Trump zawarł układ z Putinem o handlu ropą – przez Zelenskiego?

Trump zawarł układ z Putinem przez Zelenskiego?

Ukraina nie posłuchała próśb USA

10.10.2026 nczas/trump-zawarl-uklad-z-putinem-przez-zelenskiego-ukraina-nie-posluchala-prosb-usa

Zełenski, Trump, Putin.
NCZAS.INFO | Wołodymyr Zełenski, Donald Trump, Władimir Putin. / Fot. PAP/EPA/kolaż

Prezydent USA Donald Trump zawarł układ z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem w sprawie importu rosyjskiego paliwa, ponieważ Ukraina nie posłuchała próśb USA o zaprzestanie ataków na rafinerie – podał portal Axios, powołując się na amerykańskiego urzędnika.

Według cytowanego źródła, Zełenski miał zignorować sześć próśb ze strony Waszyngtonu, by zaprzestać ataków na rosyjskie rafinerie. Według Trumpa ataki te przyczyniły się do rekordowych cen oleju napędowego na amerykańskich stacjach.

Trump publicznie wzywał Ukrainę do zaprzestania ataków. Zełenski deklarował gotowość do tego, jeśli Rosja powstrzyma się od uderzeń na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Według Axiosa jednak Waszyngton chciał jednostronnego zaprzestania uderzeń i nie uważał rosyjskich uderzeń za równoważne z ukraińskim ostrzałem rafinerii.

– Zełenski źle odczytuje sytuację. Kontynuując ataki na rafinerię, niweczy dobrą wolę, którą zyskał u Trumpa przez ostatnie sześć miesięcy – powiedział anonimowy oficjel z USA.

Trump ogłosił w piątek, że porozumiał się z Putinem w sprawie importu do USA i innych krajów łącznie niemal 5 tys. ton rosyjskiego oleju napędowego przez najbliższe kilka miesięcy. Oznacza to też zawieszenie sankcji na rosyjskie paliwo do kwietnia 2027 r.

Zełenski powiedział w rozmowie z Axiosem, że był otwarty na taki ruch, jeśli byłby częścią szerszego zawieszenia ataków na obiekty energetyczne.

Decyzja Trumpa wzbudziła szerokie oburzenie wśród polityków w Kongresie, który zaledwie we wrześniu przegłosował ustawę – podpisaną później przez Trumpa – nakładającą obowiązek wprowadzenia sankcji i dodatkowych ceł na państwa sprowadzające rosyjską ropę naftową, paliwa i gaz. Trump ma czas do 18 października, by zrealizować ten obowiązek, lub odstąpić od sankcji i ceł. Wówczas jednak musi złożyć Kongresowi uzasadnienie tej decyzji.

Część komentatorów twierdzi, że układ z Putinem jest nielegalny, bo łamie postanowienia ustawy z 2022 r. zakazującej importu rosyjskich paliw. Według tego prawa, aby znieść ten zakaz, Trump musi zaświadczyć, że wojna w Ukrainie się zakończyła…

As szpiegostwa – MEM-y II.

——————————-

[no i – Izraela…]

========================

——————————————–

——————————————————–

————————-

—————————

——————————-

————————–

————————–

——————————–

—————————————-

——————

————————————————

———————————

Różnorodność. MEM-y I.

Tryb oszczędzanie energii. I pieniędzy. Cudzych.

===============================

to 10 ha? może chodzi o km2? – md

========================

————————————————–

———————————————–

————————————————————————

—————————

—————————-

—————————————-

———————–

Sobota. Stara Miłosna [Warszawa] – Różaniec święty za Ojczyznę

10.10.26 Stara Miłosna, Warszawa – Różaniec święty za Ojczyznę
By antyk2013 on 07/10/2026
W każdą drugą sobotę miesiąca o godz. 12.00 gromadzimy się przy Krzyżu misyjnym, zaczynamy modlitwą Anioł Pański i idąc ulicami osiedla odmawiany tajemnice Różańca świętego, śpiewamy pieśni, dając publiczne świadectwo wiary. Zapraszamy pod Krzyż Misyjny na osiedlu Stara Miłosna, 05-077 Warszawa, róg ul. Fabrycznej i św. Jana Pawła ll. Grupa liczy na razie 15-25 osób.

Francja czeka na deszcz

Francja czeka na deszcz

9 października 2026, Stanisław Michalkiewicz magnapolonia/francja-czeka-na-deszcz

   W 1968 roku Francję ogarnęła rewolucja studencka. O co tak naprawdę chodziło – nikt dokładnie nie wiedział – bo młodzi rewolucjoniści, którzy przy okazji wylansowali modę na eleganckie chińskie watowane kufajki, chcieli wykorzystać okazję, by – jak to młodzi – pofiglować z panienkami, a przy okazji – poganiać się z policją, co zawodnikom we własnych oczach przydaje heroizmu.

Ale wśród młodych rewolucjonistów byli też tacy, którzy to i owo czytali, a niektórzy z nich trafili nawet na pisma Antoniego Gramsciego, włoskiego komunisty, który jeszcze w latach 20-tych zauważył, że Marks się pomylił, a jego najważniejsze odkrycie, jakoby byt określał świadomość, co w rewolucyjnej praktyce przekładało się na strategię bolszewicką, nie jest warte funta kłaków. Tak naprawdę bowiem świadomości nie kształtuje żaden „byt”, tylko kultura. Tedy Gramsci uznał, że najważniejszą bitwą rewolucyjną będzie batalia o kulturę, a pierwsze starcie powinno dotyczyć zdobycia panowania nad językiem mówionym.

Potem miał nastąpić „długi marsz przez instytucje”, nie po to, by je zniszczyć, tylko – bo je opanować i dzięki nim zaprowadzić rewolucję komunistyczną na całym świecie, a szczególnie – we Francji. Nawiasem mówiąc, wygląda na to, iż walka o panowanie nad językiem mówionym została przed promotorów komunistycznej rewolucji wygrana, bo nawet środowiska, które trudno podejrzewać o sympatyzowanie z rewolucją, używają dziś określeń zasuflowanych im przez promotorów rewolucji.

Dzisiaj na przykład nawet przewielebne duchowieństwo nie używa już tradycyjnego określenia „dewianci”, tylko „LGBT” ewentualnie – „LGBTQ” – jakby nie było już żadnej normy, ani odstępstw od niej. Rewolucjoniści poszli zresztą krok dalej i zaczynają tępić kontrrewolucyjne określenie pod pretekstem zwalczania „mowy nienawiści”, która – jak to u totalniaków – ma być obecnie powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona.

   Tak się złożyło, że 10 lat po rewolcie 1968 roku poznałem we Francji epigona tamtych uniesień w osobie Greka, który był wielkim entuzjastą rewolucji. Zapytałem go kiedyś, kim chciałby zostać, a on odparł, że nauczycielem. Ja na to – to bardzo ładnie, ale czegóż ty być swoich uczniów uczył, kiedy sam niczego tak naprawdę nie umiesz? To go trochę zacukało, ale prawdziwy przełom nastąpił, gdy mu powiedziałem, że jeśli wybuchnie rewolucja to nie będzie bagietek.

– Jak to: nie będzie? – pytał zdumiony – a ja na to: a co ty sobie myślisz, że ty byś się tu całymi dniami rewolucjonizował, a piekarze, po staremu musieliby całe noce spędzać na pieczeniu bagietek? Oni też by chcieli zażyć rewolucji, więc bagietek by nie było. Na takie dictum zamyślił się głęboko i odniosłem wrażenie, że zasiałem w nim zwątpienie.

   Wspominam tego Greka, bo Francją znowu wstrząsa rewolucja – tym razem nie studencka, tylko uczniowska. Uczniowie ganiają się z policją – tym razem pod pretekstem, że szkoły wprawdzie są, ale nie uczą tego, co trzeba. A czego by trzeba uczyć uczniów? Tego dokładnie nikt nie wie, więc obawiam się, że najlepiej niczego, a jeśli już czegoś to zbawiennych prawd, że głód wypędza wilka z lasu, a dla jednostek ambitniejszych – mądrości o globalnym ociepleniu – że złowrogi klimat ociepla się z przyczyn antropogenicznych – z czym zgadzają się wszyscy przedstawiciele nauki przodującej.

Warto przypomnieć, że nauka przodująca jest wynalazkiem Ojca Narodów, Chorążego Pokoju Józefa Stalina, który tak właśnie nazywał rewelacje ogłaszane przez Trofima Łysenkę. Dopóki Stalin żył, to nikomu nie przychodziło do głowy podważanie nauki przodującej, ale kiedy Stalin umarł, to również nauka przodująca zaczęła tracić blask.

Nie od razu, co to, to nie. Na przykład w Polskiej Akademii Nauk jeszcze w roku 1964 prof. Kazimierz Petrusewicz był wyznawcą tej nauki, aż jakiś życzliwy wytłumaczył mu, że już nie musi.

Wprawdzie jedne zbawienne prawdy odchodzą w mroki historii, ale to nic nie szkodzi, bo pojawiają się następne i w ten sposób nauka przodująca cały czas pozostaje żywa, niczym Lenin.

   Władze francuskie podobno  nie mogą sobie dać rady z rewolucją  uczniowską i – jak donoszą niezależne media głównego nurtu – czekają na deszcz, w nadziei, że jesienne szarugi przegonią uczniów z ulic, gdzie znowu zapanuje porządek. Czy tak będzie – nie wiadomo – więc zamiast bawić się w takie zgadywanki, lepiej zastanówmy się, co sprawiło, że ni stąd, ni zowąd, tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy francuskich uczniów wyległo na ulicę, zaczęło palić samochody i dokazywać z policją. Pewnej wskazówki może dostarczyć niedawna rewolta „żółtych kamizelek”,z którymi rząd też nie bardzo mógł sobie poradzić.

Skąd się ona wzięła – tajemnica to wielka, chociaż warto przypomnieć, że została ona poprzedzona wymianą opinii między francuskim prezydentem Macronem, a amerykańskim prezydentem Trumpem. Prezydent Macron, uzasadniając konieczność utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO powiedział, że chodzi o obronę Europy, min. przed Stanami Zjednoczonymi. Prezydent Trump zwrócił uwagę, że Ameryka nigdy na Europę nie napadła i dodał z przekąsem, że gdyby nie USA, to w Paryżu wszyscy uczyliby się po niemiecku.

Na to ówczesny francuski premier poradził prezydentu Trumpu, żeby nie wściubiał nosa w nieswoje sprawy. Oooo, jak tak, to trzy dni później Francją wstrząsnął protest „żółtych kamizelek” z którymi rząd nie mógł sobie poradzić przez kilka następnych miesięcy.

W tej sytuacji ciekaw jestem, jakie przełożenia CIA może mieć na francuskich uczniów – oczywiście nie na wszystkich, tylko na tych najwybitniejszych, podobnie jak to było w roku 1968, kiedy to francuskim odpowiednikiem naszego Michnikuremka, który pojawił się w roku 1980, był słynny Daniel Cohn-Bendit, o którym poeta w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu” napisał: że „ideolog Bendit-Cohn kapitalizmu wieści zgon”. Tego właśnie nie wiemy, a obawiam się, że tego nie wie również francuska razwiedka i dlatego czeka na deszcz.

   Za pierwszej komuny Maciej Zembaty śpiewał „piosenkę polską o charakterze rosyjskim”, jak to praworządny obywatel „przekazał na punkt NKWD” jegomościa, który chciał się u nas zabawić, opowiadając tubylcowi, że „w Marsylii jest taki jeden bar”, gdzie „dziewczyny rozebrane kan-kana tańczą w takt, kelnerzy noszą wino, bandyci noszą frak”.

Piosenka kończyła się pogodną puentą, że „a dzisiaj ludzie na Krym jeżdżą – i dobrze”. Toteż u nas uczniowie się nie buntują, tylko posłusznie przyswajają sobie perły wiedzy, podawane im do wierzenia przez obywatelkę Nowacką Barbarę i pulchną  panią Lubnauer. Inna rzecz, że u nas rząd „bardzo chce” stałej bazy wojsk amerykańskich, więc nie ma potrzeby nikogo buntować.

=================

Pan Redaktor widać na antypodach, bo tu różni chłopaczkowie mordują taśmowo woźne, panie nauczycielki i kolegów z klasy. Komu podpadliśmy? md

Oskarżyła Izrael o ludobójstwo. Otrzymała pokojową Nagrodę Nobla

Oskarżyła Izrael o ludobójstwo.

Otrzymała Nagrodę Nobla,

Żydzi piszą o Goebbelsie

9 października 2026 pch/oskarzyla-izrael-o-ludobojstwo-otrzymala-nagrode-nobla-zydzi

epa13291806.jpg
PAP/EPA/DAVIDE ELIAS

Norweski Komitet Noblowski przyznał pokojową nagrodę Nobla prawniczce Navanethem Pillay. Pillay ostro krytykowała działania Izraela w Strefie Gazy, oskarżając władze tego państwa o ludobójstwo.

Pillay urodziła się w Durbanie w RPA, w rodzinie pochodzenia indyjskiego. Jako prawniczka przeciwstawiała się apartheidowi i broniła m.in. Nelsona Mandeli. Później była sędzią Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Rwandy i Międzynarodowego Trybunału Karnego oraz Wysoką Komisarz ONZ do spraw Praw Człowieka. Odegrała istotną rolę w historycznym orzeczeniu trybunału dla Rwandy, który uznał, że gwałty i przemoc seksualna mogą wyczerpywać znamiona zbrodni ludobójstwa. Przyczyniła się również do przełomu w ściganiu osób winnych podżegania do ludobójstwa poprzez propagandę.

Ostatnio była przewodniczącą Komisji Śledczej ONZ ds. Okupowanych Terytoriów Palestyńskich, która w ubiegłym roku stwierdziła, że Izrael dopuścił się ludobójstwa w Strefie Gazy. Strona izraelska odrzuciła ten raport jako „skandaliczny”.

