Niezbywalne prawo do obrony

Andrzej Solak: Niezbywalne prawo do obrony

https://pch24.pl/andrzej-solak-niezbywalne-prawo-do-obrony

(Źródło: stock.adobe.com /Oprac. PCh24.pl)

Choć broń palna towarzyszy Polakom od chwili jej wynalezienia, w dzisiejszych czasach kwestia jej legalnego posiadania i używania wzbudza skrajne emocje.

Na ziemiach polskich karę śmierci za nieuprawnione posiadanie broni wprowadzono bynajmniej nie pod zaborami, ale pod władzą socjalistów – niemiecko-narodowych i sowiecko-internacjonalistycznych. W PRL „czapa” za nielicencjonowaną miłość do oręża groziła, przynajmniej w teorii, aż do roku 1969! Jak długo jednak można zwalać winę na obce i tubylcze okupacje sprzed dziesiątków lat?

Dziś ogromna większość naszych polityków, i to zarówno z lewicy, jak i tak zwanej prawicy, tudzież kontrolowanych przez nich mediów uznaje Polaków za nację krwiożerczą i niezrównoważoną. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć otwarcie formułowane przekonanie, że jeśli dać Polakom broń, to zaczną się mordować albo że Polacy powinni najpierw dorosnąć do posiadania broni (co chyba będzie trudne bez kontaktu z orężem).

Jak się zdaje, do posiadania broni dorośli już Niemcy, Czesi, Słowacy i cała reszta otaczających nas nacji; tylko potomkowie zwycięzców spod Chocimia i Grunwaldu pogrążeni są w jakimś emocjonalnym niedorozwoju.

Organa III RP walczyły o orężną prohibicję z żałosną zaciekłością. Toż jeszcze nie tak dawno policja wnikliwie rozpatrywała każde podanie o wszelką „broń pneumatyczną” (wiatrówkę!). Prawdziwe batalie toczono o rewolwery hukowe (straszaki) zdolne do miotania kulek gumowych. Kiedy już łaskawie zalegalizowano szacowne czarnoprochowce, „władza” natychmiast zaczęła mataczyć, że amnestia obejmuje tylko oręż – jednak nie sam czarny proch! Toż obywatel zbrojny w replikę siedemnastowiecznego muszkietu czy dziewiętnastowiecznego rewolweru stanowiłby ogromne zagrożenie dla porządku publicznego…

Bo będzie jak w Ameryce!

Strach przed bronią nieodmiennie prowadzi do kasandrycznych ostrzeżeń przed drugą Ameryką, niekiedy drugą Syrią, dawniej drugą Jugosławią i tak dalej (natomiast nikt w mediach nie straszy drugą Ukrainą – najwyraźniej ktoś odgórnie zadekretował, że nasz wschodni sąsiad ma wzbudzać jedynie pozytywne skojarzenia).

Łatwe porównania przeważnie są chybione. „Eksperci” epatujący danymi, że w USA umiera od ran postrzałowych około 30 000 osób rocznie, najczęściej nie wspominają, że liczba ta dotyczy ogromnego obszaru zamieszkanego przez trzysta trzydzieści pięć milionów ludzi, reprezentujących istny tygiel narodów, religii i ras, z własną specyfiką (na przykład tajemnicą poliszynela jest fakt, że trzynastoprocentowa czarnoskóra mniejszość generuje sprawców aż 60 procent zabójstw). Po wtóre, większość tamtejszych śmiertelnych postrzeleń to samobójcy, którzy z braku pistoletu pożegnaliby nasz padół łez za pomocą żyletki, garści tabletek czy skoku z dużej wysokości. Po trzecie – wśród zastrzelonych są zarówno osoby zamordowane przez przestępców, jak i ofiary nieszczęśliwych wypadków z bronią, a także… bandyci ukatrupieni przez uczciwych obywateli i policję.

Przeciwnicy dostępu do broni milczą o tym, że oręż ratuje życie tysiącom ludzi. Profesor Gary Kleck z Uniwersytetu Stanowego Florydy obliczył, że w USA broni palnej używa się w samoobronie nawet dwa i pół miliona razy rocznie. Podczas ogromnej większości incydentów wystarczy jedynie samo pokazanie broni, by napastnik przezornie się wycofał. W wielu udokumentowanych przypadkach obecność uzbrojonej osoby, w porę eliminującej przestępcę, zapobiegła masowym masakrom bądź ograniczyła liczbę ofiar. Nic dziwnego, że dewianci folgujący żądzy mnogiego mordu zaczęli z premedytacją obierać za cel ataku tak zwane strefy wolne od broni (Gun-Free Zones), w tym szkoły. Wiedzą bowiem, że właśnie tam, wobec tłumu bezbronnych ofiar, mogą bez przeszkód realizować swe zbrodnicze instynkty.

Anty-orężna prohibicja dawała opłakane rezultaty także w innych krajach. Niegdyś w Wielkiej Brytanii przeforsowano pomysł, że najlepszym sposobem ograniczenia przestępczości będzie rozbrojenie… uczciwych obywateli. „Władza” dopięła swego – liczba legalnych posiadaczy broni drastycznie stopniała, wszelako w tym samym czasie nastąpił wielokrotny wzrost liczby zbrojnych napaści! Interesujący w tym kontekście jest fakt, że w Polsce w rękach prywatnych jest o wiele mniej broni na głowę mieszkańca niż w Niemczech czy w Szwajcarii, za to proporcjonalnie przodujemy w tej trójce pod względem liczby… zabójstw.

Środowiska lewicowe mają łatwą receptę na rozwiązanie problemu przemocy – wystarczy zakazać posiadania broni. Jednak świat przestępczy nie przejmuje się urzędniczymi zakazami. W USA popularne jest hasło: Jeżeli broń znajdzie się poza prawem, będą ją mieli tylko ci ludzie, którzy już są poza prawem.

Samotni i zdradzeni

– Pistolet jest jak spadochron. Jeśli go potrzebujesz, a nie masz, prawdopodobnie nigdy więcej nie będziesz go potrzebował – mawiają doświadczeni życiowo strzelcy.

Prawo do posiadania broni nie sprowadza się tylko do ingerencji państwa w czyjeś pasje sportowe czy kolekcjonerskie. Chodzi przede wszystkim o zaufanie (lub jego brak) organów państwa do obywateli, o granice wolności, wreszcie o fakt rozstrzygania przez urzędników o prawie człowieka do samoobrony.

Skutkiem obłąkańczej polityki rządzących Polska przestała być państwem jednolitym narodowościowo. Narasta kryzys z odmiennymi kulturowo imigrantami, zarówno tymi z daleka, jak i z najbliższej zagranicy. Przecież wojna na Ukrainie niedługo się skończy. Z rodzinami tak zwanych „uchodźców” przebywających w Polsce połączą się wtedy ich mężowie, ojcowie, synowie i bracia, dotąd na nasze szczęście trzymani w okopach. Przyjadą napompowani ideologią banderowską, a może „tylko” emocjami i traumami kłębiącymi się w pokiereszowanych przez wojnę mózgach. Zapewne wielu było świadkami okrucieństw albo też osobiście brało w nich udział.

Są i inne niebezpieczeństwa, bo problemem społecznym jest stale rosnąca i coraz bezczelniejsza warstwa rodzimej patologii pasożytniczej.

Jak sobie wtedy poradzi przeciętny Polak, który wojsko oglądał tylko w telewizji? Który często czuje paniczny lęk przed bronią? Który nie posiada naturalnych odruchów obronnych, bo od małego szkoła i media przekonywały go, że wszelka przemoc jest zła; że nie należy podejmować walki, bo problemy wystarczy przedyskutować? Który jest przekonany, że do odparcia bandyckiej napaści wystarczy telefon – bo bandyta uprzejmie zaczeka, a policja przybędzie niezwłocznie?

Tymczasem nasza policja ma już dziś ogromny problem z obsadzeniem etatów. Przy tym chyba wszyscy zgodzimy się, że żadne państwo nie jest w stanie postawić policjanta przed każdym domem i na każdym rogu ulicy, aby zapewnić bezpieczeństwo każdemu obywatelowi. Czy wobec tego państwu wolno utrudniać uczciwym ludziom dostęp do środków skutecznej obrony?

Wydawać by się mogło, że uczciwy człowiek przynajmniej powinien mieć prawo po swojej stronie. A przecież wielokrotnie bywało, że polskie organy ścigania i sądy występowały jako sojusznicy… przestępców. Jak w przypadku tego właściciela kawiarni, który za pomocą legalnie posiadanej dubeltówki obronił się przed tłumem osiemnastu zbirów (jednego położył trupem, drugiego ranił, reszta podała tył), a w nagrodę prokurator zażądał dlań… piętnastu lat więzienia za rzekome przekroczenie zasad obrony koniecznej. Albo owego sportowca, który w obronie własnej zadał śmiertelny cios pięścią atakującemu go nożownikowi, za co domagano się czteroletniej „ciupy”, z uzasadnieniem, że napadnięty winien tak obliczyć siłę uderzenia, by nie wyrządzić napastnikowi nadmiernej krzywdy. Albo policjanta, co strzelał do bandyty za kierownicą, bo ten chciał go rozjechać. Przecież nawet jeśli w tych sprawach zapadały wyroki uniewinniające, to samo wytaczanie procesów tym ludziom było nielichym skandalem.

Stare, dobre czasy

Sławny generał Franciszek Skibiński powąchał prochu na niejednej wojnie (zaczął wojować w roku 1917 u dowborczyków, skończył w 1945, wyzwalając Europę Zachodnią w szeregach 1 Dywizji Pancernej; potem komuna podziękowała mu za to wszystko niewykonanym wyrokiem śmierci i pięcioma latami w więziennej celi).

Jako młody oficer, w okresie międzywojnia, zmierzył się też z przestępczością pospolitą. Kiedyś wracał z pracy, pod płaszczem czując słodki ciężar niedawnego zakupu – modnego wówczas pistoletu Parabellum P08. Nagle podeszło doń dwóch drabów. Korzystając z zaskoczenia, zwalili oficera z nóg. Ofiara zaraz poczuła na gardle zaciskające się palce jednego z napastników, drugi zaś błysnął jej przed oczami ostrzem noża.

Skibiński lewą dłonią zdołał powstrzymać garść dzierżącą „majcher”, a prawicą sięgnął po pistolet. Broń, chwalić Boga, nosił przeładowaną. Dzisiejsi wygadani youtubowi eksperci od everyday carry guns pewnie wyśmialiby poczciwą „parabelkę”, ta jednak w krytycznym momencie spełniła swe zadanie. Skibiński porwał za oręż i nie zwlekając dał ognia. Jako że walka toczyła się w zwarciu, nie sposób było chybić. Nożownik legł śmiertelnie ugodzony, co widząc dusiciel zerwał się do ucieczki. Napadnięty, niewiele myśląc, posłał za nim kulkę, dziurawiąc kończynę dolną bandyty i uniemożliwiając mu ucieczkę. Przybyły na miejsce patrol policji stwierdził zgon jednego z przestępców i opatrzył wyjącego z bólu „postrzałka”.

Dopiero w tym miejscu zaczyna się historia prawdziwie szokująca – przynajmniej dla tych czytelników, którzy w III RP podjęli ciężar obrony koniecznej i przeżyli w związku z tym wszystkie konsekwencje prawne. Policjanci wcale nie zakuli w kajdany obywatela Skibińskiego. Nie ciągano go potem po sądach, gdzie musiałby tłumaczyć się z zasadności użycia broni. Ba, nawet strzał do uciekającego przestępcy został potraktowany z pełnym zrozumieniem (dziś byłby to murowany dowód rażącego przekroczenia zasad obrony koniecznej!).

Wpierw dowódca patrolu, po rozeznaniu sytuacji, pogratulował oficerowi odparcia napadu. Potem grzecznie zaprosił go na komisariat, aby tam złożył obszerne wyjaśnienia. Skibiński zjawił się w sądzie tylko raz – jako świadek oskarżenia na procesie niedostrzelonego bandziora. Rzecz bowiem działa się w państwie cywilizowanym, nie zaś takim, które uznaje się za władzę okupacyjną względem obywateli.

Strzelając do zła

W naszej paskudnej rzeczywistości co rusz natrafiamy na krzepiące dowody, że da się inaczej. Oto w Roku Pańskim 2021 w Melbourne na Florydzie (USA) policja próbowała zatrzymać pewnego niebezpiecznego przestępcę. „Uczciwy inaczej” jegomość natychmiast otworzył ogień, ciężko raniąc jednego z funkcjonariuszy. Policjanci nie pozostali dłużni i dosłownie naszpikowali zbrodniarza ołowiem. Potem policzono, że w starciu trwającym minutę strony zużyły aż sześćdziesiąt jeden sztuk amunicji.

