W ubiegły czwartek, przeprowadziliśmy akcję na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie, w miejscu budowy Queer Muzeum – projektu, o którym wielokrotnie informowałam w poprzednich mailach.
Dla przypomnienia, jest to ośrodek mający promować ideologię LGBT, wspierany publicznie przez Prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, który udostępnił na ten cel miejski lokal!
Nasze działania rozpoczęły się przed budynkiem, gdzie planowane jest otwarcie Queer Muzeum. Rozdawaliśmy tam ulotki, rozmawialiśmy z przechodniami i informowaliśmy ich o wsparciu finansowym ze strony miasta dla tego projektu.
Zachęcam do obejrzenia tutaj materiału wideo, który uchwycił najważniejsze momenty naszej akcji.
Ku naszemu zaskoczeniu, nawet na jednej z bardziej liberalnych ulic Warszawy spotkaliśmy się z wieloma pozytywnymi reakcjami. Mieszkańcy chętnie podejmowali rozmowy, wyrażali poparcie, a nawet wdawali się w dłuższe dyskusje na temat naszej inicjatywy.
Pomimo kilku nieprzyjemnych incydentów, dominowały pozytywne reakcje, a nasza obecność nie przeszła niezauważona.
Widzieliśmy, jak kobieta z sąsiedniego lokalu próbowała skontaktować się z prezesem organizacji odpowiedzialnej za budowę muzeum, co jasno pokazało, że nasze działania są dla nich niewygodne!
Nasza determinacja sprawiła, że wielu mieszkańców po raz pierwszy usłyszało o planach otwarcia Queer Muzeum – i właśnie to było jednym z naszych głównych celów.
Następnie udaliśmy się do warszawskiego ratusza, gdzie z sukcesem dostarczyliśmy ponad 27000 podpisów pod petycją skierowaną do Prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, wzywającą go do wycofania wsparcia dla tego skandalicznego projektu.
To wszystko nie byłoby możliwe bez Twojego wsparcia! Każdy podpis, każde słowo otuchy, każda darowizna mają ogromne znaczenie. To dzięki Tobie i tysiącom obywateli z całego świata, możemy kontynuować naszą walkę o wartości, które są dla nas najcenniejsze.
Planujemy wrócić 6 grudnia, w dniu planowanego otwarcia muzeum, aby pokazać, że nie zgadzamy się z finansowaniem tego typu inicjatyw z publicznych pieniędzy. Widzimy jednak, że prace są dalekie od zakończenia, więc będziemy robić wszystko, aby spowodować dalsze opóźnienia, a może nawet uniemożliwić całkowite otwarcie tego ośrodka.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za Twoje wsparcie. To TY dajesz nam siłę do działania i obrony wartości, które są dla nas wszystkich tak ważne.
„W latach 2018-2023 przyjmowanie i rozpatrywanie wniosków wizowych stanowiło blisko 70% wszystkich czynności konsularnych. W okresie tym złożono 6 570 649 wniosków wizowych, a w wyniku ich rozpatrzenia wydano 6 166 080 wiz, co stanowiło 93,8% liczby złożonych wniosków. Udzielone wizy Schengen w liczbie 1 262 434 stanowiły 20,5% wszystkich udzielonych w latach 2018-2023 wiz, a wizy krajowe w liczbie 4 903 646, stanowiły 79,5%. Ponad połowę wszystkich wiz, tj. 55,5% (3 420 578) uzyskali obywatele Ukrainy, a jedną czwartą, tj. 26,6% (1 641 521) obywatele Białorusi. Na trzecim miejscu znaleźli się obywatele Rosji – 5,8% (357 418 wiz), na czwartym Turcji – 1,7% (104 405), a następnie Indii i Chin – po 1,4% (odpowiednio 87 775 i 83 642 wizy).
Obywatele 76 państw muzułmańskich i Afryki w kontrolowanym okresie uzyskali 366 551 wiz (5,9% wiz ogółem), z czego w 173 568 w okresie od dnia 1 stycznia 2021 r. do dnia 30 czerwca 2023 r. (…)
Wjazd do strefy Schengen był i jest możliwy również na podstawie udzielonych wiz krajowych. MSZ publikując Oświadczenie nie zaprezentowało danych dotyczących wydanych pozwoleń na pierwszy pobyt, które w sposób jednoznaczny wskazywały, że w tej kategorii Polska była państwem członkowskim UE udzielającym najwięcej wiz na pierwszy pobyt ogółem zarówno w 2021 r. (967 345 z 2 952 336, tj. 32,8% wszystkich wiz w EU , jak i w 2022 r. (700 264 z 3 454 684, tj. 20,3% wszystkich wiz w EU).
Szczególnie widoczny był dominujący udział Rzeczypospolitej Polskiej w liczbie udzielonych wiz pracowniczych w całym kontrolowanym okresie, w latach 2018- 202210 odpowiednio: − 533 646, tj. 48,9% wszystkich wiz pracowniczych i ponad dziewięciokrotnie więcej niż druga w kolejności w 2018 r. Hiszpania (58 433); − 625 128, tj. 52,0% i ponad dziewięciokrotnie więcej niż drugie w kolejności w 2019 r. Niemcy (65 717); − 582 342, tj. 59,1% i ponad siedmiokrotnie więcej niż druga w kolejności w 2020 r. Hiszpania (81 158); − 790 070, tj. 59,7% i ponad dziewięciokrotnie więcej niż druga w kolejności w 2021 r. Hiszpania (88 119); − 447 225, tj. 36,0% i ponad trzykrotnie więcej niż druga w kolejności w 2022 r. Hiszpania (140 034) (…)
Wpływ nowelizacji UOC z grudnia 2020 r. na obciążenie sprawami wizowymi niektórych placówek potwierdził również w alarmistycznej opinii133 (która w większości, zdaniem NIK, pozostawała aktualna także później w trakcie trwania czynności kontrolnych NIK) Konsul RP w Singapurze: Placówka przyjęła 445 wniosków wizowych. Większość stanowiły wnioski o wizy do pracy, które po nowelizacji ustawy o cudzoziemcach w grudniu 2020 roku mogły być przyjmowane od obywateli wszystkich krajów mieszkających w Singapurze. Po upowszechnieniu się tej wiedzy wśród wnioskodawców i wspierających ich agencji pośrednictwa placówka została przytłoczona liczbą wniosków, do których przetworzenia nie jest przygotowana kadrowo, czasowo ani lokalowo. (…)
Przy stosunkowo interesującym, z punktu widzenia interesu gospodarczego Polski, profilu aplikantów (po kilku latach pracy w Singapurze są to zwykle osoby mające podstawową znajomość języka angielskiego i respekt wobec rygorystycznego systemu miejscowego prawa oraz oczekiwane w Polsce specjalizacje jak np. spawacz) wskazać należy na głęboką patologię całego procesu rekrutacji cudzoziemców do pracy w Polsce. Branża została w dużej części zdominowana przez niewiarygodne firmy zakładane często przez już mieszkających w Polsce cudzoziemców, którzy są w stanie uzyskiwać setki zezwoleń na pracę dla cudzoziemców, co zupełnie nie koresponduje ze skalą ich działalności podstawowej.
Na etapie składania wniosku o wydanie zezwolenia na pracę nie jest weryfikowany potencjał firmy i faktyczne możliwości powierzenia pracy. W tej sytuacji uzyskanie zezwolenia na pracę stało się procedurą w dużej mierze fikcyjną. Proces weryfikacji został w całości przerzucony na konsula, który zamiast sprawdzać cudzoziemca musi zajmować się sprawdzaniem pracodawcy w Polsce. Organ konsultujący podległy MSWiA sugeruje odmowy wizowe w znacznej części przypadków, tym samym zajmując krańcowo różne stanowisko niż wydający pozwolenia na pracę wojewodowie, podlegający temu samemu ministrowi. Taka sytuacja uniemożliwia prowadzenie spójnej polityki wizowej. Dodatkowo należy wskazać, że beneficjentami procesu są w głównej mierze sieci firm pośredniczących, dla aplikanta wizowego koszt uzyskania zezwoleń, opłacenia pośredników sięga nierzadko 30 tys. zł., a firmy w Polsce deklarujące zamiar zatrudnienia wskazują, że osoby, którym wydano wizę nie zawsze stawiają się do pracy. (…) Większość aplikantów to muzułmanie z Bangladeszu i należy liczyć się z konsekwencjami ich dłuższego pozostania w Polsce oraz sprowadzania rodzin”
– Od 21 października apteki i poradnie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) będą mogły zamawiać aktualne szczepionki przeciwko COVID-19 – poinformowała we wtorek minister zdrowia Izabela Leszczyna.
Pierwsze dostawy do Polski szczepionek przeciwko COVID-19, ukierunkowanych na podwariant JN.1 SARS-CoV-2, zaplanowano na połowę października i ich realizacja odbędzie się bez opóźnień – poinformował resort zdrowia. Zamówione szczepionki najpierw trafią do magazynu, a następnie muszą być wprowadzone do systemu.
W połowie września Ministerstwo Zdrowia zapowiadało, że pierwsze dostawy szczepionek przeciwko COVID-19, ukierunkowanych na podwariant JN.1 wirusa, zostały zaplanowane do 15 października. Teraz resort przekazał Polskiej Agencji Prasowej, że realizacja dostaw „odbędzie się bez opóźnień”.
Ministerstwo zdrowia kupiło w tym roku 1 mln 54 tys. dawek. Będą to szczepionki dwóch producentów: Moderny i Novavaxu.
Szczepienia na podstawie skierowania będą wykonywać poradnie POZ i apteki. Skierowania na szczepienia zostaną wystawione wszystkim pacjentom. Za szczepienia zapłaci resort zdrowia – dla pacjentów będą one bezpłatne. Szefowa resortu zdrowia podkreśliła, że jeśli ktoś nie posiada IKP, to takie skierowanie zostanie wygenerowane, kiedy dana osoba zgłosi się do punktu szczepień np. podstawowej opieki zdrowotnej.
Izabela Leszczyna wyjaśniła, że dzisiaj szczepionki zostaną dostarczone i Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych musi sczytać ich kody. Od jutra pewnie będzie można je alokować, dystrybuować do tych punktów, które szczepionki zamówią.
– Poziom bestialstwa jaki dotyka zarówno osoby objęte protokołem, jak i ich najbliższych, to jest bestialstwo, które przekroczyło wielokrotnie granice mojej wyobraźni. Ludzie płacą całe życie podatki, rodzi im się dziecko. I to dziecko, z takich czy innych powodów, jest objęte protokołem terapii daremnej. I nagle okazuje się, że nie może być leczone, nie można mu podać nawet antybiotyków, może być jedynie karmione i podtrzymywane przy życiu?
– Tak stanowi protokół terapii daremnej, że korzysta z tego faktu, że w Polsce nie istnieje instytucja pełnomocnika medycznego. Nawet rodzic w stosunku do dziecka nie ma takich uprawnień jak pełnomocnik medyczny, a powinien mieć, z automatu jako rodzic wobec osoby niedorosłej. Czyli kogoś, kto ma władzę decydowania odnośnie różnych kuracji, odnośnie tego też, czy wolno wycofać jakiś rodzaj leczenia czy nie. U nas w tych dokumentach, które istnieją podkreśla się to, że zdanie rodziny nie ma znaczenia prawnego. I to nawet rodziców w stosunku do dziecka.
