Gen. Tadeusz Rozwadowski. Twórca Wojska Polskiego i zwycięstwa w 1920 r.

Wojtek Duch, 9 marca 2013 https://historia.org.pl/2013/03/09/zapomniany-general-tadeusz-rozwadowski-tworca-wojska-polskiego-i-zwyciestwa-w-1920-r-wywiad/

Gen. Tadeusz Rozwadowski to jeden z największych wodzów w historii naszego kraju, który mimo wielu sukcesów jest zapomniany – „Winna temu jest propaganda i cenzura sanacyjna, a następnie cenzura komunistyczna” – mówi nam w wywiadzie dr Mariusz Patelski. Wywiad poświęcony całemu życiu generała – dzięki uprzejmości rozmówcy – został okraszony unikatowymi zdjęciami.

Wojtek Duch: Jak zaczęła się przygoda Tadeusza Rozwadowskiego z wojskiem?

Lwów 1863 r. Powstańcy styczniowi Tadeusz Rozwadowski, Tomisław Rozwadowski i Franciszek Szymanowski. Brat Tomisława Rozwadowskiego – Tadeusz poległ w powstaniu; na jego cześć przyszły generał otrzymał imię Tadeusz.

Dr Mariusz Patelski: Służba wojskowa była tradycją w rodzinie Jordan Rozwadowskich. Przodkowie generała już w epoce przedrozbiorowej służyli w polskim wojsku, a następnie brali udział w wojnach o niepodległość Polski i w kolejnych powstaniach narodowych. Pradziad generała – płk Kazimierz Rozwadowski był m.in. organizatorem 8. Pułku Ułanów z czasów Księstwa Warszawskiego…

Bezpośrednio o wyborze takiej drogi życiowej dla swego syna zadecydował natomiast Tomisław Rozwadowski – powstaniec styczniowy i oficer armii austriackiej. Rozwadowski senior po dwóch nieudanych wyprawach powstańczych doszedł do wniosku, że jeśli Polska ma odzyskać niepodległość, to potrzebni będą wykształceni oficerowie; dlatego posłał wszystkich swoich synów, obok Tadeusza także Wiktora i Samuela, do austriackich szkół wojskowych.

Za wybitne zasługi wojenne w trakcie kampanii 1914 r. otrzymał najwyższe odznaczenie austro-węgierskie, order Marii Teresy…

– Historia tego krzyża, nadawanego za czyny dokonane, jak mówiono, „bez rozkazu lub wbrew rozkazowi” jest rzeczywiście niezwykła. Był to pierwszy nowoczesny order wojskowy sięgający swymi korzeniami bitwy pod Kolinem w 1757 r. Na jego statucie wzorowane były przepisy innych, później powstałych, orderów wojskowych m.in. statut Virtuti Militari. W czasie I wojny światowej Orderem Wojskowym Marii Teresy odznaczono 131 dowódców oraz oficerów. Wśród nich było 5 Polaków: oprócz Tadeusza Rozwadowskiego także: Emil Prochaska, Mieczysław Skulski, Stanisław Wieroński oraz Jerzy Zwierkowski (jedyny oficer marynarki w tym gronie).

W odradzającej się Polsce został pierwszym Szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Tutaj po raz pierwszy pokłócił się z Piłsudskim, który nie zgadzał się na armię z poboru…

Willa Wertholz w Reichenau 17 sierpnia 1918 r. Ceremonia odznaczania Orderem Wojskowego Marii Teresy. Od prawej 3. – gen. Tadeusz Rozwadowski, 9. – cesarz Austrii Karol.

– Rozwadowski, obejmując z ramienia Rady Regencyjnej, z którą współpracował już od 1917 r., stanowisko szefa Sztabu Generalnego wykonał rzeczywiście wielką pracę. W ciągu dwóch tygodni, na bazie wcześniej istniejących instytucji wojskowych, generał i jego współpracownicy (szczególnie aktywny był ppłk Włodzimierz Zagórski) zorganizowali Sztab Generalny oraz Ministerstwo Spraw Wojskowych. Szef sztabu powołał także zalążki poszczególnych rodzajów wojska m.in.: kawalerię, marynarkę wojenną, straż graniczną. Po powrocie Józefa Piłsudskiego między Naczelnym Wodzem i szefem sztabu doszło rzeczywiście do różnicy poglądów. Generał naciskał na szybką mobilizację i formowanie regularnych oddziałów, podczas gdy Naczelnik Państwa forsował tworzenie oddziałów ochotniczych odpornych na zimno i niedostatki pierwszych miesięcy Niepodległości. Ostatecznie przeważyło zdanie Naczelnika, a Rozwadowski odszedł na stanowisko dowódcy Armii Wschód.

Później zapisał się w historii jako obrońca Lwowa. To nieco zapomniana karta naszych dziejów. Z nikłymi siłami, bez wsparcia z Warszawy i mimo rozkazu wycofania trwał na posterunku. Miał powiedzieć: „Powziąłem niezłomną decyzję raczej zginąć z załogą niż w myśl rozkazu Naczelnego Dowództwa opuścić Lwów”. Dopiero krytyka społeczeństwa na władze w Warszawie doprowadziła do wysłania odsieczy na Lwów…

– O wydarzeniach tych rzeczywiście rzadko się wspomina w mediach, podobnie jak o konflikcie polsko-czeskim ze stycznia i lutego 1919 r. Społeczeństwo Małopolski, mimo znaczącego wykrwawienia w toku I wojny światowej, wykonało nadludzki wysiłek, zyskując dla Polski Galicję Wschodnią i znaczną część Śląska Cieszyńskiego.

Biorąc pod uwagę konflikt z Ukraińcami: w efekcie powziętych przez Naczelnego Wodza decyzji, wojna o Lwów i Małopolskę Wschodnią toczona była w początkowym okresie (przełom 1918 i 1919 roku) pomiędzy oddziałami polskimi głównie z Małopolski i ukraińskimi z tzw. Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Ponieważ Ukraińcy zdecydowali się na powszechną mobilizację, ich armia trzykrotnie przewyższyła liczebnie siły polskiej Armii Wschód. Tak dużych oddziałów Rozwadowski nie mógł pokonać, ale szachował je z powodzeniem, broniąc Lwowa. Miało to istotne znaczenie w związku z toczącymi się rozmowami na Konferencji Pokojowej w Paryżu. Ukraińcom z Galicji, a należy podkreślić, iż potrafili świetnie się wówczas zorganizować (w przeciwieństwie do swych współbraci z Kijowa), zabrakło jednak doświadczonych dowódców i zaopatrzenia. Z tego powodu, po przybyciu odsieczy, w skład której weszły także oddziały z Wielkopolski, losy wojny przechyliły się na stronę polską. Jednak na pełne zwycięstwo trzeba było poczekać jeszcze kilka miesięcy.

Dlaczego mimo sukcesów m.in. we Lwowie generał został wysłany do Francji jako Szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu?

Paryż czerwiec 1919 r. Gen. Tadeusz Rozwadowski jako szef Polskiej Misji Wojskowej

Przyczyna odejścia generała ze stanowiska dowódcy Armii Wschód ma skomplikowany charakter. Naciski były z różnych stron, bo Rozwadowski naraził się zarówno lwowskim narodowym demokratom jak i socjalistom, a Naczelny Wódz bardzo szybko przystał na zmianę dowodzącego. Na nowej placówce gen. Rozwadowski położył fundamenty pod przyszły sojusz polsko-rumuński i polsko-francuski. Jego zasługą jest też sprowadzenie do Polski lotników amerykańskich, którzy zasłużyli się w wojnie polsko-bolszewickiej, współtworząc Eskadrę im. Tadeusza Kościuszki.

Dopiero w najtrudniejszym momencie, gdy wydawało się, że padnie Warszawa Józef Piłsudski wzywa Rozwadowskiego na ratunek stolicy. Na wszystkich rozkazach operacyjnych od 12 do 16 sierpnia widnieje podpis generała. Podobno dlatego, że Piłsudski załamał się nerwowo, co potwierdza złożenie przez niego 12 sierpnia 1920 r. na ręce Premiera Witosa dymisji z piastowanych stanowisk…

– Rzeczywiście generał objął stanowisko szefa Sztabu Generalnego w przełomowym momencie wojny. O depresji Marszałka pisało też wielu polityków w swych wspomnieniach. Pisał o tym także w swym szkicu gen. Kukiel, ale tekst ten dotąd nie został opublikowany.

Kto był autorem planu zwycięskiej bitwy warszawskiej?

Niewątpliwie Rozwadowski. To on także zmodyfikował pierwotne plany wzmacniając lewe skrzydło wojsk polskich rozkazem nr 10000.

Jaki wpływ na zwycięstwo miało złamanie rosyjskich szyfrów? Skutecznie wykorzystano przechwycone informacje?

– Wiedza o zamiarach przeciwnika jest równie istotna jak oręż, którym się walczy. Bronią tą trzeba jednak umieć się posłużyć, tymczasem bolszewicy doszli aż pod Warszawę.

Zaraz po zakończeniu z sukcesem operacji warszawskiej rozpoczęła się inna, tym razem propagandowa walka. Spierano się autorstwo warszawskiego zwycięstwa. Wydaje się, że w tym sporze najlepiej wypadł Piłsudski….

Gen. Tadeusz Rozwadowski

Rozwadowski

– Do końca wojny, a nawet po jej zakończeniu Rozwadowski nie uczestniczył w sporach na ten temat. Zachowywał bardzo lojalną postawę wobec Naczelnego Wodza, co najbardziej uwidoczniło się w okresie afery Biura Prasowego Sztabu. Przełomem było wystąpienie publiczne socjalisty Jędrzeja Moraczewskiego, który ujawnił, że były dwa plany bitwy: jeden Rozwadowskiego drugi Weyganda, z których Piłsudski wybrał bardziej ryzykowny, opracowany przez swego szefa sztabu. Nastąpiło to dopiero w 1922 r. i dopiero wówczas rozpoczęła się burza, w którą został wciągnięty Rozwadowski.

Piłsudski bał się popularności Rozwadowskiego? Mimo to powierzył mu stanowisko Generalnego Inspektora Jazdy…

– Po wojnie generał nie zabiegał o stanowiska, które wikłałyby go w bieżącą politykę, a takimi były z pewnością: szefostwo Sztabu Generalnego, czy stanowisko ministra spraw wojskowych. Z zadowoleniem objął natomiast Generalny Inspektorat Jazdy/Kawalerii. W 1924 r. współtworzył wielką reformę tej narodowej broni Polaków. Likwidacji uległa wówczas kawaleria dywizyjna, a z 10 istniejących pułków strzelców konnych utworzono normalne pułki liniowe, których liczba wzrosła do 40. Utworzono 4 dywizje kawalerii złożone z trzech dwupułkowych brygad, a pozostałe pułki weszły w skład samodzielnych brygad kawalerii. Reforma ta jest pozytywnie oceniana przez historyków, choć dziś pojawiają się też głosy, iż była niekonsekwentna, bo należało połączyć wszystkie pułki w dywizje.

Generał miał odmienną od Piłsudskiego i jego stronników wizję rozwoju polskiego wojska. Na czym ona polegała?

– No właśnie, po maju 1926 r. dywizje kawalerii zostały zlikwidowane. W Kampanii Polskiej 1939 r. brygady kawalerii, dzięki wielkiej ruchliwości, uzbrojeniu i wyszkoleniu, świetnie sobie radziły. Odnosiły też znaczące sukcesy, jak np.: pod Mokrą, ale były do „tylko” brygady szkoda, że zabrakło dywizji.

Nie zostały też zrealizowane pomysły Rozwadowskiego związane z tworzeniem samodzielnych jednostek pancernych, ani tzw. „armii wysokiego pogotowia„, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w obliczu najazdu ze strony Niemiec lub Rosji. Armia taka miała być doskonale wyposażona, m.in.: w lotnictwo, zmodernizowaną kawalerię, i ”całkiem samodzielnie zorganizowane grupy specjalnej broni pancernej samochodowej”. Dziś taką formację nazwalibyśmy zapewne siłami szybkiego reagowania. Rozwadowski łączył gruntowną wiedzę techniczną z doświadczeniem bojowym i wyciągał wnioski. Domyślał się, że w przyszłej wojnie wzrośnie znaczenie broni pancernej i lotnictwa, stąd już 1921 r. wnioskował o powołanie specjalnego referatu w Sztabie Generalnym, który miał koordynować prace dotyczące obrony przeciwlotniczej i gazowej. Wymowny jest także fakt, iż jeden z ostatnich jego projektów dotyczył budowy nowego rodzaju bomby lotniczej.

W maju 1926 r. doszło do zamachu stanu, zginęło kilkuset Polaków w bratobójczej walce. Po drugiej strony barykady stał gen. Rozwadowski. To on dowodził wojskami wiernymi rządowi i konstytucji. Nie udało mu się jednak pokonać zamachowców. Czy Rozwadowski miał możliwości i środki, by zmienić bieg historii?

– Od terminu „zamach…„ czy „przewrót majowy„ wolę określenie gen. Kukiela – ”majowa wojna domowa”, które bardziej, moim zdaniem, oddaje to co wówczas się stało. Gwałtowność toczonych walk, determinacja obu stron i przekonanie o słuszności głoszonych idei potwierdzają tezę, iż w Warszawie w tych dniach miała miejsce regularna wojna domowa. Kolejnym dowodem na to jest udział w tym konflikcie ludności cywilnej. Wprawdzie większość warszawiaków opowiedziała się za Piłsudskim, szczególnie aktywne były oddziały Związku Strzeleckiego (członkowie Związku po zmobilizowaniu wzięli udział w walkach w sile sześciu kompanii),a także członkowie KPP…, ale po drugiej stronie opowiedziała się także wielu cywilów zwłaszcza młodzież studencka oraz członkowie Sokoła i ZHP. Symbolem oporu wobec zbrojnego zamachu była wreszcie śmierć, w niejasnych okolicznościach, studenta Karola Levittoux – stryjecznego wnuka słynnego konspiratora i carskiego więźnia. Ruch wojsk trwał także poza stolicą. W poszczególnych okręgach wojskowych formowano siły idące na pomoc walczącym stronom.

W nawiązaniu do drugiej kwestii – generał, niestety, popełnił w toku walk kilka znaczących błędów. Przede wszystkim drugiego dnia nie wykorzystał szansy zajęcia Ministerstwa i Dyrekcji Kolei z węzłami łączności kolejowej, co umożliwiłoby kontakt z prowincją oraz usprawniło transport posiłków dla wojsk rządowych. Zawiódł się także w kwestii pomocy ze strony płk. Modelskiego, który dał się zaskoczyć i aresztować w Cytadeli.

Na obronę generała należy przytoczyć fakt, podkreślany już w pracy Stanisława Hallera o maju 1926 r., że obrońcy rządu i Prezydenta nie wiedzieli na kogo mogą liczyć w Warszawie i kto został wciągnięty do spisku. Warto także podkreślić, iż Rozwadowski przegrał bitwę o stolicę, ale nie został pokonany. Siły, którymi dysponował, zdołały się wycofać, a o kapitulacji zadecydowali politycy i to w momencie, gdy pod Warszawą pojawiły znaczniejsze siły, które mogły zupełnie zmienić wynik tego konfliktu. Ciekawostką jest, że oddziałami przeciwnika dowodził nie Piłsudski lecz gen. Gustaw Orlicz-Dreszer, którego Rozwadowski oceniał jako jednego z najwybitniejszych dowódców kawalerii.

Rozwadowski wydał wówczas rozkaz, w który wzywał do pojmania przywódców spisku nawet za cenę ich życia…

– W ferworze walk dowódca wojsk rządowych rzeczywiście wydał taki rozkaz. Wówczas, a czasami jeszcze i dziś, jest on przywoływany jako przykład małoduszności i zacietrzewienia Rozwadowskiego. Należy jednak pamiętać w jakich warunkach i pod jaką presją przyszło mu działać. Ówczesne wystąpienie traktował jako początek rewolucji i najprawdopodobniej wiedział o porozumieniu strony przeciwnej z komunistami.

Czy była szansa na złapanie Piłsudskiego?

– Szans na ujęcie Piłsudskiego raczej nie było. Zachodziła natomiast obawa, że w razie klęski wycofa się do Wilna, gdzie miał największe poparcie i będzie kontynuować działania wojenne, które rozleją się na inne regiony Polski. Takiego obrotu spraw obawiali się prezydent Wojciechowski i premier Witos dlatego podjęli decyzję o kapitulacji.

Piłsudski 22 maja 1926 r. wydał odezwę, w której obiecywał, że nie wyciągnie konsekwencji wobec pokonanych. Mówił też o zgodzie i pojednaniu. Kłamał, bo kilku generałów, w tym Rozwadowskiego aresztowano…

Maj 1926 r. Wilanów. Gen. Rozwadowski jako więzień marsz. Józefa Piłsudskiego. Jeszcze przed przewiezieniem do Wilna.

– Generałów: Rozwadowskiego, Włodzimierza Zagórskiego, ministra spraw wojskowych Juliusza Malczewskiego oraz Bolesława Jaźwińskiego rzeczywiście aresztowano i wywieziono do Wojskowego Więzienia Śledczego na Antokolu w Wilnie. Aby zatrzeć wrażenie, że jest to zemsta za ich postawę w maju, wysunięto wobec nich zarzuty natury kryminalnej, a w przypadku gen. Malczewskiego zarzut lżenia wziętych do niewoli szwoleżerów z 1. Pułku Szwoleżerów oraz niektórych oficerów strony przeciwnej. Później dodano Malczewskiemu także zarzut o obrazę wyższego stopniem – marszałka Józefa Piłsudskiego, o którym generał miał się wyrazić: „słuchacie tego starego dziada Piłsudskiego”. W prasie z tego okresu z premedytacją kłamano natomiast, że Malczewski miał bić szpicrutą i opluwać pojmanych szwoleżerów, zarzutu tego próżno jednak szukać w dostępnych dokumentach wojskowych. Żadnemu z wymienionych generałów nie udowodniono też winy. Sprawę Malczewskiego umorzono, Zagórski zaginął, a Rozwadowski i Jaźwiński zmarli zanim zakończyły się procesy w ich sprawie.

W jakich warunkach i jak długo przetrzymywano Rozwadowskiego, był to przecież oficer odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Wojennego Virtuti Militari?

– Warunki uwięzienia generałów mocno odbiegały od standardów już wówczas przyjętych w krajach europejskich. W przypadku wysokich szarżą i zasłużonych dowódców stosowano raczej areszt domowy. Tymczasem stare carskie więzienie, zlokalizowane w dawnym pałacu Słuszków na Antokolu w Wilnie, było w opłakanych stanie technicznym. Cele, z powodu awarii pieców, były zimne, a ze ścian odpadał tynk. Z powodu trudnych warunków lokalowych w więzieniu zamknięto także izbę chorych. Generała jednak najbardziej irytował fakt, że był przetrzymywany w sąsiedztwie pospolitych przestępców. Mimo tych upokarzających warunków zdecydowanie jednak odmawiał działań, których celem było wywołanie interwencji w jego sprawie, ze strony którejś z panujących rodzin europejskich. Uważał bowiem, że godziłoby to w dobre imię Polski na arenie międzynarodowej.

Rozwadowski wyszedł na wolność 18 maja 1927 r. po uprzednim przedstawieniu mu aktu oskarżenia. Jego uwolnienie poprzedziły różne akcje protestacyjne i uchwały Senatu. Głośnym echem odbiło się zwłaszcza wystąpienie rektora Uniwersytetu Wileńskiego – prof. Mariana Zdziechowskiego, który wydał własnym sumptem broszurę „Sprawa sumienia polskiego”.

Są hipotezy mówiące, że generała otruto. Z kolei innego generała Włodzimierza Zagórskiego miano zabić. O obu zbrodniach miał wiedzieć, a nawet je zlecić Piłsudski. Czy są na to dowody?

– Włodzimierz Zagórski padł ofiarą mordu politycznego i chyba większość historyków nie ma dziś wątpliwości w tej kwestii. W przypadku gen. Rozwadowskiego sprawa jest bardziej skomplikowana. Sam generał uważał, że był podtruwany w czasie transportu. Do tezy o otruciu przychylał się gen. Kukiel oraz słynny lwowski chirurg – prof. Tadeusz Ostrowski. Bezpośrednich dowodów w tej sprawie nie ma, ale wymowny jest fakt, iż władze wojskowe zabroniły sekcji zwłok.

Warto dodać, że po maju 1926 r. miała miejsce cała seria tajemniczych zgonów. Znawca archiwaliów wojskowych (twórca słynnych Tek Laudańskiego), a w czasie wojny polsko-sowieckiej oficer II Oddziału Sztabu – płk Stanisław Laudański zginął w 1926 r. śmiercią samobójczą. Gen. Jan Thullie wysuwany w 1925 r.( wbrew Piłsudskiemu) do stanowiska ministra spraw wojskowych zmarł w 1927 r. z powodu zatrucia rybą… Dziwne okoliczności towarzyszyły też śmierci generałów Jana Hempla i Oswalda Franka oraz kontradmirała Jerzego Zwierkowskiego.

Dziś Józef Piłsudski ma ulicę lub pomnik chyba w każdym mieście w Polsce. Rozwadowski do niedawna, nie miał nawet ulicy swojego imienia w Warszawie. Jest niezwykle zapomnianym generałem, dlaczego tak się dzieje?

Poświęcenie epitafium gen. Rozwadowskiego w Konkatedrze na Kamionku w Warszawie w 1994 r. Z lewej bp Zbigniew Kraszewski i delegacja Światowego Związku Żołnierzy AK. Z prawej zdjęcie epitafium gen. Rozwadowskiego wmurowane w ścianę kościoła. Kilka lat temu „nieznani sprawcy” próbowali płaskorzeźbę generała zniszczyć – na szczęście bezskutecznie.

– Winna temu jest propaganda i cenzura sanacyjna, a następnie cenzura komunistyczna. W latach 90. sytuacja bardzo wolno zaczęła się jednak zmieniać. Generałowi poświęcono kilka ulic, a ksiądz biskup Zbigniew Kraszewski – kapelan AK i duszpasterz kombatantów poświęcił, ufundowane staraniem rodziny Rozwadowskich i przyjaciół, epitafium generała w Kościele Konkatedralnym na Kamionku w Warszawie. Świątynia ta, dodam, powstała jako wotum stolicy za „cud nad Wisłą”, na terenie parafii gdzie, 13 sierpnia 1920 r., ks. Ignacy Skorupka odprawił mszę świętą i spowiadał żołnierzy 236. Pułku Piechoty, by następnego dnia zginąć pod Osowem. W moim rodzinnym Opolu powstało natomiast, z inicjatywy zastępcy prezydenta miasta – Arkadiusza Karbowiaka rondo im. gen. Tadeusza Rozwadowskiego.

W 2012 r. ważnym wydarzeniem była także premiera fabularyzowanego filmu dokumentalnego -„Zapomniany Generała. Tadeusz Jordan Rozwadowski„ w reżyserii Piotra Boruszkowskiego (autora świetnego dokumentu „Był Luksemburg„) i w redakcji wybitnego współczesnego dokumentalisty – Dariusza Króla. W filmie tym, w postać generała, wcielił się Tomasz Marzecki – lektor i aktor o niezwykłej charyzmie, guru polskich lektorów. Jego głos mogli Państwo usłyszeć ostatnio w filmach historycznych: „Rok 1863” oraz ”Po co ci te chłopy” – rzecz o Karolu Lewakowskim.

Nie mogę nie wspomnieć również o Państwa tj. redakcji portalu historia.org.pl, inicjatywie, dzięki której w Warszawie istnieje dziś ulica Rozwadowskiego, choć mam świadomość, że to ciągle mało. Pomijam tu już Józefa Piłsudskiego, ale wspomniany gen. Orlicz- Dreszer ma w Warszawie na Mokotowie park swego imienia, jest patronem 60. Wieliszewskiego Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej oraz osiedla w Siedlcach i liceum w Chełmie, a jego imieniem nazwane są ulice w wielu polskich miastach.

Warszawa lata osiemdziesiąte XX w. Klepsydra informująca o nabożeństwie rocznicowym rozklejana nielegalnie przez narodowców.

Wracając do gen. Rozwadowskiego, to cechą charakterystyczną chyba wszystkich uroczystości związanych z jego postacią jest brak oficjalnych przedstawicieli władz państwowych i wojskowych. Nazwisko generała rzadko także pada w czasie apelu poległych, jaki odbywa się co roku podczas uroczystości 11. Listopada przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Jest to o tyle dziwne, że miał on istotny wpływ na tworzenie fundamentów polskiej armii i rozbrojenie okupantów w Warszawie, a także był współtwórcą pomnika – Grobu Nieznanego Żołnierza. Najprawdopodobniej pierwszy szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego nie został także patronem żadnej z jednostek wojskowych…

Widział Pan może film „Bitwa warszawska” Jerzego Hoffmana? Zgodzi się Pan z tezą, że rola Rozwadowskiego została w nim sprowadzona do groteski?

– Nie spodziewałem się wiele po filmie Jerzego Hoffmana, bo rozczarowało mnie już sienkiewiczowskie „Ogniem i mieczem„ w jego adaptacji. Zachęciła mnie jednak informacja, że scenariusz filmu nawiązuje do „Lewej wolnej„ Józefa Mackiewicza. I tu kolejne rozczarowanie bo w „Bitwie warszawskiej” niewiele jest z Mackiewicza, no może przywołanie oddziału kozaków dowodzonych przez sotnika Kryszkina, którego grał Domagarow. Natomiast Michał Dzięgiel (słynny gospodarz z ”Wesela”) w roli gen. Rozwadowskiego jest rzeczywiście zupełnie bez wyrazu; bezwolnie potakuje marszałkowi, tak jakby grał ordynansa, a nie szefa Sztabu Generalnego i to niezależnie od faktycznej roli Rozwadowskiego w tych wydarzeniach. W filmie błyszczy natomiast Natasza Urbańska, która zagrała w pewnym sensie samą siebie i dała z siebie wszystko. Na tle swych poprzedniczek z wcześniejszych wielkich produkcji Hoffmana, tj. Małgorzaty Braunek i Izabeli Skorupco wypada też całkiem nieźle.

Na próby odebrania Piłsudskiemu roli jedynego autora bitwy warszawskiej środowiska piłsudczykowskie reagują alergicznie.

– Kwestia autorstwa bitwy rzeczywiście wywołuje sprzeciw, ale i tu nastąpiły pewne zmiany. Niektórzy przedstawiciele tego środowiska dziś już doceniają wkład gen. Rozwadowskiego w organizację i rozbudowę polskiego wojska, a także krytycznie piszą o decyzjach i postępowaniu marszałka po maju 1926 r. i potępiają uwięzienie generałów.

Myśli Pan, że uda się wreszcie przełamać zmowę milczenia wokół generała?

– Sądzę, że to już się dzieje, czego przykładem ta rozmowa…

* dr Mariusz Patelski – od 2002 r. adiunkt w Katedra Biografistyki Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego. Członek Stowarzyszenia Polsko-Serbołużyckiego „Pro Lusatia„ oraz Polskiego Towarzystwa Historycznego Oddział w Opolu. Członek redakcji „Pro Lusatii. Opolskich studiów łużycoznawczych„ oraz redakcji ”Tek Biograficznych”. Autor biografii Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski – żołnierz i dyplomata.

===================================

Bruno Wielkopolski@BWszechpolski

Wspomnijmy prawdziwych ojców i architektów VICTORII WARSZAWSKIEJ 1920 – Tadeusz Jordan Rozwadowski, Józef Haller, Władysław Sikorski, Włodzimierz Zagórski, Franciszek Latinik, Bolesław Roja…

Cześć ich pamięci! Chwała Bohaterom 7:18 PM · 14 sie 2022·

W odpowiedzi do @BWszechpolski i @Chris66860798

W czasie bitwy Piłsudski złożył rezygnację na ręce Witosa i schował się pod spódnice kochanki w Bobowej pod Nowym Sączem… Dlatego te bitwę nazwano…. CUDEM!

