KONNA ARMIA BUDIONNEGO – nauki dla nas po stu latach.

[piszę o tym po stu latach, ale to nie „wspominki historyczne”, gdyż nasza sytuacja jest w 2017 (jak i w 2024)dramatyczna, na tamtych zmaganiach należy się wzorować. MD]

Z książki płk. Franciszka Arciszewskiego „CUD NAD WISŁĄ, rozważania żołnierza”, Wyd. ANTYK, 2017, wg Veritas, Londyn, 1957]

[Zauważmy, że tak odważna analiza została opublikowana dopiero prawie cztery dziesięciolecia po BITWIE, gdy już tak marsz. Piłsudski, jak i gen. Sikorski byli na sądzie Bożym. O sądzie nad STALINEM ledwo wspominam. . MD]

Narzekanie pobitych wodzów na spóźnienie się jakiegoś oddziału wojskowego do bitwy jest zjawiskiem w historii wojennej dość częstym, i nie ma w tym nic dziwnego, że i Tuchaczewski chwyta się tej obrony, wskazując na opóźnienie się armii konnej Budiennego i 12-ej armii bolszewickiej do bitwy warszawskiej. Zadziwiająca jest raczej bezradność wyższych władz bolszewickich, zazwyczaj bardzo radykalnych, wobec ośmiodniowej niesubordynacji podwładnego dowódcy armii.

A może to nie tylko Budiennego była wina? Budienny i jego konna armia kozacka zasłużyli się bolszewikom głównie w walkach domowych, a zwłaszcza w likwidowaniu armii Denikina. Ich zupełnie swoiste metody pacyfikacji opozycyjnych okręgów w Kazachstanie, Gruzji etc., wyrzynanie całej ludności – dziesiątek i setek tysięcy, łącznie z kobietami i dziećmi – a także bestialskie postępowanie z jeńcami wojsk Denikina, stały się postrachem dla całej Rosji i rozbestwiały kozaków coraz. bardziej.

A gdy oddziały tej armii morderców pojawiły się w 1920 r. na Podolu i Wołyniu, zasłynęły szybko i u nas ze swego okrucieństwa. Ich konie stepowe były przeważnie nędzne, ale niezmiernie wytrzymałe na wszelki niedostatek, Większość miała częściowe umundurowanie kozaków carskich uzupełnione dowo1nie. Niektórzy mieli płaszcze, kurtki lub spodnie zdarte z jeńców polskich, albo części garderoby cywilnej, zrabowane w ostatniej miejscowości. Na głowie nosili bądź czapy futrzane z kolorowym dnem zwieszającym na bok, albo hełmy francuskie. Mieli szablę rosyjską, karabinek przewieszony przez plecy i ładownice najróżnorodniejsze. Każdy szwadron posiadał po kilka ciężkich karabinów maszynowych na tzw. ta- czankach, tj. lekkich, zwrotnych wózkach lub bryczkach, zaprzęgniętych w parę mocnych koni. Obsługa karabinu maszynowego siedziała na taczance, a często też strzelała z niej. Artyleria konna, której każda dywizja jazdy miała po dywizjonie, miała 3-calowe polówki rosyjskie. Obsługa tych armat musiała składać się z wytrawnych konnych artylerzystów byłej armii carskiej, bo manewrowała i strzelała z wielką precyzją. W czasie ofensywy przeciw Polsce armia konna, Budiennego i III korpus konny Gaja odgrywały przodującą rolę operacyjną. Przebiwszy się raz przez frontowe oddziały polskie parły potem – w tej wojnie małych sił na wielkich przestrzeniach – niepowstrzymanie naprzód i na tyły naszych wojsk i powodowały załamywanie się jednej polskiej pozycji po drugiej. Na oddziały piechoty lub artylerii w szyku bojowym nacierały tylko w razie konieczności, trzymając się raczej taktyki wilków atakujących jednostki odosobnione lub wyczerpane pościgiem. Najchętniej wyżywały się w niszczeniu taborów i urządzeń etapowych, gorzej uzbrojonych i zaskoczonych, siejąc tam panikę i rozprzężenie. Ale i nasze wojska liniowe ulegały w czasie odwrotu, a zwłaszcza tabory bojowe w kolumnie marszowej, łatwemu zdenerwowaniu na widok ławy kozaków, zbliżającej się z boku.

Pod względem okrucieństwa oddziały korpusu konnego Gaja nie różniły się od kozaków armii Budiennego. Dnia 22 sierpnia na przykład wymordowały one pod Szydłowem przeszło 200 rozbrojonych jeńców z 49 pułku. piechoty tylko dlatego, że w gwałtownym. swoim odwrocie nie mogły uprowadzić ich z sobą. Komunikat wojenny polskiego naczelnego dowództwa z 23 sierpnia 1920 r. wspomina o tej masowej zbrodni wojennej i o represjach przez nas zastosowanych. Następnego dnia, pod Chorzelami, wymordowali znów jeńców z brygady syberyjskiej. O tej zbrodni wspomina generał Żeligowski słowami: „Widok pola walki robił przykre wrażenie. Leżała na nim wielka ilość trupów. Byli to, w ogromnej większości nasi żołnierze, ale nie tyle ranni i zabici w czasie walk, ile pozabijani po walce. Całe długie szeregi trupów, w bieliźnie tylko i bez butów, leżały wzdłuż płotów i w pobliskich krzakach. Byli pokłuci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze i powykłuwane oczy.”

Toteż wpływu demoralizującego, a także siły bojowej, armii Budiennego i korpusu Gaja chana nie można było lekceważyć, jak to początkowo czynili niektórzy dowódcy polscy. Gdyby armia konna Budiennego, zaraz po boju pod Równem, 8 lipca 1920 r. poszła z Łucka wprost na Brześć nad Bugiem, na tyły naszych wojsk, cofających się znad Auty i Berezyny (a w drodze do Brześcia nie spotkałaby żadnych większych oddziałów polskich), byłaby może cała wojna polsko-bolszewicka wzięła inny obrót.

Ale Budienny otrzymał rozkazy kierujące go na Lwów, Rawę Ruska, Sieniawę nad Sanem i Przemyśl. Były też pewne zamiary polityczne bolszewików w kierunku Dniestru i Rumunii. Nawet jeszcze w początku sierpnia 1920 r., .po boju pod Brodami, gdy polski wódz naczelny wyciągał siły z Małopolski Wschodniej i Wołynia do obrony Warszawy i dla utworzenia grupy przeciw-uderzeniowej nad Wieprzem, była dla armii Budiennego – co prawda już lekko nadbitej – okazja do uderzenia w kierunku Lublina i pokrzyżowania planu przeciwnatarcia polskiego. Tym razem jednak już nie jakieś wielkie plany polityki sowieckiej, ale najzwyklejsza, żadnymi zwyczajami wojskowymi nie usprawiedliwiona niesubordynacja Jegorowa (i Stalina) w stosunku do swego naczelnego wodza uratowała nas od poważnego zakłócenia planu bitwy warszawskiej. Tuchaczewski tłumaczy się w sposób następujący: „Lewe skrzydło, to jest ugrupowanie frontu południowo-wschodniego, cały czas niepokoiło front zachodni. Oczekując co chwila oddania armii konnej do rozporządzenia frontu zachodniego i nawiązania z nią łączności, projektowano stworzenie silnego ośrodka, w kierunku Lublina, przez skoncentrowanie tam sił głównych armij l2-ej i l-ej konnej… Było oczywiste, że na podstawie zwycięstwa częściowego, na podstawie rozgromienia naprzód jednego z odcinków frontu polskiego, można było wygrać bitwę rozstrzygająca.”

I dalej: „Naczelne dowództwo biorąc pod uwagę konieczność utrwalenia lewego skrzydła frontu zachodniego, daje 11 sierpnia o godz. 3 frontowi południowo-zachodniemu dyrektywę o niezbędności zmiany ugrupowania i wysłania bez najmniejszej zwłoki armii konnej w kierunku Zamość – Hrubieszów. Obliczenie czasu i przestrzeni wykazuje, że to wskazanie naczelnego dowództwa mogło być bezwarunkowo wykonane przed przejściem polskiego ugrupowania południowego do natarcia. Gdyby nawet wykonanie opóźniło się nieco, to oddziały polskie, które przeszły do natarcia, byłyby postawione wobec nieuniknionego zupełnie pogromu, bo tyły ich otrzymałyby uderzenie naszej zwycięskiej armii konnej. Jednakże wobec położenia, wynikłego w Galicji, gdzie kolejne ugrupowania, przeprowadzone do tej pory, kierowane były ku Lwowu, wykonanie tego wskazania zostało zatrzymane. 12 sierpnia głównodowodzący w rozmowie hughesowej [proto- dalekopis md] zaznacza, że ta zwłoka w wykonaniu jego dyrektyw jest dla niego niezrozumiała i potwierdza swoją dyrektywę.

Kiedy wreszcie przystąpiono do wykonania, było już prawie poniewczasie. Ale, najgorsze, nasza zwycięska armia konna wplątała się w owych dniach w zacięte walki_ 0 Lwów, tracąc bezpłod- nie czas i siły na jego Umocnionych pozycjach W walce z piechota. jazdą i potężnymi eskadrami lotniczymi. Walki całkowicie pochłonęły armię konna, która do wykonania przegrupowania wzięła się tak późno, że nic pożytecznego W kierunku Lublina zdziałać już ‘nie mogła.” (T. 212-213) „J eżelibyśmy W swoim czasie byli skoncentrowali w_ kierunku Lublina oddziały armii_ konnej, to i tutaj ugrupowanie nasze byłoby groźne dla »białych pol-skich oddziałów. Polacy wówczas nie tylko nie mogliby myśleć o natarciu z rejonu Dęblin – Lublin, ale sami znaleźliby się w bardzo ciężkim położeniu i bezwzględnie musieliby być odrzuceni na zachodni brzeg Wisły.”

Czy rzeczywiście skutki uderzenia armii Budiennego na Lublin byłyby aż tak duże, to nie jest prawdopodobne, bo przecież nad Wieprzem było kilka doborowych polskich dywizji piechoty, które by się tak zaraz za Wisłę odrzucić nie dały; ale dywersja byłaby pewnie poważna.

Marszałek Piłsudski omawia sprawę następująco: „Wyciągnąwszy z południa 1 i 3 legionowe dywizje, otworzyłem niejako bramę wpadową pomiędzy innymi i dla konnej armii Budiennego. Pomimo zaś, że istnieje tam nasza jazda z nakazem zatrzymywania konnej armii Budiennego w pochodzie ku nam, doświadczenie jednak dotychczasowe nie pozwala mi być pewnym.. Oczekiwać mogę, że w krótkim przebiegu czasu mogę mieć na swoich bezpośrednich tyłach od Sokala i Hrubieszowa, maszerującą konną armię Budiennego lub jej część, co może w wielkim stopniu udaremnić moje usiłowania. Zaznaczam przy tym, że na Bugu przeciwko 12-ej armii sowieckiej zostawiam bardzo słabe siły – 7 dywizję w okolicach Chełma i bardzo słabą ukraińską dywizję na południe od niej.”

A oto, co o tym sądzi generał Sikorski: „Trudno dzisiaj powiedzieć, jakie skutki pociągnęłoby za sobą wmieszanie się w warszawską bitwę konnej armii i 12-ej armii sowieckiej. Osobiście nie podzielam optymizmu tych wojskowych, którzy_ twierdzą, że epizod ten nie odegrałby poważniejszej roli, i dlatego sądzę, że niewykonanie w czas otrzymanego „przez Budiennego i dowódcę 12-ej armii rozkazu jest ‘jednym z poważniejszych powodów rosyjskiej prze» granej nad Wisłą W 1920 r.” Mimo wspomnianego rozkazu Kamieniewa z 11 sierpnia wydał Jegorow (i Stalin) 12 sierpnia Budiennemu rozkaz opanowania Lwowa. 14 sierpnia Kamieniew podporządkował konną armię Budionnego Tuchaczewskiemu. 16 sierpnia, po walkach pod Buskiem i Kamionka Strumiłową, wydał Budienny rozkaz zdobycia Lwowa. 17 sierpnia wydał Tuchaczewski rozkaz (406/010): „Pierwsza konna armia. powinna wytężyć wszystkie swe siły, by zgrupować się za wszelką cenę w oznaczonym terminie w rejonie Włodzimierz Wołyński – Uściług, majac na celu W przyszłości natarcie na tyły uderzeniowej grupy przeciwnika” . 19 sierpnia armia konna walczyła pod Żółkwią i pod Winnikami. Dopiero wieczorem tego dnia otrzymała ona rozkaz wycofania się do obszaru Włodzimierza wołyńskiego celem uderzenia na Lublin, a rada rewolucyjna armii wydała rozkaz zmiany kierunku działań dopiero 20 sierpnia.

Kamieniew, sowiecki „naczelny wódz”, w rozmowie z Jegorowem, dowódca frontu południowo-zachoda [—] jego fantastyczny plan zdobycia Lwowa, oraz plan zajęcia Przemyśla i Sambora, a następnie sforsowania Dniestru i zagrożenia Rumunii, czego dokonać chciano już po oddaniu konnej armii Budiennego do dyspozycji Tuchaczewskiego, poprzestaje jedynie na żałosnym wspomnieniu faktu, że zwłoka w wykonaniu jego instrukcji, zarządzającej przegrupowanie 12-ej i i-ej konnej armii w kierunku Lublina, wydaje już dzisiaj ujemne rezultaty. Przeciwstawić się jednak zdecydowanie tym następstwom jak gdyby nie był w stanie.”

Mamy więc obraz nieposłuszeństwa na polu bitwy... Nieposłuszeństwa tak długotrwałego, że stało się jednym z powodów przegrania bitwy pod Warszawą.

Jakie były powody tego nieposłuszeństwa, względnie kto wpłynął najbardziej na to, że zostało ono popełnione, byłoby bardzo ważne ustalić. Niestety historiografia sowiecka, licząc się z nadal bardzo wysoka pozycja Budionnego w partii bolszewickiej, a także z tym, że jednym z komisarzy rady rewolucyjnej przy dowództwie frontu Jegorowa był sam Stalin, nie ma jeszcze możności przedstawienia tego drażliwego tematu w sposób bezstronny. Za życia Stalina historycy sowieccy wykazywali, że zwrócenie się konnej armii w stronę Lublina już 11 sierpnia nie dałoby wyników pożądanych, i że po 17 sierpnia było ono niemożliwe i że należało dokończyć wpierw ofensywę na froncie południowym.

Opinia potępionego już w tym czasie Tuchaczewskiego nie miała już dla historyków znaczenia. Ale ponieważ w systemie komunistycznym historia jest ustalona zależnie od potrzeb politycznych tych, którzy są chwilowo u władzy, więc może doczekamy się jeszcze kilku różnych opisów omawianych wypadków. Być może, że częściowe wyjaśnienie sprawy daje nam rozmowa hughesowa [prototyp dalekopisu md] Tuchaczewskiego z Kamieniewem, odbyta 18 sierpnia, w której ten ostatni; stwierdza:

Jeszcze 11 sierpnia wydałem zarządzenie o przegrupowaniu Budiennego. Ze względu na szereg nieprzyjemnych wydarzeń przegrupowanie to jeszcze nie zaczęło się i dziś nie ma pewności, czy zacznie się jutro, gdyż rewolucyjna rada wojenna. konnej armii, otrzymawszy instrukcje z jednym tylko waszym podpisem, nie jest pewna jego autentyczności i żąda potwierdzenia jej przez członka Wojennej rady rewolucyjnej frontu, co też zróbcie natychmiast, ażeby zarzadzenie to otrzymało ton kategoryczny.

Wina ośmio dniowego opóźnienia się konnej armii Budiennego do akcji na Lublin może więc leżeć po części i w systemie bolszewickiego rozkazodawstwa. Ale ta sprawa datuje się dopiero od 17 sierpnia. Poprzednio Jegorow (i Stalin) popychali armię konną, bez zgody swego naczelnego dowództwa, w kierunku ma Lwów i Sambor, Więc na to, że konna armia Budiennego nie weszła do bitwy pod Warszawą, złożyły się co najmniej dwa czynniki: rozkazy Jegorowa (i Stalina) i brak podpisów komisarzy rady rewolucyjnej u Tuchaczewskiego.

Skutki zaś były większe, aniżeli brak czterech konnych dywizji Budionnego, bo w konsekwencji i 12 armia sowiecka nie weszła do bitwy głównej. Toteż popularne mniemanie, że to Tuchaczewski przegrał wojnę z Polska 1920 r., jest niesłuszne. Kamieniew zatwierdził plan Tuchaczewskiego przejścia Wisły na północ od Warszawy i uderzenia na stolicę od strony zachodniej, a zatem przejął odpowiedzialność za tę operację na siebie. To on obiecał Tuchaczewskiemu pomoc wojsk Jegorowa po przekroczeniu Bugu i nie dotrzymał przyrzeczenia. To on powinien był bardziej energicznie interweniować, by Budienny rozkaz jego wykonał. To on wreszcie, wiedzac o ciągłym powiększaniu się luki między wojskami Jegorowa i Tuchaczewskiego, pozostawił Tuchaczewskiego przed rozstrzygającą bitwa bez odwodów strategicznych dowództwa głównego.

Z innej strony sprawę oświetlając, można by się domyślać, że to Stalin, komisarz rady rewolucyjnej przy dowództwie frontu w Kijowie, ze względów czysto politycznych, bez zrozumienia wymogów operacyjnych, żądał od Jegorowa posuwania armii Budionnego na Lwów, a innych wojsk frontu południowo -zachodniego w kierunku granicy węgierskiej. Jeżeli tak, to on byłby głównym sprawca opóźnienia odmarszu armii Budiennego do bitwy warszawskiej. A że Tuchaczewski wyraźnie wskazał na to opóźnienie, jako na jeden z powodów klęski 1920 r., stad nienawiść Stalina do Tuchaczewskiego i późniejsze jego rozstrzelanie, pod innym pretekstem.

Dla nas, Polaków, skutki przewlekłej niesubordynacji Jegorowa, Stalina i Budionnego, a także nieumiejętności dowodzenia ze strony Kamieniewa były błogosławione. Dały nam możność wykończenia czterech armii Tuchaczewskiego zgodnie z planem z 6 sierpnia, a armia konna Budiennego i 12-ta armia sowiecka nie odegrały w wielkiej bitwie pod Warszawa żadnej roli.

