Czarne chmury nad polską elektromobilnością

Rewolucja, której nie było. Czarne chmury nad polską elektromobilnością

https://pch24.pl/rewolucja-ktorej-nie-bylo-czarne-chmury-nad-polska-elektromobilnoscia

(fot. pixabay.com)

Elektromobilna rewolucja nad Wisłą jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, by już popaść w ogromne tarapaty. W 2024 r. po raz pierwszy odnotowano spadek sprzedaży samochodów elektrycznych. Zaś rządowe programy pomocowe na zakup takich pojazdów w nowej odsłonie mają zawężoną grupę odbierców. To wszystko w czasie, gdy Unia Europejska rozważa wstrzymanie zakazu produkcji samochodów spalinowych do 2035 r.

Według Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM), największej w kraju organizacji promującej elektromobilność, w całym 2024 r. liczba rejestracji nowych elektryków w Polsce po raz pierwszy się zmniejszyła, a w udziale aut bateryjnych na rynku nowych samochodów osobowych mamy jeden z najgorszych wyników w Unii Europejskiej, wyprzedając jedynie Chorwację i Słowację.

Udział samochodów elektrycznych w całym rynku motoryzacyjnym osiągnął najwyższy pułap w 2023 r. Ale wówczas jedynie 3,6 proc. samochodów poruszających się na polskich drogach posiadało napęd wyłącznie bateryjny. Rok później udział ten wynosił już tylko 3 proc, a w styczniu 2025 r. – 2,5 proc.

Krytyczne opinie zbiera też nowy program rządowych dopłat NaszEauto, który Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) uruchomił w ubiegłym tygodniu. Choć jego budżet sięga 1,6 mld zł, wyklucza on jednak udział firm, które dotąd były motorem napędowym elektromobilnej rewolucji.

Jednocześnie w Unii Europejskiej trwa dyskusja nad sensownością utrzymywania zakazu sprzedaży i dystrybucji samochodów spalinowych do 2035 r. Europejska Partia Ludowa wystąpi do Komisji Europejskiej o przyspieszenie rewizji zakazu sprzedaży samochodów spalinowych od 2035 r. Zdaniem EPL, bezdyskusyjnie należy przynajmniej odejść od stosowania kar wobec producentów samochodów spalinowych, którzy przekroczą normy emisji CO2.

Źródło: rp.pl / gazetaprawna.pl PR

200.000 inżynierów i lekarzy nach Polen

200.000 inżynierów i lekarzy nach Polen

10.02.2025 ,salon24/carcajou/200-000-inzynierow-i-lekarzy-nach-polen

Kampanie wyborcze rządzą się swoją logiką, ale w tym przypadku akurat wierzę Niemcom. Zechcą nas ubogacić 200.000-ami inżynierów i lekarzy.

==========================

Hanna ciekawska @HCiekawska

Właśnie oglądam debatę wyborczą w ARD, Merz kontra Scholz. Obaj zgodnie stwierdzili, że pozbywanie się migrantów zaraz przyspieszy. Pochwalili Tuska i powiedzieli że niedługo 200 tys. pojedzie do Polski. Tyle w temacie.

———————-

Jaki jest sens bycie w UE, gdy nie jesteśmy już gospodarzami w swoim własnym kraju? Dmowski z Piłsudskim przekręcają się w grobach, za to Kaczyński i Tusk śpią spokojnie w swoich łóżkach. Pierwszy dlatego, że przecież „naród zdecydował”, drugi po prostu realizuje agendę swoich niemieckich Panów. 

Panie Prezesie, mam do Pana takie małe pytanko, dobrze Pan wiedział, że żadne referendum w Polsce nie było wiążące, poza dwudniowym unijnym. Nawet referendum konstytucyjne ledwo przekroczyło 40%. Czy nie przyszło Panu do głowy, by np. dać w referendum pod głosowanie np. kwestii in vitro, by uzyskać frekwencję i bardzo utrudnić totalnym bojkot referendum. Nie? No to może referendum dwudniowe, skoro takie krytycznie ważne. Też nie? No to mamy problem, została bowiem skanalizowana energia Polaków, a partię rozlicza się nie z intencji lecz z wyników. Jednym słowem, koncertowo spieprzyliście sprawę. Jeszcze raz, to nie naród zawiódł, to wasze zaniechania i wasza pycha. Albo co gorsze, głupota.

image
image

Co teraz? Teraz Polska!

image

Krzysztof @Krzyszt81617925
12 tys złotych miesięcznie dla jednego,Na tyle oblicza sie koszty utrzymania Zasiłek bezterminowy,to co najmniej 2,400( przyjedzie 4 os rodzina 10.00,Zakwaterowanie służba zdrowia,Darmowe bilety,kina baseny itd,Za co? Za nasze,Ludzie po 40 latach pracy dostaja 3 tys,

70% Szwajcarów odrzuciło w referendum propozycję zapisania klimatyzmu w konstytucji

Prawie 70% Szwajcarów odrzuciło w referendum propozycję zapisania klimatyzmu w konstytucji

9.02.2025 https://tysol.pl/a135257-prawie-70-szwajcarow-odrzucilo-w-referendum-propozycje-zapisania-klimatyzmu-w-konstytucji

W niedzielnym referendum aż 69,8% Szwajcarów sprzeciwiło się inicjatywie Młodych Zielonych, która miała zobowiązać gospodarkę kraju do przestrzegania tzw. granic planetarnych. Żaden z 26 kantonów nie poparł pomysłu. Frekwencja wyniosła 38%, czyli znacznie mniej niż średnia 45%.

Zbyt radykalne zmiany?

Inicjatywa zakładała drastyczne ograniczenie emisji CO₂, zużycia wody i ochronę różnorodności biologicznej. Według Greenpeace Switzerland wymagałoby to redukcji śladu węglowego o ponad 90% na mieszkańca. Zwolennicy nie przedstawili jednak konkretnych rozwiązań, twierdząc jedynie, że zmiany powinny być „społecznie akceptowalne”.

Przeciwnicy, w tym rząd, parlament i biznes, argumentowali, że nowe przepisy zaszkodziłyby gospodarce, doprowadzając do wzrostu cen i ucieczki firm za granicę. Niektórzy politycy ostrzegali nawet, że skutki mogłyby cofnąć Szwajcarię do poziomu gospodarczego krajów rozwijających się.

„Kampania strachu”

Młodzi Zieloni oskarżyli przeciwników o „kampanię strachu” i ignorowanie kryzysu ekologicznego. Jednak nawet lewicowi politycy przyznali, że propozycja była zbyt radykalna. Szwajcarzy popierają ochronę klimatu, ale wolą bardziej pragmatyczne rozwiązania, co pokazują wcześniejsze głosowania nad ustawami klimatycznymi. Eksperci wskazują, że kluczową rolę odegrał również brak intensywnej kampanii. Media poświęciły tematowi mniej uwagi niż zwykle, a debatę publiczną przyćmiły inne wydarzenia polityczne.

Mimo porażki temat „granic planetarnych” może wrócić w przyszłości – jak wiele innych odrzuconych wcześniej pomysłów, które z czasem zyskały poparcie.

Ze wsi zatęchłej

Ze wsi zatęchłej

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  9 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5769

„Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna” – napisał Stanisław Wyspiański w „Weselu”, wkładając w dodatku tę deklarację programową w usta Dziennikarza. Najwyraźniej proroctwa musiały go wspierać, bo – co prawda z ponad stuletnim opóźnieniem – ale właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju teraz.

Oto kiedy Donald Trump rozpętał wojnę – na razie celną – z Kanadą, Meksykiem i Chinami, a do Panamy wysłał sekretarza stanu, żeby przekonał tamtejszego prezydenta, by nie wierzgał przeciwko ościeniowi, vaginet obywatela Tuska Donalda zaordynował naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu znieczulającą operę mydlaną ze znienawidzonym Zbigniewem Ziobrą w roli głównej. Libretto jest następujące: Sejmowa komisja Wielce Czcigodnej Sroki Magdaleny, kosztująca polskiego podatnika 200 tysięcy złotych miesięcznie (nie licząc kosztów dodatkowych, spowodowanych nakazanymi przez nią operacjami) powołana pod pretekstem „wyjaśnienia” sprawy zakupu i wykorzystania izraelskiego „Pegasusa”, rozkazała policji doprowadzenie przed swoje oblicze znienawidzonego Zbigniewa Ziobry. Policja szlajała się to tu, to tam, ale nikogo nie znalazła. Tymczasem okazało się, że znienawidzony Zbigniew Ziobro, jakby nigdy nic, udziela wywiadu telewizji „Republika”, mającej siedzibę w tzw. błękitnym wieżowcu, stojącym na miejscu dawnej synagogi, którą po stłumieniu powstania w getcie wysadził w powietrze Jurgen Stroop, a w którym obecnie ma siedzibę m.in. Gmina Żydowska w Warszawie. Podaję te szczegóły, nie tylko dlatego, że przed rozpoczęciem budowy tego wieżowca, rabini musieli odczyniać jakieś uroki, ale I ze względu na to, że nie pozostają one bez wpływu na przebieg akcji opery. Otóż gdy drogą operacyjną policja ustaliła, gdzie aktualnie jest znienawidzony Zbigniew Ziobro, natychmiast wysłała tam kompanię policjantów w radiowozach, żeby poszukiwanego osobnika pojmali i dostarczyli Wielce Czcigodnej Sroce Magdalenie na pożarcie. Atoli stróże prawa z tej gorliwości zapomnieli wziąć ze sobą nakazu przeszukania, co wykorzystał mężny pan red. Tomasz Sakiewicz, zatrzaskując stalową zaporę u wejścia do siedziby TV Republika.

