Rada Bezpieczeństwa ONZ – Niemcy schrzanili sprawę

Minister spraw zagranicznych Baerbock w Syrii – zawsze pełen dyplomatycznego szacunku i stosownie ubrany, zważając na obce kultury.

==================================================================

Rada Bezpieczeństwa ONZ – schrzanili sprawę

11 czerwca 2026 r. Peter Haisenko anderweltonline/un-sicherheitsrat-sie-haben-es-verbaerbockt

Pani Baerbock jest wychowanką „młodych światowych liderów”. Jest typowym przykładem tego, jak nieodpowiednia osoba zostaje zmuszona do objęcia urzędu i po oczywistym niepowodzeniu staje się gatunkiem chronionym. Jak inaczej mogłaby objąć stanowisko Przewodniczącej Zgromadzenia Ogólnego ONZ?

Wraz z końcem koalicji „sygnalizacji świetlnej” zakończyła się również kariera polityczna Baerbock w Niemczech Zachodnich. Ale młoda globalna liderka nie zostaje po prostu skazana na zapomnienie, gdzie powinna być od samego początku. Zupełnie nie nadaje się do pracy w przemyśle, więc trzeba ją było chwalić gdzie indziej. Nawet „Tagesschau” (główny niemiecki program informacyjny) krytycznie ocenił, jak bezczelnie to zostało zaaranżowane.

Polityczka Partii Zielonych zapewniła sobie wysokie stanowisko na arenie międzynarodowej, tylko tak można to ująć. Nie w subtelny sposób, ale z wyraźną świadomością władzy – i to tuż przed jej utratą. Od tego czasu fale wrzawy i głośnych plotek przetaczają się przez skrywany dotąd świat dyplomacji.
Bo to stanowisko zostało już obsadzone. Doświadczona dyplomatka Helga Schmid miała zostać nową przewodniczącą Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Miało to być ukoronowaniem jej długiej kariery. Ostatnio Schmid pełniła funkcję Sekretarza Generalnego Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) – i również w tej roli Baerbock wielokrotnie ją chwalił: Schmid odegrała kluczową rolę w zapewnieniu, że OBWE mogła kontynuować swoją działalność w ostatnich latach, pomimo obstrukcyjnej postawy Rosji.

Pierwszy raz było to głosowanie kurtuazyjne.

Mniej więcej z dyplomatycznej kurtuazji Baerbock otrzymała to raczej mało ważne stanowisko. Ale już w swoim przemówieniu inauguracyjnym zachwyciła zgromadzenie swoją elokwencją. Jej polityka feministyczna wywołała powszechne rozdrażnienie, podobnie jak jej aroganckie i zarozumiałe wystąpienia. Krytykowano zwłaszcza jej wykłady o państwach afrykańskich. Podobnie jak za czasów, gdy była ministrem spraw zagranicznych Niemiec, na stanowisku w ONZ była postrzegana przede wszystkim jako obiekt drwin. Ponieważ jej kadencja trwała zaledwie rok, została stosunkowo oszczędzona.

Teraz jednak istniało ryzyko, że zaszczyci swoim blaskiem również Radę Bezpieczeństwa. W tym momencie dyplomatyczna kurtuazja nie wchodziła już w grę. Po wielu latach Niemcy nie zasiadają już w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

W szeregach „partii demokratycznych” w Niemczech pula zdolnych polityków jest niewielka, o ile w ogóle istnieje. To jedyny sposób, aby wyjaśnić, dlaczego pani Baerbock mogła ośmielić się zostać kanclerzem. Na szczęście Habeck również nie odniosła sukcesu, ale szkody wyrządzone przez tych Zielonych będą nieodwracalne, nawet za lata. Należy zadać pytanie: kto pozwolił, a wręcz zachęcał tę osobę do niszczenia reputacji Niemiec w ONZ i dlaczego? Niedawne porażki wyborcze z Portugalią i Austrią pokazują, jak skuteczna była. O ile taką kłamczuchę można przedstawić niemieckiej opinii publicznej bez większych protestów, o tyle nie można tego samego powiedzieć o reszcie świata. Kłamczucha? Oczywiście, że tak, ponieważ jej CV zawiera bezczelne kłamstwa. Studiowała w Anglii przez rok? Nie przedstawiła certyfikatu, a ktokolwiek, komu podobały się jej angielskie zdania, nie może zrozumieć, jak mogła wykazywać takie braki językowe po zaledwie roku mieszkania w Wielkiej Brytanii.

Podwójne standardy nie są mile widziane.

Rada Bezpieczeństwa ONZ powinna być w dużej mierze neutralnym organem. W tym sensie Niemcy nie mają tam miejsca, a pani Baerbock z pewnością nie. To ona w istocie wypowiedziała wojnę Rosji, stwierdzając, że Niemcy są w stanie wojny z Rosją. Jednak reszta niemieckiego rządu również zdecydowanie stoi po stronie nazistów z Kijowa i nie kryjąc nienawiści do Rosji. Minister spraw zagranicznych Baerbock, w szczególności, bezkompromisowo opowiedział się po stronie chazarskiego państwa Izrael. Bez żadnych „jeśli”, „i” i „ale”, i równie konsekwentnie sprzeciwia się Iranowi. Reszta niemieckiego rządu również posłusznie stosuje się do wytycznych pani Merkel, która podniosła prawo Izraela do istnienia do rangi kwestii interesu narodowego. W przeciwnym razie można być pewnym, że Niemcy zawsze będą wykonywać rozkazy Waszyngtonu. Takie państwo nie ma miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i poza kilkoma państwami NATO i wasalami USA, większość niepodległych państw zgadza się z tym.

Jak państwo może być członkiem Rady Bezpieczeństwa, które nie potępia, a nawet nie zajmuje się przestępstwami przeciwko prawu morskiemu, prawu wojny, prawom człowieka i prawu międzynarodowemu? Inwazja USA na Wenezuelę nie była nawet krytykowana, a groźby wojny wobec Kuby są najwyraźniej nieznane w Berlinie. Podobnie Niemcy nie wyróżniły się, opowiadając się za natychmiastowym zniesieniem nielegalnego embarga USA wobec Kuby. Tak, nie jestem jedynym, który krytykuje wszystkie niemieckie rządy za to. Rutynowe zatapianie rzekomych łodzi przemytniczych na wodach międzynarodowych również nie znajduje oddźwięku w Berlinie. Czy Niemcy w ogóle wyrażają krytykę, gdy statki są przejmowane na wodach międzynarodowych? Wręcz przeciwnie, wydają się bardziej skłonne do udziału. W rzeczywistości każdy z tych incydentów powinien być przedmiotem obrad Rady Bezpieczeństwa.

I znowu to był Putin

Obecny rząd pod przywództwem Merza nie zrobił nic, by zrewidować ani amatorską politykę zagraniczną pani Baerbock, ani inne zielone szaleństwo. Oba rujnują nasz kraj gospodarczo i politycznie. Niemcy pozostają stronnicze, z niedopuszczalnymi podwójnymi standardami i oczywiście stoją twardo po stronie Kijowa. Moskwa w konsekwencji doszła do wniosku, że ani Niemcy, ani UE nie mogą pośredniczyć w wojnie na Ukrainie, ponieważ są stronnicze. W rzeczywistości od dawna uczestniczą w wojnie z Rosją. Takie państwo nie powinno mieć głosu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. A na dodatek jest pani Baerbock, która raczy świat swoimi genialnymi pomysłami. Na przykład, jak powinny wyglądać toalety w Nigerii i gdzie powinny się znajdować. Ale ta pycha jest obecna w całym niemieckim rządzie. Chiny muszą przestrzegać praw człowieka, mówią, a Baerbock nazwał prezydenta Xi dyktatorem. Tak, to dyplomacja w stylu Baerbock, a medialne kumple są w to wtajemniczeni.

W rzeczywistości Baerbock jest jedynie ucieleśnieniem ogólnej polityki niemieckiego rządu, która jest wyśmiewana na całym świecie. I nie tylko w odniesieniu do „polityki energetycznej”. Nowe elektrownie jądrowe powstają wszędzie, a w Niemczech wycina się lasy pod budowę turbin wiatrowych. Turbiny te, podobnie jak samochody elektryczne, są dotowane miliardami, podczas gdy infrastruktura rozpada się, a emeryci muszą zbierać butelki. Miliardy są rozdawane najbardziej skorumpowanemu krajowi w Europie, aby podtrzymać wojnę. Nigdzie w kierownictwie UE nie ma żadnych wybranych urzędników, a mimo to Rosją rządzi autokrata. Ani jedna bezprawna sankcja USA nie jest kwestionowana, ani nawet odrzucana. Wręcz przeciwnie, przygotowywany jest kolejny pakiet sankcji przeciwko Rosji. Można więc powiedzieć, że cała polityka niemieckiego rządu jest Baerbockowana. Kraj o takim nastawieniu i rządzie nie ma miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, a pani Baerbock z pewnością nie. O tak, ale poniosła porażkę z powodu Putina! Gdyby tak było, to wszystko co mogę powiedzieć to: Dziękuję, Panie Prezydencie Putin! 

———–

To kanclerz Merkel zapewniła Zielonym dominację w koalicji „sygnalizacji świetlnej”, a kanclerz Merz również nie zdołała położyć kresu tej szalonej polityce. Dlaczego Merkel tak bardzo nienawidzi Niemiec? Jakiego rodzaju sieć powiązań pchnęła ją na stanowisko kanclerza?

Przeczytaj jedyną uczciwą biografię Merkel autorstwa Gerolda Keefera: „Kanclerz, która przyszła z zimna ”. Zamów swój egzemplarz bezpośrednio u wydawcy tutaj lub kup w lokalnej księgarni.

Przegrywają, bo są Niemcami

Przegrywają, bo są Niemcami

Stanisław Lewicki konserwatyzm/przegrywaja-bo-sa-niemcami

Niemcy, jako naród, mają o sobie wysokie mniemanie, a nawet więcej – chyba zawsze takie mieli. Kiedyś, także z tego powodu, wywołali dwie wojny światowe,  w wyniku czego zginęły dziesiątki milionów ludzi zaś Europa obróciła się w ruiny i definitywnie straciła pierwszą pozycję w świecie. Ale to wszystko nie zmieniło zasadniczo ich mentalności i tego urojenia wyższościowego w stosunku do innych, szczególnie do mieszkańców krajów położonych na wschód od ich kraju.
I nie jest to tylko moja subiektywna ocena, ale dostrzegają to także niektórzy przytomni Niemcy jak choćby pisarz, publicysta i podróżnik  Klaus-Jürgen Gadamer, który w jednym ze swoich ostatnich tekstów ujął to następująco: „Niemcy, zaślepione wyimaginowaną wyższością moralną, nie rozumieją świata. A jednak właśnie z tego powodu uważają, że muszą wszystkich pouczać”.

To ich poczucie „wyższości moralnej” jest szczególnie absurdalne gdy odniesie się ją do odpowiedzialności Niemców za masowe zbrodnie i ludobójstwo w przeszłości, dla którego trudno znaleźć odpowiednik w historii ludzkości.

Pomimo tych zaszłości Niemcy mają jednak dobre samopoczucie i uważają swoje państwo za „moralne mocarstwo” (niem. Moralmacht), i z wyżyn tej uroszczonej pozycji żądają dla siebie udziału w decydowaniu o sprawach świata. Są przy tym pełni kompleksów i uroili sobie, że osiągnięcia w innych dziedzinach mogą im zrekompensować, brak rzeczywistej potęgi. Do niedawna uważali swoją gospodarkę, a szczególnie wielkość eksportu swojego przemysłu, jako takie narzędzie dla wywierania wpływu. Ostatnio jednak z niemiecką gospodarką jest coraz gorzej i nie jest to tylko koniunkturalne zachwianie ale kryzys systemowy. Także w innych dziedzinach Niemcy zachowują się w sposób daleki od racjonalności, że przypomnę tylko nagłówki w niemieckiej prasie po wyborze kardynała Ratzingera na stolicę piotrową: „Jesteśmy papieżem!”.
Tkwi w nich taka potrzeba ciągłego udowadniania innym, a jeszcze bardziej sobie, że nazizm i jego zbrodnie to był przypadek, za który odpowiadają nie Niemcy, ale jacyś naziści. Tak się składa, że tylko zbrodniami tych nazistów chcą Niemcy podzielić się i innymi, w tym także z nami.  Tego rodzaju narrację zdają się Niemcy usilnie promować nie szczędząc pieniędzy na granty i nagrody dla osób i środowisk chętnych działać zgodnie z ich oczekiwaniami. Jest to polityka realizowana z żelazną konsekwencją i Niemcy mają w tym ostatnio szczególnie duże osiągnięcia na terenie Polski.
Nie wszystko jednak idzie zgodnie z ich planami i ambicjami. Takim celem, na którego osiągnięciu szczególnie im zależy, jest pozycja stałego członka w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Kanclerz Gerhard Schroeder, obecnie na żołdzie prezydenta Putina, ujawnił takie niemieckie ambicje już w roku 2005. Wtedy nic z tego nie wyszło, zaś od tego czasu pozycja Niemiec uległa degradacji i pomimo podtrzymywania tych starań przez kolejnych kanclerzy wątpliwe jest uzyskanie pożądanego rezultatu. Jako pewien surogat stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa Niemcy wielokrotnie uzyskiwały funkcję niestałego, na okres dwóch lat, członka RB ONZ. Powtarzało się to, do tej pory, sześć razy, średnio z przerwą siedmiu lat po zakończeniu poprzedniej kadencji. Ostatnio Niemcy pełniły taką funkcję w latach 2019-2020 i miały nadzieję na ponowny wybór na okres 2027-2028. Tym razem sprawy nie poszły jednak gładko, chociaż Niemcom bardzo na tym zależało, gdyż dałoby im to możliwość jakiegoś przeciwstawiania się  polityce Donalda Trumpa na forum ONZ i prezentowania się tam jako główne państwo Unii Europejskiej. Niemcy zrobiły wszystko, co tylko mogli, by dobić swego. Uruchomili nawet nowo wybranego premiera Węgier Pétera Magyara, który oświadczył, że poprze niemiecką kandydaturę. Zwracali uwagę, że są drugim największym płatnikiem na potrzeby ONZ, czyli domyślnie, według nich, ta pozycja im się należy.
O dwa miejsca w RB, przypisane państwom europejskim, rywalizowały trzy państwa: Niemcy, Austria i Portugalia. Wybór dwóch został dokonany w wyniku głosowania. I oto okazało się, że Portugalia uzyskała 134 głosy, Austria 131, zaś Niemcy tylko 104 i to Niemcy zostały wyeliminowane. Co najciekawsze, jak ujawnił znany portal Politico, Austriacy zastosowali prostą metodę na pokonanie Niemców. Wysoki rangą austriacki dyplomata tak zachęcał delegacje innych krajów na poparcie Austrii: „Głosujcie na nas właśnie dlatego, że nie jesteśmy Niemcami”. Tyle niemieckich starań, zabiegów, wielkich pieniędzy i wszystko to poszło w piach, a to dlatego, że oni są jednak Niemcami.
Szef niemieckiego MSZ musiał przyznać, że doznał  „dotkliwej porażki”. „Sueddeutsche Zeitung” napisała, że „skala porażki jest tak duża, tak wyraźna i tak bolesna, że nie da się jej niczym przykryć” zaś  Republika Federalna musi jako kraj przyjąć do wiadomości, że otrzymała od wspólnoty międzynarodowej „wotum nieufności”. To straszne i na pewno wielu ministrów rządu Donalda Tuska, jak i on sam, dzieli ten ból i upokorzenie oraz serdecznie współczuje swoim niemieckim przyjaciołom.

