The mRNA “vaccine” was in the tetanus shot

The mRNA “vaccine” was in the tetanus shot

Robin Westenra May 19, 2024 mrna-vaccine-was-in-the-tetanus

The Secretive Sterilization Program Behind the Tetanus Shot

 JULY 24, 2022

The Secretive Sterilization Program Behind the Tetanus Shot

How the ubiquitous use of the tetanus shot may be behind the US and world population decline.

by Reinette Senum, Reinette Senum’s Foghorn Express
July 24, 2022

After years of hearing about the planet’s overpopulation as a young woman, I made a very clear and conscious decision not to have children. I considered this my “contribution” to the earth, not to add an additional burden upon our natural resources.

Little did I know that I may have been duped like many other women I know who made a similar decision. Now, if I had known the truth, that our planet, particularly the US birth rates, have been in decline for… well, decades now, I may have made a very different decision.

A lagging US birthrate continues to be a little-known fact. Ask the average American, and they would swear to you that we are on a massive overpopulation curvature.

Dr. Carrie Madej tipped me off a year ago that the US was utilizing the tetanus shots as an undercover sterilization campaign. She told me that she knew firsthand that the more a woman receives a tetanus shot, the more likely she will be unable to conceive.

I had always suspected a host of reasons for the global population decline, most of which are environmental. However, it never dawned on me that tetanus shots could play a huge role.

Official U.S. birth data for 2020 showed that births have been falling almost continuously for over a decade. For 50 years now, the U.S. total fertility rate has remained near or below the “replacement” level of 2.1.  The total fertility rate estimates the average number of babies a woman would have in her lifetime; 2.1 is the level needed for a generation to replace itself.

It wasn’t just Dr. Carrie Madej pointing out a correlation between infertility and tetanus shots.

A brouhaha had been stewing in Africa in the early 1990s when the Kenya Conference of Catholic Bishops and the Kenyan Health Ministry were going head to head in a battle over the safety of a tetanus vaccine administered to women in the country.

In November 1993, a Catholic publication appeared claiming an abortifacient vaccine was being used as tetanus prophylactic. Catholic church leaders began accusing the WHO and UNICEF of nefariously lacing tetanus shots they had given to girls and women of childbearing age containing the anti-fertility drug human chorionic gonadotropin (hCG).

In October 2014, 6 vials were obtained by Catholic doctors and were tested in 6 accredited laboratories. Again, hCG was found in half the samples.

But it wasn’t just Kenya authorities making this accusation.

It was also in 1994 that the Pro-Life Committee of Mexico became suspicious of a tetanus campaign that excluded all males and children and called for multiple injections of the vaccine in only women of reproductive age.

We have been led to believe that one tetanus injection should protect for at least ten years. Yet, these tetanus protocols in Mexico and Africa targeted childbearing women to be injected every six months.

Continuously denying the accusation, in 2014, the WHO and UNICEF made a public statement expressing “their deep concern about the misinformation circulating in the media on the quality of the Tetanus Toxoid (TT) Vaccine in Kenya.”

They neglected to include in their statement that the WHO announced a “birth-control vaccine” for “family planning” in 1976 when WHO researchers had “conjugated tetanus toxoid (TT) with human chorionic gonadotropin (hCG), producing a “birth-control” vaccine. Conjugating TT with hCG causes pregnancy hormones to be attacked by the immune system. Expected results are [spontaneous] abortions in pregnant females and/or infertility in recipients not yet impregnated. Repeated inoculations prolong infertility.”

Pub med article hereTetanus vaccine may be laced with an anti-fertility drug. International / developing countries

Similar tetanus vaccines laced with hCG have been uncovered in the Philippines and Nicaragua. In addition to the WHO, other organizations involved in the development of an anti-fertility vaccine using hCG include the Bill and Melinda Gates Foundation, the Rockefeller Foundation, the UN Population Fund, the UN Development Programme, the World Bank, the Population Council, the All India Institute of Medical Sciences,  the US National Institute of Child Health and Human Development, and Ohio State universities.

(I know that “correlation does not imply causation,” but knowing what we know now, we need to consider this explanation as a possibility)

Once again, we have another criminal case of uninformed consent. Women who have no clue these shots have been preventing pregnancies or causing spontaneous abortions. The tetanus shots are possibly another example of medical malfeasance of the highest order.

How do we respond? First of all, know that the risk of a person contracting tetanus is very low unless he/she is an agricultural worker and working near animal manure. It’s not rust that gives us tetanus; it’s manure. The medical establishment never tells us this. If you are a young woman or girl that intends on becoming a mother someday, perhaps think twice about the tetanus shot. The more shots you receive, the higher the risk of not being able to conceive.

If you want more in-depth information, I recommend watching (and sharing) the newly released 30-minute documentary, “Infertility: A Diabolical Agenda.”

Lastly, spread the word. At the very least, let women know they should seriously investigate before deciding whether or not to take a tetanus shot. Knowledge is power.

Chiny posiadają ponad 100 000 polskich genomów. To gotowe narzędzie do skonstruowania broni biologicznej. Można stworzyć wirus, który będzie atakował konkretną populację.

Chiny posiadają ok. 100 000 polskich genomów. Komitet Genetyki Człowieka PAN alarmuje

Autor: Ryszard Rotaubrynekzdrowia/Chiny-posiadaja-ok-100-000-polskich-genomow

Według przybliżonej oceny obecnie w dalekowschodnich laboratoriach może znajdować się ok. 100 000 kompletnych polskich genomów. Nad zawartymi w nich wrażliwymi danymi osobowymi nie ma żadnej kontroli – alarmuje Komitet Genetyki Człowieka i Patologii Molekularnej PAN. Dlaczego nie powinnyśmy zlecać badań genetycznych firmom spoza Polski? – pytamy przewodniczącego Komitetu prof. Michała Witta.

Chiny posiadają ok. 100 000 polskich genomów. Komitet Genetyki Człowieka PAN alarmuje
Prof. Maciej Witt. Fot. materiały prasowe
  • Informacja genetyczna stanowi zbiór najbardziej wrażliwych danych osobowych. Wysyłanie próbek z materiałem biologicznym tam, gdzie nie ma kontroli nad wynikami badań i ich analizą, jest ryzykowne – przestrzega prof. dr hab. Michał Witt, dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN
  • Chiny dysponują największą i najbardziej zróżnicowaną bazą danych genomów człowieka, dzięki czemu dominują w dziedzinie diagnostyki medycznej, farmaceutyków oraz broni biologicznej; 
  • Tymczasem ciągle nie ma ustawy regulującej badania genetyczne. Dlatego pacjenci nie mają prawnych gwarancji, a lekarze genetycy balansują na krawędzi prawa

***

Rynek Zdrowia: Panie profesorze, na czym polega niebezpieczeństwo, o którym mowa w stanowisku Komitetu Genetyki Człowieka i Patologii Molekularnej Polskiej Akademii Nauk?

Michał Witt: – Powód naszego zaniepokojenia jest prosty. Informacja genetyczna stanowi zbiór najbardziej wrażliwych danych osobowych. Wysyłanie próbek z materiałem biologicznym tam, gdzie nie ma kontroli nad wynikami badań i ich analizą, jest ryzykowne. Może dojść do naruszenia prywatności.

Domyślam się, że to nie wszystko, że Komitetowi nie chodzi jedynie o ochronę praw człowieka i poszanowanie prywatności.

– To prawda. Problem jest głębszy. Ludzi, którzy wysyłają swój materiał biologiczny do nieznanych im laboratoriów są na świecie miliony. A to przecież niezwykle cenny dla wielu podmiotów zbiór danych wysoce wrażliwych. Zilustruję to przykładem. Jeśli popatrzymy na mapę świata z liczbą zakażeń i ciężkich przebiegów Covid-19, to zobaczymy, że w niektórych regionach tych ciężkich przypadków, nazwijmy je respiratorowymi, jest więcej, a w innych mniej. Jeżeli jakieś laboratorium zbiera dane genetyczne na ten temat z określonych regionów, to ma w ręku gotowe narzędzie do skonstruowania broni biologicznej, wymierzonej wprost na tę populację. Można stworzyć wirus, który będzie atakował konkretną populację.

Do zbierania danych genetycznych wykorzystano pandemię. W stanowisku Komisji mówimy wprost, że w ostatnim roku w 30 krajach świata Chińczycy otworzyli ponad 80 laboratoriów Covid-19, oferując testy diagnostyczne i pozyskując stosowne informacje. Zebranie największej i najbardziej zróżnicowanej bazy danych genomów człowieka daje Chiną dominację na rynku farmaceutyków, diagnostyki medycznej oraz broni biologicznej.

Nie tylko o broń biologiczną chodzi. Takie dane to skarb dla koncernów farmaceutycznych. Teraz jest czas medycyny personalizowanej, czyli nakierowanej na konkretnego pacjenta. O czymś takim ludzkość marzyła od zawsze, od starożytnych Greków. Marzyli o tym, żeby leczyć pacjenta, nie chorobę. Obecnie to jest możliwe dzięki badaniom genetycznym. Jesteśmy w stanie sprofilować pacjenta, tak żeby niektóre z leków – bo nie wszystkie, ale na przykład leki psychiatryczne, onkologiczne – przymierzyć do profilu genetycznego, który ma dany pacjent. Teraz koncerny farmaceutyczne – a mają one olbrzymie pieniądze, gdyż rynek leków, po rynku broni, jest największy – będą wiedziały jak przygotować leki, które w danej populacji zostaną dobrze sprzedane.

Mam się tym martwić czy cieszyć? Te koncerny muszą mieć pieniądze, bo stworzenie nowego leku to długa seria kosztownych prób. Ponad połowa badań, które mają znaleźć substancję farmakologicznie czynną nie kończy się sukcesem. Trzeba mieć finansowe zaplecze, żeby sobie pozwolić na ryzyko. Tak jest ten świat urządzony.

– Że tak się dzieje, nie oznacza, że trzeba to akceptować. Gdyby wszyscy świadomie się zgadzali na przekazywanie materiału biologicznego, nie miałbym zastrzeżeń – ich sprawa. Ale zgadzają się nieświadomie. Świadoma zgoda polega na tym, że z każdą osobą trzeba porozmawiać i uzyskać zgodę. Tymczasem koncerny idą na skróty i płacą olbrzymie pieniądze różnym laboratoriom i firmom biotechnologicznym, które takie dane zbierają. Same ich nie pozyskują. Po drodze jest cały łańcuch pośredników, którzy zbierają dane w sposób bezprawny, bo ludzie nie zgodzili się na przekazywanie ich danych kolejnym podmiotom. Zgadzając się na istniejący teraz proceder, przekreślamy podstawowe prawa człowieka, odbieramy ludziom prawa, które mają.

Jak w takim razie powinno wyglądać poprawne, zgodne z regułami sztuki lekarskiej i prawa, pozyskiwanie danych genetycznych?

– Jeśli będziemy zlecali badania laboratoriom, o których coś wiemy, to wszystko w porządku. Przed badaniem genetycznym wypełnia się i podpisuje formularz świadomej zgody, w którym jest klauzula, że podmiot, który badanie wykonuje, deklaruje, że materiał genetyczny i dane genetyczne nie zostaną nikomu ujawnione i nie będą użyte do innych celów niż te, na które została wyrażona zgoda.

Niemniej istotne jest też uzyskanie w laboratorium fachowej porady genetycznej. Bo to, co dostaje się po wysłaniu testu do nieznanej firmy biotechnologicznej, to świstek papieru, do którego można dołączyć pozdrowienie, a nie fachowa interpretacja wyników badania genetycznego.

Przecież to wszystko, o czym pan mówi można uregulować prawnie.

– Środowisko genetyków mówi o tym odkąd pamiętam. W 2012 roku przekazałem konkretne propozycje do ustawy dotyczącej badań genetycznych dla celów zdrowotnych, nad którymi przez półtora roku pracowali wspólnie genetycy, prawnicy, etycy, filozofowie. Przekazałem dokument ministrowi nauki, a on ministrowi zdrowia. Teraz jest 2021 i nic na ten temat nie słychać. Genetyka od zawsze traktowana była jak gorący kartofel. Politycy mówią, że owszem – to ciekawe i ważne, ale regulacji jak nie było, tak nie ma. Dlatego pacjenci nie mają prawnych gwarancji, a lekarze genetycy balansują na krawędzi prawa.

Reguły są ważne. W genetyce klinicznej reguła jest taka, że każde badanie wiąże się najpierw z rozmową z pacjentem i zebraniem wywiadu, ze wspólnie podjętą decyzją, a potem jest interpretacja wyników. Każdy wynik genetyczny musi podlegać profesjonalnej interpretacji, w przeciwnym razie nic nie jest wart.

Ustawy regulującej badania genetyczne nie mamy, a czy mamy w Polsce odpowiednią infrastrukturę, żeby je prowadzić?

– Mamy bazę, laboratoriów sekwencjonowania jest kilka. W naszym Instytucie Genetyki Człowieka PAN, w ramach Innowacyjnego Centrum Medycznego, też jest. To są urządzenia o bardzo wysokiej przepustowości, są w stanie zabezpieczyć technicznie w sumie potrzeby całej Polski. Jednakże firmy azjatyckie, dzięki dotacjom rządowym, mogą zaoferować niższe ceny, które w istocie są cenami dumpingowymi. Dlatego też tak łatwo pozyskują olbrzymią ilość materiału i generują olbrzymie banki danych.

Chińczyków to my nie przegonimy, ale czytałem, że mamy nowoczesne narzędzia bioinformatyczne, które powstały przy okazji tworzenia mapy DNA Polaków.

– Mapa DNA Polaków jest konstruowana w oparciu o sekwencjonowanie przez firmę azjatycką. Na tym rzecz polega, że to są pieniądze polskiego podatnika, a podmiot, który się tym zajmuje, za pomocą pośredników, wysyła ten materiał np. do Chin, gdzie jest sekwencjonowany. Tu jest problem.

I to jest puenta naszej rozmowy. Dziękuję.

ZAMACHY NA ROBERTA FICO I NA WŁADIMIRA PUTINA

Tomasz MIANOWICZ (Monachium)

ZAMACHY NA ROBERTA FICO I NA WŁADIMIRA PUTINA

(Z Notatnika)

15/16.5.2024

Zamach na Roberta Fico. Obstawa zawiodła zupełnie, zamachowiec zdołał oddać 4 strzały, w dodatku z najbliższej odległości. W czasie zamachu na Reagana padły tylko 2 strzały. Podobnie w przypadku Jana Pawła II, choć w pobliżu Agcy nie było żadnych ochroniarzy.

Dla globalistów Fico stanowił ryzyko, zwłaszcza obecnie, gdy trwają przygotowania do wojny z Rosją na pełną skalę. Ostrzegał przed niebezpieczeństwem III wojny światowej; w dodatku Słowacja graniczy z Ukrainą. Także sąsiadujące ze Słowacją Węgry w tej wojnie udziału nie wezmą. W dodatku stronnik Fico – Peter Pellegrini – wygrał wybory prezydenckie.

A przy tym Fico otwarcie mówił o sprawach, o których ideologiczna poprawność każe milczeć: korupcja na Ukrainie, straty słowackiego rolnictwa z powodu niekontrolowanego ukraińskiego eksportu do krajów UE, konsekwencje masowego napływu imigrantów z krajów muzułmańskich do Europy. Media zrobiły z niego „prawicowca” (w rzeczywistości jest socjaldemokratą; najważniejsze jednak, że reprezentuje tak rzadką dzisiaj orientację zdroworozsądkową).

Zuzanę Čaputową otwarcie nazwał „amerykańską agentką” – i na pewno nie było to komplementem. W Polsce agenci wywiadu amerykańskiego to bohaterowie narodowi i obiekty niemal religijnego kultu. Najbardziej legendarnemu wśród nich – Zdzisławowi Jeziorańskiemu, czyli „Janowi Nowakowi”, nie zaszkodziła nawet kolaboracja z administracją okupanta w latach II wojny światowej, na niezbyt chlubnym stanowisku starszego komisarza w zarządzie „mienia pożydowskiego”. W Centralnej Agencji Wywiadowczej doszedł do rangi pułkownika – mówił mi o tym Bohdan Korab-Osadczuk – a mam podstawy by ufać, że był w tej sprawie dobrze zorientowany. Jeden z prokuratorów IPN-u podjął nawet postępowanie w celu zbadania charakter działalności Nowaka-Jeziorańskiego w latach okupacji w Warszawie; długo ono jednak nie trwało…

Gdy Imperium Dobra zamierzało rozlokować bazy wojskowe na terytorium Słowacji, nasi południowi sąsiedzi podziękowali, uzasadniając odmowę tym, że obecność obcych wojsk na własnym terytorium świadczy o braku suwerenności. W Polsce elity polityczne , przy pełnym poparciu opinii publicznej, optują unisono za zwiększeniem liczby wojsk amerykańskich w Polsce w celu… obrony suwerenności. Warto się zastanowić, o czym to świadczy.

Vladimir Volkoff – znawca „działań aktywnych” (był doktorem filozofii, a także solidnie przygotowanym – i z sukcesami – oficerem wywiadu francuskiego) – opisał w powieści „Le Retournement” mechanizm organizowania przez tajne służby zamachów na niewygodnych polityków. Ważna jest odpowiednia motywacja zamachowca, jego przeświadczenie o słuszności planowanej akcji – o to musi zadbać oficer prowadzący. Dobrze, jeśli agent cierpi przy tym na zaburzenia psychiczne, bowiem ta okoliczność zwalnia z reguły sąd od obowiązku dociekliwego badania sprawy i jej możliwego tła. Techniczne aspekty zamachu, takie jak wybór miejsca i czasu, leżą w gestii tajnych służb.

16.5.2024

Jak poinformowała Wirtualna Polska, Piotr Niemczyk mówił w Studiu PAP, że inspiracja do zamachu na Fico wyszła zapewne z Rosji (to do mego zbioru „Putin jest dobry na wszystko”). Skoro – jak przekonują media masowej manipulacji i eksperci – Rosjanie strzelają sami do siebie i wysadzają w powietrze wybudowane przez siebie gazociągi – to dlaczego nie mieliby strzelać do szefa rządu, który konsekwentnie sprzeciwia się eskalacji wojny NATO z Federacją Rosyjską? „Gdy rozum śpi – rodzą się demony” – tak Goya zatytułował swą najbardziej znaną akwafortę z cyklu Los Caprichos. Polityczny rozsądek w Polsce jest w stanie trwałej hibernacji, zaś taki stan rodzi całe zastępy demonów a przede wszystkim piramidy absurdu.

Niemczyk był swego czasu – jako aktywista ruchu „Wolność i Pokój” (niechętnego polityce amerykańskiej w czasie 1. kadencji Ronalda Reagana) – specjalistą od pokoju. Teraz jest specjalistą od wojny, na której zależy polskiej classe politique. Dziś przeciwnicy wojny to ekstremiści, ma się rozumieć prawicowi. Pomiędzy pacyfizmem a militaryzmem Piotr Niemczyk był również specjalistą od bezpieki i pełnił odpowiedzialne funkcje w UOP-ie. Jednym słowem – autorytet i to wszechstronny.

17/18.5.2024

Kolejny autorytet wystąpił z twierdzeniem, że za zamachem na Roberta Fico stoją „służby rosyjskie”, czyli – nazwijmy rzecz po imieniu – Putin. Tym autorytetem jest generał Andrzej Pawlikowski – specjalista od spraw bezpieczeństwa. Generał, w dodatku profesor, była szef Biura Ochrony Rządu, doradca prezydenta Dudy – ktoś taki mylić się nie może. MMM, prezentując tego rodzaju autorytety, tworzą wirtualny świat, który ogłupiana publiczność uznaje za rzeczywistość.

W tym samym wystąpieniu generał ocenił zachowanie ochroniarzy Roberta Fico jako „bardzo profesjonalne”. Tymczasem zdjęcia zamachu pokazują coś dokładnie odwrotnego: zamachowiec bez przeszkód strzela kilkakrotnie z bliskiej odległości, co ułatwiają mu barierki, oddzielające go od premiera i… obstawy tego ostatniego. „Goryl”, którego obowiązkiem było zasłonienie osoby chronionej własnym ciałem, chyba się wystraszył. Żaden z agentów bezpieczeństwa nie zdążył nawet sięgnąć do własnej broni. Kierowca opancerzonego samochodu wysiadł z pojazdu (może z ciekawości?), wokół którego ochroniarze biegali bez widocznego celu itd.

Przypomniało mi się wydarzenie z lat chyba jeszcze 90-tych ubiegłego wieku. Otóż gdzieś w Polsce z cyrku uciekł tygrys. Do akcji ruszyły organy bezpieczeństwa, zaś dla zapewnienia wolności informacji marszrucie tygrysa towarzyszył cały zastęp fotoreporterów. Dowodzący eksperci wydali rozkaz zastrzelenia drapieżnika. Strzelec spudłował, trafił jednak śmiertelnie fotoreportera, znajdującego się na linii strzału. Wypowiedzi generała Pawlikowskiego dowodzą, że przez 30 lat kompetencje specjalistów od spraw bezpieczeństwa pozostają na tym samym poziomie.

W tym okresie miała również miejsce katastrofie samolotu TU-154 pod Smoleńskiem, w której zginęło 96 osób, m.in. szef sztabu generalnego i dowódcy wszystkich rodzajów polskich sił zbrojnych. Oczywiście najważniejszą postacią w makabrycznej hierarchii ofiar był Prezydent RP. Pokaźna część opinii publicznej w Polsce jest przekonana, że Lecha Kaczyńskiego zamordował Putin. Nie można co prawda odpowiedzieć na pytanie o motywy zbrodniarza, ale jeśli „rozum śpi” – to racjonalne poszukiwanie motywów jest zbędne. W moim przekonaniu istotne pytanie (a nie wiem, czy ono w ogóle się pojawiło) brzmi: Kto był odpowiedzialny za wysłanie do Smoleńska prezydenta państwa i kompletu najwyższych dowódców sił zbrojnych na pokładzie samolotu, który nie należał do bezpiecznych? Nawet jeśli nie wszystkie wypadki TU-154 (zwłaszcza te na liniach wewnętrznych w latach sowieckich) są znane, ten model tupolewa był w czołówce statystyk katastrof lotniczych.

Katastrof będzie więcej, nie tylko lotniczych. Odważny Andy Duda już zapowiedział zgodę za rozmieszczenie na terytorium Polski broni atomowej. Prezydent państwa nie wie, że główną przyczyną wojny, rozpoczętej 24 lutego 2022 roku, była perspektywa dyslokacji na terytorium Ukrainy, po jej włączeniu do NATO, amerykańskiej broni rakietowej, zdolnej do przenoszenia głowic nuklearnych. Umożliwiałoby to przeprowadzenie w ciągu kilku minut ataku atomowego na Moskwę czy Petersburg, przy czym Rosja nie ma możliwości analogicznej reakcji (taka sytuacja uzasadnia dokonanie zgodnego z prawem międzynarodowym ataku prewencyjnego; Wowa Putin zdecydował się jednak na propagandową formułę „specjalnej operacji wojskowej”).

Polski prezydent nie wie, ponieważ doradcy nic mu nie powiedzieli; zapewne oni też nie wiedzą. Andy Duda jest typowym polskim mężem stanu, bowiem ignorancja jest nie od dziś podstawą polskiej polityki, prowadzącej do katastrof narodowych. Aliści z uwagi na zajmowane stanowisko Duda może swoimi decyzjami spowodować nieobliczalne konsekwencje.

19/20.5.2024

Odnotować wypada – choćby ex – post – ważne „wydarzenie artystyczne” w Monachium. Otóż wystąpiła tu legendarna rosyjska grupa Pussy Riot, laureatka wielu prestiżowych nagród, zwłaszcza w Niemczech. Uhonorowała ją też Fundacja Vaclava Havla, co również dziwić nie powinno. Performance miał miejsce w Pinakothek der Moderne (powstała w 2002 roku, uzupełniając XIX-wieczne Alte i Neue Pinakothek).

Publiczność waliła do pinakoteki nowoczesności drzwiami i oknami. Ponieważ budynek jest w remoncie, do wnętrza dostało się jednak tylko niewiele ponad 500 osób. Szczęśliwcy wyczekiwali w napięciu na performance… I wreszcie – jest! Dzieło sztuki wykonała sama Maria Aljochina: położywszy na podłodze oprawione w ramy „urzędowe” zdjęcie rosyjskiego prezydenta i rozkraczywszy się nad obrazem – oddała nań mocz, czyli dokonała symbolicznego zamachu na Putina, obszczywając jego wizerunek. Owacjom i okrzykom zachwytu nie było końca…. O wszystkim doniosła „Tageszeitung” w rubryce „Kultura”, pisząc o „ataku na Putina”.

Moczem, a także krwią, padliną i zwierzęcymi wnętrznościami posługiwali się w swych występach „Wiener Aktionisten” już w latach 1960-tych (najbardziej znani „akcjoniści” to Günter Brus, Otto Muehl i Hermann Nitsch). Aljochina i towarzyszki nie są zatem oryginalne, ale są „politycznie zaangażowane”. W akcjach Wiedeńczyków doszukiwano się co prawda politycznego przekazu: protest przeciwko burżuazyjnej moralności itp. Nitsch mówił natomiast otwarcie, że im większy skandal, tym większy dochód; ale w końcu jedno nie wyklucza drugiego. Pussy Riot oferuje swe występy bezpłatnie, ich polityczny przekaz nie wymaga egzegezy a przede wszystkim jest super-poprawny ideologicznie.

Ideologicznie poprawny był też zamach na szefa słowackiego rządu. Nie można zrównywać strugi perlistego moczu, która spłynęła po wizerunku Wowy Putina, z ładunkami, które ugodziły Roberta Fico. Można natomiast dopatrzyć się analogii w motywacji sprawców obu ataków. W czasach, kiedy słuszny jest tylko jeden pogląd polityczny, szermierze tolerancji, chcąc zapewnić jego tryumfalny pochód, usuwają przeszkody i sięgają przy tym do skrajności, które mogą manifestować się w różnej formie. Nota bene zamachowiec z Handlovej to również artysta, ma się rozumieć „proeuropejski”.

Patrząc na sprawę z pewną dozą przekory, można dojść do wniosku, że Władimir Władimirowicz Putin stał się inspiracją nowoczesnej, (post)modernistycznej sztuki. A ma już przecież spore zasługi jako promotor kultury ukraińskiej. Od marca 2022 roku w Reichu (a zapewne również w innych krajach UE) trwa niekończący się festiwal imprez, wykładów, seminariów, wystaw poświęconych Ukrainie: nie tylko ukraińska historia i literatura, lecz również ukraińska filozofia, ukraiński balet, ukraiński film, ukraiński jazz, rock, folk… Czy to na festiwalach filmowych, czy konkursach muzyki chóralnej, przedstawiciele Ukrainy mają a priori zapewnione nagrody.

A może – aby nie pozostać w tyle za Berlinem, przewodnią siłą Unii Europejskiej – zorganizować performance Pussy Riot w Polsce? Najbardziej godnym patronem takiej imprezy wydaje mi się Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej.