Wprawdzie jeden strzał z policyjnego granatnika otworzyłby przejście, ale policjanci nie w ciemię bici: najwyraźniej skądś wiedzieli, że takich metod w tym świętym miejscu używać im nie wolno. Co innego wtargnąć do Pałacu Prezydenckiego, by pojmać tam panów Kamińskiego i Wąsika w momencie, gdy pan prezydent Duda zabawiał się w Belwederze z panią Swietłaną Cichanouską w mocarstwowość. To wolno, to się godzi – ale przecież nie tutaj! Toteż policjanci pokornie czekali, aż Zbigniew Ziobro udzieli na pytania pana red. Rachonia odpowiedzi pełnych treści. Wreszcie on sam „oddał się” – jak powiadają – policjantom, a oni co koń wyskoczy pojechali z nim do Sejmu. Tam komisja „obradowała” – a w każdym razie takiego wyjaśnienia udzieliła znienawidzonemu Zbigniewowi Ziobrze Straż Marszałkowska, która pod tym pretekstem przetrzymała go jakiś czas przy wejściu – aż się okazało, że komisja „zakończyła obrady”. Jak było naprawdę – wychlapał członek komisji, Wielce Czcigodny Wipler Przemysław. Powiedział on, że na wieść o przybyciu Zbigniewa Ziobry do Sejmu, członków komisji ogarnął nerwowy pośpiech, żeby natychmiast przegłosować wniosek o umieszczenie znienawidzonego Zbigniewa Ziobry na 30 dni w areszcie wydobywczym, nawiasem mówiąc – jego osobistym wynalazku. Ponieważ niektórzy członkowie komisji nie od razu skapowali, o co chodzi, Wiece Czcigodna Joanna Kluzik-Rostkowska musiała ich tarmosić, żeby przywrócić im świadomość – i w ten sposób komisja swój wniosek przegłosowała – po czym pocwałowała na konferencję prasową, by pochwalić się, że „powaga państwa” została uratowana. Ale Zbigniew Ziobro też zwołał konferencję prasową i powiedział, że to on wygrał, bo jednak przesłuchanie się nie odbyło.

Teraz na scenę występują jurysprudensi, nie tylko najtęższe głowy, jak np. pan prof. Zoll, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, czy sędzia niezawisłego Sądu Najwyższego – i próbują tę sytuację jakoś zdefiniować w wyśpiewywanych ariach – a wtórują im w niezależnych mediach jurysprudensi drobniejszego płazu. Problem jest następujący: oto Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ta cała komisja jest nielegalna – i na takim nieubłaganym stanowisku stoi Zbigniew Ziobro. Ale z drugiej strony obywatel Tusk Donald, podobnie, jak jego vaginet, tego całego Trybunału Konstytucyjnego „nie uznaje” i nie publikuje jego orzeczeń. W związku z tym niektórzy jurysprudensi uważają te orzeczenia za „nieważne” – ale inni – przeciwnie – że ważne. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak w kolejnych aktach opery wszyscy oni zaczną okładać się po głowach kodeksami, chłostać i podduszać łańcuchami – ale libretto jeszcze nie zostało napisane.

Jednak i bez tego napięcie rośnie, bo komisja Wielce Czcigodnej Sroki Magdaleny, rozzuchwalona mniemanym sukcesem, postanowiła wezwać przed swoje oblicze pana Bogdana Święczkowskiego, piastującego obecnie stanowisko prezesa wspomnianego Trybunału Konstytucyjnego. Pan prezes Święczkowski już teraz zapowiedział, że przed obliczem „nielegalnej” komisji stanąć nie zamierza, toteż nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania, lepiej…” – no mniejsza z tym), że trzeba go będzie sprowadzić tam ciupasem, przy pomocy policji. Ale o ile znienawidzony Zbigniew Ziobro, zwłaszcza po chorobie, jest tylko cieniem siebie samego, o tyle pan prezes Święczkowski ma gabaryty tak potężne, że kompania policji, nawet z granatnikami, chyba nie wystarczy i trzeba będzie skierować na niego cały batalion. Wyobrażam sobie, jak ta wiadomość uraduje złodziei, czy nożowników, bo w warszawskim garnizonie brakuje prawie 2,5 tys. policjantów – więc do pilnowania interesu trzeba będzie zaangażować ORMO-wców, zwanych teraz „aktywistami”.

Sęk jednak w tym, że prezydent Trump obciął finansowanie rozmaitym filutom z „organizacji pozarządowych”, więc również „aktywiści”, do spółki z męczennikami praworządności, całą swoją aktywność wyładowują w lamentach z powodu utraty amerykańskich alimentów i apelach o „wsparcie”. Taka na przykład „Krytyka Polityczna” futrowana przez Sorosa, wspierała „Ostatnie pokolenie”, a dzisiaj apeluje do obywateli żeby ją samą „wspierali”. Sic transit gloria…”

Podczas gdy na naszej „wsi” która ani „zaciszna”, ani „spokojna” przecież nie jest, zabawiamy się operami mydlanymi, a zadowolony ze swego rozumu Książę-Małżonek poucza Donalda Trumpa, jak powinno się robić interesy, przemija powoli dotychczasowa postać świata.

Warto przy tym przypomnieć, że zwłaszcza w Europie, po wysadzeniu w powietrze przez prezydenta Obamę „porządku lizbońskiego” ustanowionego na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku, obecnie nie ma żadnego porządku politycznego. Można się spodziewać, że kiedy już prezydent Trump i prezydent Putin dogadają się co do sposobu zakończenia wojny na Ukrainie, to dotychczasowe karty zostaną przetasowane i nastąpi nowe rozdanie.

Co wtedy dostanie nasz nieszczęśliwy kraj?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Credo – pewność wiary w czasach zamętu

https://pch24.pl/credo-pewnosc-wiary-w-czasach-zametu/

Credo – pewność wiary w czasach zamętu

(Fot: PCh24.TV)

Kościół katolicki od wieków głosi niezmienną prawdę o Bogu, jednak współczesne zamieszanie doktrynalne sprawia, że wielu wiernych czuje się zagubionych. Biskup Athanasius Schneider, odpowiadając na te wyzwania, stworzył „Credo. Kompendium wiary katolickiej” – książkę, która pomaga katolikom lepiej zrozumieć swoją wiarę i umocnić się w jej niezmiennych zasadach​.

Dlaczego powstało Credo?

Biskup Schneider zwraca uwagę, że w dzisiejszych czasach wielu katolików nie wie już dokładnie, w co wierzy, co jest prawdą, a co jedynie interpretacją dostosowaną do współczesnych trendów. Zamęt dotyka nie tylko kwestii doktrynalnych, ale także moralnych i liturgicznych​.

„W życiu Kościoła panuje ogromne zamieszanie w kwestiach wiary, moralności i liturgii. Wierni nie mogą jednak pozostać bierni wobec tych wyzwań.” – mówił w trakcie pobytu w Polsce.

To właśnie dlatego powstało Credo – książka, która w przystępnej formie pytań i odpowiedzi pozwala odkryć fundamenty katolickiej doktryny.

Katechizm na dzisiejsze czasy

Tradycyjne katechizmy przekazywały wiarę w sposób prosty i zrozumiały, i Credo kontynuuje tę metodę. Dzięki układowi pytań i odpowiedzi książka ułatwia przyswojenie i zapamiętanie kluczowych prawd​.

Biskup Schneider zaznacza, że w swoim opracowaniu odniósł się także do kwestii, które nie zostały poruszone w starszych katechizmach ani nawet w oficjalnym Katechizmie Kościoła Katolickiego, takich jak masoneria, trans humanizm czy kapłaństwo kobiet. Celem było nie tylko przypomnienie tradycyjnej nauki Kościoła, ale również wyjaśnienie pewnych niejednoznacznych sformułowań, które pojawiły się w teologii po Soborze Watykańskim II​.

„Poruszyłem tematy, które nie znalazły się w starszych katechizmach i wyjaśniłem pewne dwuznaczne sformułowania pojawiające się w dokumentach posoborowych.” – tłumaczy biskup Schneider

W obronie prawdziwej wiary

Współczesny katolik staje dziś wobec wielu prób podważania fundamentalnych prawd swojej wiary. Biskup Schneider zwraca uwagę na poważne zagrożenia, które mogą prowadzić do osłabienia przekonań religijnych​.

