Niedziela 11-go: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

11.01.2026 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

06/01/2026 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

=========================

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata.

To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich.

Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców.

Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści

Na kogo narzeka Gizela Jagielska?

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Piszę do Pana na gorąco, tuż po premierze filmu „Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni”. Sala widowiskowa oleśnickiej biblioteki pękała w szwach, przyszło niemal 200 widzów, trzeba było dostawiać krzesła. Podczas projekcji ludzie płakali, a po niej długo dyskutowaliśmy, jak to wszystko jest w ogóle możliwe.

I mam dobrą wiadomość: wkrótce premiera filmu online.

Tymczasem Gizela Jagielska – choć sama nie widziała filmu – już grozi nam procesem. A w „Gazecie Wyborczej” narzeka na obrońców życia. „To proliferzy dyktują warunki, a politycy się ich boją” – mówi najsłynniejsza polska [?? md] aborterka.

To prawda. Zrobiliśmy wiele, aby Gizela nie mogła w spokoju zabijać dzieci poprzez aborcję. Pikiety, Publiczne Różańce pod szpitalem, zawiadomienia do Prokuratury, monitoring sytuacji i ostatni – najmocniejszy krok – film „Oleśnica…”, w którym ujawniliśmy  koszmarne sytuacje, do jakich dochodziło w szpitalu pod rządami Jagielskiej. To wszystko działania, które zbudowały presję na szpital, aby przestać współpracować z promotorką zabijania dzieci.

Przez lata żyliśmy w Polsce, w której wszyscy drżeli przed aborterami. Dzięki wytrwałej pracy i zaangażowaniu tysięcy Ludzi Dobrej Woli – sytuacja się zmienia i to aborterzy zaczynają obawiać się obrońców życia. I tak ma być – ten mechanizm będziemy wzmacniać i rozwijać. To obrońcy życia mają być punktem odniesienia, a nie środowiska morderców dzieci.

Liczne i szeroko zakrojone działania przeciw aborcji w Oleśnicy są skuteczne. Jednak odejście Gizeli Jagielskiej to nie koniec naszej walki o życie dzieci. Wiemy już, że nie tylko szpital w Oleśnicy zabija bezbronne maluchy zastrzykami dosercowymi. Przyznał się do tego również Szpital św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie. Zarządcy szpitala uważają nawet, że poczęte dzieci w ogóle nie są ich pacjentami. Potrzeba dalszej wspólnej walki – Pana i naszej. I nie wolno nam zrezygnować z ratowania życia, dopóki w Polsce mordowane są dzieci.

Szanowny Panie,

Jesteśmy na pierwszej linii przez cały rok. Od obrony dzieci nie ma przerw ani ferii, dlatego stale czuwamy i trwamy na froncie.

I tu mam do Pana bardzo ważną sprawę. Jest atak mrozów. Ludzie marzną na pikietach i zaczyna to być poważny problem. Na całą organizację z kilkudziesięcioma oddziałami terenowymi mamy tylko 4 namioty polowe. Są one nieustannie w użyciu, chroniąc proliferów przed opadami śniegu i lodowatym wiatrem. W namiotach można odpocząć przez chwilę w czasie pikiety, trzymać w nich termosy z ciepłą kawą i herbatą, a w chwili, gdy wiatr śnieg wzmagają się, wejść na chwilę i osłonić się przed najgorszym zimnem.

Potrzebne są kolejne 3 namioty, bo akcji jest coraz więcej i coraz trudniej wymieniać się sprzętem pomiędzy różnymi rejonami Polski. (Ostatnio sama wiozłam autem duży i ciężki namiot z Warszawy do Gdańska, ale nie zawsze taka operacja jest możliwa.)

Proszę o pomoc. Jeden namiot na ulicę kosztuje około 2600 złotych – ma on solidny stelaż, mocne, płócienne poszycie i wytrzymałą konstrukcję. Potrzebujemy jak najszybciej trzech takich namiotów, czyli koszt wyniesie 7800 złotych. Do tego musimy jak najszybciej oddać do serwisu kilka sztuk sprzętu do nagłośnienia, szykują się nam zatem faktury na ponad 10 000 złotych.

Czy może Pan pomóc, wpłacając na konto Fundacji darowiznę o wysokości, którą sam uzna Pan za właściwą?

Może to być np. 40, 70, 130 złotych lub inna, wybrana przez Pana kwota.

Fundacja Życie i Rodzina

Numer konta:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kos SWIFT dla przelewów transgranicznych: BIGBPLPW

Blik/płatności kartami/szybkie przelewy online:

www.RatujZycie.pl/wesprzyj

Bez Pańskiej pomocy nie będę mogła kupić najpotrzebniejszego sprzętu. Nie kupuję go dla siebie – szkoda mi wolontariuszy Fundacji, moich podopiecznych, którzy marzną na ulicach pikietując za życiem.

Nie finansuje nas rząd ani Unia Europejska, ani inne międzynarodowe organizacje.

Wszystko, czym dysponujemy, pochodzi od ludzi takich jak Pan, którzy rozumieją, że trzeba skutecznych akcji prolife. I którzy pomagają te akcje sfinansować.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek
Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Jest naprawdę zimno. W ostatnich dniach prowadzimy akcje w temperaturach nawet poniżej -10 °C. Nie chcemy jednak rezygnować. Dlatego właśnie Pańska pomoc jest wyjątkowo potrzebna TERAZ.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

SCT: Największa manifestacja przeciwko obecnej władzy w Krakowie.

Piotr Bartosz @piotr_bartosz

To była, moim zdaniem, największa manifestacja przeciwko obecnej władzy w Krakowie. Uczestniczyło w niej co najmniej 500, może ponad 1000 osób. Pomimo mrozu. Pomimo soboty. Pomimo propagandy Urzędu Miasta Krakowa, że „jest pięknie”. Teraz pora na debatę na d kształtem SCT i dymisją Łukasza Franka, dyrektora Zarządu Transportu Publicznego, który ten bubel przygotował po raz drugi. A jeśli ich nie będzie nasze pikiety i manifestacje będą tylko przybierać na sile. #SCT #Franek #Miszalski #krakow #małopolska

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

4 012 wyświetleń

Dzielenie skóry na żywym niedźwiedziu

Stanisław Michalkiewicz magnapolonia/dzielenie-skory-na-zywym-niedzwiedziu/

   W święto Trzech Króli odbył się w Paryżu “szczyt” “koalicji chętnych” z udziałem prezydenta Ukrainy oraz reprezentantów Stanów Zjednoczonych. Celem tego spotkania miało być przedstawienie gwarancji, jakich “koalicja chętnych” zamierza udzielić Ukrainie, żeby prezydent Zełeński nie martwił się, że pokój będzie aż taki straszny. Warto zwrócić uwagę, że dotychczasowe rozmowy toczą się w gronie sojuszników Ukrainy – a mimo to sprawiają wrażenie trudnych. W przeciwny razie jakże można by rozumieć komunikaty, że nastąpiło “zbliżenie stanowisk” i temu podobne?

Gdyby ukraiński prezydent negocjował z prezydentem Federacji Rosyjskiej, to takie komunikaty byłyby bardziej zrozumiałe, jako że język dyplomatyczny służy nie tyle do wyrażania myśli, co do ich ukrywania. Na przykład jeśli komunikat głosi, że rozmowy przebiegały w atmosferze wzajemnego zrozumienia, to w przełożeniu na język ludzki oznacza, że strony w żadnej sprawie nie doszły do porozumienia – i tak dalej.  Więc wyniki narady “koalicji chętnych” z ukraińskim prezydentem też wyglądają “obiecująco” i “coraz bardziej konkretnie”.

Jeśli chodzi o te “konkrety”, to Wielka Brytania”, która ma podpisane z Ukrainą “stuletnie partnerstwo” oraz Francja, wyraziły gotowość wysłania swoich wojsk, które po zakończeniu wojny nadzorowałyby zawieszenie broni.

   Co z tego wynika? Ano to, że prezydent Żełeński najwyraźniej musiał przyjąć do wiadomości, że “zawieszenie broni”, a raczej – “zamrożenie konfliktu” – będzie się wiązało z utratą przez Ukrainę co najmniej 20, a może nawet 25 procent terytorium państwowego. Podczas spotkania z prezydentem Trumpem  na Florydzie  prezydent Zełeński wprawdzie już przyjmował do wiadomości konieczność pogodzenia się ze stratami terytorialnymi – ale podkreślał, że konieczne jest przeprowadzenie na Ukrainie w tej sprawie referendum.

Nietrudno się domyślić, jakie byłyby wyniki takiego referendum, organizowanego siłą rzeczy pod nadzorem SBU – więc niepodobna potraktować tego warunku inaczej, jak próby odwleczenia tego, co nieuchronne.

Rzecz bowiem w tym, że prezydentowi Zełeńskiemu też  pali się ziemia pod nogami, zwłaszcza po skandalu korupcyjnym, który objął jego najbliższych kolaborantów; Timura Mindycza, co to przytulił sobie co najmniej 100 mln dolarów i uciekł do Izraela oraz Andrzeja Jermaka, co do którego nie wiadomo nie tylko – ile sobie przytulił, ale również – a może przede wszystkim – czy zrobił to za wiedzą, czy jeszcze gorzej – z udziałem prezydenta Zełeńskiego, czy też “bez jego wiedzy i zgody” – żeby użyć również w tej sprawie formuły, która wykazuje swoją użyteczność nie tylko przy lustrowaniu autorytetów moralnych.