„W czasach, gdy rośnie liczba wojen i konfliktów, a sędziowie i instytucje prawa międzynarodowego są przedmiotem ataków politycznych, Komitet Noblowski pragnie przypomnieć, że zdolność do rozwiązywania konfliktów bez użycia siły lub przemocy zależy od międzynarodowej praworządności. Międzynarodowy system prawny, w ramach którego zbrodniarze wojenni są pociągani do odpowiedzialności, a ofiary nadużyć doczekują się sprawiedliwości, stanowi warunek wstępny dla pokojowego świata” – napisał Komitet Noblowski.

Decyzję o uhonorowaniu Pillay z zadowoleniem przyjęło Biuro Praw Człowieka ONZ, doceniając jej wieloletnie zaangażowanie na rzecz praw człowieka. – To wspaniała wiadomość – potrzebujemy więcej poświęcenia i zaangażowania w sprawę praw człowieka – powiedziała dziennikarzom w Genewie Shabia Mantoo, rzeczniczka Biura Praw Człowieka ONZ.

Pokojowa Nagroda Nobla jest przyznawana od 1901 r. Do tegorocznej nagrody zgłoszono 287 kandydatów: 208 osób i 79 organizacji. 

========================

Poniżej reakcja zbrodniarzy:

Nagrodzenie Pillay ostro skrytykował władzę Izraela, przekonując, że „Goebbels bije prawo z piekła”.

„Gdyby istniała nagroda za kłamstwa, nienawiść i antysemickie oszczerstwa”, Pillay „byłaby faworytką” takiego konkursu — stwierdziła izraelska dyplomacja w oficjalnym komunikacie MSZ.

Zaznaczono, że wyróżnienie Pillay w piątek pokojowym Noblem „to nie uznanie sprawiedliwości, ale groteskowe wykorzystanie nagrody do legitymizacji nienawiści i uprzedzeń wobec Izraela”.

„Teraz, kiedy Komitet Noblowski nagrodził największe kłamstwo XXI wieku, Joseph Goebbels z pewnością oklaskuje to z piekieł” – dodało MSZ Izraela. 

Źródło: PAP

Pobór nie zastąpi rozsądku

Pobór nie zastąpi rozsądku

Jan Engelgard

„Każdy, kto twierdzi, że powinniśmy mieć wyłącznie armię zawodową, tak naprawdę domaga się tego, żeby Polska nie miała szans obronić się przed Rosją” – przemówił ex cathedra dr Sławomir Mentzen.

Lider Konfederacji jako naczelny argument przywołał przykład Ukrainy, sugerując, że bez masowej mobilizacji państwo ukraińskie nie byłoby zdolne prowadzić wojny.

Problem w tym, że Polska i Ukraina funkcjonują w zupełnie innych warunkach geopolitycznych, wojskowych i sojuszniczych. Mechaniczne przenoszenie doświadczeń ukraińskich na grunt polski jest więc co najmniej dyskusyjne.

Nie istnieje żaden historyczny determinizm, zgodnie z którym Polska musi znaleźć się w stanie wojny z Rosją. Tymczasem część uczestników debaty publicznej zachowuje się tak, jakby wojna była już przesądzona, a jedynym zadaniem państwa pozostawało przygotowanie odpowiednio dużej liczby ludzi do mobilizacji. To założenie jest błędne. Polska polityka bezpieczeństwa powinna służyć przede wszystkim niedopuszczeniu do wojny. Potrzebujemy nie tylko armii, ale także deeskalacji, dyplomacji, dialogu i poszukiwania modus vivendi z sąsiadami. Tych słów w polskiej debacie słychać dziś coraz mniej.

Mentzen pisze również: „W przypadku wybuchu wojny młodzi ludzie i tak zostaną wcieleni do armii. […] To w ich najlepszym interesie jest się do tego przygotować. Znacznie zwiększy to ich szansę na przeżycie”. To oczywista manipulacja. Nie każdy młody człowiek automatycznie podlega mobilizacji. Zresztą politycy, niezależnie od partyjnych barw, zdają się ignorować skalę społecznego oporu, jaki mógłby wywołać masowy, przymusowy pobór. Nie żyjemy w dwudziestoleciu międzywojennym. Przez sto lat zmieniło się społeczeństwo, nasza kultura i stosunek obywateli do państwa. Nie można zatem zakładać, że setki tysięcy młodych ludzi pokornie podporządkują swoje życie decyzjom polityków.

Istota problemu tkwi jednak gdzie indziej. Powszechny pobór nie rozwiąże zasadniczych problemów polskiego wojska. Współczesna wojna wymaga wysoko wykwalifikowanych specjalistów i zaawansowanych systemów technicznych: począwszy od obrony powietrznej poprzez łączność, na kryptografii skończywszy. Potrzebujemy także realnej, a nie papierowej obrony cywilnej. Samo zapędzenie dziesiątek czy setek tysięcy ludzi do koszar nowoczesnej armii nie stworzy.

Wojsko Polskie ma ograniczoną bazę szkoleniową. Objęcie obowiązkowym szkoleniem całych roczników wymagałoby tysięcy instruktorów, sprzętu, poligonów, miejsc zakwaterowania i gigantycznych pieniędzy. Łatwo więc wyobrazić sobie sytuację, w której efektem będzie głównie administracyjne pompowanie liczebności rezerw i tworzenie na papierze półmilionowej armii. Tyle, że taka sztucznie napompowana statystyka nie jest żadną miarą rzeczywistej zdolności bojowej państwa.

Żołnierz w wojsku jest i będzie potrzebny. Ale żołnierz przeszkolony, wyposażony i zmotywowany. Bez obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, bez bezzałogowych statków powietrznych i systemów ich zwalczania, bez rozpoznania, łączności i logistyki nie pomoże nam nawet milionowa armia. Dlatego pieniądze przeznaczane na masowy pobór należałoby w pierwszej kolejności skierować na technologie obronne, szkolenie specjalistów i ochronę ludności cywilnej. To prawdziwa lekcja Ukrainy.

Wojna to nie patriotyczny plakat. To śmierć, ciężkie rany, amputacje, kalectwo, trauma całych pokoleń i spustoszenie społeczne. Najważniejszym zadaniem odpowiedzialnego państwa nie jest więc przygotowanie jak największej liczby obywateli do pójścia na wojnę. Jest nim zbudowanie takich zdolności wojskowych i prowadzenie takiej polityki, żeby do tej wojny przede wszystkim nie dopuścić.

Czy to oznacza, że w ogóle powinniśmy zrezygnować z przeszkolenia wojskowego młodzieży, w szczególności młodych mężczyzn? Wręcz przeciwnie. Powinniśmy stworzyć mądry i racjonalny system takiego szkolenia, a następnie stopniowo wdrażać go w życie. Nie po to jednak, aby wyprodukować masę żołnierzy przeznaczonych do wykorzystania, czy wręcz utylizowania, w nie swoich wojnach, lecz po to, by państwo posiadało realną zdolność mobilizacyjną, przydatną również w przypadku klęsk żywiołowych, katastrof naturalnych czy innych poważnych zagrożeń.

Takie szkolenie powinno uczyć nie tylko podstaw wojskowości, ale również dyscypliny, współdziałania, udzielania pierwszej pomocy, reagowania w sytuacjach kryzysowych i odpowiedzialności za innych.

Przemysław Piasta

Lobbiści

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

  Lobbiści    41/2026(795)  

 Na czym polegała wolna konkurencja? Na dostarczaniu na rynek pożądanych produktów, po możliwie najniższej cenie. Przeciwieństwem jest lobbing, który polega po prostu na przekupstwie. Lobbista, może dostarczać badziewie za granty „wyprodukowane” przez anonimowego podatnika, którymi, to grantami, dysponują rządy-nierządy. Tu ważne są układy personalne oparte na dojściu do łapówkarzy na odpowiednim szczeblu. 
       Załóżmy taką sytuację: rząd uznał, że należy dozbroić armię i ogłosił przetarg na produkcję amunicji. Z pośród wielu zgłoszeń rozpatrzmy dwa: producent krajowy z wieloletnim doświadczeniem proponuje dobry, sprawdzony produkt; konkurentem jest firma pracująca dla potencjalnego wroga i lobbing mająca w małym palcu. Kogo wybierze nierząd polski? Oczywiście lobbistę, tak ustawiając przetarg, żeby tylko jego badziewie mogło wygrać. Zyskiem podzieli się z kim trzeba.
       „Demokracja walcząca” walczy właśnie o to, żeby bandytę, który dorobił się majątku na swym procederze, traktować jak lobbistę. Przedmiotem „lobbingu” byłoby odstąpienie od ścigania za przestępstwo. Zaprzyjaźniony z Żurkiem prokurator na pewno potraktowałby życzliwie takiego delikwenta.
       Wracając do podziału na wolną konkurencję i lobbing, to w Unii Europejskiej, ta pierwsza jest na spalonej pozycji. 

======================================

Lalka ladacznica

       ‒ Czy to taka specjalna lalka do profesjonalnej deprawacji dzieci? – zapytał DUCH CZAS.
       ‒ Nie. To jest lalka dla dorosłych, wychowanych w pogardzie dla myślących – odparła Małgorzata.
       ‒ Czyżbyśmy kontynuowali rozmowę o nieszczęsnym serialu?
       ‒ Wiem, że to zabrzmi niewiarygodnie, ale osobiście znam kogoś, komu ta, tak zwana adaptacja „Lalki”, się podoba.
       ‒ De gustibus not disputandum est.
       ‒ Załóżmy.
       ‒ Czyli nachalna reklama zrobiła swoje – stwierdził DUCH CZASU.
       ‒ Myślę, że tu jest głębsze dno. 
       ‒ Właściwym adresatem nie jest rodzimy sztuczny inteligent?
       ‒ Właśnie. Cudzoziemiec oglądający serial powinien nabrać przekonania, że Polacy, to tacy podludzie. Potwierdzać to powinna postać dziewiętnastowiecznej polskiej hrabiny, która klnie jak szewc i nie umie się zachować z klasą.
       ‒ Klasą panującą wówczas – zaznaczył DUCH CZASU – bo obecnie, takie zachowanie „nobilituje”.

Kardynał Gerhard Müller: Tak, Maryja jest Współodkupicielką

Kardynał Gerhard Müller: Tak, Maryja jest Współodkupicielką.

9 października 2026 pch24/kardynal-gerhard-mller-tak-maryja-jest-wspolodkupicielka-oto-dlaczego

Maryja 12.webp

Matka Boża jest Współodkupicielką. Ten tytuł w pełni sprawiedliwie opisuje Jej rolę w Bożym planie zbawienia. Maryja w pełnej wolności wypowiedziała „fiat”, dając w ten sposób wzór doskonałego chrześcijaństwa. Mówił o tym kardynał Gerhard Ludwig Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Kardynał Gerhard Müller opublikował artykuł na temat roli Matki Bożej na włoskim portalu „La Nuova Bussola Quotidiana”. To treść przemówienia, które wygłosił w czwartek 8 października na konferencji międzynarodowej „De Maria numquam satis”, która odbyła się w Rzymie na Augustinianum.

Purpurat rozpoczął od kwestii fundamentalnych, pokazując, jaka jest natura relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. „Bóg niczego nie zyskuje ani nie traci, pozwalając stworzeniom osobowym uczestniczyć w swojej nieskończonej Istocie, swoim Duchu i swojej niewyczerpanej dobroci. Łaska Boża nie wzrasta, im mniej myślimy o człowieku. Jego Majestat nie miażdży nas w proch. Wręcz przeciwnie: Syn, współistotny Ojcu, przyjmuje nasze uniżenie i staje się podobny do nas, ludzi, aż do śmierci na krzyżu, aby wywyższyć nas w swojej osobie ku chwale Boga Ojca. Jego doskonałość objawia się w tym, że stwarza nas bez nas i odkupuje od grzechu pierworodnego i grzechów osobistych czystą łaską” – mówił.

Następnie wskazał, że współpraca człowieka z Bogiem jest najwyższą godnością, jaką Bóg może przekazać ludzkości. „Bóg nie wyklucza nas z dzieła odkupienia, lecz włącza nas, pozwalając nam uczestniczyć i współpracować w dziele odkupienia i udoskonalenia ludzkości we wspólnocie Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ludzka współpraca z Bogiem stanowi zatem najwyższą godność, jaką Bóg może przekazać ludzkości, ponieważ natura, stworzona i pobłogosławiona przez Boga, urzeczywistnia się w duchowych aktach poznania Boga i doskonali się w działaniu moralnym w wolnej przyczynowości” – zaznaczył. 
„Musimy zrozumieć, że współpraca stworzenia w Bożym planie zbawienia jest szczytem naszej ludzkiej godności” – podkreślił dobitnie.

Z tego wypływają konkretne wnioski dla prawdy o Matce Bożej.

„Mariologia jest szczytem antropologii katolickiej i kryterium katolickiej ortodoksji, ponieważ całe odkupienie zależy od tego, czy Bóg udzieli Maryi dignitas causalitatis w urzeczywistnieniu swojej powszechnej woli zbawczej. Akt Wcielenia jest wyłącznym dziełem Boga, ponieważ wieczny Syn Ojca przyjął ludzką naturę z Maryi i uczynił ją trwałą w swojej Boskiej Osobie” – wyjaśnił. 

Jak powiedział, ludzka natura Matki Bożej jest „duchową naturą wolnej osoby”; dlatego Jej „fiat” to nie jest tylko „posłuszne wykonanie rozkazu przełożonego, jak w wojsku”. 

