Zdjęcie na początku tego tekstu przypomina, że wojny na Ukrainie i w Iranie niekoniecznie są odrębnymi konfliktami. Stany Zjednoczone pozostają w centrum obu konfliktów i istnieje ryzyko ich rozprzestrzenienia. Moim zdaniem, sobotni atak ukraińskich dronów na irański statek na Morzu Kaspijskim był desperacką próbą Zełenskiego, by przypodobać się Donaldowi Trumpowi i pokazać swoją gotowość do poświęcenia kolejnych Ukraińców w wojnie, która nie ma nic wspólnego z Ukrainą. Jak widać na powyższym zdjęciu z podpisem, Iran podobno przygotowuje się do ataku na Ukrainę jednym lub dwoma pociskami. Moim zdaniem, jeśli to się stanie, Iran zaatakuje cele w Odessie.
Tymczasem docierają do nas sygnały, że Pakistan i Katar pracują nad reaktywacją nieistniejącego już porozumienia. Najnowsze doniesienia z Interfaxu dają pewne podstawy:
Jak podajeChannel 13, powołując się na dobrze poinformowane źródło,Benjamin Netanjahu poinformował ministrów swojego gabinetu, że Stany Zjednoczone nalegają na wycofanie wojsk izraelskich z Syrii, Libanu i Strefy Gazy.
Według źródła stacji telewizyjnej, Waszyngton jest zainteresowany przeprowadzeniem przez Siły Obronne Izraela „serii wycofań” na trzech frontach, nie sprecyzowano jednak, czy chodzi o całkowite, czy częściowe wycofanie wojsk.
To wskazuje, że Irańczycy domagają się, jako warunku wstępnego wznowienia porozumienia, przestrzegania pierwszego paragrafu nieaktywnego obecnie porozumienia, czyli wycofania Izraela z Libanu i Strefy Gazy. Chociaż Bibi upiera się, że będzie stanowczo sprzeciwiał się Trumpowi, zależność Izraela od USA w zakresie importu niezbędnego oleju napędowego i paliwa lotniczego daje Trumpowi decydującą przewagę nad Netanjahu i Izraelem.
Jak już wspomniałem w poprzednim artykule, Stany Zjednoczone borykają się z ciągłym niedoborem precyzyjnych pocisków rakietowych i narastającym kryzysem gospodarczym, wynikającym z niedoborów oleju napędowego i paliw lotniczych z powodu braku ciężkiej ropy naftowej. Jak dotąd, czerpiąc ze Strategicznych Rezerw Ropy Naftowej, administracja Trumpa zdołała opóźnić szoki gospodarcze spowodowane gwałtownym wzrostem cen spowodowanym odcięciem dostaw ropy z Zatoki Perskiej.
Trump niechętnie przyznaje, że Stany Zjednoczone nie mogą użyć siły militarnej, aby zmusić Iran do ustąpienia pod naciskiem USA. Jednak ostrzeżenia Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów – generała Dana Caine’a – i admirała Coopera z CENTCOM dotyczące ograniczeń amerykańskiej potęgi i potencjalnego niedoboru kluczowych systemów uzbrojenia, które mogą być potrzebne przeciwko Chinom lub Rosji, odegrały kluczową rolę w przekonaniu Trumpa do przywrócenia porozumienia.
Do poniedziałkowego południa powinienem mieć więcej jasności w tej sprawie, a najnowsze informacje na temat Protokołu Przejściowego omówię jutro po południu.
Nima i ja rozmawialiśmy o dylemacie Arabii Saudyjskiej, który pojawi się, jeśli spróbuje ona zaostrzyć konflikt przeciwko Huti:
Mario dowiedział się, że Evian pisane od tyłu to Naive . Omówiliśmy konsekwencje wyczerpywania się amerykańskich zapasów pocisków precyzyjnych:
Wracamy do Pytora Kurzina, który podobnie jak ja jest całkowicie zdumiony schizofreniczną polityką Trumpa wobec Iranu:
Na koniec Sulaiman i ja odbyliśmy ożywioną dyskusję na temat tego, czy Iran postąpił nierozsądnie, ponownie angażując USA w negocjacje:
Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie. Nie pobieram opłat abonamentowych ani nie akceptuję reklam. Chcę, aby treści były dostępne dla wszystkich zainteresowanych poruszanymi przeze mnie tematami. Jeśli jednak chcesz przekazać darowiznę, skorzystaj z tego linku .
Przygłupy w Kijowie zorganizowały w Kijowe wystawę nowych technik zabijania, które Ukraina chce eksportować na cały świat. O wystawie ogłaszali nawet w zachodnich gazetach. Rosjanie nie musieli nawet namierzać wystawy. Posłali na wystawę rakietę niczym Ukraińcy na Przewodów.
Niszczycielski rosyjski atak rakietowy uderzył w tę imponującą «wystawę technologii obronnych i dronów» w Kijowie, w wyniku czego zginęły dziesiątki osób, a setki zostało rannych. Wśród zabitych i rannych są Polacy, ale wojenna cenzura w okupowanej Polsce nie pozwala o tym informować. Precyzyjny atak Rosjan uderzył w obiekt, w którym zgromadziło się tysiące ludzi; przedstawicieli sił zbrojnych, inżynierowie i dziennikarze. Organizatorzy nie uwzględnili poważnego zagrożenia związane z organizacją publicznych wystaw wojennych w stolicy Ukrainy.
«Dzisiaj w obwodzie kijowskim panuje żałoba po ofiarach rosyjskiego ataku z 24 lipca. Kondolencje dla rodzin zabitych i przyjaciół! Są setki rannych. Lekarze walczą o wszystkich. Szybkiego powrotu do zdrowia dla wszystkich poszkodowanych! To kolejna, straszliwa zbrodnia wojenna Federacji Rosyjskiej. Wróg uderzył specjalnie, gdy w Kijowie przebywały delegacje zagraniczne. To celowy akt terroru» – czytamy w ukraińskich mediach.
Tak, do Kijowa przybyły liczne delegacje zagraniczne. Ukraińskie drony robią furorę. Według Ukrainy to celowy akt terroru. Naprawdę nie przewidywali ryzyka? Na co liczyły władze Ukrainy prowokując ten atak? Europa miała odpowiedzieć atakiem na Moskwę za śmierć Europejczyków? Zgładzić wreszcie gada Putina nuklearnym atakiem na Rosję? Czy w czasie Wojny na pełną skalę organizatorzy takich wydarzeń i osoby je zatwierdzające nie ponoszą osobistej i państwowej odpowiedzialności za śmierć ludzi? Czy odpowiedzialnym za zabitych i rannych nie jest sam reżim Zełenskiego?
Bezpieczeństwo powinno być zagwarantowane na najwyższym poziomie. Jeśli tak się nie jest, to nie powinno być wydarzenia!!! O bezpieczeństwo zadbano tu, jak o lotnisko w Smoleńsku w 2010? To niestety nie pierwsza lekcja i na pewno nie będzie ostatnią. «Wieczna pamięć zmarłym» – czytamy we wpisie Kyryła Budanowa, szefa administracji Zełenskiego. Sława herojam upa! Może wezmą ich do mauzoleum UPA i ich trumny postawią obok Bandery?
«W kontekście wojny na pełną skalę organizatorzy takich wydarzeń i ci, którzy je zatwierdzają, muszą ponosić osobistą odpowiedzialność za ludzi» – miał powiedzieć Budanow o rosyjskim ataku 24 lipca na wystawę dronów w obwodzie kijowskim. Myślę, że wszystkim Europejczykom funduje się podobne bezpieczeństwo.
Oczywiście najbardziej bezpieczni mogą czuć się Polacy. Milionowa Bundeswehra i milionowa Ukraińska Ochotnicza Armia zapewnią bezpieczeństwo obywatelom naszym, jak w 1939, jak 1943 i 1944. Mamy bezpieczeństwo gwarantowane!!! Heroje UPA i SS Galizien nam je gwarantują!!!
[2026.Przypominam dla kolejnej młodzieży. Cywilizacja globalistów musi paść niedługo, bo jest zaplanowana, sztuczna. A ostateczny, spektakularny Upadek będzie po przyjściu Chrystusa. Ale nas, maluszków interesuje osobiście ten pierwszy Upadek. Przyczyńmy się do niego. md]
Mirosław Dakowski 2016
Spektakularnie rośnie potęga władców świata. Rośnie coraz szybciej. Posiadają miliardy miliardów [przy takich kwotach jest zupełnie obojętne, czy to dolary, czy złote]. Już nie muszą to być dziesiątki czy setki ton złota, choć, jeśli można takie ilości metalu wywieźć z Libii po zamordowaniu jej władcy, czy z Ukrainy po wygnaniu jej władcy, to tym też nie pogardzają. Te miliardy miliardów mnożą się, jak króliki Lejzorka Rojtszwanca z powieści Ehrenburga. To nic, że jedynie w świecie wirtualnym i to w najpotężniejszych i najszybszych komputerach banksterów. Przekłada się to przecież na potęgę przemysłową i militarną. I co najważniejsze, poprzez media – na potęgę ideologiczną. Nowe postępowe mikro-paradygmaty potęguje się do mini-paradygmatów, potem do paradygmatów i wreszcie przekształca w nowe, obowiązujące już wszystkich, dogmaty. Wolność, tolerancja, wartości europejskie, humanitaryzm, humanizm, światła, tysiąc światełek tak promowanych przez masonów- prezydentów Stanów Zjednoczonych.
Już blisko, na horyzoncie, są Stany Zjednoczone Świata. Już czekają na Męża Opatrznościowego Świata. Już powstała Nowa Cywilizacja Człowieka, Ona zwycięża, Ona zwycięży. Nazwijmy ją roboczo GLOB. Ta demonstracja Potęgi oddziałuje na psychikę. Część jej ofiar ugina się uznając, że już wałczyć przeciw – nie da się, nie można. A część przekonuje siebie, że popieranie się opłaci. Zmiany następują we wszystkich dziedzinach. Wymienię tylko kilka. – Rewolucja etyczna, obalenie Dekalogu (tak to nazywają..) i zastąpienie go regułami nowymi, postępowymi. Dotyczy to każdego z 10-ciu przykazań. Przykładów jest tyle, że każdy może je dopowiedzieć. – (R-)ewolucja pojęcia prawdy, rozmycie kryteriów jej poznania, a nawet zwątpienie w możliwość i potrzebę jej szukania i opierania się na niej. Przecież mamy post-modernizm! – Wzrost bogactwa i silne rozwarstwienie dobrobytu. Bogacenie się uznano za główny motor postępu i dowód na wielkość człowieka. – Szybki wzrost rekordów sportowych przy jednoczesnym postępującym cherłactwie zwykłych ludzi, głównie osób siedzących przed komputerem, a szczególnie dzieci i młodych ludzi. – Radykalna zmiana znaczenia pojęć towarzyszy tym przemianom. Np. inwestowanie przestało znaczyć budowanie, tworzenie dóbr trwałych, a stało się spekulacją, wyścigiem w oszukiwaniu innych – i to w dodatku w świecie wirtualnym, ale z konsekwencjami w świecie realnym. Porównajmy pojęcie „rodzina” przed wiekiem – i teraz… – Szczególnie głębokie są zmiany znaczenia abstraktów. Porównajmy (jeśli jeszcze potrafimy), co znaczyły przed stu laty i obecnie pojęcia takie, jak miłość, człowiek, dobro, wolność, prawo (-a), szybkość, jakość, fundamentalizm. I setki innych. W dziedzinie religijnej znikły z powszechnego użycia np. słowa: grzech, modlitwa, piekło. Niedawno jacyś postępowi chrześcijanie przegłosowali nie-istnienie czyśćca. W katolicyzmie pojawiła się demokracja i głosowanie w sprawach pojęć podstawowych, objawionych, a także wiedzy naturalnej. Niedawno Patryk Buchanan w USA napisał: „Odeszli Adam i Ewa, wkroczyło „Krysia ma dwie mamy”. Odeszły obrazy Chrystusa wstępującego do Nieba, w zamian pojawiły się obrazy ukazujące człekokształtnych przechodzących z Homo erectus. Odeszła Wielkanoc, nadszedł Dzień Ziemi. Odeszło biblijne nauczanie o niemoralnej istocie homoseksualizmu, wkroczyli homoseksualiści nauczający o niemoralności tzw. homofobii. Odeszły przykazania, wkroczyły prezerwatywy”.
Cywilizacje według Konecznego Wciskają nam to wszystko w sto lat po genialnym sformułowaniu nauki o cywilizacjach Feliksa Koniecznego. Jego definicje są ciągle mało znane, mało cytowane. Przerażają i mierżą one samozwańcze t.zw. Autorytety z grona tajnych związków. Sprecyzował on: Cywilizacjajest to metoda ustroju życia zbiorowego. Czyli – są to metody i zasady, według których buduje się życie społeczności, życie narodów. Konieczny wyróżnił pięć (i tylko pięć) pojęć charakteryzujących cywilizację (quincunx, czyli pięciokształt). Cywilizacje krystalizują się wokół następujących pojęć: Stosunek do prawdy, do dobra (to w dziedzinie duchowej), dobrobytu, zdrowia (sprawy materialne) oraz stosunek do piękna – w obu dziedzinach, ducha i materii. Na podstawie stosunku do tych pojęć cywilizacje odróżniają się od innych. FK wyróżnił w obecnym świecie siedem cywilizacji: turańska (mongolska, obozowa, z wodzem czy carem na czele), arabska (nie Islamu, bo nie jest cywilizacją sakralną), chińska (jest wraz z żydowską najstarsza, ale bez tendencji uniwersalistycznych), bramińska (głównie na terenie Indii, sakralna), żydowska (sakralna, ale o dążeniach globalnych; wg. niej Tora to objawione Prawo), bizantyńska (na bazie imperium wschodnio-rzymskiego), łacińska (powstała na pniu cywilizacji rzymskiej i religii katolickiej). zytelnika nie znającego tych terminów odsyłam do materiałów zamieszczonych na stronie Dakowski.pl w dziale Koneczny. [dodaję w grudniu 2021: To jest dostępne w Archiwum.] Dla nas obecnie najważniejsza jest następująca konstatacja Konecznego: Wbrew twierdzeniom hegeliańskich niedouków nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Wskazują na to m.inn. wielowiekowe usiłowania, zawsze kończące się klęską. Syntezy różnych cywilizacji są niemożliwe. Różni genialni przywódcy usiłowali tworzyć cywilizacje sztuczne, wydumane; Aleksander zwany wielkim, Hitler i Lenin (z Marksem w tle), by podać pseudonimy czy nazwy największych zbrodniarzy (dodać Napoleona!). Zamiast syntez zawsze powstawały stany a-cywilizacyjne, stany bierności, czy (genialne sformułowanie Feliksa Konecznego) kołobłędu i latrocinium maximum(rabunek totalny i brak moralności, powiedzielibyśmy dziś). Drugi ważny wniosek. Ponieważ wśród ludzi należących do różnych cywilizacji stosunek do każdego z pięciu elementów quincunxa jest różny, niemożliwe jest powstanie cywilizacji planetarnej, która byłaby mieszanką elementów tych cywilizacji. W tym sensie np. uogólniona moralność ludzka jest zbiorem pustym. Jeśli planetę opanuje jedna cywilizacja, będzie to jedna z wymienionych siedmiu cywilizacji, lub inna, nowa. Na pewno nie będzie to cywilizacja – „synteza wybranych najlepszych cech dotychczasowych cywilizacyj”, czyli cywilizacja synkretyczna.
