Ministerstwo Edukacji ujawniło właśnie szczegóły dotyczące podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej”, która od przyszłego roku wchodzi do wszystkich szkół. Polskie dzieci będą ćwiczyć zakładanie prezerwatyw, przygotowywać się do inicjacji seksualnej oraz oswajać się z „różnymi rodzajami związków” oraz z homoseksualizmem i „transpłciowością”.
Dzieje się dokładnie to, przed czym nasza Fundacja od dawna alarmuje – siłowo w Polsce wdrażana jest systemowa deprawacja dzieci wedle wytycznych stworzonych w Niemczech i gabinetach ponadnarodowych instytucji. Trzeba natychmiast stawić temu powszechny opór! Przede wszystkim do walki muszą stanąć rodzice oraz osoby mające wpływ i oddziaływanie na innych. Proszę Pana o osobistą reakcję i dołączenie do tej walki.„Koniec tabu. Ministra Nowacka szykuje rewolucję w edukacji seksualnej” – takie nagłówki od wczoraj możemy przeczytać w mediach po tym, jak MEN ujawniło pierwsze szczegóły dotyczące podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej” w szkołach od 1 września 2025 r.„To jest przełom. Tego się nie udawało przewalczyć od trzydziestu lat” – mówi seksuolog Zbigniew Izdebski, odpowiedzialny z ramienia rządu Tuska za powstanie podstawy programowej.
Czego będą obowiązkowo uczyć się polskie dzieci na „edukacji seksualnej” w szkołach?
Do założeń podstawy programowej dotarł Newsweek. „O seksie i prezerwatywach. I to już w podstawówce. Mamy szczegóły projektu Nowackiej” – pisze na swoim portalu. Wedle opublikowanych informacji, podstawa programowa zakłada m.in., że uczniowie będą ćwiczyć używanie i zakładanie prezerwatyw, przygotowywać się do inicjacji seksualnej, poznawać „różne rodzaje związków”, oswajać się z homoseksualizmem oraz wyjątkowo niebezpieczną „transpłciowością”, polegającą m.in. na przyjmowaniu blokerów hormonalnych hamujących proces dojrzewania oraz amputacjach części ciała takich jak piersi czy organy rozrodcze. W trakcie obowiązkowych lekcji: „będzie miejsce na rozmowy o różnych rodzajach związków, nie tylko o rodzinie, którą tworzą kobieta i mężczyzna” – pisze Newsweek. Cała podstawa programowa ma zostać opublikowana w listopadzie.
Panie Mirosławie, ujawnione właśnie pierwsze szczegóły podstawy programowej przymusowej „edukacji seksualnej” w polskich szkołach to nic innego, jak wytyczne płynące z niemieckich Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, przed którymi nasza Fundacja ostrzega już od ponad 10 lat w ramach naszej kampanii „Stop pedofilii”. „Edukacja seksualna”, ukrywająca się dla zmylenia rodziców pod nazwą „edukacji zdrowotnej”, to totalitarna, systemowa przemoc seksualna wobec dzieci i młodzieży.
Wprowadzenie nowego przedmiotu do szkół od 1 września 2025 r. to jeden z elementów systemu totalnej deprawacji, który ma objąć wszystkie dzieci i wszystkie rodziny w Polsce na wzór tego, co już zrobiono na Zachodzie, a szczególnie w Niemczech. Trzeba w tym miejscu po raz kolejny przypomnieć, że w świetle założeń Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, oraz zgodnie z orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, udział w „edukacji seksualnej” ma być obowiązkowy dla każdego dziecka, a rodzicom nie wolno zwalniać z niego dzieci, zasłaniając się np. „klauzulą sumienia”, wyznaniem religijnym czy światopoglądem. Tak samo ma być w Polsce.
Obowiązkowy przedmiot będzie już od 1 września przyszłego roku. Kolejny etap to prawne i systemowe zmuszenie wszystkich polskich rodzin do posyłania dzieci na lekcje deprawacji. Przypomnijmy – w Niemczech, gdzie taka „edukacja seksualna” jest obowiązkowa od dziesięcioleci, rodzice są prześladowani za sprzeciw wobec deprawacji własnych dzieci.
Pisaliśmy już np. o wstrząsającej historii rodziny państwa Romeike, która uciekła z Niemiec do USA, gdyż niemiecki rząd zmuszał ich dzieci m.in. do udziału w „edukacji seksualnej”. Pewnego dnia do domu państwa Romeike zapukała policja. Ich dzieci akurat uczyły się odrabiając lekcje przy stole. Funkcjonariusze zagrozili, że wyważą drzwi jeśli im nie otworzą. Policjanci stwierdzili, że dzieci (Daniel lat 9, Lydia lat 8 i Joshua lat 6) muszą iść do szkoły. Policjanci siłą wsadzili dzieci do radiowozu (!) i odwieźli do szkoły. „Dzieci płakały, policjanci krzyczeli. Czułem się bezradny” – wspomina Uwe Romeike, ojciec rodziny. W ciągu kilku następnych lat państwo Romeike zapłacili tysiące euro grzywien za odmowę wysyłania dzieci do szkoły i samodzielną edukację ich w domu. Każdego dnia bali się, że znów przyjedzie policja i siłą zabierze dzieci. W końcu zdecydowali się uciec do USA, gdzie otrzymali azyl polityczny.
Informowaliśmy już także o licznych wyrokach sądowych, które zapadały na niemieckich rodziców za uchylanie się od „obowiązku” deprawacji. Głośnym echem odbił się sprawa rodziców z Nadrenii Północnej-Westfalii. Odmówili oni udziału swoich dzieci w lekcjach „edukacji seksualnej”. Sprawa trafiła do sądów, a rodzice, którzy nie chcieli płacić grzywien, zostali skazani na karę więzienia. Sprawa miała swój finał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który orzekł, że rodzice nie mogą z powodu swoich przekonań zwalniać dzieci z lekcji „edukacji seksualnej”.
Panie Mirosławie, to samo ma się dziać w Polsce, gdyż w naszym kraju rząd Tuska realizuje dokładnie ten sam scenariusz – najpierw wprowadzić przymusowe lekcje „edukacji seksualnej” według stworzonych w Niemczech Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, a następnym krokiem będzie zmuszenie rodziców do posyłania dzieci na lekcje deprawacji.
Polacy muszą się obudzić z letargu i stanąć do walki. W sposób szczególny opór muszą postawić rodzice w swoim miejscu zamieszkania oraz wszystkie osoby, które mają autorytet w społeczeństwie i wpływ na innych. Opór wobec wprowadzania tej totalitarnej deprawacji jest obecnie sprawą kluczową dla istnienia dalszych fundamentów naszego narodu.
Jeżeli będziemy bierni, jeśli nie podejmiemy osobistych działań w naszych rodzinach, naszych szkołach, naszych parafiach i naszych środowiskach lokalnych, to czeka nas ten sam los co niemieckie rodziny. Nie pozwólmy na to, aby do drzwi polskich domów zapukały służby, które siłą zabiorą nasze dzieci na lekcje deprawacji. Stańmy do walki, teraz, dzisiaj!Co każdy z nas może zrobić? – Zamówić egzemplarze naszej broszury ostrzegającej przed „edukacją seksualną” w szkołach i rozdać je w swoim miejscu zamieszkania, szczególnie wśród innych rodziców w szkole, wśród dyrektorów szkół i nauczycieli, na parafii, we wspólnocie, w miejscu pracy itp. Broszury można zamówić za darmo za pośrednictwem formularza na naszej stronie. Rozdając broszury należy budzić świadomość innych osób, w szczególności rodziców i nauczycieli oraz mobilizować do oporu wobec przymusowej „edukacji seksualnej”. – Zorganizować przy pomocy koordynatorów naszej Fundacji publiczną modlitwę różańcową w swoim mieście. W trakcie takiej publicznej akcji można rozdawać broszury ostrzegające przed „edukacją seksualną”, docierać do przechodniów i rozmawiać z mieszkańcami. Najważniejsza jest jednak publiczna modlitwa w intencji powstrzymania deprawacji i odnowy moralnej Polski. W związku z aktualną sytuacją nasza Fundacja zachęca również wszystkie rodziny do tego, aby przenieść swoje dzieci do szkół, w których rodzice mają realny wpływ na życie i funkcjonowanie szkoły, w których dyrekcja jest świadoma zagrożeń, oraz (co najważniejsze) w których inne rodziny tworzące społeczność szkolną wyznają te same zasady i w podobny sposób próbują wychowywać swoje dzieci.
Zachęcamy także do rozważenia przejścia na edukację domową swoich dzieci (nie mylić z tzw. „zdalnym nauczaniem”), która szybko zyskuje w Polsce na popularności z uwagi na postępującą deprawację i niszczenie systemu oświaty. W obu tych kwestiach – wyborze szkoły i przejścia na edukację domową – poradami służą nasi wolontariusze, prosimy o kontakt e-mailowy lub telefoniczny, gdyby z uwagi na filtry anty-spamowe nie dotarła nasza odpowiedź. Walka z deprawacją polskich dzieci to przede wszystkim walka o świadomość i sumienia Polaków. Nasza Fundacja chce dalej tę walkę prowadzić – organizować kolejne, niezależne kampanie informacyjne, wydrukować tysiące kolejnych broszur ostrzegawczych, przeprowadzić publiczne różańce w kolejnych miastach, pomóc nowym osobom zgłaszającym się do działania, wesprzeć rodziny pytające o wsparcie i rady. Wszystkie te działania mogą być prowadzone tylko dzięki zaangażowaniu naszych wolontariuszy oraz stałej i regularnej pomocy Darczyńców. W najbliższym czasie potrzebujemy na nie ok. 19 000 zł. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić nam dalszą walkę z planami systemowej deprawacji polskich dzieci, docieranie do kolejnych rodzin i mobilizowanie społeczeństwa do działania. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Któż mnie pochwali, jeśli sam się nie pochwalę? Wprawdzie przysłowie powiada, że “swoja chwała, to pod progiem stała”, ale inne przysłowie powiada, że “na bezrybiu i rak ryba”, więc nie wypada grymasić, zwłaszcza, że czasy są ciężkie. Oto deficyt budżetowy przekroczył już 300 mld złotych, a to nie wszystko, bo rząd będzie musiał pożyczyć jeszcze 100 mld, żeby mu się zbilansowały fundusze pozabudżetowe. Czy nie po to właśnie poleciał do Ameryki minister finansów?
Będzie tam negocjował, jak nie z Goldmanami-Sachsami, to z jakimiś innymi lichwiarzami – bo przed oblicze “samego głównego Srula” chyba nie zostanie dopuszczony?
Jak mu pożyczą, to Volksdeutsche Partei otrąbi wielki sukces, za który będziemy musieli zapłacić krwawymi łzami. Toteż w vaginecie obywatela Tuska Donalda pojawiają się pomysły, by zlikwidować szkodliwy program “800 plus”, bo całkowicie zawiódł nadzieje, jako remedium na kryzys demograficzny.
Najwyraźniej obywatel Tusk Donald zmyłkowo trzaska dziobem przeciwko migrantom i nawet się odgraża, że “zawiesi” im prawo azylu, ale to tylko taki parawan, za osłoną którego przyspieszają prace nad wdrożeniem Paktu Migracyjnego, nazywanego obecnie “mechanizmem solidarności”, czy jakoś tak – ale cały czas chodzi o to samo.
Poszczególne bantustany będą musiały przyjąć zatwierdzone kwoty Murzynów, bo jak nie – to będą musiały wybulić 20 tys. euro od łebka. W tej sytuacji wiadomo, że przyjmą i w związku z tym taka na przykład Polska będzie organizować co najmniej 40 ośrodków integracyjnych, w których nasze panienki będą się integrowały z wyposzczonymi Murzynami. Jak to nie pomoże na kryzys demograficzny, to vaginet już nie wie, za co się złapać.
Ale dość tych dygresji, bo przecież chciałem się pochwalić, że mianowicie proroctwa mnie wspierają. Oto gdzieś przed rokiem wydawnictwo Capital wydało mi książkę pod tytułem “Myślozbrodnie”, w której, wraz z panem Jarosławem Kornasiem, omówiliśmy wyrywkowo rozmaite myślozbrodnie, to znaczy – zbrodnie w sferze myśli. Już samo to jest nowością, jako że jeszcze do niedawna w krajach cywilizowanych obowiązywała zasada znana jeszcze w starożytnym Rzymie, że cogitationis poenam nemo patitur, co się wykłada, że za myśli się nie karze.
Jednak w miarę postępów demokracji i rewolucji komunistycznej, poziom cywilizacyjny na świecie gwałtownie się obniża, czego dowodem jest rozszerzająca się penalizacja “mowy nienawiści”, czyli każdej opinii, która nie podoba się politycznym gangom będącym akurat przy żerowisku – a to nie jest bynajmniej ostatnie słowo, bo przecież wiadomo, że usta mówią z obfitości serca, czyli mówiąc konkretnie – myśli – gdzie mowa nienawiści najpierw się wylęga.
W takiej sytuacji myślozbrodnie – o których wspominał już Jerzy Orwell w swojej proroczej książce “Rok 1984” , to znaczy – ich penalizacja, to tylko kwestia czasu i to niedługiego.
I co Państwo powiecie? Właśnie mój Honorable Correspondant nadesłał mi wiadomość, prosto z Anglosocu, że penalizacja myślozbrodni właśnie się tam rozpoczęła. Wspominam o Anglosocu, bo Jerzy Orwell również go przewidział – że mianowicie wynalazki dokonane w Rosji przez Ojca Narodów, Chorążego Pokoju, Józefa Stalina i jego semickich kolaborantów, prędzej czy później trafią do Anglii, gdzie się zaadaptują właśnie w postaci Anglosocu.
Ale do rzeczy.
Były żołnierz brytyjskiej armii, Adam Smith-Connor, został właśnie skazany przez niejaką Orlę Austin, która od Anglosocu dostała fuchę sędzi, na 2 lata więzienia w zawieszeniu i zapłatę 9 tysięcy funtów kosztów sądowych. Dopuścił się mianowicie następującej myślozbrodni.
Na skutek narastającej presji tamtejszych semickich promotorów rewolucji komunistycznej oraz pozostających pod ich wpływem mikrocefali, zwłaszcza półgłówek płci żeńskiej, Anglosoc do swojego systemu bezprawia wprowadził myślozbrodnię w postaci “dezaprobaty aborcji”, czyli krytyki ćwiartowania bez znieczulenia dzieci przed urodzeniem – w czym specjalizują się kliniki imienia żydowskiego króla Heroda. W rezultacie odmawianie przez tymi klinikami modlitw w intencji mordowanych dzieci zostało zakazane pod groźbą kary.
Ale Adam Smith-Connor nie modlił się na głos, tylko w myślach, a poza tym nie pikietował kliniki im. żydowskiego króla Heroda, tylko stał odwrócony do niej plecami. Nie wymówił na głos ani jednego słowa, nie miał przy sobie żadnych transparentów, ani żadnych symboli – nic. Ale sędzia Orla Austin uznała, że jednak dopuścił się myślozbrodni, bo “w pewnym momencie pochylił głowę” a w dodatku “ręce miał złożone”. Nie jest to zresztą pierwszy w Anglosocu przypadek skazania za myślozbrodnię; wcześniej pod tym pretekstem została skazana pani Izabela Vaughan i katolicki ksiądz Sean Gougha.
