| [Tragedia Haiti; voodoo, „Southern Decadence”] Oczy i uszy mocno zamknięte [Przypominam analizę sprzed 14 lat. Ciągle aktualna M. Dakowski Najwyżsi urzędnicy państwowi w tym Emile Jonassaint czy Jean-Bertrand Aristid, który w 2003 podniósł ten kult do rangi religii państwowej. 29 sierpnia 2005 w Nowy Orlean uderzył jeden z najsilniejszych w historii Stanów Zjednoczonych huraganów – Huragan Katrina. Po przejściu przez Zatokę Meksykańską nabrał impetu, który w całości wyładował na mieście, którego 80% zostało zalane. Zginęło ponad 2500 osób a populacja tego półmilionowego miasta spadła do 273 tysięcy. Dziś obserwujemy jeszcze bardziej przerażające skutki trzęsienia ziemi na nieodległej Haiti. Zniszczenia są ogromne, w gruzach leży pałac prezydencki, liczby ofiar wciąż nie sposób oszacować, ale coraz częściej mówi się o 200 tysiącach. Skutkami trzęsienia może być dotkniętych aż 3 miliony ludzi, czyli jedna trzecia całkowitej populacji. Na ulicach zapanował chaos i anarchia. Niektórzy dziennikarze zadają pytanie „Gdzie w tym całym piekle jest Bóg?” Nie odpowiem na to pytanie, bo jest ono retoryczne i najczęściej stawiane w prowokacyjnych celach, ale gdyby je postawić inaczej „Gdzie w tym wszystkim nie ma Boga?” znalazłoby się sporo osób mówiących, że właśnie w Nowym Orleanie i na Haiti. [w 2024 doszła Francja MD] Po pamiętnej tragedii sprzed 5 lat, sporo takich głosów odezwało się w Stanach Zjednoczonych. Wskazywano na zbieżność huraganu z corocznym festiwalem homoseksualnym pod wyzywającą nazwą „Southern Decadence”, co można przetłumaczyć, jako „Południowy Upadek„. Nie inaczej jest i teraz. Znany amerykański duchowny Pat Robertson, który kiedyś zasugerował, że huragan Katrina był dla Amerykanów karą zesłaną na nich przez samego Boga, powiedział, że tragiczne trzęsienie ziemi na Haiti to wynik „paktu z diabłem” – poinformował serwis CNN. Można dyskutować z radykalizmem i pewnością siebie pastora, zwłaszcza że mówi o rzeczach, które trudno by mu było udowodnić w racjonalny sposób. Także koncepcja bezwzględnie karzącego Boga, jakoś tak bliżej ma do judaizmu niż chrześcijaństwa. W chrześcijaństwie, to co często nazywamy „Karą Bożą”, jest po prostu skutkiem wolnego wyboru człowieka, efektem odrzucenia Boga i wyboru innej drogi, która tylko w naszym zadufaniu wydaje się być niezależną, w istocie nią nie jest. Dlaczego o tym piszę? Dlaczego poruszam tak delikatne tematy, które łatwo ktoś może nazwać profanacją ofiar i przejawem bezduszności wobec cierpienia ludzi, którzy przeżyli kataklizmy? Od chwili, gdy dotarły pierwsze informacje o trzęsieniu ziemi na Haiti, nieodparcie przychodzi mi na myśl pewien ścisły związek między tymi miejscami. Związek tak ścisły, że wbrew logice każe mi się zastanawiać nad definicją słowa „przypadek„. Otóż zarówno Nowy Orlean jak i Haiti są największymi w regionie, jeśli nie na świecie skupiskami wyznawców voodoo – okultystycznego kultu przez wielu nazywanego kultem demonów. Voodoo to synkretyczny kult, bo trudno go nazwać religią, łączący elementy wierzeń afrykańskich, animizmu, spirytyzmu i słabo przyswojonego chrześcijaństwa. Mimo iż uznaje on istnienie jednego Boga (Bon Dieu) to w rzeczywistości czczone są inne duchowe istoty-duchy (loa). Podstawą kultu są „rytuały opętania„, podczas których w rytmie bębnów uczestnicy zapadają w trans i zapraszają „istoty duchowe” do swego wnętrza. Do tego jeszcze dochodzi wiara w możliwość wskrzeszania zmarłych i wykorzystywania ich w pracy jako zombie, oraz wszechobecna magia ze znanymi wszystkim „laleczkami voodoo” na czele. W Nowym Orleanie wciąż istnieją setki sklepów gdzie można się zaopatrzyć w przedmioty magiczne oraz drużyna futbolowa New Orlean VooDoo. Na Haiti wśród wyznawców kultu byli najwyżsi urzędnicy państwowi w tym Emile Jonassaint czy Jean-Bertrand Aristid, który w 2003 podniósł ten kult do rangi religii państwowej. Mimo iż oficjalnie jego wyznawcami jest tylko kilka procent mieszkańców wyspy, to jego wpływy są szerokie. Wielu Haitańczyków uznawanych za katolików praktykuje magię, nosi amulety voodoo czy uczestniczy w ceremoniach, które z nazwy są chrześcijańskie a w istocie odnoszą się do „bóstw voodoo”. Tak jest w przypadku corocznej pielgrzymki do wodospadu Saut d’Eau (Wodny Skok). Gdzie pielgrzymi obnażeni do połowy dokonują rytualnego obmycia, wierząc że z wodami wodospadu zstępuje na nich „bogini wody” Erzulie (przy okazji patronka czarownic, prostytutek i wyznawczyń 'voodoo). Czy zatem należy wyśmiać i zakrzyczeć tych wszystkich, którzy próbują w tych wydarzeniach dopatrzeć się czegoś więcej niż tylko kataklizmów i straszliwych ludzkich tragedii? Może czasem wypada spojrzeć na wydarzenia dziejące się w świecie z trochę innej niż racjonalistyczna perspektywy i uświadomić sobie, ze nic nie dzieje się przypadkiem. W każdym wydarzeniu, nawet tym najbardziej tragicznym, można odnaleźć przesłanie skierowane do tych co ocaleli. To nasz wybór czy tego chcemy, czy zamkniemy uszy i oczy. konserwa |
Archiwum autora: Mirosław Dakowski
Haiti od dwóch wieków we władzy Demona. Sprzedawczyni pierogów walczy. Zginęło 40 gangsterów.
Zemsta sprzedawczyni pierogów. Zginęło 40 gangsterów.
24.05.2025
40 gangsterów nie żyje – w ten sposób mieszkanka Haiti postanowiła pomścić śmierć członków swojej rodziny. Kobieta zajmowała się sprzedażą odmiany pierożków, które należą do tamtejszych przysmaków. Haitanka otruła nimi przestępców.

