nieistniejący popyt rynkowy przy proponowanych cenach.

Sytuacja jest taka, że pod ciężarem rzeczywistości, cała branża rozpada się. Kulturowa odmowa spożywania owadów przez ludzi Zachodu (tzw. „czynnik wstrętu”)  to tylko wisienka na torcie. Prawdziwym problemem jest to, że karmienie kurczaków i świń „zaawansowanymi technologicznie” owadami kosztuje zbyt wiele.

Wielkie palenie pieniędzy publicznych

Przypadek firmy Ÿnsect  dołącza do listy niedawnych wielkich europejskich klęsk technologicznych – razem z Northvolt (baterie, Szwecja), Volocopter i Lilium (latające taksówki, Niemcy). Lekcja jest gorzka, ale konieczna: centralne planowanie innowacji, kierowane przez polityczne slogany („Agenda 2030”, „suwerenność białkowa”) a nie przez rynek – produkuje ruiny.

Spalono 200 milionów euro publicznych pieniędzy. Pieniądze, które można było wykorzystać na opiekę zdrowotną, infrastrukturę lub obniżenie klina podatkowego dla prawdziwych firm, czyli tych, które produkują towary, które ludzie chcą kupować. Zamiast tego sfinansowaliśmy najdroższą farmę robaków w historii. Każdy, kto ma choć odrobinę zdrowego rozsądku, przewidział, że tak się stanie: nie tworzy się rynku dekretem i nie zmienia się diety kontynentu za pomocą propagandy. Ale w Brukseli, zdrowy rozsądek najwyraźniej nie jest notowany na giełdzie.

INFO: https://scenarieconomici.it/il-grande-flop-degli-insetti-ynsect-fallisce-e-brucia-600-milioni-200-dei-contribuenti-un-disastro-annunciato/ https://techcrunch.com/2025/12/26/how-reality-crushed-ynsect-the-french-startup-that-had-raised-over-600m-for-insect-farming/

Przebudowa lasów dla lepszego pochłaniania CO2

[Oto, jak leśnicy bronią logiki, Polski [tj. lasów i nas] używając argumentów i języka durnego przeciwnika M. Dakowski]

Przebudowa lasów dla lepszego pochłaniania CO2

26.11.2024 asy.gov.pl/przebudowa-lasow-dla-lepszego-pochlaniania-co2

Polskie lasy odgrywają pierwszoplanową rolę w realizacji zarówno krajowych, jak i unijnych celów ZEN (zerowych emisji netto), ale ich zdolność do pochłaniania dwutlenku węgla spada – zauważają w Krajowym Raporcie Klimatyczno-Rozwojowym eksperci z Banku Światowego, potwierdzając obserwacje leśników. Główną przyczyną spadku absorbcji CO2 jest fakt, że lasy w Polsce są coraz starsze. Eksperci zwracają uwagę, że realizowane przez leśników działania gospodarki leśnej, zalesienia i odnowienia czy rekultywacja torfowisk wymierne korzyści w zakresie sekwestracji mogą przynieść w bardzo długim okresie.

W listopadzie ukazał się „Krajowy Raport Klimatyczno-Rozwojowy” dla Polski, opracowany przez Grupę Banku Światowego. Raport koncentruje się na osiągnięciu zerowych emisji netto do 2050 roku, podkreślając rolę lasów w pochłanianiu dwutlenku węgla, magazynowaniu węgla oraz redukcji emisji.

Rola Lasów Państwowych w tworzeniu raportu

Lasy Państwowe aktywnie uczestniczyły w opracowaniu dokumentu „Krajowy Plan Rozliczeń dla Leśnictwa”. Jednym z elementów raportu jest wykres obrazujący prognozowany spadek zdolności lasów do pochłaniania dwutlenku węgla. Symulacje zakładały, że przy zachowaniu warunków przyrodniczych i struktury lasów z lat 2000-2009, akumulacja CO₂ będzie stopniowo maleć. Niestety, przyspieszone zmiany klimatyczne jeszcze pogłębiły ten problem. Starzejące się lasy gospodarcze stają się bardziej podatne na niekorzystne warunki, co wymusza intensywną ich przebudowę. Pozostałe lasy to głównie lasy prywatne, młodsze przeciętnie o około 10 lat. Warto dodać słowo komentarza o parkach narodowych. To bardzo dobry punkt odniesienia, ponieważ faktycznie charakteryzują się najstarszymi i najbardziej zasobnymi lasami, które w znacznej części są zbliżone do naturalnych. W nich potencjał pochłaniania nie spada, ale i nie rośnie, od wielu lat utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Można je porównać do naładowanego akumulatora. Magazyn jest pełny, ale utrzymuje stan, a nie ma zdolności do pochłonięcia większej ilości CO2.

Przebudowa lasów – kluczowe działania

Przebudowa polega na stopniowym zastępowaniu monokultur (np. sosnowych, sadzonych masowo po II wojnie światowej, kiedy potrzeba było dużo surowca do odbudowy kraju) lasami mieszanymi, złożonymi z bardziej odpornych gatunków, takich jak dęby, buki czy jawory. Takie działania mają zapobiec masowemu zamieraniu lasów, które obserwowano m.in. w przypadku świerków w Niemczech i Czechach. W Polsce podobne zjawiska dotyczą zarówno sosny, jak i w mniejszym stopniu gatunków liściastych. Po około 200 latach gospodarki leśnej jaką znamy, musimy zmienić nasze podejście do niej.

Kluczowe obszary działań

Lasy Państwowe podejmują wieloaspektowe działania, skupiając się na trzech głównych priorytetach:

  1. Identyfikacja najbardziej zagrożonych lasów

Dzięki badaniom pod kierunkiem prof. Jarosława Sochy z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie wdrożone zostały nowe metody oceny ryzyka zamierania w wypadku wystąpienia suszy. Eksperci z zakresu ochrony lasów monitorują także zagrożenia ze strony szkodników, rozszerzając spektrum swoich prac o nowe gatunki, jak np. obce gatunki owadów, grzybów czy jemioła. Wzrost temperatury i osłabienie drzew przez susze sprzyjają ich rozprzestrzenianiu, co nie miało miejsca w przeszłości.

  1. Zarządzanie zasobami wodnymi

W obliczu zmian klimatycznych kluczowe jest zwiększenie retencji wody na terenach leśnych. W przeszłości, zwłaszcza w latach 70. i 80. XX wieku, obszary te były osuszane. Obecnie leśnicy realizują projekty małej retencji, obejmujące budowę ponad 9 tys. obiektów, takich jak progi wodne, poldery i zastawki, które spowalniają odpływ wody i ograniczają skutki nawalnych deszczy. Nowym wyzwaniem jest budowanie jak największej zdolności absorbcji wody przez ekosystemy leśne na całym swoim obszarze.

  1. Zmiana sposobów gospodarowania lasami

W obliczu zmian klimatycznych stosuje się bardziej zaawansowane metody gospodarki leśnej, takie jak las ciągły (wycina się pojedyncze drzewa na danej powierzchni, a w ich miejsce sadzi nowe lub wspiera odnowienia naturalne) oraz wprowadza mozaikowe odnowienia gatunkowe, naśladujące naturalne zbiorowiska roślinne. Szczególnie istotne jest zarządzanie ponad 2 mln ha lasów sadzonych niedługo po II wojnie, które są bardzo wrażliwe i potencjalnie najbardziej zagrożone utratą stabilności. W takich miejscach można spodziewać się, że mimo chęci modyfikacji gospodarowania, możemy mierzyć się z koniecznością cięć zupełnych – na dużych obszarach. Od kilku lat 10% naszego pozyskania drewna jest wykonywane jako cięcia sanitarne, wymuszone coraz mocniejszymi chorobami lasu. Ponadto, częściej niż kilka dekad temu mamy do czynienia ze zjawiskami katastrofalnymi głównie bardzo mocnymi wiatrami.

Ochrona przeciwpożarowa – jeden z kluczowych elementów w adaptacji do zmian klimatycznych

Jednym z istotnych wyzwań w zarządzaniu lasami w dobie zmian klimatycznych jest rosnące ryzyko pożarów. Postępujące susze i coraz wyższe temperatury sprawiają, że tereny leśne stają się bardziej podatne na ogień. Polska zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby pożarów lasów, zaraz po krajach południowych, takich jak Hiszpania i Portugalia. Mimo to, dzięki zaawansowanemu systemowi ochrony przeciwpożarowej, duże pożary lasów w Polsce są rzadkością. Skuteczność tej ochrony wynika przede wszystkim z dobrze rozwiniętej infrastruktury i sprawnego systemu monitorowania. Lasy Państwowe przeznaczają na ten cel około 150 milionów złotych rocznie. Fundusze te są wykorzystywane na budowę i utrzymanie wież obserwacyjnych, rozwój systemów wczesnego ostrzegania, sieci punktów czerpania wody oraz współpracę z jednostkami straży pożarnej. Wczesne wykrywanie pożarów, dzięki monitoringowi z wież i wykorzystanie statków powietrznych w akcjach gaśniczych, pozwala szybko zareagować i ograniczyć skalę zniszczeń.

Coraz trudniejsze warunki klimatyczne zmuszają jednak do przewidywania większych wydatków na ochronę przeciwpożarową w przyszłości. Oczekuje się, że zmniejszenie liczby deszczowych dni, wydłużenie okresów suszy oraz nasilenie ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak huragany, mogą dodatkowo zwiększyć ryzyko występowania pożarów. Polski system ochrony przeciwpożarowej jest dziś wzorem dla wielu krajów, jednak wymaga ciągłego doskonalenia, aby sprostać wyzwaniom wynikającym z dynamicznie zmieniających się warunków klimatycznych.