Tomasz Mianowicz (Monachium)

=====================

mail:

Juraj Cintula, który strzelał do premiera Słowacji

“Radykałowie” lewaccy na wojnie z macierzyństwem

Ordo Iuris
 
Szanowny Panie,
nadzwyczaj trudno oderwać się od natłoku zadań związanych z obroną obecności krzyża i symboliki religijnej w Warszawie. Już za kilka dni poinformujemy Pana o naszych nowych krokach, które podejmujemy, by powstrzymać zdejmowanie krzyży ze ścian, gdzie zawieszono je po upadku komunizmu.
Dzisiaj jednak chciałabym napisać do Pana o temacie jeszcze bardziej strategicznym, od którego zależeć będzie przyszłość całego naszego Narodu. Kontynuacja lat zaniechań w tym obszarze oznaczać będzie w perspektywie jednego lub dwóch pokoleń oddanie Polski w ręce fal imigrantów, niezbędnych do wypełnienia strat ludnościowych spowodowanych przez antyrodzinną kulturę, politykę i prawo.
W niedzielę będziemy świętować Dzień Matki. Zapewne media będą prześcigać się w publikowaniu pięknych tekstów i materiałów, doceniających i afirmujących macierzyństwo. Ale niestety to tylko jeden dzień w roku…Przez pozostałe 364 dni jesteśmy zewsząd atakowani propagandą zniechęcania do macierzyństwa (podobnie jak ojcostwa). W mediach społecznościowych, memach i artykułach na portalach dla nastolatków – macierzyństwo jest regularnie wyśmiewane i pogardzane.
Młode dziewczyny słyszą na każdym kroku, że kobiety nie różnią się niczym od mężczyzn i powinny pragnąć przede wszystkim kariery zawodowej. Ponadto powinny skoncentrować się na realizacji osobistych marzeń, dla których macierzyństwo jest tylko przeszkodą i cierpieniem. A za zagłuszanie instynktu macierzyńskiego ma być odpowiedzialny piesek lub kotek…Czy zatem musimy się po prostu pogodzić z tym, że współczesny świat skutecznie wygasza w kobietach instynkt macierzyński i jedynym sposobem na demograficzne przetrwanie Polski jest przyjmowanie masowo imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu?
Na te pytania kompleksowe odpowiedzi przygotowuje od lat zespół ekspertów polityki rodzinnej Ordo Iuris. Jednak co z tego, jeżeli politycy – z lewa i z prawa – zainteresowani są jedynie szybkimi, doraźnymi efektami i politycznym poparciem, jakie może wygenerować „polityka rodzinna” już przy następnych wyborach. Tymczasem, odpowiedzialna polityka rodzinna to oddziaływanie na kulturę prorodzinną i systemowa budowa instrumentów wsparcia, których efekty będziemy dostrzegać w perspektywie pokoleń.Według badań CBOS tylko 30 procent badanych do 40. roku życia ma zaspokojone tzw. potrzeby prokreacyjne, a 57 procent ma mniej dzieci, niż by chciało. Dlaczego zatem tak wiele kobiet nie decyduje się na dziecko pomimo głębokiego pragnienia jego posiadania?Nie mam wątpliwości, że winę za to ponosi w decydującym stopniu współczesna kultura – wroga macierzyństwu (szczególnie wielodzietnemu), ojcostwu i wiążącemu się z nimi poświęceniu; rozdzielenie i przeciwstawienie sobie kobiecości i macierzyństwa, macierzyństwa i ojcostwa, stygmatyzujące rodziców – zarówno matki i ojców – słownictwo.
Dlatego, aby zażegnać kryzys demograficzny, musimy działać dwutorowo.Po pierwsze – trzeba dążyć do zmiany społecznego odbioru rodzicielstwa; walczyć ze stygmatyzacją i pogardą dla matek konsekwentnie szerzoną wśród młodego pokolenia, przez ukazywanie piękna szczęśliwej i licznej rodziny w mediach i kulturze.
A po drugie – musimy inspirować budowę systemu, realnie premiującego macierzyństwo, aby mądre i celowe wsparcie było w stanie docenić realny wkład matek w przyszły dobrobyt Polski.Oba kierunki systemowej polityki rodzinnej rozwijamy w Instytucie Ordo Iuris. Dlaczego piszę o tym w czasach, gdy rząd nie zdradza zainteresowania rozwojem takich działań? Bo ten czas jest najlepszy do przygotowania gotowych rozwiązań, analizy przykładów dobrej polityki rodzinnej, upowszechnienia wiedzy o przyczynach niepowodzenia polityki nastawionej wyłącznie na transfery pieniężne. Gotowa, sprawna polityka demograficzna i rodzinna musi stać się programem całej, prorodzinnej opozycji. Nie stanie się to bez naszego zaangażowania.
W Instytucie Ordo Iuris analizujemy i opiniujemy wszelkie projekty i zmiany prawne obejmujące szeroko rozumianą politykę prorodzinną. Przygotowujemy raporty, analizy i własne rekomendacje oraz projekty ustaw, organizujemy debaty i konferencje. Najnowszym rządowym projektem o charakterze rzekomo prorodzinnym jest program „Aktywny rodzic”, czyli tzw. „babciowe”. Program miał być wsparciem dla matek, ale w rzeczywistości jest swoistym szantażem i próbą przymuszenia kobiet do wybrania pracy zawodowej, kosztem samodzielnej czyli najlepszej opieki nad dzieckiem. Takie programy „prorodzinne” nie mają nic wspólnego z promowaniem rodzicielstwa. Wręcz przeciwnie. Wpisują się w realizacje „celów barcelońskich”, czyli unijnego programu narzucającego państwom członkowskim budowanie żłobków i stosowanie zachęt czy nacisków, aby jak najwięcej maluchów trafiło do żłobka oraz „aktywizację zawodową” kobiet, których zawodowa praca ma stać się wyłącznym wyznacznikiem „życiowej aktywności”. To tak, jakby pełna poświęceń praca wychowawcza była stratą czasu, relaksem lub zwykłym… lenistwem.
Każda odpowiedzialna polityka demograficzna musi rozpocząć się od docenienia ciężkiej pracy wychowawczej matek, promując posiadanie dzieci, macierzyństwo a także ojcostwo jako atrakcyjny styl życia i spełnienie niezwykle ważnej części swoich pragnień. Musi także pozwalać matce na podjęcie autentycznie wolnej decyzji o pozostaniu w domu z dzieckiem bez poczucia winy i skazywania się na ubóstwo.
Tym zagadnieniom kulturowej wojny o popularność rodziny, małżeństwa, macierzyństwa i rodzicielstwa poświęciliśmy wielką, międzynarodową konferencję we wrześniu ubiegłego roku. Zbudowane wówczas relacje z badaczami z USA, Węgier, Czech, Francji czy Wielkiej Brytanii pozwalają nam kontynuować prace nad całościową, systemową rodzinną polityką kulturową dla Polski.
Niedawno w jednym z uniwersyteckim czasopism w USA nasz przyjaciel dr Bracy Bersnak podsumował nasze starania słowami „wierzę, że Lwy Ordo Iuris powstaną do obrony swej wielkiej Ojczyzny”.
Nasi eksperci w ciągu ostatnich lat przygotowali także szereg konkretnych rekomendacji, które w miejsce szerokiego socjalnego rozdawnictwa wprowadziłyby precyzyjne instrumenty wsparcia o sprawdzonej już demograficznie wartości. To między innymi wprowadzenie tzw. ilorazu rodzinnego, obniżającego opodatkowanie rodzin proporcjonalnie do liczby posiadanych dzieci, podniesienie świadczenia dla matek, które nie mają prawa do zasiłku macierzyńskiego, oraz wydłużenie płatnego urlopu rodzicielskiego (który odpowiada za nadzwyczaj wysokie wskaźniki dzietności w Czechach).
Analizy i staranne planowanie systemowej polityki demograficznej i rodzinnej to wyzwanie, którego obecnie podjąć może się jedynie Ordo Iuris. I to wyłącznie dzięki wsparciu naszych Darczyńców, którzy podobnie jak ja i Pan rozumieją, że strategiczne planowanie przesądzi o przyszłości całego Narodu.Dzięki Pana wsparciu, Polska może zyskać gotowe rozwiązania, dające nam szansę kulturowego, cywilizacyjnego i… biologicznego przetrwania w XXI wieku.

Po pierwsze – promować założenie rodziny!

Niemal od początku istnienia Instytutu Ordo Iuris, nasi eksperci zajmują się poszukiwaniem odpowiedzi na pytania o przyczyny i rozwiązania problemu kryzysu dzietności w Polsce. Do pierwszego naszego raportu „Jakiej polityki rodzinnej potrzebuje Polska” wprost odwoływał się rząd w czasie wprowadzania wybranych instrumentów polityki rodzinnej w 2016 roku. Później część naszych pomysłów została uwzględniona w rządowej Strategii Demograficznej 2040, a część była realizowana pośrednio w takich programach jak chociażby Rodzinny Kapitał Opiekuńczy.
choć niektóre rządowe programy prorodzinne przynosiły krótkotrwałe zmiany trendów demograficznych, to jednak długofalowe efekty wciąż nie są wystarczające. Dlaczego? Nasi eksperci od zawsze podkreślają, że dobre rozwiązania podatkowe czy socjalne są tylko wsparciem dla tego, co w skutecznej polityce prorodzinnej musi być fundamentem i absolutnym priorytetem, czyli dla budowania kultury posiadania dzieci, społecznego szacunku dla macierzyństwa i rodzicielstwa i odkłamywania coraz częściej obecnego ­– zwłaszcza w młodym pokoleniu – przekonania o tym, że rodzicielstwo to tylko wyrzeczenia i cierpienia. Jeśli młode Polki nie odkryją piękna macierzyństwa i tego, jak wielkim szczęściem i spełnieniem jest posiadanie dzieci, to nawet najlepsze rozwiązania polityki prorodzinnej państwa nie przyniosą skutku.Aby szerzej przeanalizować to zagadnienie, zorganizowaliśmy w ubiegłym roku międzynarodową, konferencję naukową „Kulturowe aspekty polityki prorodzinnej – dodatek czy podstawa skutecznej recepty na kryzys demograficzny”. Wybitni, światowi naukowcy oraz przedstawiciele think-tanków z Polski, Węgier, Wielkiej Brytanii i USA prezentowali swe badania oraz dyskutowali na temat kulturowego tła kryzysu demograficznego w świecie zachodnim. Szerzej całą konferencję relacjonowaliśmy już kilka miesięcy temu.
Dlatego proszę pozwolić, że przypomnę tylko głos jednego z prelegentów – wspomnianego poniżej profesora Bracy’ego Bersnaka z amerykańskiego Christendom College, który przytoczył wyniki amerykańskich badań, dowodzących, że ludzie ceniący karierę zawodową wyżej od rodziny mają średnio o 0,6 dziecka mniej od tych, którzy wyżej cenią rodzinę. Profesor zauważył, że współczesna kultura masowa prezentuje rodzinę i małżeństwo jako zagrożenie dla ludzkiej wolności rozumianej w duchu skrajnego indywidualizmu. Jednocześnie podkreślił, że aby dać odpór tej antyrodzinnej narracji, powinniśmy podkreślać korzyści wynikające z życia rodzinnego. Powołując się na liczne badania, wskazał, że małżeństwo sprawia, że małżonkowie oceniają swoje życie jako bardziej szczęśliwe. I o tym właśnie trzeba mówić głośno!Wszyscy prelegenci byli zgodni, że dobra polityka prorodzinna to nie tylko rozwiązania socjalne i ulgi podatkowe, ale też przede wszystkim promocja małżeństwa i rodzicielstwa. Kluczem do jej sukcesu jest nieustanne przekonywanie, że małżeństwo i rodzina pozytywnie wpływają na całe życie człowieka. Państwo powinno wykorzystać swoje środki do wspierania twórców kultury – filmów, seriali, muzyki – promujących pozytywny obraz macierzyństwa i rodzicielstwa, będącego źródłem szczęścia, spełnienia i realizacji samego siebie. 
Matka w domu też jest „aktywna”!Niestety wprowadzane przez polskie rządy programy prorodzinne bardzo rzadko spełniają te postulaty.Ostatnio nasi eksperci przeanalizowali przyjęty w ubiegłym tygodniu projekt „Aktywny rodzic”, znany też jako „babciowe”. Program wprowadza dodatkowe świadczenie w wysokości 1 500 zł (lub 1 900 zł w przypadku rodziców dzieci z niepełnoprawnościami) dla rodziców, chcących wrócić do pracy po narodzeniu dziecka. Rząd deklarował, że program ma charakter wolnościowy i wychodzi naprzeciw preferencjom rodziców, bo to oni będą mogli zdecydować, czy zostawić dziecko pod opieką np. członka rodziny (stąd nazwa „babciowe”), czy też zostawić je w instytucjonalnym miejscu opieki, takim jak żłobek.
Niestety program wyraźnie promuje rodziców, którzy zdecydują się na powrót do pracy zawodowej, za co otrzymają 1 500 zł „babciowego” lub 1 500 zł dofinansowania na żłobek. Jeśli jednak matka nie zdecyduje się na powrót do pracy zawodowej, otrzyma tylko 500 zł miesięcznie. Program jest więc de facto próbą przymuszenia kobiet do wybrania pracy zawodowej, kosztem samodzielnej opieki nad dzieckiem. Dlatego w naszych analizach wskazujemy, że to rozwiązanie nie przyczyni się do przeciwdziałania kryzysowi demograficznemu, a w dłuższej perspektywie może go wręcz pogłębić. Aby naprawdę przysłużyć się polepszeniu dzietności, nowe świadczenie powinno objąć matki osobiście opiekujące się swoimi dziećmi w tym samym stopniu, co matki, decydujące się na powrót do pracy zawodowej. 
Jak prowadzić skuteczną politykę demograficzną?
Oprócz opiniowania rządowych inicjatyw, nasi eksperci analizują także skuteczne rozwiązania przyjmowane w innych państwach.Jednym z nich jest tzw. iloraz podatkowy, którego wprowadzenie w Polsce postulujemy już od 2015 roku. W trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej o wprowadzeniu podobnego rozwiązania mówił prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz, który zadeklarował, że jednym z postulatów ustawodawczych Trzeciej Drogi jest wprowadzenie „PIT-u rodzinnego” – „wspólnego rozliczania dzieci wraz z rodzicami. Dziś tylko małżonkowie mogą się wspólnie rozliczać, przez to mają niższy podatek. Jak doliczymy do tego jedno, drugie, trzecie dziecko, to ten podatek z każdym dzieckiem jest niższy. Od trzeciego dziecka duże rodziny przestają płacić podatek”. 
Nasi eksperci dysponują gotowym projektem ustawy wprowadzającej iloraz rodzinny do polskiego systemu podatkowego wraz z uzasadnieniem, z którego rząd może skorzystać w każdej w chwili, jako z gotowej propozycji legislacyjnej.Rekomendujemy także reformę systemu emerytalnego. Dziś kobiety, która rezygnują z kariery zawodowej, by poświęcić swój czas i energię na wychowanie dzieci, wciąż znajdują się w o wiele gorszej pozycji, pod względem zabezpieczenia emerytalnego, od osób pracujących zarobkowo – pomimo tego, że ich praca w domu ma konkretną, wymierną wartość dla społeczeństwa. 
Wykonywanie czynności opiekuńczych nad własnymi dziećmi nie znajduje jednak odpowiedniego odzwierciedlenia w budowaniu stażu emerytalnego i gromadzeniu kapitału, przekładającego się na wysokość przyszłej emerytury. Dla porównania, praca zawodowa niani wiąże się z odprowadzaniem składek emerytalnych i budowaniem tym samym stażu emerytalnego mającego wpływ na wysokość przyszłej emerytury. Ta sama praca kobiety – tyle, że we własnym domu – nie jest zaś honorowana i to pomimo tego, że z punktu widzenia dziecka, jego rozwoju, relacji rodzinnych, niewątpliwie o wiele bardziej pożądaną sytuacją jest ta, w której pieczę nad nim sprawuje jego biologiczny rodzic.
Obecnie od 2019 r. funkcjonuje w Polsce program „Mama 4+”, w ramach którego matki co najmniej czwórki dzieci otrzymają najniższą emeryturę. Przyjęte rozwiązanie nie honoruje jednak w żaden sposób pracy rodziców wychowujących mniej niż czworo dzieci oraz nie uwzględnia w sposób proporcjonalny trudu włożonego przez rodziców pięciorga i większej liczby dzieci. 
Alternatywnym rozwiązaniem może być wprowadzenie tzw. emerytury alimentacyjnej, w ramach której wysokość emerytury rodziców byłaby powiązana z liczbą posiadanych dzieci, ich przyszłymi dochodami lub z wysokością odprowadzanych przez nie składek emerytalnych. Możliwym rozwiązaniem jest także wprowadzenie bezpośredniego transferu części składek emerytalnych odkładanych przez pełnoletnie dzieci na świadczenia emerytalne ich rodziców.
Poza tym proponujemy też między innymi podwyższenie świadczenia dla matek, które nie mają prawa do zasiłku macierzyńskiego. Od 2015 roku świadczenie utrzymuje się na niezmiennym poziomie 1 000 zł miesięcznie. Proponujemy, by było ono „aktualizowane” i stanowiło zawsze 60% minimalnego miesięcznego wynagrodzenia za pracę brutto. 
Dzietność Polek leży w naszym interesie!
Organizacja Narodów Zjednoczonych szacuje, że niezarobkowa praca wykonywana przez kobiety w domu powiększa światowe PKB średnio o… 40%! Dlatego wszystkim nam powinno zależeć na tym, by kobiety chciały i mogły mieć dzieci. Pamiętając o tym, nasi eksperci nie ustają w monitorowaniu i analizowaniu polityki prorodzinnej i prodemograficznej w Polsce i innych państwach, którym udawało się w przeszłości wychodzić z demograficznego dołka. Obecnie analizujemy między innymi politykę prorodzinną Czech i Węgier.
Ta systematyczna praca analityczna ekspertów Ordo Iuris odbywa się w cieniu bieżącej działalności interwencyjnej w pilnych i głośnych sprawach – takich jak ostatni atak Rafała Trzaskowskiego na wolność wyznania i chrześcijańskie dziedzictwo Polski. Jednak w perspektywie dekad to właśnie ta praca może okazać się kluczowa nie tylko dla dobrobytu, ale też po prostu dla przetrwania Polski. Nie będziemy w stanie jednak kontynuować tej pracy bez wsparcia naszych Przyjaciół i Darczyńców. 
Monitorowanie prac legislacyjnych parlamentu i samorządów oznacza dla naszych analityków wiele godzin pracy. Miesięczny koszt tej aktywności to wydatek rzędu 8 000 zł. Dodatkowo opracowanie analizy każdego z proponowanych przez posłów lub radnych projektu to w zależności od rozległości zmian i stopnia skomplikowania zagadnienia koszt od 8 000 do nawet 20 000 zł. Jak pokazuje doświadczenie, nasze merytoryczne argumenty często wpływały na końcowy kształt aktów prawnych.
Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli kontynuować naszą pracę analityczną w trosce o budowanie skutecznej polityki i kultury prorodzinnej w Polsce.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunkuMonika Leszczyńska - Wiceprezes ds. Członkowskich Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Gdy na początku tego roku, media obiegła przekazana przez Główny Urząd Statystyczny informacja o kolejnym roku katastrofalnych wskaźników demograficznych w Polsce, Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł, którego autor stwierdził, że rodzenie dzieci przez Polki jest… niepotrzebne, bo i tak już wkrótce Polskę zaleją fale imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, a „jeśli ktokolwiek boi się utraty «polskiego dziedzictwa» genetycznego i kulturowego, niech poda choć jeden argument za tym, że jest ono warte ochrony”.
Myślę, że akurat Pana nie muszę przekonywać, że Polska jest warta ochrony. Ale żeby czarna wizja redaktorów z Czerskiej się nie spełniła, musimy doceniać macierzyństwo częściej niż raz w roku! Wszystkim zaś mamom czytającym tę wiadomość składam najserdeczniejsze życzenia z okazji tego pięknego święta – sił i wytrwałości, radości i satysfakcji oraz poczucia spełnienia w tej jakże ważnej misji naszego życia.
Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris

Our Lady of the Militia: How Sicily was Saved From Invasion

Our Lady of the Militia: How Sicily was Saved From Invasion

by Joseph Gensens May 24, 2024 tfp.org/our-lady-of-the-militia-how-sicily-was-saved

Our Lady of the Militia: How Sicily was Saved From Invasion
Our Lady of the Militia: How Sicily was Saved From Invasion

Most Catholics are not aware of the story of how Our Lady repelled a Muslim invasion of Sicily on horseback and in armor. Perhaps this miraculous deliverance from ruin is unknown because it is so contrary to today’s spirit of rampant ecumenism.

Back in 1091, Sicily was under the sway of the Normans, a warlike yet Christian people that had come from France. A few years later, these same Normans would play a decisive role in the First Crusade, retaking Jerusalem and other cities and establishing the Crusader states.

An Unforgettable Battle

For the citizens of Scicli in Sicily, an event that would be remembered for centuries took place in May of 1091. Suddenly, a fleet of Muslim Turks appeared on the horizon, heading for this vulnerable seacoast town.

King Roger of Sicily gathered what forces were at his disposal and prepared for battle. Meanwhile, the concerned citizens prayed and fasted, asking for Divine Intervention to counter the impending threat.

The Muslim forces landed on the beach of Donnalucata and faced King Roger’s forces, which had been bolstered by the townspeople. However, as the battle raged, the Christian forces began to falter. The enemy’s victory seemed certain when suddenly a miracle occurred.

Our Lady appeared on a magnificent white stallion with a drawn sword and charged against the Turks in a terrible blue cloud of smoke. The Turks were driven back and suffered a crushing defeat.

Celebrating Our Lady’s Victory Until Today

Today, the townsfolk of Scicli celebrate the important battle with a procession featuring a magnificent life-sized statue of Our Lady throughout the town. This commemoration helps to keep the memory of the great victory alive. Reenactments of the play also take place on this important day.

Of course, no feast day would be complete without a feast. Thus, the Sicilians created a pastry commemorating the occasion called teste di Turco or Turkish heads. Puffy custard-filled pastries are shaped like the turbans of the invading Turks.

To remember this critical battle, the Sacred Congregation of Rites issued a decree for the recitation of a special Office and Mass by the clergy of the city of Scicli on the last Saturday of May.

Lest We Forget: Our Lady Always Protects Her Children

One big takeaway from this story is that Our Lady, being the best of all mothers, will always watch over her children and, when necessary, even protect them in person if they are in danger.

Numerous interventions of Our Lady in battles serve as reminders to have confidence in Our Lady, especially in chaotic and troubled times.

Her intervention recalls the words of the Song of Solomon: “Who is she that cometh forth as the morning rising, fair as the moon, bright as the sun, terrible as an army set in array?”(6:10).

SYGNALIŚCI Z PFIZERA -” PANDEMIA BYŁA POCZĄTKIEM DEPOPULACJI

  • SYGNALIŚCI Z PFIZERA -” PANDEMIA BYŁA POCZĄTKIEM DEPOPULACJI”

Published by Globalna Świadomość on 24 maja 2024 globalna/sygnalisci-z-pfizera-pandemia-byla-poczatkiem-depopulacji

To nie tylko kolejny skandal korporacyjny. To opowieść o zdradzie, manipulacji i masowym morderstwie na skalę, którą trudno pojąć, chyba że usłyszy się ją od tych, którzy pracowali wewnątrz jednej z największych firm farmaceutycznych na świecie i rozumieli rolę Big Pharma we wdrażaniu Agendy 2030 w imieniu globalnej elity.

Pfizer jest wstrząśnięty decyzją byłego wieloletniego personelu wysokiego szczebla o wystąpieniu i nagłośnieniu morderczego programu elity.

Doktor Yeadon, który wcześniej pełnił funkcję wiceprezesa i głównego naukowca firmy Pfizer, jako pierwszy przełamał szeregi i ujawnił prawdę, wyjaśniając, że pandemia Covid-19 i późniejsza kampania szczepień mRNA to „operacja ponadnarodowa” , nad którą pracowano latami i która przeznaczone „do ranienia ludzi, okaleczania i umyślnego zabijania”.

Jak wyjaśnia dr Yeardon: „jesteśmy w centrum największej zbrodni w historii. Ma charakter globalny, ma na celu kontrolę i będzie obejmować zabicie kolejnych milionów, jeśli nie miliardów ludzi”.

Były wiceprezydent dr Yeardon nie jest jedyną osobą znającą firmę Pfizer, która ujawnia przestępstwa popełniane przez “elity”, a media głównego nurtu robią wszystko, co w ich mocy, aby zatuszować tę wiadomość.

Melissa McAtee pracowała w dziale produkcji i jakości w firmie Pfizer przez pięć lat, w tym podczas wdrażania mRNA, i podjęła odważną decyzję o opuszczeniu firmy i ujawnieniu prawdy o tym, co naprawdę wydarzyło się za kulisami.

Nie ma złudzeń co do niebezpieczeństw związanych z ujawnieniem Wielkiej Farmy.

Jak wyjaśnia Melissa, firma Pfizer ukrywa prawdę o tym, co naprawdę znajduje się w fiolkach z produktem terapii genowej mRNA Covid, które podczas pandemii wpompowano w ramiona miliardów ludzi na całym świecie.

To nie przypadek, że lekarze i drogerie nie pozwalają zapoznać się z ulotkami dołączonymi do szczepionek przed podjęciem decyzji o zaszczepieniu.

Według Melissy podczas pracy w dziale produkcji i jakości w firmie Pfizer dowiedziała się, że jedna trzecia szczepionek firmy Pfizer zawiera tlenek grafenu, który został opracowany do stosowania jako hematologiczna broń biologiczna na krótko przed pandemią.

Melissa przekazała swój dowód mediom głównego nurtu i była zszokowana odkryciem, że nie tylko odmówiły one publikacji informacji, ale aktywnie próbowały ukryć je, aby nigdy nie ujrzały światła dziennego.

Choć odkrycie Melissy mogło być szokujące, najbardziej niepokojącym elementem tej historii jest poziom powiązań między Big Pharma, Światową Organizacją Zdrowia i światową elitą w centrali, w tym ONZ i Davos.

Dzięki wewnętrznym sygnalistom firmy Pfizer wiemy, że wszyscy o tym wiedzieli i wszyscy są zamieszani w spisek mający na celu wyludnienie świata.

Pfizer nie jest jedyną organizacją, której pracownicy zgłaszają się, aby nagłośnić złe praktyki swoich przełożonych i trującą zawartość szczepionek mRNA.

Na poniższym filmie sygnalistka Światowej Organizacji Zdrowia, dr Astrid Stuckelberger, wyjaśnia, dlaczego nie może dłużej zgodzić się z antyludzkim programem swojego szefa Tedrosa – i jego szefa Billa Gatesa.

Doktor Stuckelberger została potępiona przez media głównego nurtu za stwierdzenie, że mRNA zawiera nanotechnologię. Jednak jej wybuchowe twierdzenia zostały poparte niedawnymi ustaleniami opublikowanymi przez People’s Voice.

Głębokie zagłębienie się w mętną historię firmy Pfizer ujawnia, że ​​nawiązała ona współpracę z Izraelczykiem w celu opracowania programowalnych nanorobotów , które można wstrzykiwać ludziom w celu zmiany ich DNA, nadania im adresu IP i połączenia z Internetem.

Może to brzmieć jak szalona fantastyka naukowa, ale kiedy zobaczysz niezbite dowody, staje się jasne, że to, co brzmi jak horror, nagle dla zaszczepionych wygląda na żywy koszmar.

W 2015 roku firma Pfizer nawiązała współpracę z Uniwersytetem Bar-Ilan w Izraelu, który opracowywał te programowalne nano-boty.

Czy to może być powód, dla którego dyrektor generalny firmy Pfizer, Albert Bourla, wielokrotnie odmawiał przyjęcia własnej szczepionki?

Bourla nie był jedynym twórcą szczepionki, który odmówił przyjęcia własnego produktu.

Doktor Ugur Sahin, dyrektor generalny BioNTech, firmy, która współpracowała z firmą Pfizer przy opracowaniu pierwszej na świecie szczepionki na Covid, przyznał przed kamerą, że ona również nie została zaszczepiona.

Liber idiotorum II. Na własne życzenie Trzaskowskiego mamy prawo nazywać go dupiarzem.

Liber idiotorum II

Izabela BRODACKA

  1. Poseł Marcin Józefaciuk wystąpił w Sejmie z następującym przemówieniem :„jak powiedział klasyk religia jest jak pewien męski organ: jest całkiem w porządku gdy ktoś go ma i jest z niego dumny ale jeżeli ktoś wyciąga go na zewnątrz i macha nam przed nosem to już mamy pewien problem”. Nawet stary komuch Czarzasty ocenił tę wypowiedź jednym zdaniem: „marne to było”. Dopytywany przez dziennikarza jaki narząd miał na myśli Józefaciuk oświadczył, że mózg. Czy mamy zatem rozumieć, że Józefaciuk jest dumny ze swego mózgu, lecz przez przyzwoitość powstrzymuje się od publicznego nim machania czy raczej, że myśli tym czym można machać?
  2. Język śląski czyli „ godkę” rekomendowała posłom Ewa Kołodziej, też poseł (poślica?) prezentując im śląskie laleczki beboki . Kiedyś – jak stwierdziła – straszono nimi w celach wychowawczych śląskie dzieci. Jedną z tych kukiełek Ewa Kołodziej publicznie, na sali sejmowej, ofiarowała marszałkowi Hołowni. Ten ostatni minoderyjnie dopytywał się czy jest do kukiełki podobny. Odtąd mamy zatem prawo na własne życzenie Hołowni nazywać go bebokiem, tak jak na własne życzenie Trzaskowskiego mamy prawo nazywać go dupiarzem. Jak pamiętamy sam się tak nazwał i też wydawał się być z tego dumny. Podobnie jak poseł Józefaciuk dumny jest ze swego, zdolnego do ruchu wahadłowego, organu.
  3. 6.05.2024 roku w dniu międzynarodowej konferencji poświęconej problemom bezpieczeństwa Radosław Sikorski raczył oświadczyć: „ Pozwólmy Putinowi zastanawiać się co zrobimy”. Powiedzieć, że „gdy konie kują żaba łapę podstawia” byłoby bardzo łagodnym komentarzem do kolejnej z wypowiedzi Sikorskiego dzięki którym przejdzie do historii – historii głupoty. To nie pierwszy taki wybryk słynnego Radka.

W 2014 roku w rozmowie z ówczesnym ministrem finansów Jackiem Rostowskim Sikorski powiedział: „Polsko -amerykański sojusz to jest nic niewart. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa (…). Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy. Problem w Polsce jest taki, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę. Taka murzyńskość”.

W 2022 roku Amerykańskie media szeroko pisały o Radosławie Sikorskim, który na Twitterze zasugerował, że za wyciekiem z dwóch gazociągów Nord Stream 2 stoją Amerykanie. “Thank you, USA” – skomentował europoseł PO i wówczas były minister spraw zagranicznych.

W 2014 roku gdy Sikorski wychodził ze spotkania z ukraińskimi opozycjonistami w Kijowie powiedział: „Jeżeli nie podpiszecie porozumienia, będziecie mieli stan wojenny i wojsko na ulicach. Wszyscy będziecie martwi”.

Słowa te zostały nagrała kamera brytyjskiej telewizji ITV News Europe. Ostatecznie porozumienie zostało podpisane.

Natomiast w 2007 roku po zwycięskiej dla PO kampanii Sikorski pod adresem PiS skierował następujące słowa: „Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy!”. Te ciepłe słowa są najlepszym dowodem wyjątkowych predyspozycji Sikorskiego do służby w dyplomacji.

  1. Dariusz Joński, pierwsze miejsce na liście kandydatów KO do Parlamentu Europejskiego za datę wybuchu Powstania Warszawskiego uważa rok 1988 a ogłoszenia stanu wojennego -1989

5)Jak napisał Konrad Berkowicz (cytuję):

<Róża Thun właśnie powiedziała w dyskusji ze mną w radiu TOK FM „ jak będą samochody spalinowe zeroemisyjne to będzie można nimi jeździć”. Powtórzyła to dwukrotnie. Rozumiecie z jakimi wariatami mamy do czynienia?>

Europoseł ugrupowania zwanego powszechnie „trzecią nogą” Róża Thun raczyła mu odpowiedzieć: „Czy to takiego wysiłku wymaga Biedaczku zrozumienie, że to nie muszą być elektryki ( co Pan sugeruje) , nikt nie wyznacza technologii, są różne, tylko mają być zero-emisyjne? Jeśli Pan zrobi spalinowy spełniający te wymogi, bo tylko spalinowym chce Pan jeździć, to nikt Panu nie zakaże go wprowadzić na rynek, Powodzenia i miłego weekendu”.