Stolica w rękach gangsterów
Zdarzenia rozegrały się na przedmieściach stolicy Haiti, Port-au Prince – w miejscowości Kenscoff.
Uliczne gangi rządzą większością dzielnic stolicy, a ich wpływy sięgają również daleko w głąb kraju. Morderstwa, grabieże i gwałty są w niektórych dzielnicach na porządku dziennym. Podobnie jak wojny gangów, w których giną też przypadkowi ludzie. Wśród ofiar znaleźli się członkowie rodziny jednej z kobiet kobiety, zajmującej się uliczną sprzedażą pierożków.
Haitanka wiedziała, że nie może liczyć na sprawiedliwość, więc postanowiła wymierzyć ją sama. Poczęstowała gangsterów lokalnym specjałem. Tłumaczyła, że jest to dar prosto z serca, w zamian za ochronę przez nich dzielnicy, w której mieszka. Wcześniej zatruła ofiarowany posiłek.
Sama zgłosiła się na policję
Pierożkami częstowali się członkowie lokalnego gangu. Nie spodziewali się podstępu, ponieważ sprzedawczyni pierożków znana była miejscowym od lat.
Wkrótce potem 40 członków gangu zmarło zanim lekarze dotarli na miejsce.
W obawie przed zemstą, kobieta opuściła Kenscoff. Niedługo po otruciu gangsterów jej dom spłonął doszczętnie w wyniku podpalenia.
Sprzedawczyni pierożków dobrowolnie zgłosiła się na policję i przyznała do otrucia 40 gangsterów. Media nie ujawniły, czy zostaną jej postawione zarzuty.
Jeszcze o oddaniu się Haiti – władz i ludu – Szatanowi. (W 1803 r. i w 2003).
| 9.02.2010. |
| Tragedia Haiti – wynik paktu z diabłem? Tragedia Haiti – wynik paktu z diablem? Pat Robertson krytykowany za wypowiedź o Haiti – czy słusznie? Nowe zaskakujące fakty 18 stycznia 2010 http://www.chrzescijanin24.pl/ze-wiata/news/1102-pat-robertson-krytykowany-za-wypowied-o-haiti-czy-susznie-nowe-zaskakujce-fakty.html Ewangelista Pat Robertson został poddany krytyce za swoją wypowiedź w programie 700 Club. Wyraził on opinię, iż trzęsienie ziemi na Haiti było konsekwencją paktu, jaki 200 lat temu zawarli z szatanem przywódcy tego państwa. „Byli uciskani przez Francuzów. Zgromadzili się i zawarli pakt z diabłem. Powiedzieli: „będziemy ci służyć, jeśli uwolnisz nas od Francuzów. A diabeł odparł: „ok, umowa stoi.” I Haitańczycy wygnali Francuzów. Wzniecili rewoltę i uzyskali wolność. Jednak od tamtej pory spada na nich przekleństwo za przekleństwem” – powiedział założyciel Christian Broadcasting Network (CBN). Robertson podkreślił też, że dzieląca wyspę Hispaniola z Haiti Republika Dominikany „prosperuje, jest pełna kurortów i ma się dobrze”, tymczasem Haiti „cierpi potworne ubóstwo”. „Musimy się modlić, by Haitańczycy masowo nawracali się do Boga. Sądzę, że z tej tragedii może wyniknąć coś dobrego. Obecnie jednak pomagamy cierpiącym ludziom, a ich cierpienie jest wprost niewyobrażalne” – stwierdził Pat Robertson. Komentarze założyciela CBN szybko rozprzestrzeniły się w Internecie i jak donosi BBC World Service, stały się tematem nr 4 w serwisie Twitter Wednesday. Wypowiedź Robertsona potępili prominentni przywódcy chrześcijańscy: Robert Jeffress z Pierwszego Kościoła Baptystów w Dallas oraz Franklin Graham (syn znanego ewangelisty Billy’ego Grahama). „Musiał się przejęzyczyć. Musimy zacząć teraz pomagać ludziom. Bóg kocha naród Haitańczyków i nie odwrócił się od Haiti” – miał według stacji ABC News powiedzieć Graham. Chris Roslan, rzecznik CBN, w specjalnie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej oświadczeniu, powiedział, że komentarze Robertsona są oparte na historii buntu niewolników, na którego czele w 1791 roku stanął Boukman Dutty. Jak głosi historia tak zwanej „Umowy Boukmana”, Dutty poprowadził niewolników w rytuale Voodoo, podczas którego złożono w ofierze świnię i wypito jej krew, aby zawrzeć pakt z diabłem. Buntownicy zobowiązali się do służenia duchom wyspy przez 200 lat w zamian za wolność od Francuzów. Po 13 latach konfliktu uzyskali niepodległość. Historia ta połączona z tragicznym stanem kraju spowodowała, że wielu badaczy oraz postaci religijnych na przestrzeni wieków zaczęło uważać go za przeklęty. Dr Robertson nigdy nie powiedział, że trzęsienie było wyrazem Bożego gniewu. Jeśli obejrzymy całość jego wypowiedzi, ujrzymy wyraźne współczucie dr Robertsona dla Haitańczyków. Zaapelował on o modlitwę za nich” – powiedział Roslan. Rzecznik CBN dodał też, że organizacja Operation Blessing International, humanitarne ramię CBN, stale działa na Haiti i rozpoczęła dużą akcję mającą na celu udzielenie pomocy ofiarom trzęsienia ziemi. Ponadto służba ta wysłała na wyspę warte miliony dolarów środki medyczne oraz ekipę specjalizującą się w pomaganiu ofiarom kataklizmów. Joseph L. Williams z misyjnej organizacji CEO of New Directions International pracującej na Haiti od lat 80., powiedział, że już długo trwają spory dotyczące prawdziwości historii o pakcie z szatanem. Jego zdaniem nie można jednak zaprzeczyć, iż odkąd Haiti zostało republiką (w 1804 r.) kraj ten jest powiązany z Voodoo. Według doniesień mediów, w 2003 r. były prezydent Haiti Jean-Bertrand Aristide, ogłosił Voodoo religią narodową, określając tę praktykę „zasadniczą częścią tożsamości narodowej ludności tego kraju”. „A więc bez względu na to czy kraj ten został poświęcony szatanowi czy też nie, Voodoo stało się jego religią narodową i ludzie byli w nią zaangażowani przez dwa wieki” – stwierdził Williams. Williams dodał jednak, że w 2004 r. haitańscy przywódcy chrześcijańscy przeprowadzili kampanię mającą na celu „złamanie przekleństwa Voodoo” nad ich krajem. Pomagał on wówczas pastorowi Jeanowi Chavannesowi Jeune’owi, który starał się o prezydenturę w 2005 r., w zorganizowaniu pierwszego w historii narodowego śniadania modlitewnego [a cóż to za dziwoląg? md] w pałacu narodowym oraz narodowej modlitwy w stolicy – Port-au-Prince, by „ogłosić, że Haiti będzie krajem chrześcijańskim”. „Wierzę, że przekleństwo zostało złamane i sądzę, że podobnie myślą haitańscy przywódcy chrześcijańscy. Nie mam co do tego wątpliwości” – powiedział Joseph L. Williams. Chociaż Voodoo nadal jest na Haiti szeroko rozpowszechnione, Williams i Jeune uważają, że problemy tego kraju mają naturę polityczną. W obronie Pata Robertsona wystąpił pastor Gary Cass, szef Chrześcijańskiej Komisji Przeciwko Zniesławieniu, mówiąc, że jego słowa bez wątpienia mieściły się „w granicach historycznej teologii chrześcijańskiej”. „Być może to jest rzeczywisty problem. Człowiek uraża się przez to, że nie jest Bogiem. Odrzuca Bożą opatrzność. W Biblii można przeczytać o tym, jak Bóg używa katastrof naturalnych, by wypełnić swoje zamierzenia. Znajdziemy tam trzęsienia ziemi, powodzie, klęski głodu, szarańczy itp. Wszystkie tam są, choć ludzie ich nienawidzą. Zamiast pokornie uznać, że Boże drogi nie są naszymi drogami, człowiek pomstuje i oskarża Boga. Ostatnią rzeczą, jaką robi, jest wołanie o Jego miłosierdzie w Jezusie Chrystusie” – powiedział Gary Cass. Wskazując na działanie Robertsona przez organizację Operation Blessing, Cass dodał też, że ludzie „powinni robić to, co robi Pat i błogosławić ubogich Haitańczyków”. Pat Robertson jest znany z kontrowersyjnych wypowiedzi. Poprzednio był powszechnie krytykowany za wzywanie do zamachu na prezydenta Wenezueli, Hugo Chaveza oraz za swoje słowa, iż były premier Izraela, Ariel Szaron, dostał w 2006 roku wylewu krwi do mózgu z powodu swojej roli w „dzieleniu Bożej ziemi”. Założyciel CBN ostatecznie przeprosił za obie wypowiedzi. Pat Robertson powiedział ponadto, że huragan Katrina i atak na World Trade Center z 11 września 2001 roku były rezultatem Bożego sądu nad Ameryką za jej niemoralność. Tłumaczenie i opracowanie: Chrześcijanin24.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło: Charismamag.com |
Od „Zwycięstwa w złożonym świecie” do „Koncepcji zwieńczającej sztukę walki”
Od „Zwycięstwa w złożonym świecie”
do „Koncepcji zwieńczającej sztukę walki”
Opinia Wolfganga Effenbergera . apolut/nato-transformation-2040-und-ihre-us-amerikanischen-wurzeln
DOKUMENT TRADOC (TP) 525-3-1 „Wygrana w złożonym świecie 2020–2040” z września 2014 r.
Język użyty we wstępie i sekcji wstępu jest nadal dość niejasny:
„Siły lądowe umożliwiają dowódcom regionalnych dowództw bojowych osiąganie celów politycznych i wojskowych wbrew woli wroga” … oraz „egzekwowanie woli narodu wbrew woli wroga siłą militarną”.
Sformułowanie „Przeciwnik jest nieznany, lokalizacja jest nieznana, a zaangażowane koalicje są nieznane” w przedmowie nie oznacza, że Rosja, Chiny, Iran i Korea Północna nie są potencjalnymi przeciwnikami strategicznymi. Stwierdza ono jedynie, że czas, lokalizacja, przebieg i układ sojuszniczy przyszłych interwencji USA pozostają otwarte. Rozdział 2.4, „Zwiastuny przyszłych konfliktów”, wyraźnie wymienia priorytetowych przeciwników: Chiny i Rosję jako rywalizujące ze sobą główne mocarstwa oraz Iran i Koreę Północną jako mocarstwa regionalne.
- „Rywalizujące mocarstwa”: Chiny i Rosja,
- „Mocarstwa regionalne”: Iran i Korea Północna/Korea Północna,
- ponadto transnarodowe sieci terrorystyczne i cyberzagrożenia
To jasno opisuje przygotowania do egzekwowania rezultatów politycznych za pomocą siły militarnej – w tym zdolność do uniemożliwienia przeciwnikom skutecznej reakcji. Chodzi o zapewnienie jednobiegunowego porządku świata, jak sformułował to prezydent George H.W. Bush w swoim szeroko znanym przemówieniu z 11 września 1990 roku pod hasłem „W kierunku Nowego Porządku Świata ” .
Nie jest to przypadkowy kontekst, lecz architektura wroga i zagrożeń, z której wynika przyszły rozwój potencjału armii amerykańskiej. Dokument wymaga, aby armia rozwijała się w taki sposób, aby chroniła amerykańskie interesy na całym świecie, „zapobiegała” konfliktom, „kształtowała” przestrzeń bezpieczeństwa zgodnie ze standardami USA, realizowała działania na lądzie i potrafiła wywierać presję na przeciwników. To imperialna potęga ukryta w języku dyplomacji.
W dokumencie TRADOC 525-3-1 „Wygrana w złożonym świecie 2020–2040” można zatem wyróżnić dwa poziomy :
Poziom 1:
Przyszłość jest złożona, dynamiczna i częściowo nieprzewidywalna.
Poziom 2:
Armia USA mimo wszystko opracowuje konkretne koncepcje dotyczące zagrożeń i przeciwników i odpowiednio dostosowuje swoją transformację.
Armia USA wyraźnie opisuje Koncepcję Operacji Armii (AOC) jako wizję przyszłych konfliktów zbrojnych opartą na
- „nowe zagrożenia ” i
- „możliwości przeciwnika”
- opiera się na zapobieganiu konfliktom, kształtowaniu środowiska bezpieczeństwa i wygrywaniu wojen oraz ma na celu ich zapobieganie. (3)
Późniejsza doktryna armii USA dodatkowo precyzuje ten rozwój sytuacji: Rosja i Chiny są traktowane jako szczególnie potencjalni przeciwnicy; Iran i Korea Północna są również zaliczane do istotnych zagrożeń.
Państwa określone jako przeciwnicy podlegają planowaniu USA, mającemu na celu ograniczenie ich możliwości działania, siły odstraszania i zdolności do stawiania oporu.
„Niepewne środowisko” stanowi zatem raczej formułę legitymizacji i modernizacji: ponieważ przeciwnik jest podatny na adaptację, a sytuacji operacyjnej nie da się w pełni przewidzieć, armia amerykańska musi być w stanie szybciej rozmieszczać siły na całym świecie, działać w różnych domenach, mieć lepsze informacje i być zdolna do eskalacji dominacji.
Podstawową logikę TP 525-3-1 można przedstawić dokładniej w następujący sposób:
Wskazani rywale geopolityczni – zagrożenie dla projekcji siły USA – budowanie przewagi – egzekwowanie wyników politycznych
Kluczowymi koncepcjami są nie tylko „„Multi-Domain“” i „partner”, ale także: utrzymanie lub przywrócenie „zdolności do przewagi”, które uniemożliwiają przeciwnikowi skuteczną reakcję.
Celem jest uniemożliwienie przeciwnikowi utrudniania dostępu USA do obszaru konfliktu i ograniczania swobody przemieszczania się tam (strategia A2/AD).
- Anty-dostęp (odmowa dostępu): Przeciwnik próbuje uniemożliwić siłom zbrojnym USA zbliżenie się – na przykład poprzez ataki lub groźby skierowane przeciwko bazom, portom, lotniskom, szlakom transportowym i jednostkom morskim.
- Odmowa dostępu do obszaru: Jeżeli siły USA znajdują się już w strefie działań, ich swobodne działanie, rozmieszczenie i walka powinny być utrudnione lub niemożliwe.
Należą do nich na przykład pociski rakietowe dalekiego zasięgu, obrona powietrzna, okręty podwodne, miny morskie, broń elektroniczna, cyberataki oraz systemy rozpoznania i namierzania celów. Ich celem jest opóźnienie rozmieszczenia sił, ryzyko strat i zwiększenie politycznych lub militarnych kosztów interwencji.
Więc chodzi o to
- Eliminacja wrogich systemów dostępu i odmowy dostępu do przestrzeni kosmicznej, które ograniczają amerykańską interwencję i swobodę przemieszczania się.
- Projekcja siły na kraj i z kraju do przestrzeni powietrznej, morskiej, kosmicznej i cyberprzestrzeni.
- Jednoczesne ataki na dużą skalę i przez dłuższy okres czasu, mające na celu przytłoczenie przeciwnika pod względem materialnym i psychologicznym.
- Stała wysunięta obecność i utworzenie globalnej sieci wojsk lądowych wraz z armiami partnerskimi.
„Koncepcja zwieńczająca NATO w zakresie walki (NWCC)” z 2021 r.
Koncepcja NATO Warfighting Capstone: 20-letnia wizja dla instrumentu władzy NATO na rok 2021 (6) została opracowana przez Dowództwo Sojusznicze ds. Transformacji (ACT) NATO w Norfolk w stanie Wirginia. Państwa członkowskie NATO zatwierdziły ją w 2021 roku za pośrednictwem swoich odpowiednich organów politycznych i wojskowych.
ACT opisuje tę koncepcję jako strategiczną „gwiazdę północy” dla rozwoju zdolności bojowych NATO w ciągu najbliższych dwudziestu lat. Jej wdrożenie ma opierać się na pięciu kluczowych imperatywach i sześciu kluczowych czynnikach umożliwiających . (7)
Sześć podstawowych warunków, bez których nie można zrealizować pięciu strategicznych wytycznych NWCC, nie stanowi zatem celów dodatkowych, lecz podstawy kadrowe, organizacyjne i techniczne ich realizacji.
Konkretnie NWCC wspomina:
- Dane: lepsze gromadzenie, wymiana i ocena informacji oraz ustaleń dochodzeniowych
- Technologia: Wykorzystanie i szybkie wprowadzenie technologii o znaczeniu militarnym
- Zwinność: umiejętność szybkiego dostosowywania umiejętności, struktur i procesów do nowych sytuacji.
- Personel: Osoby odpowiednio wykwalifikowane, posiadające niezbędną wiedzę i umiejętności
- Przygotowanie: ciągłe szkolenie, ćwiczenia, planowanie i gotowość nawet w czasie pokoju
- Integracja: ścisłe powiązanie państw NATO, sił zbrojnych i partnerów, a także instrumentów cywilnych i innych instrumentów rządowych
W lipcu 2021 r. w przeglądzie NATO wyraźnie stwierdzono, że kierownictwo NATO przyjęło NWCC „opracowany przez ACT” na początku 2021 r. i potwierdziło go na szczycie NATO w Brukseli w 2021 r. szefowie państw i rządów. (9)
Nie jest to zatem jedynie wewnętrzny dokument koncepcyjny ACT, choć ACT ponosi odpowiedzialność za techniczne autorstwo i wdrożenie. NWCC to strategiczny dokument przewodni, zatwierdzony na szczeblu Sojuszu, dotyczący długoterminowego rozwoju instrumentu wojskowego NATO do około 2040 r. (10)
Koncepcja NATO opiera się na multilateralnej logice wypracowanej w USA: stała konkurencja, ograniczanie swobody działania przeciwnika, tworzenie dylematów, przewaga między domenami oraz rozwijanie odstraszania lub projekcji siły.
Różnica pozostaje taka: TP 525-3-1 to dokument armii amerykańskiej dotyczący rozwoju zdolności, a NWCC formułuje ogólną wizję NATO.
W obu koncepcjach „wielo-domenowość” to coś więcej niż termin operacyjno-techniczny: ma ona na celu zabezpieczenie lub rozszerzenie inicjatywy sojuszu, swobody przemieszczania się i zdolności eskalacji wobec wskazanych przeciwników. Koncepcja NATO wyraźnie łączy tę wizję ze wzmocnieniem odstraszania i obrony.
Wielo-domenowość oznacza, że operacje wojskowe nie są prowadzone oddzielnie dla każdego rodzaju sił zbrojnych, lecz jednocześnie i w sposób skoordynowany w kilku obszarach operacyjnych.
NATO wyróżnia pięć wymiarów: ląd, powietrze, morze, przestrzeń kosmiczną i cyberprzestrzeń.
Uzupełnieniem jest koordynacja z wykorzystaniem środków pozamilitarnych, takich jak dyplomacja, presja ekonomiczna czy polityka informacyjna. Celem jest jednoczesne połączenie efektów z kilku obszarów i tym samym szybsze uzyskanie przewagi niż przeciwnik. (11)
Prosty przykład: satelity i cybernetyczny rozpoznanie identyfikują cel; działania są podejmowane jednocześnie z morza, powietrza i lądu; walka elektroniczna zakłóca komunikację wroga. Nie każde działanie musi mieć charakter militarny – sankcje, naciski dyplomatyczne lub kampanie informacyjne mogą być stosowane równolegle.
Głównym celem jest zabezpieczenie lub rozszerzenie własnej inicjatywy, swobody przemieszczania się i zdolności eskalacji wobec wskazanych przeciwników. Sama koncepcja NATO wyraźnie wiąże swoją wizję ze wzmocnieniem odstraszania i obrony Sojuszu. (12)
W przeciwieństwie do tego TP 525-3-1 kodyfikuje skoncentrowaną na USA strategię mającą na celu zachowanie globalnej interwencji militarnej i zdolności do uzyskania przewagi nad wyraźnie określonymi głównymi i regionalnymi potęgami; NWCC przekłada istotne elementy tego sposobu myślenia na ramy obejmujące cały sojusz.
Od „Zwycięstwa w złożonym świecie” do „Koncepcji wieńczącej wojnę” – Transformacja NATO 2040 i jej korzenie w USA
W przypadku TRADOC 525-3-1 należy wyróżnić trzy rzeczy:
- Środowisko jest złożone i zmienne.
Oznacza to niepewność co do charakteru, przebiegu i warunków przyszłych konfliktów. - Strategiczni przeciwnicy nie są wcale nieznani.
Dokument wymienia Rosję, Chiny, Koreę Północną i Iran jako konkretne źródła zagrożenia. - Prowadzi to do transformacji sił zbrojnych USA.
Siły zbrojne mają zostać zrestrukturyzowane, aby mogły stawić czoła tym zagrożeniom w coraz bardziej złożonym, wielowymiarowym środowisku konfliktu.
NWCC przyjmuje bardzo podobną podstawową strukturę, ale przenosi ją na poziom NATO :
TRADOC 525-3-1 – 2014
Analiza zagrożeń:
- Rosja / Chiny / Iran / Korea Północna
- złożone przyszłe środowisko operacyjne
- Transformacja armii amerykańskiej
- Wielodomenowy / wspólny / wielonarodowy
- Zdolność do demonstrowania siły i „wygrywania”
NATO NWCC – 2021
konkurencja strategiczna:
- Rosja/Chiny i inni aktorzy państwowi i niepaństwowi
- coraz bardziej złożone i konkurencyjne środowisko
- Transformacja wojskowego instrumentu władzy NATO
- Wielo-domenowy / Między-domenowy
- Pięć imperatywów rozwoju wojny
- przewaga militarna do 2040 r.
Istotna różnica jest zatem taka:
TRADOC 525-3-1 rozpoczyna się od stosunkowo konkretnej analizy zagrożeń, na podstawie której rozwija się przyszły profil amerykańskich sił zbrojnych.
NWCC przekształca to w architekturę transformacji długoterminowej, obejmującą cały sojusz .
NWCC nie zmienia logiki transformacji. Przenosi logikę, która już rozwinęła się w amerykańskim myśleniu wojskowym i doktrynalnym, na poziom NATO i rozszerza jej horyzont czasowy do roku 2040.
Przemyśleć, przewyższyć, pokonać, wyprzedzić, oskrzydlić poprzez partnerstwo i przetrwać dłużej niż przeciwnik.
Znaczenie w kontekście militarno-strategicznym
Przechytrzyć – myśleć bardziej strategicznie; lepiej zrozumieć sytuację, przeciwników i opcje.
Przewyższaj innych – bądź lepszy w szkoleniu, przywództwie, organizacji i wydajności
Wychodzić na prowadzenie – walczyć skuteczniej w walce lub na wojnie
Wyprzedź innych – decyduj, dostosowuj się i działaj szybciej
Współpraca zewnętrzna – budowanie silniejszych sojuszy, współpracy i sieci
Przetrwać – przetrwać długotrwały konflikt pod względem ekonomicznym, militarnym i politycznym
Krótko mówiąc: myśl mądrzej, działaj lepiej, walcz bardziej zdecydowanie, działaj szybciej, współpracuj skuteczniej i wytrzymuj dłużej.
Dokument NWCC, który został potwierdzony lub przyjęty przez szefów państw i rządów na szczycie NATO w Brukseli 14 czerwca 2021 r., jest w NATO określany jako długoterminowa wizja rozwoju instrumentu wojskowego do roku 2040 .
Czy istnieje związek między NWCC a rosyjskim atakiem z 24 lutego 2022 r.?
Między NWCC ( 14 czerwca 2021 r .) a początkiem inwazji rosyjskiej ( 24 lutego 2022 r.) minęło 8 miesięcy i 10 dni.
Dowództwo Sojusznicze ds. Transformacji NATO (ACT) wyraźnie stwierdziło, że koncepcja jest efektem ponad 18 miesięcy pracy i że jej przyjęcie jest planowane na rok 2021.
Co ważniejsze, rozwój strategiczny rozpoczął się na długo przed czerwcem 2021 r .:
Programy wpływów/demokratyzacji w USA
Rzetelna analiza roli USA na Ukrainie musi zatem rozpocząć się najpóźniej po pomarańczowej rewolucji z lat 2004–2005. Zachód zorganizował rewolucję i w tym czasie zapewnił znaczne finansowanie reform wyborczych, społeczeństwa obywatelskiego, niezależnych mediów i podmiotów politycznych. Według oceny USAID, programy te odegrały kluczową rolę wspierającą. Zapoczątkowało to, najpóźniej na początku XXI wieku, długofalową politykę USA ukierunkowaną na transformację polityczną i zachodnią orientację Ukrainy, która była kontynuowana w zmienionych okolicznościach w latach 2013–2014. Jej ramy strategiczne można interpretować jako linię od tzw. doktryny Wolfowitza, poprzez koncepcję operacyjną broszury TRADOC 525–5, aż do praktycznego wykorzystania przejść między poziomami eskalacji politycznej i militarnej. (13)
Wytyczne Planowania Obronnego, opublikowane po raz pierwszy w 1992 roku i początkowo sformułowane jako projekt – zazwyczaj nazywane „Doktryną Wolfowitza” – definiowały swój główny cel jako zapobieganie ponownemu pojawieniu się rywala geopolitycznego na terytorium byłego Związku Radzieckiego lub w innych regionach strategicznych. Wiązały to z wymogiem, aby Stany Zjednoczone były w stanie działać jednostronnie, w razie potrzeby, lub przy ograniczonym wsparciu sojuszniczym. Stworzyło to ramy geopolityczne, w których integracja państw postsowieckich ze strukturami politycznymi, gospodarczymi i bezpieczeństwa zdominowanymi przez Zachód miała szczególne znaczenie.
Broszura TRADOC 525-5 (Operacje Sił XXI, 1 sierpnia 1994 r.) nie przełożyła takiego horyzontu strategicznego na konkretny program krajowy, ale przełożyła go na wojskowe podejście operacyjne. Dokument opisuje przyszłe operacje w kontekście dynamiki powstania, kryzysu, konfliktu i wojny, a także „Operacji innych niż wojna” (OOTW). Podkreśla zdolność do przechodzenia między różnymi typami operacji i jednoznacznie definiuje sukces w wielu operacjach w kategoriach kontroli ludności i terytorium. Jednocześnie podkreśla powiązania sił zbrojnych z innymi rodzajami sił zbrojnych, sojusznikami, agencjami rządowymi, organizacjami pozarządowymi i prywatnymi organizacjami pomocowymi. (14)
Zgodnie z logiką eskalacji przedstawioną w dokumencie, tę transformację można w uproszczeniu streścić jako powstanie – kryzys – konflikt – wojna : niepokoje polityczne lub wstrząsy społeczne początkowo stwarzają przestrzeń dla wpływów niemilitarnych; kryzys umożliwia internacjonalizację i interwencję instytucjonalną; konflikt otwiera drogę do wykorzystania instrumentów dyplomatycznych, ekonomicznych, informacyjno-politycznych i związanych z bezpieczeństwem; dopiero w ostateczności dochodzi do otwartej wojny. Co istotne, twierdzenie, że to TRADOC 525-5 zaplanował wydarzenia na Ukrainie, nie ma znaczenia. Broszura jest ogólnym, wyraźnie niedoktrynalnym dokumentem koncepcyjnym na temat przyszłych operacji, a nie zestawem instrukcji dla Ukrainy. (15)
W przypadku Ukrainy zatem związek ten ma charakter bardziej analityczny niż bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy: Doktryna Wolfowitza wyznaczyła priorytet po zakończeniu zimnej wojny, mający na celu zapobieżenie powstaniu euroazjatyckiej przeciwwagi; równolegle TRADOC 525-5 rozwinął koncepcję elastycznego przejścia między stanami pokoju, kryzysu, konfliktu i wojny, z udziałem podmiotów cywilnych, międzypaństwowych i wojskowych. W tym kontekście rosnące poparcie Zachodu dla politycznego, społecznego i bezpieczeństwa sojuszu Ukrainy z Zachodem od początku XXI wieku można interpretować jako element szerszego projektu porządku polityczno-siłowego. W tej interpretacji wydarzenia z lat 2013–2014 nie byłyby początkiem tej orientacji, lecz raczej jej nasileniem w fazie kryzysu, w której przeplatały się niepokoje społeczne, destabilizacja instytucjonalna, wpływy międzynarodowe i późniejsza eskalacja działań militarnych. (16)
2004/05 – Pomarańczowa Rewolucja
2010 – Janukowycz wygrywa wybory prezydenckie;
2013/14 – Euromajdan i zmiana władzy;
2014 – Krym/Donbas → NATO rozpoczyna adaptację wojskową
TRADOC 525-3-1: „Wygrać w złożonym świecie 2020-2040”
2019 – Strategia wojskowa NATO
2020 – Koncepcja DDA NATO „Koncepcja odstraszania i obrony Europy”
„Obszar Atlantycki” – w przybliżeniu można to przetłumaczyć jako „Koncepcja odstraszania i
Obrona obszaru euroatlantyckiego” ( nie jest to samodzielna „Koncepcja strategiczna” na wzór Strategicznej Koncepcji NATO z 2022 r.).
DDA powinna przekształcić adaptację wojskową NATO po 2014 roku w bardziej kompleksową architekturę. Obejmuje to w szczególności: odstraszanie i obronę całego obszaru euroatlantyckiego; zdolność do jednoczesnego reagowania na zróżnicowane zagrożenia; zwiększoną gotowość bojową i zdolność do rozmieszczania; wzmocnienie wschodniej flanki NATO; integrację zdolności lądowych, powietrznych, morskich, cybernetycznych i kosmicznych; oraz przygotowanie do bardziej konkurencyjnego środowiska bezpieczeństwa .
Szczególnie istotne jest, aby DDA przypadła między dostosowaniem NATO po 2014 r. a NWCC w 2021 r .
2021 (14 czerwca) – NWCC – Koncepcja zwieńczająca NATO Warfighting
- Długoterminowy obraz celów wojskowych do 2040 r.
- Pięć imperatywów rozwoju wojny
Pięć Imperatywów Rozwoju Sztuki Wojennej, zawartych w Koncepcji Zwieńczenia Sztuki Wojennej NATO, nie stanowi planu fazowego dla poszczególnych państw, lecz raczej stałe ramy zdolności i kontroli dla strategicznej rywalizacji i całego kontinuum powstań, kryzysów, konfliktów i wojen. Przewaga poznawcza ma zapewnić lepsze zrozumienie otoczenia politycznego i wojskowego; Odporność Warstwowa – odporność struktur wojskowych i cywilnych; oraz Projekcja Wpływów i Siły – aktywne kształtowanie otoczenia i kreowanie dylematów przeciwnika. Dzięki Dowództwu Międzydomenowemu i Zintegrowanej Obrony Wielodomenowej, logika ta przekłada się na przyspieszone, międzydomenowe dowodzenie i obronę. W ten sposób koncepcja łączy sfery działania: społeczną, informacyjną, polityczną i wojskową w ramach ciągłej architektury rywalizacji i walki: sześć „wyjść”.
PRZEGRYŹ – PRZEGRYWAJ – WALCZ – PRZEGRYWAJ – PRZEGRYWAJ – PRZEGRYWAJ – PRZEGRYWAJ – PRZEGRYWAJ. (17)
- aby uzyskać i dalej rozwijać przewagę militarną
2022 (24 lutego) – Rozszerzenie wojny
2022 (29 czerwca) – Koncepcja strategiczna NATO
- Rosja została uznana za „najpoważniejsze i najbardziej bezpośrednie zagrożenie”.
- Po raz pierwszy wyraźnie uwzględniono Chiny. (18)
W tym kontekście stosunkowo łatwo odpowiedzieć na pytanie, czy transformacja NATO do roku 2040 jest jedynie reakcją na politykę rosyjską, czy też jest częścią znacznie dłuższej zachodniej polityki transformacji i porządku wobec przestrzeni postsowieckiej.
DDA stanowi, w pewnym sensie, ogniwo operacyjne między ponowną oceną polityczną po 2014 r. a długoterminową koncepcją transformacji NWCC.
Z perspektywy czasu można zidentyfikować trzyetapowe podejście: DDA = Jak NATO powinno odstraszać i bronić? NWCC = Jakich zdolności wojskowych będzie potrzebować NATO do 2040 roku? Koncepcja Strategiczna 2022 = Przeciwko jakiemu zagrożeniu strategicznemu jest skierowana ta architektura?
W rezultacie powstaje bardzo interesująca oś czasu :
Krym 2014 – adaptacja militarna NATO – Strategia wojskowa 2019 – DDA 2020 – NWCC 2021 – duża ofensywa rosyjska 2022 – Koncepcja strategiczna NATO 2022.
NWCC nie było reakcją na atak z lutego 2022 r. Było raczej częścią trwającej już transformacji NATO.
Jeszcze bardziej wymowne jest to, co samo NATO określiło jako środowisko zagrożeń w czerwcu 2021 roku. Oficjalny tekst szczytu odnosi się do „agresywnego zachowania” Rosji, rosnących wpływów Chin, cyberataków, przełomowych technologii i coraz bardziej konkurencyjnego świata. NATO oświadczyło również, że od 2014 roku przyspieszyło adaptację wojskową.
Sama Rada NWCC określa Rosję jako aktora, który będzie nadal zagrażał NATO, a Chiny jako czynnik o rosnącym znaczeniu. Apeluje o proaktywne podejście i zdolność do działania w „kontekstach kształtowania, kontestowania i walki”.
Bardziej interesujące pytanie brzmi:
„Dlaczego NATO przyjęło koncepcję sięgającą roku 2040, aby utrzymać przewagę militarną osiem miesięcy przed wielką ofensywą rosyjską – i jakie postrzeganie zagrożeń już wtedy kryło się za tą koncepcją?”
Z perspektywy czasu NATO samo stwierdza, że NWCC w szczególności zajmowało się „nowymi aspektami rywalizacji wielkich mocarstw ”. Jednocześnie NATO dziś wyraźnie zauważa, że wojna z Ukrainą pokazała, iż pomimo przygotowań do „zmieniającego się charakteru wojny”, tradycyjne użycie siły militarnej nadal odgrywa kluczową rolę.
Jeśli umieścisz dokumenty obok siebie, to większą wagę będzie miał TRADOC 525-3-1 z 2014 r .
TRADOC 525-3-1 – 2014
- długoterminowy horyzont 2020–2040
- konkretnych strategicznych konkurentów/zagrożeń
- Rosja, Chiny, Korea Północna, Iran
- Transformacja armii amerykańskiej
- Wielodomenowy
- „Kształtowanie środowiska bezpieczeństwa”
- „Wygrać”
NATO NWCC – 2021
- długoterminowy horyzont do 2040 r.
- Rywalizacja wielkich mocarstw
- Rosja i Chiny wyraźnie ujęte w środowisku zagrożenia
- Transformacja wojskowego instrumentu władzy NATO
- Wielodomenowy
- proaktywne „kształtowanie”
- utrzymująca się przewaga militarna
A potem nadchodzi rok 2022 .
Wojna na Ukrainie z 2022 roku nie była punktem wyjścia dla transformacji NATO do 2040 roku. Zbiegła się ona raczej z transformacją wojskowo-strategiczną, która trwała już od 2014 roku, a której długoterminowy cel NATO wyraźnie określiło w Radzie Północnoatlantyckiej (NWCC) w czerwcu 2021 roku – osiem miesięcy przed poważną ofensywą rosyjską.
Wreszcie, na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w ACT NATO z 29 marca 2022 roku , zaledwie 33 dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji , stwierdzono, że agresja Rosji na Ukrainę „podkreśla” Agendę Rozwoju Działań Wojennych ustanowioną w ramach NWCC. Oznacza to, że wojna została natychmiast włączona do wcześniej opracowanych ram transformacji po jej rozpoczęciu – a nie odwrotnie.
Dzięki temu zwykła bliskość czasowa staje się strategiczną linią rozwoju .
Rok 2014 należy uznać za punkt wyjścia tego rozwoju. Obejmuje on Euromajdan, eskalację przemocy, odsunięcie Janukowycza od władzy, późniejszą reorganizację polityczną oraz ogromne wsparcie polityczne i finansowe ze strony USA i innych państw zachodnich.
Zdjęcie Nuland-Pyatt ze stycznia 2014 r. dostarcza przekonujących dowodów na to, że wysoko postawieni dyplomaci amerykańscy intensywnie angażowali się w ustalanie przyszłego składu politycznego rządu Ukrainy już w trakcie kryzysu. (19)

U.S. Assistant Secretary of State for European and Eurasian Affairs Victoria Nuland (C) and U.S. Ambassador Geoffrey Pyatt walk in the opposition camp at Independence Square in Kiev in this December 10, 2013,
==================================================
Późniejsze wybory prezydenckie z maja 2014 r. zostały ocenione przez OBWE jako zasadniczo zgodne z zobowiązaniami międzynarodowymi. Nie rozwiązuje to jednak kontrowersji konstytucyjnych związanych z wcześniejszym odsunięciem Janukowycza od władzy . (20)
Odnosząc się do działań Rosji na Krymie, a później do aneksji terytoriów ukraińskich, należy również rozróżnić uzasadnienia polityczne, argumenty oparte na samostanowieniu i obowiązujące prawo międzynarodowe. W 2014 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ jednoznacznie potwierdziło integralność terytorialną Ukrainy i uznało referendum krymskie za nieważne. (21) Z drugiej strony, zignorowało ono również prawo do samostanowienia narodu krymskiego (który już w styczniu 1991 roku dążył do opuszczenia Związku Radzieckiego, podczas gdy Ukraińcy uczynili to dopiero w grudniu 1991 roku).
Jeśli zaczniemy rozwijać nie 24 lutego 2022 r. , ale w latach 2013/14 , wyłoni się o wiele ciekawszy łańcuch chronologiczny:
Pański komentarz dotyczący liczebności wojsk jest również istotny dla analizy: Omawiając datę 24 lutego 2022 roku, nie należy utożsamiać skali rozmieszczonych sił rosyjskich i ich celów strategicznych z późniejszym przebiegiem wojny. Termin taki jak „pełna inwazja” łatwo sugeruje określoną interpretację wydarzeń; w krytycznym sprawozdaniu historycznym rzeczywiście lepszy jest mniej krytyczny opis operacji .
Przejście od koncepcji „Wygrana w złożonym świecie” do koncepcji NATO Warfighting Capstone pokazuje zatem nie tyle zmianę paradygmatu wywołaną wojną z 2022 r., co przeniesienie i konsolidację amerykańskiego podejścia transformacyjnego, rozwijanego od 2014 r., do NATO: rosyjska interwencja na Ukrainie przyspieszyła i politycznie zalegalizowała w Madryckiej Koncepcji Strategicznej 2022 strategię sojuszu ukierunkowaną na przewagę poznawczą, odporność, projekcję wpływów i siły oraz zdolność do prowadzenia wojny w wielu domenach, sięgającą 2040 r.
+++
Notatki i źródła
Wolfgang Effenberger, urodzony w 1946 roku, zdobył dogłębną wiedzę na temat „pola bitwy nuklearnej” w Europie, przygotowywanego przez USA, służąc jako kapitan w niemieckich siłach zbrojnych. Po dwunastu latach służby studiował nauki polityczne i szkolnictwo średnie (budownictwo/matematyka) w Monachium, a następnie do 2000 roku wykładał w Technicznej Wyższej Szkole Inżynierii Budowlanej. Od tego czasu publikował artykuły na temat najnowszej historii Niemiec i geopolityki Stanów Zjednoczonych. Do jego najnowszych publikacji należą: „Czarna Księga UE i NATO” (2020), „Niedoceniana potęga” (2022) oraz „Od wojny do porządku światowego” (2026).
+++
3) army.mil/article-amp/green_book_the_army_operating_concept
6) Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), Dowództwo Sojusznicze ds. Transformacji (ACT) (red.): Koncepcja zwieńczająca działania bojowe NATO: 20-letnia wizja wojskowego instrumentu siły NATO, 2021 r.
7) https://www.act.nato.int/about/the-command
9) https://ejournals.eu/pliki_artykulu_czasopisma/pelny_tekst
10) act.nato.int/our-work/nato-warfighting-capstone-concept/
11) act.nato.int/article/mdo-in-nato-explained/
12) https://www.act.nato.int/wp-content/uploads/2023/06/NWCC-Glossy-18-MAY.pdf
13) https://2001-2009.state.gov/p/eur/rls
14) https://apps.dtic.mil/sti/tr/pdf/ADA314276.pdf
15) .ausa.org/CPMW-Chemical-Corps-Smoke-Is-There-a-Future-in-the-Army-of-the-21st-Century.pdf
16) http://www.nrhz.de/flyer/beitrag.php?id=29921
17) https://www.act.nato.int/our-work/nato-warfighting-capstone-concept/?utm_source=chatgpt.com
18) https://www.act.nato.int/our-work/nato-warfighting-capstone-concept
19) mprnews.org/story/2014/02/06/leaked-phone-call-offers-not-so-diplomatic-us-view-of-eu
20) https://odihr.osce.org/odihr/elections
21) https://www.securitycouncilreport.org
+++
Dylematy. To oni. MEM-y III.