Sadzenie gatunków drzew szybko rosnących

Jedną z rekomendacji Banku Światowego na zwiększenie zasobów leśnych, które będą pochłaniać dwutlenek węgla i magazynować węgiel jest sadzenie gatunków drzew szybkorosnących. Jednak nie  zawsze jest to obiektywnie możliwy kierunek działań. [bold -md]

Przede wszystkim wprowadzanie takich gatunków może być niezgodne z obowiązującymi przepisami dotyczącymi ochrony przyrody, w tym nowymi wymogami wynikającymi z Nature Restoration Law, które kładzie nacisk na przywracanie ekosystemów do ich naturalnego stanu, opartego na rodzimych gatunkach. Nie mówimy tu o monokulturach szybko rosnących drzew (jak plantacje topolowe w przeszłości). W takich systemach ekologicznych szybko można doprowadzić do zniekształcenia gleby oraz zbyt dużego zapotrzebowania na wodę. Jest natomiast do rozważenia wprowadzanie domieszek, np. daglezji, która może radzić sobie na stanowiskach zamarłego górskiego świerka, w dodatku odpornego na choroby typowe dla świerka.

Konieczne tutaj jest znalezienie kompromisu. Całkowite odrzucenie gatunków szybko rosnących nie jest jednoznacznie dobrym rozwiązaniem. Sadzenie ich wymaga dyskusji ze służbami ochrony przyrody, ponieważ może być w przyszłości jedyną drogą utrzymania znacznego pochłaniania CO2. Kluczowe jest znalezienie równowagi między szybkim wzrostem zasobów a ochroną różnorodności biologicznej i lokalnych ekosystemów.

Lasy poza ewidencją – niewykorzystany potencjał

Grunty o powierzchni około 1 mln ha, głównie prywatne wyłączone z gospodarki rolnej, zalesiły się w sposób naturalny, tworząc tzw. lasy poza ewidencją. W tych młodych drzewostanach tkwi potencjał do pochłaniania CO₂, jednak konieczne jest ich formalne przekwalifikowanie na grunty leśne, aby mogły wspierać łagodzenie coraz trudniejszych warunków związanych ze zmianami klimatycznymi. Tu natura sama podpowiada nam składy gatunkowe radzące sobie z obecnymi warunkami. Dominują tu aktualnie liściaste gatunki pionierskie (brzoza, osika, olsza), które stanowią blisko 70% gatunków na tych obszarach.

Wnioski z raportu

Raport Banku Światowego potwierdza również diagnozy Lasów Państwowych wskazujące na potrzebę wspierania dekarbonizacji poprzez wykorzystanie drewna jako alternatywy dla materiałów generujących duże emisje, takich jak beton czy stal. Podkreślono także znaczenie gospodarki leśnej w procesie neutralności klimatycznej.

„Anonimowe chrześcijaństwo”? To nie historia staje nam na drodze do wiary

„Anonimowe chrześcijaństwo”?

To nie historia staje nam na drodze do wiary

pch24.pl/anonimowe-chrzescijanstwo-to-nie-historia-staje-nam-na-drodze-do-wiary

(Oprac. PCh24.pl)

Gdy Chrystus przyszedł na świat ani historia, ani okoliczności społeczne – mówiąc łagodnie – nie były po Jego stronie. Ba! Niektórzy rozpoznali obiecanego Mesjasza w Synu Maryi, ale większość Izraela sprzeniewierzyła się Mu. Czy wobec tego możemy szukać usprawiedliwienia dla niewiary współczesnych w atmosferze zsekularyzowanego świata? Takiego zdania był m.in. wpływowy jezuicki teolog i twórca koncepcji „anonimowego chrześcijaństwa” Karl Rahner. Niemiecki duchowny sugerował, że skoro wiara nie spotyka się z należytym przyjęciem, to być może na drodze staje jej rzeczywistość historyczna, a nie świadomy opór tak wielu ludzi. A jednak, Chrystus zapowiedział, że świat będzie wrogi Jego prawdzie. Nie każe nam czekać, aż karty się odwrócą – ale trwać przy Nim i głosić Jego prawdę na przekór błędom wieku.

Ludzkość już w czasach, gdy nawiedziło ją Słowo Wcielone, nie poznała Jego światłości. Choć Chrystus przyszedł do stworzenia, jakie powstało „w Nim, przez Niego i dla Niego”, to przy narodzinach nie znalazło się dla Niego nawet miejsce w gospodzie. Mało tego! Od pierwszych chwil życia Zbawiciela doświadczał on prześladowań i prób zgładzenia z ręki… narodu specjalnie przygotowanego w Starym Przymierzu na nadejście Mesjasza.

Patrząc na herodowy zamiar morderstwa Syna Bożego, czy późniejsze odrzucenie Go przez Żydów, trudno powiedzieć, by Chrystus zstąpił na ziemię w „chętnym” mu momencie historycznym. W świetle męczeństwa uczniów Pańskich i wieków wrogości Cesarstwa wobec Kościoła myśl o „dobrych czasach” dla religii oddala się tym bardziej. A jednak – to właśnie w takich okolicznościach – jako „pełni czasów” – Bóg objawił Siebie samego.

Historia przeciwko wierze?

Czy mając tego świadomość możemy sądzić, że atmosfera zsekularyzowanej współczesności daje pretekst, by wierzyć z mniejszym przekonaniem? Niektórzy uważają, że ortodoksyjne chrześcijaństwo w czasach pluralizmu jest coraz mniej prawdopodobne. Postmodernizm również nie sprzyja pewnemu obstawaniu przy prawdzie religijnej.

Nijako w takim kierunku zmierza myśl Karla Rahnera – twórcy koncepcji „anonimowego chrześcijaństwa”. Wprawdzie refleksja jezuity ma znacznie bardziej uniwersalne ambicje i nie odnosi się jedynie do współczesności, daje jednak specyficzne spojrzenie na żyjących wokół nas niechrześcijan. Według Rahnera nawet ci, którzy sami mają religię za odległą, mogą być jej w rzeczywistości bliscy.

W swoich esejach – zebranych w V i VI tomie pism jezuity – spotykamy reinterpretację sposobu na jaki z Kościołem łączą się ludzie pozbawieni wyraźnej wiary. Zgodnie z nauką wyłożoną m.in. przez święte oficjum w podpisanym przez Piusa XII „Suprema Haec Sacra”, ci, którzy trwają w stanie ignorancji niezawinionej (nie mieli szansy przyjąć Ewangelii) mogą posiadać niepełny związek z Mistycznym Ciałem Chrystusa i liczyć na zbawienie. Warunkiem jest choć niewyraźne pragnienie przyjęcia prawdy religijnej oraz życie w zgodzie z prawem natury. Co jednak kluczowe: podobna dyspozycja zakłada, że gdyby ludzie w takim stanie spotkali się z wykładem religii świętej – staliby się chrześcijanami.

Rahner skorzystał z tych kategorii teologicznych w osobliwy sposób. Wymieszawszy je ze specyficznymi przekonaniami filozoficznymi oraz maksymalistycznym rozumieniem zbawczej woli Boga wobec każdego człowieka, urobił wizję „anonimowego chrześcijanina”. Niemiec przekonywał, że fakt, iż wielu ludzi żyje bez wiary trzeba „pojednać” z boską wolą zbawienia wszystkich. Nawet jeśli niewierzący wokół zdają się mieć narzędzia do przyjęcia Ewangelii, nie można uznać, że ich życie skazane jest na „wieczny brak znaczenia”. Według Rahnera oznaczałoby to zanegowanie zbawczej woli Boga.

W jaki sposób niemiecki teolog wybrnął z tego „pojednania”? Z jednej strony podkreślał, że wiara w religię objawioną jest rzeczywiście niezbędna do osiągnięcia życia wiecznego. Nie tylko jako środek – ale jako nieodzowna droga. Zgoła nowinkarsko spojrzał jednak na to, czym jest wiara niewyraźna i komu może służyć do zbawienia. Według Rahnera współczesnych niewierzących i innowierców można traktować niejednokrotnie jako przed-chrześcijan, podobnych do starożytnych pogan, którzy nie poznali jeszcze objawienia…

Taką myśl jezuita uzasadniał hipotezą, według której – choć Rahner nie był tego pewien – obowiązek wiary może obowiązywać nie od czasu przyjścia Chrystusa, ale aktualizować się dla każdej społeczności i człowieka indywidualnie… Wtedy, gdy w ich otoczeniu Dobra Nowina nabierze odpowiedniego znaczenia historycznego.

Możliwe więc, że Ci, którzy opowiadają się wbrew Zbawicielowi, wcale nie przeciwstawiają się wierze, a jedynie w ich sytuacji wewnętrzne i niewypowiedziane chrześcijaństwo jeszcze nie poznało pełni swojej tożsamości. Ta utajona religijność nie musi mieć nawet odzwierciedlenia w świadomych deklaracjach. Ma być widoczna w egzystencji – w sposobie życia. Powinien on – choćby odlegle – świadczyć, że dany człowiek wierzy w ludzkie szanse na życie w łasce Bożej. To wystarcza za podstawę anonimowego chrześcijaństwa. Bo – jak wyjaśniał Rahner – to Chrystus umożliwił człowiekowi trwanie w łasce. A zatem kto wskazuje egzystencją na tę prawdę już jakoś w Zbawiciela „wierzy”. Z tym, że jeszcze o tym nie wie – a obiektywna powinność wiary w jego życiu czeka na aktualizację.