„Bóg objawia wielkość swojej łaski w miłości, która nie przytłacza, lecz przynosi zbawienie, podporządkowując się wolnej zgodzie, „ consensusowi ” stworzenia. Bóg uzależnił wypełnienie swojej zbawczej woli we Wcieleniu, Krzyżu i Zmartwychwstaniu swego Syna od dobrowolnej zgody jednej kobiety, powierzając jej w ten sposób zbawienie całej ludzkości w jej dziewiczym i macierzyńskim sercu” – powiedział kardynał.
„Gdyby zaparła się swego „ Fiat ”, wszyscy bylibyśmy na wieki zgubieni. Lecz Bóg nie ryzykował; wręcz przeciwnie, od wieczności wybrał Maryję, aby stała się Matką swego Syna. I z tego powodu, od pierwszej chwili swego poczęcia, została Ona również zachowana od grzechu pierworodnego dla odkupienia świata przez swego Syna. Zatem Jej dobrowolne „tak” nie było arbitralnym wyborem między dwiema równoważnymi możliwościami, lecz wypełnieniem Jej najczystszej miłości, która jednoczy Ją w oblubieńczym przymierzu z Duchem Świętym, właśnie jako Oblubienicę” – kontynuował.
Właśnie to sprawia, że Matka Boża jest w tak wyjątkowy sposób związana ze zbawczym dziełem Jej Syna.

„Maryja deklaruje gotowość, w wolności urzeczywistnionej przez łaskę, do oddania się na służbę powszechnej woli zbawczej Boga, a tym samym do współpracy w jej historycznym urzeczywistnieniu aż do krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. To ten sam Duch Święty, który dokonał wcielenia Słowa w Jej ciele i w Jej woli, i który w swoim eschatologicznym wylaniu na uczniów Jezusa czyni Maryję Dziewicą, która otrzymuje wszelką łaskę, i Matką wierzących. Z tego powodu Maryja jest w sposób wyjątkowy i istotny związana ze zbawczym dziełem Chrystusa” – powiedział były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.
To z kolei oznacza, że można w pełni sprawiedliwie mówić o współpracy Matki Bożej w dziele Odkupienia.

„Maryja, poprzez swoją konstytutywną współpracę we Wcieleniu, jest nierozerwalnie i ściśle związana z dziełem odkupienia. Jeśli Maryja, swoim „Fiat mihi secundum verbum tuum”, przyczyniła się konstytutywnie do Wcielenia, to obejmuje to również – w imieniu całej ludzkości – Jej współpracę w odkupieniu przez krzyż Jej Syna, obok którego stała i gdzie Jej dusza została przebita mieczem. W istocie, ciało, które wisiało na krzyżu i w którym Chrystus ofiarował się Ojcu dla zbawienia świata, jest tym samym ciałem, które narodziło się z Niej dla zbawienia świata” – wyjaśnił.
Wynika stąd, że tytuł „Współodkupicielka” jest wobec Maryi w pełni adekwatny.

„Kiedy Maryja jest nazywana „współodkupicielką” w katolickiej pobożności i teologii, nie jest to mylące określenie ani entuzjastyczna przesada, lecz prawda obiektywnie zawarta w objawieniu. Tytułu tego nie należy wstrzymywać z powodu jego odrzucenia przez protestantów, którzy, opierając się na swojej doktrynie usprawiedliwienia, rozumieją odkupienie bez dobrowolnego udziału człowieka, a tym samym je minimalizują. Wymaga on wyjaśnienia w ogólnym kontekście bosko-ludzkiego dzieła odkupienia dokonanego przez Chrystusa, Syna Bożego, i Maryję” – zaznaczył.

Źródło: La Nuova Bussola Quotidiana

Marco Rubio: Chrześcijaństwo jest jednym z fundamentów cywilizacji zachodniej

Marco Rubio: Chrześcijaństwo jest jednym z fundamentów cywilizacji zachodniej

9 października 2026 pch24/marco-rubio-chrzescijanstwo-jest-jednym-z-fundamentow-cywilizacji-zachodniej

mid-epa13289268(1).jpg
fot. PAP/EPA/TIAGO PETINGA

Na chrześcijaństwo jako jeden z fundamentów cywilizacji zachodniej wskazał przemawiając 7 października w Atenach sekretarz stanu USA Marco Rubio. Odwołał się do Ewangelii, myśli św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu oraz dziedzictwa kultury europejskiej. Skrytykował też postawę Zachodu, który – jego zdaniem – zaczął wstydzić się własnej historii.

Rozum i wiara u źródeł Zachodu

Rubio przypomniał, że cywilizacja zachodnia wiele zawdzięcza filozofii greckiej, zwłaszcza przekonaniu, że w świecie istnieje ład racjonalny możliwy do poznania przez człowieka. To zaufanie do rozumu przygotowało grunt pod rozwój chrześcijaństwa. – Otworzyło to drogę Ewangelii Jezusa Chrystusa, która znalazła podatny grunt w Europie i rozkwitła w chrześcijaństwie – powiedział sekretarz stanu USA.

Przywołał także św. Augustyna, św. Tomasza z Akwinu i tradycję prawa naturalnego. Wskazał tym samym na znaczenie chrześcijaństwa dla rozumienia historii, wolności, godności człowieka i dobra wspólnego. Myśl Tomasza z Akwinu ukazuje natomiast współdziałanie wiary i rozumu w poszukiwaniu prawdy.

„Zaczęliśmy wstydzić się tego, co czyniło nas wyjątkowymi”

Sekretarz stanu USA zwrócił uwagę na ciągłość między dziedzictwem starożytnej Grecji a chrześcijańską kulturą Europy. Wspomniał o budowniczych katedr w Mediolanie, Kolonii i Florencji, nawiązując do tradycji artystycznej, której wcześniejszym wyrazem był Partenon. – Po ludziach, którzy zbudowali Partenon, przyszli architekci europejskiego chrześcijaństwa – powiedział Rubio.

Przypomniał również świadectwo katolickiech męczenników, w tym św. Tomasza More’a, angielskiego kanclerza straconego w 1535 r. za odmowę uznania zwierzchnictwa króla Henryka VIII nad Kościołem. Jego postawę przedstawił jako przykład wierności sumieniu i prawdzie, nawet w obliczu nacisków władzy politycznej.

Jednym z głównych wątków wystąpienia była krytyka stosunku współczesnych społeczeństw zachodnich do własnej przeszłości. – My, ludzie Zachodu, zaczęliśmy wstydzić się tego, co czyniło nas wyjątkowymi – stwierdził Rubio. Wyraził sprzeciw wobec kultury historycznej winy i przekonywał, że młode pokolenia nie powinny być wychowywane w poczuciu wstydu za własny kraj i jego historię.

Leon XIV: nie można mówić o Europie bez chrześcijaństwa

Do chrześcijańskich korzeni Europy nawiązał również papież Leon XIV podczas wizyty apostolskiej we Francji. – Nie można zatem mówić o Europie, nie wspominając o chrześcijaństwie – powiedział 28 września w Metzu, mieście związanym z Robertem Schumanem, jednym z ojców integracji europejskiej. Papież podkreślił także rolę św. Benedykta i jego mnichów w kształtowaniu europejskiej cywilizacji. – Bez tej monastycznej gleby cywilizacja europejska, jaką znamy, nie istniałaby – zaznaczył.

– Wystąpienia Rubio i Leona XIV różniły się charakterem i kontekstem, ale oba zwracały uwagę na znaczenie chrześcijańskiego dziedzictwa dla rozumienia historii Europy. Sekretarz stanu USA mówił o potrzebie odrzucenia wstydu za własną przeszłość, papież zaś zachęcał Europejczyków do ponownego odkrycia duchowych źródeł ich cywilizacji – komentuje na łamach Tribune Chrétienne Thierry Burtin.

Źródło: KAI / Tribune Chrétienne

Ataki w szkołach? Naprawmy państwo: kara śmierci, pobór, religia

Ataki w szkołach? Naprawmy państwo: kara śmierci, pobór, religia

9 października 2026 Paweł Chmielewski pch24/ataki-w-szkolach-naprawmy-panstwo-kara-smierci-pobor-religia

Lupa capitolina 329u3.jpg
fot. picryl.com

Ataki nastoletnich nożowników w polskich szkołach to kolejny przykład rozpowszechnienia głupoty. Głupota może zakorzeniać się tam, gdzie panuje brak powagi. Brak powagi jest z kolei zakotwiczony w niemoralności.

Polska AD 2026 jest krajem głęboko niemoralnym. Nie chodzi tylko o indywidualne wybory jej mieszkańców, ale przede wszystkim o urządzenia społeczne. Jako wspólnota podjęliśmy decyzję, by nie opierać naszego funkcjonowania na uniwersalnych zasadach moralnych, które wynikają z prawa naturalnego i nauki Kościoła powszechnego. Pozwalamy na to, by życie traktować lekko – a konsekwencją tego podejścia są w konieczny sposób najrozmaitsze plagi.

Trud, którego nie da się uniknąć

Co można zrobić, żeby przywrócić społeczne panowanie powagi? Po pierwsze należy zauważyć, że zadanie jest niezwykle trudne. Wspólnoty polityczne odnoszą sukcesy, jeżeli są oparte na cnotach i mają w sobie ducha poświęcenia. Jeżeli zakorzeni się w nich zgnilizna moralna, a duch poświęcenia zostanie odrzucony, znajdują się na drodze ku przepaści. Czy z tej drogi można w ogóle zawrócić? To wątpliwe, bo ci, którzy prowadzili kraj do katastrofy, są z konieczności zepsuci, więc nie można spodziewać się od nich otrzeźwienia; ci, którzy zostali przez nich wychowani, są podobnie zepsuci. Dlatego w społeczeństwie przegniłym moralnie nie ma silnego podmiotu, który mógłby podjąć strukturalną decyzję o naprawie państwa. Gdyby zresztą nawet taki podmiot się znalazł, z kim miałby pracować? To problemy, które jawią się jako nierozwiązywalne. Nie można jednak się poddawać; to oznaczałoby poddanie się desperacji i beznadziei, które nie są chrześcijańskimi cnotami, ale raczej kolejnym przejawem moralnych plag. Dlatego pomimo przewidywalnych kłopotów na drodze do społecznego odrodzenia, należy próbować.

Kara śmierci

W pierwszej kolejności polska wspólnota powinna przywrócić karę śmierci. To bardzo dobra kara, którą ludzkość stosowała od zawsze, aż do naszych zepsutych moralnie czasów. Kara śmierci przywraca społeczeństwu równowagę, pokazując, że życie ma swoje ostateczności, a niektórych wyborów w żaden sposób nie da się cofnąć. W Polsce – tak jak w innych krajach europejskich – podchodzimy do kar zbyt lekko. Kara długoletniego więzienia może być bardzo dotkliwa dla skazańca, ale nie zawiera w sobie tego samego ładunku powagi, co kara śmierci, bo nie ma waloru ostateczności. Czytelnik mógłby oponować, mówiąc, że kara śmierci funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych, ale nie pomaga to bynajmniej w przywróceniu w tamtym kraju społecznej powagi. To prawda, ale amerykański model kary śmierci jest fałszywy. Amerykanie mogą mieć dobre intuicje, po pierwsze są jednak kulturowymi barbarzyńcami, a po drugie sami zmagają się z panowaniem libertynizmu i nie potrafią przeprowadzić tych intuicji do końca. Kara śmierci musi być stosowana w sposób konkretny – bez długoletnich procesów i oczekiwania. Ten, kto chce w Polsce popełnić ciężkie przestępstwo, jak zabójstwo, musi wiedzieć, że nie uniknie śmierci.

Pobór powszechny

Drugim koniecznym rozwiązaniem jest pobór powszechny. Wcielenie do wojska ma to samo znaczenie, co kara śmierci: przywraca powagę, pokazując na istnienie ostateczności i ograniczeń ludzkiego życia. Kto jest w wojsku, ten wie, że od niego zależą losy ojczyzny; że jako obywatel ma obowiązek jej obrony i że w chwili zagrożenia musi być gotów złożyć swoje życie w ofierze za całą wspólnotę. Jest oczywiste, że pobór powszechny wiąże się z wieloma uciążliwościami; ale cnoty wypracowuje się właśnie pośród uciążliwości, a nie w wygodzie. Dlatego pobór należy przywrócić szybko, nie starając się uprzednio o jakąś niezwykle rozbudowaną infrastrukturę. Młodzi mężczyźni dorastając będą pamiętać, że muszą przygotowywać się duchowo i fizycznie do trudnej próby, jaką będzie służba wojskowa – i że tej próby w żaden sposób nie unikną, o ile nie są poważnie chorzy.

Wolność dla obywateli – ograniczenie social mediów

Kolejnym krokiem jest znaczące ograniczenie dostępności social mediów. Funkcjonowanie tych mediów w obecnym kształcie jest oparte na poronionej idei wolności słowa, która z kolei wywodzi się z rewolucyjnej koncepcji egalitaryzmu. Każdy uważa, że może mówić co chce, bo jest wart dokładnie tyle samo, co inni. To nieprawda, o czym każdego dnia poucza rzeczywistość. Media społecznościowe są rodzajem agory publicznej. Na publicznej agorze nie powinni wypowiadać się ci, którzy nie są obywatelami. Dlatego należy wprowadzić używalność mediów społecznościowych wyłącznie dla obywateli posługujących się własnym imieniem i nazwiskiem. Wyklucza to dzieci i nastolatków oraz konta anonimowe. Należy zlekceważyć jojczenie tych, którzy będą protestować w imię wolności, bo, powtarzam, jest to zwyrodniałe pojęcie wolności. Obywatel nie musi wypowiadać się anonimowo. Każdy człowiek ponosi pełną odpowiedzialność za swoje czyny, a podstawą tej odpowiedzialności jest tożsamość. Nie pozwalamy, by na publicznym placu przemawiał zamaskowany nastolatek; nie pozwalajmy, żeby przemawiał w sieci, bo między jednym a drugim nie ma wcale istotnej różnicy. Nie ma potrzeby „cenzurowania” sieci poprzez nowe narzędzia rządowe, jeżeli taka cenzura ma chronić dzieci. Wystarczy odciąć dzieci od mediów społecznościowych, a dorosłych zobowiązać do wypowiadania się z odkrytą przyłbicą.