(…)
– Jest to pole do nadużyć. Lekarzom wypracowano taką wolność, że to się zamienia wręcz w dowolność ich decyzji, ponieważ twierdzi się tak, że jeśli lekarz widzi, że dana terapia jest daremna, to nie musi się zwracać do sądu o jakąkolwiek decyzję w tej sprawie, ponieważ jeśli jest daremna, to nawet nie wolno mu kierować do sądu tej sprawy. A czy jest daremna, czy nie on decyduje z całą swobodą, niekiedy łącznie z karmieniem i pojeniem…
−∗−
Kilkaset polskich dzieci z wyrokiem śmierci
Rozmawiają: Edyta Paradowska, o. dr Jacek Maria Norkowski
−∗−
Warto porównać:
Terapia daremna czyli lekarze panami życia i śmierci «Najważniejszym elementem, na którym ten cały projekt się koncentruje, to jest kwestia ewentualnej zgody takiego pacjenta. On, oczywiście takiej zgody udzielić nie może, aby zaniechano jakichkolwiek procedur medycznych w stosunku […]
___________
Legalnie mordują ludzi na narządy Tych dawców jest ciągle za mało, więc postanowiono [zakwalifikować] takich dawców, którzy nie spełniają kryterium śmierci pnia mózgu, a więc nie mają całkowitej utraty przytomności, ale są np. zależni od […]
„Na prawie 1,7 miliona ataków serca i udarów mózgu w Stanach Zjednoczonych, ponad połowa dotyczy pozornie zdrowych pacjentów z prawidłowym poziomem cholesterolu”.
==============================
W poniższym tekście chciałabym podzielić się z wami treścią wspaniałego wykładu dr Paula Masona na temat historii statyn. Paul Mason jest australijskim lekarzem, który kocha dowody naukowe. Jego sposób wyjaśniania i ustawiczne odwoływanie się do publikacji naukowych w celu poparcia swych poglądów dają poczucie solidności i wiarygodności. Jego filmy można znaleźć na tym oto kanale YouTube: https://www.youtube.com/@DrPaulMason/videos
Oto transkrypcja wykładu dr Masona na temat statyn:
Dzisiaj porozmawiamy o historii statyn i o tym, jak wypaczono naukę.
Obecnie miliony ludzi przyjmują statyny, które przynoszą ogromne zyski. Weźmy pod uwagę, że sam Lipitor w całej swojej historii wygenerował ponad 150 miliardów dolarów!
Pierwsze pytanie brzmi: jak doszło do tego, że statyny stały się tak popularne?
Ich historia rozpoczęła się w roku 1913, kiedy to rosyjski naukowiec Nikolai Anikov odkrył, że karmienie królików czystym cholesterolem może wywołać u nich miażdżycę. W ciągu dziesięcioleci odkrycie to doprowadziło do sformułowania hipotezy lipidowej, zgodnie z którą główną przyczyną chorób sercowo-naczyniowych jest cholesterol.
Pomimo faktu, że króliki są zwierzętami roślinożernymi, a ich miażdżyca bardzo różni się od ludzkiej, w połowie lat pięćdziesiątych laboratoria firm farmaceutycznych na całym świecie poszukiwały leku, który mógłby obniżyć poziom cholesterolu.
Jedną z nich była Merrel, ta samafirma, którawprowadziła talidomid na rynek amerykański, która znalazła lek obniżający poziom cholesterolu: MER29, który szybko stał się sukcesem komercyjnym.
Jednak oprócz zysków była to katastrofa: chociaż firma początkowo twierdziła, że lek jest bezpieczny i wolny od skutków ubocznych, w roku 1962 wycofała go z rynku. W tym samym roku FDA wycofała pozwolenie na sprzedaż MER/29, ponieważ Merrel nie dostarczył wszystkich informacji na temat skutków ubocznych leku: zaćmy, łysienia, zapalenia skóry, nasilenia miażdżycy tętnic i innych.
Spółka Merrel wiedziała o wspomnianych skutkach ubocznych, ponieważ podczas testów na zwierzętach pojawiły się liczne problemy związane z lekiem: po dziewięciu tygodniach przyjmowania leku, z grupy 44 myszy przeżyła tylko jedna. Merrel sfałszował wyniki badań, zataił skutki uboczne i zalecił swoim dystrybutorom zrzucanie winy za skutki uboczne na inne leki. Ostatecznie firma musiała zapłacić ponad 50 milionów dolarów odszkodowań. (1)
Ten fakt stworzył próżnię: silne przekonanie, że cholesterol jest niebezpieczny i że nie ma leku, który mógłby go obniżyć. To właśnie w tym kontekście narodziły się statyny.
W roku 1976, japoński naukowiec Akira Endo wyodrębnił mykotoksynę znaną jako ML236B, która stała się pierwszą eksperymentalną statyną. W roku 1979 Sankayo i Merck (dwie firmy farmaceutyczne) pracowały nad tą samą statyną: kto miał ją opatentować pierwszy, ten miał zarobić mnóstwo pieniędzy!
Jednak w roku 1980 Sankayo zaprzestało prac nad wspomnianą statyną: u połowy psów wykorzystanych we wstępnych badaniach nad statyną rozwinął się chłoniak jelit (rak), więc lek uznano za zbyt niebezpieczny. Również firma Merck zaprzestała prac nad ową statyną. Ale po naleganiach naukowców pracujących nad projektem, prace zostały wznowione, ze względu na stwierdzenie, że naukowcy japońscy pomylili się, uznając ją za odpowiedzialną za raka jelit… (2)
Tym sposobem w roku 1987 firma Merck otrzymała zgodę FDA na sprzedaż swojej pierwszej statyny, Lovastatin.
Jednak kilka lat później (w roku 1990) NIH zwołał panel w celu przedyskutowania ewentualności, że obniżanie poziomu cholesterolu może być z założenia niebezpieczne. Jaki był wniosek? – Tak, obniżanie cholesterolu może być niebezpieczne. W roku 2001 firma Bayer wycofała swoją statynę Baycol po tym, jak wiele osób ją przyjmujących zmarło. (3) W wyniku tego wycofania Bayer zapłacił ponad miliard dolarów z tytułu tysięcy pozwów sądowych o odszkodowania za obrażenia spowodowane przez tę statynę.
Lista skutków ubocznych wywoływanych przez statyny jest długa:
Demencja (4)
Zwiększone ryzyko osteoporozy (5)
Obniżony poziom testosteronu, powodujący zaburzenia erekcji i kurczenie się jąder (6)
Zwiększone ryzyko zachorowania na cukrzycę (u kobiet w okresie menopauzy ryzyko wzrasta o 71%) (7)
Wymienione skutki uboczne nie są tajemnicą, wystarczy przeczytać ulotkę dołączoną do opakowania (w tym przypadku do produktu Crestor).
Rak wątroby
Uszkodzenie mięśni
Krew w moczu
Zwiększone ryzyko zachorowania na cukrzycę
Lista skutków ubocznych zaobserwowanych po wprowadzeniu leku Crestor do sprzedaży jest jeszcze bardziej spektakularna:
Bóle stawów
Niewydolność wątroby (ze skutkiem śmiertelnym i bez)
Zapalenie wątroby
Żółtaczka
Trombocytopenia (niski poziom płytek krwi we krwi)
Śródmiąższowa choroba płuc (rozległa deformacja architektury pęcherzyków płucnych i dróg oddechowych)
Ginekomastia (powiększenie tkanki piersi u mężczyzn)
Oczywiście powinniśmy być uspokojeni, że ryzyko wystąpienia skutków ubocznych u osób przyjmujących statyny jest niskie: 1 na 100, a czasem nawet 1 na 200. Zwłaszcza, gdy twierdzenia te wygłasza Sir Rory Collins, ceniony profesor medycyny na Uniwersytecie Oksfordzkim (8). Nie jest jednak sensowne, że ten sam Rory Collins zgłosił patent na test identyfikujący gen, który sprawia, że osoby przyjmujące statyny są bardziej podatne na bóle mięśni, a strona internetowa sprzedająca ten test (StatinSmart) twierdzi, że 29% osób przyjmujących statyny cierpi na bóle mięśni, skurcze lub osłabienie (9). Fakt mówiący, że 29% osób cierpiących z powodu skutków ubocznych stosowania statyn jest prawdopodobnie bliższy prawdy niż 1% deklarowany przez Collinsa (8).
Bardzo często badania nad statynami są projektowane w taki sposób, że skutki uboczne zostają bagatelizowane. Na przykład, przed rozpoczęciem tego oto dużego testu (10) przeprowadzono „okres próbny”, podczas którego kandydatom najpierw podawano placebo, a następnie statynę. Kandydaci, którzy doświadczyli skutków ubocznych przyjmowania statyny w tym okresie, zostali wykluczeni z badania. W tym przypadku (10) usunięto ponad 11 000 osób, czyli jedną trzecią potencjalnych kandydatów. (Tak więc osoby, u których potencjalnie mogą wystąpić skutki uboczne, to nie 1%, jak podano, ale 30%. Ten 1% wynika z faktu, że osoby, u których wystąpiły skutki uboczne w okresie prowadzenia badania, zostały z niego wykluczone. Niestety, tego rodzaju praktyka jest całkowicie legalna).
Prawda jest taka, że 1 na 5 (11) pacjentów nie toleruje dobrze standardowej dawki statyn i pojawiają się u niego uciążliwe skutki uboczne.
Nasuwa się więc pytanie: jeśli statyny mają opisane skutki uboczne, to na ile mogą one przedłużyć życie? – A dokładniej: o ile wydłuży się życie przeciętnej osoby przyjmującej statyny? – Na to pytanie odpowiada to znakomite studium (12), w którym zebrano dane z każdego kwalifikującego się badania: 11 badań, w których łącznie wzięło udział 90 000 osób:
Osoby, które miały już zawał serca, zyskały 4,1 dnia życia.
Osoby, które nie miały zawału serca, zyskały 3,2 dnia życia
Po zażywaniu statyn przez lata (red.) i być może doświadczaniu poważnych skutków ubocznych, które obniżają jakość życia) ludzie żyją od 3 do 4 dni dłużej.
Wartości te są prawdopodobnie zawyżone, ponieważ wielu badań nie można było wziąć pod uwagę, gdyż firmy farmaceutyczne nie upubliczniły surowych danych z badań, a jedyniewyniki ekstrapolowane na ich podstawie. (Uwaga redaktora: Jeśli nie macie nic do ukrycia, dlaczego nie udostępnicie surowych danych do przeprowadzenia niezależnej analizy?)
Na przykład ta metaanaliza (13) analizująca wyniki ośmiu badań stwierdza, że u osób w wieku od 50 do 75 lat przyjmowanie statyn nie wydłuża życia.
Tylko jedno z ośmiu analizowanych badań wykazało pozytywny efekt: Jupiter Trial (14). (Uwaga edytora: Wcześniej statyny były testowane tylko na osobach z wysokim poziomem cholesterolu, podczas gdy w tym badaniu chciano sprawdzić ich skuteczność jako profilaktyki pierwotnej, tj. na osobach z niskim poziomem cholesterolu, ale wysokim poziomem białka C-reaktywnego. Białko C-reaktywne jest wskaźnikiem stanu zapalnego związanego z chorobą sercowo-naczyniową).