[MD: To przejęzyczenie AM. Piłsudskiego dziwaczny pogląd dotyczył Powstania Styczniowego]
——————————————-

————————————–

——————————————-

——————————

——————————-

——————————–

————————————————————

——————————

———————————————————–

—————————–

————————————–

MeRdia uczą !! MEM-y II

————————–

——————————————

—————————————–

—————————————

———————————————-

———————————————————-

———————————–

——————————–

——————————-

—————————————

———————-

——————————————

MEM-y poranne

—————————–

————————————————-

——————————

—————————-

———————————————–

————————————

—————————————

—————————–

—————————————————–

Herezja zdrowego rozsądku
Herezja zdrowego rozsądku

Jerzy Karwelis 24 sierpnia, wpis nr 1422 dziennikzarazy.pl/25-05-herezja-zdrowego-rozsadku
Przetoczyła się dyskusja o nowej wierze tzw. chrześcijańskim syjonizmie, głównie z dwóch powodów: wydania książki o tym zaskakującym fenomenie, napisanej przez Pawła Lisickiego, gdzie wstawia on to pojęcie do społecznej debaty i drugi czynnik – ewidentne harce na ten temat emanujące czy to z Białego Domu, czy to z amerykańskiej armii, w której wręcz rozkazach zawierają się wątki już nie tylko mesjanistyczne, ale i apokaliptyczne. Czyżbyśmy mieli więc armię Boga, czy to tylko kolejna idea tłumacząca wojakom, że chodzi tu o coś więcej niż zarobek korporacji i realizacja wybujałych ambicji wodzowskich.
Ten nurt przetoczył się przez dyskurs, zniknął, ale tylko narracyjnie. Należy więc przypomnieć o czymś, o czym zapomnieliśmy w toku bieżących wojen – prokurują je ludzie namagnesowani wiarą we własne posłannictwo od Boga. Patrzmy się więc na nich wciąż, gdyż to może nam wytłumaczyć wszelkie nieracjonalności ich działań. Rządzą światem dziwni ludzie, który wręcz szaleństwo uzasadnia wszelkie już działania, mogące doprowadzić do dosłownie apokaliptycznych rezultatów. To jest ciągle z tyłu, w kontekście działań, czy to na Ukrainie, w Wenezueli, czy w Zatoce. Pamiętajmy o tym – jesteśmy na wojnie armii Boga, Boga, który w tej postaci nie istnieje, gdyż jest figurą zmyślonej transcendencji mającej stępić aksjologiczne ostrze katolicyzmu, sprotenstantyzować go, zaś sam protestantyzm zlać z judaizmem. Do tego trzeba iście apokaliptycznego wstrząsu i ku niemu – przynajmniej w intencji wyznawców „nowej-starej religii” – zdążamy jako świat.
Pasywność konserwatyzmu
Ludzie o poglądach konserwatywnych długo czekali (i czekają) na przemianę świata. A właściwie to źle powiedziane – konserwatyści co do istoty swej postawy są mocno podejrzliwie nastawieni do zmian. Nie znaczy to, że są jakimiś jednostkami zatopionymi w formalinie, przeciwnie – są tylko podejrzliwi wobec zmian prokurowanych przez tzw. projekty, głównie w obszarze inżynierii społecznej, które mają za każdym razem uzasadnienie w idei, w rezultacie po jej implementacji przysparzającej najwięcej cierpień ludzkości. Jest to niepowstrzymany pociąg ku poprawianiu świata, by był bardziej sprawiedliwy, równy, czy jakie tam jeszcze ma za warianty współczesny progresywizm. Trudno więc oczekiwać stałej tendencji konserwatystów do działań na rzecz przemiany świata. To raczej domena właśnie postępowców, też z natury rzeczy.
Ale konserwatyści, którzy postęp upatrują w obiektywnym ścieraniu się wielowątkowych czynników, liczą na to, że sprawy świata odwrócą się dziś w lepszym kierunku. Głównie dlatego, że ludzkość wygląda na taką, co się w piętkę zagoniła, ale może tylko ta zachodnia. Nie pora tu mówić o objawach tego wszechobecnego kryzysu, który ma wiele poziomów – od geopolitycznego, poprzez gospodarczy, aż do aksjologicznego pomieszania. To dlatego mamy do czynienia z oksymoronem – konserwatyzmem czekającym na zmianę. Jednocześnie mamy tu drugą sprzeczność: by świat się zmienił na „normalny” trzeba by było podjąć realne działania w kontekście zmiany co najmniej społecznej, zaś konserwatyzm, co do swej istoty, nie posiada narzędzi do osiągnięcia takiego celu. Znowu – zmiana społeczna to raczej domena progresywistów – ci z kolei mają narzędzia na takie działania, ale zdaje się, że wyłącznie narzędzia. Wyłącznie, gdyż cele przez nich przyjęte w większości przypadków powodują odwrotne do zakładanych skutki.
Trump jako nadzieja
No i ludzie o poglądach konserwatywnych „doczekali się” takich zmian, a właściwie – jak się zaraz okaże – raczej zawiedzionych nadziei na nie. Widać było po busoli oczekiwań wielu ludzi na świecie, że ostatnia reelekcja Trumpa utwierdziła tę część ludzkości (znowu zdaje się, że zachodniej tylko), że jednak zawróciliśmy znad krawędzi. Do dziś mnożone są scenariusze co by było, gdyby Trump przegrał: to smutne warianty wszechwładnego klimatyzmu, wokeizmu, globalizmu światowej gospodarki i politycznych decyzji – wszystko unurzane w narracyjnym, na razie tylko, zamordyzmie. Ten zwrot, jak to każdy zwrot znad przepaści, wzbudził uczucie ulgi, ale też i rozleniwiającej satysfakcji. A to – okazało się – dopiero początek drogi, której kierunku wciąż należałoby pilnować. Stojąc już tyłem do przepaści liczono na automatyczne i proste konsekwencje – zwycięstwo zdrowego rozsądku nad wysypem kuriozalnych mód ideologicznych, koniec wojen, powrót do zalet państw narodowych, zmniejszenie natężenia tego ciągłego wzmagania społecznego podbijanego przez medialnych szczwaczy.
Okazało się, że powrót do normalności miał dwa nieoczekiwane elementy. Po pierwsze – i to jest aspekt geopolityczny – doszło do gwałtownych eksplozji militarnej agresji w wielu zakątkach świata. To nie tak miało być, ale tak wyszło. Tasowanie się mocarstw wyraźnie przyspieszyło, nie wiadomo tylko czy to – znowu – obiektywny proces, co zrozumieliby konserwatyści, czy też jest tylko emanacja połączenia ego Trumpa z potrzebą maksymalnego „rozepchania się” słabnącego supermocarstwa, które przegrywa. Chce więc wygrać w ostatniej chyba domenie, w której ma przewagę – w militarnej sile. Stąd to miotanie się po globusie.

Ale najbardziej zaskakujące jest to drugie – zawrócenie świata znad przepaści nastąpiło pod sztandarem nowej religijnej herezji. Nie tylko dlatego, że świat odkrył chrześcijański syjonizm, który do tej pory zdawał się – głównie katolikom! – czymś niemożliwym, a więc nikt nie patrzył w tamtą stronę. Jest nie tylko tak, gdyż do tej ugruntowanej okazało się para-religii mamy jeszcze dodatkowo wątki demoniczno-kuriozalne.
Oto dochodzi do podnoszenia Trumpa i jego środowiska do jakiejś formy świętego posłannictwa. Grupa pastorów, którzy namaścili POTUSa swoją energią (a może jednak czerpią ją z niego, jak to nowi apostołowie) wyglądała mi najpierw na głupi żart wspomagany sztuczną inteligencją. Ale okazało się to prawdą, tak jak później Trump udrapowany na festynowego Jezusa. Ale mamy tu do czynienia z czymś więcej niż kuriozum.
Marsjanie czy Mesjasze?
Otóż ta grupa uważa się za Mesjaszy czasów ostatecznych. Albo je poprzedzających, albo – co jeszcze dziwniejsze – mających zapobiec końcowi świata. A mamy pewne ugruntowane doświadczenia z takich przypadków. To jest jak z sanitarystami z czasów kowidowej pandemii, którzy przestrzegali przed końcem świata, totalną zagładą. Jak się ma taką postawę, to wręcz – co było widać i słychać – oczekuje się takowej zagłady, gdyż prorok nie chce się mylić. A w rezultacie – prokuruje się zagładę, nie tylko mówiąc o niej, ale będąc u steru procesów globalnych wręcz nią zarządza – taka postawa prowadzi do samospełniającej się przepowiedni, kiedy kontroluje się i kierunek, i tempo pokazywania się nowych faktów uzasadniających starą przepowiednię zagłady.
Tak samo mamy i teraz – jak się jest zwiastunem czasów ostatecznych, to się te czasy prokuruje. Dąży się do stwarzania momentów granicznych, które potwierdzają złą nowinę, inaczej fałszywi prorocy byliby wygonieni z tego festynu. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy takie grona mają dostęp do nieograniczonej władzy, a okazało się, że takie coś zalęgło się w Białym Domu. Ten trend wzmacnia jedna z mniej ciekawych cech demokracji – po wyborach zwycięzca może sobie dość bezkarnie pohulać. Taki Trump – przecież na niego są wkurzeni nawet ludzie z rdzenia kręgu MAGA, której idei ostatnie posunięcia PATUSa kompletnie przeczą.
Czyli można zdobyć władzę pod jednymi sztandarami, zaś po wyborach, czy to nagle, czy stopniowo, pochować je i zamienić na nowe. Wszystko bezkarnie. Trumpa można złożyć ze stanowiska na dwa sposoby – albo przez impeachment polityczny, albo mentalny. W tym pierwszym wypadku wymaga to mozolnego nanizywania koalicji w Kongresie i Senacie, w tym drugim – na tzw. wariata – zgody jego najbliższego politycznego otoczenia. Oba więc scenariusze są mocno wątpliwe w sensie operacyjnym.

Pech polega na tym, że z powrotu do rewolucji zdrowego rozsądku została już tylko rewolucja w sposób kompletny sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Oczekiwana zmiana przyszła w przebraniu herezji religijnej, w dodatku o demonicznym charakterze. Czyli nadzieje na normalność zostały złożone – okazuje się – w ręce nawiedzonych heretyków. Pragmatyzm pożądanych działań zamieniono na jakiś chory mistycyzm, który jest odwrotnością zdrowego rozsądku, w dodatku pcha nas – znowu ręką ludzką, nie boską – w czasy ostateczne.
Pytanie tylko czy oni to robią na poważnie, czy ta cała otoczka quasi-religijna to tylko opium dla mas mające uzasadnić misję co do swej istoty samobójczą dla (zachodniej) cywilizacji, a może i całego świata? Są na to dwie możliwe odpowiedzi. Jedna mówi o totalnie manipulatywnych celach takich działań. Po prostu przy władzy kręcą się fałszywi prorocy, Rasputiny nowych czasów, którzy przenoszą całkiem prozaiczny merkantylizm cyfrowych oligarchów w rejony udawanej transcendencji, po to, by zwieść lud. Są zapewne tacy, bo tacy zawsze się kręcą przy pozornych, czy też przejmowanych rewolucjach. Drugi wariant to ci, którzy naprawdę w to wierzą. I okazuje się, że tu mamy dwie podgrupy – lud uwiedziony tą ideą, głównie z grona syjonistów chrześcijańskich, dla których to obecne przesłanie polityczne jest idealnie kompatybilne z ich wiarą. Ale najgorsza jest ta podrgupa druga – szaleni decydenci. Wydaje się bowiem, że tam na górce Białego Domu są tacy, co w to wierzą naprawdę. I oni zdają się najbardziej niebezpieczni, gdyż ich odjazdy nie są tylko ich domową sprawą – wyposażeni we władzę mogą narobić wiele szkód, gdyż będą swe działania (i pomyłki) uzasadniali racją wyższą, w dodatku znajdującą się w ich ręku.
Herezje rządzących pryków
Szykuje się więc niezły bałagan. Ale tak to jest, kiedy system politycznego doboru degeneruje się i wcale nie najlepsze jednostki wypływają na wierzch fali elit. Raczej elity formują się w procesie rywalizacji kto najlepiej namiesza w głowie demosowi, by ten wybrał tę lub inną frakcję. A nie są to kompetencje państwowotwórcze. Rządzą więc narracje, zaś rzeczywiste działania, jeśli są w otoczce herezji mistycznej, są już prawdziwie odrealnione, w metodach, celach, ale nie skutkach skutkach.
Bez tego fałszywego mistycyzmu wszystko byłoby na golasa widoczne. Amerykanie na pasku Izraela, czy to z powodu post-holokaustowego resentymentu, czy z powodu taśm ze znanej wyspy, ego PATUSa rozdęte do rozmiarów gargantuicznej pychy, interesy lobby militarno-surowcowego, imperialne zapędy byłego policjanta świata, który na emeryturze swej potęgi chce przed pójściem na nią jeszcze ustawić parę spraw „na dzielni”. Źle to się opowiada, prawda? A z tą boską misją to jakoś brzmi. Ale dla nas to tylko taka różnica, że jeśli się to kiedyś pozytywnie skończy, to tak tylko, że główni aktorzy tej hucpy nie wylądują w więzieniu, ale w psychuszce. Słaba to satysfakcja, bo szkody będą przeogromne i w pewnych aspektach nie do odwrócenia.
Putin chce odbudować w Moskwie „trzeci Rzym”, Netanjahu zrealizować obietnicę Wielkiego Izraela od rzeki do rzeki, tym razem z trzecią świątynią w Jerozolimie, Trump czuje się Mesjaszem czasów ostatecznych, na najbardziej przytomnego wygląda chyba tylko Chińczyk. Chiny, Państwo Środka, nie chcą być wszędzie i rządzić światem – chcą być, jako się rzekło, „w środku”. Nie trzeba bowiem być wszędzie, by wszystko kręciło się wokół ciebie. Wystarczy być w środku.

I trzeba sobie zadać ponownie to pytanie: czy ci wymienieni wodzowie wierzą w swe posłannictwo, czy tylko tak gadają? Do ludu, by uzasadnić wyższymi argumentami swoje prozaiczne strategie – więcej ziemi, ludów podbitych, danin z prowincji i kolonii. A może to wodzowie w to wierzą, a więc widzą siebie jako posłanników przyszłość, lub choćby takich, których władztwo ma zostać zapamiętane? Może więc chodzić o całkiem prozaiczne rzeczy – zapisanie się w historii, co następuje zazwyczaj wtedy, kiedy władztwo danego satrapy dotrze do swoich doczesnych granic.
Podobno, gdy przypadkiem mikrofony wyłapały całkiem prywatną rozmowę w cztery oczy na spacerze w Pekinie panów Xi i Putina, okazało się o czym tak naprawdę gadają panowie świata. Kamery świata pokazywały samotny spacer i konwersację obu panów, egzegeci geopolityki spekulowali na podstawie tego obrazka o czymże to panowie tam deliberują. O świecie, gospodarce, militariach, strefach wpływów? A przypadkiem okazało się o czym tam rozprawiali – o najnowszych technikach przedłużania sobie życia. No, podobno, jak człowiek uważa, że ma wszystko, to chce już być tylko nieśmiertelny. I to są być może jedyne już tylko dylematy rządzących.
Prawo naturalne do normalności
Jakie są dylematy moralne rządzonych, jeśli ci je w ogóle mają? Popatrzmy – z praw naturalnych pozamieniano wszystko. Przypatrzmy się trzem podstawowym – prawo do życia, prawo do poszukiwania szczęścia i prawo do własności. Prawo do życia kurczy się w tempie zastraszającym – mamy cywilizację śmierci, a właściwie samobójstwa (nie pierwszy przypadek w cywilizacji zachodniej), bujamy się od aborcji do eutanazji. Prawo do poszukiwania szczęścia zostało zmienione w całe ciągi wzbudzanych roszczeń, roszczeń od państwa, szybko zamienione w postulaty rozszerzania jego władzy. Wystarczyło tylko w pojęciu „prawo do poszukiwania szczęścia” wykreślić słowo „poszukiwania” i wszystko stało się jasne. Się należy szczęście, a właściwie i praca, i mieszkanie, i dochód podstawowy. Kto ma uszczęśliwiać? Państwo, a właściwie przy tych intencjach globalistycznych – internacjonalistyczny nadzorca, ale i dostarczyciel dóbr wszelakich, z tym, że wtedy skoro te dobra mają być dla wszystkich, to muszą mieć skromne rozmiary. A więc państwo ochoczo dostarcza – na razie zgrabnie połączyło postulat posiadania własności i prawa do szczęścia w idei: nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy. Ale pozostaje pytanie – jak ludzkość ma nie mieć niczego, to kto będzie miał wszystko?

To pech, że powrót do zdroworozsądkowej normalności przyszedł do nas w przebraniu otwarcie deklarowanej herezji, bo może zaprzepaścić nie tylko szanse, ale i nadzieje na zmianę. A może doszliśmy do takiego momentu, że każda zmiana musi być ludzkości uzasadniana racjami transcendentnymi? Nawet jeśli jest to herezja do kwadratu? Jesteśmy coraz bardziej pozbawieni rozsądku, coraz więcej polegamy na tresowanych, a więc do dowolnego wywoływania, emocjach. Zwierzęciejemy, z tą różnicą, że żadne zwierzę nie uwierzyłoby w boskie posłannictwo przewodnika stada. O kim to lepiej świadczy, o nas czy zwierzętach?
Jerzy Karwelis
Czy Polska się przebudzi? Gietrzwałd i Śluby Jasnogórskie – prof. Grzegorz Kucharczyk
Czy Polska się przebudzi? Gietrzwałd i Śluby Jasnogórskie – prof. Grzegorz Kucharczyk
wpisał: AlterCabrio , 24 sierpnia 2026
Prof. Grzegorz Kucharczyk mówi o tym, co łączy orędzie Matki Bożej z Gietrzwałdu z Jasnogórskimi Ślubami Narodu Polskiego. Wypowiedź pochodzi z wywiadu, jaki profesor Kucharczyk udzielił nam do filmu “Gietrzwałd. Bądźcie Polakami”.
◊
PROF. GRZEGORZ KUCHARCZYK: CZY POLSKA SIĘ PRZEBUDZI? GIETRZWAŁD I ŚLUBY JASNOGÓRSKIE
35 lat istnienia państwa ukraińskiego
35 lat istnienia państwa ukraińskiego

Ukraina obchodzi dziś 35. rocznicę ogłoszenia niepodległości. Wołodymyr Zełenski, nazywany w Europie prezydentem, wygłosił przemówienie. Powiedział: „Mocno trzyma nas za rękę pewna siła – wcale nie niewidzialna. Jest to siła wspólnego kręgu: wzajemnego wsparcia, braku wątpliwości co do tego, kto stoi obok, oraz wiary we wszystkich Ukraińców. I dopóki wróg nie przerwie tego naszego kręgu, dopóty Ukraina nie upadnie. Wywalczy swój pokój. I da radę”.
I dalej: „Putin liczy, że jesteśmy zmęczeni. My wiemy, że on jest śmiertelny. Nigdy nas nie rozumiał. Teraz już nie zdąży. […] Rosjanie chcieli, żeby nie było nas na mapie. […] Od dwudziestu siedmiu lat przywódca Rosji mówi o wielkości, a Rosja stoi w kolejkach po benzynę”. – Wynikałoby z tego, że kondycja Ukrainy i jej mieszkańców jest w lepszym stanie.
Zwróćmy uwagę na to, że Zełeński nie zwraca się do ludu ukraińskiego czy też resztek tego ludu, lecz do zachodnich oficjeli. W końcu nie jego zadaniem jest spokój i dobro mieszkańców, lecz walka o interesy globalistów, syjonistów, USA, Niemiec i W. Brytanii.

A byli obecni w Kijowie m.in. premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa oraz liderzy Mołdawii, Estonii i Luksemburga. Gratulacje przekazał sekretarz stanu USA Marco Rubio, a Komisja Europejska zatwierdziła właśnie dziś przyznanie Ukrainie kwoty 6,1 mld euro w ramach zaciągniętej przez państwa członkowskie pożyczki dla Kijowa (to z naszych podatków!). Ursula von der Leyen powiedziała: „Europa solidaryzuje się z Ukrainą i zapewnimy jej to, czego potrzebuje”. Tak więc miliardy euro przeznaczone będą na systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej, rakiety, amunicję i stacje radarowe. Artykułów spożywczych i codziennego użytku Ukraina nie potrzebuje.
A nasi politycy czują pismo nosem i nikt z nich nie pojechał do Kijowa, nawet Paweł Kowal zdaje się być mało aktywny. ‚Odważnym’ okazał się być aktor, dyrektor naczelny Teatru Polskiego Andrzej Seweryn, który w wywiadzie dla ‚Rzeczpospolitej’ zaapelował o udział w zgromadzeniu organizowanym 24 sierpnia na Placu Zamkowym w Warszawie. Przekonuje nas, że mimo pogarszających się nastrojów części Polaków wobec Ukraińców należy nadal okazywać im solidarność. Podkreśla aktor, że „nigdy trendy nie decydowały o tym, co robi, tylko jego przekonania i wrażliwość”.