„Nie pozwolę, aby ktoś zdezorientował mnie w wierze katolickiej.”

Jednym z kluczowych wyzwań jest sposób traktowania sakramentów, szczególnie Eucharystii. W obliczu praktyk, które mogą prowadzić do spłycenia szacunku wobec Najświętszego Sakramentu, biskup przypomina, że Komunia Święta powinna być przyjmowana z czcią i w stanie łaski​.

Trwać w wierze i przekazywać ją dalej

Książka Credo nie jest jedynie opracowaniem teologicznym – ma przede wszystkim pomóc wiernym w umacnianiu ich wiary i przekazywaniu jej kolejnym pokoleniom. Biskup Schneider zwraca się szczególnie do rodzin, młodzieży oraz kapłanów, aby nie bali się głosić prawdy, nawet jeśli spotkają się z niezrozumieniem​.

„Dzięki łasce Bożej przekażę wiarę katolicką dzieciom i młodzieży. Wierny katolik nigdy nie powinien tracić nadziei.”

To właśnie nadzieja powinna być siłą każdego katolika. Pomimo trudnych czasów i licznych wyzwań, Kościół trwa, a jego wiara jest niezmienna.

Bp Athanasius Schneider, Credo. Kompendium wiary katolickiej; ESPRIT, s.672

https://pch24.pl/bp-athanasius-schneider-credo-kompendium-wiary-katolickiej-a-obecny-kryzys-wiary/embed/#?secret=iF3vck0eeW#?secret=rFPLuuMW0r

„Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie”. W 76. rocznicę śmierci prof. Feliksa Konecznego

„Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie”. W 76. rocznicę śmierci prof. Feliksa Konecznego

Kajetan Rajski https://pch24.pl/polska-albo-bedzie-katolicka-albo-jej-nie-bedzie-w-76-rocznice-smierci-prof-feliksa-konecznego/

(Feliks Koneczny)

„Ojciec umarł dzisiaj o 9 rano. Umarł spokojnie, przytomny. Agonii prawie nie było. Usnął nagle” – pisała 10 lutego 1949 r. Bronisława Koneczna, córka prof. Feliksa Konecznego. W wieku niespełna 87 lat odszedł jeden z najwybitniejszych umysłów, jakie miała dwudziestowieczna Polska. Po latach nazwano go mianem „vir catholicissimus” – „mąż najbardziej katolicki”.

To, w jaki sposób dziedzictwo prof. Feliksa Konecznego zostało zaprzepaszczone, a jego nazwisko niemal zapomniane lub zmieszane z błotem, najlepiej scharakteryzował Paweł Jasienica w swym „Pamiętniku”: „Krajowe losy dorobku profesora stanowią wcale niezłą ilustrację umiejętności nie występującej ani w cywilizacji łacińskiej, ani w turańskiej, za to będącej spécialité de la maison Polaków. Mówię o nieprawdopodobnym zamiłowaniu do marnotrawstwa, o nałogowym lekceważeniu własnego dorobku kulturalnego”. Jest to świadectwo wartościowe nie tylko z tego powodu, że Jasienica przez rok uczęszczał w Wilnie na wykłady Konecznego, ale też z racji, że trudno go uznać za publicystę katolickiego czy konserwatywnego, potrafił wszelako docenić po latach dorobek swojego wykładowcy.

Z ojca Czecha, matki Czeszki

Feliks Koneczny urodził się 1 listopada 1862 r. w Krakowie. Jego ojciec, Józef, pochodził z Moraw, do Krakowa przybył w latach czterdziestych XIX w., by podjąć studia na uniwersytecie. Z powodu uczestnictwa w powstaniu krakowskim 1846 r. został usunięty z uczelni i przez kolejne dekady pracował na kolei. Matka Feliksa, Józefa, również była Czeszką. Nie bez powodu Profesor w swoich notatkach pisał po latach: „Urodziłem się (…) z obojga Czechów, nie ma tedy we mnie ani kropli krwi polskiej”. Rodzina szybko się polonizowała i Feliksa można już bez wątpienia uznać za Polaka, choć kontakty z czeską rodziną były podtrzymywane jeszcze w latach czterdziestych XX w., a sam Profesor biegle posługiwał się czeskim językiem (był zresztą tłumaczem przysięgłym).

„Matki nic a nic nie pamiętam, miałem niespełna 15 miesięcy, kiedy mię obumarła – pisał Feliks – Ojciec powtórnie się ożenił. Wkrótce po ślubie przeniesiono go na posadę do Lwowa”. Macocha traktowała swego pasierba w sposób daleki od wzorcowego, celowo sprawiała kilkuletniemu chłopcu przykrości, pozbawiała go zabawek, w zamian faworyzując swojego syna. Nic dziwnego, że kilkunastoletni Feliks sprawiał problemy wychowawcze, opuszczał się w nauce, ostatecznie maturę zdał eksternistycznie w wieku dwudziestu jeden lat. Dopiero dostanie się na studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego otworzyło przed nim szerokie horyzonty. Stopień doktora otrzymał w 1888 r. broniąc pracę zatytułowaną „Najdawniejsze stosunki Inflant z Polską do r. 1393”.

Młodemu historykowi, będącemu synem niskiego szczebla urzędnika kolejowego, bez koneksji rodzinnych i towarzyskich, nie było łatwo przebić się do ekskluzywnego, a niekiedy i arystokratycznego środowiska krakowskich uczonych. W roku 1890 wziął udział w ekspedycji historyków, mającej na celu kwerendę w Archiwach Watykańskich, otwartych dla badań w wyniku decyzji papieża Leona XIII. Pracował w Akademii Umiejętności, następnie jako bibliotekarz w Bibliotece Jagiellońskiej. W sposób szczególny zajmował się dziejami relacji polsko-krzyżackich.

Książki „dla ludu”

Koneczny wychodził z niezwykle cennego założenia, nie zawsze spotykanego u historyków, że praca naukowa i badania to jedno, ale koniecznym jest także spopularyzowanie tych badań wśród różnych warstw społecznych, że badacz dziejów oprócz obowiązków wobec prawdy i nauki ma także obowiązki względem swojej Ojczyzny, niesprzeczne z nauką i tak samo oparte na fundamencie prawdy. Stąd od końca lat dziewięćdziesiątych XIX w. rozpoczął cykl publikacji, w których popularyzował dzieje Polski.

Jako pierwsze ukazały się w Bytomiu w roku 1897 „Dzieje Śląska”, dotyczące losów ukochanej przez Konecznego dzielnicy polskiej („za Wrocław to bym się bił!” – mawiał do wnuka). We wstępie do książki pisał: „Otwieramy księgę dziejów, bośmy ciekawi, dla kogo też najpierw Opatrzność chleb z tej ziemi przeznaczyła? Bo nam mówią często po niemiecku, że my tutaj przybłędy i tylko z łaski cierpieni na komornym. Przepraszamy panów Niemców, że też i my czytać umiemy i zajrzymy sobie sami do historii. Dawno to już trzeba było zrobić, ale lepiej choć późno, niż nigdy”. Książka była wielokrotnie wznawianym bestsellerem na Śląsku, gdzie wydatnie przyczyniła się do rozbudzenia polskości. W kolejnych latach ukazywały się „Dzieje Polski”, „Dzieje Polski za Piastów”, „Dzieje Polski za Jagiellonów” oraz „Dzieje Polski opowiedziane dla młodzieży”. Za to tuż przed wybuchem II wojny światowej wyszła drukiem praca „Święci w dziejach narodu polskiego”.

Jaka Polska?

Scharakteryzowanie myśli społeczno-politycznej Feliksa Konecznego nie należy do najprostszych zadań nie tyle z powodu ogromu materiału, który po sobie pozostawił, ile przede wszystkim ze stopniowej ewolucji, jaką przechodził. W latach 1905-1914 redagował miesięcznik „Świat Słowiański”, na łamach którego starał się promować ideę słowianofilstwa, mającego stać się przeciwwagą zarówno dla niemieckich planów w stosunku do Europy Środkowej, jak i rosyjskiego w swej genezie panslawizmu. Osobiście nigdy nie włączył się w czynną politykę, należał do Klubu Konserwatywnego, z którego zrezygnował przeszedłszy do Stronnictwa Katolicko-Narodowego. Sympatyzował także z ruchem ludowym, ideami chrześcijańsko-demokratycznymi oraz narodowo-demokratycznymi. Pod koniec życia stawał się sceptyczny wobec republikanizmu, stając się monarchistą. W czasach II wojny światowej współpracował z konspiracyjnym środowiskiem „Unii” Jerzego Brauna, publikując w podziemnej prasie.

Na łamach „Trybuny Narodu” w 1927 r. Feliks Koneczny ogłosił drukiem „Czterdzieści tez zasadniczych”, stanowiących rekapitulację jego poglądów. Pierwsze trzy tezy brzmiały następująco: „Ze wszystkich spraw publicznych najbardziej publiczną jest religia. Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie. Cokolwiek zmierza do wyrządzenia szkody Kościołowi katolickiemu, jest zarazem szkodliwe dla Polski”. Są to słowa, za które znienawidzony jest do dnia dzisiejszego przez środowiska liberalno-lewicowe.

