Nowe GMO [NGT] zagraża polskim rolnikom i dobrej, polskiej żywności!

Nowe GMO zagraża polskim rolnikom i dobrej, polskiej żywności!

Dr Jacek J. Nowak

Większość (nieznaczna) europosłów zagłosowała parę lat temu nad dalszym procedowaniem wniosku Komisji Europejskiej o rozporządzeniu o roślinach NGT – nowych GMO – które ma wyjąć spod prawa o GMO ok. 94% tych nowych GMO…

Ci posłowie zostali prawdopodobnie zmanipulowani gołosłownymi deklaracjami – bo nie uzasadnionymi stanem współczesnej wiedzy naukowej, jak np.:

– że NGT (nowe techniki genomowe ) są bezpieczne, precyzyjne i naśladują naturalne procesy,

– że rośliny NGT są bezpieczne dla zdrowia ludzi i środowiska oraz będą miały wspaniałe cechy pozwalające je uprawiać przy zmianach klimatu…

– że rośliny NGT to postęp, nowoczesność i zwiększenie konkurencyjności europejskiego rolnictwa…

Tymczasem to rozporządzenie o roślinach NGT – nad którym europosłowie mają głosować już 19 maja br. – ma zwolnić producentów patentowanych  roślin NGT – nowych GMO – od obowiązku realizacji tych procedur, wypracowanych, np. w ramach prawa o GMO, które mają sprawdzić, czy rzeczywiście dana roślina NGT kat. 1 jest bezpieczna dla zdrowia i środowiska… – czyli, co najmniej

– przeprowadzenia analiz ryzyka dla zdrowia i środowiska,

– identyfikowalności i monitorowania,

– etykietowania żywności i pasz…

Czyli my, ludzie, a także środowisko, mamy przestać być chronieni przed zagrożeniami ze strony nowych genetycznie zmodyfikowanych i patentowanych organizmów, zwanych roślinami NGT...

Jest to jawna sprzeczność pomiędzy tekstem rozporządzenia a deklaracjami o bezpieczeństwie NGT i nowych GMO…

Co więcej, te pozostałe deklaracje o własnościach NGT i nowych GMO to mity lub co najwyżej oczekiwania w świetle aktualnej wiedzy naukowej. Wykazane to zostało w niedawno opublikowanym raporcie pt. Fakty, mity i prawda na temat NGT (nowych GMO)”, sporządzonym na podstawie publikacji naukowych oraz opinii kompetentnych naukowców i instytucji. 

Stale aktualizowaną pracę „Fakty, mity…” można pobrać lub przeczytać na stronie: doprawdy.info/2026/02/fakty-mity-i-prawda-na-temat-ngt-nowego-gmo

  Niestety, są podstawy, aby obawiać się, że część europosłów może zostać uwiedzionymi wspomnianymi deklaracjami, wspomaganymi dodatkowo argumentami o nowoczesności, postępie (dla kogo?) i konkurencyjności. I mogą te deklaracje przeważyć w mentalności części europosłów nad znacznie ważniejszymi kryteriami zdrowia i bezpieczeństwa dla nas ludzi i dla środowiska…

Takie rozporządzenie to przekazanie kontroli nad wytwarzaniem żywności, a więc i nad  naszym fizycznym przetrwaniem i zdrowiem w ręce międzynarodowych korporacji – i to kosztem naszych praw do bezpieczeństwa i wyboru.

Takie rozporządzenie to przykład przedłożenia przez ustawodawców unijnych interesów wielkich korporacji nad podstawowymi prawami ludzi i bezpieczeństwem środowiska.

Takie rozporządzenie to zagrożenie bezpieczeństwa i suwerenności żywnościowej naszego kraju i innych krajów unijnych.

Czy my, zwykli ludzie, możemy coś poradzić w tej sprawie?

Tak, my, zwykli ludzie jesteśmy też wyborcami europosłów. A los tego rozporządzenia leży właśnie już tylko w rękach europosłów…

A ze zdaniem wyborców przynajmniej część europosłów będzie się liczyć, jeśli wystarczająco dużo wyborców napisze do nich…

Dlatego piszmy, alarmujmy mailami europosłów, nie tylko polskich – w końcu naszych reprezentantów – aby sprzeciwili się projektowi tego rozporządzenia, które łamie zarówno podstawowe prawa ludzi, jak i unijną zasadę ostrożności, a jednocześnie urąga współczesnej wiedzy naukowej.

Przykładowe, w nowej wersji teksty maili (po polsku i po angielsku) oraz spis e-maili do wszystkich europosłów znajdują się na stronie: https://doprawdy.info/2026/03/wzywamy-do-obrony-naszych-rolnikow-i-dobrej-polskiej-zywnosci-2/

Warto podpisać też mail do polskich europosłów na stronie Instytutu Spraw Obywatelskich: Twój talerz, Twój wybór! Powiedz europosłom „NIE” dla ukrytego GMO.

Dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej:

O istocie i zagrożeniach ze strony roślin NGT, tj. nowych GMO,

– Krótko: dakowski.pl/w-sprawie-roslin-ngt-nowych-gmo-nowe-zagrozenie/

oraz https://doprawdy.info/2025/02/dlaczego-rosliny-ngt-nowe-gmo-stanowia-olbrzymie-szerzej

================================================

– Szerzej:

O ukrywanych wadach nowych technik genomowych (NGT) i nowych GMO – doprawdy.info/2025/03/fakty-o-nowych-technikach-genomowych-ngt-i-nowych-gmo/,

https://doprawdy.info/2023/12/konferencja-nowe-gmo-koniem-trojanskim-data-27-01-

Ile tak naprawdę wiedzą specjaliści inżynierii genetycznej: doprawdy.info/2023/09/specjalisci-inzynierii-genetycznej-o-sobie-i-o-gmo/).

Dr Jacek J. Nowak, emerytowany profesor SWBJ

Ci, którzy pociągają za sznury

Ci, którzy pociągają za sznurki

Autor robert waterski

====================================================

Cytowałem niedawno Alastaira Crooke‘a, który mówił o ponadnarodowych strukturach sterujących światem, o których nic nie wiemy. Crooke jest byłym brytyjskim dyplomatą, który z pewnością pośrednio lub bezpośrednio z takimi strukturami miał do czynienia, więc sądzę, że wie więcej mówi. Na początku mego kompendium systemu monetarnego pisałem też, że jestem przekonany o istnieniu jakiejś struktury stojącej za naszym systemem monetarnym, ale także nie potrafię jej określić. Czy obaj mówimy o tej samej strukturze? Myślę, że nie, ale jestem więcej niż pewny, że obydwie te struktury są ze sobą powiązane. Może jedynie przez wspólnotę interesów, ale może także personalnie. Myślę, że zbyt wiele faktów przemawia za istnieniem takich struktur, by można było machnąć ręką i zbyć wszystko stwierdzeniem, że jest to kolejna teoria spiskowa. Ale wtedy nasuwa się kolejne pytanie: jak głęboko sięgają te struktury? Czy są one obecne we wszystkich krajach? Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a obserwacja faktów i wydarzeń prowadzi do całkowicie sprzecznych wniosków.

Ale na przeszkodzie w zrozumieniu tego, co się obecnie dzieje na świecie stoją też nasze utarte schematy myślowe. Podobnie jak nasi pożal się Boże analitycy, rozumiemy wojnę jako zagony pancerne idące na Moskwę Bramą Smoleńską.

Nie widzimy i nie rozumiemy tego, że trzecia wojna światowa już trwa, ale to nie jest wojna, w której czołgi, samoloty i żołnierze odgrywają główną rolę. To wojna, w której walczy się przy pomocy finansów, kontroli łańcuchów dostaw, kontroli korytarzy transportowych, kontroli informacji, ale przede wszystkim kontroli dostępności i dostaw źródeł energii.

Nikt formalnie nie wypowiada nikomu wojny, nie atakuje i nie zajmuje obcego terytorium! Wystarczy uzależnienie!! To wojna, której nie rozumie i dlatego nie dostrzega przeciętny oglądacz telewizyjnych bredni.

Nie ja jeden uważam, że USA chylą się ku upadkowi. Nie ja jeden uważam, że dedolaryzacja, że powstanie struktur typu BRICS i SCO jest dla USA śmiertelnym zagrożeniem i nie ja jeden uważam, że USA muszą na to zareagować. Większość komentatorów i analityków spodziewa się reakcji militarnej. Muszę szczerze przyznać, że ja także się tego spodziewałem. Wojna na Ukrainie, a potem atak na Iran, zdawały się to potwierdzać. Trochę ostatnio chorowałem, więc miałem okazję oderwać się od zajęć domowych i w spokoju trochę pomyśleć. Dało mi to okazję do spokojnego zastanowienia się nad wydarzeniami ostatnich lat.

Ale w dużej mierze postawiło na głowie moje patrzenie na te wydarzenia i spowodowało, że jestem teraz pełen podziwu dla perfidii planu, który te ponadnarodowe struktury przygotowały dla ratowania potrzebnego im imperium. Nie mam tu na myśli polityków, bo to durnie i marionetki, ale struktury, o których nic nie wiemy, struktury, które naprawdę pociągają za sznurki i struktury, dla których pracują sztaby naprawdę myślące ludzi! Wszystko jest dość skomplikowane, ale nie będę wdawać się w szczegóły i postaram się przedstawić względnie krótko i w ogólnie zrozumiały sposób, na czym ten plan polega.

Wyjaśnianie zacznijmy od czegoś, o czym wszyscy już dawno zapomnieli – od gazu (g)łupkowego. W wielu krajach – także u nas – był wielki jazgot wokół tego tematu, potem wszystko ucichło, bo okazało się, że metody wydobycia grożą zanieczyszczeniem wód gruntowych. USA są dużym krajem, z dużą ilością rzadko zaludnionych terenów, ale przede wszystkim są krajem, w którym dla pieniędzy wszystko się zniszczy. Przypomnijmy sobie filmiki z płomieniami wydobywającymi się z kranów z wodą. Wody gruntowe na tych terenach zniszczone są na setki, a może na tysiące lat. Ale ci, którzy na tym zarabiają żyją dzisiaj i mieszkają gdzie indziej. Mimo nieopłacalności, przez lata nie tylko zwiększano możliwości wydobywcze, ale rozbudowywano także sieć zakładów do upłynniania gazu, które niczego nie upłynniały i stały bezczynnie. Dodatkowo zwiększano możliwości wydobycia ropy. Ale jakoś nie nagłaśniano tego…

Potem przyszła wojna na Ukrainie. Nie rozpoczęła się z niczego. Posunięcia USA zmusiły Rosję do interwencji. Przyszły sankcje na Rosję i rozpoczęło się odejście od rosyjskich źródeł energii – głównie gazu. Naszego ogłupionego i nastawionego antyrosyjsko społeczeństwa nie trzeba było przekonywać, że dobrodziejstwem dla nas i dla naszej gospodarki jest odejście od taniego i pewnego rosyjskiego gazu, i zamiana na wielokrotnie droższy gaz z USA i innych źródeł.

Dzisiaj narzekamy na ceny energii, ale przecież winny jest Putin! Inne kraje trzeba było „przekonywać” wysadzając rurociągi i zwalając wszystko, jeśli nie na Rosję, to na Ukrainę. I w tym momencie musimy spojrzeć innymi oczami na wieloletnią, z pozoru bezsensowną i nieopłacalną budowę amerykańskich instalacji do wydobycia i upłynniania gazu. Mam nadzieję, że teraz rozumiemy, że wszystko było już dawno zaplanowane. A to dopiero początek.

Przenieśmy się teraz nad Morze Śródziemne. USA już od dawna dążyły do upadku Assada w Syrii. Próbowano różnych metod. Ale albo okazywały się one bezskuteczne, albo na przeszkodzie stawała Rosja. W końcu wielonarodowościowe i wielowyznaniowe społeczeństwo Syrii zostało do tego stopnia „zmiękczone” sankcjami, że było mu wszystko jedno co nastąpi. Dodatkowo sam Assad także nie widział sensu dalszego oporu i ewakuował się do Rosji. Syrię przejęli stworzeni przez USA i wspierani przez Turcję islamscy terroryści, którzy nagle przeistoczyli się w polityków w garniturach.

Potem zaczęła się rzeź Palestyńczyków w strefie Gazy. Świat patrzył na to ewidentne ludobójstwo i nie zrobił nic. Dopiero USA częściowo położyły temu kres, powołując tzw. Board of Peace – Radę Pokoju (oczywiście „Pokoju”). Dało to USA swego rodzaju mandat do sprawowania „opieki” nad tym terenem. Oczywiście nie chodzi o dobro Palestyńczyków! Musimy wiedzieć, że od wybrzeży strefy Gazy, poprzez wybrzeże Libanu, aż do Syrii ciągną się jedne z największych na świecie złóż gazu, których jeszcze nie zaczęto eksploatować. A właśnie! Zapomniałem o Libanie! Teraz wszyscy rozumieją, jaki jest cel aktualnych izraelskich ataków na ten kraj!

I wreszcie dochodzimy do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. To pierwsze niepowodzenie w tym tak starannie zaplanowanym scenariuszu. Czy naprawdę wierzono, że można obalić irański rząd i postawić w jego miejsce posłuszne marionetki? Wszystko wskazuje na to, że tak. Sądzę, że te międzynarodowe struktury wierzyły w potęgę armii amerykańskiej. Ale Martianow, który jest fachowcem w dziedzinie wojskowości i od dawna twierdzi, że amerykańska armia to jedynie hollywoodzki mit, jak zwykle miał rację. Dodatkowo dochodzi do tego przepaść cywilizacyjna. Dwustuletnia cywilizacja, która dała światu Coca Colę i Big Macka, zamierza obalić, ale nie jest w stanie wznieść się na poziom istniejącej od kilku tysięcy lat cywilizacji, która dała światu m. i. algebrę, podstawy dzisiejszej medycyny i astronomii!

Ale czy to niepowodzenie oznacza klęskę całego planu? Uważam, że nie. Paradoksalnie Iran nieświadomie wykonał dla tego planu kawał pożytecznej roboty. Nie wiem, czy Iran to rozumie, najwyraźniej nie rozumieją tego wszyscy komentatorzy, ale mam wrażenie, że twórcy tego planu powoli zaczynają to rozumieć i zaczynają odpowiednio korygować swoje posunięcia. Tak, wiem, wszyscy stukają się teraz w czoło, ale spróbuję wytłumaczyć, dlaczego tak sądzę.

Ale aby to wytłumaczyć, musimy wreszcie wyjaśnić sobie cel tego planu. Struktury stojące za nim wiedziały, że jakiekolwiek bezpośrednie starcie militarne z Rosją lub Chinami, doprowadzi do wojny nuklearnej i końca ludzkości. Rosja jest wprawdzie łakomym kąskiem, ale nie jest zagrożeniem dla tych struktur i zagrożeniem dla amerykańskiego imperium. Prawdziwym zagrożeniem są Chiny. Chiny są już taką potęgą, że nie da się wygrać z nimi klasycznej wojny gospodarczej. Ale Chiny mają też słabe punkty. Jednym z nich jest zależność od dostaw energii.

Prawdziwym celem tego planu jest więc odcięcie Chin od głównych dostawców energii – czyli od dostaw ropy i gazu. Zamierza się to osiągnąć albo poprzez przejęcie złóż tych surowców, albo poprzez kontrolę nad nimi, albo przez przerwanie lub kontrolę kanałów dostaw. Do tej pory nie wspomniałem o Wenezueli, która była pierwszym bezpośrednim krokiem prowadzącym do tego celu. Wprawdzie był to krok spektakularny, ale bez większego znaczenia. Ropa wenezuelska to jedynie ok. 4% chińskiego importu. Poza tym musimy zrozumieć, że ropa ropie nie równa. Wenezuela ma wprawdzie rzekomo największe na świecie złoża ropy, ale jest to ropa szczególna – praktycznie asfalt. Wymaga skomplikowanych i kosztownych technik wydobycia i specjalnych rafinerii do jej przeróbki. Poza medialną wrzawą nie był to dla USA wielki zysk a dla Chin wielka strata.

Tym, co miało być dla Chin naprawdę bolesne, to odcięcie od irańskiej ropy. Ale Iran nie tylko nie upadł, ale na dodatek zaczął zadawać bolesne ciosy. Zaatakował amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie, ale dodatkowo zaatakował także instalacje naftowe i gazowe krajów arabskich. Sądzę, że tego się nikt nie spodziewał! Na domiar złego Iran ogłosił kontrolę nad Cieśniną Ormuz.

Wbrew temu, co kłamią media, nie jest ona całkowicie zamknięta. Przepływają przez nią statki zaprzyjaźnionych z Iranem państw oraz państw, które za przewożoną ropę zapłaciły w Yuanach i nie wiozą jej do USA, Izraela, Europy i innych państw wrogich wobec Iranu. Nagle cały świat stał się zakładnikiem Iranu i ofiarą amerykańsko-izraelskiej agresji.

Ale popatrzmy na to, co zaczęło dziać się potem, a zrozumiemy, jak struktury, które stoją za tym planem, zaczęły obracać wszystko na swoją korzyść, a Iran nieświadomie im to ułatwił. Nagle USA ogłosiły: możecie ropę i gaz kupować u nas! W mgnieniu oka stały się monopolistą w dostawach tych nośników energii! Zaraz potem ogłoszono „blokadę blokady” Cieśniny Ormuz. Wszystkie statki, którym Iran pozwolił przez nią przepłynąć, mają być przechwytywane. Oczywiście wszyscy wyśmiali ten pomysł jako nierealny, bo faktycznie USA nie są w stanie przechwycić wszystkich statków. Ale nikt nie rozumie tego, że tu wcale nie chodzi o szczelność tej blokady, ale o niepewność!

Każdy transport ropy to ogromne pieniądze, więc każdy woli kupić ją bezpiecznie od USA lub powiązanych z nimi dostawców, niż ryzykować niepewny transport z Zatoki Perskiej. A każdy przechwycony przez USA transport ropy jest konfiskowany (czytaj: rabowany) i sprzedawany posłusznym państwom.

Ale musimy wspomnieć też o innym celu całej tej awantury. Odcięcie Chin od irańskiej ropy to nie wszystko. Dodatkowo chodzi o zmuszenie Chin do płacenia za nią w dolarach. Kraje Zatoki Perskiej były do tej pory głównym filarem petrodolara. Ale w tym filarze zaczynały pokazywać się rysy. Coraz więcej państw, z Arabią Saudyjską na czele, zaczynało powoli odchodzić od rozliczeń dolarowych. Całkowite ich odejście byłoby praktycznie wyrokiem śmierci dla petrodolara, wyrokiem śmierci dla USA i co za tym idzie także wyrokiem śmierci dla ponadnarodowych struktur, które stworzyły to imperium. Ale jak wyjaśniam w moim kompendium systemu monetarnego, petrodolar stał się z czasem także obciążeniem dla USA.

I tu zaczynam się przenosić w sferę przypuszczeń… Atak Iranu na kraje Zatoki Perskiej stworzył dla USA i stojących za nimi struktur świetną okazję do pozbycia się niepewnego wasala. Zwłaszcza, że wasal ten przekonał się, że amerykańskie bazy nie są dla niego żadną ochroną, ale zagrożeniem! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że kraje Zatoki Perskiej to taka pustynna fatamorgana. To sztuczne twory niezdolne do samodzielnej egzystencji. Gdy piszę ten tekst, trwa zawieszenie broni, USA nie atakują Iranu, ale sądzę, że niedługo ataki zostaną wznowione.

Podejrzewam, że głównym celem tych ataków nie będzie zadanie strat, ale rozzłoszczenie Iranu i zadanie irańskimi rękami jak największych strat krajom Zatoki Perskiej! Akurat wczoraj, 5 maja 2026, media obiegła wiadomość, że Iran zaatakował terminal naftowy Fujairah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ale parę godzin później Iran ogłosił, że nie zrobił tego. Kto wie, czy moje podejrzenia nie zaczynają się sprawdzać! Struktury kierujące USA mogły zmodyfikować swój plan. Rękoma Iranu doprowadzić do upadku państw Zatoki Perskiej i do przejęcia ich złóż ropy i gazu przez amerykańskie koncerny. To, że spora część Arabii Saudyjskiej i innych państw tego regionu przewidziana jest do włączenia w planowane granice Wielkiego Izraela, czyni ten scenariusz jeszcze bardziej prawdopodobnym! Tak, wiem, ponoszą mnie w tym momencie wodze fantazji, ale nie jest to całkiem niemożliwy scenariusz. Czas pokaże…

Ale przeanalizujmy teraz inny element planu, czyli dostawy energii z Rosji. Nagle wszystkie oczy zwróciły się w jej kierunku. Nawet najbardziej zajadli europejscy rusofobi (ale nie u nas) zaczynają przebąkiwać o normalizacji stosunków z Rosją. Ale równocześnie zaczęły się ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje naftowe. To nie jest zbieg okoliczności! To element planu!! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Ukraina sama nie jest do tego zdolna. Za wszystkim stoi obca pomoc.

Równocześnie nastąpiła intensyfikacja polowania na tankowce przewożące rosyjską ropę. Rosyjska ropa eksportowana jest prawie wyłącznie z bałtyckich portów. Ich odcięcie od świata jest sprawą bardzo prostą, ale jak wtedy zareaguje Rosja? Dotychczasowa rosyjska bierność, brak reakcji na użycie obcej przestrzeni powietrznej do ataków na terminale naftowe i całą masę innych prowokacji, może rozzuchwalić europejskie jastrzębie. Czy taka blokada nastąpi? Sądzę, że wcześniej, czy później (raczej wcześniej) tak. Widać wyraźnie, że struktury stojące za tym planem, pchają Europę do konfliktu z Rosją. Oczywiście ciśnie się na usta pytanie, czy Rosja jest w stanie zaspokoić potrzeby energetyczne Chin? Odpowiedź brzmi: dopiero za wiele lat, gdy wybudowana zostanie odpowiednia ilość rurociągów. Paradoksalnie Rosja jest w lepszej sytuacji niż Chiny, gdyż może funkcjonować w całkowitej izolacji od świata. Ma wszystko co potrzeba i sama wszystko produkuje.

Dla wielu osób ogłupionych medialną propagandą i zaślepionych nienawiścią jest to szok, ale takie są fakty. Rosja sama jest w stanie wyprodukować wszystko, co potrzebuje. Produkuje nawet własne mikroprocesory. Wprawdzie nie nadają się one do gier komputerowych, ale ich wydajność jest wystarczająca do pracy w satelitach, samolotach, okrętach, w komputerach w centrach dowodzenia i wielu innych miejscach. Silniki odrzutowe do samolotów pasażerskich budują jedynie USA, Wielka Brytania i Rosja. Ale jedynie Rosja buduje je całkowicie samodzielnie. Przykłady można długo wyliczać. Pokazują one jedynie naszą ignorancję, uprzedzenia i niewiedzę na temat tego kraju.

Mam nadzieję, że rozumiecie już Państwo, że zbyt dużo tu zbiegów okoliczności, zbyt dużo splatających się i zazębiających czasowo wydarzeń, by można je było zbyć stwierdzeniem: przypadek. Ale to wszystko jest na razie taktyka. Wyjaśnijmy sobie jaka kryje się za tym strategia. Jej pierwszym i najważniejszym elementem jest dominacja nad głównymi światowymi źródłami energii. To jest prawdziwa kontrola nad światem! To kontrola kto i za ile otrzyma potrzebną ilość ropy i gazu. Rosji i Iranu nie trzeba bezpośrednio atakować. Wystarczy je odizolować i w maksymalny sposób utrudnić im dostawy ich surowców. Ale to nie wszystko! To zakończy proces de-dolaryzacji, bo za wszystko trzeba będzie zapłacić jedynie w dolarach. Chiny zostaną zmuszone do stania się głównym nabywcą amerykańskich obligacji. Dodatkowo będzie można dyktować im ceny i w każdej chwili, jeśli nie zamknąć, to przynajmniej trochę „przymknąć kurek”. To umożliwi kontrolę dalszego rozwoju chińskiej gospodarki. Ale przede wszystkim spowoduje ogromną różnicę cen energii pomiędzy USA i innymi krajami. Tania amerykańska energia już sprowadza wielu zagranicznych inwestorów, na razie głównie z Europy, ale z czasem mogą oni zacząć przenosić swoje firmy nawet i z Chin!

Mam nadzieję, że wyjaśniłem moje przemyślenia. Oczywiście pominąłem masę rzeczy i skupiłem się na trzech głównych elementach tej układanki: Chinach, Rosji i Iranie. Pominąłem inne kraje i inne rejony świata, ale to nie oznacza, że nic tam się nie dzieje! Wręcz przeciwnie!! Ale opis tego jedynie skomplikowałby obraz. Chodziło mi o pokazanie w jak najprostszy sposób, że to, co się obecnie dzieje na świecie nijak się ma do naszych archaicznych i naiwnych wyobrażeń o polityce i wojnie oraz do tego co serwują nam media – także te alternatywne.

Czy ten plan się powiedzie? Trudno w tej chwili powiedzieć. To zależy czy Chiny i Rosja znajdą sposób na jego udaremnienie. Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem bierności Rosji i spokoju Chin. Nie potrafię tego wyjaśnić. Ale nie sądzę, że jest to dobry znak dla tego planu. Musimy poczekać na dalszy rozwój wydarzeń.

Marnotrawne i pasożytnicze ustroje gospodarcze są skazane na klęskę. [Czyżby?? md]

Marnotrawne i pasożytnicze ustroje gospodarcze są skazane na klęskę

prof. Witold Modzelewski myslpolska/marnotrawne-i-pasozytnicze-ustroje-gospodarcze-sa-skazane-na-kleske

Żyjemy w najbardziej marnotrawnej wersji ustroju gospodarczego w naszej historii. Widzimy to na każdym kroku i potwierdzają to ujawniane niechętnie statystyki.

Marnujemy rocznie aż 5 miliardów ton żywności, wyrzucamy na śmietnik setki milionów sztuk przydatnej jeszcze do użytku odzieży, ogrzewamy ogromne puste powierzchnie, zużywając do tego celu energię, do której produkcji dokładamy ze środków publicznych. Największym przysłowiowym pasożytem jest totalna cyfryzacja, do której dokładamy potrójnie: na jej dalszy „rozwój” wydaje się coraz większe środki publiczne oraz dokłada się do produkcji zużywanej do tego celu deficytowej energii, a wdrożenie tego „postępu” niszczy nasze umiejętności i pozbawia pracy, a tym samym zmniejsza dochody budżetowe z jej opodatkowania.

Najlepszym tego przykładem jest tzw. KSeF, czyli przymusowa cyfryzacja fakturowania, która niszczy gospodarkę, dezorganizuje rozliczenia, powiększa szarą strefę oraz tuczy naszym kosztem pasożytniczy sektor gospodarki obsługujący ten nonsens. Powszechne marnotrawstwo ma również znacznie bardziej finezyjny wymiar dotyczący nawet podatków. Kiedyś gromadzona i rozwijana wiedza na ten temat zwiększała nasze ogólne zasoby, bo służyła zwiększeniu dochodów budżetowych – władza płaciła tym, których wiedza wzbogacała państwo. Teraz symbolem wiedzy podatkowej („eksperckiej”) na ten temat są tzw. anderseny, czy międzynarodowe firmy, które zajmują się zawodowo ucieczką od opodatkowania ich klientów, a władza płaci za pisanie… projektów ustaw. Najważniejsze i słono opłacone raporty na temat luki w unijnym VAT piszą ci, którzy zajmują się ucieczką od tego podatku; trwa festiwal groteski.