Na skomplikowaną sytuację na szczytach ukraińskiej władzy wskazuje również wyrzucanie przez prezydenta Zełeńskiego za burtę ukraińskiej rządowej pirogi na pożarcie krokodylom, kolejnych murzyńskich chłopców i zastępowanie ich innymi, widać bardziej strawnymi zarówno dla prezydenta Zełeńskiego, jak i tamtejszych oligarchów. Nie możemy bowiem tracić z oczu tego, jakim państwem jest Ukraina – że to oligarchia oligarchów.

Różni się ona od Federacji Rosyjskiej tym, że wprawdzie i w Rosji są oligarchowie, ale tam, to prezydent decyduje, kto może być oligarchą, podczas gdy na Ukrainie to oligarchowie decydują, kto może być prezydentem. Znakomitym przykładem tego mechanizmu jest sam prezydent Zełeński, będący wynalazkiem żydowskiego oligarchy Igora Kołomojskiego, który nie tylko go wylansował, ale sfinansował mu kampanię wyborczą.

   Wracając do paryskiego szczytu, to ma on wszystkie znamiona dzielenia skóry na niedźwiedziu – bo jak wspomniałem – “trudne” negocjacje toczą się w gronie sojuszników Ukrainy, bez udziału Rosji, która w sprawie sposobu zakończenia konfliktu, czy przynajmniej – warunków jego “zamrożenia” – też chyba  będzie miała coś do powiedzenia.

Na przykład – skoro jednym z warunków, od którego Rosja nie zamierza odstąpić – jest zablokowanie uczestnictwa Ukrainy w NATO, to trudno sobie wyobrazić, by Rosja zgodziła się na nadzorowanie rozejmu na Ukrainie przez wojska państw NATO, które w ten sposób siłą rzeczy przybliżyłoby się do granic Federacji Rosyjskiej tak, jakby Ukraina została do NATO przyjęta. W tej sytuacji paryskie “gwarancje” ze strony “koalicji chętnych” trzeba uznać za próbę zablokowania zakończenia wojny na Ukrainie – niezależnie od tego, jakie są prawdziwe zamiary prezydenta Donalda Trumpa w tej kwestii.

   Ostatnia akcja amerykańska w Wenezueli, wprawdzie wywołała krytyczne komentarze w Rosji i Chinach – ale niezależnie od tego przywódcy obydwu tych państw mogą w ukryciu zacierać ręce z radości.  Amerykańska operacja w Wenezueli pokazuje, że prezydent Trump potraktował doktrynę Monroe dosłownie, a to z kolei sprawia, że system polityczny stworzony po II wojnie światowej odchodzi w przeszłość.

Z kolei na naszych oczach rysuje się nowy system polityczny, przewidziany przez Jerzego Orwella w profetycznej książce “Rok 1984”, gdzie czytamy o permanentnej wojnie między trzema potęgami: Eurazją, Oceanią i Wschódazją. Na tym tle szczególnie groteskowa wydaje się obecna sytuacja Organizacji Narodów Zjednoczonych. Staje się ona scenę kabaretową – bo jakże inaczej potraktować deklarację amerykańskiego ambasadora  w ONZ, że USA nie prowadzą z Wenezuelą żadnej “wojny”, ani jej nie “okupują”, a schwytanie Mikołaja Maduro to był akt “egzekwowania prawa”?

W tej sytuacji Ameryce trudniej będzie moralizować Rosję z powodu wojny na Ukrainie, bo Rosja przecież od samego początku utrzymuje, że nie prowadzi żadnej “wojny” tylko “specjalną operację wojskową”. Najwyraźniej  nadchodzą czasy, gdy to, co było anegdotą, staje się polityczną rzeczywistością. Mam oczywiście na myśli anegdotyczną odpowiedź Radia Erewań na pytanie zaniepokojonego słuchacza, czy będzie wojna. Żadnej wojny oczywiście nie będzie – odpowiedziało Radio Erewań – za to rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu.

Toteż nawet zapowiedź prezydenta Trumpa, że teraz USA będą “rządziły” Wenezuelą i za pośrednictwem potężnych amerykańskich koncernów położą rękę na tamtejszych zasobach, która wcześniej z pewnością zostałaby nazwana “okupacją”, dzisiaj nazywa się przygotowaniem do “sprawiedliwej transformacji”. Nie wiadomo jeszcze do końca, czy twarzą tej “sprawiedliwej transformacji” będzie “twardogłowa tygrysica”, Delcy Rodriguez, czy laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Maria Machado.

Gdyby bowiem ją amerykańscy komandosi osadzili na stolcu prezydenta Wenezueli, byłby to nieomylny znak, że demokracja tam zwyciężyła. W takiej jednak sytuacji trudno byłoby uprawiać moralizanctwo nawet wobec Aleksandra Łukaszenki, więc nic dziwnego, że prezydent Putin może mieć powody do zadowolenia. Zadowolony jest również obywatel Tusk Donald, któremu powiedziano, że Polska będzie “państwem wiodącym”, to znaczy – będzie za darmo futrowała Ukrainę, jak dotychczas. I to jest ten najważniejszy konkret.

Skandaliczny list biskupów o rodzinie – analiza cz.1

Marcin Drewicz

Skandaliczny list biskupów o rodzinie – analiza cz.1

magnapolonia/skandaliczny-list-biskupow-o-rodzinie-analiza-cz-1/

Marcin Drewicz: Skandaliczny list biskupów o rodzinie w ostatnią niedzielę 2025 roku – analiza cz.1.

Jak streścić zagadnienie i nie zamęczać P.T. Czytelników przydługimi wywodami o oczywistościach? Przejdźmy więc od razu do części czwartej spośród pięciu części owego „Listu Pasterskiego Konferencji Episkopatu Polski na Święto Świętej Rodziny” odczytanego po całej Polsce na Mszach Św. w dniu 28 grudnia (w Mszale dzień Świętych Młodzianków-Rzezi Niewiniątek, sic!) 2025 roku.

Decydujemy się zacytować część IV tego kuriozalnego tekstu (reszta „Listu Episkopatu” jest podobna), zatrzymując się w naszym dalej komentarzu przy pewnych miejscach, w oryginale oznaczonych przez nas uprzednio liczbami. Zwracamy uwagę P.T. Czytelników na wzięte bynajmniej nie z odwiecznej Teologii Świętej, ale z dzisiejszej psycho-nowomowy nazewnictwo-terminologię zastosowaną w „Liście”, nie w tym pierwszym, niestety. Jak czytamy:

„IV  Osoby żyjące w związkach nieregularnych (1).

Chcielibyśmy skierować jeszcze kilka słów do tych, którzy żyją w różnego rodzaju (2) sytuacjach nieregularnych (1). Jesteśmy przekonani, że wiele takich relacji (3) przenika prawdziwa (4) troska, głęboka więź i odpowiedzialność. Często również tęsknota (5) – cicha, głęboka, czasem niewypowiedziana. Tęsknota (5) za błogosławieństwem (6). Człowiek jest tak stworzony, że kiedy kocha, chce, żeby ta miłość była pełna, czyli prawdziwie (7) pobłogosławiona (6). Nie tylko przez ludzi (8), ale i przez Boga.

W Sakramencie Małżeństwa (9) dzieje się coś, czego żaden notariusz, żaden podpis, żadna ludzka deklaracja nie może dać. Kiedy narzeczeni (10) przyjmują ten Sakrament z wiarą, to mogą doświadczyć tego, że złączył ich Bóg i „już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 6). Dlatego Sakrament Małżeństwa (9) to nie jest „religijny obowiązek” (11). To przywilej (12), do którego nasz Niebieski Ojciec zaprasza (13). Bo Bóg marzy o rodzinie, która jest domem dla miłości (14).

   Chcielibyśmy Was zaprosić (13) do spojrzenia na nauczanie Kościoła na temat Sakramentu Małżeństwa (9) jako zaproszenia (13) – kroku dalej i głębiej (15). Może dzisiaj istnieją przeszkody (16), które nie pozwalają (17) Wam przyjąć tego Sakramentu (9). Wierzymy jednak, że Bóg Was nie skreśla (18) i zaprasza (13) do kolejnego kroku wiary (19). Dla kogoś może być to (20) poproszenie Jezusa o światło i prowadzenie; dla kogoś sięgnięcie po Boże Słowo; dla kogoś zaangażowanie się w lokalne duszpasterstwo; dla kogoś spowiedź po latach, czy rozmowa z duszpasterzem i poszukanie Bożych rozwiązań.

   Tych, którzy mogą (17) dziś uregulować swoją sytuację (1), chcemy zaprosić (13), by odważyli się (21) na ten krok (19). Ze wszystkimi jego pięknymi konsekwencjami, a zwłaszcza szczególną obecnością Boga w Małżeństwie (9).

   Tych wszystkich, dla których jest to bolesny (22) temat, bo mają ogromną tęsknotę (5) za Sakramentami (9), chcemy zapewnić, że wciąż jesteście częścią Bożej rodziny – Kościoła. Nie jesteście wiernymi drugiej kategorii (23). Bo każdy z nas, jako uczeń Jezusa (24), został odkupiony za cenę Jego Krwi (por. 1P1, 19). Każdy z nas przez Jego śmierć stał się dzieckiem Boga (por. 1J, 3,1). Każdy z nas przez Jego zmartwychwstanie może wołać do Boga „Abba, Ojcze” (por. Rz 8,15). Każdy z nas może dziś powrócić do Ojca, który ma dobry plan na nasze życie, niezależnie od tego, jak bardzo by się ono skomplikowało”

   Doprawdy, to już nie jest katolickie nauczanie. Za naszego dzieciństwa i młodości, w XX jeszcze stuleciu, i oczywiście poprzez stulecia poprzedzające, nauczanie było proste, właśnie katolickie:

   Oto współżycie mężczyzny i kobiety po zawarciu Świętego Sakramentu Małżeństwa (powyżej pkt 6 i 9) jest Panu Bogu miłe i owocuje w dzieciach wychowywanych po katolicku – o których w przywołanym „Liście Episkopatu” prawie wcale się nie wzmiankuje – natomiast współżycie pozasakramentalne jest grzechem. I tyle. Lecz właśnie o tym się w „Liście Episkopatu” nie pisze.

