Troska o bezpieczeństwo czy tresura w strachu? Władze wracają do scenariusza z „pandemii”

Troska o bezpieczeństwo czy tresura w strachu? Władze wracają do scenariusza z „pandemii”

20 października 2026 pch24/troska-o-bezpieczenstwo-czy-tresura-w-strachu-wladze-wracaja-do-scenariusza-z-pandemii

sz.jpg

Roztaczanie wokół szkół atmosfery zagrożenia coraz bardziej przypomina niesławne strategie „paniki covidowej”. Zakazy wstępu dla rodziców, rzeczywiste choć wybiórcze alarmy zamiast zapowiedzianych z góry ćwiczeń, ministerialne rozporządzenia, codzienne alerty wojenne, bardziej służą sianu paniki niż wzmacniają poczucie bezpieczeństwa. Odczuwają to dotkliwie mieszkańcy województw przygranicznych.

„Zakaz przyjeżdżania rodziców po dzieci podczas alarmu. Nowe wytyczne MEN” – ogłosiły media (RMF.fm). Decyzja resortu edukacji dotyczy „aktualizacji zasad postępowania w sytuacjach zagrożenia w szkołach i przedszkolach”. Wyznacza dyrektorom, nauczycielom i pozostałym pracownikom placówek oświatowych precyzyjne zasady postępowania w sytuacjach kryzysowych. Pojawiają się niepokojące sformułowania mówiące o „zagrożeniach z powietrza”, alarmach, ewakuacjach.

Dyrektorzy mają obowiązek wyznaczyć „bezpieczne miejsca” przebywania podległych sobie osób w kryzysowych przypadkach. Muszą zadbać o apteczki, wodę, koce, zapasowe baterie, środki łączności, worki i awaryjne oświetlenie. Personel każdej placówki ma zostać odpowiednio przeszkolony. Szkoły i przedszkola powinny zorganizować próbne alarmy połączone z opuszczeniem budynku przez osoby, które w nim przebywają.

„(…) nowe procedury przewidują, że w trakcie trwania alarmu rodzice nie mogą odbierać dzieci z placówki ani gromadzić się przed szkołą. Dzieci pozostają pod opieką szkoły aż do odwołania alarmu. Szkoły mają obowiązek informować rodziców o zasadach postępowania już na początku roku szkolnego oraz podczas sytuacji kryzysowej” – opisuje portal.

Zakaz odbierania dzieci ze szkół ma być motywowany tym, że zwiększony ruch wokół placówek utrudni dojazd służbom.

Właśnie ten aspekt rozporządzenia spotkał się ze szczególnie negatywnym odzewem, zwłaszcza wśród mieszkańców województw wschodniej Polski. Głosy te były na tyle donośne, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji opublikowało dementi „fałszywych informacji, jakoby „Krajowy Plan Ewakuacji był planem masowego wysiedlenia Polaków”, a ewakuacje wiązały się z  niemożnością powrotu do miejsc zamieszkania”.

„Publikowane na Facebooku materiały opisywały, że plan ewakuacji jest rzekomym porozumieniem Berlina i Kijowa, który ma pomóc wielkim tego świata ruszyć na Moskwę. Dodatkowo aktorzy dezinformacji fałszywie informowali, że osoby opuszczające swój dom już do niego nie wrócą” – czytamy w serwisie Forsal, omawiającym reakcję MSWiA na falę niepokoju.

Resort tłumaczył, że sporządzenie planu jest konsekwencją zapisów ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. „Krajowy Plan Ewakuacji jest tworzony na podstawie wojewódzkich planów ewakuacji ludności i opracowuje się go na okres trzech lat. Zawarte w nim informacje wskazują, ile osób może wymagać ewakuacji na danym terenie, jak zorganizować dla nich transport oraz kto odpowiada za koordynację całego procesu. Aktualny plan ewakuacji został zatwierdzony w lipcu 2026 r.” – głosi informacja. Chodzi ponoć o to, by w razie wojny lub zagrożenia nią, czy też klęski żywiołowej, mieszkańcy terenów zagrożonych mogli szybko przemieścić się w bezpieczniejsze części kraju.

Władze mogą wydać nakaz ewakuacji tylko w warunkach stanu nadzwyczajnego.

„Możliwość powrotu do miejsca zamieszkania w przypadku ewakuacji zależy od skali zagrożenia i może być rozciągnięta w czasie. Inaczej bowiem sytuacja może wyglądać w przypadku klęski żywiołowej, a inaczej w czasie wojny” – podało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, cytowane przez portal sprawdzamto.pl.

Covidowe „modus operandi”

Nie kończy się jednak tylko na aktualizowaniu procedur. Jak wiemy, mieszkańcy województw lubelskiego czy podlaskiego codziennie bądź nawet dwukrotnie w ciągu doby alarmowani są alertami RCB na temat rzekomych zagrożeń atakami z powietrza. Częstotliwość tych powiadomień sprawia, że naturalnym odruchem staje się blokowanie powiadomień i „znieczulenie” na tego typu komunikaty.

W sieci internetowej krąży zapis wystąpienia Andrzeja Wójtowicza z Zamościa, jednego z liderów Ruchu Wielka Polska. 28 września, na sesji miejskiej rady mówił on o pojawiających się „sugestiach oraz działaniach zmierzających do wysiedlenia polskiej ludności, szczególnie z terenów Polski wschodniej i środkowej”. Według jego relacji, w gminach województwa lubelskiego organizowane są spotkania z mieszkańcami. Przedstawiciele gmin i wojskowi radzą im szukać sobie na zachodzie kraju osób czy rodzin, które mogłyby ich przyjąć w przypadku wojny i wkroczenia obcych żołnierzy. Żyją bowiem na terenie, który w razie działań zbrojnych znajdzie się na szlaku wojsk.

Tego rodzaju sugestie traktowane są przez część ludności jako próby zastraszania czy też nawet zapowiedź wysiedleń i ewakuacji na dużą skalę.

– Jako suweren mamy prawo do ochrony swoich domów oraz dorobku życiowego, często budowanego przez wiele pokoleń. Nawet w sytuacji zagrożenia pamiętać należy o swoich prawach i obowiązkach wynikających z obowiązujących przepisów – iż mamy prawo do pozostania w miejscu zamieszkania, gdzie usiłuje nam się wmówić, że musimy się ewakuować na czyjeś widzimisię i polecenie – mówił pan Wójtowicz podczas sesji rady miasta. – Musimy sobie zdać sprawę z tego, że po opuszczeniu naszych miejsc zamieszkania nie będzie możliwości powrotu, a nasze domy są przygotowywane pod przyjęcie innych narodowości, podobnie jak to miało miejsce z okupacji niemieckiej – ostrzegał.

W wypowiedzi dla naszej redakcji działacz RWP wskazał na jego zdaniem trafną analogię z okresem covidowego reżimu sanitarnego. Władze publiczne eskalowały wówczas atmosferę zagrożenia by skłonić społeczeństwo do wypełniania niejednokrotnie bzdurnych „zaleceń” czy zakazów oraz do masowego przyjmowania eksperymentalnych zastrzyków.

Nasz rozmówca przywołał też wydarzenia z dalszej przeszłości. Ludność Zamojszczyzny i innych terenów doświadczyła bowiem masowych wysiedleń w trakcie II wojny światowej. Ludzie przymusowo opuszczający własne domy jedynie z tym dobytkiem, który byli w stanie zabrać, mijali się na drogach z zajmujących ich majątki osadnikami niemieckimi. Takie historie pozostają żywe w rodzinnych przekazach i rzutują na obecne obawy.

Skierowaliśmy zapytania do jednej z podlubelskich gmin, w której – jak powiedzieli nam informatorzy – miało odbyć się utrzymane w alarmistycznym tonie spotkanie z mieszkańcami. Ludzie, według tych doniesień, usłyszeli tam wspomniane wcześniej zapowiedzi ewakuacji i zachęty do szukania sobie bezpiecznych schronień „gdzieś na zachodzie”.

Jednak wskazany na stronie urzędu gminy telefoniczny numer Referatu Gospodarki i Infrastruktury (zajmuje się on m.in. „obroną cywilną, zarządzaniem kryzysowym, sprawami wojskowymi”) milczał jak zablokowany. Wyczekujemy więc  odpowiedzi na zadane drogą e-mailową pytania. Dotyczą one treści spotkania oraz jego uczestników.

Niepokój podsycany jest także przez sposób reakcji władz na przeloty dronów wojskowych w pobliżu naszej wschodniej granicy, po stronie ukraińskiej. Jak uważa mieszkająca na obrzeżach Lublina pani Agnieszka Borc, wątpliwości budzą na przykład alarmy i ewakuacje, które zarządzano w ostatnich tygodniach jedynie w odniesieniu do szkół i przedszkoli. Równocześnie polecenie opuszczenia sal szkolnych przez osoby obecne otrzymywały właśnie placówki oświatowe. Nie dotyczyło to już instytucji czy firm. Zdarzały się bardzo nerwowe reakcje dzieci.

– Nic nie słyszeliśmy o tym, żeby były ewakuowane szpitale, urzędy, autobusy, galerie. To jest takie dziwne, bo skoro jest zagrożenie, to dlaczego wszystkie instytucje nie podjęły ewakuacji tylko szkoły i przedszkola? – zastanawiała się nasza rozmówczyni.

W jej okolicy alarmy ogłaszano już trzykrotnie, w tym jeden raz w godzinach nauki. Bywało, że młodsze dzieci płakały. Rodzice uczniów szkół podstawowych mieli problemy z odebraniem swoich pociech. Później dyrekcje zapowiedziały, że w przyszłości w podobnych przypadkach w ogóle nie będzie to możliwe.

Niektórzy od tego czasu nie posyłają już dzieci do szkoły. Wprawdzie bowiem skończyło się na kilku alarmach, jednak alerty ostrzegawcze wciąż są wysyłane do ludności. Bywa, że nawet parę razy dziennie. – Rodzice się boją, panikują – relacjonuje pani Agnieszka.

Do tego od czasu niedawnych, szeroko nagłaśnianych przez media wydarzeń z udziałem faktycznych bądź domniemanych nożowników część szkół zakazuje wstępu rodzicom. Dyrekcje innych nie poddały się jednak urzędowym sugestiom i placówki te funkcjonują normalnie. Mimo to wśród ludzi szerzy się niepokój. Wywołuje go chociażby brak informacji o miejscach ewentualnej ewakuacji dzieci.

Nie dać się panice

Działająca w organizacjach prorodzinnych pani Teresa Tasarz opowiada nam o spotkaniach przedstawicieli władz publicznych z dyrektorami szkół. Ci zazwyczaj ulegają naciskom i roztaczanej tam atmosferze zagrożenia, gdyż w razie sprzeciwu ryzykowaliby posadami. O ile można więc liczyć na głosy rozsądku, to wyjdą one raczej od kierujących placówkami prywatnymi, w tym katolickimi.

– Jeżeli, przykładowo, siostry zakonne prowadzące szkoły czy przedszkola w całej Polsce nie pozwolą sobie na to, żeby narazić dziecko na utratę zdrowia, życia lub przynajmniej bezpieczeństwa dzieci im powierzonych, to da do myślenia szefom innych placówek oświatowych: „Co się dzieje? Dlaczego tam jest inaczej?”. Dlatego, że organami nadzorującymi przedszkoli zakonnych są zgromadzenia – wyjaśnia Teresa Tesarz.

Jak się dowiadujemy, dyrekcje szkół katolickich nie zawsze są zapraszane na spotkania poświęcone ewakuacjom. Wynika to zapewne z pewnej dozy ich autonomii wobec władz lokalnych, które decydują o obsadzie etatów w instytucjach publicznych.

– Znana mi pani dyrektor szkoły była ostatnio na szkoleniu z udziałem straży pożarnej. Studziła atmosferę, bo dyrektorzy się bardzo boją o swoje stanowiska. Często nie wiedzą, jak postąpić w takiej sytuacji. Ta pani dyrektor mówiła do kolegów i koleżanek: „Słuchajcie, bez paniki, przecież to jest ściema, to jest sztuczne kreowanie zagrożenia, proszę zachować spokój. Ja nigdzie dzieci nie będę ewakuować, nikomu nie wydam dzieci i koniec, kropka” – mówi Teresa Tesarz.

Natomiast dyrekcja jednej z mazowieckich szkół niepublicznych – zapewne pod presją ze strony kuratorium oświaty – przekazała rodzicom materiały otrzymane od  Komendy Głównej Policji oraz ministerstwa edukacji. Pliki opatrzone zostały jednak  komentarzem: „Jeśli chodzi o poradnik do przekazywania wiedzy o bezpieczeństwie najmłodszym dzieciom, nie będziemy tego robić na terenie szkoły. Dzieci są na bardzo różnym poziomie wiedzy i nie chcemy ingerować w ich wrażliwość” – napisała dyrektor placówki.

„Przesyłamy materiały, z których możecie Państwo skorzystać w domu, sami decydując jak daleko chcecie Państwo wprowadzić swoje dzieci w tematy. Oczywiście podstawowa wiedza (np. nr 112  jak i kiedy z niego korzystać) zawsze była w programie nauczania i te lekcje będą odbywały się normalnie, natomiast przekazanie dzieciom kwestii ewakuacji, plecaków ratunkowych itp. zostawiamy do Państwa decyzji” – czytamy w liście do rodziców. „W klasach starszych (4 – 8) nauczyciele już od kilku lat mają w programie godzin wychowawczych tematy o udzielaniu pierwszej pomocy i bezpieczeństwie, więc poradnik będzie dla nich pomocą w prowadzeniu tych lekcji. Państwo ze swojej strony mogą się z nim zapoznać i również przygotować dzieci na informacje, które mogą pojawić się na lekcji jeśli uważacie Państwo, że tak będzie dla nich lepiej”.

Roman Motoła

W każdą trzecią środę miesiąca. Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę.

21.10.2026 Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę
By antyk2013 on 20/10/2026
Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita). Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca.
Z\

Premier Holandii z partnerem czeka na dziecko. Śmiszek zachwycony. Sommer: „Coś wyjątkowo odrażającego”

Premier Holandii z partnerem czeka na dziecko. Śmiszek zachwycony. Sommer: „Coś wyjątkowo odrażającego”

20.10.2026 nczas/premier-z-partnerem-czeka-na-dziecko-smiszek-zachwycony-sommer-cos-wyjatkowo-odrazajacego

Krzysztof Śmiszek, Lewica, europoseł, EU, PE
NCZAS.INFO | Krzysztof Śmiszek Fot. PAP/Marcin Obara

Burza po wpisie Krzysztofa Śmiszka, który pochwalił premiera Holandii i jego partnera, którzy „sprawili” sobie dziecko. Lewicowego polityka skrytykowała nawet Anna Maria Żukowska.

„Premier z mężem i dziecko. Ekstrema prawicowa krzyczy, a Europa po prostu idzie do przodu!” – napisał na portalu X, załączając „zdjęcie ciążowe” pary gejów: holenderskiego premiera Roba Jettena, pozującego ze swoim partnerem, argentyńskim hokeistą Nicolásem Keenanem, i zdjęciem dziecka z USG.

