ODPORNOŚĆ

ODPORNOŚĆ

Sławomir M. Kozak

Prowadzę od wielu lat jednoosobowe wydawnictwo, już chyba jako jeden z ostatnich w Polsce, bo docierają do mnie coraz częściej kolejne sygnały o wycofujących się z rynku niewielkich oficynach wydawniczych i prywatnych, niegdyś rodzinnych księgarniach.

Nic w tym dziwnego, skoro koszty prowadzenia tego typu działalności rosną w tempie geometrycznym, rynek zdominowany jest przez księgarnie sieciowe i hurtownie pobierające od wydawców „marże” w wysokości 55%. Do tego dochodzi malejąca z każdym rokiem liczba czytelników. Za tzw. „ubezpieczenie zdrowotne” zapłaciłem dzisiaj, jak co miesiąc, kilkaset złotych. O „służbie zdrowia” w Polsce i jej powolnym konaniu mówią wszyscy od ponad 30 lat, emeryci czekają w wielomiesięcznych [ja – w wieloletniej.. md] kolejkach do specjalistów, a z rozmysłem realizowany upadek roli rodziny powoduje, że seniorzy u schyłku swoich dni z przerażeniem spoglądają w przyszłość.

A jednak, rynek medyczny w naszym nieszczęśliwym kraju ma się doskonale. Bo, gdyby było inaczej, czy kogokolwiek interesowałyby targi medyczne pod jakże patetyczną nazwą Warsaw Medical Expo, tłumaczoną na język tubylczy „Międzynarodowe Targi Medyczne”? Właśnie trwają, a ruch w interesie nie jest mały, bo ogromna hala wystawowa w kompleksie Ptak Expo w podwarszawskim Nadarzynie wynajęta została dla tego przedsięwzięcia na trzy dni, od 15 do 17 września. Na stronie targowej uczestnik może przeczytać, że biorąc w nich udział „pozna najnowsze trendy branżowe”, „nawiąże nowe kontakty biznesowe” i „zdobędzie cenną wiedzę” oraz „pozna nowości rynku”.

Któż tam szuka cennej wiedzy, którą większość Polaków zna doskonale? Zapewne jacyś wybitni specjaliści, jak na przykład ci z kolejnej fundacji (!), która wbrew postępującej patologii w tym obszarze „powstała w 2026 roku, aby wspierać podmioty medyczne w procesie zmian oraz sprostaniu wyzwaniom, jakie niosą dziś nowe technologie i ograniczenia finansowe systemu opieki zdrowotnej w Polsce”. Odsyłam do zapoznania się z listą owych ekspertów [zajrzyj koniecznie, czytelniku !!], którzy reklamują się pisząc „pomagamy poprzez wdrażanie nowoczesnych technologii, cyfrowej transformacji oraz innowacji organizacyjnych i finansowych”. To bardzo pouczająca lektura. I zapewne zachęcająca do wspierania.

Targi podzielono na liczne sektory, co pozwala mieć nadzieję, że już od piątku będzie w Polsce tylko lepiej. Choć kilka z nich może rozbudzać ciekawość, jak na przykład „innowacje i R&D”, „marketing, media i komunikacja medyczna”, czy „pozostałe/trudne do jednoznacznej klasyfikacji”. I, chociaż strona, jak napisano na jej dole, „przeznaczona jest wyłącznie dla profesjonalistów medycznych” pozwoliłem sobie spojrzeć na listę patronów tej imprezy. Dzięki temu wiem, że nasza przyszłość jest w dobrych rękach. Patronatem honorowym targi objęły takie instytucje, jak Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych, czy Marszałek Województwa Mazowieckiego. Wśród partnerów merytorycznych znalazło się Polskie Centrum Badań i Certyfikacji, co pozwala mieć nadzieję, że nie przytrafią się nam już nigdy nieprzebadane i nie zatwierdzone do użytku preparaty eksperymentalne. Tym bardziej, że obok widnieje logo Obserwatorium Bezpieczeństwa, na którego stronie czytamy, że jest pierwszą w Polsce organizacją pozarządową i ekspercką typu think tank zajmującą się sprawami bezpieczeństwa miast, samorządu terytorialnego oraz instytucji publicznych, skoncentrowaną na profesjonalnej działalności badawczej, doradczej i edukacyjnej.

Zauważyłem też mało wysublimowaną grafikę przypominającą krzyżujące się igły z podpisem Centrum NanoBioMedyczne, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wiem, że nazwiska profesorów tej uczelni pojawiały się licznie w nagłówkach mediów (tych niepoprawnych niestety) w minionych latach walki z zarazą, więc podejrzewam, że przynajmniej część tamtejszej palestry ryzykowała zdrowiem i życiem dla dobra ogólnego. Nie podnosi mnie to jednak na duchu. Podobnie, jak merytoryczny patronat Polskiego Towarzystwa Lekarzy Menedżerów. Być może, gdyby więcej było wokół nas lekarzy, niż menedżerów, czułbym się spokojniej.

Podczas targów wręczano medale i dyplomy. Na przykład, za innowacje roku. „Dla produktu, technologii lub rozwiązania, które wprowadza nowatorskie podejście, usprawnia dotychczasowe procesy lub odpowiada na potrzeby rynku w nowy sposób”. Ale też dla lidera jakości i profesjonalizmu. „Dla firmy lub marki, która konsekwentnie utrzymuje wysokie standardy jakości, rzetelności i profesjonalnej obsługi, budując zaufanie”.

Jedna z konferencji targów nosiła tytuł „Bezpieczna i odporna ochrona zdrowia”. Mam nieodparte wrażenie, że jedyne odpowiadające otaczającej nas rzeczywistości słowo w tym tytule odnosi się właśnie do odporności. Naszej odporności na to wszystko, co wyprawia się obok nas, ponad nami, bez naszej wiedzy i zgody. Ale, za nasze przede wszystkim pieniądze.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się

postaw mi kawę

Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv

Renesans cywilizacyjny, ekonomiczny Chin

Renesans cywilizacyjny Chin

{Nie wiem.. Ile z tego to propaganda, a ile – cząstki prawdy.

Ignoruje zupełnie terror informatyczny ludności, tępienie chrześcijaństwa, „podziemny kościół” katolicki i wiele innych.

Ważne jednak, by i taki pogląd poznać. Mirosław Dakowski]

============================================================


Spektakularny renesans cywilizacyjny Chin czyni argument na rzecz narodowego systemu gospodarki niepodważalnym.

alexkrainer/two-systems-are-before-the-world

Alex Krainer

W ostatnim raporcie stwierdziłem, że konflikty, których jesteśmy dzisiaj świadkami na świecie, wynikają ze starcia dwóch systemów rządów. Zazwyczaj przedstawia się to jako starcie demokracji z autokracjami, ale w rzeczywistości chodzi o konflikt między zachodnim systemem kolonialnym a każdym, kto odrzuca jego żądanie podporządkowania, czy to Kuba, Wenezuela, Rosja, Chiny, Korea Północna, Jemen czy Iran.
Geopolityczne przejawy tego konfliktu są łatwiejsze do rozpoznania, ale jego korzenie wywodzą się z fundamentów ekonomicznych obu alternatywnych systemów, które określają naturę i postępowanie przeciwstawnych systemów. Zachodni kolonializm faworyzuje i dąży do narzucenia brytyjskiego systemu wolnego handlu. Narody, które preferują niepodległość i chcą wytyczyć suwerenną ścieżkę swojego rozwoju, wolą narodowy system ekonomii politycznej, znany również jako System Amerykański.
System narodowy dąży do stymulowania krajowej produkcji, akumulacji kapitału w kraju i inwestowania go w rozwój własnego społeczeństwa, infrastrukturę, edukację, badania, innowacje, kulturę oraz inne cele, które podnoszą standard życia i jakość życia w kraju.

Dla odmiany, brytyjski system wolnego handlu wydobywa bogactwo i koncentruje je w rękach oligarchii finansowej oraz ich największych klientów korporacyjnych. Wolny handel wiąże się z usuwaniem wszelkich barier dla niezakłóconego, ogólnoświatowego przepływu kapitału, zawsze w pogoni za najwyższymi możliwymi stopami zwrotu. Wszelkie koszty, które obniżają zwroty z kapitału, muszą zostać ograniczone, w tym wydatki socjalne i ochrona środowiska.
W ramach systemu wolnego handlu narody są zmuszone rywalizować o kapitał inwestycyjny poprzez systematyczne obniżanie płac, bezpieczeństwa pracy, emerytur, usług opieki zdrowotnej i edukacji. Dlatego brytyjski system wolnego handlu sprowadza się do konkurencyjnego wyścigu na dno.

W pierwszej części tego raportu przyjrzeliśmy się skutkom systemu wolnego handlu w Wielkiej Brytanii i temu, jak niemal doprowadził on do zniszczenia jej gospodarki. W części 2, przyjrzeliśmy się również przykładom Stanów Zjednoczonych, Niemiec i Włoch, które wdrożyły system narodowy, co napędziło ich rozwój gospodarczy i w spektakularny sposób podniosło standard życia. Jednak krajem, który najlepiej wykorzystał narodowy system ekonomii politycznej w ciągu ostatnich kilku dekad, są Chiny.

Zdumiewający wzrost Chin

Jeszcze w latach 70. XX wieku Chiny należały do najbiedniejszych krajów na świecie. Na początku lat 70. ich PKB na mieszkańca wynosił nieco ponad 100 dolarów. Dziś chiński PKB na mieszkańca zbliża się do 15 000 dolarów. Według parytetu siły nabywczej liczba ta odpowiada ponad 31 000 dolarów na mieszkańca, co stanowi gigantyczny skok z poziomu 100 dolarów, na którym kraj ten znajdował się jeszcze 50 lat temu.

Co istotne, rozwój gospodarczy Chin miał bardzo szeroki zakres. Po zrealizowaniu 14 kolejnych, sterowanych przez rząd pięcioletnich planów rozwoju gospodarczego i społecznego, Chiny wyciągnęły około 800 milionów swoich obywateli z ubóstwa, a ten rozkwit Chin jest wręcz spektakularny. Choć niemożliwe byłoby omówienie każdego aspektu rozwoju Chin w tym okresie, warto przyjrzeć się niektórym z ich najbardziej niezwykłych osiągnięć we wdrażaniu krajowego systemu ekonomii politycznej.
Na przykład, zaczynając od niemal zera w 2008 roku, Chiny zbudowały największą sieć kolei dużych prędkości na całym świecie. W ciągu niespełna 20 lat ukończyły 50 000 km – ponad 31000 mil – połączeń kolei dużych prędkości, co stanowi ponad 70% całkowitego światowego kilometrażu kolei dużych prędkości, przewyższając łączną sumę kilometrów takich linii we wszystkich pozostałych krajach świata razem wziętych.

Towarzyszyła temu budowa zapierających dech w piersiach stacji kolejowych i węzłów sieciowych w całych Chinach. Niedawno cała stacja kolejowa w mieście Fuzhou, w prowincji Fujian, została zbudowana w zaledwie 9 godzin. W tym roku ukończyli budowę ogromnego węzła kolei dużych prędkości w Chongqing o powierzchni 1,22 miliona metrów kwadratowych w miejscu, które zaledwie 38 miesięcy wcześniej było górą. Cała konstrukcja jest imponującym arcydziełem architektury na skalę egipskich piramid (oto 5-minutowy film dokumentalny o budowie stacji oraz 2-minutowy przelot dronem). Koszt budowy: 7,8 miliarda dolarów.
W ciągu ostatnich dwóch dekad Chiny awansowały z niemal zerowej pozycji do miana światowego lidera w produkcji samochodów. W 2000 roku chińscy producenci samochodów odpowiadali za około 1% globalnego rynku motoryzacyjnego. Do 2023 roku 39% samochodów sprzedawanych na świecie było produkcji chińskiej.

Stopniowo wypierają one samochody amerykańskie, europejskie i japońskie, a konkurencyjność chińskich producentów nie opiera się wyłącznie na niższych cenach – ich modele coraz częściej wygrywają z zachodnimi producentami także pod względem innowacyjności, funkcji i osiągów.

Chiny mają latające samochody!

I rzeczywiście, pociąg innowacji w Chinach pędzi obecnie do tego stopnia, że latające samochody mogą stać się rzeczywistością w niezbyt odległej przyszłości. W niektórych miastach istnieją już autonomiczne latające taksówki i – na wypadek, gdyby ktoś chciał zbyć to jako konfabulację AI – osobiście znam ludzi, którzy faktycznie korzystali z usług latających taksówek w Chinach.

Dziś jedną z strategicznie najważniejszych branż, w których Stany Zjednoczone dążyły do ustanowienia niepodważalnej amerykańskiej dominacji, jest sztuczna inteligencja.

Wygranie wyścigu w dziedzinie sztucznej inteligencji

Pomimo znacznej przewagi na starcie i dosłownie bilionów dolarów nakładów inwestycyjnych poniesionych przez wiodące amerykańskie firmy zajmujące się sztuczną inteligencją, Chiny szybko nadrobiły zaległości, a w niektórych wskaźnikach wydajności nawet je wyprzedziły.
W styczniu 2025 roku chińska firma DeepSeek AI wypuściła nowy model sztucznej inteligencji, DeepSeek R1, co oznaczało to, co Marc Andreesen nazwał „momentem Sputnika” dla branży. Tak jak wystrzelenie przez Związek Radziecki satelity Sputnik w 1957 roku podważyło założenia dotyczące amerykańskiej dominacji technologicznej w technologii kosmicznej, tak DeepSeek rzucił podobne wyzwanie ówcześnie panującym założeniom w wyścigu technologicznym AI. Od tego momentu nowe kamienie milowe były osiągane i przekraczane w szybkim tempie. DeepSeek R1 dorównał już wydajnością wiodącym amerykańskim modelom, mimo że jego całkowity budżet rozwojowy wyniósł zaledwie 6 milionów dolarów.
23 kwietnia tego roku, w 2026, amerykańska firma OpenAI wprowadziła swój najbardziej zaawansowany model, GPT 5.5. DeepSeek odpowiedział już następnego dnia własnym konkurentem, modelem V4, który pod względem wydajności niemal dorównał modelowi OpenAI. Jednak prawdziwa, ogromna różnica między „Made in USA” a „Made in China” pojawiła się w kwestii kosztów: DeepSeek jest do 107 razy tańszy niż GPT 5.5. Dla intensywnych użytkowników różnica ta może sumować się do dziesiątek tysięcy dolarów rocznie, co jest kwestią decydującą o być albo nie być w wojnach AI.
Oczywiście DeepSeek to tylko jedna z dziesiątek chińskich firm w przestrzeni sztucznej inteligencji, a do ich najpopularniejszych modeli należą Qwen, MiniMax, GLM i Kimi. Ten ostatni, Kimi, wprowadził swój model K3 pod koniec lipca 2026 roku, który niemal całkowicie zniwelował lukę wydajnościową w porównaniu z najbardziej zaawansowanymi modelami amerykańskimi, a nawet przewyższył je w niektórych metrykach, takich jak kodowanie czy zadania agentowe, ponownie za ułamek kosztów modeli amerykańskich. Różnica w kosztach wywarła znaczący wpływ nawet wśród największych (i przypuszczalnie najmniej wrażliwych na koszty) użytkowników.
Na przykład w czerwcu 2026 roku Microsoft anulował większość swoich licencji na Claude Code dla produktów takich jak Windows, M365 i Teams ze względu na bardzo wysokie koszty tokenów. Było to spore zaskoczenie, biorąc pod uwagę, że Microsoft zainwestował aż 5 miliardów dolarów w twórcę Claude’a, firmę Anthropic. Również CTO Ubera skarżył się, że ich budżet na AI na 2026 rok został wyczerpany już w kwietniu tego roku z powodu wysokich kosztów związanych z używaniem Claude Code.
W rzeczywistości wiele firm odkryło, że koszty amerykańskich modeli AI znacznie przewyższają koszty pracowników ludzkich. Jedną z nich była Nvidia. Jej wiceprezes ds. Applied Deep Learning, Bryan Cantazaro stwierdził: „Dla mojego zespołu koszt mocy obliczeniowej znacznie przewyższa koszty zatrudnienia pracowników”. Ostatecznie skutkuje to tym, że wiele amerykańskich firm przestawia się na chińskie modele AI.

W wywiadzie dla Bloomberg News, dyrektor generalny AirBnB Brian Chesky wyjaśnił swoją preferencję dla „Made in China”: „Polegamy w dużej mierze na modelu Qwen od Alibaby. Jest bardzo dobry. Jest też szybki i tani” — powiedział. „Używamy najnowszych modeli OpenAI, ale zazwyczaj nie korzystamy z nich zbyt często w produkcji, ponieważ istnieją szybsze i tańsze modele”.
To samo spostrzeżenie rozeszło się po społeczności technologicznej, a jego skutkiem jest fakt, że Chiny przekonująco wygrywają obecnie wyścig w dziedzinie sztucznej inteligencji. Najbardziej przekonujący werdykt pochodzi z najbardziej wrażliwego na wydajność i koszty segmentu rynku: startupów technologicznych z Doliny Krzemowej: według firmy venture capital Andreesen-Horowitz , 80% tych startupów polega obecnie na chińskich modelach AI.

Jednym z najbardziej niezwykłych przypadków wśród startupów był przypadek Miry Murati – Thinking Machines Lab. Murati była wcześniej dyrektorem ds. technicznych w OpenAI, więc kiedy założyła własną firmę, udało jej się pozyskać 2 miliardy dolarów kapitału inwestycyjnego. Jednak zamiast budować na modelach OpenAI, Thinking Machines Lab postawiło na chińską sztuczną inteligencję: pierwszym produktem, który wypuściła firma Murati, było narzędzie pomagające programistom dostrajać model Qwen firmy Alibaba.
Rzeczywiście, pismo na ścianie jest wyraźne, a Chiny wygrywają wyścig zbrojeń w dziedzinie zaawansowanych technologii. W grudniowym raporcie dla inwestorów UBS Global Wealth Management ocenił chińskie firmy technologiczne jako „najbardziej atrakcyjne”.

Cywilizacyjny renesans

Ale rozwój Chin to coś znacznie więcej niż sztuczna inteligencja, latające samochody czy sieci kolei dużych prędkości. Dzięki swojemu sukcesowi gospodarczemu całe chińskie społeczeństwo przeżywa niezwykły renesans cywilizacyjny – wciąż rozkwitające osiągnięcie ludzkiego ducha, które czyni świat lepszym miejscem dla jego mieszkańców.
Dzisiejszy przeciętny obywatel Chin jest bardziej zamożny, bogatszy, zdrowszy i bardziej wolny niż kiedykolwiek wcześniej. Podczas gdy chińskie przestrzenie publiczne są niezwykle czyste i niemal wszędzie bezpieczne, chińska rodzina pracująca może aspirować do życia w wielkim komforcie. Jako przykład, oto typowe nowoczesne mieszkanie w południowo-wschodniej prowincji Jiangxi. Miesięczny czynsz za ten lokal wynosi około 207 dolarów:
(Film w oryginale)
Wiele nowych inwestycji powstaje z myślą o zapewnieniu mieszkańcom poziomu komfortu, który w większości miejsc na świecie uważany byłby za nieosiągalny luksus, oferując przestronne części mieszkalne i wyjątkowo duże tarasy. Najwyraźniej są one teraz obowiązkowe dla wszystkich nowo zatwierdzonych inwestycji mieszkaniowych w Chinach:
(Patrz wersja angielska)
Młodzi ludzie w Chinach mają do wyboru ponad 3100 uniwersytetów, na których mogą kontynuować naukę, która jest przystępna cenowo i dostępna dla wszystkich. Dziś chińskie uniwersytety należą do najnowocześniejszych instytucji na świecie, kształcąc co roku ponad 12 milionów nowych absolwentów.

Prawie powszechna, niemal darmowa opieka zdrowotna

Chińczycy korzystają również z jednego z najskuteczniejszych systemów opieki zdrowotnej na świecie oraz prawie powszechnego podstawowego ubezpieczenia medycznego. Chińskie rodziny nie muszą martwić się o to, że leczenie w szpitalu doprowadzi je do bankructwa. Aby pomóc nam zrozumieć, jak dobrze funkcjonuje cały ten system i jak jest przystępny cenowo, młoda Amerykanka o imieniu Jennifer opublikowała krótki film ze swoich własnych doświadczeń.
Nie miała w Chinach żadnego ubezpieczenia zdrowotnego, ale musiała udać się do lekarza, aby uzyskać receptę na leki. Weszła więc do szpitala publicznego i 19 minut oraz 12 dolarów później wyszła z wszystkim, czego potrzebowała. Oto film z jej doświadczenia:
(Patrz wersja angielska)
Jeśli taki system można było stworzyć dla 1,4 miliarda mieszkańców Chin, dlaczego nie można go stworzyć wszędzie indziej? Dlaczego miałoby to być poza zasięgiem Amerykanów? I dlaczego nie miałoby to być dla Amerykanów tak przystępne cenowo, jak dla Chińczyków?

Koszt rzeczy

W istocie, porównując alternatywne systemy zarządzania gospodarczego, należy wspomnieć o koszcie rzeczy. Przed chwilą widzieliśmy, jak szybko, łatwo i tanio Jennifer zdobyła swoje leki, mimo że nie posiadała żadnego ubezpieczenia zdrowotnego. Wcześniej widzieliśmy komfortowe warunki mieszkaniowe dostępne dla chińskich rodzin za nieco ponad 200 dolarów miesięcznie.

W przypadku lokalu z powyższego filmu miesięczny czynsz wynosi tylko około 84 dolarów – to prawda, jest on skromniejszy, ale wciąż całkiem ładny i bardzo przystępny cenowo. Jeśli weźmiemy pod uwagę parytet siły nabywczej, kwota ta w USA lub Europie Zachodniej wynosiłaby około 200 dolarów miesięcznie, a w przypadku większego lokalu 500 dolarów miesięcznie. To wciąż bardzo przystępna cena, wręcz niewyobrażalna opłacalność w zachodnich miastach.
Jak się okazuje, przystępna cenowo opieka zdrowotna, edukacja, podróże i koszty życia w Chinach są również objawami tamtejszego systemu, który ponownie wyraźnie kontrastuje z zachodnim systemem wolnorynkowym. W tym raporcie widzieliśmy, jak ogromny węzeł kolei dużych prędkości w Chongqing został ukończony w zaledwie 38 miesięcy kosztem 7,8 miliarda dolarów. To nie jest mała suma, ale porównajmy to z prognozami dotyczącymi naprawy mostu Francisa Scotta Keya w Baltimore.

Most zawalił się po tym, jak został uderzony przez duży statek towarowy w marcu 2024 roku. Oczekuje się, że jego odbudowa zostanie zakończona do końca 2030 roku, ponad sześć lat od zawalenia, przy koszcie szacowanym obecnie na kwotę od 4,3 do 5,2 miliarda dolarów. Tym samym jeden system potrafi wybudować zupełnie nowy, nowoczesny element infrastruktury na skalę egipskich piramid w 38 miesięcy, podczas gdy drugi z trudem naprawia stary most w dwa razy dłuższym czasie i przy porównywalnych kosztach.