Porównanie GLOB z cywilizacjami istniejącymi Czy powstająca obecnie cywilizacja globalistyczna (nazwijmy ja roboczo GLOB) jest cywilizacją w sensie FK? Jeśli tak, to czy może być kandydatką na cywilizację planetarną? Rozważmy to według kryterium pięciokształtu (quincunx). Tworzona cywilizacja jest cywilizacją laicką, ignorującą wolę Boga. Nie nazwiemy jej jednak tym mianem, choćby dlatego, że skrót (CL) mylony może być z cywilizacją łacińską (CŁ). Zostańmy przy roboczej nazwie Cywilizacja GLOB. Struktury budowane w USA i UE są to jedynie odmiany planów globalistów. Porównajmy cechy planowanej i budowanej [dużym kosztem, tak materialnym, jak i duchowym], cywilizacji (GLOB) z dotychczasowymi siedmioma cywilizacjami, szczególnie z cywilizacją łacińską. 1. Stosunek do prawdy. Fundamentem CŁ jest pewność, że prawda jest jedna. Dla katolików, którzy stworzyli CŁ, Prawdą jest Chrystus. Fundamentem filozoficznym CŁ jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Wszelkie poszukiwania prawdy w sprawach cząstkowych są uzasadnione, potrzebne i mogą być skuteczne. To przeświadczenie umożliwiło powstanie nauki, szczególnie stało się fundamentem nauk ścisłych. Zastosowano metodę analityczną, czyli oparcie się na doświadczeniu i logicznym wnioskowaniu. Nauki ścisłe rozwinęły się wśród scholastyków średniowiecza, a zapoczątkowały je odkrycia fizyków Buridana i Nicolas d’Oresme. Inne cywilizacje mają może słabiej (i inaczej) ukształtowane pojęcie podstaw i źródeł prawdy. Ale mają. Natomiast GLOB, idąc za post- modernistycznymi prądami, neguje potrzebę precyzyjnego pojmowania prawdy. Każdy ma swoją rację, prawda jest względna, lub zależy od punktu widzenia/siedzenia, od bogactwa zresztą itp. To upraszczające slogany oddające stosunek konstruktorów GLOB do prawdy. To podejście jest więc przeciwieństwem podejścia CŁ. 2. Dobro. Podobnie rozmyte, niejednoznaczne i zróżnicowane jest podejście propagatorów GLOB do dobra. Uzasadniają, że nowoczesny człowiek ma swój własny zespół wartości, że Dekalog był może dobry dla pastuchów dwa tysiące lat temu, ale my, ludzi nowocześni, wykuwający przyszłość (świetlaną, chciałoby się dopowiedzieć) jesteśmy ponad więzy Dekalogu czy ponad marzycielstwo mitycznego źródła ewangelii, Jezusa. Zresztą był on dobrym człowiekiem, może (jak uważa część wielbicieli nowych religii) awatarem Kriszny, czy jednym z wizjonerów ludzkości. Obok innych, oczywiście.. Itp. Zamiast uniwersalnej kategorii dobra występuje darwinizm społeczny, dobro określane przez każdego dla samego siebie (ew. dla swoich – to już ich szczyty altruizmu). 3. Zdrowie W cywilizacji rzymskiej, potem łacińskiej, najprostszą maksymą było i jest w zdrowym ciele zdrowy duch. Zdrowie jest więc środkiem do rozwoju człowieka. W GLOB zaś zdrowie, a również uroda, są CelemOstatecznym. Stąd inwazja chemicznych panaceum (po zbójeckich cenach, często setki a nawet tysiące razy wyższych od kosztu produkcji). Stąd dyktatura firm kosmetycznych, czy sztucznie generowana moda na chirurgię plastyczną. Miraż stworzenia bożka czy bogini. Dla bogatych – miraż długowieczności czy klonowania. Rynek narządów pobranych z ofiar terroru w Czeczenii, Meksyku, czy ustrzelonych (na zamówienie) w Strefie Gazy, lub z więźniów w konc-łagrach w Chinach, jest już rynkiem pół-legalnym w Europie Zach., czy USA. Doskonała jakość, umiarkowane ceny. W modnych restauracjach we Francji (np.w Marsylii) serwuje się dania z „ludziny”, podobno import z Chin. [Znajomi krzyczą” „Nie uwierzę!” . A to –fakt] „Prawo” do zabijania ludzi nienarodzonych wprowadziła dopiero władza bolszewicka (Lenin i Zw. Sowiecki, 18 XI 1920r.) i władza nacjonał -socjalistów (Kanclerz Niemiec A. Hitler, 1933r). Teraz staje się ono niezbywalnym prawem kobiety, promowanym w krajach neo-cywilizacji. Widzimy hegeliańską logikę syntezy: zabijać miliony ludzi w imię praw człowieka, czy etyki humanizmu. Ostatnio (czerwiec 2016) juz jawnie uzasadniono otwieranie UE na migrantów z Azji i Afryki celami eugenicznymi; „Nowa krew” dla Europy. [por.: Rasizm eurokratów – zbrodnią przeciw ludzkości. ] 4. Dobrobyt Zbadajmy stosunek neo-cywilizacji (GLOB) do następnego elementu quincunxa, tj. do dobrobytu. W cywilizacji łacińskiej celem w tej dziedzinie jest dobrobyt większości rodzin (ale nie jest to Cel Najwyższy). Pożądany jest też szeroki rozkład dochodów z jednym maksimum przy dochodach średnich. Realizowanym celem i skutkiem GLOB (przy użyciu darwinizmu społecznego) jest ogromna rozpiętość dochodów osobników (nie rodzin!); rozkład ten ma dwa maksima: przy bardzo niskich dochodach (nędza) oraz przy bardzo wysokich (członkowie grup nieformalnych czy tajnych, członkowie mafii, finansiści-aferzyści). 5. Piękno. W odróżnieniu od cywilizacji istniejących, a szczególnie od cywilizacji łacińskiej, GLOBpromuje brzydotę i ohydę tak w dziedzinie materialnej, a też w dziedzinie duchowej (filmy, plastyka, szczególnie malarstwo, architektura, muzyka). Wszędzie tu dominuje też fascynacja złem (a często jawny satanizm) połączona z fascynacją brzydotą. W dziedzinie rodziny: CŁ jest cywilizacją monogamii, cywilizacja arabska – głównie poligamii, cywilizacja chińska semi-poligamii. We wszystkich cywilizacjach sprawy rodziny są jednak uregulowane prawnie. W GLOB podmiotem jest osobnik, indywiduum. A normą – podnoszenie jego prawa (raczej jego widzimisię) do statusu decydującego. Trwa więc intensywna propaganda re- definicji rodziny, by włączyć w nią związki zboczeńców, np. pederastów, są też już (formalnie udane!) próby włączenia również pedofilów. We wszystkich istniejących cywilizacjach zboczenia, jeśli nawet są tolerowane, są traktowane jako anomalie, a nie norma. Przyczyną tego jest prawo naturalne, a w łacińskiej i żydowskiej dodatkowo, a ściślej głównie – Objawienie. Cywilizacja GLOB jest pierwszą próbą odwrócenia celów Natury czy naturalnych celów człowieka. Jest zdecydowanie inna od wszystkich dotychczasowych. Czy GLOB jest więc nową cywilizacją? Przytoczone wyrywkowo przykłady, jak i wiele innych, tak w dziedzinie quincunxa, jak i prawa spadkowego, rodzinnego, czy nawet podejścia do logiki, wskazują na zupełną wyjątkowość tak mocno promowanej cywilizacji. Nie jest ona wynikiem tendencji i nurtów naturalnych, lecz wynikiem realizacji PLANU. Jest wymyślona. W każdej z najważniejszych dziedzin charakteryzujących cywilizacje stoi przy wartościach przeciwnych do cywilizacji łacińskiej. Stoi przy jej anty-wartościach. Sprawy różnic w podejściu do prawdy pokazuje obrazek: W normalnej szkółce początkowej Jaś, nawet najgłupszy, po paru dniach nauki wie (na zawsze), że 2*2=4. W szkole czy parlamencie UE Wysokie Komisje zbierają poglądy na ten temat. Jeśli na przykład grupa scjentologów czy satanistów (to przecież ważne poglądy mniejszości, należy im się szacunek) dojdzie do wniosku, że w obecnych warunkach 2*2 to chyba 7, zaś Światowy Ruch Lesbijek uchwali, że 2*2 to ok. 5, to Wysoka Komisja na IV posiedzeniu wybiera Radę Mędrców, której szefem zostaje dentysta, ale kopulant Pani Komisarz (np. pani Edith Cresson- autentyczne). Rada debatuje, uchwala, że w czasie przewodniczenia Poronii w UE akceptowalne wartość 2*2 będzie 6. A członkowie Rady każą sobie przelać na konto wysokie honoraria. Z naszych pieniędzy. Co gorsze – do ich decyzji musimy się stosować pod groźbą kar. W dziedzinie prawdy: GLOB boi się uznania, że Chrystus i Jego nauka jest fundamentem cywilizacji europejskiej. A nasi, tj. polscy kompromitanci (nowotwór od kompromis; może: „kompromisie”?? ) żebrali, by w dokumencie tworzącym UE choć wspomniano, że w Europie były pewne korzenie chrześcijańskie. I nawet ta prośba budzi furię Władz Unii. Prawo naturalne jest uznawane za przestarzałe, a narzucone prawa GLOB są z nim sprzeczne. Dotyczy to tak własności, jak prawa małżeńskiego czy rodzinnego. Szczególnie zaś wychowania i nauki dzieci. W każdej z dziedzin quincunxa i w istotnych dziedzinach prawa, GLOB jest nie tylko różna od pozostałych siedmiu cywilizacji. Nie jest – do czego pretenduje – nową, syntetyczną cywilizacją harmonijnie łączącą osiągnięcia ludzkości, humanizmu i postępu. Taka jest niemożliwa. Rozumie to każdy, kto stosuje kryteria rozumu i reguły logiki. GLOB jest ściśle przeciwna normom CŁ. Jest więc jej anty-cywilizacją. Ojciec św. Jan Paweł II mówił o cywilizacji śmierci. Nie znał niestety dorobku Feliksa Konecznego, nie mógł więc przeanalizować tego zjawiska czy procesu krok po kroku, według kryteriów quincunxa. Ani według metod podanych przez św. Tomasza z Akwinu. Ale mówił i ostrzegał właśnie przed tą sztuczną „cywilizacją” t.zw. „humanistów” GLOB jest tworem sztucznym, wydumanym. Podobna jest w tym do cywilizacji zadekretowanej przez Aleksandra po podbojach w Azji w IV wieku przed Chrystusem. Jeśli CŁ jest opartą o Objawienie Jezusa Chrystusa, to GLOB jest, jak widzimy, opartą o anty-zasady. Jest więc konstrukcją Anty-chrysta. Z tych dwóch przyczyn: sztuczna i anty-chrystowa, budowana cywilizacja nie ma żadnych logicznych i realnych szans na powstanie i przetrwanie. Zawali się niedługo pod własnym ciężarem. Chcemy, by ta potworna katastrofa nie pogrzebała pod sobą Polski i Polaków. Mamy więc obowiązek aktywnie przeciwstawiać się wprowadzaniu tego nowotworu w życie. Na którymś za spotkań z uporem zadawano mi pytanie: „Ale co będzie, jeśli jednak GLOB zwycięży?”Wykręcałem się, argumentowałem, jak wyżej. Dopiero noc koszmarów wymusiła na mnie odpowiedź na to pytanie sobie i Czytelnikom. Brzmi ona:
PIEKŁO.
Oczywiście jest to odpowiedź demagogiczna, sprowadzająca pytanie do absurdu: Wiemy, że piekło można sobie osobiście wybrać, bo mamy wolną wolę. Ale w skali świata mamy zapewnienie o Bożej opiece. Konkretnie też o tym, że [bezwarunkowo !] nastąpi poświęcenie Rosji przez Papieża, która się wtedy nawróci [tj. oczywiście na jedyną prawdziwą wiarę – katolicyzm, nie jest to przewidywanie zwycięstwa synkretyzmu!] i wtedy nastąpi „jakiś czas pokoju”.
Nasze zadanie więc : – spowodować Intronizację Jezusa Chrystusa przez władze świeckie i kościelne na Króla Polski – i modlić się, by wreszcie nastał Papież katolik, odważny, który wypełni prośbę – żądanie Matki Bożej o poświęcenie Jej Rosji. Obroni nas Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, jeśli pokornie sięgniemy [choć 10- 15 % Polaków] po broń niezawodną – Różaniec. Przypomnijmy sobie Muret czy Lepanto! ======================================= 15.06.2016. Mirosław Dakowski [wygłoszę wg. tego tekstu, ale zapewne mniej, na pewno inaczej. MD]VIII Kongres dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla, Gdańsk 18 czerwca 2016r. [to z Archiwum]
Szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi w ostrych słowach skrytykował atak Ukrainy na irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim. Jak stwierdził, był to atak na zlecenie Izraela w celu wciągnięcia Europy do wojny z Rosją, a samego Wołodymyra Zełeńskiego określił mianem „darmozjada z Kijowa”. Zapowiedział też, że śmierć marynarza w ukraińskim ataku nie może pozostać bez odpowiedzi.
Aragczi w ostrych słowach zareagował na ukraiński atak na irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim. Jeden z marynarzy zginął w wyniku ukraińskiej agresji.
„Zełeński zaatakował irański statek handlowy, zabijając marynarza. To rażące naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych, dokonane na polecenie Izraela, aby wciągnąć Europę do jego wojny” – napisał szef irańskiego MSZ.
Dodał, że informował o zdarzeniu z wysoką przedstawiciel UE ds. spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kają Kallas oraz z szefem MSZ Rosji Siergiejem Ławrowem. W rozmowach „jasno stwierdził”, że „to, co zrobił darmozjad z Kijowa, NIE MOŻE POZOSTAĆ BEZ ODPOWIEDZI”.
Teheran uznał wcześniejszy atak za naruszenie prawa międzynarodowego i akt agresji. Władze Iranu wezwały UE, Radę Bezpieczeństwa ONZ i pozostałe państwa ONZ do potępienia działań Ukrainy.
MSZ Iranu podkreśliło, że nie zawaha się chronić swoich interesów i bezpieczeństwa. Przywołano prawo do samoobrony.
Ukraina przekonywała, że jej siły zaatakowały na Morzu Kaspijskim statki wykorzystywane do transportowania ładunków wojskowych między Iranem a Rosją. Wśród nich miały być statki objęte sankcjami, które zaopatrują rosyjską armię.
Save Europe Act jest pierwszą patriotyczną Europejską Inicjatywą Obywatelską.
Pomóż zebrać milion podpisów i zmusić Brukselę do działania.
“My, narody Europy, motywowani głęboką miłością i poczuciem odpowiedzialności za nasze narody, potomków i wspólną cywilizację, zwracamy się do Komisji Europejskiej. Uznajemy, że rdzenni mieszkańcy Europy, którzy tworzą etniczne, kulturowe i językowe wspólnoty państw stowarzyszonych, posiadają niezbywalne prawo do zachowania swojej zbiorowej tożsamości, dziedzictwa i sposobu życia, które są zakorzenione w zasadach suwerenności narodowej i samostanowienia”.
Akt skupia się na kompleksowej zmianie paradygmatu polityki migracyjnej
Moratorium: natychmiastowe wstrzymanie niekontrolowanego rozpatrywania wniosków o azyl Remigracja: ustanowienie skutecznych mechanizmów powrotu Eliminacja czynników przyciągających: przejście ze świadczeń pieniężnych na świadczenia rzeczowe oraz zabezpieczenie granic zewnętrznych Ocalenie naszej kultury: uznanie ludów, kultury i religii Europy za fundament jej państw, a tym samym zachowanie ciągłości etniczno-kulturowej.
Mateusz Morawiecki w telewizji Republika próbował odcinać się od swoich decyzji w czasie Wielkiej Histerii.
Próbował zwalić winę za wszelkie absurdalne decyzje – w tym zamykanie cmentarzy – na kierownictwo PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Twierdził też, że sprzeciwiał się przymusowi szprycowania Polaków.
– Polityka covidowa. Czyj to był pomysł? – zapytał prowadzący program.
Morawiecki odpowiedział bez wahania.
– To był w ogromnym stopniu pomysł całego kierownictwa PiS. Główne rzeczy były tam omawiane. A na rządowym zespole zarządzania kryzysowego oczywiście był pan prezes – powiedział były premier.
– Miał bardzo radykalne, antycovidowe stanowisko, wszyscy o tym wiedzą – twierdził Morawiecki.
– Kiedy była kwestia, jak pan pamięta może, czy szczepienia [chodzi o szprycowanie nieprzebadanym wówczas preparatem, błędnie nazywanym „szczepionką” – red. nczas] mają być obowiązkowe, to rada medyczna rzuciła papierami, ponieważ ja się na to nie zgodziłem, osobiście się na to nie zgodziłem, żeby szczepienia dla wszystkich były obowiązkowe. A pani Anna Kwiecień zaproponowała wysłuchanie publiczne w sprawie tej ustawy, która wiadomo, jak była wtedy nazywana. I dzięki temu wysłuchaniu, dzięki działaniom pani poseł Anny Kwiecień i moim w dużym stopniu nie doszło do tego, że te szczepienia były obowiązkowe – przekonywał Mateusz Morawiecki.
Twierdził też, że była „taka grupa” w kierownictwie „bardzo mocno do tego dążąca”.
– Ale ja nie ujawniam tych szczegółów. Chyba, że moi adwersarze polityczni się posuną… – mówił, na co przerwał prowadzący program.
– A tak z ciekawości, np. decyzja o zamykaniu cmentarzy, decyzja o zamykaniu lasów. Kto rekomendował albo kto wprowadzał? Bo ja przyjmuję tę pańską narrację, że Konfederacja zaczęła rosnąć po przegranych chociaż wygranych przez was wyborach w 2023 roku. Niemniej jednak Konfederacja bazowała i bazuje dziś na tym, że „PiS się wtedy myliło, Morawiecki się mylił, a myśmy mieli rację”. I można było inaczej z tą gospodarką działać… – mówił prowadzący, na co próbował wtrącić się były premier.
– No chwila, chwila. Dwie rzeczy tutaj… – wtrącił.
– … ale skoro sami zainteresowani tak mówią, to chyba wiedzą, co mówią? – dokończył prowadzący rozmowę pracownik sakiewiczówki.
– Ale oczywiście, ja z całą pewnością nie jestem żadnym ulubieńcem tamtych formacji, ja niczego takiego nie powiedziałem. Ja tylko powiedziałem, że wiem, jak się zwycięża z Donaldem Tuskiem, bo do tego doprowadziłem i wiem, jak się rządzi. Bo wystarczy popatrzeć sobie na wskaźniki produktywności, eksportu, deficytu budżetowego, długu publicznego, różne parametry wzrostu dochodu Polaków, wzrostu pensji Polaków. A to jest najważniejsze – wyliczał Morawiecki.
Należy zaznaczyć, że dochody i pensje rosły przede wszystkim urzędnikom i partyjniakom. Uczciwie pracujący Polacy mieli coraz gorszą sytuację.
– W związku z tym mogę powiedzieć: Tak, tamte decyzje zapadały w ścisłym kierownictwie: Kierownictwie rządu, kierownictwie politycznym. I wiemy doskonale, kto wówczas kolektywnie podejmował decyzje – zapewnił Morawiecki.
Tak więc prościej mówiąc, „co złego, to nie my, tylko Kaczyński”.
„Morawiecki odcinający się od polityki covidowej, od rady medycznej, którą sam powołał, i od absurdalnych zakazów, które sam wdrażał, to kolejny, osiągalny tylko dla nielicznych poziom hipokryzji” – skomentował na X Marek Tucholski.
Zaznaczył, że wierzy, iż „nie tylko on w PiS-ie chciał zamordyzmu, że Jarosław Kaczyński i kierownictwo PiS-u również”.
„Ale to on podejmował decyzje, które kosztowały Polaków pieniądze, zdrowie, a nierzadko także życie” – podsumował Marek Tucholski.
Nie pomogły dotychczasowe protesty opinii publicznej. Wójt Gminy Gietrzwałd Jan Kasprowicz przedkłada właśnie Radzie Gminy do uchwalenia plan ogólny, w którym 250 hektarów terenów gminnych jest przewidzianych do zabudowy potężnymi magazynami, firmami przemysłowymi i elektrowniami słonecznymi. Przewodniczący Rady Gminy Kamil Kowalczyk zwołuje sesję na czwartek 30 lipca na godz. 10.
======================
Przypomnijmy
Walka o zachowanie sakralnego charakteru Gietrzwałdu, miejscowości, w której w 1877 roku od 27 czerwca do 16 września prawie 200 razy objawiała się Matka Boża, trwa od 4 lat. Rok temu w czerwcu po 3-letniej batalii z budowy w Gietrzwałdzie ogromnego centrum dystrybucji odpadów wycofał się „Lidl”. Niewiele to dało, gdyż gmina w ramach prac nad planem ogólnym miejscowości podtrzymuje zamiar budowy w tym miejscu kolejnego, nawet większego magazynu lub składowiska, a dodatkowo planuje na innych gietrzwałdzkich terenach możliwość ulokowania podobnych inwestycji o łącznym rozmiarze prawie 250 hektarów.
Gmina, zobowiązana przepisami ustawy, dwukrotnie zorganizowała konsultacje społeczne projektu planu. Wzięły w nich udział setki osób, osobiście lub składając uwagi na piśmie. Uwagi pisemne przesłało około 1500 osób. Uwzględniono nieliczne. Cała ta akcja „konsultacyjna” ma charakter pozorny. Degradacja Gietrzwałdu w postaci zmiany charakteru pięknej miejscowości pielgrzymkowej i turystycznej na prostacką zonę przemysłową z halami logistycznymi, hurtowniami, zakładami przemysłowymi i infrastrukturą w postaci m.in. dróg dojazdowych dla setek ciężarówek, jest główną ambicją wójta.
Poniżej uwagi do planu przedłożone przez Komitet Obrony Gietrzwałdu z jego przewodniczącym Jackiem Wiąckiem:
UZASADNIENIE UWAG DO VI PROJEKTU PLANU OGÓLNEGO GMINY GIETRZWAŁD
Niniejsza uwaga dotyczy VI projektu Planu Ogólnego Gminy Gietrzwałd, poddanego ponownym konsultacjom społecznym. Projekt dotyczy miejsca o wyjątkowym znaczeniu religijnym, historycznym, kulturowym, krajobrazowym i pielgrzymkowym. Gietrzwałd nie jest zwykłą miejscowością podmiejską ani neutralnym terenem inwestycyjnym. Jest miejscem jedynych w Polsce i jednym z zaledwie kilkunastu na świecie objawień maryjnych uznanych przez Kościół katolicki, w debacie publicznej wskazywanym także jako jedno z 12 takich miejsc na świecie.
Z tego względu ochrona Gietrzwałdu nie jest wyłącznie sprawą właścicieli działek ani samych mieszkańców gminy. Głos w sprawie przyszłości tego miejsca mają także pielgrzymi, wierni, organizacje społeczne oraz wszyscy Polacy, dla których Gietrzwałd stanowi część dziedzictwa religijnego, historycznego i narodowego. Mieszkańcy nie są pomijani; przeciwnie, ich interes powinien być chroniony razem z interesem osób przybywających do Gietrzwałdu z całej Polski.