Do najcenniejszych pereł w dorobku Konecznego należy jego autorska koncepcja cywilizacji, którą zdefiniował jako „metodę ustroju życia zbiorowego”. Znaczną część swej naukowej i publicystycznej pracy poświęcił cywilizacji łacińskiej, gwarantującej człowiekowi najbardziej wszechstronny rozwój, zarówno materialny, jak i przede wszystkim duchowy. Oprócz cywilizacji łacińskiej wyróżnił także, a częściowo opisał, następujące metody ustroju życia zbiorowego: bizantyńską, turańską, żydowską, arabską, chińską i bramińską.

Rodzinne polskie drogi

Piękny, wzruszający, a jednocześnie tragiczny jest element rodzinny biografii Feliksa Konecznego. Ożenił się z Marcelą z domu Krč, trzy lata starszą od siebie Czeszką. Zachowały się wymieniane pomiędzy nimi listy miłosne. Feliks pisał do Marceli m.in.: „Chciałem Ci przypomnieć ten kwiat polny, którym się bawiłaś, kiedy Cię poznałem (…). A teraz niech Ci jeszcze powiem, że Cię kocham, i że drugi raz na świat chciałbym przyjść tylko pod tym warunkiem, że znów będę Twój na wieki”. Miłość między nimi przetrwała próbę czasu. Na początku jednej ze swych książek Koneczny zamieścił dedykację: „Robót życia wspólniczce, wiary, nadziei, miłości, prządce niestrudzonej, żonie swojej poświęca autor”. Marcela zmarła w roku 1935. Do naszych czasów zachowała się fotografia pogrążonego w smutku i modlitwie Profesora stojącego nad trumną żony.

Doczekali się trojga potomstwa: Bronisławy (ur. 1889), Czesława (1890) oraz Stanisława (1892). Warto zauważyć, że wszystkie dzieci Profesora otrzymały imiona polskich świętych. Bronisława nigdy nie wyszła za mąż. Była uzdolniona artystycznie, malowała obrazy, studiowała na Akademii Sztuk Pięknych, zaprojektowała okładkę napisanej przez ojca książki „Tadeusz Kościuszko. Życie, czyny, duch”. Prowadziła sklep jubilerski w krakowskich Sukiennicach, co pozwoliło rodzinie na zakup domu na Salwatorze (do dziś istniejący budynek przy ul. Św. Bronisławy 18 w Krakowie). Zmarła w 1951 r.

Starszy z synów, Czesław, ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, został sędzią i przez okres dwudziestolecia międzywojennego piął się po szczeblach kariery aż do stycznia 1939 r., gdy mianowano go sędzią Sądu Najwyższego. W połowie sierpnia 1944 r. wraz z żoną Marią zostali zamordowani przez Niemców tłumiących Powstanie Warszawskie. Zmarli bezdzietnie. Młodszy syn, Stanisław, poszedł w ślady starszego brata obierając ścieżkę prawniczą. Prowadził kancelarię adwokacką i notarialną na Górnym Śląsku, działał w Akcji Katolickiej. W okresie II wojny światowej był członkiem siatki wywiadu ofensywnego Armii Krajowej na terenie III Rzeszy o kryptonimie „Stragan”. W wyniku zdrady Ludwika Kalksteina, znanego z wydania gen. Stefana Roweckiego „Grota”, znaczna część struktury konspiracyjnej została zdemaskowana przez gestapo. W sierpniu 1943 r. przy ul. Mikołajskiej w Krakowie aresztowano Stanisława Konecznego. Wyrok śmierci 15 sierpnia 1944 r. „w imieniu ludu niemieckiego” wydał przewodniczący składu sędziowskiego dr Bruno Makart (1893-1959), sędzia Sądu Ludowego w Berlinie, po 1945 r. dyrektor sądu administracyjnego w Kolonii. Stanisław Koneczny został ścięty toporem w więzieniu w Brandenburgu nad Hawelą we wrześniu 1944 r. Jego żona, Wanda, zmarła w roku 1948. Dwaj synowie, Wiesław i Jacek, nie założyli rodzin.

Na trudności życiowe, prześladowania, tragedie, Feliks Koneczny miał wyłącznie jedną radę: „Tylko liche charaktery uginają się pod prześladowaniem, zacni ludzie nabierają jeszcze więcej hartu i jeszcze mocniej przywiązują się do swych ideałów”. Ideałom wynikającym z cywilizacji łacińskiej pozostał do końca wierny.

Kajetan Rajski – redaktor serii „Dzieł zebranych” Feliksa Konecznego (www.ksiegarniamiles.pl)

źródło: polona.pl

Pakt samobójczy dla Polski – dobry czy zły?

Pakt samobójczy dla Polski – dobry czy zły?

Autor: CzarnaLimuzyna, 9 lutego 2025 https://ekspedyt.org/2025/02/09/pakt-samobojczy-dla-polski-dobry-czy-zly/

AI

Czasoprzestrzeń podczas kampanii wyborczej ulega zakrzywieniu. Notoryczni kłamcy zaczynają mówić prawdę, inni kłamią jeszcze bardziej. Pojawiają się nagle nagrania, filmy, zdjęcia i nieistniejące dokumenty.

Presji kampanijnej uległ Moskal. Jeżeli ktoś nie pamięta kto zacz, przypomnę. To „stary hunwejbin” Gnoma Sromotnika [tak b. niechętni nazywają JK… md], autor „piątki dla zwierząt” wycofanej po rolniczych protestach. Pan Moskal namawiał też prezesa do rezygnacji z „wojny kulturowej” i zazwyczaj milczał na temat nachodźców. Dziś jednak z powodu wyborów, pod wpływem chwilowej „mądrości etapu”, zajął stanowisko propolskie.

Moskal ujawnił dokument, który zadaje kłam słowom Tuska o „migrantach” w pakiecie samobójczym dla Polski znanym opinii publicznej jako „pakt migracyjny”. Tusk na początku bredził, że Polska będzie beneficjentem unijnego dyktatu –  „Polska będzie beneficjentem paktu migracyjnego”.

Słowa te były tak absurdalne, że nawet koalicjant Kobosko mocno się zdziwił, mówiąc:

Przyznam się, że nie do końca wiem, o co chodzi premierowi, kiedy mówi, że Polska będzie beneficjentem paktu migracyjnego.

Tymczasem z dokumentów, które ujawnił Moskal wynika, że ekipa Tuska przygotowuje się do procesu przyjęcia fałszywych azylantów. “W ten proces zaangażowane ma zostać nawet Wojsko Polskie, które ma odpowiadać za przewóz nielegalnych imigrantów z punktów granicznych do ośrodków azylowych na terenie Polski”.

Co na to Tusk?

Polska nie przyjmie…  żadnych ciężarów związanych z mechanizmem relokacji

Śledzenie komunikatów ze strony PiS albo KO nie ma, moim zdaniem, żadnego sensu. Jedyną weryfikacją byłoby wydalenie z Polski wszystkich nieproszonych gości, a tych jest wedle szacunku ponad milion.

Traktujemy was jak idiotów i to wystarcza

Ekipa Tuska nie kwapi się do takich działań zapowiadając, że procedura deportacji będzie stosowana tylko w przypadku konfliktu z prawem. Kandydat na miejsce w Belwederze, Trzaskowski coś przebąkiwał o tysiącu deportowanych, co jest kpiną w sytuacji wtargnięcia do Polski liczby kilkaset razy większej.

Jeżeli my, Polacy chcemy naprawdę zwiększyć realnie nasze bezpieczeństwo powinniśmy domagać się natychmiastowego rozpoczęcia akcji deportacji wszystkich niechcianych migrantów, w tym przesiedleńców z Ukrainy.

Zamiast gadać tylko o pakcie migracyjnym powinniśmy zażądać natychmiastowej deportacji nieproszonych gości w Polsce – już teraz. To będzie sprawdzianem woli politycznej każdej partii. Można dostosować prawo w jeden miesiąc. Potem będzie za późno!

USAID, czyli studnia bez dna lewicy i złodziei

USAID, czyli studnia bez dna lewicy i złodziei

10.02.2025 Autor:Marek Bober

Marco Rubio oraz logo USAID
Marco Rubio oraz logo USAID. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: domena publiczna (kolaż)

„Zostań w domu i nie zawracaj sobie głowy przychodzeniem do biura” – taką wiadomość przekazano w poniedziałek, 3 lutego, pracownikom Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID), którym nakazano trzymać się z dala od miejsca pracy w Waszyngtonie.

Porada ta pojawiła się w zawiadomieniu rozesłanym do urzędników po tym, jak Elon Musk ogłosił, że prezydent Donald Trump zgodził się z nim, aby zamknąć agencję. Pracownicy nie tylko nie mogli podjąć pracy, zostali także zablokowani w systemach komputerowych.