Mile i dolary

Rozważmy ponownie koszt i szybkość budowy kolei dużych prędkości. W maju 2024 roku kalifornijski urząd ds. kolei dużych prędkości (California High-Speed Rail Authority) z dumą ogłosił ukończenie wiaduktu Fresno River Viaduct w hrabstwie Madera. Choć wiadukt miał zaledwie 1600 stóp długości, jego ukończenie zajęło 9 lat. W ciągu 29 lat od swojego powstania kalifornijski urząd ds. kolei dużych prędkości wybudował 38 obiektów o łącznej długości 39 mil, których koszt wyniósł 13,6 miliarda dolarów, czyli prawie 350 milionów dolarów za każdą milę kolei dużych prędkości, które wciąż nie są nawet w przybliżeniu gotowe do użytku.
W całych Stanach Zjednoczonych w 2024 roku istniało około 30 placówek budowy kolei dużych prędkości w fazie „aktywnej budowy”, obejmujących łącznie 119 mil. W niecałe 20 lat Chiny zbudowały ponad 30 000 mil przy koszcie od 17 do 21 milionów dolarów za kilometr, czyli od 27 do 34 milionów dolarów za milę. To mniej niż 1/10. kosztu za milę amerykańskiej kolei dużych prędkości, która może nigdy nie zostać nawet uruchomiona.
Do tego dochodzi ponownie branża AI. Setki miliardów dolarów zainwestowano w stworzenie wiodących amerykańskich modeli. Chiński DeepSeek wydał łącznie zaledwie 6 milionów dolarów na opracowanie swojego modelu DeepSeek R1, bardzo wiarygodnej konkurencyjnej oferty. Wygląda to prawie tak, jakby zachodni system został stworzony do systematycznego łupienia, przez co niemal wszystko kosztuje dziesięć razy więcej, niż mogłoby lub powinno kosztować.
Jeśli to prawda, wynikałoby z tego, że nasz system konsekwentnie i bezlitośnie okrada nas z owoców naszej pracy i kreatywności. Jesteśmy zmuszeni płacić więcej za wszystko, otrzymując w zamian znacznie mniej. Amerykanie płacą za zdecydowanie najdroższy system opieki zdrowotnej na świecie, ale uzyskują jedne z najgorszych wyników zdrowotnych spośród wszystkich zaawansowanych gospodarek na świecie, pod niemal każdym względem:
(patrz wersja angielska)
Mógłbym wymieniać przypadek po przypadku, w których mieszkańcy Zachodu są oszukiwani i okradani ze zdrowia, majątku, wolności i przyszłości, przeciwstawiając to zupełnie odmiennym realiom, z jakimi mierzą się Chińczycy. Wszystko to może nadwyrężać wiarę zachodnich odbiorców, jak gdyby była to propaganda. Ale to nie jest propaganda – to rzeczywistość, z którą styka się dziś każdy zachodni gość w Chinach.

Na początku tego roku prezydent Trump odwiedził prezydenta Xi Jinpinga i jego wizyta skupiła uwagę świata na Chinach w sposób, który trudno było przeoczyć lub zignorować. Liczna amerykańska delegacja i wszyscy międzynarodowi dziennikarze śledzący spotkania dyplomatyczne w Pekinie byli wyraźnie pod wrażeniem tego, z czym się zetknęli.
Wśród nich był dyrektor generalny Nvidii Jensen Huang i Elon Musk – dwie osoby, które na ogół trudno jest czymś zachwycić. Kolejnym był Naval Ravikand, reporter, który skorzystał z okazji, by spędzić dziesięć dni w Chinach. Jako wykształcony dziennikarz Ravikand wiedział wszystko o Chinach, ale podobnie jak inni odwiedzający, był zaskoczony tym, czego tam doświadczył.
Wśród innych spostrzeżeń wspomniał o sieci kolei dużych prędkości, która codziennie przewozi miliony ludzi z prędkością 300 km/h, cicho, komfortowo i punktualnie. To, co zaimponowało Ravikandowi, to sam fakt, że tak monumentalne elementy infrastruktury w ogóle istnieją, skoro ich budowa wiąże się z ogromnymi inwestycjami, których zwrot mierzy się w dziesięcioleciach, a nie w latach.

To prowadzi nas z powrotem do celu tego raportu, którym było wskazanie systemowych czynników postępu Chin, a także systemowych czynników, które sprawiły, że mocarstwa zachodnie pozostały w tyle. Sukces Chin nie był wynikiem niewidzialnej ręki Adama Smitha, ani jego systemu absolutnie wolnego handlu, w którym prywatne interesy muszą jedynie skupiać się na dążeniu do własnych egoistycznych celów, a w jakiś sposób dzięki temu magicznie tworzą największą możliwą korzyść dla całego kolektywu. Chiny zbudowały swoją potęgę dzięki wspólnemu wysiłkowi oraz strategii sformułowanej i realizowanej przez rząd centralny w postaci 15 kolejnych planów pięcioletnich.

Piętnaście planów pięcioletnich

29 października 1955 roku przewodniczący Mao Zedong ogłosił zamiar swojego rządu w swoim „Przemówieniu na sympozjum dotyczącym socjalistycznej transformacji kapitalistycznego przemysłu i handlu”. Mao powiedział: „Naszym celem jest dogonienie i wyprzedzenie Stanów Zjednoczonych… Jeśli chodzi o to, ile dekad to zajmie, w zależności od wysiłków wszystkich, zajmie to co najmniej pięćdziesiąt lat, być może siedemdziesiąt pięć, czyli piętnaście planów pięcioletnich. Dopiero gdy dogonimy i wyprzedzimy USA, będziemy mogli wreszcie odetchnąć z ulgą.”[SK23][SK23]
Działo się to w okresie transformacji socjalistycznej w połowie lat 50. XX wieku, mniej więcej w czasie Pierwszego Planu Pięcioletniego, który trwał od 1953 do 1957 roku.

Przywództwo Denga Xiaopinga skupiło się na „czterech modernizacjach”, których celem było przekształcenie Chin w społeczeństwo o umiarkowanym dobrobycie do 2000 roku. W ten sposób, wyznaczając cele i formułując konkretne plany, kolejne rządy chińskie mobilizowały potencjał twórczy i ciężką pracę Chińczyków do osiągania wyznaczonych zamierzeń. Kapitał, który Chiny stopniowo gromadziły, inwestowano w rozbudowę infrastruktury kraju, w tym w duże inwestycje w placówki edukacyjne, kampusy badawczo-rozwojowe oraz opiekę zdrowotną.

Dowody są niezaprzeczalne

Najważniejsze: Chiny dzisiaj stanowią najbardziej konkretny przykład tego, co jest możliwe i co jest osiągalne dzięki kompetentnemu i konstruktywnemu przywództwu. Jest to również najbardziej niezaprzeczalny przypadek wyższości narodowego systemu ekonomii politycznej i legitymacji roli rządu, w przeciwieństwie do laissez-faire podejścia i nieograniczonego systemu globalnego wolnego handlu.
Nie ma absolutnie żadnych powodów, dla których mielibyśmy podporządkować przyszły rozwój naszych społeczeństw nieudanym ramom ideologicznym narzuconym przez tych, którzy wykorzystują je do systematycznego łupienia bogactwa z naszych gospodarek i uniemożliwiania im, niczym pasożyt, osiągnięcia pełnego potencjału w sposób, który przynosi korzyści każdemu członkowi zbiorowości. Ideolodzy będą wrzeszczeć: „socjalizm!!!”. Jednak w tym momencie proste zrozumienie oczywistości powinno sugerować, że jeśli chcemy przezwyciężyć nasze obecne trudności i zbudować lepszą przyszłość, musimy zrewidować nasze przekonania, a zwłaszcza nasze pewniki.

Eksperci ogłaszają nieuchronny kryzys paliwowy, ponieważ wojny globalne ograniczają dostawy

Eksperci ogłaszają nieuchronny kryzys paliwowy, ponieważ wojny globalne ograniczają dostawy

Symplicjusz 16 września 2026 r. simplicius76-substack-com.translate.goog/p/experts-declare-fuel-crisis-imminent

Eksperci na całym świecie ogłaszają, że zbliża się poważny kryzys paliwowy, a wszystko to z powodu zbiegu okoliczności, w tym wzajemnych ataków energetycznych Ukrainy i Rosji, a także nagłego wzrostu presji osi Huti-Iran na krytyczną infrastrukturę energetyczną Arabii Saudyjskiej.

https://www.wsj.com/business/energy-oil/dyrektorzy-naftowi-mówią-że-nadchodzi-wielki-kryzys-paliwowy-b6b32030

WSJ podaje:

Amerykańscy szefowie firm naftowych od miesięcy ostrzegali, że przedłużające się zamknięcie Cieśniny Ormuz z pewnością doprowadzi do kryzysu paliwowego. Teraz twierdzą, że kryzys już nastąpił.

Zapasy paliw komercyjnych na całym świecie kurczą się od ponad sześciu miesięcy, a strategicznych rezerw ropy naftowej nie da się już bardziej wykorzystać.W zeszłym tygodniu ataki zamknęły kluczowy rurociąg naftowy w Arabii Saudyjskiej, który omijał Cieśninę, co spowodowało, że co najmniej 2,5 miliona baryłek dziennie utknęło na i tak już napiętym globalnym rynku ropy, szacują analitycy.

Najnowszym powodem była informacja, że ​​Arabia Saudyjska odwołuje „transporty ropy naftowej” do Europy do końca września, a obecnie pojawiają się pogłoski, że zakaz ten będzie obowiązywał również w październiku.

W ciągu ostatnich kilku dni Huti przeprowadzili duże ataki na saudyjską infrastrukturę naftową, w tym na zakłady Aramco o współrzędnych geograficznych 18.485593 i 42.505660 :

PILNE: Załadunek ropy w Janbu, głównym porcie Arabii Saudyjskiej nad Morzem Czerwonym, został wstrzymany po wcześniejszym ataku na rurociąg wschód–zachód, podaje Reuters.

Zbiorniki na ropę płoną po ataku rakietowym Huti na zakład Aramco Abha Bulk Plant na północ od Abhy w Arabii Saudyjskiej.

18.485593, 42.505660

Około 500 mil dalej, rafineria ropy naftowej Yasref w mieście Janbu nad Morzem Czerwonym również została trafiona:

List z Hormuz@ HormuzLetter

PILNE: Jemeńscy Huti najwyraźniej zaatakowali dziś rano rafinerię ropy naftowej YASREF w Janbu na saudyjskim wybrzeżu Morza Czerwonego, spółkę joint venture Aramco-Sinopec o wydajności 400 000 baryłek dziennie i jednego z największych eksporterów oleju napędowego nad Morzem Czerwonym.

Na nagraniu widać duży pożar, w którym…

13:43 · 15 września 2026

Tymczasem krytyczny rurociąg Wschód-Zachód, który miał służyć jako ratunek dla przekierowania przepływu ropy naftowej z Ormuzu, został zauważony na nowych zdjęciach satelitarnych Maxar po ataku, który unieruchomił go 10 września. Według doniesień, wiele stacji pomp wzdłuż długiej trasy zostało zniszczonych , co sprawiło, że atak był znacznie poważniejszy, niż początkowo szacowano:Nie można załadować wideo.

Jest mało prawdopodobne, że kopalnia zostanie ponownie otwarta w najbliższym czasie. Eksperci, którzy rozmawiali z agencją Reuters, szacowali, że potrwa to kilka tygodni, z możliwymi „częściowymi” przepływami ropy naftowej przed upływem tego terminu:

https://www.reuters.com/business/energy/awaria-rurociągu-saudyjskiego-zagraża-stratą-globalnej-podaży-ropy-2026-09-13/
https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-09-15/mbs-and-saudi-arabia-face-crisis-with-key-oil-pipeline-shut-for-weeks

Jednakże, biorąc pod uwagę, jak łatwo było trafić na tę stronę, kto może powiedzieć, że strony odpowiedzialne – niezależnie od tego, czy znajdowały się w Iraku, czy w Jemenie – nie mogły po prostu po prostu dalej ją odwiedzać?

Ceny oleju napędowego w USA gwałtownie wzrosły:

List Kobeissi@ KobeissiLetterPILNE: Ceny oleju napędowego w USA oficjalnie wzrosły do ​​nowego rekordu 6,26 USD/galon, co oznacza wzrost o ponad 80% w ciągu 9 miesięcy. Kierowcy ciężarówek płacą teraz za galon oleju napędowego o prawie 3,00 USD więcej niż w styczniu. To podniosło średnie ceny benzyny w Kalifornii, jednym z najdroższych…

17:44 · 15 września 2026 · 195 tys. wyświetleń


126 odpowiedzi · 369 repostów · 2,77 tys. polubień

Trump zrzucił winę za kryzys na rynku diesli na ukraińskie strajki na rosyjską infrastrukturę rafinerii dieslowych:Nie można załadować wideo.

Cóż za niespójna, leniwa, hipokrytycznie pozbawiona zasad i po prostu chamska polityka zagraniczna: „Niech uderzają w co chcą, ale na razie nie w diesla, bo tam czekają nas poważne wstrząsy!”

Ten rodzaj krótkowzrocznej, nieudolnej dyplomacji przypomina chaotyczne gaszenie kolejnych pożarów, jednocześnie nieumyślnie wzniecając nowe. Trump uważa, że ​​Stany Zjednoczone mogą działać bezmyślnie i wrogo wobec całego świata, bez skrupułów dostarczając broń Ukrainie, by zniszczyć główne sektory rosyjskiej infrastruktury, bezlitośnie atakując Iran itd., a potem zastanawia się, dlaczego skutki uboczne zaczynają zatruwać krajową gospodarkę.

Obecnie rentowność globalnych obligacji zarówno w USA, jak i w Europie gwałtownie wzrosła. 10-letnie obligacje USA i Wielkiej Brytanii osiągnęły najwyższy poziom od 2007 r., a 10-letnie obligacje Niemiec podobno osiągnęły najwyższy poziom od 2006 r.

PILNE: Rentowność 10-letnich obligacji wzrosła do 5,04%, najwyższego poziomu od lipca 2007 r.

To podniosło średnie oprocentowanie 30-letniego kredytu hipotecznego do 7,17%.

Posiadanie domu oficjalnie stało się luksusem. –Źródło

W ramach swojej nieudolnej i sztucznej próby naprawienia sytuacji Trump ogłosił wzajemne zawieszenie broni w dostawach energii, do którego nigdy nie doszło. Był to kolejny z długiej serii oszustw mających na celu uspokojenie napięć na rynku krajowym:

Zarówno Zełenski, jak i przedstawiciele Rosji zaprzeczają istnieniu zawieszenia broni, a dowodem na to jest fakt, że dziś rano oba kraje zaatakowały obiekty energetyczne przeciwnika.

Rosyjski analityk Wiktor Leonow podzielił się ciekawą teorią , która zakłada, że ​​Rosja i Iran współpracują ze sobą, aby obalić zachodni porządek monetarny i gospodarczy:

Dlaczego Iran i Rosja atakują obiekty energetyczne?

Podczas wojny na Ukrainie i napięć na Bliskim Wschodzie, stacje benzynowe, magazyny ropy naftowej i paliw, obiekty energetyczne, infrastruktura i rafinerie są stale atakowane przez Rosję i Iran. Jednocześnie szlaki transportowe i energetyczne, takie jak Cieśnina Ormuz i Bab al-Mandab, są całkowicie zamknięte. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Rosja i Iran działają w koordynacji i jaki jest ich cel?

Odpowiedź na te pytania wynika z faktu, że Rosja i Iran wspólnie uzgodniły, że zniszczą zachodni i amerykański system kapitalistyczny, wywołując kryzys energetyczny poprzez atakowanie obiektów energetycznych i szlaków transportowych.Równanie wygląda następująco: atakowanie i niszczenie tych obiektów zmniejsza produkcję i dostawy energii, podczas gdy zamknięcie Cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab w podobny sposób ogranicza dostawy i dostępność na poziomie globalnym.

W rezultacie ceny paliw i energii zaczynają rosnąć i gwałtownie rosnąć. Rosnące ceny oznaczają większą presję na globalny sektor przemysłowy, który musi zapewnić sobie paliwo po znacznie wyższych cenach. Jednocześnie rosną koszty transportu, a inflacja gospodarcza zaczyna rosnąć.W rezultacie banki centralne są zmuszone do podniesienia stóp procentowych, aby kontrolować inflację, co z kolei spowalnia i osłabia gospodarkę. W ten sposób produkcja i aktywność fabryk stopniowo słabną, a sektor przemysłowy stoi w obliczu poważnego zagrożenia.

W ten sposób Rosja i Iran narażają przemysł, wzrost gospodarczy i obecny porządek świata na ryzyko, do tego stopnia, że ​​fabryki mogą zostać zamknięte, a przemysł w obecnej formie może nie być już w stanie kontynuować działalności. Ponieważ przemysł jest kamieniem węgielnym współczesnego kapitalizmu, krok po kroku obecny porządek świata zmierza ku upadkowi wraz z rozwojem kryzysu energetycznego.

Dlatego Rosja i Iran chcą wykorzystać tę drogę, aby obalić i przekształcić obecny porządek świata, któremu przewodzą Stany Zjednoczone w sposób jednobiegunowy. Z tego powodu należy spodziewać się dalszych bombardowań stacji benzynowych, składów ropy naftowej, gazu i paliw, a także kolejnych ataków na obiekty i infrastrukturę energetyczną.

Nie jestem przekonany, że to aż tak skoordynowana operacja „zniszczenia kapitalizmu”, ale to interesujący kierunek myślenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Iran i Rosja są w stanie wzmocnić własne szlaki handlowe na wschód, jednocześnie blokując zachodnie linie energetyczne. Bardziej prawdopodobne jest, że Rosja i Iran po prostu reagują defensywnie, aby zaszkodzić swoim przeciwnikom w ich najbardziej wrażliwych punktach. Rosja chętnie dostarczała energię Zachodowi, aby podtrzymać zachodni „porządek kapitalistyczny”, dopóki Ukraina nie zaczęła zatruwać rosyjskiej infrastruktury energetycznej.

Stawka za wynajem supertankowca na trasie z Zatoki Perskiej do Chin po raz pierwszy w historii osiągnęła 1 milion dolarów dziennie.

W chwili pisania tego tekstu różne doniesienia twierdzą, że Huti zaminowali Bab al-Mandab, co wydaje się być sprzeczne z ich wcześniejszymi twierdzeniami, że jedynie transporty z Arabii Saudyjskiej mają zakaz tranzytu:

Sieć Faytuks@ FaytuksNetworkHuti zaminowali cieśninę Bab al-Mandab – poinformowało jemeńskie źródło wojskowe w niemieckiej agencji prasowej DPA

22:26 · 15 września 2026 · 29,5 tys. wyświetleń


23 odpowiedzi · 154 reposty · 556 polubień

Jeśli doniesienia okażą się prawdziwe — w połączeniu z zakrojonymi na szeroką skalę atakami na saudyjską infrastrukturę naftową — może to być zapowiedź szeroko zakrojonej kampanii mającej na celu zadanie saudyjskiemu reżimowi gospodarczego ciosu.

Jedno jest pewne: podczas gdy Trump nadal traktuje konflikt z Iranem jako luźną dywersję lub plac zabaw dla próżności, Iran posuwa się do skrajności. Dla Iranu konflikt ma charakter egzystencjalny, co wyraźnie pokazują dwa ostatnie wydarzenia:

Po pierwsze: krążą pogłoski, że Iran przygotowuje się do zmobilizowania miliona osób na szkolenia i utworzenia 1000 batalionów rezerwowych, zwanych „batalionami oporu narodowego”, w ramach przygotowań do ewentualnego przyszłego konfliktu.

Iran Observer@ IranObserver0⚡️NAJNOWSZE: Wszyscy Irańczycy otrzymali wiadomość SMS z prośbą o rejestrację do mobilizacji Irańskie siły zbrojne rozpoczynają szkolenie 1000 nowych batalionów (około miliona osób) Szkolenie nie potrwa długo, ponieważ w Iranie obowiązuje obowiązkowa służba wojskowa dla wszystkich mężczyzn

7:19 · 15 września 2026 · 536 tys. wyświetleń


176 odpowiedzi · 1,37 tys. repostów · 7,76 tys. polubień

Potwierdzając powyższe wiadomości, Jerusalem Post podaje, że w całym Iranie pojawiły się billboardy promujące przyłączenie się do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Jerusalem Post pisze o nowej kampanii:

Apel wolontariuszy o mobilizację młodzieży

Macmillan podkreślił, że Iran próbował zmobilizować młodzież za pomocą tego przekazu, oferując szkolenia z zakresu obsługi broni, czytania map i udzielania pierwszej pomocy niezbędne w strefach działań wojennych. Działania te miały być częścią kampanii mającej na celu rozszerzenie oddziałów w stylu Basidż poza „zwykłych” zwolenników.

Nowa marka bojowników pokaże Irańczykom i Zachodowi, że reżim „nadal potrafi organizować masowe uczestnictwo po miesiącach napięć”, pomimo zawirowań gospodarczych, wojny i brutalnego tłumienia protestów – powiedział.

„To apel wolontariuszy, przekazywany oficjalnymi kanałami i masową pocztą SMS. To oficjalna infrastruktura kampanii rządu irańskiego, komunikat mobilizacji polityczno-wojskowej, a nie neutralne ogłoszenie w służbie publicznej” – zauważył.

Po drugie, irańskie źródła donoszą , że prominentny irański poseł twierdzi, iż grupa parlamentarzystów przygotowała „pilny projekt ustawy” w sprawie wycofania się Iranu z ustawy o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Projekt ustawy ma zostać poddany pod głosowanie po zatwierdzeniu go przez „radę przewodniczącego” parlamentu.

Najbardziej uderzającą częścią wywiadu posła jest jego bezpośrednie wezwanie do tego, aby Iran uzyskał broń jądrową, biorąc pod uwagę, że agresja USA sprawiła, że ​​stało się to „nieuniknioną koniecznością”:

„Lepiej jest przeprowadzić niezbędne testy broni jądrowej tak szybko, jak to możliwe”, ponieważ Iran potrzebuje odstraszania nuklearnego, a posiadanie broni jądrowej jest obecnie „nieuniknioną koniecznością”.

Oczywiście, nie możemy przesadzać, ponieważ tacy zapalczywi ustawodawcy już się pojawili, a inicjatywa prawdopodobnie nie przyniesie żadnych rezultatów, zwłaszcza że prezydent Iranu Pezeshkian nadal sprzeciwia się pozyskiwaniu broni jądrowej. Wszystko to jednak pokazuje, że irańscy przywódcy i naród stają się coraz bardziej twardzi, jednocząc się wokół zjednoczonego rdzenia i traktują ataki osi amerykańsko-izraelskiej na ich kraj jako egzystencjalne zagrożenie, z którym należy się zmierzyć jak z rakiem, a nie jako z popisem wizerunkowym dla własnych zysków.

W związku z tym CBS „wyciekło” z sieci, ujawniając serię nowych zdjęć przedstawiających nigdy wcześniej niepublikowane sceny zniszczeń w bazach amerykańskich po atakach Iranu:

https://www.cbsnews.com/news/new-photos-damage-us-kuwait-saudi-arabia-iran-drone-missile-attacks

Mario Nawfal podaje listę zniszczonych aktywów :

Aktywni żołnierze przesłali zdjęcia anonimowo.

Słowa jednego z żołnierzy: „Nie bronimy tych baz. Po prostu patrzymy, jak są niszczone”.

Zdjęcia rzekomo przedstawiają: –

Baza Lotnicza Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej:E-3 Sentry z ogonem oderwanymod zwęglonego kadłuba.

– Baza Lotnicza Prince Sultan: opustoszałe budynki i koszary stojące obok nienaruszonych betonowych murów obronnych, fortyfikacji zbudowanych dla moździerzy i granatów w wojnie toczonej z odległości 300 mil.

– Obóz Buehring w Kuwejcie: zniszczone rzędy przyczep na głównym obszarze postoju wojsk lądowych i pancernych.

– Obóz Buehring: spalone pojazdy na otwartej przestrzeni.

– Obóz Arifjan w Kuwejcie: uszkodzenia konstrukcyjne budynku w największym amerykańskim centrum logistycznym w regionie.

– IG naliczył prawie 60 utraconych samolotów i 3,7 miliarda dolarów strat w sprzęcie w ośmiu krajach.

Hegseth nazwał pociski, które zabiły sześć osób w Shuaiba, „sikawkami”, co oznacza pocisk, który przedostaje się przez działającą obronę.