Nie można zgodzić się z bagatelizowaniem planu ogólnego jako dokumentu „tylko ogólnego”. Ogólność planu dotyczy poziomu szczegółowości, a nie jego znaczenia prawnego. Plan ogólny jest aktem prawa miejscowego i nadrzędnym aktem planowania przestrzennego w gminie. To na jego podstawie będą następnie oceniane i konkretyzowane miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego oraz decyzje o warunkach zabudowy, a w dalszej kolejności konkretne procesy inwestycyjne, w tym decyzje środowiskowe i pozwolenia na budowę. Wpisanie funkcji magazynowej, składowej albo energetycznej w planie ogólnym nie jest więc neutralnym zapisem technicznym, lecz stworzeniem ram prawnych dla późniejszej realizacji takich funkcji.
Plan ogólny nie jest dokumentem przyjmowanym na krótki okres próbny. Po wejściu w życie będzie obowiązywał do czasu jego zmiany albo uchylenia, a zmiana wymaga ponownego uruchomienia procedury planistycznej. Błędne lub nieproporcjonalne wpisy dokonane obecnie mogą przez długie lata, a nawet przez całe dziesięciolecia, determinować rozwój Gietrzwałdu. W przypadku miejscowości takiej jak Gietrzwałd jedna błędna decyzja planistyczna może na dekady, a nawet na ćwierć wieku, przesądzić o utracie pielgrzymkowego, krajobrazowego i narodowego charakteru miejsca.
Plan ogólny powinien być również spójny ze Strategią Rozwoju Gminy Gietrzwałd na lata 2025-2035 oraz z deklarowanym kierunkiem rozwoju gminy opartym na walorach przyrodniczych, historycznych, turystycznych i kulturowych. Industrializacja najbliższego otoczenia Gietrzwałdu i Naglad, dopuszczanie hal, magazynów, składów, wielkopowierzchniowych utwardzeń oraz funkcji energetycznych przy Sanktuarium nie jest racjonalnym rozwinięciem takiej strategii.
Wnoszę o wykreślenie profilu dodatkowego „teren elektrowni słonecznej” ustalonego dla strefy 59SU. Żądanie to dotyczy tego profilu niezależnie od tego, czy został on wpisany na błoniach, na terenie zabudowanym Sanktuarium, czy w jakiejkolwiek innej części obszaru sanktuaryjnego. Problemem jest sama planistyczna furtka dla funkcji elektrowni słonecznej w obrębie przestrzeni sakralnej.
Strefa 59SU obejmuje obszar bezpośrednio związany z Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, Bazyliką Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, Kapliczką Objawień, Źródełkiem Maryjnym oraz zapleczem sanktuaryjnym. Nie jest to teren techniczny ani przemysłowy. To przestrzeń modlitwy, pielgrzymowania, Drogi Krzyżowej, uroczystości religijnych i szczególnej pamięci narodowej. W takim miejscu nie powinno się dopuszczać profilu funkcjonalnego „teren elektrowni słonecznej”.
Nie rozwiązuje problemu samo przepisanie lub przeniesienie profilu fotowoltaicznego z błoni gietrzwałdzkich na teren zabudowany Sanktuarium, jeżeli profil i jego skutki planistyczne pozostają bez zmiany. Jeżeli pierwotnie wskazywano, że fotowoltaika na błoniach była pomyłką albo elementem problematycznym, to przesunięcie oznaczenia w inne miejsce obszaru sanktuaryjnego nie usuwa istoty problemu. Żądamy wykreślenia tego profilu, a nie jego przestawienia.
Publicznie podano wypowiedź ks. Przemysława Sobonia CRL: „Nie planujemy budowy elektrowni słonecznej, ale nie wykluczamy zastosowania odnawialnych źródeł energii na budynkach sanktuarium np. panele fotowoltaiczne na dachu budynków.” Publicznie podano także wypowiedź Wójta Gminy Gietrzwałd Jana Kasprowicza: „Kto przy zdrowych zmysłach postawiłby farmę fotowoltaiczną przy źródełku? Co najwyżej można by zainstalować mały panel do oświetlenia figury Matki Bożej czy kapliczki”. Obie wypowiedzi wskazują na zupełnie inną skalę niż formalny profil „teren elektrowni słonecznej” wpisany w projekcie planu ogólnego.
Zgodnie z wyjaśnieniami Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, instalowanie urządzeń fotowoltaicznych o mocy zainstalowanej elektrycznej nie większej niż 150 kW nie wymaga decyzji o pozwoleniu na budowę ani zgłoszenia, a przepis obejmuje zamierzenie inwestycyjne jako całość, w tym fundamenty, stelaże i montaż. Oznacza to, że jeden panel do oświetlenia figury albo kapliczki nie wymaga wpisywania w planie ogólnym profilu „teren elektrowni słonecznej”. Nie wymagają tego również zwykłe panele dachowe na budynkach, jeżeli są realizowane w granicach właściwych przepisów technicznych, przeciwpożarowych i konserwatorskich.
Próg 150 kW dobrze pokazuje skalę problemu. Przy panelach 400 W byłoby to około 375 paneli, przy panelach 450 W około 333 panele, przy panelach 500 W około 300 paneli, przy panelach 550 W około 273 panele, a przy panelach 600 W około 250 paneli. Skoro nawet instalacja obejmująca setki paneli może mieścić się w progu 150 kW w prawie budowlanym, to tym bardziej pojedynczy panel do oświetlenia figury Matki Bożej albo panel dachowy nie uzasadnia tworzenia w planie ogólnym profilu „teren elektrowni słonecznej”.
Jeżeli rzeczywiście chodzi jedynie o mały panel lub panele dachowe, profil „teren elektrowni słonecznej” jest zbędny i nieproporcjonalny. Jeżeli natomiast profil ten pozostaje w projekcie, konieczne jest pełne wyjaśnienie, kto wniósł o jego wpisanie, w jakim celu, dla jakiej lokalizacji, jakiej mocy, jakiej powierzchni oraz czy było to uzgadniane z właścicielem terenu. Plan ogólny nie jest dokumentem symbolicznym ani miejscem na zapisy pozorne. Skoro dana funkcja została wpisana, osoby zainteresowane ochroną Gietrzwałdu mają prawo zakładać, że może być wykorzystana.
Szczególnej ostrożności wymaga także fakt, że Bazylika i otoczenie sanktuaryjne podlegają ochronie konserwatorskiej. Ewentualne instalacje na obiektach zabytkowych albo w ich otoczeniu wymagają odrębnej oceny konserwatorskiej. Tym bardziej nie można utożsamiać paneli dachowych na budynkach z planistycznym dopuszczeniem terenu elektrowni słonecznej. Są to zupełnie różne sytuacje prawne, przestrzenne i krajobrazowe.
Strefa 10SU – hale, magazyny, DK16 i funkcja otwarta
Wnoszę o wykreślenie profilu dodatkowego „teren składów i magazynów” w strefie 10SU oraz o niedopuszczanie w tym miejscu hal, magazynów, składów, centrów logistycznych ani przemysłu ciężkiego. Nie popieram przeznaczania 10SU pod zabudowę deweloperską, ponieważ taki kierunek może otworzyć drogę do presji inwestycyjnej sprzecznej z charakterem tego miejsca. Na ten moment właściwsze jest pozostawienie funkcji rolniczej lub otwartej, w tym rozważenie strefy SO, albo odłożenie docelowego przeznaczenia do późniejszej, rzetelnej debaty i konkretyzacji w MPZP.
Jeżeli organ nie uwzględni wniosku o funkcję rolniczą lub otwartą, co najmniej konieczne jest obniżenie parametrów w 10SU do: maksymalny wskaźnik intensywności zabudowy 1,2, maksymalny udział powierzchni zabudowy 40%, maksymalna wysokość zabudowy 12 m oraz minimalny udział powierzchni biologicznie czynnej 40%. Nie może pozostać kierunek zabudowy halowej i magazynowej o parametrach do 24 m wysokości, 65% powierzchni zabudowy i zaledwie 15% powierzchni biologicznie czynnej.
Strefa 10SU znajduje się w obrębie Gietrzwałdu, w najbliższej i funkcjonalnej okolicy Sanktuarium. W relacjach publicznych dotyczących wcześniejszej inwestycji Lidl wskazywano odległość około 900 m od Bazyliki Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Również pomiar w Geoportalu wskazuje na skalę około 900 m w linii prostej od Sanktuarium. Taka odległość nie jest dystansem, który pozwala traktować hale i magazyny jako funkcje odseparowane od miejsca kultu.
Wycofanie się Lidla z inwestycji nie rozwiązuje problemu planistycznego, jeżeli projekt planu ogólnego nadal pozostawia w tym samym rejonie profil „teren składów i magazynów” oraz parametry pozwalające na powstanie zabudowy magazynowo-halowej o podobnym oddziaływaniu komunikacyjnym, krajobrazowym i społecznym. Nie można najpierw przyznać, że konkretna inwestycja logistyczna rodziła poważne problemy drogowe i społeczne, a następnie pozostawić w tym samym rejonie planistyczną możliwość realizacji podobnych funkcji pod inną nazwą.
Według relacji z konsultacji publicznych planowane centrum dystrybucyjne Lidl miało obejmować halę o powierzchni około 80 tys. m2 na działce blisko 42 ha, działać całodobowo, obejmować około 90 tys. m2 powierzchni utwardzonych i być obsługiwane przez około 340 pojazdów dziennie, w tym około 160 TIR-ów. Tego rodzaju skala pokazuje, jakie realne oddziaływania mogą generować funkcje magazynowo-logistyczne w tym miejscu.
Samo sąsiedztwo DK16 nie rozwiązuje problemu. Wręcz przeciwnie, z dotychczasowej wiedzy o DK16 i z wcześniejszych analiz dotyczących obsługi inwestycji logistycznej wynika, że droga ta w rejonie Gietrzwałdu nie jest przygotowana do obsługi dodatkowego, ciężkiego, całodobowego ruchu hal i magazynów. Hale potrzebują bezpiecznych włączeń, pasów skrętu, geometrii skrzyżowań, miejsc oczekiwania dla pojazdów ciężarowych oraz ochrony mieszkańców i pielgrzymów przed hałasem, emisją i zagrożeniem bezpieczeństwa.
Nie można uzasadniać utrzymywania funkcji magazynowo-składowych ogólnym przebiegiem DK16 lub planami S16. Obecne i planowane odcinki S16 nie rozwiązują bezpośrednio problemu obsługi strefy 10SU. Wcześniejsze spory wokół inwestycji Lidl pokazały, że dla ciężkiego ruchu konieczne byłyby poważne przebudowy skrzyżowań i dróg lokalnych, w tym układu Gietrzwałd – Łajsy oraz powiązania z DK16.
Szczególnej ochrony wymaga historyczny układ drogi Gietrzwałd – Łajsy, Aleja klonowa oraz przebieg Drogi św. Jakuba. W debacie publicznej, w tym w tekście Krzysztofa Kamińskiego opublikowanym w portalu „Debata”, wskazywano wprost na potrzebę zachowania zabytkowej drogi obsadzonej chronionymi drzewami, objętymi ochroną konserwatora zabytków. Nie jest to więc wyłącznie zwykły problem komunikacyjny, lecz także zagadnienie ochrony krajobrazu, zabytków, dziedzictwa lokalnego i ruchu pielgrzymkowego.
Znaczenie tego szlaku podkreślają również środowiska jakubowe, w tym Parlament Jakubowy oraz organizacje i stowarzyszenia związane z Drogą św. Jakuba. Dlatego przeznaczenie strefy 10SU na funkcje składów, magazynów, hal lub centrum logistycznego mogłoby w praktyce prowadzić do presji na poszerzenia, przebudowę geometrii drogi, zwiększenie ruchu ciężkiego albo wycinkę drzew. Taki kierunek pozostawałby w sprzeczności z funkcją pielgrzymkową, historyczną i krajobrazową tego miejsca.
Na znaczenie tego problemu wskazywał także wcześniejszy spór o lokalizację Centrum Dystrybucyjnego Lidl. Nie chodzi o twierdzenie, że ten sam inwestor ma obecnie powrócić, lecz o to, że tamta sprawa pokazała realne skutki funkcji magazynowo-logistycznej w tym rejonie: presję na drogę Gietrzwałd – Łajsy, Aleję klonową, Drogę św. Jakuba, krajobraz, układ komunikacyjny i ład przestrzenny. Dlatego pozostawienie w planie ogólnym profilu „teren składów i magazynów” dla 10SU mogłoby w praktyce odtworzyć ten sam problem planistyczny pod inną inwestycją.
W artykule portalu „Debata” z 8 grudnia 2023 r. wskazano, że Parlament Jakubowy, zrzeszający kilkanaście organizacji i urzędów związanych ze Szlakiem św. Jakuba, występował o zmianę lokalizacji planowanego Centrum Lidla. W tym samym tekście podano również, że Warmińsko-Mazurska Okręgowa Izba Architektów RP zgłaszała zaniepokojenie i poważne wątpliwości wobec skali inwestycji, jej lokalizacji na Obszarze Chronionego Krajobrazu Doliny Pasłęki oraz ryzyka degradacji środowiska kulturowego i ładu przestrzennego historycznego obszaru. Skoro analogiczne ryzyka były już publicznie sygnalizowane przy wcześniejszej inwestycji, tym bardziej nie powinny być utrwalane obecnie w planie ogólnym przez pozostawienie magazynowo-składowego profilu 10SU. Taki kierunek promocji regionu jest nie do pogodzenia z planistycznym utrwalaniem w bezpośrednim i funkcjonalnym otoczeniu Sanktuarium funkcji hal, składów, magazynów i ciężkiej logistyki.
Jeżeli na terenie gminy w ogóle mają być rozważane funkcje gospodarcze wymagające obsługi ciężkiego transportu, powinny być lokowane poza najbliższym otoczeniem Gietrzwałdu, Naglad i Sanktuarium, w rejonach rzeczywistych węzłów drogowych i dwujezdniowej obwodnicy, a nie przy wjeździe do świętego miejsca. W obrębie gminy logiczniejszym kierunkiem do analiz jest rejon Kudyp i węzła Olsztyn Zachód. Poza gminą podobne funkcje są już obecne w kierunku Stawigudy i Tomaszkowa, jednak Tomaszkowo nie jest częścią gminy Gietrzwałd. Nawet tam, gdzie funkcje gospodarcze byłyby dopuszczalne, powinny to być obiekty małe lub średnie, a nie hale 24-metrowe ani przemysł ciężki.
Strefa 10SU obejmuje także wartościowe grunty rolne, wskazywane jako gleby wysokich klas bonitacyjnych, w tym klasy III. Wymaga to szczególnej ostrożności i przemawia przeciwko ich pochopnemu przeznaczaniu pod hale, magazyny, place manewrowe i rozległe utwardzenia. Na obecnym etapie właściwsze jest zachowanie funkcji rolniczej albo otwartej oraz pozostawienie ewentualnych dalszych rozstrzygnięć do rzetelnej procedury planistycznej.
W kontekście zbliżającego się 150-lecia objawień gietrzwałdzkich w 2027 r. oraz publicznie podnoszonych nadziei i starań związanych z możliwą wizytą Papieża w 2028 r. szczególnie nieracjonalne byłoby utrwalanie w planie ogólnym kierunku industrializacji bezpośredniego otoczenia Sanktuarium. Gietrzwałd potrzebuje infrastruktury pielgrzymkowej, parkingów, dojść, terenów zgromadzeń, zaplecza noclegowego i usługowego dla pielgrzymów, a nie hal, składów i magazynów przy wjeździe do miejscowości.
Źródełko Maryjne, hydrosfera i PONŚ
Szczególnie rażące jest niewystarczające potraktowanie Źródełka Maryjnego oraz ryzyk dla hydrosfery w dokumentacji planistycznej i prognozie oddziaływania na środowisko. Źródełko Maryjne nie jest wyłącznie elementem religijnej tradycji. Jest częścią przestrzeni sanktuaryjnej, przyrodniczej, kulturowej i pielgrzymkowej, a zarazem elementem związanym z wodami podziemnymi, infiltracją i lokalnym systemem hydrologicznym.
Art. 51 ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie oraz o ocenach oddziaływania na środowisko wymaga, aby prognoza oddziaływania na środowisko analizowała m.in. istniejący stan środowiska, przewidywane znaczące oddziaływania, oddziaływania skumulowane oraz wpływ na wodę, ludzi, powierzchnię ziemi, krajobraz, zabytki i dobra materialne. W przypadku Gietrzwałdu brak odrębnej, czytelnej analizy wpływu stref 10SU, 59SU, 60SU, SP i 8SC na hydrosferę, wody podziemne, infiltrację i Źródełko Maryjne stanowi poważny brak.
Nie wystarcza ogólna ocena środowiskowa, jeżeli pomija dobro o tak szczególnym znaczeniu. Przy parametrach dopuszczających duże utwardzenie terenu, niski udział powierzchni biologicznie czynnej i funkcje generujące ruch ciężki należy zbadać wpływ na obieg wody, retencję, odpływ wód opadowych, ryzyko zanieczyszczeń oraz możliwe oddziaływanie skumulowane. Mieszkańcy i osoby uczestniczące w konsultacjach społecznych pytali o ten problem, w tym o brak odniesienia do Źródełka w PONŚ, i nie uzyskali wystarczającej odpowiedzi.
Plan ogólny powinien jednoznacznie identyfikować Źródełko Maryjne jako element wymagający ochrony w powiązaniu z Sanktuarium, a prognoza oddziaływania na środowisko powinna zawierać wyraźną ocenę ryzyk dla wód podziemnych i funkcjonowania źródła. Bez tego nie można uznać, że skutki projektu zostały rzetelnie ocenione.
Teren 8SC – cmentarz o skali ponadlokalnej
Projekt zakłada przeznaczenie terenu 8SC pod bardzo duży cmentarz, opisywany w materiałach jako cmentarz na około 14 ha i około 20 tys. pochówków, wraz z usługami kultu religijnego i handlem detalicznym. Według danych statystycznych GUS za 31 grudnia 2024 r. gmina Gietrzwałd liczyła 6 982 mieszkańców. Oznacza to, że potencjalna liczba pochówków wskazywana dla 8SC odpowiada prawie trzykrotności obecnej liczby mieszkańców całej gminy. Taka proporcja nie wygląda na rozwiązanie służące wyłącznie bieżącym potrzebom lokalnej wspólnoty, lecz na funkcję ponadlokalną, wymagającą osobnego i rzetelnego uzasadnienia.
Skala ta jest tym bardziej wątpliwa, że w 2024 r. w gminie odnotowano 33 urodzenia żywe i ujemny przyrost naturalny, a liczba zgonów wynikająca ze wskaźnika 7,59 na 1000 mieszkańców wynosiła około 53 rocznie. Przy takim poziomie zgonów cmentarz na około 20 tys. pochówków odpowiadałby teoretycznie skali około 377 lat lokalnych zgonów w całej gminie (20 000 / ok. 53 zgony rocznie). Nawet przy bardzo ostrożnym założeniu pokazuje to, że cmentarz na około 20 tys. pochówków nie może być traktowany jako zwykła, lokalna korekta potrzeb cmentarnych. Nie chodzi o sprzeciw wobec cmentarza jako takiego. Problem dotyczy skali, funkcji towarzyszących oraz skutków komunikacyjnych, parkingowych, krajobrazowych i środowiskowych.