Jak wynika z informacji przekazanych przez premiera Holandii, dziecko jeszcze się nie urodziło, przyjdzie na świat w przyszłym roku. – Bycie surogatką to dla mnie szczególny sposób, by pomóc spełnić marzenie naszych bliskich przyjaciół – powiedziała kobieta cytowana przez euronews.com.

Do sprawy odniosła się nawet partia premiera D66. „Matka zastępcza jest Holenderką, podobnie jak dawczyni komórki jajowej” – napisano w oświadczeniu.

„Nie jest to przypadek komercyjnego surogactwa. Matka zastępcza i dawczyni są znajomymi Jettena i Keenana. Cieszą się, że w ten sposób mogą pomóc spełnić marzenie przyszłych dwóch ojców o dziecku” – dodano.

Entuzjazmu Śmiszka w tej sprawie nie podzielają jednak komentujący na portalu X.

„Para homoseksualistów, która dostała się do PE wyłącznie na plecach swojej orientacji popiera handel ludźmi i wykorzystywanie w tym celu kobiet? Stare, znałam” – skwitowała Ewa Zajączkowska-Hernik.

„Wykorzystanie czyjegoś ciała, nawet dobrowolne i bezpłatne, to nie jest pójście do przodu, tylko do tyłu” – stwierdziła przewodnicząca klubu Lewicy Anna Maria Żukowska.

„Kobiety nie są inkubatorem! Chyba że…” – napisała Zuzanna D. Pieczyńska z „Do Rzeczy”.

„Handel dziećmi w czystej [brudnej !! md] postaci” – oceniła Natalia Kołc z Konfederacji.

„Tak – Europa „idzie do przodu”. Tylko stojąc nad wielką przepaścią” – ocenił natomiast mec. Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris.

„Surogacja to coś wyjątkowo odrażającego” – stwierdził redaktor naczelny nczas.info Tomasz Sommer.

„Oprócz oczywistej obrzydliwości warto zauważyć, że koledzy i koleżanki pana Śmiszka z Sejmu dziś podniosą rękę za tym, by takie dziecko jak to ze zdjęcia móc bezkarnie uśmiercać” – napisał Krystian Kratiuk z portalu PCh24.pl.

„Który z nich w ciąży?” – pytał Generał prof. dr Jamal Śmigowski.

„Awww… ciekawe czy planowali czy wpadka” – napisał Człowiek Bóbr 2.0.

Partia Grzegorza Brauna z dwucyfrowym wynikiem. Najnowszy sondaż.

Partia Grzegorza Brauna

z dwucyfrowym wynikiem.

Opublikowano najnowszy sondaż

20 października 2026 pch/partia-grzegorza-brauna-z-dwucyfrowym-wynikiem-najnowszy-sondaz\

forum-1128427067(1).jpg
fot. Alex Kuhn / ArtService / Forum

Choć w najnowszym sondażu IBRiS dla Polsat News układ sił politycznych pozostaje bez zmian, uwagę zwraca dwucyfrowe poparcie dla partii Grzegorza Brauna. Na Konfederację Korony Polskiej chce głosować 11,4 proc. Polaków.

Liderem zestawienia pozostaje Koalicja Obywatelska, którą popiera 27,8 proc. respondentów. Drugie miejsce zajmuje Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 19,1 proc. Na podium znalazła się również Konfederacja, na którą chce głosować 12,7 proc. badanych.

Tuż za nią plasuje się Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, która może już liczyć na dwucyfrowy wynik. Partia cieszy się poparciem 11,4 proc. Polaków.

Do Sejmu weszłyby jeszcze trzy ugrupowania: Lewica (7 proc.), Rozwój Plus (5,8 proc.) oraz Polskie Stronnictwo Ludowe (5,1 proc.).

Poniżej progu wyborczego znalazłyby się Partia Razem (3,8 proc.) i Polska 2050 (0,5 proc.).

Źródło: interia.pl AF

„Zwolennik” Trumpa reklamuje prawa noachickie dla gojów. Żydowski atak na Jezusa Chrystusa i na Cywilizację Łacińską.

„Zwolennik” Trumpa reklamuje prawa noachickie

magnapolonia/zwolennik-trumpa-woli-prawa-noachickie-od-jezusa

Amerykański komentator polityczny Ben Shapiro, podczas swojego wystąpienia na wydarzeniu Turning Point USA powiedział, że osoby niebędące Żydami mogą osiągnąć niebo  poprzez przestrzeganie praw noachickich, zamiast przyjmowania Jezusa Chrystusa. To kolejna osoba z obozu Trumpa, która wprost odrzuca chrześcijaństwo i przechodzi na radykalne pozycje żydowskiego pucybuta, który wierzy, że życie wieczne może osiągnąć wyłącznie poprzez służenie Żydom.

Zwolennik Trumpa popiera prawa noachickie zamiast Ewangelii. „Nie wierzymy, że trzeba być Żydem, żeby dostać się do nieba” — powiedział dość rozsądnie Shapiro. Zaraz jednak dodał: „Jeśli nie jesteś Żydem, wystarczy, że będziesz przestrzegać siedmiu podstawowych zasad. Nazywają się one prawami noachickimi”.

Następnie Shapiro wymienił „siedem podstawowych zasad”, obejmujących zakazy zabójstwa, porwania, niemoralności seksualnej, kradzieży, spożywania mięsa żywego zwierzęcia oraz bluźnierstwa. „Jeśli przestrzegasz tych zasad, trafiasz do nieba” — oświadczył.

Jego oświadczenie spotkało się z ostrą krytyką wewnątrz obozu Trumpa. Zwolennik prezydenta, pastor Joel Webbon odpowiedział, zwracając uwagę na rażącą sprzeczność między prawami noachickimi, a chrześcijańskim Objawieniem.

„Jednym z praw noachickich jest zakaz bluźnierstwa. Tymczasem Żydzi uważają, że bluźnierstwem jest to, iż Jezus twierdził, że jest Bogiem” — przypomniał. „Z pewnością zatem również chrześcijanie wierzący, że Jezus jest Bogiem, dopuszczaliby się bluźnierstwa. A więc nie trzeba być Żydem, żeby dostać się do ich nieba… Ale wygląda na to, że trzeba przestać być chrześcijaninem”.

Katolicka działaczka Carrie Prejean Boller skrytykowała zapraszanie Shapiro na wydarzenia Turning Point USA związane z nieżyjącym już Charliem Kirkiem. Napisała, że Kirk „mówił, iż chciałby zostać zapamiętany jako człowiek odważny w swojej wierze”, i zapytała, dlaczego Erika Kirk miałaby pozwalać, aby „jeden z wrogów Charliego — ktoś, kto nienawidzi Chrystusa — wchodził na scenę i próbował przekonywać ludzi, by zostali Żydami”. „Zastąpienie przesłania Charliego, skoncentrowanego na Chrystusie, antychrześcijańskim przesłaniem Bena mówi samo za siebie” — stwierdziła.

Następnie, jeszcze mocniej naciskając na Shapiro, zadała mu pytanie: „Jeśli chrześcijanin mówi, że Jezus jest Bogiem, czy według praw noachickich jest to bluźnierstwo? I czy Talmud mówi, że karą za to jest śmierć?”.

 Rabini na ogół interpretują prawa noachickie jako zakazujące oddawania czci Jezusowi Chrystusowi, a tym samym Trójcy Świętej. Ma to wynikać z zakazu oddawania czci „bożkom”. Na istnienie takich przekonań ma wskazywać sposób, w jaki izraelscy Żydzi traktują chrześcijan w Izraelu. Przyjęli świadomą politykę niszczenia, grabienia i bezczeszczenia kościołów w Palestynie już podczas wojny z 1948 roku. Kontynuowali tę politykę po jej zakończeniu, kiedy powstało państwo Izrael.

Również obecnie pojawiają się ataki radykalnych żydowskich grup w Jerozolimie. Obejmują one plucie na chrześcijan, osobliwie kapłanów i siostry zakonne, zakłócanie ich modlitw, dopuszczanie się wobec nich poważnych aktów przemocy, wybijania szyb i podpalenia ich własności. Przedstawiciele władz kościelnych wielokrotnie potępiali takie działania.

W lutym 2023 roku franciszkanie z Kustodii Ziemi Świętej poinformowali, że radykalny Żyd wszedł do Kościoła, po czym zrzucił statuę Chrystusa i oszpecił twarz figury. Sprawca został następnie „obezwładniony przez opiekuna sanktuarium”, który przytrzymał go do czasu przybycia policji. Podczas ataku napastnik krzyczał: „W Jerozolimie nie mogą znajdować się bożki, to święte miasto”.

Zwolennik radykalnego żydo-nazizmu, rabin Josef Mizrachi wprost określił chrześcijan mianem „czcicieli bożków” i stwierdził, że zgodnie z Torą „nie mają oni prawa żyć. „Nie-Żyd, który oddaje pokłon bożkowi, który wierzy w J.C. (Jezusa Chrystusa), zasługuje na karę śmierci” – powiedział w nagraniu YouTube.

=================================

NASZ KOMENTARZ: Rozpowszechnianie praw noachickich to bardzo sprytna zagrywka, mająca przedstawić Żydów jako ugodowych humanistów, promujących uniwersalny porządek religijno-moralny. Jego konsekwencje zależą jednak przede wszystkim od interpretacji zakazu bałwochwalstwa oraz sposobu traktowania osób odrzucających te zasady. Szczególnie istotne jest zrozumienie, że o ile Żydzi przedstawiają prawa noachickie jako uniwersalny kodeks etyczny, jednocześnie pojawiają się postulaty ich przymusowego egzekwowania. Dopiero oba te fakty pozwalają ujawnić rzeczywiste ambicje żydostwa.

Cel jest ten sam co zwykle – panowanie nad światem.

Zdjęcie : „konserwatysta” Ben Shapiro (pierwszy z lewej) ze swoimi nowymi kolegami w Jerozolimie.

E.. tam… Doimy dalej. MEM-y III.

———————————————————————

———————————-

———————-

————————————————–

————————————————

———————————————–

=================================

————————————-

———————————

Włochy: Grabieże hedonistów

Grabieże hedonistów

Date: 19 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara

Z konsternacją obserwuję video przedstawiające tzw. maranza, którzy niemal bez przeszkód oddają się grabieżom i zniszczeniom w centrum Mediolanu – moim mieście. Ogarnia mnie fala wstrętu.

…….

Włoski termin „maranza” (polska wymowa: “maranca”) oznacza młodych ludzi należących do grup ulicznych, których można rozpoznać po zuchwałym zachowaniu, wulgarnym języku oraz sportowym i krzykliwym ubiorze (takim jak dresy z acetatu, saszetki i rzucające się w oczy buty sportowe).

Lata ’80-’90: Słowo to powstało w Mediolanie jako lokalny synonim słów „burak” lub „cham” i początkowo odnosiło się do młodzieży z prowincji, która hałaśliwie bawiła się w dyskotekach.

Dzisiaj: Wraz z gwałtownym rozwojem sieci społecznościowych (zwłaszcza TikTok’a) oraz muzyki trap/drill termin ten stał się powszechnie używany w całych Włoszech. Obecnie określa on konkretne zjawisko społeczne związane z pseudo-kulturą przedmieść, często kojarzone z grupami nastolatków lub dynamiką gangów młodzieżowych, szczególnie tych gromadzących drugie pokolenie imigrantów północno-afrykańskich.

…….

Przypomina to nieco szturm na piekarnię z powieści Manzoni’ego. Ale maranza nie chcą chleba – ten już mają. Chcą ciastek. To znaczy chcą markowych ubrań i butów. I chcą je za darmo, plądrując sklepy.

Są zepsutymi do szpiku kości materialistami. Podobnie jak Włosi. Tylko że oni za to nie płacą. Niszczą i rabują, ciesząc się niemal całkowitą bezkarnością.

Państwo liberalne – zarówno włoskie, jak i angielskie czy francuskie – jest całkowicie niezdolne do stawienia czoła temu zjawisku z niezbędną stanowczością. Państwo liberalne ponosi porażkę, poniosło porażkę, nie mniej niż totalitaryzmy. Z powodów przeciwstawnych, ale równie poważnych.

Jest oczywiste, że „maranza” są zaślepieni urazą, zgorzknieniem i nienawiścią: wobec Mediolanu, wobec Włoch, wobec Europy. A przecież ich rodzice zostali przyjęci w tym kraju, często mimo że nie mieli prawa do wjazdu. Nasi politycy mówili już od początku lat dziewięćdziesiątych – dobrze to pamiętam – że oni są „bogactwem”. O rany, co za bogactwo. Dobrze to widać.

Maranza chcą dobrobytu – prawdziwego, wielkiego bożka zamerykanizowanego Zachodu, którym rządzi pieniądz. Ale chcą go za darmo. Wychodzą ze swoich gett, by plądrować symbole owego dobrobytu.

Ich wzorami nie są imamowie – jak twierdzą niektórzy idioci – ale raperzy i trapperzy należący do amerykańskiego systemu orgastyczno-komercyjnego, który każdego dnia rozprzestrzenia swoją truciznę za pośrednictwem iPhone’ów, a nie minaretów.

Tego samego systemu kapitalistycznego, który – nawiasem mówiąc – wpuścił do Włoch ich ojców, między innymi po to, by mieć rezerwową siłę roboczą po niskich kosztach, ze szkodą dla naszych robotników. A wszystko to przy radosnej zgodzie związków zawodowych i konfederacji włoskich przemysłowców (Confindustria).

Maranza nie są muzułmanami, chyba że w sensie socjologicznym, ale są nihilistami i konsumpcjonistami. Tak jak my. Ale cieszą się haniebną bezkarnością, którą sami im przyznaliśmy w imię tej samej abstrakcyjnej ideologii praw człowieka, dla której pozwoliliśmy ich ojcom na masowy wjazd do kraju. Co więcej, przy nieustannym i uporczywym błogosławieństwie modernistycznego duchowieństwa katolickiego, które od sześćdziesięciu lat pozostaje na przywódczych stanowiskach w Kościele.

Dobrobyt materialny i prawa człowieka. Czyli „społeczeństwo otwarte” – społeczeństwo bez więzi, bez autorytetów, bez porządku, w którym nic nie ma pierwszeństwa przed jednostką, a jedyną najwyższą władzą jest ta bezosobowa, jaką jest pieniądz, wychwalana przez liberałów takich jak Popper i Dahrendorf, a dziś przez George’a Sorosa.

Centrum Mediolanu – gospodarczej i moralnej stolicy tego kraju, zostało przez trzy kolejne popołudnia oddane w ręce band maranza, które bezkarnie niszczyły i plądrowały. Gdybyśmy żyli w rzeczywistości niebędącej dystopią, minister spraw wewnętrznych Włoch powinien podać się do dymisji z powodu oczywistej niekompetencji. Podobnie jak okropny burmistrz w stylu „radical chic” miasta Mediolanu. Niestety, żyjemy w zaawansowanej liberalnej pluto-demokracji, czyli w dystopii. Więc pozostają na swoich stanowiskach.