Jak widzimy, również w Anglosocu są już sędziowie gotowi na wszystko, to znaczy – na popełnianie zbrodni sądowych. Od takich sędziów u nas to już się roi, a zresztą byli i wcześniej, zwłaszcza w czasach stalinowskich, kiedy to taka sędzia Maria Gurowska, nee Morycówna Zandówna w tak zwanym “majestacie prawa” zamordowała generała Emila Fieldorfa.
Z uwagi na jej żydowskie korzenie włos nie spadł jej za to z głowy również w “wolnej Polsce” – bo i któż ośmieliłby się zrobić jej krzywdę, kiedy przecież niezawiśli sędziowie “głęboko odczuwają wspólnotę własnych losów” i na wszelki wypadek raczej robią sobie na rękę, niż wbrew?
W naszym bantustanie kary – ale na razie nie na lekarzy, oskarżanych o odmowę ćwiartowania dzieci przed ich urodzeniem, tylko na szpitale – nakłada pani Izabela Leszczyna, której w następstwie partyjnych siucht obywatel Tusk Donald powierzył fuchę ministra zdrowia.
Co na to niezawisłe sądy – bo te kary nakładane są na podstawie samowolki pani Leszczyny, nazwanej “rozporządzeniem”, czy może nawet “zarządzeniem”, a nie na podstawie ustawy – tego jeszcze nie wiemy, bo szpital w Pabianicach, ukarany pod tym pretekstem na sumę 550 tys. złotych, dopiero “zapowiada” zaskarżenie biurokratycznego gangu używającego ksywy “Narodowy Fundusz Zdrowia” przed niezawisłym sądem.
Ciekawe, co niezawisłemu sądu nakaże w tej sprawie oficer prowadzący i w ogóle – czy będzie musiał cokolwiek nakazywać, jeśli niezawisły sąd sam powinność swej służby zrozumie na podstawie tak zwanej “świadomej dyscypliny”? Bo niezawisłe sądy też kierują się instynktem samozachowawczym, podobnie jak kiedyś trójki NKWD. Aleksander Sołżenicyn wspomina o nieszczęśniku skazanym na “ćwiarę”, czyli 25 lat łagru. Udało mu się cudem przeżyć i w czasie chruszczowowskiej “odwilży” – nawet zapoznać się ze swoją teczką.
Okazało się, że jest tam tylko jedna kartka na której zapisano: “Zatrzymany podczas obchodu dworca”.
Kontrola księdza tuż po pogrzebie. Za duchownym ujął się 83-latek – został zatrzymany. WIDEO
Po zakończonym pogrzebie, policja zatrzymała księdza do kontroli trzeźwości. Gdy okazało się, że duchowny był trzeźwy, wystawiono mandat za brak gaśnicy w aucie. Za nim wstawił się 83-latek, który – po szarpaninie z policją – został zapakowany do samochodu i zawieziony na komendę. Do dantejskich scen doszło w Gorzowie Wielkopolskim.
Sprawę opisał lokalny portal gorzowianin.com. „Przed godz. 11 kiedy zakończyła się msza pogrzebowa, policjanci zatrzymali do kontroli trzeźwości księdza, który przyjechał samochodem. Kiedy okazało się, że ksiądz był trzeźwy, funkcjonariusze sprawdzili wyposażenie samochodu. Duchowny został ukarany mandatem karnym w wysokości 200 zł za brak gaśnicy” – czytamy na portalu.
Z relacji świadków wynika, że jeden z mężczyzn ujął się za duchownym, wdając się w dyskusję z policjantami. Niedługo później doszło do awantury, wskutek której na miejsce przyjechało łącznie pięć policyjnych radiowozów.
To 83-letni mężczyzna. Miał rzucić policjantom 10 zł mówiąc „masz 10 zł na piwo, jak cię nie stać”. Mężczyzna nie chciał dać się wylegitymować i zaczął się szarpać z funkcjonariuszami. Na nic zdały się apele zgromadzonych, by odpuścić seniorowi.
– Szok i niedowierzanie jak zachowuje się policja wobec starszego i schorowanego człowieka. Wszyscy uczestnicy pogrzebu byli w emocjach. Pięć radiowozów zjechało się do 83-letniego pana, który był w emocjach po pogrzebie. Jeden z policjantów prowokował go swoimi odzywkami i zachowaniem. Nikt z policjantów uczestniczących w tej interwencji nie chciał wezwać karetki, pomimo wielokrotnych próśb. Żona tego mężczyzny prosiła policjantów, żeby go puścili, bo on jest chory i nie widzi na oczy, a oni dalej go szarpali. Przed wepchnięciem do radiowozu widać było, że zaczął się źle czuć
– relacjonuje w rozmowie z gorzowianin.com pani Magda, jeden ze świadków.
Po tym, gdy mężczyzna zdarł okulary z oczu jednego z policjantów, ci użyli siły. Został zatrzymany i zabrany przez policjantów do komendy. Po przeprowadzeniu czynności, 83-latek został zwolniony do domu. Ma odpowiedzieć za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza.
Wróciłem niedawno z Wrocławia, gdzie po długim czasie szykan i samowoli urzędników prawda o aborcji wreszcie wygrała.
Od miesięcy we Wrocławiu działa quasi-mafijna struktura. Podwładni Prezydenta Miasta Jacka Sutryka oraz lokalna policja cenzurują zdjęcia z aborcji. Nie przeszkadza im, że w co najmniej kilku szpitalach w ich mieście oraz w nieodległej Oleśnicy morduje się dzieci, które żyją, czują i nie chcą umierać. Za to przeszkadzają plakaty. Są one zbyt drastyczne. To wobec tego jaka jest sama aborcja…?
Sytuacja nabrzmiewała. I naprawdę musiała się już skończyć.
W każdą III niedzielę miesiąca o 12-tej modlimy się we Wrocławiu na Rynku za nienarodzone dzieci.
W ostatnią niedzielę odbył się kolejny już Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji. Już w chwili, gdy rozkładaliśmy banery na ziemi, jeszcze zanim je postawiliśmy, zauważyłem patrol policji wraz z kobietą ubraną w jaskrawoczerwone ubranie. Krążyli wokół nas, a po chwili okazało się, że szukają przewodniczącego zgromadzenia. Kobieta chodziła nieustannie z telefonem przy uchu, a policjanci dawali sobie znaki i obserwowali ją wyczekująco.
Gdy tylko rozpoczęliśmy Różaniec, podeszła i poinformowała, że wszczyna procedurę rozwiązania zgromadzenia. Zaraz po tym powiedziałem zebranym, że zwołuję kolejne zgromadzenie, tym razem na zasadach o zgromadzeniach spontanicznych. Nikt z trzymających banery nie wycofał się z placu.
Urzędniczka znowu sięgnęła po telefon, a potem razem z patrolem policji zniknęła w uliczkach wrocławskiej Starówki.
Cały Rynek po stronie Pręgierza pokrył się banerami ze zdjęciami zabitych dzieci. Ludzie przystawali i kiwali głowami w milczeniu. Do naszej modlitwy przyłączyło się wielu przechodniów. Wypowiadali słowa modlitwy i solidaryzowali się z ofiarami aborcji.
Proszę zobaczyć krótką relację z tego wydarzenia:
Szanowna Pani,
W Fundacji Życie i Rodzina stawiamy barierę morderczym działaniom aborterów. Wiem, że urzędniczka z Wrocławia nie chciała zdjęć właśnie dlatego – bo skutecznie zniechęcają one do aborcji. Pewna znana feministka powiedziała kiedyś, że nie da się rozmawiać o aborcji na tle zdjęć rozerwanego płodu. Wiemy, że się nie da. I choć zawsze jesteśmy gotowi do rozmowy, to wiemy, ze najbardziej oddziałuje na ludzi właśnie zdjęcie martwego dziecka. Jak mówić, że to zlepek, skoro widać maleńkie rączki, nóżki i zmasakrowane twarzyczki…?
Chcę także, aby wiedziała Pani, że akcja we Wrocławiu to modelowy przykład, jak używamy pieniędzy wpłacanych przez Dobrych Ludzi – takich jak Pani.
Bardzo proszę Panią o wsparcie, bo wciąż zbieramy fundusze na wyposażenie dla naszych działaczy terenowych. Każdy oddział musi mieć swoje nagłośnienie, stelaże, plakaty, kamizelki, materiały drukowane. Stajemy naprzeciw środowisk aborcyjnych, które są silne dotacjami i grantami od producentów sprzętu do aborcji.
My możemy liczyć tylko na Panią.
W tej chwili chcemy dokupić materiały za około 3300 złotych. To najpilniejsze wydatki, moim marzeniem jest zrobić zakupy za co najmniej 2 razy tyle, ale niepokoję się, czy w tym miesiącu będzie to możliwe.
Czy mogę liczyć na Pani wsparcie?
Numer konta Fundacji Życie i Rodzina:
47 1160 2202 0000 0004 7838 2230.
Kod SWIFT: BIGBPLPW
Blik, wpłaty kartami i systemami online znajdują się pod linkiem:
Politycy każą Polakom przesiadać się na drogie i mało efektywne samochody elektryczne, podobno dla „dobra klimatu”, ale sami, mając do dyspozycji publiczną kasę, po elektryki nie sięgają.
Najnowsze dane pokazują, że polskie instytucje państwowe zarejestrowały w 2024 roku 942 nowe pojazdy, notując 4-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym.
Wśród wybranych modeli dominują klasyczne marki premium: Range Rover Velar, Mercedes Klasy S, BMW Serii 7 oraz Audi A6. Nie zabrakło również bardziej ekonomicznych wyborów, takich jak Dacia Duster czy Skoda Superb.
Najbardziej znaczący jest jednak fakt, że żaden z zakupionych pojazdów nie był w pełni elektryczny. To bardzo ciekawe zważywszy na to, że ci sami politycy wprowadzają takie prawo, by kierowcom obrzydzić samochody spalinowe.
Wybór samochodów spalinowych do flot rządowych ma swoje praktyczne uzasadnienie. Pojazdy te często pokonują długie trasy z wysokimi prędkościami, gdzie sprawdzone jednostki napędowe, szczególnie diesle, wciąż oferują optymalną kombinację osiągów i niezawodności.
Sytuacja stwarza jednak wyraźny dysonans komunikacyjny. Z jednej strony obywatele są zachęcani do przesiadania się na pojazdy elektryczne, z drugiej – instytucje państwowe konsekwentnie wybierają napędy konwencjonalne.
W kontekście planowanego przez UE zakazu sprzedaży samochodów spalinowych, decyzje zakupowe administracji państwowej nabierają szczególnego znaczenia. Sektor publiczny najwyraźniej nie ma najmniejszej ochoty stosować się do rozwiązań, które narzucają prywatnym nabywcom.
Największy wzrost średniej ceny koszyka zakupowego miał miejsce w sieci Lidl (71%)
„Z wrześniowego badania wynika, że pozycję lidera najniższych cen zajął Auchan. Średni koszt koszyka zakupowego ASM Sales Force Agency w tej sieci wyniósł 280,27 zł. To wzrost o 96,72 zł, czyli o 52,69 proc. więcej niż najtańszy koszyk w sierpniu, należący przed miesiącem do sieci Lidl” – napisano w raporcie.
Różnice w średniej cenie koszyka między pierwszym, a drugim i trzecim sklepem w rankingu wyniosły odpowiednio więcej o 6,88 zł (Selgros Cash & Carry) i 7,70 zł (Makro Cash & Carry).
Najwyższą wartość koszyka zakupowego we wrześniu 2024 r. odnotowano w sieci POLOmarket, gdzie za analizowany zestaw produktów trzeba było zapłacić 330,30 zł.
Wśród kategorii sieci tradycyjnych, najtańsze zakupy można było zrobić w sklepach typu Cash & Carry – 287,56 zł. Natomiast w zestawieniu kanałów sprzedaży najwyższe, średnie ceny badanych produktów w koszyku zakupowym odnotowano w dark store – 362,68 zł. Natomiast najtańsze zakupy (305,83 zł) można było zrobić w sklepach hybrydowych, czyli sieciach oferujących sprzedaż stacjonarną oraz internetową.
Średnia cena koszyka zakupowego wzrosła w IX o 8,82 proc., czyli o 25,07 zł mdm i wyniosła 309,27 zł – podała agencja badawcza ASM SFA. W porównaniu z poprzednim rokiem wzrosła o 8,5 proc., czyli 24 zł. Z raportu wynika, że w dziesięciu sieciach średnie ceny koszyków przekroczyły próg 300 zł.
Najmocniej zdrożały napoje (19 proc.), słodycze (11 proc.) i mrożonki (10 proc.) a spadek zanotowały jedynie produkty tłuszczowe (5 proc.). Spadek cen odnotowano jedynie w czterech sieciach, a w pozostałych dziewięciu ceny badanych produktów były wyższe niż w sierpniu.
Największy wzrost średniej ceny koszyka zakupowego miał miejsce w sieci Lidl (71,05 proc.), natomiast największy spadek w sklepach Selgros Cash & Carry (1,16 proc.).
W ujęciu rocznym wzrost cen badanych produktów zaobserwowano w 9 na 13 analizowanych sieci. Największy wzrost ceny koszyka zanotowano w sieci Biedronka, w której średnia cena koszyka we wrześniu 2024 r. była wyższa aż o 109,10 zł niż w 2023 r., tj. o 50,31 proc.
W raporcie podano, że we wrześniu w przypadku minimalnych cen produktów liderem został Selgros Cash & Carry, który oferował 12 produktów w cenach minimalnych. Tuż za nim uplasował się Auchan z 11 produktami z najniższymi cenami, a następnie Netto (5 produktów), Kaufland (4 produkty), Makro Cash & Carry (3 produkty), E.Leclerc i Lidl (po 2 produkty).
Najwięcej najdroższych badanych produktów (25) można było we wrześniu znaleźć w sieci Netto. Kolejno uplasowały się sklepy Aldi i POLOmarket (po 6 produktów). Następnie Lidl (5 produktów), Biedronka, Dino, Intermarche (po 4 produkty), Kaufland, E.Leclerc, Selgros Cash & Carry (po 2 produkty), Auchan, Carrefour, Makro Cash & Carry po 1 produkcie z najwyższą ceną spośród 40 analizowanych. (PAP Biznes)
Sprawa budowy centrum dystrybucyjnego Lidla w Gietrzwałdzie trwa już prawie dwa lata. Od samego początku inwestycja wywoływała kontrowersje i spotkała się z krytyką ze strony mieszkańców [i ogromnej ilości katolików. md] .
Ostatecznie centrum dystrybucyjne otrzymało zgodę na budowę.
Inwestycja Lidla na Warmii i MazurachŹródło: money.pl, fot: Rafał Parczewski
Na początku 2024 r. władze Olsztyna poinformowały, że rozpoczęto postępowanie administracyjne przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym w sprawie unieważnienia przez Wójta Gminy Gietrzwałd decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla projektu „Budowa Centrum Dystrybucyjnego LIDL Gietrzwałd wraz z infrastrukturą techniczną”.