Wiele osób uważa, że słabą stroną obecnych i kolejnych rządów jest fakt, że składają się one wyłącznie z humanistów. O zakupie i podawaniu ludziom szczepionek decydował ekonomista, o energetyce jądrowej decydują psychologowie czy historycy czyli humaniści. Na wydziałach przyrodniczych popularna była kiedyś definicja: „humanista to ten kto w żaden sposób nie może zrozumieć definicji logarytmu”. Tym bardziej nie rozumie fizyki jądrowej, statystyki czy wirusologii. Dosadnie swoją opinię na temat humanizmu sowieckiej władzy wyraził Osip Mandelsztam udręczony zsyłkami, na które skazywano go na osobisty rozkaz Stalina. Napisał: „Я не знал, что мы попали в руки гуманистов” ( Nie wiedziałem, że wpadliśmy w łapy humanistów). Ja jako osoba bardziej prostoduszna, a może wręcz prostacka napiszę wprost: „Я не зналa, что мы попали в руки дураков” ( Nie wiedziałam, że jesteśmy w rękach durniów).

Pan Berkowicz jako człowiek racjonalny zakłada, że osoba mówiąca o zero-emisyjnym samochodzie spalinowym musi być  wariatem. To optymistyczne podejście do tego co się dzieje. Wariat to człowiek chory, należy mu się uwaga i troska, ale nie musimy go słuchać ani mu wierzyć. Nawet jeżeli twierdzi, że jest Chrystusem albo Napoleonem. Niebezpieczny natomiast jest wariat nie rozpoznany, a jeszcze bardziej niebezpieczny jest zwykły głupek. Głupek za kierownicą, głupek przy frezarce, głupek w kabinie dźwigu i – co najgorsze – głupek przy władzy. Zwykły głupek, który źle rozmieści kontenery w ładowni samolotu może spowodować jego katastrofę i śmierć setek osób. Zwykły głupek, który dla żartu przestawi zwrotnicę tramwajową może spowodować niebezpieczne w skutkach zderzenie pojazdów. Zwykły głupek, który ma władzę może spowodować nieobliczalne, a czasem nieodwracalne szkody. Praktycznie nieodwracalne jest na przykład zlikwidowanie kopalni przez jej zalanie wodą. Nieodwracalne jest skażenie radioaktywne po eksplozji w elektrowni atomowej. Nieodwracalne dla jednostki jest poddanie się operacji zmiany płci.

Strzeżmy się idiotów.

Judenrat w służbie Rzeszy

Judenrat w służbie Rzeszy

Stanisław Michalkiewicz 23 maja 2024 prawy

Niby wiemy, że historia się powtarza, ale za każdym razem, kiedy się o tym przekonujemy, czujemy się zaskoczeni, zwłaszcza, gdy historia nie tylko się powtarza, ale w dodatku w tych powtórkach uczestniczą jeśli nawet nie te same osoby, to członkowie tych samych starych rodzin – oczywiście już w kolejnych pokoleniach.

Żyją jeszcze ludzie pamiętający, jak to każdego, komu nie podobała się polityka PZPR Naszej Partii, ówczesne niezależne media głównego nurtu oskarżały o powiązania, albo nawet gorzej – o pozostawanie na żołdzie zachodnioniemieckich rewizjonistów i odwetowców, a konkretnie – Hupki i Czai – bo ci byli najlepiej znani ówczesnym paniom Werner, czy Olejnik, więc nie było się co namyślać, tylko walić z grubej rury tym bardziej, że tego właśnie oczekiwali oficerowie prowadzący – bo z wrogami ludu, wiadomo – ceregielić się nie można. Tę metodę przyswajali sobie również inni funkcjonariusze i na przykład kiedy w marcu 1968 roku nasza 3 kompania zmotoryzowana Studium Wojskowego UMCS w Lublinie odbywała na tamtejszym poligonie ostre strzelanie, dowodzący ćwiczeniami podpułkownik Hipolit Kwaśniewski, mający zwyczaj mówienia przez zaciśnięte zęby, tak nas podsumował: “to cała kompania nie wykonała strzelania, mimo, że karabinki były przystrzelane, warunki widoczności dobre. Ja tu podejrzewam waszą złą wolę i każden jeden żołnierz, który nie wykona strzelania, będzie uważany za agenta Bundeswehry”. Bo w 1968 roku Bundewehra uchodziła za najgorszego wroga, będącego zbrojnym ramieniem rewizjonistów i odwetowców Hupki i Czai.

Minęły lata, zmieniło się – jak pisze poeta – oblicze świata – a zmieniło się w taki oto sposób, że dotychczasowi wrogowie, to znaczy – Bundeswehra, Niemcy, a Hupka i Czaja w szczególności, nie mówiąc już o NATO – stali się naszymi serdecznymi druhami, podobnie jak kiedyś naszymi druhami byli Rosjanie, to znaczy – Sowieci. Teraz wprawdzie Sowietów już nie ma, ale Rosjanie są jak najbardziej i nie tylko że wojują z bratnią Ukrainą, to jeszcze dybią również na nasz nieszczęśliwy kraj. Co prawda, zanim doszło do tych wszystkich paroksyzmów, to w tak zwanym międzyczasie Rosja była nawet naszym strategicznym partnerem. Mam na myśli okres po 20 listopada 2010 roku, kiedy to na szczycie NATO w Lizbonie proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, w ramach którego w sierpniu 2012 roku przyjechał do Warszawy Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl, z którym JE abp Józef Michalik, ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, podpisał deklarację o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim.

Ale potem amerykańskiemu prezydentowi Obamie coś się w głowie odmieniło i w 2014 roku wysadził to całe strategiczne partnerstwo w powietrze, wykładając 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie “majdanu” od którego wszystko się zaczęło, to znaczy – wojna Rosji z Ameryką i NATO do ostatniego Ukraińca. Od tamtej pory o żadnym “pojednaniu” nikt nie chce nawet słyszeć, bo w przeciwnym razie Judenrat “Gazety Wyborczej” pana red. Michnika zrobiłby z niego marmoladę, tak, jak za pierwszej komuny marmoladę robiła “Trybuna Ludu” i “Żołnierz Wolności” z każdego, na kogo padło podejrzenie, że sympatyzuje z Hupką, albo Czają.

Nie tylko nikt nie chce słyszeć o żadnym “pojednaniu”, ale w dodatku, wiodące siły polityczne naszego bantustanu, z których jedna rotacyjnie udaje władzę, a druga – opozycję, zaczęły od pewnego czasu licytować się między sobą, kto jest ruskim agentem. Jak pamiętamy, pod koniec dobrego fartu obozu “dobrej zmiany”, to znaczy – dopóty, dopóki Nasz Najważniejszy Sojusznik w nagrodę za dobre sprawowanie, tzn. – za odstąpienie od strategicznego partnerstwa z Rosją na rzecz strategicznego partnerstwa z bezcennym Izraelem, nie pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Wtedy Niemcy nie mieli wyjścia, tylko musieli dokonać podmianki na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej, w następstwie której ekspozytura Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego przeszła do opozycji, podczas gdy administrowanie naszym bantustanem zostało przydzielone Donaldu Tusku, jego Volksdeutsche Partei z satelitami. Więc pod koniec dobrego fartu ekipy “dobrej zmiany” Naczelnik Państwa wykombinował sobie, że jak będzie demaskował ruskich agentów w obozie zdrady i zaprzaństwa, to może uchowa się na pozycji lidera. Powstała specjalna komisja, która wstępnie wytypowała kilku agentów, odradzając powierzanie im stanowisk państwowych. Na tej liście znalazł się m.in Donald Tusk.

Nic to nie pomogło, bo siekiera była już do pnia przyłożona, a kiedy Donald Tusk 13 grudnia ub. roku złożył na ręce pana prezydenta Dudy krzywoprzysięstwo z całym swoim rządem, to już bodaj następnego dnia tę komisję rozgonił i zapowiedział powołanie swojej, która już tam nieubłaganym palcem wszystkich ruskich agentów wskaże co do jednego. I właśnie 21 maja taka komisja została utworzona,a na jej czele stanął… – o nie, wcale nie pan generał Marek Dukaczewski, któremu taki zaszczyt teoretycznie należał się z wieku a przede wszystkim- z urzędu – jako ostatniemu szefowi Wojskowych Służb Informacyjnych, których już “nie ma”, bo w 2006 roku rozwiązał je złowrogi Antoni Macierewicz. Więc chociaż taka satysfakcja należała się panu generałowi Dukaczewskiemu, to jednak, gwoli uniknięcia zbytniej ostentacji, na czele komisji stanął inny stary kiejkut w osobie szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, która – podobnie jak Służba Wywiadu Wojskowego, z WSI wypączkowała.

W tej sytuacji nietrudno sie domyślić, że jako pierwszy nieubłaganym palcem zostanie wskazany jako ruski agent złowrogi Antoni Macierewicz, któremu rzeczywiście sporo się nazbierało. Nie tylko w 1992 roku ujawnił konfidentów, nie tylko rozwiązał WSI, nie tylko anulował kontrakt na śmigłowce i to gdy pod stołem zakończyły się już rozliczenia, ale w dodatku zafundował kurację przeczyszczającą naszej niezwyciężonej armii. No a potem trup będzie ścielił się gęsto, dostarczając żeru paniom Werner i Olejnik, nie mówiąc już o panu Czyżu i jego komandzie. Ale to są tylko wyrobnicy zbawiennych idei, podczas gdy od wymyślania zbawiennych idei po staremu jest żydokomuna, czyli nasz dobry znajomy Judenrat – tym razem nie “Trybuny Ludu” tylko oczywiście – “Gazety Wyborczej”.

I oto Judenrat wzniósł już nieubłagany palec, którym wskazał najgroźniejszego agenta Putina w Postaci komitetu Wyborczego “Polexit”, który ośmielił się wystawić kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nie ulega wątpliwości, że szef SKW na sygnał znajomej trąbki od razu zerwie się na równe nogi, w związku z czym polowanie na ruskich agentów zatoczy możliwie najszersze kręgi.

Stanisław Michalkiewicz

Kard. Burke: To wielka rebelia przeciwko Bogu. Przeciw Chrystusowi walczą nawet niektórzy pasterze

Kard. Burke: To wielka rebelia przeciwko Bogu. Z Chrystusem walczą nawet niektórzy pasterze

pch/kard-burke-to-wielka-rebelia-przeciwko-bogu

Na naszych oczach rozgrywa się wielka batalia przeciwko Bogu i Jego prawom. Również w samym Kościele są ludzie, którzy wzniecają rebelię wrogą wobec Chrystusa. Wielkie zamieszanie niesie ze sobą Synod o Synodalności. Mówił o tym kard. Raymond Leo Burke.

Wielkim wyzwaniem dla edukacji katolickiej jest unikanie rozproszeń, które niosą ze sobą fałszywe ideologie – ateistyczna, materialistyczna… Konieczne jest skupianie się na głoszeniu Chrystusa. To On przychodzi do nas poprzez Tradycję Apostolską, przez żywą Tradycję Kościoła – powiedział kardynał, przemawiając 18 maja w Thomas Aquinas College w Stanach Zjednoczonych.

Żyjemy w bardzo niespokojnych czasach; czasami zdaje się wręcz, że apokaliptycznych. […] Bunt przeciwko Bogu, rewolucja przeciwko Jego prawdom i miłości przekazanym nam w Kościele, doszła do niewyobrażalnego poziomu. To rebelia nie tylko przeciwko wierze, ale również przeciwko rozumowi. Widzimy w świecie zaprzeczenie naturze, którą nadał nam Bóg. Co więcej, ów bunt i rewolucję podtrzymują również niektórzy w samym Kościele, nawet ci, którzy są wezwani i wyświęceni do bycia pasterzami trzody. Widzimy niszczycielskie skutki w Kościele w Niemczech. Aktualna sesja Synodu Biskupów grozi rozszerzeniem tego samego zniszczenia na Kościół powszechny – wskazał hierarcha.

Kardynał podkreślił, że słuszna jest złość i zaniepokojenie pobożnych katolików wobec tego, co spadło na Mistyczne Ciało Chrystusa. Chodzi o apostazję i porzucenie samego Pana; należną Mu cześć zastępują światowość i bunt wobec Boga.

Właściwą odpowiedzią na kryzys jest „pozostanie w Kościele razem z Chrystusem, bycie Jego wiernym współpracownikiem w prawdzie, głoszenie Jego zbawczych słów i przynoszenie Jego zbawczej łaski światu – z jeszcze większą wiernością i hojnością, nawet w obliczu obojętności, szyderstw, prześladowań czy śmierci”, powiedział kardynał.

Bóg Ojciec powierzył każdemu z nas troskę o jakąś część Królestwa Jego Wcielonego Boskiego Syna. Powinniśmy troszczyć się tylko o to, aby być wiernymi, wspaniałomyślnymi i czystymi naśladowcami i uczniami Chrystusa Króla – dodał.

Źródło: cardinalburke.com Pach

Po prostu wypełniam rozkazy. List Pasterski biskupa Josepha Stricklanda.

Po prostu wypełniam rozkazy

List Pasterski biskupa Josepha Stricklanda z soboty, 4 maja 2024 r 

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAY 24 drignacynowopolski@substack.com
 
READ IN APP
 
Biskup Joseph E. Strickland

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie,

W tych listach pasterskich, które publikuję, piszę o wielu kwestiach, przed którymi stoimy w obliczu stale narastającego kryzysu w Kościele i na świecie. Jako biskup katolicki zawsze najbardziej troszczę się o Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa – ale jasne jest, że obecny kryzys, w jakim się znajdujemy, dotyka nie tylko Kościoła, ale każdego aspektu ludzkości. Kiedy Kościół jest słaby, a jego ziemskie przywództwo poważnie skorumpowane, każdy aspekt społeczności ludzkiej jest podatny na zło, a tę bezbronność widzimy na każdym kroku. Choć wszystkie kwestie, o których pisałem, są poważne, nie ma nic poważniejszego niż wypaczone rozumienie władzy i posłuszeństwa, które obecnie uważamy za tak powszechne. Kiedy brakuje nam jasnego zrozumienia źródła, z którego wypływa prawowita władza, wówczas posłuszeństwu grozi poważne niebezpieczeństwo, że stanie się arbitralne i skompromitowane. Kiedy tak się stanie, samo posłuszeństwo ustanowione przez Boga w celu wskazania wszystkim ludziom prawdy może w rzeczywistości zostać wykorzystane przez niektórych jako broń, aby służyć ich własnym interesom i odwodzić niczego niepodejrzewających od prawdy. Dlatego zawsze musimy trwać w prawdzie i wystrzegać się takiego oszustwa.

Historia Kościoła pełna jest relacji o incydentach i wydarzeniach, w wyniku których powstał konflikt, a Rzym, korzystając z właściwej władzy, wypowiedział się i rozstrzygnął sprawę. „Roma locuta; causa finita est.” Katolicy mądrze trzymali się tej kotwicy boskiego autorytetu w Kościele katolickim. Stworzona przez Boga władza, która w pełni obecna jest jedynie w Kościele katolickim, powinna być schronieniem dla wiernych.

Posłuszeństwo Boskiej władzy jest posłuszeństwem Chrystusowi, ponieważ to On powołał osobę na tę władzę. Posłuszeństwo Boskiemu autorytetowi jest konieczne w świętej strukturze Kościoła i jest ważne, aby pomóc nam wzrastać w świętości. Niestety jednak fakt, że Boska władza była postrzegana w Kościele jako „dana” w wielu przypadkach sprawiła, że ​​wierni stali się leniwi lub popadli w samozadowolenie w swoim posłuszeństwie, a wielu zapomniało, że, jak oświadczył św. Tomasz z Akwinu: Bogu należy okazywać posłuszeństwo we WSZYSTKIM, natomiast władzom ludzkim należy okazywać posłuszeństwo w NIEKTÓRYCH sprawach.  

Choć ta erozja władzy jest znacząca dla państwa, rodziny i społeczeństwa w ogóle, gdy dotyka ona Kościoła, przenosi nas to na zupełnie nowy poziom niepokoju. Kościół katolicki opiera się na Prawdzie, która pochodzi od Boga Wszechmogącego i jest w pełni objawiona w Jezusie Chrystusie, Jego Boskim Synu – Prawdzie Wcielonej. Kiedy do Kościoła wdziera się niejasne rozumienie władzy, wówczas zachwiane są podstawy cywilizacji i obecnie jesteśmy świadkami tych wstrząsów każdego dnia.

Jezus Chrystus mówi nam, że dana Mu została „wszelka władza na niebie i na ziemi”; dlatego musimy uznać, że wszelka władza ziemska musi szukać swego światła w Chrystusie, ponieważ ostatecznie światło to płynie z jednego źródła — Tego, który jest źródłem wszelkiej władzy w niebie i na ziemi. Tylko dzięki właściwemu zrozumieniu władzy możemy stworzyć solidny fundament posłuszeństwa. Mówiąc najprościej, wszelkie posłuszeństwo musi zawsze znajdować swoje źródło i cel w posłuszeństwie Chrystusowi i prawdzie, którą On objawia.

Autentyczne posłuszeństwo prawdzie ostatecznie prowadzi nas do Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego – najwyższego autorytetu. Jeśli podążamy ścieżką posłuszeństwa, jeśli ignorujemy prawdę, którą objawił nam Chrystus, wówczas podważamy samo znaczenie i istotę posłuszeństwa.

Dziś jesteśmy zanurzeni w kulturze, która pod wpływem postmodernizmu nie jest w stanie lub nie chce uznać obowiązującej władzy. W rzeczywistości jesteśmy zanurzeni w kulturze, na którą wpływa nihilizm, a jej korzenie sięgają upadku naszych pierwszych rodziców w Ogrodzie Eden. Nihilizm, filozofia głosząca, że ​​wszelkie wartości są bezpodstawne, skupia się na wykorzystaniu woli do dominacji. Jest to odrzucenie prawdy absolutnej i wysuwa fałszywą ideę, że „prawda” jest jedynie wyrazem woli, a czysta i nieskażona prawda nie istnieje. W tym kontekście każda osoba może wymyślać prawdę według własnego uznania lub może określić, że prawda jest taka, jaką uzna za nią uznany autorytet. Ta śmiertelna wiara (lub podobnie wiara, że ​​każdy jest dla siebie autorytetem) przedarła się nawet do Kościoła i stała się dziś ropiejącą raną na Mistycznym Ciele.

Ten wypaczony pogląd na władzę i posłuszeństwo był błyskotliwą, ale zabójczą bronią upadłych, ponieważ byli oni w stanie wpłynąć na ludzi w hierarchii Kościoła, aby wykorzystali towarzyszącą im „władzę” do wyrządzenia ogromnej szkody duszom. Głosząc, że posłuszeństwo w dalszym ciągu należy się tym, którzy służą kłamstwu i którzy utracili nadaną mu przez Boga władzę, posłuszeństwo zostało użyte jako broń i wymusiło tolerancję wobec takich sytuacji, jak przerażające skandale związane z wykorzystywaniem seksualnym, które tak spustoszyły Kościół i wyrządziły krzywdę tak wielu osobom, które padły ofiarą tych ludzi nadużywających władzy. 

Jedną rzeczą, która została utracona w zamieszaniu dotyczącym władzy i posłuszeństwa, jest fakt, że ilekroć użycie władzy wyrządza szkodę Bożej prawdzie, na przykład gdy ksiądz lub biskup kwestionuje Depozyt Wiary (który obejmuje niezmienne dogmaty i Doktryny Kościoła), to każdy ma prawo, a w zasadzie nawet uroczysty obowiązek, przeciwstawić się temu błędowi – bez względu na potencjalnie negatywne konsekwencje, jakie może ponieść. I zamiast naruszać katolicką zasadę posłuszeństwa, ten opór wobec nadużycia władzy w rzeczywistości umacnia i wzmacnia zasadę posłuszeństwa, ponieważ jest ona posłuszeństwem najwyższemu autorytetowi – Jezusowi Chrystusowi. 

Jeszcze jedna kwestia, która jest często błędnie rozumiana w odniesieniu do władzy w Kościele, dotyczy nieomylności papieża i uległości wiary. Nieomylność papieska występuje jedynie w obliczu nieomylnego orzeczenia dotyczącego wiary i moralności, które pochodzi od Papieża lub soboru doktrynalnego za zgodą panującego papieża. Takie nieomylne oświadczenie jest zawsze, mówiąc najprościej, potwierdzeniem prawdy, która jest już częścią Depozytu Wiary i do której nie wprowadzono żadnych uzupełnień ani zmian od czasu zakończenia Objawienia Publicznego wraz ze śmiercią św. Jana w  I wieku n.e. Kiedy zostaje wydane nieomylne oświadczenie, takie ogłoszenie wymaga poddania się wierze przez wiernych; tzn. wierni są pewni prawdziwości takiego głoszenia i zobowiązani są do utrzymywania tego przekonania jako przedmiotu wiary. Inne twierdzenia Papieża, biskupów lub innych władz – choć mogą być prawdziwe – nie mieszczą się w bardzo wąskim charyzmacie nieomylności papieża. W związku z tym roztropność nakazuje, abyśmy mogli i musieli oceniać wszystkie wypowiedzi w świetle prawd objawionych przez Boga, zawartych w Świętym Depozycie Wiary.

Jeśli czyjeś oświadczenie wydaje się zaprzeczać tym niezmiennym prawdom, musimy najpierw uzyskać wyjaśnienia. Jeśli nie otrzymamy wyjaśnień lub, co gorsza, błąd zostanie potwierdzony, musimy obalić błąd i spojrzeć na Depozyt Wiary jako na nasz pewny przewodnik po prawdzie.

Zajmując się kwestiami władzy i posłuszeństwa w dzisiejszym Kościele, musimy pamiętać, że ostatecznym źródłem władzy i prawdy jest Bóg.

Dylematy, przed którymi stoimy, zawsze znajdą odpowiedź w prawdzie, którą objawił nam Bóg. Musimy stale zadawać sobie pytanie: „Czy to jest autentyczne dla Chrystusa?” oraz „Czy odpowiada to temu, czego On i Jego Kościół zawsze nauczali?” Jeśli odpowiemy twierdząco na te pytania, dotrzemy do prawdy, której musimy być posłuszni. Jeśli jednak ktoś posiadający „władzę” nie otrzymał swojej władzy od Chrystusa, wówczas nie jest wymagane posłuszeństwo. Pamiętajmy, że Chrystus daje władzę osobom znajdującym się w hierarchii Kościoła dla dobra dusz powierzonych ich pieczy. Nigdy nie jest ono dane ze względu na osobę sprawującą władzę. 

Było wielu świętych i doktorów Kościoła, którzy opowiadali nam o czasach, które nadejdą, kiedy wierni będą musieli przeciwstawić się tym, którzy wydają się mieć „władzę” w hierarchii. Jeśli będziemy nadal posłuszni i bez pytania o źródło władzy, znajdziemy się w niebezpiecznym miejscu.  

13 października 1973 roku Matka Boża objawiła się Siostrze Agnes Sasagawie w Akita w Japonii. Miało to miejsce w 56. rocznicę ostatniego objawienia naszej Najświętszej Matki w Fatimie w Portugalii w 1917 roku.

Nasza Błogosławiona Matka skierowała te słowa do Siostry Sasagawy: „Dzieło diabła przeniknie nawet do Kościoła w taki sposób, że będzie można zobaczyć kardynałów przeciwstawiających się kardynałom, biskupów stających przeciwko biskupom. Kapłani, którzy mnie czczą, spotkają się z pogardą i sprzeciwem ze strony swoich współbraci… kościoły i ołtarze będą splądrowane; Kościół będzie pełen tych, którzy akceptują kompromisy. . . „

Arcybiskup Fulton Sheen powiedział w 1948 roku: „On założy przeciwkościół, który będzie małpą Kościoła, ponieważ on, diabeł, jest małpą Boga. Będzie miała wszystkie nuty i cechy Kościoła, ale w odwrotnej kolejności i będzie pozbawiony boskiej treści. Będzie to mistyczne ciało Antychrysta, które pod każdym względem będzie przypominało mistyczne ciało Chrystusa. . .”

Papież św. Jan Paweł II powiedział w 1976 r.: „Obecnie stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a antykościołem, Ewangelii i anty-ewangelii”.

Tym, którzy mogliby sądzić, że może to mieć miejsce w odniesieniu do hierarchii Kościoła, ale z pewnością nigdy w odniesieniu do papieża, historia przypomina nam papieża Honoriusza I, który był papieżem w latach 625–638. Sobór w Konstantynopolu potępił go pośmiertnie i Papież Leon II potępił go, stwierdzając, że Honoriusz „nie próbował uświęcać tego Kościoła apostolskiego nauczaniem tradycji apostolskiej, lecz profanacją zdrady dopuścił do skażenia jego czystości”. 

Dlatego ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że możliwe jest, że członkowie hierarchii kościelnej – co nie wyklucza nawet papieży – mogą rzeczywiście wyrządzić krzywdę Kościołowi i wiernym, nawet jeśli nieumyślnie. Co więcej, patrząc na słowa świętych, uczonych, a w szczególności słowa naszej Najświętszej Matki podczas licznych objawień zatwierdzonych przez Kościół, musimy także rozpoznać możliwość, że członek hierarchii Kościoła mógłby celowo dążyć do zniszczenia Wiary i Kościół. Z tego powodu NIE WOLNO nam popadać w lenistwo i samozadowolenie w kwestii władzy i posłuszeństwa, nawet jeśli dotyczy to Ojca Świętego. 

Francisco de Vittoria, dominikanin, kanonista i teolog z XVI wieku, stwierdził: „Gdyby (papież) chciał przekazać skarbiec Kościoła… . . gdyby chciał zniszczyć Kościół lub inne podobne rzeczy, nie należy pozwalać mu na takie działania, lecz należy mu stawić opór. Powodem tego jest to, że nie ma on mocy niszczenia. Dlatego też, gdy wiadomo, że tak czyni, wolno mu się przeciwstawić”. 

Św. Robert Bellarmin napisał: „Tak jak wolno stawiać opór papieżowi, który atakuje ciało, tak wolno stawiać opór temu, który atakuje dusze lub zakłóca porządek publiczny, a nawet więcej, który stara się zniszczyć Kościół . Dopuszczalne jest stawianie mu oporu poprzez niewykonywanie jego poleceń i utrudnianie wykonywania jego woli. Nie wolno go jednak osądzać, karać ani rozporządzać, gdyż takie czyny należą do przełożonego. Dlatego katolickie posłuszeństwo wobec przełożonego nigdy nie powinno być tym, co nazywa się „ślepym posłuszeństwem”.

Podobnie jak powinniśmy być świadomi ostrzeżeń, jakie otrzymaliśmy w związku z antykościołem, który zostanie opróżniony ze swojej boskiej treści i któremu będzie przewodniczył Antychryst, musimy również zdawać sobie sprawę z możliwości, że w pewnym momencie Bóg dopuści, aby oszust zasiadł na tronie Piotra. Musimy zawsze czuwać, abyśmy w takiej sytuacji byli posłuszni samemu Jezusowi Chrystusowi, który jest Wcieloną Prawdą i który objawił nam swoją Prawdę w Świętym Depozycie Wiary, który jest niezmienny. Autentyczne posłuszeństwo nakazuje, że nie wolno nam być posłusznym nikomu, kto sprzeciwia się Prawdzie i którego pragnieniem jest zniszczenie Kościoła. Możemy być jednak pewni, że nawet gdyby doszło do tej tragicznej sytuacji, prawdziwy Kościół pozostanie nienaruszony, chociaż być może na jakiś czas powróci do katakumb.  

Kiedy omawiamy niebezpieczeństwa związane z fałszywą władzą i niewłaściwym posłuszeństwem, należy zauważyć, że świeccy w Kościele nie istnieją dla duchowieństwa w Kościele. Duchowni istnieją po to, aby udzielać sakramentów niezbędnych do zbawienia świeckim. Najważniejszą troską całego duchowieństwa powinno być zawsze, ZAWSZE zbawienie powierzonych mu dusz. 

Chciałbym również zauważyć, że biskupi są powołani przez Boga, aby byli pasterzami swoich owiec, a także „ojcami” kapłanów. Jednakże w obliczu głębokiego nadużycia władzy widzimy obecnie sytuacje, w których biskupi atakują i uciszają księży, którzy po prostu mówią prawdę i bronią Świętego Depozytu Wiary. W rezultacie wielu księży milczy, zamiast głosić pełnię prawdy Chrystusowej, a wielu nie ma zaufania, a nawet boi się swoich biskupów. Musimy zawsze pamiętać, że ojciec powołany jest do prowadzenia rodziny miłością, a nie do panowania nad nią poprzez strach.

Co więcej, ostatnio byliśmy świadkami sytuacji, w których wspólnoty religijne na całym świecie były poddawane przymusowi przez swoich biskupów w ramach czegoś, co czasami wygląda nawet na „zawłaszczenie ziemi” lub chęć kontroli, zamiast prawdziwej troski o dusze i ich opieki. Widzieliśmy także sytuacje, w których biskupi, powiadamiani o rzekomych przesłaniach i wezwaniach z nieba przekazywanych w określonych lokalizacjach i wspólnotach w ich diecezjach, natychmiast próbują zamykać te wspólnoty i uznawać przesłania za fałszywe bez dokładnego i odpowiedniego dochodzenia. W wielu z tych przypadków brak odpowiedniego dochodzenia zrodził pytania dotyczące władzy i nieposłuszeństwa. Musimy się modlić, aby biskupi – z roztropnością i rozeznaniem, ale także z sercami wiary nadprzyrodzonej – z modlitwą i sumiennie przeprowadzili dokładne dochodzenie, gdy zaistnieją takie sytuacje, aby wierni mieli pewne prowadzenie i wiedzieli, że mogą patrzeć na swoich pasterzy z ufnością i pewnością.