Stanisław Lewicki

W pogoni za ukraińską narracją

W pogoni za ukraińską narracją

Autor: CzarnaLimuzyna, 12 czerwca 2026

Dziennikarz i pisarz Rafał Ziemkiewicz i niestety wieloletni politruk PiS, postanowił trochę skrócić dystans dzielący go od rzeczywistości, a w tym przypadku od narracji ukraińskiej, która pozostawiła daleko w tyle medialny mainstream w Polsce.

Aktualna mądrość etapu jednak nie zmieniła się i można ją streścić w następujący sposób: „Ukraina – tak, wypaczenia – nie”. Pogląd ten, który spowodował wiele tragicznych skutków w polskiej historii wciąż dominuje nie tylko wśród pobierających domniemany jurgielt, ale nie odbierając innym Olakom prawa do umysłowej aberracji, od czasu do czasu przybiera taką formę:

Nie da się uzyskać od Ukraińców potępienia UPA jako całości. To my powinniśmy uznać, że różne były te ukraińskie armie powstańcze. (…) UPA to jest dla nich jakby mit założycielski trochę narodu. Dla mnie UPA jest czymś ciekawym bardzo zjawiskiem wykraczającym poza kwestię zbrodni na Wołyniu

Kto to powiedział? Świeżutka brednia „Bredzisława” Komorowskiego od lat stanowi jeden z głównych wektorów antypolskiej, samobójczej polityki historycznej na kierunku wschodnim.

A teraz zmierzmy dystans pomiędzy poszczególnymi narracjami na X

AIX

….

„Słynny” lekarz Kacprzyk z zarobkami 1,6 mln zł i radny KO to także partyjny bojówkarz

Słynny lekarz z zarobkami 1,6 mln zł i radny KO to także partyjny bojówkarz. „Czy Tusk już się zdenerwował?”

12.06.2026 nczas/slynny-lekarz-z-zarobkami-16-mln-zl-i-radny-ko-to-takze-partyjny-bojowkarz-czy-tusk-juz-sie-zdenerwowal

Dawid Kacprzyk i Rafał Trzaskowski.
NCZAS.INFO | Dawid Kacprzyk (z lewej) i Rafał Trzaskowski. / Fot. PAP

Na jaw wychodzą nowe fakty o 29-letnim Dawidzie Kacprzyku. To nie tylko radny z ramienia Koalicji Obywatelskiej i lekarz w trakcie specjalizacji, który w ubiegłym roku osiągnął dochody na poziomie 1,6 mln zł. To także partyjny bojówkarz, który u boku Jana Grabca zakłócał swego czasu konferencję prasową Jacka Ozdoby.

O powiązanym politycznie z KO 29-letnim lekarzu Kacprzyku zrobiło się głośno po ujawnieniu jego oświadczenia majątkowego. Okazało się, że młody medyk, bez pełnej specjalizacji, koordynujący SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, w ubiegłym roku zarobił aż 1,6 mln zł, co daje średnio około 133 tysięcy złotych miesięcznie.

Do tego dochodzą wpływy z tytułu diety radnego, umowy o pracę oraz umowy zlecenia.

Majątek 29-latka uzupełnia kupione bez kredytu mieszkanie o wartości 900 tysięcy złotych oraz nowe Porsche Panamera wyceniane na ponad pół miliona złotych.

Sprawie wnikliwie przygląda się dziennikarz Patryk Słowik. „Dawid Kacprzyk, lekarz-polityk, który zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł, przepracował w Szpitalu Południowym średnio 331 godzin miesięcznie. Daje to średnio 11 godzin dziennie, dzień w dzień.

Kacprzyk do tego pracuje w trzech innych placówkach, jest rezydentem, więc powinien mieć etat rezydencki, a także jest radnym dzielnicowym” – napisał.

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski wprost ocenił tak wysokie zarobki u lekarza bez ukończonej specjalizacji jako sytuację absolutnie wyjątkową, zakładając przy tym pełną prawidłowość rozliczeń. Wtórował mu prezes Porozumienia Rezydentów OZZL Sebastian Goncerz, przypominając, że standardowe wynagrodzenie rezydenta to zazwyczaj około 12 tysięcy złotych brutto.

Wszystko to sprawia, że sprawa szybko nabrała barw politycznych. Wiele osób sugeruje, że milionowe kontrakty w państwowej służbie zdrowia mogą mieć pewien związek z przynależnością partyjną młodego lekarza.

Nie brakuje jego zdjęć z najważniejszymi politykami Koalicji Obywatelskiej. Jacek Ozdoba przypomniał z kolei, że w 2023 roku Kacprzyk, u boku posła Grabca, zakłócał jego konferencję prasową.

Sytuację skomentował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer. „Nasz lekarz za 1,6 miliona to, jak widać, bojówkarz KO. Stąd i ta kasa. Czy Tusk już się zdenerwował?” – zapytał ironicznie.

Narodowe Centrum Nauki – Płacimy np. 2 miliony 215 tys za : „Epistemiczny wymiar nadużyć seksualnych kleru wobec dzieci”…

Tomasz Sommer @1972tomek

Przeglądam sobie wyniki konkursu OPUS, a tam taki antyklerykalny kwiatek, za który podatnik zapłaci, uwaga 2214632 zł.:

„Epistemiczny wymiar nadużyć seksualnych kleru wobec dzieci. Nadużycia seksualne reprezentantów kleru rzymskokatolickiego, zwłaszcza jeśli dotykają osoby małoletnie, budzą zainteresowanie mediów i oburzenie publiczne na całym świecie. Nauki społeczne szeroko opisały długotrwałą krzywdę psychiczną, jaka powstaje w wyniku tej przemocy.

Stosunkowo mało miejsca poświeciły jednak krzywdzie związanej z tym, w jaki sposób wiedza na temat molestowania seksualnego przez księży czy zakonników jest ukrywana, jak (nie) wychodzi na światło dzienne, w jaki sposób przypadki nadużyć są uciszane i lekceważone przez reprezentantów Kościoła, szeregowych wiernych, instytucje państwa.

Projekt skupia się więc na kwestii wytwarzania i społecznej cyrkulacji wiedzy na temat molestowania seksualnego osób małoletnich przez duchownych i na związanej z tym niesprawiedliwości epistemicznej. Ogólnie rzecz biorąc, niesprawiedliwość ta dotyczy wszelkich sytuacji, w których krzywda dotyczy podstawowej właściwości ludzkiej, jaką jest zdolność do rozumienia rzeczywistości i komunikowania własnej perspektywy.

Niesprawiedliwość epistemiczna ma miejsce zwłaszcza wtedy, gdy poszczególne osoby czy grupy osób nie są uznawane za wiarygodne z powodu uprzedzenia czy stereotypu dotyczącego ich cech. Na przykład gdy kwestionuje się raport o problemie złożony przez dziecko, z gruntu uznając, że dzieci nie rozumieją świata, w którym żyją, i mają skłonność do fantazjowania”. (…)

======================

Więcej tu: „Narodowe Centrum Nauki to maszynka do przerabiania pieniędzy podatników na lewacką propagandę nczas/narodowe-centrum-nauki-to-maszynka-do-przerabiania-pieniedzy-podatnikow-na-lewacka-propagande

Lipa

Oto dwudziesty czwarty w tym roku SOBOTNIK.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

Lipa 24/2026(778)     

     Zdążyliśmy się przyzwyczaić, do tego, że oświadczenia Tuska, nieważne czego by dotyczyły, to zawsze wielka lipa. Ludzie prawi nie potrafią tego zaakceptować i nadal się oburzają. A ci od lewizny wszelakiej, uważają, że tak trzeba, bo „populistów” należy oszwabiać na każdym polu i nieustannie.

     Lipy jako drzewa (są apolityczne), niezależnie od tego, czy są sprowadzane z Niemiec za ciężkie pieniądze, czy krajowe, kierują się swoją naturą, nie bacząc na ważną rolę w kalendarzu, jaką przyszło im pełnić. A przecież to od nich właśnie nadano nazwę siódmemu miesiącowi roku. Bo w tym właśnie miesiącu kwitły lipy dostarczając pszczołom nektar przerabiany przez nie na miód lipowy. Teraz, nie wiedzieć czemu, lipom zaczęło się spieszyć. Kwitną o miesiąc wcześniej, niektóre nawet pod koniec maja.

     Natomiast dlaczego spieszy się oszustom wyłudzającym pieniądze, nie trudno zgadnąć. Chcą je po prostu mieć. Władza może się zmienić i żegnaj dojna krowo. Obecnie, taka państwowa instytucja jaką jest ZUS ubzdurała sobie, że czegoś tam nie zapłaciłam przed dziesięciu laty. Oni nie reagowali o czasie, a teraz naliczają mi odsetki za każdy dzień zwłoki, bo jak widać, ich przedawnienie nie obowiązuje. Obawiam się, że gdybym nawet zaczęła zbierać plastykowe butelki, wzorem tak zwanej „klasy średniej”, nie uchroni mnie to przed bankructwem i bezdomnością. No chyba, że przewidziana jest dla mnie jakaś przytulna cela z wiktem i opierunkiem…

=====================================

Instrukcja obsługi

       ‒ Co sądzisz o takiej instrukcji „obsługi” podejrzanego? – spytała Małgorzata. 
       ‒ Chodzi o kolejność działań? ‒ upewnił się DUCH CZASU.
       ‒ Właśnie. Najpierw zakłada się takiej osobie kajdanki, a później żąda okazania dowodu osobistego.
       ‒ Sprytne. Za Stalina najpierw człowieka kneblowano, a później kazano mu zeznawać. 


Upadek społeczny w Indiach. Drapieżnictwo w masce Cywilizacji.





Drapieżnictwo w masce Cywilizacji

unz.com/predation-wearing-the-mask-of-civilization

Jayant Bhandari • 25 maja 2026

Instytucje ujawniają swój prawdziwy charakter w dwóch miejscach: w „szarej strefie”, gdzie zasady są niekompletne, niejednoznaczne lub nie mają zastosowania, i jeszcze bardziej narażone są, kiedy osoby posiadające władzę, otwarcie, bez wstydu naruszają najbardziej jasne zasady.

W żywej cywilizacji władza ogranicza się do stanowiska, które zajmuje. W zdewastowanym porządku stanowisko daje licencję na jej naruszenie. Władza nie jest po to, aby zachować zasady, a do tego, aby udowodnić uwolnienie się od nich. Dlatego prawo, biurokracja i działania policyjne z bezlitosną jasnością obnażają moralne podłoże społeczeństwa.

Indie – podręcznikowy przypadek

Nawet w najbardziej cywilizowanych krajach sądy podejmują decyzje tylko w najdrobniejszych szczegółach ludzkiej rzeczywistości. Zdecydowana większość wartości cywilizacji — zaufanie, powściągliwość, uczciwość, ciche umowy, które umożliwiają codzienne życie — istnieje za progiem formalnego prawa. Ustne obietnice i codzienna uczciwość nigdy nie były przeznaczone dla sędziów. Opierają się one na wewnętrznym porządku moralnym. W Indiach taki porządek moralny nie istnieje.

Indyjska biurokracja nie określa zasad. Ona ustala cenę za dostęp, karze opór i domaga się podporządkowania. Reformatorzy twierdzili, że biurokracja była tworzona tylko dlatego, że ich płace są zbyt niskie. To była racjonalizacja. Gdy pensje urzędników drastycznie wzrosły, odpowiednio wzrosła też skala łapówek. Im wyżej się podnosiły, tym więcej mieli racji. Uczciwość to nie jest problem kompensacji. To jest wartość. Społeczeństwo albo dodaje tę wartość do swoich instytucji, albo nie.

Nie mogę sobie przypomnieć ani jednej wizyty w indyjskiej instytucji rządowej, która nie wiązałaby się z żądaniem łapówki. Obywatele padają na twarz, rzucają się na kolana i uniżają się dla uzyskania najbardziej podstawowych usług. Biurokratom potrzebne są nie tylko pieniądze, oni oczekują podporządkowania. Chcą poczuć swoją wyższość. Łapówka – to tylko część transakcji; upokorzenie – to reszta.

Prąd, woda, dostarczanie poczty, zgony, małżeństwa, wszystko ma swoje tempo. Odmowa rejestracji małżeństwa sama w sobie jest przestępstwem, jednak do jego rejestracji wymagana jest jeszcze jedna łapówka. Nawet w tym przypadku, płatność powinna być strategiczna. W przypadku braku honoru łapówkarz bierze pieniądze i nadal nie wykonuje pracy. W końcu płacisz większej ilości osób za przenoszenie tego samego pliku.

Dostawca papieru fotograficznego w moim mieście kiedyś odważył się zrezygnować z dodatkowej łapówki, której zażądała firma sektora publicznego. Kierownik kazał przeciągnąć całą partię na otwarty dziedziniec i zostawić przesyłkę pod bezlitosnym słońcem na tydzień. Następnie pociął uszkodzone opakowania dla teatralnego „sprawdzania” na oczach załamanego dostawcy. Ten człowiek już nigdy nie odmówił.

Uzyskanie paszportu – to jest test na kompromis. Kontrola w policji, prawdopodobnie zwykły środek ostrożności, staje się żądaniem zapłaty. Kiedy mieszkałem w Delhi, kiedyś nie chciałem zapłacić i udałem się do starszego oficera policji. Po kilku sekundach powiedział mi, że młodsi oficerowie robią mi przysługę i muszą zarabiać. Instytucja nie chciała wykonywać swojej funkcji. Jej funkcją było wyciąganie gotówki.

Złóż skargę do wyżej przełożonego, i jego pierwsze pytanie zawsze brzmi: „Ile chcieli i kto ma coś z tym wspólnego?” On nie prowadzi śledztwa w sprawie uchybienia; on sprawdza, czy otrzyma swój udział. Jak w fraktalach, wspinasz się po schodach, i ten sam groteskowy teatr pojawia się ponownie na każdym poziomie, tylko z wyższą ilością łapówki. Zrób krok w bok — do sądów, polityków lub innej instytucji — i ten sam banał będzie kontynuowany.

Biuro Antykorupcyjne jest powszechnie znane jako najbardziej skorumpowana instytucji ze wszystkich. Ściga każdego, kto popadł w niełaskę u polityków, nie był w stanie zapłacić odpowiedniego haraczu lub był zbyt widoczny w mediach społecznościowych. Ale nawet w tym przypadku kara zazwyczaj nosi teatralny charakter; po kilku miesiącach ukarany urzędnik spokojnie wraca za biurko.

Nadzór staje się jeszcze jednym sposobem uzyskania korzyści.

Policyjne stanowiska wystawione na aukcji przyznają temu, kto zaoferuje najwyższą cenę, przy tym każdy pracownik niższego szczebla jest odpowiedzialny za wysyłanie określonej kwoty środków pieniężnych na górę. W ten sposób starsi oficerowie nie prowadzą znaczących dyscyplinarnych kontroli pobić, kradzieży, gwałtów i morderstw, w które zaangażowani są policjanci, którzy zapłacili za swoje stanowiska.

Dom mojego przyjaciela został okradziony. Policja „złapała” złodziei, a następnie poinformowała, że została zwrócona tylko część skradzionych towarów; reszta została podzielona między policjantów. Kiedy skarżył się poprzez wysokiego rangą członka rodziny, reakcja była lodowata: powinien był wypowiedzieć się natychmiast po aresztowaniu. Teraz nic nie można było poradzić. Każda kradzież odbywa się według tego samego scenariusza.