Najbardziej opłaca się działać w pasożytniczych sektorach gospodarki, bo produkcja potrzebnych rzeczy i świadczenie usług, które nas obiektywnie wzbogacają, są oczywiście nieopłacalne i trzeba do tego dokładać ze środków publicznych. Wyniszcza to obiektywnie potrzebne zawody, bo nie dają one takiego zarobku jak zajęcia pasożytnicze. Stajemy się przez to głupi i bezbronni. Z pozoru racjonalnie reagują na ten stan rzeczy kolejne pokolenia: nie chcą tyrać od rana do nocy, wykonując użyteczny zawód, lecz chcą być influenserami, a zwłaszcza „pracować zdalnie”, aby nikt nie widział co robią (lub nie robią).

Jaki jest globalny efekt tego marnotrawstwa? Jest nim rosnący deficyt budżetowy i stały wzrost zadłużenia, czyli przerzucenie na przyszłe pokolenia kosztów tego marnotrawstwa. Najlepiej obrazuje ten problem marnowana żywność: jej wartość równa się wielkości dopłat do jej produkcji, bo przez „nowoczesne”, „zachodnie” rolnictwo jest całkowicie nieopłacalna. Gdybyśmy przestali marnować żywność na tę skalę, to zarobilibyśmy nawet kilkanaście miliardów złotych.

Ostatecznym skutkiem zwycięstwa „postępu” i „zachodniego stylu życia” jest zanik dzietności i powolne wymieranie społeczeństw. Zresztą czy kolejne, kurczące się pokolenia będą chciały żyć w tym świecie, skoro na ich barki zostanie przerzucone nie tylko utrzymanie wciąż wymierającej grupy starców, którzy będą chcieli „żyć długo i godnie”, lecz również spłaty zadłużenia, które sfinansowało nasze marnotrawstwo? Przybliżone szacunki wielkości obciążenia przyszłych pokoleń tymi kosztami oscylują od 21% do 33% przychodów brutto, pod warunkiem, że wszyscy będą płacić i „anderseny” przestaną sprzedawać „usługi niepłacenia” tych ciężarów. A przecież część ich przychodów z tych podatków trzeba będzie przeznaczyć na bieżące potrzeby publiczne. Będzie to co najmniej 16%. A gdzie nadzwyczajne obciążenia na bezpieczeństwo i obronność, skoro protektor („strategiczny sojusznik”) nie będzie dokładać do obrony „wschodniej flanki NATO” (czy organizacja ta będzie jeszcze istnieć?). Nie miejmy złudzeń: chętnych do życia w tym świecie będzie coraz mniej. Zastąpią ich imigranci, którzy nie będą chcieli spłacać długu „białasów” oraz dokładać się do ich starości.

Co to wszystko ma wspólnego z relacjami polsko-rosyjskimi? Odpowiedź jest wbrew pozorom prosta: owładnięte manią prześladowczą pokolenie obecnych rusofobów zmarnowało swój czas i czas przyszłych pokoleń nawet, nie podejmując próby rozwiązania tych problemów, choćby zaoszczędzenia części środków publicznych poprzez likwidację powszechnego marnotrawstwa.

Globalne Południe to wszystko widzi i nienawidząc całego Zachodu czeka jego nieuchronnej porażki. Trzeba więc sprawdzić, czy i tym razem będziemy po stronie przegranych.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2026)

ONZ odwołuje klimatyczny koniec świata. Czy „ONI” oddadzą ludziom biliony?

ONZ odwołuje koniec świata. Kto odda ludziom biliony?

neon24/onz-odwoluje-koniec-swiata-kto-odda-ludziom-biliony

Skrajne scenariusze emisyjne, zostały oficjalnie usunięte jako „niemożliwe”. Nie „mało prawdopodobne”. Nie „przesadzone”. Po prostu – niemożliwe.

========================

W kwietniu 2026 roku Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu – ten sam, który przez dekady dyktował ton globalnej panice – ogłosił coś, co jeszcze niedawno uchodziłoby za herezję godną stosu. Skrajne scenariusze emisyjne RCP8.5, SSP5-8.5 i SSP3-7.0, te same, na których budowano ETS-y, zakazy pieców, dyrektywy budynkowe, strefy czystego transportu i biliony euro w „zielonych” transferach, zostały oficjalnie usunięte jako „niemożliwe”. Nie „mało prawdopodobne”. Nie „przesadzone”. Po prostu – niemożliwe.

Paweł Usiądek napisał na X to, co wielu myślało, ale mało kto ośmielił się powiedzieć tak elegancko: „ONZ odwołuje koniec świata”. I nagle cała katedra klimatycznej pewności siebie zaczęła się chwiać jak wieża z piasku. Bo to nie jakiś „klimato-sceptyk z piwnicy” ogłosił fiasko. To sami kapłani modelu przyznali, że fundament, na którym przez dwie dekady wznosili politykę, podatki i moralny szantaż, był z kartonu.

Przez kilkanaście lat obywatelom Zachodu – a zwłaszcza tym w Europie, którzy jeszcze pamiętają, co to znaczy rachunek za prąd – tłumaczono, że planeta płonie, ludzkość stoi nad przepaścią, a jedynym ratunkiem jest oddanie coraz większej kontroli państwom, bankom centralnym, urzędnikom klimatycznym i samozwańczym kapłanom „zielonego zbawienia”. Dziecko miało czuć winę za oddychanie. Rolnik – za krowę. Kierowca diesla – za to, że śmie jeździć do pracy. Natomiast miliarder przelatujący prywatnym odrzutowcem na szczyt w Davos był, rzecz jasna, „bohaterem planety”.

Absurd osiągnął poziom kabaretu finansowanego z naszych podatków.

A teraz? Cisza. Nie ma alarmowych pasków w telewizjach. Nie ma Greta-mode-on. Nie ma przyklejania się do asfaltu ani dramatycznych okładek o końcu cywilizacji. Bo problem polega na tym, że klimat nadal się zmienia – jak zmieniał się od milionów lat – ale propaganda właśnie zaczęła się kompromitować wprost na oczach publiczności.

Nikt rozsądny nigdy nie negował zmian klimatu. Były epoki lodowcowe. Były okresy, gdy na Spitsbergenie rosły palmy. Problemem nie była obserwacja. Problemem było dogmatyczne wmawianie, że:
człowiek jest głównym sprawcą,
– modele są nieomylne,
– bez natychmiastowej transformacji czeka nas apokalipsa,
– a społeczeństwa muszą się podporządkować „nauce”.

Czyli de facto – polityce sprzedawanej pod etykietą nauki.

Klimat przestał być nauką. Stał się eko-religią XXI wieku. Mieliśmy proroków, rytuały, dogmaty, heretyków i – co najważniejsze – poczucie winy na skalę industrialną. I oczywiście gigantyczny rynek: banki zarabiały, fundusze zarabiały, korporacje dostawały subsydia, a zwykły człowiek płacił. Za piec. Za samochód. Za prąd. Za „ślad węglowy”. Za samo istnienie.

Wszystko na podstawie scenariuszy, które dziś same instytucje klimatyczne uznają za nierealistyczne.

Gdzie są dziś ekoterroryści? Jeszcze wczoraj krzyczeli: „zostało dwanaście lat!”, „świat się kończy!”, „ludzkość wymrze!”. Dziś nagle okazuje się, że modele były „przesadzone”, prognozy „zbyt skrajne”, a rzeczywistość – cóż za zaskoczenie – bardziej złożona. I co teraz?

Kto odda społeczeństwom biliony euro?
Kto odpowie za niszczenie przemysłu?
Kto za podnoszenie kosztów życia?
Kto za ideologiczne pranie mózgów dzieci w szkołach?

Czy zobaczymy komisje śledcze? Procesy? Audyt transferów? A może wszystko zostanie zamiecione pod dywan, a ci sami eksperci po prostu ogłoszą nowy kryzys – tym razem wymagający jeszcze większej kontroli i jeszcze wyższych podatków?

Największy problem elit nie leży dziś w temperaturze. Oni boją się utraty wiarygodności. Bo jeśli społeczeństwa wreszcie zrozumieją, że przez lata zarządzano nimi poprzez strach, emocjonalny szantaż, selekcję informacji i moralną presję, to runie coś znacznie ważniejszego niż polityka klimatyczna.

Runie wiara, że „eksperci” i „globalne instytucje” działają w interesie zwykłych ludzi.

A wtedy cały mechanizm zarządzania kryzysowego – oparty na permanentnym poczuciu zagrożenia – straci swoją najskuteczniejszą broń: społeczne posłuszeństwo.

I właśnie dlatego cisza jest tak ogłuszająca. Bo gdy koniec świata zostaje oficjalnie odwołany, ktoś musi w końcu zapłacić rachunek.

Tylko kto?


O tym, jak ta sama sieć, która odbudowała Ground Zero po 11 Września, już teraz przykłada miarę do Bliskiego Wschodu.

Ci sami “architekci”…

Date: 7 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/ci-sami-architekci

O tym, jak ta sama sieć, która odbudowała Ground Zero po 11 Września, już teraz przykłada miarę do Bliskiego Wschodu.

Istnieje szczególny rodzaj człowieka, który patrzy na dymiące ruiny i widzi, zanim jeszcze dym opadnie, okazję do rozwoju. Historia zwykle hojnie go za to nagradza, a potem budynek nazywa jego imieniem.

Larry Silverstein jest tym człowiekiem. Podobnie jak Howard Lutnick. I jak, na swój własny sposób, Jared Kushner. Ci mężczyźni nie trafili do tych samych pomieszczeń przez przypadek. Zrozumienie, jak się tam znaleźli, wymaga zrozumienia, czym 11 września uczynił pierwszych dwóch, czym Porozumienia Abrahamowe uczyniły trzeciego, a co Donald Trump umożliwił wszystkim im.

Gruzowisko stworzyło ludzi

24 lipca 2001 roku Silverstein Properties podpisał 99-letnią dzierżawę całego kompleksu World Trade Center za 3,2 miliarda dolarów, co było wówczas największą transakcją na rynku nieruchomości w Nowym Jorku. Siedem tygodni później budynki zniknęły.

Cantor Fitzgerald, firma handlująca obligacjami, której 658 pracowników z Nowego Jorku zginęło tego ranka w Północnej Wieży, zajmowała piętra od 101 do 105, bezpośrednio powyżej miejsca uderzenia pierwszego samolotu. [To była inscenizacja on line, nie samolot uprowadzony przez amatorów.. md] . Howard Lutnick, ówczesny dyrektor generalny Cantor Fitzgerald, wyszedł, aby odprowadzić syna do pierwszej klasy przedszkola. Przeżył. Jego brat Gary nie.

Dla tych mężczyzn nastały dwie dekady ćwiczeń z odbudowy po katastrofalnych stratach oraz wspólne ramy retoryczne, w których cierpliwość, kapitał instytucjonalny i dostęp polityczny są przedstawiane jako naturalna odpowiedź na ruiny. Lutnick uczynił te ramy wyraźnymi. Przemawiając na gali United Hatzalah po 7 października, powiedział do zgromadzonych:

„Żaden z moich ludzi nie uratował się. Izrael się odbuduje. I będzie silniejszy. Za 15 lat Izrael będzie lśniącą gwiazdą świata”.

Człowiek, który spędził dwadzieścia lat, patrząc, jak ponownie składa się panorama Manhattanu, teraz rzutował tę samą oś czasu i ten sam zwrot z cierpliwego kapitału na kraj, którego panorama właśnie została w znacznym stopniu przearanżowana. Czysto sentymentalnie, oczywiście.

Ta sentymentalna postawa przełożyła się na działania. Po 7 października Lutnick zebrał 75 milionów dolarów na kampanię Trumpa i był współprzewodniczącym prezydenckiego zespołu przejściowego, co oznacza, że miał znaczący udział w wyborze gabinetu, w którym teraz zasiada. W lutym 2025 roku został Sekretarzem Handlu USA, czyli stanowiskiem odpowiedzialnym za ramy handlowe i architekturę inwestycyjną. Podczas przesłuchania w Senacie w sprawie zatwierdzenia jego nominacji, zapytany o Porozumienia Abrahamowe, wyraził pełne zaangażowanie w ich rozszerzanie, opisując ich „ogromny potencjał gospodarczy”. To jeden ze sposobów, by to opisać.

Bądźmy poważni co do tej sekwencji: Lutnick wydał 75 milionów dolarów, aby umieścić Trumpa w Białym Domu, współprojektował nadchodzącą administrację, sam umieścił się na stanowisku Sekretarza Handlu, a teraz nadzoruje architekturę handlową regulującą znormalizowany Bliski Wschód, czyli ten sam projekt ekonomicznej normalizacji, wobec którego zadeklarował swoje zaangażowanie, zanim Trump w ogóle został zaprzysiężony. Nie trafił do tego pokoju przez przypadek – ustawił grę i kupił sobie wejście.

I nie przyszedł z pustymi rękami. Fundusz “Opportunity Zone” Cantor Fitzgerald i Silverstein Properties, czyli mechanizm zaprojektowany do kierowania prywatnego kapitału na dużą skalę do wyznaczonych obszarów rewitalizacji w zamian za znaczne korzyści podatkowe, został zamknięty w marcu 2025 roku, gromadząc ponad 470 milionów dolarów.

„Opportunity Zone Fund” – tak to nazwali.

Nic niezwykłego w funduszu o wartości 470 milionów dolarów nastawionym na odbudowę, współzarządzanym przez człowieka, który odbudował Ground Zero, i człowieka, który porównał odbudowę Izraela do swojej własnej, zamykanym właśnie wtedy, gdy nabierała kształtu okazja do odbudowy pokolenia. Człowiek, który współzarządza tym funduszem, jest teraz Sekretarzem Handlu USA. Konflikt interesów jest strukturalny i ledwo traktuje się go jako problem – bo i co z tego? Kogo to obchodzi?

Jeśli Silverstein jest mitologią, a Lutnick jest dźwignią polityki, to Tal Kerret jest architekturą. Urodzony w Bat Yam, wykształcony na Uniwersytecie Telawiwskim, przez sześć lat oficer IDF, zanim założył dwie firmy technologiczne w Nowym Jorku i wżenił się w rodzinę Silversteinów – jest, w najbardziej dosłownym znaczeniu organizacyjnym, ludzkim pomostem między izraelskim establishmentem wojskowym, rynkami kapitałowymi Tel Awiwu a nowojorską machiną nieruchomościową znajdującą się w centrum tej historii. Nie tyle ożenił się z rolą, co ją zbudował, a budowa była zamierzona.

Był także prelegentem na corocznej konferencji UAE Family Office and High Net Worth w Abu Zabi w październiku 2026, odbywającej się na wyspie Saadiyat (czy nie było tam irańskiego ataku rakietowego?), kilka kilometrów od siedziby ADIA, największego na świecie suwerennego funduszu majątkowego. Sala, jak to mówią, rezerwuje się sama.

Infrastruktura już gotowa

Zanim przejdziemy do tego, jak ci mężczyźni trafili do tych samych pomieszczeń, które obecnie kształtują przyszłość Bliskiego Wschodu, warto zatrzymać się nad tym, co Silverstein Properties zbudowało już w Izraelu i co Izrael zbudował już w Stanach Zjednoczonych.

Relacja ta jest znacząca, głęboko sfinansjalizowana i ledwo dyskutowana poza izraelską prasą biznesową, prawdopodobnie dlatego, że szczegóły są zarówno niewygodne, jak i nudne.

Silverstein Properties Limited to podmiot emitujący obligacje notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych w Tel Awiwie, który zgromadził blisko 190 milionów dolarów w ramach wielu emisji, a izraelscy inwestorzy indywidualni oraz główne fundusze instytucjonalne posiadają papiery zabezpieczone aktywami w Nowym Jorku.

Operacją w Izraelu kieruje Lior Mor, którego kariera jest mikrokosmosem tej sieci. Przyszedł z Menora Mivtachim, gdzie kierował działem nieruchomości jednej z największych izraelskich firm ubezpieczeniowych. Na TASE zebrał dla Silversteina ponad 500 milionów dolarów. Następnie współzałożył własną firmę inwestycyjną w nieruchomości, Goldstar Equities, zachowując jednocześnie miejsce w radzie nadzorczej Azorim – jednego z największych deweloperów w Izraelu, obecnie aktywnie uczestniczącego w powojennej odbudowie. Na każdym etapie swojej kariery Mor siedział dokładnie na przecięciu izraelskiego kapitału instytucjonalnego, rozwoju nieruchomości i infrastruktury finansowej, która decyduje o tym, kto, co, gdzie i po czym buduje.

I tak oto, podwaliny pod skierowanie izraelskich pieniędzy instytucjonalnych do pokryzysowych programów rewitalizacji zostały położone na długo przed tym, zanim ktokolwiek wystrzelił magiczną rakietę lub podpisał „nisko-oprocentowany” kredyt hipoteczny, który nigdy nie miał przetrwać.

Prawdopodobnie po prostu dobre planowanie.

Rodzaj planowania budowanego przez lata nawiązywania kontaktów, uroczystych zbiórek, sieci darczyńców, prywatnych briefingów, misji „na zamówienie” i nieformalnych rozmów przy kolacyjnych stołach, gdzie te rzeczy faktycznie się dzieją.

Co prowadzi nas do FIDF.

FIDF: Sieć wsparcia, a nie organizacja charytatywna

FIDF przedstawia się jako organizacja humanitarna: organizacja non-profit 501(c)(3) zajmująca się zdrowiem, dobrostanem i edukacją izraelskich żołnierzy. Ich sprawozdania finansowe wskazują, że została założona w Nowym Jorku 15 grudnia 1981 roku i rozpoczęła działalność 1 kwietnia 1983 roku. Na swojej stronie internetowej opisuje się jako oficjalne amerykańskie ramię fundraisingowe dla żołnierzy IDF.

Wszystko bardzo sielankowe i w stylu kiermaszu ciastek.

No właśnie, „proszę, myślcie wyłącznie o stypendiach”

Ugh.

Programy i stypendia są jak najbardziej realne. Mieszkania dla samotnych żołnierzy są umeblowane, a opieka psychiatryczna finansowana. Skarpetki, jak można przypuszczać, są starannie złożone.

Ale kiedy słyszysz, że w 2023 roku zebrali 280 milionów dolarów, trzymali je w rezerwach, nadal zbierali fundusze i pozwolili swojemu prezesowi wydać 53 tysiące dolarów na prywatne podróże, zanim ktokolwiek to zauważył – zrozum, na co tak naprawdę patrzysz. To nie jest organizacja charytatywna, która nie wywiązuje się ze swojej misji. To system, który działa dokładnie tak, jak został zaprojektowany.

Ta organizacja została zbudowana jako pomost między amerykańskimi pieniędzmi a izraelską potęgą wojskową. Dziś kieruje nią generał dywizji (w stanie spoczynku) Nadav Padan jako dyrektor generalny i dyrektor krajowy, Fred Distenfeld jako przewodniczący, a dr Nily Falic jako przewodnicząca honorowa. Wokół nich zasiada rada nadzorcza wypełniona finansistami, dyrektorami wykonawczymi, deweloperami, darczyńcami oraz przedstawicielami instytucji i wojska.

Czy naprawdę uważasz, że jedna z najlepiej finansowanych armii na świecie, wspierana miliardami dolarów pomocy amerykańskiej i ogromnym krajowym budżetem obronnym, wciąż potrzebuje pomocy od miliarderów, programów dopłat od korporacji oraz hojności okazywanej podczas uroczystych gal przez elity amerykańskiego świata biznesu?

Był nawet czas, gdy nazwa grupy nieruchomościowej Kushnera pojawiała się na ekranach podczas tych gal, podczas gdy Jared Kushner zasiadał w radzie nadzorczej FIDF.

Dopóki jej nie usunięto.

Lista darczyńców czyta się jak katalog amerykańskiej potęgi i statusu instytucjonalnego: Bernie Marcus, Larry Ellison, Jan Koum, Haim Saban, Cheryl Saban, Sheldon i Miriam Adelson, Paul Singer, Michael Dell, rodzinne fundacje Jareda Kushnera, Kushner Real Estate Group, Silverstein Properties oraz firmowe programy dopasowywania datków powiązane z BlackRock, Vanguard, Bank of America, Northrop Grumman, Honeywell, Google, Microsoft, Apple, Starbucks i McDonald’s.

Cała klasa rządząca nagle ogarnięta troską o dobrostan emocjonalny dziewiętnastoletnich poborowych?

Czy to ma sens, że Resnickowie – kalifornijscy miliarderzy z branży pistacjowej – przekazali 2,4 mln dolarów organizacji „Friends of the IDF”, a irańskie zakłady produkujące pistacje akurat znalazły się w zasięgu wybuchu?

Bo to przecież typowy cel wojskowy, prawda?

Czy też bardziej prawdopodobne jest, że dotacje kupują dostęp do instytucji, które kształtują bezpieczeństwo, ziemię, infrastrukturę, handel i odbudowę?

Wpływy przemieszczają się poprzez preferencje, dostosowanie i wczesny dostęp. Niektóre projekty postępują szybciej. Niektóre przeszkody znikają. Niektórzy ludzie są już w sali, gdy spisywane są kontrakty.

Nikt tam nie jest, bo martwi się o żołnierzy w Beer-Szebie. Są w tym pomieszczeniu, bo jest tam generał, a generał znajduje się tam, gdzie są wpływy. Ten żenujący język o trosce o żołnierzy to przepustka, a ulga podatkowa sprawia, że wszystko wygląda na czysto. Najważniejsza jest bliskość: status darczyńcy FIDF zapewnia dostęp do kręgów, w których krążą generałowie, wojskowi, finansiści, deweloperzy, ubezpieczyciele, ministrowie i ludzie z mapami.

A skoro mowa o kretynach, to podczas jednej z misji nieruchomościowej FIDF w Izraelu siedemnastu nowojorskich deweloperów zwiedziło bazy Sił Obronnych Izraela, odwiedziło bazę marynarki wojennej, obserwowało starty samolotów F-15 oraz zwiedziło czynne obiekty wojskowe na Wzgórzach Golan. Marty Burger, były dyrektor generalny Silverstein Properties, opisał tę pierwszą wycieczkę jako „poszukiwanie kontaktów finansowych”, a później został współprzewodniczącym misji nieruchomościowej.

Co jest naturalne, gdy po prostu chce się pomóc żołnierzom.

Warto również zauważyć, że FIDF jest obecnie bałaganem zarządczym. W połowie 2025 roku izraelski portal Ynet opublikował przeciek 18-stronicowego wewnętrznego raportu dochodzeniowego, który zarzucał organizacji niewłaściwe zarządzanie finansami, kumoterstwo, nadużycia związane z luksusowymi wydatkami oraz podwójną sprzedaż projektów nazwanych imieniem darczyńców, w tym amfiteatrów i pomników, wielu ofiarodawcom jednocześnie. Skargi dotyczące molestowania seksualnego podobno były źle rozpatrywane lub ignorowane.

Zarówno przewodniczący rady, jak i dyrektor generalny zrezygnowali pod presją. Datki spadły, a jeden z oddziałów w Zatoce San Francisco odnotował spadek wpłat z ponad 7 milionów dolarów rocznie do poniżej 1 miliona dolarów. Samo IDF odmówiło potwierdzenia roszczenia FIDF do bycia jedynym autoryzowanym ciałem fundraisingowym w USA dla swoich żołnierzy – roszczenia, które od 2017 roku stało za około miliardem dolarów zebranych funduszy. Niezwykłe zarządzanie.

Prosta wersja

Oto co to wszystko oznacza, wyrażone wprost.

Ci sami ludzie, którzy finansowali izraelskie wojsko przez FIDF, teraz czerpią zyski z odbudowy budynków, które operacje wojskowe oczyściły. Wielu z nich to byli oficerowie wojskowi. Deweloperzy budujący na terenach, które zostały zbombardowane, mieli wcześniejsze plany budowy tam, zanim spadł jakikolwiek „irański pocisk”. Firmy ubezpieczeniowe finansujące odbudowę to te same instytucje, które przez lata finansowały emisje obligacji Silversteina w Izraelu.

Człowiek kierujący izraelską operacją Silversteina wcześniej pracował w jednej z tych firm ubezpieczeniowych, a teraz zasiada w radzie nadzorczej jednego z tych deweloperów. Człowiek, który pośredniczył w porozumieniu normalizacyjnym, które otwiera kapitał z Zatoki Perskiej dla tego wszystkiego, zasiadał w radzie nadzorczej FIDF. Człowiek, który obecnie kontroluje amerykańską politykę handlową i inwestycyjną, wydał 75 milionów dolarów, aby się tam dostać, i współzarządza funduszem o wartości 470 milionów dolarów nastawionym na odbudowę z deweloperem, którego zięć pozyskuje fundusze od suwerennych funduszy majątkowych Zatoki w Abu Zabi.

Krąg Menory: Jak pieniądze z Zatoki wracają do deweloperów

Firmą ubezpieczeniową w centrum tego wszystkiego jest Menora Mivtachim, ta sama instytucja, w której Lior Mor kierował działem nieruchomości przed dołączeniem do Silversteina, i ta sama instytucja, której relacje kapitałowe z Silversteinem pomogły zbudować opisany powyżej izraelski program obligacyjny.

Nie jest to czysta instytucja. 1 stycznia 2026 roku śledczy z izraelskiej jednostki antykorupcyjnej Lahav 433, elitarnej jednostki zajmującej się poważnymi przestępstwami finansowymi, najechali biura Menory i przesłuchali troje jej najwyższych rangą dyrektorów: dyrektora generalnego Ariego Kalmana, przewodniczącego rady nadzorczej Yehudę Ben Assayaga oraz wiceprezes Orit Kramer. Wszyscy troje zostali zwolnieni, ale pod restrykcyjnymi warunkami.

Dochodzenie, nazwane “Hand Shaking Hand”, koncentruje się wokół skandalu korupcyjnego w federacji związków zawodowych Histadrut, gdzie Menora jest podejrzana o łapownictwo i udzielanie nielegalnych zachęt agentowi ubezpieczeniowemu będącemu w centrum sprawy. Zgromadzono ponad 370 zeznań, przesłuchano 70 podejrzanych i zabezpieczono tysiące dokumentów. Spodziewane są akty oskarżenia. To jest instytucja, która obecnie znajduje się w centrum przepływu kapitału na odbudowę pokonfliktową.

Oto jak działa ten układ. W okresie, gdy Kushner tworzył ramy normalizacji stosunków w ramach porozumień Abrahama, mające na celu udostępnienie funduszy państwowych z krajów Zatoki Perskiej na potrzeby integracji gospodarczej Izraela, firma Menora Mivtachim zainwestowała 30 milionów dolarów w należące do Kushnera kompleksy mieszkaniowe w stanie Maryland. Menora finansowała osobiście Kushnera, podczas gdy ten budował strukturę dyplomatyczną, która ostatecznie przyniosła korzyści instytucjonalne właśnie Menorze.

Ta sama firma Menora przeznacza obecnie 200 milionów szekli na izraelskie projekty rewitalizacji miast, których realizacja nabrała tempa w wyniku ataków. Fundusz Affinity Partners należący do Kushnera, dysponujący 2 miliardami dolarów pochodzących z saudyjskiego funduszu majątkowego oraz kolejnymi 1,5 miliarda dolarów od Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru, dąży obecnie do uzyskania statusu największego udziałowca Menory.

Przeczytaj tę sekwencję jeszcze raz. Menora finansuje amerykańskie nieruchomości Kushnera. Kushner tworzy ramy normalizacji stosunków, które przyciągają kapitał z krajów Zatoki Perskiej. Kushner pozyskuje miliardy od państw Zatoki Perskiej, do których dostęp umożliwiły jego porozumienia. Kapitał z Zatoki Perskiej wraca do Menory, izraelskiej firmy ubezpieczeniowej, która jest obecnie przedmiotem śledztwa karnego, finansującej deweloperów odbudowujących zniszczone dzielnice i która wkrótce znajdzie się w większościowej własności człowieka, który zaprojektował architekturę dyplomatyczną, dzięki której to wszystko stało się możliwe. Ten krąg to model biznesowy.