Matka Boża Łaskawa – patronka Warszawy

Matka Boża Łaskawa – patronka Warszawy

Matka Boża Łaskawa – patronka Warszawy

Redakcja | 15/08/2024 matka-boza-laskawa–patronka-warszawy

Spacerując po malowniczych uliczkach warszawskiej Starówki, nie sposób nie zatrzymać się przy ulicy Świętojańskiej, gdzie w cieniu majestatycznej Archikatedry Św. Jana stoi jedno z najstarszych i najpiękniejszych miejsc sakralnych Warszawy — kościół księży Jezuitów. Jego historia jest pełna fascynujących wydarzeń, które czynią go prawdziwym skarbem kulturowym i duchowym stolicy Polski.

Kościół ten został wzniesiony w pierwszej połowie XVII wieku z inicjatywy księdza Piotra Skargi, znanego kaznodziei królewskiemu, który miał na celu otwarcie nowej placówki Zakonu Księży Jezuitów w Warszawie. Wybór lokalizacji nie był przypadkowy – najdogodniejszym miejscem dla nowego kościoła były okolice Zamku Królewskiego. Mimo początkowych trudności związanych z zabudową, Rada Miasta wyszła naprzeciw potrzebom księdza Skargi, udostępniając mu niewielki plac przy najbardziej reprezentacyjnej ulicy Warszawy. Wkrótce udało się również wykupić sąsiadujące kamienice kupieckie, co pozwoliło na realizację projektu.

Rozkwit i Zmiany

Pod rządami Wazów kościół, początkowo pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Ignacego Biskupa, stał się jednym z najważniejszych miejsc sakralnych w kraju. W XVII wieku jego wnętrze wzbogaciło się o znakomite dzieła sztuki, w tym krucyfiks z Lubeki. Kościół odwiedzała rodzina królewska i szlachta, a kazania głosili tu między innymi Adam Naruszewicz i św. Andrzej Bobola.

Jednak po kasacie Jezuitów w 1773 roku kościół stracił na znaczeniu i został przekształcony w magazyn Kolegiaty. Dopiero w 1836 roku ojcowie pijarzy przywrócili mu charakter sakralny. II wojna światowa przyniosła ogromne zniszczenia – świątynia została wysadzona przez wojska niemieckie. Szczęśliwie odbudowa rozpoczęła się wkrótce po wojnie, a dzisiejsze mury stoją na zachowanych XVII-wiecznych fundamentach.

Matka Boża Łaskawa: Cudowny Wizerunek

Przez ponad 170 lat kościół przy Świętojańskiej stał się domem dla cudownego wizerunku Matki Bożej Łaskawej, który wzbudza szczególne zainteresowanie i czci. Obraz, będący kopią oryginału z włoskiej Faenzy, został przywieziony do Polski przez nuncjusza apostolskiego abp. Giovanniego de Torresa jako dar papieża Innocentego X dla króla Jana Kazimierza. Obraz początkowo opiekowany przez pijarzy, po powstaniu listopadowym trafił do kościoła pojezuickiego, a po odzyskaniu świątyni przez jezuitów w początku XX wieku, został przeniesiony do nawy głównej.

Obraz Matki Bożej Łaskawej jest szczególnie ceniony, ponieważ był pierwszym wizerunkiem maryjnym w Polsce, który otrzymał koronę. Nuncjusz de Torres nałożył na głowę Najświętszej Maryi Panny koronę symbolizującą władzę królewską w marcu 1651 roku, 66 lat przed koronacją obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Wydarzenie to miało także oddźwięk we Włoszech, gdzie władze polskie przesłały do Faenzy chorągiew z hołdem i prośbą o ochronę.

Opieka Matki Bożej w trudnych czasach

W latach 60. XVII wieku, kiedy Warszawę nawiedzała epidemia, obraz Matki Bożej Łaskawej został umieszczony w Bramie Nowomiejskiej. Modlono się o cud, a jego obecność w procesjach miała przyczynić się do zatrzymania zarazy. Wdzięczni warszawiacy wydali oficjalny dokument – Votum Varsaviæ, w którym oddali miasto pod opiekę Maryi jako „Tarczy” i „Obrony”.

Matka Boża Łaskawa zyskała także uznanie w Krakowie, gdzie w XVIII wieku mieszkańcy również prosili o jej pomoc w czasie epidemii. Namalowany wizerunek na kościele Mariackim przyniósł upragnioną ulgę i ochronę.

Cud nad Wisłą

Największym cudem przypisywanym Matce Bożej Łaskawej jest pomoc w zwycięstwie nad bolszewikami w 1920 roku. Jednakże jak twierdzi ks. Józef Bartnik, współautor książki „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”, wsparcie to jest celowo zagłuszane: „Zapomniano, że w dniu święta Wniebowzięcia, 15 sierpnia 1920 r. przed świtem, na tle jeszcze mrocznego nieba, pojawiła się nad idącymi do ataku polskimi żołnierzami jaśniejąca postać Matki Bożej w Swym wizerunku Matki Łaskawej Patronki Warszawy. Pojawienie się zjawiska wywołało taką panikę i popłoch wśród bolszewików, że krzycząc z przerażenia «uchadi, Matier Bożija zasłaniajet Poljakow», uciekali z miejsca walki porzucając broń”.

Wśród wielu ustnych przekazów i świadectw wsparcia dla wojsk polskich ze strony Matki Bożej, możemy również dotrzeć do słów samego Józefa Piłsudskiego, który miał rzec do kardynała Aleksandra Kakowskiego: „Eminencjo, ja sam nie wiem, jak myśmy tę wojnę wygrali”. [Sam był, po złożeniu dymisji u Premiera, w dniach 13-16 sierpnia, czyli decydujących, u kochanki w Grybowie pod Nowym Sączem. md]

Pomimo wielu starań, by bagatelizować udział Matki Zbawiciela w zwycięstwie nad bolszewikami, miejmy nadzieję, że zgromadzone do tej pory dokumenty i świadectwa pozwolą na wpisanie tej historii i zasług Mater Gratiarum do podręczników, tak jak to miało miejsce w przypadku objawień w Fatimie czy Licheniu.

Dziedzictwo i Współczesność

Matka Boża Łaskawa jest z nami już przeszło 360 lat, przetrwała wiele trudnych chwil, w tym II wojnę światową i nie zawiodła. Nadal jest symbolem nadziei i opieki dla Warszawy i całej Rzeczypospolitej. Jej historia jest świadectwem niezwykłej mocy i miłości, jaką przynosi, oraz potwierdzeniem duchowej więzi, która łączy nas z naszą Patronką. W czasach współczesnych, pełnych wyzwań i kryzysów, pamiętajmy o Matce Bożej Łaskawej, która przez wieki broniła naszej stolicy i nadal pozostaje źródłem nadziei i opieki dla każdego, kto się do niej zwraca.

============================

mail:

Azoty zamiast produkować amoniak, będą go importować

Transformacja energetyczna w pigułce. Azoty zamiast produkować amoniak, będą go importować

14 sierpień 2024 enyrolnicze/transformacja-energetyczna-w-pigulce

grupa azoty, amoniak, import

Amoniak to jeden z kluczowych surowców wykorzystywanych do produkcji w Grupie Azoty, przede wszystkim w segmencie nawozowym. Surowiec stanowi również jeden z najistotniejszych obszarów kosztowych – zarówno w kontekście wytwarzania, jak również w związku z jego emisyjnością. Co kluczowe, dla wyprodukowania 1 tony amoniaku potrzeba co najmniej 950 m3 gazu ziemnego. Mając na względzie ogromny udział kosztów gazu w produkcji firm nawozowych, coraz więcej producentów podejmuje decyzje o rezygnacji z wytwarzania amoniaku w ramach kosztownych procesów technologicznych z udziałem gazu i wybiera import gotowego półproduktu, tj. amoniaku. Tym samym optymalizacja kosztowa, rozwój nowego obszaru biznesowego z wykorzystaniem własnej infrastruktury portowej oraz dążenie do zmniejszenia emisyjności to główne powody, dla których Grupa Azoty jest zainteresowana importem amoniaku. Zakupy amoniaku Grupa planuje po zakończeniu rutynowego remontu systemu rozładunkowego, tj. od października br.

Warto przypomnieć, że to z amoniaku powstaje mocznik, czy kwas azotowy służący do produkcji roztworu azotanu amonu, a następnie nawozów saletrzanych. W samym 2023 roku import amoniaku do Europy kształtował się na poziomie 3,5 mln ton. Należy spodziewać się, że z uwagi na coraz większe wymagania związane z polityką klimatyczną i celami w ramach transformacji energetycznej oraz w związku z wysokimi cenami gazu w Europie, ten trend będzie się nasilać. W konsekwencji może to spowodować, że producenci nawozów będą stopniowo odchodzić od procesów technologicznych z wykorzystaniem gazu.

– W Polsce konsumuje się ponad 3 mln t amoniaku, to blisko 3 mld m3 gazu. W 2024 roku import amoniaku do Unii Europejskiej wciąż rośnie – od początku roku do pierwszych dni sierpnia wyniósł 1,9 mln ton, a ponad 140 statków z 9 krajów eksportowych przypłynęło do 14 państw w Europie. Dla przykładu, tylko w pierwszych sześciu miesiącach tego roku producent nawozów z Norwegii zaimportował spoza UE aż 277 tys. ton amoniaku. Z kolei Holandia, będąc hubem dla rynku gazu, zaimportowała blisko 100 tys. t amoniaku do sierpnia br. Jako Grupa Azoty nie mamy wątpliwości, że transformacja energetyczna będzie wpływać na dalszy wzrost importu i chcemy wykorzystać swój potencjał, aby odgrywać ważną rolę w tym procesie, szczególnie mając na względzie, jak duży wpływ na finalne ceny naszych produktów mają koszty gazu. Warto też zauważyć, że pomimo tego, iż nie to było założeniem systemu ETS oraz dyrektywy RED III, to obecnie największe projekty niebieskiego oraz zielonego amoniaku powstają poza Unią Europejską i to kierunki, które analizujemy w kontekście importu – mówi wiceprezes Zarządu Grupy Azoty S.A. odpowiedzialny m.in. za Segment Agro i Chemia, ochronę rynku oraz zakupy strategiczne Hubert Kamola.

– W Grupie Azoty planujemy obecnie rozwój terminalu amoniakalnego. Już dziś w całej Grupie dysponujemy pojemnością ponad 50 tys. ton zdolności magazynowych dla amoniaku. W planach mamy skalowanie terminalu poprzez zabudowę nowych zdolności przeładunkowych – idziemy w kierunku nowych zbiorników oraz rozbudowy trakcji kolejowej. Potrzeby Grupy Azoty to jedno, ale mamy również listę firm, które chciałyby z nami współpracować, również w zakresie zakupu amoniaku. Nie mamy wątpliwości, że aspekt logistyki morskiej w biznesie nabiera coraz większego znaczenia i chcemy wykorzystać potencjał infrastruktury portowej Grupy Azoty, aby w pełni rozwinąć ten nowy kierunek naszego biznesu, optymalizując jednocześnie koszty produkcji i zmniejszając emisyjność Grupy – komentuje wiceprezes Zarządu Grupy Azoty S.A. odpowiedzialny m.in. za Segment Tworzyw oraz Logistykę Andrzej Dawidowski.

Źródło: Grupa Azoty

Arcybiskup Vigano wyjaśnia poważny problem istnienia „Głębokiego Kościoła” Bergoglio.

Część 2

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=22280  https://maria-consola.wistia.com/medias/t0zz9zs1d4

https://bcp-video.org/pl/komentarz-vigano-2/  https://youtu.be/HJ0G6lcOI0I

rumble.com/v5aszthkomentarzvigano-2.html  cos.tv/videos/play/54795469831049216

Arcybiskup Carlo Maria Vigano w dalszym ciągu wyjaśnia poważny problem istnienia Głębokiego Kościoła Bergoglio.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Jednak Głęboki kościół oficjalnie nie objawia się jako taki, ponieważ natychmiast utraciłby swoją władzę nad wiernymi. Jego celem jest to, aby ludzie zaakceptowali nie tyle i nie tylko tę czy inną zmianę doktryny, moralności, liturgii, ale samą zmianę, czyli ideę permanentnej rewolucji, zgodnie z którą musi zmienić się nauczanie Kościoła, a nawet zaprzeczać sobie w zależności od różnych epok i kontekstów kulturowych. Gdy Głębokiemu kościołowi uda się utwierdzić tę zasadę, będzie mógł działać na wszystkich frontach i zaprzeczać temu, czego Kościół nauczał aż do Soboru Watykańskiego II”.

Komentarz BKP: Arcybiskup Vigano wskazuje, że katolicy muszą zmienić swoje myślenie, aby zaakceptować fakt, że Kościół musi podlegać ciągłym zmianom. Nie należy zadawać pytania: „Skąd taka zmiana?” ani zarzutu, że dogmaty są niezmienne, że bez nich Kościół nie jest Kościołem i że zbawienia nie można pomylić z zagładą. Taki dialog nie jest dozwolony. Podstawowe filary istnienia zmieniają się autorytatywnie. Przyjęcie zasady zmiany, czyli idei permanentnej rewolucji, jest podstawą, aby samolikwidacja Kościoła katolickiego przez masonów zakończyła się sukcesem. Przez zmianę paradygmatów ma zostać osiągnięta całkowita jedność z duchem świata, czyli z diabelskim architektem, który czyni z Kościoła katolickiego swoje narzędzie buntu przeciwko Bogu. Oszukani katolicy, którzy nadal będą trzymać się Bergoglio, otrzymają wieczną nagrodę w piekle i sprowadzą przekleństwo na narody.

Kardynał Besungu jest tego przykładem. Kiedy poprzez zdradę Kościoła próbował pośredniczyć w przyjęciu ideologii LGBTQ w Afryce, zaczął od strategicznej manipulacji na Synodzie Październikowym. Rzekomo Pan jeszcze pokaże nam, jak powinniśmy się teraz odnosić do LGBTQ. Besungu w jedności z Bergoglio służy innemu panu, ale nadal maskuje się przed mieszkańcami Afryki, jakby sam Bóg żądał zmiany postawy wobec rażącego grzechu. Widząc, że atmosfera w Afryce może doprowadzić do oddzielenia się od arcyheretyka Bergoglio i do zbawienia Kościoła, strategicznie jako głowa wszystkich afrykańskich biskupów na tym etapie nie wydaje się akceptować błogosławieństwa sodomii. W rzeczywistości stopniowo przygotowuje grunt do wprowadzenia czegoś zupełnie odwrotnego.

W istocie jedyną stałą zmianą, jaka musi odbywać się w Kościele, jest trwała pokuta. Człowiek ze względu na swoją grzeszność jest skłonny do kłamstwa i musi stale zmieniać swoje myślenie zgodnie z normami Ewangelii (Mk 1, 15), a tym samym stale powracać do Boga. Ale tej koniecznej i trwałej zmiany zwolennicy pseudokościoła nie chcą. Wręcz przeciwnie, zmieniają dogmaty i prawa Boże. Za taką zmianą nie stoi Duch Święty, ale duch antychrysta. Jest to samobójcza zmiana, która prowadzi zarówno do doczesnej, jak i wiecznej śmierci. Pseudokościół okupuje Kościół katolicki i maszeruje pod jego sztandarem, aby wprowadzać w błąd i niszczyć całe narody i cały świat. Tę tragiczną rzeczywistość odważnie ujawnił właśnie arcybiskup Vigano.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Wierni i duchowni, którzy nie są świadomi tego oszustwa, oczywiście nadal należą do Kościoła katolickiego, tak samo jak należeliby do Kościoła sto lat temu”.

Komentarz BKP: Arcybiskup Vigano opiera się na rzeczywistości, że istnieją wierzący i duchowni, którzy nie są świadomi oszustwa w Kościele i zachowali wiarę odziedziczoną po rodzicach i przodkach, w której żyją i umierają. Następnie arcybiskup wyjaśnia sytuację tych, którzy świadomie uważają się za członków tzw. kościoła soborowego.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Ci, którzy uważają się za członków «kościoła soborowego», zostaliby sto lat temu potępieni jako heretycy i dlatego nawet dzisiaj nie mogą być uważani za pozostających w komunii z Kościołem katolickim”.

Komentarz BKP: Arcybiskup stwierdza dalej, jaki paradoks powstaje, gdy nakładają się na siebie dwa przeciwstawne byty – Kościół i antykościół.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Paradoks polega na tym, że głowa «kościoła soborowego», chociaż jest heretykiem i apostatą, może jednocześnie być uważany za papieża Świętego Kościoła rzymskokatolickiego i uzurpować sobie od naszego Pana głos Jego Oblubienicy, aby zniesławić ją i samego Jezusa Chrystusa.

Tutaj także mamy do czynienia z nałożeniem się dwóch bytów – Kościoła i antykościoła – w ramach jednej hierarchii i to właśnie stanowi «mistrzowski plan szatana», które abp Lefebvre od początku potępiał”.

Komentarz BKP: Ta sytuacja nałożenia się dwóch bytów Kościoła i antykościoła jest rzeczywiście bardzo poważna. Dzieje się tak dlatego, że ci, którzy dzisiaj nie wiedzą o oszustwie, jutro zostaną po mistrzowsku zwabieni do przyjęcia nowych paradygmatów. Potem dowiadują się, że mamy z poganami tzw. jednego boga, albo zaczną naiwnie myśleć, że już można błogosławić sodomitów. Stopniowo ten duch kłamstw i śmierci, który panuje za pośrednictwem Bergoglio, zmienia sposób myślenia katolików. Dlatego tak konieczne jest znalezienie księży i świeckich, którzy w zgodzie ze znaną prawdą będą mieli odwagę oddzielić się. Czyniąc to, ustanowią zbawienny precedens, nawet jeśli zostaną napiętnowani przez sektę Bergoglio jako schizmatycy i apostaci.

Jeśli jednak tacy bohaterowie nie zostaną odnalezieni, wówczas nawet szczerzy ludzie stopniowo stracą swą zbawczą wiarę pod wpływem świętego posłuszeństwa fałszywej władzy. Dzisiaj biskupi i księża są bardziej winni niż zwykli ludzie, ponieważ mają już możliwość przyłączenia się do prawowiernego arcybiskupa, którym jest Carlo Maria Vigano. Jeśli do tego czasu nie zostali odpowiednio zorientowani, to dzięki niemu otrzymali teraz dokładną analizę stanu Kościoła, którą może zrozumieć nawet osoba niewierząca.