Większość aresztowanych nieletnich została już zwolniona, bardzo niewielu pełnoletnich pozostanie w więzieniu, a jeszcze mniej zostanie skazanych przez nasze fatalne sądownictwo. Ale czyż nie jesteśmy Europą praw? – Liberté, égalité, fraternité – jak nauczają masoni i papieże posoborowi.

Zdetronizowaliśmy Pana Boga, by na Jego miejsce intronizować dobrobyt gospodarczy i prawa abstrakcyjnych jednostek.

Właśnie one nas zabijają.

INFO: ariannaeditrice.it/articoli/barbarie-edonista

Mamy TO w nosie… MEM-y II.

———————————————————

——————————————

——————————————

————————————

————————————-

—————–

—————————————–

[one płyną NA Ukrainę md]

Rosja, Szatan i wszechwiedzący tłum ignorantów

Rosja, Szatan i wszechwiedzący tłum ignorantów

ziesięć lat temu spotkałem się na lunchu z mężczyzną, który uparcie twierdził, że Władimir Putin jest diabolicznym przywódcą złego kraju, a Hillary Clinton jest wielką Amerykanką, która powinna zostać prezydentem.

Stało się to dwa lata po tym, jak rząd USA pod przewodnictwem Baracka Obamy, Josepha Bidena, Victorii Nuland i CIA zorganizował zamach stanu na Ukrainie w ramach wojny zastępczej z Rosją, oddając tym samym władzę neonazistom na Ukrainie.

Kiedy Rosja protestowała przeciwko próbie zamachu stanu na swojej zachodniej granicy, Waszyngton zlekceważył te obawy. Za każdym razem, gdy Rosja przez dekady narzekała na takie prowokacyjne działania, Stany Zjednoczone bagatelizowały je jako nieistotne.

Przez lata Stany Zjednoczone wspierały Ukrainę w mordowaniu rosyjskojęzycznej ludności we wschodniej Ukrainie, a kiedy Ukraina w końcu zgromadziła wojska do inwazji na Donbas, rosyjski rząd miał już dość i wysłał wojska w lutym 2022 roku, aby go bronić. W ten sposób hipokrytyczny Zachód udawał oburzenie, że to, co stworzył, w końcu obróciło się przeciwko niemu.

Rosja jest przedstawiana jako winowajca inwazji na Ukrainę. Od lat toczy się prawdziwa wojna zastępcza między USA a NATO przeciwko Rosji o Ukrainę, która staje się coraz bardziej niebezpieczna. Zagłada nuklearna staje się coraz bardziej realna, ponieważ administracja Trumpa wciąż przekracza granice i posługuje się manipulacyjnym językiem, aby ukryć fakt, że Stany Zjednoczone są siłą napędową tej wojny.

Hillary Clinton pełniła funkcję sekretarza stanu w administracji Obamy przez ostatnie pięć lat i między innymi przewodziła w akcji zniszczenia Libii przez administrację w 2011 roku. Kiedy libijski przywódca Muammar al-Kaddafi został schwytany, brutalnie torturowany i stracony bez procesu, Clinton triumfowała, śmiała się i powiedziała: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, on umarł”.

Jeśli to nie był znak zła, to nic nim nie jest. A jednak ten mężczyzna i jego siostra, która również była obecna na lunchu, byli wśród jej zwolenników i zamierzali na nią głosować.

Kiedy broniłem Putina i Rosji przed dążeniem USA i NATO do okrążenia Rosji wojskami, bazami i bronią jądrową, zostałem zaatakowany przez tego człowieka i jego siostrę jako złośliwy zwolennik teorii spiskowych. Uparcie twierdzili, że Putin jest szatanem, i nie mówiąc tego wprost, oskarżyli mnie o bycie sympatykiem „komunistów” – to samo stare kłamstwo, które słyszę od tych samozwańczych patriotów od lat 60., kiedy to sprzeciwiłem się wojnie USA w Wietnamie.

Od wielu lat Stany Zjednoczone i NATO rozmieszczają siły i bazy w krajach otaczających Rosję. Obejmuje to broń, którą można bardzo szybko przekształcić w broń jądrową. To tak, jakby Rosja zrobiła to samo w Meksyku i Kanadzie – a do tego dodajmy Kubę. Wiemy, jaka byłaby reakcja USA, ale kiedy Putin i jego rząd zgłosili sprzeciw, twierdząc, że narusza to wcześniejsze porozumienia i stanowi dla nas zagrożenie, został zbyty jak dziecko, które zmyśla.

Czas i propaganda odciskają swoje piętno na wielu ludziach z wiekiem, jak to miało miejsce w przypadku moich rozmówców, którzy w młodości mogli być zbulwersowani Clinton i nie głosować na nią. Jednak antyrosyjska ideologia wpajana im od młodości wzięła górę, wybuchając furią z demonicznej marionetki głęboko w ich psychice.

Oskarżyli mnie również o poparcie dla Donalda Trumpa w nadchodzących wyborach w 2016 roku, co było absurdalne, ponieważ nie głosuję na amerykańskich prezydentów, a Trump zawsze był dla mnie odrażający i niebezpieczny. Ponieważ jednak uważali Trumpa za prawą rękę Putina – jak absurdalnie twierdzili Clinton i Demokraci – myliłem się podwójnie, byłem w jakiś sposób niepatriotyczny i sympatyzowałem z „komunistami”. Były analityk CIA, Raymond McGovern, przekonująco obalił aferę „Russiagate”.

Dla niej Putin był strasznie zły i tyle, a ja broniłem diabła.

Nie przyszło im wtedy do głowy – i prawdopodobnie nadal nie przychodzi – że Trump jest zaprzysiężonym wrogiem Rosji [?? md] i wypełnia swoją rolę prezydenta USA, kontynuując zachodnie wysiłki mające na celu zniszczenie Rosji poprzez wojnę na Ukrainie, teraz pod płaszczykiem „NATOizacji” lub „ukrainizacji”, tak jak Richard Nixon zrobił to z „wietnamizacją” w Wietnamie. Wojna ta trwała pięć lub sześć lat od momentu, gdy termin ten został ukuty, by zwieść opinię publiczną. Obecna wojna z Rosją będzie przebiegać według tego samego schematu, chyba że Rosja odniesie niezaprzeczalne, miażdżące zwycięstwo lub wybuchnie wojna nuklearna, w którym to przypadku nie będzie już o czym mówić.

Wspominam ten incydent sprzed dekady, ponieważ w ostatnich latach stało się jeszcze bardziej oczywiste, że głęboko zakorzeniona nienawiść Amerykanów do Rosji jest silniejsza niż kiedykolwiek i że rząd USA, niezależnie od tego, kto jest prezydentem, będzie kontynuował swoje wysiłki na rzecz zniszczenia Rosji. Nie ma znaczenia, jakie zmiany zaszły w Rosji od upadku Związku Radzieckiego, czy od zakończenia wspieranej przez USA prezydentury Borysa Jelcyna w latach 90., która wyrządziła krajowi tak wiele szkód.

Klasa rządząca w USA pragnie jedynie całkowitej kontroli nad Rosją. Tak jak w latach 60., kiedy demokratyczny prezydent Lyndon Johnson otwarcie zaatakował Wietnam, a republikański prezydent Richard Nixon kontynuował to pod propagandowym płaszczykiem „wietnamizacji” [obaj zostali wybrani jako „kandydaci pokojowi”], tak samo zmiana nastawienia z Bidena na Trumpa ma na celu wprowadzenie w błąd.

Kiedy ten człowiek oskarżył mnie o wspieranie Trumpa, był doskonałym przykładem krótkowzrocznych Amerykanów zatrutych przez lata antyrosyjskiej propagandy – jak opisuje to Jacques Ellul w swojej klasycznej książce Propaganda :

Nie wolno pozwalać jednostkom na regenerację, przegrupowanie sił ani pozostawanie nietkniętymi przez propagandę przez stosunkowo długi czas, ponieważ propaganda nie jest magiczną różdżką. Polega na powolnym, stałym warunkowaniu. Tworzy przekonania i posłuszeństwo poprzez niedostrzegalne wpływy, które stają się skuteczne dopiero poprzez ciągłe powtarzanie. Musi stworzyć dla jednostki spójne środowisko, z którego nigdy nie będzie mogła uciec. Aby uniemożliwić jej znalezienie zewnętrznych punktów odniesienia, chroni ją, cenzurując wszystko, co może napływać z zewnątrz. Powolne budowanie odruchów i mitów, środowiska psychologicznego i uprzedzeń, wymaga bardzo długotrwałej propagandy.

Dla wielu Amerykanów właśnie to oznaczało antyrosyjską propagandę.

Wspominam o tym incydencie również dlatego, że niedawno odbyłem krótką rozmowę z siostrą tego mężczyzny, która upierała się, że Ukraina pod rządami Zełenskiego słusznie walczy z Rosją. Kiedy zasugerowałem, że nie zdaje sobie sprawy z długiej historii wysiłków USA zmierzających do zniszczenia Rosji, zareagowała irytacją, a rozmowa nagle się zakończyła – tak jak dekadę wcześniej.

Ludzie nie lubią słyszeć, że nie odrobili pracy domowej i padli ofiarą propagandy. Powinni przeprowadzić badania, aby dojść do uzasadnionych wniosków. Ale przeciętny obywatel nie chce prowadzić badań; woli wyciągać wnioski na podstawie mediów korporacyjnych, które są narzędziami propagandy klasy rządzącej. A te media prezentują ogromny kalejdoskop informacji wyrwanych z kontekstu historycznego, wirujących w ich umysłach, gdy znikają na ekranach ich cyfrowych gadżetów – „jak obraz pointylistyczny”, by użyć słów Ellula. Napisał to już w 1965 roku.

Amerykańskie umysły są zatruwane nastrojami antyrosyjskimi od bardzo dawna. Osiągnęły one niemal rozmiary teologiczne. Sięgają one nawet czasów sprzed pierwszej zimnej wojny. Można by powiedzieć, że jesteśmy w trakcie drugiej zimnej wojny, ale być może trafniejsze byłoby stwierdzenie, że pierwsza nigdy się nie skończyła. Mity są uporczywe, a diabelnie podsycane lęki przed złymi Rosjanami i Chińczykami są głęboko zakorzenione w amerykańskiej psychice. Mężczyzna i jego siostra, oboje po siedemdziesiątce, są tego dobrym przykładem.

W sercu tego nadmiaru słów leży jego przeciwieństwo – złudzenie, że Stany Zjednoczone, jako błogosławiony i dobry kraj, mają boską misję szerzenia „demokracji” i „wolności” na całym świecie, jak oświadczyła Hillary Clinton podczas kampanii prezydenckiej w 2016 r., mówiąc: „Jesteśmy wielcy, ponieważ jesteśmy dobrzy ”, a jak powiedział George W. Bush w 2004 r., „Jak pokolenia przed nami, mamy powołanie spoza gwiazd, aby stanąć w obronie wolności”.

Takie deklaracje mogły spotkać się jedynie z sarkastycznym śmiechem niezliczonych ofiar, które zostały „wyzwolone” i „zdemokratyzowane” przez brutalnych przywódców USA. Jednak ta dualistyczna kosmologia polityczna – boskość kontra demoniczność – jest tak głęboko zakorzeniona w mitycznej kulturze amerykańskiej, że możemy być pewni: kiedy nadarzy się kolejna okazja – a nadarzy się – zostanie wykorzystana do uzasadnienia agresji USA przeciwko Rosji i „złemu” Putinowi.

Nie trzeba gloryfikować Rosji czy byłego Związku Radzieckiego i ich przywódców, ani też wahać się krytykować ich działań, aby zauważyć, jak bardzo manichejska mitologia USA wypacza prawdę.

Profesor Michel Chossudovsky, kierujący Global Research w Montrealu w Kanadzie, wiele zrobił, aby uświadomić społeczeństwu długotrwałą, wrogą nienawiść Stanów Zjednoczonych i Zachodu do Rosji. Oto jego krótkie podsumowanie historii wojen prowadzonych przez Stany Zjednoczone przeciwko Rosji i Związkowi Radzieckiemu. Zawiera ono również podsumowanie amerykańskiego projektu mającego na celu zmiecenie Związku Radzieckiego z mapy: 204 bomby atomowe, 66 miast. (15 września 1945 r.). [?? md]

Ta ostatnia propozycja, sformułowana w czasie, gdy Stany Zjednoczone i Związek Radziecki były sojusznikami w walce z nazistowskimi Niemcami, pokazuje skalę nihilistycznej nienawiści skierowanej do tego kraju. Ten strach i nienawiść odegrały od tamtej pory kluczową rolę w amerykańskiej propagandzie i stopniowo zatruły stosunek Amerykanów do Rosji i jej przywódców. Dlatego też Putin jest postrzegany przez wielu jako wcielony diabeł, mimo że oczywistym agresorem od dawna są Stany Zjednoczone.

Ale gdy mity kontrolują umysły, fakty przestają mieć znaczenie. Krótkowzroczne masy, zatrute długotrwałą propagandą, nienawidzą Rosji bardziej niż wojny i dopóki nie zdołają przełamać czaru, pod którym są trzymane, będą gotowe zaryzykować wojnę nuklearną dla swoich przywódców, aby pokonać „satanistycznego” Putina.

Jeśli ignorancja jest siłą, to przywołanie obcych diabłów oferuje „zbawienie”.

Źródło: Rosja, Szatan i Tłum ignorantów

Przegrywy. MEM-y I.

————————————-

————————————————————-

[Synku, oni RABUJĄ, nie „kradną”. Za kradzież batonika przecież sadzają do więzienia. md]

——————————————

————————————-

—————————————-

———————————————-

===============================================

[bilet: 8000 plus VAT md]

——————————-

„Europa, kontynent okupowany”

„Europa, kontynent okupowany” – Thomas Fazi na Forum Wschód-Zachód w Stambule

19 października 2026 nachdenkseiten

W swoim wykładzie na Forum Wschód-Zachód w Stambule 26 września 2026 roku dziennikarz, autor i komentator polityczny Thomas Fazi stwierdził , że jego zdaniem kraje europejskie rażąco podważyły ​​swoje fundamentalne interesy gospodarcze i bezpieczeństwa, szczególnie w związku z wojną na Ukrainie.

Argumentował, że można to wytłumaczyć jedynie wasalizacją kontynentu, czyli jego podporządkowaniem interesom transatlantyckim w procesie trwającym od II wojny światowej. Fazi podkreślił, że NATO funkcjonuje bardziej jako aparat kontroli kontynentu niż organizacja obronna, podczas gdy Unia Europejska stanowi polityczne ramię tego imperialistycznego porządku.
=======================================

Wykład został wygłoszony w języku angielskim i można go obejrzeć tutaj z niemieckimi napisami.