Teren oczyszczony zanim spadły rakiety

Obszary dotknięte atakami w północnej i środkowej części Izraela były już wcześniej objęte programami rewitalizacji miejskiej w ramach TAMA 38 i Pinui-Binui – izraelskich inicjatyw mających na celu ułatwienie rozbiórki i przebudowy starszych budynków o wadliwej konstrukcji poprzez obniżenie progu wymaganej zgody oraz przyspieszenie procesu zatwierdzania planów zagospodarowania przestrzennego. Po dokładniejszej analizie okazuje się, że rozkład zniszczeń i ocalałych budynków bardziej odpowiada planowi wyburzeń niż logice wyboru celów przez przeciwnika kierującego się koniecznością militarną.

W kompleksie przy bulwarze Tirzah-Yerushalayim w Ramat Gan deweloper Canaan jeszcze przed atakami promował plany renowacji obejmujące siedem budynków. Firmy Carasso Real Estate i Shaked Group wspólnie realizowały projekt ewakuacji i odbudowy w południowej części kompleksu. Zniszczone budynki – Tirzah 12, Tirzah 14 oraz budynek przy bulwarze Yerushalayim 75 – znajdowały się w strefach objętych aktywnymi programami renowacji.

Baruch Shaked, jeden z tych deweloperów, jest emerytowanym podpułkownikiem Sił Obronnych Izraela (IDF), który służył w jednostkach budowlanych i logistycznych Dowództwa Frontu Krajowego. Po ataku władze miejskie natychmiast podjęły działania zmierzające do całkowitej odbudowy zamiast naprawy, koordynując z deweloperem Tidhar rozbiórkę 11 budynków i budowę 60-piętrowego wieżowca w trybie przyspieszonym. Tidhar został współzałożony przez Gila Gevę po tym, jak pełnił on funkcję oficera operacyjnego w Sayeret Matkal, najbardziej elitarnej jednostce specjalnej rozpoznania Sił Obronnych Izraela. Wydaje się to normalne.

Wojsko, darczyńcy i deweloperzy tworzą ten sam ekosystem, przechodząc między różnymi stanowiskami.

W Bat Yam, mieście, w którym urodził się Tal Kerret, 15 czerwca 2025 r. pocisk balistyczny przypisywany Iranowi rzekomo zabił dziewięć osób, w tym dwoje dzieci, niszcząc lub uszkadzając 80 budynków, a 800 wysiedlonych rodzin przewieziono autobusami do hoteli. Oficjalne doniesienia nie wspomniały jednak, że Bat Jam zostało zidentyfikowane, jeszcze przed upadkiem pierwszej rakiety, jako jeden z najbardziej atrakcyjnych rynków rewitalizacji miejskiej w środkowej części Izraela. Rakieta nie stworzyła tej okazji. Przyspieszyła jedynie proces wyburzeń, który został już zaplanowany w systemie urbanistycznym.

Potem jest Kirya, czyli własna siedziba IDF w sercu Tel Awiwu, już wcześniej wyznaczona do częściowej prywatyzacji przed rozpoczęciem konfliktu. Została trafiona pociskiem przypisywanym Iranowi 13 czerwca 2025 roku i ponownie 4 kwietnia 2026 roku.

Równocześnie IDF przenosi 11 baz z centralnego Izraela na pustynię Negew, uwalniając pierwszorzędne tereny miejskie wzdłuż najdroższego korytarza nieruchomości w kraju. Zastępczy kampus wywiadu wojskowego buduje Shikun & Binui, jedna z największych izraelskich firm deweloperskich.

Wojsko się wycofuje. Wkraczają deweloperzy. Pociski, przypisywane Iranowi, w samą porę przyspieszyły ten proces.

Pamiętacie, jak wielki szum wywołało uderzenie w te budynki?

Czy teraz ma to więcej sensu?

Wyolbrzymianie potencjału Iranu służy bardzo konkretnemu celowi. Sprawia, że zniszczone nieruchomości stają się wydarzeniem o znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego. Daje to opinii publicznej wroga, stanowi uzasadnienie dla stanu wyjątkowego, zapewnia ubezpieczycielom ramy działania, deweloperom toruje drogę, a najbogatszym zapewnia kolejny cykl odbudowy, na którym mogą zarobić.

Stare budynki, sporne działki, wstrzymana rewitalizacja miast, roszczenia ubezpieczeniowe, uprawnienia nadzwyczajne, budżety obronne i gwałtowne wzrosty na rynku – wszystko to zostaje spakowane w jedną zgrabną historię:

To sprawka Iranu.

A gdy ludzie to zaakceptują, pieniądze zaczynają krążyć.

To, czy pociski przypisywane Iranowi zostały wystrzelone z inicjatywy Iranu, czy za jego zgodą, to pytanie, na które oficjalne źródła nie zadały sobie trudu, by udzielić dokładnej odpowiedzi. Ci, którzy czerpią z tego korzyści finansowe, nie wykazują szczególnej chęci, by poruszać tę kwestię.

“Closer”

W listopadzie 2025 roku, kiedy saudyjski książę Mohammed bin Salman przybył do Waszyngtonu na spotkanie z Trumpem, obecny był tam również 94-letni Larry Silverstein, który nie pełnił żadnej oficjalnej funkcji w zakresie polityki handlowej Stanów Zjednoczonych, wraz z Talem Kerretem, który celowo nie precyzował charakteru zapowiadanej inicjatywy: mogła to być albo inwestycja deweloperska Silversteina w Arabii Saudyjskiej, albo umowa dotycząca kampusu Uniwersytetu Nowojorskiego w Zatoce Perskiej. Nie zabiera się człowieka, który odbudował Ground Zero, na szczyt geopolityczny jako gadżet do rozmowy. Chyba że jednak tak jest.

Trump jest kluczową postacią w tej historii. To właśnie za jego projekt polityczny Lutnick zapłacił 75 milionów dolarów, to Kushner zbudował, a Trump ożywił dyplomację w regionie Zatoki Perskiej, i to właśnie on stał u boku 94-letniego dewelopera World Trade Center podczas spotkania z człowiekiem, który kontroluje fundusz majątkowy większy niż PKB większości krajów.

Trump nie wymyślił relacji finansowych opisanych w tym artykule. Zapewnił strukturę rządową, dzięki której można je było wdrożyć na dużą skalę: otoczenie regulacyjne, dyplomację normalizacyjną oraz skład gabinetu, który przekształca relacje kapitału prywatnego w wyniki polityczne. Mówiąc językiem umów, które zawierał przez całe życie, jest on „closerem”.

Plany poprzedzają wyburzenie

Symetria między wydarzeniami z 11 Września a obecną sytuacją jest wpisana w sposób, w jaki ci mężczyźni mówią o sobie. Lutnick odwołuje się do niej wprost. Cała publiczna tożsamość Silversteina opiera się na niej. Narracja o katastrofalnym zniszczeniu, po którym następuje cierpliwa, zdyscyplinowana odbudowa, finansowana przez kapitał instytucjonalny, realizowana przez zaufanych deweloperów, wspierana przez powiązania wojskowe i dostęp do kręgów politycznych, przez dwie dekady i na dwóch kontynentach okazała się niezwykle odpornym modelem biznesowym.

Ten sam scenariusz. Ci sami gracze. Inna geografia, inne zniszczenia. Plany, jak to się mówi, mają to do siebie, że poprzedzają wyburzenie.

INFO: https://morganc000.substack.com/p/the-usual-architects (przekład: AI, możliwe błędy; w oryginale mnóstwo zdjęć i odnośników)

Czy aby nie “wybuchnie” wkrótce “hanta-pandemia”?

Czy aby nie “wybuchnie” wkrótce “hanta-pandemia”?

Date: 7 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara

====================================================

Hantawirus w mass-mediach, szczepionki przeciwko niemu w fazie opracowywania, zagrożenie wspomniane w  dokumentacji Covid: zbieg okoliczności czy scenariusz?

Video Player

————————————–

Światowa Organizacja Zdrowia skontaktowała się z 12 innymi krajami, ponieważ przyjęły one pasażerów ze statku MV Hondius, którzy wysiedli na ląd w poprzednich etapach rejsu. Statek płynie obecnie w kierunku Wysp Kanaryjskich z ekspertem WHO i dwoma lekarzami na pokładzie. Po przybyciu na miejsce pasażerowie udadzą się samolotami do swoich krajów.

Podczas gdy media ponownie poruszają temat hantawirusa jako nowego zagrożenia zdrowotnego, dokumenty ujawniają fakt, z którym prawie nikt nie łączy tego zjawiska: wirus ten znajdował się już na radarze pandemicznym agencji GAVI od maja 2021 roku; już wtedy trwały prace nad rozwojem szczepionki, wspomniano o nim nawet w dokumentacji dot. szczepionek przeciwko COVID-19 sporządzonej po ich dopuszczeniu do obrotu.

W tym samym tygodniu propagowane są dwie narracje o ogromnym oddziaływaniu psychologicznym: „ujawnienie istnienia kosmitów” oraz nowy strach związany ze zdrowiem. Dwa fronty zdolne do sterowania wyobraźnią zbiorową. Dwie różne dźwignie, ale obie niezwykle potężne: lęk kosmiczny i lęk biologiczny. Czy to zbieg okoliczności, czy forma psychologicznego przygotowania mas?

Dlaczego akurat teraz?

Najgorętszym terminem w dziedzinie zdrowia jest obecnie hantawirus. Statek wycieczkowy, chorzy pasażerowie, ofiary śmiertelne, alarmujące nagłówki, reportaże telewizyjne, lekarze w telewizji, wyjaśnienia dotyczące objawów. Duże media zaczęły opisywać, co to jest, jak się przenosi i czy należy się tym martwić. Schemat jest znany: mocny obraz, ekspert, uwarunkowane uspokojenie, monitorowanie, strach podawany w kontrolowanych dawkach.

Czy na pewno nie widzieliśmy już tego scenariusza?

Wirus już był na radarze

W 2021 roku GAVI (Globalny Sojusz na rzecz Szczepionek), wspierany przez rządy, prywatne fundacje i organizacje międzynarodowe, opublikował artykuł na temat hantawirusa w ramach serii poświęconej „nadchodzącej pandemii”. Nie jest to więc źródło marginalne, lecz jeden z głównych graczy w globalnej architekturze szczepień. Już wtedy kwestia ta została sformułowana w następujący sposób: czy hantawirus może mieć potencjał pandemiczny? – Tak więc wirus, który dziś jest przedstawiany szerokiej opinii publicznej jako nowe zagrożenie, nie pojawił się nagle. Znajdował się już w kręgu hipotez dotyczących pandemii.

Czemu więc mamy udawać zaskoczenie?

Co pojawia się wcześniej: strach czy remedium?

Druga informacja jest jeszcze bardziej istotna. Podczas gdy media podsycają strach, branża szczepionkowa wcale nie wydaje się nieprzygotowana. Według dostępnych notatek i doniesień, trwają prace nad trzynastoma produktami, w tym szczepionkami i terapiami genetycznymi przeciwko hantawirusowi: sześcioma szczepionkami DNA powiązanymi z armią amerykańską; trzy szczepionki mRNA powiązane z firmą Moderna, Chinami i Kanadą; dwie szczepionki wektorowe we Wielkiej Brytanii i Kanadzie; jedna szczepionka inaktywowana, już dopuszczona do obrotu w Korei; oraz jedna szczepionka z podjednostką białkową.

Czy to normalne, że opinia publiczna dowiaduje się o zagrożeniu wtedy, gdy prace nad szczepionkami są już zaawansowane? – Czy jest to ostrożność w kwestiach zdrowotnych, czy też architektura kryzysu przygotowana z dużym wyprzedzeniem? – Czy to profilaktyka, czy scenariusz?

Ktoś może zaprotestować, że laboratoria muszą się przygotować, że badania nad szczepionkami powinny wyprzedzać zagrożenia, że struktury wojskowe badają patogeny ze względów bezpieczeństwa biologicznego. Wszystko to prawda, przynajmniej w teorii.

Jednak po roku 2020 teoria już nie wystarcza. Każdy nowy strach związany ze zdrowiem należy rozpatrywać w kontekście konkretnego precedensu: sytuacja kryzysowa, tłumienie sprzeciwu, narzucanie konsensusu przez media, medykalizacja życia publicznego, kryminalizacja pytań, rozwiązanie farmaceutyczne przedstawiane jako jedyna racjonalna droga.

Fakt, którego nikt z niczym nie łączy

W raportach po dopuszczeniu do obrotu dotyczących szczepionek przeciwko COVID-19 pojawia się również pozycja „Hantavirus pulmonary infection”. Zgłoszenie farmakologiczne nie oznacza automatycznie dowodu na związek przyczynowy. Jednak fakt pozostaje faktem: ta sama dolegliwość, którą dziś przedstawia się w mediach jako nowy powód do strachu, była już wcześniej odnotowana wśród zgłoszeń zebranych w dokumentacji po dopuszczeniu do obrotu szczepionek przeciwko COVID-19.

Czy jest to nieistotny szczegół techniczny? – Zwykły zbieg okoliczności? – Dane biurokratyczne, które należy zignorować? – A może jest to właśnie ten rodzaj informacji, który wolne dziennikarstwo powinno ujawnić?

Trzy fakty.

Po pierwsze: GAVI już w 2021 roku mówiła o hantawirusie jako o potencjalnej „kolejnej pandemii”.

Po drugie: trwają już prace nad platformami szczepionkowymi i genetycznymi.

Po trzecie: hasło „Hantavirus pulmonary infection” pojawia się w dokumentacji po dopuszczeniu do obrotu szczepionek przeciwko Covid.

Rozpatrywane osobno, elementy te można wyjaśnić. Połączone razem stają się pytaniem natury politycznej.

Ile czynników musi się zbiec, zanim pytanie stanie się uzasadnione?

Kiedy media głównego nurtu robią to, co potrafią najlepiej – szerzą panikę pod postacią informacji – obywatel powinien już rozpoznać tę metodę. Nigdy nie pojawia się wszystko naraz. Dzieje się to stopniowo: jeden przypadek, dwa nagłówki, ekspert, „monitorowanie”, ryzyko niskie, ale nie zerowe, konieczność przygotowania się, gotowa technologia. W końcu obywatel po raz kolejny staje przed wyborem między posłuszeństwem a podejrzliwością.

Czy naprawdę musimy znów dać się na to nabrać?

Czy musimy pozwolić, by ten sam mechanizm został ponownie uruchomiony pod inną nazwą, z innym wirusem, innym statkiem, ale z tą samą reżyserią komunikacyjną?

Nie trzeba wierzyć we wszystko, by zrozumieć, że coś tu nie gra. Wystarczy przypomnieć sobie. Wystarczy zestawić daty. Wystarczy przeczytać dokumenty. Wystarczy obserwować, kto mówi, kto zarabia, kto przygotowuje rozwiązania i kto kieruje strachem.

Problem nie polega na istnieniu hantawirusa.

Problem polega na tym, że strach pojawia się, gdy scenariusz techniczny wydaje się być gotowy.

Ostateczne pytanie nie brzmi, czy hantawirus rzeczywiście będzie kolejną pandemią. Pytanie jest inne: Dlaczego hantawirus został wcześniej uznany za zagrożenie pandemiczne, włączony do programu szczepień, odnotowany w dokumentacji związanej z COVID-19, a teraz propagowany przez media jako nowe zagrożenie zdrowotne?

Jest to nagła sytuacja kryzysowa czy scenariusz napisany z góry?

Po roku 2020 ten, kto nie zadaje pytań, nie jest osobą ostrożną. Jest wytresowany.

INFO: laveritarendeliberi.it/pandemia-programmata-hantavirus-vaccini-covid

Wielki chiński mur

Wielki chiński mur

Autor artykułu Marek Wójcik 7. maja 2026 world-scam/wielki-chinski-mur

Chiny, państwo z założenia komunistyczne z kapitalistyczną polityką gospodarczą nie pasuje do definicji komunizmu, ani kapitalizmu. Ten kraj stworzył własny system polityczno-gospodarczy, który nazwałbym po prostu systemem chińskim. Totalitarna obsesja kontroli odziedziczona i dzięki postępowi technicznemu znacznie usprawniona jest pozostałością po polityce Mao Tse-tunga oraz efektem wydarzeń na Placu Tiananmen w czerwcu 1989 r.

Bardzo doceniam wyważoną politykę zagraniczną państwa środka. Nie narzucają nikomu swojej ideologii, jak to robił nieświętej pamięci ZSRR. W przeciwieństwie do westernowskiej polityki USA (dymiącego kolta) – gdzie rację ma ten, kto ma siłę – Chiny postawiły na pokojową politykę wzrostu gospodarczego, nie na agresywne podporządkowanie sobie militarnie słabszych krajów. I w tej walce są zdecydowanie faworytem.

23 kwietnia Departament Skarbu USA rozszerzył zakres sankcji wobec Iranu, obejmując nimi chińskie przedsiębiorstwa rzekomo powiązane z handlem ropą naftową w Teheranie, co podniosło stawkę w i tak już burzliwym sporze dotyczącym przepływów energii i ryzyka związanego z konfliktem zbrojnym. Chiny nie poprzestały już na potępieniu amerykańskich sankcji, lecz oficjalnie nakazały ich nieprzestrzeganie, a chińskie Ministerstwo Handlu (MOFCOM) wprowadziło ten zakaz ze skutkiem natychmiastowym.

Wstęp do poniedziałkowego artykułu na 21stcenturywire.com: Imperium sankcji USA napotyka Wielki Mur Chin. Źródło.

To prawda, że Trump ma w ręku wszystkie karty. Każda z nich bez wyjątku, to czarny Piotruś, którego należałoby się natychmiast pozbyć.

——————————–

Za tydzień ma się odbyć spotkanie Trumpa z Xi w Pekinie. Po powrocie Trump ogłosi kolejny sukces polegający na przekazaniu Chinom jurysdykcji nad Tajwanem na wzór Hongkongu. Gdzie w tym jest sukces? Otóż Chiny pozwolą, żeby Waszyngton sam zakończył dominację dolara, nie przyspieszając tego nieuniknionego procesu. FED planuje dodruk 4,4 miliarda banknotów na 2026 r. Nie podano jednak, czy są to banknoty jednodolarowe.

Prezydent USA Trump: „Uważam, że Chiny nie mają ani odwagi, ani woli, by otworzyć Cieśninę Ormuz”.

USA pokazały przecież swoją odwagę. Mając do dyspozycji trzy lotniskowce i kilkanaście okrętów wojennych w pobliżu Zatoki Omańskiej, nie potrafią użyć swej wątpliwej potęgi, by udrożnić Cieśninę Ormuz. Do tego oprócz siły, konieczna jest dobra strategia i szybsze dopasowanie się do zmieniających się warunków wojny.

Na Ukrainie okazało się, że nawet tysiące czołgów nie jest w stanie zaradzić atakom dokuczliwych „komarów” – czytaj dronów. Tego samego doświadczyła izraelska armia w południowym Libanie. Agresorzy stosują zasadę idioty ze słynnego cytatu Alberta Einsteina: Szaleństwem jest robić w kółko to samo i oczekiwać różnych rezultatów. Wyślemy więcej drogich czołgów, pewnie skończą im się te tanie drony.

Myślę, że inny cytat Einsteina jeszcze lepiej pasuje do tej chorej strategii: Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota, co do wszechświata nie mam pewności.

„Zbrodniarz wojenny” Putin wysłał ostrzeżenie do mieszkańców Kijowa i także ambasad wszystkich krajów, że możliwe będzie zniszczenie centrum Kijowa w ramach odwetu za ewentualne ataki na plac Czerwony przez „obrońców” Zachodu z Kijowa w rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej. Szlachetny „bohater” Zełeński nigdy nie ostrzegł ludności rosyjskiej przed swoimi atakami.

W tym wszystkim najsłabsze karty ma Europa. Upadek NATO, brak liczącej się siły militarnej popartej agresywną polityką antyrosyjską stworzyło jedyną broń, jaka pozostała w rękach Europejczyków: potęga siły humoru. Cztery lata temu powstało w Europie nowe, wirtualne państwo o nazwie Listenbourg.

Po lewej przerobiona mapa Europy z Listenbourgiem, a po prawej ta w rzeczywistości.

Humor nie obroni nas przed rakietami, ale pomoże przetrzymać presję psychologiczną prowojennych szaleńców. Jest to potężny europejski mur przeciwko wrogom tworzącym propagandowo z przyjaznych narodów potencjalnych przeciwników.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy.

Paul Craig Roberts

Trump i Netanjahu nie są jedynymi politykami uwikłanymi w wojnę, która szkodzi im w wyborach. Obaj są ze sobą ściśle powiązani nie tylko w swoich celach, ale także w swojej głupocie. Obaj przecenili własną siłę militarną, a nie docenili siły Iranu. Gdyby Iran dotrzymał obietnicy i nie zgodził się na zawieszenie broni na żądanie Izraela i Waszyngtonu, jego zwycięstwo byłoby pełne. Zamiast tego Iran stoi teraz w obliczu potencjalnego wznowienia wojny, którą prawie wygrał.

Niestety, w Iranie po raz kolejny zwyciężyła niewłaściwa ocena sytuacji i stoimy w obliczu tlącej się wojny, z której ani Trump, ani Netanjahu nie widzą łatwego „zwycięstwa”, gdyż obaj jesienią staną przed wyborami.

Putin również stoi w obliczu wyborów – nie do siebie, ale do Dumy, organu ustawodawczego. Jeśli dobrze pamiętam, rosyjski system działa w ten sposób, że partia lub koalicja, która wygrywa wybory, mianuje ministrów w rządzie, na którego czele stoi prezydent. Obecnie, według sondaży, partia Putina Jedna Rosja cieszy się takim samym poparciem jak Partia Komunistyczna, co przypisuje się niekończącym się wojnom Putina i poparciu dla polityki 20-procentowych stóp procentowych jego banku centralnego.

Rosyjska Partia Komunistyczna nie jest już komunistyczna w pierwotnym sensie. Myślę, że przemawiają za nią dwie rzeczy: po pierwsze, Rosjanie pamiętają, że komunistyczni przywódcy, tacy jak Lenin i Stalin, byli zdecydowani i nie tolerowali upokorzeń ze strony Zachodu, tak jak rzekomo Putin. Po drugie, Partia Komunistyczna nie chroni miliarderów-oligarchów i nie popiera 20-procentowych stóp procentowych, które pozwalają oligarchom monopolizować rosyjską gospodarkę poprzez wypieranie firm o mniejszym kapitale. Jest całkiem możliwe, że Partia Komunistyczna zaakceptowała własność prywatną i gospodarkę rynkową i mogłaby reprezentować naród rosyjski lepiej niż Jedna Rosja.

Gilbert Doctorow, ekspert ds. Rosji o bystrym oku, od dawna zwraca uwagę, że myślący ludzie w Rosji coraz częściej kwestionują politykę gospodarczą i militarną Putina. Od tygodni rosyjskie analizy wiadomości w programie telewizyjnym Władimira Sołowjowa kwestionują eskalujący i pozornie niekończący się konflikt na Ukrainie, a także politykę rosyjskiego banku centralnego, faworyzującą oligarchów-miliarderów kosztem większości podmiotów gospodarczych.

5 maja Doktorow poinformował, że program Sołowjowa został nagle „zastąpiony starymi lub nowymi filmami przez kilka dni z rzędu”. Wygląda na to, że Sołowjow przyznał się do prawdy, której Putin nie mógł zaakceptować. Drugi popularny program telewizyjny, prowadzony przez rosyjsko-amerykańskiego Dimitrija Simesa, nie został jeszcze zdjęty z anteny.

Doctorow, podobnie jak ja i John Helmer, zadaje trafne pytania. Zełenski, „silny człowiek” Waszyngtonu na Ukrainie, oświadczył, że jego siły zbrojne zamierzają zaatakować dronami moskiewskie obchody zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami. Putin ostrzegł Kijów, że w przypadku ataku Rosja zmasowanie zbombarduje centrum Kijowa.

Dlaczego, pyta Doktorow, Putin musi czekać, aż Zełenski faktycznie zaatakuje, zanim zareaguje? Putin wie, że amerykańsko-ukraińskie rakiety mogą dotrzeć do Moskwy. Dlaczego naraża Paradę Zwycięstwa na takie ryzyko? Trudno sobie wyobrazić większe upokorzenie dla Rosji.

„Dlaczego Putin musi czekać na ukraiński atak na paradę, który najprawdopodobniej spowoduje znaczne straty wśród uczestniczących w niej żołnierzy, a także wśród urzędników i zaproszonych gości zagranicznych, takich jak premier Słowacji Robert Fico, który będzie siedział na trybunach z prezydentem Putinem?

Czy groźba Zełenskiego nie powinna wystarczyć, by skłonić Rosję do natychmiastowego przeprowadzenia niszczycielskiego ataku rakietowego na Kijów? Gdyby Putin był człowiekiem czynu, prawdziwym głównodowodzącym, właśnie to by zrobił”.

Putin po raz kolejny pokazał, że jest słaby i niezdolny do przewodzenia Rosji.

Sukces izraelsko-amerykańskiej broni opiera się wyłącznie na słabości woli i myślenia ich przeciwników.

Izraelsko-amerykański sojusz zwyciężył aż do Iranu, ponieważ jego przeciwnicy nie byli w stanie zrozumieć ukrytego celu. Całkowita niezdolność Kremla do rozpoznania rzeczywistości, w jakiej znalazła się Rosja, jest zinstytucjonalizowana.

John Helmer donosi, że nadzieje Putina nadal przesłaniają rzeczywistość. Minister spraw zagranicznych Ławrow, w przeciwieństwie do Putina, stopniowo zaczyna dostrzegać rzeczywistość. Odnosząc się do nadziei na rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, Ławrow stwierdził:

„Jak dotąd rzeczywistość jest wręcz odwrotna: na Rosję nakładane są nowe sankcje, toczy się „wojna” z rosyjskimi tankowcami na pełnym morzu, naruszając Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza. [Waszyngton] próbuje uniemożliwić Indiom i innym partnerom kupowanie tanich rosyjskich surowców energetycznych (Europa od dawna jest z nich wykluczona) i zmusza ich do kupowania drogiego amerykańskiego LNG. Oznacza to, że Amerykanie postawili sobie za cel osiągnięcie dominacji gospodarczej. Co więcej, pomimo rzekomych propozycji dotyczących Ukrainy, nie widzimy pozytywnej przyszłości w sferze gospodarczej”.

Ławrow jest więc bliski zrozumienia tzw. doktryny Wolfowitza i jej znaczenia. Putin jednak wydaje się tego nie rozumieć, dlatego nadal opiera się na negocjacjach.

Jak podkreślałem w swoich artykułach i wywiadach: Dopóki doktryna Wolfowitza dotycząca amerykańskiej hegemonii będzie determinować program amerykańskiej polityki zagranicznej, a syjonistyczna wizja Wielkiego Izraela będzie kształtować politykę Izraela, negocjacje nie będą miały sensu.

Źródło: Wygląda na to, że żaden władca świata nie jest w stanie zaakceptować rzeczywistości, a nawet nie jest jej świadomy

Mali a cele Rosji: Nowy front w wojnie Zachodu z wielobiegunowością

Mali: Nowy front w wojnie Zachodu z wielobiegunowością

Zdecydowana obrona Mali w tym tygodniu pokazuje, że intrygi Zachodu poniosą porażkę.

Zuchwały zamach stanu przeciwko rządowi w zachodnioafrykańskim państwie Mali najwyraźniej został udaremniony przez malijskie siły zbrojne, wspierane przez rosyjskich sojuszników.