– Nie ma wątpliwości, ten osobnik dostał dokładnie to, na co zasłużył – podsumował miejscowy szeryf. – A dla tych, którzy mogą być na tyle głupi, by zapytać, dlaczego strzelaliśmy do niego tyle razy, odpowiedź jest prosta: zło nigdy nie jest wystarczająco martwe!

Andrzej Solak

Macron dalej traci popularność, a jego notowania dołują rekordowo [21%]

Prezydent znowu traci popularność, a jego notowania dołują rekordowo

1.02.2025 https://nczas.info/2025/02/01/prezydent-znowu-traci-popularnosc-a-jego-notowania-doluja-rekordowo/

Emmanuel Macron. Foto: PAP/EPA
Emmanuel Macron. Foto: PAP/EPA

Według najnowszego badania Ifop/JDD zadowolonych z prezydentury Macrona jest już tylko 21% Francuzów. Jego popularność spada z miesiąca na miesiąc, a dyskusje o możliwości skrócenia jego prezydentury są już na porządku dziennym.

Badanie IFOP przyniosło obecnie najniższy wynik popularności Emmanuela Macrona od czasu jego dojścia do władzy w 2017 r. W styczniu niezadowoleni (35%) i bardzo niezadowoleni (44%) stanowili łącznie 79% ankietowanych przez Instytut. Takie badania IFOP robi co miesiąc.

W styczniu 2025 roku, licząc miesiąc do miesiąca, Emmanuel Macron stracił 3 punkty procentowe akceptacji rodaków. W grudniu akceptowało jego prezydenturę 24% badanych, a w „rekordowym” dotąd listopadzie 22%.

Popularność prezydenta spadła już poniżej bardzo niskich poziomów osiąganych rzez Macrona podczas kryzysu „żółtych kamizelek” na początku 2019 r. Wtedy Emmanuel Macron stracił 10 punktów popularności wśród osób starszych i emerytów, którzy tradycyjnie stanowili jego najważniejszą bazę wyborczą.

Stabilne okazują się za to notowania nowego premiera, François Bayrou. Od grudnia nic sięw jego przypadku nie zmieniło. 34% Francuzów jest z premiera zadowolonych, 66% niezadowolonych.

Źródło: JDD

Powrót brutalnej przestępczości. Gangi gruzińskie terroryzują Polaków.

To już się dzieje. Powrót brutalnej przestępczości. Obcokrajowcy ze Wschodu terroryzują Polaków

1.02.2025 https://nczas.info/2025/02/01/to-juz-sie-dzieje-powrot-brutalnej-przestepczosci-obcokrajowcy-ze-wschodu-terroryzuja-polakow/

Do Polski wróciła brutalna przestępczość jak żywcem wyjęta z lat 90. Z tym, że gangsterów zastąpili obcokrajowcy ze Wschodu – pisze w sobotnim magazynie Plus Minus dziennik „Rzeczpospolita”.

Dzisiejszy następcy gangsterów »Wołomina« czy »Pruszkowa« też są bezwzględni, rabują w biały dzień na ruchliwych ulicach, w centrach tętniących życiem miast. W kilka chwil, często na oczach sparaliżowanych strachem i skalą przemocy przechodniów odbierają gotówkę prywatnym osobom, które podjęły z konta większą sumę, utarg właścicielom kantorów, wyrywają z rąk lub zabierają z samochodów cenne przedmioty” – czytamy w publikacji.

Eksperci, którymi rozmawiała autorka artykułu, wskazują jednak na jedną różnicę; dzisiaj jest to przestępczość z importu, a zorganizowane grupy przestępcze składają się głównie z Gruzinów i coraz mocniej się w Polsce rozpychają.

– Jeżeli to zjawisko nie zostanie przecięte, możemy w najbliższym czasie liczyć się z nasileniem przestępczości gruzińskiej na jeszcze większą skalę – ostrzega ekspert ds. przestępczości zorganizowanej i kryminalnej, terroryzmu i terroryzmu kryminalnego, wicedyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas Andrzej Mroczek.

Friday Funnies: Pinocchio’s Pocahontas. PharmaWhores in Congress.

Friday Funnies: Pinocchio’s Pocahontas

PharmaWhores in Congress

Robert W Malone MD, MS Jan 31, 2025



“I don’t really care Margaret, I don’t want these people in my country” –

The Great JD Vance, in a CBS interview with Margaret Brennan




Truth.













JP nails it…

https://www.youtube-nocookie.com/embed/1FFCevkYx5k?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0



Eggs will remain expensive until we stop the massive fearporn campaign over avian influenza, which has led to bulk testing and „culling” of hundreds of millions of chickens in 2024 alone.

The Demoncrats know this –





“Age is just a number…”

My wife still chooses “fun” over age…

Below is Jill, riding our stallion, Jade, a few months ago.






Have a great day, folks!

List do przyjaciół: Kim są „polscy naziści”?

List do przyjaciół: Kim są „polscy naziści”?

Polscy naziści budowali obozy zagłady – powiedziała Minister Edukacji RP Barbara Nowacka w trakcie konferencji poświęconej nauczaniu historii, która odbywała się z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Tak właśnie wygląda w praktyce „edukacja” prowadzona przez rząd Tuska.

Rządowi pijarowcy natychmiast zaczęli mówić o „przejęzyczeniu” Nowackiej. Czy jednak aby na pewno mamy do czynienia z pomyłką w sytuacji, gdy taka jest właśnie europejska narracja na temat historii, a „polscy naziści” i „polscy faszyści” to określenia powszechnie używane przez aktywistów radykalnej lewicy wobec normalnych ludzi, rodziców, patriotów i katolików? Taka propagandowa narracja panuje nie tylko w historii, ale we wszystkich obszarach edukacji, w tym również tzw. „edukacji seksualnej” i „zdrowotnej”. Właśnie w tym celu przeobrażany jest aktualnie system oświaty w Polsce i innych krajach UE – aby stworzyć ponadnarodową machinę indoktrynacji do „prania mózgów” dzieci i młodzieży.

Wypowiedź Barbary Nowackiej wpisuje się w szerszy kontekst polityczny oraz inne wydarzenia, które obserwujemy. Zagraniczne media i instytucje regularnie mówią o II wojnie światowej i Auschwitz używając przy tym wyrażeń takich jak „polskie obozy” czy też „zbrodnie dokonywane w Polsce” przez „hitlerowców”. W ramach wydarzeń organizowanych z okazji takich jak Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu społeczność międzynarodowa może dowiedzieć się np., że w „zbudowanych w Polsce obozach” ginęli „przedstawiciele społeczności LGBT”, a zagłada w Auschwitz zaczęła się od „mowy nienawiści”. Na temat milionów Polaków zamordowanych przez niemieckich socjalistów panuje zmowa milczenia.

Milczenie panuje też na przykład o tym, że to Adolf Hitler zalegalizował na terenie Polski bezkarną aborcję, a współczesna polityka „praw reprodukcyjnych i seksualnych” prowadzona przez rząd Tuska, UE i inne ponadnarodowe organizacje to kalka hitlerowskiej polityki ludnościowej prowadzonej wobec narodów podbitych i okupowanych przez III Rzeszę. Polityka ta polegała na rozpowszechnianiu wśród „słowiańskich podludzi” aborcji oraz środków na poronienie, aby przestali się rozmnażać i zagrażać demograficznie niemieckiej „rasie panów”. Jak możemy przeczytać w wydanych w listopadzie 1939 wytycznych opracowanych przez Urząd do Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP:

„Wszystkie środki, które służą ograniczaniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzanie płodu [aborcja] musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane (…) Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia (…) Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki lub felczerki w robieniu sztucznych poronień.”

Dokładnie to samo robi dzisiaj w Polsce rząd Tuska i to samo robią u siebie rządy krajów Zachodu – przekształcają szpitale w ośrodki aborcyjne, czyli „zakłady do spędzania płodu” i wspierają aktywistów aborcyjnych rozprowadzających pigułki poronne. O hitlerowskich korzeniach tego procederu trudno jednak usłyszeć z internetu, radia, prasy czy telewizji. Podobnie jak trudno dowiedzieć się o tym, że niemieckie wytyczne dla okupowanej Polski z listopada 1939 r. zawierały takie założenie jak:

„Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci.”

Czy właśnie nie tym zajmują się dzisiaj niemal wszystkie media głównego nurtu – stałym wpajaniem Polakom oraz innym narodom Europy, jak rzekomo szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci? Efektem tej polityki jest postępująca katastrofa demograficzna dokonująca się na naszych oczach.

Podobne kłamstwa i manipulacje możemy odnaleźć w wielu innych dziedzinach.Polscy naziści budowali obozy śmierci, masturbacja jest zdrowa, homoseksualizm to wesoły styl życia, aborcja to prawo człowieka – oto przykłady „europejskiej” narracji edukacyjnej, która wpajana jest kolejnym pokoleniom Polaków i młodym mieszkańcom innych państw Europy. Narracji, która tworzona jest głównie w Niemczech, a następnie eksportowana stamtąd do innych krajów poprzez usłużnych polityków, aktywistów i celebrytów medialnych. Aby domknąć ten system tworzony jest właśnie tzw. Europejski Obszar Edukacyjny, który spowoduje, że nadzór nad polskimi szkołami przejmie Unia Europejska. Szczególną rolę w tym procesie ma pełnić „edukacja seksualna” w szkołach. Resort Barbary Nowackiej chce ją wprowadzić do polskich szkół już od 1 września tego roku pod nazwą „edukacji zdrowotnej”. 

Jak już informowaliśmy, jednym z pionierów i twórców takiej „edukacji zdrowotnej” był niemiecki nazista i zbrodniarz wojenny Friedrich von Balluseck, komendant okupowanych przez Niemców w trakcie II wojny światowej miast Tomaszów Mazowiecki i Jędrzejów. Balluseck dopuścił się licznych zbrodni na Polakach, w szczególności seksualnego wykorzystywania polskich dzieci, które wysyłał do komór gazowych za odmowę współżycia. Balluseck prowadził dziennik, w którym szczegółowo opisał dokonane przez siebie gwałty na polskich dzieciach. Dziennik ten został następnie przekazany seksuologowi Alfredowi Kinseyowi, który zebrał wspomnienia Ballusecka oraz grupy innych pedofilów i przekształcił je w „dane naukowe” dotyczące seksualności dzieci.

W oparciu o taką „naukę” powstały później w Niemczech Standardy Edukacji Seksualnej w Europie, które zakładają, że każde dziecko już od momentu narodzenia ma swoje „prawa seksualne” i musi być oswajane z masturbacją, rozwiązłością seksualną, pornografią, homoseksualizmem oraz wyrażaniem zgody na seks. W oparciu o te niemieckie Standardy ma być od września prowadzona „edukacja zdrowotna” w polskich szkołach.

Koordynatorem tego przedmiotu został z nadania Donalda Tuska i Barbary Nowackiej współpracownik Instytutu Kinseya seksuolog Zbigniew Izdebski.

O tym wszystkim Polacy nie dowiedzą się z największych mediów czy też z ust polityków takich jak Barbara Nowacka, która „przejęzycza się” na temat „polskich nazistów”. Dlatego nasza Fundacja organizuje niezależne kampanie informacyjne w przestrzeni publicznej. 

W niedzielę nasi wolontariusze zorganizowali w wielu miastach akcje informacyjne na temat „edukacji seksualnej” i aborcji. Byliśmy m.in. w centrum Rzeszowa, gdzie wielu mieszkańców zebrało się z uwagi na koncert WOŚP. Od samego początku na naszych działaczy na miejscu czekali miejscy urzędnicy w asyście policji, aby rozwiązać pokojowe zgromadzenie. Funkcjonariusze usiłowali zatrzymać jednego z naszych wolontariuszy i przewieźć go na komendę oraz na wiele innych sposobów utrudniali nam przeprowadzenie akcji. Policjanci bardzo pobłażliwie traktowali przy tym agresywne osoby, które atakowały naszych wolontariuszy i ubliżały im.

Agresywny mężczyzna rzucił się na naszą wolontariuszkę Martę i usiłował wyrwać jej transparent. Tego typu sytuacji było wiele tego dnia – bardzo dużo osób reagowało wściekłością i agresją na widok naszej akcji, a w kierunku naszych działaczy pluto i krzyczano liczne wyzwiska. W tym samym czasie udało się jednak dotrzeć z prawdą do wielu ludzi. Kilka osób podeszło do naszych wolontariuszy deklarując się jako zwolennicy aborcji, a po zakończeniu rozmowy byli wyraźnie przejęci, gdyż poruszone zostały ich sumienia. Z naszymi wolontariuszami rozmawiało także mnóstwo innych osób, w tym duże grupy całkowicie pogubionych młodych ludzi, często mocno już zdeprawowanych przez media oraz przesiąkniętych ideologią LGBT i mentalnością aborcyjną.