Musk, Trump i niektórzy republikańscy ustawodawcy wzięli na celownik USAID, która nadzoruje programy – formalnie – humanitarne, rozwojowe i bezpieczeństwa w około 120 krajach, oskarżając ją o „zbaczanie z kursu”.

Wydatki agencji są ustalane przez Kongres. Według raportu Congressional Research Service budżet USAID na rok fiskalny 2023 wyniósł około 40 miliardów dolarów. Ale i tutaj panuje bałagan, gdyż pojawiają się informacje, że było to ponad 70 mld.

W 2016 r. USAID zgłosiła, że ma 10 235 pracowników na liście płac finansowanej przez podatników w USA.

Musk zaatakował agencję, nazywając ją wprost „organizacją przestępczą”. Coś w tym jest. Sam Trump potępił ją jako „prowadzoną przez radykalnych szaleńców” i powiedział, że zastanowi się co do jej przyszłości.

Nadzoruje Marco Rubio

Decyzja ta jest kontynuacją jednego z wielu działań prezydenta Trumpa podjętych pierwszego dnia urzędowania, dyrektywy mającej na celu ponowną ocenę i dostosowanie pomocy zagranicznej USA. „Amerykański przemysł pomocy zagranicznej i biurokracja nie są zgodne z amerykańskimi interesami, a w wielu przypadkach są sprzeczne z amerykańskimi wartościami – głosi rozporządzenie. – Służą destabilizacji pokoju na świecie poprzez promowanie idei w krajach zagranicznych, które są bezpośrednio sprzeczne z harmonijnymi i stabilnymi relacjami wewnętrznymi i między krajami”. I dalej: „Polityką Stanów Zjednoczonych jest, że żadna dalsza pomoc zagraniczna USA nie będzie wypłacana w sposób, który nie jest w pełni zgodny z polityką zagraniczną Prezydenta Stanów Zjednoczonych”.

Trump wprowadził bezprecedensowe 90-dniowe zamrożenie pomocy zagranicznej. Agencję tymczasowo przekazano pod nadzór sekretarza stanu Marco Rubio. Wszystkim zagranicznym misjom USAID nakazano zamknięcie, a wszyscy pracownicy mieli być odwołani do piątku, 7 lutego.

USAID powinna zniknąć

Elon Musk uważa, że USAID jest nie tylko organizacją przestępczą, ale w ogóle powinna zniknąć. Marco Rubio twierdzi z kolei, że urzędnicy nowej administracji znaleźli dowody „rażącej niesubordynacji”. Dodaje: „Zasadniczo przekształcili się w agencję, która uważa, że nie jest nawet agencją rządu USA, że jest globalną organizacją charytatywną, że bierze pieniądze podatników i wydaje je jako globalna organizacja charytatywna, niezależnie od tego, czy jest to w interesie narodowym, czy nie”.

Demokraci natomiast mówią, że Trump nie może tak po prostu zamknąć agencji lub wprowadzić zmiany. Gerry Connolly, kongresman z Wirginii, mówi: „Kongres stworzył na prośbę prezydenta Johna F. Kennedy’ego w 1961 r. Foreign Assistance Program, a my skodyfikowaliśmy go w Foreign Assistance Act z 1961 r. Został on zmieniony niezliczoną ilość razy w ciągu ostatnich 64 lat. Jeśli tworzysz agencję na mocy ustawy, tak jak zrobiliśmy to wtedy, aby ją przekształcić lub połączyć z inną agencją lub ją zlikwidować, moim skromnym zdaniem, wymaga to również ustawy Kongresu”.

Z kolei republikanie, głównie z ruchu MAGA, sądzą, że USAID jest symbolem deep state, narzędziem radykalnej lewicy, często narzędziem politycznym, źródłem oszustw i korupcji. Trudno odmówić im racji. Pieniądze amerykańskich podatników są najzwyczajniej marnowane i rozkradane. Polityczne przepychanki jeszcze potrwają, ale pieniądze odcięto. Jeśli kiedykolwiek wrócą, to będzie to zupełnie inaczej wyglądało.

Absurdalne marnotrawstwo

Wydatki zagraniczne zawsze budziły kontrowersje i podejrzenia. Były bowiem łatwym łupem, także dla ludzi i firm w USA. Pośrednictwo dawało łatwy zarobek. Pytano na przykład, po co Amerykanie mają się składać, aby wydawać 2,5 miliona dolarów na pojazdy elektryczne w Wietnamie?

Sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt mówi, że agencja okazała się kiepskim zarządcą pieniędzy podatników. „Jeśli spojrzymy na marnotrawstwo i nadużycia, które miały miejsce w USAID w ciągu ostatnich kilku lat, to znajdziemy szalone cele, na które ta organizacja wydaje pieniądze” – powiedziała. Wśród wydatków znalazło się 1,5 miliona na „rozwój DEI (Diversity, Equity and Inclusion – różnorodność, równość i integracja) w miejscach pracy w Serbii”. Inny wydatek obejmował „70 tys. dolarów na produkcję musicalu DEI w Irlandii”. Agencja wydała również 47 tys. dol. na „transpłciową operę” w Kolumbii i 32 tys. dol. na „transpłciowy komiks” w Peru. Wszystko w imię ideologii woke, cancel culture i promowania LGBT.

„Nie wiem, jak inni, ale jako amerykański podatnik nie chcę, żeby moje dolary szły na to gówno i wiem, że Amerykanie też nie chcą, i do przypilnowania tego właśnie Elon Musk został zobowiązany przez prezydenta Trumpa” – powiedziała Leavitt.

Kierowany przez Muska Department of Government Efficiency (Departamentu Efektywności Rządowej, DOGE) ujawnił, że administracja Joe Bidena przeznaczyła 50 mln dol. na prezerwatywy dla strefy Gazy oraz 15 mln na dystrybucję „doustnych środków antykoncepcyjnych i prezerwatyw” dla Afganistanu. Ponadto kolejne 37 milionów dolarów dla Światowej Organizacji Zdrowia.

DOGE szczegółowo opisał część wydatków USAID, w tym 45 milionów na stypendia na rzecz DEI w Mjanmie, 520 milionów na „inwestycje konsultantów w zakresie środowiska, spraw społecznych i zarządzania w Afryce” oraz 1,2 miliarda w formie nagród dla nieujawnionych odbiorców.

Leavitt potępiła te wydatki jako „absurdalne marnotrawstwo pieniędzy podatników”. Wyjaśniła: „Co to oznacza? Koniec z finansowaniem nielegalnych programów DEI, oznacza to koniec z finansowaniem nowego »zielonego« oszustwa”. I dobrze.

Krzyki z Polski

Celem USAID było pomaganie Stanom Zjednoczonym w zdobywaniu „serc i umysłów” ludzi w biednych krajach poprzez pomoc ekonomiczną, pomoc humanitarną i działania obywatelskie. To było także narzędzie polityki zimnowojennej, które czasami wykorzystywane było jako przykrywka dla operacji i agentów CIA.

Z czasem program stał się przykrywką do wspierania radykalnie lewicowej ideologii środowisk neomarksistowskich i LGBT oraz „progresywnych” organizacji.

Na takie pieniądze robiono skok także w Polsce. Niedawno „załapali się” na nie „obrońcy demokracji” i „edukatorzy” z Tour de Konstytucja i neobolszewicy z „Krytyki Politycznej”. Teraz protestują i wysyłają groźby pod adresem nowej administracji w Waszyngtonie, że nie mogą działać a mają zobowiązania. Twierdzą, że bez tych i innych środków z zagranicy zawali się w Polsce demokracja i społeczeństwo obywatelskie. Jak powszechnie wiadomo, łatwo się działa, jeśli ktoś da pieniądze, niż gdy te pieniądze wyłoży się z własnej kieszeni lub po prostu zarobi.

Z takiej zasady wychodzą też inni i dlatego sięgnęli po pieniądze amerykańskiego podatnika. Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT Tolerado – 49,7 tys. dol. na organizację VI Kongresu Miast Maszerujących. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę – 48,5 tys. dol. na program „LGBT Plus Me”. Federacja Znaki Równości – 30 tys. dol. na wsparcie członków społeczności LGBT+ wchodzących na rynek pracy. Płaczą po stracie łatwych pieniędzy Fundacja Helsińska, Kampania Przeciw Homofobii i podobne ideologiczne twory. To dobrze, bo przy okazji wielu ludziom otworzą się oczy.

Będziemy musieli ścigać ludzi

Richard Grenell, najważniejszy wysłannik prezydenta Trumpa ds. misji specjalnych i były ambasador w Niemczech, mówi, że na pierwszy rzut oka USAID brzmi jak dobry pomysł, ale gdy przyjrzeć się bliżej, diabeł tkwi w szczegółach. „Cały pomysł na USAID – mówi – brzmi na papierze niesamowicie – jest po prostu po to, aby promować nasze wartości i pomóc wzmocnić Amerykę. Ale problem polega na tym, że gdy spojrzymy na szczegóły tego, co działo się przez ostatnie 10–15 lat, to naprawdę jest to skandal”.