Koniec łatwych rozwodów – i życia na kocią łapę

Dalej, konieczne jest ograniczenie plagi rozwodów oraz związków nieformalnych. W Polsce zapanowało idiotyczne przekonanie, że ludzie mogą żyć ze sobą w parach tak, jak im się podoba – zmieniać partnerów jak rękawiczki. W naszej cywilizacji małżeństwo było jednak zawsze traktowane jako rzecz poważna i jako taka, nierozerwalna. Dlatego wspólne życie poza małżeństwem powinno być objęte ostracyzmem społecznym wspomaganym przez stosowne kary. Należy też w znaczący sposób ograniczyć swobodę rozwodów. Jeżeli ktoś mierzy się z problemem przemocy albo alkoholizmu w małżeństwie, ma narzędzie separacji. Rozwody na życzenie są błędem, bo likwidują ostateczny charakter małżeństwa, czyniąc życie lekkim i niepoważnym. Z wielu badań społecznych wiadomo, że rozbite rodziny oraz rodziny oparte na związkach nieformalnych są znacznie bardziej podatne na wylęganie się w nich różnych patologii. Nic dziwnego – środowisko domowe, w którym nawet od strony formalnej podeptano cnoty, z natury rzeczy łatwiej prowadzi do wychowania w nieporządku.

Społeczne panowanie Chrystusa… i odnowa Kościoła

Wreszcie – społeczne panowanie Chrystusa. Życie wspólnoty musi być oparte na konkretnych zasadach etycznych. W naszej cywilizacji takie zasady oferuje wyłącznie jeden podmiot, czyli Kościół katolicki. Dlatego uznanie religii katolickiej za religię państwową jest właściwe i konieczne, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Katolicyzm jako religia państwowa nie wiąże się z ograniczeniem wolności sumienia, bo nie oznacza narzucania wiary tym, którzy nie chcą jej przyjąć. Oznacza, że wspólnota narodowa orientuje się na katolickie prawdy i moralność, czerpiąc z tych źródeł w stanowieniu prawa i urządzaniu całego życia społecznego. Przyjęcie katolicyzmu jako religii państwowej pozwoliłoby na penalizowanie rozmaitych niemoralności, takich jak działalność sekt, promocja pornografii czy okultyzmu. Żeby społeczne panowanie Chrystusa stało się możliwe, proces przywracania powagi musi zostać przeprowadzony również w Kościele katolickim. Przede wszystkim liturgia musi cechować się pobożnością i orientacją na Boga, będąc daleka od groteski ludowego festynu albo spotkania kółka emocjonalnie zaburzonych nastolatków. Doskonałą do tego drogą jest upowszechnienie liturgii w tradycyjnym rycie rzymskim, albo też silne strydentynizowanie nowej liturgii.

Potrzebujemy rzymskiej cnoty powagi

Koniecznych kroków jest oczywiście więcej, wymieniłem tylko kilka, które uważam za najważniejsze. Ujmując rzecz lapidarnie, Polska pilnie potrzebuje przywrócenia klasycznych cnót, wśród których za najważniejszą uważam powagę – czyli rzymską gravitas. Bez przywrócenia tej cnoty będziemy dalej pogrążać się w niemoralności, podążając ku społecznej przepaści. Ktoś może stwierdzić, że to groteskowe narzekanie na upadek obyczajów. Rzut oka na społeczeństwo pokazuje jednak, że tak nie jest: skrajnie niska dzietność, niechęć do obrony własnej ojczyzny, demoralizacja dzieci i nastolatków, dorośli zajmujący się wszystkim, tylko nie religią, państwem i rodziną. Moralna zgnilizna jest faktem i żeby przetrwać jako żywotna wspólnota, trzeba się jej pozbyć.

Przywróćmy Polsce powagę.

Paweł Chmielewski

Prevost chwali “pojednawczy charakter” dokumentu założycielskiego luteranizmu

Prevost chwali

“pojednawczy charakter”

dokumentu założycielskiego

luteranizmu

Date: 8 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/prevost-chwali-pojednawczy-charakter-dokumentu-zalozycielskiego-luteranizmu

Papież zwrócił szczególną uwagę na «Wyznanie Augsburskie» – dokument z 1530 roku, który stał się podstawowym wyznaniem wiary ruchu luterańskiego wikipedia.org/wiki/Wyznanie_augsburskie.

Leon XIV wezwał katolików i luteranów do odzyskania wspólnego dziedzictwa „apostolskiego i przed-wyznaniowego” w drodze „ku pełnej, widzialnej jedności”. press.vatican.va/salastampa/en/bollettino/pubblico

1 października 2026 papież Leon XIV przyjął przedstawicieli Światowej Federacji Luterańskiej w prywatnej bibliotece Pałacu Apostolskiego. Papież stwierdził, że ekumeniczna droga katolików i luteranów powinna zmierzać ku „odnowionej wspólnocie w wierze apostolskiej, w sakramentach i w posługach”. Wśród obecnych byli prezes Światowej Federacji Luterańskiej Henrik Stubkjær oraz kardynał Kurt Koch, prefekt watykańskiej Dykasterii ds. Promowania Jedności Chrześcijan.

„Rok 2030, w którym przypada 500-lecie wyznania augsburskiego, może stać się właśnie taką wspólną chwilą: głębokim doświadczeniem ekumenicznym, które może tchnąć nową energię i radość w nasze działania zmierzające ku pełnej, widzialnej jedności” – powiedział papież Leon.

Papież zwrócił szczególną uwagę na Wyznanie augsburskie, dokument z 1530 roku, który stał się fundamentalnym wyznaniem wiary ruchu luterańskiego. Według papieża jego pierwotnym celem nie było ustanowienie odrębnego wyznania, ale dążenie do pojednania w obrębie Kościoła zachodniego.

„Kiedy 25 czerwca 1530 r. w Augsburgu odczytano Confessio Augustana, jedność Kościoła zachodniego była zagrożona, ale jeszcze nie została zniszczona” – powiedział. Cytując Jana Pawła II, Leon XIV dodał, że jej XVI-wieczni autorzy zamierzali dać świadectwo swojej wierze w „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”.

Leo dodał również, że dopiero później uznano ten dokument za element procesu podziałów związanych z rozłamem wyznaniowym. W perspektywie 500-lecia, które przypada w 2030 roku, stwierdził, że katolicy i luteranie powinni dążyć do odzyskania tego, co nazwał „ekumenicznym potencjałem sprzed rozłamu wyznaniowego”.

„Z całego serca apeluję do wszystkich wierzących, a zwłaszcza do teologów, aby skupili swoje myśli na Chrystusie i Jego Ewangelii” – powiedział papież. Wezwał do powrotu „do wiary wczesnego Kościoła i Ojców Kościoła”, aby na nowo odkryć „apostolskie i przedwyznaniowe dziedzictwo, które prawdziwie jednoczy nas jako braci i siostry w Chrystusie”.

Papież podkreślił również postęp teologiczny osiągnięty w ramach dialogu katolicko-luterańskiego w ostatnich dziesięcioleciach. Jako ważny kamień milowy wymienił Wspólną deklarację w sprawie doktryny usprawiedliwienia, podpisaną w 1999 roku, a także wcześniejsze wspólne dokumenty dotyczące Eucharystii, posługi w Kościele oraz dróg prowadzących do głębszej łączności.

Leon XIV przypomniał wreszcie przemówienie papieża Franciszka wygłoszone w 2021 roku przed Światową Federacją Luterańską, w którym Franciszek opisał ekumenizm jako „drogę łaski”, a nie jako „dyplomację kościelną”.

W 2030 roku minie 500 lat od przedstawienia Wyznania augsburskiego w Augsburgu 25 czerwca 1530 roku. Dopuszczając, że «Wyznanie augsburskie» nie miało na celu podzielenia Kościoła, to mimo to odrzucało ono szereg ważnych doktryn, które już wcześniej zostały oficjalnie zdefiniowane przez Kościół.

!Wyznanie” z 1530 r., sporządzone przez teologa luterańskiego Filipa Melanchtona i przedstawione katolickiemu cesarzowi Karolowi V, miało na celu wykazanie, że jego zwolennicy zajmowali się tym, co postrzegali jako „nadużycia teologiczne i kościelne”, przywracając jednocześnie wiarę i praktyki „wczesnej wspólnoty chrześcijańskiej”.

Owe „nadużycia” stanowiły szereg doktryn i praktyk od dawna obowiązujących w Kościele Katolickim, w tym przyjmowanie Komunii Świętej pod jedną postacią, celibat kapłański, ofiarny charakter Mszy Świętej, tradycyjne rozumienie spowiedzi sakramentalnej i pokuty oraz pewne aspekty relacji między władzą kościelną a świecką.

Odpowiedź Kościoła Katolickiego pojawiła się w postaci „Confutatio Augustana” – szczegółowego opracowania przygotowanego przez teologów papieskich i przedstawionego władzom cesarskim. Dokument ten systematycznie odnosił się do twierdzeń luterańskich i wzywał do przestrzegania pełnego nauczania katolickiego. Wiele kwestii teologicznych poruszonych w tej wymianie poglądów zostało później dokładniej zbadanych przez Sobór Trydencki, który przedstawił ostateczną odpowiedź Kościoła na wyzwania związane z rewolucją protestancką.

Wypowiedź papieża Leona XIV nawiązywała do uwag, które już wcześniej w tym roku zgłosił arcybiskup Flavio Pace, sekretarz Dykasterii ds. Promowania Jedności Chrześcijan. W wywiadzie udzielonym 22 stycznia 2026 r. serwisowi Vatican News z okazji Tygodnia Modlitwy o Jedność Chrześcijan Pace pochwalił „Confessio Augustana”  z 1530 r. jako znaczącą próbę znalezienia wspólnej płaszczyzny porozumienia między katolikami a rodzącym się ruchem protestanckim. Zasugerował już wówczas, że dokument ten “mógłby służyć jako cenny punkt odniesienia dla refleksji ekumenicznej w przededniu jego pięćsetnej rocznicy w 2030 r.”

INFO: lifesitenews./leo-xiv-praises-conciliatory-aim-of-lutheran-founding-document

JOW: Pakt senacki Kaczyńskiego z Tuskiem. Tylko z Braunem prawica ma szansę.

Pakt senacki Kaczyńskiego z Tuskiem.

Tylko z Braunem prawica ma szansę

9.10.2026 Stefan Klopotowski nczas/pakt-senacki-kaczynskiego-z-tuskiem-tylko-z-braunem-prawica-ma-szanse

Donald Tusk z Jarosławem Kaczyńskim. Obrazek ilustracyjny wygenerowany przez AI.
NCZAS.INFO | Donald Tusk z Jarosławem Kaczyńskim.

Jarosław Kaczyński, odrzucając Grzegorza Brauna, oddaje Senat Donaldowi Tuskowi.

To nie wróżba, to matematyka. Policzyła to Fundacja Dobry Rząd w raporcie „Pakt Prezydencki kontra Pakt Senacki” i liczby są bezlitosne. Prezes PiS-u może w kontekście niechęci – a może po prostu strachu? – do lidera „Korony” dalej opowiadać o „sferze cywilizacji”, „jaszczurach” i „granicach nieprzekraczalnych”, ale w stu jednomandatowych okręgach senackich te frazesy znaczą jedno: rozdrobnienie prawicy i walkower dla Koalicji 13 Grudnia.

Wybory do Senatu to nie to samo co do Parlamentu. Tu nie ma d’Hondta, nie ma progów, nie ma list ogólnokrajowych. Tu wygrywa ten, kto w okręgu zbierze najwięcej głosów. Jeden mandat, jeden zwycięzca.

Gdy trzy formacje prawicowe wystawiają trzech kandydatów przeciw jednemu kandydatowi Paktu Senackiego, prawica przegrywa nawet tam, gdzie łącznie ma większość. To elementarna arytmetyka, którą Donald Tusk i Szymon Hołownia zrozumieli już w 2019 i 2023 roku. Dlatego wtedy powstał Pakt Senacki. Dlatego dzisiaj koalicja rządząca nie zamierza go rozwiązywać. A Kaczyński udaje, że tej lekcji nie rozumie.

Raport Dobrego Rządu oparto na wynikach I tury wyborów prezydenckich 2025, skorygowanych o średnie z sondaży i o fakt, że w szerokich koalicjach 1 plus 1 rzadko przekłada się na 2.

Tylko dwa scenariusze na korzyść prawicy

Autorzy raportu rozważyli kilka scenariuszy. Wariant zerowy, czyli start każdej formacji osobno (także Koalicji Obywatelskiej), daje partii Tuska 66 mandatów senackich, a PiS-owi 34. Już na tym etapie widać, kto skorzysta na rozdrobnieniu. Scenariusz pierwszy, czyli powtórka klasycznego Paktu Senackiego przeciw prawicy startującej osobno, jest jeszcze gorszy: Pakt Senacki zgarnia 78 miejsc, PiS zostaje z 22. To nie jest „walka o Polskę”. To kapitulacja. Kolejny wariant to Pakt Prezydencki, czyli PiS plus Konfederacja bez Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, przeciw pełnemu Paktowi Senackiemu. Taki układ daje prawicy zaledwie 36 mandatów. Pakt Senacki ma ich 64. Nawet jeśli obciąć Pakt Senacki do węższego wariantu, Pakt Prezydencki wciąż kończy z wynikiem poniżej 40 mandatów.

Dopiero Pakt Konserwatywno-Narodowy – obejmujący PiS oraz pełną Konfederację (wraz z Koroną Grzegorza Brauna) – daje wynik 48 do 52 (z niewielką przewagą KO i spółki). A gdy po drugiej stronie staje tylko „mały” Pakt Senacki (KO, ale bez części lewicy), szeroka prawica wychodzi na 53 mandaty przeciw 47. Dostaje większość – jedyną większość, jaką prawica może realnie zdobyć w wyborach do Senatu 2027.

Innymi słowy: bez Brauna Senat zostaje u Tuska. Z Braunem prawica ma szansę.

Zakonserwować duopol

Tymczasem Kaczyński wybiera wariant pierwszy i nazywa to obroną cywilizacji. To jest ten sam mechanizm, który od lat pozwala III RP trzymać prawicę w szachu. PiS lubi być jedynym „poważnym” obozem po prawej stronie. Konfederacja ma być dodatkiem, przystawką… Korona – pariasem, z którym nikt się nie liczy. Prezes mówi, że Braun jest „bardzo niebezpieczny”, że „nie mieści się w naszej sferze cywilizacji”, że współpraca byłaby „kompromitująca”.