Na zdjęciach widać, że obrona nie działa, a ludzie w środku ogrodzenia o tym wiedzą.

Źródło: CBS News / Autor: Daniel

W nowym raporcie Pentagonu wymieniono „oficjalne straty” poniesione w wyniku nieudanej wojny:

Niektórzy analitycy przeliczyli te liczby i doszli do wniosku, że straty poniesione w trakcie operacji Epic Fury w każdym locie bojowym były jednymi z najwyższych w historii USA:

Oczywiste jest, że Iran dopiero zaczyna, a historyczny błąd Trumpa zapoczątkował odnowę narodową, która prawdopodobnie nigdy więcej nie wyhamuje, teraz, gdy dżin został wypuszczony z butelki, a bezprecedensowa słabość USA została ujawniona.

Patruszew: Sikorski to ignorant i megaloman

Patruszew: Sikorski to ignorant i megaloman

Wypowiedzi Radosław Sikorskiego w Kijowie, w których przekonywał, że w razie konfliktu zbrojnego – Rosja zostanie pokonana w sześć tygodni – odbiły się szerokim echem w Moskwie. Wypowiedział się na ten temat, na [portalu aif.ru,  doradca prezydenta Władimira Putina Nikołaj Patruszew:

„Polski minister spraw zagranicznych Radsław Sikorski, przemawiając w Kijowie, powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje Polskę, Warszawa pokona Moskwę, ponieważ ma ona przytłaczającą przewagę militarną. Co to jest, pusta brawura czy te słowa należy traktować poważnie?

————————————————————————————–

Na to pytanie aif.ru zwrócił się do asystenta prezydenta Rosji Nikołaja Patruszewa.

Witalij Cepljajew, aif.ru: Nikołaj Platonowiczu, spotkał się pan kiedyś z Sikorskim. Jak traktować jego słowa?

Nikołaj Patruszew: Tak, spotkałem się z Sikorskim wiele lat temu. Zaskoczył mnie swoją ignorancją w dziedzinie historii i Rosji. Z radością stwierdził, że nigdy nie był w Petersburgu, nie miał pojęcia o soborze św. Izaaka i innych ikonicznych miejscach miasta.

Dziś Sikorski i inni przedstawiciele polskiej elity twierdzą, że  restytuują  polską wielkość. W rzeczywistości reanimują niezdrowe ambicje, ogłaszając plany ożywienia „Polski od morza do morza”, stworzenia „kordonu sanitarnego” przeciwko Rosji oraz ochrony Europy przed mitycznym „rosyjskim zagrożeniem”. Zafascynowany militaryzmem, Sikorski nie chce słyszeć słów prezydenta Rosji, że Rosja nikomu nie zagraża, a nasz kraj nie ma powodu, by prowadzić operacje wojskowe przeciwko Europie.

Wygląda na to, że polscy przywódcy zapomnieli lekcje historii. Zapomnieli, jak oddziały Minina i Pożarskiego na początku XVII wieku wyrzuciły ich przodków z naszego kraju. Zapomnieli, ile pieniędzy Imperium Rosyjskie inwestowało w Królestwo Polskie, które, nawiasem mówiąc, było znacznie bogatsze i wolne niż inne części imperium. Warszawa depcze także pamięć o roli Związku Radzieckiego w wyzwoleniu Polski spod okupacji nazistowskiej, w przywróceniu suwerenności i władzy oraz w powojennym dobrobycie.

Innymi słowy, w swoim rusofobicznym szaleństwie Sikorski, podobnie jak jego długoletni poprzednicy, raz po raz pokazuje niechęć do zapewnienia pokojowego istnienia Polski, dobrobytu jej mieszkańców, a zamiast tego depcze na tym samym historycznym bagnie.

Jeśli chodzi o ocenę siły Warszawy, szef polskiej dyplomacji wyraźnie dyletancko ocenia siłę militarną naszego kraju, nie chcąc zrozumieć, że podczas specjalnej operacji wojskowej rosyjskie siły zbrojne wcale nie wykorzystują pełnego potencjału. Mówiąc o przewadze militarnej Polski nad Rosją, Sikorski najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że w przypadku przystąpienia Polski do działań wojennych z Rosją nasz kraj wykorzysta cały arsenał sił i środków, które ma do dyspozycji, a państwowość Polska przestanie istnieć w ciągu 2-3 dni”.

„Hannibal ante portas”, czyli wróg u bram

„Hannibal ante portas”, czyli wróg u bram

Patrząc na ogłupianie społeczeństwa przez masowe media i władze, można z całą pewnością stwierdzić, że Polska i Polacy potrzebują wroga, wszystko jedno, realnego bądź urojonego.

Wmawia się ludziom, że ta potrzeba ma charakter egzystencjalny. Decyduje rzekomo o naszej dzisiejszej tożsamości, służy uzasadnieniom  wszelkich racji, nawet najbardziej absurdalnych, wreszcie sprzyja konsolidacji społecznej wokół narodowej flagi i odwracaniu uwagi od rzeczywistych problemów.

W dzisiejszej Polsce kategoria wroga zewnętrznego determinuje nie tylko geopolityczną konceptualizację położenia państwa pośród innych uczestników stosunków międzynarodowych, ale ma decydujący wpływ na wybór strategii konfliktowej z Rosją, atlantyckie afiliacje sojusznicze oraz politykę intensywnych zbrojeń. Wróg zewnętrzny ma konkretne oblicze agresywnego imperium na Wschodzie, a  jego charakterystyka nieodłącznie wiąże się z wojną i wrogimi działaniami na szkodę  Polski.

Wojna bowiem – jak wskazywał Carl Schmitt – jest ostateczną formą urzeczywistniania wrogości. Przy czym wojna niekoniecznie musi mieć wymiar militarny. Od wielu lat trwają bowiem wojny psychologiczne, kognitywne, informacyjne, propagandowe, ideologiczne, gospodarcze, celne itd. Nie pozwalają one na udzielenie konkretnej odpowiedzi, co jest przedmiotem antagonizmów i takiej sprzeczności interesów, że nie da się ich usunąć przy pomocy środków pokojowych.

Powszechnie uznaje się, że wróg poprzez swoje działania zadaje przede wszystkim szkody drugiej stronie lub stronom w sferze integralności terytorialnej, bezpieczeństwa i tożsamości. To pozwala określać go agresorem, interwentem, napastnikiem, najeźdźcą czy okupantem. W Polsce trudno jest zastosować wobec współczesnej Rosji którekolwiek z tych określeń, jeśli uczciwie skoncentrujemy się nie na skojarzeniach z dawnej przeszłości i nie na sprzecznych jej interesach z państwami trzecimi. Większość znaczeń wroga w odniesieniu do Rosji jest nasycona afektywnie i emocjonalnie, głównie ze względu na zapośredniczenie przez rządy w Warszawie szkód i cierpień doznawanych przez Ukraińców oraz przedstawianie  wizerunku Rosji jako państwa agresywnego i wrogiego wobec całego Zachodu. Ogromną rolę w takim postrzeganiu odgrywają negatywne, zaprawione rusofobią nastawienia, stygmatyzowanie i etykietowanie Rosji jako „wcielenia zła”.

Demoniczny obraz wroga

Mamy do czynienia ze wzmożoną demonizacją wrogiej strony, w odróżnieniu od heroizacji postaw własnych. Zauważono, że zjawisko  to ma związek z mistyką percepcji quasi-religijnej. Edward Karolczuk, jeden z autorów „Myśli Polskiej, w swoich szkicach filozoficzno-historycznych o wrogu celnie zauważył, że pojmowanie wroga w polityce często przypomina definicję oraz rolę i znaczenie „diabła w religiach” („O wrogu”,  Warszawa 2010, s. 158). Jego wizerunki mają charakter  zredukowany do cech  wyłącznie negatywnych, a uproszczenia poznawcze i atrybucje ocierają się o wulgaryzm i prymitywizm. Rosja nie może  posiadać żadnych pozytywnych, ani nawet neutralnych cech. Jej oceny zastępują opis, opinie  stają się faktami, konfabulacje rzetelnymi danymi. Negatywna stereotypizacja stanowi podstawę potępiania Rosji, ale i skupiania uwagi na jej uosobieniu w postaci przywódcy. Postponowanie Putina i przypisywanie mu cech „negatywnego demiurga” przybrało charakter karykaturalny. Zarzuty o perfidię w realizacji imperialnych aspiracji prowadzą do utrwalania się psychopatologicznych obsesji, chorobliwej podejrzliwości, ale i aberracyjnych fascynacji, o czym świadczy skala zainteresowania mocą sprawczą rosyjskiego dyktatora.

Specyfika polskiego podejścia do Rosji jako wroga polega na postrzeganiu jej aktów niszczycielskich wobec Ukrainy, jakby były one jednocześnie skierowane przeciw Polsce. Jest to poszerzone pojmowanie negatywnych skutków antagonizmu ukraińsko-rosyjskiego, co w praktyce oznacza pośrednie zaangażowanie w wojnę przeciw Rosji. Wyraża się ono w pomocy zbrojeniowej, materiałowej i finansowej Ukrainie jako ofierze agresji, na skalę niespotykaną w historii. Niebagatelną rolę odgrywa wsparcie logistyczne, przenikanie na stronę wroga i udział najemników w bezpośrednich starciach na froncie.

Tymczasem brakuje diagnozy rzeczywistych przyczyn takiego zaangażowania. Rosja ani w sferze deklaratywnej, ani realizacyjnej nie występuje przeciw interesom Polski. Nie zagarnęła żadnej części terytorium, ani nie przejęła majątku narodowego, tak jak uczyniły to podczas grabieżczej prywatyzacji firmy zachodnie. Nie znajdziemy żadnych form podporządkowania w sferze politycznej czy gospodarczej, które przypominałyby czasy zależności satelickiej od ZSRR. Nie ma też sporów o charakterze kulturowym, językowym czy religijnym. Tymczasem można wymienić nieskończenie wiele przejawów uzależnień Polski od kapitału zachodniego, ograniczeń  ze strony rządów i organizacji sojuszniczych bądź integracyjnych.

Wygląda jednak na to, że to nie uwarunkowania obiektywne mają w tych sprawach znaczenie. Liczy się przede wszystkim subiektywna i wyobrażeniowa wersja wrogości. Z tego powodu wróg jest „nierzeczywisty”, gdyż sytuacja antagonistyczna nie ma oparcia w rzeczywistym konflikcie interesów  (Jacek Ziółkowski, „Wrogość w stosunkach politycznych”, Warszawa  2013, s. 64). To nie fakty, lecz prymitywne wizerunki wroga, przypisywanie mu podstępnych zamiarów, perfidnego knucia i zdradzieckich intencji, decydują o ofensywności dyfamacyjnej i zastraszaniu społeczeństwa.

Antyrosyjskie tyrady polityków wypełniają ich codzienny przekaz informacyjny, poprawiają samopoczucie i są źródłem osobliwego komfortu psychicznego z powodu demonstrowania napuszonej odwagi i wątpliwej skuteczności w tropieniu  rosyjskich spisków czy podejrzanych akcji sabotażowych. Widać wyraźnie, że bez codziennego kreowania wroga politycy tracą grunt pod nogami.

Arbitralne uznanie czy też wyznaczenie Rosji jako wroga pozwala na formułowanie doktryny państwowej (w dziedzinie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa) w duchu wrogości. Oznacza to, że bez głębszych analiz czy uzasadnień, tym bardziej bez społecznych konsultacji czy debat, na podstawie dziedziczonych uprzedzeń, stereotypów i nastawień, a także insynuacji, instrukcji i podpowiedzi płynących z zewnątrz, polskie ośrodki decyzyjne przyjmują wrogość wobec Rosji za imperatyw swojego działania. Nietrudno zgadnąć, że taka postawa rodzi pewną reakcję drugiej strony, w rezultacie czego wrogość przybiera charakter relacyjny, dwukierunkowy, interaktywny. Wyhamowanie takich procesów czy też przerwanie narastania wrogości stają się niemożliwe z powodów ideologicznych, psychologicznych i wolicjonalnych.

Z tej drogi nie ma odwrotu?

Nie oznacza to, że eskalacja wrogości zawsze musi skończyć się  katastrofalnym starciem. Wydaje się, że mimo wzajemnej niechęci strona rosyjska nie definiuje konfliktu z Polską w kategoriach antagonistycznych tak, jak czynią to polscy politycy. Asymetria dotyczy wzajemnych nastawień. Polskie władze są nastawione na konfrontację (ulegając presji  kręgów natowsko-anglosaskich), a ich polityka zbrojeniowa – mimo oficjalnych deklaracji – ma charakter ofensywny, podczas gdy Rosjanie – mimo przypisywanych im prowokacji, stawiają na powściągliwość i nie-konfrontacyjność.

Konflikt między stronami przybrał jednak już tak intensywny charakter, że  nie ma w nim miejsca na jakiekolwiek porozumienie, czy choćby próbę stonowania napięć. Trwa eskalacja działań szkodliwych, którym towarzyszy dehumanizacja strony rosyjskiej. Rosji odmawia się wszelkich racji, ba, podważa się nawet jej prawo do egzystencji, gdyż jest ona nosicielem „antywartości” świata zachodniego. Negatywna etykietyzacja prowadzi do formowania z udziałem zachodnich sojuszników strategii  „ostatecznego” zniszczenia Rosji. To oznacza, że arbitralnie i z premedytacją wyklucza się ją z konstelacji państw nawzajem się respektujących. Co jednak trwoży najbardziej, to sięganie do ideologizacji, w której starcie z Rosją przedstawia się w charakterze posłannictwa misyjnego czy konieczności dziejowej. Z tym łączy się gotowość do poświęceń i ofiar. Rządzący nie ukrywają swojej determinacji w przysporzeniu wrogowi takich strat, aby szkody stały się nieodwracalne.

W przypadku polskich polityków wrogość wobec Rosji przejawia się w deklaracjach o gotowości do konfliktu. Wygląda to tak, jakby Polska niecierpliwie czekała na jakikolwiek pretekst, żeby przystąpić do wojny i uderzyć we wroga. Nie wspomina się o żadnych awaryjnych zabezpieczeniach, w tym wykorzystaniu środków dyplomatycznych w celu uniknięcia największego nieszczęścia, jakim jest otwarta wojna. Przedstawianie społeczeństwu relacji z Rosją jako bezalternatywnych, czyli wyłącznie prowadzących do wojny, oznacza przyjęcie manichejskiego podziału między dobrem i złem, który nie pozostawia miejsca na jakiekolwiek rozmowy, choćby z udziałem stron trzecich. A przecież wiele nieporozumień można wyjaśnić drogą pokojową, a nie tylko przy użyciu siły.

Każdego wroga otacza się aurą obcości. Służą temu rozmaite zabiegi propagandowe i edukacyjne, nie mówiąc o prowadzonej na szeroką skalę dezinformacji. Poza wąskimi kręgami ludzi, którzy śledzą wydarzenia związane z Rosją i jej polityką, społeczeństwo w swojej masie bazuje na przekazie mediów wewnętrznych, szerzących nienawiść, nieufność, pogardę, antypatię, awersję, odrazę, wstręt, napastliwość, zaczepność. To właśnie w sferze emocji negatywnych pozycjonuje się Rosję jako źródło irracjonalnego strachu, ale i obiekt pobudzający do radykalnych działań, od solidarnego wsparcia Ukrainy w wojnie z Rosją, przez kampanię dyfamacyjną, po zbrojenia i scenariusze wojenne.

Głupota i infantylizm

Zaciekła wrogość rządzących wobec Rosji  przesłania  wyobraźnię polityczną na temat następstw otwartego konfliktu. Polscy politycy nie antycypują stanów, jakie nastąpią po rozpoczęciu jakichkolwiek działań wojennych. Społeczeństwo nie wie, jak działa obrona cywilna, jak ma wyglądać ewakuacja z zagrożonych miejsc, jakie są kryzysowe źródła aprowizacji i zaopatrzenia, jak wygląda ochrona infrastruktury krytycznej. Dalej, jakie są zabezpieczenia dostępu do wody, energii, kolei czy komunikacji publicznej. Ufność, że „jakoś to będzie” jest najgorszym świadectwem politycznego infantylizmu. Brak gotowości na najgorsze wyzwania oznacza nic innego, jak skazanie mas ludzkich na poniewierkę, której nie zapobiegną zbrojenia warte miliardy złotych. Przede wszystkim trudno będzie pojąć, dlaczego i w imię czego kolejny raz w historii rządzący podejmują ryzyko, którego tragiczne koszty spadną na niewinnych obywateli.

Zamiast strategów, zdolnych sformułować racjonalne cele w konfrontacji z Rosją, mamy do czynienia z prowokatorami i podżegaczami wojennymi, którzy chcą uczynić  z Polski przedłużenie obcego frontu. Rusofobia nie jest  strategią, a jedynie ideologicznym taranem, przy pomocy którego mobilizuje się społeczeństwo do ewentualnego poparcia bezpośredniego zaangażowania w cudzą wojnę. Państwo polskie nie ma żadnego interesu, aby wojować z innymi państwami, tym bardziej z państwem dysponującym bronią jądrową. Doświadczenia historyczne nakazują  tak decydentom, jak i opinii społecznej zachowanie roztropności i powściągliwości. Arbitralne wyznaczenie Rosji na wroga i przypisanie jej niemal metafizycznego, śmiertelnego zagrożenia powoduje przygotowywanie się na najgorsze. Na szczęście po stronie rosyjskiej nie ma tak silnych emocji negatywnych wobec Polski, co daje nadzieję na racjonalizację konfliktu. Polska dla Rosji nie jest podmiotem „dość ważnym”, aby darzyć go symetryczną wrogością.

Polska wpisuje się jednak w schemat wrogości wielostronnej, którą sojusz północnoatlantycki deklaruje wobec Rosji, a ta nie pozostaje pod tym względem dłużna. Wykształciła się  między nimi relacja wzajemnej wrogości. Dla polskich polityków jest to element wzmacniający ich stanowisko, które w ramach NATO uległo instytucjonalizacji (w doktrynie, scenariuszach wojennych, polityce zbrojeń, interoperacyjności sojuszników). Warszawscy macherzy polityczni nie są w stanie odczytać, że uwikłanie Polski w wielostronną wrogość służy odwracaniu uwagi od rzeczywistych wrogów, traktujących nasze państwo instrumentalnie.

Sytuacja antagonistyczna między Polską a Rosją nie jest warunkowana rzeczywiście sprzecznymi interesami. Te przy dobrej woli stron można śmiało sprowadzić do rywalizacji i współzawodnictwa, na wielu płaszczyznach nawet do współzależności i wzajemnych korzyści. O wiele ważniejszą rolę w antagonizowaniu stron odgrywają czynniki ideologiczne i psychologiczne, poddanie się z jednej strony zaprojektowanej przez Amerykanów roli antyrosyjskiego bastionu Zachodu, a z drugiej niepowodzeń i frustracji z powodu  niesymetrycznego stosunku sił i braku kompensacji za historyczne upokorzenia i krzywdy.

Rusofobia i polityka wewnętrzna

Wszystkie niemal siły polityczne posługują się straszakiem rosyjskiego wroga w walce wewnętrznej. Wrogość wobec Rosji stała się instrumentem zarządzania życiem publicznym. Paradoksalnie, to, co było elementem  podtrzymywania społeczeństwa w stanie mobilizacji w okresie „realnego socjalizmu”, jest obecnie wykorzystywane na większą skalę w demokratycznym systemie politycznym. Intensywność wrogości wobec Rosji  przekracza znacznie jej stopień z okresu „zimnej wojny” wobec zachodnich „imperialistów i militarystów”. Poza tym przenika wszystkie sfery życia społecznego, co powoduje, że negatywne emocje rzutują na sferę percepcyjną, aksjologiczną i poznawczą.

Szczególny problem polskiej kultury politycznej wiąże się z podsycaniem resentymentu, który nakłada się na odczucia współczesne. To zjawisko rodzi kumulację wrogości i rozkładanie jej na długi czas. Oznacza międzypokoleniowy przekaz na temat wroga i trudności z pozbyciem się takich obciążeń. Tym bardziej, że siła wrogiej Rosji, mimo buńczucznych  retorycznych „wypraw na Moskwę”, ma skuteczną moc odstraszającą. Kolejne rządy składają więc deklaracje swojej determinacji i woli walki, ale na działania zaczepne nie mogą sobie pozwolić. Nie ma przecież żadnych gwarancji, że rozpoczęta wojna przeciw Rosji przez Polskę spotkałaby się ze zbiorową pomocą sojuszników z NATO i byłaby wojną zwycięską.

W świetle tych obserwacji należy się spodziewać przejścia różnych manifestacji wrogości w stan permanentny, co będzie oznaczać jej swoistą rytualizację. Wyrosną kolejne pokolenia, uznające  wrogie usposobienie wobec Rosji za akt szczególnego patriotyzmu. Antyrosyjskie gesty są już częścią oficjalnych postaw i zachowań politycznych, podczas gdy realne działania są poddawane rozmaitym ograniczeniom. Manifestacje wrogości mogą stać się wręcz objawem braku możliwości zrealizowania gróźb. Mogą wszak przybrać formę ciągłego jątrzenia i drażnienia Rosji, służących rozeznaniu, jak daleko można się posunąć we wrogiej aktywności i dokąd sięga tolerowanie takich aktów przez nią samą, opinię publiczną czy inne państwa.

Konfrontacja bez końca

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt omawianego zjawiska. Otóż rządzący w Polsce nie wyobrażają sobie ani nie przewidują zmiany wrogiej kwalifikacji Rosji w przewidywalnej perspektywie. Ma na to wpływ mechanizm samospełniającego się proroctwa. Jeśli polska strona przypisuje Rosji najgorsze cechy, jakie tylko są możliwe w katalogu obelg i zarzutów, to uruchamia się mechanizm samo-podtrzymywania wrogości, jej swoista inercyjność. Samospełniająca się przepowiednia tworzy błędne koło reakcji i kontrreakcji. To, co na początku  było tylko konstruktem wyobraźni, z czasem staje się rzeczywistością w wyniku eskalacji, prowadzącej do otwartego konfliktu.

Syndrom ofiary i prześladowań, ciągle żywy w oficjalnie podtrzymywanej martyrologicznej wersji historii, sprzyja żywotności „logiki prześladowczej”, ta natomiast czyni z Rosji osobliwego „kozła ofiarnego”, winnego wszystkich niepowodzeń i kompleksów narodowych. Sprowadzanie Rosji do takich ról oznacza powrót do „plemiennych atawizmów”,  kiedy przyczyny wszelkich nieszczęść można było przerzucić na obcych, pogan, innowierców, heretyków czy na czarownice. Dzisiaj przyczyną rozmaitych kryzysów, stresów, frustracji i niepowodzeń jest Rosja. Takiej interpretacji sprzyjają media głównego nurtu, które sztukę przekazu informacji sprowadzają do manipulacji i uproszczeń, a także do podjudzania i szczucia przeciwko demonicznemu wrogowi.

W obliczu narastających zjawisk kryzysowych wrogość wobec Rosji sprzyja umacnianiu prawowitości władz. Rządzący zabiegają o poparcie społeczne dla swoich działań, przypisując sobie wyłączność na właściwe diagnozowanie źródeł zagrożeń i podejmowanie skutecznej ochrony. Póki utrzymuje się przyzwolenie społeczne dla ich diagnoz i preferowanych rozwiązań w sferze gospodarczej czy obronnej, póty rola Rosji jako wroga korzystnie wpływa na legitymizację władz.

Gdy jednak ulegają zmianie nastroje społeczne i zaczyna występować syndrom zmęczenia ciągłym straszeniem Rosją i Putinem, wówczas należy się spodziewać delegitymizacji dotychczasowego układu sił. Przyszłoroczne wybory parlamentarne będą oczywistym sprawdzianem  zachodzących w społeczeństwie przewartościowań.