Dodajmy, że grzech ten, ogólnie zwany cudzołóstwem, dzieli się na porubstwo, gdy oboje (czy ile ich tam jest!) współżyjący nie są stanu małżeńskiego – to dotyczy zwłaszcza ludzi młodych i bardzo młodych – oraz na cudzołóstwo powiązane ze zdradą małżeńską (!), gdy przynajmniej jedno z grzeszących jest w związku małżeńskim, ale z kimś trzecim.

Również to kardynalne zagadnienie nie jest w „Liście Episkopatu” podejmowane. A wszystko to razem zawiera się w jakże pojemnej i zasługującej na osobne omówienie kategorii grzechu Nieczystości, przeciwnego cnocie Czystości.

   W Małym Katechiźmie czytamy przede wszystkiem Przykazania Boże: „6. Nie cudzołóż”, „9. Nie pożądaj żony (męża) bliźniego swego (bliźniej swej)”.

Należy też przywołać jakże dziś zamilczany katechizmowy zbiór „Dziewięciu grzechów cudzych”, czyli własnych grzesznych reakcji na cudze grzechy. Grzechem jest więc m.in.: „3. Na grzechy cudze zezwalać”, „5. Grzechy innych chwalić”, „6. Milczeć widząc cudze grzechy”, „7. Mogąc, nie zapobiegać cudzym grzechom”.

A w ogóle, to należy: „1. Grzeszących upominać”, „2. Nieumiejętnych pouczać”, „3. Wątpiącym dobrze radzić” – to są wezwania z także w Małym Katechiźmie zamieszczonego zbioru ”Siedmiu uczynków miłosiernych względem duszy”.

   O tym wszystkim w przywołanym „Liście Episkopatu” odczytanym po kościołach w Polsce w niedzielę w Oktawie Bożego Narodzenia w dniu 28 grudnia 2025 – ni słowa.

   Tak więc cały ten dzisiejszy „tolerancjonizm”, „dobroludzizm”, „pluralizm”, „dialogowanie”, „ekumenizm” itp. bezradnie odbijają się od murów twierdzy Małego Katechizmu. W takiej konfrontacji upada ta od lat 60. XX stulecia rozpowszechniana maniera za wszelką cenę „nie wtrącania się w cudze sprawy”.

Już bowiem trzecie pokolenie „katolickich” rodziców (i dziadków-babek) widząc dziś błędy swoich dzieci (i wnuków) – tu: porubstwo, cudzołóstwo, rozpustę, nieprzyzwoitość, rozwiązłość, niestałość itp. – samo-usprawiedliwia się zawołaniem: „To już są ludzie dorośli, więc odpowiedzialni, zatem niech robią co chcą. W cudze życie w ogóle nie należy się wtrącać” (stąd bierze się owo medialne: „Róbta co chceta!”).

   Tymczasem przywołana powyżej w skrócie (Mały Katechizm) Święta Doktryna Katolicka głosi jednak coś przeciwnego, acz przecież w imię elementarnej Rozwagi nie nawołuje ona do bycia aż wścibskim i nachalnym. Napominać ku dobremu należy atoli niezależnie od wieku, w jakim są interlokutorzy. W ostateczności, acz w imię Prawdy i Chrześcijańskiej Troski, przy zachowaniu koniecznych zasad grzeczności napomnieć może nawet młody starego – w razie potrzeby: każdy każdego.

   W Kościele przedrewolucyjnym te i pozostałe elementarne zasady naszej Świętej Wiary Katolickiej były znane powszechnie, i ludziom wielkim i tym maluczkim. Bez zająknienia recytowała je z pamięci w ślad za Małym Katechizmem dziatwa najpóźniej w wieku właściwym dla przyjęcia Sakramentu Bierzmowania, lecz ta młodsza też już.

   W tym miejscu już moglibyśmy zakończyć niniejszą naszą wypowiedź, gdyż P.T. Czytelnicy sami już się przekonali, że przynajmniej ten cytowany fragment owego „Listu Episkopatu” odczytywanego po kościołach w Polsce w dniu niedzielnym 28 grudnia 2025 roku jako żywo z przywołanymi treściami katechizmowymi się nie zgadza (pozostałe części „Listu Episkopatu” w znacznym zakresie też nie). Jednak pomęczmy się jeszcze trochę.

   Zwłaszcza ów fragment IV „Listu” zatytułowany „Osoby żyjące w związkach nieregularnych” (u nas znak: 1) jawi nam się jako inspirowany wcale nie Świętą Teologią, lecz – za przeproszeniem – należącą do obszaru „kina popularnego” anglosaską post-protestancką „komedią romantyczną” (tak to się nazywa), niejedną „telenowelą”, ale już nie „kinem familijnym”, gdyż autorzy „Listu Episkopatu” o dzieciach-potomstwie rozważań nie czynią.

   Skoro już o kinie mowa, przywołajmy scenę ze znanego fabularnego filmu biograficzno-wspomnieniowego o Bł. Księdzu Jerzym Popiełuszce. Oto Ksiądz Jerzy spowiada na terenie Huty Warszawa robotników przed odprawieniem tam dla nich Mszy Św. I oto pewien chłopowina-penitent opowiada Spowiednikowi o swoim – jak to eufemistycznie ujmują autorzy i sygnatariusze „Listu Episkopatu” – „związku nieregularnym” (1), o tym że jego dzieci z tego związku są nieochrzczone itd.

Spowiednik spokojnym głosem odmawia mu rozgrzeszenia (tak tę scenę zapamiętaliśmy) i robi to, od czego przy użyciu najrozmaitszych słówek i półsłówek wziętych z dzisiejszej (2025/2026) psycho-nowomowy WYKRĘCAJĄ SIĘ autorzy i sygnatariusze przywołanego „Listu Episkopatu”, czyli nawołuje on penitenta, aby ten czym prędzej podał do Chrztu Świętego swoje własne dzieci, aby wychowywał je po katolicku, a z matką tychże dzieci aby rychło zawarł Święty Sakrament Małżeństwa. Proste? Tylko tyle i aż tyle.

Chłop odskakuje jak żgnięty szydłem w d…ę, lecz po chwili uspokaja się, zawraca i powiada do tego Księdza-Spowiednika: „Ja księdza bardzo przepraszam. Ja przecież wiem, że ksiądz właśnie musi mówić… po księżowsku” (sic! cytujemy z pamięci).

   Otóż to! Tylko tyle i aż tyle. Autorom i sygnatariuszom „Listu Episkopatu” nie dość że przywołana scena filmowa, to przede wszystkiem fundamentalny (!) i odwieczny (!) problem, jaki ona obrazuje, są najwidoczniej… obce, nieznane. Nie sposób w to uwierzyć, lecz jednak… czytamy wszakże ich tekst czarno na białym. Wszyscy wierni łącznie z małą dziatwą szkolną (!) musieli go wysłuchać po kościołach w ostatnią niedzielę roku 2025. Co za zgorszenie! Zgorszenie – ten wyraz, obok wielu innych, już od dziesięcioleci wytrwale przez nominalnie katolickich kaznodziejów i katechetów omijany.

Pełna treść Listu Pasterskiego dostępna jest tutaj.

Francuzi o wotum nieufności: Chcą zmusić Komisję Europejską do rezygnacji.

Francuzi chcą obalić von der Leyen za umowę UE-Mercosur

10.01.2026 tysol/francuzi-chca-obalic-von-der-leyen-za-umowe-ue-mercosur

Francuski polityk, przewodniczący Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella ogłosił, że spróbuje wymusić upadek Komisji Europejskiej, której przewodniczy Ursula von der Leyen, w drodze wotum nieufności, w odpowiedzi na postęp umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a blokiem Mercosur.

Wotum nieufności

Lider Grupy Narodowej i przewodniczący grupy Patriots for Europe w Parlamencie Europejskim potwierdził, że złoży jednocześnie dwa wnioski o wotum nieufności: jeden we francuskim Zgromadzeniu Narodowym przeciwko rządowi paryskiemu i drugi w Parlamencie Europejskim przeciwko Komisji von der Leyen.

„Grupa Narodowa przedstawi wniosek o wotum nieufności w Zgromadzeniu Narodowym i kolejny w Parlamencie Europejskim przeciwko Komisji Ursuli von der Leyen” – ogłosił Bardella w przesłaniu opublikowanym w portalu społecznościowym X.

Oświadczenie następuje kilka godzin po tym, jak prezydent Francji Emmanuel Macron potwierdził, że Francja będzie głosować przeciwko porozumieniu. Dla Bardelli stanowisko to pojawia się zbyt późno i odpowiada jedynie strategii komunikacyjnej.

„To manewr równie hipokrytyczny, co spóźniony” – oświadczył, oskarżając rząd o wieloletnie zdradzanie francuskich rolników.