W połączeniu z 10SU, 60SU i terenami SP cmentarz tej skali może stać się kolejnym elementem przekształcania Gietrzwałdu w przestrzeń obsługi ruchu, infrastruktury i usług o dużej skali, zamiast wzmacniać spokojny, pielgrzymkowy i krajobrazowy charakter miejscowości. Wymaga to ponownej oceny proporcjonalności, rzeczywistych potrzeb, funkcji towarzyszących oraz skumulowanych skutków dla Gietrzwałdu i Naglad.
Strefy SP, 60SU, Naglady i skumulowana industrializacja
Projekt przewiduje rozległe tereny produkcyjne, obejmujące m.in. strefy 1SP, 2SP, 3SP, 12SP, 13SP i 20SP, a także teren 60SU przeznaczony pod funkcje halowo-magazynowe do 13 m wysokości. Oceniane razem z 10SU i 8SC tworzą one skumulowany kierunek przekształcania Gietrzwałdu i Naglad w obszar magazynowo-produkcyjno-infrastrukturalny.
W materiałach i debacie publicznej wskazywano, że łączny areał terenów gospodarczych, usługowych, przemysłowych, magazynowych, infrastrukturalnych i cmentarnych w najbliższym otoczeniu Gietrzwałdu i Naglad może sięgać około 150 ha, a po uwzględnieniu 10SU i powiązanych stref nawet ponad 200 ha. Taka skala ma znaczenie sama w sobie. Nie chodzi o pojedynczą działkę, ale o całościowy kierunek rozwoju obszaru.
Naglady nie mogą być pomijane. Są częścią funkcjonalnego otoczenia Gietrzwałdu i mogą odczuwać skutki ruchu ciężkiego, hałasu, zanieczyszczeń, presji infrastrukturalnej i zmiany krajobrazu. Planowanie przestrzenne nie może traktować granic stref jako izolowanych kresek na mapie, jeżeli faktyczne oddziaływanie dotyczy całej okolicy.
Rozwój produkcji, magazynów i hal powinien być ograniczony i lokowany wyłącznie tam, gdzie nie koliduje z funkcją religijną, pielgrzymkową, krajobrazową, mieszkaniową i rolniczą. W Gietrzwałdzie i jego najbliższym otoczeniu priorytetem powinny być funkcje pielgrzymkowe, turystyczne, rekreacyjne, kulturowe, rolnicze i krajobrazowe.
150-lecie objawień i właściwy kierunek rozwoju
Rok 2027 będzie rokiem 150-lecia objawień gietrzwałdzkich. Już obecnie Gietrzwałd przyciąga bardzo wielu pielgrzymów, a jubileusz niewątpliwie zwiększy zainteresowanie tym miejscem w Polsce i za granicą. W tej perspektywie projekt planu powinien wzmacniać potencjał Sanktuarium, nie zaś utrwalać w jego otoczeniu funkcje techniczne, magazynowe, produkcyjne i infrastrukturalne.
Tereny takie jak 10SU mogłyby w przyszłości służyć funkcjom zgodnym z charakterem miejsca, np. jako przestrzeń otwarta, rolnicza, zaplecze wydarzeń pielgrzymkowych, teren zgromadzeń, Mszy polowych, pole namiotowe lub kempingowe albo inna funkcja pomocnicza dla ruchu pielgrzymkowego. Nie przesądzam obecnie jednej konkretnej funkcji, ponieważ wymagałoby to odrębnej debaty i sprawdzenia dopuszczalności w ramach instrumentów planistycznych. Przesądzam natomiast, że hale, składy, magazyny i przemysł ciężki są w tym miejscu kierunkiem błędnym.
Wnioski końcowe
Uwagi nie dotyczą jednego oderwanego zapisu. Problem polega na skumulowanym kierunku projektu. Profil „teren elektrowni słonecznej” w 59SU, magazyny i składy w 10SU, rozległe tereny SP, wielkoskalowy cmentarz 8SC oraz kolejna strefa 60SU razem tworzą obraz planu, który może zasadniczo zmienić charakter Gietrzwałdu i jego otoczenia na wiele lat.
W związku z powyższym wnoszę w szczególności o:
– wykreślenie profilu dodatkowego „teren elektrowni słonecznej” ze strefy 59SU oraz pełne wyjaśnienie, kto i w jakim celu wniósł o jego wpisanie;
– wykreślenie profilu dodatkowego „teren składów i magazynów” ze strefy 10SU;
– niedopuszczanie zabudowy deweloperskiej na 10SU;
– rozważenie przeznaczenia 10SU na funkcję rolniczą lub otwartą SO albo pozostawienie docelowego przeznaczenia do późniejszej, rzetelnej procedury MPZP;
– co najmniej obniżenie parametrów 10SU do: intensywność 1,2, powierzchnia zabudowy 40%, wysokość 12 m, powierzchnia biologicznie czynna 40%;
– ponowną ocenę 8SC, w szczególności cmentarza ok. 14 ha / ok. 20 tys. pochówków wobec ok. 6 982 mieszkańców gminy, oraz ponowną ocenę 60SU i stref SP w ujęciu skumulowanego wpływu na Gietrzwałd i Naglady;
– uzupełnienie PONŚ o odrębną analizę Źródełka Maryjnego, hydrosfery, wód podziemnych, infiltracji, retencji i skutków skumulowanych;
– ochronę Drogi św. Jakuba, Alei klonowej, historycznej drogi Gietrzwałd – Łajsy, krajobrazu warmińskiego, zabytków, funkcji pielgrzymkowej oraz głosu środowisk jakubowych, w tym Parlamentu Jakubowego.
Uwzględnienie tych uwag jest konieczne dla ochrony Gietrzwałdu jako miejsca kultu, pielgrzymek, historii, krajobrazu, życia mieszkańców oraz dziedzictwa religijnego i narodowego wszystkich Polaków.
ŹRÓDŁA POMOCNICZE
– Ustawa z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w szczególności art. 13a, art. 13b, art. 20, art. 27 i art. 29.
– Ustawa z dnia 30 kwietnia 2026 r. o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. 2026 poz. 781.
– Rozporządzenie Ministra Rozwoju i Technologii z dnia 8 grudnia 2023 r. w sprawie projektu planu ogólnego gminy, Dz.U. 2023 poz. 2758.
– Ustawa z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie oraz o ocenach oddziaływania na środowisko, w szczególności art. 51.
– Wyjaśnienia GUNB dotyczące urządzeń fotowoltaicznych do 150 kW i art. 29 ust. 4 pkt 3 lit. c Prawa budowlanego.
– Krajowy Punkt Kontaktowy ds. OZE – informacje o małych instalacjach fotowoltaicznych do 150 kW i powyżej 150 kW.
– Debata, „Kto chce na błoniach parafii w Gietrzwałdzie budowy elektrowni fotowoltaicznej?”, 31 marca 2026 r.
– Debata, „Spór o plan rozwoju Gietrzwałdu: stać się Lourdes czy strefą przemysłową?”, 22 marca 2026 r.
– Debata, Krzysztof Kamiński, „Nowe zagrożenie dla Gietrzwałdu. Plan ogólny zmienia wieś w strefę przemysłową”, 16 grudnia 2025 r. – w tym fragmenty dotyczące DK16, 85% możliwego uszczelnienia terenu oraz zachowania zabytkowej drogi obsadzonej chronionymi drzewami.
– Debata, „Parlament Jakubowy przeciwny lokalizacji Lidla w Gietrzwałdzie. Zaniepokojona jest też Izba Architektów”, 8 grudnia 2023 r. – w tym stanowiska dotyczące Szlaku św. Jakuba, Alei klonowej, Warmińsko-Mazurskiej Okręgowej Izby Architektów RP.
– TKO, „Święte miejsce czy strefa hal magazynowych? W Gietrzwałdzie znów wrze”, 29 marca 2026 r.
– Fakt, „Protesty w Gietrzwałdzie. Czy przemysł zagrozi wyjątkowemu miejscu pielgrzymek?”, 2026 r.
– Urząd Gminy Gietrzwałd – ogłoszenia o konsultacjach społecznych projektu planu ogólnego i prognozy oddziaływania na środowisko.
– BIP Gminy Gietrzwałd – Strategia Rozwoju Gminy Gietrzwałd na lata 2025-2035.
– Dane statystyczne GUS za 31.12.2024 r. dotyczące gminy Gietrzwałd: 6 982 mieszkańców, 33 urodzenia żywe, wskaźnik zgonów 7,59 na 1000 mieszkańców
—————————————
Żadne z wyżej sformułowanych uwag nie zostały przez projektantów planu ogólnego Gietrzwałdu uwzględnione.
Projekt planu ogólnego oraz raport zostały skierowane na sesję Rady Gminy. Z prawdopodobieństwem 99% plan ogólny zostanie w wersji przedłożonej przez Wójta Gminy uchwalony.
Kiedy Guy Deborden.wikipedia.org/wiki/Guy_Debord przepowiedział narodziny polityki-spektaklu, prawdopodobnie nie przypuszczał, że w ciągu zaledwie kilku dziesięcioleci owa polityka – już wtedy będąca symptomem upadku – przekształci się w politykę-przedspektakl(avanspettacolo) z jej błaznami oraz głównym komikiem, którego jedyną troską wydaje się być ukrywanie jednego problemu poprzez tworzenie drugiego oraz coś w rodzaju gry w karty stworzonymi przez siebie problemami.
………
Avanspettacoloto gatunek lekkiego i komediowego teatru, który powstał we Włoszech w latach trzydziestych XX wieku. Polegał on na krótkich występach (komediowych, muzycznych lub tanecznych) wystawianych w kinach tuż przed seansem filmowym, mających na celu rozbawienie i „rozgrzanie” publiczności.en.wikipedia.org/wiki/Avanspettacolo
……..
Jak w przypadku szalonego pomysłu nałożenia 20-procentowej opłaty na każdy statek przepływający przez cieśninę Ormuz, tylko po to, by udawać, że Stany Zjednoczone kontrolują tę cieśninę, podczas gdy jest oczywiste, że nikt nie ośmiela się przeciwstawić irańskiemu zakazowi, który przybrał konkretną formę w postaci ataku na kilka tankowców, które musiały zawrócić.
Zasadniczo, zaangażowanie się w niemożliwą do wygrania wojnę wynikało prawdopodobnie z chęci odwrócenia uwagi od sytuacji gospodarczej w USA, co okazało się próbą wyjścia z niej w najgorszy możliwy sposób, czyli pogłębiając objawy upadku spowodowanego ogromnym zadłużeniem. W rzeczywistości, to nie amerykańskie obligacje skarbowe podtrzymywały wartość dolara przez ostatnie trzydzieści lat, lecz oczekiwania na zyski związane z sukcesją kolejnych baniek spekulacyjnych; należy jednak pamiętać, że chodziło o oczekiwania na zyski, a nie o zyski faktycznie osiągnięte.
===============
Michael Hudson wyjaśnia, jak działa ten mechanizm:
W ostatnich latach banki przestały kupować obligacje skarbowe, a zamiast tego zaczęły nabywać złoto. Jeśli dolar pozostaje silny, to dlatego, że sektor prywatny zainwestował na amerykańskim rynku akcji. Do czego to doprowadziło? – Spowodowało to zawyżenie cen i wykorzystało falę wsparcia Rezerwy Federalnej dla systemu bankowego, tworząc ogromną inflację cen aktywów, począwszy od polityki zerowych stóp procentowych zapoczątkowanej przez Obamę.
To, co wygenerowało całe to bogactwo finansowe, przynosząc inwestorom biliony dolarów, to nie były zyski. Była to zdolność do zaciągania pożyczek na amerykańskie papiery wartościowe przy niskich stopach procentowych, podnoszenia cen akcji i tworzenia ogromnej marży kredytowej.
Nie jest to więc bańka zysków; jest to bańka spekulacyjna oparta na zyskach kapitałowych, rodzaj piramidy finansowej. Jest to bańka polegająca na tworzeniu kredytu.
Schemat Ponziego wymaga, by coraz więcej osób do niego dołączało, aby generować przychody niezbędne do wypłacania zysków inwestorom. Jeśli stopy procentowe wzrosną, nie będzie już żadnych reinwestycji środków na rynku akcji wspierających sytuację, co doprowadzi do ogromnej korekty spadkowej. Kiedy to nastąpi, ceny akcji zaczną gwałtownie spadać. W obliczu wyższych cen energii, żywności i kosztów operacyjnych wiele przedsiębiorstw zbankrutuje.
Do tego dochodzi fakt, że największe amerykańskie firmy zainwestowały wszystko lub prawie wszystko w sztuczną inteligencję, która jest zdecydowanie najbardziej energochłonnym sektorem, jaki istnieje, a dzieje się to w samym środku kryzysu energetycznego.
Nie ma rozwiązania monetarnego dla problemu praktycznej niedostępności energii, energii elektrycznej, ropy naftowej i produktów chemicznych. Nie jest to sytuacja podobna do tej z 2008 roku, kiedy uratowano banki: tutaj problem polega na tym, że ogromne ilości pieniędzy wygenerowane przez bańki spekulacyjne nie zostały przeznaczone na industrializację ani na zwiększenie środków produkcji – czyli na tego rodzaju rzeczy, w które Chiny inwestują swoje środki.
Pieniądze zostały wydane na akcje i obligacje, tworząc swego rodzaju gospodarkę giełdową całkowicie oderwaną od realnej gospodarki, która jest jedyną wzrostową, co stwarza iluzję, że wszystko jest w porządku. W tej sytuacji Trump odmawia zakończenia wojny z Iranem, by nie wyjść na przegranego, ale postępując w ten sposób, nie robi nic innego, jak tylko przyspiesza marsz ku przepaści i światowej recesji. Jak w grze w chińskie pudełka – wojna, cła, wojna, głośne deklaracje i sankcje, czyli cały zestaw środków Trumpa, który miał odwrócić uwagę od sytuacji gospodarczej Stanów Zjednoczonych, zamiast tego stawia ją pod ścianą.
W ten sposób elementy odwracające uwagę oraz cele mieszają się ze sobą, zamieniają się rolami i stanowią po prostu rodzaj przed-spektaklu, który służy przede wszystkim ukryciu ogromnego wzrostu nierówności społecznych.
Z drugiej strony, Trump, ten wielki „odwracacz uwagi”, jest jedynie trybikiem w amerykańskim systemie: również Partia Demokratyczna jest martwa i – pomijając marginalne polemiki – nie wydaje się, by istniała jakakolwiek realna alternatywa dla tego chaotycznego i śmiercionośnego przed-spektaklu, który obserwujemy: demokraci są jednomyślnie za wojną z Iranem, wojną z Rosją, NATO i rynkiem akcji, ponieważ są finansowani przez te same osoby.
W rezultacie, Ameryka izoluje się od reszty świata a usiłując izolować inne kraje za pomocą sankcji, ostatecznie nałożyła sankcje na własną gospodarkę i położyła kres porządkowi światowemu skupionemu wokół Stanów Zjednoczonych.
Szybko zleciało. Właśnie dołączam do grupy ludzi, którym się przypatrywałem z rzadka, z pewną może nie pogardą, gdyż zawsze szanowałem ludzi starszych, ale z pewnym dystansem, że to mnie czeka dopiero kiedyś i będę się martwił jak to się stanie. Nie, nie mówię tutaj o śmierci – mówię o tym, że właśnie osiągnąłem wiek emerytalny. Znajduję się w momencie rytuału przejścia do specyficznej grupy społecznej, a właściwie uposażeniowej. No bo emeryci tylko z tego powodu stanowią, jeśli już, jakąś społeczność – nie z powodów jedności poglądów politycznych, nawet pokoleniowych – są tylko zjednoczeni tym, jak potraktowało i traktuje ich państwo. Nie dając im żadnej alternatywy.
Niedługo więc dołączę do tej grupy, która codziennie czyta poradniki (najczęściej w Wyborczej, co nie jest bez politycznego znaczenia) jakież to tam dodatki przewidziało dla mnie państwo, jak dostać kolejną zapomogę, dofinansowanie, po ile dziś leki i po ile za babciowe (dziadowe?) w tym miesiącu. Stanę się ofiarą codziennych kalkulacji, rewaloryzacji, przeliczeń. Mam już zresztą swój stały, indywidualny numerek w ZUS-ie, w którym zaczynam bywać coraz częściej. Tak, dopiero teraz zaczynam tam bywać, choć to ta instytucja, okazało się dziś, towarzyszyła mi od młodości, od pierwszego odpisu składek (wcześniej zbiorowych, później indywidualnych), zabierając mi sporą część zarobków. Dziś więc odwiedzam ten Watykan emerytów, by zobaczyć co tam dla mnie mają. Mój los, tych spóźnionych i odkładanych odwiedzin u swego codziennego ciemiężyciela powtórzą kiedyś wszyscy młodzi, tak ja kiedyś dziś myśląc, że to za sto lat.
ZUS jako ciemiężca
Mówię o ZUS-ie „ciemiężyciel”, gdyż system emerytalny jest jednym z większych skandali oszukańczego przymusu. Państwo bowiem wmusza we mnie swój jedyny, monopolistyczny system emerytalny, określa, rosnące w procentach czy też w okresach, składki, te latają gdzieś tam po OFE, ZUS-ach, czy FUS-ach. (Nota bene – my myślimy, że emerytury płaci nam ZUS – nic podobnego płaci nam Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, ZUS tylko wylicza, a więc jest tylko wystawiony do nas, emerytów do kontaktu). Kiedy przychodzi co do czego, to dowiadujemy się po skomplikowanych algorytmach ile tej emerytury dostaniemy. A więc system jest taki – dziś zabieramy tyle ile nam się chce, zaś – jak mawiał redaktor Michalkiewicz – „kiedyś” „coś” ci na emeryturze wypłacimy. „Kiedyś”, gdyż rozmowy na temat osiągniecia wieku emerytalnego wciąż trwają, zaś co do jej wysokości, to jak już się zacząłem dowiadywać, to wysokość emerytury się zmieniała za każdym razem.
System emerytalny to jakaś porażka. Po pierwsze – mieliśmy do czynienia z totalnym przewałem. Wiadomo za komuny zindywidualizowanie podatków czy składek było mitem – wszystko szło do jednego wora, który przy przejściu do formatu III RP okazał się pusty. I jak nowa Polska zechciała się zabawić w budowanie nowego systemu, to weszliśmy w spiralę, gdzie na ludzi na emeryturze nie pracowały ich odkładane pieniądze, bo tych nie było, tylko pracowali na nich ówcześnie płacący składki. Okazało się więc, że pracujący nie płacili na własne przyszłe emerytury, tylko na emerytury tych, co na nie odkładali, zaś ich środki zostały zdefraudowane.
Nie wszystko można zrzucić na PRL
Ale nie było to takie proste, że nowa III RP odziedziczyła bankruta po PRL i nie było co z tym zrobić. (Przypomnę – wciąż są ludzie, którzy za PRL-em tęsknią, będąc jednocześnie przezeń obrabowanymi ze swych składek, a właściwie popierając system, który na ich dzieci nałożył obowiązek utrzymania swoich rodziców pozbawionych sprzeniewierzonych środków). III RP miała okazję napełnienia tego pustego garnka. Okazją była prywatyzacja. Już na samym początku tzw. transformacji Unia Polityki Realnej (partii z Korwinem na czele) postulowała, żeby z każdej prywatyzacji odpisywać 20% i zasilać nim FUS, tak, by wypełnić tę dziurę po PRL-u. Mimo rządów partii postsolidarnościowych prywatyzacja poszła jak poszła, a właściwie – tak jak się wysokie umawiające się strony umówiły się przy Okrągłym Stole.