Pytanie dziennikarza: „W swoim nowym oświadczeniu Wasza Ekscelencja mówi, że «hierarchia soborowa… należy do innego bytu i dlatego nie reprezentuje prawdziwego Kościoła Chrystusowego», podczas gdy w przeszłości Pan mówił o «współistnieniu dwóch bytów w Rzymie: Kościół Chrystusowy został zajęty i przyćmiony przez modernistyczną strukturę soborową, która ustanowiła się w tej samej hierarchii i wykorzystuje władzę swoich sług, aby zwyciężyć nad Oblubienicą Chrystusa i naszą Matką». Czy teraz Ekscelencja sądzi, że «hierarchia soborowa» jest całkowicie oddzielona od Kościoła katolickiego? Kogo Ekscelencja uważa za część «hierarchii soborowej»? ”

Odpowiedź arcybiskupa C. M. Vigano: „Kościół soborowy jest doktrynalnie, moralnie i liturgicznie oddzielony od Kościoła katolickiego, ale jednocześnie jego hierarchia nazywa się katolicką i jako taka wymaga od wiernych prawdziwego Kościoła posłuszeństwa. Hierarchia ta nie reprezentuje prawdziwego Kościoła Chrystusowego, ale twierdzi, że go reprezentuje, ponieważ gdyby się od niego oficjalnie oddzieliła, nie mogłaby już posługiwać się władzami i autorytatywnością prawdziwego Kościoła i musiałaby postępować jak każda inna heretycka sekta. Modernizm, kierując się typową strategią sekt masońskich, nauczył swoich wysłanników ukrywać się, aby mogli bez przeszkód dotrzeć na stanowiska przywódcze”.

Komentarz BKP: Arcybiskup wyjaśnia, że doszło do nadużyć władz kościelnych przez hierarchię, która nie należy do Kościoła Chrystusowego, ponieważ wyznaje modernistyczne nauczanie, z którego korzystają masoni. Święty papież Pius X nazwał modernizm szambem wszystkich herezji.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Św. Piusowi X, przy pomocy żelaznej organizacji i wiernych współpracowników, udało się wykorzenić to «szambo wszelkich herezji», lecz odzyskało ono swą siłę, gdy system obronny wymagany przez Świętego Papieża został najpierw naiwnie osłabiony, a następnie celowo anulowany przez tych, których wówczas potępiano jako «proroków zagłady», tak jak dzisiaj piętnuje się «teoretyków spiskowych». Cel jest ten sam, co tych, którzy inspirowali i finansowali pacyfizm: rozbrojenie wroga, aby go było można pokonać bez oporu. Wróg zdołał zająć wszystkie fortece, które hierarchia z własnej winy pozostawiła bez ochrony”.

Komentarz BKP: Arcybiskup Vigano pokazuje, że struktura Kościoła, która w przeszłości służyła Bogu i zbawieniu dusz, została po Soborze Watykańskim II włączona w system działający na rzecz samozagłady Kościoła. Wielu biskupów, na przykład w Afryce, wciąż nie jest tego świadoma. Trzeba zatem zacząć widzieć trudną rzeczywistość. Na Soborze Watykańskim II nastąpił punkt zwrotny! A dzisiaj poprzez „Fiducia supplicans” Kościół katolicki został już bezpośrednio przekształcony w antykościół New Age. Hierarchia, która dziś podlega publicznemu heretykowi i jego programowi, czyli sodomskiej antyewangelii, prowadzi wierzących nie do zbawienia, lecz poprzez nadużycie posłuszeństwa do zagłady.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Ostatni bastion, jaki pozostał po okresie posoborowym – bastion świętości życia – jest dziś poważnie zagrożony przez obecność znanych neomaltuzjańskich aborcjonistów wśród członków Papieskiej Akademii Życia (którzy posiadali lub nadal posiadają ważne stanowiska w organizacjach otwarcie wrogich Kościołowi katolickiemu) i poprzez dopuszczanie proaborcyjnych przywódców politycznych do Komunii Świętej – jak na przykład Joe Biden i Nancy Pelosi.Przeraża nas haniebne milczenie amerykańskich biskupów i samej Stolicy Apostolskiej w sprawie wpisania ruchu pro-life przez administrację Bidena na listę organizacji terrorystycznych”.

Komentarz BKP: Arcybiskup wskazuje na destrukcyjne skutki w Stanach Zjednoczonych na przykładzie otwartych prześladowań ruchu pro-life, który paradoksalnie został nazwany organizacją terrorystyczną. Przypomniał haniebne milczenie amerykańskich biskupów i obecnej tzw. Stolicy Apostolskiej w sprawie tej zbrodni.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Problemem nie jest więc to, czy jesteśmy w Kościele, ale raczej to, czy są jego częścią ci, którzy uzurpują sobie jego władzę, aby zniszczyć Kościół. To oni powinni zostać wykluczeni – nie my! Nie są częścią Kościoła, którego władzę uzurpowali, dlatego nie mają prawa robić tego, co robią i nie mogą w żaden sposób żądać posłuszeństwa od wiernych”.

Komentarz BKP: Na zakończenie arcybiskup podkreśla, że ci, którzy dzisiaj pełnią rolę władzy kościelnej, to wręcz przeciwnie ci, którzy nie należą do Kościoła i należy ich wyrzucić. Nie są częścią Kościoła Chrystusowego. W obliczu tragicznej rzeczywistości, w której uzurpowana władza wręcz przeciwnie, wyklucza tych, którzy reprezentują prawdziwą władzę Boga i Kościół Chrystusowy, arcybiskup podkreśla, że ci apostaci nie mają prawa żądać posłuszeństwa od wiernych.

W ciągu ostatniego miesiąca arcybiskup Carlo Maria Vigano w swoim oświadczeniu i późniejszym wywiadzie jasno wyraził prawdę o Głębokim Kościele i Głębokim Państwie. Moralnie skorumpowani prałaci świadomie zdradzają Chrystusa niczym Judasz. Wraz z uzurpowaną władzą, w jedności z arcyheretykiem, okupującym tron Piotra, wciągają dusze na drogę wiecznej zagłady. Nadszedł czas! Po przemówieniu arcybiskupa Vigano żaden biskup ani ksiądz nie ma wymówki, że nie wiedział o zorganizowanej zdradzie wewnątrz Kościoła. Wszystko zaczęło się od Soboru Watykańskiego II. Nadszedł czas oddzielić się od Bergoglio, który dzierży tęczowy sztandar antychrysta. Stańcie pod sztandarem Chrystusa, mocno trzymanym przez wiernego arcypasterza Carla Marię Vigano!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr                  + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

26.07.2024

Uzurpacja Stolicy Apostolskiej przez wrogów Kościoła

vkpatriarhat.org/en/?p=24638  /english/

vkpatriarhat.org/fr/?p=17908 /français/

Więź współudziału, która nierozerwalnie łączy «Głębokie państwo» i «Głęboki kościół»

BKP: Komentarz do wywiadu z arcybiskupem C. M. Vigano na temat kościoła antychrysta

Część 1

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=22273  https://marija-pades.wistia.com/medias/g4s98daxb6

https://bcp-video.org/pl/komentarz-z-vigano/  https://youtu.be/YBubPMdPPSs

https://rumble.com/v5arpit-komentarz-vigano.html  cos.tv/videos/play/54788477460976640

Święty Karol Boromeusz jest ucieleśnieniem prawdziwej reformy. Można powiedzieć, że Carlo bezpośrednio zrekonstruował kościół w Mediolanie i okolicach, który był bliski upadku. Carlo był także duszą Soboru Trydenckiego. Święty doprowadził nie tylko do odnowy struktury kościelnej, ale także do odnowy życia duchowego. Dlatego też Sobór Trydencki wytworzył warunki świętości. Dokładnym przeciwieństwem Soboru Trydenckiego jest Sobór Watykański II. Tę prawdę objawia dziś publicznie drugi Carlo – arcybiskup Carlo Maria Vigano. Sobór Trydencki doprowadził do reformy kościoła, ale Sobór Watykański II do tego, aby zdeformować i przekształcić Kościół w antykościół New Age.

Arcybiskup Carlo Maria Vigano demaskuje manipulacje i oszustwa masonów, a także cały system zamachu stanu w Kościele katolickim. Kluczowe stanowiska okupowali zdrajcy Chrystusa, którzy występują we władzy Bożej i żądają posłuszeństwa. Przez 60 lat po Soborze nie można było wskazać tej prawdy. Teraz nadszedł czas. Prowokacyjna zmiana paradygmatów dokonana przez Bergoglio i głoszenie sodomskiej antyewangelii otwiera oczy wielu szczerym katolikom. Zaczynają widzieć, że ktokolwiek poddaje się w posłuszeństwie temu publicznemu arcyheretykowi, znajduje się w pseudokościele antychrysta, który nie ma nic wspólnego z Chrystusem. Antykościół Bergoglio to opium dla ludzkości – to określenie Lenina fałszywych religii w pełni opisuje jego charakter.

Arcybiskup Vigano w odpowiedziach na pytania katolickich mediów wyjaśnia istotę problemu: 

Pytanie dziennikarza: Arcybiskupie Vigano, w swoim nowym oświadczeniu Wasza Ekscelencja odróżnia «Kościół soborowy» od Kościoła katolickiego, twierdząc, że istnieją «zdecydowanie dwa Kościoły», podczas gdy w przeszłości twierdził Ekscelencja: «Jest jasne, że nie ma dwóch Kościołów, coś takiego byłoby niemożliwe, bluźniercze i heretyckie». Wygląda więc na to, że stanowisko Pana uległo zmianie. Czy obecnie uważa Pan, że «kościół soborowy» jest całkowicie odrębny od Kościoła katolickiego, a nie jest wywrotową sektą, która istnieje w prawdziwym Kościele?”.

Odpowiedź arcybiskupa C. M. Vigano: „Moje stanowisko się nie zmieniło: istnieje tylko jeden prawdziwy Kościół, Kościół Apostolski rzymskokatolicki. Ale w rzeczywistości istnieją, tak by rzec, dwie nakładające się rzeczywistości, z których jedną jest właśnie prawdziwy Kościół; a drugi to fałszywy kościół, Głęboki kościół”.

Pytanie dziennikarza: „Co jest nowego w tej sekcie w porównaniu z innymi, które na przestrzeni dziejów kwestionowały dogmaty Kościoła?”

Odpowiedź arcybiskupa C. M. Vigano: „Kościół na przestrzeni wieków stanął w obliczu tysięcy herezji. Heretycy zawsze twierdzili, że «odkryli» prawdziwą doktrynę i oskarżali Kościół o błąd i wycofanie się ze swojej władzy. Kościół ze swojej strony potępiał herezję, a heretycy byli wydaleni z ciała Kościoła. Nadal szkodzili, ale przynajmniej ich oddzielenie od Kościoła katolickiego było jasne i wierni trzymali się od nich z daleka. Tym razem jednak mamy heretyków (i apostatów), którzy wiedzieli, że jeśli oddzielą się od Kościoła rzymskiego, spotka ich żałosny koniec wszystkich arcyheretyków. Dlatego zorganizowali się, aby stać na czele Kościoła, aby móc głosić herezję ze Stolicy Piotrowej, narzucając ją jako prawdę, w którą należy wierzyć na mocy autorytetu Papieża Rzymskiego, i aby móc uciszyć każdy głos sprzeciwu poprzez sankcje kanoniczne i ekskomuniki, wykorzystując jednocześnie ambony, katedry biskupie, seminaria i uniwersytety do systematycznego szerzenia błędów. Wcześniej można było zwrócić się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o rozwiązanie kwestii doktrynalnych i dyscyplinarnych, podczas gdy dziś to sama Stolica Apostolska jest instytucjonalnym narzędziem heretyków, którzy ją okupowali”.

Komentarz BKP: Dowodem są tzw. dokumenty doktrynalne podpisane przez Bergoglio, jak np. „Fiducia supplicans” o błogosławieństwie związków sodomitów.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Podobnie jak to bywa w sferze cywilnej, nawet w przypadku oczywistego naruszenia prawa ze strony władzy, nie można uzyskać sprawiedliwości od tej skorumpowanej władzy, ponieważ wykorzystuje współudział wszystkich organów administracyjnych i sądowych umożliwiających jej działalność. Teoretycznie władza ta została uzurpowana i jest zerowa, ale de facto działa w niezakłócony sposób w swojej mocy. Należy zwrócić uwagę na uzurpację Stolicy Apostolskiej – która jest nie tylko pusta, ale i okupowana – aby położyć kres bardzo poważnej sytuacji, nie zapominając, że nielegalność Bergoglio oznacza także nieważność wszystkich jego aktów rządzenia i nauczania, wymazując w ten sposób jedenaście lat błędów i horroru”. 

Komentarz BKP: Arcybiskup stwierdza dalej, dlaczego wielu uznaje nieważnego papieża. Powodem jest albo ich współudział w zdradzie, albo niechęć do zaakceptowania niezbędnych konsekwencji, innymi słowy, odmawiają prawdziwej pokuty, która doprowadziłaby do zbawienia Kościoła. W szczególności nie chcą podjąć kroku oddzielenia siebie i swoich diecezji od antykościoła Bergoglia, który od końca 2023 roku oficjalnie ma inne paradygmaty i inną antyewangelię. Ale ten kościelny zamach stanu i przekształcenie się w antykościół ma swoje korzenie już w Soborze Watykańskim II.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Ci, którzy uznają tę władzę (Bergoglio) za ważną i uzasadnioną, robią to albo dlatego, że są jego wspólnikami i nie chcą zostać zdemaskowani we własnej zdradzie, albo dlatego, że nie chcą zaakceptować niezbędnych konsekwencji, jakie z tego wynikają : przede wszystkim uznać, że ten przewrót rozpoczął się wraz z Soborem Watykańskim II. Przyznanie się, że ktoś wpadł w straszne oszustwo, wymaga przede wszystkim pokory, a jak dotąd żaden z kardynałów i biskupów nie miał odwagi przyznać, że Kościół katolicki od dziesięcioleci jest zakładnikiem heretyków, a heretycy upokorzyli go i zdyskredytowali przed światem właśnie po to, aby pozbawić go autorytetu”.

Pytanie dziennikarza: „Czy wszystko przebiega według dokładnego wzoru lub planu?”

Odpowiedź arcybiskupa C.M. Vigano: „Zdecydowanie! Modus operandi jest taki sam, jakiego używa masoneria do delegitymizacji rządów i uzurpowania sobie suwerenności narodowej. Najpierw loże podważają profesjonalne i moralne szkolenie przyszłej klasy rządzącej; następnie korumpują tych w dużej mierze niekompetentnych polityków, powodując, że swoimi skandalicznymi działaniami dyskredytują siebie i instytucje, którym przewodzą; następnie wskazują na korupcję polityki i instytucji, aby móc prywatyzować usługi publiczne z ogromnymi zyskami; i ostatecznie werbują skorumpowanych polityków do swoich firm lub fundacji, aby dalej nimi manipulować”.

Komentarz BKP: Przez analogię arcybiskup wskazuje na dwa środki, które po Soborze Watykańskim II przyczyniły się do przyjęcia destrukcyjnych zmian w wierze i moralności. Środki te to zepsucie moralne i heretycka formacja duchowieństwa.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Również w Kościele katolickim zepsucie moralne i heretycka formacja duchowieństwa przyczyniły się do przyjęcia zmian w kwestiach doktrynalnych, moralnych i liturgicznych. Kiedy jednak wkrótce ujawni się więź współudziału, która nierozerwalnie łączy «Głębokie państwo» i «Głęboki kościół», horror otaczający tych przestępców będzie tak wielki, że będzie przedstawiał prawdziwą Apokalipsę w etymologicznym znaczeniu tego terminu, tj.: «odsłonięcie»«objawienie»”.

Komentarz BKP: Arcybiskup Vigano poprzez analogię do Głębokiego Państwa wyjaśnia istnienie Głębokiego Kościoła, a jednocześnie pokazuje, że Głęboki Kościół i Głębokie Państwo tworzą nierozerwalną jedność. Ludzie mają już doświadczenie, że wybrany przez nich rząd po wyborach występuje przeciwko narodowi i od razu to rozróżniają, natomiast faktu, że podobna zdrada ma miejsce w Kościele, katolicy nie są w stanie zaakceptować. Jest to jednak brutalna rzeczywistość.

Pytanie dziennikarza: „Często Wasza Ekscelencja stwierdzała, że istnieje podobieństwo między tym, co dzieje się w świecie cywilnym i w Kościele”.

Odpowiedź abpa C. M. Vigano: „W sferze cywilnej jesteśmy świadkami zamachu stanu zorganizowanego przez wywrotowe lobby, podczas którego szefowie rządów, ministrowie i urzędnicy państwowi, którzy mają być przedstawicielami obywateli, działają wbrew interesom ludzi na rzecz lobby, które ich mianowało. Czy są urzędnikami państwowymi? Tak. Czy są zdrajcami? Tak. W normalnym świecie nie powinno tak być, ale w rzeczywistości rządzący w państwie niemal wszędzie podlegają wrogiej sile, która przeniknęła strukturę władzy, aby wykorzystać ją na swoją korzyść i zniszczyć. Czy to dwa stany? Nie: jedno to państwo, drugie to Głęboki stan, jego podróbka, która jako taka może działać i domagać się posłuszeństwa.

Z tą samą sytuacją spotykamy się w sferze kościelnej. To samo lobby masońskie, które przez ponad dwa stulecia systematycznie niszczyło rządy cywilne, zdołało przeniknąć do Kościoła katolickiego, mianować własnych emisariuszy, stopniowo eliminować wszelką wewnętrzną opozycję i narzucić szereg radykalnych zmian, które podważają nauczanie magisterialne dwóch tysięcy lat. Celem tych piątych kolumn było przywłaszczenie sobie władzy Kościoła, aby zniszczyć go od wewnątrz, wykorzystując siłę prawa w celu przeciwnym do tego, który go legitymizuje. Czy to dwa Kościoły? Oczywiście, że nie: jeden jest prawdziwym Kościołem, drugi jest Głębokim kościołem, to znaczy jego podróbką, kontrkościołem, antykościołem antychrysta”.

Komentarz BKP: Następnie arcybiskup Vigano cytuje znanego amerykańskiego arcybiskupa, który podaje proroctwa o fałszywym proroku na długo przed tym, zanim przejął rządy w Kościele fałszywy prorok Jorge Bergoglio. Arcybiskup mówi o mistycznym ciele antychrysta. Jest to obecny antykościół Bergoglio od czasu transformacji Kościoła katolickiego, która nastąpiła wraz z wydaniem tzw. deklaracji doktrynalnej „Fiducia supplicans” 18 grudnia 2023 r.