Tusk przytakuje, kiwa głową… Wie, że bez Brauna Kaczyński i tak nie ma szans, a dla władzy na tzw. prawicy prezes poświęci wszystko. Oba komunikaty służą temu samemu celowi: utrzymać duopol. Zakonserwować go w naftalinie. Jeden straszy „ruskim agentem”, drugi straszy „skrajną prawicą”. Elektorat konserwatywny, katolicki, antyunijny ma się wstydzić własnych poglądów i albo wrócić pod skrzydła Nowogrodzkiej, albo zostać w domu.

Tymczasem to właśnie elektorat Brauna decyduje o tym, czy w dziesiątkach okręgów prawicowy kandydat przebija kandydata KO, PSL i Lewicy. Senat nie wymaga wspólnego rządu, wspólnego programu gospodarczego ani wspólnej polityki zagranicznej. Wymaga tylko tego, by w okręgu X nie stanęło trzech prawicowców przeciw jednemu liberałowi. To nie jest małżeństwo ideowe. To zawieszenie ognia na czas wrzucenia jednej karty do głosowania. Kaczyński nawet tego nie chce. Posłowie prawicy słyszą od polityków PiS-u jasny przekaz: prezes woli mieć o połowę mniej senatorów, niż dopuścić do tego, by własne miejsca w Senacie mieli ludzie Konfederacji, Korony i Rozwoju Plus. To nie strategia. To pycha.

Skutki będą oczywiste. Nawet jeśli w 2027 roku prawica zbierze w Sejmie większość – a sondaże od miesięcy pokazują, że bez Korony ta większość jest krucha albo nieistniejąca – Senat pozostanie zaporą. Ustawy wrócą z poprawkami, nominacje utkną, budżet stanie się przedmiotem szantażu. Prezydent – ktokolwiek nim zostanie – będzie musiał negocjować z izbą, w której rządzi obóz Tuska. To dokładnie ten układ, który od 2023 roku paraliżuje państwo i pozwala koalicji 13 grudnia rządzić mimo słabnącego poparcia. Kaczyński, odrzucając Brauna, ten układ konserwuje.

Tusk może spać spokojnie?

Nie trzeba lubić Grzegorza Brauna, by to zauważyć. Można uważać jego wystąpienia za zbyt ostrożne albo zbyt radykalne, można nie podzielać wszystkich tez Korony. Ordynacja senacka nie pyta o gust. Pyta o sumę głosów w okręgu. Raport Dobrego Rządu nie jest wyrocznią, ale pokazuje kierunek: im szerszy pakt po prawej, tym większa szansa na odbicie izby wyższej. Im bardziej stanowcze weto prezesa z Nowogrodzkiej, tym pewniejszy Senat dla KO, Trzeciej Drogi i Lewicy.

Historia lubi ironię. Ten sam Kaczyński, który kiedyś przysięgał, że z Samoobroną nigdy nie pójdzie, potem rządził z Samoobroną. Dziś przysięga, że z Braunem nie będzie współpracował nigdy, „nawet za cenę pata”. Tymczasem pat w Senacie to nie abstrakcja. To narzędzie w rękach Donalda Tuska: blokada ustaw, blokada reform, blokada rozliczeń. Jeśli prezes PiS-u naprawdę uważa, że Tusk jest zagrożeniem dla Polski, to jego polityka senacka jest polityką samobójczą. Albo – co gorsza – polityką kogoś, kto woli być drugim graczem w starym układzie, niż pierwszym w nowym. Najwyższy czas nazwać rzeczy po imieniu. Odrzucenie Brauna nie jest aktem moralnej czystości. Jest prezentem dla koalicji, która od trzech lat rozmontowuje resztki suwerenności, cenzuruje niewygodne media, udaje walkę z inflacją i tłumaczy Polakom, że „miękkie lądowanie” dla swoich to sprawiedliwość.

Kaczyński może dalej mówić o ratowaniu cywilizacji. Tusk nie musi nawet dziękować. Wystarczy, że w 2027 roku Pakt Senacki znów zgarnie sześćdziesiąt kilka mandatów, a prawica będzie się kłócić, kto komu ukradł trzy punkty procentowe. Senat 2027 nie rozstrzygnie się na konferencjach o „granicach nieprzekraczalnych”. Rozstrzygnie się w okręgach, gdzie jeden wspólny kandydat prawicy może wygrać, a trzech osobnych – przegrać. Fundacja Dobry Rząd te okręgi policzyła. Kaczyński te liczby zignorował. Tusk może spać spokojnie.

Departament Wojny USA przedstawia „Dowództwo Wojny Autonomicznej” (i inne nieuczciwe pomysły)

Departament Wojny przedstawia „Dowództwo Wojny Autonomicznej” (i inne nieuczciwe pomysły)

Symplicjusz simplicius/department-of-war-unveils-autonomous

Kilka dni temu asystent sekretarza wojny ds. kontaktów z opinią publiczną Sean Parnell ogłosił, że Departament Wojny Pete’a Hegsetha tworzy Dowództwo Wojny Autonomicznej, w istocie nowe „dowództwo bojowe” dla sił dronów:

Sean Parnell@ SeanParnellASW

Dziś, na polecenie Sekretarza Hegsetha, Departament Wojny rozpoczyna tworzenie Dowództwa Wojny Autonomicznej. Będzie to nowe, czterogwiazdkowe dowództwo bojowe – z uprawnieniami na poziomie służby – stworzone w celu skalowania zdolności autonomicznych i robotycznych w Siłach Połączonych w…

Szybka reakcja DOW @ DOWResponse.@SECWAR

„Dziś, na moje polecenie, ogłaszamy utworzenie Dowództwa ds. Działań Autonomicznych, czyli AutoWarCom: nowego 4-gwiazdkowego dowództwa bojowego z uprawnieniami na poziomie służby, zbudowanego w celu skalowania autonomicznych i robotycznych możliwości w ramach Połączonych Sił w najszybszej zmianie w czasie pokoju w historii

22:21 · 30 września 2026 · 439 tys. wyświetleń

——————————-

Będzie to nowe, 4-gwiazdkowe dowództwo bojowe – z uprawnieniami na poziomie służby wojskowej – stworzone z myślą o skalowaniu autonomicznych i robotycznych możliwości w ramach Połączonych Sił w najszybszej zmianie czasu pokoju w historii nowoczesnej armii.

Hegseth nazywa nowe dowództwo Dowództwem Wojny Autonomicznej, w skrócie AUTOWARCOM.

Nie byłoby to amerykańskie, gdyby nie miało chwytliwego, korporacyjnego brzmienia.

Dla tych, którzy nie rozumieją znaczenia słowa „SI” w powyższym filmie, przypomnijmy, że w zeszłym tygodniu Trump oficjalnie zmienił nazwę Sztucznej Inteligencji na Superinteligencję, podpisując dekret Białego Domu, w którym błędnie zapisano nazwę jego własnego kraju jako „Stany Zjednoczone”:

I tak, post nadal jest dostępny na oficjalnym koncie:

Biały Dom@ Biały DomPorozumienie Białego Domu w sprawie superwywiadu

15:44 · 30 września 2026 · 24,1 mln wyświetleń


5,88 tys. odpowiedzi · 3,61 tys. udostępnień · 25,3 tys. polubień

============================

Jest rzeczą oczywistą, że dokument podpisała częściowo zagraniczna techno-kabala, która obecnie w istocie rządzi krajem – dla niej nie ma już znaczenia, jak nazywa się ten kraj, jest on niczym więcej niż cyfrowym pastwiskiem dla ich maszyny do pozyskiwania kapitału.

Przypomnijmy, że w ciągu ostatnich dwóch lat lwią część zysków na giełdzie stanowiło zaledwie kilka czołowych firm technologicznych, a około siedem największych odpowiada za niemal połowę obecnej wyceny indeksu S&P 500.

Niepokojące jest to, jak wiele — bez urazy — administracja wkłada w możliwości sztucznej inteligencji (red.: przepraszam odpowiednie władze, autor miał na myśli oficjalną nazwę SI) —

https://truthsocial.com/@realDonaldTrump/posts/117406176604364910

— biorąc pod uwagę, że wychwalana SISI (półinteligentna superinteligencja) nie potrafi wyłapać literówek, takich jak „Stany Zjednoczone”, w oficjalnych dekretach, ani odróżnić szkoły dla dziewcząt od kryjówki terrorystów. Polianistyczny klan Hegseth również nie wydaje się przejmować skutkami wojny z Iranem, zaplanowanej przez Claude’a i AI, która doprowadziła do historycznej porażki strategicznej USA.

W związku z powyższym Departament Wojny ogłosił kolejną, nową, sztandarową inicjatywę o nazwie Projekt Meridian, która ma na celu zaangażowanie Elona Muska i Palmera Luckeya z Anduril w celu wymiany pomysłów i opracowania koncepcji przyszłości wojny, aby lepiej przygotować do niej amerykańskie siły zbrojne.

Informację tę podał serwis Pirate Wires, a oficjalne konto DoW opublikowało następującą wiadomość:

Dyrektor ds. technologii Departamentu Wojny@ DoWCTO

PROJEKT MERIDIAN zapewni transformacyjną wizję, która zapewni amerykańską dominację w każdej przyszłej dziedzinie działań wojennych. Amerykańscy wojownicy będą uzbrojeni w absolutną przewagę technologiczną, ponieważ DZIŚ dysponujemy dalekowzrocznością umysłów o przełomowych poglądach. 🇺🇸

23:23 · 30 września 2026 · 88,6 tys. wyświetleń

————————-

Sekretarz Wojny Pete Hegseth ogłasza dziś Projekt Meridian, którym kierują Elon Musk, Palmer Luckey i były przewodniczący Izby Reprezentantów Newt Gingrich.Projekt, jak podaje Pentagon, będzie badał miejsca przyszłych działań militarnych (np. na Marsie, w Rowie Mariańskim lub gdziekolwiek pomiędzy) oraz nowe technologie, które Departament Wojny musi zakupić, aby wygrać.

Zespół będzie miał ograniczony czas i dostęp do DoW, aby przygotować swój przyszłościowy raport:

Osoby zaznajomione z projektem twierdzą, że szybkość będzie szła w parze z głębokim dostępem do struktur DOW — zespół będzie miał dostęp do ekspertów z obszarów rzadko poddawanych badaniom lub reformom, takich jak społeczność wywiadowcza lub Jednostka Innowacji Obronnych (biuro DOW w Dolinie Krzemowej).

Oczywiście Palmer i Elon nie są politycznymi maniakami ani ekspertami od Pentagonu. Są założycielami. Ich zadaniem jest wizualizacja rozwiązań dla przyszłości wojny –takiej, która może obejmować wszystko, od podziemnych walk (molemaxxing) po broń w przestrzeni okołoksiężycowej.

Będą mieli przy tym znaczną swobodę działania.

Molemaxing. Brzmi naprawdę użytecznie.

W razie gdybyś się martwił, poniższy akapit powinien uspokoić cię w kwestii praktyczności tego najnowszego przedsięwzięcia:

Jeden z urzędników Pentagonu powiedział mi, że Meridian nie skupi się wyłącznie na „rozwiązywaniu problemów związanych ze sztuczną inteligencją, cybernetyką czy kosmosem”. Nie ma obowiązkowych obszarów raportowania; zamiast tego Elon i Palmer mają carte blanche, wraz z innymi ekspertami z sektora prywatnego, na rozważanie tego, co nazywam „dziwnymi rzeczami na wojnę”.Cytując byłego szefa Pentagonu Donalda Rumsfelda, będą badać „nieznane niewiadome” – wykraczając poza znane niedociągnięcia Pentagonu (oprogramowanie, sztuczna inteligencja i produkcja), aby zbadać przyszłe luki w zabezpieczeniach.

Cóż, przynajmniej jest to całkowicie zgodne z ogólnym, studenckim podejściem Hegsetha i „rewolucyjnym” nastawieniem w siłach zbrojnych. Spodziewajcie się usłyszeć więcej błyskotliwych korporacyjnych sloganów, pustych haseł i typowej dla wojska brawury w stylu leetspeak o „etosie wojownika”, „niezrównanej śmiercionośności w różnych dziedzinach” i tym podobnych.

„Amerykanie zawsze osiągali najlepsze wyniki, gdy łączyli swoich najzdolniejszych naukowców, inżynierów i technologów, aby wspólnie rozwiązywać najtrudniejsze problemy bezpieczeństwa narodowego” – powiedział Palmer. „Projekt Meridian właśnie o to chodzi. Razem nie tylko przeanalizujemy toczące się obecnie wojny, ale także poważnie zastanowimy się nad wojnami, na które nie możemy sobie pozwolić w 2030, 2050 i 2100 roku – i nad tym, co Ameryka musi teraz zbudować, aby im zapobiec”.

Cóż, to pocieszające: przyszłość amerykańskiej armii w rękach dwóch ekscentrycznych, boho-playboyów, którzy wymieniają się książkami za bongosy. Skoro to działa w filmach Marvela, dlaczego nie miałoby działać w prawdziwym życiu? Z drugiej strony, będzie można zawrzeć kilka lukratywnych kontraktów rządowych.

W rzeczywistości prawdziwy postęp dokonuje się na froncie, gdzie ludzie bezpośrednio doświadczają wojny. Oto Eric Schmidt, który po raz kolejny podkreśla, że ​​Rosja zdobyła innowacyjną przewagę na Ukrainie:Nie można załadować wideo.

Te najnowsze, dalekowzroczne informacje pochodzą z tej samej administracji i oficjalnego konta DoW, które publikuje tego typu rzeczy, widziane dziś wcześniej:

Dyrektor ds. technologii Departamentu Wojny@ DoWCTO

Wielkie Przebudzenie Kwantowe. ZŁOTY WIEK NAUKI 🇺🇸

18:58 · 8 paź 2026 · 138 tys. wyświetleń

—————————

Kto jeszcze może traktować ten cyrk poważnie? Cały kraj ulega silikonowemu urokowi technokartelu klaunów i oszustów z doliny głupców.

