Wybitny lekarz: „Powiedziano nam, że mamy zabijać pacjentów z COVID za pomocą respiratorów”

Wybitny lekarz: „Powiedziano nam, że mamy celowo zabijać miliony pacjentów z COVID-19 za pomocą respiratorów”

Dr Ignacy Nowopolski Sep 21, 2024

Według wybitnego lekarza Marka Bishofsky’ego miliony pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19 zostało celowo zamordowanych na polecenie rządu poprzez podłączenie ich do respiratorów, przy jednoczesnym odmówieniu podawania ratujących życie leków, takich jak iwermektyna, hydroksychlorochina i witamina D.

Bishofsky to światowej sławy  terapeuta oddechowy  , który zajmuje się leczeniem i kontrolowaniem schorzeń płuc.

Jak podaje Defender : W niedawnym odcinku programu „ Good Morning CHD ” Bishofsky powiedział, że był świadkiem decyzji personelu szpitalnego o przedwczesnej intubacji wielu pacjentów z COVID-19.

Powiedział:

„Wiele, wiele tysięcy pacjentów zmarło z powodu pośpiechu w kwestii wczesnej intubacji i braku możliwości wczesnego leczenia lekami takimi jak  iwermektyna  i  hydroksychlorochina  , a nawet witaminą D — nie podawano tym pacjentom nawet witaminy D. Chcieli ich po prostu zaintubować i podawać im  remdesivir ”.

Według Bishofsky’ego, pacjentów intubowano „nawet wtedy, gdy potrzebowali zaledwie trzech litrów tlenu”. Dodał, że w swojej 25-letniej praktyce nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział.

„To tak mało tlenu, że gdyby pacjentowi odłączono go od respiratora, wszystko byłoby w porządku” – powiedział. „Ale był pośpiech, żeby intubować tych pacjentów”.

„Intubacja powinna być ostatecznością”

Bishofsky próbował przekonać lekarzy, że „to nie jest właściwa rzecz do zrobienia”. Wyjaśnił:

„Kiedy zaczynałem karierę w 1999 r., pojechałem na… ogromne sympozjum, na którym mówiono o ryzyku intubacji – ryzyku związanym z korzystaniem z respiratora – i już wtedy wiadomo było, że intubacja powinna być ostatecznością.

W tym czasie zgłaszali 25% wzrost śmiertelności pacjentów, którzy byli intubowani i podłączani do respiratora. A teraz wiemy, że podczas COVID-19 zmarło ponad 80–85% osób podłączonych do respiratorów”.

Respiratory to „jedne z najważniejszych narzędzi ratujących życie, jakie mamy” – powiedział Bishofsky, ale są też „niezwykle niebezpieczne”, ponieważ zazwyczaj wywołują  bakteryjne zapalenie płuc .

Lekarze powiedzieli Bishofsky’emu, że to po prostu  protokół szpitala . „Tak naprawdę nie mieli wyjaśnienia. … Powtarzali główne punkty rozmów w mediach”.

Bishofsky, który ostatecznie zrezygnował ze stanowiska, gdy ogłoszono obowiązek szczepień przeciwko COVID-19, powiedział, że na początku próbował przekonać  lekarzy, aby podawali mu hydroksychlorochinę.

W pierwszym tygodniu pandemii lekarze w szpitalu Bishofsky’ego stosowali hydroksychlorochinę. „Mieliśmy niezwykle dobre wyniki” – powiedział. Ale potem w  The Lancet ukazało się „absolutnie fałszywe” badanie  na temat hydroksychlorochiny. „Lekarze by to zacytowali”.

Pod koniec swojej kadencji w szpitalu Bishofsky powiedział dyrektorowi medycznemu: „Wiesz, cała ta wczesna intubacja była kompletnie okropna”. Dyrektor medyczny przyznał, że była okropna, ale powiedział: „Robiliśmy, co mogliśmy”.

Zdaniem Bishofsky’ego wielu członków personelu medycznego znajdowało się pod zewnętrzną „kontrolą umysłu” i nie było w pełni świadomych szkód, jakie wyrządzało.

„Myślę, że wielu pracowników służby zdrowia ma złą sławę” – powiedział. „Większość, jeśli nie wszystkie, pielęgniarki, z którymi pracowałem, chciały pomóc i myślę, że robiły, co mogły”.

„Ale znowu, pod kontrolą umysłu — większość z nich poddała się zastrzykowi — nie posłuchali”.

„Trzymałem za ręce zbyt wielu pacjentów, gdy brali ostatni oddech”

Jednym z najsmutniejszych aspektów protokołu szpitalnego była  izolacja pacjentów z COVID-19  od członków ich rodzin.

„Ci pacjenci chcieli zobaczyć rodzinę bardziej niż cokolwiek innego” – powiedział. „Być może byli tam dwa lub trzy tygodnie. Boją się. Są chorzy. Chcą po prostu zobaczyć kogoś, kogo kochają”.

Przez pewien czas szpital pozwalał pacjentom z COVID-19 na odwiedziny członka rodziny tylko wtedy, gdy pacjent wyraził zgodę na objęcie go „opieką domową”.

Kiedy już zostaniesz objęty opieką paliatywną” – powiedział – „środki ratujące życie są powoli wycofywane, a pacjent umiera w ciągu kilku minut lub godzin – a ci pacjenci poddawali się temu… wielu z tych pacjentów, których znam, przeżyłoby, ale tak bardzo chcieli zobaczyć członka rodziny, że byli gotowi poddać się eutanazji”.

W innych przypadkach pacjenci z COVID-19 umierali w samotności, bez obecności rodziny przy łóżku. „Trzymałem za ręce zbyt wielu pacjentów, gdy oddawali ostatni oddech, ponieważ rodzinie nie pozwolono być przy nich” – powiedział Bishofsky


mail:

Ordynator:

To prawda, najpierw „ na maskę” dawali przepływ 18-20 litrów tlenu na minute, po 3 dniach pacjent miał spalone gardło, oskrzela i płuca i darł się wniebogłosy, wyrywał kroplówki, klął, bił się z personel i wtedy „rozpoznawano„ covidowe zapalenie płuc” i zakładano respirator gdzie szło jeszcze więcej tlenu na minute i zgon była po 2-3 dobach

za to mieli pensje 120-150 tys. zł..

zwykła zbrodnia!!

Po „Zielonym Ładzie” Bruksela chce „Niebieskiego Ładu”. Grzegorz Braun alarmuje.

20 września 2024 pch24/po-zielonym-ladzie-bruksela-chce-niebieskiego-ladu

Po „Zielonym Ładzie” Bruksela chce „Niebieskiego Ładu”. Grzegorz Braun alarmuje: kolejny kij, bicz, kaganiec, który chcą nam założyć

(fot. PAP/Radek Pietruszka)

Błękitny Ład to jest polityka kontroli zużycia wody, służąca kontroli naszego życia. Chodzi o kolejny kij, bicz, smycz, kaganiec, który można nam założyć. No bo jeżeli urzędnik ma wiedzieć, kto tam i jak długo się pluska w wodzie, to znaczy, że w perspektywie urzędnik będzie się zgadzał lub nie zgadzał na to, żebyśmy brali, dajmy na to, trzecią kąpiel w miesiącu – mówił w piątek podczas specjalnej konferencji prasowej w Sejmie europoseł Grzegorz Braun.

Podczas Konferencji Marta Czech z Konfederacji Korony Polskiej wyjaśniła szczegóły nowego zamordystycznego pomysłu Unii Europejskiej. Chodzi o Europejski Niebieski Ład, tzw. Blue Deal. Najogólniej rzecz ujmując jest to swego rodzaju odpowiednik tak zwanego Europejskiego Zielonego Ładu. Niebieski został zatwierdzony, a w zasadzie jego założenia zostały zatwierdzone przez Komisję Europejską 26 października ubiegłego roku. Dla przypomnienia dodam, że zatwierdzenie założeń Europejskiego Zielonego Ładu to jest 2019 rok. I czym one się od siebie różnią? Otóż w Zielonym Ładzie chodzi o kontrolę emisji dwutlenku węgla poprzez ustalanie odgórnych jego limitów wydzielania, a także mierzenie tak zwanego śladu węglowego. W Europejskim Niebieskim Ładzie chodzi o kontrolę zużycia wody i mierzenie tak zwanego, uwaga, śladu wodnego – tłumaczyła.

Czech przytoczyła hasła jakie towarzyszą nowej inicjatywie UE. Są to m. in.: „walka z ubóstwem wodnym”, „zrównoważony rozwój infrastruktury wodnej”, „oszczędzanie wody w kontekście kryzysu klimatycznego, suszy, globalnego ocieplenia” itd.

A jakie wytyczne zawiera Europejski Niebieski Ład? To są m.in. „monitorowanie dostępu do wody”, „wprowadzanie etykiety zużycia wody na rynki”, „audyty wodne” i „powierzenie odpowiedzialności za kwestię wody specjalnemu komisarzowi unijnemu” – dodała.

Według przedstawicielki stronnictwa Grzegorza Brauna Europejski Niebieski Ład będzie dotyczył nas wszystkich, „bo każdy z nas korzysta z wody, ale przede wszystkim dotknie to przedsiębiorców, przemysł i rolnictwo”. – Jakie będą konsekwencje wprowadzenia w życie tych nieszczęsnych założeń? To oczywiście wyższe ceny wody; reglamentacja wody; większa, bardziej rozbudowana biurokracja, która będzie się wiązała m.in. z raportowaniem na razie dla przedsiębiorców o tzw. śladzie wodnym, o którym już wspomniałam. I tutaj rozróżniamy według tego, co nam podaje Unia Europejska w swoich założeniach, trzy rodzaje śladu wodnego, zielony, niebieski i szary – zaznaczyła, po czym podkreśliła, że „zielony ślad wodny” jest to informacja wysyłana do urzędu, ile wody pochodzącej z opadów zużywamy.

„Niebieski ślad wodny” to informacja wysłana urzędnikom o tym, ile wody podziemnej i wody powierzchniowej zużywamy. Z kolei „szary ślad wodny” to informacja wysyłana do urzędu, ile wody odprowadzamy do ścieków w wyniku naszej działalności, produkcji etc.

Następnie głos zabrał europoseł Grzegorz Braun. – Kiedy euro-kołchoz sięga po władzę nad naszym życiem w kolejnych obszarach, ci wszyscy, którzy łudzili się, że ten handel emisjami wprawdzie niszczący nasz przemysł, nie dotknie naszego domowego życia, nie wkroczy w nasze domowe pielesze. I oto, Szanowni Państwo, już nie tylko wielcy fabrykanci, ale także prywatni posiadacze domowego kominka mają legitymować się i rozliczać wielkiemu bratu z tego, ile tam drewek do ognia dołożyli – rozpoczął polityk.

Przez analogię ten błękitny ład, to jest rzeczywiście polityka kontroli zużycia wody, służąca kontroli naszego życia. Chodzi o kolejny kij, bicz, smycz, kaganiec, który można nam założyć. No bo jeżeli urzędnik ma wiedzieć, kto tam i jak długo się pluska w wodzie, to znaczy, że w perspektywie urzędnik będzie się zgadzał lub nie zgadzał na to, żebyśmy brali, dajmy na to, trzecią kąpiel w miesiącu – mówił dalej Braun.

Europoseł zażartował, że cały program Blue Deal najlepiej proroczo streścił Jan Brzechwa w wierszyku o żabie, która przyszła do doktora i usłyszała zalecenie, że ma być sucha i unikać jakiejkolwiek wody. – No i wiadomo, że puenta tego wierszyka jest taka, że po troszku została z niej kubka proszku. My nie chcemy się w proch obracać inaczej niż w trybie przewidzianym przez Boga Stwórcę. Nie chcemy, żeby w proch, w pył starte zostały nasze dokonania, nasze tradycje, nasze osiągnięcia także w wymiarze materialnym. I dlatego do diabła, tam skąd przyszli, odsyłamy wszystkich autorów zielonego, niebieskiego dealu – podsumował europoseł Konfederacji.

Źródło: YouTube / Grzegorz Braun

TG

Ukraińcy przemycali murzyńskich nachodźców z Kamerunu, Gwinei i Konga.

Dwaj Ukraińcy przemycali murzyńskich nachodźców

ukraincy-przemycali-murzynskich-nachodzcow

Funkcjonariusze Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej we współpracy z funkcjonariuszami Izby Administracji Skarbowej z Zielonej Góry, zatrzymali pięciu murzyńskich, nielegalnych imigrantów i wiozących ich w kierunku Niemiec dwóch Ukraińców.

Ukraińcy przemycali czarnych nachodźców. 14 września funkcjonariusze Izby Administracji Skarbowej w powiecie sulęcińskim dokonali rutynowej kontroli jadącego w kierunku granicy z Niemcami minivana na polskich tablicach rejestracyjnych. Kierowcą samochodu okazał się 61-letni tzw. “uchodźca wojenny” z Ukrainy. W szoferce podróżował z nim jego 69-letni rodak. O dziwo, prawo jazdy Ukraińca było niepodrobione, a on sam trzeźwy. Niemniej i tak doszło do przestępstwa, gdyż w części ładownej pojazdu, funkcjonariusze znaleźli pięciu nielegalnych imigrantów, pochodzących z Kamerunu, Gwinei i Konga.

Zatrzymano wszystkie siedem osób. Powodem zatrzymania nachodźców, tj. trzech obywateli Kamerunu, jednego z Gwinei i jednego z Konga był nielegalny pobyt na terytorium RP oraz usiłowanie bezprawnego przekroczenia granicy państwowej z Polski do Niemiec we współdziałaniu z innymi osobami. Wobec wszystkich tych osób zostaną wydane decyzje nakazujące im powrót do swoich krajów pochodzenia.

Z kolei dwaj “uchodźcy wojenni” z Ukrainy zostali zatrzymanych za udzielenie pomocy w próbie nielegalnego przekroczenia granicy polsko – niemieckiej.  Trafili do ośrodka zamkniętego, gdzie oczekują na wyrok oraz decyzje zobowiązujące ich do opuszczenia Polski. Dodatkowo, grożą im [hi,hi. md] wieloletnie zakazy ponownego wjazdu do strefy Schengen.

Gdy stosowne decyzje zapadną. “uchodźcy wojenni” wrócą do swojej stepowej ojczyzny.

TAK państwo chce „pomóc” przedsiębiorcom z terenów objętych powodzią. – „Nuże !! odprowadzajcie podatki!!” Więcej kas fiskalnych

To jest hit! TAK państwo chce „pomóc” przedsiębiorcom z terenów objętych powodzią

21.09.2024 jak-panstwo-chce-pomoc-przedsiebiorcom-z-terenow-objetych-powodzia

Budżet , Kancelaria Prezesa Rady Ministrów , konferencja , KPRM , posiedzenie , prasowa , rząd , rządu
Andrzej Domański

Minister finansów Andrzej Domański ogłosił za pośrednictwem mediów społecznościowych nowy program pomocowy dla przedsiębiorców, którzy ucierpieli z powodu powodzi.

Jak państwo może pomóc przedsiębiorcom, których dotknęła powódź? Tworząc dla nich ulgi podatkowe? Zwalniając ich, przynajmniej czasowo, z opłacania różnej maści składek?

Otóż nie. Polskie państwo chce pomóc polskim biznesmenom, pilnując, by pomimo tragedii, która ich dotknęła, dalej byli w stanie odprowadzać podatki.

Ruszyliśmy z projektem wsparcia zakupu kas fiskalnych przez przedsiębiorców, którzy przez powódź stracili możliwość prowadzenia biznesu. Wsparcie wyniesie do 2000 zł” – poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych minister finansów Andrzej Domański.

Internauci nie pozostawiają na nim suchej nitki. Pod wpisem można przeczytać:

„Super robota! Wsparcie przedsiębiorców, aby móc ich dalej okradać z owoców ich pracy. Kapitan państwo w formie!”; „To konto satyryczne, prawda?”; „Sklep splądrowany, maszyny zalane, samochody szlag trafił, ale przedsiębiorcy na pewno mają teraz w głowie jak by tu na szybkości zorganizować kasę fiskalną.

Brawo za refleks; „Jak Pan widzi tragedię powodzian, to pierwsza rzeczą o jakiej Pan myśli, to żeby ich móc jak najszybciej opodatkować?”.

Kolejne pół miliona „azylantów” muzułmanów wpuszczono w sześć miesięcy do UE

500 tysięcy. Tylu „azylantów” przyjechało w sześć miesięcy do UE

pch24.pl/500-tysiecy-tylu-azylantow-przyjechalo-w-szesc-miesiecy

(fot. Wikipedia)

Tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2024 roku do Unii Europejskiej napłynęło ponad 0,5 mln azylantów. Większość z nich to muzułmanie.

Dane dotyczące liczby migrantów napływających do Unii Europejskiej podała Agencja Azylancka Unii Europejskiej (EUAA) z siedzibą na Malcie. Większość z migrantów kieruje się do Niemiec – w badanym okresie zrobiły to 124 tysiące osób. Reszta przybyszów próbuje dostać się do różnych państw; oprócz krajów unijnych dane dotyczą również Norwegii i Szwajcarii.

Po Niemcach najpopularniejszymi kierunkami dla azylantów są Hiszpania (88 tys. wniosków), Włochy (85 tys. wniosków) i Francja (77 tys.).

Większość imigrantów to muzułmanie – przede wszystkim Syryjczycy i Afgańczycy. Tych pierwszych przyjechało do Unii 71 tysięcy, a drugich 45 tysięcy. W tysiącach można też liczyć migrację z takich krajów afrykańskich jak Mali, Nigeria, Maroko, Wybrzeże Kości Słoniowej czy Senegal.

Dziesiątki tysięcy migrantów przyjeżdżają też z Bangladeszu czy Pakistanu.

Wrażenie robi ponadto duża imigracja z krajów Ameryki Łacińskiej: wnioski o azyl złożyło w Unii Europejskiej prawie 40 tys. Wenezuelczyków, blisko 30 tys. Kolumbijczyków i 14 tys. Peruwiańczyków; większość z nich chce osiedlić się w Hiszpanii, część we Włoszech.

Źródło: euaa.europa.eu Pach

„Eko-fanatykom powódź niestraszna”. Ideologia klimatyzmu.

18 września 2024

„Eko-fanatykom powódź niestraszna”. Interia uderza w ideologię klimatyzmu

pch24.pl/eko-fanatykom-powodz-niestraszna-interia-uderza-w-ideologie-klimatyzmu/

(fot. PAP/Krzysztof Æwik)

Wojciech Świetlik, felietonista „Interii” krytykuje obrane przez brukselską centralę strategie walki ze zmianami klimatu, obliczone głównie na ograniczanie emisji, a nie przeciwdziałanie ich skutkom. Jak przekonuje, tegoroczna powódź to najlepszy dowód na szkodliwość działań fanatyków klimatycznych. 

Świetlik pyta „czy kierunek walki z autentycznymi zmianami klimatycznymi i ogólna polityka, w którą wpisuje się Polska, nie naraża nas na coraz poważniejsze kataklizmy”. Publicysta przekonuje, że tragedia tegorocznej powodzi powinna zmusić nas do refleksji nad wnioskami. Jednak żeby do tego doszło „musielibyśmy przełamać schematy, które narzuca nam ogólny kierunek obrany w ostatnich latach przez cywilizację zachodnią”.

W tym kontekście felietonista wymienia tezę duńskiego naukowca Bjørna Lomborga, który zauważa, że „w sytuacji kiedy asygnuje się większość środków i nastawia całą gospodarkę na ambitną choć dyskusyjną walkę ze zmianami klimatycznymi, brakuje działań i środków, które by obecnym skutkom tych zmian zapobiegały”.