17 września SKO ogłosiło, że nie stwierdza nieważności tej decyzji, co otwiera drogę do realizacji inwestycji – donosi portal olsztyn.com.pl.
Zbudują magazyn koło miejsca objawień Maryjnych
Warto przypomnieć, że plany budowy centrum dystrybucyjnego Lidla wywoływały kontrowersje wśród lokalnej społeczności. W maju 2023 roku Komitet Obrony Gietrzwałdu zorganizował Ogólnopolski Protest Pielgrzymkowy przeciwko tej inwestycji.
Komitet argumentował, że budowa magazynu może negatywnie wpłynąć na warmiński krajobraz. Zwłaszcza, że w Gietrzwałdzie znajduje się jedyne w Polsce uznane miejsce objawień maryjnych. [Cóż za odwrócenie kota ogonem !! Chodzi nam o brutalne uderzenie komercji w jedyne w Polsce uznane oficjalnie przez Kościół miejsce Objawień Maryjnych, gdzie, pod zaborem pruskim, Matka Boża mówiła do dziewczynek, do nas – po polsku. Mirosław Dakowski]
Z kolei wójt Kasprowicz podkreślał korzyści związane z nowymi miejscami pracy i rozwojem gminy. Lidl w oświadczeniu dla mediów zapewniał, że magazyn nie będzie wykorzystywany do utylizacji, przetwarzania czy spalania surowców.
Planowany magazyn w Gietrzwałdzie będzie 14. takim obiektem Lidla w Polsce, porównywalnym rozmiarami do największego magazynu sieci w Oleśnicy, który ma powierzchnię około 70 tys. mkw.
Jak w 2023 r. pisały wiadomosci.wp.pl, we wsi Gietrzwałd na stałe żyje niecałe 600 osób. Jest tam powszechnie znana Karczma Warmińska, pizzeria, posterunek policji, apteka, cukiernia i dwie stacje benzynowe przy trasie krajowej nr 16.
– Najpoważniejszym zarzutem wobec inwestycji jest próba zniszczenia kulturowego i przyrodniczego krajobrazu Gietrzwałdu, wsi o historycznym znaczeniu walki o polskość Warmii i oczywiście kultu maryjnego [znów to odwrócenie kota ogonem !!] . Monstrualna hala zdominuje krajobraz i przyćmi historyczną zabudowę oraz wzgórze kościelne – tłumaczy Wirtualnej Polsce Wojciech Samulowski z Gietrzwałdu, autor lokalnej gazety.
======================
mail:
Oficjalnie:
Trzon obecnego etapu inwestycji to gigantyczna hala główna. Obiekt o pow. 7,3 ha ma 440 m. długości, 166 m. szerokości. Wysokość hali to 24 m.
W kolejnym etapie ma powstać druga hala, która do powierzchni logistycznej Lidla doda kolejne 9 tys. mkw.
Odkrycie pierwszego na Wyżynie Sandomierskiej długiego domu z okresu wczesnego neolitu
W początkach października 2024 r. zakończyły się archeologiczne badania ratownicze w Sandomierzu – Mokoszynie podjęte w związku budową w miejscu znanego stanowiska archeologicznego zespołu domów jednorodzinnych. Badania prowadziła pracownia „Trzy Epoki” Monika Bajka z Klimontowa.
Podejmując prace wykopaliskowe spodziewano się odkrycia pozostałości niewielkiej osady z okresu środkowego neolitu ludności kultury pucharów lejkowatych (ok. 3700-3200 lat przed n.e.), tak bowiem zostało to stanowisko określone na podstawie wyników przeprowadzonych pod koniec ubiegłego wieku badań powierzchniowych. I rzeczywiście badania potwierdziły istnienie w tym miejscu osady ludności kultury pucharów lejkowatych w postaci dużych jam – piwniczek służących do przechowywania żywności. Największa z nich, w przekroju poprzecznym przypominająca trapez, przy dnie miała średnicę prawie 3 m i głębokość 2,7 m. W jamach kultury pucharów lejkowatych znaleziono fragmenty naczyń glinianych, narzędzia krzemienne i odpadki krzemienne powstałe przy ich wytwarzaniu, kamienne żarna i płyty szlifierskie, a także kości zwierzęce i muszle małży. Z osadą kultury pucharów lejowatych wiązać należy również odkryte w sąsiedztwie jam – piwniczek ślady palenisk.
Pozostałości podobnych osad znane są z wielu miejsc w okolicach Sandomierza. Dwie największe z nich, to mająca ok. 8 ha powierzchni osada w Kamieniu Łukawskim i, prawdopodobnie nawet większa od niej, osada w Zawichoście-Podgórzu.
Natomiast zupełnie nieoczekiwanym a jednocześnie najciekawszym odkryciem były pozostałości starszej o kilka tysięcy lat, bo pochodzącej z wczesnego neolitu (ok. 5300-4900 lat przed n.e.), osady ludności kultury ceramiki wstęgowej rytej. Kultura ta jest przypisywana pierwszym rolnikom i hodowcom, którzy przybywali na ziemie obecnej Polski z terenów zakarpackich, przemieszczając się przez Bramę Morawską i przełęcze w Bieszczadach. Ludność ta przynosiła ze sobą nie tylko umiejętność uprawy ziemi i hodowli, ale także znajomość wytwarzania i wypalania naczyń ceramicznych czy umiejętność budowy dużych domów o konstrukcji opartej na słupach wkopywanych w ziemię. Właśnie pozostałości takiego dużego domu – pierwszego w okolicach Sandomierza – udało się w trakcie obecnych badań zadokumentować. Tworzyły je zespół tzw. dołków posłupowych, których część jest pozostałością ścian zewnętrznych budynku składających się z wkopanych w ziemię słupów ok średnicy ok. 30 cm i uzupełnianych plecionką wylepianą gliną, część zaś to pozostałości trzech rzędów słupów wewnętrznych o średnicach około 50 cm na których wspierała się konstrukcja dachu. Dom był zorientowany wzdłuż osi północ – południe, z wejściem od strony południowej.
W trakcie badań odsłonięto jedynie fragment pozostałości domu, którego południowa część została zniszczone przez późniejsze osadnictwo kultury pucharów lejkowatych, natomiast północna, znajdująca się już poza terenem inwestycji nie została przebadana. Tym niemniej ustalono, że szerokość domu wynosiła około 6 m, długość natomiast przekraczała 20 m. Najdłuższy znany na ziemiach polskich długi dom z okresu wczesnego neolitu miał długość ponad 40 m.
Dookoła domu znajdowały się różne jamy, w tym tzw. glinianka powstała w wyniku wybieranie lessu do wylepiania ścian, w także jamy o charakterze gospodarczym. W dwóch z nich odkryto wytwory ze szkliwa wulkanicznego (obsydianu), przynoszonego przez pierwszych rolników z terenów zakarpackich (z terenu obecnej Słowacji bądź północnych Węgier), m.in. fragment rdzenia przerobionego na narzędzie i fragmenty wiórów. Poza tym odnaleziono ceramikę, zdobioną liniami rytymi i guzami, narzędzia z krzemienia czekoladowego i świeciechowskiego, w tym drapacze używane do oczyszczania skór w procesie wyprawiania, wkładki do sierpa, grocik strzały, a także kości zwierzęce, fragmenty kamiennych żaren i płyt.
Długie domy kultury ceramiki wstęgowej rytej dotychczas były znane z terenów Kujaw i ziemi chełmińskiej, Dolnego Śląska i Małopolski. Na Wyżynie Sandomierskiej do tej pory nie odkryto śladów konstrukcji naziemnych z tego
Dodatkowo, w jednej z jam znaleziono duży fragment naczynia neolitycznej kultury lubelsko-wołyńskiej, co wskazuje na osadnictwo w tym miejscu również ludności tej kultury neolitycznej.
Dokonane obecnie odkrycia uzupełniają w znacznej mierze dotychczasową wiedzę na temat najstarszych dziejów okolic Sandomierza. Należy podkreślić, że nie miały by one miejsca, gdyby wzorcowe współdziałanie inwestora (ponoszącego koszty badań archeologicznych), urzędu konserwatorskiego, który do nich inwestora zobowiązał, jednocześnie określając ich zakres i sposób prowadzenia, oraz archeologów, którzy badania te zrealizowali.
Zabytki odkryte w trakcie badań po naukowym opracowaniu zostaną przekazane do Muzeum Zamkowego w Sandomierzu.
7 grudnia 2024 roku Jorge Bergoglio, publiczny heretyk, odstępca od Chrystusa i uzurpator stolicy św. Piotra ma ogłosić na konsystorzu 21 nowych kardynałów. Przypominamy, że zgodnie z nauką katolicką dotyczącą papieża-heretyka, konkretnie głoszoną przez nauczyciela kościoła św. Roberta Bellarmina i wyrażoną w bulli Pawła IV „Cum ex apostolatus officio”, a przede wszystkim zgodnie ze słowami apostoła Pawła (Ga 1,8-9) Bergoglio jest ipso facto ekskomunikowany z Kościoła katolickiego i wszystko, co robi, jest nieważne i nieskuteczne. Najwyższy czas, aby biskupi katoliccy opamiętali się i zaczęli respektować nauczanie ojców i nauczycieli Kościoła, a także bullę dogmatyczną papieża Pawła IV. Nadszedł czas, aby biskupi jako kolegium apostolskie publicznie skazali Bergoglio za herezję i apostazję. Następnie wystarczy jedynie stwierdzić fakt, że Bergoglio jest ipso facto ekskomunikowany z Kościoła.
W normalnych okolicznościach, czyli gdyby zamiast Bergoglio urząd papieski zajmował prawowity i prawowierny papież, mianowanie kardynałów oznaczałoby ogłoszenie nazwisk hierarchów, którzy mają mu aktywnie pomagać w ochronie integralności skarb wiary „depositum fidei” i moralności. Jednak mianowanie do rangi kardynała przez Bergoglio, uzurpatora władzy kościelnej, jest nieważne. Ci wybrańcy mają mu pomóc w dokończeniu diabolicznego dzieła przekształcenia Kościoła katolickiego w antykościół New Age, czyli nierządnicę antychrysta. Wszystko to dzieje się według modelu masońskiej koncepcji Kościoła bez Syna Bożego Jezusa Chrystusa, bez Ducha Świętego, bez łask i bez wiary. To przerażające, że biskupi milczą w tej sprawie.
Wśród 21 nominowanych jest dziewięciu, którzy otwarcie popierają bluźnierczą „Fiducia supplicans”, a zatem ideologię LGBTQ całkowicie sprzeczną z nauczaniem katolickim. Przykładem jest dominikanin Timothy Radcliffe, znany z propagowania ideologii LGBTQ i zaprzeczania nauczaniu katolickiemu.
W 2005 roku, po opublikowaniu dokumentu zabraniającego kandydatom o skłonnościach homoseksualnych wstępu do seminarium, Redcliffe ostro się temu sprzeciwił. Powiedział londyńskiemu „The Times”: „Głęboko zakorzenione uprzedzenia wobec innych, takie jak homofobia czy mizoginia, byłyby podstawą do odrzucenia kandydata do kapłaństwa, ale nie jego orientacja seksualna”.
Dla „The Tablet” napisał: „Nie mam wątpliwości, że Bóg powołuje homoseksualistów do kapłaństwa, a są oni jednymi z najbardziej oddanych i imponujących księży, jakich kiedykolwiek znałem”.
W 2012 roku powiedział „The Tablet”, że chociaż małżeństwa osób tej samej płci są niemożliwe, „nie jest to powód, aby lekceważyć oddaną miłość osób tej samej płci. Jej również należy szanować i wspierać, dlatego urzędnicy kościelni powoli zaczynają wspierać związki partnerskie osób tej samej płci. Bóg miłości może być obecny w każdej prawdziwej miłości”.
Po opublikowaniu „Fiducia supplicans” nie jest wcale zaskakujące, że Bergoglio nielegalnie mianuje hierarchów, którzy bezpośrednio popierają jego dokument i sami są zwolennikami perwersji seksualnych, które Bóg potępił jako obrzydliwość. Bóg karze ten grzech zarówno ogniem doczesnym, jak i wiecznym, więc wspieranie grzechu sodomii i ideologii LGBTQ jest otwartym buntem przeciwko Bogu.
Podsumowując, podkreślamy, że każdy z szeregów księży, biskupów, kardynałów – czy, jak jesteśmy dzisiaj świadkami, nawet uzurpator papiestwa, – który popiera LGBTQ oraz ideologię gender, czyli sodomską antyewangelię, podlega nie tylko ekskomunice latae sententiae, ale wykluczeniu z Mistycznego Ciała Chrystusa – anatemie Bożej według Gal 1,8-9.
Anatema Boża spada nie tylko na dominikanina Radcliffa, ale także na pozostałych 8 wymienionych, którzy aktywnie wspierają legalizację grzechu sodomii, związanego z „Fiducia supplicans”. Ale anatema spada także na pozostałych nominatów, którzy zgadzają się z programem „Fiducia supplicans”, czyli z buntem przeciw Bogu i samozagładą Kościoła. Należy wiedzieć, że ich nominacja jest kanonicznie i dogmatycznie nieważna i nieskuteczna. Wzywamy tych odstępczych hierarchów, aby szczerze pokutowali i wyraźnie nazwali grzech grzechem i herezję herezją. W przeciwnym razie, jeśli będą trwać w uporze aż do śmierci, zostaną potępieni na wieki w piekle, podobnie jak apostoł Judasz.
24.08.2022 Warszawa, pl. Zamkowy. Manifestacja z okazji Dnia Niepodleglosci Ukrainy.,Image: 716363631, License: Rights-managed, Restrictions: , Model Release: no, Credit line: Jacek Szydlowski / Forum
W audycji Radia Wnet „Studio Dziki Zachód” pisarz i podróżnik Wojciech Cejrowski spierał się z redaktorem Krzysztofem Skowrońskim o relacje polsko-ukraińskie i dyskryminację, jakiej doznają w jego ocenie polskie środowiska patriotyczne w porównaniu z sytuacją imigrantów zza naszej wschodniej granicy.
Wymiana zdań na temat Ukrainy wywiązała się w związku z wątkiem zakazu wydanego przez prezydenta Warszawy wobec corocznej demonstracji polskiego patriotyzmu.
– Resortowe dziecko Trzaskowski zakazuje Marszu Niepodległości, którego nie lubi – podkreślał Wojciech Cejrowski. – Urzędnik powinien być ślepy na swoje „lubię, nie lubię”, tylko z paragrafu powinien to robić. No a wcześniej zezwolił na organizację banderowskiej wielkiej imprezy w dniu niepodległości Ukrainy. Czyli Ukraińcy w Polsce – którzy przebywają tu, mam nadzieję, czasowo tylko, a potem pojadą sobie gdzieś jak się wojna skończy – dostali [pozwolenie] na swoją, z ich punktu widzenia patriotyczną imprezę, dokładnie taką samą jak Marsz Niepodległości, i Trzaskowski z tym problemu nie miał – przypomniał podróżnik.