Świat, który nie mówi Bogu „nie”?

Za głośną rahnerowską reinterpretacją stało silne przekonanie, że nie wolno spodziewać się potępienia znacznej części rodzaju ludzkiego, bo to nie po chrześcijańsku. Ta podstawa wizji „anonimowego chrześcijanina” dziwi i zasługuje na uwagę. Z jednej strony brak w niej logicznej konsekwencji. Rahner bowiem zaznaczał, że człowiek może wybrać odwrócenie się od Boga. Na podstawie powszechnej woli zbawczej negował jednak przekonanie, że zrobi to tak wielu. Ale jeśli jeden może odrzucić zbawienie, a Bóg chce zbawić wszystkich – to w porządku logicznym nie ma różnicy, czy do piekła trafi on sam, czy z towarzystwem.

Widać na tym przykładzie, że argumentacja Rahnera zasadza się na wyobrażeniu jak największej liczby zbawionych – bardziej, niż na koherencji i spójnej metodzie. A przecież dzieje zbawienia to właśnie ukazują – wierność Bogu nielicznych i odrzucenie go przez „większość”.

To, że Mesjasza odrzucili Żydzi – specjalnie przygotowani na Jego przyjęcie – jest pod tym względem dość wymowne. Myśl, że szczególnie okoliczności czasowe utrudniają wiarę wyraźną musi „bawić” świętych, którzy żyli w okresie politeizmu i boskiego kultu Augusta oraz obcej monoteizmowi mentalności religijnej. Mimo tej atmosfery i na jej tle zastępy chrześcijan wybierały Chrystusa. Podobnie dziś; oziębły religijnie świat roi się od przykładów wiary. Docierają do nas wiadomości o nawróceniach. Z zadowoleniem czytamy o tłumach, jakie we Francji i w innych krajach przystępują do chrzcielnic. Jednak wiara wyraźna trwa mimo przeciwności. To ostatnie „mimo” jest tu kluczowe. Sam Chrystus zapowiedział niesprzyjające okoliczności dla rozszerzania Jego religii…

Gdzie? Na kartach Ewangelii Pan Jezus wielokrotnie ostrzegał przed wrogością, jaką przeciw jego uczniom skieruje świat. „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia”, powiedział Syn Boży. Nie ze względów historycznych. Nie przez niedostępność prawdy – ale z „nienawiści do Jego imienia”. „Jeżeli was świat nienawidzi, mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata świat kochałby was jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego świat was nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: Sługa nie jest większy od swego Pana. Jeżeli mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli słowo moje zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko będą was czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który mnie posłał. Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swojego grzechu. Kto mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi”, mówił również do uczniów Boski Nauczyciel.  

Te słowa nie wymagają chyba komentarza. Chrystus sam wskazał, że dał dostateczne powody, by mu uwierzyć. Mimo to został znienawidzony i odrzucony, a ci którzy Go nie przyjęli zaciągnęli winę nie do usprawiedliwienia. Mistrz kazał uczniom przygotować się na spotkanie z taką właśnie reakcją na ich apostolską misję…

Reszta z zsekularyzowanego świata

Wobec słów Zbawiciela i dziejów Kościoła bezpodstawne wydaje się poszukiwanie źródła sprzeciwu wobec wiary bardziej w okolicznościach historii, niż w człowieku. Chrześcijańska prawda zawsze jest „nie w porę”, a starcie ze światem wpisane jest w jej tożsamość.

To stan rozumu i woli, a nie wyposażenie w odpowiednie pomoce, decyduje o wierze. W narodzonym w Betlejem Dzieciątku, Syna Bożego rozpoznali nieuczeni pastuszkowie. Mędrcy Izraela obeznani w pismach i proroctwach zawinili, sprzeciwiając się Panu. Namiestnik rodzimej Judei prześladował Go, a monarchowie z Dalekiego Wschodu przybyli oddać Mu pokłon…

Boża Światłość nie ginie w ciemności wieków, ale świeci i każe się przyjąć mimo niej. Rzecz kluczowa, to prawdziwie chcieć się w nią wpatrywać. Patrzmy zatem – jeśli nie w zgodzie z historią i nie w przyjaźni ze światem – trudno. Adorujmy wcieloną Prawdę na przekór im.

Filip Adamus

„Złodzieje wokół junty Zełenskiego”. Wreszcie szczerze przew. parlamentu Czech.

Złodzieje wokół junty Zełenskiego”.

Narasta konflikt po słowach czeskiego polityka – 

Filip Adamus pch24.pl/zlodzieje-wokol-junty-zelenskiego

Przewodniczący czeskiej izby poselskiej, Tomio Okamura, w ostrych słowach skrytykował udzielanie wsparcia Ukrainie. Wobec jego wypowiedzi zaprotestowała ambasada tego kraju. Minister Spraw Zagranicznych Czech uznał stanowisko przedstawiciela wschodniego państwa za wykraczające poza dyplomatyczne standardy. 

Politycy opozycji uważają, że wypowiedzi Okamury, który stoi na czele  prawicowego ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD), przynoszą wstyd Republice Czeskiej. Zaapelowali do premiera Andreja Babisza, aby zdystansował się od słów koalicyjnego partnera. Opozycja chce także debaty i przyjęcia krytycznej uchwały na temat wypowiedzi Okamury.

Złość opozycji przewodniczący izby poselskiej wzbudził, nazywając wojnę na Ukrainie bezsensowną, oraz sugerując, że władza Zełenskiego jest nielegalna, a zgromadzeni wokół niego politycy skorumpowani. 

Według Okamury Czechy muszą skończyć z pozycją kraju podporządkowanego i wyzyskiwanego. – Nie można za pieniądze, które należą się czeskim emerytom, niepełnosprawnym obywatelom i rodzinom z dziećmi, kupować broni i wysyłać ją do prowadzenia całkowicie bezsensownej wojny – mówił polityk. – Zachodnie firmy i rządy, a także ukraińscy złodzieje z otoczenia junty Zełenskiego, którzy budują sobie toalety ze złota, niech kradną, ale już nie z naszych pieniędzy, niech taki kraj nie będzie w Unii Europejskiej – oświadczył.

Premier Babisz nie odniósł się do noworocznych słów koalicyjnego partnera, ale podobnie jak Okamura opowiada się za zakończeniem wojskowej pomocy dla Ukrainy i sprzeciwia się zaciąganiu na ten cel pożyczek przez Unię Europejską.

Wypowiedź przewodniczącego Izby Poselskiej, który piastuje trzecie, po prezydencie i premierze, najwyższe stanowisko w państwie skrytykowali Ukraińcy. W piątek ostro zareagował przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Rusłan Stefanczuk, który stwierdził, że najsurowiej ocenią Okamurę sami Czesi. [sic!! co za chucpa! md] Ambasador w Pradze Wasyl Zwarycz na profilu na Facebooku nazwał słowa czeskiego polityka „niegodnymi, niedopuszczalnymi i obraźliwymi”. „Oczekujemy, że organy władzy państwowej oraz społeczeństwo obywatelskie w Czechach odpowiednio ocenią tę wypowiedź pod kątem wysokiej funkcji, jaką pełni ten polityk” – napisał Zwarycz.

W odpowiedzi minister spraw zagranicznych Czech Petr Macinka przekazał agencji CTK, że nie uważa za stosowne, aby ambasador obcego państwa publicznie oceniał wypowiedzi jednego z najwyższych przedstawicieli czeskiego państwa. – Jeśli jakakolwiek misja dyplomatyczna ma zastrzeżenia lub pytania, istnieją standardowe kanały dyplomatyczne. Polityka czeska jest sprawą obywateli Czech i ich demokratycznie wybranych przedstawicieli – zaznaczył Macinka.

(PAP)/oprac.FA

Tancbuda: Jedne drzwi na 400 osób, sufit z łatwopalnej pianki. Szwajcaria???

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Są nowe doniesienia

02.01.2026 tysol/eksplozja-w-kurorcie-w-szwajcarii-sa-nowe-doniesienia

W barze w Crans-Montanie, gdzie w sylwestrową noc wybuchł pożar zabijając około 40 osób, znajdowały się ścianki wykonane z łatwopalnej pianki – podała w piątek włoska agencja Ansa. Właściciele lokalu twierdzą natomiast, że wszystko było zgodne z normą.

[Dodam, że z filmików widać, że brak automatycznych gaśnic, np. proszkowych czy z CO2. md]

Strażacy opuszczają namiot ochronny przed barem i salonem „Le Constellation”

Strażacy opuszczają namiot ochronny przed barem i salonem „Le Constellation” / PAP/EPA/ALESSANDRO DELLA VALLE

Eksplozja [nie, to pożar] w kurorcie w Szwajcarii. Są nowe doniesienia

Ansa odnotowała, że bar Le Constellation w eleganckim kurorcie reklamował zwyczaj używania ogni bengalskich. To od nich, przyczepionych do butelek z szampanem do toastów, zajął się lokal, przede wszystkim nisko zawieszony sufit.

Wśród wyraźnych uchybień systemu bezpieczeństwa wymienia się także tylko jedne drzwi w lokalu, który mógł pomieścić do 400 osób.

Właściciele zaprzeczają nieprawidłowościom

Szwajcarskie media cytują wypowiedzi właścicieli lokalu, którzy zapewnili, że są w szoku, bo wszystko było tam zgodne z normą. Podkreślili, że bar był trzy razy kontrolowany w ciągu ostatnich 10 lat.