To właśnie do takich osób musimy docierać, budzić ich sumienia i kształtować świadomość. Trzeba także docierać z ostrzeżeniami do rodziców i mobilizować ich do działania w obronie swoich dzieci przed deprawacją. W tym celu zamierzamy organizować kolejne akcje w przestrzeni publicznej – pikiety, akcje informacyjne, wystawy, billboardy, modlitwy różańcowe, przejazdy furgonetek oraz dystrybucję naszej broszury. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 16 000 zł.

Dlatego proszę Państwa o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Państwa w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dotarcie do kolejnych osób z prawdą o deprawacji i aborcji, która to prawda ukrywana jest przez media i polityków chcących ponad naszymi głowami wprowadzić system globalnej indoktrynacji i cenzury.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunku

Znów przedmurze obrotowe

Izabela BRODACKA

Najpierw PiS się stuczył a teraz Tusk pisieje.

Bardzo żałuję, że tego sama nie wymyśliłam. Podwędziłam ten wyborny dowcip z tytułu artykułu w „ Do rzeczy”.

Przez wiele lat za wzorcowy model polityki traktowało się zgniły kompromis. Większość polityków, nawet tych mających najlepsze intencje uważało, że należy w oficjalnych wypowiedziach trzymać się poglądów bliskich centrum  oraz reguł politycznej poprawności.

Tymczasem polityczna poprawność, która przywędrowała do nas z Ameryki sparaliżowała na całe lata amerykańskie elity intelektualne i naukowe. Zamiast zajmować się poważnymi badaniami naukowcy zajmowali się udowadnianiem, że IQ rasy czarnej jest dokładnie takie samo jak IQ rasy białej a przedstawiciele tych ras nie różnią się zupełnie niczym, zapewne nawet kolorem skóry. Nie wolno było używać słowa Murzyn nie tylko w publikacjach lecz również w rozmowach prywatnych. Słowo to traktowane było  jako rasistowskie, poniżające i wykluczające a za prawidłowe przyjęto nazywanie Murzynów Afroamerykanami.

Ten idiotyzm przyjął się również w innych krajach, między innymi w Polsce. Prowadzi to do sytuacji, których nawet Bareja by nie wymyślił.  W Beskidzie Niskim, w okolicach Gładyszowa w rodzinie łemkowskiej urodził się Murzynek. Całkowicie zintegrował się z lokalnym środowiskiem, pasł z innymi dzieciakami krowy, służył do Mszy w katolickim kościele w białej komży, w której wyglądał zresztą prześlicznie. Jak powinniśmy go nazywać? Afroamerykaninem? Przecież ani on ani jego rodzice nigdy nie byli w  Ameryce i w Afryce. A może Afrogładyszowianinem?  Albo Afrołemekiem?

Wydaje się, że to nieistotne drobiazgi. Co za znaczenie ma jak  nazywamy przedstawicieli innej nacji. Jeżeli na przykład Cyganie chcą być nazywani Romami dlaczego im tego odmawiać? Niespostrzeżenie element woluntarystyczny wchodzi jednak do innych dziedzin życia.

Dlaczego odmawiać Wojtkowi nazywania go Marysią? Polityczna poprawność,  która jest emanacją głupoty ignoruje konsekwencje prawne i życiowe podobnych rozwiązań. Jak przy takiej dowolności wyboru utrzymać w mocy kategorie sportowe? Jak zapewnić komfort i bezpieczeństwo kobietom, z którymi Wojtek chciałby się kąpać w tej samej łazience?

Głupota mnoży się jak komórki nowotworowe. Zamiast dwóch pojawiło się kilkadziesiąt dowolnie wybieranych płci oraz katedry zajmujące się badaniami nad nimi. Jeżeli można dowolnie określać sobie płeć to właściwie dlaczego nie można wybrać sobie wykształcenia? Dlaczego czepiamy się pani Kotuli która wybrała sobie magisterium z anglistyki? Cieszmy się raczej, że nie postanowiła zostać chirurgiem i na postawie swego wolnego wyboru nie zażądała dopuszczenia do operacji na otwartym sercu albo operacji mózgu.

To nie jest żaden oryginalny pomysł. W Kambodży za czasów reżimu Pol Pota robotnicy rolni wykonywali skomplikowane operacje (kończące się oczywiście śmiercią pacjenta), a lekarze kopali rowy. Tak zdaniem Pol Pota była realizowana równość i sprawiedliwość  społeczna.

Donald Trump jak to dziecko z baśni Andersena, powiedział wreszcie  „król jest nagi”. Dla Amerykanów, a być może dla nas wszystkich, oznacza to wypuszczenie nas z domu wariatów, w którym coraz częściej się czuliśmy.

  Bo przecież tylko wariat może dowolnie wybierać sobie płeć, uważać, że jest Ramzesem, Napoleonem albo Chrystusem i zmuszać innych do szanowania i wspierania jego szaleństwa. Nic dziwnego, że światowe lewactwo, które zawsze chciało zmieniać nie tylko bieg rzek lecz również prawa przyrody i naturę człowieka zareagowało na decyzje Trumpa histerią.

Strategią obrony lewactwa jest jak zawsze kłamstwo. Przede wszystkim przeinacza się orędzie Trumpa. Słuchałam go bardzo uważnie. Trump powiedział na przykład wyraźnie, że nielegalni imigranci, kryminaliści będą z Ameryki deportowani. Słowo „kryminaliści” zręcznie usuwano z tłumaczenia tego orędzia a nasze zakłamane władze zadeklarowały pomoc dla Polaków, którzy rzekomo mają być masowo deportowani z USA.

Przypomina mi to jako żywo akcję zbierania śpiworów dla bezdomnych. Otóż 13 maja 1986 roku Jerzy Urban, w retorsji ( zamiast podziękowania) za przysłane ze Stanów Zjednoczonych do ludowej Polski mleko w proszku, zapowiedział przekazanie przez peerelowskie władze pięć tysięcy śpiworów i koców dla bezdomnych z Nowego Jorku.  

Jeszcze bardziej perfidna jest taktyka kameleona. Donald Tusk nie przypomina sobie obecnie, że odsądzał Donalda Trumpa od czci i wiary, pani Nowacka, zapewne do czasu wyborów prezydenckich, zawiesza przymus uczestniczenia dzieci w edukacji seksualnej zwanej dla niepoznaki edukacją zdrowotną, a Rafał Trzaskowski, który finansował działania na rzecz LGBT Jolanty Lange vel Gontarczyk podejrzewanej o zabicie księdza Blachnickiego deklaruje się obecnie jako konserwatysta i obrońca tradycyjnych wartości.  

Koalicja 13 grudnia z najgłębszym przekonaniem używa Putina jako straszaka zapominając, że to ich leader Donald Tusk chciał resetu stosunków z Rosją „ taką jaką ona jest”.  Premier Tusk wypowiada się obecnie krytycznie na temat systemu opodatkowania energii w budownictwie i transporcie czyli ETS2 który przecież sam współtworzył. Jednak to coś więcej niż zwykła strategia kameleona politycznego czy  strategia bandyty, który dla odwrócenia od siebie uwagi krzyczy „ łapaj złodzieja” .

Po raz kolejny mamy do czynienia nie tylko z obrotowymi zarzutami, które działają jak obosieczny miecz, albo dwa końce kija, lecz z obrotowym zjawiskiem. Komunizm kulturowy, który zaatakował nas z zachodu przyniósł aberracje stokroć być może groźniejsze od aberracji zgrzebnego, swojskiego realnego socjalizmu, bo dotykające nie tylko gospodarki lecz istoty życia jednostki. Walka zachodnich liberałów z Kościołem, rodziną i tradycyjnymi wzorcami życia przekroczyła wszystko do czego w swej ograniczonej pomysłowości byli zdolni nasi komuniści i słusznie przez niektórych traktowana jest jako rezultat postulowanego przez Gramsciego długiego marszu lewicy przez instytucje. 
Pozostaje nam zatem nieodmiennie rola przedmurza obrotowego.

Trump zakręcił kurek… Lewactwo łka.

Trump zakręcił kurek…

Marucha, 2025-01-31 https://marucha.wordpress.com/2025/01/31/trump-zakrecil-kurek/

Administracja prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa zdecydowała się czasowo wstrzymać zagraniczną pomoc dla fundacji i NGO-sów.

Za pieniążkami podobno już płaczą – Stowarzyszenie Imienia Stanisława Brzozowskiego (wydawca Krytyki Politycznej), Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Stowarzyszenie 61, Fundacja Aktywna Demokracja, Fundacja „To Proste”, Kampania Przeciw Homofobii, Human Rights Watch, Amnesty International, czy organizatorzy projektu „Tour de Konstytucja”.

„Nikt się tego nie spodziewał – ani my, ani nasi grantodawcy. Wciąż liczymy straty (…) Dostaliśmy maile, że dziękujemy, do widzenia. Moja organizacja przetrwała ostatnie 8 lat właśnie dzięki środkom ze Stanów. Dla niektórych NGO-sów to jest strata 1/3 budżetu, dla innych połowa, dla innych jeszcze więcej. Jaka jest skala problemu, dopiero się dowiemy” – mówi cytowana przez serwis OKO.press Róża Rzeplińska ze Stowarzyszenia 61.

„100 000 dolarów rocznie, które trafiało do nas przez pośredników od amerykańskiego Departamentu Pracy, wydawaliśmy na rzecznictwo, szkolenia dla aktywistów, czy lokalną walkę z uchwałami anty-LGBT. Ta pula została niemal w całości wydana, ale mieliśmy obietnicę kontynuacji – kolejne 75 000 dolarów. Chcieliśmy je przeznaczyć m.in. na wielką kampanię społeczną o związkach partnerskich. Z dnia na dzień straciliśmy 350 000 złotych” – łka w Tysolu Mirka Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii.

Zauważcie, że ci co mówili Wam o „ruskich rubelkach”, „strzelających korkach szampana na Kremlu” oraz pytający „ile ci płaci Putin” – bardzo często są na amerykańskim, niemieckim, skandynawskim, brytyjskim czy izraelskim garnuszku.

Elity III RP naprawdę w to wierzą. Skąd to się bierze ta wiara? Z własnych doświadczeń. Starsi grantodawcy pamiętający czasy KOR-u i podziemnej Solidarności, gdy byli finansowani przez obce ośrodki. Strumień pieniędzy szedł wtedy z Waszyngtonu, Brukseli czy Londynu. Działo się to również za pomocą hierarchów Kościoła katolickiego. Nowe pokolenie (aktywistów, aktywistek i co istotne aktywiszcz), wychowane już w III RP od początku było beneficjentami różnorakich zachodnich fundacji.

Jedni i drudzy uważają to za coś naturalnego i stąd ich podejrzenia, że Waszą postawę, poglądy i opinie musi opłacać Putin, Dugin, Miedwiediew, Ziuganow, Łukaszenka, Orban, albo przynajmniej Fico. Nie mieści się w ich rozumach, że można robić politykę lub publicystkę bez wyraźnych wskazówek i podpowiedzi. To dokładnie jak z teczkomanią sprzed lat. Wierzyli w powszechność współpracy z bezpiekami, bo sami byli w znacznym stopniu agenturą – tyle, że nie naszą polską.

Niestety przetrwają. Teraz zacznie się – „dej piniążki bo mam chorą fundację”. Zieloni, tęczowi, demokratyczni i walczący z wszelkimi „anty” trochę zacisną pasa, ale sypną im wpływowi i możni.

Pan Zbigniew Szczęsny przypomniał, że na przykład taka Krytyka Polityczna” w 2023 roku otrzymała :
– łącznie z grantów 8 650 000 zł, w tym:
– 2 790 000 zł z Komisji Europejskiej
– 1 090 000 zł od fundacji Sorosa
– 1 240 000 od stołecznego ratusza, czyli Trzaskowskiego
– 438 000 zł od Fundacji Batorego, czyli też Soros, tyle że za polskim pośrednictwem
– 128 000 zł z European Climate Foundation
– 417 000 od Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej
(we władzach ludzie PO i okolice)

Nie dają im niestety paść, a gdy nakarmią ich w lekkim głodzie to będą jeszcze bardziej posłuszni, a co za tym idzie użyteczni.

Nic to. Cieszmy się chwilą. Liczmy na to, że przynajmniej jakiś plankton na obcych smyczach padnie. A główni gracze, będą mili przez jakiś czas mniej forsy do ogłupiania narodu i siania dezinformacji.

PS. Wejdźcie na przykład na stronę Krytyki Politycznej. Czytamy tam …

„Donald Trump zdecydował o zawieszeniu amerykańskiej pomocy zagranicznej na 90 dni. Wydarzyło się to na początku zeszłego tygodnia. Dostałam mejla od organizacji, z którą współpracujemy i realizujemy projekt dotyczący wspierania mediów niezależnych. Wiadomość miała tytuł: „grant suspension”, czyli „zawieszenie dotacji”.