Jak przekonuje, niemały udział w tym procesie odgrywają zideologizowani fanatycy klimatyczni, jak choćby (niewymieniona z imienia i nazwiska) wiceminister klimatu Urszula Zielińska, sprzeciwiająca się uregulowaniu Odry, czy lewicowo-liberalne media, które z zadowoleniem nagłośniły decyzję mieszkańców Kłodzka torpedujących plany budowy zbiorników retencyjnych w 2019 r.

Zważywszy na fakt, że w Brukseli kluczowe stanowiska dla transformacji energetycznej niezmiennie piastują zieloni fanatycy, publicysta „Interii” dzieli się chłodną refleksją.

„Kiedy wschodnia flanka walczy z kataklizmem, w centrali trwają konsekwentne działania mogące spowodować go w innym obszarze, ale będącym efektem tego samego procesu. Zastępowania racjonalnego zarządzania ideologią. Jeśli to się nie skończy, choćby po części, choćby na naszym krajowym podwórku, to możemy szykować się na powtórki” – pisze.

Źródło: Interia.pl PR

==========================

mail:

<<Świetlik pyta „czy kierunek walki z autentycznymi zmianami 
klimatycznymi i ogólna polityka, w którą wpisuje się Polska, nie naraża 
nas na coraz poważniejsze kataklizmy”
.>>

To znaczy, że jest przekonany o „autentycznym” zachodzeniu  zmian 
klimatu,
tylko sposób walki z nimi mu się nie podoba.

Tymczasem, taki właśnie jest klimat Polski, że raz na mniej więcej 
ćwierć wieku przychodzi wielka powódź.

Chyba, że autor nawet zmiany pór roku nazywa zmianami klimatu.

Tylko jedno słowo

Tylko jedno słowo

Izabela BRODACKA

Jak już pisałam język ewoluuje. Zmiana znaczenia słów bywa zadekretowana politycznie. Przykładem tego jest wymuszanie, wbrew tradycji językowej, używania zwrotu „w Ukrainie” zamiast „ na Ukrainie”

Nowe słowa powstają często przez przejęcie słów z innego języka. Na przykład słowo wihajster oznaczające ( w języku potocznym, a nie literackim) bliżej nieokreślony przedmiot to spolszczenie niemieckiego pytania „Wie heißt er?” czyli: „co to jest?”. Ostatnio weszło w modę używanie zapożyczonego z języka angielskiego słowa „ epicki” w sensie „ wspaniały”. Jest to całkowicie sprzeczne z polską tradycją językową zgodnie z którą słowo epicki oznacza: „związany z epiką, właściwy epice, ujmujący temat w sposób opisowy” .

Zupełnie idiotyczne jest używanie zwrotu „ o co kaman? „ w sensie: „ o co chodzi?”. W angielskim „come on” ma wiele znaczeń. Najbliższe nadużywanemu w Polsce przez młodzież i (niestety) dziennikarzy jest używanie tego zwrotu gdy chcemy wyrazić wątpliwości co do czyjejś prawdomówności. Na przykład mówimy „Oh, come on it’s impossible” co się tłumaczy: „daj spokój, to niemożliwe”.

Czym innym zupełnie jest natomiast świadome przekręcanie słów w ramach żartu językowego. Znajoma mawia: „ugotuję ryżego” zamiast „ ugotuję ryż” oraz „ zeps” na swego psa co jest zabawną przeróbką polecenia „ wyjdź ze psem”. Ma to swój urok jak każdy persyflaż środowiskowy.

Przeróbki językowe charakteryzują również grypserę. Grypsera jest niewątpliwie językiem środowiskowym jednak żartobliwie używana jest wyłącznie w środowiskach całkowicie rozłącznych ze środowiskiem, w którym powstaje. Choć żartobliwie używają grypsery więziennej najczęściej ludzie młodzi, wiele zwrotów z grypsery przeszło do języka potocznego. Dla więźniów jednak grypsera jest sprawą śmiertelnie poważną, bo służy odróżnianiu swoich od obcych. Grypsera ewoluuje, a użycie przestarzałej grypsery grozi więźniowi śmiercią lub kalectwem, bo jest znakiem że się podszywa pod zamknięty klan grypsujących. Grypsera więzienna odgrywa więc taką rolę jaką kiedyś odgrywał język – służył odróżnianiu swoich od obcych. Od obcych w sensie narodowym, plemiennym, klasowym czy tylko środowiskowym.

Zauważmy że niektórzy używają języka polskiego całkowicie bezrefleksyjnie, często sprzecznie z prawdziwym znaczeniem używanych słów. Na przykład słowa: „ Kończ waść, wstydu oszczędź” to cytat z „Potopu” Sienkiewicza. Kieruje je Kmicic do Wołodyjowskiego prosząc go o zakończenie przegrywanego przez siebie pojedynku. Frazeologizm ten nie oznacza zatem:  „przestań się kompromitować”, lecz wręcz przeciwnie – oznacza: „oszczędź mi dalszych upokorzeń i pozwól wyjść z honorem z ośmieszającej mnie sytuacji”. Tymczasem powszechnie używany jest w dokładnie przeciwnym sensie.

Słowa: „kończ waść, wstydu oszczędź” kierowali do Mateusza Morawieckiego Marek Sawicki z PSL, Rafał Trzaskowski z KO oraz marszałek Sejmu Szymon Hołownia. Każdemu z nich chodziło o to, by premier Morawiecki zakończył misję tworzenia rządu, który nie ma szans na większość i oszczędził sobie wstydu.

Problem w tym, że w rzeczywistości, całkowicie nieświadomie, mówili coś zupełnie przeciwnego.

Podobnie w całkowicie przeciwnym do prawdziwego sensie używa się cytatu „mierz siły na zamiary” .

Sformułowany w „Pieśni filaretów” Mickiewicza zwrot oznacza „stawiaj sobie ambitne cele, a potem znajdziesz w sobie siły żeby je osiągnąć”. Jest to znaczenie wręcz przeciwne do „mierz zamiar według sił”, co oznaczałoby dopasowywanie zamiarów do posiadanych sił i środków czyli „nie porywanie się z motyką na słońce”. Hasło : „Mierz siły na zamiary” wielokrotnie kierowała koalicja KO do rządów PiS zarzucając im „porywanie się z motyką na słońce” w kwestii wielkich inwestycji takich jak przekop Mierzei Wiślanej czy budowę CPK. Całkowicie nieświadomie członkowie tej koalicji mówili jednak coś zupełnie przeciwnego.

Zdumiewające jest jak można zupełnie nie rozumieć tego co się mówi. Jak można nie odróżniać zdania twierdzącego od jego zaprzeczenia?

Moim zdaniem jest jednak jeszcze gorzej. Ludzie którzy nie rozumieją tego co mówią, nie rozumieją również tego co robią, nie rozumieją zła w którym uczestniczą. Ktoś kto jak Szymborska pisał o Stalinie: „Oto Par­tia – ludz­ko­ści wzrok. Oto Par­tia: siła lu­dów i su­mie­nie” nie rozumiał albo nie chciał rozumieć, że w ten sposób akceptuje i firmuje wszelkie zbrodnie Stalina, gułagi, Katyń a co gorsza instaluje stalinizm w Polsce. Ci którzy nazywali Żydów podludźmi akceptowali ich mordowanie. Ci którzy nazywają nienarodzone dziecko zlepkiem komórek akceptują zwykłe morderstwo i są odpowiedzialni za usankcjonowanie tego morderstwa dla niepoznaki nazywanego terminacją ciąży. Gwałt na człowieku – jak pisałam – zawsze jest poprzedzany przez gwałt na języku.

Ktoś kto nazywa mężczyznę kobietą, kto używa wobec uczniów imion odpowiadających płci do której oni danego dnia akurat się poczuwają, akceptuje całe zło i idiotyzm współczesnych ideologicznych poglądów na płeć. Akceptuje okaleczające operacje zmiany płci, rujnowanie życia tak okaleczonych i częste ich samobójstwa. Nie tylko akceptuje lecz odpowiada za nie moralnie. Dlatego nie wolno pozwalać na gwałcenie języka, na zmianę znaczenia słów, na nazywanie czarnego białym.

Jest jednak światełko w tunelu, społeczeństwa zaczynają się budzić.

Kiedy dyrekcja szkoły w Ohio rozkazała nauczycielce angielskiego Vivian Geraghty zwracać się do uczniów zgodnie z preferowanymi przez nich zaimkami genderowymi, kobieta zrezygnowała z pracy. Sprawa znalazła pomyślny finał, ponieważ Sąd federalny w Ohio uznał, że doszło do naruszenia pierwszej poprawki do konstytucji, chroniącej wolność słowa i wolność religijną.

Jako małe dziecko byłam świadkiem następującej sceny. Górnik poprosił w kasie o bilet do Katowic. „Nie ma takiej stacji – odpowiedziała kasjerka”. Chciała wymusić nazwanie Katowic Stalinogrodem. „To w takim razie jadę do Siemianowic”- zdecydował górnik. Byłam zachwycona choć górnik w końcu walczył tylko o jedno słowo. Zapamiętałam to wydarzenie na całe życie.

Tysiące przenośnych radioodbiorników eksploduje w drugiej fali izraelskich ataków na Liban. Terroryzm.

Tysiące przenośnych radioodbiorników eksploduje w drugiej fali izraelskich ataków na Liban

https://genocide.news/2024-09-19-thousands-radios-explode-israeli-attacks-lebanon.html

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 20
 
READ IN APP
 

W tym tygodniu w Libanie doszło do kolejnej serii eksplozji ; po raz drugi celem ataków były przenośne radia używane przez Hezbollah.

Źródła w służbach bezpieczeństwa i urzędnicy twierdzą, że co najmniej 14 osób zginęło, a 450 zostało rannych, gdy w stolicy kraju Bejrucie oraz w południowym Libanie, przy granicy z Izraelem, nagle zaczęły eksplodować przenośne radia.

Pierwszy taki atak miał na celu pagery, zabijając co najmniej 12 osób i raniąc kolejne 2800. W drugim ataku to osobiste radia używane przez bojowników Hezbollahu eksplodowały bez ostrzeżenia.

Według doniesień, radia przenośne zamówiono około pięć miesięcy temu, mniej więcej w tym samym czasie, co pagery.

Kilka systemów fotowoltaiki eksplodowało również w Bejrucie i południowym Libanie mniej więcej w tym samym czasie. Hezbollah obwinia Izrael za wszystkie te śmiertelne incydenty.

Więcej martwych cywilów

Chociaż głównym celem ataków byli prawdopodobnie żołnierze Hezbollahu, w wybuchach ucierpieli także cywile, w tym dwójka dzieci, które zginęły na skutek eksplozji.

Jak podają źródła, izraelscy agenci zdetonowali wszystkie pozostałe ładunki-pułapki po pierwszej serii eksplozji pagerów, ponieważ Izrael uważa, że ​​Hezbollah je znalazł i unieszkodliwił.

Pagery, znane jako AR-924, zostały rzekomo wyprodukowane w Budapeszcie przez firmę o nazwie BAC, która uzyskała licencję na nazwę Gold Apollo, tajwańskiego producenta elektroniki. Nadal nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za produkcję śmiercionośnych pagerów.

Węgierscy urzędnicy twierdzą, że w kraju nie ma żadnego zakładu produkującego pagery, zrzucając winę na firmę Gold Apollo, która również zaprzecza, że ​​wyprodukowała pagery.

„Władze potwierdziły, że wspomniana firma jest pośrednikiem handlowym i nie posiada żadnej działalności produkcyjnej ani operacyjnej na Węgrzech” – powiedział w oświadczeniu rzecznik węgierskiego rządu Zoltan Kovacs.

„Urządzenia, o których mowa, nigdy nie znajdowały się na Węgrzech”.

Ogólne przekonanie jest takie, że Izrael przechwycił urządzenia po ich wyprodukowaniu i umieścił w nich materiał wybuchowy, zanim zostały wysłane do miejsca przeznaczenia w Libanie.

Materiał wybuchowy, o którym mowa, został wszczepiony obok baterii urządzeń. Następnie zdalny spust został użyty do spowodowania eksplozji urządzeń na żądanie.

Po ataku Siły Obronne Izraela (IDF) podały, że Hezbollah wystrzelił 10 rakiet przez granicę w kierunku północnego Izraela, prawdopodobnie w ramach obiecanego odwetu za ataki.

„Ruch oporu będzie dziś, jak każdego innego dnia, kontynuował swoje działania mające na celu wsparcie Gazy, jej mieszkańców i ruchu oporu, co stanowi odrębną ścieżkę od surowej kary, jaka czeka zbrodniczego wroga (Izrael) w odpowiedzi na wtorkową masakrę” – głosi oświadczenie Hezbollahu.

„To będzie kolejne rozliczenie, które nastąpi, jeśli Bóg pozwoli”.

Jeszcze bardziej złowieszcze ostrzeżenie wystosował Hashim Safi Al Din, wysoki rangą funkcjonariusz Hezbollahu i krewny Hassana Hasrallaha:

„Te ataki z pewnością zostaną ukarane w wyjątkowy sposób; będzie to krwawa, wyjątkowa zemsta”.

W komentarzach ktoś wyraził obawy dotyczące innych produktów konsumenckich i ryzyka, jakie dla ogółu społeczeństwa stwarzają urządzenia elektroniczne naszpikowane śmiercionośnymi materiałami wybuchowymi .

„Mam nadzieję, że nasi przywódcy wojskowi biorą pod uwagę konsekwencje posiadania przez nasze siły zbrojne elektroniki wyprodukowanej w Chinach po tym, jak to się stało” – powiedziała ta osoba. „To tylko wierzchołek góry lodowej”.

Inny napisał, że jest to podobne do tego, co CIA zrobiła w Iraku tuż przed wojną, kiedy to zleciła pewnej firmie sprzedaż systemów komputerowych do systemów obrony powietrznej, które automatycznie dodają kilka stopni do trajektorii pocisków i rakiet, „pozostawiając iracką armię z pytaniem, dlaczego ciągle nie trafiają w amerykańskie samoloty”.

Friday Funnies: It’s not Over, Till It’s Over.

Friday Funnies: It’s not Over, Till It’s Over.

Round 2: Deep State VS. MAGA.

Robert W Malone MD, MS Sep 20, 2024





True Story.

Not funny, and the ramifications of this are chilling…

Given that the decision to golf was not planned well in advance, how did the shooter know to set up at that spot?

  • A mole in the USSS or the Trump campaign, maybe?







It’s just a 2020 re-match: The deep-state versus MAGA…

It’s not over till it’s over…


Millenials be like: ‘The government isn’t giving me enough toys!”

It’s not fair.”

Rather than work hard to get ahead, the mantra of Millenials is – “it’s not fair.”

  • Nothing in life is fair, the key is when you are down – you get up, dust yourself off, and work both harder and smarter.

https://www.youtube-nocookie.com/embed/osxJ5-_Ccp0?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0







Another True Story

The IG Nobel Prize is real.

It has no affiliation to the Nobel Prizes and the IG Nobel group “celebrate the unusual, honor the imaginative – and spur people’s interest in science, medicine, and technology” by making “people laugh, then think.”

This year, a Japanese research team won for discovering that mammals can breathe through their anuses. The study authors believe this may offer an alternative way of getting oxygen into critically ill patients if ventilator and artificial lung supplies run low (they all seem a little far-fetched to me, but then what do I know?).

Here is an image of their peer-reviewed paper…

This is from the abstract page:

Over-ventilation killed more people than ventilators saved during the COVIDcrisis. But forget about that inconvenient factoid for a moment.

Because these scientists have a solution to the ventilation issue for those patients requiring respiratory support.

Basically, the “context and significance” section of this paper suggests that if ventilators happen to be in short supply again during a pandemic, then this technology will enable physicians to inject a liquid form of oxygen up people’s arseholes… in the middle of a pandemic.

hmmm… sounds reasonable <insert sarcasm>.







Judeochrześcijański koń trojański u bram zachodniej cywilizacji

Tekst do uważnej, spokojnej lektury. Zawiera wiele tropów do zrozumienia obecnej zaawansowanej destrukcji naszej cywilizacji.

prof. Jacek Bartyzel  ekspedyt/bartyzel

image

MOTTO

“[…] zaraza ta rozprzestrzenia się wszędzie i błyskawicznie. Całe życie polityczne kręci się wokół ekonomii (“gospodarka, głupku!”) i nawet oś podziału “prawica – lewica” dzieli jedynie wyznawców mistyki “wolnego rynku” i utopii “państwo dobrobytu”, a zatem tak czy inaczej uprawiających kult Mamony  – u pierwszych własnej, u drugich cudzej (do przejęcia).”

Judeochrześcijański koń trojański u bram zachodniej cywilizacji

“W związku z niedawnym poruszeniem, jakie wywołali swoimi “judeochrześcijańskimi” i proizraelskimi deklaracjami publicyści Frondy, warto rozważyć również wątek pojawiający się nierzadko w innych także wypowiedziach, a mianowicie twierdzenie, iż strategiczny sojusz (Polski, katolików, konserwatystów – w zależności od stawianego akcentu) ze Stanami Zjednoczonymi oraz Izraelem ma istotne – pozytywne – znaczenie dla sprawy cywilizacji chrześcijańskiej, albowiem, w myśl tego założenia, USA mają być dziś cywilizacji tej opoką i bastionem, Izrael zaś – jej bliskowschodnim przyczółkiem.

To rzecz pewna, że oba te kraje reprezentują jakąś cywilizację, bo – parafrazując dzielnego wojaka Szwejka – jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakiejś cywilizacji nie było. Problem jednak w tym, jaka to cywilizacja i jakie są podstawy, aby wspomniane kraje wiązać akurat z cywilizacją chrześcijańską, tym bardziej zaś przypisywać im tak szczególne z tego punktu widzenia znaczenie.

Przede wszystkim, na początek, pragnę odsunąć na bok terminologiczno-semantyczne spory o to, jak “prawidłowo” nazywać tę cywilizację: chrześcijańską, zachodnią, europejską czy zwłaszcza łacińską – jak chcą “ortodoksi” Konecznianizmu, twierdzący, że cywilizacja nie może być chrześcijańska, bo nie jest – w rozumieniu tego autora – “sakralna”. Spory te, choć na swój sposób interesujące, wydają mi się dosyć jałowe, a na pewno niekonkluzywne. Ja, na określenie “tego, co [tu] domniemane”, tj. owej cywilizacji, przyjmę określenie najprostsze, a zarazem o jasnej i jednoznacznie określonej treści: Christianitas. Nie sądzę, aby jakiekolwiek kontrowersje wzbudziła taka oczywistość, jak to, że Christianitas zbudował Kościół Rzymski na “materiale ludzkim” ochrzczonych i ucywilizowanych przez Niego ludów “barbarzyńskich”: celtyckich, gockich, germańskich, słowiańskich, a nawet (Węgrzy!) turańskich, przekazując im – prócz światła Wiary, oczywiście – harmonijnie splecione ze sobą potrójne dziedzictwo kulturowe: biblijne, greckie i rzymskie.

Duchowym szczytem tej Christianitas było Papiestwo – najwyższy urząd Zastępcy Chrystusa na ziemi i Następcy Księcia Apostołów; jej sercem – benedyktyńskie, cysterskie i inne opactwa, od Monte Cassino po Cluny, oraz pielgrzymkowe sanktuaria na czele z Santiago de Compostella, gdzie spotykała się i prawdziwie jednoczyła cała Europa; jej mózgiem – Uniwersytet, z Paryskim jako primus inter pares. Bezpośrednią transmisję skarbów zniszczonego najazdami świata starożytnego (w tym antycznego chrześcijaństwa) zapewnili iro-szkoccy mnisi z Zielonej Wyspy św. Patryka; najstarszą, najbogatszą w dobra materialnej i duchowej kultury i przez wieki najpobożniejszą, najbardziej obfitującą w świętych, córą Kościoła było francuskie Królestwo Lilii, Królestwo św. Ludwika; swoje apogeum osiągnęła Christianitas w wieku XIII, wydając najwyższe arcydzieła ludzkiego ducha: gotyckie katedry, Sumy Teologiczne na czele z tą Tomaszową, Boską komedię Dantego i Siete Partidas Alfonsa X Mądrego. Jej największa “duchowa przygoda” – Krucjaty – wydała także wzniosły fenomen zakonów rycerskich. Na jej wschodnich rubieżach jej heroicznym przedmurzem, stawiającym czoła otomańskiej nawałnicy, były Węgry i Polska (która także schrystianizowała pokojowo ostatni pogański lud w Europie – Litwę); na zachodnich – narody Hiszpanii i Portugalii, które też, po dokończeniu rekonkwisty, podjęły wspaniałe, niemające sobie równych w historii, dzieło konkwisty Nowego świata, ocalając z niewoli pogaństwa i jednocześnie okrutnej, barbarzyńskiej tyranii, miliony ludzkich dusz, wszczepiając je na wieki w Mistyczne Ciało Chrystusa.