Na zakończenie módlmy się nieustannie za Kościół, za przełożonych, którzy nim przewodzą, i za wiernych należących do Jego Mistycznego Ciała. Obyśmy zabiegali o autentyczne posłuszeństwo autorytatywnej prawdzie, którą objawił nam Jezus Chrystus, oraz obyśmy uznawali i przeciwstawiali się wszelkiej władzy, której źródłem nie jest Chrystus, abyśmy zawsze postępowali w głębokim posłuszeństwie naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi.

Biskup Joseph E. Strickland, Emerytowany biskup diecezji Tyler

https://bishopstrickland.com/blog/post/just-folllowing-orders

Friday Funnies: Word Salad. Its whats’s for dinner. MEMy.

Friday Funnies: Word Salad

Its whats’s for dinner.

ROBERT W MALONE MD, MS MAY 24
 
READ IN APP
 










Snort – it would be unusual for an academic to have this much self-awareness.







Word Salad













[PREMIERING TONIGHT, 9PM ET] H5N1 
Avian Flu: Everything You Need to Know | FALLOUT

We have been hearing a lot about H5N1 avian influenza in recent months. Should you be afraid? Or are fears overblown?

And how does this relate to recent testimonies surrounding gain-of-function research?

What kind of gain-of-function research has already been done on avian flu, and what are the possible implications?

This is all in the context of a looming World Health Organization (WHO) vote that could give the WHO unprecedented powers over global public health policy in the name of “pandemic preparedness.” Join us this week on FALLOUT.

Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem

Mirosław Dakowski 2016
    Spektakularnie rośnie potęga władców świata. Rośnie coraz szybciej. Posiadają miliardy miliardów [przy takich kwotach jest zupełnie obojetnie, czy to dolary, czy złote]. Już nie muszą to być dziesiątki czy setki ton złota, choć, jeśli można takie ilości metalu wywieźć z Libii po zamordowaniu jej władcy, czy z Ukrainy po wygnaniu jej władcy, to tym też nie pogardzają. Te miliardy miliardów mnożą się, jak króliki Lejzorka Rojtszwanca z powieści Ehrenburga. To nic, że jedynie w świecie wirtualnym i to w najpotężniejszych i najszybszych komputerach banksterów. Przekłada się to przecież na potęgę przemysłową i militarną. I co najważniejsze, poprzez media – na potęgę ideologiczną. Nowe postępowe mikro-paradygmaty potęguje się do mini-paradygmatów, potem do paradygmatów i wreszcie przekształca w nowe, obowiązujące już wszystkich, dogmaty. Wolność, tolerancja, wartości europejskie, humanitaryzm, humanizm, światła, tysiąc światełek tak promowanych przez masonów- prezydentów Stanów Zjednoczonych.

Już blisko, na horyzoncie, są Stany Zjednoczone Świata. Już czekają na Męża Opatrznościowego Świata. Już powstała Nowa Cywilizacja Człowieka, Ona zwycięża, Ona zwycięży.  Nazwijmy ją roboczo GLOB. Ta demonstracja Potęgi oddziałuje na psychikę. Część jej ofiar ugina się uznając, że już wałczyć przeciw – nie da się, nie można. A część przekonuje siebie, że popieranie się opłaci.       Zmiany następują we wszystkich dziedzinach. Wymienię tylko kilka. – Rewolucja etyczna, obalenie Dekalogu (tak to nazywają..) i zastąpienie go regułami nowymi, postępowymi. Dotyczy to każdego z 10-ciu przykazań. Przykładów jest tyle, że każdy może je dopowiedzieć.
– (R-)ewolucja pojęcia prawdy, rozmycie kryteriów jej poznania, a nawet zwątpienie w możliwość i potrzebę jej szukania i opierania się na niej. Przecież mamy post-modernizm! –
Wzrost bogactwa i silne rozwarstwienie dobrobytu. Bogacenie się uznano za główny motor postępu i dowód na wielkość człowieka. – Szybki wzrost rekordów sportowych przy jednoczesnym postępującym cherłactwie zwykłych ludzi, głównie osób siedzących przed komputerem, a szczególnie dzieci i młodych ludzi. – Radykalna zmiana znaczenia pojęć towarzyszy tym przemianom. Np. inwestowanie przestało znaczyć budowanie, tworzenie dóbr trwałych, a stało się spekulacją, wyścigiem w oszukiwaniu innych – i to w dodatku w świecie wirtualnym, ale z konsekwencjami w świecie realnym. Porównajmy pojęcie „rodzina” przed wiekiem – i teraz…
– Szczególnie głębokie są zmiany znaczenia abstraktów. Porównajmy (jeśli jeszcze potrafimy), co znaczyły przed stu laty i obecnie pojęcia takie, jak miłość, człowiek, dobro, wolność, prawo (-a), szybkość, jakość, fundamentalizm. I setki innych. W dziedzinie religijnej znikły z powszechnego użycia np. słowa: grzech, modlitwa, piekło. Niedawno jacyś postępowi chrześcijanie przegłosowali nie-istnienie czyśćca. W katolicyzmie pojawiła się demokracja i głosowanie w sprawach pojęć podstawowych, objawionych, a także wiedzy naturalnej.          Niedawno Patryk Buchanan w USA napisał: „Odeszli Adam i Ewa, wkroczyło „Krysia ma dwie mamy”. Odeszły obrazy Chrystusa wstępującego do Nieba, w zamian pojawiły się obrazy ukazujące człekokształtnych przechodzących z Homo erectus. Odeszła Wielkanoc, nadszedł Dzień Ziemi. Odeszło biblijne nauczanie o niemoralnej istocie homoseksualizmu, wkroczyli homoseksualiści nauczający o niemoralności tzw. homofobii. Odeszły przykazania, wkroczyły prezerwatywy”.

Cywilizacje według Konecznego
Wciskają nam to wszystko w sto lat po genialnym sformułowaniu nauki o cywilizacjach Feliksa Koniecznego. Jego definicje są ciągle mało znane, mało cytowane. Przerażają i mierżą one samozwańcze t.zw. Autorytety z grona tajnych związków.
Sprecyzował on: Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego. Czyli – są to metody i zasady, według których buduje się życie społeczności, życie narodów. Konieczny wyróżnił pięć (i tylko pięć) pojęć charakteryzujących cywilizację (quincunx, czyli piecioksztalt).
Cywilizacje krystalizują się wokół następujących pojęć: Stosunek do prawdy, do dobra (to w dziedzinie duchowej), dobrobytu, zdrowia (sprawy materialne) oraz stosunek do piękna – w obu dziedzinach, ducha i materii. Na podstawie stosunku do tych pojęć cywilizacje odróżniają się od innych. FK wyróżnił w obecnym świecie siedem cywilizacji: turańska (mongolska, obozowa, z wodzem czy carem na czele), arabska (nie Islamu, bo nie jest cywilizacją sakralną), chińska (jest wraz z żydowską najstarsza, ale bez tendencji uniwersalistycznych), bramińska (głównie na terenie Indii, sakralna), żydowska (sakralna, ale o dążeniach globalnych; wg. niej Tora to objawione Prawo), bizantyńska (na bazie imperium wschodnio-rzymskiego), łacińska (powstała na pniu cywilizacji rzymskiej i religii katolickiej). Czytelnika nie znającego tych terminów odsyłam do materiałów zamieszczonych na stronie Dakowski.pl w dziale Koneczny. [dodaję w grudniu 2021: To jest dostępne w Archiwum.]
         Dla nas obecnie najważniejsza jest następująca konstatacja Konecznego:          Wbrew twierdzeniom hegeliańskich niedouków nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Wskazują na to m.inn. wielowiekowe usiłowania, zawsze kończące się klęską. Syntezy różnych cywilizacji są niemożliwe. Różni genialni przywódcy usiłowali tworzyć cywilizacje sztuczne, wydumane; Aleksander zwany wielkim, Hitler i Lenin (z Marksem w tle), by podać pseudonimy czy nazwy największych zbrodniarzy (dodać Napoleona!). Zamiast syntez zawsze powstawały stany a-cywilizacyjne, stany bierności, czy (genialne sformułowanie Feliksa Konecznego) kołobłędu i latrocinium maximum (rabunek totalny i brak moralności, powiedzielibyśmy dziś).
Drugi ważny wniosek.
         Ponieważ wśród ludzi należących do różnych cywilizacji stosunek do każdego z pięciu elementów quincunxa jest różny, niemożliwe jest powstanie cywilizacji planetarnej, która byłaby mieszanką elementów tych cywilizacji. W tym sensie np. uogólniona moralność ludzka jest zbiorem pustym. Jeśli planetę opanuje jedna cywilizacja, będzie to jedna z wymienionych siedmiu cywilizacji, lub inna, nowa. Na pewno nie będzie to cywilizacja – „synteza wybranych najlepszych cech dotychczasowych cywilizacyj”, czyli cywilizacja synkretyczna.  
Porównanie GLOB z cywilizacjami istniejącymi
          Czy powstająca obecnie cywilizacja globalistyczna (nazwijmy ja roboczo GLOB) jest cywilizacją w sensie FK? Jeśli tak, to czy może być kandydatką na cywilizację planetarną? Rozważmy to według kryterium pięciokształtu (quincunx).
         Tworzona cywilizacja jest cywilizacją laicką, ignorującą wolę Boga. Nie nazwiemy jej jednak tym mianem, choćby dlatego, że skrót (CL) mylony może być z cywilizacją łacińską (CŁ). Zostańmy przy roboczej nazwie Cywilizacja GLOB. Struktury budowane w USA i UE są to jedynie odmiany planów globalistów. Porównajmy cechy planowanej i budowanej [dużym kosztem, tak materialnym, jak i duchowym], cywilizacji (GLOB) z dotychczasowymi siedmioma cywilizacjami, szczególnie z cywilizacją łacińską.
1. Stosunek do prawdy. Fundamentem CŁ jest pewność, że prawda jest jedna. Dla katolików, którzy stworzyli CŁ, Prawdą jest Chrystus. Fundamentem filozoficznym CŁ jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Wszelkie poszukiwania prawdy w sprawach cząstkowych są uzasadnione, potrzebne i mogą być skuteczne. To przeświadczenie umożliwiło powstanie nauki, szczególnie stało się fundamentem nauk ścisłych. Zastosowano metodę analityczną, czyli oparcie się na doświadczeniu i logicznym wnioskowaniu. Nauki ścisłe rozwinęły się wśród scholastyków średniowiecza, a zapoczątkowały je odkrycia fizyków Buridana i Nicolas d’Oresme. Inne cywilizacje mają może słabiej (i inaczej) ukształtowane pojęcie podstaw i źródeł prawdy. Ale mają. Natomiast GLOB, idąc za post- modernistycznymi prądami, neguje potrzebę precyzyjnego pojmowania prawdy. Każdy ma swoją rację, prawda jest względna, lub zależy od punktu widzenia/siedzenia, od bogactwa zresztą itp. To upraszczające slogany oddające stosunek konstruktorów GLOB do prawdy. To podejście jest więc przeciwieństwem podejścia CŁ.  
2. Dobro.
         Podobnie rozmyte, niejednoznaczne i zróżnicowane jest podejście propagatorów GLOB do dobra. Uzasadniają, że nowoczesny człowiek ma swój własny zespół wartości, że Dekalog był może dobry dla pastuchów dwa tysiące lat temu, ale my, ludzi nowocześni, wykuwający przyszłość (świetlaną, chciałoby się dopowiedzieć) jesteśmy ponad więzy Dekalogu czy ponad marzycielstwo mitycznego źródła ewangelii, Jezusa. Zresztą był on dobrym człowiekiem, może (jak uważa część wielbicieli nowych religii) awatarem Kriszny, czy jednym z wizjonerów ludzkości. Obok innych, oczywiście.. Itp.          Zamiast uniwersalnej kategorii dobra występuje darwinizm społeczny, dobro określane przez każdego dla samego siebie (ew. dla swoich – to już ich szczyty altruizmu).
3. Zdrowie
         W cywilizacji rzymskiej, potem łacińskiej, najprostszą maksymą było i jest w zdrowym ciele zdrowy duch. Zdrowie jest więc środkiem do rozwoju człowieka. W GLOB zaś zdrowie, a również uroda, są Celem Ostatecznym. Stąd inwazja chemicznych panaceum (po zbójeckich cenach, często setki a nawet tysiące razy wyższych od kosztu produkcji). Stąd dyktatura firm kosmetycznych, czy sztucznie generowana moda na chirurgię plastyczną. Miraż stworzenia bożka czy bogini. Dla bogatych – miraż długowieczności czy klonowania. Rynek narządów pobranych z ofiar terroru w Czeczenii, Meksyku, czy ustrzelonych (na zamówienie) w Strefie Gazy, lub z więźniów w konc-łagrach w Chinach, jest już rynkiem pół-legalnym w Europie Zach., czy USA. Doskonała jakość, umiarkowane ceny. W modnych restauracjach we Francji (np.w Marsylii) serwuje się dania z „ludziny”, podobno import z Chin. [Znajomi krzyczą” „Nie uwierzę!” . A to –fakt]          „Prawo” do zabijania ludzi nienarodzonych wprowadziła dopiero władza bolszewicka (Lenin i Zw. Sowiecki, 18 XI 1920r.) i władza nacjonał -socjalistów (Kanclerz Niemiec A. Hitler, 1933r). Teraz staje się ono niezbywalnym prawem kobiety, promowanym w krajach neo-cywilizacji. Widzimy hegeliańską logikę syntezy: zabijać miliony ludzi w imię praw człowieka, czy etyki humanizmu. Ostatnio (czerwiec 2016) juz jawnie uzasadniono otwieranie UE na migrantów z Azji i Afryki celami eugenicznymi; „Nowa krew” dla Europy. [por.: Rasizm eurokratów – zbrodnią przeciw ludzkości. ]
4. Dobrobyt
Zbadajmy stosunek neo-cywilizacji (GLOB) do następnego elementu quincunxa, tj. do dobrobytu. W cywilizacji łacińskiej celem w tej dziedzinie jest dobrobyt większości rodzin (ale nie jest to Cel Najwyższy). Pożądany jest też szeroki rozkład dochodów z jednym maksimum przy dochodach średnich. Realizowanym celem i skutkiem GLOB (przy użyciu darwinizmu społecznego) jest ogromna rozpiętość dochodów osobników (nie rodzin!); rozkład ten ma dwa maksima: przy bardzo niskich dochodach (nędza) oraz przy bardzo wysokich (członkowie grup nieformalnych czy tajnych, członkowie mafii, finansiści-aferzyści).
5. Piękno.
W odróżnieniu od cywilizacji istniejących, a szczególnie od cywilizacji łacińskiej, GLOB promuje brzydotę i ohydę tak w dziedzinie materialnej, a też w dziedzinie duchowej (filmy, plastyka, szczególnie malarstwo, architektura, muzyka). Wszędzie tu dominuje też fascynacja złem (a często jawny satanizm) połączona z fascynacją brzydotą.   W dziedzinie rodziny: CŁ jest cywilizacją monogamii, cywilizacja arabska – głównie poligamii, cywilizacja chińska semi-poligamii. We wszystkich cywilizacjach sprawy rodziny są jednak uregulowane prawnie. W GLOB podmiotem jest osobnik, indywiduum. A normą – podnoszenie jego prawa (raczej jego widzimisię) do statusu decydującego. Trwa więc intensywna propaganda re- definicji rodziny, by włączyć w nią związki zboczeńców, np. pederastów, są też już (formalnie udane!) próby włączenia również pedofilów. We wszystkich istniejących cywilizacjach zboczenia, jeśli nawet są tolerowane, są traktowane jako anomalie, a nie norma. Przyczyną tego jest prawo naturalne, a w łacińskiej i żydowskiej dodatkowo, a ściślej głównie – Objawienie.
         Cywilizacja GLOB jest pierwszą próbą odwrócenia celów Natury czy naturalnych celów człowieka. Jest zdecydowanie inna od wszystkich dotychczasowych.  Czy GLOB jest więc nową cywilizacją?
           Przytoczone wyrywkowo przykłady, jak i wiele innych, tak w dziedzinie quincunxa, jak i prawa spadkowego, rodzinnego, czy nawet podejścia do logiki, wskazują na zupełną wyjątkowość tak mocno promowanej cywilizacji. Nie jest ona wynikiem tendencji i nurtów naturalnych, lecz wynikiem realizacji PLANU. Jest wymyślona. W każdej z najważniejszych dziedzin charakteryzujących cywilizacje stoi przy wartościach przeciwnych do cywilizacji łacińskiej. Stoi przy jej anty-wartościach.
         Sprawy różnic w podejściu do prawdy pokazuje obrazek: W normalnej szkółce początkowej Jaś, nawet najgłupszy, po paru dniach nauki wie (na zawsze), że 2*2=4. W szkole czy parlamencie UE Wysokie Komisje zbierają poglądy na ten temat. Jeśli na przykład grupa scjentologów czy satanistów (to przecież ważne poglądy mniejszości, należy im się szacunek) dojdzie do wniosku, że w obecnych warunkach 2*2 to chyba 7, zaś Światowy Ruch Lesbijek uchwali, że 2*2 to ok. 5, to Wysoka Komisja na IV posiedzeniu wybiera Radę Mędrców, której szefem zostaje dentysta, ale kopulant Pani Komisarz (np. pani Edith Cresson- autentyczne). Rada  debatuje, uchwala, że w czasie przewodniczenia Poronii w UE akceptowalne wartość 2*2 będzie 6. A członkowie Rady każą sobie przelać na konto wysokie honoraria. Z naszych pieniędzy. Co gorsze – do ich decyzji musimy się stosować pod groźbą kar.
         W dziedzinie prawdy: GLOB boi się uznania, że Chrystus i Jego nauka jest fundamentem cywilizacji europejskiej. A nasi, tj. polscy kompromitanci (nowotwór od kompromis; może: „kompromisie”?? ) żebrali, by w dokumencie tworzącym UE choć wspomniano, że w Europie były pewne korzenie chrześcijańskie. I nawet ta prośba budzi furię Władz Unii. Prawo naturalne jest uznawane za przestarzałe, a narzucone prawa GLOB są z nim sprzeczne. Dotyczy to tak własności, jak prawa małżeńskiego czy rodzinnego. Szczególnie zaś wychowania i nauki dzieci. W każdej z dziedzin quincunxa i w istotnych dziedzinach prawa, GLOB jest nie tylko różna od pozostałych siedmiu cywilizacji.
         Nie jest – do czego pretenduje – nową, syntetyczną cywilizacją harmonijnie łączącą osiągnięcia ludzkości, humanizmu i postępu. Taka jest niemożliwa. Rozumie to każdy, kto stosuje kryteria rozumu i reguły logiki. GLOB jest ściśle przeciwna normom CŁ. Jest więc jej anty-cywilizacją.
         Ojciec św. Jan Paweł II mówił o cywilizacji śmierci. Nie znał niestety dorobku Feliksa Konecznego, nie mógł więc przeanalizować tego zjawiska czy procesu krok po kroku, według kryteriów quincunxa. Ani według metod podanych przez św. Tomasza z Akwinu. Ale mówił i ostrzegał właśnie przed tą sztuczną „cywilizacją” t.zw. „humanistów
        GLOB jest tworem sztucznym, wydumanym. Podobna jest w tym do cywilizacji zadekretowanej przez Aleksandra po podbojach w Azji w IV wieku przed Chrystusem.          Jeśli CŁ jest opartą o Objawienie Jezusa Chrystusa, to GLOB jest, jak widzimy, opartą o anty-zasady. Jest więc konstrukcją Anty-chrysta.
         Z tych dwóch przyczyn: sztuczna i anty-chrystowa, budowana cywilizacja nie ma żadnych logicznych i realnych szans na powstanie i przetrwanie. Zawali się niedługo pod własnym ciężarem. Chcemy, by ta potworna katastrofa nie pogrzebała pod sobą Polski i Polaków. Mamy więc obowiązek aktywnie przeciwstawiać się wprowadzaniu tego nowotworu w życie.  Na którymś za spotkań z uporem zadawano mi pytanie: Ale co będzie, jeśli jednak GLOB zwycięży?” Wykręcałem się, argumentowałem, jak wyżej. Dopiero noc koszmarów wymusiła na mnie odpowiedź na to pytanie sobie i Czytelnikom. Brzmi ona:

 PIEKŁO.

Oczywiście jest to odpowiedź demagogiczna, sprowadzająca pytanie do absurdu: Wiemy, że piekło można sobie osobiście wybrać, bo mamy wolną wolę. Ale w skali świata mamy zapewnienie o Bożej opiece. Konkretnie też o tym, że [bezwarunkowo !] nastąpi poświęcenie Rosji przez Papieża, która się wtedy nawróci [tj. oczywiście na jedyną prawdziwą wiarę – katolicyzm, nie jest to przewidywanie zwycięstwa synkretyzmu!] i wtedy nastąpi „jakiś czas pokoju”. 
Nasze zadanie więc : – spowodować Intronizację Jezusa Chrystusa przez władze świeckie i kościelne na Króla Polski – i modlić się, by wreszcie nastał Papież katolik, odważny, który wypełni prośbę – żądanie Matki Bożej o poświęcenie Jej Rosji. Obroni nas Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, jeśli pokornie sięgniemy [choć 10- 15 % Polaków] po broń niezawodną – Różaniec. Przypomnijmy sobie Muret czy Lepanto!
=======================================
15.06.2016. Mirosław Dakowski [wygłoszę wg. tego tekstu, ale zapewne mniej, na pewno inaczej. MD] VIII Kongres dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla, Gdańsk 18 czerwca 2016r.        
[to z Archiwum]

Niedziela. Siedlce – Msza święta i 91-szy Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

26.05.24 Siedlce – Msza święta i 91Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

20/05/2024 przez antyk2013

Zapraszamy do Siedlec 26 maja (niedziela) na 91 Pokutny Marsz Różańcowy w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godz. 14-tej, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Na zakończenie Mszą Święta, która rozpocznie się o godzinie 16-tej w katedrze siedleckiej.

Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Szczegóły na plakacie.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Sprzeciw wobec pomocy Ukrainie. Viktor Orban chce przedefiniować rolę Węgier w NATO

Misje tylko u sojuszników, sprzeciw wobec pomocy Ukrainie. Viktor Orban chce przedefiniować rolę Węgier w NATO

sprzeciw-wobec-pomocy-ukrainie-viktor-orban

Premier Viktor Orban chce zmienić sposób funkcjonowania jego kraju w strukturach NATO. Polityk sprzeciwił się udziałowi Budapesztu w pomocy finansowej i wojskowej dla Ukrainy oraz uznał, że Węgry nie powinny brać udziału w misjach organizowanych poza terytoriami sojuszników paktu.

Musimy przedefiniować rolę Węgier w NATO – mówił Orban w rozmowie z Radiem Kossuth. – Pracujemy nad tym, jak możemy funkcjonować jako członek NATO, nie biorąc udziału w działaniach Sojuszu poza jego terytorium – dodał. Jak mówił, Węgry uczestniczą w pracach komitetów zajmujących się planowaniem wojennym, ale nie chcą uczestniczyć w pomocy finansowej ani militarnej dla Ukrainy.

Zdaniem Orbana, obecnie to Węgry w największym stopniu ze wszystkich państw NATO kierują się „podstawową filozofią” Sojuszu.

Węgierski rząd od dawna krytykuje udzielanie przez Zachód pomocy militarnej Kijowowi. Występuje też przeciwko integracji Ukrainy z NATO i UE. W ostatnim czasie Węgry sprzeciwiały się wzmocnieniu roli koordynacyjnej NATO w zakresie transferu broni na Ukrainę i szkolenia ukraińskich żołnierzy. Jak ocenił minister spraw zagranicznych Węgier, Peter Szijjarto, propozycja NATO w tej sprawie to przekraczanie „czerwonych linii”, które Sojusz sam wyznaczył na początku wojny rosyjsko-ukraińskiej. Polityk plany pomocy Ukrainie nazwał „szaloną misją”.

Źródło: PAP/Oprac. MA

Można metodami ziemskimi obalić plany NWO, satanistów, antychrystów.

Można metodami ziemskimi obalić plany NWO, satanistów, antychrystów.

Mirosław Dakowski. Styczeń 2023

Nawet t. zw. „uczciwe portale”, nie tylko oficjalna propaganda, piszą w trybie oznajmującym, ale katastroficznie, że NWO, UE [itp] „wprowadzą, nakażą, zrealizują”. A tymczasem „tamci” głównie „zapowiadają”, straszą. Dotyczy to najróżniejszych, ewidentnie szkodliwych i głupich wymysłów i mrzonek.

==========================

Dodaję:

Starają się nas zaszokować, ale jednocześnie przyzwyczaić do różnych potworności. W swoim czasie mówiono o przygotowanych w Stanach Zjednoczonych stadionach czy obozach dla internowania milionów ludzi. Szokują nas również tym, że powiadają iż w najbliższym czasie będziemy musieli jeść głównie jakieś robaki… na filmikach pokazują te robaki. Ostatnio czytałem o „fabryce dzieci” w której te dzieci będą taśmowo „wykonane”: najpierw będą sztuczne zapłodnienia, potem karmienie tych malutkich jeszcze dzieci chemikaliami, a później wychowywanie – zgodnie z zasadami tej diabelskiej wiary. Przecież opisywał to już znany pisarz, narkoman, propagator LSD, przed 90 laty: Nowy wspaniały świat (Brave New World) – powieść Aldousa Huxleya napisana w 1931. Był „humanistą i pacyfistą”, blisko związanym z satanistą Aleisterem Crowleyem. W książce „Drzwi percepcji” Huxley opisuje skutki i efekty działania meskaliny. Dzieło bywało nazywane „biblią hipisów”. Swą śmierć – i zapewne spotkanie ze “swoim Panem” – przyspieszył przez LSD – 100 µg i godzinę później kolejne 100 µg.

———————————-

O tym wszystkim staram się nie pisać, żeby ludzie, moi czytelnicy do takich okropności, horrorów nie przywykli. Bo kto przywyknie, to jeśli potem zdarzy się w rzeczywistości coś podobnego, ale mniejszego, to odetchnie z ulgą: „Oj, to nie jest jednak tak straszne jak to co obiecywali”. O planach konc-łagrów pod tytułem „15 minutowe miasta” musiałem jednak napisać, bo od kilku lat łobuzeria rządząca Warszawą już to wykonuje.

=========================

Dla nas istotne jest byśmy ich potwornych planów nie brali za „już wykonane czy łatwe do wykonania”. 

============================

Te sformułowania, to słownictwo, ludzi przeraża, otumania ich, nakłania do poddania się i bierności. Odbiera nadzieję.

Zobaczmy, czy jest to uzasadnione.

Wiemy, to zostało przez Feliksa Konecznego jednoznacznie udowodnione, że mieszanki cywilizacyjne są stanami chorobliwymi, nietrwałymi. Wiemy także, że cywilizacje powstają i rozwijają się, w walkach oczywiście, ale w drodze zmian naturalnych, często nie zauważanych przez ich uczestników. Jednak plany budowy sztucznych, „nowych, najlepszych” cywilizacji od tysiącleci były z uporem wprowadzane w życie plemion, społeczności, grup narodów.

Przypomnę plany Platona [„Państwo”, dyktatura „filozofów”], czy ucznia Arystotelesa – Macedończyka Aleksandra, lubiącego nazywać siebie „Wielkim”. Już Grecy i Macedończycy, zjednoczeni przez Aleksandra militarnie, wychowywali się, żyli w bardzo różnych, często nieprzystających do siebie, ustrojach życia zbiorowego czyli cywilizacjach. Jednak Aleksander, po podbiciu Mezopotamii, Persji, królestwa obecnego Uzbekistanu, po zbrojnym wejściu do Indii, postanowił stworzyć super- cywilizację synkretyczną, ujednoliconą z kilku już istniejącymi, azjatyckimi. Koniecznie więc było też narzucenie religii „ogólnoludzkiej”. Ku zaskoczeniu wodza wszystkie członki [tak greckie jak i perskie] tego nowego przedsięwzięcia stawiły opór, głównie zaś uwielbiający go wcześniej wojacy jego zwycięskich armii.

Pięknie i prosto, zrozumiale opisuje ten proces Feliks Koneczny w dziele Cywilizacja Bizantyńska. Takich prób syntezy cywilizacji było sporo, wspomnę Antoniusza, Cezara, kajzarów bizantyńskich, którzy [szczerze !] próbowali połączyć państwo, katolicyzm, chrześcijaństwo, swą „rzymskość’ – na przykład z silnym, zwycięskim wtedy islamem.

Plany „Tysiącletniej Rzeszy”, wspierane przez tybetańskich lamów i czarowników, były bardziej realistyczne, bo oparte o powszechną germańską żądzę podboju, zdobyczy. Wypaliły się po 12 latach.

Lenin i Trocki, wykonawcy planu globalistów umiejscowionych wtedy głównie w Ameryce Północnej, chcieli użyć proletariatu jako „motłoch sprawczy” [sic!]. W pysze i głupocie swojej zaczęli od Rosji, gdzie robotników było przecież niewielu. Ale na 70 lat tych zbrodniczych sił wystarczyło.

W skrócie, dalej i później:

Przeflancowanie czerwonego komunizmu do Europy Zachodniej i USA, „długi marsz przez instytucje” włoskiego komunisty Antonio Gramsciego, przemalowanie na zielono komunizmu w UE, zrównanie ludzi ze zwierzętami [Gaja, ekologizm oraz nowe płcie, nobilitacja i kanonizacje zboczeń ] zajęło kolejne dziesięciolecia. Żeby zwiększyć ilość swoich wojowników [„pożyteczny motłoch” jak mówią o nich ich „władcy”], przez posiadane media i propagandę – kłamliwie podnoszą realną ilość zboczeń, która [bez ich propagandy] wynosi pół procenta, a podnoszą ją wielokrotnie. Są więc ludzie [ofiary], którzy dla kariery na przykład w TV, czy poddając się sztucznie kreowanej modzie, uważają się za „wesołków” – gejów. Tym można pomóc np. realistycznym opisem „Mięsaka Kaposiego” [nie zaglądaj, jeśli nie musisz] i skutków rozpadu mięśni odbytu. Działa, sprawdziliśmy. „Wesołek” trzeźwieje.