Jako Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego, czyli organizacja prowadząca Krytykę Polityczną, odpowiadamy za wiele projektów finansowanych ze środków publicznych, także dofinansowywanych przez zagraniczne organizacje. Bez tych środków nie moglibyśmy działać (…)”

I wyobraźcie sobie tekst …

Władimir Putin zdecydował o zawieszeniu rosyjskiej pomocy zagranicznej na 90 dni. Wydarzyło się to na początku zeszłego tygodnia. Dostałam mejla od organizacji, z którą współpracujemy i realizujemy projekt dotyczący wspierania mediów niezależnych. Wiadomość miała tytuł: „Приостановка предоставления”, czyli „zawieszenie dotacji”.

Jako Ruch im. Konstantego Rokossowskiego, czyli organizacja prowadząca Pochwałę Społeczną, odpowiadamy za wiele projektów finansowanych ze środków publicznych, także dofinansowywanych przez zagraniczne organizacje. Bez tych środków nie moglibyśmy działać (…)”

===========================

I to jest właśnie ta różnica między onucami, a samozwańczymi anty-onucami …

Łukasz Jastrzębski https://myslpolska.info

Mordowanie ludzi aby pobrać od nich narządy do przeszczepów

Mordowanie ludzi aby pobrać od nich narządy do przeszczepów

Myślenie podstawowe

Tylko prawda jest ciekawa

W Polsce uprawiana jest bandyterka lekarzy: mordują ludzi aby pobrać od nich narządy do przeszczepów. Prof. Jan Talar takich ludzi skutecznie leczy, medyczna dzicz ich morduje!

==============

Gdy w roku 2007 wybuchła w Łodzi afera „łowców skór” (lekarze i pielęgniarze z łódzkiego pogotowia mordowali pacjentów, aby ich zwłoki sprzedać firmom pogrzebowym) napisałem proroczy artykuł, którego fragmenty przypomnę.


Łowcy skór

„… Jeśli  kilkuset pracowników łódzkiego pogotowia uznamy za reprezentatywną próbę socjologiczną  polskiego społeczeństwa (co nie jest dużym błędem metodologicznym!),  to uznać należy, że  jako społeczeństwo jesteśmy zdolni do mordowania innych ludzi, jeśli wiązałoby się to z jakimiś korzyściami finansowymi!!! Wniosek acz szokujący jest niestety prawdziwy.

Jeśli kilkaset osób stanowiących intelektualny „kwiat” społeczeństwa (w tym jakieś 30-40 % z wyższym wykształceniem medycznym) akceptuje mord lub bierze w nim udział, dlatego, że na tym zarabia, to logicznym wydaje się wniosek, że zasada taka byłaby zaakceptowana w każdym innym środowisku.  Historia potwierdza powyższe spostrzeżenie.  Mordowanie ludzi w skali masowej przez hitlerowców w czasie II wojny światowej, nie spotkało się z żadnymi protestami Niemców, gdyż jako społeczeństwo czerpali oni korzyści, rabując majątki swoim ofiarom!

   Bogatsi o przedstawioną wyżej wiedzę -której dostarczyli nam niechcąco pracownicy łódzkiego pogotowia- musimy spojrzeć na nas samych z przerażeniem i wyciągnąć z makabrycznych wydarzeń w Łodzi odpowiednie wnioski.  

Oto one: jeśli mordowanie ludzi będzie się „opłacało”, to zawsze i wszędzie znajdą się tacy którzy w ten „biznes” wejdą!! Jeśli chcemy spać spokojnie i zakończyć swój żywot w naturalny sposób,  to jako społeczeństwo musimy uczynić z mordowania ludzi dla pieniędzy, „biznes” całkowicie nieopłacalny! Każdy sprawca mordu rabunkowego musi trafić na szafot, zaś sam akt pozbawienia życia zbrodniarza  musi być pokazywany wiele razy w telewizji, , ze wszystkimi makabrycznymi detalami!! Tylko szok wywołany widokiem ginącego na szubienicy zbrodniarza, może powstrzymać innych przed wejściem na drogę „łowców skór” Bydle o nazwie człowiek, jest zdolne do każdej zbrodni, jeśli  przyniesie ona sprawcy finansowe profity! „Kolektyw” łódzkiego pogotowia udowodnił to w sposób bezdyskusyjny!…”

Ponieważ afera łowców skór zakończyła się „wesołym oberkiem”, więc proceder mordowania ludzi dla pieniędzy przez medyków trwa w najlepsze, czego dobrym  przykładem jest uśmiercanie ludzi w polskich szpitalach po to by pobrać od nich narządy do przeszczepów!

Obowiązujący w Polsce system tzw. domniemanej zgody, skazuje pacjentów w śpiączce na śmierć. Przed ludźmi ukrywa się przerażającą prawdę na temat transplantologii. Społeczeństwo nie ma świadomości, że pobieranie organów do przeszczepów wiąże się z zabiciem dawcy. Transplantolodzy dobijają pacjentów dla zysku.

Na domiar złego media powielają kłamliwą propagandę i trzymają sztamę z lekarską mafią, jakoby narządy do przeszczepów pobierano ze zwłok!

W związku z powyższym, Konfederacja Korony Polskiej szykuje projekt ustawy mającej chronić Polaków przed zabójcami w kitlach. O współczesnym kanibalizmie – bo tym jest właśnie transplantologia – dyskutowano podczas III posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Życia i Zdrowia Polaków. Wydarzeniu przewodniczył poseł Roman Fritz.

Sprawozdanie z III posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds Ochrony Życia i Zdrowia Polaków, napisane przez Agnieszkę Piwar, do pobrania tutaj:
Czy Sejm RP powstrzyma proceder zabijania dla organów?

Na zakończenie przypomnę jeszcze jeden fragment z mojego artykułu z roku 2007:

„…Wszyscy „światli” Europejczycy, którzy wiele lat temu doprowadzili do zawieszenia wykonywania i orzekania kary śmierci, są współodpowiedzialni za wymordowanie tysięcy ludzi przez pracowników łódzkiego pogotowia!

   Pracownicy łódzkiego pogotowia z czasów „łowców skór” powinni otrzymać dożywotni zakaz pracy w służbie zdrowia. Jeśli nawet sami nie mordowali, to wiedzieli, że czynią to ich koledzy. Wiedząc – milczeli całe lata.  Są więc wspólnikami w zbrodni nie mającej precedensu w całej historii medycyny! Byłaby to wyjątkowo łagodna kara, gdyż poczucie elementarnej sprawiedliwości wymagałoby aby ich wszystkich rozstrzelać. Pierdolone skurwysyny, bestie w ludzkiej skórze. Tylko po to, aby tych zwyrodnialców wybić do jednego jak wściekle psy, przydałby się choć na jeden dzień jakiś dyktator pokroju Stalina!!!…”

Anthony Ivanowitz 31.01.2024r. www.pospoliteruszenie.org 

Ułaskawiony przez Trumpa obrońca życia o więzieniu i pierwszej na wolności Mszy Świętej

Jak w przedsionku nieba. Ułaskawiony przez Trumpa obrońca życia o pierwszej na wolności Mszy Świętej

https://pch24.pl/ulaskawiony-przez-prezydenta-trumpa-obronca-zycia-opisal-okolicznosci-wyjscia-z-wiezienia

(Will Goodman. Fot. Eric Sammons/Twitter (X))

Will Goodman, jeden z dziewięciu skazanych za próby ocalenia życia nienarodzonych dzieci w waszyngtońskim ośrodku aborcyjnym, spędził za kratami 17 miesięcy. Podobnie jak w przypadku całej grupy, jego wyrok został drastycznie zwiększony poprzez sądową kwalifikację „zamachu na prawa” – w tym przypadku prawo do nieskrępowanej eksterminacji dzieci poczętych dokonywaną przez legalną placówkę.

Goodman został oskarżony przez Departament Sprawiedliwości byłego „katolickiego” prezydenta Joe Bidena za udział w wydarzeniu, które miało miejsce w październiku 2020 roku. Do wniosku prokuratora generalnego Merricka Garlanda przychyliła się sędzia Colleen Kollar-Kotelly i wydała wyrok 27-miesięcznej odsiadki.

Wieloletni obrońca życia po ułaskawieniu nagrał krótką wiadomość, którą przesłał do śledzącego jego historię katolickiego serwisu Life Site News. Goodman wyraził tam swoją wdzięczność Panu Bogu, obecnej głowie państwa i czytelnikom wspierającym jego oraz innych uwięzionych pro-liferów. Zwrócił się też z prośbą o modlitwę w intencji dzieci poczętych, które dosięgła „kara śmierci bez prezydenckiego ułaskawienia”, a także za ich rodziców.

Musimy zrobić więcej, aby zakończyć ten narodowy i międzynarodowy holokaust wymierzony w najniewinniejsze, umiłowane dzieci Boga – wezwał Amerykanin.

W miniony poniedziałek Will Goodman udzielił portalowi LSN telefonicznego wywiadu. Opowiadał o pobycie w federalnym areszcie, począwszy od 29 sierpnia 2023 roku. Uznał to doświadczenie za „błogosławieństwo” i „rekolekcje”. Spotkał w miejscu odosobnienia zarówno milionerów z Wall Street, jak i „facetów z najgłębszych, najciemniejszych zakątków śródmieścia”.

Opowiadał o ex-doradcy Trumpa Stevie Bannonie, również osadzonym w tym samym miejscu „za odmowę  podporządkowania się skorumpowanej komisji kongresowej kierowanej przez Demokratów, w związku z wydarzeniami z 6 stycznia 2022 roku”, czyli tak zwany atak na Kapitol.

Wspominał, że był przychylnie przyjmowany przez innych osadzonych. – Nie mogli uwierzyć, że rozdawałem broszury na korytarzu, zostałem aresztowany, a potem federalni szturmowali domy [obrońców życia – PCh24.pl]. Babcie i dziadkowie zostali zatrzymani przez bandytów w kamizelkach kuloodpornych, a wszyscy [więźniowie, kryminaliści] mówili: „Tak, wiemy, jak to jest, gdy agenci FBI wyważają drzwi z wyciągniętą bronią” – opowiadał.

Według relacji, odbywający swoje wyroki prawdziwi złoczyńcy nie dowierzali, iż „spokojne babcie, które odmawiały Różaniec siedząc w poczekalni, zostały potraktowane w ten sposób. Ci zatwardziali przestępcy byli wściekli na to, co się stało” – podkreślał Goodman.

W ubiegły czwartek rozmówca Life Site News pisał w więziennym bloku list, gdy usłyszał głos „twardego” gangstera, który wywoływał jego nazwisko: Goodman, wejdź tutaj! Trump cię ułaskawi!

Pro-lifer z trudem (niedawno przebył wypadek) wydrapał się na 3. piętro, gdzie towarzysze niedoli oglądali telewizję. – Wchodzę do środka a wszyscy mówią: „Właśnie to przegapiłeś!”.

Na ekranie widać było prezydenta podpisującego kolejne akty wykonawcze, lecz na dole ekranu, na pasku widniała informacja o ułaskawieniu protestujących przeciwko aborcji z DC. Informacja oszołomiła Goodmana. – Wszyscy obecnie tam mężczyźni byli naprawdę szczęśliwi z mojego powodu. Przybijali mi piątki, mówiąc mniej więcej: „Nie zapomnij o nas. Widziałeś, jak to jest tutaj, w środku. Widzisz nadużycia, których dopuścił się rząd federalny” – wspominał.

Kilka godzin później „ktoś przyszedł z więzienia i zapytał o nazwisko”. – Pokazałem im swoją kartę, a oni powiedzieli: „Zostałeś ułaskawiony przez prezydenta Stanów Zjednoczonych” – brzmiał dalszy ciąg relacji. W panującej wokół ciszy dał się słyszeć z oddali głos jakiegoś więźnia: „Czy zostałeś ułaskawiony, Will?”. – Odpowiedziałem: „Trump właśnie mnie ułaskawił!”. I wszyscy, 60 facetów zaczęło wiwatować i klaskać. To było po prostu surrealistyczne – mówił Goodman.

Ale wiesz, to z pewnością owoc wielu, wielu modlitw, świadomość, że ludzie składają ofiary, ludzie się modlą, a za naszego prezydenta odprawiana jest Msza święta – podsumował.

Już to mówiłem i pewnie brzmi teraz jak zacięta płyta, ale to naprawdę doświadczenie jak wyjście z czegoś w rodzaju piekła, piekielnego środowiska — i wiem, że to nie jest piekło, oczywiście — ale masz tam wściekłych, sfrustrowanych ludzi. Jest brudno, cuchnie i jest niebezpiecznie. I wychodzisz z tego, a ludzie są przepełnieni miłością, ludzie mówią o wierze.