Andrzej Seweryn
Zdaniem Seweryna, obywatela świata, za dalszym wspieraniem Ukrainy przemawiają nie tylko względy moralne, ale również polski interes, bo „on rozumie, że historia relacji ukraińsko-polskich jest skomplikowana, żeby nie powiedzieć: tragiczna i pełna zbrodni, ale to jest przeszłość, która nie powinna wpływać na to, co dzisiaj dzieje się w relacjach polsko-ukraińskich. Nie wolno nam być agresorami w naszej ojczyźnie. Nie należy mylić wroga, którym jest Rosja, z Ukraińcami”. I w końcu stwierdza: „Należy dokonać wszelkiego wysiłku, ażeby zapobiec zwycięstwu Rosji w tej wojnie”.
Podsumujmy: Była Ukraina wielka jako Socjalistyczna Republika Ukrainy. Wyposażona przez Moskwę kolejno w Donbas, ziemie należące wcześniej do Polski, Węgier i Ukrainy, a na koniec w Krym – liczyła w 1990 roku 50,5 miliona mieszkańców.
Przez 35 lat niezależnego istnienia odpadło od niej ponad 20% terytorium i około 55% ludności. Pozostało w kraju 23 mln ludzi, w tym 11 mln emerytów. Takiego spustoszenia nie dokonały w Polsce nazistowskie Niemcy. Państwo jest opanowane przez korupcję, neo-banderę i nie ma już żadnych możliwości rozwoju. Przewidział to wielki Polak Roman Dmowski, pisząc w 1930 roku w artykule zatytułowanym ‚Kwestia ukraińska‚:
„Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata, którym dziś bardzo ciasno jest we własnych krajach, kapitalistów i poszukiwaczy kapitału, organizatorów przemysłu, techników i kupców, spekulantów i intrygantów, rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji: Niemcom, Francuzom, Belgom, Włochom, Anglikom i Amerykanom pośpieszyliby z pomocą miejscowi lub pobliscy Rosjanie, Polacy, Ormianie, Grecy, wreszcie najliczniejsi i najważniejsi ze wszystkich Żydzi. Zebrałaby się tu cała swoista Liga Narodów…
Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny”.
Opracował: Zygmunt Białas
Porozumienie z Mekki ustanawia post-amerykańską architekturę bezpieczeństwa — a Iran jest o krok od dołączenia do niej

Brak islamskiego NATO: Porozumienie z Mekki ustanawia post-amerykańską architekturę bezpieczeństwa — a Iran jest o krok od dołączenia do niej.
- Larry C. Johnson uncutnews-chkeine-islamische-nato-das-mekka-abkommen-errichtet-die-post-amerikanische-sicherheitsarchitektur-und-iran-steht-kurz-vor-dem-beitritt
Larry C. Johnson
Zachodni komentatorzy z łatwością zaszufladkowali porozumienie z Mekki pod jednym tytułem. Kiedy Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan podpisały 7 sierpnia Porozumienie o Wspólnej Obrony Maccabee – zbrojny atak na jednego z sygnatariuszy ma być traktowany jako atak na wszystkich – odruchowo przylgnęła do niego etykieta „Islamskiego NATO”, sunnickiego bloku trzech największych potęg militarnych świata muzułmańskiego, połączonych tożsamością wyznaniową.
Ta interpretacja stała się niemal nieaktualna, zanim jeszcze atrament zdążył wyschnąć. To, co w rzeczywistości powstaje, to nie sunnicki sojusz przeciwko Iranowi. To pierwszy filar post-amerykańskiej architektury bezpieczeństwa, którą wspierają Rosja i Chiny – a Teheran jest gotowy do wejścia do środka.
Użyty język nie był przypadkowy i nie pochodził z Rijadu. 27 kwietnia w Petersburgu, po spotkaniu z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchi, Władimir Putin wezwał do stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej. Tydzień później, 5-6 maja w Pekinie, chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi, po swoim spotkaniu z Araghchi, powiedział w zasadzie to samo – że Pekin popiera ustanowienie regionalnej architektury pokoju i bezpieczeństwa, w której kraje regionu uczestniczą, chronią wspólne interesy i dążą do wspólnego rozwoju. Araghchi ze swojej strony poinformował Putina, że Iran popiera nową, powojenną architekturę regionalną, zdolną do koordynacji rozwoju i bezpieczeństwa.
Zwróć uwagę na dwa rzeczowniki wymienione przez Aragcziego w parach: rozwój i bezpieczeństwo. To połączenie jest kluczem, do którego wrócę. Od 2019 roku Rosja dyskutuje o koncepcji zbiorowego bezpieczeństwa dla Zatoki Perskiej; Ławrow potwierdził ją 28 lutego 2026 roku – dokładnie w dniu rozpoczęcia wojny. Konsekwentnym celem jest wielostronna, regionalnie kierowana struktura, która zastąpi amerykański parasol obronny nad Zatoką Perską, wyznaczy Moskwę i Pekin jako gwarantów obok państw regionu i – co kluczowe – potraktuje Iran nie jako zagrożenie, które należy powstrzymać, ale jako prawowity filar porządku. Jak sparafrazował Aragcziego swoich chińskich gospodarzy: Iran po wojnie jest innym krajem, jego reputacja uległa poprawie, a nowa era współpracy nadchodzi.
Zapamiętaj ten projekt i spójrz jeszcze raz na Mekkę.
Pierwszy filar
Porozumienie Maccabee zostało podpisane w czasie wojny, a ten kontekst jest kluczowy. Po prawie sześciu miesiącach wojny, która rozpoczęła się 28 lutego, Arabia Saudyjska była już ofiarą powtarzających się ataków rakietowych i dronów, a zaufanie do zdolności Waszyngtonu do rzeczywistego wspierania bezpieczeństwa Zatoki Perskiej w czasie rzeczywistym zostało widocznie zachwiane. Z tej erozji wyłonił się traktat wiążący Pakistan – jedyne muzułmańskie państwo posiadające broń jądrową i arsenał blisko 300 głowic – z Turcją, która ma drugą co do wielkości armię NATO, oraz z Arabią Saudyjską, finansową kotwicą Zatoki Perskiej i strażnikiem najświętszych miast islamu. Prawie 1,4 miliona żołnierzy w czynnej służbie i około 124 miliardy dolarów łącznych rocznych wydatków na obronę, po raz pierwszy od czasów Paktu Bagdadzkiego, są połączone w ramach jednej formuły wzajemnej obrony.
Sygnatariusze starali się nie określać go jako czysto defensywnego i, jak to ujął Erdoğan, pozostawili go otwartym dla innych krajów. Ankara wciągnęła Egipt do dyskusji; Dhaka zasygnalizowała zainteresowanie. Zachodni analitycy, zauważając, że wszyscy trzej członkowie są partnerami amerykańskimi – Turcja w NATO, Pakistan jest ważnym sojusznikiem spoza NATO, a Arabia Saudyjska największym nabywcą amerykańskiej broni – i dochodząc do wniosku, że pakt nie stanowi zatem zagrożenia dla Waszyngtonu, popełnili ten sam błąd, co ci, którzy nazywali go islamskim NATO. Zapoznali się z dokumentami założycielskimi i zignorowali kierunek, w jakim zmierzał. Pakt „otwarty dla innych”, podpisany przez państwa, które straciły wiarę w amerykański parasol, w trakcie wojny z Iranem, którą Iran przetrwał, nigdy nie pozostałby trzyosobowym klubem sunnickim.
Oto, czego jeszcze nie dostrzegła publiczna analiza, a co mogę przekazać z pierwszej ręki. W poniedziałek rano feldmarszałek Asim Munir – szef sztabu Pakistanu i prawdziwy architekt regionalnej strategii Islamabadu – przebywa w Iranie. Tematem jego rozmów jest przystąpienie Iranu do Porozumienia Mekkańskiego jako czwartego członka.
Przeczytaj to powoli, ponieważ burzy to całą strukturę „islamskiego NATO”. Pakt o wzajemnej obronie, na którego czele stoją sunniccy potentaci świata muzułmańskiego, w tym szyicki Iran, nie jest blokiem wyznaniowym. Jest wręcz przeciwnie: likwidacją tej samej linii podziału sunnicko-szyickiego, którą zachodnia strategia eksploatowała przez całe pokolenie. A to, co pozostaje, gdy Iran do niego dołączy, nie jest „NATO” o żadnym wyznaniu religijnym. To właśnie inkluzywna, regionalnie kierowana architektura, którą opisali Putin i Wang Yi – struktura, w której Iran jest prawowitym filarem, a nie wrogiem poddanym kwarantannie. Mekka stworzyła tę strukturę. Przystąpienie Teheranu do NATO nadaje jej sens.
To nie koniec na Iranie. Bahrajn – monarchia Zatoki Perskiej, która gości amerykańską Piątą Flotę – negocjuje, jak mi powiedziano, z Pakistanem przystąpienie do sojuszu wojskowego z Arabią Saudyjską. Pomyślcie o wadze tego. Państwo Zatoki Perskiej, które jest fizycznie najbardziej powiązane z amerykańską potęgą morską, zapewnia sobie alternatywy dla bloku regionalnego. Każde takie przystąpienie odcina kolejny kamień od amerykańskiego porządku bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej i dodaje go do nowej struktury, która wyłania się obok niego.
Przypomnijmy sobie połączenie rozwoju i bezpieczeństwa Araghchiego. Architektura bezpieczeństwa, która nie wspiera cyklu gospodarczego, to jedynie sojusz na papierze. Pakt Mekka zyskuje sojusz, a Pakistan ponownie jest tu filarem.
Islamabad – wspierany przez Chiny poprzez inwestycję w CPEC oraz port Gwadar, który już zapewnia Pakistanowi lądowe korytarze do Iranu – zdecydował się radykalnie pogłębić integrację gospodarczą z Teheranem. Munir negocjuje dziesięciokrotny wzrost pakistańsko-irańskiej wymiany handlowej w ciągu trzech lat. To nie błąd zaokrąglenia w systemie sankcji. To jego upadek.
I, żeby było jasne, to policzek dla Scotta Bessenta. Sekretarz Skarbu USA spędził wojnę obiecując najsurowsze sankcje w historii, bezprecedensową kampanię mającą na celu izolację ekonomiczną Iranu i zmuszenie go do kapitulacji głodem. Teraz obserwuje, jak amerykański sojusznik, uzbrojony w broń jądrową, finansowany i wspierany przez Chiny, zwielokrotnia handel z tym samym krajem, który ślubuje udusić – handel prowadzony w juanach, barterze i walutach regionalnych, poza systemem rozliczeń dolarowych, od którego zależą jego sankcje. Architektura bezpieczeństwa i architektura gospodarcza powstają w tym samym procesie, przez tego samego człowieka, w tej samej podróży. Strategia izolacji Bessenta spotyka się nie z buntowniczymi słowami, ale z integracją w działaniu.
Kryje się w tym głębsza ironia, którą warto nazwać, ponieważ oskarża całe pokolenie amerykańskiej strategii. Przez dekady Waszyngton traktował podział sunnicko-szyicki jako atut, którym trzeba zarządzać – uzbrajając i tolerując sunnickich bojowników jako narzędzia walki z szyickim Iranem, od dywersji za czasów Busha po wojnę w Syrii. Cała logika opierała się na tym, aby podział ten pozostał nienaruszony.
Teraz główne sunnickie potęgi regionu – Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan – same go zamykają, wciągając Iran we wspólne ramy obronne i handlowe. Klin, który Waszyngton wbijał przez dwadzieścia lat, staje się fundamentem bloku, który odpowiada przed Moskwą i Pekinem, a nie przed Waszyngtonem. To jest reakcja najwyższego rzędu: nie broń zwrócona przeciwko jej twórcy, ale linia pęknięcia, na której ten twórca polegał, która teraz się zamyka.
Opinia niewiele jest warta, jeśli nie dorównuje własnym kwalifikacjom, więc oto one. Podróż Munira to negocjacje, a nie podpisanie; akcesja Iranu i Bahrajnu jest w chwili pisania tego tekstu w toku, nie jest sfinalizowana i obie mogą utknąć w martwym punkcie. Deficyt zaufania między sunnitami a szyitami jest realny i trwa od dziesięcioleci – monarchie Zatoki Perskiej od dawna obawiają się irańskiej dywersji, a traktat obronny nie zniweluje tego z dnia na dzień.
Poprzednie pakty o wzajemnej obronie w regionie, w tym umowa saudyjsko-pakistańska z września 2025 roku i starsze porozumienia Rady Współpracy Zatoki Perskiej, nigdy nie wywołały zbiorowej reakcji na miarę NATO, a ta może okazać się równie deklaratywna. Wszystkie trzy państwa-sygnatariusze z Mekki utrzymują głębokie, ożywione relacje ze Stanami Zjednoczonymi i nie zerwą ich lekkomyślnie; wiele z tego może być raczej zabezpieczeniem niż wyraźnym zerwaniem. Powyższy raport z pierwszej ręki opisuje intencje i negocjacje, które jeszcze nie są umowami.
Ale kierunek nie jest tym samym, co dotarcie do celu, a kierunek jest jednoznaczny. Każde z tych ograniczeń wskazuje ten sam kierunek – od amerykańskiego parasola w stronę porządku regionalnego gwarantowanego przez Rosję i Chiny.
Porozumienie z Mekki zostało zaprezentowane zachodnim odbiorcom jako blok sunnicki i odrzucone jako klub amerykańskich klientów. Nie jest ani jednym, ani drugim. Jest to pierwszy filar architektury bezpieczeństwa, którą Putin i Wang Yi nazwali wiosną tego roku po spotkaniach z irańskim ministrem spraw zagranicznych – regionalnej, wspieranej przez Rosję i Chiny struktury, która uznaje Iran za prawowitą potęgę, a Stany Zjednoczone za niezbędne. Kiedy Asim Munir udaje się w poniedziałek do Teheranu, aby omówić członkostwo Iranu i jednocześnie negocjować dziesięciokrotny wzrost handlu, nie wykonuje dwóch oddzielnych zadań. Buduje dwie warstwy tego samego muru.
Amerykanie zbudowali swoją pozycję w Zatoce Perskiej na rozdzieleniu sunnitów i szyitów oraz na dolarze jako centrum. Oba filary są jednocześnie wyrywane – a struktura, która wyłania się na ich miejscu, została zaprojektowana w Moskwie i Pekinie.
Źródło: Nieislamskie NATO: Porozumienie z Mekki buduje postamerykańską architekturę bezpieczeństwa — a Iran jest na dobrej drodze
Izrael znów używa białego fosforu w południowym Libanie
Izrael znów używa białego fosforu w południowym Libanie
24.08.2026 wolnemedia/izrael-znow-uzywa-bialego-fosforu-w-poludniowym-libanie
Izraelskie siły ponownie użyły amunicji fosforowej podczas intensywnych działań militarnych w południowym Libanie. Doniesienia libańskich mediów państwowych z 22 sierpnia wskazują, że pociski fosforowe były wykorzystywane podczas ostrzału kilku obszarów, w tym w rejonie strategicznego wzgórza Ali al-Taher.
Według libańskiej Narodowej Agencji Informacyjnej izraelska artyleria prowadziła intensywny ostrzał południowego Libanu. Informacje o użyciu pocisków fosforowych pojawiły się w czasie kolejnej eskalacji działań zbrojnych. Nie są to pierwsze tego rodzaju oskarżenia. W marcu „The Guardian” opisał ustalenia organizacji Human Rights Watch i niezależnych badaczy, według których izraelskie wojsko wykorzystywało biały fosfor w południowym Libanie również podczas wcześniejszych działań wojennych. Badacze dokumentowali przypadki użycia tej amunicji także nad obszarami zamieszkanymi.
Użycie amunicji zapalającej budzi szczególne obawy w południowym Libanie, gdzie w ostatnich tygodniach doszło do rozległych pożarów lasów, terenów rolniczych i gajów oliwnych. Lokalne służby, mieszkańcy oraz organizacje zajmujące się ochroną środowiska wiążą część pożarów z izraelskimi działaniami wojskowymi i stosowaniem amunicji zapalającej. Izraelskie władze twierdzą natomiast, że ich operacje są wymierzone w infrastrukturę Hezbollahu i mają uwzględniać ograniczanie szkód dla ludności cywilnej oraz środowiska.
Sytuacja w południowym Libanie pozostaje bardzo napięta. ONZ informowała niedawno, że tylko podczas jednego weekendu w sierpniu siły izraelskie wystrzeliły w stronę południowego Libanu 455 pocisków, a misja UNIFIL odnotowała też liczne naruszenia libańskiej przestrzeni powietrznej.
Biały fosfor może być wykorzystywany między innymi do tworzenia zasłon dymnych i oświetlania terenu. Jego użycie w pobliżu ludności cywilnej budzi jednak poważne kontrowersje ze względu na wyjątkowo wysoką temperaturę spalania oraz ryzyko ciężkich obrażeń i pożarów.
Często przywoływany w tym kontekście „Protokół III” do „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych” ogranicza użycie broni zapalającej przeciwko celom wojskowym znajdującym się w skupiskach ludności cywilnej. Chociaż Izrael jest stroną „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych”, to nie ratyfikował „Protokołu III”. Z kolei Liban nie jest nawet stroną konwencji. Nie oznacza to jednak braku ograniczeń prawnych. Zastosowanie amunicji, w tym amunicji zapalającej, nadal podlega zasadom międzynarodowego prawa humanitarnego, takim jak rozróżnianie między celami wojskowymi a ludnością cywilną oraz zakaz prowadzenia ataków o charakterze nieproporcjonalnym lub bez rozróżnienia.
W ostatnich dniach walki w południowym Libanie ponownie przybrały na sile, a zarówno skala ostrzału, jak i kolejne doniesienia o użyciu amunicji fosforowej wskazują, że region pozostaje daleki od stabilizacji.
Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: MiddleEastEye.net
Źródło: WolneMedia.net
„Wyborcza” wini Polaków za ludobójstwo na Wołyniu
„Wyborcza” wini Polaków za ludobójstwo na Wołyniu
24.08.2026 Andrzej Kumor wolnemedia/wyborcza-wini-polakow-za-ludobojstwo-na-wolyniu
Nie ucisk, lecz ideologia. Rzeź wołyńska nie była „odwetem” za politykę II RP, lecz realizacją programu nacjonalizmu integralnego Dmytra Doncowa.
———————————————-
W najnowszym „Magazynie Wyborczej” Adam Michnik publikuje tekst pod wymownym tytułem „Dobrzy ludzie z Ukrainy”. Już na okładce pojawia się teza, która ma tłumaczyć zbrodnie OUN-UPA: jeśli ruch wyzwoleńczy narodu uciskanego dopuszcza się zbrodni na narodzie panującym, to przyczyną jest ucisk narodowy, a nie wola wyzwolenia. Innymi słowy – winna jest przede wszystkim Polska i jej polityka narodowościowa. To klasyczna figura, która od lat wraca w części polskiej debaty publicznej: zbrodnia ma być konsekwencją, a nie wyborem ideologicznym.
To twierdzenie jest fałszywe zarówno historycznie, jak i moralnie.
Ideologia powstała wcześniej i niezależnie od „ucisku”
Dmytro Doncow sformułował swoją doktrynę „nacjonalizmu czynnego” (integralnego) już w latach 20. XX wieku, a kluczową książkę Nacjonalizm wydał w 1926 r. – na długo przed największymi napięciami polsko-ukraińskimi drugiej połowy lat 30. i przed „pacyfikacją” 1930 r. Jego myśl czerpała z faszyzmu włoskiego, nietzscheanizmu, elitaryzmu i darwinizmu społecznego. Naród miał być organizmem biologicznym, którego przetrwanie usprawiedliwia wszelkie środki. Moralność, prawo, humanitaryzm – to przesądy słabych. Potrzebna była „mniejszość inicjatywna” zdolna do bezwzględności, nienawiści jako siły twórczej i „kamiennego serca”.
Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), założona w 1929 r., przyjęła tę ideologię niemal jako kanon. Bandera i jego frakcja (OUN-B) poszli jeszcze dalej w kierunku totalitarnego, etnicznie czystego państwa. Program „oczyszczenia” ziem z „obcych elementów” – Polaków, Żydów, Rosjan – nie był spontaniczną reakcją na polską politykę. Był konsekwencją przyjętego światopoglądu. Polskie władze międzywojenne prowadziły politykę asymilacyjną, czasem represyjną (pacyfikacje po ukraińskich sabotażach, ograniczenia szkolnictwa, faworyzowanie osadników), ale nie planowały fizycznej likwidacji narodu ukraińskiego. OUN od początku głosiła rewolucję narodową i dyktaturę, a nie reformę w ramach demokracji.
Rzeź była planowaną czystką etniczną
Masakry na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w 1943–1944 r. nie były „eksplozją nienawiści” wywołaną polskim uciskiem. Były operacją przygotowaną. Latem 1943 r., zwłaszcza w „krwawą niedzielę” 11 lipca, sotnie UPA (często z udziałem miejscowej ludności) systematycznie atakowały polskie wsie. Szacunki ofiar polskich wahają się od około 50–60 tys. na samym Wołyniu do 100 tys. łącznie z Galicją. Metody były celowo bestialskie: siekiery, piły, noże, gwałty, tortury – nie chodziło tylko o zabicie, lecz o zastraszenie i wymazanie śladów obecności.
Decyzje zapadały na poziomie dowództwa OUN-B. Dmytro Kłaczkiwśkyj („Kłym Sawur”) wydał rozkazy o „generalnej fizycznej likwidacji całej polskiej ludności”. To nie był odwet za konkretne polskie działania w 1943 r. – to była realizacja wcześniejszego programu etnicznego oczyszczenia terytorium, które uważano za „ukraińskie etnograficznie”.
Ofiarami nie byli tylko Polacy
Jeśli rzeź miała być jedynie „reakcją na polski ucisk”, to dlaczego ginęli również inni? UPA i oddziały OUN mordowały Żydów, którzy przeżyli niemiecką Zagładę i ukrywali się w lasach. Mordowano Czechów (szacunki mówią o około 350 ofiarach wśród mniejszości czeskiej na Wołyniu, poza niemiecką zbrodnią w Czeskim Malinie), Ormian, Rosjan, Gruzinów, a także Ukraińców, którzy ratowali Polaków, byli w mieszanych małżeństwach albo po prostu nie podporządkowali się „lini partii”. Źródła polskie i zachodnie zgodnie wskazują na setki ofiar spośród tych mniejszości. To nie wygląda na „odwet za politykę narodowościową państwa polskiego”. Wygląda na realizację programu etnicznej homogeniczności.
Niebezpieczeństwo zamiatania pod dywan
Dziś, gdy Ukraina broni się przed rosyjską agresją, łatwo ulec pokusie, by „nie drążyć” tematu Bandery, OUN i UPA. Część ukraińskiej pamięci oficjalnej uczyniła z nich bohaterów walki o niepodległość, a krytykę tej legitymizacji traktuje się jako „rosyjską propagandę” albo „polski nacjonalizm”. To błąd.
Ideologia Doncowa i praktyka OUN-UPA zawierały wyraźne elementy nazistowskie i totalitarne. Współpraca części OUN z Niemcami w 1941 r., udział w pogromach, a później samodzielna czystka etniczna – to fakty, nie „narracja”. Zamiatając je pod dywan, nie buduje się trwałego pojednania. Buduje się fałszywy fundament, na którym łatwo odradzają się skrajne nurty. W warunkach wojny i kryzysu to szczególnie niebezpieczne. Prawda historyczna nie jest „szkodzeniem Ukrainie”. Jest warunkiem, by Ukraina – i relacje polsko-ukraińskie – nie nosiły w sobie ziarna przyszłych konfliktów.
Polityka II RP wobec mniejszości ukraińskiej była niedoskonała, a miejscami krzywdząca. Nie była jednak przyczyną ludobójstwa. Przyczyną była ideologia, która uczyniła z nienawiści i bezwzględności cnoty narodowe. Tego faktu nie da się wymazać żadną „perspektywą ukraińskich okularów”.
Historia nie lubi usprawiedliwień, które zamieniają sprawców w ofiary okoliczności. Rzeź wołyńska była wyborem. Wyboru ideologicznego. I właśnie dlatego nie wolno go dziś relatywizować.
Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net
102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów wzywa do sankcji wobec Izraela
102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów wzywa do sankcji wobec Izraela
Andrzej Kumor 24.08.2026 wolnemedia/102-bylych-dyplomatow-wzywa-do-sankcji-wobec-izraela
Koalicja 102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów opublikowała w sobotę otwarty list, w którym wzywa prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz premiera Wielkiej Brytanii Andy’ego Burnhama do wspólnego nałożenia sankcji na Izrael.
Sygnatariusze ostrzegają, że polityka izraelskiego rządu w okupowanych terytoriach palestyńskich grozi trwałym zniweczeniem perspektyw powstania państwa palestyńskiego. List ukazał się w „Le Monde” pod znaczącym tytułem nawiązującym do tezy, że „Palestyna niknie na naszych oczach”.
Autorzy piszą, że Francja i Wielka Brytania – jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ – mają szczególny obowiązek egzekwowania prawa międzynarodowego. Podkreślają, że oba kraje odegrały historyczną rolę w kształtowaniu Bliskiego Wschodu, a w 2025 roku uznały oficjalnie państwo Palestyny. Teraz – zdaniem dyplomatów – to uznanie musi zostać przełożone na konkretne działania.
Sygnatariusze opisują sytuację w Strefie Gazy, gdzie około dwóch milionów Palestyńczyków zostało ściśniętych na około 30 proc. zniszczonego terytorium. Ludzie ci, jak piszą, cierpią głód, brakuje im leków i dachu nad głową. Od momentu wejścia w życie tzw. zawieszenia broni zginęło ponad 1200 Palestyńczyków (niektóre źródła podają liczbę zbliżoną do 1285).
W Jerozolimie Wschodniej i na pozostałym obszarze Zachodniego Brzegu Jordanu dyplomaci wskazują na systematyczne wyburzanie domów palestyńskich oraz przemoc osadników, która odbywa się przy przyzwoleniu armii i policji izraelskiej. Takie działania określają mianem czystki etnicznej. Politykę „okupacji i zniszczenia” rozciągają także na Liban (gdzie zrównano z ziemią wiele wiosek) oraz Syrię.
Jednocześnie list wyraźnie potępia atak Hamasu z 7 października 2023 roku, nazywając go „ohydnymi zbrodniami”. Autorzy dodają jednak, że „nic nie usprawiedliwia systematycznej polityki niszczenia Gazy i jej ludności”.
Byli dyplomaci formułują zestaw wspólnych działań, które – ich zdaniem – Paryż i Londyn powinny podjąć:
– pełne respektowanie orzeczeń Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości oraz Międzynarodowego Trybunału Karnego,
– zawieszenie unijnego układu stowarzyszeniowego z Izraelem oraz brytyjsko-izraelskiego porozumienia handlowego i partnerskiego z powodu naruszeń zapisów dotyczących praw człowieka,
– wstrzymanie transferów broni do i z Izraela oraz zawieszenie dwustronnej współpracy wojskowej,
– całkowity zakaz handlu z izraelskimi osiedlami (obejmujący towary, inwestycje, ubezpieczenia i usługi finansowe),
– zakaz nabywania przez obywateli Francji i Wielkiej Brytanii nieruchomości na okupowanych terytoriach palestyńskich,
– zapewnienie nieograniczonego dostępu pomocy humanitarnej do Gazy za pośrednictwem UNRWA i innych agencji ONZ, a także gwarancje dostępu dla dziennikarzy, dyplomatów i parlamentarzystów,
– jasne ostrzeżenie firm, które mogłyby angażować się w finansowanie lub budowę kontrowersyjnego projektu osiedleńczego E1 na wschód od Jerozolimy – projektu, który niedawno skrytykowały m.in. Francja, Wielka Brytania i Włochy.
Sygnatariusze podkreślają, że tylko konsekwentne egzekwowanie odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości pozwoli obu rządom odeprzeć zarzuty o stosowanie podwójnych standardów.
Wśród 52 francuskich sygnatariuszy znaleźli się m.in. Yves Aubin de la Messuzière i Denis Bauchard (byli dyrektorzy departamentu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w Quai d’Orsay), Bernard Bajolet (były ambasador w Algierii i Jordanii) oraz Frédéric Desagneaux (były konsul generalny w Jerozolimie).
Po stronie brytyjskiej (50 osób) podpisali się m.in. Sir Jeremy Greenstock i Sir Emyr Jones Parry – byli stałe przedstawiciele Wielkiej Brytanii przy ONZ – a także Sir Vincent Fean, były konsul generalny w Jerozolimie. Wielu sygnatariuszy pełniło wysokie funkcje na Bliskim Wschodzie: w Egipcie, Iranie, Bahrajnie, Syrii, Turcji, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej czy Katarze.
Apel pojawia się w momencie rosnącego napięcia wokół rozbudowy osiedli. Kilka dni wcześniej Francja, Wielka Brytania, Włochy i kilka innych państw europejskich skrytykowały publikację izraelskich przetargów dotyczących projektu E1, oceniając, że jeszcze bardziej oddala on perspektywę pokoju.
List byłych dyplomatów stanowi jedną z najbardziej zdecydowanych i jednolitych inicjatyw tego typu ze strony byłych przedstawicieli dwóch kluczowych mocarstw europejskich. Autorzy nie ukrywają, że ich celem jest wywarcie presji na rządy Macrona i Burnhama, by te – po formalnym uznaniu Palestyny – przeszły od deklaracji do konkretnych środków prawnych i gospodarczych.
Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net
Teraz nawet wpływowy magazyn CFR „Foreign Affairs” przyznaje: Ameryka traci wpływy na Bliskim Wschodzie