Właściciele hotelu to para z Korsyki i Lazurowego Wybrzeża. Mieszkają w Szwajcarii, gdzie mają jeszcze dwa lokale we włoskojęzycznym kantonie Ticino. Kobieta w chwili pożaru była w barze; jest ranna w rękę.

Coś nie zadziało – powiedział włoski wicepremier, szef MSZ Antonio Tajani, który przybył na miejsce pożaru i złożył tam bukiet kwiatów.

W mediach dyskutuje się także o kwestii obecności bardzo młodych osób w barze. Lokal jako jedyny w okolicy wpuszczał już 16-latków, ale nie wyklucza się, że były tam jeszcze młodsze osoby. Do Crans-Montany przybył w piątek zespół psychologów kryzysowych, przysłanych przez Obronę Cywilną regionu Lombardia, by wsparli rannych i rodziny ofiar. Obecni są też psycholodzy z Trydentu-Górnej Adygi.

Z Crans-Montany Sylwia Wysocka.

  • Autor: PAP,oprac.Anna Jezierska
  • Źródło: PAP

Lwów świętuje urodziny Bandery. Poruszające zdjęcia.

Ukraińcy świętują urodziny Bandery. Paskudne sceny we Lwowie [foto]

Filip Adamus pch24.pl/ukraincy-swietuja-urodziny-bandery-paskudne-sceny-ze-lwowa/

Sektorówka przedstawiająca wizerunek Stepana Bandery z napisem „BANDERA – NASZ BOHATER” podczas meczu ukraińskich klubów piłkarskich: Karpaty Lwów vs. Szachtar Donieck (15 kwietnia 2010)


W Nowy Rok mieszkający we Lwowie Ukraińcy uroczyście „świętowali” urodziny ideologa stojącego za eksterminacją Polaków na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej. Mieszkańcy polskiego przez setki lat miasta – czcili Stefana Banderę, modląc się pod jego pomnikiem i maszerując ulicami Lwowa.

Wieczorem 1 stycznia przez Lwów przemaszerował pochód ubranych w wojskowe barwy osób, dzierżących zapalone pochodnie, flagi Ukrainy i czarno- czerwone sztandary zbrodniczej organizacji OUN-B.

Uczczenie ideologa i organizacji stojących za ludobójstwem niewinnych rodzin polskich to nie tylko oddolna inicjatywa. Władze – polskiego przez setki lat miasta zapowiedziały odbudowę pomnika Romana Szuchewycza, nazistowskiego kolaboranta i dowódcę współwinnego morderstwu ludności polskiej. Mer Andrij Sadowy ogłosił, że projekt rzeźby został już wybrany.

fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot.EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot.EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS 105179 Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.

Stepana Banderę uczczono również w innych miastach Ukrainy. W Chmielnickim poświęcony mu baner wywieszono na galerii handlowej. Rocznicę jego urodzin świętowano także w Stanisławowie.

Źródło: opoka.org.pl FA

Brak Bolka ?? !! – MEM-y X.

—————————————-

————————————–

————————————–

——————————————————

———————————————

——————————————————

———————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Każdy kraj ma swą mafię… MEM-y IX.

————————-

———————————————

———————————————–

—————————————————

—————————————–

—————————————————————-

[Chodzi tu o „przyjście św. Mikołaja do dzieci”. Bo w Jego historyczność tylko durnie nie „wierzą”

—————————–

————————————————-

———————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Kiedyś złodziej – dziś biznesmen. MEM-y VIII.

————————————-

——————————————————

———————————–

—————————————

————————————————-

———————————————-

—————————————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Piotr Gliński: Czy polskim premierem jest pajac?

Piotr Gliński: Czy polskim premierem jest pajac?

02.01.2026 tysol/piotr-glinski-czy-polskim-premierem-jest-pajac

Były wicepremier Piotr Gliński dosadnie skomentował w mediach społecznościowych przedświąteczny wpis premiera Donalda Tuska dotyczący cen paliw. 

Donald Tusk

Donald Tusk / PAP/Radek Pietruszka

Feralny wpis Tuska

22 grudnia Donald Tusk opublikował na platformie X zdjęcie porównujące ceny paliw z 2022 roku i z grudnia 2025 roku. Na nowszym zdjęciu widniała cena 5,18 zł za litr benzyny PB95.

Paliwo po 5.18. Mogę być winny grosika?

– napisał ironicznie premier, nawiązując do swojej obietnicy z czerwca 2022 roku. Wówczas jako lider Platformy Obywatelskiej mówił, że „gdyby był premierem, to rachunki za prąd i za gaz mogłyby wynosić połowę tego, co wynoszą teraz”, a także, iż „benzyna byłaby po 5,19 zł”.

„Cena nie oddaje realnej sytuacji na rynku”

Jak się później okazało, przynajmniej teoretycznie Tusk nie minął się z prawdą. Cena paliwa którą opublikował obowiązywała na jednej z konkretnych stacji paliw w województwie zachodniopomorskim. 

Do sprawy odniósł się jednak Demagog, wskazując, że przedstawiona przez premiera cena nie oddaje realnej sytuacji na rynku.

Według wielu źródeł średnie ceny benzyny bezołowiowej 95 na stacjach paliw są obecnie znacznie wyższe (…) wg Komisji Europejskiej – 5,85 zł (15 grudnia), Reflex – 5,78 zł (18 grudnia), AutoCentrum.pl – 5,66 zł (dane aktualizowane na bieżąco). Pokazanie jednej wyjątkowo niskiej ceny, pomijając informacje o znacznie wyższej średniej, to wybiórcze wykorzystanie danych pasujących do tezy. Oceniamy to na manipulację

– podsumował Demagog.

Ironiczna reakcja Piotra Glińskiego

Do cen paliw odniósł się także Piotr Gliński, publikując tuż po nowym roku na platformie X nowy wpis.

Byłem na Orlenie. Zapłaciłem 5,81 za litr. Czeski błąd czy polskim premierem jest pajac? – zapytał ironicznie były wicepremier.

Robalowy biznes zdechł. Zmarnowano pieniądze m.in. Polaków.

Robalowy biznes zdechł.

Zmarnowano pieniądze m.in. Polaków.

Korwin-Mikke: Musimy wrócić do kapitalizmu

2.01.2026 nczas/robalowy-biznes-zdechl-zmarnowano-pieniadze-m-in-polakow-korwin-mikke-musimy-wrocic-do-kapitalizmu

robaki robale swierszcz domowy jkm janusz korwin-mikke
NCZAS.INFO | Świerszcze i Janusz Korwin-Mikke. / Foto: Wikimedia / screen X (kolaż)

„Największa farma owadów Ynsect. Inwestorzy stracili 600 mln dolarów” – napisał na X użytkownik Informacje Giełdowe. Jak podkreślił, ponieważ środki pochodziły z budżetu UE, Polacy także zostali ograbieni na ten ideologiczny projekt. Do sprawy odniósł się m.in. Janusz Korwin-Mikke.

Użytkownik Informacje Giełdowe na X napisał, że, „zbankrutował flagowy projekt UE zrównoważonego rozwoju”. Powołał się przy tym na serwisy gaceta.es i tracxn.com.

„Największa farma owadów Ynsect. Inwestorzy stracili 600 mln $ (odpowiednik 7200 kawalerek 300000 każda). Inwestorzy: Unia Europejska, BNP Paribas, Peugeot Invest, Crédit Agricole i wielu innych” – czytamy we wpisie internauty.

„Fabryka we Francji, dziwna ta ich kuchnia. Chciano karmić tym białkiem ludzi. Ludzie jednak niejadki. Cóż, dopiero co czereśnie latem były w takiej cenie, że jak ktoś złapał w nich robaka, to go wysłał na zmywak, żeby odpracował to, co zeżarł!” – kontynuował.

„Więc to się nie mogło udać, ale że środki pochodziły z budżetu UE, to my Polacy też się dorzuciliśmy do tego robaczywego projektu” – podsumował.

Wpis udostępnił Janusz Korwin-Mikke ze swoim komentarzem. Jak podkreślił, „wbrew temu, co ludzie myślą, bankructwa to dobra rzecz”.

„Świadczą o zdrowiu gospodarki. Usuwane są z rynku firmy, które sobie nie radzą – a ich miejsce zajmują przedsiębiorcy robiący to, co trzeba i jak trzeba. Problemem nie jest bankructwo Ÿnsect (świadczące o rozsądku ludzi, którzy nie chcieli jeść robactwa) tylko to, że państwo (UE) zrobiło coś, czego nie powinno było robić: zajęło się gospodarką; w dodatku: nie z powodów ekonomicznych, tylko ideologicznych (tak, jak robiła to np. PRL)” – ocenił nestor polskiej prawicy wolnościowej.

„Więc chwała Bogu, że uznało swoją porażkę i zbankrutowało – a nie dopłacało do tego projektu w nieskończoność, jak to robiono w socjaliźmie sowieckim. Pytanie tylko jakim szantażem UE zmusiła BNP Paribas, Peugeot Invest, Crédit Agricole i wiele innych firm – by włożyły w to swoje pieniądze. Odpowiedź brzmi: bo to nie są firmy kapitalistyczne, mające kapitalistę-właściciela – tylko korporacje, którymi zarządzają managerowie, którzy nie odpowiadają swoim majątkiem za plajtę. Takie PRLe. Natomiast odpowiadają politycznie jeśli nie zastosują się do sugestii władz politycznych” – stwierdził Korwin-Mikke.

„Musimy – powtarzam po raz setny – wrócić do kapitalizmu” – stwierdził.