Wyniki badania Jupiter Trial zostały ogłoszone z wielką pompą, całkowicie ignorując wyniki pozostałych 7 badań. Teraz chciałbym pokazać, jak to zrobiono, aby wyniki wydawały się znacznie bardziej imponujące niż są w rzeczywistości. Na przykład ten oto artykuł w New York Times (15) stwierdza, że uczestnicy badania Jupiter, którzy przyjmowali statyny, byli o prawie 50% mniej narażeni na zawał serca, konieczność wszczepienia stentu lub bajpasów. Imponujące, prawda?
To trochę skomplikowane, ale postaram się to wyjaśnić: Jupiter Trial (14) to badanie RCT (randomizowane badanie kontrolowane), w którym dwie grupy podobnych osób otrzymują dwie różne rzeczy. Jedna grupa przyjmowała lek Crestor (który jest statyną produkowaną przez firmę Astra Zeneca), a druga grupa placebo. Aby ocenić skuteczność przyjmowania leku Crestor, naukowcy postanowili zmierzyć częstotliwość występowania jednego z następujących zdarzeń:
Ataki serca niezakończone zgonem
Zawały serca niezakończone zgonem
Hospitalizacje z powodu dławicy piersiowej
Rewaskularyzacja tętnic
Zgon z przyczyn sercowych
Wynik:
1,5% w grupie przyjmującej Crestor
2,7% w grupie przyjmującej placebo
Zatem u osób przyjmujących Crestor wystąpił WZGLĘDNY spadek ryzyka o 44%. Względny oznacza w stosunku do innych grup w badaniu. Jednak „z klinicznego punktu widzenia ważniejsze jest ABSOLUTNE zmniejszenie ryzyka. Ponieważ bezwzględne zmniejszenie ryzyka musi być wystarczająco duże, aby uzasadnić ryzyko i koszty związane z przepisywaniem leku zdrowym ludziom” (16). Należy pamiętać, że badanie Jupiter Trail miało na celu sprawdzenie skuteczności leku Crestor w profilaktyce pierwotnej. Profilaktyka pierwotna oznacza stosowanie leku u osób zdrowych.
Jakie więc było ABSOLUTNE zmniejszenie ryzyka w badaniu Jupiter Trial? – 0.59%. DUŻA różnica w porównaniu z 44% względnym zmniejszeniem ryzyka, prawda? – Dr Paul Mason stworzył wykres, który jest łatwiejszy:
Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko najbardziej niebezpieczne zdarzenia (takie jak zawały serca), ABSOLUTNA redukcja ryzyka wynosi 0,20 procent, podczas gdy RELATYWNA redukcja wynosi 54 procent…
Czy dostrzegacie, jak manipulują liczbami, abyśmy myśleli, że mamy do czynienia z czymś nadzwyczajnym, podczas gdy w rzeczywistości efekt jest mniej niż mierny? – Wyjaśnijmy: redukcja bezwzględna o 0,59% w przypadku 5 zdarzeń oznacza, że 169 osób musiałoby przyjmować statynę przez rok, aby zapobiec wystąpieniu jednego zdarzenia. Jeśli spojrzymy wyłącznie na poważne zdarzenia (takie jak zawały serca), 500 osób musiałoby być leczonych przez rok, aby zapobiec jednemu zdarzeniu. (17) Czy ryzyko pojawienia się skutków ubocznych u 500 osób warte jest korzyści odniesionych tylko przez jedną osobę?
Liczba ta nazywana jest liczbą NNT (Number Needed to Treat): liczbą osób, które muszą być leczone, aby uzyskać pozytywny wynik. Im niższa liczba, tym skuteczniejszy jest lek. Jeśli NNT wynosi ponad 50, jest to jak kupowanie losu na loterię…
Po tym wyjaśnieniu zacytuję dokładne słowa na początku artykułu New York Timesa (15) na temat wyników Jupiter Trial, w nadziei, że mogą one być pomocne w zrozumieniu poziomu manipulacji informacjami, której jesteśmy poddawani na co dzień, i która NIESTETY doprowadziła mnie do tego, że przestałam wierzyć w to, co mówią mi media.
„Nowe ważne badanie sugeruje, że miliony osób z niskim poziomem cholesterolu mogłyby nadal odnosić korzyści z przyjmowania statyn, ponieważ lek ten może znacznie obniżyć ryzyko zawału serca, udaru mózgu i śmierci.
Badanie wykazało, że ryzyko zawału serca w grupie przyjmującej statyny zmniejszyło się o ponad połowę.
Statyny zostały uznane za tak korzystne, że niezależna komisja przerwała badanie, które miało trwać pięć lat, po niecałych dwóch latach”.
Przykro mi to powtórzyć, ale ABSOLUTNY spadek ryzyka wyniósł jedynie 0,59%, a nie ponad 50%, jak twierdzi New York Times…
Istnieją dalsze problemy związane z badaniem Jupiter Trial: po pierwsze, badanie mogło przecenić działanie statyn, a co ważniejsze, nie wykryło ryzyka związanego z długotrwałym podawaniem statyn zdrowej populacji.
Na przykład w grupie przyjmującej statyny odnotowano wyższy poziom hemoglobiny glikowanej i częstsze występowanie cukrzycy. Ponadto, jakie mogą być długoterminowe skutki poziomów LDL poniżej 60 mg/dl? (16,17)
A teraz dochodzimy do złotej zasady „podążaj za pieniędzmi”. Chociaż wielu z nas chciałoby, aby było inaczej, smutna prawda jest taka, że w naszym społeczeństwie są ludzie, którzy zrobią wszystko dla pieniędzy.
W rozdziale „Metody”, paragraf „Projekt badania” badania Jupiter Trial (14) czytamy następujące słowa
„Badanie było wspierane finansowo przez firmę AstraZeneca”.
Badanie było wspierane finansowo przez AstraZeneca, tj. firmę farmaceutyczną produkującą Crestor, statynę użytą w badaniu Jupiter Trial.
To, że firmy farmaceutyczne finansują badania wykazujące skuteczność ich własnych leków w celu zwiększenia potencjalnej bazy klientów, jest dziś powszechną praktyką. Uważam jednak za niedopuszczalne, że 9 z 14 badaczy biorących udział w badaniu miało powiązania finansowe z firmą AstraZeneca.
Co więcej, główny badacz Ridkermiał ogromny osobisty konflikt interesów, ponieważ jest właścicielem patentu na test wykrywający wartości białka C-reaktywnego, które badanie proponuje jako nową metodę wykrywania osób potencjalnie zagrożonych chorobą sercowo-naczyniową. (18).
Kończę, odchodząc od tematu, interesującym cytatem samego Ridkera: „Na prawie 1,7 miliona ataków serca i udarów mózgu w Stanach Zjednoczonych, ponad połowa dotyczy pozornie zdrowych pacjentów z prawidłowym poziomem cholesterolu”. (19) Jak to możliwe? – Od ponad pięćdziesięciu lat mówi się nam, że wysoki poziom cholesterolu jest przyczyną chorób sercowo-naczyniowych, a tymczasem ponad 50% osób, które mają zawały serca i udary mózgu, posiada cholesterol mieszczący się w średnim zakresie? – Czy zdajecie sobie sprawę w jakim społeczeństwie żyjemy?
……………………………..
Ale wróćmy do video dr Paula Masona.
Teraz pokażę wam, jak wykorzystują tę manipulację liczbami w sposób odwrotny: w tym artykule w New York Times stwierdzono, że badanie wykazało, że statyny nie mają negatywnego wpływu na pamięć (20). W tym oto studium (21) dotyczącym 480 000 pacjentów, 376 w grupie przyjmującej statyny miało poważną utratę pamięci, podczas gdy w grupie nie przyjmującej statyn jedynie 114 pacjentów miało poważną utratę pamięci. Stanowi to 320% wzrost ryzyka względnego, a po uwzględnieniu pewnych czynników zakłócających, ryzyko wzrasta do 440%.
Jak to się stało, że w tym przypadku, New York Times nie wspomniał o ryzyku względnym, tak jak to zrobił w artykule na temat Jupiter Trial? – Gdyby tak zrobił, nagłówek powinien brzmieć: „Statyny zwiększają ryzyko problemów z pamięcią o 400%”… ( Rozumiecie? – Decydują się pokazać nam dane zgodnie z tym, w co chcą, abyśmy uwierzyli…)
Morał jest taki: nie należy czerpać informacji na temat zdrowia z gazet. Niestety, jak zobaczymy w moim następnym wykładzie, często również lekarze nie są godni zaufania, ponieważ często czują się zobowiązani do robienia takich rzeczy, jak przepisywanie statyn – także wbrew ich osobistemu osądowi. Pamiętajcie więc, że macie prawo kwestionować swoich lekarzy, prosząc ich o dowody, na których opierają swoje porady.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 22 października 2024 michalkiewicz
Lepsze jest wrogiem dobrego. Niby to oczywista oczywistość, ale mikrocefale uwiedzeni lewackim doktrynerstwem właśnie takich oczywistych rzeczy nie są w stanie zrozumieć. Może dlatego, że popychani przez żydowskich promotorów rewolucji komunistycznej, pogardzają chrześcijaństwem, które – niezależnie od rozmaitych metafizycznych stwierdzeń – dostarcza też bardzo praktycznych, użytecznych wskazówek. Na przykład w ewangelicznej przypowieści o pszenicy i kąkolu. Jak pamiętamy, właściciel pola porażonego złośliwie kąkolem, zabronił gorliwym sługom interwencji, żeby wyrywając kąkol, z rozpędu nie powyrywali również pszenicy.
Jaki z tego praktyczny wniosek? Ano taki, żeby nawet dążąc do dobrego, wystrzegać się przesadnej perfekcji. Żeby umieć zgodzić się i nawet tolerować pewne niedoskonałości, ponieważ pragnienie doskonałości może doprowadzić do wielkich nieszczęść. Tak właśnie było w przypadku rewolucji, zarówno tej francuskiej, jak i tej bolszewickiej. Pod pretekstem dążenia do doskonałości wymordowano tysiące, a nawet miliony ludzi za rozmaite „odchylenia” od jedynie słusznej linii, którą wykoncypowali sobie francuscy, semiccy i rozmaici inni cadykowie.
Albo na przykład taka rada św. Pawła, którą kiedyś księża czytali nupturientom podczas ceremonii ślubu kościelnego. Teraz, zdaje się, tego zaniechano w imię forsowanego przez mikrocefali „partnerstwa”, podczas gdy jest to nie tylko rada bardzo praktyczna, ale w dodatku wychodząca naprzeciw rzeczywistym potrzebom obojga małżonków. Św. Paweł zaleca mężom, żeby swoje żony kochali, natomiast żonom przypomina, że powinny swoich mężów szanować.