Niespodziewany zamach stanu rozpoczął się w zeszły weekend, kiedy około 12 000 bojowników zaatakowało co najmniej pięć miast, w tym stolicę Bamako. Walki trwały do ​​ostatniego tygodnia, a większość strat – ponad 1000 zabitych – ponieśli powstańcy, którzy byli narażeni na ciężki ostrzał lądowy i powietrzny ze strony sił rządowych wspieranych przez jednostki wsparcia Rosyjskiego Korpusu Afrykańskiego [Africa Corps md].

Prezydent Mali, Assimi Goita, wygłosił transmitowane w telewizji orędzie, w którym wezwał do zachowania spokoju i oświadczył, że sytuacja bezpieczeństwa w kraju została opanowana. Oddał hołd swojemu ministrowi obrony, generałowi Sadio Camarà, który zginął w akcji pierwszego dnia próby zamachu stanu, 25 kwietnia. Prezydent docenił również rolę strategicznego partnera swojego kraju, Federacji Rosyjskiej, która, jak stwierdził, pomogła udaremnić zamach stanu, potępiając go jako „wspierany przez obce mocarstwa”.

Kreml ze swojej strony oświadczył, że będzie nadal wspierał rząd Mali w przywracaniu stabilności i bezpieczeństwa w kraju.

Zarówno władze Mali, jak i Moskwa oskarżyły zachodnich sponsorów o udział w powstaniu. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdziło, że zachodni szkoleniowcy wojskowi pomogli w koordynacji szeroko zakrojonych ataków. Pojawiły się doniesienia o bojownikach uzbrojonych we francuskie pociski przeciwlotnicze Mistral i amerykańskie przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Stinger. Pojawiły się również niepotwierdzone doniesienia o najemnikach z Ukrainy i państw NATO walczących na lądzie.

To nie pierwszy raz, kiedy NATO i Ukraina są powiązane z destabilizacją bezpieczeństwa narodowego Mali. Dwa lata temu Mali zerwało stosunki dyplomatyczne z Kijowem po tym, jak oficer ukraińskiego wywiadu wojskowego stwierdził, że ukraińskie siły zbrojne zaopatrywały rebeliantów.

Podczas niedawnego powstania zachodnie media szybko nagłośniły rzekome sukcesy militarne rebeliantów. Zachodnie media próbowały przedstawić przemoc jako spontaniczne wyzwanie dla rządu w Bamako, który zachodnie media określiły mianem „junty wojskowej”. Te same media twierdziły również, że niepokoje społeczne były ciosem dla strategicznych interesów Rosji w Afryce, a w szczególności, że partnerstwo Moskwy w zakresie bezpieczeństwa z Mali i innymi państwami afrykańskimi zostało zdemaskowane jako nieskuteczne i słabe.

W tym tygodniu w nieudanym zamachu stanu brały udział dwie grupy bojowników: ruch wyzwoleńczy Tuaregów, znany jako Front Wyzwolenia Azawadu (FLA), oraz powiązana z Al-Kaidą grupa dżihadystów o nazwie Jammat Nusrat al-Islam wal-Muslimin (JNIM). Do niedawna te dwie organizacje walczyły ze sobą, ale teraz najwyraźniej zawarły sojusz. Kto pośredniczył w tym sojuszu z rozsądku?

Zakrojone na szeroką skalę ataki rebeliantów na pięć miast na obszarze około 2000 kilometrów sugerują również, że bojownicy otrzymali znaczące wsparcie wywiadowcze i logistyczne. Mali to rozległy kraj, szósty co do wielkości w Afryce, o powierzchni dwukrotnie większej niż Francja czy Teksas. Wcześniejsze ataki ograniczały się głównie do odległej północnej części kraju, która zazwyczaj jest pustynią. Atak na stolicę na południu kraju stanowi znaczący krok naprzód. Niszczycielski zamach bombowy na rezydencję ministra obrony w pobliżu Bamako również wskazuje na wsparcie zagraniczne.

Kontekst geopolityczny ma ogromne znaczenie. We wrześniu 2023 roku Mali, wraz z Nigrem i Burkina Faso, utworzyło Sojusz Państw Sahelu (AES). Trzy byłe kolonie francuskie nakazały wycofanie francuskich sił zbrojnych i ogłosiły nowo uzyskaną niepodległość polityczną. Oskarżyły Francję o prowadzenie podwójnej gry poprzez potajemne wspieranie separatystów i ugrupowań islamistycznych, aby stworzyć pretekst do francuskich operacji wojskowych w ich krajach. W kolejnym akcie sprzeciwu wobec francuskiej arogancji, Mali, Niger i Burkina Faso ostentacyjnie zwróciły się do Rosji o wsparcie w zakresie bezpieczeństwa, oferując w zamian dostęp do kluczowych zasobów naturalnych w ramach wzajemnego partnerstwa.

Przez stulecia Francja i inne państwa zachodnie plądrowały Afrykę, nie dając kontynentowi nic w zamian – poza nowymi formami niewolnictwa ekonomicznego i wyzysku.

Tymczasem Rosja i Chiny nawiązały nowe partnerstwa z wieloma krajami afrykańskimi. Historia kolonialnych zniszczeń nie obciąża ani Rosji, ani Chin. W istocie, Związek Radziecki ma w dużej mierze honorowe dziedzictwo w zakresie wspierania niepodległości Afryki, co wielu Afrykanów uznaje. W dzisiejszym kontekście, poparcie Moskwy i Pekinu dla świata wielobiegunowego i współpracy rozwojowej znajduje silny oddźwięk wśród krajów afrykańskich.

Kiedy trzy lata temu Mali, Niger i Burkina Faso wyrzuciły francuskie struktury neokolonialne, w Paryżu panowała wyraźna pogarda, szczególnie ze strony prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Gdyby sojusz Sahelu odniósł sukces przy wsparciu Rosji, byłby to poważny cios dla francuskiej tożsamości narodowej i antyrosyjskiej narracji propagandowej bloku NATO.

Próbę zamachu stanu w Mali należy postrzegać właśnie w tym kontekście. To coś więcej niż tylko wyraz wewnętrznych napięć i podziałów w Mali. Stawką jest prawo narodów afrykańskich do niepodległości politycznej i suwerenności, do wyboru własnej drogi politycznej i gospodarczej. Jednym słowem: samostanowienia. Dawne mocarstwa kolonialne, takie jak Francja i inni członkowie NATO, pragną cofnąć się do ery hegemonicznej kontroli.

Jak zauważyło wielu doświadczonych analityków, obecne konflikty na Ukrainie i w innych miejscach, takich jak Iran, Wenezuela, Kuba, Ameryka Łacińska, region Azji i Pacyfiku, Arktyka itd., nie są odosobnionymi incydentami. Wszystkie są częścią „nowej wielkiej gry”, w której mocarstwa zachodnie dążą do przywrócenia swojej globalnej dominacji.

Zachodnie elity chcą – i muszą – stawić czoła rodzącemu się wielobiegunowemu światu, który kwestionuje ich hierarchię przywilejów i zysków. Rosja i Chiny są głównymi celami zachodnich mocarstw w ich strategicznej wojnie. Wojna zastępcza na Ukrainie jest tego częścią. Podobnie jak agresja Waszyngtonu na Iran, mająca na celu przerwanie dostaw energii do Chin i Azji.

Próba zamachu stanu w Mali stanowi kolejny etap tej walki, która najwyraźniej została wszczęta przez mocarstwa NATO w ramach wojny zastępczej przeciwko Rosji i historycznej wizji świata wielobiegunowego.

W niepokojących obrazach można dostrzec echo scenariusza syryjskiego, w którym mocarstwa zachodnie ostatecznie obaliły rosyjskiego sojusznika pod koniec 2024 r., a na jego miejsce wprowadzono dżihadystów, których Zachód wcześniej, przez lata, potajemnie wspierał.

Biorąc pod uwagę strategiczne znaczenie tego wydarzenia, Rosja i Chiny nie mogą dopuścić do jego powtórzenia w Afryce. Zdecydowana obrona Mali w tym tygodniu przez władze i siły zbrojne tego kraju, wspierane przez Rosję i większość malijskiego społeczeństwa, pokazuje, że zachodnie intrygi poniosą porażkę.

Negocjacje w sprawie suwerennego Iranu są praktycznie niemożliwe

Negocjacje w sprawie suwerennego Iranu są praktycznie niemożliwe.

Przez Alastair Crooke

Obecnie Trump wydaje się być rozdarty między perspektywą „masowej” eskalacji działań militarnych a dalszą blokadą Cieśniny Ormuz.

Spotkanie dwóch stron – nie mówiąc już o trzech – o zupełnie odmiennych narracjach historycznych i jeszcze mniejszej liczbie wspólnych punktów w kształtowaniu przyszłego kursu narodowego, od początku nie sprzyjało wypracowaniu rozwiązania akceptowalnego dla obu stron. Podczas tak źle przygotowanych spotkań, często bardziej prawdopodobne jest nerwowe powtórzenie ogólnego braku konsensusu.

Tak było w przypadku „rozmów” między USA a Iranem, które odbyły się w zeszłym miesiącu w Islamabadzie – Izrael działał w charakterze pełnomocnika „kolektywnej siły” dążącej do „wymuszenia końca” (regionalnej hegemonii Wielkiego Izraela) poprzez faktyczne żądanie ogromnej (i nieograniczonej) regionalnej kontroli terytorialnej dla Izraela.

Aby takie rozmowy miały jakikolwiek sens, musiałyby doprowadzić do konkretyzacji fundamentalnego porozumienia między stronami – o ile takie uda się znaleźć. W przeciwnym razie najlepszym rozwiązaniem będą nieformalne porozumienia, które nigdy nie zostaną sformalizowane, ale mogą, na razie, służyć interesom zaangażowanych stron. Takie ustalenia trwają tylko tak długo, jak długo trwają. To wszystko.

Esmail Baqaei, rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zauważył, że w ciągu ostatnich 47 lat narosła głęboka nieufność i podejrzliwość wobec Stanów Zjednoczonych:

„Nie należy oczekiwać, że w krótkim czasie, po niezwykle krwawej wojnie, w której… Iran walczył z dwoma reżimami posiadającymi broń jądrową, dwoma wyjątkowo bezwzględnymi reżimami, których okrucieństwo obserwowaliśmy w zbrodniach popełnionych w Strefie Gazy i Libanie w ciągu ostatnich dwóch i pół roku, szybko dojdzie [z nami] do porozumienia”.

Aurelien zwięźle przedstawia ślepy zaułek:

„Stany Zjednoczone (bezpośrednio) i Izrael (pośrednio) chcą osłabić Iran jako funkcjonujące państwo, a jeśli to możliwe, zniszczyć go. Dla Stanów Zjednoczonych jest to zemsta za prawie pięćdziesiąt lat upokorzeń, które rozpoczęły się od szturmu na ambasadę USA w Teheranie i katastrofalnej porażki późniejszej misji ratunkowej – a także za irańskie próby udaremnienia polityki USA w Lewancie. Dla Izraela celem jest zniszczenie jedynego państwa, które stoi im na drodze do dominacji w regionie. (Stany Zjednoczone również pośrednio reprezentują ten cel). Irańczycy oczywiście chcą temu zapobiec, ale chcą również zniesienia sankcji i izolacji”.

Esmail Baqaei dodaje:

„Naszym głównym celem jest jak najszybsze osiągnięcie punktu, w którym będziemy mogli śmiało powiedzieć, że niebezpieczeństwo wojny [z Iranem] już nie istnieje”.

Nowy Najwyższy Przywódca, Modżtaba Chamenei, wyjaśnia cele Iranu, stwierdzając wprost:

„W Cieśninie Ormuz rozpoczęła się nowa era, a amerykańska hegemonia dobiegła końca”.

Krótko mówiąc, Iran jest zdeterminowany, aby „wyrwać się” z „klatki” trwającego 74 lata okrążenia wojskowego ze strony USA – sankcji, oblężenia i izolacji politycznej – a tym samym, jak stwierdził Najwyższy Przywódca, radykalnie zmienić sytuację geopolityczną całego regionu.

Jednakże w artykule w „Haaretz” izraelski socjolog wojskowy Yagil Levy twierdzi , że zachowanie Izraela uległo znaczącej zmianie w następstwie ataków z 7 października i od tego czasu charakteryzowało się „akceptacją «twardej» wersji stałego bezpieczeństwa… To ostatnie było [w rzeczywistości] postrzegane jako już osiągnięte [dzięki] przewadze militarnej i międzynarodowej tolerancji”.

„Względne, trwałe bezpieczeństwo, jego „miękka” wersja, było postrzegane [w przeciwieństwie] jako pozostałość koncepcji bezpieczeństwa, która umożliwiła atak Hamasu [7 października] – nawet jeśli atak był spowodowany zaniechaniem Izraela i nie stanowił nowego, realnego zagrożenia”.

„Stałe bezpieczeństwo” – termin pierwotnie ukuty przez historyka profesora Dirka Mosesa – było postrzegane w Izraelu po 7 października nie tylko jako sposób na wyeliminowanie bezpośrednich zagrożeń, ale także przyszłych:

„Dążenie do trwałego rozwiązania nie dopuszcza żadnych kompromisów, ani politycznych, ani odstraszających, lecz wiąże się z eksterminacją, wydaleniem lub kontrolą ludności postrzeganej jako zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”.

(Profesor Dirk Moses wyjaśnił, że termin „stałe bezpieczeństwo” w rzeczywistości pochodzi od Otto Ohlendorfa, „nazistowskiego zbrodniarza wojennego, który zanim został powieszony przez Amerykanów w Norymberdze, [powiedział, że] żydowskie dzieci wyrosły na partyzantów i wrogów i że my] musimy zrozumieć, że Niemcy chcą nie tylko zwykłego bezpieczeństwa, ale stałego bezpieczeństwa: budują tysiącletnią Rzeszę” ).

Meron Rapoport i Ameer Fakhoury opisują, jak wyglądała niedawna wojna z Iranem

„Koncepcja „stałego bezpieczeństwa” została wyniesiona na jeszcze wyższy poziom. Nie wystarczyło już podejmowanie zdecydowanych działań przeciwko przywódcom, obiektom nuklearnym i celom wojskowym, jak zrobił to Izrael w czerwcu 2025 roku. Tym razem celem była zmiana reżimu – nie tylko neutralizacja postrzeganego zagrożenia,ale także przekształcenie samego otoczenia politycznego”.

Wiemy, że żydowski historyk i uczony Gershom Scholem przewidział już, że religijny syjonizm będzie działał jako „wojowniczy”, „apokaliptyczny” i „radykalny” ruch mesjański, który będzie dążył do „wymuszenia końca [tj. zbawienia]”, żądając na przykład, aby państwo objęło ogromną kontrolę terytorialną.

Krótko mówiąc: Scholem, powszechnie uważany za czołowego eksperta w dziedzinie judaizmu mesjanistycznego, w zasadzie przewidział zwrot Izraela w stronę „trwałego bezpieczeństwa”, nie jako środka wyłącznie bezpieczeństwa, lecz jako narzędzia bojowego mesjanizmu syjonistycznego.

Obecnie „głębsze interesy” Iranu, Ameryki i Izraela są, pod każdym względem, tak odległe, jak tylko można sobie wyobrazić. Zarówno Izrael, jak i Iran dążą do fundamentalnej zmiany w krajobrazie politycznym Bliskiego Wschodu. Dlatego też, wszystko, co można osiągnąć poprzez negocjacje, to krótkoterminowe, ograniczone środki, które mogą tymczasowo usatysfakcjonować Stany Zjednoczone i Iran, ale prawie na pewno będą nie do zaakceptowania dla Izraela (oraz jego lobbystów i głównych darczyńców w USA).

Stany Zjednoczone pilnie potrzebują wyjścia z sytuacji – a negocjacje wydają się być typowym mechanizmem w tym zakresie. Jednak negocjacje w tradycyjnym sensie doprowadziłyby w efekcie do postrzeganej kapitulacji Stanów Zjednoczonych, a gdyby się przeciągały, do katastrofalnej katastrofy gospodarczej w wyniku irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz.

Trump wydaje się dziś rozdarty między perspektywą „masowej” eskalacji militarnej (promowanej przez frakcję „Najpierw Izrael”) w nadziei na wymuszenie kapitulacji Iranu, a przedłużającą się (choć przepuszczalną) blokadą Cieśniny Ormuz, popieraną przez sekretarza Bessenta, co sugeruje ideę kolejnej „wiecznej wojny”. Żadna z opcji nie jest pozbawiona głębokich konsekwencji.

Iran z kolei oparł się połączonej presji militarnej ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela. Izrael nie osiągnął żadnego ze swoich pierwotnych celów wojennych (z 28 lutego) i dlatego próbuje naciskać na Trumpa, aby kontynuował wojnę – w „nadziei”, że państwo irańskie w jakiś sposób upadnie.

Podstawowym problemem Trumpa w zakończeniu wojny z Iranem (poza tym, że jego ego nie pozwala mu uchodzić za „przegranego”) jest to, że będąc zobowiązanym i zależnym od Izraela i głównych darczyńców pro-syjonistycznych, nie jest w stanie podjąć wiarygodnych zobowiązań dotyczących polityki nieagresji wobec Iranu — lub zniesienia sankcji — które nie osiągnęłyby statusu pełnego porozumienia.

A nadanie statusu traktatowego nie jest obecnie politycznie wykonalne, biorąc pod uwagę różnorodność i charakter frakcji sprawujących kontrolę nad Kongresem.

Jak można było zapewnić Iran, że konflikt się zakończył, a groźba przyszłych wojen została zażegnana? Iran można było uspokoić tylko wtedy, gdyby znaleziono sposób na powstrzymanie Stanów Zjednoczonych i Izraela przed kolejnymi rundami wojny z Iranem – ale jak można ograniczyć władzę Izraela? Jedynie (przypuszczalnie) poprzez wstrzymanie wsparcia finansowego, wojskowego i wywiadowczego dla Tel Awiwu.

Oznaczałoby to po pierwsze „rewolucję” w globalnych strukturach relacji między USA i Izraelem, a po drugie, innego prezydenta.

Czy alternatywą mogłaby być chińsko-rosyjska gwarancja bezpośredniej interwencji w przypadku dalszej eskalacji militarnej? Taka perspektywa oznaczałaby nowy globalny sojusz mocarstw – wydarzenie, które wydaje się obecnie przedwczesne, biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone są uwikłane w różnego rodzaju i na różnym poziomie działania wojenne zarówno z Chinami, jak i Rosją, które to działania raczej się nasilają, niż słabną.

Źródło: Negocjacje dotyczące suwerennego Iranu są praktycznie niemożliwe

Rządzą nami idioci!

Rządzą nami idioci!

Kompromitacja posłów

przy najprostszych pytaniach

7.05.2026 nczas/rzadza-nami-idioci

Sala plenarna Sejmu.
NCZAS.INFO | Posłowie w Sejmie – zdj. ilustracyjne. / Fot. Anna Strzyżak/Kancelaria Sejmu

W Polsce trwają matury. TVN postanowił przy tej okazji sprawdzić, czy podstawowa wiedza ze szkoły nie wietrzeje przypadkiem zbyt szybko, zwłaszcza na korytarzach sejmowych.

Zadane parlamentarzystom pytania nie były przeznaczone dla olimpijczyków. Podstawy tabliczki mnożenia, liczba województw w Polsce, daty kluczowych wydarzeń historycznych, stolice. Materiał, który właściwie znają uczniowie podstawówki. Okazało się jednak, że wielu posłów miało z banalnymi pytaniami duży problem.

Na pierwszy ogień poszła matematyka. Wynik mnożenia 7×8 okazał się dla części parlamentarzystów wyzwaniem niespodziewanie ambitnym. Marek Ast z PiS po dłuższym namyśle zaproponował odpowiedź „coś koło czterdziestu”. Robert Kropiwnicki z PO zaczął od „czterdzieści…” i nie dokończył.

Aleksandra Leo z Klubu Parlamentarnego Centrum wybrała inną taktykę i zamiast mnożyć, pochwaliła pogodę. „Ja się bardzo cieszę, że kwitną kasztany, matury już tuż tuż” – powiedziała. Odpowiedzi 56 bez wahania udzielił Michał Wójcik z PiS, co na tle kolegów brzmiało niemal jak wyczyn olimpijski. Przemysław Czarnek wprawdzie najpierw próbował uciec, tłumacząc, że jego syn właśnie zdaje maturę i nie chciałby mu zrobić wstydu w telewizji, ale ostatecznie stanął na wysokości zadania i poprawnie odpowiedział, że 9×7 to 63.

Nie lepiej poszła geografia. Na pytanie, ile województw liczy Polska, Żaneta Cwalina-Śliwowska z Klubu Parlamentarnego Centrum odparła: „Nie liczyłam ich nigdy, nie potrafię odpowiedzieć. Wiem, że wcześniej było ich 49 przed reformą”. Ta sama poseł stwierdziła następnie, że Luksemburg jest stolicą Belgii.

Dariusz Wieczorek z Nowej Lewicy na pytanie, ile wynosi 0,5 + ½, odpowiedział pewnym tonem: „1,7″.

Łukasz Osmalak z Polski 2050, zapytany o rok upadku komunizmu, najpierw zaproponował „80.”, po czym po chwili wahania doszedł do prawidłowej daty 1989. Na pytanie, kto walczył w wojnie secesyjnej, Wieczorek rozłożył ręce: „Nie zdawałem matury z historii. Nie jestem w stanie w tej chwili sobie przypomnieć”.

Badania n/t zagrożenia dla zdrowia związanego z technologią 5G

10 badań podkreśla zagrożenia dla zdrowia związane z technologią 5G

Analiza dr. Josepha Mercoli

Historia w skrócie

  • W kilku badaniach opublikowanych w latach 2022–2024 zwrócono uwagę na zagrożenia dla zdrowia, jakie niesie ze sobą technologia 5G.
  • Wyniki badań przeczą wytycznym Międzynarodowej Komisji Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym i wykazują różnorodne szkodliwe skutki biologiczne promieniowania o częstotliwości radiowej (RFR) dla ludzi i środowiska, w tym zwiększone ryzyko zachorowania na raka.
  • Badania pokazują, że technologia 5G może powodować uszkodzenia neurologiczne i problemy psychiczne, a także podkreśla jej wpływ na rozwój mózgu, w tym zwiększone ryzyko chorób takich jak demencja, poprzez mechanizmy takie jak upośledzenie neurozyny.
  • Badanie z grudnia 2023 r. ilustruje szkodliwy wpływ promieniowania RF 5G na plemniki szczurów, wykazując zmniejszenie liczby i jakości plemników, przy czym melatonina ma działanie ochronne.
  • Badanie z lutego 2024 r. wskazuje na istotne zmiany w profilach mikrobiomu kałowego i metabolomu u myszy wystawionych na działanie promieniowania RF 5G, co może mieć szerszy wpływ na zdrowie, w tym na dobre samopoczucie psychiczne i funkcjonowanie układu odpornościowego.

Przez ostatnie dziesięć lat napisałem wiele artykułów omawiających dowody na to, że uszkodzenia biologiczne powstają w wyniku działania niejonizujących pól elektromagnetycznych (PEM) i promieniowania o częstotliwości radiowej (RFR) generowanych przez technologie bezprzewodowe.

To wywiad, który przeprowadziłem z Siimem Landem w lutym 2020 roku do jego podcastu „Body Mind Empowerment”. Omawiam w nim pole elektromagnetyczne (EMF) – czym jest, skąd pochodzą największe źródła narażenia, jak wpływa ono na organizm i jak można zminimalizować narażenie. Omawiam również, jak branża telekomunikacyjna manipuluje prawdą, aby utrzymać nas w nieświadomości co do zagrożeń.

Chociaż branża telefonii komórkowej opiera się na założeniu, że szkodliwe może być jedynie promieniowanie jonizujące – takie jak promienie rentgenowskie – naukowcy od dawna ostrzegają, że promieniowanie niejonizujące i nietermiczne również może zagrażać zdrowiu. Dotyczy to nie tylko zdrowia ludzi, ale także roślin i zwierząt.

Z czasem tak bardzo przekonałem się o szkodliwym wpływie pola elektromagnetycznego, że poświęciłem trzy lata na pisanie książki „ EMF*D ”, która ukazała się w 2020 roku. Zebrałem w niej przytłaczające dowody wskazujące na to, że pole elektromagnetyczne stanowi ukryte zagrożenie dla zdrowia, którego po prostu nie można dłużej ignorować.

Podczas pandemii byliśmy również świadkami ogólnokrajowego wdrożenia i instalacji sieci 5G, co wykładniczo zwiększyło narażenie na promieniowanie, ponieważ została ona zbudowana na istniejącej infrastrukturze sieci komórkowej.

Poniższy [w oryg. md] krótki film, opublikowany przez Investigative Europe w styczniu 2019 roku, przedstawia krótki przegląd różnic między technologią 5G a poprzednimi technologiami mobilnymi. W tamtym czasie nie było zbyt wielu szczegółowych badań nad technologią 5G, ale w latach 2022-2024 opublikowano 10 badań, które rzucają więcej światła na tę technologię piątej generacji.

Wezwania do wprowadzenia moratorium na technologię 5G są ignorowane, mimo istniejących dowodów.

https://youtube.com/watch?v=JKaoLxw0qJI%3Ffeature%3Doembed

Pierwszy z tych artykułów, opublikowany we wrześniu 2022 roku w czasopiśmie „Reviews on Environmental Health”, zawiera dobry przegląd zagrożeń, jakie stwarza technologia 5G. Autorzy zwrócili uwagę, że od września 2017 roku ponad 400 naukowców i lekarzy wspólnie wystosowało sześć apeli do Unii Europejskiej, wzywając do wprowadzenia moratorium na technologię 5G. Wszystkie zostały zignorowane.

Apel z września 2021 r. zawierał „szczegółowy list przewodni”, w którym eksperci argumentowali, że poleganie UE na wytycznych Międzynarodowej Komisji Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym (ICNIRP) zagraża zdrowiu publicznemu, ponieważ wytyczne uwzględniają jedynie „ogrzewanie, a nie inne istotne dla zdrowia biologiczne skutki RFR”.

W liście przeciwstawiono wytycznym ICNIRP wyniki badań europejskich i międzynarodowych grup ekspertów, które szczegółowo opisują niezliczone szkodliwe skutki biologiczne promieniowania RF dla ludzi i środowiska. Według autorów:

„Dowody na tę teorię pochodzą z badań, które wykazują zmiany w neuroprzekaźnikach i receptorach, uszkodzenia komórek, białek, DNA, plemników, układu odpornościowego i zdrowia człowieka – w tym raka”.

Apel z 2021 r. ostrzega także, że sygnały 5G mogą dodatkowo zmienić zachowanie cząsteczek tlenu i wody na poziomie kwantowym, denaturować białka, uszkadzać skórę oraz szkodzić owadom, ptakom, żabom, roślinom i zwierzętom.

https://youtube.com/watch?v=JTqDBgI4jkg%3Ffeature%3Doembed

Łączenie sygnałów budzi poważne obawy.

W rozdziale zatytułowanym „Wielkie plany, wielkie obietnice, ale fałszywe twierdzenia” autorzy przedstawiają ustalenia samego rządu:

„…potencjalne zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa związane z RFR zostały ujawnione w niedawnym przeglądzie aktualnie dostępnych dowodów naukowych zleconym przez UE, a mianowicie w sprawozdaniu z 2021 r. Biura Badań Parlamentu Europejskiego (EPRS/STOA) zatytułowanym „Wpływ technologii 5G na zdrowie”.

Wnioski z kompleksowego przeglądu dostarczyły wystarczających dowodów na to, że RFR jest przyczyną raka u zwierząt, wystarczających dowodów na niekorzystny wpływ RFR na płodność mężczyzn, samców szczurów i myszy oraz ustaleń, że RFR prawdopodobnie ma działanie rakotwórcze dla ludzi.