Wizyta na indyjskim komisariacie policji – to ludzkie zoo przerażonych i załamanych. Funkcjonariusze nie chcą rejestrować sprawy bez opłat. Ochronne prawa, gdy są one wbudowane w drapieżny policyjny system, nie chronią słabszych; tworzą nowe pola dla oskarżeń, wymuszeń i targowania się. Prawo wymagające natychmiastowego skierowania do sądu i aresztu w przypadku skarg na gwałt, po prostu rozszerza rynek usług policjantów. Prawdziwym ofiarom nadal potrzebne są pieniądze i komunikacja, aby je usłyszano. Fałszywe oskarżenia, tymczasem, stają się narzędziami nacisku. Prawdziwy gwałciciel może zmusić do wycofania skargi, jeśli ma znajomości i zapłacił właściwym ludziom; z kolei fałszywy oskarżyciel może zniszczyć życie człowieka na lata. Instytucja nie odróżnia prawdy od kłamstwa, ona wycenia podatność na nadużycia.

Instytucje, mające na celu chronić, stają się systemami zbierania danych o lukach w zabezpieczeniach.

Fałszywe sprawy są powszechnie znane, jednak niewinni ludzie muszą płacić rujnujące łapówki, aby pozostać na wolności. Wstęp do sądu jest tak samo groteskowy: człowiek rozlicza się ze strażnikiem przy bramie, często na oczach sędziego. Wewnątrz sędzia — zbyt niezdecydowany, niekompetentny lub skorumpowany, aby coś rozwiązywać – ogłasza kolejną przerwę. Jak jeszcze będzie mógł odzyskać pieniądze? Nawet urzędnikowi, który rejestruje datę następnej rozprawy, trzeba zapłacić, jeśli chcesz ją poznać.

Prawnicy obu stron korzystają na zwłokach, często rozmawiając ze sobą bez wiedzy i zgody swoich klientów. Oskarżony wie, że nigdy nie będzie uczestniczył w prawdziwej rozprawie. On płaci za to, aby uniknąć więzienia, a sprawa ciągnie się przez dziesięciolecia. Rzadkie sprawy rozwiązane sądownie występują tylko wtedy, gdy obie strony, zrujnowane finansowo, zgadzają się na pozasądowe rozwiązanie i wyczerpanie oznacza sprawiedliwość.

Dla państwowych dostawców do 50% dochodów idzie na łapówki. Kiedyś takie płatności były wstydliwe, podczas gdy brytyjski cień nadal pozostawał. Dziś biurokraci otwarcie pysznią się swoimi nielegalnymi przychodami. Korupcja to nie odchylenie od normy; to ekologia, w której może uczestniczyć każdy.

Nawet nadużycia wymagają struktury. Funkcjonującej mafii zależy na lojalności, dyscyplinie, ciszy i wewnętrznej sprawiedliwości. W Indiach korupcja jest bardziej anarchiczna: każdy urząd, posterunek policji i sądu – to osobne małe królestwo, ale nawet w tych królestwach lojalność nie istnieje, a zadawanie ciosów w plecy – to normalna sprawa. Państwo przypomina upadły gang, zbrojną siłę przymusu, ale pozbawioną hierarchii, lojalności i wewnętrznej dyscypliny, niezbędnych w celu regulowania drapieżnictwa. Ponurym pocieszeniem jest to, że taki system ze wszystkich sił stara się wytworzyć zdyscyplinowany totalitaryzm. Może sponiewierać, wyłudzać i degradować, ale nie jest w stanie zorganizować skoordynowanej tyranii Korei Północnej lub Związku Sowieckiego.

Biurokracja, policja i sądy po prostu przejawiają w postaci skoncentrowanej to, co już istnieje w społeczeństwie. Instytucje zmutowane, bo otaczająca kultura chroni instynkty, które prowadzą do ich mutacji. To, co w rządzie wygląda jak przekupstwo i drapieżnictwo, w życiu codziennym przejawia się jako nieuczciwość, oszustwo, zaganianie w kąt, obojętność, hierarchia i przypadkowe zatrucie środowiska.

Hindusi nie chcą zniesienia systemu; chcą uzyskać do niego dostęp.

Ich ambicją jest osiągnięcie stanu, w którym będą mogli korzystać, lub wydać za mąż swoje córki do rodziny, wzbogaconej kosztem łapownictwa. Jak uzyskuje się pieniądze, nie ma znaczenia. Korupcja dająca bogactwo wymaga szacunku dla przeciwnika — często większego, niż takie samo bogactwo osiągnięte uczciwie. Pieniądze i władza to jedyne kryteria. Możesz być pewien, że miłość, cywilizacyjna wartość rzucają się w oczy swoją nieobecnością.

Normalne społeczeństwo musi wyposażyć swoje instytucje we właściwe instynkty. Cywilizacja nie istnieje w naturze. Jest to spowodowane zgromadzeniem wysiłku racjonalnych i moralnych ludzi, którzy powstrzymują się, dyscyplinują siebie i stopniowo wpływają na normalne zachowanie najwyższych ludzi.

Największym problemem jest naprawdę rząd; politycznie wygodne jest obwinianie rządu za wszystko. Ale bardziej głęboki problem tkwi w społeczeństwie, które to podsyca. Gdyby hindusi przestali się płaszczyć przed politykami i biurokratami, gdyby przestali traktować urzędników państwowym jak bożków, wiele by się szybko zmieniło. Ale indyjski umysł nie może odróżnić szacunku od służalczości. On waha się między poddaństwem i dominacją. Nie mając potężnego poczucia sprawiedliwości, o co mieliby walczyć?

Jeden mały, ale reprezentatywny indyjski zwyczaj – to obsesyjne zwracanie się „sir”. Dla zachodnich uszu to może brzmieć grzecznie, nawet fascynująco. W Indiach jednak to często nie świadczy o szacunku, a o zarządzaniu hierarchią. Mówiący stawia się poniżej władzy, schlebia jej, uspokaja i ma nadzieję uzyskać od niej zabezpieczenia lub przychylność. Szacunek polega jednak na godności z obu stron. Uległość tego nie warunkuje. Gdy równowaga sił się zmienia, ten sam człowiek, który kiedyś zwracał się do ciebie „proszę pana”, może zacząć obrażać ciebie. Zwracanie się przez „sir” nigdy nie miało nic wspólnego z szacunkiem; oznaczało ono tylko pozycjonowanie.

Każda interakcja społeczna — w społeczeństwie i w rodzinie — staje się sprawdzeniem stopnia w hierarchii. Kto wyżej? Kto poniżej? Kto musi przestrzegać? Kto może się tym zająć? Związki rzadko pozostają po prostu ludzkimi; szybko zostały zreorganizowane w strukturę „odbieracz wolności-ciemiężca”. Państwo nie tworzy tego instynktu, ono formalizuje go.

Moja rodzina kupuje warzywa tylko u znanych rolników, dlatego, że produkty sprzedawane na rynkach, zwykle są z nieoczyszczonych ścieków – praktyka, która, o dziwo, daje warzywom sztuczny połysk. Jak śledzić takie rzeczy w sądzie? Można opracować najbardziej surowe prawa, jakie tylko można sobie wyobrazić, ale prawo nie ma sensu, jeśli policja, sądy i społeczeństwo, stojące za nimi, nie posiadają woli zapewnienia ich przestrzegania. Społeczeństwa nie budzą się pewnego ranka i nie wybierają cnoty. Dokonują tego — jeśli to w ogóle możliwe — przez wieki generowanych punktów mądrości i bolesnego utożsamiania się z powściągliwością. Albo w ogóle nigdy tego nie osiągają.

Tam, gdzie codzienne zachowanie wewnętrznie nie jest ograniczone, żaden system prawny nie może namierzyć lub naprawić szkody. Mikro-kompromisy, powtarzane przez miliony, prowadzą do katastrofy. Porzucone opakowanie z tworzyw sztucznych, garść śmieci wyrzuconych do rzeki, skrócenie czasu budowy, ciche fałszowanie w raportach — każde działanie wydaje się banalne. I jeszcze most w końcu się rozpadnie, drogi zamieniają się w pola śmierci, rzeki wysychają, a sama ziemia zamienia się w toksyczne nieużytki, których nie może odzyskać żadne prawo.

Pobrałem tą samą lekcję z maszyn. Maszyna drukarska mojego ojca nadal używa sprzętu z epoki brytyjskiej, z początku lat 1900-tych. Ona działa bez zarzutu. Skomplikowana szwedzka maszyna, którą później kupiliśmy również pracowała z zadziwiającą dokładnością. Jako dziecko nieskończenie obserwowałem pracę tych maszyn, jakby dokonując swego rodzaju mechanicznego nabożeństwa: dziesiątki tysięcy części poruszały się razem w harmonii, każda pełniła swoją funkcję. Odsłaniały duch tych, którzy je projektowali i produkowali. Praca została wykonana nie tylko dla pieniędzy; była w tym duma, dyscyplina i zaangażowanie na najniższym poziomie.

Wśród ogromnego chaosu w Indiach — jej instynktów „siła sprawia, że ma rację”, jej mglistych zasad, braku rzetelnej formy – starałem się zrozumieć tego ducha: wewnętrzną dyscyplinę, która sprawia, że wszystko działa, duma, która sprawia, że każdą część wykonuje swoją funkcję.

Następnie przekonałem ojca do kupienia indyjskiej kopii szwedzkiej maszyny za niewielką cenę. Po kilku dniach zepsuła się śrubka. Po taniej naprawie pojawił się jeszcze jeden mały defekt, a potem jeszcze jeden. Maszyna nie była bardzo zła w jednym oczywistym aspekcie; była zła w tysiącach drobnych elementów. Każdy szczegół niósł w sobie mikro-kompromis. Wkrótce płaciliśmy pracownikom wynagrodzenie za pracę na maszynie, która ledwo działała, a kiedy działa, jej jakość była niska. W ciągu roku sprzedaliśmy ją na złom.

Społeczne i ekonomiczne konsekwencje były ogromne. Ludzie nie mogą działać poprawnie bez stałej kontroli, a samemu kierownikowi brakuje dumy za swoją pracę. Potrzebne są dziesiątki ludzi, aby produkować coś, co mógłby osiągnąć jeden zdyscyplinowany pracownik w innym miejscu, i nawet wtedy jakość waha się na granicy dopuszczalnej. Podczas studiów MBA uczono mnie, że bodźce mają znaczenie. Może i tak jest. Ale bodźce działają tylko tam, gdzie odpowiedzialność istnieje już w zarodku. Indie – to nie społeczeństwo „marchewki”, to społeczeństwo „kija”.

Społeczeństwo rozpadnie się w ten sam sposób. Kiedy każda śrubka ma defekt, cały system staje się nieefektywny.

Ale społeczeństwo się rozpada nie tylko dlatego, że poszczególne osoby ścinają narożniki. Ono rozpada się dlatego, że nikt tego nie naprawia. Kluczowym pytaniem jest to, czy zwykli ludzie dają opinię — przeciwstawiają się bałaganowi, zawstydzają za niego czy karzą, czy spokojnie uczestniczą w nim.

Oto dlaczego człowiek czuje się bezpiecznie na Zachodzie — przede wszystkim nie ze względu na jego instytucje, ale dlatego, że samo społeczeństwo wciąż zapewnia przekazywanie swojej opinii tym instytucjom. Gdy popełnione zostaje przestępstwo, ktoś gdzieś powstanie i będzie wymagać sprawiedliwości. W krajach Trzeciego świata uczą nie spodziewać się tego.

Będąc studentem uniwersytetu w Indiach, często jeździłem autobusem w weekendy między miastem, gdzie mieszkali moi rodzice, a miastem, gdzie studiowałem na uniwersytecie. W autobusach na tej trasie były telewizory, i moje przejazdy były dopasowane do oglądania popularnego tygodniowego serialu. Kierowcy zatrzymywali autobus na czterdzieści pięć minut na rozbitych wybojami drogach, aby pasażerowie mogli obserwować, co dzieje się bez migotania obrazu. Gdy zagroziłem skargą, cały autobus w uniesieniu wściekłości rzucił się na mnie. Przyrzekli, że będą zaprzeczać, że zatrzymania w ogóle nie było, i jasno dali do zrozumienia, że ryzykuję pobicie. Ani jedna dusza nie chciała bronić głównego aktu cywilizacji – przestrzegania rozkładu jazdy transportu publicznego. Ironia była groteskowa: serial rzekomo był „głęboko duchowy”.

Zachodnie moralne terminy — uczciwość, lojalność, honor – zmieniają znaczenie, gdy wprowadza się do społeczeństwa moralne podłoże które nigdy ich nie produkowało. Takie skojarzenia nie są uznawane za niemoralne w zwykłym znaczeniu. Niemoralny człowiek odróżnia dobro od zła i niszczy to pierwsze. Niemoralny człowiek nigdy nie przyswoił sobie tych kategorii. On jest niewinny, nie dlatego, że jest niewinny, ale dlatego, że sumienie nigdy nie brało góry nad apetytem. To umysł, w którym władza, a nie sumienie, organizuje zachowanie.

Tym samym zniekształcenie dotyczy takich słów, jak miłość, szczęście, szacunek i pokój. W cywilizowanym moralnym porządku to nie tylko uczucia lub społeczne gesty; to osiągnięcia psychiki, które wymagają pokory, świadomości i troski o dobro innych. W prymitywnym społeczeństwie mogą wydawać się podobne do przedstawicieli cywilizowanego społeczeństwa, ale ich istota jest inna. Miłość staje się posiadaniem, uzależnieniem lub stowarzyszeniem plemion przeciwko wspólnemu wrogowi. Osoba rozpuszcza się w tłumie i przeżywa tę stratę siebie jak katharsis. Szczęście staje się hedonizmem, zmysłowością, obżarstwem lub rozproszeniem uwagi. Szacunek staje się służebnością w stosunku do władzy i tyranią wobec słabości. Spokój staje się odrętwieniem, unikaniem lub ucieczką od lęku. Słowa pozostają, ale ich wewnętrzna istota jest prymitywna.

Kiedy można mówić o moralności lub prawdziwości z hindusami, śmieją się z ciebie i pytają: „stajesz się świętym?” Lub zakładają, że miejsce religii jest w kościele, a nie w codziennym życiu. Uważają, że jesteś naiwny, nieprzywykły do prawdziwego życia. Ich zdaniem, życzliwość i uczciwość nie są obowiązkami zwykłych ludzi; należą się świętym, podczas gdy oczekuje się, że normalne życie będzie świeckie. Oni nie rozumieją świętości jako moralnego wyniesienia; oni rozumieją to jako odejście od prawdziwego życia. Zdanie przetrwa jako słowny odruch w społeczeństwie, w którym sama moralność nie ma należnego jej autorytetu.

W takim społeczeństwie codzienne rozmowy nie wznoszą się do osobistych refleksji. Pozostają one w pułapce plotek, widowisk, magicznej polityki i nieszczęścia innych.

W takiej kulturze organizującym ideałem nie jest kompetencja, a władza. Edukacja nie służy formacji, a certyfikatom, które otwierają drzwi do stanowisk, pieniędzy i statusu. Rodzice pomagają dzieciom oszukiwać, bo ważny jest certyfikat, a nie dyscyplina, którą powinni reprezentować. Jak tylko tacy ludzie trafiają do instytucji, nie nabierają szacunku do stanowiska i obowiązków. Miejsce staje się źródłem informacji dla użytkownika. Z braku wewnętrznego autorytetu, kompensują to zimną arogancją, drobną tyranią i sadyzmem; im wyżej się wspinają, tym bardziej błędna staje się ich niepewność.

Ta sama lekcja zaczyna się w szkole. Autorytet wcześnie zamienia się w dźwignię: prywatne szkolenia, prezenty, nepotyzm i manipulacja egzaminami. Uczeń uczy się prawdziwego programu nauczania na długo przed pełnoletnością: autorytetu nie trzeba szanować, a lawirować; zasad nie należy przyswoić, a zarządzać nimi; władza jest po to, aby zgarniać gotówkę.