Analogia nie spodobała się gospodarzowi programu. – Wolałbym porównanie do Marszu Miliona, zorganizowanego przez Donalda Tuska – odparł Krzysztof Skowroński.
– Marsz Miliona to nie był marsz ściśle patriotyczny, związany z Marszem Niepodległości. Marsz Ukraińców, z ich punktu widzenia, w ich intencji to był marsz niepodległości, związany ze świętem niepodległości, gdzie oni manifestują niezależnie od swoich partyjnych upodobań. I dlatego to można porównać z Marszem Niepodległości – ripostował Cejrowski.
– Porównać można, ale przeciwstawiać nie – pokazać, że tu banderowcy zorganizowali, a tutaj Polakom…
– A dlaczego nie można przeciwstawiać, kto mi zabroni? – oponował gość Radia Wnet.
– To nie jest przeciwstawne – wciąż oponował szef rozgłośni.
– Ale ja jestem wkurzony tym, że w moim kraju Ukraińcy manifestują swoją niepodległość.
– Ale jak jesteś w wolnym kraju to każdy może demonstrować bo jest poprawka do Konstytucji, że każdy ma wolność zgromadzeń, w związku z tym i Ukraińcy, i Haitańczycy…
– Obywatel, wyłącznie obywatel, a nie nielegalny przybysz – nie zgadzał się Wojciech Cejrowski.
Dalej rozmówcy doszli do analogii z paryskimi demonstracjami poparcia dla „Solidarności” albo schronieniem udzielanym naszym przodkom przez Anglię i Francję w czasach zaborów.
W końcu gość programu stwierdził: – Mogę traktować Ukrainę jako wroga Rzeczypospolitej.
– Możesz, wszystko. Wojciech Cejrowski może wszystko, ale dlaczego? – padło pytanie.
– Z powodu grobów, z powodu Wołynia, z powodu tego, że nas wymiksowali z rozmów. Polska podobno najwięcej forsy wyłożyła, najwięcej pomocy udzieliła i została wymiksowana z rozmów, bo jest nieważnym psem, którego można teraz kopnąć, swoje zrobił. A wielcy Francuzi, którzy oponowali przeciwko pomocy dla Ukrainy, Niemcy, którzy wysłali hełmy, oni są zapraszani, bo oni są ważni. A tego psa parszywego Polskę trzeba kopnąć. Czy Zełenski się upomniał? „Ale panowie, ale nieelegacko wypadnę bo udzielono mi tyle pomocy ze strony Polski, i ona była pierwsza” – no, bo mamy wspólną granicę, ale mamy też z innymi wspólne granice. A jednak to Polacy swoją otworzyli i bez kontroli paszportów przepuścili 2 miliony ludzi ciurkiem i bez kontroli covidowej. Pana Cejrowskiego w tym samym czasie na lotnisku kontrolowali na covid….
– Bo się zaczęła wojna i leciały bomby na głowę a panu Cejrowskiemu te bomby na głowę nie leciały. Poza tym Zełenski nie był gospodarzem tego spotkania – przekonywał Krzysztof Skowroński.
Za sprawą orędzia prezydenta Andrzeja Dudy do obiegu publicznego wróciło pojęcie demokracji walczącej. Wprowadził je w Polsce premier Donald Tusk, który de facto zapowiedział, że zaprowadzając swoje porządki będzie łamał prawo i by w Polsce praworządność i demokrację przywrócić musi się posługiwać demokracją walczącą.
A skąd premier Donald Tusk w ogóle tę całą demokrację walczącą wziął? A z Niemiec, bo to Wehrhafte Demokratie jest. Można ten termin tłumaczyć jako demokracja obronna, defensywna, choć potocznie w Niemczech mówi się też o walczącej. Po polsku też to lepiej brzmi i budzi szlachetne skojarzenia – z symbolem Polski Walczącej, czy Solidarnością Walczącą. A że Donald Tusk i jego otoczenie propagandowo sprytni są, to takie miano temu niemieckiemu wynalazkowi nadali.
Koncept demokracji walczącej powstał jeszcze w czasach Republiki Weimarskiej, a potem był rozwijany w latach 40-ych i 50-ych w Niemieckiej Republice Federalnej – tak się wówczas Zachodnie Niemcy nazywały. Potem demokracja walcząca na całe dziesięciolecia zniknęła, by odrodzić się w czasie rządów skrajnie nieudolnej koalicji świateł drogowych, jak od barw partyjnych nazwano sojusz po wodzą kanclerza Olafa Scholza czerwonej SPD, liberalnej FDP i Zielonych.
Jak rządy nie idą, wszystko się sypie, władcy sobie nie radzą, to znajdują sobie wroga, którego można obwinić. Dobrze też rzucić coś na pożarcie niezadowolonym poddanym, by się wyładowali, żądze zaspokoili. Do tego służy demokracja walcząca o demokrację.
Jak sami państwo widzą sprytny to koncept, bo potrójne korzyści daje. Pozwala zrzucać winy za własne porażki nieudolność, niekompetencje na wroga, który knuje i psuje, pułapki jak Zjednoczona Prawica pozastawiał, albo jak prezydent Duda tryb w szprychy kochanemu rządowi kochanego premiera Tuska wkłada.
Po drugie obłaskawia tłum, bo igrzyska daje, żądzę krwi zaspokaja. Ile to radości jest jak się jakiegoś księdza i dwie panie za kraty wrzuci.
Po trzecie pozwala w imię wyższych celów zwalczenia owego wroga zaprowadzać brutalne, agresywne, niedemokratyczne, autorytarne porządki i wciąż nazywać je demokracją, tyle, że walczącą.
W powojennych Niemczech zastanawiano się czy w porządku demokratycznym może być miejsce dla takich partii jak lewicowa NSDAP, którą oczywiście dla oszustwa nazywano skrajną prawicą. Historia tego wielkiego kłamstwa o prawicowym nazizmie przypomina tę o polskich obozach śmierci.
Wątek o skrajnej prawicy jest o tyle ważny, że w niemieckim, ale też w całej Europie lewicowym przekazie prawica ze zbrodniami ma się kojarzyć i tylko z nią za pomocą brutalnych, agresywnych metod – np. demokracji walącej wolno walczyć. Zaś słusznym lewicowym ideologom ludobójstwa jak Marks nawet się uroczystą sesję w Parlamencie Europejskim odprawi, a zbrodniarzom ludobójcom jak Lenin pomnik np. w Gelsenkirchen postawi.
Problem czy nazistom należą się demokratyczne prawa jest rzeczywisty. Niemcy jak wiadomo z nazizmem zmierzyły się tylko publicystycznie i teoretycznie, dlatego większość ich zbrodniarzy bez rozliczenia dożyła w spokoju starczych lat, dostając nawet od państwa niemieckiego comiesięczne wypłaty za mordy i grabieże. Warto pamiętać o nierozliczeniu się z Polską i jednoczesnym wypłacaniu emerytur za służbę w SS.
Tym niemniej w Niemczech dostrzegano problem tego jak zaprojektować ustrój polityczny i porządek konstytucyjny, który gwarantuje demokratyczne prawa i wolności, równość obywateli i jednocześnie mieć instrumenty zapobiegające obaleniu demokracji metodami demokratycznymi. Stąd pomysł, by powstało coś takiego jak Wehrhafte Demokratie – owa demokracja walcząca, która walczy o demokrację. Niemcy chyba do dziś nie uświadomili sobie tego, że owszem Hitler doszedł do władzy w wyniku wyborów, ale już całkiem niedemokratycznie pozwolili mu by został ich fuhrerem.
Jak już ta demokracja o demokrację tak walczy, to może w tej walce posługiwać się metodami demokracji obcymi. Zawieszać sobie demokrację, albo stosować prawo tak jak my je rozumiemy, czyli jak Donald Tusk, albo Bodnar pojmują.
Jak już wspomnieliśmy demokracja walcząca ma zastosowanie tylko wtedy, gdy prawica stanowi owo zagrożenie dla demokracji. Należy jednak rozumieć, że w niemieckim wydaniu termin „prawica” oznacza dowolne ugrupowanie, które nie podoba się licencjonowanym władcom Niemiec i mediom.
…demokracja, która podobnie jak niemiecka postrzega siebie jako „defensywną”, nie może być na tyle naiwna, aby wierzyć, że żądań prawicy należy słuchać tylko dlatego, że istnieją – nie mówiąc już o ich przestrzeganiu — pisze w swej książce „Atak antydemokratów” Samuel Salzborn, komisarz Berlina ds. antysemityzmu, który wzywa do ochrony demokracji przed prawicą.
Czujecie Państwo jak w tych Niemczech kwitnie kultura demokracji i tolerancji skoro nawet takiego komisarza muszą mieć. A naziści to prawica i od walki z nią jest właśnie Wehrhafte Demokratie.
Zagrożenie dla demokracji narasta w Niemczech wraz z przybyciem milionów imigrantów, których Merkel zaprosiła. Ale wedle prawidłowych Niemców, to nie przybysze owo zagrożenie stanowią, tylko ci co się inwazji sprzeciwiają. Trzeba więc demokratycznymi metodami zniszczyć te ruchy, które są niewłaściwe i przeciwko nielegalnej imigracji powstały – jak Pegida czy AfD.
Dziś oficjalnie dyskutuje się o zdelegalizowaniu AfD – partii, która w niektórych landach wygrywa wybory, czyli ma największy mandat obywatelski do sprawowania władzy. No ale przecież Hitler też miał i teraz już wiemy, że nie wolno było Hitlera do władzy dopuszczać, a AfD to taki nowy Hitler.
W Polsce taką nieprawidłową partią, którą być może należałoby zdelegalizować a już na pewno pozbawić środków finansowych a co ważniejszych działaczy do więzienia wrzucić jest oczywiście PiS.
Demokracja w Niemczech walcząca zaprowadza cenzurę, poprzez Urząd Ochrony Konstytucji prowadzi nieustanną inwigilację niektórych środowisk i czasami nieposłusznych za zbyt ostentacyjne wyrażanie myśli do więzienia wsadza. Demokracja walcząca buduje też getta polityczne, czy kordony sanitarne, by trędowate, nie dość europejskie partie izolować. Nie wchodzi się z nimi w żadne relacje, a nawet jak PO sprawdza kto do kogo na urodziny poszedł, albo posłankę wyrzuca z komisji dlatego, że CPK z zadżumionymi chciałaby budować.
Wehrhafte Demokratie jest w Niemczech pełnoprawną odmianą demokracji i taką właśnie chce zaprowadzić w Polsce Donald Tusk. Ma w tym wsparcie Niemców, którzy wprost sformułowali instrukcje, że dla obrony demokracji można łamać demokrację, a dla praworządności dopuszczać się bezprawia.
Demokracja walcząca w Niemczech obudowana jest tyloma instytucjami i przepisami jakby kraj ten garściami czerpał wzorce z komunistycznego NRD. W tym nie ma wielkiej niespodzianki, wszak przez lata jego władczynią była dawna komunistyczna działaczka Angela Merkel a i kanclerz Scholz młodzieńcze uniesienia w NRD przeżywał. Tam na zlotach młodzieży o pokój walczącej polityki się uczył.
Ochrona przed faszyzmem, czyli niszczenie prawicy ma nie tylko wymiar propagandowy, publicystyczny, ale przestaje być abstrakcją i nabiera bardzo konkretnego kształtu. Plan ten – „Środki przeciwko prawicowemu ekstremizmowi” opracowali wspólnie minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser, szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Thomas Haldenwang i szef Federalnej Policji Kryminalnej Holger Monch. To także jawna, bezwstydna zapowiedź zaangażowania służb w walkę polityczną. O tym jak RFN powoli zamienia się w NRD pisaliśmy tutaj:
Te idee demokracji walczącej właśnie zaimportował Donald Tusk, a Niemiec się cieszył jak sprzedawał. Na bieżąco będziemy śledzić postępy demokracji walczącej i porównywać z dokonaniami naszych zachodnich sąsiadów, którzy są tak wielkim wzorem porządku prawnego i demokracji choćby dla Adama Bodnara, że ten się tłumaczy i hołdy składa przed byle ministrem sprawiedliwości jakiegoś landu.
Co w Niemczech to i w Polsce – np. nielegalni imigranci, więc przekonamy się niedługo czy władze zafundują nam jakąś polską odmianę niemieckiej ustawy z 2022 roku o Promocji Demokracji, w której uzasadnieniu czytamy:
Aby skutecznie prowadzić walkę ze skrajną prawicą, państwo potrzebuje u swego boku demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego – w całej jego szerokości i różnorodności.
Jak widać w Niemczech to nie obywatele jako suweren mają swoje państwo, tylko państwo ma swych obywateli, których „potrzebuje”.
Zobaczymy też w jakim tempie zostanie wprowadzona w Polsce instytucjonalna cenzura taka jak jest w Niemczech. Bo na razie mamy samowolę i anarchię i redaktor z telewizora sam musi zgadywać co może się kochanej władzy nie podobać i co jest niezgodne z demokracją walczącą. A tak będzie miał przepis i urząd, który go przypilnuje.
Dla Niemiec polskie doświadczenia w zaprowadzaniu demokracji walczącej też mogą być bardzo przydatne. Nasza ojczyzna może być takim laboratorium gdzie prowadzi się eksperymenty dotyczące np. tego ilu więźniów sumienia i jak długo można bez wyroku za kratami trzymać, albo tego ilu policjantów trzeba by pruć sejfy w prokuraturze, czy jakąś stację telewizyjną opanować. Taka międzynarodowa wymiana doświadczeń w ramach naszego wspólnego europejskiego domu będzie bardzo cenna.
Do demokracji walczącej odnosi się jeszcze też zasada którą towarzysz Soso, czyli Stalin sformułował mówiąc, że wraz z rozwojem komunizmu zaostrza się walka klasowa. Tak więc im więcej czasu od wyborów upłynęło, im więcej ich przeprowadzono – do Sejmu, samorządowe, do Parlamentu Europejskiego, im więcej instytucji publicznych obecna władza przejęła, im więcej jej ludzi państwo obsiadło tym bardziej demokracja walcząca o demokrację walczyć musi.
=============
MD
Toż to parafraza: “W miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się” – Stalin
“Rok po atakach z 7 października Netanjahu jest na fali zwycięstw”. Tak brzmi tytuł niedawnego artykułu opublikowanego na portalu Axios opisującego izraelskiego premiera jadącego na niepokonanej fali triumfów. Te oszałamiające „sukcesy” wojskowe, jak zauważa autor artykułu Barak Ravid, obejmują bombardowanie Jemenu, zabójstwa szefa Hamasu Ismaila Haniyeha i przywódcy Hezbollahu Hassana Nasrallaha oraz atak pagerowy na Liban.
Jednostka 8200 to największa i być może najbardziej kontrowersyjna izraelska organizacja szpiegowska. Była ona odpowiedzialna za wiele głośnych operacji szpiegowskich i terrorystycznych, w tym niedawny atak z użyciem pagerów, w wyniku którego rannych zostało tysiące libańskich cywilów. Jak pokaże niniejsze śledztwo, Ravid nie jest jedynym izraelskim byłym szpiegiem pracującym w czołowych amerykańskich mediach, ciężko pracującym nad wytworzeniem zachodniego poparcia dla działań swojego kraju.