Samo przebywanie w kościele, wchodzenie w liturgię, było jak wejście do przedsionka nieba – wyznał Will Goodman wspominając pierwszą Najświętszą Ofiarę, której wysłuchał po wyjściu na wolność.

Źródło: Life Site News RoM

O potencjalnej szkodliwości jedzenia insektów przez ludzi.

O potencjalnej szkodliwości jedzenia insektów przez ludzi.

„Statystyk”

1 stycznia 2018 roku weszło w życie rozporządzenie Unii Europejskiej nr 2015/2238 wprowadzające pojęcie tzw. „nowej żywności”. Do rozporządzenia został dołączony wykaz produktów, które według Unii stanowią wymienioną „nową żywność”. Wśród tych produktów figurują 4 insekty, zaakceptowane przez Unię do spożywania, bądź to w formie dorosłej jako owady, bądź w formie larwalnej, czyli w potocznym rozumieniu jako robaki.

Do spożywania w formie larwalnej Unia zaakceptowała chrząszcza mącznika młynarka oraz pleśniakowca lśniącego, a formie dorosłej szarańczę wędrowną oraz świerszcza domowego.

Jaki będzie sposób produkcji „nowej żywności”?

Larwy i owady insektów będą namnażane na specjalnych farmach. Pożywieniem dla insektów mają być w założeniu tylko świeże produkty oraz specjalne karmy, ale już pojawiają się propozycje aby w celu obniżenia kosztów karmić insekty odpadkami, czyli bio-śmieciami. Co to oznacza łatwo sobie wyobrazić – zgniłe, nieumyte resztki owoców pełne pestycydów, zanieczyszczone odchodami gryzoni i spleśniałe produkty roślinne itp., itd.

Przed zabiciem insekty na farmie zostają poddane 24 godzinnej głodówce w celu oczyszczenia ich przewodów pokarmowych i odbytnic z resztek strawionego jedzenia i ekskrementów. Ale, ponieważ mówimy o milionach i miliardach insektów, wśród takiej ogromnej liczby zawsze znajdą się takie, co maja spowolniony metabolizm z powodu np. choroby i w ciągu tych 24 godzin układów pokarmowych nie opróżnią i zostaną zabite a następnie zmielone i przeznaczone do spożycia przez ludzi z całą, nie strawioną zawartością przewodu pokarmowego i odbytnicą, wypełnioną kałem. Ale nawet jeśli zachowają się zgodnie z założeniem i opróżnią swoje układy pokarmowe, to zawsze pozostaną w nich zarówno resztki jedzenia jak i kału, co przekłada się na miliony wszelkiego rodzaju mikroorganizmów jak np. pasożyty i bakterie nadal zasiedlające układy pokarmowe insektów.

Aby zbadać potencjalne zagrożenia dla ludzi, płynące z obecności tych mikroorganizmów, naukowcy pobrali próbki insektów z 300 farm je wytwarzających w Europie. W wyniku tych badań stwierdzono, że na 91 farmach (30,33%) przewody pokarmowe insektów zawierały pasożyty groźne dla ludzi. Wykryte pasożyty mogą wywołać u ludzi takie choroby zakaźne, jak kryptosporydioza, balantidioza oraz izosporoza. U dzieci i osób z osłabioną odpornością choroby, wywołane przez te pasożyty mogą mieć bardzo ciężki przebieg i trwale uszkodzić układ pokarmowy, a jeśli źle lub w ogóle nie leczone, to np. w przypadku izosporozy mogą trwać nawet kilka lat i w znacznym stopniu wyniszczyć organizm.

Kolejnym zagrożeniem dla ludzi ze spożywania insektów wynika z bardzo dużej zawartości w ich ciałach chityny. Z chityny zbudowane są np. pokrywy skrzydeł dorosłych insektów, ale nie tylko. Larwy także mogą zawierać jej bardzo duże ilości, nawet do 15% masy.

Czym jest chityna dla ludzi z punktu widzenia wartości odżywczych?

Nie jest przez ludzi trawiona. Po połknięciu zalega w żołądku, tłumiąc poczucie głodu. Jest wypełniaczem. Wywołuje fałszywe uczucie najedzenia. Poza zerowymi wartościami odżywczymi jest niestety także dla człowieka szkodliwa. Zostało udowodnione, że spożywanie chityny może wywoływać stały stan zapalny w organizmie i prowadzić do różnych alergii. Spożywanie chityny może również drastycznie obniżać poziom witamin A i E w organiźmie, efekt szczególnie groźny dla dzieci.

Poza chorobotwórczymi pasożytami i alergenną chityną, insekty zawierają metale ciężkie jak ołów i kadm, mykotoksyny-silne trucizny, wytwarzane przez grzyby pleśniowe, wywołujące niepłodność i mutacje genetyczne dioksyny, bakterie gronkowca, coli oraz wiele innych groźnych dla zdrowia ludzi substancji i mikroorganizmów. Pełny skład znajduje się w podanej literaturze.

W jakiej postaci insekty będą sprzedawane ?.

Będą to całe owady dorosłe lub larwy mrożone lub suszone lub w postaci mączki.

Do jakich produktów spożywczych będą dodawane insekty ?.

Lista jest niezwykle długa, można powiedzieć, że do wszystkiego, od pieczywa, przez kluski, kiełbasy, zupy, wyroby czekoladowe, makarony po napoje, sałatki, chipsy, chrupki i warzywa w puszkach i słoikach. Pełna lista znajduje się w podanej literaturze.

Czy można rozpoznać produkty zawierające mączkę z insektów ?.

Tak, na etykietach, w składzie powinna być taka informacja. Jedynym problemem może być rozpoznanie dodatku mączki z insektów w pieczywie. Pewną wskazówką może być fakt, że po dodatku mączki z insektów pieczywo staje się ciemniejsze, więc jeśli np. bułki pszenne, które powinny być naturalnie jasne wydają się ciemniejsze niż zwykle może to oznaczać, że jest w nich mączka z insektów.

Literaratura :

1. A parasitological evaluation of edible insects and their role in the transmission of parasitic diseases to humans and animals.

Remigiusz Gałęcki,,Rajmund Sokół. Department of Veterinary Prevention and Feed Hygiene, Faculty of Veterinary Medicine, University of Warmia and Mazury, Olsztyn, Poland, 2 Department of Parasitology and Invasive Diseases, Faculty of Veterinary Medicine, University of Warmia and Mazury, Olsztyn, Poland

2. Chitin Activates Parallel Immune Modulesthat Direct Distinct Inflammatory Responses via Innate Lymphoid Type 2 and gd T Cells. Steven J. Van Dyken, Alexander Mohapatra, Jesse C. Nussbaum,1 Ari B. Molofsky, Emily E. Thornton, Steven F. Ziegler, Andrew N.J. McKenzie, Matthew F. Krummel, Hong-Erh Liang, and Richard M. Locksley

Howard Hughes Medical Institute and Departments of Medicine, Microbiology, and Immunology Department of Laboratory Medicine Department of Pathology University of California, San Francisco, San Francisco, CA 94143, USA, Immunology Program, Benaroya Research Institute, Seattle, WA 98101, USA

5Medical Research Council Laboratory of Molecular Biology, Cambridge CB2 0QH, UK

3. US Department on Health and Human Services. NTP Technical Report on The Toxicity Study of chitosan (caSRN 9012-76-4) administered in feed To Sprague Dawley Rats.

4. ROZPORZĄDZENIE WYKONAWCZE KOMISJI (UE) 2022/169

z dnia 8 lutego 2022 r. zezwalające na wprowadzenie na rynek mrożonej, suszonej i sproszkowanej postaci mącznika młynarka (larw Tenebrio molitor) jako nowej żywności.

5. ROZPORZĄDZENIE WYKONAWCZE KOMISJI (UE) 2023/58 z dnia 5 stycznia 2023 r.

zezwalające na wprowadzenie na rynek larw Alphitobius diaperinus (pleśniakowca lśniącego) w postaci mrożonej, pasty, suszonej i sproszkowanej jako nowej żywności.

6. ROZPORZĄDZENIE WYKONAWCZE KOMISJI (UE) 2021/1975

z dnia 12 listopada 2021 r. zezwalające na wprowadzenie na rynek mrożonej, suszonej i sproszkowanej postaci szarańczy wędrownej (Locusta migratoria) jako nowej żywności.

7. ROZPORZĄDZENIE WYKONAWCZE KOMISJI (UE) 2023/5 z dnia 3 stycznia 2023 r. zezwalające na wprowadzanie na rynek częściowo odtłuszczonego proszku z Acheta domesticus (świerszcza domowego) jako „nowej żywności”.

„Nie wypłacili ani jednego euro”. Tak Unia pomaga polskim powodzianom.

„Nie wypłacili ani jednego euro”. Tak Unia pomaga polskim powodzianom.

https://pch24.pl/nie-wyplacili-ani-jednego-euro-tak-unia-pomaga-polskim-powodzianom

Unia Europejska przeznaczyła na usuwanie skutków powodzi 114 mln dla Niemiec i 4 mln dla Włoch. – Polska nie otrzymała ani jednego euro – poinformował europoseł PiS, Waldemar Buda.

Buda ujawnił w listopadzie, że mimo obiecywanej przez Donalda Tuska pomocy z Brukseli, rząd w Warszawie nie złożył nawet wniosku w tej sprawie. Dzień po interwencji europosła, odpowiednie pismo złożył szef MSWiA, Tomasz Siemoniak.

Powódź, która w zeszłym roku nawiedziła mieszkańców województw dolnośląskiego, opolskiego, śląskiego i lubuskiego, spowodowała straty w wysokości 113 mld zł.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapewniało o wsparciu ze środków Funduszu Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Europoseł PiS postanowił zobaczyć, jak wygląda sytuacja w tej sprawie. W opublikowanym na X filmie, Waldemar Buda informuje, że Polska nie otrzymała z Brukseli jeszcze ani jednej złotówki.

Mam bardzo ciekawe informacje z Komisji Europejskiej! Pamiętacie jak Donald Tusk i Rafał Trzaskowski obiecali, że straty związane z powodzią zostaną pokryte przez KE? Później się okazało, że przez trzy miesiące min. Kierwiński nawet nie złożył wniosku. Dzisiaj sprawdziłem w Komisji co dzieje się z tymi pieniędzmi. Nie wypłacili ani jednego euro! – ujawnił polityk.

Źródło: dorzeczy.pl / X PR

USA: Inwigilacja tradycyjnych katolików była niedopuszczalna

Przyszła szefowa służb USA: inwigilacja tradycyjnych katolików była niedopuszczalna

https://pch24.pl/przyszla-szefowa-sluzb-usa-inwigilacja-tradycyjnych-katolikow-byla-niedopuszczalna

Tulsi Gabbard podczas przesłuchania w komisji senackiej ostro skrytykowała FBI oraz prezydenta Joe Bidena za atakowanie katolików uczęszczających na tradycyjną Mszę. Dwa lata temu media ujawniły plan rozpracowania operacyjnego środowisk „radykalnej tradycjonalistycznej ideologii katolickiej”, jak określono je w dokumentach. 

Gabbard, nominowana przez prezydenta Donalda Trumpa na stanowisko dyrektora wywiadu krajowego, powiedziała, że FBI „nadużyło swojej władzy”, określając katolików preferujących Mszę łacińską jako „radykalnych tradycjonalistów”. Republikańska polityk podała przykład inwigilacji środowisk tradycji łacińskiej w kontekście wykorzystania służb do walki politycznej i zastraszania opozycji. Podzieliła się również własnym doświadczeniem, kiedy po krytyce Kamali Harris, Gabbard została wpisana przez służby na listę terrorystyczną Quiet Skies. 

Komentarze Gabbard dotyczyły sprawy wycieku notatki biura terenowego FBI w Richmond, w której twierdzono, że niektórzy katolicy, którzy uczęszczają na łacińską Mszę lub kwestionują Sobór Watykański II, mogą być ekstremistami.

Agenci inwigilowali katolików uczęszczających na tradycyjną Msze łacińską, szczególnie należących do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (FSSPX). Notatka stwierdzała między innymi, że „coraz mocniej obserwowane zainteresowanie brutalnych ekstremistów o motywach rasowych lub etnicznych (RMVE) radykalną tradycjonalistyczną ideologią katolicką (RTC)… stwarza nowe możliwości łagodzenia zagrożeń”.

Według FBI, „radykalni tradycyjni katolicy” to często głosiciele „ideologii antysemickiej, antyimigranckiej, przeciwnej LGBTQ oraz [zwolennicy] białej supremacji”. Negują również Vaticanum II jako „istotny sobór”.