Niewiele jest pojęć o dodawaniu wartości, wkładzie własnym lub kształtowaniu charakteru. Kształtowanie charakteru często jest w bezpośrednim konflikcie z zasadą „kto silniejszy, ten ma rację”. Starsi uczą dzieci, że wolno zbierać masło „krzywym” palcem. Ale dzieci nie zezwalają obcym na ten krzywy palec. Dorastając, używają do tego krzywego palca wobec starszych w rodzinie, którzy potem się dziwią, jak wprowadzili węża. W rezultacie okazuje się, że to w pełni zatomizowane społeczeństwo, w którym nikt nikomu nie ufa.

Gdy nabycie zasobów staje się jedyną organizującą zasadą, gdy wartości, moralność i rozum nie mają autorytetu, społeczeństwo dzieli się na osoby zatomizowane. Człowiek staje się samotny, nawet w najbardziej zatłoczonych miejscach. Maszyny nie pracują, instytucje nie działają, rodziny nie działają. Brak spójności, brak harmonii, nie ma wspólnych oczekiwań wobec zachowań. Każdy sam w sobie.

Jeden i ten sam instynkt nie może być ograniczony do jednej sfery życia. Jeśli człowiek odnosi się do obcych, klientów, urzędników i pracowników jak do obiektów pracy, rodzina nie może pozostać nietknięta. Rodzice nie mogą zaufać dzieciom, a dzieci nie mogą ufać rodzicom. Bez łącznika moralności i umysłu, kapitał intelektualny i finansowy nie może gromadzić się. Życie staje się dniem świstaka: ani nauki, ani poczucia winy, ani opinii, ani związku przyczynowego.

Biznes również wydaje się nie tworzyć wartości, a staje się jak przelew z innej kieszeni w swoją. Usługa ma drugorzędny charakter. Jakość – to teatr.

Pewnego dnia odwiedziłem firmę, produkującą wypełniacze farmaceutyczne — biały proszek-nośnik, z którym później będą mieszać aktywne leki. Spodziewałem się zobaczyć sterylną, regulowaną produkcję. Zamiast tego weszliśmy w butach z ulicy; podłoga i nawet powietrze było gęste od proszku. Pracownice w brudnych ubraniach ręcznie wypełniały pakiety. Co gorsza, zaległy proszek mieszały ze świeżym materiałem, aby go dopasować do określonej klasy. Menedżer ujawnił to nie ze wstydem, ale z dumą. Sens był nie w tym, aby tworzyć wartość, a w tym, aby dopasować do wyglądu normy. Sam wkład nie był ostatecznym lekiem. Ale w warunkach skomplikowanej gospodarki każdy taki kompromis idzie dalej z prądem. Każdy mały unik staje się jeszcze jedną zaatakowaną częścią większego systemu, który nie może już ufać samemu sobie.

Jeden i ten sam schemat można prześledzić w każdym zakładzie: pozór zgodności utrzymuje się, podczas gdy istota zostaje cicho zniszczona. Standardy istnieją, istnieją procedury i dokumenty, ale są one podyktowane jednym i tym samym instynktem unikania, usuwania – i wychodzi im to na sucho.

Prawa pisane i struktury, pozostawione przez Brytyjczyków — system kontroli i przeciwwagi, prawo, procedury i rządy prawa — w większości pozostały. Ale jak tylko instytucje te przeszły w ręce Hindusów, ożywający je duch zmienił się. To, co miało służyć ograniczeniu władzy, przekształciło się w mechanizm wyzysku i wywłaszczenia. Instytucje nie zniknęły. Ich zewnętrzne powłoki — biura, mundury, nadruki, procedury — pozostały, ale ich funkcje zostały groteskowo zmienione. To nie przypadek, to jest nieuniknione w kulturze, gdzie wciąż zasadą jest żelazne prawo „kto silniejszy, ten ma rację”, gdzie naczelną zasadą jest celowość, a rozum, moralność i odpowiedzialność za siebie nie przyjęły się.

Gdyby indyjskie społeczeństwo było małymi, zlokalizowanymi jednostkami, brutalna, ale natychmiastowa zarodowa sprawiedliwość mogłaby zachować minimalny porządek, bardziej odpowiadający jego naturze. Straszna możliwość polega na tym, że gdy wydrążone zachodnie rusztowania w końcu padną na pysk, podnoszenie się z ruin może okazać się bardziej funkcjonalne dlatego, że społeczeństwo jest bardziej prymitywne – ze słabszymi nerwami niż wydawałoby się cywilizowanym oczom.

To powolna, nieubłagana apokalipsa drugorzędnej nowoczesności: zaimportowane instytucje gniją od środka, dopóki nie pozostaje nic, oprócz grabieży, nakładającej maskę cywilizacji. Formy przetrwały. Dusza już nie żyje.

=========================

mail:

postawy społeczne do złudzenia przypominające „kodeks moralny” w Izraelu.

mail II:

Typowy, wg. prof. Konecznego, w Indiach to stan a-cywilizacyjny, latrocinium magnum

mail III. Dokładniej: w Izraelu to stan anty-cywilizacyjny: Czczą tak Mamona, jak i Molocha.

VI Marsz dla Królowej Polski w Częstochowie. Współodkupicielka i Pośredniczka Wszelkich Łask.

VI Marsz dla Królowej Polski w Częstochowie

Tegoroczny marsz zgromadził rekordową liczbę uczestników

Marsz dla Królowej Polski to jedyne w naszej ojczyźnie oddolnie organizowane obchody uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej. W tym roku marsz przeszedł ulicami Częstochowy po raz szósty, tym razem nową trasą, a liczba uczestników zaskoczyła organizatorów.

Hasłem tegorocznego marszu były słowa: „Maryjo, Współodkupicielko i Pośredniczko Wszelkich Łask, módl się za nami!”. Były one nie tylko wezwaniem modlitewnym, ale i ‒ w obliczu noty doktrynalnej Mater Populi fidelis ‒ obroną tytułów należnych Matce Bożej.

Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 12:30 Mszą św. odprawioną w kaplicy pw. św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort w Częstochowie. Po Najświętszej Ofierze uczestnicy zgromadzili się przed kaplicą, gdzie najpierw wysłuchali krótkiego referatu na temat historii królowania Maryi nad Polską, a następnie nauki wygłoszonej przez ks. Antoniego Myślińskiego FSSPX. Kapłan wskazał na wyraźny wymiar religijny marszu, podkreślając, że jest on wspólnym wyznaniem wiary w to, że Najświętsza Maryja Panna jest Królową Polski, a wierni winni Jej służyć.

Ksiądz Myśliński nie unikał trudnych tematów. Mówiąc o głębokim kryzysie w Kościele, zwrócił uwagę na wzrastającą ilość herezji i zgorszeń płynących z najwyższych instancji kościelnych. Wymieniwszy oficjalne zanegowanie tradycyjnych tytułów maryjnych (tzn. „Współodkupicielki” i „Pośredniczki Wszelkich Łask”) i przypomniawszy niedawną wizytę anglikańskiej „biskupki” w Watykanie, zaapelował do zebranych: „Nie możemy udawać, że nic się nie dzieje!”. Następnie sformułował jasne wezwanie do wszystkich wierzących: „Każdy, kto chce zachować katolicką wiarę dla przyszłych pokoleń i każdy, kto chce się zbawić, musi stanąć po stronie prawdy”. Wskazał też konkretny program działania: „Trzeba zacząć publicznie wymagać od proboszczów, od biskupów miejsca, odżegnania się od tych herezji i błędów”.

Kluczowym elementem przemowy było przypomnienie o obronie Jasnej Góry podczas szwedzkiego potopu. Kapłan zestawił ówczesny zbrojny najazd z dzisiejszą „inwazją duchową i doktrynalną”, wskazując, że współczesny kryzys – podobnie jak w XVII wieku – jest napędzany przez zdradę i kompromis z błędami. Jednakże, tak jak wówczas ocalenie przyniosła wierność małej garstki obrońców i wstawiennictwo Maryi, tak i dziś musimy z nadzieją spoglądać na oblicze naszej Królowej, która niegdyś dała „siłę najpierw małej garstce, później coraz większej ilości osób, które przeżywają refleksję, zaczynają się nawracać. I rzeczywiście po latach Szwedzi zostali wypędzeni. Wiara katolicka została w Polsce uratowana”.

Czcigodny kapłan podkreślał znaczenie systematycznej pracy: „Musimy powoli, długofalowo nawracać nasz naród. Musimy powoli, długofalowo, cierpliwie bronić prawdy i żyć po katolicku”. Ostrzegł przed iluzją szybkiego sukcesu: „To nie chodzi, żeby tutaj przyjechać i przemaszerować. Musimy pracować cały, cały rok”. I przedstawił wizję stopniowej odbudowy: „Każda nasza kaplica, każdy nasz przeorat, to jest mała Częstochowa – od Szczecina po Jarosław, od Suwałk po Bolesławiec, od Nowego Sącza do przeoratu w Gdyni. To są nasze Częstochowy, bo tam jest Najświętszy Sakrament, tam jest Pan nasz Jezus Chrystus i tam jest również Niepokalana i Ona nas broni w tej wierze”.

Nauka zakończyła się pełnym nadziei przesłaniem, wskazującym również konkretny cel: „Kiedyś w przyszłości, kiedy nie będzie już nas tutaj kilkaset osób, kiedy będą tysiące, być może dziesiątki, setki tysięcy, wtedy wmaszerujemy do klasztoru, wtedy wmaszerujemy na Jasną Górę i już tam zostaniemy. Wtedy odbijemy klasztor; odbijemy dla królowania Chrystusa i naszej Królowej”.

Tuż po wygłoszonej nauce, w asyście służb porządkowych, wyruszył liczący ponad 400 uczestników VI Marsz dla Królowej Polski. Na początku odśpiewano Godzinki, po których zgromadzeni odmówili różaniec: część radosną po polsku, bolesną po łacinie, a chwalebną odśpiewali również w języku łacińskim. Każda tajemnica była oddzielona pieśniami maryjnymi. Po wkroczeniu na Aleję Najświętszej Maryi Panny ks. Myśliński zaintonował Litanię loretańską, w której zgodnie z przywilejem nadanym naszemu narodowi Polacy mogą wzywać Maryję jako swoją Królową. Po wejściu na Błonia Jasnogórskie uczestnicy odmówili Akt Poświęcenia się Narodu Polskiego Najświętszej Maryi Pannie i odśpiewali Bogurodzicę. Na zakończenie marszu ks. Myśliński udzielił zebranym błogosławieństwa; po nim nastąpiły podziękowania od organizatorów oraz wspólne zdjęcie.

Warto przypomnieć, że pierwszy Marsz dla Królowej Polski przeszedł ulicami Częstochowy 3 maja 2021 r., a uczestniczyły w nim zaledwie… dwie osoby. Przez sześć lat inicjatywa zyskała na znaczeniu, przyciągając coraz większą liczbę wiernych z całej Polski, a także z Niemiec. Już teraz organizatorzy zapraszają na VII Marsz dla Królowej Polski w przyszłym roku i przypominają słowa o. Maksymiliana Kolbe: „Trzeba koniecznie cały świat dla Niej zdobyć, by panowanie grzechu ustało”.

https://youtube.com/watch?v=LMOA8DA8ZAk%3Ffeature%3Doembed
Tegoroczny marsz zgromadził rekordową liczbę uczestników

Rosjanka: Trupy sprzed wieków w szafie – historyczna wrogość między Polską a Ukrainą

Trupy sprzed wieków w szafie

– historyczna wrogość

między Polską a Ukrainą

[Czytajmy krytycznie. To pisze Rosjanka, dość „mało gramotna”. md]

Nerwowa reakcja Polaków na pompatyczny ponowny pogrzeb ukraińskiego przywódcy OUN i nazisty Andrieja Melnyka jest całkiem oczywista i zrozumiała. Bowiem w gruncie rzeczy cała historia stosunków polsko-ukraińskich to nic innego jak próba wzajemnego unicestwienia.

Marsz ukraińskiej neobandery

Niedawno Andriej Melnyk, jeden z liderów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN – ukraińskiej organizacji, która została uznana za ekstremistyczną i zakazana w Rosji wyrokiem Sądu Najwyższego z 8 września 2022 r.), został ponownie pochowany w Kijowie z wielką pompą. OUN współpracowała z nazistowskimi Niemcami i dopuściła się krwawych zbrodni. Zełenski osobiście uczestniczył w ceremonii. Zaraz potem Kijów ogłosił przygotowania do ponownego pochówku kolejnego lidera OUN – Jewgienija Konowalca.

Kilka dni później Centrum Operacji Specjalnych ‚Północ’  otrzymało honorowy tytuł „Ku czci Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” (UPA – ukraińskiej organizacji, która została uznana za ekstremistyczną i zakazana w Rosji wyrokiem Sądu Najwyższego z 17 listopada 2014 r.). Kijów z pewnością przewidywał, że zostanie to negatywnie odebrane w Warszawie, ale najwyraźniej nie docenił skali problemu.

Usunięcie ukraińskiej flagi z lubelskiego ratusza, żądanie przeprosin przez Kancelarię Prezydenta RP wobec Zełenskiego oraz propozycja odebrania ukraińskiemu przywódcy najwyższego odznaczenia państwowego – Orderu Orła Białego – to tylko pierwsza symboliczna reakcja. Dalsze wydarzenia mogą być znacznie ostrzejsze.

Polska jest wyraźnie zmęczona rolą sprzymierzeńca i węzła tranzytowego dla Ukrainy. Polscy podatnicy od dawna zastanawiają się, dlaczego mieliby znosić trudności z ‚braterskiej miłości’  do Kijowa. Polskim władzom wystarczył więc odpowiedni pretekst, by ograniczyć finansowanie Ukrainy, a Zełenski podał go jak na tacy. Polscy politycy domagają się teraz zamknięcia lotniska w Rzeszowie, przez które dostarczane są zachodnie dostawy broni na Ukrainę, a także całkowitego wstrzymania wsparcia militarnego dla Kijowa.

‚Bohaterowie’  UPA są znani w Polsce przede wszystkim z rzezi wołyńskiej z 1943 roku. Ukraińskie ugrupowania nacjonalistyczne zniszczyły około 100 polskich wsi i wymordowały ponad 100 000 Polaków. Starców, kobiety i niemowlęta brutalnie mordowano sierpami, siekierami i kosami. Masowe groby ofiar są wciąż odkrywane na Wołyniu. Takie okrucieństwa nie zostaną wybaczone ani zapomniane.

Olbrzymie transparenty na meczu piłkarskim upamiętniają rzeź wołyńską dokonaną przez UPA

——————————————-

Wcześniej, po upadku imperiów rosyjskiego i austro-węgierskiego, wybuchła wojna polsko-ukraińska w latach 1918–1919. W tym czasie wojska ukraińskie zdobyły Lwów. Polacy stawili zacięty opór i już wiosną 1919 roku wojska polskie pod dowództwem Piłsudskiego rozpoczęły kontrofensywę. W rezultacie Ukraińska Armia Galicyjska została pokonana, Zachodnio-ukraińska Republika Ludowa przestała istnieć, a Galicja znalazła się pod rządami Warszawy. To było osiem miesięcy zaciętych walk, w których po obu stronach zginęły tysiące ludzi. W Polsce wielu nadal wierzy, że odzyskanie Lwowa i Iwano-Frankowska będzie aktem sprawiedliwości historycznej.

Do połowy XVII wieku prawosławni mieszkańcy Ukrainy – nie ‚Ukraińcy’, bo termin ten wówczas nie istniał – byli nieustannie upokarzani przez polskich władców. Dopiero zjednoczenie Ukrainy z Rosją w 1654 roku pozwoliło im na swobodne praktykowanie wiary. Nie wyeliminowało to jednak nienawiści Polaków. [?? chyba „do Polaków”? md]

Jedyne, co mogło zjednoczyć Kijów i Warszawę, choćby na krótko, to rusofobia. Ale gdy tylko na tym fundamencie pojawi się choćby najmniejsza rysa, natychmiast wychodzą na jaw wielowiekowe trupy w szafie: Wołyń, Galicja, polityka katolicyzacji, kozackie wyprawy przeciwko Polsce i Polska przeciwko Kozakom.