Prywatyzacja była najszybszym sposobem półlegalnego uwłaszczenia się nomenklatury i nie było – przy Okrągłym Stole przynajmniej – żadnej mowy o jakichś odpisach na rzecz ludu. Ten był ganiany – przez solidaruchów najbardziej – za zwierzęcy antykomunizm, sami komuniści przeistoczyli się nagle we wzorce kapitalistów (dodajmy – za nasze), zaś Gazeta Wyborcza zaczęła promować fałszywy amerykański mit, jakoby „pierwszy milion trzeba ukraść”. Z takiej ochrony skorzystali postkomuniści, tyle, że nie skończyli na „pierwszym milionie”, nie tylko uwłaszczając się na publicznym mieniu, ale budując cały równoległy i nieoficjalny system podwieszeń typu patron-klient. Interesy przyszłych pokoleń, polegające na reanimowaniu systemu emerytalnego za pieniądze z prywatyzacji były tu na ostatnim miejscu. Tyle, że nawet emeryci o tym nie pamiętali i nie pamiętają do dziś, utyskując albo, że za PRL było lepiej, albo, że Solidarność chciała dobrze przy Okrągłym Stole, tyle, że wyszło jak wyszło.
Demografia jako praprzyczyna
Do zapaści obecnego systemu doszła jeszcze zapaść demograficzna, która włączyła nożyce pokoleniowe – coraz więcej ludzi przechodziło na emeryturę, do pustej kasy zaś dokładało się coraz mniej pracujących Polaków. Nie bez znaczenia było również to, że lawinowo zwiększyła się administracja, którą oceniam na około miliona ludzi. Jest to milion ludzi wykazywanych jako pracujących, ale pensje dla nich i składki za nich płaci polski podatnik, a więc ich składki są mocno iluzoryczne, bo to przekładanie z kieszeni do kieszeni tych samych pieniędzy.
Ta finansowa dziura deficytu pomiędzy składkami a wypłatami wciąż rośnie. Przypomnieć należy, że do tej kolejki po kasę ustawiły się obecnie jeszcze tysiące Ukraińców – wystarczy bowiem miesiąc pracy w Polsce (czyli miesiąc płacenia składek), by Polska dopłaciła – z naszych przecież – do ukraińskiej różnicy do polskiej emerytury minimalnej. Dodać należy, że to kuriozum – gościu z Ukrainy płacił TAM składki, my zaś mu płacimy u nas część emerytury po jednym miesiącu wnoszenia składek. Roczny deficyt systemu emerytalnego wynosi obecnie ponad 64 miliardy złotych i rośnie rok do roku.
Tyle kwestie finansowe. Teraz pora na społeczne. System emerytalny, który mamy obecnie, pamięta jeszcze czasy swego założyciela, Bismarcka, i jest przykładem jak rozwiązania w miarę pasujące do czasów swego stosowania mogą narobić szkód w czasach, gdy okoliczności usprawiedliwiające ówczesne rozwiązanie obecnie nie istnieją. Chodzi o demografię. Za Bismarcka ludzi było pełno, było więc komu płacić składki, nawet państwo się zabawiało nadwyżkami.
W miarę upadku europejskiej demografii, szczególnie w przeliczaniu tego w odwrotnych przepływach finansowych, że to nie emeryt pobiera sobie emeryturę ze swoich składek, ale to pracujący płaci na niego, zaciągając wobec siebie coraz większy dług na przyszłość, proporcje zaczęły się zmieniać. Wystarczy porównać ilość pracujących w danym roku i ilość pobierających emeryturę. Na początku lat dwutysięcznych na jednego emeryta „pracowało” 3 pracowników, dziś to 2,6. W 1980 roku było to 5,2 pracującego na jednego emeryta. Czyli spadliśmy o połowę.
Społeczne efekty systemu emerytalnego
Taki system powoduje duże szkody społeczne. W dotychczasowej historii cywilizacji jakoś obywaliśmy się przez tysiąclecia bez bismarkowskich emerytur i zusów. Jak to działało? Po pierwsze – dzieci były inwestycją. Nie tylko w pracę i zarabianie dla rodziny, ale również w spokojną starość rodziców. Rodziny musiały być więc w miarę liczne, ale też wychowywanie dzieci odbywało się poprzez wpajanie szacunku do starszych, gdyż tylko ten szacunek gwarantował, że jak się rodzice zestarzeją, to – będąc na łasce dzieci – nie zostaną pogonione z domu jako obciążenie. Istnienie między innymi takiego systemu emerytalnego spowodowało po latach, że dzieci stopniowo przestawały być traktowane jako inwestycja, ale jako koszt.
Bowiem utrzymanie na starość rodziców przejął ktoś inny, w większości niestety państwo, w wymuszonym podatku, za który, jak się tu rzekło „kiedyś”, „coś” dostaniemy. Zwolniło to dzieci na przyszłość od zajmowania się rodzicami, zaś sami rodzice nie musieli już wychowywać dzieci na porządnych ludzi, gdyż rodziców dobrostan nie zależał już od poprawnych stosunków w rodzinie, tylko od okazało się, że od złudnej nadziei, że te obowiązki przejmie państwo.
Z tego też powodu spadła demografia, bo kto chce zamiast mnożenia inwestycji fundować sobie dodatkowe koszty? Tu się właśnie pomyliły wszelkie te programy socjalne z plusikiem, gdyż myślały, że jak się dosypie kasy do rodzin, to się zwiększy dzietność. Ale nie tędy droga, no długo by o tej demografii mówić, ale dzietności programy pomocowe nie zwiększają, jak już – są formą redystrybucji budżetu w pożądanych (dodajmy – wyborczo) kierunkach. Ale w wielu przypadkach efektem ubocznym jest degrengolada budżetu i morale społeczeństwa, że „się należy”.
Co ciekawe, słyszałem, że na początku III RP chciała wręcz wypchnąć ludzi na emeryturę. Postanowojenny wyż demograficzny dawał szanse na sfinansowanie tego procederu, zaś chciano obywateli skażonych PRL-em zredukować jako element nie nadający się do nowej rzeczywistości. Wkrótce okazało się, że poszło jak zwykle. Nowa Polskę zbudowało uwolnienie tłamszonego w PRL potencjału przedsiębiorczości, zaś nowi „młodzi, wykształceni, z dużych ośrodków” wcale nie ruszyli gremialnie do roboty. Za to ruszyli gremialnie do szkół, systemu, który wymyślały całe wydziały „wyższych szkół gotowania na gazie”, byleby tylko zmonetyzować na głupotach wyż demograficzny. W efekcie narobiło się pełno magistrów od wszystkiego, przedsiębiorczo przydusił gospodarkę fiskalnie aparat państwowy i okazało się, że w wielu przypadkach to emerytura takiego nie nadającego się do niczego peerelowskiego odpadu jest jedynym stałym i pewnym dochodem całych rodzin.
Siwy (łysy?) elektorat
Politycznie emeryci nie istnieją. Są podzieleni na plemiona, jak reszta Polaków. I jak reszta Polaków nie są w stanie przełożyć swych wspólnych interesów na wspólnotę polityczną. A są na tyle liczni, że – jak przedsiębiorcy – są w stanie zdmuchnąć każdą władzę. Ta jednak utrzymuje ich sprawie – znów jak przedsiębiorców – w kleszczach pomiędzy wojną polsko-polską a strachem przed wychylaniem się, wspartym organiczną niechęcią do samoorganizacji. Zresztą nawet projekty podstawienia emerytom gotowej formuły reprezentacji politycznej nie spotkały się z ich strony z większym odzewem. Jest to więc bardziej grupa bezradnych ciemiężonych, niż społeczność świadoma swych interesów.
Przechodzę więc w smugę cienia, w siwy elektorat. Będę więc członkiem grupy, do której nie czuję żadnego przywiązania, żadnej wspólnoty. Zresztą widziałem już wielu emerytów, którzy mieli więcej energii i chęci do życia niż młodzi, którzy nimi pogardzali w erupcji swego naiwnego ejdżyzmu. Ponieważ jestem już w wieku, kiedy rówieśnicy powoli znikają, mam więc więcej znajomych i przyjaciół młodszych ode mnie.
Mam więc do was przesłanie, które często można zobaczyć na nagrobkach, ale tu – bez bezpośrednich aluzji. Brzmi ono: „byłem kim jesteś, jestem kim będziesz”. To jednocześnie przestroga, ale i dobra rada – emerytura przychodzi bardzo szybko, nie wiadomo kiedy, a więc proszę o szacunek dla każdego, moja młodzieży. W waszym wieku (zaczęło się emeryckie gderanie…), tez byłem taki, jak Wy. Ale za to Wy też tacy kiedyś będziecie jak ja, a to wersja optymistyczna, bo pesymistyczna oznaczałby, że do emerytury nie dożyjecie. A więc jeżeli w przyszłości kiedyś będziecie się denerwować, że jakiś siwawy Jerzyk nieporadnie, a więc długo, grzebie się do autobusu, jeśli będziecie się wkurzać jak będę w Biedrze godzinami wyskrobywał moniaki ze swej pomarszczonej portmonetki, wreszcie – jak będziecie utyskiwać na to, jaką Polskę Wam zostawiliśmy, wiedzcie, że dziadzia starał się jak mógł.
Naród polski i mieszkańcy Ukrainy mają sprzeczne interesy w najistotniejszych sprawach. Nie ma sensu na siłę wyszukiwać dzisiaj spraw i kwestii, które nas mają na siłę ze sobą lepić. Takie próby były wielokrotnie w historii podejmowane i zawsze kończyły się fiaskiem.
Dzisiaj w pełni widzimy klęskę bezczelnie promowanej przez dziesięciolecia polityki giedroyciowskiej. Nie mamy żadnego interesu w tym, by próbować odbrązawiać postacie takie jak Symon Petlura czy Tarasa Borowca -„Bulby”. Skandaliczne jest promowanie pomysłów mówiących o wspólnym państwie polsko-ukraińskim.
Sprzeczność cywilizacyjna
Zdecydowanie nie jestem bezkrytycznym stronnikiem Feliksa Konecznego. Trzeba jednak przyznać, że opisując turanizm wyodrębnił w nim cechy, które dzisiaj znakomicie pasują do współczesnej Ukrainy. [Nie, kolego. Na Ukrainie jest wg. Konecznego, mieszanka cywilizacyj, co daje stan a-cywilizacyjny, to delirium magnum(wielkie obłąkanie). MD]
A jak wiemy stawiał je jako przeciwne cywilizacji zachodniej, nazywanej przez niego łacińską. Nie ma wątpliwości, że są one przeciwne również cywilizacji postłacińskiej.
Turanizm to militaryzm organizacji społecznej, własność prywatna – oligarchiczność, lokalizm religijny, brak pojęcia narodowości w zachodnim znaczeniu i skoncentrowanie polityki wokół wokół osoby wodza. Prof. Feliks Koneczny widział turanizm głównie w Rosji. Nie miał wtedy przykładu współczesnej Ukrainy. Moim zdaniem Rosja wytworzyła unikalną swoją suwerenną cywilizację (państwa-kontynentu) w które pozostały elementy turanizmu, ale jest jednak w swoich cechach suwerenna. Ukraina to podręcznikowa kwintesencja turanizmu.
Polska mimo ogromnych zmian, które przyszły jest dalej w kręgu cywilizacji post-łacińskiej wywodzącej się w prostej linii od cywilizacja łacińskiej, która wywodzi się z trzech głównych źródeł: tradycji prawa rzymskiego, filozofii greckiej i tradycji chrześcijańskiej. Koneczny zdecydowanie twierdził, że “nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”. Podkreślał że: „Każda cywilizacja dąży do ekspansji” i „gdziekolwiek spotkają się ze sobą dwie cywilizacje, muszą ze sobą walczyć”. Myślę, że dzisiaj niekoniecznie muszą ze sobą walczyć, jednak jeśli jedna cywilizacja rozpycha się w kraju należącym do innej cywilizacji prowadzi to wprost do konfliktu.
Sprzeczność historyczna
Nie chcę odwoływać się do pra-ukraińców czyli do bandyterki hajdamackiej w XVIII wieku. Współczesne państwo ukraińskie odwołuje się do tradycji Mykoły Michnowskiego i Dmytro Doncowa. Polityka historyczna Ukrainy wyrasta z wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919, terrorystycznych ugrupowań ukraińskich w dwudziestoleciu międzywojennym, kolaboranckich formacji okresu niemieckiej okupacji i tak zwanej powojennej ukraińskiej partyzantki. Współczesny patriotyzm kreowany przez Kijów wyrasta z historii Ukraińskiej Armii Halickiej (UHA), Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i chłopów ukraińskich, którzy w bestialski sposób mordowali masowo Polaków i nie tylko Polaków w latach 1939-1947.
Praktycznie cała historia ukraińskiego szowinizmu, który kształtuje dzisiejszą politykę historyczną Kijowa wyrasta z walki z Rosją i Polską. Nas interesuje to drugie zagadnienie, ponieważ jest dla nas zupełnie nieakceptowalne i sprzeczne z naszym interesem narodowym.
Nie ma możliwości pogodzenia się z tym, że nasz sąsiad czci tych, którzy w okrutny sposób wymordowali polskie dzieci, kobiety, starców i mężczyzn i zagarnęli nasze majątki. Że buduje swoją tożsamość na polskich trupach.
Sprzeczność gospodarcza
Polska i Ukraina mają zupełnie sprzeczne interesy w segmentach takich jak rolnictwo, przemysł ciężki w tym hutniczy i wydobywczy. Zatrzymajmy się tylko przy pierwszym aspekcie czyli dotyczącym naszego rolnictwa. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych wskazuje, że nawet teraz, mimo wojny, Ukraina pozostaje konkurencyjnym producentem rolnym ze względu na korzystne warunki glebowe i klimatyczne oraz nastawione na eksport wielkoobszarowe gospodarstwa o niskich kosztach produkcji.
Polskim rolnikom powinno zależeć na tym, by Ukraina pozostała poza Unią Europejską. Były ukraiński wiceminister gospodarki, a dzisiaj stały przedstawiciel Ukrainy przy Unii Europejskiej Taras Kaczka w 2023 roku powiedział, że na rynek UE trafia prawie 60 proc. eksportu z Ukrainy. Pomimo zawirowań w sektorze rolnym i na granicach eksport do UE wzrósł o 1,34 mld dol., czyli o 5,9 proc. Trzeba pamiętać , że towary ukraińskie miały i po części mają w zasadzie bezcłowy dostęp do rynku unijnego i Ukraina może eksportować produkty rolno-spożywcze do wielu krajów Unii Europejskiej. Taka konkurencja jest zabójczą ekonomicznie dla polskich producentów żywności – cukru, drobiu czy miodu.
Sprzeczność geopolityczna
Polska i Ukraina mają zupełnie odmienne interesy względem Federacji Rosyjskiej. Polska w odróżnieniu od Ukrainy nie ma z Rosją żadnych problemów dotyczących ludności i terytoriów. Nie mamy również interesu w tym, by wchodzić w konflikt między tymi dwoma państwami. Polska nie powinna iść na konfrontacje z żadnym z globalnych graczy. Polska powinna mieć jak najlepsze stosunki z Federacją Rosyjską, Chińską Republiką Ludową i Stanami Zjednoczonymi.
W interesie Polski był i jest pokój z sąsiadami i spokój w naszym regionie. Polsce powinno zależeć na tym, by największe państwo globu a jednocześnie nasz sąsiad miał stabilne i przewidywalne rządy. To gwarantuje nam możliwości eksportowo-importowe, ograniczenie emigracji i zminimalizowanie działań grup przestępczych na terenie Polski.
W interesie Ukrainy jest destabilizacja Rosji i umiędzynarodowienie konfliktu. To daje większe pole manewru Ukrainie w wojnie z Rosją. W interesie Ukraińców jest by ich wojna stała się naszą wojną, co przyznał nawet skrajnie proukraiński były prezydent Polski Andrzej Duda. W interesie Ukrainy jest również skonfliktować nas z stronnikami i partnerami Federacji Rosyjskiej czyli Białorusią, Chinami, Iranem, Koreą Północną i szerzej państwami BRICS+
Dodatkowym niebezpieczeństwem dla narodu polskiego jest rosnąca pozycja nacjonałów w Niemczech. Możemy założyć Alternatywa dla Niemiec z dużym prawdopodobieństwem rządzić tym krajem. Na razie działacze AfD nie przejawiają publicznie skłonności rewizjonistycznych i antypolskich. Nie wykazują na razie również tendencji proukraińskich. Być może władze tego stronnictwa wyrzekły się antypolonizmu. Istnieje jednak w tej formacji niewielki nurt sentymentalistyczno-rewizjonistyczny. Nie możemy całkowicie wykluczyć, że przyszłościowo będzie on rósł w siłę. Pamiętajmy, że zgodnie z endecką wykładnią najgorszym i najniebezpieczniejszym scenariuszem dla Polski zawsze jest polityczny i militarny sojusz niemiecko-ukraiński.
Sprzeczność celów
Nasze położenie przez wieki było przekleństwem, zresztą w znacznej mierze z nieroztropności i ciągotek insurekcyjnych naszego narodu. Zamiast miejsca kolejnych insurekcyjnych ruchawek i byciem terenem zgniotu powinniśmy stać się Złotą Klamrą. Miejscem spotkań Wschodu i Zachodu. To u nas ze względu na położenie powinny odbywać się rozmowy, negocjacje, handel. Jesteśmy doskonałym miejscem gdzie ubijać intratne interesy z pożytkiem dla naszego narodu mogłyby mocarstwa – Federacja Rosyjska, Chińska Republika Ludowa, Stany Zjednoczone, Indie.
W interesie narodu polskiego jest by nasz kraj stał się stabilnym terenem transportowym i przeładunkowym. Polska potrzebuje dobrych relacji z Federacją Rosyjską by eksportować tam nasze produkty rolne i importować tania ropę naftową i gaz ziemny. To jest konieczne dla rozwoju gospodarczego, a przez to cywilizacyjnego naszego narodu.
W interesie Ukrainy jest jak najgłębsze poróżnienie władz polskich i rosyjskich. Ukraina czerpie nieprzerwanie korzyści z naszego budżetu – drenując nasze kieszenie. Jest to możliwe tylko w sytuacji jeśli Polska jest skonfliktowana z Rosją, a społeczeństwo wierzy w nieuchronny konflikt miedzy miedzy Polską a Rosją. W interesie Kijowa jest więc promowanie teorii o tym, że Rosja chce napaść na Polskę i prowadzić jawną wojnę z państwami NATO.
Co dalej? Jak układać stosunki polsko-ukraińskie? Polska powinna nakreślić minimum programowe względem Ukrainy.
1. Pełnoskalowe i bezwarunkowe umożliwienie ekshumacji na terenie całej i przeniesienia wszystkich szczątków Polaków do ojczyzny.
2. Potępienie banderyzmu i zbrodniczych działań Ukraińców w latach 1939-1947 przez władze państwowe na Ukrainie i przez Ukraiński Kościół Greckokatolicki.
3. Delegalizacja na ternie Ukrainy organizacji banderowskich i neonazistowskich. Zakaz używania symboliki III Rzeszy i formacji kolaboranckich.
3. Likwidacja pomników i innych miejsc upamiętniających Doncowa, Melnyka, Banderę, Szuchewicza, Konowalca, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” itd.