Prof. Stanisław Bieleń

Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2026)

Osama bin Trump

A teraz słówko od naszego potwora – Mr. Fish

====================================

Osama bin Trump

Autorstwa Chrisa Hedgesa

Nasze nadmierne imperialne rozszerzenie rozpoczęło się 25 lat temu od wojny z terroryzmem. Teraz zbliża się ponury koniec wraz z wojną Donalda Trumpa z Iranem.

Donald Trump, którego wojna z Iranem jest największym strategicznym błędem w historii Stanów Zjednoczonych, nie jest odpowiedzialny za początek upadku amerykańskiego imperium, ale ponosi odpowiedzialność za jego katastrofalny koniec.

To już koniec.

Bazy USA w bogatej w ropę naftową Zatoce Perskiej zostały uszkodzone lub zniszczone i spodziewam się, że nie zostaną odbudowane. Nasi sojusznicy, nawet ci w Europie, odwracają się od nas. Dekadencja i niemoralność amerykańskiego społeczeństwa, ucieleśnione wulgarnością, otępiającą ignorancją i okrucieństwem Trumpa, są cechami definiującymi imperium. Globalne Południe, zbulwersowane rażącym lekceważeniem przez imperium międzynarodowego prawa humanitarnego – w tym jego przyzwoleniem na ludobójstwo w Strefie Gazy – postrzega nas jako wroga. Więzienie Abu Ghraib mogło zniknąć z naszej zbiorowej pamięci, ale dla reszty świata obrazy amerykańskich żołnierzy i kontrahentów sadystycznie upokarzających i torturujących uwięzionych Irakijczyków zastąpiły „disneyowską” wersję Ameryki, którą kiedyś kreowaliśmy. Wojna z Iranem, która zakłóciła globalne dostawy ropy, szybko spycha światową gospodarkę na skraj przepaści.

Toniemy. I zabieramy ze sobą wielu.

Osama bin Laden może spoczywać w wodnym grobie na Morzu Arabskim. Al-Kaida może być zaledwie cieniem samej siebie. Ale najgłębsze pragnienia bin Ladena spełniły się w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat dzięki poważnym błędom w kalkulacjach imperium – roztrwonieniu bilionów dolarów na militarne klęski i dojściu do władzy naszej wersji „Ubu Roi”, Donalda J. Trumpa.

Zamiast pokonać rzekomych wrogów, Stany Zjednoczone pozwoliły im rosnąć w siłę. One i ich kolonia, Izrael, są najbardziej znienawidzonymi narodami na świecie. Każdy postęp Iranu w asymetrycznej wojnie z imperium jest witany z aplauzem na całym świecie.

Upokarzające porażki, marnotrawstwo zasobów i co najmniej 8 bilionów dolarów wydanych na kolejne wojny, które pochłonęły szacunkowo 4,5 do 4,8 miliona ofiar, doprowadziły do ​​wyniszczenia imperium. Jego infrastruktura rozpada się. Demokratyczne instytucje są bezsilne. Imperium przetrwało dzięki niemożliwemu do utrzymania zadłużeniu w wysokości 40 bilionów dolarów. Perły demokracji, takie jak system edukacji, uczciwe wybory i wolna prasa, zostały zdyskredytowane i zdeprecjonowane.

Pozbawiona praw klasa robotnicza, sparaliżowana niepewnością ekonomiczną i rządem, który stopniowo demontuje programy socjalne utrzymujące biednych ludzi na powierzchni, jest pod wpływem propagandy wmawiana, że ​​widoczny upadek jest dziełem zdrajców i wewnętrznych wrogów. To skłoniło zwolenników Trumpa do zwrócenia się przeciwko samym instytucjom i ideałom, które miały podtrzymywać demokrację. Zwyczajowi cele faszyzmu – „radykalna lewica”, muzułmanie, imigranci, intelektualiści, artyści, osoby czarnoskóre i dziennikarze – są prześladowani na mocy przepisów takich jak ustawa o szpiegostwie. Kłamstwa przenikają media, wzmacniając samooszukiwanie się, że gdy tylko wewnętrzni wrogowie zostaną uciszeni lub wykorzenieni, powrócą dni chwały imperium – czasy hiper-nacjonalizmu, patriarchatu, bezpieczeństwa pracy i białej supremacji.

Przemoc wobec wrogów wewnętrznych i oszustwa wyborcze są otwarcie popierane przez Trumpa i jego otoczenie, pochlebców, klaunów, oszustów i chrześcijańskich faszystów. Próba przekupienia wyborców obietnicą 5000 dolarów w przypadku zwycięstwa Republikanów w wyborach uzupełniających – w połączeniu z pogardą Trumpa dla porządku konstytucyjnego – to jawne przyznanie, że amerykańska demokracja to farsa.

George W. Bush, powołany na urząd prezydenta dekretem sądowym, zasiał te ziarna bezprawia i bezkarności. Trump sprawił, że rozkwitły.

Bandyci z Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE), zamaskowani i cieszący się taką samą bezkarnością, jaka umożliwiła tortury i zabijanie niewinnych w Iraku i Afganistanie, terroryzują amerykańskie miasta. Przeprowadzają naloty w stylu wojskowym na nieuzbrojonych cywilów, niczym nie różniące się od tych przeprowadzanych przez imperium w Falludży czy prowincji Helmand w Afganistanie. Tworzą sieć nędznych wewnętrznych obozów koncentracyjnych.

Narzędzia zniewalania stosowane przez imperium za granicą – w tym ograniczanie swobód obywatelskich i wprowadzenie masowej inwigilacji – zostały zalegalizowane w kraju wraz z uchwaleniem Patriot Act, wraz z jego listami obserwacyjnymi, informatorami oraz profilowaniem rasowym i religijnym.

Upadające imperia narzucają swoim obywatelom tyranię, która jest aż nazbyt dobrze znana tym podporządkowanym za granicą.

Byłem na Bliskim Wschodzie, kiedy wszystko poszło nie tak. Prawie cały świat muzułmański był przerażony atakami z 11 września. Odbyły się masowe publiczne manifestacje solidarności, w tym czuwania przy świecach w Iranie. Gdybyśmy budowali na tym współczuciu, zamiast demonizować muzułmanów i zadawać cierpienie i śmierć milionom ludzi na Bliskim Wschodzie, bylibyśmy dziś o wiele bezpieczniejsi.

Zamiast tego piliśmy do syta z trującego eliksiru nacjonalizmu. Naiwnie wierzyliśmy, że zostaliśmy zaatakowani – jak powiedział Bush – ponieważ „nienawidzą naszych wolności”, a nie z powodu naszego poparcia dla apartheidu i ludobójczego państwa Izrael, naszej bezdusznej obojętności wobec ludzkiego życia poza naszymi granicami – w tym zabicia ponad miliona ludzi w Iraku w wyniku sankcji USA – i naszego poparcia dla brutalnych arabskich dyktatur.

Wśród zniszczeń, jakie pozostawiły po sobie nasze niekończące się wojny, znajdują się: zagłada całych miast, 940 000 bezpośrednich ofiar na terenach objętych konfliktem zbrojnym po 11 września, od 3,6 do 3,8 miliona pośrednich ofiar oraz 38 milionów przesiedleńców.

Porywacze wybrali masową śmierć i zniszczenie na tle panoramy miasta, aby wysłać wiadomość. Mówili językiem, którego ich nauczyliśmy. To przesłanie, które nasze myśliwce, pociski i drony dostarczyły z Wietnamu do Iraku. Nie posłuchaliśmy. Naiwnie wierzyliśmy, że możemy przekształcić Bliski Wschód na nasze podobieństwo, za pomocą naszej armii.

Porażka wojny z terroryzmem to nie tylko porażka moralna. To porażka strategiczna. Odmówiliśmy zadania oczywistego pytania: dlaczego tak wielu ludzi poza naszymi granicami odczuwało wobec nas tak silną wrogość, że byli gotowi zabić siebie i tysiące naszych współobywateli?

Ci z nas, którzy odważyli się zadać te pytania dwadzieścia pięć lat temu, zostali oczernieni jako zwolennicy terroryzmu i uciszeni.

Jedynym sposobem na pokonanie terroryzmu jest izolowanie tych, którzy dokonują aktów terrorystycznych w ich własnych społeczeństwach. Chodzi o budowanie sieci zrozumienia i solidarności. My zrobiliśmy coś przeciwnego. Staliśmy się terrorystami, których rzekomo pokonaliśmy. Zrobiliśmy dokładnie to, czego oczekiwał od nas Bin Laden. Pokonaliśmy samych siebie.

Trump przewodzi ostatniemu aktowi.

Źródło: Osama Bin Trumphttps://chrishedges.substack.com/p/osama-bin-trump?utm_source=post-email-title&publication_id=778851&post_id=215418509&utm_campaign=email-post-title&isFreemail=true&r=3uby4s&triedRedirect=true&utm_medium=email

Historia w ruchu: BRICS, Jemen, Ormuz, Chiny

Pepe Escobar: Historia w ruchu: BRICS, Jemen, Ormuz, Chiny

Autorstwa Pepe Escobara

W ciągu niecałych 72 godzin bieg historii przyspieszył na skutek zbiegu wydarzeń, które normalnie trwałyby kilka lat.

Po błyskawicznej ofensywie jemeński ruch Ansarallah kontroluje teraz całe wybrzeże Morza Czerwonego od portu Al-Hudajda do Bab al-Mandab, łącznie z wyspą Mayyun, wulkanicznym cyplem pośrodku „Bramy Łez”.

Podział kontroli w prowincjach Hudajda, Taiz i Lahidż, stan na 11 września 2026 r. Źródło: CTP–ISW.

Saudyjski rurociąg Wschód-Zachód – jedyna obwodnica wokół Cieśniny Ormuz – jest zamknięty od co najmniej miesiąca po połączonym ataku dronów i rakiet balistycznych. Nadal nie wiadomo, skąd dokładnie pochodził atak: z Iraku, Jemenu, obu tych miejsc, czy też była to operacja pod fałszywą flagą?

Uszkodzenie stacji pomp Al-Mesabaah na rurociągu Wschód-Zachód w Arabii Saudyjskiej, 13 września 2026 r. Zdjęcie satelitarne ©2026 Vantor/AFP/Getty Images.

Podczas dorocznego szczytu BRICS w New Delhi wszyscy pełnoprawni członkowie zgodzili się na jednoznaczne potępienie sankcji wtórnych w Deklaracji z New Delhi, a prezydent Iranu Pezeshkian w swoim przemówieniu ogłosił, że w poniedziałek w Maskacie zostanie podpisane porozumienie w sprawie Cieśniny Ormuz. Spotkanie Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) z Iranem zostało następnie odwołane. Nikt nie wie, czy i kiedy się odbędzie.

Źródła dyplomatyczne w Moskwie i Teheranie potwierdziły, że Rosja i Iran pojawiły się w New Delhi jako skoordynowany duet, w pełni zjednoczony w swoim sprzeciwie wobec wojny Waszyngtonu z Iranem i jego sankcji. Popularne zdjęcie Ławrowa, Wang Yi i Araghchi stojących razem jak starzy przyjaciele, to tylko część historii. Wkroczenie Jemenu na Morze Czerwone to morska część tej samej historii.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Chin Wang Yi i minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi na marginesie szczytu BRICS w New Delhi. Kadr z filmu opublikowanego przez irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Rosja i Iran zgodziły się w trzech kwestiach: potępiły wojnę USA, odrzuciły cały system sankcji i stanowczo sprzeciwiły się sankcjom wtórnym związanym z sekretarzem skarbu USA Bessentem, nikczemnym byłym poplecznikiem Sorosa.

Deklaracja z New Delhi , jednogłośnie przyjęta pierwszego dnia szczytu BRICS, po tym jak szerpowie pracowali do czwartej nad ranem, była niemal cudem w swoim sformułowaniu dotyczącym Azji Zachodniej. Mimo to, sformułowanie to było wciąż niepełne; w przeciwnym razie ZEA – a nawet Indie – nie podpisałyby jej.

W punkcie 22 potępiono „jednostronne środki przymusu”, w tym „jednostronne sankcje ekonomiczne i sankcje wtórne”, wezwano do ich zniesienia i potwierdzono jednoznaczne odrzucenie „sankcji niezatwierdzonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ”. Jest to najostrzejsze w historii oświadczenie BRICS w sprawie sankcji wtórnych.

Jednak paragraf 28 wyraża jedynie „głębokie zaniepokojenie” eskalacją konfliktu w Azji Zachodniej i wzywa do „najwyższej powściągliwości” – ale dopiero po „potwierdzeniu przez nas naszych stanowisk narodowych”. To jest formuła, za pomocą której rząd Modiego zdołał doprowadzić do porozumienia między Iranem a ZEA.

Paragraf 29 wyraża „poważne zaniepokojenie ukierunkowanymi atakami na infrastrukturę cywilną i pokojowe obiekty jądrowe, objęte pełnym nadzorem bezpieczeństwa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej”. Wszyscy w sali BRICS – i poza nią – wiedzą, czyje obiekty zostały zaatakowane przez kogo.

Ta część deklaracji ma zatem charakter czysto kosmetyczny. Stany Zjednoczone nie są wymienione z nazwy w żadnym miejscu 45-stronicowego tekstu, liczącego 140 akapitów. Wojna nie jest nazywana wojną. I żaden agresor nie jest wymieniony z nazwy.

To właśnie prezydent Putin wniósł brakującą ostrość na forum ekonomicznym BRICS.

Stwierdził, że Rosja stawiła czoła „ponad 30 000 sankcji, dwa razy więcej niż wszystkie inne kraje świata razem wzięte”, a także „groźbie tzw. sankcji wtórnych wobec tych, którzy odmawiają realizacji interesów innych”. Opisał „niszczenie rurociągów, próby blokowania międzynarodowych korytarzy transportowych i przejmowanie statków” jako przymus pod przykrywką konkurencji.

Prezydent Iranu Pezeshkian ze swojej strony zauważył, że „nie mogli osiągnąć swoich celów poprzez wojnę, dlatego uciekli się do presji ekonomicznej”. Posunął się nawet dalej niż Rosja, wzywając do utworzenia stałego sekretariatu BRICS i powtórzył apel Putina o zwiększenie handlu walutami narodowymi.

Deklaracja jest zatem dokumentem dwuznacznym, który kraje Globalnego Południa – Indie, Indonezja, Egipt, a nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie – mimo wszystko były gotowe podpisać. Stwierdza ona, że ​​sankcje wtórne są prawdziwym narzędziem amerykańskiej wojny gospodarczej przeciwko Rosji, Iranowi i wszystkim, którzy z nimi handlują. Sama wojna spotyka się jednak jedynie z nieśmiałym wezwaniem do „powściągliwości”. Ta rozbieżność sama w sobie stanowi historię: państwa BRICS sprzeciwiają się tej broni, ale nie ręce, która ją dzierży.

Ja płacę, ty płacisz, wszyscy chcą, żeby płacili BRICS.

Deklaracja BRICS z New Delhi pozostaje niezwykle aktualna, gdyż wyraża dominującą perspektywę Globalnego Południa.

Na forum ekonomicznym Putin ponownie zwrócił uwagę, że kraje BRICS wygenerowały ponad 40% globalnego produktu gospodarczego w ciągu ostatnich pięciu lat, w porównaniu z 29% w przypadku krajów G7. Kraje BRICS – i BRICS+, w tym kraje partnerskie – reprezentują znacznie ponad połowę światowej populacji. Z geoekonomicznego punktu widzenia nacisk położono ponownie na rozliczenia w walutach krajowych, ponieważ handel prowadzony w rupiach, rublach czy juanach nie może zostać zablokowany przez Waszyngton.

Z geopolitycznego punktu widzenia deklaracja zyskała punkty, gdyż potępiła głód w Strefie Gazy i przymusowe przesiedlenia z okupowanych terytoriów palestyńskich, a także wezwała do reformy Rady Bezpieczeństwa ONZ i systemu z Bretton Woods (co nigdy nie nastąpi).

Niemniej jednak Nowy Bank Rozwoju (NDB) wciąż jest daleki od bycia silnym bankiem skoncentrowanym na krajach Globalnego Południa. NDB zatwierdził jedynie projekty o wartości około 44 miliardów dolarów, a waluty lokalne stanowią zaledwie 29 procent jego aktywnego portfela.

Skomplikowana sprawa BRICS Pay pozostaje – na razie – nierozwiązana. BRICS Pay został zaprezentowany dwa lata temu na przełomowym szczycie w Kazaniu. W New Delhi Rosja i Indie – za pośrednictwem Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF) i BRICS Pay India – podpisały umowę o jego wdrożeniu, umożliwiającą płatności między przedsiębiorstwami (B2B) a obywatelami (C2B) bezpośrednio w walutach krajowych (rublach, rupiach, juanach itp.), z pominięciem dolara amerykańskiego.

W przyszłości BRICS Pay połączy istniejące krajowe systemy płatności krajów uczestniczących, w tym rosyjski SPFS (Financial Messaging System), chiński CIPS, brazylijski Pix i indyjski UPI.

BRICS Pay to oczywista odpowiedź na instrumentalizację SWIFT. Ale wciąż daleka droga przed nami. Pomysł, aby turysta mógł korzystać z karty wydanej przez swój bank macierzysty w innym kraju BRICS bez płacenia prowizji w systemie dolarowym – a tym samym unikając obciążenia amerykańskiego Departamentu Skarbu – jest kuszący. Ale jak to zadziałałoby na przykład w przypadku irańskiego turysty w Chinach? Konieczne jest zaangażowanie lokalnych banków we wszystkich krajach BRICS.

Banki w krajach Globalnego Południa nadal są głęboko zaniepokojone sankcjami wtórnymi. Dlatego też priorytetem jest decentralizacja systemu. BRICS Pay ma na celu obsługę do 20% globalnych transakcji płatniczych do 2030 roku.

A w przyszłym roku gospodarzem będzie Chiny

Kwestia energii była powracającym tematem niemal wszystkich punktów szeroko omawianych podczas spotkań dwustronnych w New Delhi. Jednak potencjalne porozumienie między Iranem a Omanem w sprawie Cieśniny Ormuz pozostaje niepewne. Teheran wyraźnie oświadczył, że nie otworzy ponownie Cieśniny Ormuz; pozostanie ona zamknięta, dopóki Waszyngton nie spełni co najmniej siedmiu warunków.

Regionalne punkty zapalne kryzysu: Cieśnina Ormuz, saudyjski rurociąg Wschód-Zachód i Bab al-Mandab. Grafika: The Guardian; Źródła: Sana’a Center for Strategic Studies i Global Energy Monitor.

Oto one:

  1. Zaprzestańcie gróźb wobec Iranu.
  2. Zakończmy raz na zawsze ataki na Iran i jego sojuszników.
  3. Znieść blokadę morską.
  4. Wycofać siły morskie i powietrzne USA z sąsiedztwa Iranu.
  5. Zapłać reparacje wojenne.
  6. Znieść sankcje.
  7. Bezwarunkowo uwolnić zamrożone irańskie aktywa.

Dopiero wtedy Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta na mocy nowego porozumienia między Iranem i Omanem.

Spotkanie Iranu z ministrami spraw zagranicznych Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), zaplanowane na poniedziałek w Omanie, było zatem skazane na niepowodzenie. Według ministra spraw zagranicznych Omanu Badra Albusaidiego, zostało ono przełożone na czas nieokreślony „w celu osiągnięcia konsensusu”.

Teheran upierał się, że spotkanie miało na celu ostateczne ustanowienie irańsko-omańskiej drogi morskiej przez Cieśninę Ormuz. Statki miałyby wpływać przez irańskie wody terytorialne, a część ich szlaku wyjścia znajdowałaby się pod kontrolą Iranu, co w praktyce czyniłoby obecny, wspierany przez USA, południowy korytarz przez Oman nieaktualnym.

Arabia Saudyjska wyraziła sprzeciw, obawiając się nowego status quo, nieakceptowalnego dla Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC). Bahrajn – de facto saudyjska satrapia – zbojkotował spotkanie. Sytuacja jest obecnie niepewna.

Jednocześnie naprawa saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód będzie koszmarem: infrastruktura pompowa została poważnie uszkodzona, a rurociąg został uszkodzony w co najmniej ośmiu miejscach. Arabia Saudyjska może wyczerpać rezerwy eksportowe ropy naftowej w Janbu w ciągu tygodnia. Oznaczałoby to, że niewiarygodne 4 miliony baryłek dziennie – około 4% globalnej podaży – po prostu zniknęłyby z rynku. Globalna gospodarka jest na krawędzi.

W Nowym Delhi pojawiły się sygnały, że pierwotny RIC (Rosja-Indie-Chiny), w zamyśle nieżyjącego już wielkiego Jewgienija Primakowa, może zostać reaktywowany – tym razem jako RIIC, uzupełniony o Iran.

Prezydent Xi jasno to wyraził: Chiny i Indie są partnerami, a nie rywalami. I to ponownie do Xi należało nakreślenie, jak wygląda poważne zarządzanie wielostronne – od budowy alternatywnej infrastruktury finansowej po zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego. Z dala od wojennego szału – właśnie wtedy grupa BRICS błyszczy: jako grupa budujących, a nie niszczących.

Chiny stają się coraz bardziej niezależne od histerycznego Zachodu, dążąc do ugruntowania wizji „podwójnego obiegu” zapoczątkowanej przez Xi w 2020 r., w której cykle krajowe i międzynarodowe wzmacniają się wzajemnie w ramach nowego paradygmatu rozwoju.

W Nowym Delhi Xi zaproponował pięć jasnych inicjatyw mających na celu pogłębienie współpracy BRICS.

Obejmują one m.in. Chiny przewodzące w budowaniu społeczności BRICS opartej na otwartym kodzie źródłowym w dziedzinie sztucznej inteligencji, a także tworzenie partnerstwa BRICS na rzecz specjalnych stref ekonomicznych. Chiny będą gospodarzami forum BRICS poświęconego handlowi usługami w przyszłym roku.

Ponadto prowadzona jest współpraca w sektorze cyfrowym: Pekin chce utworzyć platformę chmurową BRICS dla ekosystemu cyfrowego, która będzie obejmować szkolenia w zakresie umiejętności cyfrowych, wymianę technologiczną i koordynację przemysłową.

W obszarze inteligentnej produkcji Chiny zamierzają wspierać innych członków BRICS w budowaniu inteligentnych fabryk oraz opracowywaniu standardów i norm. W obszarze nauki i technologii Chiny proponują utworzenie sojuszu BRICS w zakresie edukacji inżynierskiej, który ułatwiłby wspólne szkolenie inżynierów i wzajemne uznawanie standardów kompetencji, a tym samym stworzenie szerokiego kręgu wysoko wykwalifikowanych specjalistów.

Mówiąc wprost: pod koniec tego (burzliwego) dnia „Wielka Panda” ponownie przejęła władzę. Przybyła. Ogłosiła, że ​​Chiny będą gospodarzem BRICS w przyszłym roku. Odwołała uroczystą kolację. I odeszła, bo jest tyle do zrobienia.

Źródło: Historia na fali: BRICS, Jemen, Ormuz, Chiny

Strategia wojny biologicznej

Strategia wojny biologicznej

15. września 2026 Marek Wojcik world-scam/strategia-wojny-biologicznej

Izrael, „światowe laboratorium” kampanii szczepień, wydał ostrzeżenie pod koniec lutego 2021 roku. CDC i EMA otrzymały ostrzeżenie. Firma Pfizer otrzymała szczegółowe raporty. Lekarze i opinia publiczna zostali pozostawieni w niepewności, nigdy nie poznając pełnego obrazu. Ponad pięć lat później dokument w końcu został upubliczniony.

Tym podsumowaniem kończy się piątkowy artykuł na brownstone.org: Informacje o bezpieczeństwie w kontekście wczesnego ostrzeżenia Izraela przed zapaleniem mięśnia sercowego skierowanego do światowych organów ochrony zdrowia.