Osoba wtajemniczona w sprawy Białego Domu
Ravid szybko stał się jedną z najbardziej wpływowych osób w korpusie prasowym Kapitolu. W kwietniu zdobył prestiżową nagrodę korespondentów prasowych Białego Domu „za ogólną doskonałość w relacjach z Białego Domu”– jedną z najwyższych nagród w amerykańskim dziennikarstwie. Sędziowie byli pod wrażeniem tego, co opisali jako jego „głęboki, niemal intymny poziom pozyskiwania informacji w USA i za granicą” i wybrali sześć artykułów jako wzorowe kawałki dziennikarstwa.
Większość z tych artykułów polegała po prostu na wydrukowaniu anonimowych źródeł Białego Domu lub izraelskiego rządu, dzięki czemu wyglądały one dobrze i dystansowały prezydenta Bidena od okropności izraelskiego ataku na Palestynę. W związku z tym nie było funkcjonalnej różnicy między nimi a komunikatami prasowymi Białego Domu. Na przykład, jedna z historii, którą wybrali sędziowie, nosiła tytuł „Scoop: Biden mówi Bibiemu, że 3-dniowa przerwa w walkach może pomóc w uwolnieniu niektórych zakładników” i przedstawiała 46° prezydenta Stanów Zjednoczonych jako oddanego humanitarystę, którego celem jest zmniejszenie cierpienia. Inny opisywał, jak „sfrustrowany” stawał się Biden w stosunku do Netanjahu i izraelskiego rządu.
Protestujący wzywali reporterów do opuszczenia imprezy w geście solidarności z ich poległymi kolegami w Strefie Gazy (w chwili pisania tego tekstu liczba ta wynosi co najmniej 128 dziennikarzy). Nie tylko nie doszło do bojkotu wydarzenia, ale organizatorzy przyznali najwyższą nagrodę izraelskiemu urzędnikowi wywiadu, który zyskał reputację być może najbardziej sumiennego stenografa władzy w Waszyngtonie.
Ravidowi nagrodę wręczył osobiście prezydent Biden, który uściskał go jak brata. To, że znany (były) izraelski szpieg mógł uściskać Bidena w taki sposób, mówi wiele nie tylko o intymnych relacjach między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem, ale także o stopniu, w jakim establishmentowe media rozliczają władzę.
«To był wzruszający i wyjątkowy wieczór, którego nie wyobrażałem sobie nawet w najśmielszych snach. Nie byłoby to możliwe bez moich redaktorów w @axios, którzy sprawili, że moje historie były lepsze, bez moich źródeł, które mi zaufały, bez mojej rodziny, która przyjechała ze mną do Waszyngtonu i bez was, czytelników. Dziękuję.»
It was a moving and special night that I never imagined even in my wildest dreams. It wouldn't have been possible without my editors at @axios who made my stories better, my sources who trusted me, my family that came with me to Washington, and you, the readers. Thank you pic.twitter.com/aMQd2prsam
Ravid zyskał sławę dzięki bezkrytycznemu drukowaniu pochlebnych informacji przekazanych mu przez rząd USA lub Izraela i podawaniu ich jako doniesień. W kwietniu napisał, że „prezydent Biden postawił ultimatum izraelskiemu premierowi Benjaminowi Netanjahu w czwartkowej rozmowie telefonicznej: Jeśli Izrael nie zmieni kursu w Strefie Gazy, ‘nie będziemy w stanie cię wesprzeć’” i że »najsilniej naciskał na zakończenie walk w Strefie Gazy w ciągu sześciu miesięcy wojny i po raz pierwszy ostrzegł, że polityka USA w sprawie wojny będzie zależeć od przestrzegania przez Izrael jego żądań«, które obejmowały »natychmiastowe zawieszenie broni«. W lipcu powtórzył anonimowe źródła, które powiedziały mu, że Netanjahu i Izrael dążą do „dyplomatycznego rozwiązania” – kolejne wysoce wątpliwe twierdzenie.
Inne artykuły Ravida oparte na tym samym schemacie obejmują:
To nieustanne wybielanie administracji Bidena wywołało powszechne kpiny w sieci.
„AXIOS EXCLUSIVE: Po sprzedaży Netanjahu broni wartej miliony dolarów, Biden puścił – głośno – „Bad Blood” Taylor Swift. „Wszyscy mogli to usłyszeć„ – mówi źródło bliskie Bidenowi” – napisał na Twitterze użytkownik X David Grossman. „Nadal przekazuję duże stosy gotówki i broni, ale kręcę głową, aby wszyscy wiedzieli, że się z tym nie zgadzam” –zażartował komik Hussein Kesvani w odpowiedzi na najnowszy artykuł Ravida sugerujący, że Biden stał się »coraz bardziej nieufny« wobec izraelskiego rządu.
Podczas tego rzekomego rozłamu między USA a Izraelem, administracja Bidena nadal wyrażała entuzjastyczne poparcie dla izraelskich ofensyw, blokowała rezolucje o zawieszeniu broni i państwowości palestyńskiej na forum ONZ, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy wysłała do Izraela broń o wartości 18 miliardów dolarów.
Tak więc, bez względu na to, jak wątpliwe są te raporty Axios, pełnią one istotną rolę dla Waszyngtonu, pozwalając administracji Bidena zdystansować się od tego, co organy międzynarodowe nazwały ludobójstwem. Zadaniem Ravida było wytworzenie przyzwolenia dla rządu wśród elitarnych liberalnych odbiorców, którzy czytają Axios, pozwalając im nadal wierzyć, że Stany Zjednoczone są uczciwym pośrednikiem na rzecz pokoju w Azji Zachodniej, a nie kluczowym pomocnikiem Izraela.
Ravid nie ukrywa swojej otwartej pogardy dla Palestyńczyków. We wrześniu retweetował post, w którym stwierdził:
To jest sposób PaliNazi… wyłudzają ustępstwa, nie dając nic w zamian, a następnie wykorzystują te ustępstwa jako podstawę do następnej rundy negocjacji. PaliNaziści nie umieją mówić prawdy”.
Niecały tydzień później promował bardzo wątpliwe twierdzenie ministra obrony Izraela Yoava Gallanta, że izraelskie siły obronne znalazły zdjęcie dzieci przywódcy Brygad Al-Kassam Mohammeda Sinwara świętujących przed ogromnym zdjęciem samolotów uderzających w World Trade Center. Gallant stwierdził, że znaleźli to zdjęcie – wyraźnie próbując fałszywie powiązać Palestyńczyków z 9/11 – w tunelu, „gdzie bracia Sinwar ukrywali się jak szczury”.
Niesławna agencja szpiegowska
Założona w 1952 roku Jednostka 8200 jest największym i najbardziej kontrowersyjnym oddziałem izraelskiego wojska.
Odpowiedzialna za tajne operacje, szpiegostwo, inwigilację i cyberwojnę, od 7 października 2023 r. grupa znajduje się w centrum uwagi świata. Jest powszechnie identyfikowana jako organizacja stojąca za niesławnym atakiem pagerowym na Liban, w wyniku którego zginęło co najmniej dziewięć osób, a około 3000 zostało rannych. Podczas gdy wielu w Izraelu (i sam Ravid) okrzyknęło tę operację sukcesem, została ona potępiona na całym świecie jako rażący akt terroryzmu, w tym przez byłego dyrektora CIA Leona Panettę.
Jednostka 8200 stworzyła również opartą na sztucznej inteligencji listę zabójstw dla Strefy Gazy, sugerując dziesiątki tysięcy osób (w tym kobiet i dzieci) do zabicia. Oprogramowanie to było głównym mechanizmem celowania wykorzystywanym przez IDF w pierwszych miesiącach ataku na gęsto zaludniony pas. https://www.mintpressnews.com/peter-thiel-gaza-ai-war-white-house/288372/
Opisywana jako izraelski Harvard, Jednostka 8200 jest jedną z najbardziej prestiżowych instytucji w kraju. Proces selekcji jest wysoce konkurencyjny; rodzice wydają fortuny na zajęcia z nauk ścisłych i matematyki dla swoich dzieci, mając nadzieję, że zostaną tam wybrane do służby, otwierając lukratywną karierę w rozwijającym się izraelskim sektorze hi-tech.
Służy również jako centralny element futurystycznego represyjnego aparatu państwowego Izraela. Wykorzystując gigantyczne ilości danych zebranych na temat Palestyńczyków poprzez śledzenie każdego ich ruchu za pomocą kamer rozpoznających twarze, monitorujących ich połączenia, wiadomości, e-maile i dane osobowe, Jednostka 8200 stworzyła dystopijną sieć, której używa do inwigilacji, nękania i represjonowania Palestyńczyków.
Jednostka 8200 gromadzi akta dotyczące każdego Palestyńczyka, w tym jego historię medyczną, życie seksualne i historię wyszukiwania, aby informacje te mogły być później wykorzystane do wymuszeń lub szantażu. Jeśli, na przykład, dana osoba zdradza swojego małżonka, desperacko potrzebuje operacji medycznej lub jest potajemnie homoseksualistą, może to zostać wykorzystane jako dźwignia do przekształcenia cywilów w informatorów i szpiegów dla Izraela. Jeden z byłych agentów Jednostki 8200 powiedział, że w ramach szkolenia został przydzielony do zapamiętania różnych arabskich słów oznaczających “gej”, aby mógł je usłyszeć w rozmowach. https://www.ft.com/content/69f150da-25b8-11e5-bd83-71cb60e8f08c
Pracownicy Jednostki 8200 stworzyli jedne z najczęściej pobieranych aplikacji na świecie i wiele z najbardziej niesławnych programów szpiegowskich, w tym Pegasus. Pegasus był wykorzystywany do inwigilacji dziesiątek przywódców politycznych na całym świecie, w tym francuskiego Emmanuela Macrona, południowoafrykańskiego Cyrila Ramaphosy i pakistańskiego Imrana Khana.
Izraelski rząd autoryzował sprzedaż Pegasusa Centralnej Agencji Wywiadowczej, a także niektórym z najbardziej autorytarnych rządów na świecie. Należała do nich Arabia Saudyjska, która wykorzystała oprogramowanie do inwigilacji dziennikarza Washington Post, Jamala Khashoggiego, zanim został on zamordowany przez saudyjskich agentów w Turcji.
Niedawne dochodzenie MintPress News wykazało, że duża część światowego rynku VPN jest własnością i jest obsługiwana przez izraelską firmę kierowaną i współzałożoną przez absolwenta Unit 8200.
W 2014 roku, 43 rezerwistów Jednostki 8200 wystosowało wspólne oświadczenie, w którym zadeklarowali, że nie chcą dłużej służyć w tej jednostce ze względu na jej nieetyczne praktyki, w tym brak rozróżnienia między zwykłymi obywatelami Palestyny a terrorystami. W liście zauważono również, że ich dane wywiadowcze były przekazywane wpływowym lokalnym politykom, którzy wykorzystywali je według własnego uznania. https://www.middleeasteye.net/news/unit-8200-refuseniks-face-sharp-action-army-wave-anger-politicians
Owo publiczne oświadczenie sprawiło, że Ravid zawrzał gniewem na swoich współpracowników. W następstwie skandalu Ravid udał się do izraelskiego radia wojskowego, aby zaatakować demaskatorów. Ravid powiedział, że sprzeciw wobec okupacji Palestyny oznacza sprzeciw wobec samego Izraela, ponieważ okupacja jest fundamentalną “częścią” Izraela. “Jeśli problemem jest naprawdę okupacja”, powiedział, “to twoje podatki są również problemem – finansują żołnierza na punkcie kontrolnym, system edukacji… a 8200 to wielki spin”. https://forward.com/opinion/205716/meet-the-good-kids-who-refuse-to-spy-for-israel/
Pomijając komentarze Ravida, nasuwa się pytanie: czy jest naprawdę akceptowalne, że członkowie grupy zaprojektowanej do infiltracji, inwigilacji i namierzania obcych populacji, która wyprodukowała wiele z najbardziej niebezpiecznych i inwazyjnych technologii szpiegowskich na świecie i powszechnie uważa się, że stoi za wysoce zaawansowanymi międzynarodowymi atakami terrorystycznymi, piszą dla Amerykanów wiadomości o Izraelu i Palestynie? – Jaka byłaby reakcja, gdyby wysokie rangą osobistości w amerykańskich mediach zostały ujawnione jako oficerowie wywiadu Hezbollahu, Hamasu lub rosyjskiego F.S.B.?
Wiadomości na temat Izraela dostarcza wam Izrael
Ravid nie jest jednak jedynym wpływowym dziennikarzem w Ameryce, który ma głębokie powiązania z państwem izraelskim. Shachar Peled spędziła trzy lata jako oficer w Jednostce 8200, kierując zespołem analityków zajmujących się inwigilacją, wywiadem i cyberwojną. Służyła również jako analityk technologiczny w izraelskiej służbie wywiadowczej Szin Bet. W roku 2017 została zatrudniona jako producentka i scenarzystka przez CNN i spędziła trzy lata tworząc segmenty dla programów Fareeda Zakarii i Christiane Amanpour. Później Google zatrudnił ją na stanowisko starszego specjalisty ds. mediów.
Innym agentem Jednostki 8200, który pracował dla CNN jest Tal Heinrich. Heinrich spędziła trzy lata jako agentka Jednostki 8200. W latach 2014-2017 była producentem terenowym i informacyjnym w notorycznie proizraelskim biurze CNN w Jerozolimie, gdzie była jednym z głównych dziennikarzy kształtujących amerykańskie zrozumienie operacji Protective Edge, izraelskiego bombardowania Strefy Gazy, w wyniku którego zginęło ponad 2000 osób, a setki tysięcy zostało wysiedlonych. Heinrich później opuściła CNN i obecnie jest oficjalnym rzecznikiem premiera Benjamina Netanjahu. https://en.wikipedia.org/wiki/Tal_Heinrich
Zamiłowanie CNN do zatrudniania izraelskich polityków trwa do dziś. Na przykład Tamar Michaelis pracuje obecnie dla sieci, produkując większość treści dotyczących Izraela i Palestyny. Dzieje się tak pomimo tego, że wcześniej służyła jako oficjalny rzecznik IDF w Siłach Obronnych Izraela. https://theintercept.com/2024/01/04/cnn-israel-gaza-idf-reporting/
Wielu pracowników New York Timesa, w tym główny felietonista David Brooks, ma dzieci służące w IDF; nawet gdy relacjonują lub przedstawiają opinie na temat regionu, Times nigdy nie ujawnił czytelnikom tych rażących konfliktów interesów. Nie ujawnił również, że kupił dom w Jerozolimie dla swojego szefa biura, który w roku 1948 został skradziony rodzinie palestyńskiej intelektualistki Ghady Karmi. https://mondoweiss.net/2014/10/another-reporters-israeli/
Również firmy zajmujące się mediami społecznościowymi są wypełnione byłymi agentami Jednostki 8200. Raport MintPress z 2022 roku wykazał, że w Google pracuje aż 99 byłych agentów Jednostki 8200.