Rolnicy protestują

Ofensywa polityczna zbiega się ze zwiększoną presją na ulicach. W Paryżu związki rolnicze i partie opozycyjne oskarżają władzę wykonawczą o poświęcenie francuskiej wsi w imię interesów geopolitycznych. W czwartek dziesiątki traktorów ponownie zajęły stolicę na znak protestu.

Francja uważa, że umowa otworzyłaby rynek europejski na duże ilości mięsa, drobiu i cukru z krajów Ameryki Południowej o bardziej luźnych standardach środowiskowych i zdrowotnych, co udusiłoby rolników i tak już uduszonych rosnącą presją regulacyjną kosztów i spadającymi marżami.

Przyjęcie wniosku

Jeśli wniosek zostanie przyjęty, zmusi całą Komisję Europejską do rezygnacji en bloc, co zwiększy presję polityczną na Brukselę w kluczowym momencie dla handlu i strategicznej przyszłości Unii.

Polscy rolnicy, ale i górnicy, hutnicy: milczenie z Warszawy, głośne echo z Brukseli

Polscy rolnicy:

milczenie z Warszawy,

głośne echo z Brukseli

pch24.pl/polscy-rolnicy-milczenie-z-warszawy-glosne-echo-z-brukseli

(Warszawa, 09. 01. 2026. Ogólnopolski protest rolników. Fot. PAP/Paweł Supernak)

Przestajemy być demokratycznym państwem. Rząd polski – tak naprawdę trudno go nazywać polskim – realizuje już tylko projekty, które są szykowane dla nas w Brukseli bądź w Berlinie – powiedzieli nam uczestnicy piątkowego protestu w Warszawie przeciwko umowie UE – Mercosur, dewastującej europejski sektor żywnościowy.  

To smutny czas dla państwa polskiego. Dobrowolnie tracimy suwerenność bez podjęcia walki przez cały naród. Dziś suweren przyszedł do swoich przedstawicieli i co usłyszał? Głuche milczenie w Warszawie, a głośne echo z Brukseli. Nasze wołania i głosy „Stop Mercosur” odbiły się od tych marmurowych ścian gmachów eurokratów. Niestety, nie zmobilizowaliśmy jako producenci żywności naszych konsumentów do tej walki o zdrowie naszych dzieci i nas samych. Czas pokaże, z czym się zmierzymy za chwilę, gdy przyjdzie nam jeść żywność niepewnej jakości – mówi Dominik Nikody.

Dziś głos wyborcy w niby suwerennym kraju nie jest słuchany, a z ich strony – obecnej ekipy rządowej – była i jest narracja o poszanowaniu demokracji, praworządności… Jeśli tak jest, to zakończę pytaniem: dlaczego decyzję o podpisaniu tej umowy podjęto z pominięciem Europarlamentu? Dlaczego łamie się traktaty? Kto tutaj jest hipokrytą? Biada nam, gdyż z komuną ze Wschodu walczyliśmy krwawo, a komunie z Zachodu sprzedajemy się za eurodopłaty – dodaje nasz rozmówca.

„Ten rząd nie robi nic”

Przyjechali ludzie z całej Polski, aby powiedzieć, jakie problemy są w rolnictwie. Pan premier miał ich przyjąć, wysłuchać, przyjąć petycję – mówi Rafał Jedwabny, wiceprzewodniczący Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”.

Jak ocenił związkowiec, w minionym roku rolnicy wiele razy protestowali, lecz rząd realnie nie zrobił nic, aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom społecznym. Realizuje jedynie wytyczne z Brukseli i z Niemiec, także w sprawie umowy z Mercosur. – Proszę zauważyć: rolnicy z Francji, która popierała zawarcie porozumienia, mogli wjechać do stolicy, zaprotestować, wyrazić swoje zdanie. Dzisiaj się okazało, że nasi rolnicy, którzy niejednokrotnie po 14 – 15 godzin jechali swoimi ciągnikami, zostali zatrzymani na rogatkach Warszawy. Choć manifestacja była legalna, zgłoszona i organizator poinformował, że ciągniki będą wjeżdżać, to niestety zostały zablokowane przez policję – opowiada Rafał Jedwabny.

– To pokazuje, że przestajemy być demokratycznym państwem. Rząd polski – tak naprawdę ciężko go nazywać polskim – realizuje już tylko projekty, które są szykowane dla nas w Brukseli bądź w Berlinie – wskazuje.

Jak przedstawiciel „Sierpnia 80” przyjął fakt, że ministrowie państw Unii Europejskiej zatwierdzili w piątek zawarcie niszczącej dla rolnictwa umowy z państwami Ameryki Południowej? – Mieliśmy szukać blokującej mniejszości. Oczywiście pan minister rolnictwa mówił, że on tam szuka, szuka… Jak się okazuje, to chyba z nikim nie rozmawiał. No i na koniec umowa wchodzi, a teraz… To oznacza tak naprawdę koniec europejskiego rolnictwa – nie tylko polskiego, ale europejskiego rolnictwa – uważa.

Cóż, w Europie zrobiliśmy porządek z częścią szkodliwych preparatów dodawanych do produktów rolnych, a okazuje się, że dostaniemy na przykład z Argentyny czy z innych kierunków żywność, która będzie chemicznie zatruta i my to po prostu będziemy zjadać. I koło się zamknęło – ubolewa związkowiec.

Jak przewiduje Rafał Jedwabny, rolnicy i wspierający ich w protestach reprezentanci innych branż – nie tylko z Polski – w nieodległym czasie najprawdopodobniej spotkają się, by porozmawiać o kolejnych krokach w obronie kluczowej części gospodarki.

Spytany przez nas o emocjonalny ton swojego wystąpienia w trakcie piątkowego protestu, przyznaje: To wynika już tak naprawdę ze złości, że ten rząd nie robi nic. Bo to nie chodzi tylko o rolnictwo. My właśnie likwidujemy cały polski przemysł. Za przykład podam hutnictwo. Ono wpadło w duże kłopoty, gdy zjechała ukraińska stal, czy w ogóle ze wschodu, bo to nie tylko chodzi o ukraińską. Nasze, obciążone „Zielonym Ładem”, produkuje drożej stal, bo nie da się inaczej. Teraz rząd mówi: „pomożemy oddłużyć huty”, ale cóż nam z tego, skoro dalej nie możemy sprzedać swoich produktów, bo i tak będą droższe od tego, co wjeżdża z zagranicy i nie jest obarczone „Zielonym Ładem”. To jest droga donikąd. Rządzący jeszcze mówią: „my wam pomożemy, żeby huty przetrwały, ale jeśli one nie wyjdą na prostą, to dopiero je zlikwidujemy”. Więc tak naprawdę można je już dzisiaj zamknąć, bo nawet jeśli zostaną oddłużone, to one i tak swojego produktu nie sprzedadzą, właśnie ze względu na tańszy import. I tak koło się zamyka – wyjaśnia wiceprzewodniczący Komisji Krajowej WZZ Sierpień 80.

Rafał Jedwabny wspomina również o sytuacji we własnej branży, górnictwie. – W zeszłym roku wprowadzono rozporządzenie regulujące jakość paliw stałych. Wyeliminowano część węgli grubych z polskiego rynku, bo na przykład przekraczają o 2% dopuszczalny poziom wilgotności, więc nie możemy go sprzedać z polskich kopalń. Ale ten węgiel, który wpływa do portu i jest o wiele gorszej jakości, nie podlega normom, kontrolom, można go sprzedawać, bo to towar zagraniczny.

Not. Marta Dybińska

Coś za coś

Coś za coś

Izabela BRODACKA

Trzeba rozumieć, że nie da się naprawić wszystkiego na tym świecie i naprawiając jedno psujemy co innego. Na przykład leki na serce mogą rujnować wątrobę i nerki. Zawsze trzeba wykonać bilans zysków i strat. Ekonomiści nazywają to rachunkiem ciągnionym. Inny przykład – swego czasu szpitale wykonywały często amputację stopy cukrzycowej zamiast jej leczenia, gdyż koszty amputacji nie przekraczały 3 tysięcy a leczenie zachowawcze– jak pamiętam – kosztowało około 12 tysięcy. Lekarz podejmujący podobną decyzję nie liczył się z tym, że amputując człowiekowi stopę produkuje inwalidę, który będzie nieprzydatny społecznie, będzie potrzebował wózka inwalidzkiego i stałej obsługi. Czyli w rachunku ciągnionym ta pozorna oszczędność pociągnie za sobą ogromne realne koszty. Nie wspominam tu nawet o zrujnowaniu życia chorego.

Awantura polityczna i wizerunkowa wokół tak zwanej ustawy łańcuchowej też jest tego dobrym przykładem. Lubię pieski i na pewno jestem wrażliwa na cierpienie zwierząt. Uwolnienie wszystkich psów od łańcucha jest jednak po prostu idiotyzmem. Zły pies musi być uwiązany – w przeciwnym przypadku może zagryźć dziecko albo przechodnia. Zdarzyło się przecież niedawno, że psy zagryzły grzybiarza. Takie wypadki zdarzyły się często w Polsce. Można więc zakazać – jak w Niemczech – trzymania psów groźnych ras. Jak jednak starzy ludzie mieszkający na przykład w odosobnionej chałupie pod lasem mają bronić się przed złodziejami? Gołymi rękami? Zły pies może mieć przecież łańcuch na drucie rozciągniętym pomiędzy domem i oborą.

Takie rozwiązania były zawsze stosowane na wsi i się sprawdzały. Nikt obcy nie wejdzie na podwórko a jednocześnie pies nie może wydostać się z posesji i kogoś pogryźć albo polować na leśną zwierzynę.