„PS: mieliśmy rok temu protestować przeciwko takiej fabryce owadziny pod Szczecinem; chyba już nie ma potrzeby?” – podsumował Janusz Korwin-Mikke.

Przerażająca tępota „bawiących się” w pożarze szwajcarskiej knajpy

Trump Fact News @Trump_Fact_News

ALERTE INFO : tragédie de Crans-Montana, une nouvelle vidéo accablante

Une nouvelle vidéo dévoilée montre une scène sidérante : aucune évacuation, la musique continue à plein volume, tandis que le feu se propage durant de longues minutes.

Autour des flammes, de nombreux jeunes dansent, filment et restent sur place, totalement inconscients du danger. Aucun extincteur utilisé. Aucune évacuation organisée. Aucune réaction immédiate. Tout laisse penser que plusieurs personnes visibles sur ces images font partie des victimes ou des blessés graves. (A)

0:04 / 0:15

Zdjęcie

711,7 tys. wyświetleń

Mercosur czyli umowa z hackenkreuzem i z małymi czapeczkami w tle

Mercosur z małymi czapeczkami w tle

Autor: pokutujący łotr, 2 stycznia 2026 Za: Salon24.pl

Pogodny

salon24/mercosour-czyli-umowa-z-hackenkreuzem-w-tle

Mercosur czyli umowa z hackenkreuzem w tle

1.09.2025

Kiedy w Argentynie wybory prezydenckie wygrał Javier Milei w “NCz” zapanowała swego rodzaju euforia. Ostatecznie wygrał przecież  liberał gospodarczy pełną gębą. Argentyński socjalizm zatrząsł się dzięki temu w posadach.

Przyznam szczerze, z umiarkowanym jednak zapałem czytałem wieści dochodzące z Argentyny, o zmianach jakie tam zachodzą, o przypominaniu argentyńskiej potęgi gospodarczej, która na początku XX wieku wywindowała ten kraj do grona najbogatszych państw świata. Czytałem o tym trzymając nieustannie  przysłowiowy palec na spuście. Miałem rację. Milei tuż po swoim zwycięstwie i wprowadzeniu drakońskich reform zaczął być jednak widywany w towarzystwie rabina, co zaowocowało jego późniejszą oficjalną deklaracją już jako prezydenta, że przejdzie on na judaizm. Oczywiście, nic mi do tego w co chce wierzyć prezydent Argentyny do niedawna odwołujący się do swoich chrześcijańskich korzeni.

Bardziej interesuje mnie co innego,  z jakiego powodu zamierza tak postąpić? Żeby zyskać? Co zyskać? Dobrobyt z pomocą obcych? Tak jak kiedyś Juan Peron, tylko w nieco inny sposób? Wiadomo nie od dzisiaj, że w roku 1944 Peron był wiceprezydentem Argentyny, i że miał on ogromny wpływ na los niemieckich zbrodniarzy i dygnitarzy III Rzeszy szukających w Argentynie bezpiecznego zacisza po swoich zbrodniach popełnionych w Europie. Proces asymilacji niemieckich bandytów w argentyńskim społeczeństwie  przebiegał bez zakłóceń, gdyż Ameryka Południowa naszpikowana była w wielu miejscach silnymi gospodarczo  kolonistami niemieckimi.

Po za tym, nowo przybyli obywatele wraz z sobą  transferowali  z pomocą Watykanu do południowoamerykańskich banków via Szwajcaria  zawrotne sumy dolarów, złoto oraz  dzieła sztuki zrabowane w Europie. Z racji tego, niemal każdy południowoamerykański dyktator chciał  widzieć takich gości u siebie, nie oglądając się zbytnio na ich wcześniejsze dokonania.

Strona tytułowa głośnej rozprawy doktorskiej pierwszego premiera Autonomii Palestyńskiej z 2003 r. Mahmuda Abbas’a The Other Face: The Contacts Between Nazism and Sionism (Inna Strona: Kontakty Między Nazizmem i Syjonizmem; 1984). Praca obroniona w 1982 r. w Instytucie Studiów Wschodnich Akademii Nauk ZSRR. https://en.mida.org.il/2014/06/23/abu-mazen-zionist-nazis/

I tak np. z gościny Alfredo Stroessnera prezydenta Paragwaju, z zresztą  zamiłowania hitlerowca (jego ojciec pochodził z Bawarii), korzystał przez lata osławiony anioł śmierci z Auschwitz, czyli  dr Josef Mengele, który ostatecznie zbiegł do Brazylii, po tym jak Mossad uprowadził z Argentyny  innego niemieckiego speca od rozwiązywania problemów żydowskich, Adolfa Eichmanna.

Nie trzeba także specjalnie dodawać, że hitlerowcy ściągnęli po czasie do tych cichych południowoamerykańskich zakątków  także swoich bliskich. Dzieci zbrodniarzy założyły tam z czasem własne rodziny i rozwinęły rodzinne biznesy, oczywiście  na zrabowanym majątku swoich rodziców. Dlaczego o tym piszę? A jak potencjalny czytelnik sądzi? Piszę dlatego, że obecne Niemcy chcą narzucić Europie umowę Mercosour, czyli umowę z państwami, gdzie po wojnie masowo zbiegli i ukryli się po wojnie   hitlerowcy wraz z rodzinami. Teraz ich potomkowie zza Atlantyku chcą wraz z niemieckimi krewnymi  z nad Renu i Odry wydrenować z Europy to, czego ich dziadowie nie zdążyli: a wszystko oficjalnie i niewinnie, a więc  w imię rozwoju gospodarczego: Argentyny, Paragwaju, Boliwii, Brazylii, Urugwaju i Wenezueli.


Dodajmy:

Ale Mercosur to nie tylko „hackenkreuz w tle”, jak chce Autor. Bo  jeszcze głębiej, za hackenkreuzami widać jak uwijają się na milionach hektarów argentyńskich upraw – kto? No taak, zgadłeś: małe czapeczki!.. https://www.youtube.com/shorts/czxa_Ouc8I8

(PŁ)

Kto chce zrobić z Dmowskiego rusofoba? I w jakim celu?

Kto chce zrobić z Dmowskiego rusofoba?

Jan Engelgard myslpolska/kto-chce-zrobic-z-dmowskiego-rusofoba/

Taki cel postawiło sobie wielu „konserwatystów” i „narodowców” – i to od wielu lat. Były nawet poważne i mniej poważne inicjatywy wspierane zza Oceanu, by taki pogląd zakorzenić w Polsce, by zbudować u nas antyrosyjską endecję, bo opinia o Dmowskim jako o zwolenniku dogadania się z Rosją była przeszkodą w zaprogramowaniu Polski po 1989 roku jako państwa rusofobicznego.

Ostatnim czasy mamy kilka wypowiedzi będącymi pogłosem tej socjotechnicznej operacji. I tak Sławomir Mentzen, raczej nie znający istoty myśli Dmowskiego, cytuje wyrwany z kontekstu fragment z jednej z jego książek:  „Mam pogardę dla Moskali za ich azjatycką skłonność niszczycielską, za tę bezceremonialność, z jaką tratują po niwach wiekowej pracy cywilizacyjnej, za tę wschodnią nieodpowiedzialność przed własnym sumieniem, która w każdej sprawie pozwala mieć dwa oblicza”. Słusznie wytknął mu Jan Sadkiewicz z wydawnictwa Universitas, zajmujący się wydawaniem dzieł realistów i polskich konserwatystów, że zwyczajnie manipuluje tekstem Dmowskiego. I przypomina jak on brzmiał w całości:

„Nienawidzę ludzi nikczemnych, bez względu na to, czy są Niemcami, Moskalami, czy moimi własnymi rodakami, a może najbardziej w ostatnim wypadku. Nienawidzę nauczycieli, którzy, mając z powołania swego obowiązek uczyć i wychowywać młodzież, znęcają się nad nią, zabijają jej siły fizyczne w zarodku, znieprawiają ją moralnie, powstrzymują lub wypaczają jej rozwój umysłowy. Nienawidzę sędziów, którzy zamiast czynić sprawiedliwość nadużywają prawa do obrony tych lub innych interesów, do prześladowania politycznych przeciwników. Nienawidzę urzędników, którzy, będąc organami machiny państwowej, powinni ułatwiać organizację życia i przyczyniać się do jego postępu, a tymczasem pracują nad unicestwieniem najlepszych wysiłków, nad powstrzymaniem, a nawet cofnięciem życia w jego rozwoju. Nienawidzę duchownych, którzy, postawieni dla podnoszenia ludu moralnie i zaopatrzeni w tym celu w tak potężne środki, jak konfesjonał i kazalnica, używają ich na rzecz bieżących interesów politycznych. Postępowanie ich wszystkich poczytuję w mniejszej lub większej mierze za taką samą zbrodnię, jaką byłby czyn lekarza, który wezwany do chorego, znalazłszy w nim swego osobistego lub politycznego przeciwnika, daje mu zamiast lekarstwa — truciznę (…)

Niemiec, który widząc, że w interesie państwa pruskiego trzeba podbić dla kultury niemieckiej Poznańskie, osiądzie tam i całą swą energię obróci na umacnianie w naszym kraju niemczyzny, który będzie przygarniał dzieci polskie i uczył je po niemiecku, który w posiadłości swej zorganizuje zarząd niemiecki i wpływem kulturalnym otoczenie swe będzie przerabiał na Niemców, który będzie zakładał niemieckie instytucje filantropijne — tylko szacunek we mnie wzbudzi, jakkolwiek będę go uważał za niebezpieczniejszego wroga od tamtych i przede wszystkim będę starał się walczyć z jego usiłowaniami. Moskal, który by kupił majątek na Litwie i osiadł tam jedynie po to, żeby szerzyć wpływ rosyjski, żeby w chłopach białoruskich budzić pociąg do moskiewszczyzny, równie może być pewny mego szacunku jako człowiek idei, umiejący pracować dla swego narodu, ale i tego, że będę się go bał bardziej niż jego braci czynowników… Uważam to za dowód upadku moralności obywatelskiej i słabości umysłowej u tych kierowników naszej opinii, którzy nie widzą różnicy między uczciwą walką narodową a zwykłą zbrodnią, którzy nie mają poczucia sprawiedliwości pozwalającego im czuć pogardę i nienawiść dla nikczemnika lub barbarzyńskiego niszczyciela pracy cywilizacyjnej, a jednocześnie zdobyć się na szacunek dla szlachetnego, choćby najniebezpieczniejszego przeciwnika; którzy nie rozumieją, że bez nienawiści, ale z szacunkiem dla przeciwnika można najzawzięciej z nim walczyć”.