Krótko mówiąc, raport EPRS/STOA wskazuje na szkodliwy wpływ pól elektromagnetycznych na zdrowie. W raporcie wezwano również do podjęcia działań mających na celu ograniczenie narażenia na pola elektromagnetyczne o częstotliwości radiowej (RF-EMF) (s. 153), takich jak obniżenie dopuszczalnych limitów narażenia i preferowanie korzystania z połączeń przewodowych.

Podobnie, dogłębna analiza UE (Komisji ITRE) z 2019 r. pt. „Wdrażanie technologii 5G: aktualna sytuacja w Europie, USA i Azji” ostrzegała, że ​​5G w połączeniu z 2G, 3G, 4G, WLAN, WiMAX, DECT, radarem itp. łącznie doprowadzi do drastycznie wyższego całkowitego promieniowania: nie tylko ze względu na stosowanie znacznie wyższych częstotliwości w 5G, ale także ze względu na możliwość agregacji różnych sygnałów, ich dynamiczny charakter i złożone efekty zakłóceń, które mogą z tego wynikać, szczególnie na gęsto zaludnionych obszarach miejskich (str. 11).

Obawy te wynikają ze złożoności sygnałów komunikacyjnych i niewiadomych dotyczących ich interakcji. Sygnały elektromagnetyczne emitowane przez sztuczne urządzenia komunikacyjne nie są falami regularnymi, lecz złożoną kombinacją fal nośnych o ultrawysokiej częstotliwości i modulacji, które kodują komunikaty za pomocą ekstremalnie niskich i ultraniskich częstotliwości.

Co więcej, sygnały są pulsowane z ultraniską częstotliwością (wysyłane w krótkich seriach włączania i wyłączania). Oznacza to, że chociaż fale nośne RFR mogą znajdować się w paśmie wysokich GHz, ich modulacje i częstotliwości impulsów są znacznie bliższe częstotliwościom fal mózgowych; na przykład pulsowanie sygnału telefonu GSM o częstotliwości 217 Hz.

Wykazano, że impulsowe lub modulowane sygnały RFR są bardziej bioaktywne niż proste fale ciągłe o tej samej intensywności i czasie ekspozycji. Ma to ogromne znaczenie dla zdrowia publicznego i nie ogranicza się do wyższych częstotliwości 5G.

Co więcej, w raporcie zauważono, że skutki tych nowych, złożonych sygnałów w kształcie wiązki wykazują nieprzewidywalne wzorce propagacji, które mogą prowadzić do niedopuszczalnych poziomów narażenia ludzi na promieniowanie elektromagnetyczne (str. 6), ale których nie udało się jeszcze wiarygodnie odwzorować w rzeczywistych sytuacjach poza laboratorium.

5G powoduje problemy neurologiczne i psychiatryczne

Drugie badanie, opublikowane w listopadzie 2022 roku, dotyczyło wpływu częstotliwości radiowej 4,9 GHz (jednej z kilku częstotliwości 5G) na zachowania emocjonalne i pamięć przestrzenną u dorosłych samców myszy. Stwierdzono, że ekspozycja na nią wywoływała „zachowania przypominające depresję” spowodowane „piroptozą neuronalną w ciele migdałowatym”.

Pyroptoza to forma programowanej śmierci komórki, która różni się od innych form apoptozy i charakteryzuje się reakcją zapalną. W tym procesie komórka puchnie i pęka, co prowadzi do uwolnienia cytokin prozapalnych i zawartości wewnątrzkomórkowej, które mogą wywołać odpowiedź immunologiczną w otaczających tkankach.

Proces ten jest kontrolowany przez białka gasderminy, które tworzą pory w błonie komórkowej i jest często uruchamiany w odpowiedzi na infekcje patogenami lub inne sygnały wskazujące na uszkodzenie komórki.

„Technologia 5G powoduje obumieranie komórek w ciele migdałowatym, obszarze mózgu odpowiedzialnym za regulację emocji, pamięć i podejmowanie decyzji”.

Ciało migdałowate to obszar mózgu zaangażowany w regulację emocji, pamięć i podejmowanie decyzji. Dlatego też piroptoza w tym obszarze może wskazywać na uszkodzenie neurologiczne lub stan zapalny, wpływający na regulację emocji, zachowanie i funkcje poznawcze.

Może to być istotne w kontekście chorób neurodegeneracyjnych, urazów mózgu lub infekcji, które wpływają na ośrodkowy układ nerwowy i prowadzą do różnych konsekwencji neurologicznych i psychiatrycznych.

Cztery badania potwierdzają wpływ technologii 5G na neurologię

Cztery inne badania opublikowane w 2023 r. również wykazują różnorodne uszkodzenia mózgu:

  • 5G zwiększa przepuszczalność bariery krew-mózg Pierwsze badanie wykazało, że promieniowanie wysokiej częstotliwości (RFR) z telefonów komórkowych 5G o częstotliwości 3,5 GHz lub 4,9 GHz – przez jedną godzinę dziennie przez okres 35 kolejnych dni – zwiększyło przepuszczalność bariery krew-mózg (BBB) ​​w korze mózgowej myszy.
  • Promieniowanie o częstotliwości radiowej (RFR) upośledza neurogenezę i powoduje uszkodzenie DNA neuronów drugie badanie wykazało, że ciągłe promieniowanie RFR z telefonów komórkowych o częstotliwości 2115 MHz przez osiem godzin prowadziło do zwiększonego poziomu peroksydacji lipidów, powstawania rodników lipidowych o centrum węglowym oraz uszkodzeń jednoniciowego DNA, co prowadziło do upośledzenia neurogenezy w hipokampie i degeneracji neuronów w zakręcie zębatym. Innymi słowy, promieniowanie telefonów komórkowych powoduje upośledzenie i deficyty poznawcze, zmiany w zachowaniu i zaburzenia regulacji nastroju, choroby neurodegeneracyjne (z powodu stresu oksydacyjnego w neuronach) oraz zaburzenia psychiczne, takie jak lęk i depresja.
  • Promieniowanie elektromagnetyczne a lęk W badaniu tym zaobserwowano zachowania przypominające lęk u samców myszy wystawionych na działanie promieniowania elektromagnetycznego o częstotliwości 2650 MHz przez cztery godziny dziennie przez 28 dni.
  • Technologia 5G może powodować demencję Wreszcie badanie uzupełniające wcześniejsze badania wykazało, że częstotliwości RFR w zakresie od 1,8 GHz do 3,5 GHz:
    • • Hamują neurozynę, enzym odgrywający rolę w zdrowiu mózgu, w tym w rozpadzie białek, które, jeśli nie są prawidłowo przetwarzane, mogą prowadzić do chorób takich jak choroba Alzheimera. Odkrycie to sugeruje, że promieniowanie telefonów komórkowych może upośledzać zdolność mózgu do zapobiegania gromadzeniu się szkodliwych białek.
    • • Hamowanie aktywności elektrycznej neuronów in vitro — Neurony komunikują się ze sobą za pomocą sygnałów elektrycznych, a aktywność ta jest kluczowa dla wszystkich funkcji mózgu, od przetwarzania informacji sensorycznych po kontrolowanie ruchów mięśni. Hamowanie tej aktywności elektrycznej zakłóca normalną komunikację między komórkami mózgu, co może wpływać na jego funkcjonowanie.

5G wpływa na rozwój mózgu

Badanie przeprowadzone przez Bodina i wsp. w październiku 2023 roku dotyczyło wpływu ekspozycji na promieniowanie 5G w okresie okołoporodowym – czyli w okolicach narodzin – na rozwój neurologiczny szczurów. Głównym celem tego badania było zbadanie, jak ekspozycja na promieniowanie 5G w okresie okołoporodowym wpływa na rozwój mózgu szczurów w okresie szczenięcym i młodzieńczym.

Zarówno u samców, jak i samic szczurów narażonych na działanie pola elektromagnetycznego 5G zaobserwowano opóźnione wyrzynanie się siekaczy (zębów przednich). Sugeruje to, że ekspozycja na pole elektromagnetyczne może spowalniać niektóre aspekty rozwoju fizycznego. Badanie wykazało również istotne różnice w zachowaniu w zależności od płci szczurów.

U samic szczurów w okresie dojrzewania test w otwartym polu wykazał istotną redukcję (70%) ruchów stereotypowych, takich jak powtarzalne wzorce zachowań. Sugeruje to, że ekspozycja może redukować niektóre powtarzalne zachowania u samic. Natomiast u samców szczurów zaobserwowano 50% wzrost ruchów stereotypowych, co wskazuje, że ta sama ekspozycja doprowadziła do wzrostu liczby zachowań powtarzalnych.

Podsumowując, badania sugerują, że ekspozycja na pole elektromagnetyczne 5G w stężeniach poniżej dopuszczalnych norm w krytycznej fazie rozwoju (okresie okołoporodowym) może potencjalnie powodować neurologiczne zaburzenia rozwojowe. Skutki te obserwuje się u dorastającego i rosnącego potomstwa, a manifestują się one inaczej u chłopców i dziewcząt.

Chociaż trudno przewidzieć potencjalny wpływ na zdrowie człowieka, warto zauważyć, że zachowania powtarzalne często wiążą się z zaburzeniami neurorozwojowymi, takimi jak zaburzenia ze spektrum autyzmu (ASD) i zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD). W takich przypadkach zachowania te mogą wskazywać na ukryte różnice neurologiczne i upośledzać interakcje społeczne, uczenie się i codzienne funkcjonowanie danej osoby.

W niektórych przypadkach powtarzające się zachowania mogą być również objawami lęku, zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych (OCD), zaburzeń związanych ze stresem oraz samookaleczeń, takich jak skubanie skóry czy wyrywanie włosów. U niektórych osób powtarzające się zachowania mogą zaburzać uwagę i koncentrację, wpływając na wyniki w nauce, produktywność w pracy i zdolność do efektywnego wykonywania codziennych zadań.

Mogą one również negatywnie wpływać na interakcje społeczne i relacje danej osoby, prowadząc do izolacji społecznej, znęcania się lub stygmatyzacji, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, co z kolei wpływa na dobrostan emocjonalny i poczucie własnej wartości. Powtarzające się zachowania, zwłaszcza te związane z lękiem lub zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, mogą również zaburzać wzorce snu, prowadząc do bezsenności lub niskiej jakości snu, co z kolei negatywnie wpływa na ogólny stan zdrowia i samopoczucie.

RFR upośledza płodność u mężczyzn – melatonina może pomóc ją przywrócić.

Badanie z grudnia 2023 r., które badało negatywny wpływ długotrwałej ekspozycji na fale radiowe o częstotliwości 2100 MHz na właściwości plemników u szczurów, przyniosło zarówno dobre, jak i złe wieści.

Negatywnym wynikiem było stwierdzenie, że samce szczurów narażonych na częstotliwość RFR 2100 MHz przez 30 minut dziennie wykazywały istotnie wyższy odsetek plemników o nieprawidłowym kształcie. Ponadto u narażonych szczurów zaobserwowano znaczny spadek całkowitej liczby plemników.

Bardziej szczegółowe badanie struktury plemnika pod mikroskopem (na poziomie ultrastrukturalnym) wykazało uszkodzenia krytycznych części plemnika, w tym:

  • Akrosom, struktura przypominająca czapeczkę, która pomaga plemnikom wniknąć do komórki jajowej
  • Aksonem, centralny trzon witki plemnika
  • Błona mitochondrialna, która napędza ruch witki plemnika
  • Zewnętrzne gęste włókna stanowiące część witki plemnika

Dobrą wiadomością jest to, że suplementacja melatoniną pozwoliła zapobiec tym problemom. U szczurów, którym podano podskórnie 10 miligramów melatoniny na kilogram masy ciała, liczba plemników wzrosła, a odsetek plemników o prawidłowym kształcie wzrósł. Co więcej, uszkodzenia ultrastrukturalne plemników spowodowane ekspozycją na fale radiowe zostały całkowicie odwrócone. Jak podają autorzy:

„Odsetek plemników o nieprawidłowej morfologii znacząco wzrósł podczas ekspozycji na wysokie częstotliwości, podczas gdy całkowita liczba plemników znacząco spadła… Podanie melatoniny zwiększyło całkowitą liczbę plemników, jak również liczbę plemników o prawidłowej morfologii, a obraz ultrastrukturalny ponownie się unormował”.

Studium przypadku 8-letniego chłopca

W styczniu 2024 r. Hardell i in. przedstawili studium przypadku ośmioletniego chłopca, który cierpiał na silne bóle głowy i inne objawy podczas uczęszczania do szkoły znajdującej się w pobliżu masztu telefonii komórkowej ze stacjami bazowymi 5G.

Szkoła chłopca znajduje się 200 metrów od wieży komórkowej ze stacjami bazowymi 5G, a jego klasa jest oddalona o 285 metrów. Wkrótce po rozpoczęciu nauki zaczął odczuwać bóle głowy, które początkowo występowały sporadycznie, a nie codziennie ani co tydzień.

Jesienią 2023 roku bóle głowy chłopca nasiliły się, występowały codziennie i były oceniane na 10 punktów w 10-stopniowej skali, gdzie 0 oznaczało brak objawów, a 10 – ból nie do zniesienia. Chłopiec cierpiał również na zmęczenie (ocena 5) i sporadyczne zawroty głowy (ocena 7), szczególnie w szkole. W domu sporadycznie odczuwał łagodne bóle głowy (ocena 2), które ustępowały stosunkowo szybko.

Jesienią 2023 roku zaczął nosić w szkole czepek ochronny RF i odzież ochronną, zarówno w pomieszczeniach, jak i na zewnątrz, po czym bóle głowy ustąpiły.

W artykule przytoczono również badania epidemiologiczne i laboratoryjne, które wykazały związek między narażeniem na promieniowanie RF a rakiem poprzez mechanizmy takie jak stres oksydacyjny, wpływ na mRNA i uszkodzenia DNA. Autorzy argumentują za zaklasyfikowaniem promieniowania RF jako czynnika rakotwórczego grupy 1 dla ludzi, zauważając: „Ta klasyfikacja prawdopodobnie będzie miała istotne implikacje dla środków zapobiegawczych”.

5G zmienia twój mikrobiom

Wreszcie, badanie przeprowadzone przez Wang i wsp. w lutym 2024 roku zbadało wpływ promieniowania RF 5G na mikrobiom kałowy i profile metabolomu u myszy. Wyniki wskazały, że u myszy narażonych na promieniowanie RF zaobserwowano istotne zmiany w składzie mikrobioty jelitowej, charakteryzujące się zmniejszeniem różnorodności mikroorganizmów i zmianami w rozmieszczeniu społeczności mikrobiologicznej.

Stosując metabolomikę, naukowcy zidentyfikowali 258 metabolitów, których ilość różniła się znacząco u myszy narażonych na pola RF i u myszy z grupy kontrolnej, co sugeruje, że może to mieć znaczący wpływ na procesy metaboliczne.

Autorzy doszli do wniosku, że ekspozycja na promieniowanie RF o częstotliwości 4,9 GHz może powodować dysbiozę mikrobioty jelitowej u myszy i postawili hipotezę, że obserwowane zaburzenia równowagi mikrobioty jelitowej i metabolizmu mogą być związane z zachowaniami depresyjnymi u myszy obserwowanymi w licznych badaniach. Nierównowaga metaboliczna może być również związana ze zmianami w regulacji układu odpornościowego lub stanem zapalnym.

Technologia 5G zaszkodzi każdej żywej istocie.

We wrześniu 2019 roku minister komunikacji, poseł Paul Fletcher, zlecił komisji przeprowadzenie dochodzenia w sprawie „wdrożenia, przyjęcia i użytkowania sieci 5G w Australii”. W odpowiedzi Paul Barratt, w imieniu ElectricSense, przedstawił dokument, dostępny do pobrania na stronie aph.org , w którym stwierdzono między innymi:

„Technologia 5G jest niebezpieczna i szkodliwa dla wszystkich istot żywych. Tysiące badań łączą ekspozycję na słabe promieniowanie o wysokiej częstotliwości z długą listą szkodliwych skutków biologicznych, w tym:

  • Pęknięcia pojedynczej i podwójnej nici DNA
  • uszkodzenia oksydacyjne
  • Zaburzenie metabolizmu komórkowego
  • Zwiększona przepuszczalność bariery krew-mózg
  • Obniżenie poziomu melatoniny
  • Zaburzenie metabolizmu glukozy w mózgu
  • Powstawanie białek stresowych

Nie powinniśmy również zapominać, że w 2011 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaklasyfikowała promieniowanie o wysokiej częstotliwości jako potencjalny czynnik rakotwórczy kategorii 2B. Niedawno Narodowy Program Toksykologiczny (National Toxicology Program) o budżecie 25 milionów dolarów stwierdził, że promieniowanie o wysokiej częstotliwości, takie jak obecnie stosowane w telefonach komórkowych, może powodować raka.

Ale gdzie w tym wszystkim mieści się 5G? Ponieważ 5G ma wykorzystywać częstotliwości zarówno powyżej, jak i poniżej istniejących pasm częstotliwości, znajduje się w samym środku tego wszystkiego. Jednak trend (który różni się w zależności od kraju) wskazuje na to, że 5G będzie wykorzystywać pasma wyższych częstotliwości. Co z kolei rodzi szereg obaw.

Następnie Barratt wymienia „11 powodów, dla których należy obawiać się promieniowania 5G”, w tym:

  1. Zwiększony elektrosmog
  2. Choroby skóry i ból, ponieważ „analizy głębokości penetracji wykazują, że ponad 90% przekazywanej mocy jest absorbowane w naskórku i skórze właściwej”
  3. Uszkodzenie oka
  4. Wpływ na serce, w tym wpływ na zmienność rytmu serca i zaburzenia rytmu serca
  5. Osłabiona funkcja odpornościowa
  6. Zmniejszone tempo wzrostu komórek oraz zmiany właściwości i aktywności komórek
  7. Zwiększone ryzyko wystąpienia patogenów opornych na antybiotyki
  8. Nekroza roślin i możliwość, że żywność pochodzenia roślinnego stanie się niezdatna do spożycia przez ludzi
  9. Wpływ na atmosferę i wyczerpywanie się zasobów paliw kopalnych
  10. Zaburzenia ekosystemu
  11. Mylące wyniki badań nad siecią 5G, ponieważ większość z nich nie wykorzystuje fal pulsacyjnych. Jak zauważa Barratt: „To ważne, ponieważ badania nad mikrofalami już pokazują, że fale pulsacyjne mają głębszy wpływ biologiczny na nasze ciała w porównaniu z falami niepulsacyjnymi. Wcześniejsze badania pokazują na przykład, jak częstotliwości pulsacyjne prowadzą do genotoksyczności i pęknięć nici DNA”.

Chroń siebie i swoją rodzinę przed nadmierną ekspozycją na pola elektromagnetyczne.

Jestem głęboko przekonany, że ekspozycja na pola elektromagnetyczne o wysokiej częstotliwości (RF-EMF) stanowi poważne ryzyko, z którym należy się zmierzyć, jeśli martwimy się o swoje zdrowie. Chociaż wprowadzenie technologii 5G utrudnia podjęcie działań naprawczych, dodatkowe zagrożenia tym bardziej uzasadniają podjęcie działań i zrobienie wszystkiego, co w naszej mocy, aby zminimalizować ekspozycję.

Oto kilka sugestii, które pomogą Ci zmniejszyć ekspozycję na pole elektromagnetyczne i złagodzić szkody wynikające z nieuniknionej ekspozycji. Więcej wskazówek i informacji znajdziesz w infografice Environmental Health Trust poniżej.

  • Zidentyfikuj główne źródła pola elektromagnetycznego, takie jak telefon komórkowy, telefony bezprzewodowe, routery Wi-Fi, zestawy słuchawkowe Bluetooth i inne urządzenia obsługujące technologię Bluetooth, myszy bezprzewodowe, klawiatury, inteligentne termostaty, elektroniczne nianie, inteligentne liczniki oraz kuchenkę mikrofalową w kuchni.
  • Najlepiej zbadać każde źródło osobno i określić najlepszy sposób ograniczenia jego użycia. Z wyjątkiem sytuacji zagrażających życiu, dzieci nie powinny korzystać z telefonów komórkowych ani innych urządzeń bezprzewodowych. Dzieci są znacznie bardziej narażone na promieniowanie z telefonów komórkowych niż dorośli ze względu na cieńsze kości czaszki. Badania pokazują również, że niemowlęta poniżej pierwszego roku życia nie uczą się skutecznie języka z filmów i nie potrafią przenieść wiedzy zdobytej na iPadzie do realnego świata; dlatego błędne jest przekonanie, że urządzenia elektroniczne wnoszą cenny wkład w edukację.
  • Podłącz komputer stacjonarny do internetu za pomocą przewodowego połączenia Ethernet i upewnij się, że komputer jest w trybie samolotowym. Unikaj również bezprzewodowych klawiatur, trackballi, myszy, konsol do gier, drukarek i telefonów bezprzewodowych. Wybierz wersje przewodowe.
  • Jeśli musisz korzystać z Wi-Fi, wyłączaj je, gdy nie jest używane, zwłaszcza w nocy, gdy śpisz. Najlepiej byłoby, gdybyś zadbał o okablowanie domu, aby całkowicie zrezygnować z Wi-Fi. Jeśli masz laptopa bez portu Ethernet, możesz użyć adaptera USB Ethernet do nawiązania przewodowego połączenia z internetem.
  • Unikaj używania ładowarek bezprzewodowych do telefonu komórkowego, ponieważ zwiększają one również ekspozycję na pole elektromagnetyczne w całym domu. Ładowanie bezprzewodowe jest również znacznie mniej energooszczędne niż korzystanie z ładowarki podłączonej do gniazdka ściennego, ponieważ stale pobiera energię (i emituje pole elektromagnetyczne), niezależnie od tego, czy z niej korzystasz, czy nie.
  • Wyłączaj zasilanie w sypialni na noc. Zwykle zmniejsza to pole elektromagnetyczne z kabli w ścianie, chyba że obok sypialni znajduje się sąsiedni pokój. W takim przypadku należy użyć miernika, aby określić, czy konieczne jest również wyłączenie zasilania w sąsiednim pokoju.
  • Używaj budzika zasilanego bateriami, najlepiej takiego, który nie ma światła.
  • Jeśli nadal używasz kuchenki mikrofalowej, rozważ zastąpienie jej kuchenką parowo-konwekcyjną, która podgrzewa jedzenie równie szybko i znacznie bezpieczniej.
  • Unikaj używania „inteligentnych” urządzeń i termostatów, które wykorzystują sygnały bezprzewodowe. Dotyczy to wszystkich nowych „inteligentnych” telewizorów. Nazywa się je „inteligentnymi”, ponieważ emitują sygnał Wi-Fi i, w przeciwieństwie do komputera, nie można go wyłączyć. Rozważ użycie dużego monitora komputerowego jako telewizora, ponieważ nie emitują one sygnału Wi-Fi.
  • Jak najdłużej zrezygnuj z montażu inteligentnego licznika w domu lub zamontuj osłonę na istniejącym inteligentnym liczniku; niektóre z tych rozwiązań skutecznie redukują promieniowanie o 98–99%.
  • Zamiast korzystać z bezprzewodowej niani elektronicznej, rozważ przeniesienie łóżeczka dziecka do sypialni. Alternatywnie możesz skorzystać z przewodowej niani elektronicznej.
  • Nie noś telefonu komórkowego przy sobie, chyba że jest w trybie samolotowym, i nigdy nie śpij z telefonem w sypialni, chyba że jest w trybie samolotowym. Nawet w trybie samolotowym może on emitować sygnały, dlatego trzymam telefon w torbie Faradaya.
  • Podczas korzystania z telefonu komórkowego korzystaj z trybu głośnomówiącego i trzymaj urządzenie w odległości co najmniej jednego metra od siebie. Postaraj się radykalnie ograniczyć czas spędzany na telefonie komórkowym. Zamiast tego korzystaj z softfonów VoIP, z których możesz korzystać, będąc połączonym z internetem przewodowo.
  • Unikaj korzystania z telefonu komórkowego i innych urządzeń elektronicznych przez co najmniej godzinę (najlepiej kilka) przed snem, ponieważ zarówno niebieskie światło ekranów, jak i pola elektromagnetyczne hamują produkcję melatoniny. Badania wyraźnie pokazują, że osoby spędzające dużo czasu pracując na komputerach i telefonach komórkowych są bardziej podatne na bezsenność. Na przykład badanie z 2008 roku wykazało, że osoby wystawione na promieniowanie telefonu komórkowego przez trzy godziny przed snem miały większe trudności z zasypianiem i utrzymaniem snu.
  • Blokery kanałów wapniowych łagodzą skutki działania pól elektromagnetycznych, dlatego należy zadbać o odpowiednią podaż magnezu. Większość osób cierpi na niedobór magnezu, który nasila działanie pól elektromagnetycznych. Jak zauważył dr Martin Pall, ekspert ds. pól elektromagnetycznych :

„W przypadku niedoboru magnezu występuje nadmierna aktywność VGCC. Dodatkowo występuje nadmierny napływ wapnia przez receptor N-metylo-D-asparaginowy, co jest spowodowane niedoborem magnezu i również stanowi problem; dlatego ważne jest, aby ten niedobór uzupełnić”.

  • Pall opublikował również badanie sugerujące, że zwiększenie poziomu Nrf2 pomaga złagodzić szkody wyrządzane przez pola elektromagnetyczne. Prostym sposobem na aktywację Nrf2 jest spożywanie żywności zawierającej związki promujące Nrf2. Przykładami są warzywa krzyżowe zawierające sulforafan, żywność bogata w przeciwutleniacze fenolowe, karotenoidy (zwłaszcza likopen), związki siarki z roślin czosnkowatych, izotiocyjaniany z warzyw krzyżowych oraz żywność bogata w terpenoidy.
  • Wykazano, że wodór cząsteczkowy specyficznie atakuje wolne rodniki powstające w odpowiedzi na promieniowanie, takie jak nadtlenoazotyny. Badania wykazały, że wodór cząsteczkowy może łagodzić około 80% tych uszkodzeń. Co więcej, wodór cząsteczkowy aktywuje Nrf2, biologiczny hormetyk, który stymuluje dysmutazę ponadtlenkową, katalazę i inne korzystne przeciwutleniacze wewnątrzkomórkowe. To z kolei zmniejsza stan zapalny, poprawia funkcjonowanie mitochondriów i stymuluje biogenezę mitochondriów.

To jednak są sataniści… Izraelski żołnierz włożył papierosa w usta figury Matki Boskiej

==============================

Kolejna profanacja! Izraelski żołnierz włożył papierosa w usta figury Matki Boskiej [FOTO]

7.05.2026 nczas/kolejna-profanacja-izraelski-zolnierz-wlozyl-papierosa-w-usta-figury-matki-boskiej

Wojsko Izraela.
NCZAS.INFO | Wojsko państwa Izrael. / Fot. PAP/Newscom

Wioskę Debl na południu Libanu – małą, chrześcijańską osadę maronicką – izraelska armia zdaje się traktować jako poligon doświadczalny nie tylko w sensie militarnym.

W ciągu kilku tygodni doszło tam do dwóch incydentów, które trudno zakwalifikować inaczej niż jako akty celowej profanacji. Tym razem żydowski żołnierz włożył papierosa w usta figury Matki Boskiej.

W odpowiedzi na pytania mediów, izraelska armia potwierdziła autentyczność zdjęcia, zapewnia, że „traktuje incydent poważnie” i podkreśliła, że zachowanie żołnierza „odbiega od wartości oczekiwanych od żołnierzy”.

Wstępne ustalenia, przekazane m.in. przez izraelskiego nadawcę publicznego Kan, wskazują, że zdjęcie wykonano kilka tygodni temu w miejscowości Debl, kilka kilometrów od granicy z Izraelem, choć opublikowano je dopiero teraz.