Moich stałych czytelników nie muszę przekonywać, że zastawiono na ludzkość pułapkę w celu depopulacji. Ta biologiczna wojna nie sprowadza się do zwalczania żadnego kraju. Geograficznie objęła cały świat.

Stosując psychologię strachu i szantażu ekonomicznego doprowadzono większość ludzi do działań samobójczych. Ulegli propagandzie eliksiru szczęścia, który był zatrutym jabłkiem z bajki o królewnie Śnieżce. Lustereczko na ścianie podżegało do szczepień, nadużywając argumentu solidarności: zjedz owoc z toksycznej jabłoni, żeby twój sąsiad był zdrowy!

Lekarz szkolny pyta Jasia: „Czy wiesz w ogóle, przeciwko czemu cię dzisiaj zaszczepiono?”

„Tak” – mruczy Jaś – „przeciwko mojej woli!”

Lekarka z armii amerykańskiej zeznała, że jak dotąd wie o 28 zgonach w siłach zbrojnych USA spowodowanych szczepionkami przeciwko COVID-19. Rząd USA bada 2 544 zgony zgłoszone po szczepieniach – powiedziała lekarka. Źródło.

Lustereczko, powiedz przecie – kto jest najgorszy na całym świecie?

Niektórych pewnie zaskoczy odpowiedź na to pytanie. To nie sprawcy stojący za wojną biologiczną ponoszą największą odpowiedzialność za tragedie milionów ofiar poszczepiennych. To te miliardy zwykłych ludzi, którzy zaakceptowali te zbrodnie swoim milczeniem. Mają przecież swoją wymówkę: bo w telewizji powiedzieli …

Tak powiedzieli, a oni sami nie pomyśleli, że to nieprawda.

Wielka debata szczepionkowa.
Za po lewej, przeciwko po prawej.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Trzęsienie ziemi w Kijowie. Gangi u władzy wzięły się za łby. Prokurator generalny uciekł z Ukrainy.

Trzęsienie ziemi w Kijowie. Prokurator uciekł z Ukrainy

magnapolonia.org/trzesienie-ziemi-w-kijowie-prokurator-uciekl-z-ukrainy

Na Ukrainie doszło do kolejnego poważnego kryzysu na szczytach ukraińskich organów ścigania. Prokurator generalny Rusłan Krawczenko podpisał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Semena Krywonosa, szefa Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU), a następnie w środku nocy opuścił kraj. W tle znajduje się wielowątkowa operacja antykorupcyjna dotycząca ochrony oszukańczych call center oraz ponownie narastający konflikt pomiędzy kliką Zełenskiego i najważniejszymi ukraińskimi instytucjami odpowiedzialnymi za walkę z korupcją.

W Kijowie wybuchła kolejna, gigantyczna afera korupcyjna, która wywołała polityczne trzęsienie ziemi. Według źródeł „Ukraińskiej Prawdy” prokurator generalny Rusłan Krawczenko uciekł za granicę około godziny 2:30 w nocy z 13 na 14 września, korzystając ze służbowego samochodu. Jako podstawę wyjazdu wskazał „zagraniczną delegację”. Pierwotnie informowano o jego podróży na Litwę.

Sam Krawczenko potwierdził, że przebywa poza Ukrainą. Tłumaczy, że jest to zaplanowana podróż służbowa, podczas której zamierza spotykać się z zagranicznymi partnerami i przedstawiać im swoją ocenę sytuacji w ukraińskich organach antykorupcyjnych. Według niego NABU i Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) uzyskały zbyt duży, niekontrolowany wpływ, który ma stwarzać zagrożenie dla praworządności i funkcjonowania państwa.

Tuż przed wyjazdem Krawczenko poinformował, że podpisał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa NABU Semena Krywonosa. Dokument, liczący ponad 30 stron, dotyczy m.in. zarzutów związanych z fałszowaniem dokumentów. Krawczenko wskazuje na wydarzenia z 2008 roku oraz zarzuca Krywonosowi m.in. wykorzystanie fikcyjnej adopcji.

NABU odrzuca te oskarżenia. Biuro przekazało, że Krywonos nie otrzymał formalnie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a zarzuty Krawczenki uważa za element publicznej, a nie prawidłowo przeprowadzonej procedury. NABU i SAPO zaprzeczają również, aby podczas operacji „Kartagina” przejęły materiały z postępowań dotyczących własnych pracowników.

Konflikt ma jednak znacznie głębsze podłoże. Już na początku września Krawczenko złożył rezygnację ze stanowiska. Stało się to w związku z operacją „Kartagina”, prowadzoną przez NABU i SAPO. Śledztwo dotyczyło podejrzeń, że osoby związane z ukraińskimi organami państwowymi miały zapewniać ochronę funkcjonującym na dużą skalę oszukańczym call center.

Według informacji ujawnianych w związku ze śledztwem chodziło o system, w ramach którego przestępcze centra telefoniczne miały działać pod ochroną osób posiadających wpływy w strukturach państwowych. Śledczy mieli zabezpieczyć m.in. duże sumy pieniędzy. Krawczenko zaprzeczał własnemu udziałowi w jakichkolwiek nielegalnych działaniach. Jednocześnie NABU i SAPO przedstawiają jego późniejsze działania jako próbę uderzenia w niezależność instytucji antykorupcyjnych.

W ten sposób ukraiński aparat państwowy znalazł się w sytuacji bezprecedensowej: prokurator generalny oskarża szefa instytucji powołanej do walki z korupcją, podczas gdy ta sama instytucja prowadziła wcześniej działania dotyczące otoczenia prokuratora generalnego. Co ciekawe, w konflikt zdecydowanie wmieszał się sam Wołodymyr Zełenski. Prezydent zwrócił się do parlamentu o pilne wyrażenie zgody na odwołanie Krawczenki. Ukraiński parlament rozpoczął już procedurę w tej sprawie, a komisja parlamentarna zarekomendowała przyjęcie wniosku o zgodę na jego zwolnienie.

Zełenski jednoznacznie stwierdził, że dla prokuratora generalnego właściwym rozwiązaniem jest odejście ze stanowiska. Stanowisko to jedno, ale ucieczka za granicę to zupełnie inna sprawa. Wygląda na to, że nie chodzi tylko o obawę przed niesprawiedliwym procesem, ale po prostu obawą o własne życie. To prawdopodobnie jest zagrożone ze strony siepaczy reżimu.

Cała sprawa jest szczególnie kłopotliwa dla Kijowa także z innego powodu. Ukraina od lat przedstawia walkę z korupcją jako jeden z fundamentów reform państwa i integracji z Zachodem. Niezależność NABU i SAPO ma być jednym z dowodów, że ukraińskie instytucje są zdolne do ścigania korupcji również wśród ludzi znajdujących się na najwyższych szczeblach władzy. Tymczasem kolejny skandal pokazuje, jak głęboki jest problem.

Tym razem konflikt dotyczy bezpośrednio prokuratora generalnego, szefa NABU i kierownictwa SAPO. Padają wzajemne oskarżenia o nadużycia, manipulowanie postępowaniami, przejmowanie materiałów śledztw i próbę ograniczenia niezależności instytucji antykorupcyjnych. Jednocześnie jeden z najważniejszych ukraińskich urzędników opuszcza kraj w środku nocy, tłumacząc wyjazd oficjalną delegacją. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie stawiane zarzuty zostały już udowodnione. Na tym etapie mamy do czynienia z trwającymi postępowaniami i ostrym konfliktem pomiędzy instytucjami państwa.

Nie sposób jednak nie zauważyć szerszego obrazu. To kolejny przypadek, gdy podejrzenia dotyczą osób znajdujących się bardzo wysoko w ukraińskiej strukturze władzy, a jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów całej historii staje się kwestia wyjazdu za granicę osoby stojącej na czele prokuratury, która nie czuje się w kraju Bandery i Szuchewycza bezpiecznie.

Dla banderowskiego reżimu, które zabiega o kolejne miliardy dolarów i euro zachodniej pomocy, a jednocześnie chce przekonać swoich partnerów, że skutecznie reformuje wymiar sprawiedliwości i walczy z korupcją, jest to wyjątkowo poważny problem wizerunkowy. Ukraińskie władze po raz kolejny muszą odpowiadać na pytanie, czy zasady walki z korupcją rzeczywiście obowiązują wszystkich – również ludzi znajdujących się na samym szczycie państwowej hierarchii. Fakt, że w tle kolejnego skandalu pojawia się wyjazd wysokiego rangą urzędnika poza granice kraju, z pewnością tego obrazu nie poprawia.

Polska to nie Islandia!

Polska to nie Islandia!

13.09.2026 Stanisław Michalkiewicz nczas/polska-to-nie-islandia

No nie, tego już za wiele! Zamiast pryncypialnie napiętnować ponad podziałami skandaliczny rezultat referendum na Islandii, w następstwie którego Islandczykowie nie tylko nie chcieli słyszeć o żadnym Anschlussie do „Europy”, ale nawet opowiedzieli się przeciwko jakimkolwiek negocjacjom na ten temat, nasi Umiłowani Przywódcy przyjęli to do wiadomości jako rzecz zwyczajną.

„Gdzie tu Wylizuch?! Felczak gdzie tu?!” – alarmuje poeta. Przecież w naszym bantustanie, podobnie jak w większości innych bantustanów Europy coś takiego uchodzi za potworną myślozbrodnię Niebu obrzydłą, z powodu której taki dajmy na to Grzegorz Braun co i rusz ciągany jest jak nie przed surowe oblicze prokuratury, to niezawisłych sądów – a tymczasem na Islandii wszyscy, nie wyłączając tamtejszego rządu, ukorzyli się przed „demokracją”.

Ale przecież wiadomo, że demokracja, a zwłaszcza – demokracja prawdziwa – nie polega na tym, by arytmetyczna większość decydowała według swego widzimisię, tylko na tym, by większość podejmowała decyzje jedynie słuszne, a w ostateczności – przynajmniej słuszne.

A jakie decyzje są jedynie słuszne, a przynajmniej – słuszne? Takie rzeczy każde postępowe dziecko wysysa z mlekiem każdej postępowej matki – że jedynie słuszne, a przynajmniej słuszne są decyzje, za którymi opowiada się Judenrat i stare kiejkuty – te dwa najtwardsze jądra naszej młodej demokracji. Na tym opiera się „Prawo i Prorocy”, zarówno ci najwięksi, jak na przykład pan red. Michnik Adam, jak i prorocy mniejsi w rodzaju pana red. Jacka Żakowskiego czy pana red. Terlikowskiego Tomasza, którzy nie ustają w tłumaczeniu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu, czego ma chcieć i jak ma myśleć, żeby było dobrze, a przynajmniej – poprawnie. Czyż nie dlatego właśnie pan dr Andrzej Olechowski podczas zebrania w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, pretensjonalnie zatytułowanego „Forum Dialogu”, tłumaczył, że jak tylko zostaniemy przyłączeni do Unii Europejskiej, to będziemy mogli „współdecydować o naszych sprawach”?

Przecież „współdecydowanie” dajmy na to o sprawach polskich do spółki z Maltą czy Cyprem jest lepsze od decydowania samodzielnego, to chyba jasne?

Tymczasem głównym argumentem zatwardziałych przeciwników negocjowania warunków Anschlussu Islandii do Brukseli był całkowicie odmienny, oczywiście absurdalny dla każdego osobnika przyzwoitego pogląd, że o własnych sprawach czy sprawach własnego kraju lepiej jest decydować samodzielnie. Poza „faszystami” w rodzaju Grzegorza Brauna, który jest „pies potępiony” zarówno przez Volksdeutsche Partei, jak również Naczelnika państwa Jarosława Kaczyńskiego, nie mówiąc już o przedstawicielu Naszego Najważniejszego Sojusznika JE ambasadorze USA w Warszawie, panu Tomaszu Róży, jak i przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, nikt tak nie myśli, nawet nie tyle dlatego, że jest to zabronione jako „mowa nienawiści”, tylko – że jest to głęboko niesłuszne z powodu jaskrawej i nieusuwalnej sprzeczności ze stanowiskiem Judenratu i starych kiejkutów. Raczej wszyscy biorą wzór z Pana Karola ze słynnego a dedykowanego Stefanowi Niesiołowskiemu wiersza pod tytułem „Pan Karol i Kostuś”: „Pan Karol, jak myśli, to myśli szeroko i mnóstwo ogarnia perspektyw”.

Inna sprawa że z tym samodzielnym decydowaniem o własnych sprawach to nawet mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to – i tak dalej – mają same zgryzoty. Weźmy takie finanse. Żyją jeszcze ludzie pamiętający, jak w roku 2003, kiedy to w naszym nieszczęśliwym kraju odbywało się referendum w sprawie Anschlussu, zarówno Volksdeutsche Partei, jak i Naczelnik Państwa stręczyli Polakom Anschluss pod pretekstem, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka, kiedy to Polska była 10 potęgą gospodarczą na świecie – oczywiście dopóty, dopóki wszystko się nie skawaliło. Teraz o nasze finanse troszczy się Reichsführerin Urszula Wodęleje i w zależności od humoru albo zwalnia tubylczemu rządowi jakieś „transze”, albo nie zwalnia.

Mimo to jednak w finansach naszego bantustanu zieje coraz większa dziura, której niepodobna zasypać. Właśnie obywatel Domański Andrzej, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda ma fuchę ministra finansów, przedstawił projekt budżetu na przyszły rok. Czytamy w nim, że deficyt budżetowy ma sięgnąć prawie 300 mld złotych, a i to pod warunkiem że spełnią się „założenia”. Bo jak się nie spełnią, to może być jeszcze większy. Jak duży? Tego ma się rozumieć nikt nie wie, więc nic dziwnego, że w tej sytuacji, w środowisku tak zwanych „elit politycznych”, czyli absolwentów Kolegium Tumanum albo innych Wyższych Szkół Gotowania Na Gazie co to pokończyli fakultety z „zarządzania” albo „politologii”, narasta pragnienie uwolnienia się od zmory samodzielnego decydowania w jakichkolwiek sprawach.

Podobny nastrój panował w wieku XVIII, kiedy to szerokie kręgi były już tak znudzone szarpaniną związaną z podtrzymywaniem w istnieniu naszego nieszczęśliwego kraju, co wymagało użerania się jak nie z Kozakami, to z Turkami, jak nie z Turkami, to z Prusakami, jak nie z Prusakami, to z Moskalami, jak nie z Moskalami, to z Rakusami – że „koncepcja” – jak powiedziałby Kukuniek – żeby wszystkim zajęła się Katarzyna, jawiła się jako znakomite wyjście z sytuacji. Jak chce, to niech się martwi – a tymczasem my będziemy mogli spokojnie sobie wypić i zakąsić. No i w końcu tak się stało – ale okazało się, że to rozwiązanie wcale nie daje spodziewanego szczęścia.

Przeciwnie – nasz mniej wartościowy naród tubylczy nabawił się wskutek tego rozmaitych kompleksów, a przede wszystkim jednego – w postaci utraty pewności siebie. Obawiam się, że to jest podstawowa przyczyna, dla której wolimy „współdecydować o naszych sprawach”, niechby nawet z byle kim – byle tylko uniknąć brzemienia odpowiedzialności za decydowanie samodzielne. Oczywiście o tym nie trzeba mówić ani głośno, ani nawet wcale, a skoro tak, to trzeba głosić rozmaite karkołomne uzasadnienia ponownego powierzenia decyzji w ręce Katarzyny, czy jak tam akurat nazywa się aktualny Reichsführer.

W ten oto sposób spełnia się na nas spostrzeżenie Franciszka ks. de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego. Obawiam się tedy, że wiadomość o islandzkim referendum nie będzie w stanie wyrwać nas z letargu – bo niby po co, skoro jesteśmy niezmiennie zadowoleni z własnego rozumu?

Kutno. Pijany Gruzin zabił Polaka. „Od lat sprawiają problemy [nie tylko] w tym mieście”

Kutno. Gruzin zabił Polaka. „Od lat sprawiają problemy w tym mieście”

15.09.2026 nczas/kutno-imigrant-zabil-polaka-od-lat-sprawiaja-problemy-w-tym-miescie

Imigrant ze wschodu, Gruzin zaatakował Polaka w Kutnie. Po kilku dniach Polak zmarł. „Gruzini w Kutnie sprawiają problemy od lat” – skomentował na X Adam Gwiazda.

=============================================

Do ataku doszło w piątek 4 września w centrum Kutna po godz. 22.

Mogę potwierdzić, że wczoraj po godzinie 22 w Kutnie nietrzeźwy obywatel Gruzji spowodował ciężki uszczerbek na zdrowiu obywatelowi Polski. Sprawca został zatrzymany – poinformowała asp. Daria Olczyk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kutnie w rozmowie z „Panoramą Kutna”.

– Według świadków sprawca oddalił się z miejsca zdarzenia [co za język.. uciekł md] . Policjanci natychmiast przystąpili do ustalania jego tożsamości. Dzięki dobremu rozpoznaniu, rozpytaniu świadków oraz szybkim działaniom funkcjonariuszy ustalono dane mężczyzny. Okazał się nim 29-letni obywatel Gruzji. Jeszcze tego samego dnia policjanci zatrzymali go w miejscu zamieszkania – dodała.

Gruzin ma 29 lat. Jego ofiarą padł 41-letni Polak. W ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala w Łodzi.

Sąd przychylił się do wniosku prokuratury o trzymiesięczny areszt. – Podejrzany odmówił składania wyjaśnień – przekazał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Paweł Jasiak.

Polaka nie udało się uratować. Mężczyzna zmarł.

Dotychczas sprawę prowadzono pod kątem art. 156 Kodeksu karnego, czyli spowodowania poważnego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to do 20 lat pozbawienia wolności. W wyniku śmierci klasyfikacja prawna czynu najpewniej zostanie zmieniona na art. 156 § 3 Kodeksu karnego. Wówczas minimalna kara to pięć lat pozbawienia wolności, a najwyższa to dożywocie.

Na X Adam Gwiazda informował zarówno o samej bójce i zatrzymaniu Gruzina jak również o śmierci Polaka. Przy pierwszej informacji zwrócił uwagę, że „kilka dni wcześniej w tym samym mieście 53-letni pijany Gruzin bez prawa jazdy spowodował kolizję”.

„Gruzini w Kutnie sprawiają problemy od lat” – podkreślił w najnowszym wpisie Gwiazda.

Stany Zjednoczone znoszą limity CO2 – liczy się tania energia a nie dekarbonizacja

Stany Zjednoczone znoszą limity CO2 w USA

– liczy się tani prąd a nie dekarbonizacja

Źródło: AI Generated

zmianynaziemi/stany-zjednoczone-znosza-limity-co2-liczy-sie-tani-prad-nie-dekarbonizacja

14 września 2026 roku w Houston Stany Zjednoczone ogłosiły decyzję, którą wielu w Europie uzna za skandal, a wielu w przemyśle za powrót do zdrowego rozsądku.

Podczas spotkania ministrów energii G20 amerykańska Agencja Ochrony Środowiska uchyliła limity emisji dwutlenku węgla dla elektrowni węglowych i gazowych. Waszyngton uznał, że najpierw trzeba zapewnić pewny i tani prąd, a dopiero potem liczyć tony CO2.

Unia Europejska i Wielka Brytania idą w przeciwnym kierunku. Utrzymują politykę, która podraża energię, wypycha fabryki i zubaża własne społeczeństwa. Dziś ten eksperyment prowadzą już prawie tylko one.

Amerykańska decyzja dotyczy konkretnych przepisów z 2024 roku. Administracja Joe Bidena narzuciła elektrowniom tak ostre normy, że w praktyce wymagały one redukcji emisji nawet o 90 procent i stosowania technologii wychwytywania dwutlenku węgla.

EPA uznała, że reguły te wykraczały poza ustawę o czystym powietrzu i zamiast stawiać realne normy, doprowadzały do zamykania źródeł energii podstawowej. Jednocześnie zaproponowano zniesienie pozostałych federalnych standardów gazów cieplarnianych dla sektora elektroenergetycznego. Agencja szacuje oszczędności na 310 miliardów dolarów.

To nie jest kaprys. Sektor energetyczny odpowiada za około jedną czwartą amerykańskich emisji, ale zasila też huty, zakłady chemiczne, cementownie, ogrzewanie domów i rosnące zapotrzebowanie centrów danych. Węgiel i gaz ziemny zapewniają moc dyspozycyjną: działają wtedy, gdy nie wieje wiatr i nie świeci słońce. Waszyngton wyciągnął prosty wniosek: państwo, które samo podcina sobie dostawy energii, traci konkurencyjność.

Reszta świata zna ten wniosek od dawna. Chiny i Indie nadal budują bloki węglowe, nawet jeśli równolegle rozwijają odnawialne źródła energii. Nie zamierzają poświęcać wzrostu gospodarczego na rzecz unijnego kalendarza dekarbonizacji.

Europa wybrała inną drogę. Ceny energii dla unijnego przemysłu są dwu- lub trzykrotnie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych i Chinach. Gaz hurtowy bywa wielokrotnie droższy niż amerykański. Przyznała to nawet przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. To nie jest wyłącznie skutek wojny czy kaprysu rynku. To efekt podatku węglowego, opłat sieciowych, subsydiów, zakazów i politycznego wymuszania technologii, które wciąż nie zastępują energii podstawowej.

Skutki widać w halach produkcyjnych, a nie na konferencjach klimatycznych. Niemiecka produkcja energochłonna spadła o ponad 15 procent od 2022 roku. W Wielkiej Brytanii organizacje przemysłowe ostrzegają przed de-industrializacją. Prąd dla firm należy tam do najdroższych w świecie rozwiniętym. Zamykają się huty, rafinerie, zakłady chemiczne i ceramiczne. Część firm przenosi produkcję, a część po prostu znika. Społeczeństwo płaci dwukrotnie: wyższym rachunkiem i słabszą gospodarką.

Ten model ma jeszcze jedną wadę: nie zmniejsza globalnych emisji. Gdy europejska huta staje, stal przyjeżdża z kraju, który pali węglem i nie dźwiga unijnego systemu handlu emisjami. Gdy przemysł chemiczny ucieka do USA albo Azji, Europa kupuje gotowy produkt i traci łańcuch dostaw. Na papierze bilans wygląda lepiej. W rzeczywistości emisje zostają przeniesione, a miejsca pracy utracone. To nie jest polityka klimatyczna, lecz polityka samounicestwienia gospodarczego.

Polska zna ten mechanizm z własnego podwórka. Kraj, który wciąż opiera dużą część miksu na węglu, już teraz dźwiga wysokie koszty energii. Grupa Wyszehradzka zapowiada blokowanie unijnych rozwiązań, które jeszcze bardziej podniosą ceny prądu. I słusznie. Kolejna tura limitów nie jest inwestycją w przyszłość, lecz inwestycją w droższy cement, droższą stal, droższe ciepło i słabszy przemysł.

Decyzja z Houston pokazuje podział świata na dwa obozy. Stany Zjednoczone wracają do zasady, że tania i pewna energia jest warunkiem poziomu życia. Unia Europejska i Wielka Brytania wciąż wdrażają projekt, którego reszta planety nie zamierza kopiować. Klimatyzm stał się tam nie narzędziem polityki, lecz celem samym w sobie. Skutek jest przewidywalny: pauperyzacja społeczeństwa i de-industrializacja.

Amerykanie uznali, że na ten luksus ich nie stać. Europa udaje, że go posiada, nie zważając na ofiary.