I Sadkiewicz tak to komentuje: „Gdyby Dmowski (czy ktokolwiek) gardził Rosjanami (czy Niemcami, czy jakimkolwiek innym narodem jako takim) to nie byłoby w tym nic cennego i nie należałoby w tym szukać żadnej pozytywnej nauki”.

I drugi przypadek to Robert Winnicki, banita polityczny, który stara się powrócić do gry i emanuje swoimi pseudo-intelektualnymi wypocinami. Polemizując z Januszem Korwin-Mikke pisze:

„Panie Januszu, zawsze intrygowała mnie ta Pańska opowieść o Rosji uciemiężonej przez ZSRR, Rosji będącej de facto przeciwieństwem Sowietów i tak dalej. Opowieść jest absurdalna nie tylko z punktu widzenia polskich doświadczeń z Moskwą, będących 500-letnim continuum obrony przed agresją tej stepowej cywilizacji, mordowania Polaków, niszczenia naszej spuścizny materialnej, zabierania nam Kresów itd. Ona jest absurdalna przede wszystkim z punktu widzenia… Rosjan. Współczesna Federacja Rosyjska jest nie tylko prawną spadkobierczynią ZSRR. Rosja, zwłaszcza putinowska, jest dumna ze swojej sowieckiej części historii, utożsamia się z nią, gloryfikuje ją, uważa za rdzeniowo, tożsamościowo własną. Kultem otoczone są zbrodnicze formacje z Armią Czerwoną na czele, kultem otoczony jest Stalin, buduje się mu pomniki, niektóre nawet święcone przez prawosławnych księży (!) Pułkownik KGB Putin nie określa rozpadu ZSRR mianem chwili, w której „Rosja wyswobodziła się z Sowietów” tylko „największej katastrofy geopolitycznej XX wieku”. Zresztą kult zbrodniczego państwa totalitarnego, zbrodniczych formacji i postaci nie jest wyłącznie odgórną polityką państwa. Około 60% Rosjan pozytywnie ocenia Stalina, który wygrywa plebiscyty na największego przywódcę Rosji w całej (!) jej historii”.

Opinie i oceny tyleż absurdalne i głupie, co prostackie, wyjęte niczym z notatnika agitatora, mogące z powodzeniem ukazać się w Gazecie Wyborczej czy na stronach OKO.Pres, o ukraińsko-banderowskich portalach nie wspomnę. Jeśli ktoś uznający się za inteligenta mówi, że od 500 lat Rosja jest agresorem (czyli mniej więcej od 1525 roku), to znaczy, że jest półinteligentem i ignorantem. Tak samo kiedy jest mowa o „zbrodniczej formacji” jaką była Armia Czerwona, która w czasie II wojny światowej była główną sojuszniczką USA i Wielkiej Brytanii (i Polski) w walce z III Rzeszą. I dzięki której ten młody i niedouczony człowiek mógł urodzić się w Zgorzelcu. Kłamie też, kiedy mówi, że w Rosji jest państwowy kult Stalina. Jest, ale lokalny i szerzony głównie przez komunistów. Swego czas nieodżałowany prof. Bogusław Wolniewicz mówił, że nie można domagać się od Rosjan potępienia w całości Stalina, bo w przeciwieństwie do Hitlera, który sprowadził na Niemcy największą klęskę w historii, Stalin doprowadził do największego zwycięstwa Rosji w historii. Mniejsza o to, to są kwestie, które są wewnętrzną sprawą Rosji i żaden Winnicki tego nie zmieni.

Wracajmy do Dmowskiego. We wstępie do wyboru tekstów Romana Dmowskiego o Rosji i Ukrainie pisałem: „Rosję postrzegał Dmowski jako kraj raczej obcy cywilizacyjnie, z dużymi wpływami turańszczyzny, choć nieraz podkreślał jego chrześcijański charakter, który według niego reprezentował naród rosyjski, w przeciwieństwie do rządu, który oskarżał nie tylko o „azjatyckość”, ale także o uleganie wpływom niemieckim. Jednak wbrew temu co twierdzą obecni zwolennicy tezy o „antyrosyjskości” Dmowskiego ta charakterystyka nie miała na celu dyskredytacji Rosji, lecz jej zrozumienie”.

W roku 1925 precyzował: „Nauczyłem się na stosunek nasz do Rosji patrzeć w perspektywie dziejowej, ze spokojem, w którym myśli politycznej nie zamącają namiętności, wytworzone przez przeszłość i podsycane stale do ostatnich czasów przez politykę rosyjska względem Polski, o ile ją można było nazwać polityką. Zdaniem moim, było rzeczą niegodną naszego narodu oburzać się jedynie na krzywdy, protestować przeciw nim i albo czekać na zmianę postępowania Rosji, albo też ślepo dążyć do jej zguby, chociażbyśmy sami mieli razem z nią zginąć”.

I dodawał: „Wejście na równą drogę z Rosją przyszłości to praca, wymagająca wielkiego wysiłku myśli i energii. Jest to najtrudniejsze z zadań naszej polityki, nie tylko ze względu na przeszłość, ale także i dlatego, że wobec jego wagi dla naszej przyszłości, najwięcej tu napotykamy przeszkód ze strony obcych, wrogich wpływów zarówno u nas, jak w Rosji”.

A w 1931 kończył: „Rosja istnieje dziś, jako nasz sąsiad i to sąsiad najważniejszy, jak to przyszłość niezawodnie pokaże. Pomimo bowiem całego starania, jakie wykazują dziś Niemcy w zaprzątaniu naszej uwagi, zanosi się na to, że ich rola i znaczenie, dziś jeszcze ogromne, stopniowo zmaleje, gdy tymczasem, zdaniem moim, Rosja zbliża się do roli pierwszorzędnej w stosunkach światowych. Naród nasz musi sobie jasno zdawać sprawę z jej położenia i z roli, która jej w świecie przypada, i musi dobrze wiedzieć, do czego sam dąży w stosunku do Rosji. To jest najtrudniejszy dla myśli polskiej, ale na pewno najważniejszy dla przyszłości polskiej dział naszej polityki zewnętrznej”.

To są prawdziwe wskazania Dmowskiego, których nie chce znać uznający się za endeka Winnicki. Cytowanie z lubością ostrych ocen Dmowskiego na temat Rosji i jej aparatu urzędniczego w okresie niewoli, kiedy duża część Polski była jej częścią – jest intelektualnym nadużyciem. Owszem, Dmowski atakował konserwatystów i ugodowców za ich bierność wobec Rosji i uległość, ale sam potem przejął większość ich postulatów. Po 1918 roku Polska i Rosja (bolszewicka) były to dwa odrębne organizmy, i wtedy Dmowski uznał, że trzeba myśleć o trwałym ułożeniu naszych relacji, bez historycznych fobii i urazów. Wtedy sformułował wizję, że bolszewizm w Rosji minie w ciągu trzech pokoleń, ale naród rosyjski zostanie i to jest nasz punkt odniesienia. Tymczasem pan Winnicki proponuje nam powtórkę z tamtych czasów i opowieści o „stepowej cywilizacji”.

Ułożenie przez Polskę dobrych relacji z Rosją nie wymaga od nas akceptacji wszystkiego, co w Rosji istnieje, tylko uznanie, że jest ona inna od nas, ma swoją tradycję i swoją wizję historii. Tylko tyle. Nie trzeba być „prorosyjskim”, by postulować realistyczną politykę Polski wobec Rosji – próby przerabiania Rosji na nasze podobieństwo i zgodnie z naszymi o niej wyobrażeniami – są szaleństwem. Dlatego właśnie w tym dniu, rocznicy śmierci Romana Dmowskiego, przestrzegam przed samozwańczymi jego spadkobiercami, przed fałszerzami jego spuścizny ideowej i programowej, przed antyrosyjską „endecją”.

Jan Engelgard

Sunday Strip: The Goal of Socialism… —- …is Communism.

Sunday Strip: The Goal of Socialism…

is Communism.

DR. ROBERT W. MALONE
JAN 2∙PREVIEW



If you don’t see either, does that mean you’re no-brained?





Some have requested a schedule for my Hawaii speaking tour to stop the draconian vaccine mandates being imposed on Hawaiians; here it is:

For more information, visit:

https://www.keepvaccinationsoptional.org/


OSTRZĄ BANDEROWCOM SIEKIERY

OSTRZĄ BANDEROWCOM SIEKIERY

Krzysztof Baliński

Dlaczego do uchwały Rady Ministrów wrzucili zapis o „wprowadzeniu odrębnych przepisów dotyczących zwalczania różnych przejawów „mowy nienawiści” – przecież antysemityzm to „mowa nienawiści”? Czy nie chodzi o objęcie uchwałą „ukrainofobii”, o wykorzystanie uchwały do zwalczania „antyukraińskiego rasizmu” i wmówienie Polakom, że to taki inny antysemityzm, a nawet więcej – że jest równoznaczny z antybanderyzmem?