Jeśli chodzi o realne rezultaty, armia amerykańska nie wykazała takiego samego zainteresowania, jak odległymi, teoretycznymi i fantastycznymi aspektami rozwoju uzbrojenia. Miesiąc temu osoba mianowana przez Hegseth odrzuciła nową jednostkę dronów, która miała uczyć się bezpośrednio z doświadczeń zdobytych na miejscu w wojnie na Ukrainie:

https://www.wsj.com/politics/national-security/new-drone-unit-to-be-phased-out-as-hegseths-army-pick-makes-his-mark-ff5f5fc8

W styczniu armia podjęła ważny krok w kierunku przygotowań do przyszłych wojen, tworząc w Europie nowy batalion, którego zadaniem było opanowanie sztuki walki za pomocą dronów i robotów naziemnych.

Pomysł polegał na wyciągnięciu wniosków z konfliktu na Ukrainie, który szaleje za granicami Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, i opracowaniu najnowocześniejszych systemów wojskowych i taktyk, które mogłyby przeciwdziałać zagrożeniu ze strony Rosji.

Jednak szeroko reklamowany batalion dronów szturmowych jest stopniowo wycofywany.Po udziale w dużych ćwiczeniach w Niemczech w sierpniu i wrześniu, jednostka przekaże swoje wnioski armii, aby pokierować przyszłymi eksperymentami, zrezygnuje z roli dronów szturmowych i „ponownie skupi się na swoich podstawowych zadaniach bojowych jako powietrznodesantowy batalion piechoty” – poinformował przedstawiciel armii w oświadczeniu dla „The Wall Street Journal”.

Wygląda na to, że i tak niewiele się nauczyli, biorąc pod uwagę nagranie ze wspólnych ćwiczeń z ubiegłego roku, podczas których ukraińskie drony błyskawicznie rozprawiły się z amerykańskimi jednostkami pancernymi:Nie można załadować wideo.

UKRAINA UCZY AMERYKĘ, JAK BĘDZIE PROWADZIĆ KOLEJNĄ WOJNĘ.

Podczas wspólnych ćwiczeń ukraiński dron zrzuca piłkę tenisową imitującą granat odłamkowy przez otwarty właz bojowego wozu piechoty Bradley, którego załogą są żołnierze amerykańscy.

Członek załogi zdaje się słyszeć drona i sięga do włazu. Piłka uderza go w głowę, odbija się od Bradleya, a on zatrzaskuje właz. W walce zamknąłby granat w środku wraz z załogą.

Bloomberg nie daje się jednak zniechęcić i ogłasza, że ​​NATO planuje „szybko” pokonać Rosję za pomocą dronów i sztucznej inteligencji:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-10-05/projekt-NATO-plan-odparcia-rosyjskiego-ataku-za-pomocą-dronów-i-sztucznej-inteligencji

Najwyższy dowódca wojskowy NATO opracowuje strategię, która ma umożliwić szybkie pokonanie rosyjskiego ataku na wschodnią flankę NATO. Szczególny nacisk zostanie położony na integrację nowych technologii obronnych, takich jak drony i sztuczna inteligencja, z tradycyjnymi środkami walki.

Bloomberg miał dostęp do dokumentu trafnie zatytułowanego „Teoria zwycięstwa” – z silnym naciskiem na „teorię” – w którym opisano, w jaki sposób NATO planuje odpowiedzieć militarnie na zbliżającą się inwazję Rosji na Europę:

Dokument zatytułowany „Teoria zwycięstwa”, który Bloomberg widział w niejawnej wersji, zostanie przedstawiony przez Naczelnego Dowódcę Sił Sojuszniczych NATO w Europie, generała Alexusa Grynkewicha, w Polsce 12 października w czasie wzmożonych napięć między NATO a Rosją.

Według wysokich rangą urzędników i dyplomatów zaznajomionych ze sprawą, ma to na celu wyjaśnienie, jak sojusz poradziłby sobie z ewentualnym wtargnięciem na terytorium NATO. Ostatnio pojawiły się liczne doniesienia, że ​​Moskwa rozważa takie działania.

Ty decydujesz, jak realistycznie brzmi dokument:

Gdyby jednak NATO zostało zaatakowane, zablokowałoby inwazję, wykorzystując połączenie sił lądowych i innych zasobów z Inicjatywy Odstraszania na Wschodniej Flance NATO, koncepcji opartej na tanich dronach, systemach z minimalną liczbą załóg i namierzaniu wspomaganym sztuczną inteligencją.Po uzyskaniu swobody manewru, NATO dążyłoby do zniszczenia wrogich systemów dowodzenia i kontroli, dążąc do szybkiego i przytłaczającego pokonania sił rosyjskich.

Odnosi się wrażenie, że ci ludzie po prostu wyciągają z kapelusza slogany i mają nadzieję, że zabrzmią przekonująco. Naprawdę nie mają pojęcia, jak prowadzić wojnę i prawdopodobnie ich „zaawansowane systemy sztucznej inteligencji” doradziłyby im po prostu, żeby skapitulować, aby uniknąć kompromitacji.

Dziennik „Wall Street Journal” odkrył, że między mrzonkami administracji a rzeczywistością, czyli tym, co jej skostniała baza przemysłowa jest w stanie faktycznie osiągnąć, istnieje ogromna rozbieżność:

https://www.wsj.com/politics/national-security/firmy-obronne-śpieszą-się-ze-wzmocnieniem-produkcji-rakiet-nadchodzi-zbyt-późno-ea6dd7ea

Z powyższego:

W następstwie wojny na Ukrainie, Rada Naukowa Armii – organ doradczy – przeprowadziła badanie dotyczące możliwości zwiększenia produkcji amunicji w przemyśle zbrojeniowym.Rada odkryła, że ​​baza przemysłowa została wyludniona.

„To cud, że mamy cokolwiek, co wybucha” – powiedziała Mackenzie Eaglen, członkini zespołu koordynującego badanie.

Mimo że Tomahawk istnieje od lat 80. XX wieku, nadal jest preferowanym pociskiem manewrującym dalekiego zasięgu przez Stany Zjednoczone i wielu ich sojuszników.

Jednak zamówienia Pentagonu na pociski rakietowe dla fabryki w Tucson spadły w ostatnich latach tak bardzo, że dalsze cięcia groziły zamknięciem linii produkcyjnej Tomahawk. Kontrakty na modernizację starych pocisków rakietowych poprzez doposażenie ich w nowe systemy nawigacyjne pozwoliły utrzymać fabrykę w ruchu.

Twierdzą jednak, że sytuacja powoli się zmienia, a nowe kontrakty rządowe przynoszą „okres rozkwitu”, przynajmniej w produkcji pocisków rakietowych.

Biorąc pod uwagę szokujące odkrycia z „futurystycznej” fabryki w Teksasie, która miała produkować pociski kalibru 155 mm, o której pisaliśmy w poprzednim artykule, możemy pozostać jedynie sceptyczni:

Rewelacja: reklamowana jako „futurystyczna” fabryka w Teksasie nie wyprodukowała ani jednej sztuki naboju 155 mm w ramach mega-klapy MIC

Symplicjusz·15 sie

Rewelacja: reklamowana jako „futurystyczna” fabryka w Teksasie nie wyprodukowała ani jednej sztuki naboju 155 mm w ramach mega-klapy MIC

Agencja ProPublica opublikowała sensacyjny raport na temat szeroko reklamowanej nowej fabryki General Dynamics w Mesquite w Teksasie, która miała znacząco zwiększyć amerykańską produkcję pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm dla Ukrainy i innych krajów.

Przeczytaj całą historię

Ale nie martwcie się, jestem pewien, że sprośni faceci w hawajskich koszulach i nazwiskach jak z źle zlokalizowanej japońskiej gry wideo z lat 90. uratują sytuację swoim niezwykłym geniuszem i zamiłowaniem do „dziwnych rzeczy”.

W końcu w Ameryce Baudrillarda XXI wieku stworzenie pozoru „zwycięstwa” jest ważniejsze niż jego faktyczne osiągnięcie.


Usrael. NAZA. MEM-y IV.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie HUH5l2GXQAAw-HC.jpg

———————————-

————————————-

————————-

————————-

————————————-

—————

————————————————————–

————————

————————–

Po co Polsce tworzy się wizerunek państwa przyfrontowego, przeciwko któremu Rosja „już prowadzi wojnę”

Po co Polsce tworzy się wizerunek państwa przyfrontowego, przeciwko któremu Rosja „już prowadzi wojnę”

Posted by Marucha w dniu 2026-10-08 marucha/po-co-polsce-tworzy-sie-wizerunek-panstwa-przyfrontowego-przeciwko-ktoremu-rosja-juz-prowadzi-wojne

17 września 2026 roku mieszkańcy przygranicznych powiatów wschodniej Polski otrzymali ostrzeżenia o zagrożeniu uderzeniami z powietrza. Na lotniskach w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymano loty, w szkołach ewakuowano uczniów z klas w bezpieczniejsze miejsca, a praca przejść granicznych została wstrzymana. 

Myśliwce polskich Sił Powietrznych poderwały się w powietrze, choć przestrzeń powietrzna kraju nie została naruszona. Podobne sceny stały się w Polsce ostatnio codziennością – kraj ten każdy rosyjski atak na obiekty w zachodniej Ukrainie uznaje za bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa narodowego.

„Wojna hybrydowa” w „szarej strefie”

Tego samego dnia premier Polski Donald Tusk w orędziu wideo do obywateli oświadczył, że Rosja nie musi przekraczać polskiej granicy, ponieważ „już prowadzi wojnę hybrydową”, i wystąpił w Sejmie z ostrzeżeniem o nadchodzących „hybrydowych uderzeniach” Rosji na państwa wspierające Ukrainę.

Tusk przedstawił „najbardziej prawdopodobny scenariusz” na najbliższe miesiące, nazywając późną jesień i zimę najbardziej krytycznym momentem wojny, a incydenty z dronami, dywersje i dezinformację – instrumentami „wojny hybrydowej”.

Celem Rosji, według jego słów, jest między innymi pokazanie, że Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego ma charakter jedynie „teoretyczny, a nie praktyczny”. Wtórował mu, zapominając o sporze międzypartyjnym, prezydent K. Nawrocki, ostrzegając, że „wojna hybrydowa” może być przygotowaniem „do czegoś większego”, i wzywając wiodące siły polityczne do zgody w kwestiach bezpieczeństwa.

Podstawą wystąpienia D. Tuska stał się pewien raport z danymi wywiadowczymi. Jak wkrótce się okazało, oceny te opierały się na informacjach otrzymanych przez ministra-koordynatora służb specjalnych T. Siemoniaka od dyrektora CIA. Dane te przekazano stronie polskiej ustnie, a sam fakt istnienia „raportu CIA” stał się przedmiotem publicznego sporu między rządem a kancelarią prezydenta. Nieprzypadkowa jest też data wystąpienia: odwołanie do 17 września 1939 roku wpisuje sytuację w rozpoznawalne ramy oficjalnej polskiej polityki pamięci, w której Rosja odgrywa rolę nieprzemijającego zagrożenia egzystencjalnego, a Polska – niewinnej ofiary, zdradzonej i opuszczonej przez sojuszników.

Ten epizod wyróżnia również atmosfera, która została wokół niego wytworzona. Zwraca uwagę oficjalny dyskurs, w tym stale obecny i już oswojony termin „wojna hybrydowa” (wojna hybrydowa) w odniesieniu do działań Rosji, który był wielokrotnie krytykowany nawet przez zachodnich ekspertów. Polscy politycy aktywnie posługują się także względnie nowymi pojęciami „szarej strefy” i „działań podprogowych” (działania podprogowe), które w ogólności również opisują domniemane zamiary przeciwnika, a nie rzeczywistą sytuację.

W oficjalnych dokumentach polityki zagranicznej Rosja charakteryzowana jest jako państwo stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Polski nie tylko w przypadku potencjalnej zakrojonej na szeroką skalę agresji wojskowej, ale także na poziomie działań „podprogowych” – zdarzeń formalnie niepodpadających pod definicję agresji, lecz wywierających destabilizujący wpływ.

W przypadku sytuacji „podprogowych” Polska liczy na demonstrację solidarności ze strony graczy regionalnych. Pojęcie „szarej strefy” w polskim dyskursie politycznym nabrało ostatnio charakteru uniwersalnej interpretacji: tłumaczy się nim praktycznie każde zdarzenie, które ma miejsce przy wschodniej granicy. Wykrycie niezidentyfikowanego obiektu, dywersja na kolei czy lot samolotu rozpoznawczego w przestrzeni międzynarodowej – wszystko to interpretowane jest jako element rosyjskiej strategii wojny hybrydowej.

Takie podejście jest wygodne, ponieważ praktycznie nie wymaga dowodów. Jeśli incydent przypisuje się Rosji, potwierdza to istnienie stałego zagrożenia; jeśli przypisanie jest niemożliwe, tłumaczy się to wyrafinowaniem przeciwnika i jego „działaniami podprogowymi”.

Zwracają uwagę również zmiany, które zaszły w retoryce rządowej we wrześniu 2026 roku: od trybu warunkowego „jeśli Rosja napadnie” polskie władze przeszły praktycznie do twierdzącego „Rosja już prowadzi wojnę, tyle że w innej formie”. Część środowiska ekspertów wojskowych, reprezentowana przez emerytowanych generałów i byłych szefów organów bezpieczeństwa, formułuje nową sytuację Polski jeszcze bardziej radykalnie.

W szczególności generał Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, utrzymuje, że nasilone ostatnio incydenty z dronami nie są przypadkowe: „albo Moskwa świadomie kieruje drony i rakiety na terytorium NATO, albo świadomie podejmuje wysokie ryzyko, że tam spadną”. Oba warianty uważa jednak za elementy przemyślanej strategii wojskowej, przybliżającej „presję hybrydową” do granic zastosowania Artykułu 5.