Sentymentalne brednie opowiadane w Sejmie przez aktywistki siania zamętu w głowach nie przynoszą nikomu pożytku. W tym przede wszystkim psom. Gdybym miała bardzo złego psa na łańcuchu, to po wejściu w życie podobnej idiotycznej ustawy, dla bezpieczeństwa ludzi po prostu bym go uśpiła. Poza tym zakaż trzymania psów groźnych ras bynajmniej nie rozwiązuje problemu. Sporządzono wprawdzie listę tych ras nakazując badania psychologiczne czy psychiatryczne ich właścicieli ale każdy znawca psów wie, że najgroźniejsze są mieszańce, źle wychowywane i trzymane właśnie w agresywnych celach, na przykład z przeznaczeniem do niedozwolonych przecież walk, które i tak się odbywają.

W Polsce lista psów uznawanych za agresywne, wymagających zezwolenia i potencjalnie badania psychologicznego właściciela (choć rozporządzenie nie precyzuje badania właściciela, a psa) obejmuje następujące rasy psów: amerykański pit bull terrier, pies z Majorki (Perro de Presa Mallorquin), buldog amerykański, dog argentyński, pies kanaryjski (Perro de Presa Canario), tosa inu, rottweiler, akbash dog, anatolian karabash (Anatolian Shepherd Dog), moskiewski stróżujący, owczarek kaukaski, a także bandog i bully kutta, jeśli występują w księgach.

A jeżeli pies nie jest zarejestrowany w księgach psów rodowodowych bo jego właściciel nie chce go wystawiać i o to nie dba? A jeżeli jest to na przykład karelski pies na niedźwiedzie? Jest to rasa nie objęta tym wykazem ale niezwykle groźna. Psy tej rasy są bardzo inteligentne, uparte i niezależne. Na ogół uznają tylko jednego właściciela i mogą zaatakować każdego kto się do niego zbliża. A cane corso – ogromny pies typu mastifa należący do ras bojowych. Też nie ma go na liście groźnych ras psów. To tylko dowodzi, że nie da się wszystkiego zadekretować.

Jedynym racjonalnym rozwiązaniem jest egzekwowanie odpowiedzialności właścicieli psów za szkody przez nie wyrządzone. W naszym systemie prawnym gdzie zwalnia się morderców i gwałcicieli gdyż sędzia wydający wyrok był z niewłaściwej politycznie listy – trudno na to liczyć.

Przykłady na niejednoznaczność sytuacji i konieczność każdorazowego optymalizowania danych można mnożyć w nieskończoność. Kiedyś publicystka „Tygodnika Powszechnego” powszechnie zwanego „Obłudnikiem Powszechnym” Józefa Hennelowa trzeźwo zauważyła, że nie wie czy w Krakowie zdrowiej jest otwierać okna żeby wywietrzyć mieszkanie czy lepiej trzymać je starannie zamknięte aby chronić organizm przed wyziewami choćby z Nowej Huty. „Obłudnika” nie czytywałam, gdyż znane mi osoby z jego kręgu były wystarczająco obłudne żeby usprawiedliwić niechęć do tego środowiska i ten żartobliwy tytuł, ale pani Hennelowa w moich oczach zapunktowała zdrowym rozsądkiem.

Podobnie każda gospodyni obierająca jarzyny zastanawia się czasem czy lepiej obierać je cienko bo pod skórką jest najwięcej witamin czy grubo bo pod skórką jest najwięcej nawozów sztucznych i pestycydów. W obydwu przypadkach decyzję trudno zracjonalizować i jest ona raczej kwestią światopoglądu.

Obydwie strony trwającego już przeszło 30 lat sporu politycznego są jak się okazuje zwolennikami energetyki jądrowej. Projekty budowy elektrowni jądrowych powstały za rządów PiS. Teraz przechwalają się realizacją tych projektów władze KO. Autorzy tych projektów to historycy, socjologowie, politycy, którzy dlatego zostali politykami, bo nie umieją nic konkretnego, nie umieliby zbudować domu, naprawić traktora a nawet ugotować mydła. To w Ochotnicy umiał każdy chłop po przedwojennej szkole czteroklasowej.

Nasi politycy nie znają się zupełnie na energetyce i nie rozumieją niebezpieczeństw związanych z eksploatacją elektrowni jądrowych. Gdzie zamierzają na przykład składować zużyte pręty paliwowe? Katastrofa elektrowni jądrowej w Fukushimie niczego ich nie nauczyła. Przechwalają się swymi rojeniami na temat elektrowni modułowych w każdej dzielnicy miast. Wykorzystują nawet w reklamie kobietę upozowaną na Marię Curie- Skłodowską, która zapewnia, że nadszedł czas energetyki jądrowej. Tymczasem energetyka jądrowa – posługując się językiem przybranego kraju Marii Curie – est déjà passé. (należy już do przeszłości) To niezwykle drogie i skrajnie niebezpieczne źródło energii. Tylko szaleniec albo ideolog może uważać ją za czystą ekologicznie.

RAND nie tylko analizuje scenariusze wojny – RAND je przygotowuje.

Wstęp od tłumacza :

Jako, że temat wydaje mi się niezwykle ważny pozwalam sobie na napisanie tego krótkiego wstępu. RAND Corporation wystąpiło w polskich tekstach chyba tylko w moim tłumaczeniu tekstu Rainera Ruppa z 29 kwietnia 2022 roku.

Linki do tego przetłumaczonego artykułu to :

Był jeszcze jeden średniej jakości tekst na https://myslpolska.info , który był tłumaczeniem z węgierskiego (sic!) ale nie mogłem go znaleźć. Jeśli ktoś znajdzie ten tekst to proszę umieścić link w komentarzach. Poza tym wygląda na to, że w kraju 38 000 000 ludzi nikt nie śledzi jednego z głównych rozgrywających w skali globalnej.

Warto też przeczytać kolejny tekst Rainera Ruppa z 1 lipca 2022 roku, w którym opisał dokładnie jak wygląda wojna na wyniszczenie, kto produkuje więcej amunicji i w lipcu 2022 roku pokusił się o stwierdzenie kto tą wojnę wygra.

Linki do tego tekstu tutaj:

Warto też przeczytać poprzedni artykuł autora dzisiejszego tekstu, w którym opisuje, jak USA zapewniły sobie przewagę, na chłodno wtrącając Europę w przepaść. Linki tutaj:

https://wolnemedia.net/stany-zjednoczone-wypowiadaja-wojne-europie

A teraz już dzisiejszy tekst.

===============================================================

Kto pisze plany wojenne Ameryki? | Autor: Michael Hollister

Od badania RAND do Strategii Bezpieczeństwa Narodowego:

Jak think tanki piszą plany wojenne Ameryki

Punkt widzenia Michaela Hollistera.

W listopadzie 2025 roku administracja Trumpa opublikowała Strategię Bezpieczeństwa Narodowego. Wyróżniają się trzy kluczowe stwierdzenia: UE nie jest już wiarygodnym partnerem, Rosja nie jest już głównym wrogiem, a strategiczna uwaga skupia się teraz na Pacyfiku. To, co wydaje się geopolitycznym zwrotem, jest w rzeczywistości wdrożeniem szczegółowego planu wojennego, który RAND Corporation przedstawił już w 2016 roku.

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego 2025: Zwrot ku Pacyfikowi jako doktryna

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych (NSS), opublikowana w listopadzie 2025 roku, stanowi punkt zwrotny w amerykańskiej polityce zagranicznej – przynajmniej na papierze. Podczas gdy administracja Trumpa w praktyce wypowiedziała wojnę Europie i nie definiuje już Rosji jako swojego głównego wroga, Waszyngton otwarcie koncentruje się teraz na tym, do czego od lat nawołują wewnętrzne dokumenty strategiczne: powstrzymaniu Chin na Indo-Pacyfiku. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego (NSS) stwierdza to dość jasno:

Indo-Pacyfik jest już źródłem prawie połowy globalnego PKB… Aby odnieść sukces na rynku wewnętrznym, musimy tam skutecznie konkurować”.

Kontynuuje: „Priorytetem jest odstraszanie od konfliktu o Tajwan, najlepiej poprzez utrzymanie przewagi militarnej”.

Strategia staje się jeszcze bardziej klarowna na stronie 24:

Zbudujemy armię zdolną do odparcia agresji w dowolnym miejscu na Pierwszym Łańcuchu Wysp”.

Te sformułowania nie są nowe. Nie są też oryginalną doktryną Trumpa. Są one dosłowną implementacją rekomendacji opracowanych przez RAND Corporation – jeden z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych think tanków na świecie – w ramach kilku badań przeprowadzonych w latach 2016 i 2017.

RAND Corporation: Centrum Planowania Wojny z akademicką powłoką

RAND Corporation to nie jest zwykły think tank. Założony w 1948 roku jako wspólny projekt Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i Douglas Aircraft Company, RAND dysponuje rocznym budżetem przekraczającym 350 milionów dolarów i zatrudnia rzeszę wysoko wykwalifikowanych ekspertów: strategów wojskowych, fizyków, analityków danych, ekonomistów i politologów – wielu z nich z doświadczeniem w administracji rządowej lub wywiadzie.

Jego głównymi klientami są Pentagon, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego, różne agencje wywiadowcze i państwa partnerskie NATO. RAND nie działa w sposób politycznie neutralny, lecz opracowuje „opcje, prawdopodobieństwa, ryzyka” – w oparciu o symulacje, analizę danych i wojskowe studia wykonalności. Rekomendacje z badań RAND nie są jedynie modelami teoretycznymi, lecz regularnie stanowią podstawę realnej polityki.