Wykład inauguracyjny Thomasa Faziego odbył się w ramach III Panelu Dyskusyjnego „Europa poza UE i jej filozoficzne podstawy – Atlantyzm, Eurazja i strategiczna autonomia” na Forum Wschód-Zachód w Stambule, 26 września 2026 r. Transkrypcja jest dostępna tutaj w języku niemieckim.

Europa, kontynent okupowany

Moje wystąpienie na pierwszej edycji Forum Wschód-Zachód w Stambule

THOMAS FAZI, 14 PAŹDZIERNIKA 2026

Oto transkrypcja przemówienia, które wygłosiłem 26 września podczas pierwszej edycji Forum Wschód-Zachód w Stambule. Argumentowałem w nim, że kraje europejskie rażąco podważyły ​​swoje fundamentalne interesy gospodarcze i bezpieczeństwa, szczególnie w związku z wojną na Ukrainie, i że można to wytłumaczyć jedynie wasalizacją kontynentu – czyli jego podporządkowaniem interesom transatlantyckim w wyniku procesu trwającego od czasów II wojny światowej. Podkreśliłem, że NATO funkcjonuje bardziej jako aparat kontroli kontynentu niż organizacja obronna, a ponadto wskazałem, że Unia Europejska funkcjonuje jako polityczne ramię tego imperialistycznego porządku.

Chciałbym rozpocząć swoje wystąpienie od komentarza, który profesor Panda wygłosił dziś rano, mówiąc o odrodzeniu się interesu narodowego. Dało mi to wiele do myślenia; choć dotyczy to wielu krajów na całym świecie, moim zdaniem istnieje jeden istotny wyjątek od tej reguły. Tym istotnym wyjątkiem jest Europa.

Patrząc na kroki, jakie kraje europejskie podjęły w ostatnich latach w polityce gospodarczej, bezpieczeństwie, geopolityce, a zwłaszcza w związku z wojną na Ukrainie, nie sposób stwierdzić, że kraje te realizowały swoje interesy narodowe – niezależnie od tego, jak szeroko można by zdefiniować to pojęcie. Kraje europejskie systematycznie podważały swoje podstawowe interesy gospodarcze, interesy bezpieczeństwa i interesy geopolityczne. Nasuwa się zatem oczywiste pytanie: dlaczego? Moim zdaniem istnieją dwa możliwe wyjaśnienia.

Jedno z możliwych wyjaśnień jest następujące: europejscy przywódcy państw i rządów byli w błędzie; działali lekkomyślnie. Pomimo wszystkich niezbitych dowodów przeciwnych, dążyli – i nadal dążą – do tego, co uważają za leżące w interesie narodowym swojego kraju. Gdyby nie dało się przewidzieć konsekwencji tej polityki, taka możliwość mogłaby być realna. Jednak w żadnym wypadku tak nie było. Na przykład oczywiste było, że zerwanie relacji z tanim rosyjskim gazem byłoby katastrofalne dla Europy.

Wielu z nas, w tym ja, pisało o tym już w lutym lub marcu 2022 roku. Nie przewidzieliśmy tego, bo byliśmy jasnowidzami, ale dlatego, że było to oczywiste. Równie oczywiste było, że Ukraina, nawet przy wsparciu NATO, nie miała szans na militarne pokonanie Rosji; a zatem równie oczywiste było, że dążenie do maksymalistycznego, czysto militarnego rozwiązania konfliktu byłoby katastrofą dla Europy, nie tylko pod względem gospodarczym, ale i bezpieczeństwa. Dotyczyło to oczywiście tym bardziej samej Ukrainy.

Wielu z nas mówiło to od samego początku. Jeśli więc nie założymy, że europejscy przywódcy byli zbyt głupi – a niektórzy z nich niewątpliwie są – by dostrzec tę oczywistą dla wielu obserwatorów rzeczywistość, a mianowicie, że ta polityka jest ewidentnie sprzeczna z interesami Europy, i nie uświadomimy sobie, że trzymanie się jej tylko pogorszy sprawę, musimy rozważyć inne możliwe wyjaśnienie: że europejskie elity od dawna nie realizują ani interesów narodowych swoich krajów, ani zbiorowych interesów Europy jako całości.

Innymi słowy, klasyczne podejście realistyczne, które zakłada, że ​​wszystkie państwa dążą do obrony i maksymalizacji swoich interesów w kwestiach gospodarczych, militarnych i podobnych, wydaje się nie mieć zastosowania do Europy. Z tej perspektywy teoretycznej, obrany przez Europę kurs pozostaje całkowicie irracjonalny. Potrzebujemy zatem innych ram pojęciowych, aby zrozumieć politykę europejską; i uważam, że najbardziej użytecznym w tym przypadku podejściem jest „wasalizacja”.

Mówiąc wprost: Europa – a mam tu na myśli praktycznie wszystkie kraje UE i cały brukselski establishment – ​​została przejęta przez transnarodową elitę transatlantycką, której w najmniejszym stopniu nie interesują konkretne interesy własnych krajów, a w rzeczywistości kieruje się zupełnie innymi interesami: interesami prywatnymi, czyli interesami małej oligarchii – dziś przede wszystkim interesami transnarodowych kręgów finansowych i struktur wojskowo-przemysłowych – a także interesami zagranicznymi, mianowicie interesami imperialnego jądra w Waszyngtonie (i, jako produkt uboczny, Izraela).

Jak więc doszliśmy do tego punktu? Niewątpliwie jest to wynik bardzo długiego procesu, który rozpoczął się zaraz po zakończeniu II wojny światowej. Stany Zjednoczone uznały wówczas Europę za jeden z filarów swojej strategii globalnej dominacji. Aby ugruntować amerykańską potęgę na całym świecie, Europa musiała być pod kontrolą gospodarczą, militarną, a nawet kulturową. Od II wojny światowej Europa znajduje się pod faktyczną okupacją wojskową USA. Chociaż minęło osiemdziesiąt lat od zakończenia wojny, na kontynencie nadal stacjonuje prawie 100 000 amerykańskich żołnierzy. W całej Europie nadal istnieje około 30 strategicznych baz amerykańskich. Według oficjalnej narracji, ich celem jest ochrona. Przed kim? Przed Rosją, która nie stanowi realnego zagrożenia dla Europy?

W rzeczywistości twierdzę, że sama Rosja nie stanowiła realnego zagrożenia w latach zimnej wojny. Zagrożenie to było w rzeczywistości w dużej mierze sfabrykowane i rozdmuchane przez samo NATO. Oczywiście NATO nigdy nie miało na celu obrony Europy. Jego głównym celem zawsze było utrzymanie Europy pod kontrolą, zapewnienie, że kontynent pozostanie podporządkowany strategicznym interesom USA i globalne promowanie amerykańskiej potęgi. Było to prawdą wtedy, a tym bardziej jest prawdą dzisiaj. Dziś NATO nie tylko dba o to, aby Europa pozostała sprzymierzona z interesami USA – a wojna między Rosją a Ukrainą jest tego najbardziej oczywistym przykładem – ale także służy promowaniu amerykańskiej potęgi na całym świecie. Niedawno sekretarz generalny NATO Mark Rutte, znany z tego, że mówi to, co przemilczane, oświadczył, że z amerykańskich baz w Europie wykonano 5000 lotów bojowych w celu wsparcia amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran.

Europa jest zatem w pełni współwinna tego ataku na Iran, pomimo potępienia niektórych polityków. W rzeczywistości Europa stanowi istotną część infrastruktury logistycznej amerykańskiej potęgi militarnej, umożliwiając jej działania zarówno na wschód, w kierunku Rosji, jak i na południe, w kierunku Bliskiego Wschodu. Wszelkie rozmowy o „NATO 3.0” lub narracje o tak zwanym konflikcie między Europą a USA są zatem jedynie teatrem. Wręcz przeciwnie, NATO 3.0 jeszcze bardziej wzmocni podporządkowanie Europy temu „sojuszowi”.

NATO było oczywiście tylko jednym z instrumentów. Amerykański aparat bezpieczeństwa narodowego nawiązał również niezwykle bliskie więzi z aparatami bezpieczeństwa państw europejskich. Oczywiście, Stany Zjednoczone od dawna sprawują ogromną kontrolę gospodarczą, technologiczną i finansową nad kontynentem. Ugruntowały również ogromną hegemonię kulturową i ideologiczną na kontynencie – nie tylko poprzez kulturę popularną, ale także poprzez anglojęzyczne media, transatlantyckie think tanki i pozorne „organizacje pozarządowe”. Jest jeszcze jeden, ostatni instrument, często pomijany, ale moim zdaniem kluczowy: sama Unia Europejska.

Unia Europejska od dawna była przedstawiana jako potencjalna przeciwwaga dla amerykańskiej potęgi, ale nigdy tak nie funkcjonowała. W rzeczywistości zawsze była kluczową dźwignią, która przykuła Europę do transatlantyckiego systemu NATO pod przewodnictwem USA; skutecznie działała jako polityczne ramię NATO. Sytuacja ta jest szczególnie widoczna obecnie pod rządami Ursuli von der Leyen, która poczyniła nadzwyczajne wysiłki, aby zjednać interesy krajów europejskich z interesami USA, nawet wbrew woli niektórych rządów europejskich.

Dziś stoimy na niezwykle niebezpiecznym progu. Poprzez Unię Europejską, instytucję strukturalnie niedemokratyczną, transatlantyckie NATO zapewniło sobie całkowitą dominację gospodarczą i polityczną nad krajami europejskimi. Kraje te w żadnym wypadku nie są suwerennymi państwami; a zatem nie są również demokratyczne, o ile suwerenność jest warunkiem koniecznym samorządności narodu. Ta sytuacja dodatkowo komplikuje możliwość dokonania zmian systemowych poprzez wybory.

Podsumowując, mogę śmiało powiedzieć, że Europa jest pod wieloma względami kontynentem okupowanym. Dlatego pytanie, w jaki sposób narody Europy mogą uwolnić się od systemu transatlantyckiego i osiągnąć dekolonizację, jest być może kluczowym pytaniem, przed którym stoi dziś kontynent.

Oczywiście, problemy Europy sięgają dalej niż tylko dojście Ameryki do globalnej potęgi. Sedno problemu tkwi w głęboko zakorzenionej wrogości, jaką europejskie elity gospodarcze i polityczne żywią od wieków wobec demokracji i klasy robotniczej. Kiedy dziś używamy terminu „liberalna demokracja”, zakładamy, że demokracja spontanicznie wyłoniła się z liberalizmu. To bezczelne kłamstwo. Wszyscy wielcy myśliciele liberalni przeszłości byli przeciwni demokracji – to znaczy demokracji masowej, rozumianej jako porządek polityczny, w którym każdy ma równy głos.

Demokracja, którą sobie wyobrażali, była demokracją klas posiadających, klas kapitalistycznych. W rzeczywistości masowa demokracja została osiągnięta w dużej mierze dzięki często krwawym zmaganiom klasy robotniczej i ruchu socjalistycznego. W tym tkwi główny problem. Narody Europy zawsze musiały toczyć zaciętą walkę z własnymi elitami.

Mamy jedne z najgorszych elit na świecie. Nie tylko lekceważą dobrobyt mieszkańców Globalnego Południa, ale także dobrobyt swoich własnych obywateli, mieszkańców Europy. Właśnie dlatego Europa, od przeszłości do współczesności, jest uwikłana w przemoc, konflikty polityczne i walkę klas. Nawet w „złotym wieku” zachodniego kapitalizmu po II wojnie światowej, masowa demokracja była naznaczona intensywnymi konfliktami. Jestem Włochem: mój kraj był areną masowych fal przemocy politycznej w latach 70. i 80. XX wieku.

Podobna dynamika miała miejsce w Niemczech, Francji i wszystkich głównych krajach europejskich. I to właśnie ten okres uważa się za rozkwit masowej demokracji; i pod wieloma względami tak było – to właśnie w tych dekadach osiągnięto największe korzyści społeczne i gospodarcze dla mas w Europie – ale korzyści te nie były wyłącznie wynikiem wyborów, ale także masowych mobilizacji i niezwykle intensywnych, często gwałtownych, konfliktów politycznych. Moim zdaniem ten obraz ujawnia znacznie głębsze sedno problemu. Prawa zdobyte w okresie powojennym nie zostały po prostu przyznane ludziom; były one wynikiem faktu, że zorganizowanej sile klasy robotniczej, szerokich mas, udało się w krótkim okresie historycznym wyrwać część władzy zorganizowanej sile kapitału – nawet jeśli były to zawsze względne osiągnięcia.

Problem polega na tym, że fundament – ​​konkretne warunki materialne – który umożliwił masową demokrację, pod wieloma względami zniknął. Zakłady masowej produkcji i duże fabryki, w których robotnicy się gromadzili i organizowali, już nie istnieją. W konsekwencji, strukturalne i materialne warunki, które dały początek masowej demokracji, w dużej mierze zniknęły. Poza kwestią uwolnienia się od imperialnego nadzoru USA – co oznacza również demontaż UE – drugim kluczowym pytaniem jest: jak możemy przywrócić demokrację i wyrwać część władzy i kontroli z rąk elit politycznych i gospodarczych, skoro materialna podstawa, na której osiągnęliśmy te osiągnięcia w przeszłości, już nie istnieje? Nasze elity działają teraz całkowicie bez kontroli właśnie dlatego, że nie ma już realnej przeciwwagi, która mogłaby im się przeciwstawić. To jest sedno sprawy.

============================

Mylisz się, młodzieńcze. Jesteś bardzo krótkowzroczny i nieoczytany. Poczytaj coś głębszego o Historii, np. Konecznego „Cywilizację bizantyńską”. Tam o Aleksandrze, uznającym się za „wielkiego” i klęsce jego „cywilizacji dla Wszystkich”. Musiała upaść, bo była sztuczna.

Europa została zaatakowana głębiej. Niszczą jej cywilizację łacińską, a wbijają anty-cywilizację – wymyśloną, sztuczną, diabelską. Mirosław Dakowski

W Stanach – pod dywanem. Odkurzony DOGE.

Odkurzony DOGE

19. października 2026 Marek Wojcik world-scam/odkurzony-doge

Za dwa tygodnie w USA odbędą się wybory do obu izb amerykańskiego parlamentu, które zadecyduję o tym, czy Donald Trump zachowa swoją władzę, lub czy uwikła się w przepychanki z Kongresem i Senatem. Może też dojść do procesu odwołania go ze stanowiska prezydenta. Patrząc na wyniki sondaży, przeciwnicy Trumpa nie powstrzymują swojej radości. Zapewne cieszy ich powrót do starych i wypróbowanych praktyk takich jak: otwarcie granic Stanów Zjednoczonych, powrót na łono WHO, wspieranie szaleństwa klimatycznego oraz 1001 płci – bo zapewne od tego czasu wzrosła już ich liczba do wyboru dla dewiantów. Na to będą musieli, tak czy siak, poczekać dwa lata, ponieważ J.D. Vance, który objąłby po sukcesie impeachmentu Trumpa prezydenturę USA, jest bardziej radykalny niż sam Trump.