Departament Sprawiedliwości po ujawnieniu skandalu później wycofał się z decyzji. Amerykański portal LifeSiteNews sugeruje, że pretekstem do sporządzenia notatki była pojedyncza aresztowana osoba, posiadająca broń i materiały wybuchowe, która kiedyś uczestniczyła w łacińskiej Mszy.

Treść dokumentu wskazywała, że amerykańskie służby czerpią informację na temat tradycyjnych katolików od skrajnie lewicowych organizacji, jak Southern Povert Law Center. Notatka zawierała również fragment artykułu z The Atlantic, gdzie porównywano różaniec zrobiony z metalowych kulek i żyłki spadochroniarskiej do broni.

Oficjalny raport Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych potwierdził, że wytyczne dla służb nie ograniczały się do filii w Richmond. Notatki o podobnej treści znaleziono w biurach w Los Angeles, Portland i Milwaukee.

Źródło: lifesitenews.com / własne PCh24.pl PR

Dlaczego właśnie teraz musimy głośno mówić prawdę?

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie !
 Dlaczego właśnie teraz musimy głośno mówić o aborcji i deprawacji? Z uwagi na kontekst polityczny i cywilizacyjny. Rząd Tuska na czas kampanii wyborczej postanowił wyciszyć tematy wywołujące opór społeczny, w szczególności „edukację seksualną” i aborcję. Z kolei główny kandydat opozycji mówi publicznie, że jest otwarty na „nowy kompromis” w sprawie mordowania dzieci nienarodzonych.
W tym samym czasie ludzie Donalda Trumpa przez pierwszy tydzień (!) urzędowania nowego prezydenta zrobili w USA więcej dla obrony życia i rodziny, niż w Polsce wydarzyło się przez 10 ostatnich lat. Dlaczego pro-liferzy w Stanach Zjednoczonych odnoszą sukcesy i czego możemy się nauczyć z obserwacji sytuacji za oceanem? Proszę przeczytać naszą analizę.Pedagogika nienawiści [foto]Jak napisała przedwczoraj Gazeta Wyborcza:

„Do wyborów nie będzie depenalizacji aborcji. Za duże ryzyko kolejnej porażki.”

Z kolei skrajnie lewicowy portal Oko.press napisał:

„Trzaskowski skręca na prawo, a rząd zamraża ustawy (…) Gdy pytamy, skąd ta zmiana u Trzaskowskiego, od osoby z otoczenia premiera Donalda Tuska słyszymy, że „trzeba obserwować realia” na świecie.”

Media wspierające obóz Tuska oraz politycy KO mówią otwarcie – na czas kampanii wyborczej należy wyciszyć tematy, które budzą opór społeczny. Tak stało się m.in. z „edukacją seksualną” w szkołach – niemal z dnia na dzień umilkła propaganda, która przez ostatnie pół roku nieustannie przekonywała Polaków o konieczności objęcia wszystkich uczniów przymusem deprawacji. Podobnie stało się z aborcją – do wyborów ludzie Tuska mają unikać tego tematu. 

Z kolei kandydat opozycji Karol Nawrocki powiedział kilka dni temu publicznie, że co prawda osobiście jest „za ochroną życia”, ale jako prezydent będzie „gotowy na nowy kompromis” w sprawie mordowania dzieci w łonach matek.

Proszę zwrócić uwagę, jak bardzo to się różni od narracji powszechnie używanej w mediach na przestrzeni ostatniego roku.

Jeszcze do niedawna media związane z PiS przekonywały opinię publiczną, że PiS przegrał wybory rzekomo przez decyzję Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ograniczenia aborcji (decyzję, która w praktyce nic nie zmieniła, gdyż dzieci dalej masowo morduje się w szpitalach). Krótko potem media związane z KO przekonywały społeczeństwo, że trzeba głosować na Koalicję i Lewicę, gdyż dzięki temu w Polsce w końcu upowszechni się aborcja. Dzisiaj sztab Trzaskowskiego przekonuje, że tematu aborcji nie należy jednak podejmować w kampanii, gdyż przez to Trzaskowski może przegrać wybory. Jak to wszystko ma się do rzeczywistości? 

Wbrew „faktom medialnym” i propagandzie, wciąż nie ma w Polsce powszechnego poparcia dla mordowania dzieci w łonach matek. Wielu Polaków sprzeciwia się aborcji i chce powstrzymania tego procederu. Jedyne czego brakuje to wola polityczna do tego, aby postulaty realnej obrony życia i rodziny wcielić w życie. Aby mieć dobry punkt odniesienia, porównajmy sytuację w Polsce z sytuacją w USA.

Donald Trump po raz kolejny został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Sam Trump, z uwagi na swoje życie osobiste i poglądy, daleki jest od bycia wzorowym chrześcijaninem. Ale w aktualnej sytuacji reprezentuje w USA bardzo szerokie, prawicowe, konserwatywne i wolnościowe środowisko polityczne. Środowisko wewnętrznie podzielone, które oczekuje od swojego prezydenta konkretnych działań i uzależnia swoje dalsze poparcie dla niego od realizacji przynajmniej części kluczowych obietnic wyborczych. 

Proszę spojrzeć na to, co wydarzyło się już w pierwszym tygodniu (!) prezydentury Trumpa w zakresie obrony życia i rodziny. W ciągu 7 dni Trump m.in.:

1. Podpisał zarządzenie potwierdzające istnienie tylko dwóch płci (męskiej i żeńskiej) i usuwające genderowe wytyczne poprzedniego rządu.
2. Podpisał zarządzenie o wycofaniu rządowego wsparcia dla „tranzycji” dzieci i młodzieży.
3. Podpisał zarządzenie o ograniczeniu służby wojskowej dla osób „transpłciowych”.
4. Wyłączył dostęp do założonej przez Bidena strony internetowej, która podpowiadała jak ominąć prawo i w jaki sposób zamordować swoje dziecko.
5. Podpisał dekret prezydencki potwierdzający, że życie zaczyna się od poczęcia.
6. Podpisał dekret prezydencki, na mocy którego 23 pro-liferów, skazanych na więzienie za protestowanie pod ośrodkami aborcyjnymi za czasów administracji Bidena zostało uwolnionych.
7. Przywrócił prawo, które zabrania przekazywania pieniędzy podatników na promocję i wykonywanie aborcji w innych krajach.
8. Przywrócił ustawę, która zabrania wykorzystywania funduszy federalnych na finansowanie aborcji w USA.
9. Poparł projekt ustawy kongresowej, która zabrania dobijania dzieci, które przeżyły swoją aborcję.
10. W imieniu USA podpisał Deklarację Genewską, która stwierdza, że nie istnieje coś takiego jak „prawo do aborcji”.

W tym samym czasie republikańscy kongresmeni wnieśli projekt ustawy mającej zabezpieczyć prawa rodziców odnoszące się do „kierowania wychowaniem, edukacją i opieką zdrowotną swoich dzieci”. Trzeba przy tym zaznaczyć, że działania tego typu nie są owocem osobistej postawy Trumpa, ale efektem nieustannej presji wywieranej przez konserwatystów i walk na zapleczu politycznym Republikanów, którego przedstawiciele różnią się między sobą nawet w fundamentalnych kwestiach moralnych. 

Czym ta sytuacja w USA różni się od sytuacji w Polsce?

W USA trwa nieustanna walka polityczna w najważniejszych kwestiach cywilizacyjnych. Po stronie normalnych Amerykanów, rodziców, chrześcijan, wolnościowców i konserwatystów zaangażowane są miliony dolarów prywatnych pieniędzy, liczne organizacje, fundacje, stowarzyszenia prawników oraz media. Reprezentujący te środowiska politycy, gdy dochodzą do władzy, realizują swoje obietnice wyborcze. Przykładem takiej postawy jest gubernator stanu Oklahoma Kevin Stitt.
W 2022 r. podpisał on ustawę przewidującą 10 lat więzienia i 100 000 dolarów grzywny za dokonanie aborcji. Jak powiedział Stitt: 

„Obiecałem mieszkańcom Oklahomy, że podpiszę każdą ustawę pro-life, która trafi na moje biurko i to właśnie dzisiaj tu robimy. Chcemy, aby Oklahoma była najbardziej pro-life w kraju. Chcemy uczynić aborcję nielegalną w stanie Oklahoma.”

Kilka miesięcy później Kevin Stitt ponownie wygrał wybory na urząd gubernatora Oklahomy. To wszystko pomimo ogromnej propagandy medialnej radykalnej lewicy. Podobna sytuacja jest w wielu innych stanach takich jak Floryda czy Teksas, których władze wprowadzają kolejne ustawy pro-life i prorodzinne ciesząc się przy tym poparciem wyborców, co umożliwia im rządzenie przez kolejne kadencje.

Tymczasem w Polsce szuka się „kompromisów”.

Przed 2015 rokiem było oczekiwanie społeczne ze strony Polaków w sprawie powstrzymania aborcji. Wyrazem tych oczekiwań były m.in. obywatelskie inicjatywy ustawodawcze przeprowadzone przez naszą Fundację w latach 2011-2015, kiedy to pod projektami zakazu aborcji zebraliśmy łącznie blisko półtora miliona podpisów. Ale nie tylko my naciskaliśmy i domagaliśmy się powstrzymania aborcji.

Podobne głosy dochodziły z wielu stron, w tym ze strony prawicowych i katolickich mediów. Słyszalny był również głos Kościoła, przypominającego słowa papieża Jana Pawła II: „naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”. Biskupi popierali projekty „Stop aborcji” i zachęcali do zbierania podpisów na terenie swoich diecezji. W rozmaite działania przeciwko aborcji włączało się wiele stowarzyszeń, fundacji i organizacji, które, każda na swój sposób, domagały się powstrzymania mordowania dzieci i podjęcia kroków w tej sprawie. 

Podsumowując – ze strony zwykłych Polaków, Kościoła, mediów i organizacji pozarządowych słychać było zainicjowany przez kampanie naszej Fundacji głos: trzeba powstrzymać aborcję! Od strony politycznej te oczekiwania społeczne poparł PiS, którego posłowie, gdy byli w opozycji, zawsze głosowali za projektami „Stop aborcji”. W trakcie kampanii wyborczej przed 2015 rokiem politycy PiS obiecywali publicznie: gdy dojdą do władzy to powstrzymają aborcję. 

Wszystko zmieniło się już w 2016 roku. Gdy politycy PiS doszli do władzy, zmienili zdanie. Przez 8 lat rządzenia odrzucili wszystkie obywatelskie projekty zmierzające do ograniczenia lub zakazania aborcji. Co więcej, w trakcie rządów PiS de facto została wprowadzona w Polsce legalna aborcja na żądanie do końca ciąży, a liczba nielegalnych aborcji za pomocą pigułek poronnych doszła do kilkudziesięciu tysięcy zbrodni rocznie.
Politycy tacy jak Jarosław Kaczyński czy Adam Niedzielski publicznie instruowali Polki w mediach z jakiej luki w prawie można skorzystać, aby legalnie dokonać aborcji na dziecku. Przez cały okres rządów PiS aborcja była „świadczeniem zdrowotnym” refundowanym przez NFZ z naszych podatków. 

Jednym z powodów tej zmiany była cisza, jaka w sprawie aborcji zapanowała po stronie społecznej. Po dojściu PiS do władzy zaplecze medialno-społeczne PiS stwierdziło, że nie wolno wywierać jakichkolwiek nacisków na partię, gdyż to może osłabić poparcie dla PiS. Ceną za utrzymanie się PiS przy władzy miało być m.in. milczenie w sprawie aborcji.Zaczęto więc usprawiedliwiać „kompromis aborcyjny”. Politycy PiS oraz związane z nimi media zaczęły przekonywać, że kiedy rządzi PiS to odrzucenie projektów „Stop aborcji” rzekomo leży „w interesie społecznym” oraz „w interesie państwa”. 

Podobnie stało się w zakresie obrony rodziny. Pomimo licznych deklaracji, przez 8 lat nie została wprowadzona żadna ustawa, która w istotny sposób chroniłaby rodziny, powiększała zakres ich swobód względem państwa czy ograniczała możliwość działania lobby LGBT i deprawatorów seksualnych. Przez 8 lat rządów PiS do szkół w całej Polsce wchodzili aktywiści LGBT i „edukatorzy seksualni” i nic z tym nie zrobiono oprócz werbalnego sprzeciwu.
Zamiast tego podjęto działania w kierunku dalszej centralizacji i biurokratyzacji systemu oświaty, a w MEN rządzonym przez Przemysława Czarnka podjęto próby ograniczenia Polakom możliwości edukacji domowej swoich dzieci, będącej dla wielu rodziców ostatnią deską ratunku przed deprawacją i szkodliwym wpływem środowiska szkolnego. 

Z okazji trwającej kampanii wyborczej po raz kolejny należy postawić w przestrzeni publicznej pytanie: po co nam Polska? Po co nam w ogóle własne państwo?