Organizacja odegrała kluczową rolę w rozwoju koncepcji takich jak doktryna Wzajemnego Zapewnionego Zniszczenia (Mutual Assured Destruction) i ukształtowała myślenie strategiczne w czasie zimnej wojny, czego dziedzictwo trwa do dziś. Matematycy RAND, tacy jak Herman Kahn, opracowali obliczenia „megadeath” – cyniczne traktowanie milionów ofiar śmiertelnych jako zmiennej strategicznej.

War with China: Thinking Through the Unthinkable(2016)

W 2016 roku RAND opublikował badanie, które stanowiło punkt zwrotny: „Wojna z Chinami: Przemyślenie Nie do pomyślenia”. Jego główne przesłanie było jednoznaczne:

Chiny mogą nie wygrać dużej wojny ze Stanami Zjednoczonymi w 2025 roku, a wręcz mogą ją przegrać”.

To sformułowanie jest kluczowe. Implikuje ono zamykanie się okna możliwości – im dalej w czasie, tym mniejsza amerykańska przewaga. Badanie ostrzegało przed „konwencjonalną zdolnością kontrataku”: obie strony dysponują coraz większymi środkami umożliwiającymi wzajemny atak na siły zbrojne, co stwarza zachęty do ataków wyprzedzających.

Ramy czasowe były alarmujące:

Obecnie straty Chin znacznie przewyższałyby straty USA. Jednak do 2025 roku ta różnica może być znacznie mniejsza”.

RAND systematycznie obliczał koszty, dynamikę eskalacji, czas trwania i potencjalne kierunki wojny – dochodząc do wniosku, że przedłużająca się wojna byłaby katastrofalna dla obu stron, ale szczególnie kosztowna dla Chin. Logika była jasna: jeśli Stany Zjednoczone chciały działać, musiały to zrobić szybko – z pozycji siły, póki jeszcze istniały.

„Conflict with China Revisited” (2017) : Kurczące się okno możliwości

Aktualizacja z 2017 roku jeszcze bardziej wyostrzyła analizę: „Zasięg i potencjał chińskiej obrony powietrznej i morskiej stale rosną, co zwiększa podatność amerykańskich baz na ataki, a bezpośrednia obrona interesów USA w regionie może być potencjalnie bardziej kosztowna”.

Wymiar czasowy stał się jeszcze bardziej oczywisty:

„Stany Zjednoczone powinny konstruktywnie współpracować z Chinami w szeregu potencjalnych punktów konfliktu raczej wcześniej niż później – zanim ich wpływ w regionie jeszcze bardziej osłabnie”.

To sformułowanie sugeruje, że Stany Zjednoczone powinny działać z pozycji siły, póki jeszcze mogą. Jaki jest ukryty termin? Mniej więcej dekada przed tym, jak potencjał militarny Chin uniemożliwi bezpośrednią obronę interesów USA na zachodnim Pacyfiku.

RAND systematycznie analizował czynniki wywołujące konflikt w kolejności malejącego prawdopodobieństwa:

Korea: Upadek reżimu lub eskalacja konfliktu z Koreą Północną, w której Chiny mogłyby interweniować

Morze Południowochińskie: Starcia o sprzeczne roszczenia terytorialne

Tajwan: Blokada lub inwazja ze strony Chin, która sprowokowałaby interwencję USA

Cyberprzestrzeń: Operacje ofensywne z potencjałem eskalacji

Japonia: Spory na Morzu Wschodniochińskim

W badaniach jako największe wyzwanie opisano scenariusze dotyczące Tajwanu. W 2017 roku RAND wyraźnie zalecił: „Modernizacja i rozbudowa tajwańskiej floty pocisków manewrujących przeciwokrętowych może spowodować, że koszty próby desantu morskiego ze strony Chin będą nieakceptowalnie wysokie”.

Zalecenie to zostało już wdrożone – Tajwan masowo dokonuje zakupów mobilnych pocisków przeciwokrętowych i asymetrycznych systemów obrony.

Od dokumentu do doktryny: bezpośrednia korelacja

Paralele między badaniami RAND z lat 2016/2017 a Strategią Bezpieczeństwa Narodowego z listopada 2025 roku nie są subtelne – są dosłowne.

RAND 2016/2017:

„Odstraszanie od konfliktu o Tajwan… poprzez zachowanie przewagi militarnej”

NSS 2025 (strona 23):

„Odstraszanie od konfliktu o Tajwan, najlepiej poprzez zachowanie przewagi militarnej, jest priorytetem”

RAND 2017:

„Stany Zjednoczone powinny zbudować armię zdolną do odparcia agresji w dowolnym miejscu w Pierwszym Łańcuchu Wysp”

NSS 2025 (strona 24):

„Zbudujemy armię zdolną do odparcia agresji w dowolnym miejscu w Pierwszym Łańcuchu Wysp”

RAND 2017:

„Stany Zjednoczone powinny działać prędzej niż później – zanim ich pozycja mocarstwa w regionie ulegnie dalszemu pogorszeniu”

NSS 2025 (strona 19):

„Indo-Pacyfik jest już i będzie nadal jednym z kluczowych pól bitew gospodarczych i geopolitycznych następnego stulecia”

Te sformułowania nie są przypadkowe. Nie są to istotne paralele. To kopie.

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych miejscami brzmi jak plagiat badań RAND, a dokładniej: jak ich autoryzowane wdrożenie w oficjalnej polityce rządu.

Powiązania instytucjonalne

Powiązania między RAND a rządem USA są oczywiste i systematyczne:

  • RAND otrzymuje setki milionów dolarów rocznie od Pentagonu i innych agencji obronnych.
  • Wysoki rangą personel regularnie przemieszcza się między RAND, rządem i przemysłem obronnym.
  • Analitycy RAND bezpośrednio informują komisje kongresowe, personel Rady Bezpieczeństwa Narodowego i dowódców wojskowych.
  • Badania są często zlecane przez konkretne agencje rządowe.

To nie jest neutralne doradztwo polityczne. To zinstytucjonalizowany kanał komunikacyjny od think tanku do polityki rządowej. RAND formułuje opcje strategiczne, Pentagon wybiera, a rząd je wdraża.

Zagrożenie” ze strony Chin: Gdzie USA zostały wyprzedzone

Badania RAND systematycznie analizują obszary, w których Chiny stanowią wyzwanie dla USA lub je przewyższają:

Ekonomiczne: Badanie z 2017 roku przewidywało: „Do 2030 roku chiński produkt krajowy brutto może przewyższyć produkt krajowy brutto Stanów Zjednoczonych”. Chiny są już największym partnerem handlowym dla większości krajów na świecie.

Przemysłowe: Chiny posiadają największe na świecie moce produkcyjne w przemyśle stoczniowym, są liderem w technologii 5G, kontrolują ponad 80% produkcji pierwiastków ziem rzadkich i mają rosnącą dominację w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Geopolityczne: Chińska Inicjatywa Pasa i Szlaku obejmuje trzy kontynenty, baza wojskowa w Dżibuti rozszerza ich obecność, a rosnąca współpraca z Globalnym Południem podważa amerykańskie sieci wpływów.

Wojskowe: Chiny opracowały systemy „Anti-Access/Area Denial” (A2AD) – sieć pocisków rakietowych, czujników i okrętów podwodnych, których celem jest utrzymanie sił USA z dala od peryferii Chin. RAND odnotował w 2016 roku: „Chiny nabyły jeden operacyjny lotniskowiec, zapowiedziały drugi i planują budowę od trzech do czterech dodatkowych lotniskowców w ciągu najbliższych 20 lat”.

NSS 2025: Wdrażanie jest w toku

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego 2025 pokazuje, że kilka strategii RAND jest już wdrażanych:

Pozycjonowanie wojskowe: „Wzmocnimy i wzmocnimy naszą obecność wojskową na zachodnim Pacyfiku” (NSS, s. 24) – wzmacniając bazy USA w Japonii, na Filipinach i w Australii

Militaryzacja Tajwanu: sprzedaż broni i wizyty na wysokim szczeblu, zgodnie z zaleceniami RAND z 2017 roku

Oddzielenie gospodarcze: „Przywrócimy równowagę gospodarczą Ameryki z Chinami, stawiając na pierwszym miejscu wzajemność i uczciwość” (NSS, s. 20)

Kontrola technologii: NSS wyraźnie wzywa do „dostosowania działań naszych sojuszników i partnerów do naszego wspólnego interesu w zapobieganiu dominacji jakiegokolwiek pojedynczego państwa konkurencyjnego” (NSS, s. 21)

Pakt AUKUS (2021): Okręty podwodne o napędzie atomowym dla Australii – wdrożone już przed NSS 2025, ale teraz oficjalnie potwierdzone

Sankcje dotyczące układów scalonych (2022-2024): Kompleksowa kontrola eksportu technologii półprzewodników

Czy RAND zaleca działania militarne?

Analizy RAND nie zalecają niesprowokowanej wojny agresywnej, ale opracowują szczegółowe scenariusze „nieuniknionych” konfliktów. Z badania z 2017 roku:

W miarę upływu czasu i poprawy chińskich możliwości, Stany Zjednoczone prawdopodobnie będą zmuszone przejść od odstraszania przez odmowę do odstraszania przez karę, w oparciu o groźbę eskalacji”.

Najbardziej bezpośrednią opcją eskalacji militarnej dla Stanów Zjednoczonych – najbardziej wiarygodną i jednostronną w skutkach – są konwencjonalne, precyzyjne ataki na cele bojowe i wspierające wojnę na terytorium Chin kontynentalnych”.