US Army Central via dvidshub
Teraz nawet wpływowy magazyn CFR „Foreign Affairs” przyznaje: Ameryka traci wpływy na Bliskim Wschodzie.
- uncut-news.ch uncutnews-ch.jetzt-raeumt-es-selbst-das-einflussreiche-cfr-magazin-foreign-affairs-ein-amerika-verliert-im-nahen-osten-an-macht
Kiedy blog geopolityczny ogłasza upadek amerykańskiej hegemonii na Bliskim Wschodzie, łatwo zbagatelizować to jako pobożne życzenia. Jednak kiedy „Foreign Affairs” , szacowny magazyn wpływowej Rady Stosunków Zagranicznych (CFR), publikuje artykuł zatytułowany „Koniec amerykańskiego Bliskiego Wschodu”, zasługuje on na bliższe przyjrzenie się. Od ponad wieku magazyn jest jednym z najważniejszych forów debaty w amerykańskim establishmencie polityki zagranicznej.
W swojej analizie politolog Marc Lynch nie opisuje po prostu kolejnego kryzysu w amerykańskiej polityce zagranicznej. Jego diagnoza sięga głębiej: porządek polityczny, który Waszyngton budował na Bliskim Wschodzie przez dekady i bronił ogromnymi zasobami wojskowymi, dyplomatycznymi i finansowymi, dobiegł końca.
Przez dekady porządek ten opierał się na prostej zasadzie. Stany Zjednoczone gwarantowały bezpieczeństwo sojusznikom, chroniły strategiczne szlaki handlowe i energetyczne, stacjonowały wojska w regionie, a jednocześnie starały się powstrzymywać przeciwników – przede wszystkim Iran – militarnie, gospodarczo i dyplomatycznie.
Jednak ten model coraz bardziej osiąga swoje granice.
Państwa regionu od dawna stały się bardziej niezależne. Arabia Saudyjska i monarchie Zatoki Perskiej realizują własne interesy, Chiny są głęboko zakorzenione gospodarczo w regionie, Rosja pozostaje czynnikiem geopolitycznym, a Iranu nie da się po prostu usunąć z regionalnego porządku, pomimo dekad sankcji i presji militarnej.
Waszyngton wciąż dysponuje ogromną potęgą militarną. Ale przewaga militarna to nie to samo, co kontrola polityczna. W tym tkwi prawdziwa porażka.
Stany Zjednoczone mogą bombardować, nakładać sankcje i wysyłać wojska – ale mają coraz mniejszą władzę, aby decydować, jak powinien wyglądać porządek polityczny po wykorzystaniu tej władzy.
Jest to szczególnie widoczne w przypadku Iranu. Przez dekady celem było odizolowanie Teheranu, osłabienie go i odsunięcie od regionalnej architektury bezpieczeństwa. Jednak, aby w ogóle na Bliskim Wschodzie mógł powstać stabilny porządek, w dłuższej perspektywie nie ma innego sposobu, jak włączyć do niego również Iran. Lynch krytykował już wcześniej amerykańską obsesję na punkcie regionalnej dominacji i permanentnego powstrzymywania Iranu.
To właśnie czyni obecną debatę tak niezwykłą. Nie chodzi już tylko o to, czy Waszyngton wygra, czy przegra wojnę. Chodzi o to, czy cała amerykańska strategia ostatnich dekad nadal działa.
Odpowiedź, która zawarta jest już w tytule książki Foreign Affairs , jest druzgocąca: era Bliskiego Wschodu, którego porządek został zaprojektowany przez Waszyngton i którego granice amerykańskiej potęgi zostały określone przez Waszyngton, dobiega końca.
Nie oznacza to, że Stany Zjednoczone znikną z regionu. Ich bazy wojskowe, sojusze, interesy gospodarcze i wsparcie dla Izraela pozostaną. Istnieje jednak zasadnicza różnica między obecnością a dominacją .
Ironia sytuacji jest ogromna: im bardziej Waszyngton stara się bronić starego porządku za pomocą siły militarnej, tym wyraźniej widać, że sama siła militarna nie jest już w stanie utrzymać tego porządku.
Fakt, że diagnoza ta jest obecnie dyskutowana w jednym z najważniejszych czasopism poświęconych polityce zagranicznej w Stanach Zjednoczonych, jest czymś więcej niż tylko debatą akademicką.
Jest to przyznanie, że Bliski Wschód nie jest już automatycznie Bliskim Wschodem Ameryki.
Źródło: Koniec amerykańskiego Bliskiego Wschodu
Projekty, twory lub wyroby CIA: Apple & Co.
Projekty, twory lub wyroby CIA: Apple & Co.
Autor: Thomas Röper apolut/kreationen-der-cia-apple-co
Siła służb wywiadowczych
Apple prawdopodobnie nie istniałoby bez CIA.
Wszystkie główne amerykańskie firmy internetowe są de facto spółkami zależnymi CIA, co już wykazałem w przypadku Facebooka i Google. „Wall Street Journal” donosi, że Apple praktycznie nie istniałoby w obecnej formie, gdyby CIA nie udzieliła mu początkowego wsparcia.
Punkt widzenia Thomasa Röpera.
Główne amerykańskie firmy internetowe są de facto spółkami zależnymi CIA i innych amerykańskich agencji wywiadowczych, które bardzo wcześnie dostrzegły potęgę internetu. Internet decyduje teraz, co ludzie wiedzą, a czego nie; staliśmy się transparentni w sieci, ponieważ Google i Facebook dokładnie wiedzą, kiedy i gdzie byliśmy – a nawet z kim. To były tylko przykłady; chyba nie muszę tego dalej wyjaśniać.
Ponieważ amerykańskie agencje wywiadowcze przewidziały ten rozwój sytuacji, już na wczesnym etapie rozważały, jak kontrolować internet. W tym celu CIA specjalnie wspierała powstawanie kilku startupów i pomagała im stać się quasi-monopolistami w swoich branżach. Opisywałem już, jak to się potoczyło w przypadku Facebooka i Google’a, i powtórzę to w tym artykule dla każdego, kto jeszcze o tym nie słyszał.
Z biegiem lat korporacje Meta (Facebook) i Alphabet (Google) wykupiły wszystkie duże (i małe, ale obiecujące) firmy internetowe (YouTube, WhatsApp, Instagram itd.). Skutecznie kontrolują internet, a nawet życie ludzi – a CIA ma dostęp do wszystkich danych, nawet jeśli oficjalnie się temu zaprzecza.
Wiedziałem, że Apple nie mogło powstać niezależnie od CIA, ale do tej pory nie znałem historii, która się za tym kryje. Teraz to się zmieniło, ponieważ Sharon Weinberger, dziennikarka „Wall Street Journal”, napisała książkę zatytułowaną „ Dolina śmierci: jak wielkie firmy technologiczne napędzają przyszłość wojny ” , która ma się ukazać we wrześniu i ujawnia powiązania między Apple a CIA.
Jako dziennikarka „Wall Street Journal” ma zaszczyt pisać artykuły o swojej książce w gazecie i w ten sposób ją promować. Jeden z takich artykułów został już opublikowany i przetłumaczyłam go. Po przetłumaczeniu powtórzę to, co już wcześniej napisałam o powiązaniach CIA z Facebookiem i Google.
—————————————————————–
Początek tłumaczenia:
Ukryte poczucie winy Apple’a wobec CIA
Gdyby nie fundusze CIA, które w latach 80. utrzymały firmę NeXT na powierzchni, Steve Jobs mógłby nie powrócić do Apple z triumfem – a iPhone mógłby nie mieć podstawowego kodu systemu operacyjnego.
Gdy CIA niespodziewanie pojawiła się w siedzibie NeXT, nowej firmy komputerowej Steve’a Jobsa, zimna wojna była w pełnym rozkwicie.
Był rok 1986, a prezydent Ronald Reagan wysyłał miliardy dolarów do Pentagonu, głównie na finansowanie nowych technologii, w tym obrony przeciwrakietowej i satelitów szpiegowskich. W środowisku bezpieczeństwa narodowego niektórzy dostrzegali wagę rewolucji komputerowej w Dolinie Krzemowej i potrzebę zaangażowania się w nią.
Joe Romello i Jeff Harris byli wśród nich. Pracowali dla tzw. „Programu B” CIA, tajnej inicjatywy mającej na celu rozwój rozpoznania satelitarnego, i wierzyli, że Jobs, który założył swoją nową firmę w 1985 roku po odejściu z Apple, mógłby dostarczyć kluczowej technologii służbom wywiadowczym.
Romello i Harris powiedzieli, że chcieliby porozmawiać z nim bezpośrednio na temat „kwestii związanych z obronnością, w szczególności gromadzenia informacji wywiadowczych ”. Ze względu na klauzulę tajności nie mogli podać szczegółów, chcieli jednak wiedzieć, czy Jobs znajdzie czas na spotkanie.
Ale dlaczego Jobs, dziecko kontrkultury, które praktykowało buddyzm pod okiem mistrza zen i opisało zażycie LSD jako doświadczenie kształtujące jego osobowość, miałby wiązać przyszłość swojej firmy ze szpiegami?
Za zamkniętymi drzwiami
Dziś, gdy Dolina Krzemowa i Pentagon odnawiają swoje relacje, a miliardy dolarów kapitału wysokiego ryzyka napływają do setek nowych startupów z branży obronnej, wielu dyrektorów technologicznych powołuje się na patriotyzm i odnowę narodową, aby zdobywać kontrakty wojskowe, ale w przeszłości to wzajemne interesy napędzały współpracę. Ten mało znany epizod powiązań Jobsa z amerykańskim wywiadem jest wart wspomnienia właśnie dlatego, że ujawnia głębokie korzenie tej relacji – i jej rolę w urzeczywistnieniu systemu operacyjnego Apple.
Jobs prawdopodobnie nie był specjalnie zaskoczony, gdy dowiedział się, że CIA chce z nim rozmawiać.
Oprócz założenia NeXT, w lutym 1986 roku Jobs przejął dział grafiki komputerowej Lucasfilm George’a Lucasa, który produkował komputer Pixar Image Computer. Większościowy udział Jobsa w nowo powstałej firmie przyniósł ze sobą nieoczekiwaną technologię: Pixar nawiązał współpracę z ESL, dostawcą sprzętu obronnego z Doliny Krzemowej, w celu opracowania komputera przeznaczonego specjalnie dla analityków wywiadowczych do analizy zdjęć satelitarnych.
Kiedy Jobs w końcu spotkał Roberta Kohlera, prezesa ESL, od razu przypadli sobie do gustu, wspominał Garry Fuller, który wówczas pracował dla ESL, a później przeniósł się do NeXT. Kohler, były wysoko postawiony urzędnik CIA, powiedział Jobsowi, że komputer NeXT został zaprojektowany, aby „robić dla studentów, profesorów i badaczy dokładnie to, co robi wywiad za zamkniętymi drzwiami”.
Romellowi i Harrisowi nie udało się zorganizować spotkania z Jobsem podczas ich pierwszej wizyty w siedzibie NeXT. Kiedy Romello w końcu spotkał się z Jobsem w Nowym Jorku, nie ujawnił on szczegółowych planów CIA.
Jobs i tak nie chciał o tym słyszeć. „Nie mów mi niczego, czego nie powinienem wiedzieć, bo nie będę pamiętał, żeby o tym zapomnieć” – powiedział Jobs Romellowi. To nie był problem dla Romella. Wyjaśnił, czego chciał: kupić stacje robocze NeXT dla anonimowego klienta.
„Ile jednostek możecie dostarczyć rocznie?” zapytał Romello.
„To poufne ” – odpowiedział Jobs.
„Czy to więcej niż 20 000? Bo chcę kupić dokładnie 20 000 sztuk ” – powiedział Romello. „I potrzebuję ich w tym roku, ale z dwiema modyfikacjami”.
Modyfikacje, o które wnioskował Romello, nie miały zostać wprowadzone ani przez Jobsa, ani przez NeXT. Klient z branży wywiadowczej zażądał szybszego układu Motoroli i specjalnej karty graficznej od Intela.
„Nigdy mu nie powiedzieliśmy, czego naprawdę chcemy” – powiedział Romello. „Nie daliśmy mu kopii chipa. Instalację wykonaliśmy później my lub nasi pośrednicy”.
Jobs mógł nie wiedzieć dokładnie, co CIA zamierza zrobić z jego komputerami, ale ostatecznie otrzymał najwyższy poziom tajności, który pozwolił mu uzyskać dostęp do tajnych obiektów.
Prawda jest taka, że NeXT rozpaczliwie potrzebował tej sprzedaży. Firma zmagała się z problemami wynikającymi głównie z perfekcjonizmu Jobsa, który w firmie, którą teraz zarządzał i kontrolował, groził ruiną całego biznesu. Stacje robocze NeXT były drogie i nieosiągalne dla większości osób. Sprzedaż na uniwersytety, które Jobs miał nadzieję, że staną się kluczową grupą klientów, nie doszła do skutku.
Pozostał przede wszystkim kontrakt z CIA, o którego istnieniu prawie nikt nie wiedział. Publicznie NeXT oświadczyło, że zawarło kontrakt z rządem niemieckim w ramach partnerstwa z ESL. Nawet w samym rządzie udział CIA był ukrywany. Według Daina Ehringa, który współpracował z Romello przy kontrakcie z NeXT, oficjalnym nabywcą była Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA).
„Nikt nie miał wizytówek”.
Niewielu pracowników NeXT wiedziało, co się dzieje, gdy w biurze pojawili się tajemniczy goście z Waszyngtonu, i ci pracownicy wiedzieli, że najlepiej nie zadawać zbyt wielu pytań. Dan’l Lewin, którego Jobs przeciągnął z Apple do NeXT, wspominał, że w biurze pojawiło się pół tuzina różnych grup, wszystkie wyglądające jak „agenci z półki”.
„Weszli i powiedzieli: »Cześć, mam na imię Sally«. »Mam na imię Bill«. »Mam na imię Sanjay«, cokolwiek” – wspominał Lewin. „I nikt nie miał wizytówek. Wszyscy się uśmiechali, a my robiliśmy swoje na pokazach. W sali byli też ludzie z ESL, bo ESL miało wszystko prowadzić. Potem wszyscy wyszli uśmiechnięci i kiwając głowami, bez słowa”.
CIA sprowadziła zespół z Sun Microsystems, który wcześniej współpracował z agencją wywiadowczą, aby pomóc Jobsowi zwiększyć produkcję. W pierwszym miesiącu wyprodukowano sto sztuk. Następnie NeXT zwiększył produkcję do 1500 sztuk miesięcznie, a następnie do 5000.
Komputery, prosto z linii montażowej, ładowano wczesnym rankiem na niepozorne ciężarówki, które docierały do magazynu NeXT i transportowano do firmy-przykrywki CIA. Tam instalowano zmodyfikowane układy scalone i procesory graficzne. Po montażu urządzenia ładowano z powrotem na ciężarówki i przewożono do bazy wojskowej Moffett Field. Stamtąd ładowano je na masywne samoloty transportowe C-5 i przetransportowywano do ostatecznych – tajnych – miejsc przeznaczenia.
Jobs nadal nie wiedział dokładnie, dokąd trafią jego komputery NeXT ani dlaczego, przynajmniej według funkcjonariuszy wywiadu. Prawda była taka, że nawet osoby odpowiedzialne za zakup – w tym sam Romello – nie mogły w pełni przewidzieć, jak ostatecznie zostaną wykorzystane.
Komputery trafiły do analityków z Narodowego Biura Rozpoznania (NRO), którzy wykorzystali ekrany o wysokiej rozdzielczości i specjalistyczne układy scalone NeXT do analizy zdjęć satelitarnych, na przykład w celu ustalenia, czy dany kraj przenosi swoje siły zbrojne lub buduje silos rakietowy. Sprzęt umożliwił również analitykom tworzenie i udostępnianie briefingów, zarówno dla członków Kongresu, jak i prezydenta, w tym komentarzy wideo, zdjęć i adnotacji.
Równie ważne było to, że NeXTcubes, jak je nazywano, umożliwiały wymianę danych w sieciach wywiadowczych i dawały personelowi wojskowemu na całym świecie dostęp do nowo pozyskanych obrazów, umożliwiając ich analizę w czasie rzeczywistym. Sieć WWW była jeszcze w powijakach, ale dzięki NeXT, społeczność wywiadowcza miała w zasadzie własny, działający internet. „Wtedy nie używaliśmy terminu »internet«; nazywaliśmy to po prostu »siecią rozległą« lub czymś podobnym” – powiedział Romello.
W miarę jak coraz więcej żołnierzy zaczęło oglądać obrazy na własne oczy, nie musieli już polegać wyłącznie na analizach wywiadowczych. NeXT dostarczał dowódcom w bazach na całym świecie surowe dane – obrazy, które mogli interpretować „niemal w czasie rzeczywistym, na własne oczy ”, jak twierdzi Romello.
Podważyło to długotrwałą kulturę scentralizowanej pracy wywiadowczej CIA. Według Romella była to „największa niezamierzona konsekwencja” nowych komputerów.
NeXT został zintegrowany ze służbami wywiadowczymi w momencie, gdy ich misja zaczęła się zmieniać. Związek Radziecki upadł w 1991 roku, a Stany Zjednoczone z jednego z dwóch supermocarstw stały się jedynym hegemonem w świecie pełnym nowych zagrożeń: państw zbójeckich, rosnącej potęgi Chin i terroryzmu.
Jobs nie miał jednak długo odgrywać znaczącej roli w tej nowej erze; miał inne priorytety niż Pentagon i CIA. Harris, który towarzyszył Romellowi do siedziby NeXT, wspominał spotkanie z Jobsem w połowie lat 90., podczas którego przedsiębiorca powiedział mu:
„Zrewolucjonizuję przemysł muzyczny”.
Harris, wówczas szef organizacji pozarządowych, początkowo nie miał pojęcia, o czym mówi Jobs, ale ostatecznie zrozumiał.
W 1996 roku Apple ogłosiło przejęcie NeXT, a Jobs powrócił do firmy, którą współtworzył. Kilka lat później Jobs odzyskał kontrolę nad całą firmą i utorował jej drogę do stania się najcenniejszą marką świata – i, zgodnie z obietnicą, zrewolucjonizował przemysł muzyczny wraz z pojawieniem się iPoda i iTunes.
Mimo że NeXT został przyćmiony w kulturze popularnej przez Apple, DNA jego systemu operacyjnego NEXSTEP stanowiło podstawę wszystkich produktów Apple , od komputerów Mac po iPhone’y.
Apple nigdy nie stał się znaczącym dostawcą sprzętu obronnego, takim jak NeXT. Po zakończeniu zimnej wojny wydatki na obronę gwałtownie spadły, spadając o prawie 30 procent pod koniec lat 90., dokładnie w czasie eksplozji rynku komputerów osobistych.
Wraz ze wzrostem rozbieżności interesów Doliny Krzemowej z interesami wojska i agencji wywiadowczych, więzi te osłabły. Teraz, gdy Pentagon planuje wydać w przyszłym roku ponad 1,5 biliona dolarów na inwestycje w nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja, Dolina Krzemowa ożywia te relacje.
Najbardziej trwałym skutkiem krótkiego kontaktu Jobsa z bezpieczeństwem narodowym było po prostu to, że umożliwiło to najsłynniejszemu przedsiębiorcy Doliny Krzemowej powrót do Apple.
Współpraca z agencjami wywiadowczymi dała Jobsowi „kolejne pięć lat na wzmocnienie i rozwinięcie firmy, aby udowodnić akcjonariuszom i rynkowi, że jest prawowitym liderem biznesowym, a nie tylko szczęściarzem, który potrafi coś sprzedać” – powiedział Ehring, który w 1990 r. opuścił świat wywiadu, aby pracować z Jobsem w NeXT.
„Bez wsparcia NRO, które umożliwiło Steve’owi rozwój, nie wróciłby do Apple w roli dyrektora generalnego, który dokonał transformacji”.
Koniec tłumaczenia
Ponownie publikuję artykuł, który pierwotnie opublikowałem 23 grudnia 2023 r. w kontekście plików Twittera, które ujawniają powiązania CIA z Facebookiem i Google.
Dlaczego firmy internetowe są narzędziami amerykańskich agencji wywiadowczych
Większość ludzi nadal uważa, że amerykańskie firmy internetowe to korporacje kierujące się motywami ekonomicznymi i zainteresowane przede wszystkim zyskiem. Ich zachowanie od dawna dowodzi, że nie jest to prawdą. Co więcej, historie powstania tych amerykańskich firm internetowych dostarczają licznych dowodów na to, że są one w istocie spółkami zależnymi amerykańskich agencji wywiadowczych.
Ujawnienie plików Twittera potwierdziło te podejrzenia: amerykańskie agencje wywiadowcze kontrolują sieci społecznościowe, dyktując, które opinie, newsy, a nawet konkretne posty i użytkowników powinny być promowane, a których cenzurowane. Amerykańskie agencje wywiadowcze zażądały również przekazania danych osobowych użytkowników – notabene z naruszeniem przepisów prawa. Zostało to już udowodnione, przynajmniej w przypadku Twittera, ponieważ FBI zażądało przekazania tych danych od Twittera.
Amerykańskie agencje wywiadowcze dążą do sterowania opinią publiczną nie tylko w USA, ale na całym świecie, do cenzurowania nieprzyjemnych informacji i do uzyskania całkowitej kontroli nad samymi ludźmi.
W tym artykule zagłębię się w całą tę historię, a także na nowo przyjrzę się powstaniu największych firm internetowych. Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się w przeszłość. Niestety, jest to niezbędne do uchwycenia sedna problemu.
Niezamierzona wolność ery informacji
Kiedy w latach 90. narodził się internet, panowała wielka euforia. Wizjonerzy widzieli nadejście nowej ery – ery informacji. Wiedza i informacje, jak wierzono, będą dostępne dla każdego online; ludzie będą mogli komunikować się i dzielić wiedzą i informacjami bez ograniczeń. Nadeszła nowa era prawdziwej wolności i autentycznej demokracji, w której każdy będzie miał dostęp do wszystkich informacji.
Taka wolność jednak niepokoi tych u władzy. Wyobraźcie sobie, że wolny internet istniałby już w 1991 roku, kiedy USA zaatakowały Irak. W tym czasie rząd USA, z pomocą agencji PR, prowadził propagandę wojenną, aby przedstawić Saddama Husajna jako nowego Hitlera, mając nadzieję na uzyskanie poparcia dla wojny, której pragnęły Stany Zjednoczone. Sfabrykowano wiele kłamstw, na przykład kłamstwo o inkubatorach, które twierdziło, że iraccy żołnierze w kuwejckich szpitalach wyrywali wcześniaki z inkubatorów i bili je na śmierć. Zostało to imponująco potwierdzone, gdy 16-letnia pielęgniarka z Kuwejtu ze łzami w oczach opowiedziała tę historię przed Senatem USA. Zdjęcia płaczącej dziewczyny w Senacie obiegły cały świat, a w rezultacie wojna z Saddamem stała się społecznie akceptowalna na Zachodzie i na całym świecie.
Problem w tym, że to wszystko było kłamstwem. Historia została całkowicie zmyślona, a „pielęgniarka” była w rzeczywistości córką ambasadora Kuwejtu w Waszyngtonie. Nikt o tym wtedy nie wiedział, ponieważ nie było internetu, gdzie można było szybko dowiedzieć się, kim naprawdę jest ta dziewczyna. Dziś każdy mógłby obalić tę historię w dziesięć minut, wyszukując zdjęcia w internecie i weryfikując informacje.
Dlatego już na początku lat 90. rząd USA zaczął zastanawiać się nad tym, jak kontrolować Internet, a nawet wykorzystać go jako broń w „wojnie informacyjnej” (mówiono o „konfliktach w erze informacji” ).
Forum Highland
W 1994 roku, kiedy zwykli ludzie nie wiedzieli jeszcze, czym jest internet, Pentagon powołał do życia Highland Forum. Jego misją była analiza zagrożeń związanych z nadchodzącą erą informacji i poszukiwanie sposobów kontrolowania internetu. Pierwsze formalne spotkanie odbyło się w lutym 1995 roku. Projekt został sfinansowany przez zastępcę sekretarza obrony USA, odpowiedzialnego za wywiad i kontrolę informacji. To stanowisko faktycznie istnieje; jego oficjalny akronim to PDASD (C3I).
DARPA również była zaangażowana od samego początku. DARPA to agencja Pentagonu, której misją, mówiąc wprost, jest badanie literatury science fiction. DARPA finansuje projekty badawcze, które wydają się być science fiction, ale w przypadku sukcesu mogą zostać wykorzystane jako broń. Nic więc dziwnego, że DARPA od początku angażowała się w kwestię, jak rząd USA mógłby w przyszłości kontrolować internet i wpływać na przepływ informacji, a nawet nim kierować.