Własne państwo jest nam, Polakom, potrzebne po to, abyśmy mogli wprowadzać w kraju zasady wynikające z dziedzictwa naszej cywilizacji. Inaczej państwo o nazwie Polska nie ma sensu. Jeżeli w kraju nie są wprowadzane ustawy gwarantujące obywatelom ich najbardziej fundamentalne i podstawowe prawa, to nie ma żadnego znaczenia, która partia aktualnie rządzi. Fundamentem wolnego narodu powinny być zasady moralne i cnoty jego członków. Jeżeli godzimy się na to, aby osoby sprawujące rządy nad Polską ułatwiały społeczeństwu mordowanie i deprawowanie własnych dzieci, to własne państwo jest nam całkowicie zbędne. 

W ostatnich latach wiele osób, środowisk, grup i partii w Polsce uznało prawo do życia za kwestię drugorzędną lub całkowicie nieistotną. Tymczasem prawo do życia to temat FUNDAMENTALNY. Jeśli wolno tak po prostu kogoś zamordować, a szczególnie wolno zamordować niewinne i bezbronne dziecko, to żadne inne prawa nie mają sensu, ponieważ zakwestionowany został sens istnienia państwa, którym jest właśnie ochrona własnych obywateli ich praw.Dlatego musimy głośno mówić prawdę o aborcji i domagać się powstrzymania mordowania i deprawowania dzieci, niezależnie od tego, jaka partia jest obecnie u władzy. 
Musimy głośno mówić, że nie ma żadnej zgody na mordowanie dzieci w łonach matek, na deprawację seksualną oraz na jakiekolwiek kompromisy moralne. Konieczne jest dalsze kształtowanie świadomości społecznej i wywieranie presji na polityków. Mimo dynamicznej, zmieniającej się sytuacji politycznej i społecznej, musimy walczyć wciąż o to samo – o prawo do życia dla każdego dziecka w Polsce, o obronę najmłodszych przed deprawatorami seksualnymi i o wolność rodziców do wychowywania własnych dzieci.
Jeśli nie będzie nacisku społecznego, jeśli nie będziemy upominać się o powstrzymanie aborcji, jeśli nie będziemy żądać prawa do życia dla każdego człowieka, to, zgodnie ze słowami papieża Jana Pawła II: jako naród nie mamy przyszłości.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić nam dalsze działanie na rzecz objęcia wszystkich dzieci w Polsce pełnym i dającym się egzekwować prawem do życia oraz wprowadzenia skutecznej ochrony przed deprawacją. 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Koniec z indoktrynacją w szkołach USA? Trump chce „edukacji patriotycznej” zamiast lewicowej propagandy.

30 stycznia 2025 https://pch24.pl/koniec-z-indoktrynacja-w-szkolach-usa-trump-chce-edukacji-patriotycznej-zamiast-lewicowej-propagandy/

Koniec z indoktrynacją w szkołach USA? Trump chce „edukacji patriotycznej” zamiast lewicowej propagandy

(fot. EPA/SAMUEL CORUM / POOL Dostawca: PAP/EPA.)

Niedawny dekret Donalda Trumpa ma ograniczyć wpływ lewicowych agitatorów na młodzież w szkołach publicznych. Dokument nowego prezydenta USA przyznał, że często w tajemnicy przed rodzicami uczniowie padają ofiarą post-marksistowskiej agitacji. Po młode umysły ręce wyciągają również propagatorzy ideologii LGBT.

To naruszanie praw rodzicielskich i podkopywanie fundamentów społeczeństwa amerykańskiego, sądzi Trump. Dzięki interwencji jego administracji sytuacja ma ulec długo wyczekiwanej poprawie.

„W ostatnich latach rodzice doświadczyli indoktrynacji swoich dzieci przez szkoły w myśl radykalnych, anty-amerykańskich ideologii, przy jednoczesnym rozmyślnym ograniczaniu nadzoru rodziców”, czytamy w opublikowanym 29 stycznia b.r dekrecie prezydenta USA.

W wielu wypadkach niewinne dzieci są zmuszane, by przyjąć tożsamość ofiar lub sprawców wyłącznie na podstawie ich koloru skóry lub innych niezmiennych cech. W innych przypadkach młodzi mężczyźni i kobiety są zmuszani do zadawania sobie pytania, czy nie urodzili się w złym ciele i czy nie postrzegać swoich rodziców i rzeczywistości jako wrogów i winnych”, opisywał wpływ lewicowej propagandy na amerykańską oświatę Donald Trump.

Szerzenie podobnych „anty-amerykańskich, przewrotnych i fałszywych ideologii” to, jak można wyczytać z dekretu, „zagrożenie dla krytycznego myślenia”, a również „sianie podziałów, niezrozumienia i braku zaufania” w społeczeństwie. Ich „narzucanie” młodemu pokoleniu to według Trumpa naruszenie władzy należnej rodzicom i zasad „niedyskryminacji”.

W takich okolicznościach w dekrecie ze środy 29 stycznia b.r nowy prezydent USA zapewnił, że jego administracja dołoży starań, by wszystkie placówki oświatowe – od przedszkoli do liceów – szanowały prawa rodziców do decydowania o sposobie wychowania ich dzieci oraz zakończyły promocję „dyskryminującej ideologii egalitaryzmu”.

Jako elementy tego zestawu przekonań w dokumencie wskazano postrzeganie „jednostki jako związanej z uprzywilejowaną lub marginalizowaną grupą bardziej niż przez pryzmat jej zasług, czynów i zdolności”.

W dekrecie Donald Trump zobowiązał się do podjęcia ważnych kroków, mających ograniczyć wpływ agitatorów na edukację publiczną. W ciągu 90 dni od daty publikacji dokumentu ma zostać przygotowana „Strategia Zakończenia Indoktrynacji”. Plan ma zawierać procedurę wycofywania lub ograniczania federalnego finansowania szkół, które będą prowadzić lewicową agitację „w tym tą oparta na ideologii gender”. W jego ramach doradcy prezydenta mają przygotować kompleksową analizę wydatków państwa na lewicowe działania agitacyjne, a także obecność indoktrynacyjnych treści w podstawie edukacyjnej i formacji nauczycieli.

W miejsce indoktrynacyjnych działań administracja Donalda Trumpa planuje wprowadzenie na szeroką skalę programu „edukacji patriotycznej”. Podejście to ma oznaczać „przedstawianie historii Stanów Zjednoczonych opartej o celne, uczciwe, jednoczące, inspirujące i uszlachetniające przedstawienie założenia Stanów Zjednoczonych i ich podstawowych zasad”, a także „przekonywanie, że darzenie szacunkiem amerykańskiej wielkości i historii jest słuszne”.

Źródło: whitehouse.gov FA

Zielony Ład oznacza biedę – prof. Władysław Mielczarski

Zielony Ład jest niemożliwy do wykonania – prof. Władysław Mielczarski

Autor: AlterCabrio , 30 stycznia 2025

Po prostu Amerykanie doszli do wniosku, że to wiedzie donikąd. Natomiast w Europie jest sprawa trochę trudniejsza, ponieważ my mamy mnóstwo zapisów prawnych, które zmuszają wręcz społeczeństwa do tego ładu i odejście od tego Zielonego Ładu będzie bardzo trudne. Bo proszę zobaczyć, że Zielony Ład to jest nie tylko to, że na przykład ktoś buduje wiatraki. Jeżeli ktoś stawia te wiatraki, ktoś za to płaci, ktoś na tym zarabia. To nie jest tak. Oczywiście, my się składamy wszyscy, budujemy tym źródłom odnawialnym sieć, my płacimy miliardy za bilansowanie. Proszę wziąć pod uwagę, że energia odnawialna z tych źródeł niestabilnych jakim jest wiatr, jakim jest słońce, jest dwukrotnie droższa niż ze źródeł konwencjonalnych.

−∗−

Prof. Mielczarski: Zielony Ład jest niemożliwy do wykonania. Musimy powstrzymać likwidację węgla!

Krytyka Polityczna odcięta od koryta z USA. Jak rzyć?

Dramat lewackiej gazety. Wystarczyła jedna decyzja Trumpa

30.01.2025 https://nczas.info/2025/01/30/dramat-lewackiej-gazety-wystarczyla-jedna-decyzja-trumpa/

Donald Trump podjął decyzję o wstrzymaniu zagranicznych grantów. Ten ruch obnażył fundamentalny problem polskich mediów lewicowych – uzależnienie od zewnętrznego finansowania. W tarapatach znalazł się m.in. lewacki portal „Krytyki Politycznej”.

Administracja Trumpa nakazała wszystkim agencjom federalnym natychmiastowe wstrzymanie wydatków na granty, pożyczki i pomoc finansową o wartości ok. 3 bilionów [tj po naszemu: miliardów. md] dolarów. Decyzja ma na celu przegląd programów pod kątem ich zgodności z priorytetami nowej administracji USA.

Okazuje się, że jedna decyzja Trumpa uderzyła m.in. w „Krytykę Polityczną”, która była finansowa z USA. Lewicowe media najwyraźniej nie potrafią – albo nie mogą, bo czytelnicy nie chcą takich działań finansować – oprzeć swojej działalności na solidnym modelu biznesowym, tylko uzależniają się od zagranicznego finansowania.

Tak dotowane media są oczywiście podatne na potencjalne naciski ze strony grantodawców. Nie muszą walczyć o czytelnika, bo otrzymują granty przyznawane często według niejasnych kryteriów. Działa to świetnie do czasu, aż polityczny wiatr nie zawieje w drugą stronę, co właśnie ma miejsce w USA.

Krytyka Polityczna w swoim oświadczeniu przyznaje, że „bez tych środków nie moglibyśmy działać”. A teraz ich zabraknie – jeszcze nie wiadomo czy czasowo, czy na zawsze – i robi się problem. Skrajnie lewicowe medium wybrało się więc na żebry do czytelników, licząc na to, że oni uzupełnią finansową dziurę, jaka powstanie po wstrzymaniu grantów przez Trumpa.

Nie jest jeszcze jasne, jak długo potrwa zamrożenie środków i jakie będą jego długofalowe konsekwencje dla organizacji korzystających z amerykańskiego wsparcia. Wydaje się jednak, że skończyło się sączenie lewicowej propagandy za granty z USA.

Skończyły się żarty… Trump a sprawa polska.

Skończyły się żarty…

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    30 stycznia 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5763

Zaczęły się schody. Takim spostrzeżeniem generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego można by skomentować inaugurację prezydentury Donalda Trumpa. Jak sam prezydent zauważył w inauguracyjnym przemówieniu, zachował życie po to, by znów uczynić Amerykę wielką. W tym celu zapowiedział wydanie w najbliższym czasie co najmniej 100 dekretów, zorientowanych jeśli nie na natychmiastowe osiągnięcie tego celu, to na rozpoczęcie procesów, zarówno w Ameryce, jak i poza nią, które będą ten cel przybliżały. Pierwszym konkretem jest wprowadzenie „stanu wyjątkowego” na południowej granicy USA, którego efektem ma być nie tylko wstrzymanie nielegalnej imigracji, ale również rozpoczęcie deportowania nielegalnych imigrantów z USA do krajów, z których przybyli. Ta zapowiedź spotkała się z krytyką ze strony papieża Franciszka, który nazwał ją „nieszczęściem”.

Wydaje się jednak, że prawdziwym nieszczęściem nie jest ta decyzja, co zagadkowa niemożność wprowadzenia w tych państwach, z których pochodzą nielegalni imigranci rozwiązań, dzięki którym desperackie wyprawy do Ameryki nie byłyby potrzebne. Na tym tle zachęcająco wyglądają przedsięwzięcia podjęte przez argentyńskiego prezydenta Ksawerego Milei, któremu w ciągu zaledwie roku udało się zdusić inflację, zlikwidować deficyt i uzyskać nadwyżkę budżetową. Dokonał tego konsekwentnie redukując biurokrację i związane z nią marnotrawstwo bogactwa narodowego. Nawiasem mówiąc, vaginet obywatela Tuska Donalda idzie w kierunku odwrotnym; rekordowy deficyt sięga 300 mld złotych, a dług publiczny już dawno przekroczył trzykrotny budżet naszego nieszczęśliwego kraju.

Wracając do Donalda Trumpa, to zamierza on, a właściwie nie tyle on, co mający w tych sprawach wolną rękę Elon Musk, radykalnie zredukować biurokrację. Nie chodzi w tym przypadku tylko o koszty jej utrzymania, ale przede wszystkim o koszty rozmaitych pomysłów, które biurokraci wprowadzają w życie, być może nawet w przekonaniu, że w ten sposób wyświadczają przysługę państwu i narodowi, na którym pasożytują. Jednak -jak zauważył Milton Friedman w „Tyranii status quo” – „piekło tak nie szaleje, jak zlekceważony biurokrata”. Zlekceważony – a cóż dopiero taki, nad którym zawisł miecz Damoklesa? W tej sytuacji program odbiurokratyzowania Ameryki może okazać się znacznie trudniejszy, niż cokolwiek innego. Polska jest znakomitym tego przykładem.