Badanie z 2016 roku sformułowało logikę działań wyprzedzających: „Postęp technologiczny stwarza warunki, w których każda ze stron dysponuje środkami do ataku na siły zbrojne przeciwnika, a tym samym motywacją do szybkiego, a nawet pierwszego, wykonania tego zadania”.

To język wojny wyprzedzającej, otulony akademicką trzeźwością.

Ukraina jako dowód: zalecenia RAND są wdrażane

Ukraina dostarcza empirycznego dowodu na to, że strategie RAND są nie tylko czytane, ale także wdrażane.

Badanie RAND z 2019 roku „Nadmierne rozszerzenie i zachwianie równowagi Rosji” (pisałem o tym tekście i umieściłem linki we wstępie – przypis tłumacza)    zawierało istotne rekomendacje:

Udzielanie Ukrainie śmiercionośnej pomocy wykorzystałoby największą zewnętrzną słabość Rosji”.

Autorzy ostrzegali, że wsparcie militarne

musiałoby być starannie skalibrowane, aby zwiększyć koszty dla Rosji bez prowokowania znacznie większego konfliktu”.

Analiza RAND określiła następujące działania jako „wysoce skuteczne”:

  • Zwiększenie produkcji energii w USA (prawdopodobieństwo sukcesu: wysokie, koszt: niski)
  • Zaostrzenie sankcji handlowych i finansowych (prawdopodobieństwo sukcesu: wysokie)
  • Wsparcie militarne dla Ukrainy (prawdopodobieństwo sukcesu: umiarkowane, ryzyko: wysokie)

Rzeczywistość od 2022 roku: Europa odzwyczaiła się od rosyjskiego gazu, USA stały się największym eksporterem LNG, a Ukraina otrzymuje stale rosnące wsparcie militarne, liczone w setkach miliardów. Dostosowanie rekomendacji RAND do rzeczywistej polityki jest prawie kompletne.

Teraz, w NSS 2025, Rosja nie jest już definiowana jako główny przeciwnik. Dlaczego? Ponieważ strategia RAND okazała się skuteczna – Rosja jest „przeciążona”, a USA mogą teraz skupić się na Chinach.

Krytyczna Dekada: 2025–2035

Wszystkie analizowane przez RAND badania zbiegają się w jednym horyzoncie czasowym: dekada między 2025 a 2035 rokiem stanowi krytyczne okno możliwości, w którym Stany Zjednoczone mogą nadal twierdzić, że mają przewagę militarną na zachodnim Pacyfiku.

Analiza z 2017 roku wielokrotnie podkreśla pilną potrzebę:

Zalecamy, aby Stany Zjednoczone podjęły działania raczej wcześniej niż później – zanim ich pozycja w regionie ulegnie dalszemu osłabieniu”.

Ta logika stwarza niebezpieczne bodźce: jeśli równowaga sił będzie się nadal przechylać na korzyść Chin, może pojawić się pokusa sprowokowania konfliktu, podczas gdy Stany Zjednoczone nadal będą miały przewagę.

W tym momencie podnoszą się również głosy w samych Stanach Zjednoczonych:

Adm. Phil Davidson (INDOPACOM, 2021): „Zagrożenie ujawni się w tej dekadzie – w ciągu najbliższych sześciu lat”.

Gen. Mike Minihan (USAF, notatka z 2023 r.): „Przeczucie podpowiada mi, że będziemy walczyć w 2025 roku. Mam nadzieję, że się mylę”. (wewnętrzny rozkaz, wyciek)

Fundacja Heritage: „Wciąż mamy czas, aby odzyskać odstraszanie do 2027 roku”.

Te stwierdzenia nie są odosobnionymi opiniami. Stanowią one część strategicznego konsensusu w amerykańskich elitach bezpieczeństwa, opartego bezpośrednio na analizach RAND.

Samospełniająca się przepowiednia

Najważniejsze pytanie: Czy te analizy służą zapobieganiu wojnie, czy też torują drogę do samej eskalacji, której rzekomo zapobiegają?

Kiedy chińscy stratedzy czytają dokumenty RAND szczegółowo opisujące, jak USA zamierzają powstrzymać wzrost Chin, wzmacnia to w Pekinie przekonanie o nieuniknieniu konfliktu. Prowadzi to do przyspieszonego zbrojenia – dokładnie przed takim scenariuszem ostrzega RAND.

Badanie z 2016 roku przyznaje: „Chińscy decydenci są jedną z docelowych grup odbiorców”.

RAND wie więc, że Pekin podsłuchuje. RAND wie, że Pekin się zbroi. RAND wie, że to zwiększa prawdopodobieństwo wojny. A jednak RAND to publikuje.

To nie jest analiza. To prowokacja pod płaszczykiem akademizmu.

Historia się powtarza: Irak, Ukraina, teraz Chiny.

Analiza badań RAND ujawnia niepokojący schemat:

Irak: W latach 90. RAND badał konsekwencje zmiany reżimu, opracowywał scenariusze budowania narodu i przewidywał napięcia etniczne i wyznaniowe. Administracja USA wykorzystała wiele z tych ocen, aby uzasadnić wojnę w Iraku w 2003 roku.

Ukraina: Badanie RAND „Overextending and Unbalancing Russia” (2019)    (znowu tekst o którym pisałem we wstępie. Tym razem użyto angielskiej nazwy przyp tłum) zostało niemal w całości wdrożone od 2022 roku.

Chiny: Badania z lat 2016/2017 stają się obecnie – w 2025 roku – oficjalną doktryną USA.

We wszystkich trzech przypadkach RAND dostarczył fundamentów koncepcyjnych. We wszystkich trzech przypadkach zalecenia stały się polityką. W Iraku skończyło się to katastrofalnie. Na Ukrainie wynik jest wciąż niepewny. W Chinach przyszłość porządku globalnego jest zagrożona – i potencjalnie może dojść do wojny między mocarstwami nuklearnymi.

RAND nie tylko analizuje scenariusze – RAND je przygotowuje.

Kluczowym pytaniem nie jest to, czy analizy RAND są technicznie solidne – niewątpliwie są. Pytanie brzmi, czy ich fundamentalne założenia – hegemonia USA jako pewnik, Chiny jako zagrożenie egzystencjalne, przewaga militarna jako konieczny cel – powinny być w ogóle kwestionowane.

RAND nie jest neutralną instytucją badawczą. RAND to departament planowania Pentagonu z akademicką otoczką. RAND nie opracowuje „opcji” – RAND opracowuje plany wojenne, które następnie rząd przedstawia jako „bezalternatywne”.

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego 2025 jest tego dowodem. To, co zaczęło się w 2016 roku jako model akademicki, stanie się oficjalną doktryną USA do 2025 roku. Korelacje są zbyt precyzyjne, by były przypadkowe. Są zbyt systematyczne, by mogły być jedynie inspiracją.

NSS 2025 to RAND w rządowej prozie.

Wniosek: Przepływ informacji z think tanku do polityki

To, co następuje, to nie tylko test dla Indo-Pacyfiku, ale także pytanie, czy Stany Zjednoczone, jeśli zajdzie taka potrzeba, ponownie zabezpieczą swoją globalną hegemonię środkami militarnymi – w oparciu o naukowe, choć wysoce polityczne symulacje.

W świetle licznych globalnych kryzysów i narastającej konfrontacji między blokami, centralne pytanie nie powinno brzmieć:

Jak Stany Zjednoczone mogą utrzymać swoją dominację?”

A raczej:

Jak największe mocarstwa świata mogą współpracować, aby zapewnić przetrwanie ludzkości?”

RAND nie zadaje tego pytania. I właśnie to czyni te analizy tak niebezpiecznymi.

To, co przedstawia się jako trzeźwa analiza scenariuszy, jest w rzeczywistości symulacją eskalacji – wojną w laboratorium, która pochłonie prawdziwe ofiary.

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego 2025 pokazuje:

Wojna nie jest już teorią. Jest doktryną.

RAND dostarczył plan. Waszyngton go wdraża. Pytanie nie brzmi już, czy USA dążą do konfliktu z Chinami. Pytanie brzmi, czy temu konfliktowi można jeszcze zapobiec – czy też logika RAND zmusi USA do wojny, której nikt nie może wygrać.

Nota biograficzna:

Michael Hollister służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, wykorzystując źródła pierwotne. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architektury bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – wykraczając poza dziennikarstwo opiniotwórcze. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com, na Substack pod adresem https://michaelhollister.substack.com oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych.

+++

Michael Hollister od wielu lat analizuje globalne struktury władzy w polityce i gospodarce. Koncentruje się na strategiach geopolitycznych, sieciach wpływów i historycznych korzeniach obecnych konfliktów.