Zagrożenie jako zasób

Militarystyczny alarmizm rozwija się w warunkach rozpoczęcia mobilizacji politycznej elektoratu przed wyborami parlamentarnymi jesienią 2027 roku. Wystąpienie D. Tuska w Sejmie zostało przedstawione właśnie jako apel lidera politycznego do narodu o zjednoczenie w chwili niebezpieczeństwa. Wszelkie siły polityczne, w szczególności osobno wymieniona przez premiera prawicowa konserwatywno-tradycjonalistyczna „Konfederacja”, które krytykują pomoc dla Kijowa lub poddają w wątpliwość skuteczność polskich wydatków obronnych, oskarżane są o działanie na rzecz realizacji „rosyjskiej strategii”.

Efekt skupienia wokół flagi został częściowo osiągnięty. Według danych sondażowych ponad 68% Polaków pod koniec września 2026 roku obawiało się zbrojnej prowokacji ze strony Rosji, co jest wynikiem o osiem punktów wyższym niż w lipcu. [Samospełniające się proroctwa? – admin]

Deklarowane pozostawanie praktycznie „w stanie wojny” ułatwia mobilizację społeczeństwa i legitymizuje wydatki obronne oraz nowe środki nadzwyczajne. Od lipca 2026 roku rozpoczęło się rozmieszczanie nowego komponentu wielobrygadowego w ramach polskiego programu „Tarcza Wschód”, łączącego cztery brygady obrony terytorialnej wzdłuż wschodniej i północno-wschodniej granicy.

Towarzyszy temu zakrojony na szeroką skalę program zakupu nowego uzbrojenia, w szczególności pozyskanie do 2027 roku nawet 288 południowokoreańskich wyrzutni rakietowych K239 Chunmoo, a także umocnienie kolejnych 200 km granicy, w tym pól minowych, co stało się możliwe po wyjściu Polski w lutym 2026 roku z konwencji ottawskiej o zakazie użycia, składowania i produkcji min przeciwpiechotnych.

Takie wzmacnianie sił oznacza, że w regionie skoncentrowano już więcej sił i sprzętu niż kiedykolwiek od zakończenia zimnej wojny, dlatego nawet ograniczony lub niejednoznaczny incydent ma miejsce w bardziej wybuchowej atmosferze niż kilka lat temu.

„Stan nadzwyczajny” usprawiedliwia też kolejne kroki. Pierwszym skutkiem wrześniowej dyskusji stała się zmiana zasad użycia broni w powietrzu. 28 września wiceminister obrony C. Tomczyk ogłosił przejście od identyfikacji wzrokowej celów powietrznych do tak zwanej identyfikacji pozytywnej, pozwalającej pilotowi lub dowódcy operacyjnemu podjąć decyzję o zniszczeniu obiektu na podstawie danych radarowych.

Przy tym, według samego Tomczyka, procedura ta jest zwykle przewidziana dla stanu wojny lub stanu nadzwyczajnego. Tym samym decyzja ta nie tylko zwiększa ryzyko omyłkowego rażenia, ale i normalizuje stosowanie procedur czasu wojny pod pretekstem spodziewanej „możliwości przylotu dronów ze strony Rosji” w czasie pokoju.

Deklaracje o wojnie hybrydowej ze strony Rosji skierowane są również do sojuszników. Z tego punktu widzenia wymowne jest skoordynowane z wystąpieniami Tuska wrześniowe wystąpienie ministra spraw zagranicznych Polski R. Sikorskiego na forum w Kijowie, w którym zaproponował on NATO prowadzenie intensywniejszych ćwiczeń wojskowych w pobliżu obwodu kaliningradzkiego, które odwracałyby uwagę Moskwy od specjalnej operacji wojskowej.

Przede wszystkim ma ono służyć jako sygnał, że Polska, coraz bardziej uchylając się od zwiększania pomocy dla Ukrainy i bezpośredniego angażowania się w konflikt, Kijowa jednak „nie porzuca” i szuka sposobów na ulżenie Siłom Zbrojnym Ukrainy na froncie.

Podobne wypowiedzi pomagają też odwrócić uwagę od trwającego polsko-ukraińskiego konfliktu politycznego. Napięcie między Polską a Ukrainą – zarówno na szczeblu rządowym, jak i społecznym – nabrało w 2026 roku samodzielnego znaczenia. Rozbieżności w sferze polityki historycznej i polityki pamięci, sprzeczności gospodarcze oraz wzrost nastrojów antyukraińskich w polskim społeczeństwie najprawdopodobniej stopniowo doprowadzą do tego, że realne i polityczne wsparcie Ukrainy ze strony Warszawy z czasem stanie się bardziej warunkowe i ograniczone.

Wypowiedzi polskich polityków mają też adresatów na Zachodzie. Propozycja prowadzenia „bardziej agresywnych ćwiczeń” NATO przy granicach Rosji skierowana jest nie tylko do tych, których Warszawa uważa za niezdecydowanych, ale i do tych, którzy zarzucają samej Polsce niewystarczającą wojowniczość wobec Moskwy.

Oczywiste jest, że perspektywie bezpośredniego zaangażowania się w konflikt Warszawa przedkłada dziś zaostrzenie retoryki na poziomie UE i NATO oraz wzmocnienie presji sankcyjnej i politycznej na Moskwę.

Strona polska stara się zatem określić granice swojego udziału w domniemanych wariantach zaangażowania państw europejskich w konflikt, demonstrując gotowość udostępnienia swojej infrastruktury i, jak dotychczas, odgrywania roli poligonu dla ćwiczeń oraz kluczowego hubu logistycznego, ale nie aktywnego uczestnika konfliktu. Dla takiej postawy istnieje wiele przyczyn zewnętrznych i wewnętrznych.

„Twierdza Polska”?

Od 2022 roku Polska stara się ugruntować swoją rolę głównego zaplecza wojskowego i jednocześnie wysuniętego rubieża NATO. W tym roku na obronę przeznaczono rekordowe 201 mld złotych (około 55 mld dolarów) z budżetu państwa i pozabudżetowego Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, co stanowi 4,8% PKB. Polska zmodernizowała siły zbrojne i zintensyfikowała współpracę z USA i Koreą Południową, przeznaczając miliardy na sprzęt wojskowy i umacniając wschodnią granicę. Kluczowym elementem tej strategii są również negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi o utworzeniu stałej amerykańskiej bazy wojskowej w kraju.

Jednak mimo imponującego wyglądu tej „twierdzy Polska” widać w niej już pęknięcia. Ambitne cele przekształcenia się w forpocztę NATO na wschodniej flance napotykają na poważne trudności. Tak więc zwiększanie liczebności wojsk prowadzi do braków kadrowych w pododdziałach, które w niektórych przypadkach stanowią jedynie „puste skorupy”, a polski przemysł zbrojeniowy cierpi na strukturalne słabości, brak zaangażowania w ogólnoeuropejskie projekty przemysłu wojskowego i nie jest w stanie zaspokoić wzmożonego popytu na uzbrojenie.

Ponadto obecna gorączka wojskowa i wysokie tempo przezbrojenia polskiej armii kosztem dostaw uzbrojenia z USA tworzą krytyczną zależność strategiczną od późniejszego serwisowania amerykańskiego sprzętu. Poza tym Waszyngton udziela sojusznikom celowych kredytów z warunkiem zakupu wyłącznie amerykańskiej broni, a sama infrastruktura wojskowa Polski jest od początku standaryzowana pod amerykańskie bazy. Zależność od USA ogranicza możliwości manewru Polski i wyraźnie utrudnia integrację z europejskimi projektami obronnymi.

Kolejnym problemem jest czas. Z powodu znacznej pomocy wojskowej udzielonej Ukrainie polska armia nadal odczuwa braki sprzętowe. Choć nowy sprzęt z USA i Korei Południowej napływa stopniowo, pełna gotowość bojowa zostanie osiągnięta nie wcześniej niż w latach 30. XXI wieku, pod warunkiem potwierdzenia wszystkich porozumień ramowych i dostaw. Wzmacnianie polskiej armii przekształca się zatem w wyścig z czasem, który nadal będzie wymagał znacznych wysiłków i wielokierunkowego wsparcia z zewnątrz.

Kolejnym słabym punktem pozostaje struktura finansowania. Około 35–39% wydatków obronnych pokrywane jest instrumentami Funduszu, którego zadłużenie do końca 2026 roku może osiągnąć 39 mld dolarów, a ciężar spłaty w latach 2027–2031 spadnie na budżet państwa. Innymi słowy, obecny zryw został częściowo pożyczony od następnego rządu, który będzie musiał zmierzyć się również z wysoką inflacją i spowolnieniem dynamiki gospodarczej.

Zwraca uwagę również to, że mimo oficjalnego militarystycznego alarmizmu i wysiłków władz na rzecz militaryzacji społeczeństwa, w latach 2024–2026 w Polsce obserwuje się proces odwrotny – spadek gotowości do obrony ojczyzny. Wyniki sondaży przeprowadzonych we wrześniu 2026 roku pokazują, że w sytuacji zagrożenia wojną jedynie 27% respondentów jest gotowych bronić kraju, a 58,1% – nie.

Przyczynia się do tego w niemałym stopniu zakrojony na szeroką skalę kryzys w stosunkach z głównym sojusznikiem na wschodzie – Kijowem. Później doszły do tego wyraźny spadek wiary w zwycięstwo Ukrainy i rosnący strach przed eskalacją konfliktu, co osłabia abstrakcyjną chęć aktywnego udziału w działaniach bojowych.

Polski dyskurs o „szarej strefie” jest z powodzeniem wykorzystywany przez elity nie tylko do mobilizacji politycznej elektoratu na początku przedwyborczej kampanii parlamentarnej, ale i do realizacji celów polityki zagranicznej. Wizerunek państwa przyfrontowego, przeciwko któremu Rosja „już prowadzi wojnę”, może być skutecznie wykorzystany jednocześnie do pozyskania zachodniego finansowania na potrzeby obronne i do ugruntowania swojej roli w konflikcie ukraińskim.

Niezrozumiałe pozostaje tylko jedno: jeśli celem „wojny hybrydowej” ze strony Rosji, jak twierdzą przedstawiciele Polski, jest destabilizacja polskiego społeczeństwa poprzez stałe poczucie zagrożenia, to czy polskie elity, usilnie transmitujące to odczucie, nie wykonują części pracy za swojego „przeciwnika”?

Maria Pawłowa, RSMD
https://pl.news-front.su

Ukraina: To już koniec – część III (ostatnia)

\

Ukraina: To już koniec – część III (ostatnia)

link do części 1     dakowski.pl/ukraina-to-juz-koniec-czesc-i/

link do części 2    dakowski.pl/ukraina-to-juz-koniec-czesc-ii/

Wojna na wyczerpanie

Kijów

Pożar magazynu w rejonie Kijowa

Kolejnym aspektem konfliktu na Ukrainie, który często umykał uwadze i zrozumieniu zachodnich analityków, jest prawdziwa ‚istota’  putinowskiej specjalnej operacji wojskowej (SOW). Operacja ta zakłada realizację kilku głównych celów, przy czym nadrzędnym jest wyparcie NATO z Ukrainy i zapewnienie Rosji ‚neutralnego’  sąsiada, który nie stanowiłby zagrożenia ani dla samej Rosji, ani dla Rosjan zamieszkujących terytorium Ukrainy. Innymi słowy: Rosja dąży do demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy.

Zachodni analitycy i elity polityczne nieustannie wskazują na to, że Rosja powoli posuwa się naprzód na froncie. Umyka im jednak istota sprawy. Owszem, Putin działa powoli i rozważnie, lecz konflikt ten jest wojną na wyczerpanie, której nie mierzy się zdobyczami terytorialnymi, lecz zdolnością jednej ze stron do zniszczenia potencjału bojowego przeciwnika. Jak opisywał to Clausewitz, chodzi tu o strategię polegającą na wyczerpaniu woli i zdolności przeciwnika do prowadzenia walki.

W wojnie na wyczerpanie o zwycięstwie strony decyduje to, ilu żołnierzy oraz ile broni i sprzętu przeciwnika zdoła ona zniszczyć – zwłaszcza w zestawieniu ze stosunkowo niewielkimi stratami własnymi. Innymi słowy: celem jest demilitaryzacja przeciwnika poprzez eliminację jego sił zbrojnych w skali znacznie przewyższającej własne straty. I biorąc pod uwagę to kryterium, specjalna operacja wojskowa okazała się spektakularnym sukcesem.

Przez cały okres konfliktu Rosja utrzymywała w zakresie strat ‚przewagę’  nad Ukrainą w stosunku 7:1, a nawet 10:1. Relacja ta odzwierciedla miażdżącą przewagę w sile ognia artyleryjskiego, jaką – co przyznają nawet zachodni obserwatorzy – Rosja wniosła do walki. Jak donosił serwis United24  w 2025 roku: „Rosja produkuje miesięcznie około 250 000 pocisków artyleryjskich, co daje rocznie około 3 milionów sztuk. W 2024 roku Rosja wystrzeliwała dziennie około 10 000 pocisków, podczas gdy strona ukraińska oddawała ich zaledwie 2000 – jak przekazał stacji CNN przedstawiciel europejskich służb wywiadowczych”.

Dysproporcja w liczbie ofiar znajduje również odzwierciedlenie w regularnych wymianach ciał poległych żołnierzy. W ostatnich latach stosunek liczby poległych Ukraińców do poległych Rosjan przekazywanych w ramach wymiany między stronami wynosił 34:1, a ostatnio nawet 36:1. Na przykład w lutym 2026 roku Rosja przekazała ciała 1000 ukraińskich żołnierzy, a w zamian Ukraina oddała ciała 35 poległych żołnierzy rosyjskich. W styczniu, w ramach podobnej wymiany, przekazano szczątki 1000 Ukraińców i 36 Rosjan.