Arcybiskup C. M. Vigano: „Arcybiskup Fulton Sheen napisał: Fałszywy prorok będzie miał religię bez krzyża, religię bez przyszłego świata, religię, która ma zniszczyć religię. Będzie fałszywy kościół. Kościół Chrystusowy (Kościół katolicki) będzie jeden. A fałszywy prorok stworzy inny. Fałszywy kościół będzie światowy, ekumeniczny i globalny. Będzie to federacja kościołów. Różne religie utworzą rodzaj globalnego stowarzyszenia. Światowy Parlament Kościołów. Zostanie opróżnione z wszelkiej boskiej treści i stanie się mistycznym ciałem antychrysta. Mistyczne ciało na ziemi będzie dzisiaj miało swojego Judasza Iskariotę, którym będzie fałszywy prorok. Szatan wprowadzi go pomiędzy naszych biskupów”.

Komentarz BKP:

Św. Karol Boromeusz gorliwie pracował nad wewnętrzną odnową powierzonej archidiecezji. Często wspinał się po górach pieszo, aby ratować dusze w opuszczonych osadach. W czasie zarazy ryzykował życie i przygotowywał umierających na śmierć. Za jego wysiłki na rzecz wewnętrznego odrodzenia Kościoła dokonano na niego nieudanego zamachu. Kiedy działalność Soboru Trydenckiego osiągnęła moment kryzysowy, to Carlo dołożył wszelkich starań, aby Sobór zakończył swoje dzieło odnowy. Dziś śladami tego wielkiego świętego podąża nosiciel jego imienia, arcybiskup Carlo Maria Vigano. Odważnie stanął w obronie Chrystusa i Jego Kościoła. Już sześć lat temu nawoływał do abdykacji nielegalnego papieża, który niszczy podstawowe filary wiary. Za to ze strony tego arcyheretyka, przed którym wszyscy drżą, jak przed zbrodniczym Herodem, zasłużył sobie na prześladowania, oczerniania i tragikomiczną ekskomunikę. Św. Karol Boromeusz zarówno w czasach zarazy, jak i w trudnych sytuacjach dał biskupom przykład, aby odrzucili strach i naśladowali go. Niech i dzisiaj prawowierni biskupi odrzucą strach przed arcyheretykiem Bergoglio i naśladują w wierności Chrystusowi odważnego arcypasterza Carla Marię Vigano.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr                  + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

25.07.2024

Tajna struktura wywrotowa w Kościele katolickim

bcp-video.org/regarding-the-church-of-the-antichrist/  /english/

bcp-video.org/fr/commentaire-c-m-vigano/  /français/

Jak było naprawdę z rozkazem: „Zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!”

Jak było naprawdę z rozkazem: „Zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!”

W dniu 2024-08-13 Andrzej Wadas napisał [do red. Michalkiewicza]:


> Panie Redaktorze,

> „Podobnie musiał czuć się papieski legat Arnold Amaury, który
> podczas krucjaty w latach 1209-1213, zakończonej wyrżnięciem około
> 20 tysięcy mieszkańców Beziers we Francji, rzucił słynny rozkaz:
> „zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!”
(z tekstu: Himalaje
> hipokryzji,
13.08.2024).

>  W jednym zdaniu są trzy błędy.

Nawet antykatolicka Wikipedia
> podaje, że słowa papieskiego legata nie są potwierdzone
> źródłowo. Pan nie tylko przyjmuje je za prawdziwe, ale błędnie
> cytuje. W oryginale łacińskim nie ma w bierniku zaimka „wszystkich”
> (omnes), jest tylko „ich” (eos). Po łacinie całość brzmi
> następująco: „Caedite eos. Novit enim Dominus, qui sunt eius” –
> „Zabijcie ich. Zna bowiem Pan, którzy są jego”.

Nie lepiej radzi Pan sobie ze statystyką: 20 tysięcy ofiar tak się ma do prawdy
> historycznej jak „badania” Jana Tomasza Grossa w sprawie ofiar w
> Jedwabnem. Natomiast stwierdzenie „podobnie musiał czuć się
> papieski legat” przydaje całemu wywodowi aspekt komiczny, gdyż
> wpisuje się w tzw. postmodernistyczne „narracje odczuwane”, które
> Pan Redaktor u innych nieustępliwie zwalcza, a we własnych tekstach
> dopuszcza.
> Andrzej Wadas, Kraków

=================================


Szanowny Panie!
Nieubłaganym palcem wytknął mi Pan tyle myślozbrodni, że już sam nie wiem, co robić.

A tak naprawdę, to kto powiedział te skrzydlate słowa, jeśli nie legat? Czyżby już wtedy były fakty prasowe? Ładny interes! 
Pozdrawiam.
                                              Stanisław Michalkiewicz
=============================================

Andrzej Wadas

Szanowny Panie Redaktorze,

Chłoszczę nie za myślozbrodnię (niech się Pan Redaktor nie zasłania Orwellem), lecz za powtarzanie antykatolickiej propagandy. Hartman, Michnik i Obirek (et consortes) w zupełności wystarczą, nie musi Pan dołączać do tego łotrowskiego orszaku. Skoro już rzuca Pan potwarz na Arnolda Amaury’ego, to warto pamiętać o jego poprzedniku, Piotrze z Castelnau, który rok przed przywoływanymi zdarzeniami został zamordowany przez albigensów.

Zupełnie odrębnym zagadnieniem jest „program społeczny” katarów, który opierał się na kontroli płodności oraz eutanazji. Młode kobiety były potrzebne do warsztatów tkackich, które prężnie rozwijały się wówczas w Langwedocji, a nie do rodzenia dzieci. Starzy byli zbędni (jak współcześni emeryci), więc wymyślono dla nich specjalny „sakrament”. Było to tzw. consolamentum, sprowadzające się w swej istocie do samobójstwa przez zagłodzenie (tzw. „endura” w języku oksytańskim, łac. „ieiunium mortis” albo „ieiunium extremum”).

U albigensów, jak i dzisiaj u nas, rządziła zasada: dzieci na świat nie wpuszczać, starych ze świata przepędzać, młodych ogłupić i wykorzystać.

Dzisiaj mamy korporacje i „zrównoważony rozwój” oraz gender, wtedy była gnoza, równość płci i warsztaty tkackie. W społeczeństwie katarskim kobiety miały większe prawa niż mężczyźni i odgrywały większą od nich rolę w „szafowaniu” consolamentum. Te „kapłanki” katarskie –  siostrzyczki śmierci – określane były jako „doskonałe” (łac. perfectae) i chętnie asystowały przy wspomnianym poście śmierci, pomagając nieszczęśnikowi osiągnąć stan czystości (łac. puritas).

Święty Dominik patrzył na to wszystko z przerażeniem, stąd zakon dominikanów i modlitwa różańcowa.

Odnośnie „skrzydlatych słów”, to niech sobie fruwają u Homera. Tymczasem przywołana rzekoma odpowiedź legata  poświadczona jest tylko w jednym źródle (unus testis, nullus testis), które jest zresztą  bardzo niewiarygodne. Jest to kronika cysterskiego  mnicha Cezarego z Heisterbach w Nadrenii, spisana przynajmniej dwadzieścia lat post factum i z dala od miejsca zdarzeń, przez kogoś, kto nie był naocznym świadkiem.  Stosowny fragment tego łacińskiego tekstu, który nosi w oryginale tytuł Caesarii Heisterbacensis monachi ordinis Cisterciensis Dialogus miraculorum (ed. Josephus Strange, Coloniae–Bonne–Bruxe 1850, s. 302) w moim roboczym przekładzie brzmi następująco:

„Przybywszy do wielkiego miasta, które nazywa się Béziers, gdzie, jak się mówiło, przebywało ponad sto tysięcy ludzi, oblegli je. W obecności oblegających heretycy, oddając mocz na księgę świętej Ewangelii, rzucili ją z murów przeciwko chrześcijanom, a następnie, strzelając do niej strzałami, krzyczeli: „Oto wasze prawo, nędznicy.” Chrystus, Siewca Ewangelii, nie pozostawił jednak tej zniewagi bez odpowiedzi. Niektórzy żołnierze, zapłonąwszy gorliwością wiary, jak lwy na wzór tych, o których czytamy w księdze Machabeuszy, przyłożyli drabiny i odważnie wspięli się na mury. Heretycy, przerażeni boską mocą, uciekając, otworzyli bramy, dzięki czemu miasto zostało zdobyte.

Dowiedziawszy się z ich zeznań, że katolicy byli pomieszani z heretykami, zapytali opata: „Co mamy robić, panie? Nie możemy odróżnić dobrych od złych.” Zarówno opat, jak i pozostali, obawiając się, że ze strachu przed śmiercią mogliby oni tylko udawać katolików, a po ich odejściu ponownie wrócić do herezji, podobno powiedział (łac. fertur dixisse): „Zabijcie ich. Pan rozpozna swoich.” W ten sposób niezliczone osoby zostały zabite w tym mieście.

Inne równie wielkie miasto, zwane Beauvallon, położone w pobliżu Tuluzy, zdobyli dzięki boskiej mocy. Tam, po przesłuchaniu mieszkańców, gdy wszyscy obiecali, że chcą wrócić do wiary, czterystu pięćdziesięciu, którzy trwali w swojej zatwardziałości pod wpływem diabła, zostało poddanych karze – czterystu spalono na stosie, a pozostali zostali powieszeni na szubienicach. To samo uczyniono w innych miastach i zamkach, gdzie nieszczęśnicy dobrowolnie oddawali się śmierci.

Tuluzanie, osaczeni, obiecali się poddać, lecz jak się później okazało, było to oszustwo. Perfidny hrabia Saint-Gilles, książę i głowa wszystkich heretyków, któremu na Soborze Laterańskim odebrano wszelkie prawa – czyli lenna i alodia, miasta i zamki – które w dużej mierze zostały zajęte prawem wojennym przez hrabiego Szymona z Montfortu, człowieka katolickiego, przeniósł się do Tuluzy, skąd aż do dziś nie przestaje dręczyć i atakować wiernych.

PS1 Komentarz filologiczny.

Wyrażenie „fertur dixisse” (połączenie strony biernej z mową zależną) tłumaczy się jako „mówi się, że powiedział”. W średniowiecznej konwencji literackiej służy ono do przekazywania zasłyszanych, a niezweryfikowanych informacji bez podania źródła. Sformułowanie to  pojawia się w także w tekstach historycznych, szczególnie w kontekście anegdotycznym. Takie podejście cechuje się mniejszym obiektywizmem niż rozwiązanie stosowane  często w rzymskiej narracji historycznej, oparte zasadę „relata refero”. Tacyt, największy  historyk doby cesarstwa, starał się podawać źródło informacji z wyraźnym podkreśleniem, że informacje pochodzą z drugiej ręki.

PS 2 Komentarz historyczny.

Nie ma potwierdzenia tej wypowiedzi w żadnych innych źródłach, natomiast szczegółowe naukowe skomentowanie tylko tej strony tekstu wymagałoby kilku dni żmudnej pracy. Wiarygodna jest na przykład potwierdzona w innych źródłach informacja o „odddawaniu moczu na Ewangelię przez albigensów” (heretici super volumen sacri Evangelii mingentes). Przypomina to zwyczaje bolszewików „cacantes” po kościołach. 

PS 3. Świadectwo historyczne oparte o zasadę „relata refero”.

Karolina Lanckorońska, wielka dobrodziejka wielu polskich historyków, których przez lata gościła i karmiła w swym rzymskim domu przy Via Condotti, miała w zwyczaju spotykać się przy kolacji ze stypendystami. Rozmowy dotyczyły spraw różnych i niekiedy przyjmowały niespodziewany obrót. Pewnego razu Pani Profesor puściły nerwy i doszło do klasycznej burzy włoskiej (È scoppiata una classica scenata all’italiana”). Poszło o niewłaściwe pytanie. Otóż jeden z rozmówców po głębokim namyśle wypalił: „Ciekawe, co czuł Michał Anioł, kiedy malował Kaplicę Sykstyńską?”. Pan jest idiotą – miała według relacji naocznego świadka odpowiedzieć niekoronowana Królowa Polski – jutro się Pan pakuje i wraca do kraju”.

Andrzej Wadas

Święty Maksymilian Kolbe: Rycerz Niepokalanej

Święty Maksymilian Kolbe: Rycerz Niepokalanej

Święty Maksymilian Kolbe: Rycerz Niepokalanej




swiety-maksymilian-kolbe-rycerz-niepokalanej  14/08/2024

Św. Maksymilian Maria Kolbe jest jednym z najbardziej inspirujących świętych katolickich. Jego życie, przepełnione oddaniem, heroizmem i ofiarą, pozostawiło niezatarte ślady w historii Kościoła katolickiego. Jako założyciel Rycerstwa Niepokalanej, Maksymilian Kolbe zrealizował swoje powołanie w sposób, który wpłynął na niezliczone życie ludzkie zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.

Wczesne życie i powołanie

Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli, w rodzinie robotniczej. W młodym wieku odkrył swoje powołanie do życia zakonnego. W 1910 roku, w wieku 16 lat, wstąpił do zakonu franciszkanów konwentualnych i przyjął imię Maksymilian Maria. Od samego początku Maksymilian był głęboko zainspirowany kultem Niepokalanej Matki Bożej, co stało się centralnym punktem jego duchowej wizji.

Figura Niepokalanej, postawiona przez o. Maksymiliana w Niepokalanowie, jest umieszczona w pancernym szkle, ponieważ w latach 90-tych ktoś ją zrzucił i się potłukła. Przetrwała II wojnę światową i komunizm, a w „wolnej Polsce” znaleźli się bluźniercy.

Założenie Rycerstwa Niepokalanej

W 1922 roku Maksymilian Maria Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej (Militia Imaculatae), ruch, który miał na celu szerzenie czci Maryi oraz walkę z zagrożeniami dla wiary katolickiej. Często powtarzał „Kochajcie Niepokalaną, a Ona uczyni was szczęśliwymi” i „Nie bójcie się kochać Niepokalaną, bo nigdy nie będziecie Jej kochali tak jak kochał Ją Pan Jezus”. Wyrażał całkowite oddanie Maryi i dążenie do naśladowania Jej w każdym aspekcie życia.

Kolbe widział w Maryi wzór doskonałej służby Bogu i wierzył, że przez Jej pośrednictwo można osiągnąć prawdziwą świętość. Rycerstwo Niepokalanej szybko się rozwinęło, stając się globalnym ruchem apostolskim. W swoich działaniach zakonnik wykorzystywał nowoczesne media, w tym prasę i radio, aby z przesłaniem o Maryi dotrzeć do jak najszerszej liczby ludzi.

Klasztor w Niepokalanowie

Masoneria jako zagrożenie dla Kościoła

Masoneria, która w XIX i XX wieku zdobyła znaczną władzę i wpływy, według Maksymiliana stanowiła poważne zagrożenie dla katolickiego porządku i wiary. Masoni, często związani z ideologiami antyklerykalnymi i liberalnymi, propagowali idee sprzeczne z nauczaniem Kościoła. W swoich pismach i działaniach Kolbe niejednokrotnie wskazywał na niebezpieczeństwa płynące z masonerii i ostrzegał przed jej wpływem na społeczeństwo oraz Kościół.

Jednym z jego głównych celów było ukazanie, że masoneria, mimo pozorów neutralności czy racjonalności, w rzeczywistości była ideologicznie sprzeczna z chrześcijaństwem. Ojciec Kolbe dostrzegał w niej formę herezji, która pod maską racjonalizmu i humanizmu dążyła do osłabienia wpływu Kościoła i rozprzestrzenienia fałszywych doktryn.

Obrona Kościoła przed herezją i zagrożeniami zewnętrznymi

Ojciec Kolbe wierzył, że największym zagrożeniem dla Kościoła nie jest tylko zewnętrzna wrogość, ale także wewnętrzne kompromisy i brak czystości doktrynalnej. W tym kontekście jego obrona przed masonerią była częścią szerszej misji ochrony Kościoła przed wszelkimi formami błędów i herezji, które mogłyby wpłynąć na wiarę katolicką.

Jego działalność w tej dziedzinie była nie tylko wyrazem teologicznej wiedzy, ale także głębokiej troski o jedność i czystość Kościoła. Kolbe wiedział, że jedność w wierze jest kluczowa dla misji Kościoła i dla zachowania jego autorytetu w świecie.

Działalność w Japonii i Polsce

W 1927 roku Maksymilian wyjechał do Japonii, gdzie założył klasztor w Nagasaki. Jego działalność w Japonii była nie tylko misją ewangelizacyjną, ale także próbą budowania mostów międzykulturowych. Kolbe nauczył się języka japońskiego i zyskał uznanie wśród lokalnych katolików. Jego praca w Japonii była przykładem tego, jak wierna służba Bogu może przekraczać granice kulturowe i językowe.

Po powrocie do Polski w 1936 roku, Maksymilian skoncentrował się na rozbudowie klasztoru w Niepokalanowie, który stał się jednym z największych ośrodków religijnych w Polsce. W czasie II wojny światowej Niepokalanów, pomimo ciężkich warunków, kontynuował działalność apostolską i stał się centrum oporu wobec okupanta.

Kara za grzech aborcji?

O. Maksymilian przepowiedział, że w czasie II wojny światowej zginie tyle ludzi, ile przed nią zostało zabitych poczętych dzieci. Proroctwo wypełniło się.

Relacja Adama Jóźwika, więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, w którym przebywał razem ze św. Maksymilianem Kolbe:

„…czułem się bardzo szczęśliwy, że los złączył mnie z ojcem Kolbe. Przebywaliśmy w jednym bloku 14A, gdzie w międzyczasie zamieszkałem (…) Ojciec Maksymilian w wolnych chwilach prowadził rozmowy z więźniami na różne ciekawe, naukowe tematy. Pamiętam, jak pocieszaliśmy się kiedyś, że wojna niedługo się skończy, że Niemcy zostaną pokonani. On nie podzielał naszego optymizmu. Mówił, że wojna nie tak szybko się skończy, jak ludzie myślą. Wojny łatwo się zaczynają, ale niełatwo kończą, a w tej wojnie zginie nas Polaków około 6 milionów. Po wojnie dowiedziałem się, że zginęło ponad 6 milionów. Pytaliśmy ojca Kolbe, na czym opiera takie przypuszczenia, wróżby? Odpowiedział krótko: aż strach powtarzać, w okresie międzywojennym zginęło w Polsce około 6 milionów nienarodzonych dzieci”.