Nie znajdziesz tego na Wikipedii ani w mediach głównego nurtu; musisz tego poszukać. Możesz na przykład znaleźć referat z seminarium Highland Forum. Seminarium zatytułowane „ Seminarium na temat wywiadu, dowodzenia i kontroli ” odbyło się na Uniwersytecie Harvarda w grudniu 2001 roku, a w tekście znajduje się ramka informacyjna, w której można przeczytać o tym wszystkim. (Zdjęcie w załączeniu)
Amerykańskie agencje wywiadowcze NSA i DIA, a prawdopodobnie także CIA, od samego początku brały udział w pracach Highland Forum.
Celem Highland Forum było kontrolowanie wolności informacji w erze internetu. Wymagało to kontrolowania tego, co ludzie mogli znaleźć, co widzieli w wyszukiwarkach internetowych itd. Dziś Google, między innymi, realizuje to zadanie, wykorzystując swoje algorytmy do decydowania, co jest nam pokazywane w wyszukiwarce Google lub co widzimy na YouTube, a co jest ukrywane na YouTube, poprzez shadowbanning lub usuwanie.
W latach 90. rząd USA postawił sobie za cel kontrolowanie internetu. W tym celu powstało Highlands Forum, a amerykańskie agencje wywiadowcze prowadziły również projekt o nazwie Massive Digital Data Systems (MDDS), który realizował te same cele co Highlands Forum. To tylko znane szczegóły; to, co działo się w tajemnicy, pozostaje przedmiotem spekulacji.
Założenie Google
Napisałem bardzo szczegółowy artykuł o powstaniu Google i jego wciąż bardzo bliskich powiązaniach z amerykańskimi agencjami wywiadowczymi, który znajdziecie tutaj , jeśli jesteście zainteresowani . Dzisiaj nie będę się w to zagłębiał, a jedynie przedstawię kulisy powstania Google.
Podczas gdy w 1994 roku powstawało Highland Forum, dwóch młodych studentów Uniwersytetu Stanforda dokonało przełomu, tworząc aplikację do automatycznego indeksowania sieci i pozycjonowania stron. Ci dwaj studenci, Sergey Brin i Larry Page, później stali się założycielami Google, a to, co stworzyli, stanowi rdzeń wyszukiwarki Google.
Nie ulega wątpliwości, że badania Siergieja Brina były finansowane przez rząd USA. Otrzymał on grant od National Science Foundation, agencji rządowej USA ściśle powiązanej z Pentagonem i amerykańskimi agencjami wywiadowczymi. Grant Brina, a także inne granty przyznane osobom, które później odniosły sukces w Dolinie Krzemowej, dowodzą, że amerykańskie agencje wywiadowcze były zaangażowane w powstawanie firm internetowych od samego początku i do dziś utrzymują bliskie relacje z Doliną Krzemową. Highland Forum położyło podwaliny pod ten rozwój dzięki swoim innowacyjnym pomysłom.
Siergiej Brin był jedną z osób, z którymi utrzymywano bardzo bliskie kontakty. Jest to powszechnie znane, ponieważ profesor informatyki Bhavani Thuraisingham napisała w artykule z 2013 roku, że w latach 90. kierowała projektem o nazwie Massive Digital Data Systems (MDDS) dla amerykańskich agencji wywiadowczych. W swoim artykule pisze:
„W rzeczywistości współzałożyciel Google, Siergiej Brin, był częściowo finansowany z tego programu, gdy był doktorantem na Uniwersytecie Stanforda. Opracował system Query Flocks ze swoim promotorem, profesorem Jeffreyem Ullmanem, i moim kolegą z MITRE, dr. Chrisem Cliftonem. System ten stworzył rozwiązania do eksploracji dużych ilości danych w bazach danych. Pamiętam wizytę na Uniwersytecie Stanforda z dr. Rickiem Steinheiserem ze Wspólnoty Wywiadowczej. Brin przyjechał na rolkach, wygłosił prezentację i od razu zniknął. Na naszym ostatnim spotkaniu we wrześniu 1998 roku pan Brin zademonstrował swoją wyszukiwarkę, która wkrótce stała się Google”.
Firma Google została założona 4 września 1998 roku, co zbiegło się z ostatnią prezentacją Brina dla CIA.
Dziennik życia
Highlands Forum szybko zdało sobie sprawę, że potencjał internetu wykracza daleko poza te ramy. Na początku XXI wieku DARPA uruchomiła program LifeLog, którego celem było stworzenie ogromnej elektronicznej bazy danych zawierającej informacje o wszystkich aktywnościach i relacjach danej osoby. Miała ona obejmować każdy aspekt życia (zakupy dokonywane kartą kredytową, odwiedzane strony internetowe, treść rozmów telefonicznych, wysłane i odebrane e-maile, skany faksów, wysłaną i odebrane pocztę, wysłane i odebrane wiadomości na czacie, przeczytane książki i czasopisma, wybór programów telewizyjnych i radiowych, śledzenie GPS i wiele innych). Nadrzędnym celem było poznanie każdej osoby na tyle precyzyjnie, aby oprogramowanie mogło nawet przewidywać jej przyszłe działania.
Ogłoszony w 2003 roku program wywołał spore poruszenie i protesty, dlatego DARPA zakończyła go w 2004 roku. W 2003 roku „New York Times” napisał o LifeLog:
„Celem LifeLog jest stworzenie przeszukiwalnej
bazy danycho życiu ludzkim, początkowo programistów, w celu rozwoju sztucznej inteligencji” – poinformowała agencja. Technologia ta miałaby doprowadzić do powstania nowej klasy systemów zdolnych do myślenia w odmienny sposób, uczenia się na podstawie doświadczeń i „szybkiego reagowania na niespodzianki” – twierdzi Biuro Technologii Przetwarzania Informacji agencji. Abyto osiągnąć, system musi indeksować szczegóły życia codziennego i być w stanie „rozpoznawać rutyny, nawyki i relacje użytkownika z innymi ludźmi, organizacjami, miejscami i obiektami oraz wykorzystywać te wzorce do ułatwienia mu wykonywania zadań”.
DARPA jednocześnie prowadziła Biuro Świadomości Informacyjnej (IAO), program utworzony w celu przeszukiwania bazy danych pod kątem wszystkich dostępnych cech obywateli, a następnie analizowania ich pod kątem wzorców. Pretekstem była walka z terroryzmem. Kiedy program ujrzał światło dzienne i wybuchły protesty, w 2003 roku przemianowano go na Terrorist Information Awareness (Świadomość Informacyjna o Terroryzmie), ponieważ nazwa ta mniej przypominała nadzór nad ludnością. Chociaż oczywiste jest, że LifeLog i IAO miały podobne cele i pasowały do siebie jak elementy mozaiki, rząd USA zaprzeczył, jakoby LifeLog był podprogramem IAO.
Highlands Forum prawdopodobnie już w latach 90. XX wieku zdało sobie sprawę, że internet, gdy komputery staną się przenośne i staną się częścią codziennego życia, a także mobilne, umożliwi praktycznie całodobowy nadzór nad ludźmi. Będzie można zobaczyć, z kim ludzie się spotykają, co robią, w jakich wydarzeniach uczestniczą, co piszą na czatach itd. Pierwsze iPhone’y pojawiły się dopiero po dziesięciu latach, ale wszystko, co zrobiły LifeLog i IAO, dowodzi, że przewidziały i zaplanowały rozwój takich urządzeń dekadę wcześniej. Z pewnością nie znały jeszcze dokładnej natury tej technologii ani istnienia smartfonów, ale z pewnością przewidziały pojawienie się przenośnych komputerów, które staną się częścią codziennego życia każdego z nas, i przygotowały się na ich potencjalne zastosowanie.
Dzisiaj Facebook gromadzi dokładnie te same dane, do których został zaprojektowany LifeLog: z kim się przyjaźnimy, z kim spędzamy czas, w jakich wydarzeniach bierzemy udział, jakie są nasze zainteresowania itd. W połączeniu z danymi Google dotyczącymi naszych wyszukiwań i filmów oglądanych na YouTube, każdy jest już dziś transparentny, niezależnie od tego, czy mu się to podoba, czy nie. Google dokładnie wie, kiedy i gdzie byłeś dzięki śledzeniu GPS; każdy może to sprawdzić w ustawieniach Map Google na swoim telefonie.
Początki Facebooka
Napisałem również szczegółowy artykuł o powstaniu Facebooka i jego powiązaniach z amerykańskimi agencjami wywiadowczymi, który można znaleźć tutaj . Podobnie jak w przypadku Google, ograniczę się do najważniejszych faktów na temat Facebooka.
W lutym 2004 roku poinformowano o wycofaniu programu LifeLog. 13 kwietnia 2004 roku założyciele Facebooka zarejestrowali firmę TheFacebook LLC na Florydzie. Ze względów podatkowych, TheFacebook Inc., która przejęła pierwotną firmę, została zarejestrowana w Delaware 29 lipca 2004 roku. W tym czasie założyciele Facebooka, w tym Mark Zuckerberg, poznali już urodzonego w Niemczech internetowego miliardera Petera Thiela, który natychmiast udzielił wsparcia finansowego nowej firmie, Facebook, która wkrótce po założeniu stanęła na skraju bankructwa. Od tego czasu Thiel, który zasiada również w komitecie sterującym konferencji Bilderberg, jest związany z Facebookiem.
Peter Thiel ma doskonałe kontakty z CIA. Jest jednym z założycieli Palantir. Palantir to firma informatyczna analizująca duże zbiory danych (Big Data) dla agencji wywiadowczych. Założenie Palantir w maju 2003 roku było możliwe wyłącznie dzięki kapitałowi podwyższonego ryzyka, który otrzymała od funduszu inwestycyjnego In-Q-Tel. In-Q-Tel to fundusz venture capital CIA, który inwestuje w technologie, które agencja uważa za obiecujące z punktu widzenia wywiadu. In-Q-Tel jest zatem swego rodzaju odpowiednikiem agencji DARPA Pentagonu; obie instytucje zapewniają dostęp do przyszłych technologii, które mogą być wykorzystywane przez agencje wywiadowcze lub wojsko.
Facebook otrzymał następnie wszelkie niezbędne wsparcie, aby szybko się rozwijać i wyprzedzić inne, istniejące sieci społecznościowe. Facebook konsekwentnie wypierał swoich konkurentów z rynku. Byłoby to niemożliwe bez wsparcia Petera Thiela, który uratował Facebooka przed bankructwem. Rozwój Facebooka jest podobny do historii Google, które szybko wyparło swoich konkurentów po swoim powstaniu.
Od samego początku Facebook i Google utrzymywały bardzo bliskie powiązania z CIA i Pentagonem za pośrednictwem agencji In-Q-Tel i DARPA. W przypadku Google, jak pokazuje powiązany powyżej artykuł, jest to o wiele bardziej oczywiste, ponieważ CIA finansowała założycieli Google nawet w trakcie ich studiów. Jednak w przypadku Facebooka ślady są zaskakująco gęste, biorąc pod uwagę, że LifeLog został zamknięty w lutym 2004 roku, a Facebook powstał zaledwie dwa miesiące później, a Peter Thiel, który miał bliskie powiązania z In-Q-Tel, dołączył do firmy jako udziałowiec niemal natychmiast.
Facebook, jak już wiemy, jest dokładnie tym, czym LifeLog miał być: punktem gromadzenia danych, który wie wszystko o osobach, które się tam zarejestrowały. To obecnie prawie trzy miliardy aktywnych użytkowników na całym świecie. Udostępniają oni swoje dane całkowicie dobrowolnie i dobrowolnie poddają się monitorowaniu. Z pewnością o tym marzył LifeLog.
Siła Facebooka i Google’a
Facebook szybko stał się bardzo dobry w analizowaniu i wykorzystywaniu danych. Natychmiast wykonał zadanie, do którego zobowiązał się LifeLog. Nie wiem, czy Facebook skorzystał z możliwości Palantira w tym procesie. Jednak już w 2010 roku Facebook potajemnie wpłynął na wynik wyborów w USA w ramach eksperymentu . Na podstawie danych użytkowników Facebook wiedział, którzy użytkownicy popierają daną partię. Dlatego Facebook wysłał wiadomości do zwolenników jednego z kandydatów, przypominając im o głosowaniu. To skłoniło setki tysięcy wyborców, którzy w przeciwnym razie zostaliby w domach, do pójścia do urn, jak donosił Facebook w 2012 roku.
To niezwykłe, że Facebook nigdy nie został za to ukarany ani nawet oficjalnie skrytykowany, biorąc pod uwagę oburzenie, jakie Stany Zjednoczone wzniecają od lat za każdym razem, gdy ktoś zostaje oskarżony o ingerencję w wybory w USA. Kiedy Facebook robi to, aby sprawdzić swój wpływ na wybory, nikt w USA nie wydaje się tym przejmować.
Google skutecznie kontroluje internet, ponieważ jego algorytmy pozwalają mu sortować wyniki wyszukiwania tak, aby użytkownicy widzieli tylko to, co powinni. Na przykład podczas ostatniej kampanii wyborczej w USA ujawniono, że Google chciał sortować wyniki wyszukiwania dla Trumpa i Bidena w taki sposób, aby pozytywne artykuły o Bidenie i negatywne o Trumpie wyświetlały się na górze wyników.
Rola YouTube’a, spółki zależnej Google, jest powszechnie znana, a sam YouTube z dumą ogłasza , że usuwa kanały i filmy z powodów politycznych. A te polityczne powody zawsze idealnie pokrywają się z oczekiwaniami i poglądami amerykańskich elit, co stanowi kolejny dowód na bliskie powiązania Google’a z amerykańskimi agencjami wywiadowczymi.
Pliki Twittera
Nie zbadałem jeszcze szczegółowo genezy Twittera, ale dzięki plikom Twitter Files udowodniono, że Twitter realizował również życzenia amerykańskich agencji wywiadowczych i Pentagonu. To, czy amerykańskie agencje wywiadowcze były zaangażowane w Twittera od samego początku – tak jak w przypadku Facebooka i Google’a – nie jest zatem kluczowe.
Pliki Twittera to większy skandal niż afera Watergate, ponieważ pokazują, w jaki sposób FBI – w końcu agencja rządowa USA – praktykowało cenzurę polityczną i wpłynęło (a prawdopodobnie przesądziło o wyniku) kampanii wyborczej w USA w 2020 r. na korzyść kontrkandydata, a przeciwko urzędującemu prezydentowi, dbając o to, aby wszystkie kompromitujące informacje na temat Joe Bidena były cenzurowane i utrzymywane w tajemnicy przed opinią publiczną.
FBI interweniowało również bezpośrednio, wysyłając pracownikom Twittera listy użytkowników i tweety do ocenzurowania. Niektóre z tych tweetów miały wręcz charakter satyryczny. Sondaże wykazały, że około 20 procent tych, którzy głosowali na Bidena, nie zrobiłoby tego, gdyby wiedzieli o rewelacjach dotyczących laptopa Huntera Bidena i korupcji rodziny Bidenów .
Ponieważ FBI ocenzurowało te rewelacje, przynajmniej na Facebooku i Twitterze, a tym samym ukryło je przed opinią publiczną, ostatnie wybory prezydenckie w USA prawdopodobnie miałyby inny wynik, gdyby FBI nie interweniowało. Podsumowanie pierwszych pięciu rewelacji z plików Twittera można znaleźć tutaj , a szóste rewelacje można znaleźć tutaj w całości . Siódme rewelacje szczegółowo opisują, w jaki sposób FBI wpłynęło na Twittera.
Teraz wyszło na jaw, że Pentagon również miał dobrowolnego wspólnika na Twitterze. Ósma część „Aktów Twittera” ujawniła, że Twitter nie tylko świadomie pozwalał Pentagonowi szerzyć swoją (wojenną) propagandę na całym świecie za pomocą fałszywych kont, ale wręcz wspierał tę praktykę, jednocześnie publicznie deklarując swoje zobowiązanie do ścisłego usuwania kont rządowych i tajnych. Przez lata Twitter okłamywał opinię publiczną, w rzeczywistości wspierając Pentagon i amerykańskie agencje wywiadowcze w ich działaniach propagandowych i usuwając zarówno użytkowników, jak i tweety z powodów politycznych na ich „żądanie”.
Utrzymanie władzy przez elity USA
Wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA był „wypadkiem”, który zszokował elity w USA. Trumpa nie trzeba lubić, a ja ostro go krytykowałem podczas jego prezydentury, i to nie bez powodu. Ale ani przyjaciele, ani wrogowie nie mogą zaprzeczyć jednemu: Trump ma własny rozum i nie da się go kontrolować. To prawdopodobnie najważniejszy powód, dla którego elity w USA tak zaciekle się z nim sprzeciwiały.
Wszystkie firmy internetowe – i teraz wiemy, kto je kontroluje – pracowały dla Joe Bidena podczas kampanii wyborczej w USA w 2020 roku. Google odpowiednio manipulował wynikami wyszukiwania; wiele z tego, co powiedział Trump, zostało ocenzurowane i ukryte przed opinią publiczną.
Co jednak najważniejsze, wszystkie firmy internetowe zbiorowo ocenzurowały wszystko, co wyszło na jaw na temat laptopa Huntera Bidena w połowie października 2020 roku. Gdyby nie ta cenzura, Joe Biden nie tylko poniósłby druzgocącą porażkę w wyborach, jak wskazują sondaże, ale on i jego rodzina zostaliby również oskarżeni o popełnienie przestępstwa. Mimo to opinia publiczna do dziś nie zdaje sobie z tego sprawy, ponieważ nie tylko firmy internetowe cenzurowały informacje, ale także media głównego nurtu nie poinformowały o nich. Szkody, jakie ponieśliby nawet amerykańscy Demokraci w wyniku powszechnej publikacji, byłyby niewyobrażalne.
Amerykańscy Demokraci realizują politykę pożądaną przez amerykańskie elity, dlatego też cieszyli się wszelkim możliwym wsparciem ze strony władz USA, czego dowodem była skoordynowana interwencja amerykańskich agencji wywiadowczych w kampanii wyborczej Trump kontra Biden. To właśnie nazywa się „głębokim państwem”: osoby sprawujące władzę w agencjach rządowych są gotowe, w razie potrzeby, działać przeciwko własnemu wybranemu rządowi, aby osiągnąć cele tych, którzy nigdy nie zostali wybrani. Tak właśnie stało się z Trumpem, gdy amerykańskie agencje wywiadowcze działały przeciwko własnemu prezydentowi, a zamiast tego wspierały jego wysoce skorumpowanego kontrkandydata.
Amerykańskie agencje wywiadowcze wspólnie z firmami internetowymi zadecydowały o wyniku wyborów i w ten sposób zapewniły władzę elitom USA.
Wikipedia i amerykańskie agencje wywiadowcze
Od dawna wiadomo, że Wikipedia nie jest internetową encyklopedią, lecz narzędziem propagandy amerykańskich agencji wywiadowczych. Jakiś czas temu napisałem pięcioczęściowy cykl artykułów na ten temat; pierwszą część można znaleźć tutaj , a kolejne są linkowane w każdym artykule.
To, że Wikipedia jest narzędziem amerykańskich agencji wywiadowczych, obrazowo ilustruje pewien interesujący szczegół. W chwili pisania tych słów, 23 grudnia 2022 roku, w artykule o Twitterze w niemieckiej Wikipedii w ogóle nie wspomniano o plikach Twittera. Mieszkańcy Niemiec nie powinni o nich wiedzieć, ponieważ dla wielu osób poszukujących informacji w internecie Wikipedia jest źródłem numer jeden. To, co nie jest wspomniane w Wikipedii, jest po prostu nieznane większości ludzi.
To samo dotyczy anglojęzycznej wersji artykułu w Wikipedii o Twitterze; tam również w ogóle nie wspomniano o rewelacjach z Twitter Files. Najwyraźniej podejmowane są skoordynowane działania, aby ukryć przed opinią publiczną to, co ujawniły Twitter Files: że firmy internetowe są niczym więcej niż spółkami zależnymi amerykańskich agencji wywiadowczych.
To, że Wikipedia zachowuje się w ten sposób i śpiewa w tym samym chórze, co inne amerykańskie firmy internetowe, nie jest niczym zaskakującym, jak zaraz się przekonamy.
Newsguard
Amerykańska firma NewsGuard postawiła sobie za cel informowanie użytkowników bezpośrednio w przeglądarkach, za pomocą kolorowych wskaźników, które serwisy informacyjne są godne zaufania. NewsGuard monitoruje Anti-Spiegel od 2019 roku i naturalnie uważa moją pracę za nierzetelną.
NewsGuard to kolejne narzędzie amerykańskich agencji wywiadowczych, o czym świadczy skład ich personelu. Wśród doradców NewsGuard znajduje się Tom Ridge, pierwszy sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego USA, pierwszej amerykańskiej agencji wywiadowczej utworzonej po 11 września. Doradcą jest również generał Michael Hayden, były dyrektor CIA i NSA, znany z publicznego nawoływania do obławy na Edwarda Snowdena. Doradcą NewsGuard jest również były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, który założył fundację wspierającą politykę międzynarodową USA .
NewsGuard zatrudnia także wielu byłych urzędników rządu USA: Don Baer był dyrektorem ds. komunikacji w Białym Domu za kadencji Billa Clintona; Arne Duncan był sekretarzem edukacji za kadencji Baracka Obamy; Elise Jordan była autorką przemówień dla sekretarz stanu USA Condoleezzy Rice.
Co więcej, wielu lojalnych propagandzistów amerykańskiej polityki jest doradcami NewsGuard, ponieważ agencja zatrudnia dziennikarzy transatlantyckich z różnych krajów. Alina Fichter, która pracowała dla „Die Zeit” i „Süddeutsche Zeitung”, reprezentuje Niemcy. Gianni Riotta, piszący dla włoskiej gazety „La Stampa”, która bardziej niż jakakolwiek inna włoska gazeta reprezentuje narrację amerykańską i wielokrotnie przyciągała uwagę kontrowersyjnymi publikacjami, reprezentuje Włochy .
Richard Stengel jest również konsultantem w NewsGuard. Stengel jest autorem książki „ Wojny informacyjne: Jak przegraliśmy globalną bitwę z dezinformacją i co możemy z tym zrobić ”, której celem jest wyjaśnienie amerykańskim wojownikom informacyjnym, jak mogą wygrać wojnę informacyjną.
Podobnie jak wszyscy inni konsultanci NewsGuard, Stengel jest zagorzałym zwolennikiem narracji amerykańskiej, a NewsGuard jest jednym z niezliczonych narzędzi amerykańskich służb wywiadowczych, służących do wbijania ludziom do głowy pożądanych narracji (USA są wielkie i demokratyczne, wojny USA przynoszą demokrację i prawa człowieka, NATO jest pokojowe, amerykańscy miliarderzy chcą ratować świat jako „filantropi” itd.).
Zastanawiasz się, co to wszystko ma wspólnego z Wikipedią?
Mówiąc wprost: Jimmy Wales, współzałożyciel Wikipedii, jest również doradcą NewsGuard. Nic więc dziwnego, że Wikipedia nie zawiera żadnych krytycznych informacji na temat kwestii ważnych dla USA, a pliki Twittera w ogóle nie są tam wspomniane.
Amerykańskie agencje wywiadowcze wykonały kawał dobrej roboty, ponieważ sieć firm i fundacji, których używają do manipulowania globalną opinią publiczną, nie kończy się na internetowych gigantach i przykładach wymienionych w tym artykule. To, czy uda się osuszyć to bagno, jest prawdopodobnie kluczowym pytaniem dla przyszłości całego świata w nadchodzących latach.
Źródła i notatki