Zdjęcie

================

mail:

Nie zdarzyło się chyba w historii, by wódz naczelny Armii na początku toczącej się decydującej bitwy z wrogiemzdezerterował

Piłsudski, po złożeniu dymisji na ręce premiera Witosa [przy świadkach], podobno w depresji, wyjeżdżał czy uciekał do kochanki. Żona Maria z Koplewskich Piłsudska, I voto Juszkiewiczowa mieszkała wtedy w Krakowie. Tak stało się 12 sierpnia. Gdy decydująca bitwa zwana słusznie Cudem nad Wisłą została już rozegrana i wygrana pod dowództwem gen. Rozwadowskiego, Piłsudski wrócił do armii i po paru dniach, z dywizjami stojącymi pod Dęblin przemieszczał się za uciekają armią bolszewicką bez kontaktu z wrogiem. Kontakt ten nawiązali dopiero trzy czy cztery dni po przełomie w bitwie. Sobie przypisał to zwycięstwo, a gen. Rozwadowskiego kazał wsadzić do więzienia – za przypisane mu drobne kradzieże….

Bezpośrednie linie energetyczne: Czemu rządzący blokują szanse na mniej drogą energię?

Konflikt w rządzie. Dwa resorty kłócą się o przepisy. W tle szansa na tanią energię

Agnieszka Zielińska https://www.money.pl/gospodarka/konflikt-w-rzadzie-dwa-resorty-kloca-sie-o-przepisy-w-tle-szansa-na-tania-energie-6799862826028000a.html

Jest pomysł, którego realizacja mogłaby obniżyć ceny energii. Sprawa musiałaby jednak mieć błogosławieństwo rządu i podparcie w przepisach. Mowa o budowie linii bezpośrednich łączących producentów energii z odbiorcami. Wszystko szło dobrze, pojawił się projekt przepisów podpisany przez resort rozwoju. Po czasie jednak ów zapis zniknął. Jak się okazuje – to efekt bratobójczej walki pomiędzy resortami rozwoju i środowiska.

Resort kierowany przez minister Annę Moskwę wykreślił z projektu ustawy przepisy dotyczące budowy linii bezpośrednich.

W Europie linie bezpośrednie jako pomysł na obniżenie cen energii od dawna nie są już żadną nowością. Gdy w Polsce trwa starcie opinii, państwa zachodnie już to realizują. Z takich rozwiązań korzystają już odbiorcy przemysłowi m.in. w Niemczech. Przykładem jest fabryka Airbusa w mieście Donauwörth w Bawarii, która będzie zasilana energią słoneczną. Jednak farma fotowoltaiki, która będzie napędzać zakład, zostanie wybudowana w odległości kilku kilometrów od niego. Z fabryką połączy ją specjalnie postawiona linia średniego napięcia.

Dzięki liniom bezpośrednim obniżą rachunki

Dlaczego przemysł w Europie korzysta z takich rozwiązań? Powód jest prosty. Budowa linii bezpośrednich to same korzyści — umożliwia rozwój OZE (odnawialne źródła energii), zwłaszcza lokalnie, a odbiorcom przemysłowym znacząco pomaga obniżyć rachunki za energię.

Niestety w Polsce dotąd takie rozwiązania nie były dostępne. Główną barierą był brak odpowiednich przepisów. Teoretycznie, zgodnie z obecnymi regulacjami, aby wybudować taką linię, trzeba wystąpić o zgodę do prezesa URE. W praktyce zgody jednak nie dostaniemy, bo takie rozwiązania są zarezerwowane dla odbiorców trwale odłączonych od sieci energetycznej.

Jednak w połowie ubiegłego roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska rozpoczęło prace nad nowelizacją ustawy Prawo energetyczne oraz ustawy o odnawialnych źródłach energii, które miały zmienić tę sytuację, czyli w praktyce umożliwić budowę linii bezpośrednich.

Operatorzy sieci są niechętni, bo mniej zarobią

Niestety, od razu zaczęły się schody. Kością niezgody stały się zwłaszcza opłaty dystrybucyjne. Dlaczego? W marcu pisaliśmy, że rozwój linii bezpośrednich jest nie na rękę operatorom sieci. Głównym powodem jest fakt, że takie linie umożliwiają dostarczenie energii z pominięciem transportu energii za pośrednictwem sieci, co teoretycznie oznacza brak konieczności wnoszenia opłaty dystrybucyjnej.

Zdaniem prezesa URE Rafała Gawina to nie jest korzystne. Powód?

– Odbiorcy korzystający z linii bezpośrednich byliby zwolnieni zarówno z opłat dystrybucyjnych, z opłat za korzystanie z sieci energetycznej, jak i z opłaty OZE, opłaty kogeneracyjnej i opłaty mocowej. Powstałaby zatem sytuacja, w której nie ponosiliby adekwatnych kosztów utrzymania funkcjonowania systemu elektroenergetycznego, pomimo że nadal korzystaliby z niego – wyjaśniał w maju na łamach portalu wnp.pl.

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki na tym nie poprzestał i zaproponował, aby odbiorcy przyłączeni do linii bezpośredniej byli obciążeni stałymi opłatami związanymi z funkcjonowaniem systemu elektroenergetycznego – w podobnej wysokości, które ponoszą odbiorcy energii elektrycznej przyłączeni do sieci.

Anna Moskwa jest przeciwna, Olga Semeniuk to popiera

Tymczasem organizacje przedsiębiorców, które również chciały zgłosić swoje uwagi do projektu nowelizacji prawa energetycznego oraz ustawy o OZE, dowiedziały się, że resort klimatu, kierowany przez minister Annę Moskwę, całkowicie wykreślił z projektu ustawy przepisy dotyczące budowy linii bezpośrednich.

W dodatku stało się to wbrew stanowisku Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Resort ten napisał więc w kolejnych uwagach do projektu, że: „nieprowadzenie rozwiązań ułatwiających wykorzystanie linii bezpośredniej przez poszczególne sektory gospodarki, zwłaszcza przemysł energochłonny, może w istotny sposób niekorzystnie wpłynąć na koszty produkcji, a nawet decydować o rentowności przedsiębiorstw krajowych”.

Olga Semeniuk, wiceminister resortu rozwoju jest wielką orędowniczką budowy linii bezpośrednich. Jej zdaniem mogą one ograniczyć wpływ rosnących cen energii na sektor przesyłu, który boryka się dziś ze wzrostem kosztów spowodowanym m.in. obecną sytuacją gospodarczą i geopolityczną, związaną z inwazją Rosji na Ukrainę i koniecznością zastąpienia importu surowców energetycznych z Rosji.

„Dlatego MRiT zastrzega sobie możliwość wniesienia całościowej propozycji zapisów regulujących tę kwestię na etapie Stałego Komitetu Rady Ministrów” – napisała wiceminister w uwagach do projektu.

To będzie bodziec do inwestowania w OZE

Przedstawiciele przemysłu są również zdziwieni wykreśleniem przepisów. Henryk Kaliś, prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu w rozmowie z money.pl zaznacza, że stanowisko przedstawicieli przemysłu w tej kwestii jest jasne. Rezygnacja z budowy linii bezpośrednich przekreśli szansę na transformację polskiego przemysłu.

– Linie bezpośrednie umożliwią rozwój odnawialnej energetyki przemysłowej i stworzą zachęty do inwestowania w odnawialne źródła energii – przekonuje Henryk Kaliś.

Jego zdaniem energię odnawialną dostarczaną linią bezpośrednią należy więc zwolnić z obciążeń finansowych wynikających z funkcjonujących w energetyce systemów wsparcia, a także z podatku akcyzowego.

Henryk Kaliś przypomina także, że we Francji, w Wielkiej Brytanii, a także m.in. na Łotwie, w Holandii oraz w Szwecji budowa linii bezpośrednich nie jest obciążona żadnymi dodatkowymi kosztami.

Bez taniej energii przemysł widzi przyszłość w czarnych barwach

Przedstawiciele sektora przemysłu mówią, że bez dostępu do odnawialnych źródeł nie utrzymają konkurencyjności produkcji, polski przemysł nie będzie mógł także uniezależnić się od rosyjskich surowców.

– Wprowadzanie linii bezpośrednich nie byłoby konieczne, gdyby rząd zaproponował inny sposób, aby dostarczyć energochłonnym branżom tanią energię odnawialną. Problem w tym, że nie ma takich pomysłów. Dlatego perspektywy funkcjonowania firm z energochłonnych branż rysują się dziś w czarnych barwach – twierdzi Henryk Kaliś.

Dodaje, że przemysł nie może dłużej czekać. Budowa elektrowni atomowych się nie rozpoczęła, z kolei elektrownie wiatrowe mają powstać w większej liczbie na Bałtyku dopiero po 2030 roku.

– Dlatego trzeba jak najszybciej uwolnić te zasoby, które są możliwe do wykorzystania już dzisiaj, czyli lądową energetykę wiatrową, która może zapewnić przemysłowi tanią energię produkowaną samodzielnie lub dostarczaną z wykorzystaniem linii bezpośrednich – postuluje prezes.

Bez przepisów inwestorzy też sobie jakoś radzą

Dr hab. Robert Zajdler, ekspert ds. energetycznych Instytutu Sobieskiego uważa, że budowa linii bezpośrednich w Polsce powinna być ułatwiona, bo wynika to także z regulacji UE. Jego zdaniem wprowadzenie możliwości budowy takich linii byłoby także dodatkową presją na monopolistów, aby chętniej przyłączali nowych użytkowników do sieci. Tymczasem obecnie inwestorzy coraz częściej dostają odmowy, zarówno w przypadku przełączeń do sieci gazowej, jak i nowych źródeł OZE, a także farm fotowoltaicznych.

— Dlatego w momencie, gdy nie ma przejrzystych przepisów, inwestorzy radzą sobie w inny sposób, budują takie linie, następnie w umowie deklarują, że są one instalacją wewnętrzną lub źródłem energii na własne potrzeby — komentuje.

Jacek Kosiński, adwokat i partner w kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni, także uważa, że wykreślenie przepisów o liniach bezpośrednich jest złe. W dodatku jego zdaniem rządowy projekt ułatwiał ich budowę w ograniczonym stopniu.

– Aktualnie mamy kryzys przyłączania nowych jednostek OZE do sieci elektroenergetycznej. Linia bezpośrednia mogłaby częściowo wyjść naprzeciw potrzebom odbiorców. Ostatni projekt zmian ułatwiał to jednak w niewielkim stopniu – mówi.

Jako przykład podaje, że projekt wprowadzał np. ograniczenia dotyczące własności gruntów, na których mogłaby być zlokalizowana linia bezpośrednia i łącznej maksymalnej mocy przyłączanych jednostek wytwórczych.  Niestety teraz nawet takie zmiany nie wejdą w życie.

Bez zielonej energii nie zbudujemy konkurencyjnej gospodarki

Nasi rozmówcy przyznają nieoficjalnie, że rysuje się wyraźna oś podziału sporu. Resort klimatu bierze pod uwagę głos operatorów sieci, a z kolei ministerstwo rozwoju przedstawicieli przemysłu.

Nasi rozmówcy dodają jednocześnie, że na całym świecie coraz ważniejszym elementem w produkcji przemysłowej staje się tzw. ślad węglowy i  konieczność ograniczenia go. – Do tego celu niezbędna jest zielona energia. Najlepiej byłoby, aby trafiała do przemysłu bezpośrednio – mówi Piotr Czopek, dyrektor ds. regulacji w Polskim Stowarzyszeniu Energetyki Wiatrowej.

Druga sprawa, która jego zdaniem wiąże się z tym tematem, to zielony wodór. Surowiec, który uważany jest za przyszłość energetyki będzie wytwarzany w oparciu o energię elektryczną pochodzącą z OZE.

– Do tego celu niezbędna będzie linia bezpośrednia. Energia, która zostanie wykorzystana do wytworzenia wodoru, musi być energią odnawialną. Jeżeli chcemy więc stworzyć przyszłościową gospodarkę opartą na wodorze, musimy zacząć budować linie bezpośrednie – wyjaśnia.

Ekspert odnosi się także do zastrzeżeń URE związanych z nowymi regulacjami, w tym obaw, że w ich efekcie w sieci będzie mniej energii, dlatego opłaty dystrybucyjne mogą wzrosnąć, co odczują wszyscy odbiorcy.

– Naszym zdaniem to błędna teza, w kontekście linii bezpośrednich mówimy przecież o nowych źródłach wytwórczych i nowych projektach. Gospodarka, która chce się rozwijać, będzie potrzebowała nowej energii, dlatego obawy URE są na wyrost – ocenia Piotr Czopek.

Piotr Czopek uważa, że regulacje umożliwiające budowę linii bezpośrednich są także niezbędne z innego powodu. – Operatorzy sieci wydają coraz więcej odmów dla nowych instalacji OZE, dlatego wprowadzenie nowych regulacji umożliwiających budowę linii bezpośrednich nabiera coraz większego znaczenia. – mówi.

Przygotowując ten artykuł, wysłaliśmy we wtorek pytania do obu resortów, klimatu i rozwoju. Pierwszy zapytaliśmy o to, jaki był powód usunięcia zapisu o budowie linii bezpośrednich z ustawy. Na odpowiedzi obu resortów wciąż czekamy.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka money.pl

Przełom: Baterie redox, w tym wanadowe, to już teraźniejszość magazynowania energii.

Amerykańscy naukowcy opracowali idealną baterię, którą rządowy Departament Energii przekazał… Chinom

W 2012 roku grupa naukowców zatrudnionych w rządowych laboratoriach przez amerykański Departament Energii (DOE) dokonała niewiarygodnego wynalazku: opracowali niemal idealną baterię.

Grupa kilkudziesięciu naukowców pracujących w Mukileto w stanie Waszyngton, przez kilkanaście lat zajmowała się pracami nad baterią, tzw. wanadową przepływową wykorzystującą reakcje redukcji i ulteniania, zwaną w skrócie baterią redox (VRFB).

Baterie redox można niemal błyskawicznie naładować, mają ogromną gęstość energii, mają wielkie możliwości magazynowania, nieograniczoną pojemność, mogą też bezterminowo trwać w stanie rozładowania bez żadnego uszczerbku, są bezpieczne, niepalne, pracują w temperaturze pokojowej, mogą osiągać do 20 tysięcy cykli ładowania/rozładowania, można je dowolnie skalować (powiększać moc poprzez proste dołączenie zbiorników z elektrolitem), itd.

Same zalety, a z wad chyba najważniejszą jak na razie jest dostępność wanadu i jego cena. [Sprawdzam: 40 zł/kg – to nie jest dużo. Uważam, że najważniejsze to to, że SĄ . kłótnie między państwami – to szczegół. MD]

Prace trwały.

W praktyce, bateria VFRB, wielkości lodówki domowej, mogłaby dostarczać energię dla średniego domu [jak długo? MD] i pracować przez 30 lat bez przerwy.

=====================

Teraz okazuje się – poprzez wybuchową relację amerykańskiego radia publicznego National Public Radio – że całą technologię, całą włożoną przez naukowców pracę, rządowy Departament Energii przekazał… Chinom.

Chińczycy nie ukradli technologii, nie skopiowali jej, lecz po prostu otrzymali ją od amerykańskiego DOE, która najpierw w 2017 roku udzieliła Chinom sublicencji, a w 2021 roku – przekazała pełną licencję. Przekazała stronie chińskiej, pomimo tego, że o licencję starały się firmy amerykańskie, w tym Forever Energy, z siedzibą w Bellevue (stan Waszyngton). Przekazała – w na razie niewyjaśnionych okolicznościach – efekt przełomowych prac opłacanych przez amerykańskiego podatnika.

Teraz Chiny przodują w projekcie największej, najdoskonalszej baterii na świecie, przy której litowo-jonowe baterie Tesli to relikt technologiczny. Prace są zaawansowane i ocenia się, że Stany Zjednoczone nie będą w stanie szybko nadrobić dystansu technologicznego.

Departament Energii odmówił udzielenia wywiadu i spotkania się z dziennikarzami radia publicznego NPR chcącymi ustalić czy chodzi np. o korupcję i wyjaśnić ten niewątpliwy skandal polityczno-biznesowy, a w tym czasie Chiny w swoich laboratoriach w miejscowości Dalian, doskonalą prace nad największą farmą bateryjną świata, złożoną z baterii wanadowych.

Właśnie dwa tygodnie temu, 21 lipca br. ogłoszono o uruchomieniu w Dalian pierwszej fazy największej na świecie farmy baterii VRFB o potężnej mocy 200 MW/800 MWh, a w Hubei planuje się już wybudowanie fabryki do masowej produkcji baterii, o rocznej zdolności produkcyjnej 1000 MWh.

W Hokkaido w 2015 roku japońska firma Sumitomo Electric uruchomiła dotychczas największą na świecie baterię VRFB, która jednak jest co najmniej 10 razy mniejsza (17 MW / 51 MWh) niż chiński olbrzym. W Stanach Zjednoczonych największą tego typu baterią – o mocy 2 MW/8 MWh – jest instalacja w Kalifornii, uruchomiona również przez japoński koncern Sumitomo.

Oprac. www.bibula.com 2022-08-07

Franciszek spełnia podwójną rolę: jako szef sekty okupującej Watykan i jako inkwizytor Kościoła. διάβολος…

Arcybiskup Viganò o wizycie Franciszka w Kanadzie

REDDE RATIONEM VILLICATIONIS TUÆ,
JAM ENIM NON POTERIS VILLICARE

Give an account of thy stewardship,
for now thou canst be steward no longer

I wezwał go i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z włodarstwa twego; albowiem już włodarzyć nie będziesz mógł. [Łuk.16,2]

My wife, when asked who converted her to Catholicism, always answers, ‘the devil’”.G.K. Chesterton

Nie przypadkiem Szatan nazywany jest διάβολος, z podwójnym znaczeniem kłamcy i oskarżyciela. Szatan kłamie, bo nienawidzi Prawdy, czyli Boga w Jego Esencji. Kłamie, bo gdyby powiedział prawdę, ujawniłby swoje własne oszustwa. Kłamie, bo tylko kłamiąc może być także oskarżycielem naszych braci, „tym, który dniem i nocą oskarża ich przed naszym Bogiem” (Ap 12, 10). I tak jak Najświętsza Dziewica, tabernakulum Słowa Wcielonego, jest advocata nostra, tak szatan jest naszym oskarżycielem i tym, który wzbudza fałszywe świadectwo przeciwko sprawiedliwym.

Rewolucja – która jest obaleniem boskiego kosmosu w celu wprowadzenia piekielnego chaosu – nie mając argumentów na zdyskredytowanie Kościoła Chrystusowego i chrześcijańskiego społeczeństwa, które przez wieki było przez niego inspirowane i kierowane, ucieka się do oszczerstw i manipulacji rzeczywistością. Cancel Culture to nic innego, jak próba wystawienia Civitas Dei na próbę, aby ją potępić bez dowodów, narzucając civitas diaboli jako  odpowiednik rzekomej wolności, równości i braterstwa. W tym celu, jak widać, uniemożliwia masom poznanie prawdy, ponieważ jego oszustwo opiera się na ignorancji i złej wierze.

Ta przesłanka jest konieczna, aby zrozumieć wagę zachowania tego, który uzurpuje sobie zastępczą władzę wynikającą z najwyższego autorytetu Kościoła, aby oczerniać i oskarżać go przed światem, w groteskowej parodii procesu Chrystusa przed Sanhedrynem i Piłatem. Przy tej okazji również władza cywilna wysłuchała fałszywych oskarżeń wysuwanych przeciwko naszemu Panu i chociaż uznała Jego niewinność, kazała Go ubiczować i ukoronować cierniem, aby zadowolić lud, który został podburzony przez arcykapłanów i uczonych w Piśmie, a następnie wysłała Go na śmierć, krzyżując Go z najbardziej upokarzającymi torturami. Członkowie Sanhedrynu nadużyli więc swojej władzy duchowej, tak jak prefekt Judei nadużył swojej władzy cywilnej.

Ta sama farsa powtarzała się w historii tysiące i tysiące razy, ponieważ za każdym kłamstwem, za każdym bezpodstawnym oskarżeniem przeciwko Chrystusowi i przeciwko Jego Mistycznemu Ciału, którym jest Kościół, kryje się diabeł, kłamca, oskarżyciel.

I jest oczywiste, ponad wszelką rozsądną wątpliwość, że to szatańskie działanie inspiruje wydarzenia relacjonowane w prasie w ostatnich dniach, od perfidnego mea culpa Bergoglio za rzekome grzechy Kościoła katolickiego popełnione w Kanadzie przeciwko rdzennym mieszkańcom, po jego udział w pogańskich obrzędach i piekielnych ceremoniach przywoływania zmarłych.

Jeśli chodzi o „winy” jezuickich misjonarzy, myślę, że Corrispondenza Romana  odpowiedziała wyczerpująco, wyliczając brutalność, jakiej poddani byli męczennicy z Kanady z rąk Indian Irokezów. To samo dotyczy rzekomych oskarżeń związanych z indiańskimi szkołami z internatem, które państwo powierzyło Kościołowi katolickiemu i anglikanom w celu ucywilizowania rdzennej ludności i sprzyjania asymilacji do chrześcijańskiej kultury kraju.

Tym sposobem odkrywamy, że „Oblaci [Maryi Niepokalanej] byli jedynymi obrońcami tradycyjnego języka i sposobu życia Indian w Kanadzie, w przeciwieństwie do rządu i Kościoła Anglikańskiego, które nalegały na integrację, która wykorzeniła rdzennych mieszkańców z ich pochodzenia”. Dowiadujemy się również, że rzekome „kulturowe ludobójstwo” rdzennej ludności, którym Komisja de vérité et réconciliation miała się zająć w 2008 roku, zostało następnie przekształcone, bez żadnych podstaw czy prawdopodobieństwa, w „fizyczne ludobójstwo”, dzięki absolutnie fałszywej kampanii medialnej, którą wspierał premier Justin Trudeau, uczeń Klausa Schwaba i notoryczny zwolennik globalizmu i Agendy z Davos.

Pomimo, że prawda została oficjalnie uznana także przez ekspertów i bezstronnych historyków, to jednak kult kłamstwa kontynuował swój nieubłagany proces, którego kulminacją były oficjalne przeprosiny głowy Kościoła, zażądane przez Trudeau i natychmiast uczynione swoimi przez Bergoglio, który nie mógł się doczekać, aby po raz kolejny upokorzyć instytucję, którą niegodnie reprezentuje.

W swoim zapale, aby pobłażać oficjalnej narracji i zadowolić swoich mistrzów, Trudeau i Bergoglio uważają za nieistotny szczegół całkowity brak dowodów na temat rzekomych masowych grobów, w których rzekomo potajemnie pochowano setki dzieci. To powinno wystarczyć, aby wykazać ich złą wolę i pretensjonalność ich oskarżeń i mea culpa; również dlatego, że reżim prasowy żąda głów wrogów ludu i doraźnych procesów, ale nie spieszy się, gdy należy rehabilitować niewinnych ludzi, którzy są fałszywie oskarżeni.

Cel tej plugawej operacji medialnej jest aż nazbyt oczywisty: zdyskredytować przeszłość Kościoła katolickiego jako winną najgorszych okrucieństw, aby uprawomocnić jego obecne prześladowania, zarówno przez państwo, jak i przez samą Hierarchię. Ponieważ ten Kościół, „nietolerancyjny”, „sztywny” Kościół katolicki, który głosił Ewangelię wszystkim narodom i który pozwalał swoim misjonarzom na męczeństwo ze strony plemion zanurzonych w barbarzyństwie pogaństwa nie może już dłużej istnieć, nie może „prozelityzować” – jest to  „poważny nonsens”, „bardzo poważny grzech przeciwko ekumenizmowi” – i nie może twierdzić, że posiada jakąkolwiek Prawdę, której mógłby nauczać narody dla zbawienia dusz.

Sam Bergoglio chce, żebyśmy wiedzieli, że nie ma nic wspólnego z tym Kościołem,  nienawidzi doktryny, moralności i liturgii tego Kościoła, do tego stopnia, że bezlitośnie prześladuje wielu wiernych, którzy jeszcze nie zrezygnowali z podążania za nim w kierunku otchłani apostazji i którzy chcieliby czcić Boga apostolską Mszą.

Nie, żeby ktokolwiek kiedykolwiek myślał, że Jorge Mario może być w jakikolwiek sposób katolikiem: każdy jego wyraz twarzy, każdy gest, każdy ruch zdradza taką niecierpliwość wobec tego, co choćby w najmniejszym stopniu przypomina naszego Pana, że teraz jego świadectwa bezwyznaniowości i świętokradczości są już zbyteczne.

Widząc go beznamiętnie przyglądającego się satanistycznym obrzędom przywoływania zmarłych, wykonywanym przez szamana, jeszcze bardziej pogłębia się skandal związany z oddawaniem  bałwochwalczej czci piekielnej pachamamie w Bazylice Watykańskiej, a tym samym bezczeszczeniem jej bezpośrednio nad miejscem pochówku Księcia Apostołów.

Proszenie o przebaczenie za nieistniejące „grzechy misjonarzy” jest nikczemnym i świętokradczym aktem podporządkowania się Nowemu Porządkowi Świata, który znajduje doskonałe odzwierciedlenie we współudziale w milczeniu i skandalicznej ochronie, za którą Bergoglio jest odpowiedzialny wobec prawdziwych ofiar nadużyć swoich protegowanych. Możemy usłyszeć jak prosi o przebaczenie w Chinach, w Afryce i wśród gór lodowych Antarktydy, ale nigdy nie usłyszymy jak wypowiada mea culpa za nadużycia i zbrodnie popełnione w Argentynie, za okropności lawendowej mafii McCarricka i jego wspólników, oraz tych których promował jako swoich współpracowników.

Nigdy nie usłyszymy od niego wiarygodnych przeprosin za to, że dał się namówić na bycie celebrytą popierającym kampanię na rzecz szczepionki o której dziś wiemy, że jest przyczyną przerażającej liczby nagłych zgonów i działań niepożądanych. Nigdy nie będzie bił się w piersi za te grzechy; w rzeczywistości jest z nich dumny i wie, że gest szczerej skruchy nie zostałby doceniony przez jego głównych zwolenników, którzy są nie mniej winni niż on.

Oto więc stoimy przed kłamcą, oskarżycielem. Oto stoimy przed bezwzględnym prześladowcą dobrych duchownych i wiernych zarówno wczoraj, jak i dziś, gorliwym sprzymierzeńcem wrogów Chrystusa i Kościoła. Zaciekły przeciwnik katolickiej Mszy Świętej, który jest ekumenicznym uczestnikiem satanistycznych obrzędów i pogańskich ceremonii. Człowiek podzielony w duszy przez swoją podwójną rolę jako szefa sekty okupującej Watykan i jako inkwizytora Kościoła katolickiego. U jego boku, w tym obskurnym przedstawieniu, stoi jego ministrant Trudeau, który propaguje doktrynę gender i ideologię LGBTQ w imię inkluzywności i wolności, ale który nie zawahał się ani przez chwilę, by krwawo stłumić słuszne i uprawnione bunty narodu kanadyjskiego, któremu odebrano podstawowe prawa pod pretekstem zagrożenia pandemią.

Stanowią miłą parę, bez wątpienia! Obaj byli sponsorowani w swoich karierach przez antychrześcijańskie elity globalistów. Obaj zostali postawieni na czele instytucji z zadaniem jej zburzenia i rozproszenia jej członków. Obaj są zdrajcami swojej roli, sprawiedliwości i prawdy.