Aresztowanie i męczeńska śmierć

W 1941 roku Maksymilian Maria Kolbe został aresztowany przez Gestapo i osadzony w obozie Auschwitz. Tam, pomimo brutalnych warunków, starał się nieść duchową pociechę dla innych więźniów. Jego heroizm został uwieczniony w dramatycznym momencie, gdy dobrowolnie zgodził się zająć miejsce sierżanta Franciszka Gajowniczka, który miał być skazany na śmierć głodową.

W obozie Kolbe żył zgodnie z zasadami Rycerstwa Niepokalanej, według których miłość i poświęcenie są najwyższymi wartościami. Jego słowa w obliczu śmierci były zgodne z jego przekonaniami:

„Nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś oddaje swoje życie za przyjaciół swoich” (J 15,13).

14 sierpnia 1941 roku Maksymilian Maria Kolbe został zamordowany zastrzykiem fenolu jako ostatni z więźniów zamkniętych w bunkrze głodowym, w podziemiach bloku 11, tzw. bloku śmierci.

Aresztowanie o. Maksymiliana i franciszkanów. Muzeum w Niepokalanowie

Kanonizacja i dziedzictwo

Po wojnie Maksymilian Maria Kolbe został beatyfikowany przez papieża Pawła VI w 1971 roku, a kanonizowany przez papieża Jana Pawła II w 1982 roku. Jan Paweł II nazwał go „męczennikiem miłości” i patronem naszych czasów. Papież podkreślił, że Kolbe jest przykładem dla współczesnych katolików, pokazując, jak można żyć w pełni oddania i miłości, nawet w obliczu największych trudności.

Kolbe pozostawił po sobie trwałe dziedzictwo w Rycerstwie Niepokalanej, które kontynuuje jego misję szerzenia kultu Matki Bożej. Jego życie i śmierć są źródłem inspiracji dla wielu ludzi na całym świecie. Rycerstwo Niepokalanej nie tylko przypomina o wartościach, które jego założyciel wyznawał, ale również angażuje współczesnych katolików w działania na rzecz szerzenia miłości, pokoju i oddania Bogu.

Jego słowa „Niepokalaną wprowadzamy do wszystkich aspektów życia, aby była obecna w każdym sercu” są świadectwem jego głębokiego przekonania o roli Maryi w życiu chrześcijanina.

Św. Maksymilian Maria Kolbe pozostaje wzorem męstwa i poświęcenia, a jego dziedzictwo trwa jako przypomnienie o sile wiary i miłości, która jest w stanie przetrwać wszelkie przeciwności.

Realna inflacja w Polsce: Zboża najtańsze od czterech lat, chleb droższy o ponad 2 złote

Mateusz Myśliwiec 13.08.2024 realna-inflacja-w-polsce-zboza-najtansze-od-czterech-lat-chleb-drozszy

Ceny zbóż osiągnęły najniższe poziomy od dłuższego czasu. Kukurydza i soja są bliskie czteroletnich minimów, a pszenica również notuje słabe wyniki. Mimo gwałtownego i systematycznego spadku cen zbóż, ceny produktów spożywczych wciąż rosną. Co jest tego przyczyną? O co chodzi z tzw. realną inflacją w Polsce?

Realna inflacja w Polsce: zboża najtańsze od czterech lat, chleb droższy o ponad 2 złote
Marek BAZAK/East News

Ceny zbóż spadają

Bloomberg Grains Subindex, który monitoruje kontrakty terminowe na kukurydzę, soję i pszenicę w Chicago i Kansas, odnotował w tym roku spadek o 17%, osiągając najniższy poziom od grudnia 2020 roku. To najgorszy wynik spośród głównych grup towarowych. W tym samym czasie indeksy energii i metali zanotowały wzrosty.

realna inflacja w polsce zboza najtansze od czterech lat chleb drozszy o ponad 2 zlote grafika numer 1

To drastyczne odwrócenie się od rajdu po pandemii, który spowodował wzrost cen zbóż ponad dwukrotnie w 2022 r., napędzając inflację żywności na całym świecie. – komentowali Gerson Freitas Jr. i Tarso Veloso z Bloomberga.

Obawy o podaż zniknęły, ponieważ prognozy wskazują na nadciągającą burzę tropikalną Beryl. Oczekiwane opady deszczu na Środkowym Zachodzie mogą znacząco poprawić warunki upraw w kluczowej fazie ich wzrostu. – Spekulanci weszli w lipiec z rekordowo pesymistycznym nastawieniem do kontraktów na kukurydzę i soję z Chicago, a ceny spadły do najniższych poziomów od 2020 roku, ponieważ obawy o podaż niemal całkowicie się rozwiały. – wskazał Karen Braun z Reutersa.

Ceny zbóż a inflacja

Choć ceny zbóż nadal spadają, nie przekłada się to znacząco na ceny podstawowych produktów spożywczych. Z raportu UCE Research oraz uczelni WSB Merito wynika, że w czerwcu ceny w sklepach detalicznych wzrosły średnio o 3,1% w porównaniu do roku poprzedniego. 

Jedną z kategorii produktów, której ceny rosną najszybciej, jest właśnie pieczywo. Jego ceny wzrosły średnio o 4,9% w porównaniu do roku ubiegłego. Wzrost ten wynika z podniesienia VAT, cen surowców, nośników energii i paliw oraz wzrostu wynagrodzeń. Ekspert podkreśla, że likwidacja tarcz osłonowych dla piekarni oraz dalsze podwyżki cen gazu i energii w nadchodzących miesiącach zwiększą koszty produkcji.

Jednocześnie eksperci z Uniwersytetu WSB Merito przewidują, że przez wzrost płacy minimalnej w lipcu, w nadchodzących miesiącach ceny prawdopodobnie znowu pójdą w górę.

– […] utrzymujący się trend wzrostowy większości kategorii może wskazywać na to, iż retailerzy obecnie w ogóle nie myślą o obniżkach, tylko raczej – o podnoszeniu cen. I faktycznie ten proces może się dynamiczniej zacząć rozwijać właśnie w czasie wakacji, ze wskazaniem na sierpień. Drugiego większego sortu podwyżek będzie można się spodziewać dopiero przed grudniowymi świętami. – powiedział Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Tymczasem cenowe szaleństwo w Polsce trwa w najlepsze. Z danych aplikacji Pan Paragon wynika, że ceny niektórych produktów znacznie wzrosły w ostatnich latach. Na przykład, cena chleba pszenno-żytniego wzrosła ze średnio 2,76 zł w styczniu 2020 roku do 4,9 zł w czerwcu 2024 roku.

realna inflacja w polsce zboza najtansze od czterech lat chleb drozszy o ponad 2 zlote grafika numer 2

Źródło: PanParagon

Podobnie, cena 1 kg mąki pszennej zwiększyła się z 2,88 zł do 5,29 zł w ciągu czterech i pół roku. 

realna inflacja w polsce zboza najtansze od czterech lat chleb drozszy o ponad 2 zlote grafika numer 3

Źródło: PanParagon

Dlaczego niższe ceny zbóż nie przekładają się na tańsze produkty w sklepach? Sławomir Kalinowski z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN tłumaczy, że obniżenie cen skupu zbóż nie skutkuje bezpośrednim zmniejszeniem cen pieczywa czy makaronów. Winne są rosnące koszty produkcji, takie jak energia, transport, siła robocza i opakowania.

Zobacz także: Ceny mieszkań spadają. Zakupowe szaleństwo odwołane

Jednakże warto pamiętać, że inflacja dotyka każdego inaczej. Dla niektórych wydatki na żywność mogą stanowić ponad 50% miesięcznego budżetu, podczas gdy dla innych to zaledwie 10%. Dlatego dane GUS-u nie zawsze bezpośrednio odzwierciedlają sytuację w naszych portfelach. Więcej na temat realnej inflacji w Polsce znajdziesz w tym video:

Co będzie dalej z ceną kukurydzy i soi? Prognoza

Mariusz Dziwulski (PKO Bank Polski, Departament Analiz Ekonomicznych, Zespół Analiz Sektorowych): Ceny kukurydzy na amerykańskim rynku w drugim tygodniu sierpnia osiągnęły poziom najniższy od października 2020. W granicach czteroletnich minimów oscylowały także ceny soi. Obniżki związane były z jednej strony z poprawiającymi się oczekiwaniami co do zbiorów w USA w bieżącym sezonie, a z drugiej strony z narastającymi obawami co do popytu m.in. w Chinach. Czynnikiem sprzyjającym obniżkom w ostatnich kilku tygodniach było także umocnienie się brazylijskiego reala.

Opublikowany 12 sierpnia raport USDA częściowo potwierdził to, czego spodziewali się uczestnicy rynku. W przypadku soi, prognozy światowych zbiorów w sez. 2024/25, w stosunku do formułowanych w lipcu, zostały skorygowane w górę o 1,6% tj. o blisko 7 mln t, co oznaczałoby ich wzrost o 8,5% r/r do blisko 429 mln t.  Zbiory w USA mają wynieść 125 mln t (+10,1% r/r) czyli o 3,5% więcej niż prognozowano miesiąc wcześniej. Wyższe o blisko 20% r/r zapasy końcowe świadczą o zdecydowanie lepszym bilansie tego surowca w bieżącym sezonie.

Jeśli chodzi o kukurydzę, w sierpniu prognozy produkcji w USA zostały podniesione jedynie o 0,3% m/m. Niemniej, zmniejszyły się prognozy dla światowej produkcji tego zboża o blisko 5 mln t m.in. z powodu cięć w UE (-3,5 mln t) oraz w Rosji i Ukrainie, które zmagają się z problemami suszy (Europa Płd.-Wsch.). O ile jeszcze w  lipcu oczekiwano wzrostu globalnych zbiorów kukurydzy w sez. 2024/25, o tyle sierpniowe prognozy wskazują na ich spadek o 0,3% r/r. Taka ocena może sprzyjać wyhamowaniu obniżek cen w najbliższej perspektywie, lub nawet odwróceniu tendencji.  

Himalaje hipokryzji [z ciekawym komentarzem]

St. Michalkiewicz, „Najwyższy Czas!”    13 sierpnia 2024 michalkiewicz

W swoim czasie zauważyłem, że fala pogardy i lekceważenia toczy się z zachodu na wschód. Amerykanie pogardzają Anglikami, Anglicy – Francuzami, Francuzi – Niemcami, Niemcy – Polakami, Polacy – Rosjanami, a Rosjanie – Japończykami. Potem jest Ocean Spokojny, którym nikt nie pogardza, a po drugiej jego stronie – znowu są Amerykanie – i cykl powtarza się od nowa. Jeśli chodzi o Rosjan, to z pewnością pogardzali oni Japończykami przed wojną japońską w 1905 roku. Powszechnie nazywali ich „makakami” – ale kiedy owe „makaki” sprawiły im lanie, to nabrali do nich respektu. Podczas drugiej wojny światowej już nie nazywali ich „makakami”, tylko „samurajami”: „W etu nocz’ reszili samuraji…

Również Amerykanie podczas II wojny światowej odnosili się do Japończyków bez żadnej staroświeckiej rewerencji, co objawiło się w braku wątpliwości co do użycia przeciwko nim bomb atomowych. Gwoli ścisłości muszę dodać, że nie wynikało to tylko z przeświadczenia o niższości Japończyków wobec Anglosasów, ale również – a może nawet przede wszystkim – z pretekstu, czy powodu, dla którego bomby atomowe mogły, a nawet powinny być zastosowane. Tym pretekstem była konieczność zapewnienia zwycięstwa demokracji. Nie ma bowiem takiego poświęcenia, którego nie można by dokonać dla demokracji. Nawet masowa zagłada jest całkowicie uzasadniona, zwłaszcza gdy chodzi o rzeczywistych lub choćby domniemanych przeciwników demokracji, więc nawet w przypadku masowej zagłady można spokojnie pławić się w poczuciu pierwotnej niewinności.

Podobnie musiał czuć się papieski legat Arnold Amaury, który podczas krucjaty w latach 1209-1213, zakończonej wyrżnięciem około 20 tysięcy mieszkańców Beziers we Francji, rzucił słynny rozkaz: „zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!” *)

Tak oto z wielkich idei rodzą się wielkie nieszczęścia, a demokracja wśród wielkich idei znajduje się obecnie na miejscu pierwszym, zdecydowanie wyprzedzając, jeśli nie unieważniając wszystkich pozostałych wielkich idei.

Ale wielkie idee – ideami – podczas gdy obok nich funkcjonują idee może trochę mniejsze – które też znakomicie nadają się do zastosowania w praktyce. Na przykład – poczucie wyższości. Anglosasi, a zwłaszcza Anglicy, jako ludzie szalenie kulturalni, za żadne skarby nigdy się do tego nie przyznają, ale przecież nie trzeba specjalnej spostrzegawczości, by się przekonać, że osób należących do innych narodów nie uważają oni za równych sobie, a kto wie, czy w ogóle uważają ich za ludzi. Do takiego wniosku można dojść obserwując zarówno politykę angielską, a obecnie – politykę Stanów Zjednoczonych, które inne narody, a zwłaszcza założone przez nie państwa uznają o tyle, o ile, to znaczy – przez uprzejmość – oczywiście o ile nie zagrażają one jakimś amerykańskim interesom. Na uzasadnienie tej rewolucyjnej praktyki Amerykanie nie stworzyli żadnej rewolucyjnej teorii. Taką rewolucyjną teorię, która uzasadnia rewolucyjną praktykę stworzyli natomiast Żydowie.

Jak zauważył znawca zagadnienia, jakim był ksiądz Bonawentura Pranajtis, w broszurze „Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim”, Żydowie wszelkich obcoplemieńców, których nazywają „gojami”, w ogóle nie zaliczają do rodzaju ludzkiego, tylko do istot zaledwie człekopodobnych. Ma to swoje konsekwencje praktyczne, dlatego, że świetnie nadaje się na uzasadnienie żydowskich uroszczeń do uważania się za faworytów Stwórcy Wszechświata. Mieczysław Jałowiecki w swoich znakomitych pamiętnikach „Na skraju imperium” przytacza rozmowę w szerszym gronie z generałem Wołłodkiewiczem jeszcze przed I wojną światową:

Ma pani rację – powiedział po chwili generał. – Przeczytałem Manifest Komunistyczny, przestudiowałem Kapitał Marksa i Engelsa. To dzieła Żydów. Pod przykrywką sprawiedliwości społecznej tworzą oni system, w którym mniejszość będzie rządziła większością. System ten uzależni wszystkich od kasy państwowej i wszelcy krytycy władców państwa będą skazani na śmierć cywilną. Dlatego boję się żydowskich agitatorów, w większości synów dobrze prosperujących kupców i wyzyskiwaczy. Boję się, że Żydzi manipulując doktryną komunistyczną, chcą opanować świat. Oni nigdy nie zrezygnowali z pozycji narodu wybranego i gardzą nami, gojami.

Łatwo powiedzieć: „opanować świat”, zwłaszcza, gdy wszystkich Żydów na świecie jest podobno zaledwie 11 milionów. Cóż w tej sytuacji można zrobić? A cóżby innego, jak przypomnieć sobie dźwignię Archimedesa? Mawiał on, że można by podnieść Ziemię, byleby znaleźć punkt oparcia. I wygląda na to, że Żydowie taki punkt oparcia znaleźli, właśnie w postaci Ameryki. Wprawdzie taka opinia uważana jest przez Ligę Antydefamacyjną za „antysemicką”, ale myślę, że mimo to warto ją tu przedstawić. Opinia ta głosi, że Żydowie cieszą się w Ameryce nieproporcjonalnym do swej liczebności wpływem w amerykańskim sektorze finansowym, w sektorze mediów i przemysłu rozrywkowego. Każdy, kto choć trochę zna Amerykę, ten wie, że to prawda. Skoro tak, to znaczy, iż Liga Antydefamacyjna z zagadkowych przyczyn stawia znak równości między antysemityzmem, a spostrzegawczością. I właśnie dzięki temu wpływowi w tych trzech sektorach, Żydowie zyskali wpływ na amerykańską politykę do tego stopnia, że w swoim czasie Patryk Buchanan, kandydując w wyborach prezydenckich, pół żartem, ale pół serio powiedział, że „Waszyngton, to jest terytorium okupowane przez Izrael”. Rzeczywiście, coś musi być na rzeczy, skoro każdy w nowo-wybranych amerykańskich prezydentów, podczas obejmowania urzędu składa Izraelowi coś w rodzaju hołdu lennego oświadczając, że obrona Izraela stanowi niezmienny priorytet polityczny Stanów Zjednoczonych. Bez względu na to, co Izrael robi.

Mogliśmy się o tym przekonać podczas pierwszej wizyty izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu w amerykańskim Kongresie, która nastąpiła zaraz potem, jak Izrael włączył do swojego terytorium państwowego cały obszar Jerozolimy. Jak pamiętamy, Stany Zjednoczone uważały wtedy, że Jerozolima powinna mieć status międzynarodowy. Tymczasem premier Netanjahu wygłosił w Kongresie przemówienie, w którym powiedział m.in: „Jerozolima już nie będzie podzielona nigdy. NIGDY!” – powtórzył z naciskiem, patrząc na kongresmanów. Pod wpływem tego spojrzenia niektórzy z nich zaczęli wstawać i oklaskiwać izraelskiego premiera na stojąco. Widząc to, inni kongresmani, wprawdzie z widocznym ociąganiem, niemniej jednak, też wstawali i klaskali. W rezultacie Kongres USA nagrodził izraelskiego premiera owacją na stojąco, za wygłoszenie poglądu oczywiście sprzecznego z amerykańskim stanowiskiem politycznym. Ogon wywinął psem.

Podczas ostatniej wizyty premiera Beniamina Netanjahu w amerykańskim Kongresie kongresmani nawet już nie czekali, co izraelski premier powie, tylko od razu wstali i urządzili mu owację na stojąco. A co potem premier Netanjahu powiedział? Dwie rzeczy. Po pierwsze – żeby Stany Zjednoczone dały mu, to znaczy – Izraelowi – jeszcze więcej pieniędzy, niż dawały mu dotychczas. Po drugie – niczego w zamian nie obiecał, chociaż kongresmani podobno oczekiwali, iż obieca, że Izrael nie zaatakuje Libanu. To znaczy dał do zrozumienia, że na razie niczego takiego nie planuje, ale jak będzie trzeba, to oczywiście to zrobi.