Polityczną formą Christianitas było Ekumeniczne święte Cesarstwo, wskrzeszone (jako pars occidentalis) przez “nowego Dawida” i “nowego Konstantyna” – króla Franków Karola Wielkiego: imperium karolińskie ustaliło raz na zawsze znaczenie pojęcia “cywilizacji chrześcijańskiej” jako przesycania wspólnoty doczesnej pierwiastkami duchowości (civitas terrena spiritualisata), tak, aby – na ile to możliwe na tym padole łez – mogła się ona przybliżyć do Civitas Dei, które, jak uczył św. Augustyn, zaistnieje w pełni dopiero w Niebie; można ten sens ująć jako równanie: “Europa = Zachód = Rzym = Katolicyzm”. Sacrum Imperium, jako polityczny analogon Santa Ecclesia, w oparciu o trynitarną ideę jedności Ojca (papieża) i Syna (cesarza) w Duchu świętym, przenikającym Res Publica Christiana, trwało następnie pod berłami niemieckich dynastii Ludolfingów, Hohenstaufów i wreszcie Habsburgów, dopóki nie doznało śmiertelnego pchnięcia w Traktacie Westfalskim (1648) – tym triumfie narodowych egoizmów i wyznaniowego partykularyzmu, i nie padło ostatecznie pod ciosami cezara rewolucyjnego w 1806 roku. Zanim to jednak nastąpiło, i Cesarstwo, i wszystkie inne królestwa i księstwa należące do Res Publica Christiana, zdołały przekazać nam święty depozyt Monarchii Katolickiej, taki o jakim mówi na przykład napis na mozaice w weneckiej Bazylice św. Marka: “Biskup jako głowa władzy duchowej; Król w Radach jako głowa władzy doczesnej oraz Naród [zgromadzony] wokół ołtarza, jako źródło prawdziwego pokoju i pełni człowieczeństwa”.

Monarchii katolickiej, to znaczy także misyjnej, której misja – jak pisał Ramiro de Maeztu – “polega na pouczeniu wszystkich ludzi na ziemi, że jeśli pragną, mogą być zbawieni, i że osiągnięcie tego zależy tylko od ich wiary i woli”. Oto zatem “cywilizacja chrześcijańska” – “pokój Chrystusa pod panowaniem Chrystusa (…); cywilizacja (…), surowa i hierarchiczna, sakralna od podstaw, antyegalitarna i antyliberalna” (Plinio Correa de Oliveira). Innej nie było, nie ma i być nie może.

Nieszczęściem jest to, że w rzeczywistości politycznej tej cywilizacji już nie ma; Christianitas jest już od dawna, by tak rzec, bezdomna, bez dachu nad głową. Żyje i będzie żyć dopóki żyją i karmią się nią ludzie, rodziny, środowiska oddychające jej dziedzictwem i przekazujące je swoim dzieciom lub uczniom, ale – odkąd upadły Portugalia Salazara i Hiszpania Franco, Irlandia się zlaicyzowała, a Włochy i kraje Ameryki Romańskiej na żądanie watykańskich modernistów zsekularyzowały swoje konstytucje – nie ma już żadnego państwa, które by chroniło i wspierało Christianitas.

Może jedynie współczesna Kolumbia, w zachodniej hemisferze, i Węgry blisko nas, są płomykami nadziei na jej odrodzenie, ale nawet jeśli ten optymizm nie jest przedwczesny, to i tak przecież są to jedynie małe wysepki w morzu laicyzmu. Christianitas broniła się dzielnie, czasami nawet (Kontrreformacja, Wandea, Hiszpania, meksykańscy cristeros) kontratakowała, ale ostatecznie została zdruzgotana przez wszystkie rewolucje religijne, polityczne, społeczne i kulturalne, począwszy od rewolucji protestanckiej, a w sensie intelektualnym podkopała ją rewolucja nominalistyczna u schyłku średniowiecza. Na jej miejscu rozparła się inna cywilizacja, geograficznie też europejska, której zasady są kontr-zasadami ładu Christianitas, a całe tragiczno-groteskowe nieporozumienie (którego już to sprawcami, już to ofiarami jego iluzji są właśnie “judeochrześcijanie”) polega na tym, że czasami próbuje się ona podszywać pod cywilizację chrześcijańską, albo tak jest przez nieświadomych rzeczy postrzegana (do tych ostatnich należą na przykład ci wyznawcy Allacha, którzy w “przynoszących im demokrację” amerykańskich marines widzą “krzyżowców”).

Kontradyktoryjny charakter Christianitas (hiszp. Cristiandad) i cywilizacji nowoczesnej, określanej tu jako Europa”, gdzie pierwsza jest tradycją, druga zaś rewolucją, wypunktował dokładnie karlistowski myśliciel Francisco Elías de Tejada: Europa jest mechanizmem; to neutralizacja władz; formalna koegzystencja wyznań; moralność pogańska; absolutyzmy; demokracje; liberalizmy; domowe wojny nacjonalistyczne; abstrakcyjna koncepcja człowieka; państwa narodowe i organizacje międzynarodowe; parlamentaryzm; konstytucjonalizm; zburżuazyjnienie; socjalizm; protestantyzm, republikanizm; suwerenność; królowie, którzy nie rządzą; indyferentyzm, ateizm i antyteizm: w sumie rewolucja.

Cristiandad, przeciwnie, jest organizmem społecznym; to chrześcijańska wizja władzy; jedność wiary katolickiej; władza ograniczona; krucjaty misyjne; koncepcja człowieka jako bytu konkretnego; Kortezy autentycznie reprezentujące rzeczywistość społeczną, rozumianą jako ciało mistyczne; systemy wolności konkretnych; kontynuacja historyczna przez wierność przodkom: w sumie tradycja.

Jeżeli to wszystko stało się w Europie i z Europą, to cóż dopiero powiedzieć o anglosaskiej Ameryce Septentrionalnej, zbudowanej przez religijnych wyrzutków, którzy nawet dla twórców i szerokich rzesz wyznawców głównych nurtów reformacji: luteranizmu, kalwinizmu i anglikanizmu byli zbyt skrajni? Rzecz jasna, nie wszyscy koloniści północnoamerykańscy byli religijno-politycznymi wywrotowcami (“dysydentami”): Wirginię czy obie Karoliny zasiedlili przecież anglikańscy (a po części nawet “anglokatoliccy”) rojaliści; jednak najmocniejsze piętno na ustroju i charakterze kolonii amerykańskich, w konsekwencji zatem i niepodległych Stanów Zjednoczonych, wywarli nowoangielscy purytanie – nurt ekstremistyczny pod każdym względem, czego dowiodło także śmiercionośne spustoszenie, jakie poczynili podczas wojny domowej i rewolucji z lat 1640-1660 ich pobratymcy w metropolii; jak dowiódł Eric Voegelin, purytańska rewolucja była pod wieloma względami prefiguracją rewolucji bolszewickiej, a na pewno “czasem osiowym” przejścia od religijnej do świeckiej wersji gnostycyzmu.

Ten sam ewolucyjny proces sekularyzacji przeszła i Ameryka: już twór “Ojców Założycieli” był (mimo szlachetnych wysiłków niektórych amerykańskich konserwatystów, aby dowieść ich szczerze chrześcijańskiej inspiracji)

eklektyczną miksturą purytańskiej “teologii przymierza”, wigowskiego kultu pisanej konstytucji, Locke’owskiego kontraktualizmu, oświeceniowego deizmu, ideologii kupieckiej i wolnomularskiego okultyzmu:

jego ostatecznym rezultatem jest to, co w samej jurysprudencji amerykańskiej nazywa się “ceremonialnym deizmem” albo “uogólnionym” (na bazie różnych odłamów protestantyzmu i bez żadnej treści dogmatycznej) i akonfesyjnym chrześcijaństwem. Jak słusznie zauważa Nina Gładziuk, “Gdy widzimy zaprzysiężenie amerykańskiego prezydenta, to trudno je sobie wyobrazić bez Księgi Biblii. Ale nie jest to zbiór pism religii objawionej, ale nade wszystko Księga Prawa: paktu, przymierza, umowy i testamentu. Jeżeli odsyła do jakiejś teologii, to jest teologia federalistyczna”.

Nadto, gdy przywołamy symbol piramidy na amerykańskim banknocie dolarowym, to napis na zwoju u stóp zdobiącej go piramidy, obwieszczający Novus Ordo Seclorum, “standardowo tłumaczy się jako “nowy porządek wieków”, ale możemy też uwolnić masoński sens tej formuły, a wówczas otrzymamy: “nowy świecki zakon”” (Druga Babel. Antynomie siedemnastowiecznej angielskiej myśli politycznej, Warszawa 2005, s. 30-31)

Zsekularyzowane później, ale źródłowo purytańskie dziedzictwo republiki amerykańskiej zawierało już in nuce dwie najbardziej zgubne idee: egalitaryzmu i kontraktualizmu – można by rzec “idee – matki” wszystkich błędów politycznych, zawleczonych z Nowego do Starego świata, niszczących właśnie cywilizację chrześcijańską, a dzisiaj także inne cywilizacje tradycyjne. To dlatego deistyczny “Stwórca” kanonicznych tekstów demokracji amerykańskiej, od Deklaracji Niepodległości poprzez Mowę Gettysburską po Rooseveltowskie Cztery Wolności, “Stwórca”, który jakoby stworzył ludzi równymi sobie, dał im “prawo” do “poszukiwania szczęścia” i obalania wedle swego widzimisię rządu oraz zalecił “rządy ludu, dla ludu i przez lud”, nie ma nic wspólnego z Bogiem chrześcijańskim, z Chrystusem – Pantokratorem, od którego pochodzi wszelka władza, płynąca zawsze “z góry” i przelewana od wyższego ku niższemu (“nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci nie była dana z góry”). Pojmowanie każdej sfery życia: politycznego, prawnego, społecznego, a nawet religijnego, jako serii niekończących się kontraktów, zawieranych przez pierwotnie “wolne i równe” jednostki, niszczy każdą instytucję i każdy autorytet. Nadaje im też nieuchronnie charakter “biznesowy”: purytanie nawet swoje osobiste kontakty z Bogiem nawiązywali i artykułowali w języku kupców i lichwiarzy z City (“weksel”, “list zastawny” etc.) – co skądinąd stało w jaskrawej sprzeczności z ich oficjalnie wyznawaną teologią kalwińską, według której “Bóg nam nic nie jest dłużny”.

Amerykańscy politycy zawierają tedy “kontrakty” z Ameryką, a zaraza ta rozprzestrzenia się wszędzie i błyskawicznie. Całe życie polityczne kręci się wokół ekonomii (“gospodarka, głupku!”) i nawet oś podziału “prawica – lewica” dzieli jedynie wyznawców mistyki “wolnego rynku” i utopii “państwo dobrobytu”, a zatem tak czy inaczej uprawiających kult Mamony – u pierwszych własnej, u drugich cudzej (do przejęcia). Jak destrukcyjny jest wpływ kontraktualizmu na przykład na system prawa, niechcąco pokazują – intencjonalnie przecież propagandowe – niezliczone filmy hollywoodzkie o tematyce sądowniczej (w mojej “prywatnej” genologii nazywam je filmami z gatunku objection), gdzie orzecznictwo oparte jest nie na dociekliwym poszukiwaniu prawdy materialnej, aby móc wydać wyrok adekwatny do winy i możliwie najbliższy moralnemu poczuciu naturalnej sprawiedliwości, lecz na skomplikowanej sieci ugód, wedle zasady “coś za coś”, zawieranych przez szczwanych i znających wszystkie formalne kruczki prawników.

Powszechnie zwraca się uwagę na “prekursorski” wobec świeckich demokracji charakter umów zawieranych przez purytańskich dysydentów, takich jak Mayflower compact czy Fundamental Orders kolonii Connecticut. Mniej zauważany jest fakt politycznego “archeologizmu” purytanów, których nienawiść do “papizmu” i monarchizmu prowadziła do wskrzeszania najbardziej archaicznej formy politycznej starożytnego Izraela, stosownej do luźnego związku półkoczowniczych jeszcze plemion, jaką był “ustrój sędziowski” – dziś kulminujący w tyranii Sądu Najwyższego. Trudno o bardziej wymowny dowód odrzucenia idei rozwoju i kumulacji tradycji, a więc tego, dzięki czemu wzrastała i bogaciła się przez wieki Christianitas.

Dla purytanów papiestwo i monarchia były zresztą słabo zakamuflowanym “pogaństwem” – wystarczy przeczytać dzieła Miltona, zarówno polityczne (Obrona narodu angielskiego), religijne (Racja istnienia rządu kościelnego), jak poetyckie (Samson walczący). Nawiasem mówiąc, ten polityczny “archeologizm” purytanów uderzająco przypomina równie barbarzyński “archeologizm” liturgiczny współczesnych modernistycznych destruktorów mszy katolickiej.

W świetle powyższego wzajemna sympatia i przyciąganie się – wedle tajemnej zasady duchowych powinowactw – pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Izraelem jest czymś naturalnym i zrozumiałym. Wszakże protestantyzm w ogóle jest rejudaizacją chrześcijaństwa, a purytanizm jest nią w takim stopniu, że można wątpić czy jest jeszcze chrześcijański; w każdym razie cywilizacyjnie należy do cywilizacji żydowskiej. Już w epoce Szekspira trzymających się całkowicie sformalizowanej i bezdusznej etyki, “skrupulatnych” (precise) purytanów nazywano “Żydami Nowego Testamentu”.

Meksykański myśliciel katolicki i przywódca synarchizmu – Salvador Abascal nazywał Stany Zjednoczone krajem “żydowsko-jankeskim” (judíoyankee). Żyd – ateista, poeta Heine, wyrażał to dosadniej, a nawet cynicznie, lecz nie bez racji, mówiąc, że anglosaski protestantyzm to “żydostwo, które żre wieprzowinę”. Oś “Waszyngton – Tel-Aviv” ma zatem – niezależnie od niepokoju, jaki wzbudza to u prawdziwych amerykańskich patriotów, a zarazem katolików, takich jak Patrick J. Buchanan, przerażonych ideologiczno-politycznym szaleństwem “amerykańskich likudników” – głębokie podstawy cywilizacyjne. Tylko co to ma wspólnego z “cywilizacją chrześcijańską”? I z powołaniem Polski, jako antemurale christianitatis – nie mówiąc już, bardziej “przyziemnie”, o jej interesach?

Wyznaję więc, jak na spowiedzi świętej, że przez lata całe lekceważyłem zagrożenie płynące ze strony tegoż “neokonserwatyzmu”. Wiedziałem oczywiście, jakie spustoszenie poczynili neocons w Stanach Zjednoczonych, eliminując praktycznie zupełnie z polityki i głównego nurtu życia intelektualnego wszystko, co miało jakikolwiek związek z autentycznym konserwatyzmem, ale wydawało mi się, że ideologia tak całkowicie obca naszemu rodzimego doświadczeniu, zrodzona w środowisku tak dla nas egzotycznym, roznamiętniona kwestiami mającymi się nijak do naszych problemów, nie ma najmniejszych szans, aby zapuścić i u nas korzenie. Przemawiał za tym zwykły zdrowy rozsądek. Gdyby ćwierć wieku temu ktoś w Polsce rozprawiał o “judeochrześcijaństwie” (wyjąwszy oczywiście przypadek elitarnego seminarium czy konferencji naukowej, na której spotykają się i dyskutują specjaliści badający najstarsze dzieje Kościoła), to słuchacze najzwyczajniej pukaliby się w czoła. Usłyszawszy zaś o “wspólnej matrycy antropologicznej” judaizmu i chrześcijaństwa, słowo “matryca” kojarzyliby z podziemną drukarnią, nie wiedząc jednak jak dopasować do niego resztę, bo termin ów jeszcze nie przeszedł był wówczas do żargonu niby-naukowego. Sądziłem przeto, że po krótkotrwałym zachłyśnięciu się kolejną nowinką z Zachodu, moda ta szybko się znudzi, i że jedynym wiernym sympatykiem neokonserwatyzmu pozostanie u nas p. Jacek Kwieciński – człowiek zacny skądinąd, tylko “zapeklowany” w realiach tamtego czasu; wydaje mu się, że neokoni wciąż dopingują Reagana do walki z sowieckim imperium zła, a tymczasem oni już dawno znaleźli sobie innego potwora, którego ścigają po całym świecie i ani im w głowie drażnić postsowieckiej Rosji.

Wiele powinien też dać do myślenia fakt podjęcia przez środowisko “Frondy” polskiej edycji amerykańskiego czasopisma First Things, a więc flagowego organu “neokonserwatystów religijnych”.

First Things to środowisko religijnie synkretyczne: są tam katolicy, luteranie, prezbiterianie i rabini. Uchodzą za religijnych konserwatystów dokładnie z tego samego powodu, dla którego jako polityczni konserwatyści traktowani są “neokoni” laiccy: bo w mainstreamie nie ma dla nich alternatywy, a wszystko, co poza nimi, jest jeszcze bardziej progresistowskie, modernistyczne i zrewoltowane. Skoro zaś religijni neokonserwatyści przeciwstawiają się aborcji, eutanazji, homoseksualizmowi i innym wynaturzeniom współczesnej “cywilizacji śmierci”, to wystarczy, aby mogli cieszyć się reputacją “ultrareakcjonistów”.

Nas szczególnie interesuje oczywiście rola tych z nich, którzy są katolikami (najbardziej znany, także w Polsce, jest oczywiście prof. Michael Novak). Krąży takie powiedzenie, że każdy antysemita ma swojego “alibi-Jude”, czyli zaprzyjaźnionego Żyda, którego może pokazać na dowód, że nie jest antysemitą. Nie wiem czy to prawda, ale pasuje jak ulał do relacji pomiędzy neocons głównego nurtu a neokonserwatywnymi katolikami, tylko na odwrót. Pomimo zdarzających się pomiędzy nimi nieporozumień, istnienie katolickich neokonserwatystów to prawdziwa gratka: pełnią oni właśnie rolę “alibi-katoli”, mogących zaświadczyć, że nie wszystkich neocons łączy (by przywołać sardoniczną uwagę Davida Brooksa) “oś obrzezania”.

Nadto są oni bardzo pożyteczni z innych powodów. Oprócz pełnej aprobaty “posoborowia” (w duchu umiarkowanego modernizmu), katolickich neocons znamionuje zapał do wstrzykiwania w krwiobieg katolickiej myśli teologicznej, filozoficznej i społecznej potężnych zastrzyków z zawartością ideologii wywodzących się z anglosasko-protestanckiego oświecenia, na czele z liberalizmem. Można rzec, że do Dziesięciu Przykazań neocons katoliccy dodają jedenaste: “Będziesz czcił demokratyczny kapitalizm i wznosił akty strzeliste do demokracji liberalnej i wolnego rynku (poza którymi nie ma zbawienia)”.