W tej samej zamieszkanej przez chrześcijan maronitów wiosce pod koniec kwietnia inny izraelski żołnierz zniszczył figurę Jezusa. Po oburzeniu chrześcijan na całym świecie, żołnierz, który zniszczył figurę, został odsunięty od służby bojowej i skazany na 30 dni aresztu. Taką samą karę otrzymał wojskowy, który fotografował zdarzenie. [uś, no słusznie. Po co informuje gojów?? md]

Izraelska armia zapowiada teraz, że żołnierz widoczny na zdjęciu, na którym wkłada papierosa do ust figury Matki Boskiej, także zostanie ukarany dyscyplinarnie. [tydzień urlopu?? md]

====================================

שערורייה חדשה בלבנון: חייל צה”ל תועד מכניס סיגריה לפי פסל של מריהhttps://t.co/GIwuLy3xtF pic.twitter.com/nc5GKm064c

— ynet עדכוני (@ynetalerts) May 6, 2026

Mocna ! Odpowiedź biskupa Stricklanda na raport Grupy Studyjnej 9 Synodu.

Odpowiedź biskupa Stricklanda na raport Grupy Studyjnej 9 Synodu

pillarsoffaith/an-emergency-in-the-church

Zniszczenie doktryny pod płaszczykiem języka „rozeznawania”, „słuchania” i „doświadczenia życiowego” jest jednym z najpoważniejszych duchowych niebezpieczeństw naszych czasów. Prawda nie jest ustalana przez doświadczenie. Prawda jest objawiona przez Boga.


Stan wyjątkowy w Kościele – Filarze Wiary

Ostatni raport wydany przez Grupę Studyjną 9 Synodu o synodalności jest głęboko alarmujący i stoi w bezpośredniej sprzeczności z niezmiennym nauczaniem Kościoła Katolickiego na temat ludzkiej seksualności, grzechu, małżeństwa i prawa moralnego.

Kościół nie może zmienić tego, co sam Bóg objawił. Pismo Święte mówi jasno o grzechu sodomii i aktach homoseksualnych. Św. Paweł pisze w Liście do Rzymian 1, że takie czyny są „przeciwne naturze”, a Katechizm Kościoła Katolickiego jasno naucza, że akty homoseksualne są „wewnętrznie nieuporządkowane” i „sprzeczne z prawem naturalnym” (KKK 2357).

Ta nauka nie pochodzi z uprzedzeń, polityki ani zwyczajów kulturowych. Pochodzi z Bożego Objawienia, Świętej Tradycji i nieustannego urzędu nauczycielskiego Kościoła.

Sugestia, że grzech nie polega na samym związku tej samej płci, nie jest jedynie mylącym językiem. Jest to bezpośredni atak na katolicką doktrynę moralną i na słowa samego Pisma Świętego. W każdej epoce Kościół jest wezwany, by kochać grzeszników, nigdy jednak nie błogosławiąc grzechu. Autentyczna miłość wzywa każdą duszę do nawrócenia, czystości, świętości i nawrócenia przez Jezusa Chrystusa. Prawdziwa troska duszpasterska nie utwierdza dusz w schematach zachowań, które oddzielają je od Boga. Pasterz, który widzi niebezpieczeństwo i milczy, nie jest miłosierny.

Próba normalizacji lub redefiniowania homoseksualnych relacji w życiu Kościoła jest częścią szerszego wysiłku, by przekształcić katolicyzm w coś bardziej akceptowalnego dla „nowoczesnego świata”. Lecz Kościół nie należy do nowoczesnego świata. Kościół należy do Jezusa Chrystusa. Zniszczenie doktryny pod płaszczykiem języka „rozeznawania”, „słuchania” i „doświadczenia życiowego” jest jednym z najpoważniejszych duchowych niebezpieczeństw naszych czasów.

Prawda nie jest ustalana przez doświadczenie. Prawda jest objawiona przez Boga.

Nasz Pan zniszczył Sodomę i Gomorę jako ostrzeżenie dla każdego pokolenia przed ciężkim grzechem seksualnym i buntem przeciwko porządkowi ustanowionemu przez Stwórcę. A jednak teraz nawet te prawdy są reinterpretowane i minimalizowane przez głosy w samym Kościele. Powinno to budzić głęboki smutek i święte zaniepokojenie wśród wiernych. Dlatego wielu katolików coraz bardziej uznaje, że żyjemy w autentycznym stanie wyjątkowym w życiu Kościoła. Kiedy fundamentalne prawdy moralne dotyczące małżeństwa, seksualności, grzechu, pokuty i zbawienia są traktowane jako otwarte pytania, kryzys nie jest już teoretyczny. Jest obecny i czynny.

To właśnie takie wydarzenia doprowadziły wielu wiernych katolików do wniosku, że Kościół przechodzi prawdziwy kryzys doktrynalny i duszpasterski. Kiedy prawdy, które katolicy zawsze rozumieli jako ustalone i niezmienne, nagle są traktowane jako przedmiot „rozeznawania” lub reinterpretacji, zamęt szybko rozprzestrzenia się wśród wiernych.

Ta atmosfera doktrynalnej niestabilności jest również częścią powodu, dla którego grupy takie jak Bractwo św. Piusa X argumentują, że w naszych czasach konieczne są nadzwyczajne środki. Ich planowane konsekracje biskupie bez wyraźnej aprobaty Rzymu są przez nich uzasadniane jako odpowiedź na to, co postrzegają jako poważny stan wyjątkowy w samym Kościele.

Chociaż katolicy mogą debatować nad roztropnością lub kwestiami kanonicznymi takich działań, żaden uczciwy obserwator nie może zaprzeczyć, że oświadczenia i dokumenty takie jak ten raport synodalny pogłębiają kryzys i zwiększają niepokój niezliczonych wiernych katolików na całym świecie. Kiedy głosy wewnątrz Kościoła kwestionują Boże Objawienie i nieustanne nauczanie moralne Kościoła, poczucie alarmu wśród wiernych nie jest ani nieracjonalne, ani wyimaginowane.

Ostrzeżenia Matki Bożej z Fatimy i wielkich świętych ery nowożytnej wydają się teraz coraz bardziej pilne. Siostra Łucja z Fatimy napisała, że „ostateczna bitwa między Panem a panowaniem szatana będzie dotyczyć małżeństwa i rodziny”. Jesteśmy świadkami tej bitwy rozgrywającej się na naszych oczach. Atak na małżeństwo nigdy nie dotyczy jedynie ludzkich relacji; jest to atak na Boga Stwórcę, na porządek stworzenia, na rodzinę jako Kościół domowy i ostatecznie na zbawienie dusz. Kiedy sens małżeństwa jest wypaczany, rozumienie samego człowieka jest wypaczane.

Zamęt, który obecnie rozprzestrzenia się w niektórych częściach Kościoła na temat seksualności, małżeństwa i grzechu, nie odzwierciedla głosu Chrystusa Oblubieńca, lecz duchową walkę, o której ostrzegała Matka Boża. Dlatego wierni muszą z odnowioną gorliwością powrócić do modlitwy, pokuty, Różańca, nabożeństwa eucharystycznego i wierności prawdom przekazywanym przez stulecia. W Fatimie Matka Boża nie wezwała świata do dostosowania się do współczesnego błędu, lecz do pokuty, nawrócenia i zadośćuczynienia.

Jako pasterz wzywam dziś wszystkich wiernych, by pozostali wierni Chrystusowi, Świętej Tradycji, nieustannemu Magisterium i prawdom, których Kościół zawsze nauczał. Żaden synod, komisja, grupa studyjna ani inicjatywa kościelna nie ma władzy, by obalić prawo Boże.

Musimy się modlić i pokutować za Kościół. Musimy się modlić za tych, którzy sieją zamęt, aby w pełni powrócili do prawdy powierzonej Apostołom. I musimy prosić Ducha Świętego, aby wzbudził pasterzy z odwagą, by jasno bronili wiary katolickiej, niezależnie od kosztów.„Nasz Pan Jezus Chrystus, który jest samą Prawdą, nie zaprzecza samemu sobie. To, co było grzeszne wczoraj, nie może stać się święte dzisiaj.”

Niech Najświętsza Maryja Panna, Niszczycielka Herezji, wstawia się za Kościołem w tej ciemnej godzinie.

Bp Joseph E. Strickland

O współczesnym totalitaryzmie medycznym

O współczesnym totalitaryzmie medycznym

Date: 6 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/o-wspolczesnym-totalitaryzmie-medycznym

Dwa miesiące temu jeden z moich braci korporanckich zmarł na atak serca. Umrzeć na atak serca to nic niezwykłego, a tym bardziej dla kogoś po siedemdziesiątce. Mój brat korporancki był uznanym autorytetem medycznym i profesorem uniwersyteckim.

W 2021 roku, gdy pandemia Covid była w szczytowej fazie, rozesłał nam wszystkim e-maila, w którym z dumą ogłosił, że długo wyczekiwana szczepionka Pfizera w końcu dotarła i że uważa się za szczęściarza, ponieważ jest wśród pierwszych w kraju, którzy ją przyjęli. Nalegał, abyśmy wszyscy zaszczepili się, gdy tylko staną się one powszechnie dostępne.

Będąc sceptyczny wobec oficjalnej narracji o Covid, rozesłałem e-mail do zmarłego już profesora i do pozostałych braci korporanckich, którzy również byli lekarzami. Pytałem, jak poważny lub śmiertelny jest naprawdę wirus Covid, czy jest gwarancja, że szczepionka nie jest groźniejsza niż sama choroba i czy istnieją inne sposoby leczenia wirusa. Wysłałem te same pytania do lekarzy w naszej rodzinie. Po długim oczekiwaniu w końcu otrzymałem odpowiedź. Nie od któregoś z profesorów, nie od własnego brata czy szwagra, ale od brata korporanckiego, który był lekarzem rodzinnym na prowincji: „tak, wirus jest bardzo poważny, a ludzie mogą naprawdę bardzo, bardzo ciężko zachorować. Są nawet tacy, którzy na niego umierają”.

Choć moje pytania były trafne i istotne, nie otrzymałem na nie odpowiedzi. Przeciwnie, odpowiedź, którą dostałem, była dobrze intencjonowana, ale najwyraźniej bezsensowna. Każda choroba może być paskudna i prowadzić do śmierci.

Najważniejszy wniosek był taki, że z jednym wyjątkiem żaden z tych lekarzy, których dobrze znałem, nie raczył lub nie odważył się odpowiedzieć na kilka prostych i logicznych pytań!

Jeśli cokolwiek, to właśnie to wstrząsnęło resztkami mojego zaufania do zawodu lekarza. Jeśli nawet przyjaciele i członkowie rodziny nie odpowiedzą na proste pytania, to który inny lekarz miałby to zrobić?

Jak się później okazało, w UE były setki, prawdopodobnie tysiące lekarzy, którzy starali się uczciwie informować swoich pacjentów i opinię publiczną, ale ich głosy nie były słyszane w mediach, podczas gdy media społecznościowe były ściśle cenzurowane pod kątem wszystkiego, co dotyczyło Covid. Ci lekarze, którzy mimo to odważyli się poruszyć tę kwestię w sposób odbiegający od oficjalnie dozwolonej narracji i wynikających z niej narzuconych z góry protokołów, byli surowo karani i nagani. Niektórych wysłano do więzienia.

Według oficjalnych danych w UE praktykuje 1,82 miliona lekarzy, czyli około czterech na tysiąc mieszkańców. Łącznie z emerytowanymi lekarzami jest to co najmniej dwa miliony lekarzy na 450 milionów ludzi. Ponadto pracuje 456 000 farmaceutów w aptekach, 365 000 dentystów i 3,6 miliona pielęgniarek. Ogólnie rzecz biorąc, personel medyczny liczy co najmniej siedem milionów osób, do których należy doliczyć tysiące pracujących w różnych ministerstwach zdrowia, kadrze administracyjnej szpitali, firmach ubezpieczeniowych, personelu karetek, przemyśle farmaceutycznym, tak że łączna liczba osób zatrudnionych w „przemyśle zdrowotnym” może wynosić od ośmiu do dziesięciu milionów ludzi. Dodajmy do tego liczbę osób pozostających na utrzymaniu i członków rodzin, a można powiedzieć, że jakieś dwadzieścia milionów obywateli UE żyje w całości lub częściowo z pieniędzy zarobionych w branży zdrowotnej. Według oficjalnych danych wydatki na opiekę zdrowotną w UE w 2022 roku wyniosły dziesięć procent PKB, co jest ogromną kwotą, podczas gdy unijny rynek farmaceutyczny w 2024 roku oszacowano na ponad 500 miliardów euro.

Biorąc pod uwagę te liczby, nie jest zaskakujące, że rządy i biznes chcą zapewnić, aby lekarze podejmowali takie decyzje (tj. stawiali diagnozy i wypisywali recepty zgodnie ze ścisłymi wytycznymi), które podtrzymują system i czynią go rentownym. W pewnym sensie prawie dwa miliony lekarzy to oddziały frontowe systemu. Dopóki przepisują pigułki i szczepienia, które produkuje przemysł farmaceutyczny, system będzie się rozwijać. Można też powiedzieć, że te prawie dwa miliony lekarzy są dilerami narkotyków tak samo jak uliczni handlarze marihuaną, kokainą i fentanylem. Ten ostatni biznes w Europie szacowany jest na 30 miliardów euro (2019), ale jest całkowicie wolny od podatków.

We wszystkich państwach członkowskich UE lekarze są zorganizowani w krajowe izby lekarskie, które pomagają utrzymać spójność zawodową. Ramy te są potrzebne do utrzymania jednomyślności, zwanej również „konsensusem” medycznym. Oczekuje się, że wszyscy europejscy lekarze będą myśleć podobnie i wyznawać te same przekonania na temat swojego zawodu i sposobu jego wykonywania. Niemniej jednak wszyscy składają przysięgę Hipokratesa, która na pierwszy rzut oka pozostawia każdemu lekarzowi swobodę wyrobienia sobie własnego zdania, postawienia własnej diagnozy każdemu pacjentowi i podjęcia decyzji o sposobie leczenia. Wielkie Przedstawienie Covid pokazało, że przeciwnie, wszyscy lekarze w UE musieli stosować się do decyzji dotyczących leczenia podejmowanych na poziomie rządowym („protokoły”) i egzekwowanych przez biurokrację państwową, policję i władze sądowe.

Zabronione było przepisywanie alternatywnych środków, takich jak hydroksychlorochina i iwermektyna, [zabawne, jak osiągnięcia dr. Bodnara i amantadyna są przemilczane.. !! md] a nieliczni lekarze, którzy mimo to odważyli się to zrobić, zostali surowo ukarani. Podobnie karani byli lekarze, którzy wydawali swoim pacjentom pisemne oświadczenia zwalniające ich z obowiązku noszenia maseczki podczas Wielkiego Przedstawienia Covid.

Zgodnie z centralistyczną medycyną, studenci medycyny w całej UE są szkoleni, aby myśleć podobnie i zachowywać się jak lojalni członkowie kierowanego przez państwo establishmentu medycznego. Innymi słowy, unijny establishment medyczny (będący już częścią globalnej sieci kontrolowanej i zarządzanej przez WHO) funkcjonuje jak Kościół rzymskokatolicki lub tradycyjna, staroświecka partia komunistyczna. [Cóż ty wiesz, biedaku, o Kościele.. Ma wyższe wykształcenie, a pisze takie brednie. md] „Konsensus” medyczny (narzucany odgórnie) jest dla lekarzy tym, czym dogmat dla duchowieństwa rzymskokatolickiego [Sic!! poganin md] i linia partyjna dla komunistów. Wszyscy lekarze są zobowiązani do przestrzegania konsensusu medycznego, a ci, którzy tego nie robią, płacą za to. Oznacza to, że w praktyce przysięga Hipokratesa jest niczym więcej niż ładnym, folklorystycznym zwyczajem bez treści i prawdziwego znaczenia.

Po prostu idź do swojego lekarza. Zwłaszcza jeśli on (lub ona, ponieważ obecnie coraz więcej lekarzy to kobiety) ma mniej niż 60 lat, usiądziesz naprzeciwko lekarza, który nie patrzy na ciebie, ale w swój ekran. Ręce na klawiaturze, pisze, zadając ci pytania z drzewa decyzyjnego na ekranie. Następnie, po kilku pytaniach i odpowiedziach, odczyta ci diagnozę ze swojego ekranu. Następnie twój lekarz przepisze ci kilka pigułek i musisz wyjść, zrobić miejsce dla następnego pacjenta. Jeśli te pigułki nie zadziałają, zostaniesz poddany operacji, a te części twojego ciała, które nie funkcjonują prawidłowo, zostaną odcięte lub usunięte, po czym będziesz musiał przyjmować więcej pigułek. Tak działa ten system i bardzo trudno jest lekarzom i pacjentom się z niego wydostać. Lekarze mają kredyty hipoteczne i rachunki do opłacenia, a pacjenci nadal ufają swojemu lekarzowi i systemowi.

Obecny system został rozwinięty w ciągu XX wieku, a w przyspieszonym tempie po zakończeniu II wojny światowej. Można więc powiedzieć, że obecnie dominujący w UE przemysł zdrowotny ma amerykańskie pochodzenie.

W połowie lat osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy Europa (to znaczy terytorium zajmowane dziś przez państwa członkowskie UE) liczyła 200 milionów mieszkańców, Francja miała 15 000 lekarzy i ponad 6000 farmaceutów. W 1873 roku w Niemczech praktykowało 15 000 lekarzy. Tak więc w pracy było prawdopodobnie około 60 000 lekarzy. Na początku XX wieku Francja miała 7,5 tysiąca studentów medycyny, Niemcy prawie dziewięć tysięcy, Austria 4,5 tysiąca. Ponieważ ukończenie studiów i uzyskanie dyplomu lekarza zajmowało około siedmiu lat, oznacza to, że każdego roku zarówno we Francji, jak i w Niemczech do zawodu wkraczało około tysiąca młodych lekarzy. Biorąc pod uwagę odchodzących na emeryturę i umierających lekarzy, można wnioskować, że ogólna liczba lekarzy rosła bardzo umiarkowanie. Zasadniczo na 10 000 mieszkańców przypadało od trzech do czterech lekarzy, czyli dziesięciokrotnie mniej niż dziś.

W tamtych czasach większość ludzi nie było stać na wizytę u lekarza, gdy zachorowali. W takim przypadku korzystali z rad babci lub zielarki i to bardzo często rozwiązywało problem. Niektórzy ludzie szli do apteki i prosili miejscowego farmaceutę o poradę. Do niedawna była to wciąż powszechna praktyka w Europie Południowej i Ameryce Łacińskiej. Lekarze byli wtedy w zasadzie wciąż jednostkami, a nie trybikami w centralnie zarządzanym systemie. Można zarzucić, że oczekiwana długość życia w chwili urodzenia była wtedy znacznie niższa niż obecnie i że ludzie generalnie żyli krócej, ale ma to więcej wspólnego z wysokim wskaźnikiem umieralności niemowląt i brakiem skutecznych środków do zwalczania zarazków i pasożytów. Nie miało to nic wspólnego z dostępem do opieki medycznej i lekarzy.

Najpoważniejszym złem w dzisiejszym systemie opieki zdrowotnej jest sztywne narzucanie jednego, jedynego rodzaju medycyny, której fundamenty położyły takie wątpliwe postacie jak Louis Pasteur i Robert Koch. [??? zostawiam, ale to wątpliwe… md]

Większość lekarzy kieruje się nakazami panującej ortodoksji medycznej i żywi pogardę dla innych tradycji medycznych. Wikipedia wymienia około stu odmian „medycyny i nauki marginalnej”, a obejmują one takie podejścia jak akupunktura, refleksologia (obie z chińskiej tradycji medycznej) i homeopatia.

To ścisłe trzymanie się panującej ortodoksji medycznej wyjaśnia, dlaczego lekarze nie protestowali masowo przeciwko rozpylaniu wszelkiego rodzaju substancji („chemtrails”), przeciwko powszechnemu stosowaniu toksycznych dodatków w przemyśle spożywczym, przeciwko uznawaniu pewnego poziomu cholesterolu za niebezpieczny dla zdrowia ludzkiego (co jest potrzebne do marketingu szkodliwych statyn) i dziesiątkom innych powszechnych praktyk i błędnych założeń opartych na medycznym „konsensusie”.

babylonianempire/mroczna-historia-statyn

babylonianempire/cholesterolowe-wielkie-oszustwo-i-niebezpieczenstwa-zwiazane-ze-statynami

Można się również zastanawiać, dlaczego nie ma masowego oburzenia lekarzy przeciwko ekscesom genderowego szaleństwa i całemu wysoce dochodowemu cyrkowi operacji zmiany płci. Albo przeciwko legalizacji aborcji tuż przed porodem (co jest obecnie dozwolone w niektórych krajach UE). Tak więc eksperymenty medyczne i morderstwa, dokonywane pod płaszczykiem „opieki zdrowotnej”, są teraz dozwolone w UE.

Można tylko stwierdzić, że establishment medyczny stał się moralnie skorumpowany, nie zdając sobie z tego sprawy. Wypaczona filozofia współczesnego unijnego establishmentu medycznego i większości lekarzy osiągnęła teraz punkt, w którym lekarze narażają się na niebezpieczeństwo, nie zdając sobie z tego sprawy. Chociaż nie ma dowodu na to, że mój brat korporancki zmarł w wyniku przyjęcia szczepionki Pfizera na Covid, istnieją liczne dowody statystyczne i medyczne potwierdzające pogląd, że istnieje związek przyczynowy między tymi szczepionkami a chorobami serca.

Czy twojemu lekarzowi rodzinnemu można jeszcze ufać? Czy można ufać chirurgowi, dentyście, pielęgniarkom, personelowi szpitala? Czy można być pewnym, że przemysł farmaceutyczny jest zainteresowany czymś więcej niż tylko szybkim zarobkiem? Czy można ufać ministerstwu zdrowia? Powinienem odpowiedzieć „nie” na wszystkie te pytania. Można powiedzieć, że dzisiaj diagnoza lekarza jest tak naprawdę podyktowana przez jakiegoś anonimowego biurokratę państwowego, któremu brakuje nawet najbardziej podstawowej wiedzy medycznej.

Nadszedł czas na gruntowną reorganizację systemu opieki zdrowotnej w UE.

INFO: https://hansvogel.substack.com/p/medical-totalitarianism

***

Pamiętać, że ZABIJALI ludzi Propofolem, Midazolamem i respiratorami i W TYM SAMYM czasie TAŃCZYLI:

babylonianempire.wordpress.com/2025/02/08/marzec-2020-ogromne-dostawy-midazolamu-i-propofolu-z-niemiec-do-wloch

babylonianempire.wordpress.com/2024/12/04/balaji-srinivasan-czlowiek-ktory-nie-mogl-sie-doczekac-az-covid-zainicjuje-nowa-normalnosc

Condividi:

Ukraińskie drony atakują miasta głęboko w Rosji

Ukraińskie drony atakują miasta głęboko w Rosji

Od kilku tygodni Rosja jest poddawana coraz częstszym atakom z Ukrainy za pomocą dronów i pocisków. Obecnie dochodzi do setek ataków dziennie, a ukraińskie drony dalekiego zasięgu są wystrzeliwane z Ukrainy w kierunku centralnej Rosji, a także przez Polskę [czyżby nikt nie potrafił tego ujawnić, gdyby była to prawda? md] , kraje bałtyckie i Finlandię, celując w Petersburg i otaczający go obwód leningradzki.

Przeniesienie ukraińskiej produkcji zbrojeniowej do Europy wyraźnie przynosi efekty, ponieważ Ukraina ma teraz dostęp do rosnącej liczby dronów, gdyż Rosja nie może już atakować tych zakładów produkcyjnych na Ukrainie.

Większość Rosjan wie z własnego doświadczenia, że oficjalne raporty o atakach i uderzeniach są niepełne. Doświadczyłem tego na własnej skórze w Petersburgu, gdzie mieszkam: podczas gdy lokalne media donoszą o atakach i uderzeniach na porty i rafinerie (w końcu ludzie na miejscu wiedzą o nich i dziwne byłoby milczeć w dotkniętym regionie), to ataki te i uderzenia nie są wspominane w oficjalnych raportach krajowych z tego dnia. Nawet podczas mojej ostatniej podróży do centralnej Rosji dwa tygodnie temu byłem świadkiem ataku dronów na rafinerię, ale nigdzie oficjalnie o tym nie poinformowano.

Oczywiście rosyjski rząd wciąż stara się bagatelizować sytuację, ponieważ gdyby ujawniono pełną skalę codziennych ataków, apele Rosjan o zajęcie w końcu twardszego stanowiska wobec Ukrainy i wspierających ją krajów UE prawdopodobnie stałyby się głośniejsze. W związku z tym rosyjski rząd oficjalnie zgłasza znacznie mniej ataków i uderzeń niż faktycznie ma to miejsce. Warto o tym pamiętać i tak teraz pokażę na przykładzie 5 maja, jakie ataki na Rosję zostały oficjalnie zgłoszone tego dnia. I ważne jest, aby wiedzieć, że nie były to najbardziej intensywne ataki w ostatnich czasach; odnotowano dni z dużo większą liczbą ataków i trafień.

Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, w nocy z 5 na 6 maja, między godziną 20:00 a 7:00 czasu moskiewskiego, rosyjska obrona powietrzna przechwyciła i zniszczyła 289 ukraińskich dronów nad obwodami briańskim, biełgorodzkim, woroneskim, kurskim, kałuskim, smoleńskim, orłowskim, twerskim, tulskim, riazańskim, pskowskim, nowogrodzkim, leningradzkim, rostowskim i wołgogradzkim, nad obwodem moskiewskim, republikami krymską i tatarską, obwodem krasnodarskim i Morzem Azowskim.

Na zdj. screenshot z TG, pokazujący skutki atak na Moskwę.

Na zdjęciu screenshot z TG, pokazujący skutki ataku na Moskwę

5 maja, między godziną 9:00 a 14:00 czasu moskiewskiego, przechwycono i zniszczono kolejne 88 ukraińskich dronów nad obwodami biełgorodzkim, briańskim, włodzimierskim, iwanowskim, kałuskim, kurskim, lipeckim, rostowskim, smoleńskim, twerskim i tulskim, a także nad obwodem moskiewskim, Republiką Krymu i Republiką Czuwaszji. Tego wieczoru loty na dwóch moskiewskich lotniskach zostały zawieszone na kilka godzin z powodu alarmów przeciwlotniczych.

W Czeboksarach, położonych około 500 kilometrów na wschód od Moskwy, zaatakowano kompleks mieszkalny, co widać na nagraniach. Widać również, że fabryka elektroniki w mieście została zbombardowana pociskami manewrującymi. Według oficjalnych doniesień w ataku na kompleks mieszkalny zginęły dwie osoby, a 34 zostały ranne. Uszkodzonych zostało 28 wielopiętrowych budynków, w których łącznie mieszkało 8500 osób.

Nawet w górach Uralu, dalej od Ukrainy, ogłoszono 5 maja alarm rakietowy. Ponieważ ataki te przeprowadzane są za pomocą dronów, które ukraińskie firmy produkują obecnie w bezpiecznej Europie, pojawia się pytanie, jak długo Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji. Doskonałym przykładem jest ostrzeżenie wydane przez prezydenta Rosji Putina w poniedziałek.

Wcześniej Zełenski groził atakiem dronów na paradę 9 maja upamiętniającą zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Putin odpowiedział, że Rosja wówczas zaatakuje centrum Kijowa zmasowanym atakiem rakietowym i wezwał zarówno ludność cywilną, jak i zagranicznych dyplomatów do opuszczenia Kijowa w ramach środków ostrożności.