Po tej owacji amerykańskich kongresmanów na stojąco, Beniamin Netanjahu musiał poczuć się, jakby go ktoś na sto koni wsadził i co się stało? Ano, na jakąś miejscowość na Wzgórzach Golan spadła rakieta i padł rozkaz, że tę rakietę wystrzelił Hezbollah właśnie z terytorium Libanu. W odwecie Izrael wykonał na terytorium Libanu serię nalotów. Dysponuje on przy tym pociskami inteligentnymi tak bardzo, że nawet z dużej wysokości potrafią one odróżnić bojownika Hezbollahu od zwyczajnego, prostego libańskiego cywila i o ile bojownika bez ceregieli zabiją, to cywilowi, chociażby ten szedł akurat tuż obok, nie uczynią one żadnej krzywdy. Taki w każdym razie jest rozkaz dla funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, którego oni w ramach świadomej dyscypliny ściśle przestrzegają.

Ale nie to jest najbardziej pikantnym szczegółem całej sprawy. Najbardziej pikantnym szczegółem jest to, że izraelski premier Beniamin Netanjahu przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze („Gaga, samyj skucznyj gorod w mirie. Praszu Wasze Wieliczestwo prisłat’ ikru, wodku i trojku łoszadiej” – pisał do Petersburga zdesperowany rosyjski ambasador w Hadze) uznany za zbrodniarza wojennego i nawet wystawiono za nim nakaz aresztowania. Tymczasem Kongres Stanów Zjednoczonych, który nieubłaganym palcem piętnuje rosyjskiego prezydenta jako zbrodniarza wojennego i obkłada go sankcjami, innego zbrodniarza wojennego fetuje owacją na stojąco. Najwyraźniej zbrodniarz zbrodniarzowi nierówny i to wcale nie dlatego, że Stany Zjednoczone Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze nie uznają – bo Rosja też go nie uznaje. Przyczyna takiego selektywnego traktowania zbrodniarzy wojennych musi zatem tkwić gdzie indziej. Wprawdzie żadnego oficjalnego wyjaśnienia tej kwestii jak dotąd nie było, ale nietrudno się domyślić, że jeśli nawet Beniamin Netanjahu dopuszcza się zbrodni, to robi to nie tyle nawet w imię demokracji, co w imię interesów Izraela. Tymczasem prezydent Putin, jeśli popełnia zbrodnie, to popełnia je w imię interesów Rosji – a nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że Stany Zjednoczone żadnych interesów innych państw nie traktują poważnie, podobnie jak państw utworzonych przez mniej wartościowe narody tubylcze.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

==================================

Panie Redaktorze,

„Podobnie musiał czuć się papieski legat Arnold Amaury, który podczas krucjaty w latach 1209-1213, zakończonej wyrżnięciem około 20 tysięcy mieszkańców Beziers we Francji, rzucił słynny rozkaz: „zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!” (z tekstu: Himalaje hipokryzji, 13.08.2024).

W jednym zdaniu są trzy błędy.

Nawet antykatolicka Wikipedia podaje, że słowa papieskiego legata nie są potwierdzone źródłowo. Pan nie tylko przyjmuje je za prawdziwe, ale błędnie cytuje. W oryginale łacińskim nie ma w bierniku zaimka „wszystkich” (omnes), jest tylko „ich” (eos). Po łacinie całość brzmi następująco: „Caedite eos. Novit enim Dominus, qui sunt eius” – „Zabijcie ich. Zna bowiem Pan, którzy są jego”.

Nie lepiej radzi Pan sobie ze statystyką: 20 tysięcy ofiar tak się ma do prawdy historycznej jak „badania” Jana Tomasza Grossa w sprawie ofiar w Jedwabnem. Natomiast stwierdzenie „podobnie musiał czuć się papieski legat” przydaje całemu wywodowi aspekt komiczny, gdyż wpisuje się w tzw. postmodernistyczne „narracje odczuwane”, które Pan Redaktor u innych nieustępliwie zwalcza, a we własnych tekstach dopuszcza.

Andrzej Wadas, Kraków

Covid-19, największy skandal sanitarny w historii – dlaczego (najprawdopodobniej) nigdy nie poznamy prawdy?

Covid-19, największy skandal sanitarny w historii Zachodu – dlaczego (najprawdopodobniej) nigdy nie poznamy prawdy?

konserw/covid-najwiekszy-skandal-sanitarny-w-historii

Szczepienia p. Covid-19 miały zapobiegać transmisji wirusa – na tej podstawie wiele krajów wprowadziło paszporty sanitarne i szczepionkowe, obowiązek szczepień dla pewnych grup społecznych, szczepienia dzieci (czyli populacji, dla której wirus nie stanowił zagrożenia), po to by chronić babcię i dziadka itd.

Dzisiaj wiemy, że twierdzenie to było kłamstwem.

A zatem jak to możliwe, że wszystkie agencje ds. leków w krajach zachodnich zatwierdziły fakt, że szczepionki przeciwko Covid-19 zapobiegają transmisji wirusa i pozwoliły, by to publicznie głoszono? Agencje ds. leków, które przecież nie zajmują się polityką, a jedynie kwestiami zdrowotnymi i których zadaniem jest sprawdzanie jakości wyrobów medycznych, ich użyteczności i bezpieczeństwa?

Wystawiając swoją opinię na temat leku dopuszczonego do obrotu, agencje opierają się przede wszystkim na danych pochodzących od wytwórcy, czyli firmy farmaceutycznej. W ramach procedury uzyskania pozwolenia na wprowadzenie produktu leczniczego na rynek, firma farmaceutyczna musi złożyć wniosek o wydanie pozwolenia na dopuszczenie do obrotu (MAA) wraz z pełnym dossier, obejmującym: informacje o jakości produktu, wyniki badań klinicznych oraz dane dotyczące bezpieczeństwa i skuteczności produktu. Jeżeli firma farmaceutyczna twierdzi, że jej produkt leczy raka piersi, to dowód na takie twierdzenie musi znajdować się w badaniach klinicznych zawartych w dossier. Firma nie może twierdzić, że jej lek działa także na raka prostaty, jeżeli nie przeprowadziła badań w kierunku raka prostaty. W związku z tym, jeżeli agencja ds. leków wydaje dla takiego produktu autoryzację w kierunku leczenia raka prostaty, oczywistym jest, iż nie opiera się w swojej decyzji na danych przedstawionych przez firmę farmaceutyczną.

Taka sytuacja miała miejsce w przypadku wszystkich szczepionek p. Covid-19 dopuszczonych do obrotu na terenie Unii europejskiej (Astra Zeneca, Johnson & Johnson, Moderna i Pfizer). Agencje ds. leków nie posiadały żadnych danych od firm farmaceutycznych potwierdzających wpływ szczepionek na transmisję wirusa.

Innymi słowy: firmy farmaceutyczne nie złożyły wniosku o wydanie pozwolenia na dopuszczenie do obrotu swoich produktów, podpartego twierdzeniem, że zapobiegają one transmisji – ta kwestia nie została w ogóle ujęta w badaniach klinicznych. Celem firm było wyprodukowanie szczepionki, która chroniłaby przed śmiercią i rozwinięciem ciężkiej postaci choroby. Nigdy nie chodziło o kwestię zatrzymania transmisji wirusa. Potwierdzili to przedstawiciele firm farmaceutycznych podczas przesłuchań min. przed specjalną komisją w Parlamencie Europejskim (https://sciencemediacentre.es/en/reactions-pfizer-executives-claim-they-did-not-test-whether-covid-19-vaccines-stopped-transmission). Agencje ds. leków NIGDY NIE MIAŁY W RĘKACH DOKUMENTU, który by potwierdzał, że szczepionki p. Covid-19 zapobiegają rozprzestrzenianiu się wirusa. Nie możemy zatem oskarżać firm farmaceutycznych o jakiekolwiek oszustwo w tej kwestii, gdyż od samego początku ich stanowisko było jasne.

A zatem jak to możliwe, że agencje ds. leków rozpowszechniły informację, że szczepionki p. Covid-19 zapobiegają transmisji wirusa? Jak to możliwe, że politycy, naukowcy mogli rozpowszechniać taką informację, podpierając nią wprowadzanie wszelkiego rodzaju paszportów sanitarnych i szczepionkowych? Prawda jest taka i będzie dla wielu szokująca: tak naprawdę polityka sanitarna jest dziś fikcją, a agencje ds. leków, wspaniały wynalazek XX wieku, przestały spełniać swoją rolę – gorzej: pacjenci byli bezpieczniejsi, gdy agencje te nie istniały.

Agencje ds. leków są dzisiaj okupowane przez lobbystów i to oni prowadzą faktyczną politykę sanitarną. W dużej mierze renomowani naukowcy opierają się na zasłyszanych opiniach, badaniach dobrej albo wątpliwej jakości, i prezentują hipotezy jako prawdę objawioną tylko po to, żeby zaistnieć w mediach i zyskać chwilową sławę. Dlaczego komisje, które w różnych krajach próbują zbadać sprawę „pandemii” napotykają na wiele przeszkód i ciągną się niemiłosiernie? Dlatego, że odkrycie prawdy, iż NIE POSIADAMY W KRAJACH ZACHODNICH ODPOWIEDNIEJ OCHRONY ZDROWOTNEJ byłoby ogromnym skandalem, prawdy, że mamy do czynienia z aferą korupcyjną na ogromną skalę. Że mamy do czynienia z największym skandalem sanitarnym w historii!

Anna Chrołowska

źródło: wypowiedź Fabrice Di Vizio, włoskiego prawnika specjalizującego się w sprawach dotyczących zdrowia publicznego (https://www.grands-avocats.com/avocats/fabrice-di-vizio/)

Niedoszły morderca Trumpa ćwiczył miesiącami na strzelnicy, gdzie trenują agenci. „Safety is our priority”

Thomas Crooks ćwiczył na strzelnicy, gdzie trenują agenci DHS

Data: 12 agosto 2024 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/thomas-crooks-cwiczyl-na-strzelnicy-gdzie-trenuja-agenci

Zgodnie z dokumentacją przekazaną w czwartek massmediom przez senatora Chucka Grassleya (R-Iowa) https://en.wikipedia.org/wiki/Chuck_Grassley, przed oddaniem strzałów do Trumpa i trzech innych osób podczas wiecu odbytego 13 lipca w hrabstwie Butler, Thomas Crooks odbył dziesiątki wizyt w lokalnym klubie sportowym, gdzie ćwiczył strzelanie z karabinu.

Informacje ujawnione przez Grassleya wykazują, że Crooks odwiedził strzelnicę dzień przed tym, jak otworzył ogień na terenie Butler Farm Show, trafiając byłego prezydenta w ucho, zabijając uczestnika wiecu Coreya Comperatore i poważnie raniąc dwie inne osoby.

Crooks, lat 20, z Bethel Park, często odwiedzał Clairton Sportsman’s Club, aby ćwiczyć tam strzelanie; robił to także w niektóre święta. Klub ma kilka strzelnic, w tym co najmniej jedną o długości 200 jardów. Śledczy powiedzieli, że Crooks strzelał do byłego prezydenta z karabinu typu AR – z dachu budynku znajdującego się mniej niż 150 metrów od sceny Trumpa.

Jak wynika z dokumentacji, Crooks w ciągu pierwszych czterech miesięcy członkostwa zarejestrował się na treningi strzeleckie 20 razy, a w roku bieżącym odbywał średnio od trzech do sześciu treningów miesięcznie. W sumie Crooks pojawił się na strzelnicy 43 razy.

Biuro Grassleya opisało wizyty Crooksa jako “intensywne przygotowania w miesiącach poprzedzających próbę zamachu na byłego prezydenta”. Według zapisów, Crooks około 80% swojego czasu spędził w klubie strzeleckim trenując strzelanie z karabinu. Dzienniki obecności pokazują, że Crooks nigdy nie przyprowadził ze sobą żadnego gościa na strzelnicę, także wtedy, gdy był tam w dni świąteczne. Na strzelnicy spędził czas w tegoroczne Walentynki, a także w ubiegłoroczne Boże Narodzenie oraz Halloween. Ostatnia wizyta Crooksa na strzelnicy została zarejestrowana o godzinie 14:45 w piątek, 12 lipca – dzień przed wiecem, podczas którego został śmiertelnie postrzelony przez snajpera Secret Service.

Z dokumentów wynika, że strzelnicę do szkolenia policji wykorzystał również amerykański Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHSDepartment of Homeland Security) – w dniach, w którym Crooksa tam nie było. Dokumentacja została dostarczona do biura Grassleya przez Clairton Sportsmen’s Club. (…)

https://rumble.com/embed/v5883cd/#?secret=BU0pBxIAzA

INFO: https://triblive.com/local/records-show-trump-rally-gunman-thomas-crooks-practiced-dozens-of-times-at-clairton-rifle-range/

WYBORY W USA, WIELKA WOJNA RASOWA I RESET GOTÓWKI

globalna/wybory-w-usa-wielka-wojna-rasowa-i-reset-gotowki

Światowe Forum Ekonomiczne w Davos nakazało władzom całego świata podsycanie płomieni niepokojów społecznych i nastawianie społeczności przeciwko sobie, dopóki brutalne rozlewy krwi nie staną się normą, a ulice zachodnich miast nie spłyną krwią.

Jeśli myślisz, że Wielki Reset to nic więcej niż teoria spiskowa, to powinieneś to przemyśleć jeszcze raz.

Według raportu Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), kraje Zachodu odpowiadają za zdecydowaną większość problemów świata, w tym za zmiany klimatyczne i kolonializm. W interesie sprawiedliwej przyszłości świata należy zmusić takie kraje jak Wielka Brytania, USA, Kanada i Australia do padnięcia na kolana, aby umożliwić innym regionom powstanie.

Światowe Forum Ekonomiczne zinfiltrowało lewicowe rządy w krajach zachodnich, aby wesprzeć realizację planu, a rezultaty są już widoczne na naszych oczach.

Według osób z wewnątrz WEF nadszedł czas, aby otworzyć bramy piekieł.

W obliczu pogrążającej się w wojnie domowej w Wielkiej Brytanii, w której protestujący i kontrmanifestanci skaczą sobie do gardeł, a brytyjski rząd przygotowuje się do wypuszczenia na społeczeństwo „stałej armii”, globaliści gratulują sobie dobrze wykonanej pracy – i snują plany dolania oliwy do ognia szalejącego na brytyjskich ulicach.

Klaus Schwab powiedział: „Musimy przygotować się na bardziej wściekły świat”. Nie jest prorokiem – po prostu zna scenariusz.

Kiedy Światowe Forum Ekonomiczne wydaje rozkaz, członkowie Forum, tacy jak Keir Starmer, są już w ruchu.

Nowy brytyjski premier nie tracił czasu i zaczął stosować globalistyczną, autorytarną taktykę, planując utworzenie „stałej armii” „oficerów dyżurnych”, która miałaby zmusić protestujących do poddania się.

Jak Starmer zasugerował na swojej konferencji prasowej, brytyjski rząd będzie również ścigał tych, którzy krytykują rząd w mediach społecznościowych.

To nie żart. Globalna elita i jej poplecznicy u władzy nie szanują granic ani Konstytucji Stanów Zjednoczonych. W rzeczywistości planują oskarżyć influencerów mediów społecznościowych w USA o najsurowsze możliwe zarzuty karne, w tym o terroryzm .

Zaczęli już aresztować obywateli brytyjskich za komentarze na Facebooku, których nie akceptują.

W Wielkiej Brytanii pod rządami Klausa Schwaba niewłaściwe korzystanie z platformy komunikacji elektronicznej, znane również jako publikowanie treści antyglobalistycznych w mediach społecznościowych, może skutkować karą sześciu miesięcy więzienia.

Właśnie wtedy, gdy myśleliśmy, że sytuacja obywateli Zachodu nie może być gorsza, globalne elity po prostu powiedziały: „przytrzymaj mi piwo”.

Przemoc w Wielkiej Brytanii to tylko mała część misternego planu mającego na celu odebranie nam wszystkiego, co posiadamy. Elity pokazały, co potrafią.

Żyjemy w krytycznych czasach, a elity rozumieją to lepiej niż ktokolwiek inny. Można spodziewać się więcej plandemii, potrząsania szabelką, ponieważ Iran jest przygotowywany do rozpoczęcia III wojny światowej z Izraelem, zabójstw, fałszywych flag i operacji psychologicznych.

Elity wykorzystują przemoc i gniew w społeczeństwie, aby narzucić społeczeństwu autorytarne środki, które wcześniej były nie do pomyślenia.

Wykorzystują również ten chaos, aby położyć podwaliny pod Wielki Reset finansowy.

W czerwcu 2023 roku menedżer funduszu hedgingowego David Rogers Webb opublikował książkę zatytułowaną „ The Great Taking ”.

Książka opisuje ramy prawne dla przejmowania bilionów dolarów aktywów od instytucji publicznych i prywatnych oraz zwykłych ludzi, takich jak ty i ja. Zawiera źródła podstawowe i potężną narrację wyjaśniającą, w jaki sposób elita może podkopywać społeczeństwo dla własnych celów.

Webb napisał, że jego książka traktuje o przejmowaniu zabezpieczeń – o wszystkim. 

Innymi słowy, nie będziemy posiadać niczego.

Podobnie jak materiały wybuchowe wokół skazanego na zagładę budynku, dług jest gromadzony, aby przyspieszyć implozję. Ci, którzy spowodują detonację, powiększą swoje bogactwo, włamując się do gruzów.

Kryzysy nie są przypadkowe. Są powodowane przez ludzi, którzy skorzystają na „odbudowie”.

Nie jest przypadkiem, że Blackrock otrzymał pół biliona dolarów na „odbudowę” Ukrainy po wojnie z Rosją, przedłużanej przez interesy USA i NATO ściśle powiązane z Blackrock.

Podobnie jak nieprzypadkowo było, kto skorzystał na odbudowie Iraku po inwazji i okupacji Busha.

Podczas gdy dzisiejsi decydenci starają się wyeliminować gotówkę, ich poprzednicy kilkadziesiąt lat temu wyeliminowali papierowe certyfikaty akcji.

Nawet użyli tych samych argumentów, aby podjąć te działania.