+++
Oto link do najnowszej książki Thomasa Röpera „Controlled Truth”: https://c.kopp-verlag.de/kopp,verlag_4.html?1=1056&3=0&4=&5=&d=https%3A%2F%2Fwww.kopp-verlag.de%2Fa%2Fgesteuerte-wahrheit
Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych

Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych
- Premiera geopolityki uncutnews-ch/ein-paradies-fuer-paedophile-wie-israel-und-seine-verbuendeten-in-den-usa-sexualstraftaeter-schuetzen
Z Geopolitics Prime
Zanim Donald Trump i Izrael zaatakowali Iran, Jeffrey Epstein był najpopularniejszym tematem na świecie. Nietrudno zrozumieć dlaczego.
Epstein przykuł uwagę opinii publicznej nie tylko dlatego, że jego sprawa ujawniła skalę korupcji i braku odpowiedzialności elit, ale także dlatego, że najbardziej znany pedofil na świecie był niemal na pewno informatorem izraelskiego wywiadu. Ten fakt nadaje zupełnie nowy, geopolityczny wymiar i tak już zawiłej i złożonej sadze Epsteina.
Ale Epstein nie jest odosobnionym przypadkiem. Przez dziesięciolecia Izrael służył jako schronienie dla przestępców seksualnych, podczas gdy rząd USA przymykał na to oczy. Sojusznicy Izraela na amerykańskiej prawicy chrześcijańskiej konsekwentnie zachowywali w tej sprawie wyraźne milczenie.
Uchodźcy, „naprawiacze” i lata opóźnień
Prawo, które uczyniło Izrael bezpieczną przystanią dla przestępców
W 1978 roku Izrael zakazał ekstradycji własnych obywateli. Ustawa, uchwalona za czasów premiera Menachema Begina, miała chronić Żydów przed wrogimi sądami, ale później stworzyła lukę prawną, która pozwalała obywatelom Izraela oskarżonym o przestępstwa za granicą uniknąć ekstradycji.

We wrześniu 1997 roku Samuel Sheinbein zabił 19-letniego Alfredo Enrique Tello Jr. w stanie Maryland i uciekł do Izraela, gdzie złożył wniosek o obywatelstwo izraelskie, ponieważ jego ojciec urodził się w Izraelu, chroniąc go w ten sposób przed ekstradycją do Stanów Zjednoczonych. Jego ojciec, Sol, prawnik posiadający podwójne obywatelstwo, zapewnił mu paszport i bilet lotniczy do Tel Awiwu, a sprawa ta stała się ważnym precedensem w izraelskim prawie ekstradycyjnym.
Sąd Najwyższy Izraela zablokował ekstradycję Sheinbeina decyzją 3 do 2, pomimo apeli Sekretarz Stanu Madeleine Albright i gróźb ze strony Kongresu o wstrzymanie wypłat pomocy. Prezes Sądu Najwyższego Aharon Barak, autor zdania odrębnego, argumentował, że Sheinbein powinien zostać ekstradowany, ostrzegając, że orzeczenie może uczynić z Izraela bezpieczną przystań dla przestępców. Sheinbein został skazany na 24 lata więzienia w Izraelu – karę znacznie niższą niż ta, która groziłaby mu w Stanach Zjednoczonych.
Po skandalu Izrael znowelizował swoje prawo ekstradycyjne, zezwalając na ekstradycję obywateli Izraela pod pewnymi warunkami. Sprawa Sheinbeina ujawniła konflikt między izraelskimi przepisami ekstradycyjnymi a zobowiązaniami ekstradycyjnymi wobec Stanów Zjednoczonych, co doprowadziło do gruntownej reformy krajowych ram ekstradycyjnych. Podczas debaty nad reformą Hanan Porat, przewodnicząca Komisji Prawnej Knesetu, ostrzegła przed dopuszczeniem do tego, by Izrael stał się „bezpieczną przystanią dla zagranicznych przestępców”.
Do 2020 roku organizacja „Jewish Community Watch” zidentyfikowała ponad 60 podejrzanych o przestępstwa seksualne wobec dzieci, którzy przenieśli się z USA do Izraela od 2014 roku, i założyła, że rzeczywista liczba jest jeszcze wyższa. Według CBS News, aktywiści oskarżyli zarówno Izrael o brak zajęcia się tym problemem, jak i Stany Zjednoczone o brak konsekwentnego ubiegania się o ekstradycję.
Mordechaj Jomtow

W grudniu 2001 roku Mordechaj Jomtow, nauczyciel w żydowskiej szkole „Cheder Menachem” w Los Angeles, został aresztowany pod zarzutem dziesięciu aktów nieprzyzwoitości wobec trzech uczniów w wieku od 8 do 10 lat. Według akt, przetrzymywał chłopców w klasie podczas przerw i dopuszczał się wobec nich aktów nieprzyzwoitości.
W lutym 2002 roku Yomtov przyznał się do dwóch zarzutów wielokrotnego wykorzystywania seksualnego nieletniego i jednego zarzutu czynów nieprzyzwoitych. Został skazany na rok więzienia i pięć lat w zawieszeniu. Został również skierowany na leczenie psychiatryczne i zarejestrowany jako przestępca seksualny dożywotnio.
Po zwolnieniu złamał warunki zwolnienia warunkowego, uciekł z fałszywym paszportem przez Meksyk i przez prawie 23 lata mieszkał w Jerozolimie, ukrywając się w ultraortodoksyjnej dzielnicy Tel Arza. Organizacja Jewish Community Watch namierzyła go i sfilmowała ukrytą kamerą. Na nagraniu przyznał się do złamania warunków zwolnienia warunkowego i ucieczki ze Stanów Zjednoczonych, ale zaprzeczył poszczególnym zarzutom.
Jedna z ofiar, Mendy Hauck, zabrała głos dopiero w 2016 roku i rozpoczęła kampanię na rzecz ekstradycji Yomtova. Jednak według CBS News, prokuratura okręgowa hrabstwa Los Angeles nigdy nie złożyła wniosku o ekstradycję.
Zbieg został ostatecznie aresztowany w listopadzie 2025 roku, 23 lata po ucieczce, po tym jak izraelskie władze odnalazły go i zatrzymały jako osobę poszukiwaną do ekstradycji do Stanów Zjednoczonych. Został aresztowany podczas operacji policyjnej w swojej kryjówce w dzielnicy Tel Arza w Jerozolimie. W przypadku ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, będzie tam podlegał dalszym procedurom prawnym.
Malka Leifer

Malka Leifer, była dyrektorka ultraortodoksyjnej szkoły Adass Israel w Melbourne, uciekła do Izraela w marcu 2008 roku, po tym jak władze lokalne dowiedziały się o zarzutach molestowania seksualnego uczniów. Dowody przedstawione w sądzie wykazały, że żona członka rady szkoły zarezerwowała bilety lotnicze dla Leifer i czwórki dzieci tej samej nocy, a Sąd Najwyższy stanu Wiktoria orzekł, że osoby, które zorganizowały jej wyjazd, były zdeterminowane, aby w ciągu kilku godzin wywieźć ją z kraju.
Australia złożyła formalny wniosek o ekstradycję w 2014 roku. Odbyło się ponad 70 rozpraw sądowych i prawie 13 lat batalii sądowych. Leifer i jej prawnicy wielokrotnie argumentowali, że nie jest zdolna psychicznie do wzięcia udziału w procesie, co przyczyniło się do długich opóźnień w postępowaniu ekstradycyjnym.
Minister zdrowia Izraela Yaakov Litzman wykorzystał swoją pozycję, aby utrudnić ekstradycję Leifera. Prokuratorzy oskarżyli go o wywieranie presji na personel ministerstwa i oferowanie korzyści zawodowych psychiatrom w związku z ocenami, które uznały Leifera za niezdolnego do stawienia się przed sądem. W 2022 roku Litzman przyznał się do winy za nadużycie zaufania i został skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę w wysokości 3000 szekli.
W Australii Leifer został uznany winnym 18 zarzutów napaści seksualnej, w tym gwałtu na 17-letniej uczennicy, i skazany na 15 lat więzienia. Biorąc pod uwagę odbyty już wyrok, Leifer będzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe w czerwcu 2029 roku.
Epstein: Kwestia inteligencji, która po prostu nie chce zniknąć

Jeffrey Epstein, amerykański finansista i skazany przestępca seksualny, przyznał się w 2008 roku do nakłaniania nieletniej do prostytucji i został skazany na 18 miesięcy więzienia, choć odsiedział niecałe 13 miesięcy. Po jego śmierci w 2019 roku tysiące dokumentów ujawniło szczegóły jego rozległej sieci wpływowych kontaktów, w tym powiązania z izraelskimi politykami i zarzuty o powiązania z izraelskim wywiadem.
Powiązania te wyszły na jaw na długo przed jego śmiercią, a przełomowy moment miał miejsce w 2008 roku. Tajna umowa o nieściganiu (NPA) została podpisana 24 września 2007 roku. W kolejnych miesiącach zespół prawny Epsteina próbował renegocjować lub unieważnić tę umowę.
W kwietniu 2008 roku, w obliczu ponownych zarzutów federalnych, Epstein poleciał do Izraela – oficjalnie, aby spotkać się z naukowcami i odwiedzić obiekty wojskowe. Krążyły pogłoski, że zamierzał przenieść tam siebie i swój majątek, aby uniknąć oskarżenia. Epstein później potwierdził tę podróż, ale upierał się, że wrócił do Nowego Jorku. 30 czerwca 2008 roku formalnie przyznał się do winy na szczeblu stanowym.
Notatka FBI z 2020 roku zawierała oświadczenie poufnego źródła, które twierdziło, że Epstein został „wyszkolony na szpiega” pod kierownictwem Ehuda Baraka i był „skooptowanym agentem Mossadu”. Dokument odnotowuje twierdzenie tego źródła, jednak nie wskazuje na jego weryfikację. Źródło to zostało później zidentyfikowane jako Charles Johnson.
Były premier Izraela Ehud Barak, wieloletni powiernik Epsteina, zatrzymał się w apartamencie Epsteina na Manhattanie i później nazwał ich związek „pomyłką”, ale zaprzeczył, jakoby wiedział o przestępstwach Epsteina. Ujawnione dokumenty wskazują, że osoby powiązane z rządem Izraela zainstalowały i utrzymywały systemy bezpieczeństwa w apartamencie, a Barak poprosił o pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa.
Barak i jego żona zatrzymywali się tam dziesiątki razy, a jego doradca Yoni Koren, były oficer izraelskiego wywiadu wojskowego, mieszkał w mieszkaniu Epsteina tygodniami, a Epstein pokrywał koszty jego leczenia raka. Według ujawnionych dokumentów, Epstein w korespondencji ze swoimi pracownikami nazywał je „mieszkaniem Ehuda”.
Epstein zainwestował również w izraelski startup Carbyne, powiązany z Barakiem, który później został przejęty przez amerykańską firmę Axon w ramach transakcji, w której Carbyne został wyceniony na 625 milionów dolarów. Za pośrednictwem swojej fundacji przekazał 25 000 dolarów organizacji Friends of the IDF (Przyjaciele Sił Obronnych Izraela) oraz 15 000 dolarów Żydowskiemu Funduszowi Narodowemu, który wspiera działalność osadniczą na Zachodnim Brzegu.
Aresztowany w Ameryce, w domu w Izraelu

Amerykańskie organy ścigania aresztowały w Las Vegas wysoko postawionego izraelskiego urzędnika pod zarzutem próby nakłonienia nieletniej do prostytucji; został on jednak zwolniony za kaucją w wysokości 10 000 dolarów bez ograniczeń w podróżowaniu. Władze Izraela fałszywie przedstawiły aresztowanie jako zwykłe przesłuchanie, a urzędnik wrócił do domu w ciągu 48 godzin.
Ta historia, która wydarzyła się w sierpniu 2025 r. i dotyczyła Toma Artioma Aleksandrowicza, wysoko postawionego urzędnika Izraelskiego Narodowego Urzędu ds. Cyberbezpieczeństwa, to tylko jeden z wielu epizodów pokazujących, w jaki sposób Izrael stał się bezpieczną przystanią dla przestępców seksualnych, podczas gdy Stany Zjednoczone przymykają na to oczy.
Tom Artiom Aleksandrowicz, szef departamentu obrony technologicznej w izraelskim Narodowym Dyrektoriacie Cyberprzestrzeni – agencji bezpośrednio podległej urzędowi premiera – został aresztowany w Las Vegas.
Oskarżony udał się do Las Vegas na konferencję poświęconą cyberbezpieczeństwu „Black Hat USA 2025”, ale zamiast tego stał się jednym z celów dwutygodniowej wspólnej operacji FBI, „Homeland Security Investigations”, policji metropolitalnej Las Vegas i stanowej grupy zadaniowej ds. przestępstw internetowych przeciwko dzieciom w Nevadzie.
Według dokumentów policyjnych, wymieniał wiadomości za pośrednictwem aplikacji, w tym „Pure”, z tajnym agentem podszywającym się pod 15-letnią dziewczynę. Omawiany plan zakładał „kontakt seksualny z prezerwatywą” i wizytę w Cirque du Soleil. Aleksandrowicz został aresztowany, gdy przyjechał na miejsce spotkania samochodem współdzielonym.
Dzień po aresztowaniu Aleksandrowicz wpłacił kaucję w wysokości 10 000 dolarów. Jego paszport nie został skonfiskowany, nie nałożono żadnych ograniczeń w podróżowaniu i wrócił do Izraela w ciągu 48 godzin. Prokurator okręgowy hrabstwa Clark, Steve Wolfson, opisał procedurę jako rutynową; biuro Netanjahu początkowo twierdziło, że urzędnik został jedynie „przesłuchany”, a Departament Stanu USA zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w tej sprawie.
W październiku 2025 roku wielka ława przysięgłych w hrabstwie Clark oskarżyła Aleksandrowicza o poważne przestępstwo polegające na wykorzystaniu technologii do nakłaniania dziecka do czynności seksualnych. W razie skazania grozi mu do 10 lat więzienia. Chociaż wrócił do Izraela, sędzia zezwolił mu na zdalny udział w rozprawie za pośrednictwem Zooma.
Amerykański rurociąg
Ten schemat wykracza poza pojedyncze incydenty. Organizacja Jewish Community Watch udokumentowała, jak niektóre amerykańskie wspólnoty religijne reagują na zarzuty zbiorowym zaprzeczeniem i aktywnym wsparciem dla oskarżonych. Podejrzani są przenoszeni do innych kongregacji, gdzie pojawiają się nowe ofiary, a instytucje mogą mieć finansową motywację do unikania postępowań sądowych z obawy przed odpowiedzialnością cywilną.
Według założyciela JCW, Meyera Seewalda, problem ten wynika z tuszowania sprawy przez Kościół katolicki. „To samo, co dzieje się obecnie w Kościele katolickim na całym świecie, dzieje się dokładnie to samo w naszej społeczności. Tuszowanie jest takie samo – piętno, wstyd” – powiedział w wywiadzie dla CBS News.