Nadto, zawsze można na nich liczyć w priorytetowej dla “neokonów” kwestii bezwarunkowego poparcia dla wszystkich działań Izraela i “wojny z terroryzmem”: ileż to razy prof. Novak jeździł do Watykanu, aby przekonywać papieży, że podjęte właśnie inwazje czy bombardowania to ” wojna sprawiedliwa”?

Przypadek ten przywodzi na myśl inną historię: destrukcyjnej roli odegranej we frankistowskiej Hiszpanii, i nie tylko w niej, przez Opus Dei. Oczywiście, należy uwzględnić proporcje zjawisk: neokonserwatyści katoliccy to niewielka grupa autorów dysponujących kwartalnikiem oraz posadami i grantami od wpływowych think tanków; Opus Dei to potężna kongregacja dysponująca tysiącami zdyscyplinowanych członków i dziesiątkami uniwersytetów, mająca ogromne wpływy w Kościele (i status prałatury personalnej) oraz w świecie polityki, biznesu i kultury. Niemniej, podobieństwa są liczne i uderzające. Skupiam się tu jednak tylko na zewnętrznych aspektach działalności Dzieła – tak w polityce, jak w Kościele – nie zamierzając bynajmniej kwestionować tego, że wielu jego członków prowadzi autentycznie uświęcone życie duchowe.

Założyciel Opus Dei, ks. Josemaría Escrivá de Balaguer zręcznie omotał pobożnego Caudillo oraz szybko zdobył duże poparcie tak w Kościele hiszpańskim, jak w samym Watykanie. Mało kto wówczas dostrzegał, że duchowość i etos promowane w Dziele mają nalot protestancki (kalwinistyczny). Gdy idzie o sprawy wewnątrzhiszpańskie, opusdeistas szybko postawili na “właściwą kartę”: widząc (uzasadnioną) niechęć Franco do hrabiego Barcelony, jako niepoprawnego liberała i demokraty, a ignorując karlistowski legitymizm, stali się gorącymi juancarlistas, podsycając nadzieję Franco, że odpowiednie wychowanie księcia Juana Carlosa zapewni sukcesję w osobie władcy prawdziwie katolickiego. Jaki był tego skutek – gdy znamy już “dorobek” 35 lat panowania Jana Karola I Dzieciobójcy – nie trzeba wyjaśniać. Ich pozycję wzmocnił “cud gospodarczy”, którego autorami byli ministrowie “technokraci” z Opus Dei po 1957 roku: Mariano Navarro Rubio (finanse) i Alberto Ullatres Calvo (handel); Franco cieszył się jak dziecko, że Hiszpanie się bogacą.

Trzeba przyznać, że opusdeistas zwiedli także na pewien czas tradycjonalistów (karlistów). Ich sympatię zyskał zwłaszcza czołowy intelektualista Opus Dei tego okresu – Rafael Calvo Serer (1916-1988), który w 1949 roku opublikował głośną książkę pt. Hiszpania bez problemu. Była ona znakomitą repliką na wydaną rok wcześniej książkę Hiszpania jako problem, której autorem był intelektualista falangistowski – jeszcze niedawno sympatyk hitleryzmu, który miał za złe Franco, że nie przeprowadzi ł rewolucji faszystowskiej – Pedro Laín Entralgo. W książce tej Laín podniósł jedną z ulubionych idei falangistów, tj. przekroczenia podziału na “dwie Hiszpanie”: katolicką, tradycjonalistyczną i monarchistyczną oraz laicką, liberalną i republikańską, proponując – w ramach “polityki wyciągniętej ręki” – aby równouprawnić obie Hiszpanie, jako wspólne dziedzictwo narodowe. Calvo zdecydowanie odrzucił ten fałszywy irenizm, dowodząc, że niepodobna pogodzić “hiszpańskiej ortodoksji” z “hiszpańską heterodoksją” (przeciwstawienie zaczerpnięte od XIX-wiecznego polihistora Marcelina Menendeza Pelayo) i konieczna jest “restauracja” katolickiej Hiszpanii. Tę opcję, nazwaną przez niego “neotradycjonalizmem”, rozwija ł jeszcze w kolejnych pracach, jak Teoria Restauracji (1952), Podchody liberałów i postawa tradycjonalistyczna (1956) i Monarchia ludowa (1957). Calvo Serer założył też miesięcznik Arbor [“Altana”] i wydawnictwo Rialp, w którym ukazały się najważniejsze dzieła karlistów: La Monarquía social y representativa (1953) Rafaela Gambry i La monarquía tradicional (1954) F. Eliasa de Tejady.

Liberalne szydło wyszło z neotradycjonalistycznego worka w latach 60., podczas Soboru Watykańskiego II i po jego zakończeniu. Opus Dei dokonało zwrotu o 180 st., przyjmując doktrynalne nowinkarstwo, na czele z nauką o wolności religijnej, oraz nowy ryt mszy, a ponieważ jego kapłani odprawiali ją “według rubryk” i bez dodatkowych ekstrawagancji, to zyskali reputację “konserwatystów” – choć słuszniej należałoby ich określić mianem “posoborowego High Church”. Wykorzystując wielką zdradę jezuitów, którzy stali się jawną ekspozyturą czerwonej rewolucji, Dzieło zajęło ich dotychczasowe miejsce, jako “wojsko papieża”.

Tę samą linię, co w Kościele, Opus Dei przyjęło w Hiszpanii, rozpoczynając demontaż autorytarnego państwa katolickiego – dokończony przez ich konkurentów, aparatczyków postfalangistowskiego Movimiento, na czele z Adolfo Suarezem Gonzalezem. Przyjęta z inicjatywy opusdeistas Ustawa o wolności religijnej (1967) była pierwszym wyłomem w ortodoksyjnym murze “jedności katolickiej” Hiszpanii. Intelektualiści i politycy związani z Dziełem poszli jeszcze dalej, przechodząc nawet do antyfrankistowskiej “opozycji demokratycznej”. Niedawny neotradycjonalista Calvo Serer i jego przyjaciel Antonio Fontán Pérez (1923-2010) założyli w 1966 roku domagający się demokracji dziennik Madrid, w którym popierali nawet goszystowską rewoltę studencką 1968 roku. Fontán organizował później Partię Demokratyczną, a Calvo Serer wszedł do antyfrankistowskiej koalicji pn. Junta Demokratyczna w towarzystwie i we współpracy z komunistycznym mordercą – głównym sprawcą “hiszpańskiego Katynia” (masakr w Paracuellos de Jarama) – Santiago Carrillo.

Nie ma przeto żadnej wątpliwości, że opusdeistas są jednymi z głównych aktorów “przejścia” (transición) do demokracji liberalnej, parlamentarnej, partiokratycznej i ostatecznie… ateistycznej – z monarchistyczną dekoracją. Już w tejże demokracji politycy związani z Opus Dei za pełną aprobatą swoich duchowych kierowników zasilają wszystkie partie establishmentu: chadeckie, liberalne, socjaldemokratyczne. Działają zatem dokładnie tak samo jak masoneria, “obstawiając” wszystkie opcje, aby umożliwić w razie tarć upragniony “konsens”. “Konserwatystami” są więc jedynie w takim sensie, że konserwują i stabilizują system demoliberalny. Zauważmy, że po śmierci Fontana nie mogła się go dość nachwalić Gazeta Wyborcza: bardzo wymowny (i trafny) artykułu Macieja Stasińskiego: Antonio Fontán, czyli jak być monarchistą i katolikiem, liberałem i demokratą (“GW”, 29 I 2010). Faktycznie, all inclusive!

Podsumujmy: “neokonserwatyści” – ci religijni, bo pozostałymi w ogóle nie ma sobie co zawracać głowy – są kolejnym awatarem tej samej tendencji, którą w XIX wieku reprezentowali “katolicy liberalni”, w XX zaś chadecy, personaliści”, wreszcie Opus Dei, czyli dążenia do pogodzenia Kościoła z Rewolucją, niemożliwej z gruntu syntezy Tradycji katolickiej z protestantyzmem, oświeceniem, liberalizmem i demokracją. Chcą oni zatem dokładnie tego wszystkiego, co zostało uroczyście potępione w 80. tezie Syllabusa papieża Piusa IX. To modernizm w Kościele i demoliberalizm w polityce, panowanie “wolności religijnej” i “praw człowieka” zamiast Społecznego Królestwa Chrystusa. Wkładem własnym neokonów jest jeszcze, co najmniej ocierająca się o herezję, mętna koncepcja “tradycji judeochrześcijańskiej”. W obozie konserwatywno-katolickim są oni więc, czy z tego zdają sobie sprawę, czy nie, “koniem trojańskim”. Trzeba im powiedzieć jasno – ale spokojnie i bez niegodnych wyzwisk, którymi tak bardzo zaśmiecona jest przestrzeń wirtualna – nie mamy ze sobą wspólnej sprawy.”

Autor: prof. Jacek Bartyzel           Źródło: Głos Polski – Tygodnik Polonii kanadyjskiej, nr 29-30/2012

Tytuł oryginalny: “Judeochrześcijański neokonserwatyzm” – koń trojański demoliberalizmu.

image

=====================================

RFKennedy Jr. przekazuje poparcie Trumpowi. “Ameryka to kpina z demokracji”

RFK Jr. przekazuje poparcie Trumpowi (całe przemówienie). “Ameryka to kpina z demokracji”

Zamilczana u nas prawie całkowicie sprawa przekazania poparcia Trumpowi przez RFK Jr. Gdy zapoznamy się z treścią tego przemówienia zrozumiemy dlaczego polskie TV-CIA (TVP, TVN i POLSAT) nie powiedziało ani zdania na jego temat. Bo jest to powiedzenie całej prawdy o Ameryce przechwyconej przez neokonów oraz kompleks militarno-przemysłowy i odgrywającej cyrkową rolę”wzorca demokracji” wobec naiwnego świata. Wbrew pozorom bardzo ciekawy jest obszerny wątek tego, jak własny rząd niszczy własny naród za pomocą ŻYWNOŚCI i LEKÓW. W niewiele mniejszej skali mamy to samo już w Polsce. Zachęcam do spokojnej lektury transkrypcji całości przemówienia RFK Juniora. Jako aneks zamieszczam ważny artykuł prof. J. Bartyzela ” Judeochrześcijański koń trojański u bram zachodniej cywilizacji”. Obydwa teksty są obszerne  proponuję więc podzielić sobie lekturę mojej notki na dwa etapy. 

[tekst Bartyzela daję oddzielnie. MD]

==========================

Przepraszam, że kazałem wszystkim czekać. 16 miesięcy temu, w kwietniu 2023 r., rozpocząłem kampanię na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rozpocząłem tę podróż jako demokrata, z partii mojego ojca, mojego stryja, partii, której przysiągłem wierność na długo przed osiągnięciem wieku, w którym mogłem głosować.

Uczestniczyłem w swojej pierwszej konwencji Demokratów w wieku sześciu lat w 1960 roku. Wtedy Demokraci byli obrońcami Konstytucji i praw obywatelskich. Demokraci sprzeciwiali się autorytaryzmowi, cenzurze, kolonializmowi, imperializmowi i niesprawiedliwym wojnom. Byliśmy partią pracy, klasy robotniczej. Demokraci byli partią przejrzystości rządu i obrońcą środowiska. Nasza partia była bastionem przeciwko interesom wielkich pieniędzy i władzy korporacji. Wierna swojej nazwie, była partią demokracji.

Dlatego opuściłem tę partię w październiku, ponieważ tak dramatycznie odeszła od podstawowych wartości, z którymi dorastałem. Stała się partią wojny, cenzury, korupcji, Big Pharmy, Big Tech, Big Ag i Big Money.

Kiedy porzucono demokrację, odwołując prawybory, aby ukryć upadek funkcji poznawczych urzędującego prezydenta, opuściłem partię, aby kandydować jako kandydat niezależny. Główny nurt amerykańskiej polityki i dziennikarstwa wyśmiał moją decyzję. Konwencjonalna mądrość głosiła, że ​​nawet wejście na listę kandydatów niezależnych będzie niemożliwe, ponieważ każdy stan stwarza nieprzezwyciężalny gąszcz arbitralnych zasad zbierania podpisów. Potrzebowałbym ponad miliona podpisów, czego żaden kandydat na prezydenta w historii nigdy nie osiągnął. A potem potrzebowałbym zespołu prawników i milionów dolarów, aby poradzić sobie ze wszystkimi wyzwaniami prawnymi ze strony DNC. Malkontenci mówili nam, że wspinamy się na szklaną wersję Góry Niemożliwej!

Więc pierwszą rzeczą, którą chcę wam powiedzieć, jest to, że udowodniliśmy im, że się mylą! Zrobiliśmy to, ponieważ pod radarem głównych organów medialnych zainspirowaliśmy ogromny niezależny ruch polityczny. Ponad 100 000 wolontariuszy rzuciło się do akcji, mając nadzieję, że uda im się odwrócić upadek naszego narodu. Wielu pracowało po dziesięć godzin dziennie, czasami w zamieciach i palącym upale. Poświęcali czas dla rodziny, zobowiązania osobiste i sen. Miesiące po miesiącach, naładowani wspólną wizją narodu uzdrowionego z podziałów.

Rozstawiali stoły w kościołach i na targach rolniczych. Chodzili od drzwi do drzwi. W Utah i New Hampshire wolontariusze zbierali podpisy podczas śnieżyc, przekonując każdego zwolennika, by zatrzymał się w mroźnym zimnie, zdjął rękawiczki i podpisał się czytelnie. Podczas fali upałów w Nevadzie spotkałem wysokiego, wysportowanego wolontariusza, który radośnie powiedział mi, że schudł 25 funtów, zbierając podpisy w nienośnym upale.

Aby sfinansować ten wysiłek, młodzi Amerykanie przekazali pieniądze na lunch, a seniorzy zrezygnowali ze swojej pomocy społecznej, swoich czeków Social Security. Nasza organizacja 50 stanów zebrała te miliony podpisów i więcej. Żadna kampania prezydencka w historii amerykańskiej polityki nigdy tego nie zrobiła.

Chcę więc podziękować wszystkim tym oddanym wolontariuszom i pogratulować personelowi kampanii, który koordynował to ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Wasze osiągnięcia uznano za niemożliwe! Wnieśliście mnie na tę szklaną górę. Dokonaliście cudu. Dokonaliście tego, co wszyscy eksperci twierdzili, że nigdy nie będzie możliwe. Jestes wam najgłębiej wdzięczny! I nigdy tego nie zapomnę. Nie tylko za to, co zrobiliście dla mojej kampanii, ale za poświęcenia, których dokonaliście, ponieważ kochacie nasz kraj.

Pokazaliście wszystkim, że demokracja jest tu nadal możliwa. Nadal przetrwała w prasie i w idealistycznych działaniach ludzkich, które wciąż kwitną pod płótnem zaniedbania i oficjalnej i instytucjonalnej korupcji.

Dzisiaj jestem tutaj, aby powiedzieć wam, że nie pozwolę, aby wasze wysiłki poszły na marne. Jestem tutaj, aby powiedzieć wam, że wykorzystam wasze ogromne osiągnięcia, aby służyć ideałom, które dzielimy, ideałom pokoju, dobrobytu, wolności, zdrowia. Wszystkim ideałom, które motywowały moją kampanię.

Jestem tu dzisiaj, aby opisać drogę, którą otwarliście dzięki swojemu zaangażowaniu i ciężkiej pracy.

Teraz, w uczciwym systemie, wierzę, że wygrałbym wybory. W systemie, w którym mój ojciec i mój stryj dobrze się czuli, jest to system z otwartymi debatami, uczciwymi prawyborami, regularnie zaplanowanymi debatami, uczciwymi prawyborami i prawdziwie niezależnymi mediami, nieskażonymi rządową propagandą i cenzurą, w systemie bezpartyjnych sądów i komisji wyborczych wszystko byłoby inaczej.

W końcu sondaże stale pokazywały, że pokonuję wszystkich pozostałych kandydatów, zarówno w rankingu popularności, jak i w bezpośrednich pojedynkach.

Niestety, muszę powiedzieć, że choć demokracja wciąż żyje u podstaw, stała się już niewiele więcej niż sloganem naszych instytucji politycznych, naszych mediów, naszego rządu i, co najsmutniejsze, dla mnie, Partii Demokratycznej.

W imię ratowania demokracji Partia Demokratyczna przystąpiła do jej demontażu. Nie mając pewności co do swojego kandydata, że ​​mógłby wygrać w uczciwych wyborach w lokalu wyborczym, DNC prowadziła nieustanną wojnę prawną zarówno z prezydentem Trumpem, jak i ze mną.

Za każdym razem, gdy nasi wolontariusze oddawali te ogromne pudła podpisów potrzebnych do umieszczenia na karcie do głosowania, DNC wciągało nas do sądu, stan po stanie, próbując wymazać ich pracę i podważyć wolę wyborców, którzy złożyli podpisy. Wysyłało sędziów popierających DNC, aby wyrzucić mnie i innych kandydatów z karty do głosowania i wsadzić prezydenta Trumpa do więzienia.

Przeprowadzili pozorowane prawybory, które zostały ustawione, aby zapobiec poważnemu wyzwaniu dla prezydenta Bidena. Następnie, gdy przewidywalnie nieudolny występ w debacie przyspieszył zamach stanu przeciwko prezydentowi Bidenowi, ci sami tajemniczy agenci DNC wyznaczyli jego następcę, również bez wyborów. Zainstalowali kandydatkę, która była tak niepopularna wśród wyborców, że wycofała się w 2020 r., nie zdobywając ani jednego delegata.

Mój stryj i mój ojciec obaj uwielbiali debaty. Byli dumni ze swojej zdolności do stawienia czoła każdemu przeciwnikowi w walce o idee. Byliby zdumieni, gdyby dowiedzieli się o kandydacie Partii Demokratycznej na prezydenta, który, podobnie jak wiceprezydent Harris, nie pojawił się w ani jednym wywiadzie ani nie wziął udziału w spotkaniu z wyborcami przez 35 dni. To jest głęboko niedemokratyczne! Jak ludzie mają wybierać, skoro nie wiedzą, kogo wybierają? I jak to może wyglądać w oczach reszty świata?

Mój ojciec i mój stryj zawsze byli świadomi wizerunku Ameryki za granicą ze względu na rolę naszego narodu jako szablonu demokracji, wzoru do naśladowania dla procesów demokratycznych i przywódcy wolnego świata. Zamiast pokazać nam jej istotę i charakter, DNC i jego medialne organy wykreowały wzrost popularności wiceprezydent Harris na podstawie niczego! Żadnego programu, żadnych wywiadów, żadnych debat. Tylko dym, lustra i balony w  chicagowskim cyrku. Tam, w Chicago, szereg demokratycznych mówców wspomniało Donalda Trumpa 147 razy tylko pierwszego dnia. Kto potrzebuje polityki, kiedy masz Trumpa do znienawidzenia?

Natomiast na konwencji RNC prezydent Biden został wymieniony tylko dwa razy w ciągu czterech dni. Przeprowadzam wywiady każdego dnia. Wielu z was przeprowadziło ze mną wywiad. Każdy, kto poprosi, może przeprowadzić ze mną wywiad. Są dni, kiedy udzielam nawet dziesięciu wywiadów.

Prezydent Trump, który faktycznie został nominowany i wygrał wybory, również udziela wywiadów codziennie. Jak Partia Demokratyczna wybrała kandydata, który nigdy nie udzielił wywiadu ani nie debatował przez cały cykl wyborczy? Znamy odpowiedzi. Zrobili to, wykorzystując agencje rządowe jako broń. Zrobili to, porzucając demokrację. Zrobili to, pozywając opozycję i pozbawiając praw wyborczych amerykańskich wyborców.

Najbardziej niepokoi mnie nie to, jak Partia Demokratyczna prowadzi swoje sprawy wewnętrzne lub jak prowadzi swoich kandydatów. Niepokoi mnie uciekanie się do cenzury i kontroli mediów oraz uzbrajanie agencji federalnych. Kiedy prezydent USA współpracuje lub wręcz zmusza firmy medialne do cenzurowania wypowiedzi politycznych, jest to atak na nasze najświętsze prawo do wolności słowa. I to jest właśnie prawo, na którym opierają się wszystkie nasze prawa konstytucyjne.