Te rozprawy w trybie przyspieszonym mogą być może zostać docenione przez współczesnych w złej wierze lub w niewiedzy, ale nie wytrzymują one osądu historii, a tym bardziej bezapelacyjnego sądu Bożego.

Nadejdzie dzień, w którym zostanie wezwany do złożenia sprawozdania ze swojego zarządzania: „Redde rationem villicationis tuæ: jam enim non poteris villica” (Łk 16, 2) – I wezwał go, i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Oddaj liczbę włodarstwa twego, abowiem już włodarzyć nie będziesz mógł,  mówi pan w przypowieści z dzisiejszej Ewangelii. Do tego momentu, jako ochrzczeni i żyjący członkowie Mistycznego Ciała, módlmy się i czyńmy pokutę, aby zdjąć z nas kary, jakie te skandale ściągają na Kościół i świat. Przywołajmy wstawiennictwo Męczenników Kanady, którzy zostali znieważeni przez oskarżyciela zasiadającego na Tronie Piotrowym, aby uzyskali od Tronu Bożego wyzwolenie Kościoła od obecnej plagi.

+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup

1 sierpnia 2022 Św. Piotra w okowach, Świętych męczenników machabejskich

Tłum. Sławomir Soja Za: The Remnant (August 1, 2022) – „Viganò on the Pope’s Visit to Canada”

Czy Franciszek albo stracił, albo nigdy nie uzyskał papiestwa z powodu jego wielu publicznych herezji i aktów apostazji?

Co wy na to aby utrzymać papiestwo, a pogonić Bergoglio? – Chris Jackson

Kto jest kompetentny, by ogłosić, że papież jest w herezji?

Wkrótce po tym, jak biskup miejsca zabronił Nancy Pelosi przyjmowania Komunii Świętej z powodu jej poparcia dla „praw” do aborcji, wskoczyła ona na pokład samolotu do Watykanu. Tam pozowała do zdjęć, wymieniając się prezentami z uśmiechniętym i sympatycznym Franciszkiem. Następnie jakby nigdy nic przyjęła Komunię Świętą od księdza na sprawowanej przez Franciszka[i].

24 czerwca 2022 roku, orzeczenie Roe kontra Wade zostało ostatecznie obalone po pięćdziesięciu latach wysiłków obrońców życia. Franciszek spotkał się z proaborcyjną Pelosi zaledwie pięć dni później. Dopiero dziesięć dni po obaleniu Roe, Franciszek wydał zdawkowy komentarz na temat tej doniosłej decyzji i to tylko dlatego, że reporter przypadkiem go o to zapytał. Jakich słów użył Wikariusz Chrystusa, aby upamiętnić uwolnienie najpotężniejszego narodu świata od „prawa” do aborcji? Czy bił w dzwony u Św. Piotra? Czy kazał śpiewać Te Deum na wszystkich mszach w Stanach Zjednoczonych? Czy rozesłał wideo-wystąpienie z podziękowaniem dla Boga Wszechmogącego, jak również z podziękowaniem i gratulacjami dla wszystkich katolików Stanów Zjednoczonych, którzy walczyli o ten dzień od 1973 roku?

Nie. Zamiast tego czekaliśmy dziesięć pełnych dni, aby usłyszeć, jak Franciszek daje w odpowiedzi katolikom taką perełkę…

„Prawdę mówiąc, nie rozumiem tego z technicznego punktu widzenia” – wyjaśnił, dodając: „Muszę to przestudiować, bo tak naprawdę nie rozumiem (szczegółów) orzeczenia sprzed 50 lat i teraz nie mogę powiedzieć, czy z punktu widzenia sądownictwa zrobiono dobrze, czy źle.”[ii]

Tak, to była jego odpowiedź. Absolutnie haniebna odpowiedź ze strony jakiegokolwiek chrześcijanina-obrońcy życia, a tym bardziej Wikariusza Chrystusa. Ale czy nas to zaskakuje? Następnie, aby pogorszyć sprawę, dodał następujące zdanie:

„Kiedy Kościół traci swoją duszpasterską naturę, kiedy biskup traci swoją duszpasterską naturę, powoduje to problem polityczny. To wszystko, co mogę powiedzieć”[iii].

Innymi słowy, dla Franciszka „podejście duszpasterskie” oznacza uczestniczenie w sesjach zdjęciowych z proaborcyjnymi „katolickimi” politykami, uśmiechanie się z nimi, podawanie im ręki, wymianę prezentów, a następnie pozwolenie im na przyjęcie świętokradczej Komunii podczas jego papieskiej mszy.

Ale jest jeszcze gorzej. Jeśli wydawało wam się, że Franciszek dając zgodę na publiczne przyjmowanie Komunii Świętej przez cudzołożników pod pretekstem „towarzyszenia” im, zaledwie się mylił, to jeszcze mało wiecie. Zgodnie z przewidywaniami, sytuacyjna moralność Amoris Laetitia wkrótce zostanie zastosowana do antykoncepcji i sztucznego zapłodnienia. Jak donosi LifeSiteNews 8 lipca br:

„Watykan opublikował właśnie książkę, w której Papieska Akademia Życia proponuje zarówno antykoncepcję, jak i sztuczne zapłodnienie jako moralnie dopuszczalne, mimo że Magisterium definitywnie potępiło każdą z tych praktyk.

Książka, zatytułowana „Teologiczna etyka życia. Pismo Święte, Tradycja, Wyzwania praktyczne”, została opublikowana przez Libreria Editrice Vaticana, wydawnictwo Watykanu. Jest to zbiór esejów zaczerpniętych z trzydniowego interdyscyplinarnego seminarium sponsorowanego przez Papieską Akademię Życia…

Na temat praktyki sztucznej antykoncepcji, definitywnie potępionej we wszystkich jej formach przez papieża Św. Pawła VI w Humane Vitae, Akademia wypowiedziała się w swojej nowej książce tak, jakby była to kwestia otwarta…

Proponuje się, aby wszystkie możliwe techniki unikania poczęcia, z wyjątkiem środków aborcyjnych, były dostępne parze do rozważenia. Akademia twierdzi, że te formy antykoncepcji, które nie mają działania aborcyjnego, nie są niczym więcej niż… uniemożliwieniem życia. Akademia uzasadnia, że takie akty nie byłyby sprzeczne z bardziej uniwersalnym otwarciem na życie i że stanowiłoby to „mądre rozeznanie w konkretnym przypadku.”…

Podobnie jak w przypadku argumentów za utrzymaniem kwestii antykoncepcji jako tematu „otwartego”. Akademia proponuje w swojej książce, że moralnie dopuszczalne jest sztuczne zapłodnienie, czyli wspomagane medycznie zapłodnienie z użyciem nasienia męża…

Współautor książki twierdzi, że takie sztuczne zapłodnienie „nie może być w medycynie odrzucone a priori: Należy uczynić je przedmiotem rozeznania, aby upewnić się, czy spełnia ono funkcję opieki nad osobą.” Na tych podstawach interwencja medyczna byłaby uznana za „terapeutyczną”, „pozwalając relacji małżeńskiej niepłodnych małżonków osiągnąć pełną realizację, jako odpowiedzialnego dawcy nowego życia, otwierając ich miłość na generowanie nowego życia.”[iv]

Dodajmy te wydarzenia do innych eksponatów w długiej Sali Hańby Franciszka, która obejmuje również jego ciągłe wysiłki, by wyplenić starożytną Tradycyjną Mszę z życia parafialnego, jego biskupów zawieszających księży za odprawianie nawet Novus Ordo ad orientem[v], a nawet posuwających się do zakazu tradycyjnych szat[vi]. Jeszcze gorsze są jego bezczelnie i publiczne głoszone błędy, takie jak stwierdzenie, że Niebo jest otwarte dla ateistów, że kara śmierci jest „atakiem na nienaruszalność i godność osoby, „, że różnorodność religii jest wolą Boga, mówienie katolikom, że nie jest dozwolone przekonywanie niekatolików do swojej Wiary, twierdzenie, że katolicy i protestanci są zgodni w kwestii usprawiedliwienia, twierdzenie, że Luter nie mylił się w kwestii usprawiedliwienia, mówienie, że nie ma katolickiego Boga, dopuszczenie kultu Pachamamy w Ogrodach Watykańskich, nauczanie, że apostaci zaprzeczający Wierze są w komunii świętych, itd. etc.

Wydawało się, że już w 2016 roku byliśmy na dobrej drodze do odpowiedzi na pytanie zadane w tytule artykułu. Jak donosił wtedy National Catholic Register:

Z „głębokiej troski duszpasterskiej”, czterech kardynałów podjęło bardzo rzadki krok upublicznienia pięciu pytań, które wysłali papieżowi Franciszkowi w celu wyjaśnienia „poważnej dezorientacji i wielkiego zamieszania” wokół jego dokumentu podsumowującego synod o rodzinie, Amoris Laetitia (Radość miłości).

Kardynałowie – Włoch Carlo Caffarra, Amerykanin Raymond Burke oraz Niemcy Walter Brandmüller i Joachim Meisner – wysłali 19 września pięć pytań, zwanych jako Dubia (łac. „wątpliwości”) do Ojca Świętego i kardynała Gerharda Müllera, prefekta Kongregacji Doktryny Wiary (KDW), wraz z towarzyszącym im listem.

Dubia to formalne pytania kierowane do papieża i KDW, których celem jest uzyskanie odpowiedzi „tak” lub „nie”, „bez argumentacji teologicznej”. Praktyka ta jest długoletnim sposobem zwracania się do Stolicy Apostolskiej, nastawionym na uzyskanie jasności w nauczaniu Kościoła.

Kardynałowie powiedzieli, że celem jest wyjaśnienie „sprzecznych interpretacji” paragrafów 300-305 w rozdziale 8 Amoris Laetitia, które są jej najbardziej kontrowersyjnymi fragmentami odnoszącymi się do dopuszczenia ponownie żonatych rozwodników do sakramentów, a także nauczania moralnego Kościoła.[vii]

Zaledwie trzy miesiące później kardynał Burke udzielił wywiadu dla The Catholic World Report (CWR). Z wywiadu wynikało, że było więcej niż tylko czterech kardynałów, którzy zgadzali się z Dubiami:

CWR: Czy oprócz czterech kardynałów, którzy przedłożyli papieżowi Franciszkowi Dubia, są inni, którzy popierają to, co Eminencja mówi?

Kardynał Burke (KB): Tak

CWR: A nie wypowiadają się, ponieważ..?

KB: Z różnych powodów. jednym z nich jest sposób traktowania tych spraw przez media, które je zniekształcają, sprawiając wrażenie, że każdy, kto porusza kwestię Amoris Laetitia, jest nieposłuszny papieżowi lub jest jego wrogiem i tak dalej. Więc oni…

CWR: Nie wychylają się.

KB: Tak przypuszczam

Wywiad ujawnił również, że Dubia mogły być w zamyśle kardynała Burke, pierwszym etapem na drodze do obalenia Franciszka:

CWR: Niektórzy mówią, że papież może oddzielić się od komunii z Kościołem. Czy papież może zgodnie z prawem zostać ogłoszony jako pozostający w schizmie lub herezji?

KB: Gdyby papież formalnie wyznawał herezję, przestałby, przez sam ten akt, być papieżem. To jest automatyczne. I rzeczywiście, to może się zdarzyć.

CWR: To może się zdarzyć?

KB: Tak

CWR: To przerażająca myśl.

KB: To przerażająca myśl i mam nadzieję, że w najbliższym czasie nie będziemy tego świadkami.

CWR: Wracając do pytania o papieża popełniającego herezję. Co się wtedy dzieje, jeśli papież popełnia herezję i nie jest już papieżem? Czy odbywa się nowe konklawe? Kto jest odpowiedzialny wtedy za Kościół? A może po prostu nie chcemy nawet dotykać tych spraw?

KB: Istnieje już procedura, którą należy stosować, gdy papież przestaje pełnić swój urząd, tak jak to miało miejsce w przypadku abdykacji Benedykta XVI. Kościół nadal był rządzony w okresie przejściowym między datą skutecznej abdykacji a inauguracją posługi papieskiej papieża Franciszka.

CWR: Kto jest kompetentny, by ogłosić, że papież jest w herezji?

KB: Musieliby to być członkowie Kolegium Kardynalskiego.[ix]

Oczywistym oczekiwaniem większości tradycjonalistów w tamtym czasie było to, że kardynałowie będą czekać na odpowiedź na Dubia. Gdyby nie nadeszła odpowiedź, wówczas kardynał Burke wydałby Braterskie Napomnienie. Gdyby Franciszek uparcie je ignorował, byłoby to dowodem uporu, a wtedy kardynał Burke i inni kardynałowie mogliby ruszyć do przodu z ogłoszeniem herezji. Jak stwierdził artykuł National Catholic Register z sierpnia 2017 roku:

W nowym wywiadzie kardynał Raymond Burke powiedział, że „obecnie konieczne jest” wydanie deklaracji w sprawie kluczowych obszarów doktryny Kościoła, które „nie są jasne” w nauczaniu papieża Franciszka.

Kardynał Burke dodał: Ojciec Święty będzie wtedy „zobowiązany do odpowiedzi”, aby dostarczyć wyjaśnienie swojego nauczania.

Kardynał powiedział pismu The Wanderer 14 sierpnia, że na taki formalny akt korekty nie powoływano się „od kilku wieków” i do tej pory nigdy nie był on używany „w sposób doktrynalny”.

Powiedział jednak, że będzie to „dość proste” i będzie polegało na przedstawieniu z jednej strony „jasnego nauczania Kościoła”, a z drugiej „tego, co faktycznie jest nauczane przez rzymskiego papieża”. Nauczanie, o którym mowa, w szczególności odnosi się do kwestii doktrynalnych opublikowanych w adhortacji apostolskiej papieża z 2016 roku, Amoris laetitia.

„Jeśli istnieje sprzeczność, papież rzymski jest wezwany do dostosowania własnego nauczania w posłuszeństwie Chrystusowi i Magisterium Kościoła” – wyjaśnił kardynał, dodając, że Ojcu Świętemu zostanie przedłożona „formalna deklaracja”, na którą będzie on „zobowiązany odpowiedzieć”…

Kardynał, były prefekt Sygnatury Apostolskiej, najwyższego sądu kościelnego, nie podał terminu korekty, ale zasygnalizował jej pilny charakter, podkreślając, że Kościół jest obecnie „rozdarty przez zamieszanie i podziały”, a stawką jest jedność.

„Trzeba wezwać Ojca Świętego, by skorzystał ze swego urzędu, aby położyć temu kres” – powiedział.

W październiku 2017 roku kardynał Burke nadal planował wydanie Braterskiego Napomnienia. Jak donosił wtedy SSPX.org:

3 października 2017 r. w rozmowie z watykanistą Edwardem Pentinem z National Catholic Register kardynał Raymond Burke wyjaśnił, że jego nominacja z 30 września na członka Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej nie jest stanowiskiem pełnoetatowym, ale że będzie czasami zapraszany, by służyć jako sędzia w sporadycznych sprawach.

Powiedział też, że jego nominacja nie zmieni, ani nie opóźni planów wydania Braterskiego Napomnienia papieża Franciszka na temat adhortacji apostolskiej Amoris Laetitia….

Niektórzy rzymscy obserwatorzy uważają, że publikacja Braterskiego Napomnienia jest nieuchronna.[x]

„Nieuchronna”. Więc teraz, w 2022 roku, sześć lat po tym jak kardynałowie wysłali swoje Dubia do Franciszka, i pięć lat po tym jak kardynał Burke powiedział, że zamierza napisać swoje Braterskie Napomnienie, w którym jesteśmy miejscu?

Niestety, stoimy dokładnie w tym samym miejscu, w którym staliśmy w 2016 roku, po tym jak Dubia zostały wysłane do Franciszka. Z nieznanych nam powodów kardynał Burke nigdy nie wydał tego Braterskiego Napomnienia, pomimo wielokrotnego stwierdzenia, jak bardzo było ono „konieczne”. A jeśli było ono konieczne w 2017 roku, to o ile bardziej konieczne jest teraz, po tym jak Franciszek w ciągu ostatnich pięciu lat podniósł swoje straszne wypowiedzi i czyny na jeszcze wyższy poziom?

Czy to czas na poprawienie Soboru Watykańskiego I?

Jednym z podejść, jakie przyjęli ostatnio niektórzy mający dobre intencje tradycjonaliści, jest ponowne przeanalizowanie Soboru Watykańskiego I. Wydaje im się, że całą winą należy obarczyć tych wstrętnych „ultramontan”, którzy spowodowali nasz obecny problem, przyznając Wikariuszowi Chrystusa na ziemi zbyt dużą władzę. Wydaje im się, że ojcowie Soboru Watykańskiego I nie wzięli pod uwagę faktu, że zapisując w swoim Soborze tradycyjną naukę o papiestwie, nieświadomie ustawili scenę dla szaleńca, który miałby wstąpić na tron i zniszczyć Kościół. Tak myślał pewien były właściciel tradycyjnej strony internetowej, który otwarcie pytał, czy SW I nie pomylił się. Niestety, obecnie nie jest on praktykującym katolikiem.

Czy jednak wszyscy ojcowie Soboru Watykańskiego I byli aż tak krótkowzroczni? Czy to przeciwnicy nauczania SW I o papiestwie byli prawdziwymi, niezłomnymi obrońcami Tradycji? Na przykład ludzie tacy jak dr Dollinger, który próbował udowodnić, że wielu papieży w historii było heretykami, a później został ekskomunikowany za odmowę zgody na Sobór Watykański I ? Co ze spuścizną tych, którzy odrzucili SW I i stali się schizmatykami, tak zwanymi starokatolikami? Są oni obecnie w „pełnej komunii” z Ewangelicko-Luterańskim Kościołem Szwecji[xi] i Wspólnotą Anglikańską[xii], która niedawno przyznała, że nie potrafi zdefiniować, czym jest kobieta[xiii].

Za artykułem z Wikipedii na temat „Kościół starokatolicki”:

W 1994 r. biskupi niemieccy podjęli decyzję o wyświęcaniu kobiet na księży, a 27 maja 1996 r. wprowadzili ją w życie. Podobne decyzje i praktyki nastąpiły w Austrii, Szwajcarii i Holandii. W 2020 roku również szwajcarski kościół opowiedział się za małżeństwami osób tej samej płci. Małżeństwa pomiędzy dwoma mężczyznami i dwiema kobietami będą prowadzone w taki sam sposób jak małżeństwa heteroseksualne. Unia Utrechcka pozwala osobom rozwiedzionym na zawarcie nowego małżeństwa w kościele, nie ma też szczególnego nauczania na temat aborcji, pozostawiając takie decyzje parze małżeńskiej.[xiv]

Brzmi to jak deklaracja zwycięstwa odstępców. Jest jednak wręcz przeciwnie, to właśnie ci „okropni” ultramontanie” stanęli po stronie tradycji na Soborze Watykańskim I. Liberalne media świeckie w tamtym czasie były hurtowo przeciwne jakiejkolwiek definicji nieomylności czy zapisaniu w soborze tradycyjnych nauk o autorytecie papieża. W rzeczywistości robiły wszystko, aby temu zapobiec. Poniższy fragment pochodzi z artykułu pana Arthura Marshalla w The American Catholic Quarterly Review z 1890 roku, opisującego angielską relację prasową z SW I. Brzmi to jak zapowiedź współczesnych fake news:

Anglicy, którzy pamiętają zgromadzenie Soboru Watykańskiego i którzy obserwowali jego postęp od początku do końca (chociaż, prawdę mówiąc, nie został on zakończony, a jedynie zatrzymany przez przeszkody polityczne rzucone na jego drodze), będą również pamiętać ton angielskiej prasy w odniesieniu do jego przedmiotu i obrad. Zakładano, że Sobór Watykański został zainicjowany przez Jezuitów w celu narzucenia nowego dogmatu nieomylności, niechętnym sumieniom katolickiego świata.

Gdy to zostało uznane za oczywiste, należało wykazać, że Sobór „nie był wolny w swoich obradach”; nieliczni dysydenci, którzy odważyli się wypowiedzieć swoje zdanie, zostali szlachetnie przeciwstawieni rzeszom tych, którzy nie mieli odwagi tego zrobić. Wreszcie, gdy papież ogłosił dogmat, zdecydowana większość Soboru została określona „strachliwymi”, a nieliczni dysydenci lub kontestatorzy byli wychwalani pod niebiosa – dopóki nie dali przykładu posłuszeństwa. Angielska prasa, będąc rozczarowana tym „bezwolnym” podporządkowaniem się autorytetowi, była zmuszona szukać pociechy poza soborem, a wybuch małej schizmy w Niemczech wywołał w niej niewypowiedzianą radość.[xv]

Co więcej, czy głoszenie, że papież nie jest nieomylny było w ogóle możliwe na Soborze Watykańskim I? Mówi się, że żaden biskup na SW I nie sprzeciwiał się temu, że papież jest nieomylny, raczej ci, którzy sprzeciwiali się zdefiniowaniu dogmatu po prostu uważali, że jest to nieodpowiedni moment, aby to zrobić. W dalszej części swojego artykułu pan Marshall opisuje absurd, który powstałby, gdyby Pius IX zrobił to, czego chciała lewicowa prasa i protestanci na Soborze Watykańskim I:

A teraz przypuśćmy, dla sprawdzenia błędu protestantów, że papież naucza, że papieże nie są nieomylni; innymi słowy, że papieże, gdy nauczają tego, co jest prawdą (oczywiście tylko w odniesieniu do doktryn niezbędnych do zbawienia), mogą lub byli dopuszczeni przez Ducha Świętego, do nauczania kłamstw jako Boskich Prawd chrześcijaństwa. Jakie musiały być konsekwencje tej decyzji? Po pierwsze, nastąpiłby koniec Boskiej Wiary, ponieważ byłoby absolutną niemożliwością dla ludzkiego intelektu mieć Boską Wiarę w to, co zostało ogłoszone jako tylko ludzki wymysł.

Papież nie jest nieomylny, a wszystkie sobory są podzielone, papież nie mógłby nigdy autoryzować decyzji żadnego soboru i żaden sobór nie mógł uczyć papieża, w co ma wierzyć. Głowa, podobnie jak ciało, jest zawodna i cały Kościół popadłby w zawodność. Odszedłby nauczający, Boski Kościół. Przepadłaby pierwotna idea objawienia, które nie jest objawieniem wolności ludzkich opinii, ale obowiązkiem wiary tylko w to, co Boskie. „Nie” Soboru Watykańskiego oznaczałoby: że „Ciało Kościelne nie jest nieomylne; Głowa nie jest nieomylna; cały Kościół pozostaje bez Boskiego Głosu lub przewodnictwa; więc wierzcie w to, co wam się podoba; twórzcie i przestrzegajcie własnych doktryn; i niech waszym chrześcijaństwem będzie L’Eglise, c’est moi! (Kościół to ja)”[xvi].

Na szczęście dla nas, Pius IX tego nie zrobił. Zamiast tego napisał po Soborze w „Pastor Aeternus” co następuje:

6. Duch Święty został bowiem obiecany następcom Piotra nie po to, aby przez Jego objawienie mogli poznać jakąś nową naukę, ale po to, aby przy Jego pomocy mogli strzec i wiernie wykładać objawienie lub depozyt wiary przekazany przez apostołów.

Zaiste, ich apostolską naukę przyjęli wszyscy czcigodni ojcowie, a czcili i naśladowali wszyscy święci doktorzy prawowierni, gdyż dobrze wiedzieli, że Stolica Św. Piotra zawsze pozostaje nieskalana żadnym błędem, zgodnie z Boską obietnicą naszego Pana i Zbawiciela daną księciu Jego uczniów:alem ja prosił za tobą, aby nie ustała wiara twoja. A ty, niekiedy nawróciwszy się, potwierdzaj bracią twoję.

7. Ten dar prawdy i nigdy niezachwianej wiary został więc w sposób Boski udzielony Piotrowi i jego następcom na tej Stolicy, aby mogli pełnić swój wywyższony urząd dla zbawienia wszystkich i aby cała trzoda Chrystusa była przez nich zachowana z dala od trującego pokarmu błędu i była karmiona strawą niebiańskiej nauki. W ten sposób usuwa się skłonność do schizmy i cały Kościół zostaje zachowany w jedności, a opierając się na swoim fundamencie, może stanąć mocno przeciwko bramom piekielnym.[xvii]

Czas pozbyć się Bergoglio

Czy zatem powyższe cytaty w jakikolwiek sposób opisują Franciszka? Oczywiście, że nie. W rzeczywistości opisują one dokładne przeciwieństwo Franciszka. Co więc robić? Czy próbujemy wskrzesić i zrehabilitować ducha gallikanizmu? Czy próbujemy wytłumaczyć te paragrafy SW I jako gorączkę głupich „ultramontan”, którzy trochę za bardzo dali się ponieść swojej paplaninie? Czy z perspektywy czasu upominamy tych biednych, pozbawionych orientacji ojców soborowych, którzy nigdy nie przestali zadawać sobie pytania: „Co będzie, jeśli w przyszłości jakiś szalony argentyński jezuita zostanie wybrany na papieża i zacznie wylewać z siebie błędy z intensywnością węża strażackiego? Czy nie będzie to oznaczało, że Kościół uległ awarii?”.

Nie, oczywiście nigdy nie zadali sobie tego pytania, ponieważ odpowiedź była dla nich oczywista. Jeśli, mówiąc słowami arcybiskupa Viganò, macie „niekatolickiego papieża”, który bez przerwy pluje błędami, to ci sami ojcowie soborowi powiedzieliby, że ten człowiek oczywiście nie jest papieżem, ale wilkiem. Bo gdyby był papieżem, to byłby chroniony przez Ducha Świętego, „nieskalany żadnym błędem”, posiadający „nigdy nieskalaną wiarę” i trzymający całą trzodę Chrystusa z dala „od trującego pokarmu błędu”, takiego jak cudzołożnicy i politycy proaborcyjni przyjmujący świętokradczą Komunię Świętą. Jak stwierdził prałat Joseph Clifford Fenton odnośnie nieomylnych nauk papieża, mają one być dla nas bezpieczne i nie prowadzić nas do zguby:

Magisterium Kościoła zostało wyposażone w pomoc Bożą, dzięki której pierwszy rodzaj nauczania daje nieomylną prawdę, a drugi – nieomylne bezpieczeństwo, działając nie po to, by definiować, lecz by podejmować te kroki, które uzna za konieczne dla zabezpieczenia wiary. Jest to auctoritas providentiae doctrinalis(doktrynalny autorytet opatrzności). Temu auctoritas providentiae doctrinalis i naukom, które on przedstawia, wierni winni są posłuszeństwo, pełne szacunku milczenie i wewnętrzną mentalną zgodę, zgodnie z którą przedstawiona w ten sposób propozycja jest przyjmowana nie jako nieomylnie prawdziwa, ale jako bezpieczna, jako gwarantowana przez ten autorytet, któremu Bóg zlecił opiekę nad wiarą chrześcijańską.[xviii]

Św. Robert Bellarmine, Doktor Kościoła, powiedział: „Byłby to najbardziej nieszczęśliwy stan Kościoła, gdyby był zmuszony uznać wilka, który ewidentnie grasuje, za pasterza”[xix] Innymi słowy, samo to pojęcie jest absurdalne. Papiestwo zdefiniowane na SW I jest propozycją typu „wszystko albo nic” i to jest sekret, którego wielu dzisiejszych tradycjonalistów nie zrozumiało. Albo człowiek podający się za papieża jest papieżem i ma asystencję Ducha Świętego, która chroni go (i nas) przed koniecznością wyrażenia zgody na świętokradzkie przyjmowanie Komunii Świętej, albo nim nie jest.