Ponieważ Żydowie, którzy na podobieństwo owsików roją się w awangardzie postępactwa, prowadzą, np. przy pomocy Judenratu „Gazety Wyborczej” kampanię przeciwko nauce religii, to młodzi ludzie, którzy myślą, że z tym postępem to wszystko naprawdę, basują kobiecinie z vaginetu Donalda Tuska, pani Barbarze Nowackiej i tym samym pozbawiają się szansy poznania myślenia rozsądkowego, skazując się na kierowanie się już tylko instynktem stadnym. Dlatego rozśmieszyła mnie pretensjonalna pogróżka pani filozofowej, czyli Magdaleny Środziny, że „inteligencja”, w odwecie za „zawieszenie” azylu, nie będzie głosowała na Volksdeutsche Partei Donalda Tuska. Abstrahując już od tego, że pani filozofowa najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że to tylko takie pogróżki przedwyborcze obywatela Tuska Donalda, żeby przelicytować byłego Naczelnika Państwa, to trzeba z naciskiem podkreślić, że na Volksdeutsche Partei nie głosowała żadna „inteligencja”. Na tę partię, podobnie, jak na większość pozostałych, głosowali pół, albo nawet ćwierćinteligenci, podczas gdy nieliczna inteligencja – około 12 procent dorosłej populacji – popierała Konfederację. Po czym bowiem można odróżnić inteligenta, od pół, albo ćwierćinteligenta? Po tym, że inteligent myśli samodzielnie, podczas gdy ci pozostali kierują się instynktem stadnym. Żadne tytuły naukowe nie mają tu znaczenia, bo – jak mogliśmy przekonać się na przykładzie pana dra Myrchy – często są one następstwem tego, że „uczył Marcin Marcina”.
Ale dość tych dygresji, bo przecież chciałem pokazać, jak bodnarowcy, razem ze swoim wodzem, czyli ministrem sprawiedliwości w vaginecie Donalda Tuska, panem Adamem Bodnarem, zapominając, że lepsze jest wrogiem dobrego, właśnie się zakiwali. Dopóki bowiem, bodnarowskim obyczajem, realizowali operację „przywracania praworządności” metodą na rympał, dopóty ani były Naczelnik Państwa, ani nikt inny, nie mógł znaleźć skutecznego remedium na te poczynania. Do tej, nazwijmy to, rewolucyjnej praktyki, rewolucyjne teorie dorabiały panu ministru Bodnaru rozmaite autorytety pacanowskie, między innymi – „babunia demokracji walczącej”, czyli pani prof. Ewa Łętowska. Pan Bodnar jednak sam też jest profesorem, toteż wie, że to towarzycho, to w zdecydowanej większości Scheiss. Zapragnął tedy oprzeć operację „przywracania demokracji” w naszym bantustanie nie tylko na rewolucyjnych teoriach autorytetów pacanowskich, tylko na jakiejś bardziej prestiżowej podstawie i w tym celu zwrócił się do Komisji Weneckiej w nadziei, że przytłoczy ona wszystkich krytyków vaginetu obywatela Tuska Donalda swoim autorytetem.
Ta cała Komisja Wenecka nie ma co prawda żadnych kompetencji stanowiących, bo jest tylko organem doradczym Rady Europy, ale pan minister Bodnar, w przekonaniu, że wesprze jego rympały swoim autorytetem, nadymał ją jak mógł, również przy pomocy rządowej telewizji i TVN, która na tym etapie słucha się Judenratu. „A tymczasem na mieście inne były już treście” – przestrzegał poeta. Oto Komisja Wenecka całkowicie zawiodła nadzieje bodnarowców, którzy z tej konfuzji musieli przez cały tydzień ukrywać jej opinię przed polską publicznością. Wreszcie 14 października o godzinie 18,30 opinia Komisji Weneckiej została opublikowana. I cóż z niej wynika? Ano, obala ona punkt po punkcie nie tylko rewolucyjną praktykę bodnarowców, ale i rewolucyjne teorie wspierających pana ministra Bodnara autorytetów pacanowskich. Stwierdza ona, że sędziowie, bez względu na to, czy Judenrat „Gazety Wyborczej” nazywa ich „neosędziami”, odmawiając im autentyczności, są sędziami. Co gorsza, orzeczenia wydane przez nich, czy choćby tylko z ich udziałem, są wyrokami, z którymi władza wykonawcza musi się liczyć.
Słowem – katastrofa na całej linii. Co teraz zrobią bodnarowcy, co teraz powiedzą autorytety pacanowskie? Oczywiście, bodnarowcy mogą powiedzieć, że również tej opinii „nie uznają” – ale nie będzie to brzmiało przekonująco, choćby ze względu na wcześniejsze, lekkomyślne nadymanie Komisji Weneckiej. Autorytety pacanowskie pewnie najpierw zamilkną roztropnie, ale jak już dotrą do nich kolejne zamówienia na rewolucyjne teorie, to zaczną na Komisję Wenecką kręcić mięsistymi nosami, że „kwaśne winogrona”. Mleko się jednak rozlało i ktoś będzie musiał z tej zarzyganej posadzki je pozlizywać. Ktoś – ale nie byle kto, tylko osoby utytułowane. Ano, mówi się trudno; nie ma rzeczy doskonałych, a Nemezis dziejowa prędzej czy później wystawi rachunek za wszystkie czeki bez pokrycia i inne bęcwalstwa.
I pomyśleć, że można było tego wszystkiego uniknąć, pamiętając o zasadzie, że lepsze jest wrogiem dobrego i nie ściągać sobie na głupi łeb Komisji Weneckiej. Stało się jednak inaczej, co jest jeszcze jedną ilustracją, że pycha kroczy przed upadkiem – chociaż do tego upadku tak daleko, że na razie go nie widać. Chodzi bowiem o to, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Wydaje się, że przez ostatnie 2000 lat (lub dłużej) skupialiśmy się na tym, aby stawać się coraz bardziej leniwymi. Jesteśmy zmuszeni przyjąć pozycję wygody — wygody przede wszystkim dzięki technologii. Życie staje się coraz łatwiejsze, a nawet nasze ciała stają się coraz mniej zdolne do radzenia sobie z wyzwaniami fizycznymi, są grubsze, mniej umięśnione, rozprzestrzenia się cukrzyca i choroby serca. Fizycznie funkcjonujemy coraz mniej wydajnie.
Czy ludzie zmierzają ku wyginięciu? Kiedy przestaniemy ewoluować fizycznie i psychicznie, to gdzie się znajdziemy? Zawsze zakłada się, że ewolucja jest czymś dobrym. Procesem, który ma na celu stworzenie najlepszych z najlepszych.
Selekcja naturalna i tak dalej.
Nawet jeśli nie wierzymy w całą teorię Darwina, większość ludzi jest skłonna uwierzyć, że poszczególne gatunki w jakiś sposób ewoluowały — zięby na wolności rozwijają lepsze dzioby do zjadania owadów, które zmieniały się na przestrzeni tysiącleci, lub też jakieś stworzenia rozwijają się w zwierzęta, które lepiej dostosowują się i funkcjonują w zmieniającym się środowisku.
A co z nami? Dokąd zmierzamy?
Wydaje się, że przez ostatnie 2000 lat (lub dłużej) skupialiśmy się na tym, aby stawać się coraz bardziej leniwymi. Jesteśmy zmuszeni przyjąć pozycję wygody — wygody przede wszystkim dzięki technologii. Życie staje się coraz łatwiejsze, a nawet nasze ciała stają się coraz mniej zdolne do radzenia sobie z wyzwaniami fizycznymi, są grubsze, mniej umięśnione, rozprzestrzenia się cukrzyca i choroby serca. Fizycznie funkcjonujemy coraz mniej wydajnie.
Pod względem emocjonalnym i psychologicznym widzimy to samo. Jesteśmy coraz mniej zdolni do znoszenia stresorów w naszym życiu, coraz więcej z nas jest przygnębionych, prawie każdy jest niespokojny, ADHD jest normą wśród dzieci w dzisiejszych czasach, a autyzm jest na najwyższym poziomie. Autyzm jest produktem ewolucji?
Cóż, jeśli zauważysz, że nasza intelektualna ewolucja doprowadziła do powstania technologii szczepień, której efektem jest astronomiczny wzrost zachorowań na autyzm, to faktycznie dostrzeżesz tę korelację.
Zanim przyjrzymy się powodom tego wszystkiego, wszystko, co musimy zrobić w tym momencie, to uznać, że to się dzieje. A gdzie to się kończy? Z pewnością nie zmierza w kierunku lepszego stworzenia ludzkiego — stworzenia lepiej uposażonego do radzenia sobie z wyzwaniami życia. Zmierza w kierunku wręcz przeciwnym. Ku stworzeniu, które nie będzie w stanie przetrwać najprostszych i najbardziej nieszkodliwych ataków. Wkrótce będziemy żyć w plastikowych bańkach, a wtedy nawet to nie będzie wystarczająco bezpieczne, nasz układ odpornościowy całkowicie się załamie i po prostu umrzemy — prawdopodobnie w ciągu kilku minut od narodzin. Jednak rodzenie nowych ludzkich dzieci ustanie na długo, zanim po prostu umrzemy z powodu naszych fizycznych niedostatków. Będzie to postępować stosunkowo powoli, ale na tyle szybko, że nie będziemy w stanie nic z tym zrobić, gdy osiągnie już masę krytyczną.
Oczywiście, nie mówię tutaj o „normalnej” ewolucji. „Normalna” ewolucja zachodzi bardzo powoli i jest regulowana przez środowisko naturalne. Źródła i dostępność pożywienia zmieniają się w czasie, środowisko się zmienia, zmieniają się wzorce pogodowe (naturalne), a w świecie przyrody pojawiają się nowe wyzwania. Wszystko jest naturalne i jest świadectwem dynamicznego świata, do którego zawsze trzeba się dostosować. Stworzenia rozwijają dłuższe lub krótsze kończyny, różne ciała, kolor włosów, ulepszony aparat do spożywania itp.
Dla waszej wiadomości, nie wierzę w dogmatyczną ewolucję darwinowską. Bardziej przemawiają do mnie teorie inteligentnego projektu. Ale myślę, że istnieje oczywista prawda w tym, że stworzenia danego gatunku przystosowują się do nowego środowiska. A jeśli chodzi o ludzi, to duża część środowiska, do którego się przystosowują, jest stworzona przez człowieka. Musimy również wziąć pod uwagę stosowną agendę i jej orientacje, w celu rzucenia ludzkości na kolana lub doprowadzenia do jej końca.
Ludzie nie mogą już ewoluować w klasycznym sensie. Dobór naturalny i tak dalej. Nie pozwalamy ludziom umierać naturalnie, jeśli nie potrafią przystosować się do swojego środowiska. Ta empatyczna reakcja to jedna z rzeczy, która czyni nas ludźmi. Ale ponieważ technologia staje się coraz bardziej zaawansowana, odbierając ludziom coraz więcej odpowiedzialności, nadal możemy ewoluować, a dokładniej „dewoluować”, w coś zupełnie innego niż to, do czego zostaliśmy pierwotnie stworzeni.
Więc proszę, pogrążamy się w nicości. A większość ludzi się tym nie przejmuje. Choć ruch transhumanistyczny chełpi się, że jego celem jest przedłużenie naszego życia i uczynienie nas „lepszymi wersjami” niż oryginał, to dokładnie odwrotna sytuacja jest najprawdopodobniej konsekwencją tego ruchu. Pisałem o tym już wystarczająco dużo wcześniej i z pewnością jest wiele informacji na temat transhumanizmu, w które każdy z was może się zagłębić, jeśli tylko ma na to ochotę.
Farmaceutyczny koszmar, z którym się mierzymy, jest ogromnym graczem w wyniszczaniu nas wszystkich — po raz kolejny w wyniku postępu technologii medycznej. Wymiana części ciała, wszczepianie chipów, wypełnianie naszych ciał „nieżywnością”, nielegalne substancje, brak ćwiczeń itd. Część z tego ma oczywiście wyglądać na pierwszy rzut oka atrakcyjnie. Ale, nie trzeba dodawać, konsekwencje są druzgocące.