Zdjęcie opublikowane 29 stycznia 2026 roku przez Centrum Koordynacyjne ds. Traktowania Jeńców Wojennych. Dwóch pracowników Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża idzie drogą podczas procesu repatriacji

Cztery lata tak zaciętej wojny na wyczerpanie doprowadziły do niemal całkowitego zniszczenia potencjału bojowego Ukrainy. Choć Kijów odmawia podania liczby ofiar, niezależni analitycy szacują, że Ukraina poniosła straty sięgające nawet 3 milionów ludzi.

Magazyn „Military Watch Magazine”  z siedzibą w Korei Południowej podał w 2025 roku, że Ukraina straciła już 1,7 miliona żołnierzy, a tempo tych strat rośnie: „Według dostępnych danych w 2022 roku zginęło lub zaginęło 118 500 żołnierzy, w 2023 roku – 405 400, w 2024 roku – 595 000, a w samym tylko 2025 roku (do tej pory) – 621 000. Potwierdza to narastające od ponad trzech lat sygnały, że skala strat jest ogromna i osiągnęła poziom niemożliwy do udźwignięcia”.

W rzeczywistości Kyryło Budanow, szef biura prezydenta Ukrainy, przyznał w sierpniu 2026 roku, że Ukraina traciła co miesiąc co najmniej 30 000 żołnierzy. „Nie możemy mobilizować mniej niż 30 000 osób miesięcznie. To minimalna liczba niezbędna do utrzymania obecnego stanu” – powiedział Budanow.

Kyryło Budanow, szef biura prezydenta, oświadczył, że Ukraina musi mobilizować co najmniej 30 000 osób miesięcznie, aby zastąpić tych, którzy polegli w walce

Straty Rosji są (stosunkowo) niewielkie

Z kolei zweryfikowane dane o rosyjskich stratach, opublikowane przez serwis Mediazona (część rosyjskiej redakcji brytyjskiej BBC), wskazują na liczbę 259 000 poległych żołnierzy. Ten stosunkowo niski wskaźnik strat dowodzi, że Putin mówił poważnie, deklarując chęć ocalenia życia rosyjskich żołnierzy.

Oczywiście ćwierć miliona rosyjskich ofiar to wciąż ogromne obciążenie, ale mówimy tu o Rosji, która w czasie II wojny światowej straciła 14 MILIONÓW ludzi (a cały ZSRR – 27 milionów). Należy jednak zauważyć, że ostrożna strategia Putina doprowadziła do wojny, która trwa już dłużej niż II wojna światowa. Mimo to ostrożność Putina w końcu przyniesie owoce.

Na tym zdjęciu lotniczym Bachmutu na Ukrainie, wykonanym w kwietniu 2023 roku, widać dym unoszący się nad budynkami. Była to tylko jedna z wielu „maszynek do mielenia mięsa”, w których Rosjanie zabili dosłownie setki tysięcy ukraińskich żołnierzy

Postępy terytorialne trwają w najlepsze

W obliczu ‚nie do zniesienia’  wysokich strat oraz przerwanych lub całkowicie zniszczonych szlaków zaopatrzeniowych i logistycznych, Ukraińcy w tych dwóch ostatnich ‚twierdzach’  Donbasu znaleźli się w rozpaczliwym położeniu i nieuchronnie padną ofiarą niepowstrzymanego rosyjskiego natarcia. Gdy to nastąpi, na drodze rosyjskiej armii do Dniepru i samego Kijowa nie stanie już ‚niemal nic’  (jak stwierdził Rushton). Krótko mówiąc: Ukraina jest bliska upadku. To tylko kwestia czasu.

Wojska rosyjskie posuwają się naprzód, by 24 września 2026 roku w rejonie Dobropolja (w Donbasie) utworzyć kolejny kocioł, w którym znajdą się okrążone siły ukraińskie

Co wydarzy się dalej – i kiedy?

Znawcy konfliktu rosyjsko-ukraińskiego dyskutują obecnie nad tym, co doprowadzi do ostatecznego upadku nazistowskiego reżimu w Kijowie. Czy będzie to niszczycielska wojna powietrzna, która zrujnuje infrastrukturę Kijowa i pozbawi go zdolności do zapewnienia warunków niezbędnych do życia? Czy też będzie to ostateczne rozbicie ukraińskich sił zbrojnych i śmierć owego słynnego ‚ostatniego Ukraińca’ – symbolu granicy, do której zachodni protektorzy Ukrainy obiecali wspierać walkę Kijowa?

Tak czy inaczej, na Ukrainie rozpoczęła się już faza końcowa. Front się załamuje, oddziały są zdemoralizowane, cierpią na braki w zaopatrzeniu i niedożywienie, a na całej długości liczącego 1200 kilometrów frontu znajdują się pod ciągłą presją; tysiące żołnierzy dezerteruje lub poddaje się. Setki tysięcy ukraińskich żołnierzy po prostu porzuciło swoje stanowiska. Ukraińskie miasta są nieustannie ostrzeliwane, a kraj traci zdolność do wytwarzania energii elektrycznej, a nawet wyżywienia własnej ludności: sklepowe półki świecą pustkami.

Puste półki w ukraińskich supermarketach wskutek rosyjskich ataków odwetowych

—————————

Doprowadzenie sprawy do końca na Ukrainie

Nie wiem dokładnie, kiedy nadejdzie koniec, ale nastąpi wkrótce; wówczas Rosja zrealizuje swój drugi priorytetowy cel: denazyfikację. Odbędą się procesy zbrodniarzy wojennych. Rosja najprawdopodobniej przeprowadzi własną wersję procesu norymberskiego, dążąc do wykorzenienia elementów nazistowskich z ukraińskiego społeczeństwa. Jak już wcześniej pisałem, biorąc pod uwagę zakres i głębokość wpływów narodowosocjalistycznych, będzie to gigantyczne przedsięwzięcie – i to nie tylko w odniesieniu do ukraińskiego rządu, ale także szkół i społeczeństwa obywatelskiego.

W lipcu 2025 roku napisałem artykuł zatytułowany „Był sobie kraj zwany Ukrainą…”, w którym przewidywałem upadek i ostateczne, faktyczne zniknięcie narodu ukraińskiego.

Dziadek opowiada wnukom w przyszłości o niemal mitycznym miejscu, które niegdyś nosiło nazwę Ukraina

W tamtym artykule pisałem, że upadek i zniknięcie Ukrainy nastąpią w 2026 roku. Obecnie wydaje się prawdopodobne, że proces ten przeciągnie się do 2027 roku. Nie zdawałem sobie sprawy, z jaką fanatyczną determinacją zachodnie – a zwłaszcza europejskie – elity dążyły i dążą do kontynuowania wojny dosłownie aż do śmierci wspomnianego wcześniej ‚ostatniego Ukraińca’.

W 2021 roku Władimir Putin określił oderwanie Ukrainy od Rosji, wymuszone przez te siły Zachodu, mianem „wielkiego wspólnego nieszczęścia i tragedii”. Prędzej czy później – a prawdopodobnie raczej prędzej – tragedia ta zmierzać będzie do swego nieuniknionego i godnego ubolewania finału, jakim stanie się rozpad narodu ukraińskiego.

uncutnews.ch/ukraine-das-ist-das-ende

Napisał: EuroYankee

Opracował: Zygmunt Białas

======================

link do części 1     dakowski.pl/ukraina-to-juz-koniec-czesc-i/

link do części 2    dakowski.pl/ukraina-to-juz-koniec-czesc-ii/

Fatamorgana “Flamingo”

Fatamorgana “Flamingo”

Date: 8 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire./fatamorgana-flamingo

Iluzje są niezwykle niebezpieczne, ponieważ funkcjonują jak uzależniający narkotyk, któremu ulegają, tj. w który wierzą także mainstreamowi pusher, tj. ci, którzy owe iluzje tworzą i rozpowszechniają; skutek jest taki, że z czasem nie zauważają, iż ich opowieściom co tylko nadano finał.

W tych dniach, z Polski nadeszła „świetna wiadomość”, że Ukraińcy dopracowują nową wersję Flamingo, znanego również jako FP-5 – pocisku, który ma rzekomo być dwukrotnie potężniejszy od amerykańskiego Tomahawka, a także charakteryzować się większą prędkością i zasięgiem. W rzeczywistości, „Flamingo” – który w w świecie fantazji miał trafić do produkcji seryjnej –  został użyte jedynie dwa razy w roku 2025, a potem przepadł bez śladu. Rosjanie nazwali go „Hlamingo”, od rosyjskiego słowa „Хлам”, oznaczającego śmieci.

Zabawne jest to, że informacja o nowej wersji owej rakiety pojawia się w momencie, gdy firma Fire Point – czyli jej producent – została całkowicie zniszczona, co widać na załączonym filmie (patrz INFO poniżej). https://en.wikipedia.org/wiki/Fire_Point_(Ukrainian_firm)

https://en.wikipedia.org/wiki/FP-5_Flamingo

=========================================

Krótko mówiąc, im bardziej nasilają się upokorzenia militarne – szczególnie dotkliwe teraz, gdy Rosja zmieniła taktykę i jest zdecydowana zadać Ukrainie ciężki cios (prawdopodobnie także po to, by okazać silny sprzeciw wobec Zełenskiego, a tym samym wobec NATO) – tym bardziej nasilają się mrzonki i narracje, które służą jako ostatnia deska ratunku, by przetrwać ów trudny okres, a także przekonać samych siebie, że w końcu nie jest aż tak źle.

Wygląda to jak jeden z tych niekończących się scenariuszy filmowych z Hollywood, w których ludzi potrąconych przez ciężarówkę, postrzelonych lub dźgniętych nożem pyta się: „Wszystko w porządku?”

INFO – VIDEO: ilsimplicissimus2.com/2026/10/08/miraggio-flamingo

………

Rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły atak na zakład „Kijowska Fabryka Kartonu i Papieru”, który służył jako zakład produkcyjny i magazynowy dla pocisków manewrujących FP-5 „Flamingo” oraz ich komponentów

MOSKWA, 7 października 2026. /TASS/. Siły rosyjskie przeprowadziły w nocy potężny atak, uderzając w zakłady przemysłowe produkujące pociski „Flamingo” i drony w Kijowie oraz w sześciu regionach Ukrainy – poinformowało w środę rosyjskie Ministerstwo Obrony.

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje dotyczące tych ataków.

Oświadczenie Ministerstwa Obrony

– Siły zbrojne Rosji przeprowadziły potężny atak przy użyciu precyzyjnie kierowanych pocisków wystrzelonych z lądu, morza i powietrza oraz bezzałogowych statków powietrznych (UAV), uderzając w ukraińskie cele – poinformowało Ministerstwo Obrony.

– Według ministerstwa w wyniku ataku uderzono w ukraińskie obiekty przemysłu zbrojeniowego zajmujące się produkcją i magazynowaniem pocisków manewrujących „Flamingo” oraz bezzałogowych statków powietrznych dalekiego i średniego zasięgu dla firmy „Fire Point” w Kijowie oraz w obwodach kijowskim, czernihowskim, kirowogradzkim, dniepropetrowskim, połtawskim i charkowskim.

– Ponadto siły rosyjskie zaatakowały infrastrukturę portową i stoczniową w obwodzie odeskim oraz jednostki pływające wykorzystywane przez armię ukraińską.

Rosyjskie siły zbrojne zaatakowały statek do przewozu ładunków suchych z zaopatrzeniem dla sił ukraińskich w porcie Jużny w obwodzie odeskim, wykorzystując drony Geran-4 Seeker – poinformowało Ministerstwo Obrony, publikując nagranie z ataku.

– Siły rosyjskie zaatakowały również magazyn paliw i smarów w porcie Czernomorsk w obwodzie odeskim, wykorzystując drony Geran.

Trafione cele

– Ministerstwo Obrony poinformowało później, że siły rosyjskie uderzyły w zakład przemysłowy „Smart Ammunition”, zajmujący się montażem i magazynowaniem pocisków manewrujących FP-5 „Flamingo”, pocisków taktycznych FP-9 oraz ich komponentów w Kijowie.

– Wojska rosyjskie uderzyły również w zakład „Kijowska Fabryka Kartonu i Papieru”, który służył jako zakład produkcyjny i magazynowy dla pocisków manewrujących FP-5 „Flamingo” oraz ich komponentów w miejscowości Obuchow w obwodzie kijowskim.

– Ponadto w miejscowości Priluki w obwodzie czernihowskim trafiono zakład przemysłowy „Trading House Plastmas-Priluki”, który produkował i przechowywał komponenty do pocisków manewrujących FP-5 „Flamingo”.

– W miejscowości Aleksandria w obwodzie kirowogradzkim został zbombardowany zakład należący do Grupy Aleksandria, skupiającej przedsiębiorstwa przemysłowe zajmujące się produkcją komponentów do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego i średniego zasięgu, w tym dronów stało-płatowych.

– Siły rosyjskie uderzyły również w zakład przemysłu rakietowego i kosmicznego należący do Państwowego Związku Produkcyjnego „Zakład Maszynowy im. O.M. Makarowa w Jużnym”, który produkował, przechowywał i dostarczał armii ukraińskiej pociski manewrujące FP-5 „Flamingo”, a także drony dalekiego i średniego zasięgu typu FP-1 i FP-2, w mieście Dniepr w obwodzie dniepropetrowskim.

– Ponadto w mieście Kremenczug w obwodzie połtawskim uderzono w fabrykę „AvtoKrAZ”, gdzie produkowano i przechowywano transportery-montowniki-wyrzutnie do pocisków manewrujących FP-5 „Flamingo”.

– Siły rosyjskie zaatakowały również fabrykę tytoniową JTI Ukraine w mieście Kremenczug, gdzie na liniach produkcyjnych wytwarzano amunicję do broni strzeleckiej dla armii ukraińskiej.

– Co więcej, armia rosyjska zbombardowała zakład mechaniczny w miejscowości Lozowaja w obwodzie charkowskim, gdzie montowano i przechowywano pociski manewrujące FP-5 „Flamingo” oraz ich komponenty. (…)

INFO: tass.com/politics

Tusko-prawdy… MEM-y II.

——————————————

———————————–

————————-

—————————————-

—————————————————–

——————————————–

—————————————————————–

—————————————-

—————————

————————————–