Źródła:

https://www.latimes.com/environment/story/2026-09-14/epa-…

https://www.europarl.europa.eu/topics/pl/article/20180305…

https://swiatoze.pl/wzrost-emisji-co%E2%82%82-w-usa-w-202…

https://pl.investing.com/news/stock-market-news/epa-uchyl…

Trump oskarżył Ukrainę za wysokie ceny oleju napędowego na świecie

Donald Trump oskarżył Ukrainę

za wysokie ceny

oleju napędowego na świecie

admin3 wt., 15/09/2026 zmianynaziemi/donald-trump-oskarzyl-ukraine-za-wysokie-ceny-oleju-napedowego-na-swiecie

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował w poniedziałek, 14 września 2026 r., że Ukraina zgodziła się nie atakować rosyjskich celów energetycznych, a Rosja zobowiązała się do analogicznego postępowania. Jednocześnie stwierdził, że wzrost światowych cen oleju napędowego wynika głównie z wojny rosyjsko-ukraińskiej, a nie z konfliktu z Iranem.

Oświadczenie padło dzień po tym, jak Trump podczas wizyty w Irlandii wezwał Wołodymyra Zełenskiego do zaprzestania uderzeń w rosyjskie rafinerie i instalacje produkujące olej napędowy. „Pan Zełenski musi zrobić jedną rzecz. Musi przestać niszczyć olej napędowy w Rosji. Niech atakuje inne cele, ale nie olej napędowy, ponieważ powoduje to niedobory” – powiedział amerykański prezydent dziennikarzom na polu golfowym w Doonbeg. Dodał, że rozmawiał już na ten temat z ukraińskim przywódcą i że „szkodzi to światu”. Podkreślił też, że problem nie wynika z sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Ceny oleju napędowego osiągnęły w ostatnich dniach historyczne maksima. W Stanach Zjednoczonych średnia cena galona diesla przekroczyła 6 dolarów i w niedzielę wynosiła około 6,20 dolara, co oznacza wzrost o niemal 65 proc. od końca lutego, gdy Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły działania przeciwko Iranowi. W Polsce olej napędowy kosztuje obecnie średnio około 8,64–8,76 zł za litr, a na niektórych stacjach cena zbliża się do 9 zł. Analitycy przewidują dalsze podwyżki w najbliższych dniach.

Konflikt na Bliskim Wschodzie, trwający od lutego, poważnie ograniczył eksport ropy i produktów naftowych z regionu Zatoki Perskiej, w tym przez cieśninę Ormuz. Jednocześnie Ukraina od miesięcy prowadzi kampanię ataków dronami dalekiego zasięgu na rosyjskie rafinerie. Uderzenia te zmniejszyły produkcję paliw w Rosji, wywołały niedobory na rynku wewnętrznym i skłoniły Moskwę do wprowadzenia zakazu eksportu oleju napędowego. Rosja, jeden z największych światowych producentów i eksporterów diesla, wycofała z rynku znaczące ilości paliwa.

Eksperci wskazują, że oba konflikty nakładają się na siebie i obciążają globalny system rafineryjny. Międzynarodowa Agencja Energetyczna odnotowała, że w sierpniu eksport diesla i oleju gazowego z krajów Zatoki spadł do zaledwie około jednej czwartej poziomu sprzed wojny z Iranem. Ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje dodatkowo pogłębiły niedobory produktów rafinowanych.

Ukraina traktuje rosyjską infrastrukturę naftową jako legalny cel wojskowy. Kijów argumentuje, że przemysł energetyczny finansuje rosyjską inwazję i zasila armię. Ataki mają osłabić zdolności wojenne Moskwy i zmniejszyć jej przychody z eksportu. Jeszcze 11 września prezydent Zełenski zaproponował Rosji „rozejm energetyczny” – wzajemne powstrzymanie się od ataków na obiekty energetyczne – oraz odblokowanie żeglugi na Morzu Czarnym. Zaznaczył, że jeśli Rosja będzie uderzać w ukraiński system energetyczny, Ukraina odpowie analogicznie.

Kreml przyjął wezwanie Trumpa pozytywnie. Rzecznik Dmitrij Pieskow oświadczył, że każde wezwanie do zaprzestania ataków na cywilną infrastrukturę gospodarczą zasługuje na poparcie. Jednocześnie Moskwa podkreśliła, że główna przyczyna zaburzeń na światowych rynkach energetycznych leży w eskalacji w regionie Zatoki Perskiej. Nie potwierdzono oficjalnie istnienia nowego, formalnego porozumienia ogłoszonego przez Trumpa. Zełenski zapowiada, że podczas ewentualnego spotkania z Trumpem w Nowym Jorku pod koniec września będzie zabiegał o zawieszenie broni w sferze energetycznej i na Morzu Czarnym.

Wysokie ceny paliw stają się istotnym czynnikiem politycznym przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi w Stanach Zjednoczonych. Diesel napędza transport towarowy, rolnictwo i przemysł, więc jego drożyzna przekłada się na inflację i koszty życia. Administracja Trumpa wielokrotnie wskazywała ataki ukraińskie jako jeden z elementów „szoku energetycznego”, obok wojny z Iranem. Sekretarz skarbu Scott Bessent mówił wcześniej o presji cenowej wynikającej z niszczenia rosyjskich aktywów energetycznych.

Trump nie podał szczegółów dotyczących momentu zawarcia rzekomego porozumienia, jego zakresu ani mechanizmów weryfikacji. Obie strony konfliktu regularnie atakują infrastrukturę energetyczną przeciwnika, a zima zbliża się zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji. Wzajemne uderzenia w rafinerie, elektrownie i sieci przesyłowe stanowią ważny element strategii obu stron.

Ogłoszenie Trumpa wpisuje się w szersze wysiłki amerykańskiej dyplomacji zmierzające do deeskalacji i ewentualnego porozumienia pokojowego. Specjalni wysłannicy prowadzą rozmowy zarówno z Kijowem, jak i Moskwą. Częściowe zawieszenie ataków na cele energetyczne mogłoby stanowić pierwszy krok, ale dotychczasowe doświadczenia pokazują, że takie deklaracje bywają krótkotrwałe.

Dla Polski i Europy Środkowej rosnące ceny oleju napędowego oznaczają wyższe koszty transportu i produkcji. Krajowy rynek paliw jest silnie powiązany z notowaniami ropy Brent, które przekroczyły 100–110 dolarów za baryłkę. Dalszy rozwój sytuacji zależy od tego, czy ogłoszone przez Trumpa zobowiązania zostaną potwierdzone i przestrzegane przez obie strony, a także od przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Źródła:

https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art45139631-trump-ros…

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-trump-rosja-i-ukrai…

https://wydarzenia.interia.pl/ukraina-rosja/news-zaskakuj…

https://wiadomosci.wp.pl/trump-oglsza-przelom-ws-wojny-ro…

https://wiadomosci.gazeta.pl/swiat/7,198075,33023572,trum…

Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem

Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem

Mirosław Dakowski 2016; przypominam
    Spektakularnie rośnie potęga władców świata. Rośnie coraz szybciej. Posiadają miliardy miliardów [przy takich kwotach jest zupełnie obojetne, czy to dolary, czy złote]. Już nie muszą to być dziesiątki czy setki ton złota, choć, jeśli można takie ilości metalu wywieźć z Libii po zamordowaniu jej władcy, czy z Ukrainy po wygnaniu jej władcy, to tym też nie pogardzają. Te miliardy miliardów mnożą się, jak króliki Lejzorka Rojtszwanca z powieści Ehrenburga. To nic, że jedynie w świecie wirtualnym i to w najpotężniejszych i najszybszych komputerach banksterów. Przekłada się to przecież na potęgę przemysłową i militarną. I co najważniejsze, poprzez media – na potęgę ideologiczną. Nowe postępowe mikro-paradygmaty potęguje się do mini-paradygmatów, potem do paradygmatów i wreszcie przekształca w nowe, obowiązujące już wszystkich, dogmaty. Wolność, tolerancja, wartości europejskie, humanitaryzm, humanizm, światła, tysiąc światełek tak promowanych przez masonów- prezydentów Stanów Zjednoczonych.

Już blisko, na horyzoncie, są Stany Zjednoczone Świata. Już czekają na Męża Opatrznościowego Świata. Już powstała Nowa Cywilizacja Człowieka, Ona zwycięża, Ona zwycięży.  Nazwijmy ją roboczo GLOB. Ta demonstracja Potęgi oddziałuje na psychikę. Część jej ofiar ugina się uznając, że już wałczyć przeciw – nie da się, nie można. A część przekonuje siebie, że popieranie się opłaci.       Zmiany następują we wszystkich dziedzinach. Wymienię tylko kilka. – Rewolucja etyczna, obalenie Dekalogu (tak to nazywają..) i zastąpienie go regułami nowymi, postępowymi. Dotyczy to każdego z 10-ciu przykazań. Przykładów jest tyle, że każdy może je dopowiedzieć.
– (R-)ewolucja pojęcia prawdy, rozmycie kryteriów jej poznania, a nawet zwątpienie w możliwość i potrzebę jej szukania i opierania się na niej. Przecież mamy post-modernizm! –
Wzrost bogactwa i silne rozwarstwienie dobrobytu. Bogacenie się uznano za główny motor postępu i dowód na wielkość człowieka. – Szybki wzrost rekordów sportowych przy jednoczesnym postępującym cherłactwie zwykłych ludzi, głównie osób siedzących przed komputerem, a szczególnie dzieci i młodych ludzi. – Radykalna zmiana znaczenia pojęć towarzyszy tym przemianom. Np. inwestowanie przestało znaczyć budowanie, tworzenie dóbr trwałych, a stało się spekulacją, wyścigiem w oszukiwaniu innych – i to w dodatku w świecie wirtualnym, ale z konsekwencjami w świecie realnym. Porównajmy pojęcie „rodzina” przed wiekiem – i teraz…
– Szczególnie głębokie są zmiany znaczenia abstraktów. Porównajmy (jeśli jeszcze potrafimy), co znaczyły przed stu laty i obecnie pojęcia takie, jak miłość, człowiek, dobro, wolność, prawo (-a), szybkość, jakość, fundamentalizm. I setki innych. W dziedzinie religijnej znikły z powszechnego użycia np. słowa: grzech, modlitwa, piekło. Niedawno jacyś postępowi chrześcijanie przegłosowali nie-istnienie czyśćca. W katolicyzmie pojawiła się demokracja i głosowanie w sprawach pojęć podstawowych, objawionych, a także wiedzy naturalnej.
         Niedawno Patryk Buchanan w USA napisał: „Odeszli Adam i Ewa, wkroczyło „Krysia ma dwie mamy”. Odeszły obrazy Chrystusa wstępującego do Nieba, w zamian pojawiły się obrazy ukazujące człekokształtnych przechodzących z Homo erectus. Odeszła Wielkanoc, nadszedł Dzień Ziemi. Odeszło biblijne nauczanie o niemoralnej istocie homoseksualizmu, wkroczyli homoseksualiści nauczający o niemoralności tzw. homofobii. Odeszły przykazania, wkroczyły prezerwatywy”.

Cywilizacje według Konecznego
Wciskają nam to wszystko w sto lat po genialnym sformułowaniu nauki o cywilizacjach Feliksa Koniecznego. Jego definicje są ciągle mało znane, mało cytowane. Przerażają i mierżą one samozwańcze t.zw. Autorytety z grona tajnych związków.
Sprecyzował on: Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego. Czyli – są to metody i zasady, według których buduje się życie społeczności, życie narodów. Konieczny wyróżnił pięć (i tylko pięć) pojęć charakteryzujących cywilizację (quincunx, czyli piecioksztalt).
Cywilizacje krystalizują się wokół następujących pojęć: Stosunek do prawdy, do dobra (to w dziedzinie duchowej), dobrobytu, zdrowia (sprawy materialne) oraz stosunek do piękna – w obu dziedzinach, ducha i materii. Na podstawie stosunku do tych pojęć cywilizacje odróżniają się od innych. FK wyróżnił w obecnym świecie siedem cywilizacji: turańska (mongolska, obozowa, z wodzem czy carem na czele), arabska (nie Islamu, bo nie jest cywilizacją sakralną), chińska (jest wraz z żydowską najstarsza, ale bez tendencji uniwersalistycznych), bramińska (głównie na terenie Indii, sakralna), żydowska (sakralna, ale o dążeniach globalnych; wg. niej Tora to objawione Prawo), bizantyńska (na bazie imperium wschodnio-rzymskiego), łacińska (powstała na pniu cywilizacji rzymskiej i religii katolickiej). Czytelnika nie znającego tych terminów odsyłam do materiałów zamieszczonych na stronie Dakowski.pl w dziale Koneczny. [dodaję w grudniu 2021: To jest dostępne w Archiwum.]
         Dla nas obecnie najważniejsza jest następująca konstatacja Konecznego:          Wbrew twierdzeniom hegeliańskich niedouków nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Wskazują na to m.inn. wielowiekowe usiłowania, zawsze kończące się klęską. Syntezy różnych cywilizacji są niemożliwe. Różni genialni przywódcy usiłowali tworzyć cywilizacje sztuczne, wydumane; Aleksander zwany wielkim, Hitler i Lenin (z Marksem w tle), by podać pseudonimy czy nazwy największych zbrodniarzy (dodać Napoleona!). Zamiast syntez zawsze powstawały stany a-cywilizacyjne, stany bierności, czy (genialne sformułowanie Feliksa Konecznego) kołobłędu i latrocinium maximum (rabunek totalny i brak moralności, powiedzielibyśmy dziś).
Drugi ważny wniosek.
         Ponieważ wśród ludzi należących do różnych cywilizacji stosunek do każdego z pięciu elementów quincunxa jest różny, niemożliwe jest powstanie cywilizacji planetarnej, która byłaby mieszanką elementów tych cywilizacji. W tym sensie np. uogólniona moralność ludzka jest zbiorem pustym. Jeśli planetę opanuje jedna cywilizacja, będzie to jedna z wymienionych siedmiu cywilizacji, lub inna, nowa. Na pewno nie będzie to cywilizacja – „synteza wybranych najlepszych cech dotychczasowych cywilizacyj”, czyli cywilizacja synkretyczna.  
Porównanie GLOB z cywilizacjami istniejącymi
         Czy powstająca obecnie cywilizacja globalistyczna (nazwijmy ja roboczo GLOB) jest cywilizacją w sensie FK? Jeśli tak, to czy może być kandydatką na cywilizację planetarną? Rozważmy to według kryterium pięciokształtu (quincunx).
         Tworzona cywilizacja jest cywilizacją laicką, ignorującą wolę Boga. Nie nazwiemy jej jednak tym mianem, choćby dlatego, że skrót (CL) mylony może być z cywilizacją łacińską (CŁ). Zostańmy przy roboczej nazwie Cywilizacja GLOB. Struktury budowane w USA i UE są to jedynie odmiany planów globalistów. Porównajmy cechy planowanej i budowanej [dużym kosztem, tak materialnym, jak i duchowym], cywilizacji (GLOB) z dotychczasowymi siedmioma cywilizacjami, szczególnie z cywilizacją łacińską.
1. Stosunek do prawdy. Fundamentem CŁ jest pewność, że prawda jest jedna. Dla katolików, którzy stworzyli CŁ, Prawdą jest Chrystus. Fundamentem filozoficznym CŁ jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Wszelkie poszukiwania prawdy w sprawach cząstkowych są uzasadnione, potrzebne i mogą być skuteczne. To przeświadczenie umożliwiło powstanie nauki, szczególnie stało się fundamentem nauk ścisłych. Zastosowano metodę analityczną, czyli oparcie się na doświadczeniu i logicznym wnioskowaniu. Nauki ścisłe rozwinęły się wśród scholastyków średniowiecza, a zapoczątkowały je odkrycia fizyków Buridana i Nicolas d’Oresme. Inne cywilizacje mają może słabiej (i inaczej) ukształtowane pojęcie podstaw i źródeł prawdy. Ale mają. Natomiast GLOB, idąc za post- modernistycznymi prądami, neguje potrzebę precyzyjnego pojmowania prawdy. Każdy ma swoją rację, prawda jest względna, lub zależy od punktu widzenia/siedzenia, od bogactwa zresztą itp. To upraszczające slogany oddające stosunek konstruktorów GLOB do prawdy. To podejście jest więc przeciwieństwem podejścia CŁ.  
2. Dobro.
         Podobnie rozmyte, niejednoznaczne i zróżnicowane jest podejście propagatorów GLOB do dobra. Uzasadniają, że nowoczesny człowiek ma swój własny zespół wartości, że Dekalog był może dobry dla pastuchów dwa tysiące lat temu, ale my, ludzi nowocześni, wykuwający przyszłość (świetlaną, chciałoby się dopowiedzieć) jesteśmy ponad więzy Dekalogu czy ponad marzycielstwo mitycznego źródła ewangelii, Jezusa. Zresztą był on dobrym człowiekiem, może (jak uważa część wielbicieli nowych religii) awatarem Kriszny, czy jednym z wizjonerów ludzkości. Obok innych, oczywiście.. Itp.          Zamiast uniwersalnej kategorii dobra występuje darwinizm społeczny, dobro określane przez każdego dla samego siebie (ew. dla swoich – to już ich szczyty altruizmu).
3. Zdrowie
         W cywilizacji rzymskiej, potem łacińskiej, najprostszą maksymą było i jest w zdrowym ciele zdrowy duch. Zdrowie jest więc środkiem do rozwoju człowieka. W GLOB zaś zdrowie, a również uroda, są Celem Ostatecznym. Stąd inwazja chemicznych panaceum (po zbójeckich cenach, często setki a nawet tysiące razy wyższych od kosztu produkcji). Stąd dyktatura firm kosmetycznych, czy sztucznie generowana moda na chirurgię plastyczną. Miraż stworzenia bożka czy bogini. Dla bogatych – miraż długowieczności czy klonowania. Rynek narządów pobranych z ofiar terroru w Czeczenii, Meksyku, czy ustrzelonych (na zamówienie) w Strefie Gazy, lub z więźniów w konc-łagrach w Chinach, jest już rynkiem pół-legalnym w Europie Zach., czy USA. Doskonała jakość, umiarkowane ceny. W modnych restauracjach we Francji (np.w Marsylii) serwuje się dania z „ludziny”, podobno import z Chin. [Znajomi krzyczą” „Nie uwierzę!” . A to –fakt]          „Prawo” do zabijania ludzi nienarodzonych wprowadziła dopiero władza bolszewicka (Lenin i Zw. Sowiecki, 18 XI 1920r.) i władza nacjonał -socjalistów (Kanclerz Niemiec A. Hitler, 1933r). Teraz staje się ono niezbywalnym prawem kobiety, promowanym w krajach neo-cywilizacji. Widzimy hegeliańską logikę syntezy: zabijać miliony ludzi w imię praw człowieka, czy etyki humanizmu. Ostatnio (czerwiec 2016) juz jawnie uzasadniono otwieranie UE na migrantów z Azji i Afryki celami eugenicznymi; „Nowa krew” dla Europy. [por.: Rasizm eurokratów – zbrodnią przeciw ludzkości. ]
4. Dobrobyt
Zbadajmy stosunek neo-cywilizacji (GLOB) do następnego elementu quincunxa, tj. do dobrobytu. W cywilizacji łacińskiej celem w tej dziedzinie jest dobrobyt większości rodzin (ale nie jest to Cel Najwyższy). Pożądany jest też szeroki rozkład dochodów z jednym maksimum przy dochodach średnich. Realizowanym celem i skutkiem GLOB (przy użyciu darwinizmu społecznego) jest ogromna rozpiętość dochodów osobników (nie rodzin!); rozkład ten ma dwa maksima: przy bardzo niskich dochodach (nędza) oraz przy bardzo wysokich (członkowie grup nieformalnych czy tajnych, członkowie mafii, finansiści-aferzyści).
5. Piękno.
W odróżnieniu od cywilizacji istniejących, a szczególnie od cywilizacji łacińskiej, GLOB promuje brzydotę i ohydę tak w dziedzinie materialnej, a też w dziedzinie duchowej (filmy, plastyka, szczególnie malarstwo, architektura, muzyka). Wszędzie tu dominuje też fascynacja złem (a często jawny satanizm) połączona z fascynacją brzydotą.   W dziedzinie rodziny: CŁ jest cywilizacją monogamii, cywilizacja arabska – głównie poligamii, cywilizacja chińska semi-poligamii. We wszystkich cywilizacjach sprawy rodziny są jednak uregulowane prawnie. W GLOB podmiotem jest osobnik, indywiduum. A normą – podnoszenie jego prawa (raczej jego widzimisię) do statusu decydującego. Trwa więc intensywna propaganda re-definicji rodziny, by włączyć w nią związki zboczeńców, np. pederastów, są też już (formalnie udane!) próby włączenia również pedofilów. We wszystkich istniejących cywilizacjach zboczenia, jeśli nawet są tolerowane, są traktowane jako anomalie, a nie norma. Przyczyną tego jest prawo naturalne, a w łacińskiej i żydowskiej dodatkowo, a ściślej głównie – Objawienie.
         Cywilizacja GLOB jest pierwszą próbą odwrócenia celów Natury czy naturalnych celów człowieka. Jest zdecydowanie inna od wszystkich dotychczasowych.  Czy GLOB jest więc nową cywilizacją?
 Przytoczone wyrywkowo przykłady, jak i wiele innych, tak w dziedzinie quincunxa, jak i prawa spadkowego, rodzinnego, czy nawet podejścia do logiki, wskazują na zupełną wyjątkowość tak mocno promowanej cywilizacji. Nie jest ona wynikiem tendencji i nurtów naturalnych, lecz wynikiem realizacji PLANU. Jest wymyślona. W każdej z najważniejszych dziedzin charakteryzujących cywilizacje stoi przy wartościach przeciwnych do cywilizacji łacińskiej. Stoi przy jej anty-wartościach.
         Sprawy różnic w podejściu do prawdy pokazuje obrazek: W normalnej szkółce początkowej Jaś, nawet najgłupszy, po paru dniach nauki wie (na zawsze), że 2*2=4. W szkole czy parlamencie UE Wysokie Komisje zbierają poglądy na ten temat. Jeśli na przykład grupa scjentologów czy satanistów (to przecież ważne poglądy mniejszości, należy im się szacunek) dojdzie do wniosku, że w obecnych warunkach 2*2 to chyba 7, zaś Światowy Ruch Lesbijek uchwali, że 2*2 to ok. 5, to Wysoka Komisja na IV posiedzeniu wybiera Radę Mędrców, której szefem zostaje dentysta, ale kopulant Pani Komisarz (np. pani Edith Cresson- autentyczne). Rada  debatuje, uchwala, że w czasie przewodniczenia Poronii w UE akceptowalne wartość 2*2 będzie 6. A członkowie Rady każą sobie przelać na konto wysokie honoraria. Z naszych pieniędzy. Co gorsze – do ich decyzji musimy się stosować pod groźbą kar.
         W dziedzinie prawdy: GLOB boi się uznania, że Chrystus i Jego nauka jest fundamentem cywilizacji europejskiej. A nasi, tj. polscy kompromitanci (nowotwór od kompromis; może: „kompromisie”?? ) żebrali, by w dokumencie tworzącym UE choć wspomniano, że w Europie były pewne korzenie chrześcijańskie. I nawet ta prośba budzi furię Władz Unii. Prawo naturalne jest uznawane za przestarzałe, a narzucone prawa GLOB są z nim sprzeczne. Dotyczy to tak własności, jak prawa małżeńskiego czy rodzinnego. Szczególnie zaś wychowania i nauki dzieci. W każdej z dziedzin quincunxa i w istotnych dziedzinach prawa, GLOB jest nie tylko różna od pozostałych siedmiu cywilizacji.
         Nie jest – do czego pretenduje – nową, syntetyczną cywilizacją harmonijnie łączącą osiągnięcia ludzkości, humanizmu i postępu. Taka jest niemożliwa. Rozumie to każdy, kto stosuje kryteria rozumu i reguły logiki. GLOB jest ściśle przeciwna normom CŁ. Jest więc jej anty-cywilizacją.
         Ojciec św. Jan Paweł II mówił o cywilizacji śmierci. Nie znał niestety dorobku Feliksa Konecznego, nie mógł więc przeanalizować tego zjawiska czy procesu krok po kroku, według kryteriów quincunxa. Ani według metod podanych przez św. Tomasza z Akwinu. Ale mówił i ostrzegał właśnie przed tą sztuczną „cywilizacją” t.zw. „humanistów
        GLOB jest tworem sztucznym, wydumanym. Podobna jest w tym do cywilizacji zadekretowanej przez Aleksandra po podbojach w Azji w IV wieku przed Chrystusem.          Jeśli CŁ jest opartą o Objawienie Jezusa Chrystusa, to GLOB jest, jak widzimy, opartą o anty-zasady. Jest więc konstrukcją Anty-chrysta.
         Z tych dwóch przyczyn: sztuczna i anty-chrystowa, budowana cywilizacja nie ma żadnych logicznych i realnych szans na powstanie i przetrwanie. Zawali się niedługo pod własnym ciężarem. Chcemy, by ta potworna katastrofa nie pogrzebała pod sobą Polski i Polaków. Mamy więc obowiązek aktywnie przeciwstawiać się wprowadzaniu tego nowotworu w życie.  Na którymś za spotkań z uporem zadawano mi pytanie: Ale co będzie, jeśli jednak GLOB zwycięży?” Wykręcałem się, argumentowałem, jak wyżej. Dopiero noc koszmarów wymusiła na mnie odpowiedź na to pytanie sobie i Czytelnikom. Brzmi ona:

 PIEKŁO.