I to są tylko kwestie fizyczne. Psychologicznie jesteśmy prawdopodobnie jeszcze większym bałaganem niż fizycznie. Każdy „problem psychiczny” jest obecnie leczony pigułką, a każdy postęp ku przyszłości jest przyczyną załamania emocjonalnego — utraty sensu i celu w życiu z powodu utraty świadomości duszy, usiłowania zabójstwa Boga, rozpadu męskiej i żeńskiej fizyczności, co skutkuje śmiercią rodziny i wartości rodzinnych (chociaż w dużej mierze jest to problem fizyczny, to bodziec stojący za „identyfikacją płciową” jest psychiczny), szerzącego się ADHD, depresji, lęków, zaburzenia osobowości typu borderline, narcyzmu, choroby afektywnej dwubiegunowej, czy muszę dalej wymieniać? Nazwanie tego bałaganem to mało powiedziane.
Co tu robić, co tu robić. Cóż, jeszcze nie wyginęliśmy. Moglibyśmy dokonać wielkiego wysiłku, aby to wszystko odwrócić. Ale jak zatrzymać technologię? Może nie musimy jej zatrzymywać, ale po prostu odzyskać świadomość, że w życiu jest coś więcej niż tylko cholernie usilne staranie się, aby wszystko było jak najwygodniejsze. Myślę, że możemy mieć szansę, jeśli tylko trochę zmienimy nasze nastawienie.
Chociaż Bóg obiecał, że nie będzie ponownie próbował pozbyć się nas za pomocą klęski żywiołowej (która również jest powodowana teraz przez człowieka), nie jestem pewien, czy zamierza uratować nas przed nami samymi. Chociaż jest to kwestia dyskusyjna — to mimo wszystko ludzie byli wielkim eksperymentem, więc nie wiem, czy Bóg jest gotowy z tego zrezygnować. Jednak większość z nas mogłaby się pozabijać przez cały ten nonsens, pozostawiając zaledwie garstkę, którzy podejmą eksperyment. W końcu wszystko zaczęło się od zaledwie dwojga z nas. To wszystko, czego trzeba — pod warunkiem, że nie będą trans.
Transhumanizm chrześcijański czyli co się nie uda Klausowi Transhumanizm stał się fenomenem. Społeczeństwo zachodnie staje się coraz bardziej zsekularyzowane, z wykładniczym wzrostem liczby młodych „bezreligijnych”. Taka zmiana społeczna ma swoje konsekwencje. Usunięcie Boga z ludzkiej tożsamości przynosi bezsensowność […]
____________
Antyhumanizm antropocenu czyli bunt przeciwko ludzkości Od sal konferencyjnych Doliny Krzemowej, przez wiejskie gminy, po akademickie wydziały filozofii, poważnie dyskutuje się nad pozornie niewyobrażalną ideą: że koniec panowania ludzkości na Ziemi jest bliski i że powinniśmy […]
Koniec ludzkości – zgodnie z planami światowych przywódców Transhumanizm, czyli połączenie człowieka i maszyny, jest propagowany w najjaśniejszych barwach przez globalne agencje, takie jak WEF i ONZ, jako niezbędny dalszy rozwój ludzkości. Ale co grozi każdemu, kto ugryzie […]
Imigranci w Hiszpanii – zdj. ilustracyjne. / Fot. PAP/EPA
Lewica lubi powtarzać, że nie ma związku między imigracją a przestępczością. Dane pokazują coś innego. Tym razem za przykład posłuży Hiszpania.
Imigranci pochodzący z Maghrebu (Mauretania, Maroko, Algieria, Tunezja i Libia) oraz południa Afryki już popełniają prawie 30% rozbojów z użyciem przemocy w Hiszpanii, mimo że stanowią zaledwie 2,6% populacji.
W 2022 roku odnotowano 8 010 rozbojów z użyciem przemocy, z czego 2 362 (29,4%) zostało popełnionych przez imigrantów z Afryki.
Biorąc pod uwagę, że według danych Narodowego Instytutu Statystycznego (INE), w Hiszpanii mieszka 5 579 547 cudzoziemców, w tym 1 217 706 Afrykańczyków, z populacji wynoszącej 47 615 034 osób, wynika, że imigranci afrykańscy popełniają te przestępstwa 11,5 razy częściej niż Hiszpanie.
Podobne tendencje występują również w innych kategoriach przestępstw, takich jak przestępstwa przeciwko mieniu (o 7,83% więcej niż Hiszpanie) czy rozboje z użyciem siły (o 5,62% więcej). W przypadku morderstwa i gwałtu różnice są nieco mniejsze, jednak nadal istotne (odpowiednio 4,52% i 3,28% więcej niż Hiszpanie).
Pomimo tych niepokojących statystyk, hiszpański rząd Pedra Sáncheza oraz Partia Ludowa nadal dążą do legalizacji pobytu 700 000 nielegalnych imigrantów. Jednocześnie trwają prace nad utworzeniem nowego ośrodka dla imigrantów, który ma powstać na jednym z hiszpańskich lotnisk.
Estos dias se ha intentado colar la mentira de que no existe relación entre inmigración y delincuencia Así que me he molestado en recoger los datos del instituto nacional de estadística para demostrar que SÍ EXISTE, y es BESTIAL HILO Y DATOS SOBRE INMIGRACIÓN Y DELINCUENCIA
Publicysta „Najwyższego Czas-u!” Radosław Piwowarczyk odniósł się do słów premiera Donalda Tuska, którymi ten zaprzeczył słowom premiera Donalda Tuska. Zapowiedź szefa rządu warszawskiego spotkała się z ostrymi ocenami i ciągle jest żywo komentowana.
Publicysta stwierdził, że trzeba „zacząć od samego premiera rządu warszawskiego, który – jak się okazało – nie zgadza się z premierem rządu warszawskiego”.
– Jak to dokładnie między nimi było to nie wiadomo, czy to pamięć zawiodła, czy pojawiły się problemy z prawdomównością – zakpił Piwowarczyk, a następnie przedstawił słowa, jakie padły z ust Tusk, a także znalazły się w strategii migracyjnej.
– Był dzień 12 października, kiedy odbywała się konwencja Platformy Obywatelskiej, a premier Donald Tusk wymieniał kolejne sukcesy. Kroczymy od jednego do drugiego, jakby ktoś nie pamiętał, to to wszystko powtórzył raz dwa (…) może nie raz dwa, bo tych sukcesów było tyle, że to sporo czasu zajęło, ale w końcu przeszedł do opowiadania o strategii rządowej, która miała stać się niebawem dokumentem rządowym – powiedział Piwowarczyk.
Przypomnijmy, że 12 października, podczas konwencji Platformy Obywatelskiej, Tusk zapowiedział, że „jednym z elementów strategii migracyjnej będzie czasowe terytorialne zawieszenie prawa do azylu”.
– To wywołało spory niepokój, szczególnie wśród lewicowej części sympatyków, posypała się krytyka. Nie do końca także strona prawicowa wiedziała o co chodzi z zawieszeniem prawa do azylu, bo problem migracji, który mamy, to jest problem imigracji masowej, natomiast prawo do azylu jest prawem wyraźnie indywidualnym – skomentował redaktor „Najwyższego Czasu!”.
Kilka dni później, 16 października, ogłosił w Sejmie, że „nikt nie mówi tu o zawieszeniu praw człowieka, nikt nie mówi tu o zawieszeniu prawa do azylu”.
Tymczasem w strategii migracyjnej, której dokładny tekst poznaliśmy 17 października zapisano, iż „możliwe powinno być czasowe i terytorialne zawieszanie prawa do przyjmowania wniosków o azyl”.
– Tyle, że ta rządowa strategia była przyjęta 15 października, a więc dzień przed tym, jak premier Tusk występował w Sejmie. Albo premier Donald Tusk nie wiedział, co się znajduje w tym dokumencie, nie pamiętał, zapomniał, co dzień wcześniej przyjęli albo perfidnie skłamał. Niezależnie od tego, jak tam było w obu przypadkach szef rządu warszawskiego powinien podać się do dymisji – podsumował Piwowarczyk.
Lekarze w Kanadzie wyrażają poważne obawy w związku z rosnącym trendem eutanazji osób, które nie są śmiertelnie chore.
Nowo odkryte komunikaty ujawniają, że wielu lekarzy odpowiedzialnych za przeprowadzanie wspomaganego umierania uznało złagodzenie kryteriów za „moralnie przygnębiające”.
W 2021 r. Kanada rozszerzyła swoje prawo dotyczące medycznego umierania, aby objąć nim osoby z nieuleczalnymi, ale nie śmiertelnymi chorobami, co doprowadziło do 30-procentowego wzrostu liczby wspomaganych zgonów w 2022 r.
Lekarz z Ontario napisał w raporcie swojego pacjenta, że chociaż mężczyzna cierpiał na ciężką chorobę płuc, to do eutanazji skłoniło go „głównie to, że jest bezdomny, zadłużony i nie może znieść myśli o (długoterminowej opiece) jakiegokolwiek rodzaju”.
W innym przypadku lekarz wyraził swój konflikt w kwestii przeprowadzenia eutanazji u pacjentki tylko dlatego, że była otyła i przygnębiona. Tymczasem starsza kobieta chciała umrzeć, ponieważ zmagała się z żalem po stracie męża.
Renewing His Support for the Homosexual Movement, Pope Francis Designates Homosexuality-Friendly Cardinals
The cardinals of the Holy Catholic Church are the pope’s main collaborators and advisors in governing the Universal Church. During the sede vacante period, after a pope dies, it is up to them to govern the Church and the Vatican State without any innovation. Then, their primary task is to elect the new pope.
Given their high position in the Church, they are called Eminence and wear scarlet red garments, symbolizing their willingness to shed their blood for the Faith. Since any of them can be elected pope, they are treated as crown princes in government ceremonies in many Catholic countries.
New Cardinals, New Style
Popes used to choose cardinals from among ecclesiastics who stood out for their piety and wisdom or presided over ancient or important dioceses.
In his choice of cardinals, Pope Francis has favored churchmen from the ”peripheries” and prelates with his ideological orientation, especially when it comes to sexual morality and homosexual practice.
According to various sources, several prelates among the new cardinals designated earlier this month, and who will receive their red hats on December 8, have shown support or sympathy for so-called “LGBTQ+,” which, in addition to practicing homosexuals, include so-called “transgenders” who deform their bodies and minds to present themselves as members of the opposite sex.
A “Number of LGBTQ-Positive New Cardinals”
New Ways Ministry, an organization that claims to be Catholic but defends homosexuality and transgenderism, published an article about the new cardinals titled: “Pope’s Next Consistory Will Have a Number of LGBTQ-Positive New Cardinals.”1
The author, Robert Shine, mentions several newly designated cardinals as sympathizers of the homosexual movement but highlights the activism of Father Timothy Radcliffe, O.P., who was Master of the Order of Preachers from 1992 to 2001.