O całej tej, planowanej pokoleniami gnostyków i satanistów – cywilizacji planetarnej, synkretycznej pisałem przed laty. Por:.Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem. Tam odsyłam czytelnika po szczegóły. Tam jest szkic, czy krótka diagnoza. Warto, by ktoś młody rozszerzył, zilustrował przykładami, doprowadził analizę do obecnego czasu.

Tu przypomnę tylko, że lansowana ostatnio przez różnych pseudo-proroków, [ostatnio to Schwab i Harari, Illuminaci] – “cywilizacja” jest dokładnie antycywilizacją do cywilizacji Łacińskiej: Zamiast prawdy lansuje wygodne kłamstwo, zamiast dobra – zło, zamiast piękna – brzydotę, zamiast dobrobytu – dobrobyt dla siebie i niewielu wybranych, a nędzę dla 95% „motłochu”. W dziedzinie zdrowia – szczepienia, kowidy, kagańce. To ostatnie [kagańce] głównie, ale nie tylko dosłownie – lecz także w dziedzinie myśli, religii, sztuki, nauki, nawet nauk ścisłych [sic!].

Ponawiam pytanie:

Czy więc, tak planowana od stuleci, ciągle uszczegółowiana, „nowa” synkretyczna cywilizacja może zwyciężyć, może zapanować na planecie? Analiza historyczna wskazuje, że cywilizacje mechanistyczne, sztuczne, planowane, zawsze padały w klęsce, w katastrofie. Oczywiście pociągały w katastrofę często ogromne ilości niewinnych ludzi, ofiar.

Powinniśmy sobie jasno uświadomić, że po stronie głównego Planisty są różne nurty: Globaliści, klimatyści, masoni bardzo różnych obediencji, illuminaci, wybrani uczniowie World Economic Forum od Schwaba.

Czy globaliści [lub masoni] chińscy [silni !!] mogą przyjaźnie współdziałać z Chabad-lubawicz, czy Rockefellerami? Jak długo? Oni wszyscy się wzajemnie nienawidzą, intrygują, szkodzą. Już wielokrotnie takie plany wspólnego ataku były przez wewnętrzne nienawiści niweczone.

Inne, realny obraz tego stanu: Piekło oparte jest o wzajemną nienawiść, wrogość. Działania spójne może wymusić jedynie ich Szef. Więc – tylko na jakiś czas. Potem musi sklejać inne koalicje.

Przypominam: Analizy, szczególnie Feliksa Konecznego, prowadzą do jednoznacznego wniosku, że cywilizacje synkretyczne, „łączące pozytywne cechy” wszystkich dotychczasowych cywilizacji, nie mogą powstać.

Powtarzam :

Jeśli będą się dalej tak pchali, to powstanie jedynie delirium maximum, ogromny stan a-cywilizacyjny.

Wielu mądrych ludzi, myślicieli zastanawia się, jak tego uniknąć, jak zablokować czy zabić tego potworka, póki mały. Wielu szuka jednego zaklęcia, jednego pocałunku Księcia, by zaklęta księżniczka się obudziła. To zaklęcie miałoby być dla globalizmu pocałunkiem Almanzora.

Takiego zaklęcia chyba nie znaleziono, ale mamy potężną broń: Powszechny opór, stałe wyślizgiwanie się im i wyśmiewanie ich. MEM -y grają tu dużą rolę. Tak dla nas, jak dla nich.

Sądzę, że będzie tu właściwe przypomnienie sentencji rosyjskich wesołków z pierwszych lat krwawego terroru CzeKa:

Спасение утопающих в руках самих утопающих. 

W latach 90-tych zeszłego wieku tłumaczył nam mądry, znany Włoch, na czym polegał sukces gospodarczy Włochów. Przecież kilkadziesiąt procent obuwia, torebek, kosmetyków, szczególnie w Europie, to produkty włoskie. Zbiurokratyzowane państwo, ogromne podatki, były takim hamulcem dla gospodarki, że przedsiębiorcy oddawali się pod parasol ochronny różnych odłamów mafii. Mafiosi wyznaczali o wiele niższe opłaty, niż państwo i zapewniali ochronę produkcji oraz eksportu. Zwano to „szarą strefą”, znana i tolerowaną przez administrację. Nie wiem jak to wygląda obecnie.

————

Nie słuchać tchórzy, piętnować zdrajców i agentów. ONI naprawdę – i słusznie – się tego boją.

Władców, planistów globalizmu należy podgryzać, podskubywać równocześnie ze wszystkich stron, tak, jak stada piranii atakują lekkomyślnego pływaka. Jeśli atakujących lub choćby utrudniających płynięcie będzie dużo, to wykrwawi się i utonie on szybciej. Jeśli zaś zdecydowanych na podgryzanie będzie mniej, to skutkiem jego pływania, działalności, będzie więcej ofiar a spektakularne utonięcie odsunie się w czasie, trochę się opóźni. Jest ono jednak nieuniknione.

Na tę piekielną, różnych nurtów zarazę, nie ma panaceum. Ale są liczne środki rozproszone. Powszechnego oporu i pogardy bardzo się boją.

I najważniejsze – trzymać się stanowczo poglądów, zwyczajów cywilizacji łacińskiej – Zachować ten pięcioksztat życia zbiorowego. O to anty-cywilizacja wydumana medytacyjnie musi się rozbić, rozkruszyć.

Tyle od strony świeckiej.

Bo od strony duchowej – modlimy się o przyjście Zbawiciela.

Modlimy się tak od dwóch tysięcy lat.

Ale kiedy to nastąpi?

=====================================

Ten tekst umieszczono też na Legionie św. Ekspedyta. Dzięki.

Oto tam komentarz:

CzarnaLimuzyna 13 stycznia 2023

Tak jak już napisałem: Bóg nie pomoże ani głupcom ani niewolnikom. W tym sensie metoda ziemska stanowi cześć składową działania. Husaria modliła się, a potem zabijała wrogów. Naturalna kolej działania.

Aktualnie, jak widzę, wielu Polaków nie stać nawet na symboliczny lub bierny opór. Pomijam głupców, ale ludzie bardziej świadomi nie powinni zgadzać się na tresurę. Nie zakładać masek, nie płacić kartą, nie udostępniać danych, ograniczać łączenie swojego mózgu z siecią, mówić prawdę. Dbać o siebie, o swoją rodzinę, przyjaciół, dbać o swój rozwój, NIE ŻREĆ BYLE CZEGO

Globalne Lockdowny – nadciągająca groźna rzeczywistość? Protestujmy !

Proszę przeczytaj to, bo czas ucieka. “Sebastian Lukomski, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Już za trzy dni Światowe Zgromadzenie Zdrowia będzie głosować nad traktatem, który może głęboko zmienić nasze życie.

Twoje natychmiastowe działanie jest kluczowe.

Proponowane środki Traktatu Pandemicznego ONZ obejmują bezprecedensową kontrolę wolności osobistych.

Wyobraź sobie, że podlegasz przymusowym szczepieniom, lockdownom i ograniczeniom granicznym bez żadnego słowa, podczas gdy globaliści żyją bogato z Twoich podatków.

Musimy działać teraz, by powstrzymać w tym tygodniu Traktat Pandemiczny ONZ i zmodyfikowane Międzynarodowe Przepisy Zdrowotne.

Jeśli nadal nie masz pewności, jak poważne jest zagrożenie, przeczytaj poniższy list.

Jeśli chcesz, aby Twój głos został usłyszany, podpisz petycję, aby wpłynąć na Prezydenta Andrzeja Dudę i Ambasadora ONZ w Genewie Zbigniewa Czecha by odrzucili Traktat Pandemiczny ONZ. To nasza ostatnia szansa, aby wpłynąć na wynik przed głosowaniem, które odbędzie się 27 maja.

Dziękujemy, że byliście z nami w tym kluczowym momencie,

Pozdrawiam

Sebastian Lukomski i cały zespół CitizenGO

P.S. Twój podpis może zmienić przebieg tej bitwy — udostępnij tę petycję swojej rodzinie, przyjaciołom i znajomym. Im więcej głosów zbierzemy, tym silniejszy będzie nasz wpływ. Razem możemy powstrzymać Traktat Pandemiczny WHO i chronić naszą wolność.

Poniżej wiadomość, którą wysłaliśmy Państwu wcześniej:


Globaliści ONZ są zaledwie 5 dni od głosowania w sprawie Traktatu Pandemicznego na Światowym Zgromadzeniu Zdrowia, zagrażającemu Twojemu zdrowiu i wolnościom.Traktat przyznaje bezprecedensowe uprawnienia do egzekwowania szczepień, kontroli przemieszczania się i wyciszania sprzeciwu, pozbawiając Cię osobistej autonomii, a wszystko to finansowane jest z pieniędzy milionów podatników.To nasza ostatnia szansa, aby ich powstrzymać! Działaj już teraz — podpisz petycję 3 milionów obywateli, aby zatrzymać to nadużycie i ochronić swoje prawa.PROSZĘ PODPISAĆ PETYCJĘ

To już ten czas — ostateczne głosowanie.

W przeciągu pięciu dni, Twoje życie może zmienić się raz na zawsze.

Żądni kontroli biurokraci i globaliści ONZ są bliscy przekonania naszych przywódców narodowych do zrzeczenia się suwerenności, narażając tym Twoje zdrowie, zdrowie Twojej rodziny i Twoją wolność!

Jeśli myślisz, że planują się Tobą zaopiekować, to się mylisz… Globaliści zadecydują o tym, jak będziesz żył, dokąd będziesz mógł się udać i jakie decyzje medyczne podejmiesz dla swoich dzieci.

Kontrola, którą doświadczyłeś podczas Covidu? Zaraz będzie gorzej. 

Wiem, że te totalitarne plany mogą Cię przerażać – ale oni opierają się na braku sprzeciwu z Twojej strony, by je wdrażać!

Pod przewodnictwem CitizenGO miliony obywateli na całym świecie dostrzegają zagrożenie i budzą się do działania. Mam nadzieję, że Ty też podejmiesz rękawicę przeciwko Traktatowi Pandemicznemu ONZ.

W ciągu zaledwie pięciu dni- państwa członkowskie Światowego Zgromadzenia Zdrowia będą głosować nad Traktatem ONZ dotyczącym pandemii – będzie to kluczowa decyzja, która może radykalnie zmienić Twoją przyszłość.

Pomimo nieustających nacisków globalistów, nigdy nie było lepszego momentu, aby ich powstrzymać – ale tylko jeśli TY zaczniesz działać teraz.

Twój głos jest potężny — głośniejszy niż myślisz.

Czy możesz z nami uprzedzić Prezydenta Andrzeja Dudę oraz Stałego Przedstawiciela RP przy Biurze Narodów Zjednoczonych w Genewie Zbigniewa Czecha, że nie oddamy naszych wolności bez walki? CitizenGO ma prawie 3 miliony podpisów z całego świata. Teraz nadszedł czas na ostateczne, wpływowe pchnięcie. To może być nasza ostatnia szansa na powstrzymanie tego skrajnego nadużycia władzy.

CitizenGO od samego początku znajdowało się na pierwszej linii frontu, konfrontując się z decydentami i przeciwstawiając się na każdym kroku.

Na całym świecie obywatele i politycy budzą się i dostrzegają niebezpieczeństwo.

Nikt nie wykazał takiego nieustannego poświęcenia i odwagi.

Spotkanie za spotkaniem, jako jedyni stoimy u bram Organizacji Narodów Zjednoczonych, reprezentując Twój głos, wywierając presję na delegatów i bezpośrednio przekazując obawy milionów.

Widzieliśmy też, jak dużą presję wywarliśmy Ty, ja i miliony obywateli na całym świecie. Przyniosła ona owoce, ponieważ delegaci opóźniali działania, złagodzili język w propozycji ustawy i kłamali w mediach.

Ale jeszcze nie wygraliśmy.

Ich plany są nadal aktualne: globalna władza, która mogłaby wywoływać pandemie według własnego uznania, wymuszać szczepienia i ograniczać naszą swobodę przemieszczania się – wszystko bez Twojej zgody.

Jeśli tego nie powstrzymamy, Traktat Pandemiczny i nowe Międzynarodowe Przepisy Zdrowotne wyzwolą potencjał swojej tyranii jeszcze w tym tygodniu!

Pamiętaj, kto pociąga za sznurki:

Biurokraci ONZ i globaliści osadzeni w strukturach Światowej Organizacji Zdrowia – upadającej, kosztownej, nie wybieranej demokratycznie, nie tłumaczącej się przed nikim, ponadnarodowej instytucji, która dąży do ciągłego rozszerzania swojej władzy, pomijając demokracje państw narodowych oraz wolności jednostek.

Oto, co nas czeka, jeśli nie będziemy działać:

  • Nowa globalna władza nazwie, każde zagrożenie zdrowia pandemią.
  • Przymusowe szczepionki i kwarantanny nawet, jeśli jesteś zdrowy.
  • Kontrolowanie i wyciszanie jakichkolwiek pytań lub sprzeciwu.
  • Ograniczenia podróży, aby powstrzymać Cię od przekraczania granic w celu odwiedzenia rodziny i przyjaciół. 
  • Globalne lockdowny, w których rządy krajowe nie będą, już miały nic do powiedzenia.
  • Zamykanie kościołów i zakaz publicznych zgromadzeń  jak protesty, wydarzenia sportowe lub rozrywkowe.

I to nie koniec:

  • Twoje dzieci zostałyby zaszczepione bez Twojej zgody!
  • Twoje codzienne życie i podróże zostałyby ukrócone przez kaprys!
  • Twoja swoboda spotykania się, protestowania i modlitwy byłaby ściśle kontrolowana!

Nie możemy i nie będziemy biernie czekać, podczas gdy negocjuje się nasze podstawowe wolności.

PODPISZ PETYCJĘ TERAZ. Stań z nami, aby wysłać głośny i wyraźny sygnał Prezydentowi Andrzejowi Dudzie i Ambasadorowi ONZ w Genewie Zbigniewowi Czechowi, że traktat ten należy dzisiaj odrzucić.

Zgodnie z oficjalnym programem proces negocjacji powinien zakończyć się już w kwietniu.

Tak jak ostrzegałem zaledwie kilka dni temu, sesje negocjacyjne nieoczekiwanie, mają trwać, aż do ostatniej chwili, co znaczy, że nadal się toczą w momencie, gdy to czytasz.

Zamiast odroczyć negocjacje w terminie, ONZ ujawnia swoje prawdziwe intencje – są zdesperowani, aby to przeforsować.

Ty i ja powinniśmy sobie zadać pytanie: DLACZEGO? Skąd ten nagły pośpiech?

Co oni planują, czego nie wiemy?

Podobna historia wydarzyła się w przypadku poprawek do Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych – równoległego dokumentu, który Światowa Organizacja Zdrowia desperacko stara się ratyfikować.

Zaktualizowana wersja proponowanych poprawek miała zostać rozesłana 10 maja.

Jednakże ów wersja nadal NIE została udostępniona publicznie, a do jej głosowania pozostało zaledwie kilka dni!

Pomimo tego wszystkiego co się dzieje i bezczelnego braku przejrzystości, WHO nadal uważa, że ​​zasługuje na nasze zaufanie –komiczne, prawda?

Ta sama instytucja, która zasilana jest 7 miliardami dolarów corocznie, pragnęłaby nas znowu pozamykać, jak za czasów lockdownów i wciąż ukrywać prawdę o Covid-19.

Teraz chcą, żebyśmy nie przeszkadzali im w realizacji ich totalitarnego przejęcia władzy!

Co teraz?

Dzięki nieustannemu naciskowi z Państwa strony oraz ze strony milionów ludzi na całym świecie, zaczęły już pojawiać się braki w niektórych obszarach Traktatu.

Zneutralizowali język, w którym narzucano surowe środki cenzury, a nawet zaczęli twierdzić, że porozumienie nie oznacza, że ​​ma ono zastosowanie do wszystkich – co, jak wiemy, jest kłamstwem.

Oto jak wygramy:

Bitwa z Traktatem Pandemicznym jest na wyciągnięcie ręki, a oto nasz plan zwycięstwa:

  • Język jest niejasny i pełen niespójności. Luki te zapewniają nam amunicję prawną do kwestionowania i dekonstrukcji jego postanowień.
  • Wykorzystywanie niezgody – obecna atmosfera wśród państw członkowskich jest pełna niezgody. Ta niezgoda to nasza szansa! Dzięki Twojemu wsparciu nadal możemy wpływać na narody, które są niezdecydowane lub sceptyczne wobec Traktatu.
  • Wzmocnienie presji społecznej – każdy podpis pod naszą petycją to więcej niż liczba – to deklaracja sprzeciwu. Nasz wspólny publiczny protest trafił już na pierwsze strony gazet i zepchnął negocjatorów do defensywy. Każdego dnia coraz więcej osób wyraża sprzeciw.

Impet jest po naszej stronie i dzięki Twojej pomocy, teraz bardziej niż kiedykolwiek, możemy odwrócić losy wydarzeń.

Wielki dzień zbliża się nieubłaganie, 27 maja, kiedy zbierze się Światowe Zgromadzenie Zdrowia, musimy przedstawić 3 miliony podpisów, aby wyrazić nasz grzmiący światowy sprzeciw.

I to właśnie Twój dzisiejszy podpis może przechylić szalę.

Walczyliśmy niestrudzenie, aby osiągnąć ten punkt i nie możemy zachwiać się tak blisko mety.

Podpisz petycję, zorganizuj swoją społeczność i wyślij jednoznaczny sygnał – że nasze wolności nie podlegają negocjacjom! Pragniemy, aby Prezydent Andrzej Duda wraz z Ambasadorem ONZ w Genewie Zbigniewem Czechem, w tej chwili odrzucili Traktat Pandemiczny WHO w jego obecnej formie i chronili nasze wolności przed nieuzasadnioną globalną kontrolą.

Dziękujemy za Państwa niezachwiane wsparcie i to, że jesteście z nami w być może najważniejszej bitwie o wolność osobistą, jaką kiedykolwiek stoczyliśmy.

Sebastian Lukomski i cały zespół CitizenGO

P.S. Do tego sprowadza się cała nasza całoroczna kampania, nad którą ciężko pracowaliśmy.

Zegar tyka, a WHO mocno naciska, aby zwyciężyć. W obliczu zbliżającego się ostatecznego głosowania,  pilność Twojej odpowiedzi ma kluczowe znaczenie. Tu nie chodzi tylko o politykę – to walka o swoje podstawowe prawo do wolności!

Podpisz petycję już dziś: upewnij się, że Twój głos jest słyszalny głośno i wyraźnie. Twoje dzisiejsze działanie jest niezbędne. Presja rośnie, a los naszych wolności wisi na włosku. Proszę działaj teraz!

Bibliografia:

Traktat dotyczący pandemii musi zdecydowanie chronić suwerenność narodową i wolność słowa

Propozycja Porozumienia WHO w sprawie pandemii

https://apps.who.int/gb/inb/pdf_files/inb9/A_inb9_3Rev1-en.pdf

Rozmowy na temat traktatu pandemicznego będą kontynuowane po terminie; według WHO osiągnięto pewien postęp.

https://www.reuters.com/business/healthcare-pharmaceuticals/pandemic-treaty-talks-wire-likely-miss-first-deadline-sources-say-2024-05-10

Rządy zgadzają się kontynuować stały postęp w zakresie proponowanego porozumienia w sprawie pandemii przed Światowym Zgromadzeniem Zdrowia

https://www.who.int/news/item/10-05-2024-governments-agree-to-continue-their-steady-progress-on-proposed-pandemic-agreement-ahead-of-the-world- zgromadzenie zdrowotne

Nawet gdy pojawia się ptasia grypa, świat odrabia lekcje z Covida

https://www.vox.com/24151110/bird-flu-h5n1-pandemic-treaty-prevention-response

Negocjacje w sprawie porozumienia w sprawie pandemii przeciągają się w dogrywkę

Niemcy, Rosja i Żydzi a sprawa polska. KONECZNY Cz.II.

[pierwsza jest tu: Walka wzorców cywilizacyjnych, czyli Niemcy, Rosja i Żydzi a sprawa polska. KONECZNY. Cz. I. ]

Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby; któraś z cywilizacji musi być panującą, bo inaczej upadek niezawodny.

wawel, 23 maja 2024 ekspedyt/niemcy-rosja-i-zydzi-a-sprawa-polska

W drugiej połowie wieku XIV zanosiło się na znaczne rozszerzenie obszaru prawosławia. Dynastia Gedyminowiczow przenosiła się coraz bardziej na ruskie panowanie. Nie bronili Rusini wcale swoich Rurykowiczow, a nawet woleli letuwskich dynastow, bo nie dawali daniny tatarskim “carom”, a zatem nie dopuszczali się też zdzierstw na ludności pod pozorem ściągania “wychoda”. Gedyminowicze nie tylko nie wnosili nic a nic letuwskiego na Ruś, lecz sami się ruszczyli. Olgierd żenił się z Rusinkami, wszyscy synowie jego używali języka ruskiego, a ci z nich, ktorzy otrzymali księstwa na Rusi, przyjmowali chrzest w cerkwii wschodniej, i sam Olgierd uczynił to na łożu śmierci. Następca jego Jagiełło, gotow był zrobić to samo niemal na wstępie swojego panowania i oprzeć się tylko na Rusi, uważając Letuwę za straconą, nie dającą się już obronić przeciwko Krzyżakom. W tym najniespodzianiej dokonała się całkowita zmiana stanu rzeczy, gdy Jagiełłę wezwano na tron polski. 

Na tron państwa, wyznającego chrześcijaństwo od poł tysiąca lat, wezwano poganina, ktory dopiero miał się chrzcić za… koronę. Był to straszny “skandal europejski”, tym bardziej, że dwor wileński nie słynął z łagodności obyczaju, a małżeństwu z Jadwigą towarzyszyła rozgłośna plotka o bigamii, i w ogole powątpiewano, czy brać na serio chrzest krakowski. Krzyżacy, Habsburgowie i Luksemburgowie urobili opinię Europy; sama Stolica Apostolska dopiero w roku 1388 odezwała się za Jagiełłą. Na zachodzie uchodził Zakon krzyżacki za pokrzywdzonego, ciężko pokrzywdzonego przez Jagiełłę i przez Polakow; nigdy jeszcze Krzyżacy nie byli tak popularni w zachodniej Europie, nigdy przedtem nie doznawali takiego wydatnego poparcia. Z całym zapałem szło zachodnie rycerstwo do Prus na pomoc uciśnionemu przez Polskę i Litwę Zakonowi niemieckiemu. Rozbrzmiewało hasło, żeby ratować chrześcijaństwo zagrożone przez niby chrzest krakowski; nawoływano do ofiar, bo oto Polska pod Jagiełłą gotowa sama powrocić do pogaństwa. Polacy zdrajcami Krzyża! Tak odnosił się do nas Zachod.

Nie brakowało głosow, uważających ewentualne zwierzchnictwo Polski nad Letuwą i połnocną Rusią litewską za rabunek, dokonany na państwie krzyżackim. To ich ziemie, bo oni nawracają je od XIII wieku, i oni jedni tylko mają prawo organizować tam Chrześcijaństwo. Chrzest z poręki Krzyżakow, zakonu rycerskiego poświęconego nawracaniu, byłby pewny i bezpieczny; ale czyż można zaufać chrztowi z poręki polskiej, z poręki wroga tegoż bogobojnego Zakonu?! Rzeczy stoją tedy tak samo. jak przed chrztem krakowskim, a zatem kraje owe połnocne są pogańskie, a jako takie podlegają Krzyżakom. W imię Chrześcijaństwa nie można dopuścić, żeby Polacy rabowali i przywłaszczali sobie własność Zakonu! Widzimy, jako nie brakło kolcow, i to bardzo grubych, naszemu stosunkowi do Zachodu. I to także stanowi… historię starą…

Światopogląd “świętego rzymskiego cesarstwa narodu niemieckiego” górą był niemal w zupełności; panował nad umysłami Zachodu bizantynizm niemiecki. Trzeba było dopiero przeprowadzać umyślną kampanię, by odgrzebać spod bizantyńskich popiołow światopogląd łaciński i rozdmuchać go na nowo. Zabrano się do tego, i po dłuższym czasie pozyskano dla sprawy polskiej szereg najwybitniejszych umysłów Francji i Włoch. Walkę stanowczą stoczono na soborach, zwłaszcza na konstanckim. Wygraliśmy dzięki użytkowi nowoczesnej broni, a mianowicie : książki. Jęliśmy się przekonywania opinii fundamentalnie, poprzez wywody naukowe, dostępne samym tylko uczonym w scholastycznej filozofii. Trudno orzekać, co bardziej Krzyżakom zaszkodziło: Grunwald (1410), czy też napisana w pięć lat potem rozprawa krakowskiego profesora, Pawła Włodkowica z Brudzewa, i przedstawiona soborowi jako podkład pod wytoczoną Zakonowi sprawę: De potestate papae et imperatoris respectu infidelium.Uczony polski wywodził, jako ziemia pogańska nie jest bynajmniej “niczyją”, lecz prawą własnością tubylców, których nie wolno nawracać przemocą, bo fides ex necessitate esse non debet.

Obie tezy całkiem proste – a jednak w owczesnym świecie rewolucyjne. Nie zastanawiano się głębiej nad tymi sprawami, aż dopiero na żądanie Polski i pod przewodem polskiego uczonego; zastanowiwszy się, dziwowano się, jak można było dać się powodować Krzyżakom. Ci bronili się zaciekle. W ich imieniu zaciął sobie pioro na Polskę zawodowy pamflecista Jan Falkenberg i nawoływał przeciw Polakom, ktorzy czczą bożka, ktory nazywa się Jagajło, i są “psy bezwstydne”, ktorzy “wrocili do odmętu niewiary”; toteż cała Europa winna ruszyć na krucjatę przeciw nim. Każdego Polaka wolno zabić bez grzechu, a nawet będzie to zasługa przed Bogiem; dostojnikom zaś i biskupom polskim należą się szubienice i trzeba ich powywieszać dla dobra Chrześcijaństwa.

Tak tedy nie w XIX dopiero wieku wymyślił niemiecki bizantynizm hasło “ausrotten”.Polemika pociągnęła za sobą dalsze rozprawy i innych autorow, objęła Polskę, Niemcy, Francję i Włochy – aż skończyła się zwycięstwem naszym, gdy w roku 1424 Falkenberg odwoływał swe pismo w Rzymie na konsystorzu publicznym wobec Marcina V, Papieża. Zdawano sobie sprawę z tego, że walczy się z pewnym światopoglądem, reprezentowanym przez cesarstwo niemieckie, a ktory zdaniem Polakow nie godzi się z Chrześcijaństwem, ani z cywilizacją łacińską; nazywano rzecz innymi wyrazy, stosownie do owczesnej terminologii “wojną z całą nacją niemiecką”. Tak nazywali wspołcześni ostatni okres wielkiej wojny polsko-krzyżackiej (1431- I435), zakończony świetnym zwycięstwem pod Wiłkomierzem. Bitwę tę porownywano wspołcześnie z Grunwaldem. Odrębna polska kultura wywalczyła sobie prawo do życia. Odtąd poczynała sobie śmiało, krocząc wbrew utartym przez niemiecki bizantynizm szlakom.

* * *

Ideologia Pawła Włodkowica z Brudzewa przyjęła się w umysłach polskich. Nie dbając o przeciwne poglądy Niemcow, zyskujących tu i owdzie czasem uznanie na Zachodzie, przyznano rownouprawnienie schizmie, nawracając tylko namową i przykładem. Zaczyna się to już od roku 1432 i przechodzi przez szereg etapow, ktorych tu bliżej wyłuszczać nie ma czasu. A w XVI wieku otwiera się istna przepaść między kierunkiem polskim a zachodnim, gdy na tle rewolucji religijnej luterańskokalwińskiej  Francja nieraz dawała się powodować światopoglądowi bizantyńsko-niemieckiemu. Bizantyński kierunek zatriumfował w całych Niemczech na długo – dzięki tzw. “reformacji”. Wiadomo, jako nie brakło w Polsce herezji. Wtedy to Zygmunt August oświadczył, jako jest krolem kozłow i baranow jednakowo – a wielki Zamojski, zwrocony na sejmie do innowiercow, powiedział, że dałby sobie obciąć rękę za ich nawrocenie, lecz dałby drugą rękę, gdyby im miano zadawać gwałt. Tak powtarzano nieustannie rozmaitymi słowy dawną tezę Włodkowica, że “wiara nie ma być z przymusu”. A głosił to ten sam Zamojski, ktory był wspołpracownikiem (czy kierownikiem ?) Stefana Batorego w wyprawach na połnocny wschod, znaczonych zakładaniem kolegiow jezuickich. Czyż przyśniła się komu w Polsce barbarzyńska zasada: cuius regio, illius religio?! A jednak nawrocono olbrzymią większość zbłąkanych! Co więcej, gdy inteligencja schizmatycka całymi krainami przechodziła do obozu protestanckiego, nawracana następnie, nie chciała słyszeć o greckim obrządku, lecz tłumnie przyjmowała obrządek rzymski w łaciństwie. I zaczęła się mocna ekspansja kultury polskiej ku wschodowi. Aż po Dniepr przemawiano publicznie słowy: “Panowie bracia!”. A rownocześnie panował z tamtej strony Dniepru Iwan Groźny, oddający niemiłych sobie wielmożow rozdziczonym psom żywcem na pożarcie.

Ekspansja szła raźno, a sięgała tym głębiej, iż nie robił tego rząd sztucznymi sposobami, nakazami czy zakazami, lecz szerzenie kultury polskiej ku wschodowi odbywało się wyłącznie pracą i staraniem społeczeństwa, ktoremu nie przyśniło się wówczas żądać pomocy od urzędow państwowych. Dokonywało się to metodą typowo chrześcijańską; czy ktory Rusin lub Letuwin zdoła przytoczyć choćby jeden przykład jakiegokolwiek przymusu lub choćby tylko nacisku?