4. Utworzenie Muzeum Ofiar Polskich Kresów we Lwowie i budowa w Kijowie Pomnika Zgładzonych Polaków przez Ukraińców. Wprowadzenie do szkół na terenie Ukrainy specjalnego programu historycznego mówiącego o zbrodniach ukraińskich szowinistów.
5. Zakończenie płacenia za Starlinki i wycofanie się z absurdalnej „pożyczki” 90 000 000 000 euro.
6. Wypracowanie umowy międzypaństwowej zachęcającej przyszłościowo przybywających w Polsce Ukraińców do powrotu do swojej ojczyzny.
7. Podpisanie umowy zapewniającej w przyszłości realne odszkodowania dla rodzin pomordowanych i ranionych przez Ukraińców w latach 1939-1947. Zwrot polskich walorów muzealnych – w tym historycznego zbioru Ossolineum.
Mike Adams specjalista w dziedzinie rolnictwa z Teksasu, jest pierwszą znaną mi & wiarygodną osobą, która szczegółowo zarysowała scenariusz efektów kryzysu bliskowschodniego na globalną gospodarkę. Pierwszy, znany przez wszystkich efekt, to zmniejszenie dostaw surowców energetycznych w skali globalnej.Drugi, związany z cyklem biologicznym, dotyczy dostępności nawozów na rynku rolniczym. Według Mike’a, nadchodzący 2027 rok, jest już stracony, to znaczy globalne plony będą znacznie uszczuplone.Jeśli jednak blokada łańcuchów dostaw przedłuży się, zacznie to akumulować negatywne tendencje w bardziej krytyczny sposób. Przyszłe plony będą maleć, a wraz z nimi globalna dostępność & ceny podstawowych artykułów spożywczych. O ile w krajach rozwiniętych, takich jak USA & UE będzie to oznaczać zmniejszenie asortymentu, o tyle w krajach III Świata przejawi się to głodem.Problem w tym, że człowiek nie może przestać jeść & pić przez dłuższy okres. W związku z tym, po krótkim czasie sytuacja ta zaowocuje masową migracją głodujących społeczeństw w poszukiwaniu źródła żywności. Głównymi „dostawcami” ludności do USA, UE, Chin & Rosji, będą kraje, które już teraz balansują na granicy przetrwania. Na półkuli wschodniej będą to Indie, Somalia & kontynent afrykański. Wielu „pielgrzymów” umrze z głodu, pragnienia & wyczerpania w trakcie drogi. Wielu jednak dotrze do celu i zamieni Europę w szambo; przy którym dzisiejsza UE to raj cywilizacyjny & kulturowy. W tym miejscu, kilka uwag dotyczących Indii. Są one prezentowane jako kolejna „potęga gospodarcza”, wysyłająca nawet statki kosmiczne w przestrzeń okołoziemską, itp. W rzeczywistości to brudny bajzel, z gigantyczną dziką populacja, podzieloną na plemiona & kasty. Miliardy brudasów wyczerpują już zasoby wód gruntowych w celu wsparcia rolnictwa. Oazy bogactwa odizolowane są do motłochu, jak średniowieczne twierdze. Miliony niecywilizowanych brudasów, nie tylko obmywa się w Gangesie, ale pije też wodę z niego. Stąd też niekończące się epidemie gastrycznych chorób zakaźnych.Ten straszny subkontynent w niczym nie przypomina Chin z lat 60-tych ubiegłego stulecia. Z tego też powodu, szanse „chińskiego rozwoju”, są równe ZERO, zwłaszcza w krótkoterminowej perspektywie. Już teraz Delhi ogranicza konsumpcję prądu, pozbawiając masy nawet prostego wentylatora, nie wspominając już o klimatyzacji. Nie trzeba więc być futurystą, by zgadnąć jak będzie wyglądać Europa po najeździe półtora miliarda brudasów. Wystarczy wybrać się do UK, by mieć pełne rozeznanie. [Można, a nawet trzeba przeczytać „Obóz świętych” Jean RaspaiI sprzed pół wieku. Pięknie, przejmująco przewidział. MD]
O ile Rosja & Chiny poradzą sobie z dzikimi najeźdźcami, metodami administracyjnymi, o tyle UE rozleci się pod ciężarem tego najazdu. Jak widać zwycięzców w tej globalnej katastrofie nie będzie. Oczywiście przy założeniu przedłużenia się konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jest też i pozytywna strona medalu, polegająca na uniknięciu globalnego konfliktu nuklearnego. Ale okres dominacji Zachodu zakończy się definitywnie!
Centrum Połączonych Operacji Powietrznych Al Udeid (CAOC
Rozmawiałem ze Scottem Hortonem w piątek (opublikuję nagranie, gdy będzie dostępne) i powiedziałem mu, że jestem całkowicie przekonany, iż Trump spełni swoją obietnicę otwarcia bram piekieł przed Iranem. Wszystkie sygnały ostrzegawcze migały na czerwono: Europejczycy zamykali swoje ambasady w Teheranie i ewakuowali personel, nastąpił gwałtowny wzrost liczby samolotów amerykańskich nad Izraelem, odwołano niektóre loty cywilne w Zatoce Perskiej i z Zatoki Perskiej, nad Zatoką Perską przeleciało kilka samolotów P-8 Poseidon ISR, a Izrael otworzył schrony przeciwbombowe.
Nie wziąłem jednak pod uwagę, że Trump organizuje w piątek wieczorem drugą edycję kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu (WHCA). Z wiarygodnego źródła dowiedziałem się, że Trump odwołał atak zaplanowany na piątek, aby nie odwracać uwagi od swojego przemówienia na imprezie WHCA.
Dobrze. To znaczy, że sobota będzie wielkim dniem. Ale rano w sobotę otrzymałem wiadomość od źródła, że dwa kluczowe komponenty wojskowe – CENTCOM i AFCENT – nie przeprowadzały przygotowań i planowania operacji, które normalnie miałyby miejsce w przypadku zbliżającego się poważnego ataku. W rzeczywistości nie koordynowały działań, a CENTCOM skreślał wydarzenia ze swojego harmonogramu na weekend.
Pozwólcie, że wyjaśnię akronimy… CENTCOM jest wspieranym dowódcą operacji Epic Fury. Odpowiada za operacje wojskowe USA, współpracę w zakresie bezpieczeństwa i planowanie awaryjne w obszarze odpowiedzialności obejmującym 20 państw, obejmującym Bliski Wschód, Azję Środkową i część Azji Południowej. AFCENT (oficjalnie Dziewiąta Armia Powietrzna / Centralne Siły Powietrzne) pełni funkcję dedykowanego komponentu lotniczego CENTCOM. Planuje, koordynuje i realizuje wszystkie operacje powietrzne (jednostronnie lub z partnerami koalicyjnymi) w celu wspierania celów CENTCOM.
Chociaż oficjalną siedzibą AFCENT jest baza sił powietrznych Shaw w Karolinie Południowej, baza Al Udeid przez wiele lat pełniła funkcję głównego wysuniętego ośrodka operacyjnego AFCENT i wysuniętej kwatery głównej w obszarze odpowiedzialności CENTCOM. W Al Udeid mieściło się Centrum Operacji Połączonych Powietrznych (CAOC), które zapewniało dowodzenie i kontrolę sił powietrznych w całym regionie CENTCOM, a także innych kluczowych elementów związanych z CENTCOM (w tym wysuniętą kwaterę główną samego CENTCOM).
Przed rozpoczęciem operacji Epic Fury, według magazynu Air & Space Forces Magazine , CAOC zostało przeniesione do bazy Shaw AFB, ponieważ dowództwo centralne słusznie przewidywało, że Iran zaatakuje ten obiekt. Cały personel amerykański został przeniesiony z bazy Al Udeid przed 28 lutego. Budynek CAOC przy Al Udeid został zdziesiątkowany. Faktyczne planowanie kampanii powietrznej miało miejsce w bazie Shaw AFB.
Fakt, że CAOC w Shaw AFB nie jest obecnie zaangażowany w intensywne planowanie operacyjne masowego ataku, jest najwyraźniejszym wskaźnikiem, że atak nie jest bliski… Przynajmniej nie w ten weekend.
„New York Times” opublikował artykuł Erica Schmitta i Jonathana Swana , który przedstawia jedno z wyjaśnień najnowszego TACO Trumpa. [Przyp. TACO = Trump always chickens out / Trump zawsze tchórzy]
Prezydent Trump odłożył na bok, przynajmniej na razie, plany gwałtownej eskalacji amerykańskiego ataku militarnego na Iran, obawiając się, że zaostrzenie działań wojennych może niebezpiecznie uszczuplić i tak już uszczuplone zapasy pocisków przechwytujących Patriot i innej amunicji obrony powietrznej Pentagonu na Bliskim Wschodzie.
Zagrożenie dla arsenału pocisków przechwytujących to jeden z wielu czynników, które sprawiają, że powrót do poważnych operacji bojowych jest przedsięwzięciem niezwykle ryzykownym, twierdzą przedstawiciele administracji. Trump i jego najwyżsi współpracownicy są również zaniepokojeni perspektywą zaostrzenia wojny na Bliskim Wschodzie, alienacją kluczowych sojuszników z Zatoki Perskiej, narażonych na ataki Iranu, globalnym kryzysem gospodarczym oraz narastającym kryzysem energetycznym i uchodźczym.
Ale może istnieć inna kwestia — taka, która nie wyklucza powodów podanych przez reporterów NY Times — dotycząca dostaw paliwa do USA. Raport ekonomiczny przygotowany przez Karla Millera bada, w jaki sposób tajne operacje zakupu i eksportu paliwa przez armię USA wyczerpują krajowe rezerwy oleju napędowego i paliwa lotniczego, szczególnie w okresie, gdy zapasy krajowe są już krytycznie niskie. Raport szczegółowo opisuje, że od maja do lipca wyeksportowano prawie 161 milionów baryłek destylatu i paliwa lotniczego, a bufor wschodniego wybrzeża spadł do mniej niż połowy normy sprzed pandemii. Duża część tego paliwa jest kierowana nieprzejrzystymi kanałami, takimi jak węzeł przeładunkowy w Rotterdamie, gdzie ostateczny przydział wojskowy lub zagraniczny nie jest publicznie uzgadniany, narażając amerykańską gospodarkę na ryzyko niedoborów, podczas gdy operacje wojskowe i zagraniczne mają priorytetowy dostęp.
Kluczowym wnioskiem jest to, że rząd USA stosuje równoległy, w dużej mierze niepodlegający audytowi wojskowy system alokacji, który odprowadza paliwo z rynku cywilnego.
Dane publiczne łączą kategorie paliw komercyjnych i wojskowych, a niektóre dostawy wojskowe są zwolnione ze standardowego raportowania eksportowego, co uniemożliwia śledzenie rzeczywistego końcowego wykorzystania eksportowanego paliwa. Raport podkreśla, że amerykańscy podatnicy subsydiują zagraniczne potrzeby w zakresie paliwa wojskowego, zwłaszcza dla Izraela, zarówno poprzez kanały bezpośrednie, jak i prawdopodobnie pośrednie, podczas gdy rząd nie ujawnia pełnego zakresu ani podziału finansowania tych dostaw. Tymczasem sektory o kluczowym znaczeniu, takie jak transport drogowy, rolnictwo i lotnictwo cywilne, borykają się ze zmniejszonym marginesem bezpieczeństwa i zwiększonym ryzykiem zakłóceń.
Miller konkluduje, że kryzys nie wynika z załamania produkcji rafinerii ani z sfabrykowanych zapasów, ale raczej z połączenia strukturalnie niskich zapasów, wysokiego poziomu eksportu i fragmentarycznych raportów publicznych, które zaciemniają sposób, w jaki wojsko korzysta z krajowych dostaw paliwa.
Dowody potwierdzają pogląd, że Rotterdam działa jako ukryty punkt końcowy dla amerykańskiego paliwa, ułatwiając dalszą dystrybucję do baz USA/NATO, Izraela i innych teatrów działań wojennych, ale brak przejrzystych i spójnych rozliczeń uniemożliwia opinii publicznej poznanie rzeczywistego podziału. Raport wzywa do ujednoliconego, szczegółowego rejestru, aby wyjaśnić, ile paliwa jest przekierowywane z krajowych systemów odpornościowych na operacje wojskowe i zagraniczne.
Zakładam, że sekretarz energii Chris Wright i sekretarz spraw wewnętrznych Burgham wiedzą o tym i poinformowali o tym Trumpa. Pozbawienie amerykańskiego sektora cywilnego nadwyżek oleju napędowego i paliwa lotniczego w czasie, gdy globalna podaż jest nadal poważnie ograniczona przez zamknięcie Cieśniny Ormuz i blokadę transportów saudyjskiej ropy przez Cieśninę Ormuz przez Huti, zwiększa ryzyko szkód dla amerykańskiej gospodarki. Czy ten fakt przekonał również prezydenta Trumpa, że zmasowany atak na Iran w tym czasie byłby nierozsądny? Warto się nad tym zastanowić.
Dlatego rezygnuję z przewidywania, kiedy lub czy w ogóle Trump rzeczywiście otworzy Iranowi bramy piekieł . Jestem przekonany, że niedobór precyzyjnych pocisków kierowanych i potencjalne poważne straty gospodarcze w przypadku kontynuacji wojny powietrznej to realne zagrożenia, których nie należy ignorować.
W sobotę Pepe i ja opracowaliśmy awaryjny protokół przejściowy, aby omówić najnowsze wydarzenia w Zatoce Perskiej i Morzu Czerwonym:
Mario i ja rozmawialiśmy o konsekwencjach ataku Jemenu na rafinerię Aramco w Arabii Saudyjskiej:
Podobnie jak Mario, Nima i ja omówiliśmy konsekwencje ataku w Jemenie, a ja wyjaśniłem, dlaczego nie sądzę, aby doszło do kolejnego ataku:
Sulaiman i ja odbyliśmy ożywioną dyskusję na temat wojny na Ukrainie:
W bieżącym tygodniu doszło do całej serii ataków mieszkańców nielegalnych żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu na jego palestyńskich mieszkańców.
Jeszcze w piątek cały tłum uzbrojonych żydowskich kolonistów dokonał najścia wsi Dżit na Zachodnim Brzegu. Agencja WAFA oblicza liczbę agresorów na kilkuset. Mieli pochodzić głownie z osiedla Gilead. Takie rozmiary tłumu sugerują też nagrania jakie pojawiły się na portalach społecznościowych. Atak odbywał się przy asyście izraelskiej armii, która w praktyce wspierała napastników.
[filmy – w oryginale md]
Według nieoficjalnych informacji między próbującymi wkroczyć do Dżitu napastnikami, a palestyńskimi mieszkańcami wioski doszło do szarpaniny. Jeden z Palestyńczyków wyrwał broń palną agresorowi. Doszło do strzelaniny, w której zginęło sześciu Palestyńczyków i jeden Izraelczyk. Jednym z zabitych Palestyńczyków ma być ten, który wyrwał broń napastnikowi. Według strony izraelskiej to on pierwszy miał zabić jednego z Żydów. W starcie włączyło się wojsko. Żołnierze wzięli na siebie odpowiedzialność za ofiary po stronie palestyńskiej, ale niektóre nagrania sugerują, że strzelali do nich również osadnicy.
Pogrom ten uruchomił całą serię kolejnych. WAFA podała w niedzielę rano informacje o atakach na palestyńskie domy, przedsiębiorstwa, meczety i samochody w kolejnych miejscowościach Zachodniego Brzegu: Birinie, Kalkiliji, Kafr Malik, Kusrze, Kurze. Antypalestyńskie napisy pojawiły się na ścianach obozów dla palestyńskich uchodźców Ajda i Al Chadir w okolicy Betlejem.
Zachodni Brzeg Jordanu i wschodnią Jerozolimę Izraelczycy okupowali w 1967 roku. Rozpoczęli od razu akcję żydowskiego osadnictwa na tych terenach. Społeczność międzynarodowa sprzeciwia się budowie nowych osiedli, a zdecydowana większość państw i ONZ uznaje je za nielegalne. Dzisiaj około 700 tysięcy Żydów, 10 proc. populacji żydowskiej w Izraelu, żyje na tych dwóch obszarach obok 2,7 milionów rdzennych palestyńskich mieszkańców.
W 1995 r. Izrael i Palestyńczycy zatwierdzili w ramach drugiego porozumienia z Oslo funkcjonowanie na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazu Autonomii Palestyńskiej. Jednak główne palestyńskie terytorium podzielono na strefy A, B i C. Ta ostatnia, stanowiąca większość terytorium Zachodniego Brzegu znajduje się pod wyłączną kontrolą władz Izraela, w strefie B Izraelczycy mają formalnie kompetencje w dziedzinie bezpieczeństwie. Jedynie strefa A jest teoretycznie pod pełną administracją władz Autonomii Palestyńskiej, w praktyce jednak i tam Izraelczycy prowadzą swoje operacje jednostronnie.
W ubiegłym roku rząd Binjamina Netanjahu zapowiedział nasilenie kolonizacji Zachodniego Brzegu, a niektórzy ministrowie jego rządu wprost opisują ją jako środek niedopuszczenia do funkcjonowania niepodległego i zdolnego do życia państwa palestyńskiego.
W okresie, w którym oczy świata zwrócone były na wojnę w Strefie Gazy, przemoc niższej intensywności trwa także na głównym palestyńskim terytorium okupowanym. Palestyńczycy giną tam nie tylko z rąk izraelskich żołnierzy czy funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, ale też żydowskich kolonistów zakładających tam, nielegalne w świetle prawa międzynarodowego, osiedla. Pogromy urządzane przez tych ostatnich spotykają się najczęściej z bierności, czy nawet współpracą wojska i służb bezpieczeństwa. Przybierają one formę niszczenia mienia, napadów, pobić i zabójstw Palestyńczyków.
Według palestyńskiej Komisji ds. Oporu wobec Murów i Osadnictwa, siły izraelskie i koloniści przeprowadzili w samym tylko marcu łącznie 1819, z czego 1322 ataki przeprowadziły siły izraelskie, a 497 osadnicy. Komisja wskazała, że ataki koncentrowały się głównie w prowincji Hebron (321 ataków), następnie w prowincji Nablus (315 ataków), Ramallah i Al-Bira (292 ataki) oraz w prowincji Jerozolima (203 ataki).
W skali całego półrocza WAFA szacuję liczbę ataków kolonistów na Palestyńczyków na 3488.
Koniec historii, świat jednobiegunowy to pojęcia jakie zdominowały myślenie o polityce bezpośrednio po załamaniu ZSRR i rozpadzie bloku wschodniego. Odnosiły się przede wszystkim do geopolitycznego układu sił, w którym nastał czas amerykańskiej hegemonii oraz do demokracji liberalnej jako systemu polityczno-gospodarczego.
Wyzwanie tej wizji rzuciły kolejno Chiny na płaszczyźnie ustrojowo-gospodarczej oraz Rosja na polu militarnym. Potem zaczęły dołączać do nich inne państwa i w sensie geopolitycznym oraz w języku opisujących go politologów świat stał się wielobiegunowy.