Także Facebook zatrudnia dziesiątki byłych szpiegów z kontrowersyjnej jednostki. Obejmuje to Emi Palmor https://en.wikipedia.org/wiki/Emi_Palmor, która zasiada w radzie nadzorczej Meta.
Ten 21-osobowy panel ostatecznie decyduje o kierunku Facebooka, Instagrama i innych ofert Meta, decydując o tym, jakie treści należy dopuszczać, promować, a jakie tłumić. Meta została formalnie potępiona za systematyczne tłumienie palestyńskich głosów na swoich platformach przez Human Rights Watch, która udokumentowała ponad 1000 przypadków jawnej cenzury antypalestyńskiej tylko w październiku i listopadzie 2023 roku. Miarą tej stronniczości jest fakt, że w pewnym momencie Instagram automatycznie wstawiał słowo “terrorysta” do profili użytkowników, którzy nazywali siebie Palestyńczykami.
Pomimo powszechnych twierdzeń amerykańskich polityków, że jest to siedlisko antyizraelskiego i antysemickiego rasizmu, również TikTok zatrudnia wielu byłych agentów Jednostki 8200 na kluczowych stanowiskach w swojej organizacji. Na przykład w roku 2021 zatrudnił Asafa Hochmana jako globalnego szefa strategii produktowej i operacji. Przed dołączeniem do TikTok, Hochman spędził ponad pięć lat jako izraelski szpieg. Obecnie pracuje dla Meta. https://www.yu.edu/faculty/pages/hochman-asaf
Odgórna pro-izraelska cenzura
Jeśli chodzi o izraelski atak na swoich sąsiadów, korporacyjne media konsekwentnie wykazują proizraelską stronniczość. New York Times, na przykład, regularnie powstrzymuje się od identyfikacji sprawcy przemocy, gdy jest nim izraelskie wojsko i opisuje ludobójstwo około 750 000 Palestyńczyków w 1948 roku jako zwykłą “migrację”. Analiza doniesień gazety wykazała, że słowa takie jak “rzeź”, “masakra” i “przerażające” pojawiają się 22 razy częściej, gdy mowa o śmierci Izraelczyków niż Palestyńczyków, pomimo gigantycznej różnicy w liczbie zabitych po obu stronach.
W artykule o tym, jak izraelscy żołnierze wystrzelili 335 pocisków w samochód, w którym znajdowało się palestyńskie dziecko, a następnie zastrzelili ratowników, którzy przybyli je uratować, CNN wydrukowało nagłówek “Pięcioletnia palestyńska dziewczynka znaleziona martwa po tym, jak została uwięziona w samochodzie z martwymi krewnymi” – tytuł, który można zinterpretować jako tragiczny wypadek.
Tego rodzaju raporty nie są dziełem przypadku. Wszystko przychodzi z góry. Wyciekła notatka New York Timesa z listopada ujawniła, że kierownictwo firmy wyraźnie poinstruowało swoich reporterów, aby nie używali słów takich jak “ludobójstwo”, “rzeź” i “czystki etniczne” podczas omawiania działań Izraela https://theintercept.com/2024/04/15/nyt-israel-gaza-genocide-palestine-coverage/. Pracownicy Timesa muszą powstrzymywać się od używania słów takich jak “obóz dla uchodźców”, “terytorium okupowane”, a nawet “Palestyna” w swoich raportach, co prawie uniemożliwia przekazanie odbiorcom niektórych z najbardziej podstawowych faktów.
Pod podobną presją znajdują się pracownicy CNN. W październiku ubiegłego roku nowy dyrektor generalny Mark Thompson wysłał notatkę do wszystkich pracowników, instruując ich, aby upewnili się, że Hamas (a nie Izrael) jest przedstawiany jako odpowiedzialny za przemoc; by używali zawsze określenia “kontrolowane przez Hamas” podczas debat o Ministerstwie Zdrowia w Strefie Gazy i liczbach ofiar śmiertelnych wśród ludności cywilnej, a także zabraniając im zgłaszania punktu widzenia Hamasu, który zdaniem starszego dyrektora ds. standardów i praktyk informacyjnych “nie jest warty publikacji” i sprowadza się do “podżegającej retoryki i propagandy”. https://www.theguardian.com/media/2024/feb/04/cnn-staff-pro-israel-bias
Duże organizacje, takie jak Axios, CNN i New York Times, oczywiście wiedzą, kogo zatrudniają. Są to jedne z najbardziej poszukiwanych miejsc pracy w dziennikarstwie, a setki kandydatów prawdopodobnie ubiegają się o każde stanowisko. Fakt, że organizacje te wybierają izraelskich szpiegów ponad wszystkich innych, rodzi poważne pytania o ich dziennikarską wiarygodność i cele.
Zatrudnianie agentów z Jednostki 8200 do tworzenia amerykańskich wiadomości powinno być tak samo nie do pomyślenia, jak zatrudnianie bojowników Hamasu lub Hezbollahu jako reporterów. Jednak byłym izraelskim szpiegom powierzono informowanie amerykańskiej opinii publicznej o trwających ofensywach ich kraju przeciwko Palestynie, Libanowi, Jemenowi, Iranowi i Syrii. Jak to świadczy o wiarygodności i tendencyjności naszych mass mediów?
Ponieważ Izrael nie mógłby kontynuować tej wojny bez amerykańskiej pomocy, bitwa o amerykańskie umysły jest równie ważna jak działania w terenie. W miarę trwania wojny propagandowej granice między dziennikarzem a bojownikiem zacierają się.
Fakt, że wielu czołowych dziennikarzy dostarczających nam wiadomości o Izraelu/Palestynie jest w dosłownym tego słowa znaczeniu byłymi agentami izraelskiego wywiadu, tylko to podkreśla.
Dobra wiadomość jest taka, że potencjalnie masowa epidemia listerii nie spowodowała jeszcze ani jednej zachorowania, a CDC nie zamierza wszczynać dochodzenia w tej sprawie.
…nieomal jakby chodziło o zaprogramowanie ludzi tak, by uwierzyli, że mięso = niebezpieczne i warunkowanie ich tak, by zaakceptowali nagłe niedobory niektórych produktów spożywczych.
„W tym tygodniu w Nowej Normalności” to nasz cotygodniowy [w tym przypadku, po czterech miesiącach przerwy] wykres postępu autokracji, autorytaryzmu i restrukturyzacji gospodarczej na całym świecie.
1. Wszystkie nasze problemy mogłyby zostać rozwiązane, gdybyśmy tylko dali Big Pharmie więcej pieniędzy
Kilka dni temu pisaliśmy o niezwykle dystopijnym planie Partii Pracy, który zakłada przyjmowanie łapówek od wielkich koncernów farmaceutycznych w zamian za wstrzykiwanie bezrobotnym eksperymentalnych środków.
Ale propaganda na rzecz zastrzyków odchudzających na tym się nie kończy. 14 października Sky News opublikowało tekst:
Tysiącom osób odmówiono podania szczepionki odchudzającej z powodu powolnego wdrażania przez NHS – niektórzy muszą czekać dwa lata
I dalej podaje:
Tysiące osób cierpiących na skrajną otyłość nie ma dostępu do skutecznego leczenia, ponieważ wdrażanie w ramach brytyjskiej służby zdrowia (NHS) szczepionki odchudzającej Wegovy przebiega znacznie wolniej niż planowano — wynika z badań Sky News.
Z danych pochodzących z wniosków o udostępnienie informacji wynika, że do końca kwietnia lek ten przepisano zaledwie 800 osobom za pośrednictwem szpitalnych usług dot. odchudzania – mimo szacunków Ministerstwa Zdrowia, że do tego czasu leczenie powinno było rozpocząć 13 500 osób.
Zakończę tę sekcję pytaniem: Dlaczego ten artykuł powstał? Czy jest tak…
a) ponieważ Sky News naprawdę współczuje pacjentom z nadwagą i chce, aby byli zdrowi i szczęśliwi?
CZY
b) ponieważ właściciele Sky News mają udziały w Big Pharmie i chcą zgarnąć te słodziutkie fundusze NHS, jednocześnie sprawiając, że ludzie będą posłusznymi permanentnymi pacjentami zależnymi od leków i zastrzyków, aby funkcjonować?
2. Kolejna panika mięsna
W USA wycofano i zniszczono tony żywności w związku z „podejrzeniem” zakażenia listerią.
«Wycofanie z powodu Listerii obejmuje 12 milionów funtów mięsa i drobiu, część z nich trafiła do amerykańskich szkół»
Oto fajna gra, w którą możesz zagrać w domu – przeczytaj artykuł AP i strzel kielicha za każdym razem, gdy padnie w nim słowo „potencjalny”.
Dobra wiadomość jest taka, że potencjalnie masowa epidemia listerii nie spowodowała jeszcze ani jednej zachorowania, a CDC nie zamierza wszczynać dochodzenia w tej sprawie.
…nieomal jakby chodziło o zaprogramowanie ludzi tak, by uwierzyli, że mięso = niebezpieczne i warunkowanie ich tak, by zaakceptowali nagłe niedobory niektórych produktów spożywczych.
Ale może jestem paranoikiem.
3. Morderstwo dziecka i „klapsy” to nie to samo
Po śmierci Sary Sharif i aresztowaniu jej rodziców oraz wujka za morderstwo, felietonistka Guardiana zadała pytanie:
«Ile jeszcze dzieci, takich jak Sara Sharif, musi zostać zabitych, zanim bicie zostanie zakazane?»
Problem z tym pytaniem jest taki, że Sara Sharif nie dostała „klapsa”. Została – rzekomo – przywiązana do kaloryfera, była przypalana papierosami i pobita na śmierć kijem do krykieta.
…co jest już bardzo nielegalne. Stąd proces.
Nic z tego nie jest tym samym, co „klaps”. Naprawdę nie powinno być potrzeby mówienia o tym, ale mimo to wzmiankujemy.
Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem za bezwzględnym fizycznym karaniem dzieci, ale podobnie jak w przypadku wszystkich proponowanych nowych praw, powody, dla których nie powinny one obowiązywać są istotne.
W czasach, gdy rząd próbuje podważyć komórkę rodzinną, a definicje „napaści” i „przemocy” są coraz szersze, prawo, które mogłoby zezwalać na bezpodstawne ściganie zupełnie przyzwoitych rodziców, jest naprawdę złym pomysłem.
BONUS: Moment tygodnia, w którym „Oni sobie z ciebie żartują”
Może to brzmieć jak przewrotny żart z innej epoki, ale Wielka Brytania nadal próbuje zaangażować ludzi w narrację dotyczącą Skripala.
Trwające w tym tygodniu dochodzenie wykazało, że Siergiej Skripal miał wystarczająco dużo szczęścia, aby przeżyć atak z użyciem „najbardziej śmiercionośnego środka paralityczno-drgawkowego, jaki kiedykolwiek istniał” – substancji chemicznej, którą przed atakiem w Salisbury uważano za czysto teoretyczną – ponieważ ratownik medyczny przypadkowo podał mu odtrutkę na środek paralityczno-drgawkowy.
Oni naprawdę mają o nas tak nieszczególną opinię.
Nie wszystko jest takie złe…
Tak, wybory to farsa. Tak, medialne wpadki są prawdopodobnie zaplanowane, by wprawić w zakłopotanie kandydata skazanego na porażkę. Ale i tak jest to po prostu zabawne…
– Spada sprzedaż głównie rzeczy nie pierwszej potrzeby, tylko takich, bez których czasami możemy się obyć – powiedziała we wtorek na antenie Polsat News minister klimatu Paulina Hennig-Kloska. Jej zdaniem fakt, że Polacy kupują i będą kupować coraz mniej tekstyliów wpłynie dobrze na klimat.
Według danych GUS we wrześniu, w ujęciu miesięcznym, odnotowano obniżkę sprzedaży detalicznej aż o siedem procent. Według minister klimatu „spadają głównie nie rzeczy pierwszej potrzeby, tylko raczej takie, bez których czasami możemy się obyć”. – Tekstylia z punktu widzenia klimatu to nawet dobrze, jak będziemy mniej tego typu rzeczy kupować, bo to jednak powoduje właśnie emisję – podkreśliła.
Minister Hennig-Kloska dodała, że „trendy tego typu trzeba badać w dłuższym okresie”. – To może być krótkie wahnięcie. W poprzednim kwartale odnotowano raczej wzrost niż załamanie i nic nie wskazywało na to, że konsumpcja zacznie spadać – stwierdziła.
Bogdan Rymanowski dopytał również o strefy czystego transportu. – Są obecnie cztery miasta, które mają przekroczone normy dwutlenku azotu: Warszawa, Wrocław, Katowice i Kraków. My, zgodnie z umową Mateusza Morawieckiego z Komisją Europejską mówimy, że te strefy muszą powstać. Ale o tym, w jakim zakresie, zdecydują samorządy – poinformowała minister klimatu.
Identyfikująca się jako „ministra” ds. równości Katarzyna Kotula, podobnie jak poseł Józefaciuk, mogłaby w Sejmie spokojnie uchodzić za element humorystyczny. Mogłaby, gdyby nie fakt, że stanowi dla rodzin i dzieci w naszym kraju poważne zagrożenie. W przypadku tych nienarodzonych, zagrożenie wręcz śmiertelne.
Historia kabaretowych hitów minister Kotuli jest już całkiem pokaźna. Z wicepremiera Kosiniaka-Kamysza zrobiła dwie różne osoby, „przeciwko przemocy” zatańczyła w sejmowym korytarzu i z pełną powagą przekonywała, że legalizacja tzw. związków partnerskich jest tak samo ważna jak rozwój potencjału militarnego. Walkę o równouprawnienie rozpoczęła zaś od apeli o większą ilość misek ustępowych w damskich toaletach.
Jak na przedstawicielkę ekologicznej-hipokrytycznej lewicy przystało, przyznała, że jeździ 20-letnim dieslem, naliczając co roku maksymalną kilometrówkę (ok. 115 km dziennie). Z kolei za jej 179 połączenia lotnicze polski podatnik zapłacił 113 447, 52 zł. Jej walka o równość nie obejmuje jednak zrównania wieku emerytalnego, ujednolicenia zasad poboru dla kobiet czy równości wobec prawa. Jak przekonywała w kampanii wyborczej, wszędzie tam gdzie samorządy zdobędzie lewica, lekarze będą zmuszani do partycypowania w aborcji bez względu na sprzeciw sumienia.
Byłoby więc smieszno, gdyby nie fakt, że w istocie jest bardzo straszno.Katarzyna Kotula, przez lata polityk pozostający poza światłem jupiterów, wraz z uzyskaniem ministerialnego stanowiska dała się poznać jako jedna z najbardziej radykalnych twarzy rewolucji w naszym kraju.