Shine writes: “Father Timothy Radcliffe, OP: A theologian and former Master of the Dominican Order (top worldwide leader), Radcliffe has an LGBTQ+ record dating to the 1990s. Most recently, he has served as spiritual assistant to the Synod on Synodality’s General Assembly, where he has broached LGBTQ+ topics at least twice.” The author then names numerous pro-homosexual positions taken by this Dominican friar.2
Colombian Friar Nelson Medina, also a Dominican, says about Friar Radcliffe: “Just to quote one of his texts, in November 2005, he published an extensive article in The Tablet titled ‘Can Gays be Priests?’…Let’s quote one of his sentences: ‘A vocation is a call from God. Having worked with bishops and priests all over the world, I have no doubt that God does call homosexuals to the priesthood, and they are among the most dedicated and impressive priests I have met.’”3
A False Erotic-Homosexual Mysticism
What has most scandalized the faithful is the relationship that Fr. Radcliffe establishes between the homosexual act and the Eucharist.
The Church of England solicited his theological advice for its 2013 Pilling Report on human sexuality. He wrote: “How does all this bear on the question of gay sexuality? We cannot begin with the question of whether it is permitted or forbidden! We must ask what it means, and how far it is Eucharistic. Certainly it can be generous, vulnerable, tender, mutual and non-violent. So in many waysI think it can be expressive of Christ’s self-gift.”4
To understand this blasphemous statement better, it is worth reading what he wrote in the Church Times, a London-based Anglican publication, on April 16, 2008: “And so it was that when Jesus wished to establish the new covenant between God and humanity, he gathered the disciples for a meal. He blessed and broke the bread and shared it. Eating did not just become the ingestion of nutrition, but expressed the common life of divinity and humanity. So it is with sexual intercourse.”
Further on, he states: “At the heart of our religion is the gift of a body.”5 This is similar to what he wrote in the preface to the English edition of The Via Crucis of a Gay Man by the Italian homosexual writer Luigi Testa: “The goodness of our bodily existence is at the heart of the greatest Christian teachings: Creation, Incarnation, the gift of Christ’s body in the Eucharist, the resurrection of the dead.” He ends his preface by thanking God for the homosexual author’s insight: “Luigi’s Via Crucis tells of a gay Christian following the Lord in all the real complexity of a human life. Thanks be to God!”6
A Hidden Doctrine Behind the “Church’s Reformation”?
That Pope Francis called on Fr. Radcliffe to preach the retreats at the Vatican’s Synod on Synodality in 2023 and 2024 and has now designated him to be a cardinal shows an appreciation for his false mysticism and moral teaching.
Nevertheless, Fr. Radcliff’s pseudo-mysticism and morality contradict the Ten Commandments, Catholic morality, and the doctrine revealed and taught by the Church Magisterium. They seem to be a repackaged continuation of the Gnostic heresies of the Church’s early days.
Writing about the contempt of these Gnostic heresies for the Law of God, Fr. G. Bareille notes: “[Gnostic] metaphysics serves only as a shiny veil over the worst claims of sensuality. Skillfully presented to seduce spirits thirsty for science, it tends only to restore pagan morality… [In] the name of Christianity and using the Holy Scriptures, it seeks nothing but to put the Gospel at the service of lust.”7
“Behold, I Come Quickly”
In the sadness of our times, when shadows seem to veil the glorious light of the Church of Our Lord Jesus Christ, we must be sure that, just as calm follows the storm, so too will the Church shine again, and soon, in all her splendor, in a serene and radiant morning.
As the Apocalypse affirms, “Behold, I come quickly; and my reward is with me, to render to every man according to his works” (Apoc. 22:12).
Confident in the triumph of Christ the King and the Immaculate Heart of Mary, we should obey Saint Peter, who exhorts, “Resist ye, strong in faith” (1 Pet. 5:9).
W Warszawie minionej nocy zawieszonych zostało 20 banerów z jednoznacznym przekazem „Uwolnić Księdza Michała”.
Na wiaduktach i mostach w całej Warszawie zawisły w nocy banery wzywające do uwolnienia przetrzymywanego w areszcie od 7 miesięcy ks. Michała Olszewskiego. To wspólna akcja obywatelskich grup oporu.
Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona
Komentarz Eleison nr CMI (901)
19 października 2024
KRÓTKOWZROCZNOŚĆ VATICANUM II
Jeśli chcemy ocalić nasze dusze na wieczność, tak jak Pan Bóg chciałby, abyśmy wszyscy to uczynili (1 Tym 2, 4), to świat, który nas obecnie otacza, stanowi niebezpieczne środowisko dla osiągnięcia tego celu, ponieważ, ogólnie rzecz biorąc, od siedmiu stuleci ludzkość powoli, ale konsekwentnie umniejsza znaczenie Boga, aby zająć Jego miejsce. Jest to głupi zamysł, skazany na porażkę, ale w międzyczasie doprowadził ludzkość na skraj nuklearnego samobójstwa. Teraz, na tej drodze do ruiny, największą przeszkodą dla szaleństwa człowieka od czasu Wcielenia był Kościół Boży ustanowiony przez Syna Bożego, naszego Pana Jezusa Chrystusa, aby był kontynuacją Jego Wcielenia wśród ludzi, jako Światło Świata, aby przezwyciężał ludzkie zamieszanie, i Sól Ziemi, aby zapobiegał ludzkiemu zepsuciu. Niestety, Sobór Watykański II w latach sześćdziesiątych XX wieku był szczytem ludzkich prób przysłużenia się diabłu poprzez sparaliżowanie Kościoła, tak aby wysłać wszystkie ludzkie dusze do piekła zamiast do nieba. Stąd wzięło się zamieszanie i zepsucie wokół nas.
Ale Vaticanum II musiał być bardzo ostrożny, ponieważ Matka Kościół do XX wieku zdążyła już przeanalizować i obalić wielkie błędy prowadzące do niego, zwłaszcza protestantyzm (1517) oraz jego potomstwo: liberalizm (1717) i komunizm (1917). Wśród wielu błędów towarzyszących tym trzem, z pewnością najbardziej niebezpiecznym był modernizm (1907), ponieważ był prowadzony przez duchownych wewnątrz Kościoła, z zamiarem uaktualnienia Kościoła Bożego poprzez dostosowanie go do bezbożnego współczesnego człowieka. Dlatego potrzebna była subtelność, aby oszukać katolików zaalarmowanych protestantyzmem we wszystkich jego formach (i z tego samego powodu jeszcze więcej subtelności będzie potrzebował Antychryst, aby oszukać ludzkość zaalarmowaną Bożym Oczyszczeniem, które ma nastąpić pomiędzy chwilą obecną a jego czasami).
Kiedy Arcybiskup Lefebvre umierał w 1991 roku, jedną z jego nadziei było to, że założone przez niego w 1970 roku Bractwo Kapłańskie będzie pracować nad subtelnymi błędami Soboru Watykańskiego II, aby je przeanalizować i zdemaskować. Jest to cenna praca służąca zbawieniu dusz, a jedna książka jest pod tym względem wyjątkowa: „Prometeusz, religia człowieka”, autorstwa ks. Alvaro Calderona, a przetłumaczona na język francuski i opublikowana w maju ubiegłego roku przez wydawnictwo Bractwa we Francji, dostępna pod adresem www.clovis-diffusion.com. Książka nie jest łatwą lekturą, ale jest godna polecenia ze względu na jej mistrzowskie rozprawienie się z Vaticanum II z pozycji filozofii tomistycznej.
Oto na przykład, w bardzo zwięzłej formie, pierwszy poważny błąd Soboru Watykańskiego II, obnażony przez ks. Calderona:
Człowiek musi być centrum religii, ponieważ jest, pośród wszystkich innych stworzeń materialnych, jedynym stworzeniem, które jest również duchowe. Dlatego przewyższa je wszystkie, jest głównym celem wszystkich z nich i jest głównym celem całego materialnego stworzenia, będąc jedynym stworzeniem stworzonym dla siebie, zaś wszystkie inne materialne stworzenia zostały stworzone tylko dla niego. Dlatego musi być w centrum każdej prawdziwej religii tego stworzenia.
Ale cały ten argument pomija Stwórcę. Jeśli zaczynamy od Boga, a nie od człowieka, to wiemy, że jedyną ostateczną przyczyną stworzenia człowieka musi być istota samego Boga, ponieważ jedynym możliwym przedmiotem Bożego pragnienia czegokolwiek jest Jego własna dobroć, ponieważ tylko ta nieskończona dobroć może wypełnić Jego nieskończone pragnienie. Każde stworzenie i wszystko, co Bóg dobrowolnie zdecyduje się stworzyć, może On uczynić tylko w i poprzez swoją wolę własnej niestworzonej Istoty.
Dlatego tylko On sam, a nie człowiek, może być ostatecznym celem stworzenia i tylko On może być w centrum prawdziwej religii tego stworzenia. Wszystkie argumenty zawarte w dokumentach Soboru Watykańskiego II, które próbują umieścić człowieka zamiast Boga w centrum stworzenia wokół nas, są chybione z uwagi na nieznajomość – świadomą lub nieświadomą, umyślną lub nieumyślną – największych skarbów filozofii i teologii Tradycji katolickiej. Tak więc jeden z ostatnich i najgorszych dokumentów Soboru Watykańskiego II, „Gaudium et spes”, jest, mówi ks. Calderon, przesiąknięty bardzo niewłaściwą współczesną filozofią personalizmu, według której osoba ludzka jest w centrum wszystkiego. Nie, nie jest. To Bóg jest w centrum wszystkiego.
Czy warto zamienić trzydziestoletnią lodówkę na trzyletnią? Zamienił stryjek… Szanowni Państwo! Czy warto zamienić trzydziestoletnią lodówkę na trzyletnią? Nigdy! Wręcz odwrotnie. Jeśli ta trzydziestoletnia nadal dzieła, to warta jest trzech nowych, które zaraz po upływie dwuletniej gwarancji nadają się wyłącznie do wyrzucenia. Rządy w Polsce mają się podobnie. „Postępowy elektorat” dopuścił się tego, przed czym przestrzegali już dawno konserwatyści. Zamienił stryjek siekierkę na kijek i teraz może nim sobie co najwyżej powywijać, bo takie narzędzie wystarczy nieudacznikom psującym, co popadnie. Państwo polskie w rozsypce spełnia rusko-pruskie oczekiwania. Pomawianie konserwatystów o „putynizm” jest kolejną bzdurą, ale Tusk do bzdur nas przyzwyczaił i nie robią już one większego wrażenia. Warto przypomnieć tu prawdziwy putynizm, kiedy to Tusk z Putinem porozumiewawczo, z ironicznym uśmieszkiem, zrobili sobie podwójnego „żółwika”, po zamachu smoleńskim. Obawiam się czegoś gorszego: próby wywołania wojny domowej i to nie takiej „na słowa”. Przygotowania do ataku na MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI ruszyły pełną parą. Scenariusz o „polskich faszystach – potomkach w prostej linii Mussoliniego” jest gotowy, a prowokatorzy ćwiczą walki uliczne, na co Trzaskowski grosza nie poskąpił.