Co zatem robić? To, co należy zrobić teraz, to właśnie to, co kardynał Burke wyłożył w 2007 roku:

KB: Gdyby papież formalnie wyznawał herezję, przestałby, przez ten akt, być papieżem. To jest automatyczne. I tak mogłoby się stać…

CWR: Wracając do pytania o papieża popełniającego herezję. Co się wtedy dzieje, jeśli papież popełnia herezję i nie jest już papieżem? Czy odbywa się nowe konklawe? Kto jest odpowiedzialny za Kościół? A może po prostu nie chcemy nawet dotykać tych spraw?

KB: Istnieje już procedura, którą należy stosować, gdy papież przestaje pełnić swój urząd, tak jak to miało miejsce w przypadku abdykacji Benedykta XVI. Kościół nadal był rządzony w okresie przejściowym między datą skutecznej abdykacji a inauguracją posługi papieskiej papieża Franciszka.

CWR: Kto jest kompetentny, by ogłosić, że papież jest w herezji?

KB: Musieliby to być członkowie Kolegium Kardynalskiego

Na co więc dokładnie czekają kardynałowie w Rzymie, którzy wciąż mają wiarę? Po pierwsze, Franciszek głosił liczne herezje i nawet sam przyznał w pewnym momencie, że to, co powiedział, może być uznane za herezję, ale i tak to powiedział.[xxi] Jesteśmy już daleko od punktu zwrotnego, o ile w ogóle trzeba to w tym przypadku udowadniać. W rzeczywistości, każdy katolicki kardynał może również udowodnić, że Franciszek nigdy nie został papieżem, ponieważ jest niemożliwe, aby publiczny lub notoryczny heretyk został papieżem, jeśli zostanie wybrany.

Wydaje mi się, że pamiętam, jak nasz szanowny przyjaciel Franciszek uczestniczył w niechrześcijańskim (a tym bardziej niekatolickim) kulcie w Argentynie jako biskup, a także głosił heretyckie wypowiedzi na długo przed tym, jak został wybrany na papieża.[xxii] Tak więc, wszystko, co kardynałowie musieliby zrobić, to przytoczyć te wypowiedzi i akty i zastosować Prawo Boskie wyrażone wspaniale w Cum ex Apostolatus Officio przez papieża Pawła IV, który powiedział:

Ponadto [przez tę Naszą Konstytucję, która ma pozostać ważna na wieki, uchwalamy, określamy, dekretujemy i definiujemy:], że jeśli kiedykolwiek okaże się, że jakikolwiek Biskup, choćby działał jako Arcybiskup, Patriarcha lub Prymas; lub jakikolwiek Kardynał wspomnianego Kościoła Rzymskiego, lub, jak już wspomniano, jakikolwiek legat, lub nawet Papież Rzymski, przed jego promocją lub wyniesieniem na stanowisko Kardynała lub Papieża Rzymskiego, odstąpił od Wiary Katolickiej lub popadł w jakąś herezję:

(i) awans lub wyniesienie, nawet jeśli było bezsporne i za jednomyślną zgodą wszystkich kardynałów, jest nieważne, bezskuteczne i bezwartościowe;

(ii) nie jest możliwe, aby nabył on ważność (ani aby można było powiedzieć, że w ten sposób nabył ważność) przez przyjęcie urzędu, konsekrację, późniejszą władzę, ani przez posiadanie administracji, ani przez domniemaną intronizację Papieża Rzymskiego, ani przez cześć, ani przez posłuszeństwo udzielane mu przez wszystkich, ani przez upływ jakiegokolwiek czasu w powyższej sytuacji;

(iii) nie jest w żaden sposób uznawana za częściowo uzasadnioną;

(iv) każdemu, kto w ten sposób zostanie promowany na Biskupów, Arcybiskupów, Patriarchów, Prymasów lub wyniesiony na Kardynałów, czy też na Papieża Rzymskiego, nie zostanie przyznana żadna władza, ani nie będzie się jej uważać za przyznaną, ani w dziedzinie duchowej, ani w dziedzinie doczesnej;

(v) wszystkie ich słowa, czyny, działania i postanowienia, niezależnie od tego, jak zostały podjęte, oraz wszystko, co może z nich wynikać, są pozbawione mocy i nie dają nikomu żadnej trwałości ani prawa;

(vi) osoby w ten sposób awansowane lub wyniesione zostają pozbawione automatycznie i bez potrzeby składania jakichkolwiek dalszych oświadczeń, wszelkich godności, stanowisk, honorów, tytułów, autorytetów, urzędów i władzy.[xxiii]

A jeśli jakiś neokatolicki apologeta twierdzi, że Cum ex Apostolatus Officio zostało zastąpione przez jakiś późniejszy dokument papieski, to najwyraźniej nie zrozumiał, o co chodzi. Zasady ustanowione przez Cum ex Apostolatus Officio nie były jedynie doczesnym ustawodawstwem papieża Pawła IV, ale wyrazem zasady Prawa Boskiego, że heretyk nie może sprawować władzy w Kościele. Uświadamia to artykuł Encyklopedii Katolickiej prawie 400 lat później, w którym stwierdzono: „Oczywiście, [papieski] wybór heretyka, schizmatyka lub kobiety byłby nieważny.”[xxiv]

Co muszą zrobić kardynałowie?

To, co kardynał Burke (i wszyscy pozostali katoliccy kardynałowie) muszą zrobić, to kontynuować to, co wyłożył on w 2016 roku. Muszą oficjalnie i publicznie oświadczyć, że Franciszek albo stracił swój urząd przez liczne publiczne herezje, albo inaczej, że nigdy nie osiągnął urzędu, ponieważ „odszedł od wiary katolickiej” na długo przed wyborem na papieża.

Jak stwierdził papież Pius XII w Mystici Corporis, „Tylko ci są włączeni jako członkowie Kościoła, którzy zostali ochrzczeni i wyznają prawdziwą wiarę…”[xxv] Franciszek nie wyznaje prawdziwej wiary i nie wyznał prawdziwej wiary, ale wyznaje fałszywą wiarę. Czyni to już od lat i nie wykazuje żadnych oznak zaprzestania. Wręcz przeciwnie, jego błędy mnożą się, co widać na przykładzie jego Papieskiej Akademii Życia, która teraz otwarcie dyskutuje o moralnej legalności aktów wewnętrznie złych, takich jak antykoncepcja i sztuczne zapłodnienie.

Jednym z przykładów, jaki podał Św. Robert Bellarmine, w którym kardynałowie porzucili podporządkowanie się papieżowi, była sprawa papieża Liberiusza:

Następnie dwa lata później nastąpił upadek Liberiusza, o którym mówiliśmy wyżej. Wtedy rzeczywiście duchowni rzymscy, pozbawiając Liberiusza godności pontyfikalnej, poparli Feliksa, o którym wiedzieli [wtedy], że jest katolikiem. Od tego czasu Feliks zaczął być prawdziwym papieżem. Bo chociaż Liberiusz nie był heretykiem, to jednak był za niego uważany, ze względu na pokój, który zawarł z arianami, i przez to domniemanie pontyfikat mógł być słusznie [merito] od niego odebrany: bo ludzie nie są związani, ani nie potrafią czytać serc; ale kiedy widzą, że ktoś jest heretykiem przez swoje zewnętrzne uczynki, oceniają go jako heretyka czystego i prostego [simpliciter], i potępiają go jako heretyka.[xxvi]

Jest to jeszcze mocniejszy dowód na to, że zachowani jeszcze katoliccy kardynałowie mają prawo wycofać poddanie się władzy Franciszka poprzez deklarację. W przypadku Liberiusza nie był on bowiem nawet heretykiem. Mimo to, przez swoje publiczne czyny, został za niego uznany ze względu na pokój, który zawarł z heretykami. Nawet jeśli było to tylko domniemanie herezji na podstawie jego czynów, to i tak uzasadnione było odebranie mu władzy i posłuszeństwa, gdyż kardynałowie nie byli związani ani nie mogli czytać serc. Jednakże, jeśli widzą, że ktoś jest heretykiem przez swoje zewnętrzne dzieła (Pachamama ?) mogą osądzić go jako heretyka czystego i prostego i wycofać posłuszeństwo.

Kiedy jakakolwiek liczba ostałych się jeszcze katolickich kardynałów publicznie uzna, że Franciszek albo sam pozbawił się papiestwa, albo nigdy go nie uzyskał (z powodu jego niezliczonych niekatolickich publicznych słów i czynów przed wyborem), będą mogli przystąpić do zwołania konklawe, na którym wybiorą jednego z siebie na papieża, aby wypełnić wakat. Ważne jest, aby pamiętać, że podejmując to działanie, ci kardynałowie nie będą „osądzać” papieża, ponieważ Pierwsza Stolica nie jest osądzana przez nikogo, a niżsi nie mogą osądzać przełożonego. Zamiast tego kardynałowie publicznie ogłosiliby fakt, który już miał miejsce na mocy Prawa Bożego, aby następnie mogli przejść do następnego kroku, jakim jest konklawe.

A co z pozostałymi kardynałami, powiecie? Oni na pewno nie pójdą na to, a Franciszek na pewno ekskomunikuje tych kardynałów, którzy to zrobią. Odpowiadam: no i co z tego? Ekskomunika zdeklarowanego niekatolickiego heretyka, który nie pełni już urzędu w Kościele, nie miałaby żadnego skutku. Co do pozostałych kardynałów lojalnych wobec Franciszka, byliby oni w tym momencie odpowiednikami kardynałów, którzy uznawali i podążali za antypapieżami na przestrzeni dziejów, tak jak to miało miejsce podczas Wielkiej Schizmy Zachodniej. Byliby schizmatykami (choć wielu z nich w dobrej wierze), podczas gdy nowo wybrany katolicki papież i jego zwolennicy byliby prawdziwym papieżem i prawdziwym Kościołem.

Ale co z Watykanem, powiecie? Franciszek i ci, którzy go uznają, nie opuszczą łatwo Watykanu ani żadnego z innych miejsc. Odpowiadam, że są jeszcze naprawdę ładne kościoły i pomieszczenia biurowe w Awinionie we Francji, gdzie siedmiu kolejnych Wikariuszy Chrystusa rezydowało łącznie przez 67 lat. To na razie wystarczy. Zgłaszam się również do rozpoczęcia kampanii GiveSendGo, aby sfinansować przeprowadzkę tych kardynałów i podejmuję się skontaktowania ich z francuskim agentem nieruchomości, jeśli skorzystają z mojej rady. Bo jak powiedział kiedyś Św. Atanazy:

„Niech Bóg was pocieszy! … To, co was smuci (…), to fakt, że inni przemocą zajęli kościoły, podczas gdy w tym czasie wy jesteście na zewnątrz. Faktem jest, że oni mają budynki – ale wy macie Wiarę Apostolską. Oni mogą zajmować nasze kościoły, ale są poza prawdziwą Wiarą. Wy pozostajecie poza miejscami kultu, lecz wiara mieszka w was. Zastanówmy się: co jest ważniejsze, miejsce czy wiara? Oczywiście prawdziwa wiara. Kto przegrał, a kto wygrał tę walkę – ten, kto trzyma się miejsca, czy ten, kto trzyma się wiary? To prawda, pomieszczenie jest dobre, ale tylko wtedy, gdy głosi się w nim wiarę apostolską; jest święte, gdy wszystko odbywa się w nim w sposób święty…

„Tak więc im gwałtowniej próbują zajmować miejsca kultu, tym bardziej oddzielają się od Kościoła. Twierdzą, że reprezentują Kościół; ale w rzeczywistości to oni sami się z niego wypędzają i schodzą na manowce. Nawet jeśli katolicy wierni Tradycji są zredukowani do garstki, to właśnie oni stanowią prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa.”[xxvii]

Dokonajcie kontynuacji Wielkiej Schizmy Zachodniej

Przyznam się wam, że właściwie zazdroszczę katolikom okresu Wielkiej Schizmy Zachodniej. Tak, było zamieszanie co do tego, który z trzech pretendentów do tytułu papieża był prawdziwym papieżem. Ale przynajmniej wszystkie ich wybory były katolickie. To właśnie sprawiło, że kryzys trwał tak długo. Żaden z trzech pretendentów nie wydawał heretyckich dokumentów, nie wydawał heretyckich oświadczeń, ani nie nadzorował kultu bogini ziemi w ogrodach swojej papieskiej bazyliki. Wtedy wybór byłby łatwy.

Jesteśmy w o wiele bardziej pożałowania godnej sytuacji niż oni wtedy. Aby posłużyć się słowami Św. Roberta Bellarmina, „byłoby to najbardziej żałosne położenie Kościoła, gdyby był zmuszony uznać wilka, ewidentnie grasującego, za pasterza.”[xxviii] W naszym smutnym przypadku mamy do wyboru: uznać wilka za papieża lub nikogo. Mówię, dajcie nam rzeczywisty wybór. Jeśli ocalali katoliccy kardynałowie zrobią to, o czym piszę powyżej, dadzą nam ten wybór i nowo wybrany papież byłby jedynym katolickim wyborem.

Z pewnością, którykolwiek z nich zostałby wybrany na papieża, zacząłby z niewielką grupą zwolenników, ale jestem pewien, że wkrótce wzrosłaby ona wykładniczo o prawdziwych katolików, a nie kompletnych oszustów, takich jak kardynał Kasper, kardynał Cupich, Nancy Pelosi, Joe Biden i cała lista posoborowych oszustów, którzy nigdy nie byli katolikami. W tym momencie schizmatycka sekta Bergoglio zacznie wykrwawiać się ze wszystkich członków. W końcu Franciszkowi pozostanie rozmowa z Jamesem Martinem, Austinem Ivereighem, Massimo Faggiolisa i Melindą Gates, bo wszyscy prawdziwi katolicy go opuszczą.

Co robić w międzyczasie?

Istnieją dwa historyczne precedensy, które moim zdaniem pokazują, co możemy zrobić jako prawdziwi katolicy, w czasie gdy Franciszek rozpyla herezję jak zraszacz na trawniku. Pierwszy ma związek z Nestoriuszem, biskupem, który zaczął głosić herezję w swojej diecezji. Później papież, św. Celestyn, ekskomunikował Nestoriusza. Powiedział jednak, co następuje:

’Jest oczywiste, że ten [który został ekskomunikowany przez Nestoriusza] pozostał i pozostaje w komunii z nami, i że nie uważamy za wyzutego [tj. pozbawionego urzędu, na mocy wyroku Nestoriusza], nikogo, kto został ekskomunikowany lub pozbawiony swojej władzy, czy to biskupiej, czy duchownej, przez biskupa Nestoriusza lub przez innych, którzy poszli za nim, po tym jak zaczęli głosić herezję. Ten bowiem, który już wcześniej okazał się zasługującym na ekskomunikę, nie mógł nikogo ekskomunikować swoim wyrokiem.”[xxix]

Podobnie Franciszek, który już pokazał, że jest godzien usunięcia z urzędu (nawet jeśli kardynałowie nie złożyli jeszcze deklaracji, że go utracił), nie może podjąć działań prawnych przeciwko żadnemu katolickiemu księdzu, który odprawia łacińską Mszę, nie może nas wiązać z błędami w swoim prawie dyscyplinarnym, ani żądać naszej zgody na jakikolwiek dekret dyscyplinarny. Tyle jeśli chodzi o Traditiones Custodes.

Jest też przykład Św. Wincentego Ferrera. Św. Wincenty Ferrer żył w czasach Wielkiej Schizmy Zachodniej i uznał za papieża Benedykta XIII. Ks. Stanisław Hogan, O.P. pisze w swojej książce z 1911 roku „Św. Wincenty Ferrer”:

Nie możemy zapominać, że w oczach Św. Wincentego i króla Aragonii Ferdynanda , Benedykt XIII był prawdziwym papieżem, stąd ich trudności i kłopotliwe położenie. W końcu jednak, gdy wszystkie wysiłki okazały się bezskuteczne, Ferdynand poprosił Św. Wincentego o ostateczne rozstrzygnięcie tej kwestii. Wincenty odpowiedział, że skoro Benedykt XIII oparł się wszelkim próbom doprowadzenia do tak potrzebnej unii, a jego postępowanie wywołało zgorszenie u wszystkich wiernych, to usprawiedliwione jest wycofanie posłuszeństwa wobec Benedykta. Decyzja ta została potwierdzona przez zgromadzenie biskupów zwołane przez Ferdynanda, a reprezentujące obediencję awiniońską, 6 stycznia 1416 roku, w święto Trzech Króli.

Św. Wincenty odśpiewał Mszę i wygłosił kazanie do około 10 000 osób. Po kazaniu odczytał w obecności króla, ambasadorów i ludu akt, na mocy którego wszyscy ci, którzy byli posłuszni Awinionowi, wycofali się z wierności Benedyktowi. Cesarz został o tym powiadomiony, a ojcowie soboru w Konstancji odśpiewali dziękczynne Te Deum. Gerson napisał do Św. Wincentego: Gdyby nie ty, ta unia nigdy nie mogłaby zostać zrealizowana. Schizma jest u kresu[xxx].

Zauważmy słowa „ponieważ jego postępowanie wywołało zgorszenie u wszystkich wiernych, byli oni usprawiedliwieni wycofując swoje posłuszeństwo wobec Benedykta”. Zauważmy, że Benedykt nie był nawet oskarżony o herezję. Był katolikiem, ale jego postępowanie wywołało zgorszenie wśród wiernych. Z tego powodu, wierni byli usprawiedliwieni wycofując wobec niego posłuszeństwo.

Tym bardziej człowiek, który nadzoruje kult pogańskiej bogini ziemi, wielokrotnie stwierdza, że grzechem jest przekonywanie kogoś do swojej wiary, że kara śmierci jest niedopuszczalna, że ateiści mogą iść do nieba, a dusze są unicestwiane zamiast być karane w Piekle, ma dokładnie ZERO uprawnień do zakazania łacińskiej Mszy lub ukarania pojedynczego księdza, który ją odprawia. Zamiast tego powinniśmy traktować jego niemoralne i nielegalne polecenia z takim samym przekonaniem, z jakim świeccy traktowali biskupa Nestoriusza od momentu, gdy po raz pierwszy usłyszeli go głoszącego herezję z ambony.

Zwróćmy uwagę na fakt, iż świeccy mieli rację nie uznając ekskomunik Nestoriusza, zostało to później potwierdzone przez papieża Celestyna, ale lud wycofał posłuszeństwo wobec Nestoriusza zanim Celestyn to potwierdził. Podobnie, mamy prawo wycofać posłuszeństwo wobec Franciszka, zanim któryś z kardynałów ostatecznie ogłosi fakt, że albo stracił on (albo nigdy nie uzyskał) swojego urzędu z powodu jego wielu gorszących aktów herezji, apostazji i bluźnierstwa.

Alternatywa: Okaleczenie papiestwa

Zamiast obrać wyżej opisany kurs, wielu moich przyjaciół tradycjonalistów wydaje się zmierzać w innym kierunku. Ignorując lub odrzucając fakt, że Franciszek już dawno zasłużył na usunięcie ze stolicy Św. Piotra za swoją nieustanną kawalkadę błędów i zgorszenia, starają się oni zmienić katolickie nauczanie o papiestwie lub w inny sposób wymyślić je na nowo lub „odkryć”, aby dostosować je do absurdalnych czynów i nauk Franciszka. W odpowiedzi powiedziałbym, że ci tradycjonaliści, którzy „ponownie rozważają” SW I, są jak William Roper w filmie „Człowiek na wszystkie pory roku”, ponieważ chcieliby, abyśmy zredukowali wszelkie prawa dotyczące papiestwa, aby tylko dopaść Franciszka.

„William Roper: „Więc teraz dajesz diabłu przywilej korzystania z prawa!

Sir Thomas More: „Tak! A ty co byś zrobił? Wyciął wielką drogę przez prawo, by tylko dopaść diabła?”.

William Roper: „Tak, wyciąłbym każde prawo w Anglii, żeby tylko to zrobić!”.

Sir Thomas More: „Ach tak? A kiedy ostatnie prawo byłoby już obalone i diabeł zabrałby się za ciebie, gdzie byś się wtedy ukrył Roper, gdy wszystkie prawa byłyby zrównane z ziemią ? Ten kraj jest usiany prawami, od wybrzeża do wybrzeża, prawami ludzkimi, nie Boskimi! A gdybyś je ściął, a jesteś człowiekiem, który może to zrobić, czy naprawdę myślisz, że mógłbyś stać prosto na wietrze, który by wtedy wiał? Tak, dałbym diabłu przywilej korzystania z prawa, dla własnego bezpieczeństwa![xxxi]

Podobnie prawa kościelne dotyczące papiestwa ustanowione na Soborze Watykańskim I są prawami dla naszego własnego bezpieczeństwa. Jeśli zniesiemy wszystkie prawa dotyczące papiestwa, aby dobrać się do skóry Franciszkowi i staniemy się neo-gallikanami (jeśli to w ogóle możliwe), co nam pozostanie? Jaką mamy szansę na odbudowę? Odcięlibyśmy jedyny dany przez Boga środek na przyszłość. Bylibyśmy wtedy na łasce bezsilnego, zdemokratyzowanego i kolegialnego Kościoła. Diabeł miałby nas w pułapce.

Na przykład, powiedzmy, że dajemy naszym szczerym tradycjonalistycznym krytykom SW I to, czego chcą. Powiedzmy, że zmieniliśmy prawa dotyczące papiestwa (jeśli coś takiego byłoby możliwe), aby ograniczyć Franciszka. Od tej pory papież może być sumiennie ignorowany, chyba że ogłasza jakąś doktrynę nieomylnie, jego kanonizacje mogą być ignorowane i podważane, każde nauczanie na temat wiary i moralności pochodzące z jego autentycznego Magisterium może być podobnie ignorowane, a każdy katolik musi założyć kapelusz Sherlocka Holmesa, aby samemu rozeznać, co jest katolickie, a co nie jest w każdej papieskiej encyklice i może swobodnie odrzucić wszystko, co uzna za niekatolickie. Prawa liturgiczne papieża mogą być swobodnie ignorowane, podobnie jak jego prawa dyscyplinarne. Powiedzmy, że jest to nowy paradygmat papiestwa, który ustanowimy w przyszłości.

Powiedzmy też, że jakimś cudem na następnym konklawe prawdziwy tradycyjny katolik zostaje wybrany na papieża i natychmiast przystępuje do odbudowy Kościoła. Jaką jednak ma teraz władzę? Cupichy, Walterzy Kaspersi, Martinsi mogliby wtedy zacytować tradycjonalistów przeciwnych Soborowi Watykańskiemu I jako uzasadnienie dla całkowitego odrzucenia nowego, tradycyjnego papieża, ponieważ w ich mniemaniu mają ku temu podstawy.

Wykorzystają nowy papieski paradygmat neo-gallikańskich tradycjonalistów, aby powiedzieć, że nowy, tradycyjny papież zaprzecza nauczaniu Franciszka, które było prawomocnym wdrożeniem SW II, ogólnego ekumenicznego soboru Kościoła i dlatego nie musi być przestrzegane. Pozbawiony niemal wszystkich Boskich uprawnień, które zostały nadane mu w Pastor Aeternus, co by nam pozostało z papieża? Monarcha z głową, taki jak królowa Anglii? Jaką władzę i jaki autorytet moralny miałoby takie papiestwo, aby zdyscyplinować tych nowych dysydentów, po tym jak pozbyliśmy się wielu papieskich prerogatyw, aby chronić nas przed posłuszeństwem wobec Franciszka?

Kolejną ironią jest to, że ci sami tradycjonaliści, którzy ganią nauczanie Vaticanum II o kolegialności, którzy wyśmiewają absurdalny „Synod o Synodalności” i mówią, że biskupi i konferencje biskupie mają zbyt wiele władzy, chcieliby osłabić papiestwo do tego stopnia, że Kościół stałby się zbiorem skłóconych terytoriów z prezydentem na czele, posiadającym ograniczoną władzę. W rzeczywistości mamy już niektórych, którzy rozkoszują się faktem, że w ich oczach Święta Matka Kościół stała się niczym więcej niż grą polityczną, w której dwie przeciwne strony knują i manewrują w celu zdobycia władzy. W absurdalnym artykule w The Catholic World Report, Christopher Altieri, po porównaniu Kościoła do gangu w Chicago i usunięciu kontrowersji wokół Amoris Laetitia, z uśmiechem pisze:

Aby zrozumieć nie tylko ten pontyfikat, ale także obecny moment w życiu Kościoła, potrzebujemy heurystyki politycznej. Częścią budowania tej heurystyki będzie odzyskanie rdzenia teologii jako przedsięwzięcia zasadniczo politycznego, to znaczy takiego, które ze swej natury z konieczności dotyczy „spraw miasta”, jakim jest Kościół.[xxxii]

Nie. Nie potrzebujemy „heurystyki politycznej”, by „zrozumieć” ten pontyfikat i „obecny moment w życiu Kościoła”. Boże broń! Czy nie mamy już dość polityki we własnym kraju? Czy stan zachodniej demokracji wygląda jak „heurystyka”, którą chcemy zastosować do Boskiej Instytucji? Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy, są kolejne zakulisowe gry polityczne i machinacje lokalnych biskupów, którzy w przyszłym politycznym i zdecentralizowanym Kościele będą sprawować całą władzę. Czy Konferencja Biskupów Niemieckich wydaje się wam funkcjonalna?

Obecnie, katolickie media głównego nurtu są zalane nadętymi gadającymi głowami, które obsesyjnie mówią o Kościele w taki sam sposób, w jaki mówią o amerykańskiej polityce, tak jakby Kościół składał się z „konserwatystów” i „liberałów”, a papież był kimś w rodzaju prezydenta próbującego sprawdzić, jak bardzo może promować i wprowadzać w życie ideologię swojej partii ponad drugą. To jest mdłe. Jeśli kościół ekspertów medialnych jest naprawdę niczym więcej niż wielkim teatrem politycznym, jak oni to przedstawiają, to mówiąc słowami katolickiej autorki, Flannery O’Connor, „do diabła z tym”. Nie potrzebujemy „politycznej huerystyki”, potrzebujemy samego przeciwieństwa demokratycznej polityki. Potrzebujemy naszego monarchy. Potrzebujemy prawdziwie katolickiego papieża.

Jeśli chodzi o obecny „pontyfikat”, to nie tu nic do „zrozumienia”. Była to po prostu seria gorszących zachowań i heretyckich deklaracji ze strony człowieka, który już dawno temu był godny tego, by stracić ten urząd lub nawet nigdy go nie uzyskać. Sposób w jaki działa Kościół jest taki, że monarcha, Wikariusz Chrystusa, który jest chroniony przez Ducha Świętego, rządzi Kościołem i biskupami i działa jako nasza reguła wiary. Papież jest dosłowną Skałą, na której Chrystus zbudował swój Kościół, którego my i nasze dzieci powinniśmy móc bezpiecznie słuchać i być mu posłuszni bez wyrzutów sumienia.

Zamiast tego, kiedy uczymy nasze dzieci religii, uczymy je wszystkich wspaniałych katolickich nauk sprzed Soboru Watykańskiego II na temat papiestwa, ale po cichu mamy nadzieję, że nie zapytają nas, jak to wszystko odnosi się do obecnego bufonowatego apostaty żyjącego w Watykanie, który naucza, że cudzołożnicy mogą przyjmować Komunię, że konkubinat jest „prawdziwym małżeństwem”,[xxxiii] i porównuje Wielki Nakaz Misyjny Chrystusa z islamskim dżihadem.[xxxiv].