Na krótko przed listopadowymi wyborami Trump przypomniał sobie o własnych sukcesach z pierwszych miesięcy ubiegłego roku, kiedy wspólnie z Elonem Muskiem wypowiedzieli wojnę głębokiemu państwu. Wojna trwała 4 miesiące. W efekcie jej Elon Musk wyleciał z hukiem z Białego Domu i Trump przyczaił się, zawieszając swoją otwartą wojnę z globalistami.

Co prawda Jeffrey Epstein popełnił „samobójstwo” 10 sierpnia 2019 roku, czyli przed kampanią oszukanych na wielką skalę wyborów prezydenckich (Biden kontra Trump), ale kompromitujące materiały pozostały nie tylko w Tel Awiwie. Tak tłumaczę wycofanie się Trumpa z drogi otwartej wojny przeciwko globalistom.

DOGE był symbolem walki z korupcją i sprzeniewierzaniem olbrzymich pieniędzy pochodzących z podatków. Była to ostatnia i jak widać nieudana próba doprowadzenia do ładu upadającej gospodarki i dolara USA. Kryzysu, o którym ciągle piszę na tym blogu i który nadal jest jakimś cudem powstrzymywany, musi prędzej czy później nastąpić. Tego procesu nie powstrzyma żaden DOGE. Najważniejsze jest to, kto będzie ten kryzys opanowywał i przywracał nowy, przyszły system finansowy na świecie.

Zaboli to wszystkich, także globalistów, którzy od dawna już snują plany przejęcia władzy nad światem z wykorzystaniem zapaści dotychczasowego świata finansów. Bogaci co prawda potrafią zabezpieczyć swoje majątki – biedni nie muszą zabezpieczać swojego niedostatku, ten z pewnością się znacznie pogłębi.

Trochę za wcześnie na noworoczne życzenia, ale…

Amerykańscy podatnicy finansowali projekty infrastrukturalne, działania na rzecz zapobiegania konfliktom oraz programy zdrowotne. Poszczególni wykonawcy i przedstawiciele organizacji pozarządowych przekształcali te środki w prywatne źródła dochodów. W przypadku projektu dotyczącego pakistańskiej sieci energetycznej nawet wewnętrzne sygnały ostrzegawcze nie zdołały powstrzymać sfałszowanych płatności. W Mali pracownicy skarżyli się na brak wypłat wynagrodzeń. W innej organizacji oszuści pobierali środki publiczne za usługi, których nikt nie wykonał.

Nie tylko „żyjący” ponad 200 lat oszuści pobierający emeryturę robili przekręty. To się działo na całym świecie. Administracja Trumpa właśnie ogłosiła, że nadal walczy z korupcją USAID. Można o tym przeczytać w zacytowanym powyżej wczorajszym artykule na Report24: Bagno USAID – „agencja pomocy rozwojowej”: rząd Trumpa nadal ściga oszustów podatkowych! Źródło.

O sile zamiłowania Trumpa do praworządności, świadczy intensywne śledztwo oraz liczba zatrzymanych oskarżonych o przestępstwa udokumentowane w aktach Epsteina. Gdybym był wyborcą w USA, to oddałbym głos na republikańskiego kandydata, przy czym sprawdziłbym wcześniej jego powiązania z AIPAC – izraelskim lobby. Dlaczego? Ponieważ Trump ze wszystkimi wadami i także zbrodniami (morderstwa rybaków) stał się przysłowiowym piaskiem w trybach Deep State. Nieważne, czy jego motywy są natury materialnej. W to akurat wątpię – dorabia się jak każdy prezydent tak przy okazji.

Rozbrajająco szczera odpowiedź Żeleńskiego na pytanie: jak wyobraża sobie swoją przyszłość?

Do wojny w Iranie doszłoby niezależnie od tego, kto jest prezydentem USA. Ta decyzja zapadła w stolicy okupanta Palestyny. W żadnym wypadku nie usprawiedliwiam Donalda Trumpa za niewątpliwe przestępstwa. Jednak wygrana demokratów wcale by tych zbrodni nie zmniejszyła, a nasi najwięksi wrogowie – globaliści – pozbyliby się najgroźniejszej dla nich przeszkody w uszczęśliwianiu naszego świata ich technokratyczną wizją przyszłości.

Trump jest jak na razie jedyną przeszkodą dla globalistów. Nawet jeśli nie walczy z nimi całą mocą i na przykład pozwala na aplikowanie pseudo-szczepionek mRNA lub jest zainteresowany użyciem technologii firmy Palantir.

Pewnie wolelibyście poczekać na przybycie Donalda Wielkiego (aluzja do historycznej postaci Aleksandra III Macedońskiego), który mieczem rozwiąże węzeł gordyjski zawiązany przez bagniste struktury ciemnej strony naszego świata? Właśnie go macie i nie podobają się wam niekonwencjonalne metody nowego władcy. Macie rację – mnie też się one nie podobają. Tylko jak można konwencjonalnymi metodami pozbyć się niemożliwą do rozwiązania tradycyjnym sposobem, gmatwaninę korupcji, oszustw i zbrodni – czyli Deep State?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Odrzucić podszepty zawodowych rewolucjonistów!

Odrzucić podszepty zawodowych rewolucjonistów!

Od pewnego czasu państwa Europy Zachodniej mierzą się z falą niezadowolenia społecznego. Europa płonie ku uciesze różnorakich lewaków i anarchistów. Hiszpania, Francja, Belgia, Włochy a nawet Albania były zmuszone wysłać oddziały prewencyjne na ulice. Protesty w początkowej fazie miały w dużej mierze słuszne korzenie – był to sprzeciw wobec sztucznie napędzanej drożyźnie i bezrozumnemu zbrojeniu. Były to demonstracje wymierzone w idiotyczną politykę państw zachodnioeuropejskich, które podporządkowały się zbiurokratyzowanej i zideologizowanej Brukseli.

Do słusznych protestów Europejczyków przyłączyły się jednak hordy agresywnego lewactwa, stronnicy bezrozumnej polityki migracyjnej i zamorscy beneficjenci socjalnych przywilejów na Starym Kontynencie.

Tym samym protesty, które mogły mieć korzystny kierunek zostały przekierowane przez określone siły kierownicze w stronę tępej chuligańskiej orgii. Niszczone są zabytki naszej kultury, dewastowane ulice miast, okradane sklepy i bici ludzie. Rany odnoszą broniący ładu i porządku. Nie ma większego znaczenia, że większość protestów jest pokojowa – bo przekaz medialny zdominowało lewactwo z którym nie poradzili sobie lub nie chcieli poradzić organizatorzy protestów.

Tak długo jak liderzy protestów nie poradzą sobie z bandziorami występującymi pod ich sztandarami słuszność protestów schodzi na drugi plan. Moim zdaniem tych protestów nie da się już odzyskać. Głupota lub nieumiejętność odcinania się organizatorów od licznych prowokatorów skanalizowała ten sprzeciw. Zakładając oczywiście, że nie było on od samego początku starannie wyreżyserowany.

Europa nie potrzebuje kolejnej lewackiej rewolucji jak ta, która przeorała mentalnie nasz kontynent w 1968 roku. Dokładnie wiemy jakie tamta rewolta miała korzenie, czyje oblicze i jakie były jej długofalowe skutki. Sprzeciw wobec brukselskich szaleństw nie powinien mieć twarzy lewackiego bandziora niszczącego elewacje wielowiekowych zabytków Starego Kontynentu. Ludzie nie mający nic wspólnego z naszą tradycją nie powinni narzucać swoich – moim zdaniem nieakceptowalnych – wzorców zachowania kulturowego Europejczykom. Bandziorów należy traktować jak bandziorów.

Jeśli politycy Europy, których krytykujemy w tym wypadku słusznie, radykalnie wystąpią przeciwko antyeuropejskim barbarzyńcom to należy ich pochwalić. Wszyscy pamiętamy co Mefistofeles w „Fauście” Wolfganga von Goethego mówi głównemu bohaterowi, gdy się przedstawia – „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”. Czasem w polityce tak się zdarza, że nasz przeciwnik lub nawet wróg czyni rzeczy dla nas korzystne. Jeśli Emmanuel Macron lub Giorgia Meloni zdławią lewacki bunt w swoich państwach skierowany nie przeciwko polityce prowojennej i antyspołecznej polityce Brukseli, a przeciwko kulturze starych państw Europy – to należy temu tylko i wyłącznie przyklasnąć.

Nawet lepiej, że kasztany z ogniska są wyciągane cudzymi rękami. Warto odnotować, że fatalna polityka dotycząca kierunku polityki Brukseli została dostrzeżona zarówno w Federacji Rosyjskiej jak i Stanach Zjednoczonych.

Oczywistością jest to, że przywódcy dzisiejszej Europy borykają się z problemami, które sami stworzyli. Elita Europy przez długie lata lekceważyła problemy z integracją przybyszów, ich radykalizacją społeczno-religijną oraz przemocą na przedmieściach licznych metropolii. Politycy starej chadecji i socjaldemokracji ulegli podszeptom lewacko-trockistowskich szaleńców marzących o światowej ciągłej rewolucji. Wojny wszystkich ze wszystkimi, mającej rzekomo prowadzić do raju tolerancji na naszym globie. Do tego doszła wymuszona przez oderwanych od rzeczywistości liberalnych intelektualistów europejskich kretyńska poprawność polityczna i tradycja kajania się, za dawne realne lub urojone winy pradziadów. Elementami wspierającymi dzisiejszych bandziorów było również wyeliminowanie tradycji chrześcijańskiej w Europie.

Moim zdaniem za obecnymi radykalizacją protestów stoją te same siły, które pchnęły Europę w stronę szaleńczej polityki klimatycznej, migracyjnej. obyczajowej i ku konfrontacji militarnej. To te same siły, które kodują przez dziesięciolecia w społeczeństwach Europy niechęć do polityki Chin, Rosji i środowisk tradycjonalistycznych w Stanach Zjednoczonych. To te same siły, które każdego stronnika państwa narodowego, tradycji i tożsamości nazywają faszystą mimo tego, że niewiele ma wspólnego z włoskim ustrojem w latach 1922-1943.

Te same siły, które wszędzie węszą nacjonalizm z dziką rozkoszą usprawiedliwiają szowinizm banderowski. Pewną nowością jest tylko wykorzystanie naiwności pewnych środowisk, które same się zdefiniowały jako „antysystem”. Środowiska te stały się dzisiaj narzędziem wrogów państwa narodowego. Pamiętajmy jednak, że w 1968 roku również wykorzystano licznych idealistów do celów odwrotnych od deklarowanych.

Mieszkańcy naszego kontynentu powinni jak najszybciej powrócić do swojej tradycji i kultury. Powinny przekierować swoja politykę na wspieranie państwa narodowego i oparcie się o równowagę tradycyjnych sił na globie. Mieszkańcy Europy powinni wesprzeć zaś siły stawiające na pokój, suwerenizm i etnizm. Rządzący powinni wspierać mądrą polityka prosocjalną skierowaną przede wszystkim do Europejczyków. Zaś sama Europa powinna natychmiastowo skorygować swoją politykę konfrontacyjną względem Federacji Rosyjskiej, Chin i Stanów Zjednoczonych. Stawiać na dialog i pokój. Tylko to może ograniczyć działania szaleńców globalistów marzących o powstaniu totalitarnego superpaństwa pozbawionego kultury i tradycji. Tylko to może nas ochronić przed antycywilizacyjną rewoltą, zastojem gospodarczym i zderzeniem cywilizacyjnym, które może skończyć się opacią atomową. Czas powracać do normalności.

Łukasz Jastrzębski

„Jeszcze przed Wigilią”?

„Jeszcze przed Wigilią”?

Premier Donald Tusk podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie samolotu lecącego ze szczytu w Brukseli powiedział, że ze strony Rosji należy spodziewać się eskalacji działań dywersyjnych „jeszcze przed Wigilią”, na co wskazują informacje „zarówno od służb specjalnych naszych, ukraińskich, jak i sojuszniczych”.

W tym samym kierunku przekonywał słuchaczy Radia Zet b. szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego za czasów prezydenta Andrzeja Dudy – Jacek Siewiera. Ten z kolei uderzył w dramatyczne tony: „Jesteśmy na progu konfrontacji z Rosją? Uważam, że tak, że jej zasadniczy akord jest przed nami i będzie miał miejsce tej zimy. Zostały nam dwa miesiące, żeby wypełnić te trzy lata, o których mówiłem w grudniu 2023 roku”. Proszony o to, żeby sprecyzował jak to ma wyglądać, powiedział, że  „może dojść do dużego zwiększenia nacisku na kraje europejskie, poprzez eskalację hybrydową, z uwzględnieniem wszystkich możliwości napadu powietrznego, celowego w infrastrukturę, obiekty administracji, obiekty cywilne”.

Te radykalne, niesprawdzalne i nieweryfikowalne prognozy – stoją w zasadniczej sprzeczności z tym, co powiedział prezydent Karol Nawrocki w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. „Jako prezydent mam równie dużo informacji, o ile nie więcej. Nie widzę drastycznej zmiany zagrożenia rosyjskiego. Ono jest i będzie. Oceny naszych sojuszników, naszych i zagranicznych służb wywiadowczych od wielu miesięcy nie uległy zasadniczej zmianie. Na tym polega dystrybucja strachu w Polsce i w Europie (…) Poświęcanie czasu na dystrybuowanie strachu zamiast na wzmacnianie naszej odporności jest moim zdaniem społecznie nieodpowiedzialne i może wpisywać się w scenariusz naszego przeciwnika”.

Pomijając stałą u prezydenta dawkę niechęci do Rosji jego opinia wydaje się bliższa prawdy. Jeśli tak, to w co gra Donald Tusk? Czy te nieodpowiedzialne tyrady mają na celu tylko mobilizowanie elektoratu przy „zbawcy” Ojczyzny, czy też wpisują się w propagandę szalonego Wołodymyra Zełenskiego, który przekonuje, że jak „padnie Ukraina”, to biada Europie. Jest też coś znacznie groźniejszego – obiektywnie dywersyjna wobec polskich interesów narodowych propaganda Globalistycznej Partii Wojny. Jacek Siewiera jest współpracownikiem  think tanku Atlantic Council Europe Center, zajmującego podsycaniem wojennego napięcia. Czyje więc poglądy i czyje interesy reprezentują tacy ludzie jak Siewiera i cała masa podżegaczy z niezliczonej ilości tzw. organizacji pozarządowych, które bezkarnie grasują w polskiej przestrzeni publicznej? Chyba jedno jest jasne – nie są to polskie interesy.

Jan Engelgard

Czy UE zmierza ku katastrofie?

Czy UE zmierza ku katastrofie?