Wyeliminowanie papieru byłoby „wygodniejsze”, powiedzieli. Ograniczyłoby przestępczość i ułatwiło klientom transakcje.

Może to i fakt, ale nie prawda.

Prawdziwe powody, dla których elita jest zdeterminowana, aby zakazać gotówki, są bardziej nikczemne i rzadko reklamowane. Nadzór i konfiskata nie są argumentami sprzedażowymi, które przekonają większość ludzi.

Aż do momentu, gdy nadejdzie kryzys.

Ale kiedy ktoś nadejdzie, ludzie będą chcieli kogoś obwinić. I żeby ktoś inny zapłacił cenę.

Kluczem do Wielkiego Resetu jest kryzys, podobnie jak nowe cyfrowe pieniądze, które pojawią się po jego zakończeniu.

Według słów Webba nadchodzący kryzys to „świadoma strategia” podporządkowania w celu wyeliminowania oporu. Chodzi o „zaganianie ludzkości i eliminowanie kieszeni odporności”.

Teraz potrzeba tylko katalizatora kryzysu. Zaciśnięcie pętli stóp procentowych wokół zadłużonych gospodarek, które pływają na bezprecedensowych, zabawnych pieniądzach i niekończących się fałszywych aktywach, powinno wystarczyć.

Myślisz, że przemoc na ulicach Wielkiej Brytanii jest teraz zła? Poczekaj do planowanego upadku.

Cyfrowe waluty banków centralnych (CBDC) – obecnie opracowywane przez banki centralne reprezentujące 114 krajów – będą jedynym źródłem utrzymania pieniądza.

Po przybyciu na miejsce, śluza będzie zamknięta, a wszystkie zwierzęta zostaną zamknięte w rzeźni.

Państwo będzie mogło zezwalać, zapobiegać, monitorować i manipulować każdą transakcją, jaką ktokolwiek będzie próbował przeprowadzić.

To będzie całkowita kontrola. Wolność zniknie. Jak mówi Webb: „Będziesz posłuszny, jeśli będziesz chciał jeść”.

Żądna władzy kabała, składająca się z bliskich sobie rodzin, które praktykują wielopokoleniowe znęcanie się nad dziećmi i masową kontrolę umysłu, jest zdeterminowana, aby obalić suwerenne państwa. Jednak ich plan globalnej dominacji zawodzi, a począwszy od 2020 r. od oszustwa COVID, zaczęli atakować państwa zachodnie i obywateli USA.

Stali się zdesperowani i idą na całość. Mordują niewinnych Palestyńczyków, by wywołać wojnę z Iranem i poświęcają naród Ukrainy, by beznadziejnie stawić czoła Rosji.

Te rodziny wsobne się starzeją i walczą o swoje życie. Stawka jest zbyt wysoka, aby kiedykolwiek się poddać, co czyni je bardziej niebezpiecznymi niż kiedykolwiek.

Ale ich jest niewielu, a nas jest wielu, i trzeba ich powstrzymać.

Tradycja jest katolicyzmem, a katolicyzm jest Tradycją.

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona

Komentarz Eleison nr DCCCXC (890) 3 sierpnia 2024 https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

ZDEFINIOWANE PRAWO

Desperackie próby Franciszka, by wykorzystać cały autorytet papieski do zniszczenia trydenckiego rytu Mszy Świętej i wyeliminowania go z Kościoła katolickiego raz na zawsze, słusznie zyskują coraz mniejszą akceptację wśród katolików. To, dlaczego Bóg Wszechmogący mógł pozwolić na to, by Jego Autorytet, który powierza Swoim wikariuszom na ziemi, był tak niewłaściwie wykorzystywany, pozostaje tajemnicą, ponieważ rzecz jasna daje go w ręce ludzi po to, by budowali oni Kościół, a nie po to, by go burzyli.

Wielu katolików jest tak udręczonych tym problemem, że uciekają się do prostego rozwiązania, jakim jest sedewakantyzm, ponieważ zgodnie z tą teorią nie było żadnego ważnego papieża od czasów Jana XXIII (1958-1963), wszystkich sześciu papieży od Soboru Watykańskiego II (1962-1965) w ogóle nie było papieżami. Jednak teoria ta, która wydaje się z taką łatwością rozwiązywać problem papieży soborowych, przybiera wiele sprzecznych form i może prowadzić do całkowitego porzucenia wiary przez katolików na tej podstawie, że nie może istnieć żadne ważne kapłaństwo, więc równie dobrze mogą pozostać w domu, zamiast chodzić na Mszę. Tak więc sedewakantyzm rodzi więcej problemów, niż wydaje się rozwiązywać.

Takie owoce wskazują, że sedewakantyzm może nie być właściwym rozwiązaniem poważnego problemu wywołanego przez wszystkich sześciu soborowych papieży, jednego po drugim, a którego kulminacją są wyjątkowe okropności Franciszka.

Może to być dobry moment, aby przypomnieć owocne rozwiązanie Arcybiskupa Lefebvre (1905-1991), tradycjonalizm, którego był wybitnym pionierem w dzisiejszym sprzeciwie wobec modernizmu Soboru Watykańskiego II.

Tradycja jest katolicyzmem, powiedział, a katolicyzm jest Tradycją. „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.” (Hbr 13, 8). Stulecia protestantyzmu i liberalizmu stworzyły nowoczesny świat, który jest tak czarujący i uwodzicielski, że w końcu nawet wikariusze Chrystusa na ziemi dali się przekonać, że Pan Jezus musi dostosować się do współczesnego człowieka, a nie odwrotnie. Ale Pan Jezus i Jego Kościół nie potrzebują modernizacji, wszystko, czego potrzebują, to być ukazani tak, jak zawsze czyniła to katolicka Tradycja w minionych czasach. A zdumiewający sukces założonego przez Arcybiskupa Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X na całym świecie, przynajmniej do jego śmierci w 1991 roku, dowiódł, że tradycyjna wersja Jezusa i Jego Kościoła może nadal kwitnąć, pomimo nowoczesności.

Co zatem Arcybiskup mówił o modernistycznym autorytecie katolickim? Powiedział, że nawet katoliccy papieże sami w sobie pozostają omylnymi ludźmi, chyba że zaangażują swój nieomylny autorytet, co mogą czynić na czterech ścisłych warunkach jasno określonych w uroczystej definicji nieomylności z 1870 roku.

Jeśli wszystkie te cztery warunki nie są spełnione – a soborowi papieże nigdy nie przedstawili wszystkich czterech podczas propagowania soborowych nowości – wówczas są tak samo zdolni do popełniania błędów, jak każda normalna istota ludzka. Tak więc wszystkie modernistyczne nowości Soboru Watykańskiego II w żaden sposób nie podlegają ochronie papieskiej nieomylności, która jest ograniczona w swoim praktycznym zastosowaniu.

Ale co z nakazami porzucenia tradycyjnego rytu łacińskiej mszy? Czyż nie jesteśmy zobowiązani do posłuszeństwa? Nie, nie jesteśmy zobowiązani do posłuszeństwa, ponieważ nie jest to polecenie zgodne z prawem, jak zawsze twierdził Arcybiskup Lefebvre i jak zawsze twierdził Kościół Katolicki. Papież nie ma od Boga władzy, by rozkazywać wszystko, co tylko przyjdzie mu do głowy. Definicja prawa jest taka, że jest to nakaz rozumu dla wspólnego dobra, wydany przez tych, którzy są odpowiedzialni za wspólne dobro. Jeśli więc nie służy ono wspólnemu dobru, jak każde prawo mające na celu zalegalizowanie aborcji, to nie jest to żadne prawo.

Dlatego, gdy chodzi o Ofiarę Mszy Świętej, o której Ojciec Pio powiedział, że Ziemia bardziej może obejść się bez światła słonecznego niż bez tej Ofiary, zastąpienie jej najbardziej czcigodnego i dostojnego obrzędu w języku łacińskim, skoncentrowanego na Bogu, nowym obrzędem w nowożytnych językach, doktrynalnie wątpliwym, pozbawionym godności, opracowanym w celu skoncentrowania się na człowieku, jest tak ewidentnie sprzeczne z prawdziwym wspólnym dobrem Kościoła katolickiego, że nie może być przedmiotem prawdziwego prawa Kościoła. Dlatego żadne takie udawane prawo nie musi być przestrzegane, niezależnie od tego, ile razy Paweł VI, Franciszek lub ich następcy będą próbowali narzucić takie monstrum.

Kyrie eleison.

Planeta uratowana!

Stanisław Michalkiewicz:

Ledwo zimny ruski czekista Putin, rozpoczynając specjalną operację wojskową przeciwko Ukrainie, z dnia na dzień zakończył groźną epidemię, a właściwie pandemię, zafundowaną znękanej ludzkości przez biurokratyczny gang, pretensjonalnie i zmyłkowo określający się zuchwałym mianem “Światowej Organizacji Zdrowia”, a już dobroczyńcy ludzkości rozpętali kolejną histerię, tym razem związaną ze złowrogim klimatem.

Chodzi o to, że klimat się zmienia i to w dodatku samowolnie, za nic mając sobie politykę partii i rządu, przestrogi i zbawienne pouczenia, płynące nie tylko od niestabilnej emocjonalnie szwedzkiej panienki, która – mówiąc nawiasem – gdy zaczęła wchodzić w tak zwany “wiek rębny” (jak już informowałem, otrzymałem w prezencie “Przewodnik gajowego”, więc wiem, co mówię) – zwróciła swoje zainteresowania w całkiem inną stronę.

W międzyczasie jednak wodziła za łby może nie najmądrzejszych, ale za to największych światowych dygnitarzy, jak np. Pierwszego Sekretarza ONZ, czy Reichsfuhrerin Urszulę von der Leyen – aż wreszcie duraczenie zeszło pod strzechy i w rezultacie narodził się młodzieżowy ruch pod nazwą “Ostatnie pokolenie”, którego uczestnicy przyklejają się do jezdni i pasów startowych na lotniskach, żeby w ten sposób zmusić rządy do walki ze złowrogim klimatem.

Gdyby agendy rządowe, zamiast ich odklejać od asfaltu, czy betonu na pasach startowych, puściły na nich walce drogowe, to rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z “ostatnim pokoleniem” i wojna z klimatem, podobnie jak wojna na Ukrainie, zaczęłaby wygasać z braku zainteresowania. Niestety eunuchy stojące na czele poszczególnych rządów nie mają wystarczającej odwagi, by chwycić byka za rogi i w rezultacie, sprawy w swoje ręce muszą brać zwykli obywatele.

No, może nie do końca zwykli, bo obywatel, który zaapelował do mnie w tej sprawie, nie jest bynajmniej zwykłym obywatelem, tylko właśnie niezwykłym. Nie tylko jest uczonym doktorem nauk medycznych, ale w dodatku pisze całkiem dobre wiersze, no i zaszczyca mnie swoją przyjaźnią, na dowód czego podczas epidemii dostarczył mi sporo amantadyny, którą porozdawałem wszystkim osobom zainteresowanym i – o ile mi wiadomo – wbrew ostrzeżeniom epidemicznych, skorumpowanych jastrzębi – nie tylko nikt z tego powodu nie umarł, ale nawet nie dostał kataru.

Nawiasem mówiąc, warto zapytać, co się stało z badaniami, jakie rząd “dobrej zmiany” rozpoczął nad zastosowaniem amantadyny przeciwko zbrodniczemu koronawirusowi, ile forsy do tej pory na nie wydano, kto ją sobie sprywatyzował, no i oczywiście – gdzie schował szmal?

Na wszelkie informacje na ten temat ktoś nałożył surdynę, a przecież – jak mówi poeta – “nie jest światło, by pod korcem stało!” Wracając tedy do zaprzyjaźnionego ze mną człowieka Renesansu, muszę dodać, że charakteryzuje się on też znakomitym poczuciem humoru, które sprawia, że nie jestem do końca pewny, czy zaproponowane przez niego remedium na samowolki klimatyczne, to na serio, czy dla tak zwanych “jaj”.

Moja niepewność bierze się stąd, że zaproponowane remedium milcząco zakłada, jakoby przyczyną klimatycznych samowolek był zbrodniczy dwutlenek węgla. Że jest to dogmat głoszony przez skorumpowanych “ekspertów”, którzy za pieniądze gotowi są poświadczyć dosłownie wszystko.

Ponieważ jednak ów mój Honorable Corespondant jest człowiekiem naprawdę uczonym, a poza tym – błyskotliwie inteligentnym, to nie bardzo chce mi się wierzyć, by on też podzielał wiarę w te bałamutne dogmaty. Tak czy owak, przedstawił remedium, które z kronikarskiego obowiązku tutaj zreferuję.

Otóż wychodząc z założenia, jakoby przyczyną klimatycznych samowolek był wspomniany, zbrodniczy dwutlenek węgla, zaproponował on, by ten złowrogi gaz zaabsorbować tak, żeby już nie mógł służyć klimatowi do dalszej wojny ze znękaną ludzkością.

Zamiast tedy nękać znękaną ludzkość, poddawać ją brutalnej tresurze, między innymi przez rozmaite “ostatnie pokolenia” i wiele innych gangów, a wreszcie – pozbawić ją własności prywatnej i w ten sposób zrealizować komunistyczną rewolucję – mój Honorable Correspondant proponuje, by wybrane wcześniej obszary oceanów zaczął nasycać żelazem – oczywiście żelazem przyswajalnym przez żywe organizmy.

Dostarczenie do oceanów tego pierwiastka spowoduje masowy wykwit sinic, które zaabsorbują zbrodniczy dwutlenek węgla z atmosfery ziemskiej, dzięki czemu “planeta”, która dzisiaj podobno “płonie”, zostanie uratowana, bez konieczności przeprowadzania rewolucji komunistycznej, która, zgodnie z nieubłaganymi prawami rozwoju dziejowego, musi zakończyć się, jak zawsze, to znaczy – klapą – ale zanim ona nastąpi, liczba ofiar tego eksperymentu znowu przekroczy setki milionów. A w jaki sposób dostarczać przyswajalne żelazo do oceanów? To proste, jak budowa cepa.

Wystarczy – pisze mój Honorable Correspondant – by statki, zarówno te handlowe, jak i pasażerskie, a także okręty wojenne, opróżniały zbiorniki z ekskrementami wprost do oceanu, zamiast przywozić je na ląd i dopiero tam poddawać skomplikowanej i kosztownej utylizacji.  Do tych ekskrementów właśnie należałoby dodawać owo przyswajalne żelazo oraz środki spieniające, które sprawiałyby, że wszystko to utrzyma się w powierzchniowej warstwie wody.

No dobrze – ale co z sinicami? Jak wiadomo, nie są to rośliny, tylko organizmy samożywne, tak zwane autotrofy, które w dodatku mają zdolność fotosyntezy, a zatem – przy masowym wykwicie na skalę oceaniczną, bez trudu zaabsorbowałyby nadwyżkę zbrodniczego dwutlenku węgla z atmosfery. Ta sprawa zostałaby wprawdzie załatwiona, ale co dalej? Co zrobić z wykwitniętymi na skalę oceaniczną sinicami? Podobno są one szalenie odporne i zdolne do przetrwania na naszej nieszczęśliwej planecie właściwie w każdych warunkach.

W dodatku niektóre ich gatunki zawierają toksyny i dlatego nie tylko kąpiele w wodzie z sinicami są niebezpieczne, ale niebezpieczne bywa też przebywanie nad akwenami bogatymi w sinice, bo trujące mogą być również ich wyziewy. Czy jednak z tego powodu sinice powinny być bwzwzglednie skreślone z listy studentów?

Aż tak źle nie jest, bo  jeśli już zostaną wyłowione z oceanu, to mogą użyźnić glebę, wzbogacając ją w związki azotowe, dzięki którym np. zbiory ryżu mogą wzrosnąć nawet o 20 procent. Zatem nie ma się co namyślać, tylko uderzyć w czynów stal, a “Ostatnie pokolenie”, zamiast przyklejać się do jezdni, czy pasów startowych na lotniskach, powinno zabrać się za wytwarzanie ekskrementów, przede wszystkim na statkach morskich i kolonialnych i w ten sposób przychodzić w sukurs “płonącej planecie”.

Poradnik świadomych rodziców, cz. I

Poradnik świadomych rodziców, cz. I

Autor: AlterCabrio , 12 sierpnia 2024 [z Legionu św. Ekspedyta]

Prezentujemy nasz, autorski krótki poradnik, opisujący współczesną edukację szkolną i wychowanie. Pokazujemy główne trendy, zjawiska i procesy, prostujemy pojęcia, obalamy mity, wskazujemy na zagrożenia. Nie ograniczamy się do mówienia, że jest źle. Wyraźnie pokazujemy, skąd wzięło się zło i komu służy. Największą wartością naszej skromnej pracy jest jednak wyraźne wskazanie, co trzeba zrobić, żeby było dobrze.

−∗−

Poradnik świadomych rodziców, cz. I z IV

Prezentujemy nasz, autorski krótki poradnik, opisujący współczesną edukację szkolną i wychowanie. Pokazujemy główne trendy, zjawiska i procesy, prostujemy pojęcia, obalamy mity, wskazujemy na zagrożenia. Nie ograniczamy się do mówienia, że jest źle. Wyraźnie pokazujemy, skąd wzięło się zło i komu służy. Największą wartością naszej skromnej pracy jest jednak wyraźne wskazanie, co trzeba zrobić, żeby było dobrze.

Nasz poradnik prezentujemy w postaci trzech artykułów, zawierających treść w odcinkach. Czwarty artykuł cyklu będzie zawierał odnośnik, za pomocą którego będzie można pobrać całość w postaci dokumentu pdf. W imieniu całej Redakcji portalu oraz osób, zaangażowanych w powstanie tego poradnika, prosimy o rozpowszechnianie i udostępnianie. Im więcej ludzi przyjmie tą treść, tym szybciej wyjdziemy z dna otchłani.

Pisaliśmy już o szkole:

Likwidacja polskiej szkoły już za 2 lata

Globalny wzorzec eurodebila

Zakaz wiedzy domowej

OTO CZĘŚĆ PIERWSZA:

Polscy rodzice, młodzież i dzieci są oszukiwane od niemal 80 – ciu lat. Od czasu wdrożenia w Polsce stalinowskich „reform” podstawia się nam błędne wzorce wychowania, edukacji, polityki i celów życiowych. Wiele sprzecznych opinii rozrywa rozum na strzępy, a ludzi odrywa od siebie i konfliktuje. W czasach, w których żyć nam przyszło szczególnie ważna jest zgodność poglądów pośród narodu, a tej być nie może, jeśli każdy będzie mówił co innego i rozumiał błędnie. Podejmujemy więc próbę zaprowadzenia ładu w chaosie informacyjnym, dotyczącym podstawowych kwestii – wychowania i edukacji.