Doprawdy, jak długo jeszcze możemy kryć i pozwalać na taki stan rzeczy? Kto z nas potrafi spojrzeć w oczy naszym dzieciom i odpowiedzieć im, gdy czytają Pastor Aeternus, a jednocześnie widzą zło, którym nieustannie pluje Franciszek, i pytają nas, dlaczego nasz papież jest heretykiem? Pytają nas, czy Chrystus pozwoliłby swojemu Wikariuszowi uczyć nas zła? Pytają nas, czy to oznacza, że Kościół uległ błędom? Pytają nas, jak możemy oczekiwać, że nasi niekatoliccy krewni nawrócą się na taki Kościół? Pytają nas, czy bramy piekieł zwyciężyły? Czy w odpowiedzi, moi tradycjonalistyczni przyjaciele będą im poetycko opowiadać o „ultramontanach” i „hiperpapistach” rujnujących sprawy na SW I?

Jak powiedział Pius XII:

Wynika z tego, że Kościół Chrystusowy nie tylko istnieje dziś i zawsze, ale jest też dokładnie taki sam, jaki był w czasach Apostołów, chyba że mielibyśmy powiedzieć, uchowaj Boże, że Chrystus, nasz Pan, nie mógł zrealizować swojego celu, albo że pomylił się, gdy zapewniał, że bramy piekielne nigdy nie powinny go zwyciężyć[xxxv].

Papież Leon XIII, stwierdza, że:

Dlatego, jak wynika z tego, co zostało powiedziane, Chrystus ustanowił w Kościele żywe, autorytatywne i stałe Magisterium, które własną mocą umocnił, a przez Ducha Prawdy nauczał i cudami potwierdził. Chciał i nakazał, pod najcięższymi karami, aby jego nauka była przyjmowana jako Jego własna. Tak więc, jak często na mocy tej nauki oświadcza się, że to lub tamto jest zawarte w depozycie Boskiego objawienia, tak często każdy musi w to wierzyć jako w prawdę. Gdyby w jakikolwiek sposób mogło to być fałszywe, wynika z tego oczywista sprzeczność; wtedy bowiem sam Bóg byłby autorem błędu w człowieku. „Panie, jeśli jesteśmy w błędzie, to jesteśmy przez Ciebie zwodzeni”[xxxvi].

Tak, Kościół jest prawdą i Kościół nie ma i nie może mieć wad. Jednakże jednostki mogą z całą pewnością odpaść i przez to stawiają się poza Nim. Papież Leon XIII kontynuuje:

W ten sposób, po usunięciu wszelkich powodów do wątpliwości, czy może być dozwolone, aby ktoś odrzucił którąkolwiek z tych prawd bez popadnięcia w herezję a tym samym odłączył się od Kościoła? – odrzucając za jednym zamachem całą naukę chrześcijańską? (…) Absurdem jest wyobrażać sobie, że ten, kto jest na zewnątrz, może dowodzić w Kościele”.[xxxvii]

Czy Franciszek może „dowodzić w Kościele?”. Papież Leon XIII wykłada obietnice Chrystusa dla Piotra i to co może zrobić papież chroniony przez Ducha Świętego:

Takie są więc obowiązki pasterza: stawiać się jako przywódca na czele swej trzody, dostarczać jej odpowiedniego pokarmu, odpierać niebezpieczeństwa, strzec przed podstępnymi wrogami, bronić go przed przemocą, jednym słowem rządzić nim. Skoro zatem Piotr został postawiony jako pasterz chrześcijańskiej trzody, otrzymał władzę rządzenia wszystkimi ludźmi, dla których zbawienia Jezus Chrystus przelał swoją krew. „Dlaczego przelał swoją krew? Aby wykupić owce, które przekazał Piotrowi i jego następcom” (S. Joannes Chrysostomus, De Sacerdotio, lib. ii).

A ponieważ wszyscy chrześcijanie muszą być ściśle zjednoczeni w komunii jednej niezmiennej Wiary, Chrystus Pan, mocą swych modlitw uzyskał dla Piotra, aby w wypełnianiu swego urzędu nigdy nie odszedł od wiary. „alem ja prosił za tobą, aby nie ustała wiara twoja. A ty, niekiedy nawróciwszy się, potwierdzaj bracią twoję” (Łk. 22., 32), a ponadto polecił mu, aby udzielał światła i siły swoim braciom, ilekroć zajdzie taka potrzeba: „potwierdzaj bracią twoję” (tamże). Chciał więc, aby ten, którego wyznaczył na fundament Kościoła, był obrońcą jego wiary…

Czy taki jest Franciszek? Dlatego pokornie zachęcam kardynała Burke’a i wszelkich pozostałych katolickich kardynałów do ogłoszenia, że Franciszek albo stracił, albo nigdy nie uzyskał papiestwa z powodu jego wielu publicznych herezji i aktów apostazji, jak również jego odrażającej porażki w wyznawaniu prawdziwej wiary, która, jak uczy Pius XII, jest koniecznym warunkiem członkostwa w Kościele.[xxxviii]

Chris Jackson

Tłum. Sławomir Soja

Materiały źródłowe

[i] https://www.npr.org/2022/06/29/1108548298/pelosi-vatican-communion-abortion-rights

[ii] https://www.vaticannews.va/en/pope/news/2022-07/pope-francis-condemns-abortion-like-hiring-a-hit-man.html

[iii] https://www.vaticannews.va/en/pope/news/2022-07/pope-francis-condemns-abortion-like-hiring-a-hit-man.html

[iv] https://www.lifesitenews.com/news/pontifical-academy-for-lifes-new-book-deviates-from-church-teaching-on-contraception-artificial-insemination/

[v] https://www.ncregister.com/cna/costa-rican-bishop-suspends-priest-for-saying-novus-order-mass-in-latin-and-ad-orientem

[vi] https://gloria.tv/post/AGEgsFUYdPdm4PSfgdHUgSAeh

[vii] https://www.ncregister.com/news/four-cardinals-formally-ask-pope-for-clarity-on-amoris-laetitia

[viii] https://www.catholicworldreport.com/2016/12/19/cardinal-burke-no-i-am-not-saying-that-pope-francis-is-in-heresy/

[ix] https://www.catholicworldreport.com/2016/12/19/cardinal-burke-no-i-am-not-saying-that-pope-francis-is-in-heresy/

[x] https://sspx.org/en/news-events/news/rome-cardinal-burke-has-not-abandoned-idea-%E2%80%9Cfraternal-correction%E2%80%9D-32981

[xi] https://www.svenskakyrkan.se/bilateral-relations

[xii] https://web.archive.org/web/20100325133000/http://www.europe.anglican.org/partners/partners_incommunion.htm

[xiii] https://www.dailymail.co.uk/news/article-11000401/Church-England-woman-decide.html

[xiv] https://en.wikipedia.org/wiki/Old_Catholic_Church#Liturgy

[xv] https://archive.org/details/americancatholic15philuoft/page/282/mode/2up?view=theater

[xvi] https://archive.org/details/americancatholic15philuoft/page/278/mode/2up?view=theater

[xvii] https://www.ewtn.com/catholicism/teachings/vatican-is-dogmatic-constitution-pastor-aeternus-on-the-church-of-christ-243

[xviii] http://www.catholicapologetics.info/thechurch/encyclicals/docauthority.htm#PART_II

[xix] De Romano Pontifice, Bk II, Chapter 30:

[xx] https://www.catholicworldreport.com/2016/12/19/cardinal-burke-no-i-am-not-saying-that-pope-francis-is-in-heresy/

[xxi] https://mahoundsparadise.blogspot.com/2015/05/pope-i-feel-like-saying-something-which.html

[xxii]If he was ever validly elected pope in the first place. See St. Galen’s Mafia.

[xxiii] http://www.strobertbellarmine.net/encyclicals/Paul04/cumex.html

[xxiv] https://www.newadvent.org/cathen/11456a.htm

[xxv] https://www.papalencyclicals.net/pius12/p12mysti.htm

[xxvi] http://strobertbellarmine.net/bellarm.htm

[xxvii] https://www.olrl.org/snt_docs/athnasus.shtml

[xxviii] De Romano Pontifice, Bk II, Chapter 30:

[xxix] http://strobertbellarmine.net/bellarm.htm

[xxx] http://catholicapologetics.info/library/onlinelibrary/vincentferre.pdf

[xxxi] https://www.goodreads.com/quotes/7515521-william-roper-so-now-you-give-the-devil-the-benefit

[xxxii] https://www.catholicworldreport.com/2022/07/12/what-is-the-end-goal-of-pope-franciss-governance/

[xxxiii] https://www.catholicworldreport.com/2016/06/18/papal-comments-on-cohabitation-and-civil-marriage-suggest-a-direction/

[xxxiv] https://www.washingtonpost.com/news/worldviews/wp/2016/05/17/islam-and-christianity-both-have-an-idea-of-conquest-says-pope-francis/

[xxxv] https://www.papalencyclicals.net/pius11/p11morta.htm

[xxxvi] https://www.papalencyclicals.net/leo13/l13satis.htm

[xxxvii] https://www.papalencyclicals.net/leo13/l13satis.htm [xxxviii] https://www.papalencyclicals.net/pius12/p12mysti.htm Źródło: The Remnant (July 29, 2022) – 'How About We Keep the Papacy and Dump Bergoglio? ’

Co lord D’Abernon pisał o Polsce przed Bitwą Warszawską

2 sierpnia 2022 https://pch24.pl/polska-to-barachlo-a-polacy-to-niewolnicy-co-lord-dabernon-pisal-o-polsce-przed-bitwa-warszawska/

„Polska to barachło, a Polacy to niewolnicy”. Prof. Nowak tłumaczy, co lord D’Abernon pisał o Polsce przed Bitwą Warszawską

(fot. Krzysztof Wojciewski)

Brytyjski lord Edgar Vincent D’Abernon nazwał Bitwę Warszawską „18. przełomową”, czy też „18. najważniejszą bitwą w historii świata”. Był on wysłany na czele politycznej części misji alianckiej do Warszawy w końcu lipca 1920 roku.

Problem polega na tym, że napisał to kilkanaście lat później w swojej książce wspomnień, jakby dowartościowując swój udział i znaczenie Bitwy Warszawskiej, której się przyglądał, bo żadnej pomocy Polsce i Polakom nie udzielił.

Przestudiowałem w archiwum w Londynie zapiski lorda D’Abernona i raporty wysyłane bezpośrednio przez niego w lipcu i sierpniu 1920 roku do brytyjskiego premiera Davida Lloyda George’a. Początkowo, bo później się to zmienia, były one pełne pogardy i poczucia z jednej strony wyższości, a z drugiej zmarnowanego wysiłku lorda D’Abernona i jego współtowarzyszy w Warszawie.

Po co pomagać tym Polakom? Przecież oni do niczego się nie nadają. Oni nie tylko nie obronią się przed bolszewikami, ale nawet nie zasługują na jakąkolwiek pomoc”, tak mniej więcej brzmiały notatki lorda D’Abernona. Jego zdaniem Europa zaczynała się od Niemiec i to dopiero Niemiec warto bronić.

Trzeba oddać lordowi D’Abernonowi, że był zdecydowanym antybolszewikiem i chciał bronić Europy przed czerwoną zarazą, ale powtarzam – dla niego Europa zaczynała się od Niemiec. To właśnie Niemcy były dla niego pierwszym krajem w obronie którego mogą stanąć Brytyjczycy. Wszystko na wschód od Niemiec to „barachło” i „niewolnicy” i nieważne kto tam będzie rządził, bo to nie są problemy zajmujące cywilizowanego człowieka.

Tak wygląda z bliska widziana prawda o osiemnastej najważniejszej bitwie świata. Lubimy czasem się pompować tym stwierdzeniem, bo przecież tak napisał angielski lord. W rzeczywistości ten lord pisał coś zupełnie innego w przededniu Bitwy Warszawskiej.

Dopiero kiedy zobaczył on polskie samotne zwycięstwo, przy którym Wielka Brytania zrobiła co mogła, żeby Polsce zaszkodzić, wtedy dopiero lord D’Abernon zmienił zdanie. Zrobił to jednak po to, żeby podźwignąć własną rolę, że był przy tej wielkiej bitwie i tym wielkim zwycięstwie.

Tak właśnie narodziło się to pojęcie, do którego specjalnie wiele osób na Zachodzie nie przywiązuje większej wagi.

Powyższy tekst stanowi fragment rozmowy z 11 maja 2020 roku, jaką z prof. Andrzejem Nowakiem przeprowadził Tomasz D. Kolanek.

Cała rozmowa TUTAJ: https://youtu.be/gv6zgdZomKc

Franciszek OSZALAŁ?! Watykan wybił okolicznościową monetę promującą szprycę

https://nczas.com/2022/08/12/franciszek-oszalal-watykan-wybil-okolicznosciowa-monete-promujaca-szpryce-foto/

12 sierpnia

Moneta kolekcjonerska z wizerunkiem pracowników służby zdrowia i młodego pacjenta przyjmującego szprycę to najnowsze „dzieło” Watykanu, które w ostatnich tygodniach cieszy się ogromną popularnością wśród kolekcjonerów. Autorka grafiki podkreśliła, że projekt porusza temat „bardzo bliski sercu Papieża”.

Na monecie kolekcjonerskiej wypuszczonej przez Watykan na próżno szukać elementów pobożnościowych (za wyjątkiem jednego krzyża wiszącego nad postaciami), liturgicznych czy przedstawień świętych oraz papieży. Srebrny krążek o nominale 20 euro zawiera natomiast promocję szprycy.

Na awersie znaleźli się lekarz, pielęgniarka oraz młody pacjent, któremu podawana jest szpryca. Wszyscy noszą maski. Powyżej ich głów na ścianie wisi krzyż.

Autorką projektu jest Chiara Principe. Podkreśliła ona, że grafika „poświęcona jest aktualnemu tematowi, który jest bardzo bliski sercu papieża Franciszka: walce z pandemią i potrzebie szczepień”.

W opisie monety na stronach watykańskich napisano natomiast, że „Ojciec Święty wielokrotnie podkreślał znaczenie szczepień, przypominając, że opieka zdrowotna jest «obowiązkiem moralnym» i ważne jest aby «kontynuować wysiłki na rzecz uodparniania nawet najbiedniejszych narodów»”.

Już pod koniec czerwca włoski dziennik „Il Giornale d’Italia” na swoich internetowych łamach donosił, że moneta cieszy się wielkim powodzeniem wśród kolekcjonerów. Mimo że jej nominalna wartość to 20 euro, w internecie można było ją kupić za… ponad 200 euro.

Obraz

Nie jest to pierwszy kuriozalny krok watykańskiego urzędu Numizmatyki i Filatelistyki za czasów pontyfikatu papieża Franciszka. Jak przypomina PCh24.pl, w 2020 roku podczas Synodu Amazońskiego doszło do bałwochwalczego nabożeństwa z figurką pogańskiej bogini – Pachamamy. W tym samym czasie wydano monetę z wizerunkiem ciężarnej Indianki z planetą Ziemią w brzuchu.

Moneta wydana przez Watykan, papież Franciszek Źródło: Twitter, PAP, collage

===============

Co więcej, w roku 2017 z okazji 500-lecia herezji luterańskiej, Watykan wydał okolicznościowy znaczek z samym herezjarchą – Marcinem Lutrem.

Medjugorie: W obronie dobrego imienia bp. Pericia i Žanicia. Oszczerstwa wielbicieli Gospy.

https://gloria.tv/post/qYck42V8yCwa1D4ofuNBjbGgH

Zaślepienie religijne jest bardzo trudne do wyleczenia. – Biskup Pavao Žanić, Mostar, 1990.
Na kanale RCTV na youtubie zamieszczone zostało nagranie, w którym ks. Sławomir Kostrzewa stwierdza, że “biskup współpracował ze służbami”. Medjugorie – dlaczego jestem na tak – ks. Sławomir Kostrzewa – YouTube
I choć żadne nazwisko nie pada, można z kontekstu domyślić się, że mowa o biskupie Ratko Periciu, który od samego początku posługi uważał “objawienia” za nieprawdziwe, podobnie zresztą jak jego poprzednik, biskup Pavao Žanić. [Najpierw uznali ,że „non constat de supernaturalitate”, a później – stanowczo „Constat de nonsupernaturalitate”. MD]

Bp Perić wystosował wiele oświadczeń w sprawie wydarzeń w Medjugorie, w których obnaża herezje, błędy, kłamstwa oraz liczne skandale towarzyszące “widzącym” jak i ich franciszkańskim opiekunom, a które w publikacjach wydawanych przez zwolenników Medjugoria są przemilczane.
Dwóch kolejnych biskupów miejsca [ordynariuszy.. md] uznawało zjawiska medjugorskie za oszustwo…

Medjugorie nie ma szczęścia do biskupów. Obecnie diecezja Mostar-Duvno ma nowego biskupa – od lipca 2020 r. jest nim bp Petar Palić. Jego stanowisko w sprawie Medjugoria nie jest mi znane.
Oskarżenie kogoś o współpracę z komunistycznymi służbami posiada wielki ciężar gatunkowy. Polacy doskonale rozumieją znaczenie tego rodzaju zarzutów, jak zresztą wszystkie byłe demoludy, toteż trzeba posiadać bardzo konkretne dowody na ich potwierdzenie, w przeciwnym razie osoba, która je wysuwa może zostać uznana za, nazywając to bardzo łagodnie, niedoinformowaną.
Od początku “objawień” wobec obu biskupów wysuwano różne oskarżenia, niektóre poważne, jak to o współpracy z KGB, a niektóre wręcz komiczne, że nie wierzą w istnienie Boga, są łasi na pieniądze, oraz, w przypadku Pericia, że jest “diabłem” i “wilkiem”. Za każdym razem źródłem tych pomówień była grupa wyznawców medjugorskiej Gospy skupiona wokół “widzących” oraz franciszkanów zaangażowanych w “objawienia”, a ich jedynym powodem nieuznanie zjawień jako autentycznych.

[Już w latach 80-tych Episkopat Jugosławii nie uznał zdarzeń w Medjugorie na „nadnaturalne”.
W filmie Gospa (1995) w reżyserii Jakova Sedlara pojawia się zarzut wobec bp. Žanicia o współpracę z UDBA, czyli komunistycznymi tajnymi służbami Jugosławii. Podobnie w książce Misterij Međugorja. 30 godina fenomena (The Mystery of Medjugorje. 30 years of the phenomenon) wydanej w 2011 r. przez wydawnictwo Večernji list.

W obu przypadkach bp Perić w oficjalnych oświadczeniach zaprzeczył pomówieniom. W styczniu 2011 r., w rocznicę śmierci Žanicia, ponownie odparł zarzuty podczas homilii w mostarskie katedrze.
Co więcej, w listopadzie 2011 r. bp Perić zwrócił się z prośbą do Almira Džuvy, dyrektora Agencji Bezpieczeństwa i Wywiadu Bośni i Hercegowiny w Sarajewie, o umożliwienie mu wglądu w dokumenty UDBA dotyczące bp. Žanicia i Medjugoria.
W udostępnionych 30 kopiach dokumentów z lat 1981-1988 nie ma ani jednej wzmianki o tym, by bp Žanić był przez komunistów szantażowany lub by mu grożono, lub, że współpracował. Dodatkowo w kilku raportach wysłanych przez mostarską bezpiekę do wyższych rangą funkcjonariuszy w Sarajewie widnieje, że 14 lipca 1981 r. bp Žanić odmówił spotkania z przewodniczącym komisji do spraw religijnych.
Jako nieustępliwy wróg systemu, bp Žanić określany był naczelnym “szerzycielem wrogich działań” w dokumentach datowanych na 31 stycznia 1983, 7 listopada 1983, 8 grudnia 1983, 4 stycznia 1984, 7 marca 1984 i 24 kwietnia 1986.
Z udostępnionych dokumentów wyłania się zatem obraz szlachetnego człowieka i niezłomnego kapłana.
Źródłem najświeższej porcji kłamstw i kalumnii wymierzonych w obu biskupów jest film dokumentalny From Fatima to Medjugorje (2017) powstały na podstawie scenariusza Sloma Bezaela i wyreżyserowany przez Ami Drozda. Ami Drozd jest twórcą polsko-izraelskiego pochodzenia z dość obszernym dorobkiem filmowym, jednak wspomniana produkcja nie została wymieniona na liście jego osiągnięć na portalu IMDB.
Według twórców, wysoki rangą funkcjonariusz KGB Aleksander Maksimow 4 października 1981 r. miał wręczyć sekretarzowi stanu Stolicy Apostolskiej kardynałowi Agostino Casaroli dokument zawierający kompromitujące informacje, jakoby, będąc “w bardzo młodym wieku”, bp Žanić wdał się w “intymną relację z jednym ze swych kolegów” [lub jedną z koleżanek, tekst w j. angielskim tego nie precyzuje. Oryginalnie: “It was about an intimate relationship with one of his colleagues when he was really young and of some other details which are not in accord with what he is supposed to represent”– przyp. autora].
To właśnie wskutek tego szantażu bp Žanić miał zgodzić się na współpracę z UDBA i pod naciskiem tajnych służb zmienić swoją pozycję względem “objawień”.
Bp Žanić miał ponoć co do joty wypełniać polecenia jugosłowiańskiej bezpieki, np. rozsyłać listy do wielu biskupów z prośbą o powstrzymanie napływu pielgrzymów do Medjugorie.

W książce The Medjugorie Deception: Queen of Peace, Ethnic Cleansing, Ruined Lives autor E. Michael Jones przedstawia zupełnie inny powód zmiany opinii Žanicia co do Medjugoria.
“Biskup Žanić, który miał ten przywilej, że rozmawiał z widzącymi bezpośrednio w ich ojczystym języku [po chorwacku – przyp. autora], odniósł wrażenie, że objawienia w Medjugorie były figlem, który wymknął się spod kontroli. Dwie dziewczynki, sprawczynie całego zamieszania, powiedziały mu, że wyszły na wzgórze paść owce. I gdy Žanić upomniał jedną z nich, Ivankę Ivanković, że to grzech kłamać, ta niemal natychmiast zmieniła wersję twierdząc, że wyszły żeby sobie zapalić. Pytanie, cóż takiego tam paliły, wywołało spór. Mirjana Dragičević, druga z widzących, była znana jako miastowa pankerica – określenie miejscowych oznaczające punkówę, a jej reputacja w wiosce powiązana była z wielkim miastem Sarajewem i narkotykami.” (E. Michael Jones: The Medjugorie Deception. Fidelity Press, 1998).


O biskupie Žaniciu można by dodać jeszcze i to, że był bardzo maryjny, a wieści o wydarzeniach w Medjugorie bardzo go ucieszyły. Wystarczyła jednak jedna rozmowa z wizjonerkami zacytowana powyżej, oraz wysłuchanie taśm nagranych przez franciszkanów, by całkowicie zmienił zdanie i trwał aż do śmierci w przekonaniu, że Matka Boża w Medjugorie się nie objawia.
Staraniem bp. Pericia zarzut współpracy Žanicia z tajnymi służbami został bezwzględnie obalony już 2011 r. Dziwi zatem, że twórcy filmu zdecydowali się nim posłużyć.
Co do samego Pericia, jedynym “świadkiem” jego – oraz bp. Žanicia – współpracy z jugosłowiańską bezpieką jest wspomniany wyżej generał KGB Aleksander Maksimow. W filmie prócz Maksimowa nie pojawia się zresztą nikt inny, kto by poparł jego twierdzenia. Utrzymuje on, że w latach 1982-1989 spotkał się z Periciem siedem razy. Jeśli wierzyć słowom Maksimowa, Perić, choć był skłonny wierzyć w autentyczność objawień, obiecał Maksimowi “zgnieść je w zarodku”, oraz zadeklarował, że wie jak to zrobić. Ponadto uważał, że KGB za pośrednictwem jugosłowiańskiego UDBA powinno rozprawić się z hercegowińskimi franciszkanami “brutalnie i sprytnie, wszelkimi możliwymi sposobami”.
Maksimow twierdzi ponadto, że nawet po rozpadzie Związku Radzieckiego, a więc po zlikwidowaniu KGB, bp Perić nadal utrzymywał kontakty z agentami KGB, którzy dostarczali mu najświeższych wieści z Medjugoria. Byłby zatem bp Perić pierwszym w historii kapłanem kościoła katolickiego, który współpracował z tajnymi służbami po ich rozwiązaniu [sic!].
W filmie Maksimow prezentuje kilka dokumentów potwierdzających jakoby współpracę biskupów z komunistami. Nie da się ich jednak odczytać, obraz jest niewyraźny i rozmazany, nie można zidentyfikować żadnej daty, miejsca spotkania, numeru sprawy czy podpisu oprócz sygnatury Maksimowa.
Obaj biskupi pojawiają się w filmie jedynie podczas sprawowania czynności kapłańskich, nie ma żadnych nagrań, czy zarejestrowanych ukradkiem rozmów, w których rozmawialiby z agentami UDBA czy KGB. Nie przedstawiono również żadnych dowodów na piśmie, gdzie można by było jednoznacznie zidentyfikować odręczne podpisy biskupów.
Biskupowi Periciowi szczęście bardziej sprzyjało, gdyż w staraniach o oczyszczenie z zarzutów siebie i swego poprzednika dotarł do autentycznych komunistycznych dokumentów, które zaprzeczają wszystkiemu, co twórcy filmu próbują udowodnić.

Sam Maksimow z kolei to bardzo enigmatyczna postać. Nie udało się ustalić, czy faktycznie był agentem KGB. W filmie przechwala się, że miał kontakty pośród najwyższych dostojników papieskich. Miał ponoć dać papieżowi “w geście dobrej woli” osobisty podarek, czyli listę kapłanów z Polski, Czechosłowacji, Węgier, Jugosławii i Ukrainy, którzy współpracowali z tajnymi służbami.
Najwidoczniej bp Žanić miał w Watykanie kontakty jeszcze lepsze, gdyż sprawował swój urząd biskupi w diecezji Mostar-Duvno nieprzerwanie aż do przejścia na emeryturę w 1993 r. Co więcej, powierzono mu również diecezję w Dubrowniku. Papież Jan Paweł II w bardzo serdecznym liście z okazji 50-lecia kapłaństwa Žanicia wyraził uznanie dla jego “niezachwianej wiary w obliczu trudów i przeszkód czyniących posługę duszpasterską [bpa Žanicia] szczególnie bolesną”.
Doprawdy trudno uwierzyć, by w najwyższych kręgach Stolicy Apostolskiej darzono zaufaniem kapłana o podejrzanej reputacji, mając przeciwko niemu niepodważalne dowody na “intymne relacje w bardzo młodym wieku” lub współpracę z tajnymi służbami.
Bp Žanić w obliczu licznych zniewag wykazał się niezwykłą cierpliwością, a wobec atakujących go zwolenników Gospy okazywał niejednokrotnie wsparcie, narażając się komunistycznemu reżimowi. 1 września 1982 r. w liście protestacyjnym do przewodniczącego Prezydium Jugosławii Sergieja Kraighera, tuż po aresztowaniu oo. franciszkanów Jozo Zovki, Ferdo Vlašicia i Jozo Križicia, odrzucił stanowczo oszczerstwa wymierzone przeciwko zakonnikom.
Na podstawie przedstawionych dowodów można zatem stwierdzić, że zarzut o współpracy z komunistycznymi służbami obu biskupów jest niczym innym jak podyktowanym złymi, niegodnymi intencjami bajkopisarstwem.
Co do ks. Kostrzewy, być może zasugerował się przeinaczoną historią wydarzeń medjugorskich oraz zniekształconymi faktami, jakie przedstawili mu zwolennicy Gospy.
Opracowanie: matikatika
Źródło: CALUMNIES IN FILM | Biskupije Mostar-Duvno i Trebinje-Mrkan (md-tm.ba)

Tyrani wiedzą, że ich koniec jest bliski i okopali się.

Dr Władimir Zelenko, umiera w wieku 48 lat

Pamiętamy apel, jaki dr Zelenko wystosował w grudniu do pilnych działań, wzywając w sposób pokojowy do obywatelskiego nieposłuszeństwa i ostrzegając, że gdyby miał wkrótce umrzeć, to nie z powodu złego stanu zdrowia lub własnej ręki, zauważając, że jego życie jest w niebezpieczeństwie .