Wyjaśnił, że śledztwa nad wydatkowaniem pieniędzy właśnie się rozpoczęły. „I być może będziemy musieli ścigać ludzi – dodaje – którzy nadużyli pieniędzy podatników i pozwolili, aby zostały przeznaczone na programy, które tak naprawdę nie pomagały Ameryce, ale miały charakter polityczny”.

Gdyby pieniądze z USAID były rzeczywiście przeznaczone na pomoc ofiarom wojen, klęsk żywiołowych i epidemii, pewnie większość amerykańskich podatników nie miałaby z tym większego problemu. To zaledwie 0,7 federalnego budżetu. Jednak gdy pieniądze idą na promocję i utrzymanie lewicowych szaleńców, jeśli są łatwym łupem mentalnych dziwolągów i przy okazji kradzieży, trzeba powiedzieć „stop”. I sprawdzić.

Trump to zrobił i być może będzie chciał zwrotu pieniędzy.

Sunday Strip: When you find out who is funding the government. MEMy, ale amerykańskie…

Sunday Strip: DOGEing the Dems

When you find out who is funding the government

Robert W Malone MD, MS Feb 09, 2025





























https://www.youtube-nocookie.com/embed/V_M3Jw3zoPY?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0





Mission: “Save the Cat”

Obstacle: “The Cat”

or to frame it another way ….

DOGE’s Mission: “Save the Government”

Obstacle: “The Government” (particularly the judiciary)

Never forget – Paraphrasing Murray Rothbard, the role of the Judiciary in the modern administrative state is to legitimize and support the State.

Pół-Tusk

8 lutego  2024 5. | Nr 6/2025 (710) Małgorzata Todd
mtodd

           Szanowni Państwo!
           Jaka jest różnica między Sokratesem a Trzaskowskim? „Wiem, że nic nie wiem” – powiedział ten pierwszy. Natomiast Szambolan Warszawy wie wszystko, prócz tego, o co go pyta wraży dziennikarz.
           Czy Trzaskowski jest Pół-Tuskiem, czy półgłówkiem z Pułtuska? Tego nie warto dociekać, bo z dnia na dzień usiłuje on być kimś innym. Ot taki kameleon nieudacznik. A może jest po prostu całym, nie pół-dupkiem, za jakiego sam się uważa? I jako taki, ma do odegrania historyczną rolę pod sztandarem Unii Europejskiej: „Nieudacznicy wszystkich krajów łączcie się”! Przyszłość pokaże, czy to się ziści.
           Dociekanie prawdy bywa zawiłe, o czym wiedzą miłośnicy kryminałów. Dzielą się oni na tych, którym sprawia przyjemność rozwiązanie zagadki „kto zabił” i na psychopatów rajcujących się cudzym cierpieniem.
           Powszechna demolka nie oszczędziła literatury, ani filmu. Zarówno odbiorca fikcji, jak i rzeczywistości zamiast dociekać kto zabił, może się co najwyżej, zastanawiać, kto za zbrodnię odpowie, jeśli w ogóle ktoś odpowie. Od kiedy RP zaczęła kojarzyć się z Rusko-Pruską mafią, można być pewnym, że za kratki trafić mogą jedynie niewinni. Tu Tusk nie gra na pół gwizdka.
           Przestańmy udawać, że mamy rząd polski. Ten nierząd trzeba odwołać, im szybciej, tym mniej będzie to nas kosztowało.

   Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc” – książka FYMa + wywiad z ROLEXem

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc” – zaktualizowana książka FYMa + wywiad z ROLEXem

piko 6.02.2025 salon24/10-04-hipoteza-dwoch-miejsc-zaktualizowana-ksiazka-fyma-wywiad-z-rolexem

Niedługo minie15. rocznica tragicznego wydarzenia z 10.04.2010. Czas oraz działanie mediów i polityków z obu stron spowodowały zobojętnienie społeczeństwa na dźwięk „Smoleńsk” a nawet wywołuje on negatywne odczucia, rozdrażnienie.

Od niewyjaśnionej śmierci generała Sikorskiego w gibraltarskiej katastrofie lotniczej (1943) minęło przeszło 80 lat i brytyjskie  archiwa są dalej utajnione. Smoleńsk jest zdarzeniem większego kalibru więc przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać na wyjaśnienie.

======================

Póki co @Free Your Mind – lider śledztwa blogerskiego – napisał książkę, na razie w formie PDF

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc”

która jest do pobrania tu:
https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-10-04.-hipoteza-dwoch-miejsc.pdf

====================

Po opublikowaniu książki ROLEX (były wspaniały bloger S24) przeprowadził wywiad z FYMem zadając kilka podstawowych pytań:

1.
(Rolex) Co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku?
FYM: To bardzo trudne pytanie. W ramach hipotezy dwóch miejsc przyjmowane jest założenie, że na smoleńskim Siewiernym było już przygotowane uprzednio „miejsce lotniczej katastrofy”, dokonano też owego dnia inscenizacji tej „katastrofy”, zaś tragedia Delegatów rozegrała się w innym miejscu – już po wylądowaniu tam PLF 101.

2.
(Rolex) Mam wrażenie, że od pierwszych dni serwowano nam wszystkim dwie, równoległe narracje: pierwszą, wedle której powinniśmy pogrążyć się w żałobie, a ta wymaga skupienia i ciszy. Cisza wyklucza głośne zadawanie pytań. Drugą, która już od pierwszych godzin po tragedii sugerowała skrajny brak profesjonalizmu, lekkomyślność, ułańską fantazję, pogardę dla procedur pilotów.
FYM: Ta żałoba trwała niezwykle długo jak na „zwykły wypadek lotniczy”, ale faktycznie „nastrój żałobny” zarządzono w mass mediach już od pierwszych godzin po „ogłoszeniu katastrofy” i więcej uwagi poświęcano temu np. co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu (sondy uliczne, palenie zniczy) niż rekonstrukcji zdarzeń z 10-04. Jak pamiętamy, przed laty śp. gen. S. Petelicki ujawnił treść słynnego SMS-a, jaki miał krążyć wśród przedstawicieli strony rządowej, ale ja sądzę, że takiego SMS-a mogli też dostać „wydawcy” z głównych stacji telewizyjnych: jak relacjonować to, co się rzekomo stało 10-04. To przecież media w dniu tragedii – zrazu przez 100 minut nie dysponując absolutnie żadnym obrazem z północnego smoleńskiego lotniska – wykreowały Zdarzenie i ukształtowały jego wyobrażenie w świadomości społecznej. Uczyniły to werbalizując to, co miało się stać, opowiadając ustami reporterów, którzy niczego przecież nie widzieli (ani nawet nie mogli z początku znaleźć „miejsca katastrofy” – żadnych kłębów czarnego dymu widocznych z oddali etc.), co i jak zaszło, aczkolwiek już z góry wiedząc, że nie doszło do żadnego zamachu. I rzeczywiście, tak jak mówisz, uwaga publiczna skoncentrowana została od razu na „błędach pilotów”.

3.
(Rolex) Teza, która w pierwszej chwili wydawała się – na tle obowiązujących w mainstreamie hipotezy wypadkowej oraz wybuchowej – intelektualnie ekstrawagancka, a więc Twoja teza o maskirowce, uprawdopodabnia się w miarę upływu czasu, kiedy to każdy kolejny element dwóch narracji głównego nurtu wydaje się coraz bardziej karkołomny, a przez to nieprawdopodobny. Dla mnie teza o maskirowce uprawdopodabniała się w kontrze do tego nieprawdopodobieństwa. Stała się po prostu jedynym, racjonalnym wyjaśnieniem.
FYM: Ja bym to ujął z innej strony. Wystarczy bowiem uporządkować podstawowe dane. Oczywiście nie te dotyczące „prezydenckiego tupolewa”, co ciał samych Delegatów. Otóż część martwych osób wyglądała jakby spała, u części nie stwierdzono obrażeń wielonarządowych, część ciał była w dobrym stanie, część była zmasakrowana, a jeszcze część (p. mec. M. Wassermann podaje liczbę dwudziestu paru ciał) „zaginęła”. Samo to zestawienie nasuwa wniosek, że osoby te nie zginęły w lotniczej katastrofie.