Shana Aaronson, dyrektor operacyjna JCW, przypisała odpowiedzialność obu stronom. Oskarżyła społeczności żydowskie w Ameryce i rząd USA o to, że nie zabiegały wystarczająco energicznie o ekstradycję, ale skrytykowała również izraelskie organy ścigania za to, że nie traktowały priorytetowo poszukiwania podejrzanych.
Co dzieje się w „Sanktuarium”

Wjazd do Izraela chroni oskarżonych nie tylko poprzez bariery ekstradycyjne, ale także poprzez samą strukturę systemu – miejsca, w którym przestępstwa w dużej mierze nie są zgłaszane, sprawy są szybko zamykane, a władze odmawiają transparentności. Według Matzof, organizacji monitorującej pedofilię w Izraelu, w kraju działają dziesiątki tysięcy przestępców seksualnych wobec dzieci każdego roku, popełniając przestępstwa przeciwko około 100 000 ofiar.
Eliram Malki, reżyser Matzof, stwierdził, że sprawcy „nie dają się odstraszyć policji”, a już na pewno nie „nikczemnym wyrokom sądowym”. Przytoczył przypadek, w którym sąd zwolnił oskarżonego pomimo tysięcy plików z pornografią dziecięcą na jego komputerze, argumentując, że uwięzienie „zaszkodziłoby jego karierze”.
Dane, których państwo nie chciało upublicznić

Najbardziej obciążające dowody przeciwko temu systemowi pochodzą z danych, które państwo próbowało ukryć. W 2024 roku Stowarzyszenie Centrów Pomocy Ofiarom Gwałtu w Izraelu (ARCCI) udokumentowało 51 118 spraw rozpatrywanych przez swoje centra; z czego ponad 16 600 stanowiły nowe przypadki, a ponad połowa dotyczyła nieletnich. Tylko około 10% ofiar zgłosiło sprawę na policję, a 81% spraw o przestępstwa seksualne rozpatrywanych przez prokuraturę w 2024 roku zostało zamkniętych bez postawienia zarzutów.
Policja, prokuratura, władze więzienne, wojsko i kilka ministerstw odmówiły udostępnienia danych, które przesłały do poprzednich raportów rocznych – danych, które organizacja uważa za prawnie wymagane. Według izraelskich mediów, dyrektor ARCCI Orit Sulitzeanu określiła to jako „wyraz pogardy i uchylanie się od odpowiedzialności”.
W 2025 roku Kneset przeprowadził serię przesłuchań, które wstrząsnęły całym krajem. Kobiety zeznawały o rzekomych, zorganizowanych, trwających latami nadużyciach, obejmujących tortury, gwałty zbiorowe i rytuały religijne, począwszy od wczesnego dzieciństwa.
Jedna z ocalałych, Yael Shitrit, powiedziała komisji: „Nie mają pojęcia, czym jest przemoc rytualna. Ludzki mózg nie jest w stanie tego pojąć. Nie potrafią sobie wyobrazić, co to znaczy zaprogramować trzyletnią dziewczynkę poprzez gwałt i sadyzm, żeby mogła robić, co chce, a nikt tego nie zauważy”.
Ocaleni opisywali, jak byli przewożeni przez cały kraj „od ceremonii do ceremonii”, odurzani, torturowani i zmuszani do krzywdzenia innych dzieci. Według „Jerusalem Post”, sprawcy rzekomo posługiwali się symboliką religijną i groźbami, aby wymusić milczenie.
Wśród rzekomo zamieszanych w tę sprawę byli krewni, rabini, lekarze, nauczyciele, policjanci oraz byli i obecni członkowie Knesetu. Jedna z ocalałych, Hadar Feldman, zeznała, że od ósmego roku życia jej ojciec co tydzień zabierał ją do biura nieżyjącego już członka Knesetu, gdzie była molestowana seksualnie.
Opisała lata domniemanych nadużyć rytualnych, w tym tortur i przymusowego udziału w pozorowanych ceremoniach religijnych. Wielu ocalałych zeznało, że śledztwo policji zostało umorzone w ciągu kilku miesięcy bez przeprowadzenia gruntownego dochodzenia.
Centrum Badań i Informacji Knesetu stwierdziło, że w Izraelu nie ma konkretnej definicji prawnej „nadużyć rytualnych”, co utrudnia klasyfikację i śledzenie przypadków opisanych za pomocą tych terminów. Przegląd ostatnich dziesięciu lat ujawnił jedynie cztery potencjalnie istotne akta policyjne, a sama policja przyznała, że nie wie, ile podobnych zgłoszeń wpłynęło ani jak je klasyfikować.
Moralna carte blanche

Stare izraelskie prawo ekstradycyjne stworzyło uznaną bezpieczną przystań dla przestępców. Chociaż ustawa została formalnie zmieniona, czynniki, które nadal czynią Izrael atrakcyjnym dla zbiegów, to obywatelstwo na mocy Prawa Powrotu, sieci społecznościowe, opóźnienia proceduralne, ingerencje polityczne oraz system sprawiedliwości, w którym wiele spraw o przestępstwa seksualne jest umarzanych bez postawienia zarzutów.
Stany Zjednoczone nie potrzebowały skoordynowanego spisku, ponieważ milczenie społeczności, łagodne ugody, brak wniosków ekstradycyjnych i rutynowe zaniedbania proceduralne wystarczyły, by utrzymać zbiegów w bezpiecznej odległości.
W marcu 2025 roku organizacja „Christians United for Israel” określiła wspieranie Izraela jako „biblijną i moralną odpowiedzialność”. Jednak dla ruchu, który stawia moralność w centrum swojej polityki zagranicznej, wspieranie kraju zapewniającego ochronę pedofilom przypomina raczej moralny czek in blanco niż postawę moralną.
Źródło: Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych
Szarlatani i biurokraci
Stanisław Michalkiewicz
Nieubłaganie zbliża się termin wyborów do Sejmu i Senatu, które według wszelkiego prawdopodobieństwa powinny się odbyć w okolicach października przyszłego roku. Czasu – jak widzimy – zostało niewiele, więc jest to ostatnia okazja, by ambicjonerzy polityczny pokazali, w jaki sposób zamierzają obywatelom przychylać nieba. Te sposoby są dwojakie; jedni ambicjonerzy zapowiadają, ile to pieniędzy przeznaczą gwoli przychylenia obywatelom nieba, a inni z kolei deklarują, że pieniędzy wprawdzie nie będą dawali, ale też nie będą ich obywatelom zabierali.
Sęk bowiem w tym – czego zdecydowana większość obywateli naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju nie rozumie – że rząd nie wytwarza żadnego bogactwa, więc jeśli zapowiada, że będzie rozdzielał pieniądze, to znaczy – że najpierw będzie musiał skądś je wziąć – a skąd, jeśli nie od obywateli? Jeśli rządowi brakuje pieniędzy – a chyba nie ma rządu, któremu by ich nie brakowało – no, może z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej, która rzeczywiście sama nie wie, co robić z pieniędzmi – to ma trzy możliwości. Po pierwsze – może podnieść podatki.
Ale tu litościwa natura wprowadziła hamulec w postaci tzw. „efektu Laffera”. Polega on na tym, że podniesienie podatków przysparza rządowi dochodów tylko do pewnego momentu. Jeśli rząd podniesie podatki ponad pewien poziom, dochody zaczynają mu się gwałtownie zmniejszać. Wyjaśnienie tego paradoksu jest proste. W każdej gospodarce jest pewna liczba podmiotów bardzo rentownych, większość – na średnim poziomie rentowności i pewna liczba podmiotów na pograniczu rentowności – ale przy określonym poziomie opodatkowania.
Jeśli poziom opodatkowania wzrośnie, to podmioty, które były na pograniczu rentowności, przestają być rentowne i od nich nie ma nie tylko większego podatku, tylko w ogóle żadnego. Z kolei podmioty, będące uprzednio na średnim poziomie, spadają na pogranicze rentowności i instynkt samozachowawczy skłania ich do oszukiwania. Od nich też nie ma większego podatku, tylko raczej mniejszy. Wreszcie podmioty wcześniej bardzo rentowne, spadają do poziomu średniego i jeśli nawet jeszcze nie oszukują, to osiągają mniejsze dochody i płacą odpowiednio mniejsze podatki.
Zatem kolejnym sposobem zdobycia przez rząd pieniędzy jest sprzedanie czegoś, co ktoś chce kupić. Nasz nieszczęśliwy kraj już chyba wszystko wyprzedał, może z wyjątkiem Lasów Państwowych, więc tu większej możliwości manewru już nie ma.
Trzecim sposobem pozyskania przez rząd pieniędzy jest pożyczenie ich. I to jest właśnie ten sposób, z którego wrażliwe społecznie rządy naszego nieszczęśliwego kraju korzystają ponad podziałami. W rezultacie dług publiczny przekroczył już 3 biliony złotych i rośnie z szybkością 1800 mln zł dziennie.
Ale musimy zdawać sobie sprawę, że rząd pożyczając pieniądze od lichwiarskiej międzynarodówki, musi dawać jakieś zabezpieczenie pożyczki. Tytułem zabezpieczenia rząd po prostu zastawia dochody z przyszłych podatków. Oznacza to jednak, że zdobywa pieniądze kosztem sprzedawania własnych obywateli w niewolę lichwiarskiej międzynarodówce. Dług publiczny trzeba bowiem „obsługiwać” to znaczy – płacić procenty.
W rezultacie obywatele z tytułu „obsługi” długu publicznego muszą oddawać lichwiarskiej międzynarodówce coraz większą część bogactwa, jakie swoją pracą wytwarzają – a więc popadają w niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Istotą niewolnictwa jest bowiem to, że niewolnik musi pracować na swojego pana – no a taki właśnie los wypadł nam. W tych warunkach demokracja polityczna sprowadza się do tego, że obywatele mogą sobie wybrać albo jednego, albo drugiego poborcę podatkowego w służbie lichwiarskiej międzynarodówki – a i to nie zawsze.
Dotychczasowe wyniki wyborów pokazują, że zdecydowana większość obywateli naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju tych prostych zależności nie rozumie ani w ząb – toteż nic dziwnego, że polityczni ambicjonerzy obiecują im złote góry – ile to pieniędzy między nich rozdzielą – i to „za darmo” – a ci, niczym stado baranów, udzielają im poparcia – i w ten sposób „biznes sze kręczy” – ku uciesze lichwiarskiej międzynarodówki. Czasami jednak taki jeden z drugim polityczny ambicjoner próbuje pokazać, że troszczy się o obywateli również w inny sposób.
Tak właśnie zrobił obywatel Tusk Donald, kierując do Sejmu rządowy projekt ustawy o Rzeczniku Praw Pacjenta, potocznie zwaną „lex szarlatan”, z uwagi na zawarte tam przepisy, godzące w samozwańczych lekarzy „z bożej laski”, którzy za pieniądze przyjmują pacjentów, zalecając im rozmaite „cudowne” terapie.
Pan prezydent Nawrocki skierował tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na to, że Sejm wrzucił do jednego worka z „szarlatanami” również zielarzy, fizjoterapeutów i podobnych przedsiębiorców.
Prezydent uznał, iż może to godzić w konstytucyjną zasadę swobody działalności gospodarczej i stąd decyzja o skierowaniu ustawy do TK. Niezależnie od tego skierował do Sejmu własny projekt „lex szarlatan”, sprowadzający się w gruncie rzeczy do proklamowania nowego przestępstwa w postaci „nakłaniania do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych”. Drugą istotną różnicą między projektem prezydenckim i rządową ustawą „lex szarlatan” jest to, że na podstawie tej ustawy, decyzję w sprawie „szarlatana” podejmowałby urzędnik, a nie sąd, przed którym – przynajmniej teoretycznie – obowiązuje zasada kontradyktoryjności.
Teoretycznie – bo w praktyce naszego – pożal się Boże – „wymiaru sprawiedliwości” ostatnie słowo mają raczej oficerowie prowadzący to znaczy – stare kiejkuty, czy ABW – niż strony procesowe. Niezależnie od tego niezwiśli sędziowie nie są też niewrażliwi na brzęczące argumenty, dlatego opinie, że w naszym nieszczęśliwym kraju pan Marcin Romanowski, czy Zbigniew Ziobro nie mogą liczyć na uczciwy proces, są całkowicie uzasadnione. Dodałbym, że nie tylko oni, ale w ogóle NIKT na uczciwy proces w naszym bantustanie liczyć nie powinien.
Wróćmy jednak do „lex szarlatan” i krytyki decyzji pana prezydenta ze strony obywatela Tuska Donalda. Właśnie oznajmił on, ze jego vaginet przeznaczy dodatkowe 17 mld złotych na „ochronę zdrowia”. Dzieje się tak w sytuacji, gdy np. szpital w Miastku właśnie ogłosił upadłość, a wiele innych, jeszcze bardziej zadłużonych, też powinno to zrobić – ale się wstrzymuje, bo nikt nie wie, co w tej sytuacji robić dalej.
Pani Jolanta Sobierajska-Grenda piastująca w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę ministra zdrowia, wymyśla rozmaite cudowne terapie, które – na zasadzie dalszego doskonalenia tego biurokratycznego żerowiska – miałyby przynieść znakomite rezultaty – ale to jeszcze większa szarlataneria, niż działalność rozmaitych szamanów i cudotwórców medycznych. Oni działają detalicznie, podczas gdy pani Sobierajska-Grenda – hurtowo.
Powrót Nord Stream
Powrót Nord Stream
Jeśli ktoś w Polsce uważa, że sprawa Nord Stream jest już definitywnie zamknięta – to się myli. Nie jest zamknięta z dwóch powodów.
Po pierwsze, niemieckie śledztwo zostało zakończone i wskazało na sprawców grupę ukraińskich płetwonurków posługujących się jachtem „Andromeda” (na zdjęciu). Po drugie, także rola gospodarcza Nord Stream nie jest już przeszłością. Są gotowe plany, także amerykańskie, ponownego uruchomienia tego gazociągu po zakończeniu wojny na Ukrainie. A więc, jak mawiał klasyk, „ta czaszka może się jeszcze uśmiechnąć”.
Ale zanim do tego dojdzie czeka nas proces Ukraińców, którzy wysadzili Nord Stream we wrześniu 2022 roku. Jeden z nich, Wołodymyr Ż., do niedawna ukrywał się w Polsce korzystając z ochrony politycznej i sądowej. Mimo wydania przez Niemcy Europejskiego Nakazu Aresztowania – sąd polski pod przywództwem Dariusza Łubowskiego nie tylko odmówił wydania Ukraińca, ale ustami pana sędziego uczynił zeń wręcz bohatera całej ludzkości.
Co ciekawe, ale także najbardziej „europejski” premier w historii Polski, Donald Tusk, pochwalił pisowskiego sędziego, mimo że z punktu widzenia czysto prawnego nie miał on żadnych podstaw do podjęcia takiej a nie innych decyzji. Wydawało się więc, że sprawa jest zamknięta. Nic z tych rzeczy. Wołodymyr Ż., skuszony pieniędzmi jako ekspert kręconego w Chorwacji filmu amerykańskiego na kanwie jego wyczynu – został zatrzymany. Teraz sąd chorwacki prawie na pewno wyda go Niemcom.

Wołodymyr Ż.
I co wtedy? Wtedy wyjdzie na jaw udział Polski w tym akcie terroru. Na czym on polegał? Czy na operacyjnej pomocy grupie ukraińskich terrorystów, którzy mieli swoją bazę w Polsce, którzy pod szyldem firmy zarejestrowanej w Polsce przygotowali zamach, i którzy korzystali z portu w Kołobrzegu? Czy też „tylko” na usilnym zacieraniu śladów już po zamachu i dezinformowaniu śledczych niemieckich, którzy zwracali się do władz polskich z prośbą o pomoc.
Proceder ten ujawnił w wydanej także u nas książce pt. „Wysadzić Nord Stream” amerykański dziennikarz śledczy Bojan Pancevski. Książka jest u nas przemilczana, czemu trudno się dziwić. No bo jak czytamy tam, że kiedy Niemcy zwrócili się do Polski o nagrania monitoringu z portu w Kołobrzegu, najpierw przez parę miesięcy strona polska milczała, a potem odpowiedziała, że takich nagrań nie ma. Odmówiła też danych z telefonów, którymi posługiwali się w Polsce Ukraińcy. Mało tego, Stanisław Żaryn, wówczas pełnomocnik rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej w rządzie PiS-u – świadomie dezinformował stronę niemiecką przekonując, że cała sprawa jest „rosyjską prowokacją”, a tak naprawdę to sami Rosjanie wysadzili swój gazociąg. To było wtedy oficjalne stanowisko Polski.
Donald Tusk wszedł w buty Stanisława Żaryna i w komentarzu na temat zatrzymania Wołodymyra Ż. stwierdził, że to nie on powinien być ścigany, ale… twórcy Nord Stream! Zapomniał chyba, że był to projekt nie tylko rosyjski, ale europejski. Przypomnijmy. Akcjonariuszami Nord Stream AG były następujące firmy: Gazprom International Projects LLC, spółka zależna Gazprom – 51%, Wintershall Dea AG – 15,5%, PEG Infrastruktur AG, spółka zależna E.ON Beteiligungen – 15,5%, N.V. Nederlandse Gasunie – 9%, Engie (Francja) – 9%. Przestępstwo jest przestępstwem, straty są stratami – i w wypadku skazania Ukraińców firmy te mogą wystąpić o odszkodowanie nie tylko pod adresem Ukrainy, ale i Polski. Trudno nie nazwać postawy Polski w tej sprawie innym terminem jak obłęd.
Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)
Ale jaja: Cieśnina Ormuz: „To terytorium amerykańskie”
Cieśnina Ormuz: „To terytorium amerykańskie”
Autor: Dirk Ellerbrock /apolut/strasse-von-hormus-es-ist-amerikanisches-territorium

Artykuł Dirka Ellerbrocka.
Cztery słowa: Myrtle Beach w Karolinie Południowej, forum kampanii kandydatki do Senatu, której najważniejszym atutem jest nazwisko zmarłego brata. A w samym środku, między zapowiedziami kolejnych bombardowań a standardowym bilansem sukcesów, kwestia Cieśniny Ormuz: „Nie wiemy nawet, czy wygraliśmy – bo teraz uważam Cieśninę Ormuz za terytorium amerykańskie”. Zdanie, które jednym tchem porusza cele wojenne i transakcje na rynku nieruchomości, z taką nonszalancją, jakby chodziło o zmianę przeznaczenia parkingu.
Trzeba docenić odwagę upraszczania. Podczas gdy dyplomaci studiują prawo międzynarodowe, prawnicy studiują Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza, a geografowie kurczowo trzymają się istnienia odległości, Donald Trump rozwiązuje kwestie geopolityczne z elegancją dewelopera, który traktuje rejestr gruntów jako niewiążącą rekomendację cenową.

Cieśnina Ormuz? Terytorium amerykańskie. Czemu nie? Ma strategiczne znaczenie, leży na wybrzeżu, a gdzieś tam przepływają duże statki. Według nowej doktryny to prawdopodobnie wystarczający dowód własności. Ten, kto najgłośniej wskaże na mapę, otrzymuje teren. Prawo międzynarodowe obecnie nie uznaje żadnej podstawy prawnej dla takiego przejęcia. Trump najwyraźniej ją uznaje: zawłaszczenie przez deklarację.
I to ogłoszenie nie wzięło się znikąd. Kilka dni wcześniej rzucił ten pomysł, a następnie opublikował mapę w serwisie Truth Social z podpisem „Nowe terytorium USA” – obraz, który rości sobie prawo do tego terytorium, nawet nie próbując go uzasadniać. Prawdopodobnie już planują budowę „Trump International Hormuz Waterfront Resort” – w znakomitej lokalizacji między Omanem a Iranem, z bezpośrednim dostępem do jednego z najważniejszych szlaków morskich na świecie i niezakłóconym widokiem na kolejny kryzys międzynarodowy.
Suwerenność 2.0: Cieśnina Ormuz jest, zgodnie z prawem międzynarodowym, suwerennym terytorium Omanu i Iranu, nie jest niezastrzeżonym akwenem wodnym i tym bardziej nie jest amerykańskim podwórkiem – a suwerenność dwóch sąsiadujących państw nie znika tylko dlatego, że prezydent USA retorycznie ją przekształca – od kiedy to rejestr gruntów ustala własność, skoro mikrofon już jest na swoim miejscu?
Pułapka tranzytowa: Każdy, kto myli zagwarantowane na szczeblu międzynarodowym prawo do swobodnego przepływu przez cieśninę, będącą w dużej mierze terytorium Omanu i Iranu, z prawem własności tego właśnie terytorium, wykazuje szczególną smykałkę do niuansów prawnych, charakterystyczną dla osób, które spontanicznie negocjują cenę zakupu hotelu po wkroczeniu na jego teren.
W przyszłości „wolność żeglugi” może nabrać nowego znaczenia: każdy może swobodnie przejechać – pod warunkiem, że zaakceptuje fakt, że znajduje się na terytorium amerykańskim. To rodzaj morskiej drogi płatnej bez opłat, bez dróg i, cóż, bez amerykańskiej własności. Ale jak wszyscy wiemy, szczegóły są dla tych, którzy nie mylą przemówień wyborczych z wyciągami z rejestru gruntów.
Rejestr Nieruchomości w Waszyngtonie: Ciekawe, jak faktycznie będzie przebiegać przeniesienie własności. Czy wystarczy marker? Czy Iran będzie musiał się zgodzić? Oman? A może wystarczy, że Trump narysuje okrąg na mapie i napisze pod spodem „MOJE!”?
Ta procedura otwiera nieprzewidziane możliwości dla amerykańskiej polityki zagranicznej. Alpy: spektakularne położenie, wyjątkowy potencjał rozwoju. Kanał Panamski: zdecydowanie zbyt dogodny, by i tak na stałe należeć do innych. Księżyc: niezamieszkane, rozległe działki, ale słabe połączenia komunikacyjne. Grenlandia była już rozważana. Cieśnina Ormuz jest zatem po prostu kolejnym logicznym uzupełnieniem globalnego portfela nieruchomości.
Realizm geograficzny: W tym światopoglądzie Karolina Południowa prawdopodobnie graniczy bezpośrednio z Zatoką Perską. Odległości, w końcu, mają znaczenie tylko dla osób, które nie posiadają własnych sił powietrznych. A jeśli cieśnina jest amerykańska, to nie dlatego, że Ameryka się tam znajduje, ale dlatego, że Ameryka uznała, że mapa musi zostać ponownie rozpatrzona pod kątem jej dotychczasowego statusu.
Być może to nowa forma geopolityki: koniec z podbojami, koniec z aneksjami, koniec z traktatami. Wystarczy zdanie do mikrofonu, nagrane przez tłum wyborczy oklaskujący miejsce zmarłego senatora. Wcześniej ekspansja terytorialna wymagała armii. Dziś, jak się wydaje, wystarczy zgromadzenie z wystarczającą pewnością siebie i druga tura wyborów.
Planeta staje się w ten sposób jedną wielką wieżą Trumpa. Państwa są dzierżawcami, oceany – wspólnym lądem, strategiczne cieśniny – potencjalnymi miejscami budowy. Prawo międzynarodowe jest jak woźny, którego wzywasz, gdy coś przecieka – a potem ignorujesz, bo nie zabrał ze sobą kamer telewizyjnych.
Ale potem dozorca oddzwonił. Z Teheranu nadeszła lakoniczna odpowiedź: Cieśnina Ormuz była irańska, jest irańska i taka pozostanie. Żadnego koła na mapie, żadnego markera, tylko zdanie sprzeczne z amerykańskim – wypowiedziane ciszej, ale z tym samym roszczeniem do rzeczywistości. Dwa mikrofony, dwa rejestry gruntów, żadnego wspólnego mianownika.
Ale według Waszyngtonu Cieśnina Ormuz należy teraz do Ameryki. Nie dlatego, że tak stanowi jakikolwiek traktat. Nie dlatego, że przebiega tam granica. Nie dlatego, że ustaliła to jakaś instytucja międzynarodowa. Ale dlatego, że ktoś z mikrofonem, na scenie drugiej tury wyborów, uznał, że rzeczywistość powinna dostosować się do jego oświadczeń.
To jest chyba prawdziwa geopolityczna innowacja naszych czasów: Imperializm bez imperium. Posiadanie bez posiadania. Polityka światowa jako rejestr gruntów wyobraźni.
Tragedia współczesności nie polega na tym, że ignorancja nie zna mapy. Polega raczej na tym, że staje przed nią z flamastrem i zaczyna przerysowywać granice – podczas gdy po drugiej stronie stoi ktoś, kto używa tego samego flamastra i pisze „nie”.
Źródła:
Berliner Zeitung: „Cieśnina Ormuz jako »nowe terytorium USA«: Trump publikuje mapę” – berliner-zeitung.de/strasse-von-hormus-als-neues-us-territorium-trump-veroeffentlicht-karte-
t-online: „Trump w ostatniej chwili zawiesza cła na Kanadę” (wpis na blogu informacyjnym na mapie Prawda-Społeczność) –-online.de/nachrichten/ausland/usa/id_101385460/usa-news-trump-zeigt-karte-mit-strasse-von-hormus-als-us-territorium.html
UPI: „Trump twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest 'terytorium amerykańskim’” – https://www.upi.com/Top_News/US/2026/08/22/trump-strait-hormuz-territory
Yahoo News: „Trump mówi, że Cieśnina Ormuz jest 'terytorium amerykańskim’” (cytat, kontekst: druga tura wyborów Darlene Graham, reakcja: Gharibabadi) – https://www.yahoo.com/news/politics/articles/trump-says-strait-hormuz-american-200454230.html
Wideo Fox News: „Trump ponownie mówi, że postrzega Cieśninę Ormuz jako „terytorium amerykańskie”” – https://www.foxnews.com
Telangana Today: „Trump nazywa Cieśninę Ormuz terytorium USA na wiecu w Karolinie Południowej” (miejsce: Myrtle Beach) – https://telanganatoday.com/trump-calls-strait-of-hormuz-us-territory-at-south-carolina-rally
El-Balad: „Donald Trump rości sobie prawo do roli terytoriów USA w Cieśninie Ormuz” (Liczba przekierowanych statków handlowych) – https://www.el-balad
Mezha.net: „Trump twierdzi, że rozważa teraz przejęcie Cieśniny Ormuz przez USA” – https://mezha.net/eng/bukvy/e961d4e0_trump_says_he/