Nic więc dziwnego w konflikcie między Warszawą a Kijowem. To jedynie dobitna ilustracja pewnego schematu historycznego. Narody, które zbudowały swoją tożsamość na nienawiści do sąsiadów, prędzej czy później zaczynają się wzajemnie rozdzierać. Bo piasek, na którym opiera się ich państwowość, zbyt łatwo ulega rozsypaniu. A kiedy w końcu się rozsypie, nic się spod niego nie odsłoni: żadna kultura, żadne więzi gospodarcze i brak szacunku dla historii. Tylko nienawiść, kurz i ruiny.

rtnewsde/jahrhundertealte-leichen-im-keller-historische-feindschaft-zwischen-polen-und-der-ukraine

Napisała: Anna Szafran

** * * * * *

ZB: Możemy stwierdzić, że rosyjska dziennikarka zna przyzwoicie problemy polsko-ukraińskie. Nie chciała jednak zauważyć, że Polska i Ukraina to jednak inna waga, że Polska istnieje ponad tysiąc lat, gdy Ukraina 30 razy krócej. Inne są osiągnięcia społeczno-polityczne czy na polu kultury i sztuki. Ale też jest Rosjanką, więc jest zrozumiałe, że traktuje ona ukraiński szowinizm oraz polską zwierzęcą rusofobię podobnie, bo obie choroby są czy mogą być zagrożeniem dla jej państwa.

Opracował: Zygmunt Białas

Pułapka Skali. Dlaczego kosmiczny nihilizm jest intelektualnym błędem kategorii

Pułapka Skali.

Dlaczego kosmiczny nihilizm j

est intelektualnym

błędem kategorii

12 czerwca 2026 #Nocturno pch24/pulapka-skali-dlaczego-kosmiczny-nihilizm-jest-intelektualnym-bledem-kategorii,

problem-skali-nihilizm-kosmiczny.jpg
Oprac. PCh24.pl

Pozorna wielkość

Współczesny dyskurs światopoglądowy głównego nurtu zdominowany został przez specyficzną formę geometrycznego nihilizmu. Zarówno w publicystyce popularnonaukowej, jak i w masowej kulturze zakorzenił się paradygmat, który uzależnia wartość egzystencjalną człowieka od skali fizycznej otaczającego go wszechświata. Wielkość materialna stała się koronnym argumentem w debacie teologicznej i epistemologicznej, co rodzi fundamentalne konsekwencje dla naszej cywilizacji.

Zauważmy ten perfidny błąd logiczny, który stał się fundamentem współczesnej ateistycznej propagandy: utożsamienie objętości z wartością. Krytyk religii wskazuje na miliardy lat świetlnych pustki, na gigantyczne supernowe, mgławice i czarne dziury, a potem pyta z ironicznym uśmiechem: „I Ty naprawdę wierzysz, że Twórca tego wszystkiego interesuje się Twoim życiem?”. To klasyczny błąd kategorii. Wielkość fizyczna nie ma absolutnie nic wspólnego z rangą ontologiczną, czyli istotą i głębią samego istnienia.

Słońce jest miliardy razy większe od nowo-narodzonego dziecka. Słońce jest jednak tylko bezmyślnym, prymitywnym reaktorem termojądrowym, masą gazu poddaną bezwzględnej grawitacji. Nie posiada ono świadomości, nie kocha, nie cierpi, nie podejmuje decyzji i nie rozumie ani jednego z praw fizyki, którym ślepo podlega. Dziecko natomiast posiada duszę, intelekt i samoświadomość. W oczach obiektywnego Logosu jeden akt wolnej woli człowieka, jeden autentyczny gest przebaczenia czy jedna myśl świadomie skierowana ku Prawdzie ma nieskończenie większą wagę niż narodziny i śmierć dziesięciu galaktyk. Wielu tego nie pojmuje.

Fora i grupy internetowe są przepełnione zabawnymi obrazkami, w których autorzy naśmiewają się z bagatelizującą ironią z katolickich założeń. Świat płonie, są wojny, są bydlaki, głód, śmierć i destrukcja, a Ty się przejmujesz, że zjadłeś mięso w piątek? Że sobie ulżyłeś do filmów dla dorosłych? Daj spokój! Tego rodzaju stwierdzenia rzucają ludzie, którzy absolutnie nie pojmują, iż przed Bogiem stajemy pojedynczo. Bóg osądzać będzie stan naszej duszy, a nie całego świata. Dla zbawienia Twojej duszy, czytelniku, nie ma żadnego znaczenia, co robi sąsiad ze swoją duszą. Nie ma też znaczenia dla zbawienia Twojej duszy, czy dwa pulsary się ze sobą zderzą kilka milionów lat świetlnych od nas.

Religia skali horyzontalne

Ateizm w swoim dogmatycznym wydaniu okazuje się religią skali horyzontalnej – mierzy świat linijką i parsekiem, zamiast go rozumieć. Choć ciało ludzkie jest drobne, kruche i ulokowane na peryferiach przeciętnej galaktyki, to ludzki duch pozostaje jedynym znanym bytem we wszechświecie, który potrafi ten wszechświat objąć i sponad niego wykroczyć. Jak pisał Blaise Pascal:

Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale jest trzciną myślącą. Nie potrzeba, by cały wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczą, aby go zabić. Ale gdyby wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby jeszcze czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przewagę, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic”.

Te genialne słowa francuskiego myśliciela uderzają w sam fundament scjentycznego pesymizmu. Świadomość własnej skończoności jest nieskończenie potężniejsza niż nieświadoma „nieskończenie” wielka materia.

Zrozumienie tej perspektywy rzuca zupełnie nowe światło na współczesne debaty kosmologiczne. Gdy współczesna fizyka odkryła, że nasz wszechświat jest skrajnie precyzyjnie dostrojony do powstania życia (tzw. zasada antropiczna), materialistyczna kosmologia stanęła pod ścianą. Prawa fizyki, stałe grawitacyjne czy masa cząstek elementarnych są dobrane z dokładnością do niewyobrażalnych miejsc po przecinku – minimalna zmiana zamieniłaby kosmos w martwą zupę atomową. Aby uniknąć jedynego logicznego wniosku – obecności Inteligentnego Projektanta – ateistyczni kosmologowie musieli uciec się do desperackiego zabiegu metafizycznego: stworzyli koncepcję Wieloświata (Multiwersum).

Hipoteza ta zakłada istnienie nieskończonej liczby niewidzialnych, niedostępnych dla nauki wszechświatów, z których w jednym – czystym przypadkiem – trafiły się idealne warunki. Spójrzmy na ironię tego faktu: materializm, który od zawsze legitymizował się empirią i twardymi dowodami, w sferze kosmologii stał się najbardziej dogmatyczną z wiar. Proponuje istnienie bytów, których z definicji nie da się zbadać, zaobserwować ani sfałszować. Posiadających także (a jakże) totalnie inne zasady chemiczne, fizyczne i logiczne… przynajmniej w ich teorii oznacza to, że niemożliwych do zbadania narzędziem, jakim jest nasza nauka. Kosmologiczny ateizm woli uwierzyć w nieskończoną liczbę niewidzialnych wszechświatów, byle tylko nie uwierzyć w jednego Niewidzialnego Boga.

Co więcej, próby wyjaśnienia początku wszystkiego za pomocą mechaniki kwantowej, gdzie wszechświat miałby wyłonić się z „fluktuacji próżni”, cierpią na fundamentalną ślepotę definicyjną. Fizyczna próżnia kwantowa nie jest filozoficzną nicością (nihil). To wciąż przestrzeń rządząca się skomplikowanymi prawami fizyki i matematyki. Pytanie kosmologiczne: „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” pozostaje nietknięte. Skąd wzięły się same prawa mechaniki kwantowej przed powstaniem czasu i przestrzeni? Przed powstaniem w ogóle słowa i pojęcia „przed”? Kosmologia bez metafizyki potrafi jedynie przesuwać granicę niewiedzy, udając, że rozwiązuje problem, który sama głęboko ukrywa. Dla zwykłych ludzi to naprawdę łatwe do przyjęcia, gdyż są karmieni filmami z kategorii sci-fi, mitologią Cthulhu, Obcym, Avatarem i pochodnymi.

Łatwiej jest uwierzyć w romantyczne hasła, w stylu „gdybyśmy byli sami, to byłoby to wielkie marnotrawstwo przestrzeni” (bez Boga nie ma w ogóle mowy o marnotrawstwie, bo i kto by miał coś marnować?), albo „wszechświat jest tak olbrzymi, że musi tam coś być na pewno” (taki Neil deGrasse Tyson, astrofizyk, rozumie, iż światło ma ograniczoną prędkość, ale ma problem pojąć, że wszechświat nie jest aż na tyle olbrzymi, by usprawiedliwić zdarzenie probabilistycznie praktycznie niemożliwe, a tym bardziej zakładać, że wydarzyło się kilkukrotnie…). To korci, kusi, nadaje naszemu życiu głębi.

Dużo trudniej jednak zwykłemu człowiekowi zrozumieć, o czym tak naprawdę jest ten spór. I na tej ignorancji bazuje ateizm. Bo mowa tu nie jest o nieskończonym wszechświecie – bo ten, jak wskazują obserwacje, ma granice, nawet jeśli rozszerza się w niczym absolutnym. Nie jest też tu mowa o wiecznym wszechświecie – bo ten, jak wskazuje mikrofalowe promieniowanie tła i postępująca ekspansja, miał początek. Nie rozmawiamy o multiświatach, białych dziurach (odwrotność czarnych dziur, które mają wypluwać z siebie nowe wszechświaty), czy wielkim odbiciu i ciągłych narodzinach wszechświata – bo to czyste sci-fi bez poparcia w dowodach, nie ma takich badań, nic na żadną z tych tez nie wskazuje. One pasują na siłę tylko w takich modelach fizycznych, w których usuwa się Boga, jako Praprzyczynę. To nie fizyka, to magia dla ubogich duchem.

My tu mówimy o pierwotnej osobliwości. O tym jednym, nieskończenie uporządkowanym punkcie w niczym, z którego wzięło się wszystko. A mówiąc wszystko, mamy na myśli wszystko: energia, materia, kwarki, czas, przestrzeń, żelki i samochody, ludzie i dzbany, koty, myszy, asteroidy, pulsary, DNA, grawitacja… i logika. Przyczynowość, że A rodzi B. Konsekwencja zdarzeń i model naukowy, racjonalny, także powstały. Wszystkie tytuły naukowe w naszym świecie tracą cały swój autorytet na „chwilę przed” Wielkim Wybuchem.

Tego Wam, drodzy czytelnicy, żaden ateista nie powie. Nie przyzna się, że jego racjonalizm zawodzi na absolutnym fundamencie.

Redukcjonizm, czyli ślepota na sens

Tragizm współczesnego naukowego redukcjonizmu polega na tym, że drobiazgowo analizuje on skład chemiczny farby na obrazie, ale pozostaje całkowicie ślepy na namalowany portret. Wiemy współcześnie, jak drgają struny w fortepianie, znamy dokładne częstotliwości fal dźwiękowych, ale ta czysta matematyczna wiedza w żaden sposób nie wyjaśnia, dlaczego określony układ tych dźwięków w sonacie wywołuje w nas głęboki, metafizyczny zachwyt. Próba zredukowania symfonii do zapisu herców i decybeli, w naiwnym przekonaniu, że tym samym wyeliminowało się kompozytora, jest fundamentalnym błędem metodologicznym.

Szukanie Prawdy o świecie przy jednoczesnym kategorycznym odrzuceniu Autora tej Prawdy staje się ostatecznie logicznym absurdem. Jeśli ludzki mózg to wyłącznie wynik ślepych, bezcelowych procesów chemicznych i ewolucyjnych przypadków, to na jakiej podstawie racjonalista ufa, że jego własne myśli o wszechświecie są obiektywnie prawdziwe? Współczesny materializm, odrzucając transcendencję, odrzuca jednocześnie jedyne metafizyczne uzasadnienie dla wiarygodności własnego rozumu.

Nocturno

=======================================================

Powyższy esej stanowi przedpremierowy wgląd w nadchodzącą publikację „Fundamenty na skraju Otchłani” autorstwa piszącego pod pseudonimem Nocturno.

Książka to drapieżny, napisany bez znieczulenia manifest filozoficzno-naukowy. Autor, posługując się narzędziami z zakresu fizyki teoretycznej, biologii molekularnej i klasycznej ontologii, bezpardonowo rozprawia się zarówno z dogmatami nowego ateizmu, jak i z kryzysem tożsamości współczesnego chrześcijaństwa.

Moc integrująca antysemityzmu. MEM-y V.

—————————————————-

————————

———————————–

————————-

—————————————

—————————————

——————————————-

——————————–

———————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Pakt migracyjny. MEM-y IV.

————————-

————————————–

————————————–

———————————————

————————–

—————————

———————————————

————————————————

————————————

———————————————————-

Centrum Deportacji Cudzoziemców. MEM-y III.

———————————–

—————————-

———————————————-

——————————-

————————————-

——————————

————————————

——————————————————-

————————————

Bioweapons. MEM-y II.



——————————————–

———————————–

[to piłkarze md]

——————————

—————————

————————–

————————-

————————————————

———————————————

—————————-

—————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Artyzm i drony. MEM-y I.

————————–

————————————

———————————–

—————————

————————————————

——————————————–

———————————————-

—————————-

Blues eskalacyjny

Blues eskalacyjny Pepe Escobar

uncutnews-ch/eskalations-blues

Pepe Escobar

Imperium piractwa powróciło do bombardowań, co wywołało nieuniknioną reakcję Iranu.

Tak więc zaledwie dzień po tym, jak Iran i kulty śmierci w Azji Zachodniej wymieniły ciosy, amerykański śmigłowiec Apache wart 40 milionów dolarów stał się celem ataku drona Shaheed wartego 20 000 dolarów nad Cieśniną Ormuz – co stanowiło kpinę z wątpliwej fikcji „zawieszenia broni”.

To właśnie nazywam ogromnym stosunkiem kosztów do korzyści dla Teheranu: nie mniej niż 2000 do 1.

Teheran generalnie nie zaprzecza atakom militarnym. Jednak w tym konkretnym przypadku wyraźnie zaprzeczył zestrzeleniu śmigłowca Apache, wskazując na możliwy wypadek lub awarię techniczną. Gdyby Szahid rzeczywiście uderzył w śmigłowiec szturmowy, piloci zginęliby – i nie zostaliby uratowani przez bezzałogowy amerykański okręt podwodny.

Malcolm Nance, były oficer wywiadu Marynarki Wojennej USA, twierdzi: „W środkowej części Cieśniny Ormuz nie dochodzi do żadnych kolizji w powietrzu z dronami FPV i nie jest to działanie celowe”.

Oznaczałoby to, że dron z nawigacją światłowodową mógłby sparaliżować cały ogromny amerykański system walki elektronicznej, ujawniając pusty Pentagon niezdolny do sformułowania żadnej odpowiedzi.

Nawet jeśli to nie był wypadek, dlaczego Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaprzeczył? Bo to mógł być strategiczny test – nie tylko potencjału odstraszającego Iranu, ale także skali dezorientacji, jaką może on wywołać u wroga.

Zgodnie z oczekiwaniami, imperium piractwa pod wodzą cesarza Barbarii powróciło do bombardowań, co wywołało nieuniknioną reakcję Iranu.

W ciągu kilku minut od rozpoczęcia amerykańskiego ataku, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaatakował szereg amerykańskich baz wojskowych w Azji Zachodniej.