I. CO MA NASTĄPIĆ: KOMUNISTYCZNA EDUKACJA ZMIENIAJĄCA PŁEĆ

Wymuszanie zmian.

Najnowsze zmiany w oświacie: zakaz prac domowych, zmniejszenie podstawy programowej, nowy przedmiot „edukacja o zdrowiu”, wprowadzane przez rząd warszawski są tylko wstępem. Tak samo wstępem do tego, co dzisiaj, i do tego, co ma nadejść była większość tzw. reform edukacyjnych, podejmowanych od 1995 r. Tym, co ma nadejść jest Europejski Obszar Edukacyjny – inicjatywa Unii Europejskiej, uchwalona w 2017 r., określona w 2020 r., realizowana obecnie. Komisja Europejska twierdzi, że Europejski Obszar Edukacyjny (dalej: EOE) powstanie w 2025 r., a rząd warszawski zapowiada, że Polska do niego wejdzie. Będzie to oznaczać całkowitą utratę kontroli narodu nad tym, czego są uczone polskie dzieci, a rodziców – nad tym, jak są wychowywane. EOE ma być zarządzany przez Komisję Europejską, a ona chce opiekować się wszystkimi ludźmi w Europie od urodzenia aż do śmierci i kontrolować całe ich życie. Dlatego już w 1992 r. przyjęła cele barcelońskie: ludzie w wieku emerytalnym nie powinni przechodzić na emeryturę, tylko nadal pracować, dlatego należy przesunąć średni wiek przechodzenia na emeryturę o 5 lat. Natomiast każda kobieta krótko po urodzeniu dziecka powinna trafiać na unijny rynek pracy, a każde dziecko krótko po urodzeniu ma wejść do systemu, w którym pozostanie przez całe życie. Docelowo każdy mieszkaniec Unii ma przejść przez następujące etapy: żłobek, przedszkole, szkoła podstawowa, szkoła ponadpodstawowa, dla części – studia, dla reszty – praca w gospodarce unijnej, tzw. nauka przez całe życie, mobilność, zarządzanie cyfrowe, eutanazja.

Nowy system

Cały system na wszystkich etapach kształcenia ma zmieniać naturalne postawy i zachowania. Zmiana ma sięgać głęboko i przerobić tożsamość i cele życiowe ludzi tak, aby były zgodne z interesami Unii, które z kolei zgodne są z interesami ONZ. Te interesy mają swoje kryptonimy: Zrównoważony Rozwój, transformacja ekologiczno – cyfrowa, gender. Każdy człowiek w UE ma więc odrzucić wszystko, czego dowiedział się od rodziców lub źródeł pozaunijnych, i całkowicie przyjąć unijne: tożsamość, wiedzę i cele. Dlatego likwiduje się zadania domowe dla dzieci i redukuje podstawę programową. Następnym krokiem będzie wprowadzenie nowego obowiązkowego przedmiotu: „wiedza o zdrowiu”. Ma on zawierać tzw. „edukację seksualną”, czyli seksualizację wg standardów WHO. Standardy te są określane jako prawa seksualne i reprodukcyjne. Obejmują m.in. instruktaż masturbacji, antykoncepcji, aborcji, otwartych zachowań seksualnych, afirmację seksualności LGBT, otwartość na zmianę tożsamości płciowej i seksualnej. Rząd zapowiedział, że od 2025 r. ten program trafi do polskich szkół.

Szkoła taka, jaką znamy ma zostać zlikwidowana i podmieniona. Mają pozostać budynki szkolne i pracownicy nazywani nauczycielami, natomiast w środku będzie się działo coś zupełnie innego. Komisja Europejska ma decydować o tym, jak będą wykształceni nauczyciele i czego będą naucza, a także, jak będą zarządzane szkoły. Wiedza ma zostać ograniczona do „poziomu podstawowego umiejętności podstawowych”, a resztę czasu wypełni narzucanie przez szkołę postaw prounijnych i zachowań, wpisanych w Agendę 2030, czyli Zrównoważonego Rozwoju. Najtrafniej tę politykę wyraża hasło: „nie będziecie mieli niczego i będziecie szczęśliwi”. Brak własności zaczyna się od braku wiedzy, i o to właśnie mają zadbać unijne szkoły. Nowy system edukacji, który zostanie wprowadzony w EOE to Edukacja Włączająca. Oznacza to włączenie do jednej klasy wszystkich dzieci z rejonu. Obejmie niepełnosprawnych intelektualnie, zaburzonych psychicznie, niedostosowanych społecznie, młodocianych przestępców, imigrantów. Szkoły specjalne mają zostać zmienione tak, aby nie zajmować się uczniami. Ci mają trafić do zwykłych szkół rejonowych, a szkoły specjalne będą odtąd szkolić nauczycieli i rodziców, jak sami mają sobie radzić z problemowymi dziećmi. Obecne szkoły specjalne to wysokiej klasy fachowa opieka, nauczanie i terapia. Mamy to jednak utracić, ale zyskać szkolenie – jak mamy sobie z tym radzić sami.

Skoro w jednej klasie znajdą się tak bardzo zróżnicowani uczniowie, trzeba będzie zmienić nauczanie. Unijna szkoła będzie równościowa, oficjalnie każdemu zapewni wysokie osiągnięcia. Jednak obok dzieci w normie będą tam takie, które nie widzą, nie słyszą, nie mówią, nie rozumieją języka, upośledzone, a każdemu system musi zapewnić sukces. Zrobi to na dwa sposoby: po pierwsze, samo uczęszczanie do szkoły będzie traktowane jako sukces; po drugie, wprowadzone zostanie Projektowanie Uniwersalne. Oznacza to, że wszystkie treści nauczania będą takie, aby mógł je zrozumieć każdy, będą więc dostosowane do możliwości uczniów upośledzonych. Oznacza to jakościowy zjazd do poziomu przedszkola. To właśnie dlatego EOE chce poprzestać na podstawowym poziomie umiejętności podstawowych.

Nowy system jednak zapewni każdego rodzica, że w pełni rozwinie potencjał jego dziecka i zadba o jego rozwój. Do tego posłuży Ocena Funkcjonalna. Do szkół trafią specjaliści – diagności w randze psychologów i pedagogów specjalnych. Będą oni mieli narzędzia cyfrowe – specjalne aplikacje do testów i pomiarów. Każde dziecko ma zostać poddane Ocenie Funkcjonalnej. Najpierw będzie Analiza Funkcjonowania, podczas której dziecko będzie badane pod kątem możliwości i ograniczeń intelektualnych, emocjonalnych, społecznych i zdrowotnych. Badana będzie również rodzina i sąsiedztwo dziecka. Sprawdzane będą warunki, w jakich mieszka i jak wychowywane jest dziecko oraz jakie procesy zachodzą w rodzinie. Światopogląd i religijność rodziców i rodziny również będą badane. Do badań diagnostycznych zostaną wykorzystane psychotesty, obserwacja, wywiady, ankiety. Po dokonaniu diagnozy system wygeneruje raport wynikowy, a algorytmy dopasują Program Wsparcia, skomponowany z elementów, dostępnych w systemie. Będzie to instrukcja postępowania z dzieckiem przez cały okres nauki szkolnej. Program Wsparcia będzie wiązał nauczycieli i rodziców – wszyscy oni będą musieli go realizować, a zespół specjalistów będzie to na bieżąco monitorował i poddawał ewaluacji. Ocena będzie więc ciągła, aby każdej chwili umożliwić interwencje specjalistów w proces nauczania i wychowania dziecka. Celem Programu Wsparcia ma być dobrostan, określony przez WHO. W jego skład, oprócz poczucia zadowolenia fizycznego i psychospołecznego wchodzą też prawa seksualne i reprodukcyjne. System będzie więc usuwał wszelkie przeszkody na drodze dziecka do dobrostanu. Jeśli wychowanie dziecka przez rodziców będzie taką przeszkodą, system zidentyfikuje to jako „przemoc w rodzinie” i wyśle tam specjalistów w celu „wsparcia” dziecka – psychologów, pracowników socjalnych, policję, kuratora.

System będzie więc zaspokajał wszystkie potrzeby dziecka – poznawcze, psychiczne, emocjonalne, społeczne, zdrowotne. Zrobi to w ten sposób, że najpierw określi, jakie w ogóle potrzeby mają ludzie, a potem – jakie konkretne potrzeby ma konkretne dziecko. Ten zakres zainteresowań obejmuje to, czym zajmuje się szkoła, rodzina, znajomi, przyjaciele, związki wyznaniowe, pomoc społeczna, ochrona zdrowia. Wszystko to będzie w szkole, a szkoła wypełni całe życie dziecka i jego rodziny – staną się oni częścią szkoły, a ta – częścią unijnego systemu. Dzieci staną się własnością publiczną, a ich wychowanie przestanie być wyłączną sprawą rodziców, zgodnie z hasłem że „wszystkie dzieci są nasze”. Zaspokajanie potrzeb zdrowotnych zapewne obejmie też różnorodne szczepienia, wedle decyzji WHO.

Wykształcenie zawodowe też bardzo interesuje Komisję. W ramach Programu Wsparcia każde dziecko ok. 12-go roku życia zostanie zdiagnozowane pod kątem przydatności zawodowej, a następnie system skieruje go do określonego przez siebie trybu szkolenia. Będzie to czysta wiedza praktyczna, bez teorii i wiedzy ogólnej. Następnie po osiągnięciu wieku zatrudnienia młody człowiek zostanie skierowany do wybranego przez system zakładu pracy, gdzie będzie wykonywał wyuczoną czynność. Technokraci wprost formułują założenie, że większość absolwentów będzie miała niskie kwalifikacje zawodowe. Każdy jednak będzie mógł, a raczej musiał uczyć się przez całe życie, do 64 – go roku życia. Przynajmniej raz w roku każdy weźmie udział kursie lub szkoleniu, połączonym z unijną indoktrynacją.

Jednym z kluczowych założeń unijnego systemu jest cyfryzacja. Wszystko będzie widziane, rejestrowane i przetwarzane przez system. Dane z Oceny Funkcjonalnej, czyli zapis życia dziecka i jego rodziny będzie udostępniany unijnym i globalnym interesariuszom. Każdy otrzyma indywidualne cyfrowe konto edukacyjne, na którym zapisywany będzie cały przebieg edukacji, wychowania i szkolenia. System będzie wyznaczał, komu przyznać uprawnienia do szkoleń. Cyfryzacja umożliwi kontrolowanie i sterowanie przebiegiem edukacji i wychowania każdego człowieka, a następnie umożliwi zdalne zarządzanie ludźmi w skali unijnej. Drugim bowiem kluczowym założeniem systemu jest mobilność – edukacyjna i pracownicza. Mobilność edukacyjna oznacza możliwość przemieszczania uczniów, studentów i nauczycieli między szkołami i uczelniami w różnych krajach Unii, a mobilność pracownicza – możliwość przemieszczania pracowników między różnymi miejscami pracy. W dokumentach unijnych ludzie są bowiem nazywani „siłą roboczą”. Kształcenie zawodowe ma zostać ograniczone do specjalności, związanych z podwójną transformacją: ekologiczno – cyfrową. Oznacza to, że polskie dzieci będą uczone tylko tego, co będzie przydatne wielkim globalnym korporacjom.

Mamy też stracić kontrolę nad uczelniami wyższymi, które zostaną zrzeszone w sieć, zarządzaną przez Komisję. Będą one wychwytywać zdolniejszych ludzi i wchłaniać do systemów Unii, w celu utrwalania jej władzy. Mają zostać ograniczone pełne studia magisterskie, a zamiast tego uczelnie skupią się na prowadzeniu krótkich kursów dla dorosłych, zakończonych mikro-poświadczeniem – certyfikatem cyfrowym. Do szkolenia nauczycieli zostaną powołane specjalne uczelnie. Unijny program Erasmus zostanie rozbudowany i przeznaczony do obsługi mobilności edukacyjnej. Zostaną do niej włączeni ludzie spoza UE, głównie z Afryki. Nowy system umożliwi wprowadzenie do państw członkowskich takiej liczby imigrantów, jaką ustali Komisja.

Edukacja zmieniająca pojęcie płci

We wrześniu 2022 roku w Nowym Jorku odbył się Transforming Educational Summit – globalny szczyt edukacyjny, zmieniający dotychczasową rzeczywistość. Zasady, sformułowane w ramach Szczytu zostaną wplecione w liczne globalne projekty, na które globalne korporacje wyasygnowały ogromne środki. Jest to największa w historii inwestycja w edukację. Nowe zasady będą wprowadzane do państw poprzez działania oficjalnych instytucji (ONZ, UNESCO, UNICEF, WHO, UE), a także prywatnych fundacji i korporacji. Główną zasadą przewodnią nowego globalnego porządku będzie Gender Transforming Education – „edukacja, zmieniająca pojęcie płci”. Zmianie mają ulec tradycyjne poglądy na temat płci i ról społecznych. Zniesione ma zostać wszystko to, co tworzy normalne życie narodów, a co globalna elita uznaje za stereotyp. W tym celu już od przedszkola dzieci poddawane będą równościowo – genderowej indoktrynacji. Na dalszych etapach edukacji zapanować mają parytety – zarówno na stanowiskach administracyjnych, jak i w przedmiotach naukowych. Te kierunki kształcenia, gdzie jest za mało kobiet, szczególnie techniczne zostaną administracyjnie nasycone piękną płcią. Systemy edukacji państw narodowych zostaną otwarte na nieograniczony napływ imigrantów oraz wszelkich dysfunkcji. Następnie zostaną ujednolicone i połączone w jeden nadsystem, zarządzany na dwóch poziomach: europejskim i globalnym. Rządy i narody nie będą wtedy miały już wpływu na to, co system robi z ich dziećmi. Celem nowej edukacji będzie przejęcie kontroli nad całym życiem dzieci i ich rodzin. Będzie ona zajmować się nie tylko nauczaniem, ale przede wszystkim wychowaniem i zarządzaniem. Wychowanie będzie tresurą posłusznego obywatela Unii Europejskiej i państwa światowego, a zarządzanie stanie się hodowlą niewolników.

Szkolna służba bezpieczeństwa

Na początku 2024 r. w szkołach rozpoczęło się zamieszanie, związane z nowymi standardami ochrony małoletnich. Oficjalnie chodzi tu o ochronę dzieci i młodzieży przed przemocą, molestowaniem, wykorzystywaniem i innymi formami krzywdzenia małoletnich. Jako głównego krzywdziciela wskazuje się rodzinę, szczególnie ojców, którzy wychowują. Jako drugorzędny opresor wskazywana jest szkoła w osobie nauczyciela, który wymaga i ocenia. W rzeczywistości pod hasłem ochrony małoletnich powstaje nowy system inwigilacji i kontroli rodzin. Już wcześniej nauczycielom przyznano status funkcjonariuszy państwowych. Teraz okazało się, dlaczego. Jako przedstawiciele władzy mają wkraczać do rodzin, a nowe standardy małoletnich wskazują wskazać, kiedy powinni to zrobić, i jakie służby angażować. Nauczyciel ma dokładnie obserwować uczniów i zwracać uwagę na każdy objaw przemocy wobec dziecka. Szczególną uwagę ma zwracać na przemoc psychiczną i zaniedbania. Jeśli dziecko jest smutne, czyli nie uczestniczy we wspólnych zabawach i nie robi tego, co wszyscy, jest podejrzenie o przemoc psychiczną. Jeśli pojawia się w zabrudzonym ubraniu lub nie ma dostępu do technologii cyfrowych – jest to zaniedbanie. Nauczyciel ma wówczas obowiązek pod karą kryminalną interweniować i zawiadamiać specjalistów i służby. Nauczyciele mają więc stać się nowoczesnymi czekistami unijno – globalnej władzy, taranem rewolucji, wdzierającym się do rodzin.

Pisaliśmy o nowym porządku Europy:

Paneuropa. Część III

Czerwony ład unijny

Nauczyciel nie pozostanie z tym zadaniem sam. Będzie miał wsparcie różnorodnych specjalistów szkolnych i pozaszkolnych, systemu ochrony zdrowia – fizycznego i psychicznego, opieki socjalnej oraz wymiaru sprawiedliwości. Policja, prokurator, kurator, sędzia, psycholog, psychiatra staną się stałymi partnerami wychowawczymi rodzin. W szkołach zostały już utworzone stanowiska sygnalistów. Będzie nim mógł być każdy pracownik szkoły, nie tylko nauczyciel, który będzie informował swoich przełożonych i władze wyższego szczebla o wszelkich sytuacjach łamania prawa i standardów etycznych. Sygnalista będzie miał immunitet, podobny, do trybuna ludowego w Rzymie – będzie całkowicie nietykalny i nieusuwalny. Taka osoba, mimo, że formalnie będzie jednym z pracowników, podlegających dyrekcji w rzeczywistości będzie od władz placówki całkowicie niezależna. W stosunku do dyrekcji i rodziców będzie niejako poza prawem, a wobec swoich kolegów i koleżanek – ponad stanem. Coś w rodzaju szkolnego rezydenta służby bezpieczeństwa. Ponieważ jednak szkoły są wszędzie, a wszystkie dzieci podlegają obowiązkowi szkolnemu, nowa bezpieka obejmie całe terytorium kraju i wszystkie rodziny. To jest właściwy cel inkluzji, czyli Edukacji Włączającej. To właśnie dlatego system chce, aby wszystkie dzieci były razem, żeby nie było szkół specjalnych ani edukacji domowej. Włączenie w edukacji jest potrzebne systemowi, aby wprowadzić powszechną bezpiekę, i żeby każda rodzina była włączona w jeden system. Szkoły już teraz zostały zmuszone do opracowania wewnętrznych procedur zarządzana donosami. Dzięki temu system tworzy warunki dyscyplinowania nauczycieli, aby wkraczali do rodzin jako funkcjonariusze publiczni. Daje to szerokie możliwości wzajemnego konfliktowania ze sobą nauczycieli, rodziców i uczniów. Jest to unowocześniony model systemowego donosicielstwa, znany z państw sowieckich.

Ciąg dalszy nastąpi.

_____________

Poradnik świadomych rodziców, cz. I z IV, Bartosz Kopczyński, 12 sierpnia 2024