Prezydent Biden wyśmiał 88-procentowe zwycięstwo Władimira Putina w wyborach w Rosji, zauważając, że Putin i jego partia kontrolują rosyjską prasę i że Putin uniemożliwia poważnym przeciwnikom pojawienie się na kartach do głosowania.

Ale tutaj w Ameryce, DNC również uniemożliwiło przeciwnikom pojawienie się na karcie do głosowania. A nasze sieci telewizyjne ujawniły się jako organy Partii Demokratycznej w ciągu ponad roku kampanii, w której moje wyniki w sondażach sięgały czasami wysokich dwudziestek, a główne sieci medialne sprzymierzone z DNC utrzymują niemal idealne embargo na wywiady ze mną.

Podczas swojej dziesięciomiesięcznej kampanii prezydenckiej w 1992 r. Ross Perot udzielił 34 wywiadów w głównych sieciach. Natomiast w ciągu 16 miesięcy od czasu, gdy oświadczyłem, że ABC, NBC, CBS, MSNBC i CNN razem wzięte przeprowadziły tylko dwa wywiadów na żywo ze mną, te sieci zamiast tego wyemitowały nieprzerwany potop materiałów z niedokładnymi, często obrzydliwymi, pejoratywnymi i zniesławiającymi oszczerstwami. Niektóre z tych samych sieci zmówiły się z DNC, aby trzymać mnie z dala od sceny debaty.

Przedstawiciele tych sieci są teraz w tym pokoju, więc chciałbym poświęcić chwilę, by poprosić was o zastanowienie się nad licznymi sposobami, w jakie wasze instytucje zrzekły się tej naprawdę świętej odpowiedzialności, obowiązku wolnej prasy, jakim jest ochrona demokracji i nieustanne kwestionowanie partii sprawującej władzę.

Zamiast utrzymywać postawę zaciekłego sceptycyzmu wobec władzy, wasze instytucje stały się tubami rządowymi i stenografami organów władzy. Nie tylko wy spowodowaliście decentralizację amerykańskiej demokracji, ale mogliście jej zapobiec. Cenzura mediów społecznościowych przez Partię Demokratyczną była jeszcze bardziej nagim wykonywaniem władzy wykonawczej.

W tym tygodniu sędzia federalny Terry Doughty podtrzymał mój nakaz sądowy przeciwko prezydentowi Bidenowi, nazywając projekt cenzury Białego Domu cytatem:

„Najbardziej rażące naruszenie Pierwszej Poprawki w historii Stanów Zjednoczonych Ameryki!”

Poprzednia 155-stronicowa decyzja Doughty’ego szczegółowo opisuje, jak zaledwie 37 godzin po złożeniu przysięgi urzędowej, w której przysięgał przestrzegać Konstytucji, prezydent Biden i Biały Dom otworzyli portal i zaprosili CIA, FBI, FISA, która jest agencją cenzury – jest w centrum przemysłowego kompleksu cenzury – DHS, IRS i inne agencje do cenzurowania mnie i innych dysydentów politycznych w mediach społecznościowych.

Nawet dziś użytkownicy, którzy próbują publikować moje filmy kampanijne na Facebooku lub YouTube, otrzymują wiadomości, że ta treść narusza standardy społeczności. Dwa dni po tym, jak sędzia Doughty wydał decyzję w tym tygodniu, Facebook nadal dołączał etykiety ostrzegawcze do petycji online wzywającej ABC do uwzględnienia mnie w nadchodzącej debacie. Powiedzieli, że narusza to standardy społeczności.

Media głównego nurtu były kiedyś strażnikiem Pierwszej Poprawki i zasad demokratycznych i dołączyły do ​​tego systemowego ataku na demokrację. Media również uzasadniają swoją cenzurę walką z dezinformacją. Ale rządy i ciemiężyciele nie cenzurują kłamstw. Oni się nie boją kłamstw. Oni boją się prawdy! I to właśnie cenzurują.

I nie chcę, żeby cokolwiek z tego zabrzmiało jak osobista skarga, ponieważ dla mnie nią nie jest, to wszystko jest częścią podróży, a to podróż, na którą się zapisałem. Ale muszę poczynić te obserwacje, ponieważ myślę, że są one kluczowe dla nas, aby robić to, co musimy zrobić jako obywatele demokracji, aby ocenić, gdzie jesteśmy w tym kraju i jak nadal wygląda nasza demokracja, a także założenia dotyczące naszego przywództwa na całym świecie. I czy żyjemy, czy naprawdę nadal jesteśmy w kraju będącym wzorem demokracji? Czy też uczyniliśmy z demokracji rodzaj żartu?

[15:58]

Oto dobra wiadomość. Podczas gdy główne media odmówiły mi krytycznej platformy, nie zamknęły moich pomysłów, które szczególnie rozkwitły wśród młodych wyborców i wyborców niezależnych, dzięki alternatywnym mediom. Wiele miesięcy temu obiecałem Amerykanom, że wycofam się z wyścigu, jeśli stanę się „spoilerem ”. Spoiler to ktoś, kto zmieni wynik wyborów, ale nie ma szans na wygraną. W głębi serca nie wierzę już, że mam realne szanse na zwycięstwo wyborcze w obliczu tej nieustępliwej, systematycznej cenzury i kontroli mediów.

Dlatego nie mogę w dobrej wierze prosić moich pracowników i wolontariuszy, aby nadal pracowali po godzinach, ani prosić moich darczyńców, aby nadal przekazywali darowizny, skoro nie mogę im szczerze powiedzieć, że mam realną drogę do Białego Domu.

Co więcej, nasze sondaże konsekwentnie wykazywały, że gdybym pozostał na liście kandydatów w stanach kluczowych, prawdopodobnie oddałbym wybory Demokratom, z którymi nie zgadzam się w najbardziej egzystencjalnych kwestiach: cenzurze, wojnie i przewlekłych chorobach.

Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że nie kończę swojej kampanii. Po prostu ją zawieszam. A nie kończę. Moje nazwisko pozostanie na karcie do głosowania w większości stanów. Jeśli mieszkasz w stanie niebieskim, możesz na mnie głosować, nie szkodząc ani nie pomagając prezydentowi Trumpowi lub wiceprezydent Harris. W stanach czerwonych będzie to samo. Zachęcam was do głosowania na mnie. A jeśli wystarczająco dużo z was na mnie zagłosuje, to żaden z głównych kandydatów partii nie zdobędzie 270 głosów, co jest całkiem możliwe. W rzeczywistości nasze dzisiejsze sondaże pokazują remis 269 do 269. I prawdopodobnie nadal mógłbym trafić do Białego Domu w wyborach warunkowych.

Ale w około dziesięciu stanach, w których moja obecność byłaby spoilerem, zamierzam usunąć swoje nazwisko i już rozpocząłem ten proces i namawiałem wyborców, aby na mnie nie głosowali. Z poczuciem zwycięstwa, a nie porażki, zawieszam swoją działalność kampanijną. Nie tylko dokonaliśmy niemożliwego, zbierając milion podpisów, ale zmieniliśmy na zawsze krajową dyskusję polityczną.

Przewlekła choroba, zniszczenie wolnośi słowa, korupcja rządowa, zerwanie z naszym uzależnieniem od wojny znalazły się w centrum polityki, w centrum uwagi. Mogę powiedzieć wszystkim, którzy tak ciężko pracowali przez ostatnie półtora roku, dziękuję za dobrze wykonaną pracę! Trzy wielkie sprawy skłoniły mnie do wzięcia udziału w tym wyścigu przede wszystkim, i to są główne przyczyny, które przekonały mnie do opuszczenia Partii Demokratycznej i kandydowania jako kandydat niezależny. A teraz, do wyrazżenia swego poparcia prezydentowi Trumpowi.

Przyczynami były wolność słowa, wojna na Ukrainie i wojna z naszymi dziećmi.

Opisałem już niektóre moje osobiste doświadczenia i zmagania z kompleksem przemysłowym i cenzurą rządową.

Chcę powiedzieć słowo o wojnie na Ukrainie.

Kompleks militarno-przemysłowy dostarczył nam znanego komiksowego uzasadnienia, jak to robią w przypadku każdej wojny, że ta jest szlachetnym wysiłkiem, aby powstrzymać superzłoczyńcę,

Władimira Putina, przed inwazją na Ukrainę, a następnie udaremnić jego marsz w stylu Hitlera przez Europę.

W rzeczywistości maleńka Ukraina jest pełnomocnikiem w geopolitycznej walce zainicjowanej przez ambicje USA (((neocons))), lub amerykańskiej globalnej hegemonii. Nie usprawiedliwiam Putina za inwazję na Ukrainę. Miał inne opcje. Wojna jest przewidywalną odpowiedzią Rosji na lekkomyślny (((neocon))) projekt rozszerzenia NATO w celu otoczenia Rosji. Wrogi akt!

Łatwowierne media rzadko tłumaczyły Amerykanom, że jednostronnie odstąpiliśmy od dwóch traktatów o broni jądrowej z Rosją, a następnie umieściliśmy systemy rakietowe Aegis w Rumunii i Polsce. To wrogi akt! I że Biały Dom Bidena wielokrotnie odrzucał ofertę Rosji, aby pokojowo zakończyć tę wojnę. Wojna na Ukrainie rozpoczęła się w 2014 r., kiedy amerykańskie agencje obaliły demokratycznie wybrany rząd Ukrainy i zainstalowały starannie wybrany prozachodni rząd, który rozpoczął śmiertelną wojnę domową przeciwko etnicznym Rosjanom na Ukrainie.

W 2019 roku Ameryka wycofała się z traktatu pokojowego, Porozumienia Mińskiego, wynegocjowanego między Rosją a Ukrainą przez państwa europejskie.

A potem w kwietniu 2022 roku chcieliśmy wojny. W kwietniu 2022 roku prezydent Biden wysłał Borisa Johnsona na Ukrainę, aby zmusić prezydenta Zełenskiego do zerwania porozumienia pokojowego, które on i Rosjanie już podpisali, a Rosjanie wycofywali wojska z Donbasu i Ługańska. A to porozumienie pokojowe przyniosłoby pokój w regionie i pozwoliłoby Donbasowi i Ługańskowi pozostać częścią Ukrainy. Prezydent Biden oświadczył w tym miesiącu, że:

„Jego celem w wojnie była zmiana reżimu w Rosji”.

Jego sekretarz obrony, Lloyd Austin, jednocześnie wyjaśnił:

„Celem Ameryki w wojnie było wyczerpanie armii rosyjskiej i osłabienie jej zdolności do walki w każdym innym miejscu na świecie”.

Te cele, oczywiście, nie mają nic wspólnego z tym, co mówili Amerykanom o ochronie suwerenności Ukrainy. Ukraina jest ofiarą w tej wojnie i jest ofiarą Zachodu.

Od tego czasu rozrywamy tę umowę, zmuszając Zełenskiego do zerwania umowy. Zmarnowaliśmy kwiat ukraińskiej młodzieży. Aż 600 000 ukraińskich dzieci i ponad 100 000 rosyjskich zginęło. A infrastruktura Ukrainy jest zniszczona.

Wojna była katastrofą również dla naszego kraju. Roztrwoniliśmy już prawie 200 miliardów dolarów, a są to bardzo potrzebne dolary w naszych społecznościach, cierpiących społecznościach w całym kraju.

Sabotaż gazociągu Nord Stream i sankcje zniszczyły europejską bazę przemysłową, która stanowiła bastion bezpieczeństwa narodowego USA. Silne Niemcy z silnym przemysłem są o wiele, wiele silniejszym środkiem odstraszającym Rosję niż Niemcy zdeindustrializowane i przekształcone w przedłużenie amerykańskiej bazy wojskowej.

[23:41]

Wpychamy Rosję w katastrofalny sojusz z Chinami i Iranem. Jesteśmy bliżej krawędzi wymiany nuklearnej niż kiedykolwiek od 1962 r. A (((neocons))) i Biały Dom wcale się tym nie przejmuje!

Nasz autorytet moralny i gospodarka są w rozsypce. A wojna dała początek BRICS, które teraz zagrażają zastąpieniem dolara jako globalnej waluty rezerwowej. To katastrofa pierwszej klasy dla naszego kraju!

Sądząc po jej wojowniczym, agresywnym przemówieniu wygłoszonym wczoraj wieczorem w Chicago, możemy założyć, że prezydent Harris będzie entuzjastyczną zwolenniczką tej i innych (((neokonserwatywnych))) awantur militarnych.

A prezydent Trump mówi, że wznowi negocjacje z prezydentem Putinem i zakończy wojnę z dnia na dzień, jak tylko zostanie prezydentem. Już samo to uzasadniałoby moje poparcie dla jego kampanii.

Latem ubiegłego roku wyglądało na to, że żaden z kandydatów nie będzie skłonny do negocjacji mających na celu szybkie zakończenie wojny na Ukrainie, opanowanie epidemii chorób przewlekłych, ochronę wolności słowa i naszych swobód konstytucyjnych, oczyszczenie naszego rządu z wpływów korporacji ani do przeciwstawienia się (((neokonserwatystom))) i ich planom niekończących się awantur militarnych.

Ale teraz jeden z dwóch kandydatów przyjął te kwestie jako swoje własne, do tego stopnia, że ​​poprosił o włączenie mnie do swojej administracji. Mówię oczywiście o Donaldzie Trumpie. Mniej niż 2 godziny po tym, jak prezydent Trump cudem uniknął zamachu, Calley Means zadzwonił do mnie na komórkę. Byłem wtedy w Las Vegas. Calley jest prawdopodobnie głównym orędownikiem bezpieczeństwa żywności, regeneracji gleby i zakończenia epidemii chorób przewlekłych, która niszczy zdrowie Ameryki i rujnuje naszą gospodarkę.

Calley ujawnił podstępną korupcję w FDA, NIH, HHS i USDA, która spowodowała epidemię korupcji. Calley pracował w mojej kampanii, doradzając mi w tych kwestiach od samego początku, a te kwestie były moim głównym celem przez ostatnie 20 lat. Byłem zachwycony, gdy Calley powiedział mi tego dnia, że ​​doradzał również prezydentowi Trumpowi.

Powiedział mi, że prezydent Trump chętnie porozmawia ze mną o przewlekłych chorobach i innych tematach, a także zbada możliwości współpracy. Zapytał, czy odbiorę telefon od prezydenta. Prezydent Trump zadzwonił do mnie kilka minut później i spotkałem się z nim następnego dnia.

Kilka tygodni później spotkałem się ponownie z prezydentem Trumpem, członkami jego rodziny i bliskimi doradcami na Florydzie. Podczas serii długich, intensywnych dyskusji byłem zaskoczony, odkrywając, że jesteśmy zgodni w wielu kluczowych kwestiach. Podczas tych spotkań zasugerował, abyśmy połączyli siły jako partia jedności. Rozmawialiśmy o zespole rywali Abrahama Lincolna. Taki układ pozwoliłby nam nie zgadzać się publicznie i prywatnie, a jeśli zajdzie taka potrzeba, zaciekle w kwestiach, w których się różnimy, jednocześnie pracując razem nad kwestiami egzystencjalnymi, co do których jesteśmy zgodni.

Byłem zaciekłym krytykiem wielu polityk jego pierwszej administracji i nadal istnieją kwestie i podejścia, co do których nadal mamy bardzo poważne różnice zdań.

Ale jesteśmy zgodni w innych kluczowych kwestiach, takich jak zakończenie niekończących się wojen, położenie kresu epidemii chorób dziecięcych, zabezpieczenie granic, ochrona wolności słowa, ujawnienie korporacyjnego przejęcia naszych agencji regulacyjnych, odsunięcie amerykańskich agencji wywiadowczych od propagandy, cenzurowania i inwigilowania Amerykanów, a także ingerowania w nasze wybory.

Po mojej pierwszej rozmowie z prezydentem Trumpem bezskutecznie próbowałem rozpocząć podobne dyskusje z wiceprezydent Harris. Wiceprezydent Harris odmówiła spotkania się ze mną, a nawet rozmowy ze mną.

Zawieszenie mojej kandydatury jest dla mnie decyzją rozdzierającą serce i jestem przekonany, że jest to najlepsza nadzieja na zakończenie wojny na Ukrainie i zakończenie epidemii chorób przewlekłych, które niszczą witalność naszego narodu od środka. I wreszcie na ochronę wolności słowa.

Czuję moralny obowiązek wykorzystania tej okazji, aby uratować miliony amerykańskich dzieci ponad wszystko. W przypadku, gdyby niektórzy z was nie zdawali sobie sprawy, jak poważny jest stan zdrowia naszych dzieci i przewlekłych chorób w ogóle, chciałbym was zachęcić do obejrzenia niedawnego wywiadu doktora Carlsona z Calley Means i jego siostrą, doktor Casey Means, która jest najlepszą absolwentką swojej klasy w Stanford Medical School. Jest to problem, który dotyczy nas wszystkich o wiele bardziej bezpośrednio i pilnie niż jakikolwiek problem wojny kulturowej i wszystkie inne problemy, którymi się przejmujemy i które rozdzierają nasz kraj. To jest najważniejszy problem!

Dlatego ma potencjał, żeby nas zjednoczyć.

Więc pozwólcie, że podzielę się z wami kilkoma informacjami, dlaczego uważam, że jest to tak pilne. Dzisiaj wydajemy na opiekę zdrowotną więcej niż jakikolwiek inny kraj na świecie, dwa razy więcej niż w Europie.

A jednak mamy najgorsze wyniki zdrowotne ze wszystkich narodów na świecie. Jesteśmy na 79. miejscu pod względem wyników zdrowotnych za Kostaryką, Nikaraguą, Mongolią i innymi krajami. Nikt nie ma takiego obciążenia chorobami przewlekłymi jak my.

A podczas epidemii Covid mieliśmy najwyższą liczbę zgonów ze wszystkich krajów na świecie. Mieliśmy 16% zgonów z powodu Covid. I mamy tylko 4,2% światowej populacji. A CDC mówi, że to dlatego, że jesteśmy najbardziej chorymi ludźmi na Ziemi. Mamy najwyższy wskaźnik chorób przewlekłych na Ziemi. A przeciętny Amerykanin, który zmarł z powodu Covid, miał 3,8 chorób przewlekłych.

Więc to byli ludzie, którzy mieli załamanie układu odpornościowego, którzy mieli dysfunkcję mitochondriów. I żaden inny kraj nie ma czegoś takiego.W Ameryce 74% Amerykanów ma

Dwie trzecie dorosłych i dzieci w Ameryce cierpi na przewlekłe problemy zdrowotne. 50 lat temu liczba ta wynosiła mniej niż 1%. Przeszliśmy z 1% do 66%. W Ameryce 74% Amerykanów ma teraz nadwagę lub jest otyłych i 50% naszych dzieci. 120 lat temu, gdy ktoś był otyły, wysyłano go do cyrku. Dosłownie, sporządzano raporty przypadków na jego temat. Otyłość była prawie nieznana.

[31:06]

W Japonii wskaźnik otyłości wśród dzieci wynosi 3% w porównaniu do 50% rocznie. Połowa Amerykanów ma stan przedcukrzycowy lub cukrzycę typu 2. Kiedy mój stryj był prezydentem, byłem chłopcem. Cukrzyca młodzieńcza praktycznie nie istniała. Typowy pediatra widziałby jeden przypadek cukrzycy w ciągu całej swojej kariery, 40- lub 50-letniej kariery. Obecnie jedno na troje dzieci, które przekracza próg jego gabinetu, jest cukrzykiem lub ma stan przedcukrzycowy. A zaburzenia mitochondrialne spowodowały cukrzycę, powodując również chorobę Alzheimera, która jest obecnie klasyfikowana jako cukrzyca. I kosztuje to ten kraj więcej niż nasz budżet wojskowy każdego roku.