Dr Vladimir Zelenko ostrzega, że istnieją uzgodnione wysiłki, aby uciszyć lekarzy, którzy mówią prawdę, takich jak on, i ostrzega, że jeśli wkrótce umrze, nie będzie to przez złe zdrowie lub z własnej ręki.

W krytycznej wiadomości rozpowszechnianej w sieciach i datowanej na grudzień 2021 roku, dr Zelenko wskazuje, że wojna establishmentu przeciwko głosicielom prawdy w przemyśle medycznym wkrótce przyspieszy, a dobrzy ludzie muszą powstać, aby zapobiec jej wpływowi na następne pokolenie. Lekarz, który promuje protokoły wczesnego leczenia i profilaktykę dla pacjentów niskiego ryzyka w leczeniu Covid-19, przechodzi do wskazania, że jego życie jest zagrożone z powodu informacji, które rozpowszechnia.

„Rząd jest teraz zdesperowany” – powiedział Zelenko. „Tyrani wiedzą, że ich koniec jest bliski i okopali się, a teraz idą z totalną totalitarną tyranią próbując stłumić głosy takie jak ja”. „Po pierwsze, nie jestem samobójcą” – przyznaje Zelenko. Po drugie, jest mi znacznie lepiej; moje zdrowie jest w porządku, więc jeśli umrę lub zniknę, to nie ma to nic wspólnego z żadną z tych rzeczy i wiesz, jakie jest źródło…” „Jest to próba zamachu na prawdę poprzez stłumienie mojego głosu i głosów takich jak ja”.

Dr Vladimir Zelenko , nominowany do nagrody Nobla, który z powodzeniem leczył wielu prezydentów i głów państw na całym świecie z powodu COVID-19. Dr Zelenko był jednym z pierwszych lekarzy na świecie, który udowodnił, że COVID-19 można łatwo leczyć za pomocą HCQ + CYNK. Jego zespół skutecznie wyleczył ponad 6000 pacjentów z COVID i przeszkolił tysiące lekarzy na całym świecie, wspólnie ratując miliony istnień ludzkich. Dr Zelenko był surowo cenzurowany, codziennie otrzymuje groźby śmierci i faktycznie walczy o życie z powodu bardzo rzadkiego raka.

Zarówno dr Carrie Madej, ofiara dziwnej katastrofy lotniczej w tym tygodniu, jak i dr Vladimir Zelenko ostrzegają ludzkość przed mrocznym planem przestępczym stojącym za pandemią.

Jak ucisza się bojowników prawdy

Każdy, kto zdaje sobie sprawę, jak dobrzy ludzie starają się zdemaskować ukryte dzieła niegodziwców, zauważył, jak wielu ważnych bojowników o wolność zginęło nagle w dziwnych wypadkach. Osobiście znam kilka katastrof prywatnych samolotów, które odebrały życie kluczowym przywódcom w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Również nagłe zawały serca lub rzekome samobójstwa odebrały życie wielu dobrym i wpływowym ludziom. Zelenko mówił dalej, że wkrótce nastąpi „próba usankcjonowania takich lekarzy jak ja, odebrania nam licencji, szkalowania nas itd.”. Jedynym wyjściem, powiedział lekarz, jest dla uczciwych lekarzy i innych podobnie myślących ludzi zjednoczenie się, powstanie polityczne i odrzucenie tyranii.

„Mój apel do kolegów lekarzy i mój apel do każdego, kto słucha, to pójście w dokładnie przeciwnym kierunku: wstać. To jest wojna domowa o wolność, miejmy nadzieję, że w sposób bez użycia przemocy – mówi Zelenko. „Potrzebujemy obywatelskiego nieposłuszeństwa. Musimy powiedzieć 'Nie’ obłąkanej marionetce w Białym Domu i wszystkim tym tyrańskim kłamstwom ludzi takich jak Fauci, NIH, CDC i FDA … wszystkie te organizacje, które są niczym więcej niż dziwkami i burdelami.”

Przyszłość, potwierdza Zelenko, zależy od tego, czy dobrzy ludzie przeciwstawią się (bez użycia przemocy) bezwzględnemu autorytaryzmowi. „Jeśli chcecie, by wasze dzieci miały szansę na rozwój w zgodzie z sumieniem Boga, teraz jest czas, by stanąć i poświęcić się, bo od tego, co teraz zrobimy, zależy wolność naszych dzieci” – zaznacza lekarz. „Nie jestem zwolennikiem przemocy. Jestem zwolennikiem obywatelskiego nieposłuszeństwa. Wstań. Powiedzcie: „Nie, zatrutym strzałom śmierci i odrzućcie całkowicie dzisiejszy rząd, który jest niczym innym jak wrogiem ludu, wrogiem ludzkości, wrogiem Boga”.

Dr Zelenko w programie u Alexa Jonesa, podkreślił, w jaki sposób szczepionka Covid-19 zasadniczo daje wszystkim AIDS
. Dr Vladamir Ze’ev Zelenko, któremu przypisuje się rolę pioniera we wczesnym protokole leczenia COVID-19, obejmującym hydroksychlorochinę (HCQ) i siarczan cynku, stał się ostatnio bardzo szczery w kwestii całego przedsięwzięcia COVID-19, niebezpiecznej sytuacji, w jakiej znajdują się ludzie na świecie, i jego wezwania do „świadomego Boga”, aby oprzeć się szybko postępującej tyranii rządu i mediów.

Dr Zelenkowi napisał list otwarty do prezydenta Donalda Trumpa, ogłaszając swój protokół leczenia nowej choroby. Zelenko, ortodoksyjny Żyd, swobodnie mówił nie tylko o swoich pierwszych udanych zabiegach na COVID-19, ale także o swoim teologicznym rozumieniu konfliktu między dobrem a złem w całej historii ludzkości, a nawet o własnych zmaganiach duchowych, w tym o Ręce Boga w swoim życiu.

W marcowej rozmowie z dr Peterem Bregginem, Zelenko wyjaśnił swojemu bardziej świeckiemu gospodarzowi, że sama historia jest naznaczona walką „pomiędzy ludźmi, którzy próbują żyć świadomie lub skoncentrowani na Bogu„, a innymi, którzy „zawsze próbowali być bogami i chcą mieć globalną kontrolę nad resztą ludzkości”. Do głównych koncepcji „życia skoncentrowanego na Bogu” należy zaliczyć to, że „zostaliśmy stworzeni na obraz Boga i to jest podstawą prawa naturalnego, czyli skoro zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, to nasze życie ma świętość, po prostu dlatego, że jest, a nie z jakiegoś innego powodu”.

Natomiast ci, którzy dążą do opanowania reszty ludzkości i bycia „boskimi”, tak naprawdę mogą to zrobić poprzez „zniewolenie ich psychicznie”. To, co przeżywamy, jest prawdopodobnie największą operacją psychologiczną w historii ludzkości – powiedział.

Zainspirowane przez Boga odkrycie HCQ i protokołu cynkowego Opisując, jak to wszystko mu się przydarzyło, Zelenko, były ateista, który mówi, że kiedyś „czerpał przyjemność z przekonywania ludzi, by nie wierzyli w Boga”, powiedział, że po wcześniejszym życiowym nawróceniu, jego relacja z Bogiem odegrała główną rolę w odkryciu.
„Naprawdę uważam, że nic nie zrobiłem” – wyjaśnił. „W marcu ubiegłego roku modliłem się do Boga, prosząc o pomoc, ponieważ miałem tysiące umierających chorych pacjentów, a ja nie miałem im nic do zaoferowania. A ja od 20 lat zajmuję się tymi ludźmi. I co wtedy zrobisz? Modliłem się o jakieś wskazówki i wtedy następna rzecz, którą wiem, że przysłali mi list na mój e-mail … wyjaśniając, jak jonofory cynku i cynk działają w hamowaniu wirusów RNA w teorii. I to było dla mnie wielkie oświecenie, i to naprawdę wpłynęło na świat, bo popchnąłem te rzeczy globalnie „i być może uratowałem życie milionowi ludzi”.

Dr Zelenko odszedł, niech spoczywa w pokoju ten wojownik Boga. Ukończył wyścig, stoczył dobrą walkę!

Médico que fue pionero en el protocolo COVID HCQ insta a ‘resistencia contra la tiranía gubernamental’ – PREVENCIA/El Dr. Zelenko llamó a la desobediencia civil: «Si muero es un asesinato de la Verdad»

Pionier wczesnego leczenia COVID dr Vladimir Zelenko zmarł na raka w wieku 48 lat

Wwywiadziedla LifeSiteNews w lipcu ubiegłego roku Zelenko wyjaśnił, co sprawiło, że jego protokół hydroksychlorochiny (HCQ) i cynku w leczeniu COVID jest tak skuteczny, jednocześnie odnosząc się do „grupy socjopatów”, którzy zignorowali i ocenzurowali jego skuteczne leczenie, a zamiast tego popchnęli „ eksperymentalną miksturę płynną” (szczepionka mRNA) na całej populacji świata. Pomimo intensywnej cenzury ze strony Big Tech, Zelenko konsekwentnie ostrzegał przed szkodliwością eksperymentalnych igieł, zwłaszcza u dzieci, zauważając, że osoby poniżej 18 roku życia mają „99,998% wyzdrowienia z COVID bez leczenia”. Zelenko kategorycznie ostrzegł również, że nowe zastrzyki mogą wywoływać śmiertelneskrzepy krwi i choroby serca, takie jakzapalenie mięśnia sercowego i zapalenie osierdzia.Jeden z wieluznaczących momentóww walce Zelenki o wolność medyczną miał miejsce, gdy zeznawał przed sądem rabinackim w Izraelu, próbując przekonać kraj, by nie kontynuował trzeciej dawki szczepionki po tym, jak pierwsza dawka dwudawkowa nie ustała. tak zwana pandemia. Dr Zelenko zeznaje przed sądem rabinicznym w Izraelu o swoim protokole i wyjaśnia wszystko na temat szczepionek eksperymentalnych Covid19. więcej COVID early treatment pioneer Dr. Vladimir Zelenko has died of cancer at age 48 – LifeSite21Polub Udostępnij

Mądry, mądrzejszy, najmądrzejszy.

Koledzy musimy podnieść poziom poprzez obniżenie wymagań”.

Izabela Brodacka, 14 sierpnia

W połowie XX wieku skończył się czas genialnych samouków. Samoukiem był Banach, samoukiem był w zasadzie Louis de Broglie gdyż ukończył studia historyczne, samoukiem był Einstein gdyż pracował jako zwykły urzędnik patentowy. Dopuszczanie do głosu samouków, jeszcze bardziej wyraźne w XVIII wieku, oznaczało, że większy niż do instytucji naukowych był szacunek do prawdy niezależnie od tego kto ją głosi.

Na przykład Jean- Jacques Rousseau przeszedł do historii nauki chociaż nie miał żadnego formalnego wykształcenia i nie mógł być raczej wzorem osobowym. Był zwykłym pieczeniarzem, utrzymankiem bogatych kobiet. Pomiędzy kolejnymi romansami błąkał się i podejmował drobne prace. Czasami kradł. Nikt dzisiaj nie zechciałby nawet zajrzeć do jego pisaniny jednak Francuska Akademia Nauk  nie tylko zainteresowała się jego tekstami lecz przyznała mu nawet odpowiedni certyfikat.

Obecnie liczy się tylko formalne wykształcenie. Setki żądnych papierka zwanego dyplomem osób zapisuje się do różnych „szkół tańca i różańca” (jak się złośliwie nazywa prywatne uczelnie)  licząc na to, że tam ten papierek łatwiej zdobędą. Dziesiątki wykładowców uczelni państwowych dorabia do pensji na prywatnych uczelniach czytając te setki prac dyplomowych. Niektórzy zapewne nawet ich nie czytają lecz przerzucają pilnując tylko żeby zawierały wystarczającą liczbę pozycji bibliograficznych,  prawidłowo wprowadzone odnośniki no i żeby przeszły przez program określający  w procentach stopień zapożyczeń. Nikt z pracowników nauki  nie ma czasu ani ochoty żeby zgłębiać poglądy zapoznanych geniuszy, którzy chcieliby przemycić w zwykłej pracy licencjackiej czy magisterskiej swoje odkrycia. 

Obowiązującym modelem pracy licencjackiej czy magisterskiej w dziedzinie humanistyki jest obecnie w Polsce przegląd literatury, a właściwie zbiór cytatów  na dany temat opatrzonych odnośnikami. Student nie ma prawa prezentować własnych poglądów ani szukać wewnętrznych sprzeczności obowiązującego paradygmatu czy jego sprzeczności z obserwowaną rzeczywistością.  Promotor poleca wykreślić z pracy wszelkie własne rozważania i koncepcje studenta. Czytałam ostatnio recenzję, w której za poważny mankament pracy licencjackiej w dziedzinie socjologii zostały uznane bardzo rozsądne i odkrywcze rozważania własne autorki nie poparte jednak cytatami z literatury przedmiotu. Nie mogły być poparte właśnie dlatego, że były odkrywcze.

W dziedzinie nauk przyrodniczych student na ogół wykonuje jakieś pomiary czy obliczenia związane z pracą naukową promotora. Nikt z czynnych naukowców nie ma czasu ani ochoty zapoznawać się z własnymi pomysłami studentów czy nawet młodszych pracowników naukowych. Znam przypadek gdy twórca programów komputerowych projektujących tak zwane maski stosowane przy napylaniu warstw epitaksjalnych w mikroelektronice przez długie lata usiłował zainteresować kogokolwiek swoim odkryciem. Zniecierpliwiony sprzedał wynalazek Brytyjczykom i został zamożnym człowiekiem. Drugi znany mi przypadek to historia młodego matematyka, który nie zdołał zainteresować żadnego z uczelnianych bonzów swoją pracą na temat kwaternionów- liczb będących rozszerzeniem ciała liczb zespolonych. Zainteresowali się nią Amerykanie i zaproponowali mu wspaniałe warunki finansowe. Nie jest jednak tym zainteresowany ze względów patriotycznych. 

Sposób przeprowadzania egzaminów maturalnych i egzaminów ósmoklasisty również daleko odbiega od deklarowanego modelu oświaty, którego zasadniczym celem powinno być rozwijanie intelektualne ucznia przy zachowaniu szacunku dla jego poglądów. Kiedyś podczas matury pisemnej z języka polskiego pisało się wypracowanie. Wypracowania oryginalne, daleko odbiegające od szkolnej sztampy były również pozytywnie oceniane. Obecnie uczeń pisze tylko krótką rozprawkę, a trzonem egzaminu są odpowiedzi na pytania zamknięte, oceniane według klucza. 

Nic dziwnego, że w 2008 roku dwaj znani publicyści i pisarze, którzy poddali się egzaminowi maturalnemu  z języka polskiego polegli na tym egzaminie.  Antoni Libera wprawdzie zdał maturę, ale na tyle słabo, że z pewnością nie dostałby się na studia polonistyczne.  W swojej pracy nie umieścił wymaganych przez klucz informacji i terminów.  Drugi „maturzysta” profesor Marcin Król oblał egzamin gdyż  w jego pracy również zabrakło słów-kluczy, takich jak młodość, indywidualizm romantyczny czy koncepcja lotu. Klucz w humanistyce oznacza konieczność ścisłego dostosowywania odpowiedzi do wymagań egzaminatora czyli kształtuje wśród egzaminowanych przede wszystkim serwilizm intelektualny. 

Równie niekorzystne jest sprawdzanie wiedzy z przedmiotów matematycznych i przyrodniczych za pomocą testów jednokrotnego wyboru. Oczywiście jest to wygodne dla egzaminatora gdyż egzamin może sprawdzać nawet komputer. A zupełnie niewłaściwe jest stosowanie obowiązującego klucza przy ocenianiu sposobu rozwiązania zadań otwartych. 

Zdarzało mi się, że rozwiązywałam w szkole, podczas lekcji jakieś zadanie w zwykły, wyuczony, dość toporny ( przyznaję to samokrytycznie) sposób, a uczeń proponował inne rozwiązanie, olśniewająco proste i eleganckie. Zapisywałam sobie takie rozwiązanie, oczywiście entuzjastycznie chwaląc ucznia. Sprawdzający obecnie prace maturalne egzaminator otrzymuje klucz z dokładnym  rozwiązaniem i punktami które należy przyznać za każdy etap tego rozwiązania. Wprawdzie teoretycznie rzecz biorąc każde prawidłowe rozwiązanie powinno otrzymać maksimum punktów lecz nie jest to przestrzegane. Jak już pisałam znajoma profesor chemii uniwersyteckiej wycofała się z pracy w CKE gdy za zadanie ocenione przez nią na maksimum punktów uczeń otrzymał ostatecznie zero punktów gdyż nie użył sformułowań zawartych w kluczu.

Podczas jednego z nauczycielskich zebrań dotyczących wyników egzaminów maturalnych usłyszałam: „ koledzy musimy podnieść poziom poprzez obniżenie wymagań”. To tylko pozorna sprzeczność, przecież nie chodziło o poziom wiedzy lecz o wyniki matur mierzone w procentach zgodnych z kluczem odpowiedzi.

Gruba czerwona linia

Izabela Brodacka, 14 sierpnia

Zmarły niedawno „historyk idei” profesor Marcin Król wielokrotnie nawoływał do siłowego obalenia rządów PiS. Nie pamiętam dokładnie jego sformułowań lecz były wielokrotnie cytowane w mediach. Dziwne, że pan profesor nie rozumiał, że przekroczył w ten sposób pewną nieprzekraczalną granicę, cienką czerwoną linię. Nawoływanie do zamachu stanu w demokratycznym państwie „to gorzej niż zbrodnia -to błąd”. (Tak  podobno skomentował Charles Maurice de Talleyrand egzekucję Ludwika Antoniego de Bourbon-Condé, znanego jako książę d’Enghien). 

Marcin Król wypowiadał jednak te naprawdę nie przystojące profesorowi słowa z profesorskim wdziękiem.

Donald Tusk idzie w jego ślady zupełnie bez wdzięku. Przekracza już nie cienką czerwoną lecz grubą czerwoną linię a właściwie morze czerwone głupoty. Obiecuje na przykład wyprowadzenie Glapińskiego z NBP bez żadnej ustawy. Jak się wyraził jego kumpel Siemoniak: „ przyjdą silni panowie i go wyprowadzą”.Nawoływanie do siłowego usunięcia urzędnika kadencyjnego to łamanie porządku konstytucyjnego, nawoływanie do zamachu stanu, wreszcie są to groźby karalne. Poza tym podobne zapowiedzi jak twierdzi Jacek Saryusz –Wolski mogą zachwiać polską walutą. Dlatego NBP złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przez Tuska przestępstwa. Wątpię czy pan Glapiński zechce wdawać się w prywatną sprawę sądową z Tuskiem. Ten ostatni jako notoryczny kłamca nie ma po prostu zdolności pojedynkowej.

Można by napisać czarną księgę kłamstw Tuska. Kłamał twierdząc, że prezydent Duda zamawiał ekspertyzy dotyczące legalności wyboru Glapińskiego na prezesa NBP. Kłamał przypisując ekspertom Rzeczpospolitej prognozę ceny chleba w Polsce na poziomie 30 złotych, której to prognozy Rzeczpospolita nie zamieściła. 

Tusk wielokrotnie strzelał sobie w stopę opowiadając się po stronie komuny, z którą podobno walczył i przeciwko której spiskował w spółdzielni robót wysokościowych „ Świetlik” przemianowanej potem na „ Gdańsk” będącej kuźnią gdańskich „liberałów”. Swoje prawdziwe sympatie ujawnił  powołując się na ekspertyzy, które sporządził prawnik Stanisław Hoc. Stanisław Hoc jest opisany w biuletynie IPN dotyczącym funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL (https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/40188) . Habilitację robił w ZSRR. Nic więcej chyba nie trzeba dodawać. Pamiętamy również  jak po katastrofie smoleńskiej Tusk wymieniał uściski z Putinem i jak nad trumnami ofiar przybijali sobie radośnie piąstki. Tego Tusk nie zdoła się wyprzeć, tych zdjęć nie uda się usunąć z przestrzeni publicznej pomimo obecnej zdecydowanej zmiany zwrotu politycznego wektora. 

Donald Tusk popiera postulaty aborcjonistek. Z jedną z nich, wulgarną Lempart, pokazywał się w Brukseli w maseczce ze znakiem pioruna na twarzy. Jednocześnie powołując się na swój katolicyzm nakłania do nie głosowania na PiS, a kiedy trzeba było kokietować katolików wziął nawet po wielu latach  ślub kościelny ze swoją połowicą.

W czasie rządów PO Tusk przeprowadził przedłużenie wieku emerytalnego. Twierdził, że skrócenie wieku emerytalnego zrujnuje polską gospodarkę. Teraz propaguje czterodniowy tydzień pracy. Ale sklepy jego zdaniem powinny być koniecznie otwarte w niedzielę bo inaczej zbankrutują.  Zatem powinny być na przykład otwarte we wtorek, czwartek, sobotę i niedzielę, a zamknięte w poniedziałek, środę i piątek. W niektórych państwach  czterodniowy tydzień pracy oznacza wolny weekend  od piątku, lub pracę w piątek tylko do 12 aby ludzie mogli  na dłużej wyjechać.  Odpoczynek w niedzielę nie jest koniecznie wiązany z nakazami religijnymi. Czterodniowy tydzień pracy to forma walki z bezrobociem ( pracą należy się dzielić) a jest to swoją drogą oryginalny pomysł Putina. 

Ustami ministra finansów rząd Tuska mówił  „piniendzy ni ma i ni będzie”. Miało ich zabraknąć na wszelkie programy społeczne. Teraz Tusk chce bronić „550+” i to  przed kim? Przed twórcami tego programu?. „Tylko odpowiedzialna władza, tylko tacy ludzie jak my są w stanie uratować 500 Plus”- powiedział  w Szczecinie. Twierdzi poza tym, że program „500+” wymyśliła Ewa Kopacz (ale chyba zapomniała o tym komukolwiek powiedzieć). „500+” to zresztą zdaniem Tuska za mało, obiecuje o wiele więcej. Startował jako liberał i zwolennik wolnego rynku. Teraz jawi się socjalistą licytującym się z innymi ugrupowaniami  wyborczymi obietnicami.

Nasuwa się pytanie dlaczego Tusk tak postępuje, dlaczego nikt mu nie uświadomi, że się ośmiesza? Jak twierdzi  Jacek Saryusz Wolski w saloniku politycznym „Republiki” wynika to z bezradności intelektualnej Tuska. Nie ma po prostu nic do zaoferowania wyborcom, bo jego jedynym programem jest odsunięcie PiS od władzy. PO w zaiste stachanowskim czynie zapowiada odbycie w ciągu roku dzielącego nas od wyborów dwudziestu tysięcy spotkań. I podczas tych tysięcy spotkań zamiast przedstawić program wyborczy będzie manifestować swoją jałową nienawiść do PiS a przede wszystkim do prezesa Kaczyńskiego.

Szkoda czasu na dalsze wyliczanie wszystkich niekonsekwencji, kłamstw i wpadek Tuska. Tusk jest po prostu  jak chorągiewka na wietrze albo lepiej jak mały zardzewiały kogucik na wieży wiejskiego kościółka.

 Ursula Gertrud von der Leyen grzecznościowo wróżyła Tuskowi funkcję premiera ale nikt w Brukseli i chyba on sam już w to nie wierzy. Największym osiągnięciem rządów Tuska była ciepła woda w kranie więc dowcipni internauci proponują żeby wrócił do Niemiec jako ekspert od ciepłej wody, której Niemcom bez niego wkrótce zabraknie. Odwołanie Tuska ze stanowiska przewodniczącego partii EPL przed upływem kadencji (co się do tej pory w historii tej partii nigdy nie zdarzyło) świadczy o tym, że w Brukseli też jest postrzegany jako polityk niepoważny i zużyty, którego pozostawienie na stanowisku przynosiłoby  więcej szkody niż pożytku. Niewątpliwie szeregi PO dojdą do tego samego wniosku. Jeżeli ta formacja ma przetrwać musi pozbyć się swego najbardziej kompromitującego członka. Tusk jak pamiętamy był jednym z założycieli PO.

Teraz ją zatapia.

Kryterium rozporkowe 

Izabela Brodacka

To zdumiewające, że w świecie w którym podobno istnieje kilkadziesiąt płci, a  płeć jest kwestią kulturową i podlega wyborowi podobnie jak kolor sukni czy butów, w świecie w którym już w przedszkolu dzieci mają być uczone technik masturbacji, najbardziej skutecznym sposobem eliminacji człowieka z życia politycznego i publicznego okazuje się być kryterium rozporkowe. 

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson poddał się do dymisji a jego rząd rozpadł się gdy potwierdziły się doniesienia, że wiedział o zarzutach ciążących na parlamentarzyście Chrisie Pincherze dotyczących jego niewłaściwego zachowania seksualnego, a mimo to przyznał mu stanowisko zastępcy whipa, czyli osoby nadzorującej przestrzeganie dyscypliny w klubie poselskim. Podobno Chris wykorzystując swoją pozycję robił  kolegom niestosowne propozycje. Nie wiemy czy były niestosowne, bo Chris jest homoseksualistą a koledzy byli heteroseksualni, czy niestosowne bo jest czynnym homoseksualistą a koledzy byli też czynni (albo odwrotnie), czy wreszcie każda podobna propozycja jest niestosowna i może być kwalifikowana jako molestowanie seksualne, a właściwą formą gry wstępnej jest zawarcie u notariusza odpowiedniej umowy określającej na piśmie zakres planowanych czynności seksualnych podejmowanych za obopólną zgodą.

Niezatapialny Tomasz Lis wyleciał z roboty mniej więcej za to samo. Podobno jego sprawą w RASP (Ringier Axel Springer Polska) zajmuje się specjalna komisja. Podstawowe zarzuty przeciwko Lisowi to mobbing i molestowanie seksualne. Ta sprawa jest jak to się mówi rozwojowa i trudno ustalić kto molestował a kto był molestowany. Podobnie jak kilka lat temu gdy szalało Me Too osoby molestowane i molestujące mnożą się jak króliki .Tak czy owak Lisowi pokazano palec do dołu. Być może najpierw pokazano palec do dołu a potem znalazły się osoby poszkodowane i nieprzekupni, odważni dziennikarze, którzy zdecydowali się o tym napisać. Lis słynął od lat z ostrego języka oraz zmiennych nastrojów lecz przez całe lata jakoś nikomu to nie przeszkadzało.

Rzecznik kurii białostockiej, ksiądz Andrzej Dębski, który przez pewien czas prowadził na antenie TVP dziecięcy program „Ziarno” miał wysyłać pewnej kobiecie wiadomości o podtekście erotycznym. Duchowny proponował jej miedzy innymi stosunek w gabinecie metropolity białostockiego i to – dodam- była najbardziej wyważona i przyzwoita z jego propozycji. Został  za karę pozbawiony prawa do pełnienia posługi duszpasterskiej. 

Wszyscy oni należą do tej samej podkultury, którą trafnie zdefiniował prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ale nie należy się dziwić, że czują się trochę pokrzywdzeni. Świat przecież idzie naprzód, kościoły przerabia się na knajpy i dyskoteki, papa Franciszek za chwilę zniesie celibat i  pobłogosławi związki homoseksualne a tu takie wydziwianie i to o co? – o kilka szczerych, z głębi… serca płynących słów.  

We wszystkich tych przypadkach istnieje pewien powtarzalny wzorzec. Ktoś przez wiele lat traktowany jako idol, jako osobowość charyzmatyczna nagle, niespodziewanie dla wszystkich i przede wszystkim dla siebie samego okazuje się być białą szowinistyczną męską świnią. W przypadku Polski są to zapewne rasy rodzime – świnia złotnicką pstra albo biała zwisłoucha.