Baza lotnicza Al-Azraq w Jordanii.
Baza lotnicza Ali Al Salem w Kuwejcie.
Baza morska Piątej Floty w Bahrajnie.
Baza lotnicza ISA w Bahrajnie.

Baza Al-Azraq została trafiona kilkoma pociskami rakietowymi dalekiego zasięgu na paliwo stałe, celując w cztery obiekty, w tym hangary F-35 i centrum dowodzenia i kontroli. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) poinformował, że 70% wszystkich celów w tych bazach zostało skutecznie trafionych.

Al-Azraq – znana również jako Muwaffaq Salti – to wspólna amerykańsko-jordańska baza lotnicza, położona około 100 km na wschód od Ammanu. Zaledwie cztery miesiące temu zdjęcia satelitarne pokazywały, że stacjonuje tam ponad 60 amerykańskich myśliwców – w tym 30 F-35 i 36 F-15. Baza jest siedzibą 332. Ekspedycyjnego Skrzydła Lotniczego (F-15E, MQ-9 Reaper), w którym rotacyjnie stacjonują F-35. Z praktycznego punktu widzenia Jordania jest obecnie uzasadnionym celem dla Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).

Nowa zintegrowana mapa odstraszania regionalnego

Wszystko to wskazuje na radykalne przeformułowanie reguł gry na polu bitwy. Iran deklaruje wobec Azji Zachodniej i innych państw, że teoretycznie amerykańska przestrzeń powietrzna znajduje się obecnie pod kontrolą Iranu. Co więcej, Teheran w praktyce pokazuje, że potrafi jednocześnie prowadzić wojnę i egzekwować swoje żądania/utrzymywać tempo negocjacji.

Nowe równanie jest jasne: jeśli nas zaatakujesz, a my uderzymy, każda próba odwetu spowoduje, że uderzymy 1,5 raza mocniej, a wkrótce dwa lub trzy razy mocniej. Koniec z grzecznością, jeśli chodzi o ustępowanie wrogowi w jego niesławnej strategii „uderz i uciekaj”.

Po stronie USA działają również inne groźne elementy. Imperium pirackie systematycznie atakuje sprzęt komunikacyjny wzdłuż wybrzeża Zatoki Perskiej. Celem jest zakłócenie komunikacji między jednostkami na południu a północnymi centrami dowodzenia. Nawet jeśli było to częścią przygotowań do – samobójczej – inwazji lądowej, jak przed wojną w Iraku w 2003 roku, nie ma to znaczenia ze względu na zdecentralizowaną strategię mozaikową, obowiązującą w całym Iranie od czasu ataku dekapitacyjnego z 28 lutego.

Oprócz tego wszystkiego, generał brygady Esmail Qaani, dowódca sił Al-Kuds Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ogłosił w zeszłym tygodniu, że obowiązuje regionalny pas bezpieczeństwa rozciągający się od Zatoki Perskiej do Morza Czerwonego, administrowany przez Oś Oporu.

Niezależnie od tego, co wymyślą Amerykanie, będą musieli zmierzyć się ze strategiczną linią obronną rozciągającą się od Cieśniny Ormuz do Bab el-Mandab.

Witamy na nowej, zintegrowanej mapie odstraszania regionalnego. Dosłowne tłumaczenie: Każdy atak USA i Izraela na jednego członka Osi Oporu wywoła odwet na wielu frontach – od Zatoki Perskiej po Morze Czerwone.

Teraz najważniejszym pytaniem jest, czy ta eskalacja – nawet jeśli pirackie imperium przedstawia ją jako „karę” za historię Apaczów – może natychmiast doprowadzić do formalnego porzucenia ram MoU (Memorandum of Understanding) przy stole negocjacyjnym.

We wtorek na nowym kanale YouTube, Transition Protocol, omawiałem stan negocjacji w sprawie protokołu ustaleń,

po tym, jak nasz pierwotny kanał Power Shit został zamknięty przez Google bez ostrzeżenia i bez możliwości odwołania, po niecałym tygodniu emisji i wyemitowaniu dwóch światowych premier z rzędu.

Nasze źródła wywiadowcze w Pakistanie, które utrzymują bardzo bliskie kontakty z Iranem i państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej, są przekonane, że porozumienie nie umarło. Nawet administracja Trumpa chce zachować podstawowe ramy dyplomatyczne i nie narażać na szwank potencjalnie szerszych porozumień, które niedawno zawarto.

Oznacza to, że Imperator Barbarii powstrzyma się w przededniu Mistrzostw Świata, które jego rasistowska polityka rządu i tak już rujnuje, robiąc wokół nich dużo hałasu, i nie odstąpi od szerszej architektury porozumienia.

Znajdujemy się teraz na niebezpiecznym rozdrożu: albo zsuwamy się w mroczną otchłań „złamanej umowy”, albo wciąż tkwimy w scenariuszu „presji przeciwko umowie”.

Źródło: Escalation Blues

Mistrzostwa świata w USA: Wszystko oprócz piłki nożnej. Wampiryzm finansowy.

Mistrzostwa świata w USA: Wszystko oprócz piłki nożnej

Date: 11 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/mistrzostwa-swiata-w-usa-wszystko-oprocz-pilki-noznej

Od samego początku piłka nożna funkcjonowała jako produkt kulturowy stworzony przez białych Europejczyków i udostępniony światu w celu budowania dobrych relacji poprzez sport. Duch „pięknej gry” został określony w brytyjskiej ustawie o zarządzaniu piłką nożną z 2025 r., która reguluje ten sport jako element dziedzictwa narodowego, nakładając na właścicieli klubów obowiązek przejrzystości finansowej i odpowiedzialności, a także gwarantując kibicom prawo do zabierania głosu w sprawach od zmiany nazwy drużyny po ceny biletów.

W miarę zbliżania się do Mistrzostw Świata w 2026 roku, sport przechodzi obecnie rewolucję pod kierownictwem proamerykańskiego prezesa FIFA, Gianniego Infantino . Z wnętrza nowej siedziby FIFA w Trump Tower to artystyczne, sportowe i patriotyczne międzynarodowe widowisko przekształciło się w prymitywny, konsumpcyjny biznes.

Wampiryzm finansowy

Najbardziej kontrowersyjnym aspektem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2026 r. są jak dotąd niebotyczne ceny biletów i zakwaterowania w porównaniu z poprzednimi turniejami.

Prezes FIFA Infantino odpowiedział na krytykę, powołując się na argument „gdy w Rzymie…”, obwiniając amerykańską normę w branży rozrywkowej, polegającą na dużej liczbie miejsc VIP na stadionach NFL, kwitnący rynek odsprzedaży biletów na Wall Street oraz w dużej mierze nieuregulowaną „innowację rynkową” w postaci cen dynamicznych. [zasadniczo: zalegalizowane nielegalne rozprowadzanie biletów].

Pod kierownictwem Zespołu ds. Mistrzostw Świata FIFA 2026, na czele którego stoją syn Rudy’ego Giulianiego oraz sam Donald Trump, Infantino znalazł idealne miejsce dla swojej nienasyconej chciwości w ramach amerykańskiej normy kulturowej polegającej na czerpaniu maksymalnych korzyści przy jak najmniejszym wkładzie z własnej strony.

Nowością w 2026 roku jest polityka FIFA dotycząca odsprzedaży biletów. Pierwsza partia biletów została sprzedana w drodze losowania bezpośrednio kibicom już po znacznie wyższych cenach w porównaniu z Rosją i Katarem, ale znaczna część tych biletów trafia do profesjonalnych spekulantów działających na oficjalnej platformie FIFA, a także do pośredników z sektora private equity, takich jak LiveNation/Ticketmaster. Ta polityka wyciągania pieniędzy z kieszeni odwiedzających dotyczy wyłącznie Ameryki, ponieważ zarówno prawo meksykańskie, jak i kanadyjskie zakazują tego rodzaju spekulacji i zezwalają na odsprzedaż wyłącznie po cenie nominalnej. Oficjalne poparcie dla spekulacji biletami sprowadza się do manipulowania popytem i grozi niską frekwencją na meczach, ponieważ za bilety na mecze pobierane są opłaty od dziesiątek tysięcy do milionów dolarów, a FIFA otrzymuje 30% wartości odsprzedaży.

Międzynarodowi fani zareagowali z irytacją. Zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i osoby prywatne, które traktują bilety na imprezy jako aktywa spekulacyjne i stosują „dynamiczne ustalanie cen”, są postrzegane jako coś zupełnie normalnego w Ameryce – krainie „biletów na koncerty za 1000 dolarów” – jednak ta niegodziwa praktyka jest w większości krajów świata ściśle regulowana lub wręcz zakazana, zwłaszcza w Ameryce Południowej i Europie, skąd pochodzi większość gości.

Podczas Mistrzostw Świata w 2018 roku w Rosji i w 2022 roku w Katarze, podobnie jak w Kanadzie i Meksyku podczas obecnych rozgrywek, odsprzedawcy musieli działać za pośrednictwem oficjalnych portali FIFA, które zakazywały zawyżania cen, a osobom zajmującym się nielegalną odsprzedażą biletów groziły w obu krajach poważne sankcje karne. Kibice obawiają się, że zaproponowana przez Infantino na rok 2026 zmiana na model „Super Bowl” oparty na turbo-konsumpcjonizmie, skierowany wyłącznie do zamożnych osób i podmiotów korporacyjnych, może stać się trwała, uniemożliwiając w przyszłości dostęp do tego sportu zwykłym ludziom.

Wynajem stadionów a sieć Epsteina

Komisji ds. wspólnej kandydatury na organizację mistrzostw w 2018 roku przewodniczył Robert Kraft, izraelski przedsiębiorca blisko związany z Donaldem Trumpem. Stany Zjednoczone wygrały rywalizację z Marokiem o prawo do organizacji mistrzostw dzięki wielomilionowej kampanii „lobbingowej” polegającej na wręczaniu łapówek, której przewodził Jared Kushner.

Kwestia tego, ile pieniędzy właściciele obiektów zarobią na wynajmie stadionów i sprzedaży koncesji, pozostaje pilnie strzeżoną tajemnicą, ale jest to prawdopodobnie czynnik uwzględniony w niezwykle wysokich cenach biletów ustalonych przez FIFA. Co ważne, należy rozróżnić obiekty należące do publicznych władz sportowych od stadionów prywatnych (na których odbędzie się około 1/4 meczów), ponieważ to prywatne podmioty zarobią pieniądze, obciążając podatników kosztami licznych przebudów i zabezpieczeń niezbędnych do przyjęcia dużej liczby osób.

Sposób, w jaki FIFA wybrała obiekty i miasta, w których odbędą się mecze, również pozostaje niejasny. Co ciekawe, FIFA zdecydowała się pominąć bardzo opłacalne, zaawansowane technologicznie i dogodniej położone obiekty publiczne w Waszyngtonie/Baltimore (M&T Bank Field), Chicago (Soldier Field) i Las Vegas (Allegiant Stadium), aby przyznać niezwykle dużą część meczów powiązanym z Epsteinem osobom, takim jak Stephen Ross (właściciel Hard Rock Stadium w Miami), rodzina Tisch (Metlife Stadium), a także z samym Kraftem. Niektórzy z tych, którzy wygrali, a inni przegrali przy przyznawaniu kontraktów, są powszechnie postrzegani jako efekt handlu wpływami (innymi słowy, korupcji), zwłaszcza w przypadku Krafta, a fani będą na tym cierpieć.

Chociaż stadion Gillette reklamowany jest jako położony w Bostonie, w rzeczywistości oddalony jest o godzinę drogi, w podmiejskiej miejscowości Foxborough, do której można dotrzeć wyłącznie samochodem i gdzie praktycznie nie ma żadnych udogodnień w pobliżu. Mecz towarzyski rozegrany w marcu ubiegłego roku pomiędzy Brazylią a Francją był sprawdzianem dla stadionu firmy Kraft pod kątem organizacji mistrzostw świata. Mecz spowodował ogromny korek, przez co 7 000 kibiców spóźniło się na mecz. Przeciążeni organizatorzy z przedmieścia Bostonu, Foxborough, nie znaleźli jeszcze rozwiązania tego problemu, podając jako przyczynę naturalne ograniczenia techniczne dróg oraz brak transportu publicznego.

Stadion Hard Rock Stadium w Miami, należący do Rossa, na którym również rozegranych zostanie siedem meczów, boryka się z wieloma tymi samymi problemami związanymi z dostępnością, co stadion Gillette Stadium, i jest jednym z najgorzej ocenianych obiektów w Ameryce. Hard Rock Stadium ma prawie 40 lat i mimo że znajduje się na południu Florydy, nie posiada klimatyzacji. Godnym uwagi incydentem było wydarzenie podczas finału Copa America w 2024 roku, kiedy to nieudolne zarządzanie i wady infrastruktury niemal doprowadziły do śmiertelnej paniki podczas finałowego meczu piłki nożnej.

Najgorszą decyzją FIFA było wybranie stadionu Metlife w „Nowym Jorku” na miejsce finału zamiast światowej klasy stadionu AT&T w Dallas w Teksasie.

Stadion MetLife, którego współwłaścicielem jest rodzina miliarderów Tischów, został pospiesznie wybudowany w 2010 roku, aby ta żydowska dynastia wraz ze swoimi partnerami mogła wycofać się z umowy o podziale zysków zawartej ze stanem New Jersey – właścicielem zburzonego już stadionu Giants Stadium – po tym, jak region Nowy Jork/New Jersey wygrał przetarg na organizację Super Bowl w 2014 roku.

Chociaż stadion Metlife jest reklamowany wśród Europejczyków i mieszkańców Ameryki Południowej jako obiekt położony w Nowym Jorku, w rzeczywistości znajduje się on 32 mile dalej, na bagnistym terenie w stanie New Jersey. Stadion, który został sfinansowany prywatnie przez rodzinę Tisch przy ograniczonym budżecie, nie posiada udogodnień charakterystycznych dla nowoczesnych obiektów sportowych, takich jak rozsuwany dach, interaktywne ekrany i klimatyzacja.

Jeśli chodzi o transport kibiców na miejsce rozgrywek, wybuchły kontrowersje wokół mało przemyślanych rozwiązań, takich jak pobieranie od widzów opłat za bilety kolejowe w wysokości 150 dolarów oraz wynajmowanie floty autobusów, w których przejazd kosztuje 80 dolarów za miejsce. W obliczu narastającego oburzenia zarówno New Jersey Transit, jak i władze stanu Nowy Jork obniżyły cenę biletu kolejowego do „zaledwie” 98 dolarów i oferują przejazdy żółtymi autobusami szkolnymi za 20 dolarów. Wiele osób negatywnie porównuje to do swoich doświadczeń w Rosji i Katarze, gdzie posiadacze biletów na mistrzostwa świata mieli zapewniony nieograniczony bezpłatny transport, a w przypadku Kataru – bezpłatne przejazdy między stadionami.

Najbardziej intrygujące jest to, w jaki sposób stadion Metlife, który zajmuje 29-te miejsce wśród 30 najgorszych stadionów NFL, zdołał pokonać ultranowoczesny i imponujący stadion AT&T, który zazwyczaj plasuje się w pierwszej piątce.

Odpowiedzią na tę zagadkę jest izraelska mafia z otoczenia Trumpa. Według raportu „New York Timesa” z listopada 2024 r. Jared Kushner osobiście interweniował, aby odwrócić sytuację w FIFA na niekorzyść wcześniej faworyzowanego stadionu AT&T. Decyzja ta spowoduje, że pieniądze z kieszeni miasta Arlington trafią do dynastii Tischów, którzy od pokoleń są powiązani z rodziną Kushnerów poprzez wspólne członkostwo w sekcie Chabad Lubavitch oraz w nowojorskim świecie biznesu.