Do tej pory Rosja powstrzymywała się od takich ataków na ukraińskie miasta, atakując jedynie cele wojskowe i ukraińskie systemy energetyczne. Ofiary cywilne na Ukrainie są uznawane za ‚straty uboczne’, gdy ukraińska obrona powietrzna zestrzeli rosyjskie drony, które następnie spadają na obszary mieszkalne lub gdy drony ulegną awarii.

Rosja nadal prowadzi wojnę bardzo ostrożnie, oszczędzając ukraińską ludność cywilną, gdziekolwiek to możliwe, o czym świadczy proste porównanie liczb ofiar wojny na Ukrainie z obecnymi wojnami prowadzonymi przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie.

W ciągu czterech lat wojny na Ukrainie miesięcznie ginęło średnio 318 cywilów, a 885 zostało rannych. W Iranie i Libanie miesięczne straty w wyniku ataków amerykańsko-izraelskich wynoszą łącznie 5190 zabitych i 28 058 rannych cywilów. W wojnie Izraela w Strefie Gazy miesięcznie ginie około 5500 cywilów.

Rosja nadal uważa Ukraińców za bratni naród, dlatego stara się oszczędzać ludność cywilną. Jeśli UE, z jej otwartym zaangażowaniem w wojnę, sprowokuje wojnę z Rosją, Rosja raczej nie będzie stosować tej powściągliwości.

anti-spiegel.ru/in-europa-hergestellte-ukrainische-drohnen-treffen-staedte-tief-in-russland-und-toeten-zivilisten

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Technokratyczny obóz niewolników

Technokratyczny obóz niewolników

6. maja 2026 Autor artykułu Marek Wójcik world-scam/technokratyczny-oboz-niewolnikow

Technokratyczny program Elity był planowany od dawna. Był stopniowo wdrażany przez wiele dekad pod przykrywką ciągłych zmian technologicznych, które przedstawiano jako mające na celu ułatwienie życia. Jednak za szybkimi zmianami technologicznymi, które nauczyliśmy się akceptować, krył się głębszy, bardziej podstępny i kompleksowy program mający na celu zabicie lub zniewolenie nas wszystkich.

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, masz już niewiele czasu, żeby zacząć się bronić.

Tekst ten pochodzi z opublikowanego 20 kwietnia 2026 r. na globalresearch.ca artykułu: Sprzeciw wobec Nowego Porządku Świata: Twój technokratyczny obóz niewolników. Źródło.

Nie jestem zwolennikiem nazywania elitami ludzi, którzy przekrętami doszli do olbrzymiego majątku i teraz nauczeni doświadczeniem stosują coraz to nowe oszustwa, ponieważ w ten sposób osiągają oczekiwane rezultaty.

We wspomnianym artykule poruszono wiele kwestii. Między innymi w ten sposób opisał autor rolę wojen w dzisiejszym świecie:

Większość wojen nie jest po to, by je wygrać:

Są po to, by je toczyć, tak długo, jak to możliwe, tak, aby zginęła jak największa liczba ludzi, głównie cywilów czy to w wyniku użycia broni, czy też jej ubocznych skutków, w szczególności głodu wśród ludności postronnej, reszta została poddana bezpośredniej technokratycznej kontroli, a zyski zostały zmaksymalizowane poprzez sprzedaż broni, lepszy dostęp do kluczowych zasobów (w szczególności ziemi, energii i minerałów) oraz odbudowę zniszczonej infrastruktury, która obecnie jest coraz częściej technokratyzowana podczas odbudowy.

Niewolnictwo kojarzy nam się z łańcuchami i strażnikami z knutem karzącymi za każdy przejaw nieposłuszeństwa. Rolę łańcuchów przejęły dzisiaj smartfony. Strażnikami będą aplikacje strzegące naszego prawa do pieniędzy, dokonywania zakupów, podróży lub jak w Chinach już się praktykuje, do kontroli dostępu do własnego mieszkania.

We współczesnych Chinach przemieszczanie się obywateli odbywa się coraz częściej przy użyciu biometrycznego systemu identyfikacji cyfrowej, nierozerwalnie powiązanego z wszechobecnymi kamerami rozpoznającymi twarze.
Źródło.

Wprowadzana pod pretekstem ochrony nieletnich, kontrola wieku użytkowników mediów społecznościowych jest kolejnym krokiem ku zniewoleniu cyfrowemu. Zwolennicy wolnej pedofilii bardzo dbają o to, żeby nasze dzieci nie miały dostępu do treści nieodpowiednich dla ich fazy rozwoju świadomości. Dlatego przecież angażują zboczeńców, by wprowadzali w przedszkolach „wychowanie” seksualne.

Większość ludzi nie zajmuje stanowiska, gdy sprawy stają się trudne, ponieważ przez całe życie powtarzano im, żeby po prostu siedzieli i milczeli.

Obozy koncentracyjne przygotowywane dla nas nie będą miały drutów kolczastych i wieżyczek strażniczych. Budowę tych obozów powierzono nam wszystkim, którzy nie potrafią wyobrazić sobie życia bez smartfonu. Kiedyś telefon służył do rozmowy dwojga ludzi.

Dzisiaj jest on nie tylko centrum komunikacji. Stał się także centralnym narzędziem kontroli. Wbudowany w telewizor mikrofon służy nie tylko do słuchania i wykonywania poleceń głosowych. Zegarek z krokomierzem i czujnikami pulsu, z geolokalizacją (GPS) i przeglądarką internetową to kolejny gadżet niewolnika cyfrowego. Dlatego kupiłem wczoraj mechaniczny zegarek na rękę. Ma pokazywać aktualny czas i nic więcej. Chętnie zrezygnuję z bonusów, zbierających informacje o wszystkim, co robię.

Brzmi to dziwacznie, kiedy inżynier elektronik odradza używania urządzeń elektronicznych. To nie jest do końca tak. Ja odradzam dobrowolnego wspierania niewolnictwa. Sam zajmowałem się projektowaniem i produkcją urządzeń elektronicznych i zapewniam was, że nie było tam żadnych elementów służących kontroli użytkowników. Z pewnością i dzisiaj jest mnóstwo urządzeń elektronicznych niesłużących do szpiegowania ich właścicieli.

Kiedy u znajomych zobaczyłem urządzenie służące ponoć do oszczędzania prądu, bardzo zaintrygowała mnie technologia takiego perpetuum mobile, lub jak kto woli mision imposibile. Była to puszka wkładana do gniazdka z prądem. Zajrzałem do środka i co tam znalazłem? Płytkę elektroniczną z wbudowanym mikrofonem pojemnościowym…

Przytoczę jeden z zabawnych komentarzy na temat jak oszczędzać prąd:

Ja to robię prościej – przepuszczam prąd przez wiadro z wodą. Woda jest z proszkiem do prania. Prąd wychodzi czyściutki, bo i proszek jest z górnej półki. A wiadro jest metalowe, to i wszystkie fale zawarte w prądzie nie przedostają się dalej – wiadomo, ekran z metalowego wiadra. No i woda jest zimna, to wydzielone ciepło się schładza… Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Jaki wkład w prawo międzynarodowe wnosi Iran?

Jaki wkład w prawo międzynarodowe wnosi Iran?

przez Thierry’ego Meyssana voltairenet

Obecna wojna dała wszystkim państwom członkowskim Organizacji Narodów Zjednoczonych możliwość uznania, że ​​ONZ wielokrotnie naruszała prawo międzynarodowe od momentu swojego powstania. Przypomniała również, że ONZ klasyfikuje atak taki jak ten, którego dopuściły się Izrael i Stany Zjednoczone na Iran, jako „agresję”. Co więcej, 193 państwa (w tym Izrael i Stany Zjednoczone) uznały prawo państwa zaatakowanego do uznania państw, w których znajdują się bazy wojskowe atakujących, za współ-agresorów.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja) 5 maja 2026 r.

Mimo że powody tego zdarzenia są różne, Izrael i Stany Zjednoczone ponoszą wspólną odpowiedzialność za atak na Iran.

Podczas gdy my jesteśmy zajęci doniesieniami o wojnie lub wynikającymi z niej podwyżkami cen, najważniejszy aspekt obecnego konfliktu z Iranem jest na Zachodzie całkowicie ignorowany: powołując się na jeden z centralnych tekstów prawa międzynarodowego, Islamska Republika Iranu przedstawiła nam nową interpretację naszych własnych zobowiązań.

Nielegalny atak Izraela i Stanów Zjednoczonych

Choć jest oczywiste, że Izrael i Stany Zjednoczone nie miały absolutnie żadnego prawa do ataku na Iran 28 lutego 2026 roku, niewielu odważa się to powiedzieć publicznie. Na Zachodzie modne jest unikanie jednoznacznego stanowiska. Dlatego niewielu odważa się powiedzieć, że Izrael i Stany Zjednoczone zachowują się jak barbarzyńcy.

Ogólnie rzecz biorąc, prawo międzynarodowe nie jest kodeksem prawnym porównywalnym z kodeksem karnym, lecz raczej zbiorem zobowiązań, których muszą przestrzegać strony, które je podpisały. Chodzi o to, by nie zachowywać się jak barbarzyńcy, nie angażować się w propagandę wojenną, wyrzec się kolonizacji, uznać prawo narodów do samostanowienia, powstrzymać się od grożenia innym oraz od atakowania sąsiadów i nie angażowania się w taką agresję.

Dopiero 10 kwietnia ambasador Michael G. Waltz, stały przedstawiciel Stanów Zjednoczonych przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, oświadczył, że trwająca wojna ma na celu „ochronę sił zbrojnych USA stacjonujących w regionie, zapewnienie swobody żeglugi w Cieśninie Ormuz oraz ochronę regionalnych sojuszników i partnerów Stanów Zjednoczonych przed Iranem i jego pełnomocnikami”  [ 1 ] . Należy zauważyć, że uzasadnienie to nie odnosi się do wybuchu wojny, lecz wyłącznie do jej kontynuacji.

Jednocześnie izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar oświadczył, że obecna wojna, „Ryczący Lew”, jest jedynie drugą fazą operacji „Wznoszący się Lew”. Uzasadnił to stwierdzeniem, że Iran zareagował na pierwsze izraelskie bombardowania. Ponadto przywołał hasła irańskich demonstracji („Śmierć Izraelowi!”, „Śmierć USA!”), aby argumentować, że Teheran od dawna dążył do unicestwienia całej żydowskiej ludności Izraela. Twierdził również, że Iran jest o krok od opracowania bomby atomowej i pocisków balistycznych, zmuszając w ten sposób Tel Awiw do działania, zanim będzie za późno. List zakończył się hołdem dla „odważnego narodu irańskiego, który próbował uwolnić się spod tyrańskiego jarzma [reżimu] ”  [ 2 ] .

Jak zwykle, Izrael podjął więc temat w najbardziej dogodnym dla siebie momencie, pomijając wcześniejsze wydarzenia (bombardowanie rezydencji irańskiego ambasadora w Damaszku 1 kwietnia 2024 r. i irański odwet 1 października 2024 r.; izraelski „atak wyprzedzający” z 13 czerwca 2025 r. i późniejszą irańską odpowiedź). Jednakże wszystkie te trzy operacje stanowią „ataki” w rozumieniu Karty Narodów Zjednoczonych.

Interpretacja hasła „Śmierć Izraelowi!” jako zamiaru eksterminacji ludności tego państwa jest fałszywa. Teheran chce położyć kres zbuntowanemu państwu Izrael, które proklamowało się 14 maja 1948 roku i którego nie uznaje, ale nie chce wymordować jego ludności, którą szanuje. Teheran nadal przestrzega planu podziału Palestyny, przyjętego przez Organizację Narodów Zjednoczonych 29 listopada 1947 roku. Tel Awiw odrzuca ten plan i 17 września 1948 roku dokonuje zamachu na mediatora ONZ, Szweda Folke Bernadotte, podczas gdy ten ustala granice terytoriów, które mają zostać przydzielone Żydom i Arabom.

Wreszcie, zarzuty, że Iran prowadzi wojskowe badania jądrowe, są centralnym tematem dla Benjamina Netanjahu od około trzydziestu lat. Pomimo licznych prób, w tym kradzieży archiwów nuklearnych z Teheranu, nigdy nie zostały one udowodnione. Wręcz przeciwnie, ajatollahowie Ruhollah Chomeini i Ali Chamenei wydali fatwy zakazujące użycia broni masowego rażenia, w tym broni jądrowej. W szczególności delegacje chińskie i rosyjskie podczas negocjacji w Lozannie i Wiedniu (2013–2015) potwierdziły, że Iran rzeczywiście zaprzestał wojskowych badań jądrowych w 1988 roku i nigdy ich nie wznowił. Rosja, która do zeszłego miesiąca nadzorowała cywilny program nuklearny w Iranie, jest szczególnie dobrze przygotowana, aby to potwierdzić. Wreszcie, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) nigdy nie znalazła żadnego śladu tego programu, ale z drugiej strony, nie miała do niego dostępu wszędzie.

Jednak fakt, że wojna Izraela i USA jest nielegalna, nie mówi nic o tym, czy reakcja Iranu również jest nielegalna.

Rada Bezpieczeństwa przyjmuje rezolucję przeciwko Iranowi, która narusza prawo międzynarodowe.

Rezolucja Rady Bezpieczeństwa 2817 (11 marca 2026 r.)

Do tej pory wszyscy zgadzaliśmy się, że zaatakowane państwo ma prawo bronić się przed napastnikiem.

Z inicjatywy Bahrajnu Rada Bezpieczeństwa przyjęła 11 marca 2026 r. rezolucję 2817, która narusza prawo międzynarodowe, potępiając irańskie działania odwetowe  [ 3 ] . Tylko delegacje Chin i Rosji odmówiły jej poparcia. Jednak stały przedstawiciel Rosji, ambasador Wasilij Nebenzia, wskazał, że „władze w Teheranie wielokrotnie podkreślały, że ich działania odwetowe nie były skierowane konkretnie przeciwko krajom regionu, ale raczej przeciwko instalacjom wojskowym i infrastrukturze Stanów Zjednoczonych zlokalizowanym na ich terytorium, które stanowią uzasadnione cele w odniesieniu do prawa Iranu do samoobrony na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych”. Odniósł się do kwatery głównej 5. Floty (Bahrajn), bazy lotniczej Prince Sultan (Arabia Saudyjska), bazy wojskowej Al-Udeid (Katar), bazy Dhafra (Zjednoczone Emiraty Arabskie), a także baz w Kuwejcie, Jordanii i Iraku.

Od tego czasu konflikt zaostrzył się. Obecnie zaangażowane są w niego również Wielka Brytania, Cypr, Bułgaria, Rumunia i Australia.

Rezolucja 2817 jest nie tylko nierównoważna (nie wspomina o agresji na Iran, lecz jedynie o reakcji tego państwa wyrwanej z kontekstu), ale również narusza prawo międzynarodowe, którego Rada jest zobowiązana przestrzegać (ignoruje prawo Iranu do samoobrony).

Chiny i Rosja zaproponowały konkurencyjną rezolucję (S/2026/159), która była wyjątkowo powściągliwa i ograniczała się do wezwania stron konfliktu do zaprzestania działań wojskowych oraz potępienia „ataków na ludność cywilną i infrastrukturę cywilną”.

Właśnie w tym tkwi problem: Iran, jak każde państwo w stanie wojny, nieumyślnie skrzywdził ludność cywilną w regionie Zatoki Perskiej i celowo zniszczył infrastrukturę cywilną. Jednak prawo międzynarodowe, od momentu jego powstania w 1899 roku, zabrania ataków na infrastrukturę cywilną bez uzasadnienia militarnego. Na przykład Iran zniszczył zakłady odsalania wody, niezbędne do codziennego życia ludności cywilnej, nie wyjaśniając, w jaki sposób służyło to jego celom wojskowym.

Po licznych i długich debatach Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło definicję agresji.

Rezolucja 3314 (XXIX) Zgromadzenia Ogólnego (14 grudnia 1974 r.)

Zgodnie z procedurą Rady Bezpieczeństwa, Iran, będący jedynie państwem członkowskim Zgromadzenia Ogólnego, otrzymał głos dopiero po głosowaniu w debacie piętnastu stałych członków Rady. W czasie głosowania Chiny i Rosja, które potępiły bezprawną agresję Izraela i Stanów Zjednoczonych, zapomniały o samej rezolucji 3314 (XXIX). Artykuł 3(f) tej rezolucji wyraźnie stanowi, że „fakt, że państwo pozwala, aby jego terytorium, które udostępniło innemu państwu, zostało użyte przez to państwo do popełnienia aktu agresji przeciwko państwu trzeciemu” również stanowi akt agresji  [ 4 ] . Rezolucja ta jest jednym z najważniejszych tekstów prawa międzynarodowego. Wyjaśnia ona, co oznacza „agresja”, od której wszystkie państwa członkowskie ONZ zobowiązały się powstrzymać, podpisując Kartę Organizacji.

Został on przyjęty jednomyślnie przez państwa członkowskie Zgromadzenia Ogólnego, bez głosowania. Jest zatem bez-kontrowersyjny.

Jest prawdopodobne, że członkowie rady nie usłyszeli cytatu ambasadora Iranu, Amira Saeida Iravaniego, który uznał go za wiążący dla wszystkich (ius cogens). Później powrócił do niego obszernie w długiej serii listów, uzasadniając atak na państwa Zatoki Perskiej i Jordanię.

Przez kilka tygodni państwa Zatoki Perskiej i Jordania uparcie twierdziły, że zwróciły się do Stanów Zjednoczonych o utworzenie baz wojskowych na ich terytorium w celu zapewnienia im ochrony i że Iran nie miał prawa ich atakować w taki sposób. Stopniowo, w miarę postępu korespondencji, zdały sobie sprawę, że wpadły w pułapkę: atakując Iran, ich „obrońca” sam uczynił je celem ataku. Zrezygnowały z powoływania się na rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2817 i zapewniły Iran, że nie będą współwinne jego agresji.

Próbowali jasno dać do zrozumienia, że ​​Rezolucja 3314 (XXIX) nie daje Iranowi prawa do atakowania ludności cywilnej; że jest to fundament prawa międzynarodowego: „nie zachowywać się jak barbarzyńcy”. Teheran natychmiast wstrzymał ataki na zakłady odsalania wody, ale kontynuował bombardowanie amerykańskich baz wojskowych. A kiedy państwa Zatoki Perskiej zażądały następnie odszkodowania za poniesione zniszczenia, Iran zaostrzył sytuację. Teheran oskarżył państwa Zatoki Perskiej i Jordanię o współudział w agresorze i zażądał od nich również odszkodowania, podobnie jak wcześniej domagał się tego od Izraela i Stanów Zjednoczonych.

Międzynarodowa Organizacja Morska przyjęła oświadczenie przeciwko Iranowi, które narusza prawo międzynarodowe.

Konwencja o prawie morza (10 grudnia 1982 r.)

Kolejną kwestią prawa międzynarodowego, którą musimy ponownie rozważyć w świetle tej wojny, jest kwestia cieśnin. Czy dopuszczalne jest uniemożliwianie przepływu przez cieśninę lub pobieranie tam opłat?

Konwencja o prawie morza stanowi, że nikt nie może zabronić „pokojowego przepływu” statków przez wody swoich cieśnin; choć nie jest to wyraźnie stwierdzone, postanowienie to naturalnie nie ma zastosowania w czasie wojny. Konwencja nie zawiera postanowień dotyczących ewentualnych opłat tranzytowych.

Podobnie jak Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję naruszającą prawo międzynarodowe, tak również organizacja Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowa Organizacja Morska, przyjęła 19 marca 2026 r.  [ 5 ] z inicjatywy Zjednoczonych Emiratów Arabskich deklarację. Deklaracja ta żąda, aby „Iran, zgodnie z prawem międzynarodowym, natychmiast zaprzestał wszelkich działań lub gróźb mających na celu blokowanie, utrudnianie lub w inny sposób zakłócanie międzynarodowej żeglugi w Cieśninie Ormuz lub w odniesieniu do statków handlowych lub towarowych w Cieśninie Ormuz i wokół niej”.

Deklarację tę przyjęto za pomocą sztuczki proceduralnej, która pozwalała na odstępstwo od prawa ogólnego i niedotrzymanie miesięcznego okresu powiadomienia wymaganego dla każdego posiedzenia organów  [ 6 ] . Złożyło ją 115 z 176 państw członkowskich.

Wody Cieśniny Ormuz nie są wodami międzynarodowymi. Są to wody Omanu i Iranu, z niewielkim odcinkiem należącym do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, u ujścia do Zatoki Perskiej. Sytuacja ta jest porównywalna z sytuacją w Cieśninie Pas-de-Calais, znanej również jako Cieśnina Dover, w kanale La Manche. Tam nie ma wód międzynarodowych, jedynie wody francuskie i brytyjskie. Kiedy tankowiec Amoco Cadiz zatonął w 1974 roku, 60 000 ton ropy naftowej osiadło na mieliźnie wzdłuż 375-kilometrowego odcinka wybrzeża. Chociaż Francja i Wielka Brytania nie mogły wówczas zakazać tankowcom przepływu, mogły nałożyć na nie opłatę za przejazd, aby sfinansować oczyszczanie. Nie zrobiły tego, a koszty katastrofy poniosła wyłącznie Francja. Oman, Iran, a być może nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie, mogłyby wprowadzić opłatę tranzytową w Cieśninie Ormuz już dziś, aby zebrać fundusze niezbędne do przeciwdziałania potencjalnej katastrofie tego rodzaju. Nikt nie mógłby się temu sprzeciwić.

W obecnej sytuacji Iran blokuje przepływ statków powiązanych z agresorami, co jest dozwolone na mocy Konwencji o prawie morza w czasie wojny. Stany Zjednoczone niemal całkowicie blokują cieśninę, co stanowi akt wojny przeciwko Iranowi i utrudnia swobodny przepływ statków zagranicznych. Wreszcie, Iran wprowadził opłatę tranzytową, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za przewóz 250 000 ton ropy naftowej. Chociaż nikt nie może kwestionować tej opłaty w czasie wojny, biorąc pod uwagę zniszczenia, jakie poniósł Iran, nie powinna ona być pobierana w czasie pokoju.

Wbrew twierdzeniom Iran nigdy nie zamknął Cieśniny Ormuz dla żeglugi międzynarodowej, lecz jedynie dla państw prowadzących z nim wojnę  [ 7 ] . Wręcz przeciwnie, potępił zamknięcie nałożone przez Stany Zjednoczone, które uważa za naruszenie prawa do swobodnej żeglugi na morzach  [ 8 ] .

Kłąb zamieszania… Sprzeczne sygnały Trumpa wobec Iranu

Kłąb zamieszania… Sprzeczne sygnały Trumpa wobec Iranu

Larry C. Johnson

Szczerze mówiąc, nie wiem, co zrobi Trump. Mogę tylko przekazać to, co mi powiedziano. Mój znajomy, który akurat mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, skontaktował się ze mną późnym wieczorem i przekazał informacje, które otrzymał od urzędnika z Emiratów, blisko powiązanego z systemem obronnym ZEA. Urzędnik ten powiedział mojemu znajomemu, że Stany Zjednoczone zaatakują Iran 7 maja… czyli w czwartek.

Biorąc pod uwagę dostęp do tego źródła, uważam tę informację za wiarygodną. Następnie, około godziny 18-tej czasu wschodniego, Trump opublikował następującą wiadomość:

W oparciu o prośbę Pakistanu i innych krajów, ogromny sukces militarny, jaki odnieśliśmy podczas kampanii przeciwko Iranowi, oraz znaczący postęp w dążeniu do pełnego i ostatecznego porozumienia z przedstawicielami Iranu, jednogłośnie uzgodniliśmy, że dopóki blokada pozostaje w mocy, Projekt Wolność (przepływ statków przez Cieśninę Ormuz) zostanie zawieszony na krótki okres, aby ustalić, czy porozumienie może zostać sfinalizowane i podpisane.
Prezydent Donald J. Trump

Po „prawdziwym poście” Trumpa, Siły Powietrzne USA nagle zapanowały nad Europą i Azją Zachodnią. W ciągu ostatnich 24 godzin liczba amerykańskich samolotów wojskowych w powietrzu nad regionem gwałtownie spadła – z ponad 27 wczoraj do zaledwie 7 obecnie. Były to wyłącznie samoloty logistyczne i tankowce: C-17 Globemasters, C-5M Super Galaxy i KC-135 Stratotanker, kursujące między Ramstein, Spangdahlem, Tel Awiwem, Abu Zabi i Al Udeid. Żadnych myśliwców. Brak wzrostu liczby.

Z innego źródła – niepotwierdzonego – dowiedziałem się o możliwym wytłumaczeniu pozornej zmiany zdania Trumpa. Może to mieć związek z jego nadchodzącą podróżą do Chin… Pekin najwyraźniej postawił dorozumiane ultimatum dotyczące planowanego spotkania Trumpa z Xi, grożąc odwołaniem lub obniżeniem rangi wizyty w przypadku dalszej eskalacji napięć między USA a Iranem.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Trump ogłosił zawieszenie operacji „Projekt Wolność”, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) stanowczo zaprzeczył, jakoby wystrzelił rakiety lub użył dronów w kierunku Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Czy zatem wczorajsze i dzisiejsze ataki były operacją pod fałszywą flagą Izraela, mającą na celu sprowokowanie kolejnego ataku na Iran? Z pewnością jest to możliwe wytłumaczenie.

Potem jest Marco Rubio… Rubio stanął za podium w sali konferencyjnej Białego Domu, by – przynajmniej tymczasowo – zastąpić rzeczniczkę prasową Karoline Leavitt, gdy ta przebywała na urlopie macierzyńskim, przyjmując tym samym nietypową rolę głównego rzecznika Białego Domu. Rubio długo mówił o „Projekcie Wolność” – amerykańskiej operacji eskortowania statków przez Cieśninę Ormuz – i podkreślił, że wszystkie operacje w regionie mają charakter defensywny, przedstawiając jednocześnie irańską blokadę jako próbę wymuszenia opłat tranzytowych. Stwierdził, że „Operacja Epic Fury” – pierwotny amerykańsko-izraelski atak na Iran 28 lutego – została „zakończona”, ponieważ wszystkie cele zostały osiągnięte, ale unikał stwierdzenia, że ​​cały konflikt się zakończył lub że jego wznowienie można wykluczyć.

Rubio jasno wyraził swoją postawę obronną: „Nie będziemy strzelać, dopóki nie zostaniemy ostrzelani pierwsi. Nie będziemy ich atakować. Jeśli będą stanowić zagrożenie dla naszych sił, zestrzelimy drony, zestrzelimy pociski. Ale to jest środek obronny”. Odnosząc się do Iranu, Rubio stwierdził, że twierdzenia Iranu o niechęci do rozwijania broni jądrowej przeczą jego działaniom, wskazując na rozwój zaawansowanej technologii wirówek, wzbogacanie uranu i budowę podziemnych bunkrów. Stwierdził, że Iran musi wybrać między wojną a pokojem, a pokój wymaga przekonujących dowodów na to, że Teheran nie dąży do uzyskania broni jądrowej.

Zapytany o wizytę irańskiego ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego w Chinach, Rubio odpowiedział, że ma nadzieję, iż Pekin jasno da Teheranowi do zrozumienia, że ​​jego działania w Cieśninie Ormuz prowadzą do globalnej izolacji. „Mam nadzieję, że Chińczycy powiedzą mu to, co trzeba powiedzieć – że to, co robicie w Cieśninie, izoluje was globalnie. To wy jesteście tu tymi złymi”. Argumentował również, że Chiny cierpią z powodu działań Iranu bardziej niż Stany Zjednoczone, ponieważ ich nastawiona na eksport gospodarka jest uzależniona od żeglugi przez Cieśninę Ormuz.