Na przykład Lis, wielokrotny laureat Wiktorów był przecież postrzegany jako ikona mediów. Jaruzelski nazwał go nawet arystokratą dziennikarstwa co tylko dowodzi, że Jaruzelski nie powinien wypowiadać się na temat arystokracji. Na pewno istniały tematy o wiele lepiej mu znane i bliższe środowiskowo.

Anna Kalczyńska z TVN komentując widowiskowy upadek Lisa napisała: „ …najwyraźniej karma wraca. Każdy jest kowalem WŁASNEGO losu.”  Parafrazując to znane porzekadło otrzymamy bardziej trafne: „każdy jest kowalem własnego łóżka i jak sobie posłałeś tak się wyśpisz”. 

Wydawało się że żeby zostać wystawionym na aut Lis musiałby zgwałcić Michnika w ciąży, przejechanego uprzednio po pijanemu na pasach. A jednak wystarczyło kilka urażonych dziewic z odzysku czyli – jak je nazywał Boy- dziewic konsystorskich aby Lisowi zaszkodzić   

Podobnie świątobliwy ksiądz śpiewający (dość fałszywie)  z dzieciaczkami  z Arki Noego w programie „Ziarno” na pewno nie spodziewał się takiego potępienia. Godna podziwu jest przy tym jego wyobraźnia. A swoją drogą król Jan III  Sobieski nie takie rzeczy pisał do  Marysieńki i nikt się tym nie gorszył. Wręcz przeciwnie, cytuje się jego miłosną korespondencję jako pełną uroku. Najbardziej wzrusza historyków  – o ile pamiętam – propozycja aby królowa się nie myła. Król Sobieski był po prostu prekursorem troski o naszą błękitną planetę. A polscy rządzący powinni iść w jego ślady i oprócz zbierania chrustu, zaciskania pasa i ocieplenia domów postulować mycie się raz na tydzień. Albo jeszcze lepiej, zgodnie z polską tradycją- „raz do roku koło Wielkanocy”.  

Dość daleko odeszliśmy od afer rozporkowych. Nadal jednak nie mogę się nadziwić, że okazały się one takie nośne i skuteczne w działaniu.  Przecież  w zlaicyzowanym liberalnym społeczeństwie powinny istnieć o wiele ważniejsze przyczyny odwołania kogoś ze stanowiska. Złodziejstwo, łapówkarstwo, błędne decyzje polityczne. Jak się jednak okazuje nałogowa kradzież elektroniki w sklepach nie przeszkadza pełnić funkcji sędziego,  a podejrzenie łapówkarstwa nie przeszkadza przewodniczyć Senatowi. Natomiast rujnuje komuś życie niewłaściwa propozycja wyrażona pod niewłaściwym adresem. Ale jakie znaczenie ma „tak czy siak czy owak” wyrażone czysto werbalnie? To przecież tylko słowa, słowa i jeszcze raz słowa. 

W dawnych dobrych czasach słowne obrażenie damy owocowało pojedynkiem. Pojedynki były skuteczną metodą eliminowania niepożądanych osób z życia i to w sensie dosłownym. Spotkało to na przykład Puszkina oraz genialnego matematyka Evarysta Galois. Zginęli młodo sprowokowani do pojedynku. Nie mieli szans w starciu z prowokatorem bo zajęci poezją czy matematyką kiepsko strzelali i się fechtowali. 

Gdyby tak u nas wrócić do pojedynków to chyba tylko  na kłonice.

Czarne dziury w finansach państwa. Konsolidują się…

[Przypominam memoriał do Prezydenta Polski sprzed 20-tu lat. (A teraz, lipiec 2022, to już 31 lat. I NIC .. )

Ponure jest, jak ta sprawa jest ciągle aktualna MD]

Czarne dziury w finansach państwa

Memoriał przesłany Prezydentowi RP poprzez Kancelarię Prezydenta na początku maja 1991 r.

Mirosław Dakowski    8 maja 1991

I. Streszczenie

Kontrole wykazały, że korzystając z nieprecyzyjnych przepisów oraz paraliżu organów ścigania przestępstw rabowano w ostatnich latach Polskę na setki milionów dolarów (SD). Natomiast oceny i podejrzenia uzasadnione cząstkowymi dokumentami wskazują na ogólną sumę straconych przez Skarb Państwa walorów rzędu dziesiątków miliardów USD.

Nawet gdyby te szacunki były o rząd wielkości zawyżone, konieczne i opłacalne jest nadzwyczajne zbadanie węzła tych spraw przez służby takie jak prokuratura, policja, UOP, NIK, Izba Skarbowa; w dodatku muszę być one obdarzone specjalnymi pełnomocnictwami.

Jedyną osobą mogącą zadekretować takie badanie jest Prezydent Rzeczypospolitej. Sprawa ta nie może być przedmiotem gry przedwyborczej, gdyż – jeśli nasze oceny są słuszne – sposób rozwiązania tej sprawy może zdeterminować los Polski na wiele pokoleń.

II. Stan faktyczny

W sposób dyskretny, lecz bardzo powolny prowadzone są kontrole (NIK) i śledztwo (UOP) w sprawie pieniędzy jak się wydaje „znikających” w FOZZ i przy okazji jego likwidacji. Sumy poszukiwane w tej aferze są co najmniej rzędu setek milionów USD. Jak wykazała analiza dokumentów uzyskanych z Banku Handlowego (BH SA) i z Ministerstwa Finansów (MF), oraz jak potwierdziły rozmowy z wysokimi urzędnikami tych i zbliżonych organów:

– kolejne roczne bilanse BH SA się nie zamykają, badania poprawności bilansów BH SA nie prowadzi organ rządu RP (dotyczy to przecież Skarbu Pań­stwa), lecz firma zagraniczna (Peat Marwick), nie udostępniająca kontrolerom NIK swoich dokumen­tów,

– jak dotąd niemożliwe było odnalezienie przez NIK kompletnej Księgi długów i zobowiązań Polski. długi Skarbu Państwa wyłączone zostały w BH i SA na „konta pozabilansowe” w kwietniu 1990 r., nie istnieje zabezpieczenie ani kontrola Państwa nad depozytami (wiele mld USD) złożonymi przez społeczeństwo w PKO SA, NBP i BH SA,

– sprawozdawczość finansowa Państwa i Banków ro­biona jest przy użyciu tak skomplikowanych i nie­jednoznacznych metod i używa ona dobrze zdefi­niowanych pojęć (np. rezerwy, obrót gotówkowy) tak nieprecyzyjnie, że umożliwia to powstawanie i powiększanie luk, przez które może wypływać majątek Państwa. W wielu przypadkach już udo­kumentowano takie wypływy.

        Z tego, że osoby zaplątane w drobniejsze „wycieki” czy „nieformalności” (rzędu setek milionów USD), jak pani Janina Chim czy pan Grzegorz Żemek, chodzą na wolności (kwiecień 1991 r. przyp. red.) i nie zeznają w większych sprawach, wynikają dwa wnioski:

l) siły, które „za nimi stoją” są potężne,

2) poczucie, że sprawy te mogą determinować los Pol­ski na bardzo długo, jest w kręgach rządzących nikłe.

III. Ugruntowane podejrzenia

Opiszemy wybrane, sposoby sprzeniewierzania dewizowego majątku Państwa. Szerzej przeanalizowano je w dokumentach udostępnionych Kancelarii Prezydenta i Senatowi.

Nie rozwijam tu spraw tzw. „rabunku wewnętrznego„: spółek nomenklaturowych, wykupu przez nie i przez podstawionych „kapitalistów zachodnich” majątku po radykalnie zaniżonych cenach itp. Zajmuję się jedynie sprawami dewizowymi.

I) Wymuszenie (przez kogo naprawdę?) stałego kursu dolara spowodowało znaczny napływ kapitału spekulacyjnego z Zachodu. Według oszacowań wysokich urzędników z NBP napływ ten mógł wynieść parę miliardów USD. Dotyczy to, jak się wydaje, również pieniędzy zagarniętych uprzednio przez krajowych neokapitalistów. Prosta zamiana na złotówki i potrzymanie ich w banku przez rok daje „dochód” w USD ok. 80%. W ostatnich trzech miesiącach zauważono odpływ tych pieniędzy rzędu 800 mln USD, co wskazywałoby na obawę kręgów przestępczych, że „sposób” szybko się skończy.

2) Przy dużej obecnie ilości pośredników droga od producenta do kupca zagranicznego jest długa. Stałe zapisywanie w księgowości zakupionych towarów „w koszty” i sumowanie tych samych kosztów u kolejnych pośredników powoduje:

– sztuczne zwiększenie (statystyczne) dochodu narodowego, 

– ukrycie różnicy między niską ceną wytworzenia związaną z niskim kosztem robocizny, a wysoką ceną sprzedaży eksportowej. Tę olbrzymią różnicę zagarniają spółki powstałe wokół fabryk a dalej Centrale Handlu Zagranicznego i ich spółki.

3) Sprzeczne z prawem polskim i z prawem międzynarodowym jest tajne wykupywanie długów Polski na rynku wtórnym i to jak wskazują dokumenty, za pośrednictwem niekontrolowanych malwersantów takich jak: Janina Chim, Grzegorz Żemek czy firma Torończyka, który wg dostarczonej przez niego dokumentacji otrzymał ok. 174,5 mln USD, a problem polega na zlokalizowaniu p. T., który stale podróżuje po Europie i USA (ze sprawozdania likwidatora FOZZ J. Dzierżyńskiego) .

4) Omawiana ostatnio publicznie ucieczka dolarów na wschód, szacowana na parę miliardów USD, jest też częścią „sposobów” omówionych szerzej w dokumentach i w tabeli. (Tabeli nie załączamy, jej część – wraz z tym tekstem – opublikował Głos z lipca-sierpnia 1991 ­- przyp. red.).

Możliwości takie stwarza wspomniany już brak spójnej księgowości Rzeczypospolitej, sztuczne (celowe?) skomplikowanie przeliczeń, rozliczeń i wskaźników – oraz dotychczasowa bezkarność winnych.

Ta ostatnia stworzyła już poczucie bezsilności i beznadziei u osób z urzędu odpowiedzialnych za sytuację.

Sprecyzujmy (przy ciągłym zastrzeżeniu, że omawiane są mocno ugruntowane podejrzenia, a nie dowody przestępstw), co powinno być celem zadekretowanego przez Prezydenta RP dochodzenia:

A. Środki zapobiegawcze:

l) Szybkie przerwanie znikania dowodów przes­tępstw. Mówię tu nie tylko o nielegalnym wykupywaniu długów, ale też o innych sposobach korzystania z panuj~cego bałaganu.

2) Natychmiastowe odsunięcie od decyzji osób podejrzanych o współdziałanie lub tolerowanie aktu­alnego stanu, szczególnie nieprecyzyjnych, dziurawych przepisów:

B. Odpowiedź na następujące pytania:

l) Czy jest – a jeżeli jest, to gdzie – jedna, pełna i aktualna Księga długów i finansowych zobowiązań Państwa? Ile naprawdę wynoszą nasze (RP) zobowiązania? (z uwzględnieniem afery FOZZ, Universal itp).

2) Czy przyjęto od rządu p. Rakowskiego pełną, jednoznacznie opisaną Księgę finansowych zobowiązań PRL-u? Ile one wynosiły?

3) Jak to się dzieje, że przy wstrzymaniu spłat w 1981 r. (Klub Londyński) i w 1984 r (Klub Paryski) oraz przy ogólnie dodatnim bilansie w handlu zagranicznym (tak twierdzą w BH i NBP) dług PRL-u i RP wzrósł z 27 mld USA w 1984 r. do ok. 50-ciu mld USA w końcu 1990 r. W.g. różnych źródeł z MF i BH dług wynosiłby na koniec -1990 r. 49 mld USD, ale przy braku Księgi jest to wielkość bardzo niepewna.

IV. Strona „polityczna”

O aktualnym stanie kontroli (NIK i UOP) i o uzasadnionych dokumentami podejrzeniach powiado­mione zostały: Kancelaria i Gabinet Prezydenta, Senat, Komitet Obywatelski, rząd, Episkopat, post-solidar­nościowe partie polityczne (m.in. środowiska ROAD-u i PC); Sprawa znana już jest wpływowym osobistościom polskim na Zachodzie. Interesuje się nią partia X p. Tymińskiego. Sporo wiedzą środowiska finansjery zachodniej. W najbliższym czasie należy się spodziewać przecieków do prasy krajowej, które zapewne wypaczą sprawę i podadzą ją w sosie sensacji. A oficjalnie w Polsce panuje zażenowane milczenie: „nie ma sprawy”. Osobistości RP, które zapoznały się z częścią dokumentów i z hipotezami, jak dotąd nie pomogły w szybkim wyjaśnieniu wątpliwości. Najczęściej wyrażają swą bezsilność lub robią tajemnicze aluzje, że odpowiednie czynniki sprawę przejmą w swe ręce”, lecz . . . . nawet nie żądają reszty dokumentów. Tymczasem atmosfera w omawianych instytucjach finansowych wskazuje, że NIKT ich nie niepokoi. Przypuszczalnie sprawa ta przerasta swą wagą (lub potencjalnym niebezpieczeństwem) poszczególne osoby we władzach Polski. Może też stanowić pokusę wykorzystania jej w kampanii wyborczej.

W rzeczywistości jednak ew. implikacje tej sprawy maję znaczenie ponad-partyjne, gdyż skutki niekontro­lowanego wycieku finansów Państwa mogą określić, a ściślej: ograniczyć los Polski na stulecia.

     – „Partyjne” rozgrywanie sprawy świadczy więc o krótkowzroczności;

    – na chowanie jej do szufladek „poufności” czy „tajności” jest już za późno;

– hamowanie sprawy mogłoby świadczyć o chęci jej zatuszowania (ew. zniszczenia dowodów) czy może co najmniej o niechęci do jej spokojnego a rzetelnego wyjaśnienia.

Powiedzmy jasno: ewentualne szantaże czy pomówienia spłyną bez szkody po osobie, która będzie miała odwagę przeciąć i wyciąć te wrzody. A jeśli nawet większych wrzodów nie ma, uspokojenie obaw też warte jest wysiłku.

Konieczne jest więc szybkie poznanie aktualnej sytuacji, poznanie mechanizmów ew. rabunku, zatkanie dziur w Skarbie Państwa, oraz (jest to najczęściej jeszcze możliwe) odzyskanie sum, które już wyciekły.

            Posadzenie za kraty wykonawców tych przestępstw jest więc, wbrew opinii osób obecnie decydujących o kontrolach, sprawą drugorzędną. Pamiętajmy, że samo unieszkodliwienie wykonawców nie wpłynie znacząco na zmniejszenie strat. Kupienie następnych pomocników nie jest trudne. Szybkie aresztowanie miałoby jednak wagę sygnału: „Przerwijcie ten proceder, już się wydało”. Istotne jest jednak z r o z u m i e n i e   i przecięcie systemowego źródła strat. Ta afera daje do tego doskonałą okazję.

            Prezydent stanie się nie tylko bohaterem narodo­wym, ale bohaterem wszystkich narodów wyzwalających się z komunizmu. Bo pamiętajmy, że jeśli taki plan przedzierzgnięcia byłych komunistów w neo-kapitalistów powiedzie się bezkarnie w Polsce, zostanie powtórzony przez nomenklatury pozostałych krajów Imperium.

            Powtórzę jeszcze raz, że dla nas stawką może być los Polski na wiele pokoleń, a praworządne rozwiązanie tych spraw ważne jest dla wszystkich narodów Obozu.

———-

List Jerzego Przystawy do Ojca Konrada Hejmo

Berlin, 25 maja 1991

Przewielebny i Drogi Ojcze!

Przesyłam do dyspozycji Ojca niezwykły materiał, jaki dzięki zaangażowaniu przejętych sprawą osób udało nam się zgromadzić. Są to głównie materiały z NIK, ale także z innych zainteresowanych instytucji, które dają podstawę, aby Sądzić, że kraj nasz jest systematycznie ograbiany i skala tej grabieży przekracza wszelkie

spodziewania. Z naszych oszacowań wynika, że kwoty,

o które tu chodzi Są rzędu dziesiątków miliardów dolarów. Z załączonych notatek służbowych inspektora NIK Michała Falzmanna wolno wyciągnąć wniosek, że kraj nasz znajduje się w rękach zorganizowanej mafii finansowej, rezultatem działania której jest systema­tyczny wypływ ogromnych kwot dewizowych, które są następnie lokowane na prywatnych, a może również i nie tylko prywatnych kontach. Znamienna jest bowiem informacja jaką znajdujemy w tajnym załączniku (w notatkach są to strony oznaczone przeze mnie 140 do138), że stricte nielegalną – z punktu widzenia prawa międzynarodowego i zawartych umów – operacją wykupu przez FOZZ polskich długów zajmują się najbardziej renomowane firmy na Wall Street, jak Shearson-Lehman-Hutton Inc., albo Dillon Read International Finance Inc, której prezesem był Nichlas Brady, powołany przez Busha na stanowisko Sekretarza Skarbu USA! Można więc zasadnie pytać kto tu kogo oszukuje i na czyją korzyść?

Z załączonych materiałów wynika jasno, że w finansach państwa panuje zamierzony chaos, który…

            [Nie kontynuuję, to tylko dla ilustracji, jak bardzo nie wiedzieliśmy o przerośnięciu tak polskich władz, jak i Watykanu, przez agenturę. Hejnał, Dominik, agent wielu wywiadów… I przez takiego usiłowaliśmy dotrzeć do Ojca św…   Pfuj  MD]

Len, siemię lniane i olej, a światowy trend globalnego ogłupienia.

Marek Dudek [z : https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=24035&Itemid=53 . Tam więcej. MD]

Bajki w naszym życiu odgrywają ważną rolę. W dzieciństwie opisują nam świat sprawiedliwy pełen dobrych postaci, które czuwają nad bohaterem, aby ten nie popadł w tarapaty. Może dlatego, wchodzimy w późniejsze lata z oczekiwaniem obietnic z tych i innych bajek.

Wiele lat później opowieści te zmieniają się w formie i adresowane są do „dużych dzieci” a niektóre są tak naiwne, że nawet małe dzieci nie chcą wierzyć w ich treść!

Każde pokolenie potrzebuje bajki lub mitu na swój rozmiar. Obecnie karmieni jesteśmy całkiem sporą liczbą bajek a więc historii, które z jednej strony mają w nas rozładować, złagodzić bunt a z drugiej odsunąć w czasie tą jakże pożądaną sprawiedliwość, która przychodzi, przychodzi i… przyjść nie może…

Wszyscy znamy bajkę o królu, który szukał bogactwa dla swojego ludu i w tym poszukiwaniu natknął się na starca obiecującego złotą przyszłość. Człowiek ten twierdził, że z nasion, które podarował królowi wyrośnie złoto. Król zawierzył starcowi, polecił wykonać dokładnie jego polecenia i czekał cierpliwie…

Tak, to bajka o jednej z bardziej wartościowych roślin, która dodatkowo ma niewielkie wymagania w uprawie a jej plony są niezwykle ważne dla zdrowia człowieka. Len, bo o nim mowa jest rośliną niepozorną, zupełnie nieprzyciągającą naszego wzroku. Poza pięknym kolorem błękitnych kwiatów, które po kilku dniach przekwitają, niczym innym nie przyciąga naszej uwagi. Po kilku dniach dobrej pogody, płatki kwiatów opadają i na końcu łodygi pojawia się zielona, kulista torebeczka, w której zazwyczaj jest 10-12 nasion. Len rośnie nawet na słabych glebach, ale odchwaszczonych i zasobnych w wilgoć. W Polsce roślina ta znana jest od stuleci i ceniona za swoją wszechstronność! Oprócz nasion, które mają pierwszorzędne znaczenie dla zdrowia człowieka, można z lnu uzyskać znakomity olej i włókna, z których po obróbce powstaje mocne, naturalne płótno.

Nie da się jednak uzyskać tych trzech surowców z tej samej odmiany. Nasiona i włókna uzyskuje się z jednej odmiany a olej z tej bogatszej w tłuszcze. Zewnętrznie odmiany te różnią się nieznacznie. Len uprawiany na olej jest bardziej rozgałęziony już od podstawy a len na włókno ma łodygę prostą, mniej rozgałęzioną. Jedna i druga odmiana nie przekracza ok. 70 cm wysokości.

Bajkowe złoto ma rzeczywiście rewelacyjne działanie.

Nasiona lnu /siemię lniane/ mają bardzo skuteczne działanie, osłaniające błony śluzowe przewodu pokarmowego i górnej części układu oddechowego. Sformułowanie siemię jest spolszczeniem łacińskiej nazwy nasiona /semen/ i dotyczy tylko nasion lnu! A te działają przeciwzapalnie, przyspieszają gojenie tychże błon. Zewnętrznie działają skutecznie w chorobach skórnych. Z powodzeniem stosuje się je w formie okładów na egzemy, wrzody, oparzenia i owrzodzenia. Łagodzą spękania skóry i jej wysuszenie. Używa się również okładów z lnu przy trudno gojących się ranach. Tak skuteczne działanie jest możliwe ze względu na zawartość prostaglandyn, które mają charakter hormonów tkankowych i stąd tak dobra i szybka regeneracja skóry i jej elastyczności.

Obecnie najpopularniejszym zastosowaniem wodnych roztworów lnu jest działanie osłonowe przy chorobach przewodu pokarmowego a w szczególności przy wrzodach żołądka, dwunastnicy i bólach kurczowych brzucha. W schorzeniach tych również dobre efekty daje korzeń lukrecji, chociaż jego smak dla wielu jest zbyt słodki lub po prostu mdły!

Przez tysiące lat właśnie takie było zastosowanie lnu. Znany jest bardzo długo, bo od czwartego tysiąclecia przed naszą erą. Dzisiaj, pomimo ogromnego rozwoju nauki wciąż jest używany zarówno, jako gotowy preparat jak również baza dla produktów farmaceutycznych, kosmetycznych, meblowych oraz w przemyśle spożywczym. Ostatnio coraz częściej znajduje zastosowanie w dietetyce gdzie stanowi jeden z głównych czynników do walki z nadwagą i zachwianiem procesów metabolizmu. Nie przeszkadza w tym duża zawartość tłuszczów, ponieważ są to bardzo cenne kwasy omega-3,-6, -9. Nie tyjemy od takich tłuszczów – tyjemy od wciąż narastającej przewagi węglowodanów w naszej diecie, które w połączeniu z stacjonarnym trybem życia a więc małą ilością ruchu sprawiają, że zyskujemy na wadze. Problemem jest również ogromna ilość „dodatków” w żywności, wszelkiej maści konserwantów, spulchniaczy, przeciwutleniaczy, stabilizatorów, itd., które organizm nie jest w stanie ani wydalić ani przetworzyć, więc bardzo często zawija je w tłuszcze i odkłada na „boczne tory”.

Lubię i cenie len i dlatego w moim ogródku ziołowym zajmuje kilka metrów kwadratowych. To w zupełności wystarcza na to, aby zebrać prawie dojrzałe rośliny i pozwolić im dojrzeć bez ziemi, w której się rozwijały. Wtedy, jasnożółte nasiona dojrzeją, zmienią barwę na brązową i będą gotowe do wyłuskania /omłócenia/. Część z nich można zostawić na przyszłoroczny siew, bo w swoim składzie przechowują już informacje o lokalnym środowisku a więc klimacie, jakości gleby, itd. Pozostałe nasiona można wysuszyć i rozdać tym, którzy ich potrzebują w takiej czy innej formie.

Można takie nasiona sparzone wrzątkiem i lekko ostudzone dodać do popularnych ostatnio warzywno-owocowych koktajli /smoothi/, owsianek, kasz czy zup. Nadadzą potrawom oleistej konsystencji i wzbogacą smak i zapach. W zamian, pomogą nam oczyścić jelita, bo pęcznieją w nich i lekko je drażnią. Można pozostawić je do rana i wtedy dodając miodu i cytryny, całość zmiksować aż powstanie napój przypominający kolorem i konsystencją kefir. Może on być smacznym dodatkiem do śniadania, w takiej słodkiej formie zjedzą go również dzieci.

W celach osłonowych zalewa się łyżkę nasion szklanką ciepłej wody i gotuje na wolnym ogniu ok. 5 minut. Potem należy odstawić na min15 minut i wypić po połowie przyrządzonej porcji najlepiej na noc a drugą między następnymi posiłkami. Pod wpływem wody i wysokiej temperatury nasiona uwalniają śluz, który znakomicie osłania błony przewodu pokarmowego zwłaszcza, że cechuje się dużą odpornością na czynniki hydrolizujące. Same nasiona są bardzo bogate w tłuszcze i zawierają ich do 45% a oprócz tego glikozydy cyjanogenne, sterole, kwasy organiczne, enzymy i cenne sole mineralne ze związkami: magnezu, żelaza, kobaltu, miedzi i cynku. Dużo tego i jak to bywa w ziołach w odpowiednich proporcjach, co przekłada się na znakomitą przyswajalność. Olej lniany, który ostatnio wraca do łask musi być tłoczony na zimno, aby nie stracił nic ze swoich cennych wartości. W smaku jest niezbyt zachęcający, ale duża zawartość NNKT, [których organizm sam nie jest w stanie wyprodukować, podobnie jak witaminy C] sprawia, że stał się podstawą wielu diet leczniczych w tym również diety Budwigów. Nie jest trwały, należy go zużyć w miarę szybko i przechowywać w lodówce.

Olej lniany wchłania się w przewodzie pokarmowym łatwo. Obniża poziom cholesterolu we krwi a także wpływa regenerująco na skórę. Również zastosowany miejscowo na zmiany skórne normalizuje jej czynności, nadaje prawidłową elastyczność oraz poprawia zdolność ziarninowania i regeneracji naskórka. Używany jest również przy odleżynach, owrzodzeniach kończyn, ale także dla …niemowlaków, kiedy ich skóra nabiera zbyt czerwonego odcienia. Wielonienasycone kwasy tłuszczowe są budulcem błon wszystkich komórek naszego ciała, biorą również udział w stymulowaniu licznych procesów życiowych. Służą do syntezy substancji biologicznie czynnych regulujących ciśnienie tętnicze krwi, pracę układu sercowo-naczyniowego oraz ośrodkowego i obwodowego układu nerwowego. Nienasycone kwasy tłuszczowe mają również duże znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania układu oddechowego, a także nerek i narządów rozrodczych. Niedobór ich może skutkować upośledzeniem czynności wielu organów wewnętrznych oraz spadkiem odporności. Zewnętrznie ich braki to widoczne zmiany skórne takie jak: łuszczenie się, odbarwienia czy nadmierne wysuszenie skóry.

W skansenach można jeszcze zobaczyć narzędzia do obróbki lnu. Cały proces był długotrwały i mozolny zwłaszcza, że wszystkie etapy wykonywane były ręcznie. Najpierw zebrane snopki przechodziły przez grzebień, który oddzielał główki nasienne, potem następowały różne stopnie zmiękczania, moczenia, czesania i międlenia lnu. W końcu uzyskiwano surowiec, z którego w zależności od potrzeb wytwarzano płótna, sznury, liny. Odpady z lnianej słomy, czyli tzw. paździerze były w późniejszym okresie wykorzystywane do produkcji płyt paździerzowych używanych w meblarstwie i budownictwie. Dzisiaj wyparły je płyty OSB cechujące się między innymi większą elastycznością i odpornością na wilgoć!