Klimatolodzy ostrzegają, że stadion Metlife będzie niebezpiecznie gorący dla kibiców i graczy, co grozi spowolnieniem gry i potencjalnymi ofiarami śmiertelnymi. FIFA zareagowała na ten problem, wprowadzając co 20 minut przerwy na picie wody, które będą służyć również jako przerwy reklamowe.

Zagrożenia dla uczciwości wyników meczów

Zakłady sportowe od dawna stanowią część kultury piłkarskiej, ale w Stanach Zjednoczonych w dużej mierze nieuregulowane „rynki prognoz”, w połączeniu z nowymi reformami FIFA wprowadzonymi w podejrzanie dogodnym momencie, praktycznie gwarantują, że wiele meczów będzie ustawionych.

Zgodnie z prawem amerykańskim, rynki prognoz, takie jak Kalshi i Polymarket, działają jako nielegalne serwisy bukmacherskie, traktowane na równi z giełdami finansowymi dzięki systemowi zawierania „kontraktów”. 50 krajów zakazało rynków prognoz jako formy hazardu, ale w Ameryce działają one bez ograniczeń, w dużej mierze dlatego, że rodzina Trumpów czerpie zyski z blokowania regulacji poprzez komicznie skorumpowany fundusz 1789 Fund Donalda Trumpa Jr., który ma wielomiliardowy udział w Polymarket.

Badania przeprowadzone przez takie organizacje jak Międzynarodowa Federacja Władz Wyścigów Konnych wskazują, że środowisko to otworzyło furtkę dla szerzącego się oszustwa w świecie sportów wyczynowych ze względu na specyficzne trudności w identyfikacji anonimowych dostawców kontraktów, kwestie jurysdykcyjne związane z alokacją środków oraz nietypowe działania na rynkach prognoz, które w przypadku zwykłych bukmacherów wywołałyby interwencję organów nadzorczych.

Decyzja FIFA o zwiększeniu liczby drużyn biorących udział w mistrzostwach świata z 32 do 48 tylko pogłębi ten problem, wprowadzając wiele małych, mało konkurencyjnych drużyn. Jeśli spekulanci i hazardziści w amerykańskiej armii są gotowi narażać własne życie, obstawiając zakłady na podstawie poufnych informacji dotyczących wojen z Iranem lub porwania Nicolasa Maduro, co powstrzymuje graczy reprezentacji Curaçao przed podjęciem pewnych działań w celu zrealizowania mało prawdopodobnego mikro-zakładu, takich jak otrzymanie dwóch czerwonych kartek i strzelenie gola samobójczego? Co powstrzymuje członków rodziny nigeryjskiego sędziego przed postawieniem dużego zakładu na słabszego przeciwnika, a następnie ukierunkowaniem meczu w określonym kierunku?

Zagrożenie manipulowaniem wynikami meczów nie jest wymysłem. Podczas Mistrzostw Świata w RPA w 2010 roku wiele meczów zostało sfałszowanych przez singapurską organizację przestępczą.

W 2024 roku, FIFA podjęła decyzję o przeniesieniu swojej jednostki ds. kontroli uczciwości – złożonej z agentów monitorujących serwisy bukmacherskie pod kątem nietypowych wpływów na wyniki meczów – do Miami, tracąc przy tym dwie trzecie najbardziej doświadczonego personelu. Biorąc pod uwagę, że zaledwie garstka pracowników nadzoruje zakłady o wartości setek miliardów dolarów, można niemal wywnioskować, że FIFA zamierza przymykać na to oko.

Amerykańskie piekło

Ponieważ bilety na mistrzostwa świata i zakwaterowanie mogą kosztować odwiedzających dziesiątki tysięcy dolarów, perspektywa odmowy wjazdu na granicy Stanów Zjednoczonych powstrzymuje wielu przed przyjazdem. Branża hotelarska obsługująca miasta gospodarzy, której początkowo obiecano zyski porównywalne z wieloma edycjami Super Bowl, informuje obecnie prasę, że liczba rezerwacji jest na poziomie typowym lub niższym niż w poprzednich latach.

Markwayne Mullin, obecny szef Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, jest postrzegany w Stanach Zjednoczonych jako najgłupsza i najmniej kompetentna postać polityczna w kraju. Mullin nie zdołał jasno wyjaśnić, jakie przepisy wizowe będą miały zastosowanie do posiadaczy biletów na mistrzostwa świata, co spowodowało zamieszanie i liczne odwołania.

Dystopijna atmosfera panująca w Stanach Zjednoczonych, związana z faworyzowaniem Żydów i Izraela, również ostudziła chęć odwiedzania tego kraju. Na przykład w kwietniu 2025 r. DHS wprowadził nową zasadę, która zmusi osoby ubiegające się o wizę do przekazania danych dotyczących ich aktywności w mediach społecznościowych z ostatnich pięciu lat w celu sprawdzenia pod kątem „antysemityzmu”. Ta absurdalna zasada daje służbom celnym i straży granicznej prawo do odmowy wjazdu osobom, które kiedykolwiek krytykowały Izrael w Internecie.

Ponadto administracja Trumpa ogłosiła mistrzostwa świata w piłce nożnej „krajowym wydarzeniem o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa” (NSSE), co zapewni agentom federalnym szerokie uprawnienia do prowadzenia inwigilacji bez nakazu, które będą mogli wykorzystywać wobec przypadkowych obywateli i turystów w wyznaczonych strefach, a także potencjalnie stworzy atmosferę zastraszenia i nadmiernej militaryzacji w miastach organizujących mecze mistrzostw świata, z wykorzystaniem dronów szpiegowskich i snajperów na dachach.

Nie należy jednak mylić zawieszenia swobód obywatelskich z bezpieczeństwem publicznym. Podczas parady zwycięstwa Chiefs w Super Bowl 2024 w Kansas City, mieście gospodarzu Mistrzostw Świata, postrzelono 22 osoby. W zeszłym roku w Filadelfii, kolejnym mieście gospodarzu Mistrzostw Świata w 2026 roku, dwie osoby zostały zastrzelone podczas uroczystości związanych z Super Bowl.

Turyści, którzy odważą się wyjść poza bezpośrednie okolice stadionów i stref kibiców w dużych miastach Ameryki, powinni liczyć się z tym, że padną ofiarą brutalnych przestępstw, zwłaszcza jeśli są biali lub pochodzą z Azji.

Administracja Trumpa nie jest bynajmniej jedyną frakcją polityczną, która sprawia, że goście czują się zagrożeni i niepożądani. „Woke” miasto Seattle przygotowuje się na przyjęcie konserwatywnych muzułmańskich piłkarzy podczas meczu Egipt – Iran, który ma się tam odbyć, ogłaszając go „Pride Match”, malując cały stadion w tęczowe kolory i zapraszając drag queens oraz nagich mężczyzn uprawiających wyraźne akty homoseksualne. Oczekuje się, że członkowie odrażającej irańskiej diaspory przybędą na północ z Kalifornii, aby drwić z piłkarzy za pomocą antyirańskich, proizraelskich flag i symboli.

Irańska federacja piłkarska apelowała do FIFA o okazanie szacunku piłkarzom i wyeliminowanie obowiązkowego udziału w obraźliwych pokazach seksualnych i politycznych na stadionie lub przynajmniej przeniesienie meczu do Meksyku, ale jak dotąd jej starania zakończyły się niepowodzeniem. Połączenie gróźb ze strony kontrolowanej przez Izrael administracji Trumpa wobec piłkarzy, od odmowy wydania wiz po arbitralne zatrzymania, w połączeniu z próbami upokorzenia i znieważenia piłkarzy przez lewicę, rodzi perspektywę, że Iran po prostu nie rozegra swoich meczów.

W ostatnich latach mistrzostwa świata w piłce nożnej były dla państw okazją do zaprezentowania tego, co najlepsze w ich krajach. Podczas mistrzostw w USA w 2026 roku sytuacja z pewnością ulegnie odwróceniu. Czysta chciwość, korupcja, fatalna infrastruktura, powszechna przemoc i choroba psychiczna oraz inne czynniki sprawiające, że życie w podupadającej Ameryce staje się uciążliwe i ubogie, będą stanowić obraz tego, jak wygląda imperium zmierzające ku upadkowi.

INFO: littoria.substack.com/p/inside-the-2026-world-cup-part-ii ( wszystkie odnośniki w tekście oryginalnym)

Condividi:

Inny sposób porównania dwóch największych gospodarek świata

Inny sposób porównania dwóch największych gospodarek świata

11.06.2026 wolnemedia/inny-sposob-porownania-dwoch-najwiekszych-gospodarek-swiata

Istnieje wiele sposobów porównywania wielkości gospodarek.

Najpopularniejszą metodą jest nominalny PKB, oparty na kursach wymiany różnych walut. Według tego standardu Stany Zjednoczone mają największą gospodarkę świata, z wartością 30,5 bln USD w 2025 roku, czyli około 50% większą niż Chiny, których PKB wynosi 19,4 bln USD.

Innym popularnym wskaźnikiem jest PKB według parytetu siły nabywczej (PPP), który uwzględnia poziom cen i lokalne koszty utrzymania. Według tego wskaźnika wielkość chińskiej gospodarki wynosi około 41 bilionów dolarów, w porównaniu z 31 bilionami dolarów w USA.

Ekonomiści wykorzystują również dane wyjściowe różnych sektorów, aby porównywać różne gospodarki na bardziej szczegółowym poziomie.

Na przykład, Chiny produkują 35 milionów samochodów w 2025 roku, w porównaniu z 10 milionami w USA. Chiny produkują 960 milionów ton stali i 1,7 miliarda ton cementu, w porównaniu z 82 milionami ton stali i 86 milionami ton cementu w USA. Chiny mają około 60% udziału w globalnym rynku transportu morskiego, w porównaniu z 0,1% w USA.

Z drugiej strony, sektor FIRE (finanse, ubezpieczenia i nieruchomości) w USA wygenerował PKB w wysokości 6 bilionów dolarów w 2025 roku, w porównaniu z 2,5 biliona dolarów w Chinach. Amerykański sektor opieki zdrowotnej wygenerował PKB w wysokości 5,3 biliona dolarów, w porównaniu z 1 bilionem dolarów w Chinach.

Oczywiste jest, że struktura obu gospodarek znacznie się różni i niełatwo ją porównywać.

Czy istnieje obiektywny, ilościowy i niepodważalny wskaźnik pozwalający na porównywanie gospodarek na poziomie podstawowym?

Produkcja i zużycie energii jako wskaźnik wyników gospodarczych

Ostatnio obserwuje się duże zainteresowanie rolą energii w nowej erze sztucznej inteligencji.

Nagle słyszymy od prominentnych osobistości z Doliny Krzemowej i ekspertów z Wall Street, że energia ma kluczowe znaczenie w wyścigu sztucznej inteligencji, a ten, kto wyprodukuje więcej energii, zadecyduje o tym, kto będzie rządził w erze sztucznej inteligencji. Energię uważa się obecnie za wyznacznik potęgi kraju.

W rzeczywistości nie jest to wcale nowy pomysł. W 1964 roku rosyjski naukowiec Nikołaj Kardaszew stworzył skalę Kardaszewa , która miała mierzyć poziom zaawansowania cywilizacji planetarnej. Zamiast oceniać inteligencję i kreatywność danej cywilizacji, skala Kardaszewa skupia się na jednym: ilości energii, jaką jest w stanie wytworzyć i wykorzystać. Im więcej energii dana cywilizacja jest w stanie kontrolować, tym wyższą pozycję zajmuje w skali.

Skala sklasyfikowała trzy typy cywilizacji planetarnych (typ 1 do 3) na podstawie ich różnych poziomów zdolności do wytwarzania energii z zasobów własnej planety i galaktyki. Według naukowca Carla Sagana, według tego standardu rasa ludzka ma typ 0,73.

Chiny są największym producentem energii i prądu na świecie. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) produkują około 33% globalnej energii elektrycznej, w porównaniu z 14% w USA.

Łączna zainstalowana moc w Chinach osiągnęła około 3890 gigawatów (GW), co stanowi prawie trzykrotność całkowitej mocy bazowej USA wynoszącej 1373 GW. Chiny prześcignęły Stany Zjednoczone pod względem produkcji i zużycia energii elektrycznej od 2011 r. Ilość nowych mocy wytwórczych, które Chiny wybudowały tylko od 2021 r., jest większa niż cała sieć energetyczna USA.

Pod względem miksu energetycznego Chiny zbudowały największy na świecie system energii odnawialnej. Całkowita moc odnawialna Chin (ponad 1800 GW) jest większa niż cała moc elektryczna USA.

Chiny zwiększają produkcję zielonej energii szybciej niż jakikolwiek inny kraj w historii, instalując więcej czystej energii niż reszta świata razem wzięta. Chiny odpowiadają za ponad 37% do 40% światowej energii elektrycznej wytwarzanej z energii słonecznej i wiatrowej. Korzystając z ogromnej infrastruktury, takiej jak Zapora Trzech Przełomów, Chiny produkują około 30% światowej energii wodnej.

Chiny produkują 92% światowych modułów słonecznych i 82% turbin wiatrowych. W Chinach buduje się 36 reaktorów jądrowych, co odpowiada łącznej liczbie wszystkich budowanych w reszcie świata.

Chiny dodały łącznie 543 gigawaty (GW) nowej mocy wytwórczej ze wszystkich źródeł energii do 2025 roku, z czego 60% pochodziło z energii odnawialnej. Stany Zjednoczone dodały 64 GW w 2025 roku, napędzane popytem na centra danych AI. Dla porównania, całkowita zainstalowana moc elektryczna w Niemczech, największych w Europie, wynosi 290 GW.

Indeks Hamiltona – pomiar konkurencyjności przemysłowej krajów

Indeks Hamiltona to wskaźnik ekonomiczny, który mierzy, jak dobrze kraje konkurują ze sobą w 10 strategicznie ważnych branżach zaawansowanych technologii.

Indeks został stworzony przez waszyngtońską Fundację Technologii Informatycznych i Innowacji (ITIF) , jeden z czołowych ośrodków analitycznych zajmujących się ekonomią, i śledzi branże mające kluczowe znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa narodowego, jak i handlu międzynarodowego.

Nazwa pochodzi od imienia Alexandra Hamiltona, pierwszego Sekretarza Skarbu USA, który propagował ideę budowy silnej krajowej bazy produkcyjnej.

Indeks służy jako kontrola kondycji przemysłowej kraju. Zamiast analizować standardowe budownictwo czy prosty handel detaliczny, indeks Hamiltona agreguje globalne udziały w rynku i wartość dodaną dla 10 kluczowych branż, w tym: komputery, elektronika i mikroprocesory, usługi informatyczne i oprogramowania, produkty farmaceutyczne, pojazdy silnikowe, urządzenia elektryczne (takie jak transformatory i turbiny), maszyny i urządzenia, chemikalia, metale podstawowe i metale przetworzone oraz inny sprzęt transportowy (np. samoloty i pociągi).

Indeks nie klasyfikuje krajów wyłącznie według tego, który jest największy. Zamiast tego wykorzystuje wzór matematyczny zwany ilorazem lokalizacji (LQ), aby sprawdzić, jak bardzo dany kraj koncentruje swoją gospodarkę na tych technologiach w porównaniu z resztą świata. Wskaźnik LQ równy 1,0 oznacza, że ​​kraj idealnie wpisuje się w średnią światową.

Wskaźnik LQ powyżej 1,0 sugeruje, że kraj jest wysoce wyspecjalizowany i „osiąga ponadprzeciętne wyniki” w zakresie produkcji high-tech. Wskaźnik LQ poniżej 1,0 oznacza, że ​​kraj pozostaje w tyle i zbyt mocno opiera się na innych dziedzinach, takich jak rolnictwo, finanse i podstawowa turystyka.