Oczywiście jest to odpowiedź demagogiczna, sprowadzająca pytanie do absurdu: Wiemy, że piekło można sobie osobiście wybrać, bo mamy wolną wolę. Ale w skali świata mamy zapewnienie o Bożej opiece. Konkretnie też o tym, że [bezwarunkowo !] nastąpi poświęcenie Rosji przez Papieża, która się wtedy nawróci [tj. oczywiście na jedyną prawdziwą wiarę – katolicyzm, nie jest to przewidywanie zwycięstwa synkretyzmu!] i wtedy nastąpi „jakiś czas pokoju”. 


Nasze zadanie więc : – Spowodować Intronizację Jezusa Chrystusa przez władze świeckie i kościelne na Króla Polski – i modlić się, by wreszcie nastał Papież katolik, odważny, który wypełni prośbę – żądanie Matki Bożej o poświęcenie Jej Rosji. Obroni nas Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, jeśli pokornie sięgniemy [choć 10- 15 % Polaków] po broń niezawodną – Różaniec. Przypomnijmy sobie Muret czy Lepanto

Przebudzenie rasowe w Europie? Czemu wybiórcze?

Przebudzenie rasowe w Europie?

Zorard zorard/przebudzenie-rasowe-w-europie

========================

Mirosław Dakowski

Naprawdę przecież to nie jest jakaś walka czy zderzenie ras, ale walka cywilizacji, takich zdefiniowanych przez Feliksa Konecznego.

Rasy jest to pojęcie biologiczne, a cywilizacje jest to pojęcie kulturowe, duchowe. Obecnie na świecie najbardziej brutalnie walczącą cywilizacją jest cywilizacja globalistyczna. Nie jest to jednak rozwój naturalny, jak wykazaliśmy w wielu publikacjach, między innymi w Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem.

Cywilizacja globalistów jest sztuczna, wymyślona w opozycji do Cywilizacji Łacińskiej. Prawdą jest, że twórcami, przywódcami cywilizacji globalistycznej i jej planistami są ludzie, myśliciele wywodzący się głównie z cywilizacji żydowskiej. Ale budują coś, co jest sztuczne, z gruntu złe. Państwo Szatana.

===============================

Od niedawna – a z pewnością od początku 2026 – obserwujemy w Europie Zachodniej pewnego rodzaju przebudzenie wśród białych, rdzennych mieszkańców. Przejawiło się ono przede wszystkim w antyimigranckich zamieszkach w Belfaście oraz w innych miejscach w Irlandii i Wielkiej Brytanii. Jest także widoczne w rosnącym poparciu dla partii w rodzaju Restore Britain (pod przywództwem Ruperta Lowe) czy Alternative für Deutschland (AfD).

W tle mamy aktywistów ruchu „Reemigration” takich jak Eva Vlaardingerbroek czy Martin Sellner, ostatnio nagłaśniających inicjatywę „Save Europe Act” (oficjalne tłumaczenie na polski: Akt dla suwerennej, wolnej i bezpiecznej Europy), swego rodzaju petycję do władz UE, która zyskała już ponad 650 tys. podpisów.

Ale przede wszystkim jest widoczne w Internecie gdzie na X, Facebook-u i TikTok-u coraz więcej jest treści coraz bardziej wprost mówiących o konieczności pozbycia się obcych (trafnie nazwanych bodajże przez Grzegorza Brauna „nachodźcami”).

Swego rodzaju „wisienką” na torcie było pojawienie się i nagłośnienie filmu „Citizen Vigilante”. Jego treścią jest samotny biały mściciel, który własnoręcznie wymierza sprawiedliwość różnym kolorowym przestępcom bijąc ich lub zabijając. Zabija także zdrajców – białych sędziów wypuszczających imigrantów mimo popełnionych przez nich przestępstw. Film ten spotkał się z rządowym bojkotem w Niemczech – i pełnym entuzjazmu przyjęciem przez ludzi, którzy dali temu wyraz w głosowaniach na różnych portalach filmowych.

Wszystko to oczywiście budzi pewną nadzieję, jednak ja mam pewne wątpliwości co do autentyczności i rzeczywistych możliwości oraz celów tych ruchów.

Najważniejsze cztery są takie.

1. Brak odniesienia do rasy wprost

Najważniejszym problemem Europy jest tzw. „great replacement” czyli wymiana białej (w większości aryjskiej) rdzennej ludności na murzynów, arabów, pasztunów itp. rasy a także promocja mieszania ras (jak wiemy w każdej reklamie promuje się tam pary składające się z białej kobiety i murzyna).

Rasy te – a zwłaszcza rasa czarna – mają przeciętnie niższą inteligencję, wyższy poziom agresji, brak zdolności do tworzenia kultury i cywilizacji. Właśnie dlatego zachowują się tak jak się zachowują: biją, gwałcą, kradną, dewastują, brudzą1.

Tymczasem te wszystkie ruchy i partie nic na ten temat nie mówią. Nadal operują według narzuconej przez sprawnych operatorów kształtowania umysłów zasady, że rasizm jest czymś złym, wstydliwym i godnym napiętnowania. Tak więc albo w ogóle nie odnosząc się do istoty problemu opowiadają o surowym karaniu i deportowaniu przestępców albo też używają jako „kodu” pojęcia „islam” lub „muzułmanin”.

Szczególnie ta druga postawa jest szkodliwa, bo myląc przyczynę ze skutkiem kieruje uwagę znajdujących się pod wpływem tej propagandy Europejczyków w stronę zwalczania religii. Tymczasem Islam jest emanacją cech tych ras, a nie przyczyną ich zachowania. Innymi słowy oni się tak zachowują bo takie mają DNA, a nie dlatego, że wyznają Islam.

Skąd to wiemy?

Po pierwsze stąd, że wszystkie te rasy zachowywały się tak również zanim w ogóle Mohamed wymyślił Islam. Ba! Arabowie zachowywali się jeszcze gorzej – w gruncie rzeczy można powiedzieć (pomijając kwestie teologiczne), że Mohamed w zasadzie starał się choć trochę uregulować ich zachowanie poprzez prawo koraniczne tak, by w ogóle możliwa była jakaś kultura.

Po drugie stąd, że amerykańscy murzyni – wśród których Islam jest zjawiskiem marginalnym a co najmniej do lat 50-tych ubiegłego wieku w ogóle nieobecnym – tak samo przodują w typowych dla ich rasy zachowaniach jak ich wyznający Islam pobratymcy z Afryki.

Właściwym zatem rozwiązaniem nie jest deportowanie tylko tych co już popełnili przestępstwa ani zamknięcie meczetów i wygnanie islamskich „misjonarzy” (choć to też powinno nastąpić), ale po prostu masowe deportacje w/g kryteriów rasowych (o czym pisałem). Ale właśnie o tym się w ogóle nie mówi! Rodzi to podejrzenie, że wcale nie chodzi o realne rozwiązanie problemu a jedynie stworzenie wrażenia dążenia do jego rozwiązania.

2. Wsparcie ze strony mediów społecznościowych

Wszystkie te ruchy – takie jak Restore Britain – i działania osób takich jak Sellner są możliwe w dużym stopniu dzięki Internetowi a przede wszystkim tzw. mediom społecznościowym, czyli platformom takim jak X, Facebook/Instagram (Meta) i TikTok. Wszystkie one są kontrolowane z USA i od pewnego czasu zaczęły wręcz promować treści prawicowe, z nutami nacjonalistycznymi a nawet rasistowskim podtekstem (bo, jak już napisałem, wprost nikt o tym nie mówi).

Jak już pisałem w innym wpisie jeden z działaczy pro-Europejskich Matthias Victorian, sam to zauważył w nagraniu opublikowanym na Instagramie 1 stycznia bieżącego roku.

Wracam do tego, bo wydaje mi się to ważnym potwierdzeniem, że nie tylko ja mam takie wrażenie (które może być spowodowane tym, że te platformy już dopasowują treści do mnie), ale że też publikujący widzą tą zmianę w swoich statystykach, w tym, że są mniej prześladowani na tych platformach. Przy tym sam Victorian mówi w przywołanym nagraniu: nie wie czemu tak się dzieje ale zamierza korzystać póki się da.

A przecież pamiętamy (mam nadzieję) jak skutecznie działała cenzura na wszystkich wymienionych platformach w czasach rzekomej pandemii Covid sześć lat temu. Wtedy wszelkie wpisy podważające sens maseczek, „szczepionek” i innych działań były bardzo skutecznie tępione. Przez te sześć lat technologia cenzury znacznie posunęła się do przodu, a mimo to treści „antyimigranckie” nie są z nich wcale usuwane! Co więcej, w czasie antyimigranckich zamieszek w Belfaście i innych miejscach w Wielkiej Brytanii to właśnie platformy takie jak X czy Facebook służyły do „skrzykiwania się” uczestników. Bez tychże mediów nigdy nie dowiedzielibyśmy się o szczegółach śmierci Henry Nowaka, która wywołała napędzające te zamieszki oburzenie.

Fakt te zostały dostrzeżone przez władze Wielkiej Brytanii, które oskarżają media społecznościowe o szerzenie „mowy nienawiści” i usiłują zaprowadzić ich cenzurę poprzez próbę odcięcia anonimowego dostępu do Internetu (pod płaszczykiem „ochrony dzieci”, co robi też UE).

Mamy zatem te same obserwacje z dwóch stron: zarówno od samych publikujących jak i od władz np. Wielkiej Brytanii. Powstaje zatem pytanie: dlaczego to się dzieje? Dlaczego treści, które bez problemu można podciągnąć pod „rasizm” i „mowę nienawiści” są nie tylko tolerowane ale wręcz promowane skutecznie przebijając zmowę milczenia zaprowadzoną przez zdradzieckie władze i media głównego ścieku?

Istotną poszlaką jest tu fakt, że wszystkie główne media społecznościowe są kontrolowane przez Żydowską oligarchię. W przypadku Meta – Facebook i Instagram – jest to kontrola wprost, właściciel i szef, Zuckerberg, jest po prostu Żydem. Tik-Tok jest natomiast aktualnie kontrolowany przez firmę Oracle, której założyciel i szef Larry Ellison… jest również Żydem.

Jak to się zatem dzieje, że platformy kontrolowane przez Żydów nagle patronują „prawicowemu odrodzeniu” w Europie? Do czego chcą oni w ten sposób doprowadzić?

Przy tym należąca do Muska platforma X jest tu wyjątkiem jedynie pozornie. Jak wiemy kiedy wczesna wersja Groka sama doszła do wniosków, które zostały uznane za antysemickie i opublikowała swoje odkrycia na X Musk się oficjalnie pokajał, odbył rytualną wizytę do Auschwitz jak i do Izraela i został oficjalnie kumplem Netanjahu. Ba, powiedział nawet, że „aspiruje do bycia Żydem” (“I am aspirationally Jewish.”).

Tak więc mimo tego, że Elon Musk osobiście wspiera te treści na swojej platformie często podbijając je z użyciem swojego niezwykle popularnego profilu a także publicznie wspierając postaci takie jak wspomniany szef Restore Britain Rupert Lowe czy niemiecka AfD nie stanowi on bynajmniej wyjątku od reguły.

Robi zatem wrażenie, że odpowiedzią na sformułowane niegdyś przez gen. Jaruzelskiego pytanie („kto za tym stoi i komu to wszystko służy?”) jest „Żydowska oligarchia”.

3. Brak wzmianek o Żydach

I tu dochodzimy do bardzo ważnego aspektu, a mianowicie braku w narracji wspomnianych ruchów i aktywistów jakichkolwiek wzmianek o Żydach.

Jest to podejrzane z trzech powodów.

Po pierwsze dlatego, że to Żydzi – Żydowska oligarchia – prowadzą długoletni proces ogłupiania białej ludności Europy, pozbawiania jej rasowej świadomości, wartości rodzinnych itp. który odbywa się za zasłoną „demokracji” i „wolności słowa”.

Tymczasem owe ruchy jak AfD itp. mówią swoim zwolennikom, że „to my pozwoliliśmy” albo „my przyjmowaliśmy imigrantów” podczas gdy przecież nie było w tym temacie żadnych referendów ani głosowań – ten kierunek został narzucony ludności państw Europejskich przez ich „elity” ściśle kontrolowane przez Żydowską oligarchię. To te same „elity” zapewniają im ochronę poprzez sądy i policje, które białych karzą za każdy przejaw oporu lub choćby mówienia prawdy a kolorowym pobłażają.

Innymi słowy owe ruchy stosują wobec swoich wyborców auto-oskarżenie, mówią im: „to wy sami tego chcieliście, ok, myliliście się, zagłosujcie na nas, to wyprostujemy sytuację”. Jest to być może mobilizujące ale niestety nieprawdziwe.

Po drugie dlatego, że to Żydzi stoją wprost za samym sprowadzaniem obcych ras do Europy (różne finansowane przez Żyda Sorosa i innych organizacje „praw człowieka” wspierające imigrantów) jak i za „osłoną propagandową” tej operacji (te wszystkie ruchy „refugees welcome”, te kampanie reklamowe, o których pisałem wyżej itp.).

Brak wskazania palcem winnych jest zdumiewający! By użyć porównania George-a Lincolna Rockwella: jeżeli po mieście biegają małpy rozrabiając i gryząc to nikt nie wini małp – taką mają naturę – tylko szuka się kto je wypuścił z klatek w ZOO.

To, że czarni i inni kolorowi biją, kradną, gwałcą, demolują i śmiecą to nie jest ich wina – takie mają DNA. Warto się zapytać kto ich sprowadził i objął ochroną?

Po trzecie warto zauważyć, że niechęć wobec kolorowych i Islamu – używanego jako pozorne wyjaśnienie ich zachowania – jest kierowana propagandowo przeciwko wszelkim protestom wobec ludobójstwa na Palestyńczykach uprawianego przez Izrael, zwłaszcza w Strefie Gazy. Wręcz mówi się: „zobaczcie jak oni się zachowują u nas, myślicie, że w Palestynie zachowują się inaczej”? Pomijając już kwestię tego, że w Palestynie oni są po prostu u siebie to jednak nie usprawiedliwia to masowego ludobójstwa.

A tymczasem tak właśnie się dzieje – te „antyimigranckie” ruchy wręcz pokazują Żydów jako sojuszników, podciagając ich (kłamliwie) pod białą rasę. Można zatem powiedzieć, że antyimigranckie ruchawki przykrywają krzyk mordowanych przez Żydów metodycznie i z dużym okrucieństwem Palestyńczyków.

4. „Lewe sanki”

Wszystko to odbywa się w ramach systemu – a więc opiera się na wyborach, demokracji itp. co jak wiemy jest w samej swojej istocie oszustwem. Pisanie petycji do UE czy liczenie na wyborczy sukces partii takich jak AfD to działania w istocie pozorne, nie prowadzące do rozwiązania problemu. Pod tym względem masowe zamieszki, podpalanie ośrodków dla nachodźców itp. byłyby bardziej skuteczne (w tym sensie, by zaczęli się oni bać i w efekcie dobrowolnie opuszczali Europę) o ile byłyby prowadzone systematycznie i przez długi czas. Nic takiego nie ma jednak miejsca na skalę, która mogłaby dać realne zmiany.

Zamiast tego dzieją się punktowe ruchawki jak choćby niedawna akcja w Dover, które tak naprawdę ułatwiają władzom zidentyfikowanie i wyłapanie tych nielicznych białych mężczyzn, którzy zdolni są jeszcze do użycia przemocy w obronie swojej rasy, narodu i cywilizacji.

I tu warto zwrócić uwagę na wspomniany wyżej film „Citizen Vigilante”. Jest to podręcznik nieskutecznego działania – tego rodzaju jednostka nawet gdyby udało się jej zlikwidować paru kolorowych przestępców zostałaby skutecznie zlikwidowana przez aparat państwowy. Gdyby zaś taki „vigilante” odtrzelił jakiegoś lewicowego polityka czy propagatora likwidacji białej rasy, to propaganda uczyniłaby z takowego męczennika a likwidacja białej populacji zostałaby jeszcze bardziej zintensyfikowana.

Co ciekawe, jeśli przyjrzymy się „Citizen Vigilante” to widzimy na nim „żydowskie odciski palców”. Dystrybutorem filmu jest amerykańska firma „Quiver Distribution„, której właścicielami są Berry Meyerowitz i Jeff Sackman, obaj oczywiście Żydzi. Głównego bohatera gra Armie Hammer z bardzo ciekawej rodziny, także o żydowskich korzeniach – jest to prawnuk słynnego Armanda Hammera, Żyda, który w XX wieku zajmował się przez dekady… biznesem na styku ZSRR i USA!

Jak by tego było mało w jednej ze scen Armie Hammer pokazuje swoją „klatę”, na której jest wytatuowana litera א „Aleph”, pierwsza litera hebrajskiego alfabetu (i to napisana tradycyjnie)2.

Tak więc można powiedzieć, że w obliczu widocznego problemu – a skala wymiany białych nie jest już możliwa do ukrycia w większości krajów Zachodniej Europy – podsuwa się białym gojom dwie nieefektywne reakcje:

  • pisanie petycji i głosowanie na partie pokroju AfD (dawno spenetrowane i już kontrolowane),
  • losowe akty przemocy („Citizen Vigilante” i wsparcie sieci społecznościowych dla „skrzykiwania się” do losowej przemocy, w obu przypadkach kończy się to wyłapaniem co aktywniejszych przez policję władz okupacyjnych.

Zakończenie

Jaki może być cel i podłoże tych działań? Może być tak, że jakiś odłam żydowskiej oligarchii uznał, że jednak jakąś część białych gojów można by zostawić, że pełna likwidacja białej rasy nie jest w interesie Żydów i zamierza powstrzymać ten proces rękami takich właśnie ugrupowań jak AfD.

Inna opcja jest taka, że jest to etap operacji, celem której pozostaje likwidacja białej rasy a chodzi o to, by powstrzymać białe społeczeństwa Europy przed jakimiś masowymi odruchami rozpaczy kiedy jeszcze są na tyle liczne, że mogłoby to coś zmienić (zamiast tego czekają na następne wybory albo spalają się w pojedynczych aktach przemocy pozbawionych znaczenia).

Oczywiście nieuchronnie można zapytać co zatem proponuję czy jakie rozwiązanie widzę. Realne rozwiązania wymagałyby przejęcia władzy i użycia siły dla przeprowadzenia konsekwentnego czyszczenia Europy z innych ras. Niestety, nie widzę w jaki sposób mogłoby dojść do czegoś takiego.

Zatem zostaje… modlitwa. Bóg jest panem rzeczywistości, w której żyjemy i jeśli zechce może nas uratować. Pytanie czy zechce.

=========================================

  1. Świetna strona na temat kwestii rasy: https://zerocontradictions.net/faqs/race ↩︎
  2. Jeżeli kogoś interesują głębsze znaczenia tego znaku polecam poczytać co mają na ten temat do powiedzenia nasi „przyjaciele” z Chabadu:
  3. chabad.org/library/article_cdo/aid/137073/jewish/Aleph.htm ↩︎

Walka o władzę na Ukrainie. Prokurator Generalny Krawczenko stawia zarzuty korupcyjne szefowi agencji antykorupcyjnej NABU i ucieka z Ukrainy.

Thomas Röper anti-spiegel.ru/generalstaatsanwalt-erhebt-anklage-wegen-korruption-gegen-den-chef-der-antikorruptionsbehoerde-nabu

Walka o władzę na Ukrainie

Prokurator Generalny stawia zarzuty korupcyjne szefowi agencji antykorupcyjnej NABU

Nowy rozdział w walce o władzę na Ukrainie i wokół niej: W poniedziałek podejrzany o korupcję Prokurator Generalny postawił zarzuty szefowi agencji antykorupcyjnej i uciekł z Ukrainy tej samej nocy.

Anti-Spiegel 14 wrzesień 2026

Walka o władzę na Ukrainie i wokół niej jest moim zdaniem jednym z najważniejszych problemów chwili obecnej, a ponieważ niemieckie media całkowicie ignorują wszystko, co działo się w Kijowie w ostatnich tygodniach, uważam za szczególnie ważne, aby o tym informować. Dlatego też była ona tematem obszernego artykułu, który opublikowałem dziś rano, a także była omawiana w podcaście Anti-Spiegel.

Jeśli nie znasz tego tematu, gorąco polecam lekturę mojego artykułu o „Planie Katschka Kos”, który opublikowałem dziś rano, ponieważ nie mogę tu powtórzyć wszystkiego. Przedstawię jedynie bardzo krótkie podsumowanie.

==============================

Walka o władzę tocząca się między UE a Zełenskim dotyczy niczego innego, jak tylko kontroli nad Ukrainą. Walka o władzę pomiędzy Zełenskim a UE toczy się za pośrednictwem ukraińskich organów antykorupcyjnych: Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), które z jednej strony podlegają kontroli Zachodu, a z drugiej strony za pośrednictwem Prokuratury Generalnej i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), które bezpośrednio podporządkowane są Zełenskiemu.

Od początku 2025 roku Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) prowadzi śledztwo przeciwko Zełenskiemu i jego najbliższemu otoczeniu w sprawie korupcji. Aby utrudnić te śledztwa, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i Prokuratura Generalna Ukrainy wielokrotnie atakowały NABU i SAP.

Walka o władzę zdominowała ukraińską politykę przez prawie dwa lata, w trakcie których NABU wielokrotnie publikowało nagrania rozmów i inne materiały dowodzące, że osoby z najbliższego otoczenia Zełenskiego przywłaszczyły setki milionów euro w sprawach korupcyjnych.

Ci wieloletni współpracownicy Zełenskiego podejrzani przez NABU, zostali oskarżeni. Niektórzy uniknęli aresztowania, uciekając z Ukrainy i obecnie żyją spokojnie na Zachodzie lub w Izraelu, inni nie mieli tyle szczęścia i zostali aresztowani. Większość z nich została zwolniona za kaucją po postawieniu zarzutów, ale niektórzy nadal przebywają w areszcie tymczasowym.

Najnowszy cios w tej walce o władzę padł 4 września, kiedy NABU przeprowadziło rewizje w Prokuraturze Generalnej, ujawniło nowe taśmy zawierające obciążające nagrania rozmów i aresztowało wysoko postawionego kierownika departamentu w Prokuraturze. Tym razem zarzut dotyczył ochrony przez pracowników Prokuratury Generalnej centrów telefonicznych [call center md] specjalizujących się w oszustwach telefonicznych, działających głównie w Rosji i na Ukrainie, ale także w UE.