Warto więc, przy problemach gastrycznych sięgnąć po len zwłaszcza w formie kleiku. Nasiona te, oprócz zdolności powlekania i ochrony błon śluzowych żołądka i dwunastnicy mają duży wpływ na jakość naszego porannego posiedzenia w łazience. W jelicie grubym pęcznieją, podobnie jak kasze, spulchniają jego zawartość i delikatnie podrażniają ścianki. Taki mechanizm przyspiesza ruchy perystaltyczne jelita i ułatwia wypróżnienie.

Złoty len skarb przeszłych i naszych czasów wraca do łask. Cichy bohater powrotu do zdrowia naszych babć i dziadków, dzisiaj odkrywany jest na nowo, ze względu na swoje szerokie zastosowanie, prostotę przyrządzenia i brak skutków ubocznych. I nie są to bajki, tak jak te z wyborczych ulotek. Len daje dużo, jak większość roślin i ziół jest przyjacielem człowieka oddając mu wszystko to, co ma w sobie. Wymaga tylko cierpliwości i systematyczności.

Spośród innych bajek, które ostatnio wtłaczane nam są do głów, spośród światowego trendu globalnego ogłupienia /również przy pomocy bajek/ poprzez natarczywe wnikanie mediów do każdej życiowej decyzji, ta bajka o lnie jest prawdziwa.

Można mieć wokół siebie przyjaciół i „przyjaciół”, ludzi i wspaniałe małe środowisko i można właśnie tam, czuć się tak, jak w królestwie, gdzie nikt nikomu nie wchodzi w drogę, nie burzy, lecz pomaga. W królestwie tym wszystko dzieje się wolniej, spokojniej i kto nie jest z tej bajki nie wytrzyma tutaj długo i wraca tam, gdzie wszyscy gonią, ale prawie nikt nie potrafi odpowiedzieć ani co goni, ani też dlaczego?

Rozpaczliwie tracą zdrowie przy tej gonitwie!

Śmierć niewyjaśniona, afera nierozliczona.

[Opublikowano w Warszawskiej Gazecie z ok. 27-28 lipca. Для поддержки этой проблематики. Bоспоминания, гипотезы… MD]

31 lat temu, 18 lipca 1991, r. zmarł nagle w wieku 37 lat kontroler Naczelnej Izby Kontroli (NIK) Michał Falzmann. Dwa dni przed swoja śmiercią Falzmann skierował do dyrektora Oddziału Okręgowego NBP w Warszawie wniosek o udostępnienie informacji objętych tajemnicą bankową, o obrotach i stanach środków pieniężnych (gotówkowych i bezgotówkowych) Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). Jeszcze tego samego dnia Falzmann dostał polecenie służbowe odsuwające go od czynności kontrolnych prowadzonych przez zespół, w którym Falzmann dotychczas pracował. Polecenie wydał szef NIK prof. Walerian Pańko. Pańko zmarł 7 października 1991 r. w wypadku samochodowym, w przeddzień zapowiedzianego ogłoszenia w Sejmie raportu NIK na temat FOZZ. Można powiedzieć, że przekaz wyszedł w świat i został zrozumiany. Afera FOZZ zakończyła się skazaniem kilku figurantów, w tym dyrektora generalnego Grzegorza Żemka, współpracownika Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI) i raptem jednego beneficjenta relatywnie małego rozmiaru, Dariusza Przywieczerskiego. Można powiedzieć, dwa kozły ofiarne (козлy отпущения).

Michał Falzmann napisał w swoich notatkach, że za FOZZ stoją KGB i GRU. „Mój ojciec wiedział, że to jest sprawa śmiertelnie poważna, zresztą zapisał w notatkach, że sprawa robi się śmiertelnie niebezpieczna i że nie widzi jej końca” – mówiła w TVP Info w 2018 r. Zuzanna Falzmann, córka Michała Falzmanna. „Pamiętam anonimowe pogróżki, które dostawał zarówno tata, jak i mama. Pamiętam, jak dwa tygodnie nie chodziliśmy w ogóle do szkoły, dlatego że grożono śmiercią nie tylko tacie, ale całej naszej rodzinie. Pamiętam, jak wielokrotnie wracaliśmy z wyjazdów i znajdowaliśmy mieszkanie w dziwnym nieładzie. Wszystkie dokumenty były przetrzepane, książki leżały na podłodze, wtyczki od telefonów, telewizji i lamp były obcięte nożyczkami. To były sygnały, by tata zostawił tę sprawę”. Zuzanna Falzmann twierdzi ze jej ojciec nie żyje „bo dotknął bardzo poważnej sprawy”.

Osoby które narażają się interesom Kremla kończą często tragicznie. Dotyczy to zarówno Rosjan jak i obcokrajowców. W tej perspektywie rysuje się pewne zazębienie tragicznych losów Michała Falzmanna i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 11 lutego 2009 r. prezydent Kaczyński (prezes NIK w latach 199-95) odznaczył pośmiertnie Michała Falzmanna Krzyżem Kawalerskim Orderu odrodzenia Polski za „wybitne osiągnięcia w podejmowaniu działań z zakresu kontroli państwowej, za umacnianie praworządności”. Śmierć Michała Falzmanna pozostanie zagadką. „Proszę zapomnieć o sekcji zwłok, bo ona nic nie wykryje. Są środki, które dosypuje się do kawy i które po dwóch godzinach znikają z organizmu” wspominała rozmowy z lekarzem Zuzanna Falzmann. Śmierć prezydenta Kaczyńskiego też pozostaje niewyjaśniona. „Nie mamy żadnej wątpliwości, że to był zamach, natomiast jesteśmy w sensie procesowym w trochę trudniejszej sytuacji” – powiedział niedawno Jarosław Kaczyński.

Istotna różnica leży w traktowaniu obu spraw – o ile w sprawie katastrofy smoleńskiej podejmowane są wciąż próby jej wyjaśnienia, o tyle w sprawie FOZZ polskie państwo zadecydowało nie stawiać więcej pytań. Służby nie zajmują się tematem, beneficjenci FOZZ nie są niepokojeni. Nie podejmuje się żadnych działań dla odzyskania ukradzionych publicznych pieniędzy. Zuzanna Falzmann twierdzi, że w procesie FOZZ z lat 90.„skazane zostały płotki”, a na wolności pozostają osoby „które mają ogromne pieniądze dzięki FOZZ”. w przeddzień zapowiedzianego przedstawienia w Sejmie raportu na temat FOZZ.

Nieaktywność służb i prokuratury jest tym bardziej zagadkowe, że już od 10 lat dostępne są informacje na temat prania pieniędzy w Panamie i Luksemburgu. Zostały one wyłuskane dzięki cyfryzacji rejestrów handlowych w Luksemburgu i przedstawione w ramach zeznań świadka w procesie, który Mariusz Walter wytoczył Antoniemu Macierewiczowi, procesu który Mariusz Walter przegrał. Publikujemy obok cztery strony protokołu sądowego.

Aby ruszyć sprawę FOZZ przynajmniej w przypadku TVN/ITI potrzebna jest wola polityczna, zarówno w Polsce jak i w USA (część transakcji prania pieniędzy TVN/ITI szła poprzez rezydenta w Miami, USA).

W imię pamięci o Michale Falzmannie i o prezydencie Kaczyńskim („podejmowanie działań z zakresu kontroli państwowej, umacnianie praworządności) trzeba o to dalej walczyć. Tym bardziej w czasie, kiedy agresywna Rosja stanowi na nowo zagrożenie dla Polski.

=======================

„Ta kampania szczepień zostanie uznana za największy skandal w historii medycyny”– dyskusja w PE.

„Największy skandal w historii medycyny” – dyskusja w PE

Kategoria: Archiwum, Biologia, medycyna, Co piszą inni, Polecane, Polityka, Polska, Pudło, Świat, WażneAutor: AlterCabrio, 28 lipca 2022

W przemówieniu w Parlamencie Europejskim na początku tego miesiąca niemiecka posłanka Christine Anderson określiła przymuszanie ludzi do przyjmowania szczepionek przeciw COVID jako „największą zbrodnię kiedykolwiek popełnioną na ludzkości”.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu Summit News na temat dyskusji jaka miała miejsce w Parlamencie Europejskim na temat konsekwencji procedur wprowadzanych w związku ze zjawiskiem tzw. ‘pandemii covid’. //AlterCabrio

__________________***__________________

Posłanka do Parlamentu Europejskiego określa przymus szczepień przeciw COVID jako „najgorsze przestępstwo, jakie kiedykolwiek popełniono na ludzkości”

„Ta kampania szczepień zostanie uznana za największy skandal w historii medycyny”

W przemówieniu w Parlamencie Europejskim na początku tego miesiąca niemiecka posłanka Christine Anderson określiła przymuszanie ludzi do przyjmowania szczepionek przeciw COVID jako „największą zbrodnię kiedykolwiek popełnioną na ludzkości”.

Ta kampania szczepionkowa przejdzie jako największy skandal w historii medycyny”, oświadczyła Anderson, dodając „co więcej, będzie znana jako największa zbrodnia, jaką kiedykolwiek popełniono na ludzkości”.

Tak i dokładnie to miałam na myśli! https://t.co/Pk4QS7eM2V

— Christine Anderson (@AndersonAfDMdEP) 25 lipca 2022

Posłanka zajmowała się masowymi odwołaniami lotów i brakami personelu na lotniskach i pokładach samolotów, mówiąc, że chociaż twierdzi się, że sytuacja wynika z tego, że firmy nie zatrudniają wystarczającej liczby pracowników po pandemii, prawdziwym powodem jest to, że piloci i pozostali pracownicy odmówili szczepienia.

Anderson ostrzegła dalej, że „pozbawione skrupułów globalistyczne elity” wykorzystały pandemię do własnych celów i zapytała: „Co, na Boga, oni z tym zrobili?”

Zwracając się do „każdego wybranego przedstawiciela obywateli w każdej zachodniej demokracji”, Anderson zapytała „A co ty zrobiłeś?”

„Nie wykonałeś swojej pracy i nie mów mi, że nie wiedziałeś” – stwierdziła dalej Anderson, dodając „to twoim zadaniem jest chronić ludzi, przez których zostałeś wybrany”.

Kontynuowała: „Tak wiele wychodzi na jaw, wszystkie niepożądane skutki uboczne, dostępne są liczne badania dotyczące zniekształceń płodu… wad genetycznych dzieci urodzonych przez kobiety, które zostały zaszczepione”.

„Co się tu do diaska dzieje?” pytała Anderson, jednocześnie obiecując: „Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby upewnić się, że zostanie to ujawnione i zapewnimy prawa chroniące ludzi”.

Obejrzyj: https://odysee.com/$/embed/The-Biggest-Crime-Ever-Committed-on-Humanity-%28Covid-Vaccines%29-Christine-Anderson-%28German-MP%29-EU-Parliament-05-July-2022-%283-min-video%29/0a1ecf20eb2e901c564fac64d8ac62cb8d980044?r=DasJtMK4ZgupT5FsM6ygpbrcXATYssmf 

Obejrzyj całe wydarzenie trwające 1 godz. 30 min. tutaj: https://webstreaming.europarl.europa.eu/ep/embed/embed.html?event=20220705-1930-SPECIAL-OTHER&language=or&autoplay=true&logo=true 

Anderson już wcześniej trafiała na nagłówki gazet za uderzanie w „elity polityczne” z powodu narzucania szczepień i paszportów szczepionkowych za pomocą „wymuszania i manipulacji”.

Anderson stwierdziła, że „W całej historii ludzkości nigdy nie było elity politycznej szczerze zainteresowanej dobrem zwykłych ludzi. Czy istnieją powody, aby myśleć, że akurat teraz jest inaczej?

Musisz obejrzeć, bardzo mocne.

„W całej historii ludzkości nigdy nie było elity politycznej szczerze zainteresowanej dobrem zwykłych ludzi. Czy istnieją powody, aby myśleć, że akurat teraz jest inaczej. – Christine Anderson European Parliament.” pic.twitter.com/oSVYzg81p5

— Sikh For Truth (@SikhForTruth) 29 października 2021 r.

_________________

Member Of European Parliament Labels COVID Vaccine Coercion “Worst Crime Ever Committed on Humanity”, Steve Watson, July 28, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

„AIRmageddon” czyli pilot z nami nie poleci
Dane pokazują, że w ciągu pierwszych 7 miesięcy od wprowadzenia tej tak zwanej szczepionki przeciw COVID, odnotowano 20 razy więcej zdarzeń niepożądanych i 23 razy więcej zgonów zgłoszonych w związku […]

_________________

”Szczepić, szczepić, szczepić’ czyli czas na nieprzyjemne pytania
„Szczepionki przeciw Covid spowodowały 20 razy więcej poważnych skutków ubocznych i 23 razy więcej zgonów niż wszystkie inne szczepionki w ciągu ostatnich 20 lat łącznie”. […]

_________________

Dr Malone: musimy się ich pozbyć
Musimy pociągnąć do osobistej odpowiedzialności wszystkich polityków, agencje zdrowia i korporacje za ich zbrodnie przeciwko ludzkości, zaszczepianie siłą naszych obywateli, atakowanie naszych dzieci, niszczenie małych przedsiębiorstw i załamywanie się gospodarki. […]

Toronto: Czterech lekarzy zmarło nagle po rozpoczęciu wyszczepiania boosterami

https://www.bibula.com/?p=135396

Wstrzymywaliśmy się przez kilka dni z publikacją poniższej informacji oczekując jej potwierdzenia, która – wydaje się – nadeszła wraz z wiadomością zamieszczoną w mainstreamowym Toronto Sun.

Według doniesień, trzech lekarzy pracujących w tym samym zespole szpitali zmarło nagle w przeciągu kilku dni. Przyczyna śmierci nie została podana, lecz każdego powinna zastanowić koincydencja, gdyż szpital właśnie rozpoczął wyszczepianie swoich pracowników czwartą dawką „szczepionki przeciwko Covid-19”, czyli śmiertelnym preparatem odbierającym życie i zdrowie milionom ludzi.

Wewnętrze obwieszczenia szpitala Trillum Health Partners w Mississauga (Ontario, Kanada) oznajmia w dniu 21 lipca br, że zmarł nagle dr Jakub Sawicki. Dwa dni wcześniej, 19 lipca br. obwieszczenie podaje o nagłej śmierci dr. Stephena McKenzie, a 18 lipca br. podaje o nagłej śmierci dr. Lorme Segall. Sądząc z zamieszczonych zdjęć i innych informacji, chodzi o jednego młodego lekarza, jednego w sile wieku, a trzeciego zbliżającego się do emerytury. Trudno jest o wskazanie innej przyczyny niż bezpośrednie „skuteczne” działanie preparatów zwanych szczepionkami, tym bardziej, że podobne wieści dochodzą – z pominięciem głównych mediów – ze wszystkich stron świata.

Jak podaje Toronto Sun, szpital THP po wielodniowym milczeniu, zdecydował się na potwierdzenie zgonów, „celem zdementowania plotkom i spekulacjom”, dodając oczywiście, że nie pomiędzy zgonami a szczepieniem nie ma „żadnego związku”.

W ostatnim czasie, lecz w innym szpitalu zmarł kolejny kanadyjski lekarz – o czym informowaliśmy wcześniej [„Nagła i “niewyjaśniona” śmierć kanadyjskiego lekarza”]

Media, poza lokalnymi zdawkowymi informacjami, nie podają szczegółów i nie interesują się „radioaktywnym” tematem niemalże zbiorowej śmierci lekarzy, wszak samo kwestionowanie „skuteczności i bezpieczeństwa” tzw. szczepionek jest poza zainteresowaniem „dociekliwych dziennikarzy”.

Niewielka część środowiska lekarskiego zaczyna jednak przebudzać się i dostrzegać, że lansowana przez media i politycznych oprawców narracja jest dokładnie odwrotnie skorelowana z rzeczywistością: preparaty zwane szczepionkami nie są bezpieczne, a właśnie powodują masowe nagłe zgony, kalectwo i przewlekłe choroby, zaś „skuteczność” obserwowana jest nawet przez zwolenników oficjalnej narracji widząc wśród polityków, a nawet wśród zaszczepionych bliskich i pacjentów, że to właśnie oni doświadczają największych przypadków chorób, w tym objawów klasyfikowanych jako „Covid-19”.

Niestety, pomimo tej wiedzy, tylko drobna grupa lekarzy – policzyć na palcach – potrafiła publicznie wypowiedzieć się, poddać w wątpliwość fałszywą narracje, czy w ogóle zadać publicznie niewygodne pytania. Reszta, albo chowa te wątpliwości dla siebie bojąc się o swoje stanowiska i „utratę reputacji” – którą lekarze en masse już utracili – albo dalej brną ślepo w oficjalny scenariusz z „terapeutycznym” wszczepianiem do organizmu toksyn i nieznanych substancji.

Poniżej, wideo z wypowiedziami celebrytów: „prezydenta” Bidena czy „doktora” Fauci, którzy kiedyś zapewniali o skuteczności „szczepionki”, po czym sami wielokrotnie „chorowali na kowid”. [w oryginale MD]

A tutaj, zestawienie dwóch wypowiedzi „doktora” Fauci – po lewej wypowiedź wczorajsza (27 lipca 2022 r.), a po prawej – z października 2020 roku. Przed dwoma lata Fauci chwali się mówiąc, że „rekomendowałem Prezydentowi aby zamknąć kraj” (chodzi o narzucenie lockdownu), teraz broni się kłamliwie mówiąc, że „nie rekomendowałem aby cokolwiek zamykać”. Dalej rozwija swoje zaprzeczenie, jeszcze bardziej wikłając się w kłamstwa. [w oryginale MD]

Przestawiamy również wypowiedź dr Deborah Birx, niesławnej przewodniczącej zespołu d/s walki z koronawirsem „White House Coronavirus Task Force” w czasie I kadencji prezydenta Donalda Trumpa. To właśnie dr Birx była osobą, która przeforsowała lockdowny, to ona na podstawie wyssanych z palca „badań” narzuciła obowiązkowe maseczki, których religijna obrzędowość rozlała się później po całym świecie [zob. „Badania skuteczności maseczek” firmowane przez CDC opierały się na obserwacji… dwóch fryzjerek„]. Szefem zespołu był wiceprezydent Mike Pence, który nie sprostał wymaganiom i jest jednym z najbardziej odpowiedzialnych za wprowadzone w tamtym czasie restrykcje, zaraz za dr Birx, która powinna jako jedna z pierwszych być pociągnięta do odpowiedzialności karnej za zbrodnie przeciwko ludzkości.

Dzisiaj, dr Birx widząc co się dzieje – bo przecież trudno sądzić, że jest tak głupia iż nie wie o skali masowych zgonów i milionach poszczepiennych urazów – próbuje ugrać jakąś nową rolę dla siebie. W niedawnym wywiadzie telewizyjnym przyznała: „Wiedziałam, że szczepionki nie zabezpieczą przeciwko infekcji i myślę, że przesadziliśmy z ich rolą.” [ang. overplay można w tym kontekście tłumaczyć jako przesadzać, zagalopować się, wyolbrzymiać] [w oryginale MD]

Dziwne, że dr Birx mówiąc „wiedziałam” nie rozwija tego kiedy to wiedziała i nie powiedziała, na podstawie czego już kiedyś wiedziała, lecz nie zareagowała dalej lansując obowiązującą absurdalną narrację o „skuteczności i bezpieczeństwie” tzw. szczepionek.

Na szczęściej, prawda o masowych zgonach i milionach ofiar zaczyna powoli docierać też do społeczeństwa, pomimo blokady medialnej. Miejmy nadzieję, że otrzeźwi to wszystkich i doprowadzi do surowego i przykładnego ukarania sprawców.

Oprac. www.bibula.com
2022-07-28
na podstawie: [1], [2], [3]

Kategoria: Śmiechem

https://detektywprawdy.pl/category/smiech-przez-zlosc/

============================

Cargill, Dupont and Monsanto Bought 17 Million Hectares of Ukrainian Agricultural Land

Three Large American Multinationals Bought 17 Million Hectares of Ukrainian Agricultural Land

https://www.australiannationalreview.com/lifestyle/three-large-american-multinationals-bought-17-million-hectares-of-ukrainian-agricultural-land/

Three large American multinationals bought 17 million hectares of Ukrainian agricultural land.

These are Cargill, Dupont and Monsanto (which is officially German-Australian but with American capital).

Five percent of Ukrainian agricultural land was subsequently purchased by the Chinese state. For comparison, the whole of Italy has 16.7 million hectares of agricultural land.

In short, three American companies bought more useful agricultural land in Ukraine than the whole of Italy.

Among the main shareholders of these three companies are Vanguard, Blackrock, Blackstone.

The usual suspects again…

https://www.ritimo.org/A-qui-profite-vraiment-la-creation-d-un-marche-des-terres-en-Ukraine

=====================

mail:

Wirtualne pieniądze tworzone, realna ziemia kupiona na UKR

How Pope Francis’s Canadian Trip Undermines the Catholic Concept of the Missions

July 27, 2022 | John Horvat II  https://www.tfp.org/how-pope-franciss-canadian-trip-undermines-the-traditional-catholic-concept-of-the-missions/?PKG=TFPE22253

Pope Francis’s trip to Canada frames American Indian missionary work as an instrument of European oppression and the suppression of tribal cultures.

How Pope Francis’s Canadian Trip Undermines the Traditional Catholic Concept of the Missions

For decades, „progressive Catholics” have tried to change the notion of Catholic missions, especially among the more primitive peoples. Thus, Pope Francis’s trip to Canada highlights the dominance of this current that frames American Indian missionary work as an instrument of European oppression and the suppression of tribal cultures.

Armed with notions of Rousseau’s “noble savage” and liberation theology errors, this progressive wing of the Church even claims that tribal peoples did not need evangelization and might teach the West about living in harmony with nature.

Such a rewriting of history distorts the traditional Catholic concept of the missions. It denigrates the heroic work of saints and missionaries who endured great hardships in their thirst for souls.

It likewise ignores many atrocious customs, conditions and superstitions that crippled pagan cultures and wrought untold suffering upon these peoples.

Prof. Plinio Corrêa de Oliveira denounces this maneuver to destroy the notion of the missions in his prophetic book, Indian Tribalism: The Communist-Missionary Ideal for Brazil in the Twenty-First Century. Today the partisans of this heterodox theory can be found among the Pachamama-venerating partisans of Amazonian “spirituality” and all Mother Earth (aka Gaia) worshippers among Indians throughout the Americas.

The Traditional Concept of the Missions

The obligation to evangelize came from the Great Commission when Christ said: “Going therefore, teach ye all nations: baptizing them in the name of the Father and of the Son and of the Holy Spirit. Teaching them to observe all things whatsoever I have commanded you (Matt. 28: 18-20). Christ did not order the Apostles to impose their Jewish culture upon the peoples. Rather, He called upon the Apostles to teach the universal truths of the Gospel so that those who heard the “Good News” and believed might have access to eternal life.

Because of Original Sin, fallen humanity can fall into the worst depravity. Those who evangelized the world found it sunk in sin, vice and superstitions. There were no peoples on the earth that did not suffer from barbaric practices, constant warfare, famine, witchcraft, slavery and impurity.

Mission comes from the Latin word “missio,” which comes from “mitto,” which means “I send.” Thus, the missionary was “sent” by Christ, through the Church, to free these poor souls from slavery to the devil. It was not a Jewish, Roman or later European project that transformed the pagan landscape. The primitive barbarians occupying Europe during antiquity were as cruel and savage as the tribes later found in the Americas. Both needed evangelization.

Thus, this missionary activity was often disruptive, as can be seen by the early Christian saints who overturned the idols, chopped down the sacred oak groves or forbade human sacrifice, infanticide or cannibalism. However, God blessed these efforts, and many peoples recognizing the misery of their situation, abandoned their erroneous ways and begged the missionaries to enlighten them. Whole peoples converted to the Faith as a result. Wherever the Church went, she preserved what was good in the culture and removed what was evil, always building an authentic Christian culture.

Aim of the Catholic Mission

Thus, the Catholic Mission model, developed over twenty centuries, was always very defined. Missionaries aimed for the salvation of souls so that they might receive the happiness of heaven and thereby give glory to God for all eternity.

Prof. Corrêa de Oliveira states, “The Church teaches that the normal way for a man to be saved consists in being baptized, believing and professing the doctrine and law of Jesus Christ.” It also consists in observing God’s law.

This description is familiar to all who have read the lives of saints and missionaries and how they suffered hardship and martyrdom to bring souls to the Faith.

The Temporal Effects of the Mission

While the final goal of the missionary work is eternal salvation for souls immersed in the darkness of sin, the missions also had the added benefits of improving the earthly life of the new Christians as they learned to love God and neighbor.

Prof. Corrêa de Oliveira dares to state the Church’s traditional position that “To Christianize and to civilize are thus correlated terms. It is impossible to Christianize seriously without civilizing. Likewise and reciprocally, it is impossible to de-Christianize without disordering, brutalizing and forcing a return to barbarity.”

With the Gospel and the practice of the Ten Commandments, Christian order reigns, and society progresses materially, intellectually and culturally. The superstitions and barbaric customs that enslaved pagan peoples no longer tormented or left them in unhappy stagnation.

The Indian Evangelization

The Indian evangelization differed from the barbarian conversions after the fall of the Roman Empire. These latter peoples converted to the Faith and formed Catholic nations where the Church could influence the whole culture without outside corrosive elements.

The later Indian evangelizations, however, were hampered by contact with decadent and modern neo-pagan explorers who had a corrosive influence on the converted populations. Protestant powers and bad Catholics often destroyed the beneficial work of the Catholic missions. Enlightenment ideas further darkened minds to the Truth. These influences made the Indians subject to many injustices that must be denounced. The work of the missionaries was harder by having to fight these corrupt Western elements in addition to the superstitions of pagan religions.

Nevertheless, the influence of the Church still benefited the Indians by opening to them the means of eternal salvation. Whole tribes were converted and baptized. These peoples often advanced materially and enjoyed the benefits of progress. Wherever the Church went, she alleviated the suffering, educated the youth and preserved native languages. Today the Church joyfully invokes the names of Native American saints from these populations, such as Saint Kateri Tekakwitha, Saint Juan Diego and Saint Martin de Porres. Our Lady of Guadalupe came to Mexico and brought about the conversion of millions.

The Modern Post-Communist Missionary Rejects Evangelization

Prof. Corrêa de Oliveira’s book outlines how “updated” missionaries have rejected the mission tradition and flipped the narrative to see the Indian peoples as “the true evangelizers of the world.” They have rejected Christ’s mandate to go and teach all nations and provide them with baptism as a means of salvation. Indeed, Fr. Corrado Dalmolego, an Italian Consolata priest directing the Catrimani mission in Brazil, bragged that his mission had not baptized anyone in over fifty-three years!

Some partisans of this new “Church with an Amazonian face” seek to reinstate the practices of idolatry (Pachamama), nudity and immorality that enslaved their ancestors. The Indians are often expected to adopt communitarian lifestyles without private property, which shackles them in abject poverty.

The neo-missionary narrative fits well with liberation theology ideas that turn everything into a class struggle framework of oppressors and oppressed. It idolizes a primitive, Marxist, utopian ideal that never existed in Indian culture but is presented as a utopian model for the West.

The trip of Pope Francis to Canada serves as an occasion to further this subversive narrative much more by images than words. It is not to say that injustices did not happen. However, the focus of the criticism is couched in terms that favor revolution and resentment. The traditional concept of the mission’s salvific role has been abandoned in favor of a sociological and leftist perspective that greatly harms both Native Americans and North Americans of all ethnic backgrounds.

Prof. Plinio Corrêa de Oliveira claims that the central focus must be “the power and kindness of the Savior,” Our Lord Jesus Christ, not the Antichrist represented by the modern neo-pagan tribal world. “Our Lord Jesus Christ is infinitely more powerful than the anti-Christ.” May all nations believe in Him and be baptized, so His prayer in the Our Father will be fulfilled “Thy kingdom come, Thy will be done, on earth, as it is in heaven.”