+++

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 9 stycznia 2026 roku na stronie: https://apolut.net/wer-schreibt-amerikas-kriegsplane-von-michael-hollister

==================================================

Źródła:

National Security Strategy of the United States of America (November 2025). The White House, Washington. https://www.whitehouse.gov

RAND Corporation (2019): Overextending and Unbalancing Russia: Assessing the Impact of Cost-Imposing Options. RR-3063-A. https://www.rand.org/pubs/research_briefs/RB10014.html

RAND Corporation (2016): War with China: Thinking Through the Unthinkable. RR-1140-A. https://www.rand.org/pubs/research_reports/RR1140.html

RAND Corporation (2017): Conflict with China Revisited: Prospects, Consequences, and Strategies for Deterrence. PE-248-A. https://www.rand.org/pubs/perspectives/PE248.html

RAND Corporation (2011): Conflict with China: Prospects, Consequences, and Strategies for Deterrence. OP-344-A. https://www.rand.org/pubs/occasional_papers/OP344.html

USNI News (2021): Davidson: China could try to take control of Taiwan in „next six years”. https://news.usni.org/2021/03/09/davidson-china-could-try-to-take-control-of-taiwan-in-next-six-years

Air & Space Forces Magazine (2023): Read for yourself: The full memo from AMC Gen. Mike Minihan. https://www.airandspaceforces.com/read-full-memo-from-amc-gen-mike-minihan

Heritage Foundation (2025): Are we beyond the event horizon of war in the pacific? https://www.heritage.org/defense/commentary/are-we-beyond-the-event-horizon-war-the-pacific

National Security Archive (NSA): US Nuclear Weapons Posture During Cold War – Compilation of Core Primary Sources. https://nsarchive.gwu.edu/briefing-book/nuclear-vault/2020-05-22/us-nuclear-weapons-posture-during-cold-war-compilation-core-primary-sources

Ach, ten Paryż w zimie… MEM-y VI

———————————

——————————————————

——————————————

—————————————–

———————————–

——————————————————-

———————————————–

—————————————————–

—————————————–

————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Policjanci przecież pukali do drzwi… MEM-y IV

—————————————

————————————

—————————————

———————————————-

————————————————————–

——————————————–

Histeryk: Tyle !!!!!! oraz ?????

—————————————————

——————————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Ty homofobie!! MEM-y III

——————-

——————————————————————

——————————————–

———————————

———————————————

———————————————–

——————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Grenlandia dla PSL. MEM-y II

————————————————-

————————————–

————————————————–

————————————————-

————————————————————–

——————————————————-

——————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Czytać, czy pisać? Oraz SPOTKANIA Z DUCHEM CZASU

Szanowni Państwo! 

Oto drugi w tym roku SOBOTNIK, wraz z DUCHEM CZASU.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

=============================================

Czytać, czy pisać?   2/2026(756)

W PRL-u żartowano, że milicjanci dlatego chodzą we dwóch, bo jeden umie czytać, a drugi pisać. Historia lubi się powtarzać. Otrzymuję korespondencję od pewnego pana, którego trudno jednoznacznie zaliczyć do piszących i czytających. Przysyła mi swoje wywody naszpikowane taką ilością literówek, że czytanie tego wymaga samozaparcia. Autor czytać może umie, ale najwyraźniej nie lubi, zwłaszcza własnych tekstów.

Innym sposobem zniechęcania potencjalnego odbiorcy do tego, żeby się nie zapoznał z proponowaną mu treścią, jest długość wywodu. W internetowym tytule bywa zawarte pytanie, na które chciałoby się znać jednoznaczną odpowiedź. Ale autor nie jest zainteresowany odpowiedzią, a jedynie długim ględzeniem o niczym.

A’ propos pisania, to inny korespondent zadał mi pytanie: dlaczego piszę?

Wstyd się przyznać, ale nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Sienkiewicz pisał dla pokrzepienia serc, podobnie jak jemu współcześni, nasi, wielcy poeci. Literatura piękna, w tym powieści i opowiadania dostarczały rozrywki czytelnikom i apanaży ich twórcom.

Czy nadal tak jest? Tego nie wiem. Czego czytelnicy szukają w książkach? Warto zadać sobie takie pytania, zanim człowiek usiądzie do pisania kolejnej powieści.

============================================================

Małgorzaty Todd
SPOTKANIA Z DUCHEM CZASU

Równouprawnienie

‒ Podobno nowy niemiecki kanclerz udzielił wywiadu zaprzyjaźnionej z koalicję 13 grudnia stacji telewizyjnej.

‒ I co powiedział? – spytał DUCH CZASU.

‒ Sam zobacz – Małgorzata wskazała tekst w komputerze.

‒ Czy to prawda, że jest planowany trzydniowy tydzień pracy? ‒ Spytała dziennikarka.

‒ Tak. Dość z dyskryminacją. Chrześcijanie odpoczywają w niedziele, żydzi w soboty, muzułmanie w piątki. Najwyższy czas przestać dyskryminować mniejszości seksualne i ustanowić czwartki wolne od pracy.

‒ Fabryki nie pobankrutują?

‒ Tych produkujących podzespoły dla niemieckich produktów, to nie dotyczy.

‒ A kogo dotyczy konkretnie?

‒ No… przynajmniej pracowników handlu.

‒ Niemcy to zaakceptują?

‒ To będzie dyrektywa unijna przeznaczona wyłącznie dla Polaków. Wprowadzenie jej w życie, pozostawimy premierowi Tuskowi. On jest w tym wyjątkowo skuteczny.

Filipiny: Kilkaset tysięcy uczestników procesji Jezusa Czarnego Nazarejczyka

Filipiny: Kilkaset tysięcy uczestników

procesji Jezusa Czarnego Nazarejczyka

W 2020 roku w procesji wzięło udział 3,3 mln osób

pch24.pl/filipiny-kilkaset-tysiecy-uczestnikow-procesji-jezusa-nazarejczyka

(fot. PAP/EPA/ROLEX DELA PENA)

W Manili, stolicy Filipin, od wieków czczona jest figura Jezusa Nazarejczyka (do niedawna zwanego Czarnym Nazarejczykiem). Rokrocznie 9 stycznia procesje z figurą Chrystusa wyrzeźbioną z czarnego drewna, przyciągają miliony wiernych. Także w tym roku w najpopularniejszym święcie religijnym na zamieszkanych przez większość katolicką Filipinach uczestniczyły już setki tysięcy katolików.

W kazaniu podczas Mszy św. w Parku Rizala z udziałem około 100 tys. wiernych biskup Rufino Sescon z diecezji Balanga wezwał do sprawiedliwości, współczucia i służby społecznej. List z pozdrowieniami z okazji święta przesłał również prezydent Filipin Ferdinand Marcos Jr.

Według przedstawicieli Kościoła, do południa czasu lokalnego już ponad 700 tys. osób przeszło 5,8-kilometrową trasę z Parku Rizala do narodowego sanktuarium Jezusa Nazarejczyka. Procesja trwa wiele godzin, ponieważ wierni idą powoli, często zatrzymują się na modlitwę i nabożeństwo, a wielu próbuje dotknąć figury, która jest uważana za cudowną. W 2025 roku procesja zakończyła się po 15 godzinach.

Ze względu na dużą liczbę osób pragnących dotknąć posągu, który od kilku lat jest chroniony szklaną konstrukcją, pokonywanie kilku kilometrów ulicami procesja zajmuje zwykle od 15 do 20 godzin. Procesja stanowi co roku ogromne wyzwanie logistyczne dla sił bezpieczeństwa, zespołów pierwszej pomocy, służb drogowych, a nawet miejskiego wydziału sanitarnego. Według władz Manili, w tym roku rozmieszczono 18 tys. funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa.

W grudniu 2024 roku arcybiskup Manili kard. Jose Advincula usunął z nazwy figury słowo „czarny”. Swoją decyzję uzasadnił tłumacząc, że ma to na celu „zwrócenie uwagi ludzi bardziej na święte Imię Naszego Pana, niż na kolor czy atrybut”. Bazylika w dzielnicy Quiapo, w której wystawiona jest figura, nosi obecnie nazwę: „Bazylika mniejsza i narodowe sanktuarium Jezusa Nazarejczyka – parafia Jana Chrzciciela”. Kard. Advincula tłumaczył, że zamiarem jest, aby świątynia była „bardziej integracyjna, to znaczy, że adorowane mogą być także wizerunki, na których Chrystus niosący krzyż, nie musi być czarny”.

Otaczana czcią, licząca kilkaset lat figura Jezusa Nazarejczyka oraz figurka Dzieciątka Jezus „Santo Niño” w bazylice w Cebu, to dwa najważniejsze obiekty kultu filipińskich katolików. Tradycja mówi, że naturalnej wielkości figurę Jezusa wyrzeźbioną przez azteckiego artystę w Meksyku z ciemnego pustynnego drewna mesquite przywieźli w 1606 roku na Filipiny misjonarze hiszpańscy i umieścili w kościele dzielnicy Quiapo w Manili. Wierni przypisują Czarnemu Nazarejczykowi cudowną, uzdrawiającą moc.

Coroczna procesja „Czarnego Nazarejczyka” jest jednym z najpopularniejszych świąt religijnych na zamieszkanych w większości przez katolików Filipinach (prawie 80 proc. z około 118 mln mieszkańców określa siebie jako katolicy) i gromadzi zwykle około trzech milionów pielgrzymów.

W barwnej procesji jej uczestnicy przechodzą, w większości boso, niemal sześć kilometrów za wykonaną z czarnego drewna figurą Chrystusa dźwigającego krzyż. I tak choćby w 2020 roku w procesji wzięło udział 3,3 mln osób, a przejście całej trasy trwało rekordowe 16 godzin i 26 minut. W 2021 roku, mimo odwołania procesji z powodu pandemii koronawirusa i zmniejszenia liczby liturgii sprawowanych w bazylice, obchody przyciągnęły ponad 400 tys. wiernych.

W 1987 roku papież Jan Paweł II nadał kościołowi tytuł honorowy bazyliki mniejszej. Podkreślił wówczas, że świątynia ta odgrywa ważną rolę w umacnianiu wśród ludności czci Chrystusa oraz wnosi wkład kulturowy do religijności Filipin. Na przestrzeni wieków figura Jezusa niosącego krzyż przetrwała dwa pożary, dwa trzęsienia ziemi, tajfuny i bombardowania podczas II wojny światowej.

Źródło: KAI