19 października 2026 r. przez dr. Petera F. Mayera tkp-at/bewegt-sich-die-eu-richtung-crash


Zdjęcia płomieni ogarniających ratusz w Limoges i zawalonej dzwonnicy obiegły cały świat. Potępienie takich czynów i towarzyszących im grabieży jest oczywiste.

Jednak ci, którzy ograniczają się do kazań o płonących samochodach i rozbitych witrynach sklepowych, nie idąc dalej, oddają się jedynie zwykłej drobnomieszczańskiej konserwatywnej krótkowzroczności – tak jak  Reuters zrobił to w przypadku pożaru ratusza w Limoges .

To, co dzieje się we Francji – a w innych formach już dawno temu w Hiszpanii, Portugalii, Albanii, Belgii, a od weekendu także we Włoszech – jest wszystkim, tylko nie wydarzeniem irracjonalnym. Są wydarzenia historyczne, które wydają się irracjonalne z lokalnej perspektywy, ale posiadają wyraźną racjonalność z szerszej perspektywy. Racjonalne nie oznacza bezbolesne i niewolne od niesprawiedliwości, jak napisał Andrea Zhok w artykule pierwotnie opublikowanym po włosku na jego kanale Telegram .

Przechwytuj dwa poziomy jednocześnie

Trzeba wyćwiczyć oko, by postrzegało dwa poziomy jednocześnie – mówi Zhok: poziom, na którym konkretne czyny i podmioty będą oceniane jako barbarzyńskie, nieokrzesane lub wandalskie; oraz poziom, na którym trzeba zrozumieć, że historia jest rzeką, w której pływają gruzy i zwłoki, a której nie da się zatrzymać kazaniami. To, co się dzieje, podlega sztywnej, kolektywnej logice, nawet jeśli wielu uczestników rozumie ją tylko częściowo lub wcale. Doświadczenie, jakie europejskie społeczeństwa od lat mają ze swoimi klasami rządzącymi, to doświadczenie anonimowego aparatu technokratycznego – elastycznej, gumowej ściany, poruszającej się na autopilocie i obojętnej na potrzeby ludności.

Technokratyczny autopilot

Hazard tych powiązanych z rynkami finansowymi elit polegał na uśpieniu sumień za pomocą współczesnego opium dla ludu – rozrywki i infotainmentu – oraz oswojeniu buntowników za pomocą środków ograniczających (tu pałeczka, tam zamrożenie kont, tu ordynacja wyborcza, tam unieważnienie wyborów).

Niewypowiedzianym założeniem europejskich przywódców jest: nie rozmawia się z masami. Po prostu używa się kija i marchewki. Wszystko, co mówi się publicznie, jest zmyślonym kłamstwem – z wyjątkiem tych rzadkich przypadków, gdy samą prawdę można zinstrumentalizować. Dyskurs publiczny przerodził się w niekończący się spektakl, w którym coraz mniej liczy się wiarygodność.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że Rosja stoi u progu inwazji. Nie powstrzymuje to hord instytucjonalnych gadułów przed codziennym powtarzaniem tych bajek z kamienną twarzą. I cały świat wie: stałym elementem tej gry rozdmuchanych legend gazetowych jest arbitralne zarządzanie publicznymi zasobami w imię prywatnych interesów.

Bestia staje się niespokojna.

Przez długi czas klasy rządzące były przyzwyczajone do traktowania ludności jak bezmyślnego jucznego zwierzęcia: wybiórcze pochlebstwa i celowe przywileje tu, systematyczne pozbawienie władzy tam. Ten mechanizm działa długo. Aż w końcu przestaje działać.

Przestaje działać w dniu, w którym zbyt wiele osób traci zbyt wiele, by pozostać w stanie odrętwienia. We współczesnym społeczeństwie „strata zbyt wiele” nie oznacza tylko głodu. Nawet utrata możliwości korzystania z samochodu czy internetu oznacza dla większości wykluczenie z pracy, interakcji społecznych i samego życia. To, co kiedyś było luksusem, teraz jest progiem uczestnictwa.

Motłoch, trzymany niczym zwierzęta juczne i od czasu do czasu karmiony chlebem i igrzyskami, marną pracą i rozrywką telewizyjną, nie będzie już dłużej skłonny do zwracania uwagi na przyzwoitość publiczną, ochronę własności i szacunek dla pomników w dniu, w którym ta gra się zakończy.

Ci, którzy podpalają samochody, zabytkowe budynki i sklepy, są zubożeni kulturowo i moralnie. Prawdziwymi winowajcami, którzy powinni ponieść odpowiedzialność, są jednak ci na szczycie hierarchii społecznej, którzy świadomie kultywowali i dążyli do tego zubożenia, ponieważ wydawało im się to użyteczne.

Dziś ten szybkowar jest bliski pęknięcia. Nawet jeśli ta fala opadnie, to dopiero początek. Bo przywódcy Europy nie są ani materialnie, ani kulturowo zdolni do korekty kursu.

Zorganizowany chaos stojący za francuskimi niepokojami

Zorganizowany chaos stojący za francuskimi niepokojami

19 października 2026 r. przez Thomasa Oysmüllera tkp/das-organisierte-chaos-hinter-den-franzoesischen-unruhen


Ogólnonarodowe demonstracje we Francji przeciwko inflacji i niegospodarności rządu przerodziły się w najgorsze zamieszki od lat. Były one ściśle zorganizowane: jak mogło do tego dojść i kto za tym stoi ?

========================================================

TKP opublikowało w niedzielę swoją wstępną analizę zamieszek we Francji . Skala zniszczeń staje się coraz bardziej oczywista, a nowe raporty malują obraz niewydolności państwa (stopień, w jakim zamieszki mają podłoże polityczne, jest również kwestią otwartą). Oprócz pożarów (w tym ratusza w Limoges), splądrowano i/lub zniszczono około 1500 sklepów.

Skala grabieży jest ogromna. Dla porównania, w szczytowym momencie protestów Żółtych Kamizelek, ucierpiało maksymalnie 300 sklepów. Czy wynikało to również z faktu, że zmobilizowano wtedy znacznie więcej policji niż w tę sobotę?

Prognoza przewidywała 200 000 demonstrantów – rzeczywista liczba była znacznie wyższa, wyjaśniło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Rozmieszczono około 60 000 funkcjonariuszy policji; w starciu z Żółtymi Kamizelkami liczba ta sięgała niekiedy prawie 100 000. Eskalacja nie była zatem przypadkowa. Co więcej, naoczni świadkowie donoszą, że tłum działa teraz w znacznie bardziej skoordynowany sposób niż podczas poprzednich zamieszek.

Pewien paryski sklepikarz opisał dwie odrębne grupy : Najpierw zorganizowani aktorzy z narzędziami rozbijają witryny sklepowe. Następnie pojawia się druga grupa, głównie młodzi ludzie, głównie z ubogich przedmieść, którzy rabują. Wszystko to jest zorganizowane.

Reporterzy twierdzą, że barykady były celowo podpalane z dala od autoryzowanych tras protestów, aby związać strażaków i policję. Jednocześnie miały miejsce systematyczne grabieże. Ten schemat – według reporterów znających francuską ulicę i kulturę protestów – różni się od bardziej spontanicznych zamieszek z wcześniejszych wydarzeń.

Właściciel sklepu mówi do francuskiego dziennikarza: „Widzieliśmy bardzo zorganizowanych ludzi, którzy przyszli rozbić witryny sklepowe. A za nimi, chwilę później, przyszli młodzi ludzie, żeby rabować. Proszę uważać, proszę pani: to nie ci sami ludzie. To nie ci sami ludzie”.

Drugą grupę opisuje jako pochodzącą z przedmieść. Ale kim jest ta pierwsza grupa?

Urzędnicy państwowi obwinili grupy Antifa i „casseurs” (zawodowych uczestników zamieszek), którzy byli wykorzystywani przez oportunistów. Istnieją zarzuty, że grupy Antifa rozbijały witryny sklepowe i drzwi, aby utorować drogę plądrującemu tłumowi. Innym zarzutem jest to, że kilka tysięcy członków Antifa przybyło do Francji z Niemiec i innych krajów – i mogło wjechać bez przeszkód. Nie można jednak tego niezależnie zweryfikować.

Macron mówił o „błędach w planowaniu i gromadzeniu informacji wywiadowczych”, ale odrzucił rezygnację ministra spraw wewnętrznych. Opozycja oczywiście domaga się rezygnacji Macrona. Jest jednak mało prawdopodobne, aby Macron ją rozważał. Macron obiecuje przejrzystość, ale mało kto mu wierzy.

Staje się coraz bardziej oczywiste, że grabieże były wysoce zorganizowane. To znacząca różnica w porównaniu z ostatnimi masowymi zamieszkami na przedmieściach w 2023 roku czy „świętami zwycięstwa” PSG, a także jeden z powodów, dla których zamieszki przyćmiewają masowe demonstracje przeciwko inflacji.


Nasza działalność jest finansowana z darowizn – prosimy o Państwa wsparcie .

Obserwuj TKP na  Telegramie  lub  GETTR  i  zapisz się do naszego newslettera .

Linki do poprzednich artykułów TKP na ten temat można znaleźć poniżej. 


Czy zamieszki we Francji są celowe?

Zamieszki we Francji: Czy internet powinien zostać wyłączony?

Francja: Zamieszki młodzieży wyniosły Le Pen na szczyt

Francja, Włochy i Albania: Co wiadomo o protestach i zamieszkach w Europie

Francja, Włochy i Albania: Co wiadomo o protestach i zamieszkach w Europie

tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Agence France-Presse poinformowała, że ​​francuska policja zatrzymała 2397 osób podczas ostatnich masowych protestów.

© Aleksander Wasiliew/TASS

Francuski minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez zrezygnował ze stanowiska w związku z protestami w kraju, jednak prezydent Emmanuel Macron nie przyjął jego rezygnacji, podała stacja BFMTV .

Jak podała włoska stacja telewizyjna Sky TG24 , w wyniku kilkudniowych zamieszek we Włoszech zatrzymano prawie 200 osób .

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji w krajach europejskich.

Protesty we Francji

  • 17 października w Paryżu i w całej Francji odbyły się masowe demonstracje przeciwko rosnącym cenom paliw i spadkowi siły nabywczej.
  • Według szacunków organizatorów w wydarzeniu wzięło udział 800 tys. osób, podczas gdy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych naliczyło 550 tys., co było dwa razy większą liczbą niż prognozy analityków służb bezpieczeństwa.
  • W wielu miastach protesty przerodziły się w zamieszki i starcia z policją.
  • Francuska policja zatrzymała 2397 osób podczas ostatnich masowych protestów, poinformowała Agence France-Presse , powołując się na dane francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
  • Według agencji, w starciach rannych zostało 997 policjantów i żandarmów, siedmiu z nich odniosło poważne obrażenia.
Protesty we Francji© Raptli/TASS

Reakcja władz francuskich

  • Minister Spraw Wewnętrznych oświadczył, że władze będą nadal ścigać wszystkich uczestników pogromów i rabunków.
  • Macron nazwał sytuację i zamieszki, które ogarnęły republikę, wyjątkowo poważną.
  • Według niego, 17 października Francja doświadczyła „nieokiełznanej przemocy ze strony radykalnych grup lewicowych”.
  • Macron zażądał, aby rząd wyciągnął wnioski z tego, co się stało i zrobił wszystko, co możliwe, aby zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości.
  • Ponadto prezydent zażądał, aby wszystkie partie polityczne i związki zawodowe „jednoznacznie potępiły wszelką przemoc i zaapelowały o spokój”.
  • Według niego premier Sébastien Lecornu w najbliższych dniach spotka się z ich przedstawicielami, „aby uzyskać od nich jasne i publicznie wyrażone stanowisko”.
  • Macron powiedział, że w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie wiosną 2027 r. „debata musi być prowadzona za pośrednictwem partii politycznych, a nie poprzez przemoc uliczną”.
  • Jak podaje BFMTV, 19 października Nunez złożył rezygnację w związku z protestami w republice, jednak Macron jej nie przyjął.
  • Jednocześnie głowa państwa wskazała na „braki w prognozowaniu i wywiadzie”, które doprowadziły do ​​wzrostu przemocy 17 października, zauważa stacja telewizyjna.
  • Według niego Macron polecił Nunezowi „jak najszybciej wdrożyć nowe metody działania wewnętrznych sił bezpieczeństwa w walce z chuliganami”.

Oświadczenia opozycji francuskiej

  • Lider prawicowej partii Francuskie Zjednoczenie Narodowe, Jordan Bardella, zażądał w związku z tą sytuacją rezygnacji Macrona.
  • Nazwał to, co wydarzyło się w kraju „upokorzeniem dla Francji”.
  • Jean-Luc Mélenchon, kandydat lewicowej partii France Insubordinate na prezydenta w wyborach w 2027 r., obwinił Macrona za zamieszki.
  • Jego zdaniem władze nie doceniły skali protestów i nie przygotowały się na nie.

Sytuacja we Włoszech

  • Protesty przeciwko polityce włoskiego premiera Giorgio Meloniego rozpoczęły się 16 października, kiedy w wielu miastach w całym kraju odbyły się marsze studenckie.
  • Demonstracje kontynuowano 17 października. Do młodzieży dołączyli członkowie największego związku zawodowego, Powszechnej Włoskiej Konfederacji Pracy.
  • Według najnowszych danych w Mediolanie zebrało się około 5000 demonstrantów, w Turynie 3000, w Bolonii 2000, w Brescii 600, a w Bergamo 800.
  • Meloni stwierdził, że Włosi mają prawo brać udział w demonstracjach, ale potępił niepokoje.
  • Jak podała włoska stacja telewizyjna Sky TG24, w wyniku kilkudniowych zamieszek we Włoszech zatrzymano prawie 200 osób.
  • Według niego w wyniku zamieszek w Bergamo, Bolonii, Mediolanie i Turynie zatrzymano 197 osób, w tym 12 nieletnich i 6 obywateli państw obcych.
  • Podano, że rannych zostało 141 policjantów.
© Raptli/TASS

Sytuacja w Albanii

  • Zamieszki w Tiranie rozpoczęły się 13 października podczas protestu studentów przed albańskim Ministerstwem Edukacji.
  • Demonstranci domagają się rezygnacji premiera kraju Ediego Ramy.
  • Przewodniczący czołowej partii opozycyjnej Demokratycznej Partii Albanii, Sali Berisha, wyraził poparcie dla protestów.
  • Rama wcześniej oświadczył , że dron z materiałami wybuchowymi został rozbrojony w pobliżu jego domu w Tiranie i stwierdził, że protesty w kraju były „inspirowane z zagranicy”.
  • Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zaapelowała do albańskiego premiera, aby nie przerzucał odpowiedzialności za niepokoje w kraju na Rosję i Iran.
  • Przed starciami w Tiranie przez ponad 130 dni z rzędu odbywały się antyrządowe demonstracje z powodu promowanego przez rząd projektu budowy kurortu w rezerwacie przyrody Vjosa-Narta na wybrzeżu Adriatyku.
  • Albańska Specjalna Prokuratura ds. Zwalczania Korupcji wszczęła wcześniej śledztwo w sprawie zmiany statusu tego obszaru chronionego, który Affinity Partners, firma inwestycyjna należąca do Jareda Kushnera, zięcia prezydenta USA, chce przekształcić w kurort. Projekt obejmuje bezludną wyspę Sazan i kilkaset hektarów obszaru chronionego.