Miała Litwa, tj. Wielkie Księstwo litewskie, pośrod swej ludności już naowczas te same materiały etniczne, jak dziś: Rusinow (Białorusinow), Letuwinow, Polakow, Tatarow i żydow; taki sam materiał pstry pod względem wyznaniowym: katolikow, schizmatykow, starozakonnych i muzułmanow. Litwini – tj. obywatele Wielkiego Księstwa – sławnym wyborem i ogolną zgodą uczynili język białoruski swym językiem urzędowym (dlatego-to zwany był stale językiem litewskim), a Polska nie narzucała im nigdy ani polskiego języka, ani łaciny – i “litewski” został tam urzędowym do końca. Nie był nim letuwski dla tej prostej przyczyny, że żadnemu a żadnemu Letuwinowi nigdy to nie wpadło na myśl!

Dotychczas też nie wiadomo dokładniej, w jaki sposob polszczyła się inteligencja litewska, mianowicie ruska, letuwska i tatarska. Kto chciałby pisać dzieje tej polonizacji, miałby nie lada kłopot ze źrodłami, bo w źrodłach tego nie ma! Działo się to jakoś “samo przez się”, wpływami cywilizacyjnymi, współzawodnictwem cywilizacji, do czego używało się środkow wyłącznie cywilizowanych, zgodnych z duchem cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej. Tyle tylko wiadomo, że protestantyzm stanowił do tej polonizacji pomost, ale przez to, że porzucanie protestantyzmu wiodło do katolicyzmu, a ten łączył się siłą okoliczności z polskością; siłą okoliczności niezależnych od woli ni Kościoła ni Polakow. Miejmyż na uwadze, jako najwybitniejsi nawet prawosławni lgną do polskości i nienawidzą Moskwy, np. Konstanty Ostrogski. O gdybyż władza państwowa nie była się nadal zgoła mieszała w te rzeczy, czyż prawosławie nie byłoby wygasło w Wielkim Księstwie litewskim?

Z początkiem drugiej połowy wieku XVI powstaje w Polsce pomysł, czy nie możnaby dojść do unii z “Moskwicinem” podobnie, jak za Jagiełły z Litwą, z ktorą bywały rownież przedtem zaciekłe spory i wojny. Za wyborem Iwana Groźnego na następcę Zygmunta Augusta przemawiały względy wielkiej miary. Wojny z Moskwą miały zamienić się na spółkę handlową i polityczną z caratem. Za dopuszczenie Moskwy do morza otwarłyby się handlowi i przemysłowi polskiemu rozległe szlaki owczesnego Dalekiego Wschodu.

Gdyby połączył siły wojenne Polski, Litwy, Moskwy, możnaby śmiało zabrać się do wypędzenia Turka z Europy, do oswobodzenia Słowian bałkańskich, do spełnienia misji Władysława Warneńczyka. Powstawała koncepcja polityczna, jedna z najwspanialszych jakie zna historia, a do tego opromieniona marzeniem o nawroceniu moskiewskich krain – lecz koncepcja zarazem jedna z najbardziej… fantastycznych. O tym miał pouczyć Polakow sam car – jak o tym wiadomo z każdego podręcznika historii polskiej. Nieporozumienie było co najmniej rowne ogromowi marzeń! A jednak pomysł kiełkował dalej i kandydatura moskiewska powracała podczas drugiego bezkrolewia. W Moskwie rozumiano wowczas tę chęć wyboru, jako dowod słabości, jako poddawanie się Moskwie z obawy przed wojną. Toteż gdy elekcja zawiodła, ruszył Iwan na polskie Inflanty, lecz Batory zadusił “Moskwicina” na dłuższy okres czasow. Idea unii z Moskwą trwała nadal. Zbiegiem okoliczności, wynikłych z wewnętrznych stosunkow polskich, poczyna się pomysł polityczny wikłać z religijnym. Zniechęceni do Zygmunta III protestanci porozumieli się z prawosławnymi, gotowi zrzucić krola z tronu. Wtedy obmyślił Zygmunt III klin do rozsadzenia – jak mniemał – tego związku: wznowić unię florencką. I to było ingerencją państwową w sprawy wyznaniowe, ingerencją zawsze i wszędzie niebezpieczną i dla religii i dla polityki! Polska nie miała nic wspólnego z unią florencką 1419 roku.

Ruscy bojarzy woleli już w XV wieku przechodzić wprost na łaciński obrządek. Ani jednego Polaka nie było we Florencji, a zawartej tam unii nie uznał nie tylko uniwersytet krakowski, ale ani prymas gnieźnieński, ani biskup wileński. W Wilnie nie pozwolono metropolicie-kardynałowi Izydorowi odprawić liturgii wschodniej w katedrze łacińskiej. Nie dopuszczono też wowczas do zorganizowania biskupstw unickich. Potem za Aleksandra “unia Bołgarynowicza” zeszła niemal od razu na nic nie znaczący epizod, o ktorym się już nie mowiło, a w następnym pokoleniu za Zygmuntow Jagiellończykow, zaginęła nawet jej pamięć. Tak tedy sprawa unii była za Zygmunta III czymś całkiem nowym dla umysłow.

Logika mowiła, że w czasie, kiedy dokonywano setkami nawracań z kalwinizmu, czy nawet z arianizmu, nawracanie ze schizmy (a więc nie z herezji) winnoby być znacznie jeszcze łatwiejsze. Jakżeż tedy nie miało, być prób, zmierzających do “jedności Kościoła Bożego na Rusi”. Były te próby popierane przez wybitne osoby prawosławne! Krol tego ruchu unijackiego nie wymyślił, ale chwycił się go ręką niezdarną (bo polityczną), chwycił go się zaś oburącz, poparł i co najgorsze: przyspieszył, nie mogąc się doczekać, aż dojrzeje bo mu było pilno ze względow politycznych. Pokierował też całym ruchem po swojemu, jak wszystkim zawsze pozbawiony ten krol zdolności, “di ingenio stretto”, jak go scharakteryzował sam Possewin. Ogłoszona pospiesznie w roku 1596 unia brzeska była dziełem na poł religijnym, na poł politycznym. Tylko Ruś Biała i Podlasie pragnęły unii i były do niej jako tako przygotowane, a krol kazał ogłosić ją na całą Ruś, sądząc, że polityką usunie ze swego państwa schizmę. Miał krol odtąd zaciekłych wrogow w Rusi południowej i sam Konstanty Ostrogski staje na czele opozycji; ten sam Ostrogski, ktory był tak zasadniczym wrogiem Moskwy. W jego drukarni ostrogskiej tłoczą się odtąd odezwy gwałtowne, podburzające przeciwko Polsce, jako tworczyni unii, ktorą pojęto wprost, jako prześladowanie prawosławia. Wznowienie unii florenckiej poruszyło Moskwę i… Stambuł. Prawosławny patriarchat carogrodzki pozostawał od samego początku, zaraz od roku I453, w zażyłej przyjaźni z sułtanem – wdzięczny Turkom właśnie za wybawienie od unii florenckiej.

“Raczej turban, niż tiarę”! – wołano w Konstantynopolu i hasłu temu hołdowano zawsze, nie cofając się przed żadną konsekwencją. Rządy sułtańskie prześladowały tylko katolikow, prawosławie cieszyło się zupełną swobodą i autonomią taką, iż tworzyło państwo w państwie. Stanął też sojusz polityczny Fanaru z kalifem przeciwko wspolnemu niebezpieczeństwu łacińskiej, papieskiej krucjaty. Obawa wspolna przed ligą antyturecką łączyła też Fanar i kalifat przeciwko Polsce. Wysłannicy carogrodzcy jeżdżą coraz częściej do Moskwy. Tam starano się jeszcze od czasow Iwana III o jak najlepszą przyjaźń z sułtanami. Fanar stawał się coraz bardziej turecką agencją polityczną na świat prawosławny. Muzułmański kalif w ciągu całych pokoleń uprawiał politykę swą względem prawosławnej Moskwy przez pośrednictwo patriarchatu. Fanar spełniał skwapliwie wszelkie poruczane sobie przez sułtanow misje polityczne. Dyplomatami w służbie połączonych w taki sposob kalifatu i patriarchatu bywali patriarchowie tytularni jerozolimscy, antiocheńscy itp., nawiedzający ciągle Moskwę, a potem i Ruś litewską. Już w roku I588 jeździł jednak do Moskwy sam carogrodzki patriarcha Jeremiasz, przyjmując wskazane sobie od kalifa islamu zadanie: jako agent sułtański miał wybadać, Moskwa da się skłonić do wspolności oręża z Polską i przeciwdziałać temu zawczasu. Teraz tedy poczęto wysyłać z Konstantynopola agitatorow, mających unię uczynić niemożebną.

Głownym agentem był Cyryl Lukaris, dawny rektor ostrogskiej, mający głowną kwaterę w Ostrogu i wielce popierany przez Konstantego Ostrogskiego. Lukaris i jemu podobni upatrywali interes prawosławia przede wszystkim w rozwoju moskiewskiej potęgi, toteż każdy taki agent, nasłany od patriarchatu w porozumieniu z rządem tureckim, stawał się zarazem moskiewskim agentem. Tak zbierały się z wolna okoliczności, mające dopuścić Moskwę do daleko sięgającej ingerencji w sprawy i dzieje Polski. Na razie zdawało się to niemożliwością, bo wypadki przybierały kierunek wręcz przeciwny: ingerencji i Litwy w dzieje Moskwy! Tak to niełatwo wspołczesnym odróżnić, co jest epizodem, a co ma posiąść historyczną trwałość. Na razie miał wnet nastąpić epizod z Samozwańcem, carem katolickim, składającym katolickie wyznanie wiary w krakowskim kościele św. Barbary.

A oto tło sprawy Samozwańca: W dalszym ciągu dążeń do unii politycznej z Moskwą (na wzor, mniemano, litewskiej unii) jeździł w roku 1600 do Moskwy Lew Sapieha z projektem ścisłego związku prawnopaństwowego. Godunow projekt odrzucił, a Sapieha natenczas zostawił w Moskwie przywiezionego z sobą samozwańca, hodowanego od dawna przez grono opozycyjnych bojarow na dworach wielmożow Rusi południowej.

Kimkolwiek był właściwie ow Samozwaniec, chował się przez kilka ostatnich przed wystąpieniem lat pod panowaniem polskim, przejął się niemało obyczajem polskim i faktem jest, jako potem okazywały się w nim liczne rysy europejskie, co nawet miało stać się powodem jego zguby. Burzył się potem lud moskiewski, widząc, jak to car obcuje z polskimi ochotnikami zgoła nie po carsku, nie według moskiewskiego ceremoniału. Obyczaj zachodni, nie dość poddańczy, wydawał się ludowi temu poniżaniem majestatu carskiego. Samozwaniec popadł w gruby błąd, chcąc przeszczepiać tam formy zachodnie, a gdy potem widział, jak te eksperymenty europejskości stają się dlań niebezpieczne, sam pomagał przerzucić “winę” na Polakow.

Wtedy to, w roku 1606, powtórzono propozycje, wiezione przed sześciu laty przez Sapiehę, określając je ściślej i obszerniej w następujących punktach: Przymierze wieczyste, wspolna polityka zagraniczna (liga antyturecka), wzajemna swoboda przesiedlania się i nabywania majętności, nawet piastowania urzędow publicznych; wolność handlu z jednej strony aż do Niemiec, z drugiej aż do Persji; wolność zakładania kościołow katolickich, szkoł i kolegiow (jezuickich) w głownych miastach carstwa; wspolna moneta i zamiar wystawienia wspolnej floty (Bałtyk i Morze Czarne); w razie bezpotomnej śmierci Samozwańca następcą jego będzie Zygmunt III; gdyby zaś krol polski (mający synow) zmarł wcześniej, nowa elekcja nastąpi dopiero po porozumieniu się z carem.Co za warunki ścisłej unii! Co za wspaniały dla wyobraźni obraz!

Ale opozycja w Moskwie rośnie, autentyczność cara coraz bardziej podejrzana, bo jakżeżby prawy car mogł tak dalece lekceważyć swoj majestat, żeby jadać z posłami zagranicznymi przy jednym stole! Pamiętajmy, że w Moskwie klękało się przed carem, padało się następnie na ziemię i dosłownie “biło czołem”, podpełzając pod tron na czworakach. Na uczcie koronacyjnej jadło się palcami, kości rzucając pod stoł. Europejskość wprowadzanego nowego obyczaju stanowiła rodzaj herezji. I z takimi ludźmi zawierać unię?! nikt z nich nie wiedział, co to jest! Nie pomogła ani następna elekcja krolewicza Władysława carem. Dwie wielce rożne cywilizacje miały zmierzać ku wspolnemu celowi… w wyobraźni panow polskich: chrześcijańsko- klasyczna i turańska, kultura polsko-łacińska i turańsko-słowiańska, tj. moskiewska. Chodziło o syntezę Zachodu i Wschodu. Dobierano się do tego poprzez unię cerkiewną i polityczną. Stara – to sprawa, starożytna, bo datująca się jeszcze z czasow rzymskich. Roma probowała tego i na tym się potknęła; bogowie syryjscy zniszczyli imperium rzymskie! A tymczasem unia brzeska sprawiła, że hierarchia prawosławna poczęła się zajmować Kozakami. Cyryl Lukaris został patriarchą carogrodzkim i ustanowił na Rusi tajną hierarchię dyzunicką w roku 1620, wysławszy w tym celu na ziemie ruskie Rzpolitej patriarchę jerozolimskiego Teofana.

Fanar zwrocił szczegolną uwagę na Zaporożcow, bo ci, jako wojsko stałe na stepach pomiędzy rubieżami Polski a Tatarami krymskimi i Morzem Czarnym, stanowili ważny obiekt polityczno-wojenny dla… Wysokiej Porty. Nowsze badania wykazały jako geneza wojen kozackich w Carogrodzie! Długotrwałe te wojny ( 1634-1682), to rezultat spisku kalifatu i patriarchatu przeciw Polsce; zmowa ta kierowała wojnami kozackimi, wznawiała je, kiedy się wydawało, że przyczyny wojen usunięte, rozfanatyzowała tłum areligijny przeciw unii, by go użyć przeciw Polsce, by w zarodku stłumić możność ligi antytureckiej, a zwłaszcza by nie dopuścić połączenia sił zbrojnych Moskwy i Polski przeciwko Turcji. Od wojen kozackich zaczął się “potop” – a o skutkach jego nie trzeba się rozwodzić, bo to powszechnie wiadome.

Zwracam tylko uwagę, że był to owoc poszukiwania syntezy dwoch kultur, syntezy Zachodu i Wschodu na ziemiach polskich. Odtąd szło się po rowni pochyłej ku Wschodowi. Unię cerkiewną – obok uznanej na nowo hierarchii prawosławnej – utrzymywało się sztucznie, w ten mianowicie sposob, że część kleru polskiego przechodziła na obrządek wschodni, że polska młodzież obierała sobie “ruski” stan duchowny.

Pomiędzy duchowieństwem unickim stanowili Rusini drobną zaledwie mniejszość. Dopiero za czasow Sobieskiego przybywa więcej księży ruskich. Wiadomo, jako dopiero też za Sobieskiego złamano przewagę turecką. I nagle – za tegoż jeszcze Sobieskiego – przestała istnieć armia polska! Łamigłowka istna! “Ocaliwszy Wiedeń i Chrześcijaństwo” straciliśmy w znacznej części niepodległość, bo odtąd tronem polskim Polacy nie dysponowali. Odtąd nigdy elekt narodowy nie zasiadł na naszym tronie, zajmowali go stale krolowie nam przez wrogow narzuceni. Byli tacy, ktorzy dali się skusić tej rownoczesności i rozumowali według zasady: post hoc, ergo propter hoc. Ocaliliśmy Niemcy, wzmocniliśmy je, a one odwdzięczyły się rozbiorami etc. Gdyby Sobieski nie był ruszył pod Wiedeń, wszystko poszłoby innym torem! Nie będę się zajmował kwestią bliżej tak postawioną, tylko obejdę ją do okoła: Rozbiory powiodły się, ponieważ Polska nie posiadała armii odpowiedniej, żeby się obronić. Armii nie było już pod koniec panowania Sobieskiego. Czyż zwycięstwo wiedeńskie zniszczyło armię polską? czy byłaby ona istniała nadal, gdybyśmy byli pomagali Turkom, a zniknęła nagle skutkiem tego, żeśmy pomogli chrześcijanom? Oczywista rzecz, jako to nie ma związku z tamtym, i przyczyny trzeba szukać w czymś innym. Polska, krzewicielka i obrończyni cywilizacji łacińskiej, baszta Zachodu, porzuciła ją i zorientalizowała się. Poszukiwanie syntezy Zachodu i Wschodu doprowadziło wreszcie do tego, żeśmy przeszli do obozu wschodniego. Polska kontuszów i podgolonych łbów, Polska porzucająca mody zachodnie, a przyjmująca modę tatarsko- moskiewską, nie same tylko szaty miała ze Wschodu. Skądżeż ta orientalizacja po rozgromieniu islamu, po odzyskaniu Podola z Kamieńcem, po walnym rozszerzeniu unii cerkiewnej nawet na południową Ruś (właśnie za Sobieskiego), i wreszcie w czasie niezmąconej katolickiej prawowierności, w dobie najnabożniejszej? Tak jest, najnabożniejszej, lecz niezbyt pobożnej może – bo forma brała w Polsce gorę nad treścią, całkiem po orientalnemu. Największa ilość osob posiadała biegłość w łacinie, nie umiejąc w ogole niemal nic procz łaciny – wtenczas, kiedy duch łaciński z Polski uleciał, ustępując miejsca duchowi Orientu.

Za czasow wojen kozackich byliśmy prawdziwie obrońcami cywilizacji łacińskiej, boć Kozacy byli pionierami panowania tureckiego i za ich przyczynieniem się powstawała na granicy Polski i Eurazji nowa kultura, bizantyńsko-turecka, synteza bizantynizmu i turańskości. Kiedy w roku 1651 odniesiono zwycięstwo w trzydniowej bitwie pod Beresteczkiem, obchodzono je uroczyście w Rzymie, w Wiedniu i w Paryżu, rozumiejąc słusznie, że pokonano straż przednią zalewu muzułmańskiego, wstrzymanego przez “przedmurze chrześcijaństwa”. I pokazało się, że rozumowano słusznie; Ukraina wraz z większą częścią Podola stała się ostatecznie prowincją turecką – nie moskiewską. Moskwa stała na drugim planie i dopiero z polecenia kalifa muzułmańskiego wezwał był Chmielnicki także Moskwę do najazdu na Polskę. Odtąd wyłania się atoli nowy cel, dla państwa polskiego zasadniczo fatalny: żeby Moskwa uznana była zwierzchniczką wszelkiego prawosławia. Miało się to kiedyś poźniej zwrocić przeciwko Turcji, lecz na razie nie tyczyło Bałkanu, lecz tylko prowincji polsko-litewskich i było dla tureckich interesow pożądanym osłabieniem Polski, jako tego państwa, ktore układało wciąż projekty ligi przeciw połksiężycowi. Odtąd interesy Moskwy i Turcji złączyły się na długo przeciw polsko-litewskim.

Moskwa nabrawszy pozy obrońcy prawosławia przeciw unii, jako łacińskiej herezji, zrobiła sobie z tego wnet pozycję polityczną. Skończył się czas, kiedy to Polska wywierała wpływ na Moskwę, a zaczyna się odwrotny kierunek wpływów poprzez Ruś litewską i Ukrainę. I przyjmują się wpływy te wschodnie, podmywając kulturę polską na wschodzie coraz widoczniej. Okazało się, jako kultura ta mocno jest osadzona tylko tam, dokąd sięgnęło “łaciństwo”. Unia cerkiewna nie stanowiła niczego a niczego pod względem cywilizacyjnym; li tylko kler unicki pochodzenia polskiego stanowił pomost cywilizacyjny w łonie unii, ale unia sama nie stanowiła wcale zwrotu ku cywilizacji zachodnio-europejskiej.

W razie osłabienia się w Polsce tej cywilizacji chrześcijańsko- klasycznej, w razie gdyby Polska przestała promieniować tą cywilizacją ku wschodowi, Ruś – sama cywilizacyjnie bierna – oddana byłaby wyłącznie pod wpływ cywilizacji turańskiej, mianowicie kultury moskiewskiej. A moment taki nadszedł w osławionych czasach saskich.

Przyczyna tak zasadniczo zmienionego toku naszych dziejow tkwiła w naszych stosunkach wewnętrznych. Myśmy rozszerzyli łacińską cywilizację na państwo litewskie aż po Dniepr – ale miejmy na uwadze, że dwie trzecie tego państwa, to Ruś prawosławna, wpływom Polski poddana już to więcej, już to mniej, lecz nigdy dla cywilizacji zachodnio europejskiej w całości nie pozyskana. Tylko katolicyzm obrządku łacińskiego stanowił zresztą rękojmię historyczną w tej kwestii. Doniosłe sprawy ekonomiczne – w co tu bliżej wdawać się nie mogę – sprawiły, że na Rusi litewskiej wytworzył się ów typ “królewiąt”, pojmujących życie zbiorowe wcale nie po zachodniemu, żyjących i innym urządzających życie zgoła odmiennie, niż to bywało w prowincjach “Korony”, a zwłaszcza w Wielkopolsce, nie mogącej nigdy zrozumieć metod życia publicznego w Wielkim Księstwie litewskim. W trzeciej redakcji statutu litewskiego czuje się mieszaninę Zachodu a Wschodu, a litewscy magnaci stają się z czasem istnymi kacykami orientalnymi. Korona nie znała zgoła takiego typu magnata – a zresztą najwięksi latyfundyści koronni byli ubogimi w porównaniu z litewskimi panami. Właściwie w Koronie nie było całkiem “panów”; wszyscy pochodzili z Litwy. Im uboższy kraj, im więcej nędzy w społeczeństwie, tym większe znaczenie bogaczy, choćby nieliczną stanowili warstwę. Polska i Litwa zubożały niesłychanie przez “potop” doznały straszliwych skutkow katastrofalnej deprecjacji pieniądza i… wyludnienia ponownego.

Zapanowała nie bieda, lecz wprost nędza, a zatem… trzęśli odtąd Polską i Litwą bogaci “panowie” z Litwy. Przestaje Korona wywierać wpływ na Litwę; wszystko przesuwa się wręcz odwrotnie: Korona ulega wpływowi Litwy. Demokracja polska zamienia się w litewską oligarchię, oświata polska ustępuje litewsko- ruskiej niższości kulturalnej.Wszystkie sprawy państwa opanowane zostały przez żywioł litewsko-ruski, Koroniarze zepchnięci w życiu państwowym na drugi plan. Sejmy stały się igraszką samowoli panów litewskich, ich chuci władzy, ktora dochodziła aż do tego, że niejeden raz pojawiały się pomysły utworzenia osobnego udzielnego państwa dla tego lub owego magnata, ktoremu zachciewało się korony na jakiej prowincji, gdy nie mogł zostać krolem całości. W Koronie bądź co bądź takich pomysłów nie bywało! Na Litwie powstały “milicje nadworne” panów, po prostu wojska prywatne wielmożów, na ich żołdzie i posłuszeństwie, siła zbrojna mająca jawnie służyć prywacie jednostki. Pod sam koniec XVII wieku związała się na Litwie szlachta przeciwko Sapiehom; trwała lat kilka wojna domowa, prawdziwa wojna, ani nawet zwycięstwem walnym szlachty pod Olkienikami nie zakończona (listopad 1700 r.), ani też nie załatwiona “komisją” roku 1702. To był doprawdy Wschód! Co za orientalizm w “Pamiątkach Soplicy”! Ale skąd się to wzięło?

Zubożeniem wyjaśnia się wiele, bardzo wiele – ale ubostwo może nastać w obrębie każdej cywilizacji. Oczywiście, że nędza cywilizację kazi, psowa, obniża, ale nam tu nie o to chodzi, ale o zmianę cywilizacji. Pijanego szlachcica, najmującego się do zerwania sejmu; analfabetę wyniesionego nad mieszczaństwo, z prawem noszenia szabli na sznurku i otrzymywania kary cielesnej na kobiercu; dewociarza, ktory każe się braciszkowi od Bernardynow biczować za łotrostwa, ktore jutro będzie popełniać na nowo; takich typow nie sposob zaliczać do cywilizacji zachodniej. Czyż miała choćby cień jakiegoś pojęcia o prawie publicznym “Alba” Radziwiłłowska? Czy znajdowała posłuch inna władza, jak tylko oparta na majątku i sile, wypływającej ze stosunkow osobistych, prywatnych, a mogącej użyć przemocy? czy na rozległej Rusi litewskiej uznawano jakąś powagę, procz przemocy? czy gwałt nie stał się tam jedynym regulatorem życia? I to miała by być cywilizacja nasza, chrześcijańsko-klasyczna?

Spojrzmy na tę sprawę głębiej :Ustrój życia zbiorowego zmienił się radykalnie, z demokratycznego na oligarchiczny, a dostęp do urzędow wpływowych zawisł od osobistych stosunkow do członkow oligarchii. Nie ma stronnictw, nie ma programow; są tylko partie tego i owego oligarchy. Tylko bogacz, ktorego stać na utrzymanie dworu i milicji, posiada głos w sprawach państwowych; on bowiem mianuje po prostu posłow sejmowych, wybieranych za jego pieniądze i pod przemocą gwałtow jego zbirow. Wszystko, co się wydaje sprawą publiczną, ma źrodło gdzieś w jakiejś sprawie prywatnej.

Organizacje wszelkie pochodzą z inicjatywy jakiegoś “pana”, noszą nawet jego mundur. Wytwarza się specjalny feudalizm litewski, iż każdy szlachcic, chcąc żyć spokojnie, musi chwytać się jakiejś pańskiej klamki, zaciągnąć się do czyjejś kohorty. Trzeba się oddać w zawisłość prywatną silniejszemu, jeżeli kto nie chce znaleźć się poza urządzeniami społecznego ładu i względnego przynajmniej bezpieczeństwa. Oto stan Wielkiego Księstwa!

Ten brak prawa publicznego odrębnego, a oparcie porządku publicznego na prawie prywatnym, wielce pomnożonym, rozszerzonym – to zasadnicza cecha cywilizacji turańskiej. Cała szlachta zorganizowana jest militarnie; wszelka szabla znajduje się zawsze w pogotowiu do służby temu, kto ją opłaca czy to bezpośrednio, czy dzierżawą folwarku, czy utrzymywaniem dzieci w szkołach itp., lecz do służby państwu w takim tylko razie, gdy prywatny zwierzchnik wyda odpowiednie rozkazy: Już są bez znaczenia organizacje dawne, wszystkie rozwiały się wobec tej jednej. Społeczeństwo może się rozwijać tylko w ramach wskazywanych przez oligarchow. To jest czysto turańskie (europejska oligarchia, np. wenecka, nie wkraczała w sprawy społeczne, ograniczając się do polityki). Taki stan rzeczy nastał już pod koniec panowania Jana III, a rozwijał się z przeraźliwą szybkością i wszechstronnością. Męty i ciemnota, oto żywioł, w ktorym przygotowywał się upadek państwa. Byliśmy zupełnie oddaleni od cywilizacji łacińskiej, a wytwarzaliśmy jakąś nową odmianę turańskiej, przynajmniej w prowincjach wschodnich Rzplitej. 

Oto skutki dążeń do wynalezienia syntezy Zachodu i Wschodu! Przez tę syntezę zginęliśmy. Bo Wschód zawsze gorą, gdy Zachód w imię poszukiwania syntezy do niego się zniża. Utraciliśmy związek z krajami cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej, łacińskiej. Nie sąsiadowaliśmy bezpośrednio z żadnym takim krajem. Niegdyś czerpaliśmy cywilizację wprost ze źrodeł, z Francji i z Włoch, tak dalece, iż Sienkiewicz mogł wyrazić się, jako inteligentny Polak posiada dwie ojczyzny: polską własną rodzimą, tudzież Włochy, rodzimej uzupełnienie. Niegdyś! Ale jakież były stosunki z Włochami lub Francją w okresie saskim?

A w bezpośrednim sąsiedztwie niemieckim triumfowała właśnie kultura bizantyńsko – niemiecka, wydobywały się na pierwsze miejsce Prusy, a prawo dynastyczne uznawane było powszechnie jako najwyższe prawo państwowe. Okoliczność ta miała zaważyć rozstrzygająco na losach Polski. Kiedy  sapere ausus X. Konarski rozpoczął swe zbożne dzieło odrodzenia, zaczął od społeczeństwa, nie od państwa, a więc brał się do rzeczy całkiem po zachodniemu. Podniety i w znacznej mierze wzorow szukał we Francji, a spopularyzowanie języka francuskiego stanowiło środek do wytkniętych przez niego celow. Ponad głowami Niemiec sięgnęliśmy do krynicy Zachodu i to ocaliło przynajmniej narodowość polską, skoro już za poźno było ocalić państwo. Tu bowiem padły na szalę siły, ktorym nie zdołaliśmy jeszcze przeciwstawić dostatecznych własnych: pojęciu państwa dynastycznego i absolutnego jakżeż przeciwstawić skutecznie to państwo, ktore istniało w Polsce w czasie pierwszego rozbioru, a ktore stanowiło przedmiot szyderstw w Europie? Karykaturą też była nasza armia, ktorej przesmutne opisy mamy we wspołczesnych pamiętnikach; siła zbrojna właściwa była w prywatnych milicjach, ofiarowywanych czasem państwu z łaski, za co było się nawet… patriotą. Samo pojęcie patriotyzmu musiało ulec zmianie.