Przejdźmy do konkretów. Socjolożka z Żydowskiego Instytutu Historycznego Anna Landau alarmuje: „Już 10 lat temu Michał Bilewicz zdiagnozował, że współczesny antyukraiński rasizm w Polsce to kopiuj wklej przedwojennego polskiego rasizmu antysemickiego”. Były prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma (Петро Тима), w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” ujawnił, że dzięki grantom z Fundacji Batorego będzie monitorował wpisy w Internecie pod kątem „mowy nienawiści” wymierzone w Ukraińców. Tymczasem sam, fragment pomnika w Domostawie obrazujący polskie dziecko nabite na ukraińskie widły, porównał do „komara na widelcu”.

Wzorując się na Żydach i ich definicjach „antysemityzmu”, wypracowali równie kuriozalne definicje „antyukrainizmu”. Antyukraińską fobią, nienawistną postawą wobec Ukraińców jest wypominanie, że pomoc, jaką udzielamy jest rozkradana, a oni przecież bronią Polski przed Putinem. Dla Weroniki Marczuk zarzuty korupcyjne CBA pod jej adresem to „efekt antyukraińskich uprzedzeń” (co przypomina debatę w Muzeum Polin, gdy żydowski naukowiec ogłosił: „Mówienie o skorumpowanych sitwach u władzy i ich rozbijaniu jest antysemickie”). Gdy w Legnicy złomiarze skradli krzyż z kopuły cerkwi, prowidnyk Ukraińców w Polsce Mirosław Skórka mówił o „ewidentnie symbolicznym geście pokazującym narastającą wrogość do społeczności ukraińskiej w Polsce”. Wtórował mu ambasador Ukrainy: „Zwracam się do organów ścigania Rzeczypospolitej Polskiej – uczyńcie wszystko, aby ta oraz wszystkie podobne zbrodnie przeciwko Ukraińcom i ukraińskości doprowadzone zostały do logicznego końca –  wyroków sądu zgodnie z prawem RP”. Uwagę przy tym zwraca, że o incydencie powiedział „zbrodnia”, a Rzeź Wołyńską zawsze nazywa „wydarzenia”.

Naśladują Żydów w metodach polowania na polskich nienawistników. Przy czym żydowski modus operandi polega na wysyłaniu w świat kłamstw o „polskich obozach”, a ukraiński o funkcjonujących po wojnie „polskich obozach koncentracyjnych dla Ukraińców”. Oba kłamstwa w jednym połączyła dziennikarka CNN, gdy zapytała: „Czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych?”. O „polskim obozie koncentracyjnym dla partyzantów UPA w Świętochłowicach” obszernie w swoich książkach pisze Anne Applebaum. I wybiela przy okazji rolę komunistów żydowskich w mordowaniu polskich patriotów, bo łagier ten nie był – jak kłamliwie utrzymuje – polskim, lecz żydowskim obozem śmierci, bo w sposób sadystyczny, z niezwykłym bestialstwem mordowano w nim przede wszystkim Polaków, bo jego komendantem był Salomon Morel, szefem więziennictwa Mosze Wassersturm, szefem MO w pobliskim Będzinie Jurek Furstenfeld, a prokuratorem w pobliskich Gliwicach Mietek Rosenkranz.

Ukraińcy agresywnie forsują antypolską narrację historyczną. Tak, jak Żydzi oskarżają powstańców warszawskich o mordowanie ocalałych z getta, tak oni oskarżają AK o mordowanie Ukraińców i głoszą: „Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić”. Ukraiński minister Andrij Sybiha, po tym jak w „Gazecie Wyborczej” pojawiły się informacje o 15-letniej Ukraince, która miała doświadczyć przemocy psychicznej w formie obraźliwych wiadomości głosowe, wezwał Polskę do ukarania „przejawiających ksenofobiczną postawę wobec Ukraińców”. Na Facebooku napisał: „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce”. Dorzucił też: „Nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce. Uważam, że takie zachowanie nie może i nigdy nie będzie normą w cywilizowanym społeczeństwie europejskim”. Nie omieszkał też poinformować, że „poruszył incydent wraz z szefem polskiego MSZ podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Polsce i otrzymał zapewnienie, że strona polska odpowiednio zareaguje”. Ale nie „poruszył”, że w Jeleniej Górze 14-letnia Ukrainka zamordowała kuchennym nożem 11-letnią Danusię, wzorową i wszechstronnie uzdolnioną koleżankę ze szkolnej klasy, bo „chciała sprawdzić, jak się zabija człowieka”, że do szkoły przychodziła z nożem i że otwarcie go ostrzyła. Nie „poruszył” też tematu dzieci w polskich szkołach, które są terroryzowane i zmuszane do słuchania banderowskich pieśni.

O antyukraińskim rasizmie nieprzerwanie gardłuje czołowy orędownik tępienia „mowy nienawiści” – Paweł Kowal. Ten obrzydliwie proukraiński typ jest spokrewniony z Heleną Łuczywo, wieloletnią zastępczynią Adama Michnika, wnuczką płk. Ferdynanda Chabera, funkcjonariusza Centralnego Biura Kontroli Prasy MBP i kierownika Wydziału Propagandy KC PPR, której córka Łucja Koch jest szefową Działu Edukacji w Muzeum Polin, głównej manufaktury walki z „mową nienawiści”. Ciotka Kowala w 2002, 2004 i 2005 roku notowana była na liście najbogatszych Polaków, a Kowal został pełnomocnikiem Tuska do spraw odbudowy Ukrainy i nawołuje do przekazywania polskich funduszy ukraińskim oligarchom. Czyżby chciał, śladem cioci, doszlusować do elity finansowej kraju?

Kto jeszcze w Polsce bierze czynny udział w promowaniu narracji, że wypominanie Ukraińcom zbrodni na Wołyniu to „mowa nienawiści”? Od początku III RP środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”, które tropiąc wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce,  przeszło do porządku dziennego nad ideologią OUN, któremu nie przeszkadza, że bandyci, których biorą w obronę, mają na sumieniu śmierć kilkuset tysięcy Żydów. Mimo świadomości, iż ofiarami UPA byli jej ziomkowie, robi to Anne Applebaum, wmawiając nam przy tym, że nacjonalizm nie jest zły, jeśli nie jest nacjonalizmem polskim, a jeśli jest antypolski – to wspaniale. Bardzo często mija się też z prawdą. Choćby wtedy, gdy zrównuje zbrodnie banderowców z akcją „Wisła”. „W końcu czerwca 1947 siłom interwencyjnym udało się wreszcie, część z liczącej sobie 140 tys. społeczności ukraińskiej wypędzić z jej siedzib, wepchnąć do brudnych bydlęcych wagonów i przesiedlić na północ i zachód Polski. To był krwawy i bezwzględny proces, tak samo krwawy i bezwzględny jak wymordowanie mieszkańców Wołynia trzy lata wcześniej” – pisze w jednej z książek.

Takimi żartami popisuje się Zełenski. Na przykład o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny światowej”. Ale to nie tylko dowcip podrzędnego komika. Tu chodzi o wysłanie w świat przesłania, że to Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady, że to Polacy mordowali a Ukraińcy ratowali i że to Polacy a nie UPA ćwiczyli mordowanie Żydów podczas „wydarzeń” na Wołyniu. I już wiemy, dlaczego nikt nie przyjdzie nam z pomocą, kiedy zostaniemy najechani, że będzie to bój o wyzwolenie Polski spod okupacji – trzymając się słów Sybihy – „tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce”. Wiemy też, że noblistka Olga Tokarczuk (tak, jak niegdyś Wolter u boku carycy) zaapeluje do przywódców „państw demokratycznych” (w tym Zełenskiego), aby zrobili porządek z tą „Polską – ostoją nierządu i zabobonu, prześladującą mniejszości”.

Dlaczego w Polsce mogą już wszystko? Nie tylko dlatego, że pomoc ze strony Polski jest im dana raz na zawsze i nie muszą o nią zabiegać. Nie tylko dlatego, że „sługa” nie może dyktować swemu panu, co ma robić. Ale dlatego, że widzą, jak Polacy są spolegliwi wobec Żydów, którzy ich poniżają i oskarżają o różne niegodziwości, a oni, dla wkradzenia się w ich łaski, godzą się na plucie w twarz i jeszcze za to płacą. No i dlatego, że widzą, jak Polacy są słabi wobec roszczeń żydowskich i dla udobruchania Żydów zwracają im majątki.

Sprawę można drążyć pytaniem: Czy „ukrainizacja” Polski nie jest dziełem środowisk „sympatyzujących” z oligarchami, z których tylko jeden na 100 ma nieżydowskie pochodzenie? Czy w całej miłości do Ukrainy nie chodzi o Zełenskiego i jego oligarchów, których łączy jedno – przed świętem Chanuki gremialnie udają się prywatnymi odrzutowcami do Izraela? Czy przyczyną nie jest także to, że Polską i Ukrainą od dekad rządzi żydokomuna? Warszawska ulica o „pierwszym niekomunistycznym rządzie wolnej Polski” mówiła: „Sami Żydzi tylko jeden Syryjczyk” (chodziło o ministra przemysłu Tadeusza Syryjczyka). Dziś o rządzących Ukrainą ulica kijowska mówi: „Sami Żydzi tylko jeden Tatar” (chodzi o Rinata Achmetowa), a my o polskim rządzie mówimy: „Sami Ukraińcy tylko jeden Niemiec” (ale i on ma ukraińską konkubinę). I jeszcze jedno – śledząc kariery polskich polityków powiązanych z Ukrainkami można pytać, czy karier nie porobili dzięki machinacji kadrowej podobnej do funkcjonującej od dekad „Instytucji Esterki”, która polega na pomyślnym swataniu Polaków z Żydówkami?