Stanowisko Rosji

  • Nikt już nie bierze poważnie absurdalnych oskarżeń o udział Rosji w zamieszkach w Europie, powiedział rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow.
  • Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zauważyła , że ​​oskarżenia Unii Europejskiej przeciwko Rosji o udział w protestach świadczą o braku szacunku wobec jej obywateli.
  • Opublikowała również na swoim kanale Telegram film o protestach w kilku krajach europejskich, odpowiadając na pytanie, kto zaatakował Europę. Film rozpoczyna się wypowiedziami europejskich polityków, w tym prezydenta Francji i kanclerza Niemiec Friedricha Merza, którzy mówią o zagrożeniu rzekomo pochodzącym z Rosji. Następnie pokazywane są nagrania zamieszek i pogromów we Francji, Włoszech i Albanii, którym towarzyszy pytanie: „Czy to byli Rosjanie?”. Na końcu filmu odpowiedź na to pytanie padła jednoznacznie: „Nie, to Europejczycy zaatakowali »kwitnący ogród«”.

Plotki?? Marynarka Wojenna Pakistanu odpiera ataki amerykańskich Black Hawków; Iran atakuje 400 celów – nieszczelna granica, otwarte szlaki

Pepe Escobar: Marynarka Wojenna Pakistanu odpiera ataki amerykańskich Black Hawków; Iran atakuje 400 celów – nieszczelna granica, otwarte szlaki

Rozmowa Pepe Escobara z panem X na temat tymczasowego zamknięcia przejść granicznych między Pakistanem a Iranem rozpoczyna się od dwóch różnych wyjaśnień: pan X podaje jako przyczynę obawy dotyczące bezpieczeństwa, a Pepe Escobar wskazuje również na presję ze strony USA. Obaj podkreślają, że handel między krajami nie został całkowicie przerwany. Następnie rozmowa schodzi na rzekomą infiltrację granicy, obecność wojsk USA, dyplomację regionalną i listę celów, na którą powołują się źródła irańskie.

Przejścia graniczne tymczasowo zamknięte, inne trasy otwarte

Pan X twierdzi, że Pakistan, po konsultacjach z irańskimi urzędnikami, tymczasowo zamknął dwa kluczowe przejścia graniczne. W podjęciu tej decyzji brali udział wicepremier i minister spraw zagranicznych Pakistanu, a także minister spraw zagranicznych Iranu. Pan X podkreśla, że ​​zamknięcie ma charakter tymczasowy i nie wpływa na wszystkie połączenia między oboma krajami. Wiele tradycyjnych tras pozostaje otwartych i nadal jest wykorzystywanych.

Granica jest nieszczelna na dużej części swojej długości; ludzie i towary przekraczali ją od wieków licznymi szlakami. Według pana X handel transgraniczny nie zostanie wstrzymany. Obejmuje on między innymi ropę naftową i towary łatwo psujące się, takie jak pomidory, ziemniaki i cebula. Wolumen handlu podwajał się co miesiąc od początku wojny, o której mowa w rozmowie. Początkowa wartość tego twierdzenia nie została określona.

Pan X stwierdził również, że handel między Chinami a Iranem przez Pakistan nie został przerwany. Co więcej, istniejące wcześniej połączenie kolejowe zostało reaktywowane i rozbudowane. Porty Gwadar i Pasni były otwarte i również tam odbywał się ruch. Pan X opisał połączenie przez Gwadar jako część szlaku tranzytowego między Chinami, Pakistanem i Iranem.

Różne wyjaśnienia zamknięcia

Pepe Escobar nawiązuje do spotkania prezesów banków centralnych Iranu i Pakistanu, które odbyło się trzy dni wcześniej, przy okazji dorocznego spotkania MFW i Banku Światowego w Bangkoku. Według niego, spotkanie koncentrowało się na rozszerzeniu mechanizmu handlowego między Iranem a Pakistanem, który omijałby dolara amerykańskiego i obejmowałby również wymianę barterową. Omówiono również korytarze lądowe łączące Iran z Pakistanem, a przez Pakistan z Chinami.

W tym kontekście Escobar zastanawia się, czy zamknięcie zostało wspólnie podjęte przez Teheran i Islamabad, czy też zostało narzucone jednostronnie przez Pakistan. Kwestionuje również, czy presja USA na Islamabad odegrała jakąś rolę. Jego zdaniem zamknięcie jest sprzeczne z pakistańskimi interesami handlowymi.

Pan X twierdzi, że Pakistan rzeczywiście znajduje się pod znaczną presją ze strony USA. Przypisuje to między innymi sankcjom USA i wyjaśnia, że ​​Pakistan ich nie przestrzega. Chiny i inne kraje również oświadczyły, że nie będą się do nich stosować. Jednocześnie Pakistan jest zależny od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który jest kontrolowany przez USA, według jego relacji. Decyzja o tymczasowym zamknięciu dwóch głównych przejść granicznych została podjęta w porozumieniu z Iranem. Pozostałe szlaki pozostają jednak otwarte.

Później pan X odrzuca sugestię, że zamknięcie było spowodowane presją ze strony Stanów Zjednoczonych. Twierdzi, że decyzja została podjęta wspólnie i służy rozwiązaniu problemów bezpieczeństwa. W rozmowie pojawiają się zatem dwa tomy wyjaśnień: z jednej strony, jako tło polityczne przywołuje się presję ze strony Stanów Zjednoczonych, z drugiej, zamknięcie jest wyraźnie uzasadnione sytuacją bezpieczeństwa, a jakikolwiek wpływ Ameryki na tę konkretną decyzję jest zaprzeczany.

Domniemana infiltracja i sytuacja bezpieczeństwa w Beludżystanie

Jako uzasadnienie działań granicznych pan X powołuje się na wzrost szpiegostwa i infiltracji w regionie Beludżystanu, obejmujący oba kraje. Twierdzi, że aresztowano osoby, które, według niego, zbierały informacje lub planowały akty sabotażu. Wysoko postawiony oficer pakistańskiej straży granicznej poinformował go o zatrzymaniu osób podejrzanych o sabotaż.

Zapytany przez Escobara, pan X początkowo wymienił Afgańczyków jako osoby aresztowane. Później, jak twierdzi, generał brygady potwierdził mu, że kilku Afgańczyków przebywa w areszcie pakistańskim. Pan X twierdzi, że zatrzymani ci byli finansowani przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Według otrzymanej oceny, Emiraty nie są zainteresowane stabilną granicą między Pakistanem a Iranem i współpracują z Izraelem w celu destabilizacji obu krajów. Ponadto, aresztowano kilku Beludżów. Zarzuty te nie zostały niezależnie zweryfikowane podczas rozmowy.

Escobar ze swojej strony opisuje ataki i działania transgraniczne grup zbrojnych w obu regionach Beludżystanu. Twierdzi, że grupy te są finansowane i uzbrajane przez podmioty zagraniczne. Wspomina o atakach na posterunki policji w irańskich prowincjach Sistan i Beludżystan, a także o atakach na chińskich inżynierów w Pakistanie. Odnosi się do swoich podróży po regionie i mówi, że ze względów bezpieczeństwa nie pozwolono mu wcześniej odwiedzić Gwadaru jako cudzoziemcowi.

Pepe Escobar i pan X zakładają, że kontrole graniczne zostaną zaostrzone. Escobar wspomina o ogrodzeniach, murach i elektronicznych punktach kontrolnych. Porusza również kwestię możliwego związku z sankcjami finansowymi: Według niego co najmniej 3000 irańskich ciężarówek utknęło na granicach z powodu wtórnych sankcji USA, ponieważ transakcje płatnicze za pośrednictwem pakistańskich banków zostały zawieszone. Pan X nie potwierdza tej liczby. Twierdzi, że nie może potwierdzić kwestii transakcji bankowych, ale powtarza, że ​​zamknięcie jest tymczasowe i że chiński tranzyt nie jest naruszony.

Tranzyt Chin i obecność wojskowa USA

W odpowiedzi na pytanie Escobara, pan X wyjaśnił, że towary z Chin nadal mogą być ładowane na ciężarówki w Gwadarze i transportowane przez granicę pakistańsko-irańską do Iranu. Według niego, ma to zastosowanie „na razie”, pomimo tymczasowego zamknięcia sześciu przejść granicznych. Escobar podkreślił wagę tego ograniczenia: tranzyt towarów chińskich będzie traktowany inaczej niż inne przewozy transgraniczne.

Pan X wnioskuje z tego, że Pakistan nie zrobi nic, aby sprzeciwić się interesom Chin. Twierdzi, że żaden pakistański rząd nie przetrwałby politycznie takiej decyzji. Twierdzi również, że społeczeństwo Pakistanu w pełni popiera Iran. Te oceny polityczne przedstawiono w wywiadzie jako oświadczenia pana X, a nie jako niezależnie zweryfikowane fakty.

Kolejna część rozmowy dotyczy obecności wojsk amerykańskich w pobliżu wybrzeża Pakistanu. Pan X relacjonuje, że amerykańskie śmigłowce Black Hawk z okrętów marynarki wojennej zbliżyły się na odległość trzech mil morskich do terytorium Pakistanu. Pakistańskie siły morskie i myśliwce nakazały im wówczas zawrócenie; śmigłowce wykonały polecenie i nie stawiały oporu. Pan X twierdzi, że Pakistan nie zaprosił amerykańskich samolotów wojskowych i nakazał im wycofanie się.

Escobar wielokrotnie pyta o lokalizację okrętów Marynarki Wojennej USA i wyraża zaniepokojenie, że znajdują się one bardzo blisko wybrzeża Pakistanu. Pan X twierdzi, że okręty nie znajdują się na pakistańskich wodach terytorialnych, co, jak twierdzi, zostało ostatecznie potwierdzone przez władze przybrzeżne. Escobar odpowiada, że ​​jednostki Marynarki Wojennej USA pozostają bardzo blisko Pakistanu i nie wycofały się do południowej części Morza Arabskiego. Pan X podtrzymuje swoje stanowisko, że znajdują się one poza pakistańskimi wodami terytorialnymi. W związku z tym rozmowa zawiera sprzeczne informacje dotyczące dokładnej lokalizacji okrętów.

Egipt, Arabia Saudyjska i Organizacja Współpracy Islamskiej

W drugiej części Pepe Escobar i pan X zwracają się ku dyplomacji regionalnej. Escobar twierdzi, że Egipska Rada Obrony Narodowej zobowiązała się do udzielenia Arabii Saudyjskiej wszelkich niezbędnych i możliwych form wsparcia. Wsparcie to jest jednak uzależnione od zgody parlamentu; nie podjęto jeszcze żadnej decyzji ani nie zgłoszono żadnych działań. Debata ma być kontynuowana w następny poniedziałek. Escobar ironicznie określa prezydenta Egiptu jako osobę szczególnie odważną.

Escobar omawia również możliwość zbliżenia się Iranu z porozumieniem obronnym znanym jako „Porozumienie z Mekki”. Początkowo stwierdza, że ​​formalna inicjatywa irańska nie jest obecnie omawiana w Teheranie i że nie ma żadnych oficjalnych ustaleń w tej sprawie. Pan X dodaje później, że otrzymał informacje od kontaktów w Iranie i Islamabadzie, że Iran wyraził zainteresowanie udziałem. Nie wie, na jakim etapie są te rozważania; nie może też powiedzieć, czy jest to stanowisko formalne, czy nieformalne.

Według pana X, Pakistan i Turcja z zadowoleniem przyjęłyby taki rozwój sytuacji. Co więcej, irański minister spraw zagranicznych i pakistański wicepremier rozmawiali na ten temat; temat ten był również poruszany przez chińskich i pakistańskich ministrów spraw zagranicznych. Escobar zgadza się, że były to niejasne rozmowy. Akcesji nie należy się spodziewać w nadchodzących tygodniach i zależy ona od rozwoju wojny między USA a Iranem, a także wojny Arabii Saudyjskiej z Jemenem. Escobar opisuje Iran i Jemen jako spójny „pakiet” polityczny.

Kolejnym tematem jest możliwe oświadczenie Organizacji Współpracy Islamskiej. Escobar donosi, że Arabia Saudyjska zamierza złożyć oświadczenie potępiające Ansar Allah. Według niego Iran nie podpisze dokumentu, jeśli nie będzie on jednocześnie odnosił się do przyczyn wznowienia wojny w Jemenie i nie będzie miał wyważonego charakteru. Escobar twierdzi, że w ramach organizacji istnieje blok 27 państw saudyjskich. Jego zdaniem jest to prawie, ale nie do końca, większość i niewystarczająca do podjęcia działań przeciwko Ansar Allah. Apeluje do wszystkich o śledzenie ewentualnego dokumentu i jego brzmienia w nadchodzących dniach. Jego relacja o państwach członkowskich i ich orientacji politycznej nie została dodatkowo poparta w rozmowie.

Rzekoma lista celów irańskich i ostrzeżenie o eskalacji

Wreszcie, pan X informuje, że Iran „zidentyfikował” lub „zablokował” 400 celów; dokładne znaczenie użytego terminu nie zostało wyjaśnione w rozmowie. Według niego, lista celów obejmuje liczne cele w Izraelu, a także bazy amerykańskie, z których siły zostały przerzucone do Izraela.

Pan X ostrzega, że ​​prezydent USA Trump „głęboko pożałuje”, jeśli zastosuje się do rady premiera Izraela Netanjahu i wznowi działania wojenne. Twierdzi, że Iran zareaguje wówczas z większą szybkością i zaciekłością niż dotychczas, używając broni, która nie była wcześniej używana, wspominając o prędkościach dochodzących do Mach 10 i wielu głowicach. Na tej podstawie pan X wnioskuje o możliwości eskalacji, prowadzącej do początkowej fazy wojny światowej. Te stwierdzenia są przedstawiane w wywiadzie jako ostrzeżenie i prognoza, a nie jako potwierdzone fakty wojskowe.

Podsumowując, Pepe Escobar i pan X oświadczają, że opierają swoje relacje na wielu źródłach i udzielą dalszych informacji. Pan X twierdzi, że porównywał informacje z Islamabadu z kontaktami w Iranie. Rozmowa nie zawiera jednak żadnych niezależnych dowodów dotyczących opisanych wydarzeń ani ocen wojskowych.

Źródło: Pepe Escobar: Marynarka Wojenna Pakistanu ostrzega przed amerykańskimi Black Hawkami; Iran blokuje 400 celów, POROWATA GRANICA, OTWARTE TRASY

Nadchodzi europejska zima, która sprowadzi dieslowską zimę – a Waszyngton tylko pogorszy sytuację

Nadchodzi europejska zima, która sprowadzi dieslowską zimę – a Waszyngton tylko pogorszy sytuację.