Trzeba 30 lat, żeby mogli zająć odpowiedzialne stanowiska i zacząć wpływać na opinię wychowankowie danej szkoły; trzeba drugich lat 30, żeby otrzymać rezultaty przez dostateczną ilość zwolennikow, należycie zdecydowanych, choćby na walkę orężną. Pierwsza szkoła Konarskiego stanęła w roku 1740 (Collegium Nobilium w Warszawie). Sejm Wielki obradował w lat 48-52 potem; Konstytucję Trzeciego Maja ogłoszono w 51 lat po zawiązku “reformy Konarskiego”; powstanie Kościuszkowskie wypada w 54 lat po roku 1740. Były to reformy niewątpliwie z łacińskiej wynikłe cywilizacji. Odrodziła się w Polsce i z początkiem wieku XIX miała zapanować na nowo niepodzielnie.

Gdybyż to było nastąpiło o jakie 20 lat wcześniej! Ale za czasow Sejmu Czteroletniego turańska opozycja była jeszcze dość silna, a z pomocą zewnętrzną postawiła na swoim i dzieło Trzeciego Maja obaliła. Należy traktować te wypadki na podłożu ogolno-cywilizacyjnym, jako walkę dwoch metod ustroju życia zbiorowego, a zatem walkę dwoch cywilizacji. Szczęsny Potocki jest typem turańskim, Kościuszko łacińskim.

W porozbiorowych dziejach nie brakło mocnych uderzeń obydwóch wrogich polskości cywilizacji: bizantyńsko-niemieckiej i słowiańsko- turańskiej, ale odpieraliśmy je zwycięsko aż do końca XIX wieku. Ileż w tym zasługi Kościoła! Odpadło, co w nim samym nie było związane z cywilizacją zachodnio-europejską, łacińską, odpadła niemal cała unicka cerkiew, ale to, co zostało, stanowiło niewzruszoną twierdzę. Po roku 1863 nastąpił istny nowy najazd mongolski na nasze ziemie.

Czynownictwo i szkolnictwo rosyjskie dotarło do każdej gminy wiejskiej. Odtąd nie było pod zaborem rosyjskim Polaka, ktory by za młodu nie podlegał wpływom kulturalnym moskiewskim. Wszystko zależało od tego, co będzie silniejsze: dom, czy szkoła? Z reguły dom polski okazywał się bez porownania silniejszym i nawet nie odczuwało się wpływow rosyjskiej szkoły; strzepywało się to, jak pył z ubioru chłopca, przyjeżdżającego na wakacje do rodzicielskiego domu.

Ale nie każdy chłopiec pochodził z silnego domu, nie każdy dom posiadał tradycję i świadomość cywilizacyjną, nie w każdym znalazły się odpowiednio silne charaktery. Czasy zaś demokratyzowały się nawet pod rządami rosyjskimi, i coraz więcej ubiegało się o nabycie “praw” przez szkołę młodzieży takiej, ktora wychodziła z domu licho uzbrojona, a nawet zgoła nieuzbrojona do walki z rusyfikacją intelektu. Dostojewski, a potem Tołstoj rozstrajali duszę polską… Właśnie na przełomie wieku XIX i XX począł się pojawiać w Polsce typ nowy: Polaka o gorącym sercu polskim, gotowego do wszelakich ofiar, nawet do męczeństwa za Polskę, ale mającego… mozg zrusyfikowany.

W literaturze polskiej wskazać można na bardzo głośne nazwiska autorów, którzy nie tylko przejęli fakturę literacką od Rosjan, ale szerzyli rosyjskie “nastroje”, a nawet wprost rosyjskie pojęcia o życiu prywatnym i publicznym – nienawidząc Rosję z całej duszy! Nasiąkli rosyjską metodą myślenia i starali się stosować ją… dla dobra sprawy polskiej. Skutek musiał być oczywiście wręcz przeciwny zamiarom. Dlatego to tak znaczna część przedsięwzięć naszych literackich, podjętych z patriotycznym zapałem, nie wyszła bynajmniej na dobro polskości.

Gdybyż rosyjska metoda rozumowania ograniczyła się w polskich mozgach do literatury! Nie jest to wcale najważniejsza część bytu zbiorowego!

Ale chodziło i chodzi o stawki grubsze, o sprawy  społeczne i polityczne. Te, traktowane na modłę rosyjską, wywierały skutki przeraźliwe, burzyły ustroj polski, osłabiały strukturę narodu, odbierały nam oporność. Zwłaszcza socjaliści polscy lubowali się w rosyjskich metodach. Oni, najwięksi wrogowie caratu, nieubłagani w walce z Rosją oficjalną, rusyfikowali mozgi polskie bardziej, niż całe czynownictwo.

Nihilizm rosyjski odbił się fatalnie na całej lewicy polskiej. A pojęcia państwowe opozycja ta brała żywcem od caratu; chodziło im tylko o zmianę osob rządzących, o zmianę osob prześladowanych, ale nie o zmianę systemu rządow. Terror, przemoc, stanowiły w ich oczach rownież jedyne środki rządzenia. Przez rewolucję nie rozumieli nic innego, jak tylko odwrocenie kierunku i pola działania terroru despotycznego. żaden a żaden rewolucjonista rosyjski nie pomyślał ni sekundy o praworządności, bo… nie miał w sobie tego pojęcia, nie wiedział, co to jest.

Koniec wieku XIX i początek XX zaznacza się w Polsce innym jeszcze przejawem orientalizmu: od drugiej połowy wieku XV kwitnie w Polsce cywilizacja żydowska, ubezpieczona już od połowy XVI mocnym podłożem ekonomicznym, od czasow “potopu” i jego następstw zagarniająca coraz wyłączniej cały ruch ekonomiczny w Polsce dla siebie. Nauka talmudyczna dostąpiła na ziemiach Rzplitej rozwoju najwyższego, a w wieku XIX stała się Polska klasyczną ziemią cywilizacji żydowskiej.

Zamknięta dotychczas w sobie, o kulturę polską zgoła się nie troszcząca, poczyna cywilizacja żydowska pod koniec wieku XIX występować do wspołzawodnictwa z cywilizacją chrześcijańsko-klasyczną, a nie bez powodzenia, ktore wzmogło się znacznie z początkiem wieku XX. Metody żydowskie zdobywały pozycje w belletrii i sztukach pięknych polskich, a wkrótce żydowska metoda ustroju życia zbiorowego poczęła wspołzawodniczyć w życiu społecznym i politycznym z metodą chrześcijańsko-klasyczną, łacińską, gdzie niegdzie nawet rugując ją zwycięsko. Żydowskie pojęcia prawnicze znajdowały zwolenników pośrod inteligencji polskiej, toteż żydzi stawali się nawet oficjalnymi rzecznikami interesow polskich, w prasie, w sejmie lwowskim i w parlamencie wiedeńskim. Zastał nas tedy wiek nowy pod silnym naporem Wschodu, pod falami dwoch cywilizacji obcych, turańskiej i żydowskiej, działających jednak jeszcze całkiem niezależnie od siebie. Po odzyskaniu niepodległości napor ten ogromnie się zwiększył, ślepy chyba tego nie widzi! Kultura polska, łacińskopolska, poczęła doznawać niebezpiecznych wstrząśnień. Napor tamtych dwoch zamienił się w ataki, tym groźniejsze że obie połączyły się w akcji przeciw cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej, reprezentowanej w Polsce niepodległej nadal przez katolicyzm. Od kilku lat jesteśmy świadkami skoncentrowanej roboty moskiewsko- żydowskiej na ziemiach polskich.

Czy tylko na ziemiach polskich? Ależ całą Europę obejmuje ta systematyczna akcja przeciwko Polsce! Uderza ona w podstawy cywilizacji łacińskiej wszędzie, od Wilna po Londyn, ale zgnębienie państwa polskiego jest jej pierwszym celem. Tu bowiem, u nas w Polsce, rozegra się walna rozprawa o cywilizację łacińską; gdy orientalne kierunki zawładną Polską, owładnięcie całą Europą będzie wielce ułatwione. Należy brać pod uwagę jak najpoważniej niebezpieczeństwo zagłady naszej cywilizacji. Jest ono tym większe, iż rownocześnie wzmogła się nadzwyczaj cywilizacja bizantyńska. Sprawił to traktat wersalski układany nie przez najtęższe głowy spośrod zwycięskich narodow Zachodu; ileż dowodow zabawnej ignorancji złożyli tworcy tego traktatu! Pierwszym, kto spostrzegł się na świetnych dla bizantynizmu następstwach wojny nieudolnie zakończonej był metropolita belgradzki, ktory wydał w lot płomienną i triumfalną odezwę o nastającej dobie wielkiego odrodzenia całej cywilizacji bizantyńskiej. A nie wiedział dostojnik ow prawosławnej cerkwi i nie zdawał sobie z tego sprawy, jako na geograficznym zachodzie ma nadzwyczajnego sojusznika do wschodniego dzieła: bizantynizm niemiecki. Dzięki arcydziwnej omyłce zwycięzców, iż zwrócili się przeciwko Niemcom w ogole, zamiast ostrze warunkow pokoju zwrocić wyłącznie przeciwko Prusom, dzięki jakiemuś zaślepieniu dyplomacji Zachodu, ktora postępowaniem swym narzucała wprost Niemcom, iżby sprawę niemiecką identyfikowali z powodzeniem Prus – powiększyła się jeszcze bardziej hegemonia pruska w Niemczech, zyskując na powadze moralnej.

Dzięki błędom traktatu wersalskiego kierunek pruski góruje w Niemczech jeszcze bardziej, a jest to niemiecki bizantynizm. Skoro jesteśmy świadkami, jak judaizm połączył się z moskiewszczyzną, związany przeciw wspolnie znienawidzonemu katolicyzmowi (reprezentowanemu na Wschodzie przez Polskę), nie wolno nie przewidywać rownież możliwości, że podadzą sobie ręce z tego samego powodu  i w tym samym celu bizantynizm południowy i połnocny.

Cywilizacja chrześcijańsko-klasyczna jest poważnie zagrożona w całej Europie, a najgroźniej w Polsce. Otucha w tym, że prawdopodobnie Kościoł zidentyfikuje się w Europie z tą cywilizacją, ktora jest jego dziełem. Kościoł stoi wprawdzie w zasadzie ponad cywilizacjami, lecz w danym kraju i w danym czasie hierarchia kościelna musi oczywiście należeć do pewnej cywilizacji, właściwej dobie i miejscu.

Z czterech rozsiadłych w Europie cywilizacji (łacińska, bizantyńska, turańska, żydowska) trzy są katolicyzmowi wrogie tak dalece, iż zniszczenie go zaliczają do swych celow, a czwarta, łacińska była i jest Kościoła podporą. A zatem nasuwają się nieuchronnie pewne wnioski, całkiem logiczne i jasne. Oto garść uwag, ktorymi pragnąłem się podzielić z audytorium jednolicie i gorąco katolickim.

Jakżeż mylne jest mniemanie, jakoby na naszych ziemiach nie bywało nigdy innej cywilizacji, jak tylko zachodnio-europejska, łacińska! Polska położona jest pomiędzy Zachodem a Wschodem nie tylko geograficznie, ale cywilizacyjnie. Wschód wysunął swe macki daleko ku Zachodowi, a orientalizm cywilizacyjny ciśnie nas z dwóch stron; nadto zaś trzeci orientalizmu rodzaj wytwarza się w samej Polsce (cywilizacja żydowska).

Nie uważajmy Polski za kraj niedostępny dla cywilizacji innych, jak łacińska, bo historia temu przeczy! W okresie saskim szerzyliśmy nie łacińską cywilizację ku Wschodowi, lecz turańską ku Zachodowi i byliśmy sami tworem orientalnym. Baczmy, żeby się to nie powtorzyło! A zasadniczą rzeczą do uniknięcia niebezpieczeństwa jest to, żeby sobie z niego zdawać sprawę. Polska albo będzie katolicką, albo jej nie będzie. Katolicyzm jest w Polsce związany ściśle z cywilizacją łacińską, i bez niej nie ma panowania katolicyzmu u nas. Losy Kościoła związane są w Polsce z losami tej cywilizacji.

Geograficznie nie przestaniemy być pomiędzy Wschodem a Zachodem – ale cywilizacyjnie nie musimy wcale być pomiędzy Wschodem a Zachodem, lecz możemy przychylić szalę stanowczo na rzecz Zachodu. Nie dajmy uwodzić się syrenim głosom, nawołującym nas znow do jakiejś syntezy Zachodu i Wschodu na ziemiach Polski, bo przy tym możemy się znow zorientalizować, a to znaczy: pozbawić się wszelkich sił i duchowych i fizycznych, jak o tym uczy doświadczenie czasow saskich.

W dążeniu do syntezy cywilizacyjnej zachodnio-wschodniej kryje się dla Polski nicość kulturalna i nicość polityczna.

Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby; któraś z cywilizacji musi być panującą, bo inaczej upadek niezawodny.

Walka wzorców cywilizacyjnych, czyli Niemcy, Rosja i Żydzi a sprawa polska. KONECZNY. Cz. I.

wawel, 23 maja 2024 ekspedyt/niemcy-rosja-i-zydzi-a-sprawa-polska

WSTĘP

1.

Polecam kapitalnej wagi tekst Konecznego o tym, jak przez wieki Polska opierała się hegemonii rosyjskiej i niemieckiej oraz wpływom żydowskim, czyli o walce wzorców cywilizacyjnych. Fragmenty dotyczące nigdy nie ustających hegemonicznych zapędów Niemiec wobec Polski oraz niszczącej roli Niemiec wobec cywilizacji łacińskiej wyróżniłem innym kolorem czcionki, aby uprościć odnalezienie  w tym bogatym tekście  akapitów dotyczących walki wzorca niemieckiego z polskim.

Tekst Konecznego wyjaśnia w sposób niepodważalny moment dziejowy, w którym jesteśmy. Na drodze do piekła z pomnikami kastowych, rodzinnych, partyjnych mitów na plecach. Czy zrzucimy ten balast i damy radę zawrócić?

Cz też będzie tak, jak w tym wersecie: ” I wyszedłszy duchy nieczyste weszły w wieprze. A stado prawie dwutysięczne w wielkim pędzie ze stromego zbocza wpadło w morze i utonęło.”

2.

Sytuacja Polski jest nie do pozazdroszczenia. Jako naród i państwo jesteśmy między Scyllą europeistów apatrydów (opozycja totalna, Lewica, PSL, 3D) a Charybdą mitomanów udających patriotów i godzących się na poddanie nas hegemonii Niemiec Unijnych, na wywłaszczanie nas z mieszkań, nieocieplonych domów, z naszej historii i tradycji, z naszego języka potworniejącego w jakiś przestępczy slang polit-pop, na wygaszanie gospodarki, górnictwa, rolnictwa i małej przedsiębiorczości za pomocą pakietu klimatycznego (postępujący wzrost cen energii, czyli rekietu i haraczu dla międzynarodowego lobby klimatycznego) oraz na wygaszanie cywilizacji łacińskiej za pomocą inwazji pogańskich, gnostyckich herezji (konwencja stambulska itp.) wymuszanych na Polsce przez UE.

Równolegle trwa ulubiona gra “ludu zamieszkującego symulakrum”, czyli tworzenie pseudokomisji do pseudobadania pseudowpływów pseudorosyjskich, czyli mącenie w szklance wódki serwowanej przez karczmarzy żydowskich aktywnych w tumanieniu populacji jak za czasów Staszica.

Bajania o “obronie chrześcijaństwa” przez Polskę są częścią rytuału odprawianego przed pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. Popiskiwania o tym, jak to UE ingeruje w nasze sprawy są śpiewem kastratów śpiewających przeciw UE tak cienko, by nie nie powstała żadna rysa na micie Lecha Kaczyńskiego i genialności każdego jego posunięcia. To droga ku upadkowi Polski. Niech Polska szczeźnie ekonomicznie, kulturowo i cywilizacyjnie, byle tylko mogły stawać coraz to nowe pomniki realne i mentalne dworzan partyjnych. Jak pisał Koneczny najbardziej niszczący Polskę i polskość są ci, którzy publicznie… nienawidzą Rosji, zaś mają umysły zrusyfikowane do szczętu i rosyjskie porządki zaprowadzają w polityce, ekonomii i kulturze. I ci właśnie zrusyfikowani… przeciwnicy Rosji najbardziej działają w interesie drugiego hegemona – Niemiec.

Nie miejmy złudzeń, UE zbudowana wg niemieckiego wzorca wszechwładzy i biurokracji państwowej (statolatria) i realizująca interesy niemieckiej dominacji ekonomicznej jest wrogiem Polski i prowadzi do jej stopniowego wyniszczenia. UE jest antyłacińska, antyeuropejska a więc niosąca anihilację Polsce. I jest aż do fundamentów i EX DEFINITIONE socjalistyczna. Rodzinne mity i kulty przyczyniające się do utrwalania wasalizacji Polski wobec tego imperialnego projektu niszczą ją. Nie ma socjalizmu nie będącego międzynarodowym, zaś międzynarodowy znaczy “zbudowany na trupach narodów”.

image

FELIKS KONECZNY

POLSKA MIĘDZY WSCHODEM A ZACHODEM

Wygląda to może na banalność, żeby mowić na temat “Polski między Wschodem a Zachodem”. Ktoż nie wie, że Polska położona jest tak nie tylko geograficznie, lecz zarazem duchowo: religijnie i cywilizacyjnie; wiadome każdemu są przejawy i skutki tego położenia, i nie sztuka, że wiadome, bo są widome każdego dnia i na każdym kroku. Wystarczy wziąć do rąk gazetę polską i czytać ją uważnie, komentując treść ze stanowiska cywilizacji, a uderzy nas aż nazbyt wyraźnie mieszanina Zachodu i Wschodu! Olbrzymia Większość inteligencji polskiej uważa to za coś całkiem naturalnego, wychodząc z założenia, jako położeniu geograficznemu nie mogą nie towarzyszyć następstwa cywilizacyjne, a wcale się tym nie martwiąc, owszem biorąc z tego otuchę do wielkiej przyszłości Polski, jako mającej dokonać syntezy Zachodu i Wschodu, co ma być największym z wielkich dzieł historii powszechnej. W tym upatruje się misję dziejową Polski. Dodaje się, że zawsze to było misją naszą, lecz niestety nic umieliśmy wywiązać się z niej, nie dość wiernie jej służyliśmy, niebacznie od niej odstępowaliśmy i skutkiem tego nastąpił upadek i rozbiory.

Otoż ja jestem innego o tym wszystkim zdania. Syntezę Zachodu a Wschodu uważam za czczy frazes literacki. a widoczna obecnie w Polsce mieszanina cywilizacyjna jest w mych oczach świadectwem upadku cywilizacji. Cywilizacja albo jest czysta, albo jej nie ma; nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Upadła Polska dlatego, że poszukując niby syntezy Zachodu ze Wschodem, zrobiła ze siebie karykaturę cywilizacyjną – i upadnie znowu, jeżeli nie przestanie na nowo tej karykatury urządzać. Ale nie po to zabieram głos, ażeby motywować tę odmienność poglądu na rzeczy, niby powszechnie wiadome. Robiłem to przy innych sposobnościach, a robiłem – przyznaję-niedokładnie. Sprawa jest bowiem tego rodzaju, iż trzeba wiele rzeczy przemyśleć i przygotować niektore studia wstępne, ażeby potem wynik ostateczny rozumowań przedstawił się jako logiczna konieczność. Te studia wstępne obejmują rozmaite tematy. Nie może między nimi zabraknąć roztrząsania, co w historii polskiej było Zachodem czy Wschodem, i jaki to był Zachod, i co za Wschod? Trzeba się przyjrzeć bliżej pojęciom, ktorymi szermuje się u nas w mowie potocznej, nie poddawszy ich naukowej, że tak powiem, ekspertyzie.

Ta ekspertyza – i nic innego – ma stanowić przedmiot udzielonego mi łaskawie głosu. Chodzi o ścisłe określenie faktow, ażeby dojść do ścisłości pojęć.

* * *

Zrobmy chronologiczny przegląd faktow, ktore stawiały naszą przeszłość “pomiędzy Zachodem a Wschodem”. Za najstarszy objaw “Wschodu” na ziemiach polskich uważa się zazwyczaj misję apostołow słowiańskich św. Cyryla i św. Metodego, a tymczasem to właśnie polega na pomyłce – szerzonej skwapliwie przez literaturę rosyjską. Do państwa bułgarskiego na Bałkanie docierało chrześcijaństwo z obu głownych ognisk, z Bizancjum i Rzymu. Wśrod zwolennikow Rzymu wyłonił się pomysł, żeby ułatwić sobie nawracanie utworzeniem obrządku słowiańskiego, rzymsko-słowiańskiego, tj. według rytuału rzymskiego, a tylko w języku słowiańskim – i głownymi przedstawicielami tego kierunku byli właśnie “bracia soluńscy”. Apostołowalioni jak wiadomo, pośrod Chazarow, ktorzy posiadali wtedy zwierzchnictwo nad znaczną częścią słowiańszczyzny wschodniej. A jednak nie przedostał się najmniejszy promyk wiary świętej z nad Donu nad Dniepr, w stronę Kijowa! To, co się mowi o apostolstwie braci soluńskich na Rusi, jest wierutnym wymysłem. Cała działalność misyjna św. Cyryla i św. Metodego nie ma najmniejszego związku ze słowiańszczyzną wschodnią, a w biografii Apostołow słowiańskich nie ma miejsca ni czasu na pobyt ich na Rusi. Na dworze księcia bułgarskiego zwyciężył atoli prąd bizantyjski, bracia więc soluńscy usunęli się (czy też zostali usunięci?). W kilka miesięcy po ich wyjeździe przyjmuje car Bogorys chrzest w obrządku wschodnim, greckim. Ale dwojakie wpływy ścierały się w Bułgarii nadal, i Bogorys przerzucił się wnet do łaciństwa, ażeby w roku 870 powrocić do obrządku greckiego. Z tymi zmianami nie mieli św. Cyryl i św. Metody nic do czynienia, gdyż nie powrocili już na Bałkan. Pragnęli poświęcić się znowu pracy misyjnej poza Bałkanem, wśrod pogan. Chętnych do nawiedzenia obcych stron zastały poszukiwania księcia wielkomorawskiego Rastyca, ktory wiedział zapewne o zawiązkach obrządku rzymskosłowiańskiego. Oczywiście Rastyc musiał wiedzieć po co sprowadza braci soluńskich.

Językiem obrządku rzymsko-słowiańskiego jest narzecze bułgarsko- macedońskie, dla ktorego Cyryl obmyślił nowe abecadło, zwane głagolicą, ktora to nazwa przylgnęła i do obrządku. Na macedońską bułgarszczyznę przetłumaczyli apostołowie zachodniej Słowiańszczyzny rzymskie księgi liturgiczne i spisali je głagolicą. Podnoszone co do ich wierności Rzymowi wątpliwości, uważanie ich za “wysłannikow bizantyńskich”, upadają wobec faktu, że obmyślony przez nich obrządek był rzymskim, czysto rzymskim. Widocznie nie chcieli greckiego.Cyryl i Metody dwa razy jeździli do Rzymu i uzyskali potwierdzenie osobnej prowincji kościelnej, głagolickiej. Misyjne jej granice sięgały na wschod w pogańskie kraje ludow polskich (“Lachow”) aż po Bug i Stryj. Około roku 880 jeden z wysłannikow św. Metodego ochrzcił księcia ludu Wiślan (w Wiślicy na lewym brzegu średniej Wisły) – i to jest początkiem chrześcijaństwa na ziemiach polskich.

A zatem początki te należą do obrządku rzymsko-słowiańskiego, bezwarunkowo do rzymskiego. Nie było w tym żadnych wpływow cywilizacyjnych Wschodu. Głagolica w Polsce niedługo się utrzymała. Istnieje dotychczas w kilkunastu parafiach Istrji i Dalmacji, skazana na zagładę, czego powody i okoliczności nie należą tu do tematu naszego. Nigdy nie miała w sobie nic a nic wschodniego. W nowszych dopiero czasach, kiedy zaczęto “cyrylicę” identyfikować (tendencyjnie) ze św. Cyrylem, rozpowszechniono błędne mniemanie, jakoby apostołowie słowiańscy byli apostołami Słowiańszczyzny wschodniej i jako byli tworcami obrządku grecko- słowiańskiego i praszczurami… prawosławia. Poważna nauka włożyła to dość dawno już między bajki.W 80 lat po chrzcie księcia Wiślan nastąpił chrzest dynastii Piastow, a aczkolwiek w obrządku rzymsko- łacińskim, bliższymi byliśmy natenczas wpływow wschodnich, bizantyńskich, niż za czasow archidiecezji głagolickiej, gdy do niej należały południowe ludy polskie. Chrzest Mieszka I i ostateczne zupełne nawrocenie Polski przypadają na czasy najsilniejszej ekspansji bizantynizmu. Poprzez Illiricum i Dalmację sięgnęły wpływy bizantyńskie jeszcze raz do Italii, ażeby przeważyć tam następnie na południu, maleć zaś ku połnocy; nie przekroczyły one nigdy Alp bezpośrednio od strony włoskiej. Z Sycylii dotarły morzem do Hiszpanii. Z Dalmacji drugim szlakiem sięgnęły na połnoc i tamtędy przekroczyły Alpy, poddunajską drogą handlową w gorę docierały do Niemiec, dalej do Burgundii – umacniając, co tam już było z bizantynizmu z poprzedniej jego ekspansji. Były to niemal wyłącznie wpływy zewnętrzne, form tylko dotyczące – z jednym atoli wyjątkiem, ktory Polskę obchodził właśnie jak najbardziej.

W Niemczech  przyjął się bizantynizm tak dalece, iż powstała tam osobna jego gałąź: kultura bizantyńsko-niemiecka.

Cesarstwo Karola Wielkiego powstało przeciw bizantyńskiemu. Koronował Karola Leon III, ten sam Papież, ktory utwierdził “filioque”. Ale cesarstwo zawiodło i rozprzęgło się, zanim jeszcze dosięgł końca wiek IX. Epizodycznie zabłądziła korona cesarska w roku 896 na głowę krola niemieckiego, Arnulfa, ale to epizod bez znaczenia. Karolingowie niewiele mieli sposobności oprzeć się o Niemcy, ani też nie utrzymała się w Niemczech ich tradycja dynastyczna. Wznowienie cesarstwa przez Ottona Wielkiego w roku 962 – na cztery lata przed chrztem Mieszka I – nie ma ani genetycznego, ani ideowego związku z problematem cesarstwa Karola Wielkiego, z problematem wskrzeszenia władzy i godności rzymskich cezarow na pożytek świata chrześcijańskiego, ażeby być świeckim ramieniem Papiestwa. To drugie cesarstwo zachodnie powstało wśrod walk orężnych z Papieżami. Powstałe za Mieszka I “święte państwo rzymskie narodu niemieckiego” wywodzi się od bizantyńskich “kajdzarow”, przejmując nawet ich nazwę. W przeciwieństwie do dawniejszego, nowe to cesarstwo oparło się o Bizancjum, a zwrociło się przeciw Papiestwu.

Za Ottona Wielkiego dokonuje się owo gruntowne zaszczepienie bizantynizmu w Niemczech. Panowanie jego zaczyna się od urządzenia dworu na modłę bizantyńską, a kończy się w 927 ożenkiem jego syna z cesarzowną bizantyńską Teofanią (corka Romanosa II, siostra Bazylego II Bułgarobojcy i Anny, poźniejszej księżny kijowskiej). Księżniczka ta stanowi osobą swą wykładnik całego rozdziału w dziejach Niemiec i w dziejach powszechnych. Jako małżonka Ottona II, a potem rejentka podczas małoletności Ottona III, posiadała znaczne wpływy polityczne. Dwor jej zasłynął po całym świecie.

Roztoczyła niewidziany dotychczas na zachodzie przepych monarszy i wprowadziła bizantyński ceremoniał. Tym razem nie skończyło się jednak na rzeczach zewnętrznych, na sztuce i dworskości. Z gronem wybitnych bizantyńskich uczonych i statystow wytworzyła Teofania środowisko bizantyńskiej idei politycznej, ktora przyjęła się w Niemczech do tego stopnia, iż stanowi cechę istotną dziejow niemieckich i wywołała dwoistość kultury niemieckiej, przesiąkniętej w znacznej części bizantynizmem. Jakkolwiek nigdy nie opanował on całego społeczeństwa niemieckiego w zupełności, tak, iżby nie było prądu przeciwnego, opierającego się o cywilizację łacińską, jednakże faktem jest, że nigdzie na całym świecie nie osadził się bizantynizm tak mocno, jak w Niemczech. Istnieje niemiecki rodzaj bizantynizmu. Z wyjątkiem panowania Ottona III (ktorego wyjątkowość stanowi przedmiot zgorszenia pruskiego kierunku historiografii niemieckiej) brnęło cesarstwo niemieckie coraz mocniej w bizantynizm. Odtąd dzieje Niemiec przedstawiają ustawiczne ścieranie się pojęć bizantyńskich z zachodnio-europejskimi; istny dualizm cywilizacyjny w samym środku Europy. Tym tłumaczy się niemoc państwowa cesarstwa niemieckiego, jako takiego, i częste okresy bierności kulturalnej w życiu narodu niemieckiego i samoż utrudnione przyjmowanie się idei narodowej.

Reprezentował zaś dwor Teofanii nie lokalne zacieśnienie się niemieckie, lecz uniwersalność. Pod wpływem niemieckim podniosła się na nowo, i to wielce, powaga Bizancjum we Włoszech nawet. Luitprand, biskup kremoński, głośny dziejopis tej doby i jeden z najtęższych umysłow owczesnych, tytułuje cesarza w Konstantynopolu wprost “kosmokratos” tj. władca świata. Niemiecki bizantynizm oddziałał ogromnie na stosunek cesarstwa do Kościoła, tudzież do państw ościennych. Nam tu potrzebne tylko stwierdzenie, że sąsiedztwo bezpośrednie z Niemcami niekoniecznie było sąsiadowaniem z łacińską cywilizacją. Gdyby pierwszy okres naszych dziejow rozwijał się był w zupełnej, bezwzględnej zależności od Niemiec, lub w zupełnej zgodzie z Niemcami, bylibyśmy weszli w krąg cywilizacji bizantyńskiej.