Nastąpiła eksplozja chorób neurologicznych, których nigdy nie widziałem jako dziecko. ADD, ADHD, opóźnienie mowy, opóźnienie języka, zespół Tourette’a, narkolepsja, ASD, zespół Aspergera, autyzm.

W roku 2000 wskaźnik autyzmu wynosił jeden na 1500. Obecnie wskaźniki autyzmu u dzieci wynoszą jeden na 36, ​​według CDC, w skali kraju. Nikt o tym nie mówi. Jedno na 22 dzieci w Kalifornii ma autyzm. I to jest kryzys, że 77% naszych dzieci jest zbyt niepełnosprawnych, aby służyć w armii Stanów Zjednoczonych.

Co dzieje się z naszym krajem? I dlaczego nie jest to na pierwszych stronach gazet każdego dnia? Nikt inny na świecie tego nie doświadcza. To dzieje się tylko w Ameryce!Co dzieje się z naszym krajem? I dlaczego nie jest to na

Około 18%, a swoją drogą, wiesz, nie było żadnej zmiany w diagnozie, co branża czasami lubi mówić. Nie było żadnej zmiany w badaniach przesiewowych. To jest zmiana w zapadalności. W moim pokoleniu, 70-letnich mężczyznach, szanse i wskaźniki wynoszą około jeden na 10 000. A w pokoleniu moich dzieci, jeden na 34. Powtórzę w Kalifornii, jeden na 22!

Dlaczego pozwalamy, aby to się działo? Dlaczego pozwalamy, aby to przytrafiało się naszym dzieciom? To są najcenniejsze aktywa, jakie mamy w tym kraju. Jak możemy pozwolić, aby to się im przytrafiło?

Około 18% amerykańskich nastolatków ma teraz stłuszczenie wątroby. To około jeden na pięciu. Ta choroba, gdy byłem dzieckiem, dotykała tylko alkoholików w późnym stadium, którzy byli starsi.

Zachorowalność na raka gwałtownie rośnie wśród młodych i starych. Zachorowalność na raka wśród młodych dorosłych wzrosła o 79%. Jedna na cztery Amerykanki przyjmuje leki przeciwdepresyjne. 40% nastolatków ma zdiagnozowane problemy ze zdrowiem psychicznym. A 15% uczniów szkół średnich przyjmuje Adderall. A pół miliona dzieci przyjmuje SSRI.

Co więc powoduje to cierpienie? Wymienię dwóch winowajców.

Pierwszym i najgorszym jest żywność ultra-przetworzona. Około 70% diety amerykańskich dzieci jest ultra-przetworzona. Oznacza to, że jest produkowana przemysłowo, w fabryce. Ta żywność składa się głównie z przetworzonego cukru, ultra-przetworzonych ziaren i olejów z nasion.

Naukowcy laboratoryjni, z których wielu pracowało wcześniej dla przemysłu tytoniowego, który w latach 70. i 80. wykupił wszystkie duże firmy spożywcze, wysłali tysiące naukowców, aby odkryli substancje chemiczne, nowe substancje chemiczne, które uczynią żywność bardziej uzależniającą. A te składniki nie istniały 100 lat temu.

Hej, ludzie nie są biologicznie przystosowani do tego, co jedzą. Setki tych chemikaliów są teraz zakazane w Europie, ale wszechobecne w amerykańskiej przetworzonej żywności.

Drugim winowajcą są toksyczne substancje chemiczne w naszym jedzeniu, lekach i środowisku. Pestycydy, dodatki do żywności, leki farmaceutyczne i toksyczne odpady przenikają każdą komórkę naszego ciała. Ten atak na komórki i hormony naszych dzieci jest nieustępliwy! Aby wymienić tylko jeden problem. Wiele z tych substancji chemicznych zwiększa poziom estrogenu. Ponieważ małe dzieci przyjmują tak wiele z tych substancji zaburzających gospodarkę hormonalną, wskaźnik dojrzewania w Ameryce występuje obecnie w wieku od dziesięciu do trzynastu lat, co jest sześć lat wcześniej niż dziewczęta osiągały dojrzałość w 1900 roku. Nasz kraj ma najwcześniejsze wskaźniki dojrzewania na każdym kontynencie na Ziemi. I nie, nie jest to spowodowane lepszym odżywianiem. To nie jest normalne!

Rak piersi jest również napędzany estrogenem i obecnie dotyka jedną na osiem kobiet. Masowo zatruwamy wszystkie nasze dzieci i dorosłych!

Biorąc pod uwagę tragiczną ludzką przyczynę tej tragicznej epidemii chorób przewlekłych, wydaje się niemal niegrzeczne wspominać o szkodach, jakie wyrządza naszej gospodarce. Ale powiem, że paraliżuje finanse kraju. Kiedy mój stryj był prezydentem naszego kraju, nie wydał ani jednego dolara na choroby przewlekłe. Obecnie rządowe wydatki na opiekę zdrowotną są niemal w całości przeznaczane na choroby przewlekłe. I jest to dwukrotność budżetu wojskowego, a także najszybciej rosnąca pozycja budżetowa w budżecie federalnym.

Przewlekłe choroby kosztują więcej dla gospodarki jako całości, kosztują co najmniej 4 biliony dolarów. Pięć razy więcej niż nasz budżet wojskowy. I to stanowi 20% obciążenia dla wszystkiego, co robimy i do czego dążymy. Więcej cierpią społeczności mniejszościowe. Ludzie, którzy martwią się o DEI [Różnorodność, Równość i Włączenie] lub o jakąkolwiek nietolerancję, przyćmiewają wszystko! Zatruwamy biednych! Systematycznie zatruwamy mniejszości w całym kraju!

Lobbyści branżowi zadbali o to, aby większość programu obiadów w ramach bonów żywnościowych, około 70% bonów żywnościowych i 70 lub 77% szkolnych obiadów to przetworzona żywność. Nie ma żadnych warzyw, nie ma niczego, co chciałbyś zjeść. Po prostu zatruwamy biednych obywateli. I dlatego mają najwyższy ciężar przewlekłych chorób ze wszystkich, jakiejkolwiek grupy demograficznej w naszym kraju i najwyższy na świecie.

Ten sam przemysł spożywczy lobbował, aby upewnić się, że niemal wszystkie dotacje rolnicze trafiają do upraw towarowych, które są surowcem dla przemysłu przetwórstwa spożywczego. Te polityki niszczą małe gospodarstwa i niszczą nasze gleby.

Wydajemy, jak sądzę, około osiem razy więcej dotacji na tytoń niż na owoce i warzywa. To nie ma sensu, jeśli chcemy zdrowego kraju.

Dobra wiadomość jest taka, że ​​możemy to wszystko zmienić! Możemy to zmienić bardzo, bardzo szybko. Ameryka może znów stać się zdrowa. Aby to zrobić, musimy zrobić trzy rzeczy.

Po pierwsze, musimy wykorzenić korupcję w naszych instytucjach ochrony zdrowia.

Po drugie, musimy zmienić bodźce w naszym systemie opieki zdrowotnej.

Po trzecie, musimy zainspirować Amerykanów, by znów zaczęli dbać o swoje zdrowie.

80% dotacji NIH trafia do osób, które mają konflikt interesów. To są ludzie, praktycznie każdy, kto siedzi, … Joe Biden właśnie mianował nowy panel NIH, który będzie decydował o zaleceniach żywieniowych. I wszyscy oni są ludźmi z branży! Wszyscy oni są ludźmi z firm przetwórstwa żywności. Decydują, co Amerykanie tutaj są zdrowi. A zalecenia dotyczące piramidy żywieniowej i tego, co trafia do naszych programów szkolnych obiadów, które trafiają do programu [niejasne słowo] , programów kuponów żywnościowych, to wszystko skorumpowane i skonfliktowane osoby.

Te agencje, FDA, USDA i CDC, wszystkie są kontrolowane przez gigantyczne korporacje nastawione na zysk! 75% funduszy FDA nie pochodzi od podatników, pochodzi od Pharma. A dyrektorzy, konsultanci i lobbyści Pharma cyklicznie wchodzą i wychodzą z tych agencji.

Dzięki wsparciu prezydenta Trumpa zamierzam to zmienić. Zatrudnimy w tych agencjach uczciwych naukowców i lekarzy, którzy nie będą finansowani przez przemysł. Zadbamy o to, aby decyzje konsumentów, lekarzy i pacjentów były podejmowane na podstawie bezstronnej nauki.

Chore dziecko to najlepsza rzecz dla przemysłu farmaceutycznego. Kiedy amerykańskie dzieci lub dorośli zachorują na przewlekłą chorobę, przepisuje się im leki na całe życie. Wyobraź sobie, co się stanie, gdy Medicare zacznie płacić za Ozempic, który kosztuje 1500 dolarów miesięcznie i jest zalecany dla dzieci w wieku od sześciu lat, a wszystko to na otyłość, która jest całkowicie możliwa do uniknięcia i ledwo istniała 100 lat temu!

Ponieważ 74% Amerykanów cierpi na otyłość, koszt, gdyby wszyscy przyjmowali receptę na Ozempic, wynosiłby 3 biliony dolarów rocznie! To lek produkowany przez Novo Nordisk, największą firmę w Europie. To duńska firma, a duński rząd jej nie zaleca. Zaleca zmianę diety w celu leczenia otyłości i ćwiczenia.

A w naszym kraju zaleca się teraz Ozempic dzieciom w wieku sześciu lat. Novo Nordisk jest największą firmą w Europie, a praktycznie cała jej wartość opiera się na prognozach dotyczących tego, co zamierza sprzedać z Ozempic, zamierza sprzedać w Ameryce.

I mamy lobbystów żywności. Mamy dziś przed Kongresem projekt ustawy, który jest wspierany przez Biały Dom, wspierany przez wiceprezydent Harris i prezydenta Bidena, aby to umożliwić. Ten koszt 3 bilionów dolarów doprowadzi nasz kraj do bankructwa. Za ułamek tej kwoty moglibyśmy kupić żywność organiczną dla każdej amerprzeykańskiej rodziny, trzy posiłki dziennie i całkowicie wyeliminować cukrzycę.

Przywrócimy zdrową żywność do szkolnych lunchów. Przestaniemy dotować najgorsze produkty spożywcze naszymi dotacjami rolniczymi. Wyeliminujemy toksyczne chemikalia z naszego jedzenia.

Zamierzamy zreformować cały system żywnościowy. A do tego potrzebujemy nowego przywództwa w Waszyngtonie, ponieważ niestety zarówno Demokraci, jak i Partia Republikańska są w zmowie z dużymi producentami żywności, Big Pharma i Big Ag, które są jednymi z głównych darczyńców DNC. Wiceprezydent Harris nie wyraziła zainteresowania zajęciem się tą kwestią.

Kolejne cztery lata rządów Demokratów dopełnią konsolidacji władzy korporacji i ((neokonserwatystów)), a najbardziej ucierpią na tym nasze dzieci.

Zaangażowałem się w walkę z przewlekłymi chorobami 20 lat temu, nie dlatego, że wybrałem lub chciałem. Zostało mi to w zasadzie narzucone. To był problem, który powinien być centralnym punktem ruchu ekologicznego. Byłem wówczas głównym liderem, ale został on powszechnie zignorowany przez wszystkie instytucje, w tym organizacje pozarządowe, które powinny chronić nasze dzieci przed toksynami. To był osierocony problem, a ja miałem słabość do sierot. Widziałem, jak pokolenia dzieci chorowały coraz bardziej. Miałem jedenaścioro rodzeństwa i sam miałem siedmioro dzieci. Byłem świadomy tego, co działo się w ich klasach i z ich przyjaciółmi. I patrzyłem na te chore dzieci, te skrzywdzone dzieci z tego pokolenia, prawie wszystkie z nich są skrzywdzone. I nikt u władzy nie wydawał się tym przejmować ani nawet tego zauważać.

Przez 19 lat modliłem się każdego ranka, aby Bóg postawił mnie w sytuacji, w której mógłbym zakończyć tę katastrofę. Kryzys chorób przewlekłych był jednym z głównych powodów, dla których kandydowałem na prezydenta, obok zakończenia cenzury i wojny na Ukrainie. To powód, dla którego podjąłem rozdzierającą serce decyzję o zawieszeniu kampanii i poparciu prezydenta Trumpa.

Ta decyzja jest dla mnie bolesna z powodu trudności, jakie sprawia mojej żonie, moim dzieciom i moim przyjaciołom. Ale mam pewność, że to jest to, co mam robić. I ta pewność daje mi wewnętrzny spokój, nawet w czasie burz.

Jeśli dostanę szansę na naprawienie kryzysu chorób przewlekłych i zreformowanie naszej produkcji żywności, obiecuję, że w ciągu dwóch lat zobaczymy, jak ciężar chorób przewlekłych dramatycznie zmaleje. Sprawimy, że Amerykanie znów będą zdrowi. W ciągu czterech lat Ameryka będzie zdrowym krajem. Będziemy silniejsi, bardziej odporni, bardziej optymistyczni i szczęśliwsi. Nie zawiodę w tym.

Ostatecznie przyszłość, jakkolwiek się potoczy, jest w rękach Boga, w rękach amerykańskich wyborców i prezydenta Trumpa. Jeśli prezydent Trump zostanie wybrany i dotrzyma słowa, ogromny ciężar chorób przewlekłych, który obecnie demoralizuje i doprowadza kraj do bankructwa, zniknie.

To dla mnie duchowa podróż. Podjąłem decyzję poprzez głęboką modlitwę, poprzez twardą logikę i zadałem sobie pytanie:

„Jakie decyzje muszę podjąć, aby zmaksymalizować swoje szanse na uratowanie amerykańskich dzieci i przywrócenie zdrowia narodu?”

Poczułem, że jeśli odrzucę tę szansę, nie będę mógł spojrzeć sobie w lustro, wiedząc, że mogłem uratować życie niezliczonej liczbie dzieci i powstrzymać epidemię przewlekłych chorób w tym kraju.

Mam 70 lat. Mogę mieć dekadę, aby być skutecznym. Nie wyobrażam sobie, aby prezydent Harris, prezydent Harris, pozwoliła mi lub komukolwiek rozwiązać te poważne problemy. Po ośmiu latach prezydentury Harris, każda okazja, abym naprawił problem, będzie poza moim zasięgiem na zawsze.

Prezydent Trump powiedział mi, że chce, aby to było jego spuścizną. Wolę wierzyć, że tym razem to zrobi. Jego syn, jego najwięksi darczyńcy, jego najbliżsi przyjaciele, wszyscy popierają ten cel.

Moje przyłączenie się do kampanii Trumpa będzie trudną ofiarą dla mojej żony i dzieci, ale wartą zachodu, jeśli istnieje choćby mała szansa na uratowanie tych dzieci. Ostatecznie jedyną rzeczą, która uratuje nasz kraj i nasze dzieci, jest to, że zdecydujemy się kochać nasze dzieci bardziej niż nienawidzić siebie nawzajem. Dlatego rozpocząłem moją kampanię, aby zjednoczyć Amerykę.

Mój tata i stryj odcisnęli tak trwały ślad na charakterze naszego narodu, nie tyle z powodu jakiejś konkretnej polityki, którą promowali, ale dlatego, że potrafili zainspirować głęboką miłość do naszego kraju i wzmocnić nasze poczucie siebie jako wspólnoty narodowej. Trzymani razem przez ideały, potrafili włożyć swoją miłość w intencje i serca zwykłych Amerykanów i zjednoczyć narodowy ruch Amerykanów, czarnych i białych, Latynosów, Amerykanów z miast i wsi, zainspirowali uczucie i miłość, wielkie nadzieje i kulturę życzliwości, która nadal promieniowała wśród Amerykanów z ich pamięci.

To jest duch, w którym prowadziłem swoją kampanię i który zamierzam wnieść do kampanii prezydenta Trumpa. Zamiast jadu i polaryzacji, odwołam się do wartości, które nas jednoczą, do celów, które moglibyśmy osiągnąć, gdybyśmy tylko nie skakali sobie do gardeł.

Najbardziej jednoczącym tematem dla wszystkich Amerykanów jest to, że wszyscy kochamy nasze dzieci. Jeśli zjednoczymy się teraz wokół tej kwestii, możemy w końcu dać im ochronę, zdrowie i przyszłość, na jaką zasługują.

Dziękuję wam wszystkim bardzo serdecznie.

[48:20]

KONIEC

Powodziowa katastrofa. Wybór bredni ekolo-fantastów – zbrodniarzy.

Powodziowa katastrofa. Winni w oku parszywej propagandy

16.09.2024 Radosław Piwowarczyk powodziowa-katastrofa-winni-w-oku-parszywej-propagandy

Łukasz Warzecha oraz uszkodzony zbiornik Topola.
Łukasz Warzecha oraz uszkodzony zbiornik Topola. / foto: screen YouTube/X (kolaż)

Warszawski radny Jan Mencwel podzielił się w swoich mediach społecznościowych wizją przymusowych prac społecznych dla osób o odmiennych poglądach. Współzałożyciel skrajnie lewicowego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze rozmarzył się, jakby to było wspaniale, gdyby ludzi, „którzy publicznie kwestionowali zmiany klimatu i ich skutki dla Polski” zaciągnąć do usuwania skutków powodzi. W świecie Mencwela przebrzydły poseł Sławomir Mentzen oraz złowrogi publicysta Łukasz Warzecha wywoziliby właśnie gruz z miejsc, przez które przeszła wielka woda, bo przecież kara za odstępstwo od jedynej słusznej linii politycznej w klimatycznym komunizmie być musi.

To zdaje się oczywiste również dla Jana Oleszczuka-Zygmuntowskiego, choć trzeba przyznać, iż współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii był aż nadto łaskawy dla „oszołomów”. Na swoim profilu w serwisie X zadał jedynie pytanie i to zaledwie o zasilenie funduszu pomocowego dla powodzian „specjalną opłatą karną nakładaną na publiczne wypowiedzi negujące antropogeniczne zmiany klimatu”. Oleszczuk-Zygmuntowski wykazał się zatem wielkim sercem dla politycznych oponentów, wszak czymże jest symboliczna kara finansowa za wygłaszanie nieprawomyślnych tez, kiedy w odwodzie pozostał jeszcze cały arsenał sankcji za rozpowszechnianie „fałszywych wiadomości, mogących wyrządzić istotną szkodę interesom państwa polskiego”, niczym w dekrecie czerwcowym z 1946 r. Narracja klimatystów sprowadza się bowiem do tego, że swoją postawą paskudni „negacjoniści klimatyczni” doprowadzili do zaniechań i większej skali tragedii.

Okazało się na przykład, ku zaskoczeniu wszystkich racjonalnie myślących, że gdyby nie niezwykle wpływowy redaktor Warzecha, to powódź wcale nie miałaby tak katastrofalnych skutków. Tą światłą myślą podzielił się z publicznością obwoźny „ekspert” od zmian klimatu Jakub Wiech. Dziennikarz ogłosił, że publicyści pokroju dziennikarza „Do Rzeczy”, „którzy latami wprowadzali ludzi w błąd na temat zmiany klimatu i polityki klimatycznej ponoszą część odpowiedzialności za to, że jako kraj nie jesteśmy przygotowani ani na zmianę klimatu, ani na politykę klimatyczną”. Co prawda Wiech tak daleko się nie posunął, ale równie dobrze można by było spekulować, czy powtarzanie przez Warzechę histerycznych bajek z mchu i paproci nie sprawiłoby, że woda przemyślałaby swe zachowanie i nie atakowała bezbronnych mieszkańców naszego dość umęczonego kraju. Niezależnie od tego, „ekspert”, niczym wytrawny detektyw z filmów o różowej panterze, rozgryzł dlaczego „ci ludzie to robią”.