Chyba nie ma obecnie polityka również zaangażowanego w promocję dzieciobójczej agendy. O lewicowej parlamentarzystce zrobiło się głośno, gdy z mównicy sejmowej zareklamowała aborcję „zrób-to-sam” za pomocą pigułki poronnej. Do dzisiaj na jej koncie na X wisi podpięty post informujący, że „masz prawo przerwać ciążę. To nie przestępstwo” oraz numer, pod którym można zamówić śmiertelne specyfiki. W jednym z postów w mediach społecznościowych zawarła również szczegółową instrukcję „pozbycia się” nienarodzonego dziecka. Swoją niegodziwą działalność prowadzi korzystając z kruczków prawnych, przekonując, że informowanie to nie to samo, co podlegające ściganiu nakłanianie i zachęcanie.
Ale rola tablicy ogłoszeniowej biznesu aborcyjnego nie wyczerpuje zakresu działalności obecnej minister.
Jak przekonywała, głównym celem w obecnej kadencji jest doprowadzenie do legalizacji tzw. związków partnerskich. Do tej pory jej aktywność ograniczała się jednak wyłącznie do pustego pohukiwania i uderzania w koalicjantów, co z coraz większą irytacją zaczął odnotowywać elektorat. Nic więc dziwnego, że w tym tygodniu złożyła rządowy projekt, będący pierwszym krokiem do zrównania prawnego statusu związków osób tej samej płci z małżeństwami.
„Ministra”, wzorem samobójczej taktyki zachodnich feministek, w pełni popiera również agendę transseksualną. W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego złożyła życzenia z okazji Dnia Widzialności Osób Transpłciowych (podobną inicjatywą wykazał się prezydent USA Joe Biden), a u władz TVP interweniowała w sprawie „dyskryminacji osób transpłciowych i interpłciowych”. Spotykała się z homoaktywistami, m.in. z grupy Stonewall, domaga się kneblowania ust przeciwnikom agendy LGBT pod płaszczykiem walki z mową nienawiści.
Tak samo jak w innych działaniach obecnej koalicji, w propozycjach Kotuli nietrudno znaleźć przykłady łamania elementarnych zasad poszanowania polskiego prawa. Publikowanie dzieciobójczych instrukcji, minister tłumaczy rekomendacjami WHO, które nakazują „informowanie o aborcji”. Z kolei za zrównywaniem małżeństw z pseudozwiązkami homoseksualnymi mają przemawiać orzeczenia TSUE.
Zbawienie według Mormonów
Katarzyna Kotula przyszła na świat w 1977 roku w Gryfinie. Kiedy miała trzy lata, jej ojciec wyjechał do Niemiec za chlebem. Zza granicy już nigdy nie wrócił. Matka przez jakiś czas próbowała żyć w Berlinie, ale zdecydowała, że będzie wychowywać dzieci w Polsce. Przyszła polityk próbowała swoich sił w sporcie – trenowała tenis w klubie Energetyk Gryfino pod okiem przyszłego prezesa PZT, Mirosława Skrzypczyńskiego. To tam doszło do wydarzenia, które odbiło się traumą na całym jej życiu. Jak stwierdziła w rozmowie z Onetem, jako 13-latka padła ofiarą molestowania seksualnego ze strony trenera. W wywiadzie przyznała, że ukrywała ten fakt nawet przed najbliższą rodziną, która poznała prawdę na krótko przed udzieleniem wywiadu w 2022 r.
Dzięki staraniom ojca, Kotula wyjechała do USA, gdzie uczęszczała do szkoły średniej w stanie Utah. Kilka lat mieszkała u rodziny konserwatywnych Mormonów, którzy zaczęli traktować ją jak swoją córkę. To właśnie wtedy – jak przyznała – nastąpił moment utraty katolickiej wiary. – Pamiętam, jak zrobiło mi się przykro, że jako katoliczka nie dostąpię zbawienia, o którym mówił kościół mormoński. A potem uznałam, że nie ma jednej prawdziwej religii. Już nie wiedziałam, czy to, co mówi religia katolicka jest prawdą i czy przypadkiem mój tato nie ma jednak racji – powiedziała OKO.press.
W tym miejscu należy dodać, że ojciec Katarzyny Kotuli był niewierzący, a o wychowanie w wierze katolickiej troszczyła się głównie matka.
Wraz z utratą wiary, w USA Kotula doznała „oświecenia” w duchu lewicowego liberalizmu. Nie mogła zrozumieć, jak można odmawiać aborcji z przyczyn społecznych (w sytuacji gwałtu i trudnej sytuacji ekonomicznej) – czegoś, co było w Stanach na porządku dziennym. Jak przekonywała, została feministką w wieku 19 lat, po… orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla, ograniczającego dostęp do dzieciobójczego procederu.
Również od 19. roku życia demonstracyjnie żyje z partnerem bez ślubu. Z kolei już w 1997 roku rozpoczęła swoją współpracę z aborcjonistami. Przed pójściem w politykę nauczała języka angielskiego – w szkole publicznej oraz prywatnie, w rodzinnym Gryfinie. Wraz z życiowym partnerem wychowują wspólnie córkę. W tym kontekście należy wspomnieć spięcie z posłem Tadeuszem Cymańskim, który sam posiada piątkę dzieci. Stwierdziła wówczas, że „liczy się jakość, nie ilość”. Za swoje słowa później przeprosiła.
W 2019 roku współtworzyła partię Wiosna Roberta Biedronia, gdzie pełniła rolę rzecznika prasowego. Bezskutecznie starała się o mandat w Parlamencie Europejskim. Tego samego roku dostała się za to do Sejmu, startując z list SLD, w ramach wspólnego startu partii lewicowych. Po likwidacji Wiosny w 2021 r. przeszła do Nowej Lewicy. 12 grudnia 2023 Sejm X kadencji wybrał ją na urząd ministra do spraw równości w trzecim rządzie Donalda Tuska.
Jeszcze wyżej…
Nic dziwnego, że progresywna „ministra” przyciągnęła uwagę graczy naprawdę z pierwszej ligi. W tym roku, jako jedna z 13 polityków z Europy wzięła udział w inicjatywie „FIELD”, której „twarzuje” była premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern. Wychowanka Szkoły Liderów Światowego Forum Ekonomicznego, ustanowiła w pandemii jedne z najcięższych i najdłuższych lockdownów na świecie. Na forum ONZ domagała się bezwzględnej cenzury przestrzeni informacyjnej, a w 2021 r. magazyn „Fortune” umieścił ją na samym szczycie listy największych przywódców świata. Z rządu odchodziła jednak w atmosferze kryzysu, a nieoficjalnie mówiło się o jej problemach z narkotykami.
Teraz Ardern przewodzi sponsorowanej przez amerykańskie pieniądze inicjatywie, obliczonej przede wszystkim na walkę z odradzającym się „autorytaryzmem i skrajną prawicą”, reprezentowanymi chociażby przez ruch MAGA Donalda Trumpa. Jak przekonują inicjatorzy, przyszłość świata wynikać będzie ze starcia skrajności z dwóch stron sceny politycznej.
Takiej polaryzacji jest również świadoma sama Kotula. W jednym z wywiadów przyznała, że los Polski zdecyduje się w starciu pomiędzy Lewicą a Konfederacją. – Chcemy zatrzymać brunatną siłę faszyzujących facetów, którzy na „patriotyczne” koszulki z Marszu Niepodległości nałożyli marynarki i udają grzecznych chłopców – mówiła.
Wszystko wskazuje więc na to, że „ministra” Kotula, jako przedstawiciel skrajności ma za zadanie przeciągać opinię publiczną oraz wywierać ideologiczną presję na koalicję rządzącą. Niedawne doniesienia o poparciu KO dla projektu o związkach partnerskich – poza plecami PSL – zdają się te przypuszczenia potwierdzać.
Europoseł Konfederacji Korony Polskiej, Pan Grzegorz Braun przedstawił „Najwyższemu CZASowi!” krótką aktualizację z eurokołchozowych murów. Skomentował również plany obu stron sceny politycznej w przypadku wygranych wyborów prezydenckich, oraz ocenił ostatnie działania Donalda Trumpa. Rozmawia redaktor naczelny Tomasz Sommer.
Tomasz Sommer: Gdzie się obecnie podziewa Grzegorz Braun?
Grzegorz Braun: Kłaniam się. Casting na sobowtóra trwa w naszej partii, ale jeszcze eliminacje niezakończone. Potwierdzam tożsamość i miejsce: Strasburg, wieża Babel, okrąglak. To budynek, który niektórzy tutaj nazywają wiadrem. Jestem na dziedzińcu Bronisława Geremka, a tuż za ścianą dekoracja telewizyjna, którą państwo znacie, czyli Parlament Eurokołchozowy. To jest dekoracja, w której trwają rozmaite procedury, krzątanina, po to, żeby na koniec stanęło i tak na tym, co gdzieś za kulisami w Komisji Europejskiej postanowiono.
A co postanawia Komisja Europejska? To, co gdzieś za kolejnymi kulisami mafie, służby i loże wykoncypowały i podają do wierzenia. W tej chwili trwa debata o tym, jak połączyć ogień z wodą, tzn. jak przeprowadzić pełną i przyspieszoną dekarbonizację, a jednocześnie osiągnąć przyspieszenie rozwoju i rentowności przemysłu motoryzacyjnego, co jak wiemy jest wzajemnie się wykluczające, ale tam, w tej sali składane są strzeliste akty wiary. O globalnym ociepleniu już właściwie nikt nie mówi, bo tego się nie neguje. Zielony ład, handel emisjami i elektryczne auta – tam trwa debata Edisonów. Co drugi eurokołchozowy parlamentarzysta prezentuje się jako genialny wynalazca, który z góry przewiduje trendy rozwoju motoryzacji, a także innych branż. Wie, co się opłaci za lat 5 i 50.
W poprzedniej debacie mieliśmy paradę Napoleonów, którzy przedstawiali koncepcję zwycięskiego marszu na Moskwę, wszystko dla Ukrainy. Z kolei w pierwszej części dzisiejszej debaty były jasne deklaracje, kto bardziej kocha państwo położone w Palestynie, zwane Izraelem, a kto się bardziej solidaryzuje z Hamasem.
Jak prezentuje się ten podział?
Nadspodziewanie dużo jest głosów nieskonformizowanych wobec poprawnej politycznie, judeoidealistycznej narracji, ale to oczywiście nie będzie miało wpływu na decyzje finansowe i nie będzie, jak sądzę nawet żadnej złamanej rezolucji, która by coś potępiała, jak np. żydowskie ludobójstwo na Palestyńczykach w Gazie. Bo to, że są na tej sali głosy nawet bardzo interesujące, w żaden sposób się nie przekłada na decyzje, jakie w łonie Komisji Europejskiej zapadają.
Bądź i Ty Edisonem i zapytaj, czy chcą doprowadzić do powrotu głodu w Afryce, bo wzrost dwutlenku węgla w atmosferze spowodował wzrost plonów, a wręcz zazielenienie się różnych połaci Sahary. Jeżeli teraz mamy takie moce, że odwrócimy ten trend, to znowu wróci głód do Afryki i Sahara będzie pustynniała.
Myślę, że prędzej doczekamy się pustynnienia i głodu w Europie, dlatego, że determinacja jest tutaj duża. Jeden wyjątek od reguły to oczywiście akcja przychodzenia w sukurs niemieckiej branży motoryzacyjnej, tzn. cła na auta chińskie, które są produkowane zbyt tanio i zbyt chętnie byłyby kupowane, gdyby nie to, że Unia Europejska nałoży na to wszystko cła.
Niemcy się sprzeciwiali podwyższeniu, ale Pan Tusk się bardzo za tym opowiadał i wygrał.
Więc nie można mówić, że nie odnosimy sukcesów na arenie europejskiej.
On bardziej kocha niemiecki przemysł motoryzacyjny niż sami Niemcy, to jest zdumiewające.
Co do posłów, którzy reprezentują tutaj naszą nieszczęśliwą Ojczyznę, to jedni na drugich skarżą przed całym Europarlamentem. Pokazują się palcem i oskarżycielsko wypominają sobie, jakie cyniczne działania i zaniechania nastąpiły, czy za rządów PO, czy za rządów PiS-u. Chociaż muszę powiedzieć, że to groteskowe, bo ma walor humorystyczny, to jednak powinno budzić u każdego państwowca refleksyjną zadumę i pochwalać tego nie należy.
Osiąganie jakichkolwiek celów propagandowych na forum międzynarodowym, przez wygadywanie na kolegów, z którymi się przyleciało tym samym PKS-em na posiedzenie do Strasburga, to na pewno nie jest dobra, polska polityka. A oni jedni drugich nominują na niszczycieli demokracji europejskiej. Walka wewnętrzna, toczona na scenie krajowej jest przenoszona tutaj, brudy są prane centralnie i z powołaniem się na standardy eurokołchozowej demokracji. Jest to przyzywanie interwencji zagranicznej, niezależnie od tego, czy robią to posłowie PiS-u, PO, Sol-Polu czy nawet nasze krajowe lewactwo, które tutaj czuje się dowartościowane, jak ryba w wodzie. Z tego powodu ten parlament jest urządzeniem nie do pogodzenia z polskim interesem i polską racją stanu.
Możliwości Unii mają się radykalnie zwiększyć, bo Pani Von der Leyen ma koncepcję, żeby tzw. środki strukturalne wrzucić do wspólnego kotła i potem działkować w zależności od tego, czy konkretny odbiorca zachowuje się godnie.
Redystrybucja naszych pieniędzy jako narzędzie władzy. Władzy coraz bardziej absolutnej, która jest narzędziem autokorupcji i korumpowania elit narodowych. Nie dziwię się, że Pani Von der Leyen chce mieć więcej pieniędzy jako narzędzia do robienia dobrze lub źle. Kto zostanie nominowany na prymusa eurokołchozowej demokracji, ten dostanie, a kogo trzeba będzie posadzić do oślej ławki, ten będzie siedział i żadnych pieniędzy nie zobaczy, chociaż to nasze własne.
I z tego powodu z tej organizacja trzeba po prostu się wypisać. Trzeba się od niej trzymać z daleka, powiedziałem to już nawet niejednokrotnie na tej antenie. To jest organizacja wroga, nie tylko błędna, jak się niektórym zdaje i obarczona jakimiś deficytami, mająca wady. To jest organizacja wroga. Jeżeli ktoś deklaruje, że chce zniesienia narodów, normalnej rodziny i własności prywatnej, to jest komuna. Eurokomuna to też komuna, należy się trzymać od tego z daleka, i porzucić mrzonki o naprawianiu błędów i wypaczeń eurosocjalizmu.
W międzyczasie pojawiły się głosy z jednej strony dyskursu polskiego i ze strony uśmiechniętej, że jak oni będą mieli prezydenta, to przeprowadzą denazyfikację na full, bo jest sytuacja nadzwyczajna i z nazizmem trzeba walczyć. Kiedy przeprowadza się denazyfikację, to pewne prawa muszą być zawieszone, żeby nie blokowały tego procesu. Ale z drugiej strony Jarosław Kaczyński powiedział, że trzeba zrobić nową Konstytucję, jeśli PiS wygra wybory prezydenckie i powołać radę stanu, która będzie typowała członków, a nie będą oni wybierani. Nagle się okazało, że polska demokracja, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego jest zbyt rozchwiana.
Planowany zamach stanu.
Z jednej i drugiej strony, dwa zamachy.