Dlaczego na Ukrainie nie istnieje w ogóle temat odszkodowań za  mienie pożydowskie? Co jest o tyle zastanawiające, że  przed wojną większość Żydów mieszkała na wschodnich terenach II RP i tam pozostały majątki większości ofiar Holokaustu. Czy nie dlatego, że na Ukrainie wszystko przejęli Żydzi i trudno byłoby wysuwać do tych majątków roszczenia? Może też chodzić o swoistą rekompensatę dla Ukraińców, którzy pozwolili Żydom rozkraść Ukrainę oraz przejąć grunty rolne i lasy, poprzez wypuszczenie banderowskich sotni do Polski, żeby ją złupić? A jak już złupią to (tak, jak w wojsku chazarskim) dojdzie do podział łupów, połowę zagarnie wódz czambułu. A za złupione wykupi kolejny kawałek Polski.

Ukraińcy (tak, jak Żydzi) nakłaniani są do nabywania polskiego obywatelstwa. Hebrajskojęzyczne portale instruują, że w ten sposób „można dochodzić roszczeń majątkowych za mienie pozostawione w Polsce przez „wypędzonych” w marcu ’68. A Ukraińców przecież też „wypędzono” podczas akcji „Wisła”, i też mają prawo do pozostawionych majątków! Przypomnijmy, że gdy w 2018 r. Kongres uchwalił Act 447, PiS mamiło opinię publiczną tym, że spłaty Żydom nie naruszą interesów Polaków, bo zostaną zrekompensowane wypłatami od Niemców. Dziś PO mami tym, że wielomiliardowa pomoc dla Ukrainy nie narusza interesów Polaków, bo zostanie zrekompensowana pieniędzmi skonfiskowanymi Ruskim. 

Na Dzikich Polach doszło do wielkiego skandalu – „masowego schematu defraudacji w przemyśle energetycznym” (by zacytować komunikat ukraińskiego biura antykorupcyjnego – NABU). Z Ukrainy do Izraela zbiegł Timur Mindycz „blizkij drug” Zełenskiego. To nie tylko wizerunkowa katastrofa prezydenta, ale i cios w polskich Ukrainerów, którzy w tym jakiś udział mieć musieli! I tu postawmy tezę: Polska już spłaca roszczenia żydowskie m. in. poprzez pomoc dla Ukrainy, która jest niczym innym, jak pomocą dla żydowskich oligarchów, którzy dzielą się rozkradzionymi w ten sposób pieniędzmi z Izraelem. Hipotezę taką wzmacnia to, że „pomocą” dla Ukrainy zajmuje się Paweł Kowal oraz Anne Applebaum. Ta ostatnia przy pomocy Radka (chociaż, nie wiemy, czy wtajemnicza w to wszystko swego głupkowatego męża).

Hipotezę taką wzmacnia to, że Pawło Kowal skarcił Tomka Terlikowskiego za to, że „mówi o korupcji a to drugorzędna sprawa, bo toczy się wojna i Ruscy wysadzają tory”, i tekst Applebaum zatytułowany „Czym korupcja w Kijowie różni się od korupcji w Waszyngtonie?”, w którym przekonuje, że „afera korupcyjna w otoczeniu Zełenskiego oznacza, że ukraiński system polityczny jest zdrowy i działa zgodnie z prawem”. Hipotezę taką wzmacnia także to, że po wyjściu na światło dzienne afery Mindycza, Radek Sikorski natychmiast przelał z konta MSZ do Kijowa 100 milionów dolarów. No i jeszcze jedno – wypominanie, że Timur (i jego żydowska drużyna) miał paszport izraelski i że zwiał do Izraela, to już jawny „antysemityzm”. Bo przecież on tylko znalazł schronienie w Izraelu przed antysemitami z NABU.

A co do Radka to kiedyś, na wiadomość o aresztowaniu Sławomira Nowaka, padł na niego blady strach. Wielbiciel Twittera stracił chęć do tweetowania. Milczał całymi dniami. Co tym bardziej dziwiło, że wcześniej na podobną aferę korupcyjną zareagował tweetem: „Powiedzieć o ukraińskiej gospodarce, że nie jest skorumpowana, to tak jak powiedzieć o Julii Tymoszenko, że jest niepokalanie uczciwa”. Szefowi jednego z najbardziej zżeranych korupcją ministerstw odpowiedzieli wówczas blogerzy: „Mówić, że gospodarka polska nie jest skorumpowana, to tak jakby mówić, że Anne Applebaum jest dziewicą”.

Do afery Mindycza doszło po naciskach władz amerykańskich, do których docierały sygnały, że kontrola nad pomocą wysyłaną Ukrainie kończy się na polskiej granicy, i gdy w Senacie USA zapytano, skąd Zełenski wziął 700 mln dolarów (bo na tyle wyceniła jego majątek „Forbes”). I właśnie dlatego zapytać trzeba: Czy, po zakończeniu wojny, ukraińscy oligarchowie obłowieni na polskiej pomocy, nie ukryją zrabowanych pieniędzy nad Wisłę, pod opiekę warszawskich rabinów z Chabad, którzy pomogli im się nakraść?

Nie należy też wykluczyć innego scenariusza: W przypadku totalnej klęski na froncie – dostaną azyl w Polsce. Azyl dostaną też ukraińscy nacjonaliści, którzy, dzięki pieniądzom od oligarchów nabyli dziwną przypadłość – nie są zwolennikami „Ukrainy dla Ukraińców”, są tylko „wrogami Rosji”, Żydom nie zagrażają, ale są na tyle zapalczywi, że doprowadzą do wojny domowej w Polsce.

Pikanterii aferze dodaje, że Timur Mindycz, przed odlotem do Tel Awiwu wpadł do synagogi sekty Chabad w Warszawie. Nie wiadomo tylko, czy na modlitwę czy na rozmowy biznesowe, bo Chabad w Polsce (tak, jak na Ukrainie) nie zajmuje się krzewieniem mądrości Talmudu, a biznesem, szczególnie przejmowaniem kamienic. I tu pytanie: Czy to Chabad nie dokończy przedwojennego żydowskiego zamysłu: „Wasze ulice, nasze kamienice”. I czy nie uzasadnione jest podejrzenie, że Timur i jego „blizkij drug” Wołodymyr to tylko kurierzy przewożący, pod ochroną Mosadu i ABW, zrabowane pieniądze do Izraela?

Co jeszcze świadczy o tym, że to wojna żydowska? Bo jest w interesie osiadłych w Nowym Jorku skomunizowanych żydków z Galicji. Bo Tom Rose powiedział w Senacie: „Izrael prowadzi wojnę na siedmiu frontach, sześciu na Bliskim Wschodzie a siódmym w Europie”. Bo nacjonalista żydowski stał się nacjonalistą ukraińskim, wybaczył banderowcom unicestwienie swoich ziomków i żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwala powiedzieć na Banderę złego słowa. Bo takiego sojuszu broni żydokomuna w Polsce, a osłonę medialną zapewnia „Gazeta Wyborcza” i TV Republika (która swą siedzibę wynajęła od warszawskiej gminy żydowskiej). Bo PiS i KO w tej sprawie zachowują się, jak Komintern w odniesieniu do wojny polsko-bolszewickiej, wykazują pełną jednomyślność, a drobne animozje wynikają jedynie z licytowania się, kto da Ukrainie więcej.

A na koniec kilka konkluzji:

Coś wisi w powietrzy, coś się święci, coś Polakom szykują. Wkrótce uraczą nas uchwałą o „Przeciwdziałaniu antyukrainizmowi i wspieraniu życia ukraińskiego w Polsce na lata 2026-2100”, która będzie przewidywać sankcje karne wobec Polaków, będzie kompatybilna z ogłoszonymi przez Tuska „pięcioma przykazaniami” ostrzegającymi Polaków, że każde „ale” wobec Ukrainy oznacza zdradę na rzecz Rosji,

Polacy stają się obywatelami trzeciej kategorii, co wskazuje na to pogardę, jaką Żydzi i Ukraińcy żywią wobec nas i że nie byłoby to możliwe bez zorganizowanej i wpływowej agentury, która do wyzwolenia Polski spod jarzma zoologicznych ukrainofobów wydeleguje tych samych prokuratorów, którzy zajmują się antysemitami.

Ukraińcy po cichu grabią Polskę, a Żydzi (też po cichu) mienie bezspadkowe i jeszcze razem tworzą sobie Ukropolin. A jak już wycisną z Polski wszystkie żywotne soki, jak już odbiorą odszkodowania za „wydarzenia” na Wołyniu, wymuszą jeszcze większe pieniądze dla banderowskich fundacji, czyli finansowanie banderowcom ostrzenia siekier. Ugrają też Ukropolin, bo to wszystko jest do siebie dopasowane jak puzzle.

Widzimy, jak profetyczny był Grzegorz Braun ze swymi przestrogami: Stop ukrainizacji Polski i Stop banderyzacji polskiej racji stanu.

Krzysztof Baliński