Natomiast w dziedzinie czysto ekonomicznej szczególnie na Zachodzie nadal tkwimy w rzeczywistości uznawanej milcząco za bezalternatywną. Narastające lawinowo zadłużenie państw, toczona za kurtyną medialnego zgiełku wojna o prawo do tworzenia pieniądza z niczego, niespotykane w dziejach bogactwo prywatnych podmiotów zarządzanych przez anonimowych władców, toczący się przez świat walec technototalitaryzmu i inwigilacji, zapaść demograficzna pozostają nadal tematami, które w debacie publicznej, ale także w refleksji humanistycznej zajmują znacznie mniej miejsca niż sytuacje na frontach zastępczych wojen czy kreowane przez elity kontrolowane kryzysy. Tak jakby ekonomia nie miała związku z demografią, psychiką czy obyczajami.
„Prawdziwe” lewica i prawica piętnują seksualizację nowej lewicy, ale same nie wykreowały żadnej spójnej i głębokiej odpowiedzi na współczesne wyzwania. Wszystko co mają do zaoferowania to nostalgia albo do starych dobrych czasów ZSRR i PRL albo do „prawdziwego wolnego rynku” z czasów XIX-wiecznego angielskiego leseferyzmu. W efekcie również prawica doznała swego rodzaju seksualizacji a rebours, ochoczo wdając się w boje na polu obyczajowym i pomijając ekonomiczną stronę kryzysu.
Będąca inspiracją tego tekstu książka autorstwa E. Michaela Jonesa „Jałowy pieniądz. Historia kapitalizmu jako konfliktu między pracą a lichwą.” próbuje uniknąć takiego podziału poprzez powrót do traktowania ekonomii jako gałęzi etyki. Pokazuje kluczowe momenty historii Zachodu prowadzące do powstania obecnego systemu gospodarczego, przypominające fundamentalną prawdę mówiącą o tym, że ekonomia powinna być podporządkowana etyce.
To stwierdzenie od razu nasuwa skojarzenie z takimi myślicielami jak Max Weber, Karol Marks, czy niesłusznie mniej znany Werner Sombart, z którymi E. M. Jones wchodzi w bardzo inspirujący do krytycznego myślenia dialog. Co ciekawe problem poruszał także George Soros. Jednak znacznie rzadziej myślimy w tym kontekście o katolickim spojrzeniu na gospodarkę, którego zasadnicze elementy nie tylko, że uległy ostatnio zadziwiającemu rozmyciu, ale także zapomnieniu.
Czytając książkę E. M. Jonesa odczuwa się ogromny żal, że w momencie wychodzenia z gorsetu tzw. realnego socjalizmu i systemowego rabunku Polaków z tego co przez kilka dekad wspólnie wypracowali, tak rzadko odwoływano się poważnie do papieskich encyklik Rerum novarum, Quadragesimo anno czy Centesimus annus. Co ważniejsze zapomniano też o wcześniejszej i znacznie bardziej zasadniczej krytyce kapitalizmu do której amerykański autor powraca w swojej książce.
Mowa tu przede wszystkim o myśli niemieckiej zawartej w dziełach takich autorów jak biskup Moguncji Wilhelm Emmanuel von Ketteler (na zdjęciu poniżej), który był inspiracją dla Leona XIII, o pracach jezuity Heinricha Pescha mającego swój intelektualny udział w powstaniu encykliki Quadragesimo anno, o dorobku pisma „Civilta Cattolica”, w którym na temat katolickiego stosunku do ekonomii publikował Georg Ratzinger – stryjeczny dziadek późniejszego papieża, czy bardziej współcześnie o pracach i polityce twórcy powojennego włoskiego cudu gospodarczego Amintore Fanfaniego.
Ich nazwiska są mało znane, a dzieła są do dzisiaj często nietłumaczone na polski i w konsekwencji nieobecne w narodowym spojrzeniu na gospodarkę. Jest smutnym i zadziwiającym paradoksem, że w nominalnie katolickim kraju wielu polityków i partii z nazwy prawicowych, a nawet odwołujących się do katolicyzmu, zamiast gospodarki opartej na katolickim spojrzeniu lansowało i lansuje gospodarcze ideologie nawiązujące nie tylko do cywilizacji żydowskiej, ale wywodzące się z myśli antykatolickiej, skrajnie materialistycznej i de facto neopogańskiej.
Młodzi prawicowcy znają nazwiska Adama Smitha, Augusta von Hayeka, Ludwiga von Misesa czy Miltona Friedmana, ale o gigantach myśli katolickiej nie słyszeli, a gdyby znali treść tego co pisali, z dużym prawdopodobieństwem w ślad za swoimi starszymi guru odrzucili by je z pogardą jako złe, bo lewicowe lub o zgrozo socjalistyczne. Znaczący i szkodliwy dla Polaków udział mają w tym środowiska tzw. wolnorynkowców, które bazując na ogólnej niewiedzy oraz własnej intelektualnej nieuczciwości, arbitralnie przywłaszczyły sobie monopol na tak zwaną prawicowość i wciągnęły w zakres tego pojęcia coś co jest gospodarczym odpowiednikiem wszystkiego co najbardziej „postępowe” w dziedzinie obyczajowej. Inaczej mówiąc wmówiono Polakom, że z moralnego zła może powstawać dobro, a będący wobec konkurencji i pracowników wilkiem, ale dbający o rodzinę przykładny ojciec może uchodzić za wzór cnót „konserwatywnego liberała”.
Ten błąd założycielski uczynił z nich faktycznych pożytecznych idiotów partyjnej nomenklatury, która o wiele lepiej rozumiała działanie realnego kapitalizmu. Nic lepiej nie oddaje tej prawdy niż wypowiedź późniejszego prezydenta 3 RP przy okrągłym stole, który w reakcji na zamiar powołania kas oszczędnościowych SKOK z oburzeniem stwierdził: „przecież była umowa, że banki bierzemy my.”
„Jałowy pieniądz” to fascynująca, oparta na ogromnej erudycji, przypominająca mnóstwo zapomnianych faktów historia powstawania kapitalizmu, która jednak w odróżnieniu od czysto historycznych ujęć ukazuje ścisły związek przemian gospodarczych z religią, obyczajami, filozofią i ludzką naturą, w której 8 duchów zła stale toczy bój z praktycznym rozumem i boskimi przykazaniami.
M. Jones zaczyna swą historię od wieku XIV i kwestionuje przyjmowany za pewnik demonizowany obraz Średniowiecza. A był to okres, którego przynajmniej trzy zasadnicze rysy powinny budzić uznanie. Są to potępienie lichwy, odejście od niewolnictwa i szacunek dla pracy fizycznej. Warto przypomnieć, że na ten ostatni wyróżnik cywilizacji łacińskiej kładł nacisk Feliks Koneczny. To wtedy powstała katolicka filozofia i pisma normujące takie fenomeny jak sprawiedliwa płaca, własność, sprawiedliwe umowy, wolność, relacje jednostki z państwem. Nie przeszkadzało to wcale postępowi materialnemu, rozwojowi handlu i bankowości. To wówczas włoscy bankierzy i handlowcy wynaleźli zasadę podwójnego zapisu, zaczęli na większą skalę posługiwać się kredytem i innymi mechanizmami, pozwalającymi ograniczyć kłopotliwy transport złota, na którym oparty był ówczesny pieniądz.
Kres tej epoce położył tzw. renesans zakodowany w powszechnej świadomości jako pozytywne przebudzenie po „wiekach ciemnoty i zacofania”, a będący w dużej mierze powrotem do pogaństwa w dziedzinie obyczajowości, ale także, bo duchy zła działają w ściśle opisanych sekwencjach, do rządów chciwości w gospodarce. Zepsucie obyczajów już w XV wiecznych Włoszech szło w parze z pobłażaniem lichwie, a lichwiarze tak jak obecnie finansowali i wchodzili w polityczno – ekonomiczny sojusz z ówczesnymi odpowiednikami dzisiejszych piewców ideologii LGBT. Zaciekle zwalczali zarówno pracujących nad moralną odnową duchownych jak i katolickie banki oferujące pożyczki na niski procent.
Zajmujący się lichwą Żydzi oferowali gojom i biedocie pożyczki na 47%, a „banki pobożne” na 5%. Tym co zmuszało ubogich do zaciągania pożyczek było odejście od zasady sprawiedliwej płacy, która w katolickiej nauce zawsze oznaczała pensję pozwalającą pracującemu zarobkowo mężczyźnie na utrzymanie własne oraz żony i dzieci, a sama praca nie była traktowana jedynie jak towar. Osłabienie wpływu Kościoła i demoralizacja hierarchów sprawiły jednak, że również chrześcijańscy bogacze woleli żyć z lichwy niż zajmować się produkcją i płacić godziwe pensje. W tym miejscu pojawia się ważny motyw podkreślany także przez E. M. Jonesa: to zbyt niskie, niesprawiedliwe wynagrodzenia za pracę idą w parze z interesami lichwiarzy. Pracownicy, którzy otrzymują za pracę sprawiedliwe zarobki, nie muszą jak radził prezydent Komorowski „brać kredytu i zmieniać pracy” lub wyjeżdżać za chlebem do innych krajów.
Takie stanowisko autor uzasadnia ekonomicznie i politycznie: płaca nie powinna być traktowana jako koszt, ale element obiegu gospodarczego, który w skali narodu utrzymuje się w swego rodzaju cyklu zamkniętym, sprzyjając spójności społecznej i podnoszeniu ogólnego poziomu życia. Rozumiał i realizował to z dobrym skutkiem np. Henry Ford. E. M. Jones przypomina zapomnianą i oczywistą prawdę o tym, że podstawą dobrobytu są praca i moralność, a nie kapitał.
Aby to uzmysłowić wystarczy wyobrazić sobie dwie społeczności w dziewiczym terenie: w jednej jest dużo tzw. kapitału, a nawet złota, ale nikt nie pracuje i nie istnieją zasady moralne, w drugiej rządzi zasada ora et labora, a potem zastanowić się co w niedługim czasie stanie się z nimi oboma. Wiara w moc i potrzebę kapitału i to jeszcze obcego aby rozwinąć rodzimy przemysł, handel i inne działy gospodarki, to kolejny mit nie mający uzasadnienia w historycznej praktyce, ale znakomicie paraliżujący próby wybicia się na niezależność ekonomiczną, a w konsekwencji polityczną. Potwierdza to współczesny ekonomista Richard Werner analizując sukcesy gospodarcze Japonii i Chin.
W wywiadzie dla Tuckera Carlsona R. Werner opowiada jak Deng Xiaoping szukając recepty na sukces gospodarczy usłyszał od Japończyków to co rozumiał wspomniany reprezentant strony rządowej przy okrągłym stole w 1989 r. : „twórzcie własne banki, najlepiej liczne i lokalne”. Znamienne, że CIA usiłowała groźbami zapobiec rozpowszechnianiu jego prac w USA. Polskie tłumaczenie książki R. Wernera „Stracone stulecie. Trzy teorie bankowości i niezbity dowód.” autorstwa Krzysztofa Lewandowskiego jest dostępne online.
Kościół przez całe Średniowiecze nauczał, że bogacenie się poprzez lichwę jest działaniem grzesznym i zaprzeczającym naturze, a dobrobyt i szczęście dają praca i wysokie morale. Nie oznacza to zakazu udzielania pożyczek, jednak pożyczający musi w takim wypadku nie tylko czynić to na godziwy procent, ale przede wszystkim dzielić z pożyczkobiorcą ryzyko finansowe. Istnieje też zasadnicza różnica między lichwiarzem a przedsiębiorcą. Panująca dzisiaj w umysłach i w gospodarczej praktyce zasada, że „pieniądz rodzi pieniądz” niczym biblijne owce Labana, o których E. M. Jones wspomina analizując przesłanie „Kupca weneckiego” jest niemoralna, sprzeczna z naturą, a w praktyce prowadzi do monstrualnych różnic w bogactwie i głębokich podziałów społecznych. Kolejnym po włoskim renesansie przełomowym dla historii tworzenia kapitalizmu momentem była reformacja, a szczególnie jej angielska odmiana.
W przeciwieństwie do znanej tezy M. Webera, E. M. Jones utrzymuje, że to nie etyka protestancka stworzyła kapitalizm, ale że kolejność była odwrotna. To angielscy wigowie po rabunku dóbr kościelnych i zakonnych stworzyli religię z fetyszem indywidualnego bogacenia się jako dowodu bożego wybraństwa, z czasem wzmocnioną przez oderwane od moralności wzorujące się na fizyce rzekomo obiektywne, bo zmatematyzowane prawa ekonomii, co stanowiło religijną i ideologiczną pieczęć gwarantującą na poziomie świadomościowym, że to co zagrabione nie będzie podlegać rewindykacji.
Kolejnym elementem tej świadomościowej okupacji są tzw. rządy prawa rozumianego jako efekt woli dobrze kontrolowanej i manipulowanej większości. Amerykanin przypomina, że klasztory w poprzedniej epoce pełniły funkcję dzisiejszych państw opiekuńczych w zakresie edukacji, sztuki, pomocy ubogim, chorym i starym, niosły rozwój gospodarczy i postęp technologiczny nie wymagający obcego kapitału.
Próbą powrotu do takiego modelu były jezuickie Redukcje w Ameryce Południowej, których konkurencja zarówno w kwestii podejścia do Indian jak i w tworzeniu alternatywnego modelu życia była na tyle groźna, że poprzez polityczne naciski doprowadzono do kasaty całego zakonu. „Święte prawo własności” i bezwzględne dotrzymywanie umów stały się praktyczną konsekwencją tego, że pierwszy milion w dziejach nowoczesnego kapitalizmu rzeczywiście ukradziono. W Polsce po 1989 r. byliśmy świadkami bliźniaczo podobnych procesów, w których członkowie nomenklatury, która miała dosyć dotychczasowych ideologicznych ograniczeń odegrali rolę landlordów grodzących wspólne grunty w XVI wiecznej Anglii. Ideologia leseferyzmu, antypaństwowa i antyspołeczna fobia szerzona przez popularnych publicystów szukających łatwego poklasku na fali odreagowywania absurdów poprzedniej epoki, dostarczyła im potrzebnego ideologicznego alibi.
Anglia stosowała podobny schemat w polityce międzynarodowej. Jej okręty rabowały statki hiszpańskie, gwarantowały stosowanie ówczesnego odpowiednika sankcji gospodarczych, ale ta sama Anglia z misjonarskim zapałem eksportowała ideologię wolnego handlu, który ponoć ma służyć wszystkim po równo, a „kwatera główna reformacji stała się bazą mesjanistycznego kapitalizmu”. Nakładała się na to prawidłowość, według której „gdy państwo kapitalistyczne jest beznadziejnie zadłużone, jedynym sposobem na wydostanie się z długów jest kradzież”.
W Unii Europejskiej służy temu ideologia klimatyzmu, w imię której zmusza się Polaków do wymiany systemu energetycznego oraz domowego ogrzewania, co Mateusz Morawiecki trafnie opisał używając metafory kopania i zasypywania rowów. Royal Navy wymuszała też egzekucję lichwiarskich umów międzynarodowych, a w kraju nowa władza ściągała podatki na spłatę odsetek dla Rotszyldów i Banku Anglii.
Tak powstawał model realnego kapitalizmu czyli w ujęciu E. M. Jonesa: system zorganizowanej lichwy gwarantowanej przez państwo. Nierówności i brutalność nowego ustroju w samej Wielkiej Brytanii były tak jak w Polsce po 1989 r. łagodzone emigracją, do której zmuszano np. miliony Irlandczyków, najpierw w latach nieurodzaju skazując ich na głód w imię dogmatu, że państwu nie wolno ingerować w życie gospodarcze.
Angielska ideologia wolnego handlu napotkała w XIX w. polityczny opór. W Niemczech dzięki pracy Johanna Gottlieba Fichtego „Zamknięte państwo handlowe”, potem za sprawą Aleksandra Hamiltona w Stanach Zjednoczonych. Następnie pojawiła się korzystająca z doświadczeń amerykańskich praca F. Lista „Narodowy system ekonomii politycznej” pokazująca, że wolny handel służy państwom i narodom już uprzemysłowionym, a szkodzi tym, które mają ambicje by do tego grona dołączyć. Analizowałem ją w MP nr 15-16, 12-19.04.2026 r.
Zwieńczeniem tego procesu było odrodzenie katolickiej refleksji ekonomicznej. E. M. Jones wskazuje też na głęboko zakorzenione w germańskiej kulturze tradycje wspólnotowości, praktykę zrzeszania się w gildie i inne formy zawodowej wspólnoty, które pomogły sformułować pozytywną odpowiedź na ideologię leseferyzmu. Bezpośrednim bodźcem była rewolucja przemysłowa z towarzyszącymi jej: ruchem ludności ze wsi do miast i idącymi za tym procesami rozpadu więzi społecznych, fatalnymi warunkami życia oraz demoralizacją wielkoprzemysłowych robotników.
Ukoronowaniem działań na rzecz wypracowania praktycznej odpowiedzi na cywilizacyjny kryzys było w Niemczech dzieło wspomnianego biskupa Moguncji W. E. von Kettelera, który w pracy „Chrześcijaństwo i kwestia robotnicza” pisał: „Obecnie nie sposób dalej się łudzić, cała materialna egzystencja stanu robotniczego, czyli przytłaczającej większości ludności współczesnego państwa, a także egzystencja robotniczych rodzin, codzienny problem zdobycia chleba dla mężczyzny, kobiety i dziecka jest funkcją rynku oraz cen towarów. Nie znam nic bardziej godnego pożałowania niż to właśnie. Jakież uczucia musi ta sytuacja wywoływać w ludziach biednych, których cała egzystencja, wszystkie ich potrzeby i wszystko, co darzą miłością, uzależnione jest od przypadkowości cen obowiązujących na rynku. Ten rynek niewolników liberalnej Europy powstał i funkcjonuje wedle wzorców ustanowionych przez humanitaryzm, oświecony antychrześcijański liberalizm i masonerię.” Było to wezwanie do powrotu do zdrowego rozsądku, respektowania potrzeby stabilizacji i ekonomicznego bezpieczeństwa. W doprowadzonej do skrajności konkurencji dostrzegał także drogę do tryumfu szpetoty i tandety, co łączyło go z prekursorami prawdziwej ekologii. Biskup von Ketteler wydobył także ze skarbca katolickiej myśli pełne mądrości podejście do fetyszu wolności pisząc: „Nadużywanie wolności przybiera postać nieposłuszeństwa i gniewu skierowanego przeciw sprawiedliwym prawom oraz prawowitej władzy. Chrześcijaństwo uznaje to za grzech. Wolność także może być nadużywana w tak skrajny sposób, że prowadzi to do ogólnego upadku, a wówczas z konieczności potrzebne staje się jej przeciwieństwo.”
Te zakorzenione w nauce Arystotelesa słowa znalazły potwierdzenie w przebiegu największych współczesnych rewolucji, gdzie po okresie anarchicznego rozpasania następowała tyrania i terror. W historii kapitalizmu taką prowadzącą do tyranii reakcją na potworności XIX wiecznej ekonomii był socjalizm, który w ujęciu E. M. Jonesa jest naturalną reakcją i dzieckiem liberalizmu, a „idea rewolucyjna jest religijną pociechą dla ziemskiej klęski”. Katolicka reakcja na XIX wieczny kapitalizm uratowała Niemcy przed rewolucją, która miała zniszczyć Rosję i doprowadzić do ludobójstwa warstw tzw. wrogów klasowych.