4.
(Rolex) Kiedy stałeś się faktycznym liderem nurtu racjonalnego w debacie nad tym, co się wydarzyło, równocześnie stałeś się celem ataków. Czy próbowałeś rozpocząć dyskusję z reprezentantami powstałej parlamentarnej komisji? Czy zgłaszałeś swój
akces do tzw. konferencji smoleńskich? Jaki był odzew drugiej już wtedy strony?
FYM: W styczniu 2012 r. min. A. Macierewicz, wtedy szef Zespołu Parlamentarnego, publikuje swój tekst, który wprost kwestionuje obraną przez blogerów od maskirowki drogę dyskusji, analiz dostępnych materiałów, poszukiwań, sporów – słowem: całe to autentycznie niezależne od politycznych nacisków śledztwo (https://wpolityce.pl/polityka/125220-antoni-macierewicz-w-sprawie-koncepcji-fym-a-pelny-tekst-listu). Powiada w tym tekście tak: „w sposób oczywisty kieruje to cały nasz wysiłek na bezdroża, gdzie można spotkać tylko duchy i swobodne wytwory wyobraźni lub… świadomej dezinformacji” oraz „Sądzę jednak, że jej [hipotezy dwóch miejsc – przyp. F.Y.M.] celem było (i jest) uniemożliwienie zbadania tego dramatu w oparciu o twarde dowody, które leżą nieomal na wierzchu, a maskirowka ma nie dopuścić do ich wyodrębnienia i zbadania. Taką rolę odgrywa też niestety teza FYM-a jako całość.” Tyle szef ZP (i późniejszej Podkomisji). Tymczasem to właśnie w moich pracach (ich zbiór zamieściłem tu: https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/) poddawałem drobiazgowym analizom całą niemalże „dokumentację smoleńską” (od medialnej poczynając, poprzez wszelakiego rodzaju „raporty” i publikacje książkowe, na eksperckiej kończąc). To blogerzy od maskirowki domagali się od ZP przesłuchań dalszych świadków itp. Co do pierwszej Konferencji Smoleńskiej, to przez pewien czas moja „Czerwona strona Księżyca” była zlinkowana na internetowej stronie I KS, a ja osobiście szykowałem się do wystąpienia wraz z prof. M. Dakowskim z referatami. Ale ktoś życzliwy wyperswadował chyba organizatorom nasz udział (zaś link do „CzsK” zniknął ze strony I KS).

image

5.
(Rolex) Konferencje smoleńskie przyniosły swoje dobre owoce, dlatego, moim zdaniem, zostały zaniechane. Konstruowanie nożyc Golicyna wymagało wyciszenia, spacyfikowania głosów niezależnych. Niektóre zostały przemilczane, przeciw innym wytoczono sierjozne działa. Tak stało się z prof. Chrisem Cieszewskim, którego obydwa centra narracyjne potraktowały wyjątkowo, zgodnie dyskredytując osobę (i nie podejmując pytań) zarzutem agenturalności. Podobnie zdecydowano się zareagować na Ciebie. Czy mógłbyś przybliżyć ten przykry epizod?
FYM: Konferencje generalnie poruszały się w obrębie jednego wyłącznie paradygmatu: wybuchowego. Jak już cytowałem wyżej (fragment tekstu min. Macierewicza), hipotezie dwóch miejsc przypisano sianie dezinformacji. Tę sugestię podjęli zarówno eksperci skupieni wokół ZP, a potem KS oraz związani z hipotezą wybuchową żurnaliści i blogerzy. Nie sądzę, by warto było szerzej zatrzymywać się nad tą sprawą. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, że z otoczenia min. Macierewicza odchodzili rozmaici eksperci niegodzący się na, by tak rzec, narzuconą im metodologię prac badawczych. Obszernie opowiadają o tym M. Dąbrowski, W. Chrzanowski i K. Grono w książce „W innym świecie. Za kulisami Podkomisji Smoleńskiej” (Warszawa 2024).

6.
(Rolex) Dziś jesteśmy w sytuacji, w której wydarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 roku nie funkcjonują w zbiorowej pamięci. Zostały wyparte. Na posiedzeniu komisji regulaminowej sejmu RP, przy okazji dyskusji nad immunitetem J. Kaczyńskiego, zawezwano dwie funkcjonariuszki policji, których jedynym zadaniem było kilkukrotne, publiczne odczytanie całości „manifestu psychofana” zmarłego prezydenta. Podobnie było z kłamstwem katyńskim. Czym tłumaczysz zbiorową obojętność wobec sprawy kluczowej dla narodowej tożsamości?
FYM: Zadbały o ten stan rzeczy dwie główne „strony sporu smoleńskiego”, tj. wypadkowa i wybuchowa. Scholastyczne iście spory dotyczące tego, co i jak działo się w „końcóweczce” (barwne określenie min. J. Millera dotyczące ostatnich chwil zapisanych przez CVR) musiały wywołać po prostu społeczne „zmęczenie historią” (zaś hipoteza maskirowki znalazła się „na indeksie” – obie strony „sporu” skutecznie przemilczały blogerskie śledztwo). Ale też warto pamiętać o szydzeniu 1) z osób domagających się autentycznego śledztwa, najlepiej międzynarodowego i 2) z osób oddających hołd ofiarom tragedii. Dość wspomnieć prześmiewcze akcje z 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu czy „satyryczną noc” (m.in. z udziałem Z. Laskowika) na festiwalu w Opolu (także z 2010 r.) – z szyderą „z krzyża”. Paradoksalnie zaś „międzynarodowa komisja” zajmująca się „Smoleńskiem” po latach powstała – dzięki inicjatywom Podkomisji min. Macierewicza – złożona z amerykańskich, brytyjskich i szwedzkich badaczy. Co jednak ustaliła? Dokładnie to samo co radziecki MAK. Wspominam o tym w mojej książce.

7.
(Rolex) Twoja książka nosi tytuł „10-04. Hipoteza dwóch miejsc”. Pierwsze to inscenizacja na lotnisku smoleńskim, przygotowywana na kilka dni przed tą datą. Gdzie sytuujesz drugie? Jaki był według Ciebie hipotetyczny przebieg akcji „Smoleńsk”?
FYM: Żądasz ode mnie zbyt wiele. Ostrożnie mogę powiedzieć, że przypuszczam, iż po kontrolnym zajściu nad XUBS (prawdopodobnie od zachodu) doszło do lądowania PLF 101 na zapasowym lotnisku (najbliższym i przewidzianym w planie lotu był Witebsk), a dopiero tam zaczęła się prawdziwa tragedia. Jej zrekonstruowaniem powinni się jednak zająć dociekliwi śledczy, a nie blogerzy. Przyjęcie bowiem w punkcie wyjścia założenia, że katastrofa smoleńska była mistyfikacją nasuwa natychmiast pytanie: co w takim razie z prezydencką Delegacją się stało? [wyróżnienie piko]

8.
(Rolex) Zgodnie z wyraźnie rysującym się już w roku 2010 nowym scenariuszem geopolitycznym dla Europy, jego aktem założycielskim miał być sojusz Berlin-Moskwa. Rola Polski sprowadzała się do tego, co powtórzył W. Putin w grudniu 2021 r. w swoim ultimatum dla Zachodu, a więc do roli stacji przeładunkowo-przesiadkowej. Stacji nie posiadającej suwerenności scedowanej na obydwie, wrogie stolice. Ten scenariusz musiał zakładać dekapitację elit niepodległościowych, zastraszenie całej klasy politycznej i aktywację wszystkich rosyjskich śpiochów. Osobiście sądzę, że w tej grze wzięła aktywny udział również i polska, zbrojna V kolumna. Jakie jest Twoje zdanie? Czy wywiad niemiecki, a więc państwo niemieckie osłaniały działania Rosjan i ich ludzi w Polsce?
FYM: Wydaje się, że przygotowanie takiego zamachu nie byłoby możliwe bez udziału „czynnika polskiego”. Co do innych „czynników” nie jestem w stanie miarodajnie odpowiedzieć, choć nie można ich wykluczyć. Faktem jednak jest, że „Rosja Putina” to państwo od samego początku neosowieckie (pisze o tym choćby śp. A. Politkowska). Zachód przez długie lata zajmował wobec tego państwa postawę „futrowania” na zasadzie, że im więcej się będzie karmić niedźwiedzia, tym mniej będzie groźny, a może się nawet oswoi (co tam Czeczenia, Dubrowka, Biesłan, Gruzja itd.) – tymczasem niedźwiedź z rosnącym apetytem może przyjść, by się urządzić u nas i rządzić po swojemu. Na tym wszelako nie koniec. Obecnie część państw zaczyna orbitować w kierunku tej neosowieckiej Rosji, jakby imponowała im pozycja siły, z której przemawia Moskwa – jakby porządek europejski znów ulegał zmianie (a więc, jakby miał stopniowo powrócić sowiecki blok). Putin w głośnym orędziu o stanie państwa z kwietnia 2005 r. uznał rozpad ZSSR za największą katastrofę geopolityczną XX w. i prawdziwy dramat dla Rosjan. Czy przypadkiem nie dokonuje on więc stopniowej odbudowy sowietów?

9.
(Rolex) Czy, jeśli w ogóle, i kiedy polska opinia publiczna pozna prawdę o 10 kwietnia 2010 roku?
FYM: 15 lat, które minie niebawem, od tragedii, to wcale nie tak dużo w dziejach państw i dziejach zbrodni. Wydaje się, że po tym jak „międzynarodowa komisja”, o której wspomniałem wyżej, zaklepała „niepodważalność” „badań MAK”, nie ma na razie klimatu, by spodziewać się jakiegoś wielkiego przełomu w sprawie 10-04. Ale też wiele zależy od samych Polaków, czy tę tragedię będą dalej wypierać ze świadomości, czy jednak się nią zainteresują. Do ponownego zainteresowania się historią 10-04 zachęcam w mojej nowej książce.