Kiedy w roku 1989 Milton Friedman wygłaszał w Sejmie wykład dla Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, powiedział wówczas, że Polska nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, które bogate dzisiaj kraje zachodnie stosowały u siebie, gdy były tak biedne, jak Polska. Ta arcysłuszna rada została jednak zlekceważona zarówno przez stare kiejkuty, którym zależało na utrzymaniu sektora publicznego, by było co rozkradać w ramach „uwłaszczania nomenklatury”, jak i ambicjonerów z dawnej opozycji, którzy wiązali swoje nadzieje z objęciem posad w sektorze publicznym. Toteż wkrótce narodziła się rewolucyjna teoria o „sektorach strategicznych”, które muszą pozostać państwowe, żeby tam nie wiem co – i tak już zostało.

W tej sytuacji stosunkowo najłatwiejsze będą posunięcia w zakresie zwalczania politycznej poprawności w dziedzinie neurastenii płciowej, która przez promotorów komunistycznej rewolucji jest stręczona maluczkim jako wielka zdobycz ludu pracującego miast i wsi, jak również – wynalazków poczynionych w zakresie walki z klimatem. Tutaj prezydent Trump wydaje się zdeterminowany i nieustępliwy, toteż jest nadzieja, że Stany Zjednoczone pod jego przywództwem przestaną eksportować komunistyczną rewolucję do swoich wasali. Na tym tle szczególnie groteskowa wydaje się deklaracja profesoressy Joanny Senyszyn, która właśnie zapowiedziała wystawienie swojej kandydatury w tegorocznych wyborach prezydenckich.

Z naszego jednak punktu widzenia najważniejsza wydaje się kwestia, czy Donald Trump przedłuży Niemcom pozwolenie, jakiego były prezydent Józio Biden udzielił w marcu 2023 roku, by urządzały sobie Europę po swojemu. Na ten temat nie padło nic ważnego, ale nie jest wykluczone, że ta sprawa powinna zostać wyjaśniona najpóźniej do kwietnia, kiedy to prezydent Trump ma przyjechać do Warszawy na planowany „szczyt Trójmorza”. Wydaje się oczywiste, że dopóki w Polsce u steru będzie vaginet obywatela Tuska Donalda, to nie ma najmniejszych szans, by ten szczyt doprowadził do jakichkolwiek rezultatów. Przyczyna jest prosta, jak budowa cepa. Obywatel Tusk Donald ma do spełnienia w naszym bantustanie całkiem inne zadanie, mianowicie zadanie zniwelowania terenu pod Generalne Gubernatorstwo, czyli przekształcenie Polski w rodzaj niemieckiej kolonii w ramach IV Rzeszy. Tymczasem projekt Trójmorza, o którym Donald Trump wypowiadał się z zainteresowaniem już podczas wizyty w Warszawie w lipcu 2017 roku, godziłby w trzy ważne interesy niemieckie. Po pierwsze – podważałby niemiecką hegemonię w Europie. Po drugie – blokowałby budowę IV Rzeszy, w którą Niemcy tyle już zainwestowały oraz – po trzecie – umożliwiałby państwom leżącym w Europie Środkowej uwolnienie się od ograniczeń nakładanych na nie w ramach realizacji niemieckiego projektu „Mitteleuropa” z roku 1915, który od 1 maja 2004 roku realizowany jest za pośrednictwem instytucji Unii Europejskiej. Temu służą zarówno wynalazki dokonane w ramach walki ze znienawidzonym klimatem, jak i postępujące obezwładnianie państwa polskiego pod pretekstem „walki o praworządność”. Wreszcie – stosunki polsko-węgierskie, jak i polsko-słowackie i polsko-czeskie pod rządami vaginetu obywatela Tuska Donalda, wykluczają jakikolwiek postęp w kwestii Trójmorza.

Zatem, jeśli przed kwietniową wizytą prezydenta Trumpa w Polsce nie nastąpi przesilenie rządowe w naszym bantustanie, to „szczyt” – o ile w ogóle się odbędzie – nie doprowadzi do żadnych rezultatów. Co gorsza – może to skłonić prezydenta Trumpa do przekonania, że nie warto się w ten projekt angażować i że decyzja prezydenta Józia Bidena, którą ogłosił w ostatnich dniach swojej prezydentury o podziale Europy na część rokującą nadzieję na współpracę i tę pozostałą, w zasadzie była słuszna. To zaś może okazać się dla Polski katastrofalne w skutkach, zwłaszcza w kontekście zapowiedzi o zakończeniu wojny na Ukrainie, gdzie chyba każdy zdaje sobie sprawę z konieczności pogodzenia się Ukrainy z utratą co najmniej 20 procent dotychczasowego terytorium państwowego. Więc jeśli nawet wojna na Ukrainie się zakończy, to nie powinniśmy zapominać o uwadze Karola von Clausewitza, że to właśnie „wojna jest matką wszystkiego

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Mleko od karaluchów lepsze niż mleko od krowy? A szczególnie – z probówki ! Zaskakujące ustalenia – krystalografów [sic!] ….

Mleko od karaluchów lepsze niż mleko od krowy? Szczególnie – z probówki ! Zaskakujące ustalenia – krystalografów ….

20 lipca 2023, https://forsal.pl/lifestyle/nauka/artykuly/8869082,mleko-od-karaluchow-lepsze-niz-mleko-od-krowy-zaskakujace-ustalenia-n.html

Już wkrótce na liście tzw. superfoods, czyli żywności o wyjątkowych wartościach odżywczych, znajdzie się mleko pochodzące od karaluchów – przewiduje hiszpański dziennik „La Razon”.

Karalusze mleko jest czterokrotnie bardziej odżywcze od mleka krowiego, bogate w proteiny i witaminy z grupy B.
Karalusze mleko jest czterokrotnie bardziej odżywcze od mleka krowiego, bogate w proteiny i witaminy z grupy B.

md; Temu górnemu nóżkę lewą urwało, a wąsy wyjątkowo wyrosły. A to karaluchy z viki [d – to larwa]:

Naukowcy z Międzynarodowej Unii Krystalografii (IUCr), z którą związana jest hiszpańska wyższa rada ds. badań naukowych (SCIC), twierdzą, że karalusze mleko jest czterokrotnie bardziej odżywcze od mleka krowiego, bogate w proteiny i witaminy z grupy B. To dlatego za kilka lat może stać się kluczowe dla wyżywienia rosnącej populacji świata.

Do produkcji nowej super-żywności nadają się owady z grupy Diploptera punctata, gdyż rodzą żywe młode, które w fazie embrionalnej odżywiają się mlekiem matki. W ich ciałach płyn przekształca się w kryształki białkowe. [hi, to więc są ssaki..md]

Naukowcy z indyjskiego instytutu biologii i komórek macierzystych zsekwencjonowali geny odpowiedzialne za wytwarzanie kryształków białka w karaluszym mleku, aby odtworzyć je w laboratorium. W ten sposób uzyskano syntetyczne mleko od karaluchów bez konieczności wyciskania tysiąca sztuk insektów dla wyprodukowania 100 gr mleka.

Karalusze mleko będzie hodowanie w probówce, podobnie jak mięso kurczaka czy wołowina.

Grażyna Opińska (PAP)

“Przejęzyczenia” lewicy: od zaplutych karłów reakcji do agentów Putina. Prawda was wyzwoli, półprawda zniewoli.

“Przejęzyczenia” lewicy: od zaplutych karłów reakcji do agentów Putina

Autor: CzarnaLimuzyna , 30 stycznia 2025 https://ekspedyt.org/2025/01/30/przejezyczenia-lewicy-od-zaplutych-karlow-reakcji-do-agentow-putina/

Wystarczy tylko zapytać…  zapytać Barbarę Nowacką – domorosłą, a teraz już mianowaną ekspertkę Ministerstwa Prawdy –  edukatorkę historyczną i seksualną co myśli o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych (NZS) i już będziemy znać odpowiedź z jakiż to intelektualnych głębin swojego umysłu wyciąga te i podobne przejęzyczenia. Widać bowiem wyraźnie, że nie z kartki, lecz z głowy. Wystarczy również zapytać aktualnego specjalistę od leworządności Adama Bodnara skąd mu się wziął w głowie pogląd, że „naród polski uczestniczył w Holocauście”.

Musimy pamiętać, że wiele narodów współuczestniczyło w jego realizacji. W tym – o czym mówię z ubolewaniem – także naród polski.

Za swoje słowa Bodnar i Nowacka przeprosili, lecz jak się można domyślać, poglądów, w kwestiach zasadniczych, nie zmienili.

Dla Polaków patriotyzm to kwestia biologiczna, dla Żydów metafizyka

Ubolewania nie wyraziła Gazeta Wyborcza za słowa „patriotyzm jest jak rasizm”. Nie wyraziła, bo z pewnością nie chodziło o patriotyzm żydowski. Parafrazując Engelking-Boni: dla Polaków patriotyzm to kwestia biologiczna, dla Żydów metafizyka. Ten pogląd mocno się uwidocznił w odrażającym rytuale dzielenia ofiar na lepsze i gorsze podczas uroczystości w  Auschwitz i w „Parlamencie Europejskim”.

Nie pamiętam, aby wyraził ubolewanie z powodu użycia słowa faszyzm w odniesieniu do Marszu Niepodległości rabin Schudrich. Umknęła mi refleksja Tuska nad jego własnymi słowami: „polskość to nienormalność” umieszczonymi w kontekście dywagacji ignoranta niedorosłego do kultury i cywilizacji, o których wspomina w fałszywym kontraście do polskości.

Pogłosy i „Przejęzyczenia” czyli recydywa komunistycznej propagandy

„Przejęzyczeń”, a gwoli ścisłości kłamstw o Polsce i Polakach jest mnóstwo. Większość przechodzi bez echa, wtapiając się w umysły ludzi bez pamięci. Niedawno, ktoś bystry sparafrazował starą maksymę szefa hitlerowskiej propagandy Josepha Goebbelsa „Przejęzyczenie sto razy powtórzone staje się prawdą”. I nie chodzi tylko o inwektywy, ale o fałsz historyczny.

Zaczęło się w 1944 roku. Wrogiem ludu ogłoszono polskich żołnierzy walczący nieprzerwanie od momentu niemieckiej i sowieckiej agresji w 1939 roku. Polskich patriotów nazywano w zależności od historycznej dekady „zaplutymi karłami reakcji, amerykańskimi szpiegami, kułakami, elementami antysocjalistycznymi, chuliganami, warchołami”.

Pewna zmiana w retoryce nastąpiła po 1989 roku. Obalenie Solidarności przez komunę zostało nazywane „obaleniem komuny”, a zbrodniarze komunistyczni zostali obdarowani mianem „ludzi honoru”.  Zdrajcy ideałów i zwykli kapusie stali się „bohaterami przemian”.

Z powodu wejścia do polityki dawnej frakcji komunistycznej znanej jako „żydokomuna”, pojawiły się nagle nowe polskie plagi: faszyzm, antysemityzm, ksenofobia, homofobia, nacjonalizm, a nawet patriotyzm. Za czasów pierwszej komuny z Polaków robiono amerykańskich szpiegów, a dziś robi się „ruskich agentów”. Wtedy torturowano, urządzano pokazowe procesy i zabijano w procedurze opisywanej jako mord sądowy. Dziś, jak na razie, wystarczy pręgierz gadzinowych mediów. To “jak na razie” nie wiadomo jak długo będzie trwać, bo cierpiący na oikofobię, przeżarty ksenofilią i qrwofilią motłoch aż się rwie do nowych historycznych zadań w ramach demokracji walczącej. O “polskich nazistach”, “polskich faszystach” i “agentach Putina” jest coraz głośniej.

Przykładów propagandy jest aż nadto.

Rosyjskie służby specjalne wpływają i będą agresywnie wpływać na wynik wyborów prezydenckich 2025 w Polsce. Jak się przed tym obronić? To proste – głosujmy licznie na kandydata demokracji i wolności. Tak pokonamy Putina i jego stronników na naszej polskiej ziemi. #Trzaskowsk2025./Pytel/X

Tak. To ten sam Trzaskowski, który wzorem poprzedników rok w rok próbuje zdelegalizować Marsz Niepodległości zastępując go marszem od niepodległości. Ten sam Trzaskowski, który chwali się wolontariatem w 1989 roku na rzecz byłych komunistów najgorszej proweniencji, ten sam Trzaskowski, który spotyka się z Sorosem kontynuatorem ideologii FAŁszyzmu.

Puenta, którą zakończę jest ponadczasowa: Prawda was wyzwoli, półprawda zniewoli.