Zamiast zrodzonej z nienawiści rewolucji kościół wychodząc z zasad etyki i praktycznego rozumu doprowadził do realnej poprawy losu milionów ludzi poprzez dialog zarówno z wrogą sobie władzą Bismarcka jak i z niemieckimi socjalistami, którzy ku oburzeniu fanatyków w rodzaju Lenina woleli działać zachowując cnoty umiaru i roztropności. Symbolem tych zmian są ubezpieczenia społeczne wprowadzone przez Otto von Bismarcka, określane słusznie praktycznym chrześcijaństwem. Efektem tego był autentyczny cywilizacyjny postęp i poczucie narodowej solidarności, które w początku XX wieku uczyniło z Niemiec potęgę w każdej dziedzinie. Niemiecka wspólnotowa odpowiedź na angielski indywidualistyczny liberalizm odżywała w kolejnych epokach i zawsze prowadziła do gospodarczej prosperity. Także we współczesnej niemieckiej konstytucji własność prywatna w łączy się z obowiązkami.
Osobny wątek pracy E. M. Jonesa to historia pieniądza poczynając od złotej waluty do współczesnego pieniądza fiducjarnego. W wypadku tego ostatniego jeszcze bardziej rośnie znaczenie cnót jego emitentów takich jak przezorność i roztropność, które muszą chronić gospodarkę i oszczędności przed inflacją. Z drugiej strony szczególnej wagi nabiera postulat podporządkowania konsumpcji zasadom moralnego ładu, co obala wolnorynkowy mit o rzekomym dobrodziejstwie rządów konsumentów. Dogmatyczni wolnorynkowcy potrafią twierdzić, że ten sam lud jest głupi w wyborach politycznych, ale mądry w konsumenckich.
Ważnym elementem dzieła E. M. Jonesa jest analiza wpływu na gospodarkę cywilizacji żydowskiej, co wraz z lichwą zniknęło z współczesnego nauczania kościoła. Po części stało się tak na skutek tego, że część krytyków zaczęła błędnie traktować zagadnienie w kategoriach rasowych zamiast jak przez poprzednie wieki gospodarczo – religijnych. Takie podejście paradoksalnie zbliżyło ten typ tzw. antysemitów do piewców leseferyzmu bo „kapitalizm jest dla ekonomii tym czym darwinizm dla biologii. Nie jest odzwierciedleniem myśli ekonomicznej, ale jej ideologiczną deformacją”.
Przytoczone w książce E.M. Jonesa stanowisko myśli katolickiej sięgające czasów znacznie dawniejszych niż współczesne i posługujące się językiem pozbawionym politycznie poprawnych niedomówień, mogłoby być ważnym i brakującym elementem debaty publicznej pozwalającym wyjść poza nieaktualne etykiety, sztuczne podziały, lepiej opisać współczesność i dać bardziej zgodną z naturalnymi potrzebami odpowiedź na zagrożenia jakie ze sobą niesie.
Wciąż krążą doniesienia, że Trump jest oszołomiony i traci cierpliwość za kulisami, podczas gdy wojna z Iranem przedłuża się i powoli wyczerpuje glinianego kolosa armii USA:
Doradcy Trumpa podobno obawiają się, że wojna ta „pochłania jego prezydenturę”:
Jak twierdzą urzędnicy administracji i osoby bliskie prezydentowi, wojna w Iranie wkracza w piąty miesiąc, a Trump jest coraz bardziej sfrustrowany faktem, że konflikt, który kiedyś uważał za zakończony w ciągu kilku tygodni, ciągnie się bez końca.
Niektórzy doradcy Trumpa obawiają się teraz, że wojna – która spowodowała wzrost cen, spadek poparcia społecznego i śmierć kilkunastu amerykańskich żołnierzy – pochłania jego prezydenturęi szkodzi i tak już słabym perspektywom Republikanów w nadchodzących wyborach uzupełniających.
Prawda jest taka, że wojna, pochłaniając jego prezydenturę, spełnia swoje zadanie. Jednym z głównych powodów wojny było odwrócenie uwagi od skandalu Epsteina, który sam groził pochłonięciem prezydentury Trumpa. W ten sposób, przykrywając ogień kocem, wojna zdołała go stłumić, a teraz sama grozi uduszeniem reszty kariery i politycznego dziedzictwa Trumpa.
W artykule zauważono, że nawet najważniejsi współpracownicy Trumpa obawiają się o swoje życie, ponieważ według informacji wywiadowczych CIA Iran zamierza ich zlikwidować:
Wojna odbiła się negatywnie na prezydencie i niektórych jego doradcach.Według osób zaznajomionych ze sprawą, niektórzy wysoko postawieni współpracownicy otrzymali od agencji wywiadowczych informację, że Irańczycy dążą do ich zabicia i nakazano im zaprzestać korzystania z usług przewozowych.
Najbardziej szokująca część artykułu ujawnia frustrację Trumpa związaną z tym, że nie może sobie poradzić z przywódcami Iranu, ponieważ uważa, że za każdym razem, gdy USA osiągają postępy w negocjacjach, Iran ucieka się do ataku:
W miarę jak wojna się przedłuża, Trump traci pewność, że USA i Iran znajdą dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu. Skarżył się doradcom, że trudno ustalić, kto przemawia w imieniu najwyższego kierownictwa, a za każdym razem, gdy USA uważają, że poczyniły postępy przy stole negocjacyjnym, Iran kontynuuje ataki, jak twierdzą osoby zaznajomione ze sprawą.
To, bardziej niż cokolwiek innego, świadczy o głęboko zakorzenionej naturze imperialnej pychy, która zawładnęła sercem i duszą amerykańskiej polityki zagranicznej. Ta jawna wyjątkowość stała się tak wszechobecna, że Trump po prostu działa z podstawowego mianownika, zgodnie z którym porozumienia zawarte przez USA muszą być respektowane jedynie przez stronę przeciwną. Same Stany Zjednoczone są z tego wyłączone, nie podlegają żadnym standardom, ponieważ przyjmuje się za pewnik , że jako globalny hegemon, strona amerykańska w negocjacjach może być „płynna”.
Być może jest to kolejny aspekt wszechobecnego, wygórowanego przywileju .
Wszyscy wiedzą, że to Stany Zjednoczone złamały i nie wywiązały się ze wszystkich porozumień lub po prostu zignorowały ewentualność włączenia Izraela i Libanu do UE i nie tylko.
Wczorajszy dzień okazał się pierwszym dniem, w którym USA nie zaatakowały Iranu, w związku z obawami, że USA po prostu wyczerpują swoje zapasy i nie będą w stanie utrzymać wysokiego tempa codziennych ataków.
Potwierdziła to stacja CBS, cytując anonimowych urzędników ministerstwa obrony, którzy przyznali, że Stany Zjednoczone po prostu nie są w stanie utrzymać takiego tempa wydatków:
Amerykańscy urzędnicy, którzy rozmawiali z CBS News prosząc o zachowanie anonimowości ze względu na delikatność tematu, stwierdzili, że Stany Zjednoczone nie mogą utrzymać tempa, w jakim zużywały amunicję precyzyjną na początku kampanii przeciwko Iranowi.
Pamiętacie, jak rozbrzmiewały szyderstwa z powodu „malejącego” tempa wystrzeliwania przez Iran pocisków balistycznych, podczas gdy Hegseth i spółka przechwalali się, że Stany Zjednoczone wciąż przeprowadzały setki lotów bojowych dziennie w pierwszych dniach wojny? Wygląda na to, że gliniany kolos ugrzązł w martwym punkcie, ponieważ worek z gadkami amerykańskiej militarnej „molochy” rozpłynął się do żałosnego jęku.
Jednak w administracji krążą pogłoski, że Pentagon ukrywa braki w zaopatrzeniu w pociski przechwytujące, niezbędne do wznowienia wojny. Pojawiają się również sugestie, że Biały Dom nie chce znać skali tych niedoborów.
„Dzielenie się złymi lub realistycznymi wiadomościami nie kończy się dobrze dla nikogo” – powiedział informator „The Telegraph”. Inny stwierdził, że „kultura milczenia” przysparza problemów Pete’owi Hegsethowi, sekretarzowi obrony USA.
Jak zauważono w materiale stacji CBS, Stany Zjednoczone zmuszone były do coraz częstszego używania bomb ślizgowych JDAM o znacznie mniejszym zasięgu, ponieważ zużyły większość swoich zaawansowanych pocisków manewrujących JASSM i Tomahawk:
Naraża to lotniskowce JDAM na coraz większe ryzyko, ponieważ muszą zbliżyć się do swoich celów, nie wspominając o wystrzeliwaniu amunicji z bardzo dużej wysokości, aby zapewnić sobie możliwość szybowania. To z kolei naraża je na dodatkowe niebezpieczeństwo wykrycia przez irańskie radary dalekiego zasięgu i zestrzelenia.
Efektem ubocznym jest to, że Iran może wówczas przenieść swoje najważniejsze zasoby głębiej w głąb kraju, gdzie precyzyjna broń dalekiego zasięgu USA nie jest już w stanie konsekwentnie docierać. W efekcie Stany Zjednoczone powoli pogrążają się w całkowicie nie do utrzymania sytuacji, w której ich własne, najlepsze zasoby są narażone na atak ze strony Iranu, podczas gdy irańskie są bezpieczne przed amerykańskimi atakami.
Staje się coraz bardziej oczywiste, że USA atakują puste cele, aby stworzyć pozory siły i inicjatywy, podczas gdy w rzeczywistości irański aparat wojskowy nie jest już w ogóle wyniszczany:
Iran z drugiej strony kontynuuje całkowite niszczenie najważniejszych zasobów USA w regionie, a w ciągu ostatniego tygodnia zaatakowano kolejne główne radary dalekiego zasięgu i bazy:
Zdjęcia satelitarne pokazują całkowite zniszczenie przez irańskie rakiety hangaru, w którym przechowywana była amunicja dla oddziałów specjalnych armii amerykańskiej w bazie lotniczej King Faisal w Jordanii.
Could not load video.
Zdolność Iranu do odbudowy po poniesionych przez siebie stratach w dalszym ciągu szokuje zachodnie elity:
Według izraelskich i zachodnich urzędników oraz analizy zdjęć satelitarnych Iran szybko odbudował infrastrukturę zniszczoną w ostatnich miesiącach w wyniku bombardowań prowadzonych przez USA i Izrael – od baz rakietowych ukrytych głęboko w górach po mosty, porty i zakłady produkcyjne.
Szybszy niż oczekiwano postęp niepokoi niektórych izraelskich urzędników.Pomaga to wyjaśnić, dlaczego Iran wciąż jest odporny pomimo kampanii powietrznej, która w szczytowym momencie wojny obejmowała ponad 20 000 ataków i która jest kontynuowana wzdłuż irańskiego wybrzeża, aby przełamać kontrolę Teheranu nad Cieśniną Ormuz.
Jako drobną dygresję, zwróćmy jeszcze raz uwagę na niesławne „opóźnienie w odkrywaniu” informacji przez główne media: praktycznie wszystko, o czym my, niezależni analitycy, informujemy od miesięcy, niezmiennie staje się „pilną wiadomością”, gdy wysiłek włożony w utrzymanie propagandowej struktury informacyjnej zaczyna przeważać nad jej użytecznością.
Już od pierwszego dnia tej wojny informowaliśmy tutaj, że:
Stany Zjednoczone nie zaatakowały żadnych ważnych celów militarnych, ponieważ Iran rozproszył wszystko, przygotowując się do wojny.
Iran odbudowywał całą cywilną infrastrukturę, w którą USA uderzało z niewiarygodną szybkością.
Zapasy precyzyjnej amunicji w USA nie wystarczą do czasu, aż nadejdzie upragnione „zwycięstwo”.
Teraz, kilka miesięcy później, wszyscy niechętnie przyznają się do powyższych faktów, traktując je jako swego rodzaju sensacyjne doniesienia.
„Uzupełnili swoje zapasy” – powiedział. „Mają bardzo imponujący potencjał industrializacji i odbudowy”.
FT opisuje, jak dwa statki próbowały przemknąć przez wody omańskie, prawdopodobnie pod „genialnym” dowództwem amerykańskich urzędników. Jednak nawet pod osłoną potężnych amerykańskich sił powietrznych, osłaniających je i broniących, statki zostały oświetlone niczym drzewo Yalda Night przez irańskie pociski:
Trzymając się blisko wybrzeża Omanu, statki – Kavomaleas i Acheloos – podjęły próbę przeprawy w niedzielę wieczorem, jako jedyne dwa statki, które tego dokonały, według osób znających sytuację.
Pomimo wzmocnionego wsparcia lotniczego USA i kilkudniowych intensywnych ataków na cele wojskowe wzdłuż wybrzeża, oba zostały trafione i uszkodzone przez irańskie pociski.
„Trafienie w statki Dynacomu zmieniło zasady gry i nawet armatorzy gotowi na ryzyko będą potrzebować czegoś więcej niż nagłówków o pokoju, aby wrócić do działania” – powiedziała Amrita Sen, założycielka firmy konsultingowej Energy Aspects.
Obawy budzi m.in. fakt, że nasilenie działań wojennych może niebezpiecznie uszczuplić uszczuplone zapasy amunicji przeciwlotniczej na Bliskim Wschodzie.
Co zabawne, w powyższym artykule urzędnicy wyrażają opinię, że bombardowanie Iranu przez Trumpa w rzeczywistości przyczynia się do umacniania tzw. „reżimu” irańskiego:
Urzędnik powiedział, że ataki mają skutek odwrotny od zamierzonego, gdyż wzmacniają spójność Iranu i pozwalają irańskim przywódcom skupić uwagę na zagrożeniu zewnętrznym.
Teraz, gdy Jemeńczycy również są bliscy przystąpienia do wojny, zapasy amerykańskich pocisków przeciwlotniczych mogą spaść do katastrofalnych poziomów, biorąc pod uwagę, że USA musiałyby zaopatrywać w nie wszystkich w regionie, aby odeprzeć zarówno ataki Ansar Allah, jak i Iranu.
========================
Jako dodatek do ostatniego płatnego artykułu, w którym opisano zdumienie Zachodu ewolucją irańskiej siły ognia, mamy artykuł WSJ omawiający jeden z najskuteczniejszych irańskich pocisków rakietowych, Cheibar Shekan:
Wyjaśniają, w jaki sposób ewoluująca taktyka Iranu sprawiła, że USA są w defensywie i nie są w stanie stawić czoła natarciu:
Rakieta Chejbar Szekan to koń pociągowy arsenału Teheranu – tania, mobilna i celna broń o zasięgu co najmniej 1450 km. Ostatnio Iran używa jej w złożonych atakach, udowadniając, że jest elastycznym przeciwnikiem dla USA.
Odkąd walki wznowiły się w tym miesiącu, Iran ostrzeliwuje amerykańskie bazy z Cheibar Shekan, poinformowali przedstawiciele władz USA. Używają kombinacji różnych tras lotu, manewrów i prędkości, aby zmylić amerykańską obronę.
Podobnie jak w przypadku rakiety Emad, którą omówiliśmy w płatnym artykule, Kheibar można również wyposażyć w MaRV, który ma własny napęd i dzięki temu może zachować zdolność namierzania i naprowadzania podczas ostatniego łuku końcowego:
Analitycy i urzędnicy twierdzą, że w niektórych wersjach pocisku część nosowa, która przenosi głowicę bojową i oddziela się w końcowej fazie lotu, jest wyposażona w mały silnik, który umożliwia jej korygowanie kierunku lotu w miarę zbliżania się do celu z prędkością 6000 mil na godzinę.
Pośrednio potwierdzają również jeden z „przecieków” z płatnego artykułu. Przypomnijmy ten, rzekomo napisany przez amerykańskiego żołnierza posiadającego poufne informacje w jednej z amerykańskich baz:
Teraz przyjrzyjmy się potwierdzającemu fragmentowi z artykułu WSJ:
Pociski balistyczne wlatują w górne warstwy atmosfery lub przestrzeni kosmicznej, a następnie opadają z powrotem na cel, ale nie wszystkie są zdolne do manewrowania.Analitycy wojskowi, którzy badali pocisk Kheibar Shekan, twierdzą, żemoże on zmieniać trajektorię lotu bardziej niż inne pociski balistyczne, aby utrudnić jego wykrycie i zniszczenie.
Sądząc po powyższym, wygląda na to, że Irańczycy są mądrzejsi, niż przyznawały im Stany Zjednoczone.
Niedługo po naszym płatnym artykule zachodnie media opublikowały kolejną informację potwierdzającą tę tezę. Nowe informacje wskazują, że Iran przeprowadza ataki na tajne obiekty CIA z tak dużą precyzją, że eksperci nie mieli innego wyjścia, jak tylko stwierdzić, że to Rosja dostarczała materiały do ataków:
Jedna z wewnętrznych notatek zachodnich służb wywiadowczych, opisana przez urzędnika z regionu mającego dostęp do dokumentu, stwierdza, że Rosja prawdopodobnie odegrała rolę w ataku na regionalne obiekty CIA. Urzędnik omawiał notatkę pod warunkiem, że jej dokładne autorstwo nie zostanie ujawnione.
W ataku na placówkę CIA w Rijadzie rzekomo wykorzystano rosyjskie „ulepszone” wersje drona Shahed, których dokładność sprawiła, że urzędnicy zaczęli szukać odpowiedzi:
Jeden z samolotów zniszczył wrażliwą część zewnętrznej części ambasady, a drugi wleciał przez otwór i zdetonował bombę – twierdzą przedstawiciele firmy.
Jednym z udoskonaleń było dostarczenie rosyjskich modułów antenowych nawigacji satelitarnej Kometa-M CRPA, o których wielokrotnie pisaliśmy:
Dwóch zachodnich urzędników w regionie stwierdziło, że Rosja pomogła Iranowi udoskonalić drony Shahed, aby umożliwić im dotarcie do celów. Analitycy podejrzewają, że Iran użył tych wersji dronów podczas ataku na Rijad.
Rosja, jak podało inne źródło, pomogła Teheranowi zwiększyć celność pocisków Shahed-136, dostarczając im system nawigacji satelitarnej Kometa-M, który według ekspertów jest o wiele dokładniejszy i trudniejszy do zakłócenia niż ten wyprodukowany przez Iran.
Cóż, jeśli chodzi o najnowsze projekty Kometa-M, to powodem, dla którego są one o wiele dokładniejsze i trudniejsze do zakłócenia, jest to, że można w nich umieścić aż 16 lub więcej takich modułów na jednej płytce, podczas gdy wcześniejsze projekty miały ich zaledwie 2-4.
Twierdzą, że wiele ze stacji CIA, które zostały zaatakowane, było „ściśle strzeżoną tajemnicą”, co prawdopodobnie sugeruje, że tylko Rosja mogła ujawnić ich współrzędne:
Zagraniczne placówki CIA obejmują główne biura agencji w poszczególnych krajach, które tradycyjnie mieszczą się w ambasadach i nazywane są placówkami. Ponadto CIA utrzymuje biura, kryjówki, centra logistyczne i miejsca wykorzystywane do inwigilacji lub innych operacji.
Lokalizacja tych miejsc jest pilnie strzeżoną tajemnicą.
Źródła odmówiły ujawnienia dokładnej liczby ani lokalizacji obiektów CIA zaatakowanych przez irańskie drony. Jedno ze źródeł podało liczbę „ponad jeden i mniej niż tuzin”. Drugie źródło podało, że zaatakowano kilka obiektów.
A może Zachód po raz kolejny nie docenił potencjału wywiadowczego Iranu.
W końcu, według najnowszej bzdury Trumpa, „pokonany” naród został sprowadzony do dysfunkcyjnej satrapii rządzonej przez „dyktatora gejów”.
Można przypuszczać, że od tego momentu ich wykończenie powinno być już łatwe.