To jest viceministerka zdrowia! Takie właśnie i inne leszczyny odpowiadają za zdrowie Polaków i polskich dzieci!

[to Urszula Demkow ]

Neomarksiści i małpy piszą „Boską Komedię”

5 lutego 2025 https://pch24.pl/prosze-znalezc-malpe-ktora-napisze-boska-komedie-prof-roszkowski-wyjasnia-neo-marksistow/

„Proszę znaleźć małpę, która napisze Boską Komedię”. Prof. Roszkowski wyjaśnia neo-marksistów

(fot. Biały Kruk / Wikimedia Commons)

– Marksizm klasyczny opierał się na teorii czysto materialistycznej. Chodziło tu o przejęcie państwa, upaństwowienie gospodarki po to, żeby wprowadzić więcej „sprawiedliwości społecznej”. Była teza, że upaństwowienie będzie oznaczało uspołecznienie, co okazało się oczywiście bzdurą – mówi w wywiadzie opublikowanym przez Studio KIK prof. Wojciech Roszkowski.

Naukowiec zwraca uwagę, że marksistowskie „upaństwowienie” przesunęło gestię gospodarczą wyłącznie do organów rządzących i zamiast kryteriów ekonomicznych powstały kryteria polityczne. – Gospodarka była rządzona według kryteriów politycznych nieracjonalnej gospodarki. I to upadło. Ta gospodarka przegrała wyścig konkurencyjny z gospodarką rynkową – wyjaśnia.

Autor „Świata Chrystusa” przypomina, że niemalże równolegle do wdrażania marksizmu gospodarczo-państwowego w życie we Włoszech powstała koncepcja marksizmu kulturowego, czyli komunistycznej przebudowy społeczeństwa. W tym celu właśnie zaatakowano kulturę.

– Co to jest w ogóle kultura? To jest ta sfera naszego istnienia jako ludzi, która nie dotyczy natury, fizyczności, tylko cała reszta. To, jak myślimy, jak się wyrażamy, jakimi wartościami się kierujemy, jak rozumiemy sens naszego życia, w ogóle rozumienie świata, po co żyjemy. To, co papież Jan Paweł II kiedyś powiedział, że właściwie każdy rozumny człowiek powinien sobie zadawać pytanie, kim jestem i co należy robić. I teraz, jeżeli na te pytania mówi się, to jest nieważne, albo nie ma na to odpowiedzi, albo brzmi ona „bawcie się dobrze”, i tak dalej, i tak dalej, to rujnuje się kultura. Akurat to, o czym mówię, dotyczy również rewolucji antychrześcijańskiej – tłumaczy gość Studia KIK.

– Mówi się, że człowiek nie ma w ogóle natury. Zaczyna się bajdurzyć, że między człowiekiem a zwierzęciem jest niewielka różnica. No i wchodzi się w biologię, wchodzi się nie wiadomo w co, pokazując, że naprawdę kod genetyczny człowieka od kodu małpy niewiele się różni. No, to proszę znaleźć małpę, która napisze „Boską komedię”. Czy małpę, która zastanawia się nad sensem swojego życia i potrafi o tym mówić. I jeżeli się dzisiaj mówi, że zwierzętom należy dać prawa jakieś, no to ostatecznie, to wydaje mi się, że ludzie przegrają. Much jest więcej. Przegramy, przegramy w sensie ilościowym, na pewno przegramy – podsumowuje prof. Wojciech Roszkowski.

Źródło: Studio KIK

Pierw bezkarnie zamordowali teraz jeszcze zarobią na ekshumacjach

Pierw bezkarnie zamordowali teraz jeszcze zarobią na ekshumacjach

9.02.2025, https://www.salon24.pl/u/carcajou/1426980,pierw-zamordowali-teraz-jeszcze-zarobia-na-ekshumacjach

Dziękujemy ukraińskim Panom Dobrodziejom.

Ambasador Ukrainy przyznał, że miesiąc, w którym ruszą prace nie jest jeszcze znany, ponieważ jest to uzależnione od warunków pogodowych. – Nie wiemy dokładnie, w którym miesiącu, ale szykujemy się na to, że jeżeli pogoda pozwoli, to wszystkie zezwolenia są wydane i ekipa od strony polskiej jest także przygotowana do rozpoczęcia tych działań – poinformował w programie TVN24.

Wiadomo, że strona ukraińska nastawia się na rozpoczęcie prac wiosną. – Wiosną planujemy w pierwszym miejscu, gdzie zostało wydane już zezwolenie, czyli w Puźnikach – zaznaczył dyplomata.

Wasyl Bodnar powiedział, że trwają prace nad ustaleniem wszystkich innych miejsc, w którym miałaby zostać przeprowadzona ekshumacja polskich ofiar – odbywa się to zarówno na terytorium Polski, jak i Ukrainy. – Według ukraińskiego ustawodawstwa, ma być firma ukraińska, która posiada licencję na przeprowadzenie takich prac. Strona polska już ma takiego partnera i ta współpraca się rozwija z ukraińską instytucją – wyjaśnił i dodał, że „ta instytucja dostała wszystkie pozwolenia i kiedy ekipy wspólnie wyjadą, zaczną kopać, wtedy społeczność się dowie i oczywiście będziemy o tym komunikowali przez ministrów ds. kultury”.
Strona ukraińska częściowo bierze udział w sfinansowaniu prac ekshumacyjnych na terytorium Ukrainy. – Miejscowe władze i nasz IPN zgłosił, że będzie dofinansowywał te prace, ale głównie finansowanie jest ze strony polskiej – zaznaczył ambasador Ukrainy.

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-ekshumacje-polakow-na-wolyniu-strona-ukrainska-podala-wstepn,nId,7908546#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Trailer.

Kto nie oglądał to zapraszam do obejrzenia dokumentu o ludobójstwie wołyńskim, do którego powstania także się przyczyniłem.

„Po wielu latach zabiegów, by puścić ZKB w TVP, kanałach regionalnych, Telewizji Republika oraz po bezskutecznych zabiegach, by film poszedł jako dodatek do gazet u braci Karnowskich czy u Piotra Bachurskiego… wreszcie „już można”.

blogerka Carcinka

https://www.salon24.pl/u/carcajou/1312235,zatruta-krew-bratnia-film-o-ludobojstwie-wolynskim



Link do filmu:
https://vod.tvp.pl/filmy-dokumentalne,163/zatruta-krew-bratnia,274356

„20.11 2014 r., w rocznicę wydania rozkazu o rozpoczęciu akcji „Wisła” na Kresach, odbyła się w podziemiach Katedry Praskiej pierwsza odsłona KINA PODZIEMNEGO. Po projekcji filmu „Zatruta Krew Bratnia” odbył się ponad 2 godzinny panel z udziałem m.in. Jerzego R. Nowaka, Zbigniewa Lipińskiego (Myśl Polska), Andrzeja Siedleckiego (Stowarzyszenie Łagierników Żołnierzy AK),  żołnierza „Łupaszki” Lecha Rudzińskiego. Obecna była Ewa Siemaszko, ale nie mogła zostać na panelu.
Nie będzie więcej pokazów w ramach KINA PODZIEMNEGO w podziemiach Katedry Praskiej. Wystarczyło parę telefonów, by proboszcz Katedry ks. Kowalski, któremu dziękuję za to, że miał dobre intencje, „zrozumiał” swój błąd. Całą relację dam później, a tymczasem zapraszam do obejrzenia fragmentu panelu po projekcji filmu „Zatruta Krew Bratnia”. Czy będą następne odsłony KINA PODZIEMNEGO? Nie wiem, to zależy czy będę miała nastrój na kopanie się z koniem… Coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że tylko inicjatywy kontrolowane mogą w Polsce się rozwijać, trzeba mieć koncesję, tak jak diler dostaje swój róg od swojego bossa”.

Carcinka

 Poniżej całość.

Ja też tam byłem i potwierdzam obecność służb, byli namolni, a telefon jaki dostałem następnego dnia od wspomnianego księdza, zapamiętam do końca życia. W sumie to mało kto mnie tak w życiu znieważył.

A tu wypowiedź „tuza” polskiego dziennikarstwa w przededniu wybuchu pierwszej wojny na Ukrainie. Oceńcie sami stan umysłu tego człowieka. Poniżej całość.

31.01.2014 r. Panel Dyskusyjny w Cafe Niespodzianka sprowokowany obecną sytuacją na Ukrainie. Bardzo ciekawe wypowiedzi prelegentów dobrze obeznanych z tematyką ukraińską. Wczoraj byli obecni m.in: Krzysztof Bosak, Michał Krupa, Piotr Skwieciński, Witold Jurasz, Tomasz Rola, Robert Winnicki.