Wyniki indeksu Hamiltona wskazują na ogromną zmianę w globalnym układzie sił.

Chiny dominują – przekroczyły średnią światową z wskaźnikiem LQ na poziomie 1,36 , co oznacza, że ​​ich gospodarka jest o 36% bardziej skoncentrowana na branżach high-tech niż średnia światowa. Chiny odpowiadają za ponad 30% światowej produkcji w tych 10 dziedzinach i przodują na świecie w 7 z 10 kategorii.

Stany Zjednoczone pozostają w tyle – plasują się poniżej średniej światowej z wskaźnikiem LQ wynoszącym 0,88 . Mimo że Stany Zjednoczone mają ogromne firmy zajmujące się oprogramowaniem i technologiami, ich rzeczywista baza produkcyjna sprzętu i elektroniki skurczyła się. Aby dorównać chińskiemu rozwojowi technologicznemu, Stany Zjednoczone musiałyby rocznie zwiększać produkcję zaawansowanych technologii o 1,5 biliona dolarów.

Audyt termodynamiczny – gospodarka realna kontra iluzja nominalna

Przez ponad stulecie globalną hierarchię wyznaczał jeden, niepodważalny wskaźnik: Produkt Krajowy Brutto (PKB).

Uczono nas, że naród, który ma najwyższą wartość rynkową dóbr i usług, jest najbardziej rozwinięty. Jednak w połowie lat dwudziestych XXI wieku pojawił się zasadniczy kryzys pomiarów. Ponieważ strategie gospodarcze USA i Chin różnią się od siebie – jedna stawia na „bity i przepływy finansowe”, a druga na „atomy i przepustowość energii” – tradycyjny wskaźnik PKB przestaje odzwierciedlać prawdziwy rozkład sił.

Jeśli zastosujemy skalę Kardaszewa, która klasyfikuje cywilizacje według ich zdolności do wykorzystywania energii, oraz indeks Hamiltona , który śledzi dominację w zakresie produkcji fizycznej, wyłoni się inna rzeczywistość. Zgodnie z tymi standardami termodynamicznymi, „prawdziwa” gospodarka oddala się od Zachodu, co pokazuje, że bogactwo nominalne może być przykrywką dla fizycznej stagnacji.

Pułapka nominalna – PKB jako wskaźnik stagnacji

W 2026 roku Stany Zjednoczone pozostają największą gospodarką świata pod względem nominalnego PKB. Jednak dokładna analiza tych danych ujawnia zdumiewający brak metabolizmu fizycznego.

Około 80% PKB USA pochodzi z sektora usług — szerokiej kategorii obejmującej działalności o wysokiej wartości, takie jak inżynieria oprogramowania i badania medyczne, ale zdominowanej przez usługi finansowe, ubezpieczenia i „czynsz przypisany” (teoretyczna wartość, jaką płacą sobie właściciele domów).

Tego typu działalność jest „energooszczędna”. Kancelaria prawnicza w Waszyngtonie może generować 500 milionów dolarów rocznego przychodu, zużywając jednocześnie mniej energii elektrycznej niż pojedyncza średniej wielkości fabryka form wtryskowych w Guangdong. W świecie nominalnym kancelaria prawnicza jest „większa”. W świecie fizycznym prawdziwą jednostką potęgi cywilizacyjnej jest fabryka.

Rezultatem jest oddzielenie bogactwa od energii. Podczas gdy PKB USA nadal rośnie w umiarkowanym tempie 2–3%, całkowite zużycie energii elektrycznej od dwóch dekad pozostaje na stałym poziomie, oscylując wokół 4,1 biliona kWh.

To cecha charakterystyczna „gospodarki rentierskiej” – systemu, który rozwija się poprzez podnoszenie cen istniejących aktywów i usług, a nie poprzez rozszerzanie swojego fizycznego panowania nad otoczeniem.

Jeśli elektryczność jest „pulsem” realnej gospodarki, to do roku 2026 Chiny staną się supermocarstwem zupełnie innego rodzaju. W 2025 r. roczne zużycie energii w Chinach przekroczyło 10,4 biliona kWh. To oszałamiający kamień milowy, dzięki któremu Chiny stały się pierwszym krajem w historii, który przekroczył granicę 10 bilionów.

Aby zrozumieć skalę tej gospodarki fizycznej, rozważmy następujące porównania…

Całkowita produkcja: sieć energetyczna Chin jest obecnie około 2,5 do 3 razy większa niż sieć USA.

Różnica wzrostu: tylko w 2025 roku Chiny dodały 540 GW nowej mocy wytwórczej. Ten roczny przyrost stanowi prawie połowę całkowitej mocy zainstalowanej w całej sieci energetycznej w USA.

Gwałtowny wzrost „nowej trójki”: wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną w Chinach jest napędzany przez branże określane jako „nowa trójka”: pojazdy elektryczne (EV), akumulatory litowo-jonowe i panele fotowoltaiczne.

W 2025 r. zużycie energii elektrycznej wykorzystywanej wyłącznie do produkcji pojazdów elektrycznych i urządzeń wiatrowych wzrosło odpowiednio o 20% i 30%. Podczas gdy USA świętują „efektywność energetyczną”, Chiny stosują „intensywność energetyczną”.

W ujęciu Kardaszewa Chiny zachowują się jak cywilizacja próbująca przeskoczyć na wyższy poziom złożoności, podczas gdy USA zachowują się jak cywilizacja próbująca utrzymać swój obecny stan przy mniejszej liczbie kalorii.

Indeks Hamiltona i gęstość przemysłowa

Rozbieżność jest najbardziej widoczna w indeksie Hamiltona. Chiny wytwarzają blisko 1/3 światowej produkcji w 10 kluczowych branżach i 36% powyżej średniej światowej gęstości przemysłowej.

Stany Zjednoczone są o 12% poniżej średniej światowej pod względem gęstości przemysłowej. Aby dorównać chińskiemu poziomowi intensywności przemysłowej w stosunku do swojej gospodarki, Stany Zjednoczone musiałyby zwiększać produkcję przemysłową o 1,5 biliona dolarów rocznie. Ta luka w „realnej gospodarce” jest powodem, dla którego Chiny produkują 52% światowej stali, podczas gdy udział USA wynosi 4,4%. Obok paneli słonecznych i pojazdów elektrycznych nie są to jedynie „towary”, lecz podstawowe elementy cywilizacji typu 1.

Nie da się zbudować sfery Dysona ani nawet krajowej sieci kolei dużych prędkości za pomocą „usług finansowych”. Buduje się je ze stali, krzemu i ogromnych ilości energii elektrycznej.

Boom na sztuczną inteligencję – powrót do fizyki

Jednym sektorem, w którym Stany Zjednoczone na nowo odkrywają znaczenie energetyki, jest sztuczna inteligencja. W 2026 r. centra danych oficjalnie osiągnęły granicę: zużywają obecnie 6% całej energii elektrycznej w USA, co wywołało sprzeciw polityczny i ostrzeżenia o niestabilności sieci. Rozwój sztucznej inteligencji dowodzi, że nawet „cyfrowa” gospodarka w pewnym momencie osiąga swoje fizyczne granice. Pojedynczy klaster szkoleniowy AI wysokiej klasy może wymagać 100 MW mocy – co odpowiada mocy małego miasta. Zmusza to Stany Zjednoczone do ponownego rozważenia strategii „bity ponad atomy”. Po raz pierwszy od trzydziestu lat amerykańscy giganci technologiczni inwestują bezpośrednio w energię jądrową (SMR), ponieważ zdali sobie sprawę, że inteligencja jest funkcją energii.

Wyrok Kardaszewa

Ludzkość znajduje się obecnie na poziomie około 0,73 w skali Kardaszewa. Aby osiągnąć typ 1 – panowanie nad planetami – musimy zwiększyć wykorzystanie energii o rzędy wielkości.

Chiny próbują osiągnąć sukces metodą „brutalnej siły”. Będąc światowym liderem w dziedzinie reaktorów jądrowych czwartej generacji i bijąc rekordy czasu trwania plazmy termojądrowej („Eksperymentalny Zaawansowany Nadprzewodzący Tokamak”), budują sprzęt cywilizacji typu 1.

Stany Zjednoczone próbują osiągnąć „algorytmiczny” wzrost. Liczą na to, że lepsze oprogramowanie (AI) i efektywność finansowa pozwolą im utrzymać pozycję lidera bez konieczności posiadania takiej samej fizycznej obecności. Jednak historia pokazuje, że po „atomach” zawsze następują „bity”.

W XIX wieku panowaniem w dziedzinie globalnych finansów (bity) cieszyło się Imperium Brytyjskie, jednak zostało ono wyprzedzone przez Stany Zjednoczone, ponieważ to one opanowały budowę silnika spalinowego, sieci elektrycznych i masową produkcję (atomy).

Jeśli zdefiniujemy „gospodarkę realną” jako zdolność do przekształcania świata fizycznego, wówczas wynik będzie jasny: gospodarka realna Chin jest znacznie większa i bardziej rozwinięta niż gospodarka Stanów Zjednoczonych, niezależnie od tego, co mówią liczby dotyczące PKB.

Choć Stany Zjednoczone pozostają władcami „nominalnego” świata – posiadającymi walutę rezerwową i dominujące indeksy giełdowe – to w obliczu kryzysu te konstrukcje społeczne mogą zaniknąć.

Kilowatogodziny, tonaż stali i nocne natężenie światła rejestrowane przez satelity to nie konstrukty społeczne. To fakty termodynamiczne.

Gdy zbliżamy się do połowy XXI wieku, naród, który traktuje energię jako swoją główną walutę, będzie tym, który będzie dyktować warunki ludzkiego postępu. Stany Zjednoczone i cały Zachód muszą zdecydować, czy zadowolą się rolą drogiej, „butikowej” cywilizacji, czy też powrócą do ciężkiej, energochłonnej pracy nad budowaniem przyszłości.

Świat ostatecznie nie interesuje się twoim PKB; interesuje go tylko twoja władza.

====================

Autorstwo: Hua Bin
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: HuaBinOliver.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.netwolnemedia.net/inny-sposob-porownania-dwoch-najwiekszych-gospodarek-swiata/

huabinoliver.substack.com/p/another-way-to-compare-the-worlds

Donald „Tchórz” Trump znowu tacos

(TACO, czyli „Trump Always Chickens Out”/„Trump zawsze tchórzy”)

Donald „Whiplash” Trump znowu tacos

Larry C. Johnson 12 czerwca 2026 sonar21/donald-whiplash-trump-tacos-again

Potrzebuję adwokata od spraw obrażeń ciała. Zamierzam pozwać Donalda Trumpa za uraz kręgosłupa szyjnego. O 9 rano Donald Trump podwoił swoją groźbę z poprzedniej nocy, zapowiadając „zbombardowanie Iranu”, rozpoczynając nową rundę większych i bardziej zdecydowanych ataków na Iran. Następnie, o 13:33, gwałtownie zahamował i ogłosił, że nie będzie przemocy, bo porozumienie jest bliskie, co sprawiło, że uderzyłem głową w klawiaturę. Auć!! Bolała mnie szyja.

o już 39. raz w ciągu ostatnich trzech miesięcy, kiedy Trump ogłosił zbliżający się sukces negocjacji z Iranem, a skończyło się to kolejną niespełnioną obietnicą.

Porównajmy i skonfrontujmy to, co twierdził Trump, z tym, co faktycznie powiedział Iran.

Dzień rozpoczął się od wpisu Trumpa na portalu Truth Social, że Stany Zjednoczone zaatakują Iran „BARDZO MOCNO DZIŚ WIECZOREM”, grożąc przejęciem irańskiej infrastruktury naftowej, w tym wyspy Kharg.

Pięć godzin później wykonał kolejne werbalne salto w tył godne złotego medalu olimpijskiego w gimnastyce. Przemawiając w Gabinecie Owalnym, Trump powiedział dziennikarzom, że Stany Zjednoczone i Iran zasadniczo osiągnęły porozumienie:

Właśnie zawarliśmy świetne porozumienie w wojnie z Iranem. Będziemy musieli sfinalizować dokumenty, które powinniśmy przygotować w ciągu najbliższych kilku dni, i prawdopodobnie zostaną one podpisane, być może w Europie.

Następnie opublikował wpis na portalu Truth Social:

W związku z faktem, że rozmowy z Islamską Republiką Iranu dotarły do ​​najwyższego szczebla irańskiego kierownictwa i zostały zatwierdzone, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki odwołałem zaplanowane na dziś wieczór ataki i bombardowania przeciwko Iranowi.

Dodał, że blokada morska „pozostanie w pełni obowiązująca i skuteczna do czasu sfinalizowania tej transakcji – czas i miejsce podpisania zostaną wkrótce ogłoszone”.

Trump stwierdził także, że Cieśnina Ormuz zostanie „oficjalnie otwarta” w momencie podpisania porozumienia i potwierdził, że Stany Zjednoczone zniosą blokadę morską w ramach „części porozumienia”. Wskazał, że nie będzie osobiście obecny przy podpisywaniu porozumienia, ale wezmą w nim udział wiceprezydent JD Vance i inni urzędnicy.

Teheran nie tracił czasu na dyskusję na temat ram negocjacji przedstawionych przez Trumpa. Iran zaprzeczył jakimkolwiek ruchom w kierunku długoterminowego porozumienia. Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmail Baghaei powiedział, że doniesienia o sfinalizowanym porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi to „spekulacje” i podkreślił, że „nic nie zostało sfinalizowane”, dodając, że Iran „nie osiągnął jeszcze ostatecznego wniosku w sprawie porozumienia”.

Dodał, że znaczna część projektu tekstu została już ukończona, ale „Amerykanie ciągle zmieniali swoje stanowisko”, podkreślając jednocześnie, że Iran „nie idzie na kompromis w sprawie tego, co określił jako swoje czerwone linie”. Jest pięć czerwonych linii: usunąć sankcje, odblokować zamrożone aktywa, znieść blokadę, uznać kontrolę Iranu nad Cieśniną Ormuz i zakończyć izraelskie ataki na Liban i Gazę. Iran nie ustąpi w tej kwestii.

Stanowisko Iranu jest niezmienne od początku wojny 28 lutego: Iran kwestionuje opis stanu rozmów przedstawiony przez Trumpa, mimo że obie strony kontynuują pośrednią komunikację za pośrednictwem takich podmiotów jak Pakistan. Jeszcze tydzień wcześniej irańskie media państwowe donosiły, że irańscy negocjatorzy zaprzestaną wymiany wiadomości ze Stanami Zjednoczonymi, a Iran podejmie działania zmierzające do całkowitego zamknięcia Cieśniny Ormuz w odwecie za naruszenia zawieszenia broni, uzależniając wszelki dialog od całkowitego wycofania się Izraela z terenów okupowanych w Libanie i wstrzymania wszelkich ataków w Libanie i Strefie Gazy.

Baghaei potwierdził, że Katar i Pakistan pozostają aktywnymi mediatorami, ostrzegając jednocześnie, że działania USA wpływają na proces dyplomatyczny, stwierdzając, że sytuacja w Cieśninie Ormuz stała się „bardziej niepewna” z powodu działań Waszyngtonu.

Jedna z oznak nadziei, gdy czwartek dobiegł końca, a piątkowy poranek rozpoczął się w Iranie – nie było już ataków USA na cele w Cieśninie Ormuz. Zobaczymy, czy ten stan rzeczy utrzyma się jeszcze przez kolejny dzień. Donald Trump ma siłę, by położyć kres przemocy, odcinając wszelkie wsparcie dla Izraela i żądając od niego opuszczenia Libanu. Jeśli Izraelczycy zaprzestaną bombardowań i zabijania, myślę, że jest wysoce prawdopodobne, że Hezbollah poprze zawieszenie broni.