Na Ukrainie działają tysiące takich centrów telefonicznych, które stanowią bardzo lukratywne źródło dochodu. Centra telefoniczne, które płaciły prokuratorom haracze, były rzekomo chronione przez Prokuraturę Generalną, a łączna kwota wypłacanych haraczy sięgała podobno 24 milionów dolarów miesięcznie.

Pomimo oskarżeń pod adresem kadry kierowniczej swojej agencji i podejrzeń, że sam był zamieszany w proceder, prokurator generalny Rusłan Krawczenko podtrzymał swoją niewinność i oświadczył, że pozostanie na stanowisku, jeśli Zełenski i Rada będą go nadal wspierać.

Najwyraźniej jednak tego nie robią, ponieważ po spotkaniu z Zełenskim i przewodniczącym frakcji parlamentarnej partii rządzącej, Krawczenko złożył rezygnację, o której musi teraz zadecydować Rada. Do tego czasu pozostanie na stanowisku tymczasowo.

Ukraińskie media od dawna donosiły, że Zełenski planował działania przeciwko NABU i SAP po ujawnieniu korupcji w jego najbliższym otoczeniu. Dziś, w poniedziałek, plan ten został zrealizowany.

Prokurator generalny kontratakuje

Ustępujący prokurator generalny Rusłan Krawczenko ogłosił w poniedziałek na swoim kanale Telegram, że podpisał akt oskarżenia przeciwko Semenowi Krywonosowi, dyrektorowi NABU. Wezwał również do dymisji Krywonosa i Aleksandra Kłymenko, szefa Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP). Oskarżył szefa NABU o „fałszowanie dokumentów urzędowych, przyjmowanie nielegalnych korzyści na szczególnie dużą skalę oraz pozorowaną adopcję w celu sztucznego stworzenia podstaw do uniknięcia oskarżenia”.

Ponadto Krawczenko ogłosił, że wniósł oskarżenie przeciwko „osobie bliskiej prezesowi SAP” o wywieranie wpływu na sędziów Sądu Antykorupcyjnego, oferowanie nielegalnych korzyści oraz pomocnictwo i podżeganie do unikania mobilizacji, choć nie wymienił nazwiska tej osoby. Źródła w Radzie wskazały później, że osobą tą była żona prezesa SAP, Kłymenki.

Krawczenko oświadczył ponadto, że wcześniej był „politycznie powstrzymywany” przed wniesieniem tych zarzutów, w tym przez Władimira Zełenskiego i same organy antykorupcyjne, w zamian za gwarancje immunitetu. Chociaż nie stwierdził tego wprost, biorąc pod uwagę niedawne akty oskarżenia wystawione przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) i fakt, że Zełenski najwyraźniej naciskał na niego, aby zrezygnował, gwarancje te wydają się mało wartościowe, co sugeruje, że teraz rozpoczął kontratak.

Krawczenko twierdzi również, że operacja „Kartagina”, przeprowadzona przez NABU i SAP przeciwko Prokuraturze Generalnej, nie była skierowana wyłącznie przeciwko niemu, lecz że jej prawdziwym celem było uzyskanie dostępu do akt przygotowywanych przeciwko szefom i pracownikom agencji antykorupcyjnych. Oskarżył NABU i SAP o próbę uzurpacji władzy i określił Ukrainę jako „krainę krzywych zwierciadeł”.

Następnie podkreślił, że rezygnuje ze stanowiska, ale wyraził nadzieję, że działania przeciwko strukturom antykorupcyjnym będą kontynuowane.

Oskarżenia Krawczenko

Krawczenko opublikował na swoim kanale Telegram pierwszy klip wideo zawierający oskarżenia pod adresem szefa NABU Siemio Krywonosa. Nagranie jest w stylu, którego NABU zazwyczaj używa do wspierania własnych śledztw.

Nagranie dotyczy postępowania karnego przeciwko Krywonosowi za przekupstwo studentów na rzecz Bloku Julii Tymoszenko w 2009 roku. Krawczenko twierdzi, że Krywonos pozorował wówczas adopcję dziecka, aby skorzystać z amnestii i uniknąć oskarżenia. Sprawa korupcji studentów była już wcześniej opisywana w ukraińskich mediach. Opublikowane nagranie pokazuje przesłuchanie matki dziecka w sprawie okoliczności fikcyjnej adopcji.

Krywonos wypowiadał się na ten temat już przed komisją, która zdecydowała o nominacji go na szefa NABU. Jednak nie jest niczym niezwykłym, że kontrolowana przez Zachód agencja antykorupcyjna NABU jest kierowana przez osoby, przeciwko którym istnieją zarzuty korupcji lub które zostały nawet prawomocnie skazane za korupcję.

Zaczęło się od pierwszego szefa NABU Artema Sytnika, który został mianowany przez ludzi wokół wiceprezydenta USA Joe Bidena po Majdanie i założeniu NABU. Sytnik był – jak to zawsze ironizuję – „człowiekiem z doświadczeniem zawodowym”, bo został skazany za korupcję na Ukrainie pod koniec 2019 roku, czyli w czasie pełnienia funkcji szefa NABU, ale nie kosztowało go to utraty pracy. Funkcję sprawował do 2022 roku.

Ma to oczywiście charakter spekulacyjny, ale fakt, że Zachód zawsze wykorzystuje na szefów Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) osoby, które zostały już przyłapane na korupcji, może być zamierzony, bo na takich ludzi oczywiście łatwiej jest wywrzeć presję, a co za tym idzie, łatwiej ich kontrolować.

Ucieczka Krawczenki

Co ciekawe, Krawczenko opublikował to wszystko na Telegramie dopiero po ucieczce z Ukrainy. Biorąc pod uwagę oskarżenia pod jego adresem, bardziej trafne jest mówienie o ucieczce niż o prostym wyjeździe.

Były doradca ukraińskiego ministra obrony jako pierwszy poinformował na Telegramie o wyjeździe Krawczenki z Ukrainy. Później sam Krawczenko oświadczył na Telegramie, że odbywa podróż służbową za granicę. Nie sprecyzował celu podróży.

Ukraińska gazeta „Ukraińska Prawda”, powołując się na źródła w organach ścigania, poinformowała, że ​​Krawczenko przekroczył granicę w środku nocy samochodem rządowym. Według doniesień, Krawczenko jako powód wyjazdu podał podróż służbową na Litwę. „Ukraińska Prawda” zwraca uwagę, że taki wyjazd jest możliwy tylko za zgodą Zełenskiego ze względu na zakaz podróżowania dla mężczyzn w wieku poborowym. Żona Krawczenki również opuściła Ukrainę, donosi „Ukraińska Prawda”.

Reakcja NABU

NABU oświadczyło, że nie posiada wiedzy o oskarżeniach pod adresem swojego dyrektora, Semena Krywonosa, wysuniętych przez zdymisjonowanego Prokuratora Generalnego Rusłana Krawczenkę, i że NABU uważa wypowiedzi Krawczenki za kontynuację systematycznego ataku na jego pracę. Ponadto NABU odrzuciło twierdzenie Krawczenki, że dokumenty ze spraw karnych, w których podejrzani byli pracownicy agencji antykorupcyjnych, zostały zabezpieczone podczas przeszukań w Prokuraturze Generalnej.

Reakcja Zełenskiego

Zełenski oświadczył na swoim kanale Telegram, że popiera rezygnację Prokuratora Generalnego Rusłana Krawczenki i wezwał deputowanych Rady Najwyższej do jak najszybszego potwierdzenia tej decyzji. Napisał to po tym, jak Krawczenko wniósł oskarżenie przeciwko Semenowi Krywonosowi.

Portal informacyjny „Strana” zauważa jednak, że Zełenski jedynie udaje poparcie dla dymisji Prokuratora Generalnego, który jest wobec niego niezwykle lojalny i który w rzeczywistości zorganizował represje wobec NABU i SAP na polecenie Administracji Prezydenta.

Doradca Zełenskiego ds. komunikacji, Dmytro Łytwyn, powiedział później dziennikarzom, że złożył wniosek do Rady Najwyższej o odwołanie Rusłana Krawczenki ze stanowiska Prokuratora Generalnego Ukrainy. Ukraińskie media opublikowały wcześniej zdjęcie wniosku złożonego przez Zełenskiego.

Wątpliwości nasuwają się jednak w związku ze spotkaniem Krawczenki z Zełenskim i przewodniczącym klubu parlamentarnego, które odbyło się w zeszłym tygodniu. Po spotkaniu Krawczenko podobno podpisał list rezygnacyjny, co rodzi pytanie, dlaczego nie został on natychmiast przekazany Radzie do podjęcia decyzji. List nie został jeszcze opublikowany na stronie internetowej parlamentu, pomimo zapewnień Łytwyna, że ​​wniosek Zełenskiego wpłynął już do Rady.

W międzyczasie Dawid Arachamija, przewodniczący klubu parlamentarnego rządzącej partii Sługa Narodu, ogłosił na Telegramie, że Rada Najwyższa zajmie się kwestią rezygnacji prokuratora generalnego Ukrainy Rusłana Krawczenki 15 września.

Cywilizacja zachodnia to fałszywa gwiazda popu

Caitlin Johnstone

Cywilizacja zachodnia to fałszywa gwiazda popu

Nasze społeczeństwo nie jest tym, za co się podaje.

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone-com-au/western-civilization-is-a-phony-pop-star

[uwaga: Caitlin Johnstone to lewaczka, ale chyba szczera, poza „wychyleniami” miewa rację . Tu pisze o „cywilizacji” Zachodu, nie naszej. MD]

===============================

Zachodnie liberalne demokracje są jak narcystyczny żono-bijca, który w mediach społecznościowych udaje wrażliwego feministę. Jak gwiazda popu, która udaje, że walczy z władzą i broni marginalizowanych, jednocześnie wspierając Izrael.

Nasze społeczeństwo nie jest tym, za co się podaje. 

Cała nasza cywilizacja utrzymuje się dzięki niekończącemu się potokowi krwi, potu i łez z globalnego Południa, jednocześnie kręcąc filmy o walce o sprawiedliwość i ratowaniu świata. [Gówno prawda, babo. Nie nasza. Nasza była/jest łacińska. MD]

Nasi eksperci grożą palcem „reżimom tyrańskim” w krajach będących celem imperiów, podczas gdy nasi władcy mordują, głodzą i terroryzują nieposłuszne narody, aby dominować nad planetą.

W szkole uczą nas, że mamy szczęście, że żyjemy w wolnym społeczeństwie, w którym ludzie mają władzę nad rządem poprzez swoje głosy i mają prawo wyrażać swoje poglądy w dowolny wybrany przez nas sposób, podczas gdy w rzeczywistości cały proces wyborczy kontrolują bogaci oligarchowie, a nasze poglądy są agresywnie manipulowane za pomocą skomplikowanego systemu cenzury i propagandy.

Nie mamy żadnej uczciwości.

Bycie integralnym [uczciwym md] człowiekiem oznacza bycie takim samym człowiekiem w domu, jak i w miejscach publicznych. Traktowanie każdego z taką samą życzliwością i szacunkiem, niezależnie od tego, czy jest to szef, dziecko, podwładny, czy przyjaciel. Kiedy wszystkie twoje myśli w pełni pokrywają się ze słowami, a wszystkie słowa w pełni pokrywają się ze wszystkimi twoimi czynami, niezależnie od tego, czy nikt, czy wszyscy patrzą. Kiedy wartości, które deklarujesz, są takie same jak te, które ludzie widzą, że ucieleśniasz w życiu, które naprawdę prowadzisz.

Pielęgnowanie integralności jako jednostki oznacza harmonijne połączenie wszystkich tych czynników i wyeliminowanie wszelkich konfliktów i sprzeczności między nimi w sposobie życia. Pielęgnowanie integralności jako społeczeństwa niczym się od tego nie różni.

A jako mieszkańcy zachodniego imperium mamy przed sobą długą i trudną podróż, jeśli chcemy wyeliminować wszelkie konflikty i sprzeczności między typem społeczeństwa, za jakie się podajemy, a tym, jakie faktycznie mamy. W praktyce jesteśmy tak rozbieżni z naszymi teoretycznymi wartościami, jak tylko może być jakakolwiek cywilizacja. Jesteśmy imperium oszustów.

Walka o zdrowy świat to w dużej mierze walka o to, byśmy odeszli od oszustwa i stali się uczciwi. O stworzenie społeczeństwa, w którym nasze najszlachetniejsze aspiracje i najgłębiej cenione wartości znajdą odzwierciedlenie w sposobie, w jaki zorganizowana jest nasza cywilizacja. To jest cel, do którego wszyscy dążymy, ostatecznie.

Zdobycie integralności jako jednostki oznacza bezkompromisowe i szczere uznanie siebie za osobę, jaką naprawdę jesteśmy. Zdobycie integralności jako społeczeństwo oznacza otwarcie oczu jak największej liczby ludzi Zachodu na fakt, że wszystko, co nam powiedziano o naszej cywilizacji i o naszym świecie, to kompletna bzdura.

Dopiero wtedy możemy zacząć docierać do prawdziwych źródeł naszych problemów i dążyć do zdrowia i harmonii.

Jak zarobić miliardy?

Jak zarobić miliardy?

14. września 2026 Marek Wojcik world-scam/jak-zarobic-miliardy

Niewiele osób pewnie pamięta jedyny, ratujący przed koszmarem ptasiej grypy lek o nazwie Tamiflu. Tydzień temu na brownstone.org pojawił się artykuł: Wielomiliardowe oszustwo Tamiflu. Źródło.

… „podżeganie do chorób” – kunsztowna sztuka poszerzania definicji chorób, by zamienić zdrowe osoby w pacjentów – ma się dobrze. Ta praktyka sprawia, że wielu z nas, „zdrowo zaniepokojonych”, staje się dożywotnimi klientami przemysłu farmaceutycznego, a wszystko to na podstawie leków, które – jak nam często wmawia się – mają „zapobiegać” złym skutkom.

Za każdym razem, gdy ktoś próbuje ci dać receptę na lek, który „zapobiegnie” złemu wynikowi, musisz spojrzeć mu w oczy i zadać najważniejsze pytanie współczesnej medycyny: „Co się stanie, jeśli nic nie zrobię?”. Bo jak pokazuje katastrofa Tamiflu, bezczynność może uratować życie.

Przemysłowi farmaceutycznemu nie można odmówić kreatywności. Szczególnie przy wymyślaniu i propagowaniu nowych chorób. Poszerzanie rynków zbytu produktów końcowych farmacji polega w głównej mierze na stwarzaniu problemów zwanych chorobami i proponowanie szkodliwych rozwiązań zwanych lekarstwami.

Dla przykładu ADHS nierzadko chłopców ocenia się według standardów zachowania typowych dla dziewcząt. Ich energia jest wtedy pochopnie uznawana za niepokojącą – i traktowana jako zaburzenie. Taki chłopiec trafia do neurologa, który ma już gotowe rozwiązanie: recepta z Rytalinem – porównywalnym do kokainy silnym narkotykiem. Źródło.

Innym przykładem jest cukrzyca drugiego typu. Mamy już światową pandemię tego rodzaju „diabetyków”, których większość jest po prostu zdrowa. Wystarczyło przed trzydziestu laty obniżyć normy poziomu glukozy ze 120 mg/dl, na 100 mg/dl dzisiaj. Dzisiejsza norma jest tak ustawiona, że każdy zdrowy człowiek może ją spokojnie osiągnąć. I o to właśnie chodzi. Słyszałem o przypadku, kiedy u znajomego laboratorium wykazało poziom glukozy 102 mg/dl i po tym jednym badaniu lekarz ustalił z pacjentem plan w celu farmakologicznego obniżenia glukozy we krwi. Do statystyk dołączono kolejnego „diabetyka”.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Niemcy wlewają ścieki do Odry. Po której stronie są ekolodzy?

Niemcy wlewają ścieki do Odry. Gdzie są ekolodzy?

magnapolonia/niemcy-wlewaja-scieki-do-odry-gdzie-sa-ekolodzy

W Ognicy w gminie Widuchowa, około 50 kilometrów na południe od Szczecina, zaobserwowano zrzut ciemnej cieczy do Odry z betonowego wylotu znajdującego się po niemieckiej stronie rzeki, gdzie granica polsko-niemiecka przebiega środkiem nurtu. Według relacji miejscowych wędkarzy wypływająca substancja tworzy smugę, która ciągnie się wzdłuż brzegu na odcinku kilkuset metrów, a przy większych zrzutach jej smród ma być wyczuwalny również po polskiej stronie.

=========================================

Niemcy wlewają ścieki do Odry. W Ognicy znajduje się betonowy wylot po niemieckiej stronie rzeki, z którego bez żadnych filtrów wypływa ciemna, niemal czarna ciecz, tworząca smugę o szerokości około pięciu metrów, ciągnącą się wzdłuż brzegu przez prawie kilometr. Miejscowi Polacy twierdzą, że przy większych zrzutach nieprzyjemny zapach dociera również na polskie nabrzeże, znajdujące się ponad 350 metrów od wylotu, a jego intensywność jest na tyle duża, że powoduje szczypanie w oczach. Rura ma prowadzić z papierni LEIPA w Schwedt, a więc dużego niemieckiego zakładu przemysłowego.

Sprawą 11 sierpnia zainteresował się Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, którego pracownicy pojawili się na miejscu, jednak napotkali zasadniczą przeszkodę: nie mogli pobrać próbki bezpośrednio z betonowego wylotu, ponieważ znajduje się on na terytorium Niemiec. To właśnie ten szczegół jest w całej sprawie najbardziej bulwersujący, ponieważ nawet jeżeli uznamy, że sama czarna barwa cieczy nie świadczy jeszcze o jej szkodliwości, to bez pobrania próbki w miejscu zrzutu trudno o jednoznaczne ustalenie, co właściwie trafia do Odry.

20 sierpnia Główny Inspektorat Ochrony Środowiska zwrócił się więc do właściwego urzędu środowiskowego Brandenburgii z pytaniami dotyczącymi kontroli niemieckiego zakładu od 2023 roku, wyników badań odprowadzanych ścieków oraz norm określonych w pozwoleniu na ich zrzut. Standardowo polska strona nie otrzymała żadnej odpowiedzi, a dziennikarzom nie odpowiedziała również sama papiernia. Polakom będą się tłumaczyć? Też coś. Przecież nadal są „rasą panów”!

Co ciekawe, głos w tej sprawie nieoczekiwanie zabrał dyrektor niemieckiego parku narodowego Dirk Treichel, który wprawdzie nie jest specjalistą w tym zakresie, ale przekonywał, że kolor ścieków może zależeć od tego, co w danym momencie produkuje papiernia, oraz że pod względem chemicznym na pewno „nie są one groźne”. W tym miejscu pojawia się jednak pytanie, na jakiej podstawie ten człowiek może zapewniać o nieszkodliwości substancji, skoro chwilę później przyznał, że jego urząd nie prowadzi badań tego zrzutu i nie sprawuje nad nim jakiegokolwiek nadzoru.

Co więcej, według wójta Widuchowej Pawła Wróbla problem był zgłaszany już w 2020 roku przez miejscowych wędkarzy, a gmina zwróciła się wówczas do Wód Polskich i otrzymała odpowiedź, że sprawa dotyczy niemieckiej strony i „obowiązują tam inne regulacje”. Warto przy tym przypomnieć, że w tamtym okresie Wodami Polskimi kierowali ludzie związani z Prawem i Sprawiedliwością, dlatego trudno dziś całą odpowiedzialność za wieloletni brak skutecznego rozwiązania problemu zrzucać wyłącznie na obecne władze. To wspólna odpowiedzialność kliki POPiS, która nie potrafi postawić się Niemcom.

Jest jednak jeszcze jedna kwestia, która szczególnie rzuca się w tej sprawie w oczy, a mianowicie całkowite milczenie środowisk ekologicznych, które po słynnym śnięciu ryb na Odrze w 2022 roku bardzo chętnie alarmowały o każdym potencjalnym zagrożeniu dla rzeki i domagały się zdecydowanych działań polskiego państwa. Gdzie są dziś ci wszyscy zieloni aktywiści? Gdzie są organizacje, które tak stanowczo domagały się ochrony Odry? Czy troska o środowisko kończy się na granicy państwa, a przemysłowy zrzut staje się mniej interesujący tylko dlatego, że znajduje się po niemieckiej stronie? Na to wygląda.

Jeżeli ścieki są całkowicie bezpieczne i zgodne z normami, niech niemieckie instytucje pokażą wyniki badań i zamkną sprawę. Jeżeli natomiast normy są przekraczane, należy oczekiwać zdecydowanej reakcji. W obu przypadkach Polska ma prawo domagać się odpowiedzi, a skoro oficjalne pisma pozostają bez odpowiedzi, sprawą powinno zająć się Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

NASZ KOMENTARZ: Jak zwykle okazuje się, że przestrzeganie unijnych wytycznych ekologicznych jest tylko dla mniejszych i gorszych krajów, a nie Niemców. Ta sprawa po raz kolejny pokazuje też, że organizacje pseudoekologiczne mają charakter czysto polityczny. Ich działalność polega na atakowaniu na niemieckie zamówienie wybranych polskich inwestycji gospodarczych, w celu spowolnienia naszego rozwoju. Gdy środowisko trują bowiem Niemcy, wówczas żadnych działań z ich strony nie ma.

Dlatego też, organizacje te powinny zostać zdelegalizowane lub po prostu oficjalnie wpisane na listę niemieckich lobbystów.

Rosyjski dyplomata o wypowiedziach Sikorskiego: „powinni je komentować ludzie w białych fartuchach”

Radosław Sikorski, fot. MSZ

Rosyjski dyplomata o wypowiedziach Sikorskiego: „powinni je komentować ludzie w białych fartuchach”

15 września 2026 kresy/rosyjski-dyplomata-o-wypowiedziach-sikorskiego-powinni-je-komentowac-ludzie-w-bialych-fartuchach

Wiceminister spraw zagranicznych Rosji, Aleksandr Gruszko odniósł się do niedawnych zdecydowanych wypowiedzi Radosława Sikorskiego na temat zdecydowanego odstraszania Moskwy.

„Szczerze mówiąc, nie chcę komentować wypowiedzi Sikorskiego, ponieważ uważam, że powinni je komentować ludzie w białych fartuchach” – zauważył Gruszko. „To zaskakujące, że minister spraw zagranicznych wygłasza takie oświadczenia, które, po raz kolejny, eskalują napięcia i stwarzają zagrożenia dla samej Polski. Wyglądało na to, że jako minister spraw zagranicznych był opłacany za robienie wszystkiego, co w jego mocy, aby wzmocnić [osłabić?? md] bezpieczeństwo Polski” – dodał rosyjski wiceminister.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wezwał NATO do organizowania bardziej intensywnych ćwiczeń wojskowych w pobliżu rosyjskiego obwodu królewieckiego. Wypowiedź padła podczas dorocznego konferencji Yalta European Strategy w Kijowie organizowanej przez fundację ukraińskiego oligarchy Wiktora Pinczuka.

„Gdyby Rosja nas zaatakowała, a my podjęlibyśmy rękawice, uważam, że pokonalibyśmy Rosję dość szybko. Mamy przytłaczającą przewagę nad Rosją w powietrzu” – powiedział Sikorski.

Szef polskiej dyplomacji oszacował, że państwa NATO dysponują łącznie około 2,5 tys. samolotów. Podkreślił, że przewaga nad rosyjskim lotnictwem pozostałaby znacząca nawet bez uwzględnienia sił Stanów Zjednoczonych. Wspomniał również o myśliwcach F-35, pociskach manewrujących JASSM i innych środkach pozwalających na atakowanie celów na dużych odległościach.

Te wypowiedzi skomentowała również rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa, która stwierdziła, że wypowiedź szefa polskiej dyplomacji jest przykładem „rusofobii, która uderzyła do głowy”.

tass.ru/kresy.pl