W narracji Wiecha Warzecha i spółka przez niemożebnie długi czas głosili, że „zamiana klimatu to jest jakiś spisek, że to jest wymyślone, że to jest propaganda”, a do tego jeszcze opowiadali, że klimat zmieniał się zawsze, choć przecież każdy wyznawca słynnego „konsensusu naukowego” wie, że to nieprawda. W konsekwencji publicysta, a także inni jego pokroju, doprowadzili do uśpienia „czujności społeczeństwa, które powinno domagać się działań, jeżeli chodzi o dostosowanie naszego kraju do polityki klimatycznej i samej zmiany klimatu”, a więc – jak można domniemywać – powtarzać fatalistyczne wizje snute przez komunizujących intelektualistów oraz lewicowych aktywistów. Taka odpowiedź nie jest zbyt wyrafinowana, ale wrzucenie każdego, kto nie zgadza się z obłąkańczą polityką klimatyczną do jednego worka obrzydliwych „denialistów klimatycznych” zdecydowanie ułatwia narrację i pozwala kolportować prostą propagandę.

Ta nie mogłaby być skuteczna, gdyby nie chwytała za serce i nie używała najniższych argumentów, wzruszających naiwne sumienia. W Radio Zet wiceminister Andrzej Szejna grzmiał w charakterystyczny dla siebie bojaźliwy sposób, iż „to jest zupełnie nowa sytuacja, ponieważ (…) pokazuje, że będziemy się w przyszłości również mierzyć ze zmianami klimatycznymi, które będą doprowadzać do nasilenia się tego typu sytuacji”. Wobec tego wydaje się już oczywiste, że skoro powódź spowodowana jest zmianami klimatycznymi i niesie ze sobą zagrożenie dla życia i majątku, to trzeba dać się pozbawić własności i swobody działania, aby dopiero posmakować prawdziwej wolności.

Cechą wspólną klimatystów, zarówno aktywistów w odblaskowych kamizelkach, jak i poważnych panów w garniturach, jest brak poszanowania dla prywatnej własności, będącej ostoją wolnościowego państwa. Jedni pozwalają sobie na łamanie prawa i fizyczne ataki na cudzą własność, drudzy chcą zmieniać przepisy i prowadzić politykę tak, by radykalnie zmniejszyć możliwości posiadania dóbr i rozporządzania nimi, a także ograniczyć wolność. Działania te nie dość, że zostały oparte na fałszywej podstawie, to jeszcze są niemoralne oraz skrajnie nieskuteczne. Jak wskazał w książce „Fałszywy Alarm” Bojrn Lomborg, „w rzeczywistości wynik polityki proponowanej przez Unię Europejską byłby równoważny z odroczeniem pojawienia się globalnego ocieplenia o sześć tygodni w 2100 roku. Temperatura, której świat doświadczyłby 1 stycznia 2100 roku, zostałaby osiągnięta 11 lutego”.

Leczenia nie ma i nie będzie

Leczenia nie ma i nie będzie

19-9-2024 nowyobywatel/leczenia-nie-ma-i-nie-bedzie

Fatalne wieści płyną z NFZ: nie ma pieniędzy na leczenie.

Portal Rynek Zdrowia opisuje fatalną sytuację w Narodowym Funduszu Zdrowia i zależnych od niego finansowo podmiotach leczniczych.

Brakuje pieniędzy na leczenie. Skutkuje to m.in. wstrzymaniem przyjęć do szpitali, brakiem kontynuacji leczenia, niepełnosprawnością pacjentów. W NFZ brakuje pieniędzy nad nad-wykonania, czyli dodatkowe zabiegi wynikające z potrzeb medycznych. Oznacza to, że szpitale wstrzymują przyjęcia na zabiegi oraz włączanie chorych do programów lekowych. Takie wieści dochodzą już z dużych szpitali m.in. w Poznaniu i Wrocławiu. Jeden z nich nie otrzymał z NFZ należnych 1,2 miliona złotych za nad-wykonania. Wstrzymał zabiegi, co skutkuje, że w kolejce oczekują już 54 osoby.

NFZ nie ogłosił także konkursów na finansowanie nowych terapii lekowych. Dotyczy to m.in. leczenia ciężkiej osteoporozy po-menopauzalnej, ropnego zapalenia gruczołów potowych, kardiomiopatii, czerniaka błony naczyniowej oka. Mają także miejsce opóźnienia w kontraktowaniu nowoczesnej immunoterapii dla pacjentek chorych na raka szyjki macicy. W pięciu województwach w ogóle nie rozpoczęto kontraktowania takiej terapii.

Placówki podstawowej opieki zdrowotnej nie przyjmują nowych pacjentów na terapie koordynowane i do programów lekowych. Oznacza to dla wielu osób pogorszenie stanu zdrowia, w tym nieodwracalne kalectwo. Z powodu niedoborów finansowych nie są  opłacane także świadczenia nielimitowane. To z kolei prowadzi do ograniczania liczby dostępnych wizyt i też wydłuża kolejki do lekarzy-specjalistów.

NFZ jest winny placówkom ochrony zdrowia duże kwoty za I półrocze 2024. Brakuje także około 5 miliardów złotych za nad-wykonania planowane w III kwartale tego roku. „Najbliższe miesiące i kolejny rok będą okresem, w którym należy się spodziewać ograniczenia w dostępności do świadczeń z racji braku gwarancji pokrycia kosztów ich realizacji w pełnej wartości” – głosi komunikat NFZ.

Z kolei raport pt. „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce, perspektywa 2025-2027”, przygotowany przez Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny PZH, Instytutu Finansów Publicznych i Federację Przedsiębiorców Polskich, twierdzi, że w 2025 roku potrzeba będzie o 27,4 mld zł więcej niż zaplanowano jako budżet NFZ.

Sędzia to ma klawe życie!

Źródło: https://niezalezna.pl/polska/sedzia-skazany-za-zlodziejstwo-ma-jubileusz-i-dostanie-gigantyczna-nagrode-a-jego-pensja-co-roku-wzrasta/527128

Sędzia z wyrokiem

Kilka faktów, które są powszechnie znane, a portal Niezalezna.pl wielokrotnie o nich pisał:

na początku 2017 r. sędzia Robert W. został złapany na gorącym uczynku przez ochroniarzy Media Markt, gdy kradł. Cążkami obcinał zabezpieczenia i wrzucał sprzęt elektroniczny do torby, a wychodząc nie zamierzał zapłacić;
– po uchyleniu immunitetu Robert W. został skazany za kradzież (kara pozbawienia wolności w zawieszeniu), a w styczniu 2021 r. wyrok został utrzymany w mocy. Czyli jest prawomocny;
– w marcu 2019 r. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego wprawdzie orzekła o wyrzuceniu Roberta W. z zawodu sędziego, ale po zaskarżeniu sprawa trafiła do Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN. Od kilku lat postępowanie dyscyplinarne w drugiej instancji tkwi w martwym punkcie;

– Robert W. jest zawieszony w czynnościach służbowych, a jego wynagrodzenie zostało obniżone o 50 procent.

Nie pracuje, ale zarabia

Podkreślmy – sędzia W. nie pracuje, a wręcz ma zakaz zajmowania się jakimikolwiek obowiązkami orzeczniczymi, ale co miesiąc pobiera wynagrodzenie. Wprawdzie obniżone o połowę, ale w przypadku sędziego Sądu Apelacyjnego i tak chodzi o pokaźną sumę. Już ta sytuacja bulwersuje, a to nie koniec.

„Robert W. cały czas formalnie jest sędzią, a więc podlega przepisom także dotyczącym zmiany wysokości wynagrodzenia. Ponieważ jest sędzią wysokiego szczebla, to wskaźnik jego dotyczący jest bardzo wysoki, a przez to podwyżka całkiem słuszna”

– tłumaczy Niezalezna.pl jeden z sędziów.  

Postanowiliśmy sprawdzić ile. Dlatego w ramach dostępu do informacji publicznej zwróciliśmy się z pytaniami do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, a odpowiedź prezesa Jacka Saramaga była bardzo precyzyjna. Równocześnie zawierała informacje, które chyba każdego zbulwersują.

Pensja – 11 tysięcy złotych

Okazało się, że chociażby w 2020 roku średnie miesięczne wynagrodzenie netto Roberta W. wynosiło 7 tysięcy 753 złote. To jednak dane już bardzo nieaktualne, bo przez minione lata kwota systematycznie rosła i obecnie jest znacznie wyższa.

Średnie wynagrodzenie netto za okres I- VIII.2024 roku wyniosło 11.061,47 zł. (jedenaście tysięcy sześćdziesiąt jeden złotych 47/100)”

– poinformował prezes Saramaga.

Czyli pensja sędziego prawomocnie skazanego za złodziejstwo znacząco wzrosła, choć on nie pracuje. To niewątpliwie przykład patologii w sądownictwie, na którą przyzwala prawo.

„Bo w każdych innym zawodzie zaufania publicznego osoba prawomocnie skazana wyrokiem karnym za przestępstwo umyślne, a kradzież w sklepie takim jest, natychmiast wyleciałaby na pysk. Tak byłoby w przypadku policjanta, strażaka, urzędnika, a nawet prokuratora, który przecież też jest chroniony immunitetem. Tylko sędziowie mogą liczyć na tak szczególne traktowanie”

– mówi poirytowany prawnik.

Jubileusz i sowita nagroda

To nie wszystko. Choć trudno uwierzyć, ale uzyskaliśmy jeszcze bardziej bulwersującą informację. W 2019 r. Robert W. obchodził 35-lecie pracy i z tego tytułu otrzymał nagrodę jubileuszową. To nie jest tajemnicą, ale…

ak łatwo policzyć, w tym roku będzie obchodził kolejną okrągłą rocznicę. Dlatego zapytaliśmy: „Czy w związku z tym sędzia W. otrzymał lub otrzyma w 2024 roku nagrodę jubileuszową z okazji 40-lecia służby? Jeśli tak – kiedy i w jakiej wysokości?”

Odpowiedź nie pozostawia wątpliwości. Za kilka dni stanie się to faktem!

„Na podstawie art. 92 § 3 pkt 5 i § 4 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. prawo o ustroju sądów powszechnych (tekst jednolity: Dz. U. z 2024, poz. 334) Sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu Robert W. (obecnie zawieszony w czynnościach służbowych) w dniu 24 września 2024 r. nabywa prawo do nagrody jubileuszowej za 40 lat pracy zawodowej

– przekazał nam prezes Jacek Saramaga.

I teraz uwaga. Nagroda dla Roberta W. z okazji jubileuszu będzie w wysokości 350 procent wynagrodzenia miesięcznego. Jak łatwo policzyć, to niemal 40 tysięcy złotych. Zarządzenie w sprawie wypłaty „gratyfikacji jubileuszowej” prezes SA we Wrocławiu podjął 9 września.

„W zakresie pytania dotyczącego wysokości nagrody jubileuszowej, jaką ma otrzymać sędzia Robert W., informuję, że w dniu 24 września 2024 roku sędzia nabywa uprawnienia do otrzymania nagrody jubileuszowej i dopiero z tym dniem nastąpi jej naliczenie. Z tego też względu informacja w tym zakresie zostanie Panu przekazana niezwłocznie po naliczeniu kwoty netto do wypłaty nagrody jubileuszowej”

– zapewnił prezes Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

Gdy wybucha pager

Gdy wybucha pager

Pewne młode państwo położone w Palestynie, zleciło swoim służbom specjalnym zaopatrzenie przeciwników w Libanie w tysiące pagerów. Dlaczego właśnie pagerów?

Wiedeń 19.09.2024 r.

To brzmi jak bajka. Dawno, dawno temu… w czasach przed-samrtfonowych, czyli w latach 90. XX wieku powszechne były w użyciu tzw. pagery.

Także i ja używałem takiego urządzenia. Nosiło się go za paskiem w spodniach i gdy wibrował oraz zapiszczał, na wyświetlaczu można było odczytać numer telefonu, pod który miałem oddzwonić. Szukałem najbliższej budki telefonicznej – dzisiaj to także archaizm – i oddzwaniałem do niecierpliwego szefa lub kolegi. Aby taki pager otrzymał zawiadomienie z numerem telefonu, wystarczyło zadzwonić pod numer operatora. Taka forma niewolnictwa zastąpiona w dzisiejszych czasach przez smartfony była wtedy powszechnie stosowana.

Pewne młode państwo położone w Palestynie, zleciło swoim służbom specjalnym zaopatrzenie przeciwników w Libanie w tysiące pagerów. Dlaczego właśnie pagerów? W dzisiejszych czasach używa się takie urządzenia do dwukierunkowej komunikacji na podobieństwo walkie-talkie. Panuje powszechne błędne przekonanie, że komunikacja niepodłączonym do żadnej sieci pagerem jest bardziej bezpieczna niż smartfonem. Jednak nie miłość do bliźniego była przyczyną tego „podarunku”. Pagery zostały dodatkowo wzbogacone środkiem wybuchowym PETN, który można w dowolnym momencie zdetonować.

Źródło.

We wtorek dokonano aktu terroru. Setki tych pagerów wybuchło na skutek sygnału wysłanego w tym właśnie celu. Można o tym przeczytać na austriackiej platformie tkp.at w artykule: Pagerowy terror w Libanie – urządzenia w Europie wypełnione materiałami wybuchowymi.Źródło.

Mówi się, że w Europie około 5000 pagerów tajwańskiej firmy Gold Apollo zostało wypełnionych 20 gramami materiału wybuchowego PETN. Według Sky News klientem były tajne służby Mossadu. Według sygnalisty amerykańskiej NSA, Edwarda Snowdena, jest to akt terroryzmu, który wywołałby masowy protest zachodnich mediów w innych miastach na całym świecie.

Protestów jakoś nie było.

 Na targu… 

Źródło: Telegram 17.09.2024 16:26.

W mieszkaniu, w samochodzie, na ulicy, a także prawdopodobnie w samolocie, wybuchły jednocześnie setki urządzeń elektronicznych. Dotychczas zanotowano 11 ofiar śmiertelnych.

W związku z podejrzeniem skoordynowanych eksplozji setek pagerów radiowych w Libanie linie lotnicze Lufthansa i Air France wstrzymują loty do Izraela co najmniej do czwartku. Źródło.

Czego można oczekiwać od państwa, dążącego do barbarzyńskiego wyniszczenie narodu palestyńskiego? Naturalnie, że każdy kraj ma prawo się bronić przed atakami. Problem jest jednak w tym, że rok temu 7 października Izrael był motorem ataku Hamasu na własny kraj. Nie tylko umożliwił ten atak, ale przy pomocy Mossadu wspomógł go na wielu płaszczyznach. Więcej, armia izraelska czynnie uczestniczyła w tym ataku. Jeśli ktoś w to nie wierzy, niech obejrzy film opublikowany przez izraelską platformę ynetnews.com, pokazujący jak helikoptery tego państwa 7 października 2023 r. strzelały do cywilów we własnym kraju.

Autor artykułu Marek Wójcik
Opublikowano 19.09.2024 r. na world-scam.com

„Nie zjednoczyli się” czyli gdzie zawiodła „pandemia”

„Nie zjednoczyli się” czyli gdzie zawiodła „pandemia”

AlterCabrio , 19 września 2024 ekspedyt/gdzie-zawiodla-pandemia

To jest coś, o czym nie słyszymy zbyt często. Covid miał nas „zjednoczyć”, ale to się nie udało. W partyjnym języku tego gościa pandemia „rozdzieliła nas” – przez co ma on na myśli, że w pewnym momencie niespodziewanie duża liczba ludzi przestała ślepo słuchać i zaczęła myśleć samodzielnie.

−∗−

Opracowanie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Magazyn „Atlantic” przyznaje, że „pandemia” NIE zdołała wyprać ludziom mózgów, by „się zjednoczyli”

Ten artykuł w Atlantic autorstwa tuby establishmentu, Dyrektora Narodowych Instytutów Zdrowia, Francisa S. Collinsa, powinien nas zainteresować.

Nie ze względu na jego całkowicie przewidywalne i łatwe do obalenia próby manipulacji na temat tego, jak „naprawdę” wyglądały pierwsze dni „covidu” (terror! zgony! szpitale jak strefy wojenne! ach, ta ludzkość!).

Nie, to co czyni go interesującym to pytanie zawarte w tytule –

«Dlaczego stawianie czoła wspólnemu wrogowi nie zjednoczyło nas?»

To szanowana mainstreamowa tuba autorytet w establishmentowym czasopiśmie, dokonujący dwóch ważnych stwierdzeń.

1 – że „covid” miał nas zjednoczyć

2 – że nie udało się tego zrobić.

Pierwsze jest oczywiste – według jego własnych słów „covid” miał „zjednoczyć nas” – być wielkim globalnym(-istycznym) momentem kumbaya. Miał być impulsem dla ludzkości, by odłożyła na bok swoje różnice w obliczu przerażającego „wspólnego wroga”.

Tak, oczekiwano od nas wołania jednym głosem – pozamykamy się! Tak, będziemy nosić maski na twarzach! Tak, będziemy wstrzykiwać sobie nieprzetestowane substancje eksperymentalne i znosić puste sklepy spożywcze i inwazyjne testy, kody QR i wymuszone interwencje medyczne – aby uchronić nas wszystkich przed czymś o wiele, wiele gorszym!

To samo w sobie nie jest oczywiście niczym nowym. Wszystko już wcześniej na to wskazywało, że to właśnie w tym kierunku miało zmierzać. Czy ktoś pamięta, jak były premier Gordon Brown w marcu 2020r. ujawnił to DUŻO za wcześnie i powiedział ludziom, że „covid” w sposób niewytłumaczalny wymaga globalnego rządu, aby sobie z nim poradzić? (podkreślenie nasze)

«Gordon Brown wezwał światowych przywódców do utworzenia tymczasowej formy globalnego rządu w celu rozwiązania podwójnego kryzysu: medycznego i gospodarczego, wywołanego przez pandemię covid-19.

Były premier Partii Pracy, który znalazł się w centrum międzynarodowych wysiłków na rzecz opanowania skutków kryzysu bankowego w 2008r., stwierdził, że istnieje potrzeba powołania grupy zadaniowej z udziałem światowych przywódców, ekspertów w dziedzinie zdrowia i szefów organizacji międzynarodowych, która miałaby uprawnienia wykonawcze do koordynowania działań.

„To nie jest coś, z czym można sobie poradzić w jednym kraju” – powiedział. „Musi być skoordynowana globalna reakcja”.»

Oj tam, trochę się zdradził, to prawda. Możemy być pewni, że dostał po tym telefon, a głos powiedział „za wcześnie Gordon, za wcześnie!”.

Nieco ostrożniej, w tym samym miesiącu, Niemiecki Instytut Rozwoju [GDI] zauważył…

«Koronawirus jako szansa na międzynarodową współpracę»

Brookings zgodził się z GDI i poszerzył dyskusję o nasz stary dobry temat „zmian klimatu”, argumentując, że „globalna współpraca” jest niezbędna do rozwiązania obu tych problemów.

W lipcu 2020r. Sekretarz Generalny ONZ Guterress w swoim dorocznym wykładzie powiedział światu (podkreślenie nasze)…

«Covid-19 to tragedia ludzkości. Ale stworzył też szansę pokoleniową.»

No, coś takiego…

«Szansa na odbudowę bardziej równego i zrównoważonego świata.

Reakcja na pandemię i poprzedzające ją powszechne niezadowolenie musi opierać się na Nowej Umowie Społecznej i Nowym Globalnym Ładzie, które stworzą równe szanse dla wszystkich i będą respektować prawa i wolności wszystkich.

To jedyny sposób, w jaki zrealizujemy cele Agendy na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030, Porozumienia Paryskiego i Agendy działań z Addis Abeby – porozumień, które odnoszą się właśnie do zaniedbań ujawnionych i wykorzystywanych przez pandemię.»

We wrześniu 2020r. premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson został wybrany na rzecznika podobnego apelu o „globalną jedność” jako jedyną drogę naprzód.