Naszą bronią w tym pojedynku politycznym z folksdojczem mogą być aparaty fotograficzne. Jeżeli przybędziemy masowo uzbrojeni w niepozorne komórki i udokumentujemy każdą prowokację, to słońce Peru nie odważy się zaprosić wschodnich i zachodnich „przyjaciół”, żeby zrobili porządek z tymi „nieeuropejskimi” Polakami. Z pozdrowieniami Małgorzata Todd
Używając zróżnicowanych partii szczepionki (zawierających różnorakie dawki), byli w stanie prześledzić skutki uboczne – unikając 20 lat testów z podwójnie ślepą próbą
Podczas tzw. pandemii, przy okazji operacji szczepionkowej, miała miejsce zbieżność interesów ekonomicznych, politycznych i militarnych, mówi założyciel IppocrateOrg, Mauro Rango: „Zbieżność interesów, która oznacza, że aparat wojskowy był w stanie przetestować zasięg broni biologicznej, różnicując partie i obserwując, jakie skutki (dla ludzi) przyniosła zmodyfikowana partia”.
Podczas owego przedsięwzięcia można dostrzec „silny komponent władzy, który funkcjonuje na świecie, a mianowicie komponent zachodniego aparatu wojskowego”. Za pomocą takiego eksperymentu, udało mu się osiągnąć bardzo konkretny rezultat.
Korzyści dla zachodniego „komponentu” naukowego były ogromne. „Zamiast przeprowadzać wiele eksperymentów z podwójnie ślepą próbą na temat tego, co spowoduje u ludzi wstrzyknięcie mRNA i eksperymentować z różnymi dawkami tych prolin https://en.wikipedia.org/wiki/Proline, z różnymi stabilizacjami i tak dalej, co wymagałoby 20 lat badań, uzyskano te same wyniki w ciągu dwóch lat – różnicując partie. Tak więc, każda partia była rodzajem eksperymentu z bardzo precyzyjnie zdefiniowaną szczepionką i obserwowano, co się dzieje w przypadku jej zastosowania”.
Również drugi komponent, tj. ten finansowy, osiągnął ogromne zyski. „Wykonali naprawdę doskonałą robotę, nie wydali ani grosza na wyprodukowanie szczepionki (wszystko zostało sfinansowane pieniędzmi publicznymi), co więcej, bez żadnego ryzyka, ponieważ zmusili państwa do podpisania zwolnienia z odpowiedzialności za niepożądane skutki. Wiedzieli, że wystąpią negatywne skutki, lecz w przypadku tej operacji wszystko stało się zyskiem.”
Nie zabrakło również profitów politycznych. „Pewien element polityczny chciał obserwować reakcje społeczne jednostek na pewne choroby i na strach, na przepisy, które zamykały ludzi w domach. Chcieli zobaczyć, jakie będą reakcje; również na tym polu uzyskali wiele danych zwrotnych z punktu widzenia badań społecznych nad gatunkiem ludzkim na planecie Ziemi”.
Zachód spłodził potwora. Stworzył go z mułu, jakim był mierny komik telewizyjny; uzbroił go i popchnął do podjęcia wszelkich działań, aby wciągnąć Rosję w wojnę w obronie bombardowanych i zagrożonych masakrą populacji rosyjskojęzycznych. Dziś ma przed sobą nikczemnego kurdupla – który w poprzednim życiu zasłynął z pokazywania swojego fiuta – usiłującego wepchnąć Europę w holokaust nuklearny.
Nie ma wątpliwości, że najnowszy rozpaczliwy pomysł mówiący o możliwości użycia bomby atomowej przez reżim w Kijowie nie jest jego autorstwa, ale pochodzi od tej części oligarchii, która przeczuwa, że zasoby rolne i kopalne, w które już zainwestowała lub które zamierza kupić za grosze, zostaną jej odebrane. Owi zbrodniarze mają nadzieję, że uda im się przestraszyć Rosję lub zmusić idiotów kierujących NATO do uderzenia wyprzedzającego.
Oczywiście blefują, ale w tym przypadku można mówić o zamknięciu cyklu. To nie pierwszy raz, kiedy ten głupkowaty, mały despota ucieka się do szantażu nuklearnego: zrobił to już wcześniej, tj. podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa – 19 lutego 2022 roku – przy aplauzie zachodniego establishmentu politycznego, co było jednym z powodów rosyjskiej interwencji wojskowej zaledwie pięć dni później. A teraz, gdy wojna jest przegrana, a urojony plan zwycięstwa Zełenskiego nie wywołał entuzjastycznych reakcji sponsorów – którzy popchnęli go do walki do ostatniego Ukraińca – oto powraca pogróżka nuklearna.
Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie ocenić, czy Ukraina jest w stanie spełnić te groźby, ponieważ choć prawdą jest, że w czasach sowieckich była ona ważnym miejscem rozwoju i produkcji broni jądrowej, to minęło już ponad trzydzieści lat i znaczna część tej wiedzy uległa rozproszeniu. Oczywiście nadal działają elektrownie jądrowe, a więc można znaleźć materiał rozszczepialny do wzbogacenia lub pluton do oczyszczenia, ale jest wysoce prawdopodobne, że produkcja ładunku jądrowego „w ciągu kilku tygodni” lub też w ciągu kilku miesięcy – jak powiedział duce z Kijowa – nie mogłaby się odbyć bez zdecydowanej pomocy ze strony NATO. Z drugiej strony, co może zrobić Zelensky jak nie podwyższyć poprzeczkę groźby, by zmusić swoich lalkarzy do bezpośredniego przystąpienia do wojny?
Dla ukraińskiego oszusta i jego skorumpowanego reżimu – zabawa dobiega końca: kraj został zniszczony a liczba zabitych żołnierzy prawdopodobnie przekroczyła milion (tak, czy inaczej, jest to nie mniej niż 600 tysięcy osób) – wyłącznie w wyniku wojny proxy, której chciała kierowana przez USA oś NATO, w ramach swojej obłąkanej próby pokonania w jakiś sposób Rosji. Zełenski i jego klika zaakceptowali masakrę i wzbogacili się na wojennych szwindlach.
Konflikt, o którym mowa nigdy nie powinien był się wydarzyć. Pod koniec roku 2021,Rosja zaoferowała kompleksowy zestaw propozycji, które miały rozwiać jej długoterminowe obawy o bezpieczeństwo związane z ekspansją NATO i nieustannym wspieraniem na Ukrainie neonazistowskiego frontu (czyli u granic Rosji), którego głównym celem był pogrom ludności rosyjskojęzycznej. Rozsądna próba dyplomacji ze strony Moskwy została odrzucona w przekonaniu, że strategiczna porażka militarna przeciwko Rosji może zostać osiągnięta.
Na obecnym etapie, w obliczu przegranej wojny, USA i ich wspólnicy z NATO nie mają innego wyjścia, jak tylko uznać porażkę swoich kryminalnych machinacji, akceptując uzasadnione żądania bezpieczeństwa Rosji na jej warunkach. Problem polega na tym, że zachodnie elity polityczne są tak głęboko pogrążone w arogancji i ideologiczno-rasowej wrogości wobec Rosji, że trudno sobie wyobrazić, żeby były w stanie opamiętać się i rozpocząć prawdziwe negocjacje pokojowe.
Właśnie dlategoobskurna klika w Kijowie czuje się uprawniona do wypróbowania każdej drogi prowadzącej do zaangażowania USA i Europy w bezpośredni konflikt.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 20 października 2024 michalkiewicz
Wprawdzie nadal obowiązuje rozkaz, że Ukraina musi odnieść ostateczne zwycięstwo nad Rosją, ale na razie sytuacja się komplikuje. Oto czytamy, że „Rosja wyparła Ukrainę w Afryce”, a jednocześnie – że zajęła kilka kolejnych punktów w obwodzie donieckim – ale za to – jak zapewnia prezydent Zełeński – w obwodzie kurskim Ukraina „trzyma linię”. Prezydent Zełeński podczas szczytu w Chorwacji zademonstrował kolejną, bodaj już dziewiątą „koncepcję” ostatecznego zwycięstwa, co stopniowo upodabnia go do Kukuńka, któremu „koncepcje” lęgną się w głowie na podobieństwo królików – ale z drugiej strony, „dopiero wkrótce” przedstawi Ukraińcom rozwiązanie, które wcześniej przedstawił tylko trójce swoich rzeczywistych i potencjalnych mocodawców: prezydentowi Józiowi Bidenowi, pani Kamali Harris i Donaldowi Trumpowi. Skoro nawet Ukraińcy są utrzymywani w nieświadomości, to cóż dopiero my, którzy – jak cała Polska – jesteśmy tylko „sługami narodu ukraińskiego”?
Ale w tych ciemnościach pojawiło się światełko w postaci deklaracji naszej Jabłoneczki, czyli małżonki Księcia-Małżonka, to znaczy – pani Anny Applebaum. Ogłosiła ona, że wie, w jaki sposób zapewnić Ukrainie ostateczne zwycięstwo. Skoro pani Anna tak twierdzi, to oczywiście nie wypada zaprzeczać, tylko rozebrać sobie z uwagą, co to mogą być za sposoby. Wydaje się, że pierwszym krokiem w kierunku ostatecznego zwycięstwa Ukrainy byłoby wysunięcie kandydatury Księcia-Małżonka na prezydenta Polski w przyszłorocznych wyborach. Wprawdzie obóz zdrady i zaprzaństwa jeszcze się oficjalnie w tej sprawie nie wypowiedział, ale sam Książę-Małżonek ujawnił, że wypowie się po ujawnieniu kandydata wystawionego przez Polską Zjednoczoną Partię… – to znaczy – Prawo i Sprawiedliwość, które ostatnio, na kolejnym zjeździe, zlało się z Suwerenną Polską. Otóż – jak powiedział pan Mariusz Błaszczak – PiS ujawni swego kandydata 11 listopada – zaraz po tym, jak się wyjaśni, kto wygrał wybory prezydenckie w Ameryce. Wtedy również obóz zdrady i zaprzaństwa będzie lepiej wiedział, na czym stoi i ujawni swojego faworyta. Na razie, według fałszywych pogłosek, kandydatów jest trzech: Donald Tusk, Rafał Trzaskowski i Książę-Małżonek.
Donald Tusk ostatnio postanowił przelicytować Jarosława Kaczyńskiego w radykalizmie i ogłosił, że „zawiesi” prawo azylu dla imigrantów, a w ogóle, to nie przyjmie ani jednego. Ta deklaracja wywołała zdziwienie w obozie zdrady i zaprzaństwa, bo Donald Tusk, jak się wydaje, nie konsultował tego pomysłu nie tylko z koalicjantami, ale nawet ze ścisłym kierownictwem Volksdeutsche Partei. Toteż zaraz pojawiły sie głosy krytyczne, między innymi ze strony Wielce Czcigodnej Anny Marii Żydowskiej, to jest – pardon – oczywiście Żukowskiej – że „praw człowieka” nie można „zawiesić” i w ogóle. Ale myślę, że Donald Tusk ani przez chwilę nie traktował swego pomysłu poważnie, bo nie minęły trzy dni, kiedy Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen natarła mu uszu oświadczając, że w tych sprawach – jak zresztą we wszystkich innych – Polska musi słuchać Komisji Europejskiej. Od razu wszystko się wyjaśniło – że Donald Tusk nie miał najmniejszego zamiaru „zawieszać” prawa azylu, a tylko zamarkować zarówno swoim wyznawcom, jak i wyznawcom Jarosława Kaczyńskiego, że oto dobrze chciał, ale Niemcy mu nie pozwolili. – ”Niemcy mnie biją! – krzyczał w samolocie Jan Maria Rokita, z którego doświadczeń Donald Tusk najwyraźniej zapragnął skorzystać w swojej kampanii prezydenckiej.