Lepiej późno niż wcale. Możemy, jako starzy reakcjoniści, którzy demokratami jesteśmy zaledwie praktykującymi, ale nie wierzącymi, powiedzieć, że lepiej późno, niż wcale. Szkoda, że Jarosław Kaczyński czegoś takiego nie robił, kiedy był superministrem od bezpieki, nadzorcą wszystkich resortów siłowych. Szkoda, że Konstytucji nie zmieniał wtedy, kiedy mógł realistycznie sięgać po większość, wchodząc w jakieś sojusze taktyczne. Pamiętam, że na największego wroga przez zjednoczoną łże-prawicę została nominowana Bogu ducha winna Konfederacja, natomiast całe lewactwo było hołubione i pielęgnowane po telewizorach, za czasów zarządców od sterowania percepcją mas.
To, że Donald Tusk wyciąga logiczny wniosek ze swojej już wcześniej zarysowanej koncepcji uśmiechniętej demokracji walczącej, też nie dziwi. To jest taki uśmiech z mocno zaciętymi ustami. Mówiłem o tym przed laty, że jeżeli sobie nie wymodlimy powrotu króla, to wezmą nas za twarz jakieś zwykłe trepy. A tu okazuje się, że nawet nie trepy, tylko urzędnicy, którym dana jest władza z góry. Jednym z Waszyngtonu, drugim z Berlina a jedni i drudzy przebierają nogami i ubiegają się o nominację starszych i mądrzejszych. Nie wiem, czyś omawiał i pokazywał, szanowny Panie Redaktorze na swojej antenie Hołd Nowojorski złożony przez ex prezydenta Donalda Trumpa w siedzibie Chabad Lubawicz, na mogile rabina Mendla Sznersona.
Widzę, że komentowałeś to na Twitterze.
Bo jest co komentować. Donald Trump czuje się w obowiązku nawiedzić mogiłę notorycznego i ostentacyjnego rasisty, talmudysty, który dzielił ludzi na ludzi i podludzi, a wszystkich nie-żydów nominował na bydło i zwierzęta. Nasuwa się pytanie, po której stronie przepaści cywilizacyjnej Donald Trump się klasuje.
Trzeba przyznać, że robił ansy w kierunku Polaków, których zapewnił, że jest ich przyjacielem i porozmawiał z Panem Rachoniem.
Ale jeśli się puszcza na konwencji wyborczej Ave Maria, żeby wszyscy Polacy i katolicy, a także Latynosi słyszeli, a tydzień później idzie się na grób satanisty, kłaniać się szajce, która, jak widać nieźle sobie radzi i ma na rozkładzie szereg głów państw, a nawet osób drugich i piątych w szeregu, także i w naszym państwie, to takie gesty i apele okazują się być pod publikę, na użytek kampanii wyborczej.
Ja tu będę bronił Trumpa, bo takie gesty rzeczywiście nic nie znaczą, ale on wpadł w różne niestety tory, z uwagi na swoje uwarunkowania rodzinne. Ja go zawsze bronię z powodu bardzo dobrych nominacji do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, które doprowadziły do dużej zmiany i trzeba mu oddać za to sprawiedliwość, bo w świecie zachodnim dawno nikt czegoś takiego nie zrobił.
Teraz się z tego wycofuje, zadeklarował, że odwróci ten trend. A jego żona nagrała specjalne, Tik Tokowe okienko, które jest deklaracją dla legalności dzieciobójstwa. Można sobie mówić, że to nic takiego i tylko taka taktyka, ale obawiałbym się, że to taka druga twarz, przywdziana maska na użytek kampanii wyborczej, może przyrosnąć do twarzy.
Wynikiem prac badawczych jest wielotomowa publikacja, która analizuje elementy wielkiego resetu, ustala metodologię, opisuje symptomy, korelaty, wymienia obiekty wielkiego resetu, analizuje procesy oraz w ostatnim tomie przedstawia hipotezy i tezy.
Analiza tej wielotomowej publikacji okazała się zbyt dużym wyzwaniem dla zespołu Demagoga, ale czemu nie dokonali prostego sprawdzenia tej „teorii spiskowej” u jej źródeł? Oryginalne strony dedykowane projektowi zostały usunięte, ale część z nich można znaleźć w archiwum Internetu.
Dlaczego potrzebny był Wielski Reset? Bo, jak czytamy na stronie WEF, „istnieje pilna potrzeba współpracy globalnych interesariuszy w wspólnym, skoordynowanym zarządzaniu bezpośrednimi konsekwencjami kryzysu COVID-19. Aby poprawić stan świata, Światowe Forum Ekonomiczne rozpoczyna inicjatywę The Great Reset.” Kim są Ci globalni interesariusze, tak potężni, że są w stanie zarządzać konsekwencjami wynikającymi z kryzysu?
Cytując oryginalną stronę www poświęconą Wielkiemu Resetowi, dowiadujemy się że kontekstem do ogłoszenia jego potrzeby był kryzys „związany z pandemią Covid-19 oraz spowodowane przez nią zakłócenia polityczne, gospodarcze i społeczne zasadniczo zmieniają tradycyjny kontekst podejmowania decyzji. Niespójności, nieadekwatności i sprzeczności wielu systemów – od zdrowia i finansów po energię i edukację – są bardziej niż kiedykolwiek narażone w globalnym kontekście troski o życie, środki do życia i planetę. Liderzy znajdują się na historycznym rozdrożu, zarządzając krótkoterminowymi presjami w obliczu średnio- i długoterminowej niepewności.”
Co ten kontekst umożliwił? „Wraz z nadejściem wyjątkowej okazji do kształtowania procesu odbudowy, inicjatywa ta dostarczy wiedzy, która pomoże wszystkim tym, którzy determinują przyszły stan globalnych stosunków, kierunki rozwoju gospodarek krajowych, priorytety społeczne, charakter modeli biznesowych i zarządzanie globalnymi dobrami wspólnymi. Czerpiąc z wizji i rozległej wiedzy liderów zaangażowanych w społeczności Forum, inicjatywa Great Reset ma szereg wymiarów, aby zbudować nową umowę społeczną, która szanuje godność każdego człowieka.”
Kim są globalni interesariusze, tak wpływowi, że wpływają na stan globalnych stosunków, nadają kierunek rozwoju narodowych gospodarek i roszczą sobie prawo do zarządzania globalnymi dobrami wspólnymi? Na liście partnerów widnieją czołowe globalne korporacje jak BlackRock czy chińska Alibaba Group, banki (Deutsche Bank, Goldman Sachs), media społecznościowe (Facebook), firmy farmaceutyczne (AstraZeneca), firmy technologiczne (Microsoft, Google) czy fundacje (Bill&Melinda Gates Foundation, Wellcome Trust). Ale w centrum Wielkiego Resetu jest ONZ i Agenda 2030 z jej celami zrównoważonego rozwoju.
Żeby plan się powiódł, żeby „osiągnąć lepszy wynik, świat musi działać wspólnie i szybko, aby zreorganizować wszystkie aspekty naszych społeczeństw i gospodarek, od edukacji po umowy społeczne i warunki pracy. Każdy kraj, od Stanów Zjednoczonych po Chiny, musi w tym uczestniczyć, a każda branża, od ropy i gazu po technologię, musi zostać przekształcona. Krótko mówiąc, potrzebujemy Wielkiego Resetu kapitalizmu”. Potrzebujemy przejść na Kapitalizm Interesariuszy.
Światowe Forum Ekonomiczne utrzymuje, że istnieje wiele powodów, aby dążyć do Wielkiego Resetu, ale najpilniejszym z nich jest strach. Strach powoduje, że ludzie akceptują odbieranie im ich podstawowych praw i wolności, w nadziei na wyeliminowanie jego źródła. A – jak przekonuje WEF – jest się czego bać. Pandemia COVID-19 „doprowadziła do śmierci setek tysięcyosób”, stanowiła „jeden z najgorszych kryzysów zdrowia publicznego w najnowszej historii. Przewidywano, że będzie miała poważne długoterminowe konsekwencje dla wzrostu gospodarczego, długu publicznego, zatrudnienia i dobrobytu ludzi. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewidywał, że światowa gospodarka skurczy się.
No i nie zapominajmy o klimacie. Pandemia zaostrzy trwający „kryzys klimatyczny i społeczny. Niektóre kraje już wykorzystały COVID-19 jako pretekst do osłabienia ochrony środowiska i egzekwowania przepisów”. To musi się zmienić. A ponieważ rządzący dowiedzieli się, że „społeczeństwa w przeważającej mierze wykazały gotowość do poświęceń na rzecz opieki zdrowotnej i oraz słabszych grup społecznych, takich jak osoby starsze”, trzeba to wykorzystać. Wiele firm podjęło już działania, w kierunku przejścia na kapitalizm interesariuszy. „Najwyraźniej istnieje wola budowania lepszego społeczeństwa co trzeba wykorzystać, aby zapewnić sukces tak pożądanego Wielkiego Resetu. Oczywiście, to zrozumiałe, że będzie to wymagało silniejszych i skuteczniejszych rządów, i zaangażowania sektora prywatnego na każdym kroku.”
Program Wielkiego Resetu miał się składać się z trzech głównych elementów: stworzenia odpowiednich warunków dla „gospodarki interesariuszy” między innymi przez zmiany w podatkach majątkowych, wycofanie dotacji na paliwa kopalne oraz nowe zasady regulujące własność intelektualną, handel i konkurencję. Drugim elementem programu jest realizacja założeń zrównoważonego rozwoju Agendy 2030. Oznacza to na przykład budowanie „zielonej” infrastruktury miejskiej i tworzenie zachęt dla branż do poprawy ich wyników w zakresie wskaźników środowiskowych, odpowiedzialności społecznej i zarządzania (ESG). Trzecim priorytetem Wielkiego Resetu jest wykorzystanie innowacji czwartej rewolucji przemysłowej do wspierania dobra publicznego, zwłaszcza poprzez podejmowanie wyzwań zdrowotnych i społecznych. „Podczas kryzysu związanego z COVID-19 firmy, uniwersytety i inne podmioty połączyły siły w celu opracowania diagnostyki, środków terapeutycznych i możliwych szczepionek; utworzenia ośrodków testowych; stworzenia mechanizmów śledzenia zakażeń; i zapewnienia telemedycyny. Wyobraźmy sobie, co byłoby możliwe, gdyby podobne wspólne wysiłki zostały podjęte w każdym sektorze.” Strach się bać…
Ale w centrum zainteresowania Wielkiego Resetu jest zrównoważony rozwój. A może Wielki Reset jest narzędziem służącym do przyspieszenia osiągnięcia Celów Zrównoważonego Rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych (SDGs)? Na stronach WEF czytamy, że „Cele Zrównoważonego Rozwoju zapewniają architekturę, która pozwala sprostać niektórym z naszych najpoważniejszych wyzwań. Zmiana sposobu, w jaki pracujemy, produkujemy i konsumujemy ma kluczowe znaczenie. Jeśli rządy naprawdę chcą poprawić jakość życia milionów ludzi, muszą zwiększyć współpracę i skupić się na zrównoważonym rozwoju – co oznacza słuchanie społeczności najbardziej dotkniętych nierównościami i tworzenie przyjaznych dla środowiska polityk, które przygotują nas wszystkich na przyszłe sytuacje kryzysowe.”
Prace nad resetem przyspieszyły. Ostatnio państwa zrzeszone w Organizacji Narodów Zjednoczonych przyjęły Pakt dla Przyszłości, dokument nasączony utopijnymi ideami marksistowskimi, który przypomina wyznanie wiary, a nie propozycję dokumentu prawa międzynarodowego. W tekście padają obietnice zlikwidowania na świecie głodu, biedy, wojen, nierówności, wprowadzenia powszechnego dobrobytu, mieszkań dla każdego, edukacji na najwyższym poziomie, dostępu do taniej energii itp. Pada też obietnica zreformowania Rady Bezpieczeństwa ONZ „uznając pilną potrzebę uczynienia jej bardziej reprezentatywną, inkluzywną, przejrzystą, wydajną, skuteczną, demokratyczną i odpowiedzialną”.
W centrum dokumentu jest oczywiście “zrównoważony rozwój”, powtarzany w traktacie niczym wyznanie wiary (pojawia się w teście 147 razy) i brzmi jak modlitwa: „Uznajemy, że zrównoważony rozwój we wszystkich jego trzech wymiarach jest głównym celem samym w sobie i że jego osiągnięcie, nie pozostawiając nikogo w tyle, jest i zawsze będzie głównym celem multilateralizmu. Potwierdzamy nasze trwałe zaangażowanie w Agendę na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030 i jej Cele Zrównoważonego Rozwoju. Będziemy pilnie przyspieszać postępy w osiąganiu celów, w tym poprzez konkretne kroki polityczne i mobilizowanie znacznego finansowania dla krajów rozwijających się (…)”.
Również kwestie klimatyczne przedstawione są w sposób dogmatyczny: „zmiany klimatu, utrata różnorodności biologicznej i degradacja środowiska są jednymi z największych wyzwań naszych czasów, a ich negatywne skutki są nieproporcjonalnie odczuwalne przez kraje rozwijające się i osoby znajdujące się w trudnej sytuacji. Zobowiązujemy się do przyspieszenia wypełniania naszych zobowiązań wynikających z Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu i porozumienia paryskiego. Potwierdzamy cel temperaturowy Porozumienia Paryskiego, jakim jest utrzymanie wzrostu średniej globalnej temperatury na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej i dążenie do ograniczenia wzrostu temperatury do 1,5 stopnia Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej oraz wspieranie krajów rozwijających się w adaptacji i reagowaniu na negatywne skutki zmian klimatu, uznając, że znacznie zmniejszyłoby to ryzyko i skutki zmian klimatu. Podkreślamy pilność i znaczenie redukcji emisji gazów cieplarnianych w tym krytycznym dziesięcioleciu w celu utrzymania globalnego ocieplenia”.
Spatiotemporal variation of excess all-cause mortality in the world (125 countries) during the Covid period 2020-2023 regarding socio economic factors and public-health and medical interventions
The report, which consists of 521 pages including hundreds of figures, contains a detailed examination of excess all-cause mortality during the Covid period in 125 countries comprising approximately 35% of the world’s population.
The authors write:
The spatiotemporal variations in national excess all-cause mortality rates allow us to conclude that the Covid-period (2020-2023) excess all-cause mortality in the world is incompatible with a pandemic viral respiratory disease as a primary cause of death. This hypothesis, although believed to be supported by testing campaigns, should be abandoned.
[…]
We describe plausible mechanisms and argue that the three primary causes of death associated with the excess all-cause mortality during (and after) the Covid period are:
Biological (including psychological) stress from mandates such as lockdowns and associated socio-economic structural changes
Non-COVID-19-vaccine medical interventions such as mechanical ventilators and drugs (including denial of treatment with antibiotics)
COVID-19 vaccine injection rollouts, including repeated rollouts on the same populations
Zapraszamy 27 października, niedziela, na 96 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godzinie 14.00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Msza Święta w intencji Ojczyzny zostanie odprawiona w katedrze siedleckiej o godzinie 16.00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Szczegóły na plakacie.