Najbardziej martwi mnie to, że administracja Trumpa wydaje się przekonana, że ​​irańska gospodarka się załamuje, a irański rząd desperacko szuka porozumienia. To po prostu nieprawda, a jednak ludzie Trumpa zdają się w to wierzyć. Iran nie zmieni swojego stanowiska w sprawie 14-punktowego planu pokojowego, który zawiera żądanie zaprzestania izraelskich ataków na Liban, Zachodni Brzeg i Strefę Gazy. Podobnie, nie sądzę, aby ekipa Trumpa była gotowa spełnić te żądania, co doprowadzi do impasu.

Irańska agencja informacyjna Fars zareagowała na wpis Trumpa ujawniający prawdę w następujący sposób:

W świetle wyraźnych ostrzeżeń ze strony Islamskiej Republiki Iranu, prezydent Stanów Zjednoczonych ogłosił w środę rano tymczasowe zawieszenie działań wojskowych w Cieśninie Ormuz.

Z irańskiej perspektywy Teheran wciąż ma mocne karty, podczas gdy Donald Trump jest jednocześnie pod presją gwałtownych żądań syjonistów, by ostatecznie pokonać Iran militarnie. Do piątku okaże się, jaką drogę obrał Trump.

Źródło: Ball of Confusion… Sprzeczne sygnały Trumpa w sprawie Iranu

Friedrich Merz: Najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Friedrich Merz: najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Źródło: Znaleziono w internecie

Autorstwa Uwe Froschauera

Według sondaży Friedrich Merz jest najbardziej niepopularnym kanclerzem od czasu powstania Republiki Federalnej Niemiec. Jest tym dość zaskoczony i stwierdził w niedawnym wywiadzie dla „Der Spiegel”, że żaden kanclerz przed nim nie miał tak trudnej sytuacji.

Merz powiedział Der Spiegel i cytuję:

„Schröder napotkał silny opór, ale nie był atakowany tak jak ja. Jestem w mediach społecznościowych tylko sporadycznie. Ale jeśli spojrzeć na to, co się tam o mnie szerzy, jak jestem atakowany i poniżany – żaden kanclerz przede mną nie musiał znosić czegoś takiego. Nie narzekam, ale tak po prostu jest”.

Merz podkreślił presję wywieraną przez opinię publiczną i media społecznościowe.

To, że Schröder nie był tak atakowany jak pan, nie dziwi, panie Merz, bo zrobił sporo dla ludzi i, w przeciwieństwie do pana, nie jest podżegaczem wojennym. Narzuca pan ludziom ogromne cięcia socjalne, by rozwijać gospodarkę wojenną z powodu sfabrykowanej groźby wojny ze strony Rosji, groźby, która nie ma absolutnie żadnych podstaw. Dajcie mi choć jeden dowód, dlaczego Rosjanie mieliby być u progu Niemiec w 2029 roku! Nie możecie, bo nie ma na to ani jednego dowodu! Czy Rosjanie chcą naszej ziemi rolnej? Czy chcą naszych surowców? Nie ośmieszajcie się, panie Merz, panie Pistorius i pańscy podżegacze wojenni! Rosja zaatakowała Niemcy tylko raz, po tym, jak Niemcy ją zaatakowały. A jeśli Rosja pewnego dnia rozpocznie wojnę z Europą – czego, jak się wydaje, chcą podżegacze wojenni tacy jak pan, panie Merz, Keir Starmer, Emmanuel Macron i Ursula von der Leyen – stanie się tak dlatego, że ich podżegacze wojenni celowo zmuszą ją do podjęcia tego kroku, aby później móc twierdzić: Mówiliśmy wam: Agresywni Rosjanie!

Panie Pistorius, skąd wziął się Panu fantastyczny rok 2029, rok niezbędny do osiągnięcia „gotowości wojennej”, jak Pan to tak wojowniczo ujął – czy była to inspiracja senna, czy też ukryte traumatyczne doświadczenie? A może, w orwellowskim stylu, miał Pan na myśli rok 2092?

W odpowiedzi na sugestię w wywiadzie dla Spiegla, że ​​Scholz musiał również znosić pewną krytykę, Merz powiedział, że choć to prawda, dostrzega zasadniczą różnicę:

„Scholz próbował przekonać społeczeństwo, że sytuacja nie będzie tak zła, jeśli go wybiorą. Zawsze powtarzał, że nie chce stawiać polityki bezpieczeństwa naprzeciw polityki społecznej”.

Merz twierdził, że jego rząd nie może sobie na to dłużej pozwolić; trzeba ustalić priorytety. Co za nonsens, Panie Kanclerzu! Jeśli istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy, to leży ono na zachodzie, po drugiej stronie Atlantyku, w kraju z obłąkanym prezydentem, a nie na wschód od UE. Przestańcie podżegać do wojny i pozwólcie, aby podatki wróciły do ​​tych, którzy je płacili, podatników w Niemczech, i przestańcie rozdawać miliardy Ukrainie, które są rozpaczliwie potrzebne do utrzymania niemieckiego dobra wspólnego, na którego zachowanie przysięgaliście.
Popierając ciągłe dostawy broni na Ukrainę, niepotrzebnie przedłużacie ten krwawy konflikt i stajecie się współwinni ogromnego cierpienia po obu stronach – konfliktu, który absolutnie nie jest sprawą Niemiec, ponieważ ani Ukraina, ani Rosja nie są członkami NATO ani UE.

Ukraina powinna dołączyć do UE

Podczas wizyty w szkole kanclerz jasno dał do zrozumienia: potencjalne porozumienie pokojowe między Ukrainą a Rosją mogłoby oznaczać straty terytorialne dla Kijowa. W związku z tym uważa pełne członkostwo Ukrainy w UE za niezbędne. To
podejście polityczne nie tylko wpłynęłoby na Ukrainę, ale fundamentalnie zmieniłoby strategiczną rolę Niemiec i Europy. To, co jest nam przedstawiane jako wsparcie, miałoby dalekosiężne konsekwencje dla bezpieczeństwa Europy, zobowiązań Niemiec i równowagi politycznej w samych Niemczech.

27 kwietnia 2026 r. podczas wizyty w Carolus-Magnus-Gymnasium w Marsbergu w Nadrenii Północnej-Westfalii Merz powiedział, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wpadł na pomysł przystąpienia do Unii Europejskiej 1 stycznia 2027 r.

„To nie zadziała. Nawet 1 stycznia 2028 roku nie jest realistyczny”.

więc Merz i dalej:

„Nie możemy przyjąć do Unii Europejskiej kraju w stanie wojny. Wojna musi się skończyć”.

Zgadzam się, ale dlaczego w takim razie przedłuża pan tę niemożliwą do wygrania wojnę dla Ukrainy bezsensownymi, finansowanymi z podatków dostawami broni, panie Merz?

Co więcej, Kanclerz słusznie stwierdził:

 „Po drugie, Ukraina musi spełnić wszystkie warunki, na przykład praworządność. Problem korupcji również się poprawił, ale wciąż nie jest wystarczająco dobry”.

Panie Merz, co pana zdaniem wskazuje na poprawę sytuacji korupcyjnej? Nie widzę żadnych znaczących zmian.

Nawet otwarte granice i uczestnictwo w jednolitym rynku europejskim są odległą perspektywą.

Friedrich Merz zdaje się być świadomy warunków wstępnych przystąpienia kraju do UE, ale nie tego, co członkostwo Ukrainy oznaczałoby dla innych krajów. Panie Merz, jeśli do 27 świeżych pomidorów doda pan jednego zgniłego pomidora, ile czasu upłynie, zanim pozostałe pomidory również zgniją? W UE mamy już kilka niedojrzałych pomidorów, co wystarczy, by UE nie spełniała własnych standardów.

Oficjalne warunki przystąpienia do UE zostały ustalone przez Radę Europejską w Kopenhadze w 1993 r. (tzw. kryteria kopenhaskie ).

Kraj przystępujący musi:

  • „posiadać stabilne instytucje gwarantujące demokrację, rządy prawa, prawa człowieka oraz poszanowanie i ochronę mniejszości”
  • „mieć funkcjonującą gospodarkę rynkową”
  • „posiadać zdolność do wypełniania obowiązków wynikających z członkostwa”

Ukraina zdecydowanie odbiega od tych kryteriów. Jest to szczególnie widoczne w obszarach praworządności i korupcji. Według Transparency International, kraj ten pozostaje jednym z najbardziej podatnych na korupcję państw w Europie.

Za prezydentury Wołodymyra Zełenskiego ujawniono poważne przypadki w wewnętrznym kręgu kierownictwa politycznego. W sektorze energetycznym odkryto szeroko zakrojony system wzbogacania się. W jego centrum znajdował się bliski powiernik z bliskiego otoczenia Zełenskiego. Sprawa dotyczyła dużych sum pieniędzy, systematycznego faworyzowania i struktur wykraczających poza pojedyncze incydenty. Kilka osób rzekomo przyjęło znaczne łapówki. Oskarżenia nie dotyczą jedynie osób peryferyjnych, lecz osób mających bezpośredni dostęp do władzy.

Sam Zełenski nie jest wolny od zarzutów korupcyjnych. Prezydent Ukrainy pojawił się w tzw. aferze Pandora Papers. Przed objęciem urzędu prezydenta był częścią sieci firm offshore. Struktury te były częściowo powiązane z partnerami biznesowymi i oligarchą Ihorem Kołomojskim. W tym kontekście Zełenski jest oskarżany o obejście wymogów transparentnego ujawniania aktywów. Podczas kampanii wyborczej obiecywał walkę z korupcją, a sam był częścią takich struktur finansowych. Nawet jeśli nie stanowi to bezpośredniego dowodu korupcji, przeszłe – i obecne – machinacje Zełenskiego stworzyły co najmniej poważny problem z wiarygodnością.

Nawet jeśli Wołodymyr Zełenski nie jest bezpośrednio i ewidentnie sprawcą, to jednak ponosi polityczną odpowiedzialność za środowisko, w którym funkcjonują takie struktury. Co więcej, pojawiają się powtarzające się doniesienia o sieciach zaufanych osób i urzędników, którzy wykorzystują swoje stanowiska rządowe do uzyskania korzyści ekonomicznych. Skandale korupcyjne w ministerstwach i administracji nie zdarzają się sporadycznie, lecz mają charakter stały. Nie są to incydenty odosobnione, lecz strukturalne problemy korupcyjne na Ukrainie.

Ten strukturalny problem korupcji jest również widoczny w sposobie jego rozwiązywania. Organy antykorupcyjne na Ukrainie tracą niezależność, ponieważ rosną wpływy polityczne. Śledztwa mogą być zatem łatwiej manipulowane lub utrudniane przez potencjalnych podejrzanych o korupcję. Kiedy osoby, które mają być monitorowane, zyskują większy wpływ na sam monitoring, system traci swoją skuteczność. Korupcja nie jest wówczas skutecznie zwalczana, lecz pozostaje częścią istniejących struktur.
Podobna szarada rozgrywa się w Niemczech z bezzębnym papierowym tygrysem „Komisją Enquete”, która ma badać „dyktaturę koronawirusa”. To śmieszne! Co dobrego może z tego wyniknąć, skoro osoby, które mają być monitorowane, monitorują same siebie?

Wniosek: Ukraina nie pokonała korupcji, lecz zarządza nią w ramach systemu, który wciąż jest podatny na nadużycia władzy. Silne rządy prawa, panie Merz, wyglądają zupełnie inaczej. A pan chce przenieść to bagno korupcji do UE?

Struktury demokratyczne również są pod presją. Ukraina formalnie jest krajem demokratycznym, ale od początku wojny obowiązują daleko idące ograniczenia. Wybory zostały zawieszone, a procesy polityczne z autentyczną opozycją zostały poważnie ograniczone. Media zostały połączone lub zamknięte, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Środki te są niewytłumaczalne nawet dla kraju w stanie wojny i tym samym stoją w bezpośredniej sprzeczności z wymogami Unii Europejskiej.

Przejdźmy teraz do kwestii praw człowieka. Mobilizacja wojenna dotyka znaczną część populacji. Mężczyźni w wieku poborowym nie mogą opuszczać kraju. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o brutalnym przymusowym poborze do wojska i surowym egzekwowaniu przepisów państwowych. Nawet jeśli niektórzy uważają, że takie środki nie są rzadkością w czasie wojny, to jednak stoją w sprzeczności z zobowiązaniem UE do ochrony praw jednostki. Kandydat do akcesji musi spełniać te standardy nie tylko na papierze, ale i w życiu codziennym.

To, co media głównego nurtu, wspierające podżeganie do wojny, konsekwentnie ignorują, to fakt, że reżim w Kijowie zabił ponad 14 000 wschodnich Ukraińców – w tym wielu cywilów – którzy czuli się związani z Rosją między protestami Euromajdanu w 2014 roku a inwazją Rosji na Ukrainę. Zatem wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się w 2022 roku, lecz w 2014 roku, co jest poglądem często wyrażanym przez byłego sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga.
Co więcej, prawa człowieka wschodnich Ukraińców zostały również naruszone poprzez odcięcie ich od wsparcia finansowego (emerytur itp.) i dostaw żywności, które następnie przejęła Rosja.

Kolejną kwestią jest częściowa – moim zdaniem – skrajnie prawicowa dywersja ukraińskiego reżimu. Cześć dla nazistowskiego kolaboranta Stepana Bandery, a także jednostki wojskowe takie jak pozostający pod wpływem faszystów Pułk Azow, stanowią podstawę mojej tezy. Są one częścią politycznej i społecznej rzeczywistości Ukrainy. Ich istnienie pokazuje, że polityczny i społeczny rozwój kraju w kierunku demokracji jest daleki od zakończenia.
Ukraina nie ma miejsca w UE, panie Merz! Stabilność i warunki demokratyczne, jakich domaga się UE, nie są w tych okolicznościach gwarantowane. Szybka akcesja do UE nie byłaby zatem konsekwentnym stosowaniem istniejących zasad, lecz raczej polityczną decyzją przeciwko nim.

Jeśli pan, panie Merz, chce szybko wprowadzić Ukrainę do UE, to nie kraj ten musiałby spełnić wymagania, ale wymagania musiałyby zostać dostosowane do kraju. A to sprawiłoby, że i tak już opustoszała UE, pod przewodnictwem całkowicie niekompetentnej i nieuczciwej Ursuli von der Leyen, stałaby się całkowicie bezużyteczna.

Poza tym, że Ukraina nie jest krajem prawa i nie jest demokratyczna, jej przystąpienie miałoby również konsekwencje militarne dla UE. Odpowiednie postanowienie znajduje się w Traktacie o Unii Europejskiej, w artykule 42, ustępie 7.

„W przypadku zbrojnego ataku na terytorium jednego z Państw Członkowskich, pozostałe Państwa Członkowskie są mu winne wszelką możliwą pomoc i wsparcie (…)”

„…wszelką pomoc i wsparcie, jakie są w jego mocy…” Mówiąc wprost, oznacza to, że kraj taki jak Niemcy musiałby również udzielić pomocy wojskowej. Natomiast kraj neutralny, taki jak Austria, nie musiałby udzielać pomocy wojskowej, ponieważ klauzula neutralności w artykule 42 stanowi: „Nie ma to wpływu na szczególny charakter polityki bezpieczeństwa i obrony niektórych państw członkowskich”.

Panie Merz, czy zdaje Pan sobie sprawę, co oznaczałoby w tym kontekście przystąpienie Ukrainy do UE? Niemcy byłyby zobowiązane do udzielenia pomocy wojskowej i automatycznie uwikłałyby się w konflikty zbrojne Ukrainy z innymi krajami. Czy tego Pan chce? Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że może to być właśnie to, do czego Pan dąży. Sam Pański plan zbudowania w Niemczech najsilniejszej armii w Europie podsyca moje obawy w tym względzie. Czyż nie przeszliśmy przez to wszystko wcześniej i czyż nie powiedzieliśmy potem: Nigdy więcej…? Czy nadal pamięta Pan te słowa, Panie Merz?

Dary dla Ukrainy – cięcia świadczeń socjalnych w Niemczech

Ponad 40 procent ukraińskiego budżetu państwa zostało sfinansowane od początku wojny, przede wszystkim na wypłatę emerytur i pensji pracownikom państwowym z zagranicy – ​​zwłaszcza z Niemiec.

Podczas gdy Ukraina, pomimo wojny z Rosją, zwiększyła emerytury i wypłaty z ubezpieczeń dla swoich 10,1 miliona emerytów o 12,1% od 1 marca 2026 r., kanclerz Friedrich Merz przygotowuje Niemców na cięcia w ich własnym państwie opiekuńczym. Ustawowe świadczenia emerytalne są pod presją. Mają zostać zredukowane do podstawowego poziomu zabezpieczenia, który nie będzie już gwarantował godziwego standardu życia emerytom, którzy ciężko pracowali przez całe życie. Dziękuję za to, panie Merz i panie Klingbeil! W ten sposób zapowiadacie cichy upadek odpowiedniego zabezpieczenia emerytalnego jako obietnicy na całe życie. Liczba emerytów grzebiących w kaucyjnych butelkach przy śmietnikach wzrośnie. Żegnaj, państwie opiekuńczym!
Wraz z korektą emerytur, uchwaloną przez Radę Ministrów 29 kwietnia 2026 r., emeryci w Niemczech otrzymają 4,24% wzrostu swoich emerytur od 1 lipca. Biorąc pod uwagę obecną stopę inflacji, nie wpłynie to zbytnio na wzrost siły nabywczej emerytów.

Od początku wojny Niemcy udzieliły Ukrainie pomocy w wysokości około 94 miliardów euro. Jest to kwota dodatkowa do miliardów euro dla ukraińskich uchodźców w ramach niemieckiego systemu opieki społecznej oraz dalszych zobowiązań w przyszłych budżetach. Obecnie miliardy są wydawane i będą nadal wydawane na świadczenia socjalne dla osób, które nigdy nie wpłaciły do ​​systemu ani grosza. Jest to akceptowalne w krótkiej fazie integracji, ale nie w dłuższej perspektywie.

Na szczeblu UE rozważa się również udzielenie Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro na lata 2026 i 2027, po tym jak Viktor Orbán, który sprzeciwiał się tej nieodpowiedzialnej pożyczce, oszukującej podatników i przedłużającej wojnę, został odwołany ze stanowiska.

Teraz, gdy Viktor Orbán nie stoi już na przeszkodzie, Merz chce przeforsować 90-miliardowy dar UE dla Ukrainy – pożyczkę, której Ukraina prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie spłacić – która wcześniej została zablokowana przez weto Węgier. Nie powinno być tajemnicą, kto zapłaci znaczną część rachunku za ten gigantyczny, finansowany z długu i podatków pakiet: niemiecki podatnik!

W kraju trwają prace nad planami oszczędnościowymi i ich ogłaszaniem, a jednocześnie przekazywane są fundusze Ukrainie. Jak długo Niemcy będą mogły i będą dźwigać te miliardowe obciążenia, jednocześnie wmawiając własnym obywatelom, że państwo opiekuńcze musi zostać ograniczone?

Kiedy Merz i Zełenski spotkali się w Berlinie w połowie kwietnia 2026 roku, aby omówić dalszą pomoc zbrojeniową i finansową dla Ukrainy, prezydent Ukrainy po raz kolejny zgarnął cztery miliardy euro i odjechał z pełnymi kieszeniami – z pewnością z uśmiechem na twarzy na widok hojności, a może raczej głupoty, państwa niemieckiego – by podtrzymywać krwawą wojnę ze swoimi europejskimi, wojowniczymi „przyjaciółmi”, wojnę, która mogła się zakończyć dawno temu. Prawie 100 miliardów euro pomocy dla Ukrainy to, moim zdaniem, ogromne sprzeniewierzenie pieniędzy podatników. 

Niemcy utrzymują strategiczne partnerstwa z wieloma krajami, w tym z Francją, Polską, Izraelem, Indiami i Brazylią. 14 kwietnia 2026 roku pod przewodnictwem Friedricha Merza zawarto kolejne partnerstwo strategiczne – tym razem z Ukrainą. Częścią tego porozumienia jest udział Niemiec w odbudowie, w tym w budowie mieszkań socjalnych i komunalnych, z dofinansowaniem do 233 milionów euro.

Jednocześnie Niemcy borykają się z niedoborem około 1,4 miliona mieszkań. Ten deficyt dotyka niemal wyłącznie sektora mieszkań socjalnych. W tym niedoborze około 900 000 lokali to mieszkania socjalne, czyli przeznaczone dla gospodarstw domowych o niskich dochodach. Podczas gdy państwo finansuje budowę mieszkań socjalnych na Ukrainie, podaż mieszkań socjalnych w kraju pozostaje niewystarczająca. Co dalej, ścieżki rowerowe finansowane przez Niemcy w Kijowie?

Wołodymyr Zełenski i gazociągi Nord Stream

Gdyby okazało się prawdą, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zezwolił na zniszczenie gazociągów Nord Stream, nowy, finansowany z podatków grant wojskowy w wysokości czterech miliardów euro oraz planowane coroczne wypłaty dziesiątek miliardów euro od Merza do Zełenskiego graniczyłyby ze zdradą.

Zełenski „zezwolił” na atak na gazociągi Nord Stream, stwierdził niedawno dziennikarz śledczy Bojan Pancevski w programie „Markus Lanz”, powołując się na świadków z bliskiego otoczenia prezydenta. „Wall Street Journal” donosił już w sierpniu 2024 roku, że Zełenski początkowo zgodził się na taki plan.
(weltwoche.ch/nord-stream-anschlag-selenskyj-hat-das-genehmigt-sagt-ein-investigativjournalist-bei-markus-lanz )

Jak Niemcy mogą wspierać kraj, który najprawdopodobniej przyczynił się do zniszczenia centralnej, kluczowej infrastruktury energetycznej tego uprzemysłowionego kraju? Odpowiedzią nie jest dalsze wsparcie dla Ukrainy, lecz natychmiastowe wstrzymanie obecnej i planowanej pomocy oraz żądanie zwrotu już wypłaconych środków.

Sahra Wagenknecht skomentowała to 19 kwietnia 2026 r. następująco:

Niewiarygodne! Prezydent Ukrainy Zełenski podobno osobiście zatwierdził rozbiórkę gazociągów Nord Stream. Potwierdził to dziennikarz „Wall Street Journal”, powołując się na ukraińskie źródła rządowe, w programie „Markus Lanz”. Już 100 miliardów euro z pieniędzy niemieckich podatników trafiło do skorumpowanej Ukrainy. I pomimo państwowego terroru wobec naszej infrastruktury energetycznej, Merz wciąż obsypuje swoich kolesi w Kijowie kolejnymi miliardami. To szaleństwo musi się skończyć! Ani centa dla skorumpowanych terrorystów Nord Stream na Ukrainie!
facebook.com/sahra.wagenknecht

Podobnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że emeryci w Niemczech muszą czasami zbierać butelki zwrotne, aby przeżyć. Podczas gdy obywatele Niemiec są wyciskani z kieszeni, Merz i jego ministrowie chcieli zatwierdzić gigantyczną podwyżkę pensji o 65 000 euro rocznie dla kanclerza i 52 000 euro dla ministrów. Zostało to uwzględnione w projekcie ustawy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ale na razie wstrzymano się z jej realizacją.

Ukraiński model biznesowy

W kontekście dostaw broni na Ukrainę, ciekawe jest również, gdzie trafia część tej broni. W biuletynie Sojuszu Sahra Wagenknecht napisano niedawno:

Michael Lüders | Pomoc dla Ukrainy: z linii frontu do sprzedaży

Wiadomości z kategorii: „To naprawdę nie do pomyślenia”. Europa, a zwłaszcza Niemcy, przeznaczają miliardy na broń „w obronie wolności na Ukrainie”, a nagle ta sama broń pojawia się ponownie w regionie Zatoki Perskiej jako oferta od ukraińskiego przywódcy. To dość interesujący model biznesowy: płacimy za rakiety, które są „tak pilnie potrzebne”, a ostatecznie trafiają one na rynek międzynarodowy jako towar eksportowy. „To realpolitik, finansowana przez lokalnych podatników” – mówi z zadowolonym uśmiechem wiceprzewodniczący naszej partii, Michael Lüders. To pocieszające wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Najważniejsze, że jesteśmy „tymi dobrymi” i zachowujemy moralną elastyczność.

Niemcy łatwo ulegają wpływom idei dobroczyńców. Uważają też za wspaniałe wzorowanie się na innych narodach. Potrzeba moralnej wyższości jest w tym kraju niezwykle silna. Moim zdaniem niesie to ze sobą pewną etyczną arogancję.
Teraz jednak nadszedł czas, aby wziąć górę ekonomiczny rozsądek i natychmiast zaprzestać pomocy dla Ukrainy. Kluczowe interesy naszej gospodarki i naszego społeczeństwa, a nie interesy Ukrainy, muszą być ponownie konsekwentnie reprezentowane.

Wniosek

Pod rządami kanclerza Friedricha Merza Niemcy planują gruntowną reformę swojego systemu emerytalnego. Jednocześnie drastycznie zwiększają wydatki wojskowe, aby odstraszyć wyimaginowanego wroga. Niemcy zapewniają również ogromne sumy na wsparcie Ukrainy, kraju, który nie zdołał opanować korupcji i najwyraźniej zezwolił na zniszczenie gazociągu Nord Stream. Pytanie, na które nikt w gabinecie Friedricha Merza nie chce odpowiedzieć, brzmi: Ile to wszystko będzie kosztować i kto ostatecznie zapłaci rachunek? Pozwólcie, że odpowiem: będzie to kosztować więcej, niż Niemcy będą w stanie sobie pozwolić, i doprowadzi do upadku gospodarczego Niemiec. Cenę zapłacą obecni podatnicy, a później ich dzieci, musząc poradzić sobie z ogromnymi kosztami obsługi nowo zaciągniętego długu za tę polityczną głupotę – której wzrost sam Friedrich Merz stanowczo potępił przed wyborem na kanclerza.

30 kwietnia 2026 roku Sahra Wagenknecht opublikowała na Facebooku następujący tekst:

Budżet na rok 2027 obejmuje największy program zbrojeniowy od 1945 roku i bezwstydną akumulację długu. 200 miliardów euro nowego długu – niemal w całości przeznaczonego na nową broń i militaryzację Niemiec – to kula burząca przyszłość naszego kraju. Same odsetki będą rosły o 50 miliardów euro rocznie pod rządami Merza: To czyste marnotrawstwo pieniędzy podatników! Przed wyborami Merz powiedział: „Zadania, przed którymi stoimy, można rozwiązać bez dodatkowych podatków i bez nowego długu”. Merz przejdzie do historii jako kłamliwy kanclerz, który poprowadził kraj w coraz głębszy upadek. Mało kto by pomyślał, że to możliwe, ale Merz i Klingbeil są jeszcze bardziej niekompetentni i nieświadomi niż ich poprzednicy.

facebook.com/sahra.wagenknecht

Tak samo, nic do dodania.

30 kwietnia 2026 roku Donald Trump powiedział , że Niemcy to „kraj rozbity”. Niestety, to prawda, złamana przez niekompetentnych polityków – w tym niektórych z CDU ( Chaos Przez Niekompetencję ) – którzy wielokrotnie łamali i obecnie łamią przysięgę, która brzmi:

„Przysięgam, że poświęcę swoje siły dobru narodu niemieckiego, będę wspierać jego dobrobyt, zapobiegać jego krzywdzie, przestrzegać i bronić Ustawy Zasadniczej oraz praw federalnych, sumiennie wypełniać swoje obowiązki i wymierzać sprawiedliwość każdemu”.

Gospodarczy upadek Niemiec ma podłoże wewnętrzne, a Pan, panie Merz, nie zatrzymuje go, jak naiwnie miałem nadzieję na początku, lecz go przyspiesza.

Z drugiej strony, panie Trump: Ludzie w szklanych domach nie powinni rzucać kamieniami!

Uwe Froschauer