Szczęściem zorganizowaliśmy się w państwo chrześcijańskie nie tylko bez pomocy Niemiec, ale w znacznej części wbrew nim, a za to przy pomocy Papiestwa, zwalczającego już bizantyńskie macki, wysunięte na zachod.

Skuteczniejsze było inne uderzenie bizantyńskiej fali, tym razem od wschodu. Państwo piastowskie składało się tylko z ziem ludow zachodnio-polskich; wschodnie znajdowały się jeszcze poza horyzontem politycznym dynastii Piastow. Z obu stron Karpat mieszkający Lachowie pogrążeni byli jeszcze w bycie plemiennym. Połnocnym trzonem ich osadnictwa były Grody Czerwieńskie, tj. poźniejsza ziemia chełmska, skąd rozszerzyli się ku Karpatom i dalej na południe przełęczą użocką. Kiedy Waregowie poznali Dunaj dolny podczas wypraw bałkańskich wnuka Rurykowego Światosława (964-973), wyśledzili, jako zmierza ku niemu kilka drog z zachodu. Od wielkiego poddunajskiego szlaku handlowego szło odgałęzienie wschodnie przez południowe Podkarpacie i następnie ku połnocy przez wąwoz dukielski wielkim łukiem, żeby okrążyć puszczę, ciągnącą się Wisłokiem aż do ujścia Sanu i Wiaru, do lackiego grodu Przemyśla, a stąd w stronę Bełza i dalej na połnoc nad ujście Huczwy do Bugu (Hrubieszow). Bardzo mała przestrzeń dzieli tu dorzecza Wisły i Dniepru, mianowicie Bugu i Prypeci. Waregowie, urządzający nieustannie i wszędzie wyprawy eksploracyjne, wyśledzili, że tędy droga ze Słowiańszczyzny wschodniej na Węgry i do poddunajskiego szlaku. Postanowili tedy drogę tę opanować, żeby zapewnić sobie łączność ze szlakiem poddunajskim, niezmiernie zyskownym szlakiem handlowym, a zarazem, żeby mieć o jedną drogę więcej do wypraw bałkańskich, poprzez kraj Lachow i Węgry Dunajem.

Plan ow Światosława wznowił Włodzimierz (980-1015) i w tym celu – jak się dowiadujemy z tzw. Nestora – w roku 981: “ide Wołodimer k Lachom i zają hrady ich, Priemyszl, Czerwień i iny hrady” i od tego ludu Lachow Rusini nazwali potem cały narod polski Lachami. Powstały tam stacje waregskie z załogami, ktore po chrzcie Włodzimierza także musiały chrzest przyjąć w obrządku greckosłowiańskim, a od grodow szła propaganda pomiędzy ludność. W ten sposob lud Lachow został wciągnięty w sferę wpływow patriarchatu carogrodzkiego i wschodnio-słowiańskich stosunkow politycznych. Jak wiadomo, ziemia Lachow połnocnych i Grodow Czerwieńskich przechodziła następnie kilka razy od Piastow do Rurykowiczow i odwrotnie. świadectwem polskości zaludnienia była struktura społeczna, nieznana zgoła Rusi, mianowicie “bojarstwo ziemskie”, jako warstwa przodownicza społecznie. Rurykowicze ze swymi drużynami wojennymi znaleźli się niebawem w odszczepieństwie schizmy, i nienawiść do “łaciństwa” stała się dominującą cechą tej kultury. Kiedy potem Kazimierz Wielki przyłączył te ziemie ostatecznie na nowo do państwa polskiego, wprowadził rownouprawnienie obydwu wyznań i poczynił w Carogrodzie starania o hierarchię schizmatycką – za co znalazł się nawet na pewien czas pod klątwą papieską.

Tymczasem na zachodzie działały wpływy bizantyńskie coraz bardziej, wypaczywszy zupełnie ideę cesarstwa. Jak w Bizancjum cesarze mianowali i strącali patriarchow, z duchowieństwa zrobili sobie narzędzie swego samowładztwa, podobnie postępowali cesarze zachodni. Inwestytura świecka biskupow stwierdziła zależność Kościoła od państwa. Europie zachodniej groziło niebezpieczeństwo utracenia powagi duchowej, niezależnej od siły materialnej.

Bizantyńska cywilizacja posiada jedną tylko powagę: władzę państwową, ktorej podporządkowano wszystko bez najmniejszego wyjątku. Wręcz przeciwne są drogi rozwoju cywilizacji łacińskiej, zachodnio-europejskiej: cały jej rozwoj, wszystkie swobody obywatelskie i dojrzałość społeczeństw do spraw publicznych, wyrobiły się dzięki niezależności władzy kościelnej od świeckiej. O tę niezależność toczyła się walka w całej Europie, np. o immunit duchowieństwa. Kler pociągał za sobą do walki o wpływ na państwo, aż wreszcie połączyły się w tym “stany”. Ten rozwoj cywilizacyjny został częściowo przerwany przez wpływy kultury bizantyńsko-niemieckiej. Gdyby ten kierunek niemiecki zwyciężył, groziła zagłada cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej, cywilizacji Zachodu, a całe chrześcijaństwo byłoby zeszło na zbior liturgii, odprawianych dla wodzenia ludu na pasku orientalnego absolutyzmu. Szczęściem opozycja powstała; i w samych Niemczech nigdy jej nie brakło. Zasługa wytworzenia przeciwwagi kulturze bizantyńsko-niemieckiej, a zatem ocalenia cywilizacji łacińskiej, przypada Francji.

Opozycja zasadnicza i zarazem program reform wyszły od uczonych mnichow opactwa benedyktyńskiego Cluny, z hasłem oddania władzy świeckiej wprost pod nadzor duchownej. Pierwszym etapem reform klunijackich było uwolnienie wyboru Papieża od ingerencji cesarskiej, a przelanie wyboru wyłącznie na kolegium kardynalskie w roku 1059. Papież Grzegorz VII stał się wykonawcą klunijackiego programu i na tym tle odbywała się jego walka z Henrykiem IV, będąca walką cywilizacji łacińskiej z niemieckim bizantynizmem. Polska odzyskała wowczas własną prowincję kościelną i koronę krolewską – lecz Bolesław Śmiały, choć umiał wyzyskać stosunki do celow politycznych, nie zdawał sobie sprawy z właściwego związku rzeczy. Kiedy prądy klunijackie dotarły do Polski, krol wystąpił przeciw nim. Zabojstwo św. Stanisława było wymierzone przeciwko immunitowi, przeciw prawu testamentu, przeciw posiadaniu przez Kościoł własności ziemskiej (ażeby był skazany na łaskę dziesięciny grodowej, zawisłej od skinienia krola). Łączyło się to ze sprawą o wpływ społeczeństwa na państwo. Wiadomo, jako społeczeństwo, oparte o Kościoł, sprawę ostatecznie wygrało.Niestety stało się to kosztem zachodniej połaci państwa. Władysław II był ostatnim monarchą, ktory pamiętał o Połabiu i o szczecińskim wybrzeżu. Wraz z upadkiem Połabia upadła potęga polityczna Polski. A rownocześnie Niemcy, wyzyskując godność cesarską w celach wyłącznie niemieckich, doścignęły właśnie punkt kulminacyjnego swego znaczenia w średniowiecznej Europie.

Shołdowawszy Burgundię i Danię, ruszył Fryderyk Rudobrody w roku 1157 na Polskę (mając posiłki czeskie) z katastrofalnym dla Polski skutkiem. Bolesław Kędzierzawy musiał się uznać w obozie cesarskim w Krzyszkowie nad Wartą lennikiem cesarza, zdającym się na jego łaskę i niełaskę. Obok książąt obotryckich, lutyckich, czeskich mieli i polscy być lennikami krola niemieckiego a członkami (trzeciorzędnymi) Rzeszy Niemieckiej, bez praw da uprawiania polityki zewnętrznej. Stawał się Bolesław Kędzierzawy księciem Rzeszy, ktoremu zwierzchnik niemiecki mogł księstwo odebrać, nadając je komukolwiek innemu według własnego uznania. Powaga cesarstwa przerobiona była już całkowicie na przewagę Niemiec, osiąganą przemocą.

Jest to szczyt przewagi bizantynizmu niemieckiego. Zaraz następnego roku wybiera się Rudobrody na wyprawę włoską (1158- 1162), pamiętną zburzeniem Mediolanu. Bizantynizm miał triumfować  rownocześnie w Polsce i we Włoszech, a rownoczesność Krzyszkowa z katastrofą włoską nie jest przypadkowa. Bolesław Kędzierzawy nie wypełnił jednak żadnego z warunkow krzyszkowskich; Polska nie chciała być w Rzeszy, w przeciwieństwie do Czech, ktore dostarczyły posiłkow na zburzenie Mediolanu.W taki sposob uniknęliśmy podboju cywilizacyjnego przez bizantynizm, a synod łęczycki (1180), kronika Kadłubka (sięgająca do roku 1202), wolna elekcja biskupa w Krakowie (1208), działalność rodu Odrowążow ze św. Jackiem i z biskupem Iwonem – obok wielu innych faktow stwierdzają, jakośmy przyłączyli się do cywilizacji klasyczno-chrześcijańskiej, łacińskiej, w ktorej łacina jest nie tylko zewnętrzną oznaką. W tym nastąpiło przywołanie Krzyżakow, ktorzy nieco poźniej, od początku XIV wieku, mieli stać się głownym ku wschodowi filarem bizantynizmu niemieckiego.

Niemal rownocześnie zaznaliśmy najazdu cywilizacji turańskiej. Krzyżacy przybyli w roku 1228, a pierwszy najazd mongolski spadł na Polskę 1241 roku. Całkiem błędne jest mniemanie o najściu “dzikich hord mongolskich”, bo była to armia jak najregularniejsza, za ktorą postępowała zorganizowana biurokracja. Mongolski dżingishan, pod ktorego rozkazami odbywały się ruchy wojsk na przestrzeni od Odry do Oceanu Spokojnego, imieniem Temudżin, był wynalazcą nowej taktyki i nowej organizacji wojskowej, godzien jako wojownik stać w historii obok Aleksandra Wielkiego, Cezara, najbardziej zaś obok Napoleona. Podobnie, jak Korsykanin, wytworzył Temudżin całą szkołę wielkich wodzow i podobnież był wielkim organizatorem i administratorem, podobnież umiał być prawodawcą.

Sam będąc chińskim uczonym wysokiego stopnia “taiming”, miał bez liku urzędnikow chińskich we wszystkich swych zaborach. Mongolska atoli dopiero cywilizacja wytworzyła biurokratyzm nieznany przedtem Chińczykom. Mongołom Temudżina, “niebieskim” , znane było chrześcijaństwo, mianowicie nestorianizm. Bitwę pod Legnicą rozstrzygnęli głownie nestorianie, będący w ogole filarem imperializmu mongolskiego. W następnym pokoleniu nie brakło na tronie dżingishańskim nestorian i nestorianek.

Mongołowie mieli zamiar podbić Węgry, ktory to zamiar nie został wykonany; nie zamierzali jednak bynajmniej podbijać Polski, ktorą napadli tylko dlatego, iż pozostawała w sojuszu wojennym z Węgrami. Na wschodnią Słowiańszczyznę wywarły te najazdy wpływ zasadniczy i rozstrzygnęły one ostatecznie (po dawnych wpływach chazarskich, fińsko-ugryjskich i połowieckich), że Słowianie wschodni należeć będą do cywilizacji turańskiej. Dzięki administracji mongolskiej utworzyło się następnie Wielkie Księstwo Moskiewskie, centrum tej cywilizacji, gdzie wyrobiła się nowa jej odmiana, kultura turańsko-słowiańska, czyli moskiewska. O bizantynizmie nie ma co mowić w całym tym okresie.  

Ruś południowa podlegała wpływom turańskim jeszcze przez Pieczyngow i Połowcow, a kultura połowiecka wywarła znaczny na nią wpływ. Mongolska, oparta częściowo na chińskiej, stanowiła wielki postęp wobec tamtej. Ale dzingishanat wnet rozpadł się (z powodu walk islamu, buddyzmu i nestorianizmu), a Ruś znalazła się w podległości zachodnim, barbarzyńskim kresom dzingishanatu, tatarskiemu Kipczakowi. Zdziczenie Tatarow niosło istną kulturę bezprawia.

Dzięki najazdom tatarskim rozszerzyła się Ruś. Zbiegając tłumnie spod ucisku tatarskich baskatow, emigrowano z Kijowszczyzny ku zachodowi. Wtenczas dopiero ziemia połnocnych Lachow zaczęła być etnograficznie mieszaną, podczas gdy dotychczas przybysze wschodnio-słowiańscy siedzieli tylko na grodach; teraz dopiero otrzymuje ta ziemia osadnictwo rolnicze wiejskie ze wschodu i odtąd dopiero datuje się jej “ruskość” w nowoczesnym znaczeniu. Część tłumnej emigracji musiała się udać jeszcze dalej, a przekroczywszy Karpaty, data początek “Rusi węgierskiej”. Nie ma w ogole o niej żadnej wzmianki w ruskich źrodłach; w węgierskich dopiero od XIII wieku. Trwał atoli i polski żywioł Lachow, utrzymując się zawsze nawet w liczebnej przewadze aż do wieku XVIII. Przybysze wschodniosłowiańscy byli schizmatykami religijnie, a cywilizacyjnie turańcami. Sąsiedztwo coraz większej liczby takich sąsiadow, rozmieszczonych pośrod ludności polskiej w rozległej prowincji – nie mogło nie pociągnąć za sobą następstw cywilizacyjnych ujemnych. Epizod unii cerkiewnej i krolestwa (1254) Daniela na modłę zachodnio-europejską przeminął bez następstw. Nawet w ziemi Lachow gospodarowali od roku 1264 baskakowie. Cała Ruś południowa mogła być powołana do życia tylko przez Polskę, a tymczasem Polska popadła właśnie w zupełną nicość polityczną. Nie dotknęła Polski cywilizacja turańska, ani jej nawet nie drasnęła. Jedyną, na ktorej tle rozwijała się kultura polska, była cywilizacja łacińska. Nie przyjmowaliśmy jej biernie, w prostym naśladownictwie. Przeciwnie! bywały nieporozumienia pomiędzy cywilizacją zachodnio-europejską, a naszą rodzimą metodą ustroju życia zbiorowego. Kiedy po długim oporze zamienili Piastowie jedynowładztwo na system dzielnicowy, właściwy wowczas wszystkim państwom europejskim, wyszła na tym Polska jak najgorzej. Złudzeniem okazały się proby rzucenia na szale walki pomiędzy cesarstwem a Papiestwem własnego polskiego ciężaru. Nastała całkowita bezsilność polityczna. Kolej losow wprzęgała nas coraz mocniej w rydwan niemiecki, ktoremu mieliśmy dopomagać, by się po nas potoczył.

Nie mogliśmy nie przyłączyć się do ustroju europejskiego, a w jego obrębie spotkaliśmy się z niebezpieczeństwem groźnym: idea cesarstwa stała się w interpretacji bizantyjsko-niemieckiej wyrokiem zagłady na społeczeństwa młodsze cywilizacyjnie – jak gdyby Kościoł rzymski, mater nationum, wychowywał je po to, by cesarstwo niemieckie miało żeru pod dostatkiem! Na to wychodziła głowna wytyczna owczesnych dziejow europejskich, odkąd kierunek bizantyński zwyciężył w Niemczech, a Niemcy triumfowały, nad Włochami.

Dalsze przystosowywanie się do takich form politycznych wiodłoby do zguby. Zgubne byłoby oparcie się o kulturę bizantyńsko- niemiecką. Ocalenie mogło nastąpić tylko przez wytworzenie własnej, swoistej polskiej odmiany w cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej. Dotychczasowe koncepcje ustroju “rodziny ludow chrześcijańskich” zwracały się przeciw nam; trzeba było obmyśleć formę nową dla niezmiennej treści chrześcijańskiego ideału politycznego (wieczysty pokoj i braterstwo narodow).Zachodziła przy tym walna rożnica między Polską a całym Zachodem: u nas nie było feudalizmu, owej szczeblowatości ustroju społecznego i państwowego. My ocieraliśmy się o ten system tylko od strony niemieckiej. Słowiańszczyźnie nie był on potrzebny; byłaby to forma niepotrzebna, niewłaściwa, w ktorą trzeba by wtłaczać organizm sztucznie.

Już w Niemczech feudalizm został zaprowadzony w znacznym stopniu sztucznie, bez potrzeby społecznej i przez to musiał się wypaczać. Zjawiskiem normalnym mogł być tylko w tej części Niemiec, ktora rozwinęła się pod panowaniem rzymskim do pewnego poziomu społecznego, z bardzo nieznacznym ku zachodowi obszarem; dalej ku wschodowi był sztuczny, wprowadzany nie dla potrzeb społecznych, lecz w imię organizacji państwowej. Społeczna organizacja feudalna wytworzyła z czasem państwo feudalne, a krolowie niemieccy zaprowadzili feudalizm na wschodzie, by sobie zabezpieczyć siłę zbrojną ludow wschodnio-niemieckich. Nienaturalny ten tok spraw wytworzył wreszcie niemiecką odmianę feudalizmu, rożniącą się od zachodniego cechami wielce ujemnymi. Na Zachodzie wytworzyło się posiadanie ziemi na prawie wojskowym, ale najpierw rozwinęło się gospodarstwo, a potem dopiero gospodarze dla obrony ziemi zorganizowali się wojskowo, feudalnie.

We wschodniej połaci Niemiec odwrócił się ten porządek rzeczy: krol organizował sobie wojsko, ktoremu za służbę oddawał ziemię. Żołnierz obdarzony ziemią nie miał interesu w tym, żeby się zamieniać w gospodarza, do czego nie był zobowiązany; więc też myślał o tym, jakby ciągnąć zyski z ziemi, nie trudząc się gospodarstwem. Wygodniejsza ta forma walki o byt udzielała się czasem i zachodnim krajom niemieckim. Można było naśladować zachodnie państwo feudalne, ale nie sposob naśladować urządzeń społecznych; te muszą wyrość na gruncie, przenosić się nie dadzą. Zrost organiczny społeczeństwa a państwa polegał w zachodnim państwie feudalnym na tym, że pług i miecz łączyły się w jednym ręku (choćby pośrednio systemem wielkich dzierżaw). Niemiecki właściciel krolewskiego nadania ani sam nie gospodarował, ani nie szukał dzierżawcy, lecz poszukiwał lennikow, rownież na prawie wojskowym. Rycerz niemiecki stał się tedy w społeczeństwie pośrednikiem, sam w społeczeństwie niczego nie wytwarzając. Na lennikow swych nałożył także obowiązek pewnych dostaw ekonomicznych, ktore to ciężary każdy lennik starał się przerzucić na swych podlennikow. Ciężary, oparte na szeregu pośrednictw, muszą zamienić się w wyzysk – bez ktorego w końcu trudno się wyżywić. Ten tylko pewny jest swego w takim systemie, kto nie krępuje się niczym. Wynikiem ostatecznym tych okoliczności jest “Raubritter” – zwany w Polsce zawsze po prostu “łotrzykiem”, z charakterystycznym opuszczeniem stanu rycerskiego; w Niemczech atoli aż do XVI wieku zawód ten rycerzowi nie uwłaczał.

W Polsce feudalizmu nie było; zaledwie coś niecoś tu i owdzie się do Polski przesączyło. Naturalny rozwoj stosunkow doprowadził do tego, iż wspolnota rodowa zanikała i w połowie XII wieku przeważała już w Polsce stanowczo własność osobista. Warstwa wojskowa, osiadła na własności ziemskiej, pochodząca z gospodarzy i gospodarować nie przestająca, łączyła i u nas pług z mieczem w jednym ręku. Przez to zbliżaliśmy się do Zachodu chrześcijańsko-klasycznego, a niemieckobizantyńskie urządzenia stały się nam do reszty obcymi. Jak brakiem feudalizmu, podobnież rożniliśmy się od Zachodu pojęciami o stosunku państwa do dynastii. Nieznaną była w Polsce zasada, jakoby państwo było dynastii. Dlatego sławny zapis Gryfiny na rzecz krola polskiego był aktem bez znaczenia w polskiej umysłowości. Bez znaczenia też wobec Polakow było oddanie pod zwierzchnictwo krola niemieckiego Rudolfa Habsburga w roku 1290. Dokonał tego Wacław czeski, tytułem swego zwierzchnictwa nad pewnymi księstwami śląskimi, a wasalstwa swojego wobec Niemiec. Oddał więc Śląsk swemu suwerenowi i dopiero od niego przyjął go z powrotem pod swą zwierzchność, jako lennik Rzeszy Niemieckiej, posiadający swoich wasalow drugiego rzędu w osobach książąt śląskich. Wobec prawa feudalnego było to czymś całkiem naturalnym. Podobnież postąpił Wacław poźniej, gdy wyjeżdżając z Pragi na koronację do Gniezna, najpierw poddał całą koronę polską Albrechtowi I, synowi Rudolfa Habsburga.

W Europie owczesnej dynastia stanowiła spojnię państwa. Wszędzie dążono do łączenia się pod jednym berłem, do zmniejszania ilości państw, a dokonywało się to na tle ekonomicznym z poparciem głownie mieszczaństwa. Obmyślano sposoby, jak rozszerzać granice państw bez wojen, a to przez traktaty wzajemnego dziedziczenia w kilku formach. Nastało nieznane przedtem przenoszenie się dynastii z jednego końca na drugi. Wyrodziło się to wnet w istne frymarczenie państwami przez dynastie, z czym jednak godzono się, byle osiągnąć zjednoczenie jak największych obszarow pod jedną władzą państwową. A uznane powszechnie prawa dynastii do państw stały się podstawą nowego prawa międzynarodowego, ktorego ostatnim wyrazem miał stać się “legitymizm” XIX wieku.

Zaczątkow szukać należy w tzw. legizmie, tj. w stosowaniu pojęć bizantyńsko- rzymskiego prawa do ustroju państwowego. Początki recepcji prawa rzymskiego przypadają właśnie na drugą połowę XIII wieku. Wszyscy legiści byli zwolennikami nieograniczonej władzy monarszej. Legizm stawał w najostrzejszej opozycji przeciw kościelnemu prawu państwowemu; żądali też legiści podporządkowania Kościoła świeckiemu prawu państwowemu. Kościoł zwalczał legizm bezskutecznie i niebawem uległ, gdyż postąpił połowicznie, akceptując w całej rozciągłości ideę dynastyczną – a tylko przeciwstawiając dynastie sobie przychylne nieprzychylnym. W Polsce ozwało się tymczasem poczucie narodowe i w przeciwieństwie do ościennych państw dynastycznych wyrabiało się państwo narodowe. Tworcami nowej idei są arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka, krakowski biskup Paweł z Przemankowa, wrocławski Tomasz II i książę kaliski Bolesław Pobożny (+1279); wykonawcami wychowanek jego Przemysław i zięć Władysław Niezłomny (Łokietek). Tego popierano jako krola narodowego; nie dynastę, lecz wybrańca i przedstawiciela narodu, wyraziciela polskości w przeciwstawieniu zalewowi cudzoziemszczyzny. Polska zrastała się i odradzała w imię idei narodowej. Odrodzenie to wymagało walki z bizantynizmem niemieckim, z prawem dynastycznym i feudalnym. Na tym tle wywiązuje się wojna długa, ktorej początkiem rzeź Gdańska (1309) i roszczenia Jana Luksemburczyka do tronu polskiego.

Kierunek wszczęty rzezią gdańską żyje wciąż i działa; podobnie uroszczenia do panowania nad polskimi ziemiami wcale nie wygasły. Tu wskazać wypada, gdzie początek kłopotow, towarzyszących i obecnie nowemu odrodzeniu państwa polskiego. Są to nieskończone jeszcze, bynajmniej nie wyczerpane walki prądow, posiadających znaczenie powszechno-historyczne. I znowu przyszłość zależy walnie od stanowiska Kościoła. Ale wracajmy do wieku XIV. Panowania Władysława Niezłomnego i Kazimierza Wielkiego (ktory odziedziczył po ojcu państwo najszczuplejsze) nastręczały aż nadto sposobności do stwierdzenia, jako im mniej łączą się miecz i pług w jednym ręku, tym potężniejsza państwowość, tym większym mocarzem monarcha. System feudalny i dynastyczność miały wiele ponęt, zwłaszcza że polskie urządzenia były pod niejednym względem przestarzałe i często nie dopisywały. Kazimierz zyskał przydomek Wielkiego dlatego, że przebudował ustroj państwa polskiego. Rownocześnie zaczęła się wydatna praca kulturalna. Poczyna się krystalizacja odrębnej polskiej kultury w obrębie cywilizacji łacińskiej. Robiło się to wśrod ciężkich przeciwieństw. Prawo feudalne i dynastyczne, te dwie zasadnicze podstawy zachodnio-europejskiego prawa publicznego, okazywały się jeszcze nieraz przeciwnikami polskości, a przynajmniej przeszkodami do jej rozwoju.

Budowa i ustroj państwa polskiego były przeto niedostępnymi dla umysłowości zachodniej. Tytuły Władysława Niezłomnego i Kazimierza Wielkiego do panowanie w Polsce były bez znaczenia wobec feudalnego Zachodu; ich prawo dynastyczne zniesione już było przez szereg traktatow dynastycznych i feudalnych frymarkow, nietykalnych dla Zachodu.

Toteż państwa dynastyczne spiknęły się przeciwko narodowemu, a obrona przed tym spiskiem zajęła największą ilość energii owego pokolenia. A spiski tego rodzaju i na tym samym tle miały się powtórzyć w dziejach Polski kilka razy.

Wiadomo, jako Kazimierz Wielki zmuszony był ponosić ofiary, pośrod ktorych nie najmniejszą było następstwo Ludwika Węgierskiego. Od chrztu księcia Wiślan (około 870 r.) do zgonu Kazimierza Wielkiego ( 1370), lat pięćset; w sam raz połowa całej naszej przeszłości w ogole.

Mylą się ogromnie ci, ktorzy czasy piastowskie traktują, jakby jakiś wstęp do historii narodowej.

Komu obcy ten okres, ten stanowczo nie umie historii polskiej !

***

==============================

[koniec części pierwszej atrykułu. Obok będzie część II. MD

NWO: Wojna z człowiekiem

NWO: Wojna z człowiekiem

Walka o „Nowy Porządek Świata” jest w rzeczywistości wojną duchową.

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAY 23
 
READ IN APP
 

Przez świat wieje zimny wiatr śmierci. Ktoś stwierdził, że jest nas za dużo i trzeba nas zdziesiątkować.

Wielki plan jest taki, że nieliczni ocaleni nie będą mieli czego pozazdrościć zmarłym. Los nowego gatunku poddanych, przywiązanych do cyfrowych plantacji, jest dla nich zarezerwowany.

Śmierć i reedukacja. To idealne hasło dla ogólnoświatowego fenomenu.

Wielkie masakry – od rewolucji francuskiej, przez wojny światowe, po komunizm i narodowy socjalizm (nie zapominając: także formę „socjalizmu”) – wybiórczo wymyślały swoich wrogów, w zależności od interesów ideologicznych, politycznych i strategicznych: klas społecznych, grup etnicznych, kraje…Dziś wróg jest wszędzie: sam człowiek.

Bez względu na rasę, klasę czy przynależność polityczną, wszyscy jesteśmy celem.

Nigdy wcześniej w historii nie było takiej wojny przeciwko człowiekowi.

Sygnał do finałowej fazy dał wirus Covid-19.

George Soros, 11 maja 2020 r.:

Jeszcze przed wybuchem pandemii zdaliśmy sobie sprawę, że znajdujemy się w rewolucyjnym momencie, w którym to, co w normalnych czasach było niemożliwe, a nawet nie do pomyślenia, stało się nie tylko możliwe, ale prawdopodobnie absolutnie konieczne”.

Potem nadeszła wielka rewolucja: szpitale zamieniły się w rzeźnie, domy opieki w obozy zagłady, lekarze w katów, państwa w więzieniach, rządy w strażników, szczepionki w śmiertelne zastrzyki.

Chociaż systemy opieki zdrowotnej deklarowały, że są przytłoczone i przyjmowały jedynie pacjentów chorych na Covid-19 – co zgodnie z „protokołami” uczyniły bezlitośnie kraje świata – wiele krajów dodało do tego także „możliwości” aborcji i eutanazji.

Samobójstwo lub samoaborcja wspomagana telemedycyną stały się rzeczywistością.

Następnie, po dwóch latach chaosu, COVID zniknął, jakby nigdy nie istniał. Jednak 13,6 miliarda dawek szczepionki, które podano 70% światowej populacji (5,7 miliarda ludzi), nadal znajduje się w obiegu. Zabijaj bezpiecznie i skutecznie. Systematycznie i nagle.

Ale ludzie zaczynają się budzić.

Pilnie potrzebna była nowa, śmiercionośna narracja. Zatem pandemię zastąpiła wojna. Równie bezpieczne i skuteczne jak szczepionka. Zwłaszcza, gdy grozi III wojna światowa.

Śmierć nabrała rozpędu i nie da się jej już zatrzymać.

Jak w powieści postmodernistycznej, pod siecią głównej wojennej narracji rozpoczynają się lub rozwijają inne toksyczne wątki epickie: liczne kryzysy (gospodarcze, finansowe, społeczne, kulturalne – z widmem głodu jak cukierek w klatce), zmiany klimatyczne, kryzysy cyfrowe tożsamości, kredyt społeczny, transhumanizm itp. W przeciwieństwie do wojny wszystko zabija.

W przeciwieństwie do wojny wszystko inne zabija powoli. Ale równie bezpiecznie. Zabijają ciało, ale przede wszystkim duszę.

Zdziesiątkowanie nie wystarczy. Zapomniałeś o reedukacji?