Arabia Saudyjska poszukuje sojuszników przeciwko Ansar Allah i jak dotąd otrzymała wyrazy poparcia. Egipt zadeklarował gotowość wsparcia królestwa, ale bez zobowiązania się do działań militarnych. Pakistan i Turcja zobowiązały się do wysłania wojsk w ramach Paktu Obronnego Mekki podpisanego w sierpniu, ale oba rządy twierdzą, że ich siły zbrojne będą odgrywać „rolę wspierającą, a nie aktywną rolę bojową” przeciwko Huti. Obserwuję takie deklaracje koalicyjne od dziesięcioleci. Kair nie zapomniał o wojnie w Jemenie w latach 60. Islamabad ma własną granicę z Afganistanem i myśli o niespokojnych Indiach. Żaden z tych krajów nie wyśle ​​swoich żołnierzy w góry Sada – Rijad będzie musiał w zasadzie stoczyć tę bitwę sam.

Ma to istotne znaczenie, ponieważ Ansar Allah udowodnił swoją zdolność dotarcia do gospodarczego centrum królestwa. W ciągu ostatnich dwóch tygodni Huti zaatakowali zakłady Aramco w pobliżu Rijadu, elektrownię gazową Shedgum w korytarzu Ghawar oraz rafinerię ropy naftowej Tanajib na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. Zaatakowali również budynek administracyjny w siedzibie Aramco w Dhahranie, historycznym centrum firmy. Doniesienia wskazują, że obecnie celem ataku jest Yanbu.

Rijad w dużej mierze milczy na temat zniszczeń, a dyrektor generalny Aramco zapewnia, że ​​system firmy jest nienaruszony i można go przywrócić do pełnej wydajności 12 milionów baryłek dziennie w ciągu kilku dni. Nie wierzę w to. Karl Miller, który przebywa na miejscu w regionie, mówi mi, że Saudyjczycy ponieśli znaczne straty. Jest to zgodne z tym, co widzimy z zewnątrz: koalicja stale zgłasza przechwycenia, podczas gdy cele nadal płoną. Naprawa zakładów przetwarzania gazu, jednostek stabilizacyjnych i komponentów rafinerii nie jest kwestią dni. Po ataku na Abqaiq Khurais w 2019 roku saudyjska produkcja spadła o 5,7 miliona baryłek dziennie, a odbudowa po pojedynczym ataku na niechroniony cel zajęła około dwóch miesięcy. Tym razem ataki są powtarzane i powtarzane, a zespoły naprawcze pracują pod ostrzałem.

Janbu jest kluczowym celem. Po tym, jak irańska marynarka wojenna ogłosiła zamknięcie Cieśniny Ormuz z wyjątkiem statków, którym udzieliła zezwoleń, terminal Arabii Saudyjskiej na Morzu Czerwonym w Janbu – zasilany rurociągiem Wschód-Zachód – stanowi alternatywną trasę królestwa na rynki światowe. Przepływy przez Ormuz spadły do ​​11,62 miliona baryłek dziennie w tygodniu kończącym się 13 października, z poziomu bazowego 17,15 miliona.

Ta alternatywna trasa jest już poważnie uszkodzona. Rurociąg Wschód-Zachód ma przetransportować do 7 milionów baryłek dziennie przez półwysep i jest zasilany przez 11 stacji pomp. Według moich źródeł w regionie, cztery z tych 11 stacji są poważnie uszkodzone i wyłączone z eksploatacji. To nie stało się z dnia na dzień. We wrześniu atak uszkodził urządzenia pompujące, w dużej mierze unieruchamiając rurociąg; urzędnicy regionalni poinformowali Associated Press, że naprawa zajmie od trzech do pięciu tygodni. Aramco ponownie uruchomiło rurociąg – i znów został on zaatakowany. Rurociąg, w którym brakuje ponad jednej trzeciej stacji pomp, nie jest w stanie dostarczyć nawet w przybliżeniu nominalnej objętości, niezależnie od tego, ile ropy naftowej czeka w Prowincji Wschodniej.

Tymczasem Ansar Allah zajął wyspy Wielki Hanisz, Mały Hanisz i Perim w cieśninie Bab el-Mandab, przejmując tym samym kontrolę nad szlakami żeglugowymi, którymi tankowce muszą poruszać się, opuszczając Janbu. Zniszczone wydobycie, zniszczony rurociąg i sporne Morze Czerwone oznaczają, że świat traci trzykrotnie baryłki saudyjskiej ropy: część nie może zostać wydobyta, część nie może dotrzeć do brzegu, a to, co dotrze do brzegu, nie może zostać bezpiecznie przetransportowane.

Największy wpływ ma olej napędowy. Olej napędowy napędza ciężarówki, traktory, pociągi i statki, które transportują wszystko inne, a Europa jest jednym z największych importerów oleju napędowego na świecie. Październikowy raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej jest jednoznaczny: eksport paliw z Bliskiego Wschodu jest niższy niż połowa poziomu sprzed wojny, a rynki oleju napędowego „pozostaną napięte do końca 2027 roku”. IEA nie przewiduje, że utracone zapasy oleju napędowego zostaną uzupełnione przed drugą połową 2027 roku. Ceny ropy naftowej przekroczyły we wrześniu 200 dolarów za baryłkę i pozostają prawie dwukrotnie wyższe niż cena ropy naftowej, która wynosi około 108 dolarów za baryłkę Brent – ​​co stanowi wzrost o ponad 75% rok do roku. Ukraińskie drony nadal atakują rosyjskie rafinerie i terminale eksportowe, wpływając negatywnie na inne tradycyjne europejskie źródło średnich destylatów.

Jeśli więc zapytacie mnie, kiedy dostawy oleju napędowego wrócą do normy, moja odpowiedź brzmi: nieprędko. Harmonogram Międzynarodowej Agencji Energii (IEA), który nie uwzględnia bieżących uszkodzeń saudyjskich obiektów, wskazuje najwcześniej na drugą połowę 2027 roku. Prawdziwe ożywienie gospodarcze jest oddalone o co najmniej rok – prawdopodobnie dłużej.

Nie należy oczekiwać, że umowa Trumpa z Putinem dotycząca oleju napędowego cokolwiek zmieni. Jak już wyjaśniłem, rosyjskie baryłki stanowią marginalną ilość. Moskwa zatwierdziła eksport 500 000 ton, czyli około 3,7 miliona baryłek, bez ustalonego harmonogramu dostaw. Nawet jeśli każda transza ogłoszona przez Trumpa zostanie dostarczona – łącznie około 4,8 miliona ton, co odpowiada około 36 milionom baryłek rozłożonym na kilka miesięcy – pierwsze 300 000 ton stanowi mniej niż jednodniowe zapotrzebowanie na amerykański olej napędowy, a cały program trwa krócej niż cztery dni. W porównaniu ze światową stratą eksportu destylatów z Bliskiego Wschodu jest to wartość znikoma. Zakłada ona również, że rosyjskie rafinerie nadal będą atakować ukraińskie drony, a także tankowce objęte sankcjami w zakresie transportu. Umowa może trafić na pierwsze strony gazet. Nie zmieni ona krzywej podaży, a tym samym nie obniży ceny oleju napędowego.

Europa już płaci polityczną cenę. W sobotę Francja doświadczyła najgorszych niepokojów od lat. Związek zawodowy CGT oszacował, że ponad 500 000 osób wyszło na ulice, aby zaprotestować przeciwko cenom benzyny, energii i żywności; aresztowano ponad 270 osób. W Mediolanie demonstracja przeciwko wojnom i rosnącym kosztom utrzymania zakończyła się podpaleniem barykad i splądrowaniem sklepów. Protesty przeciwko kosztom utrzymania rozprzestrzeniły się na Belgię i Portugalię. W Albanii od pięciu dni trwają gwałtowne starcia w Tiranie. Bezpośrednim powodem jest gniew na premiera Ediego Ramę, ale jest to również element kontynentalnego nastroju ludzi, którzy czują, że ich rządy już ich nie słuchają.

W tym kontekście Waszyngton rozważa ponowne ataki na Iran. Zawieszenie broni załamało się w lipcu i nie zostało przywrócone. Każda kolejna runda eskalacji od tamtej pory generowała wzrost cen ropy naftowej, a każda z nich dawała Teheranowi powód do zacieśnienia kontroli nad cieśniną Ormuz, a jego sojusznikom w Jemenie – do rozszerzenia listy celów. Kolejna amerykańska kampania nie otworzy cieśniny. Doprowadzi do jej dalszego zamknięcia. Spowoduje to powrót cen oleju napędowego do wrześniowych rekordów, tuż przed nadejściem zimy w Europie, kiedy popyt na olej opałowy osiąga szczyt.

Amerykańscy decydenci zdają się wierzyć, że koszty tej wojny można wyeksportować. To niemożliwe. Gospodarki europejskie były słabe już przed wojną. Fabryki, które opierają się na logistyce napędzanej olejem napędowym, rolnicy, którzy potrzebują oleju napędowego do zbiorów, i gospodarstwa domowe ogrzewane olejem opałowym, nie wytrzymają kolejnego wzrostu cen. Niepokoje w Paryżu i Mediolanie stanowią ostrzeżenie przed tym, jaki wpływ na społeczeństwo ma przedłużający się niedobór oleju napędowego. Jeśli Waszyngton rozszerzy tę wojnę, świadomie zdecyduje się na wydłużenie i pogłębienie tego niedoboru – a Europa zapłaci za to cenę na swoich drogach.

Źródło: Nadchodzi zima w Europie, a Waszyngton zamierza ją jeszcze pogorszyć

Dzieciom zalecają warzywa, a sami toną w tłuszczu. Obiad w stołówce MEN.

Dzieciom zalecają warzywa,

a sami toną w tłuszczu.

Zjadłam obiad

w stołówce MEN

pysznosci/dzieciom-zalecaja-warzywa-a-sami-tona-w-tluszczu-obiad-w-stolowce-men

W szkołach coraz więcej mówi się o diecie planetarnej i ograniczaniu mięsa. Postanowiliśmy sprawdzić, jak na tym tle wypada stołówka Ministerstwa Edukacji Narodowej. Razem z mężem zamówiliśmy obiady i desery, a rachunek wyniósł 97 zł. Nie wszystkie dania spełniły nasze oczekiwania, a wizyta zakończyła się wyjątkowo nieprzyjemnie.

Obiad w stołówce MEN

© Pyszności Katarzyna Gileta 19 października 2026

W ostatnim czasie wokół szkolnych stołówek narosło wiele emocji za sprawą wytycznych promujących tzw. dietę planetarną. Zakłada ona m.in. ograniczanie mięsa na rzecz produktów roślinnych. Postanowiliśmy sprawdzić, jak w tym kontekście wypada stołówka Ministerstwa Edukacji Narodowej przy alei Szucha 25.


Lokal, często funkcjonujący pod nazwą Jadalnia lub MENu od rana, jest otwarty dla każdego. Można tu wpaść na śniadanie, np. jajecznicę czy owsiankę, a w porze lunchowej zamówić klasyczny obiad. Sprawdziliśmy, co trafia na talerze i czy za ministerialnym adresem idzie również jakość.

Do stołówki dotarliśmy przed godziną 15. Sala świeciła pustkami – oprócz nas posiłek jadł tylko jeden starszy pan. Zapewne większość pracowników kończy już wtedy pracę, a największy ruch przypada na godziny poranne i wczesne popołudnie.

Stołówka MEN
[1/3] Stołówka MEN Źródło zdjęć: © Pyszności

Zupy bez wyrazu. Początek obiadu nie zachwycił

Zamówiliśmy dwa zestawy obiadowe. Na początek dostaliśmy zupy. Rosół był bardzo blady, wręcz przezroczysty i rozwodniony. Trudno było wyczuć w nim sól, pieprz czy jakiekolwiek inne przyprawy. Mój krem z pieczonej dyni z płatkami migdałów prezentował się lepiej, ale również brakowało mu nieco charakteru. Cóż, kwestia gustu, my po prostu wolimy lepiej doprawione dania.

Zraz i karkówka na talerzach. Warzyw jak na lekarstwo

Największe zaskoczenie przyszło wraz z daniami głównymi. W kontekście dyskusji o szkolnych posiłkach nasz obiad stanowił dość wymowny kontrast. Mąż zamówił zraz wołowy z kaszą gryczaną. Cały zestaw z rosołem kosztował 38 zł. Kasza była ugotowana na sypko. To duży plus.

Zraz był dość spory, w środku był kiszony ogórek. Niestety mięso po przekrojeniu było lekko zaróżowione. Długo duszony zraz powinien być ciemnobrązowy lub szary. Jednak najbardziej zaskoczyła nas surówka… a raczej jej brak. Dodatek warzywny sprowadzał się do jednego liścia sałaty i trzech cienkich plasterków pomidora. Być może surówki się skończyły, jednak nie zostaliśmy o tym poinformowani podczas składania zamówienia.

Ja wybrałam zestaw z karkówką z pieca za 30 zł. Mięso było bardzo tłuste, a na talerzu towarzyszyły mu wyłącznie ugotowane ziemniaki. Danie okazało się tak ciężkie, że nie byłam w stanie go dokończyć.

Warto zaznaczyć, że oferta była dość rozbudowana. Na tablicy z menu widniały również sznycle drobiowe, lasagne warzywna czy naleśniki z Nutellą. Można więc było wybrać coś innego, choć nasze dwa zestawy nie zachęciły nas do dalszych eksperymentów.

Brownie rozczarowało, deser chia uratował sytuację

Po obiedzie przyszła pora na desery. Brownie za 6 zł, pokryte grubą warstwą karmelowej masy, okazało się tak słodkie, że cukier dosłownie chrzęścił w zębach. Po pierwszym kęsie mieliśmy dość i nie zdecydowaliśmy się na więcej.

Znacznie lepiej wypadły inne desery – pudding chia i kokosowa tapioka za 13 zł. Dowiedzieliśmy się, że nasiona chia są gotowane w mleku kokosowym, a następnie łączone z naturalnym jogurtem. W deserze nie ma dodatku cukru, a mimo to całość smakuje rewelacyjnie. To zdecydowanie najmocniejszy punkt naszej wizyty. Deser zabrałam ze sobą do domu i zostawiłam na kolację.

Rachunek na 97 zł, ciężki sen i krople żołądkowe

Za dwa obiady, desery i kompoty zapłaciliśmy 97 zł. Zamiast dodać nam energii na resztę dnia posiłek kompletnie nas odciął. Karkówka i zrazy były tak ciężkie i tłuste, że w domu po prostu padliśmy i przespaliśmy całe popołudnie. Skończyło się mocnym bólem brzucha i kroplami żołądkowymi.

Paragon
Paragon © Pyszności • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Wnioski? Wymagania wobec dziecięcych talerzy nijak mają się do ministerialnej kuchni. Jeśli szukasz lekkiego obiadu, drzwi przy Szucha możesz spokojnie ominąć.