Ale nie tylko Donald Tusk się do tej kampanii przymierza, bo drugim pretendentem jest Rafał Trzaskowski. Co z nim będzie – trudno powiedzieć, bo wprawdzie przed kilkoma laty rozmawiał w Ameryce z tamtejszymi ważnymi Żydami: Ronaldem Lauderem i młodym grandziarzem Sorosem – ale w międzyczasie zaktywizowała się Jabłoneczka, a za nią – również Książę-Małżonek. Toteż pan Rafał mógł w tej sytuacji otrzymać wiadomość treści następującej: wiecie, rozumiecie Czaskowski; wy lepiej nie kandydujcie na tego całego prezydenta, bo wy jesteście głupi goj. Lepiej, żeby na prezydenta kandydował Książę-Małżonek. – No dobrze, ale przecież Książę-Małżonek to też głupi goj – mógł na takie dictum odpowiedzieć pan Rafał. – On tak – usłyszałby w odpowiedzi – ale on jest małżonkiem Jabłoneczki, a wy? Wasza żona nie ma żadnych porządnych korzeni, więc z czym do gościa? A jak będzie Książę-Małżonek, to utrwali się nowa, świecka tradycja.
Więc trzecim pretendentem z ramienia obozu zdrady i zaprzaństwa jest właśnie Książę-Małżonek. I ta okoliczność rzuca snop światła na zagadkę ostatecznego zwycięstwa Ukrainy, o którym Jabłoneczka enigmatycznie wspominała. Gwoli osiągnięcia ostatecznego zwycięstwa trzeba chwycić za rogi byka, czyli zimnego ruskiego czekisty Putina. A któż zrobi to lepiej, niż Książę-Małżonek? Tylko on może porazić go srogą miną, na widok której zimny czekista się zacuka, zawstydzi i bez wystrzału odda Ukrainie nie tylko anektowane obwody, ale i prastary Krym. Co prawda, za poprzedniej kadencji Donalda Tuska Książę-Małżonek też próbował skonfundować zimnego ruskiego czekistę groźnymi minami, ale bez powodzenia, bo chociaż coraz bardziej się nasrażał, to zimnemu ruskiemu czekiście nawet brew nie drgnęła. Ale co Księciu-Małżonku szkodzi spróbować jeszcze raz? Może tym razem na Putinie któraś sroga mina zrobi wrażenie jeszcze większe, niż na Jabłoneczce tajne bronie ukraińskich inżynierów? Zresztą – powiedzmy sobie szczerze – nic innego zimnemu ruskiemu czekiście zrobić nie możemy – oczywiście poza groźnym kiwaniem palcem w bucie.
Tymczasem w Sejmie zebrała się po przewodnictwem krwiożerczej pani Sroki komisja śledcza do spraw złowrogiego Pegasusa, żeby przesłuchać byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Zirytowany szyderstwami byłego ministra Bartłomieja Sienkiewicza jakoby leżał w szpitalu jako symulant, Zbigniew Ziobro nie tyle może sobie wypruł, co pokazał opinii publicznej swoje wnętrzności. Przypomina mi to scenę z czasów praktyki studenckiej w lubelskim niezawisłym sądzie, kiedy to adwokat zaczął sobie dworować z opowieści swojego przeciwnika, że ten musiał usunąć sobie jedno płuco. Dotknięty do żywego podsądny błyskawicznie zdjął marynarkę i koszulę, a demonstrując bliznę po wyharatanym płucu krzyknął do pobladłego nagle szydercy: „patrz, ty łgarzu!” Tymczasem słychać, że krwiożercza pani Sroka, którą Donald Tusk musiał chyba obsztorcować za pobłażliwość, planuje sprowadzić Zbigniewa Ziobro na przesłuchanie razem ze szpitalnym łożem boleści. Ciekawe, czy w tej sytuacji pan Ziobro wykorzysta patent pana mecenasa Giertycha i nie tylko zemdleje, ale nawet wystawi w kierunku pani Sroki cztery litery, żeby mu do nich przemawiała? Jak pamiętamy, panu mecenasu Giertychu ten trick bardzo pomógł i teraz nie tylko resortowa Stokrotka uważa go za autorytet moralny, prawie na równi z panem generałem Dukaczewskim, ale w dodatku pan mecenas kompletuje sobie zespół „sygnalistów” na miejsce Młodzieży Wszechpolskiej. Jakby tego było za mało, do Polski wrócił ze złowrogich Węgier pan Marcin Romanowski, deklarując, że skoro dostał wezwanie z Prokuratury Krajowej, to się tam zgłosi. No dobrze – ale do której Prokuratury? Co będzie, jak oleje faworyta pana ministra Bodnara, pana Dariusza Korneluka, tylko praworządnie zgłosi się do pana Dariusza Barskiego, który jego sprawę umorzy?
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Niestety, prócz wielu trafnych i ważnych rzeczy, które powiedzieli Anna Wiejak i prowadzący, Tomasz Sztreker znalazły się rzeczy zaskakująco błędne. Czy wynikało to z jakiegoś rodzaju konformizmu czy może również z programowania umysłów, nie wiem.
Anna Wiejak powiedziała, że „wyjście z UE nic nam nie da”, a Tomasz Sztreker zaliczył Patryka Jaki i Mateusza Morawieckiego do grona polityków prawicy. Wbrew niektórym opiniom nie są to wcale rzeczy banalne. Sprawa dominacji Unii Anty-Europejskiej jest jedną z kluczowych. Spójrzmy na następującą analogię: trudno byłoby uznać twierdzenie, a taki pogląd przeważał przed 1989 rokiem, że uwolnienie spod dominacji ZSRR nic nam nie da, a przede wszystkim jest to niemożliwe. W rzeczywistości nie dało nam wiele, ale wynikło to głównie z powodu wrogiego przejęcia Polski przez Mordor zachodni, który się dokonał przy bierności polskiego społeczeństwa.
To co na pewno warto powtórzyć za Anną Wiejak to dwa cytaty
Żaden ideolog nie miałby racji bytu, gdyby wszyscy obywatele patrzyli na rzeczywistości (…) w kluczu klasycznego rozumienia prawdy.
Gdyby komunizm przeszedł do nas z zachodu nie zostałby rozpoznany / kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski/
I tak się właśnie stało po 1989 roku, a stan ten trwa do dziś z powodu przegranej wojny o polskie umysły – wojny kognitywnej.
Cel wojny kognitywnej
Celem wojny kognitywnej jest skuteczne zaprogramowanie umysłów. Umożliwia ono obezwładnienie mentalne mieszkańców, ich demoralizację i ogłupienie, a tym samym pozyskanie do praktycznej kolaboracji maksymalnie dużej liczby osób – zaangażowanych bezmyślnie po stronie wroga albo wprowadzenie najbardziej opornych w stan zwątpienia i inercji.
Warto pamiętać: z ludźmi zdemoralizowanymi i ogłupionymi można zrobić wszystko.
Propaganda nazywana narracją czyli kłamstwo i brednia jako fundament Symulakrum
Stworzenie Symulakrum czyli upozorowanej, fikcyjnej rzeczywistości – tak samo jak za pierwszej komuny, to malowanie na zielono lub czerwono – trawy, walka z „zaplutymi karłami reakcji” lub walka z emisją CO2. Tak wykreowany obraz świata jest prawdziwy tylko w jednym aspekcie – złych skutków, ale i te są cenzurowane lub przedstawiane jako sukces i postęp.
Agentura czy systemowe pionki?
Dobrym, pierwszym z brzegu przykładem narzucenia narracji – identyfikacji z kłamstwem i brednią jest stwierdzenie, że powinniśmy pomagać banderowskiej Ukrainie, bo wojna proxy toczona przez USA z Rosją jest „naszą wojną”.
Jednak nie wszyscy są aż tak głupi. Jak jest na przykład w przypadku posła Wiplera? Czy mamy do czynienia z ogłupieniem czy raczej z przystosowaniem do „mądrości etapu”, która obowiązuje agenturę lub systemowe pionki?
Poseł Wipler 10 lat temu o nie naszej wojnie. Dziś mówi zupełnie odwrotnie.
Trudno też posądzać o głupotę posła Bosaka, który w przeszłości mówił o ideowej prawicy w kontrze do prawicy udawanej (PiS), a dziś bierze udział w „prawicowej” debacie z osobnikiem Morawieckim pod moderacją twórcy POPiS, reżysera „wojny na górze” Jana Rokity (PO), którego wprowadzenie do „dyskusji” było przesycone fałszywymi diagnozami i definicjami. Czyżby tworzono grunt pod koalicję KOPiS?
Nosił Rokita razy kilka…
‘Czerwiec 1992 roku. Rokita „niesie” w wilczy sposób, a właściwie „wynosi” z sejmowej sali premiera Olszewskiego. Olszewski nie broni się, jest mu smutno, że tylu „porządnych ludzi” bierze stronę komunistycznych przestępców i ich kapusiów.
Rok 2006. Pierwszy zorganizowany w Warszawie przez PO „marsz nienawiści” nazwany dla zmylenia przeciwnika „błękitnym”. Jan Rokita kroczy w „chórze aniołów” i odżegnuje się od nienawiści. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. W tłumie wizerunki Lecha Kaczyńskiego z zaciśniętym sznurkiem wokół szyi sugerującym powieszenie. Była to uroczysta inauguracja czasu Pogardy – początek sezonu szczucia. Zaszczuci na śmierć w medialnym Koloseum giną ostatecznie pod Smoleńskiem. Z nienawiści do Lecha Kaczyńskiego delegacja smoleńska zamiast trzech samolotów otrzymuje jeden. Polscy generałowie nie otrzymawszy swojego środka transportu i oddzielnej ochrony, polecieli na śmierć’.
Satanizm polityczny
Satanizm polityczny polega na przedstawieniu satanizmu w formie utopijnej ideologii, której wprowadzenie w życie wymaga całkowitego wyrzeczenia się Boga i zniszczenia zbudowanej na tym gruncie cywilizacji łacińskiej. Ludzkość została podzielona na kilka grup. Jednych wabi się fałszywą religią, innych zachęca wprost do prześladowania, a nawet mordowania katolików. W obowiązkowym parytecie są również wiedźmy charczące o “wyżeraniu ciąży”.
Wyznawcy satanizmu politycznego wykorzystują partyjne koszule jako kamuflaż i chowają się za udawanymi różnicami ideologicznymi, aby nie ujawnić uniwersalności swojego projektu. Satanizm polityczny ma ideologię, filozofię, status polityczny i roszczenia polityczne. To nowa kategoria polityczna. /link/
Czy jest rzeczywiście nową kategorią polityczną? Moim zdaniem, nie. Polega on na odwiecznym przekręcaniu, na nazywaniu prawdy: kłamstwem, mową nienawiści, antysemityzmem. Jest nazwaniem kłamstwa-prawdą, zła-dobrem lub dobra-złem, a rzeczy plugawych- ładnymi.
Dla polskich katolików diabeł wymyślił PiS
Niekwestionowany sukces satanistów w wojnie kognitywnej oznacza brak rozumienia wielu podstawowych pojęć, w tym słowa „satanizm” lub brak kojarzenia go z desygnatem.
Ostatnia kwestia to wyjaśnienie w sprawie grafiki. Postanowiłem zamiast twarzy współczesnych politycznych satanistów wkleić coś bardziej „pozytywnego”.