Również we wrześniu tego roku ONZ (ponownie) przyłączyła się do chóru, opowiadając się za „wielostronną współpracą” w celu poradzenia sobie z tą wyniszczającą plagą całkowicie niepozornej sezonowej choroby przypominającej grypę (podkreślenie nasze)…

«Pandemia covid‑19 była testem, pokazującym, że współpraca wielostronna jest kluczem do przezwyciężenia globalnych wyzwań, powiedział dziś Przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego na zakończenie bezprecedensowej debaty siedemdziesiątej piątej sesji… Przewodniczący Zgromadzenia Volkan Bozkir (Turcja) powiedział, że Państwa Członkowskie wyraziły swoje zdecydowane poparcie dla multilateralizmu, mimo że po raz pierwszy w historii Organizacji Narodów Zjednoczonych globalni przywódcy nie mogli fizycznie uczestniczyć w debacie ogólnej w Siedzibie Głównej z powodu ograniczeń związanych z covid‑19. Zaiste, fakt, że przywódcy zdecydowali się przemawiać przed Zgromadzeniem Ogólnym, odzwierciedla rolę tego światowego organu, powiedział, a zdecydowana większość potwierdziła, że ​​multilateralizm jest najskuteczniejszym systemem radzenia sobie z globalnymi zagrożeniami.»

Nawet Chiny i Rosja – choć wciąż będąc narażonymi na agresję Zachodu – w 100% dołączyły do „globalnego pociągu współpracy” w sprawie covid-19.

Jak wiemy, kłamstwo pandemiczne zaczęło się w Wuhan od fałszywych twierdzeń o „nowym typie zapalenia płuc” i towarzyszących im fałszywych poszukiwań „przyczyny”. W rzeczywistości nie było nic niezwykłego w przypadkach zapalenia płuc, było to po prostu kłamstwo założycielskie, aby podać powód, dla którego poszukiwano „nowego wirusa” – i oczywiście „znaleziono” go w rekordowym czasie. W ten sposób utorowano drogę dla wszystkiego, co nastąpiło później.

W marcu 2020 roku odbyło się seminarium internetowe pt. „Współczesne Chiny i Świat: Międzynarodowy Instytut Analiz i Zwalczania covid-19”.

I zgadnijcie, co ono propagowało (podkreślenie nasze)…

«Zauważając, że covid-19 stał się najpilniejszym wyzwaniem, przed którym stoi społeczność międzynarodowa, Du wezwał ośrodki analityczne by zaapelowały do wszystkich krajów o odłożenie na bok różnic, budowanie konsensusu, zacieśnienie współpracy i pomaganie sobie nawzajem.»

Rosja, jak wszyscy niestety widzieliśmy, była entuzjastycznym propagatorem kłamstwa na temat covid-19 i tak bardzo zależało jej na „globalnej współpracy” jako lekarstwie, że w 2021r. Putin nadal uważał ją za ważniejszą niż ożywienie gospodarcze Rosji (podkreślenie nasze)…

«PETERSBURG, 4 czerwca (Xinhua) — Prezydent Rosji Władimir Putin podkreślił w piątek potrzebę połączenia wysiłków na całym świecie w walce z pandemią koronawirusa.

Świat nie otrząsnął się jeszcze z trudności i ograniczeń spowodowanych przez covid-19, a skuteczne rezultaty można osiągnąć tylko poprzez współpracę – powiedział Putin na spotkaniu za pośrednictwem łącza wideo z przedstawicielami światowych agencji informacyjnych.

„Jeśli źródła zakażeń covid-19 pozostaną gdzieś na świecie, mogą ponownie wywołać globalne rozprzestrzenianie się” – powiedział na spotkaniu na marginesie XXIV Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu.

Rosyjski przywódca uważa, że ​​korzyści ekonomiczne nie powinny być w tym momencie priorytetem

„Musimy nadać priorytet kwestiom humanitarnym oraz walce o zdrowie i życie ludzi” – powiedział Putin.»

Tak więc plan działania był od początku dość jasny. Fałszywa pandemia miała być kolejnym „wydarzeniem katalizującym”, które miało nas wprowadzić w nową erę, tym razem nie wiecznej wojny, ale „wielostronnej współpracy”, nowego typu „globalnego zarządzania”, zjednoczonego przez nowe globalne (globalistyczne) ustawodawstwo zapobiegające pandemii, które przekształciłoby państwa narodowe w zwykłe władze regionalne, ostatecznie odpowiedzialne we wszystkim przed nową centralną globalną (globalistyczną) administracją (ONZ i jej filie).

W tym zakresie artykuł w „The Atlantic” jest tylko kolejnym potwierdzeniem tego zamiaru.

Tym, co czyni ten artykuł jeszcze bardziej godnym uwagi, jest przyznanie, iż to, czego wszyscy się spodziewali, nie wydarzyło się.

Oto jak ujmuje to nasz dziennikarz z Atlantic…

«Musimy pilnie wyciągnąć wnioski z tego, co się tu wydarzyło. Najgorsza pandemia od ponad wieku, napędzana przez niebezpieczny i wysoce zaraźliwy wirus SARS-CoV-2, powinna była nas pobudzić i zjednoczyć. Covid był prawdziwym wrogiem. Ale zamiast tego pandemia nas rozdzieliła.»

Zignorujmy nieuniknione, bezczelne kłamstwo, że „SARS-Cov-2” jest „niebezpieczny” (nawet ich własne oficjalne dane mówią, że „nie jest” bardziej niebezpieczny niż grypa) — spójrzmy, co on w tym miejscu przyznaje.

„Pandemia” „powinna nas pobudzić i zjednoczyć” – ale tak się nie stało.

To jest coś, o czym nie słyszymy zbyt często. Covid miał nas „zjednoczyć”, ale to się nie udało. W partyjnym języku tego gościa pandemia „rozdzieliła nas” – przez co ma on na myśli, że w pewnym momencie niespodziewanie duża liczba ludzi przestała ślepo słuchać i zaczęła myśleć samodzielnie.

Czego najwyraźniej nie przewidywano i nie planowano.

Ludzie zaczęli odmawiać szczepionek. Zaczęli ignorować lockdowny.

Pamiętacie to? Opór przeciwko szczepionkom. Zgromadzenia w parku? Sprawy sądowe? Zwykłych ludzi, którzy naprawdę trzymali się za ręce i wspierali nawzajem w ignorowaniu nakazów? A przymusowe uwięzienia?

Pamiętacie kierowców ciężarówek?

Przypomnijcie sobie, jak ludzie, o ironio, „zjednoczyli się”, przeciwko „wspólnemu wrogowi” – ​​tyle że nie temu, którego mieli na myśli Francis i jego kolesie.

Czy wszyscy pamiętamy te wydarzenia?

Ponieważ oczywiste jest, że menedżerowie narracji pamiętają – i my chyba również powinniśmy.

To wyraźnie zniechęciło takich jak Francis z Atlantic, którzy po prostu nie mogą pojąć, dlaczego „50 milionów Amerykanów” (potencjalnie ostrożne szacunki) odmówiło przyjęcia szczepionki. Oczywiście ten [ta tuba dezinformacyjna] szanowany organ rządowy przedstawia to jako coś tragicznego i w sposób nieuchronny wyrzuca z siebie kolejne stare kłamstwa statystyczne o „zgonach z powodu covid”, co można uznać za bezsensowne. Ale nie przykryje to źródła ich obaw, które brzmi po prostu – „dlaczego, ach, dlaczego nasza narracja zawiodła?”

To ważne odkrycie, na którym wszyscy powinniśmy się skupić. Ponieważ – tak sugeruję – to właśnie ta „porażka” doprowadziła nas do miejsca, w którym jesteśmy teraz.

Projekt „globalnej jedności” nie zadziałał zgodnie z oczekiwaniami. W rzeczywistości już w 2021r. rozpadał się z powodu niespójności narracyjnych i prostego oporu oddolnego na poziomie, którego nie uwzględniono.

W związku z tym konieczne było – w krótkim czasie – zastąpienie go czymś innym.

Czymś innym, co –

szybko powstrzymałoby rosnący opór

odwróciło uwagę od tonącego wraku projektu jedności

pozwoliło na kontynuację globalistycznej agendy, ale w nieco wolniejszym tempie i inną drogą, być może wieloma drogami, co pozwoliłoby na nowo oszukać ludzi i zmusić ich do jej zaakceptowania

Co naszym zdaniem mogłoby być tym „czymś innym”?

Jakie pojawiły się nowe narracje, dzięki którym udało się – co imponujące – spełnić niektóre lub wszystkie z powyższych celów?

Jest ich tak wiele, że nie sposób wybrać.

Czy wystarczająco dużo osób jest świadomych, że chociaż „covid” niechętnie odłożono na dalszy plan, agenda, którą miał promować, jest nadal wdrażana kawałek po kawałku, pod różnymi sztandarami, z różnych rzekomych „powodów”?

Odpowiadajcie krótko.

______________

Atlantic mag admits “pandemic” FAILED to brainwash people into “unifying”, Catte Black, Sep 18, 2024

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

3 komentarze

  1. AlterCabrio
  2. COVID-19 był testem odpowiedzialności społecznej – miliardy obywateli na całym świecie zaakceptowały ogromną liczbę niewyobrażalnych ograniczeń na rzecz zdrowia publicznego. Na całym świecie odnotowano liczne przykłady utrzymywania dystansu społecznego, noszenia masek, masowych szczepień i akceptacji aplikacji do śledzenia kontaktów w celu zapewnienia zdrowia publicznego, co wykazało trzon indywidualnej odpowiedzialności społecznej.»Testowali nas. O to właśnie chodziło w Covidzie. Chcieli zobaczyć, jak wielu z nas zrezygnuje z indywidualnej wolności i niezależności, stosując się do „nowej normalności”, która składała się z ograniczeń graniczących z absurdem. Dlaczego, na przykład, „bezpieczne” było robienie zakupów w Lowe’s lub Home Depot, ale niebezpieczne było robienie zakupów w małych firmach lub uczęszczanie do kościoła? Dlaczego w Michigan można było chodzić do klubów ze striptizem, ale nie można było kupić nasion ogrodowych?WEF o Covidzie: “To był test posłuszeństwa wobec nadchodzącego Nowego Porządku Świata”

Obłudnik Owsik pomaga na pokaz – Świadectwo z powodzi 1997 roku

Źródło https://toyah1.blogspot.com/2024/09/x-rafa-krakowiak-swiadectwo.html?m=1

x. Rafał Krakowiak – Świadecwo

W związku z aktualnymi tragicznymi zdarzeniami, jakie spadły na naszą Polskę, ogarniają nas najróżniejsze refleksje oraz wspomnienia, sięgające niekiedy aż do roku 1997, a zatem do czasu gdy te same tereny kraju, ze szczególnym wyróżnieniekm miasta Wrocław, zaatakował podobny żywioł. Powiem szczerze, że nie planowałem ani poświęcać czasu na komentowanie dzisiejszych wypadków, ani tym bardziej na przywoływanie dawnych wspomnień, ale oto dziś, zanim jeszcze położyłem się do łóżka, dotarła do mnie wiadomość, że już jutro, w związku z Powodzią, odbędzie się wspólna konferencja prasowa niesławnego premiera Tuska i niemal podobnie niesławnego Jerzego Owsiaka. A w tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak przypomnieć świadectwo, jakie na tym blogu jeszcze w roku 2011 pozostawił jego samozwańczy duszpasterz ksiądz Rafał Krakowiak, dziś proboszcz w wiosce Ludomy w Wielkopolsce, a przez całe lata nasz wierny przyjaciel. Posłuchajmy po raz kolejny. Jerzy Owsiak kojarzy mi się nieodmiennie z jednym wydarzeniem, które w sposób decydujący wpłynęło na sposób, w jaki go postrzegam. Otóż w czasie wielkiej powodzi 1997 roku, w parafii w której pracowałem, zorganizowaliśmy zbiórkę artykułów pierwszej potrzeby dla powodzian. Z Kurii otrzymaliśmy adres jednej z parafii pod Opolem i postanowiliśmy ciężarówką mojego znajomego zawieźć zebrane dary do potrzebujących. I wtedy pojawił się pewien problem. Nie mogliśmy w żaden sposób skontaktować się z tamtejszym proboszczem, a jazda w ciemno nam się nie uśmiechała. Nasi kurialiści zapewniali jednak, że nie ma się czym przejmować – adres został przesłany z Kurii opolskiej i nawet jeśli przyjedziemy niezapowiedziani, zostaniemy przywitani serdecznie. Oczywiście, to czy doznamy tam jakichś serdeczności, czy też nie, nie było moim zmartwieniem. Problemem była tylko i wyłącznie kwestia dojazdu. Chcieliśmy wiedzieć, czy przy wciąż wysokim poziomie wody w Odrze, zalanych bądź podmytych drogach i zagrożonych mostach, w ogóle jest możliwe do owych powodzian dotrzeć. Tak czy inaczej pojechaliśmy, i po licznych przygodach i jeszcze liczniejszych objazdach, dotarliśmy na miejsce. Owa wieś wyglądała strasznie. To niesamowite, co rozszalała woda może nawyczyniać. Do dzisiaj śnią mi się niektóre widoki. Podjechaliśmy pod widoczny już z daleka kościół. Stała tam grupka ludzi, od której na nasz widok odłączył się jakiś mężczyzna, energicznie otworzył drzwi naszej ciężarówki i zaczął na nas wrzeszczeć. Prawdę powiedziawszy, rzucał najgorszym mięsem, przy czym najbardziej dobitnie brzmiało słowo „wypierdalać!”. Ponieważ nosił na sobie kapłańską koszulę, domyśliłem się, że jest to ów miejscowy proboszcz, który według poznańskich kurialistów, miał nas bardzo serdecznie przywitać. No i przywitał… Po chwili jednak okazało się, że zaszło przykre nieporozumienie, a jego przyczyną okazał się być sam Jerzy Owsiak. Otóż owa podopolska wioska w czasie powodzi została praktycznie odcięta od świata, i bardzo szybko zaczęło ludziom brakować wody pitnej, żywności, suchych ubrań, leków itd. W ogólnym bałaganie i przy permanentnej niemożności miejscowych władz, proboszcz okazał się jedynym człowiekiem, który potrafił powodzian skrzyknąć, zorganizować ich i w ogóle zacząć działać, tak by w tej trudnej sytuacji ratować co się da i pomóc zwłaszcza tym, którzy z racji wieku, albo choroby mieli najtrudniej. To był naprawdę dzielny ksiądz, choć, jak widzimy, trochę choleryczny. Kiedy woda trochę opadła, pojawiła się możliwość wspomożenia tej wsi transportami podobnymi do naszego. Jako jedne z pierwszych pojawiły się bodajże trzy ciężarówki od Jerzego Owsiaka. To znaczy pojawiły się kilka kilometrów od celu, jeszcze przy wjeździe na most ma Odrze… i się zatrzymały. Tymczasem, kiedy proboszcz dowiedział się, że wspomniane ciężarówki jadą właśnie do niego, zwołał ludzi do wyładunku, czeka, a tu nic – ani widu, ani słychu. Ciężarówki jak stały za Odrą, tak stoją. Zepsuły się? Nie wiadomo. Ludzie czekali najpierw całą noc, potem cały dzień. W końcu proboszcz, jako że samochody zalało i były nie do użytku, wsiadł na rower i pojechał na drugi brzeg. I tam oto grzecznie mu wyjaśniono, że ponieważ pan Owsiak życzy sobie, żeby wjazd transportu do wsi i rozdzielanie darów rejestrowała ekipa telewizyjna, musi uzbroić się w cierpliwość, bo tak się niefortunnie złożyło, że owa ekipa najwcześniej może przyjechać jutro, a kto wie, czy nie dopiero za dwa dni.Proboszcz oczywiście zasugerował, by machnąć ręką na telewizję i jak najszybciej przyjeżdżać, bo powodzianie bardzo potrzebują pomocy. Wtedy to jeden z członków owego transportu, w obecności księdza, zadzwonił z komórki do Owsiaka, przedstawił sytuację i spytał co robić. Po chwili rozłączył się i powiedział, że szefowi bardzo jednak na telewizji zależy, a więc jednak trzeba będzie te parę dni jeszcze poczekać. Proboszcz na takie dictum zdenerwował się okrutnie, nawkładał tym ludziom – z Jerzym Owsiakiem na czele – od bezdusznych chamów, i kazał im, jak już zostało wspomniane, „wypierdalać”. Przy okazji też zapowiedział, że jeśli którakolwiek z panaowsiakowych ciężarówek wjedzie do jego wsi, to on i jego parafianie własnoręcznie te ciężarówki, wraz z tym co się na nich znajduje, spalą. No i to właśnie następnego dnia, tak się złożyło, że do owej wioski wjechała nasza ciężarówka, a ksiądz proboszcz – biorąc nas za ludzi z ekipy Jerzego Owsiaka – zareagował jak zareagował. Wydarzenie to przypomina mi się zawsze wtedy, gdy widzę Jerzego Owsiaka, lub gdy ktoś zastanawia się, co z nim jest nie tak, skoro właściwie wszystko wydaje się być super. I przychodzą mi wtedy na myśl słowa Chrystusa: „Kiedy dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.” (Mt 6,2-4)

I na koniec zdanie prawosławnego teologa, diakona Andrieja Kurajewa*: „Zło może podejmować nawet pożyteczne działania, nie zmieniając swojej własnej natury. Na przykład czyniąc to w taki sposób, że pomagając ludziom pod jednym względem, pod innym względem będzie się umacniało ich sojusz ze złem w innych dziedzinach życia – choćby przez rozpalanie próżności ofiarodawców”.* Cytat z „Frondy”. Diakon Kurajew pisze tam o Apokalipsie św. Jana Apostoła. Temat mnie zainteresował, ponieważ swego czasu prowadziłem rekolekcje, których zagadnieniem była właśnie Apokalipsa z jej „błyskawicami, głosami, gromami, wielkimi trzęsieniami ziemi i krwią tryskającą aż po wędzidła koni” – i było to coś (przynajmniej dla rekolekcjonisty) wspaniałego. Kurajew, choć schizmatyk, bardzo dorzecznie – a przy tym ortodoksyjnie – sprawę przedstawia, i jak sądzę, jego przemyślenia mogą być całkiem niezłym komentarzem, do niektórych z naszych notek. Powód dla którego dziś tu się ukazało powyższe wspomnienie wydaje się oczywisty. Wspólna konferencja prasowa Donalda Tuska i Jerzego Owsiaka, w dzisiejszej sytuacji, to nie w kij dmuchał. Ja jednak mam tu pewien dodatkowy powód, by po raz kolejny tę historię opowiedzieć. Otóż ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdyby powyższe świadectwo za tym blogiem zacytowały wszystkie ogólnopolskie media – co ja mówię, wszystkie, wystarczyłyby nasze tzw. prawicowe, wystarczyłby choćby sam mistrz Sakiewicz– zarówno po Owsiaku, jak i w dalszej perspektywie i Donaldzie Tusku, nie pozostałoby nawet wspomnienie. Wystarczyłoby, żeby paru polityków Prawa i Sprawiedliwości zwołało jutro równoległą konferencję prasową i opowiedziało, jak się w roku 1997 zachował nie kto inny jak nasz Juras, żeby ów szkodnik zniknął ze sceny. A wraz z nim wszyscy inni. Niestety tak się nie stanie. Jeden powód jest taki, że te moje komentarze nie mają absolutnie żadnego znaczenia, a drugie, że ci, którzy o ich istnieniu, podobnie jak o tym blogu, świetnie wiedzą i jedno i drugie od lat uważnie śledzą, staną na głowie, by nikt i nic nie zakłóciły im dotychczasowego komfortu. Nawet kosztem dobra powszechnego. I to jest prawdziwa rozpacz. Nie ta powódź. To.